Dlaczego Black Friday jest czarny, czyli #walmartfights, księgowi i kryzys

Już od kilku lat czarny piątek (ang. Black Friday) rozpoczyna sezon wyprzedaży w Polsce. O wiele dłuższą historię ma on w Stanach Zjednoczonych, gdzie w zeszłym roku w Black Friday do sklepów ruszyła ponad połowa mieszkańców. Skąd wzięła się nazwa czarny piątek?

Wariantów jest co najmniej kilka. Jeden z nich wiąże się ze wzmożonym ruchem na drogach, większą liczbą wypadków i tłumami, które tego dnia zjawiają się w sklepach. Po raz pierwszy tego terminu, w odniesieniu do piątku po Dniu Dziękczynienia, użyto w połowie XX wieku w Filadelfii. W ten sposób zamieszanie związane z zakupami określiła… policja.

– Niektórzy wskazują, że tego dnia zakupy mogą być niebezpieczne. Powstają nawet zestawienia najgorszych incydentów związanych z Black Friday. Jak podaje thebalance.com, w sieci Walmart dochodzi do tak wielu groźnych sytuacji, że powstał nawet twitterowy hashtag #walmartfights – mówi Miłosz Ryniecki z Fluentbe.com, internetowej szkoły języka angielskiego.

Tego dnia firmy są w czerni

Inna wersja ma wydźwięk bardziej pozytywny i związana jest z wysoką sprzedażą, jaką odnotowują tego dnia sklepy. Mówi się, że firma jest w czerni (ang. in the black), czyli jest rentowna. – Ta wersja ma podłoże historyczne, w przeszłości księgowi prowadząc rachunki firmy zapisywali ewentualne straty w danym okresie na czerwono, a zysk na czarno. Choć dzisiaj księgowość prowadzona jest z poziomu komputera to termin wciąż jest używany. Jeśli firma w określonym przedziale czasowym “jest w czerni” oznacza to, że jest stabilna i nie przynosi strat – komentuje Miłosz Ryniecki.

Część osób twierdzi, że Black Friday jest tym dniem roku, kiedy wiele sklepów “wychodzi z czerwieni” i zaczyna “być w czerni”.

Kiedy terminu użyto po raz pierwszy?

Pierwszy przypadek użycia zbitki słów black friday odnotowano już w XIX wieku. Tamten czarny piątek dotyczył kryzysu na rynku złota. Chodziło zresztą o piątek wrześniowy, a nie listopadowy. W wyniku spekulacji finansowych cena surowca znacznie wzrosła. Po interwencji amerykańskiego rządu ceny kruszcu spadły prawie o jedną piątą, a rynki się załamały.

Bony na innowacje dla MŚP – więcej czasu na składanie wniosków

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przedłużyła nabory w konkursach „Bony na innowacje dla MŚP”. Do 28 maja 2020 r. przedsiębiorcy mogą wnioskować o dofinansowanie na opracowanie innowacyjnego produktu lub procesu we współpracy z jednostkami naukowymi. A na ubieganie się o wsparcie na wdrożenie tak opracowanych innowacji mają czas do 7 lipca 2020 r. Przedsiębiorcy mogą uzyskać łącznie nawet 900 tys. zł dofinansowania.

„Bony na innowacje” to jeden z najbardziej popularnych, bo przystępnych, programów wspierania innowacyjności dla mikro-, małych i średnich firm. Bony to oferta o charakterze dwuetapowym. W pierwszym przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie usług jednostek naukowych na opracowanie innowacyjnego produktu lub procesu. Po zrealizowaniu takiego projektu z sukcesem – czyli formalnie, po zaakceptowaniu przez PARP wniosku o płatność końcową – przedsiębiorcy mogą wnioskować, w drugim konkursie, o środki na wdrożenie opracowanych już rozwiązań.

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej zgodziło się na propozycję PARP, aby przedłużyć nabory w tegorocznych konkursach zamiast ogłaszać nowe w przyszłym roku. W każdym z nich dojdą po dwie rundy. Zdecydowaliśmy się na ten ruch ze względu na oczekiwania przedsiębiorców. Z naszych badań wynika, że nowy nabór oznacza dla nich niepewność, ponieważ nie wiedzą, czy i jakie konkursy będą ponownie dostępne oraz czy i jakich zmian w dokumentacji konkursowej oczekiwać – mówi Anna Forin, dyrektor Departamentu Usług Proinnowacyjnych w PARP.

Bony na innowacje dla MŚP – etap 1 usługowy

Wnioski o dotacje w I etapie usługowym można składać do 28 maja 2020 r. Przedsiębiorcy mogą uzyskać maksymalnie 340 tys. zł dofinansowania na usługi jednostek naukowych, które pomogą w opracowaniu nowego lub znacząco ulepszonego produktu lub procesu. Wsparciem może być objęty, zarówno wyrób czy usługa, jak i technologia lub nowy projekt wzorniczy. Minimalny wkład własny przedsiębiorcy to 15 proc. całkowitego kosztu projektu.

Bony na innowacje dla MŚP – etap 2 inwestycyjny

O dofinansowanie wdrożenia pomysłu na innowację technologiczną mogą ubiegać się wyłącznie ci przedsiębiorcy, którzy mają ją już opracowaną w I etapie konkursu. O takie wsparcie można się ubiegać do 7 lipca 2020 r. Maksymalna wartość dofinansowania wdrożenia innowacji dla jednego projektu to 560 tys. zł. Jednak, wartość wkładu własnego przedsiębiorcy zależy od jego statusu (mały, średni) oraz miejsca wdrożenia innowacji.

Premiowana „Dostępność”

Poza konkursami ogólnymi, zarówno usługowymi, jak i inwestycyjnymi, w tym roku równolegle kontynuowane są konkursy na dofinansowanie projektów wpisujących się w realizację rządowego programu Dostępność Plus. Różnią się one od konkursów ogólnych głównie kryteriami oceny projektów dotyczącymi rezultatów projektów – opracowane innowacje muszą być produktowe oraz ułatwiać użytkownikom końcowym, funkcjonowanie w społeczeństwie.

– Wnioskodawcy muszą wykazać przydatność opracowanych rozwiązań w eliminowaniu konkretnych barier dostępności m.in. seniorów i osób z niepełnosprawnościami funkcjonalnymi (fizycznymi lub poznawczymi), ale także osób czasowo mniej sprawnych, np. ruchowo, czy też kobiet w ciąży, lub osób z małymi dziećmi w wózkach, lub o nietypowym wzroście, lub poruszających się z nieporęcznym lub ciężkim bagażem – zaznacza dyrektor Forin.

Kryzys klimatyczny trwa, a Polacy nie rezygnują z ogrzewania węglem

Polacy coraz rzadziej do ogrzewania domu wybierają ekogroszek, wzrasta natomiast popularność drewna i węgla kamiennego – wynika z raportu Oferteo.pl. Przy wyborze materiału opałowego jako najważniejszy czynnik ponad dwie trzecie badanych wskazuje koszty, a 48% kieruje się ekologią.

Popularność ekogroszku drastycznie spada

Najpopularniejsze materiały opałoweDzięki danym zgromadzonym przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących produktów i usług z ich dostawcami, można zaobserwować, jak zmieniły się preferencje Polaków w kwestii ogrzewania na przestrzeni ostatnich lat. Mimo że temat zanieczyszczenia środowiska oraz smogu i ich konsekwencji zdrowotnych jest coraz częściej poruszany w mediach, właściciele domów nie rezygnują z ogrzewania ich w sposób nieekologiczny. Widać, że znacząco wzrosła w ostatnim czasie popularność drewna, które w tym roku wybrało aż 22% badanych. W miarę konsekwentnie wzrasta wciąż liczba osób wybierających ekologiczny pellet drzewny, a także najbardziej szkodliwy dla środowiska węgiel kamienny. Co ciekawe, w tym roku wyraźnie rzadziej niż w ubiegłym właściciele domów sięgali po ekogroszek, który jest jedną z najbardziej przyjaznych dla środowiska opcji. W latach 2017 i 2018 był on najpopularniejszym materiałem opałowym, wybieranym odpowiednio przez 40% i 31% badanych. Obecnie, z wynikiem 19%, zajmuje dopiero czwarte miejsce. Na spadku zainteresowania ekogroszkiem wyraźnie skorzystały inne materiały.

Ekologia przegrywa z ekonomią

Analiza Oferteo.pl pokazuje, że czynnikiem, który ma dla Polaków kluczowe znaczenie przy wyborze materiału opałowego, są koszty – wskazało tak ponad dwie trzecie (67%) badanych. Racje ekologiczne natomiast uwzględnione zostały przez 48% respondentów. Inne aspekty brane pod uwagę to np. możliwość dostawy do domu (29%), pochodzenie materiału, tzn. czy jest on krajowy (26%), a także łatwość przechowywania (24%).

Kupujemy do 2 ton opałuIle ton opału kupują Polacy

W tym roku badani najczęściej kupowali zapas do dwóch ton materiału opałowego. Taka ilość była zamawiana w 46% przypadków. Co piąty ankietowany zaopatrzył się natomiast w 3 tony paliwa.

Sezon grzewczy trwa dopiero od kilku tygodni, ale właściciele domów często szukanie odpowiedniego dostawcy opału rozpoczęli jeszcze w wakacje – mówi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. Przygotowując się na zimę, warto poświęcić czas nie tylko na zastanowienie się nad rodzajem materiału opałowego, ale także nad odpowiednim dostawcą, który zapewni nam paliwo najlepszej jakości w korzystnej cenie.

Smog nas zabija

Smog i zanieczyszczenie powietrza mają realny, fatalny wpływ na zdrowie, czego świadomych jest aż 95% z nas. Oddychanie niskiej jakości powietrzem może skutkować chorobami układu oddechowego, a także prowadzić do udaru mózgu, miażdżycy, niewydolności serca, nadciśnienia, nowotworów, alergii oraz choroby Alzheimera. Smog ma też bardzo zły wpływ na kobiety w ciąży, których dzieci mogą urodzić się z nieprawidłowo rozwiniętym układem oddechowym.

Jako społeczeństwo jesteśmy świadomi, jak znaczący wpływ na nasze zdrowie ma smog i zanieczyszczenie środowiska. Mimo to zwykle na początku listopada, wraz z rozpoczęciem sezonu grzewczego, czujniki zanieczyszczenia powietrza w niemal wszystkich polskich miastach notują kolejne rekordy stężeń szkodliwych pyłów w atmosferze. Nasze normy zapylenia powietrza są najbardziej liberalne w całej Unii Europejskiej, a miasta takie jak Kraków, Warszawa czy Katowice są w czołówce najbardziej zanieczyszczonych w Europie. Poziom zawartości pyłu PM10, przy którym w Polsce ogłaszany jest alarm smogowy, to 150 µg/m3. Dla porównania, we Francji próg alarmowania wynosi 80 µg/m3, w Belgii – 70 µg/m3, a w Czechach – 100 µg/m3[1].

W tym roku Kraków jako pierwszy podjął radykalne kroki w walce ze smogiem. Od 1 września w mieście obowiązuje całkowity zakaz palenia węglem, drewnem oraz innymi paliwami stałymi. W efekcie do tej pory kilkadziesiąt osób zostało ukaranych mandatami. Skutki wejścia w życie oraz egzekwowania przepisów są już zauważalne – jakość powietrza w stolicy małopolski poprawia się.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy zapytań ofertowych złożonych w serwisie Oferteo.pl od listopada 2018 do końca października 2019 roku, przez osoby poszukujące opału oraz z ankiety przeprowadzonej w lipcu 2018 roku wśród 450 osób.

[1] https://polskialarmsmogowy.pl/files/artykuly/309.pdf

Polacy: coraz większe długi, coraz więcej upadłości

Polacy są coraz bardziej zadłużeni. Według raportu BIG InfoMonitor po trzecim kwartale 2019 roku zaległości finansowe rodaków wynoszą prawie 79 miliardów złotych. Rok temu były to 73 miliardy. Rośnie też liczba upadłości konsumenckich, choć zdaniem ekspertów z firmy doradczej Lege Advisors, to dopiero początek drogi.

Liczba osób mających problemy ze spłacaniem zobowiązań wynosi obecnie 2,83 mln. Rok temu dłużników było 2,76 mln. Średnio na każdego zadłużonego przypada kwota 27,8 tys. złotych. – Martwi szczególnie zadłużenie pozakredytowe, które jest wysokie, prawie 42 miliardy złotych. To znaczy, że ponad 2,2 mln ludzi w Polsce ma problemy z opłacaniem czynszu, telewizji kablowej, internetu, telefonu i mandatów. To może być zapowiedź większych kłopotów. wyjaśnia Szymon Mojzesowicz z firmy doradczej Lege Advisors.

Najwięcej dłużników jest w przedziale wiekowym 35-44 lata. Najmniej zadłużeni są ludzie w wieku 18-24 lata. Rekordzistą pod względem zadłużenia jest 63-letni mężczyzna z woj. lubelskiego, który ma 71,7 mln zł przeterminowanych zobowiązań. Tuż za nim jest mężczyzna z woj. pomorskiego. Jego długi sięgają 48 mln zł. Województwa, w których wartość długu przypadającego na jedną osobę jest najwyższa to: mazowieckie (37.524 zł), małopolskie (29.464 zł) i zachodniopomorskie (28.867 zł). Najwięcej osób z problemami finansowymi według BIG InfoMonitor wywodzi się z: Górnego Śląska – 393,7 tys., Mazowsza – 367,8 tys. oraz Dolnego Śląska – ponad 277 tys. W trzecim kwartale najmniej dłużników przybyło na Podlasiu. Najwięcej na Mazowszu i Pomorzu Zachodnim.

Niedobrze wygląda też sytuacja w obszarze upadłości konsumenckiej. Według Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej na koniec września 2019 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym znalazło się 5640 upadłości konsumenckich. A w całym roku można spodziewać się co najmniej 7520 upadłości. W stosunku do 2018 roku wzrost wyniesie więc 14,46%. Najmłodsza osoba, która dotąd ogłosiła upadłość ma 20 lat. Najstarsza 94 lata. Według COIG osoby w wieku 60 lat i więcej odpowiadają za 33,64% wszystkich upadłości konsumenckich.

Biorąc pod uwagę liczbę zadłużonych w Polsce i poziom tego zadłużenia, trzeba powiedzieć, że upadłość konsumencka nie cieszy się jeszcze dużą popularnością. To zaledwie około 600 ogłoszeń miesięcznie.mówi Szymon Mojzesowicz z firmy doradczej Lege Advisors.Brak świadomości istnienia takiej opcji prawnej, brak wiedzy i poczucie zawstydzenia, sprawiają, że wielu Polaków traci szanse na nowe życie.- dodaje.

Jego zdaniem procedura prowadząca do oddłużenia nie jest skomplikowana. Składamy wniosek o ogłoszenie upadłości do sądu rejonowego (wydział gospodarczy ds. upadłości). Następnie sprawdzany jest stan faktyczny dłużnika. Chodzi m.in. o udowodnienie, że niewypłacalność nie jest efektem umyślnego działania lub rażącego niedbalstwa i nie była świadomie pogłębiana. Jeśli takie przesłanki nie zostaną przez Sąd ujawnione, to wtedy wydawane jest postanowienie o ogłoszeniu upadłości. Równocześnie z wydaniem postanowienia, majątek upadłej osoby staje się masą upadłościową zarządzaną przez syndyka.

Źródło: Lege Advisors

Związkowcy oburzeni rządowym projektem zmian w zasiłku chorobowym. Komentarz eksperta: „Istnieją lepsze rozwiązania!”

Nadużycia z tytułu nieuczciwych zwolnień chorobowych sięgają w Polsce nawet 30% ogólnej liczby zwolnień lekarskich. Według Ministerstwa Finansów sposobem na pozbycie się patologii ma być m.in. wydłużenie tzw. okresu wyczekiwania, o czym poinformowano w odpowiedzi na interpelację poselską Joanny Muchy. Chodzi o okres, po którym ubezpieczony może korzystać ze środków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, czyli otrzymać zasiłek chorobowy. Ministerstwo proponuje, żeby od 2020 roku okres wyczekiwania wynosił 90 dni dla ubezpieczonych obowiązkowo oraz 180 dni dla ubezpieczonych dobrowolnie (np. osób samozatrudnionych). W tej chwili ten czas jest znacznie mniejszy – 30 dni przy ubezpieczeniu obowiązkowym i 90 dni przy ubezpieczeniu dobrowolnym.

Do pomysłu Ministerstwa krytycznie odnosi się wiceprzewodniczący OPZZ Piotr Ostrowski, który powiedział: Rząd ewidentnie szuka planów ratunkowych w kwestii dopięcia budżetu na przyszły rok. Ale szuka tych oszczędności w kieszeniach chorych. To oburzające.

Sytuację komentuje Mikołaj Zając, ekspert z najbardziej doświadczonej w problematyce absencji chorobowej firmy konsultingowej na polskim rynku. Prezes Conperio uważa, że w celu skutecznego zmniejszenia odsetka nieuczciwych zwolnień chorobowych należałoby przede wszystkim regularnie kontrolować prawidłowość wykorzystywania wystawianych druków ZLA:

Dobrze, że rząd postanowił pochylić się nad zjawiskiem nieuczciwych zwolnień chorobowych, bo to duży problem, na którym traci cała gospodarka. W wyniku dogłębnych analiz i badań, przeprowadzanych przez Conperio w przedsiębiorstwach z różnych branż, uważam jednak, że da się zaproponować lepsze rozwiązania od tych, które proponuje Ministerstwo Finansów. Najskuteczniejszym narzędziem, pozwalającym zmniejszyć skalę nadużyć o nawet 2/3, jest kontrola absencji chorobowych. Sprawdzanie prawidłowości wykorzystywania wystawianych druków ZLA pozwala namierzyć tzw. chorych „zawodowych”, którzy z przedłużającej się absencji zrobili sobie sposób na życie. Takie kontrole są entuzjastycznie przyjmowane nie tylko przez pracodawców, ale również ze zrozumieniem przez pracowników i związki zawodowe. W końcu nikt uczciwy nie chce wyrabiać nadgodzin i pracować za kogoś, kto łamie prawo wykorzystując zwolnienia niezgodnie z ich przeznaczeniem. Kontrole wykonują już setki podmiotów w Polsce i są zadowolone z rezultatów. W interesie firm pozostaje zajęcie się tym problemem ­– komentuje prezes Conperio Mikołaj Zając i dodaje: – Treść rozporządzenia proponowanego przez Ministerstwo Finansów uderza przede wszystkim w osoby nowozatrudnione, a z naszych danych wynika, że to nie one tworzą największy problem. Patologiczne postępowanie absencyjne jest najczęściej domeną pracowników o co najmniej rocznym stażu, takich którzy zdążyli wybadać, na co mogą sobie pozwolić. Ewentualne wprowadzenie od stycznia przedłużonego okresu wyczekiwania nie uderzy w oszustów, tylko w osoby chore na grypę. A chyba nie o to chodzi ustawodawcy.

Polacy coraz chętniej wracają do kraju

Po raz pierwszy od 2010 roku spadła liczba osób przebywających na emigracji, obecnie to niemal 2,5 mln. Blisko 100 tys. Polaków zdecydowało się wrócić z Wielkiej Brytanii, tylko w przypadku tego kraju odnotowano spadek. Nie ulega wątpliwości, że główną przyczyną powrotu do Polski jest Brexit i nadal niepewna sytuacja, jeśli chodzi o emigrantów. Innym powodem powrotu jest poprawiająca się sytuacja gospodarcza w Polsce i bardzo niskie bezrobocie. Osoby, które wyjechały do Wielkiej Brytanii tuż po otwarciu granic, czyli kilkanaście lat temu odłożyły już trochę pieniędzy decydują się na powrót i inwestycje w kraju.  Powrót niemal 100 tys. osób z Wielkiej Brytanii nie rozwiąże jednak problemu niedoboru pracowników. Na pewno spora część z nich będzie chciała założyć własne działalności, a to paradoksalnie może sprawić, że będziemy zmagać się z jeszcze większym deficytem pracowników.

Jeśli chodzi o emigracje do Niemiec, widoczny jest wzrost, jednak niewielki, bo zaledwie o 3 tys. I w tym przypadku tak sporego spadku zainteresowania pracą u zachodniego sąsiada należy szukać w niskim bezrobociu w Polsce. Zwróćmy uwagę, że do pracy do Niemiec czy innych państw wyjeżdżały głównie osoby, które miały konkretne, niekoniecznie wysokie kwalifikacje, np. hydraulicy. Obecnie takich osób na polskim rynku pracy jest niewiele a ich zarobki nierzadko są porównywalne z tymi na zachodzie. Nie dziwi więc fakt, że takie osoby znacznie rzadziej decydują się na wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy.

Istotna kwestią, która jest pomijana, a którą warto podkreślić jest demografia. Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się, a wraz z wiekiem spada tendencja to zmiany miejsca zamieszkania i poszukiwania pracy. Biorąc to pod uwagę, powinniśmy spodziewać się, że w kolejnych latach, o ile sytuacja na polskim rynku pracy nie ulegnie drastycznemu pogorszeniu, nadal będzie malała liczba osób decydujących się na emigracje.

Komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską, dyrektor zarządzającą w Agencji Pośrednictwa Pracy Polski HR

Na giełdzie nie ma przecen. Jest za to lista życzeń przed Rajdem św. Mikołaja

Czarny Czwartek, Czarny Wtorek… Generalnie rynek giełdowy ma problem z połączeniem słowa „black”, bo bezpośrednio prowadzi to do skojarzeń z Wielkim Kryzysem. Jednak z czasem Black Friday zyskuje dla inwestorów nowe znaczenie – staje się „dzwonkiem” oficjalnie wybijającym porę wyczekiwania na Rajd św. Mikołaja.

Choć giełda „czarnych” dni nie lubi, to Black Friday jej nie omija, a pośrednio wpływa na ton nadany klimatowi panującemu na światowych parkietach. Inwestorzy skupiają uwagę na spółkach z branży handlowej i wyczekują rajdu św. Mikołaja. Efektem Black Friday na rynku kapitałowym jest wyraźny spadek aktywności inwestorów. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że utrwaliła się tradycja szturmowania sklepów dzień po Święcie Dziękczynienia w poszukiwaniu okazji. Jednak pod koniec pierwszej dekady XXI w. blask Black Friday przygasł w związku z recesją, a potem rozbłysnął na nowo w krajach, które nie obchodzą Święta Dziękczynienia.

Połączenie następujących po sobie świąt powoduje zatem, że na najważniejszym rynku giełdowym świata – Wall Street – sesja będzie skrócona o połowę, by pracownicy domów maklerskich mogli wcześniej zjechać do domów na świąteczny weekend. W efekcie skraca to aktywność inwestorów, a wydłuża przedświąteczne zakupowe szaleństwo, które w tym roku zaczyna się 29 listopada.

Ogarnia ono tych, którzy nie śledzą bacznie cen i dają się wpędzić w lęk przed przegapieniem okazji oraz utwierdzają się w przekonaniu o społecznym dowodzie słuszności owczego pędu ku zakupom. Z badań serwisu Picodi łączne wydatki w Polsce na zakupy w czarny piątek przekroczą 2,3 mld zł. „Rzeczpospolita” wylicza z kolei, że w tym roku prawdopodobnie zostanie pobity rekord dziennych obrotów w handlu detalicznym. Liczby rosną z roku na rok, a kolejne pieniądze konsumenci zostawią na zakupach z okazji Cyber Monday, który dołączył do Czarnego Piątku w roku 2005 roku. Jest to dzień, w którym gorączka wyprzedaży przenosi się do internetu i branży e-commerce. Wypada w tym roku w poniedziałek 26 listopada, a to dopiero początek zakupowego szaleństwa przed świętami i w nowym rokiem.

Co to oznacza dla inwestorów?

Nastroje napędzające konsumpcjonizm wspierane są przez inwestorów, którzy zdążyli się przyzwyczaić do kalendarza zakupów i skróconej pracy na Wall Street. Potwierdza ten fakt m.in. rekordowa sesja za oceanem i ciągłe oczekiwanie na pozytywny wynik rozmów handlowych USA-Chiny. – Inwestorzy wybierają optymizm – mówi Kierownik Departamentu Analiz TMS Brokers Bartosz Sawicki i dodaje, że „rezultat to bardzo dobry start skróconego tygodnia na Wall Street. Główne indeksy kończą najwyżej w historii”.

– Wzrosty na rynku akcji nie przekładają się na trendy na rynku walutowym. Choć zauważalna jest szczątkowa presja na bezpieczne przystanie – jen japoński, frank szwajcarski – nie widać korespondującego wzrostu zainteresowania walutami ryzykownymi. AUD, CAD, NOK i SEK pozostają zblokowane – kontruje Konrad Białas, Główny Ekonomista TMS Brokers.

Zdaniem analityków nowe szczyty na Wall Street mogą być niebezpieczne, bo nie zostały potwierdzone przez odpowiednio niskie ekstrema na rynku obligacji. Ponadto wysoki odczyt wskaźnika RSI przypomina sytuację z kwietnia 2019.r., gdy na amerykańskim parkiecie również panowały świetnie nastroje, a indeksy zdobywały nowe szczyty, ale bondy zamiast oddawać kapitał zaczęły go ponownie chłonąć. Efektem pojawiającej się wtedy dywergencji międzyrynkowej była fala hossy na rynku długu oraz przecena DJIA.

Szczyty zdobyte przez akcyjne byki mogą oddziaływać na europejskie giełdy pozytywnie. DAX zbliża się do tegorocznych maksimów, CAC40 znajduje się mniej niż jeden procent poniżej listopadowego sufitu, a londyński parkiet wykazuje chęć ataku lokalnych oporów. Przyczepić się można do warszawskiego parkietu, na którym nie widać tak wyraźnych chęci ani popytu. WIG20 jest poniżej 2200 pkt., co raczej nie napawa optymizmem.

– Amerykańskie indeksy giełdowe raz za razem ustanawiają maksima wszechczasów, a indeks S&P500 podniósł się w tym roku o około 25 proc. Blado na tym tle wypada stopa zwrotu kontraktu na WIG20, który w tym samym czasie obniżył się o kilka procent. Wśród warszawskich blue chips najgorzej wypada JSW. Kurs kontraktu CFD opartego o notowania spółki jest około 70 proc. niżej niż dwanaście miesięcy wcześniej – wyjaśnia Sawicki.

Papierek lakmusowy rynku

Przyspieszenie sprzedaży detalicznej oznacza wzmocnienie wzrostu PKB, czyli fundament wzrostu indeksów giełdowych. W teorii zaangażowanie zakupowe klientów jest pewnego rodzaju papierkiem lakmusowym kondycji konsumentów oraz nastrojów, jakie panują w gospodarstwach domowych.

– Jeśli sprzedaż tego dnia będzie wysoka, może to oznaczać, że cały okres przedświąteczny będzie dobry dla branży, co w konsekwencji przełoży się na lepszy wynik wzrostu gospodarczego. Teoretycznie indeksy powinny na takie informacje zareagować pozytywnie. W obecnych warunkach jednak trudno będzie o jeszcze większe zwyżki SP500 czy DowJones. Poruszamy się po nieodkrytych poziomach. Istnieje realne ryzyko popsucia klimatu na giełdzie, przez  jedną negatywną informację z Waszyngtonu – tłumaczy Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w TMS Brokers.

Dobry wynik sprzedażowy w okresie świątecznym może więc stanowić prognostyk dla wyników  całego sezonu zakupowego, skoro na giełdach – poza warszawskim wyjątkiem – widać optymizm.

– Efekt psychologiczny Black Friday jest niepodważalny. Inwestorzy tak jak konsumenci mogą być przekonani, że grudzień może być pomyślny. Nie trzeba wiele, by konsekwencją udanego dla sprzedawców Black Friday był rajd św. Mikołaja, czyli grudniowy wzrost kursów akcji spółek – tłumaczy Konrad Białas.

Świąteczny koncert życzeń

– Dla rynków finansowych największym gwiazdkowym prezentem byłoby podpisanie przez prezydentów Xi Jinpinga i Donalda Trumpa pierwszej umowy handlowej – dodaje Bartosz Sawicki. Zdaniem analityków TMS Brokers „osiągnięty wstępny zarys porozumienia jest bowiem fasadowy i nie pozwoli na wyjście globalnej gospodarki z zadyszki”.

Jak tłumaczą – na szczycie listy świątecznych życzeń można znaleźć też sfinalizowanie brexitu poprzez zatwierdzenie umowy w brytyjskim parlamencie i happy end przedłużającej się o całe kwartały brexitowej sagi. Nie ukrywają jednak, że wiara w takie zakończenie jest dość naiwna.

– Część inwestorów (ale z pewnością nie kierowcy często odwiedzający stacje paliw) zdaje się liczyć na upominek od OPEC i państw współpracujących z Kartelem w postaci dalszego ograniczenia wielkości wydobycia, które miałoby nie pozwolić na pogłębianie globalnej nadpodaży ropy – mówi Bartosz Sawicki i dodaje, że „cięcie wydobycia byłoby prezentem dla Arabii Saudyjskiej, gdyż podbicie cen ropy stwarzałoby sprzyjające środowisko do przeprowadzenia największego IPO w historii, czyli upublicznienia Saudi Aramco”.

– Marzeniem z gatunku mało realnych jest natomiast pojawienie się wiarygodnych symptomów, że światowa gospodarka odzyskuje animusz. Przede wszystkim dotyczy to gospodarek Europy Zachodniej, a zwłaszcza Niemiec. Dlatego też na naszej przedświątecznej liście szerokim łukiem omijamy waluty i aktywa związane z koniunkturą w Eurolandzie. Między innymi po ostatnim odbiciu branże procykliczne utraciły lwią część swojej atrakcyjności, która w niesprzyjającym otoczeniu makro bazowała na niskich wycenach – kwituje przedświąteczną listę analityk.

Trump podpisał ustawę ws. Hong Kongu. Chiny wyrażają niezadowolenie

Zanim USA przeszły do obchodów Święta Dziękczynienia, prezydent Donald Trump podpisał ustawę ws. Hong Kongu. Choć decyzja nie była zaskoczeniem, jej moment po zamknięciu handlu na Wall Street przysporzył mini-chaosu. Dziś rano jest już spokojniej, gdyż ustawa raczej nie zaprzepaści negocjacji handlowych, nawet jeśli Chiny wyrażają niezadowolenie z decyzji Trumpa.

Rynki czekają na podpis Trumpa pod dokumentem, który dotyczy relacji z Chinami, ale chyba nie na taki, jaki pojawił się dziś w nocy. Prezydent USA złożył podpis pod ustawą, która w swojej treści popiera protestujących w Hong Kongu. Ustawa przewiduje coroczną analizę sytuacji w Hong Kongu pod kątem utrzymania specjalnego statusu dla wymiany handlowej z USA oraz dopuszcza nałożenie sankcji na oficjeli uznanych za odpowiedzialnych łamania praw człowieka. Chiny już odpowiedziały sprzeciwem i zagroziły „stanowczymi środkami zaradczymi”. Z rynków ponownie ulatuje optymizm tlący się wokół nadziei na porozumienia handlowe między USA i Chinami. Jakkolwiek jest mało prawdopodobne, aby sprawa Hong Kongu mogła całkowicie zaprzepaścić postępy w negocjacjach handlowych, to nawet sam Trump stwierdził, że Hong Kong jest „czynnikiem komplikującym” rozmowy. Chyba już nikt nie będzie miał wątpliwości, że podpisanie porozumienia Pierwszej Fazy w tym roku już nie będzie miało miejsca. W międzyczasie kluczowym punktem będzie, czy USA zdecyduje się odroczyć nałożenie ceł pierwotnie zaplanowanych na 15 grudnia. Jeśli nie (a Trump jest temu przeciwny), w kolejnych dniach może być trudno o poprawę sentymentu.

Funt otrzymał świeży impuls do zwyżki, gdyż wzrosły oczekiwania na samodzielną większość parlamentarną Partii Konserwatywnej. Agencja YouGov przedstawiła model predykcyjny, z którego wynika, że Partia Konserwatywna może zdobyć 359 miejsc spośród 650 w Izbie Gmin (wzrost od ostatnich wyborów o 42), a Partia Pracy tylko 211 (mniej o 51). Wyniki modelu są ważne, gdyż dwa lata temu podobny model poprawnie przewidział wyniki wyborów. Sondaże potwierdzają, że wybory stały się wyścigiem dwóch partii przy całkowitym pogrzebaniu znaczenia Liberalnych Demokratów i Partii Brexitu. Jakkolwiek przewaga torysów nad laburzystami wydaje się spora, to do wyborów zostało dwa tygodnie, co w brytyjskiej polityce jest długim okresem. Już w ostatnich dniach w sondażach zaznaczała się topniejąca przewaga Konserwatystów i podtrzymanie trendu może zbliżyć wynik obu partii. Partia Pracy zyskuje na przedstawionym programie politycznym, który uciszył część obaw o wprowadzenie rządów socjalistycznych. Jednocześnie osoba Borisa Johnsona może sprawić torysom więcej kłopotów niż korzyści (jak ostatnie podejrzenia o finansowanie z Rosji). W 2017 r. Partia Konserwatywna miał 8 pkt proc. przewagi w sondażach na Partią Pracy, a wyborach utrzymał tylko 2,5 pkt proc. Wysoka wygrania torysów będzie silnym impulsem dla rajdu funta (1,32-1,34 przed końcem roku), ale do czasu wyborów nie zdziwiłbym się, jeśli GBP/USD będzie miał problem ze złamaniem 1,30.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PPK obciąży przeciętnego pracodawcę o średnio 89 tys. złotych

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych, czyli programie oszczędzania środków na zabezpieczenie emerytalne, weszła w życie 1 stycznia br., a obowiązywać zaczęła już od 1 lipca. Pierwszymi uczestnikami nowego systemu zostali pracownicy dużych firm, zatrudniających minimum 250 osób na umowach cywilnoprawnych, od których odprowadzane są składki na ubezpieczenia emerytalne i rentowe. Teoretyczna suma pracowników zaangażowanych w oszczędzanie w PPK, wynosi 3,18 mln osób.[1] Teoretyczna, ponieważ 47 proc. firm wyraża przekonanie, że większość pracowników ich organizacji nie będzie zainteresowana przystąpieniem do Pracowniczych Planów Kapitałowych.[2]

Kolejne firmy muszą dołączyć do PPK

Od 1 stycznia 2020 r. do programu Pracowniczych Planów Kapitałowych muszą przystąpić średnie przedsiębiorstwa, tj. takie, które zatrudniają między 50-249 osób (według stanu na dzień 30 czerwca 2019 r.). W sumie obejmą ponad 14,7 tys. podmiotów niefinansowych.[3] Kolejny krok wprowadzania Polaków do PPK nastąpi 1 lipca 2020 r., gdy do programu dołączy blisko 51,7 tys. małych przedsiębiorstw. Ostatnimi, które wprowadzą nowy system oszczędzania będą mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniające do 9 osób) od 1 stycznia 2021 r.

Ustawa o Pracowniczych Planach Kapitałowych zakłada finansowanie funduszy przez trzy podmioty: pracownika, pracodawcę oraz coroczny bonus od państwa. Dwie pierwsze opcje można podzielić na kilka wariantów:

  • Plan minimum – 92 proc. badanych przedsiębiorców zadeklarowało wdrożyć minimalną wymaganą przez regulacje prawne wersję, która zobowiązuje pracodawców do przekazania na fundusz 1,5 proc. wynagrodzenia brutto pracownika.[4]
  • Plan z dodatkową wpłatą pracodawcy – oprócz podstawowego wkładu 1,5 proc. wynagrodzenia pracownika przedsiębiorca może zadeklarować dokonywanie wpłat dodatkowych z własnej kieszeni, do wysokości 2,5 proc. wynagrodzenia brutto. Warto zaznaczyć, że każda wpłata wiąże się z potrąceniem podatku dochodowego, który od października wynosi 17 proc. Eksperci oceniają, że w najbliższych latach dodatkowe środki od pracodawcy na poczet PPK mogą służyć jako atut w czasie rekrutacji nowych pracowników.
  • Plan z dodatkową wpłatą pracownika – osoby zatrudnione mogą zdecydować o zwiększeniu wpłat własnych, przy czym nie mogą przekroczyć 2 proc. wynagrodzenia brutto. Wkład pracownika obliczany jest od kwoty brutto, przy czym wpłata trafia do PPK odliczona po opodatkowaniu, zmniejszając istotnie wypłatę.

Koszty liczone w setkach tysięcy

Przy przeciętnym wynagrodzeniu, które w trzecim kwartale 2019 r. wyniosło 4931,59 zł, jeśli pracodawca i pracownik zadeklarują finansowanie PPK w planie minimalnym, sumy miesięcznych wpłat wynoszą odpowiednio 73,97 zł i 98,63 zł.

  • Zakładając, że średniej wielkości firma zatrudnia 100 osób, co miesiąc na poczet Pracowniczych Planów Kapitałowych pracodawca musi przeznaczyć dodatkowe 7 397 zł, w skali roku obciążenie sięga blisko 89 tys. zł. Inwestycja w dostosowanie systemów informatycznych firmy, zatrudnienie osoby odpowiedzialnej za obsługę programu czy zaangażowanie odpowiedniej instytucji finansowej pod PPK podnosi wydatki na implementację i funkcjonowanie nowego programu o kolejne kilkanaście tysięcy. Szacujemy, że koszt fundusz wynagrodzeń wzrośnie w średnich firmach nawet o 3 proc. – komentuje Alexander Beresford, CMO Finiata.pl.

Od 1 stycznia 2020 r. płaca minimalna zostanie podwyższona o 350 zł brutto, do poziomu 2 600 zł brutto, tym samym prognozowane przeciętne wynagrodzenie na przyszły rok przyjęto na poziomie aż 5 227 zł. Z drugiej strony tymczasowo odłożony do dyskusji rządowy projekt zniesienia 30-krotności limitu składek na ZUS, obniżyłby wynagrodzenie pracowników zarabiających powyżej 20 tys. zł brutto miesięcznie, a pracodawca musiałby zapłacić dodatkowo blisko 4 tys. zł z tytułu składek ZUS. Realnie przekłada się to na wyższe składki na ubezpieczenie społeczne i zachwianie płynności finansowej przedsiębiorstw.

  • Na chwilę obecną Pracownicze Plany Kapitałowe, które funkcjonują na rynku od blisko 5 miesięcy, nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić, czy w dalszej przyszłości pracownicy osiągną lepszy efekt z odkładania swoich środków w ramach tego programu biorąc pod uwagę zmieniającą się koniunkturę rynkową i inne czynniki makroekonomiczne, a także polityczne, niż gdyby wybrali inną opcję oszczędzania na emeryturę. Ponadto obowiązek wprowadzenia PPK przez pracodawców znacznie zwiększył koszt zatrudnienia pracownika, co istotnie wpływa na obniżenie rentowności firm – komentuje Monika Żebrowska, Senior HR&Finance Manager w Clue PR.

Największymi z wyzwań dla przedsiębiorców przy wdrożeniu Pracowniczych Planów Kapitałowych wewnątrz organizacji są kwestie organizacyjne i prawne. Ponad połowa badanych firm (52 proc.) rozpoczęła współpracę z zewnętrznymi dostawcami kompleksowo wspierającymi w obszarze zmian w dokumentach, a także firmowych systemach księgowych i HR. Integracja odpowiednich systemów IT, które wspomogą wymianę informacji na linii pracownik-pracodawca oraz pracodawca-fundusz zarządzający stanowi dodatkową inwestycję w programy finansowe np. ERP lub dedykowane oprogramowanie, których koszt może sięgać nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Posiadanie właściwego mechanizmu informatycznego wspomoże w przyszłości prowadzenie poprawnej ewidencji uczestników PPK oraz składanych przez pracowników deklaracji, rejestracji wykazu pobranych i przekazanych do wybranej instytucji finansowej składek, czy obliczanie wysokości wpłat i terminowe przekazywanie ich do wybranej instytucji finansowej. Również gromadzenie i archiwizowanie informacji dotyczących PPK jest istotnie ważne w kontekście regulacji prawno-karnych.

Nawet milion złotych kary

W każdej nowej ustawie nakładającej na przedsiębiorców obowiązki pojawia się rozdział z przepisami karnymi. Nie inaczej jest w przypadku programu Pracowniczych Planów Kapitałowych. Pracodawcy powinni uważnie pilnować harmonogramu, który zakłada ustawa, ponieważ karą za nieterminowe zawarcie umowy o zarządzanie PPK jest grzywna w wysokości nie wyższej niż 1,5 proc. funduszu wynagrodzeń u danego podmiotu zatrudniającego w roku obrotowym poprzedzającym popełnienie czynu zabronionego – przykładowo dla małych i średnich firm, które będą musiały zawrzeć umowy o zarządzenie PPK w 2020 r., punktem wyjścia będzie fundusz wynagrodzeń za 2019 r. Karze podlega również niezawarcie w terminie umowy z uprawnionym podmiotem finansowym o prowadzenie PPK w imieniu osoby zatrudnionej. Ustawa za ten czyn wyznacza grzywnę w wysokości od 1 tys. do 1 mln zł.

Karze grzywny o wartości do 1,5 proc. funduszu wynagrodzeń podlega również nakłanianie pracowników do rezygnacji z oszczędzania w PPK. Udział w Pracowniczych Planach Kapitałowych jest dobrowolny, tzn. że osoby zatrudnione mogą w dowolnym momencie zrezygnować lub dołączyć do programu. Pracodawca lub osoby działające z jego polecenia mogą informować osoby zatrudnione o dobrowolności oszczędzania w PPK i o możliwości rezygnacji z udziału w tym programie, jednak informowanie nie może przybrać postaci nakłaniania – niedozwolone jest oferowanie innych korzyści, prośby, groźby lub sugestie, które mogłyby wpłynąć na decyzję pracownika.

Prawidłowe wprowadzenie PPK wewnątrz organizacji, jest szczególnie istotne ponieważ ustawa zakłada otwarte założenia, a poprawność konkretnych rozwiązań będą potwierdzały dopiero przyszłe kontrole Państwowej Inspekcji Pracy i Polskiego Funduszu Rozwoju.

[1] GUS, Podmioty gospodarcze według rodzajów i miejsc prowadzenia działalności w 2018 r.

[2] KPMG, Pracownicze Plany Kapitałowe, Październik 2019

[3] GUS, Podmioty gospodarcze według rodzajów i miejsc prowadzenia działalności w 2018 r.

[4] KPMG, Pracownicze Plany Kapitałowe, Październik 2019

Branża transportowa w Polsce – nadchodzi czas zawirowań

Branża transportowo-logistyczna jest jednym z kół zamachowych polskiej gospodarki. To ponad 150 tys. podmiotów dających pracę ponad 800 tys. ludziom i generujących łącznie ponad 270 mld zł obrotów. Branżę, która ma za sobą okres dynamicznego wzrostu, czeka jednak szereg wyzwań wynikających ze zmian w krajowym i międzynarodowym otoczeniu regulacyjnym, gospodarczym oraz technologicznym – przekonują w najnowszym raporcie eksperci Banku Pekao.

Opublikowany przez Bank Pekao raport pt. „Nadchodzi czas zawirowań. Jak poradzi sobie z nimi polska branża transportowa?” wskazuje polski sektor transportowo-logistyczny jako jedną z najbardziej dynamicznych gałęzi polskiej gospodarki. Od początku XXI wieku był on drugą najszybciej rozwijającą się branżą pod względem wytwarzanej wartości dodanej brutto – ponad 8 proc. średniorocznie. To ponad dwukrotnie szybszy wzrost niż średnia dla Unii Europejskiej, wynosząca niewiele ponad 3 proc. Dynamika wzrostu była w Polsce szybsza niż w którymkolwiek kraju UE.

Udział sektora transportowego w łącznej wartości dodanej brutto Polski wzrósł o blisko 2,5 pkt. proc. do poziomu ponad 7 proc., przy średniej unijnej na poziomie niecałych 5 proc. Polskie firmy są niekwestionowanymi liderami międzynarodowych towarowych przewozów drogowych, obsługując blisko jedną trzecią pracy przewozowej wszystkich ciężarówek zarejestrowanych w krajach Unii Europejskiej. Wysoką dynamiką rozwojową charakteryzuje się też działalność magazynowa, pasażerski transport lotniczy czy przeładunki w portach morskich.

– Niezależnie od bezsprzecznych sukcesów, jakie branża transportowa odniosła w ostatnich latach, należy ona do tych sektorów gospodarki, które najpoważniej mogą odczuć zmiany zachodzące w ich krajowym i międzynarodowym otoczeniu regulacyjnym, gospodarczym oraz technologicznym. Niektóre z tych zmian mają wręcz rewolucyjny charakter i mogą zasadniczo wpłynąć na warunki gry. Co ważne, z punktu widzenia polskich firm niekoniecznie muszą to być zmiany na lepsze mówi Paweł Kowalski, ekspert z Biura Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao, autor raportu.

Wśród „game-changerów” analitycy Banku Pekao wymieniają niekorzystne zmiany w unijnym otoczeniu regulacyjnym. Chodzi przede wszystkim o tzw. Pakiet Mobilności oraz politykę środowiskową, preferującą przewozy kolejowe kosztem transportu drogowego, co może grozić zahamowaniem rozwoju towarowych przewozów drogowych. Istotnym wyzwaniem dla branży jest również niedobór pracowników wymuszający wzrost płac, co z kolei uderza w dotychczasową przewagę konkurencyjną polskich firm.

Jako inne bariery rozwojowe, eksperci Pekao wskazują między innymi niedostatki infrastruktury w transporcie kolejowym i rzecznym, wciąż ograniczone warunki dla rozwoju transportu intermodalnego czy narastające problemy z przepustowością lotnisk. Również trwająca rewolucja technologiczna może przynieść daleko idące zmiany w takich obszarach jak rozwój napędów elektrycznych, autonomizacja pojazdów, digitalizacja oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji w zarządzaniu procesami logistycznymi.

– Przewidujemy, że mimo istotnych wyzwań polska branża transportowa będzie w najbliższych latach odnotowywać wzrost popytu na swoje usługi. Nasze prognozy makroekonomiczne wskazują na stosunkowo łagodny przebieg spowolnienia gospodarczego i utrzymanie kilkuprocentowego tempa wzrostu wymiany handlowej. Istotne jest także umacnianie przez Polskę roli regionalnego hubu tranzytowego dzięki rozbudowie infrastruktury, szczególnie wzdłuż biegnących przez terytorium Polski korytarzy TEN-T i trasy Via Carpatia – dodaje Paweł Kowalski z Pekao.

Z analiz Banku Pekao wynika, że w optymistycznym scenariuszu obroty polskich firm z branży transportowo-logistycznej w horyzoncie do 2030 r. mogą rosnąć o około 4-5 proc. rocznie. To wprawdzie o około połowę wolniej niż w mijającej dekadzie, ale – jak wskazują autorzy raportu – nadal obserwujemy znaczącą przestrzeń do dalszego rozwoju.

Realizacja tego optymistycznego scenariusza będzie jednak wymagać szeregu dostosowań strukturalnych zarówno od samej branży, jak i ze strony państwa. Po stronie firm, wśród kluczowych kwestii znajdą się m.in. dostosowanie modeli biznesowych przewoźników drogowych do nowych regulacji unijnych, optymalizacja kosztowa, modernizacja taboru czy wdrożenie nowoczesnych technologii zarządzania procesami transportowo-logistycznymi.

Z kolei pole dla państwa otwiera się w obszarze skutecznej i szybkiej realizacji inwestycji infrastrukturalnych aktywizujących transport kolejowy i rzeczny, stworzenia korzystnych warunków dla rozwoju transportu intermodalnego czy wspierania rozwoju obsługującej transport działalności magazynowo-usługowej na terenie naszego kraju. Brak odpowiednich dostosowań do zmieniających się warunków grozi znacznie głębszym spowolnieniem dynamiki generowanych przez branżę obrotów, do około 2-3 proc. średniorocznie w latach 2019-2030.

Dekpol zwiększa przychody i zyski

Dekpol opublikował wyniki finansowe za trzy kwartały 2019 roku, zgodnie z którymi skonsolidowane przychody wzrosły w ujęciu r./r. o 7% do 611,7 mln zł. Grupa Kapitałowa specjalizująca się w generalnym wykonawstwie, działalności deweloperskiej oraz produkcji osprzętu do maszyn budowlanych wypracowała w tym okresie 24,2 mln zł zysku netto.

Grupa Kapitałowa Dekpol w pierwszych trzech kwartałach 2019 r. osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 611,7 mln zł, czyli o 7% więcej niż rok wcześniej. W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku wypracowała 24,2 mln zł zysku netto, co oznacza poprawę r./r. o blisko 9%. Wartość kapitałów własnych od początku roku wzrosła z kolei o 12,6% do 215,7 mln zł.

„Jesteśmy zadowoleni z tempa wzrostu wszystkich naszych segmentów biznesowych. Ostatnio podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu kolejnego – po wyodrębnieniu działalności deweloperskiej – etapu reorganizacji i zmian zasad zarządzania firmą. Obecnie planujemy przeniesienie zorganizowanych części przedsiębiorstwa, obejmujących działalność Departamentu Generalnego Wykonawstwa oraz Produkcji Osprzętu do Maszyn Budowlanych, do spółek celowych. Chcemy w ten sposób wprowadzić system zarządzania dopasowany do zwiększającej się skali działalności” – podkreślił Mariusz Tuchlin, Prezes Zarządu Dekpol S.A.

W ramach Generalnego Wykonawstwa Grupa Kapitałowa na koniec września br. realizowała kontrakty dla podmiotów zewnętrznych o łącznej umownej wartości 380 mln zł netto. Do wykonania pozostawały projekty liczące ponad 100 mln zł netto. Dodatkowo wartość projektów deweloperskich z terminem realizacji po 30 września br., obsługiwanych w ramach zleceń wewnątrzgrupowych, wynosiła ponad 150 mln zł netto.
Z kolei Departament Produkcji Osprzętu Do Maszyn Budowlanych w okresie trzech kwartałów br. osiągnął 34% wzrost obrotów w ujęciu r./r., przy jednoczesnym znacznym zwiększeniu zysku netto. Efekty przyniosła konsekwentnie realizowana polityka optymalizacji i standaryzacji procesów produkcyjnych. Tworzenie technologii na poszczególne osprzęty związane jest z wdrażaniem nowego systemu ERP niezbędnego do prawidłowego zarządzania produkcją.

W sierpniu br. Dekpol uzyskał kolejny certyfikat autoryzowanego dostawcy OEM do producenta największych na świecie koparek dedykowanych do kopalni odkrywkowych. Od 2020 roku Departament Produkcji Osprzętu rozpocznie wytwarzanie i dostarczanie łyżek o wadze ponad 20 ton, zarówno przedsiębiernych, jak i podsiębiernych. „Autoryzacja dla tak wymagającego odbiorcy jest dowodem wysokiej oceny poziomu zaawansowania technologicznego jak również jakościowego naszych produktów” – dodał Mariusz Tuchlin. Na podstawie analizy branży maszyn budowlanych na rynku światowym oraz panujących trendów Dekpol podjął decyzję o przywróceniu produkcji łyżek do mini i midi koparek. Ponowne uruchomienie linii do łyżek kompaktowych będzie oparte na w pełni zautomatyzowanych i powtarzalnych procesach gwarantujących osiągnięcie wysokiej marży.
W ramach segmentu deweloperskiego Grupa Dekpol utrzymuje stabilną pozycję na rynku. Od stycznia do września br. kontraktacja w rozumieniu umów przedwstępnych, deweloperskich oraz rezerwacyjnych wyniosła 314 lokali względem 452 rok wcześniej. W przychodach trzech kwartałów br. zanotowano sprzedaż 372 mieszkań, w porównaniu do 349 przekazanych w analogicznym okresie poprzedniego roku. Na koniec września br. w ofercie sprzedażowej pozostawało 260 lokali.

Wymiana walut online – korzyści dla Twojego biznesu

Wraz z rozwojem nowoczesnych technologii wiele codziennych czynności przeniosło się do Internetu. Taka sytuacja ma wiele zalet, choćby możliwość załatwienia większości spraw o każdej porze dnia i nocy. Postęp technologiczny nastąpił również w zakresie transakcji walutowych. Wymiana walut online wysoce doceniana jest m.in. przez przedsiębiorców współpracujących z zagranicznymi kontrahentami.

Czym właściwie jest kantor internetowy?

Pod względem technicznym kantor internetowy od stacjonarnego punktu wymiany walut różni się tym, iż transakcja przebiega bez udziału gotówki. Specjalnie zaprojektowana platforma, np. https://internetowykantor.pl/, współpracując z bankami umożliwia zrealizowanie operacji całkowicie online. Zanim podejmiemy się przewalutowania w ten sposób, niezbędna będzie rejestracja w wybranym e-kantorze. To wymóg podyktowany przede wszystkim kwestią bezpieczeństwa klienta, a samo założenie konta nie obciąża nas ani opłatami, ani zbędnymi formalnościami. Wymiana walut online ogromną popularnością cieszy się jednak nie tylko ze względu na samą formę usługi, użytkownicy e-kantorów główną zaletę dostrzegają w niskich kosztach i atrakcyjnych kursach. Wśród zwolenników kantorów internetowych znajdują się m.in. tysiące przedsiębiorców – eksporterów i importerów, dla których obrót obcą walutą stanowi codzienność.

Powody, dla których kantor internetowy zyskuje nad bankami przewagę

Jakość polskich produktów jest coraz bardziej doceniana na zagranicznych rynkach. Międzynarodowa wymiana handlowa zatem kwitnie, przy czym nowoczesne rozwiązania zdecydowanie ją upraszczają. Skoro rozliczenia z kontrahentami przebiegają bezgotówkowo, wymiana waluty w tejże formie wydaje się wręcz niezbędna dla biznesu. Choć można jej dokonać w banku, polscy przedsiębiorcy coraz częściej wybierają niezależny kantor internetowy. Dlaczego? Przemawia za tym szereg argumentów. Każda firma dąży przede wszystkim do zwiększania zysków, a zbędne koszty chętnie eliminuje. Tymczasem w bankach przewalutowanie wiąże się z dość sporym spreadem, a kursy walut potrafią dalece odbiegać od notowań rynkowych. Kantor online zapewnia znacznie lepsze warunki, będąc w stanie spread walutowy ograniczyć do minimum, np. wartości wynoszącej zaledwie 0,6% zamiast 5-8% jak ma to miejsce w bankach. W przypadku dużych wymian oszczędność będzie więc znaczna. Jaka dokładnie? Można wyliczyć to pomocnym kalkulatorem walut, którym dysponuje m.in. platforma https://internetowykantor.pl/. Kolejną zaletę stanowi szybkość przelewów, nie tylko w ramach krajowych rachunków, ale też tych zagranicznych. Większość e-kantorów bez problemu księguje środki z kont zagranicznych oraz polskich umożliwiając w pełni bezpieczne transfery.

Więcej niż wymiana walut online

Dzięki e-kantorom przedsiębiorcy zyskują większą stabilność w biznesie. Kantor internetowy to bowiem nie tylko szybka wymiana walut online, ale i narzędzie pozwalające na komfortowe śledzenie kursów przez 24 godziny na dobę, a nawet „rezerwację” preferowanej ceny. Jedną i drugą funkcjonalność posiada Internetowykantor.pl. Kursy walut są aktualizowane co kilka sekund, a zlecając operację można wskazać cenę, po jakiej chcemy sfinalizować przewalutowanie – wówczas dojdzie ono do skutku automatycznie, kiedy kurs danej waluty osiągnie określoną wysokość. Owo udogodnienia bardzo skutecznie chroni przedsiębiorców przed ewentualnymi stratami związanymi z wahaniami kursowymi.

Boom na inteligentne boty zwiastuje nadchodzącą rewolucję w działach obsługi klienta i sprzedaży

Jak wynika z raportu Capgemini, konsumenci coraz częściej wolą wchodzić w interakcję z wirtualnymi asystentami głosowymi i czatbotami niż z ludźmi pracującymi w działach obsługi klienta i sprzedaży. Aż 70% respondentów twierdzi, że w ciągu trzech lat stopniowo zastąpi asystentem głosowym wizyty w sklepie lub banku.

Według raportu “Smart Talk: How organizations and consumers are embracing voice and chat assistants” opracowanego przez zespół Capgemini, w latach 2017-2019 nastąpił znaczący wzrost wykorzystania asystentów głosowych przez konsumentów do różnych celów, w tym kupowania produktów, takich jak artykuły spożywcze (wzrost z 35 % do 53 %), interakcji z obsługą klienta po zakupie (wzrost z 37 % do 52 %) oraz dokonywania płatności za produkty lub usługi (wzrost z 28 % do 48 %).

Boty usprawniają komunikację

Konsumenci w coraz większym stopniu doceniają zdolność asystentów do prowadzenia rozmów w celu zapewnienia satysfakcji klienta. W 2017 r. 61 proc. konsumentów wyraziło zadowolenie z korzystania z usług głosowego asystenta osobistego, takiego jak Google Assistant lub Siri na swoich smartfonach; liczba ta wzrosła do 72 proc. w 2019 roku.

Korzystamy z wirtualnych asystentów głosowych i czatbotów, ponieważ tak jest nam po prostu łatwiej. Ponad dwie trzecie (68%) konsumentów zauważyło, że asystent głosowy pozwala na wykonywanie wielu zadań jednocześnie. Rozmawiając z botem możemy jednocześnie załatwiać ważną dla nas sprawę i np. zmywać naczynia. Wpływa to m. in. na znaczącą oszczędność czasu – 59% ankietowanych twierdzi, że asystenci głosowi sprawiają, że proces obsługi klienta trwa zdecydowanie szybciej.

Nie tylko konsumenci doceniają boty, ale również firmy, które wykorzystują je do usprawniania różnych procesów. Ponad trzy czwarte firm (76%) stwierdziło, że uzyskało wymierne korzyści płynące z wdrożenia inicjatyw w zakresie obsługi głosowej lub czatu, a 58% stwierdziło, że korzyści te spełniły lub przekroczyły ich oczekiwania. Korzyści obejmowały ponad 20% w redukcji kosztów obsługi klienta oraz ponad 20% we wzroście liczby konsumentów, korzystających z usług asystentów cyfrowych.

Boty muszą być jak ludzie

Rosnące zainteresowanie i wykorzystanie asystentów głosowych i czatbotów sprawia, że pojawiają się również w związku z tym nowe wyzwania. Jednym z nich jest upodobnienie rozmowy z botem w jak największym stopniu to interakcji z człowiekiem.

Jak wynika z badania Capgemini, 58% konsumentów oczekuje interakcji z spersonalizowanym asystentem głosowym, 55% chce, aby miał on nadane konkretne imię, a 53% wymaga, aby jego osobowość była jasno zdefiniowana.

Jeśli poprosisz ludzi, z obszaru biznesu lub spoza niego, aby pomyśleli o sztucznej inteligencji (AI), to większość z nich w pierwszym odruchu pomyśli o pewnej formie interakcji człowiek-komputer, które w swojej istocie będą przede wszystkim inteligentne. Jeśli zadasz to samo pytanie programistom, jest już bardziej prawdopodobne, że jednym z pierwszych elementów interakcji, o których z kolei wspomną, będzie potrzeba, aby te interakcje były naturalne i adekwatne. Jeśli system nie rozumie słów lub intencji nadawcy, bądź jeśli regularnie działa niewłaściwie w danym kontekście, to nie minie dużo czasu zanim ludzie będą sfrustrowani i dojdą do wniosku, że system jest bezużyteczny, a co za tym idzie, również reputacja marki zostanie nadszarpnięta. -Mirosław Bartecki, główny architekt AI w Capgemini Business Services

Przykład: tak może wyglądać dobrze zaprojektowany bot

W Polsce powstają boty, które spełniają wymagania globalnych firm i ich klientów. Zespół Capgemini, który stworzył bota “Cash Collections Assistant Powered by Artificial Intelligence” został nagrodzony prestiżową nagrodą AI Breakthrough Award dla najlepszego wirtualnego rozwiązania w segmencie inteligentnych agentów. Tegoroczny program przyciągnął ponad 2500 nominacji z ponad 15 krajów na całym świecie.

Wirtualny asystent „Cash Collections Assistant Powered by Artificial Intelligence” został zaprojektowany z myślą o zastosowaniu zarówno w środowiskach konsumenckich, jak i B2B. Rozwiązanie to ma na celu zapewnienie najlepszej obsługi klienta w obszarze przepływu środków pieniężnych.

Nasz inteligentny asystent wykonuje uprzejme telefony do firm i osób prywatnych, przypominając im, że wkrótce będzie można spodziewać się płatności. Wykonuje również telefony w przypadku zwłoki w spłacie długów. Współpracowaliśmy z najlepszymi w swojej klasie dostawcami zewnętrznymi, aby udostępnić tę usługę w 24 językach, w tym w mniej popularnych językach, takich jak holenderski i fiński, a także w kilku wariacjach z różnymi akcentami. Na przykład, usługi po angielsku mogą być świadczone z brytyjskim, amerykańskim i australijskim akcentem. Rozwiązanie może obsługiwać zarówno język potoczny, jak i bardziej formalny, a także naśladuje okazjonalne chwile wahania w regularnej mowie, aby rozmowa była bardziej naturalna. -Mirosław Bartecki, główny architekt AI w Capgemini Business Services, jeden z twórców rozwiązania

Inteligencja, która stoi za rozwiązaniem jest niezwykle istotna. Na przykład, Cash Collections Assistant Powered by Artificial Intelligence rozpoznaje obietnice zapłaty i rejestruje je automatycznie, a także może obsłużyć wczesne etapy potencjalnego sporu.

Wszystko to zmniejsza liczbę powtarzających się zadań związanych ze zbiórką płatności, umożliwiając pracownikom koncentrację na bardziej skomplikowanej pracy i obsłudze wyjątków procesowych. Co więcej, rozwiązanie jest zintegrowane z usługami typu back-end, takimi jak SAP, a więc stanowi część kompleksowego podejścia.

W miarę upływu czasu spodziewamy się, że jego możliwości będą rosnąć. Zdolność inteligentnych asystentów i innych tego typu rozwiązań, do wydobywania danych korporacyjnych w celu uzyskania informacji, uzbroi je w wiedzę, której może nie posiadać każdy pojedynczy pracownik obsługi połączeń. Zintegrowany charakter naszego podejścia ma fundamentalne znaczenie. To odzwierciedla ogólne podejście Capgemini do pracy ze wszystkimi klientami. Na pierwszym miejscu stawiamy uzyskanie wymiernych korzyści biznesowych z wykorzystania rozwiązań wdrażanych przez naszych klientów. Opracowywane przez nas rozwiązania mają dostęp do szczegółowych informacji o procesach i sprawach organizacji, w której są one stosowane, co zwiększa efektywność pracy. -Mirosław Bartecki, główny architekt AI w Capgemini Business Services

Black Friday i Cyber Monday – co, dlaczego i jak kupują Polacy?

Listopadowe wyprzedaże pod hasłem Black Friday i Cyber Monday tuż tuż! Mimo, że akcje te organizowane są nad Wisłą zaledwie od kilku lat, to zapisały się na stałe w świadomości Polaków. Równocześnie postępująca cyfryzacja nawyków zakupowych sprawiła, że coraz częściej kupujemy przez internet. Raport SAP podpowiada właścicielom sklepów internetowych, kto, co i jak kupuje w sieci oraz jak rozwijać swój biznes e-commerce.

Popularność masowych wyprzedaży w ostatni piątek listopada w sklepach stacjonarnych oraz sklepach internetowych trzy dni później rośnie w Polsce systematycznie od około 4-5 lat, kiedy to obie inicjatywy zagościły w naszym kraju. Część sprzedawców idzie nawet o krok dalej i wydłuża okres trwania promocji. Rozciągnięcie jej na cały weekend jest bardzo często spotykane, ale są i tacy, którzy organizują akcje rabatowe utrzymujące się przez prawie cały listopad. Zaciera się też powoli podział na promocje organizowane w salonach i te w sieci. Większość akcji rabatowych odbywa się równolegle – stacjonarnie i w internecie.

Niezależnie, czy wchodzimy do sklepu stacjonarnego czy odwiedzamy jego stronę internetową, mamy do czynienia z tą samą marką. Dlatego dziś celem jest budowanie bliskiej i długofalowej więzi z konsumentem, która rozwija się harmonijnie niezależnie od formy kontaktu, na każdym etapie relacji klient- marka. To właśnie takie podejście kryje się za popularnym pojęciem customer journey. -Joanna Kosiorek, SAP Customer Experience Marketing Manager, CEE MU

Prawie 18 mln Polaków kupuje online

Według „Ecommerce Report: Poland 2019” przygotowanego przy współudziale SAP, 77% Polaków aktywnie korzysta z internetu. 61% z nich robi zakupy w sklepach internetowych. W zeszłym roku najaktywniejszą grupą klientów były osoby pomiędzy 25. a 34. rokiem życia (33%), choć młodszych konsumentów nie było wcale dużo mniej – 31% ogółu. Osoby w wieku 35-49 stanowiły z kolei 25% kupujących. Najmniejszy odsetek nabywców online to osoby powyżej pięćdziesiątki – 12%.

Polscy konsumenci dokonują zakupów za pośrednictwem różnych urządzeń. W zeszłym roku niezmiennie najczęściej korzystali z laptopa (82%) lub PC (62%). Sprzedawcy powinni jednak pamiętać, że z roku na rok rośnie odsetek kupujących za pomocą smartfona. Pomiędzy 2017 a 2018 r. wzrósł on o 10 pp. – do 58%.Raport SAP Black Friday i Cyber Monday 3

Odzież i akcesoria na szczycie zakupów internetowych

Od dawna wiadomo, że zdjęcia odzieży prezentowane w materiałach reklamowych wielu marek są odpowiednio retuszowane i modyfikowane za pomocą programów graficznych. Nie zawsze też będą leżeć na nas w ten sam sposób jak na modelkach i modelach. Nie powstrzymuje to nas jednak od kupowania ubrań w sieci, bez wcześniejszego ich przymierzenia. Zapewne wpływ ma na to też przyjazna polityka zwrotów wielu sklepów. W efekcie odzież i akcesoria są najchętniej kupowaną w e-sklepach grupą produktów. Tego typu transakcji dokonuje 64% e-konsumentów. Na drugim miejscu wśród najczęściej kupowanych zdalnie towarów są książki, filmy i muzyka (54%), a na trzecim i czwartym odpowiednio bilety do kin i teatrów (51%) oraz obuwie (44%).Raport SAP Black Friday i Cyber Monday

Na artykuły i usługi kupowane przez internet przeznaczamy coraz więcej pieniędzy. W 2019 r. według prognoz będzie to ok. 20% więcej niż rok wcześniej. Przeciętny e-nabywca wyda na zakupy internetowe ok. 2 800 zł w tym roku. Oznacza to, że łączna wartość zakupów polskich internautów wyniesie ok. 50 mld zł.

Media społecznościowe kopalnią inspiracji zakupowych

Współczesny konsument jest obecny w wielu miejscach w sieci codziennie, często – równocześnie. Za pośrednictwem jakich kanałów zatem najlepiej do niego dotrzeć? Skąd czerpie inspiracje zakupowe? Okazuje się, że tak jak w wielu innych dziedzinach, najważniejsza jest obecność w mediach społecznościowych. Ponad połowa internautów (58%) właśnie tu daje się zainspirować (i skusić). Wiele osób korzysta również z porównywarek cenowych (43%), ale niewiele mniej skuteczne w kreowaniu podpowiedzi zakupowych są same witryny sklepów internetowych. Wyświetlanymi na nich informacjami sugeruje się 40% kupujących.Raport SAP Black Friday i Cyber Monday 2

O czym pamiętać, żeby osiągnąć sukces w e-commerce?

Choć drzemiący w e-commerce potencjał jest ogromny, to nie każdy odnosi na tym polu sukces, nawet w okresie boomu sprzedażowego, jak Black Friday i Cyber Monday. Eksperci SAP, którzy na co dzień wspierają rozwój przedsiębiorców internetowych, radzą pamiętać o następujących rzeczach:

  • 61% Polaków oczekuje, że firma będzie umiała ich zaskoczyć ofertą,
  • 89% konsumentów oczekuje odpowiedzi na swoje zapytanie w ciągu max. 24 godzin,
  • 45% konsumentów w Polsce zwraca uwagę na spójność promocji w sklepach online i stacjonarnych.

Wizerunek masz jeden!

Zarówno sklepy stacjonarne, jak i witryna internetowa powinny jasno uświadamiać klientom, że mają do czynienia z tą samą marką, oferującą te same standardy. Spójne i harmonijne rozwijanie więzi z klientem, także w sferze promocji i akcji rabatowych, niezależnie od formy kontaktu, jest podstawą jego lojalności wobec marki. Dla stałych klientów warto też zorganizować dodatkowe akcje.

Produkty i usługi są ważne, ale dzisiaj coraz częściej sprzedajemy doświadczenia z nimi związane. Klient pragnie być zauważony, zrozumiany i doceniony, nie chce być tylko anonimowym wpisem w bazie danych. Jeśli będziemy o nim pamiętali i utrzymywali z nim kontakt, trafiając w jego potrzeby i oczekiwania, sprawimy, że będzie miał dobre skojarzenia z naszą marką. A do lubianej marki ludzie zawsze będą chętnie wracać.
-Joanna Kosiorek, SAP Customer Experience Marketing Manager, CEE MU.

Justyna Kędzierska

Polski przemysł stoczniowy czeka na zlecenia. Zamówienia z MON mogą jednak trafić do szwedzkiej stoczni

Marynarka Wojenna jest najbardziej zaniedbanym i niedoinwestowanym rodzajem sił zbrojnych – mówi dr hab. Paweł Soroka z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach. Zakup nowych okrętów to jedna z najbardziej palących potrzeb, bo stare jednostki – liczące średnio ponad 30 lat – są wycofywane ze służby. Tymczasem MON zamierza, według doniesień mediów, kupić kolejne 30-letnie używane jednostki, tym razem okręty podwodne ze Szwecji. Okręty te mają następnie zostać wyremontowane w szwedzkiej stoczni, co ma kosztować ponad miliard złotych. Jednocześnie polskie stocznie są gotowe do budowy nowych okrętów i potrzebują zamówień od MON.

Ministerstwo Obrony Narodowej przynajmniej od 2012 roku zapowiada budowę nowych okrętów bojowych dla Marynarki Wojennej. Mają to być okręty obrony wybrzeża (korwety lub fregaty) – budowane w ramach programu „Miecznik” i okręty podwodne (program „Orka”). Choć poprzedni minister, Antoni Macierewicz, wielokrotnie anonsował rychły wybór dostawcy okrętów podwodnych, a Mariusz Błaszczak mówił o priorytetowym charakterze programu „Orka”, to na razie nic się w tej sprawie nie dzieje. Jeśli dla Marynarki Wojennej kupione zostaną używane okręty, to budowa nowych odsunie się o wiele lat.

Gdybyśmy analizowali siły Marynarki Wojennej, to flota podwodna jest w najgorszej sytuacji – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Paweł Soroka, profesor Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, koordynator Polskiego Lobby Przemysłowego. – Realizacja programu „Orka”, który dotyczy pozyskania nowoczesnych okrętów podwodnych wraz z rakietami manewrującymi, została przesunięta w czasie. Mówi się o latach 2024–2026. Jeżeli ten program nie zostanie zrealizowany, to nawet przy wdrożeniu rozwiązań pomostowych polską flotę podwodną czeka po prostu koniec.

Jak podaje „Rzeczpospolita”, w ramach tzw. rozwiązań pomostowych MON może zakupić 30-letnie szwedzkie okręty podwodne typu „Södermanland”. Remont tych jednostek ma być wykonany w szwedzkiej stoczni za około 1 mld zł. Zdaniem branżowego portalu „Defence24.pl” dzięki takiemu rozwiązaniu Ministerstwo Obrony Narodowej „pozbędzie się problemu, chwaląc się sukcesem, dając „coś” marynarzom i mogąc już bez problemu zamrozić program „Orka” na co najmniej 10 lat”. Według portalu pieniądze wydane przez MON na remont starych okrętów podwodnych „pozwolą wesprzeć szwedzką stocznię Saab Kockums. Szwedzka prasa, w tym Dagens Industri, pisała ostatnio że spółka pilnie potrzebuje zamówień w celu umożliwienia płynnego kontynuowania działalności.”

Sytuacja z zakupem starych okrętów podwodnych podobna jest do zeszłorocznej próby zakupu przez resort obrony w Australii 30-letnich fregat rakietowych Adelaide, których koszt szacowano na 2,5 mld zł. Wtedy transakcja ta nie doszła do skutku, bo sprzeciwili się jej premier Mateusz Morawiecki i minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk. Zakup za granicą starych okrętów o wątpliwej wartości bojowej oznaczał bowiem, że polskie stocznie nie będą miały zleceń na budowę nowych.

– Nie zgadzamy się z tym, aby pozyskiwać stare jednostki australijskie i w ten sposób hamować proces budowy w polskich stoczniach nowych okrętów obronnych typu korweta w ramach programów „Czapla” i „Miecznik”. My stoimy na niezmiennym i jednoznacznym stanowisku, że okręty wojenne powinny być budowane w Polsce. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby polskie stocznie budowały okręty dla polskiej Marynarki Wojennej – mówił wtedy minister Gróbarczyk.

Z potrzebą budowy w polskich stoczniach nowych okrętów dla Marynarki Wojennej zgadza się profesor Paweł Soroka.

Najlepiej kupować albo budować nowe okręty, które mają przed sobą co najmniej 30-letni żywot. W tym czasie można je modernizować, unowocześniać. Jednocześnie budowa nowych okrętów oznacza, że zostaną do tego włączone polskie stocznie. Dzięki temu odbudowa potencjału Marynarki Wojennej postępowałaby równolegle z odbudową potencjału polskiego przemysłu stoczniowego, który też znajduje się w bardzo trudnej sytuacji – mówi ekspert.

Jak podkreśla, polskie stocznie ze względu na trudną sytuację finansową bardzo potrzebują nowych kontaktów, wieloletniego finansowania i transferu technologii.

Polskie stocznie są w stanie zbudować taki okręt, jednak na zasadzie współpracy z partnerem zagranicznym, który może wnieść technologię – dodaje.

Wdrożenie programu odbudowy polskiego sektora stoczniowego mogłoby wygenerować ponad 95 mld zł dodatkowego PKB do 2030 roku, stworzyć 85 tys. nowych miejsc pracy i przynieść dodatkowe 20 mld zł dochodów podatkowych – wynika z raportu „Polski sektor stoczniowy. Stan obecny, perspektywy, zagrożenia” przygotowanego przez Instytut Wschodni. Jeśli zamówienia z MON na bojowe okręty ominą polskie stocznie, taki scenariusz nie ma raczej szans na realizację.

Estoński CIT wcale nie musi pobudzić inwestycji małych firm. Może jednak ograniczyć inwestycje samorządów

0

Zapowiedziane przez premiera Mateusza Morawieckiego w exposé wprowadzenie estońskiego CIT miałoby zgodnie z deklaracją pobudzić inwestycje i rozwój małych firm. Zdaniem ekonomisty dr hab. Artura Walasika z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach osiągnięcie takiego efektu będzie miało jednak ograniczony zasięg. Większość mikro- i małych przedsiębiorstw płaci bowiem podatek PIT, część z powodu ulg jest z CIT-u zwolniona, a rozszerzenie estońskiego CIT na większe firmy lub szerszy zakres podatków położy się cieniem na dochodach budżetu i inwestycjach samorządowych.

Estoński CIT polega na odprowadzeniu podatku dopiero przy wypłacie zysku ze spółki, np. w postaci dywidendy, a nie jak obecnie przy samym wypracowaniu zysku. W zamyśle ma to sprzyjać reinwestowaniu zarobionych pieniędzy przez przedsiębiorcę i tym samym rozwojowi małych firm. Na razie nie są jeszcze znane szczegóły tego rozwiązania, a ustną zapowiedź premier złożył w exposé.

– Patrząc, co miałoby być celem takich rozwiązań, a więc wzrost inwestycji, to nie będzie miało z punktu widzenia całej gospodarki istotnego znaczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. Artur Walasik z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – W wielu przypadkach źródłem pozwalającym na zabezpieczenie swoich potrzeb związanych z funkcjonowaniem jako gospodarstwo domowe jest dla właściciela takiej firmy dochód z działalności gospodarczej opodatkowany PIT-em, a nie CIT-em.

Dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego od kilku lat dochody państwa z podatku CIT wzrastają. W 2018 roku wyniosły 44,3 mld zł, o połowę więcej niż w 2014 roku. W I półroczu 2019 roku Ministerstwo Finansów odnotowało dalszy wzrost i to o niemal 20 proc., do 28,2 mld zł. To jednak wciąż niespełna 15 proc. wpływów budżetowych. Gdy od 2019 roku obniżono stawkę preferencyjną CIT do 9 proc., resort szacował, że prawo do skorzystania z niej będzie miało około 460 tys. przedsiębiorstw, przy czym nie dotyczy to korzystających z ulg czy wykazujących stratę. Tymczasem samych mikroprzedsiębiorstw zatrudniających do 9 osób włącznie było na koniec 2018 roku ponad 2 miliony.

Natomiast zdaniem Artura Walasika projekt może przynieść inny niż nagłe pobudzenie prywatnych inwestycji skutek.

To może zachęcić niektórych przedsiębiorców do tego, żeby zakładać spółki z ograniczoną odpowiedzialnością lub w mniejszym stopniu spółki akcyjne, bo jednak tutaj wymogi kapitałowe i koszty związane z funkcjonowaniem takiej spółki są znaczące – przewiduje ekonomista. – Nie wiem, czy taka jest intencja rządu, ale może to być przy okazji coś, co będzie uznane za rozwiązanie korzystne zwłaszcza przez tych przedsiębiorców, którzy zamierzają inwestować.

Dlatego dopiero rozszerzenie grona firm uprawnionych do korzystania z modelu estońskiego albo do płatników podatku PIT z działalności gospodarczej, albo o duże firmy odprowadzające CIT dałoby – zdaniem eksperta – efekt w postaci rzeczywistego wzmocnienia nakładów firm na inwestycje. Rząd zresztą wcale tego ostatniego rozwiązania w przyszłości nie wykluczył.

Takie zmiany musiałyby dotyczyć wszystkich podmiotów, które są podatnikami podatku dochodowego od osób prawnych, a więc nie tylko małych i mikroprzedsiębiorców, albo – jeżeli popatrzymy na to z drugiej strony – rozwiązanie to musiałoby dotyczyć małych i mikroprzedsiębiorców, ale nie ograniczałoby się wyłącznie do podatku dochodowego od osób prawnych – podkreśla Artur Walasik.

Jednak wszystko zależeć będzie od wyników budżetu, i to nie tylko państwa, lecz także samorządów. A to może zaważyć na inwestycjach tych ostatnich. W 2019 roku udział jednostek samorządu terytorialnego w PIT wynosi 49,93 proc., a w CIT – 22,86 proc.

To zmniejszałoby z kolei zdolność samorządu terytorialnego do realizowania inwestycji. Zauważamy, że spadek inwestycji jest nie tylko w sektorze prywatnym, lecz także w publicznym. Ostatnio dowiadujemy się chociażby od prezydentów dużych miast, że muszą w swoich budżetach ograniczać wydatki, a w szczególności te ograniczenia często w pierwszej kolejności dotyczą właśnie inwestycji – przypomina dr hab. Artur Walasik. – Gdyby to rozwiązanie [estoński CIT – red.] było bardzo szeroko zakrojone, inwestycje publiczne byłyby zagrożone. I to bez pewności, że w firmach te środki zwiększą inwestycje prywatne.

Dobra kondycja kolei samorządowych. Przewoźnicy inwestują w nowy tabor

Kondycja przewoźników regionalnych jest dziś dobra, do czego w dużej mierze przyczyniły się środki pozyskiwane z UE w dwóch ostatnich perspektywach finansowych – ocenia prezes Kolei Mazowieckich Robert Stępień. Spółki notują wzrosty liczby pasażerów, a głównym wyzwaniem dla kolei samorządowych jest poprawa i ugruntowanie swojej pozycji rynkowej, głównie dzięki inwestycjom w tabor i obsługującą go infrastrukturę. Transport kolejowy jest jednym z najbardziej bezpiecznych i ekologicznych, a na dodatek przyczynia się do rozwoju gospodarczego, dlatego takie inwestycje – choć kosztowne – są opłacalne w długofalowej perspektywie.

Ostatnich 15 lat to był dla kolei samorządowych okres rozwoju i podnoszenia standardów funkcjonowania naszych spółek. W tym czasie liczba pasażerów Kolei Mazowieckich wzrosła z 40 do 60 mln. Warto podkreślić, że podobne wzrosty odnotowują nasi koledzy w innych spółkach samorządowych, prowadzących przewozy na terenie Polski. Tak jest na Śląsku i Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce i Małopolsce – mówi agencji Newseria Biznes Robert Stępień, prezes zarządu spółki Koleje Mazowieckie.

Jednym z głównych elementów warunkujących jakość usług świadczonych przez przewoźników regionalnych są środki pozyskiwane z Unii Europejskiej. W przypadku Kolei Mazowieckich w dwóch ostatnich perspektywach finansowych UE (2007–2013 i trwającej 2014–2020) inwestycje w modernizację i zakupy nowego taboru sięgnęły 3,7 mld zł, z czego blisko 1,9 mld stanowiły fundusze unijne z programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko oraz Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego.

Trudno sobie wyobrazić rozwój Kolei Mazowieckich bez tych środków, ale warto podkreślić, że nie są to jedyne fundusze, które wydatkujemy na zakupy i modernizację taboru oraz inwestycje w poprawę infrastruktury, która go obsługuje – mówi Robert Stępień.

Jak podkreśla, głównym wyzwaniem dla przewoźników regionalnych jest w tej chwili poprawa i ugruntowanie swojej pozycji rynkowej, głównie dzięki inwestycjom w tabor i infrastrukturę.

Publiczny transport to najszybsza i najbardziej ekologiczna forma transportu. Dlatego warto w niego inwestować – mówi Robert Stępień. – Potrzebne są inwestycje w tabor, powiększanie sieci transportu lokalnego. Potrzebny jest powrót na te stacje kolejowe, które w okresie ostatnich dwóch–trzech dekad były zamykane. Potrzebny jest powrót do aktywnej polityki transportowej w zakresie rynku kolejowego.

Potwierdza to styczniowy raport „Kolej na regiony! Perspektywa rozwoju i wyzwania rynku” Instytutu Jagiellońskiego, z którego wynika, że większy poziom wykorzystania kolei regionalnych zwiększa możliwości rozwoju mieszkańców i pozytywnie wpływa na rozwój gospodarczy regionu, mierzony poprzez PKB per capita. Eksperci IJ wskazują, że rozwój regionalnego pasażerskiego transportu kolejowego powinien się stać centralnym elementem zintegrowanego systemu transportu publicznego.

W ocenie Agencji Kolejowej UE kolej jest najbezpieczniejszym środkiem transportu w Europie, a emisyjność dwutlenku węgla w przypadku kolejowego transportu pasażerskiego jest znacząco niższa niż transportu samochodowego czy lotniczego. Transport kolejowy cechuje też trwała tendencja spadkowa wskaźnika energochłonności, co oznacza stopniową poprawę efektywności energetycznej.

Koleje Mazowieckie w 2018 roku przewiozły w sumie 60 mln pasażerów. Spółka rozpoczynała działalność, korzystając z wysłużonych składów – w 2005 roku startowała ze 184 wysłużonymi elektrycznymi zespołami trakcyjnymi. W tej chwili dysponuje taborem, który jest w 40 proc. nowy, w 60 proc. modernizowany (z 316 składów 119 to całkiem nowe pojazdy).

Mazowiecki przewoźnik jest też w trakcie postępowania na zakup 71 elektrycznych zespołów trakcyjnych FLIRT, produkowanych w siedleckich zakładach Stadler. Po jego sfinalizowaniu nowe składy będą stanowić już 2/3 taboru należącego do spółki.

– To jednak oznacza, że nadal około 40 proc. taboru będziemy musieli wymienić, a zatem środki finansowe będą potrzebne także w przyszłości. Liczymy więc, że w nowej unijnej perspektywie dofinansowanie do zakupu nowego taboru dla kolei samorządowych czy dla kolei pasażerskich w Polsce zostanie utrzymane – mówi Robert Stępień.

Dostawy elektrycznych pociągów nowej generacji produkowanych przez Stadler Polska zostały zaplanowane w sześciu transzach. FLIRT-y poruszają się z prędkością maksymalną 160 km/h i mieszczą 590 podróżnych, w tym 269 osób na miejscach siedzących. Będą zastępować stopniowo wycofywane starsze składy. Zawarty w ubiegłym roku kontrakt na dostawę łącznie 71 FLIRT-ów jest wart ponad 2 mld zł i realizowany przy wsparciu środków unijnych z RPO Województwa Mazowieckiego (dofinansowanie w wysokości 96,16 mln zł) oraz z POIiŚ (580 mln zł). Na realizację tej inwestycji KM otrzymały także kredyt na ponad 1 mld zł z Banku Gospodarstwa Krajowego i PKO Banku Polskiego.

Rośnie liczba przypadków nowotworu piersi wśród kobiet w ciąży. Zaledwie co trzecia kobieta w wieku ponad 35 lat miała w ciąży wykonane USG piersi

Nowotwór coraz częściej dotyczy kobiet w ciąży. W dużej mierze jest to efekt późniejszego macierzyństwa. Jednocześnie zaledwie co trzecia kobieta w wieku ponad 35 lat miała w ciąży wykonane USG piersi, choć zgodnie z rekomendacjami ekspertów badanie w tej grupie wiekowej powinny przejść wszystkie panie. Tymczasem aż 75 proc. przypadków raka piersi jest wykrytych po porodzie, co zmniejsza szanse na wyleczenie. Ponieważ w ponad połowie przypadków USG piersi jest wykonywane z inicjatywy lekarza, Fundacja Rak’n’Roll przy wsparciu Fundacji Philips prowadzi w całej Polsce warsztaty dla ginekologów „Boskie USG, czyli sonomammografia u kobiet w ciąży i karmiących”. Ich celem jest wymiana doświadczeń oraz doskonalenie umiejętności wykonywania USG u kobiet w okresie ciąży i karmienia piersią.

Choć rośnie świadomość społeczna na temat zachorowań na raka, panuje mit, że ciąża może chronić przed zagrożeniem lub że rak piersi dotyczy kobiet starszych, po 50 roku życia. Tymczasem coraz późniejsze macierzyństwo sprawia, że chorobę nowotworową rozpoznaje się u jednej na tysiąc kobiet w ciąży.

– Nie tylko rak piersi, choć ten rodzaj nowotworu występuje zdecydowanie najczęściej, ale praktycznie każdy rodzaj raka może towarzyszyć ciąży. Jako lekarze musimy wzmacniać onkologiczną czujność wśród pacjentek poprzez badania profilaktyczne, w tym USG piersi we wczesnych etapach ciąży. Rola ginekologa położnika w tego typu sytuacji jest kluczowa – mówi agencji Newseria Biznes dr Paweł Guzik, ekspert ds. ginekologii, położnictwa i ultrasonografii.

Wśród kobiet zgłaszających się do Programu Opieki dla Kobiet w Ciąży Chorych na Raka „Boskie Matki”, prowadzonego przez Fundację Rak’n’Roll, ponad połowa choruje na raka piersi, nieco mniej na nowotwory ginekologiczne, kolejne na nowotwory raka jelita grubego, tarczycy czy czerniaki. Tymczasem same pacjentki podkreślają, że lekarze często bagatelizują pierwsze objawy – jak w przypadku raka piersi guzki, zgrubienia czy obrzęki, tłumacząc je zmianami hormonalnymi w ciąży.

Brak odpowiedniej diagnostyki sprawia, że nawet 75 proc. przypadków raka piersi wykrywa się po porodzie, co oznacza, że nowotwór został przeoczony w trakcie ciąży lub przed nią. Żeby zmienić alarmujące statystyki, Polskie Towarzystwo Chirurgii Onkologicznej, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników opracowały zalecenia odnośnie do wykonywania badania USG piersi u kobiet w ciąży i karmiących. Zgodnie z nimi wykonanie USG piersi jest wymagane u kobiet powyżej 35 roku życia, przy czym w I trymestrze ciąży u wszystkich ciężarnych, raz do roku u kobiet karmiących oraz zawsze w przypadku zmian w obrębie piersi jak guz, zaczerwienienie lub obrzęk. W przypadku kobiet poniżej 35 roku życia zalecenia dotyczą rozważenia badania USG piersi w I lub II trymestrze ciąży u kobiet ciężarnych, rozważenie badania USG piersi raz w roku u kobiet karmiących oraz wykonania badania USG zawsze w przypadku zmian w obrębie piersi takich jak guz, zaczerwienienie lub obrzęk.

– W przypadku raka czas odgrywa główną rolę. Opóźnienie w diagnozie, np. o 6 czy 7 miesięcy, powoduje zwiększenie liczby osób z przerzutami do węzłów chłonnych o 5–6 proc. To pogarsza dalsze leczenie pacjentki – podkreśla dr Paweł Guzik.

W ramach współpracy pomiędzy Fundacją Rak’n’Roll a Philips przeprowadzono badania z kobietami wieku 18–45 lat, które są obecnie w ciąży lub były w ciąży w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Co czwarta kobieta z tej grupy nigdy nie wykonała USG piersi, tylko 22 proc. miało badanie w ciągu ostatniego pół roku, a 24 proc. w ciągu roku. Rola lekarza ma kluczowe znaczenie, ponieważ – jak pokazują wyniki badania – w ponad połowie przypadków (57 proc. kobiet) USG piersi jest wykonywane z inicjatywy lekarza. Dlatego Fundacja Rak’n’Roll i Fundacja Philips zainicjowały w całej Polsce cykl warsztatów dla ginekologów z diagnostyki nowotworów „Boskie USG, czyli sonomammografia u kobiet w ciąży i karmiących”.

– Warsztaty obejmują część teoretyczną, czyli wykłady na temat podstawy badania piersi i prześledzenia poszczególnych grup zmian, które można spotkać u pacjentek, oraz część najważniejszą – praktyczną – mówi dr Paweł Guzik. – Chodzi o to, żeby uwrażliwić lekarzy na problem. Przeszkolonych zostało już ok. 150 ginekologów i położników.

– Jak wynika z badań, tylko 35 proc. kobiet w wieku ponad 35 lat potwierdziło, że wykonano u nich badanie USG piersi w ciąży. Tymczasem zgodnie z zaleceniami badanie powinno objąć wszystkie kobiety w tej grupie – wskazuje Reinier Schlatmann, Prezes Philips w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. – To wyraźny sygnał pokazujący, jak bardzo potrzebne są działania zwiększające świadomość wśród kobiet, a także wspierające lekarzy. Cieszymy się, że możemy być partnerem dla Fundacji Rak’n’Roll w tym ważnym edukacyjnym projekcie.

Warsztaty Fundacji Rak’n’Roll odbyły się już w Rzeszowie, Warszawie, Krakowie, Łodzi, Lublinie, Katowicach i Kielcach. Kolejne odbędą się we Wrocławiu, Gdańsku i Białymstoku.

Słupsk chce przyciągać innowacyjny przemysł. Sprzyja temu potencjał ekonomiczny i ekologiczny miasta

0

Słupsk chce przyciągać innowacyjny przemysł. Sprzyja temu potencjał ekonomiczny i ekologiczny miasta 2

– Słupsk jest dzisiaj miastem przemysłu innowacyjnego, dlatego chcemy poszukiwać myśli innowacyjnej – podkreśla Krystyna Danilecka-Wojewódzka, prezydentka miasta. Inwestorzy doceniają potencjał ekonomiczny miasta, wysoki poziom edukacji i jedno z najmniejszych zanieczyszczeń powietrza w kraju. Podobnie jak inne byłe miasta wojewódzkie również Słupsk szuka nowych możliwości rozwoju i finansowania. Temu służyć miała ostatnia emisja obligacji komunalnych miasta.

Dajemy sobie szansę lepszego wykorzystania potencjału miasta. Dlatego, po pierwsze, dedykujemy nasze obligacje partnerom, którzy chcieliby zainwestować w naszym mieście. Po drugie, dzięki bardzo niskiej marży wynegocjowanej z bankiem, która wynosi raptem 0,93 proc., zyskujemy już na wejściu 4 mln zł. To są dla naszego miasta naprawdę znaczące pieniądze. Możemy je przeznaczyć np. na projekt odnowienia bulwarów nad Słupią, który ożywi centrum Słupska. Wejście na Giełdę Papierów Wartościowych sprawia, że poniekąd Słupsk staje się własnością wielu ewentualnych inwestorów –mówi agencji Newseria Biznes Krystyna Danilecka-Wojewódzka, prezydentka Słupska.

18 listopada Słupsk zadebiutował na rynku Catalyst, wprowadzając do obrotu giełdowego 10 serii obligacji komunalnych o łącznej wartości 49 mln zł i terminach spłaty przypadających na latach 2028–2032. Miasto będzie spłacać po dwie serie co roku, płacąc za wyemitowane obligacje WIBOR 6M plus 0,93 pkt proc. marży. Środki uzyskane z emisji obligacji standardowo zostaną przeznaczone na sfinansowanie deficytu budżetowego oraz spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań.

Obligacje to dzisiaj najtańszy instrument finansowania deficytu, który występuje w budżecie – mówi Anna Gajda-Szewczuk, skarbnik Słupska.

Jak podkreśla Krystyna Danilecka-Wojewódzka, giełdowy debiut Słupska jest również zabiegiem marketingowym, a – jak wiele innych samorządów, które straciły status miasta wojewódzkiego – Słupsk musi dzisiaj szukać nowych możliwości rozwoju i finansowania.

Wejście na giełdę to działanie inwestycyjne, które świadczy o nowoczesnej myśli, którą kierujemy się w zarządzaniu miastem – mówi Krystyna Danilecka-Wojewódzka. – Inwestorzy są wytrawnymi graczami i doskonale wiedzą, w co warto inwestować. Myślę, że przekona ich do tego oferta, potencjał Słupska i atuty takie jak strefa ekonomiczna, która ma wciąż jeszcze wolne tereny, bardzo dobra edukacja, która według badań Europolisu plasuje się na bardzo wysokim 5. miejscu czy rozwój budownictwa mieszkaniowego. Słupsku jest miastem bardzo przyjaznym, niezwykle zielonym, z najczystszym powietrzem w całej Polsce.

Wśród priorytetowych inwestycji Słupska jest m.in. zbrojenie nowych terenów inwestycyjnych dla deweloperów, od których z kolei miasto będzie kupować lokale dla zaspokojenia potrzeb mieszkańców i rozwoju komunalnego budownictwa.

– Te pieniądze będą przeznaczone także na ożywienie przestrzeni Słupska, które mogą podnieść wartość miasta dla przedsiębiorców i ewentualnych inwestorów. To m.in. odnowienie bulwarów wzdłuż rzeki Słupi, wzdłuż których są umieszczone najpiękniejsze i najdawniejsze zabytki miasta. To także rozwój komunikacji zbiorowej, co pozwoli ograniczyć liczbę samochodów i smog w centrum miasta. To także inwestowanie w innowacje edukacyjne, bo rozwój edukacji to najmądrzejsza inwestycja, na jaką powinno nas być stać – mówi Krystyna Danilecka-Wojewódzka.

Słupsk jest 25. emitentem długu komunalnego na Catalyst.

– Każdorazowo, kiedy mamy ustalony plan przychodów w naszej uchwale budżetowej, obligacje są emitowane i banki składają oferty. To nigdy nie jest jedna oferta, natomiast myślę, że biorąc pod uwagę nowoczesność miasta i nowoczesność finansów samorządowych, te obligacje będą cieszyły się dużym zainteresowaniem – mówi Anna Gajda-Szewczuk.

Przyszłoroczny budżet Słupska jest rekordowy i po raz pierwszy w historii dochody miasta mają wynieść prawie 630 mln zł, a wydatki 660 mln zł, co oznacza 30-milionowy deficyt. Zadłużenie miasta przekracza z kolei 290 mln zł.

Obligacje komunalne JST mogą generować mniejsze koszty odsetek niż kredyty bankowe, pozwalając samorządom gospodarnie zarządzać swoim długiem. Większość papierów komunalnych to obligacje 3, 5 lub 10-letnie, a na liście emitentów są m.in. Warszawa, Kraków, Przemyśl i mniejsze gminy jak Piła czy Olkusz. Jak podaje Związek Miast Polskich, w budżetach na 2019 rok emisję obligacji jako źródło finansowania ujęło co najmniej 327 gmin, powiatów i województw, a łączna planowana wartość emisji przekraczała 3,2 mld zł. 

Dzięki postępom w genetyce jesteśmy coraz bliżej opracowania leku odpornościowego na wirusa HIV czy chorobę Alzheimera

Biotechnolodzy są coraz bliżsi m.in. opracowania leku odpornościowego na wirusa HIV czy chorobę Alzheimera dzięki możliwościom, jakie daje edycja genów. Najnowsze technologie w tym zakresie obarczone są już coraz mniejszym ryzykiem powikłań. Przyszłość genetyki może obejmować hodowanie narządów do transplantacji, a także mięsa zwierzęcego w warunkach laboratoryjnych.

– Genetyka ciągle się rozwija. W ciągu ostatnich lat postępy są zaskakująco szybkie. Mamy technikę, która pozwala na zmienianie genów niemal dowolnie w roślinach hodowlanych i u zwierząt. Zaczyna się myśleć o modyfikowaniu człowieka, co jest niepokojące. Dzięki technice tej CRISPR-owej, którą się wprowadza, można modyfikować komórki w taki sposób, żeby zwalczały nowotwory albo żeby inaczej się zachowywały. To nowa technika zwana też redagowaniem genomów – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. Ewa Bartnik z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Badacze z City of Hope udoskonalili niedawno tę metodę edycji genów. Opracowana przez nich CRISPR-Cas9 jest szybsza, tańsza i dokładniejsza. Dzięki niej wycięcie z genomu niepożądanych informacji genetycznych obarczone jest mniejszym ryzykiem powikłań. Metoda może przyspieszyć prace nad opracowaniem szczepionki na wirus HIV. W opublikowanym 6 listopada badaniu naukowcy eksperymentowali na komórkach, wprowadzając zmiany do „transaktywującego RNA CRISPR” (znanego również jako „tracrRNA”), który pochodzi z bakterii Streptococcus pyogenes. Prowadzone badania mają na celu przeprojektowanie układu odpornościowego osoby, aby była odporna na HIV.

Z kolei chiński start-up Qihan Biotech zabezpieczył 20 mln dol. na badania nad rozwojem zastępczych organów dla ludzi. Zajmująca się modyfikacjami genetycznymi firma z siedzibą w Hangzhou chce hodować ludzkie narządy w zwierzętach. Biotechnologia zmierza jednak przede wszystkim do opracowywania innowacyjnych leków pozwalających walczyć z chorobami groźnymi dla ludzi, zwierząt i roślin.

– Badacze prowadzą badania w najważniejszych dziedzinach, czyli opracowują nowoczesne metody diagnostyczne groźnych chorób człowieka, zwierząt i roślin. Biotechnologia dąży do opracowania efektywnych leków, takich, które będą mogły być stosowane w chorobach neurodegeneracyjnych, chorobach społecznych takich jak choroba Huntingtona czy choroba Alzheimera, które dotyczą coraz większej liczby ludzi w naszym starzejącym się społeczeństwie –mówi prof. Ewa Łojkowska, pracownik Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Naukowcy z Fudan University zidentyfikowali cztery związki drobnocząsteczkowe, które specyficznie zmniejszają ilości białka powodującego chorobę Huntingtona. Związki te, zdaniem badaczy, mogą być nie tylko skuteczne w leczeniu choroby Huntingtona, lecz także mogą być stosowane w innych chorobach poliQ, do których zalicza się m.in. ataksję rdzeniowo-móżdżkową czy chorobę Friedreicha.

Choć biotechnologia skupia się przede wszystkim na opracowywaniu leków, to spektrum zainteresowań badaczy zajmujących się genetyką znacznie wykracza poza medycynę. Zespół bioinżynierów z Uniwersytetu w Harvardzie z powodzeniem wyhodował mięso krów i królików z jadalnej bazy żelatynowej, tworząc substancję, która z imituje teksturę naturalnego mięsa. Komórki królika i krowy zakotwiczone zostały do galaretowatych podstaw i rosły podobnie do prawdziwego mięsa w postaci długich i cienkich pasków.

– U nas nie ma dobrej atmosfery dla genetycznie modyfikowanych organizmów, choć prowadzi się badania genetyczne zwierząt i roślin w celach hodowlanych – mówi prof. Ewa Bartnik.

– Główne kierunki rozwoju związane są z rozwojem technologii medycznych, a także z rozwojem technologii, które umożliwiają oczyszczanie środowiska z zanieczyszczeń, które niestety ludzie produkują i także technologie, które doprowadzą do tego, że będziemy mogli efektywniej produkować żywność zarówno pochodzenia roślinnego, jak i zwierzęcego. Coraz częściej mówi się o tzw. zdrowym, czystym mięsie produkowanym w laboratoriach biotechnologicznych, a nie na farmach ze zwierzętami – wskazuje prof. Ewa Łojkowska.

Według Polaris Market Research wartość globalnego rynku biotechnologii do 2026 roku przekroczy 740 mld dol. 

Supercienkie ultrabooki uruchamiają już najnowsze gry. Do gamingowych smartfonów trafiają specjalne układy chłodzenia

Gracze stają się coraz bardziej mobilni, co wymusza na producentach sprzętu gamingowego miniaturyzację zarówno komponentów, jak i urządzeń. Nieporęczne, 17-calowe laptopy do grania są niewygodne w podróży, ale do tej pory były jedynym rozwiązaniem. Obecnie producenci są już w stanie zmieścić najbardziej wydajne komponenty w supercienkich obudowach o rozmiarze 13 cali, co pozwala na granie w najnowsze gry w podróży. Same smartfony są już przygotowane do uruchamiania najbardziej wymagających tytułów, dzięki zastosowaniu specjalnych układów chłodzenia.

– Biorąc pod uwagę trzynastocalowe urządzenia oferta rynkowa jest bogata, ale jesteśmy jedyną firmą, która zapewnia najwięcej mocy w laptopie o takich wymiarach. Klienci zyskują nie tylko najnowszą architekturę Ice Lake i energooszczędny układ pamięci DDR4, lecz także procesor i7 i grafikę GTX1650, co sprawia, że laptop jest doskonały zarówno do grania, jak i do pracy, przy czym jest bardzo kompaktowy. Ładuje się przez łącze USB typu C, sprawdzi się więc podczas podróży gdy potrzebujemy dużej mocy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Nicholas Dembowski z firmy Razer Europe.

Razer od kilku lat eksperymentuje z lekkimi laptopami, które byłyby zdolne do płynnego odtwarzania wymagających gier. Dotychczas najbardziej problematyczne było umieszczenie wydajnej karty graficznej w cienkiej obudowie laptopa, dlatego firma stosowała rozwiązanie pośrednie – wprowadziła stację dokującą Core X, która umożliwiała podpięcie do ultrabooka zewnętrznej karty graficznej za pośrednictwem kabla Thunderbolt 3.

Postępująca miniaturyzacja technologii umożliwiła wprowadzenie na rynek gamingowego laptopa w ultrabookowym rozmiarze. Razer Stealh Blade 13 w najmocniejszej wersji oferuje dostęp do karty graficznej Nvidia GeForce GTX 1650, procesora Intel Core i7 10. generacji, 16 GB pamięci RAM oraz szybkiego układu WiFi 6. Przy tym wszystkim waży niecałe 1,5 kg. Taka konfiguracja pozwoli na uruchomienie najnowszych gier, a obecność modułu łączności bezprzewodowej nowej generacji ma umożliwić płynne korzystanie z gamingowych serwisów streamingowych, kiedy te upowszechnią się na rynku.

– Laptop sprawdza się w przypadku, gdy potrzebujemy urządzenia o wymiarach 13 cali, np. jeżeli dużo podróżujemy. Jest też bardzo lekki. Klienci czasami mają ograniczone miejsce lub małą torbę, a podczas podróży nie chcą dźwigać ciężkich bagaży – tłumaczy ekspert.

Za miniaturyzację na rynku laptopów odpowiada z kolei firma Nvidia, która opracowała mobilne układy graficzne w wersji Max-Q Design. Nieznacznie obniżając maksymalne taktowanie tych podzespołów, można było znacząco obniżyć ich zużycie prądu, a co za tym idzie – zredukować rozmiar laptopowych układów chłodzenia oraz samych komputerów.

– Nvidia i Intel wprowadzają każdego roku nowe rozwiązania, a my sprawdzamy, co możemy wdrożyć i czy to ma sens. Obecnie na rynku dostępna jest szeroka gama smartfonów i tabletów do gier, lecz Windows daje więcej możliwości. Razem z Nvidią oferujemy trzynastocalowe urządzenie, które jest większe od tabletu i umożliwia granie w najnowsze gry w jakości Full HD – przekonuje Nicholas Dembowski.

Wśród graczy coraz popularniejsze jest granie także na urządzeniach mobilnych. Telefony projektowane z myślą o graczach udowodniły, że nawet w najmniejszych urządzeniach można zmieścić podzespoły z górnej półki wydajnościowej. Trend ten również rozpoczął Razer, który wprowadził na rynek smartfona Razer Phone, wyposażonego w 120-hercowy ekran oraz pojemną baterię 4000 mAh.

W ślad za amerykańskim producentem poszli inni, którzy rozwinęli ten pomysł i wdrożyli do swoich telefonów gamingowych innowacyjne układy chłodzące. W Asus ROG Phone II zamontowano komorę parową GameCool 3D odpowiedzialną za odprowadzanie ciepła poza obudowę urządzenia, dzięki czemu przy graniu w wymagające tytuły smartfon nie grzeje się.

Z najnowszego raportu Market Research Future wynika, że globalny rynek laptopów gamingowych w najbliższych latach będzie się rozwijał w tempie 22 proc. średniorocznie. 

Czym jest połączenie VPN i dlaczego warto z niego korzystać?

Internet i wszelkie technologie z nim związane są już codziennością dla większości Polaków jak i mieszkańców Globu. Mimo to, mniej wyrafinowany internauta może spotkać się z mniej znanymi narzędziami i pojęciami. Dzisiaj “weźmiemy na warsztat” sieć VPN, która od kilku lat staje się jedną z kluczowych pozycji w arsenale każdego internauty.

Samo sformułowanie “VPN” rzadko kiedy będzie już uznawane za czarną magię. Jednak mało kto dokładnie wie, co stoi za tym trzyliterowym skrótem. Przyjrzyjmy się zatem, czym tak naprawdę jest połączenie VPN.

Znaczenie

Mowa tutaj o Virtual Private Network, czyli Wirtualnej Sieci Prywatnej. Stąd już o wiele łatwiej rozłożyć wszyskto na części pierwsze:

  • Wirtualna – nie istnieje w formie żadnego urządzenia
  • Sieć – użytkownik się do niej podłącza za pomocą komputera lub urządzenia mobilnego
  • Prywatna – tylko użytkownik o zadanych uprawnieniach ma do niej dostęp.

Główne zalety

Połączenie VPN pozwala na korzystanie z internetu na nieco innych warunkach niż konwencjonalne połączenie. Nie ulega zmianie to, że użytkownik nadal ma możliwość przeglądania stron www, ale kilka czynników ulega zmianie. Oto one:

  • Większa anonimowość w sieci – po internaucie, który korzysta z VPN nie pozostaje żaden ślad.
  • VPN pozwala na nadawania dowolnego adresu IP, dzięki czemu user może stać się internautą z Azji lub Ameryki Północnej za pomocą tylko kilku przycisków. Dodatkowym plusem jest to, że dzięki temu użytkownik nie bedzie podlegał no. cenzurze internetu w niektórych krajach. Wystarczy, że przy zalogowaniu się do swojego VPN ustawi sobie adres kraju nieobjętego “ograniczeniem”
  • Bezpieczeństwo – dzięki temu, że łączymy się z prywatną siecią za pomocą zaawansowanych szyfrowań, nikt inny nie ma wglądu do naszen aktywności. Dzięki temu, nasze dane (np. kart kredytowych, lub rachunków bankowych) pozostają nienaruszone.

Rozgłos

Popularność sieci VPN zawdzięczamy też głośnym aferom ataków hakerskich lub wycieku prywatnych danych, które uczulają użytkowników na coraz bardziej zaawansowane zagrożenia czyhające w sieci. Co za tym idzie, wraz ze świadomością zagrożeń rośnie również świadomość dostępnych narzędzi, aby przed tymi zagrożeniami się chronić.

Dodatkowe korzyści

Zwiększone bezpieczeństwo danych osobowych oraz prywatność w sieci to nie jedyne korzyści płynące dla userów VPNów. Wykorzystując możliwość nadawania sobie dowolnego adresu IP, a co za tym idzie, dowolnej lokalizacji, użytkownik może korzystać z tych stron i serwisów, które podlegają ograniczeniom wg położenia geograficznego.

Kojarzycie sytuacje, kiedy wchodząc na dany serwis dowiadujecie się, że “treść serwisu nie jest dostępna w Twoim regionie”? Dzięki łączeniu się z internetem za pomocą sieci VPN, każdy użytkownik będzie miał możliwość obejścia tychże ograniczeń.

Uczciwe Ceny

Dodatkowym plusem jest również korzystanie z serwisów bookingowych, lub rezerwacyjnych, które stosują tzw. ceny dynamiczne również podlegające geolokalizacji. W prostych słowach, użytkownicy z różnych krajów mogą dostać ten sam produkt po różnych cenach w tym samym sklepie lub serwisie.

W takim razie gorąco zachęcam do wypróbowania VPNu przy okazji planowania najbliższych wakacji 🙂

Podsumowanie

To tyle na dzisiaj, jak zauważyliście, VPN to nie tylko sposób na tańsze wakacje, hotele i loty, ale przede wszystkim jest to narzędzie, które powinno stać się standardem jeśli chodzi o dbanie o naszą prywatność i bezpieczeństwo w internecie.

Zmiany w prawie energetycznym. Jedno sprawozdanie zamiast czterech

Promowany przez Federację Przedsiębiorców Polskich oraz Rzecznika MSP „Głos przedsiębiorcy” ma już swoje sukcesy. Formularz na stronie www.biznes.gov.pl ma za zadanie umożliwić przedsiębiorcom zgłoszenie barier administracyjnych, przeszkadzających im w prowadzeniu firmy. Jedną z takich przeszkód, zgłoszonych przez właścicieli firm, był obowiązek sprawozdawczy w prawie energetycznym. Dotychczas firmy zajmujące się przewozem paliw musiały składać cztery oddzielne sprawozdania pisemne, o tej samej treści, do czterech różnych organów administracji publicznej. W dodatku wszystkie organy, czyli Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Energii, Urząd Regulacji Energetyki i Agencja Rezerw Materiałowych, wymagały uiszczenia opłaty skarbowej i złożenia odrębnego pełnomocnictwa. Ten proces okazał się nadmiernym obciążeniem dla przedsiębiorców.

– Za sprawą zgłoszenia tego problemu przez formularz na stronie www.biznes.gov.pl podjęto prace legislacyjne, które zostały już zakończone. Zmiana obowiązującego prawa została uchwalona przez Sejm i podpisana na początku sierpnia przez Prezydenta – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Dotychczasowy system został zastąpiony przekazywaniem tylko jednego sprawozdania. Przedsiębiorcy będą wysyłać je w formie elektronicznej wyłącznie do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, który później przekaże niezbędne informacje pozostałym organom administracji publicznej. Obowiązek sprawozdawczy zostanie więc spełniony, ale większa jego część zostanie przeniesiona na organy państwa. Rozwiązanie tego problemu, a także innych zgłaszanych przez formularz spowoduje, że przedsiębiorcy nie będą w sposób nieuzasadniony obciążani nadmiernymi obowiązkami administracyjnymi – zapowiada Kozłowski.

Nowelizacja art. 299e Ordynacji podatkowej. KAS przekaże do GUS dane statystyczne

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że dzięki uchwalonej 31 lipca br. o zmianie niektórych ustaw w celu ograniczenia obciążeń regulacyjnych, może zostać zmniejszony zakres sprawozdawczości statystycznej wymaganej wobec przedsiębiorców. Postulat ograniczenia obowiązków sprawozdawczych i informacyjnych nakładanych na firmy był zgłaszany w ramach serwisu Głos Przedsiębiorcy. Za pośrednictwem formularza online Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii każdy przedsiębiorca może zgłaszać swoje pomysły i inicjatywy ustawodawcze, które następnie są oceniane przez internautów oraz merytorycznie analizowane i przekazywane do prac legislacyjnych.

Wykonywanie obowiązków sprawozdawczych i informacyjnych angażuje zasoby przedsiębiorstw, które mogłyby zostać wykorzystane do prowadzenia ich podstawowej, produktywnej działalności. W związku z tym ich zakres nie powinien być szerszy, niż jest to niezbędne do sprawnej realizacji zadań organów administracji oraz statystyki publicznej.

Nowelizacja ustawy uzupełnia art. 299e Ordynacji podatkowej o § 2, zgodnie z którym Szef Krajowej Administracji Skarbowej udostępnia służbom statystyki publicznej dane niezawarte w aktach spraw podatkowych w zakresie wynikającym z programu badań statystycznych, jeżeli znajdują się w Centralnym Rejestrze Danych Podatkowych.

Niestety, często zdarza się, że wymaga się od przedsiębiorców informacji, które zostały już pozyskane i znajdują się w dyspozycji innych organów administracji publicznej. Naturalnym rozwiązaniem opisanego problemu jest umożliwienie wymiany informacji między tymi organami. Oznacza to, że dane finansowe podmiotów gospodarczych na potrzeby statystyki publicznej mogą być pozyskiwane od administracji podatkowej – zamiast bezpośrednio od tych podmiotów. Dlatego pozytywnie przyjmujemy uchwalenie ustawy z dnia 31 lipca 2019 r., której projekt został opracowany w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii. Takie rozwiązanie stanowi urzeczywistnienie zasady współdziałania organów, wprowadzonej w ramach Konstytucji Biznesu – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

FPP oczekuje, że stworzona przez ten przepis możliwość zostanie wykorzystana przez Główny Urząd Statystyczny do pozyskania danych niezbędnych do prowadzonych badań statystycznych bezpośrednio od organów administracji podatkowej, dzięki czemu ograniczony zostanie zakres sprawozdawczości statystycznej wymaganej wobec przedsiębiorców.

Już od ponad roku funkcjonuje aplikacja Głos Przedsiębiorcy – narzędzie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) na portalu biznes.gov.pl –  za pomocą której można zgłaszać propozycje uproszczeń przepisów w siedmiu kategoriach: rozwój działalności gospodarczej, prawa i obowiązki przedsiębiorcy, finansowanie, wprowadzanie innowacyjnych produktów i usług na rynek, handel zagraniczny, informacje dla przedsiębiorców oraz inwestowanie w Polsce. Wdrażanie zgłoszonych pomysłów w poszczególnych resotrach odbywa się we współpracy z Rzecznikiem MŚP.

Jakie wybrać meble do gastronomii?

Często restauracje największą uwagę przywiązują do urządzenia sali dla gości. Ta ma zachwycać, przyciągać spojrzenia, a także zachęcać innych do odwiedzin. Godzinami wybierają odpowiednie meble, dekoracje i akcesoria, które sprawią, że klienci będą z przyjemnością przesiadywać w swoim ulubionym miejscu, przy pysznym posiłku.

Przy okazji bardzo często zapominają o kuchni! A przecież kuchnia i zaplecze są także niezwykle istotne, dla wydawania potraw i dobrego funkcjonowania każdego lokalu. To tutaj powstają dania, które tak smakują gościom. Tym samym odpowiednie urządzenie kuchni i zaplecza jest zdecydowanie najważniejsze! Jak wybrać meble do kuchni, czyli serca każdej restauracji?

Meble do kuchni i zaplecza

Meble do kuchni i zaplecza powinny być wykonane z materiałów wysokiej jakości. Takich, których zachowanie w czystości jest naprawdę proste. Co więcej, meble te muszą być odporne na eksploatację i posłużyć naprawdę długo, w — nie ukrywajmy — trudnych warunkach. Warto wziąć pod uwagę, że tempo pracy w kuchni często jest naprawdę błyskawiczne. W takiej sytuacji liczy się każda sekunda, dlatego, im lepiej wyposażona kuchnia, tym sprawniejsze działanie, jak i łatwiejsze utrzymanie stanowisk pracy w czystości. Idealnie sprawdzają się do tego meble ze stali nierdzewnej.

Jakie meble są niezbędne do kuchni i zaplecza? Z pewnością stoły! Na nich przygotowuje się składowe wielu potraw, a także zajmuje przygotowaniem porcji dla gości do wydania. Tym samym takie stoły powinny być idealnie czyste i łatwe do utrzymania w tej czystości. Wtedy można mieć pewność, że przygotowywanie posiłków odbywa się w najlepszych do tego warunkach.

Kolejnym ważnym elementem wyposażenia są regały. Te pozwalaną na przechowywanie produktów spożywczych i przyborów kuchennych. Dobrze, gdy regały także są wykonane ze stali nierdzewnej, a także mają stabilną konstrukcję. Najlepszym wyborem są takie, które cechują się prostotą wykonania. Będą łatwiejsze i szybsze w czyszczeniu i regularnym utrzymaniu w czystości. Prócz klasycznych regałów popularne są także wiszące szafki, czy wózki półkowe na kółkach.

Warto zadbać o odpowiednie wyposażenie kuchni, jak i zaplecza restauracji. To niezwykle ważne dla zachowania czystości i usprawnienia pracy każdego z zatrudnionych pracowników. 

Warszawa w oczach inwestorów

Warszawa to metropolia o ogromnym potencjale inwestycyjnym, nawet trzykrotnie przewyższająca w tym zakresie inne duże polskie miasta. Tak wynika z 4. edycji opracowania „Raport o polskich metropoliach: Warszawa”, przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Oprócz tego stolica może pochwalić się najwyższymi wydatkami na kulturę i coraz bardziej ekologicznym transportem.

Warszawa jest dojrzałym rynkiem z ugruntowaną europejską renomą. To atrakcyjne i stabilne miejsce do inwestowania, z mocno rozwijającym się sektorem biurowym i mieszkaniowym. Powstające obecnie projekty z pewnością będą ikonami Warszawy. To dla nas ważne, że Warszawa oprócz wielkiego kapitału przyciąga też ciekawe i odważne projekty, które budują potencjał gospodarczy metropolii warszawskiej. – Michał Olszewski, Wiceprezydent m.st. Warszawy

Jak wynika z raportu przygotowanego przez PwC, Warszawa i warszawski obszar metropolitalny dysponują dziś silnie i równomiernie rozwiniętymi kapitałami rozwojowymi. Oceny rozwoju samego miasta oraz obszaru metropolitalnego są dość zbliżone – sukces miasta przekłada się w dużej mierze na sukces całej metropolii.

Bez wątpienia Warszawa przoduje niemal pod każdym względem w stosunku do wielkich miast Polski. Wartość wskaźnika Kapitału Atrakcyjności Inwestycyjnej potwierdza, że Warszawa jest największym i najatrakcyjniejszym centrum biznesowym Polski i jednym z wiodących w regionie. – Prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC

Spośród siedmiu analizowanych kapitałów, Warszawa zanotowała wzrost względem średniej w Kapitale Jakości Życia oraz Kapitale Kultury i Wizerunku. Miasto wyróżnia się w tych obszarach m.in. wysoką jakością edukacji (zarówno w szkołach średnich, jak też wyższych), wysokim poczuciem bezpieczeństwa wśród mieszkańców (co jest także efektem bardzo wysokich wydatków na bezpieczeństwo), wyższą niż w pozostałych miastach dostępnością lekarzy w prywatnej służbie zdrowia, a także korzystnym stanem środowiska naturalnego – choć wyzwaniem nadal pozostaje poprawa jakości powietrza. Eksperci podkreślają, że miasto jest atrakcyjnym miejscem do życia i równie atrakcyjną destynacją turystyczną.

Ambitni, kreatywni i dobrze wykształceni, to cechy jakimi można opisać mieszkańców Warszawy. To oni współtworzą swoimi codziennymi wyborami i aktywnościami dynamicznie rozwijającą się metropolię. Z nimi i dla nich zmieniamy Warszawę, dbając o równowagę między wielkomiejskością a lokalnością, tradycją a nowoczesnością, środowiskiem przyrodniczym i miejskim. Dlatego to właśnie perspektywa mieszkańców jest podstawą monitoringu rozwoju miasta. – dr Paulina Nowicka, Pełnomocnik Prezydenta m.st. Warszawy ds. strategii rozwoju miasta

Zdaniem ekspertów PwC na wyróżnienie zasługują też warszawskie projekty wspierające początkujących przedsiębiorców i start-upy. Do najważniejszych z nich należą Centrum Przedsiębiorczości Smolna, oferujące wsparcie na pierwszych etapach zakładania działalności, a także Centrum Kreatywności Targowa, wspierające start-upy z branż kreatywnych. Miasto oferuje również szeroki zakres bezpłatnych szkoleń, przykładem może być indywidualne doradztwo #Academy_Smolna.

Projekt od lat cieszy się dużym zainteresowaniem między innymi dlatego, że współpracujemy z profesjonalnym gronem doradców i mentorów posiadających długoletnie doświadczenie w swojej dziedzinie biznesu. Indywidualne, bezpłatne doradztwo skierowane jest do wszystkich zainteresowanych niezależnie od dojrzałości biznesowej. – Grzegorz Kaczorowski, dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego Urzędu m.st. Warszawy

Warszawa jest liderem wśród europejskich miast przyjaznych biznesowi. Potwierdzają to liczne rankingi. Według Barometru Gospodarczego (Badanie warunków prowadzenia działalności gospodarczej w m.st. Warszawie zrealizowane na zlecenie Urzędu m.st. Warszawy, 2018 r.) 73% przedsiębiorców z sektorów innowacyjnego i kreatywnego jest zadowolona z warunków do generowania i rozwoju innowacji. Dobrze oceniane są również perspektywy rozwoju w tej dziedzinie w ciągu najbliższych trzech lat – tak twierdzi 66% przedsiębiorców.

Z danych zebranych w raporcie PwC wynika, że Warszawa jest zdecydowanym liderem jeśli chodzi o Kapitał Źródeł Finansowania. Jako największe z badanych miast i stolica kraju może pochwalić się najwyższym poziomem PKB p.c. oraz największymi dochodami budżetowymi. Miasto uzyskuje również zdecydowanie najwyższe wśród 12 miast środki z UE, w szczególności na dofinansowanie inwestycji infrastrukturalnych.

W mijającej perspektywie finansowej UE Warszawa była wiodącym beneficjentem środków unijnych, podobnie jak w latach wcześniejszych. Oprócz znaczącej rozbudowy infrastruktury transportowej w mieście i metropolii, Warszawa umiejętnie wykorzystała środki na projekty prorozwojowe i społeczne. Myślę, że położenie nacisku w nowej perspektywie finansowej 2021-2027 na zrównoważony rozwój i innowacje tworzy przed Warszawą nowe możliwości dalszej promocji przedsiębiorczości, nowych technologii i zielonego rozwoju. – Agnieszka Gajewska, partner w PwC, lider zespołu ds. sektora publicznego i infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej

Autorzy raportu zwracają także uwagę, że Warszawa, jako lider w kategorii atrakcyjności inwestycyjnej, powinna w skali całego kraju pełnić rolę wzorcową jeśli chodzi o zintegrowaną strategię smart city. Jednym z istotnych elementów podejścia smart jest budowanie centrów kompetencyjnych odpowiedzialnych za wypracowanie zintegrowanego podejścia do cyfryzacji miasta, a także współpraca takich jednostek z interesariuszami miasta w ramach tzw. smart communities. W kontekście rosnącej ilości danych ważny jest również rozwój centralnych platform cyfrowych integrujących dane pomiędzy jednostkami miejskimi i departamentami.

Warszawa wykorzystuje atuty związane z potencjałem inwestycyjnym i atrakcyjnością turystyczną, jednocześnie podnosząc jakość życia mieszkańców. Oczywiście, nie brakuje tu wyzwań. Jednym z ważniejszych, charakterystycznych też dla innych metropolii, jest smog, a także uciążliwość ruchu drogowego. Realizowane przez miasto inwestycje w zakresie transportu niskoemisyjnego czy dofinansowanie wymiany pieców grzewczych mogą z pewnością przyczynić się do poprawy obecnej sytuacji. Innym ważnym zadaniem dla miasta jest długofalowe planowanie rozwoju i integrowanie różnych polityk miejskich np. zagospodarowania terenów inwestycyjnych (współpraca z inwestorami) z rozwojem transportu publicznego i infrastruktury społecznej.- Dionizy Smoleń, dyrektor w zespole ds. sektora publicznego w PwC

W 12 miastach objętych analizą PwC (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Poznań, Bydgoszcz, Szczecin, Lublin, Białystok, Rzeszów i Łódź) mieszka 6,7 mln osób, czyli 18% całej ludności kraju, wytwarzając 32% całkowitego PKB. Z kolei biorąc pod uwagę obszary metropolitalne ukształtowane wokół tych miast, mieszka w nich aż 16,1 mln osób, czyli 42% całej ludności, wytwarzając aż 55% całkowitego PKB Polski. Dodatkowo, jak podkreślają autorzy opracowania, w analizowanych obszarach metropolitalnych zlokalizowane jest 76% wszystkich polskich firm informatycznych i zdecydowana większość firm z obszaru innowacji i nowych technologii.

Warszawa jest silnym magnesem przyciągającym inwestycje lokalne i zagraniczne także dzięki pogłębionej współpracy miasta z biznesem i sektorem nauki w celu promocji nowej gospodarki bazującej na wiedzy. Dzięki tej współpracy udało się dotychczas zrealizować m.in.: partnerskie projekty edukacyjne, rozwijające kompetencje kluczowe wśród uczniów warszawskich szkół i uczelni, konferencje (dot. transferu wiedzy, innowacyjności) czy też miejski program stypendialny dla doktorantów.

Stolica stawia również na sieciowanie nauki z biznesem. Przejawia się to w promowaniu oferty wiodących jednostek naukowo-badawczych oraz włączaniu ich w dyskusję nt. potrzeb miasta.

W nowym roku wzrost wynagrodzeń utrzyma się na poziomie z 2019 r.

Pracownicy mają przewagę w negocjacjach płacowych z pracodawcami ze względu na bardzo niskie bezrobocie. Jest jednak jeden powód, który może wyhamować wzrost wynagrodzeń.

Wynagrodzenia rosną w rekordowym tempie przekraczającym 7 proc. Pomimo obaw na światowych rynkach, polska gospodarka trzyma się dobrze. Tempo wzrostu PKB osłabnie, ale przedsiębiorcom nadal brakować będzie pracowników, jeśli nie dojdzie do załamania gospodarczego.

– W 2020 r. tempo wzrostu wynagrodzeń będzie podobne, a mogą go ograniczyć Pracownicze Plany Kapitałowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Monika Fedorczuk, ekspert ds. rynku pracy Konfederacji Lewiatan. – Być może pracodawcy wliczą swoją składkę na PPK do planowanych kosztów wynagrodzeń.

To oznaczałoby, że pracodawcy swoją cześć składki na PPK potraktują jako podwyżkę dla pracowników.

The Dust z sukcesem uplasował emisję, pozyska 1,8 mln zł

W dniu 26.11.2019 r. The Dust zawarł umowy z trzema inwestorami na objęcie 225.000 akcji serii E. W emisji jedna akcja została wyceniona na 8,00 złotych. The Dust pozyska dofinansowanie na poziomie 1,8 miliona złotych.

Spółka ma ambitne plany, w związku z ogłoszoną niedawno strategią ma zamiar między innymi powiększyć zespół pracujący przy produkcji „I, the Inquisitor”, przypomnijmy, że budżet gry szacowany jest na niecałe 7 milionów złotych a drugie tyle pochłoną koszty marketingu. The Dust chce również powiększać zespoły pracujące przy planowanej serii gier symulacyjnych. Zapowiedź pierwszej z nich „Exterminator Simulator” można już zobaczyć na platformie Steam.

W najbliższych latach spółkę czeka kilka premier. The Dust zapowiedział, że do 2021 r. rozpocznie produkcję 15 symulatorów, a rok później (2022 r.) mają się zakończyć prace nad grą „I, the Inquisitor”.

– Jesteśmy zadowoleni, że w tak krótkim czasie udało nam się pozyskać kapitał w pełnej zaplanowanej kwocie, mimo obecnie trudnego i bardzo wymagającego rynku kapitałowego. Świadczy to o tym, że inwestorzy, którzy współpracują z nami przy realizowanych projektach, wierzą również w naszą długofalową strategię – podkreślił Jakub Wolff, Prezes Zarządu.

Proste, ale skuteczne „triki” oszustów w Black Friday

Wiele świątecznych ofert wyglądających na wyjątkową okazję, to próba wyłudzenia danych, które przestępcy wykorzystają do opróżnienia naszego konta.

Groźne są sytuacje, gdy skorzystamy z internetowej oferty wystawionej przez przestępców. Wtedy może nam się wydawać, że kupujemy coś za kilka złotych, a stracimy wszystkie pieniądze jakie mamy na koncie w banku.

Przestępcy wystawiają oferty sprzedaży różnych towarów w bardzo atrakcyjnych cenach (np. smartfon za 1 zł). W rzeczywistości nie zamierzają jednak niczego nam wysyłać.

– W trakcie zakupu chcą przekierować nas na fałszywą stronę internetową, przypominającą popularne serwisy służące do płacenia (np. Przelewy24) lub stronę, która wygląda dokładnie jak ta, należącą do naszego banku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław Sadowski z Expandera. – W ten sposób oszuści poznają nasz login i hasło do bankowości. Wtedy do kradzieży będą potrzebować jeszcze tylko hasła smsowego. To jednak też im podamy, bo będzie nam się wydawało, że zatwierdzamy przelew na 1 zł.

Żeby uniknąć tego rodzaju zagrożenia warto uważać na podejrzanie tanie oferty i sklepy internetowe, które funkcjonują od niedawna. To jednak nie zawsze pomoże, ponieważ przestępcy tworzą sklepy podobne do tych znanych i funkcjonujących od dawna. Dlatego należy też zawsze dokładnie czytać treść smsów od banku, w których podane są hasła jednorazowe.

Gdy będziemy zatwierdzać przelew na 1 zł, a w treści smsa będzie napisane np. że tworzymy zaufanego odbiorcę przelewów, to zorientujemy się, że coś jest nie tak. Warto też płacić za zakupy internetowe kartą, gdyż w takim przypadku bank może cofnąć płatność.

– Niestety ktoś może nas okraś nawet jeśli zakupy zrobimy u uczciwego sprzedawcy. Przestępcy wysyłają bowiem smsy lub maile podszywając się pod firmy kurierskie i pocztowe – wyjaśnia ekspert Expandera. – W wiadomości domagają się dopłaty niewielkiej kwoty ze względu na wzrost kosztów przesyłki. Taka wiadomość zawiera zwykle link do płatności, który prowadzi do fałszywej strony internetowej.

Dalej schemat wygląda analogicznie jak w poprzednim przypadku. Wydaje nam się, że robimy przelew np. na 1 zł, a w rzeczywistości dajemy przestępcom możliwość wypłacenie wszystkich pieniędzy z konta.

Aby uniknąć oszustwa warto korzystać ze sprawdzonych sklepów internatowych. Jeśli decydujemy się kupić coś w takim, z którego jeszcze nie korzystaliśmy, to powinniśmy zawsze poszukać w internecie negatywnych opinii o nim. Należy też za każdym razem czytać całą treść smsa z hasłem jednorazowym, który wysyła nam bank. Płatności najlepiej dokonać kartą, gdyż w razie problemów możemy domagać się od banku cofnięcia transakcji. Nie jest to natomiast możliwe jeśli zapłaciliśmy przelewem, BLIK-iem czy przy odbiorze.

Złoty słabnie przed świętem w USA

Dzisiaj ostatni pełnoprawny dzień na rynkach. Jutrzejsze Święto Dziękczynienia powinno doprowadzić bowiem do zmniejszenia aktywności inwestorów. Przeważnie tak kończył się brak Amerykanów na rynkach.

Bezrobocie wciąż spada

Według danych na podstawie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych bez pracy w Polsce pozostaje zaledwie 5% obywateli. Jest to najlepszy wynik od czasów transformacji ustrojowej. Druga metoda liczenia bezrobocia, czyli mierzenie liczby osób aktywnie poszukujących pracy daje nam zaledwie 3,1% i jest to bardzo dobry wynik, aczkolwiek nie jest to czołówka europejska. Nie zmienia to jednak faktu, że przy tym poziomie zatrudnienia jesteśmy blisko czegoś co w ekonomii określane jest równowagą na rynku pracy.

Złoty znów słabnie

Po ponad tygodniu prób, euro w końcu udało się przekroczyć granicę 4,30 zł. Jest to bariera psychologiczna, aczkolwiek może niepokoić szczególnie kredytobiorców walutowych. Warto zwrócić uwagę, że ze względu na silne związki złotego z euro w górę szły również inne waluty. Frank przekroczył 3,92 zł. Funt kosztuje już 5,04 zł, a dolar z kolei 3,91 zł. Wszystkie te waluty oprócz funta są jednak jeszcze przed połową drogi od październikowych minimum to maksimów z końca września, nie można zatem mówić o jakiejś nadmiernej słabości złotego.

Kolejny głos w sprawie stóp procentowych

W Radzie Polityki Pieniężnej delikatnie mówiąc nie ma jednomyślności. Kamil Zubelewicz przedstawił właśnie poglądy będące niemal dokładną odwrotnością pomysłów Eryka Łona. Zwrócił on uwagę na pojawiającą się potencjalną bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości. Gwałtowny wzrost cen jest wspomagany bowiem relatywnie tanim kredytem oraz przeświadczeniem, że w obliczu niskich stóp procentowych są znacznie lepszą lokatą kapitału niż tradycyjne lokaty bankowe. Wątpliwym jest jednak, by w obecnej sytuacji w RPP znalazła się większość do podwyżki stóp.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – raport na temat wydatków Amerykanów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Rynek ubezpieczeń 2019 – trendy i wyzwania

Biorąc pod lupę 2019 rok można śmiało stwierdzić, że branża ubezpieczeniowa ma się dobrze. W pierwszym półroczu 2019 r. ubezpieczyciele oferujący polisy osobowe i majątkowe, tak jak przed rokiem, odnotowali wzrost przychodów mierzonych przede wszystkim składką przypisaną brutto. Wg raportu Komisji Nadzoru Finansowego wzrosła ona o 2,71% w stosunku do pierwszego półrocza 2018 r. Zmianie uległa ponadto świadomość ludzi co do wyboru ubezpieczyciela, nie wystarczy już telefon do agenta z pytaniem o stawkę ubezpieczenia, kierowcy decydują się wziąć sprawy w swoje ręce i sami sprawdzają oferty ubezpieczeń dla swojego pojazdu. Coraz częściej dokonują też zakupu polisy przez internet (wzrost o 32% tylko od lipca do września 2019). Dlaczego? Z prostego powodu – jest taniej.

OC kierowców na szczycie stawki

Największy udział w przychodach mają ubezpieczenia komunikacyjne, czyli obowiązkowe OC i dobrowolne AC. Przez pierwsze pół roku ich udział w składce przypisanej brutto całego działu II wynosił nieco ponad 60%. Jest to stała tendencja widoczna od lat, którą uzasadniają przepisy – każdy posiadacz samochodu jest zobligowany do wykupienia polisy OC. Ubezpieczyciele odnotowali wzrost spowodowany podwyżką składek, jednak trend ten ma się ku końcowi.

Liczba wykupionych polis OC jest znacznie większa niż AC, ponieważ wielu kierowców wciąż nie zamierza płacić za nieobowiązkowe ubezpieczenie. Tymczasem po polskich drogach jeździ coraz więcej samochodów. Wg danych CEPiK tylko do końca września 2019 r. zarejestrowano  prawie półtora miliona pojazdów. Z kolei z raportu Komendy Głównej Policji wynika, że w 2018 r. doszło do ponad 436 tys. kolizji i ponad 31 tys. wypadków, w których śmierć poniosły 2862 osoby. Za zdecydowaną większość wypadków odpowiadają kierowcy. Na szczęście liczby te z roku na rok nieznacznie, ale systematycznie maleją.

Pomimo dysproporcji między OC i AC z danych KNF wynika, że w stosunku do pierwszego półrocza 2018 r. ubezpieczyciele odnotowali wzrost przychodów z tytułu autocasco o 4,54%. Eksperci dostrzegają też inną tendencję. – Kierowcy, jeśli już wykupują dodatkową polisę, coraz częściej decydują się na szerszy zakres ochrony. Chcą ubezpieczyć samochody nie tylko od wypadków na drodze, ale też od takich zdarzeń, jak np. gradobicie – mówi Andrzej Popielski, prezes porówneo.pl.

Więcej odszkodowań z OC, AC i żywiołów

Polska Izba Ubezpieczeń donosi, że w pierwszym półroczu 2019 r. wypłacono ubezpieczonym ponad 20 mld zł. Z tej kwoty 10,77 mld zł to odszkodowania osobowe i majątkowe, których wartość wzrosła o 8,7% w stosunku do poprzedniego roku. Polacy najwięcej pieniędzy otrzymali w ramach ubezpieczeń komunikacyjnych (7,5 mld zł). Wartość rekompensat z OC i AC znacząco wzrosła w odniesieniu do czerwca 2018 r., z kolei największy spadek dotyczy wartości odszkodowań pozostałych szkód rzeczowych.

Ubezpieczyciele wypłacili więcej odszkodowań z związku z niszczycielską siłą natury – aż o 20% więcej niż przed rokiem. Polisy majątkowe zabezpieczające mieszkania i domy przed skutkami żywiołów, a także ubezpieczenia pozostałych szkód rzeczowych (wywołanych m.in. przez grad i mróz) przyniosły po OC i AC najwięcej przychodów ze składki. Polacy wydali na to 1,8 mld zł, czyli o 5% więcej niż w tym czasie w roku ubiegłym. Dla porównania, w całym 2018 r. kwota ta opiewała na 3,3 mld zł. Więcej pieniędzy wydanych na składki niekoniecznie oznacza, że wzrosła liczba ubezpieczonych. PIU szacuje, że taką ochroną jest objętych ok. 60% mieszkań i domów.

Zmiany klimatu wpływają na ubezpieczenia

Na liczbę ubezpieczonych w najbliższym czasie będą miały wpływ anomalie pogodowe. Z raportu „Klimat ryzyka” opracowanego przez Deloitte na zlecenie PIU wynika, że zagrożenie katastrofami naturalnymi jest realne i wymaga nie tylko gruntownej oferty ubezpieczeniowej, ale i zmian systemowych. Katastrofy naturalne będą się pojawiać coraz częściej i coraz intensywniej. Z kolei rozwój gospodarczy zwiększa ogólną wartość majątku narażonego na szkody. Sytuacja ta wręcz wymusza ubezpieczanie nie tylko nieruchomości, ale też np. upraw rolnych, by w wyniku kataklizmu straty były do udźwignięcia zarówno dla poszkodowanych, jak i dla gospodarki.

W skali świata większość strat wciąż jest nieubezpieczona. Obecnie w Polsce majątek, który wymaga ochrony przed pożarami, powodziami czy gwałtownym wiatrem, jest wart o 2,2 bln zł więcej niż w 1995 r. Tymczasem badanie przeprowadzone w lipcu 2019 na zlecenie PIU wykazało, że aż 80% mieszkańców terenów szczególnie narażonych na wystąpienie katastrof naturalnych uważa, że nic takiego im nie grozi. Choć ponad połowa zgodziła się, że zmiany klimatu powodują coraz więcej szkód, aż jedna trzecia z nich uznała ubezpieczenia za zbędne.

Nowe technologie, nowe trendy

Od kilku lat wyzwaniem dla branży jest rosnąca mobilność Polaków. Wg opracowanego przez Gemius raportu „E-commerce w Polsce 2019” aż 62% ankietowanych robi zakupy online. Konsumenci coraz więcej spraw załatwiają przez Internet czy za pomocą aplikacji. Nie inaczej jest z wyborem polis. Porównując dane z początku i końca trzeciego kwartału tego roku widzimy, że liczba sprzedanych polis online wzrosła o 32% (dane porówneo.pl). – „Bacznie przyglądamy się liczbom i zauważamy trend wzrostowy zarówno pod kątem liczby polis, jak i przypisu składki. Dodatkowo co piąty klient kwotujący polisę online zamyka proces i dokonuje zakupuUważam, że to wyraźny sygnał z rynku, którego nie można zignorować. Możemy śmiało powiedzieć, że wyraźna zmiana na rynku dystrybucji dzieje na naszych oczach”. – podsumowuje Kamila Kamińska, dyrektor operacyjna porówneo.pl. – Zakup polisy online jest zdecydowanie wygodniejszy dla klienta. Jeśli dodatkowo jest poprzedzony rzetelnym porównaniem ofert ubezpieczycieli, to jest to kolejna wartość dodana dla klienta, która składnia go do zakupu polisy przez Internet.”

Wyzwaniem dla firm ubezpieczeniowych są UTO, czyli urządzenia transportu osobistego. Chodzi m.in. o elektryczne hulajnogi, segwaye czy hoverboardy. Z raportu PIU „Nowa miejska mobilność” opracowanego w 2019 r. wynika, że coraz większą popularnością cieszą się platformy współdzielenia, np. hulajnóg elektrycznych. W Polsce, w odróżnieniu od m.in. Holandii czy Wielkiej Brytanii, wciąż brakuje stosownych przepisów, a firmy przerzucają odpowiedzialność za jakiekolwiek szkody na korzystających. Rosnąca liczba użytkowników idzie w parze z coraz większym ryzykiem wypadków i zaistnienia szkód. Taka sytuacja jest szansą dla ubezpieczycieli. Czas pokaże, czy na ubogacenie oferty ubezpieczeniowej wpłyną uregulowania prawne (np. obowiązkowe OC), czy wymogi rynku.

Jeśli chodzi o przewidywania na kolejne miesiące, eksperci są ostrożni, ale świadomi kierunków rozwoju. „Nadchodzący rok skłoni ubezpieczycieli do podążania ścieżką wytyczoną przez nowe technologie, a Polaków – do zwracania większej uwagi na zagrożenia ze strony kapryśnej pogody.” – podsumowuje Andrzej Popielski prezes porówneo.pl.

Świąteczna gorączka zakupów pociąga za sobą falę zwrotów i reklamacji

W Black Friday Polacy wydają w e-sklepach o blisko 176% więcej, niż miesiąc wcześniej, wynika z danych Krajowej Izby Rozliczeniowej[1]. Część z kupionych pod wpływem zakupowej gorączki nabytków okaże się jednak nietrafiona lub w natłoku zamówień przyjdzie do nas uszkodzona. Wśród niezadowolonych klientów wciąż spora grupa będzie miała problem z dokonaniem zwrotu lub reklamacji, wskazują eksperci DAS Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej.

W ciągu ostatniego roku, wg danych Google Trends, szczyt zapytań w wyszukiwarce o reklamacje przypadał na 2-8 grudnia, czyli tuż po najgorętszym dniu zakupów – Black Friday. Informacji na temat zwrotu towarów szukamy najczęściej z kolei tuż przed Świętami, 16-22 grudnia. Mimo wielu pozytywnych zmian w kwestii podejścia e-sklepów do procesu reklamacji i zwrotów, Polacy wciąż nie mają dostatecznej wiedzy w tym zakresie i muszą posiłkować się podpowiedziami w internecie. Jednak aby znaleźć właściwe informacje trzeba też wiedzieć z jakiego prawa powinniśmy w danym przypadku skorzystać – zwrotu, reklamacji czy może gwarancji? Ich rozróżnienie i zrozumienie może nie być dla przeciętnego konsumenta takie oczywiste. Jak wykazują badania DAS, wśród osób, które w ciągu ostatnich 5 lat miały problem prawny, 22% napotkało go właśnie w przypadku zakupu rzeczy czy usług.[2]

Jasne zasady zakupów w ciemno

Jedną z podstawowych trudności konsumentów stanowi rozróżnienie kluczowych pojęć związanych z prawami, jakie im przysługują. Przede wszystkim nie należy mylić reklamacji i zwrotu. Mimo iż ich skutek może być podobny – odesłanie towaru i zwrot pieniędzy, to odmienne są podstawy prawne i zasady, którym oba procesy się rządzą.

Kupując rzeczy przez internet, nie zawsze jesteśmy w stanie określić cechy danego produktu. Dlatego też prawo przychodzi konsumentom z pomocą. Zgodnie z art. 27 ustawy o prawach konsumenta w przypadku zakupu dokonanego w sklepie online klientowi przysługuje 14-dniowy termin na odstąpienie od umowy bez podawania przyczyny, czyli faktyczne prawo do zwrotu zakupionej rzeczy. Warto pamiętać przy tym, że okres ten rozpoczyna się w momencie otrzymania towaru, czyli np. odebrania paczki od kuriera.

Formularz odstąpienia należy wypełnić i odesłać wraz z towarem. Co ważne, produkt ten nie powinien nosić śladów użytkowania. Jeśli odeślemy towar, który widać, że użyliśmy (np. brudząc go), to sprzedawca może nam potrącić część sumy ze zwrotu, gdyż stan towaru pogorszył się i spadła jego wartość.

Dodatkowo warto pamiętać, że prawo do odstąpienia ma pewne wyjątki przewidziane w art. 38 ustawy o prawach konsumenta. Konsument nie będzie mógł odstąpić od umowy np. jeżeli zakupił towar, który został wyprodukowany według jego specyfikacji np. meble na wymiar, biżuteria z grawerem.

Reklamacja nie zależy od widzimisię konsumenta

Innym niż odstąpienie uprawnieniem konsumenta jest reklamacja. – Konsument może zareklamować towar, który ma wadę. Takie prawo nie przysługuje mu w przypadku, gdy chęć zwrotu towaru wynika z innych przesłanek – np. okazało się, że dana rzecz nie jest mu jednak potrzebna – wskazuje Marta Kotowska, ekspert DAS.

Podstawą reklamacji będą wady fizyczne i prawne zakupionej rzeczy. Pierwsze obejmują m.in.: brak właściwości, którą rzecz tego rodzaju powinna mieć ze względu na cel oznaczony w umowie albo wynikający z okoliczności lub przeznaczenia rzeczy (np. w bucie odpada flek) oraz wydanie niekompletnego produktu (np. telewizora bez pilota). Wadą prawną będzie np. fakt, że zakupiony towar jest własnością kogoś innego (np. został uzyskany w wyniku kradzieży).

Reklamacja wynika z odpowiedzialności sprzedawcy za wady fizyczne i prawne towaru (artykuł 556 kodeksu cywilnego). Wystąpienie wady jest więc równoznaczne z tym, że sprzedawca nienależycie wykonał swoje zobowiązanie, co daje kupującemu podstawy do ubiegania się o rekompensatę w kilku różnych formach. Konsument może poprosić sprzedawcę o: naprawę rzeczy, wymianę towaru na nowy, obniżenie ceny towaru, a w przypadku bardzo istotnej wady kupujący ma możliwość odstąpienia od umowy i zażądania zwrotu pieniędzy. Konsument ma dowolność przy wyborze żądania kierowanego do sprzedawcy, jednak sprzedawca może go zakwestionować i zaproponować alternatywne rozwiązanie.

Reklamować można produkt zarówno nowy, jak i już używany. Jednak nie może on posiadać wady, o której wiedzieliśmy w chwili nabywania towaru. Jeśli w ofercie produktu znalazła się informacja np. o jego niekompletności bądź uszkodzeniu, to dokonując zakupu akceptujemy taki stan.

Prawo do reklamacji również ograniczone jest czasowo, zaznaczają eksperci DAS. Po zakupie nowej rzeczy, sprzedawca odpowiedzialny jest za jej wady przez 2 lata (licząc od dnia zakupu). Jeśli nabyto używany produkt, sprzedawca ma prawo skrócić czas odpowiedzialności do 1 roku. Sprzedawca traci jednak uprawnienie do skrócenia tego okresu, jeżeli nie poinformował kupującego o tym przed zakupem.

Wadliwy produkt możemy zareklamować w formie pisemnej bądź ustnej. Warto jednak zrobić to na piśmie, tak aby sprzedawca został dokładnie poinformowany jakie jest nasze żądanie. Nie zapomnijmy przy tym dołączyć potwierdzenia zakupu reklamowanego towaru. Reklamację można złożyć osobiście u sprzedawcy lub wysłać pocztą, a w obu przypadkach istotne jest potwierdzenie, że odebrał on pismo z reklamacją – np. w formie podpisu sprzedawcy opatrzonego datą lub pocztowego potwierdzenia odbioru – wskazuje Marta Kotowska z DAS i dodaje, że sprzedawca powinien odpowiedzieć w ciągu 14 dni kalendarzowych, a jeśli w tym czasie nie zajął stanowiska, należy przyjąć, że uznał reklamację za uzasadnioną. Inaczej jest w przypadku oświadczenia o odstąpieniu od umowy w ramach procedury reklamacyjnej – wówczas nie ma określonego terminu na reakcję sprzedawcy. – Prawo nie określa konkretnej daty, jednak musi to nastąpić w rozsądnym czasie. Należy również pamiętać, że sprzedawca może zakwestionować wskazany przez nas sposób naprawienia wady i przedstawić inny – zaznacza ekspertka DAS.

Gwarancja a reklamacja

Mówiąc o prawach konsumenta trzeba też wspomnieć o tym czym jest gwarancja i co odróżnia ją od prawa do reklamacji wynikającego z rękojmi (odpowiedzialności sprzedającego), ponieważ wielu kupujących błędnie utożsamia te dwa uprawnienia. Gwarancja to dobrowolne zobowiązanie gwaranta (często jest nim producent, ewentualnie dystrybutor bądź importer, a rzadko sprzedawca) do np. naprawy rzeczy w chwili, gdy wystąpią w niej wady. A rękojmia to narzucona ustawowo odpowiedzialność za wady fizyczne i prawne produktu, która obowiązuje niezależnie od gwarancji ustanowionej przez producenta.

Od klienta zależy, z którego rodzaju uprawnienia zdecyduje się skorzystać w przypadku wystąpienia wady. – Jeśli skorzystaliśmy z uprawnień z tytułu gwarancji, a pojawią się kolejne wady produktu, możemy skorzystać z prawa do reklamacji, o ile oczywiście nie upłynął termin do ich zgłoszenia  – dodaje Marta Kotowska z DAS.

Pomoc prawna dla konsumenta

Jak widać przepisy dotyczące praw konsumenta są dość rozbudowane. Niewielu kupujących zna na pamięć wszystkie ich aspekty, wyłączenia i obostrzenia. Dlatego wciąż tak wiele osób ma problemy z odstąpieniem od umowy, reklamacją czy wyegzekwowaniem naprawy w ramach gwarancji. Z pomocą mogą przyjść instytucje publiczne, w tym przede wszystkim UOKiK. W urzędzie tym nie zawsze będziemy jednak w stanie uzyskać wsparcie wystarczająco szybko, instytucja nie pokryje też za nas żadnych kosztów w przypadku skierowania sprawy do sądu.

Inną opcją na zabezpieczenie się na wypadek problemów prawnych, nie tylko w kwestii zakupów internetowych, jest ubezpieczenie prawne. W jego ramach mamy zapewnioną pomoc adwokata, w tym dostęp do szybkich telefonicznych porad prawnych. Dzięki polisie specjalista przeanalizuje nasz przypadek, wskaże podstawę prawną i doradzi, jakie kroki podjąć oraz pomoże również w przygotowaniu odpowiedniego pisma do sprzedawcy. Takie wsparcie pomaga eliminować wiele potencjalnych kłopotów prawnych już na początkowym etapie. Dzięki prawnikowi u naszego boku możemy też skuteczniej egzekwować swoje prawa, nawet w tak drobnych sprawach jak reklamacja butów czy uzyskanie naprawy TV w ramach gwarancji. Sprzedawcy zupełnie inaczej patrzą na profesjonalnie przygotowane dokumenty i z pewnością dwa razy zastanowią się przed próbą odrzucenia tak przygotowanego wniosku.

[1] Krajowa Izba Rozliczeniowa, „Black Friday winduje obroty w e-commerce, także w Polsce”, https://www.kir.pl/kontakt/biuro-prasowe/komunikaty-prasowe/kp2018/black-friday-winduje-obroty-w-e-commerce-takze-w-polsce,34.html.

[2] DAS Towarzystwo Ubezpieczeń Ochrony Prawnej, Raport z badania „Problemy prawne Polaków”, https://das.pl/wp-content/uploads/2018/07/Raport-Problemy-prawne-Polak%C3%B3w-2018.pdf.

Państwa UE wyjaśnią między sobą spory prowadzące do podwójnego opodatkowania

Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania w wielu przypadkach okazują się niewiele znaczące, zwłaszcza jeżeli między państwami dochodzi do sporu o to, które z nich powinno opodatkować dany dochód i jak ustalić jego wysokość. Mechanizmy pozwalające na rozwiązywanie takich sposób w praktyce mają niewielkie znaczenie, a tym samym brak porozumienia między państwami dotyka jedynie podatników. Problem ten dostrzegła w ostatnim czasie Unia Europejska, przyjmując dyrektywę zobowiązującą państwa członkowskie do przyjęcia przepisów zmuszających państwa do rozstrzygania takich sporów miedzy sobą. I o ile nowe regulacje wydają się krokiem w dobrym kierunku, o tyle już wątpliwa może okazać się ich rzeczywista użyteczność.

Na czym polega problem?

Problemy związane z unikaniem opodatkowania przybrały charakter globalny. Obecnie nie jest możliwe zapewnienie tzw. szczelności systemu podatkowego, ograniczając działania do jednego państwa i nie podejmując międzynarodowej współpracy w tym zakresie. Z drugiej strony pojawiają się problemy dużo istotniejsze dla podatników – potencjalne ryzyko podwójnego opodatkowania. Systemy podatkowe wielu państw w zakresie podatków dochodowych stają się, dzięki działalności organizacji międzynarodowych, w tym głównie OECD, coraz bardziej zbliżone. Nie wyłącza to jednak ryzyka, że dany dochód będzie jednocześnie opodatkowany w dwóch państwach.

Obu tym problemom przeciwdziałać ma szereg mechanizmów prawnych działających na poziomie międzynarodowym. Z roku na roku jest ich coraz więcej. Są to m.in.: zasady wymiany informacji podatkowych między państwami, wielostronna konwencja podatkowa, kolejne wytyczne przyjmowane głównie przez OECD. Mechanizmy te stopniowo obejmują coraz więcej państw. Wciąż kluczowe znaczenie w tym systemie zajmuje jednak system działający od dziesięcioleci – dwustronne umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania między państwami. Nie są one jednak mechanizmem idealnym. Wciąż bowiem podatnicy wielokrotnie spotykają się z problemem konieczności uregulowania podatku od tego samego dochodu w dwóch lub więcej państwach, a organy skarbowe państw często nie są zgodne co do tego, gdzie faktycznie powstaje obowiązek podatkowy i w jakiej wysokości należy określić wysokość dochodu podlegającego opodatkowaniu. Tym sposobem spory dotyczące w istocie państw, które łączy dana umowa, powodują negatywne konsekwencje u podatników.

Częściowym rozwiązaniem tego problemu ma być ujednolicenie zasad rozwiązywania sporów dotyczących podwójnego opodatkowania w Unii Europejskiej.

Nowe regulacje w całej UE

Organy unijne Dyrektywą Rady 2017/1852 w sprawie zasad rozwiązywania sporów dotyczących podwójnego opodatkowania dochodów w Unii zobowiązały państwa członkowskie do przyjęcia stosownych regulacji, które zmuszą państwa członkowskie do współpracy, chroniąc przy tym podatników przed dwukrotnym opodatkowaniem tego samego dochodu w Unii Europejskiej. Polski ustawodawca wymagane przez prawo unijne regulacje wprowadził ustawą z dnia 16 października 2019 r., która weszła w życie 14 dni po jej uchwaleniu. Podobne przepisy już obowiązują lub w najbliższym czasie zaczną obowiązywać także w pozostałych państwach członkowskich.

Kiedy dochodzi do sporu?

Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania regulują zasady, gdzie dany dochód powinien zostać opodatkowany albo na jakich zasadach powinny nastąpić odliczenia wynikające z konieczności opodatkowania danego dochodu w dwóch państwach. Nie oznacza to jednak, że np. postępowanie podatkowe w jednym państwie nie sprawi, że organ podatkowy zakwestionuje rozliczenia podatnika, określając w innej wysokości jego dochód. Wówczas dochodzi do absurdalnej sytuacji, w której jeden dochód w dwóch państwach określany jest w różnej wysokości. Kwestia ta powinna zostać wyjaśniona na poziomie międzynarodowym. W praktyce jednak okazuje się, że jeden dochód zostaje (przynajmniej w części) opodatkowany w dwóch państwach. Współdziałanie organów podatkowych państw często okazuje się bowiem całkowicie iluzoryczne.

Działanie mechanizmu

Zgodnie z polskimi regulacjami, które w podobnym kształcie obowiązują lub wkrótce zaczną obowiązywać we wszystkich państwach UE, podatnik, którego dotyczy spór między państwami i prowadzi do niekorzystnej dla niego sytuacji, będzie mógł zgłosić do Ministra Finansów wniosek o rozstrzygnięcie sprawy. Ten będzie miał 6 miesięcy na samodzielne załatwienie sprawy lub, jeśli to w tym czasie się nie uda, osiągnięcie porozumienia z drugim państwem, którego spór dotyczy. Przede wszystkim przepisy przewidują jednak postępowanie w sytuacji, gdy także ta procedura nie pomoże – jeżeli w ciągu dwóch lat od rozpoczęcia sporu nie uda się osiągnąć porozumienia, podatnik będzie uprawniony do złożenia wniosku o powołanie specjalnej komisji działającej na zasadzie arbitrażu, która rozstrzygnie spór między państwami. Komisja ta będzie miała kolejne pół roku na rozstrzygnięcie sporu. Rozstrzygnięcie będzie wiążące dla państw, co oznacza, że podatnik otrzyma realną ochronę i prawo do faktycznego rozstrzygnięcia sporu, w wielu przypadkach unikając dzięki temu bezzasadnego podwójnego opodatkowania.

Nowe przepisy a rzeczywista ochrona podatnika

Zmiany bez wątpienia otworzą przed podatnikami nowe możliwości pozytywnego zakończenia ich spraw w sytuacji, gdy problemem stają się nieustalone rozstrzygnięcia dokonane w różnych państwach. Trudno jednak nie zauważyć, że faktyczne znaczenie regulacji może okazać się niewielkie. W pierwszej kolejności zwraca uwagę na czas trwania postępowania. Rozstrzygnięcia polegające na rozwiązaniu sporów między państwami będą zajmowały często kilka lat. Dodatkowo olbrzymim ograniczeniem jest zasięg geograficzny – nowe regulacje będą wiązały jedynie państwa członkowskie UE.

Nie oznacza to jednak, że nowa procedura w żadnym przypadku nie może osiągnąć pozytywnego skutku – często będzie to jedyny sposób na odzyskanie istotnych środków wynikających z konieczności zapłaty niesłusznie określonego podatku. Podatnicy muszą jednak w każdym przypadku ocenić, czy wchodzenie w spór faktycznie może przynieść im pozytywne rozstrzygnięcia i realne korzyści. Dodatkowo, prowadząc postępowanie powinni pamiętać, że to na nich będzie ciążył obowiązek wykazania, że doszło do podwójnego opodatkowania. Wszystko to sprawia, że prowadzenie postępowania bez profesjonalnego wsparcia może okazać się niezwykle trudne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Efektywna gospodarka odpadami w walce ze zmianami klimatu

25 minut – tyle średnio trwa użytkowanie jednorazowej torby foliowej. Badania pokazują, że nawet co minutę w oceanach lądują odpady plastikowe wielkości ciężarówki. Produkujemy śmieci na ogromną skalę: spożywcze i ogrodowe, budowlane i rozbiórkowe, górnicze i przemysłowe… lista jest długa. Czas zrozumieć, że odpady mają nie tylko negatywny wpływ na środowisko, a co za tym idzie na zmiany klimatu, ale doprowadzają również do strat gospodarczych. Jednakże powinniśmy je postrzegać nie tylko jako problem, ale również jako zasób do wykorzystania, którym musimy o wiele lepiej gospodarować.

Ilość plastiku, która nas otacza, stale rośnie. Co ciekawe, twórca popularnych „reklamówek”, Sten Gustaf Thulin wierzył, że jego wynalazek pozwoli chronić środowisko, stanowiąc alternatywę dla papierowych toreb, których produkcja przyczynia się do wyrębu drzew. Niestety, aż 40% produkowanych foliówek używanych jest tylko raz. To jednak zaledwie wierzchołek tworzonej przez nas góry śmieci, która negatywnie wpływa nie tylko na nasze życie, ale również na całe ekosystemy i życie przyszłych pokoleń.

Odpady są nie tylko niebezpieczne dla środowiska, ale powodują również ogromne straty gospodarcze. Niewykorzystywanie „pozostałości” oznacza marnowanie pracy i innych nakładów, takich jak grunty czy energia, potrzebnych do wydobycia surowców, produkcji, dystrybucji i konsumpcji.

To, czy odpady nadal będą stanowić wyzwanie dla społeczeństwa, zależy nie tylko od tego, ile będziemy ich produkować, ale przede wszystkim od tego, w jaki sposób będziemy nimi gospodarować – uważa dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor IOŚ-PIB.

Oszczędność na poziomie 95% ? To możliwe!

W celu zapanowania nad gospodarką odpadami, 24 stycznia 2018 r. został uruchomiony przez Ministerstwo Środowiska elektroniczny rejestr o nazwie „Baza danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami” (BDO). Umożliwia on kompleksowe gromadzenie i zarządzanie informacjami dotyczącymi gospodarki odpadami, a także zapewnia podmiotom w pełni elektroniczną realizację obowiązków rejestrowych, ewidencyjnych i sprawozdawczych. Co niezwykle istotne, rejestr stale się rozwija.

– 1 stycznia 2020 r. uruchomione zostaną dwa nowe komponenty – moduł ewidencji i moduł sprawozdawczości. Dzięki BDO będziemy mieli pełną wiedzę na temat gospodarki i przepływu masy odpadów. Analiza i ocena tych danych umożliwi diagnozę stanu gospodarki odpadami w skali kraju i przyczyni się do efektywniejszej walki z nieprawidłowościami występującymi w tym sektorze – dodaje dr inż. Krystian Szczepański, Dyrektor IOŚ-PIB.

Szczelna gospodarka odpadami to możliwość wykorzystania zasobów, które są już w obiegu. Część odpadów może zostać spalona lub poddana recyklingowi. Energię wytworzoną w procesie spalania można wykorzystać do produkcji ciepła lub energii elektrycznej, zastępując tym samym energię produkowaną z paliw kopalnych. W taki sposób odzysk energii z odpadów przyczynia się do redukcji emisji gazów cieplarnianych, które wpływają na zmiany klimatu. Na przykład recykling aluminiowej puszki pozwala zaoszczędzić aż 95 % energii potrzebnej do jej wyprodukowania z wykorzystaniem nowych surowców.

Twoje śmieci mają znaczenie dla zmian klimatu

Odpady nie tylko zanieczyszczają glebę, wody gruntowe i powietrze, ale powodują także emisję dwutlenku węgla i metanu do atmosfery, przyczyniając się tym samym do zmian klimatu.

Jak podaje Komisja Europejska, ilość wytwarzanych odpadów w UE stale rośnie i wynosi aktualnie około 30 mld ton rocznie. Niestety tylko 40% odpadów pochodzących z gospodarstw domowych jest poddawanych recyklingowi lub ponownie wykorzystywanych. Poddanie recyklingowi 1 kg papieru, zamiast wyrzucenia go do śmieci, pozwala uniknąć prawie 1 kg emisji dwutlenku węgla i metanu.

Im szerzej zakrojony recykling i przeróbka odpadów, tym niższy „ślad węglowy” i negatywny wpływ na środowisko oraz globalne ocieplenie.

Konsumpcja – tak, ale z głową

W obliczu rosnących potrzeb społeczeństwa i kurczących się zasobów naturalnych na świecie, głównym wyzwaniem staje się odpowiedzialna produkcja, pozwalająca „wytwarzać więcej, równocześnie zużywając mniej”. Aby temu sprostać, musimy zmienić zarówno sposób produkcji i konsumpcji towarów, jak również nasze podejście do odpadów. Cały łańcuch wartości (ang. value chain), od etapu projektowania produktu i opakowania po wybór materiałów, musi zostać zaplanowany od nowa, z myślą o zapobieganiu powstawaniu odpadów. Natomiast pozostałości z jednego procesu powinny zostać wykorzystane jako nakłady w innym. Wymaga to jednak wspólnego wysiłku i zaangażowania wszystkich interesariuszy: konsumentów, producentów, polityków, władz lokalnych, zakładów przetwarzania odpadów itd. Odpady to nie tylko problem, któremu należy przeciwdziałać, ale też cenne zasoby, które należy jak najefektywniej wykorzystywać. Taki sposób myślenia daje nadzieję, że zużycie zasobów naturalnych nie wykroczy poza możliwości regeneracyjne przyrody.

Bardzo ważnym elementem tego procesu jest edukacja na rzecz zrównoważonego rozwoju (EZR), która dostarcza wiedzy na temat wpływu codziennych wyborów na przyszłość naszej Planety. Decyzje, takie jak: zakupy artykułów spożywczych, ubrań, wybór środka transportu, sposób korzystania z wody i prądu, ograniczenie ilości produkowanych odpadów czy ich właściwa segregacja, to kluczowe elementy zrównoważonego rozwoju. EZR pomaga uświadomić, że poprzez zmianę nawyków i sposobu myślenia, wpływamy nie tylko na nasze otoczenie, ale także na klimat oraz przyszłość naszą i następnych pokoleń. Jedną z takich inicjatyw edukacyjnych jest projekt realizowany przez IOŚ-PIB, Klimada 2.0, czyli „baza wiedzy o zmianach klimatu i adaptacji do ich skutków oraz kanałów jej upowszechniania w kontekście zwiększania odporności gospodarki, środowiska i społeczeństwa na zmiany klimatu oraz przeciwdziałania i minimalizowania skutków nadzwyczajnych zagrożeń”. Projekt ma za zadanie uzmysłowienie społeczeństwu, że zmiany klimatu to jeden z najpoważniejszych problemów, z jakim przyszło się nam mierzyć w XXI wieku, a to jakie decyzje podejmujemy obecnie, będzie miało ogromny wpływ na to, czy uda nam się je zatrzymać.

Raport: Najlepsze miasta dla seniorów 2019

Nasze społeczeństwo starzeje się. Według danych GUS w 2018 r. liczba ludności Polski wynosiła 38,41 mln. W tej grupie było ponad 9 mln osób w wieku 60+, które stanowiły prawie ¼ ogółu społeczeństwa. To znacząca grupa Polaków, która z roku na rok rośnie w siłę. Szacuje się, że jeśli nic się nie zmieni, w 2050 r. liczba osób w wieku 60+ będzie wynosić 13,7 mln, czyli ponad 40% społeczeństwa. Jak zatem powinny wyglądać miasta przyjazne osobom w wieku 60+? Co jest istotne dla seniorów? Gdzie seniorom żyje się najlepiej?

Chcąc podjąć próbę odpowiedzi na te pytania, staraliśmy się stworzyć kompleksowy raport, który pokazałby możliwości, jakie konkretne miasta – ujęte w raporcie – oferują osobom starszym.

Opracowując zestawienie pod uwagę wzięliśmy wszystkie miasta, będące stolicą województw, a także w przypadku woj. lubuskiego i kujawsko-pomorskiego – ośrodki pełniące podobne role. Łącznie przeanalizowaliśmy 18 miast i stworzyliśmy ranking, oceniając ich ofertę dla osób w wieku 60+.

Raport iKalkulator.pl pokazuje, że miasta coraz więcej uwagi poświęcają tej grupie społecznej. Organizowanych jest wiele akcji skierowanych do seniorów, przystosowywana jest przestrzeń publiczna i transport miejski na potrzeby tej grupy społecznej. Chcąc pokazać, jak miasta dbają o swoich seniorów, każdemu z nich poświęciliśmy osobne opracowanie.

Metodologa

Raport iKalkulator.pl został stworzony na podstawie wyników ankiet przesłanych przez urzędy miast uwzględnionych w opracowaniu, a także naszą własną analizę oferowanych rozwiązań. W opracowaniu wzięliśmy pod uwagę także dane GUS, Policji, NBP dotyczące dostępu do zieleni miejskiej, przestępczości czy średniej ceny mieszkania, a także informacje o cenach miesięcznych biletów komunikacji miejskiej ze stron poszczególnych miast.

W raporcie uwzględniliśmy takie kategorie jak: komfort życia, aktywizacja seniorów, działania władz na rzecz seniorów i koszty życia. Kategorie zostały podzielone na podkategorie. W każdej maksymalnie można było uzyskać 9 pkt., a minimalnie – 0,5 pkt lub 0 – w przypadku, gdy miasto nie spełniało żadnego z warunków. Inaczej oceniana była podkategoria Finansowanie badań, gdzie punktowane było każde badanie. Suma wszystkich punktów z każdej podkategorii dała nam ostateczne wyniki. Tak powstał ranking Najlepsze miasta dla seniorów 2019.

Kto zdobył najwięcej punktów?

Na pierwszym miejscu rankingu Najlepsze Miasta dla Seniorów 2019, stworzonego przez iKalkulator.pl, znalazł się Poznań. Jednak tuż za nim jest Kraków, który zdobył jedynie 0,5 pkt mniej i Bydgoszcz, która straciła tylko 1 pkt do lidera zestawienia. O tym, jak wyrównana była rywalizacja, świadczy fakt, że pierwsze sześć miejsc zestawienia dzieli różnica jedynie 3,5 pkt.! Jak wypadły miasta w poszczególnych kategoriach?

KOMFORT ŻYCIA

W tej kategorii wzięliśmy pod uwagę następujące aspekty: bezpieczeństwo, dostępność opieki zdrowotnej, transportu publicznego i terenów zielonych.

  • Bezpieczeństwo

W przypadku pierwszego kryterium skupiliśmy się na danych GUS na temat liczby przestępstw stwierdzonych przez Policję przeciwko życiu i zdrowiu na 1 000 mieszkańców. Do tego typu przestępstw zaliczają się m.in.: pobicia, zabójstwa, narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

W 2018 r. w 18 miastach, które uwzględniliśmy w naszym rankingu, doszło łącznie do 498 624 takich przestępstw. Które miejscowości mogą pochwalić się najmniejszym odsetkiem podobnych przestępstw?

Jak wynika z danych GUS, najbezpieczniej mogą czuć się mieszkańcy Bydgoszczy (1 miejsce w rankingu bezpieczeństwa), Olsztyna (2 miejsce) i Krakowa (3 miejsce).  Z kolei najwięcej przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu stwierdzonych przez Policję jest w Katowicach. Niewiele lepiej jest w Gorzowie Wielkopolskim, Zielonej Górze i Białymstoku.

Miejsce Miasto Liczba przestępstw przeciwko zdrowiu i życiu stwierdzonych przez Policję na tys. mieszkańców
1 Bydgoszcz 0,29
2 Olsztyn 0,35
3 Kraków 0,38
4 Toruń 0,43
5 Warszawa 0,47
6 Wrocław 0,48
7 Rzeszów 0,49
8 Poznań 0,56
9 Szczecin 0,58
10 Lublin 0,59
11 Gdańsk 0,6
12 Łódź 0,62
13 Opole 0,65
14 Kielce 0,67
15 Białystok 0,74
16 Zielona Góra 0,76
17 Gorzów Wlkp. 0,83
18 Katowice 1,01

Źródło: GUS

  • Dostępność opieki medycznej

To jedna z ważniejszych kategorii tego zestawienia, mająca wpływ na komfort życia seniorów. I choć stan służby zdrowia pozostawia wiele do życzenia i jest przedmiotem burzliwych dyskusji, to dostępność odpowiedniej opieki medycznej w miejscu zamieszkania jest nie do przecenienia.

Analizując ten aspekt sprawdziliśmy, jak wygląda stan dostępu do szpitali, przychodni geriatrycznych, POZ, punktów nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej oraz domów opieki społecznej w poszczególnych miastach. Liczbę danych placówek podzieliliśmy przez liczbę mieszkańców w wieku 60+ danego miasta. W każdej podkategorii przydzieliliśmy punkty. Po ich podsumowaniu powstał ranking główny opieki medycznej, na podstawie którego przyznaliśmy punkty końcowe od 0,5 do 9 pkt, które zostały wliczone do klasyfikacji generalnej raportu. I tak: pierwsze miejsce zajął Olsztyn. Tuż za liderem uplasowały się Katowice, a na trzecim miejscu Kraków.

Miejsce Miasto
1 Olsztyn
2 Katowice
3 Kraków
4 Łódź
5 Białystok
6 Toruń
7 Lublin
8 Opole
9 Poznań
10 Rzeszów
11 Bydgoszcz
11 Szczecin
12 Wrocław
13 Gdańsk
13 Kielce
13 Warszawa
13 Gorzów Wlkp.
14 Zielona Góra
  • Dostępność transportu publicznego

Zapytaliśmy także miasta o transport publiczny. Sprawdziliśmy, ile linii autobusowych i/lub tramwajowych funkcjonuje w mieście, jak wygląda ich dostępność w przeliczeniu na jedną osobę w wieku 60+, czy komunikacja publiczna dociera do każdego rejonu miasta, a także jakie udogodnienia dla osób starszych przygotowało miasto. Jako główny czynnik przyjęliśmy wielkość taboru komunikacji miejskiej w przeliczeniu na mieszkańców 60+.

Z naszej analizy wynika, że obecnie wiele miast dba o dostosowanie transportu publicznego do potrzeb osób starszych, niepełnosprawnych czy też z dziećmi, co zasługuje na pochwałę. W każdym z miast, które znalazły się w naszym zestawieniu, tabor jest sukcesywnie wymieniany i unowocześniany. W większości w środkach transportu znajdują się specjalnie  oznaczone miejsca dla osób uprzywilejowanych, dodatkowo przystosowane do potrzeb seniorów – są osadzone niżej lub wyżej, tak aby możliwe było swobodne wstawanie i siadanie – obok nich znajduje się tzw. ciepły guzik. W środkach transportu stosowane są zapowiedzi głosowe przystanków, a także tzw. przyklęk autobusu, czyli obniżenie części podłogi od strony drzwi, aby zmniejszyć różnicę między nią a krawężnikiem na przystanku i tym samym ułatwić wysiadanie z tego środka transportu.

Pod względem dostępności komunikacji miejskiej w przeliczeniu na mieszkańców 60+ najlepiej jest: w Katowicach, Gorzowie Wielkopolskim i Opolu, a najgorzej w Bydgoszczy i Łodzi. Jednak należy podkreślić, że wszystkie analizowane miasta są na zbliżonym poziomie i na bieżąco wprowadzają nowe udogodnienia dla osób starszych oraz zwiększają tabor.

Miejsce Miasto Liczba linii autobusowych/tramwajowych Liczba osób 60+ przypadająca na 1 linię komunikacji miejskiej
1 Katowice 121 653
2 Gorzów Wlkp. 44 747
3 Rzeszów 62 751
4 Kielce 63 905
5 Kraków 204 930
6 Poznań 151 981
7 Olsztyn 42 1071
8 Zielona Góra 33 1131
9 Szczecin 93 1171
10 Toruń 42 1213
11 Lublin 69 1330
12 Białystok 47 1453
13 Gdańsk 83 1488
14 Opole 23 1573
15 Warszawa 298 1611
16 Wrocław 104 1692
17 Łódź 78 2179
18 Bydgoszcz 46 2200
  • Tereny zielone

W przypadku dostępności terenów zielonych, jako podstawowy wskaźnik wzięliśmy pod uwagę dane GUS z 2018 r. na temat procentowego udziału parków, zieleńców i terenów zieleni osiedlowej w powierzchni miasta ogółem (bez udziału lasów). Aby pokazać całościowy ogląd na zieleń miejską, poprosiliśmy miasta o przesłanie danych dotyczących liczby parków i skwerów znajdujących się na ich terenie, a także dostępności siłowni plenerowych. Zieleń to ważny czynnik poprawiający komfort życia każdego z nas. To tu można odpocząć w upalne dni, pospacerować, spotkać się ze znajomymi czy zadbać o swoją kondycję, ćwicząc na siłowni plenerowej. Które miasto prezentuje się najlepiej pod tym względem? Jak pokazują dane GUS, wśród miast wojewódzkich, które uwzględniliśmy w naszym zestawieniu, Bydgoszcz jest tym, które może pochwalić się największym udziałem parków i zieleni osiedlowej. Na kolejnym miejscu znalazł się Wrocław i Warszawa. Najgorzej sytuacja wygląda w Zielonej Górze.

Miejsce Miasto Liczba parków/skwerów w mieście Czy w każdej dzielnicy znajduje się ogólnodostępny park/skwer i siłownia plenerowa: Czy są siłownie plenerowe, ile? Procentowy udział parków, zieleńców i terenów zieleni osiedlowej w powierzchni ogółem (2018 r.) wg danych GUS
1 Bydgoszcz 112 tak tak, 31 7,6
2 Wrocław 228 tak tak 7,0
3 Warszawa 86 parków tak tak, 308 6,4
4 Łódź 104 tak tak, 42 5,7
5 Kraków 70 nie tak, 17 5,5
6 Lublin 8 parków, kilkadziesiąt skwerów i zieleńców tak tak, 53 5,4
7 Białystok 30 tak tak, 29 4,8
8 Gorzów Wlkp. 9 tak tak, 17 4,7
9 Olsztyn 74 tak tak, 22 4,0
10 Poznań 162 tak tak, 41 3,8
11 Toruń 39 tak tak, 63 3,4
12 Gdańsk 29 parków, zieleńce i skwery ok. 100 ha tak tak, 58 3,3
12 Katowice 93 tak tak, 35 3,3
13 Rzeszów 115 tak tak, 23 2,9
13 Kielce 14 brak informacji tak, 14 2,9
14 Szczecin 40 tak tak, 70 2,1
15 Opole brak informacji brak informacji brak informacji 2,0
16 Zielona Góra brak informacji tak tak 0,8

AKTYWIZACJA SENIORÓW

Jak wynika z badania Senior Apartments, osoby w wieku 65+ nie czują się jeszcze stare, chcą korzystać z życia na emeryturze i skupić się na swoim rozwoju. Najbardziej cenią sobie wolny czas (14,8%), lekturę (12,8%) czy realizację własnych zainteresowań (9,2%).

Obecnie jest wiele miejsc, w których seniorzy mogą wspólnie spędzać czas, rozwijać pasje czy uzyskać opiekę i wsparcie. Kluby Seniora, Uniwersytety Trzeciego Wieku czy Domy Dziennego Pobytu dla Seniorów – to tam osoby starsze mogą aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym. Jak pod tym względem wygląda oferta miast z naszego zestawienia? Bardzo dobrze. W każdej miejscowości senior znajdzie coś dla siebie. Jako główny przelicznik przyjęliśmy liczbę osób w wieku 60+ przypadającą na Klub Seniora. Jak się okazuje, najwięcej Klubów Seniora w stosunku do liczby mieszkańców w wieku 60+ jest w Gdańsku, Wrocławiu i Poznaniu, z kolei na końcu zestawienia uplasował się Białystok, który znacznie odbiega od reszty stawki.

Miejsce Miasto Czy w mieście funkcjonują Uniwersytety Trzeciego Wieku, jeśli tak – ile? Czy w mieście funkcjonują Kluby Seniora, jeśli tak – ile? Liczba osób 60+ przypadająca na 1 Klub Seniora Czy w mieście funkcjonują publiczne Domy Dziennego Pobytu dla seniorów?
1 Gdańsk TAK, 12 TAK, 71 1740 TAK
2 Wrocław TAK, 10 TAK, ok. 100 1759 TAK
3 Poznań TAK, 6 TAK, 80 1853 TAK
4 Bydgoszcz TAK, 8 TAK, ok. 50 2024 TAK
5 Opole TAK, 4 TAK, 17 2129 TAK
6 Szczecin TAK, 9 TAK, 44 2475 TAK
7 Kraków TAK, 13 TAK, 24 Kluby i 41 CAS* 2918 TAK
8 Toruń TAK, 1 TAK, 17 2997 TAK
9 Lublin TAK, 1 TAK, 23 3989 TAK
10 Zielona Góra TAK, 1 TAK, 9 4146 TAK
11 Kielce TAK, 4 TAK, 13 4386 NIE
12 Gorzów Wielkopolski TAK, 1 TAK, 5 6570 TAK
13 Łódź TAK, 12 TAK, 25 6800 TAK
14 Warszawa TAK, 21 TAK, 65 7385 TAK
15 Rzeszów TAK, 3 TAK, 5 9316 TAK
16 Olsztyn TAK, 3 TAK, 3 15000 TAK
17 Katowice TAK, 4 TAK, 5 15804 TAK
18 Białystok TAK, 1 TAK, 2 34139 TAK

* Centrum Aktywności Seniora

DZIAŁANIA WŁADZ NA RZECZ SENIORÓW

Aby sprawdzić, jak analizowane przez nas miasta, dbają o seniorów, zapytaliśmy je także o kilka kwestii, które mają wpływ na komfort życia osób starszych, m.in. o to, czy funkcjonuje u nich Karta Seniora, Miejska Rada Seniorów, Centrum Aktywności Seniora, a także jakie działania skierowane do tej grupy społecznej finansuje dane miasto.

Z naszej analizy wynika, że osoby w wieku 60+ nie mogą narzekać na nudę czy brak opieki. W miastach dostępne są różnego rodzaju zajęcia – nie tylko sportowe czy artystyczne, ale też podnoszące kompetencje, np. z obsługi komputera, języka angielskiego. Oprócz tego różnego rodzaju działania wspomagające, jak bezpłatne badania, szczepienia przeciw grypie, konsultacje z lekarzami, czy wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego. Senior może liczyć także na bezpłatną pomoc w domowych naprawach czy też darmowe usługi taksówkarskie.

Wśród miast, które wyróżniają się pod tym względem, znalazły się:  Poznań, Wrocław i Szczecin, które zdobyły największą liczbę punktów. Na końcu stawki znalazł się Gorzów Wielkopolski. Maksymalnie można było uzyskać 9 pkt, udogodnienia oferowane przez miasto były oceniane przez redakcję od 0 do 4 pkt.

Wśród  działań dofinansowywanych przez miasta, które szczególnie zwróciły nasza uwagę, były:

  • szczeciński program „Starość? Też mnie to czeka”, zajęcia z wykorzystaniem symulatora i kombinezonu starości prowadzone w szkołach i jednostkach pomocy społecznej; studia na Medycznym Uniwersytecie Seniora czy też program Posiłki dla seniorów – zapewnienie gorącego posiłku dla seniora wraz z dowozem do miejsca zamieszkania;
  • powołanie Zespołu ds. Geriatrii i Opieki Długoterminowej w ramach Warszawskiej Rady Polityki Zdrowotnej;
  • łódzki projekt opieki wytchnieniowej polegający na tym, że osoba starsza, niesamodzielna może przebywać kilka godzin w placówce np. DPS, pod profesjonalną opieką, zaś w tym czasie jej codzienny opiekun załatwia niezbędne sprawy lub po prostu odpoczywa;
  • projekt Wrocławska Szmaragdowa Karta Seniora, która umożliwia nieodpłatne usługi realizowane w mieszkaniu seniora: bezpłatnego strzyżenia i czesania, pedicure, manicure, optometrysty: kontroli wzroku, w tym zaćmy, kontroli ciśnienia oczu, wykonania jednej pary okularów (do czytania lub chodzenia), kontroli słuchu.
  • Finansowanie badań

Według danych ZUS,  w marcu 2019 r. średnia emerytura wyniosła 1 885 zł netto, a najczęściej wypłacane świadczenie było w kwocie ok. 1 440 zł netto. Jak widać polscy seniorzy muszą mądrze wydawać swoje pieniądze, dlatego wszelkie działania władz, mające na celu dofinansowanie badań dla tej grupy społecznej, są niezwykle ważne. Jak ten aspekt wygląda wśród analizowanych przez nas miast? Za każde badanie finansowane przez miasto przydzielaliśmy 0,5 pkt. W tej dziedzinie przoduje Kraków i Katowice, a także  Rzeszów i Poznań – te miasta finansują najwięcej badań dla seniorów. Na końcu stawki znalazły się Gorzów Wielkopolski i Olsztyn, które obecnie nie finansują tej formy pomocy.

Miejsce Miasto Finansowane/dofinansowywane programy/badania
1 Kraków szczepienia przeciw grypie dla osób 65+, program prewencji otyłości, cukrzycy typu 2, nadciśnienia i miażdżycy; prewencji i wykrywania chorób układu krążenia w populacji mieszkańców województwa małopolskiego; program profilaktyki i leczenia NTM dla kobiet z problemami uroginekologicznymi; profilaktyki głębokich, nawracających zaburzeń psychicznych (GZP)
1 Katowice szczepienia przeciw grypie, pomiar poziomu hemoglobiny glikowanej HbA1 czy TSH, badanie sprawności pamięci, fizycznej czy też wzroku i słuchu oraz zajęcia rehabilitacyjne dla osób z niesprawnością ruchową
2 Rzeszów badania w ramach programu: profilaktyki raka jelita grubego dla osób 40+; wykrywania zakażeń wirusowego zapalenia wątroby typu C; profilaktyki raka piersi – badania mammograficzne dla osób 70+; profilaktyki i wczesnego wykrywania cukrzycy typu 2 dla osób 40+; badania przesiewowe w kierunku wczesnego wykrywania i leczenia powikłań ocznych cukrzycy dla osób z cukrzycą typu 2 powyżej 45 roku życia; szczepień przeciwko grypie
2 Poznań mammografia, badanie poziomu PSA, retinopatia cukrzycowa, wykrywanie chorób układu krążenia, szczepienia przeciw grypie, rehabilitacja ogólnoustrojowa dla osób 65+
3 Toruń szczepienia przeciw grypie; program przeciwdziałania upadkom; w ramach wydarzeń skierowanych do seniorów badania w kierunku osteoporozy, spirometria; program „Kuźnia zdrowia” – grupa wsparcia dla osób z otyłością w wieku senioralnym, w ramach której są m.in. pomiary BMI
4 Łódź szczepienia przeciw grypie dla osób 65+, kompleksowe bilanse dla kobiet do 65 roku życia oraz mężczyzn do 70 roku życia; bezpłatne rehabilitacje i konsultacje lekarzy
5 Warszawa szczepienia przeciw grypie dla osób 65+, program opieki zdrowotnej nad kombatantami, program promocji zdrowia „Aktywny Senior”
5 Szczecin szczepienia przeciw grypie dla osób 65+, rehabilitacja ruchowa i opieka psychologiczna
6

 

Opole program profilaktyki i wczesnego wykrywania osteoporozy; szczepienia przeciw grypie dla osób 65+
7 Gdańsk Szczepienia przeciw grypie
7 Lublin szczepienia przeciw grypie dla osób 65+
7 Kielce szczepienia przeciw grypie dla osób 55+
7 Bydgoszcz szczepienia przeciw grypie dla osób 65+
7 Białystok szczepienia przeciw grypie dla osób 60+
7 Wrocław Szczepienia przeciw grypie
7 Zielona Góra szczepienia przeciw grypie dla osób 65+
8 Gorzów Wlk. nie finansuje
8 Olsztyn nie finansuje

KOSZTY  ŻYCIA- ceny biletów ztm i teatrów, ulgi, ceny nieruchomości

  • Komunikacja miejska – bilety i ulgi

Jak kształtują się ceny biletów komunikacji miejskiej i kto może liczyć na jakie ulgi? W naszym zestawieniu sprawdzaliśmy, które miasta oferują bezpłatne bilety dla seniorów i od jakiego wieku, czy i jakie ulgi proponują oraz jak kształtuje się cena normalnego biletu miesięcznego. To wszystko złożyło się na pozycję danego miasta w rankingu – przy czym głównym kryterium było 100% dofinansowanie do biletów.

W naszym zestawieniu najlepiej wypadała oferta Bydgoszczy, Torunia i Lublina. Te trzy miasta jako jedyne oferują bezpłatne przejazdy komunikacją miejską już dla osób w wieku 65+. Tuż za nimi jest Wrocław, gdzie obecnie z darmowej komunikacji mogą korzystać osoby w wieku 68+ i co roku ta poprzeczka wiekowa obniża się, by w 2022 osiągnąć pułap 65+. W pozostałych miastach z bezpłatnego transportu publicznego mogą cieszyć się osoby w wieku 70+. Przy czym w niektórych ośrodkach wprowadzane są dodatkowe ulgi, jak Bilet Seniora, który jest bardzo atrakcyjną opcją – jak np. w Warszawie i Poznaniu, gdzie kosztuje jedynie 50 zł rocznie.

Miejsce Miasto Bezpłatna komunikacja Inne ulgi Cena biletu mies. normalnego (w zł)
1 Bydgoszcz dla osób 65+ emeryci – 50% zniżki (kobiety w wieku 55+, mężczyźni – 60+) 74
2 Toruń dla osób 65+ emeryci i renciści – zniżka 50% 84
3 Lublin dla osób 65+ emeryci i renciści – zniżka 50% 92
4 Wrocław dla osób 68+* emeryci i renciści – zniżka 50% 90
5 Warszawa dla osób 70+ Bilet Seniora dla osób 65+: 50 zł za rok; emeryci i renciści – zniżka 50%; 110
6 Poznań dla osób 70+ Bilet Seniora dla osób 65+: 50 zł za rok; emeryci i renciści – zniżka 50% 115
7 Białystok dla osób 70+ Bilet Seniora w ramach Karty aktywnego Seniora** – 120 zł za rok; emeryci – zniżka 50%, 80
8 Gorzów Wlkp. dla osób 70+ Seniorzy 65+: bilet w cenie 29 zł miesięcznie; emeryci 60+ i renciści, ich współmałżonkowie, na których otrzymują dodatek oraz osoby uprawnione do renty socjalnej – zniżka 50%. 92
9 Kielce dla osób 70+ Osoby 60+ z Ogólnopolską Kartę Seniora i emeryci – zniżka 50% 90
10 Zielona Góra dla osób 70+ emeryci i renciści oraz ich współmałżonkowie, na których wypłacany jest dodatek rodzinny – zniżka 50% 60
11 Kraków dla osób 70+ emeryci i renciści – zniżka 50% 69***
12 Olsztyn dla osób 70+ emeryci i renciści – zniżka 50% 80
12 Rzeszów dla osób 70+ emeryci – 48 zł bilet miesięczny 80
13 Opole dla osób 70+ emeryci i renciści – zniżka 50% 88
14 Łódź dla osób 70+ emeryci i renciści – zniżka 50% 90
15 Katowice dla osób 70+ emeryci i renciści 60+ – zniżka 50% 93
16 Gdańsk dla osób 70+ emeryci i renciści – zniżka 50% 94
17 Szczecin dla osób 70+ osoby w wieku 67+ – zniżka 50%; emeryci (kobiety w wieku 55+, mężczyźni – 60+) i renciści – zniżka 50% 100

* Z każdym rokiem limit wieku będzie się zmniejszał – w styczniu 2022 osoby w wieku 65+ będą mogli korzystać z bezpłatnej komunikacji

** Bilet Seniora w ramach Karty Dla osób 60+, których dochód jest niższy niż kryterium dochodowe obowiązujące przy udzielaniu świadczeń z pomocy społecznej

*** Cena Biletu Mieszkańca

  • Ceny nieruchomości

Pod względem cen mieszkań najlepsza sytuacja jest w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie za m2 mieszkania w czerwcu 2019 r. należało zapłacić  średnio 4 220 zł i w Zielonej Górze – gdzie kosztował on 4 496 zł. Dla porównania w najdroższym mieście w zestawieniu – czyli w Warszawie – za m2 nieruchomości średnio musimy zapłacić ponad dwa razy więcej niż w Gorzowie – aż 8 932 zł.

Średnia cena transakcyjna za m2 nieruchomości w II kwartale 2019 r.

Miejsce Miasto Średnia cena za  m2 w zł
1 Gorzów Wielkopolski 4220*
2 Zielona Góra 4496
3 Kielce 5020
4 Opole 5186
5 Rzeszów 5523
6 Toruń 5602*
7 Białystok 5620
8 Olsztyn 5757
9 Lublin 5852
10 Łódź 5853
11 Bydgoszcz 5930
12 Katowice 6275
13 Szczecin 6478
14 Poznań 7061
15 Wrocław 7435
16 Kraków 7775
17 Gdańsk 8288
18 Warszawa 8932

 

Opracowanie na podstawie raportu Narodowego Banku Polskiego, a także w przypadku Gorzowa Wielkopolskiego i Torunia  – sonarhome.pl

*Szacowana cena za m² na podstawie danych z serwisu sonarhome.pl, dane za czerwiec 2019

  • Rozrywka – ceny teatrów

Opole, Kielce i Szczecin to miasta, w których seniorzy najmniej zapłacą za wstęp do teatrów. Średnia cena biletu z uwzględnieniem ewentualnych zniżek kosztuje tu ok. 22 zł. Nieznacznie więcej trzeba zapłacić w Gorzowie Wielkopolskim  czy Białymstoku. Za dostęp do tej formy kultury najdrożej zapłacimy w stolicy – gdzieś średnia cena biletu wynosi 57,5 zł, a także w Krakowie i Łodzi (43,75 zł).

W zależności od spektaklu i usytuowania miejsca cena biletu wzrasta, dlatego wyliczając średnią, przyjęliśmy jedno kryterium – bilety dotyczyły miejsc na parterze w jednym z pierwszych rzędów.

Miejsce Miasto Średnia cena biletu (w zł)
1 Opole 21,5
1 Kielce 21,5
2 Szczecin 21,75
3 Olsztyn 22,5
4 Gorzów Wielkopolski 25
5 Białystok 27
6 Gdańsk 29,5
7 Zielona Góra 30
8 Lublin 30,5
9 Poznań 31,25
10 Bydgoszcz 31,5
11 Rzeszów 35,5
12 Toruń 36
13 Katowice 37,5
14 Wrocław 39,25
15 Łódź 43,75
15 Kraków 43,75
16 Warszawa 57,5

PODSUMOWANIE

Raport Najlepsze Miasta dla Seniorów 2019 iKalkulator.pl pokazuje, że tak naprawdę polskie miasta coraz częściej zdają sobie sprawę, że nasze społeczeństwo się starzeje i już jego ¼ stanowią seniorzy. Dlatego wiele ośrodków miejskich inwestuje w infrastrukturę i dostosowuje ją do potrzeb osób starszych. Oznacza to nie tylko zakup nowych pojazdów komunikacji miejskiej czy budowę podjazdów dla wózków, obniżenie krawężników przy przejściach, odpowiednie oznakowanie ich, ale także zwiększenie liczby terenów zielonych, budowę siłowni plenerowych, które umożliwiają integrację czy tworzenie po prostu miejsc spotkań dla seniorów.

Na komfortowe miejsce do życia składa się wiele aspektów, które dla każdego mogą mieć inną ważność, priorytetowość. Dlatego tworząc raport Najlepsze Miasta dla Seniorów 2019, nie różnicowaliśmy, który czynnik jest najważniejszy. Raport pokazuje, jak analizowane przez nasz 18 miast, dba o seniorów.  Można powiedzieć, że tak naprawdę poziom ten jest wyrównany – pierwsze i ostatnie miejsce zestawienia dzieli jedynie 19 pkt. Oczywiście cieszy fakt, że samorządy coraz bardziej dbają o seniorów, jednak nadal jest wiele kwestii do poprawy, jak choćby właśnie dostęp do terenów zielonych czy jakość stanu chodników i dróg, które są problematyczne nie tylko dla seniorów. Zwycięzcom rankingu gratulujemy i zachęcamy miasta do nieustannej pracy na rzecz poprawy życia seniorów.

W 2020 r. nowe przepisy uproszczą zasady ogłoszenia upadłości konsumenckiej

Za kilka miesięcy wejdzie w życie nowelizacja prawa upadłościowego, którą we wrześniu tego roku zatwierdził prezydent. W komunikacie o podpisaniu nowelizacji Ministerstwo Sprawiedliwości podało: „szacuje się, że ponad 2 mln Polaków nie może się uporać z przeterminowanymi długami”. Nowe przepisy uproszczą zasady ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Konsekwencje odczują również wierzyciele i to już w 2020 roku.  

Czym jest upadłość konsumencka? To sądowe postępowanie przeznaczone dla tych, którzy stali się niewypłacalni, tj. nie mają m.in. na spłatę kredytów i zaciągniętych pożyczek. Nie ma przy tym znaczenia, o jak duże zobowiązania chodzi ani przez jaki czas dłużnik zwlekał z ich uregulowaniem. Efektem ogłoszenia upadłości konsumenckiej jest przede wszystkim oddłużenie niewypłacalnego konsumenta, czyli umorzenie całości lub części jego długów bądź ich spłata, przy czym tylko w tych dwóch ostatnich sytuacjach można mówić o zaspokojeniu interesu wierzyciela.

Z danych resortu sprawiedliwości wynika, że liczba upadłości konsumenckich rośnie z roku na rok. W 2016 roku ogłoszono prawie 4,5 tys. upadłości konsumenckich przy prawie dwukrotnej liczbie wniosków. W 2017 roku było już blisko 5,5 tys. upadłości (na ponad 11 tys. złożonych wniosków), a w 2018 – 6,5 tys. (na prawie 13 tys. podań). W 2018 roku łączna wysokość długu osób, które ogłosiły upadłość wynosiła 732,4 mln zł. Duża część z tych zobowiązań obejmowała kredyty – 679,4 mln zł. Same „mieszkaniówki”, czyli kredyty hipoteczne miało 145 ubiegłorocznych bankrutów. Aż 347 osób spłacało jednocześnie zarówno kredyty konsumpcyjne, jak i mieszkaniowe. Najwięcej, bo 2372 Polaków miało kredyty konsumpcyjne o przeciętnej wartości 81 tys. 826 zł.

Na przestrzeni ostatnich lat liczba upadłości konsumenckich wciąż rośnie. Eksperci rynkowi przestrzegają, że nowelizacja przepisów może spowodować, iż część osób będzie wnioskować do sądu o ogłoszenie upadłości konsumenckiej bez dogłębnej analizy sytuacji oraz bez dostatecznej wiedzy z czym taka upadłość się wiąże – mówi Andrzej Roter, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych (dawniej KPF), organizacji zrzeszającej m.in. firmy windykacyjne, które wraz z ZPF realizują kampanię edukacyjną „Windykacja? Jasna Sprawa!”.

Czy faktycznie o upadłość będzie łatwiej?

Co zmieni się w prawie upadłościowym wraz z wejściem w życie nowych przepisów? Po pierwsze, zgodnie z nowelizacją, osoby zadłużone prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą będą traktowane w taki sam sposób jak konsumenci. Po drugie: obecnie sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli dłużnik doprowadził do swojej niewypłacalności umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. Po zmianie ustawy będą mogli ogłosić bankructwo również ci, którzy doprowadzili do swojego zadłużenia z premedytacją. Zgodnie z nowymi przepisami, przyczyna niewypłacalności będzie badana dopiero po ogłoszeniu upadłości, czyli na kolejnym etapie postępowania, tj. ustalaniu planu spłaty. Zdaniem Ministerstwa Sprawiedliwości, ma to usprawnić procedurę upadłościową. I usprawni, przy czym osoba zadłużona, która umyślnie doprowadziła do niewypłacalności albo np. przez niedbalstwo, będzie potraktowana inaczej niż ktoś, kto ogłasza upadłość z przyczyn od niego niezależnych (takich jak choroba czy utrata pracy). W pierwszym, opisanym powyżej przypadku, dłużnik będzie zatem spłacał zobowiązania dłużej, tj. od min. 36 miesięcy do siedmiu lat. W drugim z kolei ten czas wyniesie tylko trzy lata.

Czy przy ogłoszeniu upadłości konsumenckiej wchodzi w grę całkowite umorzenie długu? Będzie ono możliwe tylko w przypadku, gdy sąd lub tymczasowy nadzorca sądowy udowodnią, że dłużnik nie posiada majątku, a także, że jest „trwale niezdolny do spłaty zobowiązań”. Chodzi na przykład o sytuacje, w których bankrut jest „trwale niezdolny do jakiejkolwiek pracy zarobkowej”. W większości przypadków zatem upadłość konsumencka nie będzie jednoznaczna z tym, że zadłużenie „automatycznie zniknie”.

Sąd może również ustalić, że niezdolność do spłaty nie ma u dłużnika charakteru permanentnego i podjąć decyzję o warunkowym umorzeniu zobowiązań – wtedy dłużnik pozostaje w pięcioletnim okresie „zawieszenia”, podczas którego może zostać złożony wniosek o ustalenie planu spłaty, a w konsekwencji obowiązek uregulowania, chociażby częściowego, zobowiązań upadłego. Podczas tego okresu, upadły musi np. składać sądowi coroczne sprawozdania dotyczące swojej sytuacji finansowej.

Jednak nie wszystkie zobowiązania dłużników będą mogły zostać umorzone. Co z tej puli wypada? Na przykład alimenty, naprawienie szkody wynikającej z przestępstwa lub wykroczenia, czy też renty odszkodowawcze. Jak wielu Polaków to dotyczy, dowodzą choćby te liczby: w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor figuruje ponad 301,3 tys. winnych własnym dzieciom 11,8 mld zł.

Jest jeszcze jedna istotna zmiana. W myśl nowych przepisów dłużnik nie może zostać skazany na bezdomność. Jego majątek zostanie zlicytowany, ale z pieniędzy ze sprzedaży mieszkania czy domu ma otrzymać równowartość przeciętnego czynszu za okres od roku do dwóch lat.

Upadłość konsumencka – czy warto ogłosić?

Należy pamiętać, że ogłoszenie upadłości powinno być ostatecznością. Po pierwsze dlatego, że na całkowite umorzenie długu mogą liczyć tylko niektórzy, a procedura upadłościowa może okazać się złożona i długotrwała. Poza tym trzeba pamiętać, że w chwili rozpoczęcia postępowania upadłościowego wobec konsumenta, nadzór nad jego majątkiem jest przekazywany syndykowi. Likwidacji przez syndyka podlegają nieruchomości (mieszkanie, dom), jak również ruchomości (np. samochód). Syndyk może być zainteresowany również akcjami, czy udziałami dłużnika w spółkach, jak również wynagrodzeniem pobieranym za pracę w części podlegającej zajęciu. Dodatkowo osoba zadłużona traci możliwość korzystania ze swojego majątku (np. samochodu) i dysponowania swoim majątkiem – pieczę nad tym również sprawuje syndyk. Sama może jedynie kupować produkty niezbędne do funkcjonowania, takie jak np. żywność czy środki czystości.

To jednak nie wszystko. Upadłość konsumencka wiąże się także z innymi konsekwencjami. Jeśli jeden z małżonków ogłosi upadłość, to automatycznie między małżonkami powstaje rozdzielność majątkowa, zaś majątek wspólny wejdzie do masy upadłościowej. Sąd zwykle bada również, czy na sześć miesięcy przed złożeniem wniosku o upadłość konsumencką nie doszło do przeniesienia majątku lub jego części na osoby np. z rodziny dłużnika. Wówczas sąd może podważyć takie umowy. Małżonek upadłego może dochodzić w postępowaniu upadłościowym należności z tytułu udziału w majątku wspólnym, zgłaszając tę wierzytelność sędziemu-komisarzowi. Również niektóre czynności prawne – darowizny, umowy sprzedaży – dokonane przez dłużnika w okresie do roku przed dniem złożenia wniosku o upadłość konsumencką będą bezskuteczne w stosunku do masy upadłościowej.

Ogłoszenie upadłości powinno być traktowane jako jedna z istotniejszych życiowych decyzji. Zanim ją podejmiemy, warto pomyśleć o tym, jak wpłynie ona na naszą sytuację materialną oraz prawną. Nowe przepisy, co prawda, ułatwią sam proces ogłoszenia upadłości, ale nie wpłyną na konsekwencje takiego działania. Zanim podejmiemy kroki zmierzające do ogłoszenia upadłości, zastanówmy się, czy wykorzystaliśmy wszelkie możliwe sposoby, by zapanować nad swoim zadłużeniem. Czy podjęliśmy rozmowy z wierzycielami? Czy chcieliśmy zawrzeć ugodę? Czy negocjowaliśmy jej warunki? Czy próbowaliśmy przesunąć termin spłat lub rozłożyć kwotę należności na raty? To jedne z najważniejszych pytań, które powinniśmy sobie zadać – wskazuje mec. Czugan, Wiceprezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Debiut polskiego funduszu typu ETF na indeks WIG20short

  • Nowy ETF na indeks WIG20short zadebiutował na GPW
  • ETF na WIG20short umożliwia inwestorom stosowanie strategii „short” na rynku akcji
  • To trzeci fundusz ETF wprowadzony w tym roku na GPW

27 listopada br. na Głównym Rynku GPW zadebiutował fundusz Beta ETF na indeks WIG20short. Jest to szósty fundusz typu ETF (Exchange Traded Fund) notowany na GPW, a trzeci debiutujący w tym roku. Emisję funduszu przeprowadził AgioFunds TFI, oferującym i animatorem jest Dom Maklerski BOŚ, a koordynatorem inicjatywy Beta Securities Poland.

– Cieszymy się, że kolejny fundusz typu ETF debiutuje na GPW. Beta ETF na indeks WIG20short to bardzo interesujący produkt, umożliwiający inwestorom stosowanie strategii typu „short”, czyli zarabianie na spadkach indeksu WIG20. Stanowi on dobre uzupełnienie notowanych na GPW pięciu ETF-ów typu „long”, które oferują możliwość zarabiania na wzrostach indeksów giełdowych. Jest to trzeci debiut ETF-a na GPW w tym roku, po funduszach Beta ETF na indeks WIG20TR oraz na indeks mWIG40TR. Fundusze typu ETF, to bardzo interesujące instrumenty dla inwestorów, ze względu na niskie koszty zarządzania oraz płynność, czyli możliwość łatwego zawierania transakcji nimi na giełdzie. Jesteśmy przekonani, że popularność funduszy ETF notowanych na GPW będzie rosła – mówi Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

Nowy ETF umożliwia inwestorom zajmowanie pozycji krótkiej na rynku akcji. WIG20short jest indeksem pochodnym do indeksu WIG20, ponieważ jego wartości zależą od wartości indeksu WIG20. Indeks WIG20short kształtuje się symetrycznie do indeksu WIG20, tzn. przy spadku indeksu WIG20 o 10 pkt., indeks WIG20short rośnie o 10 pkt. (więcej o WIG20short).

– Aktywnym uczestnikom rynku kapitałowego dajemy dziś do dyspozycji kolejny fundusz z rodziny Beta ETF. Tym razem jest to Beta ETF WIG20Short. Fundusz ma za zadanie odzwierciedlanie zmian indeksu WIG20short, a więc ma zarabiać w sytuacji, gdy indeks WIG20 traci. Po Beta ETF na WIG20TR oraz mWIG40TR, tym razem fundusz o charakterze bardziej tradingowym niż inwestycyjnym, którego rekomendowanym horyzontem inwestycyjnym jest jeden dzień. Chcemy dostarczać rozwiązania inwestycyjne, wśród których każdy uczestnik rynku kapitałowego znajdzie rozwiązanie pasujące do jego poglądów na temat przewidywanego rozwoju sytuacji rynkowej – stąd kolejnym krokiem jest udostępnienie produktu opartego o indeks WIG20short. Wkrótce zobaczymy kolejne fundusze Beta ETF – mówi Robert Sochacki, Członek Zarządu Beta Securities Poland.

ETF, czyli Exchange Traded Fund, to fundusz inwestycyjny notowany na giełdzie, którego zadaniem jest odzwierciedlanie (replikacja) zachowania się danego indeksu giełdowego. Charakteryzuje się możliwością stałej (codziennej) kreacji i umarzania certyfikatów inwestycyjnych. Certyfikaty portfelowego funduszu inwestycyjnego zamkniętego, czyli w rozumieniu Regulaminu Giełdy tytuły uczestnictwa funduszu typu ETF, notowane są na warszawskiej giełdzie na zasadach analogicznych jak akcje, w szczególności można je swobodnie kupować i sprzedawać, a ich płynność wspierana jest przez animatora rynku (dom maklerski).

Studenci coraz częściej wybierają naukę w języku angielskim

Z oferty edukacyjnej Uczelni Łazarskiego kandydaci rzadziej wybierali stosunki międzynarodowe w języku polskim. Studiowanie na tym kierunku cieszyło się też mniejszym zainteresowaniem na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Z kolei na Akademii WSB ten fakultet był w gronie najbardziej obleganych. Natomiast na Akademii Leona Koźmińskiego najwięcej chętnych przyciągnęło zarządzanie, zwłaszcza wykładane w języku angielskim. W przypadku Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych najpopularniejsza pozostała informatyka.

Mniejsza konkurencja

Znamy kierunki studiów, które na uczelniach niepublicznych cieszyły się najmniejszym i największym zainteresowaniem wśród kandydatów. Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews pozyskali dane dotyczące rekrutacji na rok akademicki 2019/2020. I zestawili je z sytuacją, która miała miejsce 12 miesięcy wcześniej.

– Uczelnie niepubliczne wykonują krok do przodu, rozwijając programy nauczania. Kluczowe jest dopasowanie ich do panujących trendów i sytuacji na rynku pracy, który bardzo się zdynamizował. Przybywa firm zagranicznych, powstaje coraz więcej stanowisk w korporacjach. To przekłada się również na popularność poszczególnych kierunków studiów – mówi dr Piotr Hańczyc, ekspert w dziedzinie szkolnictwa wyższego z Instytutu Sobieskiego.

W tym roku na Uczelni Łazarskiego było mniejsze zainteresowanie studiowaniem stosunków międzynarodowych po polsku. Z kolei ten kierunek w języku angielskim cieszył się popularnością. Natomiast na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego zmniejszyła się liczba chętnych na studia z zakresu bezpieczeństwa, dziennikarstwa i stosunków międzynarodowych. Ostatnio w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych najmniej osób wzięło udział w rekrutacji na architekturę wnętrz. Powtórzyła się więc sytuacja z poprzedniego roku akademickiego.

– Tak jak w ubiegłym roku, najmniejszym zainteresowaniem cieszy się filologia hiszpańska. To niszowy, ale bardzo wyjątkowy kierunek, dlatego decydujemy się na jego kontynuację. W poprzednich latach wśród mniej popularnych były też takie fakultety, jak dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz architektura. Jednak w tym roku, dzięki wprowadzeniu profilu praktycznego na tych kierunkach, to się zdecydowanie zmieniło na plus – ocenia Anna Jaglińska-Prawdzik z Grupy Uczelni Vistula.

Z kolei osoby ubiegające się o indeks Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu rzadziej wybierają kierunki prowadzone całkowicie w języku angielskim. Liczba takich kandydatów rośnie systematycznie z roku na rok, ale dość powoli. Natomiast w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie najmniejszym zainteresowaniem w rekrutacji na rok 2019/2020 na studia I stopnia cieszyły się biznes turystyczny oraz fizjoterapia. Rok wcześniej, oprócz biznesu turystycznego, najrzadziej była wybierana administracja, stąd też uczelnia podjęła decyzję o nieoferowaniu tych kierunków. W Kujawsko-Pomorskiej Szkole Wyższej w Bydgoszczy mniej kandydatów postawiło na kierunki techniczne. Ostatnio uczelnia ta nie odnotowała wzrostu na studiach ekonomicznych w porównaniu z rekrutacją 2018/2019.

– U nas socjologia notuje ostatnio trend mniejszego zainteresowania wśród kandydatów. Podobnie sytuacja wyglądała w poprzednim roku akademickim, kiedy liczba chętnych była trochę niższa niż nasze oczekiwania – zaznacza dr Marcin Lis, prorektor ds. studenckich i współpracy z otoczeniem z Akademii WSB.

Natomiast w Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji w Opolu najmniejszą popularnością cieszyła się administracja, a w Akademii Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi – inżynieria materiałowa. Tak samo było rok wcześniej. Kandydaci zgłaszający się do Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej najrzadziej wybierali pracę socjalną i filologię niemiecką. Natomiast kierunek sport i zdrowie nie został jeszcze uruchomiony. Wspomniana praca socjalna, obok geodezji i kartografii, była najmniej obleganym kierunkiem w ofercie Społecznej Akademii Nauk. Na tej uczelni podobnie sytuacja wyglądała rok wcześniej.

Bitwa o indeks

– U nas największym zainteresowaniem cieszy się zarządzanie, zwłaszcza nitka angielska. W drugiej kolejności są finanse i rachunkowość oraz 5-letnie magisterskie prawo. Ponadto wielu kandydatów przyciągają kierunki dofinansowane z Funduszy Europejskich, ze względu na atrakcyjne czesne np. studia magisterskie zarządzanie rozwojem przedsiębiorstwa i perspektywa właścicielska – informuje Ewa Barlik, rzecznik prasowy Akademii Leona Koźmińskiego.

Na Uczelni Łazarskiego najbardziej oblegane jest zarządzanie. Dalej można wymienić prawo, administrację i kierunek lekarski. W przypadku oferty edukacyjnej PJATK od lat najbardziej popularna jest informatyka. W Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego największym zainteresowaniem kandydatów cieszą się kierunki medyczne, psychologia, filologia angielska, informatyka i ekonometria. Sporo chętnych złożyło też dokumenty na studia w języku angielskim – management oraz film and tv production management. W Sopockiej Szkole Wyższej business&languages, ekonomia, finanse i rachunkowość, architektura oraz zarządzanie i inżynieria produkcji to najpopularniejsze kierunki.

– W Akademii Finansów i Biznesu Vistula najpopularniejsze kierunki to zarządzanie I stopnia, informatyka oraz finanse i rachunkowość tego samego stopnia. W Szkole Głównej Turystyki i Hotelarstwa Vistula niezmiennie liderem jest turystyka i rekreacja I stopnia. Tak samo było w poprzednich latach – podkreśla Anna Jaglińska-Prawdzik.

W SAN-ie od lat bardzo dużą popularnością cieszy się bezpieczeństwo narodowe, fizjoterapia czy zarządzanie. Ten ostatni z kierunków jest jednym z najchętniej wybieranych w WSEH. Pozostałe to administracja i filologia angielska. W przypadku AHE w Łodzi psychologia, pedagogika, grafika oraz informatyka zajmują czołowe miejsca. Zarówno w 2018, jak i w 2019 roku, największym zainteresowaniem z oferty WSIiZ w Rzeszowie cieszyły się grafika komputerowa i produkcja multimedialna, informatyka, a także kosmetologia. Sporo kandydatów chciało się też dostać na filologię angielską, logistykę oraz studia w języku angielskim, tj. Aviation Management, General Aviation i Programming.

– Najwięcej kandydatów zgłosiło się na stosunki międzynarodowe, ponieważ mamy mocną internacjonalizację. Bardzo duży wzrost nastąpił też na informatyce, co ma związek z tym, że zapewniamy certyfikowane kompetencje i różne narzędzia informatyczne. Zarządzanie i logistyka to też popularne kierunki – wylicza dr Lis.

Zarządzanie jest od lat najbardziej obleganym kierunkiem w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku. Informatyka oraz finanse i rachunkowość, a także filologia również są w czołówce.  Sporo osób postawiło też na tegoroczne nowości, w tym psychologię oraz multimedia i grafikę komputerową. Natomiast w WSB w Poznaniu najbardziej oblegane jest zarządzanie. Finanse i rachunkowość oraz psychologia w biznesie także cieszą się dużym zainteresowaniem. Z kolei w Wyższej Szkole Ekonomii i Innowacji w Lublinie najchętniej składano dokumenty na pielęgniarstwo, bezpieczeństwo wewnętrzne, informatykę, psychologię, logistykę, rachunkowość i finanse, zarządzanie oraz studia dualne na czterech kierunkach w 100% finansowane z EFS.

– Największe zainteresowanie odnotowaliśmy na filologiach, przede wszystkim angielskiej i hiszpańskiej. Dodatkowo mając w swojej ofercie, jako jedyna uczelnia w Bydgoszczy, studia na kierunku prawo, widzimy zapotrzebowanie w tym obszarze – podkreśla Izabela Pochowska z biura promocji Kujawsko-Pomorskiej Szkoły Wyższej w Bydgoszczy.

W tegorocznej rekrutacji najpopularniejszym kierunkiem studiów w WSPiA Rzeszowskiej Szkole Wyższej była administracja połączona z zarządzaniem. Ten kierunek wybrało o 45% więcej osób niż w ubiegłym roku. W SSW business&languages, ekonomia, finanse i rachunkowość, finanse i rachunkowość ACCA, architektura oraz zarządzanie i inżynieria produkcji należały do najbardziej obleganych kierunków. W przypadku WSZiA w Opolu najwięcej zgłoszeń dotyczyło zarządzania i pedagogiki, czyli tak jak w ubiegłym roku.

– Widzimy, że dany kierunek studiów jest na jednej uczelni oblegany, a na innej – cieszy się niewielkim zainteresowaniem. Decydują o tym różne czynniki, w tym niewątpliwie renoma uczelni i kadra. Najlepsi wykładowcy na pewno przyciągają grupę pasjonatów. Ponadto młodzi ludzie decydują się na naukę w języku angielskim. To daje spore możliwości na rynku pracy, nie tylko w wyuczonym zawodzie. Ukończenie takich studiów pozwala przypuszczać, że absolwent świetnie będzie sobie radził w komunikacji np. w dużych międzynarodowych firmach – podsumowuje ekspert z Instytutu Sobieskiego.

Badanie Mastercard: Polacy entuzjastami elektronicznych płatności

  • Polscy konsumenci są entuzjastami cyfrowych usług, które cenią za wygodę, szybkość, niskie koszty, łatwość użycia oraz dostępność w dowolnym miejscu i czasie
  • Ankietowani widzą większą potrzebę cyfryzacji w takich sektorach jak edukacja, służba zdrowia czy transport publiczny
  • Już ponad połowa polskich konsumentów płaci mobilnie
  • Jedną z najpopularniejszych cyfrowych usług wśród Polaków są zakupy online

Coraz więcej usług można realizować cyfrowo, a polscy konsumenci są ich entuzjastami, doceniając je przede wszystkim za szybkość, wygodę i możliwość korzystania z nich w dowolnym miejscu i czasie. Wyniki badania* Mastercard potwierdzają, w jak wielu obszarach Polacy zdają się już na cyfrowe usługi.

Niektóre z nich zdobyły już tak ugruntowaną pozycję w naszym codziennym życiu, że trudno sobie wyobrazić, jak moglibyśmy bez nich funkcjonować. Do tych najbardziej popularnych wśród Polaków należy wysyłanie wiadomości e-mail (76%), wyszukiwanie informacji w internecie (76%) i korzystanie z mediów społecznościowych (75%). Inne cyfrowe usługi nadal konkurują ze swoimi analogowymi odpowiednikami, ale coraz częściej zdobywają serca użytkowników. Wśród nich warto wspomnieć o aplikacjach służących do nawigacji w terenie (66%), korzystaniu z elektronicznej wersji kalendarza (65%), programach lojalnościowych (63%), sprawdzaniu pogody online (54%), streamingu muzyki i treści wideo „na żądanie” (50%) czy rezerwacji noclegów (38%) i zakupu biletów na podróż (34%). W niektórych obszarach ucyfrowienie jest nadal w fazie wstępnego rozwoju, tak jak ma to miejsce w przypadku czytania książek – korzystanie z czytnika e-booków deklaruje tylko 14% ankietowanych. Polacy są natomiast entuzjastami zakupów online oraz najbardziej zaawansowanymi w Europie Środkowo-Wschodniej użytkownikami elektronicznych płatności.

O ile z poziomu cyfryzacji usług w zakresie zakupów, finansów czy podróży polscy konsumenci są już zadowoleni, o tyle wciąż zauważają większą potrzebę innowacji w takich sektorach jak edukacja (41%), służba zdrowia (40%) czy transport publiczny (30%).

Finansowo zaawansowani

Większe ucyfrowienie polskich konsumentów na tle Europy Środkowo-Wschodniej widać w zakresie korzystania z  usług finansowych. Zdecydowana większość (81%) ankietowanych z naszego kraju, biorących udział w badaniu Mastercard, korzysta z bankowości online (średnia dla regionu 63%), a po mobilne usługi płatnicze (rozumiane jako portfele mobilne oraz bankowość mobilną) sięgamy najczęściej w regionie – średnio niemal 10 razy w miesiącu (średnia dla regionu to 5,4).

Polacy coraz chętniej korzystają z usług finansowych na smartfonach. 63% badanych deklaruje, że „bankuje” w sposób mobilny (średnia 52%), a już ponad połowa polskich konsumentów (52%) korzysta z różnych form płatności mobilnych oferowanych przez banki, podczas gdy w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wskaźnik ten utrzymuje się na poziomie 40%. Spytani o to, czym by płacili jeśli nie plastikową kartą i gotówką,  60% ankietowanych wskazuje właśnie na telefon. Te dobre wyniki mogą być efektem powszechnej już dostępności cyfrowych usług płatniczych będących w ofercie polskich banków.

Cyfrowe zaawansowanie Polaków widać też na przykładzie urządzeń ubieralnych służących do płacenia, tzw. wearables, jak inteligentne zegarki czy opaski fitness. Z badania Mastercard wynika, że ponad co czwarty konsument (27%) chciałby płacić właśnie wearables, co jest najlepszym wynikiem w regionie. Ogólnie dowolne urządzenie tego typu posiada 15% respondentów.

Elektroniczne usługi płatnicze są doceniane przez Polaków przede wszystkim za wygodę (77%), oszczędność czasu (67%), dostępność w dowolnym miejscu i czasie (60%) oraz łatwość w użyciu (56%).

Wygodne zakupy

Jedną z najpopularniejszych cyfrowych usług są zakupy online – robi je 68% polskich konsumentów ankietowanych w badaniu Mastercard, a przynajmniej raz w tygodniu zakupy w internecie robi 37% z nich. Częstotliwość ta jest jednak mniejsza niż w innych krajach w naszej części Europy – średnio 3,5 raza w miesiącu, w porównaniu z  3,9 raza w regionie. Polacy w zdecydowanej większości robią zakupy online na laptopach (78%), rzadziej na urządzeniach mobilnych (22%). Kupowanie w internecie ankietowani lubią za wygodę (77%), oszczędność czasu (70%) i dostępność w dowolnym miejscu i o dowolnej porze (68%).

„W wielu dziedzinach naszego życia rozwiązania elektroniczne już wyparły te analogowe. Jak wynika z naszego badania, polscy konsumenci bardzo chętnie korzystają już z cyfrowych usług, szczególnie w zakresie finansów i płatności, i w tym aspekcie znajdujemy się w regionalnej awangardzie. Zaznajomienie się z nowymi technologiami często wymaga od użytkownika opanowania nowych umiejętności i zmiany zachowań, ale nasze badanie potwierdza, że Polacy są chętni, by korzystać z cyfrowych rozwiązań, szczególnie kiedy widzą wynikające z tego realne korzyści” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

Innowacji nigdy dość

Kolejna generacja cyfrowych usług może już powstawać w oparciu m.in. o sztuczną inteligencję (AI). Dotychczas z tego typu rozwiązań skorzystało 23% ankietowanych z Polski, ale chciałaby tego spróbować już ponad połowa (55%). Z kolei 6% respondentów deklaruje korzystanie z usługi chatbotów oferowanych przez banki. Jeszcze większą otwartość można zaobserwować w przypadku rozwiązania wirtualnej rzeczywistości (VR) – z takiej technologii skorzystał już co czwarty respondent (25%), a w przyszłości chciałoby z nich skorzystać 60% polskich konsumentów.

Korzystanie z cyfrowych usług nie byłoby możliwe bez podłączonych do sieci urządzeń. Według badania Mastercard, do najpopularniejszych z nich zaliczają się dziś smartfony (93%), laptopy (91%), routery wi-fi (73%), komputery PC (57%) i telewizory typu smart TV (56%).

5 wyzwań dla Polski i nowego rządu – Raport ZPP

Największymi wyzwaniami dla Polski są obecnie usługi publiczne. Opieka zdrowotna, system edukacji, transformacja energetyczna, ochrona środowiska i infrastruktura – to obszary, które zdaniem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców są kluczowe z punktu widzenia dalszego rozwoju Polski. Eksperci organizacji przygotowali 250-stronicowy raport omawiający z osobna każdy z nich.

Nie ulega wątpliwości, że po ostatnich czterech latach można stwierdzić, że Polacy są znacznie zamożniejsi, niż przedtem. Wskaźniki ekonomiczne mówią same za siebie – pensje rosły razem z PKB, a poziom życia wielu ludzi znacznie poprawił się. Wydaje się, że po osiągnięciu tego krótkoterminowego celu, nadszedł czas na stawienie czoła znacznie poważniejszym wyzwaniom. Poza zmianami regulacyjnymi w otoczeniu prawnym dla działalności gospodarczej, systemem sądownictwa i innymi krytycznymi dla gospodarki obszarami, trzeba wyróżnić pewien zakres polityk państwowych, związany często z usługami publicznymi, których jakość wciąż pozostawia wiele do życzenia, a których znacznej korekty musimy dokonać, żeby zaliczyć prawdziwy awans cywilizacyjny.

– Wybór tych obszarów jest dosyć oczywisty. Zresztą swego czasu PiS je zdefiniował na Kongresie w Katowicach – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP

– Opieka zdrowotna znajduje się w permanentnym kryzysie, a może być jeszcze gorzej, ponieważ starzejemy się. Ochrona środowiska to temat, który jest bardzo wysoko na liście priorytetów polityki unijnej, a my wciąż nie mamy wypracowanego spójnego podejścia do tej kwestii. Bezpośrednio z nią związana jest również transformacja energetyczna, której musimy dokonać w ciągu najbliższych dekad. W obliczu zmieniających się parametrów geopolitycznych, kluczowego znaczenia nabierają duże inwestycje infrastrukturalne. W końcu, by zrealizować wszystkie ambitne plany, potrzebujemy dobrze wykształconego społeczeństwa.

Opublikowany dzisiaj raport to w istocie pakiet pięciu dokumentów stanowiących efekt wielomiesięcznych prac ekspertów Związku Przedsiębiorców i Pracodawców oraz konsultacji z wybranymi specjalistami zewnętrznymi. Każda część materiału zawiera diagnozę stanu obecnego i kluczowe rekomendacje na przyszłość, wraz z uzasadnieniem. Jak twierdzą eksperci Związku – ich realizacja może zaważyć na tempie rozwoju cywilizacyjnego Polski. Zakres tematyczny poruszony na łamach raportu jest, oczywiście, bardzo szeroki i obejmuje zagadnienia od gospodarki odpadami, przez strukturę rynku opieki zdrowotnej, aż do sposobu zarządzania placówkami edukacyjnymi.

– We wszystkich opisanych obszarach można wyróżnić jakieś szczególne wyzwania, które w ciągu najbliższych lat będziemy musieli podjąć – zauważa Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Mówimy więc o problemach demograficznych wpływających na sytuację w systemie opieki zdrowotnej, czy też o transformacji gospodarki w gospodarkę opartą na wiedzy, wymuszającą zmiany w systemie edukacji, czy w końcu o realizacji unijnych polityk w zakresie środowiska i energetyki – wszystkie te zagadnienia to realne zjawiska, którym trzeba stawić czoła.

Jak twierdzą eksperci ZPP, czas na realizowanie kolejnych programów socjalnych już się skończył, zaś priorytetem na najbliższe lata powinno być rozpoczęcie podejmowania długoterminowych i kluczowych wyzwań stojących przed Polską.

– Można potraktować ten raport jako zbiór strategicznych założeń dla państwa w obszarach, które naszym zdaniem są absolutnie priorytetowe – podsumowuje Cezary Kaźmierczak – Pracowaliśmy nad nim długo i konsultowaliśmy z branżowymi ekspertami, ponieważ nie chcieliśmy, żeby był to raport stanowiący zbiór naszych pobożnych życzeń. Wszystkie rekomendacje w nim zawarte są realne i możliwe do wdrożenia.