Ceny żywności wpłyną na droższe święta?

Od kilku lat statystycznie na Święta Bożego Narodzenia wydajemy około 720 zł. Czy w tym roku będzie to mniejsza czy większa kwota? Wpływ na to ma wiele czynników. Z jednej strony wzrost cen żywności, inflacja, a z drugiej wzrost średniego wynagrodzenia. 

Według badań firmy Deloitte tegoroczne święta zamkną się rachunkiem o około 5% wyższym niż poprzednie. Co na to wpłynie? – W tym roku mamy spory problem, jakim jest najwyższy od 12 lat wzrost cen żywności. Głównym czarnym charakterem nie są już jednak ceny masła. W tym roku będzie to prawdopodobnie cukier drożejący o 20%. Nie bez znaczenia są też około 10% wzrosty cen mąki czy mięsa. To właśnie żywność może niespodziewanie w tym roku nadwyrężyć nasze świąteczne domowe budżety – mówi Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomat.pl

Jak było w poprzednich latach?

Badania Barometru Providenta na temat wydatków statystycznego Polaka, pokazują, że w 2016 roku wydawaliśmy średnio 722 złote na święta, w 2017 było to 721 złotych, a w 2018 zaledwie 718 złotych. Oznacza to, że pomimo wzrostu wynagrodzeń w Polsce wydawaliśmy coraz mniej na same święta. Proste powiązanie zarobków, które w tym czasie wzrosły o około 20%, z wydatkami nie jest zatem uzasadnione.

Wpływ inflacji na ceny

Jeśli chcielibyśmy wiedzieć czy, i o ile, więcej zapłacimy za święta warto przyjrzeć się różnym wskaźnikom. Teoretycznie można w tym celu próbować wspierać się wskaźnikiem inflacji. Ten jednak dosyć mocno zniekształca sytuację. Dlaczego?

Koszyk inflacji zawiera określone składniki. Nie są one takie same jak w naszych wydatkach świątecznych. Inflacja składa się w niecałych 25% z wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe. To nie oddaje charakteru przygotowań do świąt. W tym roku inflacja rosła o 2,6%, według ostatnich danych żywność zdrożała jednak 6,5%. Powodem tej różnicy jest to, że w koszyku inflacyjnym są elementy, które ostatnio nie tylko względnie trzymają cenę, ale wręcz tanieją. Dobrym przykładem jest tutaj odzież i obuwie, czy transport, który staniał dzięki spadkowi cen ropy naftowej. Relatywnie wolno rósł również ważny element koszyka, czyli użytkowanie mieszkań i nośniki energii. Tutaj jednak pomogło zamrożenie kosztów energii – tłumaczy M. Przygórzewski z Walutomatu.

Wydawać by się mogło, że skoro w latach ubiegłych wydatki były niższe a mieliśmy deflację, to jednak porównanie inflacyjne będzie bardziej zasadne. Problem w tym, że wydatki najmocniej spadły w 2018 roku, kiedy inflacja faktycznie przyspieszyła do 2%.

Wynagrodzenia poszły w górę

Drugim nasuwającym się elementem, którym można oszacować wydatki Polaków jest wzrost średniego wynagrodzenia podawanego przez GUS. Ten z kolei wynosi obecnie 5,9% więcej niż rok temu. Byłaby to dobra metoda, gdyby społeczeństwo uzyskiwało w miarę porównywalne dochody i wydawało podobny procent na święta. Tak jednak nie jest, jak pokazują dane statystyczne, co czyni tą metodę wątpliwą.

Na żywność tyle co na prezenty

Komentatorzy wskazują na pewną zmianę zwyczajów. Coraz więcej zakupów prezentowych robimy przez internet, co pozwala nam skutecznie ograniczać koszty. Nie bez znaczenia jest też dobra kondycja złotego względem euro w ostatnich tygodniach, pozwalająca zaoszczędzić na prezentach importowanych. Z drugiej strony nie jest to aż tak istotne gdyż, jak pokazują badania Deloitte, w przeciwieństwie do Zachodniej Europy wydatki na żywność mamy bardzo zbliżone do tych na prezenty. Na Zachodzie prezenty wyraźnie wygrywają.

Materiał przygotowany przez ekspertów serwisu Walutomat.pl.

Sztuczna inteligencja w pierwszym w Polsce sądzie arbitrażowym on-line

Ultima Ratio, pierwszy w Polsce elektroniczny sąd arbitrażowy przy Stowarzyszeniu Notariuszy RP, podpisał umowę z warszawską spółką IUS.AI na wdrożenie modułów informatycznych opartych na sztucznej inteligencji. Wyroki będą zapadać szybciej, bo docelowe, nowe funkcje mogą zastąpić człowieka nawet w 80% procesu związanego z prowadzeniem sprawy i wydawaniem wyroków. Pierwsze moduły oparte na sztucznej inteligencji rozpoczną pracę już w połowie przyszłego roku.

Sztuczna inteligencja w sądach to nie fikcja. W wielu krajach już dziś funkcjonują systemy informatyczne, których zadaniem jest usprawnianie pracy sędziów i arbitrów. Wspomagają w analizie dowodów, a także znajdują wzorce i podobieństwa między daną sprawą, a innymi, już rozstrzygniętymi. Sądy w Szanghaju posiłkują się oprogramowaniem opartym na sztucznej inteligencji, które wspomaga wymiar sprawiedliwości w orzecznictwie w sprawach karnych, a w niektórych stanach USA stosowane są algorytmy, które wyliczają prawdopodobieństwo, z jakim dana osoba popełni kolejne przestępstwo czy też nie zgłosi się na wezwanie sądu lub instytucji penitencjarnych. Z kolei Estonia planuje do końca tego roku wdrożyć specjalne systemy informatyczne analizujące wszystkie dowody i wydające wstępną decyzję w sprawach, w których wartość przedmiotu sporu nie przekracza 7 tys. euro. A jak sprawa ma się w Polsce? Eksperci podkreślają, że AI w naszych sądach to tylko kwestia czasu, zaznaczając przy tym, że sztuczna inteligencja może znacznie usprawnić funkcjonowanie całego sądownictwa.

To trochę tak, jak z podróżą autonomicznym samochodem. Kierowca wsiada i decyduje, gdzie chce jechać, a resztą zajmuje się oprogramowanie. Pojazd samodzielnie rusza, utrzymuje się na pasie ruchu, obserwuje znaki drogowe, przestrzega ograniczeń prędkości, zwalnia przed zakrętami a otrzymawszy od innych aut informację o wypadku czy korkach, zmieni trasę. Taką samą sytuację mamy w przypadku wykorzystania sztucznej inteligencji w sądownictwie czy arbitrażu. Systemy informatyczne pełnią jedynie role wspomagającą. Nie podejmują żadnych decyzji, tak jak oprogramowanie samochodów autonomicznych nie decyduje za kierowcę o celu podróży.  AI ma za to pomóc arbitrowi w wykonywaniu pewnych prostych acz czasochłonnych i często powtarzalnych czynności – na przykład automatycznie przygotować projekt uzasadnienia orzeczenia. Z naszych szacunków wynika, że sztuczna inteligencja może potencjalnie zredukować nakład pracy sędziego bądź arbitra nawet o 80%, pomagając mu skupić się na meritum sprawy.”  – komentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

„Nasze oprogramowanie pomoże arbitrom skupić się na meritum sprawy a nie na typowym copy-paste, aby przygotować orzeczenie i jego uzasadnienie. Obecnie duża część pracy arbitra to praca z tekstem, która zabiera większość czasu. Jest to praca żmudna i często powtarzalna. Idealna dla sztucznej inteligencji. Systemy sztucznej inteligencji mogą porównać sprawy między sobą, wyłapać punkty wspólne, ale też różnice. Obie te cechy są kluczowe dla przewidywania wyniku danej sprawy. Pozwalają też na wypracowanie i stosowanie linii orzeczniczych. Arbiter może łatwo dostać wyciąg z posumowanych informacji i zadecydować o podążeniu daną linią orzeczniczą lub uznać, że sprawa jest różna i wymaga bardzo dokładnej analizy.

Co więcej, sztuczna inteligencja może bardzo szybko sprawdzić, czy zaszły zmiany w orzeczeniach Sądu Najwyższego, które mogły by mieć wpływ na daną linię orzeczniczą. Normalnie taka praca mogła by za każdym razem zając długie godziny natomiast AI jest wstanie to wykonać w ułamku sekundy znając stan faktyczny. Technologie pozwalające na to już są częściowo gotowe albo są w stadium R&D w firmie IUS.AI.”  – mówi Adam Zadrożny, CTO w IUS.AI

Ultima Ratio, we współpracy ze spółką IUS.AI, planuje w ciągu trzech lat wprowadzić nowe moduły informatyczne oparte na AI. Docelowo sztuczna inteligencja będzie automatycznie przygotowywać gotowy projekt orzeczenia wraz z uzasadnieniem, przetwarzając w tym celu dane i stanowiska stron zgromadzone w toku postępowania. System będzie też wspierał arbitra dostarczając mu informacji o przebiegu i wyniku podobnych spraw, a także przedstawi mu te fragmenty uzasadnień innych orzeczeń, które najlepiej wyjaśniają konkretny problem czy zagadnienie prawne. Co więcej, specjalny algorytm będzie szybko sprawdzał, czy zaszły zmiany w orzeczeniach Sądu Najwyższego, które mogły by mieć wpływ na daną linię orzeczniczą.

Święta w pracy, czy praca w święta?

Dwa tygodnie urlopu czy dni wolne przeplatane pracą – jak wygląda końcówka zawodowego roku dla Polaków? Według badań Pracuj.pl życie w wielu biurach w tym czasie znacznie zwalnia. Blisko połowa badanych deklaruje branie wolnego na część dni roboczych, a co piąty – w ogóle nie pracuje w okresie od świąt do końca roku. Natomiast pracodawcy są wyraźnie podzieleni w ocenie takich praktyk – równie często zachęcając, jak i zniechęcając zespoły do urlopów w okresie okołoświątecznym.

Koniec grudnia: sezon urlopów

Zespół portalu Pracuj.pl przepytał pracujących specjalistów – użytkowników serwisu – o ich plany urlopowe związane ze świętami Bożego Narodzenia i Sylwestrem. Jak pokazują wyniki, końcówka grudnia to okres wyjątkowego uspokojenia się sytuacji w większości miejsc pracy. Dla wielu Polaków to także okazja do wykorzystania do końca przysługujących im dni wolnych.

Jak deklaruje 47% badanych przez Pracuj.pl, w tym czasie biorą oni wolne na przynajmniej część dni pracujących. Co piąty (22%) przez cały ten okres decyduje się urlopować, a tylko co trzeci decyduje się być w biurze we wszystkie dni oprócz ustawowo wolnych. Ponadto 8% respondentów deklaruje, że ich firmy zamykają się na cały okres od świąt do końca grudnia.Święta w pracy, czy praca w święta

Świąteczna przerwa? Co pracodawca, to opinia

Specyfika pracy w okresie przypadającym od świąt do sylwestra zazwyczaj znacząco różni się w zależności od branży, w jakiej działa firma. Odbicie tej sytuacji widać w postawach przyjmowanych wobec okresu urlopowego pod koniec grudnia przez pracodawców.  Są oni pod tym względem wyjątkowo mocno podzieleni. Według 46% badanych ich pracodawca zachęca pracowników do brania wolnego w tym okresie, ale według tylko niewiele mniejszej grupy (43%) – zniechęcają do nieobecności w pracy w tym czasie.

Grudzień to okres, który w niemal każdej firmie i specjalizacji ma swoją konkretną specyfikę. Na przykład, w branży handlowej, eventowej czy turystycznej to oczywiście czas wzmożonej pracy i zainteresowania klientów niemal przez cały miesiąc, także w okresie tuż po świętach. Z kolei w innych organizacjach najbardziej intensywna praca, związana np. z podsumowaniami roku i dopinaniem formalności, ma miejsce w pierwszej połowie grudnia. Natomiast w ostatnich dwóch tygodniach tego miesiąca raczej nie realizuje się kluczowych projektów, a frekwencja w biurach wyraźnie maleje. Te rozbieżności odbijają się także wyraźnie w postaci zróżnicowanych odpowiedzi naszych badanych
— komentuje Agnieszka Dobosz, ekspertka Pracuj.pl, Koordynator ds. Komunikacji z Użytkownikami w Grupie Pracuj.Święta w pracy, czy praca w święta 2

Święta w pracy, czy praca w święta

Do interesujących zagadnień dotyczących świąt w pracy należą nie tylko plany urlopowe. Zespół Pracuj.pl zapytał także swoich użytkowników m.in. o zwyczaje świąteczne panujące w ich firmach, oferowane im z tej okazji benefity czy o cechy, jakimi z tej okazji powinien wykazać się dobry pracodawca. Wszystkie te kwestie porusza badanie „Święta w pracy”, którego szersze opracowanie można znaleźć w biurze prasowym Pracuj.pl.

TOP 10 rynkowych wydarzeń. Eksperci Colliers podsumowują 2019 rok

Końcówka roku to czas podsumowań. Także eksperci Colliers International wybrali 10 wydarzeń, które istotnie wpłynęły na kształt rynku nieruchomości w Polsce w 2019 roku.

  1. Inwestycje w aktywa alternatywne

Zamknięto pierwszą transakcję inwestycyjną dotyczącą domów studenckich w Europie Środkowo-Wschodniej. Kajima, instytucjonalny inwestor z Japonii, nabył od Oaktree większościowy pakiet udziałów w Student Depot oferującym 2 000 łóżek w pięciu polskich miastach. Wartość transakcji to za ok. 60 mln euro.

  1. Rekordowe transakcje inwestycyjne na warszawskim rynku biurowym

Immofinanz kupił Warsaw Spire A za ok. 386 mln euro, a Mapletree przejął od HB Reavis kompleks West Station za ok. 190 mln euro. Właściciel zmienił także Warsaw Trade Tower, który został sprzedany Globalworth za ok. 133 mln euro. Z kolei Credit Suisse zakupił budynek biurowy Ethos w Warszawie za 115 mln euro.

  1. Biurowa granica 11 mln mkw. GLA przekroczona

Na koniec 2019 r. całkowita podaż na 9 głównych rynkach biurowych w Polsce przekroczyła poziom 11 mln mkw. Udział powierzchni biurowej zlokalizowanej w 8 głównych miastach regionalnych: Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu, Górnośląskiej-Zagłębiowskiej Metropolii, Lublinie i Szczecinie niemalże dorównuje całkowitym zasobom nowoczesnej podaży biur w stolicy.

  1. Rekordy biurowe w Warszawie

W 2019 roku na warszawskim rynku biurowym padły kolejne rekordy. Odnotowano tu najniższe od 2012 roku pustostany Warszawie – 8.2% oraz największą umowę najmu w historii rynku biurowego w Polsce (przednajem) – mBank wynajął w Mennicy Legacy Tower niemal 46 tys. mkw. Kolejny rok przyniesie także rekordową liczbę ukończonej powierzchni biurowej – 395 tys. mkw..

  1. Kraków liderem wśród miast regionalnych

Zainteresowanie najemców krakowskimi powierzchniami biurowymi z rok na rok zaskakuje. Tylko w trzech pierwszych kwartałach wynajęło się tam 234 tys. mkw., czyli 3 razy więcej niż w Trójmieście, kolejnym największym rynku regionalnym pod względem aktywności najemców. Aż 35% wszystkich podpisanych umów stanowiły transakcje przednajmu w budynkach będących w trakcie budowy, a stopa pustostanów od początku roku spadła do poziomu 9.5%. Ponad połowa całkowitego wolumenu najmu przypisywana jest firmom z sektora outsourcingu – BPO, SSC, ITO i R&D.

  1. Handlowa granica 12 mln mkw. GLA przekroczona

Dzięki nowo oddanej podaży (ok. 300 tys. mkw. GLA), całkowite zasoby powierzchni w polskich galeriach handlowych przekroczyły granicę 12 mln mkw. Największym projektem oddanym do użytku w 2019 roku była Galeria Młociny w Warszawie (78 tys. mkw.).

  1. Aktywność inwestorów i deweloperów w sektorze parków handlowych w małych miastach rośnie

Wzmaga się aktywność inwestorów i deweloperów w średnich oraz małych miastach. Zakup parku handlowego w Łowiczu przez Immofinanz powiększył zasięg konceptów Stop Shop w Polsce. Na rynku pojawił się też nowy gracz – EDS  Retail  Park, który zapowiedział budowę obiektów poniżej 5 000 mkw.  GLA m.in. w Legnicy, Nowym Dworze Mazowieckim, Redzie oraz Lubinie. Firma Trei  Real  Estate GmbH otworzyła Vendo Park w  Pułtusku oraz zabezpieczyła działki pod kolejne projekty m.in. w Kutnie i Kobyłce. Także Saller systematycznie rozbudowuje swoje portfolio.

  1. Ponad 18 mln mkw. GLA na rynku magazynowym

Całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła poziom 18 mln mkw. W ciągu całego roku zasoby w Polsce zwiększyły się łącznie o ponad 2 mln mkw. nowej powierzchni. Największym rynkiem magazynowym pozostaje niezmiennie Warszawa (4,1 mln mkw.), a za nią plasują się Śląsk (3,3 mln mkw.) oraz region Polski Centralnej (2,9 mln mkw.).

  1. Duże otwarcia w sektorze e-commerce

Branża e-commerce w Polsce jeszcze silniej zaznaczyła swoją obecność w Polsce, dzięki ukończeniu kolejnych dużych inwestycji magazynowych. W 2019 r. oddano do użytku 3 obiekty BTS dla firmy Amazon – w Łodzi, Bolesławcu oraz w Gliwicach (łącznie ponad 315 tys. mkw. powierzchni). Działalność rozpoczęło także centrum logistyczne Zalando w Olsztynku k. Olsztyna.

  1. Deweloperzy magazynowi na zakupach

Deweloperzy zabezpieczają tereny pod kolejne inwestycje. W 2019 r. m.in. firma Hillwood w III kwartale sfinalizowała zakup 13 ha działki w powiecie pruszkowskim, na której powstanie ok. 43 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Również SEGRO planuje swój kolejny park. W tym celu firma kupiła nieruchomość gruntową o powierzchni 17 ha w okolicach Wrocławia.

— Powyższe podsumowanie pokazuje, że rok 2019 był czasem rekordów na rynku nieruchomości komercyjnych. Być może także w kolejnym roku odnotowane zostaną historyczne momenty. W 2020 będziemy mieli do czynienia z ogromną falą podaży powierzchni biurowych w Polsce. Szacuje się, że do użytku zostanie oddanych 1,2 mln mkw. biur, o około 0,5 mln więcej niż w tym roku. Bacznie będziemy obserwować także dalszy rozwój parków handlowych w małych i średnich miastach, jak również obiektów typu mixed-use, np. Fabryki Norblina w Warszawie czy Fuzji w Łodzi  — mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Prawie dwie trzecie Polaków sprawdza produkt w internecie zanim go kupi, jedynie 25 proc. wybiera wyłącznie sklepy stacjonarne

Internet odgrywa ważną rolę w planach zakupowych Polaków. Aż sześciu na dziesięciu konsumentów szuka informacji o danym produkcie właśnie w sieci, zanim zdecyduje się na jego zakup – wynika z badania Wonga Polska. Natomiast połowa z nas produkty inne niż spożywcze najchętniej kupuje w internecie. Wirtualne zakupy to oszczędność czasu oraz możliwość porównania opinii innych użytkowników. Nadal jednak co czwarty ankietowany wybiera wyłącznie sklepy stacjonarne.

Grudzień jest momentem wzmożonych zakupów. Szukamy świątecznych ozdób, planujemy dania na wigilijny stół, a także myślimy o prezentach dla najbliższych. Czy podczas zakupów wolimy korzystać z nowoczesnych usług i zamawiać produkty online, czy raczej stawiamy na tradycję i wybieramy sklepy stacjonarne? Wonga Polska zbadała, co preferują Polacy.

Online kupujemy AGD, ale już niekoniecznie żywność

Zdecydowanie najchętniej przez internet kupujemy małe AGD, a więc takie sprzęty jak: odkurzacz, żelazko, ekspres do kawy, toster czy suszarkę do włosów. Te produkty wybrało aż 73 proc. badanych. Niewiele mniej, bo 67 proc. nie ma też nic przeciwko zaopatrywaniu się w ten sposób w sprzęt i akcesoria telefoniczne – wynika z kolejnego cyklu badania „Cyfrowe zwyczaje Polaków”, przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Wonga Polska.Prawie dwie trzecie Polaków sprawdza produkt w internecie zanim go kupi, jedynie 25 proc. wybiera wyłącznie sklepy stacjonarne

Podobnie oceniamy zakupy zabawek dla dzieci i szeroko pojętego asortymentu komputerowego (laptopów lub komputerów stacjonarnych, tabletów, konsoli do gier) – analogicznie wybrało je 64 i 63 proc. badanych. Sześciu na dziesięciu Polaków kupuje też przez internet urządzenia RTV i audio, kosmetyki i perfumy, a także ubrania i biżuterię. Połowa z nas jest skłonna wybrać w sieci także duże AGD, a więc lodówkę, pralkę czy zmywarkę oraz sprzęt fotograficzny. Jedynie 20 proc. zamawia online artykuły spożywcze.

– Polacy kupują w internecie znaczną część urządzeń domowego użytku. Sytuacja zmienia się, jeśli chodzi o żywność – w tym wypadku nadal chętniej decydujemy się na stacjonarne zakupy spożywcze w osiedlowych sklepach lub dużych marketach. Może to być spowodowane m.in. wygodną dostępnością takich miejsc oraz ich szerokim zaopatrzeniem. Wiele osób może się także obawiać o świeżość i stan produktów spożywczych, zwłaszcza w trakcie transportu. Dodatkowo, cena takich usług przy mniejszej ilości często jest znacznie wyższa niż przy stacjonarnych zakupach – zauważa Aneta Gergont-Gałązka, dyrektor departamentu marketingu w Wonga Polska.

Wizyta u lekarza usługą numer jeden online

Jak wynika z badania Wonga Polska, prawie siedmiu na dziesięciu ankietowanych jest skłonnych do umawiania wizyt lekarskich online (68 proc.). Na zapisanie do fryzjera, kosmetyczki czy barbera zdecydowałoby się 57 proc. – tyle samo, co na przedłużenie umowy telekomunikacyjnej. Konto w banku przez internet założyłaby mniej więcej co druga osoba (56 proc.), a ubezpieczenie wykupiłoby 46 proc. Ponad trzech na dziesięciu ankietowanych jest skłonnych dokonać wymiany walut online, a co czwarty wziąć pożyczkę gotówkową. Jedynie 23 proc. Polaków umówiłoby się online na randkę z nieznaną osobą.

– Wśród usług, które chętnie rezerwujemy bądź kupujemy w sieci, rekordy biją wizyty lekarskie. Polacy pokochali internetowe rejestracje do specjalistów, ponieważ są wielką oszczędnością czasu. Najmniejszą popularnością cieszą się za to aranżacje spotkań z nieznajomymi. Może to świadczyć m.in. o wzmożonej ostrożności, co jest jak najbardziej pożądaną cechą – mówi Aneta Gergont-Gałązka z Wonga Polska.

Ile ludzi, tyle sposobów na zakupy

– Przeprowadzone badania pokazały, że Polacy kupują świadomie. 60 proc. z nas w pierwszym kroku, zanim zdecyduje się na wybór produktu lub usługi, sprawdza informacje o danej rzeczy w internecie. Daje nam to możliwość porównania cen czy też przeczytania opinii osób, które już kupiły ten przedmiot lub skorzystały z oferty – zaznacza Aneta Gergont-Gałązka z Wonga Polska.

22 proc. najpierw czyta o produkcie w internecie, później ogląda go w sklepie stacjonarnym i dopiero dokonuje zakupu. Co piąty Polak proces zakupowy przeprowadza wyłącznie w sieci – tam wybiera produkt na podstawie dostępnych informacji i kupuje go. Niewiele mniej, bo 18 proc., po przejrzeniu wiadomości w internecie ogląda rzecz w sklepie stacjonarnym, by znów przenieść zakupy do świata online i tam zakończyć transakcję. Natomiast prawie co siódmy Polak najpierw ogląda produkt w rzeczywistości, a później kupuje go w sklepie internetowym. 25 proc. badanych od razu idzie do sklepu stacjonarnego i tam wybiera przedmiot.w jaki sposób robią zakupy spożywcze

Rynki zapędziły się w swoim optymizmie?

Zachwyt związany z rozejmem handlowym USA i Chin zaczyna powoli przygasać. Wprawdzie rynki pozostają w relatywnie pozytywnych nastrojach z nadzieją na lepsze perspektywy w 2020 r., ale stopniowe uciekanie inwestorów na świąteczną przerwę odciska swoje piętno.

Przyjmując, że ten tydzień jest ostatnim „normalnym” w tym roku, inwestorzy przeznaczają czas na finalne porządki w portfelach. Zdania są podzielone, co przyniesie przyszły rok. Albo porozumienie handlowe USA-Chiny jest zapowiedzią odbicia ożywienia globalnego i podstawa dla kontynuacji hossy, albo rynki zapędziły się w swoim optymizmie, którego nie mogą nadgonić fundamenty. Osobiście bliżej mi do drugiego obozu i nie przekonuje mnie nawet klasyczne wytłumaczenie, że rynki dyskontują przyszłość (gdyż mogą dyskontować jej wypaczoną wersję). Mimo to do oceny sytuacji rynkowej i kształtowania strategii często nie liczy się, czyja racja na koniec będzie słuszna, ale jak aktywa będą się zachowywać po drodze. Na razie obie frakcje – tych, którzy wierzą w kontynuację trybu risk-on, oraz tych, którzy teraz wolą realizować zyski – zdają się być równoliczne. Albo podobnie ostrożne. Tak, czy inaczej, wahnięcia w tą lub inną stronę w kolejnych dniach, o ile nie będą wyraźnego uzasadnienia, mogą być przypadkowym błądzeniem.

Jak optymistycznie i spokojnie będzie wyglądać przyszły rok, to się jeszcze okaże. Już widać, że ryzyko twardego brexitu będzie dalej obecne, nawet jeśli czarny scenariusz dla 31 stycznia został oddalony. Ale premier Boris Johnson nie zamierza marnować czasu, by wywierać presję na Brukselę dla uzyskania jak najlepszej umowy handlowej podczas okresu przejściowego. Johnson jest świadomy, że UE ma interes w uzgodnieniu jak najwięcej i najkorzystniej dla obu stron, ale też nie pozwoli się zastraszyć. Szanse na szczęśliwe zakończenie i wyraźne umocnienie GBP nie są zaprzepaszczone, ale po drodze czeka funta jazda po wybojach. Na razie straszy to kapitał spekulacyjny, który ściąga zyski zarobione na powyborczej euforii.

Polityka Fed również może zaskoczyć, gdyż obowiązują jej dwie wizje. Pierwsza wywodzi się z samego Fed, o czym przypomniał wczoraj Eric Rosengren z Fed z Bostonu. Ma on nadzieję, że 2020 będzie „nudnym rokiem” dla polityki pieniężnej i Fed utrzyma stopy procentowe bez zmian przez „dość istotny” okres czasu. To interesujące stwierdzenie, gdyż pada z ust członka Fed o jastrzębich poglądach. Jednak odmienne zdanie posiada prezydent USA Trump, który wczoraj przypomniał, że „byłoby świetnie, gdyby Fed dalej obniżał stopy procentowe”. Rok wyborczy jest kluczowym okresem dla starającego się o reelekcję prezydenta, by gospodarka prężnie się rozwijała. Stąd jedno potknięcie w danych prawdopodobnie będzie szybko wywoływać krytykę prezydenta w stosunku do zbyt restrykcyjnej polityki Fed. Rynki nie lubią takich nacisków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zaktualizuj WhatsApp! Bug w czacie grupowym pozwalał na usunięcie wszystkich danych konwersacji i awarię aplikacji

Eksperci ds. bezpieczeństwa z firmy Check Point znaleźli lukę w aplikacji WhatsApp, która pozwala na utworzenie złośliwej wiadomości grupowej, doprowadzając do awarii aplikacji wszystkich członków grupy. Komunikator ten jest bardzo popularny wśród polskich polityków. Według źródeł Wirtualnej Polski z 2018 roku, prezydent Andrzej Duda loguje się na nią niemal codziennie, korzysta z niej także premier Mateusz Morawiecki.

Zespół Check Point Research odkrył tę lukę, sprawdzając komunikację między WhatsApp a WhatsApp Web, internetową wersją aplikacji, która odzwierciedla wszystkie wiadomości wysyłane i odbierane z telefonu użytkownika. Umożliwiło to badaczom sprawdzenie parametrów używanych do komunikacji WhatsApp i manipulowanie nimi. Nowe badanie opiera się na usterce „FakesApp” odkrytej przez Check Point Research, która umożliwiała edytowanie wiadomości czatu grupowego w celu rozpowszechniania fałszywych wiadomości.

WhatsApp posiada około 1,5 miliarda użytkowników i ponad miliard grup, dzięki czemu jest najpopularniejszą aplikacją do komunikacji na całym świecie. Ponad 65 miliardów wiadomości jest codziennie wysyłanych za pośrednictwem WhatsApp. Komunikatory są bardzo popularne wśród polskich polityków. Jak informował tygodnik Newsweek w 2018 roku, z WhatsAppa korzystają m.in. Arkadiusz Mularczyk, Borys Budka, Władysław Kosiniak-Kamysz czy Sławomir Neumann. Z kolei z podobnej aplikacji o nazwie Viber komunikują się np. Jacek Żalek, Bartosz Arłukowicz czy Robert Biedroń, z Telegrama Marcin Kierwiński i Stanisław Gawłowski, a z Signala – Włodzimierz Czarzasty, Krzysztof Kwiatkowski i Marek Suski.

Check Point Research, ramię wywiadu zagrożeń firmy Check Point Software Technologies, pomógł w procesie łatania luki w komunikatorze WhatsApp, która mogła pozwolić hakerom na wysłanie złośliwego czatu grupowego, który spowodowałby awarię aplikacji wszystkich członków grupy. Aby odzyskać aplikację WhatsApp, użytkownicy musieliby ją odinstalować i zainstalować ponownie, a następnie usunąć grupę zawierającą wiadomość.

Aby utworzyć złośliwą wiadomość, która miałaby wpływ na grupę WhatsApp, „zły aktor” musiałby być członkiem grupy docelowej (WhatsApp pozwala na maksymalnie 256 użytkowników na grupę). Używając WhatsApp Web i narzędzi do debugowania swojej przeglądarki internetowej, mógłby edytować określone parametry wiadomości i wysłać edytowany tekst do grupy. Ta edytowana wiadomość spowodowałaby awarię u wszystkich członków grupy, uniemożliwiając im dostęp do wszystkich funkcji WhatsApp, dopóki nie zainstalują aplikacji ponownie i nie usuną grupy ze złośliwą wiadomością.

Oded Vanunu, szef działu badań nad lukami bezpieczeństwa produktów w firmie Check Point, powiedział: – Ponieważ WhatsApp jest jednym z wiodących na świecie kanałów komunikacji dla konsumentów, firm i agencji rządowych, możliwość uniemożliwienia korzystania z WhatsApp i usunięcie cennych informacji z czatów grupowych jest potężną bronią dla hakerów. Wszyscy użytkownicy WhatsApp powinni zaktualizować aplikację do najnowszej wersji, aby uchronić się przed tym potencjalnym atakiem.

Check Point Research przekazało swoje ustalenia WhatsAppowi 28 sierpnia 2019 r. WhatsApp potwierdził je i opracował poprawkę, aby rozwiązać problem, który jest dostępny od wersji WhatsApp 2.19.58. Użytkownicy powinni ręcznie dokonać aktualizacji swojego oprogramowania.

– WhatsApp zareagował szybko i odpowiedzialnie, by opracować zabezpieczenie przed wykorzystaniem tej luki – powiedział Oded Vanunu.

– WhatsApp bardzo ceni pracę społeczności technologicznej, w utrzymaniu silnego bezpieczeństwa dla naszych użytkowników na całym świecie – powiedział Ehren Kret, inżynier oprogramowania WhatsApp. – Dzięki odpowiedzialnemu zgłoszeniu z Check Point, szybko rozwiązaliśmy ten problem już w połowie września. Niedawno dodaliśmy również nowe elementy sterujące, aby uchronić użytkowników przed dodaniem do niechcianych grup, unikając w ten sposób komunikacji z niezaufanymi podmiotami.

Wnętrzarskie wybory Polaków: co kupowaliśmy w 2019 roku?

Coraz chętniej poszukujemy w internecie mebli wypoczynkowych – zainteresowanie tą kategorią wzrosło aż o 25% względem ub. roku. W które elementy wyposażenia inwestowaliśmy najczęściej? Wnętrzarskie wybory ostatnich 12 miesięcy podsumowuje Homebook.pl.

Jak pokazują dane Homebook.pl – platformy, która prezentuje ofertę większości sklepów i marek wnętrzarskich w Polsce – użytkownicy najczęściej poszukiwali produktów z kategorii oświetlenie – głównie lamp wiszących (3,5 mln klików). Tuż za nimi znalazły się łóżka  (2,4 mln klików) oraz narożniki  (1,6 mln klików). Dalsze pozycje tej listy przypadły stolikom i ławom do salonu, sofom oraz krzesłom kuchennym. Okazuje się, że w 2019 chętniej niż w 2018 kupowaliśmy przez internet meble wielkogabarytowe, rzadziej dekoracje (wśród których prym wiodły lustra i zegary).

Na tropie inspiracji: salon i kuchnia

Obecna ścieżka zakupowa klientów, którzy zastanawiają się nad urządzaniem  konkretnego pomieszczenia, rozpoczyna się od przeglądania inspiracji dostępnych w sieci. Dopiero na podstawie wybranych aranżacji podejmowana jest decyzja o zakupie produktów w wybranym stylu. Według danych Homebook.pl, platformy gromadzącej niemal 700 tysięcy zdjęć pomieszczeń, wynika, że użytkownicy w 2019 roku najczęściej poszukiwali w sieci pomysłów na urządzenie salonu (30% odsłon wszystkich zdjęć inspiracyjnych platformy)

Na drugim miejscu znalazła się kuchnia – serce domu, uzyskując wynik 29% odsłon. W tej kategorii największą popularnością cieszyły się inspiracje prezentujące kuchnie w stylu nowoczesnym oraz połączenie salonu z aneksem kuchennym. W trzeciej kolejności użytkownicy portalu byli zainteresowani konceptami związanymi z urządzaniem łazienki (23%). Co istotne, w przypadku wszystkich pomieszczeń, internauci szukali pomysłów na aranżację wnętrz kompaktowych, gdzie kluczowym kryterium  był niewielki metraż.

Marketplace’y  na tropie okazji

W polskim e-commerce zmniejsza się skala efektu ROPO, czyli tendencji do poszukiwania informacji o produktach i usługach w internecie, które będą jednak zakupione w sklepach tradycyjnych.

Potwierdza to raport Gemius, według którego odsetek osób kupujących online wzrósł do poziomu 62%, czyli o 6% względem 2018 roku. Zmiana ta może wynikać z rosnącej popularności smart shoppingu – trendu związanego z rozsądnymi zakupami w okazyjnych cenach. Sklepy internetowe ułatwiają  nam realizację przemyślanych zachowań konsumenckich m.in. poprzez dedykowane akcje promocyjne. Potwierdzają to statystyki platformy Homebook.pl, według których największa aktywność konsumentów przypada na okres zimowych wyprzedaży. Tylko w grudniu średnia wartość pojedynczej transakcji w obrębie najpopularniejszej kategorii wyniosła 508 zł.

Jednym z głównych czynników, który decyduje o rosnącej popularności marketplace’ów oraz e-sklepów jest rozbudowana oferta, większa niż w przypadku sklepów tradycyjnych. Dodatkową zaletą platform  takich jak Homebook.pl jest gromadzenie oferty kilkuset sklepów w jednym miejscu, co w przypadku produktów wyposażenia wnętrz, dla wielu konsumentów pozostaje kluczowe.

Jak szacują eksperci Homebook.pl, według prognoz na rok 2020 możemy spodziewać się kontynuacji wzrostów sprzedaży online w kategorii dom i wnętrze oraz rosnących tendencji zakupowych w obszarze mebli oraz sprzętu RTV/AGD.

Na polski rynek wchodzi nowy format reklamy w grach mobilnych

Agencja marketingu mobilnego Mobiem Polska, należąca do Grupy INTERIA.PL, rozpoczęła współpracę z firmą Adverty w zakresie możliwości umieszczania niestandardowych i nieinwazyjnych reklam w grach mobilnych. W rezultacie na polskim rynku pojawia się nowa usługa, przeznaczona nie tylko dla reklamodawców. Zyskają też developerzy gier, którzy dostaną możliwość monetyzacji swoich powierzchni reklamowych. Otrzymają również dostęp do danych wg najnowszych wskaźników, m.in. poziomu skupienia widoczności użytkownika na danym przekazie. Gracze zaczną oglądać reklamy w zupełnie neutralny sposób, np. jako elementy rozgrywających się scen. Z kolei unikalna technologia BrainImpression dodatkowo zoptymalizuje ich widoczność.

– Na  mocy porozumienia nasza agencja stała się wyłącznym przedstawicielem Adverty na polskim rynku. Stwarza to reklamodawcom dostęp do potencjalnych klientów za pośrednictwem innowacyjnego i nieinwazyjnego rozwiązania. Ponadto właściciele gier mobilnych zyskują nowe możliwości monetyzacji swoich aplikacji. Reklama in-app, bo o niej mowa, doskonale sprawdza się na wielu zagranicznych rynkach. Obok prezentacji marki, istnieje też możliwość wypróbowania innowacyjnego formatu VR – mówi Norbert Kowalski, prezes zarządu Mobiem Polska.

Dotychczas branża reklamowa była głównie skupiona na efektywności w postaci zdobywania tzw. klików. Jednak w grach mobilnych takie rozwiązanie nie do końca się sprawdza. Często po kliknięciu użytkownik jest wyrzucany z aplikacji. Adverty oferuje formaty będące elementami samej rozgrywki, które nie przeszkadzają w graniu. Z kolei opatentowana technologia BrainImpression optymalizuje widoczność reklam.

– W nowej formule możemy zaproponować rynkowi promocję marki w przyjaznym kontekście, który ułatwia przyswajanie i zapamiętywanie przekazu. Z kolei transparentność produktu pozwoli na mierzenie efektywności reklam standardowymi dla tego rynku narzędziami. Jednocześnie klienci otrzymają dostęp do dodatkowych statystyk i wskaźników, z którymi wcześniej nie mieli do czynienia – stwierdza Michał Giera, Head of Mobile Product Mobiem Polska.

Nowe rozwiązanie pozwala również na zaawansowane targetowanie, dotyczące m.in. wieku, płci czy zainteresowań. Najwięcej możliwości stwarza to firmom z branży przekąsek, fast foodów, napojów i szeroko pojętej rozrywki, ale nie tylko. Z kolei Mobiem Polska ma obecnie największe zasięgi w tak popularnych grach, jak Subwaysurfers oraz CriticalOps. Łącznie to daje ok. 250 tysięcy graczy. Zgodnie z założeniami będzie tworzony produkt w zakresie rozwoju współpracy z polskimi developerami gier. To oznacza, iż w krótkim czasie agencja zaoferuje znacznie wyższe zasięgi.

Mity przysłaniają fakty. Co naprawdę przyniesie #Polskie5G?

5G zmienia świat, a Polska także chce uczestniczyć w technologicznym wyścigu i zaczyna rozwijać #Polskie5G. Podejmowane są pierwsze działania, jednak na razie przynoszą one więcej pytań niż odpowiedzi. Część niewiadomych oraz wątpliwości może rozwiać analiza mitów i faktów na temat technologii – wskazują eksperci rynku telekomunikacji i technologii DNB Bank Polska.

Polski rząd wspólnie z przedstawicielami branży podpisał memorandum w sprawie spółki #Polskie5G, czyli operatora hurtowego sieci komórkowej na bazie pasma 700MHz. Urząd Komunikacji Elektronicznej rozpoczął natomiast konsultacje w sprawie aukcji jednego z pasm wykorzystywanych przez technologię (3,6 GHz). Potrwają one do 10 stycznia 2020 i ich finałem będzie aukcja, która pozwoli na podział częstotliwości pomiędzy operatorów (planowo dla czterech). Proponowana cena wywoławcza to 450 mln zł za pasmo. Rynek liczy, że taka inwestycja szybko się zwróci. Wszyscy są zgodni, że rozwój technologii może przynieść wiele korzyści, jednak sama budowa, operowanie i rozwój systemu są dziś tematem gorącej debaty. W ocenie ekspertów obecnych na konferencji Inspiring Connections zorganizowanej przez DNB Bank Polska jednym z kluczowych zagadnień jest koszt związany z 5G. Szacuje się, że może on sięgać 11-20 mld zł.

Nowe rozwiązania, jakie powstaną w wyniku rozwoju technologii 5G to trzy elementy. Pierwszym jest ulepszony internet mobilny. Drugi to błyskawiczna i niezawodna komunikacja radiowa, zwłaszcza tam, gdzie ma ona krytyczne znaczenie. Trzecim jest masowa komunikacja maszyn z maszynami. Oznacza to, że możliwości zastosowania 5G, jakie widzimy już teraz, jest bardzo dużo, a wraz z rozwojem technologii może pojawić się ich jeszcze więcej – mówi Szymon Adamczyk, Dyrektor Departamentu Komunikacji i Technologii w DNB Bank Polska.

Mity i fakty – czy technologia ma swoje ograniczenia?

Rynek wiąże z 5G duże oczekiwania. Do krótkiej charakterystyki najczęściej używa się trzech cech: wyższa prędkość przesyłu danych, większe zużycie danych i niższe opóźnienie i to jest fakt. Wyobrażenia co do dalszego rozwoju świata telekomunikacji są jednak częściowo zniekształcone przez błędne przekonania. Dotyczą one zarówno samego rozwoju technologii, jak i możliwości jej wykorzystania.

Mit pierwszy: Wzrost zużycia danych nie ma ograniczeń – świadczy o tym średni wzrost zużycia danych, który w ostatnich pięciu latach rósł w tempie 60 proc. Przyczyniają się do tego rosnąca powszechność i dostępność smartphonów oraz streaming video, który odpowiada za około 60 – 80 proc. całego ruchu w internecie.

Fakt: Wzrost zużycia danych ma ograniczenia – szybki wzrost zapotrzebowania na użycie danych to w dużej mierze efekt coraz bardziej powszechnego dostępu do technologii; w 2018 roku 80 proc. wzrostu pochodziło z Chin i Indii, czyli dużych, nienasyconych jeszcze rynków. Ograniczeniami dla dalszego wysokiego tempa wzrostu są same urządzenia (m.in. wielkość wyświetlacza) oraz czas, który użytkownicy mogą poświęcić na ich użytkowanie. Branżowe analizy wskazują, że dalszy rozwój technologii i możliwości przesyłowych może być szybszy niż tempo wzrostu konsumpcji danych, co doprowadzi do większej podaży ruchu internetowego niż faktyczne zapotrzebowanie.

Biorąc pod uwagę możliwości rozwoju sieci 5G wydaje się, że tempo wzrostu użycia danych będzie spadać, m.i.n. dzięki rozwojowi technik kompresji wideo. Z drugiej strony tempo wzrostu przepustowości sieci będzie rosnąć szybciej niż wzrost konsumpcji danych. Stąd wniosek, że w przyszłości podaż przepustowości będzie wyższa niż konsumpcja danych – wskazuje Szymon Adamczyk.

Mit drugi: Technologia 5G ma jedynie pozytywny wpływ na środowisko i człowieka. Zastosowanie nowoczesnych technologii pozwala na oszczędzanie energii i w efekcie obniża ślad węglowy i przyczynia się do polepszenia jakości życia. Jednym z kluczowych obszarów jest transport, którego rozwój w stronę aut autonomicznych oraz wykorzystaniu energii elektrycznej, będzie możliwy m.in. dzięki 5G. Technologia pozwoli zwiększyć nie tylko bezpieczeństwo, ale także wydajność jazdy samochodów.

Fakt: 5G pozwala w prawdzie optymalizować procesy, ograniczać zużycie energii a co za tym idzie ograniczać emisję CO2, ale sam w sobie przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych. Badania wskazują, że obecnie sektor telekomunikacji odpowiada za około 4 proc. emisji gazów cieplarnianych, a dla porównania wszystkie samochody na świecie odpowiadają obecnie za 7 proc. emisji.

Sektor telekomunikacji zostawia po sobie ślad węglowy. Zarówno produkcja sprzętu telekomunikacyjnego tj anten, serwerów, smartphonów, ich transport i użytkowanie; każdy SMS, połączenie głosowe, minuta filmu, etc. można przeliczyć na gram emitowanego CO2, ale co ważniejsze ca. 60 proc. ruchu w Internecie to czysta rozrywka. Już teraz widzimy rosnącą świadomość zarówno firm i konsumentów o tym, że każda wizyta w sieci to zużycie prądu. To czy centrum danych, w którym zawieszona jest dana strona www jest zasilane energią konwencjonalną czy odnawialną, ma duże znaczenie – mówi Szymon Adamczyk.

Mit trzeci: Możliwość zastosowania 5G dotyczy jedynie rozwiązań biznesowych. Będąc bardziej precyzyjnym, wiele firm ma wątpliwości czy istnieje zapotrzebowanie na niskie latency oraz na dane w aplikacjach konsumenckich.

Fakt: Okazuje się, że zapotrzebowanie na szybki przesył danych i małe opóźnienia rośnie wraz z rozwojem rozwiązań chmury, AR (rozszerzona rzeczywistość) oraz VR (wirtualna rzeczywistość). Na przykład gry komputerowe mogą być coraz bardziej udoskonalane bez dodatkowych kosztów dla użytkownika, ponieważ szybkie i stabilne połączenie 5G odciąża sprzęt. Technologia stwarza także dodatkowe pole dla marketingu tzw. in-game advertising. Innym przykładem jest C-V2X. Skrót ten oznacza Cellular Vehicle-To-Everything, czyli standard komunikacji między samochodami podłączonymi do sieci komórkowej a otoczeniem, który staje się podstawą autonomicznych systemów prowadzenia pojazdów. Inteligentne rozwiązania dotyczą także domu (tzw. Smart Home).

Mit czwarty: Nawet jeśli konsumenci rozpoznają korzyści zastosowania 5G, to nie będą chcieli dodatkowo płacić za usługi w nowej technologii. Koszt będzie przewyższał potencjalne korzyści.

Fakt: Rozwiązania 5G są bardziej kosztowne, jednak badania Ericsson Consumer Lab wskazują, że konsumenci mają pozytywne podejście do 5G (ale pod pewnymi warunkami). Okazuje się, że zainteresowanie usługą oraz skłonność do zapłacenia za nią jest wyższa, gdy konsumenci widzą realną korzyść. Chodzi o rozwiązania możliwe do zastosowania lub rozwijane już dzisiaj, np. AR, autonomiczne samochody, roboty, smart home. Dużo mniejszy entuzjazm i chęć ponoszenia dodatkowych kosztów dotyczy rozwiązań futurystycznych takich jak wirtualne uczestnictwo w wydarzeniach live, rozszerzona rzeczywistość na przedniej szybie samochodu czy domowe roboty.

Technologia 5G jest postrzegana jako jeden z kluczowych elementów technologicznej rewolucji. Okazuje się, że jest ona często bliżej niż sądzimy. Rozprawienie się z mitami na temat 5G udowadnia, że ma ona wartość zarówno dla biznesu, jak i użytkowników. Jak wskazuje DNB Bank Polska w krajach takich jak Niemcy czy Finlandia operatorzy oferują technologię, która wcale nie musi być wiele droższa (w Niemczech około 20 proc. więcej względem 4G) oraz może z powodzeniem zastąpić tradycyjne połączenia (w Finlandii zastępuje internet kablowy). Oczywiście tak jak każde przedsięwzięcie niesie ze sobą wiele wyzwań. Dziś w dużej mierze od uczestników rynku zależy, w którą stronę rozwinie się #Polskie5G.

Zapraszamy na Targi Franczyza Expo 2020

Już 7 marca 2020, w prestiżowej części PGE Narodowego – Business Club odbędzie się wyjątkowe wydarzenie biznesowe Targi Franczyza Expo 2020.

Targi Franczyza Expo – To już druga edycja, międzynarodowych targów franczyzy. Ponad 900 m2  przestrzeni wystawienniczej, 100 konceptów franczyzowych z różnych branż, wyjątkowa konferencja edukacyjna dla przyszłych franczyzobiorców, dedykowane spotkania biznesowe business matching, moderowany networking oraz konsultacje ekspertów. To wszystko w jeden dzień, w części Business Club PGE Narodowego w Warszawie.

Dlaczego warto zaprezentować swoją ofertę?

Po sukcesie pierwszej edycji targów i ogromnym zainteresowaniu odwiedzających, przenosimy się do najbardziej prestiżowej części PGE Narodowego, do Business Club. Swoje oferty zaprezentują czołowe na rynku polskim firmy, które bardzo aktywnie poszukują przyszłych franczyzobiorców.  Odwiedzający będą mieli szanse poznać m.in. pomysły na franczyzę bez wkładu własnego, pomysły na biznes w domu oraz dowiedzieć się dlaczego warto postawić na znaną markę i sprawdzony pomysł. Odwiedzający będą mieli możliwość wyboru licencji franczyzowych z wielu branż. Wśród wystawców pojawią się sieci franczyzowe takie jak Xtreme Fitness Gyms, Natur House, Remax, Carrefour Express, Lodolandia, Magic School, Yasumi , Blinkee.city, Ezo Edukacja, Matplaneta czy Drogerie Natura. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęła Krajowa Izba Gospodarcza.

Co czeka na wystawców ?

900 m2 strefy wystawienniczej – czyli przestrzeń gdzie franczyzodawcy będą mieli okazję przeprowadzić dziesiątki rozmów, które będą decydować o rozpoczęciu współpracy. Ponad 15 sektorów franczyzowych pod jednym dachem i wysoki standard wykończenia stoisk.

Dotarcie do odwiedzających  Kilkadziesiąt gotowych i sprawdzonych pomysłów na biznes w pierwszej edycji przyciągnęło 1500 osób szukających dodatkowych zarobków oraz inwestorów z Polski i z zagranicy.

Bezpłatne warsztaty dla wystawców Przed rozpoczęciem wydarzenia organizujemy dedykowane dla wystawców szkolenie z autoprezentacji biznesowej.

Nowa strefa konsultacji – strefa gdzie doradcy od franczyzy będą odpowiadać na ogólne pytania przedsiębiorców.

Business Matching, czyli dedykowane 15 minutowe spotkania biznesowe między franczyzodawcą, a potencjalnym franczyzobiorcą.  Ciesząca się zainteresowaniem forma bezpośrednich, konkretnych spotkań umawianych za pomocą nowej aplikacji mobilnej.

Franchising Awards – prestiżowy konkurs dla sieci franczyzowych. Uczestnicy targów będą mogli oddać swój głos przez aplikację mobilną i ocenić oferty sieci w kategorii Franczyza Roku, Innowacja Roku oraz Debiut Roku. Wystawcy rywalizują o nagrody, a miejsca, które zajmą są zależne od ocen odwiedzających w aplikacji.

Do kogo skierowane jest wydarzenie?

Targi Franczyza Expo 2020 to wydarzenie dla aktualnych liderów biznesu, którzy chcą powiększać swoje sieci franczyzowe i rozwijać swoją markę oraz przedsiębiorców poszukujących konkretnych ofert, inspiracji oraz trendów we franczyzie. Więcej informacji o programie i biletach na https://franczyzaexpo.pl/.

1 dzień, 100 konceptów franczyzowych, 1500 franczyzobiorców. Nowe możliwości, unikatowe wydarzenia towarzyszące, prestiżowa lokalizacja.

Aktualne informacje o wystawcach, patronach medialnych oraz wydarzeniach towarzyszących na facebooku/FanczyzaExpo oraz linkedin/TargiFranczyzaExpo.

Organizatorem wydarzenia jest IC Events II – doświadczony i najszybciej rozwijający się organizator branży targowo – konferencyjnej w Polsce.

Mniej nowych miejsc pracy w transporcie i logistyce

Od stycznia do marca nowego roku 7% przedsiębiorstw z sektora transportu i logistyki będzie rekrutować nowych pracowników, podczas gdy żadna z firm w tej branży nie planuje zwolnień. Kandydaci będą mieli możliwość znalezienia nowej pracy, ale ofert będzie mniej niż przed rokiem, a konkurencja o miejsce pracy większa. Raport ManpowerGroup potwierdza też, że branża transportu i logistyki będzie w najbliższych miesiącach stabilnym miejscem do pracy – 9 na 10 firm nie planuje żadnych zmian związanych z zatrudnieniem.

Według raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od stycznia do marca 2020 roku 7% przedsiębiorstw zajmujących się transportem i logistyką chce powiększać swoje zespoły, żadne nie prognozuje redukcji etatów, 90% nie przewiduje zmian personalnych a 3% nie zna swoich planów na najbliższe trzy miesiące. Prognoza netto zatrudnienia (różnica pomiędzy odsetkiem pracodawców planujących wzrost i spadek zatrudnienia) wynosi +7%.

– Najbliższy kwartał będzie spokojniejszy dla firm i nie zapowiada tak intensywnej jak w ostatnich miesiącach walki o kandydata. Osoby poszukujące nowego zatrudnienia nie będą mogły przebierać w ofertach, ale opcja zmiany pracy nadal będzie dostępna. Firmy w dalszym ciągu powinny utrzymać atrakcyjne oferty i zachować intensywne sposoby poszukiwania kandydatów, ponieważ wzrosty zatrudnienia w transporcie i logistyce nadal będą notowane. W pierwszym kwartale roku największe perspektywy znalezienia nowej pracy czekają na pracowników niższego szczebla niewykwalifikowanych oraz wykwalifikowanych jak operatorzy wózka widłowego. Poszukiwani będą również kierowcy samochodów ciężarowych, których niedobór jest silnie odczuwalny. W cenie w kolejnym roku będą też stanowiska związane z tendencją automatyzacji procesów logistycznych i magazynowych – wyjaśnia Kamil Sadowniczyk, dyrektor w agencji rekrutacyjnej Manpower.

Prognoza rekrutacyjna polskich firm jest niższa o 3 punkty procentowe w stosunku do ubiegłego kwartału oraz o 11 punktów procentowych w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. To wynik najniższy od wiosny 2013 roku. Choć wyraźnie zmalał odsetek firm deklarujących zwiększenie zatrudnienia, to wzrósł udział przedsiębiorstw, które chcą zachować obecną liczbę zatrudnionych.Mniej nowych miejsc pracy w transporcie i logistyce

– Najwyższy sezon w logistyce i transporcie mamy już za sobą i przypada on na ostatni kwartał roku. Pozostaje jednak grupa przedsiębiorstw, specjalizujących się w obsłudze poświątecznych zwrotów, która właśnie w pierwszym kwartale będzie potrzebowała najwięcej rąk do pracy. Branża związana z transportem i logistyką będzie się w dalszym ciągu rozwijać, ale duże wzrosty w zatrudnieniu zostały już zrealizowane w minionych kwartałach, stąd w najbliższych miesiącach prognozy rekrutacyjne firm są mniej optymistyczne. Jeśli 90% firm planuje utrzymanie swoich obecnych zasobów personalnych, to zachowanie ich przy konieczności zapewnienia pracowników w sytuacjach rotacji wymaga otwartych procesów rekrutacyjnych, które będą generować ruch na rynku pracy – dodaje Sadowniczyk.

W ramach raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” zapytano też pracodawców z państw regionu EMEA (Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki) o ich plany rekrutacyjne na pierwszy kwartał roku. W transporcie i logistyce o nową pracę będzie najłatwiej w Grecji (+24%) i w Rumunii (+13%). Polska z wynikiem +7% jest dziesiątym z 26 rynków w regionie. Dla porównania w Niemczech i w Holandii prognoza wynosi po -5%, w Irlandii i w Wielkiej Brytanii po -4%, co jest zapowiedzią zwolnień w tej branży.

– W Europie Zachodniej operatorzy logistyczni szukają krajów bardziej atrakcyjnych pod kątem kosztów zatrudnienia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby klientów w Europie Zachodniej obsługiwać logistyczne z pozycji Europy Środkowej. Firmy korzystają z takiego rozwiązania i przenoszą etaty do Polski. Dlatego pomimo spadków prognoz rekrutacyjnych na Zachodzie, my nadal notujemy wzrosty w zatrudnieniu i korzystamy z wyższych kosztów pracy u naszych zachodnich sąsiadów. Logistyka to branża, w której stosunkowo łatwo przenieść etaty z jednego magazynu do innego, zlokalizowanego w Polsce lub w Europie Środkowej. Transport i logistyka mogą być nawet buforem dla naszego rynku w warunkach spowolnienia gospodarczego. Duża liczba nowo powstających magazynów oraz rozwój branży e-commerce, która z kolei napędza polski transport, pomogą częściowi uchronić gospodarkę przed spowolnieniem – tłumaczy Sadowniczyk i dodaje – Wyzwaniem dla rozwoju biznesu w Polsce będzie z pewnością duży deficyt rąk do pracy, który wymusza wzrost płac. Szczególnie dotyczy to stanowisk najniżej wykwalifikowanych, a także kierowców, spedytorów oraz operatorów wózków widłowych, których brakuje na polskim rynku pracy. To profile zawodowe najczęściej występujące w tej branży. Sektor logistyki powinien również cechować się dużą elastycznością i potrzebuje kandydatów mobilnych, skłonnych do pracy w różnych sezonach u różnych pracodawców – uzupełnia ekspert Manpower.

Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 43 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: http://manpowergroup.com/meos.

Od 1 stycznia za prąd zapłacimy więcej – WSZYSCY

17 grudnia o godzinie 15.00 Prezes Urzędu Regulacji Energetyki rozwiał wszelkie wątpliwości związane ze stawkami za energię, jakie przyjdzie nam zapłacić od 1 stycznia 2020 roku. Niespodzianki nie było ponieważ nasze rachunki od początku roku będą wyższe. Na chwilę obecną najgłębiej do kieszeni będą musieli sięgnąć mieszkańcy południa Polski czyli klienci firmy Tauron. U pozostałych odbiorców rachunki również wzrosną.

Zachowana na chwilę obecną zostaje wprawdzie stawka za 1 kWh energii elektrycznej czynnej (potocznie nazywana ceną prądu) u osób rozliczających się na tzw. stawkach taryfowych, ale wyższe będą opłaty za dystrybucję prądu. Finalnie zapłacimy więcej za prąd już od 1 stycznia – wszyscy.

Która grupa odbiorców najbardziej odczuje wzrost cen prądu?

Tak drastyczny wzrost cen rok do roku w przypadku firmy Tauron (pozostali sprzedawcy wnioskują do URE o jeszcze większy wzrost cen) to skutek przede wszystkim zamieszania na rynku jakie powstało po wprowadzeniu tzw. ustawy zamrażającej ceny prądu. Nic dziwnego, że w 2020 roku podwyżka całego rachunku na poziomie ponad 12% będzie bardzo odczuwalna. Klienci firmy Tauron, którzy zużywają ok. 1 MWh rocznie zapłacą ponad 50 złotych więcej, z kolei rodzina 2+4 zapłaci ponad 250 złotych wyższy rachunek za prąd. Pozostali odbiorcy energii elektrycznej, korzystający z usług innych Państwowych Spółek zapłacą również od 1 stycznia wyższe rachunki. Urząd na dzień dzisiejszy zatwierdził stawki za dystrybucję prądu i utrzymał dotychczasową wysokość opłat za 1 kWh energii elektrycznej czynnej. Stało się tak dlatego, że 3 pozostałe przedsiębiorstwa energetyczne czyli PGE, Enea i Energa domagały się jeszcze większych podwyżek od Tauronu. URE się nie zgodziło. Sprzedawcy prądu mogą się jednak w każdej chwili od tej decyzji odwołać – co z pewnością uczynią. Zapewne efekt będzie taki, że URE zgodzi się na podwyżkę samego składnia z rachunku odpowiadającego za sprzedaż prądu na poziomie ponad 20%, co finalnie spowoduje jeszcze większe podwyżki u klientów rozliczających się na tzw. stawkach taryfowych u pozostałych sprzedawców.

Jak wzrost cen prądu wpłynie na udział kosztów dystrybucji i sprzedaży w całym rachunku?

Wracając do firmy Tauron i jej klientów, którzy jako jedyni w komplecie (sprzedaż i dystrybucja) mają na chwilę obecną zamknięty temat związany z zatwierdzaniem cen, sprawdźmy jak zmienił się udział kosztów związanych z zakupem energii elektrycznej i dystrybucji prądu w samym rachunku. Okazuje się, że nowe taryfy wpłynęły na odwrócenie udziału tych dwóch składników w porównaniu z rokiem ubiegłym. Biorąc pod uwagę stawki tylko i wyłącznie firmy Tauron na rok 2020, pierwszy raz od czerwca 2013 roku ponad 50%
kosztów na rachunku to te związane z zakupem prądu (dokładnie 53,92%) a nieco ponad 46% to koszty dystrybucji energii.

W jakiej grupie taryfowej podwyżki są bardziej odczuwalne – G11 czy G12?

Podwyżka ceny energii elektrycznej czynnej na poziomie 19,92% dotyczy taryfy G11. Jest jednak spora grupa odbiorców, która rozlicza się w oparciu o taryfę G12. Charakteryzuje się ona tym, że w ciągu doby pobieramy prąd w dwóch strefach czasowych: dziennej – droższej i nocnej – tańszej. Tutaj podwyżki są również odczuwalne i wynoszą dokładnie 19,97% w przypadku strefy dziennej i 19,99% w strefie nocnej.

Osoby ogrzewające domy prądem zapłacą wysoki rachunek!

Wspomniana taryfa G12 czy też G12w dominuje u osób, które swoje domy ogrzewają energię elektryczną. To ta grupa odbiorców prądu odczuje w swoich portfelach najbardziej skutki podniesienia cen energii. Rocznie koszt ogrzewania energią elektryczną może wzrosnąć nawet o ponad 1 tysiąc złotych.CENY-PRADU-2020-INFOGRAFIKA-OE

Rynek biurowy w Warszawie kwitnie

Warszawski rynek powierzchni biurowej rośnie w szybkim tempie. Całkowite zasoby w stolicy na koniec III kwartału br. osiągnęły prawie 5,6 mln m kw. Prawie jedna czwarta istniejących zasobów ma mniej niż 5 lat, a w ciągu następnych dwóch lat sektor odnotuje przyrost o kolejne ponad 10% powierzchni. Rok 2019 może być kolejnym rekordowym okresem pod względem wielkości najmu powierzchni biurowej, na co wskazują dotychczasowe tegoroczne wyniki. Poziom popytu windują umowy najmu podpisywane na rekordowo duże powierzchnie, jak chociażby wynajęcie przez mBank niemal całej powierzchni w wieży biurowej kompleksu Mennica Legacy Tower.

Pod koniec trzeciego kwartału br. na stołecznym rynku w fazie budowy znajdowało się ok. 774 600 m kw. powierzchni biurowej, z czego aż 88% zlokalizowana jest w strefie Centrum. Na tę część stolicy przypadła również największa ilość oddanej do użytku nowej podaży, a to za sprawą m.in. trzech nowych inwestycji: Generation Park Z (17 300 m kw.), drugiej fazy kompleksu Spark (15 700 m kw.) oraz kameralnego biurowca położonego w odnowio­nej kamienicy przy ul. Poznańskiej 37 (3 000 m kw.). Drugą pod względem wolumenu nowej powierzchni była strefa Korytarz Jerozolimskie (prawie 30 000 m kw.) z oddanymi do użytku czterema obiektami w dzielnicy Włochy. Największym obiektem oddanym do użytku jest Wola Retro (24 500 m kw. ), zlokalizowana przy ulicy Skierniewickiej w strefie Zachód. Warto również zwrócić uwagę na rynek powierzchni biurowych po prawej stronie Wisły, który powoli się rozwija, szczególnie za sprawą kolejnych etapów obiektów Centrum Praskiego Koneser. Budowa metra po praskiej stronie zdecydowanie wspomaga rozwój tej części miasta i kreuje nowe lokalizacje. Znaczący wzrost nowej podaży planowany jest na lata 2020-2021, pod warunkiem, że nie nastąpi przesunięcie terminów ukończenia wybranych inwestycji.

Podstrefy Centralny Obszar Biznesu i Centrum-Zachód niezmiennie cieszą się ogromnym zainteresowaniem zarówno deweloperów jak i najemców. Okolice ronda Daszyńskiego stają się kluczowym hubem biurowym stolicy. Odwiedzając tamte rejony trudno się oprzeć wrażeniu, że znajdujemy się na wielkim placu budowy. Powstają tam m.in. takie inwestycje jak: The Warsaw Hub, Warsaw Unit, Skyliner, Mennica Legacy Tower, Browary Warszawskie czy wieżowiec Chmielna 89. Wraz z budową wymienionych obiektów trwa intensywny proces komercjalizacji, któremu towarzyszą spektakularne transakcje na duże pod względem metrażu powierzchnie. Tak znaczne zainteresowanie obu stron rynku spowodowało dalszy spadek wskaźnika pustostanów, który na koniec III kw. zarówno w Centralnym Obszarze Biznesu jak i w podstrefie Centrum-Zachód nieznacznie przekraczał 5% – Mikołaj Laskowski, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland

Wysoki popyt i ograniczony wolumen nowej podaży przełożyły się na obniżenie stopy pustostanów, który dla całej Warszawy wyniósł 8,2 % co oznacza spadek o 1,8 p. proc. w porównaniu ze stanem rok wcześniejszym. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni biurowej osiągnęła strefa Centrum – ok. 5,5%, natomiast średnia dla stref poza Centrum wyniosła ok. 10%. Najwyższy wskaźnik osiągnęła strefa Mokotów (13,7%), co w dużej mierze spowodowane jest nadal wysokim stanem pustostanów w podstrefie Służewiec (18,3%). Warto jednak podkreślić, że sytuacja w obrębie Służewca uległa poprawie – wynik na koniec III kwartału był lepszy o 1,9 p. proc. w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku. Relatywnie niewielki przyrost nowej podaży oraz spodziewane wysokie zainte­resowanie ze strony najemców mogą przynieść dal­szy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej.

W trzecim kwartale tego roku osiągnięto wysoki wolumen popytu brutto na powierzchnię – 284 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, zwiększając tym samym wynik za trzy kwartały do ponad 689 tys. m kw. Rezultat ten jest o 10% lepszy niż uzyskany w analogicznym okresie ubiegłego roku, co zapowiada kolejny rok z rekordowym poziomem popytu.

Patrycja Dzikowska
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Jednym z głównych motorów wzrostu była zawarta w lipcu br. umowa najmu przez mBank największej powierzch­ni w historii polskiego rynku biurowego (45 600 m kw.) w wieżowcu Men­nica Legacy Tower. W tym samym okresie odnotowano również dwie inne znaczące umowy dot. odnowienia najmu dużych powierzchni – przez Orange ( 44 800 m kw.) oraz T-Mobile (27 400 m kw.) – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa w BNP Paribas Real Estate Poland

Co istotne, około 40% popytu netto stanowią umowy zawarte w biurowcach będących jeszcze w trakcie budowy (tzw. pre-let). Największy udział tego rodzaju transakcji odnotowano w podstrefie Centrum – Zachód, gdzie stanowiły one aż 84% wolumenu zawartych umów – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa w BNP Paribas Real Estate Poland

Od początku roku poziom bazowych stawek czynszu dla najwyż­szej jakości aktywów w centrum miasta systematycznie rośnie. Na koniec września oscylował on pomiędzy 22 a 24 euro za m kw./ mies. Według ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland przedział ten dotyczył głównie nowych budynków, których właści­ciele muszą zbalansować obserwowany ostatnio znaczący wzrost kosztów budowy i wyposażenia powierzchni biurowych. Spodzie­wany spadek wskaźnika pustostanów oraz ograniczony wolumen nowej powierzchni w tym roku przekładają się na wzmocnienie pozycji negocjacyjnej wynajmujących i powrót rynku do poziomu równowagi najemca – wynajmujący. Sytuacja może zmienić się po dostarczeniu na rynek znaczącej ilości powierzchni, co spodziewa­ne jest w latach 2020 i 2021.

Więcej informacji o aktualnej sytuacji na rynku biurowym w Warszawie znajdą Państwo w raporcie międzynarodowej firmy doradczej BNP Paribas Real Estate pt. „Rynek powierzchni biurowych w Warszawie, III kw. 2019 r.”

Demograficzne wyzwania dla Polski

Jednym z kluczowych wyzwań stojących przed Polską jest kryzys demograficzny. To długoterminowe wyzwanie, gdyż konsekwencje kroków podjętych teraz będziemy mogli zobaczyć dopiero w przyszłości. Niemniej jednak konsekwentna walka z kryzysem demograficznym jest potrzebna już teraz, gdyż zmniejszona pula osób na rynku pracy zaczyna poważnie wpływać na naszą gospodarkę. Statystyki sugerują, że już teraz grozi nam spowolnienie gospodarcze wysokości 0,2%. Dzieje się tak, ponieważ mniejsze zasoby kadrowe wpływają na kondycję rynku pracy i odbijają się na działalności przedsiębiorstw. Zawęża się rynek konsumencki, co wpływa na obrót gospodarczy w państwie. Przyspiesza proces starzenia się społeczeństwa, co obciąża system opieki zdrowotnej i budżet państwa, wypłacający coraz więcej emerytur – rośnie liczba osób, które są wieku emerytalnym, natomiast osób pracujących na te emerytury jest wyraźnie mniej. Kryzys demograficzny już dzisiaj dotyka wielu obszarów gospodarczych Polski. Żeby mu zaradzić, musimy podjąć zdecydowane działania na kilku frontach.

– Już dzisiaj wiemy, że jest to element, który będzie wpływał negatywnie na wzrost gospodarczy w Polsce. Powinniśmy więc pracować nad poprawą tego bilansu, projektując na przyszłość różne rozwiązania – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, ekspert Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Ważną kwestią jest polityka migracyjna. Mniej więcej sześćdziesiąt milionów Polaków rozsianych jest po wszystkich zakątkach globu – to zasób, który możemy przyciągnąć z emigracji, na którą wysłała ich sytuacja gospodarcza lub zaszłości historyczne. Dostosować należy również wytyczne polityki emigracyjnej, które pozwolą nam przyciągać nowych pracowników z Unii oraz ze Wschodu. Kolejną kwestią jest poprawa poziomu urodzeń. By podnieść dzietność Polaków, musimy zadbać o lepszą dostępność instytucji opiekuńczych i edukacyjnych, a także dopasować rynek pracy do modelu rodziny z dziećmi. Z niedawnych badań Eurostatu wynika, że trudno jest w Polsce łączyć karierę zawodową z opieką nad dziećmi. To hamuje wzrost poziomu urodzeń w naszym kraju i jednoznacznie łączy się z kolejnym obszarem polityki demograficznej – aktywizacją grup społecznych wykluczonych z rynku pracy. Wśród ich przedstawicieli, między innymi młodych matek i osób niepełnosprawnych, mamy duże rezerwy kadrowe. Musimy nauczyć się je wykorzystywać – wzorem naszych sąsiadów, gdzie poziom aktywności zawodowej jest o prawie 10% wyższy. Pracując w wymienionych obszarach nie uda nam się jednak całkowicie zaradzić depopulacji naszego kraju. Jedyne, co możemy zrobić, to zamortyzować jej skutki – ostrzega Kubisiak.

Polskie koncerny energetyczne coraz mocniej stawiają na odnawialne źródła energii. Innowacje i niskoemisyjność to ich główne cele

Do 2030 roku grupa Enea chce być innowacyjnym i niskoemisyjnym koncernem energetycznym – wynika z nowej, długoterminowej strategii rozwoju firmy. To odpowiedź na główne trendy na rynku energii. Wśród głównych zmian są m.in. nowe produkty i usługi dla klientów oparte na internecie rzeczy i technologii blockchain, wzrost wydatków na działalność innowacyjną i B+R oraz duże inwestycje w zero- i niskoemisyjne źródła energii. Tylko na rozwój OZE grupa przeznaczy 14,7 mld zł, a zarządzaniem i rozwojem tych projektów zajmie się specjalnie w tym celu powołana spółka. – Strategia grupy Enea zakłada zasadniczy wzrost udziału źródeł zeroemisyjnych, i to jest kierunek, który będzie w najbliższych latach mocno podkreślany – mówi minister klimatu Michał Kurtyka.

– Strategia grupy Enea zakłada zasadniczy wzrost udziału źródeł zeroemisyjnych, i to jest kierunek, który będzie w najbliższych latach mocno podkreślany. Mamy spadek kosztów technologii zeroemisyjnych, a jednocześnie potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego poprzez synergiczne funkcjonowanie systemu konwencjonalnego i odnawialnego – mówi minister klimatu Michał Kurtyka. – Chcemy, żeby transformacja energetyczna, która jest przed nami, doprowadziła do utworzenia w Polsce nowych sektorów, nowych wysokopłatnych miejsc pracy, była źródłem korzyści zarówno środowiskowych, jak i gospodarczych.

– Powinniśmy optymalizować nasze aktywa w kierunku bardziej akceptowalnym przez otoczenie biznesowe. Odpowiadamy na nowe trendy i wyzwania, nasza nowa strategia opiera się na dwóch filarach. Pierwszy to transformacja mocy wytwórczych, a drugi filar to transformacja w kierunku innowacji i usług, które obsłużą nową strukturę rynku energii, zmieniającego się wraz z instalacjami OZE podłączanymi do sieci – mówi agencji Newseria Biznes Mirosław Kowalik, prezes zarządu Enea.

Koncern właśnie zaktualizował swoją długoterminową strategię rozwoju do 2030 roku (z perspektywą 2035 roku). Nowy dokument to odpowiedź na aktualne trendy w sektorze energetycznym, a wprowadzone w nim zmiany mają wzmocnić pozycję rynkową grupy Enea i jej przewagę konkurencyjną, głównie w zakresie obsługi klienta. Aktualizacja strategii ma też wspierać cele klimatyczne zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim. Grupa stawia mocny akcent na rozwój zero- i niskoemisyjnych źródeł wytwórczych.

Transformacja aktywów wytwórczych znacząco obniży poziom jednostkowej emisji dwutlenku węgla – ta ma zostać zredukowana o 30 proc. do 2030 roku (do poziomu 550 kg CO2/MWh) i zmniejszy się jeszcze (do 434 kg CO2/MWh) w ciągu następnych pięciu lat.

– Udział OZE w 2030 roku ma osiągnąć poziom ok. 33 proc., z kolei dział źródeł niskoemisyjnych, czyli spełniających te normy, które nakłada nam UE, wyniesie 41 proc. Natomiast w 2035 roku zakładamy już blisko 60 proc. produkcji energii elektrycznej ze źródeł niskoemisyjnych, przy czym do tego czasu chcemy też utrzymać 33–35 proc. ze źródeł odnawialnych – wskazuje Mirosław Kowalik. – Wymaga to dużych nakładów inwestycyjnych. Dlatego w nowe źródła odnawialne i niskoemisyjne źródła gazowe zamierzamy zainwestować 22 mld zł.

Jak podkreśla, podstawą działalności grupy jest segment wydobycia, wytwarzania, dystrybucji i obrotu, czyli handlu energią elektryczną. We wszystkich tych czterech obszarach Enea zamierza budować dodatkową wartość dla klientów i interesariuszy. Do 2030 roku chce też zwiększyć sprzedaż energii elektrycznej klientom końcowym do poziomu 24,8 TWh, co zapewni jej 15-procentowy udział w rynku.

– Po stronie popytowej będziemy oferowali dodatkowe usługi oraz produkty dla klientów, których obsługujemy. To będą m.in. usługi operatorskie dla klientów włączających OZE albo mikroklastry, spółdzielnie energetyczne. Chcemy zagospodarować ten segment rynku i być dla klientów wiarygodnym partnerem w ich obsłudze – mówi Mirosław Kowalik.

Nowe produkty i usługi dywersyfikujące działalność Enei to drugi filar, na którym opiera się strategia koncernu. Te mają być oparte na cyfrowych technologiach, jak np. internet rzeczy i blockchain. Wdrożenie technologicznych innowacji pozwoli poprawić efektywność operacyjną oraz zarządzanie infrastrukturą i aktywami, a z drugiej strony umożliwi zaoferowanie klientom nowych usług.

– Klienci są coraz bardziej zaawansowani technologicznie. Dlatego w tym kierunku będziemy budować nowe modele biznesowe i stosować nowoczesne technologie typu IoT czy blockchain, które usprawniają i automatyzują pewne procesy. To bardzo perspektywiczny kierunek rozwoju – podkreśla Mirosław Kowalik.

Częścią zaktualizowanej strategii jest też program inwestycyjny o wartości 64 mld zł. Tylko na inwestycje w odnawialne źródła energii grupa przeznaczy 14,7 mld zł, a zarządzaniem i rozwojem tych projektów zajmie się specjalnie w tym celu powołana spółka – Enea Nowa Energia.

W 2030 roku udział wydatków na działalność innowacyjną i B+R ma już stanowić 2 proc. łącznego budżetu inwestycyjnego, a grupa ma w planach m.in. intensyfikację udziału w projektach badawczo-rozwojowych oraz przygotowań do masowego wdrożenia projektu inteligentnych sieci.

– Program inwestycyjny został oszacowany na podstawie obecnych cen aktywów wytwórczych – chodzi głównie o odnawialne źródła energii elektrycznej i aktywów gazowych. Ten program ma dwa podstawowe elementy. Pierwszy to inwestycje w transformację źródeł wytwórczych, które wyniosą blisko 27 mld. Drugi to inwestycje w dystrybucję i infrastrukturę, które pozwolą zwiększyć naszą wydolność i pojemność dla instalacji odnawialnych źródeł energii – mówi Mirosław Kowalik.

Przed świętami wydajemy coraz więcej, ale bardziej świadome. Chętniej też wyjeżdżamy na Boże Narodzenie

0

Tegoroczne wydatki Polaków przed Bożym Narodzeniem będą o 5 proc. wyższe niż przed rokiem – wynika z raportu Deloitte. Najbardziej wzrosną te związane z zakupem produktów na świąteczny stół. Jednak z roku na rok Polacy w coraz większym stopniu stawiają na odpowiedzialną konsumpcję i odchodzą od tradycyjnego modelu spędzania świąt. Wielu konsumentów rezygnuje z żywego karpia na rzecz łososia z ekologicznych połowów albo zastępuje plastikową choinkę żywym drzewkiem, które potem można przesadzić do ogródka. Upowszechnia się też moda na świąteczne wyjazdy.

– Wzorem państw zachodnich Polacy coraz częściej kupują prezenty świąteczne przez internet, to już mniej więcej co trzeci zakup. Z drugiej strony wydają pieniądze trochę inaczej niż np. mieszkańcy Wielkiej Brytanii czy Niemiec, którzy większą część budżetu świątecznego przeznaczają właśnie na podarunki dla bliskich. Polacy przeznaczają proporcjonalnie więcej na żywność kupowaną na świąteczny stół – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Jacek Kall, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Badania Deloitte „Zakupy świąteczne 2019” pokazują, że przed tegorocznymi świętami wzrosną przede wszystkim wydatki na zakupy spożywcze. Polacy zamierzają przeznaczyć na nie kwotę o 7,8 proc. wyższą w stosunku do ubiegłego roku.

– Z drugiej strony sieci detaliczne twierdzą, że dzisiaj przyrosty sprzedaży w okresie przedświątecznym są mniejsze niż kiedyś. To może świadczyć o tym, że w przeszłości kupowaliśmy rzeczy unikalne i wyjątkowe tylko raz w roku, specjalnie na święta. Natomiast teraz stały się na tyle powszechne, że nie ma już tak dużego piku sprzedażowego w okresie przedświątecznym – mówi dr hab. Jacek Kall. – Część konsumentów w Polsce zaczyna się zachowywać bardziej odpowiedzialnie, prospołecznie i przyjaźnie dla środowiska, np. nie kupują już żywej ryby, a zamiast plastikowej choinki wybierają żywe drzewko, które można potem posadzić koło domu.

Ekspert poznańskiej WSB podkreśla, że bardzo zauważalny jest trend ograniczania konsumpcji i bardziej racjonalnych, przemyślanych zakupów. Potwierdza to też badanie Euromonitora („Top 10 globalnych trendów konsumenckich na rok 2018”), które pokazuje, że konsumenci kładą coraz większy nacisk na transparentność marki i wartości, które są dla nich ważne. Średnio co piąty to minimalista, kierujący się zasadą „clean living” – kupuje mniej i rzadziej, np. wymieniając produkt na nowy, kiedy rzeczywiście tego wymaga sytuacja, a nie dlatego że na rynku pojawił się kolejny model.

– To jest bardzo silny trend, od którego już nie uciekniemy, widoczny zwłaszcza wśród młodych konsumentów, millenialsów, szczególnie w dużych miastach – mówi dr hab. Jacek Kall.

Polacy uciekają też przed konsumpcjonizmem na wakacje. Z badania serwisu Nocleg.pl wynika, że w ostatnich trzech latach odnotowano przyrost rezerwacji w okresie świąt o około 25 proc. każdego roku. Eksperci wskazali też, że najczęściej są to wyjazdy rodzinne – rezerwujący pytają hotelarzy o ofertę z kolacją wigilijną, mikołajem i atrakcjami dla dzieci, wspólnym ubieraniem choinki i kuligiem. 8 na 10 wyszukiwań dotyczy wyjazdów w polskie góry, przy czym zdecydowana większość to zapytania o Zakopane.

– Z drugiej strony mamy także wstyd przed lataniem [ukuty w Szwecji termin flygskam – red.], wywołany troską o środowisko, co może powodować, że nie będą to wyjazdy w tropiki, ale do Polski, np. w góry, lecz niekoniecznie przy suto zastawionym stole – wskazuje dr hab. Jacek Kall.

Zmieniające się zachowania konsumenckie oznaczają, że zmienić musi się też filozofia działania firm. Jedną z tych, które czeka rewolucja, będzie m.in. branża modowa, nastawiona obecnie na tzw. fast fashion, a przy tym odpowiedzialna za ok. 20 proc. globalnego śladu węglowego.

– Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że kupując kolejną sukienkę czy dżinsy, nie poprawiają sobie samopoczucia. Biorąc też pod uwagę, jak bardzo ta branża szkodzi środowisku, coraz więcej ludzi chce kupować mniej rzeczy, ale lepszej jakości, na dłuższy czas – mówi dr hab. Jacek Kall. – Ruchy konsumenckie rzeczywiście wpływają na to, że biznes zmienia swoje podejście. To nie wynika ze szlachetnych pobudek, że wielki biznes sam wpadł na to, że trzeba ograniczać ilość zużywanego plastiku i karmić nas zdrowiej. To wynika właśnie z trendów konsumenckich i oczekiwań bardziej świadomych nabywców.

Ekspert poznańskiej WSB podkreśla, że potrzebny jest złoty środek pomiędzy konsumpcjonizmem, który napędza gospodarkę, a jego ograniczaniem i trendami takimi jak zero waste, ponieważ radykalizm w którąkolwiek ze stron będzie na dłuższą metę szkodliwy.

– Jeśli nie będziemy nic kupowali, nie będziemy wyjeżdżali na wakacje, bo grozi to skażeniem środowiska, nie pomożemy gospodarce i sami nie będziemy szczęśliwi. Dlatego wskazany jest umiar i złoty środek – mówi dr hab. Jacek Kall. – Przed świętami warto się zastanowić, jak utrzymać budżet w sensownych granicach, i przemyśleć główne pozycje w wydatkach, a przede wszystkim nie popadać w euforię, która się udziela ludziom zwłaszcza w centrach handlowych, gdzie widzą tłumy i wydaje się im, że będą niezadowoleni, jeśli nie wyjdą z wielką ilością toreb. 

Co trzeci internauta płaci za dostęp do treści wideo na żądanie. Większość korzysta równolegle z kilku platform

0

Już 40 proc. polskich internautów co najmniej raz w tygodniu ogląda treści wideo dostępne na platformach VoD. Co trzeci internauta płaci za dostęp do nich – wynika z badania Mindshare Polska. Najpopularniejszą platformą jest Netflix, z którego korzysta 57 proc. internautów, na kolejnych miejscach znalazły się HBO Go i Ipla, ale co ciekawe, ponad połowa regularnych użytkowników danego serwisu systematycznie korzysta też z innych platform. Zmiany w konsumpcji mediów w Polsce zauważyli też marketerzy, którzy coraz częściej wykorzystują wideo online jako kanał promocji.

 Polscy internauci masowo konsumują wideo w internecie. Już blisko 90 proc. internautów robi to co najmniej raz w tygodniu, natomiast blisko 50 proc. codziennie lub kilka razy w tygodniu – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Chołuj, dyrektor działu badawczego w Mindshare Polska.

Z badania Mindshare Polska wynika, że bardzo często treści wideo oglądamy na platformach VoD. Codziennie lub prawie codziennie korzysta z nich blisko 40 proc. polskich internautów. Zdecydowana większość wybiera bezpłatne serwisy, ale za dostęp do VoD płaci już co trzeci internauta.

 Segment płatnych treści VoD rośnie najbardziej dynamicznie. Względem 2018 roku wzrósł już praktycznie dwukrotnie, jeśli chodzi o deklaracje tego, czy konsumenci oglądają treści płatne w internecie. Zwiększa się także częstotliwość oglądania treści płatnych – ocenia Karolina Chołuj.

Ci, którzy nie posiadają płatnej subskrypcji, tłumaczą to tym, że treści emitowane w telewizji są dla nich wystarczające lub też darmowe materiały oferowane na platformach zaspokajają ich potrzeby. Co piąta taka osoba wskazała, że nie wykupiła dostępu ze względu na wysokie koszty.

Dane Mindshare Polska wskazują, że to użytkownicy Netfliksa najczęściej płacą za dostęp do materiałów (57 proc.). Zdecydowanie rzadziej w przypadku drugiego w rankingu HBO Go (31 proc.) i trzeciej Ipla, oferującej także treści bezpłatne (20 proc.). W przypadku pozostałych platform za oglądanie treści płaci kilkanaście (Player, nc+ GO, cda.pl.) lub kilka procent (vod.pl, TVP VoD czy eKino).

– Polskich internautów ponadto cechuje korzystanie z wielu serwisów. To nie jest tak, że jak ktoś ma wykupiony abonament do jednego serwisu, to wtedy ogląda wideo głównie na nim. Największa współkonsumpcja dotyczy serwisów oferujących treści bezpłatne – zauważa Karolina Chołuj.

Średnio ponad połowa (58 proc.) regularnych użytkowników danego serwisu systematycznie korzysta też z innych platform. Najwięcej lojalnych widzów ma Netflix i HBO Go. Po materiały w innych serwisach sięga odpowiednio ok. 50 proc. i 54 proc. ich użytkowników.

– W platformach płatnych VoD Polacy najchętniej oglądają treści fabularyzowane. To segment, który najbardziej rośnie, więc to też pokazuje wzrost zainteresowania tego typu treściami. Warto zauważyć, że są to treści unikalne dla tych serwisów, których nie zobaczymy nigdzie indziej, i to głównie nakręca popyt na tego rodzaju platformy i materiały – tłumaczy ekspertka Mindshare.

Płatne serwisy VoD pod względem popularności systematycznie gonią telewizję. Trend zauważają również marketerzy – w lipcu już 15 proc. czasu emisji programów w VoD zajmowały reklamy. To tyle samo, co w przypadku TVP1 i TVP2, nieznacznie mniej niż w przypadku Polsatu (17 proc.) i TVN (20 proc.).

 Kanał wideo w internecie z jednej strony jest wartościowy, bo możemy dzięki niemu docierać do osób, które rzadko lub w ogóle nie oglądają telewizji, a z innych badań wiemy, że ten segment konsumentów rośnie. Natomiast też zauważamy dużą współkonsumpcję telewizji i kanałów wideo online, dlatego też platformy te mogą być wykorzystywane do zwiększania częstotliwości dotarcia do wybranych grup, szczególnie młodych ludzi – podkreśla Karolina Chołuj.

41 proc. konsumentów wideo na żądanie deklaruje, że szuka na platformach innych treści niż te emitowane w telewizji. Tylko nieznacznie mniej osób deklaruje, że korzysta z VoD, by oglądać filmy i seriale emitowane równolegle w tradycyjnych kanałach TV.

Innowacje wchodzą do branży spożywczej. Usprawnią komunikację pomiędzy dostawcami i producentami żywności a sklepami detalicznymi

Branża spożywcza otwiera się na innowacje. Nowe technologie mają pomóc m.in. w komunikowaniu się pomiędzy producentami i dostawcami żywności a sklepami detalicznymi. Chmurowa aplikacja przygotowywana przez Polaków ma całkowicie zautomatyzować proces komunikacji na rynku spożywczym. Z ośmiu tygodni do zaledwie kilku minut może zminimalizować czas potrzebny na zebranie dokumentacji niezbędnej w procesie budowania nowego produktu spożywczego.

– Multispec jest narzędziem bazy danych, w której dostawcy dodają specyfikację swoich produktów do chmury, z której następnie mogą korzystać różnego rodzaju podmioty spożywcze. Jest to rewolucyjne podejście, dlatego że w chwili obecnej wszelka dokumentacja wymieniana jest praktycznie mailowo, czasami nawet jeszcze listownie, a mówimy tutaj o całkowicie cyfrowym podejściu, w którym informacje są zaciągane do systemu czy do klienta końcowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Daniel Turek, założyciel MultiSpec.

Na autonomiczne systemy przetwarzania informacji w chmurze stawia m.in. firma Oracle, która zaprojektowała Oracle Autonomous Database. Narzędzie automatycznie konfiguruje bazy danych, potrafi także samodzielnie zarządzać zasobami i instalować najnowsze poprawki bezpieczeństwa dzięki wykorzystaniu systemów sztucznej inteligencji.

Firma MultiSpec postanowiła wykorzystać rozwiązania z zakresu digitalizacji procesów przetwarzania informacji, aby usprawnić funkcjonowanie branży spożywczej. Chce usprawnić komunikację pomiędzy dostawcami żywności, producentami, sklepami detalicznymi a prywatnymi łańcuchami dostaw.

– Przemysł spożywczy jest jednym z najmniej efektywnych – twierdzi Daniel Turek. – Z naszych kalkulacji wynika, że około 8 tygodni trwa zebranie dokumentacji po to, żeby rozpocząć proces projektowania nowego produktu. Z MultiSpecem można ten czas zminimalizować do kilku minut, więc jest to ogromny zysk dla firm produkcyjnych, a także dla sieci, które mogłyby bezpośrednio korzystać z takich danych.

Oprogramowanie wykorzystuje chmurę danych w roli nośnika dokumentacji, która dotychczas była wymieniana za pośrednictwem e-maili bądź drogą listowną. Dostawcy mogą przesyłać specyfikację swoich produktów do MultiSpeca, a ta może być natychmiast zaciągnięta do systemów informatycznych podmiotów spożywczych współpracujących z danym dystrybutorem.

Start-up jest obecnie na etapie poszukiwania interesariuszy oraz inwestorów. Planowany termin udostępnienia aplikacji klientom przewidziano na 2021 rok.

– Istnieją już  pewne rozwiązania, natomiast nie rozwiązują kompleksowo problemu, z którym stykają się producenci. Podchodzą do częściowych rozwiązań, jak np. wyłącznie kwestia alergenów, kwestia specyfikacji, certyfikacji trzecich stron, dostępu do wiedzy dla sieci. Natomiast Multispec jako aplikacja jest rozwiązaniem kompleksowym i jest w stanie zamienić te aplikacje, które istnieją na rynku w odpowiednim czasie – twierdzi Daniel Turek.

Według analityków z firmy Globe Newswire wartość globalnego rynku przemysłowych baz danych w 2018 roku wyniosła 65,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 155,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie ponad 11 proc.

Soundbary zamykają dźwięk przestrzenny w jednym urządzeniu. Najnowsze wyposażane są w sztuczną inteligencję

Systemy dźwięku przestrzennego funkcjonują na rynku od wielu lat, zajmują jednak dużo miejsca i są uciążliwe w konfiguracji. Soundbary rozwiązują ten problem poprzez ograniczenie liczby głośników. Na rynek trafiają już pojedyncze urządzenia, potrafiące emitować dźwięk przestrzenny oraz głębokie basy. Coraz częściej wyposaża się je także w asystenta głosowego, który pozwala kontrolować urządzenia elektroniczne za pośrednictwem komend głosowych.

– Większość telewizorów jest teraz płaska i taki jest właśnie trend. Im bardziej płaski telewizor, tym lepszy. Dźwięk wymaga jednak objętości, dlatego nasz subwoofer ma duże rozmiary – potrzebuje przestrzeni, aby odprowadzać duże ilości powietrza. Przejście ze zwykłej jakości dźwięku z telewizora na dźwięk immersyjny, jaki zapewnia soundbar robi jednak niezwykłe wrażenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jermo Köhnke z firmy Sennheiser.

Produkcją soundbarów zainteresowali się przede wszystkim producenci telewizorów klasy premium, w których nie można zainstalować porządnego systemu audio ze względu na ich cienką obudowę. Samsung zaprojektował model Q90R 7.1.4, który łączy cechy klasycznego kina domowego i kompaktowej belki audio. Sercem zestawu jest soundbar, który komunikuje się bezprzewodowo z subwooferem oraz dwoma satelitami tylnymi. Ten 17- głośnikowy system wyposażono w technologię dźwięku adaptacyjnego, która automatycznie optymalizuje brzmienie każdej sceny, aby w pełni oddać potencjał przestrzennego dźwięku Dolby Atmos.

Z technologii Dolby Atmos skorzystają także użytkownicy znacznie tańszych i prostszych konstrukcji. W 3.1-kanałowym soundbarze TCL RAY∙DANZ zaimplementowano technologię wirtualizowania kanałów dźwięku przestrzennego. Dzięki zastosowaniu głośników bocznych i skierowania toru fali akustycznej ku górze, projektantom udało się odwzorować wrażenie dźwięku dookolnego przy wykorzystaniu wyłącznie belki oraz bezprzewodowego subwoofera.

– Soundbary są coraz częściej wyposażane w technologię Dolby, umożliwiającą uzyskanie efektu dźwięku przestrzennego. Niektórzy tworzą systemy kina domowego z wykorzystaniem wielu głośników, ale naszym zdaniem jeden głośnik jest optymalnym rozwiązaniem – przekonuje Jermo Köhnke. – Instalacja wieloelementowego systemu nagłośnienia wiąże się z wieloma wątpliwościami, np. jak daleko od ściany powinno się znajdować dane urządzenie? Czy postawić subwoofer w rogu czy gdzieś indziej? To pracochłonne zajęcie, które wymaga sporo wiedzy. Kupując soundbar nie musimy się martwić o takie rzeczy, ponieważ urządzenie samo się kalibruje, a my możemy się w tym czasie zrelaksować.

Sennheiser zaprojektował swój pierwszy soundbar jako jedno urządzenie. Nie korzysta ono z zewnętrznego subwoofera, a mimo to generuje głębokie, 30-herzowe basy. Za sprawą funkcji kalibracji pozwoli dostosować brzmienie głośników do każdego pomieszczenia. Inżynierowie Sennheisera postawili na wszechstronność. Firma specjalizuje się w produkcji urządzeń audio dla melomanów, dlatego soundbar AMBEO nie tylko nada głębi produkcjom filmowym, pozwoli także w pełni cieszyć się muzyką zarejestrowaną w wysokiej jakości.

Soundbar może być jednak czymś znacznie więcej, niż tylko elementem kina domowego. Projektanci JBL zaimplementowali w swoim Link Barze system operacyjny Android TV z Asystentem Google, dzięki czemu ten sprawdzi się jako przystawka telewizyjna oraz interfejs do obsługi inteligentnego domu. Kiedy soundbar funkcjonuje w trybie czuwania, wystarczy powiedzieć „Hej, Google”, aby wywołać asystenta głosowego.

Według analityków z firmy MarketWatch wartość globalnego rynku soundbarów w 2019 roku wyniosła 2,9 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 5,77 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 14,7 proc.

W Polsce rodzi się 50 dzieci rocznie z rdzeniowym zanikiem mięśni. Od roku w Polsce chorzy są objęci leczeniem farmakologicznym powstrzymującym rozwój choroby

Na rdzeniowy zanik mięśni (SMA) choruje w Polsce 800–900 osób, a co roku rodzi się ok. 50 dzieci z tym schorzeniem –​ wynika z informacji podanych przez Fundację SMA. Jest to najczęstsza genetyczna przyczyna śmierci dzieci przed 2. rokiem życia. Od roku dla pacjentów w Polsce dostępna jest nowoczesna terapia, która już zaczyna przynosić przełomowe efekty. Chorzy mają szansę odzyskać sprawność ruchową, o ile leczenie zostanie wdrożone odpowiednio szybko. W tym mogłyby pomóc badania przesiewowe.

– Rdzeniowy zanik mięśni (SMA – przyp. red.) jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, związaną z jedną konkretną mutacją w genie SMN1. W wyniku tej mutacji dochodzi do obumierania motoneuronów rdzenia kręgowego i wtórnie do osłabienia, i zaniku mięśni – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Maria Jędrzejowska z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN.

U zdrowej osoby gen neuronu ruchowego wytwarza białko, które ma kluczowe znaczenie dla funkcji nerwów kontrolujących mięśnie. Bez niego – jak w przypadku chorych na SMA – komórki nerwowe nie mogą prawidłowo funkcjonować i ostatecznie umierają, co prowadzi do wyniszczającego osłabienia mięśni, a z czasem do śmierci. Według szacunków choroba ta pojawia się raz na 6–7 tys. urodzeń.

– Mniej więcej połowa dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni choruje na tzw. postać ciężką, SMA 1 – chorobę Werdniga-Hoffmanna. Około 90 proc. dzieci z tą ciężką postacią umiera bądź rozwija niewydolność oddechową przed 2. rokiem życia – wskazuje dr Maria Jędrzejowska.

Również w przypadku SMA 2 może dojść do przedwczesnego zgonu z powodu niewydolności oddechowej. Ta postać choroby dotyka ok. 15 proc. pacjentów. Często pojawia się u dzieci, które już siedzą, ale jeszcze nie nauczyły się chodzić. Im później dojdzie do ataku choroby, tym jej przebieg jest łagodniejszy. SMA 3 pojawia się najczęściej u nieco starszych dzieci, które stawiają pierwsze kroki, lecz może także wystąpić znacznie później. Z kolei SMA 4 to najłagodniejsza postać choroby, która może się pojawić między 30. a 40. rokiem życia. Pacjenci cierpiący na łagodniejsze postaci choroby, chociaż nie są zagrożeni niewydolnością oddechową, także tracą sprawność ruchową i są uzależnieni od pomocy innych.

W ostatnich latach dla chorych na rdzeniowy zanik mięśni pojawiła się jednak przełomowa terapia. Lek nusinersen nie cofa wprawdzie skutków choroby, lecz może zahamować jej rozwój. To pierwszy skuteczny lek na SMA. W Polsce jest dostępny dla pacjentów od 1 stycznia 2019 roku.

– Efekty rocznej terapii programu lekowego „Leczenie rdzeniowego zaniku mięśni” pacjentów pediatrycznych preparatem nusinersen, można określić ewidentnym przełomem. Efekty zależą od tego, na jakim etapie choroby terapia zostanie włączona – ocenia prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej GUM.

Nusinersen daje efekty także w najcięższych przypadkach choroby, przywraca czynności ruchowe albo umożliwia ich pojawienie się po raz pierwszy. Obecnie leczeniem objętych jest już ponad 400 chorych. Do końca roku ich liczba ma sięgnąć pół tysiąca. Tempo włączania nowych pacjentów stawia Polskę w czołówce państw europejskich. Dzięki terapii chore dzieci rozwijają się w podobnym tempie, co zdrowe.

– Im szybciej włączone leczenie, im mniej objawowy jest pacjent, tym większe szanse na to, że pod względem ruchowym będzie na poziomie swoich rówieśników – podkreśla prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska.

– W próbie Nurture z lekiem nusinersen 25 dzieci miało podany lek jeszcze przed wystąpieniem objawów choroby. Normalnie te dzieci chorowałyby prawdopodobnie na postać ostrą, czyli nigdy nie osiągnęłyby zdolności samodzielnego siedzenia. Dzieci, które zostały włączone do tej próby, otrzymały lek tuż po urodzeniu i rozwijały się prawie prawidłowo. 100 proc. z nich osiągnęło zdolność samodzielnego siedzenia, a 88 proc. – zdolność samodzielnego chodzenia – podkreśla dr Maria Jędrzejowska.

Zdaniem lekarzy wprowadzenie badań przesiewowych, podobnych do tych stosowanych przy mukowiscydozie, pozwoliłoby odkryć mutację genu od razu po urodzeniu dziecka, a tym samym rozpocząć leczenie jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów.

– Bardzo nam zależy na tym, żeby włączyć rdzeniowy zanik mięśni do ogólnopolskiego programu badań przesiewowych, czyli żeby wszystkie noworodki były rozpoznane w tym pierwszym okresie, a te, które chorują, miały włączone leczenie – mówi dr Maria Jędrzejowska.

5G i sztuczna inteligencja zmienią branżę cyberbezpieczeństwa. Największym wyzwaniem dla firm będzie jednak znalezienie wyspecjalizowanych kadr

W ubiegłym roku wykryto 813 mln ataków na polskie firmy, a już ponad połowa polskich firm narażona jest na cyberataki. Cyberzagrożeń przybywa, a co więcej, pojawiają się ich nowe rodzaje wraz z rozwojem nowych technologii, takich jak 5G czy internet rzeczy. Ekspert Accenture podkreśla, że dla firm warunkiem koniecznym jest dzisiaj posiadanie własnych zasobów w obszarze bezpieczeństwa IT, nawet jeżeli część zadań zlecają na zewnątrz. Największym wyzwaniem jest jednak brak kadr, bo konkurencja o specjalistów na rynku IT jest dziś bardzo duża.

– Technologie takie jak 5G, wirtualna rzeczywistość, sztuczna inteligencja czy internet rzeczy zmienią zarówno świat cyfrowy, jak i nasze życie. Zmieni się też cyberbezpieczeństwo. Będziemy musieli się dostosować do nowych zagrożeń, które pojawią się wraz z tymi technologiami, będziemy coraz bardziej uzależnieni od internetu, od zdolności maszyn do podejmowania decyzji, od wymiany informacji machine-to-machine, a także od cyfrowych asystentów, których poprawność działania będzie miała ogromny wpływ na nasze funkcjonowanie. To nowa rzeczywistość, która sprawi, że cyberbezpieczeństwo będzie trzeba wymyślić na nowo – mówi agencji Newseria Biznes Artur Józefiak, dyrektor zespołu ds. bezpieczeństwa cyfrowego w Europie Środkowo-Wschodniej w Accenture Security.

W badaniu Accenture Technology Vision 2019 przeprowadzonym wśród ponad 6 600 przedstawicieli najwyższej kadry zarządzającej biznesem oraz IT na całym świecie 94 proc. respondentów stwierdziło, że w ciągu ostatnich trzech lat tempo innowacji technologicznych w ich organizacjach znacznie przyspieszyło. Współcześnie działające firmy – szczególnie te, które planują działać za pomocą kanałów cyfrowych – są mocno uzależnione od cyfrowych technologii, a co za tym idzie – narażone na cyberzagrożenia. Z raportu Interaktywnie.com „RODO i cyberbezpieczeństwo 2019” wynika, że w ubiegłym roku wykryto 813 mln ataków na polskie firmy, a już ponad połowa polskich firm narażona jest na cyberataki. Tylko 33 proc. nie zauważyło żadnego cyberincydentu.

Z badania Accenture Technology Vision 2019 wynika, że przedsiębiorstwa budują rozległe, połączone ze sobą ekosystemy, ale tylko 29 proc. kadry kierowniczej biznesu i IT deklaruje rzetelność swoich partnerów biznesowych w zakresie bezpieczeństwa.

– Nie ma dziś możliwości, żeby poważny podmiot, który działa przy wykorzystaniu technologii IT, nie posiadał zarazem silnego zespołu bezpieczeństwa. To fundament. Albo firma zbuduje te kompetencje sama, albo wejdzie w partnerstwo z inną. Ale zawsze trzeba pamiętać, że umiejętność identyfikacji i kontrolowania ryzyka powinna pozostać w rękach firmy i tego nie można wyoutsourcować – mówi Artur Józefiak. – Nawet jeśli ma się sprawdzonego partnera, co jest coraz częstszym modelem, potrzebne są przynajmniej minimalne zespoły bezpieczeństwa, które znają firmę i jej potrzeby.

Zdaniem Accenture jednym z najważniejszych trendów w cyfrowym świecie jest tzw. człowiek+ w pracy. To nowe pokolenia pracowników i nowe miejsca pracy, w których oprócz wiedzy i kompetencji zawodowych liczy się nowy, stale powiększający się zestaw możliwości, które zawdzięczają technologii. Obecnie firmy muszą dostosować swoje strategie technologiczne, aby wspierać ten nowy sposób pracy, charakterystyczny dla ery postcyfrowej.

Problemem jest jednak dostęp do wyspecjalizowanych kadr, szczególnie w dużych miastach. Obecnie jedną z największych bolączek branży IT jest konkurencja o wyspecjalizowane kadry.

– Budowanie zespołów IT security jest dzisiaj wyzwaniem, ponieważ ogromnie brakuje kadr w tym obszarze. Co za tym idzie – wynagrodzenia są ponadprzeciętne. Współpraca z firmami, które specjalizują się w cyberbezpieczeństwie, jest kluczem, żeby poradzić sobie z wieloma problemami – podkreśla ekspert.

Jak wynika z najnowszego raportu Fundacji Citi Handlowego przygotowanego z Organizacją Pracodawców Sektora IT (SoDA), aż 89 proc. polskich firm z branży IT ocenia, że dostęp do wykwalifikowanych pracowników to kluczowy czynnik przesądzający o ich sukcesie i dalszym rozwoju. Dlatego 80 proc. z nich inwestuje zyski w obecnych, a 78 proc. – w rekrutowanie nowych specjalistów (dla porównania zyski w B+R inwestuje 53 proc. firm).

– Kluczem do przyciągnięcia najlepszych pracowników są wyzwania – ludzie chcą pracować nad ciekawymi problemami, chcą rozwiązywać nietuzinkowe kwestie. Żeby mieć taką szansę, trzeba działać w projektach globalnych. To są właśnie czynniki, na których opieramy budowę naszego zespołu, czyli innowacyjność, poważne problemy, ciekawe wyzwania – podkreśla Artur Józefiak. – W Accenture przynosimy innowacje – zasysamy najlepsze techniki, metody i narzędzia, starając się je zaaplikować w polskich firmach, a zarazem dajemy szansę polskim ekspertom do tego, żeby działali w najtrudniejszych projektach na świecie związanych z cyberbezpieczeństwem.

Polskie kadry IT są doceniane za granicą. Stąd może wynikać brak specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa w kraju.

– Jako kraj jesteśmy postrzegani bardzo dobrze w obszarze cyberbezpieczeństwa, natomiast wciąż dotyczy to przede wszystkim naszych kadr. Mamy za mało polskich produktów i usług. Jako firma globalna staramy się wypromować właśnie polskie rozwiązania na rynku globalnym – podkreśla Artur Józefiak.

Zarówno sytuacja polskiego rynku IT, jak i nowe zagrożenia w obszarze bezpieczeństwa i budowanie architektury IT Security były jednymi z zagadnień szeroko omawianych podczas tegorocznej konferencji „What the hack”, która 14 grudnia odbyła się na warszawskim PGE Stadionie Narodowym. Organizatorami konferencji, która gromadzi środowisko polskiego ITSec, są m.in. Accenture i Zaufana Trzecia Strona.

Podstawowe wyposażenie sklepu stacjonarnego

Bardzo często posiadając sklep internetowy, pragniemy rozwinąć swój biznes stacjonarnie. O ile posiadanie swojego sklepu stacjonarnego wiąże się z o wiele większym kosztem, to bezpośredni kontakt z klientem jest bezcenny. Dlatego też postanowiliśmy napisać o wszystkich “za i przeciw” sklepów stacjonarnych wraz z wymaganym podstawowym sprzętem.

Dobra lokalizacja gwarancją sukcesu

W pierwszej kolejności, by nasz sklep dobrze prosperował, musimy postawić albo na dobrą reklamę, albo na doskonałą lokalizację. Ta druga opcja jest bardziej prawdopodobna, ponieważ obecnie w gąszczu reklam nasz biznes może się zagubić. Oczywiście najważniejsza jest pozytywna opinia – najlepsza obsługa i jakość oferowanych towarów, jednak lokalizacja jest kluczowa, podobnie jak w przypadku restauracji. Wielu klientów może przyjść do nas po prostu z ulicy, stąd też warto zainwestować więcej w miejsce widoczne, często odwiedzane, sprzyjające zakupom. Jeśli chodzi o duże miasta, można rzec, że najlepszym tego typu miejscem jest centrum miasta. Nie zawsze jednak udajemy się do centrum na zakupy – zazwyczaj rynek jest miejscem, gdzie chcemy pospacerować, zjeść coś dobrego, pobyć z rodziną. My bardziej celowalibyśmy w centrum, ale handlowe. Tam ceny wynajmu mogą być zaporowe, jednak jest to gwarancja sukcesu i kontakt z klientami, którzy nastawieni są na zakup. Należy także pamiętać o odpowiedniej obsłudze – tylko dobrze przeszkolony personel może zagwarantować nam zysk, ponieważ wiedząc wszystko o sprzedawanym towarze, jest w stanie odpowiednio doradzić klientom. Zazwyczaj na samym początku prowadzenia sklepu zajmują się tym sami właściciele – oni najlepiej znają posiadane przez nich dobra.

Wydatki od samego początku, czyli wymagane urządzenia

W polskim prawie handlowym podstawą jest kasa fiskalna. Musimy ją posiadać bezwzględnie, by odprowadzać podatki od sprzedanego towaru. Rejestrowanie dowodów zakupu, raporty z kasy fiskalnej – to podstawa w prowadzeniu legalnego biznesu. Podobnie jest w przypadku wystawiania faktur – należy posiadać do tego celu odpowiedni program oraz drukarkę. Warto zainwestować w terminal płatniczy, najlepiej przenośny, by potencjalni klienci ze swobodą mogli u nas wybrać rodzaj zapłaty. Jest to obecnie swego rodzaju wymóg w sklepie stacjonarnym – zazwyczaj sama płatność gotówką jest niewygodna dla gości naszego punktu, ponieważ nie każdy z nas ma potrzebę posiadania przy sobie pieniędzy w gotówce. Należy także pamiętać o tym, że gdy sprowadzamy towar z zagranicy, ten, który znajduje się w naszym sklepie, powinien być odpowiednio ometkowany, a także posiadać swój kod EAN. Brzmi nieco skomplikowanie, jednak wszystkie te niezbędne w handlu akcesoria możesz zamówić na stronie 4Labels. Dlaczego akurat tam? Ponieważ jest to sklep internetowy, który zapewni Ci konkurencyjne ceny, a także duży wybór sprzętu, który umożliwi Ci wygodne prowadzenie biznesu. Sklepy online mają tę przewagę nad stacjonarnymi, że ich utrzymanie wiąże się z mniejszymi kosztami, stąd też właściciele mogą pozwolić sobie na niższe, bardziej atrakcyjne dla klienta ceny.

Spełnij marzenia swojego dziecka

Szukasz idealnego prezentu dla swojej pociechy, chrześniaka bądź wnuka? Marzy Ci się dla niego plac zabaw, który będzie nie tylko bezpieczny dla Twojego dziecka, ale także gwarantujący wiele zabawy? A może po prostu szukasz ciekawych elementów do swojego ogrodu, które mogą urozmaicić zabawę dzieciakom? Jeśli chociaż jedna odpowiedź na te pytania brzmi „tak”, to coś idealnego dla Ciebie!

Bezpieczna zabawa dla każdego!

Posiadając dom, trudno nie przewidzieć w nim przestrzeni, w której mogą się bawić dzieci. Zarówno wewnątrz budynku, jak i w ogrodzie, miejsce zabaw musi być odpowiednio zorganizowane, z zachowaniem podstawowych zasad bezpieczeństwa. Nie można narażać najmłodszych na skaleczenie lub poważne urazy, więc już przy projektowaniu i remontowaniu domu są rzeczy, które trzeba wziąć pod uwagę. Pierwsza to zabezpieczenie gniazdek, kabli i ruchomych elementów. Wszystko, czego dziecko nie powinno dotykać, powinno być od niego odizolowane, wliczając w to także ostre krawędzie. Ta zasada sprawdza się nie tylko w środku budynków, ale także na zewnątrz, w ogrodzie, czy na tarasie i balkonie. Żeby zapewnić dziecku bezpieczeństwo, trzeba też zapewnić odpowiednie podłoże. Piaskowe i trawiaste najlepiej amortyzuje skoki i przewrotki dziecka, z kolei gumowe łatwiej utrzymać w czystości i porządku. Mniej też niszczą się na nim ubrania dziecka. Zależnie od tego, jak bardzo aktywne jest rozrabiaka, które chcesz obdarować, dobierz dla niego najlepszy plac zabaw! Sięgaj tylko po takie elementy wyposażenia placów, które są wykonane z najlepszej jakości materiałów, pomalowane nietoksycznymi farbami, zaimpregnowane przed szkodliwym działaniem warunków atmosferycznych i które posiadają odpowiednie atesty. Wszystkie elementy, które składają się na przestrzeń do zabawy, powinny być ze sobą dobrze połączone, na stałe, elementami, które nie tylko wytrzymają obciążenie wagowe dzieci, ale także nie będą stwarzać dla nich niepotrzebnych zagrożeń. Montując miejsca zabaw, upewnij się, że wszystkie śrubki są w odpowiednim miejscu, że nic nie wystaje i nie pokaleczy małych użytkowników.

Dlaczego warto w nie inwestować?

W dobie cyfryzacji świata bardzo ważne jest zachęcanie dzieci do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. A place zabaw dla dzieci są do tego idealnym środkiem! Inspiracji możesz poszukać pod adresem: https://www.4iq.com.pl/76-place-zabaw. Zależnie od tego, jak dużo miejsca posiadasz w swoim ogrodzie lub podwórku przy swoim domu, możesz zainstalować dzieciom huśtawki, zjeżdżalnie, piaskownice, ścianki wspinaczkowe i całe domki zabaw. Huśtawki możesz też instalować wewnątrz domu.

Zależnie od tego, jakim dysponujesz metrażem i budżetem, zdecyduj się na najlepszą opcję dla wybranego dziecka. Huśtawki i zjeżdżalnie są optymalnym prezentem, który wpasuje się w większość gustów zarówno chłopców, jak i dziewczynek. Instalując huśtawkę w typie „bocianie gniazdo”, zapewniasz rozrywkę nie tylko najmłodszym, ale także starszym dzieciakom, które mogą korzystać z niej jak z małego hamaka. Podobnie ścianki wspinaczkowe, motywują dziecko do ćwiczeń, pokonywania własnych słabości i jednocześnie wzmacniają ich ciało. A mając cały plac zabaw, zabawa całymi dniami gwarantowana i to przez wiele lat. Zaoferuj dziecku to, co najlepsze!

Pożyczki dla zadłużonych. Co warto o nich wiedzieć?

Przy ocenie zdolności osób ubiegających się o kredyt, banki korzystają z bardzo rygorystycznych kryteriów. Nasze szanse na otrzymanie finansowania znacznie zmniejszają takie czynniki jak zatrudnienie na podstawie umowy cywilno-prawnej, niski wiek lub niekorzystna historia kredytowa. To sprawia, że współczynnik odrzuceń wniosków w bankach jest bardzo wysoki, a wiele osób nie może liczyć na to, że otrzyma kredyt.

  1. Czy w sektorze pozabankowym każdy może pożyczyć pieniądze?
  2. Chwilówki bez BIK – na czym polega to rozwiązanie?
  3. Chwilówki dla zadłużonych. Jak znaleźć najlepszą ofertę?

Czy jednak oznacza to, że w awaryjnej sytuacji są one pozbawione szans na otrzymanie pożyczki umożliwiającej im pokrycie najpilniejszych wydatków? Na szczęście nie. Ratunek znajdą w sektorze pozabankowym. Wiele działających w nim firm znacznie mniej rygorystycznie podchodzi do kwestii oceny zdolności kredytowej swoich klientów. Warto więc dowiedzieć się więcej na ten temat. Jakie firmy oferują chwilówki dla zadłużonych? Jak znaleźć najkorzystniejszą pożyczkę?

Czy w sektorze pozabankowym każdy może pożyczyć pieniądze?

Do niedawna wśród klientów pokutował obraz sektora pozabankowego jako części rynku, na której działają firmy pożyczające dosłownie każdemu, kto złoży wniosek, jednak naliczające bardzo wysokie oprocentowanie i stosujące nieuczciwe praktyki. Obecnie na szczęście postrzeganie firm pożyczkowych ulega stopniowej poprawie. Oczywiście nie dzieje się tak bez powodu, a wpływ na to ma podniesienie standardów obsługi klienta i coraz wyższa jakość produktów finansowych.

To z kolei sprawia, że spora część firm zaczęła bardziej starannie analizować zdolność kredytową swoich klientów. W tym celu sprawdzają między innymi:

  • wysokość zarobków klienta;
  • jego wiek – problemy z otrzymaniem pieniędzy mogą mieć osoby, które nie ukończyły jeszcze 21 roku życia oraz seniorzy;
  • historię spłaty poprzednich zobowiązań, sprawdzaną za pomocą raportu BIK oraz w biurach informacji gospodarczej takich jak BIG InfoMonitor lub Krajowy Rejestr Dłużników

Nadal jednak mniej rygorystycznie pochodzą do kwestii źródła dochodów potencjalnego pożyczkobiorcy. W przeciwieństwie do większości banków, honorują nie tylko umowę o pracę, ale też o dzieło i zlecenie. Szansę na otrzymanie pożyczki mają również osoby utrzymujące się dzięki zasiłkom socjalnym – spore jest na przykład grono firm uznających jako dochód uczestnictwo w programie Rodzina 500+.

Chwilówki bez BIK – na czym polega to rozwiązanie?

Na szczęście w sektorze pozabankowym wciąż działa wiele firm oferujących chwilówki bez BIK. Jak nietrudno się domyślić, przy rozpatrywaniu wniosku, nie sprawdzają one historii kredytowej klienta. Dzięki temu takie pożyczki mogą okazać się dobrym rozwiązaniem w wielu sytuacjach. Na wzięcie jednej z nich warto zdecydować się między innymi:

  • kiedy z różnych przyczyn nie spłacaliśmy terminowo poprzednich zobowiązań;
  • jeśli nasze dochody są zbyt niskie, by otrzymać kredyt w banku;
  • jeżeli zależy nam na czasie – brak sprawdzania historii kredytowej znacznie skraca długość rozpatrywania wniosku, a pieniądze zwykle trafiają na nasze konto jeszcze tego samego dnia.

Więcej informacji na temat pożyczek dla zadłużonych znajdziemy na stronie https://kredyt-dla-zadluzonych.pl/chwilowka-dla-zadluzonych/.

Chwilówki dla zadłużonych. Jak znaleźć najlepszą ofertę?

Decydując się na wzięcie chwilówki dla zadłużonych warto pamiętać, że tego typu produkty dla pożyczkodawcy związane są z większym ryzykiem – są zatem obarczone wyższym oprocentowaniem. Dlatego przed podpisaniem umowy warto upewnić, że dana oferta jest najkorzystniejszą. W tym zadaniu pomogą nam porównywarki i rankingi takie jak ten dostępny na https://www.czerwona-skarbonka.pl/chwilowki-bez-bik/.

Ile kosztuje powrót do zdrowia po wypadku przy pracy?

  • Co godzinę urazu w pracy doznaje 34 polskich pracowników.
  • Średni okres niezdolności do pracy po wypadku to 33 dni. Zatrudnienie zastępstwa na ten czas to koszt ponad 4,3 tys. zł.
  • Grupowe ubezpieczenia zdrowotne pozwalają zminimalizować czas i koszty związane z powrotem do zdrowia po wypadku w pracy.

Do końca września 52 866 osób zostało poszkodowanych w wyniku wypadków przy pracy, wynika z raportu GUS „Wypadki przy pracy w okresie styczeń-wrzesień 2019 r. – dane wstępne”. To średnio 34 przypadki na godzinę roboczą! Ponad 23,2 tys. osób (43,9% poszkodowanych) doznało obrażeń kończyn górnych, ponad 18,6 tys. (35,3%) kończyn dolnych, a ponad 5 tys. (9,6%) pracowników ucierpiało wskutek obrażeń głowy.

Każdy wypadek przy pracy wiąże się z późniejszą absencją chorobową wynikającą z rekonwalescencji po urazie. Zarówno poszkodowanym pracownikom, jak i pracodawcom zależy, żeby powrót do zdrowia trwał jak najkrócej i zakończył się odzyskaniem pełnej sprawności. Na niektóre świadczenia, jak na przykład na rehabilitację, trzeba niestety czekać w ramach NFZ miesiącami. Dlatego pracodawcy coraz częściej decydują się na opłacenie pracownikom prywatnej opieki zdrowotnej – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Analiza GUS pokazuje też czas niezdolności do pracy wszystkich poszkodowanych. Średnio wynosi on 33 dni na jedną osobę. Z obliczeń SALTUS Ubezpieczenia wynika, że zatrudnienie zastępstwa na taki okres absencji wiąże się z kosztem nie mniejszym niż 4 370,66 PLN po stronie pracodawcy.

Oto przykładowe urazy i szacunkowe koszty leczenia:

Złamanie nadgarstka – 1560 zł

Powyższy koszt dotyczy świadczeń medycznych, z jakich musiałby skorzystać poszkodowany w przypadku złamania niepowikłanego. W przeciwnym wypadku łączny koszt (bez zabiegu operacyjnego) opieki medycznej może wzrosnąć do 4500 zł z powodu dłuższej rehabilitacji oraz większej liczby konsultacji i badań, które trzeba wykonać.

Podstawowe świadczenia:

  • konsultacje lekarskie (3) – 360 zł
  • badania diagnostyczne (RTG, USG) – 200 zł
  • rehabilitacja (20 sesji) – 1000 zł

Zwichnięcie stawu kolanowego – 2260 zł

Podobnie jak w przypadku złamania nadgarstka, szacunek kosztów dotyczy zwichnięcia niepowikłanego. W przypadku bardziej skomplikowanego urazu koszty samej rehabilitacji rosną co najmniej dwukrotnie.

Podstawowe świadczenia:

  • konsultacje lekarskie (3) – 360 zł
  • badania diagnostyczne (RTG, USG, rezonans magnetyczny) – 900 zł
  • rehabilitacja (20 sesji) – 1000 zł

Uraz głowy – 640 zł

Przedstawiona kalkulacja dotyczy pomocy ambulatoryjnej urazu lekkiego, bez powikłań i następstw. W przypadku poważniejszych urazów, powodujących zaburzenia neurologiczne, trzeba się liczyć z koniecznością odbycia rehabilitacji. Jej rodzaj i liczba sesji zależy od stopnia uszkodzenia mózgu. Należy pamiętać, że osoby po nawet niewielkich urazach głowy, np. w wyniku wypadku komunikacyjnego, mogą wymagać dodatkowej pomocy psychologicznej, aby pełni wrócić do sprawności.

Podstawowe świadczenia:

  • konsultacje lekarskie (2) – 240 zł
  • badania diagnostyczne – (tomografia komputerowa głowy) – 400 zł

Grupowe ubezpieczenie zdrowotne pozwala obniżyć koszty powrotu do zdrowia

Powyższe wyliczenia pokazują, ile kosztowałby powrót do zdrowia pracownika, gdyby za każdą konsultację oraz świadczenie trzeba by było zapłacić pojedynczo. Inaczej wygląda sytuacja, gdy pracownik ma zapewniony stały dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej, za pośrednictwem grupowego ubezpieczenia zdrowotnego lub abonamentu medycznego. W takiej sytuacji koszt, jaki musi ponieść pracodawca, jest zdecydowanie niższy. Co więcej, część ponoszonych wydatków można rozliczyć w ramach medycyny pracy, co sprawia, że są korzystniej opodatkowane.

Towarzystwa ubezpieczeń stale obserwują zmieniające się potrzeby w kwestii ochrony zdrowia, zarówno pracodawców, jak i pracowników. Wychodząc im naprzeciw, proponują nowe rozwiązania, jak chociażby programy badań profilaktycznych w ramach medycyny pracy czy pakiety świadczeń rehabilitacyjnych i diagnostycznych przyspieszających powrót do zdrowia po urazach, które miały miejsce w trakcie pracy – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Z ubezpieczeń zdrowotnych korzysta już ponad 2,8 mln Polaków. To 15% więcej niż rok temu. Większość z nich objętych jest ochroną w ramach polis grupowych zapewnianych przez pracodawców. Warto też zauważyć, że dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej jest niezmiennie najbardziej pożądanym benefitem pracowniczym.

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

Magik na imprezie firmowej lub okolicznościowej

W ostatnich latach popularne stało się zatrudnianie artystów do urozmaicenia imprez firmowych oraz okolicznościowych. Można wybierać spośród animatorów zabaw, barmanów, operatorów fotobudek, jak również postawić na współpracę z iluzjonistą. To bezsprzecznie jedna z największych atrakcji, jakie można zaserwować gościom, aby spotkanie na długo pozostało w ich pamięci.

Imprezy firmowe i rodzinne składają się zazwyczaj z kilku stałych punktów. Oprócz poczęstunku, toastów, przemów, podziękowań i tańców ważnym elementem jest część artystyczna. W wykonaniu profesjonalnego iluzjonisty to wielkie show, które sprawi, że wydarzenie będzie wspominane jeszcze przez długi czas.

Po co organizować występ artystyczny na imprezie?

Organizatorzy imprez rzadko kiedy pozwalają na to, aby zabawa toczyła się własnym rytmem. Zwłaszcza w dużych miastach tego typu spotkania są „reżyserowane” przez menadżerów eventów czy wedding plannerów. Bardzo często w tych harmonogramach przewidują oni część artystyczną, której zadaniem jest integracja uczestników, zapewnienie im dozy dobrej zabawy i humoru, a także oderwania od codzienności. Iluzjonista z Warszawy Just Edi Show to jeden z artystów, który często gości na tego typu imprezach. Współpraca z profesjonalnym magikiem to dla wielu organizatorów gwarancja, że ich wydarzenie będzie udane i niezapomniane w kręgu rodzinnym czy biznesowym.

Ile czasu przeznaczyć na występ artystyczny?

Występ iluzjonisty to bardzo mocny punkt programu Twojej imprezy. Pamiętaj jednak, że nie powinien jej zdominować. Sukcesem każdego udanego eventu jest zachowanie odpowiednich proporcji przy planowaniu poszczególnych etapów wydarzenia, przy czym nie należy zapominać o przestrzeni kuluarowej, czasie na tańce i swobodne rozmowy.

Magik daje zazwyczaj pokaz trwający około 30 minut. To wystarczający czas, aby zabawić gości i zaprezentować im swoje najlepsze numery. Oczywiście, jeśli wyrazisz chęć, występ może zostać wydłużony do pełnego 45-minutowego spektaklu teatralnego. To jednak jeszcze nie wszystko. Czas po pokazie przeznaczony jest na interakcję z gośćmi, czyli tzw. close-up. Liczba numerów prezentowanych przy stolikach oraz czas ich trwania zależą od indywidualnych ustaleń z magikiem.

Jaki występ wybrać?

W ofercie dobrego magika znajdziesz kilka rodzajów występów. Ważne jest, aby zarówno charakter, jak również tematyka pokazu były dostosowane do okoliczności. Do wyboru są:

  • pokazy iluzji na event firmowy,
  • pokazy iluzji na wesele,
  • pokazy iluzji close-up,
  • pokazy iluzji scenicznej.

Optymalnym wariantem jest zdecydowanie się na połączenie dwóch rodzajów występów — pokazu na scenie i sztuczek przy stolikach, w bezpośrednim towarzystwie gości. Jednak finalnie dużo zależy od charakteru wydarzenia i ilości osób, które biorą w nim udział. Czasem realizacja iluzji typu close-up jest niemożliwa choćby ze względu na ustawienia stolików (lub ich całkowity brak) czy zbyt dużą publikę.

Deweloperzy podsumowują 2019 rok

Jakie czynniki miały w tym roku największy wpływ na rozwój rynku mieszkaniowego? Jak deweloperzy oceniają 2019 rok? Sondę przygotował serwis nieruchomości Dompress.pl  

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develia S.A.

Rok 2019 to kontynuacja trendu z 2018 roku, tym bardziej, że trudno dostrzec zdarzenia, które miałyby istotny wpływ na rynek. Stopy procentowe pozostały na niezmiennym poziomie, nie było znaczących zmian w ustawodawstwie, na przykład w zakresie ustawy deweloperskiej. Koniunktura na rynku wciąż jest bardzo dobra, choć tempo wzrostu niższe niż w poprzednich latach.

Podobnie jak w 2018 roku, ceny mieszkań stale rosły, choć dynamika ich wzrostu była niższa. Mimo wzrostu cen mieszkań, zainteresowanie klientów ciągle jest bardzo duże, zarówno wśród osób poszukujących mieszkania dla zaspokojenia własnych potrzeb lokalowych, jak i klientów inwestycyjnych. W przypadku inwestorów motorem zakupu nie jest już sama stopa zwrotu, ponieważ jej poziom spada, ale chęć ucieczki przed inflacją, która w przyszłym roku ma wynieść 3,5 proc. W tych okolicznościach zakup mieszkania, którego cena w ostatnich latach rośnie średnio 10 proc. w skali roku, wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Sytuacja rynkowa sprawia, że w tym roku należy spodziewać się wyników sprzedaży mieszkań na podobnym poziomie, jak w roku 2018.

Zbigniew Juroszek, prezes Atal

Dobiegający końca rok potwierdził, że rynek mieszkaniowy nie tylko jest stabilny, ale wciąż znajduje się w fazie wysokiej aktywności. Od strony popytowej sytuacja w segmencie mieszkaniowym jest zdrowa, a sytuacja w branży korzystna dla dobrze wyspecjalizowanych spółek. Dowodzą tego bardzo dobre wyniki sprzedażowe, do końca listopada br. zakontraktowaliśmy 2887 lokali. Tylko w kwietniu br. podpisaliśmy 348 umów deweloperskich, co jest miesięcznym rekordem sprzedaży w historii firmy.

Niezmiennie znaczący wpływ na rynek nieruchomości mają obecne uwarunkowania makroekonomiczne. Podjęciu decyzji o zakupie nieruchomości u dewelopera sprzyjają olbrzymie braki lokalowe, spadek bezrobocia oraz niskie stopy procentowe. Poza, wysokim popytem na mieszkania, dominujący wpływ na sektor nieruchomości mają rosnące aspiracje życiowe społeczeństwa. Wpływ na rynek deweloperski ma także aktualna sytuacja gospodarczo-polityczna, m.in. ubiegłoroczne wybory samorządowe i tegoroczne wybory parlamentarne, co przekłada się na przebieg procesów administracyjnych. Branża zmaga się z brakiem decyzyjności, przeciągającymi się postępowaniami w urzędach i przerostem biurokracji. Wpływa to negatywnie na tempo prowadzania inwestycji i ma swoje przełożenie na koszty oraz poziom oferty.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu i dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Rynek mieszkaniowy napędzała dobra sytuacja na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia. Niskie stopy procentowe zachęcały Polaków, zarówno do kupowania mieszkań na własne potrzeby, jak też inwestowania w mieszkania na wynajem. Według wskazań analityków, 30 proc. lokali z rynku pierwotnego kupowanych jest inwestycyjnie. Szacujemy, że w naszej, warszawskiej inwestycji Bliska Wola Tower w tym celu zakupionych zostało około 40 proc lokali. Niskie stopy procentowe oznaczają niskie raty kredytu, dlatego pomimo utrzymujących się wysokich cen mieszkań, popyt ustabilizował się na wysokim poziomie. Według najnowszych danych w ciągu pierwszych 9 miesięcy br. wybudowano i oddano do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem. Z perspektywy deweloperów rok 2019 można nazwać rokiem prosperity. Analitycy przewidują, że w tym roku padnie rekord, jeśli chodzi o ilość wybudowanych mieszkań.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Miniony rok odznaczył się kolejnymi wzrostami sprzedaży i cen nowych mieszkań. Głównym czynnikiem wpływającymi na stały, wysoki poziom popytu jest bardzo dobra sytuacja gospodarcza, determinująca niezmiennie pozytywne nastroje wśród nabywców, zarówno tych decydujących się na zakup mieszkań na własne potrzeby, jak i lokujących nadwyżki kapitału na rynku nieruchomości. Dalszy wzrost cen mieszkań był natomiast skutkiem rosnących cen wykonawstwa i materiałów budowlanych oraz ogólnych kosztów obsługi inwestycji.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Rok 2019 oceniamy bardzo dobrze, ponieważ już dziś mamy pewność, że uda nam się pobić historyczny rekord sprzedaży mieszkań w prawie 15 letniej działalności Grupy Kapitałowej Home Invest na warszawskim rynku deweloperskim. Poza tym, na rynku mieszkaniowym można było w mijającym roku zaobserwować znaczące wzrosty cen mieszkań, zarówno nowych, jak i używanych. Nie zniechęciło to jednak nabywców, o czym świadczą imponujące w licznych przypadkach wyniki sprzedaży. Dodatkowo, duży dostęp do kredytów hipotecznych, wzrost wynagrodzeń i stabilizacja stóp procentowych sprzyjały zawieraniu transakcji na rynku mieszkaniowym.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Patrząc na rok 2019 rok pod kątem sprzedaży i jej dynamiki jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników. Jedynym, acz kluczowym czynnikiem hamującym rynek są przedłużające się procedury administracyjne, spowalniające możliwość wprowadzenia kolejnych projektów na rynek.

Agnieszka Kozak, pełnomocnik zarządu ds. sprzedaży w Republice Wnętrz

Rok 2019 był dla nas czasem wytężonej pracy. Nie mniej, oceniamy ten rok jako bardzo udany  dla nas i dla naszej branży. Z jednej strony, zmniejszające się zasoby gruntów, wzrost kosztów pracy oraz cen materiałów budowlanych wymusiły wzrost cen na rynku. Z drugiej, silny popyt mobilizował nas do wprowadzania na rynek kolejnych inwestycji. W efekcie w roku 2019 do oferty weszło ponad 400 nowych mieszkań, częściowo opartych o produkty inwestycyjne, które cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Rok 2019 oceniamy bardzo pozytywnie. Dobra koniunktura w kraju, przy wysokim wzroście PKB oraz stabilna polityka kredytowa przełożyły się na wzrost siły nabywczej Polaków. To rok stabilizacji rynkowej z tendencją wzrostową. Ryzyko wzrostu kosztów wykonawstwa zostało zniwelowane przez wzrost cen mieszkań.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w spółce mieszkaniowej Skanska

Przez cały 2019 rok zauważaliśmy stały wzrost zainteresowania zakupem mieszkań, które nie stygło nawet w sytuacji zwyżek cenowych. Ten wysoki poziom popytu udowadnia, że nabywcy poszukują własnego miejsca do życia i poczucia bezpieczeństwa, które zapewnia posiadanie nieruchomości. To, co się jednak zmienia to podejście do budownictwa. Zarówno deweloperzy, jak i klienci zaczęli patrzeć na osiedla mieszkaniowe długoterminowo. Mają to być miejsca do życia na lata, które będzie można mądrze zmieniać, nie tylko wraz z upływem czasu, ale także wiekiem i poziomem sprawności zamieszkujących w nich ludzi. To naszym zdaniem kierunek przyszłości.

Andrzej Gutowski, wiceprezes Ronson Development, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu

Bez wątpienia dla całego rynku deweloperskiego kluczowa jest utrzymująca się od lat dobra sytuacja ekonomiczna. PKB rośnie nieprzerwanie od 28 lat, wzrastają płace, co pozwala Polakom z optymizmem patrzeć w przyszłość. Utrzymujące się na niskim poziomie stopy procentowe zapewniają wysoką dostępność kredytów, więc wiele czynników ekonomicznych sprzyja koniunkturze na rynku mieszkaniowym.

W 2019 roku rozpoczęliśmy sprzedaż i realizację projektów obejmujących łącznie ponad 1100 lokali, co jest rekordową liczbą w całej historii firmy. Zakładamy, że dzięki temu w kolejnym roku zbliżymy się do poziomu 1000 sprzedanych mieszkań, podczas gdy w poprzednich latach sprzedawaliśmy po około 800 lokali rocznie.

Wojciech Duda, wiceprezes Duda Development

W tym roku przekonaliśmy się, że rządowe zapewnienia o szybkim i mocnym starcie programu Mieszkanie Plus nie znalazły pokrycia w rzeczywistości w skali, która mogłaby wpłynąć na nasze działania jako deweloperów. Obserwowaliśmy kontynuację trendów, które utrzymują się już od pewnego czasu, choć w nieco mniejszym nasileniu niż dotąd. Dotyczy to na przykład cen, które w tym roku także wzrosły, ale nie tak bardzo, jak w roku ubiegłym i w nadchodzących miesiącach również należy spodziewać się pod tym względem stabilizacji.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Mijający rok dla naszej firmy był okresem umacniania stabilnej pozycji na rynku. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. sprzedaliśmy 314 mieszkań, a do użytkowania przekazaliśmy 372 lokale. Popyt na rynku oceniamy jako wysoki. Zauważyliśmy niewielkie zmiany w zakresie preferencji klientów. Więcej osób poszukuje lokali o większym metrażu, w tym czteropokojowych. Dużą popularnością cieszą się również obiekty typu premium. Głównymi czynnikami, wpływającymi w tym roku na rynek mieszkaniowy w Polsce jest m.in. dobry dostęp do kredytów hipotecznych, poprawa stopy życiowej społeczeństwa oraz rozwijający się rynek najmu nieruchomości mieszkaniowych. W tym roku mieliśmy również do czynienia ze wzrostem cen nieruchomości.

8 kroków do sukcesu w e-commerce – nie tylko przed świętami

Co najmocniej wpływa na wzrost sprzedaży online? Firma Salesforce postanowiła odpowiedzieć na to pytanie analizując dane pobrane bezpośrednio z systemów obsługujących klientów na całym świecie. Przebadano zachowania i zakupy dokonane przez pół miliarda ludzi w okresie przedświątecznym. Co wynika z tych badań?

Okres przedświąteczny, który obejmuje m.in. CyberWeek (w tym coraz popularniejsze także w Polsce Black Friday i Cyber Monday), to dla handlowców najlepszy czas w roku, w którym sprzedaż zwiększa się średnio o 12%. Są natomiast branże, w których w tym czasie obroty rosną o kilkaset procent. To czas żniw i prawdziwej walki o klienta, ale też bardzo trudny okres ze względu na konieczność zapewnienia klientom jak najlepszej obsługi i zabezpieczenia logistyki.

Po zamknięciu sezonu świątecznego w 2018 r. Salesforce przedstawił raport „2018 Holiday Shopping Report”, w którym omówił analizę danych z transakcji i zachowań ponad 500 mln klientów z całego świata. W raporcie wskazano tendencje towarzyszące zakupom online. Jakie obserwacje płyną z tych analiz? W okresie przedświątecznym w 2018 roku:

  • kanał mobilny odpowiadał za 66% ruchu w sieci – o 11% więcej niż w 2017 r.;
  • 48% zakupów zrobiono za pomocą urządzeń mobilnych, a tylko 44% za pomocą komputerów stacjonarnych. Średni udział zamówień realizowanych przez komórki wzrósł o 19% w stosunku do 2017 r.;
  • 28% kupujących używa do realizacji płatności takich jak narzędzi jak Apple Pay czy PayPal;
  • media społecznościowe stają się coraz większym kanałem sprzedaży, przy czym warto podkreślić, że Facebook i Instagram odpowiadały łącznie za 93% ruchu w social mediach;
  • 24% działów marketingu firm wykorzystuje sztuczną inteligencję (AI) do personalizowania procesu zakupowego online (tzw. customer journey);
  • rekomendacje produktowe decydują o 26% przychodów i zwiększają średnią wartość zamówienia (AOV – Average Order Value) o 10%;
  • klienci, którzy działali zgodnie z podpowiedziami AI, średnio kupowali o 14% więcej;
  • zastosowanie wyszukiwarki na stronie internetowej sklepu zwiększa jego przychody średnio o 24%.

8 kroków do sukcesu w sprzedaży – nie tylko przed świętami

Zebrane dane pozwoliły Salesforce stworzyć przewodnik: „2019 Holiday Readiness Guide”, który w ośmiu krokach podpowiada, jak opracować skuteczną strategię sprzedaży w celu maksymalizacji przychodów oraz jak sprostać wyzwaniom związanym z tym czasem.

  1. Przygotowanie: kompletuj dane, przygotuj zespół, planuj kampanie i promocje

Sprzedawcy detaliczni powinni przyjrzeć się działaniom (takim jak np. mailingi czy łączenie produktów w pakiety), które w ubiegłym sezonie świątecznym skutkowały największą liczbą odwiedzin serwisu i największą konwersją. Jest to wstępna baza do opracowania promocji i pogrupowania produktów w kategorie prezentów. Salesforce przytacza przykład firmy Hickory Farms – producenta żywności. Firma ta odnotowała wzrost przychodów o 125% dzięki interaktywnemu programowi poczty elektronicznej, który obejmował quizy, sondaże i inne działania angażujące klientów planujących zakup prezentów. Własne źródła danych warto uzupełnić informacjami z zewnętrznych firm, takich jak np. Nielsen czy Acxiom. W czasie przygotowań firmy powinny też zapewnić odpowiedni poziom zapasów produktów, przydzielić zespołom i pracownikom działania na okres wzmożonej pracy, a w trakcie tych przygotowań starać się zidentyfikować ewentualne ryzyka, takie jak możliwe awarie czy wąskie gardła w procesach biznesowych.

  1. Pozycjonowanie: zwiększ skuteczność SEO tworząc specjalne strony świąteczne

W okresie przedświątecznym warto uruchamiać specjalne serwisy (landing page) promujące spersonalizowane propozycje prezentów. Ułatwią to takie narzędzia jak np. Commerce Cloud Page Designer, które pozwalają szybko tworzyć i zarządzać serwisami za pomocą kilku kliknięć. Serwisy takie powinny być uruchamiane jeszcze przed sezonem. Dobrym pomysłem są też przewodniki z prezentami. Można je uporządkować, by następnie móc filtrować wg różnych kryteriów: grup docelowych (np. dla podróżników, fanów fitness, studentów itd.), kategorii produktowych lub cen. Pozycjonowanie serwisów powinno się optymalizować poprzez skorelowanie zawartych w nich treści z zapytaniami klientów. Warto też sprawdzić 50 najczęstszych haseł wyszukiwania z zeszłego roku oraz hasła używane przez klientów w tym roku. Nie można też zapomnieć o nowościach, jakie pojawiły się w ofercie.

  1. Wyszukiwanie produktów: uruchom i zoptymalizuj wyszukiwarkę w e-sklepie

Z analiz danych wynika, że po uruchomieniu wyszukiwarki produktów w sklepie internetowym, jego obroty rosną średnio aż o 24%. Jednak narzędzie do wyszukiwania produktów powinno być efektywne. Można to zapewnić, stosując się do czterech zasad:

  • okno wyszukiwania powinno być umieszczone w widocznym miejscu na górze strony. Narzędzie wyszukiwania jest szczególnie ważne w przypadku klientów mobilnych, ponieważ zwiększa ono częstość robienia przez nich zakupów aż 2,6-krotnie;
  • warto zadbać o wyszukiwanie semantyczne, które uwzględnia nie tylko odmiany wyrazów, ale też synonimy oraz błędy w pisowni;
  • proces wyszukiwania powinien być wspierany przez sztuczną inteligencję. AI pozwala rekomendować dodatkowe produkty oraz skuteczniej sortuje kolejność ich wyświetlania, bazując na danych z zachowań kupujących;
  • warto zastosować technologię rozpoznawania obrazu, która pozwala dopasować albo powiązać prezentowane produkty na podstawie przesłanych przez klientów zdjęć. Obecnie już 62% millenialsów uznaje wyszukiwarki wizualne za najlepszy sposób wyszukiwania.
  1. Obecność marki: walcz o zasięg, uwagę i spójność

Dzisiejsi, szczególnie młodsi klienci oczekują, że poszukiwane przez nich marki będą obecne – w kontekście możliwości zakupu, ale też komunikowania się – na platformach, na których spędzają oni najwięcej czasu. Jednocześnie klienci spodziewają się spójnego doświadczenia w kontakcie i obsłudze, niezależnie od tego, w jakim kanale kontaktują się z marką i z pomocą jakiego urządzenia. Oczekiwania te można spełnić wykorzystując interfejsy programowania aplikacji (API). Dają one możliwość integracji systemów i aplikacji na tyle, by zapewnić obecność firmy i jej oferty w każdym kanale. W serwisach społecznościowych można np. oferować wyprzedaże już na wczesnym etapie sezonu świątecznego, a fanom profilu proponować współpracę z marką. Gorącym trendem są obecnie zakupy na Instagramie, który umożliwił zakupy poprzez swoje środowisko. Kolejna sprawa to tworzenie inteligentnej, spersonalizowanej reklamy w oparciu o historię przeglądania i wyszukiwania produktów. Dziś najważniejszym kanałem udostępniania aktualnych wiadomości, ofert, aktualizacji przesyłek i resetowania haseł jest już kanał mobilny. Nadal jednak utrzymuje się znaczenie e-maili w kontaktach z klientami. Firmy oferujące dobra konsumpcyjne utrzymują, że każdy wydany dolar na marketing poprzez pocztę elektroniczną przynosi zwrot w wysokości 45 dolarów.

  1. Personalizacja: twórz oferty wykorzystując sztuczną inteligencję

Dziś co czwarty (24%) zespół marketingu wykorzystuje AI do personalizacji procesu zakupowego swoich klientów. Personalizowane rekomendacje produktów opracowywane online przez AI generują w okresie przedświątecznym około 26% przychodów i jednocześnie zwiększają średnią wartość zamówienia (AOV) o 10%. AI identyfikuje produkty, które często kupowane są razem i dzięki temu tworzy pakiety, które są chętniej wybierane przez przyszłych klientów. Technologie AI oferują też szybszą i sprawniejszą obsługę klienta –klasyfikują sprawy przenosząc te priorytetowe na początek kolejki i przy tym dostarczają pracownikom działu obsług informacje jeszcze przed rozpoczęciem interakcji z klientem.

  1. Klient chce mieć wybór: różnicuj metody płatności i odbioru zamówień

Oczywistym ułatwieniem dla klientów jest umożliwienie płatności mobilnych. Sprzedawcy, którzy posiadają opcję mobilnego portfela, odnotowują średnio 14% wzrost zamówień i uzyskują dwukrotnie większy współczynnik konwersji. Co ważne – dokonanie płatności mobilnej zajmuje półtorej minuty mniej w stosunku do zapłaty w tradycyjny sposób. Jeśli marka posiada sklepy stacjonarne, powinna zaoferować kupującym last-minute opcję zakupu towaru online i odebrania go w sklepie. Wymaga to zsynchronizowania zapasów na poziomie poszczególnych sklepów z witryną internetową, aby kupujący mogli wyszukiwać dostępne produkty w pobliżu swojej lokalizacji. Dodatkową korzyścią takiego działania jest zwiększenie obrotów, ponieważ kupujący, gdy znajdą się już w sklepie, częściej dokonują dodatkowych zakupów.

  1. Wydajność i dostępność serwisu: korzystaj z niezawodnych rozwiązań

Nawet najbardziej znani sprzedawcy detaliczni cierpią z powodu przestojów i otrzymują skargi na zbyt długi czas otwierania się serwisu internetowego. Połowa klientów oczekuje, że strona internetowa załaduje się w 2 sekundy, przy czym aż 40% kupujących może zrezygnować z wejścia na stronę, gdy ładuje się ona dłużej niż 3 sekundy. Dlatego warto przeprowadzać testy obciążenia i testy wydajności serwisu, by określić maksymalne progi ruchu na stronie. Wpływ na szybkość ładowania się strony ma ilość informacji w pamięci serwisu. Sprzedawcy powinni mieć na uwadze optymalizację treści również pod tym kątem.

  1. Sprawny serwis: staraj się jak najszybciej zamykać sprawy

Serwis internetowy sklepu powinien udostępniać centra pomocy online i funkcjonalności, które pozwalają rozwiązywać klientom różne sprawy w sposób samoobsługowy. Pomocne jest tworzenie zakładek z odpowiedziami na najczęściej zadawane pytania. Warto, aby klienci mieli do dyspozycji infolinię. Wg danych Small Business Chronicle, klienci odkładają słuchawkę po jednej minucie i 55 sekundach oczekiwania, dlatego warto rozważyć dodanie chatbotów w celu zwiększenia zadowolenia klienta i skrócenia czasu oczekiwania na kontakt. Chatbot w handlu detalicznym powinien odpowiedzieć na proste pytania dotyczące statusu zamówień, możliwości zwrotu towaru czy złożenia reklamacji. Jeśli boty nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, przekierowują sprawę do odpowiedniego pracownika działu obsługi. Witając kupujących, chatboty powinny od razu identyfikować się jako boty.

Dane, w oparciu o które powstało opracowanie, pochodzą bezpośrednio z platform informatycznych Salesforce wspomagających zarządzanie procesami rynkowymi: Commerce Cloud, Service Cloud i Marketing Cloud. Zebrano je podczas sezonu świątecznego obejmującego 37 dni (w tym: Cyber Week, Boże Narodzenie, Boxing Week) – od 20 listopada do 26 grudnia 2018 r.

Opracowany przewodnik może być pomocny nie tylko w czasie organizacji bożonarodzeniowych promocji, ale może też wspierać handel w trakcie całego roku.

Omawiany przewodnik dostępny jest pod adresem:

https://c1.sfdcstatic.com/content/dam/web/en_us/www/assets/pdf/datasheets/holidayreadinessguide_salesforce_2019.pdf

Przy okazji badania powstał też raport omawiający dane. Jest on dostępny pod adresem:

https://www.salesforce.com/solutions/industries/retail/holiday-shopping-report/?d=cta-body-promo-277

Polskie badanie: Introwertycy wolą rozmawiać z botami, a część z nas omyłkowo bierze je za ludzi

Z chatbotów najczęściej korzystamy podczas zakupów online i przy zgłaszaniu reklamacji – wynika z badania zrealizowanego przez Symetrię UX, wiodącą polską agencję specjalizującą się w projektowaniu doświadczeń użytkownika. Świadomość istnienia tej klasy wirtualnych asystentów jest w społeczeństwie stosunkowo niska. Ze słowem „chatbot” spotkało się zaledwie 34 proc. respondentów, z których tylko 53 proc. weszła w jakąkolwiek interakcję z takim oprogramowaniem.

Chatbot to, inaczej mówiąc, wirtualny asystent, pewien typ oprogramowania, które umożliwia prowadzenie konwersacji 24 godziny na dobę. Interfejsem chatbota może być komunikator internetowy (np. Messenger) lub chat wbudowany w stronę www. Najpopularniejszym środowiskiem dla chatbotów w Polsce jest Facebook Messenger, z którego – według tegorocznych danych NapoleonCat – korzysta ponad 13,5 mln użytkowników. – Rosnąca popularność chatbotów wynika z tego, że umożliwiają one uzyskanie natychmiastowej odpowiedzi i to w natywnym języku użytkownika. Jest to interaktywne doświadczenie, dopasowane do sposobu, w jaki korzysta on z internetu. Dotyczy to zwłaszcza młodych osób, przyzwyczajonych do komunikatorów internetowych. Po drugie, chatboty umożliwiają firmom automatyzację komunikacji, optymalizując tym samym koszty – tłumaczy Anna Schneider, UX Specialist w Symetrii UX.

Fenomen chatbotów rozpoczął się w Chinach i to już w 2013 roku. To wtedy WeChat uruchomił pierwsze środowisko dla botów. Dlaczego właśnie Chiny? Chińscy konsumenci kierują się zupełnie inną psychologią w porównaniu z zachodnimi konsumentami. Nie mają zaufania do produktów wytwarzanych lokalnie z powodu licznych skandali związanych z bezpieczeństwem, które miały miejsce w Chinach w ciągu ostatnich kilku lat. W związku z tym, zanim dokonają zakupu online lub w sklepie stacjonarnym, często starają się pozyskać opinie innych osób lub bombardują pytaniami samą firmę. Ogromna liczba chińskich użytkowników przyczyniła się do tego, że powstał popyt na chatboty, zanim te pojawiły się jeszcze w świadomości innych gigantów internetu, jak np. Facebooka. Obecnie na rynku występują chatboty wyspecjalizowane w określonych zadaniach, w tym m.in. rekrutacyjne, onboardingowe, zakupowe, zajmujące się obsługą klienta, marketingowe, a nawet – rozrywkowe.

Zawsze gotowe do akcji

Według badania przeprowadzonego przez agencję Symetria UX, aż 54 proc. internautów korzystało z chatbotów przy okazji robienia zakupów, 28 proc. za ich pomocą zgłosiło błąd lub reklamację, a 28 proc. zapoznało się z firmową ofertą. Internauci są najbardziej skłonni do interakcji z wirtualnym asystentem, aby uzyskać informację o produkcie lub usłudze, a najmniej – w celu obsługi konta bankowego (np. realizacji przelewu). W bankowości można się zetknąć m.in. z KrEdytką, która pomoże w doborze kredytu. Jest to chatbot banku Credit Agricole na Messengerze. Z kolei klienci banku ING mogą porozmawiać z chatbotem o nazwie Mój Asystent, który pomaga znaleźć informacje na temat funkcji systemu bankowości internetowej Moje ING. Chatboty stanowią obecnie jeden z elementów strategii customer service.

Z badań prowadzonych przez Symetrię UX wynika, że większość osób, które miała jakąkolwiek styczność z chatbotami, ma do nich pozytywny stosunek, podczas gdy spora część osób traktuje je neutralnie. Przedstawiciele tego grona deklarowali na przykład, że korzystają z chatbotów w ostateczności, gdy nie ma w danej chwili innych możliwości kontaktu lub gdy zależy im na czasie. To właśnie oszczędność tego ostatniego zdaje się być główną przyczyną, dla której tak chętnie wchodzimy w interakcję z wirtualnymi asystentami. 45 proc. respondentów wybiera rozmowę z chatbotem, ponieważ zależy im na natychmiastowym uzyskaniu odpowiedzi, co nie zdarza się zbyt często podczas kontaktu ze zwyczajnym centrum obsługi klienta. Dla 9 proc. osób objętych badaniem kontakt z wirtualnym asystentem jest ciekawszym doświadczeniem, a 14 proc. uważa, że tego typu kontakt z ludźmi nie jest aż tak istotny. Fakt, że użytkownik, aby zrealizować swój cel, nie musi wchodzić w interakcję z innym człowiekiem, może stanowić znaczący atut tej metody. Takiego zdania jest spora część ankietowanych. Ponad 41 proc. uważa, że chatboty są doskonałym narzędziem dla osób wstydliwych. – Bardzo dobrze odbieram istnienie chatbotów. Jestem osobą nieśmiałą i boty w wielu sytuacjach pomagają mi w uzyskaniu informacji na temat jakiejś usługi – stwierdził jeden z uczestników badania. Inny uczestnik przyznał, że chętnie korzystał z bota, bo on nie jest zirytowany moją nieznajomością marki bądź usługi, z którą chciałam się zapoznać.

Sporym atutem wirtualnych asystentów jest to, że w rozmowie z nimi nie boimy się zadawać „głupich” pytań. Niemniej, mimo ogromnych inwestycji w rozwój kluczowych technologii, chatboty wciąż nie potrafią sprostać oczekiwaniom większości internautów. – Każdy chatbot jest złożonym programem, który integruje niekiedy wiele różnych rozwiązań, takich jak np. przetwarzanie języka naturalnego, rozpoznawanie obrazów, analizę sentymentu [nastawienia emocjonalnego rozmówcy – red.], Big Data, czy uczenie maszynowe. Mitem jest jednak, że każdy chatbot musi opierać się na sztucznej inteligencji. Jest to błędne przekonanie, gdyż wiele chatbotów, zwłaszcza tych w środowisku Messengera, opiera się na predefiniowanych skryptach, tzn. korzystają one ze schematów blokowych – zwraca uwagę Anna Schneider z agencji Symetria UX.

„Przepraszam, nie rozumiem…”

Wszystko wskazuje na to, że programistów pracujących nad doskonaleniem wirtualnych asystentów czeka długa i wyboista droga. Z badań Symetrii UX wynika, że aż 55 proc. użytkowników jako ich największą wadę wymieniło brak zrozumienia zadawanych im pytań. Według Anny Schneider, w niektórych przypadkach dzieje się tak, ponieważ internauci, przyzwyczajeni do stylu rozmów ze znajomymi w różnych komunikatorach internetowych, rozkładają jedno pytanie na kilka wiadomości. – O ile nasz znajomy bez problemu zrozumie, o co go pytamy i do czego nawiązujemy, o tyle wirtualny asystent może już sobie nie poradzić – zwraca uwagę ekspertka i dodaje, że w chatbotach scenariuszowych firmy nie są w stanie przewidzieć wszystkich możliwych scenariuszy rozmowy ani tego, w jaki sposób użytkownik zada pytanie. W przypadku chatbotów konwersacyjnych potrzeba czasu i wielu przeprowadzonych rozmów, aby nauczyły się właściwie rozmawiać, lecz nawet wtedy od poziomu człowieka dzielą je lata świetlne.

Czasem bywa też tak, że brakiem przenikliwości wykazują się sami internauci. Gdy na awatar chatbota, czyli jego internetowy wizerunek, firma wybrała postać człowieka, niektórzy rozmówcy przekonani są, że rozmawiają z pracownikiem biurowym, a nie – jak ma to miejsce w rzeczywistości – z komputerem. Z badania Symetrii UX wynika, że awatar przedstawiający kobietę lub mężczyznę może wprowadzać internautów w błąd. Z kolei nieodpowiednio dobrany wizerunek robota często budzi niepokój. Mimo to, grafika przedstawiająca humanoidalną maszynę sprawdza się o niebo lepiej. Należy jednak zadbać o to, aby robot wyglądał przyjaźnie. – Wizerunek chatbota jako człowieka jest jak montowanie głośnego wydechu w starym golfie, żeby udawał szybkiego. Nie ma co udawać, że automat jest z żywej tkanki. Poza tym rozmowa z robotem jest bardziej futurystyczna – uważa Kamil, 25-letni uczestnik badania. – Dla mnie wizerunek robota nie pozostawia złudzeń, kto jest po drugiej stronie. Zmniejsza to oczekiwania w sprawach odpowiedzi na trudniejsze pytania – wtóruje mu 47-letni Krzysztof. Za grafiką przedstawiającą uśmiechniętego robota opowiedziało się 64 proc. respondentów.

Od chatbotów nie uciekniemy, nawet jeśli nie darzymy ich szczególną sympatią. Oracle przewiduje, że do 2020 roku korzystać z nich będzie 80 proc. przedsiębiorstw (badanie było przeprowadzone na 800 osobach decyzyjnych w firmach z Francji, Holandii, RPA i Wielkiej Brytanii). Tymczasem według prognozy opublikowanej przez portal Statista, rynek tej klasy wirtualnych asystentów do 2025 roku osiągnie wartość ponad 1,25 mld $. – Nawet jeśli prognozy te wydają się zbyt śmiałe, to dość dobrze oddają zainteresowanie, jakim cieszą się chatboty ze strony biznesu oraz kierunek przemian, jakie na przestrzeni najbliższych lat obserwować będziemy w wirtualnej przestrzeni – podsumowuje Anna Schneider.

Podwyżka płac minimalnych to okazja biznesowa

Zgodnie z zapowiedziami polityków partii rządzącej, nabierają tempa coroczne podwyżki wynagrodzeń minimalnych. W 2015 roku, czyli w momencie objęcia władzy przez rząd Beaty Szydło, płaca minimalna wynosiła 1750 zł brutto. Od 1 stycznia 2016 wzrosła o niecałe 6%. W następnych latach wzrost wynosił odpowiednio: 8,1% w roku 2017, 5% w roku 2018 oraz 7,1% na początku tego roku. Podwyżka, jaka nas czeka na początku 2020 roku jest największa z dotychczasowych. Płaca minimalna wzrośnie z 2250 do 2600 złotych, to jest o ponad 15%.

W najbogatszych krajach Unii Europejskiej, płaca minimalna kształtuje się na poziomie od 1400 do 1600 euro. W Grecji i Portugalii pracownikom trzeba płacić około 700 euro. Płacę minimalną niższą od polskiej mają między innymi Węgry, Czechy i Słowacja. Najniższa stawka w UE obowiązuje w Bułgarii i w 2019 roku wynosiła 286 euro.

Zgodnie z podstawowymi prawami ekonomii, wzrost kosztów pracy doprowadzi do spadku popytu na nią. Z tego faktu wynika największy zarzut, jaki podnoszą przeciwnicy ustalania wysokich poziomów wynagrodzeń minimalnych. Gdyby wszystkie inne czynniki mające wpływ na wielkość zatrudnienia nie zmieniły się, podwyżka płacy minimalnej doprowadziłaby do wzrostu bezrobocia. W Polsce prawdopodobnie na razie się to nie wydarzy. Negatywny efekt zostanie stłumiony przez stosunkowo wysokie tempo wzrostu gospodarczego.

Wynagrodzenie minimalne ma rosnąć dalej. Od 2024 roku ma wynosić 4000 złotych brutto. Oznacza to, że prawdopodobnie poziom wynagrodzeń minimalnych przekroczy 60% średniego wynagrodzenia w gospodarce. Byłby to najwyższy poziom w Europie. W większości krajów wskaźnik ten jest na poziomie pomiędzy 40 a 50% i ekonomiści z reguły uważają, że takie poziomy nie powodują ujemnych skutków dla wzrostu gospodarczego. Główny Urząd Statystyczny nie ma jeszcze danych za 2019 rok, ale według dostępnych statystyk za rok 2018, prawie jedna trzecia zatrudnionych w polskiej gospodarce, zarabiała mniej niż 60% średniej krajowej. Jeżeli ten wskaźnik się nie zmieni, na początku roku 2024 pracodawcy będą musieli dość znacznie podnieść wynagrodzenia aż 3 milionów osób. Obiektywnie patrząc, koszty takiej operacji dla całej gospodarki mogą być ogromne.

W tej sytuacji większość komentatorów i polityków opozycji prawdopodobnie zajmie się narzekaniem. My jednak nie traćmy czasu. Poszukajmy szans biznesowych.

Zastanówmy się, jakie efekty może przynieść podwyżka płacy minimalnej dla konkretnych działów gospodarki. Obecnie wynagrodzenia poniżej 2600 zł brutto są najczęściej wypłacane w gastronomii, usługach hotelarskich, handlu detalicznym, produkcji odzieży i ochronie mienia.

Konieczność wzrostu wynagrodzeń sprawi, że szczególnie w tych branżach, opłacalne stanie się zastąpienie człowieka przez maszynę. W gastronomii może wzrosnąć rola lokali samoobsługowych, w handlu coraz częściej będą wprowadzane samoobsługowe lub automatyczne kasy, a być może już niedługo bezobsługowe staną się całe sklepy. Przy okazji wzrośnie jeszcze bardziej rola z natury zautomatyzowanej branży e-commerce. Ochroną mienia coraz częściej będą się zajmować systemy monitoringu, również automatyczne i używające sztucznej inteligencji, a rolę kierowców przejmą samochody autonomiczne.

Wnioski dla inwestorów są oczywiste. Należy inwestować w rozwiązania umożliwiające zastąpienie pracy człowieka w branżach, gdzie wzrost kosztów pracy będzie znaczący.

Wnioski dla technologicznych start-upów? Też oczywiste. Szukać zastosowań algorytmów sztucznej inteligencji czy rozwiązań z zakresu robotyki i automatyki dla branży handlowej, gastronomicznej czy hotelarskiej.

A co z bezrobociem? Pozostaje mieć nadzieję, że maszynę zastępującą pracę pięciu robotników będzie musiało obsługiwać dziesięciu inżynierów. A nawet jeżeli nie, to i tak największym kapitałem będzie wiedza.

SAS wskazuje najważniejsze trendy analityczne na rok 2020

Według IDC rynek rozwiązań analitycznych w zakresie Big Data w 2019 roku był wart prawie 190 mld dol. Eksperci SAS nie mają wątpliwości, że analityka będzie miała kluczowe znaczenie również w nadchodzącym roku. Ma to związek z coraz bardziej złożonymi wyzwaniami, jakim musi stawić czoła biznes – od przeciwdziałania nadużyciom, po rosnące oczekiwania klientów.

Analityka to dziedzina, która wciąż ewoluuje wraz ze zmieniającymi się potrzebami biznesu. Ogromny wpływ na jej rozwój ma upowszechnienie algorytmów „sztucznej inteligencji”. Technologia ta usprawnia zarówno samo działanie modeli analitycznych, jak i interakcje użytkowników z systemem. Dzięki temu rozwiązania klasy Business Intelligence będą bardziej przydatne dla większej liczby pracowników organizacji – mówi Patryk Choroś, Business Development Director w SAS.

Eksperci SAS wskazują 3 najważniejsze trendy, które wpłyną na oblicze analityki w roku 2020.

  1. Coraz częściej będziemy rozmawiali z maszynami

Asystenci głosowi stają się coraz popularniejsi, co potwierdzają wyniki badania reichelt elektronik. Aż 87% respondentów przyznało, że korzysta z asystentów głosowych za pośrednictwem smartfonów. W biznesie obsługa systemów analitycznych za pomocą komend głosowych również zyskuje na znaczeniu dzięki technologii NLP (Natural Language Processing). Jak przewiduje Gartner, dzięki NLP i analityce konwersacyjnej, do 2021 roku odsetek pracowników wykorzystujących rozwiązania z zakresu analityki i business intelligence wzrośnie z 35% do ponad 50%, włączając w to nowe kategorie użytkowników, głównie pracowników pierwszej linii kontaktu z klientami.

  1. Sztuczna inteligencja pozwoli zrozumieć wyniki analiz

Zdaniem ekspertów SAS demokratyzacja analityki będzie postępowała w nadchodzącym roku, co ma związek z coraz powszechniejszym wykorzystaniem sztucznej inteligencji do tłumaczenia wyników analiz. Dzięki temu coraz więcej osób w ramach organizacji będzie mogło korzystać z narzędzi analitycznych i nie będą one zarezerwowane jedynie dla specjalistów Data Science. Trend dostrzega firma SAS, która w najnowszej wersji SAS® Viya® duży nacisk położyła na przejrzystość realizacji zadań i procesów analitycznych. Oprogramowanie tworzy diagramy przebiegu kroków modelowania, tak aby proces analityczny był bardziej zrozumiały. Nowe funkcjonalności wspierają pracę i upraszczają wiele skomplikowanych czynności wykonywanych do tej pory ręcznie. AI umożliwia również doskonalenie modeli analitycznych m.in. przez określanie ich mocnych i słabych stron, a także szacowanie ryzyka, czy otrzymane wyniki będą zaburzone statystycznie.

  1. Analiza grafów pozwoli odpowiedzieć na złożone pytania zadawane przez użytkowników

Wraz ze wzrostem popularności narzędzi analitycznych użytkownicy biznesowi wykorzystują je do zadawania coraz bardziej złożonych pytań. Znalezienie na nie odpowiedzi wymaga przetwarzania zarówno ustrukturyzowanych, jak i nieustrukturyzowanych danych, często pochodzących z wielu źródeł, zewnętrznych i wewnętrznych. Tradycyjne metody analityczne nie zawsze to umożliwiają, dlatego w 2020 roku znaczenie będzie zyskiwała analiza powiązań i grafów. Ten zestaw technik analitycznych umożliwia zobrazowanie powiązań pomiędzy poszczególnymi analizowanymi klientami, transakcjami czy miejscami. Techniki te są już z powodzeniem wykorzystywane w wykrywaniu nadużyć, modelowaniu społeczności i analizie kryminalnej. Dzisiaj eksperci Gartnera przewidują, że rynek aplikacji z zakresu analityki graficznej będzie rósł o 100% rocznie przez najbliższe pięć lat.

Funt zawrócił

Wiele osób było pod wrażeniem tego, jak wysoko zaszedł funt po zwycięstwie konserwatystów. Szybko jednak okazało się, że optymizm jest przesadny i brytyjska waluta zaczęła tracić.

Dane z USA w normie

Wyniki indeksów koniunktury w USA (pomimo tego, że symbolicznie słabsze od oczekiwań) mają jedną podstawową przewagę nad swoimi europejskimi konkurentami. Jest to przewaga odpowiedzi pozytywnych. Amerykanie dalej patrzą z optymizmem w przyszłość. Europejczycy z kolei spodziewają się recesji. Rynki przyjęły to dosyć ostrożnie i nie widać zmian na głównej parze walutowej.

Funt wraca po wyborach

W wyniku początkowej euforii po wyborach funt wyskoczył o niemal 2% w górę. Jednak od tego momentu jest już 2,5% niżej. Brytyjska waluta kosztuje teraz 5,04 zł. Okazuje się, że z jednej strony zakończenie impasu brexitowego nie jest złe. Z drugiej strony Boris Johnson nie budzi zaufania inwestorów, tym bardziej z tak dużą większością, która powoduje, że musi się on mniej niż wcześniej ograniczać. Już teraz mówi się o dużej rekonstrukcji rządu w lutym po opuszczeniu Unii Europejskiej.

Budżet jednak bez deficytu?

Rzeczpospolita potwierdziła, że resort finansów pracuje nad taką konstrukcją budżetu, by był zgodny z zapowiedziami braku deficytu. Pytanie, czy księgowe sztuczki związane z pożyczkami z funduszy, są warte tego wizerunkowego zagrania. Zobaczymy, jak uda się ten cel osiągnąć w najbliższych tygodniach. Projekt budżetu powinniśmy bowiem poznać już w tym roku. Rynki na razie wciąż patrzą przychylnie na Polskę, a złoty powoli odrabia ostatnie straty będąc już bardzo blisko minimum z tego kwartału.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – USA – wskaźnik zamówień wg. CBI,
  • 14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Ważny wyrok dla przedsiębiorców, którym odmówiono prawa do odliczenia VAT z uwagi na oszustwa ich kontrahentów

Prawo do odliczenia VAT stanowi podstawową zasadę wspólnego systemu podatku od towarów i usług. Jednak organy podatkowe odbierają przedsiębiorcom to uprawnienie, gdy tylko stwierdzą, że któryś z ich kontrahentów brał udział w oszustwach VAT. 16 października 2019 r. Trybunał Sprawiedliwości UE wydał niezwykle istotny dla przedsiębiorców wyrok, w którym orzekł, że organy, ustalając istnienie oszustw popełnionych przez dostawców przedsiębiorcy, a następnie biorąc te ustalenia za podstawy wydawanych względem niego decyzji, nie mogą jednocześnie pozbawiać przedsiębiorcy dostępu do stwierdzających te oszustwa dowodów, a tym samym pozbawiać go prawa do skutecznej obrony (sprawa C-189/18 Glencore Agriculture Hungary Kft. Vs. Nemzeti Adó- és Vámhivatal Fellebviteli Igazgatósága, ECLI:EU:C:2019:861).

Ponad 6 mln euro zobowiązania podatkowego

Węgierski organ podatkowy stwierdził, że spółka Glencore trudniąca się hurtową dostawą towarów bezprawnie odliczyła VAT za wrzesień i październik 2011 r. Organ uznał, że dysponowała ona wiedzą, lub powinna była nią dysponować, że dokonywane przez nią transakcje są elementem karuzeli VAT. Istnienie oszustw organ ustalił w odrębnych postępowaniach prowadzonych u dostawców spółki. W sumie określił spółce całkowite zobowiązanie z tytułu VAT wraz z grzywną i karą za zwłokę w kwocie ok. 6 400 tys. euro. Spółka wniosła do sądu skargę na działanie organu pozbawiające ją prawa do obrony, w tym prawa do rzetelnego procesu gwarantowanego przez art. 47 Karty praw podstawowych UE (Dz.Urz. UE 2012 C 326/391). Węgierski sąd administracyjny zawiesił postępowanie skargowe, zwracając się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem prejudycjalnym o dopuszczalność takiego działania organów podatkowych.

Przedsiębiorca musi mieć zapewnione prawo do obrony

Trybunał Sprawiedliwości UE, wskazując na Dyrektywę Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej (Dz.Urz. UE 2006 L 347/1), jak i na zasadę poszanowania prawa do obrony wyrażoną w art. 47 Karty praw podstawowych, stwierdził, że należy je rozumieć w ten sposób, że choć organy przy weryfikacji rozliczeń VAT podatnika są związane ustaleniami dokonanymi w ramach powiązanych postępowań wszczętych przeciwko jego dostawcom, to mają obowiązek zapoznania podatnika z tymi ustaleniami tak, by nie odbierać mu możliwości skutecznego ich zakwestionowania. Musi on mieć zapewniony dostęp do wszystkich dowodów, na których organ zamierza oprzeć swą decyzję dotyczącą tego podatnika. W skrócie: przedsiębiorca musi mieć szansę na obronę przed negatywnymi dla niego, dokonanymi w ten sposób ustaleniami.

„Na ten wyrok powołaliśmy się już dwukrotnie, wnosząc odwołania w sprawach naszych klientów – przedsiębiorców, którym odmówiono prawa do odliczenia VAT w oparciu o dowody zebrane w sprawach oszustw dokonanych przez ich kontrahentów” – komentuje mec. Robert Nogacki, radca prawny z warszawskiej Kancelarii Prawnej Skarbiec. A nie było na to zbyt wiele czasu, bo zgodnie z art. 240 § 1 pkt 11 Ordynacji podatkowej: „W sprawie zakończonej decyzją ostateczną wznawia się postępowanie, jeżeli orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma wpływ na treść wydanej decyzji” (Dz.U. 2019 r. poz. 900). Można to jednak zrobić w terminie miesiąca od publikacji sentencji orzeczenia TSUE w Dzienniku Urzędowym UE (art. 241 § 2 pkt 2 O.p.).

Ważny wyrok dla przedsiębiorców

Ponieważ wyrok TSUE opublikowano 16 października, więc termin na składanie wniosków o wznowienie postępowania upłynął 15 listopada. Ale nie zmienia to faktu, że to niezwykle ważny wyrok dla wszystkich przedsiębiorców, którzy staną się albo już są podmiotem postępowań kontrolnych, i zostanie im odmówione prawo do odliczenia VAT z uwagi na oszustwa dokonane przez ich dostawców czy innych kontrahentów” – podsumowuje mec. Nogacki.

Organy podatkowe nie mogą bowiem zapominać, że posądzając przedsiębiorcę o bezprawne odliczenie podatku od towarów i usług, muszą wykazać jego świadome uczestnictwo w karuzeli VAT. Nakazywało to już znacznie wcześniej orzecznictwo sądów zarówno polskich, jak i wspólnotowych. W wyroku z 4 marca 2019 r. WSA w Gliwicach orzekł: „Ustalenia faktyczne, które potwierdzają wykorzystanie karuzeli podatkowej zorganizowanej przez inne podmioty niż podatnik, do oszukańczych działań nie mogą obciążać podatnika, którego świadomy udział w karuzeli wykluczono. Po to twórcy karuzeli tworzą pozory legalnej działalności, aby takie podmioty jak skarżący nie mogły się w ich działaniach orientować” (sygn. akt III SA/Gl 27/19). Z kolei Europejski Trybunał Sprawiedliwości już w 2006 r. wskazał, że „…prawo podatnika dokonującego dostawy do odliczenia podatku naliczonego nie może ucierpieć tylko dlatego, że inna transakcja w łańcuchu dostaw, w której on uczestniczy, a o której nie ma świadomości, dokonana później lub wcześniej, stanowi oszustwo” (wyrok w połączonych sprawach C-354/03, C-355 i C-484/03).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

5 najważniejszych zmian w prawie spółek okiem ekspertów

Koniec roku sprzyja podsumowaniom i ocenom. Mijający rok 2019 przyniósł wiele zmian w regulacjach prawnych dotyczących podmiotów prawa handlowego. Jakie modyfikacje zostały wdrożone w ciągu ostatnich 12 miesięcy? Czy wprowadzone zmiany ułatwiły działalność spółek czy spowodowały pewne utrudnienia? W końcu, jakie nowe obowiązki zostały nałożone na członków zarządu czy wspólników? Eksperci z zakresu prawa gospodarczego z Kancelarii Prawnej Ślązak, Zapiór i Wspólnicy – adwokat Patrycja Czarniak, adwokat Bartosz Olszewski oraz aplikant adwokacki Mateusz Latosiński oceniają mijający rok z perspektywy spółek handlowych, udzielając wyjaśnień na temat zmian w prawie. 

  1. Zgromadzenie Wspólników z wykorzystaniem telekonferencji

Zgodnie z przyjętym przez Senat 2 sierpnia 2019 r. projektem zmiany kodeksu spółek handlowych, umowa spółki z o.o. może przewidywać przeprowadzenie zgromadzenia wspólników przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Taki tryb przeprowadzenia zgromadzenia zakłada:

  • transmisję obrad zgromadzenia wspólników w czasie rzeczywistym;
  • dwustronną komunikację w czasie rzeczywistym, w ramach której wspólnicy mogą wypowiadać się w toku obrad zgromadzenia wspólników, przebywając w miejscu innym niż miejsce obrad zgromadzenia wspólników;
  • wykonywanie osobiście lub przez pełnomocnika prawa głosu przed lub w toku zgromadzenia wspólników.

Umowa spółki powinna jednocześnie przewidywać tryb identyfikacji wspólników i zapewnienia bezpieczeństwa komunikacji elektronicznej. Jest to istotne także z punktu widzenia interesów samej spółki, która powinna upewnić się, czy osoby uczestniczące w telekonferencji faktycznie są wspólnikami spółki.

  1. Trudniejsze zwolnienie spółki z ponoszenia kosztów sądowych

Przepis art. 103 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych został zmieniony ustawą z dnia 4 lipca 2019 roku o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw, która to ustawa w dniu 24 lipca 2019 roku została podpisana przez Prezydenta RP. Ustawodawca zdecydował się wprowadzić dodatkowe wymogi, które będzie musiała spełnić spółka handlowa występująca do sądu z wnioskiem o zwolnienie od kosztów sądowych. I tak, poza przesłankami zwolnienia wskazanymi w aktualnie obowiązującym przepisie, spółka handlowa będzie musiała wykazać także, że jej wspólnicy albo akcjonariusze nie mają dostatecznych środków na zwiększenie majątku spółki lub udzielenie spółce pożyczki. Wyżej wskazany obowiązek nie będzie miał jednak zastosowania do spółki handlowej, której jedynym wspólnikiem albo akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

  1. Postępowanie gospodarcze na nowo

Postępowanie gospodarcze to specjalny rodzaj postępowania cywilnego przewidzianego tylko dla przedsiębiorców, które  w polskim prawie obowiązywało od października 1989 r. do maja 2012 r.

Po 7 latach powraca na nowo. Przepisy o postępowaniu gospodarczym weszły w życie 7 listopada 2019 r. Zgodnie z nimi, postępowanie gospodarcze będzie obligatoryjne przede wszystkim w sprawach  stosunków cywilnych między przedsiębiorcami, w zakresie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej. Nowa forma postępowania będzie fakultatywna dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą, które mogą w swoim pierwszym piśmie złożyć wniosek o rozpoznanie sprawy w zwykłym trybie.

  1. Zasady rezygnacji przez ostatniego Członka Zarządu

Dotychczasowe przepisy w ogóle nie regulowały kwestii składania rezygnacji przez ostatniego członka zarządu spółki, co skutkowało powstaniem całego wachlarza różnych poglądów na ten temat. Dostrzegając wagę problemu, ustawodawca zdecydował się zmienić przepisy Kodeksu spółek handlowych. Począwszy od 1 marca 2019 r. rezygnacja ostatniego członka zarządu przebiega w następujący sposób:

  • w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością – członek zarządu składa rezygnację wspólnikom, jednocześnie zwołując zgromadzenie wspólników. Zaproszenie na zgromadzenie powinno zawierać także oświadczenie o rezygnacji. Mandat członka zarządu wygasać będzie dzień po dniu, na który zwołano zgromadzenie wspólników;
  • w spółce akcyjnej – członek zarządu składa rezygnację radzie nadzorczej. Natomiast jeżeli żadne stanowisko w radzie nadzorczej nie jest obsadzone, rezygnację składa się akcjonariuszom, zwołując jednocześnie walne zgromadzenie. Ogłoszenie o walnym zgromadzeniu powinno zawierać także oświadczenie o rezygnacji, która staje się skuteczna dzień po dniu, na który zwołano walne zgromadzenie.

Powyższe rozwiązanie stosuje się zarówno, gdy rezygnacja składana jest przez ostatniego członka zarządu, jak i przez wszystkich członków zarządu jednocześnie. Propozycja ustawodawcy wydaje się być klarownym i porządkującym rozwiązaniem.

  1. Całkowite przemodelowanie regulacji dotyczącej upadłości konsumenckiej w prawie upadłościowym szansą także dla wspólników spółek osobowych

W dniu 6 września 2019 r. Prezydent podpisał ustawę z dnia 30 sierpnia 2019 r. o zmianie ustawy prawo upadłościowe oraz niektórych innych ustaw. Ustawa ta wprowadza niezwykle istotne zmiany w modelu upadłości konsumenckiej. Od chwili jej wejścia w życie, w zasadzie każdy niewypłacalny konsument będzie mógł złożyć wniosek o otwarcie wobec niego postępowania upadłościowego licząc na to, że zostanie ono otwarte. 

Ustawa wprowadza:

  • Zwiększenie szans na uzyskanie oddłużenia wskutek liberalizacji przesłanek oddalenia przez sąd wniosku o otwarcie postępowania i w konsekwencji uzyskania umorzenia zobowiązań;
  • Wprowadzenie instytucji warunkowego umorzenia zobowiązań;
  • Wprowadzenie możliwości zawarcia układu przez dłużnika z wierzycielami.

W kontekście prawa spółek handlowych należy zarazem pamiętać, iż możliwe jest ogłoszenie upadłości wspólników spółek osobowych ponoszących odpowiedzialność za zobowiązania spółki bez ograniczenia całym swoim majątkiem (np. wspólników spółki jawnej, komplementariuszy w spółce komandytowej), a także względem wspólników spółki partnerskiej. Co istotne, po utracie przez nich statusu wspólnika nic nie będzie stało na przeszkodzie do ogłoszenia ich upadłości jako konsumentów.

Straty ciepła, czyli ile tak naprawdę kosztuje ogrzewanie?

Sezon grzewczy to często spore wyzwanie finansowe dla wielu rodzin w naszym kraju. W Polsce ponad 10 proc. rocznego budżetu przeciętnego gospodarstwa domowego przeznaczanych jest na ogrzewanie nieruchomości – to ok. 3 680 zł w sezonie. Pytanie czy te wydatki muszą być tak wysokie i jak można je ograniczyć?

Udział wydatków na nośniki energii w budżetach krajowych gospodarstw domowych jest o 60 proc. wyższy niż średnia europejska. Wiąże się to w znacznym stopniu z bardzo słabym poziomem izolacji termicznej polskich domów lub wręcz jej brakiem. Efektem tego są ogromne straty ciepła, a ich konsekwencją zwiększone wydatki na ogrzewanie.

Jak wygląda sytuacja?

Niskie temperatury zimą wymuszają w Polsce średnio o ok. 40 proc. dłuższe i intensywniejsze ogrzewanie budynków niż np. we Francji czy w Niemczech. Tymczasem jak wynika z raportu „Polska ocieplona” przygotowanego przez markę ISOVER na 5,5 mln polskich domów blisko 4 mln spośród z nich wymaga poprawy efektywności energetycznej. Wiąże się to z faktem, że ponad 90 proc. tych nieruchomości stanowią budynki starsze niż 15 lat, a zatem ich standard energetyczny zdecydowanie odbiega od dzisiejszych realiów.  Z badań Instytutu Ekonomii Środowiska z 2017 roku wynika, że 59,2 proc. domów jednorodzinnych w Polsce ma ocieplone ściany zewnętrzne. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że wśród tych domów, tylko 12,8 proc. ma zastosowaną izolację grubszą niż 10 cm. Jeżeli na wszystko spojrzymy dodatkowo przez pryzmat warunków technicznych dla nowobudowanych budynków, które obowiązywać będą od 2021 roku, gdzie wymagana grubość ocieplenia wynosić ma od 18-20 cm, to uświadomimy sobie jak źle zaizolowane są domy w Polsce. To wszystko przyczynia się do zwiększonych wydatków na ogrzewanie, które wraz ze wzrostem cen nośników energii drenują z pieniędzy domowe budżety.

Ile nas to kosztuje?

Polacy energooszczędność utożsamiają z wymianą tradycyjnych żarówek na LEDowe, tymczasem wydatki na oświetlenie nieruchomości stanowią ok 4 proc. energii zużywanej w budynkach. Większość z niej spożytkowana jest na ogrzanie nieruchomości i nagrzanie ciepłej wody. W przeciętnym polskim domu, źródłem energii cieplnej jest węgiel orzech. Wydatki na ogrzewanie takiej nieruchomości o powierzchni ok 140 m kw. wynoszą przeszło 4300 zł rocznie. Jeżeli weźmiemy pod uwagę domy o niskim standardzie energetycznym, w których stosuje się do ogrzewania gaz ziemny lub energię elektryczną to koszty ich ogrzania mogą wynieść odpowiednio od 6 do przeszło 12 tys. rocznie. Jak podkreśla marka ISOVER w raporcie „Polska ocieplona”, poprawna izolacja budynku pozwala na oszczędności w zużyciu nośników energii nawet o 69 proc.

Właściwe ocieplenie nieruchomości to nie tylko nasz komfort termiczny, ale przede wszystkim wymierne korzyści finansowe. Ocieplając oszczędzamy. Traktujmy więc termomodernizację jako inwestycję z bardzo dobrą stopą zwrotu – mówi Benedykt Korduła, Dyrektor Marketingu ISOVER.

Warto ponadto wykorzystać szansę jaką daje nam dofinansowanie z programu „Czyste Powietrze”. Otrzymując dotację na poziomie 50 proc. kosztów inwestycji, osiągniemy rentowność zainwestowanych środków na poziomie prawie 9 proc. w skali roku. W dzisiejszych czasach takiej stopy zwrotu nie oferuje żaden fundusz czy lokata – dodaje. Jeżeli więc dokonamy kompleksowej i poprawnej termomodernizacji przeciętnego polskiego domu, koszt jego ogrzewania węglem orzech spadnie z 4300 zł rocznie do ok 1300 zł. Widać więc wymierne korzyści, finansowe. Takie nadwyżki w domowych budżetach przeznaczyć można chociażby na rodzinne wakacje.

Jak zacząć oszczędzać?

Zgodnie z danymi zawartymi  w raporcie „Polska ocieplona” ok. 4 mln domów w Polsce może być niedostatecznie zaizolowanych. Większość z nich to budynki powstałe w latach 70 i 80 co powoduje, że charakteryzują się one większym zapotrzebowaniem na energię. Są zatem bardzo kosztochłonne. Kluczowym sposobem, by ograniczyć wydatki na ogrzewanie jest termomodernizacja takich nieruchomości. Aby przyniosła ona jednak oczekiwane efekty, prace należy przeprowadzać w odpowiedniej kolejności. Jest to istotne chociażby z tego względu, że znacznie więcej ciepła ucieka przez źle zaizolowany dach niż przez np. nieszczelne okna, czy niezaizolowane ściany. – Termomodernizację nieruchomości powinniśmy rozpocząć od ocieplenia wszystkich przegród zewnętrznych (dach, ściany, podłogi), następnie wymianie powinny podlegać okna i drzwi, a dopiero w ostatnim etapie zastąpić należy dotychczasowy piec na taki, który odpowiada aktualnemu zapotrzebowaniu na energię. Wówczas przeprowadzone prace przyniosą wymierne korzyści.  W zależności od stosowanego dotychczas paliwa, są to oszczędności rzędu od 2 do ponad 8 tys. zł rocznie – mówi Anna Gil, Kierownik Biura Doradztwa Technicznego ISOVER. Aby właściwie przeprowadzić taką termomodernizację, warto jest skorzystać z wiedzy ekspertów i gruntownie się do niej przygotować. Pomóc może nam w tym chociażby e-book „Termoizolacja – zysk dla Ciebie i Środowiska”. To swoisty przewodnik prowadzący przez cały proces termomodernizacji, który opracowany został w przystępny sposób, tak by każdy zainteresowany mógł się dowiedzieć zarówno o tym od czego zacząć termomodernizację, czy w jaki sposób pozyskać na nią dotację. Znajdziemy go na stronach kampanii społecznej „Lepiej bez smogu”.

Uniknięcie strat ciepła to spore wyzwanie, z którym muszą się zmierzyć mieszkańcy wielu nieruchomości w Polsce. Straty te bowiem niosą za sobą zarówno konsekwencje finansowe, jak i środowiskowe. Rozwiązaniem tych problemów będzie skuteczna termomodernizacja. Warto ją więc przeprowadzić, bo niesie ze sobą wymierne korzyści.

Wysoki popyt na mikroapartamenty. Czy utrzyma się w 2020 roku?

Mikroapartamenty stają się coraz atrakcyjniejszą formą inwestowania. Nabywców zachęca rentowność, która jest wyższa niż w przypadku typowych mieszkań inwestycyjnych. Z kolei najemców przyciąga lokalizacja oraz usługi dodatkowe. Mikroapartamentów przybywa we wszystkich dużych miastach Polski, a Wrocław przoduje wśród miast regionalnych.

Zdaniem analityków, obecna koniunktura na rynku deweloperskim oparta jest w znacznym stopniu na popycie o charakterze inwestycyjnym. W najnowszym raporcie przygotowanym przez JLL czytamy, że w ostatnich kwartałach popyt ze strony inwestorów, był niezwykle silny, dzięki czemu oferta wzbogaciła się o zupełnie nowy nowoczesny zasób. Zakupy inwestycyjne pozostały na wysokim poziomie m.in. dlatego że we wszystkich dużych miastach Polski wzrosły stawki najmu. Najwyższe wzrosty na koniec września br. zanotowano we Wrocławiu i w Krakowie – 5,5%. Popyt na lokale inwestycyjne napędza również migracja do miast w celach zarobkowych.

Zwrot ku mikroapartamentom

Jednym z najbardziej nowoczesnych zasobów w ofercie deweloperów są mikroapartamenty inwestycyjne, których przybywa z miesiąca na miesiąc. – Dane z ostatnich lat wskazują, że kluczową grupą nabywców są inwestorzy. Jedną z najbardziej atrakcyjnych form inwestowania są dla nich obecnie mikroapartamenty, które ze względu na małą powierzchnię są tańsze od typowych mieszkań inwestycyjnych oraz bardziej od nich rentowne – wskazuje Michał Płoucha, dyrektor zarządzający grupą BY MADE, która wprowadziła do oferty mikroapartamenty w realizowanym we Wrocławiu budynku aparthotelowym Legnicka 60C. – Dla inwestorów liczą się proste kalkulacje: ile zapłacę, a ile zarobię. Wysoka rentowność tego typu inwestycji jest możliwa dzięki relatywnie niskiemu kosztowi zakupu małometrażowego lokalu w stosunku do wysokości czynszu, jaki inwestor może uzyskać z jego najmu. Na wysokość czynszu ma wpływ wiele czynników, z których najważniejszy to lokalizacja – wyjaśnia. Rentowność inwestycji w Legnicka 60C jest na poziomie 7% netto w skali roku. Atrakcyjność obiektu w oczach potencjalnych najemców zwiększają dodatkowe udogodnienia w budynku, takie jak recepcja i kawiarnia. Jednak to lokalizacja w centrum, w bliskiej odległości od biurowców, restauracji etc. jest kluczowa.

Michał Płoucha przewiduje, że w nadchodzącym roku podaż mikroapartamentów, a także wiedza uczestników rynku na ich temat zwiększą się. Deweloperzy liczą na to, że popyt utrzyma się na wysokim poziomie. – Zainteresowanie i podaż mikroapartamentów rosną na wszystkich głównych rynkach krajowych, ale to Wrocław przoduje wśród miast regionalnych w ofercie stricte miejskich apartamentów pod wynajem. W porównaniu do Warszawy, równie łatwo znaleźć tu najemców, a rentowność najmu jest wyższa – porównuje dyrektor zarządzający BY MADE. Jego zdaniem, w nadchodzących latach na rynek lokali inwestycyjnych w znacznym stopniu wpłynie rosnąca świadomość klientów i coraz większa wiedza na temat tego sposobu inwestowania. – Budynki aparthotelowe i apartamentowe, takie jak Legnicka 60C, to bez wątpienia przyszłość rynku lokali inwestycyjnych – twierdzi.

Czego spodziewać się w 2020?

W 2020 roku można spodziewać się dążenia rynku lokali inwestycyjnych do centralizacji. Michał Płoucha uważa, że lokale do tej pory rozproszone po całym mieście w budynkach wielorodzinnych są trudniejsze w obsłudze, a ich wykorzystywanie na krótkoterminowy najem może rodzić konflikty z innymi mieszkańcami. W obiektach tego typu najczęściej brakuje dodatkowych usług takich jak np. recepcja czy concierge service. Obiekty typowo inwestycyjne dedykowane pod wynajem łączą potrzeby wszystkich: najemców, operatorów i inwestorów, porządkując sytuację na rynku.

Legnicka 60C to kameralny aparthotel zlokalizowany tuż przy Magnolia Park. Znajdzie się w nim 129 mikroapartamentów o powierzchni od 12,5 do 30,3 mkw. Dominują lokale o wielkości 18 mkw. Mikroapartamenty będą wykańczane pod klucz. Lokal pokazowy będzie można obejrzeć już niedługo. Zarządzeniem mikroapartamentami zajmie się profesjonalny operator. W budynku znajdzie się także recepcja ze strefą do co-workingu, taras na dachu, i kawiarnia z ogródkiem. Przed budynkiem zaprojektowano miejsca postojowe oraz stojaki na rowery. Projekt architektoniczny wykonała pracownia AP Szczepaniak. Budowa aparthotelu potrwa do końca 2021 roku.

Grupa BY MADE to prestiżowe projekty, tysiące metrów zrealizowanych powierzchni i 20 lat doświadczenia w tworzeniu wysokiej klasy budynków. Dzięki bogatemu doświadczaniu trójki inwestorów grupa dostarcza inwestorom kompleksowe i strategiczne wsparcie w zakresie projektowania, budowania i zarządzania nieruchomościami. Wysoki standard usług i szerokie kompetencje grupy przekładają się na sukces w realizacji każdej inwestycji. BY MADE każdorazowo zapewnia najwyższy standard wykonania i obsługi gotowych obiektów. Inwestorzy BY MADE zrealizowali m.in. szereg inwestycji mieszkaniowych we Wrocławiu i Oławie o łącznej liczbie 352 lokali (Redycka Wrocław, Tymiankowa Wrocław oraz Iwaszkiewicza Oława). Wśród realizacji hotelowych warto wymienić wysokiej klasy projekt hotelowy Red Baron w Świdnicy.

Mastercard uruchamia testy pilotażowe usługi tożsamości cyfrowej

Mastercard rozpoczął testy nowej usługi cyfrowej, która umożliwia natychmiastową weryfikację tożsamości danej osoby w bezpieczny sposób, zarówno w świecie cyfrowym, jak i rzeczywistym. Pilotażowy program został uruchomiony w Australii. Obejmuje on dwa osobne projekty, prowadzone we współpracy z dwoma partnerami: Pocztą Australijską oraz Uniwersytetem Deakin.

„Nasze coraz bardziej cyfrowe życie — oraz sposób, w jaki dokonujemy transakcji i wchodzimy w interakcje z innymi ludźmi — podważyło tradycyjne rozumienie pojęć takich jak tożsamość, zaufanie czy prywatność. Potrzebujemy nowego modelu” — powiedział Ajay Bhalla, prezes Mastercard ds. cyberbezpieczeństwa i analizy danych. „Naszym zdaniem zasadniczą kwestią jest tu odpowiedzialne przetwarzanie danych osobowych poprzez zapewnienie konsumentom kontroli nad tym, które ich dane i w jaki sposób są używane do weryfikacji ich tożsamości” – dodał.

W ramach programu pilotażowego zostaną przetestowane nowe sposoby weryfikacji tożsamości, które nie wymagają noszenia ze sobą wielu różnych dokumentów, przy czym dane przez cały czas pozostaną pod kontrolą ich prawnych właścicieli, czyli użytkowników. Testowana usługa wykorzystuje rozproszony model, w którym informacje przechowywane w urządzeniu mobilnym użytkownika łączone są z tymi weryfikowanymi przez podmioty zewnętrzne, np. bank użytkownika albo instytucje rządowe. Eliminuje to konieczność utrzymywania centralnej bazy danych osobowych.

Podejście Mastercard, stawiające w centrum uwagi konsumenta i bezpieczeństwo jego danych, zostało już wcześniej przedstawione w koncepcji tożsamości cyfrowej. Położono w niej nacisk na zasadę „privacy by design”, czyli uwzględniania ochrony prywatności już na etapie projektowania produktów czy usług.

W początkowej fazie programu pilotażowego realizowanego we współpracy z Uniwersytetem Deakin wzięli udział studenci – ochotnicy. Testowali oni proces weryfikacji tożsamości na potrzeby rejestracji studentów i egzaminów cyfrowych na terenie kampusów Burwood i Geelong w stanie Wiktoria.

„Niezmiernie się cieszymy, że możemy uczestniczyć wraz z Mastercard w realizacji programu pilotażowego, w ramach którego testujemy obiecujące, inteligentne usługi mające potencjał zaspokojenia potrzeb cyfrowego świata” — powiedział William Confalonieri, dyrektor ds. cyfrowych Uniwersytetu Deakin. „Program wpisuje się w strategię cyfrową naszej instytucji, mającą na celu poprawę jakości obsługi użytkowników. Z niecierpliwością oczekujemy kolejnych testów w innych środowiskach”.

Działania Mastercard w zakresie testowania rozwiązań do weryfikacji tożsamości cyfrowej obejmują również odrębną umowę z Pocztą Australijską. Współpraca ta ma na celu integrację z rozwiązaniem Digital iD tej państwowej spółki, tak aby umożliwić Australijczykom łatwą identyfikację podczas korzystania z usług pocztowych.

„Poczta Australijska jest bardzo zadowolona z możliwości uczestniczenia w tym programie pilotażowym. Pomoże on zwiększyć świadomość Australijczyków dotyczącą tożsamości cyfrowej oraz zapewnić użytkownikom naszego rozwiązania Digital iD dostęp do większej liczby funkcji” — powiedział Regis Bauchiere, dyrektor Poczty Australijskiej ds. produktów i usług z zakresu tożsamości. „Ta nowa inicjatywa stanowi uzupełnienie naszego uczestnictwa w programie Trusted Digital Identity Framework oraz czyni Digital iD jedynym rozwiązaniem zapewniającym użytkownikom dostęp zarówno do usług publicznych, jak i prywatnych”.

W 2020 roku programy pilotażowe nowej usługi Mastercard zostaną uruchomione w kolejnych krajach, we współpracy z innymi podmiotami.

Gdzie w Polsce nie brakuje mieszkań?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl po raz kolejny sprawdzili warunki lokalowe w 218 polskich miastach. Warto dowiedzieć się, które miasto najbardziej awansowało w mieszkaniowym rankingu.

Portal RynekPierwotny.pl już od kilku lat przygotowuje statystyczny ranking warunków mieszkaniowych we wszystkich polskich miastach liczących ponad 20 000 mieszkańców. Takie zestawienie jest publikowane późną jesienią, bo trzeba długo poczekać na podsumowanie ubiegłorocznej liczby mieszkań przez GUS. Główny Urząd Statystyczny niedawno opublikował odpowiednie dane o liczbie lokali i domów pod koniec 2018 r. Na podstawie tych informacji, eksperci portalu RynekPierwotny.pl po raz kolejny sprawdzili, w którym polskim mieście warunki mieszkaniowe są statystycznie najlepsze.

Polskie miasta były oceniane tak samo jak poprzednio

Ranking warunków mieszkaniowych przygotowywany przez portal RynekPierwotny.pl cechuje się stałymi zasadami. Właśnie dlatego można porównywać coroczne zmiany wyników. W bieżącym roku (podobnie jak poprzednio), na pozycję każdego z 218 analizowanych miast wpływały dwa wskaźniki. Mowa o liczbie mieszkań przypadających na 1000 osób oraz średniej powierzchni użytkowej mieszkań (domów i lokali) w przeliczeniu na 1 osobę.

Eksperci RynekPierwotny.pl wyznaczyli wartość medianową dla obydwu uwzględnionych wskaźników. Mediana liczby mieszkań na 1000 osób i średniego metrażu na 1 osobę posłużyła jako punkt odniesienia dla wyników ze wszystkich porównywanych miast. Podobnie jak przed rokiem, pozytywne odchylenie wskaźnika od mediany o każdy 1%, oznaczało przyznanie danemu miastu 10 dodatnich punktów. Wynik mniejszy od mediany o 1% skutkował natomiast ujemną liczbą punktów (-10 pkt). W dalszej kolejności, punkty uzyskane przez miasto w dwóch kategoriach (mieszkania/1000 osób i metraż/1 osobę) zostały po prostu zsumowane. Taka suma punktów posłużyła jako kryterium oceny w ramach rankingu. Każdy z 218 analizowanych ośrodków miejskich uszeregowano wedle malejącej liczby punktów.

infografika 1

W 2018 roku Kołobrzeg zastąpił Sopot na pozycji lidera

Po sprawdzeniu najnowszych danych GUS-u okazało się, że 2018 r. przyniósł poprawę warunków mieszkaniowych w praktycznie wszystkich analizowanych miastach. Wystarczy wspomnieć, że medianowa liczba mieszkań na 1000 osób wzrosła z 395 do 399. Pozytywna zmiana dotyczyła również medianowej powierzchni użytkowej lokali i domów w przeliczeniu na 1 osobę (wzrost z 25,7 mkw. do 26,0 mkw.).

Równie ciekawe wnioski można wysnuć po przeanalizowaniu rankingowej czołówki. Okazuje się bowiem, że Kołobrzeg zastąpił Sopot na pozycji lidera. Ten drugi kurort zajął najniższy stopień podium. Nie zmieniła się pozycja Wrocławia (2 miejsce). Warszawa wypadła natomiast poza rankingowe podium, ostatecznie zajmując 4 miejsce.

Interesująco wyglądają również awanse, które odnotowały inne krajowe metropolie. Mowa o Łodzi (awans z 11 miejsca na 10 pozycję), Krakowie (13 → 11), Gdańsku (15 → 14), Szczecinie (26 → 24) oraz Lublinie (33 → 30). Bydgoszcz okazała się jedynym miastem liczącym ponad 300 000 mieszkańców, które zaliczyło rankingowy regres względem 2017 r. (spadek o 3 pozycje na 89 miejsce).Warunki mieszkaniowe RP ranking 19 tab.1

Na końcu rankingu również są widoczne przetasowania

Powyższa tabela oprócz wyników dotyczących czołówki i największych miast prezentuje także dane z końca rankingu. Mowa o dziesięciu miastach, które statystycznie cechowały się najgorszymi warunkami mieszkaniowymi. Większość tych ośrodków miejskich jest znana z poprzednich edycji rankingu. Przykład stanowią miasta takie jak Dębica, Orzesze oraz Police.

Warto jednak zwrócić uwagę, że na końcu rankingu też widoczne są pewne przetasowania. Mianowicie w grupie dziesięciu najgorzej ocenionych miast znalazły się dwa nowe ośrodki miejskie – Kwidzyn oraz Czerwionka-Leszczyny. Obydwa te miasta dobrze pasują do typowego profilu miejscowości zajmujących ostatnie miejsca w rankingu. Mowa o niedużych miastach, które szybko rozbudowały się na fali PRL-owskiej industrializacji, a następnie odczuły kłopoty w związku z regresem przemysłu. Zarówno deweloperzy, jak i prywatni inwestorzy budujący domy jednorodzinne, na ogół omijają właśnie takie miasta. Dlatego można przypuszczać, że w kolejnych rankingach RynekPierwotny.pl grupa ośrodków miejskich zajmujących ostatnie miejsca będzie wyglądała podobnie.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Czy zrównoważony rozwój może być elementem strategii firmy oraz motorem jej rozwoju?

W ciągu najbliższych 15 lat wydatki na infrastrukturę w transporcie, miastach,
w obszarze zarządzania energią i gospodarką wodną są szacowane na ok. 6 tys. miliardów dolarów rocznie. Z kolei do rozwinięcia infrastruktury niskoemisyjnej wystarczyłaby ponad 22 razy mniejsza kwota – 270 miliardów dolarów rocznie – wynika z danych Schneider Electric. Czy zrównoważony rozwój może być bardziej opłacalny niż strategia zorientowana tylko na wyniki finansowe, powodująca nadmierne zużycie zasobów i negatywny wpływ na środowisko?

Jednym z najważniejszych tematów, jakie poruszyli uczestnicy dwudziestej piątej edycji Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (COP25), która odbyła się w dniach 2-13 grudnia w Madrycie, była odpowiedź na pytanie – czy zrównoważony rozwój może być elementem strategii firmy oraz motorem jej rozwoju?

Zrównoważony rozwój jako inwestycja

Zrównoważony rozwój zawsze należy analizować w kategorii inwestycji, która wpływa nie tylko na sukces przedsiębiorstwa, ale również na przyszłość naszej planety. Dzisiejsze technologie, takie jak na przykład Internet Rzeczy, czynią firmę bardziej zrównoważoną, ale jednocześnie sprawiają, że przedsiębiorstwa są w większym stopniu efektywne, a procesy są bezpieczniejsze. Analiza danych pozwala na lepszą kontrolę kosztów operacyjnych oraz identyfikację obszarów wymagających poprawy. Mówiąc krótko digitalizacja to z jednej strony droga do bardziej zrównoważonej przyszłości, a z drugiej sposób na rozwój biznesu. – mówi Jacek Łukaszewski, Prezes Schneider Electric na Polskę, Czechy i Słowację.

Co więcej, koszty wdrożenia strategii zrównoważonego rozwoju mogą być obecnie znacznie niższe niż wydatki na nie-ekologiczne rozwiązania. Porównać tu można zmiany cen energii elektrycznej w Polsce i Szwecji. W Polsce większość energii pozyskiwana jest z węgla, którego cena stale utrzymuje się na wysokim poziomie. Maksymalny jej poziom został osiągnięty w lipcu 2018 r. i wynosił 224zł/MWh[1]. Przeciwieństwem jest Szwecja, w której od 2012 r. ponad połowa zapotrzebowania energetycznego zaspokajana jest OZE. Ceny energii na przestrzeni ostatniej dekady wzrosły maksymalnie o około 10 proc.[2] Co więcej, cena uprawnień do emisji CO2 w ciągu ostatniego roku wzrosła o ponad 5 euro za tonę[3].

Czy zrównoważony rozwój się opłaca?

Dowodem na to, że wdrożenie rozwiązań wspierających zrównoważony rozwój może przynieść korzyści zarówno dla środowiska, jak i w wymiarze ekonomicznym, są wyniki firm wykorzystujących tzw. Science-Based Targets – cele, które mają przybliżać je do spełnienia postanowień Porozumienia Paryskiego (m.in. dążenie do zatrzymania wzrostu temperatury na poziomie 1,5 °C). Przedsiębiorstwa, które przyjęły je w swoich strategiach, odnotowały m.in.:

  • wyższą rentowność – organizacje, które planują działania w obszarze zmian klimatu, są o 18% bardziej rentowne niż konkurencja – wynika z badania CDP[4];
  • zwiększoną wydajność – nowe technologie z jednej strony pomagają w zmniejszeniu emisji, ale z drugiej – dzięki możliwości analizy danych – umożliwiają skuteczniejsze pomiary efektywności energetycznej, co z kolei pozwala na usprawnienie procesów;
  • wyższą innowacyjność – Science-Based Targets to ambitne cele, które wymuszą zmiany i tym samym stymulują innowacje w zakresie produktów, technologii i usług niskoemisyjnych;
  • większy dostęp do kapitału – coraz więcej inwestorów i instytucji finansowych wymaga raportowania działań, dotyczących zrównoważonego rozwoju, dlatego ci, którzy takie działania prowadzą mają większe szanse na sukces, jeśli chodzi o pozyskanie kapitału.

Zrównoważony ekosystem

Fakt, że cele związane ze zrównoważonym rozwojem łączą się z celami biznesowymi potwierdzają globalni liderzy, którzy z walki ze zmianami klimatu uczynili swoją misję. Aby to osiągnąć firmy idą krok dalej, tworząc swoisty ekosystem angażujący klientów i partnerów.

Już lata temu Jean Pascal Tricoire, CEO Schneider Electric, stwierdził, że w kontekście zmian klimatycznych nie możemy być pesymistami czy optymistami, musimy być aktywistami. Dlatego na tegorocznym szczycie klimatycznym w Madrycie Schneider Electric potwierdził, że chce stać się prawdziwym wzorcem w zakresie walki ze zmianami klimatu. Jak chcemy to osiągnąć? Z jednej strony dostarczając usługi i rozwiązania, które pozwalają naszym klientom zmniejszać emisję dwutlenku węgla, a z drugiej działając na rzecz dekarbonizacji całej branży. Chcemy przyspieszyć osiągnięcie neutralności węglowej o 5 lat – neutralność węglową planujemy już na 2025 rok – dodaje Jacek Łukaszewski.

Przyjęta przez Schneider Electric strategia wsparcia klientów na polu obniżenia emisji
i zwiększenia wydajności przynosi już efekty – w 2019 r. Schneider Sustainability Impact (wskaźnik wpływu Schneider Electric na zrównoważony rozwój) wykazał, że klienci oszczędzili ponad 70 milionów ton CO2, a w obszarze transportu poprawa wydajności pozwoliła na zmniejszenie emisji CO2 o niemal 9%.

[1] B. Derski, Ceny prądu w Polsce są najwyższe w historii, https://forsal.pl/artykuly/1183245,ceny-pradu-w-polsce-sa-najwyzsze-w-historii.html

[2] Electricity prices for households in Sweden from 2010 to 2019, semi-annually (in euro cents per kilowatt-hour), https://www.statista.com/statistics/418124/electricity-prices-for-households-in-sweden/

[3] https://handel-emisjami-co2.cire.pl/st,34,368,me,0,0,0,0,0,eex—primary-market-auction.html?startDay=10&startMonth=12&startYear=2018&koniecDay=10&koniecMonth=12&koniecYear=2019&gielda=12&button=poka%BF

[4] Climate action and profitability, CDP S&P 500 Climate Change Report 2014