KI Chemistry zwiększa zaangażowanie w Ciechu do 92,45%

Akcjonariusze mniejszościowi Ciechu zgłosili do sprzedaży łącznie 14,75% akcji chemicznej firmy w odpowiedzi na zaproszenie ogłoszone przez KI Chemistry. W wyniku rozliczenia transakcji, udział spółki z Grupy Kulczyk Investments wzrósł z dotychczasowych 77,70% do 92,45%.

Oferty sprzedaży akcji Ciechu na rzecz KI Chemistry po cenie 54,25 zł za akcję przyjmowane były od 18 do 25 września br. Akcjonariusze mniejszościowi, w tym zarówno inwestorzy indywidualni, jak i instytucjonalni, zgłosili do sprzedaży łącznie 7.770.828 akcji. Rozliczenie transakcji nastąpiło 28 września, a jej łączna wartość wyniosła około 422 mln zł.

Oferowana przez KI Chemistry cena w wysokości 54,25 zł za akcję była o ponad 20% wyższa od kursu Ciechu na GPW w ostatnich tygodniach poprzedzających ogłoszenia zaproszenia. Po takiej samej cenie inwestor strategiczny nabywał akcje Ciechu w ramach wezwania przeprowadzonego w marcu, a także w ramach pierwszego zaproszenia do sprzedaży akcji oraz transakcji pakietowych zrealizowanych w czerwcu tego roku.

Pokolenie Z zmienia zasady gry na rynku pracy

27% – tylu przedstawicieli pokolenia Z zmieniło pracę w ciągu ostatnich trzech miesięcy. W silver generation takiej zmiany dokonało tylko 2% respondentów. W ciągu ostatniego roku wśród najstarszej aktywnej zawodowo grupy wynik ten osiąga 7%, a wśród najmłodszej aż 62%. Jak wynika z badania Pracuj.pl, generacja Z pod kątem mobilności zawodowej znacznie przewyższa wszystkie pozostałe grupy wiekowe. Czy to oznacza, że na rynek wchodzą niepewni pracownicy? Wprost przeciwnie – wchodzą na niego pracownicy, którzy wiedzą, czego chcą i nie boją się o tym mówić. Są skłonni zmieniać pracę do skutku, którym jest osiągnięcie zawodowej satysfakcji. Młode talenty zostaną w tych organizacjach, które tworzą środowiska równie otwarte i elastyczne, co oni sami.

Najważniejsze informacje:

  • 62% przedstawicieli pokolenia Z deklaruje, że zmienili pracę w ciągu ostatniego roku.
  • Tylko 35% z nich wierzy, że ponadprzeciętne zaangażowanie w obowiązki się opłaca.
  • 45% „Zetek” deklaruje, że w pracy skupiają się wyłącznie na formalnych obowiązkach.
  • 47% twierdzi, że praca nie stanowi ważnego elementu życia, a jest źródłem utrzymania.
  • 56% najmłodszych uczestników rynku deklaruje, że szuka obecnie nowej pracy.
  • 50% badanych z pokolenia Z jako powód szukania pracy podaje za niskie zarobki.

Młodzi nie wybierają pracy raz na zawsze

Tylko 2% badanych w wieku 55-65 lat zmieniło pracę w przeciągu ostatnich trzech miesięcy. Dla porównania, wśród przedstawicieli pokolenia Z taką zmianę deklaruje 27% badanych. Różnica ta jest jeszcze bardziej widoczna, kiedy weźmiemy pod uwagę ostatni rok. W ciągu ostatnich 12 miesięcy pracę zmieniło 7% przedstawicieli pokolenia silver, 10% osób w wieku 45-54 lata, 18% badanych z przedziału wiekowego 35-44 lata, 26% respondentów w wieku 25-34 i aż 62% najmłodszych uczestników rynku (osoby pomiędzy 18 a 24 rokiem życia).

Wyniki jasno wskazują, że wśród pokoleń jest bardzo widoczna różnica w podejściu do pracy i przywiązaniu, jakie mają do pracodawcy. Najmniej przywiązują się najmłodsi, a w ich CV często zobaczyć można wiele pozycji z różnych branż, w których spędzili krótsze okresy. Z pewnością nie mamy już do czynienia z pracownikami, którzy wybierając miejsce pracy, chcą pozostać w nim do emerytury. Dzisiejszy pracownik, to osoba otwarta na szukanie własnej drogi metodą prób i błędów. Nowi pracownicy kształtują nowe prawa rekrutacji. By sprawdzić, jakie to prawa, serwis Pracuj.pl przeprowadził badanie na grupie 2120 badanych zróżnicowanych pod kątem płci, wieku i miejsca zamieszkania. Ankietę przeprowadzono we wrześniu 2023 roku.

Zaangażowanie na miarę potrzeb

Polacy w pracy są raczej zadowoleni – aż 58% respondentów wskazuje, że ich praca przynosi im satysfakcję i lubią ją wykonywać. W tym zakresie mocno widoczna jest różnica pomiędzy pokoleniem Z a silver generation. Choć wśród najmłodszych zadowolenie deklaruje ponad połowa – 54% badanych – to wśród ich najstarszych współpracowników wynik ten wynosi aż 65%.

Mimo deklarowanego zadowolenia, pokolenie Z w najmniejszym stopniu ze wszystkich badanych wierzy, że ponadprzeciętne zaangażowanie w obowiązki zawodowe opłaca się pracownikowi (35%). Ich podejście opiera się na realizacji zadań w takim zakresie, jaki wynika bezpośrednio z umowy. Niemal połowa badanych z tej grupy wiekowej (45%) deklaruje, że w swojej pracy skupiają się wyłącznie na swoich formalnych obowiązkach i starają się unikać dodatkowych zadań. Młodzi przodują także pod kątem innej istotnej deklaracji – aż 47% z nich twierdzi, że wykonywana praca nie stanowi dla nich ważnego elementu życia, a jest wyłącznie źródłem utrzymania. Ten procent wśród osób w wieku 25-34 lata spada do 44%, z kolei wzrasta wśród nieco starszych i dla grupy w wieku 35-44 lata wynosi 46%. Najstarsze pokolenia obecne na dzisiejszym rynku pracy różnią się w tym podejściu od pokolenia Z – praca jest wyłącznie źródłem utrzymania dla 39% z nich.

Na rynku funkcjonuje również oczywiście grupa mniej zadowolonych pracowników, ale co ciekawe – wbrew temu, jak wiele osób postrzega najmłodszych – to nie oni są grupą, która w pracy jest zaangażowana w najmniejszym stopniu. ¼ badanych przedstawicieli grup wiekowych mieszczących się w przedziale od 25 do 44 lat wskazuje, że praca nie przynosi im satysfakcji, więc starają się w niej robić tylko absolutne minimum. Takie deklaracje składa mniej, bo 23% przedstawicieli pokolenia Z, 20% osób w wieku 45-54 lata oraz 18% badanych z pokolenia silver.

Mimo to, dziś 56% badanych najmłodszych uczestników rynku deklaruje, że szuka obecnie nowej pracy lub planuje w najbliższym czasie zmienić obecną. Z czego to wynika?

Choć często można spotkać się z opinią, że „Zetki” zbyt często zmieniają pracę, to w rzeczywistości nie ma w tym nic złego. Rodzaj nonkomformizmu, który reprezentuje ta grupa, prowadzi nas ku budowie bardziej skupionych na pracowniku środowisk pracy. Ich duch przedsiębiorczości i chęć wykonywania zadań, które mają znaczenie, skłaniają do poszukiwania możliwości zgodnych z ich osobistymi wartościami i pasjami. Kiedy je znajdą – zostaną z pracodawcą na dłużej. Co więcej, przedstawiciele generacji Z bardzo chętnie współpracują, cenią pracę zespołową i różnorodność w miejscu pracy. To pokolenie na nowo kształtuje środowiska firmowe, ale i rekrutację, kładąc nacisk na przejrzystość, poszukując autentycznej kultury firmowej i ceniąc misje zorientowane na cel. Jeśli firmy dostosują się dziś do oczekiwań nowych pracowników, wytworzą się nowe standardy miejsc pracy, w których łatwiej będzie o retencję – mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Co skłania do poszukiwań?

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. I to właśnie wynagrodzenie stanęło tym razem na czele powodów, dla których młode osoby poszukują nowej pracy – 50% badanych przedstawicieli pokolenia Z wskazało, że chcieliby więcej zarabiać. Czynnik ten był najbardziej znaczący dla każdej z badanych grup wiekowych. Największy nacisk na ten aspekt w swoich poszukiwaniach kładą osoby w wieku 25-34 lata (58%), a najmniejszy, ale niedaleki od średniej, pokolenie silver (46%).

Pieniądze jednak to nie wszystko, czego od potencjalnego pracodawcy oczekują osoby poszukujące obecnie nowej pracy. Dla młodych ważny jest rozwój. Przedstawiciele pokolenia Z deklarują, że rozglądają się za nowymi możliwościami dlatego, że w ich obecnej organizacji nie mają możliwości rozwoju lub awansu na wyższe stanowisko.

Pokolenie Z oczekuje od pracodawcy, że zapewni im satysfakcjonujące wynagrodzenie i pozwoli im się rozwijać, przy jednoczesnej trosce o ich dobrostan. Pracodawcy, który będzie potrafił ich docenić, zadba o to, by w firmie panowała odpowiednia atmosfera i umożliwi elastyczność. Kto z nas nie chciałby pracować w takich warunkach? No właśnie. Różnica pomiędzy starszymi pokoleniami, a „Zetkami” polega na tym, że ich bezkompromisowość pozwala dążyć do takich „wymarzonych” środowisk pracy. Tych młodych pracowników nie krępują ich własne oczekiwania, potrafią mówić o nich głośno. Wiedzą, że praca to wzajemna korzyść – oni czerpią od pracodawcy, ale pracodawca także czerpie od nich. Trudno się z tym nie zgodzić – mówi Konstancja Zyzik, Ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Pracuj.pl.

Najmłodsi aktywni na rynku pracy respondenci Pracuj.pl nowej pracy upatrują nie tylko u innych pracodawców, ale także w innych obszarach i specjalizacjach. Istotny odsetek tych osób jest otwarty na duże zmiany – 17% badanych deklaruje, że poszukuje pracy, bo chce zmienić branżę lub zawód. Ich podejście do ścieżki kariery jest zupełnie inne niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, kiedy pracownicy obierając drogę zawodową, często myśleli o niej w perspektywie długofalowej, na lata, a nawet na całe życie. Dziś rynek pracy cechuje większa swoboda i otwartość na szukanie własnej drogi, nawet jeśli oznacza to wiele zmian – w końcu stawką jest ostateczna satysfakcja z wykonywanej pracy.

Dla części młodych pracowników liczy się elastyczność – 14% z nich wskazuje, że nowej pracy szukają dlatego, że chcą pracować zdalnie, a ich obecny pracodawca tego nie umożliwia. 13% respondentów w wieku 18-24 lata deklaruje, że poszukują nowej pracy, bo w obecnym miejscu nie czują się docenieni. Dla części „Zetek” ważna jest troska o odpowiednią kulturę pracy. Zła atmosfera w organizacji to powód do odejścia dla 13% badanych z tej grupy.

Duża grupa badanych (34%) to osoby, które nie posiadają obecnie pracy, ale zaczynają rozglądać się za potencjalnym pracodawcą.

Kiedy zmiany są dobre

Odkrywanie różnych ról na początku kariery zawodowej oferuje wiele korzyści. Pozwala młodym osobom zdobyć różnorodne umiejętności, zdolności adaptacyjne i szersze spojrzenie na rozmaite branże i środowiska pracy. Taka ekspozycja sprzyja głębszemu zrozumieniu własnych mocnych stron i zainteresowań, co ostatecznie prowadzi do bardziej satysfakcjonującej i zorientowanej na cel ścieżki kariery. Choć osobom wchodzącym na rynek pracy często wydaje się, że za dużo pozycji w CV może świadczyć o braku stałości, to w rzeczywistości wielu pracodawców postrzega tę chęć próbowania różnych zawodów jako pozytywną cechę. Świadczy to bowiem o zdolnościach adaptacyjnych, wszechstronności i chęci do nauki. Pokazuje zdolność do radzenia sobie z różnymi wyzwaniami, co z perspektywy organizacji może pomóc współtworzyć dynamiczną i innowacyjną kulturę pracy. Zróżnicowane doświadczenie zawodowe może być potężnym atutem, umożliwiającym pracownikom zastosowanie wieloaspektowego podejścia do rozwiązywania problemów i kreatywności na swoich stanowiskach.

Tworzenie środowiska pracy odpowiadającego potrzebom i wartościom pokolenia Z ma z kolei ogromne znaczenie dla sukcesu i rozwoju nowoczesnych firm. Nie mniej istotne jest budowanie mostów między pokoleniami – ma ono kluczowe znaczenie dla harmonijnego miejsca pracy. Zachęcanie do programów mentorskich, projektów międzypokoleniowych i dialogu umożliwia dzielenie się wiedzą i innowacje, prowadząc do bardziej produktywnego i spójnego środowiska pracy dla wszystkich. Stosując te strategie, firmy mogą nie tylko przyciągnąć i zatrzymać najlepsze talenty z pokolenia Z, ale także zapewnić prosperującą i przyszłościową kulturę pracy.

O BADANIU

Badanie „Nowe prawa rekrutacji” zostało przeprowadzone we wrześniu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2120 Polaków w wieku 18-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Polska największym rynkiem transakcji fuzji i przejęć w Europie Środkowo-Wschodniej. Na celowniku inwestorów firmy z branży technologicznej

Polski rynek transakcyjny pomimo trudnego otoczenia gospodarczego rozwija się i wzbudza niesłabnące zainteresowanie inwestorów. W latach 2020-2022 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej Polska zajmowała pierwsze miejsce zarówno pod względem liczby transakcji M&A, jak również ich wartości. Głównym motywem inwestycyjnym dla inwestorów strategicznych jest przejęcie portfolio klientów, kanału dystrybucji, a także przejęcie portfolio produktowego lub usługowego. Dla inwestorów finansowych kluczowymi motywami są zysk na planowanej odsprzedaży oraz konsolidacja branży w ramach posiadanego portfela inwestycyjnego. Najbardziej atrakcyjną dla inwestorów w Polsce będzie branża nowych technologii – wynika z badania KPMG w Polsce pt.: „Charakterystyka procesów transakcyjnych w Polsce”. W ciągu ostatnich 4 lat znacznie wydłużył się czas potrzebny na przeprowadzenie transakcji fuzji lub przejęcia w Polsce. Dalszy rozwój rynku M&A będzie uzależniony od dostępności surowców, cen energii, inflacji oraz implikacji wciąż toczącej się wojny w Ukrainie.

W Europie Środkowo-Wschodniej Polska po raz kolejny była największym rynkiem fuzji i przejęć w 2022 roku. Pomimo wielu wyzwań makroekonomicznych nasz rynek okazał się wystarczająco silny i odporny na zawirowania związane z inflacją czy cenami energii. Wartość transakcji osiągnęła najwyższy od dekady poziom – 74,9 mld zł, co stanowi wzrost o jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2021. W 2022 roku na polskim rynku przeprowadzono ponad 340 transakcji fuzji i przejęć. Najbardziej atrakcyjnym dla inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej okazał się rynek energetyczny. Pięć z dziewięciu największych transakcji M&A w sektorze energetycznym i użyteczności publicznej w tym regionie Europy zostało przeprowadzonych w Polsce.

Motywy inwestycyjne różnią się w zależności od typu inwestora. W grupie inwestorów strategicznych 40% respondentów, na pierwszym miejscu wskazało przejęcie portfolio klientów/kanału dystrybucji jako główny motyw inwestycyjny oraz przejęcie portfolio produktu/usługi, które uplasowało się na drugim miejscu. Dla inwestorów finansowych kluczowymi motywami są zysk z planowanej odsprzedaży oraz konsolidacja branży w ramach posiadanego portfela inwestycyjnego – wskazała na nie ponad połowa (57%) respondentów.

Specyfika transakcji fuzji i przejęć w Polsce

Przeciętna wartość transakcji deklarowana przez ankietowanych różni się w przypadku dwóch typów inwestorów. W grupie inwestorów strategicznych dla prawie połowy przeprowadzonych transakcji jest ona niższa niż 100 mln złotych, natomiast 16% przewyższa kwotę 500 mln złotych. Jedna piąta respondentów przyznała, że w okresie ostatnich trzech lat nie zrealizowała żadnych transakcji. Warto w tym miejscu podkreślić, że pod uwagę był brany okres rozpoczynający się w momencie pierwszych miesięcy pandemii koronawirusa. Respondenci z grupy inwestorów finansowych najczęściej (43% wskazań) brali udział w transakcjach, których wartość mieściła się w przedziale 50-100 mln złotych.

Czas potrzebny do przeprowadzenia transakcji M&A na polskim rynku od daty pierwszego kontaktu do czasu podpisania umowy SPA zajmuje przeciętnie 10 miesięcy. Na różnicę w czasie może wpływać szereg czynników takich, jak złożoność transakcji czy liczba etapów, które poprzedzają jej sfinalizowanie. Porównując obecne wyniki badania KPMG w Polsce z tymi z 2019 roku, można zauważyć, że wydłużył się maksymalny czas potrzebny do przeprowadzenia transakcji M&A w przypadku zarówno inwestorów strategicznych (z 14 do 36 miesięcy), jak i finansowych (z 11 do 24 miesięcy).

Od czasów pandemii COVID-19 transakcje M&A są realizowane w warunkach dużo większej zmienności otoczenia. Każdy kolejny rok przynosi nowe wyzwania i powodzenie transakcji zależy w dużej mierze od determinacji stron do realizacji transakcji (w tym akceptacji poziomów cenowych odbiegających od pierwotnych oczekiwań i poziomów sprzed kilku lat) oraz od szukania instrumentów transakcyjnych (np. mechanizmów earnout), które ułatwiają osiągnięcie takiego porozumienia. Trudno oczekiwać, aby otoczenie transakcyjne wyraźnie się poprawiło i ustabilizowało w najbliższym czasie, w związku z tym podmioty rozważające sprzedaż czy nabycie spółki powinny realizować swoje plany i nie odkładać ich na przyszłość – mówi Tomasz Pasiewicz, Partner, Szef Zespołu Fuzji i Przejęć w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Zbyt wygórowane oczekiwania cenowe sprzedającego najczęstszą przyczyną niepowodzeń transakcji na polskim rynku

Z badania KPMG w Polsce wynika, że główne powody niepowodzeń przy realizacji transakcji mogą być różnie postrzegane przez dwie analizowane grupy inwestorów. Jednak dwie trzecie inwestorów strategicznych i wszyscy inwestorzy finansowi uważają, że najczęściej są to zbyt wysokie oczekiwania cenowe sprzedającego. Inwestorzy strategiczni, zaraz po kwestii oczekiwań cenowych sprzedającego, deklarują, że istotne jest zmieniające się otoczenie ekonomiczne oraz problemy i ryzyka wynikające z badań due diligence. Natomiast inwestorzy finansowi na kolejnych miejscach wymienili brak przygotowania po stronie doradcy (częściej niż po stronie celu przejęcia) oraz podobnie, jak inwestorzy strategiczni, wyniki badania due diligence w zakresie ryzyka. Inwestorzy, poza oczekiwaniami cenowymi sprzedającego, na które nie mają wpływu, przykładają bardzo dużą uwagę do przeprowadzenia badania due diligence, gdyż pomaga ono zidentyfikować istotne ryzyka w spółce będącej przedmiotem potencjalnej transakcji.

Dla inwestorów doświadczonych w prowadzeniu inwestycji kapitałowych na polskim rynku, nie będzie zaskoczeniem fakt, że transakcje kapitałowe często nie spełniają oczekiwań inwestorów. Niepowodzenia dotyczą zarówno tego, gdy pomimo zaangażowania znacznych środków i czasu nie dochodzi do rozważanej transakcji, jak i sytuacji, gdy niespodziewane problemy pojawiają się już po podpisaniu umowy przejęcia targetu inwestycyjnego. Jakkolwiek, w efekcie przeprowadzonego badania, nie udało nam się ustalić jakiegoś remedium na wszystkie rozczarowania inwestorów, to jednocześnie nie można tu przecenić nieustająco ważnej roli profesjonalnych doradców transakcyjnych. Rola każdego doradcy transakcyjnego na etapie rozważania transakcji kapitałowej powinna polegać na identyfikacji istotnych ryzyk związanych z rozważaną transakcją, oszacowaniem ich ewentualnego wpływu na wycenę targetu oraz określenie odpowiednich środków zaradczych w celu ograniczenia lub, jeśli to możliwe, eliminacji zidentyfikowanych ryzyk. W momencie realizacji transakcji, profesjonalny doradca zabezpiecza interesy strony, którą reprezentuje tak, aby ostateczna cena targetu nie odbiegała od jego wcześniej ustalonej wartości – mówi Rafał Owczarek, Partner, Szef Zespołu Doradztwa Transakcyjnego w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Sytuacja gospodarcza wpływa na decyzje inwestorów

W latach 2020-2022 pandemia COVID-19 nie tylko wpłynęła na obniżenie wartości przedsiębiorstw, ale jej gospodarcze konsekwencje często przyczyniały się do zaniechania rozważanych transakcji M&A. Dwie trzecie badanych przez KPMG w Polsce inwestorów uważa, że pandemia najbardziej negatywny wpływ wywarła na branżę turystyczną, gastronomiczną i hotelarską. W 2022 roku rynkami na całym świecie natomiast wstrząsnęły inflacja i wysokie stopy procentowe. Zdaniem respondentów badania KPMG w Polsce najbardziej negatywny wpływ inflacja wywarła na rynek budownictwa i nieruchomości (55% odpowiedzi). Na drugim i trzecim miejscu uplasowały się handel detaliczny i hurtowy (53%) oraz turystyka, gastronomia i hotelarstwo (52%).

Otoczenie makroekonomiczne i możliwość recesji w nadchodzących miesiącach prawdopodobnie negatywnie wpłyną na rynek fuzji i przejęć, jednak w perspektywie średnioterminowej prognozy są bardziej optymistyczne. Największym zainteresowaniem inwestorów w kontekście potencjalnych transakcji fuzji i przejęć w najbliższym czasie będą się cieszyły spółki dojrzałe (78% wskazań) i organizacje w fazie wzrostu (57%). Z kolei najbardziej atrakcyjną pod kątem planowanych transakcji M&A jest branża nowych technologii (47% wskazań). W najbliższych miesiącach wielu transakcji można się spodziewać również w branży e-commerce, IT, ochrony zdrowia i energetyki odnawialnej.

Dalszy rozwój rynku M&A będzie uzależniony od dostępności surowców, cen energii, inflacji oraz implikacji wciąż toczącej się wojny w Ukrainie. W obliczu zmian otoczenia gospodarczego zdaniem respondentów badania, w procesach fuzji i przejęć rośnie rola jakości kadry kierowniczej w zakresie dostosowania firmy do nieprzewidywalnych zdarzeń (89% odpowiedzi) oraz dostępność pracowników z odpowiednim doświadczeniem branżowym na rynku pracy (76% ankietowanych). 75% inwestorów zarówno strategicznych, jak i finansowych duże nadzieje wiąże z nowoczesną technologią prowadzenia produkcji/świadczenia usług oraz z dostosowaniem działalności firm do kryteriów ESG.

Bezpieczny Kredyt 2%: szansą dla branży budowlanej – komentuje Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Sytuacja rynkowa, choć wyjątkowo wymagająca ze względu na wysoką wartość pieniądza, który obniża popyt, pozwala branży budowlanej z optymizmem patrzeć w przyszłość. A to za sprawą wprowadzenia programu „Bezpieczny Kredyt 2%”.

Od kilku miesięcy zwiększa się zarówno wolumen udzielanych przez banki kredytów, jak i składanych wniosków. Zgodnie z danymi przedstawionymi przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii na 31 sierpnia br., a więc tylko w ciągu dwóch pierwszych miesięcy działania programu, złożono blisko 42 tys. wniosków o bezpieczny kredyt 2 proc. oraz podpisano ponad 5,7 tys. umów.

Co prawda, liczba oddanych mieszkań utrzymuje się na podobnym poziomie, jak w poprzednich latach, ale w lipcu br., zgodnie z danymi GUS, rozpoczęto budowę o 10,4 proc. więcej lokali niż rok wcześniej. Nie jest więc wykluczone, że wprowadzenie rządowego programu kredytowego zachęciło deweloperów do uruchomienia kolejnych inwestycji, w nadziei na znalezienie kupców.

A to dla branży budowlanej dobry znak – budowane mieszkania trzeba będzie wykończyć. To pozwala prognozować, że zacznie rosnąć popyt na materiały wykończeniowe, dzięki czemu zwiększą się również wolumeny sprzedaży. Oczywiście nie nastąpi to tak szybko, jak udzielane kredyty. Należy poczekać, aż mieszkania powstaną i zostaną przekazane ich nowym właścicielom. Dlatego w branży szacuje się, że odbicie najwcześniej nastąpi w II połowie kolejnego roku.

Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Ropa naftowa zbliża się do 100 dolarów za baryłkę

Ropa naftowa była jednym z czynników, który w największym stopniu przyczynił się do problemu nadmiernej inflacji na całym świecie. Gdy Rosja dokonała ataku na Ukrainę, niepewność dostaw doprowadziła do rajdu cen do niemal 130 dolarów za baryłkę. Kiedy jednak rynek zobaczył, że nie ma problemów z dostawami ropy na świecie, cena dosyć dynamicznie spadła od czerwca zeszłego roku do czerwca roku bieżącego.

Niskie poziomy długo się nie utrzymały, a widmo 100 dolarów za baryłkę znów powróciło. Wszystko za sprawą rekordowego globalnego popytu i mocnego ograniczenia produkcji na świecie przez OPEC+. To może oznaczać, że walka z inflacją wcale nie jest zakończona.

Potężny deficyt i dalsze cięcie produkcji

OPEC+ już wcześniej ograniczał produkcję, ale w momencie nadmiernego spadku cen zdecydował się na interwencję. Najpierw w kwietniu cały powiększony kartel zdecydował się o ograniczeniu celu produkcyjnego o nieco ponad 1 mln brk na dzień. Warto jednak podkreślić, że wtedy wiele krajów z kartelu miało problem z wcześniejszym podniesieniem produkcji po początkowych cięciach w trakcie pandemii. Rynek jednak nie dowierzał we wpływ tego działania, dlatego dopiero po zwiększeniu cięć w czerwcu, ceny zaczęły wyraźnie odbijać. To jednak nie wszystko! W okresie wakacyjnym Arabia Saudyjska poinformowała o dodatkowym dobrowolnym cięciu o 1 mln baryłek na dzień, a Rosja ograniczyła eksport o 0,3 mln brk na dzień. Ostatecznie oba te działania zostały przedłużone do końca tego roku. Jeszcze wcześniej rynek oczekiwał, że deficyt sięgnie 2 mln brk na dzień do końca tego roku, ale już teraz wiadomo, że deficyt ten będzie większy!

Tak ogromny deficyt ostatnio był widoczny w latach 2007-2008, kiedy ceny wzrosły do blisko 150 dolarów za baryłkę. Oczywiście wtedy podaż nie nadążała za rosnącym popytem, a obecnie podaż jest ograniczona sztucznie. Niemniej obecnie mamy rekordowy popyt powyżej 100 mln brk na dzień, dlatego przy niedoborze ropy ceny surowca dalej rosną i obecnie nikt nie oczekuje większych spadków.

Biden nie ma już awaryjnego rozwiązania

W zeszłym roku oraz na początku bieżącego Stany Zjednoczone mocno walczyły o obniżenie cen na rynku. Trzeba przyznać, że do pewnego czasu działało to bardzo dobrze. Stany Zjednoczone skorzystały z gigantycznych rezerw ropy naftowej, które utworzone były po kryzysach naftowych sprzed 40 lat. Amerykańskie agencje rządowe sprzedawały w pewnym momencie 1 milion baryłek dziennie. Może nie wydawać się to dużo, ale dobrze zbilansowany rynek dosyć wyraźnie to odczuł. Trzeba jednak podkreślić, że rezerwy tworzone były na tzw. „czarną godzinę”. Chociaż USA są już w tym momencie największym producentem ropy na świecie, to jednak nie są samowystarczalne. Uwalnianie rezerw było podyktowane czynnikami politycznymi – Biden chciał niskich cen na wybory mid-term. Rezerwy zostały wydrenowane do poziomów najniższych od lat 80, a amerykańscy producenci nawet przy dosyć wysokich cenach nie chcą inwestować mocno w rozwój produkcji, co jest związane z dosyć restrykcyjną polityką obecnej administracji. Wobec tego scenariusz spadku zapasów komercyjnych do najniższych poziomów od 2015 roku wydaje się niemal pewny.

Gigantyczny wzrost cen

Ropa przez długi czas w tym roku była notowana na niższych poziomach niż w analogicznym okresie rok wcześniej, co prowadziło do szybkiego ograniczenia inflacji. To już jednak przeszłość. Obecnie ceny są nawet 15% wyższe niż we wrześniu zeszłego roku i ponad 40% wyższe niż lokalne dołki z marca czy maja tego roku. Patrząc na kontrakty terminowe widać, że w krótkim terminie mamy ogromny wzrost popytu na surowiec przy ograniczonej podaży. Przyszłe kontrakty notowane są wyraźnie niżej co mówi nam o zjawisku tzw. „backwardation”. Oczywiście, jeśli produkcja ropy nie wzrośnie znacznie w przyszłym roku, ceny mogą pozostać na wysokich poziomach. Z drugiej strony kartel OPEC+ wie o tym, że nie może doprowadzić do destrukcji popytu, czyli czegoś co miało miejsce w 2008 roku czy w czerwcu zeszłego roku, kiedy ceny dosyć szybko osunęły się z okolic 130 do 100 USD za baryłkę. Właśnie dlatego raczej nie powinniśmy oczekiwać dalszego nadmiernego wzrostu cen i utrzymania się ich powyżej 100 USD. Poziom ten raczej , choć najprawdopodobniej później powinniśmy oczekiwać stabilizacji i ewentualnego dostosowania polityki OPEC+. Oczywiście jeśli doszłoby do recesji, która również w tym momencie napędzana jest obawami związanymi z nadmierną wysokością cen ropy, wtedy ceny mogłyby spaść dosyć drastycznie. Jednak bez tego, dalsze utrzymywanie podaży w ryzach przez OPEC+ najprawdopodobniej zgotuje nam okres wysokich cen, przynajmniej do końca tego roku.

Dlaczego do końca tego roku? Saudi Aramco planuje powtórną emisję akcji w kwocie nawet 50 mld USD. Wiadomo, że dostanie najlepszą cenę przy wysokich poziomach ropy naftowej. Oprócz tego oczekuje się możliwego spowolnienia popytu ze strony Chin w przyszłym roku oraz spowalniającego wzrostu związanego z utrzymaniem wysokich stóp procentowych.

Co na to inflacja?

W pewnym momencie, kiedy inflacja w Polsce zbliżała się do poziomu 20%, ceny energii odpowiadały za blisko 50% całej inflacji. Na ten moment ceny paliw pozostają niskie, co pozwoli na spadek inflacji do poziomów dwucyfrowych. Jednak jeśli ceny na stacjach w końcu zaczną reagować na fundamenty, nie można wykluczyć powrotu cen powyżej 7 zł za litr benzyny czy diesla. W takim wypadku możliwe będzie, że inflacja ponownie da o sobie znać i spowolni osiągnięcie celu inflacyjnego, co oczekiwane jest i tak dosyć późno i z niskim 50% prawdopodobieństwem, na koniec 2025 roku.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Rynki akcji w trendzie spadkowym. Dolar mocniejszy

Spadający od 31 lipca br. WIG-20 lekko naruszył dziś rano poziom swego minimum 31 maja br. Rozmiary opuszczonej dołem przez WIG-20 6 września br. 3-miesięcznej formacji „głowy z ramionami” sugerują okolice poziomu minimalnie niższego niż 1800 pkt. jako cel trwającego ruchu, który mógłby być osiągnięty w trakcie „tradycyjnego” sezonowego dołka cen akcji.

Wczoraj główne indeksy amerykańskiego rynku akcji zaliczyły swoje 3-miesięczne minima, ale zakończyły dzień niewielkimi zmianami (S&P 500 +0,02 proc., DJIA -0,2 proc., Nasdaq 100 +0,24 proc.). Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś spadki cen (Nikkei -1,54 proc., All Ordinaries -0,1 proc.). W Europie niemiecki DAX był dziś najniżej od pół roku, a francuski CAC 40 próbował trzymać się powyżej poziomu swego półrocznego minimum osiągniętego we wtorek.

Dziś na GPW swe nowe cykliczne maksima osiągnęły kursy akcji Cyfrowego Polsatu (najniżej od 2012 roku) i Pepco (najniżej w sięgającej 2021 roku historii notowań). Wśród akcji wchodzących w skład mWIG-u 40 i sWIG-u 80 swe nowe cykliczne minima osiągnęły kursy akcji spółek Selvita, Grodno i Captor Therapeutics.

„Tradycyjnie” powrócił temat limitu zadłużenia rządu Stanów Zjednoczonych. Nowy rok fiskalny zaczyna się w USA 1 października br. i do tego czasu Kongres musi zgodzić się na nowy poziom finansowania działalności rządu, jeśli działalność tego ostatniego ma nie zostać mocno ograniczona. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wielu krajów rozwiniętych nadal ustanawiają swe nowe cykliczne maksima. Dziś rano tak był w przypadku 10-latek Austrii, Belgii, Niemiec, Finlandii, Francji i Kanady. Wczoraj z podobną sytuacją mieliśmy także do czynienia z przypadku rentowności 10-latek rządów USA, Francji, Hiszpanii, Australii i Nowej Zelandii. Rentowność 10-latek polskiego rządu (5,815 proc.) oscyluje w okolicach swojego 2,5-miesiecznego maksimum.

Spadający od połowy lipca br. kurs EUR/USD dotarł wczoraj do poziomu 1,05 USD (1,05124 ok. godz. 9:30). To najniższy poziom kursu tej pary walutowej od stycznia br. 5 września br. kurs EUR/USD opuścił dołem lekko zwyżkującą strefę konsolidacji rozpoczętą w grudniu ub.r. Rozmiary tej konsolidacji mogą sugerować, że obecna zniżka osiągnie swój krótkoterminowy cel w drugiej połowie października tuż poniżej poziomu 1,03 USD. Zbliżenie się rosnącego od stycznia br. kursu amerykańskiego dolara względem japońskiego jena do poziomu 150 JPY (149,301 dziś ok. godz. 9:30), którego osiągnięcie w październiku ub.r. sprowokowała japoński bank centralny do podjęcia interwencji w celu obrony japońskiej waluty, zaczyna prowokować spekulacje, że niebawem czekać nas może powtórka tego scenariusza.

Polski złoty był wczoraj najsłabszy względem amerykańskiego dolara od pół roku (dziś ok. godz.9:30 -0,08 proc.). Kurs EUR/PLN był dziś rano stabilny (-0,04 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara w sierpniu i wrześniu br. spadał do poziomu kluczowego wsparcia wyznaczanego w okolicach 25000 USD przez jego maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. Dopóki kurs BTC/USD nie przełamie w dół tego wsparcia, można zakładać, że średnioterminowym celem dla ceny tego instrumentu są wynikające z rozmiarów opuszczonej górą w marcu br. 9-miesiecznej formacji „głowy z ramionami” okolice poziomu 40000 USD.

Cena kontraktów na amerykańską ropę naftową (WTI, West Texas Intermediate) dotarła dziś do poziomów swoich lokalnych szczytów z października i listopada ub.r., a nawet je minimalnie przekroczyła osiągając swój najwyższy poziom od końca sierpnia 2022 roku. Niepokój rynku może wzbudzać to, że strategiczne rezerwy ropy naftowej USA spadły ostatnio do najniższego poziomu od 40 lat. Rząd USA wykorzystywał te rezerwy do obniżania ceny ropy naftowej od początku agresji Rosji na Ukrainą. Cena kontraktów na złoto spadła wczoraj do swego najniższego od pół roku poziomu, a dziś rano się lekko odbijała w górę (+0,13 proc. ok. godz. 9:50). Ceny pozostałych metali (srebro, platyna, pallad, miedź) jeszcze utrzymują się powyżej swoich sierpniowych minimów.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Rekordowa podaż na rynku magazynowym w Polsce

W pierwszej połowie 2023 r. na rynku powierzchni przemysłowo-magazynowych w Polsce deweloperzy oddali rekordową powierzchnię 2,6 mln m kw., przy jednoczesnym wyraźnym wyhamowaniu tempa uruchamiania nowych inwestycji. Według firmy doradczej Savills, w ciągu ostatnich pięciu lat ten sektor podwoił swoją skalę, plasując Polskę wśród najdynamiczniej rozwijających się rynków logistycznych Europy.

Nigdy wcześniej, w ciągu sześciu miesięcy, nie oddano w Polsce tak dużo nowej powierzchni magazynowej. Liderem nowej podaży po pierwszej połowie 2023 r. jest strefa warszawska (I i II), gdzie deweloperzy dostarczyli 499 100 m kw. nowej powierzchni magazynowej. Na kolejnych miejscach podium znajdują się regiony Górnego Śląska (414 300 m kw.), Polski Zachodniej (338 500 m kw.) oraz Wrocławia (316 900 m kw.). Do końca czerwca br., całkowita nowoczesna powierzchnia przemysłowo-magazynowa w Polsce przekroczyła 30,6 mln m kw. Wśród największych ukończonych projektów znajdują się Panattoni BTS Zalando Bydgoszcz (146 000 m kw.), CTPark Iłowa (131 200 m kw.) oraz Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (125 000 m kw.).

Zgodnie z obserwacjami Savills, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy widoczny był spadek aktywności deweloperów. Pod koniec I półrocza 2023 r. około 2,13 mln m kw. nowej powierzchni znajdowało się w trakcie budowy, co oznacza spadek o 51% w skali roku. Najwięcej inwestycji budowlanych odnotowano w Warszawie, Polsce Centralnej i Wrocławiu.

„W obliczu wciąż niesprzyjających uwarunkowań gospodarczych spodziewamy się, że druga połowa 2023 r. będzie charakteryzować się ograniczoną nową podażą. Mimo tych trudności, wierzymy, że będą one miały charakter przejściowy, a rynek najmu nadal będzie korzystał z trendów, które kształtowały sektor przez ostatnią dekadę. Chociaż perspektywa makroekonomiczna jest obecnie pełna wyzwań, kluczowe czynniki napędzające sektor do rozwoju pozostają niezmienione dla Polski, która odpowiada za 10% europejskiego popytu logistycznego” – mówi Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, dyrektorka Industrial Services Hub w Savills.

Zgodnie z analizami Savills, w kolejnych miesiącach spadek nowej podaży w szczególności odczuje sektor inwestycji realizowanych na zasadach spekulacyjnych. Według szacunków doradcy, całkowita podaż pod koniec 2023 r. wyniesie około 3,5 mln m kw.

Po okresie wysokiego popytu w poprzednich latach ostatnie miesiące 2022 r. i pierwsza połowa 2023 r. przyniosły spadek zainteresowania powierzchniami przemysłowymi i logistycznymi. W porównaniu z I półroczem 2022 r. wynajęto 2,25 mln m kw. powierzchni magazynowej, co oznacza spadek o 39%. Warto jednak zaznaczyć, że dwa ostatnie lata były okresem rekordowej aktywności najemców, z wolumenami najmu przekraczającymi poziomy sprzed pandemii o 30-40%. Trend ten widoczny jest na wszystkich rynkach europejskich. Po wysokich wzrostach widoczny jest powrót do poziomów z lat 2018-2019, sprzed okresu pandemii.

„Przewidujemy, że utrzymujący się w 2023 r. wskaźnik pustostanów na poziomie 6,5% spowoduje dalsze spowolnienie wzrostu czynszów w większości regionów. Spodziewamy się za to nieznacznego wzrostu stawek czynszu w najlepszych lokalizacjach. Całkowite koszty najmu, obejmujące koszty mediów i opłaty eksploatacyjne, znacząco wzrosły z powodu inflacji, zmuszając najemców do priorytetowego traktowania efektywności operacyjnej w obszarze logistyki. Ograniczona dostępność gruntów skłoniła z kolei deweloperów do inwestowania na rynkach wschodzących oraz do przebudowy starszych obiektów o dużym potencjale lokalizacyjnym. Wobec wysokiej inflacji, wzrostu cen energii i wymogów klimatycznych, priorytetem na nadchodzące lata dla rynku magazynowego staje się zrównoważony rozwój i zielona energia, co dodatkowo umocni, już teraz bardzo silny, trend ESG” – podsumowuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk z Savills.

Kolejny dobry dzień dolara

Dobra passa dolara trwa. Co ważne, nie jest to seria oderwana od danych makroekonomicznych. Coraz głośniej jednak słychać wypowiedzi zapowiadające korektę.

Kolejne lepsze dane z USA

Wczoraj zobaczyliśmy wyraźnie lepsze od oczekiwań dane na temat zamówień w USA. Teoretycznie 0,3% to nie jest olbrzymia zmiana, ale należy pamiętać, że to miesięczne odczyty. Lepiej od oczekiwań wypadł nawet słaby ostatnio subindeks zamówień na dobra trwałego użytku. Na rynku można mówić o euforii. Kurs dolara umacnia się do euro niemal bez przerwy od wielu tygodni. Jeszcze w lipcu za 1 euro płacono ponad dolara i 12 centów. Dzisiaj jest to już 7 centów mniej. W rezultacie przebiliśmy marcowe minima na parze EURUSD. Do minimów ze stycznia brakuje już naprawdę niewiele. Patrząc na ogromny entuzjazm inwestorów, pojawia się wątpliwość gdzie jest granica tego ruchu. Po tak silnym umocnieniu dolara korekta wydaje się naturalną konsekwencją. Szczególnie, że gdzieś z tyłu głowy mamy budżet w USA, a tamtejszy klimat polityczny nie gwarantuje, że unikniemy niespodzianek.

Dolar australijski pod presją

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji w Australii. Zgodnie z oczekiwaniami wzrosła ona do poziomu 5,2% z zeszłomiesięcznego 4,9%. Przy głównej stopie procentowej na poziomie 4,1% nie jest to jeszcze duży problem, ale na pewno nie powinien być ignorowany. Inwestorzy nie wierzą w dalsze podwyżki, bo po samej publikacji dolar australijski lekko tracił na wartości do amerykańskiego.

W Czechach bez zmian

Podobnie jak Węgrzy we wtorek, wczoraj Czesi nie zmienili sóp procentowych. Czesi są co prawda w lepszej sytuacji, bo inflacja konsumencka przekracza stopy procentowe już tylko o 1,5%. W tym tempie jeszcze w tym roku jest szansa ujrzeć realnie dodatnie stopy procentowe u naszego południowego sąsiada. Kurs czeskiej korony po samej decyzji umocnił się o około 1%. Dzisiaj od rana jednak widzimy wyraźną korektę umocnienia. Powodem był fakt, że część analityków widząc spadające tempo wzrostu cen, oczekiwało, że Czeski Narodowy Bank może chcieć, podobnie jak w Polsce RPP, dać ulżyć społeczeństwu mającemu kredyty na zmiennej stopie kosztem utrzymania wysokiej inflacji na dłużej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sektor e-commerce w Polsce – stan obecny, rozwój, możliwości

W erze cyfrowej transformacji, która znacząco zmieniła nasze życie i sposób prowadzenia biznesu, sektor e-commerce stał się jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów gospodarki nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Od momentu, gdy internet stał się nieodłączną częścią naszej codzienności, handel elektroniczny przeszedł długą drogę, stając się potężną siłą napędową gospodarki. Dla przedsiębiorców, inwestorów i konsumentów stał się nie tylko nową rzeczywistością, ale również źródłem niezliczonych możliwości i wyzwań.

W niniejszym artykule zajmiemy się bieżącym stanem sektora e-commerce w Polsce, przyjrzymy się jego dynamicznemu rozwojowi w ostatnich latach oraz zbadamy perspektywy, jakie stoją przed tym sektorem w przyszłości. Dowiemy się, jakie czynniki wpłynęły na jego sukces, jakie trendy kształtują obecną rzeczywistość i jakie innowacje mogą zmienić grę w e-commerce. Będziemy również analizować możliwości, jakie stwarzają się dla przedsiębiorców chcących wejść na ten konkurencyjny rynek oraz jakie wyzwania trzeba stawić czoła, by odnieść sukces w e-commerce w Polsce.

E-commerce w Polsce. Od boomu do nieustannej ewolucji

Sektor e-commerce w Polsce przeżył niezwykłą transformację od czasu swoich początków. W ciągu ostatniej dekady widzieliśmy eksplozję platform zakupowych, dynamiczny wzrost sprzedaży online i zmieniające się preferencje konsumentów. Jednak teraz, kiedy rynek staje się bardziej dojrzały, stajemy przed wyzwaniami związanymi z utrzymaniem wzrostu i innowacjami. Przyjrzyjmy się temu, jak sektor e-commerce przekształcił się w Polsce, i co może przynieść przyszłość. Z całą pewnością należy stwierdzić, że ostatnia dekada przyniosła eksplozję platform zakupowych i dynamiczny wzrost sprzedaży online. Dziś trudno wyobrazić sobie osobę młodą lub w średnim wieku, która nie dokonuje zakupów online.

Trendy konsumenckie wpływające na polski e-commerce

Klienci stawiają coraz wyższe wymagania, a ich preferencje ewoluują w szybkim tempie. Wpływa to nie tylko na produkty i usługi, ale także na sam sposób ich zakupu. Rozważając aspekty takie jak personalizacja, zrównoważony rozwój i zakupy mobilne, warto przyjrzeć się najważniejszym trendom konsumenckim wpływającym na polski sektor e-commerce i jakie wyzwania stwarzają one dla przedsiębiorców. Z pewnością obecni klienci kładą coraz większy nacisk na personalizację, zrównoważony rozwój i zakupy mobilne, co stawia wyzwania przed przedsiębiorcami. Dziś praktycznie każdy sklep internetowy ma swoją wersję mobilną, a wiele z nich – własną aplikację mobilną.

Nie można zapominać o coraz większym znaczeniu bezpieczeństwa i stosownej dokumentacji. Każdy sklep internetowy powinien zabezpieczać dane dotyczące swoich użytkowników. Przykładowo, jedna z kancelarii prawniczych, stworzyła generator regulaminu sklepu internetowego, gdzie w ramach rocznego abonamentu możliwe jest stworzenie zgodnych z aktualnym prawem dokumentów, takich jak:

– regulamin sklepu www: https://kreator.legalgeek.pl/regulamin-sklepu-internetowego/

– polityka prywatności: https://kreator.legalgeek.pl/polityka-prywatnosci-rodo-i-cookies/

Zakupy online a covid-19

Pandemia Covid-19 zrewolucjonizowała handel online na całym świecie, a Polska nie była wyjątkiem. Skoki w sprzedaży online i zmiany w zachowaniach zakupowych były powszechne. Jednak, poza krótkoterminowymi korzyściami, jakie przyniosła pandemia, jakie trwałe zmiany zostawiła za sobą na polskim rynku e-commerce? Z pewnością sklepy internetowe stały się lepsze jakościowe, lepiej dostosowane pod kątem UX, a bezkontaktowe formy dostawy stały się standardem.

Przyszłość E-commerce w Polsce – wyzwania i perspektywy

Przedsiębiorcy w sektorze e-commerce w Polsce stają obecnie przed wyzwaniami związanymi z konkurencją, logistyką, i rosnącymi oczekiwaniami konsumentów. Niemniej jednak, rozwój technologii, innowacje i globalne trendy otwierają również drzwi do nowych możliwości. Warto zastanowić się jakie strategie mogą pomóc firmom odnieść sukces w dynamicznie zmieniającym się środowisku e-commerce. Z pewnością ważną i wartą podkreślenia strategią jest dywersyfikacja źródeł ruchu – od e-mail marketingu, przez social media, po SEO i kampanie PPC. Ważnym czynnikiem jest również UX – obecni klienci muszą w prosty, szybki i intuicyjny sposób „dopłynąć do brzegu”, czyli dodać produkty do koszyka, złożyć i opłacić zamówienie.

Artykuł powstał przy współpracy z firmą oferującą dokumentację dla sklepów internetowych – Kreator Legal Geek

Co 5. konsument w Polsce wydaje za dużo

Nadchodzący raport Intrum “European Consumer Payment Report 2023” skupia się na sytuacji finansowej europejskich gospodarstw domowych, na którą coraz bardziej negatywnie wpływają inflacja i wysokie stopy procentowe. Czy jest wyjście z tego impasu? Jak radzą sobie polscy konsumenci? O tym – Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

  • 35% konsumentów w Europie i 34% w Polsce nie zapłaciło przynajmniej jednego rachunku w ciągu ostatnich 12. miesięcy. 1 na 3 osoby ma z tego powodu mniejsze poczucie winy niż miało to miejsce w przeszłości (średnia europejska, Polska – 29%).
  • 24% Europejczyków regularnie przekracza swój budżet – średnio o 232 euro. W Polsce robi to 20% konsumentów i wydajemy za dużo o blisko 455 zł.
  • 1 na 5 konsumentów w Europie nie posiada oszczędności, z których mogliby skorzystać w razie przejściowych problemów (Polska – 27%).
  • W Europie 71% pytanych i 67% w Polsce – twierdzi, że nie zgadza się na stosowanie nieuczciwych praktyk przez przedsiębiorców określanych jako ‘greed-flacja’ i powstrzymałoby się od kupowania w firmach, które zostały przyłapane na takim postępowaniu

Jak wynika z nadchodzącego raportu Intrum, ”European Consumer Payment Report 2023”, 3/4 (76%) konsumentów w Europie przyznaje, że ledwo starcza im pieniędzy na pokrycie bieżących wydatków lub przekraczają swój budżet. Odsetek ten wzrasta do 79%, jeżeli chodzi o konsumentów w Wielkiej Brytanii. Podobną presję odczuwają konsumenci w Szwajcarii (78%), Irlandii (80%), Niemczech (83%) i Grecji (87%). Europejscy konsumenci, którzy każdego miesiąca wydają zbyt dużo, przekraczają swój budżet średnio o 232 euro. W Polsce jest to 99 euro, czyli ok. 455 zł.

Badanie przeprowadzone przez Intrum wśród 20 000 konsumentów w 20 europejskich krajach pokazuje, że wysoki poziom inflacji oraz stopy procentowe są wyzwaniem dla terminowego wywiązywania się z zobowiązań finansowych.

Ponad 1/3 (35%) konsumentów w Europie przyznaje, że w ciągu ostatnich 12. miesięcy nie zapłacili na czas co najmniej jednego rachunku. Jest to najwyższy odsetek w corocznym badaniu Intrum 2019 r. Jeżeli chodzi o Polskę, sytuacja wygląda podobnie – 34% konsumentów przyznaje, że spóźniło się
z zapłatą przynajmniej jednego rachunku.

Głównym powodem niepłacenia rachunków jest po prostu brak pieniędzy (43%). Jednak 1 na 3 osoby (33%) w Europie twierdzi, że gdyby obecnie mieli ominąć płatność jakiegoś rachunku, mieliby mniejsze poczucie winy z tego powodu, niż jeszcze kilka lat temu. Pokazuje to pewną tendencję – uważamy, że uchylanie się od płatności jest naturalną i konieczną konsekwencją funkcjonowania w trudnym otoczeniu gospodarczym.

European Consumer Payment Report 2023Źródło: Intrum, 2023.

Połowa konsumentów w Europie doświadczyła spadku dochodów, 1 na 5 osób nie posiada żadnych oszczędności

Pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna oznacza, że połowa (49%) konsumentów w Europie ma obecnie mniej pieniędzy po opłaceniu podstawowych rachunków niż rok temu. W Polsce ten odsetek wynosi 64%.

Konsumentom również brakuje poduszki finansowej – środków, które mogliby wykorzystać
w trudniejszych, nagłych przypadkach.  Co niepokojące, 1 na 5 konsumentów (20%) w Europie przyznaje, że nie ma żadnych oszczędności (w Polsce ten odsetek jest jeszcze wyższy i wynosi 27%), a kolejne 17% posiada je w kwocie wynoszącej mniej niż miesięczny dochód (Polska – 15%).

W rezultacie, więcej niż 3 na 4 europejskich konsumentów (78%) może zażądać podwyżki wynagrodzenia od swojego pracodawcy w tym roku, podczas gdy 41% przewiduje zaciągnięcie dodatkowego kredytu czy pożyczki, aby związać koniec z końcem. Pogorszyły się również prognozy europejskich konsumentów dotyczące przyszłości. Tylko 45% pytanych spodziewa się poprawy swojej sytuacji finansowej w ciągu najbliższych 12. miesięcy. W Polsce tego samego zdania jest 43% respondentów.

„Greedflation”, czyli inflacja napędzana chciwością firm odstrasza 71% konsumentów

Wraz z rosnącą inflacją i malejącą siłą nabywczą, konsumenci zwracają się ku firmom, które rozumieją ich trudną sytuację.  Połowa (50%) konsumentów w Europie twierdzi, że są bardziej skłonni do wydawania pieniędzy w firmach, które oferują elastyczne warunki płatności – w Polsce ten odsetek wynosi 48%. Większość ankietowanych (67%) uważa, że firmy powinny oferować konsumentom specjalne warunki płatności w trudnych okresach gospodarczych (Polska – 73%).

Ponad 71% konsumentów w Europie i 67% w Polsce twierdzi, że przestałoby wydawać pieniądze w danej firmie, gdyby uważali, że stosuje ona praktyki, które podpadają pod zjawisko zwane greedflation.

Polega ona na tym, że firmy podnoszą ceny, gdy ich koszty rosną, ale nie obniżają ich ponownie, gdy koszty spadają, lub po prostu wykorzystują wymówkę dot. wysokiej inflacji, aby podnieść ceny w celu zwiększenia swoich zysków.

Oczywiste jest, że konsumenci nie są osamotnieni w odczuwaniu presji związanej z finansami osobistymi. Miliony ludzi w całej Europie, każdego dnia stają przed trudnymi decyzjami dotyczącymi ich finansów, które pozwolą im zaoszczędzić. Jednym z głównych problemów polskich firm, są klienci niepłacący na czas. Jednak konsumenci nie płacą dlatego, że nie chcą być rzetelnymi płatnikami, ale po prostu nie mogą sobie na to pozwolić. Firmy, które przyjmują wobec nich niepotrzebnie agresywną postawę, nie zauważą znaczącej poprawy swojej sytuacji – komentuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

W czasach zmienności i niepewności gospodarczej konsumenci mogą czuć się przytłoczeni i nie wiedzieć, do kogo się zwrócić. – Dlatego firmy muszą znaleźć rozwiązanie, które poprawi nie tylko ich sytuację, ale również ich klientów. Branża zarządzania wierzytelnościami odgrywa kluczową rolę w dostarczaniu takich wskazówek dla firm. Z doświadczenia wiemy, że możliwe jest zbudowanie zaufania i zapewnienia przewagi konkurencyjnej poprzez przyjęcie pragmatycznego podejścia – dodaje Krzysztof Krauze.

O raporcie European Consumer Payment Report 2023

Raport European Consumer Payment Report pozwala uzyskać wgląd w codzienne życie europejskich konsumentów, ich wydatki i zdolność do zarządzania finansami gospodarstwa domowego każdego miesiąca. Raport opiera się na zewnętrznym badaniu przeprowadzonym przez firmę Longitude w 20 krajach Europy. W tegorocznej edycji badania wzięło udział łącznie 20 000 konsumentów. Badanie zostało przeprowadzone w okresie od 19 lipca do 1 września 2023 roku.

Nowe wyzwania i oczekiwania konsumenckie w branży mody

Konsumenci w coraz większym stopniu oczekują od marek posiadania wyższego – powiązanego ze zrównoważonym rozwojem – celu ich istnienia, z którym będą mogli utożsamiać się klienci. Z najnowszego badania firmy doradczej Deloitte Brand Purpose. Rynek Mody 2023 wynika, że średnio niemal 3 na 5 kupujących stara się wybierać tylko marki zaangażowane i odpowiedzialne społecznie oraz dbające o środowisko. Z kolei 37 proc. Polaków wskazuje, że na ich wybory zakupowe ma wpływ filozofia wartości, które promuje dana firma. Marki, chcąc utrzymać swoją pozycję na rynku, muszą dostrzegać zmiany kontekstu rynkowego, w jakim funkcjonują.

Najnowszy ogólnopolski raport Deloitte analizuje postawy i zachowania zakupowe oraz stosunek konsumentów do poszczególnych marek. Ankietowani reprezentowali regularnie kupujących (przynajmniej raz na 2 miesiące) ubrania lub akcesoria modowe fabrycznie nowe lub używane. Wśród uczestników badania wyróżniona została grupa zainteresowanych modą lub w nią zaangażowanych. Badanie Deloitte sprzed 2 lat pokazało, że aż 78 proc. konsumentów łatwiej zapamiętuje te marki, które realizują istotny i zrównoważony cel, a ubiegłoroczny raport „Global Marketing Trends 2022” dowiódł, że Brand Purpose stał się wiodącym trendem na rynku. Analizy prowadzone przez Deloitte potwierdzają, że firmy kierujące się celem innym niż tylko zysk osiągają zdecydowanie lepsze wyniki niż ich konkurenci. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego, różnica ta potrafi być nawet dziesięciokrotna.

– W odpowiedzi na rosnącą presję społeczną i rynkową, marki muszą zredefiniować zarówno narrację określającą ich tożsamość, jak i strategie komunikacyjne tak, aby były one spójne ze strategią ESG. Okazuje się, że nie wszystkie marki nadążają za oczekiwaniami konsumentów i partnerów biznesowych, coraz rozsądniej podchodzących do problemu konsumpcjonizmu czy zanieczyszczenia środowiska i oczekujących odpowiedzialności w tym zakresie od marek, których produkty kupują. Ten nurt jest szczególnie zauważalny w branży modowej. Z naszego badania wynika, że aż 80 proc. konsumentów oczekuje od firm bardziej zrównoważonych działań – mówi Anna Niewiadomy, starsza menedżerka, liderka Brand & Marketing Portfolio w Deloitte Polska

W budowaniu wiarygodnego wizerunku i konkurencyjności marki wsparciem może okazać się strategia Brand Purpose. Eksperci podkreślają, że jest to zdecydowanie coś więcej niż strategia marketingowa – dla firm staje się niczym innym, jak nowym czynnikiem napędowym w kierunku ewolucji marki.

 W odpowiedzi na rosnący lęk klimatyczny oraz niepokoje związane z nierównościami społecznymi, marki zaczynają odgrywać rolę członka życia społecznego. Jako konsumenci, a właściwie jako obywatele, wymagamy od marek zaangażowania w kwestie społeczne i środowiskowe. Chcemy widzieć, że narracja komunikowana przez marki nie ogranicza się wyłącznie do storytellingu, ale jest wiarygodną i wspieraną dowodami historią o pozytywnym wpływie, do której my – jako konsumenci – jesteśmy zapraszani – mówi Marta Karwacka, starsza menedżerka, ekspertka Sustainability & Circular Economy w Deloitte Polska.

Nowe trendy w branży modowej

Eksperci i ekspertki Deloitte wyłonili trendy kulturowe podzielone na 3 segmenty, które będą odgrywały kluczową rolę w budowaniu strategii Brand Purpose w branży fashion. Stanowią je: działania ukierunkowane na ludzi, innowacje technologiczne w modzie oraz działania wspierające środowisko naturalne.

W ramach aspektów ekologicznych marki będą musiały zwrócić uwagę na cyrkularność produktów i bioróżnorodność. Kolejnym wyzwaniem są eko technologie, które mają pomóc w tworzeniu prośrodowiskowych rozwiązań dla przemysłu tekstylnego. Trzecim z trendów, który ma bardziej angażować klientów poprzez dostarczanie im doświadczeń na styku świata realnego i cyfrowego jest hiperrzeczywistość. W ramach segmentu ukierunkowanego na ludzi, firmy powinny zwrócić uwagę na transparentność, w ramach której marki komunikują swój wpływ społeczny i środowiskowy w całym łańcuchu wartości produktu.

Bardzo ważnym wyzwaniem dla branży fashion jest uznanie, że konsumenci to obywatele, którzy aktywnie współtworzą wizerunek marek. Pamiętajmy, że w obliczu dzisiejszych wyzwań społecznych i środowiskowych marki są coraz częściej krytykowane za brak lub niewystarczające działania na rzecz   zrównoważonego rozwoju. Współcześnie zdecydowanie bardziej istotne niż dotychczas jest wejście z konsumentami i konsumentkami w realny dialog, w czym zdecydowanie może pomóc transparentne komunikowanie przez markę swojego wyższego celu istnienia i powiązanych z nim działań – mówi Marta Karwacka

Ostatnim z trendów w ramach tego segmentu jest zrównoważony styl życia i odpowiedzialna konsumpcja, który ma na celu minimalizowanie szkodliwego wpływu na środowisko poprzez świadome i racjonalne korzystanie z dostępnych dóbr. Jako dobry przykład w tym zakresie może posłużyć serwis ogłoszeniowy dedykowany branży modowej, który wprowadza artykuły w obieg dając im drugie życie, a już 27 proc. polskich konsumentów deklaruje, że przegląda platformy z ubraniami „z drugiej ręki”.

Nadchodzi zrównoważona transformacja

Na przestrzeni ostatnich 10 lat miały miejsce wydarzenia i zmiany w obszarze zrównoważonej transformacji, wobec których marki nie mogą być już dłużej obojętne. Autorzy raportu jako początek dużej przemiany w branży odzieżowej wskazują tragiczną w skutkach katastrofę w stolicy Bangladeszu (2013 r.). Doszło wówczas do zawalenia się ośmiokondygnacyjnej fabryki odzieżowej, która dostarczała ubrania do międzynarodowych firm. Od tego momentu media zaczęły nagłaśniać przypadki pracy szwaczek w niehumanitarnych warunkach. To tragiczne wydarzenie uświadomiło branży potrzebę zmian.

Jeszcze w tym samym roku zostało podpisane międzynarodowe porozumienie ACCORD, które miało na celu zwiększenie bezpieczeństwa w przemyśle odzieżowym w Bangladeszu. Wynikiem tych działań było m.in. przeprowadzenie 53 tys. audytów bezpieczeństwa w fabrykach. Następujące od tego czasu zmiany w branży są także efektem wprowadzanych i opracowywanych w UE zmian, jak np. Plan Działania na rzecz gospodarki o obiegu zamkniętym czy Strategia Zrównoważonych Cyrkularnych tekstyliów w 2020 r. Ostatnie regulacje, w tym tegoroczny projekt Dyrektywy „Green Claims” ws. oświadczeń środowiskowych, powinny skłonić marki do wzięcia większej odpowiedzialności za procesy produkcji, sprzedaży i marketingu – mówi Anna Niewiadomy

Wraz z rosnącą świadomością społeczną, zainteresowaniem zrównoważonym rozwojem oraz rosnącym lękiem o bezpieczeństwo, oczekiwania konsumentów wobec biznesu od kilku lat konsekwentnie ulegają zmianie. Konsumenci wymagają większego i proaktywnego zaangażowania ​w rozwiązywanie problemów społecznych ​i środowiskowych.

Dla konsumentów ważnym jest, aby marka była łatwo dostępna i warta swojej ceny. Nasze badanie wykazało jednak, że również inne kwestie zyskują na znaczeniu. Wśród nich znalazła się odpowiedzialność społeczna, przyjazność środowisku, uczciwość i postępowanie etycznie. Jak się okazuje, średnio co 4 polski konsument wskazuje, że istotnym aspektem kupowania ubrań jest troska o środowisko i własne zdrowie. Z naszej analizy wynika, że zarówno polscy, jak i zagraniczni konsumenci są skłonni do podejmowania działań, by kupić coś bliższego tym wartościom. Aż 50 proc. Polaków jest skłonnych do wyrzeczeń, aby zainwestować w bardziej odpowiedzialną modę – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Marketing and Commerce w Deloitte Digital.

Wdrożenie Brand Purpose wymaga inwestycji i długoterminowego zaangażowania, natomiast potencjalne korzyści mogą pozytywnie wpłynąć na rentowność, rozwój i ogólny sukces marki. Ważne jest, aby marki zaczęły budować swoją tożsamość w oparciu o realne zaangażowanie społeczne lub środowiskowe.

Kryzys w branży meblarskiej: maleje popyt, rosną koszty produkcji i liczba niesolidnych dłużników

Pandemia z rekordowym wzrostem sprzedaży, to były czasy – wzdychają dziś przedstawiciele branży meblarskiej. W tym roku meble kupowane są zdecydowanie mniej chętnie. Wzrosła natomiast płaca minimalna, a także ceny surowca drzewnego, energii i paliw, spadły jedynie ceny transportu. Efekt, więcej upadłości i 249 nowych niesolidnych płatników, choć sama kwota zaległości przez rok wzrosła o 3 proc. do 266 mln zł – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Szansę na poprawę w dłuższej perspektywie stanowi Bezpieczny Kredyt 2 proc. i spodziewane odbicie na rynku mieszkaniowym.

Wymagające otoczenie gospodarcze sprawia, że wielu firmom, nawet tym z ugruntowaną pozycją na rynku, nie tylko coraz trudniej generować zyski, ale co gorsza – regularnie opłacać bieżące zobowiązania. Jedną z branż, wystawioną w ostatnim czasie na próbę są producenci mebli. – W okresie od lipca 2022 do lipca 2023 w bazach BIG InfoMonitor i BIK przybyło tu 249 przedsiębiorstw z przeterminowanymi zobowiązaniami. Obecnie aktywnych, zawieszonych i zamkniętych firm z zaległościami jest niemal 2,8 tys., czyli 5,5 proc. w całej branży. Z problemami borykają się zatem nie tylko podmioty, które miały je już wcześniej, ale także firmy, które dotychczas były solidnymi płatnikami. Samo zaległe zadłużenie firm posługujących się PKD 31 przez 12 miesięcy wzrosło o ponad 3 proc. W lipcu 2022 r. kwota zgłoszonych do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor nieopłaconych faktur oraz opóźnionych o min. 30 dni rat kredytów wynosiła niemal 258 mln zł, obecnie jest to 266,2 mln zł – informuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.Kryzys w branży meblarskiej

Najwyższe średnie zaległe zadłużenie, bo aż 142 053 zł na firmę, mają działalności zarejestrowane w warmińsko-mazurskim. W całym województwie problemy ma też sporo, bo 6 proc. branży – 127 firm zalega z płatnościami na kwotę przekraczającą 18 mln zł. Suma zaległości, w porównaniu do innych regionów, wydaje się być jednak stosunkowo niska. Tytuł niechlubnego rekordzisty przypadł bowiem Wielkopolsce. Tam 416 podmiotów nie opłaciło w terminie zobowiązań o łącznej wartości 57,5 mln zł. Województwo zajmuje też 2. miejsce pod względem średniej kwoty zaległego długu z wynikiem 138 320 zł. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że najlepiej radzą sobie stolarze z Opolszczyzny. Tam zarówno suma zaległości meblowych biznesów, jak i średnie zadłużenie są najniższe w kraju – wynoszą odpowiednio 2,9 mln zł i 44 891 zł. Generalnie średni przeterminowany dług ogółu firm związanych z produkcją mebli to 96 216 zł, w przypadku pomiotów aktywnych niemal 108 tys. zł.

Coraz mniejszy popyt i coraz wyższe koszty produkcji

Na popyt na wyroby branży meblarskiej w ciągu ostatniego roku negatywnie oddziaływało przede wszystkim niesprzyjające otoczenie gospodarcze. Wybuch wojny w Ukrainie bezpośrednio przełożył się na niepewność jutra, zwłaszcza w kontekście domowych finansów. Tych, co planowali remont lub nabyli nowe mieszkanie, od inwestycji powstrzymywały nie tylko rosnące ceny, ale także coraz wyższe stopy procentowe, utrudniające pozyskanie finansowania zewnętrznego, często niezbędnego przy obecnych kosztach robót wykończeniowych. Na sytuację firm meblarskich wpłynęło też obniżenie realnych dochodów konsumentów[1], którzy wykazywali mniejszą gotowość do zakupu dóbr trwałego użytku. Stali się też ostrożniejsi w podejmowanych decyzjach zakupowych, co potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego. W lipcu 2023 dynamika sprzedaży detalicznej w kategorii „meble, RTV, AGD” w cenach stałych zmniejszyła się o 11,6 proc. rdr[2]. Skutki spadku sprzedaży widać także w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK – przedsiębiorcy prowadzący sklepy z tego typu produktami (PKD 4759Z) w lipcu br. zwiększyli swoje zadłużenie o 13,6 proc. rdr do 70,8 mln zł. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku agentów zajmujących się hurtową sprzedażą mebli, artykułów gospodarstwa domowego i drobnych wyrobów metalowych (PKD 4615Z). Tam kwota nieopłaconych w terminie zobowiązań zwiększyła się r/r o przeszło 2,5 mln zł. To wzrost o 21 proc. Nieco lepiej radzą sobie hurtownie (PKD 4647Z), które w okresie od lipca 2022 do lipca 2023 zmniejszyły kwotę zaległości o 24,5 proc. do 21 mln zł

Kolejną przeszkodą na drodze do stabilizacji finansowej była wysoka cena surowca drzewnego z Lasów Państwowych, która jest kluczowa w koszcie wytworzenia mebli. Jak wskazuje Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego (PIGPD), miała ona największy wpływ na utratę konkurencyjności polskich produktów z drewna, w tym mebli, w pierwszym półroczu 2023 r. Średnia cena sprzedaży drewna sosnowego tartacznego w LP wzrosła bowiem z 260 zł/m3 w 2019 do 425 zł/m3 w pierwszej połowie 2023[3]. – Nie należy zapominać także o tym, że przemysł drzewny, a zatem i meblarski, jest niezwykle energochłonny. Na problemy z płynnością finansową podmiotów z sektora wpłynęły także wysokie ceny energii oraz paliw, które przełożyły się na rosnące koszty produkcji i transportu. Budżetom przedsiębiorstw nie pomógł także wzrost płacy minimalnej – komentuje Sławomir Grzelczak.

Piętrzące się stosy nieopłaconych w terminie faktur to jednak nie wszystko. Według danych GUS, w okresie od stycznia do lipca br., w stosunku do analogicznego okresu ub. roku, spadek sprzedaży mebli (w cenach stałych) wyniósł aż 12,9 proc[4]. Jak podaje PIGPD, sektor ma obecnie do czynienia z redukcją zatrudnienia na poziomie kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy. Wiele firm było zmuszonych do ograniczenia tygodnia pracy do czterech dni lub zmniejszyło system zmian do jednej. Przeciwności, z którymi mierzą się producenci mebli sprawiły, że nawet najwięksi gracze zatrzymują obecnie ciągi technologiczne na wielotygodniowe przestoje ze względu na brak możliwości sprzedaży swoich wyrobów[5]. Sytuacja wydaje się bez wyjścia. Potwierdzają to dane zebrane przez Dun & Bradstreet – w pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku liczba ogłoszonych w sądach gospodarczych upadłości firm zajmujących się produkcją mebli wyniosła 39, co wobec 12 w analogicznym okresie roku ubiegłego stanowi wzrost o 225 proc. Co więcej, w całym 2022 ogłoszono ich 39, wobec 23 w 2021 roku i 14 w 2020 roku. W tym miejscu warto dodać, że liczba upadłości w ostatnich pięciu przedpandemicznych latach oscylowała w granicach 10[6]. Wzrost działalności znikających z rynku jest zatem niezaprzeczalny.

Raport Dun & Bradstreet pokazuje również, że w czerwcu 2023 roku niespełna 3 proc. spośród 12,5 tys. firm jest w bardzo dobrej kondycji finansowej, a kolejne 45 proc. w dobrej. Tym samym 47,5 proc. w słabej a blisko 5 proc. w bardzo złej.

Perspektywy na przyszłość

Niestety, według prognoz Departamentu Analiz Ekonomicznych PKO BP, w całym 2023 nominalna wartość produkcji sprzedanej branży meblarskiej może spaść o 3-5 proc. r/r. Autorzy opracowania zwracają uwagę także na różne rodzaje ryzyka w otoczeniu konkurencyjnym. Przy coraz wyższych kosztach produkcji w Polsce, przewagi cenowe zyskują̨ bowiem producenci z innych rynków Europy Środkowo-Wschodniej, a także rynków azjatyckich. Sytuacji nie poprawia fakt, że wątpliwości wciąż budzi kwestia przedłużenia certyfikacji FSC przez Lasy Państwowe[7], a ta – jak podkreśla Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego – dla wielu firm jest niezbędna dla zachowania sprzedaży poza granicami kraju[8].

Eksperci wskazują jednak, że w dalszej perspektywie sprzyjająco będzie działać uruchomienie Bezpiecznego Kredytu 2% i spodziewane odbicie na rynku mieszkaniowym w 2024. Pozytywnym sygnałem jest także spadek cen drewna w procedurach sprzedaży Lasów Państwowych na 2h23 – w sprzedaży ofertowej o 1,4 proc., a w aukcjach systemowych o 32,5 proc. względem 1h23[9]. – Miejmy nadzieję, że rodzimemu biznesowi meblarskiemu uda się podnieść po trwającym kryzysie i utrzymać silną pozycję na światowym rynku mebli – puentuje Sławomir Grzelczak. W 2021 r. Polska była 4. największym eksporterem z udziałem na poziomie 5,4 proc.[10]

[1] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Kwartalnik Branżowy, 2q23 (222), https://www.pkobp.pl/media_files//ddc7fad2-8164-4f47-a1ee-5c648178eb95.pdf, 15.08.2023 r.

[2] GUS, Dynamika sprzedaży detalicznej w lipcu 2023 roku, 22.08.2023 r.

[3] Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, List otwarty przemysłu drzewnego w Polsce do Premiera Mateusza Morawieckiego, https://pigpd.pl/list/, 14.08.2023 r.

[4] GUS, Dynamika produkcji sprzedanej przemysłu w lipcu 2023 r., 21.08.2023 r.

[5] Tamże, 14.08.2023 r.

[6] Dun & Bradstreet, czerwiec 2023.

[7] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Kwartalnik Branżowy, 2q23 (222), https://www.pkobp.pl/media_files//ddc7fad2-8164-4f47-a1ee-5c648178eb95.pdf, 15.08.2023 r.

[8] Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, List otwarty przemysłu drzewnego w Polsce do Premiera Mateusza Morawieckiego, https://pigpd.pl/list/, 14.08.2023 r.

[9] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Kwartalnik Branżowy, 2q23 (222), https://www.pkobp.pl/media_files//ddc7fad2-8164-4f47-a1ee-5c648178eb95.pdf, 15.08.2023 r.

[10] Departament Analiz Ekonomicznych PKO BP, Branża meblarska. Pozycja międzynarodowa polskich producentów i prognozy rozwoju rynku do 2026 r., https://www.pkobp.pl/media_files/713af039-a526-4bcd-a267-6b7501f3eae2.pdf, 11.09.2023 r.

AML – jakie firmy powinny wdrożyć nowe procedury?

W dobie globalnej gospodarki i coraz bardziej złożonych struktur finansowych, walka z praniem brudnych pieniędzy (AML – Anti-Money Laundering) stała się priorytetem dla instytucji finansowych oraz przedsiębiorstw na całym świecie. AML to zbiór procedur i regulacji mających na celu zapobieganie wykorzystywaniu legalnych struktur finansowych do prania pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej. Pytanie, które często się pojawia w przypadku omawiania tego tematu, brzmi: Jakie firmy powinny wdrożyć nowe procedury AML?

Dlaczego AML staje się coraz ważniejsze dla dzisiejszego biznesu?

Walka z praniem brudnych pieniędzy (AML) staje się coraz bardziej istotna w dzisiejszym świecie biznesu z kilku kluczowych powodów. Po pierwsze, globalizacja handlu i finansów sprawia, że przepływy pieniężne przekraczają granice narodowe, co ułatwia przestępcom ukrywanie źródła swoich środków. Po drugie, rosnąca liczba przepisów i regulacji wymagających przestrzegania AML stawia przed firmami wyzwania w zakresie zgodności z prawem. Wreszcie, ryzyko reputacyjne i finansowe związane z nieprzestrzeganiem przepisów AML jest ogromne, co sprawia, że ​​jest to priorytetem dla wielu firm.

Które branże są szczególnie narażone na ryzyko prania brudnych pieniędzy?

Niektóre branże są szczególnie narażone na ryzyko prania brudnych pieniędzy ze względu na swoją naturę i specyfikę działalności. Przykłady to sektor finansowy, nieruchomości, kasyna i zakłady bukmacherskie, a także branże związane z handlem luksusowymi towarami oraz eksportem/importem. Dlaczego te branże są bardziej narażone na pranie pieniędzy? Po pierwsze ze względu na duże przepływy gotówki, po drugie – skomplikowane struktury transakcji. Po trzecie – wartościowa własność, m.in. nieruchomości, dzieła sztuki, luksusowe pojazdy. Po czwarte – brak regulacji lub niewystarczające przestrzeganie przepisów.

Korzyści wynikające z wdrożenia skutecznych procedur AML

Wdrożenie skutecznych procedur AML przynosi firmom liczne korzyści. Po pierwsze, pomaga w zapobieganiu sankcjom prawowitym i finansowym karom, co chroni interesy firmy. Po drugie, poprawia reputację firmy i buduje zaufanie klientów oraz inwestorów. Po trzecie, efektywne procedury AML mogą pomóc w identyfikacji i zminimalizowaniu ryzyka finansowego związanego z działalnością firmy.

Aby zminimalizować ryzyko prania pieniędzy, firmy w tych branżach powinny podjąć szereg środków, takich jak wdrożenie skutecznych procedur AML, przeprowadzanie dokładnych kontroli KYC (Know Your Customer), monitorowanie transakcji, raportowanie podejrzanych aktywności organom ścigania, oraz odpowiednie szkolenia personelu w zakresie identyfikacji i zwalczania prania pieniędzy. Te działania pomagają firmom nie tylko przestrzegać przepisów, ale także chronić swoją reputację i interesy finansowe.

EMA zatwierdza pierwszy biopodobny lek na stwardnienie rozsiane

Ważny krok dla polskiego sektora biotechnologicznego. Komisja Europejska zatwierdziła pierwszy na świecie biopodobny natalizumab wykorzystywany w leczeniu stwardnienia rozsianego. Decyzja Komisji została ogłoszona na podstawie pozytywnej opinii Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi (CHMP) Europejskiej Agencji Leków (EMA), zalecającą Komisji Europejskiej wydanie pozwolenia na dopuszczenie do obrotu w krajach UE biopodobnego natalizumabu. Lek został w całości opracowany i jest produkowany przez Polpharma Biologics. Decyzja Komisji Europejskiej oraz wcześniejsza akceptacja przez FDA umożliwi dostępność leku już nie tylko na amerykańskim, ale również europejskim rynku. Prawa do dystrybucji zostały przekazane firmie Sandoz – partnerowi komercyjnemu Polpharma Biologics.

Natalizumab opracowany i produkowany przez Polpharma Biologics jest pierwszym na świecie lekiem biopodobnym do leku referencyjnego Tysabri®[1]. Został dopuszczony do obrotu w Europie jako pojedyncza terapia modyfikująca przebieg choroby (DMT) u dorosłych z wysoce aktywnym rzutowo-remisyjnym stwardnieniem rozsianym (RRMS). Jest to postępująca, przewlekła i zapalna choroba neurodegeneracyjna ośrodkowego układu nerwowego, która może mieć duży wpływ na mobilność pacjenta i wymaga leczenia przez całe życie.

W sierpniu 2023 roku biopodobny natalizumab otrzymał certyfikację od FDA (Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków). Pozytywna decyzja kolejnej agencji rejestracyjnej to milowy krok dla całego sektora biotechnologii medycznej w Polsce. Biopodobny natalizumab został opracowany w Polsce, a teraz otwierają się możliwości w zakresie jego dostępności na światowych rynkach.

– Polski sektor biotechnologii medycznej nabiera teraz dużo większego znaczenia. Pokazaliśmy na globalnym rynku, że w naszym kraju można tworzyć leki biopodobne i produkować je na globalne rynki. Stworzyliśmy odpowiednie warunki laboratoryjno-produkcyjne, a pracownikom umożliwiliśmy pozyskanie specjalistycznych kompetencji. Teraz mamy tego efekt: po raz kolejny uzyskaliśmy zgody na dopuszczenie na rynek od dwóch kluczowych agencji regulacyjnych, EMA i FDA – mówi Piotr Korycki, Prezes Zarządu Polpharma Biologics w Polsce.

– Substancją aktywną leku Tyruko® jest biopodobne przeciwciało monoklonalne o nazwie natalizumab. Jest ono wytwarzane przez komórki ssacze i ma bardzo skomplikowaną strukturę. Wymaga ona od biotechnologów specjalistycznych umiejętności, a sam proces opracowania leku biologicznego trwa wiele lat. Sierpniowa zgoda na dopuszczenie do obrotu przez FDA, a teraz pozytywna decyzja Komisja Europejskiej potwierdzają, że stawiliśmy czoła wyzwaniu. Teraz z niecierpliwością patrzymy w przyszłość i pracujemy nad rozwojem kolejnych leków biopodobnych – dodaje dr Rafał Derlacz, Dyrektor Programu odpowiedzialny za rozwój biopodobnego natalizumabu w Polpharma Biologics.

Biopodobny natalizumab został opracowany, a następnie rozwijany przez naukowców, biotechnologów, klinicystów i ekspertów ds. rejestracji pracujących w zespołach Polpharma Biologics. Firma jest odpowiedzialna za rozwój i produkcję leku a wyłączne prawa do komercjalizacji i globalnej dystrybucji leku, na podstawie umowy licencyjnej, ma firma Sandoz.

Akceptacja EMA jest ważna we wszystkich krajach członkowskich, a także tych należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego: Islandii, Liechtensteinu, Norwegii oraz Irlandii Północnej.

Natalizumab to drugi po ranibizumabie[2] lek biopodobny produkowany przez Polpharma Biologics zatwierdzony przez EMA i FDA. Firma koncentruje się na rozwoju leków biologicznych, które poszerzają dostęp do terapii chorób przewlekłych z zakresu m.in. neurologii, immunologii, okulistyki i innych chorób przewlekłych.

[1] Tysabri® to zastrzeżony znak towarowy firmy Biogen MA Inc.

[2] Biopodobny ranibizumab do leku referencyjnego Lucentis®. Lucentis® to zastrzeżony znak towarowy firmy Genentech Inc.

Cena OC idzie w górę! Od początku roku ceny wzrosły już o 10%

III kwartał 2023 r. jest pierwszym od 6 lat okresem, który zakończył się podwyżką cen OC w skali roku. Średnia składka obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego wzrosła w tym czasie o 7% w porównaniu do tego samego okresu roku ubiegłego i wyniosła 532 zł. Podwyżki dotyczą każdego regionu Polski; najwyższe sięgają ponad 20%.  

Kończy się pięcioletni cykl spadków średniej ceny obowiązkowego ubezpieczenia OC pojazdu. Jak wynika z raportu RanKING, przygotowanego przez porównywarkę ubezpieczeń i produktów finansowych rankomat.pl, trzeci kwartał tego roku był pierwszym od momentu rozpoczęcia nowej wojny cenowej na rynku ubezpieczeniowym, w którym cena polisy rok do roku poszła w górę. Kiedy poprzednim razem w 2015 roku doszło do zakończenia wojny cenowej, polisy OC podrożały o 85 proc. w ciągu zaledwie dwóch lat. Jeśli ten scenariusz powtórzy się, to kierowcy będą musieli płacić za ubezpieczenie nawet ponad 1000 zł rocznie.

W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym kwartale i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli. Zmiany średnich cen w Q3

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w III kwartale br.?

Średnia cena OC w III kwartale 2023 roku wyniosła 532 zł, czyli była o 7 proc. wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W ostatnim kwartale odnotowano podwyżkę również w stosunku do II kwartału 2023 roku. Wyniosła ona 16 zł, co można traktować jako zapowiedź dynamicznego wzrostu cen w kolejnych kwartałach. Wrzesień 2023 roku jest trzecim miesiącem z rzędu z podwyżkami cen OC.

W III kwartale 2023 r. średnia cena OC wyniosła 532 złote i była wyższa o 3,1% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Nie jest to pierwszy tegoroczny wzrost przeciętnej składki w kraju. W II kwartale br. odnotowaliśmy podwyżkę 5,3%. Bardzo prawdopodobne, że tendencja wzrostowa utrzyma się też w kolejnych miesiącach. Poszczególni ubezpieczyciele będą stosować różną politykę cenową. Kierowcy powinni więc zwrócić szczególną uwagę na te zmiany. Mogą oni zaoszczędzić na OC porównując oferty różnych firm i wybierając najlepszą polisę. – komentuje Tomasz Masajło, prezes zarządu rankomat.pl. Kwartalna zmiana średniej ceny OC od 2020

Najdrożej na Pomorzu i na Mazowszu

W III kwartale 2023 r. najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województwa pomorskiego (637 zł), mazowieckiego (604 zł) i dolnośląskiego (587 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województwa podkarpackiego (453 zł), opolskiego (458 zł) i świętokrzyskiego (466 zł). Ceny ubezpieczenia OC były wyższe niż przed rokiem we wszystkich województwach. Podwyżki wyniosły od 4% (woj. kujawsko-pomorskie) do 10,2% (woj. łódzkie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+19,7%), podkarpackim (-14,8%) i opolskim (-13,9%) – wynika z danych rankomat.pl. Ceny OC w województwach Q3 2023

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w III kwartale 2023 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Gdańska (738 zł), Wrocławia (717 zł) i Warszawy (685 zł). Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Opola (487 zł), Katowic (507 zł) i Rzeszowa (517 zł). Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Opolem a najdroższym Gdańskiem wyniosła aż 51,5%. We wszystkich miastach wojewódzkich ceny OC wzrosły w porównaniu do roku ubiegłego. Największe wzrosty dotyczyły mieszkańców Olsztyna (18,1%), Szczecina i Wrocławia (10,6%).Ceny OC w miastach Q3 2023

Kto płacił najwięcej?

W dalszym ciągu za OC najwięcej płacą najmłodsi kierowcy – w III kw. 2023 r. 18-latkowie wydawali średnio na obowiązkowe polisy 2034 zł. Największe zniżki otrzymują zaś 60-latkowie (452 zł). Najtańsze w ubezpieczeniu były samochody marki Fiat (497 zł), a najdroższe BMW (644 zł). Biorąc pod uwagę napęd, to właściciele hybryd musieli nastawić się na największe wydatki (średnio 564 zł), natomiast aut w pełni elektrycznych na najmniejsze (446 zł). Najwyższe i najniższe ceny OC

Analiza powstała w ramach raportu RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych. 

Wyzwania dla polskich eksporterów – wszystkie oczy zwrócone na politykę fiskalną w strefie euro

  • Trudny 2024 rok – kumulacja wpływu na gospodarkę działań EBC i oszczędności czynionych przez poszczególne rządy strefy euro
  • Mimo, że EBC zapewne zacznie obniżać stopy procentowe w połowie 2024 r., realna stopa procentowa (jako stopa procentowa pomniejszona o inflację) wzrośnie w wyniku trwającej dezinflacji
  • Polityka pieniężna wpływa na gospodarkę realną z opóźnieniem. Ponieważ krańcowa nominalna stopa procentowa została prawdopodobnie osiągnięta dopiero teraz, a realna krańcowa stopa procentowa zostanie osiągnięta w 2024 r., polityka pieniężna nadal więc będzie miała bardzo restrykcyjny wpływ (na gospodarkę) w dającej się przewidzieć przyszłości.
  • Kraje strefy euro są na kursie konsolidacji fiskalnej – ograniczania deficytów, ale w sposób nieskoordynowany, każda z dużych gospodarek strefy ma na to inny pomysł
  • Problem z powrotem do zaleceń fiskalnych UE po pandemii i kryzysie energetycznym. Nie są też wyłącznie naszą specyfiką fundusze specjalne, pozabudżetowe – w Niemczech to „budżet cieni”
  • Mało prawdopodobny jest pozytywny bodziec wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych strefy Euro, ponieważ trwający wzrost płac nominalnych ledwo zrekompensuje duże straty, które wystąpiły w wyniku wysokich stóp inflacji w latach 2022-23

Polityka budżetowa – w centrum uwagi kwestie fiskalne

  • Toksyczna mieszanka polityczna w 2024 roku? Strefa euro zmierza w kierunku trudnego roku 2024, w którym zarówno polityka fiskalna, jak i pieniężna staną się restrykcyjne, ponieważ realne stopy procentowe będą coraz bardziej ograniczać aktywność gospodarczą (wysoki realny koszt finansowania kredytem), a dodatkowo rządy zacisną pasa ograniczając wydatki publiczne. Ponieważ nominalna stopa końcowa została prawdopodobnie osiągnięta właśnie teraz, a realna stopa końcowa zostanie osiągnięta dopiero w 2024 r. w związku z trwającą dezinflacją, polityka pieniężna będzie miała bardzo restrykcyjny wpływ w dającej się przewidzieć przyszłości. Jednocześnie, po dużych pakietach stymulacyjnych w reakcji na pandemię Covid-19 i wojnę na Ukrainie, kraje strefy euro zwracają się obecnie w kierunku konsolidacji fiskalnej poprzez rygorystyczne środki budżetowe. Oczekuje się, że bodźce fiskalne w strefie euro spadną o -0,8% w 2024 r., tj. więcej niż spadek o -0,5% w 2023 r.
  • Konsolidacja fiskalna to długa droga przed nami, a ryzyka poślizgu nie należy lekceważyć. Nadszedł sezon budżetowy, a pierwsze spojrzenie na zobowiązania rządów pokazuje, że kraje wielkiej czwórki w strefie euro wytyczyły różne ścieżki:
    • Niemcy dążą do konsolidacji fiskalnej poprzez ścisły kurs budżetowy w nadchodzących latach (deficyt ma spaść z 2,6% w 2022 r. do 1,0% w 2025 r.) – ale może to zostać osłabione przez tzw. budżet pomocniczy;
    • Tymczasem Francja rozpoczyna skromną konsolidację fiskalną w trudnych warunkach makroekonomicznych (deficyt spadnie tylko nieznacznie, do 4,6% w 2024 r.);
    • We Włoszech wydatki związane z ulgami podatkowymi zachmurzyły niebo perspektyw fiskalnych (deficyt na poziomie 5,0% w tym roku, z ryzykiem skierowanym w dół);
    • Hiszpania ma dobry plan konsolidacji (prognozuje się, że deficyt wyniesie średnio 4,0% w latach 2023-26), ale o jego skuteczności dopiero się przekonamy.
    • Rządy i instytucje strefy euro ciężko pracują nad ustaleniem podstawowych zasad powrotu do bardziej rozsądnego stosowania unijnych ram fiskalnych. Chociaż jest to pilne, osiągnięcie porozumienia już w przyszłym roku będzie wyzwaniem

Nakładanie się efektów decyzji EBC i polityki fiskalnej państw członkowskich

Strefa euro zmierza w kierunku trudnego 2024 r., ponieważ stopy procentowe EBC staną się bardziej restrykcyjne w ujęciu realnym w tym samym czasie, gdy rządy zaciskają pasa. Podczas gdy Allianz Trade spodziewa się, że EBC zacznie obniżać stopy procentowe w połowie 2024 r., realna stopa procentowa, przybliżona jako stopa procentowa pomniejszona o inflację, wzrośnie w wyniku trwającej dezinflacji. W rzeczywistości zbliży się ona do szacunków neutralnej naturalnej stopy Laubacha Williamsa, do której nigdy w historii strefy euro nawet się nie zbliżyła.

Stopa depozytowa EBC w ujęciu nominalnym i realnym oraz szacunki Laubacha Williamsa dotyczące naturalnej stopy procentowej w strefie euroStopa depozytowa EBC w ujęciu nominalnym i realnym oraz szacunki Laubacha

Źródła: Datastream, Allianz Research. Uwaga: Kropki oznaczają prognozę Allianz Research.

Po drugie, polityka pieniężna wpływa na gospodarkę realną z opóźnieniem. Ponieważ krańcowa nominalna stopa procentowa została prawdopodobnie osiągnięta dopiero teraz, a realna krańcowa stopa procentowa zostanie osiągnięta w 2024 r., polityka pieniężna będzie miała bardzo restrykcyjny wpływ w dającej się przewidzieć przyszłości. W międzyczasie, po dużych pakietach stymulacyjnych podczas pandemii Covid-19 i wojny na Ukrainie, kraje strefy euro zwracają się obecnie w kierunku konsolidacji fiskalnej poprzez bardziej rygorystyczne środki budżetowe (wykresy poniżej). Oczekujemy, że bodźce fiskalne w strefie euro spadną o -0,8% w 2024 r., Nieco więcej niż spadek o -0,5% w 2023 roku. Co więcej, jest mało prawdopodobne, aby strefa euro odnotowała jakiekolwiek znaczące wsparcie wzrostu ze strony konsumpcji gospodarstw domowych, ponieważ trwający wzrost płac nominalnych ledwo zrekompensuje duże straty poziomu, które wystąpiły w wyniku wysokich stóp inflacji w latach 2022-23 (wykres 15). Krótko mówiąc, tym razem konsument również nie przyjdzie na ratunek.

Wkład spożycia publicznego we wzrost (pps)Wkład spożycia publicznego we wzrost

Bodźce fiskalne w strefie euro i krajach jej Wielkiej Czwórki

Bodźce fiskalne w strefie euro i krajach jej Wielkiej CzwórkiŹródła: Komisja Europejska, Refinitiv Datastream, Allianz Research. Uwaga: Bodziec fiskalny jest definiowany jako roczna delta salda sektora instytucji rządowych i samorządowych z wyłączeniem odsetek, skorygowana cyklicznie w oparciu o potencjalny produkt krajowy brutto.

Niemcy dążą do konsolidacji fiskalnej poprzez ścisły kurs budżetowy w nadchodzących latach – ale może to zostać zakłócone przez budżet pomocniczy. Niemiecka polityka fiskalna pozostanie znacznie bardziej wspierająca (gospodarkę) niż w okresie przed pandemią. W związku z obecnymi cyklicznymi i strukturalnymi przeciwnościami, wezwania do stymulacji fiskalnej są wyraźne, a rząd ogłosił pakiet gospodarczy o wartości 32 mld EUR w postaci cięć podatków od osób prawnych – rozłożony na cztery lata i prawdopodobnie finansowany raczej z cięć budżetowych niż ze zwiększonych wydatków. Wyjaśnienie perspektyw fiskalnych jest zatem trudne, ponieważ wiele kwestii budżetowych pozostaje otwartych.

Duża część działań fiskalnych w ostatnich latach dotyczyła wydatków pozabudżetowych i prawdopodobnie nadal tak będzie. Pomimo rekordowych wydatków, rząd federalny znajduje się w trudnej sytuacji. Pragnienia koalicji rządowej są zbyt wysokie, a zatem pożyczki są znacznie wyższe niż oficjalnie podano. Aby zachować zgodność z hamulcem zadłużenia zakotwiczonym w ustawie zasadniczej („Grundgesetz”), zaciąganie pożyczek netto jest możliwe tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Zgodnie z projektem budżetu, nowy dług powinien wynieść 16,6 mln EUR w 2024 r., czyli około 30 mln EUR mniej niż w 2023 r. Saldo fiskalne jako procent PKB poprawi się z -3,7% w 2023 roku do -1,9% w 2024 roku. Oczekuje się, że deficyt budżetowy spadnie z 2,6% PKB w 2022 r. do około 2,25% w 2023 r., 1,25% w 2024 r. i nawet 1% w 2025 r., głównie ze względu na zmniejszenie wydatków na wsparcie związane z pandemią i kryzysem energetycznym.

Ogólnie rzecz biorąc, oczekuje się, że polityka fiskalna Niemiec pozostanie luźniejsza niż przed pandemią, z deficytem budżetowym prognozowanym na 2025 r. w porównaniu z nadwyżką w latach poprzedzających 2019 r. Podczas gdy strukturalny budżet pierwotny prawdopodobnie ponownie stanie się dodatni w 2025 r., nadwyżka będzie mniejsza niż przed pandemią. Ta zrównoważona polityka fiskalna wydaje się rozsądna, biorąc pod uwagę obecny poziom inflacji w Niemczech i napięty rynek pracy, a także uznanie, że polityka fiskalna przed pandemią mogła być zbyt restrykcyjna i przyczynić się do inflacji poniżej celu.

Jednak ze względu na specjalne fundusze federalne poza budżetem federalnym, takie jak Bundeswehra lub fundusz klimatyczny i transformacyjny, rzeczywiste wydatki rządowe w 2024 r. wyniosą około 540 mld EUR zamiast oficjalnie deklarowanych 445,7 mld EUR. Ponadto rząd zaksięgował już prawie 90 mld EUR w budżecie, gdy hamulec zadłużenia został tymczasowo zawieszony. Fundusze specjalne zostały skrytykowane, ponieważ kolidują z ustawą budżetową Parlamentu. Ponadto bardziej trafne byłoby mówienie o „długach specjalnych”, ponieważ ukryte są w nich długi i programy wydatków warte miliardy. Oficjalna ścieżka konsolidacji fiskalnej w Niemczech jest zatem podważana przez budżet cieni.

Tymczasem Francja rozpoczyna skromną konsolidację fiskalną w trudnych warunkach makroekonomicznych. Francuski rząd przedstawił projekt budżetu na 2024 r. 27 września. Ministerstwo Finansów chce zaoszczędzić około 16 mld EUR (około 0,6% PKB), aby osiągnąć deficyt fiskalny na poziomie -4,4% PKB po -4,9% w 2023 roku. Ogłosiło już, że prognozuje wzrost realnego PKB na poziomie +1,4% w 2024 r., co oznacza obniżenie o -0,2 punktu procentowego w porównaniu z poprzednim rokiem. Niemniej jednak rządowy wzrost realnego PKB nadal wygląda optymistycznie w porównaniu z konsensusem prognoz (+0,8%; Allianz: +0,7%). Docelowy deficyt na poziomie -4,4% może być zatem trudny do osiągnięcia przy niższych wpływach z podatków.

Dochody podatkowe od początku roku były już słabe z powodu spadających wpływów z podatku VAT. W przyszłym roku mogą one być niższe z powodu słabnących składek na ubezpieczenia społeczne przy znacznie wolniejszym tworzeniu nowych miejsc pracy. Większość oszczędności, na które będzie liczył rząd, będzie pochodzić ze stopniowego wycofywania tarczy taryfowej i innych dotacji energetycznych – powinno to przynieść około 10 mld EUR niższych wydatków w stosunku do 2023 roku. Oprócz tych „automatycznych” cięć wydatków w miarę ustępowania kryzysu energetycznego, rząd szuka oszczędności w wydatkach na zdrowie i rynek pracy (potencjalnie 1,7 mld EUR oszczędności na tym ostatnim).

Po stronie przychodów rząd planuje podnieść lub utworzyć nowe podatki w celu sfinansowania zielonej transformacji, takie jak podatek od lotów odlatujących z Francji. Oczekuje się również zaostrzenia polityki mieszkaniowej: na przykład ulga podatkowa „Pinel” (subsydiowanie inwestycji w nowe mieszkania na wynajem) może zostać usunięta, a zakres dopłat do kredytów mieszkaniowych o „zerowym oprocentowaniu” może zostać ograniczony. W tym kontekście rząd ogłosił, że podniesie przedziały podatkowe zgodnie z inflacją, aby uniknąć wzrostu efektywnej stawki podatku dochodowego dla podatników (obietnica prezydenta Macrona od wielu lat). Będzie to oznaczać dla państwa utratę znacznych dochodów w wysokości 6 mld EUR. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się, że rząd nie osiągnie docelowego deficytu na poziomie -4,4% PKB (oczekujemy -4,6%), ale zasadniczo będzie trzymał się swoich planów konsolidacji pomimo braku większości w parlamencie.

We Włoszech ulgi podatkowe dodatkowo pogorszyły perspektywy fiskalne. Chociaż środowisko wysokiej inflacji pomogło obniżyć wskaźnik długu publicznego w ciągu ostatnich kilku lat (-10,5 punktu procentowego, do 144,4% w 2022 r.) dzięki wyższemu mianownikowi i wzrostowi dochodów budżetowych, salda fiskalne nie uległy znaczącej poprawie od czasu ogromnego rozciągnięcia w czasie pandemii i kontynuacji kryzysu energetycznego. We Włoszech hojny system ulg podatkowych wygenerował wydatki większe niż początkowo oczekiwano, powodując również korekty deficytów fiskalnych za lata 2021-22.

Rząd przedstawił właśnie aktualizację budżetu na 2023 r. (27 września), a wkrótce potem przedstawi nowe cele fiskalne na kolejne lata. Chociaż Allianz Trade spodziewa się pewnych wysiłków konsolidacyjnych, również w świetle prawdopodobnego przywrócenia Paktu Stabilności i Wzrostu w 2024 r., rząd będzie musiał pokryć nieplanowane koszty, a także spełnić obietnice wyborcze (tj. obniżkę klina podatkowego). Najnowsze oficjalne szacunki opublikowane w czerwcu przewidują deficyt budżetowy na poziomie 4,5% w 2023 r. i 3,7% w przyszłym roku (w porównaniu z naszą prognozą wynoszącą odpowiednio -5% i -3,8%), ale wyższe potrzeby finansowe (związane głównie z ulgą podatkową, rewaloryzacją emerytur i opóźnioną wypłatą trzeciej raty środków z NGEU) nie są kompensowane przez wciąż wyższe przychody zwiększone przez inflację. Co więcej, aktywność gospodarcza we Włoszech spowalnia.

Wreszcie, płatności odsetek będą stanowić dalsze wyzwanie dla sytuacji fiskalnej, ponieważ obciążenie długiem stopniowo rośnie, gdyż obowiązywać dla długu, który musi zostać zrolowany. Po dekadzie trendu spadkowego szacujemy, że w nadchodzących latach stosunek płatności odsetkowych do PKB utrzyma się na poziomie zbliżonym do 4%.

Hiszpania ma dobry plan konsolidacji fiskalnej, ale dopiero się okaże, jak jest skuteczny. Niezależnie od wyniku wyborów parlamentarnych w lipcu 2023 r., potrzeba zajęcia się finansami publicznymi była nieunikniona, wpływając na ograniczenie wszelkich prób prowadzenia bardziej ekspansywnej polityki fiskalnej. Rzeczywiście, program stabilności na lata 2023-2026 przedstawiony przez rząd proponuje stopniową redukcję deficytu budżetowego, napędzaną ożywieniem hiszpańskiej gospodarki ze wzrostem  4,8% PKB w 2022 r. do 3,9% w 2023 r. i 2,5% w 2026 roku.

Podczas gdy ożywienie gospodarcze w latach 2021-2022 i rosnąca inflacja w wyniku kryzysu energetycznego pomogły poprawić wskaźniki deficytu i zadłużenia, następny hiszpański rząd będzie musiał w przyszłości podjąć dalsze działania. Podczas gdy lewicowy rząd prawdopodobnie podniósłby podatki, prawicowy sojusz prawdopodobnie skupiłby się na cięciu kosztów. Należy zauważyć, że wysiłek fiskalny w ciągu najbliższych kilku lat będzie prawdopodobnie znaczący, biorąc pod uwagę presję wynikającą z reformy emerytalnej, która weszła w życie w tym roku, która łączy emerytury z indeksem inflacji z poprzedniego roku. MFW szacuje, że reforma ta może zwiększyć wydatki na emerytury o 3,2-3,5% do 2050 r., oprócz wzrostu o 1 punkt procentowy wynikającego ze starzenia się społeczeństwa. W ramach Narodowego Planu Odbudowy i Odporności (NRPP) Komisja Europejska zwróciła się do hiszpańskiego rządu o ponowne wprowadzenie współczynnika korygującego, który dostosowałby początkowe świadczenia emerytalne do zmian w oczekiwanej długości życia i mechanizmu sprawiedliwości międzypokoleniowej. Brak przyjęcia tych środków zmniejszyłby przyszłe transze unijnych funduszy naprawczych przyznanych Hiszpanii, która jest jednym z głównych beneficjentów tego mechanizmu. Allianz Trade spodziewa się, że deficyt budżetowy wyniesie średnio 4% PKB w latach 2023-2026, a zadłużenie brutto powoli poprawi się ze 112% PKB w 2022 r. do 108% PKB w 2026 r.

Rządy i instytucje strefy euro pracują nad ustaleniem podstawowych zasad powrotu do stosowania zalecanych ram fiskalnych UE, przewidzianych na 2024 rok. Negocjacje wciąż trwają, ale jasne jest, że potrzebna będzie pewna forma dyscypliny, również po to, aby nie zniweczyć wszystkich dotychczasowych wysiłków w zakresie polityki pieniężnej. Negocjacje koncentrowały się na bardziej elastycznych i dostosowanych zasadach, aby uniknąć szkodzenia wzrostowi gospodarczemu krajów i uniknąć zasad procyklicznych, a także stymulować zielone inwestycje i zieloną transformację. Chociaż jest to pilne, Allianz Trade spodziewa się, że osiągnięcie porozumienia politycznego będzie bardzo trudne. Wierzymy jednak, że kraje dołożą wszelkich starań w nadchodzących miesiącach, aby zapewnić, że ich ścieżki redukcji zadłużenia będą zrównoważone i wiarygodne w perspektywie średnioterminowej.

Strefa euro – płace realne (indeks: 100 = 4 kwartał 2019r. )Strefa euro - płace realne

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

600 elektrycznych Fordów E-Transitów dla InPost

  • Ford i InPost zacieśniają współpracę przy kolejnych kontraktach na dostawę w pełni elektrycznych E-Transitów, najpopularniejszych samochodów dostawczych napędzanych energią elektryczną w Polsce.
  • Obie firmy łączy jednak nie tylko samochód, a cała strategia transformacji rynkowej. Ford i InPost inwestują w ekologiczne rozwiązania, które pozwalają zwiększać efektywność przy jednoczesnym zmniejszaniu emisji dwutlenku węgla.

Ford razem ze swoimi partnerami biznesowymi od lat tworzy i wdraża rozwiązania, które czynią świat lepszym i bardziej zrównoważonym. Wraz z transformacją rynku motoryzacyjnego na samochody zelektryfikowane, marka wykorzystuje szanse na wspólne działania z innymi znaczącymi podmiotami. Potwierdzeniem tego są kontrakty na dostawę 600 elektrycznych samochodów dostawczych Ford E-Transit dla InPost, wiodącej firmy logistycznej w Polsce.

Wspólna przyszłość obu firm

Kontrakty na 600 elektrycznych samochodów dostawczych to nie tylko znakomita wiadomość dla Forda i InPostu, ale także wyraźny sygnał, że elektromobilność jest przyszłością transportu. Ford w Europie chce do 2035 roku być producentem samochodów neutralnym pod względem emisji dwutlenku węgla. Do 2030 roku dwie trzecie sprzedaży pojazdów użytkowych mają stanowić wersje elektryczne albo hybrydowe plug-in. W parze z planami idą także inwestycji – Ford do 2026 roku zainwestuje ponad 50 miliardów dolarów w samochody elektryczne na całym świecie. To największa transformacja w 120-letniej historii Forda. Sieć ładowania BlueOval już teraz ma 450 000 punktów ładowania w całej Europie, a ich liczba dynamicznie rośnie.

InPost przekroczył właśnie imponujący próg 1 000 samochodów elektrycznych we flocie, a także zainstalował już ponad 400 stacji ładowania samochodów elektrycznych we współpracy z GreenWay. Inwestycja dotyczy zarówno sieci ładowarek na terenie oddziałów firmy, jak i publicznie dostępnych ładowarek w pobliżu sieci urządzeń Paczkomat. Celem obu firm jest obniżenie kosztów przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności prowadzonej działalności, a także zmniejszanie emisji dwutlenku węgla będące częścią szeroko zakrojonych działań dekarbonizacyjnych.

Dostarczane samochody to E-Transity w wersji nadwozia L3 o mocy maksymalnej 184 KM i pojemności użytkowej akumulatorów 67 kWh. Zamówione pojazdy zapewniają rozwiązania, które wyróżniają model na tle konkurentów. To m.in. dostępne w standardzie podgrzewane fotele, czujniki parkowania, automatyczna klimatyzacja czy kamera 360 stopni. Funkcje samochodu obsługuje się za pomocą 12-calowego ekranu systemu informacyjno-rozrywkowego SYNC4, a lista systemów asystujących kierowcy jest długa i zawiera m.in. tempomat czy system zapobiegania kolizjom z funkcją automatycznego hamowania. Dzięki wielu zaawansowanym rozwiązaniom E-Transit jest zdecydowanym liderem segmentu elektrycznych samochodów dostawczych w Polsce.

Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska
Robert Antczak,, Dyrektor Generalny Arval Polska

Finansującym pojazdy jest Arval Service Lease Polska. – Pojazdy dostawcze są dziś prawdziwą siłą napędzającą rozwój elektromobilności w Polsce. Niemal połowa z wynajmowanych przez nas zeroemisyjnych aut to właśnie eLCV. Takie pojazdy, jako element logistyki ostatniej mili, będą błyskawicznie zyskiwać na popularności wraz z rozwojem stref czystego transportu w miastach. Jest też aspekt ekonomiczny. Wszędzie tam, gdzie koszty transportu stanowią kluczową przewagę biznesową, elektromobilność przyjmuje się najszybciej. To właśnie dzięki temu coraz częściej spotykamy kurierów, którzy rozwożą przesyłki pojazdami z zieloną rejestracją. Cieszę się, że nasza modelowa współpraca z firmami takimi jak InPost i Ford pozwala przyspieszać tę ważną, zieloną zmianę na polskich drogach – powiedział Robert Antczak, dyrektor generalny Arval Service Lease Polska.

Jedyne takie rozwiązania dla biznesu

Ford Pro nie zamierza poprzestać na dostarczaniu pojazdów. Firma intensyfikuje swoje zaangażowanie w elektromobilność poprzez rozwijanie innowacyjnych produktów i usług, takich jak FordLIIVE. Usługa ta jest obecna także w Polsce i pozwala na maksymalizację czasu efektywnej pracy poprzez zmniejszenie liczby awarii i ograniczenie czasu wizyt serwisowych dzięki innowacyjnym rozwiązaniom i specjalnie dedykowanemu zespołowi specjalistów.

To jedyna taka usługa na rynku, będąca elementem budowania przewagi konkurencyjnej przez Forda, która jednocześnie może pomóc zbudować konkurencyjność firm decydujących się na pojazdy z niebieskim owalem. Ford chce bowiem być liderem w dziedzinie elektrycznych samochodów dostawczych, dostarczając rozwiązania, które nie tylko przyczynią się do ochrony środowiska, ale także pomogą przedsiębiorstwom osiągnąć większą wydajność i rentowność.

Ford Pro obecnie ma w swojej ofercie w pełni elektrycznego E-Transita, ale wkrótce dołączą do niego kolejne modele – E-Transit Custom i E-Transit Courier. Tym samym marka będzie posiadała gamę elektrycznych samochodów dostawczych każdej wielkości, które pozwolą klientom wyróżnić się na drodze i zmaksymalizować wydajność prowadzonej działalności dzięki usłudze FordLIIVE.

Attila Szabó, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska
Attila Szabó, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska

– Jesteśmy zaangażowani w tworzenie ekologicznej przyszłości, która jest bardziej wydajna i zrównoważona. Nasza współpraca z InPost, jednym z najbardziej innowacyjnych dostawców usług logistycznych, jest kamieniem milowym na naszej drodze do transformacji w kierunku elektromobilności. To jedno z największych wyzwań w już ponad 120-letniej historii Forda, ale jesteśmy na nie doskonale przygotowani – powiedział Attila Szabó, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska.

Archicom z 220 milionami zł na kontynuację strategii rozwoju i wzrost skali biznesu

Zakończył się proces przyspieszonej budowy księgi popytu na akcje Archicom, w wyniku którego Archicom, Echo Investment i DKR Investment, tj. spółki należące do Grupy Echo Investment, ustaliły cenę sprzedaży istniejących akcji Archicom i cenę emisyjną 10 mln nowych akcji serii D i E na poziomie 22 zł za sztukę. Pozyskane w ten sposób środki Archicom przeznaczy przede wszystkim na zintensyfikowanie działań w obszarze akwizycji gruntów pod kolejne inwestycje.

W wyniku zakończenia procesu budowania księgi popytu oraz oferty nowo emitowanych akcji serii D i E spółka Archicom zgromadzi kapitał na poziomie 220 mln zł, który pozwoli na kontynuację strategii rozwoju i wzrost skali biznesu Spółki. Docelowo Archicom planuje sprzedawać 4 tys. mieszkań rocznie w perspektywie średnioterminowej.

Emisja akcji serii D została przeprowadzona w drodze oferty publicznej skierowanej wyłącznie do inwestorów spełniających określone w uchwale emisyjnej kryteria. Oferta akcji serii E skierowana była wyłącznie do DKR Investment, będącego akcjonariuszem Spółki i spółką zależną Echo Investment. Jednocześnie akcjonariusze Archicom posiadający na koniec dnia rejestracji uczestnictwa w Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu, na którym została podjęta uchwała emisyjna akcje reprezentujące powyżej 0,20% kapitału zakładowego Archicom mieli możliwość zachowania dotychczasowego udziału w kapitale zakładowym Spółki.

Naszą intencją jest wykorzystanie możliwości, jakie daje obecność na rynku kapitałowym do wsparcia rozwoju Archicomu. Chcemy jeszcze szybciej reagować na okazje do zakupu najbardziej atrakcyjnych działek w największych miastach w Polsce. To w takich lokalizacjach tworzymy najwyższej jakości projekty mieszkaniowe i przestrzeń do życia. Docelowo chcemy sprzedawać 4 tys. mieszkań rocznie w perspektywie średnioterminowej. Taki wynik powinien uplasować nas w ścisłej czołówce deweloperów mieszkaniowych w kraju, ale jego realizacja wymaga intensywnych zakupów działek pod nowe projekty”, mówi Waldemar Olbryk, prezes Archicom S.A.

Oferta skierowana do inwestorów kwalifikowanych obejmowała do 3,89 mln nowych akcji serii D oraz do 6,11 mln nowych akcji serii E Archicom. Jednocześnie DKR Investment przeznaczył do sprzedaży 6,11 mln istniejących i dopuszczonych do obrotu akcji Spółki. Akcjonariusz równocześnie potwierdził intencję objęcia takiej samej liczby nowo emitowanych akcji serii E Spółki.

W Grupie Echo Investment konsekwentnie wdrażamy strategię rozwoju po przejęciu przez Archicom kompetencji w obszarze nieruchomości mieszkaniowych. Cel to osiągniecie przez naszą spółkę mieszkaniową pozycji ogólnopolskiego dewelopera pierwszego wyboru, wzrost ogólnopolskiej rozpoznawalności marki oraz zaufania i satysfakcji klientów, z korzyścią dla naszych interesariuszy. Środki pozyskane poprzez emisję nowych akcji będą wykorzystane przede wszystkim do przyspieszenia i zintensyfikowania  działań w obszarze akwizycji gruntów pod kolejne inwestycje”, komentuje Maciej Drozd, wiceprezes Echo Investment ds. finansowych.

Creotech Instruments rozpoczyna ofertę Akcji Serii J

Creotech Instruments, notowany na GPW polski producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, rozpoczął budowę księgi popytu w ramach oferty Akcji Serii J. W dniu 27 września 2023 r. Zarząd Spółki podjął decyzję o przeprowadzeniu oferty łącznie do 396.557 akcji zwykłych na okaziciela serii J w trybie subskrypcji prywatnej skierowanej do wybranych inwestorów na zasadach przewidzianych w uchwale emisyjnej Walnego Zgromadzenia Spółki z dnia 31 sierpnia 2023 r., w tym akcjonariuszy posiadających prawo pierwszeństwa. Cena jednej Akcji Serii J zostanie ustalona po zakończeniu procesu budowy księgi popytu. W procesie Spółkę wspiera cc group – stały doradca IR oraz doradca finansowy, Menadżerami Oferty są Pekao Investment Banking S.A., Trigon Dom Maklerski S.A. oraz Bank Polska Kasa Opieki S.A. – Biuro Maklerskie Pekao.

W lipcu br. Creotech Instruments przedstawił strategię finansowania projektów kosmicznych związanych z wykorzystaniem produkowanych przez Spółkę platform mikrosatelitarnych. W celu osiągnięcia pozycji wiodącego dostawcy technologii mikrosatelitarnych w Unii Europejskiej w projektach obronnych i komercyjnych, Creotech Instruments zamierza zrealizować w kolejnych latach plan inwestycyjny obejmujący trzy kluczowe obszary: rozbudowę portfolio produktowego, w tym przeskalowanie autorskiej platformy HyperSat do 200 kg, zwiększenie zdolności produkcyjnych, a także wzmocnienie działu sprzedażowego. Zaplanowane inwestycje mają zostać sfinansowane ze środków pozyskanych z emisji akcji serii J. Creotech Instruments zamierza pozyskać środki z emisji akcji serii J w łącznej kwocie brutto około 72-87 mln PLN.

Rozpoczęta oferta Akcji Serii J, skierowana do wybranych inwestorów, i środki z niej pozyskane mają na celu umożliwić nam zajęcie istotnej pozycji w skali całej Unii Europejskiej – jako wiodącego dostawcy technologii mikrosatelitarnych. Planujemy inwestycje w trzy strategiczne obszary: rozbudowę portfolio produktowego, zwiększenie zdolności produkcyjnych i wzmocnienie działu sprzedażowego. W obrębie rozbudowy portfolio zamierzamy przede wszystkim przeskalować rozwijaną przez nas platformę HyperSat do 200 kg, co pozwoli nam aktywnie uczestniczyć w bardzo perspektywicznym segmencie rynku satelitarnego, czyli mikro i mini satelitów. Planujemy przeznaczyć na ten obszar około 60%-70% środków z emisji. W zakresie rozbudowy zdolności produkcyjnych, chcemy szybciej móc dostosować się do zwiększonego popytu na produkty Spółki m.in. rozwijając i doposażając nasze zaplecze produkcyjne oraz laboratoryjne. Na ten cel zamierzamy alokować około 15%-25% środków z emisji. Ostatni obszar to istotne wzmocnienie działu sprzedażowego, gdzie zakładamy podwojenie dedykowanego zespołu i większą liczbę działań zorientowanych na budowę globalnej rozpoznawalności Creotech. Zamierzamy przeznaczyć na to około 15%-20% środków z emisji komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Wybrani trzej akcjonariusze posiadający łącznie ok. 36,5% akcji Spółki, tj. Pan Grzegorz Brona, Pani Katarzyna Kubrak i Pan Paweł Kasprowicz zawrą w dniu 13 października 2023 r. lub w zbliżonym terminie umowy typu lock-up, zgodnie z którymi zobowiążą się, że w okresie do dnia 31 lipca 2024 r. nie będą rozporządzać, w tym zbywać, posiadanych akcji bez uzyskania zgody wskazanych w umowie lock-up Menadżerów Oferty, z zastrzeżeniem typowych wyłączeń dla ofert podobnych do Oferty. Ponadto umowy lock-up będą przewidywały wyjątek umożliwiający zbycie nie więcej niż 30.000 akcji po dniu 31 stycznia 2024 r. przez każdego z trzech ww. akcjonariuszy Spółki, obejmujący przeznaczenie środków pozyskanych ze sprzedaży takich akcji w pierwszej kolejności na rozliczenie i spłatę wierzytelności wobec Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. i na warunkach określonych w umowie lock-up.

Jednocześnie akcje posiadane przez Pana Grzegorza Kasprowicza (łącznie ok. 9,66%) pozostają objęte zobowiązaniem lock-up wynikającym z umowy akcjonariuszy Spółki do dnia 12 października 2024 r.

Kraków odnotuje w tym roku największy przyrost nowej podaży biurowej w regionach

Chłonność biurowych rynków regionalnych w Polsce w pierwszym półroczu tego roku okazała się zbliżona do poziomu zeszłorocznego. Pod względem popytu Kraków i Wrocław szły niemal łeb w łeb. Kraków uplasował się na drugiej pozycji z nieznacznie niższym wolumenem najmu. W stolicy Małopolski zakontraktowane zostało 83 tys. mkw. powierzchni biurowych, a w strukturze najmu przeważały nowe umowy, podaje Walter Herz.

Kraków pozostaje także regionalnym liderem, jeśli chodzi o wzrost zasobów, które w pierwszym półroczu 2023 zwiększyły się o 43 tys. mkw. powierzchni. Na krakowski rynek weszło niespełna 40 proc. całkowitej powierzchni oddanej do użytku w regionach. Między innymi rozbudowany został kompleks Ocean Office Park i oddany projekt Fabryczna Office Park B5, które weszły na rynek w pierwszym kwartale 2023 roku. W drugim kwartale br. nie został ukończony żaden projekt.

Szerokie plany inwestycyjne

Krakowski rynek biurowy wybija się w regionach ilością powierzchni biurowych w budowie. W aglomeracji powstaje prawie 100 tys. mkw. powierzchni biurowych, co w porównaniu z okresem sprzed pandemii, gdy w Krakowie było w budowie około 250 – 300 tys. mkw. biur, oznacza spory spadek aktywności deweloperów.

W regionie realizowany jest m.in. projekt Kreo (22,9 tys. mkw.), Mogilska 35 (12,4 tys. mkw.), Brain Park C (13 tys. mkw.), The Park Cracow 2 (11,7 tys. mkw.), których oddanie do użytku planowane jest przed końcem roku. Jak oblicza Walter Herz, około 90 proc. powierzchni będących w trakcie realizacji ma zostać ukończonych jeszcze w 2023 roku.

Kraków dysponuje aktualnie zapleczem liczącym 1,75 mln mkw. nowoczesnych powierzchni. Na terenie miasta przygotowywane są kolejne projekty biurowe. Planowane są m.in. takie inwestycje, jak Aleja Pokoju, Lubicz, Dekerta, Kapelanka, Ten Office, The Park Cracow 5-8, Podium Park 3, Dot Office, Wadowicka, Wita Stwosza, czy Chopin Office.

–  Tak, jak na wszystkich regionalnych rynkach biurowych, w Krakowie zwiększa się dostępność biur. Wskaźnik pustostanów od początku tego roku wzrósł na krakowskim rynku o 3 punkty procentowe i przekroczył 18 proc. Wysokie koszty budowy i nadal wysokie koszty obsługi kredytów budowlanych ograniczają jednak możliwości negocjacyjne inwestorów, szczególnie w najnowszych budynkach. Najemcy uważnie analizują teraz wydatki związane z wynajmem biur, przyglądając się przede wszystkim kosztom eksploatacyjnym w poszczególnych budynkach. Widoczny jest trend zmniejszania zajmowanej powierzchni przez firmy, przy jednoczesnym podnoszeniu jej standardu i dostosowaniu do dzisiejszego systemu pracy – informuje Kamil Kowalewski, Associate Director w Walter Herz.

Elastyczny najem

Kraków jest drugim, po Warszawie co do wielkości rynkiem coworkigowym w Polsce. Jest w nim ponad 40 przestrzeni coworkingowych na wynajem, a łączne zasoby elastycznych biur przekraczają 47 tys. mkw. powierzchni, co stanowi blisko 15 proc. zaplecza, jakim dysponuje ten segment w całym kraju. Powierzchnie coworkigowe i biura współdzielone można znaleźć na terenie całego miasta. Cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród najemców. Ceny  jednoosobowego stanowiska są zróżnicowane, koszt wynajmu kształtuje się w przedziale od około 700 zł do 1 450 zł miesięcznie. Stabilne czynsze i wysoki poziom obłożenia powoduje, że ten segment krakowskiego rynku biurowego stale rośnie.

Stawki najmu powierzchni biurowych kształtują się w Krakowie w przedziale od 10 euro do 18 euro/mkw./miesiąc. Koszty eksploatacyjne mieszczą się w zakresie od 16 zł do 29 zł/mkw./miesiąc. Kraków jest relatywnie jednolitym rynkiem biurowym. Stawki najmu są najwyższe w centrum, a biura w najniższych cenach oferowane są w budynkach zlokalizowanych w Czyżynach i Mistrzejowicach.

Deweloperzy koncentrują się na dobrze skomunikowanych częściach miasta, jak Grzegórzki, Podgórze, czy Zabłocie.

Sony ofiarą kolejnego cyberataku? Na forach hakerskich pojawiły się dane

Przedstawiciele Sony przyznali, że badają wątek potencjalnego cyberataku, jaki miał mieć miejsce w tym tygodniu. Firma podjęła inicjatywę po tym, jak różne grupy cyberprzestępców zaczęły twierdzić, że są odpowiedzialne za rzekome włamanie do systemów firmy – donosi Bleeping Computer.

Do rzekomego ataku na systemy Sony przyznała się początkowo trudniąca się wymuszeniami grupa o nazwie RansomedVC, ale jej stanowisko podważyła kolejna organizacja cyberprzestępcza, która stwierdziła, że to ona zainicjowała atak.

Do tej pory na forach hakerskich pojawiło się ponad 3,14 GB nieskompresowanych danych, rzekomo należących do Sony. Najgłośniejszy dotąd cyberatak, wymierzony w Sony miał miejsce w 2014 roku, kiedy północnokoreańscy hakerzy włamali się do systemów Sony Pictures, próbując zakłócić pokaz filmu The Interview.

– Informacja o tym, jaka grupa jest dokładnie inicjatorem ataku, ma często drugorzędne znaczenie dla zaatakowanych. Bywa natomiast ważna dla samych cyberprzestępców, którzy szczycą się swoimi osiągnięciami. Grupy cyberprzestępcze bywają przewrażliwione na punkcie „autorstwa” swoich ataków m.in. dlatego że często szukają poklasku dla swoich działań wśród swoich społeczności i na forach internetowych. Niezależnie jednak od tego, kto stoi za wyciekiem danych, najważniejszym pytaniem, jak zawsze jest to, jak do niego doszło. Mało prawdopodobne, aby ta sytuacja była w jakikolwiek sposób powiązana z głośnym wyciekiem danych z 2014 roku.

Grupy ransomware w ciągu ostatnich kilku lat przekształciły się w gangi wymuszające haracze, działając agresywnie i nie pozostawiając ofiarom szans. Atakowanie, a następnie szantażowanie dużych organizacji i wymuszanie okupu to jeden z podstawowych modeli ich działania. Grożą, że w przypadku nieuiszczenia żądanej opłaty, ujawnią dane lub wystawią je na sprzedaż. Taka sytuacja w przypadku wielu firm skutkować może nie tylko paraliżem działania, ale także utratą reputacji. To bardzo poważne zagrożenie, szczególnie w przypadku organizacji, które przechowują duże wolumeny danych o użytkownikach. – komentuje Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET

Duże podwyżki w serwisach wulkanizacyjnych – przez ostatni rok ceny wzrosły o ponad 20 proc.

  • Według danych z platformy Automarket.pl jesienią 2023 r. rynkowy koszt wymiany opon będzie o 10 proc. wyższy niż wiosną i 20 proc. wyższy w ujęciu r/r.
  • Jedną z przyczyn obecnych podwyżek jest spadek popytu na serwis opon wiosną 2023 r., który warsztaty zrekompensują wzrostem cen jesienią.
  • Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego, sprzedaż opon w II kw. 2023 r. była o 12 proc. niższa niż rok wcześniej. Przy rosnącej sprzedaży samochodów oznacza to, że stan ogumienia aut na polskich drogach pogarsza się.
  • Wzrost cen ominie klientów, którzy użytkują samochód w finansowaniu z pakietem serwisowym. Tacy kierowcy nie muszą się także martwić o przechowanie, transport czy utylizację opon.

Według danych pochodzących z Centrum Technicznego platformy Autpomarket.pl, koszt zmiany opon w tradycyjnym zakładzie wulkanizacyjnym jesienią 2023 roku będzie o 10 proc. wyższy niż wiosną. To kolejne podwyżki – w ujęciu r./r. stawki zwiększyły się o 20 proc., a względem roku 2021 – aż o 46 proc. Wraz ze wzrostami cen wymiany rosną także koszty pozostałych usług. Przechowanie opon będzie tej zimy o 21 proc. droższe niż rok temu, usługa door to door (w której klient nie musi angażować się w proces wymiany i samodzielnie jechać do zakładu wulkanizacyjnego) podrożeje o 27 proc., a utylizacja zużytego ogumienia – aż o 54 proc. Oprócz rosnących kosztów obsługi odnotowano także wzrost cen samych opon.

– Każdego roku koordynujemy wymianę opon w tysiącach aut użytkowanych przez klientów platformy Automarket. Według naszych najnowszych danych średnia cena zimowych modeli ogumienia wzrosła na przestrzeni ostatniego roku do 4 proc. w zależności od rozmiaru. Zmiany są jeszcze bardziej zauważalne, kiedy porównamy obecne ceny z tymi z roku 2021. Aktualnie opony zimowe są bowiem nawet o 34 proc. droższe, niż przed dwoma laty. Jednak dzięki temu, że korzystamy z długoterminowych umów z warsztatami partnerskimi, udaje nam się częściowo niwelować odczuwalność tych podwyżek, z czego korzystają również nasi klienci – mówi Tomasz Otto, Dyrektor Departamentu Strategii i Marketingu PKO Leasing, odpowiedzialny za rozwój platformy Automarket.pl.

Słaby popyt na usługę wymiany opon wiosną przyczynił się do podwyżek cen jesienią

Wzrost cen usług w serwisach specjalizujących się w obsłudze opon samochodowych jest przede wszystkim konsekwencją utrzymującej się inflacji. Wynikający z niej wzrost kosztów pracy, energii, czynszów za wynajem lokali czy rat leasingu sprzętu wykorzystywanego w serwisach jest natomiast dodatkowo napędzany przez politykę cenową samych warsztatów. Dodatkowo na polskim rynku obserwuje się stały wzrost udziału opon wielosezonowych w strukturze sprzedaży. Dzięki takiemu ogumieniu użytkownicy mogą znacznie wydłużyć czas pomiędzy kolejnymi wizytami w serwisie. Ze względu na niski popyt na usługi wulkanizacyjne w pierwszej połowie roku warsztaty są zmuszone do nałożenia dodatkowej marży na klientów jesienią.

– Z serwisów zajmujących się zmianą opon dochodzą do nas sygnały, że jesienne podwyżki wynikają nie tylko ze wzrostu kosztów prowadzenia działalności, czy rosnącej popularności opon wielosezonowych, ale także z potrzeby nadrobienia nienajlepszych wyników z wiosny tego roku. Przedłużająca się zima doprowadziła do tego, że wielu kierowców przez długi czas odkładało wymianę opon na letnie, aby w końcu zupełnie jej zaniechać i ostatecznie poruszać się na zimowych także w ciepłych miesiącach. Chociaż ogumienie w ich samochodach uległo przyspieszonemu zużyciu, wielu z nich najprawdopodobniej nie skorzysta z usług wulkanizatorskich także jesienią. W związku z tym warsztaty, zmuszone do pokrycia rosnących kosztów stałych, zdecydowały się na podwyżki cen. Zmiany w cennikach mają pozwolić im na uregulowanie zaległości oraz pokrycie kosztu niezbędnego serwisu urządzeń – mówi Tomasz Otto.

Przyczyny wzrostu cen opon są podobne do podwyżek obserwowanych w przypadku usług wulkanizatorskich. Oprócz inflacji, a w szczególności jej oddziaływania na sektor energetyczny, podwyżki mają zrekompensować także rosnące ceny surowców, wynikające z trwającej wojny w Ukrainie i konieczności przemodelowania łańcuchów dostaw przez europejskich producentów.

Polacy kupują mniej opon – jak długo można odkładać zakup nowego ogumienia?

Jak podaje Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego sprzedaż ogumienia do samochodów osobowych (w tym SUV-ów i aut dostawczych) w Polsce w drugim kwartale 2023 roku była o 12 proc. niższa niż w podobnym okresie rok wcześniej. W zestawieniu ze wzrostem rejestracji nowych samochodów w tym roku (o prawie 11 proc. od stycznia do sierpnia r/r wg Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego) i rekordową liczbą aut sprowadzanych z zagranicy w sierpniu (o 15,5 proc. więcej niż przed rokiem według Instytutu Samar) może oznaczać to, że kierowcy rzadziej zmieniają ogumienie. Dłuższy czas użytkowania opony odbywa się niestety kosztem bezpieczeństwa.

Według producentów prawidłowo użytkowane opony powinny wytrzymać przebiegi od 50 do 80 tys. kilometrów. Oprócz pokonywanych kilometrów na ogumienie negatywnie oddziałuje też czas. Minimalna dopuszczalna przepisami w Polsce głębokość bieżnika w oponach to 1,6 mm. Według zaleceń producentów letnie powinny mieć jednak co najmniej 3 mm głębokości, a zimowe co najmniej 4 mm. Jeśli te parametry są mniejsze lub gdy na oponie widać odkształcenia, (bąble, pęknięcia, deformacje) to znak, że ogumienie należy wymienić.

GAMIVO podsumowuje skup akcji własnych

Zakończył się czas na składanie ofert sprzedaży akcji GAMIVO po cenie 100 zł za sztukę. Notowana na NewConnect spółka ogłosiła wyniki drugiego zaproszenia, które – podobnie jak pierwsze – spotkało się z dużym zainteresowaniem. Złożono oferty na sprzedaż 882.569 akcji  – stopa redukcji wyniosła 94,33 proc. Właśnie zakończono rozliczenia. 

Zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji trwało od 7 do 20 września. Obejmowało nabycie przez spółkę 50 tys. akcji stanowiących maksymalnie 2,48 proc. kapitału zakładowego spółki po cenie 100 zł za sztukę. Procedura została już rozliczona. W ramach zaproszenia złożono oferty na sprzedaż 882.569 akcji, co daje stopę redukcji na poziomie 94,33 proc.

Cieszymy się, że obie nasze oferty wywołały tak duże zainteresowanie – mówi Mateusz Śmieżewski, prezes GAMIVO. – Zgodnie z decyzją akcjonariuszy łącznie na skup akcji własnych możemy przeznaczyć 15 mln zł. Dlatego nie wykluczamy realizacji kolejnych zakupów w ramach skupu w najbliższym czasie – dodaje Mateusz Śmieżewski.

W ramach pierwszego zaproszenia do sprzedaży akcji (ogłoszonego 9 sierpnia br. i rozliczonego 25 sierpnia br.) GAMIVO nabyło 50 tys. akcji za łączną kwotę 5 mln zł. Akcje te stanowią 2,48 proc. kapitału zakładowego spółki. Inwestorzy zgłosili do sprzedaży 906.150 akcji, co przełożyło się na stopę redukcji w wysokości 94,48 proc.

Łącznie w wyniku skupu GAMIVO posiada 100.000 akcji własnych, stanowiących 4,96 proc. w kapitale zakładowym i uprawniających do 100.000 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki. Jak informuje zarząd, będzie rekomendował akcjonariuszom umorzenie skupionych akcji. Skup akcji własnych oraz emisja akcji gratisowych to alternatywna względem wypłaty dywidendy forma podziału zysków, na którą podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia zdecydowali się akcjonariusze GAMIVO.

GAMIVO od początku istnienia rozwijała się bardzo dynamicznie. W lipcu liczba zarejestrowanych użytkowników platformy przekroczyła próg 5 mln, którzy kupili już łącznie ponad 21,5 mln gier, programów, kart podarunkowych oraz innych produktów cyfrowych. Zaufanie graczy odzwierciedla się także w wynikach finansowych.

Spółka zakomunikowała w sierpniu swoje wyniki finansowe. Przy obrocie rzędu 43 mln zł, zanotowała przychody w wysokości 10,5 mln zł i zysk netto w kwocie 1,5 mln zł. GAMIVO nieustannie dąży do rozwoju swojej platformy. Obecnie do najważniejszych planów należy przebudowanie procesu zakupowego, by był jeszcze bardziej przyjazny dla użytkownika i przekładał się na wyższą konwersję. Wśród priorytetów firmy wysoko figuruje także poszukiwanie nowych, nieoczywistych sposobów promocji i rozwoju. Choćby w sierpniu ogłoszono współpracę z Alior Bankiem. Wśród partnerów GAMIVO już wcześniej znalazły się tak uznane marki jak Coca-Cola, Wargaming, ISIC czy sieć Żabka.

Większość ludzi na świecie ma niezdrowy stosunek do pracy

  • Tylko 27% pracowników umysłowych twierdzi, że ma zdrowy stosunek do pracy; w Indiach wskaźnik jest najwyższy, w Japonii najniższy
  • 83% pracowników umysłowych jest dziś skłonnych zarabiać mniej, by być szczęśliwszymi w pracy
  • Liderzy przyznają, że inteligencja emocjonalna jest kluczowa, podczas gdy pracownicy twierdzą, że nie doświadczają jej wpływu w wystarczającym stopniu
  • W globalnym badaniu HP Work Relationship Index zidentyfikowano sześć głównych czynników, wpływających na zdrowy stosunek ludzi do pracy, które przedstawiono wraz z komentarzem dla liderów biznesu i pracowników

HP Inc. przedstawia przełomowe wyniki badania HP Work Relationship Index. To kompleksowy raport, który analizuje globalne relacje pracowników z firmami i pracą rozumianą jako taką. Badanie, w którym wzięło udział ponad 15 600 respondentów z różnych branż w 12 krajach, wykazało, że na całym świecie relacje pracownik – praca znajdują się w punkcie krytycznym, a skutki tego są wszechobecne.

„Istnieje szansa, by wzmocnić relacje ludzi z pracą i to w sposób, który jest zarówno dobry dla nich, jak i dla biznesu” – powiedział Enrique Lores, prezes i CEO HP Inc. „Jako liderzy zawsze powinniśmy odrzucać pozorną konieczność wyboru pomiędzy produktywnością a szczęściem. Firmy odnoszące największe sukcesy opierają się na kulturze, w której pracownikom umożliwia się osiąganie doskonałych wyników w karierze zawodowej i jednocześnie rozwijanie się poza pracą”.

W badaniu przeanalizowano ponad 50 czynników, mających wpływ na stosunek ludzi do pracy, w tym rolę pracy w ich życiu, umiejętności, zdolności, narzędzia i miejsca wykonywania pracy oraz oczekiwania zatrudnionych osób wobec kadry kierowniczej. Zbadano również wpływ pracy na dobre samopoczucie pracowników, ich produktywność, zaangażowanie i kulturę. Na tej podstawie HP opracowało wskaźnik badający relację praca – pracownik. Okazało się, że tylko 27% badanych pracowników umysłowych ma obecnie zdrowy stosunek do pracy.

Niezdrowe relacje z pracą wpływają na psychikę, emocje i fizyczne samopoczucie pracowników

Do badania, HP zaangażowało liderów biznesu, decydentów IT i pracowników umysłowych, by uzyskać wgląd w czynniki decydujące o znaczeniu pracy, produktywności i celu doświadczeń zawodowych. Wyniki badania podkreślają negatywny wpływ niezdrowego stosunku do pracy na życie pracowników i działalność firm.

Kiedy pracownicy niezdrowo podchodzą do pracy, odbija się to na biznesie:

  • Morale i zaangażowanie: Pracownicy umysłowi zgłaszają mniejszą produktywność (34%), słabe zaangażowanie w pracę (39%) i większe poczucie oderwania (38%).
  • Utrzymanie: Nawet jeśli pracownicy mają neutralny stosunek do pracy, ponad 71% z nich rozważa odejście z firmy. Kiedy są zupełnie niezadowoleni, współczynnik ten wzrasta do 91%.

Niezdrowe podejście do pracy może wpływać na samopoczucie pracowników:

  • Psychiczne: Ponad połowa (55%) z przebadanych pod tym kątem pracowników zgłasza niską samoocenę i towarzyszące im poczucie porażki.
  • Emocjonalne: 45% zauważa, że cierpią przy tym ich osobiste relacje z przyjaciółmi i rodziną, a ponad połowa (59%) jest zbyt wyczerpana, by realizować swoje osobiste pasje.
  • Fizyczne: problemy ze zdrowiem psychicznym i emocjonalnym mogą wpływać na samopoczucie fizyczne. 62% pracowników zgłasza kłopoty z zachowaniem zdrowego trybu życia, które dotyczą odżywiania, ćwiczeń i wystarczającej ilości snu.

Identyfikacja czynników wpływających na zdrowy stosunek do pracy

Według prawie 60% respondentów, oczekiwania pracowników wobec pracy uległy znacznym zmianom, szczególnie w ciągu ostatnich dwóch, do trzech lat. 57% ankietowanych zauważyło, że wzrosły również ich oczekiwania co do sposobu, w jaki są traktowani jako pracownicy i w odniesieniu do samego miejsca wykonywania obowiązków.

W badaniu przeanalizowano ponad 50 czynników, które mają wpływ na zdrowy stosunek do pracy. W tym zidentyfikowano sześć głównych, które reprezentują kluczowe obszary zainteresowania i imperatywy dla liderów biznesu.

  1. Spełnienie: Dla pracowników bardzo ważne jest poczucie celowości, wzmocnienie pozycji i autentyczny związek z pracą. Jednak tylko 29% pracowników umysłowych konsekwentnie ich doświadcza. Aby dostosować się do zmieniających się oczekiwań, firmy muszą nadać priorytet satysfakcji pracowników poprzez zwiększenie roli ich głosu i sprawczości.
  2. Przywództwo: Według opinii 68% liderów w biznesie, nowe sposoby pracy wymagają nowego podejścia kadry zarządzającej. Z kolei tylko jeden na pięciu pracowników uważa, że liderzy odpowiednio zmienili swoje style przywództwa. Promowanie inteligencji emocjonalnej i przejrzystego, empatycznego zarządzania ma kluczowe znaczenie dla dzisiejszych firm.
  3. Koncentracja na ludziach: Tylko 25% pracowników umysłowych jest zdania, że otrzymuje należny im szacunek i uznanie, na które uważają, że zasługują. Jeszcze mniej doświadcza elastyczności, autonomii i równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Aby temu zaradzić, liderzy muszą kłaść widoczny nacisk na stawianie ludzi na pierwszym miejscu i umieszczanie swoich zespołów w centrum procesu decyzyjnego.
  4. Umiejętności: Podczas, gdy 70% pracowników umysłowych ceni wysokie kompetencje i umiejętności techniczne, tylko 31% z nich czuje się pewnie w każdej z tych dziedzin. Firmy mają możliwość uzyskania istotnej przewagi w zakresie rozwoju umiejętności i zaangażowania pracowników poprzez inwestowanie w kompleksowe szkolenia i wsparcie.
  5. Narzędzia: W obecnych czasach pracownicy chcą mieć wpływ na technologie dostarczane przez pracodawcę. Jednak przekonanie, że firmy wdrożą odpowiednie narzędzia wspierające pracę hybrydową jest niskie i wynosi zaledwie 25%. Portfolio technologiczne nie jest już tylko narzędziem użytkowym, ale staje się ważnym czynnikiem napędzającym zaangażowanie pracowników, buduje związek z firmą i daje dodatkowe możliwości.
  6. Przestrzeń robocza: Pracownikom umysłowym zależy na płynnej, niezakłóconej pracy podczas przemieszczania się i wyborze miejsca, w którym pracują każdego dnia. Hybrydowe modele pracy, elastyczność i autonomia będą miały istotne znaczenie dla wykazania zaufania do pracowników i wspierania pozytywnych doświadczeń zawodowych.

Zaufanie i więzi emocjonalne są kluczowe w pozyskaniu i zatrzymaniu pracowników

Badanie HP Work Relationship Index pokazuje, że we współczesnych czasach należy na nowo zdefiniować stosunek pracownika do pracy i zwrócić uwagę na obszary związane z zaufaniem i budowaniem emocjonalnej więzi z miejscem pracy.

Prawie trzech na czterech liderów przyznaje, że prowadzone w inteligentny sposób emocjonalnie przywództwo jest jedynym sposobem, by odnieść sukces w przyszłości. Co ważne, badanie wykazało, że inteligencja emocjonalna oraz wyższy poziom zaufania i poczucie sprawczości, mają duże znaczenie dla pracowników. 83% z nich twierdzi, że są gotowi zarabiać mniej, aby znaleźć pracodawcę, który ceni te aspekty w pracy.

  • Wysoka kultura pracy: Pracownicy umysłowi zgodziliby się na 11% obniżkę wynagrodzenia, aby pracować w miejscu, gdzie kadra zarządzająca kieruje się empatią i inteligencją emocjonalną a pracownicy ponadprzeciętnie angażują się i spełniają.
  • Elastyczność: Ta sama grupa zrezygnowałaby z 13% swojego wynagrodzenia, by pracować w miejscu, które pozwala im wykonywać obowiązki gdzie i kiedy chcą.

O badaniu:

HP zleciło przeprowadzenie ankiety internetowej przez Edelman Data & Intelligence (DxI), która została wykonana w dniach 9 czerwca – 10 lipca 2023 w 12 krajach: USA, Francji, Indiach, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii, Australii, Japonii, Meksyku, Brazylii, Kanadzie i Indonezji. HP przebadało łącznie 15 624 respondentów – 12 012 pracowników umysłowych (~ 1000 w każdym kraju); 2 408 decydentów IT (~ 200 w każdym kraju); oraz 1 204 liderów biznesowych (~ 100 w każdym kraju).

Przedsiębiorcy stawiają na nowe technologie: 5G, komputery kwantowe i przetwarzanie brzegowe

Wyniki badania EY – Reimagining Industry Futures Study – wskazują, że przedsiębiorcy na całym świecie, również w Polsce, chcą zwiększać inwestycje w nowe technologie, m.in. w 5G, przetwarzanie brzegowe i Internet Rzeczy. W sieć 5G w ciągu trzech lat zamierza zainwestować 57% przebadanych organizacji, wykorzystując to rozwiązanie głównie do poprawy warunków pracy zdalnej, optymalizacji procesów i systemów, a także do uruchomienia video w jakości ultra-HD. Kolejnymi najbardziej przyszłościowymi technologiami okazują się rozwiązania z zakresu komputerów kwantowych – inwestycje planuje 42% respondentów – oraz przetwarzanie brzegowe (40% wskazań).

Czwarta edycja badania EY – Reimagining Industry Futures Study – wskazuje, że firmy rozwijają wybrane nowe technologie i są skłonne inwestować w kolejne rozwiązania. Ma to związek nie tylko z chęcią budowania przewagi konkurencyjnej i umacniania swojej pozycji na rynku, ale także z wymaganiami płynącymi z ich wewnętrznych polityk ESG. Większość ankietowanych (76%) jest zdania, że nowoczesne technologie mogą odegrać kluczową rolę w ograniczaniu emisji dwutlenku węgla przez ich organizację i wesprą zrównoważony rozwój.

Technologie najbliższej przyszłości

W bieżących inwestycjach firm priorytet stanowią robotyka z automatyką oraz analityka i AI, jednak w perspektywie trzech najbliższych lat tendencja ta może się odwrócić na korzyść technologii 5G, komputerów kwantowych (ang. quantum computing), przetwarzania brzegowego (ang. edge computing) oraz Internetu Rzeczy. W tę pierwszą planuje zainwestować aż 57% ankietowanych, podczas gdy zaledwie 7% stwierdziło, że jest ona zupełnie nieistotna dla ich organizacji.

Za pierwszoplanowe działania związane z siecią 5G ankietowani uznali zbadanie możliwych powiązań z innymi nowoczesnymi technologiami (41% odpowiedzi) oraz wskazanie zalet w porównaniu z Wi-Fi i 4G (37%). Na zainteresowanie ankietowanych firm siecią 5G i Internetem Rzeczy wpływają czynniki zewnętrzne, które zakłócają ich działalność biznesową. Do głównych zaliczymy problemy z łańcuchami dostaw (82% odpowiedzi), kwestie związane z ESG (76%) oraz rosnące koszty energii (69%).

Drugą w kolejności technologią, w którą w ciągu najbliższych trzech lat zamierza zainwestować najwięcej przedsiębiorców, są procesy związane z komputerami kwantowymi (42%), a trzecią – przetwarzanie brzegowe (40%). Podczas gdy ta pierwsza jest mało popularna (wdrożyło ją zaledwie 13% respondentów), rozwój edge computing już teraz jest finansowany przez 45% firm. Jednocześnie aż 75% badanych jest zdania, że ich organizacja potrzebuje lepszego zrozumienia sposobów wykorzystania tego rozwiązania.

Przedsiębiorcy coraz lepiej rozumieją, że od nowych technologii nie ma już odwrotu. Pytanie nie brzmi już, czy inwestować, tylko w jakie rozwiązania i jak przełoży się to na rozwój biznesu. Wachlarz dostępnych technologii jest naprawdę szeroki, a głównym wyzwaniem firm będzie wybór tych, które najszybciej pomogą osiągnąć stawiane cele i wpisują się w długofalową strategię. Ważnym aspektem jest również edukacja pracowników w zakresie innowacji, aby rozumieli wartość płynącą z ich implementacji oraz umieli je wykorzystać do dalszego skalowania biznesu. Nowoczesne technologie i związane z nimi nowe modele biznesowe pozwalają nie tylko oferować konkurencyjne produkty i usługi, ale wpływają pozytywnie również na działanie samej organizacji poprzez ułatwienie codziennych operacji i zwiększanie wydajności pracowników – tłumaczy Mateusz Mazur, Partner EY, lider zespołów Cloud Enablement oraz IT Advisory.

Modele zakupowe i regulacje

Z badania EY wynika, że przedsiębiorcy są otwarci na różnorodne modele zakupu rozwiązań internetu rzeczy w oparciu o sieć 5G. Zakup częstotliwości 5G w celu unowocześniania istniejących możliwości mobilnych pozostaje najpopularniejszą opcją, wskazywaną przez 62% ankietowanych. Na drugim miejscu (60%) znalazł się zakup częstotliwości 5G i aplikacji przez pośrednika, np. wirtualnego operatora sieci. Połowa badanych (50%) mogłaby zbudować swoją własną sieć 5G, na przykład dzięki zakupowi częstotliwości.

Chociaż firmy na świecie mają do wyboru szeroką gamę modeli zakupowych 5G i chcą inwestować w tę technologię, nie opuszczają ich obawy dotyczące osiągnięcia odpowiedniego poziomu zwrotu z inwestycji oraz regulacji prawnych, co odnosi się m.in. do rynku polskiego.

Rozwój nowoczesnych technologii wymusza zmiany w prawie, ale nie jest to proste ze względu na konieczność dostosowania regulacji lokalnych do przepisów unijnych. Komisja Europejska już w 2016 roku ogłosiła plan na rzecz sieci 5G w UE w celu wdrożenia infrastruktury i usług 5G na całym jednolitym rynku cyfrowym. Wskazano również, że kompleksowe pokrycie sieciami 5G powinno nastąpić do 2025 roku. Europejscy operatorzy telefonii komórkowej współpracują z producentami sprzętu i liderami z różnych sektorów gospodarki w zakresie pilotaży wykorzystania sieci 5G w różnych przypadkach usługowych z punktu widzenia biznesu lub konsumenta. Nowe usługi w ramach sieci 5G będą musiały być zgodne z wymogami prawa. Nie chodzi tu jedynie o kwestie nowych regulacji dotyczących technologii czy cyberbezpieczeństwa, ale również dotyczących konkretnych zastosowań technologii 5G. Choć stanowi ona wielką szansę na rozwój usług i wdrożenie nowych rozwiązań, firmy w Polsce powinny bacznie śledzić zmieniające się regulacje w obszarze prawa nowych technologii, a także być przygotowane na długą i krętą drogę do celu – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii, Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

Przedsiębiorcy na pełną możliwość wykorzystania sieci 5G nad Wisłą będą jeszcze musieli poczekać. Ogólnokrajowa aukcja na cztery częstotliwości z zakresu 3480 GHz-3800 GHz została ogłoszona przez Urząd Komunikacji Elektronicznej dopiero w czerwcu br. po tym, jak odłożono ją w 2020 r. z powodu wybuchu pandemii. W efekcie biznes traci szansę na wykorzystanie najnowocześniejszych technologii, a rozwój sieci nowej generacji w Polsce jest jeszcze bardziej opóźniony w stosunku do innych krajów UE, USA, Japonii czy Korei Południowej.

O badaniu
Badanie – Reimagining Industry Futures Study – zostało przeprowadzone online w listopadzie 2022 r. wśród 1325 przedsiębiorców na całym świecie, w tym w Polsce. Dotyczyło postrzegania sieci 5G wśród respondentów z różnych branż, którzy w co najmniej umiarkowanym stopniu posiadają wiedzę na temat inicjatyw swojej organizacji w zakresie IoT i 5G.

Sprawdzamy podatkowe obietnice wyborcze Prawa i Sprawiedliwości

Program wyborczy Prawa i Sprawiedliwości pod hasłem “Bezpieczna przyszłość Polaków” obejmuje 14 kluczowych dla partii tematów, ale nie przedstawia znaczących zmian w systemie podatkowym. W ciągu najbliższych lat PiS planuje utrzymanie statusu quo wprowadzonego tzw. Polskim Ładem. Partia chce jednak wprowadzić zmiany na rynku pracy i dbać o dobrobyt polskich firm. Ekspert inFakt analizuje obietnice podatkowe PiS.

W ramach cyklu “inFakt Check – Wybory 2023” eksperci z firmy inFakt analizują obietnice wyborcze pięciu komitetów wyborczych – Polski 2050, Konfederacji, Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy. W każdym materiale eksperci biorą pod lupę kwestie dotyczące przedsiębiorczości i prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Brak większych zmian w podatkach

Program “Bezpieczna przyszłość Polaków” nie porusza wprost kwestii zmian podatkowych. Zawiera za to aneks “Silna gospodarka, stabilny budżet, bezpieczna Polska”, w którym zaprezentowano wyniki badań pokazujące pozytywne skutki polityki podatkowej prowadzonej dotąd przez PiS. W programie pojawia się obietnica wprowadzenia preferencji podatkowych dla firm jako narzędzie tworzenia miejsc pracy w małych miejscowościach i na wsi.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt: – Osiem lat rządów PiS przyniosło wiele zmian podatkowych, w tym podwyższenie kwoty wolnej, obniżenie stawki w pierwszym progu oraz zwiększenie kwoty drugiego progu podatkowego. Najistotniejsze zmiany przyniósł tzw. Polski Ład w 2022 r., który był wielokrotnie modyfikowany. Ostateczne zmiany wprowadzono 1 lipca 2022 r. z mocą obowiązywania większości przepisów od 1 stycznia 2022 roku .

Zaprezentowany przez partię program nie zawiera żadnych zmian w podatkach na najbliższą kadencję. Może to oznaczać, że czas rewolucjonizowania przepisów już za nami. Jednak w mojej ocenie warto byłoby zastanowić się nad modyfikacjami, chociażby w ustawie o zryczałtowanym podatku od przychodów ewidencjonowanych. Po ostatnich zmianach przedsiębiorcy najczęściej wybierają jako formę opodatkowania właśnie ryczałt. Dla wielu osób ta opcja stała się najbardziej atrakcyjna, głównie za sprawą wysokości składki zdrowotnej. Niestety, przepisy ustawy powodują wiele problemów, zwłaszcza w doborze odpowiedniej stawki podatku do profilu prowadzonej działalności.

Przedsiębiorczość: ochrona polskich firm

W swoim programie Prawo i Sprawiedliwość prezentuje następujące propozycje dla przedsiębiorców:

  • ochrona firm rodzinnych przed nadużyciami i nieuczciwymi praktykami większych konkurentów;
  • stworzenie jasnej definicji umowy franczyzy;
  • losowy przydział spraw upadłościowych syndykom dla ochrony wierzycieli;
  • cyfryzacja usług publicznych, w tym wprowadzenie aplikacji mBiznes, która pozwoli bezpłatnie prowadzić jednoosobową firmę.

– Proponowane zmiany w cyfrowych usługach, takich jak możliwość elektronicznego założenia działalności czy rejestracji do urzędów, już dziś są dostępne w ramach platformy biznes.gov.pl. Propozycja Prawa i Sprawiedliwości zakłada wypełnianie formalności związanych z zakładaniem firmy przez jedną aplikację, a nie za pośrednictwem kilku osobnych systemów, tak jak obecnie. W mojej ocenie propozycje są kosmetyczne i nie wnoszą wielu nowości dla przedsiębiorców – wskazuje ekspert inFakt.

Godna i nowoczesna praca

PiS przeznaczył osobną część programu na wsparcie polskich rodzin i godnych warunków pracy. Partia proponuje m.in. dofinansowanie tworzenia stanowisk pracy zdalnej dla osób młodych, a także system dotacji na inwestycje. PiS chce również wspierać rozwój firm i miejsc pracy dla przedsiębiorstw, które lokują kapitał w małych miastach i na wsiach. W programie znalazł się też zapis o zobowiązaniu wszystkich urzędów oraz przedsiębiorstw korzystających ze środków publicznych do zamieszczania ofert pracy w Centralnej Bazie Ofert Pracy i aplikacji ePraca. PiS chce również usunąć dodatek za szczególne warunki pracy z minimalnego wynagrodzenia.

Dodatkowo partia zwraca uwagę na potrzebę aktywizacji zawodowej. W ramach działalności instytucji publicznych PiS proponuje stworzenie programu deglomeracyjnego, obejmującego m.in. usprawnienie lokalnego transportu i infrastruktury. Ma to wpłynąć na aktywizację zawodową na obszarach wiejskich. Partia chce również rozwijać program „Maluch+”, by zwiększyć liczbę miejsc w żłobkach, klubach dziecięcych oraz u dziennych opiekunów, umożliwiając rodzicom łączenie aktywności zawodowej z wychowywaniem dzieci.

– W ramach aktywizacji zawodowej partia proponuje różne formy dotacji i systemów wsparcia. Brakuje jednak konkretnych informacji o wysokości świadczeń i warunkach skorzystania z nich. Zastanawiające są dofinansowania zdalnych miejsc pracy. Czy to oznacza, że pracodawcy dostaną dodatkowe środki na zakup narzędzi dla pracowników w miejscu ich zamieszkania? – zastanawia się Piotr Juszczyk.

ZUS i świadczenia socjalne: rodzina w centrum

Ważną pozycję w programie wyborczym partii zajmują świadczenia społeczne. PiS proponuje wprowadzenie elastycznego grantu na pracę zdalną dla rodzica powracającego na rynek pracy (do wysokości 3-krotności minimalnego wynagrodzenia) oraz grant na pracę zdalną dla opiekuna osoby niepełnosprawnej (do wysokości 12-krotności minimalnego wynagrodzenia). Ponadto partia rządząca chce przyznawać emerytury stażowe po 38 latach pracy dla kobiet i 40 latach pracy dla mężczyzn, a także wspierać finansowo uniwersytety trzeciego wieku.

– Granty do pracy zdalnej przy dofinansowaniu stanowisk zdalnych pokazują kierunek promowania przez PiS zatrudnienia właśnie w tej formie. Jeśli chodzi o emerytury , to moim zdaniem powinny one funkcjonować na innych zasad niż aktualnie. Dzisiaj jedynym kryterium jest wiek. Przy takich zapisach prawnych mężczyzna, który ma 65 lat może przejść na emeryturę. Może się jednak okazać, że do momentu przejścia na emeryturę przepracował nawet 47 lat. Wprowadzenie emerytur stażowych pozwoliłaby mu skończyć karierę nawet 7 lat wcześniej. Z drugiej strony, na obecnym rynku pracy dla wielu osób szybsze przejście na emeryturę nie byłoby opłacalne. Dziś obserwujemy sytuacje, w których nawet po osiągnięciu odpowiedniego wieku wielu pracowników nie decyduje się przejść na emeryturę. W proponowanych zmianach w ZUS brakuje według mnie modyfikacji wyliczania składki zdrowotnej, która od 2022 r. mocno się zmieniła. Aktualny sposób jej kalkulacji spowodował, że przedsiębiorcy, niezależnie od formy opodatkowania, dużo na niej stracili – wskazuje ekspert inFakt.

W nadchodzącej kadencji politycy PiS nie planują wielu zmian w kwestii podatków. Chcą skupić się na kontynuowaniu dotychczasowych działań, szczególnie na wsparciu dla rodzin oraz dalszej cyfryzacji życia publicznego w Polsce.

Inwestorzy w Polsce obawiają się o stan gospodarki, ale są bardziej optymistyczni co do swoich portfeli

Przed wyborami parlamentarnymi w Polsce, inwestorzy nadal obawiają się o krajową gospodarkę. Pomimo niepewności, są bardziej optymistycznie nastawieni do swoich portfeli.

  • Stan polskiej gospodarki jest nadal postrzegany jako najważniejsze ryzyko dla polskich inwestorów indywidualnych w ciągu najbliższych 3 miesięcy – około 32 proc. inwestorów wymienia je jako największe potencjalne zagrożenie.
  • Obawy o inflację wśród polskich inwestorów wzrosły w krótkim okresie z 7 proc. w II kwartale do 11 proc. obecnie.

W ciągu najbliższych 3 do 12 miesięcy, polscy inwestorzy indywidualni są bardziej zaniepokojeni stanem polskiej gospodarki, wynika z danych z najnowszego badania Puls Inwestora Indywidualnego platformy inwestycyjnej eToro.

Badanie 10 000 inwestorów z 13 krajów pokazało kilka interesujących danych dotyczących nastrojów inwestorów w Polsce. Okazuje się, że około 32 proc. inwestorów przyznaje, że najbardziej obawia się o stan polskiej gospodarki, plasując ten czynnik na pierwszym miejscu potencjalnych ryzyk zewnętrznych w ostatnim kwartale 2023 roku. Co więcej, 31 proc. respondentów uważa to za największe zagrożenie w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w całym 2024 roku.

Drugie i trzecie miejsce należy do wysokich stóp procentowych (15 proc.) i inflacji, przy czym ta ostatnia wzrosła do 11 proc., w porównaniu do 7 proc. w poprzednim kwartale. Warto pamiętać, że ostatnie gwałtowne zmiany stóp procentowych RPP i zbliżające się wybory w październiku mogą powodować tymczasową zmienność w tym obszarze.

Dane z badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro pokazują również, że w tym kwartale ponad połowa (54 proc.) inwestorów nadal nie czuje się pewnie co do lokalnej gospodarki.

Z drugiej strony, gdy inwestorzy indywidualni zostali zapytani o to, jak pewnie czują się w innych aspektach życia w ciągu ostatnich trzech miesięcy, okazało się, że liczba osób pewnych swoich portfeli inwestycyjnych wzrosła z 70 proc. w czerwcu do 77 proc. obecnie, podczas gdy ci optymistycznie nastawieni do globalnej gospodarki to obecne 46 proc. badanych (wcześniej 38 proc.) w tym samym okresie. Może to sugerować, że polscy inwestorzy nadążają za światowymi rynkami i szukają alternatyw dla ekspozycji.

Komentując dane, analityk rynku eToro, Paweł Majtkowski, powiedział: Polscy inwestorzy mniej martwią się o inflację, a bardziej o stan gospodarki. Widać jednak, że obawy o recesję również spadają. O ile w poprzednim kwartale stan polskiej gospodarki był powodem do niepokoju dla 61 proc. respondentów, obecnie odsetek ten spadł do 54 proc. Wynika to z oczekiwań na poprawę sytuacji gospodarczej.

Polscy inwestorzy, podobnie jak inwestorzy globalni, są również pewni tego jak kształtują się ich portfele inwestycyjne i dość optymistycznie patrzą na pozostałą część 2023 roku. Konsensus wśród globalnych inwestorów nadal przewiduje trwałą hossę w pierwszej połowie przyszłego roku. Wydłużyłoby to 23-procentowy wzrost globalnych akcji od najniższego poziomu z października 2022 r.

Zwiększenie zaufania związanego z inwestycjami skutkuje bardziej optymistycznym podejściem, jeśli chodzi o wielkość składek inwestycyjnych. Według danych, 40 proc. inwestorów planuje zwiększyć wielkość swoich regularnych wpłat w ciągu najbliższych trzech miesięcy, przy czym grupa ta przewyższa liczebnie tych, którzy planują zmniejszyć wpłaty inwestycyjne (5 proc.) w stosunku 8:1. Co więcej, wśród inwestorów panują optymistyczne nastroje: 31 proc. spodziewa się, że pierwsza połowa 2024 r. będzie hossą, a 23 proc. twierdzi, że rynek byka może ruszyć do końca tego roku.

Tabela: Jak obawy inwestorów indywidualnych zmieniły się z inflacji na recesję w 2023 r.

Potencjalne ryzyko dla inwestycji w ciągu najbliższych 12 miesięcy Marzec Wrzesień
Inflacja 27% wskazało jako największe ryzyko 11% wymieniło jako największe ryzyko
Stan gospodarki krajowej (potencjalna recesja) 8% wskazało jako największe ryzyko 32% wymieniło jako największe ryzyko
Wysokie stopy procentowe 10% wymieniło jako największe ryzyko 15% wymieniło jako największe ryzyko
Konflikt międzynarodowy 22% wymieniło jako największe ryzyko 8% wymieniło jako największe ryzyko

Dolar łapie wiatr w żagle, euro słabnie

Ostatnie tygodnie to silny rajd dolara względem euro. Rynki znów wyraźnie bardziej preferują amerykańską walutę niż europejską. Patrząc na to, co dzieje się na rynku, szczególnie w danych i stopach procentowych, są ku temu powody.

Spadają szanse na dalsze wzrosty stóp w USA

Szansę na zmianę sóp procentopwych ocenia się na rynku przeważnie patrząc na wycenę kontraktów. Jeżeli kontrakty są handlowane powyżej obecnych poziomów, pokazuje to, że inwestorzy oczekują wzrostu stóp. Obecnie mamy taką sytuację w USA, chociaż ta nadwyżka cenowa się kurczy. Jeszcze miesiąc temu prawdopodobieństwo utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie wynosiło 44,5%. Dzisiaj jest to już 64,1%. Pokazuje to, że coraz więcej inwestorów zakłada, że obecny poziom stóp procentowych będzie szczytem. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że na tym szczycie stopy procentowe mogą pozostać dłużej niż dotychczas zakładano, by solidniej zdusić inflację. To właśnie ten element powoduje, że dolar znów łapie wiatr w żagle. Do najsłabszego euro względem dolara od marca brakuje obecnie raptem pół centa.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dwa odczyty zza oceanu. Mowa o sprzedaży nowych domów oraz o indeksie zaufania konsumentów. Oba te odczyty okazały się słabsze od oczekiwań. Z drugiej strony zarówno poziom, na którym jest sprzedaż nowych domów, jak również ten, na którym znalazł się indeks zaufania konsumentów, nie powinny budzić niepokoju analityków. Dane te nie są oczywiście szczególnie optymistyczne, ale nie jest to pesymizm bijący z europejskich odczytów. Ta asymetria jest kolejnym z licznych ostatnio czynników powodujących, że kurs dolara ma się znacznie lepiej niż kurs euro.

Na Węgrzech bez zmian

Pomimo gwałtownie spadającej inflacji, Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych. Od szczytów ze stycznia wzrost cen spowolnił tam z 25,7% na 16,4%. Stopy procentowe nadal pozostają na niezmienionym poziomie 13%. Oznacza to, że są realnie wyższe, a konkretnie mniej ujemne niż w Polsce. Węgrzy nie potrzebują jednak na szybko zmieniać rzeczywistości na nadchodzące wielkimi krokami wybory. W rezultacie mieliśmy krótkie umocnienie forinta po samej decyzji. Powodem były spekulacje, że bank centralny może chcieć powoli obniżać stopy procentowe. Tak się jednak nie stało.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra,

14:30 – Czechy – decyzja CNB w sprawie stóp procentowych.

 Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dolar amerykański umacnia się w obliczu spowolnienia gospodarczego

Siła amerykańskiej waluty dominuje na rynku. Dolarowy indeks Bloomberg-a urósł do najwyżej wartości od listopada ubiegłego roku. Z kolei wg raportu CFTC pozycja spekulacyjna na USD po raz pierwszy od niespełna roku ponownie jest dodatnia, co oznacza, że przeważają „długie” pozycje. Z ust przedstawicieli Fed-u dowiadujemy się o tym, że jeszcze jedna podwyżka stóp jest potrzebna w tym roku a stopy procentowe pozostaną wysokie przez długi czas. Rynek cały czas koryguje swoją wcześniejsza wycenę, która wskazywała, że do obniżek kosztu pieniądza może dojść jeszcze w I połowie 2024 roku. Teraz taki scenariusz wydaje się być mało prawdopodobny.

Ożywienie siły dolara, które rozpoczęło się w okolicach połowy lipca tego roku cały czas jest kontynuowane, a w ostatnich dniach jeszcze bardziej przyspieszyło. Jastrzębia pauza Rezerwy Federalnej umocniła „zielonego”. Kurs EUR/USD po samej decyzji wyznaczył nowe lokalne minima i „zszedł” najniżej od marca tego roku. Główna para walutowa cały czas podąża w krótkim terminie (od ponad 2 miesięcy) w kanale spadkowym. Siła dolara wynika z faktu, że z posiedzenia na posiedzenie coraz więcej otrzymujemy sygnałów ze strony Rezerwy Federalnej, że wysoki poziom stóp procentowych zostanie utrzymany przez długi czas. Fed podniesie prawdopodobnie już tylko raz koszt pieniądza, ale na ten moment nic nie wskazuje na to, że data pierwszej obniżki będzie mieć miejsce w I połowie roku. Na ten moment rynek wycenia, że jeśli dojdzie do redukcji, nastąpi ona w maksymalnie dwóch ruchach po 25 punktów bazowych każda (łącznie o 50 pb.). Wcześniej zakładano o spadek o 100 pb.

Rynek cały czas zastanawia się czy Stany Zjednoczone zdołają uniknąć załamania gospodarczego pomimo bardziej agresywnego zacieśniania polityki pieniężnej w porównaniu ze strefą euro. Jest to oczywiście możliwe. USA posiadają bardziej elastyczny rynek pracy, co może pomóc w przezwyciężeniu kryzysu. Co więcej, Europa jest znacznie bardziej dotknięta skutkami wojny w Ukrainie a zmiany strukturalne związane z bezpieczeństwem energetycznym mocniej obciążą perspektywy gospodarcze w dłuższym terminie. Ostatnie dane PMI dla USA wsparły optymistyczne prognozy Fed-u. Wskaźnik dla usług wciąż znajduje się powyżej granicznego poziomu 50 pkt.

Żeby doszło do ponownej fali osłabiającej USD rynek musi dostać pewnego rodzaju impuls. Po pierwsze dane makro powinny mocniej pokazywać spowolnienie gospodarcze. Ostatnie dane z rynku pracy wysłały pewnego rodzaju sygnały ostrzegawcze ale nie zrobiły one na inwestorach większego wrażenia. Potem otrzymaliśmy dobry ISM i sytuacja się odwróciła. Jeśli dane NFP mocno zaskoczą negatywnie, a następnie inflacja pokaże wyższy spadek niż wskazuje konsensus, może dojść do odwrócenia ostatniego trendu umacniającego. Wszystko będzie jednak zależeć od skali niespodzianki w danych. Nie wykluczone jest, że zaskoczenie w danych może wypaść w momencie, kiedy główna para walutowa będzie znajdować się w newralgicznym miejscu. Za taki uznaje poziom 1,0520 – czyli minima z marca oraz lutego 2023 roku. Być może to właśnie ten poziom horyzontalny.

Na uwagę zasługuje jednak fakt, że wg CFTF, w ostatnim raportowanym tygodniu, kończącym się 19 września, wynika, że na dolarze amerykańskim pierwszy raz od niespełna roku pojawiła się długa pozycja netto. Do tej pory przeważały „shorty”. Ten sygnał może jednak oznaczać, że siła dolara tak szybko nie odpuści. Na razie jest to jedynie pojedynczy „wyskok” i sygnał ostrzegawczy, ale jeśli tendencja się utrwali, zejście eurodolara poniżej 1,05 jest jak najbardziej realne.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Europejskie sankcje wobec Rosji – szukanie przecieków

Pomimo wysiłków na rzecz egzekwowania sankcji, towary UE objęte zakazem eksportu nadal wydają się trafiać do Rosji za pośrednictwem krajów trzecich.

  • Pomimo wysiłków na rzecz egzekwowania sankcji, towary UE objęte zakazem eksportu nadal wydają się trafiać do Rosji za pośrednictwem krajów trzecich
  • Gwałtowny wzrost eksportu z UE (połowa 2023 w porównaniu do połowy 2019): do Turcji (+58,1%) czy do krajów azjatyckich (Kazachstan +100%, Kirgistan +800% itd.)
  • Także z Polski – wzrost polskiego eksportu na te trzy rynki o +344% (2019 do 2023)
  • Zauważalne zmiany we wzorcach handlowych niekoniecznie dowodzą unikania sankcji, ale mogą być również prawdziwym przekierowaniem handlu
  • Kwestia obchodzenia sankcji jest szczególnie niepokojąca, jeśli chodzi o towary objęte ograniczeniami. Dla eksporterów – ryzyko zarzutu nienależytej staranności

Pomimo wysiłków na rzecz egzekwowania sankcji, towary UE objęte zakazem eksportu w oponii Allianz Trade nadal wydają się trafiać do Rosji za pośrednictwem krajów trzecich.

Mimo że UE nałożyła kompleksowe sankcje na Rosję w następstwie jej inwazji wojskowej na Ukrainę w lutym 2022 r., rosyjska gospodarka nie skurczyła się tak bardzo, jak przewidywały prognozy z 2022 roku. Jednym z powodów może być to, że Zachód chronił sektor surowców energetycznych przed sankcjami w obawie, że pełne embargo spowoduje gwałtowny wzrost cen ropy i doprowadzi światową gospodarkę do recesji. Innym powodem jest to, że towary objęte sankcjami nadal trafiają do Rosji. Patrząc na zagregowany eksport z UE do Rosji, Allianz Trade stwierdza spadek o -52% w porównaniu z pierwszą połową 2019 r. do pierwszej połowy 2023 r. (wykres poniżej). Dane handlowe wskazują jednak, że towary objęte sankcjami UE mogą być w znacznym stopniu eksportowane z UE do krajów trzecich, a stamtąd do Rosji. Są to głównie kraje, które nie nałożyły sankcji na Rosję, takie jak Turcja, lub są historycznie, politycznie i gospodarczo bliskie, takie jak kraje Azji Środkowej. Zwłaszcza w przypadku krajów, które wraz z Rosją tworzą Euroazjatycką Unię Celną, kontrole przy wjeździe towarów do jednego z państw członkowskich są minimalne.

Eksport z UE, w euroEksport z UE, w euro

Źródła: EU Comext, Allianz Research

Na przykład eksport z UE do Turcji wzrósł średnio o +58,1% w okresie od pierwszej połowy 2019 r. do pierwszej połowy 2023 r. Liczby te są jeszcze bardziej uderzające w przypadku gospodarek Azji Środkowej: Wartość eksportu UE do Kazachstanu wzrosła o +100%, do Kirgistanu o uderzające +800%, do Tadżykistanu o +151%, do Turkmenistanu o +78,5% i do Uzbekistanu o +66,6% w porównaniu I poł. 2019 r. do I poł. 2023 r. Samo to nie jest jeszcze dowodem, ale Turcja i gospodarki Azji Środkowej prowadzą również większą wymianę handlową z Rosją. Turecki eksport do Rosji wyniósł 0,4 mld USD w 2019 r. i wzrósł do 0,9 mld USD w 2022 r. Podobnie w Azji Środkowej eksport do Rosji wzrósł o +53,8% z 0,8 mld USD w 2019 r. do 1,2 mld USD w 2022 r.

Zauważalne zmiany we wzorcach handlowych niekoniecznie dowodzą unikania sankcji, ale mogą być również prawdziwym przekierowaniem handlu. Spojrzenie na wzorce ekspozycji handlowej między Rosją a poszczególnymi krajami daje wskazówkę co do obchodzenia dostaw. Większość krajów zachodnich – z wyjątkiem Chorwacji, Łotwy, Słowenii i Cypru – gwałtownie zmniejszyła swój bezpośredni eksport do Rosji, podczas gdy inne, takie jak Chiny, Indie czy Turcja, zwiększyły go (wykres poniżej). Jednak eksport do Rosji przez Azję Środkową lub Turcję wzrósł wszędzie – z wyjątkiem tego z Cypru. Ogólnie rzecz biorąc, większość krajów widzi ogromną nadwyżkę w przepływach eksportowych między tymi krajami, porównując I półrocze 2019 r. do I półrocza 2023 r. Niemniej jednak dane handlowe nie dają odpowiedzi na pytanie, czy europejscy eksporterzy sami są świadomi, że ich produkty trafiają ostatecznie do Rosji.

Polska – na przestrzeni okresu od połowy 2019 r do połowy 2023 roku polski eksport do Rosji spadł o 44%, do Turcji wzrósł o 137%, a do Azji centralnej wzrósł o 251%. Zsumowany polski eksportu na te rynki na przestrzeni ostatnich czterech lat wzrósł o 344%.

Wzrost eksportu do Rosji, Azji Środkowej i Turcji, od I poł. 2019 r. do I poł. 2023 r., w %Wzrost eksportu do Rosji

Źródła: Źródła krajowe, MFW DoTS, Allianz Research

Kwestia obchodzenia sankcji jest szczególnie niepokojąca, jeśli chodzi o towary objęte ograniczeniami. Zgodnie z obowiązującymi sankcjami eksport do Rosji niektórych technologii, w tym zaawansowanych półprzewodników, komponentów elektronicznych i oprogramowania jest zabroniony. Ponadto eksport z UE do Rosji towarów podwójnego zastosowania, takich jak drony lub narzędzia szyfrujące, które mogą być wykorzystywane zarówno do celów cywilnych, jak i wojskowych jest również zabroniony. W tym kontekście dane handlowe pokazują ogromny spadek bezpośredniego eksportu towarów objętych sankcjami do Rosji w transporcie (-90,9%), produktach mineralnych (-83,8%) oraz maszynach i urządzeniach elektrycznych (-71,1%). Jednak te same sektory wykazują również wzrost eksportu z UE do Turcji i Azji Środkowej oraz z Turcji do Rosji (wykres poniżej). Chociaż nie ma problemu, jeśli towary są sprzedawane legalnie, warto zwrócić uwagę na ich drogę przez kraje trzecie. Jeśli produkty objęte sankcjami są eksportowane do krajów trzecich, a następnie reeksportowane do Rosji, leżące u ich podstaw niedociągnięcia w zakresie należytej staranności zostaną uznane za naruszenie przepisów dotyczących sankcji.

Wzrost eksportu sektorowego do Rosji i Turcji, od I poł. 2019 r. do I poł. 2023 r. w %Wzrost eksportu sektorowego do Rosji i Turcji

Źródła: Źródła krajowe, Allianz Research

Motoryzacja notuje wzrosty – także w zadłużeniu

Zadłużenie sektora motoryzacyjnego w ciągu ostatniego roku wzrosło i obecnie wynosi 364,6 mln zł. Z tego 43 proc. należy do firm sprzedających pojazdy, a 33 proc. do podmiotów zajmujących się konserwacją i naprawą pojazdów. W sumie do Krajowego Rejestru Długów jest wpisanych blisko 12,2 tys. przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej. Niemal 3/4 z nich to jednoosobowe działalności gospodarcze. Zdaniem ekspertów nie tylko wysoka inflacja, wzrost kosztów działalności czy spadek ruchu w salonach samochodowych zagrażają motoryzacji. Branża nie wykorzystuje też w pełni narzędzi chroniących płynność finansową. Motoryzacja notuje wzrosty – także w zadłużeniu

Początek bieżącego roku przyniósł znaczną stabilizację na rynku motoryzacyjnym, ale nadal ponad 95 proc. firm produkujących części uskarża się na wzrost kosztów działalności –  wskazuje raport „Przemysł, handel i usługi w motoryzacji” za II kw. 2023 r., przygotowany przez MotoFocus.pl. Rosnące koszty skutecznie pomniejszają też osiągane zyski warsztatów samochodowych, przez co 80 proc. z nich planuje w najbliższym czasie podniesienie cen oferowanych usług.

Jednak motoryzacja to nie tylko produkcja i serwis, ale również sprzedaż. Tu sytuacja też nie należy do najlepszych. Jak wynika z raportu Związku Dealerów Samochodowych i Proxi.cloud, w II kw. br. ruch w salonach spadł o 1/5 w porównaniu do tego samego okresu 2022 r. Wzrosty widać natomiast w imporcie pojazdów używanych. Według Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar w lipcu do Polski sprowadzono prawie 67,5 tys. używanych samochodów osobowych i dostawczych, czyli o 7,5 proc. więcej niż w roku poprzednim. Średni wiek sprowadzonego auta to 13 lat.

Tymczasem, jak donosi raport kwartalny PZPM i KPMG pt. „Branża motoryzacyjna. Edycja Q3/2023”, w III kwartale w krajowych fabrykach wyprodukowano o prawie 43 proc. więcej pojazdów niż w III kwartale 2022 r. Wzrosty widać też w rejestracji nowych aut: pierwsza połowa br. przyniosła 12-procentowy skok w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Trzeba jednak pamiętać, że większość z tych rejestracji dotyczy klientów instytucjonalnych.

Jak widać sytuacja na rynku jest niejednoznaczna i dynamiczna, podobnie jak zadłużenie sektora, które po chwilowym spadku też odnotowało wzrosty i obecnie wynosi 364,6 mln zł.

Sprzedawcy mają przestój

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje 12,2 tys. zadłużonych producentów i sprzedawców nadwozi, przyczep, naczep, części, akcesoriów i pojazdów, a także firm zajmujących się konserwacją i naprawą pojazdów samochodowych. Średni dług jednej firmy z tego sektora to 30 tys. zł.

Najwięcej, bo 158 milionów złotych, muszą oddać wierzycielom firmy zajmujące się sprzedażą hurtową i detaliczną pojazdów samochodowych. Nieco mniej, bo 119 milionów złotych, to długi warsztatów, zaś 54 miliony złotych należy do sprzedawców części i akcesoriów. Zadłużone firmy motoryzacyjne w największym stopniu zalegają podmiotom finansowym: firmom windykacyjnym i bankom. Mają też problem z regulowaniem usług leasingowych, faktoringowych i ubezpieczeniowych. W sumie branży finansowo-ubezpieczeniowej zalegają na 271,5 milionów złotych. Pozostała kwota to przeterminowane zobowiązania wobec biznesu i długi administracyjne – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zdecydowana większość dłużników (74 proc.) to jednoosobowe działalności gospodarcze, które mają na koncie 232,2 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych. Pozostała część zadłużenia należy do spółek prawa handlowego.

Największe zadłużenie (93,4 mln zł) i najwyższą liczbę dłużników motoryzacyjnych (2385) znajdziemy na Mazowszu. Drugą pozycję zajmuje Górny Śląsk (40,5 mln zł i 1449 dłużników), a trzecią Wielkopolska (39 mln zł i 1252 dłużników). Najmniej problemów z finansami notują firmy w Opolskiem (4,3 mln z i 213 dłużników).

Rekordowy dług należy do producenta części i akcesoriów z centralnej Polski, który względem banku, hurtowni farb i firmy ubezpieczeniowej zalega blisko 5,3 mln zł.

Zatory na własne życzenie

Ale firmy motoryzacyjne mają też swoich dłużników, którzy są im winni blisko 51 mln zł. W większości to kontrahenci prowadzący działalność handlową, transportową i przemysłową. Zdaniem ekspertów zatory finansowe w przemyśle motoryzacyjnym byłyby znacznie mniejsze, gdyby właściciele tych firm częściej brali pod lupę swoich partnerów biznesowych.

Na przestrzeni ostatnich 5 lat przedsiębiorcy motoryzacyjni pobrali z KRD 350 tysięcy raportów gospodarczych, aby zweryfikować kontrahentów przed zawarciem umowy. Dla porównania firmy budowlane w tym samym czasie pobrały 1,3 miliona raportów. Nie jest to więc imponująca liczba i, jak można się spodziewać, nie uchroniło to branży moto przed zatorami płatniczymi. Nierzetelni kontrahenci są jej winni 51 milionów złotych, z czego najbardziej stratne są hurtownie i sklepy z częściami i akcesoriami samochodowymi, oferujące przedsiębiorcom sprzedaż z odroczonym terminem płatności. Przeciętny dłużnik jest im winien 10,8 tysiąca złotych – komentuje Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Wciąż więcej firm zamyka się niż otwiera

Od stycznia do lipca br. do rejestru CEIDG wpłynęło 179,2 tys. wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej, co oznacza niewielki spadek – o 1,2% rdr. Do tego odnotowano ponad 110 tys. wznowień, czyli o 16,6% więcej niż rok wcześniej. Wniosków dotyczących zamknięcia tego typu firm było 116,4 tys. To skok o 0,2% rdr. Z kolei najczęściej wnioskowano o zawieszenie. Takich przypadków było 201,9 tys. I tu nastąpił wzrost o 7,9% rok do roku. Pod każdym względem najaktywniejsze były podmioty niepodające miejsca wykonywanej działalności. A biorąc pod uwagę poszczególne województwa, w każdym zestawieniu na czele było mazowieckie.

Mniej otwarć, ale więcej wznowień

Dane Ministerstwa Rozwoju i Technologii pokazują, że od stycznia do lipca br. do rejestru CEIDG wpłynęło 179,2 tys. wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 1,2% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – 181,3 tys. Analizując statystyki z pierwszych siedmiu miesięcy tego roku, widać też, że wniosków o założenie JDG było o 62,8 tys. więcej niż dotyczących zamknięcia. Podobnie było w ubiegłym roku. Tylko wtedy różnica była większa i wynosiła 65,1 tys.

– Kwestia liczby zakładanych JDG nie powinna dziwić. Polacy na razie raczej się wstrzymują z taką aktywnością. Chcą zwyczajnie przeczekać okres perturbacji. Spowolnienie gospodarcze raczej nie wpływa pozytywnie na podejmowanie tego typu decyzji. I dopóki to się nie zmieni, sytuacja będzie podobnie wyglądała do końca roku, a nawet może i przez cały I kwartał 2024 r. Co prawda, badania rynkowe potwierdzają, że nastroje konsumentów trochę się poprawiają, ale – w mojej opinii – jeszcze daleka jest droga do optymizmu – ocenia Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W ww. okresie zdecydowanie najwięcej wniosków o otwarcie JDG złożyły firmy bez określonego obszaru wykonywanej działalności – 77,8 tys. (w ub.r. 68,7 tys.). Natomiast biorąc pod uwagę dane dot. poszczególnych województw, największy wynik padł w mazowieckim – 17,9 tys. (rok wcześniej – 18,4 tys.). Dalej w zestawieniu widać woj. małopolskie – 10,3 tys. (rok wcześniej – 11,3 tys.), wielkopolskie – 9,4 tys. (10,3 tys.), śląskie – 9,3 tys. (10,9 tys.), a także dolnośląskie – 8,4 tys. (10,1 tys.). Z kolei najmniej wniosków było w woj. opolskim – 1,8 tys. (2,2 tys.). Przed nim na liście znalazło się świętokrzyskie – 2,7 tys. (3,7 tys.), a także podlaskie – 2,8 tys. (2,9 tys.).

– Zwiększenie liczby tzw. pustych rejestracji, czyli bez wskazanego województwa, może wynikać z rosnącej mobilności osób zakładających firmy, a także z większej elastyczności w dotarciu do potencjalnych klientów, którzy nie są ograniczeni jedynie do konkretnego obszaru. Z kolei różnice w liczbie podmiotów prowadzących działalność w województwach potwierdzają obecność zróżnicowanego rozwoju regionalnego, co w równym stopniu można również dostrzec w innych statystykach – mówi Sebastian Sajnóg, analityk z zespołu makroekonomii z Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE).

W pierwszych siedmiu miesiącach br. do rejestru CEIDG wpłynęło również ponad 110 tys. wniosków dot. wznowienia JDG. To o 16,6% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku – 94,3 tys. I podobnie, jak w przypadku zakładania działalności, najaktywniejsze pod tym względem były firmy bez określonego obszaru wykonywania działalności – blisko 20 tys. (rok wcześniej – 14,2 tys.). A biorąc pod uwagę poszczególne województwa, na pierwszym miejscu jest mazowieckie – 12,6 tys. (poprzednio – ponad 11 tys.). Dalej widać woj. pomorskie – 10,5 tys. (9,9 tys.), małopolskie – 8,9 tys. (7,8 tys.), śląskie – 8,3 tys. (7,5 tys.) oraz zachodniopomorskie – 7,9 tys. (7,7 tys.). Natomiast zamyka zestawienie woj. opolskie – 1,7 tys. (1,5 tys.), świętokrzyskie – ponad 2 tys. (1,8 tys.), a także lubuskie – 2,1 tys. (1,8 tys.).

– Wzrost liczby wznowień jednoosobowych działalności potwierdza fakt rynkowych badań, które pokazują, że konsumenci są w trochę lepszej kondycji. Jednak, aby to oceniać w pełni pozytywnie, należy dalej obserwować ten trend i wyciągać wnioski z dłuższych okresów porównawczych. Osobiście uważam też, że w IV kwartale br. te statystki nieco się pogorszą, ponieważ nadchodzi zima, a część z tych firm z pewnością zajmowała się sezonową działalnością. Natomiast w późniejszym okresie sytuacja powinna wyglądać w miarę stabilnie, o ile rządzący znowu nie zafundują nowych ustaw i obostrzeń, bo to w tej chwili – po spowolnieniu gospodarczym – jest drugą przyczyną niezakładania JDG – twierdzi Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Zamykanie firm na lekkim minusie

Według danych resortu, od stycznia do lipca br. do rejestru CEIDG wpłynęło 116,4 tys. wniosków dot. zakończenia JDG. To o 0,2% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. – 116,2 tys. – Problem zamykania się działalności gospodarczych w Polsce jest widoczny od dłuższego czasu. Niestety, stale rosnące koszty oraz niestabilność prawna sprawiają, że w naszym kraju nie jest łatwo prowadzić firmę – podkreśla Szymon Witkowski, Dyrektor Forum Pracy ZPP.

Najwięcej zamknięto firm niewskazujących terenu wykonywania działalności – 20,7 tys. (rok wcześniej – 15,9 tys.). Patrząc na poszczególne województwa, listę otwiera mazowieckie – 15,2 tys. (rok wcześniej – 15,7 tys.). Dalej widać śląskie – 10,2 tys. (poprzednio – 10,5 tys.), wielkopolskie – 9,5 tys. (9,7 tys.), małopolskie – 8,3 tys. (8,9 tys.) oraz dolnośląskie – 7,7 tys. (7,8 tys.). Na końcu zestawienia mamy opolskie – 2,1 tys. (rok wcześniej – 2,1 tys.), podlaskie – 2,5 tys. (2,6 tys.) oraz lubuskie – 2,8 tys. (2,8 tys.).

– Ilość firm zamykanych w poszczególnych województwach wynika przede wszystkim z nasycenia danego rynku. W mazowieckim zamyka się znacznie więcej podmiotów niż w podlaskim, ale nie oznacza to procentowej przewagi. Przy tym czynniki, takie jak bardzo znaczący wzrost płacy minimalnej w przyszłym roku, mogą doprowadzić do tego, że procentowo właśnie w mniejszych i uboższych regionach zacznie znikać więcej firm – uważa Dyrektor Witkowski.

Zawieszenie coraz bardziej popularne

W analizowanym okresie złożono też 201,9 tys. wniosków o zawieszenie JDG. Rok wcześniej było ich 187,1 tys. Zdaniem prof. Pawła Wojciechowskiego, przewodniczącego Rady Programowej Instytutu Finansów Publicznych i byłego ministra finansów, wzrost o 7,9% rdr. głównie wynika ze spowolnienia gospodarczego i z utrzymującej się dwucyfrowej inflacji. Mamy do czynienia z recesją konsumencką oraz producencką. Produkcja przemysłowa rdr. maleje. Oznacza to niższe zamówienia, co wprost odbija się na działalności mikroprzedsiębiorców, świadczących usługi dla przedsiębiorstw w układzie B2B. Cześć zawieszeń może być związana z chaotycznymi zmianami podatkowymi Polskiego Ładu i ucieczką w szarą strefę lub z przeniesieniem działalności do bardziej atrakcyjnej, stabilnej jurysdykcji podatkowej.

– W poprzednim roku nastroje przedsiębiorców były dużo bardziej pesymistyczne, co potęgował szok energetyczny i skokowy wzrost cen surowców energetycznych. Wskaźnik WWUK w ubiegłorocznym najniższym punkcie w październiku wyniósł -35,7 pkt. Duża niepewność co do przyszłej sytuacji przyczyniła się do decyzji większej części przedsiębiorców o zawieszeniu prowadzenia działalności – tłumaczy Sebastian Sajnóg.

Jak komentuje Szymon Witkowski, wielu przedsiębiorców, zawieszając firmę, ucieka przed jej zamknięciem, mając nadzieję na poprawę sytuacji na rynku. Niestety nie zawsze się to udaje. Od czasu pandemii Polska znajduje się w trudnej sytuacji gospodarczej. Niski wzrost gospodarczy, a nawet ostatnio techniczna recesja w połączeniu z wysoką inflacją bardzo silnie odbijają się na kondycji finansowej polskich firm. Do tego Adrian Parol dodaje, iż zawieszenie firmy to pierwszy istotny sygnał do tego, że dzieje się źle. I z reguły po jakimś czasie taki podmiot jest zwyczajnie likwidowany.

Blisko połowę wniosków o zawieszenie dotyczyło firm, które nie wskazały obszaru prowadzenia działalności – 44,5 tys. (rok wcześniej – 33,7 tys.). Natomiast spośród poszczególnych województw na czele zestawienia jest mazowieckie – 26,5 tys. (26,8 tys.). Dalej widać śląskie – 17,5 tys. (17,1 tys.), małopolskie – 15,7 tys. (15,3 tys.), wielkopolskie – 14,8 tys. (13,9 tys.) oraz dolnośląskie – 13,8 tys. (12,8 tys.). Listę zamyka opolskie – 3,4 tys. (3,1 tys.), podlaskie – 3,8 tys. (3,6 tys.), a także świętokrzyskie – 3,8 tys. (3,7 tys.).

Przedsiębiorcy w końcu wyjdą z dołka?

– W najbliższym czasie prawdopodobnie będzie utrzymywał się trend przewagi zamykanych i zawieszanych działalności nad otwieranymi i wznawianymi. Jednocześnie wraz z poprawą sytuacji gospodarczej należy spodziewać się ustabilizowania i powrotu do działalności wielu przedsiębiorców – przekonuje Szymon Witkowski, Dyrektor Forum Pracy ZPP.

Z kolei prof. Paweł Wojciechowski przewiduje, że w kolejnych kwartałach gospodarka będzie wychodzić z dołka spowolnienia. Badania GUS potwierdzają, że nastroje konsumentów systematycznie poprawiają się. W sierpniu ocena bieżącej (BWUK, -22,3 pkt), jak i przyszłej (WWUK, -10,5) sytuacji kształtowała się na najwyższym poziomie od przeszło dwóch lat. Z taką prognozą zgadza się doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński. I zaznacza, że taka poprawa może nadejść. Jednocześnie ekspert wskazuje na to, że wiele może zmienić się po wyborach. Jeżeli do władzy dojdzie szeroko pojęta opozycja, to jest większa szansa na poprawę bytu przedsiębiorców, a to wprost powinno się przełożyć na liczbę nowych firm.

– Prognozuję, że w nadchodzących miesiącach liczba działających przedsiębiorstw utrzyma się na stabilnym poziomie, reagując głównie na fluktuacje sezonowe. W najbliższych miesiącach można spodziewać się wzrostu liczby firm, które zawieszają swoją działalność. Ten trend jest jednak powiązany z naturalnym ograniczeniem aktywności w okresie zimowym w wybranych branżach, szczególnie obserwowanym w takich sektorach, jak budownictwo, rolnictwo czy turystyka. Dynamiki rok do roku nie powinny ulegać jednak istotnym zmianom – stwierdza ekspert z PIE.

Natomiast doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol podsumowuje, że oprócz zmiany władzy i nastrojów społecznych musi się też drastycznie zmienić podejście organów państwa do przedsiębiorców, bo cześć rzeczy zwyczajnie nie jest do zaakceptowania. Prowadzenie działalności w dzisiejszych czasach – szczególnie tej jednoosobowej – jest bardzo trudne. I jak nic się w tej kwestii nie poprawi, to ww. statystki dalej będą tylko dryfować na granicy lekkiego plusa bądź minusa. A nam potrzebny jest zryw gospodarczy z prawdziwego zdarzenia i to szczególnie wśród tych mikroprzedsiębiorstw, małych i średnich firm.

Rynek kredytowy w sierpniu 2023 r.

W sierpniu 2023 r., w porównaniu do sierpnia 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej trzech rodzajów produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych o (98,6 proc.), kredytów ratalnych o (+49,9 proc.), kredytów gotówkowych (+6,3 proc.). Mniej o (-6,8 proc.) przyznano limitów w kartach kredytowych. W ujęciu wartościowym również banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość trzech produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (+133,7 proc.), kredytów ratalnych (+20,9 proc.), kredytów gotówkowych (+18,2 proc.). Spadła natomiast wartość przyznanych limitów na kartach kredytowych (-0,2 proc.).

W okresie styczeń – sierpień br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+55,7 proc.), wydały więcej kart kredytowych (+22,2 proc.) oraz udzieliły więcej o (+6,7 proc.) kredytów gotówkowych. O (-26,0 proc.) spadła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały o (+26,7 proc.) wyższą wartość limitów na karcie kredytowej, o (18,3 proc.) udzieliły wyższą wartość kredytów ratalnych oraz o (+12,1 proc.) wyższą wartość kredytów gotówkowych. O (-22,5 proc.) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie stosowne wnioski oraz formułując opinie i komentarze, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w tym samym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, sierpniowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym sierpniu 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2023 r. jest efektem wniosków składanych zarówno w samym sierpniu jak i w lipcu 2023 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

Sierpień 2023 r. potwierdza dobrą koniunkturę na rynku kredytów gotówkowych

– Sierpniowe dodatnie dynamiki sprzedaży w ujęciu liczbowym (+6,3 proc.) oraz wartościowym (+18,2 proc.) potwierdzają dobrą sytuację na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy wziąć pod uwagę, że dynamiki wartości pokazujemy w ujęciu nominalnym. Gdyby jednak posłużyć się ujęciem realnym, oczyszczonym z inflacji, to roczna dynamika wzrostu wartości udzielonych kredytów gotówkowych również jest dodatnia na poziomie ok. +8 proc. Trochę słabiej wygląda sytuacja w ujęciu liczbowym, tu kredyty gotówkowe w sierpniu br. r/r odnotowały niższy wzrost. Jeżeli oceniamy kondycję rynku kredytów gotówkowych po ośmiu miesiącach, to w ujęciu wartościowym wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wynosi +12,1 proc. nominalnie, a w ujęciu liczbowym +6,7 proc.

Analizując rynek kredytów gotówkowych według przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, nadal zwracają uwagę kredyty zaciągane na kwotę powyżej 50 tys. zł. W przedziale tym, w okresie pierwszych ośmiu miesięcy 2023 r. wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym (+15,4 proc.), jak i w wartościowym (+18,2 proc.). To samo zjawisko występowało również w 2021 r.

Skutkiem tego zjawiska jest wyższa dynamika akcji kredytowej w ujęciu wartościowym niż liczbowym. Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12 proc. liczby udzielonych w okresie styczeń – sierpień br. kredytów gotówkowych i za prawie połowę (48,7 proc.) łącznej wartości sprzedaży kredytów gotówkowych udzielonych w tym okresie. Wiąże się to w dużej części z konsolidacją kredytów, dzięki której udzielane są kredyty na wyższe kwoty – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne – na fali wzrostowej szczególnie w ujęciu liczbowym

– W okresie styczeń – sierpień br. najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, odnotowały kredyty ratalne do 1 tys. zł (+91,5 proc.). Jeszcze bardziej spektakularne wzrosty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, gdzie wzrost wyniósł (+141,0 proc.). Tak wysoka dynamika niskokwotowych kredytów ratalnych to w większości efekt przekształcania niespłaconych w okresie bezodsetkowym zobowiązań z odroczonym terminem płatności (BNPL) w kredyt ratalny poprzez zakup powstałej wierzytelności przez banki. Natomiast nadal, podobnie jak w całym 2022 r., ujemną dynamiką sprzedaży w ujęciu liczbowym charakteryzowały się kredyty ratalne na wysokie kwoty, tj. z przedziału powyżej 10 tys. zł (-2,7 proc.). Ale w ujęciu wartościowym odnotowały one już dodatnią dynamikę (+4,2 proc.). Są to w większości kredyty na zakup droższych dóbr trwałych – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Średnia wartość kredytu gotówkowego w sierpniu 2023 r. wyniosła 21 807 zł – to wzrost o 11,1 proc. w stosunku do sierpnia 2022 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w sierpniu 2023 r. to 2 776 zł i jest ona niższa niż w sierpniu rok temu o 19,3 proc.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na akceptowalnym, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – sierpniowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,84 proc. – tylko o 0,3 pkt proc wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Sierpniowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,17 proc.

– W porównaniu do sierpnia 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 0,69 pkt proc. Analogiczny Indeks dla kredytów ratalnych wzrósł o 0,51 p.p. Nadal należy więc bardzo uważnie śledzić odczyty Indeksów w kolejnych miesiącach. Poprawie jakości powinny sprzyjać niższe stopy procentowe – wyjaśnia prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe – ożywienie trwa

– Dla kredytów mieszkaniowych sierpień wypadł bardzo dobrze, potwierdzając tym samym widoczne od kilku miesięcy duże ożywienie. W ujęciu liczbowym banki udzieliły 13,3 tys. kredytów i jest to najwyższy od maja zeszłego roku poziom miesięcznej akcji kredytowej. W ujęciu wartościowym banki udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę 5,1 mld zł – również najwyższą od maja 2022 r. Jakie są źródła wzrostu akcji kredytowej? Jest ich klika. Jest on zarówno wynikiem ożywienia popytu na kredyty mieszkaniowe w następstwie wzrostu zdolności kredytowej, do którego przyczyniła się zarówno liberalizacja wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej – zmniejszenie wymaganego poziomu bufora na stopę procentową, spadek poziomu WIBOR-u w oczekiwaniu na spadki stóp procentowych, wyhamowanie dynamiki wzrostu cen (dezinflacja), jak i wzrosty wynagrodzeń. Wzrost zdolności kredytowej przełożył się na wzrost wartości udzielanego kredytu – obecnie średnia wartość udzielanego kredytu wynosi 384,24 tys. zł i jest wyższa o 17,6 proc. niż przed rokiem. W sierpniowej akcji kredytowej widać już wyraźne przejawy uruchomienia rządowego Programu „Kredyt 2 proc.”. Cztery na dziesięć kredytów mieszkaniowych banki udzieliły w ramach tego Programu. Rosnące ceny nieruchomości przyspieszają również decyzję o zaciągnięciu kredytu mieszkaniowego osób, które z przyczyn formalnych nie mogą być beneficjentami rządowego programu – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Do 31 sierpnia 2023 r. banki zaraportowały 1,147 mln rachunków objętych wakacjami kredytowymi o wartości 284 mld zł.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w sierpniu 2023 r. wyniósł 1,54 proc. W ostatnich 12 miesiącach (od sierpnia 2022 r. do sierpnia 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,62 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest gorszy od tego sprzed miesiąca (pogorszenie o +0,09 p.p.). W momencie wprowadzenia moratoriów kredytowych zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości kredytów złotówkowych zostanie znacznie ograniczony. I tak się stało. Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie. Natomiast to, co obecnie zaczyna budzić mój niepokój, to pogarszanie się jakości kredytów walutowych, w większości udzielonych we franku szwajcarskim. Przyczyną tego zjawiska nie jest ryzyko kredytowe, które mogłoby wynikać z problemów finansowych kredytobiorców. Źródłem ryzyka nie jest więc sytuacja finansowa gospodarstwa domowego, a ryzyko prawne związane z prowadzonymi procesami sądowymi. Dodatkowymi czynnikami ryzyka dla tego portfela jest umocnienie kursu franka i dalszy możliwy wzrost stóp procentowych w Szwajcarii – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Karty kredytowe – w sierpniu spadki, czyżby koniec dobrej passy?

– W sierpniu 2023 r. dynamika sprzedaży była ujemna zarówno liczby (-6,8 proc.) jak i wartości (-0,2 proc.) kart kredytowych w porównaniu do sierpnia 2022 r. Może to sugerować przerwanie dobrej koniunktury na tym rynku, choć dynamiki z okresu styczeń – sierpień 2023 w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku nadal są dobre (+22,2 proc.) w ujęciu liczbowym oraz (+26,7 proc.) w ujęciu wartościowym. Wartość Indeksu Jakości w sierpniu wyniosła 4,15 proc. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+0,32 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych – tłumaczy Waldemar Rogowski.

Aktualne informacje o rynku kredytowym publikowane są na: www.bik.pl/newsletter-kredytowy oraz w sekcji Analizy rynkowe BIK.

Dyrektorzy finansowi tną koszty. Firmy wstrzymują inwestycje w wielu istotnych obszarach

  • Niemal wszyscy ankietowani przez EY światowi liderzy finansowi (90 proc.) planują zmniejszyć lub wstrzymać inwestycje w wielu istotnych obszarach działalności firm, w tym nawet w rozwój pracowników pomimo, że jest to jeden z ich najważaniejszych priorytetów długofalowych. Co więcej, aż połowa badanych (50 proc.) twierdzi, że realizuje wyłącznie krótkoterminowe cele finansowe ograniczając wydatki na programy związane ze zrównoważonym rozwojem, a ponad jedna trzecia (37 proc.) podnosi, że w ciągu najbliższego roku nastąpią dalsze cięcia kosztów w tym obszarze.
  • Wiele organizacji ogranicza również wszystkie inwestycje zapowiadając koncentrację w kolejnym roku wyłącznie na realizowaniu krótkoterminowych założeń finansowych pomimo braku akceptacji dla takiej polityki ze strony inwestorów-aktywistów i inwestorów instytucjonalnych.
  • Ponad trzy czwarte (78 proc.) respondentów podkreśla, że najbardziej wymagającym wyzwaniem dla dyrektorów finansowych jest obecnie umiejętne zawieranie kompromisów między realizacją priorytetów krótko i długoterminowych. Podobny odsetek (76 proc.) uważa, że niestabilne otoczenie rynkowe wpływa na zwiększoną presję wywieraną na nich w obszarze bieżącej poprawy efektywności kosztowych oraz realizacji krótkoterminowych zysków.

Dyrektorzy finansowi wdrażający innowacyjne zmiany w dziedzinie finansów mogą uwolnić ukryty potencjał uzyskując wartość dodaną m.in. poprzez zwiększenie wydajności pracy swoich zespołów. Jednak w ciągu najbliższych trzech lat tylko niewielka część z nich (14 proc.) planuje zrealizować odważne programy transformacji funkcji zarządzania finansami przesiębiorstw. Ma to związek z określaniem na nowo ich roli w strukturze firm oraz wynika ze sprzecznych ze sobą zadań, które są im powierzone do realizacji. Oczekuje się od nich z jednej strony generowania długoterminowej wartości, ale z drugiej poddaje ciągłej presji znajdowania krótkoterminowych efektywności kosztowych. Dlatego, aż 67 proc. z nich zwraca uwagę, że w ich zespołach często dochodzi do związanych z tym napięć i licznych nieporozumień. Dlatego postawienie ludzi jako najważniejszego elementu powiązanego ściśle z wprowadzanymi zmianami może ponad dwukrotnie zwiększyć prawdopodobieństwo odniesienia transformacyjnego sukcesu z 28, aż do 73 proc. – wynika z globalnego badania EY „Imperatyw CFO. Jak zdeterminowani CFO mogą przeformułować swoją rolę w firmach, aby poprawić ich wyniki finansowe”?

Przeanalizowane przez ekspertów EY dane pozyskane od wielu organizacji, które dokonały cięć  kosztów wskazują, że najbardziej ucierpiały na tym takie obszary jak: ESG (43%), technologia i innowacje cyfrowe (43%), odporność łańcucha dostaw (37%), optymalizacja portfela zamówień (34%), talenty pracownicze i kultura pracy (37%), doświadczenie zdobyte przez klienta i powiązane z tym ofertowanie potencjalnych nabywców (36%), ekosystemy i zawierane partnerstwa (29%) oraz wejście lub wyjście z rynku geograficznego (28%).

Dyrektorzy finansowi powinni szczególnie ostrożnie podchodzić do cięcia wydatków w obszarze ESG biorąc pod uwagę znaczenie zrównoważonego rozwoju w budowaniu wartości biznesów i długoterminowej wartości dodanej dla różnych interiusariuszy. Dokonywanie wyborów pomiędzy realizacją krótko i długofalowych priorytetów może nieść ze sobą skrajnie różne konsekwencje dla wielu istotnych obszarów działalności firm. Mogą one odbić się negatywnie na samych zespołach fianansowych oraz spowolnić technologiczne zmiany niezbędne do przebudowy finansów i strategicznego wykorzystania danych finansowych. Niezbędna jest bieżąca aktualizacja strategii w zależności od zmieniających się okoliczności zewnętrznych, a także konsekwentna poprawa wskaźników wydajności – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY.

Właściwe raportowanie wyników finansowych ułatwia zarządzanie oczekiwaniami interesariuszy

Badanie EY podnosi, że ujednolicenie sposobu ujawniania informacji z zakresu ESG w ramach usprawnionego modelu sprawozdawczości korporacyjnej mogłoby wypełnić lukę zidentyfikowaną w ankiecie EY Global Corporate Reporting and Institutional Investor Survey. Aż 80 proc. inwestorów stwierdziło w nim, że wiele firm nie potrafi odpowiednio uzasadniać długoterminowych wydatków na zrównoważony rozwój.

Dlatego dyrektorzy finansowi regularnie nadają priorytet rozwojowi cyfrowemu funkcji finansowych wspierając w ten sposób zrównoważony i długoterminowy wzrost. Dostrzegają oni konieczność opracowania ambitnych strategii dotyczących efektywnego wykorzystania danych, które umożliwią efektywne i szybkie przetwarzanie, analizowanie i wizualizowanie ich ogromnych ilości pozyskiwanych z różnych źródeł. Co więcej, grupa dyrektorów finansowych podejmujących odważne działania transformacyjne kładzie największy nacisk na zmiany technologiczne jako najważniejszy element przebudowy funkcji finansów. Niemal połowa (44 proc.) z nich traktuje je priorytetowo, w porównaniu z 36 proc. bardziej zachowawczych pod tym względem respondentów. Natomiast 36 proc. zdetermiowanych liderów skupia się na kwestiach związanych z zaawansowaną analityką, podczas gdy pozostali ankietowani stanowią pod tym względem 26 proc.

Dzisiejsi liderzy rozwijają umiejętności przywódcze swoich następców

Grupa dyrektorów finansowych wyższego szczebla, która wprowadza odważniejsze zmiany jest również bardziej skoncentrowana na realizacji konkretnych celów wśród których ważnym zagadnieniem jest kwestia sukcesji i rozwijanie umiejętności przywódczych następnego pokolenia liderów finansowych. Prawie jedna trzecia (30 proc.) respondentów z tego grona traktuje ten aspekt priorytetowo, w porównaniu do 22 proc. pozostałych uczestników badania. Niemniej dwie trzecie (66 proc.) biorących udział w badaniu EY dostrzega otwartość firm na przyjmowanie do pracy niedoświadczonych dyrektorów finansowych odnotowując, że droga przyszłego CFO stała się znacznie trudniejsza w ciągu ostatnich trzech lat, a trzy czwarte (76 proc.) wskazuje na „umiejętności strategiczne” jako niezbędny warunek awansu na to stanowisko.

Wyniki badania wskazują ponadto, że przyszli liderzy w dziedzinie zarządzania finansami powinni wyróżniać się wysoko rozwiniętą inteligencją emocjonalną i doświadczeniem w efektywnej współpracy z ludźmi, empatią, umiejętnościami interpersonalnymi oraz właściwe rozumieć niuanse powiązane z kwestiami różnorodności, dobrostanu pracowników i osiąganiem równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. W celu należytego zgłębienia znaczenia inteligencji emocjonalnej EY podjął niedawno współpracę badawczą z Saïd Business School Uniwersytetu Oksfordzkiego, z której wynika, że wielu dyrektorów finansowych nie zapewnia wystarczającego wsparcia swoim pracownikom, aby sprostać presji psychologicznej i emocjonalnej spowodowanej przez realizację programów wdrożeń transformacji funkcji finansowej.

Informacje o badaniu
Badanie zostało sporządzone w oparciu o ankietę przeprowadzoną wśród tysiąca dyrektorów finansowych w 21 krajach i 13 segmentach branżowych. 70 proc. respondentów reprezentowało organizacje przynoszące przychody od 1 mld USD do 5 mld USD, a 30 proc. generujące zysk przekraczający 5 mld USD rocznie.

Wyrok WSA w Gorzowie Wlkp. może mieć istotny wpływ na prawa podatników

W przypadku stwierdzenia niedochowania przez stronę terminu do spełnienia zobowiązań administracyjnych, w tym podatkowych, w okresie obowiązywania w Polsce stanu epidemii, organy miały obowiązek informowania o uchybieniu i wyznaczania stronie dodatkowych 30 dni na złożenie wniosku o przywrócenie terminu – potwierdził w wyroku z 2 sierpnia 2023 r. WSA w Gorzowie Wlkp.

Jak się okazuje zdarzało się, że organy zapominały informować podatników i inne podmioty o należnych im uprawnieniach. A to stanowi naruszenie otwierające tym osobom i firmom furtkę do uchylenia niekorzystnych rozstrzygnięć organów administracji publicznej o szerokim zakresie: podatków, zezwoleń, koncesji, przekazywania przez spółki comiesięcznych składek i raportów do ZUS, składania sprawozdań finansowych przez niektórych przedsiębiorców, ofert przetargowych i innych czynności kształtujących prawa i obowiązki.

Uchybienie terminu

W sierpniu 2022 r. podatnik złożył zgłoszenie SD-Z2 o nabyciu majątku po zmarłej matce. Cztery miesiące później naczelnik urzędu skarbowego wymierzył mu zobowiązanie w podatku od spadków i darowizn w wysokości 5 857 zł z powodu niedochowania 6-miesięcznego terminu na zgłoszenie nabycia spadku, które zwolniłoby go z tego opodatkowania. Sąd rejonowy prawomocnie stwierdził bowiem nabycie spadku 2 marca 2021 r.

Okres ochronny w czasie epidemii

Podatnik nie zgadzał się z tą decyzją organu powołując się na fakt panującej epidemii koronawirusa w okresie nabywania spadku. A przepis art. 15zzr uchwalonej w trakcie pandemii Ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych, stanowił, że w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii ogłoszonego z powodu COVID-19 bieg przewidzianych przepisami prawa administracyjnego terminów od zachowania których jest uzależnione udzielenie ochrony prawnej przed sądem lub organem, jak i do dokonania przez stronę czynności kształtujących jej prawa i obowiązki, nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres.

Jednak naczelnik zwrócił uwagę, że przepis, na który powołał się podatnik, został uchylony 16 maja 2020 r., czyli przed dniem powstania obowiązku podatkowego (nabycie spadku nastąpiło 2 marca 2021 r.). Stanowisko naczelnika potwierdził dyrektor izby administracji skarbowej wskazując, że bieg terminów opisanych w art. 15zzr ust. 1 ustawy o COVID uległ zawieszeniu tylko na 54 dni, w okresie od 31 marca 2020 r. do 23 maja 2020 r.

Organ miał obowiązek poinformować podatnika o jego uprawnieniach, o czym zapomniał

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp. zwrócił uwagę, że obie strony sporu – zarówno podatnik, jak i organy – zapomniały o istnieniu art. 15zzzzzn2 przedmiotowej ustawy. A przepis ten stanowi, że w przypadku stwierdzenia uchybienia przez stronę w okresie obowiązywania stanu epidemii COVID przewidzianych przepisami prawa administracyjnego terminów, organ administracji publicznej zobowiązany był zawiadomić stronę o uchybieniu terminu i wyznaczyć jej 30-dniowy termin na złożenie wniosku o przywrócenie terminu. Chodzi o terminy: a) od zachowania których jest uzależnione udzielenie ochrony prawnej przed organem administracji publicznej, b) do dokonania przez stronę czynności kształtujących jej prawa i obowiązki, c) przedawnienia, d) których niezachowanie powoduje wygaśnięcie lub zmianę praw rzeczowych oraz roszczeń i wierzytelności, a także popadnięcie w opóźnienie, e) zawitych, z niezachowaniem których ustawa wiąże ujemne skutki dla strony, f) do dokonania przez podmioty lub jednostki organizacyjne podlegające wpisowi do właściwego rejestru czynności, które powodują obowiązek zgłoszenia do tego rejestru, a także terminów na wykonanie przez te podmioty obowiązków wynikających z przepisów o ich ustroju.

Przepis ma zastosowanie w obszarze prawa administracyjnego, także podatkowego

WSA wskazał, że choć wśród organów podatkowych panuje przekonanie, że prawo podatkowe jest odrębną od prawa administracyjnego gałęzią prawa, i dlatego ów przepis nie ma zastosowania do zobowiązań podatkowych, to jednak sądy administracyjne stoją na przeciwnym stanowisku. Dlatego też, wracając na grunt przedmiotowej sprawy, jeśli podatnik nie dotrzymał terminu na zgłoszenie nabycia spadku, to organ zobowiązany był poinformować go o tym uchybieniu i wyznaczyć dodatkowy, 30-dniowy termin na złożenie wniosku o przywrócenie terminu na zgłoszenie. Informując o tym organ winien był również pouczyć podatnika o konieczności uzasadnienia wniosku o przywrócenie terminu, uprawdopodobniające, że uchybienie nastąpiło bez jego winy.

Naruszenie zasad praworządności

Gorzowski sąd uchylając zaskarżoną przez podatnika decyzję dyrektor izby administracji skarbowej, jak i poprzedzającą ją decyzję naczelnika urzędu skarbowego orzekł: „Zaniechanie to zdaniem Sądu stanowiło naruszenie ogólnych zasad O.p. określonych w art. 120, art. 121 i art. 122 O.p., zgodnie z którymi organy stoją na straży praworządności, podejmują wszelkie czynności niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz załatwienia sprawy, zobowiązane są prowadzić postępowanie w sposób budzący zaufanie jego uczestników do władzy publicznej, kierując się zasadami proporcjonalności, bezstronności i równego traktowania” (sygn. akt I SA/Go 125/23).

Podatnicy, przedsiębiorcy, pracodawcy mogą wnieść o stwierdzenie nieważności niekorzystnych decyzji

WSA nakazał organom przy ponownym rozpoznaniu sprawy podatnika uwzględnić dyspozycję art. 15 zzzzzn2 ustawy covidowej. Co będzie oznaczało, że pokrzywdzony naruszeniem przez organy prawa podatnik będzie mógł wystąpić z wnioskiem o przywrócenie terminu na złożenie deklaracji uwalniającej go od ciężaru zapłaty podatku. A jeśli podatek zapłacił – zażądać jego zwrotu. Co bardzo ważne – nie wystarczy tylko złożyć wniosek. Należy go właściwie uzasadnić.

Jednak ten wyrok ma istotny wpływ nie tylko na prawa podatników. Nieważności wydanych decyzji mogą się domagać wszyscy „petenci”, którzy nie zostali poinformowani również przez każdy inny niż podatkowy organ administracji publicznej o możliwości skorzystania z dodatkowego 30-dniowego terminu na dopełnienie określonych obowiązków mających wpływ na ich prawa. Może tu chodzić np. o odmowę przyznania, przedłużenia pozwolenia, koncesji, rejestracji danego podmiotu albo czynności, odrzucenie oferty przetargowej, ukaranie za niezłożenie w terminie sprawozdania finansowego do szefa KAS, za niedopełnienie określonych obowiązków w ZUS, i wiele innych. Stan epidemii obowiązywał w Polsce od 20 marca 2020 r. do 15 maja 2022 r. Zasadniczo na wystąpienie o stwierdzenie nieważności decyzji każdy ma 10 lat od dnia doręczenia lub ogłoszenie decyzji.

Wyrok WSA w Gorzowie Wielkopolskim z dnia 02.08.2023 roku, wydany w sprawie I SA/Go 125/23 nie jest prawomocny.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rosną koszty polis i wysokość szkód ataków hakerskich. Do 2025 wysokość cyberubezpieczeń wzrośnie do 22 mld USD

  • Do 2025 wysokość składek cyberubezpieczeń osiągnie wartość 22 miliardów dolarów.
  • Średni globalny koszt naruszenia bezpieczeństwa danych w 2023 r. wyniósł 4,45 mln dolarów, czyli o 15% więcej niż w 2020 r.
  • W pierwszym kwartale 2023 roku składki ubezpieczeniowe wzrosły o 11%
  • Podmioty korzystające z oprogramowania ransomware zarobią na ofiarach prawie 900 mln dolarów

Liczba ataków hakerskich rośnie a wraz z nią wysokość szkód. Ostatnie dane wskazują na średni globalny koszt dla firm w wysokości 4,45 mln USD (o 15 % więcej niż w 2020 r). Do 2025 wysokość składek cyberubezpieczeń osiągnie wartość 22 miliardów dolarów.

Wraz ze wzrostem liczby cyberataków uzyskanie ochrony ubezpieczeniowej jest trudniejsze. Dzieje się tak dlatego, że straty finansowe wynikające z naruszenia stały się nieproporcjonalne do składek pobieranych przez ubezpieczycieli. – mówi Tom De Laet z firmy Check Point Software.

Według raportu IBM Cost of a Data Breach Report 2023 średni globalny koszt naruszenia bezpieczeństwa danych w 2023 r. wyniósł 4,45 mln dolarów, czyli o 15% więcej niż w 2020 r., natomiast firma Chainalytic zajmująca się analizą technologii blockchain ustaliła, że podmioty korzystające z oprogramowania ransomware zarobią na ofiarach prawie 900 mln dolarów. intratności ataków świadczą niedawne głośne incydenty, w tym atak ransomware na MGM Resorts, w wyniku którego wiele systemów firmy zostało odłączonych od sieci, a środki zaradcze mają kosztować miliony. Niektórzy nawet sugerowali, że może istnieć związek przyczynowy pomiędzy oprogramowaniem ransomware a ubezpieczeniem cybernetycznym, gdyż osoby atakujące wykorzystują wykradzione polisy ubezpieczeniowe w celu dyktowania żądań okupu.

Poruszanie się po trudnym rynku ubezpieczeń

W pierwszym kwartale 2023 roku składki ubezpieczeniowe wzrosły o 11% . Ten wzrost kosztów potęguje fakt, że ubezpieczyciele zaczynają wątpić, czy ich dotychczasowe składki odpowiednio pokrywają ryzyko związane z zagrożeniami cybernetycznymi. – W odpowiedzi na te rosnące obawy ubezpieczyciele zaostrzają swoje standardy ubezpieczeniowe i podnoszą poprzeczkę w zakresie minimalnych wymagań w zakresie cyberbezpieczeństwa dla ubezpieczających – zwraca uwagę ekspert Check Pointa.

Aby zrównoważyć wypłaty, niektórzy ubezpieczyciele podjęli kroki w celu cięcia niektórych kosztów. Na przykład spółka Lloyds of London ogłosiła w zeszłym roku, że nie będzie już uwzględniać ataków na państwa narodowe w swoich polisach ubezpieczeniowych w zakresie cyberbezpieczeństwa, ponieważ „naraża to rynek na ryzyko systemowe, z którym syndykaty mogłyby mieć trudności z zarządzaniem”. Tymczasem w Australii gigant ubezpieczeniowy Chubb wygrał sprawę przeciwko firmie Inchcape świadczącej usługi motoryzacyjne, która próbowała uzyskać zwrot kosztów poniesionych w związku z usunięciem i późniejszą próbą odzyskania danych po ataku ransomware. Sąd uznał, że jest to pośrednia strata finansowa, która nie jest objęta polisą.

Możesz się zastanawiać, co obejmuje Twoje ubezpieczenie cybernetyczne. Czy otrzymasz rekompensatę za straty powstałe w wyniku kliknięcia przez pracownika wiadomości phishingowej? Czy Twój ubezpieczyciel będzie honorował wypłatę, jeśli dobrowolnie zapłacisz za okup? Kwestia ta może stać się problematyczna, gdy kraje takie jak Australia i Stany Zjednoczone rozważają wprowadzenie zakazu płatności okupu cyberprzestępcom.

– Często polisa ubezpieczenia cybernetycznego pokrywa głównie koszty reakcji na incydent (IR), badania kryminalistyczne i koszty odzyskiwania danych po ataku. Większość firm chętnie ubezpiecza się na tej podstawie, ponieważ koszt takiego dochodzenia może niekorzystnie wpłynąć na przepływ środków pieniężnych, wiedząc, że koszt naruszenia bezpieczeństwa danych będzie jeszcze większy. Jednak wielu nie brało pod uwagę rzeczywistych skutków finansowych, takich jak utrata udziału w rynku i wpływ, jaki ma to na cenę akcji. – mówi Tom De Laet.

Jeśli firma zajmująca się cyberubezpieczeniem zajmuje się dochodzeniem i odzyskiwaniem skutków ataku, może zaangażować swoje zatwierdzone zespoły prawne i zespoły ds. IR, które specjalnie sprawdzają, czy którekolwiek ryzyko można objąć ubezpieczeniem i jaki jest tego koszt. Nie dążą do przeprowadzenia oceny zgodności w sposób uwzględniający wszystkie potencjalne ryzyka biznesowe wymienione powyżej.

Istnieją również zwiększone kary za naruszenia bezpieczeństwa danych, co może skłonić niektóre organizacje do natychmiastowego skorzystania z ubezpieczenia cybernetycznego, aby spróbować pomóc w pokryciu tych kosztów. Jest jednak mało prawdopodobne, aby jakikolwiek ubezpieczyciel je uwzględnił.

Uniknij roszczeń dzięki zapobiegawczym środkom bezpieczeństwa cybernetycznego

Szczegóły tego, co jest, a co nie jest objęte polisą, będą w dużej mierze zależeć od ubezpieczyciela, ale ogólnie rzecz biorąc, powinieneś oczekiwać, że ubezpieczyciele dokładnie przyjrzą się Twoim praktykom bezpieczeństwa. Potrzebują potwierdzenia, że wdrożone zostały środki zapobiegawcze, aby przede wszystkim ograniczyć ryzyko i zapobiec atakowi. Sprawdzą wszystko, od bezpieczeństwa poczty e-mail, statusu uwierzytelniania wieloskładnikowego i procedur tworzenia kopii zapasowych po punkty końcowe, szyfrowanie, zapory ogniowe i świadomość użytkowników.

– Jedna z firm branży usług finansowych, która miała do czynienia z ogromnymi składkami ubezpieczeniowymi i tylko dwiema ofertami przedłużenia umowy, po wdrożeniu zaawansowanych usług bezpieczeństwa cybernetycznego, otrzymała nagle sześć konkurencyjnych ofert i udało jej się obniżyć składki aż o 80% w porównaniu z rokiem poprzednim! Wynikało to z ich zdolności do reagowania na incydenty i przeprowadzania kompleksowych dochodzeń przed skorzystaniem z roszczeń ubezpieczeniowych. – zapewnia specjalista firmy Check Point Software. Taki poziom kontroli pozwolił im podejmować świadome decyzje, ograniczając niepotrzebne aktywacje ubezpieczeń i związane z nimi koszty.

Długoterminowa rentowność cyberubezpieczeń jest wciąż przedmiotem debaty, jednocześnie zapobieganie to najskuteczniejszy sposób na pokazanie, jak poważnie firma podchodzi do bezpieczeństwa. Aby przetrwać incydenty grożące ich zasobom cyfrowym, firmy muszą poszerzyć swoją bazę opcji obrony, zamiast polegać na ubezpieczeniu cybernetycznym. Najlepszym zabezpieczeniem jest bardziej proaktywne wdrażanie narzędzi oraz procesów, by zrobić wszystko, co możliwe, aby uniknąć naruszenia.

Bezrobocie w Polsce bez zmian. W UE widać już sygnały spowolnienia

Stopa bezrobocia nie spadła w tym roku tak mocno jak w 2022 roku, ale wynik na poziomie 5% to nie jest nic, czego powinniśmy się wstydzić. Szczególnie biorąc pod uwagę problemy gospodarcze Unii, o których wprost mówi prezes EBC.

Bezrobocie bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami analityków wczoraj bezrobocie utrzymuje się na niezmienionym poziomie 5%. To już trzeci miesiąc z rzędu mamy ten sam wynik. Warto jednak zwrócić uwagę, że to pogorszenie sytuacji względem zeszłego roku. W 2022 roku mieliśmy trzy miesiące, kiedy stopa bezrobocia spadła poniżej 5%. W tym roku na razie żadnego, a biorąc pod uwagę czynniki sezonowe, jest bardzo mała szansa, że to się wydarzy. Oznacza to, że należy spodziewać się pewnej stabilizacji na rynku. Z drugiej strony rosnące zatrudnienie i brak rąk do pracy były elementami, które korzystnie wpływały na nasze wynagrodzenia. Teraz presja na wzrost wynagrodzeń będzie słabsza. Nie znaczy to, że pensje przestaną rosnąć. Po prostu mogą nie rosnąć tak szybko, jak rosłyby, gdyby przedsiębiorcy musieli mocniej walczyć o pracownika.

Wystąpienie Christine Lagarde

Poniedziałek był kolejnym trudnym dniem dla europejskiej waluty. Powodem było wystąpienie Christine Lagarde. Pani prezes powiedziała, że już w trzecim kwartale mogą być widoczne sygnały spowolnienia gospodarczego. Biorąc pod uwagę, że trzeci kwartał kończy się za cztery dni, można zakładać, że mowa już o najbliższych danych.  W rezultacie kurs EURUSD spadł pierwszy raz od marca poniżej poziomu 1,06. Jeżeli utrzyma się ta sytuacja, możemy być świadkami kolejnych wielomiesięcznych minimów euro względem dolara. Sytuację dla euro pogarsza jeszcze oczekiwanie utrzymywania się wysokich stóp w USA przez dłuższy czas. Dzieje się tak, ponieważ rynki boją się, że EBC walcząc ze spowolnieniem, będzie obniżał wkrótce stopy procentowe.

Korekta cen ropy

Ostatnie dni przyniosły nam spadek cen ropy. Obecnie ma to dla polskiego konsumenta dokładnie żadne znaczenia, bo mamy ceny wyborcze a nie rynkowe na stacjach, ale po 15 października można spodziewać się urealnienia cen. W rezultacie spadek cen surowca w ostatnich dniach ma szansę zaoszczędzić nam trochę na tankowaniach w ostatnich miesiącach roku. Warto zwrócić uwagę, że pomimo tego, że nawet po spadku ceny baryłki z 95 na 91 dolarów nadal aktualne są prognozy osiągnięcia 100 dolarów w tym roku. Biorąc jednak pod uwagę potencjalne spowolnienie gospodarcze. Z drugiej strony nie brakuje opinii, że zwyżka powinna mieć charakter tymczasowy, a jej wpływ na inflację wcale nie będzie tak duży, jak jeszcze niedawno oczekiwano.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski  – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Bain&Co. : Ponad połowa producentów oprogramowania korzysta ze sztucznej inteligencji

Ponad połowa producentów oprogramowania korzysta w swoich firmach z asystentów kodowania opartych na generatywnej sztucznej inteligencji (Gen AI), wynika z badania firmy doradczej Bain & Company. Zdecydowana większość jest zadowolona z zastosowania nowych technologii, wymieniając wśród korzyści szybsze wprowadzenie produktu na rynek, wyższą jakość i niższe koszty.

Asystentów kodowania opartych na modelach bazowych i generatywnej AI oficjalnie wprowadziło lub jest w trakcie wdrażania 57 proc. producentów software’u. Ponadto w 33 proc. firm programiści używają tych rozwiązań na własną rękę. W zaledwie 7 proc. ankietowanych firm nie używa jeszcze technologii AI wspierających tworzenie oprogramowania. Istnieje również grupa firm – 3 proc., które odrzucają używanie AI w procesie tworzenia oprogramowania.

– Generatywna sztuczna inteligencja rewolucjonizuje rynek oprogramowania – mówi Paweł Szreder, partner w Bain & Company. – Często pierwszym i najbardziej powszechnym jej zastosowaniem  są chatboty i inne interfejsy obsługujące komunikację z klientami wewnętrznymi i zewnętrznymi, ale wachlarz wykorzystujących je produktów i usług jest dużo szerszy. Z punktu widzenia samego procesu tworzenia oprogramowania, najważniejszy jest radykalny wzrost produktywności programistów.

Asystenci kodowania AI to nowy rodzaj narzędzi, które wykorzystuje się na etapie tworzenia i testowania kodu. Wspierają programistów w pracy, przyspieszają proces pisania kodu i zwiększają jego bezpieczeństwo.

Wśród firm, które korzystają z asystentów kodowania opartych na generatywnej AI, 75 proc. jest zadowolonych z rezultatów, w tym w 35 proc. przypadków generatywna AI spełniła oczekiwania, a w 40 proc. przekroczyła je. W zaledwie 8 proc. nie spełniła oczekiwań.

Przyspieszenie wejścia produktu na rynek to najważniejsza korzyść z używania narzędzi opartych na AI wymieniana przez 76 proc. ankietowanych. Na drugim miejscu znalazła się jakość kodu – wskazana przez 63 proc. respondentów oraz redukcja kosztów 58 proc. Na dalszych pozycjach znalazło się usprawnienie procesu testowania oraz poprawa dokumentacji – odpowiednio 39 i 31 proc.

Szybkość tworzenia kodu to niezaprzeczalna wartość asystentów kodowania, jednak równie ważną zaletą tych narzędzi jest zdolność wychwytywania błędów i poprawienie procesu testowania – dodaje Paweł Szreder. – Pozwala to na redukcję liczby korekt w programie i ogólne podniesienie jakości oprogramowania.

Firmy wytwarzające oprogramowanie nie są jedynymi, które w coraz większym zakresie korzystają ze sztucznej inteligencji. Z badania Bain & Company wynika, że firmy z innych branż najczęściej wdrażają lub testują narzędzia takie jak interfejsy konwersacyjne oparte na czacie, asystenci kodowania oraz centra obsługi klienta wykorzystujące sztuczną inteligencję. Najbardziej powszechnie wykorzystuje się narzędzia oparte na AI w branży integratorów systemów – 90 proc. firm choć raz skorzystało z tych technologii, oraz w marketingu i reklamie – 86 proc.

W opinii Bain & Company innowatorzy, którzy najszybciej sięgnęli po technologie AI w tworzeniu oprogramowania wygrywają walkę konkurencyjną.

Enea kupiła od PAD RES farmę fotowoltaiczną o mocy 35 MW zlokalizowaną w Wielkopolsce

Położona pod Koninem Farma Fotowoltaiczna Genowefa o mocy 35 MW powiększyła moce wytwórcze OZE Grupy Enea. Działająca instalacja została zakupiona od firmy PAD RES, która jest wiodącym deweloperem w sektorze czystych źródeł energii. To kolejna z ogłoszonych w ostatnich tygodniach inwestycji Enei realizujących strategię konsekwentnego zwiększania zainstalowanej mocy OZE Grupy.

Szacuje się, że zlokalizowana w okolicach Kleczewa (wielkopolskie) Farma Fotowoltaiczna Genowefa może w pierwszym latach swojej pracy wyprodukować rocznie ponad 35.000 MWh zielonej energii, zapewniając czystą energię dla ok. 17 500 gospodarstw domowych. Budowa instalacji rozpoczęła się w kwietniu 2022 r., a farma rozpoczęła produkcję energii w sierpniu 2023 r. Instalacja składa się z 65 420 szt. paneli i zajmuje obszar ok. 40 ha.

– W ostatnich miesiącach deklarowaliśmy wyraźne przyspieszenie naszych działań związanych ze zwiększaniem mocy zainstalowanej Grupy Enea w odnawialnych źródłach energii. Ostatnie tygodnie i kolejne inwestycje, tak jak kupno Farmy PV Genowefa są potwierdzeniem realizacji naszych zobowiązań i wkładem w transformację sektora energetycznego. Kolejne nasze instalacje są w przygotowaniu, a obecnie, w ramach spółek Grupy posiadamy projekty z określonymi warunkami przyłączenia na ok. 525 MW. Z kolei
w
2024 r. planujemy dysponować projektami na ok. 800 MW z wydanymi pozwoleniami na budowę powiedział Paweł Majewski, prezes zarządu Enea S.A.

W ostatnich miesiącach Grupa Enea znacząco zwiększyła swoje moce wytwórcze OZE, w tym m.in. nabywając farmy fotowoltaiczne Tarnów i Tykocin, a ostatnio nowo budowaną farmę wiatrową Bejsce o mocy 19,8 MW. Równolegle Enea prowadzi prace nad kolejnymi akwizycjami oraz własnymi projektami (tzw. greenfield), które są na różnym etapie zaawansowania.

PAD RES to joint venture Griffin Capital Partners i Kajima Europe. Projekt w Kleczewie jest ważnym kamieniem milowym w rozwoju PAD RES, ponieważ jest to pierwsza kompleksowo zrealizowana inwestycja od momentu przejęcia większościowych udziałów przez Kajima Europe i Griffin Capital Partners we wrześniu 2021 r. PAD RES odpowiadał za budowę, oddanie do użytku i transakcję sprzedaży farmy Genowefa.

Transakcja wpisuje się również w strategię biznesową PAD RES, która polega na aktywnym poszukiwaniu nowych możliwości inwestycyjnych, przejmowaniu projektów deweloperskich na wczesnym etapie rozwoju oraz realizacji tych inwestycji, gwarantując ich sprawne oddanie do użytku, aby mogły zapewniać Polsce czystą energię, zwiększając jednocześnie możliwości inwestycyjne PAD RES na globalnym rynku.

Genowefa jest doskonałym przykładem zaangażowania firmy Kajima w dostarczenie potrzebnej polskiej gospodarce czystej energii. Sprzedaż tej farmy fotowoltaicznej świadczy o trwającej transformacji polskiego sektora energetycznego i rosnącym zapotrzebowaniu na odnawialne źródła energii. Wspólnie z PAD-RES i Griffin Capital Partners planujemy dostarczać kolejne aktywa i umacniać naszą pozycję rynkową w Polsce – komentuje Chris Gill, Investments Director & Head of Renewables w Kajima.

Decydując się na wejście na rynek energii odnawialnej w Polsce, dostrzegliśmy duże możliwości rozwoju i wzrostu w tym segmencie. Sukcesy naszych platform inwestycyjnych w ostatnich miesiącach potwierdzają, że trafnie zidentyfikowaliśmy ten potencjał. Dzięki naszym wspólnym działaniom, moc odnawialnych źródeł energii PAD RES przekroczyła 2 GW, plasując spółkę w czołówce polskiego sektora OZE – mówi Jędrzej Socha, Senior Vice President Investments w Griffin Capital Partners.

Z radością nawiązaliśmy współpracę z Eneą, jedną z największych polskich grup energetycznych i drugim co do wielkości producentem energii elektrycznej w Polsce. Naszą wspólną misją jest aktywny udział w transformacji sektora energetycznego i rozwój odnawialnych źródeł energii. Jako PAD RES, tylko od 2022 r. nabyliśmy 13 projektów o łącznej mocy 450 MW, z których wszystkie posiadają pozytywnie rozpatrzone wnioski o warunkach przyłączenia do sieci przesyłowej. Mamy także aktywne plany inwestycyjne – w tym roku planujemy rozpocząć realizację kolejnych projektów fotowoltaicznych o łącznej mocy 140 MW – dodaje Julian Rudd-Jones, Dyrektor w PAD RES Group.

Duże spadki na giełdach. Amerykański dolar nadal się umacnia

S&P 500 osiągnął w poniedziałek swój najniższy poziom od czerwca br., ale zakończył wczorajszą sesję lekkim wzrostem (+0,4 proc.). W zeszłym tygodniu wykres tego indeksu raczej ewidentnie opuścił dołem 3-miesięczna formację „głowy z ramionami” rozpościerającą się pomiędzy poziomami ok. 4350 pkt. a 4600 pkt. Lekkie wzrosty zanotowały również średnia przemysłowa Dow Jonesa (-0,13 proc.) i Nasdaq 100 (+0,46 proc.). Dziś ok. godz. 9:55 kontrakty na S&P 500 taniały o 0,55 proc.

Trwała wyprzedaż europejskich akcji. Niemiecki DAX (-0,53 proc. ok. godz. 9:40) i francuski CAC 40 (-0,86 proc.) znalazły się na najniższych poziomach od marca br.
WIG-20 zaliczył dziś rano swój najniższy poziom od końca maja br. (-0,47 proc. ok. godz. 9:55). Najniżej od 10 lat były dziś kurs akcji Cyfrowego Polsatu. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Grodno i Captor Therapeutics.

Swe nowe cykliczne maksima osiągnęły rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w takich krajach jak USA (4,546 proc.), Kanada, Francja, Finlandia, Hiszpania, Niemcy, Belgia, Australia i Nowa Zelandia. Rentowność 10-latek polskiego rządu osiągnęła dziś rano swój najwyższy poziom od pierwszej połowy lipca br. (5,833 proc.).

Kurs EUR/USD spadł wczoraj poniżej poziomu 1,06 proc. i dotarł do swego najniższego poziomu od pół roku, a dziś rano trzymał się w pobliżu wczorajszego zamknięcia (-0,07 proc.). Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jedna osiągnął swój kolejny najwyższy poziom od października ub.r. (USD/JPY +0,13 proc. ok. godz. 9:35).

Polski złoty był dziś rano stabilny (EUR/PLN +0,07 proc., USD/PLN +0,15 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadł wczoraj do najniższego poziomu od ponad tygodnia, a dziś rano nieznacznie zniżkował (-0,09 proc. ok. godz. 9:40).

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE atakował dziś rano poziomy swych 2-tygodniowym minimów (WTI -1,37 proc., Brent -1,36 proc. ok. godz. 9:25). Kurs kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie po wczorajszym 10-proc. skoku w górę (zmiana serii) do najwyższego poziomu od 1,5 miesiąca spadał dziś ok. godz. 9:25 o 1,51 proc. Taniały metale (złoto -0,32 proc, srebro –0,9 proc., platyna -1,05 proc., pallad -1,03 proc., miedź -0,99 proc.). Dziś rano zmiany cen kontraktów na pszenicę, soję i cukier były kosmetyczne. O ponad 1 proc. taniały kontrakty na bawełnę na ICE.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers