Kupujący biorą co jest, bo wybór mieszkań się kurczy, a BK2% zwiększa presję

Zainteresowanie zakupem mieszkań i domów wciąż rośnie. W sierpniu br. liczba wyszukiwań mieszkań na sprzedaż w serwisie Otodom była o 43% wyższa w porównaniu do ubiegłego roku. W zestawieniu z blisko 300% skokiem liczby złożonych wniosków kredytowych można mówić o gorączce związanej z programem BK2%. Oferta natomiast się kurczy. W 7 największych miastach na rynku pierwotnym i wtórnym znaleźć można było nieco ponad 41 000 tysięcy  mieszkań spełniających kryteria programu, czyli o blisko 2000 mniej niż wyniosła liczba wniosków o kredyty hipoteczne w samym lipcu br.

Rynek nieruchomości opanowała gorączka. W sierpniu br. liczba wyszukiwań mieszkań na sprzedaż w serwisie Otodom była o 43% wyższa w porównaniu do ubiegłego roku i tym samym zbliżyła się do poziomu z początku 2021 roku. Wtedy, jak podkreśla Ewa Tęczak, ekspertka Otodom, mieliśmy do czynienia z kumulacją popytu odłożonego w czasie pandemii oraz z tezauryzacyjnym charakterem zakupów. Tego lata potencjalni nabywcy dużo częściej niż rok temu poszukiwali także domów na sprzedaż (+15% r/r) oraz działek (+7% r/r).

Poszukujących własnego M może jednak spotkać rozczarowanie. Znalezienie mieszkania o preferowanym metrażu, liczbie pokoi i w wybranej lokalizacji okazuje się bowiem nie lada wyzwaniem.

Liczba mieszkań dostarczanych obecnie przez deweloperów jest zdecydowanie niższa niż popyt napędzany przez Bezpieczny Kredyt 2%. Szybko topnieje także baza mieszkań z rynku wtórnego. Osoby, które chcą skorzystać z programu dopłat do kredytów rewidują swoje potrzeby i możliwości pod kątem dostępnej oferty. Obawiają się, że szansa na “bonus od państwa” może ich ominąć. Wybierają więc często to, co akurat jest dostępne, a niekoniecznie zgodne z ich potrzebami. Do tego ścigają się o to własne M z tymi nabywcami, którzy chcą kupić, ale na dopłaty nie mogą liczyć – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku mieszkaniowego, Otodom.

Mniejszy metraż, mniejsza liczba pokoi

Jednymi z najbardziej pożądanych mieszkań na sprzedaż są lokale 4 i 3-pokojowe o powierzchni od 51 do 60 mkw., najczęściej wybierane przez rodziny z dziećmi.. Według danych serwisu Otodom ich wyszukiwania stanowiły ponad 30% wszystkich wyszukiwań tej kategorii w sierpniu. Osoby planujące zakup własnego M rozglądały się także za 3-pokojowymi lokalami o metrażu od 41 do 50 mkw.

Zestawiając preferencje potencjalnych nabywców i dostępne mieszkania na sprzedaż, widać, że nie tak łatwo znaleźć wymarzone lokum.  Najwięcej 3-pokojowych mieszkań znajdziemy bowiem wśród tych o powierzchni przekraczającej 90 mkw. (18% całej oferty), a więc o ponad 30 mkw. większych niż te najczęściej poszukiwane,  a co za tym idzie – dużo droższych.

Zainteresowani zakupem mieszkania finansowanym przy pomocy programu Bezpieczny Kredyt 2% są ograniczeni limitami wysokości kredytu na poziomie maks. 600 tys. zł. To oznacza, że osoby planujące zakup 3- pokojowego lokalu o powierzchni 60 mkw. nie zwrócą się w stronę tego 90-metrowego, a raczej będą szukały kompromisu pomiędzy swoimi potrzebami, a możliwościami, rozważając mniejszą liczbę pokoi w tym metrażu, lub tańsze oferty w dalszej lokalizacji– podkreśla Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Własne M poza największymi miastami?

Czy osoby dysponujące mniejszym budżetem i poszukujące nieruchomości w kwocie do 600 tys. zł w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2% mają w czym wybierać?  Ceny ofertowe zaledwie 14%  3–pokojowych mieszkań mieszczą się w przedziale 450-600 tys. zł. W nieco lepszej sytuacji są osoby poszukujące 2-pokojowych lokali. To najczęściej single lub pary. Blisko 13% takich mieszkań jest wystawianych w cenach od 250 do 400 tys. zł, a nieco ponad 12% w kwocie 450-600 tys. zł. Uwagę zwraca jednak ich rozkład geograficzny.

W największych ośrodkach miejskich takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław odsetek mieszkań na sprzedaż spełniających powyższe kryteria nie przekracza 10% całej oferty. Nieco więcej znajdziemy ich w Szczecinie i w Poznaniu (ok. 15% całej oferty). Natomiast ponad jedną piątą ofert mieszczących się w limicie do 600 tys. zł. stanowiły w sierpniu 2023 r. mieszkania oferowane w miastach takich jak Zielona Góra, Białystok, Rzeszów, Lublin, Gorzów Wlkp., Kielce czy Rzeszów.

Dużo szerszą ofertę 3-pokojowych lokali w tej cenie znajdziemy w miastach powiatowych. Dobrze widać to na przykładzie województwa śląskiego. W Katowicach mieszkania o takich parametrach stanowią niewiele ponad 10% oferty, podczas gdy w sąsiednich Tychach blisko 30%.  W Sosnowcu to  ok. 25% oferty mieszkań na sprzedaż, a w Bielsku-Białej ponad 20%.

– Taki rozkład lokalizacji najbardziej preferowanych przez nabywców mieszkań, może wpłynąć na decyzję o wyborze nowego miejsca zamieszkania, zwłaszcza w przypadku dobrze skomunikowanych obszarów, takich jak np. konurbacja górnośląska. Mieszkańcy największych miast, w których oferta popularnych typów mieszkań mieszczących się w limicie 600 tys. jest najniższa, już teraz coraz częściej poszukują lokum na obrzeżach i w mniejszych miastach powiatowych. Struktura dostępnej obecnie oferty i warunki na rynku mieszkaniowym mogą sprawić, że ta tendencja się będzie się utrwalać – podsumowuje Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom.

Tylko od kwietnia br. Narodowy Bank Polski kupił ok. 85 ton złota. Gdzie jednak jest nasz kruszec?

Narodowy Bank Polski (NBP) od kwietnia kontynuuje strategię zabezpieczania stabilności finansowej kraju poprzez systematyczne zwiększanie swoich rezerw złota monetarnego. Warto wiedzieć, że zakupy zapowiadane były już w 2021 roku. Prezes NBP deklarował wówczas chęć dalszego powiększenia rezerw o kolejne 100 ton. Wszystko wskazuje na to, że w ramach tegorocznych zakupów wcześniejsze deklaracje stają się rzeczywistością. Czy we wrześniu będzie kontynuowany ten trend? Czy kruszec faktycznie znajduje się w naszych skarbcach?

Coraz wyżej w rankingu

Jak powszechnie wiadomo, złoto monetarne jest idealnym elementem dywersyfikującym strukturę rezerw. W długim terminie zachowuje siłę nabywczą, a przechowywane pod własną kontrolą pozbawione jest ryzyka kontrahenta. Ponadto jest aktywem o bardzo wysokiej płynności, które można niemal natychmiast zamienić na dowolną walutę, a popyt na ten kruszec występuje praktycznie na całym globie. Niewątpliwie jego posiadanie podnosi więc poziom bezpieczeństwa. O takowym bezpieczeństwie można jednak mówić zwłaszcza w sytuacji, w której kruszec znajduje się pod własną kontrolą.

Od kwietnia br. Narodowy Bank Polski kupił ok. 85 ton. W kwietniu 14,8 ton, maju 19,9 ton, czerwcu 13,7 ton, lipcu 22 tony, sierpniu 14,9 ton. Jeśli dodamy te zakupy do poziomu wcześniejszych rezerw, dadzą nam one łącznie nieco ponad 314 ton. Zagraniczni analitycy często zwracają uwagę na fakt, że te relatywnie duże zakupy złota mają także związek z tym, że Polska ma własną walutę, podatną na wahania w okresach zawirowań na rynkach. Taka wielkość złotych rezerw np. na tle krajów regionu może już robić wrażenie. Ostatnie, oficjalne zestawienie rezerw sporządzone przez Światową Radę Złota datowane jest na II kwartał tego roku. Nasze aktualne 314 ton oznaczałoby więc awans o kilka oczek w górę, przed Wielką Brytanię i prawdopodobnie również Kazachstan, a w całym zestawieniu ustawiałoby Polskę na 16. miejscu pod względem wielkości rezerw złota, bądź 15. po dojściu do pełnych 100 ton tegorocznych zakupów, co pozwoliłoby nam wyprzedzić jeszcze Arabię Saudyjską.

Biorąc pod uwagę skalę zakupów złota przez NBP w poprzednich miesiącach, można przypuszczać, że wrzesień zakończy się kolejnym zwiększeniem rezerw, tym razem o ok. 15 ton, co oznaczałoby domknięcie deklarowanych 100 ton. O tym, czy faktycznie tak się stało, dowiemy się w okolicach 7 października, gdy powinien zostać zaktualizowany plik z wartością aktywów rezerwowych NBP na koniec września – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex.

Fizyczne złoto

W ostatnich latach coraz więcej banków centralnych zdaje sobie sprawę z ryzyka przetrzymywania złota poza krajem. Według przeprowadzonych wśród banków centralnych oraz funduszy majątkowych badań Invesco Global Sovereign Asset Management Study, których wyniki opublikowane zostały w lipcu tego roku, coraz większa liczba krajów podejmuje kroki mające na celu repatriację złota. Trend ten przyspieszył też po nałożeniu sankcji przez Zachód na Rosję w 2022 roku, w związku z agresją na Ukrainę.

W badaniu udział wzięło 85 funduszy majątkowych oraz 57 banków centralnych. Wśród badanych banków centralnych, połowa z nich w 2020 roku utrzymywała swoje rezerwy złota pod własną kontrolą. Na chwilę obecną jest to już 68%, natomiast w perspektywie kolejnych 5 lat odsetek ten może wzrosnąć do 74%. Innymi słowy coraz więcej banków centralnych dostrzega korzyści płynące z przechowywania złota w kraju.

Do wspomnianego trendu sprowadzania złota do kraju przez banki centralne przyłączył się także Narodowy Bank Polski. Około 100 ton złota sprowadzonych zostało z Londynu jesienią 2019 roku. Wcześniej w Polsce przechowywano 4,9 tony. Według sprawozdania finansowego NBP z 31 grudnia 2022 roku, w Polsce znajdowało się 104,9 ton, natomiast 123,8 ton zdeponowanych było poza granicami.

Warto podkreślić, że w pierwszej połowie 2021 roku pojawiły się wstępne zapowiedzi zakupu kolejnych 100 ton złota przez NBP oraz o ich przechowywaniu w Polsce. Może to zatem sugerować, że gdy niebawem zakup tych 100 ton zostanie zrealizowany, podjęte zostaną kroki mające na celu sprowadzenie zakupionego złota do Polski, tak jak miało to miejsce w 2019 roku – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk firmy Tavex. Jednak obiektywnie patrząc, przetrzymywanie aktywów rezerwowych w złocie poza granicami, np. w skarbcach w Londynie, może mieć także pewne zalety. A największą z nich jest płynność – dodaje.

Krótko podsumowując, z deklarowanych obecnie ok. 314 ton w Polsce znajduje się niemal dokładnie 1/3, czyli ok. 105 ton. We wrześniu prawdopodobnie uda się dokupić jeszcze 15 ton i zamknąć wówczas całą, 100-tonową transzę. Trzymając się deklaracji z 2021 roku, w kolejnym kroku NBP powinien podjąć działania zmierzające do repatriacji całych, tegorocznych zakupów, a zatem w Polsce znalazłoby się ok. 205 ton z docelowych ok. 329 ton.

ORLEN Południe zbuduje tłocznię oleju rzepakowego w Kętrzynie

ORLEN Południe, spółka z Grupy ORLEN, podpisała umowę na budowę nowoczesnej tłoczni oleju w Kętrzynie, w województwie warmińsko-mazurskim. Zakład będzie przerabiał 500 tysięcy ton rzepaku i wytwarzał rocznie 200 tysięcy ton oleju z przeznaczeniem na produkcję niskoemisyjnych biopaliw. Inwestycja stworzy nowe miejsca pracy i zapewni polskim rolnikom stabilny popyt na wytwarzany przez nich surowiec.

– Mamy ambitną strategię rozwoju produkcji biopaliw, która zapewni Grupie ORLEN pozycję regionalnego lidera w tym segmencie. W tym celu inwestujemy w rafinerie w Trzebini, Jedliczu, Płocku oraz Gdańsku a naszym najnowszym przedsięwzięciem jest budowa własnej tłoczni oleju rzepakowego w Kętrzynie. Zakład będzie przerabiał 500 tysięcy ton rzepaku rocznie, co oznacza, że będzie w stanie zagospodarować aż 1/7 krajowej produkcji tego surowca. Realizując swoje cele biznesowe ORLEN tworzy warunki do długofalowej współpracy z polskimi rolnikami, które zagwarantują im stały odbiór wytwarzanych przez nich produktów. W to założenie wpisuje się również budowana już w Jedliczu instalacja do produkcji bioetanolu II generacji, która co roku będzie zużywać 150 tysięcy ton słomy od lokalnych producentów rolnych – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Całkowity koszt budowy tłoczni w Kętrzynie wyniesie ok. 850 mln złotych. Lokalizacja uwzględnia bardzo duży potencjał rolnictwa w regionie i wysoką dostępność surowca. Budowa zakładu rozpocznie się w pierwszej połowie 2024 roku, a jej zakończenie planowane jest do połowy 2026 roku. W skład kompleksu, oprócz samej tłoczni wejdą węzły technologiczne związane z przyjęciem surowców i ekspedycją produktów, magazynowaniem surowców i produktów, tłoczeniem i ekstrakcją, produkcją pary technologicznej oraz oczyszczaniem ścieków. Wykonawcą inwestycji będzie konsorcjum firm: Polimex Mostostal S.A. oraz AB Industry S.A.

Instalacja będzie wytwarzać 200 tys. ton oleju rocznie i zapewni ORLEN Południe pełną kontrolę nad jakością finalnego produktu. Aby wyprodukować taką ilość oleju, tłocznia będzie zużywać ok. 500 tys. ton rzepaku pozyskiwanego w pierwszej kolejności od polskich producentów rolnych. Krajowe zbiory rzepaku w 2022 roku wyniosły 3,6 mln tony.

Inwestycja ORLEN Południe oznacza również nowe perspektywy rozwoju miasta i regionu. Sama tłocznia to ponad 100 nowych miejsc pracy, a funkcjonowanie zakładu stworzy popyt na dodatkowe usługi, które mogą być świadczone przez lokalnych przedsiębiorców.

Parametry produkowanego oleju pozwolą na jego wykorzystanie w instalacjach w Grupie ORLEN. Głównym odbiorcą będzie ORLEN Południe, który wytwarza biodiesel w swoim zakładzie w Trzebini.

Tłocznia w Kętrzynie będzie kolejną inwestycją, która wzmocni współpracę Grupy ORLEN z polskimi rolnikami. W rafinerii w Jedliczu powstaje instalacja do produkcji bioetanolu II generacji, pierwsza w Polsce i druga tego typu w Europie. Jej roczna wydajność wyniesie 25 tysięcy ton bioetanolu, który będzie produkowany z surowców niespożywczych, przede wszystkim słomy. Roczne zapotrzebowanie instalacji na ten surowiec, który będzie pozyskiwany od polskich rolników, wyniesie 150 tysięcy ton.

Biokomponenty dodawane do benzyny i oleju napędowego pozwalają ograniczyć zapotrzebowanie na ropę naftową, a tym samym wspierają niezależność energetyczną i zwiększają dywersyfikację źródeł pozyskania surowców do produkcji paliw. Ważny jest również efekt środowiskowy – biokomponenty powstają albo z odnawialnych surowców rolniczych, albo umożliwiają zagospodarowanie odpadów, takich jak oleje posmażalnicze.

Strategia ORLEN2030 przewiduje, że do końca dekady wykorzystanie biododatków w Grupie ORLEN wyniesie ok. 3 mln ton rocznie. Na osiągnięcie tego celu koncern zamierza przeznaczyć ponad 15 mld złotych. Uzupełnieniem biopaliw będzie biogaz i wytwarzany z niego biometan, które mogą stanowić surowiec do produkcji biopaliw, ale także być wykorzystywane jako samodzielne paliwo, zastępujące gaz ziemny. Do 2030 roku Grupa ORLEN zamierza uzyskać zdolność produkcji 1 mld m sześc. biogazu rocznie, dzięki inwestycjom za ok. 10 mld zł.

ORLEN Południe to jeden z wiodących producentów biopaliw i biokomponentów. Od lat spółka konsekwentnie realizuje projekt transformacji w kierunku nowoczesnej biorafinerii. W 2021 r. w zakładzie w Trzebini spółka uruchomiła pierwszą w Polsce i największą w Europie instalację do produkcji ekologicznego glikolu propylenowego. ORLEN Południe zainwestował również w pilotażową instalację do produkcji kwasu mlekowego wytwarzanego przy użyciu mikroorganizmów. Ponadto spółka zaangażowała się w rozwój technologii wodorowej. W czerwcu 2022 r. w zakładzie w Trzebini uruchomiony został pierwszy hub wodorowy w Polsce, z którego realizowane są dostawy paliwa wodorowego do tankowania autobusów krakowskiej komunikacji miejskiej.

Deweloperzy ruszają z inwestycjami. Czy to koniec kryzysu na rynku mieszkaniowym?

Najnowsza informacja GUS, prezentująca statystyki budownictwa mieszkaniowego w sierpniu oraz pierwszych ośmiu miesiącach bieżącego roku, wreszcie zakomunikowała perspektywę oczekiwanego przełomu w trwającej już rok stabilizacji danych na najniższych od lat poziomach. Przede wszystkim dotyczy to aktywności inwestycyjnej deweloperów, która wyraźnie drgnęła, a od której mogą zależeć losy koniunktury rynkowej w dłuższej perspektywie.

Tym razem we wszystkich trzech kategoriach GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego odnotowano odbicie w relacji do poprzedniego miesiąca. Jak wiadomo pierwszorzędne znaczenie dla rozwoju koniunktury mają statystyki deweloperskich mieszkań rozpoczętych, które od miesięcy pozostawiają wiele do życzenia, a w ostatnim okresie wzmożonego popytu na mieszkania za sprawą programu kredytów preferencyjnych stanowią wręcz zagrożenie dla rynkowej stabilności popytowo-podażowej.

W sumie w sierpniu ruszyła budowa 18 tys. mieszkań i domów, co oznacza spektakularny wzrost w relacji rdr o bez mała 40 proc. i 11 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. W sumie od początku roku rozpoczęto budowę 120 tys. lokali, co oznacza wynik dokładnie o jedną piątą gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Wyk. 1 - Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich w latach 2019 - 2023

Niemal identyczny regres w relacji rok do roku notują deweloperzy z wolumenem rozpoczętych w roku bieżącym lokali na poziomie 68 tys. Jednak tym razem uwagę zwraca liczba blisko 11 tys. rozpoczętych mieszkań deweloperskich w samym sierpniu. Nie jest to może wynik budzący specjalny respekt, jednak w obecnej sytuacji dający nadzieję na mobilizację deweloperów w obliczu napierającego popytu.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl większego wrażenia nie powinien również robić w tym przypadku gigantyczny wręcz ponad 100-procentowy progres w relacji rok do roku, który wynika wyłącznie z rekordowo niskiej bazy długoterminowego dołka przedmiotowych statystyk sprzed roku. Mimo wszystko pojawiła się nadzieja na bardziej zdecydowane odreagowanie trwającego od ponad roku marazmu, a tym samym wyraźniejszą poprawę relacji popytowo-podażowych rodzimego rynku pierwotnego.

Tymczasem GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym w sierpniu kontynuowały trwającą już pół roku stabilizację notowań. Wynik ogółem na poziomie 20 tys. decyzji administracyjnych jest rok do roku słabszy o 7 proc., natomiast miesiąc do miesiąca o 4 proc. lepszy. Natomiast rezultat od początku roku na poziomie 151 tys., jest o 30 proc. gorszy od osiągniętego w analogicznym okresie 2022 r.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl w przypadku samych deweloperów sierpniowy wynik na poziomie niespełna bliskim 13 tys. pozwoleń wciąż należy do kategorii najsłabszych w ostatnich latach. Z kolei wolumen blisko 99 tys. decyzji uzyskanych od początku roku oznacza regres w stosunku do analogicznego okresu ub. roku o dokładnie jedną trzecią. Jednak słabsze wyniki tej kategorii danych w przypadku deweloperów tymczasem nie są większym problemem, ponieważ wciąż dysponują oni wystarczającym zapasem pozwoleń z poprzednich okresów.

Po lipcowym tąpnięciu mocne odreagowanie stało się udziałem statystyk mieszkań oddanych do użytkowania, najmniej istotnych dla rozwoju i oceny bieżącej koniunktury. Wynik ogółem  na poziomie 18,3 tys. jest o ponad jedną czwartą wyższy od osiągniętego w poprzedzającym lipcu i minimalnie słabszy w relacji rok do roku. Rezultat od początku roku na poziomie 145 tys. oddanych lokali niemal dokładnie koresponduje z uzyskanym rok wcześniej.

Najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego dają realną nadzieję na przełamanie wyraźnie słabnącego potencjału inwestycyjnego krajowej mieszkaniówki. Szczególnie istotne wydają się być tu statystyki deweloperskich mieszkań rozpoczętych, które sygnalizują możliwość poprawy relacji popytowo-podażowych rynku pierwotnego już w bliskiej perspektywie.

Jak wynika bowiem z danych serwisu BIG DATA RynekPierwotny.pl, w sierpniu na siedmiu głównych rynkach kraju deweloperzy znaleźli nabywców na blisko 7,9 tys. lokali, co jest wynikiem korespondującym z najlepszymi czasami boomu. Niestety rekordowej kontraktacji odpowiadał wolumen nowych wprowadzeń na poziomie zaledwie 2,7 tys. Czyli niemal dokładnie trzem sprzedanym lokalom deweloperskim aktualnie odpowiada jeden nowo wprowadzony do oferty.

Takie proporcje niestety nie rokują najlepiej rynkowej koniunkturze, głównie z racji niemal w oczach topniejącej oferty mieszkań z rynku pierwotnego. Przed rokiem w siedmiu największych miastach wynosiła ona ok. 60 tys. lokali, na koniec sierpnia liczyła sobie zaledwie 41 tys., czyli niemal dokładnie o 1/3 mniej, a do tego z tendencją wciąż z miesiąca na miesiąc malejącą. To efekt ograniczania nowych inwestycji przez deweloperów przy szybującym popycie.

Stąd też wyraźna poprawa aktywności inwestycyjnej deweloperów w sierpniu może mieć decydujące znaczenie dla eliminacji szeregu zagrożeń, jakie pojawiły się na rynku w ostatnim okresie wzmożonego popytu, stymulowanego programem kredytów preferencyjnych BK2%. Przede wszystkim chodzi o  ryzyko znacznego pogłębienia nierównowagi popytowo-podażowej, której główną konsekwencją, poza załamaniem płynności rynkowej, mógłby być dalszy być może drastyczny wzrost cen, grożący wykreowaniem bańki cenowej.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Bank Anglii podniesie stopy procentowe – zapewne nie po raz ostatni

  • Na dzisiejszym posiedzeniu Banku Anglii spodziewana jest podwyżka o 25 p.b., co spowoduje wzrost kluczowych stóp procentowych do 5,5%
  • Ale to nie koniec – Allianz Trade spodziewa się osiągnięcia w grudniu szczytu na poziomie 6%
  • Inflacja w UK najprawdopodobniej pozostanie na wysokim poziomie: nieco poniżej 5% do grudnia 2023 r., m.in przy podwyższonej presji ze strony usług. Nie należy spodziewać się spadku inflacji w 2024 r. poniżej 3%

Dlaczego do końca 2023r. stopu w Wlk. Brytanii osiągną 6%? Płace, marże i aktywność gospodarcza

  • Po pierwsze, wskazuje na to napięta sytuacja na rynku pracy i ryzyko pętli płacowo-cenowej
  • Po drugie, perspektywy (wzrostu) cen przedsiębiorstw ustabilizowały się na wysokich poziomach, a marże przedsiębiorstw nadal rosną
  • Po trzecie, perspektywy gospodarcze sugerują mniejsze ryzyko recesji – i w związku z tym realnie ujemne stopy procentowe do końca roku (a samo podniesienie stóp powinno być na ile to możliwe – bezbolesne, a przynajmniej nie pociągające za sobą wspomnianej recesji)

Podstawowe stopy procentowe i prognozy inflacji Banku Anglii, %Podstawowe stopy procentowe i prognozy inflacji Banku Anglii

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Napięta sytuacja na rynku pracy i ryzyko pętli płacowo-cenowej

Przywracanie równowagi na brytyjskim rynku pracy trwa, ale bardzo powoli. Liczba wolnych miejsc pracy spadła o -24% od szczytu, ale pozostaje powyżej trendu (w przeciwieństwie na przykład do Niemiec, na – wykres poniżej). Spadek zatrudnienia nabrał tempa (w lipcu -207 tys. w ciągu ostatnich 3 miesięcy, trzykrotnie więcej w porównaniu z czerwcem), a stopa bezrobocia pozostaje bardzo niska (4,3% w lipcu, +0,1pp w porównaniu z miesiącem wcześniejszym).

Wolne miejsca pracy, tysiące osóbWolne miejsca pracy, tysiące osób

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Jednak pomimo spadku niedoborów siły roboczej, wydaje się, że nie osiągnięto jeszcze punktu zwrotnego we wzroście płac, który nadal utrzymuje się powyżej 8% za ostatnie 3m r/r w usługach i przemyśle, prawdopodobnie pozostanie nawet znacznie powyżej prognoz Banku Anglii na poziomie średnio 6,9% we wrześniu. Całkowity realny wzrost płac jest dodatni od czerwca, a od kwietnia w sektorze usług (wykres poniżej).

Wzrost płac realnych według sektorów, r/rWzrost płac realnych według sektorów

Źródła: Refinitiv, Allianz Research. Uwaga: Wcześniejsze epizody luki płacowo-cenowej w Wielkiej Brytanii zaznaczono kolorem żółtym, ponieważ w trzech z czterech kwartałów odnotowano przyspieszenie cen i płac nominalnych.

Jest to niewątpliwie trend, który należy monitorować w nadchodzących miesiącach, ponieważ pętla płacowo-cenowa może stać się realnym zagrożeniem, jeśli wzrost płac realnych będzie dodatni przez trzy z kolejnych czterech kwartałów, tj. do połowy 2024 r.[1] . MFW zidentyfikował w przeszłości dwa takie epizody w Wielkiej Brytanii (2003, 2016), znacznie mniej niż w USA, które widziały sześć takich epizodów (1973, 1978, 1987, 1996, 2000 i 2017). W Belgii i Niemczech, gdzie wzrost płac jest obecnie również bardzo dynamiczny, odnotowano odpowiednio cztery takie okresy (1999, 2005, 2010 i 2016) i trzy (1989, 2010 i 2017). Ponieważ rok 2024 jest rokiem politycznym (wybory), Allianz Trade spodziewa się, że płaca minimalna zostanie podniesiona o co najmniej kolejne 7% po 9,7% w tym roku, wobec prognoz inflacji na poziomie odpowiednio 3,5% i 7%, co oznacza przyspieszenie wzrostu płac realnych. Oczekuje się, że łączny wzrost płac realnych wyniesie +3,9 punktu procentowego, w porównaniu do -3,1% w 2022 r. (poniższy wykres).    

Prognozy płac nominalnych i inflacji, roczny wzrostPrognozy płac nominalnych i inflacji, roczny wzrost

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Perspektywy (podwyżek) cen przedsiębiorstw ustabilizowały się na wysokich poziomach, a marże przedsiębiorstw nadal rosną

Oczekiwania firm dotyczące (wzrostu) kosztów spadły, ale nadal są wyższe niż w 2019 r., przed pandemią (wykres a). Można to częściowo wytłumaczyć wyższymi kosztami pracy. Jednocześnie oczekiwania dotyczące cen sprzedaży utrzymują się na wysokim poziomie w usługach B2B, handlu detalicznym i usługach, podczas gdy w sektorze produkcyjnym zostały skorygowane w dół do najniższego poziomu od końca 2021 r. (wykres b). Marże EBITDA przedsiębiorstw wzrosły o +1pp wartości dodanej brutto między a II kwartałem 2022 r. a II kwartałem 2023 r., co oznacza, że brytyjskie firmy nie uwzględniły (jeszcze) wzrostu kosztów w swoich marżach, pomimo przyspieszenia jednostkowych kosztów pracy. Wyraźnie kontrastuje to ze strefą euro i Stanami Zjednoczonymi, gdzie marże zaczęły (już) spadać. Ponadto bufory gotówkowe brytyjskich firm maleją (-15% nadwyżki gotówki w lipcu 2023 r. w porównaniu z końcem 2022 r.).

Wykres a: Oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące kosztów, saldo netto

Oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące kosztów

Źródła: Bank Anglii, Refinitiv, Allianz Research

Wykres b: Oczekiwane ceny sprzedaży przedsiębiorstw, saldo netto

Oczekiwane ceny sprzedaży przedsiębiorstw

 

 

Perspektywy gospodarcze sugerują niższe ryzyko recesji i ujemne realne stopy procentowe do końca roku

Podczas gdy otoczenie zewnętrzne hamowało aktywność w 2023 r., a eksport spadł o -3,1% r/r, popyt krajowy, a zwłaszcza konsumencki, był odporny (na kryzys). Pomimo spadku PKB w lipcu, nie dostrzegamy trwającego trendu recesyjnego, ponieważ spadek o -0,5% m/m był prawdopodobnie spowodowany liczbą dni strajków (prawie dwa razy więcej straconych dni roboczych) i wyjątkowo deszczową pogodą, która wpłynęła na spadek produkcji budowlanej. Z jednej strony brytyjskie gospodarstwa domowe weszły w cykl zacieśniania z dużymi zasobami oszczędności, które obecnie wynoszą 4% PKB. Po stronie pasywów: większość niespłaconych kredytów hipotecznych jest ustalona na dwa lub pięć lat. Spowalnia to wzrost efektywnego średniego oprocentowania kredytów hipotecznych od niespłaconego zadłużenia i powoduje różnicę co najmniej 200 punktów bazowych w stopach procentowych od przepływu i stanu kredytów. Oczekiwać można, że ujemne stopy procentowe (-1,8% w lipcu) utrzymają się do końca roku, mimo że w USA już w kwietniu stały się dodatnie. Daje to nieco więcej czasu na zapewnienie zdolności obsługi zadłużenia, a Bankowi Anglii daje pewną motywację do dalszego podnoszenia stóp procentowych w celu dalszego chłodzenia popytu, zwłaszcza w sektorze usług. Chociaż Allianz Trade spodziewa się, że Wielka Brytania uniknie recesji, wzrost PKB pozostanie na niskim poziomie +0,3% i +0,6% odpowiednio w 2023 i 2024 roku.

[1] Zgodnie z definicją MFW zawartą w publikacji „Wage-Price Spirals: What is the Historical Evidence?”, listopad 2022 r.

Ekspert analizuje obietnice wyborcze Konfederacji dla przedsiębiorców

W programie wyborczym, nazwanym “Konstytucją Wolności”, Konfederacja przedstawiła swój pomysł na polski system podatkowy. Partia proponuje szereg uproszczeń i własne projekty ustaw dotyczące m.in. VAT i ZUS. Ekspert inFakt analizuje obietnice Konfederacji dla polskich przedsiębiorców.

W ramach cyklu “inFakt Check – Wybory 2023” eksperci z firmy inFakt analizują obietnice wyborcze pięciu komitetów wyborczych – Polski 2050, Konfederacji, Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy. W każdym materiale eksperci biorą pod lupę kwestie dotyczące przedsiębiorczości i prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Likwidacja niektórych podatków i zmiany w PIT

“Proste i niskie podatki” to jeden z rozdziałów “Konstytucji Wolności”. Partia proponuje likwidację 15 istniejących podatków:

  • podatku od czynności cywilnoprawnych od umów dot. nieruchomości (PCC),
  • podatku cukrowego,
  • opłaty uzdrowiskowej,
  • podatku od psa,
  • opłaty zapasowej (w cenie paliwa),
  • opłaty emisyjnej (w cenie paliwa),
  • opłaty mocowej (w cenie prądu),
  • opłaty przejściowej (w cenie prądu),
  • opłaty reprograficznej (w cenie elektroniki),
  • opłaty wodnej (w cenie wody),
  • podatku tonażowego,
  • podatku od spadków,
  • podatku od środków transportowych,
  • opłaty targowej,
  • opłaty miejscowej.

Oprócz likwidacji podatków i opłat Konfederacja proponuje zmiany w ustawie o PIT, w tym wprowadzenie kwoty wolnej od podatku w wysokości dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia oraz likwidację drugiego progu podatkowego na rzecz liniowego PIT 12%. Partia chce rozszerzyć ulgę dla młodych o osoby prowadzące działalność gospodarczą, a także zwolnić lokaty i obligacje z podatku Belki.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt: Na uwagę zasługuje propozycja kwoty wolnej w wysokości dwunastokrotności minimalnego wynagrodzenia. Dzięki takiej zmianie kwota ta byłaby waloryzowana rok do roku, uniknęlibyśmy sytuacji, w której nie zmienia się przez 8 czy nawet 12 lat. Dodatkowo zniknęłaby pokusa, by manipulować tą kwotą w okresach przedwyborczych. Jednolita 12% stawka nadwyżki dochodu ponad kwotę wolną to duże ułatwienie w rozliczaniu podatków. Przedsiębiorcy nie musieliby już analizować co roku swojego biznesu pod kątem wyboru formy opodatkowania. Rozszerzenie ulgi dla młodych na inne źródła przychodów to również dobry krok. Obecnie jest ona dostępna tylko przy rozliczaniu przychodów z umowy o pracę i umowy zlecenie. Rozszerzenie jej na osoby prowadzące działalność gospodarczą byłoby dodatkowym bodźcem do zakładania własnej firmy przez osoby młode, wchodzące na rynek. Ciekawą propozycją jest też likwidacja tzw. podatku Belki. Obecnie oszczędności zgromadzone np. na koncie oszczędnościowym czy lokacie podlegają opodatkowaniu według stawki 19%. Oznacza to, że lokata na 6% w praktyce daje zysk około 4,9%. W przestrzeni publicznej pojawiały się już w przeszłości pomysły wprowadzenia kwoty wolnej dla takich zysków.

Likwidacja wymienionych w “Konstytucji Wolności” danin jest z pewnością korzystna dla podatników, gdyż nie będą obciążeni opłatami, chociażby od posiadania psa. Należy jednak zwrócić uwagę, że część tych podatków, na przykład PCC, trafia do samorządów. W połączeniu z obniżeniem PIT, którego ok. 40% otrzymują, propozycje Konfederacji mogą znacznie zmniejszyć budżet jednostek samorządowych. W programie brakuje propozycji nowego sposobu finansowania samorządów, które odgrywają przecież ogromną rolę w życiu obywateli ­– wskazuje Piotr Juszczyk.

Dobrowolny ZUS dla przedsiębiorców

Jednym z czołowych pomysłów Konfederacji jest wprowadzenie dobrowolnej składki na ZUS dla przedsiębiorców. W pierwszym roku obowiązywania ustawy proponowanej przez partię dobrowolność składek miałaby objąć mikroprzedsiębiorców, w drugim roku – małe i średnie biznesy, a od trzeciego roku wszystkich przedsiębiorców.

Parta chce również wprowadzić zmiany w ustawach o CIT, VAT oraz ZUS, a także zdjąć obciążenia z cen paliw. Konfederacja proponuje wprowadzenie 0% stawki VAT na energię i likwidację akcyzy oraz podatków VAT i CIT dla kopalń.

Stawki ZUS są obecnie dużym obciążeniem dla przedsiębiorców, zwłaszcza po przyjęciu ostatnich zmian w sposobie rozliczania składki zdrowotnej. Wprowadzenie dobrowolnego ZUS to odciążenie przedsiębiorców z obowiązkowej daniny. Powstaje pytanie, czy rezygnując z ZUS przedsiębiorcy zabezpieczą swoją przyszłość na własną rękę oraz na jakich zasadach korzystaliby z publicznej służby zdrowia. Według mnie jest to radykalna zmiana, która powinna być w pierwszej kolejności poprzedzona solidną edukacją na temat konsekwencji rezygnacji z dobrowolnego ZUS, w tym utraty prawa do świadczeń emerytalnych i ubezpieczenia z ZUS. Po drugie, należałoby zastanowić się, jak sfinansowana zostanie emerytura osób, które będą kończyć aktywność zawodową w najbliższych latach. Mamy w Polsce niż demograficzny i już dziś zmniejszają się wpływy do ZUS. Zwolnienie przedsiębiorców z obowiązku płacenia składki pogłębiłoby istniejący deficyt. Musiałoby się więc zwiększyć dofinansowanie do ZUS z budżetu.

Podobnie byłoby w przypadku likwidacji obciążeń paliwowych. Nawet ponad 50% jego ceny to daniny i marża. Obciążenia z paliwa przeznaczane są m.in. na utrzymanie infrastruktury drogowej, więc ich likwidacja oznaczałaby dodatkowy koszt dla budżetu, bo za remonty i budowę dróg państwo płaciłoby z własnej kieszeni. Tak samo byłoby po wprowadzeniu 0% stawki VAT na węgiel czy prąd.
Powstaje pytanie: jak budżet to wszystko udźwignie? – zastanawia się ekspert inFakt.

ZUS i świadczenia socjalne: koniec NFZ?

Zamiast publicznej edukacji i opieki zdrowotnej finansowanej z NFZ Konfederacja proponuje system bonów, które mają zlikwidować monopol instytucji państwowych i zwiększyć konkurencję wśród dostarczycieli usług. Partia chce wprowadzić bon opiekuńczo-edukacyjny, który miałby stanowić główne źródło finansowania żłobków, przedszkoli i szkół. W „Konstytucji Wolności” określono, że bon „oznacza przypadającą na każdego ucznia część subwencji oświatowej, »podążającą« za uczniem do wybranej przez rodziców placówki”.

Partia proponuje również złamanie monopolu NFZ i wprowadzenie bonu zdrowotnego, który umożliwiałby wybór ubezpieczyciela zdrowotnego. W ten sposób chce zlikwidować kolejki do lekarzy, przyjmowanie pacjentów po znajomości i inne trudności związane z leczeniem.

Dobrowolność korzystania z systemu ochrony zdrowia stawia pytanie: co z placówkami państwowymi? Czy nie spowoduje to opustoszenia szpitali? Czy będą one przejmowane przez prywatne podmioty? Na jakich zasadach wydawane byłyby bony? Wprowadzenie takiego rozwiązania to bardzo radykalna zmiana. Dodatkowo w takim modelu problem korzystania z ochrony zdrowia zostaje przeniesiony na pracodawców. Ubezpieczenie zdrowotne pracowników może wtedy zacząć być traktowane jako benefit – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Prezesi firm wierzą w sztuczną inteligencję i obawiają się jej nieznanych konsekwencji

65% prezesów firm na świecie wierzy, że sztuczna inteligencja stanowi pozytywny czynnik w rozwoju społeczeństwa. Analogiczny odsetek jest zdania, że potrzeba głębszej analizy ryzyk, które generuje jej rozwój. 66% uważa, że utrata miejsc pracy w efekcie wprowadzania sztucznej inteligencji będzie zrównoważona przez nowe kompetencje, które tworzy technologia.

Na przełomie 2022 i 2023 roku sztuczna inteligencja stała się przedmiotem szerokiej dyskusji wśród liderów biznesu, inwestorów i konsumentów. Zainwestowano miliardy dolarów w generatywne systemy sztucznej inteligencji, przede wszystkim w opracowywanie leków i kodowanie oprogramowania. Najnowszy raport EY CEO Outlook Pulse Survey zrealizowany na poziomie globalnym jasno pokazuje ścieżkę, jaką widzą przed sobą prezesi największych światowych firm –większość z 1200 prezesów firm ankietowanych przez EY widzi szereg korzyści we wdrażaniu sztucznej inteligencji, nie bagatelizując ryzyk związanych z jej rozwojem.

Dwie trzecie CEO (65%) całkowicie zgadza się lub zgadza się w pewnym stopniu, że sztuczna inteligencja zwiększa wydajność jednocześnie tworząc wartość dla społeczeństwa, np. poprzez innowacje w ochronie zdrowia. Równolegle, prawie tyle samo badanych (67%) boi się niezamierzonych konsekwencji AI. Ich zdaniem, biznes powinien w znacznie większym stopniu skupić się na kwestiach etycznych związanych ze sztuczną inteligencją oraz na tym, jak jej wykorzystanie może wpłynąć na kluczowe obszary życia, w tym przede wszystkim na prywatność. Do listy potencjalnych zagrożeń dodają cyberbezpieczeństwo, dezinformację i deepfake. Jednocześnie podkreślają rolę rządów i regulatorów, którzy powinni stworzyć zasady i bariery w wykorzystywaniu generatywnej sztucznej inteligencji.

Dostrzegając wartość, jaką przynosi sztuczna inteligencja, prezesi powinni rozumieć zakres jej wpływu oraz zagrożenia, zdefiniować kompetencje potrzebne do integracji AI oraz zapewnić, że jest wykorzystywana w sposób odpowiedzialny i etyczny. Chcąc wyeliminować potencjalne, negatywne skutki, takie jak koszty społeczne, etyczne czy zagrożenia cyberbezpieczeństwa, potrzeba szeroko zakrojonej współpracy na poziomie firm i regulatorów– mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający w Dziale Strategia i Transakcje EY Polska, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej oraz Azji Środkowej (CESA).

Największe emocje związane z rozwojem AI budzi kwestia utraty miejsc pracy na rzecz sztucznej inteligencji. CEO nie podzielają obaw społecznych, że rozwój technologii spowoduje wzrost bezrobocia. Jedna trzecia (66%) jest zdania, że jej wpływ zostanie zrównoważony przez nowe miejsca pracy i nowe kompetencje wygenerowane właśnie przez AI. Prawie połowa respondentów badania EY (43%) już wykorzystała sztuczną inteligencję do stworzenia nowej oferty produktów i/lub usług.

Nie ma żadnych wątpliwości, że sztuczna inteligencja zmieni sposób w jaki wykonujemy pracę. Warto jednak wystrzegać się skrajności i patrzeć na całość przede wszystkim z perspektywy korzyści. Wiele procesów zostanie przyśpieszonych, a pracownicy znaczną część podstawowych i czasochłonnych czynności będą jedynie nadzorować np. za pośrednictwem asystenta AI. Dodatkowo, chociaż obecnie mamy do czynienia z szeroką dyskusją, to proces pełnej implementacji dla większości gałęzi gospodarki liczony jest ciągle w miesiącach, a nie tygodniach. W połączeniu z obecnymi prognozami demograficznymi może się okazać, że narzędzia oparte o sztuczną inteligencję będą dla wielu firm kołem ratunkowym, bez którego ich dalsze funkcjonowanie stanęłoby pod znakiem zapytania. Dlatego już dziś warto sprawdzić na ile jesteśmy gotowi na takie rozwiązania – komentuje Artur Miernik, Partner EY Polska i Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

EY CEO Outlook Pulse Survey

Zrównoważony rozwój

Sztuczna inteligencja może tez pomóc w transformacji w stronę zrównoważonego rozwoju, którego domagają się inwestorzy, regulatorzy oraz inni interesariusze. Tymczasem jedna trzecia prezesów (34%) nie traktuje zrównoważonego rozwoju priorytetowo. Nieco więcej, bo 38%, uważa kwestie ESG (środowisko, społeczeństwo, ład korporacyjny) za najważniejsze. Dla 28% są one równie ważne jak inne priorytety biznesowe.

Wyraźna jest rozbieżność w podejściu do krótkoterminowych zysków i długoterminowego tworzenia wartości między inwestorami a CEO i dyrektorami finansowymi, co pokazało inne badanie EY „Global Corporate Reporting and Institutional Investor Survey”. Inwestorzy chętniej podejmują decyzje prowadzące do zrównoważonego, długoterminowego tworzenia wartości, kosztem krótkoterminowych zysków. CFO natomiast przede wszystkim koncentrują się na zyskach.

Podejście inwestorów uległo zmianie w ciągu ostatniego roku. Jeszcze w styczniu 2022 roku, prezesi biorący udział w badaniu CEO Outlook Pulse Survey twierdzili, że inwestorzy sprzeciwiali się ich strategii zrównoważonego rozwoju. Prawie jedna czwarta (21%) stwierdziła wówczas, że inwestorzy koncentrują się wyłącznie na kwartalnych zyskach.

Tymczasem w lipcu tego roku jest odwrotnie. Tym razem to priorytety prezesów zmierzają w innym kierunku – krótkoterminowych wyników finansowych. Bez wątpienia jednym z powodów takiej zmiany jest trudna sytuacja gospodarcza, w tym wysokie stopy procentowe.

Prezesi, czy tego chcą czy nie, muszą brać pod uwagę kwestie zrównoważonego rozwoju przy podejmowaniu decyzji o alokacji kapitału. Powinni też poszerzyć zakres swojej sprawozdawczości i uwzględniać w niej nie tylko wskaźniki finansowe, ale także niefinansowe, w tym taksonomię UE. Dostosowanie się do oczekiwań inwestorów i wymagań interesariuszy w zakresie zrównoważonego rozwoju może wzmocnić markę firmy, wycenę spółki i jej pozycję konkurencyjną – mówi Rafał Hummel, Partner EY Polska, Lider grupy ds. strategii i raportowania ESG.

Zarządzenie ryzykiem

Mimo trudnej sytuacji gospodarczej, rosnących kosztów kapitałowych oraz prowadzenia działalności, a także napięć geopolitycznych, prezesi patrzą na przyszłość pozytywnie. Wiedzą jednak, że muszą zarządzać wieloma rodzajami ryzyk, które – zdaniem większości respondentów badania EY – będą miały zdecydowanie znaczący lub znaczący wpływ na ich działalność w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Bez wątpienia najpoważniejszy wpływ na biznes będzie miała technologia i ryzyko naruszenia cyberbezpieczeństwa.
Zarządzenie ryzykiem

Zarządzając tak wieloma rodzajami ryzyk, prezesi powinni proaktywnie podejść do planowania scenariuszy, przewidując i reagując na dalsze przyspieszenie zewnętrznych zagrożeń. Ocena ich wpływu na różne aspekty działalności i dopracowanie każdego obszaru mogą usprawnić strategiczne planowanie i zwiększyć odporność całej organizacji – uważa Arkadiusz Gęsicki, Partner EY-Parthenon w Polsce i krajach bałtyckich, Lider Transaction Strategy & Execution w Regionie CESA, w zespole Strategia i Transakcje w EY Polska.

Fuzje i przejęcia

Transformacja uwzględniająca wdrażanie sztucznej inteligencji oraz zrównoważony rozwój wymaga finansowania. Większość prezesów (63%) widzi źródła finansowania w zwiększonej efektywności. Jednocześnie zdecydowanie chcą przyspieszyć rozwój poprzez transakcje fuzji i przejęć. Prawie jedna trzecia (59%) planuje takie transakcje w ciągu najbliższych 12 miesięcy, 13 punktów procentowych więcej niż na początku tego roku. Prawie połowa (47%) planuje zbycie aktywów. To daje szanse na odbicie na rynku transakcyjnym, który przez ostatnie miesiące wyhamował. Niestety, utrudnienia w zawieraniu takich transakcji, wynikające z bardziej restrykcyjnych przepisów i wyższego kosztu kapitału, mogą spowodować, że część z tych planów nie zostanie zrealizowana.

Większość CEO już wykorzystuje sztuczną inteligencję w transakcjach fuzji i przejęć. Tylko niewielka grupa respondentów (5%) wskazała, że nie korzysta z tych możliwości lub nie ma takich planów.

Transakcje fuzji i przejęć stanowią jedną z opcji strategicznych, które pomagają prezesom reagować na gwałtowne zmiany w otoczeniu gospodarczym spowodowane między innymi rozwojem technologii. Umożliwiają poprawę oferowanej wartości na rynku i wzmocnienie pozycji rynkowej. Z kolei efektywne wykorzystanie możliwości sztucznej inteligencji w transakcjach, w tym do analizy oraz interpretacji coraz większej ilości dostępnych informacji, pozwala na maksymalizację wartości uzyskiwanej z transakcji – mówi Paweł Bukowiński.

O badaniu
Badanie EY CEO Outlook Pulse Survey jest regularnym badaniem opinii prezesów dużych firm z całego świata prowadzonym na zlecenie EY przez FT Longitude, specjalistyczny dział badań i marketingu treści Financial Times Group.

W czerwcu i lipcu 2023 r. FT Longitude ankietowało 1200 CEO na całym świecie. Jedna piąta ankietowanych firm osiąga roczne, globalne przychody poniżej 500 mln USD, kolejne 20% to firmy z przychodami od 500 mln USD do 999,9 mln USD (20%), 30% ma przychody od 1 mld USD do 4,9 mld USD (30%), a ostatnia grupa firm to przychody powyżej 5 mld USD (30%). Ankietowani byli prezesi w Brazylii, Kanadzie, Meksyku, USA, Belgii, Luskemburgu, Niderlandach, Francji, Nimczech, Włoszech, Danii, Finlandii Norwegii, Szwecji, Wielkiej Brytanii, Australii, Chinach, Indii, Japonii, Singapurze i Korei Południowej.

GfK: Polacy ograniczają wydatki, bo boją się o przyszłość

Polacy obawiają się o swoją przyszłość ekonomiczną i coraz ostrożniej planują domowe budżety. Pomysły na ograniczanie wydatków w dużej mierze są zależne od wieku konsumentów. Aż 56 proc. przedstawicieli pokolenia baby boomers oszczędza na energii elektrycznej. Z kolei millenialsi głównie ograniczają wyjścia do restauracji, a „zetki” kupują mniej ubrań. Takie wnioski płyną z raportu „Green Gauge” opracowanego przez analityków firmy GfK – an NIQ Company.

Obniżający się w ostatnich latach poziom pewności co do przyszłości ekonomicznej Polaków to ważny kontekst kształtowania się postaw konsumenckich. Według danych z raportu „Green Gauge”, który powstał na podstawie globalnego badania „Consumer Life”, Polacy są bardziej sceptyczni wobec swojej przyszłości ekonomicznej niż mieszkańcy innych państw. – Zawsze ostrożnie patrzeliśmy w swoją ekonomiczną przyszłość, jednak po 2019 roku nasza pewność pod tym względem zaczęła gwałtownie spadać i obecnie wynosi zaledwie 29 proc. Dla porównania – średnio na świecie ta wartość utrzymuje się na poziomie 71 proc.mówi Marcin Gromulski, project manager w GfK – an NIQ Company.

Znaczna niepewność przyszłej sytuacji gospodarczej, wysoka inflacja oraz rosnące koszty życia sprawiają, że priorytetem konsumentów stało się rozsądne gospodarowanie domowymi budżetami.

Jak oszczędzamy?

Z danych GfK – an NIQ Company wynika, że oszczędności Polaków w dużej mierze są uzależnione od ich wieku. – Szczególnie ciekawy wątek stanowi tu ograniczanie zużycia energii elektrycznej w domu, które pozwala zadbać nie tylko o finanse, ale również o planetę. Mogłoby się wydawać, że najbardziej oszczędni pod tym względem będą młodzi Polacy, którzy zostali wychowani w duchu wyższej świadomości ekologicznej. Tymczasem, według raportu „Green Gauge” prąd najczęściej oszczędzają badani z pokolenia baby boomers. Twierdzi tak aż 56 proc. z nichmówi Marcin Gromulski. Z kolei im młodsi konsumenci, tym rzadziej padają takie deklaracje. W pokoleniu „zetek” zaledwie 36 proc. ogranicza zużycie prądudodaje.

Najmłodsi konsumenci, urodzeni po 1998 roku, przede wszystkim oszczędzają na zakupach odzieży (43 proc.) oraz wyjściach do restauracji (39 proc.). Zwłaszcza ta druga kategoria jest stosunkowo często wskazywana przez konsumentów. Aż 54 proc. badanych z pokolenia X oraz baby boomers, a także 47 proc. millenialsów deklaruje ograniczanie wydatków na wizyty w lokalach gastronomicznych. W dalszej kolejności millenialsi oszczędzają na wyjściach w celach rozrywkowych i zakupach odzieży, a przedstawiciele pokolenia X – na wyjazdach rekreacyjnych i wakacyjnych.

Wśród najczęściej wymienianych kategorii oszczędzania żywność pojawia się tylko wśród odpowiedzi przedstawicieli „zetek”. Już co trzeci przedstawiciel tego pokolenia deklaruje, że ogranicza wydatki na jedzenie.

Realny spadek konsumpcji w Polsce

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych w sierpniu była niższa niż przed rokiem o 2,7%. W danych o sprzedaży widoczny jest realny spadek konsumpcji r/r. Wpływ miała na to wysoka inflacja, w tym realny spadek wynagrodzeń, który prowadził do ograniczenia realnej siły nabywczej gospodarstw domowych. W ujęciu miesięcznym odnotowano natomiast wzrost o 2,8%.

Dezinflacja postępuje wraz z czym realnie zaczynają rosnąć również wynagrodzenia. Spodziewam się kontynuacji tych trendów co powinno przełożyć się na wzrost konsumpcji w kolejnych okresach. Nie oznacza to jednak, że konsumpcja szybko i mocno odbije, raczej będzie to stopniowy ruch korespondujący z oczekiwanym dalszym spadkiem inflacji.

Wzrost PKB Polski w 2023r. będzie prawdopodobnie bliski zera, ale wydaje się, że przyszłe ożywienie koniunktury, może opierać się w pierwszej kolejności właśnie na odbiciu w konsumpcji.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

FED nie zaskoczył. Dolar najsilniejszy wobec euro od marca

Niby Amerykanie nie zaskoczyli rynków a jednak dolar się umacniał. Pytanie, czy nie jest to raczej kwestia słabości europejskiej waluty. Znów wzrost płac przekracza inflację, więc chociaż statystycznie stajemy się bogatsi.

Amerykanie nie zaskakują

Wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku zgodnie z oczekiwaniami była tylko formalnością. Jest to odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej w USA. Rynki co prawda dokupiły po decyzji trochę dolara, uzyskując najsilniejszego dolara względem euro od marca. Brzmi to, jakby wydarzyło się coś bardzo ważnego, ale trzeba pamiętać, że byliśmy już blisko tych poziomów. Od połowy lipca dolar umacnia się względem euro, a po tej decyzji ruch ten po prostu był kontynuowany. Powodem są znacznie lepsze perspektywy Stanów Zjednoczonych względem strefy euro. Patrząc na oczekiwania rynków, interesująco może zapowiadać się grudniowe posiedzenie, gdzie szanse na podwyżkę stóp wciąż są spore.

Produkcja przemysłowa bez niespodzianek

Środa była dziwnym dniem na rynku. Z jednej strony dane makroekonomiczne z Polski nie powinny napawać optymizmem. Produkcja przemysłowa spadła w skali roku o 2%, to więcej niż oczekiwali analitycy. Ostatni raz rosła w styczniu, co nie jest korzystną statystyką. Wydawać by się zatem mogło, że będziemy świadkami dalszej słabości polskiego złotego. Wczoraj jednak kurs euro spadł o 6 groszy. Tutaj jednak powodem jest wywiad prezesa NBP, który przykrył tego dnia wszystkie inne sygnały napływające na rynek. W ciągu dnia było co prawda widać krótką korektę po tych danych, ale szybko rynki uznały, że oddalenie dalszych obniżek stóp procentowych jest znacznie ważniejsze dla rynku. Proporcjonalnie złoty zyskiwał do pozostałych walut.

Znowu zarabiamy lepiej

Presja wywołana inflacją przekłada się na wzrosty płac. O ile ceny na razie rosną „tylko 10%” w skali roku, to pensje rosną o 11,9%. Oznacza to, że średnio jako społeczeństwo się bogacimy. Oczywiście należy pamiętać, że dojdzie kiedyś do urealnienia cen energii czy paliw, których wzrosty są obecnie nierynkowo wstrzymane, to może się okazać, że jednak znów pensje rosną wolniej niż inflacja. Dodatkowy problem w tym, że nie zmienia się już zatrudnienie. Oznacza to, że najprawdopodobniej doszliśmy do pewnej stabilizacji na rynku pracy i dalszy spadek bezrobocia nam nie będzie miał miejsca. Biorąc pod uwagę, że są to dane za sierpień i powoli kończą się prace sezonowe, więc możemy niedługo być świadkami wzrostu bezrobocia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych w końcu zaczęły podążać za ich stopą zwrotu

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych urosły w sierpniu o ponad 400 mln zł do poziomu 8,51 mld zł. Tym samym kontynuowały rozpoczętą w maju passę wzrostów, a ich aktywa zwiększyły się w tym czasie o prawie miliard złotych.

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych

Na ten stan rzeczy wpływ miały zarówno świetne wyniki inwestycyjne tej grupy aktywów, jaki i wpłaty netto inwestorów. W przypadku pierwszego z czynników średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych za ostatnie 12 miesięcy to 9,50%! A w samym tylko sierpniu zarobiły one średnio 0,80% i był to najlepszy wynik spośród wszystkich funduszy inwestycyjnych.Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych 2

Inwestorzy natomiast w sierpniu wpłacili do funduszy obligacji korporacyjnych 341 mln zł netto, najwięcej od ponad 2 lat. A tylko w ciągu ostatnich 3 miesięcy wpłaty netto wyniosły aż 732 mln zł, co oczywiście jest miłą odmianą, po miesiącach regularnych wypłat. Warto wspomnieć, że jeszcze nie tak dawno temu w tego typu funduszach ulokowane było grubo ponad 15 mld zł, a w czerwcu 2022 r. było to ponad 10 mld zł.Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych 3

Stopy zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych rosły i były bardzo atrakcyjne już parę kwartałów temu, a sprzyjały temu oczywiście wysokie stopy procentowe oraz brak materializacji większego ryzyka kredytowego. Pieniądze inwestorów zaczęły podążać za tymi wynikami dopiero od maja tego roku. Ostatecznie lepiej późno niż wcale.

Autor: Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA). Michael / Ström Dom Maklerski.

Grupa Würth kontynuuje proces przejęcia TIM S.A. Nowe Wezwanie na akcje TIM S.A. zostało ogłoszone

Grupa Würth pozostaje w pełni zaangażowana w przejęcie TIM S.A i ogłosiła drugie Wezwanie na wszystkie akcje TIM S.A („Wezwanie”). Drugie Wezwanie stało się konieczne, ponieważ UOKiK nie podjął jeszcze decyzji w tej sprawie i skierował zgłoszenie do fazy pogłębionej analizy. Zapisy na sprzedaż akcji w cenie 50,69 zł za jedną akcję rozpoczną się 28 września 2023 r. i potrwają do 27 października 2023 r. Główni akcjonariusze i kluczowi menadżerowie TIM S.A., reprezentujący łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji Spółki zobowiązali się już do sprzedaży swoich akcji w ramach Wezwania.

Wezwanie na akcje TIM S.A. („Spółka”, „TIM”) ogłosiła FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth („Wzywający”). Celem Wzywającego jest osiągnięcie 100% głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki oraz wycofanie Spółki z giełdy.

– Zgodnie z zapowiedziami, pozostajemy w pełni zaangażowani w proces przejęcia Spółki. Jesteśmy pod wrażeniem dotychczasowego dynamicznego rozwoju Spółki i silnych kompetencji w zakresie e-commerce. Z radością powitamy zespół TIM w Grupie Würth. – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową produktów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Cena akcji w Wezwaniu wynosi 50,69 zł za jedną akcję i jest równa cenie z pierwszego Wezwania. Cena akcji w Wezwaniu zawiera premię w wysokości 93,8% w stosunku do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r. i 34,1% premii względem ostatniej ceny akcji poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji przeprowadzenia pierwszego wezwania.

Pozostajemy w stałym dialogu z UOKiK i utrzymujemy pełną współpracę. Nadal jesteśmy przekonani o uzyskaniu pozytywnej decyzji organów antymonopolowych, dlatego ogłosiliśmy drugie Wezwanie. Oferujemy akcjonariuszom równie atrakcyjną cenę, jak w pierwszym Wezwaniu. Cenę, która odzwierciedla potencjał jaki widzimy w Spółce po wejściu w skład Grupy Würth. – dodaje Ulrich Liedtke.

Grupa Würth to światowy lider w rozwoju, produkcji i sprzedaży materiałów mocujących i montażowych, a wraz ze swoją jednostką zajmującą się hurtową sprzedażą artykułów elektrycznych, jeden z wiodących hurtowników w Europie Środkowo-Wschodniej. Ogłoszone dzisiaj Wezwanie jest kontynuacją procesu przejęcia Spółki, która jest największym w Polsce dystrybutorem artykułów elektrotechnicznych. Okres zapisów w pierwszym wezwaniu na akcje Spółki (ogłoszonym w kwietniu br.) upłynął, a transakcje nie zostały zawarte w związku z brakiem wydania decyzji przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów („UOKiK”) w sprawie koncentracji Grupy Würth oraz Spółką przed 23 sierpnia 2023 r., czyli ostatnim dniem przyjmowania zapisów w pierwszym wezwaniu.

Najwięksi akcjonariusze i kluczowi menedżerowie Spółki, reprezentujący łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów w Spółce, podpisali umowy ze spółką FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH. Zgodnie z zawartymi 24 marca 2023 r. umowami, Krzysztof Folta (prezes Zarządu i założyciel Spółki), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący Rady nadzorczej Spółki), Piotr Tokarczuk (CFO Spółki), Piotr Nosal (CCO Spółki), Maciej Posadzy (prezes Zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani są do złożenia zapisów na sprzedaż akcji w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję. Jednocześnie postanowiono, że składy zarządów TIM i 3LP pozostaną bez zmian, kontynuując realizację swoich dotychczasowych strategii, ale w ramach i przy wsparciu Grupy Würth.

Zapisy do sprzedaży akcji w ramach Wezwania przyjmowane będą od 28 września do 27 października 2023 r. Dyspozycje sprzedaży akcji w Wezwaniu należy złożyć w swoim biurze maklerskim. Szczegóły dotyczące Wezwania znajdują się pod adresem https://wezwanie-tim.pl.

Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Kultura organizacyjna decyduje o zadowoleniu i zaangażowaniu pracowników

Aspekt kultury organizacyjnej firmy zyskuje na znaczeniu w oczach pracowników. W życiu zawodowym chcą nie tylko dobrze zarabiać, ale również być częścią zgranego zespołu oraz systemu wspólnych norm. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, to, jaka jest kultura pracodawcy, liczy się dla 92 proc. specjalistek i specjalistów. Jeśli jest ona spójna z ich wartościami i odpowiednio pielęgnowana wśród pracowników, to ma szansę zwiększyć ich zadowolenie i zaangażowanie.

Choć to wysokość wynagrodzenia niezmiennie pozostaje głównym motywatorem w pracy, to w oczach profesjonalistek i profesjonalistów liczy się też coś więcej. Ważne jest to, aby móc funkcjonować w komfortowej i przyjaznej atmosferze zbudowanej na zaufaniu, wśród osób, które chcą i potrafią skutecznie się komunikować oraz budować relacje. Liczy się też to, aby mieć szansę być sobą w pracy i przestrzeń do integracji. Innymi słowy, dla zdecydowanej większości pracowników bardzo wiele znaczy kultura organizacyjna firmy.

Nie tylko wartości i zasady

Budowanie i rozwijanie kultury organizacyjnej jest jednym z filarów strategii HR. W parze z kwestiami finansowymi i benefitami odgrywa ona ważną rolę w retencji pracowników, szczególnie w sytuacji wysokiej inflacji i zmian zachodzących na rynku. Zgodnie z wynikami najnowszego badania Hays Poland, przeprowadzonego na przełomie sierpnia i września 2023 wśród blisko 1000 specjalistek i specjalistów, aż 92 proc. uważa ją za istotną. Zaledwie 4 proc. nie zgadza się z tym stwierdzeniem, a kolejne 4 proc. nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie.

Tak wysoki wynik oznacza, że pracownikom realnie zależy na tym, aby funkcjonować w zintegrowanym środowisku o jasnych, akceptowalnych zasadach. Jednak jak pokazują odpowiedzi ankietowanych, zasady te nie odnoszą się tylko do norm i reguł współpracy, ale również do stylu komunikacji (78 proc.), panującej atmosfery (70 proc.) oraz wartości promowanych przez organizację (66 proc.).

Dla prawie połowy pracowników kultura organizacyjna to także strategia równości i różnorodności. Jest to bardzo dobra zmiana w kontekście postrzegania tych zagadnień na rynku pracy, którą potwierdzają również inne badania Hays. Wśród pracowników udało się wzbudzić entuzjazm i gotowość do działania na rzecz równości w miejscu pracy, co przekłada się na ich oczekiwania względem kultury organizacyjnej pracodawcy. Coraz więcej osób zauważa, że firma to nie tylko instytucja biznesowa, ale również podmiot, który może mieć misję społeczną i przestrzeń do promowania ważnych poglądów oraz wartości – zauważa Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy w Hays Poland.

Gdzie natomiast kończy się kultura organizacyjna? Zdaniem pracowników w najmniejszym stopniu zaliczają się do niej hierarchiczność struktury firmy (36 proc.), dress code lub jego brak (28 proc.) i działania CSR (20 proc.). Fakt, że zdaniem tak niewielkiego odsetka specjalistek i specjalistów CSR, czyli działania społecznej odpowiedzialności biznesu należą do kultury organizacyjnej, może być postrzegany jako zaskakujący. Między innymi z uwagi na to, że aby powołać projekt z obszaru CSR potrzeba zaangażowania pracowników, jednolitych wartości, misji oraz nierzadko wdrożenia strategii równości i różnorodności, czyli elementów, które standardowo tworzą kulturę organizacyjną firmy.

Jednak być może według części pracowników elementy te należą bardziej do obszaru Employee Value Proposition, czyli zbioru czynników stanowiących o unikatowości danej organizacji. EVP zawiera

w sobie odpowiedź na pytanie „Dlaczego warto z nami pracować?”, co szczególnie miałoby uzasadnienie w przypadku projektów CSR inicjowanych przez firmę.

Co Twoim zdaniem zalicza się do kultury organizacyjnej?

Styl komunikacji 78%
Atmosfera pracy 70%
Wartości firmy 66%
Strategia równości i różnorodności 48%
Działania/ aktywności integrujące pracowników 47%
Model pracy 43%
Procesy biznesowe 39%
Hierarchia lub jej brak 36%
Dress code lub jego brak 28%
Działania CSR 20%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2023
Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi.

Sposób postrzegania kultury organizacyjnej przez pracowników może być wskazówką dla pracodawców, które obszary warto rozwijać. – Wzajemne zrozumienie w tym zakresie oraz podejmowanie istotnych zmian bez wątpienia wpłyną pozytywnie na takie elementy jak rekrutacja, retencja zatrudnionych oraz wizerunek organizacji na rynku, m.in. poprzez „marketing szeptany” prowadzony przez zadowolonych pracowników. – dodaje Agnieszka Czarnecka.

Kultura organizacyjna ważna już na etapie rekrutacji

Kultura organizacyjna jest także jednym z elementów, które mogą zachęcić lub zniechęcić kandydatów do pracy w danej organizacji. Wyniki badania pokazują, że aż 2/3 specjalistek i specjalistów przywiązuje dużą wagę do jej opisu już na początkowym etapie rekrutacji, tj. zapoznając się z ofertą potencjalnego pracodawcy. Kolejne 23 proc. deklaruje, że ich zainteresowanie kulturą organizacyjną jest na tym etapie średnie, a 8 proc. nie przywiązuje do niej wówczas żadnej wagi.

Jaką wagę przywiązujesz do opisu kultury organizacyjnej w ofercie pracy?

Dużą 66%
Średnią 23%
Małą 3%
Na tym etapie nie przywiązuję żadnej wagi 8%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2023

Tak wysoki odsetek osób zwracających uwagę na kulturę organizacyjną potencjalnego pracodawcy wskazuje na to, że profesjonalistki i profesjonaliści chcą być częścią firmy, z którą się utożsamiają i w której mogą czuć się swobodnie.

Wielu pracodawców podejmuje działania mające na celu budowanie lub udoskonalanie kultury organizacyjnej. Firmy rozumieją bowiem, że zadowolony i zaangażowany pracownik to osoba, która podziela wartości i misję organizacji, ma przestrzeń do budowania pozytywnych relacji i zwyczajnie dobrze czuje się wśród reszty współpracowników – zauważa Agnieszka Czarnecka.

Wpływ kultury organizacyjnej na decyzje zawodowe potwierdzają także inne badania Hays. Jak wynika bowiem z kilku ostatnich edycji Raportu płacowego, zdarza się, że to właśnie brak satysfakcji w obszarach składających się na kulturę organizacyjną przyczynia się do rezygnacji z pracy.

Branża drzewna: Lasy Państwowe ignorują uwagi dotyczące planowanych zmian

18 września największe organizacje reprezentujące najważniejsze sektory przemysłu drzewnego w Polsce wystosowały list do Józefa Kubicy, dyrektora generalnego Lasów Państwowych. Przedstawiciele przedsiębiorców są zaniepokojeni, że mimo obietnic, Lasy Państwowe ignorują ich uwagi zgłoszone do planowanych zmian w zasadach sprzedaży drewna. Kolejne zmiany zorientowane na generowanie coraz większych zysków dla Lasów Państwowych to olbrzymie zagrożenie nie tylko dla przedsiębiorców, ale również dla pracowników całej branży drzewnej, którzy już w tej chwili tracą pracę. W tym roku zwolnienia dotknęły już 20 000 osób z samego tylko sektora meblarskiego.

Miesiąc wcześniej, 21 sierpnia, Lasy Państwowe zaprezentowały przemysłowi propozycje zmian zasad sprzedaży drewna na 2024 rok, obiecując, iż będą one podlegały dalszym konsultacjom z branżą drzewną. Organizacje szczegółowo odniosły się do przedstawionych propozycji, jednak wszystko wskazuje na to, że ich uwagi zostały zignorowane. W dodatku pojawiła się informacja, że dalszych konsultacji z przemysłem nie będzie i wkrótce zostaną ogłoszone nowe zasady sprzedaży drewna.

Pod wspólnym listem, wysłanym 18 września do Lasów Państwowych, podpisały się: Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Stowarzyszenie Papierników Polskich, Stowarzyszenie Producentów Płyt Drewnopodobnych w Polsce, Stowarzyszenie Przemysłu Tartacznego, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Polski Komitet Narodowy EPAL, Ogólnopolski Związek Pracodawców Przemysłu Drzewnego, Związek Polskie Okna i Drzwi. Według przedstawicieli przemysłu, zmiany w zasadach sprzedaży drewna przyniosą dalsze pogorszenie sytuacji przemysłu drzewnego.

„Część propozycji, pod pozorem bycia korzystnymi dla przemysłu, w rzeczywistości spowoduje dalszy wzrost cen drewna. Ceny wielu sortymentów drewna w Polsce są o kilkadziesiąt procent wyższe od tych w krajach ościennych. Skutkiem tego jest np. napływ tańszych, niż krajowej produkcji, mebli, płyt drewnopochodnych zza granicy. Konsekwencją tego są zwolnienia pracowników, które już trwają ze względu na pogarszającą się koniunkturę (w ciągu ostatniego roku tylko branża meblarska zmuszona została do redukcji 20 000 miejsc pracy). Postępowanie Lasów Państwowych po raz kolejny potwierdza, że wzgląd na własne dobro przeważa nad interesem Skarbu Państwa i tysięcy pracowników zatrudnionych w przemyśle drzewnym” – napisali sygnatariusze listu.

Za najbardziej szkodliwe propozycje dla polskiego sektora drzewnego zostały uznane: możliwość składania ofert do 100% posiadanych możliwości zakupu w sprzedaży ofertowej w ujęciu rocznym, proporcjonalnie po 33,3% na proponowany okres sprzedaży; organizowanie procedur sprzedaży 3 razy w ciągu roku (co 4 miesiące), zmiany poziomu realizacji umów na -10%/+5% oraz rozszerzenie czasu trwania aukcji systemowych na okres 6:00-17:00;

Między innymi do tych zmian odniósł się w swoim wcześniejszym liście do Józefa Kubicy, dyrektora Lasów Państwowych, Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

W piśmie tym, przesłanym do LP na początku września, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli jasno określiła stanowisko firm meblarskich wobec projektu umożliwienia złożenia oferty do 100% posiadanych możliwości zakupu w sprzedaży ofertowej w ujęciu rocznym, proporcjonalnie po 33,3% na proponowany okres sprzedaży. „Jesteśmy stanowczo przeciwni i proponujemy utrzymanie obecnych zasad. Już w tej chwili obłożenie w procedurach PLD, w ramach posiadanej historii, w niektórych asortymentach znacznie przekracza podaż. Wprowadzenie możliwości złożenia oferty do 100% posiadanych możliwości spowoduje większe redukcje i generowanie wzrostu cen. Będzie to mechanizm sztucznie zawyżający popyt, korzystny dla jednej strony” – tłumaczył Michał Strzelecki.

Natomiast realizowanie sprzedaży w 3 głównych okresach (co 4 miesiące), w ocenie OIGPM spowoduje duży dodatkowy nakład pracy. „Kończąc jedną rundę, będziemy zaczynać kolejną. Okresy 4-miesięczne mogą okazać się zbyt krótkie, aby w całości realizować umowy i/lub przygotować poszczególne GHG, szczególnie na początku roku, kiedy występują opóźnienia w pozyskaniu drewna” – uzasadniał stanowisko Izby Michał Strzelecki.

Z kolei propozycję zmiany poziomu realizacji umów na -10%/+5% Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli skomentowała w następujący sposób: „Jest to dobre rozwiązanie dla kupujących, ale tylko pozornie. Rozwiązanie to może powodować problemy także dla sprzedającego, szczególnie dla niektórych GHG. Ponadto zwiększanie poziomu możliwości niewykonania umowy do 10%, może spowodować chęć kupujących do kupowania na wyrost, co będzie oznaczać nieuzasadniony wzrosty cen na aukcjach. W związku z powyższym proponujemy pozostawienie dopuszczalnych odchyleń realizacji umowy na dotychczasowym poziomie +/- 5%. Jeżeli LP będą chciały utrzymać propozycję -10% wówczas na zasadzie równości stron prosimy o rozważenie opcji +/- 10%”.

W liście do Józefa Kubicy, Michał Strzelecki tłumaczył również, że rozszerzenie czasu trwania aukcji systemowych do przedziału 6:00-17:00, oznaczałoby w wielu przypadkach konieczność pracy w nadgodzinach, co budzi zrozumiały sprzeciw branży meblarskiej.

„Ceny minimalne na Portalu Leśno Drzewnym, aukcjach e-system i e-drewno są obecnie wyższe niż ceny transakcyjne w krajach sąsiednich. Powoduje to w konsekwencji spadek konkurencyjności branży meblarskiej i całego sektora drzewnego w Polsce, znaczące ograniczenie eksportu naszych wyrobów, a także powoduje wzrost importu mebli i komponentów do ich produkcji” – podkreślił Michał Strzelecki.

Na inflację, na wyprawkę dla dzieci, na bezrobocie – wymówki dłużników na niepłacenie

„Nie płacę, bo mam za daleko do banku, a boję się wchodzić na konto przez Internet”, „Nie płacę, bo nie pracuję”, „Nie płacę, bo inflacja…” – to tylko część z obszernego repertuaru wymówek dłużników, z którymi każdego dnia mierzą się negocjatorzy firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. Działają na zlecenie wierzycieli – banków, firm pożyczkowych, operatorów telekomunikacyjnych, dostawców prądu, gazu i telewizji. Według danych Krajowego Rejestru Długów zaległości finansowe konsumentów wynoszą obecnie 45 mld zł.

Nieuregulowane zobowiązania ma 2,2 mln Polaków. Każdy z nich jest zadłużony średnio na 20 tys. zł. Na tę kwotę składają się niezapłacone rachunki, faktury, raty kredytów, alimenty i mandaty za jazdę bez biletu komunikacją miejską. Wierzyciele dochodzą zapłaty na własną rękę, bądź przekazują długi do profesjonalnych firm windykacyjnych, które w ich imieniu polubownie odzyskują należności.

Z badania „Etyka płatnicza w ocenie konsumentów”, zrealizowanego w lipcu 2023 r. przez IMAS International na zlecenie Kaczmarski Inkasso, wynika, że 38 proc. rodaków akceptuje nieoddawanie w terminie pożyczonych pieniędzy innej osobie, a 35 proc. uważa, że można nie rozliczyć się na czas z firmą lub instytucją. Z tą postawą konfrontują się na co dzień negocjatorzy firm windykacyjnych. Spotykają się z różnorodnym podejściem dłużników, bo bywa, że powodem problemów finansowych jest choroba czy utrata pracy. Jednak, jak pokazuje ich wieloletnia praktyka, część dłużników prezentuje postawę „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?”.

Z zagranicy nie zapłaci

Przy umowach zawieranych przez Internet np. z firmami pożyczkowymi czy z towarzystwami ubezpieczeniowymi osoby zalegające z uregulowaniem rat bądź składki ubezpieczeniowej potrafią powiedzieć bez ogródek „Nie mają mojego podpisu, dlatego nic nie zapłacę”. Równie kuriozalne tłumaczenia trafiają się przy pożyczkach krótkoterminowych z koniecznością zwrotu po 30 dniach. Klienci otwarcie przyznają, że nie czytali umowy i myśleli, że mogą spłacić kwotę w ratach rozłożonych na długi czas. Przy innej sprawie negocjatorzy działający w imieniu wierzyciela zetknęli się także ze stwierdzeniem dłużnika „Nie zapłacę, bo nie mam zamiaru wracać do Polski”.

W procesie polubownego odzyskiwania należności kluczowa jest rola negocjatorów. To oni prowadzą trudne rozmowy z dłużnikami, starając się rozpoznać, kto z nich rzeczywiście zmaga się z kłopotami życiowymi, a kto kupuje bez opamiętania na raty ze świadomością, że nie będzie miał ich z czego zapłacić. Starają się przy tym osiągnąć porozumienie, które będzie satysfakcjonujące zarówno dla wierzyciela, jak i dłużnika. Negocjatorzy mają odpowiednie przygotowanie do takich rozmów, dzięki czemu są w stanie zachować profesjonalizm i empatię, jednocześnie dbając o interesy wierzycieli – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Negocjatorzy słyszeli już także tłumaczenie, że dłużnik nie mógł zapłacić, bo pies zjadł mu kartę z kodami do przelewów oraz że trafiła się promocja na bilety lotnicze, więc przeznaczył pieniądze na spontaniczny wyjazd zamiast na spłatę zaległości. Inny konsument nie płacił abonamentu za telewizję, bo skończył się jego ulubiony serial. Uważał, że skoro już nic nie ogląda, to nie musi regulować comiesięcznego zobowiązania. Kolejna osoba przekonywała, że dziecko rzekomo skasowało jej SMS-a z danymi do przelewów.

Sezonowe wymówki

W zależności od pory roku, w trakcie której niezapłacone rachunki trafiają do windykacji, negocjatorzy słyszą też sezonowe wymówki dłużników. We wrześniu dominują tłumaczenia, że trzeba było skompletować wyprawkę szkolną i nie starczyło już na spłatę sprzętu RTV czy AGD kupionego na raty. Dłużnicy twierdzą też, że ponoszą wysokie koszty dowozu pociech do przedszkola czy szkoły i to uniemożliwia regulowanie innych zobowiązań. Zasłoną dymną są zajęcia dodatkowe dla dzieci, które w odczuciu dłużników zwalniają ich z konieczności regulowania pozostałych należności. Wskazują także na potrzebę wynajęcia opiekunki do dzieci. W okolicach listopada przeszkodą w spłacie jest przygotowanie dekoracji na groby, a w grudniu – wyprawienie świąt.

– Czym innym są problemy finansowe dłużnika, spowodowane zmianą sytuacji zawodowej lub zdrowotnej, a czym innym te, które są rezultatem niewłaściwego gospodarowania pieniędzmi. Osoby, które straciły źródło dochodów lub były zmuszone poddać się leczeniu, zazwyczaj są otwarte na przyjęcie naszej pomocy. Negocjatorzy pracują z dłużnikami nad tym, aby znaleźć rozwiązania dostosowane do ich indywidualnej sytuacji materialnej. Należy podkreślić, że współpraca dłużnika z firmą windykacyjną przynosi korzyści obu stronom. Konsument może uwolnić się od zaległości finansowych, a jednocześnie ochronić swoją reputację i zdolność kredytową. Wierzyciel odzyskuje pieniądze za sprzedany towar czy zrealizowaną usługę i może je przeznaczyć na rozwój biznesu lub utworzenie nowych miejsc pracy – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Upadłość nie zwalnia z płacenia

W ostatnim czasie mediatorzy spotykają się z nowym „pakietem” tłumaczeń dłużników. Ci, którzy prowadzą działalność gospodarczą, wskazują na wzrost cen prądu, podniesienie płacy minimalnej i windowanie innych obowiązkowych opłat, co wpływa na to, że rozważają zamknięcie biznesu. A co za tym idzie – nie płacą swoich zobowiązań także w życiu prywatnym. Jest też grupa, która tłumaczy się pismami z urzędów skarbowych lub ZUS, które przysyłają przedsiębiorcom informacje o niedopłatach z koniecznością ich uregulowania. To, zdaniem dłużników, uniemożliwia im spłatę pozostałych długów. Ponadto zdarzają się konsumenci, którzy w rozmowach z mediatorami informują, że złożyli w sądzie wniosek o upadłość konsumencką i są przekonani, że to zwalnia ich z płacenia jakichkolwiek zaległości.

Choć przytoczone fragmenty rozmów z dłużnikami nie należą do rzadkości, to jednak większość społeczeństwa dostrzega pozytywne aspekty systemu zarządzania wierzytelnościami. Według badania „Przydatność firm windykacyjnych dla gospodarki”, przeprowadzonego na zlecenie Kaczmarski Inkasso w grudniu 2022 r., ponad połowa przedsiębiorców i 60 proc. konsumentów wskazało, że polska gospodarka nie jest w stanie funkcjonować bez firm windykacyjnych. A przybierająca na sile dekoniunktura sprawi, że ich znaczenie jeszcze bardziej wzrośnie. 3/4 przedsiębiorców i 77 proc. osób fizycznych uważa, że biznes szybciej odzyskuje pieniądze dzięki współpracy z wyspecjalizowanymi firmami niż wtedy, kiedy oddaje sprawy do sądu.

Po 42 proc. badanych w obu grupach stwierdza, że wśród Polaków narasta konsumpcjonizm i coraz powszechniejsze staje się życie na kredyt, często ponad stan. Popularność zyskuje także opcja „kup teraz, zapłać później”. Wpływa to na wzrost zadłużenia rodaków, którzy nie radzą sobie z regulowaniem zobowiązań finansowych. Kaczmarski Inkasso – najstarsza firma windykacyjna w Polsce – w 2022 r. przyjęła do realizacji 3,9 mln spraw o nominalnej wartości prawie 14 mld zł.

Stopy procentowe w USA bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami FED jednogłośnie pozostawił stopy procentowe w USA bez zmian. W przedziale 5,25-5,50%. Do końca roku pozostały dwa posiedzenia Rezerwy Federalnej, a z analizy „fedokropek” wynika, że dopuszcza ona jeszcze jedną podwyżkę w tym roku.

Oświadczenie po posiedzeniu nie mówi wprawdzie wprost o możliwości podwyżki, ale kolejny raz podkreśla, że FED będzie monitorował dane napływające z gospodarki i w oparciu o nie podejmował decyzje monetarne. Kolejny raz otrzymaliśmy także zapewnienie o „oddaniu” Rezerwy w sprowadzeniu inflacji do jej celu (2,00%).

Gospodarka jest silna, dane makro mocniejsze niż oczekiwano, a tym samym stopy procentowe być może zostaną utrzymane na wysokich poziomach na dłużej, ale bez kolejnych podwyżek.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Hurtownia stali w erze cyfrowej

W świecie, gdzie cyfryzacja przedefiniowuje tradycyjne biznesy, branża hutnicza nie pozostaje w tyle. Poznaj Moris.eu – lidera innowacji w zakupach wyrobów hutniczych online, łączącego tradycję z nowoczesnością.

Cyfrowa transformacja stała się nieuniknioną częścią każdego sektora gospodarki, wprowadzając w niej innowacje i ułatwienia. W dobie szybko rozwijających się technologii nawet tradycyjne branże, takie jak hutnictwo, odkrywają nowe możliwości, które oferuje świat online. Adaptacja do cyfrowego świata oznacza nie tylko dostosowanie się do nowoczesnych trendów, ale także zrozumienie i wykorzystanie korzyści płynących z zakupów online, które mają kluczowe znaczenie dla efektywności i rentowności działalności przedsiębiorstw. 

Moris.eu – cyfrowa innowacja na rynku stali

Zmieniający się świat biznesu wymusza na przedsiębiorstwach adaptację do nowych technologii i trendów. Jednym z pionierów takiej adaptacji w branży hutniczej jest Moris.eu, łączący tradycyjne podejście do handlu stalą z innowacyjnymi rozwiązaniami cyfrowymi.

Hurtownia stali online Moris.eu nie jest tylko kolejnym dostawcą na rynku hutniczym. To firma, która dostrzegła potencjał w cyfryzacji i postanowiła stać się liderem w zakresie cyfrowej sprzedaży stali. Wprowadzenie nowoczesnych rozwiązań do sprzedaży wyrobów hutniczych umożliwiło przedsiębiorcom łatwiejsze, szybsze i bardziej komfortowe zaopatrywanie się w potrzebne produkty.

Jednym z największych atutów Moris.eu jest dostępność. Niezależnie od tego, czy jest środek nocy, czy wczesny poranek, przedsiębiorcy mogą przeglądać ofertę, składać zamówienia i monitorować ich status. To nie tylko wygoda, ale także możliwość dostosowania zakupów do indywidualnych potrzeb i harmonogramu każdego przedsiębiorcy.

Moris.eu to połączenie tradycji z innowacją, co czyni firmę nie tylko liderem w zakresie cyfrowej sprzedaży stali, ale także zaufanym partnerem dla przedsiębiorców z całego kraju.

Przyszłość zakupów wyrobów hutniczych w świecie online

Cyfryzacja, chociaż już mocno zakorzeniona w wielu sektorach gospodarki, wciąż ewoluuje i dostarcza nam nowych rozwiązań. W branży hutniczej, tradycyjnie opierającej się na fizycznych transakcjach i relacjach, technologia otwiera nowe drzwi do przyszłości. Jak więc będzie wyglądała przyszłość zakupów wyrobów hutniczych w świecie online? 

Technologia nie tylko upraszcza procesy zakupowe, ale również przyczynia się do większej przejrzystości i efektywności w dostawie materiałów. Wraz z rozwojem technologii, takich jak sztuczna inteligencja, analiza dużych danych czy automatyzacja branża hutnicza może oczekiwać bardziej spersonalizowanych ofert, szybszej realizacji zamówień i lepszej optymalizacji łańcucha dostaw. 

Moris.eu, jako jeden z pionierów cyfrowych rozwiązań w branży hutniczej, jest gotowy na te przyszłe wyzwania. Dzięki ciągłemu inwestowaniu w nowoczesne technologie i dążeniu do innowacji ta hurtownia już teraz oferuje swoim klientom rozwiązania, które pozwalają na łatwe i szybkie zakupy. Dzięki inteligentnym systemom zarządzania zapasami wszystkie zamówienia są kompletowane i realizowane błyskawicznie. Do tego klient może wybierać różne opcje dostawy. Wszystko to bez wychodzenia z biura, jedynie za pomocą internetu. 

Ewolucja zakupów w branży hutniczej dzięki postępowi technologicznemu stawia przed nami nowe możliwości i wyzwania. Hurtownie online, takie jak Moris.eu, wskazują kierunek, w którym podąża cała branża, łącząc tradycyjne wartości z nowoczesnymi rozwiązaniami. 

Ubrania spawalnicze – bezpieczeństwo i komfort pracy

W dzisiejszym zglobalizowanym społeczeństwie, spawanie odgrywa niezastąpioną rolę w tworzeniu i naprawianiu różnorodnych struktur metalowych, od konstrukcji stalowych po pojazdy czy maszyny przemysłowe. Niemniej jednak, nie można zapominać o niebezpieczeństwach, które wiążą się z tą niezwykle użyteczną dziedziną. Właściwe ubrania spawalnicze stają się kluczowym aspektem w zapewnianiu bezpieczeństwa i komfortu spawaczom na każdym etapie ich pracy.spawanie

Ubrania spawalnicze – bezpieczeństwo ponad wszystko

Jednym z najważniejszych aspektów w spawaniu jest bezpieczeństwo. W trakcie pracy spawacze są narażeni na wiele potencjalnych zagrożeń, takich jak intensywne ciepło, iskry, promieniowanie UV oraz możliwość wybuchów. Odpowiednie ubrania spawalnicze są zaprojektowane tak, aby minimalizować ryzyko wystąpienia obrażeń czy poparzeń. Wykonane z wytrzymałych materiałów, często ognioodpornych lub pokrytych warstwą niwelującą działanie ciepła, zapewniają ochronę przed kontaktami z gorącymi powierzchniami i odpryskami metali. Ubrania spawalnicze można kupić m.in. w profesjonalnych sklepach BHP online, np. AB Partners.

Oprócz bezpieczeństwa, komfort pracy także jest niezwykle istotny. Długie godziny spędzone w ubraniach spawalniczych mogą być męczące, dlatego projektanci starają się zapewnić jak najlepszy komfort noszenia. Zaawansowane ubrania spawalnicze uwzględniają ergonomiczne kroje, regulowane elementy oraz wentylację, co pozwala na swobodne poruszanie się i odpowiednią wentylację, ograniczając potencjalne przegrzewanie się ciała.

Ubrania spawalnicze – jakie mają zastosowanie?

Ubrania spawalnicze są szczególnie istotne w przypadku spawania łukiem, gdzie występuje intensywne ciepło, błyski łuku oraz emisja promieniowania UV. Natomiast w przypadku spawania gazowego, w którym wykorzystywane są ekstremalnie wysokie temperatury, ubrania spawalnicze pełnią rolę ochronną przed ciepłem i iskrzeniami. Odpowiednie ubrania mogą zawierać warstwy termoizolacyjne oraz wykończenia antyogniowe, które redukują ryzyko poparzeń i uszkodzeń. Ubrania spawalnicze stanowią fundament ochrony i komfortu spawaczy na różnych etapach pracy. Od standardowego spawania łukiem po ekstremalne warunki podwodne czy kosmiczne, ubrania te dostosowują się do unikalnych wymagań każdej sytuacji.

Ubrania spawalnicze – nowoczesne technologie dla lepszej ochrony

Rynek ubrań spawalniczych stale się rozwija, wprowadzając innowacje mające na celu zwiększenie ochrony i komfortu. Antyogniowe i antystatyczne właściwości materiałów, wbudowane systemy wentylacji czy nawet wbudowane systemy hydratacji to tylko niektóre z przykładów.

Ubrania spawalnicze to nie tylko element stroju zawodowego, to nieodzowna ochrona, która decyduje o zdrowiu i bezpieczeństwie spawacza. Kombinacja materiałów ognioodpornych, ergonomicznego kroju i nowoczesnych technologii tworzy niezastąpiony zestaw narzędzi dla tych, którzy pracują w świecie spawania. Odpowiednio dobrane i utrzymane w dobrym stanie ubrania spawalnicze to inwestycja, która przynosi korzyści zarówno pracownikom, jak i pracodawcom, tworząc warunki pracy, które idą w parze z wyjątkową sztuką spawania.

Artykuł powstał przy współpracy z firmą AB Partners, zajmującą się dystrybucją takich produktów, jak odzież spawalnicza, rękawice robocze czy ubrania ostrzegawcze.

Bauer Media i Netrisk (spółka portfelowa MCI Capital) łączą porównywarki internetowe

Grupa Bauer Media i Netrisk Group („Netrisk”, spółka portfelowa MCI Capital) ogłosiły dziś zawarcie porozumienia o połączeniu swoich porównywarek internetowych w sześciu krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Dzięki temu partnerstwu porównywarki internetowe Bauera (OCP), Rankomat.pl (Polska), Epojisteni.cz i Srovnejto.cz (Czechy) oraz Superpoistenie.sk (Słowacja), dołączą do szybko rosnącego portfolio Grupy Netrisk, które obejmuje Netrisk.hu (Węgry), Durchblicker.at (Austria), Klik.cz (Czechy), Netfinancie.sk (Słowacja) i Edrauda.lt (Litwa). Fuzja stworzy porównywarkę internetową o znaczącej skali w Europie, przynosząc dodatkowe oszczędności czasu i pieniędzy konsumentom w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, którzy korzystają z takich porównywarek.

Dzięki temu strategicznemu połączeniu, rozszerzona Grupa Netrisk będzie obsługiwać większy i rosnący rynek międzynarodowy, jeszcze bardziej wzmacniając swoją pozycję lidera wśród porównywarek cen online w Europie Środkowo-Wschodniej i umożliwiając jej dalszy rozwój. Po zakończeniu transakcji połączona grupa będzie miała zasięg około 80 milionów potencjalnych klientów w sześciu krajach europejskich.

Grupa Bauer Media stanie się ważnym partnerem strategicznym ze znacznym, niewiększościowym udziałem w całym biznesie. TA Associates („TA”), obecny większościowy inwestor Netrisk, pozostanie nim także w połączonej firmie, podczas gdy MCI Capital zachowa mniejszościowy pakiet udziałów.

Transakcja ta pozwoli Grupie Bauer Media wzmocnić swoją pozycję na europejskim rynku porównywarek internetowych, z innymi swoimi markami działającymi również w Hiszpanii, Szwecji, Norwegii i Finlandii.

Transakcja zostanie sfinalizowana po spełnieniu stosownych wymogów prawnych. Warunki finansowe transakcji nie zostały ujawnione.

Sprzedaż samochodów: Koniec eldorado, wracają rabaty

Na rynek samochodów wróciły rabaty, a część sieci dealerskich zaczęła przebudowę modelu dystrybucji, która w obecnej sytuacji urasta do rangi kluczowego elementu konkurencyjnego pomiędzy poszczególnymi markami. Dealerzy po raz kolejny najlepiej ocenili Volvo, a jeden z największych wzrostów w rankingu zanotował BMW.
Pandemia i idące z nią utrudnienia w dostawach wywindowały w górę ceny nowych samochodów, co miało pozytywny wpływ na wyniki finansowe dealerów samochodowych przez ostatnie lata. Jednak ubiegły rok zakończył okres postpandemicznej hossy, a w pierwszym półroczu 2023 r. rozpoczął się proces głębokich rynkowych zmian. Stale rosnące ceny samochodów wyhamowały popyt, więc kolejne marki decydują się na rabaty, o których większość dealerów zdążyła już zapomnieć.

Poprawia się dostępność samochodów, równolegle klienci odczuwają efekty spowolnienia gospodarczego. W efekcie zmienia się struktura popytu i podaży, co wpływa na obniżkę marż. Jednym z efektów zmian na rynku jest konsolidacja sieci dealerskiej, która przyspiesza w tym roku – mówi Michał Lesiuk, Partner EY Polska, Lider Działu Doradztwa dla Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Na zmiany rynkowe nakładają się poważne zmiany w modelu dystrybucji samochodów i skrajnie różna polityka poszczególnych marek. Jedne stawiają na stabilność i pojedyncze korekty w sieci, inne zaś przeprowadzają prawdziwe rewolucje wśród dealerów.

Wobec znacznych różnic w polityce poszczególnych marek samochodów dotyczącej ich dystrybucji i konkurencji ze strony internetu wobec salonów sprzedaży, odpowiednie modelowanie sieci może stać się źródłem przewagi konkurencyjnej. Dlatego ocena reprezentowanej marki z perspektywy dealera nigdy dotąd nie miała aż takiego znaczenia – mówi Janusz Sękowski, Partner, EY Polska.

sprzedaż samochodów marki

Volvo na topie

Średnia ocena satysfakcji dealerskiej w tegorocznym badaniu jest praktycznie niezmienna względem ubiegłego roku – wyniosła 3,21, wzrastając o symboliczne 0,01. Wśród 28 badanych marek 12 zostało ocenionych lepiej, 12 gorzej, natomiast 2 utrzymały swoją ocenę. W tegorocznych wynikach pojawił się też: brand występujący pod dwiema markami – brytyjski Jaguar/Land Rover, oraz koreański SsangYong, który ostatni raz w badaniu sklasyfikowany został w roku 2008.

Najwyżej ocenioną marką w tegorocznym zestawieniu zostało Volvo, które dodatkowo poprawiło swoją ocenę o 0,19, otrzymując tym samym najwyższy wynik osiągnięty w historii badania – 4,58. Drugie miejsce należy do marki KIA, która przez ostatnie 3 lata zajmowała lokatę tuż za podium, w tym roku awansowała jednak na pozycję wicelidera. Na trzecim stopniu podium, tak jak w ubiegłym roku, uplasował się Mercedes-Benz. Koleje miejsca należą do siostrzanych marek Lexus oraz Toyota, które przyzwyczaiły nas do obecności w gronie najlepiej ocenionych brandów.

Poprawie uległa punktacja Mazdy, która wzrosła aż o 0,41, potwierdzając tym samym, że dla 5-krotnego zwycięzcy badania ubiegłoroczne 8 miejsce i ocena poniżej 4 były anomalią. SsangYong, który coraz mocniej zaznacza swoją obecność na polskim rynku, wywalczył 9. miejsce w najnowszej edycji badania.

O sukcesie w tegorocznym badaniu z pewnością może mówić BMW, które odnotowało jeden z najwyższych wzrostów oceny (+0,48) oraz awans o 6 pozycji na 12. miejsce. To najwyższa nota bawarskiego brandu od ponad 10 lat, a niezmiennie stanowi on jedną z najbardziej pożądanych przed dealerów autoryzacji.

Samochody dostawcze

W tegorocznej edycji badania liderem zestawienia została marka Mercedes-Benz, detronizując Toyotę pierwszy raz od momentu rozpoczęcia klasyfikacji tej ostatniej w zestawieniu. Nieco gorsza niż w ubiegłym roku ocena Toyoty w samochodach osobowych odzwierciedliła się również w samochodach dostawczych. Grupa Top5 najwyżej ocenionych marek pozostała niezmienna względem ubiegłego roku. Volkswagen i IVECO zamieniły się miejscami, natomiast Ford, z nieco słabszą niż przed rokiem notą, utrzymał się na miejscu piątym.

ey sprzedaż Samochody dostawcze

Stoimy w przededniu bardzo silnych zmian na rynku dealerów samochodowych. Rozwój technologii sprawia, że klienci coraz częściej szukają informacji o nowych samochodach w internecie, co powoduje, że ewoluuje funkcja sieci dystrybucji. Coraz bardziej realne jest upowszechnienie modelu agencyjnego, w którym dealer będzie pośrednikiem, pozyskującym jedynie marżę za sprzedaż a nie podmiotem kupującym samochód od importera – mówi Krzysztof Romański, Partner DCG Dealer Consulting.

O badaniu
„Badanie satysfakcji dealerów samochodowych” prowadzone jest przez DCG Dealer Consulting oraz firmę doradczą EY od 2007 r. Tegoroczna, 16. edycja została przeprowadzona w sierpniu 2023 r. W badaniu wzięli udział właściciele, a także osoby zarządzające stacjami dealerskimi. Badaniem objęci zostali dealerzy samochodów osobowych, a także samochodów dostawczych do 3,5 t. Poszczególne aspekty dealerskiej satysfakcji zostały oceniane w pięciostopniowej skali. Każda ankieta poświęcona jednej marce samochodu składała się z 81 pytań, a 21 ocen cząstkowych decydowało o nocie końcowej. Łącznie w badaniu uzyskano 424 ankiety dotyczące 28 marek, co stanowi rekordową wysoką próbę 55% badanej grupy.

Podatkowe obietnice wyborcze Polski 2050

“Chcemy Polski bezpiecznej, demokratycznej, zielonej i solidarnej” – partia Szymona Hołowni, Polska 2050, zaprezentowała 10 obietnic wyborczych. Co dokładnie proponuje to ugrupowanie w kwestiach dotyczących przedsiębiorczości i prowadzenia biznesu? Ekspert inFakt analizuje propozycje partii.

W ramach cyklu “inFakt Check – Wybory 2023” eksperci z firmy inFakt analizują obietnice wyborcze Polski 2050, Konfederacji, Koalicji Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości oraz Lewicy. W każdym materiale eksperci biorą pod lupę kwestie dotyczące przedsiębiorczości i prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Podatki: mniej i prościej

Wszystkie komitety wyborcze mają swoją wizję polskiego systemu podatkowego. Polska 2050 proponuje:

  • wprowadzenie jednolitej daniny, płatnej jednym przelewem;
  • wprowadzanie zmian podatkowych na kolejny rok rozliczeniowy najpóźniej do czerwca poprzedniego roku;
  • likwidację Funduszu Kościelnego na rzecz dobrowolnego odpisu podatkowego;
  • obniżenie VAT na towary i usługi z 23% do 20% oraz z 8% do 7%;
  • utworzenie tzw. Rodzinnego PIT (im więcej dzieci tym niższe podatki);
  • gwarancję braku podwyżek podatków do 2026 r.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt: Jednolita danina płacona jednym przelewem to propozycja, nad którą warto się zastanowić. Tak skonstruowana propozycja niesie wiele niewiadomych. Czy w praktyce oznaczałoby to, że podatnik miałby płacić jedną daninę raz w roku, a jej kwota będzie identyczna dla każdego? Czy będzie nas obowiązywała jedna stawka podatku, niezależnie od źródła przychodu? Trudno przewidzieć, jak miałoby wyglądać takie obciążenie podatkowe. W mojej ocenie jest to propozycja mocno asekuracyjna, w której brakuje konkretów. Interesujący jest natomiast postulat wprowadzania zmian podatkowych do połowy roku. Pozwoliłoby to podatnikom odpowiednio się przygotować do nowych obciążeń w kolejnym roku. Obniżka stawek VAT również jest pozytywną obietnicą, zwłaszcza dla konsumentów. Jednak obniżka może utrudnić wypełnienie budżetu podatkami VAT oraz PIT. Stąd w obietnicach pozostawiono margines na wprowadzenie podwyżki w kolejnych latach. W efekcie może się zdarzyć, że dostaniemy obniżkę VAT jedynie na rok lub dwa lata. Tak przedstawiona obietnica może sugerować, że korzystne zmiany podatkowe będą procedowane w pierwszym półroczu 2024 r. a zrealizowane w 2025 r. Z planów Polski 2050 wynika że w kolejnym roku, 2026, będą mogły pojawić się podwyżki podatków – tłumaczy ekspert inFakt.

Rodzinny PIT: szczegóły propozycji

Nowy system rozliczania PIT proponowany przez Polskę 2050 pozwoliłby na wspólne rozliczenie rodziców z dziećmi. W praktyce oznaczałoby to, że rodziny wielodzietne będą mogły rozłożyć cały dochód, niezależnie od jego wysokości, na wszystkie dzieci. Wspólne rozliczenie rodziny to pomysł wzorowany na wspólnym rozliczaniu się współmałżonków. W przypadku całej rodziny do limitu drugiego progu podatkowego wliczane byłyby dzieci i ich dochody. To powodowałoby, że rodziny zapłaciłyby mniej podatku. Ta regulacja miałaby objąć także osoby, które nie mogą skorzystać z ulgi prorodzinnej w przypadku jednego dziecka i zarabiają powyżej limitu przychodu 56 tys. lub 112 tys. zł rocznie – w zależności od tego, czy rodzic sam wychowuje dziecko i czy pozostaje w związku małżeńskim.

Przedsiębiorczość: mniej biurokracji i przyjęcie euro

Partia Szymona Hołowni chce rozwijać polską przedsiębiorczość poprzez:

  • wprowadzenie obowiązku płacenia podatku VAT i PIT tylko od zapłaconych faktur;
  • zawieszenie składek na ZUS dla małych firm w kłopotach finansowych;
  • system efektywnej promocji gospodarczej, która będzie podporządkowana potrzebom polskich przedsiębiorców;
  • stopniowy powrót do polityki zmierzającej do przyjęcia przez Polskę euro.

Obecnie możliwość płatności podatku VAT metodą kasową jest dostępna tylko dla małych podatników, czyli osób, których przychód nie przekroczył 2 milionów euro w danym roku. Jednak z tej opcji korzysta niewielki odsetek przedsiębiorców. – W praktyce może okazać się, że dzięki metodzie kasowej przedsiębiorcy uniknęliby zatorów płatniczych, ale takie rozwiązanie wiąże się też z większymi formalnościami. Mam wątpliwość czy podatnicy faktycznie chcieliby, by stosowanie tej metody było obligatoryjne. Obecnie zarówno w przypadku VAT, jak i PIT funkcjonuje ulga na złe długi, która daje możliwość odzyskania zapłaconych podatków, jeśli kontrahent nie zapłaci w ciągu 90 dni. Dziś największym wyzwaniem jest spełnianie dodatkowych warunków odzyskania podatków z niezapłaconych faktur. Dlatego w mojej ocenie rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby zniesienie wszystkich warunków do skorzystania z ulgi na złe długi i pozostawienie tylko kryterium braku zapłaty za fakturę – wskazuje Piotr Juszczyk.

Rynek pracy: podmiotowość pracowników i aktywizacja zawodowa

W zakresie poprawy sytuacji pracowników Polska 2050 proponuje przede wszystkim lepszą egzekucję obowiązującego prawa. W szczególności dotyczy to przepisów dotyczących minimalnej stawki godzinowej, czasu pracy oraz zasady, że niezależnie od nazwy umowa, która konstruuje stosunek pracy jest umową o pracę. Komitet chce również wzmocnić pozycję Państwowej Inspekcji Pracy, ograniczyć nepotyzm w spółkach skarbu państwa i instytucjach państwowych, a także zwiększyć rolę układów zbiorowych pracy i wprowadzić zmiany w ustawodawstwie antymobbingowym.

Aby aktywizować różne grupy zawodowe, w tym seniorów i młodych rodziców, komitet prezentuje kilka rozwiązań, m.in. inwestycje infrastrukturalne w żłobki i przedszkola, co najmniej dwa miesiące urlopu rodzicielskiego dla ojców (bez prawa do odstąpienia tego okresu matkom), a także zmiany w prawie i w świadomości pracodawców, realnie pozwalające na łączenie kariery zawodowej z macierzyństwem i ojcostwem. Partia Szymona Hołowni chce również wprowadzić program aktywizacji zawodowej seniorów poprzez szereg zachęt, w tym zamianę 8% składki rentowej na emerytalną, wypłacanie wszystkich „utraconych” 13. emerytur dla osób, które zdecydują się na późniejsze przejście na emeryturę, a także współfinansowanie programów rozwijania kompetencji cyfrowych.

Część z tych postulatów już funkcjonuje. Ojcowie mają obecnie 9 tygodni urlopu rodzicielskiego i 14 dni urlopu ojcowskiego. Moim zdaniem pozostałe propozycje znacznie zyskałyby na atrakcyjności, gdyby przedstawiały bardziej konkretne rozwiązania – mówi Piotr Juszczyk.

Mała rewolucja w ZUS i świadczeniach socjalnych

W obietnicach partii istotną rolę odgrywa kwestia ZUS-u i świadczeń socjalnych. W tym zakresie Polska 2050 proponuje, by ZUS płacił zasiłek pracownika już od pierwszego dnia choroby. Obiecuje też stałe wsparcie wykwalifikowanych asystentów dla osób z niepełnosprawnościami.

Przeniesienie płatności zasiłków chorobowych na ZUS od pierwszego dnia choroby pracownika byłoby dużym ukłonem w stronę przedsiębiorców. Dziś są oni zobowiązani wypłacać wynagrodzenie chorobowe przez pierwsze 33 dni, a w przypadku pracowników powyżej 50. roku życia przez 14 dni – wskazuje Piotr Juszczyk.

Propozycje Polska 2050 obejmują także elementy zielonej transformacji, uwzględniające korzyści dla konsumentów i małych przedsiębiorstw. Mowa tu przede wszystkim o dekarbonizacji kraju i zmianie kierunku rozwoju energetyki w stronę czystych źródeł energii. Jednym z celów zielonej transformacji proponowanej przez partię Szymona Hołowni jest także wzmocnienie konkurencyjności rodzimych przedsiębiorstw. Ponadto, w programie wpisane są ułatwienia dla imigrantów zarobkowych oraz nowe regulacje wspierające zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami.

Toyota rewolucjonizuje produkcję samochodów elektrycznych

W związku z przygotowaniem do wprowadzenie do produkcji nowych typów baterii do samochodów elektrycznych oraz nowej generacji aut Toyota Motor Corporation zapowiada zmiany w procesach produkcyjnych. Wykorzystanie innowacyjnych technologii oraz nowych metod produkcji ma przynieść 20-procentowe zwiększenie produktywności.

Toyota jest największym producentem samochodów osobowych na świecie i jedną z najbardziej innowacyjnych firm w branży motoryzacyjnej. Jej podejście do produkcji aut od lat wyznacza standardy dla całego sektora, a najlepszym przykładem jest rewolucyjny Toyota Production System, czyli zbiór technik i narzędzi do zarządzania procesami, które przyczyniają się do zwiększenia efektywności produkcji.

Do 2028 roku koncern planuje wprowadzenie aż czterech nowych typów baterii do samochodów elektrycznych, a w 2030 roku chce produkować aż 3,5 mln egzemplarzy aut z tym napędem, z czego 1,7 mln będzie powstawać w nowej, innowacyjnej fabryce BEV Factory. Dlatego, zgodnie z zasadą kaizen, czyli nieustannego doskonalenia, Toyota cały czas pracuje nad usprawnieniem procesów produkcyjnych, wykorzystując także pomysły zgłaszane przez pracowników. Podczas warsztatów monozukuri (jap. sztuka tworzenia rzeczy) Kazuaki Shingo, dyrektor ds. produkcji, ogłosił nadchodzącą rewolucję w tworzeniu aut.

„Chcę zmienić to, jak w przyszłości będą powstawać samochody, wykorzystując nasze najwyższe kompetencje. W pracy nad autami będziemy łączyć talenty naszych pracowników, nowoczesne technologie oraz techniki cyfrowe” – powiedział Shingo.

„W BEV Factory chcemy zmienić przyszłość samochodów elektrycznych poprzez nową generację aut, nowe procesy produkcyjne i sam sposób naszej pracy” – dodał Takero Kato, prezes BEV Factory.

Modułowa produkcja aut

Modułowa produkcja aut

Toyota planuje kompletnie odmienić to, jak produkuje się samochody. Karoseria aut kolejnej generacji będzie zbudowana z trzech głównych komponentów w nowej strukturze modułowej. Nowa platforma pozwoli rozszerzyć gamę oferowanych aut elektrycznych. Zastosowanie nowych metod odlewniczych pozwoli na lepszą integrację komponentów, większą precyzję montażu auta, a także zmniejszenia liczby podzespołów, co przyczyni się do obniżenia kosztów rozwoju pojazdu i inwestycji w fabrykach, a także zmniejszenia ilości odpadów produkcyjnych.

Nowe metody odlewnicze wymagają okresowej wymiany form, zwykle co 24 godziny. Toyota, wykorzystując swoją specjalistyczną wiedzę z produkcji silników, była w stanie skrócić ten czas do zaledwie 20 minut przy zachowaniu najwyższej jakości oraz eliminując liczbę wadliwych form. Toyota szacuje, że zastosowanie nowych metod odlewniczych pozwoli zwiększyć produktywność o 20%.

Samojezdna linia produkcyjna

Samojezdna linia produkcyjna
Toyota zapowiada też zmianę koncepcji fabryki. Tradycyjną linię produkcyjną zastąpi samojezdna technologia, w której przy pomocy czujników i systemów kontroli bezprzewodowej podzespoły same będą przemieszczać się między kolejnymi stacjami montażowymi. Pozwoli to na uproszczenie procesów produkcyjnych oraz zmniejszenie zasobów potrzebnych do przygotowania produkcji kolejnego auta. W fabryce Motomachi już teraz ta technologia jest testowana na niektórych liniach spawalniczych.

Samojezdna linia produkcyjna pracuje z prędkością odpowiednią do masowej produkcji aut dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii, w tym czujników, które identyfikują inne pojazdy, obiekty i ludzi, a także doświadczeń zgromadzonych podczas prac nad modelami jazdy autonomicznej.

Produkcja baterii nowej generacji

W latach 2026-2027 Toyota planuje wprowadzenie bipolarnych baterii nowej generacji, wykorzystujących ogniwa litowo-żelazowo-fosforanowe, co pozwoli na jeszcze większą popularyzacje aut elektrycznych. Żeby takie ogniwa były wydajne, a koszty pozostawały na niskim poziomie, kluczową rolę odegrają precyzyjne procesy produkcyjne, w tym szybkie i dokładne nakładanie pasty na metalową folię podczas procesu powlekania.

Podobnym wyzwaniem będzie wprowadzenie do produkcji w latach 2027-2028 baterii ze stałym elektrolitem. Toyota opracowała proces układania akumulatorów w stosy z dużą szybkością i dużą precyzją bez uszkodzenia różnych materiałów, wykorzystując innowacyjny mechanizm i technologię sterowania synchronicznego, żeby anoda, katoda i stała warstwa elektrolityczna były ze sobą ściśle połączone, bez najmniejszych szczelin.

Większa efektywność dzięki cyfrowym modelom 3D

W fabrykach Toyoty już trwa cyfrowa rewolucja, która skraca czas realizacji produkcji oraz poprawia produktywność w zakładach. Aby skrócić czas instalacji i uruchomienia nowych urządzeń produkcyjnych, wykorzystuje się cyfrowe modele 3D w celu identyfikacji nieprzewidzianych defektów i trudności w produkcji sprzętu, które w przeciwnym razie mogłyby spowodować wydłużenie czasu realizacji obejmującego przeprojektowanie i ponowną produkcję elementu.

Ponadto wykorzystanie cyfrowego duplikatu skraca o połowę czas przygotowania produkcji, ponieważ potencjalne wady procesu produkcyjnego można zidentyfikować z wyprzedzeniem i zmodyfikować na etapie projektowania. Cyfrowe modele 3D wykorzystywane są także w już istniejących fabrykach, aby zwiększyć produktywność i wprowadzić dodatkowe zautomatyzowane procesy.

Wykorzystanie talentu pracowników Toyoty

Wykorzystanie talentu pracowników Toyoty
W Toyocie niezmiennie cenieni są wysoko wyspecjalizowani inżynierowie i rzemieślnicy Takumi, którzy wykonują precyzyjne prace na poziomie jeszcze nieosiągalnym dla robotów. Ponieważ wiele umiejętności opiera się na ukrytej wiedzy praktycznej, przekazywanie ich następnemu pokoleniu stanowi wyzwanie. Toyota wykorzystuje technologię cyfrową w procesie szkoleń, a także umożliwia zautomatyzowanie tych umiejętności w przyszłości.

Toyota łączy też rzemieślnictwo na najwyższym poziomie z nowoczesnymi technologiami do stworzenia elementów, które do tej pory nie były możliwe. W ten sposób powstała m.in. pierwsza na świecie technologia obróbki zderzaków, która z powodzeniem wykorzystuje technologię formowania przyrostowego do tworzyw sztucznych. Rozwiązanie tu zastosowane trafiło do nowego Lexusa LC.

Poziom wykwalifikowania pracowników fabryk Toyoty najlepiej odzwierciedla zakład Motomachi, w którym na jednej linii powstaje nie tylko wiele modeli, ale też auta o różnych układach napędowych. Wymaga to niesamowitego poziomu elastyczności produkcji oraz doświadczenia załogi.

Michael Page w Polsce rozwija usługę IT Contracting

Michael Page rozwija w Polsce usługę polegającą na ,,wypożyczaniu” dla klientów konsultantów IT, którzy są gotowi w krótkim czasie rozpocząć pracę w ramach konkretnego projektu technologicznego. Odpowiedzialność nad rozwojem dywizji IT Contracting objął nowy dyrektor Konrad Michałek, dołączając do zarządu spółki.

IT Contracting

IT Contracting umożliwia elastyczną formę współpracy pomiędzy Michael Page, a specjalistą lub managerem z branży IT.  Jest to rodzaj „wypożyczenia” od firmy wykwalifikowanych specjalistów na z góry określony czas do realizacji konkretnego projektu. Michael Page swoją strategię opiera na pozyskiwaniu kontraktorów z najwyższymi kompetencjami na rynku.

– Usługa polega na tym, że nasi klienci wynajmują od nas specjalistów IT w celu realizacji projektów technologicznych w określonym horyzoncie czasowym. Jest to w pełni elastyczny serwis IT, a nie usługa rekrutacyjna – mówi Konrad Michałek, Head of IT Contracting, który dołączając do zarządu spółki Michael Page w Polsce stanął przed zadaniem rozwinięcia nowego obszaru biznesu. – Utrzymujemy stały kontakt z konsultantem – nawet wtedy, gdy rozpocznie już pracę w ramach określonego projektu. Jesteśmy za niego odpowiedzialni, raz w miesiącu rozliczamy godziny pracy, czyli to jest nasz pracownik, którego zatrudniamy, a następnie delegujemy jego umiejętności w ramach kontraktów B2B dla naszych klientów.

W firmowych strukturach

Jednostka świadcząca usługę outsourcingu specjalistycznej kadry IT dla klientów Michael Page w Polsce, choć ma wyodrębniony zakres działań, pozostaje w strukturze firmy. 

– Skupiając się na rozwoju dywizji IT Contracting dalej reprezentujemy Michael Page na rynku, ale otwieramy nową gałąź biznesową. Nową dla nas, jako dla Polski, natomiast w Europie Zachodniej jest to biznes z kilku- czy kilkunastoletnią historią w zależności od kraju – dodaje Michałek.

Model komplementarny

Z rozwiązania skorzystać mogą firmy technologiczne, start-upy, instytucje finansowe, banki, firmy ubezpieczeniowe, firmy konsultingowe, spółki telekomunikacyjne oraz produkcyjne.

W ramach usługi IT Contracting klient może elastycznie zaplanować start projektu oraz dopasować liczbę kontraktorów, którzy realizują zadania w różnych fazach jego trwania. Na zespole IT Contracting spoczywa znalezienie i zatrudnienie odpowiedniego kontraktora, podpisanie umowy i obsługa administracyjna, kadrowo – płacowa oraz stały monitoring jakości współpracy po obu stronach.

– Odbiorcami naszej usługi są wszelkie podmioty, które zgłaszają konkretne zapotrzebowanie na specjalistów. Mogą nie dysponować w danej chwili wakatem bądź nie chcą się wiązać z pracownikiem na stałe, a potrzebują skorzystać z tych kompetencji w krótkiej perspektywie, 6, 9 czy 12 miesięcy. Z kolei kontraktorzy bardzo chętnie decydują się na tego typu projekty, ponieważ dla nich oznacza to elastyczność. Nie są związani z jedną firmą przez 3 czy 5 lat, nie są pracownikami firmy, nie obowiązują ich urlop czy dodatkowe świadczenia. Nie potrzebują procesu wdrożenia, tylko otrzymując konkurencyjne wynagrodzenie adekwatne do ich umiejętności, od pierwszego dnia pracy wnoszą wartość dodaną dla naszych klientów – precyzuje Konrad Michałek.

W dowolnym momencie trwania prac klient może swobodnie powiększać lub zmniejszać pulę kontraktorów bez ponoszenia dodatkowych kosztów.

Wymierne korzyści

Kluczową korzyścią płynącą z usługi IT Contracting jest elastyczność. Klient może wybierać te kompetencje IT, które są dla jego firmy niezbędne w danym projekcie bez konieczności podpisywania długoterminowej umowy. Ponadto konsultanci IT są wypożyczani na ściśle określony czas, co pozwala na zaplanowanie i kontrolę wydatków. Firma może również ograniczyć koszty dodatkowe, które są generowane przez pracowników etatowych. Usługa stanowi także dla klientów dużą oszczędność czasu. Michael Page pozwala im skupić się na kluczowej działalności biznesowej, bez konieczności inwestowania finansów i czasu na poszukiwanie odpowiednich zasobów IT na rynku.

Nagłe umocnienie złotego

Poranek na rynku walutowym na pierwszy rzut oka wyglądał jak interwencja NBP na rynku. Jest to jednak najprawdopodobniej efekt wywiadu prezesa tej instytucji. Patrząc optymistycznie, interwencje są droższe niż wywiady, więc to chyba dobrze.

Tajemnicze umocnienie złotego

Dzisiaj od rana jesteśmy świadkami niespodziewanie silnego umocnienia złotego. Rynki otworzyły się po 4,66 zł za euro. Następnie kurs euro wzrósł powyżej 4,67 zł i szybko zanurkował do 4,64 zł. Co było powodem tak szybkiego spadku? Nie ma oczywiście na rynkach sytuacji, że za coś odpowiada tylko jeden czynnik, ale często da się wskazać ten dominujący. W tym wypadku najprawdopodobniej jest to wywiad dla PAP Biznes prezesa NBP Adama Glapińskiego. Okazuje się, że nagle zawęziła się przestrzeń do dalszych obniżek stóp procentowych. W rezultacie inwestorzy (wyprzedający złotego w strachu przed kolejnymi obniżkami) zaczęli dokupywać. Wygląda na to, że na rynku im bliżej wyborów, tym będzie ciekawiej. Wygląda na to, że gwałtowne osłabienie złotego ostatnich tygodni postawiło pod znakiem zapytania obecne projekcje inflacyjne.

Wzrost inflacji w Kanadzie

Wczorajsze dane z Ottawy nie napawają optymizmem. Rynki spodziewały się, że inflacja wzrośnie drugi miesiąc z rzędu. Nie spodziewały się jednak, że wzrost będzie do 4%. Dla przypomnienia w czerwcu ceny rosły już “zaledwie” od 2,8% w skali roku. W rezultacie obecny wyskok stawia pod dużym znakiem zapytania sukces walki z inflacją. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że w zeszłym roku w sierpniu mieliśmy deflację w ujęciu miesięcznym. W rezultacie gdy te dane wypadły, aktualizując teraz sierpniowe dane, a w tym roku sierpień był wzrostowy o 0,4%, nie możemy się dziwić, że inflacja wyskoczyła. Kolejna taka pułapka czeka nas w grudniu, gdyż rok temu grudzień miał miesięczny spadek cen o 0,6%. Kurs dolara kanadyjskiego kontynuuje odbicie w górę względem waluty swojego jedynego sąsiada lądowego.

Rynek nieruchomości łapie zadyszkę

Dane z amerykańskiego rynku pracy należy podzielić na dwie kategorie. Z jednej strony Pozwolenia na budowę domów. Tutaj mamy najlepszy wynik od roku. Jest jednak również statystyka rozpoczętych budów domów. Ostatni raz tak źle było w początkach pandemii koronawirusa, wydano około 20% więcej pozwoleń na budowę, niż rozpoczęto budów, jest to wyjątkowo duża różnica jak na ten rynek. Dane te przeważnie oscylują poniżej 10% różnicy. W rezultacie można oczekiwać, że w kolejnych miesiącach otwartych zostanie więcej budów. Gdyby jednak doszło do problemów na rynku budowlanym możemy być świadkami istotnego osłabienia dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Comarch największym polskim dostawcą systemów ERP

Comarch potwierdził pozycję największego krajowego dostawcy oprogramowania ERP, a jego udział w rynku stale się umacnia, zwłaszcza w porównaniu z globalnymi graczami. W raporcie IDC „Poland Enterprise Application Software Market Analysis and 2022 Vendor Shares” firma zajęła drugie miejsce wśród dostawców systemów ERP, a pierwsze wśród polskich producentów. Comarch posiada obecnie blisko 24% rynku, generując przychody na poziomie 75,84 mln USD. Spółka utrzymała również pozycję lidera w segmencie małych firm, zdobywając 52,4% rynku.

W 2022 roku Comarch jako jedyny z trzech największych producentów systemów informatycznych do zarządzania przedsiębiorstwem zwiększył swój udział w krajowym rynku tych rozwiązań – z 22,5% do 23,6%.system ERP

Comarch oferuje szereg produktów i modeli cenowych, co pozwala na dostosowanie ich do potrzeb danej organizacji. Jesteśmy też bardziej elastyczni w porównaniu do globalnych systemów ERP i mamy nad nimi przewagę cenową. Koszty utrzymania systemów Comarch ERP są niższe głównie dzięki rozbudowanej sieci Partnerów oraz wycenianiu naszych licencji i usług w PLN, a nie obcych walutach, co chroni Klientów przed wahaniami kursów walut – mówi Zbigniew Rymarczyk, wiceprezes Comarch i dyrektor Sektora ERP.

Jak rozwija się polski rynek systemów ERP?

Analitycy z IDC oszacowali, że całkowita wartość rynku rozwiązań informatycznych do zarządzania przedsiębiorstwem w Polsce w 2022 roku wynosiła 321,67 mln USD, co stanowi spadek o 3,6% w porównaniu z 2021 rokiem. Ocenia się, że jest to spowodowane przede wszystkim wahaniami kursów walut związanymi z wojną w Ukrainie. W raporcie czytamy, że „pomimo różnych napięć, rynek pozostaje silny, napędzany stosunkowo pozytywnym stanem gospodarki – PKB Polski wzrósł o 5,1% w 2022 r. – oraz licznymi inicjatywami transformacji cyfrowej polskich organizacji”.

– Mimo zawirowań geopolitycznych i gospodarczych polski rynek oprogramowania dla przedsiębiorstw ma nadal duże możliwości rozwoju. W czasach niepewności, organizacje na nowo weryfikują efektywność swoich procesów biznesowych i częściej decydują sie na ich cyfryzację. To co jest obecnie najbardziej poszukiwane to rozwiązania zapewniające stabilność, bezpieczeństwo i zgodność z regulacjami, jednocześnie umożliwiające elastyczne działania i dynamiczne dostosowanie do zmieniającej się rzeczywistości – komentuje Edyta Kosowska, Product Manager IDC Europe.

Autorzy raportu wśród głównych czynników wpływających na polski rynek systemów ERP wymieniają:

  • transformację cyfrową zapoczątkowaną podczas pandemii Covid-19, w wyniku której polskie przedsiębiorstwa kontynuują inwestycje w celu digitalizacji procesów i poprawy konkurencyjności,
  • rozwój systemów ERP – obecnie przedsiębiorstwa koncentrują się na zakupie oprogramowania nowej generacji, opartego na chmurze, które szybko można skalować w odpowiedzi na rozwój firmy,
  • nadchodzący obowiązek raportowania do Krajowego Systemu e-Faktur, co sprawia, że producenci oprogramowania muszą dostosować swoje systemy do przepisów, a przedsiębiorstwa mogą wykorzystać moment konieczności spełnienia wymogów regulacyjnych, jako okazję do wprowadzenia zmian zwiększających efektywność biznesową,
  • niedobór wykwalifikowanych pracowników w niektórych obszarach i rosnąca presja na podnoszenie wynagrodzeń sprawia, że firmy chętnie inwestują w rozwiązania IT zwiększające efektywność, w tym rozwiązania do automatyzacji procesów oparte o Robotic Process Automation (RPA) czy sztuczną inteligencję,
  • rozwój technologii generatywnej sztucznej inteligencji – oczekuje się, że w przyszłości będzie on miał znaczący wpływ na rynek ERP.

Jednocześnie obserwuje się zewnętrzne czynniki, wpływające na popyt na oprogramowanie, takie jak niepewność gospodarcza i spadek wzrostu PKB w Polsce w 2023. Może to spowodować konieczność odroczenia w czasie inwestycji w oprogramowanie IT. Dodatkowo spowolnienie gospodarcze doprowadziło do wydłużenia cykli sprzedaży rozwiązań ERP, na co producenci również muszą być gotowi.

Liczba ubezpieczonych wzrosła o 10%, młodzi pracownicy częściej korzystają ze świadczeń

Coraz więcej pracodawców decyduje się na zakup polisy zdrowotnej dla pracowników. Tylko od grudnia 2022 r. liczba ubezpieczonych w TU Zdrowie wzrosła o ponad 10%. Wyraźny jest też wzrost odsetka osób korzystających ze świadczeń w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Od czerwca ubiegłego roku do marca tego roku zwiększył się on o ponad 4 p.p. (punkty procentowe). Eksperci TU Zdrowie wskazują jednocześnie na wyraźną zmianę generacyjną – szczególnie młodzi pracownicy zaczęli bardziej dbać o swoje zdrowie i zdecydowanie częściej korzystają z usług medycznych niż ich równolatkowie jeszcze np. dekadę wcześniej.  

Dostęp do prywatnej opieki medycznej jest jednym z najbardziej docenianych benefitów pracowniczych, dlatego liczba firm przystępujących do grupowego ubezpieczenia zdrowotnego rośnie z roku na rok, co potwierdzają także eksperci TU Zdrowie.

Na przestrzeni ostatnich lat zauważamy, że coraz więcej ubezpieczonych korzysta ze świadczeń zdrowotnych w ramach polisy i robią to coraz częściej. Ma na to wpływ wiele czynników. Po pierwsze – rośnie świadomość zdrowotna Polaków, po drugie – publiczna opieka zdrowotna wciąż boryka się z długiem zdrowotnym będącym efektem pandemii, a tym samym długimi kolejkami do specjalistów. Nie bez znaczenia są też zmiany generacyjne, gdyż dwudziestolatkowie przystępujący do ubezpieczenia dziesięć lat temu mają dziś rodziny, które włączają do ubezpieczenia, a z wiekiem sami coraz bardziej zaczynają się interesować swoim zdrowiem – tłumaczy Bernard Kucharski, Zastępca Dyrektora Sprzedaży TU Zdrowie.

W grupie 15 – 34 lata mamy więcej ubezpieczonych niż rok temu, sytuacja jest odwrotna w grupie wiekowej 54 – 74 lata. W grupie 30 – 49 lat mamy ok. 50% wszystkich ubezpieczonych. Co ciekawe, widzimy, że młodzi pracownicy i wykonują zlecane badania diagnostyczne częściej niż ich starsi koledzy jeszcze dekadę temu. Możemy domniemywać, że nie wynika to z tego, że są w gorszej kondycji, ale że dziś młodzi ludzie mają większą świadomość zdrowotną, dbają o profilaktykę, a poza tym mają większy dostęp do niepublicznej opieki zdrowotnej i nie mają czasu na stanie w kolejkach do lekarzy w ramach NFZ – mówi Teresa Domańska, Dyrektor ds. Oceny Ryzyka w TU Zdrowie.

Do częstszego korzystania ze świadczeń zdrowotnych zachęcają również sami pracodawcy, którzy zapewniają zatrudnionym programy badań profilaktycznych w miejscu pracy albo w placówkach partnerskich. Ubezpieczeni w TU Zdrowie, którzy w ramach badań są kierowani na dalszą diagnostykę, korzystają z możliwości, jakie daje im polisa zdrowotna.

Zmiana struktury wiekowej i częstotliwość korzystania ze świadczeń brane są pod uwagę przy ocenie ryzyka ubezpieczeniowego. Na wysokość składki ubezpieczeniowej nakłada się bowiem wiele czynników, z których najważniejszym jest oczywiście zakres ubezpieczenia. To o tyle logiczne, że im więcej świadczeń będzie obejmował pakiet, tym wyższa będzie składka. Kolejnymi elementami, oprócz wspomnianej struktury wiekowej, które wpływają na składkę, są także opcje dodatkowe, takie jak np.: programy zdrowotne ofertowane przez TU Zdrowie, jak np. „Mój Dietetyk” czy „Mój Ortopeda” i wysokość Górnej Granicy Odpowiedzialności (GGO), czyli maksymalnej kwoty refundacji – dodaje Teresa Domańska.

Już 1000 samochodów elektrycznych InPost w Polsce

Grupa InPost powiększyła swoją ekologiczną flotę elektrycznych samochodów do 1000 pojazdów. Firma w ramach strategii dekarbonizacji sukcesywnie powiększa flotę ekologicznych aut dostawczych, a także samochodów frachtowych. Ekologiczna flota InPost obejmuje też 15 ciągników siodłowych z napędem LNG. To kolejny krok w kierunku zmniejszania emisji CO2 w transporcie. W 2022 roku blisko 30 mln paczek trafiło do adresatów za pośrednictwem auta EV InPost.

Jesteśmy pionierem wśród firm logistycznych w Polsce, jeśli chodzi o ekologiczną flotę i obecnie mamy także największą flotę samochodów elektrycznych w Polsce. To spore inwestycje – ale ogromny wkład na rzecz środowiska i przyszłości naszych dzieci czy wnuków. Myślimy o każdym aspekcie ekologii w dostawach przesyłek, wspierając najbardziej ekologiczne rozwiązanie, jakim jest urządzenie Paczkomat® InPost. Wraz z GreenWay inwestujemy w sieć stacji ładowania elektryków w całej Polsce. Do tego wpieramy eko inicjatywy w polskich miastach w ramach programu InPost Green City. To pokazuje naszą odpowiedzialność za planetę i kontrybucję naszego biznesu dla społeczności podkreślił Sebastian Anioł, Dyrektor Działu Innowacji Logistycznych InPost.

Samochody w ekologicznej flocie InPost:

  • blisko 50 szt Mercedesów eSPRINTER
  • blisko 300 szt Nissanów eNV200 w zabudowie VOLTIA
  • 600 szt Ford eTransit
  • 12 szt Opel Vivaro-e w zabudowie VOLTIA
  • 40 szt Peugeot e-Expert w zabudowie VOLTIA
  • 4 szt Renault Megane e-Tech
  • 7 szt Peugeot ePartner

Ponadto InPost we współpracy z GreenWay zainstalował już ponad 500 stacji ładowania aut elektrycznych w swoich centrach logistycznych oraz publicznie dostępnych dla kierowców ładowarek DC w pobliżu urządzeń Paczkomat®. Do końca tego roku InPost i GreenWay rozbuduję tą sieć do 700 punktów.

W ramach długofalowej strategii ESG, która jest wpisana w DNA marki InPost, firma realizuje program InPost Green City. Głównym celem programu jest ograniczanie emisji CO2 i ruchu samochodowego w centrach polskich miast, a także podarowanie mieszkańcom narzędzi, dzięki którym będą mogli brać aktywny udział w ekologicznej rewolucji.

W ramach programu firma realizuje inwestycje związane z zazielenianiem terenów miejskich, projekty edukacyjne oraz wdraża rozwiązania w duchu filozofii „Smart City” – takie, jak montowanie stojaków na rowery, czujników powierza czy wymiana tradycyjnej floty kurierskiej na pojazdy elektryczne.

W programie InPost Green City uczestniczy już 48 miast, m.in. Kraków, Łódź, Częstochowa, Kielce, Wałbrzych, Zielona Góra, Sopot, Rybnik, Białystok, Bobrowniki, Chełm, Rzeszów, Gorzów Wielkopolski, Bytom, Wrocław, Świdnica, Jelenie Góra, Starachowice, Suwałki, Konin, Pabianice, Nowy Sącz, Piła, Tarnobrzeg, Łomża, Gdańsk, Tarnowskie Góry, Skarżysko-Kamienna, Lublin, Legionowo.

Przykładowo w Warszawie, w ramach programu, InPost kolejny rok realizuje umowę z Zarządem Zieleni m.st. Warszawy. InPost ponownie został Głównym Partnerem Zielonego Funduszu dla Warszawy – platformy współpracy miasta z firmami i innymi podmiotami, które chcą zaangażować się w realizację zielonej polityki Warszawy. Zielony Fundusz wspiera utrzymanie i rozwój terenów zieleni miejskiej, a także działania edukacyjne oraz upowszechniające edukację przyrodniczą.

Ekologia to kluczowy element strategii biznesowej InPost. Paczkomat® to najbardziej ekologiczna forma dostaw, która nie tylko ogranicza emisję tysięcy ton CO2, ale także znacznie redukuje ruch samochodów kurierskich na ulicach miast. Jeden kurier dostarczający przesyłki do urządzeń Paczkomat® dostarcza ich nawet 1000 dziennie, natomiast kurier w tradycyjnej formule „od drzwi do drzwi” dostarcza średnio 75 przesyłek w ciągu tego samego dnia pracy. Sieć maszyn Paczkomat® jest tak rozległa, że klienci w dużych miastach nie muszą jechać do niego samochodem, bo średnio do najbliższego urządzenia mają zaledwie 200-300 metrów. Ślad węglowy transportu paczek dostarczonych do urządzeń Paczkomat®, w porównaniu do dostawy kurierskiej do domu, jest niższy nawet o 97% na ostatniej mili (średnia ważona dla Polski za 2022, emisje z samego transportu) .

Obniżka stóp procentowych może zmniejszyć zaległe zobowiązania Polaków

Spadek stóp procentowych powoduje obniżkę kosztów obsługi kredytów opartych o zmienną stopę procentową, a to powinno wpłynąć na poprawę sytuacji materialnej większości polskich kredytobiorców. Niewykluczone, że uwolnione obniżką stóp środki pieniężne pomogą zahamować przyrost nieobsługiwanych zobowiązań, a w bardziej optymistycznym scenariuszu zwiększyć skłonność Polaków do spłaty posiadanych zaległości. Podobna sytuacja miała miejsce w okresie od wiosny 2020 do później jesieni 2021, kiedy to po obniżkach polska gospodarka funkcjonowała w środowisku najniższych w historii stóp procentowych, a jednocześnie mieliśmy do czynienia z pandemią COVID-19. W rezultacie niższe koszty obsługi rat jak i mniej pokus i sposobności do wydawania pieniędzy przełożyły się na znaczący spadek zaległości Polaków widocznych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK. Ich suma w 2021 r. stopniała o 9 mld zł, a liczba dłużników o 143 tys. Czy tak będzie również tym razem?

Na pewno wierzyciele byliby zadowoleni z podobnego obrotu sprawy, bo trwająca już ponad 1,5 roku wysoka inflacja, rosnące koszty życia i jednoczesny wzrost rat kredytów spowodowały, że Polakom coraz trudniej jest zachować stabilność finansową, a terminowa spłata bieżących rachunków i rat kredytów staje się coraz większym wyzwaniem. Tylko w ciągu 12 miesięcy, tj. od końca lipca 2022 do końca lipca 2023, zaległe zadłużenie pozakredytowe i kredytowe Polaków widoczne w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK zwiększyło się o prawie 5,7 mld zł i przekracza już 82 mld zł. Mowa tu o zaległych długach na kwotę min. 200 zł zgłoszonych do rejestru dłużników BIG InfoMonitor jak i o co najmniej 30 dniowych opóźnieniach w spłacie kredytów, na kwotę co najmniej 200 zł w BIK. Różnego rodzaju niespłacone długi ma obecnie co 12. dorosły Polak. Łącznie jest to prawie 2,7 mln osób. W rok o prawie 12 tys. urosła liczba niesolidnych płatników, a ich średnia kwota zaległości podwyższyła się o 1,6 tys. zł do 30,1 tys. zł.

Niższe stopy procentowe oznaczają mniejsze obciążenie ratami kredytobiorców spłacających zdecydowaną większość kredytów mieszkaniowych w Polsce. Można szacować, że zmienne oprocentowanie ma około 1,9 mln kredytów mieszkaniowych. Ich posiadacze prędzej czy później będą więc mieli miesięcznie ok. 100 zł na każde 150 tys. kredytu mieszkaniowego więcej w portfelu. Jeśli chodzi o spłacających 7,66 mln kredytów gotówkowych i 2,78 mln pożyczek pozabankowych, ich oszczędności na ratach, z uwagi na niższe kwoty tego rodzaju zobowiązań, będą mniejsze, ale też się pojawią. Taki obrót sprawy ma przede wszystkim szansę przełożyć się na obniżenie skali problemów osób, które już mają kłopoty finansowe. Nasze dane z BIG InfoMonitor i BIK ewidentnie pokazują bowiem, że od zakończenia pandemii to głównie osoby, które już wcześniej nie spłaciły jakiś zobowiązań generują kolejne nieuregulowane długi. Problem niepłacenia dotyczy więc nie tyle, coraz większej części społeczeństwa, co bardziej przytłacza osoby, które już miały problemy z nadmiernym zadłużeniem czy zbyt dużą liczbą wszelkiego rodzaju zobowiązań. Spadek stóp procentowych powinien ograniczyć pogłębianie się ich kłopotów, a niewykluczone, że części osób pozwoli też zmniejszyć zaległości lub spróbować wyjść na prostą. O ile na przeszkodzie nie stanie pogłębiający się relatywizm moralny, bo rozmywające się granice sądów Polaków na temat oddawania długów mogą niepokoić. Według badania „Moralność finansowa Polaków 2023” opracowanego przez ZPF i BIG InfoMonitor, obserwujemy systematyczny spadek moralności w kwestii regulowania zobowiązań. Choć odsetek osób negujących obowiązek oddawania długów jest stabilny i nie przekracza 3 proc., to rokrocznie maleje udział badanych uznających oddawanie długów za bezwzględny obowiązek, rośnie natomiast grupa ankietowanych, która nie ma zdania w tej kwestii. Rodzi to realne ryzyko, że w wielu domach nadwyżki budżetowe nie zawsze zostaną przeznaczone na spłatę długów, bo nieprzekonani do konieczności regulowania długów zamiast zaspokojenia wierzyciela wybiorą konsumpcję – dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Chemia gosp. nowym „liderem wzrostów cen” w sklepach

Polacy wciąż nie mogą liczyć na tańsze zakupy. Co prawda kolejny raz z rzędu spada dynamika wzrostu cen, ale to nie oznacza, że w sklepach jest taniej. Jak wynika z najnowszej analizy blisko 80 tys. cen detalicznych, w sierpniu zakupy zdrożały średnio o 12,4% rdr. Dla porównania, miesiąc wcześniej ten wskaźnik wyniósł 15,5%, a w czerwcu – 18,1% rdr. Ostatnio spośród siedemnastu kategorii uwzględnionych w raporcie największy wzrost cen odnotowała chemia gospodarcza, bo o ponad 26% rdr. Na podium znalazły się też dodatki spożywcze i warzywa, które podrożały odpowiednio o przeszło 24% i 21% rdr. W pierwszej piątce widać też art. dla dzieci i pieczywo. Natomiast potaniały produkty tłuszczowe – o ponad 24%, a także art. sypkie – o blisko 8%.  

Ceny wciąż rosną, ale wolniej niż rok temu

Cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, pokazuje, że w sierpniu zakupy były droższe średnio o 12,4% niż w analogicznym okresie ub.r. Według tej samej metodologii, w lipcu wzrost wyniósł 15,5%, a w czerwcu – 18,1% rdr. Najnowsza analiza uwzględnia 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Do wyliczeń posłużyło blisko 80 tys. cen detalicznych z ponad 35 tys. sklepów.

– Spadek dynamiki wzrostu cen był prognozowany już od kilku miesięcy, a jednocześnie oczekiwano obniżenia inflacji na koniec roku do poziomu ok. 10%. W gospodarce występują pewne cykliczne tendencje. Niemniej jednak wskaźnik wzrostu pozostaje nadal na poziomie dwucyfrowym. Dla przeciętnego konsumenta codzienne zakupy stają się coraz droższe i kosztowne, co prowadzi do częstszych rezygnacji z nabycia niektórych produktów – komentuje dr Anna Semmerling z Uniwersytetu WSB Merito.

Jak podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHiD-u, spadek dynamiki wzrostu cen nie jest żadną niespodzianką. Zdaniem eksperta, widać efekt sezonowy, gdy szczególnie produkty świeże tanieją lub wolniej drożeją, tym bardziej że złoty słabnie i niektóre owoce importowane znowu drożeją.

– Oczekiwałem spadku dynamiki wzrostu cen. Teraz spodziewam się, że niedługo osiągnie on jednocyfrowy poziom. Możliwe jest, że nastąpi to już we wrześniu. Niższej presji na wzrost cen sprzyja wygasanie szoków z 2022 roku oraz słabszy wzrost gospodarczy notowany na przełomie tego i ubiegłego roku – mówi Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska.

Chemia gosp. nowym „liderem drożyzny”

Z raportu wynika, że w sierpniu rdr. najbardziej wzrosły ceny chemii gospodarczej, bo o ponad 26%. W obrębie tej kategorii widzimy, że np. płyn do płukania tkanin podrożał o ponad 67% rdr. Ceny kapsułek do prania rdr. poszły w górę o prawie 42%, a proszku do prania – o blisko 41% rdr. Jak przekonuje dr Artur Fiks z Uczelni WSB Merito, za wzrostem cen chemii gospodarczej stoją przede wszystkim wysokie koszty produkcji. Sytuacja ta utrzymuje się od dłuższego czasu i niestety nie widać symptomów wskazujących na to, by nastąpiła zmiana. Dynamika wzrostu cen może się tutaj wahać w zależności od zmian na rynkach energii, paliw i półproduktów niezbędnych do produkcji.

– Chemia domowa nie podlega sezonowemu potanieniu, tak jak produkty roślinne, głównie warzywa. Ponadto, jest to kategoria silnie zależna od importu, a złoty nurkuje, szczególnie ostatnio. Poza tym niepewność nie sprzyja korzystnym warunkom finansowania produkcji. Ceny więc wystrzeliły i raczej szybko się nie obniżą, bo pieniądz będzie słaby. Dynamika wzrostu inflacji też nie spadnie, po chwilowej uldze dla oprocentowania kredytów – dodaje dr Faliński.

Na drugim miejscu w zestawieniu najbardziej drożejących kategorii widzimy dodatki spożywcze ze średnim wzrostem o ponad 24% rdr. Niższą pozycję zajmują warzywa z podwyżką o przeszło 21% rdr. W lipcu i czerwcu otwierały rankingi drożyzny. Obecnie następne na liście jest pieczywo – prawie 21% rdr. Dalej są artykuły dla dzieci – ponad 19% rdr.

– Za relatywnie niższy wzrost cen warzyw w sierpniu w porównaniu z poprzednimi miesiącami odpowiada coraz większy wolumen lokalnej produkcji. Niemniej, zbiory w tym roku były poniżej oczekiwań rolników, z zaledwie 3% wzrostem w porównaniu z dość słabym 2022 rokiem. Dalszego spadku cen możemy spodziewać się w najbliższych miesiącach w wyniku oddziaływania czynników sezonowych i pojawienia się warzyw ze szczytu zbiorów we wrześniu. Ceny jednak miały wysoki poziom otwarcia przy pojawieniu się nowalijek, więc ich spadek nie jest aż tak widoczny w porównaniu z ubiegłymi latami – analizuje Jakub Jakubczak, analityk sektora Food & Agri w Banku BNP Paribas.

Tłuszcze i art. sypkie przestały „straszyć”

Ponadto z raportu wynika, że ceny piętnastu z siedemnastu analizowanych kategorii poszły w górę rdr. Natomiast potaniały produkty tłuszczowe – o ponad 24% rdr. Przy tym należy wskazać, że masło i olej odnotowały największe spadki spośród wszystkich analizowanych produktów – o przeszło 31%. Z kolei produkty sypkie były o 7,8% tańsze w sklepach niż rok wcześniej. Na ten wynik wpłynęło głównie zmniejszenie cen soli oraz mąki – odpowiednio o blisko 25% i o ponad 22% rdr.

– Produkty tłuszczowe znacząco podrożały w ciągu ostatniego roku. Średnia cena oleju wzrosła o 100% i wydaje się, że osiągnęła pewien punkt akceptacji konsumentów. Dodatkowo rzepak na rynkach międzynarodowych tanieje. W ujęciu globalnym zwiększono obszary jego zasiewu, a sezon letni to czas zbiorów – zaznacza dr Anna Semmerling.

Z kolei Marcin Luziński uważa, że ceny olejów roślinnych obniżają się dzięki wyraźnemu wzrostowi ich podaży w tym roku. Ekspert mówi, że nie zdziwiłby się, gdyby doszło do dalszych przecen. W przyszłym roku nie wykluczałby też odwrócenia tej tendencji. Mocny spadek cen może zniechęcić producentów, co odbije się na podaży. Natomiast uwzględniając tylko kategorie, które w bieżącym raporcie odnotowały wzrost, należy wskazać, że najniższy wynik należy do nabiału – nieco ponad 7% rdr. Przed nim widać mięso i ryby – odpowiednio niecałe 9% rdr.

– Analizując koszty produkcji mlecznej, możemy zauważyć, iż zwykle spadają one w okresie letnim. Wynika to z łatwiejszego dostępu do paszy i spadku energochłonności produkcji w wielu gospodarstwach rolnych. Wzrost cen mięsa i wędlin może wiązać się z tym, iż latem chętniej sięgamy po produkty sezonowe i nimi zastępujemy białko zwierzęce w naszej diecie. Sprzedawcy i producenci, chcąc uniknąć radykalnych spadków popytu, muszą to uwzględniać w swojej polityce cenowej – podsumowuje dr Artur Fiks z Uczelni WSB Merito.

Creotech Instruments z blisko 20 mln zł przychodów w I półroczu 2023, rośnie popyt na rozwiązania Spółki

Creotech Instruments zaprezentował wyniki za I półrocze 2023 roku w którym osiągnął 19,8 mln zł przychodów ogółem, o 31% więcej w ujęciu rok do roku, z czego 11,9 mln zł stanowiły przychody ze sprzedaży produktów, o 30% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku. EBITDA wyniosła -2,7 mln zł, na co wpływ ma intensyfikacja prac związanych z realizacją kluczowych projektów własnych w ramach prowadzonych prac badawczo-rozwojowych. Środki pieniężne na koniec 30.06.2023 roku wzrosły o 1,1 mln zł do poziomu 27,1 mln zł. W I półroczu Creotech kontynuował działania nakierowane na komercjalizację swojej autorskiej platformy mikrosatelitarnej HyperSat, wyróżnionej nagrodą Defender podczas targów MSPO w Kielcach, zawierając w tym okresie istotne umowy w segmencie obronnym na szczeblu krajowym i europejskim. Spółka w maju br. podpisała umowę ze Skarbem Państwa – Agencją Uzbrojenia na realizację Fazy 0 i A studium wykonalności konstelacji mikrosatelitów optoelektronicznych Ziemi, a w czerwcu br. została liderem segmentu satelitarnego w projekcie REACTS dla UE, koordynując działania największych firm kosmicznych m.in. OHB czy Airbus.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z I półrocza 2023 roku w którym wzrosły nasze przychody w kluczowych segmentach: kosmicznym i kwantowym, a także potwierdziliśmy wysokie kompetencje w obszarze obronnym, włączając Creotech w strategiczne projekty na szczeblu krajowym i europejskim. Efekty tych działań, w postaci dodatkowych strumieni przychodów, powinny pojawić się z czasem w naszych wynikach finansowych. Fakt, że Creotech Instruments będzie liderem segmentu satelitarnego w projekcie REACTS dla UE, koordynując działania największych europejskich firm kosmicznych jak OHB czy Airbus, sprawia, że jesteśmy w zupełnie innym miejscu na globalnej arenie producentów satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych niż jeszcze rok temu. Ten wygenerowany przez nas, w sprzyjającym otoczeniu, wzrost zainteresowania ze strony krajowych i zagranicznych instytucji oraz firm komercyjnych sprawił, że w lipcu br. przedstawiliśmy strategię finansowania projektów kosmicznych oraz przyjęliśmy za cel osiągnięcie pozycji wiodącego dostawcy technologii mikrosatelitarnych w Unii Europejskiej w projektach obronnych i komercyjnych. Nasze obecne oraz przyszłe działania będą skoncentrowane na realizacji tego planu, tak aby w pełni wykorzystać możliwości rozwoju Creotech i sprawić, że potencjalne projekty o łącznej wartości około 300 mln euro, przełożą się na faktyczne umowy i zamówienia do Spółki komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Obecna faza rozwoju Creotech Instruments pozwala na rozpoczęcie realizacji pierwszych dużych projektów, które Spółka zamierza kontynuować na poziomie krajowym, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb publicznych i projektów obronnych – faza 0 i A projektu dla Skarbu Państwa – Agencji Uzbrojenia, a także na poziomie UE, jako wiodący dostawca i regionalny lider w projektach europejskich – konsorcjant i lider segmentu satelitarnego w projekcie REACTS, koordynujący działania m.in. Airbus i OHB.

W lipcu br. Creotech Instruments przedstawił strategię finansowania projektów kosmicznych związanych z wykorzystaniem produkowanych przez Spółkę platform mikrosatelitarnych. W celu osiągnięcia pozycji wiodącego dostawcy technologii mikrosatelitarnych w Unii Europejskiej w projektach obronnych i komercyjnych, Creotech Instruments zamierza zrealizować w kolejnych latach plan inwestycyjny obejmujący trzy kluczowe obszary: rozbudowę portfolio produktowego, w tym przeskalowanie autorskiej platformy HyperSat do 200 kg, zwiększenie zdolności produkcyjnych, a także wzmocnienie działu sprzedażowego.

Zauważamy wyraźny wzrost zainteresowania rozwiązaniami Creotech Instruments, w segmencie kosmicznym z samego obszaru komercyjnego zidentyfikowaliśmy potencjał zamówień na nasze satelity liczący około 150 szt. To wartości, które w obecnej chwili przewyższają nasze możliwości produkcyjne, dlatego zależy nam na sprawnym wykończeniu w 2023 roku pomieszczeń w nowym zakładzie produkcyjnym, w tym przygotowania clean roomów i efektywnego zagospodarowania całego kompleksu, liczącego 2800 m2. Pozytywne informacje napływają do Spółki, a także szeroko do całego polskiego sektora kosmicznego, również od krajowych decydentów. W ostatnich miesiącach zatwierdzony został kilkukrotny wzrost, o 295 mln euro, składki Polski do ESA w latach 2023-2025. Zgodnie z mechanizmem składek Europejskiej Agencji Kosmicznej, znacząca wartość tej kwoty powróci do Polski w postaci projektów i zleceń dla krajowych podmiotów, w których także będziemy chcieli partycypować. Przez ostatnie 10 lat zrealizowaliśmy wspólnie z ESA ponad 25 projektów, ostatni z nich to sonda JUICE, która w kwietniu br. rozpoczęła lot w kierunku układu Jowisza komentuje Paweł Górnicki, Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych Creotech Instruments S.A.

HyperSat to pierwsza w Polsce i opracowana od podstaw przez polskich inżynierów, platforma satelitarna składająca się z modułów poszczególnych podsystemów. Pozwala na skalowalne projektowanie i produkcję satelitów o masie od 10 do kilkudziesięciu kg o zróżnicowanym przeznaczeniu m.in. rozpoznania obrazowego, telekomunikacji czy nawigacji z niskiej orbity Ziemi. HyperSat jest rozwijany przez Creotech Instruments od 2017 roku i powstał przy wsparciu ekspertów Europejskiej Agencji Kosmicznej i w zgodzie z europejskimi wymaganiami dot. projektowania i budowy systemów satelitarnych (ECSS). Platforma stanowi podstawę dla misji EagleEye, która zostanie zrealizowana w 2024 roku, dla misji PIAST, a celem Creotech jest jej wykorzystanie również w strategicznych projektach obronnych na szczeblu krajowym i europejskim.

Creotech Instruments jest firmą działającą w obszarze systemów satelitarnych i zaawansowanej elektroniki m.in do zastosowań kwantowych. Jako jedyna firma w Polsce osiągnęła zdolność do budowy mikrosatelitów, czyli satelitów o wadze od 10 kg do kilkudziesięciu kg. Istotnym krokiem w rozwoju Spółki jest projekt satelity EagleEye do obserwacji Ziemi w paśmie widzialnym budowanego na autorskiej platformie mikrosatelitarnej HyperSat. Wyniesienie satelity EagleEye na orbitę okołoziemską planowane jest w 2024 roku na rakiecie amerykańskiej firmy SpaceX. Spółka jest też współrealizatorem projektu PIAST, w ramach którego planuje umieścić na orbicie konstelację trzech małych satelitów obserwacyjnych w 2025 roku, także opartych na platformie HyperSat.

I półrocze 2023 r. w Grupie TIM. Spadek przychodów i zysku netto

Z 732,8 mln zł przychodów ze sprzedaży (-5,1% rdr.) i zyskiem netto na poziomie 32,9 mln zł (-45,5% rdr.) Grupa Kapitałowa TIM zakończyła pierwsze sześć miesięcy 2023 r. Wzrost jednostkowych przychodów ze sprzedaży zanotowała w tym okresie logistyczna spółka 3LP (80,1 mln zł, +4,2% rdr.).

Przychody ze sprzedaży TIM SA wyniosły w I półroczu 2023 r. ponad 702,8 mln i były niższe o 4,8% od osiągniętych w analogicznym okresie 2022 r.

– Wchodząc w 2023 rok, wiedzieliśmy, że będziemy mierzyć się z wyzwaniem porównywania wypracowanych wyników do niestandardowego pierwszego kwartału 2022 roku, który przyniósł ponad 393 milionów złotych przychodów ze sprzedaży i pozostaje najlepszym kwartałem w całej historii TIM-u. Był to okres zakończenia kolejnej tury dopłat do instalacji fotowoltaicznych, zmiany sposobu rozliczeń prosumentów na mniej korzystną oraz najwyższej niepewności rynkowej i obaw o łańcuchy dostaw w związku z inwazją Rosji na Ukrainę – przypomina Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Pierwsza połowa 2023 roku minęła pod znakiem utrzymującej się na wysokim poziomie inflacji wpływającej na sytuację finansową gospodarstw domowych i przedsiębiorców, słabej koniunktury na rynku budowlanym, spowolnienia i negatywnych perspektyw odzwierciedlonych w spadającym indeksie PMI w przemyśle, jak i dalszej niepewności geopolitycznej. To sprawiło, że wyrównanie czy poprawienie wyników sprzed roku okazało się niemożliwe. Jednakże drugi kwartał 2023 roku przychodowo był już bardzo zbliżony do analogicznego okresu 2022 roku (339,4 mln zł, -1,6% rdr.) – zwraca uwagę Krzysztof Folta.

Stabilnie i rozwojowo

Niższe przychody ze sprzedaży oraz równoległe pogorszenie rentowności działalności podstawowej przełożyły się na niższą EDITDA czy wynik netto – na poziomie skonsolidowanym spadki tych wskaźników wyniosły odpowiednio 42,3% i 45,5%, do 53,3 i 32,9 mln zł.

– Pomimo tej ujemnej dynamiki są one na bezpiecznym poziomie, zaś kondycja finansowa Grupy TIM jest bardzo dobra. Wskaźniki płynności i zadłużenia pozostają na poziomach zbliżonych do stanu z końca 2022 roku – zauważa Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – W kontekście wyników Grupy warto zwrócić uwagę na wzrost jednostkowych przychodów ze sprzedaży spółki 3LP, która rozwija się i otwiera nowe oddziały. Najnowszy znajduje się w Słubicach, zaledwie pięć kilometrów od polsko-niemieckiego przejścia granicznego – dodaje.

Większa lojalność

Mimo gorszych wyników sprzedażowych wynikających z obecnych uwarunkowań rynkowych regularnie rośnie liczba klientów TIM-u, co stanowi nieodzowny warunek dalszego rozwoju Spółki oraz zaowocuje ponownym dynamicznym przyspieszeniem w momencie poprawy koniunktury. Wzrosty widać także wśród klientów kluczowych (realizujących sprzedaż wyższą niż 1500 zł miesięcznie w ciągu ostatnich 12 miesięcy) oraz lojalnych (zakupy w co najmniej 6 z ostatnich 12 miesięcy).

– Na koniec czerwca 2023 roku wzrost liczby tych klientów wyniósł odpowiednio 14,7% oraz 5,2%, do poziomu 23 445 i 7 210. Co ważne, wzrost lojalności widać nie tylko w twardych danych sprzedażowych, lecz i w statystykach ruchu internetowego naszego centrum elektrotechniki TIM.pl – podkreśla Piotr Nosal, członek Zarządu i dyrektor handlowy TIM SA. – O siedemnaście procent wzrosła bowiem rok do roku liczba wizyt na jednego użytkownika (z 3,87 do 4,5), zaś kanał online uzyskał o 2,8% więcej transakcji pomimo spadku liczby użytkowników – dodaje.

Deloitte: Wojna w Ukrainie i inflacja spowalniają globalny sektor budowlany

Przychody największych światowych firm budowlanych w 2022 r. wyniosły ponad 1,9 bln dolarów. Jednym z największych wyzwań dla sektora jest kwestia rentowności prowadzonych inwestycji.

Wojna w Ukrainie i spowodowane nią zmiany gospodarcze miały największy wpływ na sytuację światowych liderów branży budowlanej w 2022 roku. Chociaż łączny przychód przedsiębiorstw ujętych w raporcie The Global Powers of Construction 2022 firmy doradczej Deloitte wzrósł o ponad 6 proc. w ujęciu rocznym, to eksperci przewidują, że w najbliższej przyszłości jednym z największych wyzwań dla sektora będzie utrzymanie rentowności. W osiągnięciu tego celu mogą pomóc inwestycje w poprawę produktywności oraz realizowanie projektów zgodnych z ideą zrównoważonego rozwoju.

Global Powers of Construction 2022 to raport przedstawiający sytuację największych światowych firm budowlanych pod względem sprzedaży oraz kapitalizacji rynkowej. Analiza uwzględnia bieżące uwarunkowania makroekonomiczne oraz prognozy dotyczące najbliższej przyszłości branży. Publikacja zawiera również dane dotyczące kluczowych wskaźników finansowych liderów sektora, takich jak rentowność, dywersyfikacja geograficzna, wysokość przychodów oraz kapitalizacja.

W 2022 r. łączne przychody 100 największych firm budowlanych na świecie wyniosły 1,94 biliona dol., czyli o 6,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie kapitalizacja rynkowa firm ujętych w zestawieniu skurczyła się o 14,9 proc. w ujęciu rocznym, do poziomu 598,577 mln dol. Autorzy raportu prognozują także spadek tempa wzrostu globalnego sektora budowlanego, z 3,4 proc. w 2022 r. do 2,8 proc. w roku 2023.

– W 2022 roku branża osiągnęła wzrost, ale nie był on tak dynamiczny jak w poprzednich okresach. Kluczowe były tutaj wyzwania makroekonomiczne związane z wychodzeniem poszczególnych krajów z pandemii COVID-19, ale też wojna w Ukrainie, która przełożyła się w dużej mierze na sytuację globalną. W konsekwencji kraje zmagają się z wysoką inflacją i rosnącymi stopami procentowymi, co skutkuje niższym wzrostem gospodarczym i mniejszą podażą projektów. Wspomniane czynniki doprowadziły do spadku kapitalizacji rynkowej badanych podmiotów o rekordowe 14,9 proc. w ujęciu rocznym. Tym samym, w najbliższej przyszłości branżę budowlaną czeka wiele wyzwań, a trudności z pozyskaniem finansowania mogą ograniczyć liczbę nowych projektów – mówi Łukasz Michorowski, partner, lider Audyt CE A&A ESG & Construction, Deloitte.

Przychody rosną, kapitalizacja spada

Podobnie jak w poprzednich dwóch latach za największą część wyniku finansowego odpowiadają spółki budowlane z Chin – ich wpływy za miniony rok stanowią 54 proc. całej kwoty. Mimo, że podmioty te stanowią niewiele ponad jedną dziesiątą wszystkich firm ujętych w zestawieniu, to łączne wpływy chińskich spółek za 2022 r. przekroczyły bilion dolarów – o 5,8 proc. więcej niż w roku poprzednim. Najliczniej reprezentowanym regionem w zestawieniu 100 czołowych przedsiębiorstw budowlanych jest Europa. 41 przedsiębiorstw ze Starego Kontynentu zwiększyło swoje przychody o 6 proc. r/r, do poziomu 3,6 mld dol. 14 japońskich firm odnotowało z kolei ponad 1,9 mld dol. wpływów (+0,9 proc. r/r). Pod względem liczebności na kolejnym miejscu znalazły się Stany Zjednoczone – 13 przedsiębiorstw z wpływami wynoszącymi 1,65 mld dol. (+13,2 proc. r/r).

W przypadku kapitalizacji rynkowej niemal każdy region odnotował spadki. Najwięcej na wartości utraciły spółki z Europy (-21,6 proc. r/r) oraz Stanów Zjednoczonych (-18,9 proc. r/r), a najmniej firmy pochodzące z Chin (-9,9 proc.).

Chociaż procentowy spadek kapitalizacji rynkowej chińskich spółek budowlanych nie jest najwyższy, to zmniejszenie się kapitalizacji firm z tego regionu o niemal jedną dziesiątą stanowi sygnał ostrzegawczy dla całego świata. Nie od dziś wiadomo bowiem, że rekordowy wzrost gospodarczy Chin w ostatnich dwóch dekadach był możliwy dzięki prowadzonym na szeroką skalę inwestycjom budowlanym. Od 2020 r. wiele firm ma jednak problemy z rentownością, co wywołuje niepewność wśród inwestorów. W najbliższej przyszłości może nas więc czekać znaczne spowolnienie chińskiego sektora budowlanego, a w konsekwencji spadek tempa wzrostu gospodarczego Chin – mówi Maciej Niemierka, wicedyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Rentowność kluczem do sukcesu

Autorzy raportu Deloitte zaznaczają, że mimo zawirowań gospodarczych popyt na usługi budowlane w długiej perspektywie powinien wzrosnąć. Jednocześnie firmy budowlane, aby móc liczyć na dodatkowe zyski, powinny podjąć działania w kilku obszarach. Jednym z nich jest kwestia rentowności. Charakterystyczne dla branży niskie marże operacyjne przez lata ograniczały skłonność przedsiębiorstw do inwestowania w zwiększenie produktywności. Konsekwencje gospodarcze pandemii COVID-19, takie jak wzrost kosztów materiałów budowlanych wymuszają jednak zmianę podejścia w tym obszarze. W efekcie kadry kierownicze firm budowlanych uznały kwestię zwiększenia efektywności za jeden z priorytetów na najbliższe lata.

Równie istotnym trendem w branży budowlanej będzie kwestia zrównoważonego rozwoju. Charakterystyczna dla sektora wysokoemisyjność, która jest częścią procesów budowlanych, takich jak produkcja betonu, powoduje trudności ze spełnianiem wymogów w obszarze ESG. Jest ona także pokłosiem niechęci branży do inwestowania w technologie umożliwiające redukcję negatywnego wpływu projektów budowlanych na środowisko. Rosnące znaczenie tych kwestii oraz oczekiwań interesariuszy dotyczących wpływu inwestycji budowalnych na otoczenie czy troski o bezpieczeństwo pracowników oraz podwykonawców sprawiają, że branża powinna zmienić swoje nastawienie do wymogów ESG.

– Dotychczas spółki budowlane zwracały uwagę na optymalizację procesów i koszty realizacji usług budowlanych, a kryteria zrównoważonego rozwoju nie były na pierwszym miejscu. Wyjątkiem jest np. Skandynawia, gdzie te kwestie często stanowiły element kryteriów przetargowych. Rosnące koszty materiałów utrudniają osiągniecie rentowności wielu inwestycjom, a coraz ostrzejsze wymogi środowiskowe ograniczają możliwość realizowania kolejnych projektów. Paradoksalnie obecna sytuacja gospodarcza stanowi szansę dla sektora na podjęcie zdecydowanych działań, które długofalowo mogą przynieść bardzo wymierne korzyści i pomogą zwiększyć odporność na przyszłe kryzysy – mówi Łukasz Michorowski.

Fed utrzyma stopy procentowe, ale nie wykluczy podwyżki w listopadzie lub grudniu

Rezerwa Federalna niemal na pewno nie zmieni w tym tygodniu stóp procentowych. Uważamy jednak, że pozostawi sobie możliwość kolejnej podwyżki na posiedzeniu w listopadzie lub grudniu. Taka „jastrzębia pauza” może być korzystna dla dolara.

Na lipcowym posiedzeniu FOMC (Federalny Komitet ds. Operacji Otwartego Rynku) – zgodnie z oczekiwaniami – dokonał ruchu w górę o 25 pb. Komitet przyjął postawę wait-and-see, wstrzymując się z deklaracjami dotyczącymi dalszych ruchów. Wciąż uważamy, że lipcowa podwyżka okaże się ostatnią, choć wieści gospodarcze i komunikaty Rezerwy Federalnej od ostatniego posiedzenia sugerują, że nie jest ona jeszcze gotowa, by całkowicie odciąć się od możliwości dalszego zacieśniania.

Może to naszym zdaniem prowadzić do „jastrzębiej pauzy” – sytuacji, w której Fed utrzyma w środę stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale nie wykluczy ostatniej podwyżki w późniejszym terminie.

Fed otwarty na podwyżkę stóp przed końcem roku?

Większość wskaźników inflacyjnych, w szczególności bazowa miara CPI (4,3%), od ostatniego posiedzenia zmierza w dobrym kierunku, co może dodać decydentom odwagi. Niemniej w sierpniu główna miara przewyższyła oczekiwania i wzrosła z 3,2% do 3,7%, w skali miesiąca zaś ceny wzrosły o 0,6%, najsilniej od 14 miesięcy. Zaczęliśmy dostrzegać oznaki rozluźnienia warunków na rynku pracy – 3-miesięczna średnia zatrudnienia w sektorach pozarolniczych spadła do najniższego od 3 lat poziomu 150 tys. Mimo to dane dotyczące aktywności gospodarczej pozostają odporne, wzrost jest solidny, a recesja wydaje się coraz odleglejszą perspektywą. Może to sprawić, że inflacja dłużej utrzyma się na podwyższonych poziomach.

Siła najnowszych danych pobrzmiewała w jastrzębim tonie ostatnich komunikatów FOMC. Zgodnie z minutkami z lipcowego posiedzenia „większość decydentów” wciąż uważa, że ryzyko wzrostu inflacji jest istotne i dalsze zacieśnianie polityki może być konieczne. Podczas przemówienia na corocznym sympozjum w Jackson Hole w sierpniu również prezes Fedu Powell zasugerował, że dodatkowa podwyżka może być potrzebna, a decydenci „są uważni na oznaki, że gospodarka może nie schładzać się w tempie, jakiego się spodziewano”. Otworzyło to na nowo możliwość, że Fed ponownie podniesie stopy po posiedzeniu w tym tygodniu. Zgodnie z kontraktami fed fund futures prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp procentowych o 25 pb. przed końcem roku wynosi ok. 50%.

Biorąc pod uwagę powyższe, uważamy, że jest zbyt wcześnie, by Fed wyraźnie powiedział, że zakończył podwyżki stóp. W tym tygodniu ruch w górę nie jest oczekiwany, kluczowe dla reakcji dolara będą więc retoryka dotycząca stóp procentowych i gospodarki oraz zaktualizowane projekcje FOMC. Spodziewamy się, że Fed ponownie podkreśli swoją zależność od danych i ograniczy zobowiązania do absolutnego minimum.

Wykres 1: Inflacja w USA (2013 – 2023)1. Inflacja w USA (2013 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 19.09.2023

Minutki z lipcowego posiedzenia pokazały, że część członków coraz bardziej obawia się niecelowego nadmiernego zacieśnienia – wątpliwe więc, że większość wyrazi przekonanie, że trwające podwyżki są „odpowiednie”. Spodziewamy się, że podobnie jak w lipcu decydenci przynajmniej na razie odsuną oczekiwania cięć stóp procentowych, wciąż jednak uważamy, że pierwsza obniżka w I kwartale 2024 r. nie jest całkowicie wykluczona.

Prawdopodobna rewizja w górę prognoz wzrostu gospodarczego

W kontekście gospodarki Fed przyzna zapewne, że ostatnie dane dotyczące aktywności wskazują na jej odporność, ale też wspomni pojawiające się oznaki ochłodzenia warunków na rynku pracy. Inflacja w USA prawdopodobnie ponownie zostanie określona jako „nieakceptowalnie wysoka”, a Fed stwierdzi, że do jej spadku konieczny jest mniejszy – lub niższy od trendu – wzrost, co może zostać odebrane jako jastrzębie.

Wyjątkowo trudno przewidzieć, jak będzie wyglądał dot plot oczekiwanej wysokości stóp procentowych. Uważamy, że cykl podwyżek już się zakończył, bank jednak będzie chciał zostawić sobie możliwość ruchu w górę w listopadzie lub grudniu. Mediana może więc podobnie jak w czerwcu wskazywać na jeszcze jedną podwyżkę w tym roku. Biorąc pod uwagę obecne wyceny, mogłoby to wesprzeć dolara.

Zaktualizowane projekcje FOMC dotyczące PKB, bezrobocia i inflacji mogą również dać nam pewne wskazówki dotyczące prawdopodobieństwa dalszego zacieśniania i potencjalnego terminu obniżek stóp. Ze względu na odporność danych dotyczących aktywności gospodarczej przygotowujemy się na stosunkowo silną rewizję w górę prognoz wzrostu PKB w 2023 r. z wcześniejszego 1,0%. Bieżący szacunek GDPNow Fedu z Atlanty pozostaje na bardzo wysokim poziomie ok. 5% w ujęciu zanualizowanym, naszym zdaniem jednak to nieco za dużo. Bazowa inflacja PCE, czyli preferowana przez Fed miara dynamiki cen, zmienia się w dużej mierze zgodnie z oczekiwaniami, prognoza inflacji na 2023 r. może więc pozostać bardzo zbliżona do tej z czerwca (3,9%).

Wykres 2: Szacunek wzrostu GDPNow Fedu z Atlanty (2022 – 2023)2. Szacunek wzrostu GDPNow Fedu z Atlanty (2022 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 19.09.2023

„Jastrzębia pauza” może wesprzeć dolara

Jak wspomnieliśmy, spodziewamy się w środę „jastrzębiej pauzy” ze strony FOMC. Odporność ostatnich danych dotyczących aktywności i uporczywie wysoka inflacja sugerują, że Fed nie będzie chętny, by już teraz ogłosić koniec zacieśniania, a zamiast tego pozostawi sobie możliwość podwyżki stóp procentowych w listopadzie lub grudniu. Prezes Powell prawdopodobnie podkreśli jednak, że będzie to zależało od danych, i nie zobowiąże się wstępnie do dalszego zacieśniania. Ponieważ rynki wciąż nie są przekonane, czy Fed podniesie ponownie stopy, może to być odebrane jako korzystne dla dolara, podobnie jak brak większych zmian w dot plocie. Uważamy, że może to wesprzeć dolara w drugiej połowie tygodnia. Nasza długoterminowa prognoza wciąż jednak przechyla się w stronę słabości amerykańskiej waluty.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (20.09) o godz. 20:00, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Matthew Ryan, CFA – Kierownik Działu Analiz Ebury

Uczelnia o. Tadeusza Rydzyka będzie kształcić lekarzy. Prezes Bulsa: chęć zbijania politycznego kapitału kosztem bezpieczeństwa pacjentów

Uczelnia ojca Rydzyka będzie kształcić lekarzy. Prezes Bulsa: „To będzie parodia kształcenia lekarskiego”

– Obserwujemy wręcz patologiczną marginalizacje znaczenia medycznych uczelni wyższych. Jeżeli kierunki lekarskie mogą otwierać akademie humanistyczne czy uczelnie techniczne, to znaczy, że niebawem każda szkoła będzie mogła kształcić lekarzy. Czy takiego działania chcemy? Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Edukacji i Nauki kompromituje kształcenie medyczne, a pozwolenie uczelni ojca Rydzyka na kształcenie lekarzy to apogeum, którego nie da się wytłumaczyć w rozsądny sposób – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie odpowiada na poniedziałkowe doniesienia opublikowane na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Kierunek medyczny zostanie otwarty na Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz na Politechnice Bydgoskiej im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich.

– Masowe otwieranie kierunków lekarskich nie rozwiąże kryzysu kadrowego w ochronie zdrowia. Zamiast dążyć do uatrakcyjnienia publicznego systemu ochrony zdrowia w celu migracji lekarzy z systemu prywatnego robimy z kształcenia kadr lekarskich parodie akademickiego systemu kształcenia. Liczne nowe kierunki będą kształcił ok 27% wszystkich studentów, to nie rozwiąże aktualnych niedoborów lekarzy w systemie publicznym. Obecny system daje młodym ludziom złudne nadzieje, że będą mieli gwarancje prawidłowego przygotowania do pracy jako lekarz po ukończeniu takiej szkoły, mocno w to wątpię. Po pierwsze z roku na rok spada liczba lekarzy chętnych do nauki studentów medycyny w uczelniach renomowanych, a po drugie bardziej widzę troskę poszczególnych uczelni o zwiększenie swoich budżetów z uwagi na popularność kierunku lekarskiego a nie jakość kształcenia – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

– Czy wyobrażamy sobie, że będzie nas operował lekarz, który zamiast studiować anatomię spędza pół dnia w drodze na zajęcia oddalone o 100 km od siedziby uczelni? Apelujemy do Ministerstwa Zdrowia oraz do Ministerstwa Edukacji i Nauki o opamiętanie. Kształcenie medyczne w Polsce nie może być parodią, a niestety obniżanie wymagań dla uczelni, odbieram jako chęć zbijania politycznego kapitału kosztem bezpieczeństwa pacjentów – mówi Michał Bulsa.

Środowisko lekarskie apeluje również do uczelni medycznych w całej Polsce o jasne stanowisko w tym temacie. – Wiemy, że dydaktycy zajmujący się kształceniem przyszłych lekarzy są oburzeni sytuacją. Czas na głośnie stanowisko w tej sprawie – dodaje prezes Michał Bulsa.

Najtańsze mieszkania znikają z oferty deweloperów

W ostatnich miesiącach dramatycznie skurczyła się oferta nowych mieszkań w największych metropoliach. W szczególności ogromny spadek dostępności widoczny jest w segmencie lokali do 400 tys. zł. Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl sprawdzili, w których miastach może ich zabraknąć w ofercie.

Na rynku mieszkaniowym trwa wyścig cenowy, w którym stawką są olbrzymie pieniądze – mówi Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl.

Sygnałem do startu w tym wyścigu była zapowiedź programu „Bezpieczny Kredyt 2%”. Ponieważ miał się on pojawić w ofercie banków w lipcu, to ci, którzy na niego liczyli, zaczęli od rezerwacji mieszkań. To z kolei zdopingowało tych, którzy mogą sobie pozwolić na zwykły kredyt hipoteczny, ale nie mają szans na dopłaty od państwa. Ponadto do biur sprzedaży firm deweloperskich ruszyli posiadacze znacznych nadwyżek finansowych, którzy wstrzymywali się z zakupem mieszkań licząc na spadki cen.

W efekcie popyt na nowe mieszkania eksplodował. Tymczasem deweloperzy dostarczyli w tym roku na rynek znacznie mniej mieszkań niż sprzedali. W efekcie dramatycznie skurczyła się ich oferta.Grafika 1 - Liczba mieszkań w ofercie deweloeprów na koniec miesiąca

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ofercie krakowskich firm deweloperskich było pod koniec sierpnia br. aż o 44% mniej mieszkań niż jeszcze osiem miesięcy temu. We Wrocławiu oferta lokali skurczyła się w tym okresie o 37%, a w stolicy – o 34%.  We wszystkich 10 metropoliach firmy deweloperskie oferowały pod koniec lipca łącznie ok. 47,3 tys. lokali, czyli o 27% mniej niż w końcówce ubiegłego roku.

W lipcu oliwy do ognia dolał „Bezpieczny Kredyt 2%”. Liczba złożonych wniosków kredytowych z miesiąca na miesiąc skoczyła o blisko 100%! Było ich tyle, ile w najlepszych miesiącach 2021 r., kiedy kredyty mieszkaniowe były rekordowo tanie – przypomina Marek Wielgo.

Z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, wynika, że po preferencyjne kredyty wnioskowało do tej pory łącznie 43,2 tys. gospodarstw domowych. Biuro Informacji Kredytowej ocenia, że w sierpniu stanowiły one ok. 60% wszystkich ubiegających się o kredyty hipoteczne. Ponad 7,6 tys. szczęśliwców ma już w ręku pozytywną decyzję banku.

Jednak średniej kwocie przyznanych w tym okresie bezpiecznych kredytów – 377 tys. zł – daleko do maksymalnych limitów obowiązujących w programie. Przypomnijmy, że małżeństwa czy osoby z dzieckiem mogą liczyć na 600 tys. zł, a single – 500 tys. zł.

Pamiętajmy, że program adresowany jest do młodych ludzi, którzy kupują swoje pierwsze mieszkanie. Wielu jest na początku drogi zawodowej. Ponadto przyjezdni, którzy najmują mieszkanie, najczęściej nie mają szans na odłożenie pieniędzy na wkład własny – zauważa Marek Wielgo.

Niestety, nie mamy dobrej wiadomości także i dla tych, którzy muszą posiłkować się kredytem, a nie mogą skorzystać z dopłaty od państwa. Dysponując kwotą ok. 400 tys. zł mogą wprawdzie kupić kawalerkę lub dwupokojowe mieszkanie, w którejś z największych metropolii. Jednak w większości z nich wybór jest niewielki (często na obrzeżach), a na dodatek bardzo szybko się kurczy.Grafika 2 - Zmiana liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich

Łódź jest jedyną metropolią, w której w ciągu ostatnich 8 miesięcy nie skurczyła się oferta mieszkań z ceną poniżej 400 tys. zł. Pod koniec sierpnia w ofercie łódzkich deweloperów było ich niemal 1,5 tys., czyli najwięcej spośród największych miast. Na drugim biegunie jest Wrocław, gdzie pod koniec roku kupujący mogli przebierać w niemal 1,6 tys. ofert do 400 tys. zł a w sierpniu br. było ich już tylko niespełna… 140, czyli aż o ponad 90% mniej! Bardzo gwałtownie skurczył się wybór takich lokali także w Szczecinie, Trójmieście, Warszawie, Krakowie i Poznaniu.

Co gorsza, w metropoliach, w których popyt na mieszkania jest największy, czyli w Warszawie, Krakowie, Trójmieście i Wrocławiu, znacznie ubyło też nowych mieszkań w przedziale cenowym 400-700 tys. zł. Na przykład w stolicy było ich pod koniec 2022 r. przeszło 6,3 tys., a obecnie o połowę mniej.

Oczywiście ci, którzy mogą sobie pozwolić na wydatek przekraczający 700 tys. zł, nie narzekają na brak ofert. W większości metropolii jest ich więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Problem w tym, że mieszkania mają coraz wyższe ceny. I to nie tylko z powodu podwyżek stosowanych przez deweloperów, ale także z przyczyn od nich niezależnych, czyli rosnących cen działek i kosztów budowy.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl i Gethome.pl

Czego dzisiaj oczekują od pracodawcy różne pokolenia?

Dzisiejszy rynek pracy nie jest jednolity, a szukanie odpowiednich kandydatów komplikuje fakt, że aktualnie znajdują się na nim 4 różne pokolenia. W konsekwencji w przestrzeni zawodowej ścierają się też cztery rozbieżne światopoglądy, wyznawane wartości i co najważniejsze – potrzeby. Co to oznacza dla rynku zatrudnienia i specjalistów poszukujących talentów? Jakie aspekty łączą, a jakie dzielą Zetki, Igreki, Iksy i Baby boomersów? Gdzie szukają pracy, ile CV musieli wysłać zanim znaleźli obecną posadę? Czy przygotowują się do rozmowy rekrutacyjnej? Między innymi na te pytania odpowiedziano w najnowszym raporcie „Wielopokoleniowa siła w miejscu pracy” przygotowanym przez portal Aplikuj.pl.

Jak i gdzie multigeneracje szukają pracy?

Prym niezmiennie wiodą popularne na polskim rynku job boardy – wskazało na nie aż 52 proc. wszystkich badanych. Na drugim miejscu znalazły się rekomendacje znajomych – 15 proc. odpowiedzi, a na trzeciej pozycji uplasowały się social media z wynikiem na poziomie 7 proc.

Jak i gdzie multigeneracje szukają pracy

Co istotne, LinkedIn, jako platforma wspierająca proces zatrudnienia, a przy okazji też kreująca wizerunek kandydata nie jest popularnym narzędziem, z którego korzystają multigeneracje. Blisko 8 na 10 badanych przyznało, że nie posiada tam profilu lub ma, ale z niego nie korzysta. Millenialsi spośród wymienianych pokoleń stanowią największy odsetek osób, które nie używają tej platformy do celów zawodowych.

Wielopokoleniowa siła miejscu pracy

Jeżeli spojrzymy na odpowiedzi przez pryzmat wieku odpowiadających możemy dostrzec, że przedstawiciele wszystkich generacji wskazywali na pierwszym miejscu portale i serwisy pracy, jako miejsce, gdzie znaleźli swoją obecną posadę. Co ciekawe, ankietowani będący reprezentantami pokolenia Baby boomers jako sposób na zdobycie zatrudnienia częściej niż rekomendacje znajomych wskazywali inne sposoby – kanały społecznościowe, a także bardziej klasyczne, jak media tradycyjne i agencje pracy lub też osobiście zgłaszali się do pracodawcy. To zestawienie pokazuje, że serwisy, takie jak nasz są nie tylko najbardziej popularne, ale jednocześnie najskuteczniejsze w znajdowaniu pracy – mówi Witold Królczyk, COO Aplikuj.pl

Raport „Wielopokoleniowa siła w jednym miejscu pracy” do pobrania tutaj.

Multigeneracje – czy są stałe w zawodowych uczuciach?

Pod koniec ubiegłego roku, co trzeci spośród 16 tysięcy Europejczyków w raporcie McKinsey zakładał odejście z pracy w perspektywie 3 do 6 miesięcy. W zestawieniu z innymi państwami Polska znalazła się na pierwszym miejscu.

A jak często według raportu Aplikuj.pl zmieniają pracę przedstawiciele różnych generacji? 44 proc. Zetek zrobiła to już 2-3 razy, 29 proc. tylko raz, z kolei 24 proc. w swoim krótkim zawodowym życiu zrobiła to już 4-9 razy. Na tę odpowiedź wskazało także 4 na 10 Millenialsów oraz Iksów, a także połowa Baby boomersów. Aż 1/3 przedstawicieli najstarszej generacji dokonała zmiany 10-krotnie.

– Wynik ten dla jednych może okazać się zrozumiały ze względu na to, że ta generacja jest również najdłużej na rynku pracy, jednak należy pamiętać, że są to osoby z roczników, które wychowały się w czasach, kiedy rynek zatrudnienia wyglądał zupełnie inaczej, miejsc pracy było bardzo mało, dlatego też często pozostawali oni w jednej firmie przez większą część swojego życia. Dla nich 10 lat w jednym przedsiębiorstwie często nie jest postrzegane jako długi staż pracy. Gdy zapytaliśmy się, ile lat w tym samym miejscy to dla nich dużo – ponad 6 na 10 wskazywało, że 15 lat, natomiast tylko 21 proc. odpowiedziało, że 10. Wnioski z naszego raportu pokazują jednak, że również w tej grupie pokoleniowej następuje zmiana, otwarcie się na rynek pracy i nowe oferty – mówi Izabela Foltyn, Kierownik działu sprzedaży, Aplikuj.pl.Czas szukania posady i liczba wysłanych aplikacji

Czas szukania posady i liczba wysłanych aplikacji

Okazuje się, że najkrócej, czyli do miesiąca szukają pracy przedstawiciele pokolenia X (50 proc.). Przedstawiciele pokolenia Z i Baby boomers szukają pracy od 2 do 6 miesięcy – w tym drugim wypadku wskazało tak 43 proc. osób. Druga najczęstsza odpowiedź generacji BB to 7-12 miesięcy – 35 proc. odpowiedzi.

Badani najczęściej wskazywali, że zanim znaleźli pracę, musieli wysłać od 10 do 30 aplikacji. Patrząc przez pryzmat pokoleń, do tego kryterium należą głównie Millenialsi – 34 proc. Co ciekawe, 36 proc. Iksów znalazło pracę przy aplikowaniu mniej niż 10 razy. Najwięcej osób z pokolenia Z z kolei musiało wysłać swoje CV więcej niż 50 razy, żeby zdobyć obecną pracę.

Czas szukania posady i liczba wysłanych aplikacji 3 Czas szukania posady i liczba wysłanych aplikacji 2–  W naszym serwisie na poszczególne oferty pracy aplikuje się od kilku do kilkudziesięciu kandydatów. Wiele zależy od branży, lokalizacji, w jakiej znajduje się firma czy stanowiska, na które otwarta jest rekrutacja. Nie bez znaczenia jest także sposób, w jaki ogłoszenie jest promowane. W Aplikuj.pl standardowy czas publikacji oferty wynosi 30 dni. W tym okresie można ją promować m.in. poprzez odświeżanie (przesunięcie na górę listy ogłoszeń), wyróżnienie graficzne ogłoszenia czy też dodatkowe kampanie na Facebook lub Google. Za pośrednictwem Aplikuj.pl można opublikować ogłoszenia na dane województwo, jak również na całą Polską – mówi Izabela Foltyn, Aplikuj.pl.

Rekrutacja multipokoleniowa

Przebieg samego procesu rekrutacji, osobiste przekonania czy indywidualne potrzeby osób ubiegających się o pracę mogą mieć wpływ na to, czy kandydat będzie brał pod uwagę danego pracodawcę. Dlatego też niezwykle istotnym czynnikiem jest to, by specjaliści ds. rekrutacji trafnie zdiagnozowali potrzeby swoich kandydatów. Co jest ważne dla osób, ubiegających się o pracę? Z raportu Aplikuj.pl wynika, że najważniejsze dla nich jest stabilność zatrudnienia (62 proc odpowiedzi.), która jest ważna dla wszystkich przedstawicieli pokoleń (wyjątek stanowią Millenialsi, którzy na pierwszym miejscu wskazali wynagrodzenie). Drugą, istotną kwestią są atrakcyjne zarobki. Twierdzi tak 58 proc. respondentów. Mniejsze znaczenie odgrywa dogodna lokalizacja pracy, opinia o firmie czy elastyczne godziny pracy.

Czas szukania posady i liczba wysłanych aplikacji 4

Źródło: opracowanie na podstawie ankiety Aplikuj.pl, 2023 r.

Kwestia wynagrodzenia, które jest stawiane na pierwszym miejscu nikogo z nas już nie dziwi, jednak wraz z wchodzeniem na rynek kolejnych pokoleń widzimy, że te potrzeby i oczekiwania kandydatów ewoluują. Ma to oczywiście swoje źródło z jednej strony w tym, że te generacje kierują się często zupełnie innymi wartościami, z drugiej jednak strony to efekt obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej, czy tego co się dzieje za wschodnią granicą. Między innymi z tego względu kwestia stabilnego zatrudnienia znalazła się w tym badaniu przed atrakcyjnym wynagrodzeniem. Lokalizacja, z racji obecnych cen paliwa, ale też zwykłej wygody jest równie ważnym elementem decydującym o przyjęciu oferty pracy. Nasza firma ma kilka oddziałów, dzięki czemu mamy możliwość szukania talentów z różnych regionów i proponowania im atrakcyjnego miejsca pracy, które znajduje się w obrębie ich zamieszkania. Dzięki temu widzimy spadek rotacji pracowników w poszczególnych lokalizacjach – komentuje Honorata Jasek, specjalista ds. rekrutacji i kadr, Prosperplast.

Proces rekrutacji przez pryzmat generacji

Na co powinni zwrócić uwagę specjaliści HR, rekrutujący osoby z różnych pokoleń? Najwięcej, bo aż 80 proc. respondentów chce dostawać jasne i przejrzyste informacje względem stanowiska, na które zaaplikowało. Ważna dla nich jest również kwestia otwartości na rozmowę o wynagrodzeniu i rodzaju umowy, która znalazła się na drugim miejscu w hierarchii potrzeb na etapie rozmów kwalifikacyjnych. Kandydaci doceniają również profesjonalne podejście rekrutera do rozmowy i samą atmosferę spotkania, na którą wskazało 54 proc. ankietowanych, a także wydajność procesu rekrutacyjnego czy feedback. Można uznać, że pokolenia w tych kwestiach są zgodne między sobą, ponieważ odpowiedzi na ten pytania z perspektywy multigeneracji były wyrównane.

Co istotne i zarazem niepokojące to fakt, że ponad 40 proc. respondentów przyznało, że sporadycznie otrzymali informacje o wyniku rekrutacji lub w ogóle jej nie dostali.

Niestety statystyki nie są zadowalające w tym temacie, jednak w WhitePress wyznajemy zasadę, że każdy kandydat bez względu na decyzję i etap rekrutacji, otrzymuje od nas informację zwrotną. Każda osoba, która przesłała CV w jakimś stopniu poświęciła swój czas, dlatego wychodzimy z założenia, że ta osoba powinna wiedzieć co się dzieje z jego aplikacją. Niestety czas na podjęcie decyzji również tutaj ma wpływ na budowanie candidate expierence, dlatego staramy się informować w jakim terminie można otrzymać odpowiedź i tutaj nie ma reguły, jaki ten czas powinien być. Ważne, aby bez względu na decyzję i ilość zgłoszonych aplikacji być w kontakcie z kandydatami, a procesy te z pewnością ułatwiają systemy ATS – komentuje Monika Kikolska, HR Specialist, WhitePress.

Podsumowując, multigeneracje szukają ofert pracy przede wszystkim na powszechnych portalach pracy, a znalezienie nowej posady zajmuje im średnio kilka miesięcy. W tym czasie wysyłają od kilkunastu do kilkudziesięciu aplikacji, zanim zdobędą pracę. Nadal istotnym kryterium dla kandydatów jest wynagrodzenie, ale ważniejszą kwestią, na którą wskazywali badani w raporcie okazuje się zapewnienie stabilnego zatrudnienia od przyszłego pracodawcy. Wszystkie pokolenia oczekują od rekrutera jasnych i przejrzystych wymagań na danym stanowisku, a także jest gotowe rozmawiać na temat stawki wynagrodzenia i warunków pracy.

Polscy sadownicy liczą na dobry sezon

Zbiory jabłek w Polsce będą zdecydowanie niższe niż rok temu, a także niższe niż w poprzednich latach. Szacuje się, że w tym roku sadownicy zbiorą nawet 1 milion ton jabłek mniej niż rok wcześniej. W ubiegłym roku zebrano około 4 miliony ton tych owoców. To już jest bardzo duży spadek produkcji jabłek w Polsce, ale może oznaczać korzystne trendy na rynku. Wszystko będzie zależało od tego, czy na ruchy rynkowe ze strony dużych odbiorców rynek będzie reagować panicznie – czy dostosuje się do niskich cen. Ważne byłoby, aby zmieniać podaż tak, żeby obronić się przed spadkami cen. Dlatego ten sezon powinien być dobry – ale praktyka pokaże, czy sadownicy zakończą go z poczuciem zrobienia dobrego biznesu.

– Jesteśmy obecnie jako sadownicy w czasie rozpoczęcia zbioru jabłek. To jest najważniejszy gatunek, który stanowi największą siłę produkcyjną w naszym gospodarstwie. To właśnie jabłka decydują o sytuacji dochodowej każdego gospodarstwa – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. – W zasadzie zbiory wszystkich owoców jagodowych, poza malinami jesiennymi, już się zakończyły. Niestety sytuacja była bardzo niekorzystna, spowodowana różnymi czynnikami. Producenci owoców jagodowych w większości zysków nie osiągnęli. Natomiast jeżeli chodzi o producentów jabłek, mamy dzisiaj do czynienia z bardzo korzystnymi zjawiskami rynkowymi. Obserwując to, co się dzieje u naszych konkurentów w Unii Europejskiej i w innych krajach – nie należy się spodziewać tam wysokich zbiorów. Wszystko wskazuje, że dla producentów jabłek w teorii może to być dobry sezon – co pozwoliłoby trochę podreperować sytuację finansową, która w poprzednich latach była tragiczna – analizuje Maliszewski.

SoDA Conference 2023: Szanse i wyzwania dla branży IT

Nowe wyzwania i pojawiające się możliwości to „stałe” elementy w niezwykle zmiennym świecie biznesu, a sektor technologiczny nie jest w tym odosobniony. Z jednej strony od prawie dekady możemy zaobserwować postępującą cyfryzację na coraz większą skalę. Z drugiej jednak – od kilku miesięcy bardzo dynamiczny rozwój i wzrost popularności rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji (AI), po które chętnie sięgają organizacje na całym świecie. Po stronie wyzwań należy wskazać przede wszystkim czynniki ekonomiczne i geopolityczne, ale również wspomniana AI, budząca też obawy wśród pracowników. W jaki optymalny sposób wykorzystać nowe możliwości, jakie daje nam technologia i zminimalizować wpływ czynników negatywnych na rozwój polskiego IT? Jak adaptować się do zmian? Gdzie szukać nowych możliwości na zbudowanie solidnego i konkurencyjnego biznesu IT? Te oraz wiele innych tematów będzie omawianych już na początku października, podczas zbliżającej się SoDA Conference 2023.

– Branża IT jest wyjątkowo chłonna na zmiany rynkowe – z tego względu przez lata nauczyliśmy się elastyczności i szybkiej adaptacji do nowości ocenia Bartosz Majewski, założyciel i prezes SoDA oraz prezes Codibly. –  Na konferencji SoDA porozmawiamy m.in. o tym, jak odnaleźć się w czasach kryzysów i niepewności.

Podczas konferencji, która odbędzie się w dniach 4-5 października w Focus Hotel Premium w Warszawie, przedstawiciele z branży technologicznej będą rozmawiali o możliwych strategiach zarządzania zmianą w sektorze IT oraz perspektywach branży w 2024 r. Eksperci odniosą się do zagadnień związanych z różnymi obszarami działalności, m.in. rozwoju biznesu i generowania przychodów oraz zarządzania kapitałem ludzkim. Poruszane będą tam tematy, takie jak m.in.: co kształtuje przyszłość branży IT, jak odnaleźć się w czasach kryzysu i niepewności, jakie są tajemnice udanych fuzji i przejęć, o czym należy pamiętać, decydując się na ekspansję na rynki zagraniczne – amerykański, nordycki i niemiecki, czy jak komunikować trudne decyzje w firmie i na zewnątrz. Podczas SoDA Conference nie zabraknie również tematów związanych z nowymi możliwościami, ale i wyzwaniami wynikającymi z popularyzacji sztucznej inteligencji.

Rewolucja AI – szanse dla organizacji, ale i wyzwania

Sztuczna inteligencja (AI), przez lata postrzegana jako technologia przyszłości, staje się bez dwóch zdań jednym z największych motorów napędowych zmian w świecie IT. Jak podaje KPMG w swoim badaniu pt. „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” z 2023 [1]r., 15 proc. organizacji korzysta już teraz z AI, a kolejne 13 proc. planuje wdrożyć rozwiązania o nią oparte do końca br. Goldman Sachs natomiast prognozuje[2], że inwestycje w AI mogą do 2025 r. osiągnąć poziom nawet 200 mld. dolarów i obejmą one nie tylko te związane bezpośrednio z technologią, ale również sprzętem oraz kapitałem ludzkim. Z kolei według badania zleconego przez Amazon Web Services (AWS), przyspieszenie wdrażania technologii, takich jak chmura i sztuczna inteligencja, potencjalnie mogłoby uruchomić w Polsce 490 mld zł w wartości ekonomicznej, co stanowi równowartość 21 proc. obecnej gospodarki naszego kraju.[3]

Dla sektora IT popularyzacja tego obszaru jest szansą na rozwój ekonomiczny i kompetencyjny, dającym nowe możliwości w zakresie automatyzacji procesów i codziennych działań. Jednak powszechność AI budzi też pewne obawy – głównie związane z wpływem na rynek pracy czy powstanie nowych zagrożeń w obszarze cyberbezpieczeństwa.

W trakcie SoDA Conference eksperci poruszą tematy, takie jak efektywne wdrożenie i odkrywanie nisz dla sztucznej inteligencji, wnioski z projektu AI ACT i wpływ rozporządzenia na sektor technologiczny czy rola automatyzacji i AI a przyszłość rynku pracy IT. Ważnym punktem w agendzie wydarzenia będzie też omówienie wniosków z pierwszego raportu opracowanego przez członków powołanej w lipcu br. SoDA AI Research Group, dotyczącego AI i Generative AI w polskim sektorze publicznym.

Polscy i międzynarodowi eksperci

Silną stroną SoDA Conference 2023 jest program wydarzenia, poruszający najistotniejsze tematy z punktu widzenia polskiego sektora IT, które będą omawiane przez ekspertów ze świata technologicznego. Wśród zagranicznych gości znajdą się m.in. Edmond Cunningham z Cmaetron LLC, który posiada 30-letnie doświadczenie jako ekspert, doradca w branży IT w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych oraz Michael Murray, CEO Power Technology, ekspert w obszarze energii odnawialnej z bogatym doświadczeniem w sprzedaży i zarządzaniu na amerykańskim rynku technologicznym. Grono keynote speakerów zamknie Mikko Virtanen z fińskiej firmy Agileday, który podzieli się swoją wiedzą o prowadzeniu globalnego biznesu konsultingowego i rozwoju na rynkach skandynawskich.

– Zaprosiliśmy międzynarodowych gości, którzy dodatkowo podzielą się doświadczeniem ze swoich krajów i ze swojej perspektywy opowiedzą, jak najlepiej rozpocząć działania na rynkach zagranicznych. To, co na stałe wpisało się w tradycję SoDA Conference to duża dawka networkingu i rozmów kuluarowych, podczas których nie tylko kontynuujemy dyskusje ze sceny, ale też rozmawiamy o trendach i bieżących problemach czy wyzwaniachdodaje Bartosz Majewski.

– Podczas mojego wystąpienia na konferencji SoDA w Warszawie będę miał okazję podzielić się doświadczeniami JetBrains w zakresie współpracy z AWS na różnych poziomach, m.in. skalowania oferty SaaS i innych. Głęboko wierzę, że historia JetBrains i AWS może zainspirować naszych przyjaciół w Polsce do wprowadzania innowacji, rozwijania i skalowania swoich biznesów – mówi Mikhail Vink, Global Marketing Programs Manager w JetBrains.

Tradycyjnie już, na koniec SoDA Conference odbędzie się uroczysta gala i wręczenie nagród SoDA Awards. Będą one przyznawane w kategoriach, takich jak np. wzrost przychodów z eksportu, projekty innowacyjne czy projekty, które wywarły pozytywny wpływ społeczny.

[1] Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu. Edycja 2023, KPMG

[2] AI investment forecast to approach $200 billion globally by 2025, Goldman Sachs

[3] Badanie „Unlocking Europe’s Digital Potential” przygotowane przez Public First na zlecenie AWS

Chiny: deflacja i spowolnienie gospodarcze

Powolne lądowanie Chin. Zamiast spowalniać globalną gospodarkę, Chiny eksportują – deflację, przynosząc innym pewną ulgę w inflacji.

  • Chiny nadal eksportują przede wszystkim deflację, ponieważ w ich sektorze wytwórczym utrzymuje się nadwyżka mocy produkcyjnych. Wepchnęło to chińskie firmy w cykl deflacji cen eksportowych i od czerwca obniżyło inflację r/r w USA i strefie euro średnio o -1pp. Podsumowując: deflacja w Chinach – powód do niepokoju w kraju, przynosi pewną ulgę gospodarko rozwiniętym.
  • Chiński konsument – to na nim skupione jest publiczne wsparcie, ale odbudowa pewności konsumenckiej zajmie trochę czasu. Do końca roku prawdopodobne jest podjęcie dalszych działań i przeznaczenie środków w celu stymulowania zatrudnienia (spodziewać się można np. obniżki stawek dla przedsiębiorstw, zwłaszcza dla MŚP). Rozdawanie gotówki lub obniżki stawek VAT nie były jak dotąd opcjami preferowanymi, ale są prawdopodobne.
  • Pomimo ostatnich środków łagodzących, polityka pieniężna jest nadal zbyt restrykcyjna. Niedawne cięcia oprocentowania istniejących kredytów i depozytów mogą uwolnić około +0,3 punktu procentowego wzrostu dzięki dodatkowym wydatkom konsumenckim, ale negatywny impuls kredytowy kosztuje -0,8 punktu procentowego pod względem wzrostu PKB w skali rocznej. W związku z tym Allianz Trade spodziewa się jeszcze dwóch szeroko zakrojonych obniżek stóp procentowych (w tym RRR depozytów walutowych) przed końcem roku.
  • Rynek mieszkaniowy powinien ustabilizować się na niskich poziomach, w lepszej kondycji budownictwo infrastrukturalne. Można oczekiwać, że dalsze środki łagodzące regulacje pozwolą nabywcom kupującym kolejne mieszkanie/dom stać się nabywcami tych nowobudowanych w największych miastach. Wraz z dalszymi obniżkami stóp procentowych i zmniejszeniem minimalnych wskaźników środków własnych dla nabywców pierwszego i drugiego domu, powinno to pomóc zmniejszyć nadmiar mieszkań i zwiększyć zaufanie. Jeśli chodzi o infrastrukturę, oczekiwać można, że kwota zaplanowana na cały rok zostanie w pełni wykorzystane już do końca września, należy więc ogłosić dodatkowe wydatki, aby uniknąć klifu fiskalnego (gwałtownej redukcji wydatków – deficytu budżetowego) w IV kwartale.
  • Chociaż aktywność gospodarcza i rynki kapitałowe prawdopodobnie osiągnęły dno, Allianz Trade spodziewa się powolnego wzrostu w związku z długotrwałymi dostosowaniami strukturalnymi. Obniżamy naszą prognozę wzrostu PKB Chin do +5,3% w 2023 roku. Główne gospodarki od czasu pandemii zmniejszyły swoją zależność od chińskiego konsumenta (Polska – bez zmian).

 

Zamiast spowalniać globalną gospodarkę, Chiny eksportują deflację. Ceny konsumpcyjne i producentów znajdują się w trendzie deflacyjnym od początku 2023 roku.  Indeks cen producentów w Chinach spadł w lipcu o -4,4% r/r, podczas gdy inflacja stała się ujemna po raz pierwszy od początku 2021 roku. Oczekujemy, że inflacja w Chinach wyniesie średnio +0,4% w 2023 r. i +1,7% w 2024 r. Chociaż wydarzenia te mogą być powodem do niepokoju w kraju, przynoszą pewną ulgę gospodarkom rozwiniętym. W przypadku Chin stwierdzamy, że w ujęciu r/r spadek PPI o -1 punkt procentowy powoduje spadek cen eksportowych o -0,9 punktu procentowego dwa miesiące później. Spadek cen eksportowych o -1 punkt procentowy spowalnia inflację w USA i strefie euro o -0,2 punktu procentowego w tym samym miesiącu. W związku z tym Chiny nadal będą miały negatywny wpływ na inflację w USA i strefie euro. Od czerwca odjęły one średnio około -1 punktu procentowego od inflacji r/r w porównaniu ze szczytowym poziomem +3 punktów procentowych w połowie 2022 r. (wykres poniżej).

Średni wpływ chińskich cen eksportowych na inflację w USA i strefie euro, ppŚredni wpływ chińskich cen eksportowych na inflację w USA i strefie euro

Źródła: Źródła krajowe, Refinitiv, Allianz Research

Mając za sobą masowy proces pozbywania się zapasów w sektorze wytwórczym, Allianz Trade spodziewa się (umiarkowanego) wzrostu produkcji i nowych zamówień jesienią. Nadwyżki mocy produkcyjnych w sektorze wytwórczym są obecnie redukowane (wykres poniżej), ale uważamy, że konieczne jest dalsze dostosowanie (kolejny wykres). Ponadto, perspektywy dla popytu zewnętrznego ulegają mniejszemu pogorszeniu, ponieważ wzrost płac realnych w gospodarkach rozwiniętych staje się dodatni. Jednak niskie perspektywy inwestycyjne za granicą będą nadal miały wpływ na popyt na towary przemysłowe. W związku z tym absorpcja nadwyżki chińskich mocy produkcyjnych zajmie trochę czasu.

Zapasy przemysłowe a PPI (wskaźnik cen producentów), r/rZapasy przemysłowe a PPI

Źródła: Źródła krajowe, Bloomberg, Allianz Research

Nadwyżka mocy produkcyjnych w sektorze wytwórczym[1]

Nadwyżka mocy produkcyjnych w sektorze wytwórczymŹródła: Oficjalne źródła, Refinitiv, Allianz Research

Chiński konsument jest w centrum niedawno ogłoszonych publicznych środków wsparcia, które powinny zaradzić kryzysowi zaufania, ale nie całkowicie go rozwiązać. Perspektywy zatrudnienia są najgorsze od początku 2023 r., a co piąty młody człowiek jest bezrobotny, ponieważ kluczowe sektory, takie jak IT, nieruchomości i finanse, zmniejszają swoje potrzeby. Rynek nieruchomości został dotknięty realnymi stopami procentowymi na poziomie bliskim 5%, co ograniczyło perspektywy dla nowych nabywców, ale także utrzymało wysoki koszt obsługi kredytu dla obecnych nabywców. W rezultacie ostatnie środki (wsparcia rynku) ogłoszone przez władze koncentrują się na konsumpcji, budownictwie mieszkaniowym i finansowaniu, choć są one stopniowe i dalekie od fiskalnych bazook obserwowanych w ostatnich latach. Powinny one zapobiec dalszemu pogarszaniu się aktywności gospodarczej, ale nie spowodują solidnego i długotrwałego odbicia wzrostu. W związku z tym zakładamy, że prawdopodobne jest ogłoszonie kolejnych środków wsparcia ukierunkowanych na stymulowanie wzrostu zatrudnienia. Niektóre z nich mogą przybrać formę obniżek stóp procentowych dla przedsiębiorstw, zwłaszcza dla MŚP. Rozdawnictwo gotówki nie jest obecnie preferowaną opcją, ale biorąc pod uwagę wzrost presji deflacyjnej i słabe jednak perspektywy odbicia konsumpcji, może ono zostać wdrożone na przełomie roku, jeśli dane pozostaną poniżej oczekiwań. Chińskie władze nadal chcą osiągnąć wzrostu na poziomie „około 5%”, podczas gdy wzrost w pierwszej połowie roku wynosi 4,3%.

Analiza 50 najczęściej używanych fraz w obecnych planach chińskich władz – konsumpcja na czeleAnaliza 50 najczęściej używanych fraz w obecnych planach chińskich władz

Źródła: oficjalne dokumenty, Allianz Research

Władze podjęły stosunkowo szybkie działania w celu przeciwdziałaniu załamaniu na rynku mieszkaniowym łagodząc kolejne regulacje, aby umożliwić nabywcom kupującym kolejne mieszkanie/dom łatwiejszy zakup (dotychczas dla nich trudnodostępnych)  nowobudowanych domów i mieszkań pierwszej kategorii, zmniejszając nadwyżkę niesprzedanych mieszkań. Dobrą wiadomością jest fakt, że większa liczba dużych miast może jeszcze bardziej złagodzić wymogi dotyczące minimalnego wkładu własnego, poza oficjalną jego redukcją (dla pierwszego mieszkania do maks. 20%, w porównaniu do wcześniejszego średniego przedziału 20%-35% wartości mieszkania, a dla drugiego mieszkania do 30%, w porównaniu z uprzednim przedziałem wkładu własnego 30% do 70% wartości mieszkania). Perspektywy w sektorze mieszkaniowym pozostają jednak słabe. Inaczej w budownictwie infrastrukturalnym – ten sektor wspierać powinno przyspieszenie wydatków na infrastrukturę w związku z dyrektywami z początku sierpnia nakazującymi samorządom lokalnym pełne wykorzystanie rocznych kwot na obligacje specjalne do końca września. Emisja obligacji samorządowych wyraźnie więc wzrosła. Oczekujemy, że dodatkowe inwestycje infrastrukturalne zostaną ogłoszone już we wrześniu-październiku aby uniknąć klifu fiskalnego (gwałtownej redukcji deficytu budżetowego) i oczekiwać można, że samorządy lokalne zdołają wydać wszystkie wpływy z obligacji specjalnych. W puli środków pozostaje około 0,5% PKB z niewykorzystanych kwot na 2022 rok.

Nastawienie monetarne jest nadal dalekie od restrykcyjnego, z ujemnym wpływem netto na wzrost w wysokości -0,5 punktu procentowego. W czerwcu argumentowaliśmy, że dalsze cięcia stóp procentowych będą prawdopodobne w sierpniu. Bank Ludowy Chin (bank centralny Chińskiej Republiki Ludowej) obniżył jednoroczną średnioterminową linię kredytową o 15 pb, najwięcej od początku pandemii, co powinno wesprzeć ogólną płynność. Jednoroczna podstawowa stopa procentowa pożyczki (LPR) została obniżona tylko o 10 pb, co powinno wesprzeć akcję kredytową. W rzeczywistości impuls kredytowy nadal kosztuje -0,8 punktu procentowego pod względem rocznego wzrostu PKB, ponieważ od maja 2023 r. jest ujemny (wykres poniżej). Wszystkie narzędzia zostały wykorzystane: Pod koniec sierpnia bank centralny obniżył stopę FX RRR z 6% do 4%, próbując wesprzeć walutę. Ponadto banki państwowe będą mogły obniżyć oprocentowanie istniejących pożyczek, a także depozytów, co powinno uwolnić około +0,3 punktu procentowego wzrostu dzięki pobudzeniu wydatków konsumenckich.

Impuls kredytowy, % r/rImpuls kredytowy

Źródła: Oficjalne źródła, Refinitiv, Allianz Research

Niepowodzenia gospodarcze wywierają presję na chińskie rynki kapitałowe. W wyniku rozczarowujących danych gospodarczych, niskiej inflacji i utrzymującej się podatności deweloperów mieszkaniowych na zagrożenia, rentowności chińskich obligacji skarbowych są jednymi z najniższych w ciągu ostatnich 20 lat, a 10-letnie obligacje są obecnie notowane poniżej 2,7%. Chociaż nie przewidujemy spadku rentowności poniżej 2,5% w tym roku, ryzyko spadków pozostaje. Przewidujemy odbicie rentowności do 3% w 2024 r., gdy inflacja zbliży się do 2%.

Środowisko relatywnie niskich rentowności również przyczynia się do presji na spadek wartości chińskiego juana (CNY), zwłaszcza że główne gospodarki, takie jak USA, szybko podniosły stopy procentowe w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Oczekujemy, że CNY uniknie tego, co nazywamy progiem „kryzysu zaufania” (powyżej 7,32). Rzeczywiście, niższa wartość CNY może pomóc w zmniejszeniu nadwyżki mocy produkcyjnych w chińskim sektorze wytwórczym, ale zbyt silny (spadek) może zwiększyć obawy G7, że Chiny rozpoczną swego rodzaju wojnę walutową. W związku z tym uważamy, że władze będą chciały utrzymać CNY „wystarczająco nisko”, aby uniknąć głębszego kryzysu na rynku nieruchomości, zwłaszcza w kontekście problemów na rynku mieszkaniowym, ale „wystarczająco wysoko”, aby zapobiec nasileniu rywalizacji między USA a Chinami i zwiększeniu środków protekcjonistycznych. Co więcej, obniżki stopy FX RRR z 4% do 2% po cięciu o -2 punkty procentowe pod koniec sierpnia pozostają na stole w celu zwiększenia płynności walutowej, a także dalsze złagodzenie środków regulacyjnych w celu uzyskania dostępu do rynków kapitałowych, w szczególności rynku akcji po serii środków ogłoszonych w sierpniu (w tym obniżenie opłaty skarbowej od transakcji na papierach wartościowych). Nasze oczekiwania dotyczące dalszych emisji obligacji w IV kwartale w celu uniknięcia klifu fiskalnego również pozwolą CNY utrzymać się na poziomie około 7,2/USD do końca roku.

Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się wzrostu PKB Chin na poziomie +5,3% w 2023 r. (rewizja o -0,5 punktu procentowego) i +4,7% w 2024 roku. W 2023 r. większość rewizji w dół wynika z niższego wzrostu konsumpcji prywatnej, niższego wzrostu inwestycji, a także wolniejszego wzrostu importu. Od czasu pandemii główne gospodarki zmniejszyły swoją zależność od chińskiego konsumenta. Patrząc na ewolucję średniego rocznego wkładu chińskiego importu we wzrost PKB, stwierdzamy, że więcej gospodarek (w szczególności Wietnam, Australia, Korea Południowa, RPA i Brazylia) zmniejszyło swoją średnią roczną zależność od popytu ze strony Chin, niż zwiekszyło (Polska – bez zmian, podobnie jak Włochy czy Francja)

Średni roczny wkład chińskiego importu we wzrost PKB, zmiana 2022 vs 2019, pp (20 największych rynków importowych dla Chin i wybranych rynków)Średni roczny wkład chińskiego importu we wzrost PKB

Źródła: ITC, Allianz Research

[1] Obliczony jako różnica prostych średnich subindeksu „zapasów zakupów” i subindeksu „ilości zakupów” z ankiet Caixin i NBS Manufacturing PMI.

Niemcy: recesja, spowolnienie i wyzwania strukturalne

Niemcy potrzebują czegoś więcej niż planu. Rządowy plan gospodarczy krokiem we właściwym kierunku, ale jest on zbyt mały, aby zrestrukturyzować gospodarkę o wartości 4 bilionów euro.

  • Niemcy są jedyną dużą gospodarką, która prawdopodobnie skurczy się w 2023 r., z takimi przeciwnościami, jak spowolnienie popytu na ich eksport (szczególnie wysoce cykliczne towary, takie jak samochody, obrabiarki i chemikalia), nierównomierny globalny wzrost: popyt rośnie na usługi bardziej niż na towary, spowolnienie popytu z USA i Chin oraz korekta zapasów.
  • Nawet jeśli rządowy plan gospodarczy jest krokiem we właściwym kierunku i zapewni niewielki impuls wzrostowy, jest on zbyt mały, aby zrestrukturyzować gospodarkę o wartości 4 bilionów euro. W opinii Allianz Trade Niemcy zmagają się z wyzwaniami strukturalnymi, w tym niedoborami siły roboczej, wysokimi kosztami energii, zwiększonymi obciążeniami regulacyjnymi i podatkowymi, powolną cyfryzacją i niepewnością polityczną. Aby im sprostać, Niemcy potrzebują środków, które wzmocnią ich pozycję jako miejsca innowacji, inwestycji i tworzenia miejsc pracy o wysokiej wartości.
  • Niemcy muszą pilnie ograniczyć biurokrację i przyspieszyć cyfryzację, aby przyciągnąć inwestycje. Kluczowe znaczenie ma uproszczenie przepisów, ograniczenie biurokracji i wzmocnienie zdolności do podejmowania szybkich decyzji administracyjnych. Rząd musi nadać priorytet szybszemu planowaniu i procedurom zatwierdzania, aby ułatwić inwestycje gospodarcze.
  • Podczas gdy rząd musi stworzyć sprzyjające warunki, firmy muszą również podjąć środki zaradcze i aktywnie wdrażać zieloną i cyfrową transformację. Kluczem do ożywienia gospodarczego w Niemczech jest szczuplejsze, sprawniejsze państwo i produktywne inwestycje zamiast dotacji. Transformacja wymaga współpracy między rządem a sektorem prywatnym

Niegdysiejsza potęga Europy stała się jedyną dużą gospodarką, która prawdopodobnie skurczy się w 2023 roku. Niemcy ledwo powróciły do poziomu sprzed pandemii (wykres), a perspektywy na drugą połowę 2023 r. nie wyglądają zachęcająco. Wszystkie główne wskaźniki sygnalizują pogorszenie koniunktury, ponieważ przeciwności wynikające ze spowolnienia globalnego popytu i duża ekspozycja na spowolnienie w USA i Chinach obciążają wysoce cykliczną gospodarkę Niemiec. Oczekujemy, że PKB spadnie o -0,3% w 2023 r. (USA: +2,2%, FR: +0,9%, strefa euro: +0,6%), ale Allianz Trade nie spodziewa się, że niemiecka recesja potrwa dłużej niż do nadchodzącej zimy. W 2024 r. Allianz Trade spodziewa się, że niemiecka gospodarka powróci do ożywienia wspieranego przez wszystkie główne składniki popytu, z niewielkim ożywieniem PKB o +0,8% (USA: +1,1%, FR: +0,7%, strefa euro: +1,0%).

Wykres: Niemiecki PKB i jego składniki (indeks: 2015 = 100)Niemiecki PKB i jego składniki

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Spowolnienie globalnego popytu i bardziej rozdrobniona światowa gospodarka odbijają się na niemieckim eksporcie. W pierwszej połowie 2023 r. niemiecki eksport wzrósł łącznie o +3,3% r/r do 797,8 mld EUR, podczas gdy do Niemiec zaimportowano towary o łącznej wartości 699,1 mld EUR. Było to o 4,3% mniej niż w pierwszej połowie 2022 roku. Bilans handlowy nadal nie powrócił do poziomów sprzed pandemii, a przy globalnym, a zwłaszcza chińskim popycie, który będzie niższy przez dłuższy czas, jest mało prawdopodobne, aby bilans handlowy powrócił do normy przez jakiś czas. Ogólnie rzecz biorąc, niemieckie przedsiębiorstwa są bardziej podatne na wahania globalnego cyklu produkcyjnego ze względu na specjalizację firm w eksporcie wysoce cyklicznych towarów, takich jak samochody, obrabiarki i chemikalia. W przeszłości pionowo zintegrowane przemysłowe łańcuchy wartości okazały się zaletą w globalnej konkurencji i były w stanie zrekompensować pewne niedogodności związane z kosztami (tj. płace, regulacje, energia). Jednak obecnie globalna fragmentacja i zmniejszenie ryzyka położyły temu kres.

Niemcy borykają się również z nierównomiernością wzrostu globalnego popytu na usługi (na nie większego) i towary (te zdecydowanie mniej). Konsumenci chętnie wydają zwiększone dochody na usługi, a nie na towary, które produkują Niemcy. Z kolei kraje takie jak USA, Francja czy Hiszpania są bardziej zorientowane na usługi. W Niemczech 18,5% wartości dodanej w PKB pochodzi z produkcji (w porównaniu do 9,3% we Francji lub 10,7% w USA), podczas gdy 62,7% wartości dodanej w PKB pochodzi z usług (w porównaniu do 70,3% we Francji i 77,6% w USA). Niemieckie usługi opierają się głównie na rozległej sieci usług przemysłowych, wydajnej logistyce i usługach posprzedażowych dostosowanych do potrzeb klienta, które są w większości związane z produkcją i nie zaspokajają obecnego popytu konsumentów.

Ponadto Niemcy są w dużym stopniu narażone na amerykański spadek produkcji i chińskie spowolnienie. Produkcja przemysłowa w USA wpadła w recesję i oczekuje się, że w drugiej połowie 2023 r. będzie się dalej kurczyć. Niemiecki eksport spadł o -11,8% r/r w pierwszej połowie 2023 r. (wykres poniżej). Jednocześnie ponowne otwarcie Chin po pandemii nie spowodowało większego popytu na import. Zamiast tego niemiecki eksport do Chin spadł o -7,9% r/r w pierwszej połowie 2023 roku.

Wykres: Niemiecki eksport do partnerów handlowych, 3-miesięczna średnia krocząca r/r w %Niemiecki eksport do partnerów handlowych

Źródła: Refinitiv Datastreams, Allianz Research

Wreszcie, korekta zapasów spowoduje dalszy spadek produkcji przemysłowej. Po ponadprzeciętnym wzroście zapasów, jaka miała miejsce po ustąpieniu niedoborów związanych z pandemią, detaliści zmniejszają obecnie swoje zapasy materiałów i wyrobów gotowych w obliczu słabnącego popytu. Ze względu na ogromny sektor produkcyjny zorientowany na eksport, Niemcy ponownie ucierpią bardziej niż większość innych gospodarek europejskich.

Czy najnowszy rządowy plan ratunkowy odmieni sytuację? Kwestie cykliczne przeplatają się z bardziej strukturalnymi przeciwnościami, które powstrzymują Niemcy. Należą do nich wszechobecne niedobory siły roboczej, nadmierne koszty energii częściowo spowodowane błędną polityką energetyczną w przeszłości, wysokie obciążenia regulacyjne i podatkowe, powolna cyfryzacja i niepewność polityczna. Jednak w porównaniu do kłopotów z lat 1995-2004, Niemcy cieszą się dziś rekordowym zatrudnieniem, wysokim popytem na pracę i dość komfortową sytuacją fiskalną. To znacznie ułatwia dostosowanie się do wstrząsów. Niemniej jednak, obecne spowolnienie może posłużyć jako sygnał ostrzegawczy. Podczas gdy reformy pobudzające wzrost gospodarczy były blokowane do 2002 r. przez ówczesną centrolewicową koalicję, obecny rząd wykazuje mniejszy opór i niedawno przedstawił plan ratunkowy. Dziesięciopunktowy plan gospodarczy próbuje stawić czoła przeciwnościom i stworzyć bodziec dla gospodarki. Ustawa o wzroście i możliwościach stanowi rdzeń i uzupełnia już istniejące środki mające na celu zapewnić wsparcie podatkowe dla przedsiębiorstw i dla inwestycji przyjaznych dla klimatu. W ich skład wchodzi m.in. premia inwestycyjna, możliwość odliczania strat podatkowych, lepsze warunki amortyzacji, tymczasowe przywrócenie opcji amortyzacji degresywnej dla majątku ruchomego i budynków mieszkalnych oraz wzmocnienie zachęt podatkowych towarzyszących nakładom na badania i rozwój. Oczekiwać można, że w efekcie wpłyną one na obniżenie podatków o 7 mld EUR rocznie do 2028 roku. Rozszerzone opcje amortyzacji zapewnią bodziec w wysokości 500 mln euro – specjalnie dla budownictwa mieszkaniowego.

Chociaż plan jest krokiem we właściwym kierunku i zapewni niewielki impuls wzrostowy, jest on zbyt mały, aby zrestrukturyzować gospodarkę o wartości 4 bilionów euro. Jeszcze przed ogłoszeniem obecnego planu, rząd próbował stworzyć pewien bodziec dla inwestycji poprzez politykę przemysłową. Problemem nie jest jednak brak funduszy, ale natura samej administracji. Niemcy muszą obecnie płacić cenę za swoje wcześniejsze częściowo nietrafione wybory w zakresie polityki energetycznej i taktykę „zarządzania zamiast reform”. W miarę realizowania założeń zerowego zużycia energii netto ceny energii pozostaną przez dłuższy czas wysokie, wiec utrata niektórych energochłonnych gałęzi przemysłu jest nieunikniona. Będzie to bolesne, ponieważ niemiecki przemysł chemiczny i metalowy są jednymi z tych prowadzących najbardziej intensywne badania i średnio wprowadzają zdecydowanie więcej innowacji niż inne branże. Ponieważ generują one około 20% wartości dodanej przemysłu w Niemczech i zatrudniają około 16% siły roboczej w przemyśle, będzie to miało znaczący wpływ na koniunkturę.

Proces transformacji Niemiec jest już w pełnym biegu. Firmy zaczęły opuszczać Niemcy na rzecz lokalizacji o tańszej energii. Niemniej jednak, niemiecki rząd zaproponował 80% dopłaty do cen energii elektrycznej dla przemysłu ciężkiego (Industriestrompreis), co wiąże się z kosztem 30 mld euro – choć nie jest to jeszcze przesądzone. Przygotowano również plany dotacji dla czystej produkcji w przemyśle ciężkim o wartości około 20 mld EUR, a 20 mld EUR dotacji przeznaczono już na zakłady produkujące chipy, z czego tylko 10 mld EUR trafi do Intela. Czas pokaże jednak, czy to wystarczy, aby pobudzić prywatne inwestycje w Niemczech, podobnie jak ustawa o ograniczaniu inflacji pobudziły inwestycje w nowe zakłady w USA (wykres poniżej).

Inwestycje w budowę nowych zakładów, 3-miesięczna średnia krocząca Indeks 2019 = 100

Inwestycje w budowę nowych zakładówŹródła: BEA, Destatis, Allianz Research. Uwaga: USA: łączne prywatne wydatki budowlane skorygowane o ceny przy użyciu PPI dla popytu pośredniego „materiały i komponenty dla budownictwa”. Niemcy: Veranschlagte Baukosten, Baugenehmigungen Fabriken und Werkstattgebäude, cena skorygowana za pomocą Baupreisindex für gewerbliche Betriebsgebäude, Bauleistungen am Bauwerk.

Niemcy potrzebują środków, które wzmocnią ich pozycję jako miejsce przyjazne dla innowacji, inwestycji i tworzenia miejsc pracy o wysokiej wartości dodanej. Pozytywnym aspektem jest to, że Niemcy nadal mają silną pozycję pod względem liczby wniosków patentowych i inwestycji w badania i rozwój. Jednak w ostatnich latach niemieckie wydatki na te cele spadły. Co więcej, kraj atrakcyjny dla inwestorów wygląda inaczej: kapitał podwyższonego ryzyka (venture capital – związany zazwyczaj ze średnio- i długoterminowymi inwestycjami w przedsiębiorstwa niepubliczne znajdujące się we wczesnych fazach rozwoju) w ostatnich latach zmniejsza się, a spadek liczby nowotworzonych przedsiębiorstw i start-upów może być kolejnym sygnałem, że atrakcyjność Niemiec jako lokalizacji biznesowej spada (wykres poniżej). W przyszłości wzrost wartości dodanej będzie prawdopodobnie wiązał się z sektorami, które nie należą do tradycyjnych mocnych stron Niemiec, takich jak usługi w bliskim kontakcie z personelem (m.in.. centra pomocy), oprogramowanie, zarządzanie dużymi zbiorami danych i rozrywka. Aby odnieść sukces, Niemcy będą musiały uczynić i utrzymać swoją gospodarkę wystarczająco elastyczną, aby poradzić sobie z takimi zmianami. Ustawa o finansowaniu przyszłości, na którą przeznacza się 1 mld EUR rocznie, ma na celu ułatwienie finansowania start-upów i wchodzenia na giełdę przy jednoczesnym pokonywaniu barier na rynku kapitałowym. Dodatkowo, inicjatywa Promote the Future planuje zainwestować 20 mld EUR w edukację i badania. Skuteczność tych inicjatyw pozostaje jednak niepewna ze względu na niejasne plany wdrożeniowe.

Liczba nowych przedsiębiorstw, w tysiącachLiczba nowych przedsiębiorstw, w tysiącach

Źródło: OECD, Allianz Research

Niemieckie firmy potrzebują stabilności politycznej, aby móc planować i inwestować. Obejmuje to jasność co do ceny emisji dwutlenku węgla i energii pochodzącej z paliw kopalnych. Fundusz na rzecz Klimatu i Transformacji, z budżetem w wysokości 211 mld EUR, zapewnia środki do dokonywania zmian. W 2024 r. 58 mld EUR zostanie przeznaczone na renowację budynków, dekarbonizację przemysłu, mobilność neutralną dla klimatu, produkcję półprzewodników i rozwój przemysłu wodorowego. Kolejne 54 mld EUR przeznaczono na remonty infrastruktury, rozwój sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych, linii światłowodowych do szybkiego internetu oraz zwiększenie produkcji wodoru neutralnego dla klimatu. Środki na te inicjatywy pochodzą ze specjalnego funduszu finansowanego przez europejski handel certyfikatami CO2. Ogólnie rzecz biorąc, Niemcy potrzebują niższych cen energii, które można osiągnąć poprzez zwiększenie krajowej produkcji energii. Jednak obecny brak jasności co do proponowanych rozwiązań w zakresie zielonej energii, rozbudowy sieci, strategii elektrowni i przepisów dotyczących przyspieszenia wodoru stwarza niepewność dla firm w ich planowaniu (poniżej).

Wskaźnik niepewności polityki, w %Wskaźnik niepewności polityki, w %

Źródło: Baker, Bloom, Davis (2016), Allianz Research

Niemcy muszą również pilnie ograniczyć biurokrację i przyspieszyć cyfryzację, aby przyciągnąć inwestycje. Kluczowe znaczenie ma uproszczenie przepisów, ograniczenie biurokracji i wzmocnienie zdolności do podejmowania szybkich decyzji administracyjnych. Rząd musi nadać priorytet szybszemu planowaniu i procedurom zatwierdzania, aby ułatwić inwestycje gospodarcze. Obecna propozycja dotyczy dostępu do danych i ich wykorzystania, przepisów dotyczących badań klinicznych farmaceutyków oraz cyfryzacji kluczowych usług administracyjnych. Jest to od dawna spóźnione i niezbędne, szczególnie w administracji. Istnieją jednak inne niewykorzystane możliwości z przeszłości, które Niemcy również muszą nadrobić, aby zająć się zaległościami w usługach cyfrowych.

Ustawa o imigracji wykwalifikowanych pracowników, która obniża bariery dla imigracji wykwalifikowanych pracowników, jest pozytywnym krokiem w kierunku rozwiązania problemu niedoboru siły roboczej. Edukacja i badania stoją przed poważnymi wyzwaniami, w tym niewystarczającym finansowaniem i liczbą personelu naukowego, utrudniającym dostęp do wysokiej jakości edukacji i ograniczającym udział kobiet w sile roboczej. Rozwiązanie tych kwestii ma kluczowe znaczenie dla długoterminowego sukcesu Niemiec we wspieraniu innowacji i przedsiębiorczości. Ustawa o imigracji wykwalifikowanych pracowników musiałaby jednak zostać uzupełniona reformami podatkowymi i emerytalnymi, aby zachęcić krajową podaż pracy do imigracji wykwalifikowanych pracowników. Automatyzacja może pomóc złagodzić lukę w umiejętnościach i niedobór siły roboczej poprzez przyspieszenie procesów i wykorzystanie ograniczonych talentów. Zwycięską ręką jest dobrze wyszkolona, zaangażowana siła robocza współpracująca z najnowocześniejszą technologią i automatyzacją. Podczas gdy automatyzacja może sprawić, że miejsca pracy będą bardziej integracyjne i bezpieczniejsze, może ona również zapewnić natychmiastowe szkolenia na żądanie. Obawom o wypieranie miejsc pracy przeciwstawiają się prognozy, zgodnie z którymi nowe technologie będą tworzyć więcej miejsc pracy, niż je eliminować. Przykładowo, Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że do 2025 r. nowe technologie stworzą co najmniej 12 mln miejsc pracy więcej niż zlikwidują.

Rozszerzenie stosunków handlowych (poprawa relacji na wielu mniej dotąd eksplorowanych rynkach) i zabezpieczenie dostaw surowców ma kluczowe znaczenie dla zielonej transformacji Niemiec. Zapewnia to doskonałą okazję do odtworzenia niemieckiego modelu biznesowego w zrównoważony sposób, ale potrzebne są znaczne wysiłki inwestycyjne zarówno ze strony sektora publicznego, jak i prywatnego, aby sprostać ogromnemu zadaniu dekarbonizacji. Niemcy znajdują się w samym sercu obiecującej unijnej bazy produkcyjnej zielonych technologii. Żaden inny kraj G7 – ani Chiny – nie wyeksportował więcej ekologicznych towarów niż Niemcy jako udział w PKB. Rząd musi odważyć się na osiągnięcie bardziej ekologicznego postępu i promowanie zielonych technologii, ponieważ wspierają one niemiecką drogę do neutralności klimatycznej, jednocześnie przynosząc korzyści gospodarce. Zmiany są jednak nieuniknione dla większości firm i branż, a gospodarka potrzebuje programów, które koncentrują się na poprawie warunków ramowych, zapewnieniu niezbędnych inwestycji w celu zapewnienia odpowiedniej podaży taniej, niskoemisyjnej energii oraz promowaniu badań i rozwoju nowych produktów i usług o potencjalnej wartości dodanej.

Wreszcie, niemieckie firmy muszą również same podjąć środki zaradcze i być otwarte na reformy. Powinny zaprojektować procesy pracy w taki sposób, aby mogły szybko reagować na wstrząsy i przewidywać zmiany geopolityczne oraz utrudniającą bieżącą działalność dekarbonizację. Kluczem do ożywienia gospodarczego w Niemczech jest szczuplejsze państwo i inwestycje zamiast dotacji. Transformacja wymaga współpracy między rządem a przedsiębiorcami. Rząd musi stworzyć sprzyjające warunki, podczas gdy firmy muszą aktywnie wdrażać zieloną i cyfrową transformację.