Zmiany w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego. Działki pod budownictwo będą tańsze

W ciągu ostatnich trzech lat handel działkami rolnymi został zablokowany. Zmiany w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego powinny spowodować, że działki pod budownictwo będą tańsze. Zyskają na tym także deweloperzy i rolnicy.

W ciągu ostatnich trzech lat handel działkami rolnymi został zablokowany. Zmiany w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego powinny spowodować, że działki pod budownictwo będą tańsze. Zyskają na tym także deweloperzy i rolnicy.

Z uwagi na upływ 12 letniego okresu ochronnego na zakup ziemi rolnej przez cudzoziemców, polski ustawodawca w 2016 roku przeprowadził prace legislacyjne, które miały na celu poprawę sytuacji ekonomicznej polskich rolników oraz wzmocnienie ochrony ziemi rolnej przed spekulacyjnym wykupem. Poprzez wprowadzenie do polskiego porządku prawnego szeregu unormowań, które miały gwarantować realizację tych postulatów doszło do faktycznego wstrzymania obrotu nieruchomościami rolnymi.

Wprowadzone zmiany bardzo szybko zaczęły budzić kontrowersje. Obiektem krytyki stały się m.in. pięcioletni zakaz sprzedaży gruntów pozostających z zasobach, wówczas Agencji Nieruchomości Rolnych a następnie Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR), dopuszczenie do prywatnego obrotu jedynie nieruchomości rolnych o powierzchni mniejszej niż 3000 m2 oraz ograniczenie prawa nabywania nieruchomości rolnych bez konieczności uzyskiwania zgody Dyrektora Generalnego KOWR wyłącznie do grupy tzw. rolników indywidualnych. Zwracano uwagę również na wybiórcze wyłączenie z obostrzeń związków wyznaniowych.

– Eksperci zgodnie zauważali, że ograniczenia w handlu ziemią, które dotychczas obowiązywały spowodowały zastój w budownictwie, co dotknęło nie tylko deweloperów, ale również zakłady przemysłowe, które nie mają szans na rozbudowę w przypadku lokalizacji na terenach rolnych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Patrick Koźliczak, prawnik w kancelarii Zięba&Partners.

W wyniku trwających od 2 lat prac nad projektem zmian w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego parlament przyjął nowelizację przedmiotowej ustawy, która w dniu 10 maja 2019 roku została przekazana prezydentowi do podpisu.

Do najistotniejszych zmian wprowadzonych nowelizacją należy zaliczyć zwiększenie powierzchni nieruchomości rolnej, której nabycie nie wymaga uzyskania zgody Dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. W związku z tym każdy bez kwalifikacji rolniczych, w tym również przedsiębiorcy oraz spółki prawa handlowego będą mieć prawo do nabycia nieruchomości rolnej, której powierzchnia nie przekracza 1 hektara zarówno na terenach miast jak i wsi bez uzyskania wspomnianej zgody.

– Należy jednak podkreślić, że sam fakt iż przeprowadzenie takich transakcji nie będzie wymagało uzyskania zgody Dyrektora KOWR nie oznacza, że KOWR nadal nie będzie uprawniony do wykonania przysługującego mu dotychczas prawa pierwokupu nieruchomości – wyjaśnia prawnik z Zięba&Partners. – W tym zakresie do zmiany nie doszło, wobec czego umowa sprzedaży mająca za przedmiot nieruchomość rolną o powierzchni wahającej się między 3000 m2 a jednym hektarem nadal będzie musiała być umową sprzedaży zawartą pod warunkiem, że KOWR nie wykona przysługującego mu prawa pierwokupu.

W przypadku nabycia nieruchomości rolnej, nowy właściciel obowiązany będzie prowadzić gospodarstwo rolne, w skład którego weszła nabyta nieruchomość przez co najmniej 5 lat co stanowi zmianę w kontekście wcześniej obowiązującego terminu 10 letniego. W tym też okresie nie ma możliwości zbycia takiej nieruchomości bez zgody Dyrektora KOWR. Co istotne zakaz niezbywania nie ma zastosowania do nieruchomości rolnych położonych w granicach administracyjnych miast, w przypadku gdy ich powierzchnia jest mniejsza niż 1 hektar.

Wspomniany okres pięcioletni będzie również obowiązywał nabywców sprzed wejścia w życie nowelizacji.

Co istotne w kontekście funkcjonowania spółek prawa handlowego, KOWR przysługiwać będzie prawo pierwokupu udziałów i akcji w spółkach kapitałowych, w przypadku gdy taka spółka jest właścicielem lub użytkownikiem wieczystym nieruchomości rolnej o powierzchni co najmniej 5 ha albo nieruchomości rolnych o łącznej powierzchni co najmniej 5 ha. Stanowi to istotną zmianę w kontekście dotychczasowych przepisów, które przyznawało prawo pierwokupu udziałów i akcji w przypadku posiadania przez spółkę nieruchomości rolnej o powierzchni powyżej 3000 m2. Te konkretne zmiany zapewne będą stanowić pozytywny impuls na rynku fuzji i przejęć niejako ułatwiając i usprawniając przeprowadzanie tego typu transakcji.

Pomimo tego, że wprowadzone zmiany nadal utrzymują ograniczenie obrotu nieruchomościami rolnymi, w kontekście jednak bardzo restrykcyjnych uregulowań z 2016 r., obecne zmiany należy ocenić co do zasady pozytywnie i ufać, że jest to jedynie początek działań ustawodawcy w tym zakresie i kierunku.

Sytuacja gospodarstw domowych coraz lepsza

Dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób zwiększyła się w kwietniu do 7,1% r/r wobec 5,7% w marcu. Dochody gospodarstw domowych rosną najszybciej od dwóch lat.

– Niższy wzrost wynagrodzeń w marcu okaże się prawdopodobnie jednorazową anomalią – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Warto też zwrócić uwagę na bardzo stabilną tendencję dotyczącą wzrostu zatrudnienia. Wzrost ten przekracza 3 proc. Dzięki temu poprawiają się dochody rozporządzalne gospodarstw domowych.

– Wzrost tych dochodów jest bardzo solidny, po uwzględnieniu inflacji w kwietniu wynosił 8 proc., a pamiętać trzeba, że nie uwzględnia się tu dodatkowych transferów z budżetu państwa, które też rosną – komentuje ekspert XTB.

Aż 63% kupujących w Internecie korzysta z usług InPost

Według badań Kantar Polska1 kupujący w Internecie deklarują, że najczęściej korzystają z usług oferowanych przez InPost. Wskazanie 63% badanych to najwyższy wynik wśród wszystkich firm logistycznych działających w Polsce. InPost jest drugą najbardziej rozpoznawalną firmą kurierską w Polsce – aż 92% konsumentów zna markę InPost, a 55% wskazuje ją spontanicznie. InPost uzyskał także najwyższy wśród wszystkich kurierów wynik NPS – czyli wskaźnik zadowolenia konsumentów i polecania marki.

Rafał Brzoska, prezes InPost
Rafał Brzoska, prezes InPost

“InPost jest oceniany lepiej od konkurencji pod względem większości badanych elementów wizerunku marki. W porównaniu do pomiaru z października 2018 roku, InPost odnotował wzrost ocen większości aspektów wizerunkowych. Jesteśmy najlepiej oceniani zwłaszcza w obszarach związanych z innowacyjnością, wprowadzaniem nowych rozwiązań, a także z atrakcyjnością i elastycznością oferty oraz prostotą i wygodą korzystania z usług. InPost uzyskał też najwyższy wynik wskaźnika NPS wśród wszystkich kurierów. To pokazuje, że nasze zaangażowanie i ciężka praca przynoszą efekty – nawet, jeśli popełniamy błędy, to staramy się je jak najszybciej wyeliminować. Jesteśmy innowacyjni, a nasi kurierzy mają najlepsze na rynku narzędzia, by realizować usługę szybko i efektywnie” – powiedział Rafał Brzoska, prezes InPost.

W tym roku InPost udostępnił nową aplikację mobilną na telefony pracujące pod kontrolą systemów iOS i Android. W ramach aplikacji użytkownicy mogą skorzystać bezpłatnie z usług, które obejmują m.in. statusy i śledzenie drogi przesyłek, dodatkowe powiadomienia, możliwość odbioru czy zapłaty za pobraniem.

Ponadto InPost w ramach współpracy z ZEBRA Technologies wyposażył 3800 pracowników terenowych w komputery mobilne z ekranem dotykowym Zebra TC56. Modele, działające pod kontrolą systemu Android, umożliwiają szybsze i bardziej precyzyjne wykonywanie zadań związanych z obsługą paczek. Dzięki temu wydajność dostaw InPost wzrosła nawet o 10%.

InPost dostarczył w 2018 roku ponad 86 mln przesyłek, czyli o 52,5% więcej niż rok wcześniej. Dostawy za pośrednictwem Paczkomatów® wzrosły o 56,3%, a przez Kuriera InPost o 45,5%.

We wrześniu 2018 roku InPost i KKR – amerykańska firma inwestycyjna – zawarły porozumienie gwarantujące 125 mln euro finansowania dla InPost w okresie 5,5 roku. Ponadto Advent International i InPost zainwestują w 2018 roku nawet 250 mln zł w infrastrukturę paczkomatową oraz rozwój usług kurierskich.

Według raportu Gemius E-commerce w Polsce w 2018 roku:

  • Paczkomaty® InPost są drugą najbardziej popularną formą dostaw zakupów w sieci, po dostawach kurierem – wskazuje je aż 48% badanych
  • InPost Kurier utrzymał ubiegłoroczne trzecie miejsce wśród najchętniej wybieranych firm kurierskich w Polsce. Wyprzedził m.in. Pocztex (Pocztę Polską) oraz światowych potentatów, takich jak GLS, UPS i FedEx. Usługi kurierskie InPost zanotowały przyrost wskazań o 4 punkty procentowe w stosunku do 2017 roku, co jest sporym osiągnięciem na tak konkurencyjnym rynku

Rośnie także odsetek osób, które dzięki możliwości dostawy do Paczkomatów® motywowane są do zakupów online – to już 55% (wzrost o 5 punktów procentowych z roku na rok).

W 2018 roku InPost zrealizował:

  • ponad 86 mln dostaw, czyli więcej o 52,5% rok do roku
  • 56,3% wzrost wolumenu przesyłek do Paczkomatów® InPost r/r
  • 45,5% wzrost wolumenu paczek kurierskich InPost r/r
  • w szczycie świątecznym wzrosty wolumenów dostaw do Paczkomatów® przekroczyły 92%

InPost notuje jeden z najwyższych wskaźników zadowolenia klientów NPS (styczeń 2019, ankieta wysyłana do klientów po wykonaniu usługi):

  • InPost Kurier: 70,81 /N=4512/
  • Paczkomaty® InPost: 81,5 /N=13278/

FPP i CALPE: Od 2020 roku płaca minimalna powinna wzrosnąć do 2500 zł brutto

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że płaca minimalna od 2020 roku powinna wzrosnąć do 2500 zł brutto. Stosując metodykę analogiczną do wykorzystywanej w rządowej ocenie skutków regulacji rozporządzeń w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę – można szacować, że podwyższenie płacy minimalnej do 2500 zł brutto spowodowałoby wzrost wpływów do sektora finansów publicznych o 2,2 mld zł w skali roku. FPP proponuje, by 1,6 mld zł z tej kwoty przeznaczyć na obniżenie klina podatkowego i podwyższenie kwoty pracowniczych kosztów uzyskania przychodu do ponad 333 zł miesięcznie.

Panująca w ostatnich latach sytuacja na polskim rynku pracy doprowadziła do tego, że rzeczywiste najniższe rynkowe stawki wynagrodzenia zaczęły znacząco przewyższać determinowaną prawnie płacę minimalną. Z punktu widzenia prowadzenia działalności gospodarczej – m.in. w tych sektorach, gdzie często realizowane są zamówienia publiczne – istotne znaczenie ma jednak, by administracyjne stawki minimalne odzwierciedlały realne stawki rynkowe – tylko one bowiem często mogą stanowić podstawę do waloryzacji kontraktów.

Polskie firmy stają również przed koniecznością przyciągnięcia i utrzymania na rynku pracy licznej grupy cudzoziemców, w warunkach coraz silniejszej konkurencji z przedsiębiorcami z innych krajów. W tym segmencie rynku realne minimalne stawki również oderwały się od minimum formalnoprawnego. W sytuacji, gdy to ograniczenia po stronie podaży – zamiast popytu – zaczynają stanowić największą barierę rozwoju, możliwość oferowania wyższych wynagrodzeń staje się źródłem przewagi konkurencyjnej.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Rynek pracy jest bardzo trudny – przedsiębiorcy regularnie podwyższają wynagrodzenia w celu zatrzymania pracowników i zmniejszenia ich fluktuacji. Nie ma co utrzymywać fikcji – płaca minimalna powinna nadążać za realiami. Poziom 2500 zł brutto jest całkowicie uzasadniony i potrzebny. Mam nadzieję, że do naszego apelu – jako przedsiębiorców – przyłączą się związki zawodowe, a rząd uwzględni te głosy jako racjonalną potrzebę rynkową. Taka zmiana korzystnie wpłynie na warunki funkcjonowania przedsiębiorców – dla których ważne jest, by regulowana przez prawo minimalna stawka odpowiadała istniejącym realiom, zaś dla pozostałych firm byłaby ona neutralna” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Podwyższenie płacy minimalnej przyczyniłoby się do zwiększenia wpływów do sektora finansów publicznych z tytułu potrącanych zaliczek na podatek dochodowy, składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne, a także składki na Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

W konsekwencji podwyżka płacy minimalnej o 250 zł brutto spowodowałaby zwiększenie kosztów ponoszonych przez pracodawcę o 301 zł – z czego 176 zł trafiłoby bezpośrednio do pracownika, podnosząc jego wynagrodzenie netto, zaś pozostałe 125 zł zostałoby zaliczone na poczet obowiązkowych danin na rzecz państwa.

Ostateczny koszt pracodawcy ukształtowałby się na poziomie 3012 zł, a wynagrodzenie netto pracownika 1852 zł – po uwzględnieniu zapowiedzianych zmian, takich jak podwyżka kwoty kosztów uzyskania przychodu do 250 zł miesięcznie oraz wprowadzenie najniższej stawki PIT 17%.

Należy ponadto zwrócić uwagę na fakt, iż po podwyżce minimalnego wynagrodzenia, rośnie klin podatkowo-składkowy w odniesieniu do osób otrzymujących najniższe pensje. Jest to efekt proporcjonalnego zanikania korzyści wynikających z odliczeń kwotowych z tytułu kwoty wolnej od podatku oraz kwoty kosztów uzyskania przychodu. W rezultacie po podwyżce płacy minimalnej, dotyczący ją klin podatkowo-składkowy wzrósłby z 38,2% do 38,5%.

W związku z tym Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje, by w połączeniu z podwyższeniem płacy minimalnej została zwiększona kwota pracowniczych kosztów uzyskania przychodu do 3-krotności jej dotychczasowej wartości. Oznaczałoby to, że standardowo zamiast do 250 zł miesięcznie – jak obecnie planuje rząd – wzrosłaby ona do 333,75 zł miesięcznie. Dzięki temu po podwyżce płacy minimalnej o 250 zł brutto, pracownicy zarabiający minimalne wynagrodzenie zyskaliby ponad 190 zł netto, a ich klin podatkowo-składkowy zamiast wzrosnąć, obniżyłby się do 38,1% – co miałoby istotne znaczenie w kontekście wzmacniania bodźców do podejmowania aktywności przez osoby bierne zawodowo.

Koszt takiej zmiany, jak wynika z obliczeń przedstawionych w najnowszym Wieloletnim Planie Finansowym Państwa wyniósłby 1,6 mld zł rocznie i mógłby zostać pokryty z większych wpływów do sektora finansów publicznych, wynikających ze wzrostu podstawy wymiaru podatków i obowiązkowych składek.

Renta dożywotnia, czy zamiana mieszkania na mniejsze?

Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że 80 proc. polskich seniorów posiada na własność nieruchomość.[1] Dzięki uwolnieniu kapitału zamrożonego w tej nieruchomości osoby starsze mogłyby poprawić swoją sytuację finansową, zwłaszcza, że nie mają zbyt wielu oszczędności, a polskie emerytury są jednymi z najniższych w Europie. Sposobów jest kilka. Pierwszy z nich to podnajęcie pokoju lub części domu. Drugi – renta dożywotnia, czyli przekazanie prawa własności do nieruchomości w zamian za dożywotnie świadczenia pieniężne. Trzeci – sprzedaż mieszkania lub domu oraz przeprowadzenie się do mniejszego lokum. Co jest najbardziej opłacalne z ekonomicznego i psychologicznego punktu widzenia?

Eksperci przekonują, że kapitał zamrożony w mieszkaniu można spieniężyć i żyć dostatniej na emeryturze. Wszystko zależy od rodzaju i wielkości nieruchomości oraz tego jaki wariant „spieniężenia” wybierze senior. Jedną z opcji jest wynajęcie pokoju lub części domu. Takie rozwiązanie pozwala „dorobić” ok. 500-1000 zł miesięcznie do emerytury. Powoduje jednak utratę prywatności i mniejszy komfort życia (m.in. przez mniejszą powierzchnię użytkową, z której osoba starsza może korzystać). Wśród najczęściej porównywanych opcji jest zatem renta dożywotnia (czyli przekazanie prawa własności do nieruchomości w zamian za dożywotnie świadczenia pieniężne i gwarancję dożywotniego korzystania z lokum) oraz sprzedaż dotychczasowego i zakup mniejszego mieszkania. Często słyszy się, że z ekonomicznego punktu widzenia ta druga opcja jest bardziej opłacalna. Eksperci z Funduszu Hipotecznego DOM przeanalizowali kilka scenariuszy.

Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM fot. Adam Cisowski
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
fot. Adam Cisowski

– Przeanalizowaliśmy trzy scenariusze. W pierwszym z nich senior sprzedaje mieszkanie zlokalizowane w Warszawie, o powierzchni 65 m kw. oraz przeprowadza się do mniejszego w tej samej dzielnicy, ale o metrażu 40 m kw. W drugim scenariuszu senior podpisuje umowę renty dożywotniej na w/w mieszkanie o powierzchni 65 m kw. W trzecim scenariuszu podnajmuje pokój – wyjaśnia Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Z naszych wyliczeń wynika, że zarówno senior, który zamienił mieszkanie na mniejsze, jak i ten, który podpisał umowę renty dożywotniej będzie mógł uzyskać miesięcznie odpowiednio 966 zł lub 960 zł. To bardzo podobne kwoty, ale warto podkreślić, że przy zamianie mieszkania na mniejsze senior „straci 25 metrów kwadratowych”, czyli obniży swój komfort życia. Dzięki sprzedaży zyska nadwyżkę finansową w wysokości 142 600 zł, co oznacza, że będzie mógł „wypłacać sobie” dodatkowe środki w kwocie 966 zł do emerytury przez określony czas – 12 lat. Dla takiej wartości przygotowaliśmy wyliczenia, co oznacza, że wypłaty będą ograniczone w czasie. Skąd wzięliśmy 12 lat? To oczekiwania długość życia naszego reprezentatywnego seniora według danych GUS. Jeżeli nasz senior pożyje dłużej, środki pieniężne ze sprzedaży mieszkania skończą się. Będzie zatem musiał wypłacać sobie „coraz mniejsze kwoty” lub zaniechać tych wypłat całkowicie. Senior, który wybrał rentę dożywotnią, będzie otrzymywał świadczenia finansowe w wysokości 960 zł (+ waloryzacja) dożywotnio. Renta dożywotnia to rozwiązanie, w którym fundusz hipoteczny szacuje ryzyko, bierze go na siebie i zobowiązuje się do wypłacania świadczeń, aż do śmierci beneficjenta – dodaje Robert Majkowski.

Scenariusz 1 – sprzedaż mieszkania i przeprowadzka do mniejszego

Z wyliczeń Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że senior, który sprzeda mieszkanie o powierzchni 65 m kw. i kupi lokum o pow. 40 m kw. zyska na tej transakcji 142 600 zł. Będzie musiał jednak koszty dodatkowe (m.in. prowizje i opłaty z tytułu transakcji), koszty przeprowadzki czy ewentualnej adaptacji nowego mieszkania. Jeżeli będzie chciał „wypłacać sobie” dodatkowe środki do emerytury z uzyskanego w ten sposób budżetu, to przez 12 lat (bo taka jest oczekiwania długość życia wg GUS) będzie miał dodatkowe 966 zł miesięcznie. Czas realizacji transakcji będzie dość długi, a sam proces – energochłonny, co dla seniora może być dużym wyzwaniem. Warto też pamiętać, że przeprowadzka wiąże się ze zmianą środowiska, sąsiadów, współlokatorów. Zmieni się też metraż nieruchomości, a więc obniży się standard życia. – Ktoś, kto żył dotychczas w „oswojonej przestrzeni”, będzie musiał przyzwyczaić się do nowej. I mowa tu nie tylko o sąsiadach, ale również sprzedawcy z osiedlowego sklepiku, pani na poczcie, czy personelu przychodni lekarskiej. To właśnie dlatego mówi się, że sprzedaż mieszkania w starszym wieku należy rozpatrywać nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia. Bardzo ważnym aspektem są emocje, poczucie bezpieczeństwa, znajomość miejsca, w którym żyło się 40 czy 50 lat – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Tę tezę potwierdza zresztą szereg badań. W przeprowadzonym jakiś czas temu badaniu PolSenior, osoby starsze deklarowały, że mimo wysokich kosztów utrzymania nieruchomości – nie zamierzają zmieniać swoich mieszkań. Tak odpowiedziało 45 proc. ankietowanych. Z kolei seniorzy, którzy przeprowadzali się do domów opieki, mimo dość szybkiej adaptacji, przyznawali, że „wyrwanie ich” z dotychczasowego miejsca zamieszkania powoduje w nich smutek, osamotnienie, z pragnieniem śmierci włącznie. Osoby te twierdziły, że dałyby wszystko, by móc wrócić do domu rodzinnego.[2]

Scenariusz 2 – renta dożywotnia

Ten sam senior (w wieku 75 lat), który jest właścicielem mieszkania o pow. 65 m kw. zlokalizowanego w Warszawie, może podpisać umowę renty dożywotniej, otrzymywać comiesięczne świadczenia pieniężne aż do swojej śmierci, oraz mieszkać dożywotnio we własnym lokum. Świadczenie w przypadku takiego seniora wyniesie 960 zł miesięcznie, więc będzie podobne jak w przypadku sprzedaży mieszkania, tyle tylko, że nieograniczone w czasie, dożywotnie. Takie świadczenie będzie również waloryzowane. Komfort życia pozostanie bez zmian, podobnie z otoczeniem, sąsiadami, współlokatorami. Czas realizacji transakcji będzie znacznie krótszy, ok. 2-4 tygodnie. – Warto pamiętać, że w przypadku sprzedaży mieszkania i zamiany go na mniejsze senior wciąż będzie właścicielem nieruchomości, a mniejsze mieszkanie odziedziczą spadkobiercy. Jeżeli senior zdecyduje się na rentę dożywotnią, mieszkanie stanie się własnością funduszu hipotecznego, a więc nie będzie mogło być dziedziczone. To jeden z najważniejszych czynników, który wpływa na podjęcie decyzji o podpisaniu umowy renty dożywotniej. Mamy natomiast wielu klientów, którzy nie mają żadnych spadkobierców lub ich spadkobiercy nie są zainteresowani dziedziczeniem danej nieruchomości (np. dalecy krewni). W ostatnim badaniu opinii, które przeprowadziliśmy wśród naszych klientów, 62 proc. z nich przyznało, że ich sytuacja rodzinna nie miała wpływu na zawarcie umowy renty dożywotniej, a 73 proc. deklarowało, że ich spadkobiercy (dzieci, wnuki, dalsza rodzina) nie chcą podważać lub unieważnić takiej umowy. To wskazuje, że renta dożywotnia staje się, wzorem innych krajów, jednym ze sposobów poprawy życia na emeryturze, a zrozumienie zalet tego rozwiązania dotyczy nie tylko samych seniorów, ale również ich bliskich – podsumowuje Robert Majkowski.

Scenariusz 3 – podnajęcie pokoju lub części domu

Senior może zdecydować się też na podnajęcie pokoju w swoim mieszkaniu lub wynajęcie części domu. Co prawda komfort życia również będzie mniejszy, a czas pozyskiwania środków ograniczony czasem najmu, ale w takim przypadku emeryt będzie mógł liczyć na dodatkowe 500-1000 zł miesięcznie. – W tym przypadku trudno mówić o prawdziwym i długoterminowym bezpieczeństwie finansowym, bo rzadko wynajmuje się komuś pokój na 12 lat lub dłużej. Mimo to wynajęcie pokoju może być dobrym, dostępnym i dość szybkim w realizacji pomysłem – mówi Robert Majkowski. – Warto pamiętać również o opcjach pośrednich. Nawet, jeżeli sprzedamy mieszkanie i przeprowadzimy się do mniejszego lokum o pow. 40 m kw. to wciąż będziemy właścicielami nieruchomości. Możemy żyć z nadwyżki finansowej, którą uzyskaliśmy w wyniku sprzedaży, a dodatkowo podpisać umowę renty dożywotniej – tyle, że na mniejszy lokal. Jeżeli połączymy wypłaty z obu źródeł, okaże się, że miesięczne wpływy mogą sięgać 1500 zł – podsumowuje Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Analiza Funduszu Hipotecznego DOM:

sprzedaż mieszkania i przeprowadzka do mniejszego, podnajęcie pokoju, renta dożywotnia – porównanie korzyści finansowych oraz innych aspektów związanych z przeprowadzką

  Sprzedaż domu/mieszkania i przeprowadzka do mniejszego Podnajęcie pokoju lub części domu Renta dożywotnia
Korzyść finansowa jednorazowa* 142 600 zł jednorazowo
lub

966 zł miesięcznie

Brak Do negocjacji
Korzyść finansowa miesięcznie* 500-1000 zł 960 zł miesięcznie +waloryzacja
Okres korzyści finansowych* Ograniczony czasem dożycia (wg GUS wyliczenia dla 12,3 lat wypłaty miesięcznego świadczenia) Ograniczony do czasu wynajmowania Nieograniczony, dożywotni
Koszty dodatkowe (prowizje, opłaty, przeprowadzka, adaptacja) Duże Niskie Brak
Czas realizacji transakcji Bardzo długi Średni Krótki (2-4 tyg.)
Komfort i standard życia Mniejszy Mniejszy Większy
Zmiana środowiska, otoczenia (sąsiedzi, współlokatorzy) Istotna zmiana Zmiana Bez zmian
Dziedziczenie Mieszkanie dziedziczą spadkobiercy Mieszkanie dziedziczą spadkobiercy Brak dziedziczenia
Podatek od nieruchomości/użytkowanie wieczyste Jest, kilkaset do kilku tys. zł rocznie Jest, kilkaset do kilku tys. zł rocznie Brak
PIT od dochodu Przeważnie brak. Może występować, jeżeli zbycie przed okresem 5 lat od końca roku, w którym nastąpiło nabycie nieruchomości Jest Przeważnie brak. Może występować, jeżeli zbycie przed okresem 5 lat od końca roku, w którym nastąpiło nabycie nieruchomości
Ubezpieczenie Koszt seniora Koszt seniora Fundusz ubezpiecza wszystkie nieruchomości, nadzoruje i przeprowadza ewentualną likwidację szkód
Podwyżki czynszu Są, koszt seniora Są, koszt seniora Koszt Funduszu

*Przykładowe wyliczenia dla mieszkania 65 m2 w Warszawie, zamienione na 40 m2 w tej samej dzielnicy, średnie ceny za m2 wg danych NBP. Wyliczenia dla kobiety w wieku 75 lat.

Wartość nieruchomości 65 metrów – 8060,21 zł x 65 = 523 914 zł

Wartość nieruchomości 40 metrów – 8388,22 zł x 40 = 335 529 zł

Oczekiwania długość życia wg GUS wynosi 12,3 lat, kapitał z korzyści finansowej przy zamianie mieszkania wypłacany w okresie 12,3 lat przy braku oprocentowania lokaty. Oprocentowanie lokaty kapitału 2% w skali roku zwiększa wysokość korzyści miesięcznej do 1066 zł.

[1] Informacja o sytuacji osób starszych w Polsce, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Druk nr 2043, Wyd. Warszawa,  9 listopada 2017

[2] Monografia prawnicza „Hipoteka odwrócona” pod redakcją E.Rutkowskiej-Tomaszewskiej (wyd. C.H. Beck, 2017). Badanie przeprowadzono w 2011 i 2012 roku wśród mieszkańców podlaskich domów społecznych.

Coraz mniej pracowników tymczasowych

Polskie Forum HR, członek Konfederacji Lewiatan, podsumowało sytuację na rynku agencji zatrudnienia w pierwszym kwartale 2019 roku. Odnotowane spadki, zarówno w liczbie pracowników tymczasowych, jak i obrotach, nie są zaskoczeniem. Rynek pracownika trwa w najlepsze.

Rok 2019 przywitaliśmy kolejnymi spadkami na rynku pracy tymczasowej. Liczba pracowników tymczasowych w pierwszym kwartale 2019 roku spadła o 15% porównując z tym samym okresem poprzedniego roku (w porównaniu do ostatniego kwartału 2018 spadek o 12%). Agencje zrzeszone w Polskim Forum HR zatrudniały w tym czasie ponad 90 tys. pracowników tymczasowych, szacujemy że w całej Polsce liczba ta wyniosła ok. 300 tys. osób.Coraz mniej pracowników tymczasowych

Spada liczba etatów

W tym samym tempie spada liczba pełnych etatów przepracowana przez pracowników tymczasowych (FTE) w 1Q2019 – w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku różnica wyniosła 15%, w porównaniu do 4Q2018 11%.

Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR
Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR

– Biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy oraz deficyt kandydatów w wielu branżach i regionach Polski, spadek liczby pracowników tymczasowych nie jest zaskoczeniem. Pracodawcy użytkownicy bardzo chętnie przejmują naszych pracowników i zatrudniają ich na stałe – komentuje Anna Wicha, prezes Polskiego Forum HR.

– Sytuację ratują po części pracownicy z Ukrainy, którzy, jak wynika z danych MRPiPS, stanowią już 32% pracowników tymczasowych w Polsce. Niezwykle istotne jest zatem usprawnienie procedury legalizującej pracę cudzoziemców w naszym kraju. Wspólnie z Konfederacją Lewiatan wystąpiliśmy z postulatami w tym zakresie, m. in. w kwestii efektywnego wykorzystania bardzo szczelnego systemu rejestracji oświadczeń poprzez wydłużenie ich obowiązywania z 6 do 18 miesięcy – dodaje Wojciech Ratajczyk, wiceprezes ds. pracy tymczasowej w Polskim Forum HR.

Agencje Polskiego Forum HR odnotowały utrzymujący się, wysoki odsetek pracowników tymczasowych powyżej 50 roku życia (15%). Ponad 90% pracowników tymczasowych było zatrudnionych na podstawie umowy o pracę. Nadal najwięcej pracowników zatrudniano na stanowiska produkcyjne (69%).

Wartość usług agencji zatrudnienia

W 1Q2019 firmy członkowskie PFHR wygenerowały całkowite obroty ze sprzedaży swoich usług na poziomie 946 mln PLN, o 6% mniej niż w 1Q2018 i 11% mniej niż w 4Q2018. Biorąc pod uwagę tylko pracę tymczasową spadek rok do roku wyniósł 9% (kwartał do kwartału 12%). Możemy szacować, że wartość rynku pracy tymczasowej w Polsce w 1Q2019 wyniosła 1,6 mld PLN.

Danubia NanoTech najlepszym start-upem w regionie CEE. Finał PowerUp! 2019 rozstrzygnięty

Już po raz piąty start-upy z 24 krajów Europy Środkowo-Wschodniej stanęły do walki w organizowanym przez InnoEnergy konkursie PowerUp!. Danubia Nanotech ze Słowacji pokonał ponad 300 konkurentów, otrzymując szansę na globalny rozwój biznesu. Galę finałową podczas konferencji Impact’19 zwycięzcy opuścili z czekiem na 50 000€ oraz szansą na zaproszenie do prestiżowego akceleratora Highway® by InnoEnergy.

Laureaci zaprezentowali grafenowy czujnik przeznaczony do monitorowania temperatury powierzchniowej. Produkt, w postaci bardzo cienkiej folii, można nałożyć na dowolne nie-metalowe podłoże. Rozwiązanie może być stosowane m.in. w bateriach pojazdów elektrycznych i akumulatorach sieciowych, przedłużając ich żywotność i zapewniając bezpieczeństwo użytkowania.

Danubia NanoTech najlepszym start-upem w regionie CEE. Finał PowerUp! 2019 rozstrzygnięty (2)„Zgłosiliśmy się do PowerUp! dlatego, że poszukiwaliśmy wsparcia nie tylko w postaci określonego kapitału, ale również doradztwa i mentoringu. InnoEnergy jest właśnie takim inwestorem, dlatego bardzo cieszymy się, że dostaliśmy szansę, aby z nim współpracować. Nasze plany na najbliższą przyszłość to zakończenie testów i wprowadzenie produktu na rynek.” – mówi Patrik Krizansky, odpowiedzialny za Business Development w Danubia NanoTech

Drugie miejsce i 10 000€ przyznano Atlant 3D z Łotwy, którego projekt umożliwia wykorzystywanie druku 3D do prototypowania mikro i nano systemów oraz urządzeń. Ostatnie miejsce na podium oraz nagrodę w wysokości 5 000€ otrzymał start-up V-Chiller z Węgier, autor urządzenia chłodzącego opartego na metodzie próżniowej.
Tegoroczna gala finałowa odbyła się w Krakowie podczas Impact’19 – jednego z najważniejszych wydarzeń gospodarczych w tej części Europy. Przed jury oraz publicznością, skupiającą m.in. inwestorów, przedstawicieli przemysłu, a także mediów, swoje produkty i usługi zaprezentowało 14 start-upów. Finaliści to laureaci rozgrywek na szczeblu krajowym, które odbyły się na Węgrzech, w Polsce, Czechach, Słowacji, Słowenii, Serbii, Litwie, Łotwie, Estonii, Rumunii, Bułgarii, Chorwacji, Turcji i Grecji. Nasz kraj reprezentował start-up FLYO Boards ze swoim projektem innowacyjnej deski surfingowej.

Danubia NanoTech najlepszym start-upem w regionie CEE. Finał PowerUp! 2019 rozstrzygnięty (1)„Warto podkreślić, że PowerUp! to konkurs nie tylko dla firm energetycznych. Szukamy rozwiązań dla przemysłu także z obszaru mobilności, technologii czystego powietrza, ciepłownictwa, cleantech czy szeroko pojętych technologii smart. Tym, co wyróżnia nas spośród innych konkursów dla start-upów jest wszechstronne i kompleksowe wsparcie w rozwoju działalności. Uczestnicy wiedzą, że oprócz nagród pieniężnych, czeka na nich także solidna dawka mentoringu, a nawet pomoc w pozyskaniu pierwszych partnerów czy klientów.” – tłumaczy Jakub Miler, dyrektor generalny InnoEnergy Central Europe.

Wszystkie finały, zarówno krajowe jak i główny, poprzedziły dwudniowe warsztaty, prowadzone przez uznanych coachów i mentorów biznesowych. Uczestnicy mieli wówczas szansę m.in. zweryfikować swoje modele biznesowe z oczekiwaniami rynku oraz udoskonalić umiejętność prezentacji. Dla wielu jednak, głównym powodem wzięcia udziału w PowerUp! jest perspektywa zaproszenia do prestiżowego akceleratora Highway® by InnoEnergy, jednego z najlepszych tego typu programów w Europie. Dostęp do inwestycji na poziomie 150 000€ i budowanego przez lata know-how InnoEnergy otwierają start-upom drzwi do rozwoju w skali międzynarodowej.

Po raz pierwszy w historii konkursu przyznano dodatkową nagrodę specjalną Clean Air Challenge Award. Otrzymał ją start-up Roofit.solar, producent materiałów do pokrycia dachów, będących jednocześnie panelami do wytwarzania energii. Sponsorem nagrody była firma Veolia, która tworzy, rozwija i wdraża innowacyjne rozwiązania, przyczyniając się do zrównoważonego rozwoju miast i przemysłu.

„W Polsce stan powietrza jest jednym z najważniejszych wyzwań, przed którymi stoją samorządy i przemysł. Dlatego wszystkie rozwiązania, które przyczyniają się do jego poprawy, zasługują na uznanie i wsparcie. Bardzo cieszę się, że firmy start-upowe tworzą nowe technologie w tym zakresie i podzielają misję Veolii – odnawianie zasobów świata i troskę o środowisko. Jestem dumny, że to właśnie Veolia jest pierwszym mecenasem nagrody Clean Air Challenge Award.” – powiedział Fabien Ferrer, wiceprezes zarządu i zastępca dyrektora generalnego grupy Veolia w Polsce.

Udział w konkursie to dla start-upów również szansa na spotkanie z wiodącymi przedstawicielami sektora energii czy cleantech. Wśród głównych partnerów tegorocznej edycji konkursu znalazły się firmy: RAFAKO, D.TEK, ZSE Group oraz Enerjisa, którzy wśród prezentowanych rozwiązań szukali obiecujących technologii.

Michał Maćkowiak, Head of Innovation w RAFAKO S.A. tłumaczy: „PowerUp! jest dla nas szansą na poznanie najnowszych trendów i rozwiązań z obszarów, które uważamy za przyszłościowe i bliskie działalności RAFAKO, a więc m.in.: elektromobilności, odnawialnych źródeł energii, paliw alternatywnych czy magazynów energii. To również świetna okazja do wymiany wzajemnych doświadczeń z innymi partnerami konkursu.”

“Szukamy rozwiązań w zakresie produkcji gazu i węgla, wytwarzania ciepła, energii odnawialnej, budowy sieci, e-mobilności, efektywności energetycznej i obsługi klienta.” – dodaje Emanuele Volpe, DTEK Chief Innovation Officer.

“Grupa ZSE nieustannie oferuje innowacyjne rozwiązania energetyczne swoim klientom i współpracuje z innowacyjnym ekosystemem w sektorze energetycznym. PowerUp! zapewnia wyjątkową możliwość uczenia się od inspirujących startupów energetycznych i wspierania ich.” – mówi Andrej Juris, Executive Director and Chairman of the Board of Directors, Západoslovenská distribučná (ZSD).

Fezal Okur, Chief Strategy and Business Development Officer Enerjisa Enerji AS wyjaśnia: “Jako Enerjisa wierzymy, że zrównoważone rozwiązania mogą być tworzone tylko poprzez partnerstwo wszystkich interesariuszy. Innowacyjne i sprawne rozwiązania, zorientowane na najważniejsze problemy urbanizacyjne i stawiające w centrum klienta, są celem Enerjisa. W związku z tym, jesteśmy dumni z bycia częścią PowerUp!, konkursu dla start-upów, który łączy nas z najbardziej imponującymi pomysłami w całej Europie. ”

W jury konkursu zasiadali Jakob Ruiter, CEO InnoEnergy Benelux oraz reprezentanci tegorocznych partnerów konkursu: DTEK, RAFAKO, ZSE Energia i Enerjisa. Gospodynią wieczoru była LJ Rich, dziennikarka i prezenterka, znana m.in. z programu BBC News’ Click oraz Radio 5 Live. Na scenie, oprócz uczestników tegorocznej edycji, zaprezentowali się przedstawiciele start-upów HYGEN, Gradis i Skeleton Technologies, którym fundusz InnoEnergy pomógł rozwinąć skrzydła w poprzednich latach. W ramach panelu success stores podzielili się z publicznością swoim przepisem na biznesowy sukces.

InnoEnergy jest funduszem wspieranym przez Europejski Instytut Innowacji i Technologii (EIT).

Brexit pogrąża funta

Wtorek przyniósł chwilową poprawę nastrojów względem brytyjskiej waluty. Dziś jednak waluta znowu traci. Co stoi za tymi zmianami?

Po dwóch tygodniach spadków, wczoraj w ciągu dnia brytyjska waluta doświadczyła umocnienia. Było to po tym, jak rynek obeszła wiadomość, że brytyjscy posłowie będą mogli zagłosować nad drugim referendum ws. Brexitu. Euforia nie trwała jednak długo. Theresa May warunkuje głosowanie akceptacją jej umowy z UE, a na to nie ma zbyt wielkich szans. Coraz więcej Torysów, nawet tych popierających umowę May w ostatnim głosowaniu, obecnie sugeruje, że zagłosuje przeciwko porozumieniu.

Z kolei polski złoty nadal pozostaje dość stabilny. Po wczorajszych niezłych danych z krajowego rynku pracy, dziś nadeszły minimalnie wyższe od i tak wysokich oczekiwań dane o produkcji przemysłowej w kwietniu. Ostatnie odczyty wskazują na to, że polska gospodarka weszła w drugi kwartał z przytupem, jednak istotnie nie wpływają na zachowanie polskiego złotego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,30-4,31. Para EUR/USD wczoraj zakończyła dzień lekkim osłabieniem. Wspólnej europejskiej walucie nie pomogła poprawa nastrojów w strefie euro odzwierciedlona we wzroście indeksu zaufania konsumentów w maju. Indeks w relacji do poprzedniego miesiąca podskoczył o 0,8 punktów do poziomu -6,5, pokazując pewną poprawę.

Dzisiejsze poranne przemówienie prezesa EBC również przeszło bez większego echa, nie zawierało bowiem istotniejszych sugestii względem perspektyw polityki monetarnej banku centralnego.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,89-4,92. Dzisiejsze dane o inflacji w Wielkiej Brytanii pokazały niższą dynamikę od oczekiwań. Inflacja CPI wprawdzie nieco wzrosła, jednak indeks bazowy pozostał na poziomie z poprzedniego miesiąca. Wpływ publikacji na rynek był dość niewielki. Niższa inflacja wprawdzie oznacza nieco niższe perspektywy podwyżek stóp ze strony Banku Anglii, jednak inwestorzy są zdania, że Bank raczej nie będzie podejmował decyzji w kontekście stóp przed rozwiązaniem kwestii Brexitu, a to może odwlekać się w czasie.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,85-3,87. Amerykańska waluta zakończyła wczorajszy dzień lekkim umocnieniem w relacji do głównych walut. Początek tygodnia nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji z USA, dziś jednak warto zwrócić uwagę na wieczorną publikację „minutek” z ostatniego posiedzenia FOMC. Będzie ona istotna z uwagi na dość dużą różnicę między neutralną retoryką decydentów, a rynkiem, spodziewającym się obniżek stóp procentowych. Kontrakty fed fund futures sugerują, że wyceniane prawdopodobieństwo obniżki stóp przed końcem roku wynosi blisko 70%. Prędzej czy później retoryka decydentów i oczekiwania rynku powinny zacząć zbiegać się do jednego punktu: zachowanie amerykańskiej waluty w istotnym stopniu będzie zależne od tego, gdzie znajdzie się ów punkt.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 16:00 – przemawia John Williams z FOMC
  • 16:10 – przemawia Raphael Bostic z FOMC
  • 20:00 – „minutki” z ostatniego spotkania FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Wyniki finansowe GK RAFAMET w pierwszym kwartale 2019 roku

Prezes F.O. RAFAMET E. Longin Wons
Prezes F.O. RAFAMET E. Longin Wons

Grupa Kapitałowa RAFAMET podsumowuje wyniki finansowe uzyskane w I kwartale bieżącego roku. W odniesieniu do analogicznego okresu 2018 roku, Grupa uzyskała porównywalne przychody, których większa część zrealizowana została na rynkach zagranicznych.

Wyniki finansowe GK RAFAMET w pierwszym kwartale 2019 roku

W I kwartale 2019 roku Grupa Kapitałowa RAFAMET uzyskała przychody ze sprzedaży w wysokości 24 mln złotych. W analogicznym okresie roku 2018 przychody te wyniosły 29 mln. Grupa Kapitałowa RAFAMET w I kwartale 2019 roku osiągnęła zysk netto w wysokości 194 tys. zł.

Większą część swoich przychodów RAFAMET S.A. (jednostka dominująca GK) zrealizowała na rynku zagranicznym. Sprzedaż na ten obszar w omawianym okresie wyniosła 13 mln, co stanowi ponad 85,3% ogółu sprzedaży  – Należy zaznaczyć, iż w tym roku udział krajowego rynku zbytu obrabiarek znacząco wzrośnie, co potwierdza wysoką dynamikę polskiej gospodarki w branży kolejowej – informuje Prezes Zarządu firmy RAFAMET, E. Longin Wons.

W I kwartale br. Spółka podpisała szereg umów z odbiorcami z zagranicy oraz Polski. Mowa o kontraktach z firmą STADLER SERVICE AG Szwajcaria, której przedmiotem jest dostawa tokarki podtorowej UGE 300 N przeznaczonej dla zakładu w Baku, w Azerbejdżanie a także z firmą NEWAG S.A. Nowy Sącz, której przedmiotem jest dostawa, montaż i uruchomienie: tokarki portalowej z napędem ciernym typu UFD 140 N oraz dwóch sztuk tokarek kłowych typu TCG 135 N. W tym okresie zawarto także umowę z odbiorcą z Indii na dostawę portalowej tokarki kołowej 125 N, jak również z klientem z Czech na dostawę ciężkiej tokarki podtorowej UGE 300 N.

W I kwartale br. podpisano także kontrakt na dostawę tokarki kłowej TRB 155 CNC x 4000 dla tureckiego klienta z branży stalowej. Warto w tym wypadku zaznaczyć, że jest to powrót marki PORĘBA, której właścicielem jest RAFAMET S.A. do Turcji po kilku latach nieobecności .

– Wypracowane wyniki są zadowalające. Warto jednak pamiętać, że dla firmy pierwsze dwa kwartały roku są zawsze trudniejsze z uwagi na tradycyjnie nierównomierną kontraktację na przestrzeni całego roku (większość kontraktów podpisywanych jest w czwartym kwartale roku). Dla oceny wyników finansowych Spółki najbardziej odpowiednim okresem jest więc cały rok kalendarzowy – przypomina Prezes Zarządu RAFAMET S.A.

***Magdalena Matusik/Adventure Media

Tradycyjni sprzedawcy w starciu z e-commerce. Kto wygra walkę na innowacje?

Interaktywne lustra, nowatorskie koszyki – tak tradycyjni sprzedawcy walczą o klienta, który coraz chętniej robi zakupy w sieci, a co za tym idzie, rzadziej odwiedza salony sprzedaży. Sklepy internetowe nie pozostają dłużne, wprowadzając kolejne udogodnienia i usługi. Na handlowym wyścigu zbrojeń najbardziej zyskują dopieszczeni jak nigdy wcześniej klienci.

Dynamiczny rozwój rynku e-commerce to dla tradycyjnych sprzedawców ogromne wyzwanie. Z danych opublikowanych przez PwC wynika, że 17 proc. Polaków kupuje za pomocą smartfona przynajmniej raz w tygodniu, a 47 proc. deklaruje chęć robienia zakupów spożywczych online. Z raportu “Polacy na zakupach” dowiemy się również, że już teraz 23 proc. respondentów zamawia przez internet produkty pierwszej potrzeby, a 37 proc.  zamierza to robić w przyszłości. Utrata klientów, którzy zamiast szukać produktów na sklepowych półkach, wolą z domowego zacisza zamówić je przez internet, dla tradycyjnych sprzedawców oznacza nie tylko malejące przychody, lecz w niektórych przypadkach nawet utratę płynności finansowej i zakończenie działalności.

Firmy, które zbudowały swój model biznesowy na tradycyjnych punktach sprzedaży, nie poddadzą się bez walki, wiedzą bowiem doskonale, że spora część społeczeństwa woli przyjrzeć się ofercie z bliska lub najzwyczajniej w świecie czerpie przyjemność z wypraw do świątynek konsumpcjonizmu. Aby zachować konkurencyjność, o takich klientów należy walczyć ze wszystkich sił. A jak to robić, jeśli nie poprzez wdrażanie atrakcyjnych innowacji? To dlatego coraz więcej firm trudniących się sprzedażą fizyczną inwestuje na potęgę w nowe technologie i poszukuje kreatywnych rozwiązań zwiększających satysfakcję klienta.

Tajemnicze koszyki Sephory

Tradycyjni sprzedawcy w starciu z e-commerceNiedawno internet obiegło zdjęcie nietypowego wyposażenia sklepu z perfumami, zdaniem ekspertów idealnie oddające to, czym jest nowoczesne podejście do tworzenia prokonsumenckich innowacji. Przedstawia od dwa rodzaje koszyków zakupowych: czerwone – przeznaczone dla osób zainteresowanych pomocą sprzedawcy, i czarne – przeznaczone dla klientów, którzy wolą robić zakupy samemu i nie życzą sobie zbędnego kontaktu z pracownikami. Udało się nam dowiedzieć, że wprowadzono je do użytku w ramach testowego projektu w wybranych perfumeriach Sephory w Kanadzie i Rumunii. W oparciu o ewaluację projektu ma zostać podjęta decyzja o umieszczeniu podobnych koszyków w innych krajach.

O to, w jaki sposób powstają tego typu rozwiązania, zapytaliśmy Irka Piętowskiego, konsultanta innowacji z firmy DT Makers, specjalizującej się w projektach realizowanych metodą design thinking. – Wszystko zaczyna się od pogłębionego wywiadu, poznania klienta i zbadania jego potrzeb. Tak prawdopodobnie było i w tym przypadku. Twórcy projektu dowiedzieli się, że część klientów narzeka na nachalność sprzedawców, podczas gdy reszta ceni sobie ich pomoc. Jak rozwiązać taki problem? Najlepiej poprzez burzę mózgów, na której pada setki pomysłów. Kolejny etap to prototypowanie. To dzięki niemu dowiadujemy się o aspektach, które wymagają udoskonalania – wyjaśnia Piętowski.

Z jego doświadczenia wynika, że przy realizacji projektów metodą design thinking na światło dzienne wychodzą najróżniejsze problemy, a powstające w procesie kreatywnym rozwiązania bywają tak oryginalne, że nie powstydziliby się ich najwięksi wynalazcy. Nic więc dziwnego, że na Zachodzie takie marki jak Carrefour, Tesco czy Zara, zachęcone efektami, korzystają z design thinking coraz częściej. – Sprzedawcy detaliczni sięgają po kreatywne metody rozwiązywania problemów, ponieważ rozumieją wagę customer experience. Trudno zadowolić klienta, jeśli nie zbada się jego zachowań na najgłębszym poziomie, wczuwając się w jego życiową sytuację, potrzeby i pragnienia. Dopiero poznawszy człowieka w ten sposób, możemy właściwie dopasować rozwiązanie. Nie zawsze musi to być nowa, kosztowna technologia. Genialne innowacje to również te proste i niskobudżetowe. Ważne, aby trafiały w punkt – dodaje Irek Piętowski.

Ten punkt widzenia znajduje odzwierciedlenie w badaniach Adobe. Okazuje się, że firmy, które kierują się filozofią designu, świadomie stawiają klienta na pierwszym miejscu. 46 proc. spośród największych organizacji tego typu powołuje się na więź emocjonalną z klientem jako definiującą cechę zaawansowanego projektowania. Co ciekawe, aż 50 proc. firm określanych mianem design-led chwali się rosnącą liczbą lojalnych klientów. W przypadku Sephory wdrażanie innowacji mających zwiększyć komfort klienta jest szczególnie istotne, gdyż jak podaje PwC, leki i kosmetyki kupuje w sieci aż 75 proc. konsumentów. Przekonanie do siebie niewielkiej części tej grupy to prawdziwa mission impossible. Przy bieżącym tempie rozwoju rynku e-commerce utrzymanie obecnego klienta to już ogromny sukces.

Lustereczko, powiedz przecie…

Domowa PrzymierzalniaZ problemem migracji klientów do e-sklepów boryka się również branża odzieżowa. Według PwC to właśnie ubrania i obuwie są najczęściej kupowanymi w sieci produktami. Z raportu “Polacy na zakupach” wynika, że w takie produkty zaopatruje się online aż 79 proc. respondentów. Są to potencjalni klienci tradycyjnych sklepów odzieżowych, które robią wszystko, by przyciągnąć ich do siebie. “Wszystko” oznacza m.in. eksperymentowanie z takimi technologiami, jak wirtualne lustra, dzięki którym za zakupy zapłacimy już w przymierzalni. Niedawno w warszawskim centrum handlowym Blue City futurystyczne rozwiązania firmy Abyss Glass testowała sportowa marka 4F. Klienci jej sklepu w przygotowanych na tę okazję wirtualnych przymierzalniach mogli zapłacić za wybrane produkty, wpisując kod BLIK bezpośrednio na taflach luster. Jest to możliwe dzięki technologii RFID, która automatycznie rozpoznaje ubrania wnoszone do przymierzalni i wyświetla je na urządzeniu. Wszystko odbywa się bez udziału kamer, które w takich miejscach jak przymierzalnie są z oczywistych powodów nie do zaakceptowania.

Dzięki lustrom Abyss Glass klienci sklepu mogą również domówić odpowiedni rozmiar ubrania lub zapoznać się ze spersonalizowaną ofertą dodatków, automatycznie dopasowaną do przymierzanych elementów garderoby, i poprosić obsługę o ich przyniesienie. Lustra mają również wyświetlać informację o materiale, z jakiego wykonane jest ubranie, o kolekcji oraz cenie.

O to, jak narodził się pomysł na produkt, który jak żaden inny wzbudza zainteresowanie marek modowych, spytaliśmy jego twórcę, Arkadiusza Adamka. – Wszystko zaczęło się w 2015 roku. Przeglądając internet, natrafiliśmy na rozwiązanie oferowane przez holenderskiego majsterkowicza, który instruował, jak zbudować interaktywne lustro do zastosowania domowego. Zainteresowaliśmy się tematem i zaczęliśmy analizować rynek. Okazało się, że w tamtym czasie nie był to ogólnodostępny popularny produkt, który można było po prostu kupić – wspomina Adamek.

Mobilizacja sił po stronie tradycyjnych sprzedawców detalicznych nie została bez odpowiedzi. Na innowacje prześcigają się również firmy z branży e-commerce, lecz przede wszystkim konkurują one między sobą, dokładając wszelkich starań, aby zwiększyć obroty oraz pulę stałych klientów. Walka o konsumenta przyzwyczajonego do robienia zakupów w punktach handlowych zeszła na drugi plan. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że poziom smartfonizacji społeczeństwa oraz cyfrowej dojrzałości Polaków samoistnie nakręca rozwój całej branży. Niemniej, w trosce o rynkową pozycję internetowi sprzedawcy dwoją się i troją, aby dopracować oferowane przez siebie usługi. Najlepszym tego przykładem jest polska firma Muscat, o której mówi się, że customer experience ma opanowane do perfekcji.

Domowa Przymierzalnia

Na pierwszy rzut oka widać, że jej pomysł na biznes tkwi w prostocie. Ta polska marka sprzedaje okulary – stylowe, a zarazem w rozsądnych cenach. Każdy egzemplarz jest ręcznie robiony, więc w porównaniu z sieciówkami optycznymi Muscat oferuje klientom znacznie solidniejszy produkt. Doskonała oferta na nic by się jednak nie zdała, gdyby nie wyjątkowy model sprzedaży internetowej. Jego kluczowym elementem jest domowa przymierzalnia – usługa, którą mogą się pochwalić tylko liderzy e-commerce branży modowej.

Jak to wygląda w praktyce? Po odwiedzeniu sklepu internetowego Muscat można wybrać 5 modeli oprawek, które chcemy przymierzyć w domu. Mamy na to 5 dni, a przymiarka jest bezpłatna i nie zobowiązuje do zakupu. Potencjalny przyszły klient otrzymuje darmową paczkę z zestawem produktów. W ten sposób może obejrzeć okulary z bliska i ocenić ich wykonanie – podobnie jak podczas wizyty w punkcie sprzedaży. Usługa jest wyjściem naprzeciw oczekiwaniom klientów, którym brakuje czasu na odwiedzenie salonu lub nie czują się komfortowo, przymierzając okulary w czyimś towarzystwie. Uruchomienie jej stało się możliwe dzięki outsourcingowi logistyki do zewnętrznego operatora – firmy Omnipack – który w pełni skoordynował ten proces. Sprawne konfekcjonowanie i przygotowywanie zestawów do przymiarki sprawia, że okulary trafiają do zainteresowanych w kolejny dzień roboczy po dokonaniu zamówienia. – Ze względu na zainteresowanie Domową Przymierzalnią, rotacja produktów jest bardzo duża. Dlatego w magazynie Omnipack stworzyliśmy specjalne stanowisko dedykowane tej marce. Powołaliśmy również zespół, który zajmuje się wyłącznie jej obsługą. W specjalnie zaprojektowanych kuwetach przechowujemy wszystkie modele, a sama konstrukcja regału dostosowana jest do okularów. Dzięki temu możemy łatwo reagować na zmienne wolumeny w ciągu dnia, optymalizując pod ich kątem dostawę przesyłek. Tak zaplanowany proces spełnia swoje zadanie, szczególnie gdy kurier odbiera je co kilka godzin – tłumaczy jak za kulisami wygląda obsługa wymagającego klienta Rafał Szcześniewski, COO i założyciel Omnipack.

Siła sklepu internetowego Muscat tkwi w doskonale zorganizowanych i działających jak szwajcarski zegarek procesach logistycznych. Już niebawem jego klienci, obok Domowej Przymierzalni, będą mogli skorzystać z same day-delivery (dostarczenie przesyłki w dniu zamówienia). To kolejna usługa premium, która na Zachodzie cieszy się sporą popularnością. W Polsce zainteresowanie nią nadal rośnie, jednak wciąż daleko nam takich państw, jak Niemcy, Wielka Brytania czy USA.

W pogoni za nowatorskimi rozwiązaniami, zarówno u sprzedawców tradycyjnych, jak również internetowych, widoczny jest wspólny aspekt. Jest nim klientocentryczność. Innowacje, którym brakuje tego pierwiastka, skazane są na porażkę. Wejść w buty klienta i zrozumieć jego potrzeby to misja, która dla sprzedawców detalicznych jest dziś bardziej istotna, niż kiedykolwiek wcześniej, a dzięki nowym technologiom również zaspokojenie tych potrzeb wydaje się być łatwiejsze. Tymczasem praktyka pokazuje, że potrafią to zrobić tylko najlepsi i to oni w najbliższych latach rozdawać będą karty.

Brexit znów w nagłówkach. Kurs funta poniżej 4,90 zł.

Przez chwilę mogliśmy odetchnąć od tematu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, ale nic nie trwa wiecznie. Po fiasku poprzednich prób rozwiązania zagmatwanej sytuacji wraca pomysł ponownego referendum. Rozwiązanie pozornie wydaje się bardzo dobre, posiada jednak kilka istotnych wad…

Próba wyjścia z brexitowego impasu

Klincz, w którym znalazły się główne brytyjskie partie w kontekście opuszczenia Wspólnoty, sprawia wrażenie niemożliwego do rozerwania bez wdrożenia radykalnych posunięć. W tym celu premier Theresa May zaproponowała ponowne referendum. Na pierwszy rzut oka jest to słuszna propozycja. Ma jednak przynajmniej dwie bardzo poważne wady. Po pierwsze, oznacza, że pewne zagadnienia mogą być głosowane do momentu osiągnięcia wyniku, który odpowiada określonym grupom. Mogłoby to mieć fatalne skutki dla demokracji bezpośredniej. Po drugie, co zdaje się nawet istotniejszą kwestią: jak sformułować pytanie w takim referendum i czy zadać tylko jedno, czy może powinno się pojawić kilka koncepcji do wyboru. Dobrym dowodem na to, jak istotne są to komplikacje, jest fakt, że premier byłaby skłonna zgodzić się na ponowny plebiscyt pod pewnym warunkiem. Możliwość jeszcze jednego głosowania zostanie wpisana do ustawy (następnie przyjętej przez parlament) akceptującej umowę wyjścia, którą wcześniej sama wynegocjowała. Rynki początkowo zareagowały entuzjastycznie, jednak po chwili wrócił pragmatyzm i kurs waluty spadł w miejsce, z którego zaczynał wzrost.

Słabsze dane z Wysp

Wielka Brytania to nie tylko niepokoje związane z przyszłością projektu pt. Brexit. To również słabsze dane z gospodarki. Wczoraj poznaliśmy wskaźnik zamówień wg. CBI. Uzyskał on wynik -10 pkt wobec oczekiwanych -5 pkt. Oznacza to, że zgodnie z badaniem Konfederacji Brytyjskiego Przemysłu zamówienia maleją. Spadające zamówienia to bardzo negatywny sygnał dla gospodarki, sugerujący pogorszenie innych parametrów. Słabszą kondycję widać też na kursie funta. Po górce na 5,04 zł z 6 maja nie ma już śladu. Od tego czasu brytyjska waluta znajduje się na równi pochyłej. W przeciągu przeszło dwóch tygodni straciła względem złotego ponad 3%, spadając poniżej 4,90 zł.

Produkcja przemysłowa w Polsce

Dziś rano poznaliśmy dane na temat wzrostu produkcji przemysłowej. Rośnie ona o 9,2% wobec oczekiwanych 9,1%. Delikatnie powyżej oczekiwań wypadły również odczyty koniunktury konsumenckiej. Przy tak dużych wzrostach nie może dziwić, że w górę pną się także ceny produkcji. Ten parametr budzi lekki niepokój. Większe koszty produkcji to albo niższe marże, albo mniej pieniędzy w naszych portfelach. Rynek zareagował na te dane pozytywnie, umacniając złotego względem głównych walut o ok. pół grosza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych, aczkolwiek warto mieć na uwadze, że o 20:00 poznamy protokół z posiedzenia FOMC. Jest to kluczowy dokument dla przewidywań zmian stóp procentowych w USA, a tym samym dla dolara amerykańskiego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Budowa instalacji nawozowych w ANWILU rozpoczęta

ANWIL z Grupy ORLEN rozpoczął budowę dwóch z trzech instalacji do produkcji nawozów azotowych. Inwestycja, której całkowita wartość wyniesie około 1,3 mld zł umożliwi w połowie 2022 roku wzrost mocy wytwórczych ANWILU o około 50 procent. Realizacja projektu to odpowiedź na zapotrzebowanie na wysokojakościowe produkty ze strony polskich rolników. To także istotny krok w kierunku zmniejszenia importu nawozów.

anwil budowaNa terenie chemicznej firmy powstaną trzy nowe instalacje produkcyjne ciągu nawozowego: instalacja do produkcji kwasu azotowego, instalacja do produkcji roztworu azotanu amonu (tzw. neutralizacja) i instalacja do produkcji nawozów metodą granulacji bębnowej.

W środę, 22 maja 2019 r. został wmurowany kamień węgielny pod budowę instalacji kwasu azotowego i neutralizacji, będących kluczowym etapem realizacji inwestycji.

anwilWzmacnianie pozycji ANWILU w stosunku do konkurentów to jeden z naszych priorytetów. Rozbudowa kompetencji w obszarze nawozów azotowych przez włocławską spółkę to wymierne korzyści dla całej Grupy ORLEN, ale też regionu i polskich rolników. Poprzez zwiększenie oferty wysokojakościowych produktów przyczynimy się bowiem do zapewnienia Polsce bezpieczeństwa żywnościowego – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

ANWIL jest jedynym polskim wytwórcą nawozów dysponującym rzeczywistym potencjałem do zwiększenia ich produkcji. Aktualne moce produkcyjne spółki w obszarze nawozów powodują bowiem, że dysponuje ona do 35 proc. nadwyżki amoniaku, której naturalnym odbiorcą są producenci nawozów. Dzięki realizowanej inwestycji ANWIL będzie mógł zagospodarować te wolumeny i uplasować na rynku gotowy, wysokojakościowy produkt w postaci nawozów azotowych, bez utraty marży.

Umowa na projektowanie, dostawy oraz budowę w systemie „pod klucz” instalacji kwasu azotowego o wydajności niemal 1 300 ton dziennie oraz neutralizacji o wydajności 1 200 ton dziennie została zawarta pod koniec kwietnia 2019 r. z firmą thyssenkrupp Industrial Solutions AG.

To pierwszy z trzech najważniejszych kontraktów, jakie zostaną podpisane w ramach strategicznego dla rozwoju włocławskiej spółki projektu. Dwa pozostałe będą dotyczyć budowy instalacji granulacji oraz instalacji pomocniczych.

Uruchomienie w połowie 2022 roku trzeciego ciągu nawozowego zwiększy zdolności produkcyjne ANWILU o około 50 procent – z 966 tys. ton do 1 461 tys. ton rocznie. Jego uruchomienie wzbogaci portfolio produktowe chemicznej firmy o saletrę grubą, saletrosiarczan amonu, saletrzak z siarką i saletrzak z magnezem o ulepszonych własnościach granuli.

anwil orlen– ANWIL stanowi integralny element Grupy ORLEN, która dba o rozwój regionu w każdym miejscu, w którym funkcjonuje. Ma to pozytywny wpływ na sytuację lokalnej społeczności. Już teraz –zatrudniając ponad 1300 osób – jesteśmy jednym z największych pracodawców na Kujawach i Pomorzu, a liczba ta po zrealizowaniu inwestycji nawozowej zwiększy się o kolejnych 100 miejsc pracy. – podkreśla Agnieszka Żyro, Prezes Zarządu ANWIL S.A.

Włocławska spółka z Grupy ORLEN jest też jednym z największych płatników podatków przekazywanych do budżetu miasta. Za 2018 rok spółka odprowadziła 70 mln zł podatku, z czego prawie 50 procent lokalnie, bo aż 35 mln zł. W związku z rozwojem aktywów produkcyjnych we Włocławku wpływy z podatku, które pozostaną w regionie, mogą wzrosnąć aż o ok. 50 mln zł rocznie.

Mubi – nowa porównywarka ubezpieczeniowa chce zdobyć polski rynek

Na polskim rynku internetowych porównywarek ubezpieczeniowych zadebiutowała marka Mubi. Stawia na wygodny i prosty w obsłudze serwis oraz możliwość szybszego porównania ofert ubezpieczenia samochodu.

Dobrą koniunkturę na rynku porównywarek ubezpieczeń komunikacyjnych napędza lawinowo rosnąca liczba samochodów jeżdżących po polskich drogach. Z danych Instytutu Badania Rynku Motoryzacyjnego Samar wynika, że tylko w 2018 r. sprowadzono do naszego kraju prawie milion aut używanych. Do tego zarejestrowano przeszło 520 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że w ciągu ostatniego roku w sumie przybyło prawie 1,6 mln aut, a łączna liczba samochodów poruszająca się po polskich drogach przekracza 22 mln.

Polski sektor porównywarek ubezpieczeniowych jest perspektywiczny, i mimo że konkurencja jest mocna, naszym zdaniem wciąż jest miejsce dla nowych graczy, takich jak Mubi. W modelu biznesowym będziemy się koncentrować na doświadczeniach użytkowników, zapewniając im możliwość najłatwiejszego na rynku porównania wielu ofert ubezpieczeniowych w jednym miejscu. Chodzi o to, aby każdy kierowca mógł szybko znaleźć i kupić optymalne ubezpieczenie. Plany mamy rozsądne, do końca roku chcemy być w czołówce porównywarek ubezpieczeniowych w kraju – komentuje Michał Laskowski, odpowiedzialny za rozwój marki Mubi.

W gronie inwestorów, którzy zdecydowali się wesprzeć projekt są m.in. Marcin Ślotała, szef MJM Holdings, Jacek Olechowski, prezes Mediacap oraz fundusz Solter Capital. Mubi pozyskało także finansowanie od Wirtualna Polska Holding SA.

Kampania promocyjna

Wprowadzeniu marki Mubi na polski rynek towarzyszy kampania reklamowa. Działania obejmują kanały tematyczne stacji Polsat, TVP i TVN, kanały internetowe Ipla i Player, a także serwisy online, m.in. Google i Facebook.

Pojawiło się więcej deweloperskich „dziur w ziemi”

Jedna z niedawnych analiz portalu RynekPierwotny.pl potwierdziła, że przez ostatnie dwa lata wyraźnie zmniejszył się udział gotowych mieszkań w ofercie deweloperów. To nie jedyna interesująca zmiana widoczna na największych rynkach pierwotnych. Równie ciekawym zjawiskiem wydaje się wzrost rynkowego znaczenia mieszkań, na których ukończenie trzeba długo poczekać (czasem nawet więcej niż dwa lata). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili dokładniej przeanalizować wspomnianą zmianę. Stanowi ona rezultat inwestycyjnej ofensywy podjętej przez deweloperów.

Na 11% mieszkań trzeba poczekać dłużej niż przez 2 lata

Analiza RynekPierwotny.pl dotycząca mieszkań z długim terminem ukończenia, oprócz aktualnej sytuacji (na koniec kwietnia 2019 r.) uwzględnia również stan największych rynków pierwotnych sprzed dwóch lat. W pierwszej kolejności warto przyjrzeć się informacjom, które eksperci RynekPierwotny.pl zaprezentowali na poniższym wykresie. Przedstawia on udział mieszkań deweloperskich w zależności od terminu ukończenia. Prezentowane statystyki RynekPierwotny.pl z końca kwietnia 2019 roku, dotyczą sześciu największych metropolii (Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań i Gdańsk). Skumulowany rozkład nowych mieszkań z tych miast, pod względem terminu ukończenia przedstawia się następująco:

  • mieszkania oddane do użytku – 11% oferty pod koniec kwietnia 2019 r.
  • mieszkania z terminem ukończenia do 3 miesięcy – 3%
  • mieszkania z terminem ukończenia od 3 miesięcy do 6 miesięcy – 6%
  • mieszkania z terminem ukończenia od 6 miesięcy do 12 miesięcy – 25%
  • mieszkania z terminem ukończenia od 12 miesięcy do 24 miesięcy – 44%
  • mieszkania z terminem ukończenia powyżej 24 miesięcy – 11%

Uwagę zwraca fakt, że nowe mieszkania, na które trzeba poczekać od 12 do 24 miesięcy stanowią bardzo dużą część oferty deweloperskiej. Budowa takich lokali w większości przypadków już trwa. Można to wywnioskować biorąc pod uwagę przeciętny czas budowy mieszkań przez polskich deweloperów (ok. 22 miesiące – 24 miesiące). Jeszcze ciekawsza sytuacja dotyczy „M”, które inwestorzy mają oddać do użytku za więcej niż 2 lata. Udział takich mieszkań z najdłuższym terminem ukończenia został specjalnie wyróżniony na poniższym wykresie.

Wspomniane lokale, które często nie znajdują się nawet na etapie „dziury w ziemi”, stanowią od 8% (Warszawa/Gdańsk) do 17% (Poznań) całej oferty deweloperów. W takich metropoliach jak Warszawa, Łódź i Poznań, mamy do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją. Chodzi o to, że mieszkań cechujących się ponad dwuletnim terminem ukończenia jest więcej niż gotowych lokali. Taka dysproporcja okazuje się szczególnie duża w Poznaniu.

Termin ukończenia lokali RP wyk.1

Prawdziwy rynkowy przewrót dokonał się w Poznaniu …

Sytuację dotyczącą mieszkań deweloperskich z długim terminem ukończenia, warto przeanalizować w perspektywie dwóch ostatnich lat. Informacji potrzebnych do takiego porównania dostarcza poniższa tabela. Zestawienie opierające się na danych RynekPierwotny.pl pokazuje, jak od końca kwietnia 2017 r. do końca kwietnia 2019 r. zmienił się rynkowy udział mieszkań deweloperskich z terminem ukończenia wynoszącym 12 miesięcy – 24 miesiące, a także ponad 24 miesiące.

Jeżeli chodzi o lokale cechujące się najdłuższym terminem ukończenia, to dwa lata temu prawie w ogóle nie było ich na terenie Warszawy, Wrocławia, Poznania i Gdańska. Ze względu na dobrą sprzedaż zachęcającą do planowania wieloetapowych inwestycji, udział takich mieszkań wzrósł do 8% (Warszawa), 11% (Wrocław), 8% (Gdańsk) oraz 17% (Poznań). W Stolicy Wielkopolski portal RynekPierwotny.pl odnotował także bardzo duży wzrost udziału mieszkań z terminem ukończenia wynoszącym 12 miesięcy – 24 miesiące. Budowa takich lokali ruszyła, gdy inwestorzy zauważyli, że podaż jest zbyt niska w stosunku do popytu. Inwestycyjna ofensywa dopiero za jakiś czas wpłynie na udział gotowych mieszkań od dewelopera.

Na razie znalezienie takich „M” w Poznaniu bywa bardzo trudne, a ich rynkowy udział wynosi zaledwie 3%.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Ponad 1,65 miliarda złotych obrotów Grupy Muszkieterów w pierwszym kwartale 2019 r.

Grupa Muszkieterów zakończyła pierwszy kwartał 2019 roku utrzymując podobnie wysoki wynik, jak przed rokiem. Obroty zarządzanych przez Grupę sieci sklepów Intermarché i Bricomarché w Polsce wyniosły w omawianym okresie ponad 1,65 miliarda złotych. Dobre wyniki to m.in. zasługa wytężonej pracy właścicieli supermarketów oraz pracowników centrali i sklepów. Na wypracowane obroty wpływ miał także rozwój składów budowlanych Bricomarché, a także trwający proces nowego zdefiniowania marki Intermarché.

Intermarché – optymistyczna platforma marki

Sieć supermarketów Intermarché wraz z przymarketowymi stacjami paliw wypracowała w pierwszym kwartale 2019 roku prawie 1,2 miliarda złotych obrotów. Dodatkowo w tym czasie z sukcesem otworzyła dwa nowe supermarkety. Oba sklepy są zlokalizowane w Tarnowie i rozpoczęły działalność w wyniku dołączenia do Grupy franczyzobiorcy, którego markety dotychczas funkcjonowały pod innym szyldem.

„Świeżo, tanio, z optymizmem” – pod tym hasłem sieć supermarketów spożywczych zakończyła pierwszy kwartał 2019 roku w ramach prowadzonej kampanii reklamowej. Jest ona zapowiedzią całkowicie nowej platformy marki Intermarché w Polsce. Kluczowe obszary, w których pozycjonowana jest obecnie sieć to przede wszystkim świeżość, bliskość, inspiracja i optymizm. Dzięki tym założeniom kupujący znajdą w Intermarché nie tylko świeże produkty najwyższej jakości, ale również codzienne inspiracje, dzięki którym bez trudu będą mogli prowadzić zdrowsze życie i lepiej się odżywiać. Innowacyjne zmiany w platformie marki obejmują także nowe standardy ekspozycji warzyw i owoców.

Marc Dherment
Marc Dherment

Z początkiem roku 2019 branża handlowa musiała stawić czoła utrudnieniu, jakim jest tylko jedna niedziela handlowa w miesiącu. Kolejną niesprzyjającą okolicznością było  przesunięcie świąt Wielkanocnych z pierwszego do drugiego kwartału. Cieszymy się, że pomimo takiego układu kalendarza oraz wprowadzonego ograniczenia, udało nam się utrzymać obroty naszej sieci na satysfakcjonującym poziomie. Ponadto także kwietniowe wyniki pokazują dobrą dynamikę obrotów w sklepach porównywalnych mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodajeDodatkowo z sukcesem udało nam się zaprezentować naszym Klientom zupełnie nową, inspirującą platformę marki Intermarché. Mamy nadzieję, że wprowadzane innowacje pozwolą nam odpowiedzieć na potrzeby jeszcze szerszego grona konsumentów i patrzyć z optymizmem na wyniki do osiągnięcia przez sieć w kolejnych miesiącach.

Bricomarché rośnie w siłę i rozwija segment e-commerce

O udanym kwartale można mówić także w przypadku supermarketów Bricomarché. Obroty sieci z sektora „dom i ogród”, liczącej obecnie 158 punktów handlowych, wyniosły ponad 484 miliony złotych i były wyższe o ponad 16 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Szczególnie dobre wyniki sieć odnotowała w zakresie produktów ogrodniczych i budowlanych – wzrosty o kilkadziesiąt procent. Wpływ na to miało wczesne rozpoczęcie sezonu, a także otwarcie ostatniego z sześciu  zaplanowanych składów budowlanych, które swoim zasięgiem obejmują całą Polskę.

Sieć również aktywnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom współczesnych klientów, którzy coraz częściej decydują się na zakupy przez Internet. W tym celu w 1 kwartale 2019 roku uruchomiona została nowa strona internetowa, dzięki której z e-zakupów mogą korzystać mieszkańcy siedmiu miejscowości: Konina, Skierniewic, Wałcza, Wągrowca, Zduńskiej Woli, Słupcy i Poznania. Takie rozwiązanie daje możliwość przeglądania i nabywania asortymentu online, na który obecnie składa się ponad 13 tysięcy artykułów. Ponadto, od lutego Klienci Bricomarché mogą korzystać z innowacyjnej usługi Click&Collect, która pozwala na odbieranie towaru zamówionego przez Internet, w specjalnie wyznaczonych do tego boksach – Bricomatach. Odbiór zamówień możliwy jest w dowolnym dniu tygodnia przez całą dobę. Na chwilę obecną z takiej usługi korzystać mogą mieszkańcy 5 miast: Nowego Tomyśla, Skierniewic, Wałcza, Wągrowca i Zduńskiej Woli. W ramach dostawy do Bricomatów sieć oferuje szeroką gamę produktów. Można w nich odebrać także towary o dużych gabarytach, co jest całkowicie unikatowe w tego typu rozwiązaniach.

Dodatkowo, w pierwszym kwartale 2019 roku sieć supermarketów Bricomarché poszerzyła się o kolejną lokalizację. Od 27 marca br. z bogatej oferty sklepu mogą także korzystać mieszkańcy Mławy.

W pierwszym kwartale tego roku z sukcesem udało nam się wprowadzić zapowiadane przez nas udogodnienia, jakimi niewątpliwie są usługi z zakresu e-commerce. Jesteśmy również dumni, że nasza siec została wyróżniona w rankingu najcenniejszych firm w Polsce – mówi dr Katarzyna Jańczak-Stefanide, Dyrektor Generalna sieci Bricomarché w Polsce i  dodaje Osiągane przez nas wyniki oraz przyznawane wyróżnienia są najlepszym dowodem na to, że obrana przez nas strategia zapewnia stały wzrost wartości rynkowej naszej sieci marketów typu „dom i ogród”. Na tym jednak nie koniec. Nie zwalniamy tempa i już teraz planujemy kolejne działania, w tym m.in. otwarcia nowych supermarketów.

Misje przyjazdowe do regionu Warmii i Mazur dla przedsiębiorców z Austrii i Niemiec

Samorząd Województwa Warmińsko Mazurskiego, w ramach którego działa Centrum Obsługi Inwestorów i Eksporterów 29.05.2019 r. organizuje przyjazdową misję gospodarczą dla przedsiębiorców z Austrii i Niemiec. Celami misji jest pomoc przedsiębiorcom z regionu Warmii i Mazur w nawiązaniu relacji biznesowych z przedsiębiorcami zza granicy, a także wypromowanie wiodących branż regionu. Podczas misji odbędzie się również prezentacja potencjału gospodarczego województwa pod kątem pozyskania partnerów eksportowej wymiany handlowej, budowania wizerunku Warmii i Mazur jako regionu atrakcyjnego w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych jak również wiarygodnego partnera biznesowego.

W dniu 29.05.2019 odbędzie się konferencja tematyczna w sali konferencyjnej Hotelu Kur w Olsztynie z udziałem zaproszonych przedsiębiorców z Austrii i Niemiec oraz regionu Warmii i Mazur, a także indywidualne rozmowy B2B pomiędzy przedsiębiorcami.

PROGRAM KONFERENCJI

09.15 – 09.30    – Rozpoczęcie Konferencji i powitanie Uczestników Piotr Gołacki PGC Kancelaria Konsultingowa, moderator spotkania
09.30 – 10.00    – Przedstawienie dobrych praktyk dotyczących bezpośrednich inwestycji zagranicznych w województwie warmińsko-mazurskim, dr hab. Rafał Warżała, Katedra Makroekonomii UWM
10.00 – 10.30    – Inwestycje firm niemieckich i austriackich w Polsce, dr hab. Rafał Warżała, Katedra Makroekonomii UWM
10.30 – 11.00    – Inwestycje firm polskich w Niemczech i Austrii, Mariola Zaręba, MZ Consulting
11.00 – 11.30    – Przedstawienie profili branżowych firm z Austrii i Niemiec oraz przedsiębiorstw z regionu Warmii i Mazur – uczestników przyjazdowej misji gospodarczej do Olsztyna
11.30 – 11.45    – Rejestracja uczestników spotkań B2B
11.45 – 12.00    – Przerwa kawowa
12.00 – 14.15    – Spotkania B2B

Umowy zlecenie i o dzieło z obowiązkowymi składkami społecznymi?

W ostatnich dniach wiele mówi się o „teście przedsiębiorców”, a tymczasem planowana jest jeszcze inna niekorzystna zmiana. Niekorzystna, bo być może z tytułu umowy zlecenie lub umowy o dzieło mniej pieniędzy zostanie wykonawcom „na rękę”, a na przedsiębiorców zostaną nałożone kolejne daniny na rzecz ZUS.  

Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt
Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt

W załączniku nr 2 do załącznika do uchwały nr 31 Rady Ministrów z dnia 24 kwietnia 2019 roku możemy przeczytać, że – oprócz poboru składek – priorytetowym zadaniem ZUS jest osiągnięcie jak najwyższych przychodów. W wieloletnim planie finansowym na lata 2019–2022 założone jest uszczelnienie zasad podlegania ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowemu z tytułu umów cywilnoprawnych. Dlatego też przed ZUS postawiono cztery główne cele:

  • uszczelnienie systemu poboru składek na ubezpieczenia społeczne od umów cywilnoprawnych,
  • ograniczenie unikania płacenia składek polegającego na zawieraniu umów cywilnoprawnych zamiast umów o pracę,
  • poszerzenie bazy przychodów z umów cywilnoprawnych, od których płacone są składki na ubezpieczenia społeczne,
  • wzrost wpływów do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.

Szacuje się, że dzięki tym działaniom w roku 2020 wpływ do budżetu z tytułu składek od umów zlecenie i umów o dzieło zwiększy się o 3,1 mld zł[1].

W obecnym stanie prawnym przy umowie zlecenie składki na ubezpieczenie emerytalne i rentowe są dobrowolne, jeśli z innej umowy, czy to o pracę, czy zlecenie, osiągamy co najmniej minimalne wynagrodzenie (2019 r. – 2250 zł). Zleceniobiorca płaci wtedy jedynie składkę zdrowotną. Powyższe nie dotyczy sytuacji, w której umowa zlecenie zawarta jest z własnym pracownikiem.

Kolejną możliwą zmianą jest „ozusowanie” umów o dzieło. Przypomnijmy, że dziś umowy o dzieło nie podlegają składkom ZUS. Daleko idącym krokiem mogłoby być „ozusowanie” również umów zleceń ze studentami/uczniami, które obecnie nie podlegają obowiązkowym składkom ZUS.

Drugi z celów, czyli ograniczenie unikania płacenia składek, polegające na zawieraniu umów śmieciowych zamiast umów o pracę, może spowodować lawinę kontroli. Miałyby one na celu sprawdzenie, czy zawarta umowa zlecenie lub umowa o dzieło nie nosi znamion umowy o pracę. W takim przypadku niejednokrotnie będziemy mieli do czynienia z subiektywną oceną kontrolującego. W przypadku negatywnego wyniku kontroli ZUS może obciążyć składkami nawet do 5 lat wstecz.

Na konkretne działania wprowadzające poszerzenie bazy przychodów należy poczekać, obecnie nie ma jeszcze, przynajmniej oficjalnie, żadnego projektu zmiany przepisów.

[1] https://www.gov.pl/documents/1079560/1080340/Wieloletni_Plan_Finansowy_Pa%C5%84stwa_na_lata_2019-2022.pdf/5670accb-7813-a66f-4630-77a1ba173bbc

Co wspólnego mają cybergangi i korporacje?

W opinii publicznej zapisał się obraz hakera, jako młodego chłopaka w bluzie z kapturem. Tymczasem zaplecze badawcze F5 Networks[1] wskazuje, że cybergangi to porządnie zorganizowane firmy, co więcej, prawdopodobnie najbardziej innowacyjne na świecie.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland
Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

Lider zespołu, administrator sieci, data miner, specjalista ds. finansów – to przykłady stanowisk, bez których trudno sobie wyobrazić współczesne przedsiębiorstwo. Dokładnie tak samo zatrudniają i zarządzają swoim biznesem cybergangi. Przeciętny haker, jak przeciętny pracownik, jest jedynie trybikiem w korporacji, tyle że najprawdopodobniej nie ma ubezpieczenia. Różnicę widać w efektach pracy – przedsiębiorstwa budują wspólne dobro i płacą podatki, a cybergangi wręcz przeciwnie.

Cybergangi – nieuczciwa przewaga konkurencyjna nad twoją firmą

Ustrukturyzowane na kształt firm działających zgodnie z prawem – cybergangi czerpią ze współczesnych metodologii zarządzania i budują swoje struktury oraz procesy tak jak korporacje. Niektóre z tych organizacji podsiadają nawet własne call center, aby zapewnić możliwość kontaktu z ofiarami ataków ransomware. Mają sieci partnerskie, pośredników sprzedaży, handlowców, resercherów i rekruterów. Tak samo, jak poważnie traktujemy konkurencję rynkową i chronimy przed nią swoje tajemnice firmowe, najwyższy czas podobnie zacząć traktować hakerów. Świadomość siły stojącej za mafią cyfrową pomaga w niwelowaniu potencjalnych zaniedbań w ochronie przedsiębiorstw.

Kodować z „elitami”

Ze względu na to, że procesy działania są podobne jak w legalnych firmach – także procesy rekrutacji wydają się adeptom programowania wkraczającym na ścieżkę kryminalną bezpieczne i transparentne. Początkujący programiści mają, niestety, świetną szansę nauki i rozwijania własnych umiejętności zawodowych właśnie w cybergangach. Mogą tworzyć własne narzędzia lub rozwijać potencjał istniejących. Gdy zdobędą odpowiednią wiedzę i kompetencje – mogą stać się członkami wyrafinowanych grup używających skomplikowanych metod. Chęć przynależności do „elit” wyprzedzających w innowacjach cały świat oraz efektowne kariery byłych hakerów w legalnym środowisku, kuszą młodocianych lub zawiedzionych dotychczasową karierą programistów.

Warunki zatrudnienia, struktury

Warunki zatrudnienia oferowane wstępującym na ścieżkę przestępczą są bardzo nowoczesne – elastyczne godziny, home office, nielimitowany czas pracy.

Rynki zbytu – IoT na czele

Według IHS Markit do 2030 roku na świecie będzie 125 miliardów urządzeń IoT. Rozwiązania te powszechnieją w przedsiębiorstwach, a trzeba zaznaczyć, że są słabo zabezpieczone przed cyberatakami.

Grupy przestępcze, podobnie jak przedsiębiorstwa, sięgają najczęściej po te przychody, które najłatwiej osiągnąć, możliwie najniższym kosztem. Warto więc pamiętać, że dużo łatwiej im włamać się poprzez urządzenia IoT niż nakłonić człowieka do kliknięcia w pishingowy link.

Cybergangi dają pole do popisu najbardziej innowacyjnym rozwiązaniom technologicznym: dla utrzymania anonimowości swoich organizacji i zapewnienia sobie przychodu używają zróżnicowanych metod. Warto spojrzeć na nie świeżym okiem.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

[1] F5 Labs – odpowiedzialna za B&R w F5 Networks

Cyberprzestępcy atakują już 50 mln razy dziennie! Polska narażona na ataki z Chin

Aktywność hakerów rośnie, a codziennie na całym świecie dochodzi nawet do 50 mln ataków – wynika z analiz firmy Check Point. Polskę atakują hakerzy głównie za pośrednictwem chińskich IP, najczęściej w drugiej połowie tygodnia. Najbardziej zagrożonymi krajami Europy są Macedonia i Litwa.

Bośnia i Hercegowina, ze wskaźnikiem 31,3 była w kwietniu najbezpieczniejszym krajem w Europie. Na podium znalazły się również Dania (35,4) oraz Islandia (35,6). Z kolei na przeciwległym biegunie uplasowała się Macedonia (indeks zagrożeń 94) oraz Litwa (90,1), które jednocześnie znalazły się wśród siedmiu najbardziej zagrożonych krajów na świecie!

Polska zajęła 18 pozycję w europejskim zestawieniu, wyprzedzając m.in. Niemcy czy Rosję. Dane jednak mogą niepokoić… w porównaniu poprzedniego miesiąca, spadliśmy w Europie o trzy pozycje, natomiast wskaźnik zagrożeń dla naszego kraju wzrósł z 35,3 do 41,9!

Najczęstszymi zagrożeniami wciąż cryptominery

Z analiz Check Pointa wynika, że cryptominery (czyli nielegalne narzędzie wykorzystujące moce obliczeniowe komputerów do kopania kryptowalut) wciąż pozostają najczęściej wykorzystywanymi narzędziami wśród cyberprzestępców. Cryptoloot pozostaje najpopularniejszym z nich, choć jego udział na świecie spada i wynosi obecnie niecałe 5,5%. W Polsce natomiast utrzymuje się na niezmiennym poziomie – szkodnika wykryto w ponad 11% polskich sieci firmowych.

Światowym numerem dwa jest XMRig, cryptominer, który dzięki pracy bezpośrednio na urządzeniu końcowym, a nie na samej przeglądarce internetowej jest w stanie wykopywać kryptowalutę Monero bez potrzeby sesji aktywnej przeglądarki internetowej na komputerze ofiary. Podium z kolei zamyka JSEcoin, czyli cryptominer zarażający przeglądarki internetowe. W Polsce sytuacja wygląda zgoła odmiennie – na drugim miejscu uplasował się sLoad, czyli tzw. downloader, infekujący komputery m.in. trojanami bankowymi; a na trzecim, keylogger i infostealer, Hawkeye.

Jak podają eksperci, po dwóch latach na listę dziesięciu najpopularniejszych na świecie typów malware wrócił trojan bankowy Trickbot, który został wykorzystany w kampanii hakerskiej zbiegającej się z dniem podatkowym w USA.  Kampania spamowa wysyłała e-maile z załączonymi plikami Excel, które pobierały Trickbota na komputery ofiar. Po pobraniu Trickbot mógł rozprzestrzenić się i wykradać dane bankowe oraz poufne dokumenty podatkowe.

Dlaczego wszyscy przestaniemy używać języka polskiego w pracy?

Czy tego chcemy, czy nie, angielski staje się globalnym językiem biznesu. Coraz więcej korporacji transnarodowych przyjmuje angielski jako wspólny język korporacyjny. Głównym celem takiego działania jest ułatwienie komunikacji i wydajności w geograficznie zróżnicowanych oddziałach i przedsięwzięciach biznesowych.

Nie ma wątpliwości, że nieograniczona wielojęzyczność jest nieefektywna i może przeszkodzić w wystąpieniu ważnych interakcji czy osiągnięciu kluczowych celów. Konieczność ścisłej koordynacji zadań i współpracy z klientami oraz partnerami na całym świecie przyspiesza przejście na angielski jako oficjalny język biznesu, bez względu na pochodzenie firmy. Polskie przedsiębiorstwa, skalujące swój biznes za granicą, również prędzej czy później odejdą od komunikacji po polsku.

Angielski językiem biznesowym

Przyjęcie globalnej polityki językowej nie jest łatwe, a firmy niezmiennie natrafiają na drodze takich zmian mniejsze bądź większe problemy, wynikające z tzw. czynnika ludzkiego.

 Adaptowanie takiej strategii jest postrzegane jako radykalne wśród pracowników i zazwyczaj spotyka się z ich zdecydowanym oporem. Pracodawca podejmując decyzję o przyjęciu wspólnej polityki językowej, aby nie stracić najlepszych managerów, powinien zadbać o komfort tej zmiany dla swoich podwładnych np. poprzez benefitową formę nauki w modelu „na żądanie” – mówi Tomasz Jabłoński, członek zarządu, współtwórca Tutlo.

Trzy główne powody, prowadzące do przejścia na język angielski jako standard korporacyjny:

Presja konkurencji

Prowadząc własną firmę, musisz być w stanie komunikować się z klientami, dostawcami i innymi partnerami biznesowymi z innych zakątków świata. Masz wielkie szczęście, jeżeli jesteś w stanie komunikować się z nimi w języku ojczystym – ale nie powinieneś liczyć, że nigdy się to nie zmieni. Firmy, które nie opracowują strategii językowej, zasadniczo ograniczają swoje możliwości rozwoju na obcojęzycznych rynkach, co wyraźnie stawia ich w niekorzystnej sytuacji wobec konkurentów.

Globalizacja zadań i zasobów

Różnice językowe mogą powodować wąskie gardło, kiedy to pracownicy rozproszeni geograficznie muszą ze sobą współpracować, aby osiągnąć wspólne cele korporacyjne. Pracownik z Belgii może potrzebować informacji z oddziału w Bejrucie lub Meksyku. Bez wspólnej podstawy ucierpi komunikacja. Lepsze zrozumienie języka daje pracownikom więcej informacji z pierwszej ręki, co ma zasadnicze znaczenie dla dobrego podejmowania decyzji. Przykładowo, Nestlé, szwajcarski gigant z branży spożywczej dostrzegł znaczną poprawę wydajności w zakupach i wynajmie dzięki przyjęciu angielskiego jako standardu w firmie.

 Integracja fuzji i przejęć ponad granicami krajowymi

Negocjacje dotyczące fuzji lub przejęć spółek są i tak wystarczająco skomplikowane, nawet wtedy, gdy wszyscy mówią tym samym językiem. Ale kiedy tak się nie dzieje, niuanse są często przeoczane, nawet w prostych wymianach wiadomości e-mail. Ponadto międzynarodowe integracje w firmie pomiędzy pracownikami są bardzo trudne, dlatego też, gdy niemieckie Hoechst i francuskie Rhône-Poulenc połączyły się w 1998 r., by stworzyć Aventis, piątą co do wielkości światową firmę farmaceutyczną, nowa firma wybrała jako język operacyjny, nie francuski czy niemiecki, ale najpopularniejszy język angielski. W grę wchodzi także element brandingowy. W latach 90. XX wieku stosunkowo nieznany, średniej wielkości włoski producent urządzeń, Merloni, zaadaptował język angielski, aby wzmocnić swój międzynarodowy wizerunek na rynku, co dało mu znaczącą przewagę konkurencyjną w procesie nabywania kolejnych firm.

Sprzedaż auta z ukrytą wadą może wpędzić sprzedawcę w kłopoty. Niewiedza sporo kosztuje

Dochodzeniu roszczeń przez kupujących sprzyjają przepisy i kolejne wyroki w polskich sądach. Sędziowie coraz częściej orzekają, że odpowiedzialność sprzedającego jest niezależna od jego winy i wiedzy. Nie ma więc znaczenia, czy ktoś ukrył np. zbyt duże spalanie oleju bądź faktycznie nie miał pojęcia o tym problemie. Najczęściej wykrywane są wady silników i eksploatacyjne, ale na drogach nie brakuje aut powypadkowych czy z przekręconym licznikiem. Nabywcy mogą zażądać m.in. obniżenia ceny pojazdu lub odstąpić od umowy sprzedaży. Zarówno sprzedający, jak i kupujący są w stanie przygotować się do transakcji, aby zabezpieczyć się przed kłopotami.

Niewiedza jak podstęp

W zakresie winy sprzedającego, aktualne orzecznictwo dotyczące odpowiedzialności z tytułu rękojmi jest zero-jedynkowe, co podkreśla adwokat Paweł Wróblewski. Jeżeli więc pojazd jest wadliwy, to dotychczasowy właściciel odpowiada za ten stan. Według eksperta, bardzo ważne są wyroki, które potwierdziły, że odpowiedzialność sprzedającego jest obiektywna, czyli niezależna od winy i jego wiedzy. To niezwykle istotne, ponieważ bardzo często pozwani argumentują, że nie wiedzieli o danym problemie.

– Wada ukryta to taka, której nie dało się w sposób oczywisty zauważyć przy zakupie pojazdu. Może być fizyczna, kiedy np. samochód spala nadmierne ilości oleju, albo prawna. Dla przykładu, w tym drugim przypadku umowa sprzedaży może nie wskazywać cudzego prawa do auta. Nie ma żadnego znaczenia okoliczność, czy sprzedający coś zataił czy też nie. Niektóre osoby błędnie rozumieją wadę ukrytą jako tę, którą sprzedający ukrył przed kupującym. Wynika to m.in. z semantycznego brzmienia tego pojęcia – wyjaśnia radca prawny Andrzej Siwek, partner zarządzający w Kancelarii Siwek Gaczyński & Partners.

Przepisy umożliwiające dochodzenie roszczeń są obecne w naszym prawie od wielu lat, co zaznacza prawnik Oskar Możdżyń z Fundacji Autotesto. Sytuacja kupujących poprawiła się po 25 grudnia 2014 roku, kiedy w życie weszła Ustawa o prawach konsumenta. Wyroki związane ze sprzedażą wadliwych pojazdów to naprawdę nic wyjątkowego. Ekspert zaznacza, że współprowadził już kilkadziesiąt podobnych spraw, a kolejne 100 znajduje się w sądach. Łatwiej jest uzyskać pozytywne rozstrzygnięcie dot. tzw. wady nieeksploatacyjnej, jak np. powypadkowość czy fałszywy przebieg. Jednak nie brakuje też rozstrzygnięć związanych z silnikami, skrzyniami biegów itd.

Od transakcji do problemów

– Najczęściej wykrywane są wady silników i eksploatacyjne, następnie powypadkowość, a dopiero później fałszywy przebieg. Jest to dosyć ciekawe zjawisko, bo po naszych drogach jeździ ogrom pojazdów powypadkowych i z przekręconym licznikiem. Jednak ich właściciele nie zdają sobie z tego sprawy. Zaniżony przebieg stanowi nie tylko sprzeczność z zapewnieniami sprzedawcy. Oznacza też więcej wad eksploatacyjnych, które powstaną w trakcie użytkowania – tłumaczy prawnik z Fundacji Autotesto.

Jak wskazuje adwokat Paweł Wróblewski, jeśli występuje fizyczna wada, to kupującemu przysługuje szereg uprawnień. Ma prawo żądać obniżenia ceny, naprawienia pojazdu, usunięcia uszkodzonego elementu lub też odstąpić od umowy. Przy czym obniżenie ceny lub odstąpienie od umowy nie będą możliwe w sytuacji, kiedy usterka zostanie usunięta niezwłocznie i bez nadmiernych niedogodności.  Natomiast kupujący nie może odstąpić od umowy, jeżeli wada jest nieistotna, ale pojęcie to nie zostało zdefiniowane. Z pewnością wady zagrażające życiu lub zdrowiu użytkowników lub osób trzecich można zakwalifikować jako istotne. Ostatecznie sąd decyduje o tym, badający konkretny przypadek.

– Najczęściej przy nowych autach jest wybierane roszczenie wymiany. Wówczas kupujący korzystają z zapisów gwarancji lub rękojmi. Z kolei w przypadku pojazdów używanych dochodzi przeważnie do odstąpienia od umowy, bo nie daje się zamienić auta używanego na takie samo. Ewentualnie może nastąpić obniżenie ceny. To ostatnie rozwiązanie jest dla sprzedającego bardzo niekorzystne. Nie ma zwrotnie samochodu, a zysk ze sprzedaży ulega obniżeniu. Ponadto nie może tego żądania zastąpić odstąpieniem od umowy i zwrotem pieniędzy – informuje radca prawny Andrzej Siwek.

Z kolei adwokat Paweł Wróblewski zaznacza, że w ramach dodatkowych klauzul umownych można zmodyfikować uprawnienia z tytułu rękojmi, np. rozszerzyć, ograniczyć czy w ogóle je wyłączyć. Jednak takie ograniczenie będzie bezskuteczne, jeżeli sprzedawca zataił podstępnie wadę przed kupującym. Ekspert zaznacza, że zawsze bardzo ważne jest, aby dokładnie czytać treść umowy, którą się podpisuje.

Przepis na handel

– Sprzedawca może zabezpieczyć się przed ewentualnymi roszczeniami kupującego. Jeśli w umowie wyłączy rękojmię, to odpowiada tylko za wady, które podstępnie zataił. Jednak nie może tego zrobić przedsiębiorca zawierający transakcję z konsumentem. Ponadto, jeżeli właściciel poinformuje kupującego o istniejących defektach, to również nie odpowiada za nie. Sprzedawca może być względnie spokojny w zakresie tzw. wad eksploatacyjnych, tj. wynikających z normalnego zużycia pojazdu w danym wieku i przebiegu. Za nie również nie odpowiada – podkreśla Oskar Możdżyń.

W opinii radcy prawnego Andrzeja Siwka, kupujący zatem powinien wystrzegać się przede wszystkim rezygnacji z rękojmi. Jest nią np. popularny zapis w umowach o tym, że kupujący zapoznał się ze stanem samochodu, zna go i zrzeka się możliwości składania reklamacji z tytułu nabycia. A nawet taki sam zapis bez zrzeczenia się rękojmi oznacza, że nabywca kupuje auto w takim stanie, że wszelkie wady tego auta zna.

– Należy gromadzić wszelkie dowody na okoliczność stanu pojazdu w momencie kupna i potem. To np. ogłoszenie o sprzedaży, dokumenty z diagnostyki czy nagrania rozmów. Zawsze warto skonsultować umowę, a także wpisać do niej jak najwięcej informacji o stanie pojazdu, które ustaliliśmy ze sprzedawcą. Ewentualne działania po wykryciu wad trzeba skonsultować z prawnikiem. Czasem można popełnić błędy, bo przepisy nie są intuicyjne – stwierdza Oskar Możdżyń.

Kupujący musi dokładnie obejrzeć auto przy kupnie, co podkreśla Andrzej Siwek. Jeśli jest zarysowane, nie ma pełnego wyposażenia, np. brakuje koła zapasowego czy zapalniczki, to potem trudno dochodzić roszczenia. Ciężko bowiem udowodnić, że samemu się nie zarysowało pojazdu lub pozbawiło go poszczególnych elementów. O to trzeba zadbać w momencie zakupu. Natomiast wady ukryte, których nie można zauważyć przy zwykłym oglądzie auta można dochodzić z rękojmi, ale nie wolno jej wyłączyć.

– Jeśli sprzedający chce wyłączyć rękojmię z umowy, to mamy sygnał ostrzegawczy. Takiego typu ryzyko może być zrekompensowane, w moim przekonaniu, wyłącznie pewną okazją, chociażby cenową. Dotyczy to nie tylko samochodów. Często tak się dzieje podczas wyprzedaży różnych towarów w sklepach. Jeżeli więc sprzedawca forsuje wyłączenie/ograniczenie rękojmi i jednocześnie nie oferuje nic w zamian, żądając ceny rynkowej, to kupującemu powinna zapalić się przysłowiowa czerwona lampka. Być może powyższe jest spowodowane wiedzą sprzedającego, że w rzeczy sprzedanej zostaną niebawem ujawnione wady – podsumowuje adwokat Paweł Wróblewski.

Morski wiatr napędzi zieloną gospodarkę w Polsce

Morska energetyka wiatrowa ma być jednym z kluczowych kierunków modernizacji polskiego systemu energetycznego. Ministerstwo Energii zakłada, że do 2040 r. aż 10 GW będzie pochodziło właśnie z sektora offshore. Wydatki na rozwój polskiej energetyki wiatrowej na morzu mogą wynieść nawet 140 mld zł. W ocenie analityków Europejskiego Instytutu Miedzi kwota ta powinna być jednak znacznie wyższa. Dla pełnego wykorzystania potencjału offshore niezbędne są bowiem równoległe inwestycje w modernizację i rozbudowę sieci energetycznych, a także systemów magazynowania i zarządzania energią. 

Brakujące moce

Polska gospodarka rozwija się w coraz szybszym tempie, czego następstwem jest m.in. rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną. Jej zużycie w 2018 r. było wyższe o blisko 1,7% r/r. i osiągnęło historyczny poziom – niemal 171 TWh. Równocześnie krajowa produkcja energii elektrycznej spadła o blisko 0,3% w porównaniu do 2017 r. i wyniosła 165,3 TWh. W efekcie import netto energii elektrycznej do Polski również osiągnął najwyższy poziom w historii – 5,7 TWh. Jeżeli tendencja ta się utrzyma, zdaniem Europejskiego Instytutu Miedzi w perspektywie kilkunastu lat Polsce grozi poważny deficyt energetyczny, tym bardziej, że przestarzałe węglowe bloki energetyczne będą systematycznie wygaszane. Do 2035 r. poziom niedoboru mocy może wynieść nawet 13 GW.

Wiatr w żagle polskiej gospodarki

Rozwój sektora offshore mógłby w znacznej mierze rozwiązać problem deficytu mocy w krajowym systemie energetycznym. Tym bardziej, że realny potencjał morskich farm wiatrowych możliwych do zainstalowania w polskiej strefie ekonomicznej na Bałtyku wynosi 10 GW. Zgodnie z przewidywaniami pierwsze morskie elektrownie mogą zostać przyłączone do sieci w roku 2025. Do końca roku 2030 może zostać wybudowanych ok. 4 GW, a do roku 2035 – 8 GW.

Rozwój morskiej energetyki wiatrowej w polskich warunkach ma również poważne uzasadnienie ekonomiczne. Offshore może dać mocny impuls dla wzrostu polskiego przemysłu stoczniowego i morskiego. Z wyliczeń ekspertów wynika, że jeśli uda się do 2030 roku zbudować na całym Bałtyku elektrownie wiatrowe o łącznej mocy 6 GW, to polski PKB zyska z tego tytułu 60 mld zł, a rynek wzbogaci się o dodatkowe 77 tys. nowych miejsc pracy. Dodatkowo, krajowe przedsiębiorstwa bezpośrednio lub pośrednio będą mogły ubiegać się o kontrakty na realizację fundamentów, wież, kabli, morskich stacji transformatorowych, usług budowlanych czy dostaw statków, stymulując tym samym dalszy wzrost gospodarczy, zarówno w rejonie nadbałtyckim, jak i całego kraju[1].

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli resortu energetyki wydatki na rozwój pełnomorskich farm wiatrowych w Polsce do 2040 r. mogą wynieść nawet 140 mld zł. W ocenie analityków Europejskiego Instytutu Miedzi kwota ta powinna być jednak znacznie wyższa. Dla pełnego wykorzystania potencjału offshore niezbędne są bowiem równoległe inwestycje w modernizację i rozbudowę sieci energetycznych, a także systemów magazynowania i zarządzania energią.

Bez sieci ani rusz

Jak wskazują analitycy Europejskiego Instytutu Miedzi, bez sprawnych i wydajnych sieci energetycznych energia elektryczna nie dotrze do jej odbiorców, bez względu na to czy będzie pochodziła z morskich farm wiatrowych czy z innych źródeł odnawialnych. Intensywne inwestycje w modernizację oraz rozwój tego sektora wydają się więc nieuniknione, tym bardziej, że zgodnie z celami europejskiej polityki klimatycznej udział źródeł odnawialnych w zużyciu finalnym energii brutto do 2030 r. powinien wynieść co najmniej 32%.

W tym kontekście jednym z priorytetów w działaniach krajowych powinno być osiągnięcie poziomu tzw. okablowania sieci, porównywalnego do tego w państwach UE, tj. około 75% w sieciach średnich napięć (SN) i ok. 65% w przypadku sieci niskich napięć (nn). Ponadto dla zapewnienia odpowiedniego bezpieczeństwa energetycznego Polski, stopień odtworzenia infrastruktury dystrybucji powinien mieć bardziej intensywny charakter niż obecnie.

W tym kontekście warto również rozważyć utworzenie w rejonie Bałtyku transgranicznych inteligentnych sieci energetycznych, łączących morskie farmy wiatrowe z terenów Polski, Szwecji, Finlandii, Litwy, Łotwy, Estonii oraz Danii i Niemiec. W ocenie Europejskiego Instytutu Miedzi takie rozwiązanie w dłuższej perspektywie pozwoli zwiększyć efektywność produkcji i dystrybucji energii elektrycznej, a w efekcie ograniczyć koszty oraz stopień oddziaływania farm wiatrowych na innych użytkowników szlaków morskich, a także na środowisko naturalne. Korzyści są więc bezdyskusyjne. Dla ich osiągnięcia niezbędne są jednak współpraca oraz zaangażowanie w celu wypracowania i wdrożenia odpowiednich regulacji prawnych na szczeblu międzynarodowym, a w ślad za nimi inwestycji infrastrukturalnych.

Solidne zaplecze

Wśród obszarów kluczowych dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej należy również wskazać kwestie dotyczące magazynowania energii. Rozwiązania technologiczne tego typu dają wiele możliwości, ale stworzenie odpowiedniego systemu wymaga dużej rozwagi i solidnej analizy celowości stosowania poszczególnych technologii oraz kosztów. W polskich realiach z jednej strony należy budować obiekty o dużej zdolności magazynowania energii (typu elektrownie szczytowo-pompowe), a z drugiej strony być świadomym docelowej liczby obiektów o relatywnie niewielkiej zdolności do magazynowania energii typu baterie lub kondensatory. W polu widzenia trzeba mieć także kwestie związane zarówno z produkcją, jak i z utylizacją zasobników magazynowania energii oraz silnym oddziaływaniem tych procesów na środowisko. W ocenie Europejskiego Instytutu Miedzi niezbędne jest więc niezwłoczne opracowanie krajowego Programu Rozwoju Magazynów Energii na okres co najmniej 10-letni, tworząc dla niego zawczasu stosowną infrastrukturę prawną.

Bezpieczeństwo zasobów

Zdaniem Europejskiego Instytutu Miedzi dla zapewnienia stabilnego rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, a tym samym zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju, poza inwestycjami infrastrukturalnymi, konieczne jest także zapewnienie sektorowi offshore stabilnego dostępu do niezbędnych zasobów, takich jak przewidywalne źródła finansowania oraz surowce i materiały.

W pierwszym kontekście rozwiązaniem mogłyby być tak zwane umowy zakupu energii elektrycznej (ang. Power Purchase Agreements, PPA), czyli długoterminowe kontrakty na zakup energii odnawialnej w uzgodnionych ilościach i po cenach odpowiadających potrzebom wytwórcy i konsumenta. Umowy te zapewniają obu stronom nie tylko przejrzyste i stabilne zasady bieżącej współpracy, ale także pozwalają im świadomie zarządzać podażą i popytem energii w dłuższej perspektywie, a tym samym dopasowywać tempo rozwoju sektora offshore do realnych potrzeb rynkowych.

Drugą istotną kwestią jest bezpieczeństwo dostępu do surowców, niezbędnych do wdrażania coraz bardziej efektywnych i przyjaznych dla środowiska technologii. Jednym z materiałów kluczowych w tym aspekcie jest miedź, której nasz kraj jest jednym z wiodących producentów. Właściwości miedzi, takie jak: wysoka przewodność elektryczna, trwałość czy przetwarzalność (100% zdolność do recyclingu), sprawiają, że jest niezbędna dla nowoczesnej energetyki, bazującej na odnawialnych źródłach energii. Miedź jest bowiem powszechnie wykorzystywana do produkcji wszystkich istotnych elementów infrastruktury energetycznej ‒ przewodów i kabli, wysokosprawnych urządzeń przemysłowych, silników elektrycznych i transformatorów, generatorów czy baterii i systemów magazynowania energii.

Szacuje się, że wykorzystując doskonałą przewodność elektryczną miedzi, w ciągu następnych 10-20 lat w Europie będzie można zmniejszyć emisję CO2 o ponad 100 milionów ton rocznie. Zakładając, że w długofalowej perspektywie dążymy do budowania zeroemisyjnej gospodarki – miedź powinna być jej ważnym elementem.

[1] Dane: Fundacja na rzecz Energetyki Zrównoważonej i Europejski Instytut Miedzi

Zwolnienie z VAT przy sprzedaży nieruchomości

W większości przypadków sprzedaż nieruchomości wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej może korzystać ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem od towarów i usług. Przepisy regulujące tę preferencję wielokrotnie były przedmiotem interpretacji organów podatkowych, sądów administracyjnych i komentarzy przedstawicieli doktryny prawa podatkowego, a mimo to do tej pory budzą sporo wątpliwości. Sprawę dodatkowo komplikuje bogate orzecznictwo TSUE, choć w ostatnich latach wykładnia Trybunału w tym zakresie coraz bardziej sprzyja podatnikom i jest to kluczowy argument w przypadku sporu przedsiębiorcy z fiskusem.

Zwolnienia przedmiotowe – warianty

Zwolnienia z zapłaty VAT przy dostawie nieruchomości zostały określone w art. 43 ust. 1 ustawy VAT. W pierwszej kolejności Ustawodawca odrębnie sklasyfikował podstawę zwolnienia dla podatników prowadzących działalność zwolnioną z VAT (ust. 1 pkt 2). Zgodnie z tym przepisem sprzedaż nieruchomości korzysta ze zwolnienia z VAT, o ile była wykorzystywana wyłącznie na cele działalności zwolnionej z VAT oraz przy jej nabyciu lub wytworzeniu podatnikowi nie przysługiwało prawo do odliczenia VAT, co jest typowe dla działalności zwolnionej.

Z kolei czynnym podatnikom VAT, którzy nie wykorzystują nieruchomości w działalności zwolnionej, może przysługiwać zwolnienie przedmiotowe z VAT na podstawie art. 43 ust. 1 pkt 10 albo pkt 10a ustawy VAT. Konstrukcja prawna obu zwolnień prowadzi do wniosku, że w pierwszej kolejności możliwość zwolnienia nieruchomości z VAT powinna być weryfikowana pod kątem spełnienia warunków z pkt 10. Dopiero gdy dana transakcja nie będzie spełniać określonych w nim przesłanek, podatnik powinien przeanalizować zasadność zastosowania zwolnienia na podstawie pkt 10a.

I tak zgodnie z treścią art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy VAT zwalnia się dostawę budynków, budowli lub ich części, jeśli nie wystąpiły następujące przesłanki:

  • dostawa jest dokonywana w ramach pierwszego zasiedlenia lub przed nim,
  • pomiędzy pierwszym zasiedleniem a dostawą budynku, budowli lub ich części upłynął okres krótszy niż 2 lata.

Zwolnienie sprzedaży nieruchomości na podstawie pkt 10a będzie natomiast możliwe pod warunkiem, że:

  • w stosunku do tych obiektów nie przysługiwało dokonującemu ich dostawy prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego,
  • dokonujący ich dostawy nie ponosił wydatków na ich ulepszenie, w stosunku do których miał prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego, a jeżeli ponosił takie wydatki, to były one niższe niż 30% wartości początkowej tych obiektów.

Jednocześnie należy zauważyć, że zgodnie z treścią art. 43 ust. 7a ustawy VAT dla zastosowania zwolnienia z pkt 10a nie stosuje się drugiego z ww. warunków (lit. b), jeżeli nieruchomości po ich ulepszeniu były wykorzystywane przez podatnika do czynności opodatkowanych przez okres co najmniej 5 lat.

Problematyczne pierwsze zasiedlenie

Z uwagi na zawiłość powyższych przepisów zastosowanie zwolnienia z VAT przy dostawie nieruchomości powinno być poprzedzone gruntowną analizą stanu faktycznego i prawnego. Szczególną uwagę należy poświęcić definicji „pierwszego zasiedlenia nieruchomości”, przez co ustawa VAT rozumie oddanie do użytkowania, w wykonaniu czynności podlegających opodatkowaniu, pierwszemu nabywcy lub użytkownikowi budynków, budowli lub ich części, po ich:

  • wybudowaniu lub
  • ulepszeniu, jeżeli wydatki poniesione na ulepszenie stanowiły co najmniej 30% wartości początkowej.

Powyższa konstrukcja przepisu warunkuje, aby „pierwsze zasiedlenie” nastąpiło w wykonaniu czynności podlegającej opodatkowaniu (jak np. najem, dzierżawa itp.). Do niedawna organy podatkowe stały na stanowisku, że użytkowanie nieruchomości na potrzeby prowadzenia własnej działalności nie spełnia definicji „pierwszego zasiedlenia” z ustawy VAT, co oznacza, że sprzedaż takiej nieruchomości będzie podlegała opodatkowaniu VAT. Niekorzystna dla polskich podatników definicja „pierwszego zasiedlenia” została dopiero zanegowana przez Trybunał Sprawiedliwości UE.

Interpretacyjne dylematy

Zgodnie z orzecznictwem TSUE warunek wystąpienia „pierwszego zasiedlenia” w ramach czynności podlegającej opodatkowaniu określony w ustawie VAT nie ma uzasadnienia i mija się z celem dyrektywy VAT. Za decydujący należy uznać wyrok TSUE (sygn. C-308/16) z 16 listopada 2017 r. w sprawie Kozuba Premium Selection sp. z o.o. Z konkluzji tego orzeczenia oraz szeregu wyroków krajowych sądów administracyjnych wynikało wprost, iż ograniczenie przewidziane w polskiej ustawie jest sprzeczne z postanowieniami dyrektywy, a pierwsze zasiedlenie należy rozumieć możliwie szeroko jako pierwsze zajęcie, używanie budynku.

Oznacza to, że użytkowanie m.in. w ramach prowadzonej działalności gospodarczej przez pierwszego nabywcę lub użytkownika budynków, budowli lub ich części po ich nabyciu lub wybudowaniu spełnia definicję pierwszego zasiedlenia, a jeśli od tego momentu upłynął okres co najmniej 2 lat, wówczas dostawa takiej nieruchomości będzie korzystała ze zwolnienia z VAT. Z kolei, jeśli podatnik zdecyduje się sprzedać daną nieruchomość przed upływem 2 lat od pierwszego zasiedlenia, wówczas może skorzystać ze zwolnienia, o którym mowa w ust. 10a, o ile zostaną spełnione określone w nim przesłanki.

W szczególnie skomplikowanych stanach faktycznych zaleca się jednak występowanie z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej w zakresie możliwości zastosowania zwolnienia z VAT przy sprzedaży nieruchomości. Urzędowa wykładnia przepisów w tym zakresie może bowiem znacznie zminimalizować ryzyko związane z zastosowaniem podatkowej preferencji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koszty przewalutowań kulą u nogi polskich eksporterów

Według wstępnych danych GUS w 2018 r. wartość polskiego eksportu towarów wyniosła 940,4 mld zł i była wyższa o 6,5% rok do roku. Powoli zbliża się zatem do osiągnięcia wartości 1 biliona zł. Wyniki polskiej sprzedaży zagranicznej mogłyby być jednak jeszcze lepsze. Krajowi eksporterzy, szczególnie ci z sektora MŚP, tracą na kosztownych przewalutowaniach. W obliczu spowolnienia gospodarczego w Europie, oszczędności w tej sferze będą ważne dla utrzymania konkurencyjności polskiego eksportu, wskazują eksperci międzynarodowej instytucji płatniczej AKCENTA.

Koszty przewalutowań oraz niepewność związana ze zmiennością i nieprzewidywalnością kursów walut wpływają na konkurencyjność polskich firm. Przedsiębiorcy muszą bowiem te czynniki uwzględnić w swojej ofercie. Inaczej ryzykują własną marżą. Bez odpowiednich narzędzi ograniczania ryzyka kursowego i aktywnego poszukiwania najlepszej oferty wymiany walut firmy tracą ułamek swojego zysku. W zależności od miejsca przewalutowania, różnice mogą być liczone w setkach czy nawet tysiącach złotych. W skali całego kraju to daje już realne straty – mówi Radosław Jarema, dyrektor polskiego oddziału AKCENTY.

W poszukiwaniu oszczędności …

Mimo coraz mocniejszej specjalizacji Polski w eksporcie duża grupa krajowych firm wciąż niepotrzebnie ponosi znaczne koszty obsługi walutowej i transakcji zagranicznych w swoich bankach. W sektorze klientów indywidualnych lukę na rynku korzystnej wymiany walut wypełniły kantory internetowe. Jednak, mimo ogromnej skali działania, do dziś działają one na podstawie niezaktualizowanych do obecnych realiów przepisów. Przedsiębiorstwa obracają i wymieniają dużo większe kwoty niż użytkownicy indywidualni, więc kwestia bezpieczeństwa ich transakcji jest niezwykle istotna. Podmiotami, które oferują konkurencyjne do oferty bankowej kursy wymiany walut, a jednocześnie zapewniają poziom bezpieczeństwa równy bankom, są instytucje płatnicze. Podlegają one innym, bardziej restrykcyjnym przepisom niż kantory internetowe. Jednocześnie dzięki wąskim specjalizacjom, np. w obsłudze walutowej, mogą zaproponować bardzo atrakcyjne usługi. Ich obecność na rynku pozwala przedsiębiorcom korzystać z najlepszych kursów wymiany walut i płatności zagranicznych i to bez konieczności zmiany banku czy ponoszenia dodatkowych opłat. A różnice w kursie oferowanym przez instytucję płatniczą i bank mogą być spore. –  Przykładowo przy wymianie 10 tys. euro na złotówki przy pomocy instytucji płatniczej oszczędności kształtują się zwykle na poziomie 200-500 zł na jednej transakcji. Przy czym np. w AKCENCIE dodatkowo oferujemy firmom negocjowanie z nami kursu wymiany. To także coś, czego nie oferują ani e-kantory, ani banki – dodaje Radosław Jarema.

… i stabilności

Kolejną usługą, którą eksporterzy, jak i importerzy mogą znaleźć w ofercie instytucji płatniczych, są transakcje forward. Zamrażają one kurs wymiany dla kwoty z danego kontraktu firmy. W ustalonym w umowie terminie firma może przewalutować wskazaną kwotę po wiadomym z góry kursie. – Forward to ogromne ułatwienie w planowaniu i przygotowywaniu oferty. Dzięki temu rozwiązaniu firma nie musi uwzględniać w niej marginesu na możliwe wahania kursu, co często oznacza konieczność większego narzutu na cenie produktu. A trzeba pamiętać, że wiele kontraktów eksportowych jest realizowanych w perspektywie kilku miesięcy, kiedy to już kursy walut mogą znacznie się zmienić – zaznacza ekspert AKCENTY.

W gorszych czasach warto przyjrzeć się finansom

Oszczędności mogą być krajowym przedsiębiorstwom w najbliższym czasie potrzebne szczególnie ze względu na spowolnienie na ważnych rynkach unijnych, w tym gospodarki naszego największego partnera – Niemiec. Dużymi zagrożeniami pozostają także możliwość zaostrzenia wojny handlowej na linii Chiny – USA oraz wciąż utrzymująca się niepewność względem Brexitu i jego scenariusza. – Na ewentualne „gorsze czasy” warto się zawczasu przygotować. Analiza wydatków firmy to jeden ze sposobów na znalezienie możliwości do zaoszczędzenia. Może się okazać, że proste rozwiązania pozwolą na zachowanie marży czy utrzymanie konkurencyjności na rynku – dodaje Radosław Jarema z AKCENTY.

Joanna Kurowska wzmocni działalność operacyjną IHG w Europie Północnej

IHG® (InterContinental Hotels Group), jedna z wiodących firm hotelarskich na świecie, poinformowała dziś o mianowaniu Joanny Kurowskiej na stanowisko Director Operations Luxury & Managed w Europie Północnej [1].

Joanna Kurowska, Director Operations, Luxury & Managed, Northern Europe Copyright IHG
Joanna Kurowska, Director Operations, Luxury & Managed, Northern Europe Copyright IHG

Joanna Kurowska pokieruje podległym jej regionem z biura IHG we Frankfurcie. Będzie odpowiedzialna za systematyczny wzrost obrotów hoteli należących i zarządzanych przez IHG w Europie Północnej. Jej zadaniem na nowym stanowisku będzie współpraca z placówkami IHG w celu usprawnienia procesów biznesowych i zwiększenia efektywności pracy wszystkich zaangażowanych podmiotów. Będzie intensywnie podróżować po regionie i ściśle współpracować z hotelami, by optymalizować zyski, opracowywać strategie handlowe i zwiększać długoterminowe przychody firmy.

Nowe stanowisko Joanny Kurowskiej powstało w celu wypracowania przez IHG efektywnego modelu rynkowego dla Europy z myślą o zapewnieniu właściwych zasobów hotelom i ich właścicielom. Cel ten doprowadził do stworzenia w siedzibie IHG we Frankfurcie nowego zespołu pod kierownictwem Mario Maxeinera, Managing Directora, Northern Europe. Na nowo objętym stanowisku Joanna Kurowska będzie członkiem Leadership team w Europie Północnej, podlegając bezpośrednio Mario Maxeinerowi.

Joanna Kurowska urodziła się i wychowała w Warszawie. W IHG pracuje 8 lat. Na nowym stanowisku wykorzysta swoje doświadczenie w finansach i działaniach operacyjnych. Karierę w IHG rozpoczęła na stanowisku Director of Finance & Business Support w InterContinental Warszawa, które zajmowała trzy lata. Następnie pracowała na różnych stanowiskach związanych z finansami i sprawami operacyjnymi w europejskiej sieci IHG. Ostatnio pełniła funkcję Operations Finance Director dla rynków nieruchomości typu Luxury & Managed w Europie.

Mario Maxeiner, dyrektor zarządzający w Europie Północnej, mówi: „Joanna jest dobrze znana i ceniona w społeczności właścicieli i zarządzających hotelami, co czyni ją idealnym kandydatem na nowo utworzone stanowisko. Dzięki swojej rozległej wiedzy rynkowej i ogromnemu doświadczeniu w działaniach operacyjnych i finansowych jest doskonale przygotowana do optymalizacji wydajności w całym regionie i generowania długoterminowych przychodów dla IHG”.

Joanna Kurowska dodaje: „Objęcie tego stanowiska jest dla mnie zaszczytem, będę kierować regionem północnoeuropejskim w okresie jego dynamicznego wzrostu. Portfolio hoteli, którymi zarządzamy w regionie, jest mocne i planuję jak najszybciej rozpocząć ścisłą współpracę z właścicielami hoteli i ich zespołami, aby pomóc im zwiększać wydajność na każdym etapie działania.”.

Nominacja zbiega się z szybkim rozwojem biznesu IHG w Europie. Już od 10 lat podpisywana jest tu największa liczba nowych umów i otwierana największa liczba obiektów. Najistotniejsze możliwości rozwoju stwarza nowa, ekskluzywna marka vocoi nowa marka avid, szybko rozwijająca się, luksusowa butikowa marka Kimpton® Hotels & Restaurants oraz niedawno zakupiona, jedna z najbardziej luksusowych marek wellness, Six Senses Hotels Resorts Spas.

Rosną oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez FED

Minutes FOMC mogą pokazać czy Fed jest przekonany o braku potrzeb zmian stóp procentowych. Solidne dane z krajowego rynku pracy nie uchroniły złotego przed przeceną.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Przed rynkami rysuje się nowy rozdział amerykańsko-chińskiego konfliktu handlowego po tym jak USA zaatakowały Huawei, a Chińczycy szykują się do kontruderzenia w postaci możliwego nałożenia ceł na produkty Apple’a, oraz piętnowanie tych firm, które nie będą handlować z chińskim koncernem. Uderzenie w łańcuchy dostaw może być bardziej szkodliwe dla obydwu gospodarek, niż wojna celna, bowiem brak zamówień ze strony Chin oznacza brak sprzedaży w USA. Eskalacja sporu handlowego USA-Chiny i płynące z tego zagrożenia również dla gospodarek innych krajów azjatyckich (co pokazują dane dotyczące PKB Singapuru i Tajlandii, czy eksportu Korei) podtrzymują niepokój i powodują, że wciąż wyprzedawane są aktywa ryzykowne. W poniedziałek ucieczka inwestorów w kierunku postrzeganego za bezpieczną przystań dolara sprowadziła kurs EUR/USD do 1,114 jeszcze podczas sesji europejskiej. Choć w dużej mierze za przeceną euro stoi umacniający się dolar, wspólnej walucie ciąży też niepewność związana z zaplanowanymi na ten tydzień wyborami do Parlamentu Europejskiego. Obawy szczególnie dotyczą Włoch, gdzie silne poparcie zdobywają partie prawicowe. W przypadku ewentualnych wcześniejszych wyborów w tym trzecim pod względem wielkości kraju strefy euro przewagę mogą zdobyć partie, znacznie mniej chętne przestrzegające zasad unijnych.

Wysoka awersja do ryzyka uderza w waluty CEE. W poniedziałek EUR/PLN wyraźnie rósł, podchodząc pod 4,31. Notowania dolara dotarły do poziomu 3,86 PLN, osiągając dwuletnie maksimum. Przed przeceną nie ustrzegły złotego solidne dane z krajowego rynku pracy, choć potwierdziły, że sektor ten nadal pozostaje wsparciem dla konsumpcji. Zgodnie z publikacją GUS w kwietniu nastąpiło przyspieszenie wzrostu płac do 7,1% r/r wobec oczekiwanego o 6,5% r/r, co skutkuje powrotem dynamiki powyżej 7,0% po słabszym marcu. Bliskie oczekiwaniom okazały się dane o zatrudnieniu, choć roczna dynamika wyhamowała do 2,9% r/r.

Na rynku stopy procentowej wtorkowa sesja nie przyniosła większych zmian, co przy preferowaniu przez inwestorów bezpiecznych aktywów powoduje, że rentowności obligacji bazowych pozostają w pobliżu tegorocznych minimów. Decyzja amerykańskiego Departamentu Handlu o tymczasowym poluzowanie restrykcji nałożonych na Huawei tylko na krótko poprawiła sentyment inwestycyjny i nie prowadziła ostatecznie do zauważalnego ruchu na krzywych dochodowości. Również zmienność na polskim rynku dłużnym była ograniczona we wtorek, gdzie dane z rynku pracy miały niewielki wpływ na notowania przy wciąż przeważających trendach globalnych. Zgodnie z informacją Ministerstwa Finansów na czwartkowym przetargu zaoferowane zostaną obligacje serii OK0521, PS1024, WZ0525, WZ0528, DS1029 natomiast odkupowane będą PS0719, DS1019, WZ0120, PS0420. Szacujemy, że sprzedaż na tym przetargu może wynieść 5-6mld PLN.

W środę w centrum uwagi inwestorów znajdzie się minutes Fed-u, po którym oczekiwane będą stwierdzenia co do przekonania członków FOMC na temat stabilizacji stóp procentowych w USA w tym roku. Dzisiaj lokalnie rynki poznają też wyniki dla kwietniowej produkcji przemysłowej. Oczekiwane są równie solidne dane (prognoza PKO BP: 9,7% r/r wobec 5,6% miesiąc wcześniej i 8,1% szacowanych przez rynek, które jednak mogą niewiele pomóc złotemu (przy nadal wysokiej awersji do ryzyka jedynie ograniczać skalę osłabienia PLN).

Wykres dnia: Od czasu ostatniego posiedzenia Fed zauważalnie wzrosły oczekiwania na obniżkę stóp procentowych. Minutes FOMC mogą pokazać czy władze zamierzają utrzymać stabilną politykę monetarną.

zmiana stóp procentowych fed
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Drugie referendum w sprawie brexitu? Opozycja przeciwna

Brytyjska premier Theresa May przedstawiła nową propozycję ws. brexitu, uwzględniającą ponowne referendum w przypadku jej uchwalenia Theresa May przez parlament w przyszłym tygodniu (referendum ma dotyczyć jednak tego, „jak”, a nie „czy” wyjść z UE). Jedną z kluczowych modyfikacji wcześniejszej umowy jest unia celna („przejściowa” lub trwała). Pierwsze reakcje na propozycje brytyjskiej premier były chłodne, zarówno w Partii Pracy (J. Corbyn powiedział, że jego partia nie poprze nowej propozycji), jak i w szeregach konserwatystów (pojawiły się naciski na wycofanie ustawy i rezygnację Theresy May ze stanowiska premiera).

QubicGames przekroczył milion sprzedanych kopii swoich gier na Nintendo Switch

Geky Yaba Runner Anniversary Edition za darmo dla graczy, którzy posiadają co najmniej jedną, płatną grę od QubicGames.

Licznik, który został uruchomiony wraz z rozpoczęciem jubileuszowej akcji promocyjnej QubicGames, przekroczył właśnie 1 mln pobrań. Zgodnie z zapowiedziami oznacza to wyjątkową niespodziankę dla fanów wydawcy, którą będzie udostępnienie darmowej wersji Geki Yaba Runner osobom posiadających co najmniej jednen płatny tytuł z portfolio spółki.

Już 31 maja gracze posiadający co najmniej jeden tytuł wydany przez QubicGames na Nintendo Switch otrzymają całkowicie za darmo długo wyczekiwany, autorski tytuł spółki – Geki Yaba Runner. Jest to zapowiedziana wcześniej nagroda-niespodzianka związana z przekroczeniem 1 mln pobrań gier spółki na najnowszej konsoli Nintendo.

Jakub Pieczykolan, prezes zarządu QubicGames
Jakub Pieczykolan, prezes zarządu QubicGames

 Ponad milion sprzedanych kopii gier na Nintendo Switch utwierdza nas w przekonaniu, że skupienie się na roli wydawcy było trafną decyzją. Chcemy podziękować naszym fanom za udział w akcji promocyjnej i przekroczenie tej okrągłej liczby. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się udostępnić całkowicie za darmo każdemu posiadaczowi chociaż jednej gry od QubicGames nasz autorski tytuł, Geki Yaba Runner – mówi Jakub Pieczykolan, prezes QubicGames.

Przypominamy, że w ramach 15-lecia firma przygotowała promocję 12 gier ze swojego portfolio na konsole Nintendo Switch. Gry są dostępne w obniżce sięgającej od 80 do 94%. Dodatkowo, gracze posiadający co najmniej jedną z gier wydawcy mają możliwość zakupienia nowych tytułów wydanych w ramach jubileuszu 50% taniej

Jesteśmy zadowoleni z dotychczasowych wyników jubileuszowej promocji. Akane i Blazing Beaks, dwie gry, które dotychczas miały premierę w jej ramach, osiągnęły dobre wyniki sprzedażowe i obserwujemy, że podobają się naszym użytkownikom – komentuje prezes QubicGames. – Przed nami trzy premiery, które powinny zostać bardzo dobrze przyjęte przez graczy. Mamy nadzieję, że dzięki jubileuszowi dotrzemy do zupełnie nowych odbiorców, jednocześnie dbając o naszych dotychczasowych fanów.

Dlaczego studenci powinni zainteresowac sie sztuczna inteligencja?

Postęp technologiczny zatacza coraz szersze kręgi, a sztuczna inteligencja wspiera dziś inżynierów w największych osiągnięciach ludzkości. Rynek wysokich technologi osiąga roczne wzrosty sięgające blisko 70 proc., co stwarza niepowtarzalną okazję dla potencjalnego pracownika na zatrudnienie rodem z kultury Sci-Fi.

Do niedawna sztuczna inteligencja kojarzyła się głównie z kinem i literaturą Science Fiction. I choć od wielu lat ta idea rozbudzała w nas wyobraźnię, do niedawna traktowaliśmy to zagadnienie jako futurystyczny motyw popkultury. Obecnie jest częścią naszej rzeczywistości.

Pojęcie sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence) po raz pierwszy pojawiło się w latach 50-tych ubiegłego wieku, jednak jej prawdziwy rozwój nastąpił dopiero w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Swoim zakresem obejmuje ono rozwiązania technologiczne doskonale naśladujące ludzkie myślenie i zachowanie. Dzięki ich zastosowaniu wiele urządzeń potrafi wyciągać wnioski, przewidywać, podejmować decyzje, a nawet uczyć się. To wszystko dzieje się w sposób autonomiczny i adaptacyjny, ku uciesze technologicznych freak’ów.

Szansa dla branży space

W technologie związane ze sztuczną inteligencją inwestują nie tylko największe koncerny z branży IT, ale również niewielkie start-upy. Jak twierdzą specjaliści zajmujący się wysokimi technologiami, rynek ten osiąga rekordowe roczne wzrosty sięgające blisko 70 proc. Szacują również, że wartość tego sektora w 2022 roku wyniesie ponad 16 mld dolarów. Jednak aby jego rozwój był faktycznie możliwy, dla zainteresowanych firm pozyskanie specjalistów z zakresu IT stanie się niezbędne. Już teraz możemy zaobserwować silny rynek kandydata i ogromne zapotrzebowanie na profesjonalistów, jeśli chodzi o tę branżę.

– Sztuczna inteligencja jest narzędziem pozwalającym lepiej zrozumieć skomplikowane procesy zachodzące w kosmosie. Należy ją jednak postrzegać w kategoriach niszowej  dziedziny, w której wciąż w dużej mierze brakuje specjalistów – mówi Paweł Rymaszewski, prezes Thorium Space, producenta satelitów i urządzeń telekomunikacyjnych dedykowanych branży kosmicznej. – Sektor space w ogóle jest mocno wymagający, jeśli chodzi o potencjalnych pracowników – oprócz  wiedzy z zakresu matematyki i fizyki,  niezbędna jest dobra znajomość  przed wszystkim branżowego języka angielskiego  – dodaje Rymaszewski.

Jak pokazują dane z analizy przeprowadzonej przez Komisję Europejską, niedobory kadrowe w sektorze IT będą się dramatycznie pogłębiać. W raporcie przewidziano, że do 2020 roku zabraknie w Europie około 825 tys. specjalistów od IT. Na polskim rynku informatycznym sytuacja nie przedstawia się lepiej.

– Problem braku specjalistów w branży IT już od kilku lat zauważalny jest w całej Unii Europejskiej. Sytuacja dotyczy także Polski. Mury Politechniki Wrocławskiej rocznie opuszcza prawie 2 tysiące absolwentów kierunków związanych z branżą informatyczną.  Nie mają oni żadnych problemów ze znalezieniem pracy – mówi Andrzej Charytoniuk z Działu Informacji i Promocji Politechniki Wrocławskiej. – Według badań naszego Biura Karier ponad 70% z nich pracuje w zawodzie już trzy miesiące od zakończenia nauki. Popyt na ich usługi jest tak duży, że spora część studentów zaczyna pracować już w trakcie nauki.

Dane GUS potwierdzają to stanowisko – absolwentów co roku jest blisko 400 tysięcy, z czego kierunki techniczne stanowią zaledwie 20%. Te liczby jasno wskazują, że trendem na najbliższe lata będą znaczące braki w kwestii profesjonalnych pracowników z branży IT. Takie uwarunkowanie sprawia, że studenci oraz absolwenci kierunków informatycznych mogą przebierać w ofertach.

– Już od kilku lat to właśnie kierunki związane z IT są najbardziej oblegane w czasie rekrutacji. O jedno miejsce na naszej uczelni stara się nawet 6 kandydatów. I ten trend stale rośnie. – uzupełnia Andrzej Charytoniuk z Działu Informacji i Promocji Politechniki Wrocławskiej

Marzenia stają się rzeczywistością

Wśród tych futurystycznych wizji znajduje się realizacja wielu ludzkich marzeń – od badania kolejnych galaktycznych przestrzeni, poprzez komercyjne podróże, aż po zamieszkiwanie na innych planetach. Jednak sny o podboju kosmosu to jedno – aby móc spełniać te fantazje, należy w pierwszej kolejności skupić się na technologii, która umożliwi dalszą eksplorację galaktyki. Sztuczna inteligencja z dużym prawdopodobieństwem jest odpowiedzią na wiele pytań natury technicznej, jeśli chodzi o postęp sektora kosmicznego.

– Sądzę, że wiele nierealnych z dzisiejszej perspektywy zamierzeń, w przyszłości, m.in. dzięki sztucznej inteligencji, pojawi się w zasięgu ludzkich możliwości – uważa Paweł Rymaszewski. – Choćby autonomiczne misje kosmiczne bez załogi ludzkiej. A co za tym idzie większe bezpieczeństwo i ograniczenie udziału człowieka w misjach kosmicznych do niezbędnego minimum.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, kiedy sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub nawet je przewyższy. Obecnie wszystkie czynności, które potrafi wykonać, są kreowane przez człowieka. Według naukowców również w najbliższej przyszłości będzie funkcjonowała podobnie. Różnica będzie polegać na tym, że sama określi kryteria działania i będzie w stanie zaproponować nieszablonowe rozwiązania  zadanych  problemów. Aktualne uwarunkowania rynkowe to atrakcyjny moment dla obecnych studentów i absolwentów kierunków technicznych, mają oni szansę  brać udział w procesie tworzenia kolejnych rozwiązań wspierających ewolucję sztucznej inteligencji. Dla rozwoju sektora kosmicznego wzrost zatrudnienia w branży związanej z AI może okazać się szczególnie wartościowy. Dzięki wiedzy specjalistów, stałe ulepszanie sztucznej inteligencji umożliwi nie tylko ograniczenie ryzyka dla ludzi przebywających w kosmosie, co z pewnością będzie bezcenne w sytuacjach kryzysowych. Przyczyni się to również do większego bezpieczeństwa misji kosmicznych.

Sztuczna inteligencja umożliwi także analizę dużej ilości danych oraz bardziej precyzyjne działania w przestrzeni międzyplanetarnej, które pozwolą na duże oszczędności przedsiębiorstwom działającym w branży space. Jednocześnie będzie możliwa optymalizacja wielkości i stopnia zaangażowania zespołów projektowych, które do tej pory odpowiadają za obsługę tych procesów.

Dla wielu sceptyków niebezpieczne może być pozostawienie sztucznej inteligencji zbyt dużej decyzyjności, co mogłoby to obrócić się przeciwko człowiekowi. Na razie jest to jednak wyłącznie emocjonujący wątek wielu filmów science fiction.

Czy wiesz, że…

Sztuczna inteligencja potrzebowała jedynie 4 godzin, aby opanować arcymistrzowską grę w szachy?

Art Games Studio pozyskało nowych inwestorów i 24 maja debiutuje na NewConnect

Spółka Art Games Studio zacieśnia współpracę z głównym akcjonariuszem Gaming Factory poprzez podpisanie ramowej umowy o współpracy. Dodatkowo w akcjonariacie Art Games Studio pojawili się inwestorzy instytucjonalni. Firma 24 maja zadebiutuje na NewConnect z wyceną na poziomie 10 mln złotych.

Art Games Studio skupia się na produkcji i dystrybucji nisko oraz średnio budżetowych i wysokomarżowych gier przez rozproszone, niewielkie zespoły deweloperskie. Dzięki temu maleje ryzyko operacyjne przy optymalnej reakcji na niespodziewane zdarzenia losowe, występujące podczas produkcji.

Wynik netto spółki na koniec 2018 roku wyniósł 321 000 PLN. Firma dynamicznie się rozwija, tworząc nowe zespoły deweloperskie i budując solidny fundament na przyszłość w nowych obszarach gamedevu.

Podpisanie umowy o współpracy z Gaming Factory to kluczowy moment naszej działalności. Dzięki wsparciu finansowemu będziemy w stanie zwiększyć skalę działalności poprzez zwiększenie liczby i jakości naszych produkcji. Upublicznienie akcji wpłynie na rozpoznawalność marki Art Games Studio w branży i zwiększy naszą wiarygodność dla kontrahentów. Debiut na NewConnect odbędzie się przy wycenie 10 mln złotych i wierzę, że biorąc pod uwagę nasze wyniki i ciekawe produkcje w portfolio, czyni to nas atrakcyjnymi na tle rynku. Zainteresowanie ze strony inwestorów instytucjonalnych odbieram jako oznakę zaufania do spółki i potwierdzenie naszego potencjału – ocenia Jakub Bąk, CEO Art Games Studio.

Studio pracuje obecnie nad ośmioma projektami, których jest twórcą lub współtwórcą. Najbliższe premiery zaplanowano na przełomie drugiego i trzeciego kwartału 2019. Wśród nich są: Spyhack, Unlucky7 i The Worst Day Ever – wszystkie na komputery stacjonarne.

W czwartym kwartale firma planuje cztery premiery, w tym Faither  (na PC i konsolę Nintendo Switch, Toolboy (na Nintendo Switch) oraz When I Was Young (na PC). Art Games Studio aktualnie nie posiada gier mobilnych, przez co tak zwana afera Huawei nie powinna mieć wpływu na notowania spółki.

Art Games Studio S.A. została założona w lipcu 2017 r. W planach Spółki znajduje się znaczące zwiększenie skali działalności, rozwój zespołu i poszerzenie portfolia wydawniczego o kilka nowych tytułów, których wydawcą będzie notowane na NewConnect Ultimate Games. To pierwsza spółka z Grupy Gaming Factory, skupiającej się na inwestowaniu w polską branżę gier komputerowych, która zadebiutuje na giełdzie.

SAS prezentuje innowacje z zakresu uczenia maszynowego, rozpoznawania obrazów oraz przetwarzania języka naturalnego

Najnowsza wersja platformy analitycznej SAS pomaga firmom i specjalistom data science wykorzystać potencjał analityki, a także zautomatyzować część skomplikowanych zadań.

(22 maja 2019 r.) – SAS, lider zaawansowanej analityki, zaprezentował aktualizacje dotyczące SAS® Platform, które obejmują rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji, w obszarach uczenia maszynowego, rozpoznawania obrazu, przetwarzania języka naturalnego i innych technologii.

Firma niedawno ogłosiła, że zainwestuje miliard dolarów w sztucznę inteligencję. Ponadto SAS planuje rozwój oprogramowania umożliwiającego rozpoznawanie obrazu, aby ułatwić organizacjom analizę danych wizualnych.

Wprowadzane przez nas innowacje, których przykłady można znaleźć w SAS Platform oraz innych rozwiązaniach SAS z zakresu sztucznej inteligencji, ułatwiają firmom, decydentom, a także specjalistom data science zmianę kierunku, w którym będą podążać ich organizacjemówi Jim Goodnight, Chief Executive Officer w SAS.

Najnowsza wersja SAS Platform pozwala na automatyzację złożonych zadań, niezbędnych do tworzenia modeli analitycznych najwyższej klasy. Czyszczenie i transformacja danych, wybór najlepszych zmiennych, tworzenie, porównywanie i wdrażanie modeli czy zmiana zadań, wszystkie te procesy zostały zautomatyzowane z wykorzystaniem najlepszych praktyk.

Operacjonalizacja analityki poprzez interpretację danych

SAS Platform automatycznie porównuje tysiące modeli analitycznych, aby wybrać ten, który będzie najbardziej pomocny w rozwiązaniu danego problemu biznesowego. Dzięki funkcji generowania języka naturalnego, wyniki analiz są prezentowane w przystępny sposób, co umożliwia ich łatwą interpretację i szybsze podejmowanie decyzji biznesowych niezależnie od wiedzy technologicznej użytkowników. Demokratyzacja analityki pozwala zarówno decydentom, jak i użytkownikom biznesowym wykorzystywać sztuczną inteligencję na równi ze specjalistami data science i ekspertami w dziedzinie analityki. Każdy użytkownik może zrozumieć, w jaki sposób wyniki zostały uzyskane.

W zbyt wielu firmach inicjatywy z zakresu sztucznej inteligencji są ciągle na etapie wstępnym. Organziacje nie posiadają wiedzy, aby wykonać krok dalej i zacząć wykorzystywać modele uczenia maszynowego do rozwoju biznesu. Tysiące wysoko wykwalifikowanych ekspertów SAS oraz specjalistów data scientist, pomaga klientom w budowaniu strategii, której celem jest zamiana danych w wiedzę. Prowadzone przez nas obszerne szkolenia umożliwiają budowanie umiejętności analitycznych w biznesie. Upraszaczamy naszą technologię, aby pomóc użytkownikom, niezależnie od poziomu ich zaawansowania technologicznego, wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego tłumaczy Oliver Schabenberger, Executive Vice President, Chief Operating Officer oraz Chief Technology Officer w SAS.

Analityka i sztuczna inteligencja dla każdego

Nowości w systemie SAS Platform, które ułatwią wykorzystanie sztucznej inteligencji:

  • Nowy poziom wglądu w dane – Osoby niebędące specjalistami z zakresu analityki otrzymują szczegółowy opis, w jaki sposób system uzyskał określone wyniki. SAS ułatwia użytkownikom biznesowym, specjalistom data science oraz ekspertom IT prace nad modelami i algorytmami analitycznymi. Wyższy poziom tej współpracy pozwala zbudować coraz większe zaufanie względem sztucznej inteligencji, co prowadzi do lepszej adaptacji rozwiazań AI oraz gwarantuje więcej korzyści biznesowych.

 

  • Zwiększona możliwość interpretacji i zrozumienia modeli sztucznej inteligencji – Dzięki funkcji przetwarzania na język naturalny w platformie SAS, użytkownicy mogą automatycznie generować wyniki analiz, które są zrozumiałe nawet dla laika. Przykładowo ułatwia to zrozumienie dlaczego dana transakcja została oznaczona jako potencjalne nadużycie lub czemu dana grupa klientów stanowi najlepszy target kampanii marketingowej.
  • Lepsze podejmowanie decyzji – SAS Platform gwarantuje płynną współpracę z innymi rozwiązaniami SAS, takimi jak SAS Intelligent Decisioning, co pozwala na automatyzację i zarządzanie procesem decyzyjnym w ramach przedsiębiorstwa.
  • Otwarty interfejs programowania aplikacji (ang. API) – Deweloperzy mogą zastosować otwarty interfejs programowania aplikacji, aby uzyskać dostęp do danych oraz tworzyć oprogramowanie sieciowe na zamówienie. Pomoże to użytkownikom technicznym i biznesowym wykorzystać potencjał uczenia maszynowego, przetwarzania języka naturalnego oraz innych rozwiązań SAS z zakresu sztucznej inteligencji. Cały proces przebiega w sposób zautomatyzowany, bez potrzeby posiadania przez użytkowników wiedzy dotyczącej kodowania czy statystyki.
  • Szerszy zakres informacji dostępny od ręki – Oprogramowanie, takie jak SAS Visual Investigator oraz nowe SAS Mobile Investigator zapewnia użytkownikom pracującym zdalnie dostęp do funkcjonalności operacyjnych oraz badawczych SAS® Viya®, uczenia maszynowego oraz innych technologii działających w oparciu o sztuczną inteligencję. Mogą oni uzyskać wgląd w informacje, takie jak dane wejściowe pochodzące z dokumentów tekstowych czy zdjęć, które są natychmiast uaktualniane w systemie z poziomu swoich urządzeń mobilnych. Dane czasu rzeczywistego mogą także zostać wykorzystane do aktualizacji modeli analitycznych i oceny ryzyka w oparciu o nowe informacje.

Skalowalna automatyzacja procesów decyzyjnych

W dzisiejszym dynamicznym, cyfrowym świecie biznes musi podejmować natychmiastowei i świadome decyzje. SAS Intelligent Decisioning łączy zarządzanie regułami biznesowymi, wykrywanie zdarzeń w czasie rzeczywistym, zarządzanie procesami decyzyjnymi oraz zaawansowaną analitykę.

SAS Intelligent Decisioning wspiera działania skierowane do klienta, takie jak spersonalizowany marketing oraz wybór kolejnych aktywności. Wpływa także na procesy, które bezpośrednio go dotyczą, w tym usługi kredytowe i zapobieganie nadużyciom.

Analityka w akcji

Wszystkie te innowacje stanowią część ogłoszonej niedawno miliardowej inwestycji SAS w rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. Sprawi ona, że w ciągu najbliższych trzech lat firma znacząco rozwinie kluczowe obszary związane ze sztuczną inteligencją, uczeniem maszynowym, przetwarzaniem języka naturalnego oraz rozpoznawaniem obrazu. Umożliwi to stworzenie bardziej potężnych i zaawansowanych aplikacji analitycznych. SAS inwestuje także w programy edukacyjne, aby wyposażyć liderów biznesu i specjalistów data scientist w technologię i umiejętności potrzebne do efektywnego wykorzystania sztucznej inteligencji.

W sektorze bankowym, ochrony zdrowia i innych branżach, firmy mające wizję, niezależnie od ich rozmiaru, wykorzystują zaawansowaną analitykę oraz rozwiązania SAS napędzane przez sztuczną inteligencję, do rozwiązywania złożonych problemów. Dwa holenderskie szpitale, Amsterdam UMC i Uniwersyteckie Centrum Medyczne (UMC) w Utrechcie poprawiają jakość obsługi pacjentów dzięki funkcjom rozpoznawania obrazu oraz zaawansowanej analityce. Firmy z branży finansowej, takie jak Seacoast Bank szukają możliwości rozwoju biznesu i sposobów, aby stać się bardziej konkurencyjnymi w skali globalnej.

Skriware globalnym partnerem edukacyjnym Microsoftu

Amerykański gigant technologiczny podpisał umowę o partnerstwie ze Skriware. Warszawski startup, który popularyzuje nowe technologie w nauczaniu, dostanie od Microsoftu wsparcie w rozwijaniu i upowszechnianiu autorskich rozwiązań edukacyjnych.

Misją Skriware jest pomoc w kształceniu najbardziej pożądanych współcześnie kompetencji STEAM[1], kluczowych na przyszłym rynku pracy. Aby zrealizować ten cel, startup wypracował autorski program edukacyjny, który łączy nauki ścisłe, technologię i design. W nauczaniu dzieci i młodzieży ma pomóc autorski ekosystem Skriware, składający się z łatwych w obsłudze drukarek 3D, programowalnych robotów – Skribotów – oraz platformy e-learningowej.Skriware_1

Skriware wstąpił do grona partnerów Microsoft, którzy aktywnie działają na polu edukacji. Oprócz wspólnego tworzenia nowoczesnych rozwiązań w sektorze EdTech startup będzie mógł również liczyć na wsparcie techniczne i marketingowe giganta IT. W ramach współpracy promocyjnej Microsoft i Skriware będą wspólnie uczestniczyć w największych targach i wydarzeniach branżowych.Skriware_2

Microsoft dla Edukacji to wprowadzanie nowoczesnych metod wspomagania procesu edukacyjnego. Ta inicjatywa ma na celu dostarczenie narzędzi odpowiadających zaawansowaniem rozwojowi środowiska życia i pracy otaczającego uczniów i rodziców. W ramach programu promujemy kreatywności uczniów i pracy zespołowej oraz wyrównanie szans różnych grup uczniów poprzez standaryzację dostępu do nowoczesnych technologii. Wyzwania jakie stoją obecnie przed szkołą to przede wszystkim jak przekazywać wiedzę, by po pierwsze zaciekawić dzieci i młodzież, a po drugie sprawić, by ta wiedza dała podstawy do funkcjonowania w otaczającym nas świecie zawodowym. Edukacja bez zaangażowania technologii nie będzie w stanie przygotować uczniów do życia i pracy w realiach, które ich czekają po zakończeniu nauki – komentuje Katarzyna Węglińska Enterprise Channel Manager Microsoft Polska. Platforma Skriware dostarcza do szkół elementy, które są niezwykle istotne w tym procesie. Połączenie drukarki 3D, platformy e-learningowej oraz robotyki jest dla nas kompleksowym podejściem, które z przyjemnością chcemy promować wśród szkół w Polsce – dodaje Węglińska.

Networking z korzyścią dla edukatorów

Partnerstwo z Microsoft otwiera Skriware drzwi do współpracy z kolejnymi partnerami. Dzięki temu twórcy polskiego ekosystemu edukacyjnego będą mogli zweryfikować swoje założenia z zagranicznymi specjalistami od edukacji czy prognozami analityków na temat przyszłego rynku pracy. Pomoże to startupowi na bieżąco dostosowywać produkty do realnych potrzeb zarówno nauczycieli, jak i uczniów.

Dbając o jakość produktów i pozytywne doświadczenie użytkowników, Skriware umieścił swoje oprogramowanie w chmurze obliczeniowej Microsoft Azure — uznawanej za wiodącą tego typu usługę na świecie. W związku z tym startup otrzymał certyfikację od znanego koncernu. Zaimplementował też system automatycznego logowania Single Sign-on pomiędzy Office 365 i platformą Skriware Academy, co ułatwi użytkownikom produktu Microsoft korzystanie z zasobów edukacyjnych Skriware.

Zaproszenie do współpracy od tak doświadczonej firmy to dla nas wyróżnienie i obiecujący początek wspólnych działań na rzecz edukacji mówi Karol Górnowicz, prezes Skriware.

Technologia i przenikające się z nią inżyniera, matematyka czy sztuka kształtują nowe pokolenie, które w przyszłości będzie musiało sprostać wyzwaniom dynamicznie zmieniającego się rynku pracy. Integracja Skriware Academy z rozwiązaniami technologicznymi Microsoftu zwiększą dostępność tego kompleksowego modelu nauczania – dodaje.

Pierwszą imprezą, na której Skriware zaprezentował się wspólnie z nowym partnerem, były organizowane przez Microsoft w Warszawie EduDays, 16 maja 2019. Wydarzenie zgromadziło nauczycieli i decydentów edukacyjnych, będąc okazją do wymiany wiedzy na wysokim poziomie, poznania i przetestowania najnowszych rozwiązań technologicznych dedykowanych nauczaniu. Skriware zaprezentowało tam możliwości druku 3D i robotyki w przestrzeni edukacyjnej. Kolejne wspólne wystąpienie będzie miało miejsce na kongresie Microsoft Innovation Summit, 28 maja 2019.

Druk 3D przekracza kolejne granice

Skriware przełamuje bariery w korzystaniu z technologii oraz zachęca do rozwijania pasji, kreatywności i wiedzy technicznej. Ich flagowy produkt — kurs online „Kierunek: Mars” dostępny jest na rynku już od roku, w ramach pakietów edukacyjnych. Pozwala edukatorom wprowadzić dzieci w koncepcję edukacji STEAM przy pomocy pełnej przygód gry z motywem kosmicznym w tle.

Od premiery kursu „Kierunek: Mars”, startup podpisał też kontrakty dystrybucyjne w 7 nowych regionach, uruchamiając kanały sprzedaży w Europie, Azji, USA i na Bliskim Wschodzie. Angażował się również w inicjatywy społeczne, wspierające rozwój kompetencji cyfrowych i zastosowania nowoczesnych technologii we wszystkich obszarach życia.

[1] akronim od angielskich słów Science, Technology, Engineering, the Arts, Mathematics

EDP i ENGIE łączą siły z zamiarem stworzenia wiodącego globalnego gracza w sektorze morskiej energetyki wiatrowej

Antonio Mexia, CEO EDP i prezes EDPR, oraz Isabelle Kocher, CEO ENGIE, ogłosili 21.05.2019 podpisanie strategicznego protokołu ustaleń o stworzeniu przedsięwzięcia joint venture, w którym EDP i ENGIE miałyby odpowiednio po połowie udziałów. Działalność nowego podmiotu ma obejmować realizację projektów stacjonarnych i pływających farm wiatrowych. Powstające joint venture będzie jedynym podmiotem, za pośrednictwem którego EDP (poprzez swoją spółkę zależną EDP Renewables – EDPR) i ENGIE będą realizować inwestycje w projekty morskich farm wiatrowych na świecie. Tym samym wspomniane joint venture stanie się jednym z pięciu największych światowych graczy w tej branży, korzystając z doświadczenia i możliwości rozwoju obu spółek.

Zgodnie z protokołem ustaleń EDP i ENGIE połączą w przedsięwzięciu joint venture swoje portfele istniejących morskich farm wiatrowych oraz projektów w fazie realizacji. Joint venture ma wyjściowo posiadać łącznie 1,5 GW mocy zainstalowanej w projektach w fazie budowy i 4,0 GW mocy zainstalowanej w planowanych projektach. Do 2025 r. joint venture ma dysponować portfelem, w którego skład wchodzą projekty w fazie eksploatacji i w budowie o łącznej mocy zainstalowanej między 5 a 7 GW , oraz projekty na zaawansowanym etapie realizacji o łącznej mocy zainstalowanej między 5 a 10 GW3.

EDP i ENGIE uważają, że morska energetyka wiatrowa staje się kluczowym czynnikiem w światowej transformacji energetycznej, a co za tym idzie – następuje dynamiczny rozwój rynku i zaostrzenie konkurencji. Obie spółki twierdzą, że powołanie podmiotu o potencjale działania na dużą skalę, o globalnym zasięgu biznesowym i istotnych możliwościach zawierania umów sprzedaży energii, wspartego zaangażowanym zespołem, umożliwi szybszą rozbudowę portfela aktywów, a stabilne partnerstwo podniesie wydajność działalności gospodarczej.

Joint venture powstaje przede wszystkim z myślą o rynkach w Europie, Stanach Zjednoczonych i wybranych lokalizacjach w Azji – zgodnie z założeniem, że te obszary mają największy potencjał wzrostu. Model działalności nowego przedsięwzięcia opiera się na samofinansowaniu, a realizowane w jego ramach projekty będą spełniać kryteria inwestycyjne obu spółek.

EDPR i ENGIE zawiązują ambitny sojusz po udanej sześcioletniej współpracy obu podmiotów w charakterze partnerów konsorcjalnych przy realizacji projektów stabilnych farm wiatrowych w Dieppe Le Tréport i Yeu Noirmoutier we Francji oraz w Moray East i Moray West w Wielkiej Brytanii. EDPR i ENGIE współpracują również jako partnerzy przy realizacji dwóch projektów pływających morskich farm wiatrowych we Francji i w Portugalii, a także w trwającym obecnie we Francji przetargu na budowę morskiej farmy wiatrowej w okolicy Dunkierki.

Komentarz Isabelle Kocher, CEO ENGIE: „Z prawdziwą przyjemnością ogłaszamy zawarcie strategicznego sojuszu w obszarze morskiej energetyki wiatrowej z EDP, naszym partnerem od 2013 r. Sektor morskiej energetyki wiatrowej odnotuje znaczący wzrost do 2030 r. Dzięki nowo powstałej joint venture będziemy w stanie lepiej wykorzystać potencjał rynku, a jednocześnie zwiększyć konkurencyjność w jednym z naszych kluczowych obszarów wzrostu – energetyki odnawialnej. Porozumienie to jest również w pełni zgodne ze strategią przejścia ENGIE na działalność generującą zerowy poziom emisji dwutlenku węgla.”

Antonio Mexia, CEO EDP i prezes EDPR
Antonio Mexia, CEO EDP i prezes EDPR

Komentarz António Mexia, CEO EDP: „Porozumienie w sprawie współpracy w obszarze morskiej energetyki wiatrowej stanowi istotny krok naprzód w realizacji strategii EDP dotyczącej energetyki odnawialnej. Jesteśmy w pełni zaangażowani w działalność na rzecz transformacji energetycznej i budowy bardziej zrównoważonej przyszłości, zgodnie z ambitnymi celami zawartymi w naszym najnowszym dokumencie strategicznym. Jesteśmy przekonani, że to partnerstwo wzmocni naszą pozycję w sektorze energetyki odnawialnej i pozwoli nam szybciej realizować zamierzenia w obszarze morskich farm wiatrowych. Morska energetyka wiatrowa będzie stanowić jeden z kluczowych obszarów rozwoju w przyszłej dekadzie.”

Realizacja tego projektu zależy od wyników procesu zatwierdzenia planu na szczeblu socjalnym, korporacyjnym, prawnym, regulacyjnym i umownym. Grupa zamierza rozpocząć działalność joint venture przed końcem 2019 r.

Mieszkańcy polskich miast pokochali mikromobilność

W ciągu dwóch lat podwoiła się liczba dostępnych do wypożyczenia rowerów, a pierwsze miesiące 2019 roku zdominowali operatorzy hulajnóg elektrycznych.

Polska zajmuje 6 miejsce w Europie pod kątem liczby samochodów osobowych na 1000 mieszkańców – średnio to 571 pojazdów. Podczas, gdy w Warszawie na 1000 mieszkańców przypada 715 samochodów, to w stolicy Niemiec jest ich jedynie 333. Jak zauważają eksperci Deloitte w analizie „Shared mobility in Poland – overview” nasycony rynek samochodów prywatnych zaczyna topnieć. Rozwój technologii, troska o jakość powietrza, a także coraz większa dostępność rozwiązań takich jak rowery czy hulajnogi miejskie, sprawiają, że auta coraz częściej zostają w garażach.

Polskie miasta zaczynają nadrabiać straty w stosunku do innych europejskich metropolii – wzrost korzystania z alternatywnych, tańszych i bardziej ekologicznych metod transportu może istotnie spowolnić rosnące dotychczas zatłoczenie. Idąc za globalnym trendem mikromobilności, mieszkańcy metropolii coraz częściej sięgają po rozwiązania komunikacyjne, które umożliwiają pokonanie krótkich dystansów za pomocą lekkich pojazdów zasilanych prądem, takich jak rowery, hulajnogi, skutery czy małe samochody elektryczne.

Ekologicznie znaczy taniej

Jednym z czynników wpływających na zmniejszenie zależności Polaków od samochodów jest rozwój technologii, za którym idą postępy w takich rozwiązaniach jak GPS, płatności mobilne w aplikacjach, większa wydajność baterii czy rosnąca popularność smartfonów. Na poszukiwanie nowych sposobów transportu wpływa także rosnąca liczba mieszkańców miast, którzy stanowią 60 proc. populacji w Polsce.

– Postępująca urbanizacja i wzrost liczby mieszkańców dużych miast powodują coraz większe problemy związane z ruchem samochodowym. W polskich metropoliach jest najwięcej samochodów w stosunku do liczby mieszkańców. Co ciekawe, w Europie widać odwrotny trend – dostępność alternatywnych środków transportu powoduje zmniejszenie liczby pojazdów w miastach, np. w Berlinie jest około dwa razy mniej samochodów na tysiąc mieszkańców niż w Warszawie – mówi Rafał Nessel, Starszy Menedżer w zespole doradztwa technologicznego, Deloitte. – Widoczne w ciągu ostatnich paru lat przyspieszenie w obszarze nowych rozwiązań, w tym wynajmu samochodów na minuty i mikromobilności mogą w ciągu paru kolejnych lat doprowadzić do rewolucji w przemieszczaniu się w obszarach miejskich. Konieczne są jednak zmiany kulturowe i szersza akceptacja społeczna – dodaje.

Choć transport publiczny jest jednym z najbardziej efektywnych sposobów przewozu dużej liczby osób, wciąż wyzwaniem pozostaje tak zwany problem pierwszej i ostatniej mili, czyli dotarcie do najbliższego przystanku komunikacji miejskiej.
– Jest jeszcze jeden powód, dla którego coraz częściej decydujemy się na korzystanie z rozwiązań, które są przyjazne dla środowiska – troska o jakość powietrza w Polsce. Świadomość naszego społeczeństwa, dbałość o zdrowie i jakość życia sukcesywnie rośnie. Wśród młodego pokolenia widzimy zmianę w stylu życia, poruszania się, odrzucania konieczności posiadania, na rzecz współdzielenia. Dodatkowo biorąc pod uwagę wyzwania związane z jakością powietrza w mieście (na 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie 36 stanowią miasta w Polsce), włodarze także zaczynają widzieć konieczność działania, a transport, poza niska emisją i przemysłem, jest jednym z czynników zwiększających poziom w mieście. Jeśli ludzie nie mają wygodnego i taniego sposobu na dotarcie do autobusu lub pociągu, wsiądą do swojego samochodu i przyczynią się tym samym do pogorszenia jakości powietrza i korków, które są plagą wielu miast. Inaczej mówiąc, mikromobilność przyczynia się do rozwiązania najbardziej dokuczliwych wyzwań transportowych stojących przed obszarami miejskimi jak zatłoczenie, zła jakość powietrza i nierównomierny dostęp do transportu – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Niestety, w przypadku większości dostawców tego typu usług, rozszerzenie oferty na obszary podmiejskie, gdzie odległość jest zbyt duża, a ludzie zazwyczaj posiadają własne samochody, może okazać się nieopłacalna. Jak pokazują wyniki niedawno przeprowadzonego badania w amerykańskim Portland, 34 proc. mieszkańców stwierdziło, że w razie braku alternatywnego środka transportu, jak np. skutera czy hulajnogi, skorzystaliby z prywatnego samochodu lub z usługi przewoźnika lub taksówki. Odsetek ten był jeszcze wyższy wśród osób odwiedzających miasto.

Wyzwanie dla miast

Mikromobilność staje się dla wielu miast na świecie receptą na problem pierwszej i ostatniej mili, zatorów oraz emisji gazów. Ich pojawienie się w przestrzeni publicznej niesie jednak ze sobą również wyzwania dla włodarzy. Seattle, Los Angeles i Madryt, tymczasowo zakazały hulajnóg i zmusiły operatorów do usunięcia ich z ulic z obawy o bezpieczeństwo pieszych. Dyskusja ta rozpoczęła się również w Polsce. Zbyt długo samorządy priorytetowo traktowały samochody i ich kierowców, przez to w wielu miastach brakuje np. ścieżek rowerowych czy choćby dróg wystarczająco szerokich, by hulajnoga czy rower mogły bezpiecznie przejechać. We wspomnianym badaniu w Portland zaledwie 8 proc. użytkowników e-hulajnóg korzystało z chodnika, gdy mogli wybrać ścieżkę rowerową. Liczba ta wzrosła do 66 proc., gdy alternatywą była jazda drogą obok pojazdów ważących setki kilogramów i jadących nawet 100 km na godzinę. Wciąż brakuje badań, które pokazałyby poziom zagrożenia np. hulajnóg w porównaniu z innymi rodzajami transportu i w jaki sposób prędkość czy użycie lub brak kasku wpływają na poziom bezpieczeństwa. Nierozwiązanym problemem jest również kwestia sprzętów niewymagających stacji dokujących, które są umieszczane w przypadkowych miejscach.

Przepisy a rzeczywistość

Polskie prawo nie nadąża za szybkimi zmianami w obszarze mobilności. Nadal nie ma regulacji dotyczących hulajnóg elektrycznych, dlatego ich użytkownicy są traktowani jako piesi, którzy powinni korzystać z chodników. Racjonalne wydaje się, że hulajnogi powinny się poruszać po ścieżkach dla rowerów z uwagi na możliwość rozwinięcia dość znacznej prędkości. Przestarzałe przepisy tego jednak nie uwzględniają, co skutkuje tym, że jazda hulajnogą po drodze dla rowerów może zakończyć się mandatem. Jeszcze niedawno największy operator hulajnóg elektrycznych w Polsce zabraniał korzystania z dróg publicznych i chodników, teraz jednak to użytkownik jest odpowiedzialny za wybór „właściwej i bezpiecznej” drogi. – Regulacje dotyczące tego środka lokomocji są niezbędne. E-hulajnogi bez wątpienia są wygodne i szybkie, jednak niedoświadczony użytkownik może mieć więcej problemów niż radości z jazdy nimi, zwłaszcza, gdy nie zachowuje środków bezpieczeństwa, jadąc na przykład bez kasku. Z kolei rowery czy hulajnogi bez stacji dokujących, zostawiane na chodnikach tworzą tor przeszkód dla pieszych, w tym na przykład niewidomych czy rodziców z wózkami – mówi Mariusz Banaś, Adwokat, Senior Associate, Deloitte Legal.

Jest znacznie więcej wątków nieuregulowanych przepisami. Jednym z nich są przewozy osób zamawiane przez aplikację. Taksówkarze pracujący w korporacjach, od których do tej pory wymagało się, m.in. znajomości topografii miast czy rejestracji działalności gospodarczej, od lat domagają się ujednolicenia zasad świadczenia usług przewozu osób. Obecnie finalizowane są prace nad zmianą przepisów ustawy o transporcie drogowym, które zlikwidują szarą strefę poprzez wprowadzenie licencji dla pośredników w przewozie osób (tj. podmiotów takich jak Uber czy Bolt). Nowe przepisy zniosą ponadto możliwość wprowadzania przez gminy obowiązku zdania egzaminu z topografii, a kierowcom świadczącym przewóz osób pozwolą rozliczyć opłatę przy użyciu spełniającej wymogi aplikacji mobilnej, zamiast taksometru. Nowe przepisy miałyby wejść w życie od 1 stycznia 2020 r.

Tanio, ale zyskownie

Chociaż opłaty za wynajem są stosunkowo niskie, operatorzy systemów rowerów miejskich szybko zwiększają swoje przychody. Na przykład przychody lidera wśród samoobsługowych wypożyczalni w 2018 roku wzrosły rok do roku o 41 proc. Dzięki modelowi biznesowemu opartemu na partnerstwie handlowym i współpracy z gminami, przychody z opłat stanowią niewielki procent ogólnych przychodów firmy, a aż 70 proc. pochodzi z samorządów. Nextbike (44 miasta) i BikeU (7 miast) pozostają liderami branży wypożyczalni rowerów w Polsce, jednak po piętach zaczynają im deptać nowi uczestnicy rynku, tacy jak AcroBike (Warszawa), wprowadzający system rowerów publicznych niewymagający stacji dokujących. Dużą konkurencją są również dynamicznie rosnący usługodawcy oferujący elektryczne hulajnogi. Wiosną bieżącego roku ich liczba w Warszawie wzrosła trzykrotnie. W sumie w sześciu największych miastach dostęp do ponad 6,5 tysiąca hulajnóg oferuje już blisko dziesięciu operatorów.

– Ostatnie stulecie ukształtowało stabilną strukturę branż związanych z transportem – producenci samochodów, transport publiczny, korporacje taksówkowe. Jednak nowe modele biznesowe zacierają granice pomiędzy branżami, a o udział w tym rynku walczą także nowi gracze – firmy technologiczne, branża finansowa, start-up’y, a nawet przedsiębiorstwa energetyczne – mówi Rafał Nessel – Choć trudno przewidzieć, jakie rozwiązania zyskają popularność i jakie modele biznesowe odniosą sukces, to wiodący trend wydaje się już nie do odwrócenia. Odchodzimy od posiadania w kierunku współdzielenia, użytkowania i korzystania z różnorodnych usług transportowych w zależności od potrzeb – dodaje ekspert.

Dynamiczny rozwój mikromobilności otwiera nowe możliwości dla biznesu. – Szczególną aktywność widać w branżach motoryzacyjnej i energetycznej. Koncerny samochodowe stają się właścicielami sieci hulajnóg, a największe polskie firmy energetyczne inwestują w carsharing i popularyzację pojazdów elektrycznych, szukając nowych kierunków rozwoju – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego w Deloitte. Pojawiają się również innowacyjne modele biznesowe – np. każdy może zainwestować w rozwój floty hulajnóg czy skuterów w ramach oferty społecznościowego użytkowania. Dynamicznie rośnie także rynek aplikacji integrujących wszystkie dostępne rozwiązania komunikacyjne, które pozwalają lokalizować najbliższe środki komunikacji i planować intermodalną trasę przejazdu.

Temat mobilności będzie szerzej omawiany przez ekspertów Deloitte podczas konferencji „Smart City Expo Poland” 11-12 czerwca w Łodzi.

VMware partnerem technologicznym Operatora Chmury Krajowej

  • Operator Chmury Krajowej dokonał wyboru kluczowego partnera technologicznego. Została nim firma VMware, globalny lider w obszarze chmury prywatnej i hybrydowej oraz cyfrowego środowiska pracy.
  • Stos technologiczny Operatora Chmury Krajowej będzie oparty w znacznej części o innowacyjne rozwiązania VMware, pozwalając na świadczenie usług na poziomie XaaS (wszystko jako usługa).
  • Technologię oraz usługi dostarczy Comtegra S.A., wieloletni partner technologiczny VMware w Polsce.
  • Korzystanie z usług Operatora Chmury Krajowej opartych na rozwiązaniach VMware pozwolą klientom OChK na uruchomienie usług z chmury w ciągu kilkudziesięciu minut, zamiast wielomiesięcznych procesów uruchamiania serwerowni fizycznych.

Operator Chmury Krajowej wybrał VMware jako kluczowego dostawcę elementów stosu technologicznego, w oparciu o który będzie świadczyć najbardziej zaawansowane usługi chmurowe na polskim rynku. Partnerem VMware, który dostarczy technologię oraz usługi jest Comtegra S.A.

Operator Chmury Krajowej Sp. z o.o. zdecydował się na wykorzystanie nowoczesnych narzędzi firmy VMware ze względu na wysoką elastyczność, która pozwoli każdej firmie przejść bez przeszkód przez proces cyfrowej transformacji. Wybrane rozwiązania chmurowe i wirtualizacyjne odciążają bowiem działy IT w zakresie działań operacyjnych, tak by mogły się one skupić na tworzeniu nowych rozwiązań dla klientów końcowych.

Na bazie zakupionych licencji możliwe jest świadczenie usług IaaS, PaaS, CaaS (infrastruktura jako usługa, platforma jako usługa, kontener jako usługa) a także zaoferowanie usług chmury hybrydowej. Klienci Operatora Chmury Krajowej będą mogli liczyć na wykorzystanie takich rozwiązań, jak:

  • zapasowe centrum danych
  • dodatkowa moc obliczeniowa
  • platforma dedykowana użytkowaniu aplikacji typu Cloud Native
  • wirtualne miejsca pracy
  • zarządzanie bezpieczeństwem urządzeń i danych na urządzeniach mobilnych.

Zakupiona od VMware kompletna architektura SDDC (Software-Defined Data Center): wirtualizacja mocy obliczeniowej, podsystemów dyskowych, mechanizmów bezpieczeństwa, automatyzacji i monitoringu środowisk chmurowych, wykorzystywana jest do budowy najnowocześniejszej chmury hybrydowej, która może obejmować środowiska prywatne (dedykowane na wyłączność jednej firmie) i publiczne (współdzielone przez wielu klientów).

Fundamentem oferty Chmury Krajowej, który udostępniony zostanie klientom, jest najnowsza wersja kompleksowej platformy do uruchamiania i zarządzania chmurą hybrydową – VMware Cloud Foundation. To kompleksowy zestaw usług, które pozwalają na szybkie uruchamianie programowo definiowanych serwerowni i środowisk multi-cloud wraz z działającymi na nich aplikacjami, w jednym, płynnym procesie (model Infrastructure as a Code). Proces taki, realizowany w oparciu o fizyczną infrastrukturę zazwyczaj trwa kilka miesięcy. Oparcie go o rozwiązania technologiczne OChK i VMware pozwoli na rozpoczęcie korzystania z danych usług IT nawet w ciągu kilkudziesięciu minut. Badania wykazały, że VMware Cloud Foundation gwarantuje nawet do 15 razy krótszy czas uruchomienia chmury dzięki eliminacji złożonych procesów związanych z projektowaniem, testowaniem, uruchamianiem i konfigurowaniem systemu oraz przydzielaniem zasobów.

Wdrażane w ramach współpracy z VMware są również produkty do budowy wirtualnego środowiska pracy (m.in. typu VDI). Wspierają one proces transformacji cyfrowej, co jest nie tylko wielką szansą dla przedsiębiorstw, ale też dla administracji publicznej. Rozwiązania typu VDI oznaczają optymalizację kosztów licencji na oprogramowanie wykorzystywane przez pracowników dzięki łatwemu profilowaniu, podniesienie satysfakcji użytkowników końcowych, obniżenie kosztów obsługi środowiska oraz znaczną redukcję kosztów infrastruktury.

Przygotowując się do uruchomienia usług Operatora Chmury Krajowej, bardzo starannie analizowaliśmy potrzeby naszych przyszłych klientów. Wybierając kluczową technologię kierowaliśmy się tym, by móc zaoferować firmom, które zdecydują się na współpracę z nami, różnorodne usługi. Z jednej strony dobrane tak by ułatwić optymalizację kosztów tym którzy już korzystają z rozwiązań chmurowych a z drugiej strony by ułatwić transformację tym, którzy wciąż korzystają z własnych zasobów IT. Nasze analizy wykazały, że oprogramowanie VMware pozwoli nam zrealizować te cele – powiedział podczas spotkania podsumowującego podpisanie kontraktu Michał Potoczek, Prezes Zarządu Operatora Chmury Krajowej. 

Cieszymy się, że teraz dzięki współpracy z OChK polskie przedsiębiorstwa będą mogły szybciej i skuteczniej wprowadzać cyfrowe innowacje, poprawiać bezpieczeństwo i efektywność, jednocześnie obniżając koszty działania. To możliwe, bo Operator Chmury Krajowej oferuje technologiczną rewolucję w oparciu o wizję „software-defined everything”. Jestem przekonany, że nasza współpraca będzie korzystna nie tylko dla nas i dla OChK, ale także dla dużej części polskiej gospodarki, która odważniej wkroczy w świat chmury obliczeniowej mówi Stanisław Bochnak, główny strateg ds. biznesowych w VMware Polska. Jest to o tyle ważne, że w obliczu rosnących potrzeb konsumentów i coraz silniejszej walki rynkowej, przedsiębiorstwa muszą inwestować w innowacje na tyle szybko, by zabezpieczyć swoje „dziś” i „jutro”. Napędem, który gwarantuje tę szybkość jest chmura obliczeniowa. A co ważne dla polskich przedsiębiorców – jest to polska chmura obliczeniowa – dodaje.

Za wdrożenie elementów stosu technologicznego VMware w centrach danych Operatora Chmury Krajowej odpowiedzialna będzie Comtegra S.A., wieloletni partner technologiczny VMware.

Nie jest to pierwszy projekt budowy chmury publicznej w portfolio naszej firmy. Braliśmy udział w budowie dziesiątek chmur prywatnych, zaś ostatnim sukcesem jest zakończony miesiąc temu projekt budowy kompleksowej usługi Disaster Recovery Center dla Ministerstwa Finansów. Projekt ten zakładał budowę i integrację systemów do przechowywania i przetwarzania danych na potrzeby usługi odtworzenia po katastrofie kluczowych systemów biznesowych resortu finansów – powiedział po podpisaniu Piotr Jelski, CEO, Comtegra S.A.

W ramach podpisanej umowy, Operator Chmury Krajowej, oprócz usług multi-cloud będzie też dostarczać swoim klientom rozwiązania VMware w modelu licencji wieczystych (Perpetual), pozwalających między innymi na wirtualizację pamięci masowych (vSAN, HCI), rozwiązań bezpieczeństwa (NSX) czy zarządzania centrami danych (vCenter). W przyszłości Operator Chmury Krajowej planuje poszerzenie portfela usług o kolejne innowacyjne na polskim rynku produkty VMware.

Autentyczność marki – najważniejszy trend w handlu, marketingu i komunikacji

Ekologia, orędownictwo, autentyczność – tak w kilku słowach można opisać elementy nowego modelu biznesowego nowoczesnych firm. W jaki sposób przedsiębiorstwa wychodzą naprzeciw oczekiwaniom swoich klientów?

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Cohn&Wolfe aż 91% konsumentów docenia markę za jej autentyczność. W czasach rosnącego poziomu świadomości społeczeństwa oraz popularyzacji nowych mediów, reputacja marki stała się kartą przetargową w dążeniu do bezkonkurencyjności na rynku. Dlaczego?

Bardzo duży wpływ na zmieniające się postawy marek ma pokolenie Y. To grupa społeczna charakteryzująca się wrodzoną „alergią” na wszelkie mało wiarygodne działania marketingowe przedsiębiorstw. Millenialsi nie są jedynie biernymi odbiorcami produktu, wręcz przeciwnie. Razem z firmą chcą współtworzyć taki asortyment, który w procesie produkcji, będzie uwzględniał szeroko pojęty interes społeczny, np. odpowiedzialność społeczną przedsiębiorstw czy poszanowanie dla środowiska naturalnegomówi Jacek Jaroszewski, specjalista ds. PR w agencji PA.

Lekcja ekologii

Dużą zasługę w nowym spojrzeniu na model biznesowy firm odgrywają ekolodzy. To właśnie oni konsekwentnie i skutecznie biją na alarm, namawiając jednocześnie producentów do wykorzystywania materiałów pochodzących z recyklingu. Minimalizowanie wpływu na środowisko staje się misją Starbucks. Popularna sieć podjęła się realizacji aż 3 projektów mających na celu poprawę warunków naszej planety. Pierwszym z nich jest wycofanie do 2020 roku plastikowych słomek, drugim zaś zachęcanie konsumentów, aby przychodzili do kawiarni z własnym kubkiem, a trzecim natomiast współpraca z Closed Loop Partners. Celem ich wspólnej inicjatywy jest stworzenie w pełni biodegradowalnego kubka, którego specyfikacja zostanie udostępniona wszystkim firmom w branży.

Lekcja orędownictwa

Pozytywna rekomendacja w mediach społecznościowych jest w dzisiejszych czasach bardziej wartościowa od wysokobudżetowych kampanii reklamowych. Jednak to zaangażowanie mikro i nano influencerów staje się nieocenione w procesie tworzenia i promocji produktów i usług. Dlaczego?

Stają się oni coraz większą i silniejszą grupą kształtującą trendy na rynku. Ich przewagę stanowią wiarygodne doświadczenia, dlatego marki znacznie chętniej niż wcześniej, uwzględniają ich udział w promocji produktów czy usług. O rzeczywistym
i wirusowym orędownictwie świadczy natomiast pozyskanie takiego influencera, który spontanicznie i z własnej woli podzieli się pozytywnymi komentarzami na temat marki
wyjaśnia Jacek Jaroszewski z PA.

Lekcja autentyczności

Autentyczność odgrywa istotną rolę w relacjach między marką a konsumentem oraz w szeroko pojętej komunikacji interpersonalnej. Biznesową transformację doskonale widać na przykładzie amerykańskiej sieci aptek CVS. Wprowadziła ona oznaczenia na zdjęciach umieszczonych na produktach mówiące o tym, czy wykorzystane do promocji grafiki zostały wyretuszowane, czy przedstawiają naturalną urodę modelek. Do podobnej inicjatywy włączyło kilka marek, a wśród nich są m.in. Neutrogena, Rimmel, L’Oréal czy Maybelline. To zupełnie odmienna niż dotychczas komunikacja marki, która wychodzi poza standardowy kanon piękna, do którego zdążyliśmy już przywyknąć w ciągu ostatnich lat.

Prospołeczne działania firm stają się bardziej widoczne niż kiedykolwiek wcześniej. Chcąc jednak osiągnąć sukces, firmy muszą tworzyć autentyczną i zgodną z rzeczywistością historię. W świecie zdominowanym przez media społecznościowe bardzo ważne jest, aby żyć w zgodzie z przekonaniami swoich odbiorców, bo to właśnie oni dyktują warunki w całym procesie humanizacji marki.

Automatyczna wycena nieruchomości, czyli za ile realnie można sprzedać lub kupić mieszkanie

Właściwa ocena wartości nieruchomości nie jest łatwym zadaniem. Osoby planujące sprzedaż lub zakup własnego domu lub mieszkania, często borykają się z tym problemem. Dane z polskiego rynku mówią, że co roku przed takim wyzwaniem staje około milion osób – właścicieli lub potencjalnych nabywców. Jak szybko i wiarygodnie wycenić lokal mieszkalny?  Czy automatyczna wycena nieruchomości może ułatwić to zadanie?

Planujesz sprzedać nieruchomość, ale nie wiesz jaka cena będzie tą właściwą? Rozważasz zakup domu lub mieszkania, ale nie wiesz czy zaproponowana Ci wartość to ta najbardziej odpowiednia? Na takie pytania odpowiedzi szuka wiele osób. Na ile wycenić nieruchomość, żeby z jednej strony nie zniechęcić potencjalnych kupujących zaporową stawką, a z drugiej nie sprzedać zbyt tanio? Za ile realnie warto kupić lokal, aby nie przepłacić?

Oficjalnie

Na rynku działają specjaliści – rzeczoznawcy majątkowi – zajmujący się profesjonalnie wycenami lokali mieszkalnych. Takie estymacje wartości nieruchomości, prezentowane są w formie operatów szacunkowych. Rzeczoznawcy posiadają niezbędną wiedzę i doświadczenie i  na podstawie różnorodnych parametrów nieruchomości szacują jej wartość rynkową. Ich wyliczenia opierają się na wielu składowych i wskaźnikach, m.in. na danych transakcyjnych podobnych nieruchomości z okolicy. Stąd ich wyceny są zazwyczaj najbardziej zbliżone do rzeczywistej wartości w danym okresie.

Operat szacunkowy to oficjalny i wiążący dokument, który wymagany jest przez sądy lub banki w procesie decyzji kredytowej. W ustawie z dnia 21 sierpnia 1997 r. o gospodarce nieruchomościami zapisane są szczegóły dotyczące tego, jak ten dokument ma wyglądać, jakie elementy musi zawierać i kto może go opracowywać – mówi Anton Bubiel, prezes zarządu platformy Rentier.io.

Niestety, operat szacunkowy nie jest tanią usługą. Sporadycznie zdarzają się także błędy popełniane przez rzeczoznawców. Dodatkowo, zawierają one elementy subiektywnego osądu ekspertów i zlecając przygotowanie wyceny kilku różnym rzeczoznawcom można otrzymać różne kwoty wartości nieruchomości. Zatem, jeżeli operat szacunkowy nie jest potrzebny dla banku lub sądu, to można skorzystać z alternatywy.

Z pomocą lub samodzielnie

Nieoficjalny szacunek wartości mieszkania lub domu mogą przeprowadzić także doświadczeni  pośrednicy nieruchomości. Znają oni bowiem bardzo dobrze lokalne rynki i posiadają informacje o sprzedawanych w okolicy nieruchomościach. Dlatego też są w stanie ocenić z duża dozą prawdopodobieństwa realną wartość lokalu. Wynagrodzenie za pracę związaną z taką oceną pokrywa właściciel nieruchomości zazwyczaj w postaci prowizji płaconej pośrednikowi po sprzedaży mieszkania.

Co jeżeli jednak właściciel lokalu nie chce skorzystać z płatnych usług rzeczoznawcy lub pośrednika? Czy jest w stanie sam właściwe ocenić realną wartość nieruchomości? Może samodzielnie przeszukać portale ogłoszeniowe i odnaleźć na własną rękę podobne domy lub mieszkania w okolicy. Zadanie to może być jednak zajmujące czasowo i bardzo pracochłonne. Co więcej, może się okazać, że aktualnie nikt nie sprzedaje podobnych nieruchomości w okolicy i ciężko będzie znaleźć dane porównawcze. Zatem, jeżeli właściciel mieszkania lub domu, nie chce tracić czasu na samodzielne poszukiwania i analizy, może skorzystać z rozwiązań technologicznych, które znacznie ułatwiają wycenę nieruchomości.

Na rynku są już dostępne narzędzia, które w oparciu o duże ilości danych, zarówno historycznych, jak i aktualnych, pozwalają w  prosty  i szybki sposób dokonać wyceny wartości posesji, lokali czy posiadłości. Wśród takich narzędzi są również automatyczne wyceniarki nieruchomości.

Jak działają automatyczne wyceny?

Algorytmy komputerowe wyszukują dane na temat cen nieruchomości o podobnych parametrach oraz na podstawie wprowadzonych przez użytkownika szczegółów i sprawdzają ceny ofertowe lub transakcyjne nieruchomości w określonej lokalizacji. Automatyczne modele wyceny bazują na autorskich algorytmach i nie stanowią operatu szacunkowego w rozumieniu przepisów, ani nie są wykonywane w oparciu o metodologię i techniki wynikające z przepisów lub innych regulacji prawnych odnoszących się do wycen nieruchomości. Natomiast przyspieszają i ułatwiają proces zbierania ofert podobnych nieruchomości z danej okolicy i wyciągania na tej podstawie wniosków przez właściciela lokalu mieszkalnego co do najbardziej realnej w danym okresie ceny transakcyjnej.

Oczywiście tego typu narzędzia nie biorą pod uwagę wiele czynników, które uwzględniane są przez rzeczoznawców, np. ewentualnych wad prawnych lokalu ani specyficznych niestandardowych parametrów. Nie zastąpią więc profesjonalnych wycen. Są natomiast dużo tańszym lub wręcz darmowym rozwiązaniem oraz szybszym niż usługa rzeczoznawcy sposobem na poznanie realnej wartości lokalu. Wśród płatnych narzędzi dostępnych na polskim rynku są wyceniarki Urban.One oraz Ceny.szybko.pl, a całkowicie bezpłatnie od kilku tygodniu możliwość automatycznej wyceny nieruchomości na podstawie danych ofertowych setek tysięcy nieruchomości oferuje platfroma Rentier.io.

Nasza platforma, bez potrzeby zakładania konta czy podawania maila, daje możliwość sprawdzenia w kilka sekund rezultatów automatycznej wyceny nieruchomości wraz z listą ofert podobnych nieruchomości w okolicy – mówi Anton Bubiel z Rentier.io. – Przedstawiane estymacje przygotowane są na podstawie cen ofertowych zbliżonych pod kątem lokalizacji, typu i wieku budynku, parametrów technicznych i standardu innych lokali mieszkalnych – dodaje Bubiel.

Korzystanie z automatycznej wyceny nieruchomości jest dobrym rozwiązaniem dla właścicieli, którzy rozważają sprzedaż nieruchomości i chcą lepiej poznać aktualną sytuację rynkową. Takie narzędzia mogą być również przydatna dla osób, które dopiero planują zakup mieszkania i chcą zorientować się co do cen interesujących ich nieruchomości lub ocenić czy oferta, którą rozważają jest atrakcyjna cenowo. Nie muszą przeglądać wielu portali przeszukując setki ogłoszeń, aby zorientować się w cenach w wybranej lokalizacji.

Serwisy rekrutacyjne informują, że widać wyraźny zastój w ogłoszeniach o pracę dla informatyków

Według danych szacunkowych, w Polsce brakuje ponad 50 tys. specjalistów z branży IT. Serwisy rekrutacyjne informują, że w ciągu roku liczba publikowanych ofert utrzymała się na podobnym poziomie lub nieznacznie spadła. Pracodawcy szukają głównie programistów, co ma związek z automatyzacją procesów w wielu dziedzinach. Szanse na zatrudnienie mają również kandydaci dopiero wchodzący na rynek, zwłaszcza znający Androida czy Angulara. Wolne stanowiska są do obsadzenia przede wszystkim w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i we Wrocławiu. Jednak, zdaniem ekspertów, coraz większe znaczenie będzie mieć praca zdalna. Najczęściej zapotrzebowanie na personel zgłaszają duże i małe firmy, w tym startupy.

Znikające oferty

Branża IT rośnie, a jednocześnie odnotowuje ogromny niedobór kadr. Niezmiennie szacuje się, że brakuje ponad 50 tysięcy specjalistów, co podkreśla Anna Tomyślak, branch manager Hays w Poznaniu. Ekspert zaznacza, że ta liczba wydaje się nieprawdopodobna, ale wykwalifikowani kandydaci są poszukiwani nie tylko przez firmy technologiczne. Zapotrzebowanie zgłaszają pracodawcy z niemal każdej branży na rynku. Taka sytuacja to ogromna szansa dla profesjonalistów.

– Według danych Komisji Europejskiej, specjaliści ICT stanowią w Polsce 2,8% wszystkich pracowników. Liczba ofert dla nich jest stabilna, choć nieznacznie spadł jej udział w ogóle ogłoszeń publikowanych na Pracuj.pl. W I kwartale 2019 roku stanowiska dla tych kandydatów stanowiły 15,1% propozycji. Dokładnie tyle samo było w I kwartale 2018 roku. Z kolei z firm, których głównym profilem jest działalność z zakresu IT, w I kwartale br. pochodziło 10 166 ogłoszeń, czyli 6,7%. Rok wcześniej było 10 761 ofert, tj. 7,4% – wylicza Aleksandra Skwarska, senior PR & CSR Specialist w Grupie Pracuj.

Z kolei jak wskazuje Aleksandra Wesołowska z Praca.pl, w I kwartale 2018 roku pojawiło się blisko 8100 ogłoszeń o pracę z obszaru informatyki i programowania. Więcej ofert dotyczyło sprzedaży i pracy fizycznej. W pierwszych trzech miesiącach br. propozycji z branży IT było blisko 6500, jednak ten obszar spadł z trzeciego na piąte miejsce. Wyprzedziły go przemysł i produkcja oraz serwis, technika i montaż. Natomiast w serwisie InfoPraca.pl pojawiło się w I kwartale br. niemal 51 000 ofert pracy. 5600 z nich dotyczyło branży IT, o czym informuje Marek Jurkiewicz z tej giełdy pracy. W kwartale wcześniejszym było o blisko 3 tysiące mniej.

– W ubiegłym roku pojawiło się u nas 2861, a 2019 roku – 2357 ogłoszeń związanych z IT. To spadek o 18%, jeden z największych ze wszystkich kategorii w OLX Praca w ogóle. Jednak nie przyjmowałabym tego za pewnik dla całego sektora. Skala ogłoszeń o pracę w IT stanowi zbyt mały udział w naszym serwisie, by wnioskować, że to odzwierciedla sytuację na całym rynku. Ogólnie mamy 2% mniej ogłoszeń w I kwartale 2019 niż w tym samym okresie rok wcześniej – komentuje Paulina Rezmer, PR Specialist w Grupie OLX.

W serwisie GazetaPraca.pl pojawia się już coraz mniej ogłoszeń o pracę. Jak informuje Paweł Lewit,  dyrektor sprzedaży w GoldenLine, działalność Agory w tym obszarze skupia się w tej chwili na rozwoju tej platformy. W pierwszym kwartale 2019 roku było 599 ogłoszeń skierowanych do IT, co stanowiło 7% ogółu. Rok wcześniej pojawiło się ich 1897. Ekspert podkreśla, że spadek był charakterystyczny nie tylko dla tej branży, ale dla wszystkich ofert. Według Aleksandry Skwarskiej, duża rywalizacja o kadry IT sprawia, że firmy muszą działać kompleksowo. Ogłoszenia na portalach rekrutacyjnych stanowią tylko część rozbudowanej siatki działań HR skierowanych na utrzymanie obecnego zespołu i zatrudnianie nowych pracowników.

Dla kogo praca?

– Widzimy niesłabnące zapotrzebowanie firm na wykwalifikowanych specjalistów w określonych technologiach. Na uwagę szczególnie zasługują tu JavaScript, Java, Python, Angular, .NET, a także React. W tym przypadku określenie rynek pracownika jest w pełni zasadne, choć warto wyjaśnić, że obowiązuje szczególnie dla osób obdarzonych wysokimi kompetencjami. Najwięcej ofert pracodawcy opublikowali w kategorii IT – programowanie/analizy – mówi Marek Jurkiewicz.

Jak wskazuje Julita Iks z agencji rekrutacyjnej Experis, popyt na programistów wynika z automatyzacji procesów w wielu dziedzinach. Wpływa to na znaczne obniżenie kosztów pracy, dlatego firmy bardzo chętnie inwestują w takie rozwiązania. Zdaniem eksperta, jest to zauważalny trend, który w najbliższym czasie nie ulegnie zmianie.

– Automatyzacja coraz mocniej dotyczy branży przemysłowej i produkcyjnej. Poszukiwani są specjaliści w przemyśle 4.0 posiadający kombinację konkretnych i trudno dostępnych umiejętności IT, a także doświadczenie i wiedzę z zakresu funkcjonowania procesów produkcyjnych. W innych branżach, gdzie automatyzacja również odgrywa kluczową rolę, szybko rośnie popyt na specjalistów i programistów RPA, tj. robotyzacji procesów biznesowych. W tym przypadku wymagana jest znajomość technologii takich, jak BluePrism, UIPath, Automation Anywhere, Softomotive, WinAutomation lub VBA – wyjaśnia Anna Tomyślak.

Co ciekawe, Aleksandra Wesołowska dodaje, że w serwisie Praca.pl najczęściej poszukiwani są programiści Java i .NET. Jednak coraz częściej pojawiają się też ogłoszenia dla specjalistów od programowania aplikacji. Natomiast Marek Jurkiewicz zaznacza, że dla osób stawiających pierwsze kroki w branży IT szansą będzie znajomość Androida czy Angulara.

– Najwięcej ofert kierowanych jest do ekspertów w obszarze tworzenia oprogramowania i aplikacji. Będzie ich przybywać, ponieważ digitalizacja obejmie kolejne obszary życia. Najdynamiczniejszego wzrostu doświadcza segment oprogramowania, co widać w prowadzonych projektach rekrutacyjnych. Programiści Java, C, C++, PHP oraz Python są poszukiwani na szeroką skalę. Jest to rezultat cyfryzacji, ale także konieczności modernizowania infrastruktury IT, aby funkcjonowała w zgodzie z przepisami prawnymi. Ta specjalizacja to zdecydowanie szansa dla najmłodszych kandydatów – zaznacza branch manager Hays w Poznaniu.

Natomiast jak zauważa Sergiusz Diundyk, ekspert ds. nowych technologii oraz automatyzacji procesów w branży IT, słowa programista i deweloper są używane przez ogłoszeniodawców jako synonimy. Jego zdaniem, w polskich firmach informatycznych dopiero zaczyna się wdrażanie pełnych procesów wytwarzania bezawaryjnego oprogramowania. To prawdopodobnie spowoduje zwiększenie zapotrzebowania na architektów systemowych i testerów.

Duże ośrodki i zdalnie

– Pod względem liczby ofert pracy w IT prym wiodą Warszawa, Kraków i Wrocław, a więc Mazowsze, Małopolska i Dolny Śląsk. Najmniej ogłoszeń publikowanych jest w województwach: warmińsko-mazurskim, podkarpackim i świętokrzyskim. Sytuacja wyglądała podobnie w pierwszym kwartale 2018 roku – analizuje Aleksandra Wesołowska.

Ekspert z serwisu InfoPraca.pl dodaje jeszcze Trójmiasto i Poznań wśród ośrodków, w których pracodawcy zgłaszają największe zapotrzebowanie na informatyków. W OLX czołówkę w I kwartale br. stanowiły Warszawa, Kraków, Poznań i Wrocław. W dziesiątce znalazły się też Katowice, Łódź, Szczecin, Lublin, Olsztyn oraz Bydgoszcz.

– Duże aglomeracje miejskie są najbardziej atrakcyjne z punktu widzenia prowadzenia biznesu IT. Są to silne ośrodki, które dysponują wysoką liczbą absolwentów, nowoczesną powierzchnią biurową oraz wykwalifikowaną kadrą. Bardzo ważnym aspektem jest również siatka komunikacyjna, czyli dostęp do lotnisk czy autostrad. Jest to istotne zwłaszcza dla dużych, międzynarodowych korporacji – stwierdza Julita Iks.

W opinii Marka Jurkiewicza, prawdopodobnie 2019 rok będzie początkiem zmian związanych z miejscem wykonywania obowiązków zawodowych. Przewiduje się, że na znaczeniu zyska praca zdalna. Obecnie stanowi ona odpowiedź na potrzeby i oczekiwania młodych specjalistów.

– Projektanci, architekci systemowi, programiści, testerzy, menedżerowie projektów czy administratorzy serwerów mogą wykonywać swoje obowiązki właściwie z dowolnego miejsca. Firmom potrzebne jest jedynie wypracowanie albo zapożyczenie od np. amerykańskich kolegów, odpowiedniej kultury pracy zdalnej. Ale to jest raczej kwestia czasu, bo to przecież dzieje się na całym świecie – podkreśla Sergiusz Diundyk.

Tymczasem Aleksandra Wesołowska informuje, że w ciągu roku nie zmienił się profil pracodawców poszukujących informatyków. Zdecydowanie przeważają duże i małe firmy, w tym startupy. Średniej wielkości przedsiębiorstwa stanowią najmniejszy procent ogłoszeniodawców. Jak dodaje Paweł Lewit, w serwisie GoldenLine personel IT był najczęściej poszukiwany przez duże przedsiębiorstwa. Jednak w porównaniu z pierwszym kwartałem 2018 roku, w tej grupie zmalał udział agencji doradztwa personalnego.

– U małych pracodawców kadra informatyczna podlega dużej rotacji, bo często ich nie stać nawet na średnie rynkowe wynagrodzenie. To znaczy, że przychodzą tam początkujący informatycy, trochę się uczą i zaraz otrzymują atrakcyjniejsze oferty od większych graczy. Natomiast średniej wielkości firmy nie zatrudniają wielu specjalistów IT i mają bardziej stabilną sytuację kadrową – podsumowuje Sergiusz Diundyk.

Miasta w Polsce najbardziej atrakcyjne dla biznesu

Warszawa, Wrocław, Poznań, Łódź, Trójmiasto, Kraków, Szczecin, Lublin – to miasta poddane analizie w badaniu Antal – Business Environment Assesment Study. Rozwój inwestycyjny polskich aglomeracji w głównej mierze jest kształtowany przez potencjał zatrudnienia, infrastrukturę i dostępność powierzchni biurowych, a także rozwój lokalnego biznesu. Jak w zestawieniu wypadają poszczególne miasta?

Antal jako ekspert rynku pracy, Cushman & Wakefield i Vastint czuwające merytorycznie nad informacjami odnośnie infrastruktury i nieruchomości – opracowali drugą edycję cyklu raportów BEAS, które przedstawiają szeroką i kompleksową ocenę biznesową oraz są wzbogacone o twarde dane rynkowe dotyczące potencjału inwestycyjnego w ośmiu polskich miastach.

Raporty powstały w oparciu o subiektywną ocenę decydentów w firmach obecnych w Polsce, zajmujących stanowiska prezesów, członków zarządów oraz dyrektorów departamentów. W badaniu analizie poddano osiem czynników, które wpływają na atrakcyjność miast i zachęcają do inwestycji. Są to m.in.: infrastruktura, wskaźniki rynku pracy, potencjał edukacyjny, ocena lokalizacji jako miejsca do życia czy wsparcie administracji publicznej. Respondentów poproszono o ewaluację otoczenia biznesowego w miastach, w których funkcjonują w skali 1-10. Dodatkowo raport został wzbogacony o twarde dane z rynku (koszty życia, stawki nieruchomości biurowych, wynagrodzenia oferowane przez pracodawców), dostarczone m.in przez: Antal, Cushman & Wakefield, Vastint, ABSL, GUS, NBP.

– Otoczenie biznesowe firmy w wysokim stopniu wpływa na dynamikę rozwoju organizacji. Elementy takie jak infrastruktura czy potencjał powierzchni biurowej bezpośrednio przekładają się na wskaźniki efektywności finansowej. Równie ważny jest potencjał kapitału ludzkiego w regionie, wysoka konkurencyjność, dobrze rozwinięte środowisko biznesowe, a także innowacyjne rozwiązania i produkty. Wszystkie te czynniki tworzą zupełnie nową rzeczywistość inwestycyjną, którą przedstawiamy w 8 raportach potencjału inwestycyjnego polskich miast – podkreślił Artur Skiba, prezes Antal i wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Nieruchomości

Analizując wskaźnik atrakcyjności nieruchomości w poszczególnych miasta ocenie poddano: dojazd do biura komunikacją publiczną, jakość dostępnej powierzchni biurowej, dostępność przestrzeni biurowej, jakość usług dodatkowych znajdujących się w budynku lub w bezpośrednim sąsiedztwie, a także atrakcyjność cen powierzchni biurowej. W zależności od rodzaju inwestycji, warto wybrać miasto, które może pochwalić się najwyższym wskaźnikiem istotnej dla biznesu oceny. Dla jednych będzie to korzystna stawka, dla innych kreatywne wnętrza.

Liderzy w kategorii „Nieruchomości”:

  1. Lublin – 7,8 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Trójmiasto – 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali
  3. Kraków – 7,2 pkt. w 10-stopniowej skali

– Lublin po raz kolejny potwierdził swoją silną pozycję wśród najbardziej atrakcyjnych, pod względem inwestycyjnym, miast w Polsce. Jest to niewątpliwie doskonały wybór dla firm poszukujących oszczędności z tytułu kosztów operacyjnych, które w Lublinie są o ok. 20%-30% niższe niż w Polsce Centralnej czy Zachodniej. Dla potencjalnych inwestorów ważne są jednak nie tylko względy finansowe, ale także otoczenie biznesowe, jakość budynków biurowych oraz dostępność do udogodnień poprawiających jakość życia mieszkańców – w Lublinie są one na najwyższym poziomie – powiedziała Agnieszka Gułaś, Negocjator w Dziale Powierzchni Biurowych, Cushman & Wakefield.

Istotną determinantą decyzji inwestycyjnych jest wypadkowa ceny i jakości danej nieruchomości biurowej. Stawki za wynajem przestrzeni w badanych miastach wahają się od 13,30 EUR za mkw. miesięcznie w Szczecinie, przez 14,75 EUR/m2/miesięcznie we Wrocławiu, po nawet 23,75 EUR w Warszawie.

– Prognozy dla rynku biurowego pozostają nadal wyjątkowo pozytywne. Wielkość podaży nowoczesnej przestrzeni biurowej w Warszawie i głównych miastach regionalnych szacowna na ok. 10 milionów m², plasuje Polskę na pozycji lidera w regionie CEE oraz w czołówce rankingu najdynamiczniej rozwijających się ryków w Europie. Warto zwrócić uwagę, że popyt na powierzchnie biurowe w wiodących miastach regionalnych jest obecnie na fali wznoszącej. Kluczowym najemcą są firmy sektora nowoczesnych usług dla biznesu. W ubiegłym roku branża BPO, SSC, IT i R&D odpowiadała za blisko 60% całego zarejestrowanego w ubiegłym roku popytu na lokalnych rynkach biurowych (poza Warszawą) oraz 30% w całej Polsce – wyjaśnił Radosław Kostka, Acquisition Manager, Vastint Poland.

Infrastruktura

Polska dynamicznie rozwija infrastrukturę zarówno transportową, drogową, kolejową, lotniczą jak i morską – co istotnie wpływa na wzrost zainteresowania potencjalnych inwestorów. Przykładowo ważnym atutem Trójmiasta, który szczególnie wyróżnia aglomerację w porównaniu do pozostałych ośrodków miejskich w kraju, jest bezpośrednia dostępność do największego w Polsce portu morskiego. W innych lokalizacjach siłą będzie infrastruktura komunikacyjna, np. w Warszawie. Warto zwrócić uwagę również na Łódź, która mimo tego, że nie mieści się w pierwszej trójce liderów w kategorii nieruchomości, jednocześnie posiada najwyższe noty dla transportu drogowego, rozumianego jako transfer międzymiastowy (8,6 pkt. w 10-stopniowej skali) oraz dla transportu kolejowego (7,9 pkt.).

Liderzy w kategorii „Infrastruktura”:

1.Warszawa i Trójmiasto – 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali

  1. Kraków – 7,2 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Poznań – 7,1 pkt. w 10-stopniowej skali

Potencjał biznesowy

Dobre warunki do rozwoju biznesu to czynnik kluczowy zarówno dla lokalnych przedsiębiorców, jak i zewnętrznych inwestorów. Atrakcyjność Polski potwierdzają najnowsze dane Narodowego Banku Polskiego, który w 2018 roku odnotował 20% wzrost transakcji inwestycji zagranicznych względem roku 2017. Przewagą naszego kraju jest przede wszystkim wysoka jakość kadr, dostępność poddostawców, a co za tym idzie – rozwinięta infrastruktura biznesowa. Badany w raporcie wskaźnik potencjału biznesowego miast oznacza nasycenie rynku firmami konkurencyjnymi (gdzie 0 oznacza brak konkurencji, a 10 – praktycznie wszystkie firmy konkurencyjne są obecne w lokalizacji). Warto zaznaczyć, że tam, gdzie wskaźnik konkurencji jest nadal niski, tam inwestorzy mają większe możliwości ekspansji rynkowej.

Liderzy w kategorii „Potencjał biznesowy”:

  1. Wrocław – 7,8 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Warszawa – 7,6 pkt. w 10-stopniowej skali
  3. Kraków – 7,3 pkt. w 10-stopniowej skali

Siła kapitału ludzkiego

Na kondycję rynku pracy w danym regionie ma wpływ kilka czynników. Potencjalni inwestorzy zwracają uwagę na zaplecze edukacji wyższej – liczbę uczelni, jakość kształcenia – a także zaplecze edukacji zawodowej. Szczególnie istotnym wskaźnikiem jest liczba studentów na danym kierunku, którzy stanowią potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników. Przykładowo Wrocław może pochwalić się dużym zasobem inżynierów – 17, 6 tys.. W Poznaniu prym wiodą kierunki lingwistyczne – 25,2 tys. studentów. Z kolei najwięcej pracowników IT znajdziemy w Warszawie – ponad 16 tys. studentów.

Liderzy w kategorii „Potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników”:

  1. Kraków – 8,6 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Trójmiasto i Lublin – 7,9 w 10-stopniowej skali
  3. Warszawa i Wrocław – 7,8 w 10-stopniowej skali.

Potencjał zatrudnienia

Wskaźnik potencjału zatrudnienia pokazuje dostępność już wyszkolonej kadry w poszczególnych aglomeracjach. Jeżeli inwestycja zakłada potrzebę zaangażowania dużej liczby inżynierów lub lingwistów, warto wziąć pod uwagę ten czynnik. Jak wynika z raportu, liderem pod względem wyspecjalizowanej kadry jest Lublin. Wszystko dlatego, że lokalny rynek cechuje niską rotacją pracowników – rodowici lublinianie niechętnie migrują w poszukiwaniu pracy. Jednocześnie co 5. mieszkaniec miasta tylko raz w życiu zmienił pracodawcę, a co 3. pracuje w tym samym miejscu całe życie. Podczas gdy w Warszawie obserwujemy wyższy popyt talentów niż podaż, Lublin nadal cieszy się dostępnością wyspecjalizowanych kadr.

Liderzy w kategorii „Potencjał zatrudnienia”:

  1. Lublin – 7,4 pkt. w 10-stopniowej skali
  2. Warszawa – 7,2 pkt. w 10-stopniowej skali
  3. Kraków – 7,0 w 10-stopniowej skali

– Szczególną rolę w budowaniu infrastruktury biznesowej polskich miast odgrywa branża nowoczesnych usług dla biznesu, która jest jedną z najszybciej rozwijających się branży w Polsce. Dlatego lokalizacje, które mogą pochwalić się dużym nasyceniem specjalistami w dziedzinie finansów, z dodatkową znajomością języków czy specjalistów IT, są częściej dostrzegani przez inwestorów. Stąd Warszawa, Kraków i Wrocław, posiadające ogromne zaplecze najlepszych talentów, skupiają również niemal połowę działających w Polsce ośrodków obsługi biznesu, w których pracuje większość osób zatrudnionych w tym segmencie w naszym kraju – wyjaśniła Karolina Korzeniewska, Account Executive CEE, Antal.

Ocena lokalizacji jako miejsca do życia

Kapitał ludzki stanowi jeden z najważniejszych czynników wyboru lokalizacji inwestycyjnych. Dlatego coraz ważniejsze stają się potrzeby pracowników w kontekście kosztów życia, wygody i miejsca, w którym będą chcieli pozostać. Dziś oferta kulturalna czy oferta handlowa, stają się również czynnikami rozwoju biznesowego danej aglomeracji. Miasta organizują eco kampanie, walczą ze smogiem i konsekwentnie dążą do osiągnięcia poziomu światowych Smart Cities. Wyścig ten niezmiennie od kilku lat wygrywa Trójmiasto, które zdobywa równie wysokie pozycje w międzynarodowych rankingach wyprzedzając m.in. Lizbonę, Paryż i Rzym.

Badanie Antal Business Environment Assessment Study zostało prowadzone w latach 2017-2019 na próbie 588 decydentów w firmach obecnych w Polsce, zajmujących stanowiska prezesów, członków zarządów oraz dyrektorów departamentów. Badanie było prowadzone metodą CATI oraz CAWI. Raport został uzupełniony danymi Antal, Cushman & Wakefield ABSL, Forbes, CBRE oraz GUS, Lista 500 Polityka, BISNODE, Forbes, NBP, Investinpomerania.pl.

J. Kwieciński: Firmy mogą liczyć na większe wsparcie z następnego budżetu UE. Priorytetem będzie finansowanie prac badawczo-rozwojowych

J. Kwieciński: Firmy mogą liczyć na większe wsparcie z następnego budżetu UE. Priorytetem będzie finansowanie prac badawczo-rozwojowych 1

Wspieranie innowacyjności polskich firm poprzez finansowanie prac badawczo-rozwojowych jest priorytetem w polityce spójności w tej perspektywie finansowej – mówi minister inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. W przyszłej perspektywie środków na ten cel ma być jeszcze więcej. Dzięki unijnym środkom Polska nadrabia dystans dzielący ją od najbogatszych gospodarek Europy. Za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego, który wdraża instrumenty finansowe z obecnej perspektywy unijnej, do polskich firm trafiają znaczące sumy z Unii Europejskiej, m.in. na rozwój innowacji. Wartość innowacyjnych projektów inwestycyjnych, które otrzymają dofinansowanie z BGK, to ponad 13 mld zł.

Obecność Polski w Unii Europejskiej dała nam turbodoładowanie. Zaczęliśmy się rozwijać znacznie szybciej w stosunku do UE. Szacujemy, że fundusze europejskie odpowiadają za 16–17 proc., czyli około 1/6 procesu konwergencji, wyrównywania dystansu wobec Unii Europejskiej. To pokazuje, że potrafiliśmy dobrze wykorzystać zarówno obecność Polski w Unii Europejskiej, jak i same fundusze europejskie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju.

Jak podkreśla, 30 lat temu w Polsce poziom PKB na mieszkańca wynosił 40 proc. unijnej średniej. 15 lat później, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, było to prawie 50 proc., natomiast w tej chwili to 70 proc. unijnej średniej. Według rządowych prognoz na koniec obecnej dekady PKB w przeliczeniu na mieszkańca w Polsce ma już sięgać 75 proc. średniej UE.

Polska jest największym beneficjentem unijnych funduszy. Według danych KE w latach 2004–2020 na inwestycje w Polsce Unia przeznaczy w sumie 175 mld euro z funduszy strukturalnych i inwestycyjnych oraz 18,3 mld euro od 2014 roku z Planu Junckera.

Wspieranie innowacyjności polskich firm poprzez finansowanie prac badawczo-rozwojowych jest priorytetem w polityce spójności w tej perspektywie finansowej – mówi Jerzy Kwieciński. – Firmy małe i średnie mogą uzyskać wsparcie zarówno na same projekty badawczo-rozwojowe, jak i na komercjalizację wyników swoich badań. Zakładamy, że w kolejnej perspektywie finansowej UE tego wsparcia będzie więcej. Wynika to z podejścia Komisji Europejskiej, aby wzmacniać konkurencyjność europejskiej gospodarki właśnie poprzez innowacyjność, jak i krajowej polityki oraz Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, w której przestawienie naszej gospodarki na innowacje jest jednym z absolutnych priorytetów.

Zadania związane z wdrażaniem instrumentów finansowych z unijnej perspektywy finansowej na lata 2014–2020 realizuje Bank Gospodarstwa Krajowego. Wartość środków europejskich, które powierzono BGK w obecnej perspektywie finansowej, wzrosła o 153 proc. w stosunku do poprzedniego okresu finansowania. W perspektywie 2007–2013 było to 4,3 mld zł, obecnie jest to ponad 11 mld zł.

– Bank Gospodarstwa Krajowego jest aktywny w dystrybucji pomocy unijnej poprzez instrumenty finansowe, z których najpopularniejsze są pożyczki, poręczenia, reporęczenia czy wejścia kapitałowe. Pełnimy rolę tzw. menadżera funduszu funduszy, co oznacza, że otrzymujemy środki od samorządów wojewódzkich, które następnie, dzieląc na mniejsze kwoty, przekazujemy pośrednikom finansowym. Ci docierają do przedsiębiorców zlokalizowanych w całej Polsce – mówi Przemysław Cieszyński, członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

W ubiegłym roku łączna wartość środków powierzonych BGK przez władze województw wyniosła ok. 5,6 mld zł. BGK dystrybuuje je z pomocą innych instytucji finansowych, w formie pożyczek kierowanych głównie do MŚP.

Z regionalnych programów operacyjnych, których wypłaty rozpoczęły się pod koniec 2017 roku, przekazaliśmy beneficjantom końcowym już ponad 1 mld zł przy udziale pośredników finansowych – mówi Przemysław Cieszyński. – Znakomita większość tych instrumentów trafia do mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw. Realizujemy Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, więc chcemy wspierać te segmenty gospodarki, gdzie dominuje polski kapitał. Powoli pomagamy w ten sposób budować krajowy kapitał, który będzie miał coraz większy udział w polskiej gospodarce.

Za pośrednictwem BGK do polskich firm trafiają znaczące sumy m.in. na rozwój innowacji. Wartość innowacyjnych projektów inwestycyjnych, które otrzymają dofinansowanie z BGK, to ponad 13 mld zł.

Sukcesywnie rozwijamy ofertę gwarancyjną dla sektora MŚP. Obecnie mamy cztery produkty – gwarancje dla sektora kreatywnego i kultury, gwarancje dla przedsiębiorców z sektora telekomunikacyjnego, gwarancje udzielane z programu COSME na warunkach rynkowych, które również finansują działalność bieżącą i inwestycyjną, oraz gwarancje Biznesmax na wsparcie innowacyjnych firm. To szeroka paleta, z której przedsiębiorcy mogą korzystać stosownie do swoich potrzeb – mówi Halina Wiśniewska, dyrektor departamentu gwarancji i poręczeń w BGK.

Gwarancja Biznesmax jest bezpłatnym zabezpieczeniem spłaty kredytu, udzielanym przez BGK tym przedsiębiorcom, którzy w bankach komercyjnych chcą zaciągnąć kredyt na finansowanie projektów rozwojowych i badawczych. Jest to instrument współfinansowany z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR). Jego celem jest zwiększenie potencjału innowacyjności w sektorze MŚP. Wartość całego projektu to prawie 1,3 mld zł, przy czym 185 mln zł to krajowy wkład prywatny, a reszta – środki europejskie.

Jak podkreśla Halina Wiśniewska, instrument ten jest dopiero od niedawna wprowadzany na rynek, ale do przedsiębiorców trafiło już 150 mln zł zabezpieczonych gwarancjami.

Przedsiębiorcy, którzy skorzystają z tej gwarancji, będą mogli otrzymać z BGK dopłatę do odsetek od kredytu. Dla przykładu, jeżeli klient skorzysta z gwarancji w kwocie 3 mln zł, to otrzyma z BGK wpływ gotówki na rachunek w kwocie około 560 tys. zł. Warunkiem jest jedynie to, żeby projekt, który jest sfinansowany kredytem z gwarancją Biznesmax, został zrealizowany – mówi Halina Wiśniewska.

Gwarancja Biznesmax pokrywa do 80 proc. wartości kredytu do maksymalnej kwoty 2,5 mln euro. Nie jest objęta prowizją, a maksymalny okres gwarancji wynosi 20 lat.