Dynamika wzrostu cen hamuje kolejny miesiąc z rzędu. W marcu codzienne zakupy w sklepach zdrożały o 2,1% rdr

Dynamika jednocyfrowego wzrostu cen hamuje kolejny miesiąc z rzędu. W marcu codzienne zakupy w sklepach zdrożały o 2,1% rdr. Tym razem na 17 analizowanych kategorii już tylko jedna zaliczyła dwucyfrową podwyżkę. Poza tym 7 grup towarów wykazało jednocyfrowy wzrost i aż 9 segmentów było na minusie. Rok do roku najbardziej poszły w górę ceny dodatków spożywczych, bo o 15,4%. W czołówce drożyzny widać też chemię gospodarczą z podwyżką rdr. na poziomie 9,7%, słodycze i desery – 9,6%, napoje bezalkoholowe – 9,1%, a także środki higieny osobistej – 4,8% rdr. Z kolei największy spadek zaliczyły tłuszcze – o 22,1% rdr. Pozostałe ujemne wyniki wynoszą od 0,2% do 6,6% rdr. Jednak, mimo ww. wyników, autorzy raportu obawiają się, że już niedługo ta tendencja się odwróci, m.in. z powodu wygaśnięcia zerowego VAT-u na żywność i przyszłego odmrożenia cen energii. Do tego dojdzie też zwrot w walce na ceny wśród dyskontów.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w marcu br. codzienne zakupy średnio zdrożały o 2,1% rdr. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 75 tys. cen detalicznych z ponad 34,7 tys. sklepów należących do 55 sieci handlowych. Dla porównania, w lutym poszły w górę rok do roku o 3,9%, a w styczniu – o 4,8%.

– Dynamika wzrostu cen w sklepach detalicznych wyraźnie hamuje. Ta tendencja jest widoczna niemal w całej Unii Europejskiej. Należy jednak zachować umiarkowany optymizm, m.in. ze względu na wygaśnięcie zerowego VAT-u na żywność. Choć niektóre sieci handlowe deklarowały, że nie podniosą cen o wartość ww. podatku, to jednak uważam, iż można spodziewać się wzrostu dynamiki podwyżek. Kolejnym czynnikiem proinflacyjnym będzie zapowiadane odmrożenie cen energii w Polsce w drugiej połowie roku – komentuje dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że w marcu sieci handlowe wprowadziły wiele promocji w związku z okresem przedświątecznym. – W tak gorącym sezonie w handlu sklepy starały się przyciągnąć do siebie klientów i zachować konkurencyjność na rynku. Tempo wzrostu cen wprawdzie wyhamowuje, ale produkty nadal drożeją – podkreśla dr Wieprow.

Jak informują analitycy z UCE RESEARCH, sytuacja może też odwrócić się przez to, że ostatnio mocno walczące ze sobą dyskonty będą musiały trochę sobie odpuścić, bo dużymi krokami zbliża się czas na rewizję działań. W niektórych przypadkach ceny będą musiały wzrosnąć. Szczególnie dotknie to tych towarów, na które na początku kwietnia został odmrożony VAT. Eksperci dodają, że takie wyniki jak w marcu mogą się nie powtórzyć. Wówczas na 17 analizowanych kategorii tylko jedna zaliczyła dwucyfrową podwyżkę rdr. Miesiąc wcześniej dotyczyło to 2 segmentów. Ostatnio 7 grup towarów wykazało rdr. jednocyfrowy wzrost, a w lutym – 10. Natomiast w marcu aż 9 kategorii rdr. było na minusie. Poprzednio było ich 5.

– Te wyniki mają bezpośredni związek ze spadkowym trendem inflacji i stabilizacją czynników, które wcześniej powodowały duże podwyżki. Oczywiście niektóre grupy towarów nadal będą drożały, ale ostrożnie można założyć, że czas dwucyfrowych podwyżek w większości kategorii jest już za nami – mówi dr Agnieszka Gawlik.

Zdaniem dr Wieprow, spadek liczby kategorii drożejących dwucyfrowo sugeruje ogólną tendencję do zmniejszenia tempa podwyżek cen. Może to wynikać z takich czynników, jak konkurencja między sprzedawcami, zmiany preferencji konsumentów czy też sezonowe promocje. – Ceny w sklepach w pierwszym półroczu tego roku nadal będą rosły, ale prawdopodobnie wolniej niż w poprzednim roku. I głównie będą to jednocyfrowe wzrosty – dodaje ekspertka.

W marcu na froncie drożyzny po raz kolejny znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) – tym razem ze wzrostem o 15,4% rdr. W lutym zdrożały o 12,1% rdr. – Dodatki spożywcze ponownie zanotowały dwucyfrowy wzrost cen z powodu sezonowych czynników, w tym zwiększonego zapotrzebowania na tego typu produkty przed świętami – uważa dr Joanna Wieprow.

Drugie miejsce w zestawieniu zajęła chemia gospodarcza, która zdrożała średnio o 9,7% rdr. W lutym zanotowała 9,4% rdr. na plusie. – Dynamika wzrostu cen w tej kategorii utrzymuje się na stabilnym poziomie. Tego typu produkty drożeją szybciej, niż wynikałoby to z ogólnego poziomu inflacji. W dużej mierze jest to spowodowane rosnącymi kosztami surowców i energii – wyjaśnia dr Gawlik.

W TOP3 są też słodycze i desery ze wzrostem o 9,6% rdr. Poprzednio ich ceny poszły w górę o 10,5% rdr. – Rekordowo drożejące kakao sprawia, że ta kategoria jest czołówce drożyzny. Cena tony ww. surowca poszybowała w marcu do ponad 8 tys. GPB. Przyczyną tego były obawy o produkcję w krajach Afryki Zachodniej, będących głównymi światowymi dostawcami kakao – tłumaczy dr Gawlik.

Czwarte w rankingu są napoje bezalkoholowe ze średnią podwyżką o 9,1% rdr. Miesiąc wcześniej zdrożały o 8,7% rdr. – Wzrost cen tych artykułów był wynikiem podwyższenia kosztów produkcji, składników i opakowań. Znaczenie mogły mieć też zmiany w polityce cenowej producentów, a także sezonowe czynniki, takie jak zwiększony popyt przed świętami – wylicza dr Joanna Wieprow.

Zestawienie TOP5 zamykają ponownie środki higieny osobistej ze wzrostem o 4,8% rdr. Poprzednio podrożały o 8,4% rdr. Dalej w rankingu widać art. dla dzieci ze średnią podwyżką rdr. w wysokości 4,2%, pieczywo – 3,9%, a także używki (herbata, kawa, piwo, wódka) – 3,4%.

– W okresie świątecznym konsumenci częściej sięgają po kawę, herbatę i alkohol, co mogło prowadzić do wzrostu cen tych produktów przed Wielkanocą. Jeżeli chodzi o kawę, to trzeba pamiętać, że obecnie jej cena na rynkach światowych jest najwyższa od dekady. Odpowiedzialne są za to niesprzyjające warunki pogodowe i niskie zbiory – informuje dr Gawlik.

Reszta obserwowanych kategorii jest na minusie. Największy spadek po raz kolejny dot. art. tłuszczowych, tj. o 22,1% rdr. – Po pierwsze, światowe ceny rzepaku wykazują tendencję spadkową. To istotne, bo olej rzepakowy stanowi znaczną część produktów oleistych w Polsce. Po drugie, to była najbardziej drożejąca kategoria produktów w ub.r. Po trzecie, tłuszcze, a zwłaszcza masło i olej, są chętnie wykorzystywane w akcjach promocyjnych, bo mocno przyciągają uwagę konsumentów. Obniżki ich cen są więc elementem walki konkurencyjnej – stwierdza dr Agnieszka Gawlik.

Z kolei produkty sypkie staniały o 6,6% rdr. – Jest to rezultatem tendencji na światowych giełdach. Kluczowe było obniżenie cen zbóż. Przyszłe kierunki cen będą zależne od ewentualnych zmian w polityce dotyczącej importu zbóż na rynek Unii Europejskiej z Ukrainy – przewiduje dr Wieprow.

Niewielki ujemny wynik zanotowały też warzywa – 3,1% rdr. Nabiał potaniał o 2,4% rdr. Na lekkim minusie rdr. znalazły się również takie kategorie, jak owoce – 2,1%, karmy dla zwierząt – 1,5%, wędliny – 0,8%, mięso – 0,7%, a także ryby – 0,2%. – Zmiany cen warzyw i owoców są wynikiem dostępności surowców, warunków pogodowych, polityki handlowej i sezonowości. Wkrótce pojawią się na rynku krajowe art. z tych kategorii. Na początku, jak co roku, będą drogie, ale w kolejnych tygodniach zaczną systematycznie tanieć – podsumowuje dr Agnieszka Gawlik.

Metodologia

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z marca 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i blisko 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 75 tys. cen detalicznych z ponad 34,7 tys. sklepów należących do 55 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

HoReCa – gastronomia z problemami, a hotele w lepszej kondycji

Blisko 13,6 tys. obiektów noclegowych, restauracji i firm cateringowych w Polsce ma przeterminowane zaległości finansowe na ponad 352 mln zł. Co 8. restauracja jest wpisana do Krajowego Rejestru Długów. To krajobraz branży HoReCa po pandemii – oceniają eksperci i KRD zalecają kontrahentom przedsiębiorców z tej branży ostrożność w wystawianiu faktur z odroczonym terminem płatności.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, od 2020 do końca 2023 roku, z powodu pandemii COVID-19, a także w jej następstwie, upadłość ogłosiło 159, a restrukturyzację 391 przedsiębiorstw z tego sektora. Te, które funkcjonują do dziś, też borykają się z problemem utrzymania rentowności na skutek rosnących kosztów działalności, wynagrodzeń, opłat za media i czynsze.

– Przykład branży HoReCa pokazuje, że nie można jeszcze ostatecznie zamknąć rozdziału zwanego pandemią. Tuż przed jej wybuchem rynek ten rósł dynamicznie 7 procent rok do roku. Po 2021 roku wartość rynku spadła o 30 proc., a z branży odeszło 200 tysięcy osób. O ile jednak w pandemii głównym problemem firm były lockdowny i obostrzenia, które ograniczały ich funkcjonowanie, o tyle dziś są to przede wszystkim: wysoka inflacja, drogie kredyty i rosnące koszty prowadzenia działalności. To główne przyczyny tego, że firmy wciąż nie wychodzą z zadłużenia – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zadłużenie branży HoReCa, według danych KRD, wynosi ponad 352 mln zł. Większość tej sumy, bo 84 proc., przypada na gastronomię (restauracje, kawiarnie, puby, firmy cateringowe etc.). Resztę, czyli 16 proc., stanowią długi obiektów noclegowych (hoteli, hosteli, pensjonatów). Średnie zadłużenie jednej firmy wynosi 26 tys. zł.

Sektor jednak liczy na rychłą poprawę swojej sytuacji finansowej. Oczekuje wprowadzenia jednolitej 5-procentowej stawki VAT na usługi gastronomiczne i proponuje, by zaczęła ona obowiązywać już od 1 lipca br. Kolejnym zastrzykiem finansowym, który tym razem ma postawić na nogi firmy najbardziej dotknięte przez pandemię, jest wsparcie MŚP ze środków KPO m.in. dla branży HoReCa. Będą się mogły o nie ubiegać aktualnie działające przedsiębiorstwa, które doświadczyły spadku obrotów w latach 2020 lub 2021, w wysokości co najmniej 20 proc. liczonych rok do roku.

Co 8. restauracja wpisana do KRD, hotele bardziej rzetelne

Większa część długów branży HoReCa – 295 mln zł – przypada na firmy prowadzące działalność związaną z wyżywieniem. Według danych wywiadowni Dun & Bradstreet Poland na polskim rynku może działać 93,4 tys. punktów gastronomicznych. Z 13,6 tys. dłużników HoReCa 11,9 tys. stanowią właśnie takie placówki. Oznacza to, że co 8. restauracja jest wpisana do KRD.

Nieco lepiej wygląda sytuacja w firmach prowadzących działalność związaną z zakwaterowaniem. Zadłużonych hoteli i miejsc noclegowych jest w rejestrze 1733. Ich łączny dług wynosi 57,3 mln zł.

– Z naszej Analizy wiarygodności płatniczej, której poddaliśmy wszystkie firmy działające w tej branży, wynika że tylko ok. 80 procent można traktować jako wiarygodne. Do reszty należy podchodzić z rezerwą, a 10 procent to firmy o tak niskim poziomie wiarygodności, że wystawianie im faktur z odroczonym terminem płatności jest obarczone bardzo dużym ryzykiem. Niepokojące jest to, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zmniejszył się odsetek tych firm, które zasługiwały na najwyższą wiarygodność, a powiększył tych, które należy traktować z dużą ostrożnością. Przy czym w gastronomi te wskaźniki są gorsze niż w zakwaterowaniu – informuje Adam Łącki.

Na podstawie Analizy wiarygodności płatniczej Krajowy Rejestr Długów szacuje wysokość limitu kupieckiego, czyli rekomendowanej wartości sprzedaży z odroczonym terminem płatności dla przedsiębiorstw z danej branży. Gorszą kondycję gastronomii widać także w tym wskaźniku. O ile dla jednoosobowych działalności gospodarczych rekomendowany limit kupiecki w przypadku gastronomii wynosi niespełna 17 tys. zł, to w przypadku zakwaterowania już 18,2 tys. zł. Znacznie większą różnicę widać w przypadku spółek prawa handlowego – odpowiednio 89,6 tys. zł i 165,4 tys. zł.

HoReCa współpracuje na co dzień z wieloma dostawcami. Nieterminowe regulowanie faktur przez hotele czy restauracje może być zagrożeniem dla ich płynności finansowej. Dlatego zawsze warto sprawdzać takie firmy przed realizacją zamówienia oraz interesować się ich kondycją finansową także w trakcie długotrwałej współpracy – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Większość przeterminowanych zobowiązań finansowych HoReCa to długi wobec sektora finansowego. Bankom, firmom leasingowym, towarzystwom ubezpieczeniowym i funduszom sekurytyzacyjnym jest on winien 192 mln zł. Handel czeka na zwrot 37 mln zł, a dostawcy energii na 16 mln zł.

Księga rekordów zadłużenia

Wśród dłużników notowanych w KRD 63 proc. stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich łączny dług to 200 mln zł. Spółki prawa handlowego, których w rejestrze jest 37 proc., są zadłużone na 148 mln zł.

Najwięcej dłużników działa w woj. mazowieckim (2,9 tys.), z czego 2 tys. w samej Warszawie. 1,5 tys. znajduje się w woj. śląskim, a 1,3 tys. w woj. dolnośląskim. Te regiony odznaczają się też najwyższym łącznym zadłużeniem (mazowieckie: 87,7 mln zł, śląskie: 43,5 mln zł, dolnośląskie: 36,2 mln zł).

Rekordzistką w zadłużeniu jest jednak restauracja z Wrocławia, winna ponad 4,2 mln zł wobec energetyki, branży spożywczej i firmy leasingowej. Najwyższe pojedyncze zobowiązanie – 2,5 mln zł – należy do firmy z województwa łódzkiego. Z kolei pewne przedsiębiorstwo z województwa lubelskiego ma na koncie rekordową liczbę 641 przeterminowanych zobowiązań finansowych na łączną kwotę ponad 341 tys. zł. Grono rekordzistów zamyka multidłużnik województwa świętokrzyskiego z największą w branży liczbą wierzycieli – 19 – którym winien jest łącznie 357 tys. zł.

Gen Z. Jakie jest pokolenie Zet w Polsce?

Roszczeniowi małolaci, którym nie chce się pracować, przyklejeni do smartfona i liczący się jedynie z opinią influencerów? O generacji Zet krąży wiele mitów. Co jest jednak najważniejsze dla osób urodzonych w latach 1997-2012? Jacy powinni być ich zdaniem pracodawcy? Na co najczęściej wydają pieniądze? Czy gromadzą oszczędności i dbają o swoje zdrowie? Studenci Uniwersytetu SWPS na kierunku School of Ideas wspólnie z agencją digital marketingową They.pl, jako pierwsi w Polsce przygotowali raport o pokoleniu Z stworzony przez pokolenie Z.

O pokoleniu Zet krąży wiele stereotypów. Studenci Uniwersytetu SWPS wraz z agencją They.pl zaprojektowali i przeprowadzili projekt, którego wyniki obalają mity na temat tej generacji.

“Raport Gen Z o sobie i otaczającym ich świecie. Jakie są polskie Zetki?” jest podsumowaniem projektu o charakterze badawczym, zrealizowanego przez studentów II roku kierunku School of Ideas na Uniwersytecie SWPS. Projekt został przeprowadzony w ramach przedmiotu Antropologia w biznesie w partnerstwie  z agencją digital marketingową  They.pl. Efektem tej współpracy jest zbiór interesujących insightów o pokoleniu Z, które przygotowali sami jego przedstawiciele – co stanowi o unikatowości tego raportu. Komentarze ekspertów rzucają dodatkowe, ciekawe światło na wizerunek Gen Z ustalony w trakcie projektu – mówi dr Alina Landowska, opiekunka merytoryczna projektu z Uniwersytetu SWPS.

W badaniu studenci przyjrzeli się 8 kluczowym obszarom życia. Zetki pytały inne Zetki o sprawy związane ze zdrowiem, zakupami, przyszłością, podejściem do finansów, pracą, spędzaniem czasu wolnego, duchowością i ekologią.

– Zebraliśmy odpowiedzi od ponad 2 500 Zetek z całej Polski, pytaliśmy o 8 kluczowych obszarów, które wspólnie wybraliśmy. Interesowały nas sprawy związane ze zdrowiem, zakupami, przyszłością, podejściem do finansów, pracą, spędzaniem czasu wolnego, duchowością i ekologią. Wyniki były  zaskakujące, stały się powodem ożywionych dyskusji, a przede wszystkim – podważyły popularne mity na temat tego pokolenia. Stąd pojawiło się hasło autorstwa studentów – “insighty o generacji bez generalizacji”, które przyświecało nam podczas trwania projektu. Mamy nadzieję, że raport będzie pomocny dla osób, które chcą skutecznie prowadzić komunikację do Zetek, zarządzają zespołami złożonymi z przedstawicieli różnych pokoleń oraz zastanawiają się, jak wchodzące na rynek pracy pokolenie Zet może wpłynąć na środowisko biznesowe – mówi Adrianna Kubik, business director & board member, agencja digital marketingowa They.pl

Portfele Zetek

Skąd Zetki mają pieniądze “na życie”? Choć dla 58% badanych główne przychody to te pochodzące z pracy zarobkowej, to aż 72% wciąż otrzymuje środki finansowe od rodziny. Możliwość korzystania ze wsparcia rodziców niweluje stres związany z osobistą sytuacją finansową.

Dopóki studiuję, to wydaje mi się, że mogę liczyć na zaplecze finansowe od moich rodziców, ale potem postaram się być niezależna i polegać tylko na sobie – wskazała jedna z respondentek.

Młodzi ludzie chcą korzystać z życia, dlatego też często wydają pieniądze na rozrywkę, czyli na kulturę, spotkania towarzyskie czy subskrypcje. Aż 77% badanych wskazało, że najczęściej wydaje środki na ten cel. Choć młodzi troszczą się o swoje samopoczucie i odpoczynek, to jednocześnie dbają o swoje bezpieczeństwo finansowe. 57% badanych wskazało, że odkłada pieniądze budując poduszkę bezpieczeństwa lub na inne cele.

Idealna praca według Zetek

Tylko dla 18% badanych praca jest ważną sferą ich życia. Dla Zetek zdecydowanie ważniejszy jest samorozwój.

Przedstawiciele generacji Zet mają wobec pracodawców wysokie wymagania. Aż 93% badanych uważa, że w ogłoszeniach o pracę powinno być podane wynagrodzenie. Badani przed rozważeniem jakiejkolwiek oferty zatrudnienia chcą mieć pewność, że wybierają firmę oferującą zadowalającą ich płacę. Dla Zetek bardzo ważne jest również, aby pracodawcy dbali o zdrowie psychiczne swoich pracowników. Jest to kluczowe wymaganie dla 94% respondentów.

Dla młodych ludzi praca w korporacji nie jest marzeniem. Tylko dla 7% badanych etat w dużej, międzynarodowej firmie jest najbardziej pożądaną formą zatrudnienia. Zdecydowanie więcej osób chce założyć własną firmę lub prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą (43%).

Zakupy tylko online?

Zetki robią zakupy tylko w sieci? Nic bardziej mylnego. Tylko 17% badanych wskazało, że kupuje online. W odpowiedziach dominuje mieszany sposób robienia zakupów, czyli stacjonarnie i w sieci (38%). Młodzi chętnie zaglądają do second-handów (56%) i sieciówek (75%).

Gen Z, dokonując zakupów, sugerują się opiniami w internecie. Tylko 3% z nich deklaruje, że influencerzy mają wpływ na ich decyzje zakupowe. Najważniejsze są dla nich rekomendacje przyjaciół, znajomych i rodziny wyjaśnia studentka Uniwersytetu SWPS, Mirella Murawska.

Zetki są wrażliwe na greenwashing. Świadome wybory, odpowiedzialna moda i hasła takie jak „fair trade” czy „conscious shopping” nie są im obce. Ankietowani zapytani o czynniki, które mają na nich największy wpływ podczas wybierania kupowanych produktów udowodnili, że liczą się dla nich nie tylko polecenia znajomych czy posiadanie tego, co znane, lecz także kwestie związane z odpowiedzialnością społeczną, ekologią czy lokalnością (72% odpowiedzi). Na wybory zakupowe 22% Zetek ma wpływ fakt, czy marka jest odpowiedzialna społecznie, dla 27% z nich – to, czy marka produkuje w Polsce, a dla 23% – to, czy marka jest ekologiczna lub działa zgodnie z zasadą fair trade.

Czy Zetki dbają o zdrowie?

Dla 68% Zetek wartością nadrzędną jest troska o własne zdrowie. Jednocześnie aż 52% ankietowanych przyznaje, iż nie korzysta systematycznie z usług lekarzy ani nie poddaje się regularnym badaniom. Koresponduje to z danymi dotyczącymi ogółu polskiego społeczeństwa, które wciąż pozostaje na niskim poziomie świadomości w kwestii profilaktyki zdrowotnej.

Projekt badawczy “Gen Z o sobie i otaczającym ich świecie: Insighty o generacji bez generalizacji” został zrealizowany wśród 2554 osób z pokolenia Zet w Polsce. Badanie ilościowe zostało uzupełnione wywiadami jakościowymi. Dane zostały zebrane w okresie od marca do czerwca 2023 roku. W projekcie zastosowaliśmy metodę kuli śnieżnej. Zainteresowanie wśród Gen Z przerosło nasze oczekiwania.

Pełny raport dostępny jest: https://www.they.pl/polskiezetki/

Zmiany w Zarządzie ORLEN S.A. – Ireneusz Fąfara nowym Prezesem

Rada Nadzorcza ORLEN S.A. powołała w dniu 10 kwietnia 2024 roku Pana Ireneusza Fąfarę na funkcję Prezesa Zarządu ORLEN S.A. z dniem 11 kwietnia 2024 roku.

Jednocześnie Rada Nadzorcza ORLEN S.A. powierzyła obowiązki Pierwszego Wiceprezesa Zarządu ds. Korporacyjnych Panu Witoldowi Literackiemu z dniem 11 kwietnia 2024 roku, a także odwołała Członka Rady Nadzorczej Pana Ireneusza Sitarskiego z czasowego delegowania do wykonywania czynności Członka Zarządu ORLEN S.A.

Rada Nadzorcza ORLEN S.A. będzie kontynuować posiedzenie w dniu 16 kwietnia 2024 roku.

W imieniu Rady Nadzorczej:

Wojciech Popiołek
Przewodniczący Rady Nadzorczej ORLEN S.A.

Michał Gajdus
Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej i Przewodniczący Komitetu ds. Nominacji i Wynagrodzeń Rady Nadzorczej ORLEN S.A.

Ireneusz Fąfara

Ekspert doskonale znający sektor paliwowy i wyzwania związane z transformacją energetyki. Praktyk zarządzania dużymi organizacjami i wielomiliardowymi projektami.

W latach 2010 – 2017 związany z Grupą ORLEN. Jako Prezes Zarządu ORLEN Lietuva zreformował i doprowadził do zyskowności rafinerię w Możejkach. Wypracował porozumienia i zakończył wieloletnie spory związane z logistyką. Znacząco zwiększył sprzedaż ORLEN Lietuva na rynkach eksportowych. Posiada wiedzę o specyfice Grupy ORLEN i zachodzących w niej procesach.

Od końca lat dziewięćdziesiątych sprawował najwyższe funkcje menedżerskie w dużych spółkach publicznych i prywatnych.

Członek rad nadzorczych Rockbridge TFI (2018 – 2024, złożył rezygnację w dniu powołania na Prezesa Zarządu ORLEN S.A.), PKO BP (2009 – 2010), LOTOS (2009 – 2010), Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (2007 – 2009), Kompania Węglowa (2003 – 2005), Narodowy Fundusz Zdrowia (2005 -2008), Agencji Rynku Energii (1997 – 1998).
Prezes Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego (2007 – 2009) oraz Wiceprezes Zarządu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (1998 – 2007). Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Witold Literacki

Pan Witold Literacki jest absolwentem Uniwersytetu Śląskiego, Wydział Nauk Społecznych, który ukończył w 1994 roku oraz MBA w Lubelskiej Szkole Biznesu przy współpracy z University of Central Lancashire w Wielkiej Brytanii w 2006 roku. Ekspert w dziedzinie finansów i podatków. Od wielu lat związany zawodowo z branżą paliwowo-energetyczną. Doświadczenie menadżerskie zdobywał zarówno w firmach zagranicznych, jak i polskich, w tym w PKN ORLEN.

W latach 2022 – 2023 pełnił funkcję dyrektora finansowego w PERN SA. Wcześniej w latach 2020-2022 był zatrudniony jako dyrektor finansowy w Warszawskich Zakładach Mechanicznych PZL- WZM w Warszawie SA. W latach 2008- 2020 był dyrektorem biura podatków w PKN ORLEN SA. W latach 2007 – 2008 – manager ds. podatkowych w RWS Stoen SA. W latach 1999-2007- senior manager ds. kontroli podatkowej w Carrefour Polska Sp. z o.o. W latach 1997 – 1999 zatrudniony był jako konsultant w firmie Arthur Andersen Sp. z o.o. Od 1991 do 1997 był inspektorem w dziale kontroli podatkowych Urzędu Skarbowego w Zabrzu.

Cięcia stóp w strefie euro nadchodzą wielkimi krokami

Prezeska Christine Lagarde w marcu starała się zasygnalizować, że do obniżki stóp procentowych dojdzie prawdopodobnie w czerwcu, nie będąc przy tym zbytnio bezpośrednią. Podczas kwietniowego posiedzenia Rady Prezesów komunikat ten może zostać wzmocniony. Czas się przygotować – cięcia nadchodzą wielkimi krokami.

Marcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego nie wywołało zbytniego zamieszania. Bank zrewidował w dół swoje projekcje inflacji na lata 2024 i 2025 oraz wprowadził niewielkie korekty prognoz wzrostu. Ton prezeski Lagarde był dość niejednoznaczny – potwierdziła postępy w walce z inflacją, powtórzyła jednak przy tym, że bank „nie jest jeszcze we właściwym miejscu”. Podkreśliła również wagę rynku pracy dla oceny sytuacji przez EBC.

Z rynkowego punktu widzenia najistotniejszą częścią jej komentarza była niewątpliwie sugestia, że kwiecień przyniesie niewiele nowych odczytów i istnieje „szeroka zgoda”, że bank będzie wiedział „znacznie więcej” w czerwcu. Zarówno dla nas, jak i dla rynków była to wyraźna wskazówka, że czerwcowe posiedzenie rozważane jest jako termin pierwszej obniżki stóp procentowych. Ostatnie komentarze decydentów i minutki z marcowego posiedzenia potwierdzają ten pogląd.

W swoim przemówieniu dwa tygodnie później Lagarde powtórzyła te uwagi, podkreślając, że w czerwcu bank będzie miał więcej danych i nowe prognozy. Główny ekonomista EBC Philip Lane zasygnalizował pod koniec marca, że decydenci są przekonani, że spowolnienie tempa wzrostu płac jest na dobrej drodze.

Kilka dni później Piero Cipollone, inny członek Rady, również brzmiał nieco gołębio. Oświadczył, że decydenci powinni być gotowi do szybkiego odwrócenia swojej restrykcyjnej polityki monetarnej, jeśli odczyty będą potwierdzały scenariusz nakreślony w marcowych projekcjach.

W ubiegłym tygodniu głos zabrał Pablo Hernandez de Cos, kolejny z decydentów, który stwierdził, że pierwsze cięcie w czerwcu to w jego opinii „scenariusz centralny”. Opublikowane w czwartek minutki z marcowego posiedzenia EBC potwierdziły, że pogląd ten jest bliski Radzie Prezesów. Zauważają oni, że „argumenty za rozważeniem cięć stóp procentowych nabrały siły”, a przed czerwcowym posiedzeniem dostępne będzie więcej informacji, szczególnie dotyczących płac.

Dane z bloku wydają się sugerować, że nadchodzi czas, by EBC zmienił poziom stóp procentowych. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej uległy w ostatnim czasie poprawie, chociaż wciąż wskazują na niewiele ponad stagnację. Jednocześnie na dobrej drodze jest walka z inflacją – w marcu obie jej miary spadły silniej, niż oczekiwano. Główna miara spadła do 2,4%, bazowa zaś do najniższego od ponad dwóch lat poziomu 2,9%. Wszystko zaczyna się układać.Inflacja w strefie euro

EBC zdecydowanie kładzie podwaliny pod pierwszą obniżkę stóp procentowych w czerwcu. Kwietniowe posiedzenie będzie naszym zdaniem jedynie punktem do odhaczenia – formalną koniecznością i ćwiczeniem z retoryki dla prezeski Lagarde. Rynki podzielają ów pogląd, wyceniając prawdopodobieństwo cięcia w tym miesiącu na poniżej 10%. Uważamy, że Lagarde powinna zasygnalizować, że na posiedzeniu w tym miesiącu rozpoczęły się pierwsze dyskusje o obniżkach stóp, jednak podczas gdy rośnie przekonanie o powrocie inflacji do celu, EBC potrzebuje większej pewności, którą może dać publikacja wspomnianych podczas ostatniego posiedzenia danych.

Jako że rynki swap niemal w pełni wyceniają cięcie o 25 pb. w czerwcu, stopień jednoznaczności w komunikatach banku dotyczących tego posiedzenia może zostać zinterpretowany jako mający znaczenie dla zebrań w drugiej połowie roku. Podejrzewamy, że Lagarde nie zająknie się o tempie obniżek stóp procentowych, a zamiast tego prawdopodobnie ponownie podkreśli zależność od danych.

Uważamy, że celem czwartkowego posiedzenia będzie przede wszystkim przykucie uwagi rynku do prawdopodobieństwa cięcia w czerwcu bez dzielenia się klarownym forward guidance dotyczącym możliwego tempa dalszego rozluźniania polityki. Jeśli jednak retoryka będzie odbiegać od przewidywań i widoczne w niej będzie coś więcej niż oczekiwany przez rynki umiarkowanie gołębi ton, może to wywołać zmienność na parze EUR/USD. Do szczególnie silnego ruchu głównej pary może dojść, jeśli EBC przekaże jakiekolwiek wskazówki dotyczące tempa dalszych cięć stóp procentowych.

Obecnie rynki wyceniają ok. 90 pb. obniżek stóp procentowych w 2024 r., co odpowiada trzem-czterem ruchom w dół. Jest to naszym zdaniem realistyczne. Podtrzymujemy nasz pogląd, że argumenty za normalizacją polityki monetarnej w strefie euro są silniejsze niż w przypadku USA i Wielkiej Brytanii. Jeśli dezinflacja będzie dalej trwała, możemy spodziewać się w tym roku pewnej normalizacji polityki w strefie euro.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (11.03) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Kryzys w branży TSL. Firmy planują zwolnienia

Jak wynika z badania ManpowerGroup co trzecia firma z sektora logistyczno-transportowego planuje zwolnienia pracowników w drugim kwartale tego roku. – Sytuacja jest poważna i potrzeba zdecydowanych oraz konkretnych rozwiązań – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

  • Polska branża TSL traci zdolność do konkurowania z dużymi podmiotami z innych państw europejskich – wynika z raportu „Branża TSL w obliczu automatyzacji i wojny” opublikowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny;
  • Nasz kraj zaczyna przegrywać wyścig z sąsiadami o bycie strategicznym hubem przeładunkowym;
  • Branża TSL powinna szukać nie tylko oszczędności, ale też stawiać na nowoczesne rozwiązania biznesowe.

Jak wynika z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektywy Zatrudnienia” od kwietnia do czerwca tego roku aż 34 proc. firm z branży TSL zapowiada konieczność redukcji zatrudnienia. Jak ocenili autorzy raportu „plany rekrutacyjne firm z branży transportu, logistyki & motoryzacji są zdecydowanie mniej optymistyczne niż dotychczas”.

Przed jakimi wyzwaniami stoi polska branża TSL?

  • niestabilna sytuacja geopolityczna;
  • trwająca już kilkanaście miesięcy stagnacja i nadal słabe perspektywy gospodarcze w dużej części krajów UE, szczególnie w największej w Europie gospodarce niemieckiej;
  • blokady granic i strajki doprowadziły do wyższych stawek w transporcie drogowym;
  • obawy o utratę płynności finansowej;
  • wzrost liczby windykacji firm z branży TSL;
  • zmiany przepisów wewnątrzunijnych oraz z państwami trzecimi, do których trzeba się dostosować;
  • zmiany w podejściu importerów europejskich, którzy zaczynają unikać Polski jako hubu przeładunkowego, zyskują porty w Koprze i Trieście.

– W sytuacji ciągłego kryzysu i możliwości utraty przez polską branżę TSL konkurencyjności na rynku europejskim państwo powinno pomyśleć nad systemowymi rozwiązaniami. Branża TSL to wciąż ważna gałąź polskiej gospodarki – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Branża TSL działa w warunkach kryzysu od czterech lat: począwszy od pandemii, poprzez wojnę na Ukrainie, po zakłócenia na Morzu Czerwonym.

– Niespokojna rzeczywistość stała się normą dla branży TSL, dlatego firmy powinny wykorzystywać te narzędzia biznesowe, które dają im elastyczność i oszczędności. Outsourcing procesów biznesowych pozwala w przypadku firm średnich i dużych na oszczędności kosztowe sięgające milionów złotych rocznie a poprawa cash-flow i uwolnienie środków finansowych na dalszy rozwój jest liczona w dziesiątkach milionów – mówi Dariusz Brzeziński, dyrektor zarządzający centrum BPO w Meritoros, który w ramach BPO Champions pomógł w skutecznej transformacji biznesowej jednemu z największych podmiotów w Polsce w sektorze TSL – Omida Group.

Inwestorzy indywidualni zwracają się ku Europie

  • Europejskie Novo-Nordisk, Repsol i Rheinmetall znalazły się pośród firm zyskujących popularność wśród inwestorów
  • Popularność tematu sztucznej inteligencji nadal przyciąga inwestorów do liderów rynku – Nvidii, Super Micro Computer i ARM
  • Mattel odnotował największy spadek liczby inwestorów w ujęciu kwartalnym (-21 proc.) – widać, że efekt filmu „Barbie” zaczyna słabnąć

Inwestorzy indywidualni coraz częściej szukają okazji na europejskich giełdach, jednocześnie trzymając się mocno liderów w dziedzinie sztucznej inteligencji i leków odchudzających, wynika z najnowszych kwartalnych danych giełdowych platformy inwestycyjno-handlowej eToro.

eToro przeanalizowało, które spółki odnotowały największą proporcjonalną zmianę popularności swoich akcji kwartał do kwartału (tabela 1), a także 10 najczęściej przetrzymywanych akcji na platformie (tabela 2).

Podczas gdy szczyt listy najczęściej posiadanych akcji pozostał niezmieniony, z Teslą, Amazonem i Apple na czele, w dalszej części rankingu sporo się zmieniło za sprawą NVIDIA. Lider rynku sztucznej inteligencji wspiął się z 7. na 4. miejsce w pierwszym kwartale, ponieważ cena akcji firmy kontynuowała niespotykane wzrosty, obecnie o ponad 230 proc. w ciągu ostatniego roku.

Dane pokazują również, że globalni użytkownicy eToro widzą w 2024 roku większy potencjał w akcjach europejskich, w przededniu szeroko oczekiwanej rotacji rynku z USA i spółek technologicznych w kierunku Europy i rynków wschodzących. Europejskie firmy na liście obejmują producenta leków odchudzających Novo-Nordisk, hiszpańską firmę energetyczną Repsol i niemieckiego giganta przemysłu obronnego Rheinmetall, przy czym ta ostatnia odnotowała w 2024 roku bardzo wysoki 80-procentowy wzrost cen akcji, a to w związku ze wzrostem wydatków wojskowych w wyniku ponieważ wydatki wojskowe rosną z powodu trwającego konfliktu Ukraina-Rosja.

Użytkownicy eToro nie wykazują jednak oznak rezygnacji z manii dotyczącej AI. Akcje Super Micro Computer, ARM Holdings i Palo Alto związane ze sztuczną inteligencją znalazły się na liście największych wzrostów w pierwszym kwartale, a liczba inwestorów posiadających te akcje wzrosła odpowiednio o 290 proc., 52 proc. i 144 proc. Na liście znalazła się również MicroStrategy Incorporated.

Komentując dane, analityk eToro Paweł Majtkowski powiedział: Pewne tematy nadal dominują na rynkach i jest to dobrze odzwierciedlone w aktywności użytkowników eToro w ostatnim kwartale. Akcje spółek opartych na sztucznej inteligencji wciąż przyciągają bardzo wielu nowych inwestorów, którzy są nagradzani zyskami z powodu szybkiego wdrażania jej praktycznych zastosowań. AI to nie tylko hype, ale także duże realne zyski. Co widzimy, wielkimi fanami AI pozostają także polscy inwestorzy. Producenci leków odchudzających Eli Lily i Novo-Nordisk także utrzymują wysoką popularność za sprawą eksplozji popytu na ich produkty.

Podczas gdy polscy inwestorzy na platformie eToro w większości skupiają się na rynku amerykańskim, globalnie widzimy wzrost popytu na akcje europejskie i spodziewamy się, utrzymania się tego trendu w 2024 r. Uwaga globalnych inwestorów przenosi się na tańsze i bardziej wrażliwe na koniunkturę i stopy procentowe akcje europejskie. Inwestorzy indywidualni wyraźnie nie chcą przegapić nadchodzącej rotacji i dodają te spółki do swoich portfeli.

Na drugim końcu inwestycyjnego spektrum, użytkownicy eToro zdawali się tracić cierpliwość do chińskich akcji, z Prosus (-18 proc.), głównym udziałowcem chińskiej firmy technologicznej Tencent, i Gaotu Techedu (-17 proc.), które znalazły się na liście największych spadków. Kolejną spółką, która odnotowała znaczny spadek w ujęciu kwartalnym, był Mattel (-21 proc.), co wskazuje, że słabnie efekt wywołany wielkim sukcesem filmu “Barbie”. Cena akcji spółki spadła o 10 proc. w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. W niektórych przypadkach, użytkownicy eToro postanowili realizować wypracowane zyski – Corbus Pharmaceuticals stracił 17 proc. posiadaczy po wzroście o 513 proc. od początku roku.

Paweł Majtkowski dodaje: Pomimo długo wyczekiwanego rajdu na rynkach wschodzących w 2024 r., chińskie akcje nadal wykazują słabość, dlatego niektórzy inwestorzy ograniczają swoje straty i dokonują relokacji aktywów. “Barbiemania”, która napędzała akcje Mattel, również zaczęła zanikać. Firma cieszyła się znacznym wzrostem cen akcji dzięki ogromnemu sukcesowi komercyjnemu filmu w zeszłym roku, ale ta dynamika nie utrzymała się, co wywołało reakcję inwestorów.

Tabela 1: Akcje odnotowały największy proporcjonalny wzrost i spadek liczby posiadaczy na platformie eToro kwartał do kwartału

Największe wzrosty liczby posiadaczy na eToro wśród inwestorów globalnie Największe spadki liczby posiadaczy na eToro wśród inwestorów globalnie
Ranking Firma Procentowy wzrost liczby posiadaczy QoQ Firma Procentowy spadek liczby posiadaczy QoQ
1 Super Micro Computer 290% Mattel Inc -21%
2 Palo Alto Networks 144% Liberty Media Corp -18%
3 MicroStrategy Incorporated 78% Net Lease Office Properties -18%
4 Repsol 68% Atlanta Braves Holdings -18%
5 Rheinmetall AG 61% Prosus -18%
6 Broadcom Inc 55% Corbus Pharmaceuticals Holding -17%
7 Fisker Inc 54% Phinia Inc -17%
8 ARM Holdings 52% Gaotu Techedu Inc. -17%
9 Novo Nordisk 50% Lithium Americas Argentina -16%
10 Eli Lilly & Co 48% Sandoz Group -15%

Źródło: eToro

Tabela 2: Akcje najczęściej posiadane przez globalnych użytkowników eToro i ich pozycja w ostatnich dwóch kwartałach

Firma Ranking na koniec Q1 2024 Ranking na koniec Q4 2023
Tesla Motors 1 1
Amazon.com 2 2
Apple 3 3
NVIDIA Corporation 4 7
Nio 5 4
Microsoft 6 5
Meta 7 6
Alibaba 8 8
Alphabet 9 9
PayPal Holdings 10 10

Źródło: eToro

Załamanie na akcjach PGE i Enei

Zarówno Enea jak i PGE notowane są ze znaczącym, wysokim dyskontem w stosunku do wartości księgowej. Częściowo z uwagi na wskaźniki zadłużenia, które mają przed sobą perspektywę dalszego wzrostu. Perspektywa alternatywy dla NABE, kierująca w stronę transformacji energetycznej może wywrzeć większą długotrwałą presję na biznes obu spółek w długim terminie, z naciskiem na PGE. Wydaje się, że w dużej mierze ruch ten możemy uzasadniać sporą niepewnością rynku odnośnie zmiany w kierunku OZE, co uderza w dotychczasowe filary biznesu.

Przy rosnących stratach i rekordowo wysokich stopach procentowych, trudno wyobrazić sobie źródło ‘taniego’ finansowania wielomiliardowych nakładów inwestycyjnych potrzebnych, by zastąpić węgiel, źródłami w pełni odnawialnymi. Jak dotąd wciąż mgliste prognozy ministerstwa dot. przypisania kopalń do elektrowni zwiększają niepewność rynku i sprawiają, że trudno oszacować przyszłą trajektorię rozwoju biznesu spółek energetycznych. Z reakcji rynku wynika, że ew. połączenie dostaw węgla z kopalń do elektrowni nie musi okazać się rozwiązaniem fundamentalnie poprawiającym kondycję finansową spółek.

Giełda z opóźnieniem zdaje się dyskontować potężną stratę PGE w IV kw. 2023 roku, która w wyniku odpisów wartości aktywów wyniosła 8 mld PLN (i ponad 5 mld PLN za cały rok 2023, wobec rekordowych ponad 3 mld PLN zysków w 2022 roku).

Być może w kuluarach pojawiły się pewne informacje, lub decyzje, o których dopiero się dowiemy. Reakcja rynku sugeruje jednak, że prawdopodobnie nie będą to wiadomości optymistyczne dla akcjonariuszy PGE.

Dzisiejsze spadki na Enei wyglądają dość niepokojąco przed wynikami, które poznamy 17 kwietnia, a przed którymi dokonano dość sensacyjnego pomniejszenia zysku netto o 2,34 mld PLN za 2023 rok. Dziś zachowanie cen akcji sugeruje, że nie musi to być koniec problemów; jeśli uznamy koncepcję ‘rynku prognostycznego’ za w tym przypadku adekwatną.

Nowe maszyny rolnicze w marcu z lekkim odbiciem, ale cały pierwszy kwartał 2024 dużo słabszy niż rok temu

813 zarejestrowanych nowych ciągników w marcu wobec 528 w lutym – takie odbicie „in plus” notuje Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR), przypominając jednocześnie, że drugi miesiąc tego roku okazał się pod tym względem najgorszy od 5 lat. Liczba rejestracji nowych przyczep prezentuje się zaś na stałym poziomie od września 2023 roku, natomiast dalszy wzrost w rejestracji tych dwóch podstawowych kategorii maszyn rolniczych miejsce ma na rynku wtórnym. Cały pierwszy kwartał tego roku dla nowych ciągników i przyczep wpisywał się w trend spadkowy, zaś, co stanowi już stałą tendencję, użytkownicy maszyn w coraz większym stopniu przerzucali się na ciągniki i przyczepy używane.

Q1 2024 to najgorszy wynik od Q12019 kiedy zarejestrowano 1678 nowych ciągników rolniczych.
Q1 2024 to najgorszy wynik od Q12019 kiedy zarejestrowano 1678 nowych ciągników rolniczych.

Sam trzeci miesiąc tego roku przyniósł pewną niespodziankę w rejestracji (a więc de facto sprzedaży) nowych ciągników. Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) odnotowała aż 813 takich rejestracji, podczas gdy miesiąc wcześniej – 528, co stanowiło najgorszy pod tym względem wynik w ciągu ostatnich 5 lat. – To spore odbicie w stosunku do poprzedniego miesiąca, ale i tak jest to o 198 szt. mniej niż w marcu 2023 roku, kiedy to zanotowano 1011 rejestracji nowych ciągników – dowiedzieć się można ze sporządzonego przez PIGMiUR zestawienia, jakie co miesiąc powstaje na podstawie danych z CEPiK.

Nowe ciągniki rolnicze. Mimo marcowego odbicia „in plus”, trwa tendencja spadkowa

W ciągu całego pierwszego kwartału tego roku zarejestrowano takich maszyn 2037. To o 468 szt. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Spadek rejestracji wynosi tu więc 18,7 proc.

– Do marcowego wyniku podchodzimy z nadzieją, ale ostrożną, bowiem tendencja w rejestracji nowych ciągników jest cały czas spadkowa. Szkoda, bo na ich zakup, polscy producenci rolni mają do dyspozycji m.in. dofinansowanie z Unii Europejskiej – deklaruje Wojciech Bury, prezes PIGMiUR. Przypomina jednocześnie, że aby otrzymać takie środki, potencjalny nabywca nowych maszyn musi jednak mieć wkład własny, a z tym jest coraz gorzej. – Na początku roku weszła w życie ustawa o pożyczkach lombardowych, która w znacznym stopniu ogranicza, a wręcz nawet uniemożliwia, pozyskanie go np. w formie bardzo popularnej tzw. pożyczki leasingowej – wskazuje Wojciech Bury.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników i stała tendencja w rejestracji nowych przyczep

Najpopularniejszymi nowymi ciągnikami w minionym pierwszym kwartale są New Holland, który utrzymuje pozycję lidera i notuje w tym czasie 310 rejestracji (o 96 szt. mniej niż rok wcześniej), Kubota (283 szt., tylko o 2 mniej niż przed rokiem) i John Deere z 276 rejestracjami. Dalej są Deutz Fahr i Claas. Liderem w zakupie nowych ciągników jest Mazowieckie, a za nim Wielkopolskie i Łódzkie. – O ile w nowych ciągnikach obserwujemy odbicie, to przy drugiej podstawowej kategorii nowych maszyn czyli przyczep do czynienia mamy z postępującą już od września 2023 roku tendencją – zauważa prezes PIGMiUR. Według zebranych przez Izbę danych, w marcu zarejestrowano ich 384, wobec 392 miesiąc wcześniej. – Od ponad pół roku liczba ich rejestracji kształtuje się na poziomie 350-410. Marcowy wynik wpisuje się w ten trend – komentuje Wojciech Bury. Sięga do danych z analogicznego okresu 2023, kiedy to zarejestrowano 578. – Teraz zaś, w ciągu trzech pierwszych miesięcy br., zarejestrowano w sumie 1190 szt. nowych przyczep rolniczych, i jest to o 344 mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi już więc 22,4 proc. – dodaje.

Spadek rejestracji nowych maszyn – wynikiem pogłębiających się pesymistycznych nastrojów na wsi

Z zestawienia PIGMiUR wynika, że najpopularniejszymi markami zarejestrowanych nowych przyczep okazały się po trzech miesiącach tego roku: Pronar z 292 sztukami, czyli

o 251 mniej niż rok wcześniej, co daje spadek o 46,2 proc. Udziały rynkowe tej marki

ponownie spadły i wynoszą już 24,5 proc. Rok temu udziały marki Pronar sytuowały się na poziomie 35,4 proc. Druga w zestawieniu jest marka Metal-Fach z 177 rejestracjami i udziałami 14,9 proc. Trzecia zaś – Metaltech, notuje 9,1 proc. udziałów rynkowych i 108 zarejestrowanych przyczep. Dalej plasują się m.in. Joskin i Meprozet.

– Spadek, który tu zauważamy, bez wątpienia związany jest z pogłębiającymi się pesymistycznymi nastrojami na wsi. Zdaniem bowiem wielu producentów rolnych, którzy stanowią podstawową grupę nabywców maszyn rolniczych, kryzys w branży, do jakiego doprowadziły w ubiegłym roku władze, cały czas pozostaje bez ostatecznego rozwiązania. Do tego dochodzą inne, obiektywne, przeszkody – np. wojna za naszą wschodnią granicą i spowodowane nią wahania cen płodów rolnych. To wszystko wstrzymuje potencjalnych nabywców nowych maszyn od podjęcia decyzji o inwestycjach w potrzebny im sprzęt. Dalsze utrzymywanie takiej sytuacji bez jej załatwienia spowoduje dalszy spadek rejestracji nowych przyczep czy ciągników – przewiduje Wojciech Bury.

Stały wzrost rejestracji maszyn „z drugiej ręki”. W ruch idą oszczędności.

Według niego, o ile na zakup nowych maszyn potrzebne są spore środki finansowe, a dziś zgromadzenie ich stanowić może ogromne wyzwanie – głównie przez ograniczone możliwości pożyczkowe czy konieczność zgromadzenia wielu dokumentów – to inwestycja w sprawny sprzęt, ale nieco już wysłużony, okazuje się dla wielu nabywców znacznie łatwiejsza. Do tego znajduje się w zasięgu ich bieżących możliwości finansowych.

– Tu w ruch idą oszczędności producentów rolnych, którzy dysponują jakąś gotówką i gotowi są ją zainwestować, zamiast czekać aż straci ona na wartości. Do tego sprzęt taki potrzebny jest im natychmiast, bo zwiększając swoją efektywność, ugruntowuje także ich konkurencyjność – twierdzi Wojciech Bury. Jak zaznacza, użytkownicy maszyn rolniczych chcą się rozwijać, ale zaopatrując się w nie na rynku wtórnym, inwestują ostrożnie i mają świadomość, że kilku lub nawet kilkunastoletnie ciągniki czy przyczepy wymagają częstszego serwisowania czy wymiany części. – Dlatego właśnie nasze dane pokazują każdego miesiąca tendencję, że rejestracja maszyn z „drugiej ręki” systematycznie rośnie – zwraca uwagę prezes PIGMiUR.

Izba, po trzech miesiącach br. notuje 7286 rejestracji używanych ciągników, a więc o 539 więcej niż w po trzech miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu zatem 8 proc.

Pierwsze miejsce należy w tym obszarze do marki John Deere z 17 proc. udziałami, której pojazdów „z drugiej ręki”  zarejestrowano w tym czasie 1235. Jest ona liderem w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat liderem jest zaś Ursus. Nieco większy wzrost widoczny jest w rejestracji przyczep z rynku wtórnego. W porównaniu z analogicznym okresem rok temu, wynosi on ponad 10 procent.

W okresie styczeń-marzec br. roku zarejestrowano bowiem 1910 przyczep używanych. To o 175 szt. więcej niż przed rokiem.

Ruszają rekrutacje na redaktorów naczelnych w Polska Press Grupie

Polska Press Grupa poinformowała o rozpoczęciu otwartych rekrutacji na stanowiska redaktorów naczelnych portali i gazet należących do spółki.

W pierwszym etapie poszukiwani są redaktorzy naczelni portali internetowych i tytułów prasowych „Gazeta Wrocławska”, „Gazeta Lubuska”, „Dziennik Bałtycki”, „Głos Dziennik Pomorza”, „Głos Szczeciński”, „Głos Koszaliński”, „Gazeta Pomorska”, „Express Bydgoski”, „Nowości Dziennik Toruński”, „Głos Wielkopolski” oraz „Nowiny”.

W związku z dążeniem do utrzymania najwyższej jakości treści oraz dynamicznego rozwoju portali oraz tytułów prasowych należących do spółki Zarząd Polska Press Grupy podjął decyzję o rozpoczęciu procesów rekrutacyjnych na stanowiska redaktorów naczelnych. Kandydaci zainteresowani wzięciem udziału w rekrutacjach powinni mieć bogate doświadczenie zawodowe w branży dziennikarskiej, a także wykazać się umiejętnościami przywódczymi oraz kreatywnością w kierowaniu redakcjami. Miejscem pracy wybranych redaktorów naczelnych będą redakcje w Makroregionach Pomorze, Zachód, Wielkopolska, Kujawsko-Pomorskie oraz w Rzeszowie.

Rozpoczynamy proces poszukiwania redaktorów naczelnych w Polska Press, którzy nie tylko będą kształtować nasze media, ale również będą odzwierciedlać wartości, na których opiera się nasza firma, czyli rzetelność, różnorodność i zaangażowanie społeczne. Chcemy, by nasze media były znowu ważnymi graczami na regionalnych i lokalnych rynkachmówi Zenon Nowak, prezes Zarządu Polska Press Grupy.

W pierwszej kolejności poszukiwani są redaktorzy naczelni, którzy pokierują redakcjami „Gazety Wrocławskiej”, „Gazety Lubuskiej”, „Dziennika Bałtyckiego”, „Głosu Dziennika Pomorza”, „Głosu Szczecińskiego”, „Głosu Koszalińskiego”, „Gazety Pomorskiej”, „Expressu Bydgoskiego”, „Nowościami Dziennika Toruńskiego”, „Głosu Wielkopolskiego” oraz „Nowin”.

Osoby zainteresowane wzięciem udziału w rekrutacjach mogą przesyłać odpowiednie dokumenty za pośrednictwem strony https://polskapress.pl/kariera/oferty-pracy. Wymagane jest doświadczenie w pracy dziennikarskiej oraz zarządzaniu redakcjami.

Fotobudki 360 – od imprez korporacyjnych, integracji po kampanie marketingowe

Wprowadzenie fotobudki 360 do sfer biznesowych otwiera nowe możliwości w zakresie kreowania niezapomnianych doświadczeń zarówno dla klientów, jak i pracowników. W dzisiejszym świecie, gdzie wrażenia wizualne odgrywają kluczową rolę, tradycyjne fotografie ustępują miejsca dynamicznym i interaktywnym formom prezentacji. Fotobudka 360 przynosi nowy wymiar zabawy na imprezach korporacyjnych, umożliwiając tworzenie filmików, które nie tylko zachwycają estetyką, ale także angażują społeczność.

Rewolucja w fotografii biznesowej – Fotobudka 360 wkracza na salony

Fotobudka 360 wnosi rewolucję do tradycyjnej fotografii biznesowej, oferując zupełnie nowy sposób utrwalania wspomnień z różnego rodzaju wydarzeń. Zamiast ograniczać się do statycznych ujęć, fotobudka 360 pozwala na tworzenie dynamicznych nagrań wideo, które przenoszą uczestników wydarzenia w pełni wirtualne doświadczenie.

W przeciwieństwie do konwencjonalnych fotobudek, gdzie goście po prostu pozują do zdjęcia, fotobudka 360 zapewnia interaktywną platformę, na której uczestnicy mogą spontanicznie bawić się i eksperymentować z różnymi efektami wizualnymi. Dzięki obrotowemu ramieniu z zamontowaną kamerą, nagrania z fotobudki 360 prezentują wydarzenie z pełnej perspektywy 360 stopni, uchwytne z każdego kąta i zachowujące autentyczną atmosferę imprezy.

Dodatkowo możliwość korzystania z różnorodnych gadżetów, takich jak urządzenia do puszczania baniek mydlanych czy funkcje efektów specjalnych sprawiają, że każde nagranie z fotobudki 360 staje się unikalne i niepowtarzalne. Nie brakuje także możliwości eksperymentowania z efektami slow motion, które dodatkowo podkreślają radość i energię uczestników.

Fotobudka 360 nie tylko dokumentuje wydarzenia, ale także stwarza interaktywną przestrzeń, w której uczestnicy mogą wspólnie tworzyć niezapomniane chwile. To innowacyjne podejście do fotografii biznesowej, które podnosi jakość dokumentacji wydarzeń i angażuje uczestników w sposób dotąd niespotykany.

Zachwyć klientów i pracowników – Fotobudka 360 jako narzędzie brandingu

W dzisiejszych czasach, gdzie media społecznościowe stanowią nieodłączny element naszego życia, warto wykorzystać potencjał fotografii i filmu jako narzędzia do budowania marki. Fotobudka 360 wkracza tu na scenę jako innowacyjne rozwiązanie, które nie tylko zapewnia niezapomniane doznania podczas imprez, ale także doskonale sprawdza się jako skuteczne narzędzie marketingowe.

  1. Interaktywność i personalizacja – dzięki możliwości wyboru formatu oraz sposobu udostępnienia nagrań, fotobudka 360 umożliwia klientom i pracownikom pełną kontrolę nad sposobem, w jaki chcą udostępnić swoje nagrania. To personalizowane podejście zwiększa zaangażowanie i lojalność klientów wobec marki.
  2. Natychmiastowa dostępność w mediach społecznościowych – po wykonaniu nagrania, użytkownik może natychmiast udostępnić je na swoich profilach w mediach społecznościowych, dzięki czemu informacja o wydarzeniu lub marce jest rozpowszechniana w sposób szybki i efektywny.
  3. Kreowanie atrakcyjnej treści – nagrania z fotobudki 360 są nie tylko zabawne, ale także przyciągają uwagę i generują zainteresowanie. Dzięki dynamicznym ujęciom z różnych perspektyw stanowią one doskonałą reklamę dla firmy, przyciągając uwagę potencjalnych klientów i zwiększając świadomość marki.

Fotobudka 360 staje się zatem nie tylko atrakcją na eventach, ale także skutecznym narzędziem do budowania wizerunku marki w świecie internetowych mediów społecznościowych. Dzięki swojej innowacyjności i atrakcyjności zapewnia nie tylko niezapomniane wrażenia, ale także realne korzyści biznesowe dla firm stawiających na nowoczesne podejście do marketingu.

Powoli wraca równowaga na rynku mieszkaniowym

W Warszawie, Krakowie i Trójmieście sytuacja jest wciąż niekorzystna dla kupujących nowe mieszkania, ale w Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy muszą już zacząć o nich zabiegać. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wskazują na pierwsze symptomy hamowania podwyżek średniej ceny metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów.

Swego rodzaju indeksem „rozgrzania rynku” jest wskaźnik popytu na mieszkania BIG DATA RynekPierwotny.pl, który pokazuje, jaki jest udział sprzedanych mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Im wyższy jest ten wskaźnik, a więc tempo wyprzedaży oferty, tym wyższe jest ryzyko wzrostu cen. Natomiast spadek indeksu popytu może wskazywać na malejącą presję cenową – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Przez większą część ubiegłego roku wysokiemu tempu sprzedaży nowych lokali nie towarzyszył odpowiedni dopływ nowych, które uzupełniłyby ofertę deweloperską. Miało to dla kupujących przykre konsekwencje w postaci lawinowo rosnących cen mieszkań. Wygląda jednak na to, że w tym roku rynki mieszkaniowe największych miast wrócą do stanu równowagi pomiędzy popytem a podażą. Sygnalizuje to wskaźnik popytu na mieszkania poniżej 8%. Dostępna oferta lokali wystarcza wówczas przynajmniej na 12 miesięcy sprzedaży.

Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku w Warszawie i Krakowie wskaźnik ten sięgał w szczytowym momencie 19%. Innymi słowy, oferowane w tym czasie przez deweloperów mieszkania wyprzedałyby się w nieco ponad pięć miesięcy, gdyby budowy stanęły. Jednak obecne zapasy lokali w stolicy wystarczyłyby na nieco ponad 8 miesięcy sprzedaży, a w Krakowie – na 10 miesięcy. Podobnie w Trójmieście.

Mimo wyraźniej poprawy, taki stan rzeczy jest wciąż niekorzystny dla kupujących nowe mieszkania – przyznaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Za to w pozostałych metropoliach to deweloperzy muszą już zacząć zabiegać o klientów. W Poznaniu wskaźnik popytu spadł już do poziomu 6%, co oznacza, że dostępna w tym czasie oferta mieszkań wystarczyłaby na 17 miesięcy sprzedaży na poziomie marcowym. Z kolei w Łodzi wskaźnik popytu wynosił w marcu 7%.  Zwiększył się on w tym roku z 5% na skutek wyhamowania nowej podaży przy równoczesnym wzroście popytu na mieszkania. Mimo to, kupujący nie mogą narzekać na mały wybór w ofercie firm deweloperskich działających w tym mieście.

Powodem do optymizmu jest fakt, że początek 2024 roku przyniósł potężny wzrost aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W siedmiu największych miastach wzrosła nie tylko liczba mieszkań rozpoczętych, ale – co jest ważniejsze z punktu widzenia kupujących – również wprowadzonych na rynek. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że deweloperzy w pierwszym kwartale br. wprowadzili do sprzedaży łącznie niemal 19,7 tys. mieszkań. W porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku nowa podaż wzrosła aż o 156%!Ceny mieszkań - marzec 2024 - mieszkania wprowadzone do sprzedaży-zagregowane

Wyraźny regres podażowy odnotowano jedynie we wspomnianej wcześniej Łodzi.  W lutym tamtejsi deweloperzy mocno wstrzymali się z wprowadzaniem nowych projektów na rynek. Można się było tego spodziewać, bo w ubiegłym roku rozpoczynali oni inwestycje z olbrzymim rozmachem. W efekcie Łódź była jedyną metropolią, w której wzrosła wówczas oferta mieszkań. Obecnie większa jest jedynie w Warszawie.

Co ciekawe, mimo wygaśnięcia programu „Bezpieczny Kredyt 2%” w większości metropolii popyt na mieszkania nie zelżał. W pierwszym kwartale deweloperzy sprzedali łącznie ponad 15,5 tys. mieszkań, czyli o 2% więcej niż w czwartym kwartale ubiegłego roku, i tylko o 7% mniej w porównaniu z analogicznym okresem rok temu. Z drugiej strony część umów deweloperskich zawarli beneficjenci  programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, którzy doczekali się pozytywnej decyzji kredytowej.

Mimo to wyniki sprzedażowe firm deweloperskich w pierwszym kwartale można uznać za nadspodziewanie dobre na tle ubiegłorocznych, które były najlepsze od co najmniej pięciu lat -komentuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań - marzec 2024 - mieszkania sprzedane -zagregowane

Inne odczucia mogą mieć jedynie deweloperzy działający w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. W tych metropoliach widać bowiem wyraźne tąpnięcie w sprzedaży nowych lokali. Trudno jednak jest zachować wysokie tempo sprzedaży mieszkań w sytuacji, gdy – tak jak to miało miejsce w tych metropoliach – oferta dramatycznie się skurczyła.

Na brak chętnych na mieszkania nie mogli natomiast narzekać warszawscy, łódzcy, poznańscy i śląscy deweloperzy. Tam początek tego roku przyniósł wyraźny wzrost liczby zawieranych umów deweloperskich. Tradycyjnie najwięcej mieszkań – ponad 5,2 tys. – sprzedali deweloperzy w Warszawie, choć i tu niepokój wśród nich mógł wywołać spadek zawieranych umów w marcu.

Z punktu widzenia ich potencjalnych klientów najważniejsze jest to, że wprowadzonych na rynek mieszkań było więcej niż sprzedanych. W efekcie zwiększyła się ich oferta.  Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że pod koniec marca kupujący mogli przebierać w blisko 50 tys. ofert. Łącznie było ich o 2% więcej niż rok wcześniej, choć w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście deweloperzy wciąż nie uzupełnili oferty do poziomu sprzed roku. Natomiast w porównaniu z końcówką ubiegłego roku szczególnie imponujący wzrost oferty miał miejsce w Poznaniu – aż o 35%. W Warszawie i Trójmieście oferta wzrosła o ponad 20%. Jedynie w Łodzi utrzymała poziom z grudnia ubiegłego roku.Ceny mieszkań - marzec 2024 - oferta

Niestety, w większości metropolii początek tego roku nie przyniósł oczekiwanej stabilizacji cenowej, choć w marcu pojawiły się jej pierwsze symptomy. W Krakowie, Wrocławiu i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów utrzymała poziom z lutego.Ceny mieszkań - marzec 2024 - ceny m kw-M

Oczywiście to jeszcze nie przesądza, że taka sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach. Sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest bowiem dynamiczna. W skali miesiąca średnia cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy na rynek trafi pula drogich czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – mieszkań.

Ciekawym przypadkiem jest Łódź, która przez większą część ubiegłego roku była oazą takiej stabilności. Tymczasem w lutym to miasto zostało dość niespodziewanie liderem podwyżek średniej ceny metra kwadratowego. Tylko w styczniu średnia wzrosła o 4%! A to dlatego, że łódzcy deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą pulę stosunkowo drogich mieszkań (ze średnią ceną ok. 13,6 tys. zł za metr kwadratowy). Równocześnie wyprzedawały się głównie te najtańsze. Na szczęście lutowa podwyżka wynosiła już tylko  1%. W marcu średnia cena metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów spadła zaś o 2%. Głównie dlatego, że wypadły z niej bardzo drogie mieszkania, których budowę wstrzymała jedna z firm.

W efekcie na czele w wyścigu cenowym znalazły się obok Łodzi także Warszawa i Poznań. Przy czym w Poznaniu ceny nowych mieszkań pną się w tym roku systematycznie w górę. Natomiast w Warszawie sytuacja przypomina rollercoaster. Średnia cena metra kwadratowego wzrosła tu w styczniu o 2%, w lutym nie zmieniła się, a w marcu wzrosła znów o 2%.

Huśtawkę nastroju fundują swoim klientom również deweloperzy w Trójmieście. W końcówce ubiegłego roku średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w tej metropolii wystrzeliła w górę. Styczeń przyniósł 2% spadek średniej, ale w lutym i w marcu znów poszła ona w górę. Ostatecznie Trójmiasto jest metropolią, w której średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tym roku tylko o 1%.Ceny mieszkań - marzec 2024 - ceny m kw-K

Tak więc we wszystkich największych miastach kupujący nowe mieszkania płacili za nie więcej niż w końcówce ubiegłego roku. W Warszawie czy Krakowie coraz większym wyzwaniem jest znalezienie mieszkania z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy. Także w innych metropoliach odsetek takich lokali szybko się zmniejsza, np. we Wrocławiu – z 14% do 7% w ciągu zaledwie trzech miesięcy.Ceny mieszkań - marzec 2024 - struktura cenowa

W Łodzi i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można jeszcze znaleźć bez problemu mieszkania, których cena metra kwadratowego nie przekracza 9 tys. zł. Ale czy będą one dostępne za rok, skoro od grudnia w Łodzi oferta skurczyła się z 32% do 24%. Za to odsetek mieszkań z ceną powyżej 12 tys. zł za metr zwiększył się z 15% do 27%.

Jest bardzo prawdopodobne, że w największych miastach poprzeczka cenowa będzie szła w górę. Drożeją bowiem atrakcyjne działki i idą w górę koszty budowy. Jednak, żeby utrzymać wysokie tempo sprzedaży konieczne wydaje się zwiększenie podaży mieszkań w segmencie podstawowym i popularnym, a więc budowanych z myślą o klientach posiłkujących się kredytem. Są to głównie ludzie młodzi, dla których jest to pierwsze lokum oraz ci, którzy chcą poprawić swój standard zamieszkania. Jaką cenę są skłonni zapłacić? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl za pierwszy kwartał wynika, że w Warszawie aż 6 na 10 kupujących w pierwszym kwartale zdecydowało się na zakup mieszkania z ceną powyżej 15 tys. zł za metr kwadratowy.  Przy czym mediana, czyli wartość środkowa cen sprzedanych w stolicy nowych mieszkań spadła od początku roku z ok. 16,3 do niespełna 15,5 tys. zł za metr.

Najbliższe miesiące pokażą, czy dla warszawskich deweloperów może to być sygnałem, że ceny oferowanych przez nich mieszkań doszły do granicy, której coraz większa grupa potencjalnych nabywców nie jest już w stanie zaakceptować. Pamiętajmy, że kupujący nowe mieszkania nie są już pod tak dużą presją, jak w ubiegłym roku. Trudno im było wówczas zachować rozsądek w sytuacji, gdy w biurach sprzedaży deweloperów ustawiały się kolejki, a ich oferta dosłownie topniała w oczach – komentuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań - marzec 2024 - struktura mieszkań sprzedanych

Warto zwrócić ponadto uwagę, że „Bezpieczny Kredyt 2%” praktycznie „wyczyścił” ofertę deweloperów z najtańszych mieszkań, czyli w cenie jednostkowej do 500 tys. zł. Na taki zaś mniej więcej wydatek może sobie obecnie pozwolić przeciętny kredytobiorca dysponujący 20% wkładem własnym. Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej, średnia wartość udzielonych w tym roku kredytów mieszkaniowych wynosiła niespełna 420 tys. zł.

Tymczasem z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że na koniec pierwszego kwartału do kupienia za kwotę do 500 tys. zł było w siedmiu metropoliach łącznie blisko 8,9 tys. mieszkań z ujawnioną ceną. To o ponad jedną czwartą mniej niż w czerwcu ubiegłego roku, czyli przed pojawieniem się w ofercie banków „Bezpiecznego Kredytu 2%”.  Najwięcej takich lokali jest w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (blisko 2,9 tys.) i Łodzi (niespełna 2,8 tys.). Ponadto są to metropolie, w których oferta lokali deweloperskich w cenie do 500 tys. zł praktycznie się nie zmieniła od połowy ubiegłego roku.Ceny mieszkań - marzec 2024 - mieszkania do 500 tys. zł

Tego samego nie można powiedzieć o innych największych miastach. W Warszawie w połowie ubiegłego roku kupujący mogli przebierać w blisko 1,4 tys. ofertach mieszkań z ujawnioną ceną do 500 tys. zł. Pod koniec pierwszego kwartału tego roku było ich już tylko niespełna 400, czyli aż o 72% mniej. Podobnie było w Krakowie i Wrocławiu.

Niestety, w większości metropolii pierwszy kwartał tego roku przyniósł spadek liczby lokali w tej cenie. Wyjątkami była Aglomeracja Katowicka i Trójmiasto, gdzie ich liczba wyraźnie wzrosła. Nie zmieniła się zaś w Poznaniu i Wrocławiu, choć pozostawała na bardzo niskim poziomie.

Autor: RynekPierwotny.pl

Umiarkowany optymizm w branży finansów i nieruchomości: prognoza zatrudnienia na II kwartał 2024 roku

Od kwietnia do końca czerwca 3 na 10 firm z sektora finansów & nieruchomości chce zatrudniać nowych pracowników, a zmniejszenie liczby etatów przewiduje 2 na 10 organizacji. Niemal połowa pracodawców (46%) nie chce w nadchodzących miesiącach zmian kadrowych, jedynie 3% respondentów nie zna planów najbliższy czas. Takie dane płynął z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na II kwartał tego roku.

Zaprezentowana przez ManpowerGroup analiza wskazuje, że w drugim kwartale 2024 plany rekrutacyjne pracodawców działających w branży finansów & nieruchomości są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +16%. Wskaźnik ten spadł co prawda w ujęciu kwartalnym o 2 p.p. ale jest wyższy o 5 p.p. względem II kwartału 2023 roku.

– Pracodawcy w branżach finansów i nieruchomości wykazują w II kwartale umiarkowane ożywienie. Pomimo niedużego spadku prognozy zatrudnienia w porównaniu z pierwszymi miesiącami tego roku, tempo wzrostu w skali rocznej jest optymistyczne – mówi Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, liderka specjalizacji w Manpower. – Z naszych obserwacji wynika, że firmy tego sektora przygotowują się do inwestycji planowanych na drugą połowę roku, związanych między innymi z odblokowaniem środków z KPO. Dodatkowo chęć planowanych rekrutacji oraz utrzymanie zespołów na niezmienionym poziomie wskazują na umiarkowane, lecz stabilne tempo rozwoju branży. Niemniej jednak, fakt, że 2 na 10 pracodawców liczy się z redukcją etatów sugeruje niepewność, a także potencjalne wyzwania, z którymi zmaga się część firm. Mogą one być wynikiem zmieniających się warunków rynkowych, koniecznością dostosowania się do nowych trendów czy technologii – dodaje ekspertka.

Patrząc na dane Job Market Insight można zauważyć, że w I kwartale tego roku w branży finansów na najwięcej ofert pracy mogli liczyć kandydaci na stanowiska księgowego, samodzielnego księgowego, doradcy klienta, głównego księgowego, samodzielnego księgowy oraz młodszego księgowego. Największy apetyt na rekrutacje miały organizacje z Warszawy, Krakowa oraz Wrocławia. To samo źródło podaje też, że w obszarze nieruchomości i budownictwa najczęściej poszukiwano sprzątaczki, pracownika budowlanego, kierownika budowy, project managera oraz ślusarza czy operatora koparki. Najwięcej ofert kierowano do mieszkańców Warszawy, Krakowa i Gdańska.

Zdaniem ekspertki rynku pracy z Manpower, istnieją określone umiejętności, których pracodawcy będą poszukiwać w najbliższym czasie. Są nimi między innymi analiza danych, automatyzacja, szeroko pojęta optymalizacja procesów czy tzw. „zielone umiejętności”. – W przypadku branży finansowej spodziewamy się zapotrzebowania na stanowiska kontrolerów finansowych, analityków danych czy księgowych posiadających wiedzę merytoryczną w danym obszarze, umiejętności techniczne pozwalające na optymalizację pracy oraz rozwinięte kompetencje komunikacji i współpracy. Warto również podkreślić, że coraz częściej poszukiwani są kandydaci na stanowiska związane z raportowaniem niefinansowym, co jest natomiast odpowiedzią na dyrektywę o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju. Podobnie w przypadku stanowisk z sektora nieruchomości widzimy zwiększone zapotrzebowanie na kierowników budów oraz specjalistów ds. projektów budowlanych. To oznaka nie tylko odmrożenia inwestycji, ale również planowania zupełnie nowych projektów. Oprócz umiejętności technicznych, pracodawcy z sektora nieruchomości zwracają uwagę przede wszystkim na umiejętności interpersonalne oraz elastyczność talentów. Dodatkowo niezwykle istotna jest oczywiście wiedza, praktyczne wykorzystanie technologii do promowania zrównoważonego rozwoju w sektorze nieruchomości. Mówimy tutaj o działaniach proklimatycznych, zielonych nieruchomościach, dekarbonizacji budownictwa czy cyfryzacji w celu tworzenia sieci inteligentnych budynków – mówi Marta Szymańska.

Raport ManpowerGroup prezentuje także dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dane pokazują, że pracodawcy branży finansów & nieruchomości patrzą na II kwartał tego roku z jeszcze większym optymizmem, niż polskie przedsiębiorstwa. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA od kwietnia do końca czerwca wyniosła bowiem +23%. Wzmożone działanie rekrutacyjne planuje 41% organizacji, 18% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 3% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 38% pracodawców branży finansów & nieruchomości w regionie EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

– Analiza rynku pracy w branży finansów i nieruchomości w Polsce wskazuje na pewne ożywienie, choć utrzymuje się umiarkowane tempo wzrostu. Kluczowe będzie dostosowanie się do zmieniających się warunków rynkowych i inwestowanie w rozwój zarówno twardych, jak i miękkich umiejętności. Wszystko po to, aby sprostać wymaganiom nowoczesnego rynku pracy – podsumowuje ekspertka.

62% Polaków obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż przed wprowadzeniem RODO

Ochrona prywatności danych jest kluczowa w cyfrowym świecie. Po ponad pięciu latach od wprowadzenia ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), Unia Europejska pozostaje liderem regulacji w tym obszarze. 58% mieszkańców Polski biorących udział w badaniu KPMG zgadza się ze stwierdzeniem, że po wprowadzeniu RODO ma większą kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Z kolei 62% badanych Polaków obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż pięć lat temu. Rozwój sztucznej inteligencji na nowo definiuje obszar prywatności danych osobowych i nasila pesymistyczne nastroje społeczne dotyczące ich bezpieczeństwa. Z raportu KPMG pt. „European Privacy Market Research 2023” wynika, że niepokój wywołują algorytmy uczące się preferencji osób przeglądających treści w serwisach społecznościowych czy treści typu deepfake.

W Polsce wzrasta świadomość odpowiedzialności za ochronę danych osobowych. Blisko 6 na 10 Polaków biorących udział w badaniu KPMG uważa, że po wprowadzeniu RODO mają większą kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Równocześnie jednak Polacy wyrażają niepokój związany z innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi, w tym genAI, które w ich opinii mogą zagrażać bezpieczeństwu danych osobowych w sieci – wskazuje na to 59% respondentów. Dodatkowo ponad połowa badanych Polaków pesymistycznie ocenia przyszłość prywatności danych osobowych. 62% polskich respondentów badania przyznaje, że obecnie obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż pięć lat temu. Obawy te są nieco większe niż w pozostałych europejskich krajach (59%). Znacząco większą różnicę widać w przypadku opinii na temat poziomu dbałości o prywatność i kontroli nad danymi osobowymi. 60% respondentów z Polski uważa, że ochrona prywatności ich danych w kraju nie jest nadmierna, podczas gdy przeciętnie w Europie takie zdanie wyraża 48% społeczeństwa.

Niepokój wywołują między innymi algorytmy uczące się preferencji osób przeglądających treści w serwisach społecznościowych. Takie mechanizmy budzą obawy u 59% ankietowanych z Polski i 66% wszystkich badanych z Europy. Dodatkowo, treści typu deepfake zostały uznane za niepokojące przez 76% badanych Polaków oraz przez 80% pozostałych Europejczyków. Ponadto, 71% respondentów badania KPMG czuje dyskomfort związany z podsłuchiwaniem przez asystentów głosowych.

Zaufanie do administratorów danych osobowych

Transformacja cyfrowa dynamicznie przekształca sposoby interakcji między ludźmi i organizacjami. Powoduje to konieczność ciągłego zaangażowania w budowanie zaufania społecznego do instytucji, które zarządzają danymi osobowymi. W opinii respondentów z UE właściwe przetwarzanie danych osobowych powinno być głównie zadaniem banków (23%), instytucji państwowych (19%) oraz policji i sądów (19%). Tymczasem instytucje państwowe nie zajmują czołowych miejsc wśród sektorów cieszących się obecnie najwyższym poziomem zaufania społecznego pod względem bezpieczeństwa danych osobowych. Jedynie 13% respondentów wykazuje, że obdarza je największym zaufaniem w tym zakresie. Europejczycy wykazują największe zaufanie do banków oraz policji i sądownictwa (po 24% wskazań). Dostawcy usług opieki zdrowotnej zostali wymienieni przez 15% respondentów jako godni zaufania, podczas gdy sprzedawcy detaliczni (2%) i media społecznościowe (3%) zajmują najniższe pozycje w rankingu.

Wzrost ilości danych, ich różnorodność oraz szybki rozwój technologiczny sprawiają, że ochrona danych staje się coraz istotniejsza, a ryzyko naruszenia prywatności i bezpieczeństwa rośnie. Jednocześnie zauważalny jest wzrost świadomości obywateli Europy, w tym Polski, co do znaczenia ochrony prywatności. Ten trend potwierdza konieczność egzekwowania regulacji prawnych, które nie tylko istnieją na papierze, ale również zapewnią odpowiednie standardy wykorzystania danych. Rosnące znaczenie danych osobowych w nowoczesnym społeczeństwie wymaga podejmowania odpowiednich działań na poziomie regulacyjnym, społecznym oraz biznesowym. Przedstawione w raporcie trendy będą dotyczyć nie tylko konsumentów, lecz także przedsiębiorców, którzy, dbając o wysoki poziom bezpieczeństwa danych, budują zaufanie swoich klientów – mówi Magdalena Bęza, Associate Director, radca prawny w KPMG Law.

Rozwój AI zagrożeniem dla bezpieczeństwa danych osobowych

Rozwój sztucznej inteligencji na nowo definiuje obszar prywatności danych osobowych i nasila pesymistyczne nastroje społeczne dotyczące ich bezpieczeństwa. Niewiele ponad połowa uczestników badania KPMG twierdzi, że zachowuje ostrożność przy wprowadzaniu danych do chatbotów, takich jak ChatGPT, z obawy, że ich dane mogą być przechowywane i wykorzystywane do nieznanych celów. Na redefinicję prywatności przez sztuczną inteligencję wskazuje również fakt, że aż 80% respondentów obawia się dyskryminacji i nadużywania danych osobowych przez AI. Te wyniki wskazują na nowe wyzwanie związane z ochroną prywatności w erze genAI oraz potrzebę dalszej refleksji nad metodami minimalizowania ryzyka nadużyć.

Unia Europejska już od kilku lat pełni rolę globalnego lidera w ochronie prywatności obywateli. Regulacje unijne stanowią wzorzec i punkt odniesienia dla rozwiązań przyjmowanych w innych częściach świata. Obejmują one nie tylko bezpieczeństwo samych danych osobowych, ale wraz z cyfrową transformacją ewoluują w kierunku zagadnień przetwarzania danych w komunikacji elektronicznej oraz udostępniania i ponownego wykorzystywania niektórych danych. Błyskawiczny rozwój sztucznej inteligencji stanowi ogromne wyzwanie dla prywatności i przetwarzania danych. Wśród tych dynamicznych zmian może jednak zniknąć z oczu sama istota zagadnienia, czyli człowiek, który ma prawo do ochrony swojej prywatności. Raport pozwala zmienić perspektywę stawiając w centrum uwagi opinię ludzi. Obywatele kilkunastu europejskich krajów wypowiedzieli się jak w ostatnich latach zmieniła się ich świadomość ochrony danych oraz jakie widzą wyzwania i zagrożenia związane z rozwojem technologii. Warto mieć te opinie na uwadze, na przykład projektując nowe usługi – mówi Piotr Burzyk, Starszy Menedżer w Zespole ds. Cyberbezpieczenstwa w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

W publikacji KPMG „European Privacy Market Research 2023” zebrano opinie mieszkańców osiemnastu krajów UE, w tym Polski, na temat zaufania do podmiotów zarządzających danymi osobowymi oraz wpływu sztucznej inteligencji, mediów społecznościowych i innych innowacyjnych rozwiązań na jakość ochrony tych danych. Dodatkowo, eksperci KPMG w raporcie podsumowali indywidualne przekonania i praktyki dotyczące bezpieczeństwa danych w sieci.

Leszek Podstawski wiceprezesem klubu BCC

Business Centre Club z przyjemnością informuje, że Leszek Podstawski objął stanowisko prezesa zarządu w Business Centre Sp. z o.o. – spółce zarządzającej Business Centre Club. Zastąpił na tym stanowisku Macieja Owczarka, który przez ostatnich pięć lat stał na czele spółki. Równocześnie Leszek Podstawski został powołany na stanowisko wiceprezesa klubu Business Centre Club.

Dołączenie Leszka Podstawskiego do naszej organizacji jest konsekwencją jej dynamicznego rozwoju oraz podyktowane chęcią poszerzenia oferty Klubu, by jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby jego członków. Doświadczenie Leszka Podstawskiego daje gwarancję realizacji naszej strategii rozwoju, świadczenia wysokiej jakości usług i bycia bliżej naszych członków. – mówi dr Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Ta nominacja to dla mnie wyróżnienie, ale jednocześnie wyzwanie i duża też odpowiedzialność. Bardzo się cieszę, że będę miał możliwość współtworzenia tak znaczącej  organizacji, jaką od wielu lat jest Business Centre Club. – podkreśla Leszek Podstawski, nowy prezes Business Centre Sp. z o.o. i wiceprezes Business Centre Club.

Leszek Podstawski wnosi do BCC 33-letnie doświadczenie w pracy na stanowiskach kierowniczych, związanych głównie z relacjami i sprzedażą, m.in. w  HBO, w Kraft Jacobs Suchard, w czołowej europejskiej firmie szkoleniowej – Cegos, a ostatnio w OKIN Facility. Postawski był także współwłaścicielem i prezesem Zarządu agencji „Estimage – Public Relations”, zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Gentleman” oraz dyrektorem zarządzającym polskiego oddziału francuskiej firmy cukrowniczej Saint Louis Sucre.  Równocześnie od 25 lat jest trenerem biznesu, coachem i doradcą ds. rozwoju. Współpracował m.in. z: BMW, Bosch-Siemens Zelmer, Nestle Waters, Netią, a także z Harvard Business Review oraz Canadian International Management Institute (ICAN Institute), gdzie był dyrektorem ds. szkoleń i wykładowcą. W Business Foundation, jako dyrektor ds. sprzedaży i eventów, pracował m.in. z Markiem Goliszewskim, założycielem i pierwszym prezesem Business Centre Club przy projekcie „Teraz Polska”.

Business Centre Club istnieje od 1991 roku. Jest prestiżowym Klubem przedsiębiorców, największą w kraju organizacją indywidualnych pracodawców.

Jako Związek Pracodawców Business Centre Club jest reprezentatywną ustawowo organizacją i członkiem Rady Dialogu Społecznego, której do października ub. r                  . przewodniczył przez rok. Na czele Business Centre Club stoi prezes dr Jacek Goliszewski, a prezesem  Związku Pracodawców Business Centre Club jest wiceprezes BCC dr Łukasz Bernatowicz.

Program „Na start” zmieni rynek nieruchomości? Eksperci mówią, że jest bardziej skomplikowany, ale ma zalety

Program „Na start” limitowany i bardziej skomplikowany, ale mniej rozzuchwali deweloperów i sprzedawców?

– Każdy program, który wspiera osoby nie mające zdolności kredytowej w możliwości zakupie własnych mieszkań jest dobrą inicjatywą. Musimy jednak pamiętać, by nie wylać dziecka z kąpielą. Ceny nieruchomości rosną wtedy, gdy jest popyt, a program „Bezpieczny kredyt 2%” tak rozzuchwalił deweloperów i sprzedawców, że ceny nieruchomości wzrosły najwięcej w historii. Nowy program pod tym kątem wydaje się być bardziej racjonalny – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.

Limitowany i bardziej skomplikowany – taki jest nowy program „Na start”

Założenia programu „Na start” poznaliśmy na początku tygodnia. Zakłada on wspieranie w zakupie nieruchomości osób o obniżonej możliwości starania się o kredyt komercyjny w bankach. Eksperci zwracają uwagę na kilka czynników. Jest to program bardziej „rodzinny” niż „Bezpieczny Kredyt 2%”, bo preferuje wspieranie rodzin z dwójką lub trójką dzieci. Dodatkowo kwartalnie o wsparcie będzie mogło ubiegać się 15 tysięcy osób – tyle wniosków przewidziano do realizacji kwartalnie na terenie całego kraju.

– Program ma swoje wady i zalety. Na pewno jest jeszcze bardziej skomplikowany niż „Bezpieczny kredyt 2%”. Przejście przez drogę administracyjną bez prawnika czy doradcy ds. nieruchomości może się okazać karkołomnym wyzwaniem. Jest więcej wyłączeń, więcej limitów i generalnie ustawodawca chce mocniej skupić się na wspieraniu tych, którzy tej pomocy potrzebują, a nie na udzielaniu kredytów kolejno wszystkim, którzy chcą – mówi Mirosław Król.

– Limit 15 tysięcy udzielonych kredytów kwartalnie to limit, który na pewno nie sprawi, że wszyscy, którzy chcą dostać kredyt go dostaną, ale reglamentacja w tym przypadku ma również swoje pozytywy. Po pierwsze rynek nie zostanie zalany wnioskami kredytowymi, które trzeba będzie zrealizować natychmiast. Po drugie będzie można bardziej kontrolować, jaki wpływ ma program np. na ceny nieruchomości, kto z niego korzysta i czy preferencje są wystarczające – przyznaje Mirosław Król.

Kwoty dopłat wahają się od 200 do 600 tysięcy złotych, a dochód gospodarstwa domowego jest regulowany od 13 do 23 tysięcy złotych w zależności od gospodarstwa domowego.

Ceny mieszkań mogą wzrosnąć. Szczególnie na rynku wtórnym

Jaki może być wpływ tego programu na rynek nieruchomości? Eksperci nie mają wątpliwości, że takie projekty to prawdziwe generatory popytu, ale i generatory wzrostu cen, szczególnie na rynku wtórnym.

– Spodziewamy się, że ceny wzrosną. To naturalne, że gdy pojawia się wizja 15 tysięcy preferencyjnie sprzedawanych mieszkań z dopłatą na kwartał, to sprzedający będą chcieli z tego skorzystać. Już teraz widzimy, że wiele ofert jest wycofanych z rynku i będą pewnie ponownie zaoferowane jesienią lub gdy program wystartuje. Zapewne też cena będzie już wyższa niż jest obecnie – mówi Mirosław Król.

Wzrosty mogą wynieść według eksperta ok. 10-15% na rynku wtórnym. Na rynku deweloperskim w tym roku już znaczących podwyżek raczej nie będzie.

– Niekorzystną sytuacją jest uzależnianie konsumentów od dopłat rządowych. Kupię mieszkanie, jak dostanę dopłatę. Taki system powoduje, że bez kroplówki od Państwa niedługo na samodzielny kredyt pozwolą sobie tylko nieliczni. Mam nadzieję, że rządzący wyciągnęli wnioski z „Bezpiecznego kredytu 2%” i ten błąd nie będzie powtórzony – mówi Mirosław Król.

Program „Na start” będzie teraz konsultowany. Może wystartować jesienią tego roku.

Ebury: czerwcowe cięcie stóp w USA pod znakiem zapytania

Reakcja dolara amerykańskiego na marcowy raport z rynku pracy była zaskakująco słaba. Ostatnie publikowane za oceanem dane sprawiają jednak, że inwestorzy w coraz mniejszym stopniu wyceniają scenariusz, w którym Fed decyduje się na rozpoczęcie obniżek stóp procentowych już w czerwcu.

W ubiegłym tygodniu uwagę przykuły wydarzenia na Bliskim Wschodzie, które wpłynęły na dalszy wzrost cen ropy naftowej, a co za tym idzie, umocnienie walut surowcowych, takich jak korona norweska, dolar australijski oraz większości walut Ameryki Łacińskiej.

Mimo niepokoju związanego z rozwojem sytuacji na linii Izrael–Iran, nastroje inwestorów ulegają poprawie wraz z napływem coraz bardziej obiecujących danych z Chin i strefy euro. Odsuwanie oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych w największych gospodarkach ogranicza jednak dalsze zyski aktywów ryzykownych – z wyjątkiem surowców i walut krajów je eksportujących.

W tym tygodniu uwaga inwestorów powinna skupić się na dwóch wydarzeniach:

  • w środę (10.04) opublikowane zostaną prawdopodobnie najbardziej istotne obecnie dla rynku dane, czyli amerykańska inflacja CPI (za marzec). Dynamika cen w ujęciu miesięcznym, szczególnie bazowa, będzie kluczowa – jeśli rozminie się z oczekiwaniami o choćby 0,1 pp., zmienność może wzrosnąć.
  • w czwartek (11.04) poznamy wynik posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. Oczekuje się, że utrzyma on stopy procentowe na niezmienionym poziomie, sygnalizując jednocześnie, że jego kolejnym ruchem będzie czerwcowa obniżka – nie widzimy powodu, by się z tym nie zgodzić.

PLN

To był dobry tydzień dla złotego a obecny rozpoczął się zejściem kursu EUR/PLN do poziomu 4,27 – oznacza to, że złoty jest najmocniejszy od czterech lat. Za odporność polskiej waluty odpowiada w sporej mierze dość sprzyjający globalny sentyment, wspiera ją jednak także niechęć Rady Polityki Pieniężnej do cięć stóp. Zgodnie z oczekiwaniami RPP utrzymała w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Podczas swojej piątkowej konferencji prasowej prezes Adam Glapiński uderzył w stosunkowo jastrzębi ton, oświadczając, że decydenci nie dyskutują o cięciach stóp. Podkreślił także ryzyka dla inflacji, w tym dynamiczny realny wzrost płac, który nazwał niepokojącym.

Ubiegły tydzień przyniósł również odczyt PMI dla przemysłu, który wzrósł nieznacznie do 48,0. Pozostaje on wciąż poniżej granicznego poziomu 50 pkt, wydaje się jednak powoli do niego zmierzać. Na świecie pojawiają się wstępne oznaki świadczące o tym, że sytuacja sektora zaczyna się poprawiać.

W tym tygodniu uwaga skupi się przede wszystkim na wieściach spoza kraju. Po przebiciu przez kurs EUR/PLN ostatnich minimów interesujące jest czy para EUR/PLN zejdzie do okolic 4,25. Biorąc pod uwagę dotychczasowe zachowanie waluty, utrzymanie aprecjacji złotego w krótkim terminie nie byłoby szczególnie zaskakujące – ostatnie słowo w tym kontekście mogą mieć jednak informacje z zewnątrz, w tym szczególnie środowe (10.04) dane o inflacji w USA. Z frontu krajowego nie poznamy wielu odczytów makroekonomicznych. Skupimy się na piątkowych (12.04) danych o rachunku bieżącym w lutym, nie powinny one jednak mieć istotnego wpływu na walutę.

EUR

Inflacja w strefie euro w dalszym ciągu zbliża się do celu EBC, a trend dezinflacyjny nie wykazuje jak na razie oznak zastoju, co obserwujemy w USA. Główna miara inflacji jest blisko najniższego poziomu od trzech lat, a bazowa – po ostatnim spadku – na najniższym od nieco ponad dwóch. Warto pamiętać, że obecny cykl inflacyjny w strefie euro jest opóźniony względem amerykańskiego o mniej więcej pół roku, ostatnie odczyty ze Starego Kontynentu mogą jednak zdecydowanie cieszyć EBC.

Rewizja wskaźników PMI potwierdziła, że gospodarka prawdopodobnie znów doświadcza niewielkiego wzrostu. Spodziewamy się, że EBC zareaguje na te pozytywne wieści, utrzymując w tym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie i sugerując wyraźnie, że na kolejnym posiedzeniu w czerwcu obniży je o 25 pb. Prezeska EBC Christine Lagarde prawdopodobnie przekaże, że podjęto dyskusję o cięciach stóp, co powinno utwierdzić rynki w przekonaniu, że do pierwszego z nich dojdzie w czerwcu.

USD

Kolejny świetny raport z amerykańskiego rynku pracy uciął spekulacje na temat jego słabości. Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych netto była znacznie wyższa niż oczekiwano, zaś stopa bezrobocia spadła. Wzrost płac, przynajmniej w ujęciu rocznym, był mimo tego ograniczony, co pozwoliło Rezerwie Federalnej nieco odetchnąć.

Niemniej, mimo gołębiości płynącej z ostatniego posiedzenia Fedu, rynki coraz bardziej skłaniają się ku późniejszemu rozpoczęciu cyklu obniżek w USA, wyceniając prawdopodobieństwo czerwcowego cięcia w zaledwie 50%. Dolar jednak nie zyskał na tym istotnie i zakończył tydzień deprecjacją względem większości pozostałych głównych walut.

Aprecjacja dolara po bardzo dobrym piątkowym raporcie NFP z amerykańskiego rynku pracy była bardzo krótkotrwała – inwestorzy zwracają swoją uwagę ku niezwykle istotnym odczytom z tego tygodnia, szczególnie tym publikowanym w środę (10.04): najnowszemu raportowi dotyczącemu inflacji CPI i minutkom z posiedzenia FOMC.

GBP

Ubiegłotygodniowe dane z Wielkiej Brytanii w dalszym ciągu rysowały obraz odradzającej się aktywności gospodarczej, wiedzionej przez sektor usług, ukazując także bardzo stopniową dezinflację oraz dynamikę cen istotnie przekraczającą cel Banku Anglii. Zarówno wskaźniki PMI, jak i styczniowy PKB sugerują, że na początku roku gospodarka powróciła do wzrostu. Co prawda odczyt za I kwartał poznamy dopiero na początku maja, publikowane w ten piątek (12.04) dane za luty mogą jednak wesprzeć tę hipotezę.

Jeśli wspomniane dane nie zaskoczą, handel funtem będzie zależał zapewne od wydarzeń w strefie euro (posiedzenie EBC) i USA (marcowy raport inflacyjny). W tym tygodniu przemawiać będzie również Megan Greene, członkini Banku Anglii. Komunikaty z marcowego posiedzenia Komitetu były raczej gołębie, uważamy jednak, że jego członkowie nie będą się spieszyli z sygnalizowaniem rozluźnienia polityki, jako że ostatnie dane sugerują, że cięcia stóp procentowych na Wyspach nastąpią najwcześniej w czerwcu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Niepewna przyszłość programistów, specjalizacja Backend ze spadkiem liczby ogłoszeń i wynagrodzeń

Największe spadki wynagrodzeń dotknęły na początku tego roku specjalistów i specjalistki szukających zatrudnienia w kategoriach Backend oraz Data – nawet o ponad 1 tys. zł, jak wynika z danych No Fluff Jobs. Spada również zapotrzebowanie firm na osoby specjalizujące się w Backendzie, Frontendzie oraz Testingu. Rośnie natomiast liczba ofert pracy w dziedzinach tworzenia gier, analizy danych oraz sztucznej inteligencji. Najbardziej wzrosły wynagrodzenia w specjalizacji Fullstack – na umowie o pracę nawet o 2,5 tys. zł w dolnych widełkach.

W drugiej połowie ubiegłego roku sytuacja na rynku pracy IT, mimo utrzymującego się trendu rosnących wynagrodzeń, była trudna – średnia liczba osób wysyłających CV na jedno ogłoszenie znacząco wzrosła, a nawet bardziej doświadczone osoby miały problemy ze znalezieniem zatrudnienia i coraz częściej decydowały się na pracę na poziomie poniżej swoich kompetencji. No Fluff Jobs, polski portal z ogłoszeniami o pracy, który od 10 lat wyznacza standardy rekrutacji, sprawdził, jak wygląda sytuacja branży po pierwszym kwartale 2024 r.

Backend z największym spadkiem liczby ogłoszeń i oferowanych wynagrodzeń

Przyszłość specjalizacji związanych z programowaniem, które jeszcze kilka lat temu przodowały zarówno pod względem wysokości oferowanych wynagrodzeń, jak i rosnącej liczby ogłoszeń o pracy, teraz wydaje się być mniej pewna. Największe spadki liczby ofert zatrudnienia w porównaniu do ostatniego kwartału 2023 r. odnotowano w kategoriach Backend (o 4,5 punktów procentowych), Frontend (2,1 punktów procentowych) i Testing (1,4 punktów procentowych). Mimo to Backend to nadal największa kategoria w IT – praktycznie jedno na pięć ogłoszeń dotyczy pracy w tym obszarze. Co dziesiąta oferta z kolei przeznaczona jest dla specjalistów Fullstack.

Również w kategorii Backend można zauważyć największy spadek oferowanych wynagrodzeń na kontrakcie B2B – pod koniec 2023 r. mediany dolnych i górnych widełek wynagrodzeń dla specjalistów i specjalistek na poziomie średniozaawansowanym (mid) wynosiły  16,5 tys. i 21,8 tys. zł netto (+VAT), podczas gdy już w pierwszym kwartale bieżącego roku spadły odpowiednio do 15,1 tys. i 21,3 tys. zł netto (+VAT). Oznacza to spadek dolnych widełek o 8,48 proc., a górnych o 2,29 proc. W przypadku umowy o pracę odnotowano minimalny wzrost dolnych widełek wynagrodzeń z 12 tys. zł do 12,3 tys. zł brutto. Górne widełki pozostały bez zmian na poziomie 18 tys. zł brutto. U seniorów jednak oferowane wynagrodzenia minimalnie wzrosły w przypadku umów B2B (2,73 proc. w medianie dolnych i 1,05 proc. w medianie górnych widełek) lub, w przypadku umów o pracę, pozostały bez zmian.

Drugą specjalizacją najbardziej dotkniętą spadkiem wynagrodzeń jest Data. Dolne widełki wynagrodzeń na kontrakcie B2B dla specjalistów i specjalistek na poziomie średniozaawansowanym spadły w minionym kwartale o 5 proc., a górne o 4 proc., osiągając poziom 19-24 tys. zł netto (+VAT). Na umowie o pracę dolne widełki spadły aż o 10 proc., natomiast górne wzrosły o 5,26 proc. Obecnie mieszczą się w przedziale 12,6-20 tys. zł brutto.

Branża IT od kilku lat nie przestaje zaskakiwać. Byliśmy już świadkami niespodziewanego okresu rozkwitu chwilę po pandemii, rosnących wynagrodzeń oraz zapotrzebowania na doświadczonych specjalistów i specjalistki, ale od ponad roku doświadczamy sporych turbulencji: zwolnień, zamykanych projektów i końca rynku pracownika. Z powodu rozwijających się rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji niepewny stał się również los osób zajmujących się programowaniem – widzimy wahania w zarobkach oraz zapotrzebowaniu na Backend czy Frontend Developerów. W tej sytuacji trudno prognozować przyszłość. Możemy jedynie obserwować rynek i na bieżąco wyciągać wnioski – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Specjalizacja Fullstack z największym wzrostem wynagrodzeń

Rośnie natomiast zapotrzebowanie na specjalizacje związane z tworzeniem gier, analizą danych oraz sztuczną inteligencją. W ostatnim kwartale najwięcej ofert pracy przybyło w kategorii Game Dev – o 3,7 punktów procentowych. O 3,6 punktów procentowych wzrosła też liczba ogłoszeń w kategorii Data, mimo wspomnianego spadku widełek wynagrodzeń. Trzecie miejsce pod tym względem zajmuje kategoria Artificial Intelligence (o 3,22 punktów procentowych więcej ogłoszeń).

Pod względem wzrostów widełek proponowanych wynagrodzeń najlepszy początek roku eksperci z No Fluff Jobs zauważyli w kategorii Fullstack. W ofertach pracy na stanowiskach seniorskich wzrost proponowanych zarobków sięgnął 7,79 proc. Obecnie widełki wynoszą 23-28,6 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B oraz 19-24,9 tys. zł brutto na umowie o pracę. W przypadku umów o pracę imponujący wzrost o 23 proc. odnotowały dolne widełki proponowane specjalistom i specjalistkom o średnim poziomie doświadczenia. Przy tej formie zatrudnienia mogą liczyć na zarobki wysokości 13-18,6 tys. zł brutto. Wcześniej było to 10,5-18 tys. zł brutto. W przypadku kontraktu B2B zarobki w tej specjalizacji wynoszą obecnie 16-21,8 tys. zł netto (+ VAT).

Spada popularność pracy zdalnej, pracodawcy wolą hybrydę

Praca zdalna w IT nadal cieszy się dużą popularnością, jednak odsetek ogłoszeń oferujących taką możliwość niezmiennie spada, podczas gdy ofert pracy hybrydowej przybywa. W pierwszym kwartale ubiegłego roku opcję łączenia pracy z domu i biura można było znaleźć w 13,8 proc. ogłoszeń, obecnie jest to już 22,8 proc. W tym samym czasie liczba ofert pracy całkowicie zdalnej spadła z 61,7 proc. do 50,7 proc. W przypadku pracy z biura odsetek ogłoszeń utrzymuje się na prawie stałym poziomie, wahając się w ciągu roku między 24 proc. a 26 proc.

Marazm na Wall Street oraz silny złoty

Poniedziałkowa sesja na Wall Street charakteryzowała się konsolidacją. Wszystkie trzy główne indeksy zamknęły dzień w okolicy poziomu otwarcia. Była to bardzo spokojna sesja po tym ja w piątek akcje odbiły po mocnym raporcie NFP. Rentowności obligacji USA nieznacznie wzrosły. Rynek czeka na odczyty inflacyjne (CPI oraz PPI) z USA, które zostaną podane w środę oraz w czwartek. Złoty umocnił się wczoraj względem euro oraz USD a kurs głównej pary walutowej urósł w okolice 1,0860.

Rentowności 2- i 10-letnich obligacji skarbowych USA powróciły do najwyższego poziomu od listopada 2023 r., biorąc pod uwagę szereg dobrych danych z USA w ostatnim czasie. Kontrakty terminowe na fundusze Fed wyceniają 52 proc. szans na cięcie o 25 pb do czerwca i 89 proc. do lipca.

Jeśli chodzi o dane z USA, marcowe roczne oczekiwania inflacyjne New York Fed utrzymały się na stałym poziomie 3 proc., bez zmian w porównaniu z lutym. Dziś poznamy indeks optymizmu małych firm NFIB za marzec oraz zmianę zapasów paliw wg API.

Z Europy poznaliśmy wyniki niemieckiej produkcji przemysłowej, która urosła w lutym o 2,1 proc. co jest drugą z rzędu zwyżką. Odbicie widoczne jest w przemyśle motoryzacyjnym oraz w budownictwie. Wzrosła produkcja w energochłonnych sektorach (np. chemicznym). Widać, że negatywny wpływ silnego wzrostu cen energii stopniowo ustępuje. Wzrost produkcji w lutym zwiększył szanse na to, że niemiecka gospodarka nie skurczy się ponownie w pierwszym kwartale. Jednak utrzymujący się trend spadkowy w napływających zamówieniach będzie ograniczać szybkie ożywienie i prawdopodobnie kolejne miesiące przyniosą stagnację w tym sektorze.

Większej zmienności na rynku możemy oczekiwać jutro oraz w czwartek. W środę pojawią się ekscytujące dane inflacyjne z USA a w czwartek oprócz cen producenckich z USA otrzymamy decyzję EBC w sprawie stóp procentowych. Dla EBC pierwsza obniżka stóp procentowych w czerwcu powinna być niemal przesądzona, a w Stanach Zjednoczonych inflacja prawdopodobnie pozostanie zbyt wysoka, aby obniżyć stopy w najbliższym czasie, ale nie na tyle wysoka, aby budzić duże obawy.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Murapol: Rekordowy portfel projektów i silna oferta na rynku mieszkaniowym. Podsumowanie wyników 1Q2024

  • Łączna sprzedaż netto do klientów detalicznych na poziomie 912 lokali w 1Q2024 r. wobec 862 w 1Q2023 r. (wzrost o 5,8% r/r).
  • Szeroka i atrakcyjna oferta postawiona do dyspozycji klientów detalicznych – pokaźny poziom 4,7 tys. lokali w ofercie na dzień 31.03.2024 r.
  • Rekordowy portfel projektów w realizacji obejmujący na dzień 31.03.2024 r. ponad 7 tys. lokali w 13 miastach.
  • 752 lokale w 12 miastach przekazane klientom detalicznym w 1Q2024 r. wobec
    1 081 w 1Q2023 r.
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę blisko 20,4 tys. lokali na dzień 31.03.2024 r.

SPRZEDAŻ

Łączna sprzedaż netto do klientów detalicznych GK Murapol, zrealizowana w 1Q2024 r. wyniosła 912 lokali (umowy deweloperskie, przedwstępne oraz opłacone umowy rezerwacyjne, po wyeliminowaniu rezygnacji), wobec 862 w 1Q2023 r.

Spółka zawarła z klientami 769 umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 729 w 1Q2023 r. Pozostałe 143 lokale ujęte w sprzedaży to opłacone umowy rezerwacyjne (po wyeliminowaniu rezygnacji) na dzień 31.03.2024 r. (na koniec 1Q2023 r. było ich 133).

PRZEKAZANIA

Klientom detalicznym przekazane zostały klucze do 752 lokali wobec 1 081 wydanych w analogicznym okresie ub.r., co było zgodne z oczekiwaniami Spółki.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W okresie od stycznia do marca 2024 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 1 893 lokale w 6 miastach, tj. we Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Aglomeracji Śląskiej, a także w nowej lokalizacji na mapie działalności – w Lublinie (wobec 355 lokali w 1Q2023 r.). Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i kolejnych etapach realizowanych już inwestycji. Na dzień 31 marca 2024 r. oferta GK Murapol obejmowała 4,7 tys. lokali w 15 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 31 marca 2024 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował rekordowe 7 005 lokali powstających w ramach 25 projektów na terenie 13 miast Polski.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. GK Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 20,4 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto blisko 885 tys. mkw. w 16 miastach.

– Za nami pierwszy kwartał działalności jako spółka publiczna, który oceniamy bardzo pozytywnie. Konsekwentnie realizowaliśmy nasze założenia biznesowe docierając z ofertą do szerokiego grona potencjalnych klientów, o czym świadczą rekordowe parametry liczby lokali w ofercie oraz w budowie. Do dyspozycji mieszkańców 15 polskich miast stawiamy ok. 4,7 tys. lokali o funkcjonalnych i kompaktowych układach, z eco udogodnieniami, w atrakcyjnych lokalizacjach. Oferta mieszkaniowa jest główną przewagą konkurencyjną Grupy Murapol. Prowadzenie równolegle procesów budowlanych w tak dużej i zdywersyfikowanej skali nie byłoby możliwe, gdyby nie uprzednio wypracowany i przez lata rozwijany model biznesowy. U jego podstaw leży wertykalna integracja, która pozwala nam pozyskiwać, projektować, a następnie realizować kolejne przedsięwzięcia deweloperskie, które w 2023 roku pozwoliły nam osiągnąć marżę zysku netto w segmencie R4S na poziomie 21,7%. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

W ciągu ponad 23 lat działalności (do 31 marca 2024 r.) GK Murapol zrealizowała 84 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstało 429 budynków obejmujących łącznie ponad 28,7 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,27 mln mkw.

36% firm ma problem z rotacją, a 44,9% pracowników myśli o zmianie pracy

Co trzecia firma (36%) miała problem z odejściem pracowników w ostatnich miesiącach. Jednocześnie 38% przedsiębiorców nie ma sprecyzowanych planów mających przeciwdziałać rotacji, wynika z Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Tymczasem wysokie koszty utrzymania skłaniają pracujących do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia. Motywatorem jest również postęp technologiczny, który wymaga nowych kompetencji – 46% pracowników twierdzi, że oferta rozwoju zawodowego jest dla nich ważniejsza niż niewielkie podwyżki wynagrodzenia. Co jeszcze motywuje pracowników i czy ich oczekiwania są zbieżne z ofertą firm?

Z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding wynika, że 52,4% firm nie miało w ostatnim czasie problemu z odejściem pracowników, z tego rodzaju wyzwaniami zetknęło się 36,2% z nich.Gi Group odejścia pracowników

Wyniki badania wskazują jednocześnie, że podobnie jak w ubiegłym roku, 78% pracodawców zamierza utrzymać poziom zatrudnienia w najbliższym kwartale. Oznacza to, że choć osoby, które nie planują zmiany pracy, nie powinny obawiać się o swoje zatrudnienie, przed firmami stoją kolejne wyzwania związane zarówno z wysiłkami na rzecz ograniczenia rotacji, jak i pozyskiwania pracowników mających oczekiwane kompetencje.

Tym bardziej, że pomimo deklarowanego zadowolenia z pracy prawie połowa (44,9%) zatrudnionych myśli o jej zmianie, co jest najwyższym wynikiem od 2018 roku. Z badania wynika, że nastąpiło wręcz odwrócenie trendu – po raz pierwszy odsetek planujących zmienić pracę jest wyższy od odsetka osób, które nie są tym zainteresowane. Na uwagę zwracają także powody otwartości na zmianę pracodawcy – 47% ankietowanych chce odejść z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia, 32% nie widzi perspektyw na awans zawodowy, a 29% oczekuje większych możliwości rozwoju.

Gi Group zmiana pracyJak firmy chcą utrzymać pracowników?

Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding, utrzymanie dotychczasowej liczby pracowników prognozuje łącznie 78% pracodawców – 58% zamierza to osiągnąć bez rekrutacji nowych pracowników, a 20% bierze pod uwagę zatrudnienie nowych osób. Zastanawia przy tym, że ponad jedna trzecia wszystkich firm (38,2%) nie ma sprecyzowanej strategii przeciwdziałania rotacji.

– Choć dane rynkowe już wskazują na pewne ożywienie, firmy nadal są niepewne przyszłości. Obawiają się dalszego wzrostu kosztów, niepokoi je sytuacja geopolityczna. W konsekwencji utrzymują dyscyplinę budżetową, są ostrożne w podejmowaniu decyzji biznesowych, zwiększaniu zatrudnienia czy wynagrodzeń wykraczających poza wzrost płacy minimalnej. Tegoroczne wyniki pokazują jednak, że pracodawcy sięgają po coraz bardziej zróżnicowane rozwiązania, by zapobiec odejściom pracowników. Zauważalny spadek popularności motywatorów finansowych może wynikać z ograniczeń budżetowych. Może jednak oznaczać również poszukiwanie bardziej kompleksowych i długoterminowych rozwiązań, ukierunkowanych na budowanie zaangażowania i lojalności pracowników – komentuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Zarządzający Gi Group Holding w Polsce.

W walce z rotacją przedsiębiorstwa najczęściej sięgają po podwyżki wynagrodzeń (22,5%). Uwagę zwraca mniejsza popularność tego rozwiązania – w ubiegłym roku na ten krok decydowało się 24,5%, jeszcze dwa lata temu 30,6%. Podobna sytuacja dotyczy systemów premiowych. Obecnie w celu zmniejszenia rotacji stosuje je 12,2% firm, rok wcześniej – 14,5%. Zauważalny jest jednocześnie wzrost zainteresowania systemami benefitów pracowniczych (13,9% vs. 7% rok temu). Firmy decydują się także na inwestycje w rozwój pracowników zapewniając im szkolenia. W tym przypadku również odnotowano jednak spadek deklaracji w porównaniu z zeszłym rokiem (z 16,8% do 13,1%).Gi Group działania na rzecz zmniejszenia rotacji

Nie tylko oczekiwania finansowe – przyczyny trudności rekrutacyjnych

Trudności ze znalezieniem odpowiednich pracowników deklaruje obecnie 36% przedsiębiorstw, przede wszystkim dużych, podczas gdy 53% z nich nie ma takich problemów. Wśród najczęściej zgłaszanych przyczyn są zbyt wygórowane oczekiwania finansowe potencjalnych pracowników (48,4% vs. 25,3% rok do roku). Brak kandydatów na rynku, który rok temu był problemem dla ponad 74% firm, teraz został wskazany tylko przez 30% przedsiębiorstw. W większym stopniu niż wcześniej skarżą się jednak one na niedopasowanie kompetencji (38,6% vs. 32,9% rok do roku). Problemem jest również rezygnacja kandydatów w trakcie procesu rekrutacyjnego.Gi Group trudności rekrutacyjne

Sposoby radzenia sobie z trudnościami rekrutacyjnymi

W obliczu trudności z pozyskaniem odpowiednich pracowników firmy stoją przed wyzwaniem utrzymania produktywności dotychczasowych zespołów. W porównaniu z ubiegłym rokiem widoczna jest jednak wyraźna zmiana strategii w tym zakresie. Oferowanie kandydatom wyższych wynagrodzeń, które dotychczas było najpopularniejszym rozwiązaniem, znalazło się dopiero na szóstej pozycji (14,1%). Decydują się na to przede wszystkim największe organizacje (18,5%). Najczęściej wymienianym sposobem radzenia sobie z problemami rekrutacyjnymi jest oferowanie już zatrudnionym pracownikom dodatkowych godzin pracy (25,5%), rekrutacja cudzoziemców, w tym głównie pracowników z Ukrainy (17,9%) oraz wspracie w zdobyciu nowych kwalifikacji lub przebranżowieniu się (również 17,9%, rok temu było to zaledwie 6,3%). Znacznie, aż do 17%, wzrosło znaczenie współpracy z agencjami zatrudnienia. Gi Group rozwiązania trudności rekrutacyjnych

Czego oczekują pracownicy?

Badanie przeprowadzone wśród osób planujących zmianę pracy pokazuje, że czynniki finansowe nie tylko nadal odgrywają kluczową rolę dla chęci pozostania w obecnej pracy, ale ich znaczenie jeszcze wzrosło w porównaniu do zeszłego roku. Podwyżka wynagrodzenia i dodatkowe premie to wciąż główne motywatory (odpowiednio 90% i 85%) do pozostania w obecnej firmie. Choć z „Barometru Rynku Pracy” wynika, że więcej pracowników niż wcześniej przewiduje, że ich wynagrodzenia utrzymają się na tym samym poziomie (30,7%), blisko 60% zatrudnionych oczekuje podwyżek. Większość z nich liczy na wzrost wynagrodzenia na poziomie 11-20% (41,8%), blisko co piąty oczekuje podwyżki nie wyższej niż 10%, a co czwarty nawet o 21-30%.

Oprócz kwestii finansowych w decyzji o pozostaniu w dotychczasowym miejscu pracy znaczenie miałyby również większe możliwości rozwoju zawodowego i poprawa atmosfery w miejscu pracy (po 75% wskazań), a także działania zapewniające równowagę między życiem prywatnym a zawodowym (72%).

– Wyniki badania pokazują, że chociaż wynagrodzenie nadal odgrywaja najważniejszą rolę w motywacji pracowników, nie są one jedynym istotnym czynnikiem wpływającym na chęć pozostania w firmie. Coraz większego znaczenia nabierają kwestie takie, jak możliwość rozwoju, atmosfera w pracy czy niższy poziom stresu zawodowego. Staje się to szczególnie ważne w przypadku najmłodszych pracowników. Dla pokoleń Y i Z niezależność i work-life balance są priorytetowe. Nie wahają się oni poszukiwać pracodawcy, który spełni większość z ich oczekiwań komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.Gi Group kontynuacja zatrudnienia

 

Inwestycja w przyszłość – możliwości rozwoju zawodowego

Aź 46% pracowników twierdzi, że możliwość rozwoju zawodowego jest dla nich ważniejsza niż niewielkie podwyżki wynagrodzenia. Nie zgodziło się z tym stwierdzeniem 22% respondentów. Znaczenie rozwoju rośnie wraz z wiekiem i stanowiskiem. Starsi specjaliści i managerowie częściej oceniają pod tym kątem obecnych i przyszłych pracodawców, a także silniej wpływa to na ich satysfakcję z pracy.

Jakie rozwiązania w tym zakresie proponują pracodawcy? Blisko połowa (49,2%) organizuje szkolenia wewnętrzne, a co trzecia (32,4%) zewnętrzne. Niemal 17% decyduje się na dofinansowanie edukacji pracowników. Pozostałe formy wsparcia, takie jak opracowanie ścieżek kariery, programy awansu, angażowanie w ambitne projekty, mentoring czy możliwość pracy na różnych stanowiskach realizuje co dziesiąta firma. Co czwarta nie podejmuje jednak żadnych inicjatyw mających na celu wsparcie rozwoju zawodowego swoich zespołów.

Oczekiwania pracowników różnią się od najczęściej oferowanych opcji. Najbardziej pożądane przez zatrudnionych jest dofinansowanie edukacji (38,9%) i szkolenia zewnętrzne (37,2%). Nie bez znaczenia w tym kontekście jest inwestycja finansowa ze strony pracodawcy, która może być interpretowana jako forma docenienia pracownika.

Fakt, że pracownicy oczekują wsparcia w rozwoju zawodowym to dobry znak. Biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany na rynku pracy, w tym postępującą automatyzację i rozwój sztucznej inteligencji, oferowanie rozwiązań wspierających zmianę i podwyższanie kwalifikacji staje się coraz istotniejsze dla obu stron. Niezależnie od budżetu czy wielkości organizacji managerowie powinni wygospodarować czas i środki na inwestycje w edukację pracowników. Ścieżka rozwoju musi jednak korelować z celami firmy i stanowiskiem, dlatego tak ważne jest transparentne podejście do tej kwestii już na etapie rekrutacji puentuje Paweł Prociak, Dyrektor Zarządzający Wyser, Executive Search.Gi Group możliwości rozwoju zawodowego

Rola benefitów

Na wprowadzenie lub uatrakcyjnienie oferty benefitów jako czynnik bardzo istotny wskazało 34% respondentów. Warto zwrócić uwagę, że choć w przekazach medialnych benefity są coraz częściej traktowane jako standardowy element oferty skierowanej do pracowników, rzeczywistość w wielu firmach odbiega od tych trendów. Niemal co czwarty pracodawca nie oferuje swoim pracownikom żadnych świadczeń pozapłacowych. W przypadku małych firm ten odsetek jest jeszcze wyższy i wynosi 29%.

Wyrok WSA w Warszawie: blokada rachunku bankowego nie upoważnia do automatycznego wykreślenia z VAT

Sam fakt wystąpienia przez organ skarbowy z żądaniem blokady rachunku nie upoważnia innego organu do automatycznego wykreślania przedsiębiorcy z rejestru VAT. Dlatego przed pozbawieniem go statusu czynnego podatnika VAT organ powinien z należytą starannością wykazać istnienie ku temu przesłanek – orzekł 6 lutego 2024 r. WSA w Warszawie (sygn. akt III SA/Wa 1790/23).

Podejrzenie wykorzystywania rachunku bankowego do wyłudzeń skarbowych

Zgodnie z art. 96 ust. 9 pkt 5 ustawy o podatku od towarów i usług naczelnik urzędu skarbowego wykreśla z urzędu podatnika z rejestru VAT bez konieczności zawiadamiania go o tym, jeśli posiadane informacje wskazują na prowadzenie przez niego działań z zamiarem wykorzystania działalności banków lub spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi.

Skutki wykreślenia z VAT są dla przedsiębiorcy znacznie bardziej dotkliwe niż blokada rachunku bankowego. Praktycznie wyłączają go to z obrotu gospodarczego. Taka firma traci możliwość odliczania VAT z faktur zakupowych, a co gorsza tracą ją także jej kontrahenci. Faktury wystawione przez pozbawionego rejestracji podatnika traktowane są jak tzw. „puste faktury”.

W obliczu takich konsekwencji niedopuszczalna jest praktyka organów podatkowych, która dotknęła jednego z naszych klientów, a która polega na podejmowaniu decyzji o wykreśleniu z VAT wyłącznie na podstawie na treści postanowienia naczelnika urzędu celno-skarbowego o założeniu/przedłużeniu blokady kont firmowych. Co zdumiewające w przypadku naszego klienta organ nie wykazał by firma wykorzystywała działalność banków do wyłudzeń skarbowych, nie wykazał również, aby blokada konta była konieczna dla przeciwdziałania wyłudzeniom tego rodzaju, jak i jakie są przesłanki do wykreślenia przedsiębiorcy z rejestru podatników VAT.

Blokada rachunków firmowych i wykreślenie z rejestru VAT

Spółka działała na rynku od 2007 roku. Wykonywała wyspecjalizowane kontrakty w branży instalacji elektrycznych opiewające na wysokie kwoty. Oprócz własnych pracowników, korzystała również z usług podwykonawców. Przez te wszystkie lata żaden organ nie zakwestionował rzetelnie prowadzonej działalności. Firma nie miała też problemów z rozliczeniami podatkowymi. Te pojawiły się wraz z ustanowieniem blokad rachunków bankowych na okres do 3 miesięcy.

Podejrzenie udziału w karuzeli VAT

Naczelnik urzędu celno skarbowego (dalej również NUCS) ustanowił blokady kont spółki po analizie plików JPK_V7M oraz przepływów na tych rachunkach, które łączyły ją z jedną z firm, wobec której inny organ – naczelnik UCS – powziął wątpliwości co do rzetelności dokonywanych przez nią dostaw. NUS stwierdził, że transakcje pomiędzy tymi przedsiębiorcami służyły wyłącznie do sztucznego wydłużenia łańcucha dostaw. Ów łańcuch kończył się na przedsiębiorcach, którzy zostali wykreśleni z rejestru VAT. Były to podmioty, z którymi nie ma kontaktu albo działały z zamiarem wykorzystania działalności banków do celów związanych z wyłudzeniami skarbowymi. Wszystko to w oczach organu przesądziło o tym, że spółka była świadomym uczestnikiem karuzeli VAT-owskiej, a to wskazuje, że również mogła wykorzystywać działalność banków do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi.

Blokada rachunku nie upoważnia z automatu do wykreślenia firmy z VAT

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie przychylił się do argumentacji podniesionej w skardze przez pełnomocnika spółki, że naczelnik urzędu skarbowego wykreślił przedsiębiorcę z rejestru VAT, pomimo że nie podjął niezbędnych kroków w celu ustalenia, czy została spełniona przesłanka wykreślenia z art. 96 ust. 9 pkt 5 ustawy o VAT – a więc czy przedsiębiorca prowadził działania z zamiarem wykorzystania działalności banków do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi. WSA przywołał uchwałę składu 7 sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z 23 października 2023 r. (sygn. akt I FPS 3/23). NSA orzekł w niej, że przesłanki wykreślenia przedsiębiorcy z rejestru VAT na podstawie art. 96 ust. 9 pkt 5 ustawy o VAT nie są tożsame z przesłankami do ustanowenia blokady rachunku z art. 119zv § 1 Ordynacji podatkowej. Do „zajęcia” konta wystarczy bowiem posiadanie informacji wskazujących na możliwość wykorzystywania działalności banków lub SKOK-ów do celów mających związek z wyłudzeniami skarbowymi, a dla wykreślenia podatnika konieczne jest posiadanie informacji już wskazujących na prowadzenie przez niego działań z takim zamiarem. Mając na względzie różnice tych przesłanek, samo wystąpienie przez organ z żądaniem blokady konta nie upoważnia więc do automatycznego wykreślania podatnika z rejestru VAT. Organ chcąc dokonać wykreślenia powinien uzyskać materiał dowodowy, który posłużył do blokady rachunku, celem zbadania wystąpienia przesłanki uprawniającej do wykreślenia, a nie wyłącznie opierać się na treści postanowienia o „zajęciu” konta. A tego dopuścił się w przedmiotowej sprawie NUS, opierając się przy wykreślaniu przedsiębiorcy co prawda na ustaleniach własnych i na treści postanowienia naczelnika urzędu celno-skarbowego, ale bez pozyskania od tego organu materiału dowodowego, który stanowił podstawę do przedłużenia blokady. NUS nie posiadał więc wystarczającego materiału dowodowego do wykreślenia podatnika z rejestru, ani też nie zweryfikował ustaleń poczynionych przez naczelnika UCS.

Podsumowanie

To bardzo ważny wyrok sądu nie tylko dla naszego klienta, ale i dla setek podobnych mu przedsiębiorców. Wykreślenia przedsiębiorców z VAT i blokady rachunków bankowych, to instrumenty często nadużywane przez administrację skarbową. A takie działania potrafią zrujnować rzetelnie działające firmy, które miały nieszczęście wykonać transakcję z niewłaściwym kontrahentem. Praktyczną konsekwencją zastosowania takiego narzędzia przez skarbówkę jest całkowite zamrożenie biznesu przedsiębiorcy, a często także jego niewypłacalność, czy też problemy z płatnością zobowiązań podatkowych, na co wskazywała spółka w tej sprawie.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Luiza Pawela-Wargocka objęła nowo utworzone stanowisko Chief Data & AI Officer (CDAO) w Grupie Agora

Grupa Agora utworzyła w swojej strukturze nową, strategiczną funkcję – Chief Data & AI Officer (CDAO), którą od 1 kwietnia br. pełni Luiza Pawela-Wargocka, kierująca wcześniej działem Big Data. 

Luiza Pawela-Wargocka jako Chief Data & AI Officer będzie odpowiedzialna za rozwój i wdrażanie strategii danych oraz sztucznej inteligencji, a także będzie dbała o zgodność przechowywanych i przetwarzanych danych z przepisami dotyczącymi ochrony i jakości danych.

– Sztuczna inteligencja ma coraz więcej zastosowań w różnych obszarach, również w branży mediowej, w której efektywne tworzenie i zarządzanie treściami jest niezbędne do podtrzymywania pozycji marek i tworzenia przewagi konkurencyjnej – mówi Tomasz Grabowski, członek zarządu Agory odpowiedzialny za obszar technologii. – Rozwiązania AI już teraz wspierają nasze zespoły w codziennej pracy, ale potrzebny jest ktoś, kto będzie na bieżąco monitorował rynek, dbał o współpracę z zewnętrznymi podmiotami oraz troszczył się o promocję w firmie nowych, innowacyjnych rozwiązań. Cieszymy się, że ekspertką w tym obszarze będzie w Grupie Agora właśnie Luiza Pawela-Wargocka jako Chief Data & AI Officer.

Jej głównym zadaniem będzie współpraca z zespołami w całej Grupie Agora w celu identyfikacji kluczowych obszarów, w których dane i sztuczna inteligencja mogą przyczynić się do poprawy efektywności i wyników. Będzie promowała innowacyjne rozwiązania oparte na analizie danych i sztucznej inteligencji, szczególnie zwracając uwagę na aspekty synergii oraz współpracy pomiędzy spółkami Grupy.

Luiza Pawela-Wargocka od ponad 20 lat związana jest z zaawansowaną analityką danych i hurtowniami danych. W Agorze od 2014 r. odpowiada za rozwój technologii i usług Big Data, w tym system gromadzenia danych behawioralnych użytkowników serwisów internetowych, system tagowania i kategoryzacji treści (NLP), system profilowania użytkowników oraz system rekomendacji treści. Pracę zawodową rozpoczynała jako pracowniczka naukowa w Katedrze Zastosowań Matematyki Instytutu Ekonomii KUL.

Globalny rynek hipoteki odwróconej urośnie dwukrotnie w ciągu dziesięciu lat

Z najnowszego raportu opublikowanego przez firmę doradczą Ernst & Young (EY) oraz European Pensions and Property Asset Group (EPPARG) wynika, że w ciągu najbliższej dekady globalny rynek hipoteki odwróconej urośnie dwukrotnie, a wartość środków uwalnianych dzięki tej usłudze wzrośnie do 50 miliardów dolarów rocznie.[1] Eksperci EY i EPPARG prognozują, że główną dźwignią do dynamicznego rozwoju rynku będą nie tylko zmiany demograficzne, ale również wysoka inflacja i pogarszająca się sytuacja finansowa osób starszych.[2]

EY i EPPARG już po raz drugi publikują raport „Global Equity Release Roundtable”, który analizuje dane z 13 krajów z całego świata obejmujących zasięgiem Europę, Amerykę Północną i Australię. W niektórych z państw produkty typu equity release funkcjonują od ponad 30 lat i mają ugruntowaną pozycję, w innych dopiero raczkują. Z najnowszego raportu EY i EPPARG wynika, że rokrocznie dzięki hipotece odwróconej seniorzy na całym świecie uwalniają środki pieniężne o wartości 17 miliardów dolarów, a liczba ta wzrośnie do roku 2033 do 50 miliardów dolarów.

Wielkość poszczególnych rynków oraz prognozy rozwoju

Do najbardziej rozwiniętych rynków hipoteki odwróconej na świecie należą Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Australia. Do krajów, które przodują pod względem wyników oraz liczby dostawców usług warto dopisać również Kanadę, Norwegię, Szwecję, Holandię i Niemcy. Już dziś, według szacunków EY i EPPARG, seniorzy w USA uwalniają corocznie 7 miliardów dolarów kapitału z tytułu hipoteki odwróconej. Seniorzy w Wielkiej Brytanii uwalniają ponad 4 miliardy dolarów rocznie, a w Australii 3 miliardy dolarów. Prognozy na najbliższe dziesięć lat są obiecujące. Wolumeny środków uwolnionych dzięki hipotece odwróconej wzrosną w USA do ponad 12 mld dolarów, w Wielkiej Brytanii do ponad 7 mld, a w Australii do 5-6 mld dolarów rocznie. Eksperci prognozują, że polscy seniorzy będą za dziesięć lat uwalniać środki o wartości 5 mld dolarów rocznie (dziś jest to 0,1 mld dol.).

– Pamiętajmy, że polski rynek, na tle innych krajów, jest wciąż młody. Zagraniczne rynki rozwinęły się m.in. dzięki profesjonalizacji usług, wysokim standardom obsługi oraz dostępie do długofalowego i bezpiecznego finansowania. Wszystkie te czynniki możemy obserwować już w Polsce, zatem prognozy dotyczące rozwoju rodzimego rynku są bardzo optymistyczne, pokazują jego ogromny potencjał. Dla ziszczenia się tej prognozy konieczne jest jednak spełnienie szeregu warunków, między innymi udostępnienie hipoteki odwróconej w modelu kredytowym – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM oraz Członek Zarządu EPPARG.

Tabela

Wartość środków uwalnianych dzięki hipotece odwróconej (rocznie w wybranych krajach). Porównanie wolumentów dziś oraz za dziesięć lat (w 2033 roku) w miliardach dolarów. Dane w oparciu o najnowszy raport „Global Equity Release Roundtable 2023” przygotowany przez EY oraz EPPARG.

  USA UK Australia Francja Holandia Włochy Niemcy Polska
Wolumen dziś 7 4 3 0,1 1 0,1 1 0,1
Wolumen

za 10 lat

>12 >7 5-6 >8 >5 >8 >8 >5

Dane: Raport EY i EPPARG, https://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-hit-usd-50-billion-by-2033/

W ujęciu globalnym usługa jest zróżnicowana

W każdym z trzynastu analizowanych krajów etap rozwoju usługi jest inny, podobnie jak liczba oferowanych rozwiązań. W większości przypadków podmiotami, które oferują hipotekę odwróconą w różnych modelach są banki, firmy ubezpieczeniowe, czy sekurytyzacyjne. Najczęściej spotykanym rozwiązaniem jest odwrócony kredyt hipoteczny (obecny m.in. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Norwegii, Irlandii czy Kanadzie). W pozostałych krajach oferowana jest renta dożywotnia (np. w Polsce i  Niemczech), czyli hipoteka odwrócona w modelu sprzedażowym. Są też kraje (np. Hiszpania i Francja), w których z powodzeniem funkcjonują oba modele hipoteki odwróconej (kredytowy i sprzedażowy).

Najniższy wiek, w którym senior może skorzystać z hipoteki odwróconej to 55 lat (m.in. w Kanadzie, czy Wielkiej Brytanii). W większości krajów granicą wiekową jest 60 lat, choć w Niemczech oraz Hiszpanii dopiero 65 lat. Ciekawe porównanie, które znalazło się w raporcie EY i EPPARG, dotyczy form kontaktu z seniorami, celem obsługi oraz sfinalizowania umowy. W większości krajów (w tym także w Polsce) firmy stawiają na kontakt osobisty, aczkolwiek są kraje, gdzie większość formalności załatwianych jest zdalnie (np. w Kanadzie czy Holandii).

– Największą barierą do rozwoju usługi, według ekspertów EY i EPPARG, jest wciąż niska świadomość dotycząca usługi jaką jest hipoteka odwrócona. W Polsce świadomość i wiedza emerytów plasuje się na dość wysokim poziomie, co potwierdzają nasze cykliczne badania opinii, jednak jest to świadomość wspomagana. Spontanicznie zdecydowana większość seniorów nie bierze pod uwagę hipoteki odwróconej jako rozwiązania, dzięki któremu można poprawić swoją sytuację. W naszym kraju największą barierą pozostają również dedykowane tej branży regulacje prawne, na które czekamy od ponad dziesięciu lat – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Komentarze ekspertów zagranicznych do raportu „Global Equity Release Roundtable 2023”

Steve Kyle, Sekretarz Generalny EPPARG

Najnowszy raport utwierdza nas w przekonaniu, że uwolnienie kapitału z nieruchomości umożliwia starszym właścicielom mieszkań i domów wykorzystanie własnej nieruchomości jako aktywa, które można spieniężyć, by mieć godną emeryturę. Budowanie świadomości tej usługi na arenie międzynarodowej jest bardzo ważne przede wszystkim ze względu na korzyści społeczne i gospodarcze, które przynosi.

Ben Grainger, Partner w EY

Rosnący rynek hipoteki odwróconej może zmienić jakość życia tysięcy ludzi na emeryturze. To jest niezmiernie pozytywne, że jesteśmy świadkami takiej dynamiki zmian na tym rynku. Odblokowanie potencjału tego rynku na całym świecie będzie wymagało głębszej współpracy transgranicznej, osiągniętej poprzez dzielenie się modelami i źródłami finansowania oraz najlepszymi praktykami ochrony klientów.

Steve Irwin, prezes NRMLA w USA

Nieruchomości to największe aktywa będące w posiadaniu seniorów na całym świecie, a pamiętajmy, że liczba osób starszych wciąż rośnie. Uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach jest kluczem do bezpiecznej emerytury. Wraz ze wzrostem globalnych rynków konieczna jest też właściwa ochrona konsumentów i edukacja, które powinny być nieozdownym elementem każdej oferty produktowej.

David Burrowes, członek zarządu EPPARG

Aby uruchomić kapitał zamrożony w nieruchomościach potrzebna jest większa świadomość klientów dotycząca usługi i całego rynku. Warto budować zaufanie konsumentów poprzez wysoką jakość usług, odpowiednie standardy ale również innowacje wspierające ten rynek.

[1] Raport „Global Equity Release Roundtable 2023”, wyd. Ernst & Young oraz European Pensions and Property Asset Group (EPPARG). Szczegóły: https://epparg.org/news/global-equity-release-market-forecast-to-hit-usd-50-billion-by-2033/

[2] Tamże.

Restauracje Sfinksa z 47,48 mln zł sprzedaży w I kw. 2024 r.

Zarządzane przez Sfinks Polska restauracje SPHINX, Chłopskie Jadło i The Burgers, osiągnęły w I kwartale 2024 r. przychody w wysokości 47,48 mln zł, co oznacza wzrost o 7,4% r/r. Na koniec marca br. sieć, której przychody gastronomiczne spółka raportuje, liczyła 75 lokali. W przypadku porównywalnej sieci restauracji wzrost sprzedaży był wyższy i wyniósł 9,5% r/r.

Przychody porównywalnej (L4L) sieci restauracji Sfinksa, z wyłączeniem sieci Piwiarnia, działających na koniec stycznia, lutego i marca tego roku oraz w analogicznych okresach roku ubiegłego, wyniosły w I kwartale 2024 r. 44,76 mln zł wobec 40,89 mln zł.

 

– W I kwartale tego roku średniomiesięczna liczebność naszej sieci była jeszcze nieco mniejsza niż w tym samym kwartale przed rokiem, a zatem wzrost obrotów lokali tym bardziej potwierdza pozytywny trend jeśli chodzi o wielkość sprzedaży. Szczególnie cieszą wyniki L4L, gdyż nasza sieć będzie się rozwijać i w kolejnych kwartałach planujemy nowe otwarcia, co będzie miało jeszcze większy wpływ na wzrost sprzedaży w sieci ogółem. Na początku roku uruchomiliśmy dwie restauracje franczyzowe w Toruniu i Gdańsku. W II kwartale 2024 r. nowych restauracji znów przybędzie, m.in. w Gliwicach, Rzeszowie, Jarocinie, Poznaniu. Jeżeli nie będzie jakichś niespodziewanych zdarzeń w otoczeniu rynkowym, to w tym roku powinniśmy łącznie uruchomić 20-30 nowych restauracji pod różnymi markami – zapowiada Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Raportowana przez Sfinks Polska sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale własne i franczyzowe, działające w ramach sieci zarządzanych przez spółkę, które są objęte bieżącym monitoringiem sprzedaży systemów informatycznych Sfinksa. Nie obejmuje ona sprzedaży realizowanej przez sieć Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

Polskie firmy ubezpieczyły w ubiegłym roku obroty handlowe o wartości ponad 911 mld zł

W 2023 roku ubezpieczyciele objęli ochroną transakcje handlowe na kwotę 911 mld złotych. To o 10 proc. więcej niż w roku poprzednim. Ta kwota to niemal 29,3 proc. wartości całej polskiej gospodarki w 2023 r[1]. i jest o 38 proc. większa niż budżet państwa[2]. Polskie przedsiębiorstwa doceniają tę formę zabezpieczenia obrotów w niełatwej sytuacji ekonomicznej.

Ubezpieczyciele należności wypłacili odszkodowania na sumę 384,5 mln zł, co oznacza wzrost o 75 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Wyższe wypłaty z ubezpieczeń należności wynikają z pogarszającej się sytuacji płatniczej przedsiębiorstw w porównaniu do lat 2020 – 2022, kiedy funkcjonowały one w środowisku wysokiej podaży pieniądza.

Polskie przedsiębiorstwa oraz zagraniczni odbiorcy polskich towarów i usług działają obecnie w środowisku wysokich stóp procentowych. Dodatkowo wzrost wartości szkód jest pochodną wzrostu wartości ubezpieczonych obrotów:

Więcej ubezpieczonych obrotów wynika nie tylko z aktywności gospodarczej przedsiębiorstw, inflacji, ale także z rosnącej roli kredytu kupieckiego w gospodarce w warunkach podwyższania kosztów krótkoterminowych kredytów bankowych – mówi Rafał Mańkowski, dyrektor ds. ubezpieczeń majątkowych w Polskiej Izbie Ubezpieczeń.

Podmioty gospodarcze coraz lepiej też zarządzają ryzykiem płatności. Rośnie zainteresowanie ubezpieczeniem należności, a firmy, które już z tej formy zabezpieczenia korzystają – rozszerzają swoją działalność.

Zakłady ubezpieczeń dostarczają informacje gospodarcze, pomagają w zarządzaniu limitami kredytu kupieckiego dla poszczególnych odbiorców towarów i usług. Uczestniczą też w windykacji wypłat odszkodowań w razie braku płatności za fakturę. Dzięki temu firmy mogą zachować rentowność i rozwijać się, mimo słabszego popytu wewnętrznego oraz nienajlepszej koniunktury wśród głównych partnerów handlowych Polski – dodaje Rafał Mańkowski.

Dane o ubezpieczeniach należności w 2023 roku

Dane w mln zł 2023
Ekspozycja krajowa (31 grudnia) 172 544
Ekspozycja eksportowa (31 grudnia) 113 591
Ekspozycja łączna (31 grudnia) 286 135
Ubezpieczone obroty krajowe 701 443
Ubezpieczone obroty eksportowe 209 866
Ubezpieczone obroty łączne 911 309
Odszkodowania i świadczenia wypłacone brutto 384,5

[1] Szacunki PIU na podstawie: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rachunki-narodowe/kwartalne-rachunki-narodowe/informacja-glownego-urzedu-statystycznego-w-sprawie-zaktualizowanego-szacunku-pkb-wedlug-kwartalow-za-lata-2022-2023,8,12.html

[2] Szacunki PIU na podstawie: https://stat.gov.pl/podstawowe-dane/

Amerykański rynek pracy nie zatrząsł rynkiem

Jeszcze na początku tygodnia dane z rynku pracy oceniano jako najważniejszy odczyt tygodnia. W międzyczasie poznaliśmy jednak sporo danych cząstkowych, które trochę dały nam wskazówkę, co się może wydarzyć w piątek i tak się stało. Konferencja prezesa NBP bez niespodzianek. Zarówno złoto, jak i złoty zyskiwały w piątek.

Dane z USA bez większego wpływu na kursy

Patrząc na dane opublikowane, aż trudno uwierzyć, że po ich odczycie mieliśmy tylko krótki ruch, który od razu został skorygowany. Bezrobocie wbrew oczekiwaniom spadło z 3,9% na 3,8%. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym zmieniło się o 303 tysiące miejsc, podczas gdy oczekiwano 200 tysięcy. Z kolei zatrudnienie w sektorze prywatnym rosło o 232 tysiące, podczas gdy oczekiwano 160 tysięcy. Warto w tym miejscu przypomnieć jedną kwestię. Oczekiwania z USA publikowane są wiele dni przed danymi. W poprzednich dniach tego tygodnia widzieliśmy jednak dużo danych blisko rynku pracy, które pokazywały lepszą kondycję rynku. To z kolei spowodowało, że inwestorzy większość tego uwzględnili już w cenach. Z tego właśnie powodu po pierwotnym entuzjazmie mieliśmy niemal od razu powrót do poziomów, z których rozpoczął się ruch.

Konferencja prezesa NBP

Na piątkowej konferencji prasowej prezes Adam Glapiński potwierdzał, że inflacja co prawda jest w celu, ale stopy procentowe znajdują się na dobrym poziomie i nie ma potrzeb ich obniżania. Pojawiała się prognoza, że w przypadku pełnego wyłączenia tarcz, inflacja do końca roku wzrosłaby do 7,5% a wraz z nimi 3,9%. Zwrócono również uwagę, że ze względu na tarcze możemy mieć powtórkę z procedury nadmiernego deficytu. To tłumaczy, dlaczego obecna władza chce szybko wyłączać niektóre wydatki, które podobnie jak deficyt otrzymała po poprzedniej ekipie. Nie było tutaj zatem większych niespodzianek. Nie obyło się oczywiście bez odniesień do przygody z wnioskiem do Trybunału Stanu. To również nie spowodowało zmian na rynkach. Inwestorzy uważają bowiem, że ten temat teraz chwilowo utknie i na poważnie wypłynie przy kolejnych wyborach.

Szaleństwo na złocie trwa

29 marca to ważna data w notowaniach złota, to ostatni dzień, kiedy ten surowiec nie ustanowił rekordu wszech czasów. Tak codziennie w zeszłym tygodniu mieliśmy kolejne rekordy cenowe wszech czasów na złocie. W takich sytuacjach otwarte jest pytanie, ile to jeszcze będzie trwać. Należy jednak wziąć pod uwagę, że złoto i inwestowanie w nie staje się coraz bardziej „medialne”. W rezultacie zdrowy rozsądek nie jest elementem, który towarzyszy wszystkim inwestorom. Nie brakuje komentarzy, że obecne wzrosty mogą trwać jeszcze z drobnymi przerwami bardzo długo. Z drugiej strony wiele osób wskazuje również na to, że mamy do czynienia ze spekulacyjną bańką, a nowi wchodzący inwestorzy tylko pozwalają zrealizować zyski tym, którzy kupili wcześniej. Najbliższe tygodnie pokażą, kto miał rację.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zmiany w Shell Polska: Katarzyna Warzywoda i Monika Kielak-Łokietek na nowych stanowiskach kierowniczych

Katarzyna Warzywoda, która do tej pory pełniła funkcję dyrektorki ds. rozwiązań flotowych na Europę Środkową i Południową w Shell, w kwietniu br. objęła stanowisko dyrektorki działu stacji paliw i rozwoju sieci detalicznej w Shell Polska. W nowej roli będzie odpowiedzialna za rozwój polskiego biznesu Mobility (sieci stacji paliw) i rozszerzenie portfolio firmy o elektromobilność i paliwa alternatywne. Monika Kielak-Łokietek, dotychczasowa dyrektorka biznesu mobilności, prezeska zarządu Shell Mobility i członkini zarządu Shell Polska, od kwietnia 2024 r. zajmuje stanowisko dyrektorki ds. portfela sieci. Monika pozostaje w zarządzie Shell Polska, a w maju br. przekaże Katarzynie Warzywodzie funkcje prezeski Shell Mobility.

Katarzyna Warzywoda jest związana z Shell od ponad 20 lat. Przez ostatnie trzy lata, jako dyrektorka ds. rozwiązań flotowych na Europę Środkową i Południową w Shell, była  odpowiedzialna za rozwój segmentu flotowego w tym regionie. Jednym z kamieni milowych było wdrożenie karty hybrydowej Shell Card EV w krajach Europy Środkowej i Południowej, co stanowiło znaczący krok we wsparciu klientów B2B w dekarbonizacji ich flot. Katarzyna Warzywoda jest absolwentką kierunku stosunki międzynarodowe Szkoły Głównej Handlowej, gdzie uzyskała tytuł magistra.

Przyszedł czas na kolejne wyzwania. W nowej roli będę mogła wykorzystać moje doświadczenia w obszarze rozwiązań flotowych i przełożyć je na rozwój polskiego biznesu mobilności. Będziemy dążyć do skutecznego rozszerzenia portfolio firmy o elektromobilność i paliwa alternatywne, tak aby przybliżyć się do osiągnięcia celu przedsiębiorstwa energetycznego o zerowej emisji netto do 2050 r. Swoją przygodę zawodową w Shell rozpoczęłam właśnie w dziale mobilności więc to ekscytujący powrót do korzeni. Serdecznie dziękuję Monice za prowadzenie tak profesjonalnego zespołu, który każdego dnia przyczynia się do wzmocnienia marki Shell na rynku polskim i europejskim – mówi Katarzyna Warzywoda, nowa dyrektorka biznesu mobilności w Shell Polska, członkini zarządu w Shell Polska.

Monika Kielak-Łokietek w okresie swojej ponad 25-letniej kariery w Shell bierze czynny udział w rozwoju biznesów firmy w Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W swojej ostatniej roli przez blisko trzy lata profesjonalnie i z pasją prowadziła biznes Mobility kierując zespołem ponad 4 tysięcy osób w trudnym czasie biznesowym, wynikającym z sytuacji ekonomicznej i politycznej. W tych latach wraz z zespołem znacząco powiększyła sieć stacji paliw, wdrożyła koncept elektromobilności, w tym pierwsze własne ładowarki Shell Recharge oraz stacje LNG. Monika wprowadziła na rynek polski ulepszoną formułę paliw premium Shell V-Power oraz nową markę i koncept kawiarniano-gastronomiczny Shell Café, dzięki któremu Shell uzyskał dwucyfrowy wzrost biznesu pozapaliwowego. Na swoim nowym stanowisku Monika będzie odpowiedzialna za restrukturyzację portfolio sieci Shell.

Minione trzy lata w branży paliwowo-energetycznej to czas wielu zawirowań, kryzysów i wyzwań osadzonych na niezwykle dynamicznej scenie ekonomiczno-politycznej. To był dla mnie wielki zaszczyt i jednocześnie ogromna satysfakcja prowadzić biznes w tak trudnym czasie. Wspólnie z zespołem, nie tylko dźwignęliśmy największe wyzwania, ale też rozbudowaliśmy Shell o nowe stacje oraz wzmocniliśmy markę Shell na rynku polskim. Shell Recharge i Shell LNG stały się wyznacznikiem naszego udziału w transformacji energetycznej. Shell Café przyciąga klientów wyjątkową ofertą, która dodaje energii w podróży kierowcom, a paliwa premium Shell V-Power – samochodom. Z przyjemnością przekazuję prowadzenie biznesu Mobility w ręce doświadczonej liderki Katarzyny Warzywody i jestem przekonana o kolejnych sukcesach działu pod jej pieczą – mówi Monika Kielak-Łokietek, dyrektorka ds. portfela sieci, członkini zarządu w Shell Polska.

Monika Kielak-Łokietek jest absolwentką wydziału handlu zagranicznego SGH, a także wydziału zarządzania i marketingu Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie uzyskała tytuł magistra. Monika ukończyła również studia podyplomowe z zakresu wyceny nieruchomości na Politechnice Warszawskiej.

Dolar umocnił się jedynie na chwilę

Dolar po ostatnim raporcie NFP zdołał umocnić się jedynie na moment. Kurs EUR/USD po chwilowym spadku poniżej poziom 1,08 wrócił do wzrostów i zakończył się blisko poziomu otwarcia. Amerykańskie akcje zyskały ostatecznie, choć pierwsza reakcja była negatywna. Rentowności amerykańskich obligacji wzrosły. Aktualnie rynek daje niewiele ponad 45 proc. szans na podwyżkę stóp procentowych w czerwcu przez Fed.

Rynek pracy w USA nie zamierza jak na razie zwalniać. Tak wynika z piątkowych danych, które pokonały rynkowy konsensu i pokazały solidne liczby. 303 tys. nowych miejsc pracy to rezultat powyżej najbardziej skrajnie optymistycznej prognozy spośród tych przedstawianych przez analityków ankietowanych przez agencję Bloomberg. Za ten mocny wzrost odpowiada po części kreacja wakatów rządowych, których przybyło aż 71 tys. Na siłę rynku pracy wskazuje również spadek stopy bezrobocia, która z poziomu 3,9 proc. obniżyła się do 3,8 proc. Jeśli zerkniemy na większe szczegóły zauważymy także wzrost wskaźnika aktywności zawodowej z 62,5 proc. do 62,7 proc. Presja płacowa w ujęciu miesięcznym wzrosła do 0,3 proc. a w relacji rok do roku mamy oczekiwany spadek do 4,1 proc. To niewiele więcej niż w okresie przed pandemicznym, kiedy to w 2019 roku dynamika ta średniorocznie wyniosła 3,3 proc.

Rynek po piątkowych danych zredukował swoją wycenę prawdopodobieństwa obniżki stóp w czerwcu z 60 proc. do 45 proc. Dolar zyskał a potem całość tego wzrostu oddał – to pokazuje, że NFP jest istotny, ale nie kluczowy w tym momencie. Pamiętajmy, że Powell podczas swojej ostatniej konferencji podkreślił, że do obniżek może dojść nawet jeśli rynek pracy nie wpadnie w recesję. Być może rynek miał to z tyłu głowy i dlatego tak zareagował. Złoto „wystrzeliło” do 2330 USD ( a dziś kosztowało nawet powyżej 2350 USD) wyznaczając nowe rekordy, co jest reakcją niestandardową, bo z reguły kiedy dolar zyskuje wycena metalu spada. Tym razem mamy spadek korelacji ujemnej. Rentowności obligacji amerykańskich wzrosły, co jest zrozumiałą reakcją, ponieważ rynek oczekuje wyższych stóp przez dłuższy czas. Indeksy w pierwszej reakcji obniżyły się, jednak bardzo szybko wróciły do odwrotnej tendencji, co można tłumaczyć, że dobre dane to dobre dane dla rynku akcyjnego, i tyle. Skala wzrostów ich jest jednak na razie na tyle mała, że nie potrafiła zredukować w pełni zniżek z czwartku, które zostały wywołane przez „jastrzębie” komentarze płynące z Fed. 8

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Prof. Grzegorz Mazurek Rektorem Akademii Leona Koźmińskiego przez kolejne cztery lata

Prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, obecny Rektor Akademii Leona Koźmińskiego, uzyskał reelekcję i będzie pełnił tę funkcję przez kolejne cztery lata. Był jedynym kandydatem w wyborach na kadencję rozpoczynającą się 1 września 2024 roku. Prof. Mazurek będzie kontynuował misję tworzenia najlepszej, silnie umiędzynarodowionej europejskiej uczelni biznesowej oraz realizacji pionierskich w polskim środowisku edukacyjnym projektów zmieniających oblicze nauki i edukacji.

Wybór Rektora Akademii Leona Koźmińskiego przebiegł zgodnie z zapisami Statutu Uczelni, nadanego przez założyciela. Prof. Grzegorz Mazurek spełnił wszystkie kryteria określone dla kandydata na Rektora. kandydaturę pozytywnie zaopiniował Senat uczelni. Tym samym 25 marca 2024 r. prof. Mazurek w głosowaniu Rady Powierniczej Akademii Leona Koźmińskiego został jednomyślnie wybrany na Rektora Akademii Leona Koźmińskiego na kadencję 2024-2028.

Prof. Grzegorz Mazurek jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. W trakcie studiów uzyskał stypendium, które umożliwiło mu wyjazd na dwa lata do University of Tilburg, jednej z najlepszych europejskich szkół biznesu. Prof. Mazurek pracował tam m.in. jako asystent i uzyskał trzeci już tytuł magistra. Po powrocie do Polski, w 2005 roku obronił pracę doktorską i uzyskał stopień naukowy doktora w Szkole Głównej Handlowej.

Z Akademią Leona Koźmińskiego związany od września 2005 roku – najpierw jako starszy asystent w Katedrze Marketingu, następnie adiunkt, profesor nadzwyczajny, a od maja 2020 roku profesor tytularny. W latach 2012 – 2020 pełnił funkcję Prorektora ds. współpracy z zagranicą odpowiadając za strategię umiędzynarodowienia, akredytacje międzynarodowe oraz marketing uczelni. W 2017 roku ukończył program rozwojowy w IESE Business School w Barcelonie. We wrześniu 2020 roku objął funkcję Rektora Akademii Leona Koźmińskiego na swoją pierwszą czteroletnią kadencję.

Poza uczelnią piastuje szereg innych funkcji, bezpośrednio związanych z działalnością Akademii. Jest m.in. członkiem Rady do spraw Planu dla Pracy i Rozwoju, Komisji ds. Współpracy Międzynarodowej KRASP, EFMD Advisory Board dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej, Zarządu Stowarzyszenia Edukacji Menedżerskiej Forum, Zespołu oceniającego projekty o zasięgu międzynarodowym w Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej (NAWA) oraz prezydentem International Advisory Board francuskiej uczelni biznesowej ISC Paris.

W pracy badawczej specjalizuje się w tematyce transformacji cyfrowej organizacji, e-handlu oraz marketingu cyfrowego. W Akademii Leona Koźmińskiego koordynuje szereg programów studiów związanych z szeroko rozumianą cyfryzacją. Prowadzi zajęcia na wszystkich poziomach kształcenia.

Obecnie jako Rektor-elekt prof. Mazurek formułuje swój zespół prorektorski, który – zgodnie z procedurą – w czerwcu przedstawi do opinii Senatowi i Radzie Powierniczej.

Maciej Kowalski na czele Grupy Ignitis w Polsce

Grupa Ignitis realizuje w Polsce ambitną strategię rozwoju. Od lutego br. funkcję prezesa zarządu spółki Ignitis Renewables, inwestującej w zielone moce wytwórcze, pełni Maciej Kowalski. W kwietniu menedżer stanął również na czele spółki Ignitis Polska, zajmującej się obrotem energii.

– Naszym celem jest budowa w pełni ekologicznego i bezpiecznego ekosystemu energetycznego dla obecnych i przyszłych pokoleń. Polska przechodzi obecnie transformację w kierunku zielonej energii, w której aktywnie bierzemy udział. Wierzę, że przywództwo Macieja Kowalskiego pozwoli dodatkowo wzmocnić pozycję Grupy Ignitis jako partnera pierwszego wyboru w polskim sektorze odnawialnej energii – deklaruje Vidmantas Salietis, członek zarządu ds. komercyjnych w Grupie Ignitis.

Grupa Ignitis jest w Polsce reprezentowana przez dwie spółki. Ignitis Polska istnieje od 2017 roku; początkowo swoją działalność koncentrowała na hurtowym rynku energii, a od 2020 roku obecna jest również na rynku detalicznym, w segmencie biznesowym. Z kolei spółka Ignitis Renewables rozpoczęła działalność w Polsce w 2019 roku. Obecnie zarządza dwiema farmami wiatrowymi – Pomerania o mocy 94 MW oraz Silesia I o mocy 50 MW. Na etapie zaawansowanego rozwoju jest projekt Silesia II o mocy 137 MW. Spółka rozwija także portfel elektrowni słonecznych o mocy 30 MW.

– Cieszę się z zaangażowania w realizację celów Grupy Ignitis. Przejęcie odpowiedzialności za działalność całej Grupy w Polsce jest dla mnie ogromnym wyzwaniem. Wspólnie z całym zespołem będziemy wzmacniać pozycję Grupy jako wiarygodnego partnera na polskim rynku energii – podkreśla Maciej Kowalski, prezes Ignitis Polska i Ignitis Renewables.

Maciej Kowalski ma szerokie doświadczenie w sektorze energii. Przed dołączeniem do Grupy Ignitis pracował przez ponad siedem lat w Grupie Enefit, oferującej szereg rozwiązań energetycznych. Jego doświadczenie obejmuje również pracę w takich firmach, jak RWE, Iberdrola, Polenergia oraz PKP Energetyka.

Grupa Ignitis jest jednym z największych koncernów multienergetycznych w regionie Morza Bałtyckiego. Poza Polską jest obecna w Litwie, Łotwie, Estonii i Finlandii, inwestuje też w start-upy energetyczne w Wielkiej Brytanii, Francji, Szwecji, Norwegii i Izraelu. W 2023 roku Grupa przeznaczyła na zielone inwestycje rekordową kwotę prawie 1 mld euro, realizując szeroko zakrojone projekty w segmencie zielonych mocy wytwórczych, głównie farm wiatrowych. Kapitalizacja Grupy notowanej na giełdach w Wilnie i Londynie wynosi około 7 mld zł.

Polacy kochają dyskonty, centra handlowe i osiedlowe sklepiki – preferencje zakupowe Polaków

Ponad 60% polskich konsumentów robi większe zakupy spożywcze (powyżej 100 zł) w dyskontach. Podobny odsetek wybiera też centra handlowe ze względu na ich ofertę rozrywkową, a blisko 40% Polaków decyduje się na wizytę w parkach handlowych ceniąc sobie dobrą znajomość przestrzeni, co gwarantuje sprawne i szybkie zakupy. Najnowszy raport Cushman & Wakefield „UX retail w Polsce. Polacy o budowie doświadczeń w obiektach handlowych” wskazuje, że Polacy mają jasno sprecyzowane oczekiwania w stosunku do każdego formatu handlowego, a każdy z nich może odpowiadać na inne potrzeby zakupowe (i nie tylko).

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Cushman & Wakefield, spośród wszystkich rodzajów sklepów polscy konsumenci najczęściej odwiedzają te małe, lokalne, blisko swojego miejsca zamieszkania – 66% badanych chodzi tam raz lub kilka razy w tygodniu. To częściej niż zakupy online, które przynajmniej raz w tygodniu robi tylko 36% Polaków, zaś połowa – raz lub kilka razy w miesiącu. Z kolei parki i centra handlowe osiągają pod tym względem podobne wyniki (odpowiednio 32% i 33% Polaków chodzi do nich przynajmniej raz w tygodniu).

Powodem, dla którego tak chętnie i często odwiedzamy małe, osiedlowe sklepy, jest przede wszystkim wygoda. Niewielkie, bieżące zakupy najłatwiej jest zrobić blisko swojego domu lub mieszkania, na przykład po powrocie z pracy lub przy okazji odbierania paczki z naszym zamówieniem internetowym. Z kolei preferowanym miejscem większych zakupów spożywczych są zdecydowanie dyskonty – na duże zakupy powyżej 100 złotych wybiera je 62% respondentów. Pod względem rozrywki natomiast przodują centra handlowe, które w tym aspekcie wygrywają wśród blisko 60% badanych. Widzimy zatem, że każda kategoria obiektu handlowego jest atrakcyjna dla konsumentów z innych powodów, a to powinno być kluczowe dla właścicieli, zarządców i najemców w procesie tworzenia oferty, która trafi w potrzeby potencjalnych klientów”, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Dlaczego wybieramy ten, a nie inny obiekt handlowy?

Wśród cech, które zdaniem badanych decydują o atrakcyjności obiektu handlowego, przoduje duży wybór dostępnych sklepów. Odpowiedni portfel najemców jest ważny dla blisko 70% respondentów. Niewiele niższy wynik uzyskał łatwy dojazd i dobra infrastruktura oraz bezpłatny parking przy obiekcie (oba po 63%). Ponad połowa, bo 56% konsumentów ceni sobie położenie blisko domu (nie dalej niż kwadrans drogi autem od miejsca zamieszkania). Wysoko uplasowała się również oferta gastronomiczna (prawie 40%), a 1 na 5 osób wskazała ofertę rozrywkową, co pokazuje, że duża część respondentów odwiedza obiekty handlowe nie tylko ze względu na możliwość zrobienia w nich zakupów.

O ile dla właściciela istniejącego już obiektu wyzwaniem może być dopasowanie zastanej infrastruktury do nowych potrzeb, to inaczej jest z doborem najemców i stworzeniem optymalnej oferty. Z tego powodu wiele centrów handlowych decyduje się obecnie na rekomercjalizację, repozycjonowanie, a w razie potrzeby i na przebudowę, tak aby lepiej wpasować się w oczekiwania swoich gości. Polski sektor handlowy możemy zaliczyć już do grona rynków dojrzałych, a to oznacza, że coraz większa liczba budynków wymaga ponownego przemyślenia ich koncepcji czy odświeżenia wystroju, aby zwiększyć szansę na przyciągnięcie większego grona klientów, zwłaszcza tych najmłodszych”, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Centra handlowe czy centra rozrywki?

Centra handlowe są bez wątpienia tą kategorią obiektów, które posiadają najbardziej zróżnicowaną ofertę. Z drugiej strony – ich liczba jest ograniczona (obecnie na rynku funkcjonuje 440 centrów) i najczęściej są one zlokalizowane w ścisłym centrum dużych miast lub na obrzeżach aglomeracji, a to przekłada się na czasochłonny dojazd dla części ich klientów. Mimo to połowa osób gotowa jest poświęcić na podróż do centrum handlowego ponad 15 minut. Co zatem decyduje o ich atrakcyjności? Na pierwszym miejscu znajdują się bardziej korzystne promocje i niższe ceny. Dalej – szersza oferta i większa dostępność produktów oraz unikalność oferty.

Na uwagę w zakresie unikalności centrów zasługuje też aspekt rozrywkowy – dobre kino, przemyślana oferta gastronomiczna i, w mniejszym stopniu, wydarzenia w obiekcie. Wagę szerokiej oferty handlowej i rozrywkowej potwierdzają wyniki odwiedzalności. Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, średnioroczna dynamika wzrostu liczby klientów w 2023 roku w stosunku do 2022 była najwyższa w grupie największych centrów handlowych, o powierzchni najmu przekraczającej 60 000 mkw. i najszerszej ofercie handlowo-usługowej”, Paulina Bauer, Head of Retail Asset Services, Cushman & Wakefield.

Parki handlowe to gwarancja wygodnych zakupów

Jak wynika z badania Cushman & Wakefield, park handlowy jest przede wszystkim tym miejscem, które powinno umożliwiać sprawne zakupy w dobrych cenach – niskie ceny produktów i promocje są bowiem kluczowe dla około 2/3 Polaków, którzy je odwiedzają. Co ciekawe, blisko 40% doceniłoby możliwość otrzymania zniżki dla stałych klientów. Badanie wykazało też, że w przypadku tego formatu handlowego istotną zaletą są również duże parkingi, na które zwróciła uwagę blisko 1/3 badanych. Z kolei dla prawie 40% konsumentów zachętą do wizyty w pobliskim parku handlowym jest dobra znajomość przestrzeni, umożliwiająca sprawne i szybkie zakupy. Warto także ograniczyć zmiany w tym zakresie – tym bardziej, że nie lubi ich niemal 60% konsumentów.

Przemyślany, intuicyjny układ przestrzenny powinien być wskazówką zwłaszcza dla tych deweloperów lub właścicieli, którzy przygotowują się do budowy nowych parków handlowych, a warto podkreślić, że jest to najszybciej rosnący format retailowy na polskim rynku. Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, na koniec 1 kwartału 2024 roku w budowie pozostawało 40 obiektów handlowych, z czego aż 25 nieruchomości stanowiły właśnie parki. W porównaniu z centrami handlowymi ich przewagą może więc być mniejsza zmienność rozmieszczenia lokali przy jednoczesnej podobnej dostępności miejsc parkingowych oraz niskich, konkurencyjnych cenach”, podsumowuje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Program partnerski rozwiązań SaaS: klucz do sukcesu małych firm w marketingu afiliacyjnym

Firmy oferujące oprogramowanie jako usługę (SaaS) stoją przed wyjątkową szansą na rozwój dzięki uruchomieniu własnych programów partnerskich. W tym artykule przyjrzymy się bliżej korzyściom płynącym z zastosowania przez nie marketingu afiliacyjnego, szczególnie pod kątem małych przedsiębiorstw.

Dane mówią same za siebie – już 80% firm już korzysta w swojej strategii marketingowej z programów partnerskich, co potwierdza efektywność tego kanału rozwoju biznesu. Implementacja programu marketingu afiliacyjnego może więc znacząco przyczynić się do wzrostu firm działających w modelu SaaS, co zostanie dokładniej omówione w dalszej części tego artykułu.

Zastanawiasz się, czy marketing afiliacyjny jest odpowiedni właśnie dla Twojej firmy? Jakie korzyści może przynieść uruchomienie własnego programu partnerskiego? W dalszej części tekstu odpowiemy na te pytania, zachęcając do odkrywania możliwości, jakie marketing afiliacyjny otwiera w branży SaaS. Dla firm SaaS poszukujących skutecznego sposobu na zarządzanie wydatkami marketingowymi, Admitad oferuje rozwiązanie dostosowane do ich potrzeb.

Czym jest marketing afiliacyjny?

Marketing afiliacyjny to strategia marketingowa oparta na wynikach, która umożliwia firmom współpracę z osobami fizycznymi lub innymi przedsiębiorstwami, zwanymi afiliantami, w celu promowania swoich produktów lub usług. Afilianci otrzymują wynagrodzenie w formie prowizji za każdą sprzedaż, wygenerowane leady lub inne, ustalone wcześniej wyniki działań promocyjnych.

Marketing afiliacyjny jest efektywnym kosztowo sposobem wykorzystania  umiejętności marketingowych i sieci kontaktów innych osób w celu zwiększenia przychodów i rozbudowy bazy klientów. Dzięki współpracy z afiliantami, którzy promują produkty i zwiększają ruch na stronie marki, firmy mogą zwiększać sprzedaż oraz świadomość swojej marki. Ten model marketingu, oparty na wynikach, jest szczególnie atrakcyjny dla małych firm, ponieważ ponoszą one wydatki marketingowe, czyli prowizje, dopiero po zrealizowaniu sprzedaży. Afilianci z kolei korzystają na uczestnictwie w programach partnerskich, czerpiąc korzyści finansowe z każdej wygenerowanej sprzedaży produktów lub usług, które cenią. 

Marketing partnerski dla SaaS: jak to działa?

Wydawcy afiliacyjni, którzy chcą działać w programach firm SaaS, po rejestracji otrzymają unikalny link, który mogą umieszczać na swoich stronach internetowych, landing pages oraz platformach mediów społecznościowych.

Co więcej, partnerzy afiliacyjni często zyskują dostęp do samego narzędzia SaaS, co umożliwia im tworzenie szczegółowych samouczków, recenzji wideo i efektywne promowanie produktu na swoich kanałach. Ten bezpośredni dostęp ma znaczenie przy podkreślaniu unikalnych cech i funkcji narzędzia SaaS.

Kiedy użytkownik kliknie na unikalny link afilianta i dokona zakupu, afiliant otrzymuje prowizję za pozyskanie nowego klienta. W odróżnieniu od tradycyjnych programów polecających, które zwykle oferują jednorazowe prowizje, programy partnerskie SaaS często proponują powtarzające się prowizje, uzależnione od odnowień subskrypcji przez klientów.

Afilianci w programach SaaS mogą wykorzystywać różnorodne strategie, aby zwiększyć swoje dochody i rozwijać działalność. Na przykład, bloger może wykorzystać techniki SEO i content marketingowe, aby tworzyć popularne treści przydatne dla potencjalnych klientów SaaS, zwiększając szanse na generowanie prowizji.

Korzyści z marketingu afiliacyjnego dla firm SaaS

Dla firm oferujących oprogramowanie jako usługę (SaaS), marketing afiliacyjny stał się niezwykle skutecznym narzędziem marketingowym. Jego mechanizm działania jest jednocześnie prosty i efektywny: reklamodawca wypłaca swoim afiliantom procent od sprzedaży tylko wtedy, gdy ta sprzedaż rzeczywiście następuje dzięki ich działaniom. Brak sprzedaży to również brak zbędnych kosztów. Taka strategia, oparta na wynikach, minimalizuje wydatki marketingowe, ograniczając je wyłącznie do sytuacji, w której sprzedaż faktycznie ma miejsce dzięki działaniom afilianta.

Dla firm SaaS monitorowanie efektywności programu marketingu afiliacyjnego jest stosunkowo proste. Linki afiliacyjne umieszczone na stronach docelowych partnerów zwiększa widoczność marki w internecie. Każde kliknięcie w link i wynikająca z niego sprzedaż są rejestrowane za pomocą plików cookie, co umożliwia precyzyjne śledzenie konwersji. Ponadto firma może śledzić zachowania użytkowników rejestrujących się na darmowy okres próbny i nagrodzić partnerów, gdy ich polecony klient zdecyduje się na płatny plan. Firmy SaaS mogą również zaoferować cykliczne prowizje za klientów, którzy decydują się na subskrypcję miesięczną lub okresową. 

Bez względu na to, jaki model programu partnerskiego wybierze firma, może w jego efekcie spodziewać się wzrostu sprzedaży. Sieć afiliantów jest często tańszym i skuteczniejszym rozwiązaniem niż inwestycja w drogie narzędzia marketingowe lub budowa specjalistycznych zespołów sprzedażowych. 

Osiem kluczowych przyczyn, dla których firmy wybierają marketing afiliacyjny

Oto osiem powodów, dla których firma oferująca rozwiązania SaaS powinna rozważyć wykorzystanie marketingu partnerskiego:

    1. Wzmocnienie działań promocyjnych: Marketing afiliacyjny rozszerza strategię promocji firmy o wykorzystanie linków partnerskich.  Pozwalają one zwiększyć widoczność online przez umieszczenie informacji o produktach i promocjach przedsiębiorstwa na stronach internetowych partnerów. 
    2. Mierzalne ROI: Wartość działań afiliacyjnych jest łatwa do zmierzenia, ponieważ wydawcy otrzymują wynagrodzenie tylko za konkretne, wymierne rezultaty, takie jak generowanie leadów czy sprzedaż.
    3. Społeczny dowód słuszności (social proof): Pozytywne recenzje i rekomendacje partnerów zwiększają zaufanie i wiarygodność marki w oczach potencjalnych klientów.
    4. Możliwość śledzenia sprzedaży: Programy afiliacyjne oferują zaawansowane narzędzia do śledzenia zachowań użytkowników linków afiliacyjnych, co pozwala na dokładne monitorowanie efektywności kampanii.
    5. Nowatorskie strategie marketingowe: Współpraca z afiliantami działającymi w różnych modelach biznesowych i posiadającymi zróżnicowane pomysły marketingowe i sprzedażowe  pozwala na skuteczniejsze promowanie produktów i usług na wielu platformach i w różnych formatach.
    6. Płatności uzależnione od wyników: Wypłacanie prowizji tylko za wcześniej ustalone działania minimalizuje ryzyko i maksymalizuje efektywność wydatków marketingowych. W branży elektronicznej prowizja afiliacyjna wynosi z reguły od 5 do 15 proc., w związku z czym ROAS może wynieść 10 do 1, a nawet więcej.
    7. Skalowalność biznesu: Marketing afiliacyjny umożliwia rozszerzenie zasięgu działań promocyjnych bez konieczności zaangażowania nowych zasobów wewnętrznych. W skalowaniu pomaga różnorodność partnerów uczestniczących w programie, atrakcyjne prowizje w porównaniu z konkurencją i łatwość dołączania nowych wydawców do programu.
    8. Zwiększenie ruchu na stronie:  Partnerzy afiliacyjni, zamieszczając linki partnerskie, kierują ruch do strony reklamodawcy, co może poprawić jej pozycjonowanie w wyszukiwarkach i zwiększyć ruch organiczny.

Podsumowanie

Marketing afiliacyjny stanowi potężne narzędzie dla firm działających w modelu SaaS, które może znacząco zwiększyć adopcję ich rozwiązań przez klientów oraz poprawić widoczność. Dla rozwijających się przedsiębiorstw, które dążą do intensyfikacji swoich działań marketingowych przy jednoczesnym minimalizowaniu kosztów, afiliacja to jedno z najbardziej efektywnych rozwiązań dostępnych na rynku.

Admitad może wesprzeć firmy SaaS w poszukiwaniu nowych klientów na całym świecie, oferując potencjalny wzrost liczby zamówień online o 20-30%. Zapoznaj się z naszymi najnowszymi planami abonamentowymi, aby odkryć, jak możemy przyczynić się do rozwoju Twojego biznesu.

DL Invest Group podsumowuje udany pierwszy kwartał 2024 roku

38 umów najmu o łącznej wartości rocznego czynszu blisko 12 mln zł, uzyskanie pozwolenia na budowę III i IV etapu inwestycji magazynowej DL Invest Park Psary o łącznej powierzchni wynajmowalnej ponad 122 000 mkw. oraz rozpoczęcie budowy kolejnej hali magazynowej w podwarszawskim projekcie DL Invest Park Teresin dla najemcy, który podpisał umowę najmu dotyczącą 13 000 mkw. to wybrane sukcesy firmy DL Invest Group, jednej z najszybciej rozwijających się polskich grup inwestorskich i deweloperskich.  

Pierwszy kwartał 2024 roku to jeden z najbardziej udanych i najbardziej pracowitych kwartałów w historii DL Invest Group. Obok podpisania nowych umów najmu, uzyskania pozwoleń na budowę kolejnych projektów oraz rozpoczęcia realizacji kolejnej hali magazynowej w Teresinie w ciągu ostatnich trzech miesięcy przekazaliśmy wynajęte wcześniej powierzchnie między innymi: Lux Med, Sphinx, TPA czy Just in Time Logistic, a do naszych katowickich projektów mixed-use DL Piano i DL Atrium wprowadziliśmy nowe przedszkola” – mówi Aneta Kulik, Dyrektor ds. Komercjalizacji w DL Invest Group. „Dynamicznie rozwija się także nasz autorski projekt DL Space, który zakłada wprowadzenie elastycznych form wynajmu wcześniej przygotowanych wysokiej jakości powierzchni biurowych, dla osób i firm potrzebujących mniejszych przestrzeni lub umów zawartych na krótsze terminy. W ramach tej formuły wynajęliśmy już ponad 5 000 mkw. w naszych obiektach mixed-use w Katowicach i Częstochowie.Tylko w ostatnim kwartale podpisanych zostało przeszło 20 umów najmu z nowymi podmiotami na elastyczny najem” – dodaje Edyta Leszczyńska odpowiedzialna za sukces projektu.

6 miliardów złotych to planowana wartość portfolio nieruchomości

Zróżnicowane portfolio nieruchomości DL Invest Group obejmuje trzy podstawowe segmenty: centra logistyczne, obiekty mixed-use oraz parki handlowe. Przeanalizowane wielowątkowo, starannie wybrane lokalizacje oraz projekty przygotowane w szczegółach pod względem architektonicznym, funkcjonalnym oraz wykonawczym przy zachowaniu najwyższych wymogów dotyczących jakości stanowią podstawę sukcesu DL Invest Group. Obecna wartość portfolio firmy obejmującego nieruchomości istniejące oraz nieruchomości, które wkrótce zostaną dostarczone na rynek to około 3 miliardów złotych. Prognozy rozwoju publikowane przez firmę zakładają dalszą rozbudowę portfolio aktywów do osiągnięcia wartości około 6 miliardów złotych do końca 2027 roku.

Potwierdzeniem wysokiej jakości zarządzania w kontekście pracy nad rozwojem firmy jest między innymi wdrożony przez nas standard środowiskowy ISO 14001. W minionym kwartale nasza firma z powodzeniem przeszła sprawdzający audyt zewnętrzny, który umożliwił uzyskanie wspomnianego certyfikatu, co jest potwierdzeniem działania w zgodzie z ideą zrównoważonego rozwoju i z poszanowaniem dla środowiska naturalnego” – Wirginia Leszczyńska, Prezes DL Invest Group.

Działania zgodnie z ideą zrównoważonego rozwoju

Wszystkie realizowane przez DL Invest Group inwestycje są certyfikowane w międzynarodowym, ekologicznym systemie BREEAM. Dotyczyć to będzie również nowych projektów, których realizacja trwa (w podwarszawskim Teresinie) i których realizacja wkrótce się rozpocznie (III i IV etap inwestycji magazynowej w śląskich Psarach) oraz nowych projektów.

DL Invest Group kontynuuje także rozwój swoich programów realizowanych zgodnie z długofalową strategią ESG wdrożoną przez firmę. Uruchomione wcześniej w ramach działań firmy projekty DL Green i DL Energy obejmują między innymi: efektywne wykorzystanie energii oraz pozyskiwanie energii z odnawialnych źródeł. Docelowo budynki wchodzące w skład portfolio DL Invest Group mają być samowystarczalne energetycznie. Dzięki działaniom podejmowanym w ramach DL Energy firma ma wytwarzać tyle energii z odnawialnych źródeł ile zużywają posiadane przez nią nieruchomości, co zostanie zapewnione dzięki inwestycjom w obszarze fotowoltaiki.

Przewagi konkurencyjne DL Invest Group

DL Invest Group posiada rozbudowany i doświadczony przeszło dwustuosobowy zespół wykwalifikowanych specjalistów. Wewnątrz DL Invest Group posiadamy własnego generalnego wykonawcę, biuro projektowe oraz wewnętrzne działy zarządzania aktywami i leasingu, których jednym z głównych celów jest dostosowywanie projektów do potrzeb naszych najemców. Dzięki rozbudowanej strukturze oraz dużemu bankowi ziemi jesteśmy w stanie dostarczyć wymagane projekty o czasie i we wskazanych przez najemców lokalizacjach i specyfikacjach. W ramach większości z nich istnieje również możliwość dalszej ekspansji dla najemców, którzy potrzebują dodatkowych powierzchni. Z takich możliwości skorzystali między innymi nasi najemcy w ramach inwestycji magazynowych w śląskich Psarach, czy też w podwarszawskim Teresinie” – podkreśla Wirginia Leszczyńska.

Prezes UODO zgłasza uwagi do projektu ustawy o kryptowalutach

Ustawa o kryptoaktywach zadziała lepiej, jeśli będą do niej wpisane zasady przetwarzania danych osobowych uczestników tego rynku. Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zgłosił uwagi do projektu, nad którym pracuje rząd.

Projektowana ustawa ma wdrażać postanowienia rozporządzenia 2023/1114 z dnia 31 maja 2023 r. w sprawie rynków kryptoaktywów, wprowadzać przepisy dotyczące ochrony klientów i inwestorów oraz integralności rynku kryptoaktywów oraz zapewnić stosowanie rozporządzenia 2023/1113 Dzięki tym przepisom nadzór nad rynkiem kryptoaktywów ma być bardziej skuteczny, a ochrona klientów i inwestorów – lepsza. Urząd Ochrony Danych Oosobowych przeanalizował wersję projektu ustawy o kryptowalutach z 22 lutego br. i wskazał na kwestie wymagające doprecyzowania w zakresie ochrony danych osobowych uczestników tego rynku.

Co prawda rozporządzenie unijne o kryptoaktywach odwołuje się wprost do postanowień RODO (rozporządzenia 2016/679). Prezes UODO wskazuje jednak, że warto byłoby rozważyć wprowadzenie w przepisach krajowych wymogów kształtujących choćby kierunkowy mechanizm zarządzania ochroną danych osobowych. Pozwoliłoby to na uniknięcie wątpliwości interpretacyjnych w ocenie ról i obowiązków w zakresie przetwarzania danych osobowych poszczególnych podmiotów. Chodzi np. o obowiązek przeprowadzenia oceny skutków dla ochrony danych zgodnie z art. 35 RODO lub wdrożenia odpowiednich środków technicznych i organizacyjnych na podstawie art. 25 RODO, w szczególności biorąc pod uwagę dużą skalę przetwarzanych danych z użyciem nowych technologii takich jak technologia rozproszonego rejestru.

PUODO wskazuje też na konieczność doprecyzowania:

  • art. 3 projektu, gdzie ustawodawca dopuszcza możliwość sporządzania dokumentów dotyczących obrotu kryptoaktywami w postaci elektronicznej i stwierdza, że szczegóły zostaną określone rozporządzeniu. Te przepisy wykonawcze powinny uwzględniać także ochronę danych osobowych – zauważa PUODO.
  • art. 9 projektu, gdzie mowa o zakresie informacji stanowiących tajemnicę zawodową. Powinna się tam znaleźć osobna kategoria „dane osobowe”. Takie zredagowanie przepisu zapewniłoby poufność szerszemu zakresowi danych przetwarzanych przez podmioty zobowiązane do zachowania tajemnicy.
  • art. 23 projektu, gdzie mowa o zasadach współpracy i wymiany informacji z organami nadzoru nad rynkiem kryproaktywów z państw innych niż państwa członkowskie Unii Europejskiej”. Tu PUODO zwraca uwagę na niejednoznaczność celu, jaki chciał osiągnąć projektodawca i proponuje rozważenie przepisów rozdziału V RODO.

Polacy są winni fiskusowi przeszło 115 mld zł. Najwięcej do oddania mają podatnicy z woj. mazowieckiego oraz śląskiego

Według danych udostępnionych przez resort finansów, na koniec 2023 roku zaległości podatkowe przekroczyły 115 mld złotych. To o 2% mniej niż rok wcześniej. Ponad 81% z ww. kwoty stanowi VAT, a na następne pozycje w tym zestawieniu zajmują akcyza i PIT. Z kolei biorąc pod uwagę podział na województwa, blisko 50 mld złotych do uregulowania dotyczy podatników z woj. mazowieckiego. W przypadku woj. śląskiego to ponad 13 mld złotych, a wielkopolskiego – 11 mld złotych.

Miliardy do uregulowania

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że należności pozostałe do zapłaty z tytułu podatków, według stanu na dzień 31 grudnia 2023 roku, wyniosły 115,079 mld zł. To o 2% mniej niż rok wcześniej, kiedy była to kwota 117,396 mld zł. Jak stwierdza dr Rafał Parvi, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito Opole, wpływ na ww. sytuację miał m.in. mniejszy wzrost gospodarczy. On przełożył się również na wysokość podatków przedsiębiorców. Część firm, w obliczu problemów finansowych, zakończyła działalność. Spore straty odnotowała np. branża meblarska. Jednocześnie spadła konsumpcja, głównie ze względu na rosnące koszty życia, do czego przyczyniły się wysokie stopy procentowe.

– Sama kwota niezapłaconych zaległości podatkowych za wszystkie lata może robić duże wrażenie. Jednak porównanie jej z wpływami z podatków za 2023 rok, które wyniosły 506,9 mld zł, daje obraz dość skutecznych działań egzekucyjnych ze strony organów podatkowych – stwierdza Jakub Warnieło, szef zespołu postepowań podatkowych MDDP.

Należności od części podatników raczej nie zostaną już odzyskane przez Skarb Państwa, co podkreśla Jerzy Martini, doradca podatkowy z Kancelarii MartiniTAX. W opinii eksperta, stosunkowo niewielka różnica w danych rdr. wskazuje na to, że kwoty te nie są efektywnie odzyskiwane. Można założyć, że przyrost nowych zaległości nie jest duży. Natomiast dr Parvi przekonuje, że część firm walczy o przetrwanie i nie ma środków na to, aby na bieżąco płacić podatki. To nie jest kwestia kiepskiej ściągalności, tylko sytuacji gospodarczej.

– Zdecydowana część niezapłaconych należności dotyczy zapewne podmiotów, które nie mają żadnego majątku lub nie istnieją. Przykładowo, były zakładane na tzw. słupa. Wobec tego wyegzekwowanie od nich zaległości wydaje się raczej niemożliwe. Nie przypuszczam też, żeby duża część tych zaległości została spłacona. Organy egzekucyjne często mają w takich przypadkach związane ręce. Nie ma bowiem majątku spółki, z którego dałoby się egzekwować zaległość. Zauważamy jednak, że fiskus coraz częściej puka do drzwi członków zarządów spółek, które nie są w stanie zapłacić zaległości podatkowych i to od nich oczekuje zapłaty tych należności. Zgodnie bowiem z przepisami – odpowiadają oni solidarnie, razem ze spółką, całym swoim majątkiem – przekonuje Jakub Warnieło.

VAT i podatkowa reszta

Według stanu z końca ubiegłego roku, 81,4% z ww. należności stanowi VAT – 93,696 mld zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 80,4% i 94,336 mld zł. Zdaniem Jerzego Martiniego, te wyniki to przede wszystkim konsekwencja oszustw karuzelowych. Skala tego stopniowo się zmieniała i od kilku lat jest na niskim poziomie. Jednak zaległości te nie zostały uregulowane do tej pory. Większość z nich ma charakter wirtualny i dotyczy podatników, którym wydano decyzje, ale kwoty zaległości nie zostały wyegzekwowane. I raczej już nie zostaną odzyskane.

– Dochody podatkowe budżetu państwa w 2023 roku wyniosły 506,9 mld zł. Największą część z tego stanowi VAT – 244,3 mld zł. Wpływy z niego były wyższe o ok. 13,9 mld zł, tj. o 6% w stosunku do roku 2022, lecz mniejsze od założeń budżetowych. Uszczelnianie systemu prawa podatkowego w dużej mierze objęło regulacje dotyczące tego podatku. Politycy głosili dość populistyczne hasła o walkach z mafiami vatowskimi, które ze zwalczaniem prawdziwej przestępczości często miały niewiele wspólnego. Spory dotyczące rozliczeń VAT-u uderzały rykoszetem w uczciwe podmioty, którym kwestionowano prawo do odliczenia VAT-u naliczonego – mówi dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Tomczykowski Tomczykowska, ekspert BCC.

Na kolejnych miejscach w ww. zestawieniu widzimy akcyzę – 9,795 mld zł (rok wcześniej – 10,624 mld zł), PIT – 7,394 mld zł (7,448 mld zł), a także CIT – 4,149 mld zł (4,922 mld zł). Jak podkreśla Jerzy Martini, również ten podatek był przedmiotem licznych wyłudzeń w przeszłości i nadal stanowi łakomy kąsek dla oszustów podatkowych. Wprowadzanie do obrotu wyrobów bez opłacenia podatku akcyzowego daje nieuczciwym podmiotom ogromną przewagę konkurencyjną. Stąd też tego rodzaju oszustwa są nadal atrakcyjne dla wszelkiej maści mafii.

– Trudno zgadnąć, dlaczego mamy zaległości w tak specyficznym podatku, jak akcyza. Z jednej strony, po VAT jest to druga danina, z której wpływy budżetowe są największe. Zatem zaległości w jego płaceniu w takim samym procencie, jak przy innych podatkach, dają wyższe kwoty. Z drugiej strony, akcyzę płacą najwięksi i najsolidniejsi podatnicy, tj.  producenci paliw, energii, alkoholu i papierosów. W dodatku jest to podatek płacony na tzw. bramie, czyli przez producenta, gdy sprzedaje towar. I choć ostatecznym płatnikiem jest finalnie konsument, bo akcyza jest podatkiem cenotwórczym, czyli wpływającym na cenę detaliczną, to fiskus podatek ten pobiera nie na końcu, jak w przypadku VAT-u, tylko na początku wprowadzania towaru do obrotu – analizuje dr hab. Robert Gwiazdowski z Uczelni Łazarskiego.

Kolejne pozycje w tym zestawieniu to GRY (podatek od gier) – 40,163 mln zł (rok wcześniej – 39,637 mln zł) i PSD (podatek od sprzedaży detalicznej) – 2,408 mln zł (25,132 mln zł). Następnie widzimy podatki zniesione – 1,458 mln zł (1,462 mln zł), FIN (podatek od niektórych instytucji finansowych) – 303 tys. zł (0 zł) oraz kopaliny – 4 tys. zł (poprzednio 0 zł).

– Te daniny nigdy nie odgrywały kluczowej roli we wpływach podatkowych. Powodów jest wiele, a wśród nich – mniejsza skala działalności w tych obszarach i nieefektywny model kalkulacji podatku, tj. podstawy opodatkowania etc. – dodaje dr Matarewicz.

Zróżnicowane prognozy

Według stanu na koniec ubiegłego roku, 43,4% należności pozostałych do zapłaty z tytułu podatków przypadło na woj. mazowieckie – 49,948 mld zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 43% oraz 50,507 mld zł. W ww. zestawieniu na kolejnych pozycjach widzimy takie województwa, jak śląskie – 13,145 mld zł (rok wcześniej – 13,560 mld zł), wielkopolskie – 11,065 mld zł (11,479 mld zł), dolnośląskie – 6,981 mld zł (6,900 mld zł) oraz łódzkie – 6,272 mld zł (6,409 mld zł). Na końcu rankingu mamy świętokrzyskie – 1,209 mld zł (rok wcześniej – 1,242 mld zł), opolskie – 1,365 mld zł (1,407 mld zł) oraz warmińsko-mazurskie – 1,382 mld zł (1,734 mld zł).

– Jest to ściśle związane z tym, że w województwie mazowieckim, a konkretnie w Warszawie, swoją siedzibę ma największa liczba podatników. Co więcej, niektóre warszawskie urzędy skarbowe pełnią rolę wyspecjalizowanych urzędów skarbowych dla podmiotów gospodarczych z całej Polski, jak również dla spółek zagranicznych. To również powoduje, że większość zaległości jest przypisanych do tego województwa – podkreśla Jakub Warnieło.

Dr Parvi prognozuje, że kwota należności pozostałych do zapłaty z tytułu podatków będzie w najbliższym czasie bez większych zmian. Natomiast w połowie roku prawdopodobnie zacznie się już zwiększać. Przekonamy się, jak np. na to wpłyną podwyżki wynagrodzeń. Wprawdzie to nie są wielkie kwoty, ale mimo wszystko stanowią kolejne obciążenia dla przedsiębiorców. Nie wiemy też, co w kolejnych miesiącach wydarzy się ze stopami procentowymi oraz poziomem inflacji. Jeśli ta ostatnia zmniejszy się, to wówczas będzie możliwe obniżenie stóp procentowych. To byłaby ulga dla wielu firm, co pozwoliłoby np. przeznaczyć środki na spłatę podatku.

– W związku z pogorszeniem się koniunktury gospodarczej, można spodziewać się słabszych wyników przedsiębiorstw. To zaś grozi wzrostem zaległości podatkowych. Trudniejsze czasy powodują, że więcej osób może oszczędzać na podatkach, a więc np. wejść do szarej strefy. Jest więc spore prawdopodobieństwo, że w tym roku zaległości podatkowych będzie więcej – analizuje Jerzy Martini.

Z kolei Jakub Warnieło nie przewiduje, żeby kwota niespłacanych zaległości podatkowych rosła w najbliższym czasie. Po pierwsze, w ostatnich latach wprowadzono szereg rozwiązań polegających na uszczelnianiu systemu. To spowodowało, że coraz mniej jest tzw. znikających podatników, a więc takich, którzy deklarują podatek, a następnie go nie płacą i nie ma z nimi żadnego kontaktu. Po drugie, w ostatnich latach coraz częściej kontrolowane są duże podmioty, co daje większe prawdopodobieństwo ściągalności. Po trzecie, coraz częściej dochodzi do nowelizacji przepisów dotyczących prowadzenia egzekucji wobec podatników. A wszystkie te zmiany łączy wspólny mianownik – zwiększenie skuteczności egzekucji.

Retail parki – siła napędowa polskiego rynku nieruchomości handlowych

Pandemia, konflikt w Ukrainie oraz inflacja i wysokie stopy procentowe, które przyniosły ostatnie lata przemodelowały rynek nieruchomości na świecie. Efektem globalnego spowolnienia był również ubiegłoroczny, blisko trzykrotny spadek wartości wolumenu transakcji w sektorze nieruchomości w Polsce w porównaniu z rokiem poprzednim.

Trudniejsze otoczenie gospodarcze wywarło wpływ na rozwój rynku komercyjnego w naszym kraju, nie wyhamowały jednak wszystkie sektory. W nowych warunkach dobrze radzi sobie rynek powierzchni logistyczno-przemysłowy oraz handlowych, których potencjał w ostatnich latach szybko wzrastał.

Największy progres, zarówno pod względem nowej podaży, jak i udziału w transakcjach inwestycyjnych w ostatnim roku odnotował sektor handlowy. W 2022 roku zasoby nowoczesnych powierzchni handlowych w Polsce zwiększyły się o około 350 tys. mkw. W ubiegłym roku nowa podaż wyniosła ponad 450 tys. mkw., w tym około 70 proc. powierzchni dostarczyły nowe retail parki i centra convenience. Prognozy mówią, że w tym roku przyrost nowej powierzchni utrzyma się na podobnym poziomie, jak w roku ubiegłym.

To właśnie projekty realizowane w mniejszym formacie od kilku lat przynoszą sektorowi największy wzrost. Na terenie kraju mamy ponad 600 parków handlowych o powierzchni minimum 2 tys. mkw. Na tego typu obiekty handlowe przypada 3,6 mln mkw. powierzchni. W budowie pozostaje około 400 tys. mkw. powierzchni handlowych. Aż 80 proc. nowej przestrzeni do handlu dostarczą wkrótce retail parki i mniejsze centra zakupowe, które budowane są we wszystkich rejonach kraju, w tym w znaczącej części w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców.

Pojawiają się jednak głosy, iż nasycenie parkami handlowymi zbliża się do poziomu, który skłania do analizy fundamentów dalszego rozwoju takich projektów. W mojej ocenie, na mapie handlowej Polski wciąż są miejsca, gdzie brakuje nowoczesnej powierzchni handlowej. Deweloperzy aktywni w tym sektorze mają ambitne plany. Zamierzają rozbudowywać swoje portfolia. Najemcy również deklarują chęć rozwoju swoich sieci. Na polski rynek weszło tylko w minionym roku prawie 30 nowych marek. Klienci natomiast powrócili do tradycyjnych zakupów i wypełniają tłumnie obiekty handlowe, co sprawia, że centra zakupowe znajdują się ogólnie w dobrej sytuacji operacyjnej.

Bezpieczna opcja inwestycyjna

Bardzo dobra kondycja retail parków, z których większość w momencie otwarcia może pochwalić się kompletem najemców, jak również ogólnie rynku powierzchni handlowych w Polsce, na którym jest tylko 3 proc. pustostanów, zachęca inwestorów do aktywności. Zaufanie do retail parków znacząco wzrosło podczas pandemii, kiedy w przeciwieństwie do dużych centrów handlowych, świetnie prosperowały.

Ugruntowany już status parków handlowych i lokalnych obiektów zakupowych jako jednych z najbezpieczniejszych aktywów na rynku nieruchomości potwierdza m.in. struktura transakcji inwestycyjnych w Polsce w 2023 roku. Sektor nieruchomości handlowych okazał się atrakcyjniejszy dla inwestorów od biurowego. Pod względem wartości transakcji uplasował się na drugiej pozycji, po magazynach. Z transakcjami o wartości ponad 440 miliony euro aktywa handlowe wygenerowały około 30 proc. całkowitej wartości akwizycji zarejestrowanych w Polsce.

W centrum zainteresowania inwestorów były przede wszystkim parki handlowe i centra typu convenience, które zapracowały na 60 proc. wolumenu transakcyjnego w sektorze handlowym. Większość sfinalizowanych transakcji mieściła się w przedziale od 20 do 30 mln euro.

Już w 2022 roku mogliśmy obserwować wyraźny wzrost udziału aktywów handlowych w inwestycjach. Sektor handlowy, z dominacją retail parków, wygenerował około 26 proc. całkowitego wolumenu inwestycyjnego.

Nowi inwestorzy i marki

W minionym roku utrzymywał się też popyt na regionalne galerie handlowe, nie przewiduję jednak w najbliższych kwartałach powrotu transakcji, których przedmiotem byłyby duże centra handlowe. Aktywa dostępne w sektorze umożliwiają także atrakcyjne zakupy oportunistyczne, niosące możliwość wzrostu rentowności inwestycji m.in. poprzez wyburzenia i zmianę funkcji.

Rynek inwestycyjny oczekuje na zapowiadane obniżki stóp procentowych w Europie i USA, a tym samym spadek kosztów finansowania inwestycji. Powrót do inwestowania w Polsce największych międzynarodowych podmiotów pozwoliłby zwiększyć wolumen transakcyjny w drugiej połowie roku.

Optymizm niesie też napływ na polski rynek nowych graczy, zainteresowanych produktami handlowymi, wśród których można wymienić m.in. firmę Lords LB Asset Management, BHM, Leoff, czy Frey.

Uważam, że w perspektywie średniookresowej rynek parków handlowych ma zdrowe fundamenty do dalszego wzrostu. Wysoki koszt realizacji projektów nie idzie w prawdzie w parze ze wzrostem wysokości czynszów, zaś poziom yieldów tworzy presje na marże deweloperskie, niemniej popyt na parki handlowe po stronie inwestorów pozostaje wciąż wysoki.

Piotr Szymoński, Director w Walter Herz

Te banki najlepiej współpracują z deweloperami

Elastyczne podejście do klienta, krótki czas rozpatrywania wniosków kredytowych, wsparcie doradców i zgodność wstępnych deklaracji z faktycznymi procedurami – to najbardziej doceniają firmy z branży deweloperskiej w relacjach z bankami. 5 kwietnia Polski Związek Firm Deweloperskich ogłosił wyniki XVII edycji Rankingu Banków. Znamy już instytucje kredytowe, z którymi najlepiej się współpracuje przy finansowaniu deweloperskich inwestycji mieszkaniowych. Na podium znalazły się PKO Bank Polski, Alior Bank oraz VeloBank. Wyróżnienie otrzymał również mBank. Dla firm to sygnał, że do tych banków powinny się udać po kredyt w pierwszej kolejności.

Ranking Banków od lat jest przydatnym narzędziem dla instytucji kredytowych chcących skutecznie współpracować z deweloperami i udoskonalać swoją ofertę stając się bardziej konkurencyjnymi. Jest też dobrym źródłem informacji o bankach dla firm deweloperskich. Szybkie procedowanie przez banki wniosków kredytowych, a także nieuciążliwa kontrola zakończenia poszczególnych etapów przedsięwzięcia deweloperskiego na potrzeby wypłat środków z mieszkaniowego rachunku powierniczego, nie pozostają bez wpływu na klientów deweloperów. Sprawne finansowanie inwestycji deweloperskiej oznacza dla nich jedno: krócej będą czekać na mieszkanie.

– Dobra współpraca inwestorów i instytucji kredytujących jest jednym z ważniejszych czynników decydujących o powodzeniu przedsięwzięcia deweloperskiego. Deweloperzy dobrze oceniają otwartość banków dla branży. Cieszy, że obie strony chcą nie tylko dostarczać produkty i usługi, ale też budować trwałe relacje oparte na wzajemnym zaufaniu, a przy okazji tworzyć nową wartość dla polskiego rynku nieruchomości – mówi Grzegorz Kiełpsz, prezes zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Zwycięzca jest tylko jeden

W tym roku na czele rankingu po raz kolejny znalazł się PKO Bank Polski. Otrzymał najwyższą liczbę punktów we wszystkich kategoriach, czyli szybkości podejmowania decyzji dotyczącej wniosków kredytowych, dostępności doradców, zgodności wstępnych deklaracji banku z faktycznymi procedurami, współpracy w czasie realizacji inwestycji, warunków podpisanej umowy kredytowej, a także kontroli zakończenia etapu przedsięwzięcia deweloperskiego.

O ile w poprzedniej edycji aż 50 proc. respondentów wskazywało, że na podjęcie decyzji przez bank musiało czekać powyżej trzech miesięcy, w 2023 roku odpowiadało tak już tylko 20 proc. Standardowo na rozpatrzenie wniosku kredytowego w ubiegłym roku trzeba było czekać do dwóch miesięcy. Blisko 20 proc. ankietowanych wskazało, że czas oczekiwania na decyzję kredytową się skrócił. PKO Bank Polski w tej kategorii zdobył bardzo dobry wynik – ponad 9 punktów (na 20 możliwych).

Wyprzedził też inne banki, jeśli chodzi o dostępność doradców klienta i brak zatorów komunikacyjnych. Na 20 możliwych punktów zdobył w tej kategorii aż 14. Podobnie wyglądała punktacja PKO BP w przypadku zgodności wstępnych deklaracji banku z faktycznymi procedurami. Na 20 możliwych miał niemal 14 punktów.

– Po raz kolejny triumfujemy w Rankingu Banków PZFD. To dla nas zaszczytne wyróżnienie, które dodatkowo potwierdza zaufanie, jakim obdarzają nas nasi klienci z branży deweloperskiej. Jest to dla nas nie tylko powód do dumy, lecz również motywacja do dalszego rozwoju i utrzymywania jak najwyższych standardów. Dla naszych deweloperskich partnerów jesteśmy stabilnym wsparciem w biznesie, gotowym elastycznie reagować na zmieniające się otoczenie oraz indywidualne potrzeby. Stawiamy na atrakcyjne warunki finansowania, zapewniając kompleksową obsługę i wsparcie na każdym etapie współpracy – komentuje Maciej Cieślukowski, członek Rady Nadzorczej delegowany do czasowego wykonywania czynności wiceprezesa zarządu PKO Banku Polskiego

Konkurenci doganiają

Choć respondenci dobrze ocenili ofertę i poziom obsługi w PKO BP, po piętach depcze mu Alior Bank. Oba banki utrzymywały najwyższe, zbliżone do siebie, punktacje we wszystkich kategoriach. Widać to było zwłaszcza w przypadku warunków podpisanej umowy kredytowej. PKO BP zdobył 12 punktów (na 20 możliwych), a Alior niemal 11. Podobnie jeśli chodzi o współpracę w czasie realizacji inwestycji: PKO BP uzyskał ponad 11 punktów (na 20 możliwych), a Alior ponad 10. Wśród respondentów aż 46 proc. deklarowało, że bank elastycznie podchodzi do przyjętych warunków i jest gotów do ich renegocjacji. Widać, że branża bardzo docenia taką elastyczność.

– Alior Bank od lat wspiera inwestycje deweloperskie. Ogromnie się cieszymy, że członkowie Polskiego Związku Firm Deweloperskich po raz kolejny docenili współpracę z nami. Wyróżnienie potwierdza najwyższą jakość obsługi, jaką świadczymy na rzecz wymagających klientów z branży deweloperskiej, która stanowi istotny sektor w strukturze finansowania Alior Banku – mówi Aneta Krzemińska, dyrektor Departamentu Finansowania Specjalistycznego w Alior Banku.

Trzecie miejsce zajął VeloBank. Respondenci docenili jego aktywne wsparcie dla branży deweloperskiej. Wyniki w poszczególnych kategoriach pokazują bardzo wyrównany poziom. Kto wie, czym jeszcze zaskoczy deweloperów.

– Nieustannie przykładamy dużą wagę do doskonalenia oferty korporacyjnej. Aktualnie pracujemy nad optymalizacją procesu kredytowego, aby finansowanie inwestycji deweloperskich było jeszcze bardziej przyjazne, a czas rozpatrywania wniosków możliwie najkrótszy – podkreśla Konrad Grajeta, dyrektor zarządzający Obszarem Bankowości Korporacyjnej w VeloBanku.

Coraz częściej wybieramy cyfrową bankowość. To rozwiązanie ma jedną, poważną wadę

Usługi finansowe świadczone online stają się niemal tak samo popularne jak stacjonarne. Według opublikowanego przez firmę Kearney raportu European Retail Banking Radar w 2023 roku 45 proc. klientów na terenie Europy dokonało zakupu produktów bankowych za pośrednictwem internetu. To o 12 punktów procentowych więcej niż trzy lata wcześniej. Tak szybko rosnący poziom cyfryzacji, pomimo swoich zalet, ma jednak pewną istotną wadę – spadek jakości relacji między bankami a konsumentami. Brak kontaktu z drugim człowiekiem sprawił, że klienci nie odczuwają dużego przywiązania do dostawców usług finansowych. Eksperci firmy Progress podpowiadają w jaki sposób banki mogą wzmocnić tę relację.

Pomimo postępującej cyfryzacji wielu klientów nadal poszukuje kontaktu z drugim człowiekiem w kontekście usług finansowych. Według opublikowanego przez firmę Accenture raportu Reignite human connections to discover hidden value klienci są szczególnie zainteresowani bezpośrednim kontaktem z konsultantem w przypadku planów otwarcia nowego konta, chęci uzyskania rady na temat zakupu określonego produktu bankowego oraz w sytuacji napotkania złożonego problemu. Jednak częste rozmowy pracowników z klientami nie są opłacalnym rozwiązaniem dla większości podmiotów finansowych. Dlatego poszukują one równowagi pomiędzy rzeczywistymi możliwościami banku, a potrzebami konsumentów, aby pozostali oni usatysfakcjonowani i tym samym lojalni.

Zrozumieć konsumenta

Kluczem do zapewnienia najwyższej jakości obsługi klienta jest zrozumienie jego potrzeb i oczekiwań. Banki muszą być świadome, że ich konsumenci tworzą niezwykle zróżnicowaną grupę. W związku z tym oferowane im usługi muszą być dostosowywane do ich sytuacji oraz możliwości. Dlatego instytucje finansowe powinny dołożyć starań, aby zidentyfikować najważniejsze dla siebie segmenty rynku, a następnie tworzyć dostosowane do ich potrzeb treści.

– Skuteczną strategią może okazać się wydzielenie na stronie banku osobnych sekcji informacyjnych, z których każda jest kierowana do innego typu konsumenta. Mogą to być oddzielne podstrony dla firm oraz dla klientów indywidualnych. Dzięki temu użytkownik od razu uzyska dostęp do interesujących go treści. Przejrzystość informacji ma kluczowe znaczenie dla procesu decyzyjnego klienta – może przesądzić o tym, czy otworzy on konto w danym banku i pozostanie w nim na dłużej, a także o tym, czy zdecyduje się on na skorzystanie z danej usługi – zauważa Niklas Enge, dyrektor regionalny na kraje nordyckie i Polskę w firmie Progress.

Personalizacja poprzez platformy digital experience

Oprócz dostosowania treści na stronie banku pod konkretne grupy klienckie warto rozważyć również głębszą formę personalizacji, uwzględniającą potrzeby indywidualnych użytkowników. W tym celu, konieczne jest zebranie odpowiednich danych, co można osiągnąć za pośrednictwem platform doświadczeń cyfrowych (DXP) analizujących zachowanie klientów podczas korzystania z internetowej usługi. Oprogramowanie to zostało stworzone z myślą o kompleksowej obsłudze użytkowników – pomaga w zapewnieniu im jak najbardziej komfortowego korzystania ze stron internetowych oraz innych kanałów cyfrowej komunikacji. Używające takich rozwiązań banki zyskują pełen wgląd w działania, jakie klienci podejmują na ich witrynach oraz w aplikacjach mobilnych. Następnie, bazując na zdobytej wiedzy, mogą zaproponować użytkownikom odpowiednią dla nich usługę.

Inną zaletą platform DXP jest to, że pomagają one bankom w identyfikowaniu klientów doświadczających problemów w zarządzaniu finansami. Może być to użytkownik zbliżający się do swojego limitu debetowego lub osoba o niskiej ocenie punktowej BIK. Bank, po otrzymaniu odpowiedniej informacji, jest w stanie zaproponować takim konsumentom spersonalizowane porady lub oferty, umacniając w ten sposób relację z nimi.

Chatboty w obsłudze klienta

Innym, wartym rozważenia rozwiązaniem z perspektywy banków, jest implementacja rozwiązań bazujących na mechanizmach sztucznej inteligencji. Zaawansowane chatboty mogą wspierać klientów w poszukiwaniu odpowiedzi na ich zapytania, a także w finalizacji mniej skomplikowanych procesów, takich jak otwarcie konta. Ich wykorzystanie przez podmioty finansowe w znacznym stopniu odciąży konsultantów, umożliwiając im pełne skoncentrowanie się na bardziej złożonych kwestiach zgłaszanych przez konsumentów.

Ponadto, tego typu narzędzia okażą się przydatne także w kontekście personalizowania treści. Jeżeli dany użytkownik często pyta chatbota o oprocentowanie jego konta depozytowego, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dąży on do uzyskania jak największego zwrotu z oszczędności. W odpowiedzi bank powinien zaproponować takiemu klientowi podjęcie działań mających na celu maksymalizację jego zysku.

Klient w centrum zainteresowania

Kluczem do wzmocnienia relacji z konsumentami przez banki jest umieszczenie klienta w centrum zainteresowania. Banki mogą tego dokonać przy użyciu najnowszych rozwiązań technicznych, w postaci m.in. sztucznej inteligencji. Przydatne okażą się także platformy DXP umożliwiające dogłębną personalizację ofert – w obliczu tak zróżnicowanej grupy konsumenckiej, jaka jest charakterystyczna dla banków, uniwersalne podejście nie jest efektywną taktyką.

W kwestiach bardziej pragmatycznych, jak wsparcie klienta w konkretnych problemach i realizowanych przez niego procesach, oprócz wdrażania chatbotów warto rozważyć przygotowanie atrakcyjnych wizualnie instrukcji. Mogą mieć one postać filmu instruktażowego na YouTube lub animowanych GIF-ów. Najważniejsze jest jednak to, aby prezentowane za ich pomocą komunikaty były dla klienta jak najmniej skomplikowane.

Zarząd Mexa rekomenduje wypłatę dywidendy ponad dwukrotnie wyższą niż w roku ubiegłym

Zarząd Mex Polska, gastronomicznej spółki notowanej na głównym parkiecie GPW, zarekomendował przeznaczenie na dywidendę 2 070 tys. zł. Oznacza to niemal cały zysk netto podmiotu dominującego za 2023 rok (2 216 tys. zł). Dywidenda na jedną akcję ma wynieść 0,27 zł. Propozycja wypłaty związana jest z bardzo dobrą kondycją finansową Spółki, a duży wpływ na osiągane wyniki mają w szczególności dochody pochodzące z segmentu bistro oraz otwarcia nowych lokali na terenie całego kraju.

Cieszę się, że obecna sytuacja finansowa Mex Polska daje możliwość wypłaty dywidendy naszym Akcjonariuszom. Przez wiele lat konsekwentnie rozwijamy nasz biznes, oparty w dużej mierze na dochodowym segmencie bistro. Osiągane zyski pozwalają nam kontynuować dzielenie się ww. zyskiem i sukcesami Spółki z naszymi Akcjonariuszami, równocześnie doceniając ich zaufanie i wsparcie. – mówi Dariusz Kowalik,  Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska.

Mex Polska SA wraz ze spółkami powiązanymi organizacyjnie i kapitałowo tworzą grupę kapitałową, która zarządza obecnie 48 lokalami gastronomicznymi. W portfolio Grupy znajduje się 5 popularnych konceptów: Pijalnia Wódki i Piwa, The Mexican, PanKejk, Prosty Temat oraz Chicas&Gorillas.

Na odpowiednią dynamikę sprzedaży wpływa przemyślana i zdywersyfikowana oferta naszych lokali własnych. Pozytywny wpływ ma również częściowe działanie Grupy w modelu franczyzowym. Liczymy na dalsze wzrosty by w dalszym ciągu pomyślnie skalować nasz biznes, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i dochodowych konceptów gastronomicznych zlokalizowanych na terenie całego kraju. – mówi Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

W najbliższym czasie Mex Polska planuje uruchomienie 6 kolejnych nowych lokali.