Zmiany w zarządzie MediaMarktSaturn Polska

Snjezana Bandner została Prezesem Zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska. Do zarządu dołączył również Maciej Melnik, który objął funkcję Członka Zarządu i Dyrektora Zarządzającego ds. Handlowych.

Z początkiem września 2023 Snjezana Bandner została powołana na Prezesa Zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska, zastępując na tym stanowisku Andrzeja Jackiewicza, który zdecydował o kontynuacji kariery zawodowej poza strukturami firmy.

Snjezana Bandner, która związana jest z Grupą MediaMarktSaturn od 17 lat, posiada bogate doświadczenie w handlu na rynkach międzynarodowych. Doskonale zna potencjał i wyzwania europejskiego rynku elektroniki użytkowej, z uwzględnieniem specyfiki wymagań rynku polskiego. Przez ostatnie miesiące pełniła w MediaMarktSaturn Polska funkcję Dyrektora Handlowego (Managing Director Commercial / CCO), wcześniej zajmowała stanowisko Chief of Staff w MediaMarktSaturn Retail Group. Jest ekspertem w obszarze zakupów, zarządzania asortymentem i strategii biznesowej.

Od sierpnia br. do zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska dołączył również Maciej Melnik w funkcji Dyrektora Zarządzającego ds. Handlowych (Managing Director Commercial). Maciej Melnik posiada wieloletnie doświadczenie w handlu detalicznym, które zdobywał zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Przez wiele lat pracował w Grupie TESCO, gdzie pełnił międzynarodowe funkcje zarządcze; polski oddział sieci prowadził w randze Dyrektora Zarządzającego i Członka Zarządu. Ostatnio pełnił funkcję Dyrektora ds. strategii i transformacji dóbr szybko zbywalnych w GRUPIE PEPCO. Jest ekspertem w zakresie handlu i marketingu, zakupów, strategii biznesowej i transformacji.

W skład zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska wchodzą również: Marcin Walendowski, Dyrektor Zarządzający ds. Finansów (CFO) oraz Daniel Mikołajczyk, Dyrektor Zarządzający ds. Operacyjnych (COO).

MediaMarktSaturn Polska należy do MediaMarktSaturn Retail Group (MMSRG), europejskiego lidera na rynku dystrybucji elektroniki użytkowej. W Polsce prowadzi sieć sklepów MediaMarkt oraz sklep internetowy mediamarkt.pl. Marka wychodzi naprzeciw potrzebom użytkowników nowych technologii, oferując bogatą ofertę produktów i związanych z nimi usług. Zapewniając klientom wyjątkowe doświadczenia zakupowe we wszystkich kanałach sprzedaży marka tworzy nową kategorię na rynku: Experience Electronics.

Badanie EY: ład korporacyjny kluczowy dla osiągania celów zrównoważonego rozwoju

  • Według cyklicznego badania EY “Long Term Value and Corporate Governance Survey 2023”, 76% firm posiadających wysoki poziom ładu korporacyjnego jest optymistyczna w kwestii wzrostu przychodów w najbliższych 12 miesiącach. Dla porównania w grupie przedsiębiorstw mniej zaawansowanych w tym zakresie poziom ten wynosi jedynie 45%;
  • Prawie połowa (48%) respondentów zwraca uwagę na nierozłączny związek istniejący pomiędzy wzrostem zyskowności, a praktyczną realizacją koncepcji zrównoważonego rozwoju przez ich firmy. Równocześnie niemal tyle samo (47%) podkreśla, że realizacja działań z tym związanych stanowi element wynagradzania pracowników;
  •  74% badanych uważa, iż kwestie związane z ESG należy na stałe włączyć do agendy prac zarządów nawet jeżeli miałoby to negatywnie wpłynąć, w krótkim horyzoncie czasu, na wyniki finansowe i dochodowość ich firm. Jednocześnie tylko 7% ankietowanych uważa, iż aspekty dotyczące zrównoważonego rozwoju są w pełni zintegrowane ze strukturą zarządu i procesem decyzyjnym;
  • Równocześnie aż 86% biorących udział w badaniu przedstawicieli firm z zaawansowanym ładem korporacyjnym podkreśla, że są skuteczni w zwiększaniu różnorodności osób wchodzących w skład zarządów firm co, ich zdaniem, ma zasadniczy wpływ na efektywne wdrażanie doktryny zrównoważonego rozwoju. Uważa tak z kolei 36% mniej zaawansowanych w tym obszarze przedstawicieli przedsiębiorstw.

Im wyższy poziom zarządzania, tym szybciej widoczne są wymierne efekty nieustającego mierzenia się firm z wyzwaniami dotyczącymi koncepcji zrównoważonego rozwoju – wynika z cyklicznego raportu EY “Long Term Value and Corporate Governance Survey 2023”. Co jednak najistotniejsze, niemal połowa respondentów (48%) wskazała w nim na ścisłe powiązanie tych kwestii z przychodami generowanymi przez ich firmy. Aż 76% organizacji z wysokim poziomem ładu korporacyjnego („Eksperci”) i jedynie 45% mniej zaawansowanych w tym obszarze przedsiębiorstw („Początkujący”) to optymiści w zakresie realizacji projektowanego przez ich korporacje wzrostu przychodów na przestrzeni kolejnych dwunastu miesięcy. Co warte podkreślenia już prawie połowa (47%) firm zaznacza, że realizacja działań związanych ze zrównoważonym rozwojem jest brana pod uwagę przy wynagrodzeniach zatrudnionych w ich firmach pracowników.

Przedsiębiorcy zadowoleni z efektów ich działań w obszarze ESG

Ponad połowa „Ekspertów” (52%) jest bardzo usatysfakcjonowana z postępu osiągniętego
w dziedzinie zrównoważonego rozwoju oraz ochrony środowiska naturalnego, a także silnie utożsamia się z tymi działaniami. Dla porównania w gronie „Początkujących” podobnego zdania jest tylko 13% ankietowanych organizacji. Równocześnie, zaledwie 7% wszystkich biorących udział w badaniu EY uważa, że kwestie z tym związane są wystarczająco powiązane ze strategią realizowaną przez ich przedsiębiorstwa w codziennej praktyce. Natomiast jedna czwarta (27 proc.) uważa, że należy wprowadzić fundamentalne zmiany w tym obszarze. Trzy czwarte (74 proc.) zaś twierdzi, że zagadnienia związane z ESG należy na stałe włączyć do agendy prac zarządów nawet jeżeli miałoby to negatywnie wpłynąć, w krótkim horyzoncie czasu, na wyniki finansowe i dochodowość ich firm.

Zarządy firm egzekwując wdrażanie strategii związanych ze zrównoważonym rozwojem nie koncentrują się wyłącznie na dbałości o środowisko naturalne lub kreowaniu wartości dodanej dla lokalnych społeczności. Osoby zarządzające organizacjami starają się pogodzić te kwestie z koniecznością generowania przychodów, czego niezmiennie wymagają od nich właściciele i udziałowcy. W biznesowej praktyce kwestie te są ze sobą nierozerwalnie połączone, chociaż przypominają próbę łączenia wody z ogniem. Coraz mocniej widoczny jest jednak trend, w którym przedsiębiorstwa traktują aspekty związane z ESG jako priorytet. Niestety, ciągle mamy jednak do czynienia z grupą organizacji tylko pozorujących działania. Dlatego tak ważna jest rzetelna weryfikacja, które firmy prowadzą zrównoważone działania, a jakie stosują greenwashing – mówi Jerzy Buzek, Partner EY Polska, Ekspert w badaniu sprawozdań dużych grup kapitałowych.

ESG w centrum zainteresowania zarządów

Raport EY pokazuje również, że 57% członków zarządów i rad nadzorczych sprawuje osobisty nadzór nad wdrażaniem koncepcji zrównoważonego rozwoju oraz na bieżąco monitoruje aspekty związane ze zmianami klimatycznymi. Niezależnie od stopnia zaawansowania w rozwiązania z zakresu ESG firmy widzą konieczność podjęcia bardziej zdecydowanych działań w zakresie zarządzania tą kwestią. Odpowiednio 57% „ekspertów” i 33% „początkujących” oczekuje sprawowania nadzoru przez zarządy nad realizacją zobowiązań klimatycznych i chce na bieżąco być informowana o postępach w tej dziedzinie. Mniej niż połowa (40%) firm o bardziej ugruntowanym ładzie korporacyjnym stawia wysokie wymagania zarządom w kwestii planowania działań dotyczących ESG, podczas gdy wskazuje na to 17% „początkujących”. Odsetek firm dążących do zaangażowania udziałowców w osiągnięcia tego celu wynosi odpowiednio 47% i 28%.

Odpowiedni ład korporacyjny, a przede wszystkim, stawianie ambitnych celów w obszarach środowiskowym i społecznym oraz rzetelne raportowanie postępów w realizacji strategii ESG przekłada się na budowanie realnej przewagi biznesowej. Maksymalnej przejrzystości oczekują w tym zakresie przede wszystkim inwestorzy oraz instytucje finansujące, dla których jest to coraz częściej jeden z kluczowych warunków do uruchomienia finansowania. W efekcie firmy, które pozostają w tyle w obszarze strategii i raportowania ESG będą tracić jeszcze więcej, bo będą miały coraz więcej trudności z pozyskaniem funduszy – dodaje Rafał Hummel, Partner w EY Polska, Lider grupy ds. strategii i raportowania ESG.

Od czasu zeszłorocznego badania, z 55% do 67%, wzrósł odsetek respondentów zwracających uwagę na trudności związane z odpowiednim wyważeniem kwestii rosnącej presji wywieranej przez niektórych akcjonariuszy na realizację krótkoterminowego zysku z dążeniem do osiągania założonych strategicznie celów długofalowych. Aż 86% biorących udział w badaniu „ekspertów” podkreśla, że są skuteczni w zwiększaniu różnorodności osób wchodzących w skład zarządów firm co, ich zdaniem, ma zasadniczy wpływ na efektywne wdrażanie doktryny zrównoważonego rozwoju. Uważa tak z kolei 36% „początkujących”.

O badaniu
Ankieta została przeprowadzona na próbie dwustu wyselekcjonowanych przedstawicieli firm pełniących kierownicze stanowiska. Uczestnicy badania zostali rozróżnieni na ekspertów oraz poczatkujących. Reprezentują oni piętnaście krajów oraz dwadzieścia sześć różnych gałęzi przemysłu.

Zastosowania konstrukcji stalowych – gdzie wykorzystuje się ich potencjał?

Konstrukcje stalowe mają wielki potencjał, co sprawia, że cieszą się one ogromnym zainteresowaniem. Nie bez powodu znajdują zastosowanie w różnych branżach. Z łatwością można przystosować je do indywidualnych potrzeb. Uchodzą za funkcjonalne, proste w montażu, wytrzymałe. Co warto o nich wiedzieć i gdzie można je wykorzystać?

Parametry użytkowe konstrukcji stalowych

  • Każda konstrukcja stalowa musi być projektowana oraz wznoszona zgodnie z przepisami prawa budowlanego. Jej trwałość zależy od wielu różnych czynników. Nowoczesne rozwiązania technologiczne znacząco podnoszą finalną żywotność obiektu. Konstrukcja wznoszona jest z gotowych modułów, a technika montażu oddziałuje na poziom wytrzymałości oraz odporności na negatywne działanie czynników otoczenia.
  • Parametry użytkowe konstrukcji stalowych mogą słabnąć wraz z upływem lat. Wiadome jest, że poszczególne komponenty ulegają zużyciu. Dotyczy to w szczególności elementów newralgicznych, czyli bardziej narażonych na usterki. Zużycie techniczne można jednak spowolnić poprzez regularne przeglądy oraz konserwację. To skuteczny sposób na to, by zminimalizować ryzyko wystąpienia przedwczesnych usterek, które mogłyby stanowić zagrożenie dla użytkowników czy otoczenia.
  • Istotne, aby konstrukcje stalowe zostały kompleksowo zabezpieczone przed wilgocią. Korozja elementów stalowych mogłaby przyczynić się do drastycznego spadku wytrzymałości. Jednym ze skutków jest np. zawalenie się obiektu pod wpływem porywistego wiatru czy intensywnych opadów atmosferycznych. 

Przykładowe zastosowanie konstrukcji stalowych

Faktem jest, że konstrukcje stalowe znane są już od lat, co ma ogromne znaczenia dla inwestorów, którzy nie chcą podejmować ryzyka. Omawiane rozwiązanie cieszy się dużą popularnością wśród klientów prywatnych, którzy potrzebują np. garażu, czy magazynu na płody rolne. Jest to także prawdziwy strzał w dziesiątkę dla przedsiębiorstw z różnych branż. 

Poniżej przedstawiono kilka przykładów, jednak warto pamiętać, że zakres zastosowań jest znacznie szerszy. Wiedzę o konstrukcjach stalowych można pogłębić na stronie internetowej: https://www.grupalukasiuk.pl/pl/baza-wiedzy/lekkie-hale-i-konstrukcje-stalowe/.   

Składy materiałów budowlanych

Obiekt o konstrukcji stalowej umożliwia stworzenie składu materiałów budowlanych. Tego typu obiekty posiadają zazwyczaj ogromną powierzchnię. Wzniesienie budynku z cegieł czy drewna kosztowałoby kilka razy więcej.

Hurtownie i sklepy 

Zadaszona konstrukcja stalowa to doskonałe miejsce na hurtownię czy sklep. W omawianych obiektach chętnie tworzone są punkty sprzedażowe, które funkcjonują nieopodal supermarketów. To wyśmienita opcja dla tych, którzy handlują sezonowo. Istnieje możliwość postawienia lekkiej i mobilnej konstrukcji stalowej – miejsce eksploatacji można zmienić w dowolnym momencie.

Centrum ogrodnicze

Konstrukcje stalowe wypierają tradycyjne budynki murowane lub drewniane. Hala na bazie konstrukcji stalowej może pełnić rolę centrum ogrodniczego, gdzie oferowane są warzywa, owoce, kwiaty i pozostałe rośliny. Innym pomysłem jest sprzedaż akcesoriów i narzędzi.

Hale sportowe i rekreacyjne

Hale o konstrukcji stalowej wykorzystywane są do celów sportowych. Może w nich powstać m.in. kort tenisowy, boisko do gry w piłkę nożną czy siatkówkę. Trzeba wspomnieć także o obiektach rekreacyjnych oraz eventowych. 

Magazyny 

W halach o konstrukcji stalowej powstają zarówno standardowe magazyny, jak i wysokiego składowania. Niski koszt budowy sprawia, że inwestor ma szansę zaoszczędzić sporo gotówki. Obiekt może zostać wzniesiony już w ciągu miesiąca, co stanowi kolejny atut.

Stajnie i ujeżdżalnie

Profesjonalnie zaaranżowana hala może służyć jako stajnie czy ujeżdżalnia dla koni. Należy jednak wiedzieć, że miejsce bytowania zwierząt musi spełniać szereg restrykcyjnych wymogów. 

Frankowicze szukają luk w starych ugodach

Frankowicze szykują się na nowe zwarcie z bankami. Szukają sposobu na wycofanie się ze starych ugód.

Na rynku widać, że banki przeszły do ofensywy i oferują coraz lepsze ugody. Po analizie można stwierdzić, że warunki finansowe porozumień poprawiły się nawet o 20%. Dostrzegają to frankowicze, którzy wcześniej je zawarli. I zaczyna się kalkulacja, czy aby to był dobry ruch. W kancelariach coraz częściej pojawiają się osoby, które pytają wprost, jak można się z tego wycofać, bo czują się trochę oszukane. Jednak uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia jest dość trudne. Co prawda istnieje na to szansa, tylko to skomplikowany i kosztowny proces, który nie zawsze prowadzi do oczekiwanego rezultatu. Natomiast można też dodać, że stare ugody były słabiej zabezpieczone przez banki niż te najnowsze. I „furtką” może być brak kompletnych informacji w treści porozumienia, np. na temat skutków jego zawarcia.

Lepsze warunki… podszyte strachem

W ostatnim roku banki znacząco polepszyły ofertę ugód i podpisują ich coraz więcej. Obecnie, jak informuje Związek Banków Polskich (ZBP), do końca czerwca br. zwarto ich 70 tys. Do tego po obserwacji rynku można stwierdzić, że warunki finansowe takich ofert poprawiły się nawet o 20%. Przede wszystkim pojawiła się możliwość obniżenia salda zadłużenia, czyli umorzenia części kredytu. Nadal jednak proponowane ugody nie są tak korzystne dla frankowiczów, jak rozstrzygnięcie sprawy na drodze sądowej, choć to dużo dłużej trwa niż zawieranie ugody.

Niektóre z ugód, przy dużej nadpłacie, faktycznie mogą oferować nawet znaczący jej zwrot. Natomiast propozycja banku nigdy nie osiąga 100% jego wartości, a takie rozwiązanie przede wszystkim oferuje unieważnienie umowy w sądzie. Warto też zaznaczyć, że podpisanie ugody z bankiem zamyka drogę do jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych, w tym o korzystanie z kapitału frankowicza. To właśnie orzekł Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w czerwcu tego roku.

Kredytodawcy zachęcają więc klientów do ugód dużym obniżaniem salda i rozłożeniem pozostałej części długu, zamienionego już na kredyt złotowy, na raty ze stałym oprocentowaniem. Czasem straszą ich przy tym, że korzystny wyrok sądowy nie jest pewny, a postępowanie może przecież trwać latami. I twierdzą, że w tym sensie ugoda jest dużo lepszym rozwiązaniem. Co więcej, niedawno pojawiły się też pogłoski, że niektóre banki idą o krok dalej i starają się wywrzeć na kredytobiorcach wrażenie, że pozew związany jest z dużym ryzykiem, wynikającym z niepewnej linii orzeczniczej sądów.

Rosnąca świadomość konsumentów

Tymczasem korzystne wyroki kredytobiorców, którzy zdecydowali się na pozwanie banków, są już liczone w dziesiątkach tysięcy, a więc trudno mówić o niepewnej linii orzeczniczej. Banki oczywiście starają się zasiewać we frankowiczach ziarna niepewności, bo to jest w ich interesie i raczej nie ma się temu co dziwić. Jednak każdy świadomy konsument powinien się domyślić, że skoro kredytodawcy proponują coraz korzystniejsze ugody, to nie z powodu wygranych w sądach. Szacuje się, że już ponad 90% spraw, w których powodami są konsumenci, jest rozstrzyganych na ich korzyść i sądy jednomyślnie orzekają, że umowy frankowe są wadliwe.

Należy też pamiętać o tym, że bank zawsze dba o swój interes. Kilkanaście lat temu oferował „bezpieczne” kredyty walutowe. A teraz, „pod przykrywką” polubownego rozwiązania problemu, próbuje przekonać wszystkich, że podpisanie ugody jest dla frankowicza najkorzystniejsze. Jednak w większości przypadków nie jest to prawdą.

W ostatnich miesiącach banki przykładają ogromny nacisk do redukcji swoich portfeli frankowych, co idzie im coraz trudniej. Podobno powodem są wysokie stopy procentowe w Polsce, które zniechęcają frankowiczów do konwertowania umów na złotówki. W rzeczywistości są one jednym z powodów. Kolejnym jest właśnie rosnąca świadomość kredytobiorców odnośnie tego, że warunki, jakie proponują im banki, nie są dla nich korzystne.

Iść czy nie iść na ugodę?

Niemniej z powodu obaw niektórych frankowiczów o długi czas trwania postępowania sadowego, do końca tego roku może zostać zawartych nawet kilka tysięcy ugód. Dotyczyć to będzie osób, które jeszcze nie podjęły żadnych kroków i wolą jak najszybciej zamknąć ten rozdział życia, np. w związku z rozwodem, nawet jeśli wiąże się to z nienajlepszym rozwiązaniem finansowym.

Ostatnio wielu kredytobiorców zwraca się do kancelarii prawnych, dopytując o czas trwania procesu. Dowiadując się, że w dużych miastach może to zająć nawet cztery lata, część frankowiczów nie chce czekać tak długo. Dopiero szczegółowa rozmowa i przedstawienie przez prawnika wszystkich realnie możliwych zysków i strat jest w stanie przekonać daną osobę do rozwiązania sprawy na drodze sądowej. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy klient słyszy, że po złożeniu pozwu płacenie rat ulegnie zawieszeniu, dzięki odpowiednim narzędziom prawnym. Zatem w praktyce nawet w ciągu miesiąca można uwolnić swój domowy budżet od tego ciężaru, a potem już „tylko” czekać na wysoce prawdopodobne unieważnienie całej umowy kredytowej w sądzie.

Każdy, kto rozważa podpisanie ugody z bankiem, powinien dokładnie przeanalizować jego propozycję i zastanowić się, czy czasochłonna sprawa sądowa nie jest dla niego korzystniejsza, biorąc pod uwagę potencjalny zwrot nadpłaconych rat, opłat dodatkowych, a w późniejszym czasie – również możliwe dochodzenie odszkodowania od banku. Taka decyzja jest trudna, ale chcąc zamknąć sprawę, frankowicz musi zważyć, co mu się bardziej opłaci. Jednym zależy na odzyskaniu swoich środków, innym bardziej – na świętym spokoju. Tutaj nie ma reguły.

Wycofanie się z porozumienia

Obecnie na rynku zauważa się trend, że wiele osób chce się wycofać z wcześniejszych porozumień, orientując się, że ugody zawierane ponad rok temu były o wiele gorsze niż obecnie proponowane. Ale oczywiście jest już za późno, aby cokolwiek negocjować. Chcąc uniknąć takich sytuacji, należy skorzystać z pomocy prawnika przed zawarciem ugody, co w przyszłości pozwoli zaoszczędzić wielu kłopotów.

Uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia w zakresie zawartej ugody jest trudne i zależne od wielu okoliczności. Jeśli zawarto ją w zwykłym trybie, czyli bez udziału mediatora i sądu, to można ją najprędzej uzyskać. Jednak ugoda zawarta przed mediatorem, po jej zatwierdzeniu przez sąd, co do zasady nie może zostać cofnięta. Istnieje na to jeszcze pewna szansa, ale to bardzo skomplikowany i kosztowny proces, który nie zawsze prowadzi do oczekiwanego skutku.

Drogą właściwą do uchylenia się od skutków ugody jest pozew do sądu o ustalenie jej nieważności. Jednak banki postarały się o to, aby były one niepodważalne pod względem swoich konstrukcji. Niemniej są pewne „furtki”, jak np. niepełne informacje na temat skutków zawarcia ugody.

Konwersja kredytu z waluty na złotego pociąga za sobą szereg konsekwencji natury finansowej. O tym trzeba dokładnie poinformować konsumenta, tak jak przy zawieraniu nowego kredytu, poczynając od RRSO, a skończywszy na informacji o ryzyku wzrostu stóp procentowych oraz zasad wyliczenia wszystkich składników wpływających na koszt kredytu.

Banki powinny także w sposób szczególnie skrupulatny poinformować o skutkach uznania umowy kredytowej za ważną, pomimo istnienia klauzul abuzywnych oraz o możliwości wytoczenia powództwa i jego skutkach. Powinny także porównać obie opcje. Jeśli ww. kwestie nie zostały wyjaśnione, to istnieje szansa na zakwestionowanie legalności porozumienia, a także pierwotnie zawartej umowy.

Doświadczenie pokazuje, że pierwsze ugody, zawierane przez frankowiczów, były zdecydowanie wadliwe. Ostatnie drafty mają o wiele bardziej rozwinięte kwestie informacyjne i takie ugody mogą być już nie do podważenia w sądzie. Z uwagi na często zmieniające się wzory porozumień, każdy przypadek, w którym kredytobiorca czuje się poszkodowany, jest inny i powinien być dokładnie przeanalizowany.

Trzeba też pamiętać o tym, że pozew o uchylenie się od skutków zawartej ugody jest znacząco trudniejszy od klasycznego procesu frankowego o ustalenie nieistnienia umowy kredytu. Takie umowy zawierają różne treści. Zasadniczo banki dość dobrze je redagowały. Pozew jest obarczony ryzykiem nieuwzględnienia powództwa o uchylenie ugody. Ale niektóre z ugód istotnie mogą zawierać niepełne dane o jej skutkach i z pewnością jest to podstawa do jej kwestionowania.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert ds. problemów frankowych w sądownictwie, radca prawny w Kancelarii SubiGo

Piotr Miednik, nowym Członkiem Zarządu oraz CFO w Artgeist

Z początkiem września 2023 roku Piotr Miednik został powołany na Członka Zarządu oraz objął funkcję CFO w Artgeist Sp. z o.o., firmie z branży dekoracji ściennych, spółce portfelowej Resource Partners.

Piotr posiada 15-letnie doświadczenie w dziedzinie finansów, raportowania giełdowego i do funduszy inwestycyjnych, zdobytym na stanowiskach kierowniczych. Jest ekspertem w obszarze transakcji fuzji i przejęć (M&A), projektów fundraisingu oraz sprzedaży do inwestorów strategicznych i finansowych. Jedna z realizowanych przez niego transakcji, zdobyła tytuł Forbes nr 1 Top Przejęć Zagranicznych w 2020 roku.

Piotr umacniał struktury zarówno spółek z portfolio funduszy inwestycyjnych, jak i firm notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, w tym podmiotów z WIG20. Pracował m.in. dla Karl Voegele w Szwajcarii, Grupy CCC, Prima Moda oraz Contec.

Artgeist Sp. z o.o. to polska firma, która w ciągu niespełna dwudziestu lat zbudowała status lidera w kraju oraz jednego z największych producentów dekoracji ściennych w Europie.

Ma kilkadziesiąt euro milionów przychodów, silne struktury managerskie oraz apetyt na więcej, dzięki czemu z roku na rok umacnia swoją pozycję na rynku globalnym. Rolą Piotra będzie przygotowanie spółki do sprzedaży inwestorowi branżowemu lub finansowemu, m.in. poprzez wsparcie w rozwoju sprzedaży oraz ekspansji, jak również optymalizację procesów finansowych przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi informatycznych.

Cięcia wydobycia ropy przez OPEC+ napędzają wzrost cen

We wtorek ropa naftowa była odmieniana przez wszystkie przypadki. To efekt doniesień na temat podaży na tym rynku. Arabia Saudyjska oraz Rosja zdecydowały się na przedłużenie dobrowolnych cięć wydobycia do końca roku. Baryłka brent oraz WTI wyszły na kilkumiesięczna maksima. Cena znalazła się na najwyższym poziomie od listopada 2022 roku. Wzrosły obawy o to, że w dłuższym terminie wyższe ceny energii spowodują, że inflacja ponownie zostanie podbita. Dolar zyskiwał na wartości a rentowności amerykańskich obligacji USA znalazły się wyżej. Euro straciło po słabych danych PMI.

Arabia Saudyjska przedłużyła we wtorek dobrowolne cięcie produkcji ropy naftowej o 1 mln baryłek dziennie do końca roku – taką informację podała państwowa Saudyjska Agencja Prasowa. Redukcja ta sprawi, że w październiku, listopadzie i grudniu wydobycie surowca w Arabii Saudyjskiej wyniesie blisko 9 mln baryłek dziennie i będzie weryfikowane co miesiąc. Przypomnijmy, że Rijad po raz pierwszy zastosował redukcję o 1 mln baryłek w lipcu i od tego czasu przedłuża ją co miesiąc. Decyzja Arabii nie była jedyna. Podbicie notowań „czarnego złota” wynikało również z deklaracji wicepremiera Rosji Nowaka, że przedłuży ograniczenie eksportu o 300 tys. baryłek dziennie do końca grudnia 2023 roku.

Cięcia te są określane jako dobrowolne, ponieważ wykraczają poza oficjalną politykę OPEC+, która zobowiązuje każdego niewykluczonego członka do udziału w kwotach produkcyjnych. Sekretarz generalny kartelu wskazał, że uciekanie się do dobrowolnych redukcji poza decyzjami OPEC+ nie oznacza podziałów w poglądach politycznych wewnątrz kartelu.

Tak czy inaczej Arabia Saudyjska jest w trudnym położeniu, ponieważ jej gospodarka jest mocno uzależniona od ropy. Oczywiście straty poniesione przez ograniczenie produkcji i tym samym mniejsze wolumeny sprzedaży, będą po części rekompensowane przez wyższe ceny surowca. Tańsza ropa w pierwszej połowie tego roku przyczyniła się do znacznego spadku PKB Arabii Saudyjskiej.

Wczorajsze wydarzenia spowodowały, że wzrosły obawy o ponowne podbicie inflacji w skali globalne. To powoduje, że rynek na nowo zaczyna mocniej spekulować, że Fed nie zakończył cyklu zacieśniania monetarnego. W konsekwencji rentowności amerykańskiego długu urosły (ale nie jakoś przesadnie) a dolar zyskał na wartości. Indeks USD „wspiął” się na poziomy najwyższe od marca tego roku.

Eurodolar spadł wczoraj ponownie i zbliżył się do poziomu 1,07. Z jednej strony wynikało to z siły dolara, ale również było spowodowane słabością euro. Zniżki przyspieszyły już rano, kiedy poznaliśmy finalne, dane PMI dla Europy, które rozczarowały słabymi wynikami na całej linii. Słabe dane gospodarcze przemawiają za pauzą w podwyżkach stóp. Do tego doszły wczoraj komentarze głównego ekonomisty EBC – Philipa Lane’a – który przyznał co prawda, że inflacja w strefie euro pozostaje wysoka, ale bazowa presja cenowa słabnie. Pamiętajmy, że przed nami okres blackout’u, bo już w przyszłym tygodniu EBC zdecyduje co dalej z polityką monetarną na Starym Kontynencie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

RPP-em w złotego

Lokalnie środowa sesja to przede wszystkim zakończenie dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Globalnie czeka nas kilka odczytów, które mogą zapewnić emocje. Eurodolar po pokonaniu 1,08$ szuka nowego wsparcia.

Pora odtrąbić sukces!

Złoty pozostaje pod presją ze względu na mix czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Wśród tych drugich prym wiedzie dzisiejsze posiedzenie RPP. Prawie równo rok temu NBP zakończył cykl podwyżek, ustanawiając główną stopę procentową na poziomie 6,75%. Inflacja wtedy wynosiła 17,2% i była bliska szczytu. Później weszliśmy w okres dezinflacji, który miał sprowadzić dynamikę cen do poziomu jednocyfrowego, co według decydentów z Rady miało być pretekstem do rozpoczęcia cyklu obniżek. Abstrahując już od słuszności tego założenia, ostatecznie w tym miesiącu cel nie został osiągnięty. Rynek jest jednak przekonany, że RPP dziś zdecyduje się na cięcie kosztu pieniądza. Byłoby to posunięcie rodem z tureckiej szkoły ekonomii imienia Recepa Erdogana. Wśród analityków rosną obawy co do konsekwencji zbyt wczesnego rozpoczęcia luzowania w polityce pieniężnej. Najprawdopodobniej zaburzona zostanie ścieżka schodzenia do celu, która już teraz nie mieści w perspektywie prognoz NBP.

Eurodolar nie pomaga

W zeszłym tygodniu wydawało się, że wsparcie generowane przez dolne ograniczenie kanału wzrostowego na EURUSD zostanie wybronione i da impuls do nowych wzrostów. Dziś już wiemy, że tak się nie stało. Popularny edek zszedł wczoraj do poziomu 1,07$. Dziś próbuje odreagować ostatnie spadki, jednak robi to niemrawo. Dynamika ostatnich ruchów wydaje się dawać przewagę dolarowi w tej parze. A to w oczywisty sposób uderza także w naszego złotego. Od początku tygodnia amerykańska waluta podrożała o 7 groszy, dochodząc dziś do pułapu 4,19 zł. Podobny zasięg ruchu obserwujemy na franku oraz funcie, które w środę kosztują odpowiednio 4,715 zł i 5,27 zł. Trochę mniejszy zasięg ruchu odnotowujemy na parze EURPLN, ale i ten wyrywa się z sierpniowego marazmu.

Ciekawy kalendarz

Od samego rana publikowane są kolejne odczyty makroekonomiczne. W dalekiej Australii dynamika PKB pozytywnie zaskoczyła i wyniosła 2,1% przy oczekiwaniach o 30 p.b. niższych. Dla nas ważniejszy był jednak poranny odczyt z Niemiec. Tamtejsze zamówienie w przemyśle mocno rozczarowały, spadając w samym lipcu o prawie 12%. By osiągnąć gorszy rezultat, była potrzebna globalna pandemia, co tylko uwypukla, jak złe są nastroje u naszych sąsiadów. O 11:00 poznamy wynik sprzedaży detalicznej w strefie euro. Najważniejszym odczytem jednak prawdopodobnie będzie amerykański raport ISM dla usług. Analitycy oczekują delikatnego spadku, co ważne jednak przewidywany rezultat jest wyraźnie powyżej granicy 50 pkt. Po południu ogłoszona zostanie także decyzja kanadyjskiego banku centralnego à propos stóp procentowych, jednak analitycy nie spodziewają się tu żadnych ruchów.

Autor: Krzysztof Adamczak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

W pierwszym półroczu 2023 r. ubezpieczyciele wypracowali rekordowy zysk netto

W pierwszym półroczu 2023 r. Polacy otrzymali 21,9 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). W stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku o 7 proc. wzrosły wypłaty w ubezpieczeniach majątkowych. Dotyczy to głównie wypłat świadczeń z polis komunikacyjnych. Utrzymuje się zainteresowanie Polaków ubezpieczeniami, mimo wysokich kosztów życia są one ważnym elementem domowych budżetów.

Kluczowe liczby:

  • 21,9 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 8,5 mld zł z ubezpieczeń na życie,
    • 8,7 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC),
    • 4,7 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 39 mld zł, o 10 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 90,9 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 17,6 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 923 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia na życie

Obserwujemy stały wzrost rynku ubezpieczeń ochronnych i wypadkowych. Wzrost składki o ponad 7 proc. w ubezpieczeniach na życie pokazuje, że Polacy chcą skutecznie chronić najważniejsze dla siebie wartości. Śmierci najbliższej osoby obawia się 56 proc. naszych respondentów, aż 70 proc. uważa to zdarzenie za prawdopodobne w swoim życiu. To dobrze, że szukamy rozwiązań, które zapewnią naszym bliskim stabilizację finansową – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

W ubezpieczeniach na życie widoczny jest spadek wypłat, co odzwierciedla aktualną sytuację związaną ze spadkiem śmiertelności po pandemii. Na polisy życiowe wydaliśmy w I półroczu 2023 r. 11,3 mld zł, o 7,6 proc. więcej niż rok temu. Ich liczba pozostaje na stabilnym poziomie. Kolejny kwartał rośnie zainteresowanie polisami grupowymi. Ubezpieczenie na życie jest wciąż jednym z najważniejszych benefitów pracowniczych.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią wypłaty w ramach polis komunikacyjnych.

  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 3,5 mld zł, o niemal 12 proc. więcej niż przed rokiem.

Średnia składka OC komunikacyjnego wyniosła po II kwartałach 2023 r. 504 zł, o 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł ponad 9,2 tysiąca zł, 15 proc. więcej niż przed rokiem.

Obserwujemy stały wzrost kosztów szkód. Rynek motoryzacyjny nie jest obojętny na długo utrzymującą się inflację. Rosną koszty części i usług ubezpieczyciele muszą te koszty uwzględniać w swoich kalkulacjach. Ubezpieczenia komunikacyjne, szczególnie obowiązkowe, to produkt bardzo wrażliwy na cenę, która jest głównym elementem konkurencji na rynku. Kupno samochodu staje się dla wielu z nas trudniej osiągalne, z uwagi na ceny pojazdów, ale też na inflację i wzrosty pozostałych kosztów życia. Rośnie jednak skłonność do ochrony posiadanego majątku. Coraz więcej kierowców kupuje również dobrowolne ubezpieczenia komunikacyjne. Sama naprawa auta z własnej kieszeni to niekiedy wydatek nie do udźwignięcia dla wielu rodzin. W tej sytuacji ubezpieczenie pozostaje najlepszym wyborem – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia majątkowe

W pierwszym półroczu 2023 r. zanotowaliśmy spadek wypłat z ubezpieczeń żywiołów aż o niemal 18 proc.

Łagodniejsze pod względem katastrof pogodowych pół roku nie oznacza, że możemy tego ryzyka nie brać pod uwagę. Klimat jest coraz gwałtowniejszy, a straty w ostatnich latach drastycznie się zwiększyły. Ostatnie 5 lat pokazało, że mogą dotknąć nas zjawiska o ogromnej skali. W latach 2019-2021 katastrofy naturalne na świecie przyniosły straty o łącznej wartości ponad 600 mld USD. W Europie najwięcej strat przyniosła powódź Bernd – 54 mld USD. Mamy do czynienia ze skrajnymi zjawiskami – od suszy po powodzie. Musimy przede wszystkim działać prewencyjnie, a więc inwestować np. w infrastrukturę przeciwpowodziową, zapobiegać suszy poprzez odpowiedni dobór upraw, budowanie zbiorników retencyjnych czy wreszcie mądrą gospodarkę przestrzenną. Pamiętajmy też o roli ubezpieczeń. Gospodarki, w których ubezpieczenia są powszechne, są odporniejsze i szybciej się odbudowują po katastrofach – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W związku z ogniem i innymi żywiołami, ubezpieczyciele wypłacili po II kwartałach 2023 r. ponad 1,05 mld zł. Jednak średnia szkoda wzrosła z 3,96 na 4,13 tys. zł.

Warto podkreślić, że Polacy są świadomi i ubezpieczają się od ryzyka katastrof naturalnych. Z ankiet, które przeprowadziliśmy wspólnie z zakładami ubezpieczeń w ramach przygotowań raportu „Klimat rosnących strat. Rola ubezpieczeń w ochronie klimatu i w transformacji energetycznej” wynika, że w Polsce ponad 70 proc. jednorodzinnych budynków mieszkalnych jest ubezpieczonych na wypadek gradu i huraganu, a 62 proc. jest ubezpieczonych od powodzi – dodaje Jan Grzegorz Prądzyński.

Wynik netto

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I półroczu 2023 r. 5,7 mld zł zysku netto, czyli o 150 proc. więcej niż przed rokiem. Przede wszystkim wpływ na to mają zwiększone przychody z lokat ubezpieczycieli, związane m.in. ze wzrostem stóp procentowych spowodowanych inflacją. Znaczenie ma również spadek śmiertelności w stosunku do sytuacji w czasie pandemii, który wpłynął na mniejsze wypłaty z polis życiowych. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 0,9 mld zł podatku dochodowego.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z II kwartału 2023 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie dodatkowe na wypadek poważnego zachorowania 4 387,76 zł (rocznie) Zachorowanie na boreliozę z zapaleniem stawów Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie: 51 921,14 zł
Ubezpieczenie dodatkowe na wypadek poważnej choroby 1 730,64 zł (rocznie) Zdiagnozowanie guza prawej jamy bębenkowej, rozpoznanie nowotworu złośliwego Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:  259 044,48 zł
Ubezpieczenie podróżne Ok. 12 zł (dziennie) Ubezpieczona przebywała u córki w Hiszpanii. Przewróciła się i uszkodziła biodro. Wymagana była pilna operacja. Podczas tej operacji ubezpieczona doznała zawału i została przewieziona do kolejnego szpitala Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie: 450 000 zł
Ubezpieczenie  NNW dla dziecka 167,40 zł (rocznie) 12-letni chłopiec spadł z zabawki na placu zabaw w wyniku czego doszło do złamania 4 kości śródstopia lewego Świadczenie wypłacone:
4 000 zł
NNW 39 zł (miesięcznie) Ubezpieczony wysiadając z samochodu poślizgał się i złamał kość w stopie. 2 000 zł (w związku z pobytem w szpitalu)
NNW 34 zł (miesięcznie) Ubezpieczony uległ wypadkowi na budowie – złamał nogę, ramię, kręgosłup i doznał urazu klatki piersiowej. 216 000 zł (z tytułu uszczerbku na zdrowiu)
ubezpieczenie na życie 190,90 zł (miesięcznie) Ubezpieczony zginął w wypadku samochodowym. 238 780 zł
ubezpieczenie na życie 175,48 zł (miesięcznie) Ubezpieczony zmarł w wyniku zachorowania na nowotwór złośliwy dna jamy ustnej. 219 351 zł
ubezpieczenie na życie 26 963,40 zł (za 5 lat ubezpieczenia) Ubezpieczony zmarł w wyniku udaru mózgu. 181 126 zł
ubezpieczenie od utraty źródła dochodu 38 zł (miesięcznie) Ubezpieczonego wypowiedziano umowę o pracę z uwagi na likwidację stanowiska pracy. 6 000 zł (z tytułu utraty pracy)

Państwowa stomatologia wciąż kuleje. W przyszłym roku niewiele się zmieni

  • W 2024 r. NFZ wyda niecałe 90 zł na pacjenta
  • Od 62 do 107 zł w zależności od województwa pójdzie w 2024 r. na państwowe leczenie zębów jednego pacjenta
  • Podlaskie i lubelskie w 2024 r. dostaną najwięcej środków z NFZ na statystycznego pacjenta

Z analizy planu finansowego NFZ na 2024 r. wynika, że niespełna 90 zł przypadnie na leczenie stomatologiczne statystycznego obywatela i to już po uwzględnieniu waloryzacji przekraczającej 20% rdr. Jednak Fundusz zaznacza, że bierze pod uwagę różne zmienne, a nie tylko liczbę Polaków. I przekonuje, że gdyby podzielić kwotę wydaną w ub.r. na świadczenia dla pacjentów, to średnia przekroczyłaby 400 zł. Natomiast z zestawienia poszczególnych województw wynika, że w przyszłym roku Fundusz przeznaczy na jednego mieszkańca od prawie 62 zł w woj. opolskim do 107 zł w podlaskim. Z kolei eksperci uważają, że nawet ta najwyższa kwota wciąż jest za niska i mocno nieadekwatna do bieżącej sytuacji. Ponadto zwracają uwagę na coraz wyższe koszty usług stomatologicznych, co jeszcze bardziej pomniejsza wartość ww. środków.

W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje, że plan finansowy NFZ na 2024 rok zakłada 88 zł na leczenie stomatologiczne na statystycznego Polaka – już po waloryzacji rdr. na poziomie 23%. Jak podkreśla Beata Kopczyńska, rzeczniczka prasowa NFZ, plan finansowy nie jest i nie może być konstruowany w oparciu tylko o to, jaka jest liczba Polek i Polaków. Uwzględniane są w nim istotne zmienne, m.in. demografia, epidemiologia, zasoby i czynniki ryzyka. Kopczyńska zaznacza również, że w 2022 roku udzielono świadczeń stomatologicznych ponad 5,6 mln osobom przy ogólnych kosztach przeszło 2,3 mld zł. Gdyby podzielić tę kwotę wydaną na jednego pacjenta, przekroczyłaby średnio 400 zł na osobę. Jest to więc ponad 4-krotnie więcej, niżby wynikało to ze statystyki.

– Argument dotyczący tego, że plan finansowy uwzględnia zmienne, takie jak demografia, epidemiologia, zasoby i czynniki ryzyka, nie zmienia tego, że kwota podana przez NFZ jest po prostu zdecydowanie zbyt niska i przekracza ona chociażby koszt przeglądu dentystycznego, na który pacjenci powinni zdecydować się co najmniej 2 razy w roku. Czy tak się dzieje? Nie. I jest to efektem polityki przerzucania kosztów leczenia na pacjenta. Natomiast te niecałe 90 zł to mniej niż wypełnienie w zębie, nawet gdy mówimy o tym najtańszym – komentuje dr Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Jak przekonuje dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL, przyjęcie kwoty 88 zł na statystycznego Polaka jest oczywiście dużym uproszczeniem i faktycznie nie pokazuje pełnego obrazu sprawy. Z kolei podawane przez NFZ 400 zł na faktycznego pacjenta to i tak kropla w morzu potrzeb. Według ekspertki, rodacy muszą posiłkować się leczeniem prywatnym, ale nie wszystkich na to stać. Z kolei lekarzom mającym kontrakt z NFZ zwyczajnie nie opłaci się pracować. Lecząc zęby pacjentom, muszą używać najtańszych materiałów. Często też narzekają na skomplikowany system rozliczenia.

– Blisko połowa polskich seniorów ma znaczne braki w uzębieniu. Osoby te potrzebują protez. Tymczasem ich wycena – nawet mimo ostatniej podwyżki – jest niedoszacowana przez NFZ. W gabinetach sam koszt wspomnianej protezy to ok. 1000-1100 zł,  ze względu na inflację i rosnące koszty materiałów. Natomiast NFZ taki zabieg wycenia tylko na 700-800 zł – dodaje dr Paluszek.

Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zebrali kwoty przeznaczone przez Fundusz na leczenie stomatologiczne w konkretnych OW NFZ. Następnie zestawili je z liczbą ludności w poszczególnych województwach, bazując na danych GUS-u z 31 grudnia 2022 roku. Na podstawie tego wyliczono średnie kwoty przypadające na jednego mieszkańca województwa. Największe widzimy w woj. podlaskim – 107 zł, lubelskim – 104,9 zł, mazowieckim – 96,9 zł, małopolskim – 96,4 zł oraz łódzkim – 94. Natomiast na końcu zestawienia mamy woj. opolskie – 61,9 zł, lubuskie – 63,7 zł i dolnośląskie – 70,7 zł.

– Zakładając, że wszyscy Polacy potrzebowaliby pomocy stomatologicznej, to wyliczone wartości pokazują przede wszystkim duży rozstrzał potrzeb funduszowych pacjentów. Jednak, aby to prawidłowo ocenić, oprócz demografii, powinniśmy mieć inne – dużo szersze dane, które pokazywałby cały obraz sytuacji. Ufam jednocześnie, że NFZ rozdziela te środki w miarę swoich możliwości w sposób transparentny i zasadny. A dodatkowo opiera się na precyzyjnych danych, których my oczywiście nie posiadamy – dodaje ekspertka.

Z kolei dr Piotr Przybylski z kliniki IMPLANT MEDICAL wyjaśnia, co oznaczają wyższe średnie kwoty. Dla pacjentów to potencjalnie lepszy dostęp do usług stomatologicznych i większa liczba wykonanych procedur stomatologicznych. Dla stomatologów pracujących w tych regionach może to stanowić zachętę do świadczenia usług na rzecz osób ubezpieczonych przez NFZ. Natomiast niższe średnie kwoty mogą sugerować ograniczone środki przeznaczone na leczenie stomatologiczne oraz mniejszą dostępność do usług. W przypadku stomatologów, prawdopodobnie wpływa to na wynagrodzenie i dostępność do zasobów oraz świadczenia usług. Zdaniem eksperta, analiza tych danych może pomóc w identyfikacji nierówności w dostępie do opieki stomatologicznej w różnych regionach, a tym samym posłużyć jako podstawa do ewentualnych działań na rzecz poprawy równowagi i jakości opieki w całym kraju.

– Siła nabywcza pieniądza jest inna w dużych miastach i w regionach o większej gęstości zaludnienia. Sam podział na województwa może być nieco mylący, zwłaszcza w przypadku woj. mazowieckiego, w którym jest bogatsza Warszawa i biedniejsza część powiatowa. Natomiast niedoszacowanie świadczeń w stomatologii to powód wycofywania się kolejnych gabinetów z kontraktów z NFZ. Ze sprawozdań z działalności Funduszu wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba świadczeniodawców stomatologicznych zmniejszyła się o blisko ¼ – analizuje wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Ponadto w ocenie dr Ireny Przybylskiej, waloryzacja środków na publiczne leczenie stomatologiczne wciąż jest poważnie oderwana od rzeczywistości. Do tego wszystko dookoła nas mocno drożeje. A kwoty przeznaczone na świadczenia stomatologiczne i tak co do zasady są dość skromne, nawet pomimo tego, że NFZ je waloryzuje. Dlatego wielu lekarzy nie chce pracować dla Funduszu, bo musieliby wykonywać swoją pracę często na niskim poziomie. Głównie chodzi o materiały używane do leczenia. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

– Nie ma wątpliwości, że kwota planu finansowego NFZ jest zbyt niska, zarówno dla lekarzy dentystów, jak i pacjentów odwiedzających gabinety stomatologiczne. Nie wychowujemy społeczeństwa uważnego, świadomego swojego zdrowia i profilaktyki. By tak się działo, plan Funduszu powinien zakładać znacznie wyższą kwotę, której bliżej do kilkuset złotych niż kilkudziesięciu. Zamiast tego otrzymujemy informację, że Polacy przyzwyczaili się już, by leczyć zęby prywatnie, co rzekomo zwalnia resort z odpowiedzialności za nich. Tak powiedział np. minister zdrowia Adam Niedzielski – stwierdza dr Paluszek.

Natomiast jak podkreśla dr Piotr Przybylski, jeśli wydatki NFZ nie nadążają za wzrostem kosztów usług stomatologicznych, to może prowadzić do ograniczenia dostępności lub jakości świadczeń. Ekspert zaznacza, że zabezpieczenie większej kwoty na leczenie stomatologiczne niekoniecznie zagwarantuje, że można będzie wykonać więcej usług. To bowiem zależy też od innych czynników, m.in. dostępności stomatologów. Natomiast oczywistą prawdą jest to, że średnia kwota na pacjenta jest zdecydowanie za niska i nie wystarcza na bardziej zaawansowane procedury stomatologiczne.

– Brakuje spójnej polityki zdrowotnej dla pacjentów, zarówno w przypadku osób starszych, jak i młodzieży. Statystycznie ok. 98% Polaków w wieku 35-44 lat ma próchnicę. Impulsem do odwiedzenia gabinetu dentystycznego staje się dopiero ból. Tymczasem celem polityki Ministerstwa powinno być wychowanie zdrowego społeczeństwa z dobrymi nawykami, także jeśli chodzi o profilaktykę zdrowotną. Nie osiągniemy tego, tnąc fundusze na leczenie – podsumowuje wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Grupa InPost z rekordowym wynikiem w II kwartale 2023 roku

Wzrost wolumenów na rynkach międzynarodowych wyniósł 28% r/r, notując dynamikę wyższą niż w Polsce, gdzie liczba przesyłek zwiększyła się o 15% r/r

Grupa InPost, niekwestionowany lider rozwiązań logistycznych dla branży
e-commerce w Europie, w drugim kwartale 2023 roku kontynuowała imponujący wzrost wolumenów, przychodów oraz zysków. Przychody w drugim kwartale wzrosły o 26% r/r, osiągając 2 140,5 mln zł, skorygowany wskaźnik EBITDA zwiększył się o 35% r/r, osiągając wartość 690,1 mln zł, natomiast wolumen obsłużonych przesyłek wzrósł w drugim kwartale o 19% r/r, sięgając 214,7 mln sztuk.

Grupa InPost w II kwartale dynamicznie rozwijała także własną sieć urządzeń Paczkomat®. Na koniec czerwca w Polsce było 20 652 tych urządzeń, w Wielkiej Brytanii 5 403, we Francji 3 585, a we Włoszech 1 359. Ogółem liczba urządzeń Paczkomat® na koniec kwartału wynosiła 31 443 maszyn i była wyższa o 30% r/r.

Rafał Brzoska, założyciel i prezes zarządu InPost:

Grupa InPost zanotowała w II kwartale bardzo szybki wzrost zarówno pod względem przychodów, jak i – co ważne – rentowności. Dynamika obsługiwanych wolumenów wyniosła aż 19%, czyli znacznie powyżej dynamik wolumenów
e-commerce notowanych na rynkach, na których jesteśmy obecni. Jest to potwierdzeniem wysokiej jakości oferowanych przez InPost usług.

W II kwartale w dalszym ciągu inwestowaliśmy w rozwój sieci i poprawę jakości usług, gdyż zapotrzebowanie na nasze usługi utrzymuje się na wysokim poziomie.

W Wielkiej Brytanii, która jest jednym z kluczowych dla Grupy InPost rynków, partnerstwo oraz późniejsze nabycie udziałów w Menzies Distribution ułatwiło nam skokowe zwiększanie obsługiwanych wolumenów.

W kolejnych kwartałach nadal będziemy rozwijać naszą sieć, umacniać pozycję rynkową oraz dążyć do dalszej poprawy rentowności na wszystkich kluczowych rynkach.

KLUCZOWE INFORMACJE

  • W II kwartale wolumen obsłużonych przez Grupę InPost przesyłek osiągnął rekordowy poziom 214,7 mln, co stanowi wzrost o 19% r/r. Dwucyfrową dynamikę odnotowano zarówno w Polsce jak i na rynkach międzynarodowych, gdzie wzrosty wyniosły odpowiednio 15% i 28% r/r.
  • Grupa wypracowała znaczący wzrost przychodów, o 26,2% r/r, które osiągnęły poziom 2140,5 mln zł. To efekt większych wolumenów przesyłek oraz zrealizowanej z sukcesem strategii zmiany cen na polskim rynku.
  • Skorygowana EBITDA Grupy wyniosła 690,1 mln zł, co oznacza wzrost o 35% r/r, przy skorygowanej marży EBITDA na poziomie 32,2%. To więcej o 210 punktów bazowych w stosunku do drugiego kwartału 2022 roku. Było to efektem poprawy rentowności w Polsce oraz ograniczenia strat w Wielkiej Brytanii i Włoszech.
  • W II kwartale 2023 roku Grupa InPost osiągnął dodatnie wolne przepływy pieniężne (FCF) w wysokości 93 mln zł, oraz zmniejszyła zadłużenie netto do 2.7x z 3.2x na koniec 2022 roku.
  • W Polsce w II kwartale InPost ustanowił nowy rekord wolumenu przesyłek na poziomie 141,6 mln, co było efektem znacznego wzrostu liczby przesyłek odbieranych poprzez Paczkomat® (+17% r/r). Wynik ten odzwierciedla ciągłe zwiększanie udziału w rynku, który rósł w II kwartale wolniej o 6pp w porównaniu do dynamiki osiąganej przez InPost.
  • Wolumen przesyłek Mondial Relay wzrósł do 59,8 mln, co jest efektem coraz większego zainteresowania konsumentów odbiorem przez APM (Automated Parcel Machine). W II kwartale 2023 roku już 12% całkowitego wolumenu Mondial Relay zostało dostarczonych za pośrednictwem sieci urządzeń APM (wobec 3% rok wcześniej). Do końca drugiego kwartału 2023 r. sieć zewnętrzna Mondial Relay wzrosła o 22% r/r, w tym sieć APM zwiększyła się o 297% r/r.
  • W Wielkiej Brytanii i Włoszech InPost w II kwartale 2023 roku dostarczył 13,3 mln przesyłek, osiągając przychody na poziomie 131 mln zł (wzrost r/r o 177%). Warto zauważyć, że strata EBITDA w Wielkiej Brytanii została znacznie zmniejszona dzięki korzystnej ofercie i optymalizacji kosztów operacyjnych.
  • Jednym z najważniejszych wydarzeń po II kwartale 2023 roku było nabycie 30% udziału w Menzies Distribution, nowym dostawcy usług logistycznych dla InPost w Wielkiej Brytanii. Transakcja wydatnie zwiększa potencjał wzrostu InPost na tym rynku.

PERSPEKTYWY NA ROK 2023

  • Grupa InPost spodziewa się wzrostu powyżej rynku e-commerce we wszystkich kluczowych krajach, w których jest obecna (Polska, Francja, Wielka Brytania).
  • W całym 2023 Grupa oczekuje wyższego wzrostu przychodów w stosunku do wolumenów.
  • W Mondial Relay Grupa będzie się koncentrować na inwestycjach w sieć oraz wzrost udziału w rynku, jednocześnie zarządzając rosnącymi kosztami wynikającymi z inflacji płac i inwestycji w operacje.
  • Grupa oczekuje, że skorygowana EBITDA w Wielkiej Brytanii osiągnie próg rentowności w IV kwartale 2023 r., a 2024 r. będzie rentowna w ujęciu całego roku.
  • Grupa będzie w dalszym ciągu umacniać pozycję lidera, koncentrując się na zwiększaniu sieci urządzeń Paczkomat® w Polsce oraz rozwijaniu sieci tych urządzeń we Francji i Wielkiej Brytanii.
  • Łączne nakłady inwestycyjne wyniosą w 2023 r. 1,1-1,2 mld zł przy zwiększonym udziale nakładów inwestycyjnych na rynkach międzynarodowych.
  • Grupa oczekuje dodatniego FCF na koniec roku oraz dalszego zmniejszania zadłużenia netto w drugiej połowie 2023 roku.
  • W III kwartale 2023 r. Grupa InPost spodziewa się wzrostu wolumenów r/r podobnego do wygenerowanego w II kwartale 2023 r. we wszystkich segmentach (z nieznaczną poprawą w Wielkiej Brytanii i Włoszech).

Rolnicy w tarapatach. Zaległości rosną jak grzyby po deszczu

Jeszcze na dobre nie widać wpływu tegorocznego sezonu na sytuację finansową gospodarstw prowadzących uprawy warzyw, a ich zaległości w okresie od czerwca 2022 do czerwca 2023, wzrosły już o ponad 13 proc. do 33,5 mln zł. Powiększają się też przeterminowane zobowiązania sadowników. Ich zaległy dług zgłoszony do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz widoczny w BIK, przekroczył 2 mln zł. Czy tegoroczne zbiory pozwolą tym rolnikom zmniejszyć przeterminowane zadłużenie? Niestety nic na to nie wskazuje.

Liczba niesolidnych dłużników wpisanych do rejestru BIG InfoMonitor oraz widocznych w bazie informacji kredytowych BIK w grupie uprawiających warzywa oraz owocowe drzewa i krzewy nie zmieniła się znacząco na przestrzeni roku. W grupie rolników uprawiających warzywa, niesolidni płatnicy nadal stanowią ponad 9 proc. firm, a wśród sadowników kłopoty z regulowaniem zobowiązań ma ponad 5 proc. podmiotów. – W obu tych kategoriach wyraźnie jednak pogarsza się sytuacja przedsiębiorców rolnych, którzy już wcześniej mieli problemy. Zaległości wytwórców warzyw od czerwca 2022 do czerwca 2023 wzrosły o niemal 4 mln zł do 33,5 mln zł, a owoców o jedną trzecią do ponad 2 mln zł. W rezultacie średnia kwota zaległości producenta warzyw zbliża się do naprawdę poważnej sumy 500 tys. zł, a plantatora drzew i krzewów owocowych, po skoku o 45 tys. zł do 130 tys. zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

sytuacja finansowa rolników

sytuacja finansowa rolników

Brakuje rąk do pracy. Luka po Ukraińcach nie do załatania

Sytuacja gospodarcza i geopolityczna jaka ma miejsce po napaści Rosji na Ukrainę nie rozpieszcza nikogo, ale na branżę rolniczą zdaje się mieć wyjątkowo niekorzystny wpływ. Pierwszy, widoczny już rok temu skutek wojny, to brak sezonowych pracowników zza wschodniej granicy, którzy do tej pory wspierali polskich rolników w zbiorach. W 2021 roku, czyli jeszcze przed wojną do powiatowych urzędów pracy w Polsce wpłynęło ponad 478 tysięcy wniosków o zezwolenia na pracę sezonową. 90 proc. z nich (461 tys.) dotyczyło obywateli Ukrainy. Uchodźczynie przebywające od ponad roku w Polsce nie zapełniły tej luki. Skłoniło to właścicieli gospodarstw i sadów do sięgania po pracowników z Azji i Afryki, dla których stawka 15-20 zł/h nadal jest atrakcyjna. Mimo starań rolników, pozyskanie pracowników z odległych krajów nie jest takie łatwe. W rezultacie w 2022 r. złożono zaledwie nieco ponad 154 tysiące wniosków o zezwolenie na pracę sezonową obcokrajowców.

Niskie plony i niskie ceny skupu to perspektywa dużych strat

Innym skutkiem wojny, okazało się być pojawienie się na polskim rynku płodów rolnych z Ukrainy. Wszystko za sprawą dużej liberalizacji przepisów, m.in. zdjęcia ceł, która ułatwiła ukraińskim producentom eksport towarów do Unii Europejskiej. Izby rolnicze szacują, że jeszcze przed rozpoczęciem zbiorów w Polsce, na nasz rynek trafiło nawet 60 proc. ukraińskich malin i innych owoców miękkich w formie mrożonek lub przetworów. Pełne chłodnie oznaczają natomiast niższe ceny skupu świeżych owoców.

Biorąc pod uwagę, że wg danych GUS za czerwiec 2023 ceny skupu podstawowych produktów rolnych, przy wciąż dwucyfrowej inflacji, spadły w porównaniu do zeszłego roku o 8,3 proc., a w stosunku do maja br. o 3,3 proc., sytuacja sadowników i plantatorów po zbiorach raczej się nie poprawi. Nic dziwnego, że budzi to protesty wśród rolników, którzy wyliczają, że koszty produkcji i zbiorów często przekraczają ofertę skupów. Duże rozbieżności widać też między cenami owoców i warzyw dla przetwórstwa, które wg rolników były w tym roku wyjątkowo niskie, a ofertą skupu płodów rolnych do bezpośredniej konsumpcji. Mimo, że ostatecznie stawki w skupach wzrosły, to wg producentów nadal nie zapewniają wystarczającego zysku. Wszystko z powodu dużo niższych niż zakładano zbiorów. Maliny, wiśnie, borówki, porzeczki czy truskawki zostały w tym roku pokonane przez pogodę. Podobnie rzecz ma się z warzywami, na których mocno odbijają się suche, upalne dni i zimne noce.

Kiepski klimat dla rolnictwa

Nie da się ukryć, że głównym i coraz poważniejszym wrogiem rolników staje się ostatnio również pogoda. Jak czytamy w raportach rocznych IMGW[1] od 2011 roku rejestrowana jest coraz wyższa średnia temperatura roczna i, co istotniejsze, coraz większe amplitudy temperatury zarówno roczne, jak i miesięczne. Wysoka temperatura wpływa natomiast na wilgotność powietrza, co w połączeniu ze zmniejszoną ilością opadów prowadzi do zagrożenia suszą. Gdy zaś dodamy do tego bezśnieżne zimy, które negatywnie wpływają na zasoby wody w glebie i powodują jej braki już na początku okresu wegetacji roślin uprawnych, mamy „doskonały” obraz suszy rolniczej. Większość gleb w Polsce to gleby lekkie o niskiej zawartości materii organicznej i małej pojemności wodnej, na których nawet krótkotrwała susza powoduje bardzo negatywne skutki[2]. Gwałtowne ulewy i burze, które coraz częściej występują latem, nie tylko nie poprawiają wystarczająco nawodnienia gleby, ale też niszczą wzrastające jeszcze rośliny.

Rolnictwo zrównoważone, czyli jakie?

Wyzwania jakie stawia przed rolnikami klimat sprawiają, że coraz więcej firm i organizacji szuka sposobu na poprawę sytuacji i zwiększenie rentowności upraw w nowych warunkach pogodowych. Na szczęście pojawiają się już pierwsze rozwiązania. – W zrównoważonym rolnictwie chodzi o wykorzystanie praktyk poprawiających zdrowie gleby i zwiększających poziom próchnicy. Metody, które pozwalają osiągnąć taki stan, obejmują m.in. stosowanie uprawy bezorkowej, ograniczenie stosowania nawozów oraz wykorzystywanie płodozmianu. Sadzenie roślin okrywowych również poprawia stan gleby, zapobiega jej erozji i dodaje materię organiczną. Praktyka ta chroni glebę przed nadmiernymi temperaturami, zmniejsza parowanie wody i zapewnia pożywienie dla organizmów takich, jak dżdżownice – wyjaśnia Eryk Frontczak, Carbon Product Manager w Heavy Finance. Powstająca dzięki tym metodom próchnica to doskonały agregat, który potrafi zatrzymywać bardzo duże ilości wody (kilkakrotnie więcej niż sam waży). Dlatego właśnie jedną z recept na suszę jest zwiększenie zasobności gleby w próchnicę.

Gdy jest bardzo źle, warto rozważyć alternatywy

Sytuacja gospodarcza i pogodowa sprawiła, że część rolników zdecydowała się w tym roku w ogóle nie zbierać plonów, aby nie generować kolejnych strat. Część gospodarzy planuje też zmienić techniki upraw na bardziej rentowne. Do tego potrzebne są jednak niemałe środki. – Rolnicy mogą skorzystać z atrakcyjnego finansowania, jakim są np. “zielone pożyczki 0%” oraz uzyskać pasywne dochody poprzez generowanie certyfikatów węglowych za każdą tonę zatrzymanego w glebie CO2. Wprowadzone praktyki przynoszą korzyści wszystkim zainteresowanym. Rolnikom – większe i zdrowsze plony oraz korzyści finansowe, konsumentom – wysokiej jakości żywność. Stanowią także realne rozwiązanie dla wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi – mówi Eryk Frontczak.

Konieczne są systemowe rozwiązania

Na pewno aktualna sytuacja nie wpływa korzystnie na stan finansowy branży. Ucierpią też konsumenci. Może się bowiem okazać, że mimo spadającej powoli inflacji, ceny produktów pierwszej potrzeby jakimi są przecież owoce i warzywa, nadal będą dla wielu gospodarstw domowych zbyt wysokie.

– Pod względem poziomu zaległości płatniczych poszczególnych branż, w naszych bazach rolnictwo od lat plasuje się w drugiej połowie stawki i dobrze by było, aby tak zostało. Na koniec czerwca jego przeterminowane zobowiązania sięgały 495 mln zł. Sytuacja u poszczególnych wytwórców i hodowców jest mocno zróżnicowana, gdy przez minionych 12 miesięcy u jednych długi się obniżały u innych mocno rosły. Pewne jest jednak, że produkcja żywności w obecnych okolicznościach geopolitycznych i meteorologicznych wymaga więcej uwagi i systemowych rozwiązań – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

[1] https://www.imgw.pl/sites/default/files/inline-files/klimat-polski-2022_raport-koncowy-2.pdf

[2] https://irio.uph.edu.pl/homepage/aktualnosci/519-nie-bedziemy-uprawiac-bananow-o-tym-jakie-skutki-moze-przyniesc-susza-i-czy-polskie-rolnictwo-bedzie-musialo-zaadaptowac-sie-do-zmian-klimatu-mowi-prof-dr-hab-marek-gugala-dziekan-wydzialu-agrobioinzynierii-i-nauk-o-zwierzetach-uniwersytetu-przyrodniczo-humanistycznego-w-siedlcach

Kompap z dobrym wynikiem za I półrocze 2023 r.

Giełdowa grupa Kompap, należąca do wiodących podmiotów w branży poligraficznej w Polsce, w pierwszym półroczu 2023 r. miała sprzedaż o 21% wyższą niż przed rokiem, notując na koniec czerwca 59,54 mln zł skonsolidowanych przychodów. Do 10,39 mln zł wzrósł też skonsolidowany zysk brutto na sprzedaży. Jednocześnie grupa odnotowała zysk na poziomie netto o wartości 2,14 mln zł oraz skonsolidowany wynik EBITDA w wysokości 6,41 mln zł.

– Pierwsze półrocze przyniosło wyniki zgodne z naszymi oczekiwaniami i trendami na krajowym i globalnym rynku wydawniczym, który przeżywa lekkie spowolnienie. Znacząco obniżyły się też w ostatnich miesiącach ceny papieru, co znajduje odzwierciedlenie w cenach na rynku i ma wpływ na nasze przychody, ale także powoduje obniżenie kosztów. W tych kontekstach nasze wyniki należy oceniać dodatkowo pozytywnie. Nasze zakłady w Olsztynie, Białymstoku i Laskowicach zanotowały sprzedaż za okres od stycznia do końca czerwca na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Równocześnie znaczący pozytywny wpływ na wyniki miała przejęta jesienią 2022 r. spółka Komunikacja Masowa. Ta firma dobrze uzupełnia naszą poligraficzną ofertę, działając na rzecz coraz bardziej cyfryzujących się przedsiębiorstw. Ma też wysoką rentowność, a dodatkowo przynosi stały strumień wpływów w roku, inaczej niż drukarnie, które podlegają trendom sezonowym i większość przychodów generują w drugim półroczu. Wszystkie te czynniki skutkowały wypracowaniem przez grupę przychodów ze sprzedaży na poziomie 59,54 mln zł oraz zysku netto w wysokości 2,14 mln zł  – mówi Waldemar Lipka, prezes Kompapu.

Kompap, którego drukarnie w Białymstoku, Olsztynie i Laskowicach należą do największych w Polsce, w pierwszym półroczu sporo uwagi poświęcił też dalszym inwestycjom w nowoczesne wyposażenie drukarni. Do Polski przyjechała m.in. wyprodukowana w Japonii na zamówienie Kompapu ośmiokolorowa maszyna drukująca warta ok. 10 mln zł. Maszyna kupiona w kwietniu 2023 jest już w trakcie montażu, tak by obsłużyć nadchodzący szczyt produkcyjny. Oprócz tego pod koniec czerwca br. za ok. 4 mln zł kupiono nowoczesne urządzenie drukujące Canon. Będzie je wykorzystywała Komunikacja Masowa, która obok e-korespondencji obsługuje też na masową skalę korespondencję papierową największych firm w Polsce. Równolegle dla laskowickiej drukarni przygotowywana jest własna instalacja fotowoltaiczna o mocy 300-350 kW, która da znaczne oszczędności na kosztach energii.

– Realizowany przez nas plan unowocześniania naszych linii produkcyjnych to decyzja strategiczna. To ma ogromne znaczenie zwłaszcza obecnie, gdy azjatyckie drukarnie wróciły do gry i próbują ściągnąć zamówienia z Europy, a dodatkowo transport morski staje się coraz tańszy, nawet tańszy niż przed pandemią. Jednak, jako stabilna firma giełdowa jesteśmy atrakcyjnym dla naszych zachodnioeuropejskich czy skandynawskich klientów, bo jesteśmy relatywnie blisko, zapewniamy wysoki poziom obsługi, a drukujemy szybko, wydajnie i w wysokiej jakości. Tymczasem na realizację zamówień z Chin wydawcy muszą czekać kilka miesięcy, na co nierzadko nie mogą sobie pozwolić.  Obecnie jesteśmy w trakcie planowania i negocjowania kolejnych zakupów, dzięki którym będziemy dalej wzmacniać naszą przewagę konkurencyjną – zapowiada prezes Kompapu. 

Grupę Kompap tworzą dwie wiodące w Polsce drukarnie dziełowe – Białostocki BZGraf  i olsztyński OZGraf, drukarnia offsetowa rolowa w Laskowicach oraz spółka Komunikacja Masowa. Drukarnie dziełowe Kompapu drukują na zlecenie największych krajowych wydawnictw, ale też w Białymstoku i Olsztynie są drukowane książki i albumy, które następnie trafiają do księgarń w całej Europie. W Laskowicach są natomiast drukowane materiały dla dużych krajowych firm, np. PZU, Tauronu, Energi czy Totalizatora Sportowego. Przejęta w zeszłym roku Komunikacja Masowa świadczy zaś usługi dla największych firm z branży bankowej, ubezpieczeniowej, telekomunikacyjnej oraz energetycznej.

W pierwszym półroczu nastąpił spadek pozwoleń na budowę aż o 23% rdr

Potężny spadek pozwoleń na budowę dotknął już nie tylko budownictwo mieszkaniowe. Z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego (GUNB), do których dotarli eksperci GetHome.pl wynika, że zapaść grozi także innym sektorom budownictwa.

GUNB podał właśnie, że w pierwszym półroczu 2023 r. wszyscy inwestorzy uzyskali łącznie tylko nieco ponad 65 tys. pozwoleń na budowę ok. 81,8 tys. obiektów. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich więcej o odpowiednio: 23% i 25%. – To już drugi rok tak gwałtownego spadku pozwoleń na budowę, które są powszechnie uznawane za papierek lakmusowy koniunktury w budownictwie – podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Pozwoleń na budowę wydanych w całym 2022 r. było o ponad jedną czwartą mniej niż rok wcześniej.Pozwolenia na budowę-Ipół2023-ogółem

Warto zwrócić uwagę, że skutki pogorszenia koniunktury już teraz odczuwają zwłaszcza te firmy, które specjalizują się w budowie obiektów kubaturowych, czyli np. budynków mieszkalnych.  W tym sektorze budownictwa GUS odnotował w okresie siedmiu miesięcy tego roku ponad 7% spadek produkcji budowlano-montażowej w porównaniu z analogicznym okresem 2022 r. Oczywiście oznacza to także spadek zamówień, a w konsekwencji produkcji wielu materiałów budowlanych i wyposażeniowych, czyli m.in. mebli, sprzętu RTV i AGD. Np. produkcja cementu skurczyła się w tym roku o ok. 16%. Z kolei cegieł i pustaków ceramicznych wyprodukowano po siedmiu miesiącach o ponad 40% mniej. – Niestety, trudno o optymizm w sytuacji, gdy zmniejsza się liczba wydawanych pozwoleń na budowę – komentuje ekspert GetHome.pl.

Według danych GUNB wynika, że największe hamowanie czeka mieszkaniówkę, na którą przypada większość wszystkich pozwoleń oraz objętych nimi obiektów. I tak na podstawie wydanych w pierwszej połowie 2023 r. pozwoleń na budowę i zgłoszeń budowy będzie mogło powstać ok. 43,3 tys. domów jednorodzinnych. Rok wcześniej pozwolenia i zgłoszenia na budowę obejmowały blisko 64,2 tys. takich domów. Ich liczba spadła więc aż o 33%!

GUNB odnotował też w pierwszym półroczu potężny spadek aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Uzyskały one nieco ponad 2,2 tys. pozwoleń na budowę niespełna 6,1 tys. budynków wielorodzinnych. Oznacza to spadek o odpowiednio: 36% i 26%! Zarówno pozwoleń na budowę, jak i objętych nimi budynków mieszkalnych jest więc mniej niż przed pandemią COVID-19.Pozwolenia na budowę-Ipół2023-budynki mieszkalne

A jak wygląda sytuacja w pozostałych obszarach budownictwa kubaturowego? Niestety, najnowsze dane GUNB pokazują nadchodzący regres w budownictwie przemysłowo-magazynowym, gospodarczo-inwentarskim, zamieszkania zbiorowego czy użyteczności publicznej. Na przykład aż o 12% mniej niż rok wcześniej było objętych pozwoleniami na budowę budynków użyteczności publicznej, a budynków przemysłowych i magazynowych – o 11% mniej.  Ponadto o 8% zmniejszyła się liczba objętych pozwoleniami budynków zamieszkania zbiorowego, czyli m.in. hoteli i pensjonatów, a także budynków gospodarczo-inwentarskich. Fatalne są także perspektywy dla firm specjalizujących się w budowie obiektów inżynieryjnych. Aż o 16% zmniejszyła się liczba planowanych rurociągów, linii telekomunikacyjnych i elektroenergetycznych. GUNB odnotował też 4% spadek w pozwoleniach na budowę infrastruktury transportu, czyli m.in. dróg, mostów czy torów. W pierwszym półroczu 2023 r. wydano niespełna 1,3 tys. pozwoleń na budowę ok. 1,5 tys. tego typu obiektów.Pozwolenia na budowę-Ipół2023-pozostałe obiekty

Dużym zmartwieniem branży budowlanej jest zła sytuacja finansowa samorządów. Sytuację pogarsza wysoka inflacja. No i wciąż nie wiadomo, kiedy Polska otrzyma z UE zastrzyk gotówki m.in. na inwestycje infrastrukturalne w ramach Krajowego Planu Odbudowy – komentuje ekspert GetHome.pl.

Nie dziwi więc, że w badaniach dotyczących ogólnego klimatu koniunktury wciąż przeważają w tej branży pesymiści (w sierpniu wskaźnik był na poziomie minus 8). GUS zwraca uwagę, że niemal cztery na 10 firm budowlanych spodziewa się spadku inwestycji. Wśród najbardziej uciążliwych barier utrudniających prowadzenie działalności wymieniają one wysoką inflację, a także wysokie koszty realizacji inwestycji i niepewną sytuację makroekonomiczną.

Autor: GetHome.pl

Zwiększ atrakcyjność miejsca pracy: dlaczego warto zainstalować stację ładowania elektryków na firmowym parkingu?

Samochody elektryczne są ekologicznym i tanim w eksploatacji środkiem transportu. Nic więc dziwnego, że liczba rejestracji nowych elektryków dynamicznie. Jednocześnie coraz większe jest zapotrzebowanie na stacje ładowania samochodów elektrycznych. Do ogólnodostępnych ładowarek ustawiają się długie kolejki, możliwość „tankowania” na firmowym parkingu to zatem duża zaleta dla pracowników. Dlaczego warto zdecydować się na takie rozwiązanie?

Dane dotyczące elektromobilności w Polsce

Ogólnodostępna infrastruktura ładowania pojazdów elektrycznych systematycznie się rozwija, jednak tempo nadal jest zbyt wolne. Całkowita liczba aut elektrycznych zarejestrowanych w Polsce to prawie 83 tys. (stan na koniec lipca 2023 roku). Jednocześnie nad Wisłą mamy niespełna 3 tys. stacji (5,8 tys. punktów ładowania). 32% z nich to szybkie stacje, umożliwiające bezpieczne ładowanie akumulatorów prądem stałym (DC) o wysokim natężeniu. Reszta to znacznie wolniejsze ładowarki, wykorzystujące do ładowania prąd przemienny (AC). 

Więcej na temat nowoczesnych ładowarek i stacji przeczytasz na stronie E.ON Polska

Stacja ładowania na parkingu firmowym – dlaczego warto?

Dysproporcja pomiędzy liczbą elektryków a liczbą punktów ładowania jest więc znaczna. Do tego ogólnodostępne stacje ładowania są zlokalizowane przede wszystkim w największych aglomeracjach jak Warszawa, Gdańsk czy Katowice. Ładowarki na terenie firm przynajmniej częściowo niwelują te problemy. Jakie korzyści takie rozwiązanie daje pracownikom? 

Oszczędność czasu 

Po pierwsze, pracownicy mogą „tankować” swoje elektryki w godzinach pracy. Nie muszą tracić czasu na poszukiwanie punktów ładowania w okolicy, zatrzymywać się w nich przed lub po pracy ani czekać w – często długich – kolejkach. 

Korzyści finansowe

Rzadko zdarza się, aby pracodawcy pobierali opłaty za korzystanie ze stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Dostęp do darmowej energii oznacza więc redukcję do minimum „prywatnych” cykli ładowania (np. w domu albo na trasie). Pozwala to też na większą swobodę w zakresie planowania zakupu własnej ładowarki – jej posiadanie często nie jest niezbędne. Z drugiej strony to zdaje egzamin m.in. podczas pracy zdalnej czy w trybie hybrydowej, a także podczas weekendów czy urlopów. 

Mówiąc o korzyściach finansowych, warto wspomnieć także o kosztach eksploatacji. Samochody elektryczne są tańsze w eksploatacji niż pojazdy spalinowe, m.in. przez niską awaryjność akumulatorów. 

Wspieranie ekologicznych rozwiązań

Samochody elektryczne wpisują się w wizję zielonego, zrównoważonego rozwoju – przede wszystkim wtedy, kiedy ładujemy akumulatory prądem z odnawialnych źródeł. Jeżeli stacje ładowania pojazdów elektrycznych w firmie są zasilane np. z paneli fotowoltaicznych albo elektrowni wiatrowej, pracownicy mogą korzystać z pełni bezemisyjnego transportu. Prośrodowiskowe działania oraz ekologiczna świadomość pracodawcy mogą przynieść jeszcze jeden pozytywny skutek – zwiększenie lojalności zespołu. 

elektromobilność

Stacje ładowania samochodów elektrycznych – korzyści dla firm

Swobodny dostęp do ładowarek oraz możliwość ładowania prywatnych aut w czasie pracy – to coś, co zdecydowanie przemawia do właścicieli elektryków, ale także do osób, które zastanawiają się nad inwestycją. W jakim świetle stawia to zaś pracodawcę? 

Budowanie pozytywnego wizerunku 

Instalacja stacji ładowania na firmowym parkingu wskazuje na zaangażowanie firmy w zrównoważony rozwój oraz troskę o środowisko naturalne. Taka inicjatywa przyciąga uwagę kandydatów do pracy, którzy identyfikują się z tymi wartościami.

Dodatkowo tego typu inwestycje świadczą o otwartym podejściu do technologii i innowacji, takich jak elektromobilność. Nowoczesne firmy chcą być gotowe na zmiany i zawczasu zapewniają pracownikom dedykowaną infrastrukturę. 

Większa atrakcyjność firmy jako miejsca pracy

Atrakcyjność miejsca praca wynika nie tylko z wysokości wynagrodzenia i możliwości rozwoju, ale również z dodatkowych benefitów pracowniczych. Stacje ładowania elektryków z pewnością są takim benefitem. Pracodawca inwestujący w ładowarki dba o komfort, ale także finanse swoich pracowników. 

Firmowa stacja ładowania samochodów elektrycznych to nie tylko sposób na optymalizację kosztów. To także istotny argument dla osób, które szukają świadomego, nowoczesnego pracodawcy. Zdecydowanie warto uwzględnić to w strategii rozwoju firmy oraz działań employer brandingowych. 

Wyprawka szkolna 2023 – ceny w górę, wydatki też

Utrzymująca się od wielu miesięcy wysoka inflacja ma największy wpływ na tegoroczne wydatki konsumentów związane z powrotem uczniów do szkół. Jak wynika z raportu „2023 Deloitte back-to-school survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, najczęściej spotykaną tendencją dotyczącą tegorocznej wyprawki szkolnej jest poszukiwanie oszczędności. Jednocześnie ponad połowa rodziców jest gotowa ponieść dodatkowe wydatki na produkty wysokiej jakości. Autorzy raportu wskazują na spadek odsetka osób deklarujących chęć zakupu przedmiotów wytworzonych zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Dla przeciętnego gospodarstwa domowego początek roku szkolnego niemal zawsze oznacza dodatkowe koszty. Konieczność wyposażenia dzieci i młodzieży w wieku szkolnym w przybory i akcesoria przydatne w nauce stanowi jeden z najważniejszych wydatków okresu po zakończeniu wakacji, wskazują autorzy raportu Deloitte. Powstał on na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród 1,2 tys. mieszkańców USA posiadających dzieci w wieku szkolnym. W tym roku czynnikiem, który w największym stopniu wpłynie na decyzje zakupowe konsumentów, jest otrzymująca się od wielu miesięcy wysoka inflacja. Zjawisko to ma również bezpośrednie przełożenie na działania firm, które muszą dostosować swoją ofertę do ograniczonych budżetów gospodarstw domowych.

Przybory tak, elektronika – niekoniecznie

Całkowita wartość zakupów związanych z początkiem roku szkolnego na amerykańskim rynku ma spaść o 10 proc. w porównaniu do 2022 roku. Deklaracje dotyczące ograniczenia wydatków dotyczą zarówno najmniej zarabiających, jak i najbogatszych osób. Przeciętny konsument zamierza szukać oszczędności, ale nie planuje ograniczać wydatków na przybory szkolne – te mają wzrosnąć o 20 proc. rok do roku. Mniej pieniędzy zostanie za to przeznaczonych na odzież (-14 proc. r/r) oraz elektronikę i narzędzia cyfrowe (-13 proc. r/r), m.in. komputery, gadżety elektroniczne czy subskrypcje. Znaczny spadek odnotowano w kategorii produktów zrównoważonych – jedynie 35 proc. konsumentów planuje ich zakup, czyli aż o 15 pkt. proc. mniej niż rok wcześniej.

Mniejsze wydatki gospodarstw domowych na potrzeby wynikające z rozpoczynającego się roku szkolnego są pokłosiem bieżącej sytuacji finansowej. Tegoroczne zakupy będą skromniejsze niż w latach poprzednich. Co trzeci badany Amerykanin wskazał bowiem na pogorszenie swojej sytuacji finansowej w porównaniu z ubiegłym rokiem, natomiast co drugi spodziewa się spowolnienia gospodarczego w najbliższych sześciu miesiącach. Również w Polsce widać gorsze nastroje konsumentów – przez ostatni rok ceny rosły szybciej od płac, co oznacza, że gospodarstwa domowe realnie mogą kupić mniej niż rok temu. W czerwcu co prawda chwilowo wzrost płac wyprzedził inflację, jednak w lipcu znowu mieliśmy do czynienia z realnym spadkiem. Niemniej warto zauważyć, że realny spadek wynagrodzeń wyhamowuje, co stopniowo przekłada się na poprawę nastrojów gospodarstw domowych – mówi Aleksander Łaszek, starszy menadżer w zespole ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Jednocześnie w konsumentach zdaje się funkcjonować silne poczucie nostalgii oraz wspomnienie emocji związanych z powrotem do szkoły. Sześciu na dziesięciu badanych stwierdziło bowiem, że są gotowi wydać więcej na akcesoria i przybory szkolne jeśli dany produkt jest pożądany przez dziecko lub jest przedmiotem wysokiej jakości. Zdaniem autorów raportu stanowi to szansę dla detalistów, którzy mogą odnotować ponadnormatywne zyski, o ile właściwie rozpoznają motywacje zakupowe rodziców dzieci w wieku szkolnym.

Im wcześniej, tym korzystniej

Chęć zaoszczędzenia na wydatkach związanych z początkiem roku szkolnego sprawia, że zmianie ulegają nawyki zakupowe. Według autorów raportu 59 proc. amerykańskich rodziców zakupiło akcesoria niezbędne do nauki jeszcze w lipcu. To o 6 pkt. proc. więcej niż w rok temu. W poszukiwaniu konkurencyjnych cen konsumenci zwracają się najczęściej w stronę sklepów wielkopowierzchniowych, oferujących szeroki asortyment produktów (80 proc.). Sześciu na dziesięciu badanych poszukujących jak najtańszych dóbr preferuje zakupy on-line, a co trzeci najchętniej wybiera sklepy oferujące przecenione towary.

W przypadku korzystnych promocji i okazji zakupowych amerykańscy konsumenci wybierają się do sklepów stacjonarnych (74 proc.). To o niemal 20 pkt. proc. więcej niż w przypadku zakupów przez Internet. Wyjątek stanowi elektronika – w tym przypadku najczęściej wybierane są sklepy internetowe (sześciu na dziesięciu badanych) w porównaniu do 40 proc. nabywających urządzenia w sklepie stacjonarnym.

Wyniki badania pokazują, że konsumenci planujący zakupy wyposażenia szkolnego dla swoich dzieci poszukują zarówno najniższych cen, jak i promocji umożliwiających np. nabycie trzech dóbr w cenie dwóch. W przypadku pierwszej kwestii najpopularniejsze są zakupy w sklepach wielkoformatowych, natomiast jeśli chodzi o okazje to nadal najczęściej wybierane są zakupy stacjonarne. Jest to spowodowane m.in. działaniami detalistów, którzy w ten właśnie sposób usiłują przyciągnąć klienta do sklepu i następnie przekonać go do zakupu nie tylko wyprawki szkolnej, ale również dodatkowych produktów – mówi Michał Pieprzny, partner, lider Consumer Industry w Polsce, Deloitte.

O badaniu
Badanie „Deloitte back-to-school survey 2023” przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych między 26 maja a 1 czerwca 2023 r. Wzięło w nim udział 1212 rodziców dzieci w wieku szkolnym, reprezentujących gospodarstwa domowe, których członkiem jest przynajmniej jedno dziecko w wieku od przedszkolnego po licealny.

Spadki w globalnym handlu a rynek transportowy

Globalny handel odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu i rozwoju światowej gospodarki. Jednak w ostatnim okresie zaobserwowano spadki, które wpływają na poszczególne, kluczowe sektory – w tym branżę transportową. Ta tendencja staje się coraz bardziej niepokojąca dla ekonomistów i przedsiębiorców na całym świecie. Jakie czynniki doprowadziły do obniżenia poziomu światowego handlu? Jakie wyzwania oraz nowe możliwości stoją przed branżą transportową w obliczu tych zmian?

Spadki w globalnym handlu są widoczne na przykładzie sprzedaży detalicznej w Unii Europejskiej,  która w drugim kwartale 2023 roku była niższa o kilka punktów procentowych w porównaniu do tego samego okresu w poprzednim roku. W Polsce również zanotowano spadek sprzedaży detalicznej – o cztery procent w porównaniu do 2022 roku. Co więcej, sektor handlowy wciąż zmaga się z wyraźnym spadkiem popytu i nadmierną podażą, co wpływa negatywnie na przepływy handlowe towarów. Obecna sytuacja przypomina poziom sprzedaży z października 2021 roku, gdyż od tego czasu handel wyraźnego spowolnił. Dodatkowo, jak wskazuje Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej, według danych pozyskanych od klientów kancelarii, spadł także wskaźnik samego zapotrzebowania na transport  – mówi się, że nawet o 20-30% w stosunku do poprzednich miesięcy.

Statystyki te stanowią więc wyzwanie nie tylko dla krajowych gospodarek, uderzając w wiele jej sektorów, ale również wskazują na pewne problemy, które trawią globalny handel. Co wpływa na ten stan rzeczy?

Przyczyny spadków

Przyczyny spadków w globalnym handlu są różnorodne i złożone. Jedną z nich stanowi wzrost inflacji. Choć w przypadku Unii Europejskiej widać już spowolnienie tempa wzrostu cen, który zmniejszył się do +6,4% w stosunku do 2022 roku, inflacja wciąż wpływa na osłabienie siły nabywczej konsumentów oraz spowolnienie aktywności gospodarczej.

Wzrost inflacji, jak również spadki w globalnym handlu, są konsekwencją m.in. wojny na Ukrainie. Konflikt ten spowodował zakłócenia w łańcuchach dostaw i ograniczył wymianę handlową. Co więcej, niepewność polityczna oraz gospodarcza związana z konfliktem utrudniła wykonywanie transakcji handlowych, co ma negatywny wpływ na globalny handel.

Do tego możemy również dodać osłabienie nastrojów konsumenckich – niepewność ekonomiczna i polityczna wpłynęła na decyzje zakupowe konsumentów oraz inwestycyjne przedsiębiorców. Klienci obecnie podejmują decyzje o opóźnianiu wszelkich „nadprogramowych” zakupów. Zależy im na zachowaniu dyscypliny finansowej, co ma bezpośredni wpływ na plany zakupowe. Gorsze perspektywy gospodarcze doprowadziły do zmniejszenia popytu na towary i usługi, co znacząco wpływa na międzynarodowy handel – dodaje Maciej Maroszyk.

Nie bez znaczenia są również wyższe stopy procentowe, wprowadzane przez banki centralne w celu kontrolowania inflacji. Ograniczyły one dostępność kredytów i zmniejszyły ilość inwestycji, co wpłynęło negatywnie na handel nie tylko międzynarodowy.

Konsekwencje dla rynku transportowego

Spadki w globalnym handlu mają bezpośredni wpływ na rynek transportowy, generując szereg konsekwencji, którym branża musi stawić czoła. Jednym z najbardziej palących problemów jest zmniejszenie popytu na usługi transportowe. Jak wskazuje Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej, mniejsza aktywność handlowa prowadzi do redukcji popytu na usługi transportowe, zwłaszcza na długich trasach międzynarodowych. Z tego względu firmy transportowe mogą zmagać się z niedoborem zleceń, obniżeniem dochodów oraz brakiem stabilności finansowej – a w skrajnych przypadkach, nawet i bankructwem.

Jednocześnie branżę trapią wzrosty kosztów związanych z rosnącymi cenami paliwa, utrzymaniem pojazdów, opłatami drogowymi, wynagrodzeniami pracowników, a także innymi kosztami prowadzenia działalności. Z drugiej strony spadające zyski i niepewność na rynku zniechęcają przedsiębiorstwa transportowe do inwestowania w rozwój floty.

Dla branży transportowej uciążliwe są również problemy z terminowymi płatnościami. W tym temacie alarmujące mogą być dane – według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, na koniec maja 2023 roku, przeterminowane zadłużenie przedsiębiorstw w sektorze transportowym  wyniosło 2,79 mld zł. Firmy nagminnie borykają się z opóźnieniami w otrzymywaniu należności lub nawet z całkowitym brakiem zapłaty. Co niepokojące, te niezaplanowane odstępy czasowe z roku na rok się wydłużają. A w branży transportowej czas jest szczególnie ważny w kontekście regulowania różnorodnych zobowiązań, takich jak opłacanie rat leasingu, terminowe wypłacanie wynagrodzeń dla kierowców czy płatności za paliwo.

Wyzwania na horyzoncie TSL

Próbując łagodzić konsekwencje obniżonego poziomu globalnego handlu, rynek transportowy staje przed wieloma wyzwaniami. Spadki w handlu, jak również ewoluujące przepisy prawne, wpływają na strukturę przewozów i rodzaj transportowanych towarów. Dlatego firmy transportowe muszą elastycznie reagować na zmieniające się preferencje klientów oraz dostosować swoje floty do nowych wymagań.

Pamiętajmy również, że spadający popyt na usługi transportowe nie oznacza, że oczekiwania klientów wobec jakości i terminowości przewozów maleją. Firma transportowa musi skupić się na zapewnieniu nie tylko efektywności, ale także bezpieczeństwa towarów podczas transportu. Optymalizacja trasy, zarządzanie czasem oraz monitorowanie warunków przewozu stają się kluczowe w tym kontekście. A tu pojawia się potrzeba inwestowania w odpowiednie narzędzia – wyjaśnia Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej. 

W świetle wyzwań, warto wspomnieć także o zwiększonej konkurencji w branży. Jak wskazuje ekspert z TC Kancelarii Prawnej, firmy starają się pozyskać klientów poprzez obniżanie cen i oferowanie atrakcyjnych pakietów usług. A skoro cenowa presja staje się jednym z kluczowych narzędzi do przyciągnięcia klientów, to – w rezultacie – ceny za usługi transportowe mogą ulec obniżeniu, wpływając negatywnie na marże i zyski.

Wszystkim uczestnikom rynku, zarówno dużym korporacjom, jak i mniejszym firmom, zależy na utrzymaniu swojej konkurencyjności. W tym celu przedsiębiorstwa muszą nie tylko oferować konkurencyjne ceny, ale również inwestować w doskonalenie jakości świadczonych usług. Udoskonalenie procesów logistycznych, zoptymalizowanie tras oraz skrócenie czasu dostaw może przynieść przewagę konkurencyjną.

Nowe możliwości dla rynku transportowego:

Czy w obliczu tych wszystkich problemów i wyzwań można dostrzec nowe możliwości dla rynku transportowego? Według eksperta TC Kancelarii Prawnej – jak najbardziej:

Obniżony poziom globalnego handlu, mimo że stawia przed rynkiem transportowym wiele wyzwań, otwiera jednocześnie drzwi do nowych możliwości. Branża transportowa, z umiejętnością adaptacji i innowacyjności, może przekształcić te wyzwania w szanse, tworząc bardziej elastyczne i efektywne rozwiązania. Tutaj warto podkreślić rolę rozwoju rynku e-commerce. Stał się on w ostatnich latach znaczącym impulsem dla rynku transportowego. Rosnące zapotrzebowanie na dostawy na krótszych trasach stwarza nowe możliwości dla firm transportowych. Usługi kurierskie oraz dostawy na lokalnym poziomie stają się kluczowe dla zaspokajania potrzeb klientów, co może powodować wzrosty w firmach specjalizujących się w transporcie na krótkich dystansach.

Maciej Maroszyk widzi również szanse w inwestycjach w technologie związane z transportem, takie jak automatyzacja, sztuczna inteligencja czy logistyka 4.0. Ich dynamiczny rozwój oferuje wiele możliwości dla branży transportowej. Automatyzacja procesów, wykorzystanie sztucznej inteligencji do optymalizacji tras i planowania dostaw oraz wprowadzenie koncepcji logistyki 4.0 mogą zrewolucjonizować sposób, w jaki odbywa się transport towarów. Firma transportowa inwestująca w te nowoczesne technologie może zwiększyć swoją konkurencyjność, poprawić efektywność operacyjną oraz dostosować się do zmieniających się wymagań klientów.

Warto podkreślić, że nowe możliwości dla rynku transportowego wywodzą się z potrzeb zmieniającego się świata gospodarczego i społecznego. Branża musi być gotowa na dostosowanie się do tych zmian, inwestując w innowacje, rozwijając nowe modele biznesowe i dostosowując swoje usługi do nowych wymagań klientów. Te nowe możliwości, choć wynikają z wyzwań, mogą stać się motorem napędowym dla rozwoju i dalszego wzrostu rynku transportowego – podsumowuje Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej.

Kancelarie prawne na rynku transportowym

Jaką rolę w świetle tych problemów, spadków i konsekwencji spadków w globalnym handlu mają kancelarie prawne? Jak wyjaśnia Maciej Maroszyk, ich rola obejmuje niesienie pomocy klientom i doradztwo. W pierwszym rzędzie ważne jest,  by firmy nie czekały z dochodzeniem swoich należności – gdy przychody spadają, a koszty rosną, trzeba dbać o płynność finansową i o to, by faktury były płacone na czas:

Do pewnego momentu firmy transportowe wykazywały bardzo duże wzrosty przychodowe – pandemia pozytywnie wpłynęła rozwój branży e-commerce, a tym samym na sam transport.

Firmy podpisywały bardzo duże kontrakty i nie zwracały uwagi na niezapłacone faktury, gdyż stanowiły one bardzo mały procent w porównaniu do ówczesnych, ogromnych przychodów. Niestety, aktualna sytuacja nie przypomina tej sprzed 2-3 lat. Teraz przedsiębiorcy z branży TSL muszą bardziej zwracać uwagę na nieuregulowane w terminie faktury, gdyż aktualnie decyduje to o ich płynności finansowej.

Firmy transportowe zaczęły być bardziej skłonne do szybszego kierowania spraw na drogę postępowania sądowego. Przedsiębiorcy rozumieją, że to konieczne, by mieć jakąkolwiek szansę na odzyskanie należności. W innym przypadku mogą się spotkać z ogłoszeniem upadłości lub likwidacji dłużnika – a w takiej sytuacji właściwie można się pożegnać z szansą na odzyskanie jakichkolwiek należności. Co istotne, problem ten drastycznie rośnie – ilość złożonych dokumentów o upadłość wzrosła w znacznym stopniu w porównaniu do lat poprzednich.

Niestety zauważamy, że coraz więcej firm jest już niewypłacalnych, a ich wierzyciele zbyt długo czekali ze skierowaniem spraw do sądu. Gdy procesy się kończyły, a jak wiadomo trwają one niestety długo, po prostu nie ma z czego ściągać danych należności – mówi Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej.

Ze względu na spadki w globalnym handlu, branża transportowa staje obecnie na rozdrożu. Dlatego, aby łagodzić skutki tego problemu, kluczowym czynnikiem sukcesu będzie zdolność firm do elastycznego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe, inwestowania w nowe technologie oraz dostosowywania się do potrzeb klientów. Jeśli branża zdoła wykorzystać te wyzwania jako katalizator do wprowadzania zmian, może przekształcić obecne trudności w przyszłe osiągnięcia.

Mark Richardson dołączył do Savills w Polsce jako dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego

Mark Richardson, ekspert w obszarze inwestycji z ponad 20-letnim doświadczeniem na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych, dołączył do Savills w Polsce jako dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego.

„Dołączenie Marka do Savills to pierwszy krok w kierunku wzmocnienia naszej oferty dla inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Zadaniem Marka będzie rozbudowa zespołu doradztwa inwestycyjnego w Polsce, a także współpraca z innymi liniami biznesowymi, w tym zespołem mieszkaniowych rynków kapitałowych, będącym lokalnym liderem w sektorze mieszkań na wynajem instytucjonalny i prywatnych akademików. Wierzę, że międzynarodowe doświadczenie Marka, zarówno po stronie klienta jak i z ramienia firm doradczych oraz głęboka wiedza o wszystkich sektorach rynku pozwolą nam być przygotowanym na powrót pozytywnego sentymentu inwestorów na rynek” – mówi Stuart Jordan, CEO Savills w Europie Środkowo-Wschodniej.

Mark Richardson jako nowy szef działu doradztwa inwestycyjnego Savills w Polsce będzie odpowiadał za współpracę z międzynarodowymi funduszami inwestycyjnym w zakresie kupna i sprzedaży nieruchomości biurowych, handlowych i przemysłowo-magazynowych. Przed dołączeniem do Savills pełnił m.in. funkcje szefów działów doradztwa kapitałowego w Cushman & Wakefield i Colliers w Czechach, skąd teraz przeprowadza się do Polski. Przez 12 lat pracował również po stronie klienta jako dyrektor funduszu Pradera Limited z siedzibą w Londynie, gdzie odpowiadał za inwestycje i zarządzanie aktywami w sektorze handlowym zlokalizowanymi w Europie Środkowo-Wschodniej. W trakcie ponad 20-letniej kariery zawodowej odnosił znaczące sukcesy, doradzając w transakcjach o łącznej wartości ponad 2 mld euro, których przedmiotem były takie nieruchomości zlokalizowane w Polsce jak Homepark Targówek, HomePark Janki i Homepark Franowo czy ostatnio budynek biurowy Mid-Point we Wrocławiu.

„Cieszę się z kolejnego etapu mojej kariery, jakim jest przejście do Savills oraz możliwości wykorzystania mojego doświadczenia na największym rynku inwestycyjnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wyzwania, z jakimi rynek nieruchomości mierzył się w ostatnim czasie, zachwiały zaufaniem inwestorów i wpłynęły na wolumen inwestycyjny w wielu krajach, w tym w Europie Środkowej. Fundamenty stanowiące o sile polskiego rynku pozostają jednak niezmienne i jestem przekonany, że wraz z odwróceniem cyklu koniunkturalnego, będą ponownie przyciągały do Polski zagraniczny kapitał” – mówi Mark Richardson, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego, Savills w Polsce.

Bankowość islamska jako panaceum na problemy finansowe Rosji i sankcje

Rosyjska Duma Państwowa przyjęła ustawę o eksperymencie wprowadzenia bankowości islamskiej w czterech regionach Rosji – Dagestanie, Czeczenii, Baszkirii i Tatarstanie. Terytorium tego eksperymentu może zostać rozszerzone przez rząd w porozumieniu z Bankiem Centralnym Federacji Rosyjskiej. Eksperyment potrwa od 1 września 2023 r. do 1 września 2025 roku.

Czas trwania eksperymentu może ulec wydłużeniu. Bank Centralny będzie prowadził rejestr uczestników eksperymentu. Status uczestnika może uzyskać bank, nie-kredytowa instytucja finansowa, a także osoba prawna zarejestrowana w formie stowarzyszenia konsumenckiego lub np. funduszu. Według ustawy „…Uczestnicy eksperymentu… nie są uprawnieni do finansowania działalności związanej z produkcją wyrobów tytoniowych i alkoholowych, broni, amunicji, obrotu takimi towarami, a także finansowania hazardu”.

Bankowość islamska

Bankowość islamska, to specyficzny system finansowy, który oprócz banków obejmuje wyspecjalizowany rynek ubezpieczeń (takaful)[1] i rynek całej klasy islamskich instrumentów finansowych (sukuk)[2], podobnych do instrumentów sekurytyzacyjnych[3]. W bankowości islamskiej obowiązuje przestrzeganie zasad szariatu[4] przy świadczeniu usług finansowych. W szczególności zakazuje się stosowania stałego oprocentowania lub opłaty za udzielenie pożyczki, natomiast dopuszcza pobieranie zmiennego wynagrodzenia, w zależności od wyników transakcji. Bankowość islamska zawiera szereg innych zakazów i ograniczeń. Przede wszystkim zawiera zakaz płacenia odsetek, transakcji spekulacyjnych, transakcji z warunkami niepewności. Oznacza to, że standardowa emisja pożyczki na procent, jest w bankowości islamskiej zabroniona. Nie są możliwe również kontrakty terminowe. Ważnym warunkiem transakcji finansowych jest to, że są one przeprowadzane wyłącznie przy użyciu aktywów rzeczowych. W związku z tym, udzielenie pożyczki przez bankowość islamską jest możliwe, ale nie na oprocentowanie, ale z dopłatą i ratami. Możliwy jest również kredyt hipoteczny, ale istnieje szereg różnic w porównaniu z rozwiązaniami zachodnimi. Islamska hipoteka może być zaaranżowana w formie dzierżawy z późniejszym wykupem. W takim przypadku czynsz jest weryfikowany corocznie, zgodnie z rynkiem. Inną opcją jest to, że pożyczkodawca kupuje nieruchomość, a następnie odsprzedaje ją klientowi z premią i akcjami. Taka odsprzedaż z narzutem – zgodnie z normami szariatu – nie jest zabroniona. Bankowość islamska zawiera również zakaz finansowania niektórych sektorów gospodarki: hazardu, produkcji wieprzowiny, napojów alkoholowych. Ponadto banki i instytucje finansowe, działające w takim systemie, dzielą się z klientem zarówno ryzykiem, jak i zyskami. Najczęstsze operacje w bankowości islamskiej to: raty, leasing i finansowanie kapitałowe. Według firmy audytorskiej Ernst & Young w latach 2019-2023 tempo wzrostu islamskiego rynku bankowego na świecie wyniosło 17,9%.

Elementy bankowości islamskiej w Rosji

W Federacji Rosyjskiej istniały pewne podstawy do wprowadzenia bankowości islamskiej. Szacuje się, że w Rosji już działa około 10 islamskich instytucji finansowych. Najbardziej znane to dom finansowy Masraf w Machaczkale, Fundacja Szejka Zayeda w Groznym, dom finansowy Amal i Eurasian Leasing Company w Kazaniu. Instytucje te oferują klientom możliwość zostania inwestorami z różnymi udziałami w projektach, kupowania towarów na raty. Elementy bankowości islamskiej wprowadziły również niektóre rosyjskie banki. AK Bars Bank oferuje swoim klientom islamskie hipoteczne kredyty mieszkaniowe. Sberbank wprowadził instrumenty inwestycyjne halal[5], takie jak finansowanie handlu i gwarancje bankowe.

Zasady działania eksperymentu

Nowa rosyjska ustawa szczegółowo opisuje operacje dozwolone w ramach eksperymentu z bankowością islamską. Uczestnicy nowego systemu mają prawo do udzielania pożyczek gotówkowych osobom prawnym i fizycznym, ale bez naliczania odsetek oraz finansowanie osób fizycznych i prawnych poprzez zawieranie umów kupna-sprzedaży (w tym nieruchomości) na raty. Należy podkreślić, że uczestnicy eksperymentu nie są uprawnieni do pobierania wynagrodzenia w postaci odsetek od udzielanych pożyczek. Nie mogą także finansować działalności związanej z produkcją lub obrotem tytoniem, wyrobami alkoholowymi, bronią i amunicją, hazardem. Status uczestnika eksperymentalnego reżimu prawnego będą mogły otrzymać instytucje kredytowe i nie-kredytowe instytucje finansowe (NFO)[6]. Te ostatnie mogą być zarejestrowane w formie towarzystw konsumenckich, funduszy, autonomicznych organizacji non-profit, towarzystw gospodarczych lub spółek prawa handlowego.

Według rosyjskich ekspertów bankowych (A. Aksakov), Rosja nie będzie zmieniać całego ustawodawstwa w celu wprowadzenia bankowości islamskiej, ale realizować jej założenia w ramach eksperymentów prowadzonych w regionach zamieszkałych przez ludność muzułmańską. W Rosji mieszka 20-25 milionów muzułmanów, w tym migrantów zarobkowych. W Czeczenii i Dagestanie odsetek muzułmanów przekracza 90% populacji, co powoduje, że zapotrzebowanie na islamskie finanse jest znaczne. Uważa się, że jako aktywa można przyciągnąć środki finansowe ludności islamskiej, która wcześniej nie była zaangażowana w obrót gospodarczy. Eksperci liczą na to, że ta innowacja finansowa, zwiększy również kredytowanie ludności, np. „Inguszetia ma najniższy procent kredytów dla ludności – w 2022 r., a wzrost zadłużenia na mieszkańca wyniósł niecałe 10 tysięcy rubli (nieco ponad 100 USD). Jedną z przyczyn takiej sytuacji są zakazane w islamie działania bankowe, które odstręczają islamską ludność od inwestycji finansowych”[7].

Cele

Rosja ma również nadzieję, że bankowość islamska pomoże jej zwiększyć własne inwestycje w krajach, które aktywnie wykorzystują różne formy bankowości islamskiej. Taki system finansowy jest powszechnie wykorzystywany w Iranie, Pakistanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i wielu innych krajach. Rosja liczy również na długoterminowe środki finansowe inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu i Azji Południowo-Wschodniej. Eksperci finansowi uważają, że „właśnie w tych krajach występuje nadmierna płynność finansowa i są one gotowe inwestować środki w rosyjskie projekty, jednak to finansowanie powinno się odbywać zgodnie z zasadami islamu i to dopiero wtedy, kiedy Rosja stworzy odpowiednie prawodawstwo i kiedy  usankcjonowana zostanie tu obecność islamskiej infrastruktury finansowej i zapewnione jej wsparcie ze strony państwa”[8]. Rosja ma nadzieję, że legalizacja bankowości islamskiej będzie dodatkowym impulsem do zbliżenia partnerami islamskimi, z którymi ostatnio rozwija intensywną współpracę. Według ekspertów, islamska bankowość może zafunkcjonować w każdym obszarze rosyjskiej gospodarki od wydobycia surowców, po produkcję przemysłową. Już w maju 2022 roku informowano o utworzeniu grupy roboczej ds. finansów islamskich przy Komisji Dumy Państwowej ds. Rynku Finansowego, która miała przedstawić ukierunkowane zmiany w ustawach, w celu stymulowania napływu środków finansowych ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i innych krajów. Szacuje się, że obecne wprowadzenie bankowości islamskiej przyciągnie do Rosji 11-14 mld dolarów w skali roku, ze wspólnych projektów z krajami islamskimi, w tym z Turcją i Iranem.

Sposób na obejście sankcji

Przede wszystkim jednak, bankowość islamska może być dla Rosji sposobem na obejście, nałożonych na nią sankcji ekonomicznych i finansowych. Pod uwagę brane są dwie opcje: przeorientowanie biznesu na partnerów islamskich i wykorzystanie banków islamskich zgodnie z ich przeznaczeniem lub utrzymywanie relacji z partnerami europejskimi z wykorzystaniem banków islamskich jako pośredników. Organizacje bankowości stwarzają również Rosji możliwość transferu pieniędzy z wykorzystaniem systemu hawala[9], co pozwoli jej na realizację usług w krajach, w których działają islamskie organizacje finansowe, takich jak Malezja, Iran czy kraje arabskie. Warto zauważyć, że system transferu hawala stał się powszechny w Iranie po tym, jak kraj został odłączony od SWIFT[10].

Literatura:

А. Алексеевских, Госдума приняла закон об исламском банкинге, https://www.gazeta.ru/business/news/2023/07/19/20904476.shtml

[1] Ubezpieczenia muzułmańskie określane są mianem takāful, które odróżnia się od ubezpieczeń konwencjonalnych, znanych jako tāmīn. Te ostatnie funkcjonują w świecie arabskim od stuleci, podobnie jak inne rozwiązania finansowe przyjęte ze świata zachodniego. Ubezpieczenia typu takāful pojawiły się stosunkowo późno – niecałe 40 lat temu. Z jednej strony stanowiły naturalny, kolejny etap rozwoju sektora finansów muzułmańskich, z drugiej zaś oferowały bogate instrumentarium zwolennikom poglądu, jakoby islam mógł przeciwstawić się światowi zachodniemu. Zasady funkcjonowania takāful muzułmanie wywodzą od czasów samego Mahometa i społeczności plemiennych zamieszkujących Półwysep Arabski. Surowy, pustynny klimat sprawił, że jego mieszkańcy wypracowali system wzajemnego wspierania się na wypadek suszy.

[2] Rynek sukuk – jest jednym z ważniejszych segmentów islamskiego systemu finansowego i coraz bardziej znaczącym elementem rynku światowego. Od wielu lat odnotowuje wzrost 10-15% rocznie, a łączna wielkość emisji osiągnęła 100-120 mld $. Odpowiadało to już w 2009 r. ok. 10% aktywów ulokowanych zgodnie z zasadami szariatu. Chociaż konstrukcja sukuk przypomina tradycyjne ABS czy covered bonds, to instrumenty te charakteryzują się pewnymi specyficznymi cechami, jak np. zgodność ich stosowania z zasadami islamu. Certyfikaty islamskie mogą być pewną alternatywą dla tradycyjnych obligacji i instrumentami wzbogacającymi ofertę rynkową. Mogą na przykład stanowić stosunkowo dobre zabezpieczenie przed upadłością emitenta, o ile w umowie dobrze regulowane są kwestie własnościowe.

[3] Sekurytyzacja to nowoczesna operacja finansowa umożliwiająca przedsiębiorstwom, instytucjom finansowym i bankom pozyskanie kapitału. Nazwa operacji pochodzi od securities oznaczającego papiery wartościowe. Jest to zamiana należności na papiery wartościowe. Ma zastosowanie wówczas, gdy w ramach stosunków wierzycielsko-dłużniczych podmioty decydują się na zamianę aktywów np. w postaci należności, na papiery wierzycielskie (akcje) lub dłużne (papiery komercyjne, obligacje), ale takie, które są łatwiej zbywalne niż np. klasyczne należności.

[4][4] Szariat, szari’at (arab. ‏شريعة‎, šarīʿa „droga prowadząca do wodopoju”) – prawo normujące życie wyznawców islamu, zarówno w jego odmianie sunnickiej, jak i szyickiej. Islam nie uznaje rozdziału życia świeckiego od religijnego i dlatego reguluje zarówno zwyczaje religijne, organizację władzy religijnej oraz codzienne życie wszystkich obywateli państwa, które wprowadziło prawo szariatu.

[5] Halal lub halaal (arab. حلال, to, co nakazane) – w islamie określenie wszystkiego, co jest dozwolone w świetle szariatu. Przeciwieństwo haram – czynów zabronionych. Czyny będące halal bądź haram są klasyfikowane przez uprawnionego do tego uczonego, nazywanego mudżtahidem.

[6] Instytucja niekredytowa to osoba fizyczna lub prawna, która udziela lub obiecuje udzielić umów o kredyt zabezpieczonych hipoteką lub innym porównywalnym zabezpieczeniem na nieruchomości mieszkalnej.

[7] О. Соловьева, Российские экспортеры готовятся торговать по нормам шариата, https://www.ng.ru/economics/2022-09-22/4_8547_east.html

[8] ibidem

[9] Hawala lub hewala (arab. حِوالة ḥawāla, co oznacza przekazanie lub czasami zaufanie), pochodzący z Indii jako havala (hindi: हवाला), znany również jako havaleh w języku perskim i xawala lub xawilaad w Somalii, jest popularnym, nieformalnym systemem transferu wartości pieniężnych, opartym na wydajnej i honorowej, ogromnej sieci brokerów pieniężnych (znanych jako hawaladars). Działają oni poza lub równolegle do tradycyjnej bankowości, kanałów finansowych i systemów przekazów pieniężnych. System wymaga minimum dwóch hawaladarów, którzy zajmą się „transakcją” bez przemieszczania gotówki czy przelewu telegraficznego. Chociaż hawaladarzy są rozsiani po całym świecie, to głównie funkcjonują na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej, Rogu Afryki i na subkontynencie indyjskim. Hawala jest zgodna z islamskimi tradycjami, ale obszar jej stosowania nie ogranicza się do krajów muzułmańskich.

[10] SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) – Stowarzyszenie na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej to międzynarodowy system płatności, pozwalający na wykonanie przelewu do dowolnego kraju na świecie w dowolnie wybranej walucie. Obejmuje to instytucje, instrumenty, zasady, procedury, standardy i technologie, które umożliwiają transfer. Pośredniczy w transakcjach między bankami, domami maklerskimi, giełdami i innymi instytucjami finansowymi. Wykorzystywany system komputerowy oparty na sieci SWIFTNet Link (SNL) realizuje dziennie około 37 milionów operacji dziennie (stan na 2023 rok), głównie pomiędzy krajami europejskimi (65% transakcji). Każdy uczestnik SWIFT posiada swoje oznaczenie BIC/SWIFT.

XTB: Od 2023 roku rozliczanie dochodów z zagranicznych akcji i ETF-ów będzie jeszcze prostsze

Szef Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) przychylił się do wniosku XTB o zmianę interpretacji indywidualnej związanej z rozliczaniem dochodów inwestorów z giełd zagranicznych. Wprowadzenie w życie tej zmiany znacząco wpłynie na wygodę inwestowania w spółki akcyjne notowane na giełdach poza Polską.

Sierpniowa zmiana interpretacji indywidualnej przez Szefa KAS wpłynie na sposób rozliczania klientów XTB inwestujących na giełdach zagranicznych. Do tej pory, stosując wcześniejsze wytyczne, inwestorzy otrzymywali od XTB wszystkie potrzebne dane dotyczące dochodów z giełd zagranicznych w specjalnym “Raporcie Podatkowym” wraz z instrukcją, jak należy je przenieść do formularza PIT-38.

Od roku podatkowego 2023, proces rozliczania dochodów z inwestycji w akcje i ETF-y notowane na giełdach zagranicznych będzie jeszcze prostszy dla klientów XTB. Zmiana wprowadzona przez Szefa KAS spowoduje, że inwestorzy otrzymają PIT-8C obejmujący dochody ze wszystkich zamkniętych inwestycji dokonywanych w XTB (transakcji na CFD i sprzedaży papierów wartościowych notowanych na GPW oraz na giełdach zagranicznych). Dochody te automatycznie zaimportują się do PIT-38 w serwisie e-Urząd Skarbowy na podatki.gov.pl w usłudze Twój e-PIT.

Jesteśmy zadowoleni, że Szef KAS przychylił się do naszego wniosku o zmianę wcześniejszej interpretacji – komentuje Paweł Szejko, członek zarządu XTB. – To efekt naszej pracy, która podyktowana była oczekiwaniami inwestorów. W ten sposób likwidujemy kolejną barierę, która mogła zniechęcać przed lokowaniem środków na zagranicznych giełdach. Od 2023 roku rozliczenie z Urzędem Skarbowym będzie znacznie prostsze – dodaje Szejko.

Warto podkreślić, że mimo wprowadzonej zmiany, XTB nadal będzie przygotowywać dla swoich klientów “Raport Podatkowy”. W tym dokumencie będą znajdować się wyłącznie dane o podatkach od dywidend z zagranicznych spółek, gotowe do przeniesienia do PIT-38. XTB jest obecnie jedynym domem maklerskim w Polsce, który kompleksowo wspiera klientów w rozliczeniu podatków od dywidend zagranicznych.

Tonący brzytwy się chwyta, czyli jak sektor bankowy próbuje zmienić orzecznictwo frankowe

W ostatnich dniach opinię publiczną i całe środowisko frankowe w Polsce rozgrzewa temat 3 nieprawomocnych wyroków sądów uznających roszczenia banków o dokonanie waloryzacji sądowej. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z przełomem w tzw. sprawach frankowych jak twierdzą przedstawiciele sektora bankowego? Moim zdaniem absolutnie nie.

Komentarz: adw. Karolina Pilawska, Pilawska Zorski Adwokaci

Temat waloryzacji roszczeń banków o zwrot kapitału w przestrzeni medialnej pojawił się po ogłoszeniu wyroku TSUE z 15 czerwca 2023 roku w sprawie C-520/21, w którym to orzeczeniu Trybunał Unijny jasno wskazał, że bankom – poza zwrotem kwoty kapitału i odsetek ustawowych za czas opóźnienia liczonych od wezwania do zapłaty – nie należy się od kredytobiorców frankowych żadna inna rekompensata. Nie jest zatem tak, że kwestia waloryzacji roszczeń banków jest sporna. Odpowiedź TSUE była jednoznaczna, ale z uwagi na wątpliwości przedstawicieli sektora bankowego sędzia Michał Maj, który był zresztą autorem pytań prejudycjalnych w sprawie C-520/21, w dniu 28 lipca 2023 roku skierował do TSUE pytanie prejudycjalne odnoszące się wprost do waloryzacji (sygn. akt XXVIII C 18858/21). Widać, że sędzia dąży do definitywnego wyjaśniania tej kwestii, w tym przypadku wprost pytając TSUE, czy roszczenie banku o dokonanie sądowej waloryzacji jest uzasadnione. Uważam jednak, że wyrok TSUE wydany w sprawie C-520/21 zawierał już wprost odpowiedź na pytanie o waloryzację sądową na postawie art. 3581 § 3 k.c. i że TSUE definitywnie taką możliwość wykluczył wskazując na sprzeczność takiego rozwiązania z zasadami Dyrektywy 93/13.

Z drugiej strony pojawienie się informacji o 3 nieprawomocnych wyrokach uwzględniających roszczenia banków o waloryzację zdaje się potwierdzać, że zadanie uzupełniającego pytania prejudycjalnego było konieczne, bo nie dla wszystkich wyrok TSUE z 15 czerwca 2023 roku był wystarczająco zrozumiały. Czy zatem roszczenia banków o dokonanie sądowej waloryzacji mają szansę być prawomocnie uwzględniane przez polskie sądy? Z mojego punktu widzenia nie ma na to przestrzeni – zarówno na płaszczyźnie merytorycznej, jak i formalnej. Na marginesie warto dodać, że o ile wyroki wydane na korzyść banków są nieprawomocne, to w obrocie prawnym funkcjonują już prawomocne wyroki sądów oddalające roszczenia banków o waloryzację i to takie wyroki są wiążące.

Przede wszystkim dopuszczenie możliwości żądania waloryzacji sądowej doprowadziłoby do zniwelowania negatywnych skutków dla banków zawierania w umowach kredytowych nieuczciwych warunków umownych. Dzięki waloryzacji mogłyby one liczyć na uzyskanie zarobku z nieważnych umów kredytowych, których same były autorami. Taka rekompensata mogłaby w niektórych wypadkach przekraczać zysk wynikający z umowy zawierającej nieuczciwe warunki umowne lub wysokość należności z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. W takiej sytuacji trudno mówić o skutecznym efekcie zniechęcającym przedsiębiorców do stosowania w umowach z klientami nieuczciwych warunków umownych i realizacji celów Dyrektywy 93/13.

Warto wskazać, że Sąd Okręgowy w Elblągu uznał, że roszczenie banku o waloryzację kwoty kapitału jest zasadne ze względu na wysoką inflację. Jego zdaniem licząc od momentu udzielenia kredytu inflacja wyniosła 40 % i w związku z tym orzekł, że kredytobiorca powinien zwrócić bankowi kapitał zwaloryzowany o 34 %. Trudno uznać, że wyliczanie zmiany siły nabywczej pieniądza za taki okres, czyli od momentu uruchomienia kredytu, jest prawidłowe. Roszczenia banków musimy bowiem analizować globalnie, patrząc na wszystkie aspekty tzw. spraw frankowych. Dlatego też – jeżeli kredytobiorca przy aktualnym orzecznictwie bardzo często otrzymuje odsetki za czas opóźnienia od momentu potwierdzenia przed sądem, że żąda nieważności umowy kredytu, co jest efektem teorii tzw. bezskuteczności zawieszonej, to dlaczego bank – jako sprawca wadliwości umowy kredytu – miałby mieć prawo żądania waloryzacji już od momentu uruchomienia kredytu? Zaakceptowanie takiego rozwiązania po raz kolejny prowadziłoby do uprzywilejowania banków kosztem kredytobiorców i stałoby w sprzeczności z podstawowymi zasadami ochrony konsumenckiej w Polsce i Unii Europejskiej.

Nie można też zapominać o podstawach systemu prawnego, czyli zasadach współżycia społecznego, przez których pryzmat roszczenia banków powinny być ocenianie. Orzekając o roszczeniach banków sądy nie mogą zapominać o tym, że to banki były autorami wadliwych umów kredytowych i że to banki wkomponowały w ich treść niedozwolone postanowienia umowne, które rażąco naruszały interesy kredytobiorców i wystawiały ich na nieograniczone ryzyko kursowe.

Oczywistym jest także, że sektor bankowy jakikolwiek korzystny dla siebie nieprawomocny wyrok sądu będzie rozdmuchiwał do rangi zmiany całej linii orzeczniczej, bo wprowadzanie niepewności ma skłonić Frankowiczów do zawierania ugód. Moim zdaniem jest jednak tak, że środowisko frankowe to aktualnie bardzo świadoma grupa społeczna, która przez lata walki w sądach poznała swoje prawa i doskonale wie, że to prawo jest po ich stronie. Kolejny wyrok TSUE, który odpowie na pytanie dotyczące stricte waloryzacji, w mojej ocenie definitywnie zakończy ten temat na korzyść kredytobiorców frankowych.

Spadek wskaźnika PPI w strefie euro

Kolejny mocny spadek wskaźnika PPI w strefie euro w ujęciu r/r.

Lipcowy odczyt wyniósł -7,6%, w poprzednim miesiącu wskaźnik wyniósł -3,4%. Mamy deflację cen producentów. W ujęciu miesięcznym ceny producentów spadły o 0,5%. PPI w strefie euro jest mocno ujemny, co może pomóc w dalszym spadku inflacji CPI w strefie euro w najbliższych miesiącach. Deflacja producencka wynika jednak w dużej mierze ze spadku cen energii (-24,2%). Po odjęciu tej kategorii, pozostałe ceny wzrosły o 1,6% r/r.

Duże różnice widać również w poszczególnych gospodarkach strefy euro. Kraje o dwucyfrowym spadku wskaźnika to m.in. Bułgaria, Belgia czy Włochy. Z drugiej strony inflacja producencka nie odpuszcza na Węgrzech (18,8%) czy na Słowacji (17,8%).

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Wypalenie zawodowe. Wyjazd w tropiki nie jest lekarstwem

Po wakacjach wiele osób ma problem z powrotem do pracy, często stresującej i wyczerpującej. Pojawia się u nich wypalenie zawodowe – zjawisko, które dotyczy coraz większej liczby pracowników. O tym, jakie są jego objawy i dlaczego ucieczka nie jest najlepszym wyjściem, mówią prof. Katarzyna Januszkiewicz i dr Agnieszka Golińska, psycholożki z Uniwersytetu SWPS.

Wypalenie zawodowe to stan, w którym wykonywana do tej pory praca przestaje sprawiać przyjemność i satysfakcję, coraz bardziej męczy, zniechęca i powoduje wyczerpanie fizyczne oraz psychiczne.

Definiując wypalenie zawodowe możemy powiedzieć, że jest to stan danego pracownika lub pracowniczki. Warto jednak zwrócić uwagę, że gdy chcemy zastanowić się nad jego przyczynami i konsekwencjami, to powinniśmy myśleć o procesie, który trwa, a samo wypalenie nie pojawia się z dnia na dzień – tłumaczy prof. Katarzyna Januszkiewicz, psycholożka i specjalistka ds. organizacji i zarządzania, dziekanka Wydziału Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS.

Niepokojące symptomy

Symptomy, które mogą świadczyć o wypaleniu zawodowym, to m.in. zmęczenie, które pojawia się, gdy myślimy o pracy, nieprzyjemne objawy fizyczne (bóle brzucha, problemy z oddychaniem, osłabienie), gdy zbliżamy się do miejsca pracy albo poczucie, że zaniedbujemy bliskich z powodu obowiązków służbowych. Niepokój powinny również budzić brak nadziei na polepszenie sytuacji w pracy, brak poczucia przyjemności z wykonywania obowiązków zawodowych, które kiedyś sprawiały nam radość.

Nie każda dysfunkcja w zachowaniu organizacyjnym czy stosunku do pracy jest wypaleniem zawodowym. Nie są nim trudne emocje, które często pojawiają się w pracy, np. zdenerwowanie ciężką rozmową z klientem. Oczywiście odpowiednie natężenie i czas trwania takich emocji może prowadzić do wypalenia, ale taka diagnoza powinna spełniać określone kryteria – mówi prof. Katarzyna Januszkiewicz.

Ważna perspektywa

Wypalenie jest związane z charakterystyką wykonywanej pracy, a nie z sektorem gospodarki. Sytuacja, w której pracownik lub pracowniczka wykonują rutynowe zadania, nie wiedzą, jaki cel przyświeca ich obowiązkom i nie dostają informacji zwrotnych na temat swojej pracy od przełożonego czy przełożonej, to prosta droga do wypalenia.

Wypalenie zawodowe dobrze opisuje pewna metafora. Człowiek idący ulicą zobaczył trzech mężczyzn pracujących na budowie. Postanowił zapytać się, co robią. Pierwszy z nich odpowiedział, że kładzie cegły, drugi, że buduje ściany, a trzeci, że buduje katedrę. Jeśli ktoś ma taką perspektywę, że jedyne co robi to kładzie cegły, czyli nie widzi większego sensu i celu swojej pracy, to w przypadku takiej osoby wypalenie zawodowe jest dużo bardziej prawdopodobne – zauważa dr Agnieszka Golińska, psycholożka i specjalistka ds. zarządzania, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS.

Wysokie ryzyko

Badacze i badaczki zajmujący się wypaleniem zawodowym podkreślają, że w grupie wysokiego ryzyka są ludzie młodzi i w średnim wieku, dążący do sukcesy, odznaczający się wysokim poziomem perfekcjonizmu, a także wrażliwi i nieumiejący przyjmować konstruktywnej krytyki. Na wypalenie zawodowe narażone są również osoby, których praca polega na pomaganiu innym i braniu za nich odpowiedzialności. Mogą to być osoby wykonujące zawody pomocowe np. lekarze, lekarki, pielęgniarze, pielęgniarki, nauczyciele i nauczycielki, ale także wolontariuszki i wolontariusze.

Kiedyś mówiło się, że wypalić się mogą tylko przedstawiciele określonych zawodów, np. nauczyciele czy nauczycielki, a w innych zawodach to zjawisko nie występuje. Dziś patrzymy na to inaczej. Przede wszystkim zmienił się sposób pełnienia różnych ról zawodowych czy organizacyjnych i ryzyko wypalenia może dotyczyć szerszej grupy pracowników – wyjaśnia prof. Januszkiewicz.

Złudne rozwiązanie

Mogłoby się wydawać, że rozwiązaniem problemu wypalenia zawodowego będzie zmiana pracy. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że nowe środowisko to wiele wyzwań i stresujących sytuacji. Wszystko dlatego, że zmieniając pracę wchodzi się w nowe środowisko, nową kulturę organizacyjną oraz społeczną, jeśli podejmuje się pracę w innym kraju.

Ucieczka nie jest rozwiązaniem. Uciekając od jednych wyzwań i problemów, trafiamy na kolejne w nowym miejscu – ostrzega dr Golińska.

Stres kulturowy związany z przebywaniem w nowym kraju albo nowej kulturze organizacyjnej może być czynnikiem wpływającym na wypalenie zawodowe. Zwłaszcza że najczęściej szok kulturowy dociera dopiero po upływie czasu. Na początku wszystkie nowe elementy na ogół się podobają.

Dlatego, zmieniając pracę i kraj, powinno się być świadomym tego, że oznacza to wysiłek konieczny, by zaadaptować się w nowym środowisku. Równie istotne jest, by nowy pracodawca, menedżer lub dział personalny wiedzieli, że dla nowej osoby zmiana wiąże się z nowymi wyzwaniami. Pozwoli to odpowiednio przygotować proces wdrażania pracownika – mówi dr Agnieszka Golińska.

Jak zapobiegać wypaleniu zawodowemu?

Ekspertki radzą, że należy m.in. nauczyć się odpoczywać, oddzielać czas prywatny od zawodowego i zadbać o różnorodność zadań w pracy. Warto pozbyć się lęku przed zmianami, co pozwoli nam poszukać nowej pracy, gdy obecna przestanie sprawiać nam satysfakcję. Motywację do działania i rozwiązanie problemów w pracy ułatwią nam kontakty z członkami rodziny lub przyjaciółmi, albo z osobami, które również zmagają się lub zmagały z wypaleniem zawodowym. W sytuacji, kiedy nie potrafimy sobie poradzić ze stanem chronicznego zmęczenia pracą i brakiem satysfakcji, pomocne mogą być konsultacje z psychologiem lub terapeutą.

Więcej o wypaleniu zawodowym w opracowaniu „Wypalenie zawodowe – znak czasów? Jak świadomie zapobiegać wypaleniu zawodowemu”, opublikowanym przez Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL). Opracowanie powstało we współpracy z Wydziałem Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS.

Rynki finansowe w konsolidacji po weekendzie

W USA i Kanadzie w pierwszy poniedziałek września obchodzone jest Święto Pracy, więc wczoraj tamtejsze rynki finansowe były nieczynne. Dziś ok. godz. 9:35 kontrakty na główne amerykańskie indeksy notowały niewielkie spadki (S&P 500 -0,18 proc.). We wtorek na giełdach Azji i Oceanii przeważały zniżki, ale z tej tendencji wyłamał się japoński Nikkei 225, który po wzroście o 0,3 proc. osiągnął swój najwyższy poziom od miesiąca (japoński rynek akcji lubi ponownie słabnącego jena?). Zgodnie z oczekiwaniami bank centralny Australii nie zmienił dziś wysokości swojej stopy procentowej i pozostała ona na poziomie 4,1 proc. (All Ordinaries Index -0,12 proc.)

Spadkowy charakter miał początek sesji w Europie (DAX -0,63 proc., CAC 40 -1,02 proc. ok. godz. 9:30).

Na GPW ok. godz. 9:50 zmiana WIG-u 20 była minimalna (+0,01 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano ceny akcji spółek Wawel, Ambra, Asseco Business Solutions i VRG, natomiast najniższy od ponad roku poziom zanotował kurs akcji BioMaximy.

Trzecią sesję z rzędu próbowała dziś rosnąć rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych i osiągnęła swój najwyższy poziom od tygodnia (4,218 proc.). Rentowność 10-latek polskiego rządu lekko dziś rano spadała (5,581 proc.).

Kurs EUR/USD spadł dziś do swego nowego ponad 2,5-miesięcznego minimum (1,07634 USD, -0,29 ok. godz. 0:25). Amerykański dolar umacniał się we wtorkowy poranek również względem japońskiego jena. Kurs USD/JPY atakował poziom swego osiągniętego przed tygodniem powyżej 148 JPY 9-miesięcznego maksimum. Kurs amerykańskiego dolara względem dolara australijskiego atakował poziom swego sierpniowego maksimum, w którym kurs USD/AUD był najwyżej od listopada ub.r.

Złoty lekko dziś rano słabł (EUR/PLN +0,07 proc., USD/PLN +0,4 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara – 25696 USD ok. godz. 9:25 (+0,1 proc.) – utrzymuje się tuż powyżej swoich minimów z drugiej połowy sierpnia, a zarazem nieco powyżej kluczowego poziomu wsparcia wyznaczanego w okolicach poziomu 25000 USD przez „linię szyi” ukształtowanej od czerwca ub.r. powyżej poziomu 15000 USD i opuszczonej górą w marcu br. formacji „odwróconej głowy z ramionami”.

Ceny kontraktów na ropę naftową, które w piątek wyszły na swe wielomiesięczne maksima (WTI najwyżej od listopada ub.r., Brent od stycznia br.) utrzymywała się kolejny dzień w pobliżu swoich ubiegłotygodniowych szczytów (WTI -0,54 proc., Brent +0,62 proc. ok. godz. 9:35). Cena kontraktu na gaz ziemny na NYMEX-ie spadała dziś ok. godz. 9:35 o 0,19 proc. Kolejny dzień z rzędu taniały dziś rano metale, których cenom ostatnia siła dolara raczej jest nie w smak (złoto -0,12 proc., srebro -1,76 proc., platyna -1,1 proc., pallad -1,02 proc., miedź -0,93 proc.). Spadały dziś rano również ceny pszenicy, soi i bawełny (spadek z najwyższego poziomu od listopada ub.r.), natomiast minimalnie rosła cena cukru, która utrzymywała się w okolicach swego ostatniego ponad 2-miesiecznego maksimum.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Obowiązek publikacji informacji w rejestrze spółek cywilnych. Spółka cywilna na nowych zasadach?

Projekt zmiany ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy oraz niektórych innych ustaw z dnia 15 września 2022 roku, który ma m.in. wprowadzić obowiązek publikacji informacji w rejestrze spółek cywilnych, aktualnie po zmianach i uzgodnieniach trafił do Komitetu Rady Ministrów do Spraw Cyfryzacji. ​

Warto zaznaczyć, iż celem nowelizacji przepisów jest przede wszystkim uproszczenie procesu podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców – osoby fizyczne oraz rozszerzenia informacji udostępnianych przez Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej (CEIDG) m.in. poprzez:

1) „uproszczenie procesu i stworzenie w CEIDG miejsca do publikacji informacji o spółce cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca podlegający wpisowi do CEIDG;
2) wprowadzenie możliwości składania wniosków o wpis w CEIDG tylko on-line, a tym samym rezygnację z formy papierowej;
3) elektronizację i rozszerzenie zakresu informacji o udzielonych przez przedsiębiorców pełnomocnictwach w CEIDG;
4) automatyzację procesów oraz wymianę danych przez integrację CEIDG z innymi systemami informatycznymi;
5) stworzenie organom koncesyjnym możliwości prowadzenia rejestru działalności regulowanej w ramach usługi udostępnianej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) oraz doprecyzowanie zakresu danych przekazywanych przez organy koncesyjne oraz izby rzemieślnicze;
6) zwiększenie efektywności i optymalizacji procesów dotyczących rejestru CEIDG oraz Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy (PIP), w tym poszerzenie katalogu dokumentów, które można dołączyć do wniosku o wpis do CEIDG, np. zgłoszenie o zaprzestaniu wykonywania czynności podlegających opodatkowaniu podatkiem od towaru i usług (VAT-Z);
7) doprecyzowanie przepisów m.in. w zakresie:
a) zarządu sukcesyjnego,
b) udostępniania danych w CEIDG,
c) syndyka,
d) informacji o kwalifikacjach rzemieślniczych,
e) przesłanek sprostowania wpisu w CEIDG.”[footnoteRef:1] [1: [w:] Uzasadnienie projektu ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy oraz niektórych innych ustaw z dnia 15 września 2022 roku: https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12364250/12911969/12911970/dokument625134.zip ]

W niniejszej publikacji skupimy się na zmianach dotyczących spółek cywilnych. W 2022 roku w rejestrze REGON zarejestrowanych było 271869 spółek cywilnych[footnoteRef:2]. Z jeden strony jest to najtańsza pod względem koniecznych do poniesienia kosztów utworzenia spółki, jednakże najbardziej czasochłonna. Aby utworzyć spółkę cywilną faktycznie wystarczy zawrzeć umowę z drugą osobą fizyczną bądź prawną, jednak po zawarciu umowy spółki samodzielnie należy złożyć wnioski do Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) w celu nadania numeru REGON, do urzędu skarbowego (US) w celu nadania numeru NIP, jeśli spółka cywilna ma być płatnikiem VAT, należy zadośćuczynić również obowiązkowemu zgłoszeniu do rejestru czynnych podatników VAT, a ponadto do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS)/Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS). Obecnie system tzw. „jednego okienka” nie ma zastosowania względem spółek cywilnych. [2: https://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5515/2/22/1/rocznik_statystyczny_rzeczypospolitej_polskiej_2022.pdf ]

W związku z powyższym ustawodawca dostrzegł potrzebę uproszczenia procedury dotyczącej rejestracji spółek cywilnych, ale również i potrzebę śledzenia zmian zachodzących w spółkach cywilnych. W spółkach cywilnych może również dochodzić do zmian osobowych w składzie wspólników – czego obecnie nie jesteśmy w stanie samodzielnie sprawdzić, a jedynie możemy liczyć na przekazanie tychże informacji przez wspólników spółki cywilnej. Natomiast sam fakt posiadania statusu wspólnika w spółce cywilnej jest udostępniany w rejestrze CEIDG oraz w rejestrze prowadzonym przez GUS.

Projektowane uproszczenia mają dotyczyć w szczególności: opracowania uniwersalnego projektu umowy spółki cywilnej, który będzie możliwy do podpisania on-line; stworzenie zintegrowanego wniosku dotyczącego spółki cywilnej wraz z dodatkowymi formularzami np. rejestracji jako czynnego podatnika VAT (VAT-R) bądź formularzy ZUS/KRUS (Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego), umożliwienia aktualizacji danych objętych wpisem do rejestru np. zmian osobowych w spółce oraz utworzenia tzw. „jednego okienka” dla zgłoszenia informacji o zawarciu umowy spółki cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca podlegający wpisowi do CEIDG do innych urzędów, tj.: US, GUS i ZUS/KRUS. System „jednego okienka” będzie możliwy dla przedsiębiorców wpisanych do CEIDG, ze względu na fakt, iż gro spółek cywilnych zakładane jest przez przedsiębiorców wpisanych do CEIDG. Ustawodawca po wdrożeniu powyższego rozwiązania, planuje rozszerzyć je na kolejne grupy podmiotów.

Nowela zakłada wprowadzenie rejestru spółek cywilnych, jednakże wpis do rejestru będzie dotyczył wyłącznie spółki cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca wpisany do CEIDG. Natomiast w rejestrze będą udostępniane następujące dane:

1) numer identyfikacji podatkowej (NIP) spółki cywilnej oraz informacje o jego unieważnieniu lub uchyleniu;
2) numer identyfikacyjny REGON spółki cywilnej;
3) nazwę spółki cywilnej;
4) dane dotyczące wspólników, w tym informację o wspólnikach uprawnionych do reprezentacji;
5) datę rozpoczęcia działalności spółki cywilnej;
6) datę zwieszenia i datę wznowienia działalności spółki cywilnej;
7) informację o wykreśleniu lub ustaniu bytu prawnego spółki cywilnej;
8) adres siedziby spółki cywilnej, dane dotyczące adresu są zgodne z oznaczeniami kodowymi przyjętymi w krajowym rejestrze urzędowym podziału terytorialnego kraju, o ile to w danym przypadku możliwe;
9) przedmiot wykonywanej na podstawie umowy spółki cywilnej działalności gospodarczej według Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) na poziomie podklasy, w tym jeden przedmiot przeważającej działalności;
10) informację o przekształceniu spółki cywilnej w spółkę podlegającą wpisowi do Krajowego Rejestru Sądowego;
11) dane dotyczące zarządcy sukcesyjnego, o ile został powołany.

W przypadku, gdy wspólnicy spółki cywilnej nie są przedsiębiorcami podlegającymi wpisowi do CEIDG informacja dotycząca danych wspólników obejmuje:

1) imię i nazwisko, a także numer identyfikacji podatkowej (NIP) lub numer identyfikacyjny REGON, o ile posiada – w przypadku, gdy wspólnik spółki cywilnej jest osobą fizyczną;

2) firmę, numer w Krajowym Rejestrze Sądowym, o ile posiada, a także numer identyfikacji podatkowej (NIP), o ile posiada – w przypadku, gdy wspólnik spółki cywilnej jest osobą prawną lub inną jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej.

Projektowane zmiany dotyczące w szczególności uproszczenia podejmowania działalności w formie spółki cywilnej były wręcz wyczekiwane przez przedsiębiorców. Natomiast w zakresie rejestru spółek cywilnych projektowaną zmianę należy ocenić pozytywnie, chociażby ze względu na transparentność obrotu gospodarczego oraz jawność szczegółowych informacji o osobach wchodzących w skład danej spółki cywilnej.
Na dzień sporządzania niniejszego artykułu omówione powyżej zmiany mogą ulec modyfikacji.

Autor: adw. Martyna Szczygielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Duży spadek ofert pracy – zmiany w branży IT

Ponad 50-procentowy wzrost liczby ofert pracy dla analityków i ponad 30-procentowy spadek w branży gier. Pod względem zapotrzebowania na specjalistów IT w ciągu ostatnich 12 miesięcy w sektorze nowych technologii sporo się zmieniło. Dotyczy to również zarobków.

Mimo kolejnych zawirowań gospodarczych i powtarzających się zapowiedzi kryzysu, sektor IT niezmiennie pozostaje jedną z najbardziej stabilnych branż na rynku pracy. Nie znaczy to jednak, że nic się w nim nie dzieje. Wraz z rozwojem nowych technologii zmienia się również zapotrzebowanie na specjalistów IT. Niektóre stanowiska stają się coraz bardziej popularne, podczas gdy inne tracą na znaczeniu. Eksperci Unity Group zauważyli też nową tendencję, która może wpłynąć na cały sektor.

Nasi rekruterzy zaobserwowali zmiany dotyczące korelacji wynagrodzeń, kwalifikacji i zapotrzebowania – mówi Sabina Rowińska, recruitment lead w Unity Group, i podaje przykłady. – Przez wiele lat na szczytach rankingów dotyczących zarobków w branży IT byli programiści Java. Ich stawki konsekwentnie rosły, jednak od jakiegoś czasu wynagrodzenia “javowców” maleją. Z dużymi wzrostami mamy natomiast do czynienia w przypadku DevOps. Zarobki w tym obszarze cały czas idą w górę.

Rynek IT chce ekspertów

Przyczyną może być właśnie ogólna sytuacja na rynku. Inwestycje dotyczące badań i rozwoju nowych systemów zostały ograniczone lub wstrzymane na rzecz działań, które zapewnią udoskonalenie już istniejących produktów i zagwarantują firmom przetrwanie.

Przy ograniczonych w ostatnim czasie inwestycjach w nowe projekty tym bardziej istotna stała się doskonałość operacyjna i nacisk na efektywność oraz optymalizację wprowadzanych rozwiązań. Umiejętność spojrzenia na aplikację jako całość, rozumianą nie tylko jako kod aplikacji, ale też procesy wytwarzania, budowania, a wreszcie jej wydajność oraz efektywność kosztową infrastruktury – stały się krytyczne dla organizacji. Także mnogość praktyk oraz narzędzi DevOps wymagających bardzo szerokich kompetencji nie pozwala na realizację tych działań bez wysokiej klasy ekspertów. Wszystko to składa się na bardzo duży popyt na specjalistów DevOps oraz na zmianę ich roli w projektach. Osoby, które wybrały ścieżkę ewolucji od wspomagającej w projekcie roli administratora systemów w kierunku DevOps często pełnią teraz kluczową rolę tuż obok architekta IT czy systemów Paweł Peryga, head of DevOps w Unity Group.

Podobnego zdania jest Michał Szum, szef działu customer care w Just Join IT, który od kilku lat analizuje dane z rynku pracy IT.

Zmiana warty następuje nie tylko w poszukiwanych specjalizacjach, co jest wypadkową rozwoju i zastępowania starszych, mniej skalowalnych i trudniejszych w utrzymaniu technologii oraz systemów przez bardziej elastyczne i efektywne. Widzimy także, że rynek pracy jest coraz trudniejszy dla juniorów. W pierwszym półroczu liczba ofert dla początkujących i średnio zaawansowanych programistów spadła łącznie o ponad 30%. Pojawia się za to więcej ofert dla najbardziej doświadczonych, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nastąpił powrót do inwestycji w kluczowe zasoby. Zatrudnienie wysokiej klasy specjalisty, który może zaopiekować kompleksowo złożone zagadnienia i obszary, staje się bardziej opłacalne, gdy firmy są zmuszone do zaciskania pasa na nowych projektach – zauważa Michał Szum.

Tę ostatnią obserwację eksperta potwierdza z kolei Sabina Rowińska z Unity Group:

Co kwartał przygotowujemy raporty dotyczące wynagrodzeń zbierając do nich dane z obszaru specjalizacji, na które prowadzimy rekrutacje wewnętrznie. W tym kwartale po raz pierwszy nie ujęliśmy w tym zestawieniu zarobków dla Junior Java Developerów, bo na jednym z najpopularniejszych portali z ofertami było zaledwie kilka ogłoszeń. Jeśli firmy szukają juniorów są to głównie osoby już z jakimś doświadczeniem komercyjnym.

Największe spadki w najpopularniejszych kategoriach

Eksperci Unity Group przeanalizowali dane zebrane przez największy w Polsce branżowy portal pracy Just Join IT. Sprawdzono, co się zmieniło w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Pod uwagę wzięliśmy dane Just Join IT z drugiego półrocza 2022 oraz pierwszego półrocza 2023. Oprócz specjalistów Java, dla których liczba ofert spadła o 6,02%, mamy też inne niespodzianki. Aż o 16,66% spadła liczba propozycji dla kategorii JavaScript, co jednak ciekawe, specjaliści znający ten język byli dotychczas tak bardzo poszukiwani, że obecnie mimo spadków i tak otrzymują najwięcej ofert ze wszystkich – tłumaczy Sabina Rowińska.

W zestawieniu spadków i wzrostów liczby ofert pracy w IT zdecydowanie najmocniej w górę wyskoczyły specjalizacje związane z analizą i przetwarzaniem danych. Pomiędzy drugim półroczem ubiegłego roku i pierwszym półroczem obecnego oferty spod znaku Analytics zaliczyły 51,29% wzrostu. Wysoko cenione jest również cyberbezpieczeństwo (40,45% w górę) oraz inne specjalizacje w takich kategoriach, jak Data (+24,53 proc.)DevOps (+24,09 proc.) i ERP (+19,73%).

Największe spadki to zaś języki Ruby (-48,78) i Go (-25,54%), ale również zadania, w których wymagana jest znajomość HTML (-24,22%). Mocno spada także zainteresowanie usługami programistów w branży gier. O ile w czasie pandemii i lockdownu twórcy gier byli intensywnie poszukiwani, tak w analizowanym okresie liczba ofert dla nich spadła o 32,19%. Na mniejsze zainteresowanie mogą też narzekać specjaliści od technologii mobilnych (-15,16%) i języka Scala (-11,76%).

– Rekrutacją w branży IT zajmuję się od ponad 8 lat, ale to, co obserwuję obecnie w przypadku niektórych specjalizacji, jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W ubiegłym roku w rekrutacji na Java Developera mieliśmy zaledwie 1 dopasowaną do potrzeb aplikację tygodniowo, tak teraz w ciągu tygodnia otrzymałam aż 80 aplikacji od kandydatów, z czego dopasowanych było 90%. Widzimy, że w tej specjalizacji pracy poszukuje znacznie więcej osób niż jeszcze rok, dwa lata temu. Trudniej znaleźć natomiast specjalistów DevOps, gdzie w czerwcu 2022 roku na ofertę pracy odpowiedziało niemal 100 kandydatów. W czerwcu 2023 r., czyli obecnie, były to pojedyncze osoby i tu widzimy z kolei, jak bardzo brakuje kandydatów na takie oferty. A na co liczą sami kandydaci? Z własnego doświadczenia i rozmów ze specjalistami, którzy już podjęli pracę w Unity Group, wiemy, że zależy im im przede wszystkim na stabilnej firmie, rozwojowych projektach i atmosferze zaufania i odpowiedzialności, to dla nich obecnie priorytet – mówi Sabina Rowińska.

Kto podrożał, a kto jest najtańszy?

Potwierdzeniem tezy o zmianie priorytetów na rynku IT są również dane dotyczące zarobków, które analizowało Unity Group.

O ile w styczniu 2023 r. we wspomnianej już kategorii “analytics” mogliśmy mówić o medianie wynagrodzeń na B2B dla seniorów na poziomie 20 335 zł, tak w czerwcu było to 22 500 zł. Dla kategorii “data” analogicznie była to mediana 25 418 zł, a obecnie już 26 950 zł. Jeśli chodzi o DevOps z mediany na poziomie 25 000 zł mamy 27 000 zł, natomiast w przypadku ERP z 25 500 zł pensje wzrosły do 28 250 zł – omawia Sabina Rowińska.

Bardzo duży spadek wynagrodzeń widać w kategorii HTML, gdzie ze styczniowych 30 000 zł dla seniorów w czerwcu dla osób z takim samym doświadczeniem oferowano już tylko 17 284 zł. Bez specjalnych zaskoczeń i bardzo stabilnie jest natomiast u specjalistów od Pythona, którzy w ciągu ostatniego roku zaliczyli niemal 5,5-procentowy wzrost liczby ofert. Jeśli chodzi o zarobki, to w przypadku seniorów była to i jest mediana na poziomie 25 000 zł, a w przypadku midów 17 000 zł, zaś juniorów 10 000 zł.

Ze względu na trwający boom na AI programiści Pythona mogą spać spokojnie, choć ich pensje paradoksalnie nie rosną. Wynika to z podaży dorównującej popytowi. Od kilku lat język ten jest bardzo modny i określany jako przyszłościowy, dlatego na rynku mamy sporą grupę doświadczonych i kompetentnych specjalistów. AI oraz rozwiązania low code nie są z kolei przychylne dla osób obsługujących HTML. Jest to najłatwiejsza do zastąpienia technologia, nie dziwi więc spadek liczby ogłoszeń i wysokości wynagrodzeń. Zapewne jeszcze przez długi czas będziemy widzieć oferty z kategorii HTML, wszak wciąż zdarzają się ogłoszenia dla programistów tak archaicznych technologii jak Cobol, natomiast z biegiem lat HTML przejdzie do niszy, więc już dziś warto przekwalifikować się na inne technologie webowe, jak popularny JavaScript – tłumaczy Michał Szum.

Jak wynika z analiz Unity Group, w najbliższych latach zapotrzebowanie na specjalistów IT będzie nadal rosło. W szczególności, eksperci spodziewają się wzrostu liczby ofert pracy dla analityków danych, inżynierów oprogramowania i specjalistów bezpieczeństwa IT. Jedną z głównych przyczyn tego trendu jest rozwój technologii sztucznej inteligencji (AI) i uczenia maszynowego (ML). Szczególnie cenni dla pracodawców będą specjaliści, którzy potrafią projektować, wdrażać i utrzymywać systemy AI i ML. Kolejną tendencją, która może wpłynąć na cały sektor IT, jest rozwój chmury obliczeniowej, która jest coraz bardziej popularna, ponieważ pozwala przedsiębiorstwom obniżyć koszty IT i zwiększyć skalowalność swoich systemów.

Jak zwracają uwagę eksperci Unity Group, powołując się na swoje doświadczenia, zmiany, jakie zaszły w sektorze IT w ostatnich latach niosą jeszcze inną, cenną informację. Są bowiem dowodem na to, że firmy inwestując w transformację cyfrową w coraz większym stopniu stawiają na partnerów technologicznych o dużym doświadczeniu i wysokich kompetencjach. Nowe technologie otwierają bowiem nowe rozwiązania na trudne do przewidzenia warunki spowodowane takimi czynnikami makroekonomicznymi jak: recesja, wojna, przerwane łańcuchy dostaw, pandemia, nowe nawyki konsumenckie i inne. – Działamy na rynku od ponad 25 lat i wiemy, że również specjaliści IT dostosowują się do tych zmian i aktualnego popytu. Dzięki temu, sektor IT pozostaje jedną z najbardziej stabilnych branż na rynku pracy – podsumowuje Sabina Rowińska.

oprac. Unity Group

Jest gorzej niż w pandemii i kryzysie 2008 roku – twierdzą przedsiębiorcy nie tylko w Polsce

Polskie MŚP konfrontują się z bezprecedensowymi wyzwaniami, ale jednocześnie wykazują zadziwiającą odporność i wiarę w przyszłość.

Główne wnioski z raportu „Rozwój w chaosie: jak radzą sobie MŚP na świecie – Global Business Monitor 2023”, opracowanego przez Bibby Financial Services:

  • 42 proc. badanych w 9 krajach MŚP uważa, że warunki gospodarcze w 2023 roku są gorsze niż w trakcie pandemii. Aż 28 proc. sądzi, że obecne czasy niosą większe zagrożenia niż światowy kryzys finansowy w 2008 r.
  • Mimo niepewności, 79 proc. polskich MŚP stwierdza, że perspektywy dla ich biznesu są dobre. To jednak najniższy odsetek wśród wszystkich badanych krajów.
  • Wysoka inflacja, rosnące koszty działalności i napięcia geopolityczne komplikują działalność polskich MŚP bardziej niż w innych krajach.

Najnowszy raport międzynarodowej firmy faktoringowej Bibby Financial Services, „Rozwój w chaosie: jak rodzą sobie MŚP na świecie – Global Business Monitor 2023″, dostarcza unikalnego wglądu w wyzwania, przed którymi obecnie stoją małe i średnie przedsiębiorstwa w Europie i Azji.

W Polsce 1 firma na 5 obawia się o przyszłość

Wyniki międzynarodowego badania wskazują, że głównym wyzwaniem we wszystkich krajach jest inflacja – stwierdziło tak aż 55 proc. wszystkich badanych firm. Tuż za inflacją problemem są koszty i dostawy energii (49 proc.) oraz niepewne otoczenie gospodarcze (28 proc.). W zależności od regionu, wyzwania te przybierają różny charakter. W Polsce odsetki „czarnowidzów” należą jednak do najwyższych – inflacji obawia się już 70 proc. badanych, rosnących kosztów energii i surowców – 59 proc., a niestabilności gospodarczej – 38 proc.

W Irlandii czy Niemczech optymizm co do lepszej przyszłości wyraża imponujące 90 proc. badanych firm. Na tym tle aż 21 proc. polskich MŚP ma obawy dotyczące nadchodzących miesięcy.

Polski dualizm

Opinie polskich przedsiębiorców na temat polskiej gospodarki i globalnego krajobrazu gospodarczego nie są najlepsze. Chociaż 45 proc. uważa, że wzrost gospodarczy będzie minimalny, znacząca część (29 proc.) sądzi, że gospodarka wejdzie w recesję. Prawie cztery na dziesięć firm (39 proc.) uważa, że globalne warunki gospodarcze są teraz gorsze niż podczas pandemii Covid-19.

Chociaż w porównaniu z innymi rynkami, polskie MŚP są najmniej pewne perspektyw swojego biznesu na rok 2023, to jednak procent tych, które są pewne (79 proc.), jest w tej sytuacji zaskakujący i wciąż zdecydowanie wysoki. Sześć na dziesięć firm oczekuje wzrostu sprzedaży w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, a jedynie 11 proc. spodziewa się spadku. W zakresie swoich oczekiwań handlowych najbardziej optymistyczne są niemieckie MŚP – 75 proc. badanych sądzi, że sprzedaż wzrośnie w nadchodzących miesiącach. To dobra informacja, bo Niemcy to nasz największy partner handlowy. W Wielkiej Brytanii i Holandii panuje większa ostrożność – 54 proc. przewiduje tylko nieznaczny wzrost sprzedaży. 63 proc. polskich MSP liczy na wzrost dzięki przyciągnięciu nowych klientów, podczas gdy 34 proc. wierzy, że nawiążą nowe relacje z dostawcami, a 28 proc. deklaruje, że wykorzysta nowe kanały dystrybucji.

MŚP chcą inwestować

Większość wszystkich badanych firm (89 proc.) planuje inwestować w swoje przedsiębiorstwa w tym roku. Największy odsetek takich firm jest w Niemczech (93 proc.), ale na drugim miejscu lokują się właśnie polscy przedsiębiorcy (90 proc.). Przewidują, że średnia wartość inwestycji wyniesie 655 138 zł. Środki te mają być przeznaczone głównie na szkolenia i rozwój personelu (38 proc.), marketing i sprzedaż (37 proc.), maszyny i urządzenia (33 proc.) oraz technologie cyfrowe i IT (25 proc.). Na wielu pozostałych rynkach dominującą pozycję mają inwestycje w marketing i sprzedaż. Polskie firmy stawiają przede wszystkim na pracowników, bo stopa bezrobocia w Polsce wynosi zaledwie ok. 5 proc. Tylko 10 proc. polskich firm wskazało niedobór siły roboczej jako kluczowe wyzwanie w 2023 r. – to najniższy odsetek na wszystkich badanych rynkach.

– To świadczy o dużej determinacji i odporności polskich firm. Mimo rosnących kosztów, problemów z płynnością finansową i niepewną sytuacją, robią wszystko by przetrwać ten trudny okres – komentuje Tomasz Kukulski, prezes zarządu Bibby Financial Services w Polsce

Finansowanie przyszłości

Problemem pozostaje zdobycie finansowania. Trzy na dziesięć polskich firm deklaruje, że nie ma wystarczającej płynności finansowej do rozwoju, a wiele z nich szuka wsparcia i finansowania, aby utrzymać swoje przedsiębiorstwa. 43 proc. polskich firm twierdzi, że są teraz bardziej skłonne do korzystania z zewnętrznego finansowania w porównaniu z okresem przed pandemią. 42 proc. podaje, że głównym powodem, dla którego potrzebowaliby finansowania, jest zarządzanie codzienną działalnością, podczas gdy 33 proc. twierdzi, że jest to wzrost i ekspansja na rynku krajowym, a 21 proc. podaje, że chodzi o wzrost i ekspansję na rynkach międzynarodowych.

– Kluczowe jest, aby MŚP mogły nadal uzyskiwać finansowanie, którego tak potrzebują do bieżącego działania i rozwoju, zwłaszcza gdy banki przykręcają kurek z kredytami. Oznacza to rozważenie różnych opcji finansowania zapewniających zrównoważony kapitał obrotowy i przepływy pieniężne, które pomogą im pokonać wyzwania i wykorzystać nadarzające się okazje w nadchodzących miesiącach – tłumaczy Tomasz Kukulski.

Dobrym rozwiązaniem może być faktoring. Może on pomóc firmom w poprawie płynności finansowej oraz podnieść ich zdolność do inwestowania czy zwiększania zatrudnienia. Korzystając z faktoringu, firma nie musi czekać na opłacenie faktur przez klientów, a pieniądze z ich tytułu szybko pozyskać od faktora. Może on też przejąć na siebie ryzyko niewypłacalności klienta.

Raport „Rozwój w chaosie: jak rodzą sobie MŚP na świecie – Global Business Monitor 2023” dostarcza bogaty przekrój spostrzeżeń na temat MŚP z różnych części świata. Mimo trudnego otoczenia gospodarczego, ich postawa – także w Polsce – przynosi nadzieję na lepsze jutro.

O badaniu Global Business Monitor:

Raport Global Business Monitor Poland 2023 został przygotowany przez Bibby Financial Services, lidera w sektorze finansowania zewnętrznego małych i średnich przedsiębiorstw.

Raport prezentuje sytuację finansową polskich przedsiębiorstw oraz kluczowe wyzwania i możliwości w zakresie praktyk płatniczych. Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI (Computer Assisted Telephone Interviewing). Dane były zbierane w II kwartale 2023 roku. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj.

Sektor usługowy także w tarapatach

Gorsze dane z Państwa Środka zwiększają obawy o recesję, co uderza w azjatycką giełdę. Bank Rezerwy Australii pozostawia koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. Sektor usług Starego Kontynentu, podobnie jak przemysł, ma się coraz gorzej.

Chiny zwalniają

Dzisiejszy odczyt indeksu Caixin PMI dla usług spadł poniżej rynkowych oczekiwań. Aktualnie wynosi 51,8 pkt (poprzednio 54,1 pkt). Pogorszenie nastrojów zbliża wskaźnik do poziomu równowagi (50 pkt) a to zwiększa obawy wszechobecnie wieszczonego spowolnienia drugiej największej gospodarki świata. Caixin przyczynił się do zaczerwienienia azjatyckiej giełdy, któremu przewodził indeks Hang Seng. Jego korekta w momencie pisania tekstu sięga 2%. Wykres indeksu akcji spółek notowanych na giełdzie w Hongkongu od początku roku znajduje się w trendzie spadkowym. W drugiej połowie sierpnia kurs odbił się od dolnej granicy kanału, wykazując chęć marszu na północ, jednak dzisiejsze wskazanie Caixin PMI wyhamowało ruch wzrostowy, co oddala Hang Seng od wybicia z kanału spadkowego.

Dane z antypodów

PMI dla usług spada nie tylko w Państwie Środka. Wskaźnik po raz czwarty z rzędu wskazał niższą wartość w Australii. Dodatkowo o poranku poznaliśmy decyzję tamtejszego banku centralnego, który pozostawił wysokość stóp procentowych na niezmienionym poziomie 4,10%. Brak ruchu był zgodny z konsensusem. Utrzymanie kosztu pieniądza na poziomach najwyższych od 10 lat ma za zadanie zdusić inflację konsumencką, która w opisywanym państwie wynosi równe 6%. Publikacja zgodna z oczekiwaniami rynku osłabiła walutę z antypodów, która straciła nie tylko do amerykańskiego dolara, ale także do euro czy polskiego złotego. Przypomnę, że już jutro poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych od RPP. Prognozy mówią o podejściu odmiennym do RBA i pierwszej od 2020 roku obniżce kosztu pieniądza w Polsce.

Usługi w Europie

Zgodnie z danymi PMI dla usług strefy euro zwiększa się prawdopodobieństwo dekoniunktury opisywanej gałęzi gospodarki. Indeks wyprzedzający koniunktury wskazał wartość 47,9 punktu, która nie dosyć, że znajduje się poniżej neutralnego poziomu, to jest gorsza od i tak złych prognoz (48,3 pkt). Na tak słaby wynik składają się gorsze od poprzednich odczyty PMI dla usług z poszczególnych gospodarek Wspólnoty, które również zwiastują recesję. Powyższe stawia EBC w trudnej sytuacji, gdyż dalsze podwyżki kosztu pieniądza mogą doprowadzić do pogłębienia problemów unijnej gospodarki. Przypomnę, że dane dotyczące sektora przemysłowego są równie słabe. Jakby tego było mało, dziś na rynek wracają Amerykanie, którzy wczoraj obchodzili Święto Pracy. Wszystko to składa się na spadki głównej pary walutowej świata. We wtorek o poranku EUR/USD schodzi poniżej poziomu 1,075. Umocnienie dolara nie wpływa korzystnie na polską walutę, która od wczorajszego popołudnia znajduje się pod presją.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja producencka,
16:00 – USA – zamówienia w przemyśle, zamówienia na dobra użytku trwałego, zamówienia na dobra bez środków transportu.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

RPP coraz bliżej obniżki stóp procentowych

Prawdopodobieństwo obniżenia stóp procentowych już na wrześniowym posiedzeniu – bazując na zapowiedziach – jest wysokie, choć w mojej opinii nie podparte w pełni danymi z gospodarki.

Wstępny sierpniowy odczyt inflacji wyniósł 10,1% r/r, jeszcze dwucyfrowo, jednak wydaje się, że nie będzie to przeszkodą do pierwszego obniżenie kosztu pieniądza. Sam odczyt inflacji w okolicy 10% z pewnością nie jest argumentem za obniżką stóp, ale ta okrągła liczba stała się swoistym punktem odniesienia dla cięcia stóp procentowych. Uzasadnieniem obniżek stóp procentowych może być głównie słabszy popyt w gospodarce czy też szorujący po dnie indeks koniunktury w polskim przemyśle. Fundamentem tych zjawisk jest jednak w dużej mierze wysoka inflacja, która nie została jeszcze opanowana.

Pozostają także argumenty, które przemawiają za dłuższym utrzymaniem wysokich stóp, a być może nawet ich dalszym wzrostem. Jest to projekcja NBP, według której inflacja nie wraca do celu (2,5%) w horyzoncie prognozy, czyli końca 2025 r. To wszystko przy założeniu utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie. Szybkie zejście do celu inflacyjnego odeszło na drugi plan, a realne stopy procentowe pozostają wciąż ujemne. Dodatkowo należy wskazać na projekt budżetu państwa na 2024 r., który zakłada nominalnie rekordowy deficyt, co nie będzie sprzyjać obniżaniu inflacji.

Pojedyncza obniżka o 25pb wygląda na nieistotną, jednak decyzja ukształtuje oczekiwania, co do dalszej polityki monetarnej. Pytaniem pozostanie, czy rozpoczynamy szybki cykl obniżek, czy być może zejdziemy tylko o kilka schodków.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

EIT InnoEnergy pozyskuje ponad 140 mln euro w ramach oferty private placement

Międzynarodowe podmioty przemysłowe, finansowe i edukacyjne inwestują rozwój innowacji technologicznych w sektorze czystej energii. Transakcja pozwoli wzmocnić kluczową rolę InnoEnergy w osiągnięciu przez Unię Europejską neutralności emisyjnej do 2050 roku, zgodnie z pionierskimi w skali świata regulacjami klimatycznymi.

EIT InnoEnergy, będący wiodącą siłą napędowa rozwoju zrównoważonej energii, z sukcesem zakończył niepubliczną emisję akcji i pozyskał ponad 140 mln euro kapitału. Inwestorami w tej rundzie zostały zarówno nowe podmioty (Societe Generale, Santander CIB, PULSE – CMA CGM Energy Fund, Grupa Renault, Stena Recycling oraz NIIT), jak i dotychczasowi akcjonariusze (Siemens Financial Services, Schneider Electric, Capgemini, Grupa Volkswagen, ING, Koolen Industries, Grupa IDEC oraz Engie).

Pozyskane przez InnoEnergy środki zostaną przeznaczone na zwiększenie potencjału inwestycyjnego w nowe spółki, dalszy rozwój dotychczasowych 200 spółek portfelowych, przyspieszenie skutecznego wprowadzania na rynek nowych podmiotów przemysłowych (company builders), wykorzystanie szans rynkowych w zmieniającym się otoczeniu regulacyjnym, a także wzmocnienie ekspansji w USA.

– Nowa emisja akcji InnoEnergy zakończyła się sukcesem. Do grona naszych inwestorów dołączyli nowi globalni gracze, a kilku dotychczasowych akcjonariuszy zwiększyło swoje zaangażowanie. Pozyskane przez nas środki pozwolą podwoić nasz dotychczasowy potencjał inwestycyjny. Transformacja energetyczna nabiera tempa w Europie i na świecie, a w wielu zachodnich gospodarkach obserwujemy przyśpieszenie reindustrializacji. To szansa dla InnoEnergy, naszych spółek portfelowych i partnerów z naszego ekosystemu. Jesteśmy gotowi na tę podróż! Od 2010 roku niezmiennie osiągamy założone cele – podkreśla Marcin Wasilewski, CEO InnoEnergy Central Europe.

EIT InnoEnergy inwestuje na wczesnym etapie w innowacyjne technologie i zespoły z sektora clean tech, których rozwój wymaga znaczących nakładów inwestycyjnych. Jako inwestor, InnoEnergy działa na rzecz przyspieszenia, obniżenia ryzyk i usprawnienia procesów w spółkach portfelowych poprzez dostęp do unikatowego ekosystemu ponad 1,2 tys. partnerów. W ramach ekosystemu działają firmy przemysłowe o różnej skali, a także inwestorzy (publiczni i prywatni, fundusze kapitałowe i dłużne), uczelnie wyższe, ośrodki badawcze oraz instytucje publiczne. W oparciu o model one stop shop InnoEnergy zapewnił, od powstania w 2010 roku, wsparcie globalnym innowacjom w całym cyklu życia – od wczesnego etapu po skalę przemysłową.

Portfolio InnoEnergy obejmuje obecnie 200 spółek, z których trzy osiągnęły już status jednorożców. Do 2030 roku spółki portfelowe InnoEnergy mają potencjał uzyskania łącznych przychodów na poziomie 110 mld euro oraz ograniczenia emisji o ekwiwalent 2,1 G ton CO2. Łącznie spółki pozyskały dotychczas 9,7 mld euro inwestycji.

Waluty G10 względnie stabilne; rynki czekają na decyzje banków centralnych

Różnica między amerykańską i europejską gospodarką pogłębia się. Pierwsza z nich doświadcza zdrowego wzrostu i unormowania inflacji, drugiej zaś w coraz większym stopniu zagraża stagflacja. Sierpniowe odczyty – inflacyjny ze strefy euro oraz raport z amerykańskiego rynku pracy – wspierają tę narrację. Relatywna odporność euro w obliczu kolejnych niekorzystnych danych jest zdumiewająca.

Kursy dolara, euro i funta zakończyły zeszły tydzień na niemal niezmienionych poziomach. Ubiegły tydzień nie przyniósł dużej zmiany w ekonomicznej narracji.

W tym tygodniu na rynkach walutowych może być dość spokojnie – znacznie więcej będzie się działo w dalszej części miesiąca, kiedy odbywać się będą posiedzenia głównych banków centralnych. Odczyt sprzedaży detalicznej w strefie euro w lipcu da nam (dość wsteczny) wgląd w sytuację konsumpcji. W innych gospodarkach odczyty będą w większości drugorzędowe i nie powinny mieć większego wpływu na rynek walutowy.

PLN

Kurs EUR/PLN oscylował w zeszłym tygodniu wokół poziomu 4,47, przedłużając trend boczny. Nawet wyczekiwany odczyt inflacji CPI nie poruszył szczególnie rynku. Był on dość zgodny z oczekiwaniami – główna miara spadła z 10,8% do 10,1%, tuż powyżej konsensusu 10,0%. Wzbudziło to pewne wątpliwości względem decyzji RPP na wrześniowym posiedzeniu, ponieważ zgodnie z sugestiami prezesa Adama Glapińskiego jednym z dwóch warunków pozwalających na rozpoczęcie cięć stóp procentowych jest spadek inflacji poniżej 10%.

W tym tygodniu uwaga krajowa skupi się na środowym (06.09) posiedzeniu RPP. Jest ono pierwszym od dawna, podczas którego może dojść do cięcia stóp procentowych. Zmienność kursu EUR/PLN może więc być zwiększona w środę, kiedy to poznamy decyzję, oraz w czwartek, kiedy odbędzie się konferencja prasowa prezesa Glapińskiego.

EUR

Sierpniowy wstępny odczyt inflacji nie przyniósł Europejskiemu Bankowi Centralnemu zbytniej ulgi. Zarówno miara główna, jak i bazowa pozostają na poziomie powyżej 5%, a druga z nich nie wykazuje jeszcze istotniejszych oznak dezinflacyjnego trendu, obserwowanego już w USA. Dane o kredytach również hamują, co po zeszłotygodniowych słabych odczytach PMI dla aktywności biznesowej dodatkowo potwierdza obawy, że europejska gospodarka doświadcza trudności.

Oczekiwania wobec podwyżek stóp procentowych EBC wciąż maleją – rynki spodziewają się, że priorytetem dla banku będzie wsparcie słabnącej gospodarki, a nie zapewnienie powrotu inflacji do celu.

Euro jest wyjątkowo odporne w obliczu tych niekorzystnych zmian, a poziom 1,08 względem dolara, na którym znajduje się obecnie, póki co sprawia wrażenie mocnego minimum. Poza danymi dotyczącymi sprzedaży detalicznej na uwagę w tym tygodniu zasługują zrewidowane wskaźniki PMI (wtorek 05.09) i PKB w II kwartale (czwartek 07.09) oraz wtorkowe przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde.

USD

Dla rynków walutowych wydarzeniem tygodnia była bez wątpienia publikacja sierpniowego raportu non-farm payrolls (NFP) z amerykańskiego rynku pracy. Główna miara przekroczyła oczekiwania i pokazała dalszy solidny poziom tworzenia nowych miejsc pracy, rewizje w dół za czerwiec i lipiec zrekompensowały jednak z nawiązką to pozytywne zaskoczenie. Pewne oznaki wskazują również, że rynek w końcu doświadcza rozluźnienia. Stopa bezrobocia niespodziewanie wzrosła o 0,3 pp. do 3,8%, a wzrost zarobków spowolnił względem poprzedniego miesiąca.

We wcześniejszej części tygodnia raport JOLTs przedstawił w kontekście wakatów podobną narrację – umiarkowane słabnięcie rynku pracy, który wciąż jednak pozostaje mocny w porównaniu z dowolnym okresem sprzed popandemicznego ożywienia. Rozluźnienie to wydaje się dokładnie tym, co chciała zobaczyć Rezerwa Federalna, i podobnie jak rynki nie spodziewamy się podwyżki stóp procentowych podczas wrześniowego posiedzenia banku. Nadal uważamy, że cykl podwyżek już się zakończył.

GBP

Utrzymujące się przygnębienie spowodowane słabymi danymi PMI z zeszłego tygodnia oraz niższe oczekiwania podwyżek stóp procentowych Fedu sprawiają, że spadają również oczekiwania dotyczące ostatecznego poziomu bazowej stopy procentowej Banku Anglii. Inwestorzy spodziewają się obecnie jeszcze dwóch podwyżek – w ubiegłym tygodniu były to trzy – i obecnie oceniają na ok. 10% prawdopodobieństwo, że Komitet Polityki Monetarnej podczas najbliższego posiedzenia za ponad dwa tygodnie (21.09) zdecyduje się na pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie.

Funt nie ucierpiał w wyniku tej zmiany wycen i obecnie w ujęciu ważonym handlem jest na poziomie bliskim temu sprzed trzech miesięcy. Podobnie jak w innych gospodarkach również z brytyjskiej nie poznamy w tym tygodniu wielu danych, uwaga skupi się więc na środowym (06.09) sprawozdaniu Komitetu przed komisją skarbu. Spodziewamy się, że w komunikatach w dalszym ciągu będzie podkreślane, że dalsze zacieśnianie może być konieczne, jeśli inflacja okaże się uporczywa, a ich język będzie wskazywał na jeszcze przynajmniej parę podwyżek stóp procentowych.

CNY

Kurs juana nie uległ znaczącej zmianie w ubiegłym tygodniu. Doświadczył on niewielkiego wzrostu względem dolara, w ujęciu ważonym handlem zakończył jednak tydzień minimalnie niżej. Władze wydają się zdecydowane, by zapobiec nadmiernej słabości juana, na co wskazują wciąż silne fixingi. Co więcej, waluta zyskała na piątkowym (01.09) oświadczeniu Ludowego Banku Chin, który postanowił obniżyć od 15.09 stopę rezerw obowiązkowych w walutach obcych z 6% do 4%.

Chiny zwiększają swoje wysiłki na rzecz wsparcia gospodarki. Po ostatnich zapowiedziach rządu dotyczących wsparcia rynków akcji i ułatwienia zakupów nieruchomości główne chińskie banki zapowiedziały skoordynowaną obniżkę stóp depozytowych – trzecią w tym roku. Wydaje się, że władze coraz poważniej traktują spowolnienie gospodarcze i trudności sektora nieruchomości, co jest naszym zdaniem pozytywnym sygnałem.

Opublikowane w zeszłym tygodniu wskaźniki PMI sugerują, że sytuacja może się powoli poprawiać. By się o tym przekonać, czekamy na dane Caixin PMI dla usług (wtorek 05.09) i twarde dane (rozpoczynające się danymi o handlu w czwartek 07.09). W sobotę (09.09) poznamy odczyt inflacji, który po lipcowym spadku poniżej zera powinien pokazać dodatnią dynamikę cen konsumenckich.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Problemy prywatne a życie zawodowe. Polacy o wsparciu w pracy

Problemy i trudne sytuacje, z którymi pracownik mierzy się w życiu prywatnym, mogą mieć znaczący wpływ na jego pracę. Dotyczy to także problemów ze zdrowiem psychicznym. Czy pracodawcy są gotowi na wsparcie takich osób? Tylko 40% badanych przez Pracuj.pl Polaków potwierdza, że mogą otwarcie dzielić się problemami prywatnymi w miejscu pracy. Jeszcze mniej, bo 28% mówi współpracownikom o problemach z zakresu zdrowia psychicznego. Wyzwaniem bywa wsparcie przełożonych – prawie połowa badanych uważa, że ich szefowie nie są przygotowani do trudnych rozmów z zespołem. 53% przyznaje, że w ich firmie nie ma programów wsparcia dla osób poważnie chorych.

Najważniejsze informacje:

  • Zaledwie 4 na 10 badanych deklaruje, że mogą dzielić się w pracy prywatnymi problemami.
  • Tylko 28% może otwarcie rozmawiać o problemach natury zdrowia psychicznego.
  • 18% osób deklaruje, że w ich firmach są programy wsparcia dla osób w trudnych sytuacjach.
  • Tylko 16% pracowników ma w pracy dostęp do warsztatów i akcji edukacyjnych dotyczących wsparcia współpracowników z problemami osobistymi.

Otwartość w czasach elastycznej pracy

Ostatnie lata na rynku pracy odznaczały się zacieraniem granic między życiem zawodowym i prywatnym, co zostało wywołane przez wejście pracy do naszych domów. Jak wynika z najnowszego raportu Rynek Pracy Specjalistów, łącznie 37% ogłoszeń aktywnych w serwisie Pracuj.pl w I półroczu 2023 roku stanowiły takie, które umożliwiały pracę zdalną, hybrydową lub dowolny wybór jednego z tych modeli. Pandemia odcisnęła swoje piętno na modelach pracy na całym świecie, ale to nie jedyna zmiana, którą wywołała. Ten czas był znaczący także dla zdrowia i dobrostanu psychicznego pracowników w skali globalnej.

Temat ten w swoim badaniu porusza Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy. Co ciekawe, badanie wskazuje pewne pozytywne tendencje. 50% badanych odpowiedziało bowiem, że po pandemii łatwiej jest im rozmawiać o zdrowiu psychicznym w pracy.

A jak sytuacja wygląda na rodzimym rynku? Czy w Polsce również obserwujemy większą otwartość na rozmowy o trudnych tematach, prywatnych kłopotach i zdrowiu psychicznym? Jak z takimi rozmowami radzą sobie menedżerowie? Czy organizacje mają rozwiązania, które wspierają pracowników borykających się z trudnymi momentami w swoim życiu osobistym? Aby uzyskać odpowiedzi na te pytania, serwis Pracuj.pl przeprowadził badanie na grupie ponad 1700 Polaków.

Trudne tematy wciąż trudne

Na polskim rynku pracy trudne tematy wciąż są… trudne – tak wynika z odpowiedzi udzielonych przez respondentów Pracuj.pl. Badanie pokazuje jednoznacznie, że pomimo popularności pracy zdalnej i coraz większego przenikania się życia zawodowego i prywatnego, w ograniczonym stopniu dzielimy się naszymi osobistymi kłopotami w miejscu pracy. Mniej niż połowa, a dokładnie 40% badanych wskazuje, że bez oporów rozmawiają w pracy na takie tematy.

Jeszcze mniej, bo 28% deklaruje, że może otwarcie rozmawiać w pracy o problemach związanych ze zdrowiem psychicznym. Największą otwartość w tym zakresie prezentują osoby młodsze. Wśród badanych w wieku 18-24 lat, już blisko 4 na 10 nie ma problemu z rozmawianiem o swoim zdrowiu psychicznym w miejscu pracy. To wysoki wynik szczególnie w porównaniu do osób w wieku 55-65, wśród których tylko 26% jest otwartych na takie rozmowy. Dane te potwierdzają rosnącą świadomość i wrażliwość na kwestie związane z m.in. depresją w młodym pokoleniu pracowników. Jednocześnie należy podkreślić, że otwartość na opowiadanie o problemach psychicznych deklaruje nadal znacznie mniej niż połowa z nich.

Wyniki związane z otwartością na rozmowę o problemach w zakresie zdrowia psychicznego są szczególnie ważne w obliczu danych globalnych. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie, a w samej Polsce choruje na nią obecnie ok. 1,2 mln osób. Tym bardziej istotne staje się więc zadbanie o takie osoby, również na polu zawodowym. Niskie wyniki pod kątem dostępności możliwości rozmowy i programów wsparcia wskazują, iż jest to obszar, nad którym organizacje powinny pracować w najbliższym czasie.

Przełożeni nie są gotowi na trudne rozmowy

W momencie, gdy pracownik mierzy się z problemami w życiu osobistym, ważną rolę może odegrać bezpośredni przełożony. Jednak według badanych, szefowie nie są gotowi na takie sytuacje. Tylko 21% respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy ich menedżerowie są przygotowani do wsparcia i rozmowy z pracownikiem przechodzącym przez ciężkie doświadczenia życiowe.

Poruszanie trudnych tematów może u menedżerów wiązać się z obawą o to, jak przeprowadzić taką rozmowę, aby nie naruszyć prywatności pracownika, jednocześnie okazując wsparcie. Z drugiej strony pracownicy mogą mieć wątpliwości, czy przyznanie się do problemów prywatnych nie wpłynie negatywnie na ich wizerunek w oczach szefa. Dlatego tak ważne jest, aby organizacje edukowały osoby zarządzające zespołami w zakresie tego, jak rozmawiać z pracownikiem w sposób empatyczny, ale bez naruszania prywatnej przestrzeni. Z kolei do samych pracowników powinny kierować działania pokazujące, że w firmie jest otwartość na trudne tematy i chęć niesienia wsparcia
-– komentuje Agnieszka Bieniak, Dyrektorka HR w Grupie Pracuj.

Porównując w tym zakresie grupy pracowników biurowych i fizycznych, widzimy, że przygotowanie przełożonych lepiej oceniają ci pierwsi, jednak także w tej grupie wyniki są niskie. ¼ spośród osób na stanowiskach biurowych deklaruje, że ich szefowie są przygotowani do rozmowy na trudne tematy prywatne dotykające ich podwładnych. Wśród pracowników fizycznych tożsamą deklarację składa 17% badanych.

Rola organizacji jest nie do przecenienia

Jak wskazują wyniki badania, wciąż jest dużo do zrobienia w zakresie pomocy dla osób przechodzących przez problemy osobiste. Zawodowo kluczowe jest nie tylko wsparcie ze strony menedżera czy zespołu, ale także rozwiązania systemowe na poziomie organizacji. W kontekście tego, czy firmy mają zaplanowane ustrukturalizowane działania związane z wsparciem osób w trudnej sytuacji życiowej, wyniki również nie napawają optymizmem.

Tylko 18% Polaków badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że w ich firmach istnieją programy wsparcia dla osób przechodzących przez poważne choroby. Bardzo podobnie sytuacja wygląda w zakresie warsztatów i akcji edukacyjnych na temat wrażliwości i sposobów wsparcia współpracowników w trudnej sytuacji. Tylko 16% badanych potwierdza, że w takie działania są realizowane w ich miejscu pracy. Znaczącym jest, że różnice nie występują ani w podziale na płeć, ani wśród grup pracowników biurowych i fizycznych. Można więc przyjąć, że niewielki stopień wsparcia i szkoleń w obszarze wrażliwości na trudności innych pracowników jest uniwersalny dla całego rynku pracy.

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że przed organizacjami wciąż stoją wyzwania związane z wdrożeniem rozwiązań skierowanych do pracowników dotkniętych trudną sytuacją życiową. Patrząc jednak na to, jak wiele organizacji wprowadza działania, których celem jest dbanie o dobrostan swoich pracowników można założyć, że również ten temat zostanie wkrótce zaopiekowany przez pracodawców. Jeszcze kilka lat temu rzadkością były webinary o zdrowiu psychicznym, czy wizyty u psychologa w ramach pakietu opieki medycznej gwarantowanego przez firmę. Obecnie takie rozwiązania są bardzo popularne. To pokazuje, że pracodawcy chcą wdrażać nowe rozwiązania budujące wellbeing pracowników i wspierać ich w trudnych sytuacjach – komentuje Agata Grzejda, Młodsza Menedżerka ds. Komunikacji Wewnętrznej i Employer Brandingu w Grupie Pracuj.

W stronę większej wrażliwości

Badanie Pracuj.pl pokazuje, że pomimo zbliżenia się obszarów pracy i życia osobistego wciąż jest dużo do zrobienia w zakresie wsparcia pracowników przechodzących przez trudny czas i borykających się z prywatnymi problemami. Jak wykazują dane, polscy pracownicy uważają, że ich przełożeni nie są gotowy do podejmowania rozmów o trudnych sytuacjach z życia osobistego ani do wsparcia osób w potrzebie. Co więcej, nie dostrzegają też procesowych działań w organizacji.

Biorąc jednak pod uwagę rosnącą liczbę osób mierzących się z chorobami psychicznymi, coraz większą odpowiedzialność społeczną po stronie pracodawców, a także stale zmniejszającą się pulę pracowników na rynku pracy, naturalnym kierunkiem wydaje się rozwijanie działań wspierających osoby w trudnej sytuacji. Dziś bardzo istotne staje się udzielanie takiego wsparcia, z uwagi na to, że umożliwi to rozwój zawodowy mimo konieczności mierzenia się z problemami prywatnymi dużej grupie pracowników w skali globalnej. W dzisiejszych czasach to kwestia, której organizacje po prostu nie mogą zignorować.

O BADANIU

Badanie „Dobrostan w czasach niepewności” zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 1736 Polaków w wieku 18-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Popyt na kredyty mieszkaniowe wystrzelił w sierpniu 2023 r.

O 299,9% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w sierpniu 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 299,9% w porównaniu do sierpnia 2022 r.

W sierpniu 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 38,87 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 12,39 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o 213,8%. W porównaniu do lipca 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy spadła jednak o 10,5%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu br. wyniosła 410,4 tys. zł i była wyższa o 21,9% w relacji do wartości z sierpnia 2022 r. W porównaniu do lipca 2023 r. była na praktycznie takim samym poziomie.

– Sierpniowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wystrzelił niczym rakieta kosmiczna osiągając historycznie najwyższy poziom prawie 300%, co oznacza, że potencjalni kredytobiorcy złożyli wnioski kredytowe na wartość aż trzykrotnie wyższą niż przed rokiem. Są trzy powody tak wysokiej wartości odczytu Indeksu w sierpniu br. Pierwszym powodem wzrostu wartości Indeksu jest wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy z około 12,4 tysiąca w sierpniu zeszłego roku do prawie 38,9 tysiąca w sierpniu br. Jest to niewątpliwie z jednej strony efekt dużego zainteresowania kredytem w ramach programu „Bezpieczny Kredyt 2 proc.”. BIK szacuje, że ok. 60% wśród osób ubiegających się o kredyt mieszkaniowy w sierpniu br. to osoby w wieku do 45 lat, nieposiadające wcześniej kredytu mieszkaniowego, składające wniosek o kredyt do kwoty 600 tys. zł w banku uczestniczącym w programie. W procesie weryfikacji wnioskodawcy przez bank, w bazie BIK nie ma możliwości oznaczenia, że zapytanie zostało złożone w związku z programem, jest to więc wielkość jedynie szacunkowa.

Po części wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe wynika z poprawy sentymentu do kredytów mieszkaniowych wśród potencjalnych kredytobiorców, którzy z przyczyn formalnych nie mogą być beneficjentami programu, ale wzrosła ich zdolność kredytowa. Zdolność kredytowa rośnie bowiem w wyniku wzrostu wynagrodzeń, spadku WIBOR-u w oczekiwaniu na spadki stóp procentowych, jak również działań regulacyjnych – wiosennego obniżenia przez KNF poziomu bufora na stopę procentową. W konsekwencji nastąpił wzrost dostępności kredytu mieszkaniowego, co bezpośrednio przyczyniło się do wzrostu popytu. Po drugie, interpretując odczyt Indeksu trzeba pamiętać, że w sierpniu 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowała najmniejsza liczba osób od stycznia 2007 r. co spowodowało najniższy historycznie odczyt wartości Indeksu powodując niską bazę porównawczą dla sierpnia br. Właśnie efekt statystyczny niskiej bazy z sierpnia 2022 r. częściowo odpowiada za tak wysoki obecny odczyt BIK Indeksu PKM. Po trzecie, wpływ na tak wysoką wartość Indeksu miał także wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu aż o 1/5 wyższy w porównaniu do sierpnia 2022 r. – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Nadal warto więc śledzić zachowanie dwóch składowych Indeksu, tj. liczbę osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średnią kwotę wnioskowanego kredytu. Jeżeli chodzi o ten pierwszy element, to decydującym może być poziom zainteresowania programem „Bezpieczny Kredyt”. Co do drugiego, to średnia wnioskowana kwota kredytu powinna nadal rosnąć wraz ze wzrostem cen nieruchomości – puentuje Rogowski.

O prawie 300% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2023

150 proc. wzrost zysku netto Grupy cyber_Folks w II kwartale 2023 r.

Rekordowe wyniki finansowe wypracowała w II kwartale br. Grupa cyber_Folks. W raportowanym okresie zysk netto wyniósł blisko 20 mln zł. To wzrost o 150 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Od czasu IPO w 2017 roku przychody Grupy wzrosły 4-krotnie, a kapitalizacja 5-krotnie. Dziś cyber_Folks oferuje rozwiązania dla ponad 350 tys. klientów zlokalizowanych w ponad 100 krajach. Od początku obecności na GPW firma wypłaca dywidendę, która co roku wzrasta.

 – Za nami kolejny rekordowy kwartał na płaszczyznach przychodów, zysku netto i EBITDA. Rośniemy szybko, a dynamiki naszego wzrostu regularnie przekraczają 30 proc. r/r. Niezmiennie naszą główną misją biznesową jest ułatwianie Internetu i automatyzacja biznesu naszych klientów. Realizujemy ten cel już dla ponad 350 tys. klientów, ale nasze ambicje sięgają znacznie wyżej – mówi Jakub Dwernicki, prezes zarządu cyber_Folks. Wraz z wdrożeniem nowych usług i rozwiązań takich jak _Stores, czy Billz, chcemy pomagać naszym klientom w każdym aspekcie obecności w Internecie. Dla wielu z nich jesteśmy pierwszym wyborem właśnie ze względu na kompleksowe kompetencje i zrozumienie współczesnego sektora e-commerce – dodaje Jakub Dwernicki.

W całym I półroczu Grupa cyber_Folks osiągnęła 227,3 mln zł przychodów (+33 proc. r/r) i 66,6 mln zł skorygowanej EBITDA (+52 proc. r/r). W tym czasie zysk netto wyniósł 33,7 mln zł (+90 proc. r/r), a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej – 19,4 mln zł (+59 proc. r/r).

Grupa rozwija się w dwóch kluczowych segmentach – cyber_Folks i Vercom. Pierwszy z nich odpowiada za hosting i domeny, narzędzia e-commerce oraz wsparcie w prowadzeniu biznesu online. W I półroczu skorygowana EBITDA segmentu wzrosła o 22 proc. r/r do poziomu 29,1 mln zł.

Drugi rosnący segment –  Vercom – to usługi CPaaS, w tym m.in. narzędzia do komunikacji mailowej czy SMS-owej. W I półroczu skorygowana EBITDA z tego tytułu wyniosła 38,4 mln zł, co stanowi wzrost o 75 proc. r/r.

– Przez ostatnie miesiące pracowaliśmy nad połączeniem naszych dwóch silnych brandów – R22 i cyber_Folks – w jeden. Cały proces zakończyliśmy z sukcesem pod koniec lipca tego roku. To dla nas bardzo ważna zmiana, dzięki której czerpiemy synergie dla klientów i inwestorów, docierając do coraz szerszej grupy odbiorców naszych usług. Akcjonariuszy ucieszy z pewnością fakt, że pracujemy nad programem lojalnościowym. Tym samym już niedługo dołączymy do nielicznego grona pionierów, którzy relacje z inwestorami łączą z relacjami klienckimi. Szczegóły programu przedstawimy jesienią – dodaje Jakub Dwernicki.

Od stycznia do czerwca grupa cyber_Folks wypracowała ponad 40 proc. przychodów z zagranicy. Grupa ma wysoką zdolność do długoterminowego generowania wysokiej nadwyżki gotówki. Konwersja EBITDA na przypływy pieniężne z działalności operacyjnej regularnie wynosi około 90 proc.

– Rozwijamy nasz biznes globalnie, przez co ponad 40 proc. przychodów Grupy pochodzi z rynków zagranicznych. Wysoka zdolność generowania gotówki oraz ostatnie umocnienie złotego, które odwróciło niekorzystne zmiany wyceny zadłużenia z ubiegłego roku, pozwoliło nam istotnie ograniczyć zadłużenie. Nasza sytuacja finansowa jest bardzo bezpieczna, wskaźnik dług netto / EBITDA wyniósł 2,05 – co oznacza, że już w połowie roku prawie zrealizowaliśmy roczny cel, którym jest redukcja długu netto / EBITDA poniżej 2,0 – mówi Robert Stasik, wiceprezes zarządu cyber_Folks.

Od 20 lat przychody Grupy rosną w tempie 40 proc. rocznie (CAGR), od czasu IPO (2017 rok) wzrosły 4-krotnie, a kapitalizacja 5-krotnie, przekraczając 1 mld zł. cyber_Folks działa globalnie oferując rozwiązania dla ponad 350 tys. małych, średnich i dużych klientów biznesowych zlokalizowanych w ponad 100 krajach. Grupa generuje ponad 120 mln zł przepływów operacyjnych, które inwestuje w dalszy wzrost. Regularnie wypłaca dywidendę.

Wygenerowaną gotówkę konsekwentnie chcemy przeznaczać na inwestycje i regularne dywidendy. 4 września do akcjonariuszy trafiło z tego tytułu ponad 13 mln zł, co daje 0,93 zł na akcję. Co roku zwiększamy tę kwotę – dodaje Robert Stasik.

Odreagowanie sprzedaży pożyczek w lipcu

W lipcu sprzedaż pożyczek pozabankowych delikatnie odbiła po wyjątkowo słabym dla branży czerwcu, wciąż jednak wyniki sektora w ujęciu wartościowym są niższe niż przed rokiem. Instytucje pożyczkowe udzieliły w lipcu 315 tys. pożyczek na kwotę 1,04 mld zł, co w relacji rok do roku oznacza wzrost o 3,5 proc. pod względem liczbowym i 8,3 proc. spadek pod względem wartości. Znacząco rośnie popyt na pożyczki. Jak wynika z analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego na podstawie danych CRIF, liczba odpytań firm pożyczkowych o raport historii kredytowej klientów aplikujących o pożyczkę jest o 17 proc. wyższa niż przed rokiem.

Popyt na pożyczki wciąż na wysokim poziomie

Dane dotyczące liczby odpytań w sprawie klientów aplikujących o pożyczkę już od trzech miesięcy przekraczają poziom 900 tys. odpytań. W lipcu wskaźnik ten wyniósł 906,3 tys. odpytań, co w porównaniu do lipca 2022 r. stanowi dwucyfrowy wzrost o wartości 17 proc. Oznacza to, że co godzinę do baz dłużnych wpływa ze strony instytucji pożyczkowych ponad 1200 odpytań o raport historii kredytowej osoby aplikującej o środki. Niewątpliwie pozytywny wpływ na popyt może mieć dosyć wymagająca sytuacja makroekonomiczna.

Duże zainteresowanie pożyczkami nie przekłada się na wyniki sprzedaży

W lipcu liczba udzielonych pożyczek nieznacznie wzrosła wobec czerwca. Wzrost do 315 tys. sztuk w minionym miesiącu z 310 tys. sztuk w czerwcu przełożył się na dodatnią dynamikę 1,7 procent. W relacji rok do roku sektor odnotował wzrost o 3,5 procent. Wartość udzielonego finansowania również lekko poprawiła się względem czerwca, osiągając kwotę 1,04 mld zł, tj. o 4,3 proc. więcej miesiąc do miesiąca, przy czym należy mieć na uwadze, że czerwiec upłynął branży pod znakiem głębokich spadków. Odnotowany wzrost w ujęciu miesięcznym nie jest jednak oznaką ożywienia akcji kredytowej, gdyż nadal w relacji rok do roku branża udziela finansowania na poziomie niższym niż rok wcześniej. W ujęciu rocznym rynek odnotował w lipcu spadek w wysokości 8,3 procent.

Średnia wartość pożyczki zdecydowanie niższa niż roku temu

Średnia wartość udzielonej pożyczki wyniosła w lipcu 3 284 zł, co przekłada się na wzrost o 2,6 proc. w porównaniu do miesiąca wcześniej. Nadal jednak kwota ta jest zdecydowanie niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – spadek w ujęciu rocznym wynosi 11,4 proc. Spadek średniej kwoty udzielanej pożyczki może być konsekwencją zmian oferty produktowej przez firmy pożyczkowe. Na skutek tzw. „ustawy antylichwiarskiej”, branża od grudnia funkcjonuje w nowym, znacznie obniżonym reżimie kosztów pozaodsetkowych w formule 10+10, co sprawiło, że część instytucji pożyczkowych przebudowała ofertę w kierunku produktów krótkoterminowych, których wartość jest z reguły niższa niż pożyczki udzielane na dłuższy okres. Dodatkowo od drugiej połowy maja br. obowiązują nowe zasady zaostrzające kryteria oceny zdolności kredytowej, co w efekcie prowadzi do obniżenia scoringu i tym samym zdolności kredytowej wielu konsumentów.

Segment BNPL z delikatnymi spadkami, ale nadal blisko rekordowych poziomów

Z najnowszych dostępnych danych CRIF dla rynku płatności odroczonych wynika, że podmioty specjalizujące się w usługach BNPL odnotowały w czerwcu 2023 r. delikatne spadki sprzedaży. Nadal jednak w ujęciu nominalnym wyniki branży pozostają na wysokim poziomie.

W czerwcu udzielono pożyczek o wartości 290,8 mln zł, a więc nieznacznie mniej niż w maju (-4,4% m/m), który odznaczył się rekordową aktywnością sektora. W ujęciu rocznym dynamika wzrostu stanowi 57,6 procent. Liczba odnotowanych transakcji wyniosła 834 tys. sztuk, a więc o 1,3 proc. mniej niż w maju i jednocześnie o 64,3 proc. więcej niż w czerwcu 2022 roku. Co charakterystyczne dla tego rynku, tylko 12 proc. transakcji w formule buy now, pay later przewyższa kwotę 500 zł. Średnia wartość pojedynczej transakcji wyniosła w czerwcu 349 zł.

Sklepy muszą zmienić narrację. Seniorzy wymuszą na rynku nowe trendy, a to dopiero początek

Polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się w UE. To wkrótce wymusi na branży retailowej odpowiednie zmiany. Jak przekonują eksperci, to będzie stopniowy proces i nie należy spodziewać się większej rewolucji w tym zakresie. Jednak już teraz trzeba się do tego przygotować. Mówi się, że na transformacji zyskają sieci, które postawią na marki własne. Z kolei część obrotu mogą stracić firmy handlowe i producenckie nastawione głównie na młodszego odbiorcę. Nie można też wykluczyć zmian związanych z opakowaniami czy napisami na nich, a także szerokością alejek w sklepach. Dzisiejsi 60-latkowie i 70-latkowie wkrótce będą też sprawniej korzystać z nowych technologii, co zasadniczo da im dostęp do lepszych ofert i cen. Tak, według znawców tematu, ma wyglądać handel w niedalekiej przyszłości.

Zmiany w handlu będą, ale stopniowe

Polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się w UE. Przyrost naturalny też raczej jest u nas na dość niskim poziomie. Dlatego szeroko pojęty handel czeka transformacja. W ciągu 10-15 lat zacznie się zmieniać zapotrzebowanie na różnego rodzaju produkty, o czym przekonuje dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, ekspert rynku retailowego. I dodaje, że związane jest to w główniej mierze z wiekiem konsumentów. Coraz mniej będzie tych młodszych, a coraz więcej – seniorów. To wymusi na branży retailowej różnego rodzaju nowe impulsy.

– Zmiany wymuszone przez proces starzenia się społeczeństwa nastąpią stopniowo. Nie należy spodziewać się jakiejś wielkiej rewolucji w tym zakresie. Na pewno będzie to wpływało na zróżnicowanie popytu. Część starszych ludzi jest w lepszej sytuacji majątkowej niż młode osoby, ale środki, które wnoszą na rynek, są raczej mniejsze. I to jest hamulec dla wzrostu popytu. Gospodarka jest na długie lata jeszcze ustawiona pod PKB, wyrastając bardziej z konsumpcji niż z inwestycji – komentuje sytuację dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Z kolei dr Łuczak zwraca uwagę na koszyki zakupowe różnych grup wiekowych. W ocenie eksperta, odwołującego się do badań UCE RESEARCH, młodzi ludzie wydają na miesięczne zakupy średnio ok. 15-20% więcej niż starsze osoby. Jednocześnie sięgają po ok. 10-15% mniej produktów. To oznacza, że wybierają droższy asortyment. Natomiast seniorzy wydają relatywnie mniej, ale częściej wybierają towary z niższej półki cenowej. Ponadto chętnie korzystają z promocji. Czasem nawet 80% koszyka składa się z produktów kupionych w ten sposób. Natomiast u młodych ludzi jest to średnio ok. 10-20%.

– Seniorzy mają swoje nawyki zakupowe, wykształcone przez ostatnich 20-30 lat. Do tego dochodzą kwestie związane ze stanem zdrowia, trwającymi kuracjami czy przeżywanymi chorobami. W branży spożywczej będzie to podtrzymywało popyt m.in. na warzywa czy lekkie białka. Z pewnością rynek zweryfikuje tłuszcze pod względem proporcji w ofercie, ale nie tylko – dodaje dr Faliński.

Transformacja powinna już się zacząć

Nie brakuje opinii, że na zapowiadanej transformacji zyskają sieci handlowe, które najbardziej postawią na marki własne. Można je oferować w dużo lepszych cenach niż pozostały asortyment. A takich produktów będą szukać najczęściej osoby starsze. Oczywiście, wiele też zależy od tego, jak wyroby zostaną dostosowane do potrzeb tej grupy odbiorców. W wielu przypadkach nie powinno być z tym większego problemu. Ale trzeba będzie to zrobić odpowiednio wcześnie, żeby przyzwyczaić do tego konsumentów.

– Marki odzieżowe nakierowane na młodego klienta pozostaną na rynku, ale z pewnością stracą sporą część obrotów. Już teraz powinny pomyśleć o rozszerzeniu swoich kolekcji o starszego odbiorcę. Tak wyraźna zmiana może się wydarzyć już za 10 lat. Najłatwiej o to będzie dużym międzynarodowym sieciom. One mają najlepsze zdolności organizacyjne, ale też odpowiednie zaplecze finansowe, aby unieść przyszłe inwestycje. Z kolei mniejsi producenci powinni pomyśleć o kaskadowych zmianach, tj. co 2-3 lata działać w tym kierunku, żeby nie przespać odpowiedniego momentu. Ponadto, kosztu jednorazowej transformacji mogliby nie udźwignąć – analizuje główny ekonomista Grupy BLIX.

Mówi się też, że mogą zmienić się opakowania w sklepach na mniejsze. Jednocześnie rodzi się pytanie o wielkość napisów na nich, bo przecież seniorzy mają większe problemy ze wzrokiem niż młodsi konsumenci. Jak zaznacza dr Łuczak, producentom z reguły zależy na tym, aby pewne informacje były ukryte bądź mniej czytelne. I tak jest z różnych powodów. Dlatego modyfikacje w tym zakresie raczej nie nastąpią szybko. Ekspert stwierdza, że w placówkach handlowych trzeba będzie poszerzyć alejki. W dyskontach, hiper¬marketach i supermarketach to nie powinno być trudnością, ale w sieciach convenience mogą pojawić się spore problemy. Już teraz jest tam wąsko, co nawet przeszkadza obecnie młodym konsumentom.

– Jeżeli już dojdzie do zmian szerokości alejek, to nastąpi w placówkach wielkopowierzchniowych. Senior musi się tam trochę nachodzić, zanim znajdzie dany towar. Jest też większy asortyment, a to często rodzi wybory między tym, co faktycznie jest potrzebne, a tym, co się podoba w danej chwili. Moim zdaniem, proces starzenia się społeczeństwa podtrzyma popularność mniejszych i średniej wielkości sklepów – stwierdza były dyrektor POHID-u.

Gra o klienta będzie dużo ostrzejsza

Rodzą się też pytania o przyszłość gazetek promocyjnych. Jak podkreśla dr Łuczak, to wartościowe źródło informacji o ofercie sklepu dla ponad 90% respondentów w kategorii wiekowej 65-74 lata. Tak wynika z badania przeprowadzonego dla Grupy BLIX w I kwartale 2023 roku. Według tego sondażu, ponad 82% osób z ww. kategorii wiekowej przegląda gazetki promocyjne co najmniej raz w tygodniu, głównie te papierowe, ale i to powoli się zmienia w tej grupie.

– Nie należy się przyzwyczajać do tego, że tradycyjne gazetki są lubiane przez starszych ludzi. Dzisiaj tak jest, ale wkrótce np. pokolenie 60-latków czy 70-latków będzie sprawniej korzystało z nowoczesnych rozwiązań. Będzie tak robiło głównie z powodu lepszych okazji. Moim zdaniem, utrzyma się taki dualizm papierowo-elektroniczny, ale mogą też pojawić się nowe platformy komunikacyjne – przewiduje dr Faliński.

Natomiast dr Łuczak uważa, że shopperzy coraz rzadziej i mniej chętnie zostają klientami na całe życie. To również dotyczy seniorów. W opinii eksperta, programy lojalnościowe i korzystne oferty specjalne mogą sprawić, że konsument wybierze daną sieć handlową i wróci do niej na kolejne zakupy. Ale jeśli potrzebne produkty będą dostępne w korzystniejszych cenach w innym sklepie, to prawdopodobnie tam zostaną zakupione. W takiej sytuacji klient odłoży sentyment i sympatię do sieci na bok. I jak dodaje ekspert, tak się dzieje coraz częściej na rynku, a może być z tym jeszcze gorzej. Mówiąc wprost, zacznie się też ostrzejsza walka o uwagę klientów.

– Do handlu wchodzi nowoczesność, następuje m.in. digitalizacja procesu zakupu czy przepływu informacji. Jednak to wszystko będzie musiało być dublowane przez bardziej tradycyjne rozwiązania. Starszy człowiek nie jest w stanie nadążyć za postępem cyfrowym i organizacyjnym czy za zmianami języka używanego w procesie przygotowania i realizacji sprzedaży. To zmodyfikuje rynek, a z tym będą też związane dodatkowe koszty. Problem ten dotyczy nie tylko Polski, ale również innych państw w Europie. Tylko nasze społeczeństwo dość szybko się starzeje i my z tym problemem możemy wcześniej się zderzyć – podsumowuje były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Press Glass zbuduje zakład produkcyjny w USA za 155 mln dolarów

Największy europejski producent szyb dla budownictwa rozwija działalność w Stanach Zjednoczonych. Podczas konferencji prasowej z udziałem władz stanowych i lokalnych, firma Press Glass ogłosiła plan budowy nowego zakładu produkcyjnego i nowoczesnej przestrzeni biurowej w Ridgeway, w stanie Wirginia. Wartość inwestycji, która stworzy ponad 330 nowych miejsc pracy, to 155 mln dolarów.

„Dzięki tej ekspansji Press Glass dokona największej pojedynczej inwestycji kapitałowej w historii hrabstwa Henry” – powiedział na konferencji prasowej gubernator stanu Wirginia Glenn Youngkin, którego nazwisko pojawia się od kilku miesięcy w dyskusjach na temat prawyborów prezydenckich w Partii Republikańskiej.

Założona w 1991 roku polska, prywatna firma Press Glass prowadzi działalność produkcyjną w USA od 2017 roku, kiedy przejęła amerykańską spółkę Glass Dynamics w Karolinie Północnej. W 2020 roku uruchomiona została nowa fabryka w Ridgeway, w stanie Wirginia.

Szyby produkowane przez Press Glass, polskiego narodowego czempiona, wykorzystywane są przy coraz większej liczbie inwestycji na amerykańskim rynku nieruchomości. Można zobaczyć je m.in. na nowojorskim Manhattanie, w tym na fasadzie jednego z najwyższych budynków w Nowym Jorku, 125 Greenwich Street, położonego obok One World Trade Center. Szyby z Press Glass wykorzystywane są w biurowcach, budynkach mieszkalnych, bibliotekach, muzeach, hotelach czy lotniskach w wielu częściach USA.

„Stany Zjednoczone to kraj ogromnych możliwości. Jeśli ktoś myśli o globalnej ekspansji biznesu to powinien być tu obecny. Kiedyś mówiło się wyłącznie o amerykańskich inwestycjach w Polsce. Po ponad 30 latach od udanej transformacji gospodarczej, wzroście wielu polskich firm na rynku krajowym i europejskim (w czym pomogło wejście do UE), mamy w końcu polskie, prywatne firmy, które inwestują na amerykańskim rynku. Press Glass zainwestował już 100 mln dolarów a do końca 2024 roku zamierzamy zainwestować łącznie ponad 250 mln ­– deklaruje właściciel i prezes zarządu Press Glass Holding Arkadiusz Muś.

Gubernator Glenn Youngkin zwrócił uwagę, że inwestycja polskiego przedsiębiorstwa to „utworzenie 335 nowych miejsc pracy, co oznacza ponad dwukrotne zwiększenie liczby pracowników w zakładzie w Wirginii. Pomoże to temu regionowi w dalszym ożywieniu gospodarczym i pokazuje odrodzenie się przemysłu w całej strefie Commonwealth Crossing”. „Pracownicy południowej Wirginii posiadają umiejętności i etykę pracy, które przynoszą korzyści producentom. Jesteśmy dumni, że Press Glass w dalszym ciągu się rozwija i ponownie inwestuje w swoją działalność w parku przemysłowym Commonwealth Crossing” – powiedziała stanowa Sekretarz Handlu Caren Merrick. Kierujący amerykańską częścią działalności Press Glass Maciej Migalski zwrócił uwagę podczas konferencji prasowej, że „po rozbudowie, fabryka w Ridgeway będzie jednym z największych i najbardziej zautomatyzowanych zakładów zajmujących się przetwarzaniem szkła do budownictwa w USA. Jednocześnie stworzymy nowe, wartościowe miejsca pracy”.  Ta inwestycja to świetna wiadomość dla naszej gospodarki i z niecierpliwością czekam na ukończenie obiektu w najbliższej przyszłości – zadeklarował Howard Morgan Griffith, członek amerykańskiej Izby Reprezentantów.

Holger Pfeiffer nowym szefem Bayer w Europie Środkowo-Wschodniej

Z początkiem września br. Holger Pfeiffer objął funkcję prezesa firmy Bayer w Polsce, Czechach, Słowacji i Węgrzech oraz szefa dywizji Pharmaceuticals w regionie.

Holger Pfeiffer zastąpił Markusa Baltzera, który po ponad 40 latach pracy dla firmy Bayer postanowił realizować się w ramach własnej działalności gospodarczej.

Pfeiffer jest menedżerem z ogromnym doświadczeniem, również międzynarodowym. Od 17 lat rozwija karierę w sektorze farmaceutycznym. 13 lat temu dołączył do firmy Bayer, w której pełnił szereg funkcji kierowniczych w obszarach onkologii oraz market access. Ostatnio zajmował stanowisko wiceprezesa Cluster Division Head Oncology w regionie EMEA2, obejmującym 41 rynków z Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki.

Jako prezes firmy Bayer oraz szef dywizji Pharmaceuticals Pfeiffer chce skupić się na rozwijaniu firmy oraz wprowadzaniu innowacji za pośrednictwem zróżnicowanych i elastycznych zespołów.

– Jestem pod wrażeniem regionu, do którego przyjeżdżam. Doświadczyłem już jak dynamiczni są tu ludzie, jak i całe otoczenie w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Holger Pfeiffer – Jestem przekonany, że przyszłość firmy Bayer rysuje się w jasnych barwach. Myśląc o inwestycjach firmy w obszarze Life Science jestem przekonany, że zaowocują one innowacjami dla rolnictwa, farmacji oraz samoleczenia. Cieszę się, że mogę realizować misję naszej firmy „Health for all, hunger for none”.

Holger Pfeiffer podkreśla potencjał utalentowanych pracowników z Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. „To właśnie nasi pracownicy będą kształtować przyszłość. Współpraca z nimi pozwoli mi doświadczyć nowego spojrzenia. Wspólnie zapewnimy dostęp do innowacji pacjentom, rolnikom i wszystkim naszym klientom”.

Nowy szef firmy Bayer jest mikrobiologiem – studia ukończył na Uniwersytecie w Kolonii. Ma tytuł Master of Business Administration w zakresie zarządzania w sektorze farmaceutycznym, uzyskany w International School of Management w Dortmundzie. Holger Pfeiffer przeprowadzi się z Berlina do Warszawy.

VRG S.A.: Spadek sprzedaży, ale poprawa marży

Sprzedaż VRG S.A. osiągnęła w sierpniu 2023 wartość 102,9 mln zł, o 9,1 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Narastająco w ośmiu pierwszych miesiącach br. sprzedaż VRG wyniosła 805,7 mln zł (o 0,5 proc. mniej r/r).

Segment jubilerski VRG zanotował w sierpniu 8,8-procentowy wzrost, osiągając przychody o wartości 59,4 mln zł. Segment odzieżowy Grupy osiągnął sprzedaż równą 43,5 mln zł, o 25,8 proc. mniej niż w roku ubiegłym. Kanały online odpowiadały w sierpniu za 10,3 proc. sprzedaży (w porównaniu z 13,2 proc. rok wcześniej).

– To kolejny miesiąc, w którym notujemy dobre wyniki sprzedażowe w segmencie jubilerskim oraz patrząc szerzej, w segmencie premium, do którego należy również marka odzieżowa Deni Cler. Intensywnie rozwijamy ofertę w marce W.Kruk i oczekujemy, że nowe kolekcje, wpłyną na utrzymanie dynamiki wzrostu sprzedaży w tej części naszej działalności – mówi Janusz Płocica, Prezes Zarządu Grupy VRG.

Jednocześnie w sierpniu segment odzieżowy Grupy pozostawał pod wpływem zmniejszonego popytu w markach „środkowego cenowo segmentu rynku”, obciążonego dodatkowo wyprzedażami zapasów. Jesteśmy w trakcie wdrażania gruntownych zmian w tej części działalności spółki, w zgodzie ze strategią rozwoju VRG opublikowaną w czerwcu. W rozpoczynającym się już sezonie Jesień/Zima 2023/24 do sklepów wejdą kolekcje dające pierwsze wyobrażenie o kierunkach tych zmian. Oczekujemy, że w połączeniu z efektem „back to work” odnotujemy wkrótce zwiększony poziom sprzedaży w segmencie odzieżowym. Liczymy też na to, że nastąpi poprawa sytuacji ekonomicznej, a niższa inflacja wpłynie na poprawę nastrojów konsumentów i zwiększenia ich apetytu zakupowego – dodaje Prezes Zarządu VRG.

Grupie udało się poprawić marżę na sprzedaży (wyniosła w sierpniu 53,9 proc. w porównaniu do 49,7 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej). Po ośmiu miesiącach br. marża Grupy wyniosła 54 proc. (1 p.p. więcej r/r).

W sierpniu 2023 roku marki grupy VRG operowały na 52,1 tys. m2 powierzchni handlowej (o 0,3 proc. większej niż rok wcześniej).

Złoty czeka na decyzję RPP o stopach procentowych

W tę środę (06.09) Rada Polityki Pieniężnej podejmie decyzję ws. polityki monetarnej. Rynek szykuje się już na cięcie stóp, więc brak obniżki we wrześniu mógłby przysłużyć się złotemu. Nieznacznie jednak i nie na długo – nie ma większych wątpliwości, że Rada nie będzie czekała z decyzją o obniżce dłużej niż do października.

Po agresywnym cyklu zacieśniania, w wyniku którego stopa referencyjna znalazła się na najwyższym od 2002 r. poziomie 6,75%, nastąpił płaskowyż: 10 ostatnich posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej upłynęło pod znakiem niezmienionych stóp procentowych. Wiele jednak wskazuje na to, że zmiana jest tuż za rogiem.

Po pierwsze, inflacja wyraźnie spadła ze szczytu na poziomie 18,4% w lutym do 10,1% w sierpniu. Po drugie, gospodarka wrzuciła niższy bieg. PKB nieznacznie się skurczył – w II kwartale był o 0,6% niższy niż rok wcześniej. RPP dostrzega zmiany i sygnalizuje gotowość do działania. Istotnym krokiem w tym kierunku było formalne zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych w lipcu i zarysowanie przez prezesa Glapińskiego warunków, które mogą pozwolić na rozpoczęcie obniżek (inflacja poniżej 10% i przekonanie, że będzie kontynuowała spadek).

Pojawiają się jednak wątpliwości, czy oba warunki faktycznie muszą zostać spełnione – choć jastrzębie skrzydło mocno oponuje, niektórzy członkowie RPP sygnalizują gotowość do rychłych obniżek. Zainteresowanie wzbudziły ostatnio komentarze Gabrieli Masłowskiej, która stwierdziła, że zagłosowałaby za obniżką we wrześniu, jeśli pojawiłby się taki wniosek. W uzasadnieniu decyzji o obniżce można by spodziewać się argumentów, że ostatecznie nie ma istotnej różnicy między poziomem 10,1% (wstępny szacunek inflacji za sierpień) a poniżej 10%. Jednocyfrowy poziom inflacji jest zresztą warunkiem arbitralnym, nie mającym żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Dodatkowo praktycznie na pewno zobaczymy go we wrześniowym odczycie.

Rada raczej nie będzie zwlekała z obniżką

Biorąc pod uwagę przedstawione przez prezesa Glapińskiego warunki dotyczące obniżek, nie mamy mocnego przekonania, że do pierwszej z nich (o 25 pb.) dojdzie już w tym tygodniu. Niemniej, jeśli stopy zostaną we wrześniu na niezmienionym poziomie, to zakładamy, że Rada raczej nie będzie chciała odkładać decyzji o obniżce dłużej niż do posiedzenia w październiku.

Warto zaznaczyć, że obniżki stóp procentowych na tym etapie budzą kontrowersje. Inflacja nadal pozostaje znacząco powyżej celu (wynoszącego 2,5% ± 1 pp.) i NBP nie spodziewa się, że zostanie on szybko osiągnięty – projekcja banku sugeruje, że może się to wydarzyć najwcześniej dopiero w drugiej połowie 2025 r. Pewne elementy makroekonomicznego krajobrazu, m.in. silny rynek pracy, podają w wątpliwość, czy obniżanie stóp już teraz jest zasadne. W obliczu powyższego wydaje się więc, że nieprędko – jeśli w ogóle w najbliższych latach – zobaczymy poziomy stóp procentowych, jakie pamiętamy sprzed pandemii.

Warto również zwrócić uwagę, że NBP byłby pierwszym bankiem regionu, który obniżyłby podstawową stopę procentową. Nawet Czeski Bank Narodowy, który zakłada, że inflacja ma spore szanse znaleźć się w widełkach jego celu już w początkach 2024 r., nie podjął jeszcze takiej decyzji. Węgry wprawdzie tną stopy, natomiast ich działania dotyczą wycofywania nadzwyczajnych środków podjętych w celu ochrony forinta. Na Węgrzech bazowa stopa procentowa – której jeszcze nie obniżano – jest zresztą dużo wyższa (13%) niż w Polsce.

Rynek szykuje się na cięcie

Ekonomiści nie są jednogłośni co do tego, czy zmiana stóp procentowych nadejdzie już we wrześniu (konsensus Bloomberga sugeruje jedynie niewielką przewagę liczby tych przewidujących obniżkę). Na podstawie rynkowych wycen można jednak wnioskować, że rynek szykuje się na rychłe cięcie. WIBOR 3M, wynoszący obecnie 6,67%, od lipca spada i właściwie już teraz znajduje się na poziomie zbliżonym do tego, jaki osiągnąłby przy obniżce.

Brak obniżki stóp we wrześniu mógłby nieco wesprzeć złotego, niemniej skala umocnienia polskiej waluty raczej nie byłaby duża, zważając na to, że oznaczałoby to najpewniej jedynie nieznaczne odłożenie w czasie takiej decyzji. Cięcie zaś prawdopodobnie złotemu istotnie by nie zaszkodziło.

Oprócz samej decyzji ws. stóp rynek będzie obserwował komunikację decydentów – zarówno w oświadczeniu po posiedzeniu, jak i w trakcie konferencji prasowej prezesa Glapińskiego, która odbędzie się w czwartek o 15:00.

WIBOR 3M (2023)
Źródło: Bloomberg Data: 04.09.2023

Autorzy: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Od węgla do OZE: szanse i wyzwania dla polskiej energetyki

Polska energetyka jest oparta na źródłach wytwórczych – czyli na węglu kamiennym i brunatnym. To jest 70% miksu energetycznego, co oznacza bardzo emisyjne źródła kopalne. Transformacja energetyczna na polskim przykładzie to nie jest tylko odejście od węgla – to jest właściwie całkowita zmiana schematu funkcjonowania energetyki. W założeniach transformacji energetycznej w oparciu o OZE należy odejść od prymatu energetyki centralnej – czyli energetyki opartej na kilku dużych źródłach wytwarzania – w kierunku bardziej rozproszonej, która w założeniu jest znacznie bardziej bezpieczna. Obecnie – jeżeli odetnie się jeden obiekt energetyczny – to będzie to problem dla całego systemu elektroenergetycznego, czyli dla całej Polski. Energetyka rozproszona jest bardziej równomierna, oparta na prosumentach i na lokalnych źródłach wytwarzania energii. Efekt wyłączania poszczególnych elementów systemu nie jest tu tak istotny. Jednak z perspektywy strategii rządowych nadal prymat będą wiodły duże jednostki wytwórcze – z jednej strony są plany budowy elektrowni jądrowych, ale również elektrowni gazowych oraz dużych farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Te wszystkie elementy będą stanowiły o przyszłości polskiego miksu energetycznego w ciągu następnych 20-30 lat.

– Problemem dla realizacji części tych inwestycji, a więc tzw. źródeł konwencjonalnych, są zmiany klimatyczne – a szczególnie hydrologiczne, które Polskę już od lat dotykają. Mamy suszę hydrologiczną, która jest kłopotem nie tylko dla rolnictwa, nie tylko dla gospodarstw domowych, ale również dla dużej konwencjonalnej energetyki – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Marszałkowski, redaktor naczelny portalu POLON.pl. – W 2015 roku mieliśmy przypadki, że ze względu na suszę ograniczano moce produkcje energii elektrycznej w polskich elektrowniach. Wynikało to z mniejszego przepływu wody przez zbiorniki chłodzące w elektrowniach. Braki wody czy zbyt wysoka temperatura chłodziwa powoduje, że bloki energetyczne muszą być albo odłączone, albo trzeba redukować produkcję energii. To kwestia nie tylko Polski, podobne sytuacje mieli Szwedzi czy Francuzi – gdzie elektrownie jądrowe na początku tego sezonu wakacyjnego również miały problemy z chłodzeniem rdzeni ze względu na niski poziom wód. Taki przypadek również pojawił się w Czechach, które podobnie jak Polska mają suszę hydrologiczną. Rzeczywiście zmiany klimatyczne dotykają energetykę i patrząc na te doświadczenia, które już mamy za sobą, które już się pojawiają – musimy zbudować taki model energetyki, który będzie jak najbardziej odporny na te sytuacje. Czy plany, które dzisiaj tworzy rząd odpowiadają wyzwaniom, jakie będą nas czekać za 20-30 lat? Patrząc na tempo tych zmian, możemy mieć obawy, że niestety – ale dzisiejsze plany nie odpowiadają rzeczywistości, jaką będziemy widzieć za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat – alarmuje Marszałkowski.