Pierwsze zdjęcie czarnej dziury potwierdza teorie Einsteina. Planowane są już publikacje kolejnych fotografii

Pierwsze zdjęcie czarnej dziury potwierdza teorie Einsteina. Planowane są już publikacje kolejnych fotografii 1

Niedawno opublikowane zdjęcie czarnej dziury może się okazać przełomowym dla ludzkości, gdyż potwierdza dotychczasowe teorie, m.in. Einsteina. To jednak pierwszy krok, a naukowcy już planują publikację kolejnych zdjęć supermasywanych czarnych dziur, w tym tej znajdującej się w centrum naszej galaktyki. Choć powszechnie mówi się, że sfotografowano czarną dziurę, ekspert Centrum Nauki Kopernika w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje wyjaśnia, że na zdjęciu widać tak naprawdę cień czarnej dziury. Tłumaczy także, dlaczego zdjęcie jest „rozmazane”.

– Ostatnio sfotografowana, słynna czarna dziura to supermasywna czarna dziura z galaktyki M87. Nie jest to najbliższa nam czarna dziura, ale jedna z najbliższych tak ogromnych w centrum galaktyki. To, co zobaczyliśmy na słynnym zdjęciu, to tak naprawdę cień czarnej dziury, bo samej czarnej dziury nie jesteśmy w stanie dostrzec, ona pochłania światło. Chociaż ta materia, która wokół niej krąży, a krąży przecież wokół masywnego obiektu, nagrzewa się do ogromnych temperatur, więc taki dysk materii, która opada na czarną dziurę, jesteśmy w stanie dostrzec – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

W pierwszej połowie kwietnia 2019 roku zespół 200 naukowców z Event Horizon Telescope (EHT) ujawnił podczas symultanicznych konferencji prasowych w sześciu krajach, że w swoim niemal 20-letnim dążeniu do wyobrażenia cienia czarnej dziury, udało się po raz pierwszy go udokumentować. Czarna dziura z centrum galaktyki Messier 87 jest ogromna, a jej horyzont zdarzeń – punkt, poza którym nawet światło nie może wrócić – zatacza kulę tak szeroko, jak cały nasz układ słoneczny.

– Teleskopy optyczne nie są w stanie dokładnie sfotografować czarnej dziury, bo nie mają takiej rozdzielczości. Są też radioteleskopy, które obserwują w zakresie radiowym, czyli w świetle, którego my nie postrzegamy, przynajmniej naszymi oczami, ale mamy od tego właśnie urządzenia. Radioteleskop bardzo dokładnie potrafi zbadać niewielki obszar nieba, ale to nie wystarczy, żeby zbadać czarną dziurę – mówi Mateusz Borkowicz.

Na zdjęciu widać nie tyle czarną dziurę, ile jej cień. Kiedy materia zbliża się do horyzontu zdarzeń czarnej dziury, tworzy dysk orbitujący. Materia na tym dysku zamienia część swojej energii na tarcie, gdy ociera się o inne cząstki materii. Nagrzewa to dysk, a im bliżej, tym większe tarcie. Materia bliżej horyzontu zdarzeń świeci jaskrawo jasno, z ciepłem porównywalnym do setek słońc. To właśnie światło wykryło EHT wraz z cieniem czarnej dziury.

Zdjęcie wyszło trochę rozmyte, rozmazane, dlatego że materia, która krąży wokół czarnej dziury, jest właśnie rozmyta. Podobnie jak byśmy chcieli sfotografować chmury, one nie wyjdą nam ostre, tylko rozmyte. I ta materia wygląda podobnie, jest rozłożona w naprawdę dużej objętości. To nie tylko gazy, znajdziemy tam również pyły, jakieś szczątki, np. dawnej gwiazdy, która została przez grawitację czarnej dziury rozerwana – tłumaczy ekspert.

Aby sfotografować tak oddaloną przestrzeń, zespół potrzebował teleskopu tak dużego jak Ziemia. Wobec braku takiej gigantycznej maszyny zespół EHT połączył teleskopy z całej planety oraz ich dane. Odczyty teleskopów były niemal całkowicie zsynchronizowane.

– Trzeba było systemu 8 radioteleskopów, które były rozmieszczone na całej Ziemi i stworzyły interferometr. W tym samym czasie prowadziły obserwację tego samego obiektu, czyli supermasywnej czarnej dziury w M87, w tym samym czasie zbierały dane i tworzyły wirtualny radioteleskop o średnicy porównywalnej do wielkości naszej planety. Mimo że zbierane dane i czułość takiego radioteleskopu nie była aż tak duża jak radioteleskop wielkości naszej planety, to jednak rozdzielczość obserwacji była ogromna. To tak, jakby z Warszawy czytać gazetę, która jest w Paryżu – tłumaczy ekspert Centrum Nauki Kopernik.

Jak podkreśla Mateusz Borkowicz, zdjęcie cienia czarnej dziury przede wszystkim potwierdzają teorię Alberta Einsteina, która wskazywała, że pomiary prędkości materii wokół środka czarnej dziury są zgodne z prędkością bliską prędkości światła.

– To zdjęcie jest przełomowe, pokazuje, że teoria jest dobra, udowadnia, że tak jak przewidywali teoretycy, tak jest w rzeczywistości. To jest pierwsze zdjęcie tak bliskiego sąsiedztwa czarnej dziury i horyzontu zdarzeń, czyli tej granicy, którą można przekroczyć, ale gdy już ją przekroczymy, to nie ma odwrotu, więc nawet światło, wpadając do czarnej dziury, już się z niej nie wydostanie – ocenia Mateusz Borkowicz.

Pokazanie pierwszego zdjęcia czarnej dziury to jedno z najważniejszych wydarzeń w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Czarna dziura M87 nie jest jedyną supermasywną czarną dziurą obserwowaną przez EHT. Zespół obserwuje również Strzelca A, supermasywną czarną dziurę w centrum naszej galaktyki, i planuje wkrótce opublikować pierwszy obraz tego obiektu.

– W centrum naszej Drogi Mlecznej też jest supermasywna czarna dziura, ale jej masa jest mierzona w milionach mas słońca, czyli jest niewielka w przeciwieństwie do tej z galaktyki M87, Panny A. Ta galaktyka jest naprawdę duża i ma potężną czarną dziurę, której masa jest mierzona w miliardach mas słońca, około 6,5 mld mas słońca – mówi Mateusz Borkowicz.

Czarna dziura Drogi Mlecznej ma masę 4,1 miliona słońc i średnicę 60 mln km. To w przybliżeniu tyle, co podróż z Londynu do Nowego Jorku 45 bln razy. EHT porównuje to z pobytem w Nowym Jorku i próbą policzenia dołków na polu golfowym w Los Angeles lub obrazowanie pomarańczy na Księżycu.

Czy kupno mieszkania na wynajem ma jeszcze sens?

Inwestorzy coraz rzadziej kupują mieszkania pod inwestycje m.in. przez rosnące ceny. Dane pokazują, że sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym spadła w pierwszym kwartale 2019 r. Czy inwestowanie w mieszkania staje się nieopłacalne?

– Zmniejsza się liczba nowych inwestycji. Problem jest taki, że jest coraz mniej chętnych do wyłożenia pieniędzy na zakup mieszkania na wynajem, ponieważ ceny na rynku nieruchomości rosną – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

– Mieszkania drożeją nawet w Białymstoku, więc te mniejsze rynki zaczynają dobijać do tych największych miast w Polsce jeśli chodzi o cenę – mówi Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Możemy zauważyć , że Inwestorzy zaczynają podwyższać zyski z najmu poprzez częściowe wynajmowanie mieszkań, zwłaszcza w okresie letnim, turystom na dni, tygodnie, a w pozostałą część roku wynajmują mieszkanie długoterminowo. Wtedy rentowność takiego mieszkania może być bardzo wysoka.

– Cenowa dostępność mieszkań w Polsce nadal jest bardzo słaba. Wynajem 2-pokojowego mieszkania na Woli kosztuje w Warszawie 2500 zł. Właściciel takiego mieszkania może na nim zarobić 4-5% netto, dlatego obniżenie cen nie wchodzi w grę, ponieważ to było by w ogóle nie opłacalne – mówi Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Digitalizacja i outsourcing szansą dla transportu i logistyki

Deficyt pracowników oraz wzrost kosztów inwestycji i transportu to czynniki, które w ostatnich latach najbardziej dają się odczuć w polskiej branży TSL. Jak podaje raport PwC „CEE Transport & Logistics TrendBook 2019”, w ciągu najbliższych pięciu lat branżę czekają gruntowne przeobrażenia. Jednym z najważniejszych trendów będzie digitalizacja procesów operacyjnych i kontraktowych. Szansą dla firm transportowych może być outsourcing działań takich jak negocjacje zakupowe. 

Jak podaje raport PwC – 68 proc. prezesów spółek z branży transportu i logistyki na świecie spodziewa się zmian w podstawowych technologiach świadczenia usług, zaś 65 proc. oczekuje zmian w kanałach dystrybucji. Najistotniejszymi czynnikami wpływającymi na branżę mają być w najbliższej przyszłości: digitalizacja, przesunięcia w handlu międzynarodowym, nowe rozwiązania software, zmiany wewnętrzne w handlu oraz rozwój rozwiązań w obszarze maszyn i urządzeń.

Digitalizacja receptą na obniżenie kosztów i zwiększenie przychodów 

Eksperci PwC zauważają, że czynnikiem, który najbardziej wpłynie na funkcjonowanie branży transportowej w Polsce będą nowe rozwiązania cyfrowe, ale też zmiany zachowań konsumenckich. Chodzi przede wszystkim o rosnące znaczenie zakupów w sieci oraz sposób, w jaki konsumenci wchodzą w relację z firmami np. zamawiając usługi przez Internet. Zmiany te dotyczą zarówno klienta indywidualnego poszukującego taksówki, jak i firmy transportowej robiącej zamówienie pojazdów.

– W obszarze B2B problematyczne są wieloletnie nawyki i przyzwyczajenia. Właściciele firm transportowych wymieniając flotę polegali dotychczas, przede wszystkim na kontakcie osobistym oraz znajomościom w branży. Nowoczesne rozwiązania cyfrowe zaczynają jednak przełamywać utarte schematy – mówi Marcin Kołaszewski, współzałożyciel platformy zakupów Exabid, z wykształcenia matematyk i informatyk. – Stworzone przez nas rozwiązanie łączy mechanizmy znane z e-commerce z rzeczywistym systemem zakupów w grupie przez co upraszcza i automatyzuje proces zakupowy oraz sprawia, że jest on znacznie tańszy – dodaje Kołaszewski.

Outsourcing upraszcza procesy i niweluje skutki odpływu pracowników 

Najpoważniejszym wyzwaniem dla polskiej branży transportowej są niedobory kadrowe. Problem dotyczy przede wszystkim kierowców, których braki ocenia się nawet na kilkadziesiąt tysięcy. Niedobory widać też w przypadku zatrudnianych w logistyce magazynowej oraz spedycji. Popyt na pracowników transportowych wywołuje presję płacową, a co za tym idzie wzrost kosztów działalności przedsiębiorstw. Koszty podnoszą dodatkowo, rosnące ceny inwestycji oraz transportu związane np. z nowymi regulacjami w zakresie prawa pracy czy zmianami umów i relacji na arenie handlu międzynarodowego.

– Dzięki rozwojowi wyspecjalizowanych usług B2B w sektorze transportowym, firmy mogą dziś jednak zaoszczędzić sporo czasu i pieniędzy. Dobrym pomysłem jest przeniesienie na zewnątrz części procesu zakupowego dotyczącej negocjacji zamówienia – tłumaczy Marcin Kołaszewski z platformy Exabid. – Dodatkowym źródłem oszczędności dla przedsiębiorstw transportowych jest dostęp do korzyści płynących z ekonomii skali. Stosowany przez nas model zakupów grupowych w ich najczystszej postaci umożliwia małym i średnim firmom zyskanie rabatów, na jakie dotychczas mogli liczyć jedynie najwięksi. – dodaje Kołaszewski.

Wymieniane w raporcie PwC trendy już teraz daje się zauważyć na polskim rynku, poczynając od modernizacji szlaków transportowych, poprzez upowszechnianie narzędzi technologicznych, na nowoczesnych rozwiązaniach zakupowych kończąc. Eksperci zauważają, że umiejętnie wykorzystana digitalizacja może przyczynić się nie tylko do uproszenia procesów czy zmiany modeli biznesowych, ale też redukować negatywne skutki braków kadrowych oraz zwiększać przychody.

Osoby w wieku od 30 do 40 lat mogą liczyć na najkorzystniejsze oferty w bankach

  • O kredyt hipoteczny teoretycznie może starać się osoba, która osiągnęła pełnoletność, w praktyce jednak 18-latek ma niewielkie szanse na otrzymanie kredytu.
  • W większości banków graniczny próg dla spłaty ostatniej raty kredytu hipotecznego przypada na wiek najwyżej 70 lat.
  • Z perspektywy banku to 30-latkowie są więc najbardziej wiarygodnymi klientami – biorą kredyt na początku swojej drogi finansowej, a kończą spłacać jeszcze w okresie zawodowej aktywności.
  • Osoby w wieku od 30 do 40 lat mogą liczyć na najkorzystniejsze oferty w bankach, jednak odpowiedni wiek to tylko jeden z czynników branych pod uwagę w procesie kredytowym.

Kredyt hipoteczny teoretycznie może otrzymać osoba w każdym wieku – pod warunkiem, że osiągnie dojrzałość prawną. Jednak z punktu widzenia banków młodzi buntownicy i srebrna generacja z różnych powodów nie powinni zaciągać długoterminowych zobowiązań. Młody wiek klientek i klientów ma w bankach ten przywilej, że kredyt możemy otrzymać na długi okres. Problemem może być jednak brak doświadczenia zawodowego i życiowej stabilności. Natomiast gdy osiągamy życiową pozycję, wkraczamy w wiek, na który banki zaczynają patrzeć mniej przychylnie. W jakim wieku jesteśmy zatem najlepszym klientem dla banku?

Kiedy wiek pozwala, a doświadczenie jeszcze nie

Do czasu osiągnięcia pełnoletniości nie posiadamy pełnej zdolności do czynności prawnych – nie możemy m.in. zawierać w swoim imieniu żadnych umów. Do zaciągnięcia kredytu konieczne jest podpisanie umowy, dlatego minimalny wiek kredytobiorcy to 18 lat.

Poza nielicznymi przypadkami taki właśnie warunek stawiają banki. Jednak żaden 18-latek nie dostanie w baku kredytu od razu, a zwłaszcza tak dużego, jaki konieczny jest do zakupu nieruchomości. Wyjątkiem będą sytuacje, w których młody człowiek jest współkredytobiorcą i kredyt uzyskuje np. razem z rodzicami. Odpowiedni wiek to bowiem tylko jeden z wielu czynników koniecznych do uznania przez bank, że jesteśmy godnym zaufania kredytobiorcą. Bardzo ważne są przede wszystkim odpowiednie dochody. Nie licząc prac dorywczych pierwsze dochody zaczynamy uzyskiwać dopiero po skończeniu szkoły, a często studiów, czyli mając 20 i więcej lat. Istotna jest także stabilność dochodów – im klient jest młodszy, tym potrzebuje dłuższego stażu pracy, aby analityk bankowy uznał, że może przyznać mu kredyt – mówi Krzysztof Iwan, ekspert ANG Spółdzielni z Łodzi.

Dla banku bardzo ważna jest także wiarygodność klienta, czyli scoring. Na scoring wpływa wiele czynników – m.in. wiek, rodzaj pracy, staż rodzinny czy wykształcenie. Dopiero połączenie tych wszystkich cząstkowych ocen daje wynik w postaci zielonego światła dla banku – akceptacji kredytobiorców.

Kiedy doświadczenie pozwala, ale wiek już nie

O osobach z trójką na początku przeżytych lat mówimy „ludzie z doświadczeniem”. Na tych z czwórką patrzymy, jak na osoby, które już do czegoś doszły, a na tych z piątką?

Wkraczając w późną dojrzałość, mamy wiele niezaprzeczalnych atutów. Doświadczenie zawodowe i to bez względu na branżę, w jakiej pracujemy, znajduje się na poziomie, na który młodzi ludzie jeszcze długo będą się wspinać. Nasze dochody nie dość, że są pokaźne, to jeszcze stabilne i prawdopodobnie będzie tak jeszcze przez dłuższy czas. Jednak dla banku tylko na pierwszy rzut oka to idealna sytuacja.

Standardowy kredyt hipoteczny na zakup lub budowę nieruchomości udzielany jest na 30 lat; przy takim okresie zarówno rata, jak i koszty kredytu są relatywnie optymalne. Niestety, tylko nieliczne banki wykraczają poza graniczny górny wiek 75 lat, gdy będziemy spłacać ostatnią ratę. Ma to oczywiście związek z zakończeniem aktywności zawodowej i przejściem na emeryturę, oraz potencjalnymi zwiększonymi wydatkami na zdrowie. To w oczywisty sposób redukuje możliwości zaciągnięcia znaczącego zobowiązania z niską ratą – tłumaczy Krzysztof Iwan z ANG Spółdzielni.

30 – latkowie mogą przebierać w ofertach

Z punktu widzenia analiz bankowych idealny wiek do zaciągnięcia kredytu to zatem 30-40 lat. Wtedy ludzie stają się dojrzali zarówno życiowo jak i zawodowo – sytuacja zawodowa staje się ustabilizowana, dochody są na odpowiednim poziomie. Często w historii kredytowej można zobaczyć także wcześniej brane i spłacane bez problemów zobowiązania.

W takiej sytuacji każdy bank chętnie przyjmie nas do grona swoich klientów. Także i przy kredytach na zakup nieruchomości, które udzielane są z reguły na 30 lat analitycy będą patrzeć na nas przychylnym okiem. Tzn. wtedy kredyt bierzemy w rozkwicie swoich możliwości życiowych, zawodowych, finansowych, a spłacimy go jeszcze w okresie swojej zawodowej aktywności. I jak się można spodziewać, będąc w tej sytuacji, możemy wybierać i przebierać w ofertach. Jednak pamiętajmy, że ten wspaniały stan nie trwa wiecznie – dodaje Krzysztof Iwan.

Źródło: ANG Spółdzielnia

Ponad połowa Polaków woli jednorazową podwyżkę niż wsparcie pracodawcy w oszczędzaniu na emeryturę

Wdrożenie PPK będzie dużym wyzwaniem komunikacyjnym dla firm prowadzących działalność w Polsce. Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie On Board Think Kong pokazują, że 53% pracujących Polaków wolałoby otrzymać jednorazową podwyżkę niż opłacanie przez pracodawcę składki emerytalnej. 11% respondentów nie ma zdania na ten temat. Wyzwaniem będzie nie tylko wdrożenie PPK i komunikacja wewnętrzna w firmach, ale również przekonanie pracowników, że warto gromadzić długoterminowe oszczędności, a pracodawca może być w tym procesie ważnym partnerem.

Za nieco ponad 2 miesiące zaczną obowiązywać Pracownicze Plany Kapitałowe – powszechny, dobrowolny program oszczędzania na emeryturę. Pracodawcy we współpracy z wybraną instytucją finansową otworzą dla każdego pracownika indywidualny rachunek PPK. Będzie on zasilany przez comiesięczne wpłaty pracownika, pracodawcy oraz Państwa.

Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie On Board Think Kong, agencji specjalizującej się w komunikacji wewnętrznej, wskazują, że ponad połowa Polaków wolałaby otrzymać jednorazową podwyżkę niż opłacanie przez pracodawcę części składki na emeryturę. Te wyniki pokazują, że pracodawca postrzegany jest przede wszystkim jako podmiot, który wypłaca pensję za wykonaną pracę, a nie potencjalny partner w gromadzeniu zabezpieczenia na przyszłość.

– Planując kampanię informacyjną do pracowników czy włączając PPK w działania employer brandingowe, kluczowy będzie przekaz, iż pracodawca nie tylko wypłaca pensję, ale także wspiera oszczędzanie i do niego dokłada. Szczególnie, że wielu Polaków nadal nie potrafi oszczędzać, a jeśli już oszczędzamy to raczej na krótkoterminowy cel niż długofalowe bezpieczeństwo – komentuje Katarzyna Reck, lider praktyki, komunikacja wewnętrzna w On Board Think Kong.

– Patrząc na doświadczenia krajów Europy Zachodniej, widać, że składki opłacane przez firmę na emeryturę pracowników stały się ważnym elementem oceny atrakcyjności pracodawcy. Kandydaci porównują wysokość wpłat na fundusz emerytalny oferowanych przez poszczególne firmy i chętniej wybierają te, które oferują lepsze warunki. To naturalny kierunek, przed którym nie uciekniemy,  niezależnie od tego, jak oceniamy różne aspekty związane z wdrożeniem PPK – mówi Katarzyna Reck, lider praktyki, komunikacja wewnętrzna w On Board Think Kong. Firmy, które dobrze wykorzystają to w komunikacji do obecnych i potencjalnych pracowników, mogą wiele zyskać w kontekście employer brandingu i postrzegania, jako atrakcyjnego miejsca pracy. Szczególnie, że 1/3 respondentów wskazała, że zamiast jednorazowej podwyżki wybrałaby właśnie składkę emerytalną – dodaje Katarzyna Reck.

Z założenia w ramach PPK pracownik będzie odkładał 2 proc. pensji, przy czym jest możliwość odkładania do 4 proc. wynagrodzenia. Do tego dochodzi 1,5 proc. wynagrodzenia, które dokładać będzie pracodawca. Pracodawca także może zwiększyć stawkę do 4 proc. Państwo wpłaca jednorazowo 250 zł dopłaty powitalnej i kolejne 240 zł co roku. Zarówno pracownik, jak i pracodawca mogą w każdym czasie podjąć decyzję o zwiększeniu lub zmniejszeniu wysokości wpłat dodatkowych do PPK.

Wielkanocne promocje 2018 vs 2019

Badacze porównali ze sobą ceny 20 popularnych produktów, promowanych w gazetkach sieci handlowych przed Wielkanocą 2019 r.. I stwierdzili, że 11 z nich zdrożało, a 9 potaniało. Najmocniej podrożała kiełbasa biała – o blisko 17%. Najbardziej obniżył się koszt zakupu margaryny – o przeszło 27%. Ten ostatni artykuł odnotował też największą rozbieżność cenową w tym roku. Jego maksymalna cena jest 4-krotnie większa od minimalnej. W ub. roku różnica pomiędzy najdroższą i najtańszą margaryną była aż ponad 10-krotna. Inne wykazane odchylenia też były bardziej wyraźne w 2018 roku niż w br. W przypadku mąki rozpiętość była lekko ponad 7-krotna. Piwo i wódka miały tę samą różnicę, tj. ponad 5-krotną. Tak wykazała analiza Hiper-Com Poland i Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Promocje 2018 vs 2019

Jak wyjaśnia dr Paweł Jurowczyk, ekspert Instytutu Badawczego ABR SESTA, różnice w cenach promocyjnych przed Wielkanocą 2018 i 2019 zależą m.in. od tego, czy oferowane w gazetkach artykuły są marek narodowych bądź własnych. Te drugie są z reguły o kilka procent tańsze niż tzw. markowe. Wybór promowanego w gazetkach asortymentu jest powiązany ze strategią sieci. Niektóre sklepy przyciągają klientów najniższymi cenami, a inne – np. kultowymi artykułami.

– W stosunku do zeszłego roku spośród 20 wybranych produktów promowanych w gazetkach średnio najbardziej potaniała margaryna – o ponad 27%. Jest to typowy artykuł świąteczny, potrzebny do pieczenia ciasta, którego sprzedaż rośnie przed samymi świętami. Ale każdego roku jego popularność spada z powodu mody na zdrowy styl życia. Dlatego na przestrzeni lat może stawać się coraz tańszy – zwraca uwagę Karina Gręda, Country Manager z Hiper-Com Poland.

Natomiast dr Jurowczyk informuje, że ceny promocyjne margaryny (200-250g) w 2018 roku były w przedziale już od niespełna złotówki do 8,99 złotych za sztukę. Przed Wielkanocą 2019 najwyższa wartość widoczna w gazetkach to 3,99 złotych (do 15. tygodnia). Z analizy cenowej można również wnioskować, że w tym roku sieci postawiły bardziej na marki własne niż narodowe w tej kategorii produktowej. Tym samym walczą o klientów kierujących się niską ceną przy wyborze sklepu i samego zakupu.

– Z zestawienia wynika, że po margarynie jest sok jabłkowy. Różnica średniej ceny promocyjnej z ub. roku i br. wynosi blisko 23%. Pomimo dużego zainteresowania surowcem, jabłka są obecnie relatywnie tanie. Sporo owoców z ostatnich, bogatych zbiorów nadal zalega w chłodniach w całej Polsce. I to mogło wpłynąć na niższą cenę popularnego soku – tłumaczy Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Zdaniem eksperta z Instytutu Badawczego ABR SESTA, klienci, kupujący margarynę do pieczenia ciast czy sok jabłkowy do postawienia w dzbanku na stole świątecznym, częściej kierują się ponoszonym kosztem niż marką. Dlatego właśnie sieci bardziej akcentują ceny w tych kategoriach. Marki tych artykułów schodzą na dalszy plan w procesie zakupowym.

– W przypadku pomidorów różnica wyniosła nieco ponad 12%. Wcześniejsze wysokie ceny tych warzyw miały znaczący wpływ na aktywność konsumentów. Przez to dostawcy byli zmuszeni do obniżek. Ten trend prawdopodobnie się utrzyma, aby zachęcić klientów do większych zakupów – przewiduje ekspert z Hiper-Com Poland.

Z kolei w stosunku do zeszłego roku w gazetkach reklamowych sieci handlowych średnio najbardziej podrożała kiełbasa biała – o blisko 17%. A ten produkt przecież nieodzownie kojarzy się z Wielkanocą. Jak wyjaśnia dr Maria Andrzej Faliński, prezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, powodem ww. wzrostu są sanitarne obostrzenia hodowlane i logistyczne w związku z ASF. Eksport, korzystny dla producentów i handlu, wspiera proces utrzymywania się wysokich cen, szczególnie w okresach spiętrzenia sprzedaży.

– Należy też dodać, że średnia promocyjna cena cukru wzrosła o niecałe 13%. I to akurat nie jest żadnym zaskoczeniem. Zgonie z wcześniejszymi przewidywaniami analityków, wpływ na to miała sytuacja na światowych rynkach, czyli rosnące od października ubiegłego roku ceny cukru, osłabienie złotówki w stosunku do dolara i susza w Europie w zeszłym sezonie letnim – tłumaczy dr Paweł Jurowczyk.

Mandarynki odnotowały ponad 10% różnicy. Karina Gręda uważa, że wyższe ceny owoców cytrusowych w pierwszej połowie roku spowodowane są niższą podażą tych produktów w Europie. Przyczyną tego był nieurodzaj. Z kolei wzrost średnich promocyjnych cen wódki o ponad 9% ekspert łączy z podwyżkami na rynkach zagranicznych.

Ceny maksymalne i minimalne

– W tym roku największe rozbieżności pomiędzy maksymalnymi i minimalnymi cenami widać na takich produktach, jak – margaryna – ponad 4-krotna różnica, a także chipsy – przeszło 3-krotna. Oba artykuły mają wspólny mianownik jakościowy, wynikający z rodzaju zastosowanego tłuszczu. Niektóre składniki znalazły się na cenzurowanym, a inne są uważane za zdrowe. Ich wybór przekłada się na koszt konkretnego zakupu, gdyż wątpliwe produkty naturalnie potaniały, pozostałe zaś musiały podrożeć – zaznacza dr Faliński.

W br. kiełbasa biała odnotowała 3-krotną różnicę, podobnie jak wódka – prawie 3-krotną. Zdaniem Marcina Lenkiewicza, w przypadku tych produktów aspekt jakościowy ma szczególne znaczenie. Zwłaszcza w święta Polacy chcą spożywać dobre gatunkowo mięso czy wędliny i alkohol z wyższej półki. Spełnienie tych potrzeb ułatwiają liczne promocje. W opinii eksperta, marki własne tego typu wyrobów raczej powinny mieć mniejszą siłę przebicia.

– Od czasu wprowadzenia zakazu handlu rynek stał się jeszcze bardziej konkurencyjny niż wcześniej. Techniki wsparcia sprzedaży są rozpostarte pomiędzy cenami maksymalnymi a minimalnymi, by wszystkie instrumenty cenowe, perswazyjne, estetyczne, emocjonalne i prestiżowe mogły zadziałać na klientów. Moim zdaniem, będą one coraz bardziej widoczne, wobec zróżnicowania preferencji konsumentów – przewiduje dr Faliński, były dyrektor generalny POHID-u.

Wykazane w 2018 roku różnice były sporo większe. Największa rozbieżność w cenie promowanej była aż ponad 10-krotna. I dotyczyła margaryny. W br. to tylko 4-krotność. Według eksperta z Instytutu Badawczego ABR SETA, wyjaśnieniem może być zmiana strategii promocji sieci handlowych. W tym roku sklepy bardziej akcentują cenę niż markę produktów. Oferta w gazetkach też może być węższa niż w ubiegłym roku. Niemniej nie można tego stwierdzić na pewno, bo w badanym okresie wszystkie świąteczne promocje nie były jeszcze dostępne w większości sieci.

– W ub. roku w przypadku mąki różnica była lekko ponad 7-krotna. Miało to związek z nieurodzajem zbóż. Tańsze gatunki pojawiły się miejscu droższych i stąd głównie wynikały rozbieżności w cenach. Dodatkowo import dyktował niższe lub wyższe wartości cenowe. Warto też wskazać, że w zeszłym roku maksymalne i minimalne ceny piwa i wódki odnotowały różnice na poziomie ponad 5-krotnym. To z kolei wynikało z tego, że na rynku pojawiły się nowe produkty obu kategorii, zarówno te najtańsze, m.in. w marce własnej, jak i te z najwyższej półki jakościowo-cenowej – przypomina dr Faliński.

Analiza danych objęła produkty z gazetek promocyjnych z hipermarketów, dyskontów, supermarketów i convenience w okresie przed Wielkanocą 2018 (tygodnie 11-13) oraz 2019 roku (odpowiednio tygodnie 14-15, ze względu na późniejszy okres świąteczny). Łącznie przeanalizowano publikacje 22 sieci handlowych.

Trendy w marketingu wystawienniczym

Architektura stoiska, digitalizacja, doświadczanie marki i kreatywność rozwiązań promocyjnych to cztery obszary, których dotyczą trendy w marketingu wystawienniczym. Podczas projektowania stoiska ważne jest wybranie wiodących rozwiązań z zakresu architektury i aranżacji stoiska, ale także zastosowanie odpowiedniego Koloru. Obecnie prym wiodą najmodniejsze odcienie 2019 roku: barwy ziemi, pastele, color blocking, monokolor.

Postaw na design

Aż 70 proc. osób, które postanawiają zatrzymać się przy konkretnym wystawcy, podejmuje decyzję na podstawie wyróżniającego się designu stoiska. Jego planowanie powinno być oparte o cztery filary marketingu wystawienniczego, wokół których skupiają się najważniejsze trendy i praktyki w branży.

  • Architektura stoiska – to nie tylko konstrukcja, ale przede wszystkim trendy dotyczące oświetlenia i koloru. Gra masywności z lekkością, pozorna niedostępność i tajemniczość albo maksymalna przestronność stoiska zdecydowanie wpływają na percepcję odwiedzających. Podobnie jak kolor, który pobudza emocje, energetyzuje i potrafi nadać charakteru całej aranżacji.
  • Kreatywność rozwiązań marketingowych – tu rozpoczyna się proces projektowania stoiska. Storytelling czyli pomysł na dobrą historię i przełożenie silnych stron marki na stoisko targowe, przez ubiór personelu i detale związane z jego prezencją to podstawa.
  • Digitalizacja – jeden z najbardziej widocznych trendów w branży. Użycie mediów i technologii na stoisku to nie tylko zabieg kosmetyczny, ale przede wszystkim narzędzie do mierzenia nawiązywanych relacji, jak m.in. liczba odwiedzin, oględzin produktu, zbieranie leadów. Topowe rozwiązania digital na targach to obecnie: content video, aktywności sensoryczne, VR, duże ekrany diodowe, mapingi, projekcje.
  • Doświadczanie marki – dobry design zabudowy to wstęp do wejścia odwiedzającego w świat (na stoisko) marki. W tym momencie czas na głębsze poznanie, które – zgodnie z globalnymi trendami – powinno być sensualne, np. poprzez zapach kwiatów czy drewna, nastrojowe oświetlenie, muzykę. Wszystko to, co klient może dotknąć, poczuć czy przeżyć zdecydowanie bardziej zapadnie w jego pamięć, wznosząc markę na wyższy poziom.

Kolor to trend nr 1, na którego analizę postawili autorzy TREND.expo – publikacji dla branży wystawienniczej. – Kolorystyka i oświetlenie stoiska to pierwszy krok do oceny wystawcy przez odwiedzającego. Elementy te nie tylko błyskawicznie wywołują konkretne skojarzenia co do marki, ale pozwalają ocenić ją w oczach klienta – mamy przed sobą stoisko luksusowe albo uniwersalne, a więc mało interesujące mówi Katarzyna Rzadkiewicz, Sales & Marketing Director w Smart Design Expo, projektującej i realizującej stoiska targowe.

“Kolor” to temat pierwszego numeru TREND.expo, jednego z czterech zaplanowanych na 2019 rok. Dzielimy się w nim efektem wielomiesięcznych analiz, obserwacji i rozmów z wystawcami oraz partnerami branżowymi z całego świata. Publikację kierujemy do wszystkich osób, które planują stoiska targowe w swoich firmach, ale też i do tych, którzy śledzą lub wyznaczają kierunki w wystawiennictwie targowym – dodaje Łukasz Jerzmanowski, owner Smart Design Expo

Do współtworzenia TREND.expo, jego autorzy zaprosili ekspertów z dziedziny designu, architektury, marketingu wystawienniczego. Na łamach publikacji wypowiadają się dr hab. Maciej Przybylski – prof. nadzw. Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu, studio Pawlak & Stawarski oraz Jerzy Osika – prezes Promedia, organizator targów, kongresów i konferencji.

Trendy w kolorze 2019

Kolory, które wiodą prym w marketingu wystawienniczym w 2019 roku to:

  • Pastele – doskonałe gdy chcemy uzyskać wysublimowany efekt, podkreślić delikatność i eteryczność. Potrafią nadać stoisku targowemu lekkości, wyrafinowania i świetlistości.
  • Color blocking – zestawienia mocnych, wyrazistych kolorów czyli zupełne przeciwieństwo dla pasteli. W połączeniu z geometrycznymi formami tworzy odważne, soczyste i energetyczne wnętrza.
  • Monokolor – stawia na jeden kolor bądź dopełnia go jego różnymi tonacjami. Daje intrygujący efekt i zaskakuje. Jeśli na pierwszy rzut oka go nie widać, to znaczy że „działa”.
  • Kolory ziemi – sprawdzą się zarówno do aranżacji przestrzeni w stylu klasycznym, jak i nowoczesnym. Neutralne barwy dają poczucie ciepła i bezpieczeństwa, stwarzają atmosferę komfortu.

Frankowicze poczują ulgę?

Raty kredytów we frankach szwajcarskich są dużo wyższe niż w złotych. Siedemset tysięcy rodzin nadal jest w ciężkiej sytuacji. Czy mogą oni liczyć na ulgi i czy rządzący pomogą im w spłatach kredytów?

– Ostatnio dużo się mówi o frankowiczach przede wszystkim w związku z ustawą, która miała im pomóc. Jak na razie takiej ustawy nie ma, jest natomiast wcześniejsza, która ma być znowelizowana i nieść pomoc osobom, które popadły w tarapaty – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

Expander przeprowadził badania dot. sytuacji osób, które zaciągnęły kredyty we frankach od 2007 roku i porównał je z kredytami w złotówkach. Okazało się, że prawie pół na pół dzielą się osoby, które na tych kredytach skorzystały, i które na nich straciły. Największe straty wynoszą ponad 30 tys. zł, największe korzyści ponad 20 tys. zł. We wszystkich badanych przypadkach obecna rata kredytu frankowego jest wyższa. Dodatkowo ciągle przybywa osób, które na tym kredycie straciły.

– Cały czas rodzą się kolejne pomysły przewalutowania kredytów we frankach, ale musimy pamiętać, że ktoś będzie musiał za to zapłacić, jeżeli zostanie to przerzucone na banki to wszyscy za to zapłacimy – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny.

– Nie martwmy się o banki, martwmy się o młodych ludzi, którzy chcą normalnie żyć w Polsce – podsumowuje Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Jarosław Jędrzyński, Rynek Pierwotny i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Jak długo będą rosnąć ceny nieruchomości?

Ceny mieszkań nieustannie rosną od 2013 roku. Tylko w ubiegłym roku nieruchomości zdrożały o 10 proc. Jak długo potrwają wzrosty i czy w najbliższym czasie możemy spodziewać się spadków?  

Klaudia Sapała, General Manager Rent like home
Klaudia Sapała, General Manager Rent like home

Dane Głównego Urzędu Statystycznego za okres styczeń-luty 2019 pokazują, że deweloperzy przekazali do użytkowania 19,9 tys. mieszkań. To aż o 16,7 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W tym samym czasie deweloperzy rozpoczęli budowę 20,2 tys. mieszkań, czyli o 5,4 proc. więcej niż w 2018. Od kilku lat systematycznie rosła sprzedaż nieruchomości. Zyski deweloperów również. Jednak gospodarka to system naczyń połączonych i w odpowiedzi na taką sytuację – wzrosły ceny gruntów. Należy pamiętać, że  jest to jeden z podstawowych kosztów w procesie realizacji każdej inwestycji. Przy okazji pojawiło się wyzwanie związane z pracownikami. Presja na podnoszenie pensji czy kłopot z wykwalifikowaną siłą roboczą zaczęły dość mocno odbijać się na rentowności. Ponadto,  wzrosły ceny materiałów budowlanych. Szereg wspomnianych czynników powoduje, że od dłuższego czasu ceny mieszkań stale wzrastają. Gdy weźmiemy pod uwagę utrzymujące się niskie stopy procentowe, które sprawiają, że klientów stać na kredyt hipoteczny, można pokusić się o prognozę, że zainteresowanie mieszkaniami wciąż będzie spore.

Przyczyny wzrostu cen

Na rynku widać jednak zachodzące zmiany. Deweloperzy obecni na GPW zanotowali niższą sprzedaż. Spada też liczba udzielanych kredytów. Warto jednak zauważyć, że znacznie więcej jest kredytów, których wartość przekracza 250 tys. złotych. Według danych BIK, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła rok do roku o prawie 12 proc. Pokazuje to wyraźnie, że mieszkań kupujemy mniej, ale są one znacznie droższe. Dlaczego mieszkania są takie drogie? Oprócz czynników wspominanych na początku, warto zdać sobie sprawę, że cały czas nieruchomości są bardzo dobrym sposobem inwestycji. Niskie stopy procentowe, niezbyt duży ruch na rynku akcji powodują, że Polacy, którzy mają nadwyżki finansowe, kupują nieruchomości. Chętnych nie brakuje, co w konsekwencji przekłada się na wzrost cen. Mieszkania z rynku wtórnego wciąż w dużej mierze są kupowane za gotówkę. Na rynku pierwotnym zdecydowanie więcej jest tych, którzy kupują mieszkania na kredyt. W efekcie na ceny nieruchomości spory wpływ może mieć również polityka banków. Jeśli te będą ograniczać dostępność kredytów, ceny nieruchomości będą musiały spaść. Na razie jednak –  przynajmniej jeśli chodzi o Radę Polityki Pieniężnej – możemy być spokojni. Jak zapowiadają jej członkowie, podwyżki stóp w najbliższym czasie nie wchodzą w grę.

Obserwując rynek nieruchomości, warto też śledzić informacje o planach wprowadzenia podatku katastralnego, czyli od wartości nieruchomości. Mimo że mówi się o nim od kilku lat, na razie brakuje konkretów, kiedy mógłby zostać wprowadzony. Rosnące ceny nieruchomości dla inwestujących na tym rynku mogą być dobrym prognostykiem. Może to bowiem zwiększać atrakcyjność wynajmu mieszkań. Osoby, których nie stać na zakup, będą mieszkania wynajmować. Jest to z kolei potencjał dla wyższych zysków dla tych, którzy już są właścicielami apartamentów.

Czy mamy szansę na spadki cen nieruchomości? Patrząc na rynek pierwotny, na razie nic nie wskazuje na to, żeby zmalały ceny materiałów budowlanych czy koszty pracy. Ceny mogą się  stabilizować, jednak na duże spadki w najbliższym czasie nie ma co liczyć.

Klaudia Sapała, General Manager Rent like home Zachodniopomorskie Lloyd Group

Sfinks ponowi emisję akcji serii P

Sfinks Polska planuje rozpoczęcie nowego procesu emisji akcji serii P. Uchwałę w tej sprawie zarząd podejmie 29 kwietnia br., zaś zakończenie subskrypcji ma nastąpić 30 czerwca br. Wcześniejsza emisja musiała zostać uznana za zakończoną z powodów formalnych.

Zamierzamy dokapitalizować Sfinksa ze względu na zapisy umowy kredytowej i – co równie ważne – potrzeby wynikające z realizowanej strategii rozwoju. Dlatego po ogłoszeniu wyników okresowych ponownie rozpoczniemy proces związany z emisją akcji serii P. Chcemy tak zaplanować harmonogram, by w ramach tej emisji była możliwość objęcia akcji także poza okresami zamkniętymi i by mógł wziąć w niej udział pan Sylwester Cacek, który podtrzymuje gotowość objęcia akcji serii P – komentuje Dariusz Strojewski, wiceprezes zarządu Sfinks Polska SA.

Zmiany w zarządzie PMPG Polskie Media S.A.

Rada Nadzorcza PMPG Polskie Media S.A. na posiedzeniu 23 kwietnia 2019 roku powołała do zarządu spółki troje kluczowych menedżerów spółki o długoletnim stażu: Ewę Rykaczewską, Piotra Piaszczyka i Roberta Pstrokońskiego.  Objęcie funkcji przez nowych członków zarządu nastąpi 1 maja 2019r.  Jednocześnie Rada Nadzorcza przyjęła rezygnację Michała M. Lisieckiego z funkcji Prezesa Zarządu z dniem 30 kwietnia. Wcześniej, 18 kwietnia Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy powołało Michała Lisieckiego do Rady Nadzorczej PMPG.

„Kierując się dobrem spółki oraz chęcią utrzymania pełnej przejrzystości działań wobec akcjonariuszy, postanowiłem odsunąć się od działań operacyjnych. Będąc w radzie nadzorczej, pozostaję blisko spółki, ale więcej czasu będę mógł poświęcić na wyjaśnienie pomówień, które mnie spotkały.  Będę również kontynuował działania na rzecz długofalowego rozwoju spółki i jej dokapitalizowania.”– wyjaśnia Michał Lisiecki.  „Nowy, kilkuosobowy zarząd  złożony z kompetentnych, o długim stażu pracowników spółki zapewni jej sprawne kierownictwo i stabilny rozwój.  Myślę, że to dobre i zdrowe dla spółki, żeby ludzie, którzy znają firmę „od podszewki” i poświęcają jej dużo czasu przejęli stery”– dodaje.

Nowy zarząd spółki przedstawił Radzie Nadzorczej priorytety na najbliższy okres.  Do głównych zadań zaliczył zdynamizowanie działań związanych z wdrażaną strategią transformacji wydawnictwa, przede wszystkim rozwojem produktów cyfrowych oraz ich monetyzacją, reorganizację struktur i zwiększenie efektywności procesów związanych z wytwarzaniem i dystrybucją treści premium oraz podniesienie przychodów i zyskowności spółki.

Ewa Rykaczewska – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.
Ewa Rykaczewska – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.

Ewa Rykaczewska – Członek Zarządu, odpowiedzialna za piony sprzedaży i administracji. Absolwentka Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych na wydziale Ekonomii, Zarządzania i Finansów.  Związana ze Spółką od 2009r. Swoją karierę w spółce rozpoczęła w dziale personalnym. Obecnie odpowiada za obszar HR oraz administracji (od 2010 r.). Od roku pełni funkcję Dyrektora Wykonawczego. Odpowiedzialna również za pozyskiwanie finansowania projektów ze środków publicznych oraz ich koordynację i rozliczenie.  Swoją karierę zawodową rozpoczęła w firmach doradztwa personalnego.

Piotr Piaszczyk – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.
Piotr Piaszczyk – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.

Piotr Piaszczyk –  Członek Zarządu, odpowiedzialny za piony prawny i finansowy.  Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Radca prawny.  W działalności prawniczej specjalizuje się w prawie spółek, prawie rynku kapitałowego oraz prawie gospodarczym.  Posiada wieloletnie doświadczenie w pełnieniu funkcji członka zarządu, likwidatora oraz członka rady nadzorczej spółek.  Ze spółką PMPG Polskie Media S.A. jest związany od roku 2008. Zajmował stanowiska Prawnika (do roku 2014), Radcy Prawnego (od roku 2014 do dziś) oraz Dyrektora do spraw korporacyjnych i relacji z inwestorami (od 2018 roku do dziś).

Robert Pstrokoński – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.
Robert Pstrokoński – Członek Zarządu PMPG Polskie Media S.A.

Robert Pstrokoński – Członek Zarządu, odpowiedzialny za pion wydawniczy mediów tradycyjnych (prasowych) i mediów cyfrowych (portale internetowe) oraz ich rozwój, strategię kontentową oraz  produkcję i dystrybucję. Członek Rady Nadzorczej AWR WPROST Sp. z o.o.  W latach 2013 – 2017 Prezes Zarządu spółki Orle Pióro, wydawcy tygodnika „Do Rzeczy”.  Absolwent  Wydziału Zarządzania Biznesem Wyższej Szkoły Zarządzania w Warszawie (Thames Valley University).

Robert Pstrokoński z rynkiem mediów jest związany od 1995 roku. Od 2002 roku pracuje w PMPG, początkowo jako Dyrektor ds. Dystrybucji, potem Dyrektor Zarządzający ds. Wydawnictw i Dystrybucji. Wcześniej pracował m.in. w firmach: INTERNEWS, Wydawnictwie Naukowym PWN oraz EGMONT POLSKA.

Potrącenie wierzytelności dłużnika i wierzyciela

Z chwilą ogłoszenia upadłości majątek upadłego staje się masą upadłości i służy zaspokojeniu wszystkich jego wierzycieli. Jeśli jednak któryś z wierzycieli sam był dłużnikiem upadłego przed jej ogłoszeniem, może pod pewnymi warunkami dokonać tzw. potrącenia, które zmniejszy lub całkowicie zdejmie z niego brzemię dłużnika. W lutym 2018 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia orzekł, że skorzystanie z tego uprawnienia przez bank nie jest możliwe w odniesieniu do środków upadłego zgromadzonych na rachunku bankowym. Rok później sąd odwoławczy uchylił to orzeczenie, stanowiąc, że zanim doszło do ogłoszenia upadłości, upadłemu przysługiwała względem banku wierzytelność o wypłatę środków zgromadzonych na koncie, dlatego też potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego nie sprzeciwia się istocie postępowania upadłościowego (wyrok Sądu Okręgowego w Łodzi, XIII Wydział Gospodarczy Odwoławczy z 6 lutego 2019 r., sygn. akt XIII Ga 709/18).

Kodeks cywilny w art. 498 §1 stwierdza, że „Gdy dwie osoby są jednocześnie względem siebie dłużnikami i wierzycielami, każda z nich może potrącić swoją wierzytelność z wierzytelności drugiej strony, jeżeli przedmiotem obu wierzytelności są pieniądze lub rzeczy tej samej jakości oznaczone tylko co do gatunku, a obie wierzytelności są wymagalne i mogą być dochodzone przed sądem lub przed innym organem państwowym” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Z kolei zgodnie z art. 93 ust. 1 ustawy – Prawo upadłościowe (dalej: u.p.u.): „Potrącenie wierzytelności upadłego z wierzytelnością wierzyciela jest dopuszczalne, jeżeli obie wierzytelności istniały w dniu ogłoszenia upadłości, chociażby termin wymagalności jednej z nich jeszcze nie nastąpił” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Potrącenie należności z rachunku upadłej spółki

W 2010 r. jedna ze spółek z o.o. zawarła z bankiem umowę o prowadzenie rachunku, a dwa lata później zaciągnęła w tym banku kredyt odnawialny na kwotę ponad 8,5 mln zł. W kwietniu 2016 r. bank wypowiedział spółce umowę, wzywając do spłaty przekraczającego 6 mln zł zadłużenia. W sierpniu tego samego roku Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi XIV Wydział Gospodarczy dla spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych ogłosił upadłość spółki. Bank powiadomił syndyka, powołując się na art. 93 u.p.u., o potrąceniu kwoty blisko 58 tys. zł znajdujących się na rachunku spółki, celem zaspokojenia należnego mu roszczenia z tytułu udzielonego spółce kredytu. Bank zgłosił również swoją wierzytelność do sędziego-komisarza.

Syndyk to nie upadły

31 października 2016 r. syndyk masy upadłości spółki wezwał bank do zwrotu 58 tys. zł, jako świadczenia nienależnego, pobranego wbrew przepisom prawa upadłościowego. Sąd rejonowy przychylił się do powództwa syndyka. Jego zdaniem środki pieniężne zgromadzone na rachunku bankowym są wierzytelnością jego posiadacza względem banku o wypłatę zgromadzonych tam środków. Z treści art. 112 u.p.u. sąd wywiódł, że umowa rachunku bankowego zawarta przez upadłego wiąże strony także po ogłoszeniu upadłości, stąd wierzytelność upadłego o wypłatę środków z tego rachunku stanowi masę upadłościową służącą zgodnie z art. 61 u.p.u. zaspokojeniu wszystkich wierzycieli upadłego. Jak wskazał sąd: „Możliwość potrącenia w upadłości dotyczy tylko sytuacji gdy nie następuje uszczuplenie masy upadłości o faktyczny majątek jaki przejął syndyk od upadłego (…) potrącenie z art. 93 prawa upadłościowego nie ma zastosowania do każdej wierzytelności po dniu ogłoszenia upadłości, ale tylko takiej która nie spowoduje zmniejszenia masy upadłości w zakresie czynnego majątku dłużnika, a który posłuży zaspokajaniu wszystkich wierzycieli upadłego według zasad prawa upadłościowego” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd rejonowy odrzucił również całkowicie możliwość powołania się przez bank na instytucję potrącenia i zastosowania przepisu art. 93 u.p.u. Zdaniem sądu bank stał się dłużnikiem masy upadłości, a więc syndyka, który przejął posiadanie nad rachunkiem, dopiero po ogłoszeniu upadłości. A zgodnie z art. 95 u.p.u.: „Potrącenie nie jest dopuszczalne, jeżeli wierzyciel stał się dłużnikiem upadłego po dniu ogłoszenia upadłości” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.).

Trzecią z najważniejszych podstaw uznania przez sąd dokonanego przez bank potrącenia za świadczenie nienależne stanowił art. 13 ust. 1 u.p.u.: „Sąd oddali wniosek o ogłoszenie upadłości, jeżeli majątek niewypłacalnego dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania lub wystarcza jedynie na zaspokojenie tych kosztów” (Dz.U. 2003 nr 60, poz. 535, ze zm.). Jak stwierdził sąd orzekający w tej sprawie, dopuszczenie do potrącenia przez bank swojej wierzytelności z masy upadłościowej po ogłoszeniu upadłości mogłoby pociągnąć za sobą konieczność umorzenia postępowania upadłościowego. To z kolei uniemożliwiłoby zaspokojenie się w tym postępowaniu pozostałych wierzycieli upadłego. To z kolei stałoby w sprzeczności z zasadą prawa upadłościowego, jaką jest zaspokojenie wszystkich wierzycieli.

Ustawodawca dał wierzycielowi instytucję potrącenia, więc ma prawo z niej skorzystać

Bank wniósł od tego wyroku apelację, do której przychylił się Sąd Okręgowy w Łodzi. Uznał za słuszne stanowisko banku, który nie zgodził się z możliwością zastosowania regulacji art. 95 u.p.u. Zgodnie bowiem z art. 725 Kodeksu cywilnego: „Przez umowę rachunku bankowego bank zobowiązuje się względem posiadacza rachunku (…) do przechowywania jego środków pieniężnych oraz (…) do przeprowadzania na jego zlecenie rozliczeń pieniężnych” (Dz.U. 1964 nr 16, poz. 93, ze zm.). Przechowanie to zdaniem sądu odwoławczego przejawia się stanem, w którym posiadaczowi rachunku, choć nie realizuje on w danej chwili swojej wierzytelności, to przysługuje mu ona już z chwilą zdeponowania tych środków na koncie. Wierzytelność o wypłatę wszystkich zgromadzonych na rachunku środków przysługiwała więc spółce, zanim doszło do ogłoszenia upadłości.

Sąd Okręgowy w Łodzi nie zgodził się również, by potrącenie z wierzytelnością z rachunku bankowego sprzeciwiało się istocie postępowania upadłościowego. Nie istnieje bowiem poza masą upadłościową żaden inny majątek upadłego, wobec którego wierzyciel mógłby zrealizować przysługujące mu prawo potrącenia, przewidziane w art. 93-96 u.p.u. Z prawa tego mogą też korzystać wszyscy pozostali wierzyciele.

„Sam ustawodawca uznał, że nie jest zasadne oczekiwanie, by wierzyciel musiał zapłacić w całości swój dług i jednocześnie zaspokajać własną wierzytelność ze środków uzyskanych w wyniku podziału funduszów masy upadłości w sytuacji, gdy swoją wierzytelność przed ogłoszeniem upadłości mógł potrącić (…) Zakładałoby to bowiem całkowitą nieracjonalność ustawodawcy, który wprowadziłby do ustawy przepis nie mogący znaleźć zastosowania z uwagi na sprzeczność z założonymi jej celami” (sygn. akt XIII Ga 709/18).

Sąd odwoławczy obalił także trzecie z podniesionych przez sąd rejonowy ustaleń co do uzależnienia ogłoszenia upadłości od minimalnego stanu majątku potencjalnego upadłego. Jak stwierdził, nie może to stanowić przeszkody dla realizacji przez wierzyciela przysługującego mu prawa do dokonania potrącenia. Jeśli w wyniku potrącenia okaże się, że pozostały majątek nie wystarcza na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego, to stworzy to wówczas podstawę do jego umorzenia.

Gdy syndyk zabierze rękę, odda ci paznokieć

W sytuacji, gdy pojawiają się problemy z płynnością finansową kontrahenta, nie wolno zwlekać. Jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, szybka reakcja – nawet mimo ogłoszenia upadłości dłużnika – może „uratować” przynajmniej część należnych od niego środków. To z kolei może decydować o być albo nie być dla będących jego wierzycielami spółek, firm i samych przedsiębiorców. Zbyt długa zwłoka, powodująca choćby uchybienie zakreślonemu w art. 96 ustawy – Prawo upadłościowe terminowi do złożenia oświadczenia o chęci skorzystania z prawa potrącenia, sprawi, że wierzyciel ewentualnego zaspokojenia swoich roszczeń dozna tylko w takiej wysokości, w jakiej przydzieli mu syndyk, i dopiero po uwzględnieniu roszczeń innych wierzycieli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Innowacje w polskim eksporcie: nowe technologie, stare bariery

Choć autobusy elektryczne, druk 3D i biotechnologia to nowe polskie specjalności eksportowe, liderzy rewolucji technologicznej wskazują te same problemy, co wszyscy eksporterzy od lat – wynika z raportuLiderzy rewolucji technologicznej w polskim eksporcie”. Ponad ¾ z nich wskazało własne działania za główne źródło sukcesu. Jak wynika z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego, hamuje nas przede wszystkim biurokracja i brak świadomości, że istnieje możliwości wsparcia.

Polska odgrywa coraz większe znaczenie na arenie europejskiej jako producent autobusów elektrycznych. Co drugi pojazd tego typu produkcji unijnej sprzedany na rynku wewnętrznym UE i co trzeci wyeksportowany poza UE pochodzi z Polski. Polskie firmy opanowały też już ok. 10 proc. światowego rynku drukarek 3D, a polski eksport biotechnologiczny jest wart prawie miliard zł rocznie. Potencjał do rozwoju jest wciąż duży.

Polska poprawiła ocenę o 12,5% w Europejskim Rankingu Innowacyjności między rokiem 2014 a 2017. Zajęła też 41. miejsce na 140 krajów przebadanych przez Światowe Forum Ekonomiczne pod względem innowacyjności. Co prawda nie czyni to z nas jeszcze czołówki światowych innowatorów, ale też nie lądujemy w grupie outsiderów – komentuje Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W badaniach Światowego Forum Ekonomicznego polski sektor badań i rozwoju uzyskał 17 pkt. powyżej średniej dla świata, a komercjalizacja oraz wymogi administracyjne, odpowiednio, o 10 i 9 pkt.

Jak wykazały badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ogólna ocena potencjału eksportowego firm – liderów rewolucji technologicznej w Polsce wypada bardzo korzystnie. We wszystkich grupach syntetyczny wskaźnik potencjału okazuje się wyższy niż w przypadku eksporterów ogółem. Szczególnie wyróżniają się firmy wdrażające nowe technologie, ale wysokim wskaźnikiem mogą się pochwalić także firmy kwalifikacjochłonne, innowacyjne i zaawansowane technologicznie.nowe technologie, stare bariery

Do atutów Polski najczęściej zaliczane są zadowalający stopień zaspokojenia potrzeb inwestycyjnych w zakresie środków trwałych i relatywnie wysoki odsetek inwestujących za granicą. Naszą piętą achillesową pozostaje zbyt niski udział firm dużych oraz zbyt rzadkie stosowanie konkurencji pozacenowej jako podstawowego sposobu konkurowania na rynkach zagranicznych – dodaje Janusz Chojna, Kierownik Zespołu Handlu Zagranicznego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Przepis na sukces polskiego eksportu

Pośród przebadanych eksporterów, którzy w 2017 r. odnotowali wzrost eksportu, aż 78 proc. wskazało własne działania za główne źródło sukcesu. Ważnym narzędziem rozwoju stały się też fundusze europejskie: w latach 2007-2017 korzystało z nich 35,2 proc. badanych przedsiębiorstw eksportujących z sekcji przetwórstwa przemysłowego. Prawie połowa eksporterów korzysta ze wsparcia eksportu, m.in. o charakterze finansowym i promocyjnym.

Główną barierą korzystania przez przedsiębiorstwa z instrumentów wspierania eksportu jest rozmijanie się oferty w tym zakresie z ich potrzebami, a także brak informacji – przyznaje Janusz Chojna. Z naszych analiz wynika, że publiczne instrumenty wspierania eksportu mogłyby być znacznie popularniejsze, gdyby szerzej o nich informowano i podejmowano walkę z barierą biurokratyczną.

Silver tsunami szansą dla rynku pracy

Zmiany na rynku pracy spowodowane starzeniem się społeczeństwa i rozwojem technologii będą widoczne już w ciągu najbliższej dekady. Wzrośnie poziom zatrudnienia osób starszych, a pracodawcy będą musieli dostosować warunki pracy do ich potrzeb. Według autorów raportu firmy doradczej Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” czynnikami motywującymi Europejczyków do pracy są wyższe wynagrodzenie, elastyczne i alternatywne formy zatrudnienia, a także jasno określone cele rozwojowe i zaufanie współpracowników. Najbardziej cenią oni bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia. Z kolei dla pracowników w Polsce ważniejsze są czynniki finansowe.

Starsi pracownicy szansą dla rynku pracySytuacja na polskim rynku pracy jest najlepsza od początku transformacji ustrojowej. Według Eurostatu stopa bezrobocia w lutym tego roku wyniosła jedynie 3,5 proc. Dla porównania średnia w Unii Europejskiej jest prawie dwa razy wyższa (6,5 proc.). – Skutki zmian demograficznych i technologicznych prędzej czy później ujawnią się w Polsce z całą mocą. Warto wykorzystać dobrą koniunkturę do przeprowadzenia koniecznych reform w modelach biznesowych oraz politykach publicznych. Do głównych wyzwań będą należały: wzrost aktywności zawodowej osób w wieku 50+ i innych grup dziś nieaktywnych zawodowo, efektywniejsze wykorzystywanie elastycznych form zatrudnienia oraz wspieranie kształcenia przez całe życie – mówi Damian Olko, Ekspert w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Zatrudnienie osób po 50 roku życia będzie rosło

W Unii Europejskiej od 2017 roku liczba osób aktywnych zawodowo powyżej 50 roku życia jest wyższa niż osób aktywnych poniżej 35 roku życia. W Polsce osoby starsze wciąż stanowią istotny, ale niewykorzystany zasób siły roboczej. Z badania Deloitte wynika, że 77 proc. pracowników w wieku do 50 lat planuje aktywność zawodową przynajmniej do 65 roku życia, czyli średnio o 11 p.p. więcej niż w dziesięciu analizowanych krajach Europy. Wiele osób, które co prawda osiągnęły już wiek emerytalny, ale cieszą się dobrym zdrowiem i samopoczuciem, odczuwa potrzebę pozostania w pracy ze względów finansowych, społecznych czy emocjonalnych.

Wydłużenie kariery zawodowej będzie wiązało się z koniecznością dostosowania warunków pracy do potrzeb osób starszych. Choć firmy coraz częściej prowadzą włączającą kulturę organizacyjną, to jednak regulacje ze strony państwa wydają się być niezbędne. Wciąż bowiem pracownicy zbliżający się do wieku emerytalnego otrzymują z otoczenia sygnały sugerujące im zakończenie aktywności zawodowej. Potencjał doświadczonych pracowników nie jest odpowiednio wykorzystywany, mimo, iż wyróżniają się oni wysokim poziomem kompetencji oraz motywacji, a ich oczekiwania dotyczące wynagrodzenia i czasu pracy są bardziej elastyczne niż młodszych osób.

W stronę większej elastyczności pracy

Aktywizacji zawodowej osób starszych mogą sprzyjać elastyczne i alternatywne modele zatrudnienia. W Polsce praca na pełen etat pozostaje najpopularniejszą formą współpracy – preferuje ją 72 proc. ankietowanych pracowników, czyli średnio o 11 p.p. więcej niż w analizowanych krajach europejskich. Pracę w niepełnym wymiarze godzin deklaruje średnio 16 proc. ankietowanych w Europie i jedynie 4 proc. w Polsce.

Alternatywne formy zatrudnienia, takie jak na przykład praca bez etatu, w większym stopniu dotyczą osób starszych niż młodych. W Polsce pracownicy poniżej 35 roku życia są w podobnym stopniu zainteresowani pracą na etacie, jak ich rówieśnicy w innych badanych krajach. W pozostałych grupach wiekowych preferencje odnośnie elastycznego zatrudnienia są niższe średnio o 15 p.p. w Polsce w niż we wszystkich analizowanych krajach. – Aby polscy pracodawcy i pracownicy mogli czerpać większe korzyści z elastycznych i alternatywnych form zatrudnienia, warto rozważyć zmiany związane z ograniczeniem nierówności w ich opodatkowaniu. Reforma w tym zakresie powinna być całościowa i dotyczyć zarówno kwestii niezbędnego poziomu elastyczności na rynku pracy jak i dobrze dopasowanych zabezpieczeń społecznych, zgodnie z tzw. skandynawskim modelem flexicurity – mówi Peter Szewczyk, Konsultant w zespole analiz ekonomicznych Deloitte.

Well-being w miejscu pracy

Wśród czynników zachęcających pracowników do kontynuowania aktywności zawodowej są coraz częściej niefinansowe warunki pracy. Co prawda w Polsce największym motywatorem do pracy jest wciąż wynagrodzenie (89 proc. ankietowanych), jednak w Europie na pierwszy plan wysuwa się bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia (87 proc.) Dla pracowników zarówno w Polsce, jak i w Europie, ważne są również dobrze określone cele rozwojowe, zaufanie współpracowników oraz wyraźnie określony zakres odpowiedzialności. Firmy, które opierają kulturę organizacyjną na zaufaniu i szacunku, kompetentnym przywództwie oraz zróżnicowanym zakresie zadań, zwiększają swoje szanse na lojalność pracowników, a w przyszłości na szybsze zapełnienie wolnych miejsc pracy.

Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” zostało przeprowadzone na próbie 15 tys. pracowników z 10 krajów Europy: Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Rumunii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii oraz Polski. Struktura demograficzna próby odzwierciedlała strukturę siły roboczej w danym kraju.

Rynki „budzą się” po okresie świątecznym

Czas poprzedzający Wielkanoc oznacza zazwyczaj jedne z najmniej aktywnych sesji na rynku walutowym. Pod tym względem ubiegły tydzień nie stanowił wyjątku. Większość walut G10 utrzymało się w stabilnym korytarzu wahań plus minus 0,5%.

W minionym tygodniu wśród walut G10 wyraźnie wyłamał się dolar nowozelandzki. Uległ on deprecjacji ze względu na niższe od oczekiwanych kwartalne wskaźniki inflacji, jak i z powodu rosnących oczekiwań rynku, że bank centralny Nowej Zelandii może być skłonny do obniżenia stóp procentowych. Waluty gospodarek wschodzących mają za sobą nieco gorszy tydzień, aczkolwiek raczej nie należy doszukiwać się tutaj istotnych zmian w sentymencie rynku.

W najbliższym tygodniu rynki będą „budziły się” po okresie świątecznym, w związku z tym w kalendarzu ekonomicznym znajdziemy zaledwie kilka kluczowych publikacji. Dla rynku walutowego najważniejszy będzie odczyt danych o dynamice PKB w Stanach Zjednoczonych w pierwszym kwartale, który poznamy w najbliższy piątek. Rynek walutowy może również reagować na jakiekolwiek informacje związane z Brexitem – w tym tygodniu do pracy wraca również brytyjski parlament.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do dwóch głównych walut. Złoty przez większość tygodnia radził sobie dobrze, jednak doświadczył istotnej wyprzedaży w końcówce tygodnia, w następstwie publikacji rozczarowujących danych PMI ze strefy euro.

W kontekście informacji z Polski z minionego tygodnia warto zwrócić uwagę szczególnie na informacje o dynamice cen. Inflacja bazowa w marcu wzrosła powyżej oczekiwań i znalazła się na najwyższym poziomie od 2013 r. W kolejnych miesiącach istotne będzie to jak na rosnącą presję cenową będzie zapatrywać się Rada Polityki Pieniężnej. Pozostałe dane z Polski w minionym tygodniu składały się na dobry obraz sytuacji w polskiej gospodarce w końcówce pierwszego kwartału br. Agencja Moody’s z kolei zgodnie z oczekiwaniami konsensusu utrzymała ocenę wiarygodności kredytowej i rating Polski na niezmienionym poziomie.

Obecny tydzień przyniesie kilka odczytów makroekonomicznych z Polski. We wtorek poznamy dane o sprzedaży detalicznej w marcu, w środę z kolei stopę bezrobocia w tym samym okresie. Dane powinny pokazać istotną poprawę w stosunku do poprzednich odczytów.

GBP

Odłożenie kwestii Brexitu w przyszłość pozwala nam ponownie skupić się na fundamentach makroekonomicznych Wielkiej Brytanii. Dane z zeszłego tygodnia potwierdziły, że sytuacja gospodarcza Zjednoczonego Królestwa nie odbiega znacząco od pozostałych krajów rozwiniętych. Brytyjski rynek pracy cechuje się wysokim wskaźnikiem kreacji nowych stanowisk oraz dobrym tempem wzrostu wynagrodzeń. Dobra sytuacja nie zdążyła jednak dotychczas przełożyć się na znaczący wzrost presji inflacyjnej. Bazowe wskaźniki dynamiki cen w Wielkiej Brytanii pozostają na poziomie zbliżonym albo niższym niż cel inflacyjny banku centralnego. Ograniczona inflacja w połączeniu z utrzymującą się niepewnością związaną z Brexitem powinny skłonić Bank Anglii do utrzymania dotychczasowej polityki monetarnej w ciągu najbliższych kilku miesięcy, w celu „przeczekania” okresu podwyższonej niepewności. Zgodnie z większością wskazań, funt pozostaje jednak dość tani. Nadal uważamy, że najbliższe kwartały powinny rysować się optymistycznie dla brytyjskiej waluty.

EUR

Wskaźniki aktywności biznesowej PMI w strefie euro z zeszłego tygodnia były nieco rozczarowujące. Zbiorczy indeks PMI co prawda pozostał na poziomach, oznaczających ekspansję, niemniej część wybranych wskaźników dla poszczególnych krajów odnotowała spadek. Ożywienie aktywności w chińskich fabrykach nie przełożyło się na poprawę sentymentu w europejskim przemyśle. Wspólna europejska waluta zniosła jednak ten cios i na koniec przedświątecznego tygodnia kurs euro w relacji do ważonego koszyka walut znalazło się na poziomie zbliżonym do tego z jego początku.

USD

Publikacje makroekonomiczne z zeszłego tygodnia w Stanach Zjednoczonych słały mieszane sygnały. Dane dotyczące sprzedaży detalicznej w marcu przekroczyły oczekiwania konsensusu, z kolei dane z rynku nieruchomości rozczarowały. Niemniej, niedawne wycofanie się rynku z oczekiwania podwyżek stóp procentowych po tym, jak Fed ogłosił wstrzymanie podwyżek stóp procentowych powinno wspierać rynek nieruchomości w średnim terminie; sytuacja obecnie nie budzi u nas większych obaw. Piątkowy, szczegółowy raport o sytuacji gospodarczej w USA w pierwszym kwartale będzie testem dla naszej umiarkowanie optymistycznej oceny.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Ukraina wybrała zmianę. Sankcje na Iran

Wołodymyr Zełenski został nowym prezydentem Ukrainy. Polska sprzedaż detaliczna z niższym wzrostem niż przewidywano, w tle efekt Świąt Wielkanocnych. Ropa naftowa idzie w górę po potwierdzeniu sankcji nałożonych na Iran.

Ukraina wybrała zmianę

Dotychczasowy prezydent Petro Poroszenko wyraźnie przegrał drugą turę wyborów u naszych wschodnich sąsiadów. Nowym prezydentem będzie Wołodymyr Zełenski. Kim jest ten człowiek? Media akcentują głównie jego przeszłość w zawodzie komika. Warto jednak zwrócić uwagę, że jest także profesorem cybernetyki. Ma za sobą również prawo na Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Ekonomicznym, ale nigdy nie pracował jako prawnik. Oprócz omawianego wszędzie programu satyrycznego (w którym grał postać prezydenta) był też członkiem zarządu telewizji Inter. Jest to stacja osiągająca na Ukrainie wyniki oglądalności w okolicach 20%. Rynki przyjęły wynik wyborów w miarę neutralnie. Poglądy prezydenta wcale nie różnią się znacząco od poprzedników. Główna różnica to powiew świeżości spowodowany zarówno relatywnie młodym wiekiem (41 lat), jak i również brakiem wcześniejszych powiązań z polityką. Najbliższe miesiące pokażą, czy faktycznie będziemy mieć dużą zmianę stylu władzy, czy może kolejny prezydent zawiedzie nadzieje narodu.

Wzrost sprzedaży detalicznej

Wielkanoc powoduje, że pewne dane interpretuje się trudniej. Jedną z nich jest właśnie sprzedaż detaliczna. Zanim realnie będziemy mogli ocenić, co się dzieje w gospodarce, najprawdopodobniej przyjdzie nam poczekać na dane za maj. Marzec w zeszłym roku był znacznie lepszy ze względu na ułożenie świąt. W tym roku zakupy świąteczne odbywała się już w kwietniu, gdyż Wielkanoc wypadła późno. Nie zmienia to faktu, że odczyty i tak okazały się słabsze o 0,8% od oczekiwań analityków. Niewykluczone jednak, iż uwzględnili oni zbyt słabą korektę związaną ze świętami. Rynki walutowe przyjęły tę informację stosunkowo neutralnie.

Sankcje na Iran przestają być farsą

W zeszłym roku Amerykanie nałożyli sankcje na import ropy z Iranu. Miały one jedną ważną lukę: 8 dużych importerów dostało półroczne zwolnienie. To między innymi ten dodatkowy surowiec na rynku spowodował, że ceny czarnego złota załamały się pod koniec zeszłego roku. W cenach był już uwzględniony brak eksportu, a na rynek wciąż trafiał towar. Wielu specjalistów oczekiwało dalszej taryfy ulgowej. Amerykanie jednak stawiają sprawę jasno – nie będzie wyłączeń spod sankcji. W rezultacie ropa naftowa wyraźnie zyskuje na wartości. Od dołka z grudnia podrożała już niemal o 50%. W górę idą również waluty państw producenckich. Dobrym przykładem jest rubel, który od grudnia podskoczył z 5,4 grosza powyżej 5,9 grosza.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przejściowe załamanie wzrostu sprzedaży detalicznej

Dane GUS, sygnalizujące wzrost sprzedaży detalicznej w marcu o zaledwie 3,1 proc., na pierwszy rzut oka wydają się mocno rozczarowujące. Choć faktycznie mocne nie są, nie powinny jednak stanowić powodu do niepokoju, bowiem w dużej mierze wynikają z czynników sezonowych.

Według najnowszych danych GUS, w marcu sprzedaż detaliczna była o zaledwie 3,1 proc. wyższa niż rok wcześniej, a licząc w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, wzrost wyniósł jedynie 1,8 proc. Ekonomiści spodziewali się mniejszej dynamiki, ale ich zdaniem powinna ona wynieść 3,9 proc. Jeśli spojrzeć na „suche” liczby, to dane najgorsze od marca 2016 r., czyli od trzech lat. Marcowe dane nie powinny być jednak traktowane jako w pełni miarodajny sygnał ostrzegający przed pogorszeniem się sytuacji. Należy patrzeć na nie z perspektywy wahań sezonowych, związanych głównie z ruchomą datą Wielkiej Nocy. To święto tradycyjnie pobudza Polaków do zdecydowanie zwiększonych wydatków. W ubiegłym roku przypadało ono 1 kwietnia, a więc zakupy koncentrowały się w marcu i wrosły one wówczas aż o 7,9 proc., a licząc w cenach stałych o 8,8 proc. Statystyczna baza odniesienia do tegorocznych danych marcowych była więc bardzo mocno wyśrubowana. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że marcowe wydatki konsumentów były aż o 13,5 proc. wyższe niż w lutym. Te obserwacje sugerują, że dane za kwiecień pokażą ponownie spory wzrost sprzedaży detalicznej i uspokoją obawy przed większą wstrzemięźliwością polskich konsumentów.

W związku ze wspomnianym przesunięciem świątecznych zakupów, w marcu obniżyła się aż o 10,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż żywności i napojów. O 11,3 proc. wzrosła liczona w cenach stałych sprzedaż samochodów i motocykli oraz części do nich, a aż o 20,5 proc. więcej konsumenci wydali na artykuły z kategorii meble oraz sprzęt RTV, AGD. Tendencja silnego wzrostu zakupów towarów trwałego użytku utrzymuje się już od kilku miesięcy, a w marcu uległa wyraźnemu przyspieszeniu.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Nierzetelny i nieterminowy? Obraz polskiego handlowca

Klienci nie mają wątpliwości – najważniejszą cechą dostawcy produktów i usług jest rzetelność oraz dotrzymywanie terminów. Niestety zdaniem aż 61% nabywców obszar ten wymaga poprawy. Co ważne problem z rzetelnością dostrzega zaledwie co piąta firma, przypisując mu znacznie niższy priorytet, niż robią to klienci – wynika z raportu „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”. Jak podkreślają eksperci ta rozbieżność jest efektem opierania swoich działań na intuicji zamiast na obiektywnych danych. Aby firma mogła w pełni wykorzystać swój potencjał, niezbędne jest odważne postawienie na cyfryzację procesów sprzedażowych. Tymczasem z CRM korzysta zaledwie 54% przedsiębiorstw w Polsce.

W prawie każdej firmie dział sprzedaży jest tym najbardziej newralgicznym, ponieważ to tutaj pomysł na biznes styka się z rzeczywistością – klientem i jego potrzebami. A te są proste i do bólu konkretne – 100% nabywców oczekuje rzetelności i dotrzymywania terminów. Problem pojawia się, gdy przedstawiciel firmy okazuje się niesłowny.

Nierzetelny jak handlowiec

Z naszego badania wynika, że nierzetelny handlowiec to taki, który niezależnie od klienta, z którym się spotyka, pracuje na jednej wersji oferty, a poza tym nie sprawdza, czy konsument na pewno kupuje to, co chce. Sprzedawcy niestety często pracują schematycznie – nie robią researchu przed spotkaniem z kolejnym klientem, więc nie wiedzą, jakie są jego dokładne potrzeby, wynikające np. ze specyfiki danej branży. Idą na spotkanie ze standardową prezentacją i umową, nie wyjaśniają nabywcy, co dane pojęcie oznacza lub jak w praktyce dany produkt czy usługa będzie działać. Stąd biorą się rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami a stanem faktycznym, co prowadzi do niezadowolenia konsumentów – mówi Anna Przybył, redaktor naczelna czasopisma „Szef Sprzedaży” (Wydawnictwo Explanator).

Wśród umiejętności i kompetencji handlowców znajduje się wiele obszarów wymagających zmiany na lepsze. Jeśli dostawcy naprawdę chcą się wyróżnić poprzez podejście do sprzedaży, to muszą położyć większy nacisk na 4 kluczowe aspekty: poprawę rzetelności i dotrzymywanie obietnic (61% nabywców tak uważa), dbałość o lepszą znajomość potrzeb (56%) i biznesu klienta (52%), spójność w tym, co się obiecuje (25%). Również w samej ofercie prezentowanej potencjalnemu nabywcy mają co poprawiać. Mowa tu zwłaszcza o liczbowym przedstawieniu korzyści (zdaniem 52% klientów), przejrzystym opisie rozwiązania i ceny (51%) oraz ograniczeniu treści ogólnych (49%).

Sprzedaży nie da się nauczyć?

Proces sprzedaży jest zdefiniowany i opisany w zaledwie 54% firm działających w Polsce. Według 61% dostawców brak systemu CRM powoduje bałagan w informacjach o klientach, a sprzedawcom umykają niektóre terminy (24% wskazań). Dodatkowo brak obiektywnych informacji do analizy utrudnia wyciąganie konstruktywnych wniosków i uniemożliwia indywidualne doszkalanie handlowców, ponieważ nie wiadomo, jakie błędy popełniają. Przez nieświadomość tylko 19% firm dostrzega potrzebę poprawy swojej rzetelności i terminowości.

Pokutuje przeświadczenie, że sprzedaży nie da się nauczyć, bo to talent, z którym trzeba się urodzić. Przy zatrudnianiu handlowców bazujemy na stereotypach, sądząc, że musi to być osoba bardzo komunikatywna z już wyrobionymi kontaktami i to wystarczy. Dodatkowo nadal w wielu przedsiębiorstwach procesy sprzedaży nie są usystematyzowane i mierzalne. Wówczas każdy działa po swojemu, a my nie wiemy, które działania w danym przypadku są skuteczne, a które nie. Opieramy się na intuicji i wierze we własne umiejętności, lecz takie podejście nie zdaje egzaminu. Do pełnego rozwoju biznesu i optymalizacji sprzedaży potrzeba systematycznego zbierania i analizy danych. Transformacja cyfrowa jest przyszłością sprzedaży. Bez korzystania z rozwiązań technologicznych handlowcy po prostu nie będą w stanie w pełni sprostać oczekiwaniom klientów – podsumowuje Michał Skurowski, Prezes Zarządu Livespace.

***

Metodologia – badanie „Co się naprawdę liczy w sprzedaży B2B”,  zostało przeprowadzone na grupie 308 firm, z czego 184 stanowiły firmy dostawców, a 124 – nabywców. W grupie dostawców dominowali mężczyźni (67%). Przedstawiciele tej płci przeważali także wśród nabywców (55%). Wiek badanych wyniósł od 25 do 55 lat. W badaniu uczestniczyły firmy różnej wielkości – od 50 do ponad 1000 osób, zarówno po stronie nabywców, jak i dostawców. Badanie zleciła grupa firm sprzedażowych – Infoteam Sales Process Consulting AG, we współpracy z Livespace, Wydawnictwem Explanator oraz Grupą IQS.

Musimy uczyć się wyrzucać śmieci

Codzienne wyrzucanie śmieci wydaje się być rzeczą dziecinnie prosta, jednak to złudne wrażenie. Od kilku miesięcy obwiązują nowy wytyczne co do zasad segregacji śmieci, warto ich przestrzegać nie tylko ze względu na możliwe kary finansowe.

Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.
Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o.

W ostatnim czasie duże zmiany nastąpiły w zakresie zarządzania odpadami i wytycznych dotyczących ich segregowania. Najbardziej zauważalną zmianą jest zwiększona liczba kontenerów. Od 1 stycznia przed każdym domem i na każdym osiedlu powinno pojawić się pięć kolorowych pojemników (niebieskie na papier, żółte na metale i tworzywo sztuczne, zielone na szkło, brązowe na biodpady, czarne na odpady zmieszane). Dodatkowo, zgodnie z o utrzymaniu czystości i porządku wielkogabarytowe odpady należy składować w specjalnie przeznaczonych do tego punktach., podobnie jak tzw. odpady zielone, czyli zaschłe kwiaty czy świąteczne choinki.

W kwestii nowych zasad dotyczących zarządzania odpadami bardzo ważna role odgrywa edukacja. My jako zarządca nieruchomości staramy się w przystępny sposób przedstawiać nowe wytyczne. Pozornie brak segregacji wydaje się rzeczą mało istotną a nawet zbędną. To jednak złudne wrażenie. Za brak segregacji śmieci przewidziane są wysokie kary finansowe. Jest to znaczny problemem zwłaszcza na dużych osiedlach, gdzie panuje poczucie anonimowości i bezkarności. Niestety, w praktyce często wygląda to tak, że za złe zachowacie jednej osoby konsekwencje w postaci wyższych opłat ponosi cała wspólnota. Coraz częściej spotykam się z sytuacją, gdzie przy altankach w których są kontenery montowane są kamery. Wszystko po to, aby zidentyfikować osobę, która nie przestrzega zasad segregacji. Problem nadal pozostaje nierozwiązany w przypadku budynków z sypami, tam kontrola jest dużo trudniejsza, więc edukacja i promowanie właściwych postaw jest niezwykle istotne. Na szczęście budynków ze wspólnymi zsypami wewnątrz budynków jest coraz mniej i zauważamy, że mieszkańcy coraz rzadziej z nich korzystają. Z jednej strony jest to rozwiązanie wygodne, do nie musimy wychodzić z budynku, jednak wiąże się z wyższymi opłatami, ponieważ do jednego kontenera wpadają wszystkie odpady.

Jestem przekonany, że w kwestii segregacji śmieci, czy szerzej, promowania postaw proekologicznych kluczową role odgrywa edukacja. Na osiedlach którymi się opiekujemy bardzo dbamy o to, aby wszyscy mieszkańcy po pierwsze wiedzieli jak odpowiedzialnie wyrzucać śmieci, a po drugie, aby mieli łatwy dostęp do wszystkich kontenerów. Z doświadczenia wiem, że mieszkańcy często wybierają ten kontener, który jest najbliżej, nawet jeśli jest przeznaczony dla innej grupy odpadów niż chcą wyrzucić. Aby zapobiegać takim sytuacjom staramy się, aby kontenery były w łatwo dostępnych miejscach i było ich wystarczająco dużo.

Odpowiedzialne wyrzucanie śmieci ich segregacja to mała rzecz, jednak to właśnie małe kroki i symboliczne zachowania wpływaj na to jak teraz i w przyszłości będzie wyglądała okolica, w której mieszkamy.

Przedbiegi przed emocjami końca miesiąca

Wtorkowa sesja daje szansę by inwestorzy bez szoku weszli w normalne rynkowe tryby: najważniejsze wydarzenia będą miały miejsce dopiero w kolejnych dniach. W skróconym tygodniu kluczowe będzie, czy bez danych pierwszego kalibru uda się podtrzymać przyzwoite nastroje inwestycyjne. O krótkoterminowym sentymencie decydować mogą Ifo z Niemiec i zamówienia na dobra trwałe oraz PKB z USA. Lokalnie znaczenie będą miały CPI z Australii oraz decyzje banków centralnych Kanady, Japonii i Szwecji.

USA

W USA najważniejszy będzie pierwszy szacunek PKB za I kw. (pt). Pomimo wcześniejszych oznak spowolnienia, silny rynek pracy i imponujące odbicie sprzedaży detalicznej w marcu przemawiają za przyzwoitymi figurami ponad 2 proc. Niższy deficyt handlowy i wzrost zapasów przedsiębiorstw także sugerują, że wzrost PKB nie powinien wyraźnie odbiegać od 2,2 proc. z IV kw. Mocne dane powinny być selektywnie wspierające dla USD, tj. aprecjacja będzie mniej widoczna w relacji do ryzykownych walut. Przy oczekiwaniach gołębiej postawy Fed lepsze dane będą wspierać oczekiwania odbicia globalnego i premiować rajd ryzyka. Z innych danych zamówienia na dobra trwałe za marzec (czw). Dla członków Fed od wtorku zaczyna się okres ciszy medialnej przed posiedzeniem FOMC w następnym tygodniu. W Eurolandzie główna uwaga skupi się na niemieckim indeksie Ifo (śr). Spodziewamy się mieszanki wniosków z odczytów ZEW i PMI – słabość sytuacji bieżącej, ale poprawa w subindeksie oczekiwań. Nie zanosi się, aby EUR szybko znalazło wsparcie w danych.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii nie dostaniemy żadnych interesujących danych makro, ale do pracy wraca parlament, więc rynek GBP nie musi być całkowicie pozbawiony bodźców. Wciąż trwają międzypartyjne rozmowy premier May z liderem Partii Pracy Corbynem i choć osoby zbliżone do rozmów mówią o progresie, nic nie wiadomo, czy ten postęp to duże skoki, czy też drobne kroczki. Nowe rewelacje będą podchwytywane przez kapitał spekulacyjny, a bez tego widać, że inwestorzy trzymają się z boku.

Szwecja

W Szwecji Riksbank (czw) może zatrząść notowaniami korony. Stop procentowa repo powinna pozostać bez zmian na -0,25 proc., ale uwaga będzie na projekcji ścieżki dalszych podwyżek. Inflacja pozostaje poniżej prognoz banku, a otoczenie zewnętrzne (strefa euro) stanowi ryzyko. Słaba korona daje wsparcie dla presji cenowej, ale przyspieszanie normalizacji zabierze ten czynnik. Niewykluczone, że nowa projekcja wskaże mniej stromą ścieżkę normalizacji polityki, choć wciąż sugerującą kolejną podwyżkę w drugiej połowie roku. Jednak dla SEK może to być impuls do osłabienia.

Polska

Mijający tydzień pokazał, jak złoty potrafi być niewrażliwy na (mocne) dane z polskiej gospodarki, ale przy pierwszych sygnałach słabości danych z Eurolandu (PMI) uwidacznia się presja na waluty regionu Europy Środkowo-Wschodniej (tracił też HUF). Stąd nie oczekujemy wiele w okolicach publikacji sprzedaży detalicznej (wt), podaży pieniądza (wt) i stopy bezrobocia (czw). Sprzedaż detaliczna powinna wyhamować zdaniem konsensusu z 6,5 proc. do 3,9 proc. rok do roku. Nasza prognoza zakłada jeszcze niższy odczyt (2,9 proc. rok do roku). Z kolei podaż pieniądza M3 powinna mieć nadal dynamikę bliską dwucyfrowej. W tym przypadku nasza prognoza jedynie minimalnie odbiega w dół od mediany oczekiwań (9,5 proc. rok do roku TMS vs. 9,6 proc. w ankiecie Bloomberg oraz 9,8 proc. poprzednio). Zakładamy skromne odbicie EUR/PLN po ostatniej fali umocnienia i stabilizację bliżej 4,28.

Japonia

W Japonii bank centralny (śr-czw) prawdopodobnie podtrzyma dotychczasowe założenia polityki monetarnej. Ostatnio osłabły obawy o globalne spowolnienie, a apetyt na ryzyko przyniósł powrót deprecjacji JPY, co powinno pozwolić BoJ utrzymać umiarkowanie optymistyczny pogląd na gospodarkę. Nowe prognozy na rok fiskalny 2021 prawdopodobnie wskażą oczekiwania przyspieszenia wzrostu i powrotu inflacji do celu. Sądzimy, że wydźwięk decyzji, komunikatu i prognoz powinien pozostać neutralny dla JPY. Pomimo poprawy apetytu na ryzyko USD/JPY nie może wybić się ponad 112. Wiążemy to z presją sprzedażową japońskich firm, które gromadzą płynność w jenie przed 10-dniową przerwą świąteczną od 27 kwietnia do 6 maja w związku z uroczystościami koronacji nowego cesarza.

Australia

W Australii CPI za I kw. (śr) będzie ostatnim elementem układanki przed posiedzeniem RBA w następnym tygodniu. Spowolnienie do 1,5 proc. r/r (konsensus) może jeszcze nie być wystarczającym warunkiem dla obniżki stóp procentowych, o ile będzie wynikiem sezonowych zmian cen paliw i inflacja bazowa pozostanie wyżej. AUD jest rozdarty przez oczekiwania luzowania polityki RBA a reakcją na poprawę perspektyw gospodarczych Chin. Jeśli element lokalny zaskoczy pozytywnie, Aussie ma spoty potencjał do nadgonienia rajdu ryzyka.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii bilans handlowy (pt) jest drugorzędną pozycją i nie odmieni istotnie sytuacji kiwi. Po rozczarowującym odczycie CPI rynek zaczął mocniej wycenią obniżkę stopy procentowej na posiedzeniu RBNZ w maju i jest to obecnie główna siła ściągająca NZD niżej. Dywergencja z danymi z Australii może podsycać presję wzrostową na AUD/NZD.
Środa przynosi decyzję Banku Kanady, w przypadku której utrzymanie stopy overnight na 1,75 proc. jest niemal pewne. Odbicie lutowej sprzedaż detalicznej i powrót miar inflacji bazowej do celu 2 proc. w marcu daje pole manewru decydentom w BoC. Spodziewamy się w większości neutralnego tonu komunikatu i uznania ostatniej słabości za przemijającą. Z drugiej strony jest jeszcze za wcześnie, by sygnalizować gotowość do powrotu do podwyżek stóp procentowych, więc wątpimy, aby w decyzji BoC CAD znalazł istotny impuls do trwałej aprecjacji. Możliwe jest jednak nadgonienie rynku ropy, który po zdjęciu wyjątków od sankcji na Iran ustanawia nowe szczyty.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy w obliczu nowej pracy

Jak wynika z badania Confidence Index, przeprowadzonego w I kwartale 2019 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page, aż 6 na 10 Polaków jest przekonanych, że nową pracę znajdzie w czasie krótszym niż 3 miesiące. Ponadto, możliwość zdobycia nowych umiejętności, perspektywa zarabiania większych pieniędzy i chęć rozwoju zawodowego, to z kolei najczęstsze powody, dla których Polacy decydują się na zmianę pracodawcy.

Dlaczego szukamy nowej pracy?

Większość Polaków (60,1 proc.) zmienia miejsce zatrudnienia, ponieważ chce zdobyć nowe umiejętności. Możliwość pozyskania dodatkowych kompetencji jest szczególnie ważna dla kandydatów wkraczających na rynek pracy oraz z mniejszym doświadczeniem – wśród respondentów między 18 a 29 r.ż. na ten aspekt wskazało aż 72 proc. ankietowanych.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

– Młodszym kandydatom zdecydowanie bardziej zależy na tym, aby zebrać jak największe doświadczenie zawodowe, które pozwoli im zbudować silną pozycję na rynku. W grupie wiekowej 30-49 lat skłonność do zmiany pracy ze względu na potrzebę zdobycia nowych umiejętności wynosi 61 proc., a wśród 50-latków i starszych pracowników spada do 40 proc. – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

Co ciekawe, tylko 43 proc. respondentów przyznało, że szukanie nowego pracodawcy podyktowane jest chęcią zarabiania większych pieniędzy. Przy czym, aspekt finansowy jest ważniejszy również dla młodszych kandydatów (57 proc. wskazań wśród respondentów w wieku 18-29 lat) niż ich bardziej doświadczonych kolegów (35 proc. wśród 50-latków i starszych).

Dodatkowo, brak możliwości do rozwoju może być potencjalną przyczyną zmiany miejsca zatrudnienia wśród 36 proc. badanych. Niewiele mniej, bo 34 proc. jako powód takiej decyzji podaje chęć pracy w bardziej etycznej firmie, a co 10. respondent wskazuje również na perspektywę zachowania work-life balance.

Atrakcyjne miejsce pracy wg Polaków

Należy zaznaczyć, że wg badanych najważniejszymi aspektami w miejscu pracy są relacje z przełożonym i współpracownikami (97,5 proc.) oraz dostęp do szkoleń (93,5 proc.). Z kolei, na potrzebę zachowania równowagi pomiędzy życiem prywatnym i obowiązkami zawodowymi wskazuje 89 proc. respondentów.

– Niemniejsze znaczenie w organizacji odgrywa również CSR. Jak wynika z naszego badania, już ponad 73 proc. respondentów zależy, aby pracować w firmie, która przestrzega zasad społecznej odpowiedzialności biznesu. Podejmowanie przez pracodawców działań z tego obszaru mogłoby więc zaspokoić potrzebę pracy w etycznej firmie, na którą wskazuje już co trzeci badany (34 proc.) – dodaje Piotr Dziedzic.

Ile czasu zajmie nam szukanie pracy?

Badanie Michael Page pokazuje również, że przeszło 60 proc. respondentów jest przekonanych, że nową pracę znajdzie w czasie krótszym niż 3 miesiące. Niemal co czwarty ankietowany (26 proc.) szacuje natomiast, że szukanie kolejnego pracodawcy zajmie mu od 4 do 6 miesięcy.

Tylko nieco ponad 13 proc. ankietowanych jest zdania, że poszukiwanie pracy będzie trwało więcej niż pół roku. To potwierdza, że polscy pracownicy czują się dość pewni swojej pozycji na rynku. Wpływ na to ma m.in. rekordowo niska stopa bezrobocia, która wg danych GUS na koniec stycznia wynosiła 6,1 proc. Jeśli przypuszczenia ekspertów się sprawdzą względem wskaźników gospodarczych dla Polski, to możemy spodziewać się, że sytuacja kandydatów na rynku pracy jeszcze się umocni – podkreśla Piotr Dziedzic.

Toyota, DENSO i SoftBank Vision Fund inwestują miliard dolarów w technologie autonomicznej jazdy Ubera

Toyota, DENSO i SoftBank Vision Fund (SVF) ogłosiły, że zainwestują miliard dolarów w spółkę Uber Advanced Technologies Group (Uber ATG) należącą do Uber Technologies Inc. W tym celu Uber ATG powołał nową jednostkę, która skupi się na rozwoju i komercjalizacji usług zautomatyzowanych przewozów osobowych.

Toyota i należąca do Toyota Group firma technologiczna DENSO przeznaczą na ten cel 667 milionów dolarów, zaś SVF 333 miliony dolarów. Wówczas nowy oddział Uber ATG będzie miał wartość 7,25 miliarda dolarów. Transakcja zostanie sfinalizowana w trzecim kwartale 2019 roku.

Toyota zainwestowała w firmę Uber 500 milionów dolarów już w sierpniu 2018 roku. Wówczas oba koncerny ogłosiły, że pracują nad pilotażowym programem opracowania samochodów do zautomatyzowanego przewozu osób na bazie Toyoty Sienny, wykorzystując dotychczasowe technologie zautomatyzowanej jazdy Ubera oraz system zaawansowanego wsparcia kierowcy Toyota Guardian™. Samochody te zostaną wprowadzone do sieci Ubera w 2021 roku.

Nowa inwestycja opiera się na dotychczasowych postępach wypracowanych w ramach współpracy Toyoty i Ubera i pozwoli rozszerzyć zakres wspólnych działań w zakresie rozwoju nowej generacji zautomatyzowanych samochodów. Pozwoli także obu firmom przygotować się do masowej produkcji takich pojazdów i wprowadzenia na rynek nowego rodzaju usług. Toyota przeznaczy także dodatkowo do 300 milionów dolarów w ciągu 3 lat na pokrycie kosztów tych zadań.

„Toyota w pełni angażuje się w tworzenie bezpiecznego transportu przyszłości. Połączenie naszych atutów w postaci najnowszych technologii zautomatyzowanej jazdy oraz aplikacji sieciowych Ubera, a także technologii bezpieczeństwa czynnego nowej generacji Toyota Guardian™, naszych możliwości masowej produkcji oraz kontroli jakości, będziemy mogli wspólnie wprowadzić na rynek bardziej bezpieczne i ekonomiczne samochody do zautomatyzowanej jazdy w usługach ride-sharingu. Dzięki współpracy Toyoty, DENSO i Uber ATG nowa generacja zautomatyzowanych samochodów i opartych na nich usług szybciej stanie się rzeczywistością” – powiedział Shigeki Tomoyama, wiceprezydent Toyoty i prezydent firmy technologicznej Toyota Connected Company.

„Ta inwestycja i nasza ścisła współpraca z Toyota Group to potwierdzenie, że nasz zespół w Uber ATG wykonuje świetną pracę i że mamy przed sobą wspaniałą przyszłość, także dzięki naszym partnerom. Rozwój technologii zautomatyzowanego prowadzenia zmieni motoryzację, sprawiając, że nasze ulice będą bezpieczniejsze, a nasze miasta przyjemniejsze do życia. Współpraca z Toyotą Denso i SVF pozwoli nam utrzymać naszą pozycję lidera tej transformacji” – skomentował Dara Khosrowshahi, CEO firmy Uber.

Nad strefą euro zbierają się czarne chmury. Polska gospodarka radzi sobie dobrze

Niebezpieczeństwa zbierające się nad strefą euro nie mają dużego wpływu na naszą gospodarkę. Eksperci przewidują pozytywny scenariusz na przyszłe lata, w którym wzrost gospodarczy będzie łagodnie spadać – po uzyskaniu w zeszłym roku wysokiego, pięcioprocentowego wyniku. Zrównoważony wzrost wynika między innymi ze stałego poziomu popytu krajowego, z wysokiej konsumpcji i dużej ilości inwestycji realizowanych na polskim rynku. To dobrze wróży polskiej gospodarce, szczególnie, że kłopoty mają nawet nasi zachodni sąsiedzi.

– Nad strefą euro zbierają się czarne chmury. Są związane z Brexitem i z silnym wyhamowaniem światowego handlu, który bardzo mocno uderzył przede wszystkim w gospodarkę niemiecką – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. – W porównaniu z przetwórstwem przemysłowym w Niemczech, polskie przetwórstwo wykazuje się dużą odpornością na zahamowania europejskiej gospodarki. Dzieje się tak dzięki dużej ilości wcześniejszych zamówień, które muszą zostać zrealizowane. To one pochłaniają dużą część polskiej produkcji. Dane, które mamy w tej chwili wskazują na to, że polskie przetwórstwo dobrze sobie radzi – diagnozuje Borowski.

Przybywa bezpłatnych leków dla seniorów. NIK o Programie Leki 75+

Program Leki 75+ poprawił dostęp seniorów do produktów leczniczych. W budżetach domowych osób starszych zauważalny był spadek wydatków na leki. NIK ma jednak wątpliwości co do tworzenia wykazu darmowych produktów. Nie wiadomo, czy w sposób optymalny odpowiada on potrzebom seniorów. W Ministerstwie Zdrowia nie wypracowano bowiem systemowego podejścia, które gwarantowałoby jednolity i przejrzysty sposób doboru produktów przysługujących bezpłatnie osobom, które ukończyły 75. rok życia.

W Polsce pogłębia się proces starzenia społeczeństwa, o czym świadczy wzrost udziału osób w wieku powyżej 75. roku życia w ogóle ludności. Odsetek tych osób w latach 2007 – 2011 wynosił 6 proc. ogółu ludności, a w latach 2012 – 2017 wzrósł do poziomu 7 proc.Przybywa bezpłatnych leków dla seniorówCelem wprowadzonego 1 września 2016 r. Programu Leki 75+ miała być poprawa dostępu osób starszych do farmakoterapii. Program zakładał zapewnienie osobom, które ukończyły 75. rok życia bezpłatnego dostępu do leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Minister Zdrowia zobowiązany został do ogłaszania listy bezpłatnych produktów dla seniorów co dwa miesiące.

Aktualnie limit wydatków na Program z budżetu państwa na lata 2016 – 2025 określono na poziomie ok. 8,3 mld zł, przy założeniu wzrostu środków na ten cel w każdym kolejnym roku.

program leki 75W wykazach bezpłatnych leków dla seniorów są tylko te objęte refundacją na zasadach ogólnych. Seniorzy mogą odbierać bezpłatne leki tylko na podstawie recept oznaczonych kodem „S”, do których wystawienia uprawnieni są przede wszystkim lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Na wykluczenie z tego grona lekarzy specjalistów zwracały uwagę zarówno podmioty lecznicze jak i część środowiska medycznego, wskazując, że zawężenie kręgu osób uprawnionych do wystawiania bezpłatnych recept, może powodować problemy seniorów z dostępem do darmowych produktów. Ministerstwo Zdrowia, jeszcze na etapie konsultacji publicznych ustawy, tłumaczyło, że jest świadome tego, iż to ograniczenie niesie za sobą konieczność dodatkowej wizyty u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Przyjęte rozwiązanie miało przeciwdziałać zjawisku polipragmazji, czyli przyjmowania przez pacjenta jednocześnie zbyt wielu leków, między którymi mogą zachodzić niepożądane interakcje.

W wykazie produktów przysługujących seniorom, od czasu uruchomienia Programu, stopniowo pojawiały się nowe produkty, poszerzając jednocześnie katalog schorzeń, do leczenia których były one dedykowane. Na listę leków w kolejnych miesiącach funkcjonowania Programu wprowadzono leki najczęściej stosowane w chorobach przewlekłych, charakterystycznych dla osób w podeszłym wieku.

leki 75 plusNIK ocenia, że wprowadzenie Programu Leki 75+ poprawiło dostęp seniorów do produktów leczniczych. W ich budżetach domowych spadły wydatki na leki. W 2017 r. seniorzy wydali na leki refundowane mniej niż w 2015 r., gdy program jeszcze nie działał.

nik-leki-75-4-spadek-wydatkow-na-lekiW trakcie kontroli wśród seniorów korzystających z Programu przeprowadzono badanie ankietowe. 61 proc. z nich deklarowało spadek miesięcznych wydatków na realizację recept. Skala miesięcznych oszczędności u ponad połowy respondentów nie przekraczała 50 zł, a ponad jedna czwarta ankietowanych seniorów wskazała na spadek wydatków oscylujący w granicach od 50 do 100 zł.

nik-leki-75-5-deklarowane-oszczendnosci-pacjentowJednak pomimo korzyści, jakie przeniosło osobom w podeszłym wieku wprowadzenie Programu Leki 75 +, to zdaniem NIK, nie można jednoznacznie stwierdzić, czy potrzeby seniorów, poprzez odpowiedni dobór produktów na listę leków bezpłatnych, uwzględniono w sposób optymalny. W Ministerstwie Zdrowia nie wypracowano systemowego podejścia gwarantującego jednolity i przejrzysty, a także zgodny z powszechnie obowiązującymi przepisami, sposób doboru produktów przysługujących bezpłatnie seniorom. Na podstawie dokumentacji Ministerstwa nie można było odtworzyć według jakich zasad tworzono wykaz leków darmowych, dla osób powyżej 75. roku życia.

Zanim lek znajdzie się w wykazie darmowych produktów przysługujących seniorom podlega ocenie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Tymczasem w Ministerstwie Zdrowia nie został określony transparentny sposób kwalifikowania produktów do oceny dokonywanej przez Agencję. Nie wiadomo dokładnie, na podstawie jakich analiz i algorytmów wybierano te leki.

Ponadto Minister Zdrowia tworzył wykazy leków przysługujących bezpłatnie seniorom, z pominięciem jednego z czterech ustawowych kryteriów, tj. stosunku kosztów do uzyskiwanych efektów zdrowotnych w populacji powyżej 75. roku życia. Nie prowadzono bowiem wymaganych analiz w zakresie kosztów do uzyskiwanych efektów zdrowotnych leków dla populacji 75+.

nik-leki-75-6-tworzenie-listy-lekowNie zapewniono także właściwej organizacji tworzenia listy leków. Typowaniem leków do ujęcia w wykazie produktów bezpłatnych dla seniorów zajmował się ograniczony krąg osób. Wskutek wielokrotnych zmian kadrowych w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji oraz braku przepływu informacji pomiędzy osobami realizującymi zadania związane z Programem Leki 75+, pracownicy aktualnie odpowiedzialni za przygotowywanie wykazu bezpłatnych leków nie znali mechanizmu doboru tych produktów oraz metodyki ich tworzenia. Takie działanie zagrażało sprawnej i efektywnej realizacji założeń Programu.

Dodatkowo NIK zauważa, że Ministerstwo Zdrowia nie wypracowało systemowych zasad prowadzenia konsultacji i opiniowania produktów, które mają zostać ujęte na darmowej liście. Ministerstwo występowało o opinie konsultantów krajowych w odniesieniu tylko do części produktów. Poza tym zarówno stanowiska przedkładane przez Agencję, jak również wskazania konsultantów krajowych w odpowiednich dziedzinach medycyny nie były wiążące dla Ministerstwa. Dlatego w ramach Programu dostępne były leki, w stosunku do których Agencja informowała Ministerstwo o istnieniu przeciwwskazań do ich stosowania u osób w podeszłym wieku.

Jednocześnie terminy publikacji projektów obwieszczeń refundacyjnych ograniczały możliwość zgłaszania uwag do ich treści. Wiele razy obwieszczenie z listą bezpłatnych leków dla seniorów publikowano zaledwie po kilku dniach od ogłoszenia jego projektu. Świadczy to o niepodejmowaniu przez Ministerstwo działań w celu zdobycia opinii i ekspertyz, które mogłyby pomóc w określeniu potrzeb zdrowotnych populacji 75+.nik-leki-75-7-publikacja-obwieszczenNIK zwraca uwagę, że brak w ustawie obowiązku określenia zasad typowania produktów do ujęcia w darmowym wykazie nie może być usprawiedliwieniem niezapewnienia przejrzystego i jednolitego trybu jego tworzenia. Konstruowanie katalogu leków dostępnych dla seniorów powinno, w ocenie NIK, uwzględniać systemowo aspekt rozpoznawania potrzeb zdrowotnych osób starszych oraz wykorzystywanie opinii środowisk eksperckich.

W krajach europejskich stosowane są różne systemy refundacji leków dla seniorów. Najczęściej leki podstawowe lub niezbędne w terapii chorób przewlekłych są refundowane w 100 proc. W Niemczech wdrożono progi dopłat pacjentów do zakupu produktów leczniczych, po przekroczeniu których wszystkie leki kupowane przez osoby w wieku podeszłym w następnym roku kalendarzowym są wydawane bezpłatnie, a seniorzy inni niż cierpiący na choroby przewlekłe płacą proporcjonalnie do ceny leku, ale nie więcej niż 10 proc.

Wyłącznie w Polsce w wykazach bezpłatnych leków dla seniorów znajduje się tylko część leków objętych refundacją na zasadach ogólnych.

nik-leki-75-8-refundacja-lekow-w-europieWnioski
NIK wnioskuje do Ministra Zdrowia o konieczność wypracowania trybu gwarantującego przejrzystość doboru produktów przysługujących bezpłatnie seniorom oraz uwzględniającego stosowanie wszystkich ustawowych kryteriów.

Małe i średnie firmy niewiele patentują. Urząd Patentowy chce to zmienić

Małe i średnie firmy niewiele patentują. Urząd Patentowy chce to zmienić 2

Łączna liczba wszystkich zgłoszonych wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych oraz znaków towarowych wyniosła w ubiegłym roku nieco ponad 20 tys. Prezes Urzędu Patentowego Alicja Adamczak ocenia, że na około 2 mln działających w Polsce firm liczba zgłoszeń wciąż jest relatywnie niewielka, zwłaszcza ze strony małych i średnich przedsiębiorstw. Urząd chce to zmienić i pokazać firmom, jakie korzyści mogą czerpać z takiej ochrony. Dlatego w tym roku wystartuje z usługą „IP dla biznesu”, która będzie dopasowana do każdej firmy indywidualnie. Podobna działa już m.in. we Francji, Niemczech czy Austrii. 

Chcemy pobudzić do kreatywnego działania małe i średnie przedsiębiorstwa, które często – nie wiedząc bądź nie mając wiedzy o konieczności ochrony praw własności przemysłowej – nie dokonują żadnych zgłoszeń, choć mają potencjał w tym zakresie. Dlatego za fundusze unijne będziemy realizować projekt dla MŚP. Mamy nadzieję, że w efekcie nastąpi pobudzenie – do Urzędu Patentowego będzie wpływać więcej zgłoszeń i będzie więcej wdrożeń –mówi agencji Newseria Biznes Alicja Adamczak, prezes Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej.

W ubiegłym roku do Urzędu Patentowego zgłoszono 5 344 wynalazków i wzorów użytkowych. To o 5,8 proc. więcej niż w 2017 roku. Liczba udzielonych praw ochronnych sięgnęła 3 796 i wzrosła nieznacznie, o 2,2 proc. rok do roku. Blisko połowa (48 proc.) zgłoszeń wpłynęła w ubiegłym roku od podmiotów sektora gospodarki, za 30 proc. odpowiadały uczelnie wyższe. Dalej uplasowały się osoby fizyczne (15,3 proc.) oraz instytuty badawcze i jednostki naukowe PAN (6,7 proc.).

Łączna liczba wszystkich zgłoszonych (w trybie krajowym) wynalazków, wzorów użytkowych, wzorów przemysłowych oraz znaków towarowych wyniosła w ubiegłym roku nieco ponad 20 tys. Natomiast liczba przyznanych patentów, praw ochronnych oraz praw z rejestracji na przedmioty własności przemysłowej sięgnęła prawie 16,2 tys.

Prezes UPRP podkreśla, że posiadanie patentu czy zastrzeżonego znaku towarowego oznacza dla firmy długą listę korzyści: wzrost jej wartości, wyższe przychody, większą konkurencyjność. Ułatwia też dochodzenie swoich praw na drodze cywilno-prawnej.

Urząd Patentowy chce zwiększyć świadomość przedsiębiorców i pokazać im, jakie korzyści mogą czerpać z takiej ochrony. Dlatego w tym roku wystartuje z projektem „Usługa IP dla biznesu” (ang. Intellectual Property, własność intelektualna), współfinansowanym ze środków UE. Ma on w przystępny i zrozumiały sposób przybliżyć przedsiębiorcom kwestie własności intelektualnej.

Chodzi nam o to, żeby pobudzić kreatywność, innowacyjność i pokazać możliwość czerpania z tego korzyści dla zaspokajania potrzeb społecznych, ale też – co jest bardzo ważnym aspektem – żeby trafić w niszę techniczną, która oczekuje nowych, przełomowych rozwiązań – podkreśla Alicja Adamczak.

„Usługa IP dla biznesu” będzie indywidualna, szyta na miarę każdego przedsiębiorcy. Zakłada dwie wizyty w jego siedzibie. W trakcie pierwszej zostanie przeprowadzony wywiad, który pozwoli zebrać informacje o dotychczasowej działalności firmy, planach eksportowych i tych dotyczących B+R. Następnie urząd opracuje raport zawierający rekomendacje dla firmy (obejmujący m.in. kwestie praw autorskich, tajemnicy przedsiębiorstwa, zarządzania własnością intelektualną i prawa własności przemysłowej). Po tym jeszcze raz spotka się z przedsiębiorcą, żeby go omówić. W rok później zostanie przeprowadzona ankieta ewaluacyjna, która ma pokazać, na ile usługa okazała się dla firmy wartościowa.

Podobne usługi świadczone są już przez urzędy patentowe w wielu krajach europejskich (np. w Austrii, Chorwacji, Danii, Francji, Rumunii, Serbii, Słowacji, Wielkiej Brytanii oraz na Węgrzech). We Francji od momentu jej wprowadzenia w 2004 do 2016 roku skorzystało z niej blisko 10 tys. małych i średnich firm, z których 85 proc. oceniło ją pozytywnie.

Alicja Adamczak podkreśla, że na rozwój własności przemysłowej znacząco wpływa świadomość społeczna dotycząca praw własności intelektualnej i ich znaczenia dla gospodarki. Dlatego w tym roku UPRP planuje szereg działań, które mają ją zwiększyć.

– To istotne dla rozwoju gospodarczego, dla zaspakajania potrzeb społecznych w określonych dziedzinach, ale również dla osiągnięcia pewnej osobistej satysfakcji finansowej, bo wdrożenie innowacyjnego rozwiązania wiąże się z korzyściami finansowymi – nie tylko dla wdrażającego, lecz także dla twórców. W związku z tym chcemy upowszechnić wśród nauczycieli i młodzieży ze szkół ponadpodstawowych kwestie dotyczące ochrony własności przemysłowej czy szerzej intelektualnej, bo uwzględnimy również aspekty prawa autorskiego – mówi Alicja Adamczak.

Jak podkreśla, Urząd Patentowy jest w trakcie informatyzacji, która ma z jednej strony usprawnić jego pracę i przyspieszyć proces wydawania decyzji, a z drugiej uprościć procedury dla wnioskujących.

Staramy się przede wszystkim rozwinąć i zrealizować platformę informatyczną dla UPRP. To usprawni nie tylko procedowanie wewnątrz urzędu, lecz także komunikację z użytkownikami, dając im gotowe propozycje różnego rodzaju wniosków, ankiet itp. Będzie szybciej, taniej i efektywniej – mówi Alicja Adamczak.

Od początku swojego istnienia, w trakcie 100 lat działalności Urząd Patentowy RP udzielił ponad 229 tys. patentów na wynalazki i zarejestrował ponad 69 tys. wzorów użytkowych, 42 tys. wzorów przemysłowych i modeli oraz ponad 465 tys. znaków towarowych. Łącznie w tym okresie do UPRP wpłynęło ponad 1,2 mln zgłoszeń.

Na koniec grudnia ubiegłego roku w Polsce prawnie chronionych było blisko 328 tys. przedmiotów własności przemysłowej. Średni czas od zgłoszenia do wydania decyzji o udzieleniu patentu wynosi w Polsce 3 lata w przypadku wynalazków oraz rok i 8 miesięcy w przypadku wzorów użytkowych.

Obowiązkowe OC dla rowerzystów może stać się koniecznością. Pilnego uregulowania wymaga użytkowanie elektrycznych hulajnóg

Obowiązkowe OC dla rowerzystów może stać się koniecznością. Pilnego uregulowania wymaga użytkowanie elektrycznych hulajnóg 3

Kierowcy i motocykliści mają obowiązek wykupienia ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, dla rowerzystów takie polisy wciąż są opcjonalne. Jeśli ich nie kupią, w razie wypadku odpowiadają za szkody własnym majątkiem, np. gdy zarysują karoserię auta czy najadą na pieszego. Polisy OC dla rowerzystów są na rynku rzadkością. Jak ocenia Katarzyna Wojdyła z LINK4, jeżeli ruch rowerowy wzrośnie, konieczne może się okazać wprowadzenie takiego obowiązku. Dużo pilniejszym do uregulowania segmentem są jednak elektryczne hulajnogi i rowery.

– Nałożenie obowiązku ubezpieczenia na rowerzystów w pewnym momencie może się okazać koniecznością, bo odsetek osób, które dziś się ubezpieczają, jest znikomy. Jeżeli ruch rowerowy mocno wzrośnie, będziemy mieć więcej szkód z tym związanych, które będą musieli pokrywać rowerzyści lub służba zdrowia w przypadku poważniejszych wypadków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Wojdyła, członek zarządu LINK4.

Polacy coraz chętniej przesiadają się na rowery, czemu sprzyja moda na zdrowy styl życia i rosnąca świadomość ekologiczna. Stąd rowerzystów przybywa zwłaszcza w dużych miastach. W przeciwieństwie do kierowców i motocyklistów nie mają oni jednak obowiązku wykupienia obowiązkowej polisy OC. Jeśli spowodują wypadek, odpowiadają za szkody swoim majątkiem.

– Rowerzyści powinni się ubezpieczać dla własnego bezpieczeństwa i ochrony własnych interesów. Na ulicach Warszawy wiosną rowerzystów jest coraz więcej, ale i w sezonie zimowym natężenie ruchu jest bardzo duże. Nietrudno o to, żeby rowerzysta – mijając samochody stojące w korku – porysował lakier, zerwał lusterko, spowodował jakąś drobną szkodę. W przypadku braku ubezpieczenia OC, będzie musiał takie koszty pokryć z własnej kieszeni – mówi Katarzyna Wojdyła.

W ubiegłorocznym badaniu SW Research dla „Rzeczpospolitej” 42 proc. respondentów było przeciw wprowadzeniu obowiązkowego OC dla rowerzystów, natomiast 34 proc. opowiedziało się za taką opcją (24 proc. wstrzymało się od głosu). Rowerzyści budzą dużo emocji zwłaszcza w dużych miastach. Z jednej strony przyczyniają się do poprawy jakości powietrza i promują zdrowy styl życia. Z drugiej są obiektem krytyki i zarzutów o częste łamanie przepisów czy prowokowanie niebezpiecznych sytuacji na drogach.

Ze statystyk Policji wynika, że w ubiegłym roku rowerzyści przyczynili się do powstania 1 713 wypadków, w których zginęły 132 osoby, a 1 636 zostało rannych. W porównaniu z poprzednim rokiem liczba wypadków spowodowanych przez rowery wzrosła o 10,8 proc.

– Ubezpieczenie OC dla rowerzystów jest dużo tańsze niż ubezpieczenie pojazdów. W LINK4 za sumę ubezpieczenia 15 tys. składka wynosi 50 zł, natomiast taka kwota pokrywa już większość drobnych szkód – mówi Katarzyna Wojdyła.

Polisa OC rowerzysty chroni przed koniecznością pokrywania kosztów ewentualnych szkód z własnej kieszeni, np. w sytuacji uszkodzenia karoserii samochodu czy najechania na pieszego. Jest wartym rozważenia rozwiązaniem dla osób, które na rowerze jeżdżą często, np. codziennie do pracy.

Jak podkreśla Katarzyna Wojdyła, dziś na drogach dużo większym zagrożeniem niż rowerzyści są elektryczne pojazdy, które rozwijają prędkość powyżej 25 km/h. Elektryczne hulajnogi i rowery to na drogach stosunkowa nowość, wciąż nieuregulowana prawnie.

– Takie pojazdy przemieszczają się z dużą prędkością po chodnikach, ścieżkach rowerowych czy wśród samochodów, co powoduje dużo większe ryzyko niż rowerzyści. Dlatego segment hulajnóg i innych pojazdów pilnej wymaga uwzględnienia w przepisach i rozważenia obowiązku ubezpieczenia – mówi Katarzyna Wojdyła.

Nad uregulowaniem rynku małych pojazdów elektrycznych, które rozwijają podobną prędkość i mogą wyrządzić podobne szkody co np. motorowery (objęte obowiązkowym OC), pracuje aktualnie Komisja Europejska, która rozważa wprowadzenie obowiązkowych ubezpieczeń dla posiadaczy e-bike’ów.

Już 96 proc. nastolatków codziennie łączy się z internetem. W sieci spędzają średnio ponad 4 godziny dziennie

Już 96 proc. nastolatków codziennie łączy się z internetem. W sieci spędzają średnio ponad 4 godziny dziennie 4

Dzisiejsze nastolatki nie rozstają się ze smartfonami. Blisko 16 proc. nie wyobraża sobie już funkcjonowania bez telefonu komórkowego. Zdecydowana większość, bo 96 proc., codziennie łączy się z internetem, a z sieci korzystają średnio ponad 4 godziny. Ponad 40 proc. nastolatków deklaruje, że spędza w sieci więcej czasu niż planowało. Z drugiej strony – taki sam odsetek uważa, że edukacja szkolna nie przygotowuje ich do funkcjonowania w świecie opartym na nowoczesnych technologiach – wynika z najnowszego raportu NASK „Nastolatki 3.0”.

– Internet jest źródłem wiedzy, rozrywki, ale i zagrożeń. Nastolatki podskórnie to czują. Mniej więcej połowa z nich zetknęła się ze zdarzeniami, które można traktować jako niebezpieczne. Musimy pracować nad tym, żeby podnosić ich świadomość i umiejętność stosowania narzędzi, dzięki którym ich funkcjonowanie w internecie będzie bezpieczniejsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Prawie 96 proc. polskich nastolatków korzysta z internetu codziennie. W sieci spędzają średnio 4 godz. i 12 min. – wynika z najnowszego raportu „Nastolatki 3.0”, opublikowanego przez Państwowy Instytut Badawczy NASK. Autorzy zauważyli, że jest to wzrost w porównaniu z poprzednią, ubiegłoroczną edycją badania, kiedy ta średnia wynosiła jeszcze 3 godz. 40 min.

– To wzrost o 32 minuty, ale chociaż średnia wynosi nieco ponad 4 godz. dziennie, to mamy i takich młodych ludzi, którzy w sieci spędzają po 6–8 godz., a nawet więcej. To naprawdę dużo, dlatego myślę, że ta grupa powinna być przedmiotem naszej szczególnej troski – mówi Marcin Bochenek, dyrektor Pionu Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego NASK.

Nastolatki korzystają z sieci samodzielnie już od 7 roku życia. Im młodsze pokolenie, tym ten kontakt następuje wcześniej. Z siecią łączą się na ogół przez smartfona (prawie 94 proc.), a funkcjonowania bez telefonu komórkowego nie wyobraża sobie już 15,7 proc. Smartfon zastępuje im wiele różnych urządzeń, w tym radio, telewizor, telefon czy komputer stacjonarny. Ponad połowa (56 proc.) badanych nastolatków przyznała, że powinna mniej korzystać z telefonu komórkowego, a 42 proc. – że spędza w sieci więcej czasu niż planowało. Autorzy badania zwrócili też uwagę, że wypowiedzi blisko 1/3 badanych wskazują na ryzyko silnego uzależnienia od smartfonów.

– Nastolatki w internecie to zjawisko, które badamy od kilku lat – tegoroczna edycja raportu jest już trzecią. Ta aktywność młodych ludzi w sieci jest coraz większa, dzisiaj wszyscy młodzi Polacy, licząc od 7 do 18 roku życia, są już w internecie, można powiedzieć, że już 100 proc. populacji. Korzystają z internetu po to, żeby się bawić, oglądać filmy, słuchać muzyki, kontaktować się ze znajomymi albo pomagać sobie w nauce – mówi Marcin Bochenek.

Jak wynika z raportu „Nastolatki 3.0” – nastolatki w sieci najczęściej słuchają muzyki (65,4 proc. badanych), oglądają filmy i seriale (62,1 proc.), kontaktują się z rodziną i znajomymi poprzez komunikatory (61 proc.) i korzystają z portali społecznościowych (59,4 proc.). Internet jest więc dla nich głównie przestrzenią rozrywki, dostępu do kultury oraz ośrodkiem życia społecznego. Jest również źródłem wielu korzyści – od poszerzenia wiedzy w określonej dziedzinie, po możliwość kreowania swojego wizerunku.

– Zachodzi pytanie o jakość tego czasu spędzanego w sieci. Jeżeli mamy włączony w kieszeni telefon, który jest podłączony do sieci, to tak naprawdę cały czas jesteśmy online. W każdej chwili możemy wyciągnąć ten smartfon, sprawdzić, co się dzieje, napisać e-mail do koleżanki czy kolegi, sprawdzić coś w serwisie internetowym. Powstaje więc pytanie o jakość, sposób korzystania z internetu i tu przed nami kolejne badania. Natomiast powinniśmy się zatroszczyć o tych, którzy nadmiernie korzystają z internetu, bo każda przesada, każdy nadmiar jest szkodliwy dla zarówno zdrowia fizycznego, jak i psychicznego. Trzeba znać pewien umiar – mówi Marcin Bochenek.

W badaniach NASK większość nastolatków zadeklarowała, że w ich szkołach są ograniczenia w korzystania ze smartfonów – dlatego uczniowie najczęściej korzystają z nich wyłącznie podczas przerw. Co istotne, prawie 40 proc. uczniów wyraziło opinię, że edukacja szkolna nie przygotowuje do funkcjonowania w świecie opartym na nowoczesnych technologiach.

Z drugiej strony, w większości domów nie wprowadza się zasad ograniczających czas korzystania z internetu czy selekcji treści, do których nastolatki mogą mieć dostęp. Dotyczy to zwłaszcza uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

– Inicjacja internetowa, która teraz zaczyna się od smartfona, a nie od laptopa, komputera czy tabletu – następuje już w wieku 7–8 lat, a więc bardzo, bardzo wcześnie. Świetnie, że dzieci mają dostęp do tej infrastruktury, natomiast to też niesie ze sobą pewne zagrożenia. Jestem raczej spokojny, staram się nie histeryzować – po prostu musimy racjonalnie spojrzeć na dostęp do nowego wymiaru rzeczywistości, jakim jest internet. Dzieci chcą się w nim jakoś odnaleźć. Pomóżmy im, jako dorośli, jako osoby, które zdają sobie sprawę z ryzyk – mówi Jacek Leśkow, dyrektor NASK.

Jak wynika z raportu, uczniowie zdają sobie sprawę z zagrożeń, które mogą ich spotkać w internecie. Przemocy internetowej doświadczyła bezpośrednio połowa badanych, najczęściej nastolatki padali ofiarami wyzywania, ośmieszania i poniżania. Blisko co trzeci poszkodowany w sieci uczeń nie podejmuje żadnego działania, nawet rozmowy z bliskimi czy innymi osobami, które mogłyby udzielić w tej sytuacji wsparcia

– Musimy przede wszystkim edukować, żeby zwiększyć bezpieczeństwo nastolatków w internecie. To jest najważniejsze zadanie, budować świadomość zagrożeń, budować wiedzę o dostępnych narzędziach, które można wykorzystywać do ochrony przed nimi. Ważne też, żeby te narzędzia były łatwo dostępne, a źródła wiedzy o bezpieczeństwie w sieci były akceptowalne i atrakcyjne dla nastolatków – podkreśla Marek Zagórki, minister cyfryzacji.

Wyjazdy na majówkę droższe niż przed rokiem. Najwięcej osób wybiera Turcję i Grecję

Wyjazdy na majówkę droższe niż przed rokiem. Najwięcej osób wybiera Turcję i Grecję 5

Już nie Grecja, ale Turcja jest najchętniej rezerwowanym kierunkiem na majówkowy weekend. Tylko do pierwszych dni marca Turcję zarezerwował niemal co czwarty klient biur podróży. Największym zainteresowaniem cieszą się imprezy turystyczne w najwyższym standardzie. Wypoczynek w hotelach 4- i 5-gwiazdkowych stanowi ponad 75 proc. sprzedanych ofert. Tegoroczny wypoczynek wiąże się z większymi wydatkami niż przed rokiem. Średni koszt rezerwacji na osobę na wszystkich kierunkach wzrósł o ok. 100 zł, ale na najpopularniejszych kierunkach nawet o 350 zł od osoby.

 – Jak co roku zainteresowanie wyjazdami majowymi jest ogromne. Wiele osób wykorzystuje sprzyjający okres w roku, dużo dni wolnych i wybiera się na słoneczne plaże basenu Morza Śródziemnego. Najchętniej wybierane kierunki to Turcja, wyspy greckie, w dalszej kolejności Hiszpania z Wyspami Kanaryjskimi – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Milena Liu-Panfil, kierownik regionalny wewnętrznej sieci sprzedaży w Biurze Podróży Itaka.

Po ubiegłorocznym rekordowym zainteresowaniu majówkowymi wyjazdami, ten sezon zapowiada się podobnie. Dane Travelplanet z początku marca wskazują, że w tym roku liczba rezerwacji spadła zaledwie o 3 proc. O ile jednak w poprzednich sezonach najczęściej wybieranym kierunkiem była Grecja, to obecne dane wskazują, że to Turcja przejmuje palmę pierwszeństwa (25 proc.). Wycieczki do Grecji wybiera blisko co piąty klient biur podróży, do Hiszpanii – 13 proc., a do Egiptu – 8,5 proc. Czołową piątkę zamyka Cypr z wynikiem nieco ponad 4 proc.

– Średni koszt wakacji dla trzyosobowej rodziny zależy od długości trwania wyjazdu, kierunku czy standardu hotelu. Jednym z najtańszych kierunków będzie Turcja. Tygodniowy pobyt w 4-gwiazdkowym hotelu z opcją all inclusive dla trzyosobowej rodziny możemy zaoferować w kwocie od 5,5 tys. zł. Dla porównania podobna oferta w Grecji będzie się wiązała z wydatkiem około 6,5 tys., a w Hiszpanii już około 7,5 tys. zł – wymienia Milena Liu-Panfil.

Za wakacje podczas majówki trzeba będzie zapłacić nieco więcej niż przed rokiem. Z danych z początku marca wynika, że średni koszt rezerwacji na osobę na wszystkich kierunkach, w porównaniu z cenami z początku lutego, wzrósł o ok. 90 zł, ale np. do Bułgarii już o 350 zł.

Część turystów do ostatniej chwili czeka z rezerwacją wyjazdu na długi weekend majowy. W 2018 roku w wyniku dużej rywalizacji między biurami podróży można było znaleźć wakacyjny wyjazd w wyjątkowo atrakcyjnych cenach. Im jednak późniejsza rezerwacja wycieczki, tym mniejszy wybór nie tylko kierunków.

– Rezerwacje na okres majówkowy rozpoczynamy w zasadzie we wrześniu roku poprzedniego. Jeśli klienci chcą mieć duży wybór, powinni zainteresować się ofertami i dokonywać rezerwacji co najmniej z półrocznym wyprzedzeniem – zaznacza przedstawicielka Biura Podróży Itaka. – Z roku na rok widać tendencję spadkową zainteresowania klientów wyjazdami typu last minute. Myślę, że jest to spowodowane szeregiem różnych czynników, m.in. dostępnością oferty na krótki termin przed wylotem. Im później rezerwujemy, tym mamy zdecydowanie mniejszy wybór terminów, portów wylotowych czy konkretnych hoteli.

Klienci biur podróży najchętniej wykupują imprezy turystyczne podczas długiego majowego weekendu w najwyższym standardzie. Ponad 75 proc. wszystkich sprzedanych ofert stanowią hotele 4- i 5-gwiazdkowe (odpowiednio 39 i 37 proc.).

Służbowe smartfony coraz częściej na celowniku cyberprzestępców. Ich atakom potrafi zapobiec nowa aplikacja mobilna

Służbowe smartfony coraz częściej na celowniku cyberprzestępców. Ich atakom potrafi zapobiec nowa aplikacja mobilna 6

Ataki hakerskie na smartfony stanowią jedną czwartą wszystkich cyberataków. Dzięki przejęciu kontroli nad służbowym smartfonem pracownika hakerzy mogą uzyskać dostęp do cennych i poufnych danych korporacyjnych. Eksperci apelują o zabezpieczanie smartfonów przed atakami i rozsądne korzystanie z tych urządzeń. Powstała już aplikacja mobilna, która potrafi przewidzieć zagrożenie, jeszcze zanim cyberprzestępca uzyska dostęp do smartfona.

– SandBlast Mobile to rozwiązanie zapewniające ochronę urządzeniom mobilnym przed atakami typu „zero-dayˮ i „man in the middleˮ przy pomocy sieci Wi-Fi oraz przed innymi atakami, na które są podatne urządzenia mobilne. SandBlast Mobile zapobiega atakom cybernetycznym, zanim one się wydarzą – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Peter Claydon z Checkpoint Software Technologies.

Ochrona telefonów komórkowych, zwłaszcza tych służbowych, jest szczególnie ważna z uwagi na fakt, że według danych Ponemon Institute aż jedna czwarta ataków hakerskich w 2017 roku dotyczyła smartfonów. Aż 60 proc. przedsiębiorców musiało zamknąć działalność po przeprowadzeniu ataków. Najczęstszą formą działania cyberprzestępców było rozsyłanie zainfekowanych linków.

Coraz popularniejszymi działaniami hakerów są także ataki typu „zero-day”, które polegają na wykorzystywaniu luk w oprogramowaniach do przejęcia kontroli nad urządzeniem, a także „man in the middle”, które polegają na podszywaniu się przez hakera pod stronę, z którą użytkownik próbuje się połączyć, i przejęcie w ten sposób kontroli nad naszym urządzeniem.

Eksperci ostrzegają, że uzyskanie przez hakera dostępu do służbowego smartfona może rodzić znacznie większe konsekwencje dla przedsiębiorstw.

– Wszyscy potrzebujemy ochrony przed cyberatakami na naszych urządzeniach mobilnych, zwłaszcza na urządzeniach służbowych, ze względu na dane wrażliwe, które na nich przechowujemy. Istnieją złośliwe aplikacje i oprogramowanie, które są w stanie przejąć całkowitą kontrolę nad urządzeniem. Łącząc się z siecią lokalną w pracy, możemy umożliwić im zainfekowanie naszych laptopów i komputerów stacjonarnych, a następnie wyszukanie wartościowych celów, takich jak wrażliwe dane przechowywane w sieci – ostrzega Peter Claydon.

Podstawowe reguły bezpieczeństwa nie tylko w firmie, lecz także na prywatnych urządzeniach obejmują m.in. nieotwieranie linków wysyłanych w wiadomościach od nieznanych nadawców i regularne sprawdzanie dostępności aktualizacji, w których łatane są wszelkie znalezione luki aplikacji. To jednak nie wystarczy. Kluczowe jest zapewnienie zabezpieczeń na poziomie systemowym. Aplikacja mobilna SandBlast Mobile przewiduje ataki hakerskie, zanim się wydarzą, zapewniając większe bezpieczeństwo nie tylko smartfona, lecz wszystkich urządzeń wewnątrz sieci firmowej.

– Pierwszą linię obrony stanowi aplikacja, którą instaluje się na telefonie. Aplikacja ta blokuje próby oszustwa metodą phishing, w tym linki typu phishing. W przypadku pobrania złośliwej aplikacji nawiązuje ona łączność z tzw. Behavioural Risk Engine w chmurze, przeprowadza analizę pobranej aplikacji, wykorzystując metody inżynierii wstecznej, i w ciągu kilku sekund ustala, czy dana aplikacja jest złośliwa czy też nie, a w razie potrzeby ją zablokuje – mówi ekspert.

System blokuje także m.in. połączenie, gdy złośliwe oprogramowanie podejmuje próbę wysłania danych do botnetu. Może ponadto blokować dostęp urządzenia do wrażliwych danych korporacyjnych. Właśnie one są celem ataków na smartfony pracowników. Tymczasem skala zagrożenia ciągle rośnie.

– Niedawno przeprowadziliśmy badanie z udziałem 850 firm z całego świata, które są naszymi klientami. W trakcie badania monitorowaliśmy ich dane na przestrzeni roku i stwierdziliśmy, że każda z tych firm padła w tym czasie ofiarą przynajmniej jednej próby ataku na urządzenia mobilne za pomocą złośliwego oprogramowania, zaś średnia liczba ataków w ciągu roku wyniosła aż 54. Każda z firm doświadczyła przynajmniej trzech lub czterech takich ataków w ciągu roku – twierdzi Peter Claydon.

Problem potrzeby silnej ochrony służbowych smartfonów przed atakami hakerskimi dostrzegł już producent telefonów DarkMatter. Model Katim to zdaniem twórców telefon niemożliwy do zhakowania, zapewniający wielowarstwową ochronę, w tym shield mode, czyli tarczę blokującą dostęp do mikrofonu i aparatu poprzez ich wyłączenie, czy Katim OS – autorską wersję Androida, obejmującą nawet własny sklep Play. Wszystkie prowadzone przez telefon rozmowy są kodowane, a urządzenie po każdym uruchomieniu rozpoczyna skan w poszukiwaniu niepokojących sygnałów.

Według danych Kaspersky Lab miesięcznie na świecie dochodzi do niemal 80 mln ataków hakerskich. Jednocześnie istnieje prawie 43 mln szkodliwych aplikacji mobilnych.

Czy i gdzie ubezpieczyć iphone’a?

telefon iphoneNa rynku jest coraz więcej użytkowników iPhone’ów. Nie każdy jednak sięga po ich dodatkowe ubezpieczenie. Dlaczego warto kupić polisę dla swojego smartfona? Gwarantuje ona naprawę sprzętu na wypadek mechanicznego uszkodzenia czy zalania. Kto oferuje ubezpieczenie iPhone’a i ile ono kosztuje?

Czy warto ubezpieczyć telefon?

Coraz więcej właścicieli elektroniki sięga po jej ubezpieczenie. Dzieje się to szczególnie w przypadku sprzętu firmy Apple, który uważany jest za jeden z najdroższych na rynku. Cena idzie jednak w parze z jakością. Zarówno telefony, jak i laptopy tej marki wykorzystywane są do pracy przez wielu profesjonalistów. Jak zadbać o wartościowe urządzenia?

Przede wszystkim należy używać ich zgodnie z przeznaczeniem. Jeśli jakiś produkt nie jest wodoodporny, nie warto zabierać go w miejsca, gdzie może być narażony na zachlapanie. Każdemu użytkownikowi drogiego sprzętu przyda się ubezpieczenie. Nawet rozszerzona gwarancja może nie obejmować naprawy lub wymiany urządzenia w momencie, gdy dozna ono uszkodzenia mechanicznego czy zalania.

Ważne: ubezpieczenie IPhone’a nie zawsze gwarantuje wymianę sprzętu na nowy. Wszystko zależy od stopnia i rodzaju powstałych uszkodzeń.

Gdzie ubezpieczyć iPhone?

Badania amerykańskiej firmy ZAGG pokazują, że najwięcej uszkodzeń smartfonów wynika z ich upuszczenia czy zalania. Zwykła gwarancja nie obejmuje naprawy zniszczonego sprzętu. W takiej sytuacji przyda nam się polisa. Gdzie możemy ją zakupić?

Jeśli nabędziemy iPhone’a w serwisie iSpot, możemy od razu liczyć na atrakcyjną ofertę ubezpieczeniową. Pracownicy firmy dopasują warunki polisy do wartości telefonu czy naszych finansowych możliwości. Musimy pamiętać, że ubezpieczenie telefonu jest kosztowne. Jego wartość zostanie doliczona do ceny telefonu lub abonamentu, jeśli kupujemy telefon w wybranej przez nas sieci.

Ubezpieczenie iPhone’a oferują m.in. sieci komórkowe: Play, Orange czy Plus. Każda z marek szczegółowo omawia zakres świadczonych w ramach polisy usług. Na stronie internetowej firm można również sprawdzić cenę pakietu ubezpieczeniowego. Będzie ona zależała od okresu ochrony smartfona, jego rodzaju czy dodatkowych opcji. Jeśli natomiast nie chcemy zbyt wiele czasu poświęcać na poszukiwania odpowiedniego ubezpieczenia, warto odwiedzić serwis ocenapolis.pl, gdzie w jednym miejscu dostepne są informacje o poszczególnych ubezpieczycielach i ich ofertach.

Simplesurance – ubezpieczenie smartfona przez internet

Osoby, które nie chcą wychodzić z domu, aby zawrzeć umowę ubezpieczenia swojego telefonu, mogą to zrobić całkowicie online. Taką usługę oferuje Simplesurance. Daje ona możliwość zabezpieczenia nie tylko iPhone’a, ale również każdego innego telefonu. Co więcej, możemy ubezpieczyć komputer, rower czy nawet konsolę do gry.

Umowę ubezpieczenia zawieramy online wypełniając specjalny formularz. Podajemy w nim swoje dane oraz informacje dotyczące rzeczy, która ma zostać objęta ochroną. Wskazujemy także czas trwania polisy i dokonujemy opłaty elektronicznej. Dokumenty potwierdzające zawarcie transakcji otrzymujemy drogą mailową.

Cena ubezpieczenia urządzeń w Simplesurance zależy od wartości sprzętu. Przykład: koszt polisy dla telefonu iPhone X to 500 zł za rok.

Czy można ubezpieczyć używany iPhone?

Jeśli nie zdecydowaliśmy się na ubezpieczenie swojego smartfona od razu po jego zakupie, nadal możemy to zrobić. Taką możliwość daje nam wiele serwisów ubezpieczeniowych działających online. Aby dokonać zakupu polisy dla iPhone’a wystarczy wejść na stronę takiej firmy i wypełnić zgłoszenie. Należy w nim podać nasze dane, numer IMEI telefonu, wariant ubezpieczenia. Następnie możemy zostać poproszeni o weryfikację stanu telefonu np. poprzez przesłanie jego zdjęcia. Po akceptacji ceny polisy możemy ją wykupić.

Ubezpieczenie telefonu iPhone dostępne jest także w PZU. Przedsiębiorstwo oferuje polisę na wypadek uszkodzenia, zalania, kradzieży lub rabunku smartfona. O wszelkich ograniczeniach i wyłączeniach dotyczących ochrony sprzętu zostaniemy poinformowani przez pracownika firmy.

Ubezpieczenie telefonu iPhone – co obejmuje?

Warunki ubezpieczenia iPhone’a mogą się różnić w poszczególnych firmach. Należy mieć jednak na uwadze, że podstawowa polisa obejmuje:

  • naprawę telefonu w przypadku jego zalania;
  • serwis pogwarancyjny, gdy okaże się, że sprzęt nadal nie działa poprawnie;
  • wydanie nowego sprzętu na wypadek jego kradzieży lub rabunku;
  • naprawę iPhone’a lub wymianę na nowy w przypadku jego uszkodzenia mechanicznego (np. upadku);
  • pokrycie kosztów naprawy telefonu.

Co ważne, firmy ubezpieczeniowe mogą zastrzec w umowie, że polisa nie obejmuje akcesoriów do iPhone’a. Często można też zgłosić tylko dwa uszkodzenia lub dwie kradzieże rocznie. Warto więc dokładnie zapoznać się z warunkami ubezpieczenia smartfona.

Ile kosztuje ubezpieczenie iPhone’a?

Koszt polisy telefonu firmy Apple będzie zależał od firmy ubezpieczeniowej, którą wybierzemy, a także opcji, które obejmuje pakiet. Cena ubezpieczenia rozpoczyna się już od kilkunastu złotych miesięcznie. Rocznie ubezpieczenie iPhona może nas kosztować od 200 do nawet 600 zł. To, czy warto po nie sięgnąć, zależy przede wszystkim od tego jak bardzo zależy nam na ochronie swojego telefonu i portfela.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W skróconym tygodniu kluczowe będzie, czy bez danych pierwszego kalibru uda się podtrzymać umiarkowany rajd ryzyka? O krótkoterminowym sentymencie decydować mogą Ifo z Niemiec i zamówienia na dobra trwałe oraz PKB z USA. Lokalnie znaczenie będą miały CPI z Australii oraz decyzje banków centralnych Kanady, Japonii i Szwecji.

Przyszły tydzień: PKB, zamówienia na dobra trwałe z USA, Ifo z Niemiec, Riksbank, BoJ, CPI z Australii, BoC

USA

W USA najważniejszy będzie pierwszy szacunek PKB za I kw. (pt). Pomimo wcześniejszych oznak spowolnienia, silny rynek pracy i imponujące odbicie sprzedaży detalicznej w marcu przemawiają za przyzwoitymi figurami ponad 2 proc. Niższy deficyt handlowy i wzrost zapasów przedsiębiorstw także sugerują, że wzrost PKB nie powinien wyraźnie odbiegać od 2,2 proc. z IV kw. Mocne dane powinny być selektywnie wspierające dla USD, tj. aprecjacja będzie mniej widoczna w relacji do ryzykownych walut. Przy oczekiwaniach gołębiej postawy Fed lepsze dane będą wspierać oczekiwania odbicia globalnego i premiować rajd ryzyka. Z innych danych zamówienia na dobra trwałe za marzec (czw) będą preludium do PKB, podczas gdy dane o sprzedaż domów (pon, wt) mogą pokazać słabość tego segmentu. Dla członków Fed od wtorku zaczyna się okres ciszy medialnej przed posiedzeniem FOMC w następnym tygodniu.

Strefa euro

W Eurolandzie główna uwaga skupi się na niemieckim indeksie Ifo (śr). Spodziewamy się mieszanki wniosków z odczytów ZEW i PMI – słabość sytuacji bieżącej, ale poprawa w subindeksie oczekiwań. Nie zanosi się, aby EUR szybko znalazło wsparcie w danych.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii nie dostaniemy żadnych interesujących danych makro, ale do 24 kwietnia do pracy wraca parlament, więc rynek GBP nie musi być całkowicie pozbawiony bodźców. Wciąż trwają międzypartyjne rozmowy premier May z liderem Partii Pracy Corbynem i choć osoby zbliżone do rozmów mówią o progresie, nic nie wiadomo, czy ten postęp to duże skoki czy drobne kroczki. Nowe rewelacje będą podchwytywane przez kapitał spekulacyjny, a bez tego widać, że inwestorzy trzymają się z boku.

Szwecja

W Szwecji Riksbank (czw) może zatrząść notowaniami korony. Stop procentowa repo powinna pozostać bez zmian na -0,25 proc., ale uwaga będzie na projekcji ścieżki dalszych podwyżek. Inflacja pozostaje poniżej prognoz banku, a otoczenie zewnętrzne (strefa euro) stanowi ryzyko. Słaba korona daje wsparcie dla presji cenowej, ale przyspieszanie normalizacji zabierze ten czynnik. Niewykluczone, że nowa projekcja wskaże mniej stromą ścieżkę normalizacji polityki, choć wciąż sugerującą kolejną podwyżkę w drugiej połowie roku. Jednak dla SEK może to być impuls do osłabienia.

Polska

Mijający tydzień pokazał, jak złoty potrafi być niewrażliwy na (mocne) dane z polskiej gospodarki, ale przy pierwszych sygnałach słabości danych z Eurolandu (PMI) uwidacznia się presja na waluty regionu Europy Środkowo-Wschodniej (tracił też HUF). Stąd nie oczekujemy wiele w okolicach publikacji sprzedaży detalicznej (wt), podaży pieniądza (wt) i stopy bezrobocia (czw). Zakładamy skromne odbicie EUR/PLN po ostatniej fali umocnienia i stabilizację bliżej 4,28.

Japonia

W Japonii bank centralny (śr-czw) prawdopodobnie podtrzyma dotychczasowe założenia polityki monetarnej. Ostatnio osłabły obawy o globalne spowolnienie, a apetyt na ryzyko przyniósł powrót deprecjacji JPY, co powinno pozwolić BoJ utrzymać umiarkowanie optymistyczny pogląd na gospodarkę. Nowe prognozy na rok fiskalny 2021 prawdopodobnie wskażą oczekiwania przyspieszenia wzrostu i powrotu inflacji do celu. Sądzimy, że wydźwięk decyzji, komunikatu i prognoz powinien pozostać neutralny dla JPY. Pomimo poprawy apetytu na ryzyko USD/JPY nie może wybić się ponad 112. Wiążemy to z presją sprzedażową japońskich firm, które gromadzą płynność w jenie przed 10-dniową przerwą świąteczną od 27 kwietnia do 6 maja w związku z uroczystościami koronacji nowego cesarza.

Australia

W Australii CPI za I kw. (śr) będzie ostatnim elementem układanki przed posiedzeniem RBA w następnym tygodniu. Spowolnienie do 1,5 proc. r/r (konsensus) może jeszcze nie być wystarczającym warunkiem dla obniżki stóp procentowych, o ile będzie wynikiem sezonowych zmian cen paliw i inflacja bazowa pozostanie wyżej. AUD jest rozdarty przez oczekiwania luzowania polityki RBA a reakcją na poprawę perspektyw gospodarczych Chin. Jeśli element lokalny zaskoczy pozytywnie, Aussie ma spoty potencjał do nadgonienia rajdu ryzyka.

Nowa Zelandia

W Nowej Zelandii bilans handlowy (pt) jest drugorzędną pozycją i nie odmieni istotnie sytuacji kiwi. Po rozczarowującym odczycie CPI rynek zaczął mocniej wycenią obniżkę stopy procentowej na posiedzeniu RBNZ w maju i jest to obecnie główna siła ściągająca NZD niżej. Dywergencja z danymi z Australii może podsycać presję wzrostową na AUD/NZD.

Kanada

Przyszły tydzień przynosi decyzję Banku Kanady (śr), gdzie utrzymanie stopy overnight 1,75 proc. jest niemal pewne. Odbicie lutowej sprzedaż detalicznej i powrót miar inflacji bazowej do celu 2 proc. w marcu daje pole manewru decydentom w BoC. Spodziewamy się w większości neutralnego tonu komunikatu i uznania ostatniej słabości za przemijającą. Z drugiej strony jest jeszcze za wcześnie, by sygnalizować gotowość do powrotu do podwyżek stóp procentowych, więc wątpimy, aby w decyzji BoC CAD znalazł impuls do aprecjacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wielka Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń 2019

17 kwietnia 2019 r. o godz. 19:00 w The Westin Warsaw Hotel odbyła się Wielka Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń, podczas której zostały rozdane nagrody w ramach konkursu dla sektora bankowo – ubezpieczeniowego.Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń (27)

Laureaci konkursu “Liderzy Świata Bankowości i Ubezpieczeń” za rok 2018:

Najciekawsza Innowacja Dla Ubezpieczeń – Zintegrowana Platforma Identyfikacji i Weryfikacji Zjawisk Przestępczości Ubezpieczeniowej

„Zintegrowana Platforma Identyfikacji i Weryfikacji Zjawisk Przestępczości Ubezpieczeniowej” – połączenie technologii i danych całego rynku. Wszystko to na podstawie analizy danych ubezpieczycieli – znajdujących się w prowadzonej przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny ogólnopolskiej bazie polis komunikacyjnych oraz szkód, wzbogaconych o dane z rejestrów zewnętrznych. Skutecznie ograniczy skalę zjawiska przestępczości ubezpieczeniowej w Polsce, z korzyścią zarówno dla uczciwych posiadaczy pojazdów jak i zakładów ubezpieczeń.

Nagrodę wręczył dr Krzysztof Korus, Radca Prawny, dLK legal, a odebrała ją Małgorzata Ślepowrońska, Członek Zarządu UFG.

Najlepszy Cyfrowy Ubezpieczyciel – Link4

Za odważne wdrażanie na polskim rynku ubezpieczeniowym nowych technologii, które zmieniają sposób myślenia o ubezpieczeniach, oraz innowacyjnych rozwiązań, które umożliwiają budowanie i utrzymywanie długotrwałych relacji z klientami.

Nagrodę wręczył Jacek Szczepański, Wiceprezes Zarządu, Atende, a odebrała ją Agnieszka Wrońska, Prezes Zarządu, Link4.

Najlepsza Firma Ubezpieczeniowa – Ergo Hestia

Od niemal 30 lat ERGO Hestia udowadnia, że należy do wiodących ubezpieczycieli na rynku polskim, a ostatnio również w krajach bałtyckich. Nagroda dla NAJLEPSZEJ FIRMY UBEZPIECZENIOWEJ 2018 roku to wyraz uznania dla autorskich rozwiązań ERGO Hestii oraz potwierdzenie pozycji spółki w Grupie ERGO. Kapituła nagrody doceniła ERGO Hestię przede wszystkim za szczególne osiągnięcia ubezpieczyciela w obszarze nowoczesnych i innowacyjnych technologii.

Nagrodę wręczył Artur Olech, Przewodniczący Rady Programowej / CEO, hiPRO, a odebrał ją Arkadiusz Bruliński, Zastępca Dyrektora Biura Komunikacji, Rzecznik prasowy Ergo Hestia. .

Najbardziej Przyjazny Ubezpieczyciel- PZU

PZU zapewnia swoim klientom kompleksową, łatwo dostępną i przyjazną obsługę. W ubiegłym roku powiększyło swoją sieć sprzedaży o ponad 170 nowych placówek agencyjnych, a pracownicy call-center są dostępni dla klientów 24 godziny na dobę. Dodatkowo PZU wdrożyło pre-obsługę szkód i inicjuje kontakt z klientami, którzy mogą potrzebować pomocy ze strony ubezpieczyciela. W 2018 roku Rzecznik Klienta PZU pomógł w rozwiązaniu 1000 skomplikowanych spraw, z którymi zgłosili się klienci. PZU realizuje też projekt PZU. To proste, który zmienia skomplikowany język ubezpieczeniowy w język przyjazny i zrozumiały dla klienta. Te wszystkie działania dla klientów sprawiają, że PZU jest najbardziej przyjaznym ubezpieczycielem w Polsce!

Nagrodę wręczył Marek Zefirian, Prezes Zarządu, Starter24, a odebrał ją Paweł Surówka, Prezes Zarządu, PZU.

Najbardziej Innowacyjny Bank – mBank

mBank jest liderem bankowości cyfrowej, który od lat proponuje klientom innowacyjne rozwiązania, by bankowanie stało się jeszcze prostsze i wygodniejsze.

Nagrodę wręczył Aleksander Naganowski, Dyrektor ds. Rozwoju Nowego Biznesu w polskim oddziale Mastercard Europe, a odebrała ją Joanna Erdman, dyrektor ds. rozwoju kart płatniczych w mBanku.

Najciekawsza Innowacja Dla Banku – zafirmowani.pl

Portal Zafirmowani.pl Alior Banku to kompleksowe narzędzie wspierające mikro i małych przedsiębiorców w prowadzeniu i rozwijaniu swojej firmy. Portal każdego roku jest rozbudowywany o nowe ciekawe funkcjonalności i dostosowywany do dynamicznie zmieniającego się świata polskiego przedsiębiorcy. To sprawia, że portal zafirmowani.pl jest jednym z najlepszych serwisów dla przedsiębiorców w Polsce.

Nagrodę wręczyła Ewa Wernerowicz, Prezes Zarządu, Vivus Finance, a odebrał ją Maciej Surdyk, Wiceprezes Zarządu, Alior Bank.

Najbardziej Przyjazny Bank – ING Bank Śląski

ING Bank Śląski to jeden z największych banków na polskim rynku. Swoją strategię biznesową realizuje z uwzględnieniem potrzeb klientów, pracowników, otoczenia społecznego i środowiska naturalnego. Podejmuje działania w wielu, istotnych dla społeczeństwa i gospodarki obszarach oraz bierze odpowiedzialność i troskę za efekty tych działań.

Nagrodę wręczył Paweł Borys, Prezes Zarządu, Polski Fundusz Rozwoju, a odebrał ją Piotr Utrata, Rzecznik Prasowy, ING Bank Śląski.

Najlepszy Bank – Santander Bank Polska

2018 rok w Santander Bank Polska był rokiem przełomowym. Bank zmienił nazwę i markę. Przejął też część detaliczna biznesu innego banku i w zaledwie 72 godziny, jako pierwszy na polskim rynku jednocześnie przeprowadził włączenie prawne i operacyjne. To oraz koncentracja na wzroście organicznym i rozwoju biznesu spowodowała, ze obecnie Santander Bank Polska zajmuje II miejsce w polskim sektorze bankowym, jest największym prywatnym bankiem w Polsce. I jeszcze w ubiegłym roku poszerzył portfel płatności cyfrowych dla swoich klientów, dając im dostęp do wszystkich dostępnych obecnie na polskim rynku w tym. Blik, Apple Pay, Google Pay, a także płatności wearables -FitBit Pay, Garmin Pay.

Nagrodę wręczył Sebastian Pawlak, Senior Sales Manager, Dell Technologies, a odebrał ją Szymon Mercik, Chief Technology Officer, Santander Bank Polska.

Wizjoner Finansów – Zbigniew Jagiełło

Lider o najwyższych kwalifikacjach. Wizjoner, który skupia się na długoterminowych celach i wyzwaniach. Autorytet w środowisku.

Zbigniew Jagiełło od 10 lat zarządza PKO Bankiem Polskim. W tym czasie zainicjował wiele projektów mających wpływ na kształt zarówno Grupy Kapitałowej Banku, jak i całego krajowego sektora bankowego.

Pod jego kierownictwem PKO Bank Polski skutecznie realizuje strategię opartą ma cyfryzacji i przechodzi szeroko zakrojoną transformację. Dzięki temu w coraz większym stopniu może budować swoje przewagi konkurencyjne wykorzystując wysoki, wykraczający poza obszar finansów, potencjał technologiczny.

Bank pozostaje niekwestionowanym liderem polskiego sektora bankowego. Nowocześnie zorganizowaną i zarządzaną korporacją, z jednej strony skupioną na potrzebach klientów, z drugiej zapewniającą maksymalizację zysków dla akcjonariuszy, z trzeciej doskonałym przykładem jak można prowadzić biznes społecznie odpowiedzialny.

Nagrodę wręczył Aleksander Kania, Sales Director, UiPath.

Partnerzy Gali Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń:

Alfavox, Asseco, Atende, Biuro Informacji Kredytowej, BIG Biuro Informacji Gospodarczej, Bank BPH, Dell Technologies, KPMG,  MasterCard, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polski Fundusz Rozwoju.

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją z Wielkiej Gali.

Rynek mieszkań rozgrzany do czerwoności!

Chociaż w I kw. 2019 r. zauważalny jest spadek sprzedaży kredytów mieszkaniowych, a banki zaostrzają kryteria finansowania zakupów nieruchomości, to wzrosty cen mieszkań wcale nie zwalniają. Kwartalne podwyżki najbardziej widoczne są na rynku wtórnym, gdzie niekiedy przekraczają 10 proc. Podsumowanie I kw. opracowały w raporcie Puls Rynku Nieruchomości firmy Metrohouse, Gold Finance i portal RynekPierwotny.pl

– W I kw. 2019 zgodnie z przewidywaniami widać spadek ilości udzielanych kredytów przez banki. Możemy także zaobserwować zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów przy jednoczesnej poprawie warunków kredytowych. Przy spadającym popycie na kredyty banki będą musiały znaleźć sposób na przyciągnąć do siebie klientów. Możemy się spodziewać wielu promocji i korzystniejszych warunków kredytowych niż w 2018, mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert kredytowy z Gold Finance.

Analiza ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wskazuje, że w pierwszym kwartale 2019 roku trend związany z rosnącymi cenami m kw. nowych mieszkań został utrzymany. – Po części wynikał on z rozbudowy oferty najdroższych lokali. Mowa nie tylko o dużych „M”, ale również o drogich kawalerkach. Koszty zakupu nowych lokali  rosły na terenie niemal wszystkich metropolii. Warszawa i Kraków były liderami podwyżek. Niewielki spadek przeciętnej stawki odnotowany na terenie Poznania (-0,6%) można wytłumaczyć wprowadzeniem przez tamtejszych deweloperów sporej liczby nowych mieszkań z ceną nieco niższą od lokalnej średniej, tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. W Warszawie i Krakowie duże wzrosty wynikały natomiast z szybko powiększającego się udziału najdroższych lokali deweloperskich (cena od 10 000 zł/mkw.).

Także wtórny rynek mieszkań zdaje się być rozgrzany do czerwoności. – Wielu inwestorów, którzy do tej pory kierowali nadwyżki finansowe na rynek mieszkaniowy musi ponownie skorygować swoje plany inwestycyjne i raz jeszcze przeanalizować możliwą rentowność z zakupu mieszkań pod wynajem po obecnych stawkach, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse. Liderem podwyżek w porównaniu do IV kw. 2018 r. jest Gdańsk, gdzie średnia z tegorocznych transakcji przekroczyła 7200 zł za m kw. (+13,4 proc.), co jest prawdziwym rekordem. Istotne zmiany widoczne są też w Poznaniu (+9,1 proc.) oraz w Łodzi (+6,8 proc.) i we Wrocławiu (+6,2%). Jedynie w Warszawie  ceny w I kw. br. pozostały na zbliżonym poziomie.

Więcej informacji na temat kształtowania się cen w I kw. 2019 r. można znaleźć w raporcie Puls Rynku Nieruchomości opracowanego przez Metrohouse, Gold Finance i portal RynekPierwotny.pl.

Twój e-PIT – program Ministerstwa Finansów nie spełnił wszystkich oczekiwań

Polacy z roku na rok coraz chętniej rozliczają podatki przez internet, jednak rządowy program nie spełnił wszystkich oczekiwań. Ponad 65% podatników rozliczyło się poza Twój e-PIT. Usługa Twój e-PIT z założenia miała być masowa i powszechna, jednakże zmiany wprowadzone dla zapewnienia bezpieczeństwa spowodowały, że skorzystanie z niej przysparza użytkownikom pewne problemy. Usługa nie uwzględnia też ponad 20 przypadków rozliczeń innych niż przez PIT-37 czy PIT-38.

Udostępnione przez Ministerstwo Finansów dane informują że do końca zeszłego tygodnia za pomocą aplikacji Twój e-PIT rozliczyło się 4,5 miliona osób. Ogół rozliczonych przez internet, (wysłane e-deklaracje) to tymczasem 13 milionów podatników. Wynika z tego zatem, że aż 8,5 miliona Polaków nie skorzystało z programu Twój e-PIT i sięgnęło po alternatywne rozwiązania. Należy podkreślić, że to nie tylko kwestia wyboru, ale w wielu przypadkach także konieczność.

Wprowadzony w tym roku Twój e-PIT nie jest bowiem:

  • dostępny dla osób, które za rok 2017 nie miały ani nadpłaty, ani niedopłaty podatku, co uniemożliwia logowanie do panelu Twój e-PIT – ze względów bezpieczeństwa należy bowiem w celu weryfikacji podać na starcie jedną z tych kwot, przy czym nie może być ona równa 0 zł (a dotyczy to np. osób rozliczających się po raz pierwszy czy często też emerytów i rencistów). Co prawda rozwiązaniem takiej sytuacji jest zalogowanie przy użyciu darmowego Profilu Zaufanego, jednak nie wszyscy chcą lub potrafią z tego skorzystać.
  • metodą całkowicie automatyczną – wymaga samodzielnego wprowadzenia wielu ulg, PIT-ów innych niż PIT 37, skontrolowania limitów, zaznaczenia opcji rozliczenia ze współmałżonkiem lub samotnie wychowując dziecko i przede wszystkim zaakceptowania całej deklaracji, jeżeli wprowadzone zmiany mają odnieść skutek i zależy nam na szybkim rozliczeniu,
  • jedyną opuszczoną przez prawo i organy skarbowe  formą rozliczeń PIT za rok 2018 – można zatem samodzielnie złożyć deklarację podatkową nie wchodząc w ogóle w dokument przygotowany przez Ministerstwo Finansów lub odrzucić wstępnie przygotowaną przez fiskusa wersję deklaracji.

W tym roku wokół tematu PIT-ów narosło sporo niedomówień. Wiele osób sądzi, że nie musi już zaprzątać sobie głowy obowiązkiem rozliczeń, tymczasem wciąż niezmiennie należy kontrolować, w jakiej postaci nasze zeznanie podatkowe trafia do Urzędu Skarbowego. Swój PIT szczególnie zweryfikować powinni np. ci, którym w ubiegłym roku urodziło się dziecko, którzy korzystają z ulg, rozliczają się z współmałżonkiem, samotnie wychowują dzieci lub prowadzą własną działalność gospodarczą – przestrzega Artur Kaczmarek, ekspert z firmy e-file, dostawcy programu e-pity do rozliczeń PIT-ów online. – Takich przypadków jest dużo więcej i dotyczą one znacznej części społeczeństwa. Osoby te nie muszą jednak rezygnować z  rozliczenia on-line, tracąc tym samym np. możliwość szybszego zwrotu podatku. Mogą skorzystać z innych, sprawdzonych, równie zaufanych aplikacji do rozliczania PIT-ów online. Niektóre z nich działają już od wielu lat, a jednym z najdłużej obecnych na rynku, bo już 9 lat, jest program e-pity, z której skutecznie skorzystało już ponad 20 mln osób – dodaje Kaczmarek.

Kiedy zatem należy zdecydować się na sięgnięcie po samodzielne metody rozliczeń? W jakich sytuacjach trzeba uważnie zweryfikować wygenerowany automatycznie PIT, by nie zapłacić wyższego podatku?

  1. Szybszy zwrot podatku – 30 lub 45 dni

Zwrot podatku z PIT-u przesyłanego drogą elektroniczną nastąpi  w ciągu maksymalnie 45, a dla osób posiadających Kartę Dużej Rodziny, nawet 30 dni (dla porównania zeznania złożone w formie papierowej US rozlicza do 3 miesięcy). Warto jednak samodzielnie i jak najszybciej  zaakceptować deklarację złożoną w usłudze Twój e-PIT. Jeżeli pozostawimy dokumenty samym sobie, to odliczanie 45 dni do zwrotu rozpocznie się dopiero z dniem 01.05.2019 r., a na ewentualne pieniądze będziemy musieli poczekać nawet do 15.06.2019.

  1. Rozliczenia na innych PIT-ach niż PIT-37

Jeżeli prowadzimy działalność gospodarczą lub wynajem i rozliczamy PIT-36 lub PIT-28, rozliczamy podatek liniowy 19% (PIT-36L) albo chcemy rozliczyć sprzedaż nieruchomości na PIT-39, to nie możemy skorzystać z ułatwienia, jakim jest Twój e-PIT. W tym wypadku konieczne jest dopełnienie obowiązku podatkowego samodzielnie – wysyłka e-deklaracji lub złożenie PIT w nieprzekraczalnym terminie do 30 kwietnia br.

  1. Wiele deklaracji PIT-11 i kontrola limitu kosztów uzyskania

Jeżeli otrzymamy więcej niż jeden PIT-11, to należy upewnić się, czy nie przekroczyliśmy łącznego limitu kosztów uzyskania przychodów dla wszystkich zawieranych umów, czyli źródeł przychodów. Może zdarzyć się, że Twój e-PIT nie uwzględni łącznego limitu, więc należy to skontrolować i wprowadzić ewentualne poprawki.

  1. Rozliczenie się z małżonkiem składającym inną deklarację niż PIT-37

Twój e-PIT zakłada możliwość rozliczenia się razem ze współmałżonkiem, ale tylko w sytuacji, kiedy oboje wypełniają deklarację PIT-37 oraz dokonają wyboru wspólnego rozliczenia w usłudze Twój e-PIT. W sytuacji, gdy którykolwiek z małżonków rozlicza inny PIT, skorzystanie z usługi  staje się niemożliwe. W takiej sytuacji pozostaje nam jedynie samodzielne rozliczenie.

  1. Koszty podwyższone z powodu zamieszkania poza miejscowością, w której znajduje się zakład pracy

Jeżeli mieszkamy w innej miejscowości niż znajduje się zakład pracy, to powinniśmy zaznaczyć to w oświadczeniu skierowanym do pracodawcy. Tylko wówczas przysługują nam podwyższone koszty – 139,06 zł miesięcznie (1668,72 zł w roku). Jeśli tego nie zgłosimy, Twój e-PIT nie uwzględni tych kwot automatycznie, a w deklaracji będą widniały niższe. Zmienić to możemy tylko samodzielnie.

  1. Rozliczanie przychodów z najmu

Gdy posiadamy mieszkanie lub też inny lokal na wynajem i mamy przychody z najmu na zasadach ogólnych, tracimy możliwość rozliczenia się poprzez Twój e-PIT. Wynika to z potrzeby przygotowania PIT-28 lub PIT-36, a na obecną chwilę system Ministerstwa Finansów obsługuje jedynie PIT-37 i PIT-38. Wszystkie inne PIT-y należy przygotowywać samodzielnie.

  1. Korzystanie z ulg

Twój e-PIT automatycznie uwzględnia i wprowadza do rozliczenia takie ulgi, o których prawnie wiadomo, czyli jedynie składki ZUS i składki zdrowotne, a także ulgę prorodzinną do ukończenia przez dziecko 18 roku życia. Oznacza to, że pozostałe ulgi wymagają od nas modyfikacji deklaracji np. w przypadku, gdy chcemy skorzystać z ulgi: prorodzinnej, rehabilitacyjnej, abolicyjnej, internetowej, z tytułu opłacania składek na IKZE, budowlanej i innej, do której posiadamy prawo nabyte w latach wcześniejszych, albo z tytułu darowizn na cele: krwiodawstwa, pożytku publicznego, kultu religijnego i charytatywno – opiekuńcze kościołów.

  1. Uwzględnienie 50% kosztów autorskich

Twój e-PIT nie może też skontrolować czy 50% koszty, które wykazujemy w deklaracji pochodzą z branż uprawnionych do podwyższonych kosztów, czy też nie. Podatnik sam musi ustalić, czy w jego przypadku takie koszty mu przysługują i czy Twój e-PIT nie wprowadził żadnego ograniczenia.

  1. Dodatkowe dochody zagraniczne

Jeżeli w trakcie roku 2018 pracowaliśmy za granicą i posiadamy z tego tytułu przychody, to musimy rozliczyć się na własną rękę. Nawet jeżeli tylko część dochodów pochodzi z pracy za granicą, a część z pracy w kraju, to i tak zobowiązani jesteśmy to wypełnienia PIT-36, który to już nie jest obsługiwany przez system Twój e-PIT.

  1. Twój pierwszy PIT

W sytuacji, kiedy składamy PIT-37 po raz pierwszy, możemy czuć się zagubieni w świecie podatków. Niestety, w tym wypadku nie jest możliwe skorzystanie z programu Twój e-PIT. Jest on niedostępny dla osób, które nie składały deklaracji podatkowych w zeszłym roku, chyba że zalogują się do systemu Twój e-PIT przy wykorzystaniu Profilu Zaufanego. Ci, którzy nie skorzystają z tej opcji i zdecydują się ostatecznie na rozliczenie drukiem PIT-37 powinni pamiętać, aby podać w nim nr konta bankowego do zwrotu.

Jak widać warto trzymać rękę na pulsie i poświęcić chwilę na przeczytanie przygotowanej wstępnie przez fiskusa deklaracji. Czas na jakiekolwiek zmiany mamy jedynie do 30 kwietnia 2019. Po tym terminie PIT zostanie automatycznie i ostatecznie rozliczony w formie zaproponowanej przez Urząd Skarbowy.

Przegląd Rynku Nieruchomości – Kwiecień 2019

Raport na temat kształtowania się cen w I kw. 2019 r. Puls Rynku Nieruchomości opracowany przez Metrohouse, Gold Finance i portal RynekPierwotny.pl.

Kredyty hipoteczne

Po bardzo dobrym dla banków pod względem sprzedaży kredytów 2018 roku, przyszedł czas podsumowań i prognoz na 2019. W I kw. 2019 zgodnie z przewidywaniami widać spadek ilości udzielanych kredytów przez banki. Możemy także zaobserwować zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów przy jednoczesnej poprawie warunków kredytowych. Przy spadającym popycie na kredyty banki będą musiały znaleźć sposób na przyciągnąć do siebie klientów. Według ekspertów kredytowych Gold Finance możemy się spodziewać wielu promocji i korzystniejszych warunków kredytowych niż w 2018.

Na rynek zaczynają powoli wracać klienci korzystający z rządowych programów wsparcia dla kredytobiorców tj. Rodzina na Swoim. Z uwagi na kończące się dofinansowanie w ramach tych programów, banki widzą potencjał w refinansowaniu tych kredytów. Może być to bardzo opłacalne rozwiązanie dla klientów, ponieważ kilka lat temu marże kredytowe były często wyższe niż są obecnie. Dodatkowo wartość ich nieruchomości wzrosła przy jednoczesnym spadku salda kredytu i mogliby teraz dostać lepsze warunki kredytu chociażby ze względu na większy wkład własny w całej transakcji.

W I kw. 2019 na rynku bankowym obserwujemy dalszy proces łączenia się Raiffeisen Banku z BGŻ BNP Paribas. W kolejnym miesiącach następować będą nowe etapy fuzji oraz nowa oferta kredytowa połączonych banków. Mieliśmy także okazję świętować 4 rocznicę najniższej w historii stopy referencyjnej, która bezpośrednio wpływa na wysokości rat kredytowych. Rada Polityki Pieniężnej od marca 2015 utrzymuje niezmiennie stopę na poziomie 1,5 pp.

Andrzej Łukaszewski, ekspert Gold Finance

Średnia zdolność kredytowa

Kredytobiorca Średnia zdolność kredytowa
Rodzina 2+2 630 000 zł
Para 782 000 zł
Singiel 496 000 zł

Założenia: miesięczny dochód gospodarstwa domowego rodziny i pary to 8000 zł netto, singla 5000 zł netto.

Średnia miesięczna rata kredytu hipotecznego

Cena mieszkania Średnia wysokość raty kredytu hipotecznego
300 000 zł 1 260 zł
500 000 zł 2 111 zł

 

Założenia: Kredyt na 30 lat, zmienne raty procentowe, wkład własny 10 proc. W wyliczeniach oparto się na  koszyku banków złożonych z: mBank, Santander, Pekao BH, PKO BP i Pekao S.A.

Wtórny rynek mieszkań

Wtórny rynek mieszkań zdaje się być rozgrzany do czerwoności. Wielu inwestorów, którzy do tej pory kierowali nadwyżki finansowe na rynek mieszkaniowy musi ponownie skorygować swoje plany inwestycyjne i raz jeszcze przeanalizować możliwą rentowność z zakupu mieszkań pod wynajem po obecnych stawkach. Jest to o tyle istotne, że pojawienie się dużej liczby mieszkań na wynajem skutecznie zahamowało wzrost średnich cen najmu na rynku, a prognozowane rentowności mogą być coraz trudniejsze do uzyskania.

Liderem podwyżek w porównaniu do IV kw. 2018 r. jest Gdańsk, gdzie średnia z tegorocznych transakcji przekroczyła 7200 zł za m kw. (+13,4 proc.), co jest prawdziwym rekordem. Istotne zmiany widoczne są też w Poznaniu (+9,1 proc.) oraz w Łodzi (+6,8 proc.) i we Wrocławiu (+6,2%). Jedynie w Warszawie  ceny w I kw. br. pozostały na zbliżonym poziomie.

Jednak, gdy popatrzymy na ceny mieszkań z perspektywy ostatnich 12-stu miesięcy, wzrosty cen są najbardziej widoczne. Według Metrohouse w trzech z sześciu analizowanych miast, w Gdańsku, Łodzi i Krakowie, kupujemy mieszkania droższe o ponad 20 proc. niż przed rokiem. Są to więc naprawdę wysokie wzrosty, nienotowane w ostatnich latach.

Duże znaczenie dla dalszego kształtowania się cen na rynku wtórnym będzie mieć oferta kredytów hipotecznych. Można oczekiwać wzrostu udziału kredytów w transakcjach, ponieważ wraz z wzrostami cen może dojść do spadku zainteresowania zakupem mieszkań w celach inwestycyjnych, a takie mieszkania były nabywane w dużym stopniu za gotówkę. Nie dojdzie jednak do znacznego osłabienia popytu, ponieważ rynek pierwotny nie jest w stanie zaoferować gotowych mieszkań klientom, którzy chcą w najbliższych miesiącach zrealizować zakup nieruchomości.

Marcin Jańczuk, Metrohouse

Średnia cena transakcyjna mieszkań na rynku wtórnym

Miasto Średnia cena transakcyjna
w I kw. 2019
Różnica kw./kw. Różnica r/r Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 6296 6,2% 18,4% 357 286 zł 57
Kraków 7387 3,8% 20,6% 349 213 zł 47
Warszawa 8572 -0,5% 7,3% 497 300 zł 60
Poznań 6208 9,1% 13,0% 298 000 zł 48
Gdańsk 7237 13,4% 21,7% 310 000 zł 45
Łódź 4531 6,8% 21,6% 210 760 zł 47

Źródło: Metrohouse

Pierwotny rynek mieszkań

Analiza ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wskazuje, że w pierwszym kwartale 2019 roku trend związany z rosnącymi cenami 1 mkw. nowych mieszkań został utrzymany. Po części wynikał on z rozbudowy oferty najdroższych lokali. Mowa nie tylko o dużych „M”, ale również o drogich kawalerkach.

Koszty zakupu nowych „M” rosły na terenie niemal wszystkich metropolii. Warszawa i Kraków były liderami podwyżek. Niewielki spadek przeciętnej stawki odnotowany na terenie Poznania (-0,6%) można wytłumaczyć wprowadzeniem przez tamtejszych deweloperów sporej liczby nowych mieszkań z ceną nieco niższą od lokalnej średniej. W Warszawie i Krakowie duże wzrosty wynikały natomiast z szybko powiększającego się udziału najdroższych lokali deweloperskich (cena od 10 000 zł/mkw.).

Na terenie wszystkich analizowanych metropolii, nowe kawalerki są zdecydowanie najdroższe. W Warszawie za ich 1 mkw. zapłacimy średnio aż 12 273 zł. Ten wynik na pewno podwyższają małe „M” znajdujące się blisko historycznego centrum (np. w zrewitalizowanych kamienicach). Luksusowych kawalerek nie brakuje również we Wrocławiu, Gdańsku i Krakowie.

Ciekawe wydaje się to, że na terenie Warszawy i Gdańska najniższy poziom średniej ofertowej ceny 1 mkw. odnotowano dla mieszkań trzypokojowych. Wynika to prawdopodobnie z rozbudowanej oferty warszawskich i gdańskich lokali kosztujących ponad 10 000 zł/mkw. Takie mieszkania często będące dużymi apartamentami, skutecznie zawyżają średni poziom ceny ofertowej 1 mkw. lokali pięciopokojowych lub większych. Warto zwrócić uwagę, że w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu to właśnie największe mieszkania mają najniższe ceny 1 mkw.

Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Średnia cena ofertowa mieszkań na rynku pierwotnym

Miasto Średnia cena ofertowa
w I kw. 2019
Różnica kw./kw. Średnia cena m kw. 1 pok. Średnia cena m kw. 2 pok. Średnia cena m kw. 3 pok. Średnia
cena m kw.
4 pok.
Średnia
cena m kw.
5 pok. i większe
Warszawa 9142 5,6% 12273 9092 8468 9137 9278
Kraków 8083 5,5% 10507 8152 7574 7315 6203
Łódź 5817 2,6% 6454 5798 5721 5559 5814
Wrocław 7465 3,2% 8802 7680 7075 6761 6087
Poznań 7088 -0,6% 7643 7110 6966 7015 6297
Gdańsk 7466 2,4% 9526 7241 7136 8503 8952

 

Dobre dane z USA wspierają dolara. Rosja nakłada sankcje na Ukrainę

Mniej wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Sprzedaż detaliczna i dolar w górę. Rosjanie po raz kolejny “przypadkowo” ogłosili sankcje tuż przed drugą turą wyborów na Ukrainie.

Dobre dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie były jednoznaczne. Lepiej wypadła sprzedaż detaliczna i wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Natomiast słabiej – indeksy koniunktury. Jednak reakcja rynków pokazuje, że indeksy koniunktury nie są aż tak istotne, gdy sprzedaż rośnie i rynek pracy ma się dobrze. Doskonałym potwierdzeniem było zachowanie głównej pary walutowej świata, która po porannych słabych danych z Niemiec, zamiast korekty dalej spadała, zwiększając wartość dolara kosztem euro.

Rosjanie nakładają sankcje

Od 1 czerwca mają obowiązywać sankcje m.in. na wwożenie na Ukrainę węgla oraz produktów naftowych. Termin takich działań może wydawać się dosyć dziwny, gdyż przeważnie Rosjanie stosowali tego typu nacisk w trakcie sezonu grzewczego. Warto jednak przypomnieć, że w weekend na Ukrainie odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. Obserwatorzy uważają, że ta decyzja bardziej sprzyja ubiegającemu się o reelekcję Petro Poroszenko niż jego konkurentowi Wołodomyrowi Zełenskiemu. Może to wskazywać, że Rosjanie wolą wesprzeć antyrosyjską kampanię obecnej władzy niż ryzykować zmianę w fotelu prezydenckim. Sankcje są formalnie odpowiedzią na działania strony ukraińskiej, ale po obu stronach kontekst wyborczy jest bardzo wyraźny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Powodem jest fakt, że na większości ważnych rynków to Wielki Piątek jest dniem wolnym od pracy, a nie tylko poniedziałek, jak ma to miejsce w Polsce.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowoczesny biznes w tradycyjnych sektorach czyli Spotkanie Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń

17-18 kwietnia 2019 w The Westin Warsaw Hotel odbyło się Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń,  które składa się z 17. Banking Forum i 13. Insurance Forum. W wydarzeniu biorą udział kluczowe osobistości, które tworzą uwarunkowania dla sektora, jak i dostawcy czy firmy współpracujące z tą branżą. Podczas dwóch dni kongresu wzięło udział 648 osób, aby nawiązać nowe kontakty biznesowe lub zacieśnić dotychczasowe znajomości oraz dowiedzieć się o przyszłości rynku.

Wspólnego otwarcia wiosennej edycji Spotkania Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń dokonali przewodniczący Rad Programowych Banking Forum i Insurance Forum, czyli Mariusz Grendowicz i Artur Olech.  Po inauguracyjnym przemówieniu, głos zabrał gość honorowy, Anna Trzecińska, Wiceprezes Zarządu, Narodowy Bank Polski. Przez kolejne dwa panele, bankowość i ubezpieczenia szły w parze, poruszając tematy takie jak brexit, podmioty transgraniczne czy bezpieczeństwo. Następnie kongres rozdzielił się na dwie ścieżki, w której jedna traktowała o tematach bliższych bankowości, druga zaś dotyczyła kwestii ubezpieczeniowych. Aby dostarczyć uczestnikom inspiracji i praktyki, przykłady wdrożeń konkretnych rozwiązań do firm, zostały zaprezentowane za pomocą krótkich, treściwych use case’ów. W takiej formule poruszone zostały takie kwestie jak:

  • technologia jako podstawa do budowania bankowości przyszłości,
  • centra usług wspólnych w bankowości,
  • ubezpieczenia wobec wyzwań XXI wieku,
  • rozwój motoryzacji, która kształtuje przyszłość ubezpieczeń.

Prelegenci z chęcią wypowiadali się w ramach bloków tematycznych dotyczących nowoczesnych, innowacyjnych rozwiązań.  Eksperci ze ścieżki bankowej szeroko omówili zagadnienia łańcucha wartości w open bankingu oraz walki instytucji finansowych o klienta na coraz bardziej konkurencyjnym, zdigitalizowanym rynku. Odpowiedzieli również na pytanie dotyczące ewolucji w płatnościach. Natomiast w sali ubezpieczeniowej prym wiodły tematy o ubezpieczycielu przyszłości w zdigitalizowanym świecie oraz analizie danych i machine learning. Na koniec nie mogło zabraknąć kilku słów o pozyskaniu pracowników w dobie zmieniającego się rynku pracy. Czy branże, o którym dyskutowano przez dwa dni kongresu, są atrakcyjne dla młodych, zdolnych ludzi i jak tych kandydatów pozyskać, a potem utrzymać? Podczas debaty jako odpowiedź na zadane pytanie przedstawiono wyniki badania Aon Best Employers 2018.

W roli prelegentów podczas 17. Banking Forum i 13. Insurance Forum wystąpili m.in.:

  • Anna Trzecińska, Narodowy Bank Polski
  • Alexander Fleischmann, Raiffeisen International
  • Paweł Bandurski, Bank BPH
  • Agnieszka Surmacka, PKO Finat
  • Roger Hodgkiss, PZU
  • Paweł Borys, Polski Fundusz Rozwoju
  • Marat Nevretdinov, TU Europa
  • Radosław Kamiński, Wiceprezes Zarządu, Allianz

Zwieńczeniem pierwszego dnia kongresu była Wielka Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń, podczas której przyznano nagrody w konkursie dla sektora bankowo – ubezpieczeniowego.

Partnerzy Spotkania Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń:

Partnerzy Strategiczni Banking Forum:

Atende, Asseco, Bank BPH,  Biuro Informacji Kredytowej, BIG Biuro Informacji Gospodarczej, Dell Technologies,  Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polski Fundusz Rozwoju.

Partner Strategiczny Insurance Forum:

Atende, Biuro Informacji Kredytowej, BIG Biuro Informacji Gospodarczej, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polski Fundusz Rozwoju.

Partnerzy Banking Forum:

dLK Legal, ERIF Biuro Informacji Gospodarczej S.A., MasterCard, ING Bank Śląski, Provident Polska SA, Threat Metrix, UiPath, Vivus, Gamfi, Abak, PROFESCAPITAL.

Partnerzy Insurance Forum:

Bacca, Telematics Technologies, Salesbook, UiPath, Abak, PROFESCAPITAL, Gamfi

Partner Merytoryczny Banking Forum & Insurance Forum:

  • KPMG

Partner Merytoryczny Insurance Forum:

  • Starter24

Sponsor Banking Forum & Insurance Forum:

  • ITMAGINATION

Sponsor Insurance Forum:

Aklamio

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją ze Spotkania Liderów Bankowości i Ubezpieczeń.

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

ABSL przeciwne zniesieniu limitu składek na ubezpieczenia społeczne

Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych jako organizacja zrzeszająca firmy inwestujące i otwierające w Polsce centra zaawansowanych usług biznesowych czy ośrodki badawczo-rozwojowe, po raz kolejny zwraca uwagę na szereg negatywnych skutków, które przyniesie zniesienie limitu składek na ubezpieczenia społeczne. Wśród nich jest obniżenie konkurencyjności Polski i polskiego rynku pracy, powiększanie się luki wykwalifikowanych pracowników, która już dziś jest poważnym wyzwaniem dla pracodawców oraz w konsekwencji utrata wysokiej jakości i wartości inwestycji w naszym kraju.

Firmy działające w naszym sektorze to jednostki biznesowe zatrudniające wysoko wykwalifikowanych pracowników, w prawie 80% na podstawie umowy o pracę oraz oferujące wysokie wynagrodzenia. Szacunkowa liczba pracowników w sektorze zaawansowanych usług biznesowych dotkniętych proponowanymi przez rząd zmianami wyniesie 20-35%, zaś w sektorze B&R – 60%-100%. Zniesienie limitu składek dotknie pracowników i przedsiębiorstwa o najwyższym udziale kosztów pracy w kosztach całkowitych – usługi biznesowe, IT czy nowoczesnych technologii, czyli wszystkie te branże, które w ostatnich latach w największym stopniu definiowały tempo rozwoju gospodarczego i sukces gospodarczy Polski.

Wzrost kosztów pracy, które przyniesie proponowana zmiana, będzie szybszy niż wzrost produktywności, a to zmniejszy konkurencyjność polskich przedsiębiorstw i obniży konkurencyjności Polski na tle innych krajów w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. Według danych ABSL, wysokiej jakości miejsce pracy w Polsce będzie „droższe” od podobnego, stworzonego nie tylko w sąsiednich krajach Centralnej Europy, ale conajmniej porównywalne z innymi krajami na zachodzie Europy, co spowoduje, że prowadzenie projektów z Polski przestanie mieć uzasadnienie biznesowe.

Istnieje poważne ryzyko, iż inwestorzy zrewidują swoją dotychczasową politykę zatrudniania, przenosząc role wymagające wysokich kompetencji poza granice naszego kraju, co w konsekwencji doprowadzi do negatywnych zmian na polskim rynku pracy, motywując najlepiej wykształcone osoby do emigracji. Jest to odwrotny scenariusz do założeń rządowej strategii rozwoju, według której rozwój gospodarczy naszego kraju powinien być oparty na tworzeniu miejsc pracy w sektorach o dużej wartości dodanej.  Dodatkowo, trendy wskazują, że w najbliższych kilku latach, aż do 85% prostych czynności w usługach biznesowych może zostać zrobotyzowane i zautomatyzowane, musimy więc za wszelką cenę starać się o tworzenie w naszym kraju miejsc o wysokiej specjalizacji. Przedsiębiorcy z naszego sektora już teraz mają trudności ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Wielokrotnie podkreślają, że deficyt pracowników staje się dla nich barierą rozwojową. Zwiększanie klina podatkowego będzie czynnikiem powiększającym lukę potencjalnych pracowników o wysokich kwalifikacjach.

Rok RODO

Zbliża się pierwsza rocznica wejścia w życie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO). Jak się okazuje nowe przepisy nie trafiły w próżnię.

Na początku 2019 r. francuski odpowiednik polskiego Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Commission Nationale de l’Informatique et des Libertés, nałożył na firmę Google LLC karę pieniężną w wysokości 50 000 000 EUR. Organ ochrony danych znad Loary dopatrzył się wielu nieprawidłowości w zakresie informowania przez Google LLC swoich użytkowników między innymi o celach przetwarzania, czy czasie przechowywania ich danych osobowych, w szczególności Commission Nationale de l’Informatique et des Libertés wytknęła te niedociągnięcia w zakresie personalizowania. Ponadto w ocenie francuskiego organu ochrony danych gigant internetowy naruszył przepisy dotyczące zbierania zgód od użytkowników na wyświetlanie spersonalizowanych reklam, co do których organ ochrony danych uznał między innymi, iż nie spełniają wymogu konkretności i jednoznaczności. Można więc uznać, iż Google LLC „wyłożyła się” na jednym z najbardziej elementarnych wymogów wprowadzonych przez RODO, a dotyczących prawidłowego formułowania zgód i informowania, czego zgoda dotyczy i jakie mogą być jej konsekwencje w zakresie ochrony danych osobowych.

Z kolei pod koniec 2018 r. portugalski organ ochrony danych osobowych nałożył na szpital karę w wysokości 400 000 EUR, w związku z uchybieniami dotyczącymi możliwości pozyskania nieuprawnionego dostępu do danych pacjentów.

Polski UODO również sygnalizuje, że już niedługo zacznie nakładać kary pieniężne w związku ze zgłoszeniami i postępowaniami, które toczą się przed tym organem ochrony danych. W styczniu 2019 r. UODO informowało między innymi o wzięciu pod lupę wycieku danych klientów Morele.net spółka z o.o.

Do polskich sądów wpłynęły w zeszłym roku pierwsze pozwy związane z naruszeniem ochrony danych osobowych przez administratorów tych danych. I wpływają nadal.

Wdrożenie RODO

Wydaje się, że z uwagi na ogromny szum medialny w związku z wprowadzeniem RODO spora część rodzimych przedsiębiorców wyszła naprzeciw nowym przepisom. To, na ile skutecznie, okaże się zapewne w toku ewentualnej kontroli ze strony PUODO. Bez wątpienia jednak tacy przedsiębiorcy są w dużo lepszej sytuacji niż ci, którzy świadomie lub w skutek niedbalstwa zignorowali obowiązki płynące z nowych regulacji w zakresie ochrony danych osobowych.

Tymczasem dokonanie oceny skutków dla ochrony danych osobowych, szacowanie ryzyka związanego z ochroną danych, przygotowanie dokumentacji wewnątrzkorporacyjnej oraz jej faktyczne stosowanie, przeprowadzenie szkoleń dla swoich pracowników – to tylko niektóre z elementów, które każdy przedsiębiorca powinien mieć już od dawna za sobą.

Brak orzecznictwa i decyzji PUODO

Pomimo tego, iż niedługo minie rok od wejścia w życie przepisów unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych, w odróżnieniu od niektórych innych krajów UE, nie doczekaliśmy się jeszcze decyzji ze strony organu ochrony danych lub orzecznictwa sądów polskich w tym zakresie. Oczywiście na tę chwilę nikt nie oczekiwał, że już rok po wejściu w życie RODO wykształci się jednolita linia orzecznicza lub PUODO zasypie przedsiębiorców decyzjami, z których będzie można wysnuć określone wnioski i skorygować związane z tym ewentualne procedury przetwarzania danych, dokumenty i politykę firmy. Jednak brak w zasadzie jakichkolwiek orzeczeń w tym zakresie nadal powoduje dużą niepewność oraz pełne napięcia oczekiwanie, jak w praktyce polski organ ochrony danych i polskie sądy podchodzą do zagadnień normowanych w RODO. Jest to istotne także z tego względu, iż w wielu miejscach przepisy RODO pozostawiają szerokie pole do interpretacji.

Dostosowanie krajowego prawodawstwa do RODO

Sejm RP dopiero w lutym 2019 r. uchwalił ustawę, która ma dostosować 168 innych ustaw do rozporządzenia RODO. Ustawa ta na dzień dzisiejszy nie przeszła jeszcze przez Senat i nie uzyskała podpisu Prezydenta. Ta tak zwana ustawa sektorowa wprowadza zmiany związane z ochroną danych między innymi do kodeksu postępowania administracyjnego, kodeksu pracy, ustawy o radcach prawnych, o adwokaturze, prawo budowlane czy prawo bankowe.

Dla przeciętnego przedsiębiorcy znaczenie będą miały przede wszystkim zmiany w kodeksie pracy. Ustawa sektorowa dookreśla przede wszystkim, jakie dane osobowe pracownika i osoby ubiegającej się o zatrudnienie pracodawca będzie mógł przetwarzać na podstawie przepisów kodeksu pracy (a więc bez konieczności uzyskiwania aprobaty samego podmiotu danych osobowych), a jakie dane będzie mógł przetwarzać na podstawie zgody. Jednocześnie zakres danych osobowych, które będzie można pozyskiwać z mocy samych przepisów kodeksu pracy, zmieni się w stosunku do aktualnego. Na przykład w stosunku do osoby ubiegającej się o zatrudnienie pracodawca – bez zgody tej osoby – nie będzie już mógł domagać się informacji o imionach rodziców. Dodano natomiast w tym przepisie w zasadzie obowiązek pozyskiwania od kandydatów na pracowników informacji o kwalifikacjach zawodowych. W stosunku do osób już zatrudnionych dookreślono także, iż pracodawca powinien zażądać informacji obejmujących „inne dane osobowe pracownika, a także dane osobowe dzieci pracownika i innych członków jego najbliższej rodziny, jeżeli podanie takich danych jest konieczne ze względu na korzystanie przez pracownika ze szczególnych uprawnień przewidzianych w prawie pracy”. Ponadto nowe regulacje wskazują, że dane osobowe tak zwane wrażliwe osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika, mogą być przetwarzane na podstawie zgody i tylko wtedy, gdy przekazanie tych danych osobowych następuje z inicjatywy osoby ubiegającej się o zatrudnienie lub pracownika. W stosunku do kandydatów do pracy w ogóle wyłączona została możliwość przetwarzania danych biometrycznych. Natomiast, jeśli chodzi o osoby już zatrudnione, to przetwarzanie ich danych biometrycznych jest dopuszczalne także wtedy, gdy podanie takich danych jest niezbędne ze względu na kontrolę dostępu do szczególnie ważnych informacji, których ujawnienie może narazić pracodawcę na szkodę, lub dostępu do pomieszczeń wymagających szczególnej ochrony. Ustawa sektorowa wprowadziła też całkowity zakaz stosowania monitoringu w pomieszczeniach udostępnianych zakładowej organizacji związkowej.

Niepewna przyszłość?

Jak mawiał Malcom X, przyszłość należy do tych, którzy przygotowują się do niej dziś. Przedsiębiorcy z polskiego podwórka nadal czekają na pierwsze decyzje i orzecznictwo w zakresie RODO, aby móc skonfrontować swoje działania w zakresie ochrony danych osobowych z praktyką oraz uczyć się na błędach innych. Już teraz jednak, biorąc pod uwagę sygnały płynące z innych krajów UE lub niektóre wytyczne PUODO, powinni dokonać rewizji wdrożonych rozwiązań. Ci, którzy w ogóle z tematem RODO jeszcze się nie zmierzyli, powinni to zrobić możliwie jak najszybciej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co słychać na rynku jaj?

Przed nami Święta Wielkanocne, a wraz z nimi gorący okres dla producentów jaj. Ile zapłacimy za świąteczne jaja? Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, w pierwszym tygodniu kwietnia br. jaja kategorii XL kosztowały 41 zł za 100 szt., kategorii L – 31 zł za 100 szt. a jaja kategorii M – 27,60 zł za 100 szt.

Co słychać na rynku jaj?

Według szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w 2018 r. produkcja jaj wzrosła o 1,6% do poziomu 620 tys. ton. Wzrost ten wynikał praktycznie w całości ze zwiększenia się produkcji jaj spożywczych. Według tych samych danych zużycie jaj w kraju wzrosło do poziomu 337 tys. t – aż o 17,0% więcej niż w 2017 i o 9,4% więcej niż w 2016 r. Spożycie jaj wzrosło w 2018 r. o 13,2% względem 2017 r. i o 9,1% względem 2016 r.

Aktualnie średnia cena jaj spożywczych na rynku jest o 25% niższa niż rok wcześniej. Ceny jaj w kategorii XL są niższe o 14%, jaj L o 27,2%, jaj M o 23,1% a jaj S o 34,5% niż rok wcześniej. Eksport jaj z Polski w pierwszym miesiącu 2019 r. również zmalał. Wywóz jaj z Polski był w tym miesiącu mniejszy o 6% w ujęciu ilościowym oraz o 18% w ujęciu wartościowym – komentuje Łukasz Czech, analityk Banku BNP Paribas.

Cena to nie wszystko – jakie jaja najlepiej sprawdzą się na wielkanocnym stole?

Kupując jaja, szczególną uwagę należy zwrócić na datę ważności, warunki przechowywania (temperatura powinna być niższa niż pokojowa) oraz na informację o systemie chowu kur. Jeśli przywiązujemy dużą wagę do pochodzenia jaj, powinniśmy sprawdzić także symbole – „0” oznacza jaja z chowu ekologicznego, „1” – z chowu na wolnym wybiegu, „2” – z chowu ściółkowego, na końcu znajdują się „3” – z chowu klatkowego. Każdy z nich powinien być objęty nadzorem weterynaryjnym.

Jaja należy zjeść w ciągu 28 dni od zapakowania. Z produkcją jaj wciąż związanych jest wiele mitów. Jednym z nich jest stosowanie antybiotyków w żywieniu kur niosek, które jest zakazane polskim prawem. Wyjątkiem od tej reguły są jedynie przypadki, w których dochodzi do zachorowania w stadzie. Jaja od chorych kur nie trafiają jednak do sprzedaży.

Smakowitość jajka zależy od żywienia kury. Najlepsze jajka pochodzą od niosek, które jedzą paszę bogatą w składniki mineralne, dostosowaną do ich wieku oraz zbilansowaną pod względem białka, aminokwasów, energii metabolicznej, jak i potrzebnych witamin: A, E, B2, B6, wapnia, kwasów foliowego oraz pantotenowego. Dieta musi jednak iść w parze z zapewnieniem zwierzętom komfortowych warunków bytowych, to od nich zależy wysoka jakość produktu końcowego – komentuje Paweł Michalski z De Heus.

Będzie rosła liczba jaj „wiejskich”

Według badań domu badawczego Mands, przeprowadzonych na zlecenie firmy De Heus Polacy najczęściej kupują jajka oznaczone jako „jedynki” (33%) oraz jajka wiejskie bez oznaczenia (22%). Respondenci jednoznacznie wskazują na przewagę jaj wiejskich, doceniając ich walory smakowe, jednocześnie silne akcentują przekonanie  o „szczęśliwości” tak hodowanych kur.

Co ciekawe, badani jako wyznacznik dobrej jakości jajek, oprócz smaku, wskazali na kolor żółtka. Uważają, że im bardziej żółte, tym lepiej. Tymczasem intensywność barwy zależy głównie od żywienia, czyli od stosowanych zbóż, w których kryją się naturalne barwniki, tak jak np. w kukurydzy – tłumaczy Michalski.

Zmienia się też struktura systemu utrzymania kur niosek. Według danych KE jaja z chowu klatkowego odpowiadają za 87% podaży jaj konsumpcyjnych w Polsce, podczas gdy w UE jaja tego typu odpowiadają za ok. 53% podaży.  To zjawisko w dłuższym okresie również zaistnieje w Polsce – według badań Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz w ciągu najbliższych ośmiu lat udział jaj z chowu klatkowego w podaży może spaść do 58%, zaś udział jaj z chowu ściółkowego może wzrosnąć z 9% do 29% – dodaje Łukasz Czech.

Rośnie spożycie krajowe, ale maleje eksport

Polska od kilku lat znajduje się w czołówce producentów jaj. Rodzima produkcja to ponad 9 mld sztuk jaj konsumpcyjnych rocznie. – W 2018 roku statystyczny Polak zjadł około 155 sztuk jaj, czyli o 18 jaj więcej niż w 2017 roku. W wyniku zwiększonego spożycia krajowego oraz zmniejszonego popytu eksportowego, w znacznym stopniu zmienił się rynek docelowy dla jaj produkowanych w Polsce. Według szacunków IERGŻ, udział eksportu w produkcji spadł z 47,6% do 39,3%. Jednocześnie, wg danych Komisji Europejskiej (KE), poziom konsumpcji i produkcji jaj w Unii Europejskiej utrzymał się w 2018 r. na prawie tym samym poziomie co w 2017 r. – podsumowuje Czech.