Brown-Forman stawia na marki Premium

Decyzja firmy Brown-Forman o zbyciu Finlandia Vodka na rzecz Coca-Cola HBC wywołała zdziwienie wielu obserwatorów na polskim rynku spożywczym. To marka bardzo dobrze znana polskiemu konsumentowi, szeroko rozpoznawalna w Europie i na świecie. Ale – jak wynika z raportów amerykańskiej firmy – to część przemyślanej strategii amerykańskiego koncernu, który kieruje swoją uwagę na marki segmentu Premium.

Brown-Forman od dłuższego czasu porządkuje swój portfel marek, powiększając go o trunki z segmentu premium, czego potwierdzeniem były transakcje przejęcia marek Diplomatico Rum, czy portfela marek Gin Mare (Gin Mare i Gin Mare Capri).  Diplomático Rum dołączy do naszego rozszerzającego się portfolio, dając firmie Brown‑Forman wiodącą pozycję na rynku w szybko rozwijającej się kategorii rumów super-premium. Ta stara marka rumu ma charakterystyczne opakowanie, silną pozycję marki i jest wyśmienitym alkoholem” – mówił w październiku 2022 roku Lawson Whiting, President and CEO, Brown-Forman Corporation. https://www.brown-forman.com/article/brown-forman-purchase-diplomatico-rum-brand-october-6-2022

Realizacja strategii porządkowania portfela zaczęła się w 2016 roku od sprzedaży marki Southern Comfort i Tuaca. Teraz ogłosił sprzedaż Finlandia Vodka na rzecz Coca-Cola HBC. Z komunikatów firmy wynika, że podjęcie tej decyzji poprzedzone było skrupulatną analizą przy zachowaniu ‘’najwyższego poziomu rozwagi’’. Podobnie jak w przypadku poprzednich korekt portfela, ta decyzja ma na celu skoncentrowanie się i inwestycje w marki super premium plus. – Zainwestowaliśmy znacznie w oba ostatnie przejęcia i nadal inwestujemy w całe nasze istniejące portfolio, które najlepiej zaspokaja te potrzeby – podkreśla w wypowiedziach dla prasy Lawson Whiting, President and CEO, Brown-Forman Corporation.

Właściciel marki Jack Daniel’s, firma Brown-Forman, opuści tym samym kategorię wódek, sprzedając swoją markę Finlandia oddziałowi rozlewniczemu Coca-Coli. Jak powiedział prezes Brown-Forman Corporation, nigdy nie jest łatwo pożegnać się z ukochaną marką, tym bardziej, że pozycja tej marki na rynkach Polski, Czech i Bałkanów jest szczególna i jest to region, z który jest szczególnie związany z marką Finlandia. Ale Brown-Forman jest przekonany, że Coca-Cola HBC jest właściwą firmą do dalszego rozwoju Finlandia Vodka w długoterminowej perspektywie. https://www.brown-forman.com/article/brown-forman-announces-sale-finlandia-vodka-june-19-2023

Tymczasem strategia koncentracji na segmencie Premium Plus oznacza mocne wsparcie dla zespołów i sieci dystrybucji na całym świecie, w tym w Polsce. Bardzo mocna pozycja i współczynnik rozpoznawalności całego portfela marek w segmencie whiskey (Jack Daniel’s), burbonów (Woodford Reserve, Old Forester) czy tequili (Herradura, el Jimador) jest dłuższego czasu gwarantem wzrostu firmy – podkreślają w czerwcowym raporcie (19.06.23) analitycy firmy Zacks Equity Research.

Polska okazuje się być jednym z kluczowych rynków na świecie. Polska, obok Brazylii, Meksyku i Chile należy obecnie do największych rynków segmentu Emerging markets wynika z najnowszego raportu Brown-Forman. Według badań CMR (2022) Jack Daniel’s Tennessee należy na polskim rynku do 3 najczęściej kupowanych marek na rynku – wynika z danych opublikowanych przez magazyn Hurt i Detal. 

Jak podkreśla Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska – celem jest dynamiczny rozwój marek w segmencie premium i super premium. Uważa, że koncentracja na segmencie super Premium dobrze służyła Brown-Forman w ostatnich latach i wierzy, że jest to najlepsza strategia dalszego rozwoju działalności firmy w dłuższej perspektywie.

Brown-Forman czerpie zyski z premiumizacji swojego portfela i agresywnych inwestycji w marki. Utrzymująca się siła marek, głównie Jack Daniel’s Tennessee Whiskey, dobrze wróży – konkludują analitycy Zacks Equity Research cytowani przez Nasdaq.com (https://www.nasdaq.com/articles/heres-why-brown-forman-bf.b-is-marching-ahead-of-its-industry)

Co jeśli EBC zastosuje scenariusz stóp procentowych „wyższe na dłużej”?

Wyższa od oczekiwań inflacja bazowa może ułatwić EBC decyzję w kwestii utrzymania wyższych stóp procentowych przez dłuższy czas – wynika z analizy Allianz Trade.

Podczas gdy inflacja zasadnicza w czerwcu była zgodna z oczekiwaniami i wyniosła 5,4% r/r (spadek z 6,1% r/r w maju), inflacja bazowa wzrosła do 5,4% r/r (wzrost z 5,3% r/r w maju). Inflacja w usługach ponownie wzrosła do 5,4% r/r (z 5,0% r/r w maju), zgodnie z oczekiwaniami i przy znacznym efekcie bazowym związanym z biletem za 9 euro w Niemczech. Inflacja towarów spadła do 5,5% r/r (z 5,8% r/r), ale mniej niż oczekiwano. W ujęciu miesięcznym zmiany cen są obecnie znacznie słabsze niż na początku 2023 r., a siły dezinflacyjne (poza usługami) nabierają tempa w miarę zmniejszania się podaży pieniądza. Jeszcze przed publikacjami ostatnich danych o inflacji podnieśliśmy nasze końcowe oczekiwania dla EBC do 4,0%, zakładając, że będzie on kontynuował podwyżki nawet po lipcowym posiedzeniu o kolejne 25 pb we wrześniu.

Ważniejszy jest jednak coraz bardziej jastrzębi ton EBC, który uwidocznił się podczas zeszłotygodniowego Forum Banków Centralnych w Sintrze.

Rozbieżność między prognozami krajowych banków centralnych (czerwiec i grudzień) a prognozami EBC (marzec i wrzesień) dotyczącymi trwałości inflacji skłania EBC do zwiększenia stopnia zależności ścieżki stóp procentowych od (tych pewnych) danych. A w opinii Allianz Trade wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC prognozował osiągnięcie swojego średniookresowego celu stabilności wzrostu cen na poziomie 2% przed końcem 2025 r., co może wpłynąć na przesunięcie potencjalnych obniżek stóp procentowych z czerwca 2024 r. (zgodnie z naszą dotychczasową prognozą) na 2025 r.

Wykres 1: Prognozy stóp EBC i krzywej niemieckich obligacji skarbowych (w %)Prognozy stóp EBC i krzywej niemieckich obligacji skarbowych

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Perspektywa dłuższego okresu zacieśniania polityki pieniężnej wywierałaby presję wzrostową na oba końce krzywej dochodowości obligacji. Analizujemy wpływ scenariusza „wyższe za dłużej”, w którym EBC podnosi stopę depozytową do 4,5% bez obniżek stóp do końca 2024 roku. Scenariusz ten znacznie odbiega od konsensusu rynkowego (+75-100 pb) i doprowadziłby do znacznej korekty rynkowej (wykres 1), w tym na długim końcu krzywej dochodowości. Obecny efekt przeniesienia zmian w oczekiwaniach dotyczących stopy procentowej z rocznym wyprzedzeniem na rentowność 10-letnich niemieckich Bundów wynosi około 70%. Oznacza to, że na każde 100 pb zmiany oczekiwań, około 70 pb jest absorbowane przez dłuższy koniec niemieckiej krzywej dochodowości. Tym samym rentowność 10-letnich Bundów wzrosłaby do 2,8% i 2,7% odpowiednio do końca 2023 i 2024 r. (z obecnego poziomu 2,4%). Ponadto oznaczałoby to odchylenie w górę o 30 pb i 50 pb od naszych prognoz bazowych odpowiednio na 2023 i 2024 r. oraz powiększyłoby lukę do stopy wartości godziwej wynoszącej odpowiednio 1,5% i 1,75% (wykres 2).

Wykres 2: Prognozy rentowności 10-letnich Bundów (%) – niemieckich obligacji skarbowychPrognozy rentowności 10-letnich Bundów

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Wyższe długoterminowe rentowności (obligacji skarbowych) miałyby negatywny wpływ na rynki akcji. Przedłużające się wyższe stopy procentowe miałyby również wpływ na bardziej ryzykowne aktywa, przechylając atrakcyjność różnych aktywów na korzyść inwestycji o stałym dochodzie ze względu na coraz bardziej atrakcyjne zyski. Efekt ten ujawniłby się przede wszystkim w 2023 r., ponieważ przewidywany wzrost zysków w 2024 r. stymulowałby wyniki akcji i zmniejszyłby różnicę we względnej atrakcyjności na korzyść rynków akcji. Ilościowo, scenariusz „wyższe za dłużej” potencjalnie obniżyłby wyniki akcji o około 3 do 4% w 2023 r., w porównaniu z oczekiwanym przez nas łącznym zwrotem w wysokości 9% dla Eurostoxx (Wykres 3).

Wykres 3: Wyniki europejskiego rynku akcji (%)Wyniki europejskiego rynku akcji

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

W jaki sposób sprawdzić pożyczkodawcę na liście KNF?

Korzystając z usług podmiotów finansowych, skupiamy się głównie na kosztach podejmowanego zobowiązania. Na ogół sprawdzamy wysokość oprocentowania, RRSO, czy koszty dodatkowe. Jednak nie zawsze zwracamy uwagę na bezpieczeństwo i wiarygodność instytucji finansowej. Co powinniśmy sprawdzić, zanim skorzystamy z usług pozabankowych firm pożyczkowych? Gdzie otrzymamy rzeczowe informacje na temat podmiotów finansowych?

Opinie innych użytkowników w Internecie

Niektórzy konsumenci, zanim zdecydują się na wybór pożyczkodawcy, sprawdzają opinię innych użytkowników, bazując na wiedzy pozyskanej w Internecie. To jak najbardziej słuszna droga, lecz musimy wziąć pod uwagę fakt, że nie wszystkie komentarze są wiarygodne.

Nierzetelność innych pożyczkobiorców może wynikać z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest anonimowość, dzięki której każdy może w dowolny sposób wyrazić swój osąd. Niekiedy konsument, który nie wywiązał się należycie z postanowień umowy, mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności finansowej. Takie działanie firmy pożyczkowej, choć jest zgodne z prawem, może wywołać chęć odegrania się na pożyczkodawcy. Sfrustrowany konsument może wyrazić swoją niechęć do danej firmy właśnie za pomocą nieprzychylnych komentarzy. Podobnie może wyglądać sytuacja, jeśli pożyczkobiorca nie zapoznał się z warunkami umowy i jest zaskoczony jej postanowieniami.

Niepochlebnych komentarzy możemy spodziewać się także od pożyczkowych rywali. Choć profesjonalne firmy pożyczkowe nie stosują negatywnych kampanii skierowanych na konkurencję, to mniej znane firmy mogą z nich korzystać, by szybko dogonić przeciwników.

Z drugiej strony anonimowość daje także możliwość podkoloryzowania rzeczywistości. Na szczęście większość z nas jest w stanie dość szybko zorientować się, że zbyt kwieciście napisany komentarz jest celowym zagraniem pożyczkodawcy, by poprawić sobie renomę.

Czy w związku z tym nie powinniśmy korzystać z opinii innych użytkowników? Oczywiście, że nie. Opinie innych użytkowników mogą być bardzo pomocne, jednak możemy odrzucać skrajne recenzje, które najprawdopodobniej należą do nieuczciwej konkurencji lub konsumentów, którzy nie wywiązali się z postanowień podpisanej umowy.

Sposoby weryfikacji firm pożyczkowych

Konsument, który szuka najbardziej odpowiedniego dla siebie produktu finansowego, nie jest pozostawiony sam sobie. Oprócz opinii w sieci może również znaleźć rzetelne rankingi pożyczek i firm finansowych, np. na everlike.pl.

Skąd jednak mieć pewność, że ranking jest wiarygodny, a na zaszczytnym pierwszym miejscu nie znajduje się instytucja, które zapłaciła opiniotwórczej stronie najwięcej? W tym przypadku warto zwrócić uwagę na to, czy ranking jest na bieżąco aktualizowany, czy jasno deklaruje, że obecność pożyczkobiorcy w rankingu związana jest z dokonaniem przez niego opłat, a także, czy zespół, który ranking tworzy, składa się z ekspertów. Jeśli takie kryteria są spełnione, możemy podpierać się wynikami rankingu. Jednak aby nasza opinia była obiektywna, warto czerpać wiedzę z różnych stron. I właśnie strona internetowa pożyczkodawcy również odgrywa bardzo istotną rolę w ocenie rzetelności firmy pozabankowej.

Na stronie internetowej każdy podmiot finansowy musi udostępniać podstawowe informacje na temat prawnych aspektów swojej działalności. Informacje te dotyczą danych spółki, numeru NIP, REGON, wpisu do KRD i wysokości kapitału spółki. Ponadto istotne są informacje o danych osobowych i możliwości ich wycofania. Bardzo ważne jest, aby pożyczkodawca na swojej stronie publikował przykład reprezentatywny. Pamiętajmy o tym, że przykład reprezentatywny nie jest tożsamy z ofertą. Sytuacja każdego konsumenta jest inna, stąd może wymagać odmiennych warunków finansowania i uwzględniać inne koszty.

KNF – najbardziej wiarygodne źródło informacji na temat pożyczkodawców

Komisja Nadzoru Finansowego jest instytucją, która nadzoruje w Polsce szeroko pojęty rynek finansowy. KNF sprawuje kontrolę nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, emerytalnym, ubezpieczeniowym, ale także wszelkimi instytucjami płatniczymi, w tym również płatnościami elektronicznymi. Celem nadrzędnym tej instytucji jest więc dbałość o prawidłowe funkcjonowanie rynku finansowego, jego stabilny rozwój, a także zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony uczestnikom rynku.

Jedną z ważniejszych z punktu widzenia konsumenta informacji jest udostępniana przez KNF Lista ostrzeżeń publicznych. Dokument ten ma na celu ostrzeżenie konsumentów i podmioty gospodarcze przed instytucjami, które są podejrzane lub rzeczywiście stosują nieuczciwe praktyki m.in. względem konsumentów.

W jaki sposób sprawdzić pożyczkodawcę na liście KNF?

Lista ostrzeżeń publicznych dostępna jest na stronie internetowej KNF pod adresem: www.knf.gov.pl/dla_konsumenta/ostrzezenia_publiczne. W pierwszej części możemy sprawdzić, na jakiej podstawie prawnej podmioty, których dane są opublikowane, znalazły się na liście – przedstawione są ustawy wraz z odpowiednimi paragrafami. Jeżeli chcemy sprawdzić firmę, z którą chcemy podpasać umowę, lub dopiero przeglądamy jej ofertę, możemy wpisać jej dane w wyszukiwarkę podmiotów, która znajduje się poniżej wspomnianego opisu. Jeśli wybrana przez nas firma widnieje na liście KNF, powinniśmy się zastanowić, czy podpisanie umowy o pożyczkę online lub pożyczkę ratalną z podejrzanym o popełnienie przestępstwa podmiotem nie jest zbyt ryzykowne (https://lendup.pl/pozyczka-online-2/).

Lista ostrzeżeń Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Kolejną bardzo ważną listą, którą możemy przeanalizować, jest lista ostrzeń publikowana na łamach strony internetowej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Listę ostrzeżeń konsumentów UOKIK znajdziemy na stronie www.uokik.gov.pl w sekcji Konsumenci pod hasłem Ostrzeżenia konsumenckie. Minusem listy UOKIK jest brak wyszukiwarki. Musimy zatem samodzielnie prześledzić wszystkie podmioty, które przejawiają podejrzane zachowanie. Wystąpienie podmiotu na liście UOKIK powinno być dla nas flagą ostrzegawczą.

Podsumowanie

Jak możemy zauważyć, do dyspozycji mamy co najmniej kilka form sprawdzenia rzetelności pożyczkodawcy. Warto z tych możliwości korzystać, aby mieć pewność, że podmiot finansowy wywiąże się ze swoich powinności zgodnie z obowiązującym prawem. Kolejną bardzo istotną formą zabezpieczenia swoich interesów jest uważne czytanie umowy. Pamiętajmy o tym, że oferta nie jest równoznaczna z zapisami umowy. Jeśli któryś punkt umowy nie jest dla nas jasny lub budzi nasze wątpliwości, w każdym momencie możemy się wycofać i zrezygnować z podpisania umowy. Ponadto nieskorzystanie z oferty firmy pozabankowej nie może wiązać się z ponoszeniem kosztów.

W polskim sektorze publicznym chmura wciąż pełni rolę głównie pomocniczą

Według Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu już 68% firm w Polsce korzysta z usług chmurowych. Stosunek do chmury zaczyna zmieniać się także w sektorze publicznym. Coraz więcej rządów i instytucji m.in. w Europie przekonuje się do zalet tej technologii. W Polsce chmura w sektorze publicznym pełni wciąż głównie funkcję pomocniczą dla rozwiązań serwerowych. Korzystanie z niej deklaruje tylko 1 na 4 organizacje z sektora GovTech. Coraz częściej jednak przedstawiciele instytucji państwowych zdają sobie sprawę, że rozwiązania chmurowe są konieczne do zapewnienia potrzebnej elastyczności i szybkości działania aplikacji. Barierę w rozwoju chmury stanowią głównie regulacje prawne i opór ze strony zespołów IT.

Przede wszystkim oszczędność

Z danych Europejskiej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) wynika, że najważniejszym czynnikiem zachęcającym do wdrożenia rozwiązań chmurowych wśród organizacji sektora publicznego w UE były oszczędności. Tradycyjne systemy IT są drogie zarówno w zakupie, jak i instalacji i utrzymaniu. Ponadto do ich obsługi potrzebni są odpowiedni specjaliści. Zarządzane usługi chmurowe zmniejszają potrzebę inwestowania w infrastrukturę fizyczną. Chmura pozwala korzystać ze wspólnej puli zasobów, które są utrzymywane i zarządzane przez zewnętrznego dostawcę. Umożliwia to redukcję kosztów operacyjnych, gdyż dany podmiot płaci wyłącznie za usługi z których korzysta.

Jak płynnie obsłużyć procesy takie jak składanie PIT-ów?

Rozwiązania bazujące na chmurze pozwalają na elastyczność. Umożliwiają szybkie dostosowanie się do zmiennych warunków biznesowych, co sprawia trudności w przypadku tradycyjnej infrastruktury IT. Dzięki chmurze w czasie pandemii COVID-19 wiele organizacji mogło szybko wdrożyć model pracy zdalnej. W przypadku sektora publicznego, elastyczność chmury może być przydatna m.in. po to, aby obsługiwać zmieniające się obciążenia serwisów. Przykładowo: gdy rozliczamy PIT-y, większość podatników robi to na ostatnią chwilę, co wywołuje przeciążenia serwerów. Problem ten może rozwiązać chmura i konteneryzacja, która umożliwia dostosowywanie zasobów do bieżących potrzeb. W kwietniu, gdy większość podatników korzysta z programów do rozliczenia podatków, chmura umożliwia zwiększenie mocy obliczeniowej. Później można ją z powrotem zmniejszyć do stałego poziomu. Po obsłużeniu zwiększonej liczby zapytań nie ma też konieczności utrzymywania infrastruktury „na zapas”.

Bezpieczeństwo wrażliwych danych

Znaczącą korzyścią z wdrożenia rozwiązań chmurowych w organizacjach sektora użytku publicznego jest także poprawa bezpieczeństwa danych. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wrażliwość zasobów, które przetwarzają instytucje publiczne. Dostawcy usług chmurowych korzystają z najnowszych zabezpieczeń i rozwiązań, które służą m.in. do tworzenia kopii zapasowych plików. Co więcej, używanie odpowiednio zabezpieczonej chmury obliczeniowej może pomóc w spełnieniu wymagań dotyczących prywatności danych, takich jak RODO (Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych).

Przeszkody w migracji do chmury wciąż obecne

Organizacje sektora publicznego wciąż napotykają wiele wyzwań przy wdrażaniu chmury. Jedną z największych barier jest środowisko prawne – regulacje różnią się w zależności od regionów i krajów.

Problem stanowić może tzw. „suwerenność cyfrowa”. Wiąże się ona z przechowywaniem i przetwarzaniem wrażliwych danych w chmurze, której dostawca zlokalizowany jest w innym kraju i podlega tamtejszej jurysdykcji. Aby przezwyciężać te wyzwania konieczne jest ustanowienie jednolitych dla Unii Europejskiej regulacji dotyczących chmur obliczeniowych oraz rozwój lokalnych, krajowych centrów danych. Ważne jest też jednak, aby przepisy nie ograniczały nadmiernie międzynarodowego przepływu danych. To właśnie on umożliwia wykorzystanie w pełni potencjału chmury.

W Polsce przejście na chmurę w sektorze publicznym często natrafia też na opór ze strony zespołów IT. Specjaliści nie są chętni do wdrażania nowej technologii i uczenia się związanych z tym nowych procesów. Dlatego kluczowe jest szkolenie pracowników i uświadamianie ich na temat korzyści jakie może nieść korzystanie z rozwiązań chmurowych.

W najbliższej przyszłości można spodziewać się coraz częstszego wykorzystywania usług chmurowych przez sektor publiczny. Są one niezbędne do zapewnienia elastyczności systemów i szybkości działania aplikacji.

Źródła:

Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu. Edycja 2023

Raport „Chmura i cyberbezpieczeństwo wśród średnich i dużych firm oraz w sektorze GovTech w Polsce 2022”

Dane Europejskiej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA)

Integracja telefonii i CRM: nowe możliwości dla Twojej firmy

Utrzymanie bazy klientów za pomocą CRM jest kluczem do wysokiej jakości obsługi i zwiększenia skuteczności zespołu. A jeśli CRM jest zintegrowany z telefonią wirtualną, praca firmy może stać się bardziej produktywna i wygodna. Dowiedz się, jak integracja CRM i wirtualnej telefonii pomoże zautomatyzować zespół sprzedaży, uniknąć niepotrzebnej pracy ręcznej i łatwo monitorować menedżerów.

Czym jest integracja telefonii i CRM i dlaczego jest potrzebna?

Integracja to łączenie jednej usługi z drugą. Mówiąc wprost, jeśli CRM jest bazą danych o stałych i potencjalnych klientach, a wirtualna centrala voip jest sposobem połączenia przez Internet, to integracja tych dwóch systemów zautomatyzuje i ułatwi zarządzanie komunikacją między firmą a klientami.

Dzięki integracji CRM i wirtualnej telefonii większość procesów jest zautomatyzowana, co ułatwia pracę menedżerom i zwiększa produktywność.

Porozmawiajmy więc o korzyściach płynących z integracji telefonii wirtualnej i CRM.

Oszczędność czasu pracy

Menedżerowie nie muszą ręcznie wprowadzać do CRM numerów telefonów, imienia i nazwiska klienta, a także treści zapytania. Wszystkie dane połączeń są automatycznie przesyłane do CRM.

Po pierwsze, oszczędza to czas pracy menedżera. Menedżerowie będą mieli więcej czasu na ważniejsze zadania niż wprowadzanie numerów do systemu, na przykład, sprzedaż. Po drugie, pozwala uniknąć tak zwanego „czynnika ludzkiego”: błędów, zapominalstwa, zmęczenia, nieuwagi.

integracja może zaoszczędzić do 20 godzin miesięcznie

Według badania Ringostat integracja może zaoszczędzić do 20 godzin miesięcznie, jeśli menedżer wykonuje lub odbiera 30 połączeń dziennie

Zapisywanie historii komunikacji z klientami

Cały przebieg komunikacji można wygodnie analizować dzięki zapisom połączeń w CRM oraz nagraniom audio rozmów. Dane o każdym połączeniu telefonicznym są przechowywane w systemie bezterminowo:

  • typ: przychodzące, wychodzące, odebrane, nieodebrane;
  • czas i długość rozmów;
  • kontakt: jeśli numer jest już w systemie, dostępny będzie link do klienta, jeśli nie, to tylko numer telefonu;
  • menedżer, który wykonał lub odebrał połączenie;
  • komentarz pozostawiony przez menedżera w karcie połączenia;
  • nagranie audio rozmowy ― możesz w dowolnym momencie odsłuchać wszystkie rozmowy między menedżerem a klientem, aby przypomnieć sobie istotę porozumień.

Przykład zapisu połączenia wychodzącego w CRM

Przykład zapisu połączenia wychodzącego w CRM

Wygoda analizy i kontroli

Kierownik może w każdej chwili sprawdzić, jak pracują jego podwładni.

  1. Czy klientowi zawsze udało się dodzwonić, a jeśli nie, to czy menedżer oddzwonił do klienta po nieodebranym połączeniu?
  2. Czy grzecznie i uważnie menedżerowie komunikują się z klientami?
  3. Czy dobrze znają i prezentują produkt?
  4. Czy nie unikają specjalnych próśb lub skomplikowanych pytań?

Dzięki tym danym kierownik zawsze będzie mógł zrozumieć przyczynę utraconej transakcji. Na przykład, jeśli menedżer nie był wystarczająco uparty, nie znał dobrze produktu lub obiecał oddzwonić później, ale tego nie zrobił.

A jeśli kierownik widzi systematyczne błędy popełniane przez podwładnych, będzie mógł zwrócić większą uwagę na szkolenie i doskonalenie takich pracowników.

Łatwa i elastyczna konfiguracja integracji

Zazwyczaj logikę integracji można łatwo dostosować do własnych procesów biznesowych.

Można na przykład skonfigurować ją w taki sposób:

  • po połączeniu przychodzącym od nowego klienta system automatycznie utworzy kontakt, umowę, zadanie dla menedżera, który odebrał połączenie;
  • ponowne połączenie od klienta zostanie automatycznie przekierowane do menedżera, który już rozmawiał z tą osobą;
  • jeśli połączenie zostanie nieodebrane, dla odpowiedzialnego menedżera automatycznie utworzone będzie zadanie „Oddzwoń” z jasno określonym terminem.

Przykład zadania, które zostanie utworzone w CRM w razie nieodebranego połączenia

Przykład zadania, które zostanie utworzone w CRM w razie nieodebranego połączenia

Wyniki: dlaczego potrzebna jest integracja telefonii i CRM

Integracja wirtualnej centrali telefonicznej i CRM pozwala na:

  • znacznie zmniejszenie obciążenia pracą menedżerów, ponieważ rutynowe zadania ręczne będą wykonywane automatycznie.
  • pozbycie się chaosu i błędów w dziale sprzedaży;
  • zbudowanie doskonałej obsługi klienta;
  • uzyskanie wiedzy na temat tego, co wpływa na zamknięcie lub utratę transakcji, a tym samym zwiększenie sprzedaży.

W rezultacie cały proces biznesowy, w tym komunikacja telefoniczna z klientami, jest połączony w jednym systemie, którym łatwo zarządzać.

Dolar ma problemy z umocnieniem. Dziś raport NFP

Dziś najważniejszym pytaniem jest to, czy raport z rynku pracy wzmocni sceptycyzm rynku do podejścia Fed, które zostało zasygnalizowane na ostatnim posiedzeniu, czy może jednak go osłabi. Wczorajsza reakcja dolara na dane makro była chwilowa. EURUSD w godzinach popołudniowo – wieczornych wrócił do poziomów sprzed publikacji. Dolar ma problem z trwałą aprecjacją.

Raport ADP zaskoczył mocnym wynikiem. Wyniósł on 497 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym i był to najlepszy wynik od lutego 2022 roku oraz ponad dwukrotnie wyższy od średniej z ostatnich kilkunastu miesięcy. Pamiętajmy jednak, że ADP nie jest wiarygodnym wskaźnikiem wyprzedzającym dla oficjalnego raportu z rynku pracy. Mimo wszystko ze względu na duże zaskoczenie wczorajszym odczytem widoczna była zdecydowana reakcja rynku. Okazała się ona jednak chwilowa. Z kolei tygodniowa liczba wniosków o zasiłek okazała się minimalnie wyższa od tej oczekiwanej przez ekonomistów (248 tys. wobec 246 tys.). W poprzednim raportowanym tygodniu wyniosła 236 tys. Otrzymaliśmy również raport ISM. Główny wskaźnik urósł bardziej zadecydowanie niż zakładano i wskazał liczbę 53,9 pkt. Indeks cen płaconych spadł do najniższego poziomu od marca 2020 roku a subindeks nowych zamówień.

Obraz gospodarki jest dość klarowny. Usługi są wciąż w dobrej kondycji. Widać procesy dezinflacyjne a rynek pracy nadal jest mocny. To dość klarowne argumenty za tym, aby sądzić, że Fed podniesie kluczową stopę procentową 26 lipca i będzie się trzymał restrykcyjnego podejścia.

Czego powinniśmy spodziewać się po dzisiejszych danych NFP? Raport z rynku pracy za maj zawierał kilka sprzecznych sygnałów i sprawił, że rynek zastanawiał się jak go interpretować. Chociaż zatrudnienie wzrosło znacząco o prawie 340 tys. osób, stopa bezrobocia, która opierała się na innej ankiecie, zwyżkowała z 3,4 proc. do 3,7 proc.. Ostatecznie jednak dolar zdołał się umocnić tego dnia, ale była to aprecjacja chwilowa.

Dzisiaj konsensus rynkowy wskazuje zmianę na poziomie 230 tys. nowych miejsc pracy oraz spadek stopy bezrobocia do 3,6 proc. Jeśli dane będą trudne w interpretacji, reakcja na USD może być ograniczona. Uważam, że reakcja dolara będzie prawdopodobnie bardziej wyraźna w przypadku rozczarowującego wyniku. Rynek jest wrażliwy na każdy negatywny sygnał z rynku pracy i można powiedzieć, że czeka na niego od dłuższego czasu.

Kurs EUR/USD zbliża się do średnioterminowej linii trendu wzrostowego, która przebiega przez minima z października 2022 oraz przełomu maja oraz czerwca tego roku. Z technicznego punktu widzenia zakładam, że niebawem krótkoterminowe spadki, które trwają od ponad 2 tygodni, mogą się zakończyć i wówczas możliwe, że rozpocznie się kolejny impuls wzrostowy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Brown-Forman po raz drugi wśród najbardziej etycznych firm na świecie

Etyka w biznesie to zasady i normy postępowania z klientami, pracownikami, dostawcami, partnerami biznesowymi. Przestrzeganie zasad kultury, etyki, różnorodności to ważne elementy dla każdej firmy.  Co roku organizacja Ethisphere dokonuje oceny najbardziej etycznych firm na świecie. W tym roku – drugi rok z rzędu – w gronie najbardziej etycznych firm znalazł się Brown‑Forman.

Ethisphere „Etyka ma znaczenie. Organizacje, które zobowiązują się do uczciwości biznesowej poprzez solidne programy i praktyki, nie tylko podnoszą standardy i oczekiwania wszystkich, ale także osiągają lepsze długoterminowe wyniki” — powiedziała CEO Ethisphere, Erica Salmon Byrne. „Nadal inspirujemy się wyróżnieniami najbardziej etycznych firm na świecie i ich zaangażowaniem w wywieranie rzeczywistego wpływu na interesariuszy oraz wzorowe przywództwo oparte na wartościach.

Etyczny biznes powinien być zgodny zarówno z przepisami prawnymi, jak i obowiązującymi w społeczeństwie normami obyczajowymi. Proces oceny najbardziej etycznych firm (oparty na należącym do Ethisphere narzędziu Ethics Quotient®) obejmuje ponad 200 pytań na temat kultury, praktyk środowiskowych i społecznych, etyki i zgodności z przepisami, zarządzania, różnorodności oraz inicjatyw wspierających solidny łańcuch wartości. Proces służy do uchwycenia i skodyfikowania wiodących praktyk organizacji z różnych branż i na całym świecie.

Brown-Forman znalazł się w prestiżowym gronie najlepszych firm drugi raz z rzędu. „Ludzie z Brown-Forman, poprzez swoje przywiązanie do naszych wartości, pomogli nam się rozwijać od czasu naszego założenia w 1870 roku. Nasze wartości są na pierwszym planie tego, kim jesteśmy i jak codziennie prowadzimy działalność” – powiedział Lawson Whiting, President and CEO, Brown-Forman Corporation.

W polityce monetarnej bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały bez zmian. Teraz czekamy na konferencję prezesa NBP. Amerykanie pokazali dobre dane z raportu ADP na temat miejsc pracy, a niemiecki przemysł znów łapie zadyszkę.

Rada nie zaskakuje

Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczyło. Decyzja o braku zmian stóp procentowych została opublikowana około godziny 15:30. Rynki jednak zdecydowanie bardziej czekają na dzisiejszą konferencję prezesa NBP. Rozpocznie się ona o godzinie 15:00 i biorąc pod uwagę, że sierpniowe posiedzenie jest niedecyzyjne, można ją w pewnym sensie traktować już jako zapowiedź na wrzesień. Dlatego właśnie analitycy uważają ją za istotną, mimo że stopy procentowe od wielu miesięcy stoją w miejscu. Co ciekawe, inwestorzy wyraźnie zakładali sygnał do obniżki stóp procentowych, bo złoty w ostatnich dniach bardzo silnie tracił. We wtorek byliśmy świadkami odbicia na EURPLN od okolic 4,42 zł, natomiast wczoraj na chwilę kurs wystrzelił powyżej 4,50 zł.

Dobre dane z USA

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy bardzo pozytywnie zaskoczyły rynki. Mowa tutaj szczególnie o raporcie ADP na temat zatrudnienia, który niespodziewanie pokazał 497 tysięcy miejsc pracy. Oczekiwano mniej niż połowy tej liczby. Ostatni raz tak duży przyrost miał miejsce półtora roku temu w grudniu 2021 roku. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych z kolei trafiły bardzo blisko oczekiwań. W rezultacie skoro powstało wyraźnie więcej miejsc pracy, a bezrobotnych nie przybywa, jest to bardzo dobra prognoza przed dzisiejszym odczytem stopy bezrobocia. Po samych danych dolar przez chwilę testował kilkutygodniowe maksima względem euro, ale szybko wrócił do poprzednich poziomów. Dzisiejsze dane z rynku pracy mogą jednak wybić go z obecnego marazmu.

Słabsze sygnały z niemieckiego przemysłu

Pomimo opublikowanych wczoraj lepszych od oczekiwań danych na temat zamówień w niemieckim przemyśle dzisiejsze dane o wzroście produkcji przemysłowej znów zawiodły. Analitycy oczekiwali braku zmian w ujęciu miesięcznym, mieliśmy jednak spadek o kolejne 0,2%. W rezultacie w skali roku niemiecki przemysł kurczy się o 2,7%. Jest to słaby prognostyk na przyszłość w momencie, kiedy główna lokomotywa Unii Europejskiej ma wyraźne problemy. Z drugiej strony wiele indeksów wskazuje na możliwość nadejścia spowolnienia gospodarczego. Wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe to nie jest coś, co gospodarki lubią.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dane z rynku pracy,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Budlex prezentuje wyniki finansowe i odnotowuje wzrosty

Grupa Kapitałowa Budlex od kilku lat odnotowuje stały wzrost wartości, co widoczne jest w jej wynikach finansowych, również na tle innych spółek działających w sektorze deweloperskim. Na przestrzeni ostatnich 3 lat majątek Grupy Budlex wzrósł o 42%, podczas gdy rynek (11 spółek z rynku kapitałowego) urósł w tym czasie zaledwie o połowę tej wartości (niespełna 20%). W ujęciu r/r aktywa Budlex urosły o 13%, zaś łączne aktywa spółek z rynku praktycznie się nie zmieniły. Rentowność na działalności operacyjnej EBIT wypracowana przez Budlex nie odbiega od poziomu rynkowego i wynosi 24%, a zysk netto za 2022 to 32,1 mln zł.

Wysoka rentowność

W przypadku inwestycji Budlex inflacja przekłada się na wzrost kosztów realizacji, jednak efekt ten niwelowany jest przez wysoką rentowność prowadzonych projektów i optymalizację kosztów spółki w pozostałych obszarach.

Osiągane przez Grupę Budlex wyniki i ich dynamika na przestrzeni ostatnich lat to efekt szeregu zmian, które nastąpiły po przekształceniach właścicielskich w 2016 roku, skupionych przede wszystkim na umacnianiu marki i podnoszeniu jakości oferty. Na poziomie zarządzania oznacza to między innymi efektywne wykorzystanie zasobów ludzkich i kapitału, optymalizację poziomu zadłużenia i kosztów, a także elastyczność w dopasowywaniu się do warunków i trendów rynkowych – mówi Filip Friedmann, większościowy udziałowiec Budlex.

Dobre prognozy

Według szacunków Zarządu, wyniki finansowe Grupy Kapitałowej Budlex w 2023 r. będą zbliżone do tych za 2022 r., choć poziom przychodów ze sprzedaży będzie zależał od tempa przenoszenia na klientów praw do lokali aktami ostatecznymi z zakończonych i oddanych inwestycji.

Na przełomie II i III kwartału b.r.  Grupa Budlex istotnie powiększy swoją ofertę gotowych mieszkań – kończy trzy inwestycje zlokalizowane w Bydgoszczy i Toruniu wprowadzone do realizacji w 2021 i 2022 r. Dodatkowo wyprzedaje ostatnie mieszkania w ramach kolejnych trzech inwestycji.

W I półroczu 2024 r. Spółka oddaje inwestycje na warszawskim Bemowie oraz kolejną w Bydgoszczy, zaś plany na koniec roku 2024 obejmują zakończenie realizacji prestiżowego projektu w Toruniu oraz dwóch kolejnych w Olsztynie i Bydgoszczy, które jeszcze w tym roku planuje rozpocząć na posiadanym banku ziemi.

Budlex spodziewa się, że wynik oraz marża EBIT i netto pozostaną w kolejnych latach co najmniej na zbliżonym poziomie i utrzymają dynamikę z lat ubiegłych za sprawą dobrej rentowności kończonych projektów, a także poprawy struktury zadłużenia i spadku kosztów finansowych.

Tabela 1. Dane skonsolidowane GK Budlex 2022 – porównanie wzrostu kluczowych danych finansowych w okresie 3 lat i 1 roku.

  2019

(mPLN)

2021

(mPLN)

2022

(mPLN)

Różnica 2022 w porównaniu do danego roku (w %):
  2019 2021
Suma bilansowa 233,9 296,0 333,2 42% 13%
Przychody ze sprzedaży* 139,9 169,1 198,7 42% 17%
Wynik EBIT 31,6 39,1 48,0 52% 23%
Wynik netto** 20,5 25,4 32,1 56% 26%

*Przychody ze sprzedaży produktów, usług i towarów

** Przypadający na wszystkich udziałowców

Jak wybrać dobrą agencję marketingową?

Marketing odgrywa bardzo ważną rolę w rozwoju każdego biznesu. Z tego względu coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na podjęcie współpracy z agencją marketingową. Sprawdź, na co zwrócić uwagę, aby wybrać profesjonalną firmę!

Czym zajmuje się agencja marketingowa? 

Agencje marketingowe zajmują się działaniami mającymi na celu promowanie i poprawę wizerunku marek. W zależności od indywidualnych potrzeb klienta zakres usług oferowanych przez tego typu firmy może być bardzo szeroki. Kompleksowa agencja marketingowa zajmuje się takimi działaniami jak między innymi:

  • Badania rynku;
  • Planowanie strategii marketingowej;
  • Tworzenie kreacji reklamowej;
  • Zarządzanie kampaniami reklamowymi;
  • Marketing internetowy.

Dobra agencja marketingowa – na co zwrócić uwagę podczas wyboru?

Wybór odpowiedniej agencji marketingowej może być nie lada wyzwaniem. Na rynku działa sporo firm świadczących kompleksowe usługi marketingowe, co nie ułatwia podjęcia decyzji. Istnieją jednak pewne wskazówki, którymi warto się kierować przy wyborze dobrej firmy. Przed skorzystaniem z usług agencji marketingowej dobrze jest zwrócić uwagę przede wszystkim na następujące kwestie:

  • Zakres usług – warto określić własne potrzeby i cele (takie jak np. pozyskiwanie nowych klientów czy zwiększenie zysków firmy), aby móc wybrać firmę oferującą określone usługi.
  • Doświadczenie w różnych dziedzinach marketingu (również w mediach społecznościowych) – bardzo ważne, aby agencja marketingowa miała takie doświadczenie, ponieważ social media są aktualnie jednym z najważniejszych kanałów komunikacji z potencjalnymi klientami.
  • Efekty prowadzonych działań – warto odwiedzić stronę internetową wybranej agencji, aby zapoznać się z informacjami na temat jej doświadczenia i osiąganych efektów pracy.
  • Komunikacja z klientem – najlepsze agencje marketingowe zwracają szczególną uwagę na dobre relacje ze swoimi klientami. Przed podjęciem współpracy z daną agencją warto sprawdzić, czy dba ona o sprawny kontakt z klientem i w miarę możliwości szybko odpisuje na zapytania mailowe.

Komu przyda się współpraca z agencją marketingową?

Marketing to ważny element działania każdego biznesu. W przypadku niektórych firm współpraca z agencją marketingową może się okazać szczególnie przydatna. Należą do nich między innymi:

  • Firmy, którym zależy na zwiększeniu rozpoznawalności marki, lepszej widoczności w sieci, dotarciu do szerokiego grona potencjalnych klientów i zbudowaniu z nimi długofalowych relacji.
  • Firmy, które szukają wsparcia w określonych obszarach marketingu (takich jak np. obsługa mediów społecznościowych, content marketing czy pozycjonowanie stron internetowych).
  • Firmy, które nie chcą marnować czasu na przeprowadzanie skomplikowanych działań marketingowych we własnym zakresie i wolą skupić się na innych aspektach rozwoju swojego biznesu.

GfK: Licencjonowane produkty napędzają sprzedaż FMCG

Polski rynek produktów FMCG posiadających licencjonowaną grafikę z postaciami
z bajek, filmów czy seriali wart jest już ponad 403 miliony złotych i z roku na rok rośnie. Takie dane płyną z najnowszego raportu przygotowanego przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Emocje mają bardzo istotny wpływ na to, co i kiedy kupujemy. Między innymi dlatego producenci coraz częściej umieszczają na opakowaniach licencjonowane grafiki popularnych bohaterów filmów i seriali. W następstwie liczą na wzrost sprzedaży, pozyskanie nowych klientów oraz podtrzymanie lojalności obecnych.

Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia postanowił sprawdzić, czy taka strategia – mocno łącząca sprzedaż z kreatywnym marketingiem – ma realny wpływ na większe zainteresowanie ze strony polskich nabywców. Twarde dane pokazują, że segment produktów z licencją nie tylko stymuluje sprzedaż, ale również generuje olbrzymie przychody, przekraczające 400 milionów złotych rocznie (w skali wartości zakupów).

Gdzie na zakupy?

Brandowane artykuły FMCG najczęściej kupujemy w dyskontach – tam zaopatrujemy się w 42 proc. tego typu produktów, a najważniejsze kategorie stanowią chrupki, soki i wyroby z czekolady.

Wykupowane licencje to głównie grafiki z bohaterami popularnych bajek animowanych. I trudno się temu dziwić, ponieważ dzieci to grupa bardzo emocjonalnych konsumentów, którzy często nie są w stanie przejść obojętnie obok produktu sygnowanego ulubioną postacią z bajki lub książki. – W przypadku tej grupy odbiorców, gdyby na kartoniku znajdowała się grafika przekrojonej pomarańczy lub jabłka, nie miałaby ona większych szans w zestawieniu z bohaterami najpopularniejszych bajek. Strategia ta działa jednak nie tylko na najmłodszych, ale także na rodziców. Wielu z nich chętnie sięga po produkty, wiedząc, że ich pociecha lubi daną postać tłumaczy Jakub Dubniak, konsultant Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Nie tylko dla najmłodszych

Producenci FMCG obierają różne strategie, targetując swoje produkty także na starsze grupy nabywców. Skuteczne okazują się np. pomysły na „odświeżenie” bajek popularnych 20-30 lat temu, które przypominają dorosłym czasy ich dzieciństwa, wywołując tym samym olbrzymi sentyment.

Wydawać by się mogło, że pod względem wartości zakupów, artykuły z licencjonowanymi grafikami zdominowane są przez postacie z bajek największych wytwórni, a Myszka Miki i Kubuś Puchatek będą najczęstszym wyborem, jeśli chodzi o projekt opakowania.

Rynek jednak zmienia się błyskawicznie i ewoluuje w zależności od tego, co jest aktualnie najczęściej oglądane lub co najbardziej wyróżnia się na półce. W ostatnich latach produkty, na których pojawiła się Myszka Miki ustąpiły już pozycji lidera na rzecz popularnego w grupie kilkulatków Psiego Patrolu. Bestsellery sprzed lat nie pozostają jednak w tyle, ponieważ na podium pojawił się również Reksio.

Wykup licencji to znaczna inwestycja, która może przynieść wymierne korzyści dla producenta. Warto więc szczegółowo przemyśleć jaki cel chcemy osiągnąć w danej grupie docelowej i dopasować komunikację do konkretnego kanału sprzedaży. Producenci i detaliści dostrzegają w tym rozwiązaniu olbrzymi potencjał, a ponieważ sprzedaż w polskich sklepach z roku na rok rośnie, możemy się spodziewać, że na półkach będzie przybywać produktów z ulubionymi bohaterami bajek i filmówpodsumowuje Jakub Dubniak.

Posiedzenie RPP

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe w Polsce bez zmian. Słowami „bez zmian” można by również określić treść komunikatu RPP. W skrócie inflacja spada, bo spada aktywność gospodarcza, konsumpcja, ceny surowców, odbudowywany jest łańcuch dostaw oraz silnie umacnia się złotówka.

Z nowości mamy odniesienie do schłodzenia w przemyśle poprzez spadek produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej oraz inflacji producenckiej (PPI).

Pojawiła się także nowa, niższa prognoza inflacyjna. Poza tymi dwoma nowościami, komunikat kolejny raz jest bliźniaczo podobny do poprzednich. Zewnętrzne czynniki inflacyjne pozostają poza kontrolą NBP, więc „powrót inflacji do celu inflacyjnego NBP będzie następował stopniowo”.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Jaki jest cel pozyskiwania szczegółowych danych osobowych abonentów?

Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji są zaniepokojone faktem zobowiązywania przedsiębiorców telekomunikacyjnych do przekazywania do GUS szczegółowych danych osobowych abonentów usług telefonicznych, a więc danych osobowych milionów polskich obywateli oraz obywateli innych państw, którzy wykupili usługi u polskiego operatora.

Po co władzom te informacje?

Rzecznik Praw Obywatelskich 4 kwietnia 2023 r. ujawnił odpowiedź Prezesa GUS jaką ten udzielił Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji informując, że obecnie nie ma możliwości zwolnienia dostawców publicznie dostępnych usług telefonicznych z cyklicznego przekazywania danych dotyczących abonentów. KIGEiT oraz PIIiT, a wraz z nimi RPO, pytają, do czego w demokratycznym państwie prawnym potrzebne są tak szczegółowe dane obywateli i innych użytkowników sieci telekomunikacyjnej. Izby te wskazują, że niepokojący jest fakt, że nie został precyzyjnie określony cel pozyskiwania przez GUS tak szerokiego zakresu danych.

Rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 listopada 2021 r. w sprawie programu badań statystycznych statystyki publicznej na rok 2022, zobowiązano dostawców usług telekomunikacyjnych do przekazania GUS danych o abonentach tych usług według stanu na 31 grudnia 2022 r. Chodzi m.in. o tak wrażliwe dane, jak: imię, drugie imię, nazwisko, PESEL, NIP (w przypadku obywatela polskiego prowadzącego działalność gospodarczą), numer telefonu, a nawet adres miejsca zamieszkania. Przypomnijmy, że Prezes Głównego Urzędu Statystycznego to centralny organ administracji rządowej. Prezesa GUS powołuje i odwołuje Premier.

Jaki jest cel pozyskiwania szczegółowych danych o obywatelach?

Zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 r. o statystyce publicznej, statystyka ta zapewnia rzetelne, obiektywne i systematyczne informowanie społeczeństwa, organów państwa i administracji publicznej oraz podmiotów gospodarki narodowej o sytuacji ekonomicznej, demograficznej, społecznej oraz środowiska naturalnego. Jak zastrzega art. 4 ust. 2 szczegółowy zakres prowadzonych badań statystycznych statystyki publicznej powinien uwzględniać celowość, niezbędność oraz społeczną ich użyteczność. Jaki więc jest cel, do czego niezbędne są organom coraz bardziej szczegółowe dane o jego obywatelach?

Szeroki zakres danych osobowych pozyskiwany jest w celu stworzenia przez GUS tzw. operatu statystycznego. Ma on być wykorzystywany przez pracowników GUS do wykonywania zadań niemających bezpośredniego związku z badaniami statystycznymi w obszarze telekomunikacji. To budzi zastrzeżenia przywołanych izb gospodarczych. W piśmie skierowanym 24 marca 2023 r. do Prezesa Rady Ministrów, będącego jednocześnie Ministrem Cyfryzacji, Rzecznik Praw Obywatelskich zapytał o uzasadnienie takiego działania, skoro zadania te mogą być z powodzeniem realizowane przez GUS bez danych osobowych abonentów, na podstawie danych, którymi urząd już dysponuje jako podmiot publiczny.

RODO nie ochroni obywatela, administracja rządowa może robić co chce

Jednak w ustawie o statystyce publicznej zawarto przepis, który pozwala na bardzo dużo, w zakresie przetwarzania danych osobowych. Chodzi o art. 35h ust. 1, który stanowi, że do przetwarzania danych osobowych w celu wykonywania zadań określonych w ustawie przez służby statystyki publicznej nie stosuje się przepisów art. 15, art. 16, art. 18 i art. 21 rozporządzenia 2016/679 – inaczej zwanego RODO.

A co mówią wskazane przepisy unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych? Art. 15 daje osobie, której dane dotyczą, uprawnienie do uzyskania od administratora potwierdzenia, czy przetwarzane są dane osobowe, które jej dotyczące, a jeśli tak, to jest ona uprawniona do uzyskania dostępu do nich oraz informacji takich jak: cele przetwarzania; informacje o odbiorcach, którym dane zostały lub zostaną ujawnione; planowany okres przechowywania danych osobowych, a gdy nie jest możliwe jego określenie – kryteria ustalania tego okresu; informacje o prawie do żądania od administratora sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; a jeżeli dane osobowe nie zostały zebrane od osoby, której dane dotyczą – wszelkie dostępne informacje o ich źródle.

Art. 16 RODO, którego działanie w omawianym zakresie wyłącza wspomniany przepis art. 35h, daje prawo żądania sprostowania przetwarzanych danych osobowych, jeśli są nieprawidłowe, a także ich uzupełnienia. Derogowany art. 18 RODO umożliwia wystąpienie o ograniczenie przetwarzania w sytuacjach np. gdy: osoba, której dane dotyczą, kwestionuje prawidłowość danych osobowych – na okres pozwalający administratorowi sprawdzić prawidłowość tych danych, a przede wszystkim, gdy osoba taka wniosła sprzeciw na mocy art. 21 wobec przetwarzania – do czasu stwierdzenia, czy prawnie uzasadnione podstawy po stronie administratora są nadrzędne wobec podstaw sprzeciwu osoby, której dane dotyczą. Przywołany art. 35h ustawy o statystyce publicznej odbiera więc obywatelowi wszystkie te uprawnienia. Nawet dowiedzenia się od GUS, czy ten przetwarza jego dane.

Podsumowanie

Czy takie zasady powinny obowiązywać w demokratycznym państwie prawa? Ustawą z dnia 15 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw ustanowiono, że kontrola operacyjna może być prowadzona niejawnie i polegać na uzyskiwaniu i utrwalaniu: treści rozmów; obrazu lub dźwięku osób z wszelkich miejsc, także prywatnych; treści korespondencji; danych zawartych w informatycznych nośnikach danych; uzyskiwaniu dostępu i kontroli zawartości przesyłek. Nie bez przyczyny nowelizację tę nazwano ustawą inwigilacyjną.

W Polsce od kilku lat działa już STIR – System Teleinformatycznej Izby Rozliczeniowej, gromadzący informacje na temat rachunków rozliczeniowych przedsiębiorstw, Split payment – kontrolujący dokonywane przez firmy płatności, czy MDR (Mandatory Disclosure Rules)– nadzorujący stosowanie schematów podatkowych. Od 1 lipca 2022 r. skarbówka może zaglądać na prywatne rachunki bankowe podatników bez konieczności wcześniejszego przedstawienia zarzutów podejrzenia o popełnienie przestępstw lub wykroczeń karnych, czy skarbowych.

W omawianej sprawie udostępniania danych osobowych abonentów usług telefonicznych GUS przez firmy telekomunikacyjne RPO zwrócił się do Premiera o wyjaśnienia. Szczególnie o zasadność rozszerzenia katalogu danych osobowych, o którym mowa w art. 35b ust. 1 ustawy o statystyce, udostępnianych już służbom statystyki publicznej.

Biorąc pod uwagę cały szereg nowych narzędzi umożliwiających pozyskiwanie, zbieranie i przetwarzanie rozmaitych danych o obywatelach, ich życiu, wykonywanych czynnościach, wkraczających często w sferę prywatności, należy podzielić zaniepokojenie zarówno KIGEiT oraz PIIiT, jak również Rzecznika Praw Obywatelskich. Trudno bowiem znaleźć uzasadnienie dla zbierania przez Główny Urząd Statystyczny danych, które będą przetwarzane w celach niezwiązanych z prowadzeniem statystyki. Czy zatem GUS otrzymał jakieś „tajne” zadania, spoza swojej specjalizacji, które będzie realizował w ukryciu, przy użyciu pozyskanych danych? O tym na razie nie wiadomo.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Obowiązkowy KSeF za rok, ale już teraz warto go testować

Korzystanie z Krajowego Systemu e-Faktur będzie obligatoryjne dopiero za rok. Jednak już teraz warto zacząć testować to narzędzie. Za błędy w fakturowaniu od początku 2025 roku będą groziły surowe kary. Teraz jeszcze wszelkie trudności można, a nawet trzeba, zgłaszać Ministerstwu Finansów. Potem będzie za późno na rozwiązywanie dylematów. Po danych resortu wprawdzie widać, że zainteresowanie przedsiębiorców tym tematem rośnie. Jednak na pewno najwięcej firm podejdzie do testowania dopiero w ostatniej chwili. Zachętą dla przedsiębiorców może być to, że fakultatywne korzystanie z ww. rozwiązania wiąże się z szybszym zwrotem VAT-u. Jednolity standard e-Faktury może też na stałe obniżyć koszty prowadzenia firmy i ułatwić zarządzanie nią, tylko trzeba biegle się nim posługiwać i nie przerzucać tego obowiązku na biura rachunkowe.

Warto testować

Krajowy System e-Faktur (KSeF) stanie się obligatoryjny z dniem 1 lipca przyszłego roku. Przedsiębiorcom pozostało zatem niecałe 12 miesięcy na przygotowanie się do korzystania z platformy do wystawiania i otrzymywania faktur drogą elektroniczną. To dużo czasu na zdobycie doświadczenia, wiedzy i praktycznych umiejętności. Natomiast warto już teraz zacząć testować system, żeby nie obudzić się z problemem, gdy fiskus będzie mógł sprawdzić właściwie każdą fakturę online w czasie rzeczywistym. A za błędy lub omijanie systemu będą groziły kary, które mogą wynosić nawet 100 proc. wartości wykazanego podatku z faktury albo 18,7 proc. całej faktury w przypadku faktury bez wykazanego podatku. Takie konsekwencje będą wyciągane wobec podatników od 1 stycznia 2025 roku.

Codzienne wyzwania związane z prowadzeniem biznesu mogą sprawiać, że rozpoczęcie testowania KSeF-u jest przekładane na „spokojniejszy czas”. Jednak już teraz w wielu przypadkach może być na to naprawdę ostatni moment. W średnich i dużych przedsiębiorstwach, w których fakturowaniem zajmuje się często nawet kilkanaście osób, trzeba wszystkie gruntownie przeszkolić i zweryfikować ich umiejętności w trakcie testów. Jednak każda firma, bez względu na wielkość, im szybciej do tego podejdzie, tym bardziej zwiększy swoje szanse na uniknięcie błędów i wszelkich problemów związanych z funkcjonowaniem systemu.

Każdy system ma swoje wady i zalety. Podczas korzystania z KSeF-u zapewne niejeden przedsiębiorca zauważy jakąś nieścisłość, błąd lub lukę, która – w jego ocenie – powinna być poprawiona. Zgłoszenia takich problemów powinny być dokonywane na dedykowany adres resortu, tj. [email protected]. Należy też zauważyć, że nierozwiązane trudności mogą doprowadzić do negatywnych konsekwencji i problemów w momencie, gdy KSeF będzie już obligatoryjny. I nawet, jeśli nie będą jeszcze groziły za to kary, to w dokumentacji firmowej może zapanować chaos, który trzeba będzie opanować, nie powodując zaległości w prowadzeniu interesów.

W firmach, które w ogóle nie przetestują KSeF-u, zanim zacznie on obowiązywać, mogą pojawić się poważne problemy z wystawianiem faktur. Jeśli będzie ich więcej, to na rozwiązanie wielu dylematów może zwyczajnie nie być czasu. Obecnie wydaje się, że najczęściej wątpliwości budzi sposób weryfikacji, czy dany nabywca prowadzi działalność gospodarczą. I tu pułapką może okazać się np. błędne uznanie, że jeśli klient nie podał numeru NIP, to nabycie miało charakter prywatny. Przedsiębiorcy domagają się wytycznych w tym zakresie od Ministerstwa Finansów, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że akurat ten dylemat zostanie na czas rozwiązany. Ale mogą przecież pojawić się inne.

Część przedsiębiorców stroni od testowania KSeF, twierdząc, że zanim zacznie obowiązywać, jeszcze wiele się zmieni w samym systemie albo termin wprowadzenia zostanie znów przesunięty w czasie, bo resort nie potrafi tego dopracować. Warto zainteresować się tematem, tym bardziej że resort udostępnił już na swojej stronie roboczą wersję struktury logicznej FA(2). Od 1 września br. ma ona zastąpić obecnie obowiązującą schemę FA(1).

Na ten moment resort stara się przekonać przedsiębiorców do tego, że jednolity standard e-Faktury uprości proces dokumentowania transakcji, przyspieszy i zautomatyzuje wystawianie, przetwarzanie oraz archiwizację dokumentów. Szybsze procesowanie dokumentu może rzeczywiście obniżyć koszty prowadzenia firmy i ułatwić zarządzanie, na co wskazuje Ministerstwo Finansów. Tylko trzeba nabrać w tym biegłości, żeby czerpać korzyści z tego, co i tak nieuniknione. Podkreślenia wymaga tylko to, że podatnicy, chcący przerzucić obowiązek wystawiania faktur na biuro rachunkowe, powinni się liczyć ze wzrostem opłat księgowych, w związku ze zwiększeniem nakładu ich pracy.

Rosnące zainteresowanie

Z ostatnio udostępnionych danych statystycznych Ministerstwa Finansów wynika, że ze środowiska testowego faktycznie korzysta coraz więcej podatników. To dobry trend. Od 1 stycznia do 30 kwietnia br. odnotowano ponad 17,1 mln samych uwierzytelnień w środowisku testowym. To o blisko 140% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. (ponad 7,1 mln). Natomiast w całym zeszłym roku było przeszło 44,5 mln takich przypadków.

Można zatem przewidywać, że najwięcej przedsiębiorców podejmie próbę przetestowania systemu tuż przed samym jego wprowadzeniem. To będzie wynikać z kilku przyczyn. Po pierwsze, funkcjonalność KSeF-u z pewnością będzie w pełni odzwierciedlać jego możliwości techniczne. Po drugie, bliski termin wprowadzenia obowiązku z pewnością zachęci przedsiębiorców do podjęcia trudu polegającego na testowaniu systemu.

Tym bardziej rosnące zainteresowanie podatników nowym systemem już teraz odzwierciedla wzrost świadomości przedsiębiorców w kontekście obowiązku wystawiania faktur. Niemniej Ministerstwo Finansów powinno prowadzić bardziej intensywną kampanię zachęcając do wypróbowania KSeF-u, zwłaszcza po opublikowaniu drugiej wersji systemu do testowania. Mało który przedsiębiorca w Polsce ma czas aktywnie śledzić zmiany na stronie internetowej resortu. Im więcej podjętych prób skorzystania z KSeFu, tym większa szansa na to, że firmy poradzą sobie z nowym systemem.

Zachęta dla nieufnych

Jak wiadomo, każda zmiana podatkowa budzi w polskich przedsiębiorcach wielkie obawy. Wynika to z faktu, że nowe zasady często są nieprzemyślane i niekompletne. Ponadto znajdują się urzędy, w których dany system się nie przyjął, a nowy – zamiast ułatwiać i przyspieszać analizę danych oraz komunikację – generuje kolejne problemy. Przede wszystkim dochodzi do wydłużenia czasu oczekiwania na rezultaty. Co gorsza, urzędnicy, nie wiedząc, jak skorzystać z posiadanych już informacji, wzywają podatników do ich ponownego przedstawiania. Z praktyki można powiedzieć, że przy kontrolach i czynnościach sprawdzających takie sytuacje zdarzają się wręcz nagminnie.

Jednak ujednolicenie faktur i systemu KSeF to korzystna zmiana, która powinna zostać wprowadzona już wiele lat temu, jeszcze przed JPK. Jeśli jednak system ma nie zadziałać i powodować podwójną pracę po stronie podatników, bo urzędy tak czy inaczej będą wzywać ich przy kontrolach, to łatwo przewidzieć, że przedsiębiorcy nie będą zadowoleni z takiego rozwiązania. Niemniej jednak zachęta w postaci szybszego zwrotu VAT powinna doprowadzić do sytuacji, w której firmy fakultatywnie skorzystają z tego systemu. Zachęcające mogą być również pozostałe korzyści, w tym m.in. pewność dotarcia faktury do kontrahenta, choć to może mieć mniejsze znaczenie niż szybki zwrotu podatku.

Trzeba przy tym wyjaśnić, że aktualnie dostarczenie faktur poprzez KSeF do kontrahenta wymaga uzyskania zgody na taką czynność od nabywcy. W przypadku jej braku sprzedawca powinien dostarczyć mu fakturę w innej formie, np. elektronicznej lub papierowej z zachowaniem wszystkich danych wprowadzonych do KSeF.

Faktury elektroniczne w Polsce istnieją już od wielu lat. System KSeF jest jedynie kolejnym narzędziem, które ma przyśpieszyć dostarczanie informacji do urzędów skarbowych. Podatnik teraz ma możliwość przetestowania obu rozwiązań, by wybrać, czy chce korzystać z komercyjnego programu do wystawiania faktur z wdrożonym Krajowym Systemem e-Faktur czy też z systemu udostępnionego przez Ministerstwo Finansów. Możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, w jaki sposób przedsiębiorca zamierza skorzystać z KSeF, jest bardzo istotna.

Przedsiębiorca może również wybrać osobę odpowiedzialną za wystawienie faktury. Może wskazać pracownika swojej firmy lub biura rachunkowego. Należy się spodziewać, że podatnicy, którzy obecnie  korzystają z aktualizowanych na bieżąco systemów finansowo-księgowych, poradzą sobie ze zmianą. Oczywiście przedsiębiorca zawsze może skorzystać z narzędzia udostępnionego przez Ministerstwo Finansów.

Autorem publikacji
jest radca prawny i doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX

Sąd wyrzuca z umowy wskaźnik WIBOR na czas procesu?

Decyzja Sądu Rejonowego w Poznaniu nie jest wyrokiem i nie odwraca ona dotychczasowej linii orzeczniczej, która jest jednoznacznie korzystna dla wskaźnika WIBOR. Do tej pory sądy w przytłaczającej większości uchylały postanowienia o zabezpieczenie pozwów podważających WIBOR. Ukazały się też już pierwsze prawomocne wyroki, które jednoznacznie potwierdziły prawidłowość WIBOR-u [I ACa 368/22 wydany przez Sąd Apelacyjny w Poznaniu oraz I ACa 822/21 wydany przez Sąd Apelacyjny w Krakowie]. Argumentacja „ekspertów” cytowanych przez portal Wyborcza.biz jest kuriozalna z prawnego i logicznego punktu widzenia.

Należy podkreślić, że Sąd Rejonowy w Poznaniu nie wydał „wyroku”, jak sugeruje tytuł artykułu na portalu Wyborcza.biz, lecz postanowienie o zabezpieczeniu, które niczego definitywnie nie rozstrzyga i jest skuteczne tylko na czas trwania procesu. Wydanie takiego postanowienia nie oznacza, że sąd uznał argumentację powoda. Oznacza jedynie, że sąd na podstawie okoliczności tej konkretnej indywidualnej sprawy uznał, że należy zawiesić stosowanie WIBOR-u w umowie na czas trwania procesu. Jeżeli sprawa rozstrzygnie się na korzyść banku, powód będzie musiał zwrócić całą kwotę zawieszonych odsetek. Z ewentualnymi wnioskami o rzekomym odwróceniu linii orzeczniczej należy więc poczekać na ostateczne wyroki.

W moim przekonaniu wyroki sądów będą korzystne dla pozywanych banków, jeżeli podstawą roszczeń będą twierdzenia o rzekomej „manipulacji WIBOR-em”, cytowane w artykule red. Anny Popiołek. Są to opinie kuriozalne nie tylko prawnego, ale i logicznego punktu widzenia. Cytowani przez portal Wyborcza.biz eksperci twierdzą, że WIBOR nie był manipulowany (nikt bowiem manipulacji nie stwierdził), ale „mógł być” manipulowany i w związku z tym WIBOR narusza prawo. Nie trzeba być prawnikiem, aby zauważyć absurdalność takiego zarzutu. To tak jakby postulować skazanie kogoś za przestępstwo, którego popełnienia nie stwierdzono, ale hipotecznie taka osoba mogłaby je popełnić. Podobne podejście miało w przeszłości miejsce choćby w procesach inkwizycyjnych o czary czy też w czasach stalinowskich. Mam szczerą nadzieję, że w Polsce i w żadnym innym państwie prawa takie podejście nie stanie się standardem orzekania sądów.

Autor: Marcin Bartczak, Partner ITMA Bartczak Dulska Trzos-Rastawiecki sp.k.

Develia sprzedała 1184 lokale w I półroczu 2023 r.

Develia w I półroczu 2023 r. sprzedała 1184 mieszkania, wobec 964 mieszkań w I półroczu 2022 r., co oznacza wzrost o 23%. Spółka przekazała 666 mieszkań, czyli 223% więcej w porównaniu do 206 lokali rok wcześniej.

W I półroczu br. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 1184 mieszkania, a 101 z nich to lokale w inwestycjach realizowanych wspólnie z Grupo Lar.

Deweloper na koniec czerwca br. miał również zawartych 213 umów rezerwacyjnych, których znaczna część zostanie przekształcona w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

– W I półroczu 2023 r. odnotowaliśmy istotną poprawę wyników sprzedaży wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Aktualne zainteresowanie naszą ofertą ze strony klientów wskazuje, że trend ten będzie kontynuowany w kolejnych miesiącach, a popyt na mieszkania będzie dodatkowo wspierany przez uruchomiony kilka dni temu program „Bezpieczny kredyt 2%”. Widzimy, że osoby, które musiały wstrzymać się z zakupem mieszkania w ostatnich kwartałach m.in. ze względu na niską zdolność kredytową, zaczęły wracać do biur sprzedaży. W II kwartale br. obserwowaliśmy też wzrost liczby transakcji przeprowadzanych przy udziale kredytu, które stanowią aktualnie blisko 50% zawieranych umów. Jest to wynik zbliżony do tego, jaki odnotowywaliśmy przed wybuchem wojny i serią podwyżek stóp procentowych – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Wynik po pierwszej połowie roku pozwala nam optymistycznie patrzeć na realizację założonych na ten rok celów sprzedażowych – dodaje Andrzej Oślizło.

W II kwartale 2023 r. spółka sprzedała 651 lokali wobec 361 mieszkań w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 80% więcej. W okresie kwiecień-czerwiec br. Develia przekazała 225 lokali, głównie w inwestycjach Aleje Praskie w Warszawie, Kaskady Różanki we Wrocławiu i Marinus w Gdańsku.

W II kwartale 2023 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Aleje Praskie w Warszawie, Centralna Park w Krakowie i Ślężna Vita we Wrocławiu.

Obowiżązkowa integracja kas fiskalnych i terminali – komentarz ZPP

  • Obowiązek zapewnienia integracji kas rejestrujących z terminalami płatniczymi przez przedsiębiorców umożliwiający przekazywanie określonych danych do Krajowej Administracji Skarbowej będzie wprowadzony od 1 stycznia 2025 r. Jednocześnie te same dane są już przekazywane do Krajowej Administracji Skarbowej przez agentów rozliczeniowych. W praktyce jest to przerzucenie obowiązków w tym zakresie na wszystkich przedsiębiorców, również tych najmniejszych i najbardziej narażonych.
  • Jednocześnie niezrozumiałym jest fakt wykorzystania przez MRiT protokołu komunikacyjnego opartego o przestarzałe technologie (brak rozwiązań chmurowych, trudności z integracją terminali mobilnych z określonymi mediami komunikacyjnymi), dodatkowo obciążonego prawami osób trzecich, co może rodzić wątpliwości dotyczące konkurencji na rynku.

Jednym z bardzo istotnych wyzwań w zakresie procesu cyfryzacji zarówno administracji skarbowej, jak i obrotu gospodarczego jest kwestia integracji kas fiskalnych i terminali. Do zagadnienia tego odnosiły się zmiany legislacyjne mające wejść w życie z dniem 1 lipca 2022 r. Zmiany dotyczyć miały art. 19a ust. 3 ustawy – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2021 r. poz. 162 ze zm.) nakazującego przedsiębiorcom, którzy umożliwiają przyjmowanie płatności przy użyciu terminala płatniczego i prowadzą ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących online, zapewnienie współpracy kasy rejestrującej z terminalem płatniczym. Obowiązek ten, po licznych uwagach środowiska ekosystemu płatniczego, wskazujących na brak gotowości do takiej integracji, został przesunięty na 1 stycznia 2025 r.

Wskazać należy, że ustawa z dnia 8 czerwca 2022 r. o zmianie niektórych ustaw w celu automatyzacji załatwiania niektórych spraw przez Krajową Administrację Skarbową (Dz. U. z 2022 r. poz. 1301) wprowadziła obowiązek raportowania informacji o transakcjach płatniczych akceptanta w rozumieniu art. 2 pkt 1b ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych.

Zgodnie z art. 278b ust. 1 ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej w okresie od dnia 1 lipca 2022 r. do dnia 31 grudnia 2024 r. agent rozliczeniowy jest obowiązany do przekazywania Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej informacji o transakcjach płatniczych akceptanta wykonywanych przy użyciu terminala płatniczego, oprogramowania lub systemu teleinformatycznego. Oznacza to, że Krajowa Administracja skarbowa otrzymuje już obecnie informacje o transakcjach dokonywanych za pośrednictwem terminali płatniczych, oprogramowania lub systemu teleinformatycznego a system ten mógłby być utrzymany również w przyszłości bez konieczności wprowadzania kolejnego, powszechnego obowiązku obciążającego również najmniejsze i najbardziej narażone firmy na polskim rynku.

Niestety, z dniem 1 stycznia 2025 r. obowiązek integracji zostanie przerzucony na przedsiębiorców, którzy w przypadku braku jego realizacji będą podlegać sankcji w wymiarze 5000 zł za każdorazowe stwierdzone naruszenie. Dodatkową sankcją będzie brak możliwości odliczenia VAT. Jest to wymóg, który będzie obciążał głównie małe i średnie przedsiębiorstwa, a który jest całkowicie zbędny w sytuacji, w której agenci rozliczeniowi dostarczają informacje do KAS. Rozwiązania, które mają wejść w życie w 2025 r. to w praktyce przerzucenie obowiązku, który obciąża już agentów rozliczeniowych i nakładanie go na ogół przedsiębiorców, co będzie szczególnym utrudnieniem dla firm najmniejszych z sektora MŚP. Ponadto obowiązek ten będzie narażał przedsiębiorców na potencjalne ryzyko dotkliwych kar finansowych. Warto zauważyć również, że realizacja obowiązku nie jest możliwa przy zastosowaniu powszechnie wykorzystywanych w najmniejszych firmach terminali mobilnych (przenośnych) korzystających z komunikacji telefonicznej.

Pełna integracja jest niezwykle trudna do zrealizowania, również ze względu na obowiązujący protokół integracji. Trudno wyjaśnić dlaczego w BiP MRiT został opublikowany gotowy protokół, zamiast (co wynika z rozporządzenia Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 12 września 2021 r. w sprawie wymagań technicznych dla kas rejestrujących, Dz.U. 2021 poz. 1759) opisu technicznego protokołu. Opublikowany protokół jest obciążony prawami majątkowymi podmiotu trzeciego – dysponuje nimi Fundacja Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego. Protokół ten jest instalowany we wszystkich kasach fiskalnych, ponieważ jedynie wówczas możliwa jest ich certyfikacja. MPiT ma świadomość, że FROB posiada prawa majątkowe do protokołu (a więc również, że może czerpać z niego korzyści). Ministerstwo przyznaje bowiem w odpowiedziach na korespondencję kierowaną w tym temacie, że fakt publikacji protokołu w BiP nie wyłącza praw majątkowych po stronie podmiotu trzeciego.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z niepokojem obserwuje sytuację na rynku. Wskazać bowiem należy, że obowiązek integracji kas fiskalnych i terminali będzie stanowił dodatkowe obciążenie formalne dla przedsiębiorców, które zagrożone będzie ponadto dotkliwą karą (5000 zł za każde naruszenie). Aby sprostać tym wymogom przedsiębiorcy będą zmuszeni korzystać ze wsparcia wyspecjalizowanych podmiotów, co prowadzić będzie do ponownego zwiększenia kosztów działalności gospodarczej. Wydaje się to kolejnym, uciążliwym obowiązkiem nakładanym na firmy, który przede wszystkim jest zbędny, gdyż dane uzyskane dzięki wprowadzeniu tego rozwiązania powielać się będą z danymi uzyskiwanymi obecnie od agentów rozliczeniowych. Ponadto zaskakującym jest fakt nałożenia przez Ministerstwo obowiązku korzystania z protokołu, który obciążony jest prawami osób trzecich, co generuje poważne wątpliwości przyjętego modelu z prawem konkurencji, unijną swobodą świadczenia usług oraz konstytucyjną wolnością działalności gospodarczej.

Bayer z nowymi szefami dywizji Consumer Health i Crop Science w Europie Środkowo-Wschodniej

Christian Sarto objął funkcję dyrektora dywizji Consumer Health firmy Bayer w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Laércio Bortolini został szefem dywizji Crop Science firmy Bayer dla Polski, Czech, Słowacji i krajów bałtyckich, utrzymując dotychczasową pozycję szefa w Ukrainie. Obaj menedżerowie zarządzają kilkusetosobowymi zespołami z Warszawy od lipca br.

Dywizja Consumer Health firmy Bayer odpowiada za pozycję rynkową i rozwój tak znanych marek leków dostępnych bez recepty (OTC), jak Aspirin, Bepanthen, Canesten, Claritine, Iberogast i wiele innych. Christian Sarto będzie odpowiedzialny za 16 rynków – Polskę, Albanię, Bośnię i Hercegowinę, Bułgarię, Chorwację, Czechy, Czarnogórę, Kosowo, Macedonię Północną, Mołdawię, Rumunię, Serbię, Słowację, Słowenię, Ukrainę, Węgry.

Z kolei dywizja Crop Science adresuje ofertę do rolnictwa – to środki ochrony roślin, nasiona, zaprawy nasienne, a także rozwiązania cyfrowe dla gospodarstw. Laércio Bortolini odpowiada za działania w Polsce, Czechach, Estonii, Litwie, Łotwie, Słowacji i Ukrainie.

Poprzednicy nowych menedżerów rozwijają karierę w innych oddziałach firmy. Jens Becker (dotychczasowy szef Consumer Health) odpowiada za projekty strategiczne w centrali w Leverkusen. Natomiast Antoine Bernet objął stanowisko dyrektora zarządzającego Crop Science w Kanadzie.

Christian Sarto

– związany jest z firmą Bayer od 17 lat. Od 2018 roku pełnił fukcję szefa dywizji Consumer Health w Hiszpanii i Portugalii. Wcześniej zajmował stanowiska menedżerskie w oddziałach firmy Bayer i jej spółek w Niemczech i USA.

Jego ambicją jest dalsze wzmacnianie pozycji firmy w regionie.

– Wierzę w siłę i moc naszych marek i naszego zespołu. Praca w Bayer Consumer Health ma realny wpływ na życie ludzi i wspiera ich w dbaniu o zdrowie – zgodnie z naszą wizją „Health for All” i konceptem #ForBetter. To motywuje mnie i zespół do codziennej pracy, a naszą ambicją jest bycie najlepszymi, również pod względem wzrostu i wyników wspieranych przez silne zaangażowanie w zrównoważony rozwój – mówi Christian Sarto.

Sarto jest Włochem, ma 53 lata. Ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie w Bayreuth w Niemczech. Biegle porozumiewa się w języku niemieckim, angielskim i włoskim.

Laércio Bortolini

– związany jest z firmą Bayer od 4 lat. Dotychczas pełnił fukcję szefa dywizji Crop Science w Ukrainie (którą to funkcję utrzymuje). Wcześniej przez 18 lat zajmował stanowiska menedżerskie w Monsanto, przejętym następnie przez firmę Bayer. Karierę zaczynał od zarządzania gospodarstwem rolnym.

– Bayer inwestuje ponad 3 miliardy euro rocznie w badania i rozwój aby zapewnić rolnikom innowacyjne rozwiązania, pozwalające im zwiększyć produkcję w sposób zrównoważony, zgodnie z naszą wizją #Hunger for None i konceptem #ForBetter. Bayer to nie tylko szerokie portfolio i świetne produkty – mamy najlepszy zespół, a praca tu daje duże możliwości rozwoju. Wszystko to ogromnie mnie motywuje – mówi Laércio Bortolini.

Bortolini jest Brazylijczykiem. Ukończył studia z zakresu agronomii na Uniwersytecie Stanowym w Ponta Grossa, a także studia menedżerskie, zdobywając dyplomy MBA oraz EMBA.

Ponad 150 milionów klientów i nowy dyrektor finansowy Bolta

Bolt przekroczył próg 150 milionów klientów korzystających ze wszystkich usług firmy, w tym przewozu osób, mikromobilności (wypożyczanie hulajnóg i rowerów elektrycznych), dostaw jedzenia (Bolt Food), dostaw artykułów spożywczych (Bolt Market), carsharingu (Bolt Drive) oraz rozwiązań dla firm (Bolt Business). Z aplikacji korzysta już ponad 3,5 miliona partnerów (kierowców i kurierów), w tym ponad 1 milion w samej Afryce.

Równolegle estońska firma ogłosiła, że funkcję nowego dyrektora finansowego Bolta (CFO) obejmuje Mikko Salovaara. Kilka dni wcześniej opublikowane zostało roczne sprawozdanie finansowe za 2022 rok, które pokazało znaczny wzrost zyskowności firmy w porównaniu do poprzednich lat.

Pomimo czynników niesprzyjających biznesowi, takich jak wzrost inflacji, podwyżki stóp procentowych i niepewna sytuacja makroekonomiczna na wielu rynkach, Bolt znacząco zwiększył swoje przychody. Firma dąży do osiągnięcia pełnej rentowności w ciągu najbliższych 12 miesięcy, stając się tym samym pierwszą w pełni dochodową europejską platformą mobilności.

Markus Villig
Markus Villig, CEO i współzałożyciel Bolt

– Dziś kierujemy się tymi samymi zasadami, które przyjęliśmy dziesięć lat temu, w dniu założenia Bolta: dzięki byciu najbardziej wydajną operacyjnie platformą mobilności na świecie, dostarczamy naszym klientom i partnerom wyjątkową wartość dodaną. Świetna usługa i atrakcyjne ceny napędzają nasz wzrost, który jest największy w tej branży. Jesteśmy dumni, że obsługujemy teraz 150 milionów klientów w 45 krajach. To właśnie ta wyjątkowa skala działalności pozwoli nam osiągnąć rentowność w ciągu najbliższych 12 miesięcy – powiedział Markus Villig, założyciel i CEO Bolt. – Dołączenie Mikko w tym kluczowym dla firmy momencie jest niezmiernie cenne, ponieważ skupiamy się na długoterminowym i zrównoważonym wzroście oraz rozpoczynamy przygotowania do debiutu giełdowego – dodał.

– W branży, w której prowadzenie biznesu z zyskiem jest bardzo trudne, Bolt wyróżnia się na tle konkurencji. Kultura maksymalizacji efektywności operacyjnej, którą Villig wprowadził dziesięć lat temu, nadal jest silnie obecna w firmie i zapewnia jej mocną pozycję w osiągnięciu i utrzymaniu długoterminowej rentowności. Z niecierpliwością czekam na udział w tym kolejnym etapie podróży Bolta, kiedy firma przygotowuje się do debiutu giełdowego – komentuje Mikko Salovaara, nowy dyrektor finansowy w Bolt.

Mikko obejmie swoje nowe stanowisko w Bolt jeszcze w tym miesiącu. Więcej informacji na temat Mikko Salovaara, nowego CFO Bolta można przeczytać tutaj.

Przekroczenie progu 150 milionów klientów oraz mianowanie Mikko Salovaary na stanowisko dyrektora finansowego (CFO) zostały ogłoszone w dniu, w którym Bolt obchodzi swoje dziesięciolecie powstania. Firma została założona przez wówczas 19-letniego Markusa Villiga w Tallinnie, w Estonii.

Bolt rozpoczął działalność jako aplikacja do przewozów osób w 2013 roku, a Markus osobiście rekrutował kierowców na ulicach Tallinna. W ostatnich latach Bolt przeszedł ogromny rozwój, wprowadzając dostawę jedzenia w 2019 roku, a następnie wypożyczanie hulajnóg w 2020 roku, dostawę artykułów spożywczych i współdzielenie samochodów w 2021 roku.

W 2050 roku aż 50 proc. seniorów będzie pobierało świadczenia minimalne

Jeśli obecny system emerytalny nie zmieni się, to w 2050 roku, połowa emerytów będzie pobierała świadczenia minimalne.[1]Już dziś obserwujemy transformację demograficzną, która – z biegiem lat – będzie wpływać m.in. na wysokość pobieranych emerytur. Zgodnie z prognozami ONZ do 2050 roku populacja Polski zmniejszy się o 5,5 mln.[2] Na dodatek przeciętny mieszkaniec Polski będzie miał wtedy około 50 lat (dziś ma 40 lat). Relacja populacji w wieku produkcyjnym do populacji w wieku nieprodukcyjnym będzie się pogarszać. Już dziś mówi się o końcu dywidendy demograficznej. Kto zatem będzie pracował na nasze emerytury?

Polskie społeczeństwo starzeje się. Z danych GUS wynika, że liczba osób w wieku powyżej 65. roku życia wzrośnie do 23,2 proc. całego społeczeństwa w 2035 r. oraz do 32,7 proc. w 2050 roku. Z kolei odsetek osób w wieku 85+ zmieni się odpowiednio z 3,1 proc. do 6,1 proc.[3] Wydłuży się też średni oczekiwany czas życia. Według szacunków ONZ do 2050 roku wyniesie on 77 lat (co oznacza, że wydłuży się o 7 lat). Zmienia się też relacja pomiędzy liczbą osób, które są w wieku produkcyjnym (a co za tym idzie zarabiają nie tylko na swoje, ale i cudze emerytury) względem tych, które już nie pracują.

Coraz mniej osób w wieku produkcyjnym

Do roku 2014 relacja populacji w wieku produkcyjnym, do populacji w wieku nieprodukcyjnym rosła średnio o 1,5 proc. rocznie.[4] Później tzw. dywidenda demograficzna wyhamowała, ale nie było najgorzej, bo pomiędzy 2014 a 2022 rokiem sutuację łagodził m.in. napływ imigrantów. I choć kolejna fala imigrantów (tym razem chociażby z Ukrainy) może stanowić bodziec dla gospodarki, to coraz większa liczba ekspertów mówi głośno o końcu dywidendy demograficznej. W raporcie o tym samym tytule, wydanym przez centrum analiz „Pulsu Biznesu” oraz fundację GRAPE, czytamy, że powyższa relacja będzie wręcz malała średniorocznie o 1,3 proc.

Osoby starsze będą dłużej aktywne zawodowo, ale…

Trzeba przyznać, że dzisiejsi seniorzy różnią się od tych sprzed 20 lat. Są bardziej odważni, świadomi swoich praw. Podróżują, doszkalają się uczęszczając na uniwersytety trzeciego wieku lub przeróżne kursy. Częściej surfują też w Internecie. Z danych GUS wynika, że aż 86 proc. pokolenia „silversów” to osoby, które korzystają z Internetu codziennie. Z kolei w raporcie “Pokolenie Silvers w e-commerce 2022” możemy przeczytać, że emeryci surfujący w sieci najczęściej korzystają z bankowości internetowej (58 proc.), robią zakupy online (55 proc.), czytają i odpisują na maile, a więc korzystają ze swojej poczty e-mail (52 proc.) oraz z mediów społecznościowych (47 proc.).[5] Okazuje się również, że 56 proc. osób w wieku 55-64 wciąż pozostaje aktywna zawodowo (średnia dla krajów skandynawskich wynosi 70-80 proc., a dla krajów UE 62 proc.).[6] Do roku 2050 osoby w tym przedziale wiekowym będą najliczniejszą grupą społeczną na rynku pracy.[7] Z jednej strony osoby starsze, jako pracownicy, będą w stanie zaoferować pracodawcom swoje doświadczenie i wiedzę, ale z drugiej strony – jak wynika z badań – będą mniej mobilni, mniej elastyczni i mniej zdolni do adaptacji nowych technologii. Eksperci zastanawiają się również, czy starość społeczeństwa będzie naznaczona życiem w zdrowiu, czy w chorobie. I czy ten aspekt pozwoli na efektywną pracę w póżniejszym wieku? Już dziś mówi się, że bez podniesienia wieku emerytalnego i innych długofalowych zmian w polityce senioralnej, system państwowy będzie coraz bardziej niewydolny. Podniesienie wieku emerytalnego popiera również Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Komentarz ekspercki
Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM

Pamiętajmy, że polskie świadczenia emerytalne wciąż są jednymi z najniższych w Europie, choć ogólnie – na tle całego społeczeństwa – emeryckie gospodarstwa domowe nie są w złej sytuacji. Warto również dodać, że po obniżeniu wieku emerytalnego coraz większa liczba osób pobiera emerytury minimalne (w ciągu dziesięciu lat liczba tych osób wzrosła piętnastokrotnie i wciąż będzie rosła). Stopa zastąpienia (a więc relacja przeciętnej wypłacanej emerytury względem średniej krajowej) jest coraz niższa. W 2018 roku wynosiła ona 56,4 proc., a za 20 lat będzie wynosiła ok. 38 proc.

Pamiętajmy również, że dla utrzymania godziwego poziomu życia, poziom konsumpcji po przejściu na emeryturę nie powinien spaść o więcej niż 30 proc. A to oznacza to, że stopa zastąpienia powinna oscylować na poziomie minimum 70 proc. Tymczasem już dziś stopa zastąpienia w Polsce spadła poniżej 60 proc, za 20 lat będzie wynosiła 38 proc., a za 40 lat tylko 24 proc. Powyższe kwestie potrzebują solidnego planu ze strony rządzących. Potrzebne są wielowymiarowe prace nad tym, jak powinien wyglądać cały system emerytalny. Niestety od lat nie ma w Polsce rzetelnej debaty na temat całościowego planu działań związanego ze zmianami demograficznymi. Są jednorazowe „plasterki’, takie jak chociażby trzynastki czy czternastki.

W mojej opinii trzeba zmienić całkowicie podejście do emerytur, które za 20-30 lat nie będą opierać się wyłącznie na świadczeniach z systemu państwowego. Emerytura przysłowiowego Kowalskiego będzie opierać się zatem na puzzlach, swoistego rodzaju klockach, które będą ją budować. Te klocki to róźne źródła finansowania (m.in. świadczenia z ZUS, PPK, PPE, IKE, IKZE, hipoteka odwrócona, lokaty, inwestycje dobrowolne), które będą tworzyły cały budżet seniora. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że budżet emeryta oparty tylko i wyłącznie na świadczeniach państwowych, społecznych, będzie po prostu niewydolny. Może warto spojrzeć kompleksowo na to, jak gromadzić aktywa podczas naszej aktywności zawodowej i jak skutecznie i efektywnie te aktywa spieniężać po przejściu w okres po zakończeniu pracy.

[1] Raport „Koniec dywidendy demograficznej – stagnacja i inflacja, czy adaptacja technologiczna” wyd. 2023, SpotData – centrum analiz „Pulsu Biznesu” oraz fundacja GRAPE. Str. 6

[2] Tamże.

[3] GUS, Prognoza ludności na lata 2014-2050

[4] Raport „Koniec dywidendy demograficznej – stagnacja i inflacja, czy adaptacja technologiczna” wyd. 2023, SpotData – centrum analiz „Pulsu Biznesu” oraz fundacja GRAPE. Str. 4

[5] https://polskabezgotowkowa.pl/sites/all/themes/awesomeit/files/dane/Raport_Pokolenie_Silvers_w_ecommerce_maj-2022.pdf

[6] Raport „Koniec dywidendy demograficznej – stagnacja i inflacja, czy adaptacja technologiczna” wyd. 2023, SpotData – centrum analiz „Pulsu Biznesu” oraz fundacja GRAPE.

[7] Tamże

 

Czekając na RPP

Już dzisiaj poznamy najprawdopodobniej kolejny brak decyzji RPP. W USA lepsze dane dają ulgę dolarowi. Nie przeszkadzają mu też rosnące szanse na dalsze podwyżki stóp procentowych. W tle spadek inflacji w Turcji.

Dane z USA

Wczoraj dla odmiany zobaczyliśmy dobre dane zza oceanu. Zamówienia na dobra  symbolicznie przekroczyły oczekiwania. Szczególnie dobrze wypadły zamówienia na dobra trwałego użytku, rosły one w maju aż o 1,8%. Słabiej wypadły co prawda zamówienia w przemyśle, ale dane w pewnym sensie były już w cenach. Wynikało to z ogólnie słabych indeksów koniunktury dla przemysłu. Są to dane z poniedziałku, tuż przed Dniem Niepodległości. Zarówno indeks PMI, jak i ISM pokazywały poziomy poniżej 50 pkt. Jest to wartość rozdzielająca przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych.

Perspektywa stóp procentowych za oceanem

Powyższe dane te zostały dodatkowo poprawione protokołem posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Wynika z niego, że perspektywa wysokiej inflacji zostanie z nami na dłużej. Jak się okazuje, czekanie na cud z podwyżkami stóp procentowych nie jest idealnym planem w długim okresie. Rynki są przekonane, że na lipcowym posiedzeniu za trzy tygodnie dojdzie do podwyżki stóp procentowych o 0,25%. Co więcej, do końca roku są większe szanse na kolejne wzrosty niż obniżki. Nie może zatem dziwić, że rynki znów spojrzały przychylniejszym okiem na dolara amerykańskiego. Dzisiaj w nocy testował najsilniejsze poziomy od połowy czerwca.

Spadek inflacji w Turcji

Ostatnie działania Banku Turcji nie miały jeszcze najprawdopodobniej większego wpływu na rynki, ale już widać spadek tempa wzrostu cen. Inflacja konsumencka spadła do 38,2% a producencka do 40,4%. Należy pamiętać, że są to dane roczne. Odwołują się one do zeszłorocznych poziomów, kiedy ceny rosły już bardzo szybko. Czerwiec 2022 zaskoczył Turków niemal 80% wzrostu cen. Zasadniczo ostatnia gwałtowna podwyżka stóp procentowych, o ile była racjonalną decyzją, to nie była wystarczająca, by opanować sytuację. Z drugiej strony cieszy, że Turcja, zamiast pogrążać się w kryzysie, chce jednak wyjść na prostą.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

17:00 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Influencerzy coraz częściej decydują o naszych zakupach

Prawie jedna trzecia wszystkich kupujących odkrywa obecnie nowe produkty za pośrednictwem mediów społecznościowych. Najczęściej robią to osoby z pokolenia Z i Millenialsi, na których decyzje zakupowe duży wpływ mają influencerzy i influencerki – wskazuje raport Capgemini „Co jest ważne dla dzisiejszego konsumenta”.

Autorzy i autorki raportu podkreślają, że ostatnie dwa lata miały istotny wpływ na zachowania konsumenckie na całym świecie. Pandemia i obecny kryzys w Ukrainie zmieniły podejście do konsumpcji oraz źródła decyzji o zakupach. Dane pokazane w raporcie nie pozostawiają wątpliwości – influencerzy i influencerki silnie wpływają na wyszukiwanie produktów i dokonywanie zakupów. Na całym świecie handel społecznościowy wygenerował 724 miliardy dolarów przychodu w 2022 roku. Analitycy przewidują, że do 2030 roku będzie to 6,2 biliona dolarów[1].

Social media pokonały telewizję

Raport Capgemini wskazuje, że 32% konsumentów i konsumentek odkryło samodzielnie nowy produkt lub markę w mediach społecznościowych. Dla 22% pomoc stanowili influencerzy i influencerki. 16% odbiorców podjęło decyzję o zakupie nowego produktu dzięki social mediom. Dane te są zbieżne z raportem brytyjskiej firmy badawczej YouGov – „Which channel is most effective for brand and product discovery.” – z 2022 roku[2].  Autorzy i autorki tego badania twierdzą, że 34% globalnych konsumentów i konsumentek dowiedziało się o nowej marce za pośrednictwem mediów społecznościowych. Tylko 22% odkryło nowy brand oglądając reklamy w telewizji.

Influencerzy zarabiają coraz więcej

– Według raportu Capgemini nie ma wątpliwości – influencerzy i influencerki działając w mediach społecznościowych mają wyjątkowo silny wpływ na decyzje zakupowe w branżach: spożywczej, odzieżowej, zdrowotnej i kosmetycznej. Organizacje z tych sektorów zdają sobie z tego sprawę i coraz częściej oficjalnie współpracują z przedstawicielami social mediów – mówi Agnieszka Zagała, Sourcing Domain Lead z Capgemini Polska.

Według raportu firmy Woosuite – „Global influencer market size” – globalna branża influencerskiego marketingu zarobiła 16,4 miliarda dolarów w 2022 roku. Przewiduje się, że w 2028 roku będzie to prawie 85 miliardów dolarów[3].

Zetki i Millenialsi najbardziej podatni na wpływ social mediów

Według raportu Capgemini „Co jest ważne dla dzisiejszych konsumentów”, 32% osób z pokolenia Z dokonało zakupu produktu, o którym dowiedzieli się od influencera lub influencerki. 26% Millenialsów twierdzi podobnie. Nawet wśród starszych grup wiekowych współczynnik konwersji jest wysoki. 7% boomersów usłyszało o danym produkcie z social mediów, a 5% z nich dokonało zakupu.

A co z wiarygodnością influencerów i influencerek?

Wiarygodność i reputacja to jedne z najważniejszych czynników napędzających sprzedaż w każdym biznesie. To samo dotyczy mediów społecznościowych. Jeśli chodzi o temat zaufania, to 49% konsumentów z pokolenia Z (i 59% Millenialsów) twierdzi, że influencerzy i influencerki, którzy nie są sponsorowani ani opłacani przez markę, są bardziej wiarygodni. W swoim raporcie Capgemini sprawdza także, jak daleko konsumenci i konsumentki mogą posunąć się w zaufaniu do „gwiazd” social mediów. Poza tym, czy barierą dla wiarygodności nie będzie rozwój sztucznej inteligencji?

43% badanych osób stwierdziło, że dla osób kupujących liczy się jedynie „prawdziwy człowiek”, który dzieli się doświadczeniami związanymi z marką czy produktem. Mimo to niemało, bo aż 31% ankietowanych, zaufałoby rekomendacjom wirtualnego influencera, gdyby wygłaszał wiarygodne opinie i spostrzeżenia.

Wydatki marketingowe w stronę influencerów

– Raport „Co jest ważne dla dzisiejszego konsumenta” wskazuje, że rzeczywistość w 2023 roku zmusza marki do poszukiwania nowych źródeł przychodów i nowych kanałów dotarcia do osób kupujących. Jednym z nich jest z pewnością potęga mediów społecznościowych i jej opiniotwórczych przedstawicieli oraz przedstawicielek. Jak pokazały powyższe dane, influencer marketing stał się potężnym narzędziem docierania do nowych, jak i stałych odbiorców. Skuteczna strategia w social mediach umożliwia marketerom docieranie do ludzi w sposób, w jaki inne formy reklamy nie są już w stanie – uważa Agnieszka Zagała, Sourcing Domain Lead z Capgemini Polska.

Czeka nas więc wielkie przekierowanie wydatków marketingowych na „gwiazdy” social mediów, które dla pokolenia Z i Millenialsów stały się liderami sprzedażowej opinii.

[1] https://www.statista.com/statistics/1231944/social-commerce-global-market-size/

[2] https://business.yougov.com/content/43761-global-new-brand-discovery-poll

[3] https://wcsuite.com/stats/influencer-market-size/

FOMC trochę postraszył możliwością kolejnych podwyżek stóp w tym roku

Poznaliśmy wczoraj treść sprawozdania z czerwcowego posiedzenia Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC) w USA. Członkowie komitetu w większości zadeklarowali wolę wstrzymania się na jakiś czas z dalszymi podwyżkami stóp, by ocenić gospodarcze skutki tych już dokonanych, ale równocześnie wskazywali na możliwość przeprowadzenia dalszego zaostrzenia polityki pieniężnej w dalszej części roku. Główne amerykańskie indeksy rynku akcji lekko wczoraj spadły (S&P 500 -0,2 proc., DJIA -0,38 proc., Nasdaq 100 -0,03 proc.). Dziś ok. godz. 10:10 kontrakty na S&P 500 traciły 0,41 proc.

Silniejsza była reakcja rynku obligacji skarbowych. Rentowność amerykańskich 10-latek zbliżała się dziś rano do najwyższego od prawie 4 miesięcy poziomu 4 proc. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych zbliżyła się do najwyższego od początku marca br. poziomu 5 proc. Rentowność 10-latek polskiego rządu odbiła się od poziomów swoich minimów z lutego i maja br. (5,765 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii dominowała dziś tendencja spadkowa (Nikkei 225 -1,7 proc.).
Podobnie było w Europe (DAX –0,84 proc., CAC 40 -1,34 proc. ok. godz. 10:15).
WIG-20 wybił się wczoraj w dół z ok. miesięcznej formacji „głowy z ramionami” i dziś ok. godz. 10:15 kontynuował zniżkę (-0,48 proc.). Najwyższy poziom od 2010 osiągnął dziś WIG-Budownictwo. Wśród składników mWIG-u 40 najniższy poziom od roku osiągnął kurs akcji Bumechu, cena akcji spółki Kernel Holding była najniższa od 2009 roku, natomiast swe nowe cykliczne maksima ustanowiła dziś rano cena akcji firmy Auto Partners. Jeśli chodzi o spółki wchodzące w skład sWIG-u 80, to dziś swe nowe cykliczne maksima osiągnęły cen akcji spółek Vercom, R22 i Polimex-Mostostal.

Swe nowe historyczne maksimum osiągnął dziś rano kurs euro względem szwedzkiej korony. Kurs EUR/USD przebywał ok. godz. 9:50 w okolicach poziomu swojego zamknięcia (1,08566 USD). Natomiast do najniższego poziomu od ponad tygodnia spadał kurs USD/JPY (-0,46 proc.).

Lekko słabł dziś ok. godz. 9:50 polski złoty (EUR/PLN +0,25 proc., USD/PLN +0,27 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara tkwi od dwóch tygodnia w okolicach poziomu swojego lokalnego szczytu z kwietnia br. nieco powyżej poziomu 30000 USD.
Ceny kontraktów na ropę naftową dotarły wczoraj do swoich najwyższych poziomów od prawie 2 tygodni, ale dziś rano lekko spadały (WTI -0,21 proc., Brent -0,42 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie zbliżała się do poziomu swojego lokalnego minimum sprzed tygodnia (-1,02 proc. ok. godz. 9:55). Brak było jakiejś zdecydowanej tendencji na rynku metali szlachetnych (złoto -0,11 proc., srebro +0,03 proc., platyna -0,03 proc., pallad –0,39 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Od 50% do 90% – obłożenie hotelu nad morzem póki co nie zachwyca przedsiębiorców

– Nie jest źle, ale mogło być dużo lepiej – taką opinię słyszymy od większości przedstawicieli sektora turystycznego na Pomorzu Zachodnim. Obłożenie w lipcu sięga ok. 70%, ale w wielu hotelach Polacy to zaledwie 25%. Na dodatek ograniczenia finansowe powodują, że największym zainteresowaniem cieszą się albo luksusowe hotele, na których nikt nie oszczędza albo… aparthotele. Pensjonaty, hotele  obiekty średniej klasy narzekają na brak klientów. – Turystyka po pandemii COVID-19 odradza się bardzo powoli, a inflacja stała się większym hamulcem dla naszych planów turystycznych niż sama pandemia. Polscy turyści oglądają każdy wydatek ze wszystkich stron i nie są skłonni do wakacyjnych szaleństw bez pamięci – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W luksusowych hotelach więcej Niemców i Skandynawów niż Polaków. „Klienci bardziej niż w ubiegłym roku patrzą na portfele”

Sezon wakacyjny trwa już od kilkunastu dni. Hotelarze zwracają uwagę, że zainteresowanie turystów jest, ale… mogłoby być większe. I to znacznie. Problemów jest kilka. Jesteśmy bardziej oszczędni i mocniej zwracamy uwagę na wszelkie koszty wyjazdów wakacyjnych. Inna sprawa to rezerwacje na ostatnią chwilę. Hotelarze mają problem z oceną, czy sezon jest dobry, czy nie, bo wielu turystów decyzje wakacyjne podejmuje zaledwie kilka dni przed podjęciem decyzji o rezerwacji hotelu.

– Wszystko zależy od obiektów. Obłożenie waha się od 50% do nawet 90%. Są jeszcze wolne miejsca, hotelarze namawiają, by rezerwować jak najszybciej miejsce na wakacje, bo im szybciej ta rezerwacja jest dokonywana, tym atrakcyjniejsze są oferty – mówi Małgorzata Jaszkiewicz z firmy Zdrojowa Invest & Hotels.

– Widzimy, że goście naszych hoteli szukają oczywiście atrakcyjnej ceny, ale i jakości. Klient obiektu hotelowego szuka dla siebie atrakcji na wypadek niezbyt atrakcyjnej pogody. W pięciogwiazdkowym hotelu nie ma mowy o oszczędzaniu, ale już w mniejszych miejscowościach widzimy zmianę tendencji. Tam ważniejsza jest cena – dodaje Małgorzata Jaszkiewicz.

Roman Kucierski, dyrektor zarządzający hotelu Hamilton dodaje, że w dużych hotelach dominują turyści z Niemiec, Skandynawii i innych części Europy.

– Na ten moment nie narzekamy na obłożenie, ale znaczna większość klientów to osoby spoza Polski. Dominują Niemcy i Skandynawowie. Dla nich Polska jest coraz bardziej atrakcyjną destynacją – mówi Roman Kucierski.

– Klienci bardziej niż w ubiegłym roku patrzą na portfel, ale nie jest prawdą, że ceny radykalnie wzrosły w porównaniu z ubiegłym rokiem. W dużych hotelach one są niemal identyczne jak rok temu. Wzrosły ceny gastronomii, ale usługi hotelowe są na poziomie niemal bez zmian – dodaje Kucierski.

Prezes Mojsiuk: „Polska może być na turystycznym topie. Mówimy bardziej pozytywnie o naszej turystyce”

Kiedy będziemy mogli racjonalnie ocenić czy sezon 2023 jest dobry dla turystyki? Eksperci mówią, że jeszcze kilka tygodni. Póki co, lipiec jest oceniany optymistycznie i ostrożnie jednocześnie. Przedsiębiorcy cieszą się z pogody, ale irytuje ich dyskurs medialny dyskredytujący polską turystykę.

– Za dużo już mówimy o paragonach grozy, a za mało o dobrej jakości turystyki na Pomorzu Zachodnim. Mamy piękne plaże, nowoczesną infrastrukturę, dobrą obsługę, duże miasto 100 kilometrów od pasa nadmorskiego. Naprawdę musimy pozbyć się wreszcie kompleksów i zacząć chwalić naszą turystykę. Już byliśmy na dobrej drodze, potem przyszła pandemia, a teraz skupiamy się na inflacji, paragonach grozy i szukaniu negatywów. Tymczasem takie kraje jak Albania czy Bułgaria zabierają nam turystów, a zaryzykuję stwierdzenie, że mamy dla nich lepszą ofertę – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Hanna Mojsiuk dodaje, że otwarcie tunelu w Świnoujściu jeszcze szerzej otwiera nasz potencjał turystyczny i daje nam szansę na dołączenie do turystycznego topu tej części Europy.

Hotele na sprzedaż? Na rynku nieruchomości turystycznych widać zmiany

Co ważne, również sektor nieruchomości wakacyjnych odnotowuje zmiany. Najlepiej mają się luksusowe obiekty oraz apartamenty na wynajem i aparthotele. Pokazuje to wyraźnie tendencję, że albo Polacy oszczędzają na wakacjach albo mają nieograniczone możliwości finansowe – nie ma nic pomiędzy, dlatego średnie biznesy mają się najgorzej.

Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości przyznaje, że ilość ofert nieruchomości hotelowych na sprzedaż była ostatnio tak duża latem 2020, gdy sektor hotelarski przyduszany był pandemią i wracającymi lockdownami.

– Ofert na sprzedaże pensjonatów, willi i małych hoteli w mniej prestiżowych miejscowościach nadmorskich jest bardzo dużo. Wynika to z wielu czynników. Turystyka się zmienia, to efekt inflacji, ale i zupełnie innych oczekiwań od miejsca, gdzie się zatrzymujemy. Przedsiębiorcy, którzy od lat prowadzą działalność w taki sam sposób, te same pokoje hotelowe, ten sam standard, brak atrakcyjnych nowości, muszą się liczyć z odpływem klientów – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Mamy klincz, który zostawia coraz mniej miejsca dla średnich obiektów, a mają one wysokie koszty działania. Turysta wybiera albo pięciogwiazdkowy, luksusowy hotel ze SPA, zabawami dla dzieci i mocą atrakcji albo aparthotele, gdzie wszystko organizuje sobie sam, łącznie z posiłkami, ale płaci odpowiednio mniej. Średnie obiekty nie mają wielu atrakcji, a jednocześnie są droższe, bo prowadzą kuchnie, recepcje i większość zadań standardowego hotelu – mówi Mirosław Król. – Takie obiekty często przegapiły ten moment, gdy trzeba było się zmienić. Czasem nawet są nieobecne na bookingu i mają stare strony internetowe i małą aktywność w mediach społecznościowych – dodaje ekspert.

Ukraińcy coraz częściej decydują się na leczenie w Polsce zarówno w placówkach państwowych, jak i prywatnych

Obywatele Ukrainy mieszkający w Polsce coraz częściej korzystają z państwowej opieki medycznej – wynika z badania „Obywatele Ukrainy na polskim rynku pracy. Nowe wyzwania i perspektywy” przeprowadzonego przez Platformę Migracyjną EWL, Fundację EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Według badań ukraińscy obywatele w Polsce coraz rzadziej decydują się na wyjazd do Ukrainy w celu podjęcia leczenia, o czym świadczy niemal dwukrotnie niższa deklaracja ankietowanych w porównaniu z badaniem w 2021 roku. Zdaniem autorów głównym powodem takich decyzji są przede wszystkim obawy i utrudnienia związane z trwającą wojną w Ukrainie.Ukraińcy coraz częściej decydują się na leczenie w Polsce

Ponadto o 8 pkt proc. wzrósł odsetek obywateli Ukrainy deklarujących korzystanie z placówek państwowej opieki medycznej – z 37% w 2021 roku do 45% obecnie. Zdaniem autorów jest to związane z trwającą adaptacją polskich placówek do potrzeb cudzoziemców oraz ze stopniowym dostosowaniem się samych migrantów do polskiego systemu ochrony zdrowia, jak również z ułatwieniami wynikającymi ze specustawy w kontekście uchodźców. To spośród nich większość, bo aż 55%, deklaruje korzystanie z państwowej opieki medycznej.

„W ciągu ostatniego półtora roku zaobserwowano pięciokrotny wzrost liczby obywateli Ukrainy przebywających w naszym kraju z dziećmi. Przerodziło się to w ogromne wyzwanie dla polskiego systemu edukacji oraz ochrony zdrowia. Niemniej jednak Polska poradziła sobie z tą sytuacją” – komentuje wyniki badań Mariya Kuzenko, dyrektorka operacyjna Fundacji EWL. 

Warto zaznaczyć, że co czwarty obywatel Ukrainy (25%) deklaruje korzystanie z placówek prywatnej opieki medycznej. Wśród migrantów ekonomicznych, którzy przyjechali do naszego kraju przed wybuchem wojny, odsetek wzrósł z 28% w 2021 roku do 31% obecnie. Ponadto zwiększył się odsetek osób deklarujących samodzielne leczenie – z 22% do 33%. Zdaniem ekspertów jest to jedno z następstw pandemii COVID-19, która w istotny sposób przyczyniła się do rozwoju telemedycyny.

Przypomnijmy, że na koniec marca 2023 roku liczba osób z Ukrainy zarejestrowanych w ZUS wyniosła 742 tys., co oznacza wzrost o 11,3% w stosunku do stanu na koniec marca ubiegłego roku. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że obywatele Ukrainy stanowią 69,1% wszystkich obcokrajowców zarejestrowanych w ZUS oraz 4,6% wszystkich ubezpieczonych.

Badanie z obywatelami Ukrainy przebywającymi w Polsce zostało przeprowadzone w dniach 4–13 marca 2023 roku za pomocą wywiadów bezpośrednich F2F w kilkunastu miejscowościach Polski na próbie liczącej łącznie N=500 dorosłych obywateli Ukrainy, zarówno migrantów przedwojennych, jak i uchodźców wojennych z Ukrainy. Kwestionariusz badania został opracowany przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej UW z wykorzystaniem części pytań zgłoszonych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Urząd do Spraw Cudzoziemców i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Holistyczne podejście do leczenia pomaga dłużej cieszyć się zdrowiem

Ponad 90 proc. przedwczesnych zgonów następuje w wyniku choroby cywilizacyjnej lub przewlekłej1. Tymczasem rozwojowi 80 proc. z nich można zapobiec2 – wystarczy tylko prawidłowo dbać o swoje zdrowie. Jak to zrobić, wykorzystując profilaktyczne znaczenie codziennych nawyków, wytłumaczy lekarz medycyny stylu życia.

Otyłość, nadciśnienie, problemy ze snem czy nałóg papierosowy – odpowiadają za rozwój większości chorób cywilizacyjnych, jak również obniżają jakość życia każdego z nas, także w kontekście naszych relacji społecznych. Zmiana stylu życia wymaga długofalowych działań, w tym procesie wspierać nas może lekarz medycyny stylu życia.

Konsultacje u lekarza medycyny stylu życia łączy poradę medyczną z ze zmianą codziennych nawyków oraz stylu życia. Lekarz prowadzi pacjenta przez cały proces budowania odpowiednich nawyków np. żywieniowych, zaplanuje harmonogram badań profilaktycznych, ustali cele i na bieżąco będzie monitorować stan jego zdrowia – mówi dr n.med. Patryk Poniewierza, Dyrektor Działu Medycznego Medicover, promotor medycyny stylu życia.

Medycyna stylu życia to stosunkowo młoda specjalność medycyny konwencjonalnej, która zamiast farmakoterapii, wykorzystuje terapeutyczne możliwości zmiany codziennych nawyków, jako profilaktykę i metodę leczenia chorób cywilizacyjnych, takich jak np. cukrzyca typu 2, otyłość, choroby sercowo-naczyniowe.

Do lekarza medycyny stylu życia możemy się zgłosić, gdy mamy zbyt wysokie ciśnienie lub cholesterol albo nie wiemy, jak rzucić palenie. Specjalność ta obejmuje sześć głównych obszarów, którymi są: zdrowa i zbilansowana dieta, regularna aktywność fizyczna, zdrowy sen, zarządzanie stresem, unikanie używek oraz relacje społeczne. Prawidłowe zachowania we wszystkich tych obszarach są kluczem do dłuższego życia w zdrowiu, jak również szczęścia osobistego.

Problemy ze snem, stres, a także brak regularnej aktywności fizycznej to tylko niektóre z czynników, które mają istotny wpływ zarówno na to, w jaki sposób postrzegamy sami siebie, jaki i nasze libido. Życie w zdrowiu i większa odporność to bezpośrednie korzyści związane ze stosowaniem się do zasad medycyny stylu życia. Wśród pośrednich warto wymienić m.in. fakt, że pacjenci uczą się na nowo „lubić” siebie samych, zmienia się sposób, w jaki siebie postrzegają, co sprzyja nawiązywaniu kontaktów społecznych – wylicza dr n.med. Patryk Poniewierza.

Porada u lekarza tej specjalności jest rekomendowana w ramach profilaktyki wszystkim osobom dorosłym, które chciałyby poprawić stan swojego zdrowia lub zachować dobrą formę. Szczególnie zaleca się ją pacjentom zmagającym się z przewlekłymi chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak nadwaga, otyłość, cukrzyca czy nadciśnienie, w przypadku których istotnym elementem terapii jest wprowadzenie do codziennej rutyny odpowiednich nawyków prozdrowotnych.

Medycyna stylu życia pojawiła się w Medicover w grudniu 2022 r. i opiera się na ścisłej partnerskiej współpracy na linii lekarz-pacjent.
W trakcie pierwszej konsultacji, lekarz nie tylko przeprowadza pełen wywiad medyczny i wykonuje kompleksowe pomiary ciała, ale też edukuje pacjenta, pełniąc rolę przewodnika, powiernika, trenera i motywatora. Jednocześnie koordynuje przebieg całego procesu – nie tylko kontroluje postępy, ale też zapewnia kompleksową opiekę nad pacjentem.

Żyjemy w dużym pędzie i zostaje nam mało czasu na zastanowienie się, co możemy zrobić, aby poprawić swoje zdrowie. Często jesteśmy świadomi konieczności wprowadzenia zmian w stylu życia, ale dokonanie tego bywa dużym wyzwaniem. Lekarz medycyny stylu życia jest wsparciem dla pacjenta we wprowadzeniu nowych nawyków tak, aby były realne do zrealizowania i płynnie wpisały się w dotychczasową rutynę pacjenta. Przykładem jest dobranie odpowiedniej dawki i rodzaju aktywności fizycznej, czyli zalecenie sportu jako formy skutecznej profilaktyki. Chcemy pomóc pacjentowi zrozumieć, w jaki sposób styl życia wpływa na jego zdrowie – dodaje dr n.med. Patryk Poniewierza.

Na rynku IPO wciąż dominuje niepewność

Globalne spowolnienie gospodarcze, kontynuacja cyklu zaciskania polityki monetarnej oraz dynamiczna sytuacja geopolityczna wciąż negatywnie oddziałują na sytuację na rynku debiutów giełdowych. Wyniki najnowszej edycji raportu EY Global IPO Trends wskazują, że w okresie od kwietnia do czerwca 2023 roku na świecie zanotowano 310 transakcji, z których wpływy wyniosły 39 miliardów dolarów. Oznacza to odpowiednio spadki – rok do roku – o 3% i 5%. Analizując dane regionalne można jednak dostrzec pierwsze pozytywne sygnały – w rejonie Azji-Pacyfiku wartość transakcji wzrosła o 12%. Sektor technologiczny awansował na pozycję lidera w obszarze wartości, a w kategorii wolumenów przewodził sektor przemysłowy.

Najnowsza edycja raportu EY Global IPO Trends wskazuje na wciąż dominującą niepewność i poczucie wyczekiwania na rynku debiutów giełdowych (Initial Public Offering – IPO). W ujęciu ogólnoświatowym w okresie od kwietnia do czerwca 2023 roku liczba transakcji spadła – rok do roku – o 3% (z 321 do 310), a wpływy z nich o 5% (z 40,9 do 39 mld dolarów). Sytuacja ma jeszcze bardziej pesymistyczny wydźwięk, gdy pod uwagę wzięte zostanie całe półrocze. Pomiędzy styczniem a czerwcem 2023 r. liczba debiutów giełdowych zanotowała regres o 5% (z 647 do 615), jednak ich wartość była niższa aż o 36% (z 95,6 do 60,9 mld dolarów).

Każdy kolejny miesiąc gospodarczej niepewności wydłuża kolejkę firm, które pomimo pełnej gotowości nie zdecydowały się na rozpoczęcie procedury wejścia na giełdę. Wpływają na to ciągle wysokie stopy procentowe oraz generalnie niezadowalające wyniki osiągane przez organizacje, które w ostatnich miesiącach zdecydowały się na IPO. Chociaż na światowych rynkach zaczynają się pojawiać pierwsze pozytywne sygnały, a drugi kwartał roku był lepszy od pierwszego, nie należy się spodziewać znaczącej zmiany obecnego trendu w kolejnych miesiącach – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

Zielone wskaźniki w Azji-Pacyfiku oraz Amerykach

Sytuacja w obu Amerykach jest pełna sprzeczności. Z jednej strony liczba debiutów giełdowych zmniejszyła się w drugim kwartale – rok do roku – o 17% (z 41 do 34). Z drugiej strony ich wartość wzrosła o 151% (z 2,5 do 6,3 mld dolarów). Jest to jednak efektem tylko jednej transakcji – związanej z wyodrębnieniem części biznesowej jednego z przedsiębiorstw (ang. spin-off IPO). W Stanach Zjednoczonych obserwowana ostatnio poprawa nastrojów może zwiastować większą aktywność na rynku IPO na przełomie 2023 i 2024 roku. Jednocześnie niedawny kryzys na rynku bankowym może wydłużyć ten proces ponad horyzont czasowy przewidywany jeszcze na początku roku.

W okresie od kwietnia do czerwca 7 z 10 największych światowych IPO odbyło się w regionie Azji-Pacyfiku. W efekcie pomimo delikatnego spadku wolumenów (ze 194 do 190), odnotowano wzrost wartości o 12% (z 23,4 do 26,3 mld dolarów). W całym 2023 roku ten obszar geograficzny odpowiadał za około 60% globalnych IPO – zarówno w obszarze liczby transakcji, jak i przychodów.

Na tle innych części świata obszar EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) prezentuje mało optymistyczny obraz. O ile w przypadku wolumenów, w drugim kwartale roku można zaobserwować stabilizację (86 – bez zmian r/r), to ich wartość zanotowała regres aż o 57% (z 15 do 6,4 mld dolarów). Patrząc na sam Stary Kontynent – w ujęciu półrocznym – percepcja może ulec poprawie. Chociaż liczba IPO spadła o 38% (ze 96 do 60) to przychód wzrósł o 8% (z 4,5 do 4,8 mld dolarów).

W przypadku Giełdy Papierów Wartościowych na debiut w drugim kwartale 2023 roku zdecydowały się 3 przedsiębiorstwa. Były to jednak wyłącznie spółki, które przeszły na główny parkiet z NewConnect i nie są uwzględnione w metodologii przyjętej w raporcie EY.

Obecnie mamy do czynienia z sytuacją, gdy pojedyncza transakcja definiuje rynek debiutów giełdowych na przestrzeni całego kwartału. Jednocześnie jedno przeprowadzone z sukcesem IPO może być początkiem efektu kuli śnieżnej. Utrzymanie dobrych wycen po wejściu na giełdę przez firmy, które postanowiły spróbować otrzymać premię za odwagę będzie stanowiło sygnał dla innych przedsiębiorstw, że najwyższy czas wyjść z bloków startowych – dodaje Justyna Rawicka, Starsza Menadżerka w Dziale CFO Consulting, EY Polska.

Energetyka traci na atrakcyjności

Obserwowany w ostatnich miesiącach wzrost dyskusji dotyczących rozwoju sztucznej inteligencji znalazł swoje odzwierciedlenie również na rynku IPO. W drugim kwartale 2023 r. spółki z sektora technologicznego przesunęły się z trzeciego na pierwsze miejsce w obszarze wartości transakcji, odpowiadając za 25% globalnych wyników. W obszarze wolumenów na czele uplasował się sektor przemysłowy (22%).

Spadek cen nośników energetycznych przełożył się na sytuację firm z tej gałęzi gospodarki. W pierwszym kwartale odpowiadały one za 27% globalnej wartości IPO, w drugim ten odsetek spadł do 5%. Jednocześnie w obu kwartałach zaobserwowano niemal identyczny procentowy udział wolumenów (6% w 1 kw. i 5% w kw.).

Już wiemy, że obecny rok będzie stał pod znakiem oczekiwania na poprawę sytuacji ekonomicznej. Sygnały o zakończeniu procesu zacieśniania polityki monetarnej mogą pod koniec 2023 r. przełożyć się na zwiększoną gotowość do podjęcia przez przedsiębiorstwa decyzji o debiucie giełdowym. Część firm może jednak spróbować wcześniej przełamać obecny impas, bazując przede wszystkim na sytuacji w ich sektorze gospodarki. Dotyczy to zwłaszcza obszaru nowych technologii i szeroko zakrojonej dyskusji o rozwoju sztucznej inteligencji. Należy jednak pamiętać, że inwestorzy o wiele bardziej niż wcześniej zwracają uwagę na stabilność i przewidywalność biznesu – podsumowuje Magdalena Warpas, Partnerka w Zespole Doradztwa Strategicznego i Transakcji, EY Polska.

Dekarbonizacja sektora ICT

Więcej emisji niż widać na pierwszy rzut oka: Nawet nie biorąc pod uwagę boomu na kryptowaluty, globalny sektor ICT emituje tyle samo gazów cieplarnianych, co sektor lotniczy – wynika z analiz Allianz Trade. Sektor technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) napędza wzrost gospodarczy, umożliwia transformację cyfrową, wspiera innowacje oraz promuje globalną współpracę i łączność. Korzyści te wiążą się jednak z kosztami: udział ICT w globalnej emisji gazów cieplarnianych wahał się od 1,8 do 2,8% w 2020 roku. W scenariuszu biznesowym, zakładającym, że intensywność emisji zużywanej energii elektrycznej pozostanie niezmieniona, sektor ICT będzie odpowiedzialny za 830 MT emisji CO2 do 2030 roku. I to przed uwzględnieniem boomu na kryptowaluty, takie jak Bitcoin i Ethereum, które zużywają do 240 terawatogodzin energii elektrycznej rocznie, czyli więcej niż roczne zużycie energii elektrycznej w Australii.

Dobrą wiadomością jest to, że perspektywy dekarbonizacji są lepsze w sektorze ICT. Jego ślad węglowy w dużej mierze zależy od koszyka energii elektrycznej, więc emisje prawdopodobnie będą stale spadać wraz ze wzrostem udziału odnawialnej energii elektrycznej i poprawą efektywności energetycznej urządzeń. Wielu operatorów telefonii komórkowej i przedstawicieli innych branż ICT wyznaczyło również cele w zakresie neutralności węglowej i zerowej emisji netto, które są zgodne ze ścieżką dekarbonizacji o 1,5°C, co również przyczyni się do utrzymania zużycia energii elektrycznej i emisji dwutlenku węgla pod kontrolą.[1] Pozostałe emisje można obniżyć poprzez optymalizację cyklu życia produktu, tj. ocenę doboru materiałów, wyboru projektu, produkcji i transportu.

Dekarbonizacja kryptowalut powinna być priorytetem, ale blockchain może również odegrać kluczową rolę w działaniach na rzecz klimatu. Wydobywanie bitcoinów odciąga energię elektryczną od innych priorytetów, takich jak elektryfikacja budynków, transportu i produkcji. Co więcej, nawet jeśli przejście na odnawialne źródła energii może potencjalnie zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych, nie można tego zrobić wystarczająco szybko, jeśli zapotrzebowanie na energię będzie nadal rosło, co może spowolnić wycofywanie elektrowni zasilanych paliwami kopalnymi. Niektóre kraje, takie jak Chiny, podjęły drastyczne środki i zakazały Bitcoina, ale wydaje się, że to tylko zepchnęło górników do podziemia: Chiny nadal są drugim co do wielkości wydobywcą Bitcoinów na świecie po Stanach Zjednoczonych. [2],[3] Mniej drastyczne środki mogą również sprzyjać redukcji emisji poprzez postęp technologiczny. Jednocześnie blockchain może być wykorzystywany do budowania zaufania i ambicji w negocjacjach klimatycznych poprzez zapewnienie interoperacyjnej i otwartej infrastruktury cyfrowej, która może umożliwić przejrzysty pomiar, raportowanie i śledzenie ustalonych na poziomie krajowym wkładów (NDC[4] ). Co więcej, ze względu na swoją przejrzystość i dostępność, blockchain może również pomóc w stworzeniu ram dla godnego zaufania i skalowalnego dobrowolnego rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla (VCM).

W opinii Allianz Trade decydenci będą musieli stymulować zmiany w zachowaniach konsumentów, aby jeszcze bardziej obniżyć emisyjność sektora ICT. Większość emisji pochodzi z urządzeń użytkowników i jest mało prawdopodobne, aby zachowania konsumentów zmieniły się drastycznie w kierunku korzystania z mniejszej liczby urządzeń w przyszłości. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Oznacza to, że zmiany te musiałyby zostać narzucone odgórnie poprzez regulacje lub zachęty.

Więcej emisji niż widać na pierwszy rzut oka

Nawet nie biorąc pod uwagę boomu na kryptowaluty i sztuczną inteligencję, globalny sektor ICT jest odpowiedzialny za tyle samo emisji gazów cieplarnianych, co lotnictwo. Branża technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) odnotowała ogromny wzrost w ostatnich dziesięcioleciach, napędzany trendami takimi jak Internet rzeczy (IoT), wydobywanie kryptowalut, przetwarzanie w chmurze i ogólnie rosnąca zależność od Internetu i urządzeń elektronicznych. Wzrost ten wzbudził jednak obawy dotyczące wpływu na środowisko, a w szczególności śladu węglowego. Obecne szacunki wskazują, że udział ICT w globalnej emisji gazów cieplarnianych (GHG) wahał się od 1,8% do 2,8% w 2020 r. ,[5] równoważny udziałowi sektora lotniczego.

Wykres 1 przedstawia prognozy Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU) dotyczące emisji sektora w scenariuszu „biznes-jak-zwykle” (BAU), a także scenariusz zgodny z ograniczeniem globalnego ocieplenia do 1,5°C, z których oba zostały rozszerzone na potrzeby niniejszego raportu.[6] W scenariuszu BAU, przy założeniu, że intensywność emisji zużywanej energii elektrycznej pozostanie niezmieniona, sektor ICT będzie odpowiedzialny za 830 MT emisji CO2 do 2030 roku.

Przedstawione tu dane obejmują emisje pochodzące od użytkowników, tj. emisje z zakresu 3, co wyjaśnia duże wartości. Ślad węglowy sektora ICT obejmuje dwa komponenty – emisje ucieleśnione i emisje operacyjne. Emisje ucieleśnione[7] obejmują emisje pochodzące z produkcji i instalacji sprzętu i urządzeń. Emisje operacyjne wynikają z fazy użytkowania tych sieci i urządzeń, głównie w oparciu o poziom zużycia energii elektrycznej i związane z tym emisje z globalnego koszyka energii elektrycznej w tym okresie. Emisje ucieleśnione stanowią około 30% całkowitego śladu węglowego, podczas gdy emisje operacyjne stanowią większość – około 70% całkowitych emisji. [8]

Wykres 1: Globalne trajektorie emisji gazów cieplarnianych w sektorze ICT dla scenariusza 1,5˚CGlobalne trajektorie emisji gazów cieplarnianych w sektorze ICT

Źródła: ITU-T, Malmodin. J (2020), Freitag et.al (2021), Allianz Research. Uwaga: Ponieważ prognozy ITU dotyczące scenariusza 1,5˚C są przedstawiane jako zalecenie, branże ICT nie są zobowiązane do przestrzegania tego dobrowolnego standardu, a realistyczna trajektoria będzie znajdować się między scenariuszem BAU a scenariuszem 1,5˚C.

Ta niepokojąca trajektoria nie uwzględnia boomu na kryptowaluty i sztuczną inteligencję, które przyczyniają się do znacznego śladu węglowego. Bitcoin, na przykład, spopularyzował mechanizm proof-of-work (PoW)[9] do walidacji transakcji w łańcuchu bloków, a wiele innych firm poszło w jego ślady. Mechanizm ten okazał się jednak jak dotąd pożeraczem energii ze względu na wysokie zapotrzebowanie na moc obliczeniową. Bitcoin i Ether zużywają tyle energii elektrycznej, co Holandia lub Austria (wykres 2). Wyższe ceny energii elektrycznej pozwalająw opinii Allianz Trade jedynie energooszczędnym komputerom nowej generacji pozostać konkurencyjnymi w miarę upływu czasu, ponieważ w przeciwnym razie koszty produkcji każdego Bitcoina mogłyby okazać się zbyt wysokie. Dążąc do wyższych marż zysku, górnicy kryptowalut mają tendencję do zakładania swoich operacji w krajach o niższych cenach energii elektrycznej, zwykle w gospodarkach rozwijających się (wykres 3), które mają zwykle wyższy udział paliw kopalnych w swoim koszyku energetycznym. W rezultacie wydobycie kryptowalut w znacznym stopniu przyczynia się do emisji (wykres 4).

Wykres 2 : Łączne roczne zużycie energii elektrycznej przez Bitcoin i Ethereum w porównaniu z niektórymi państwami członkowskimi UEŁączne roczne zużycie energii elektrycznej przez Bitcoin i Ethereum w porównaniu z niektórymi państwami członkowskimi UE

Źródło : EBC[10] , Eurostat, Cambridge Centre for Alternate Finance[11] , Allianz Research

Wykres 3 : Rozwój globalnego hashrate Bitcoin[12] (średnie miesięczne)Rozwój globalnego hashrate Bitcoin[12] (średnie miesięczne)

Źródło : NASDAQ[13] , Cambridge Centre for Alternate Finance, Allianz Research

Wykres 4: Zużycie energii elektrycznej przez Bitcoin (rocznie)Zużycie energii elektrycznej przez Bitcoin

Źródło: Cambridge Centre for Alternate Finance, Allianz Research

Na koniec kwietnia 2023 r. globalny hashrate bitcoinów, który reprezentuje ilość aktywności wydobywczej, był dwukrotnie wyższy niż w styczniu 2022 r. Jeśli trend ten utrzyma się bez kontroli, zapotrzebowanie na energię, a co za tym idzie wszelkie związane z nim emisje, mogą okazać się śmiertelne dla celów klimatycznych.

Ostrzegawcza opowieść o głodzie energii Bitcoina sugeruje, że inne wschodzące i zyskujące na popularności technologie powinny zostać zbadane pod kątem ich wpływu na środowisko. Kilku badaczy z Google, UC Berkeley i Meta, między innymi, badało emisje związane z obciążeniami związanymi z uczeniem maszynowym (szkolenie modeli AI jest jednym z takich obciążeń). Skupiając się na emisjach związanych z energią operacyjną, stwierdzono, że faza szkolenia AI jest wysoce energochłonna, a co za tym idzie – emisyjna. W badaniach porównano zużycie energii przez różne modele, z których jednym jest trzeci Generative Pre-trained Transformers (GPT-3) firmy OpenAI, który odnotował najwyższe zużycie energii i emisje w całej grupie. W fazie treningowej zmierzone zużycie energii wyniosło 1287 MWh, a powiązane emisje operacyjne (zależne od lokalizacji ze względu na koszyk energetyczny) obliczono na 552,1 tCO2e. [14]

Emisje operacyjne (z badań i rozwoju sztucznej inteligencji i chipów) są zlokalizowane głównie w Stanach Zjednoczonych, biorąc pod uwagę ich wysoką wydajność badań nad sztuczną inteligencją i chipami sztucznej inteligencji. Ale emisje ucieleśnione (z produkcji chipów) można znaleźć gdzie indziej. Na przykład NVIDIA staje się liderem w opracowywaniu chipów sztucznej inteligencji, ale nadal polega na Taiwan Semiconductor Manufacturing Co Ltd do produkcji chipów, co oznacza, że należy również wziąć pod uwagę koszyk energetyczny zakładu produkcyjnego i emisje z transportu.

Jak obniżyć emisyjność sektora ICT?

Dobrą wiadomością jest to, że perspektywy dekarbonizacji są lepsze w sektorze ICT. Jego ślad węglowy w dużej mierze zależy od koszyka energii elektrycznej, więc emisje prawdopodobnie będą stale spadać wraz ze wzrostem udziału odnawialnej energii elektrycznej i poprawą efektywności energetycznej urządzeń. Wielu operatorów telefonii komórkowej i przedstawicieli innych branż ICT wyznaczyło również cele w zakresie neutralności węglowej i zerowej emisji netto, które są zgodne ze ścieżką dekarbonizacji o 1,5°C, co również przyczyni się do utrzymania zużycia energii elektrycznej i emisji dwutlenku węgla pod kontrolą.[15] Pozostałe emisje można obniżyć poprzez optymalizację cyklu życia produktu, tj. ocenę doboru materiałów, wyborów projektowych, produkcji i transportu.

Osiągnięcie zerowego poziomu emisji netto w sektorze ICT zajmie jednak krajom rozwijającym się więcej czasu. Kraje rozwijające się znalazłyby się na odległym końcu osi czasu dla ścieżki dekarbonizacji, ze względu na wyzwania związane z ekologizacją szybko rozwijającego się sektora energii elektrycznej. Prawdopodobnie nawet po roku 2050, z opóźnionym przejściem na zerową emisję netto. Dla kontrastu, na przykład sektor ICT w Europie mógłby osiągnąć ten sam cel stosunkowo wcześniej, będąc ambitnym prekursorem przejścia na zerową emisję netto.[16]

Dekarbonizacja kryptowalut jest priorytetem. Wydobywanie bitcoinów odciąga energię elektryczną od innych priorytetów, takich jak elektryfikacja budynków, transportu i produkcji. Co więcej, nawet jeśli przejście na odnawialne źródła energii może potencjalnie obniżyć emisję gazów cieplarnianych, nie można tego zrobić wystarczająco szybko, jeśli zapotrzebowanie na energię będzie nadal rosło, co może spowolnić wycofywanie elektrowni na paliwa kopalne. Rządy zwracają na to uwagę: Wezwania do działania w Europie pochodzą od szwedzkiej instytucji finansowej i EBC, ponieważ roczne emisje z wydobywania kryptowalut mogą zagrozić ukierunkowanym oszczędnościom emisji gazów cieplarnianych dla wielu krajów strefy euro.[17],[18]   Posłowie do parlamentu zwrócili się do Komisji Europejskiej o przedstawienie wniosku ustawodawczego w celu uwzględnienia wszelkich działań związanych z wydobywaniem kryptowalut, które w znacznym stopniu przyczyniają się do zmian klimatu, w unijnej systematyce zrównoważonych działań do stycznia 2025 r.[19]

Jednocześnie, aby powstrzymać wydobycie kryptowalut przed przenoszeniem się do lokalizacji o niższych cenach energii elektrycznej i zmniejszyć zapotrzebowanie na energię, niektóre kraje wydały całkowite zakazy. Na przykład Chiny wydały zakaz wszystkich transakcji kryptograficznych i wydobycia w 2021 roku. Skuteczność tego zakazu jest jednak dyskusyjna, ponieważ po prostu zepchnął on górników do podziemia: Chiny nadal są drugim co do wielkości wydobywcą Bitcoinów na świecie po Stanach Zjednoczonych. [20],[21] Mniej drastyczne środki mogą również sprzyjać redukcji emisji poprzez postęp technologiczny. Ethereum dało taki przykład, przechodząc na inny mechanizm konsensusu zwany proof-of-stake (PoS)[22] w 2022 roku. Połączenie sieci głównej Ethereum z oddzielnym blockchainem PoS o nazwie Beacon Chain zmniejszyło zapotrzebowanie Ethereum na energię o 99,95%[23] .

Blockchain ma do odegrania pewną rolę w dekarbonizacji i działaniach na rzecz klimatu.[24] Może on pomóc w budowaniu zaufania i ambicji w negocjacjach klimatycznych, zapewniając interoperacyjną i otwartą infrastrukturę cyfrową, która może umożliwić przejrzysty pomiar, raportowanie i śledzenie ustalonych na poziomie krajowym wkładów. Co więcej, biorąc pod uwagę jego przejrzystość i dostępność, blockchain może również pomóc w zbudowaniu ram dla godnego zaufania i skalowalnego dobrowolnego rynku emisji dwutlenku węgla (VCM) w celu handlu jednostkami emisji dwutlenku węgla. Uczestnicy mogą poruszać się po rejestrach emisji dwutlenku węgla na blockchainach, zapewniając globalną koordynację cen i podaży. Cyfrowe narzędzia pomiaru, raportowania i weryfikacji, takie jak inteligentne liczniki i czujniki, mogłyby również pomóc nabywcom w ocenie skuteczności wysiłków na rzecz pochłaniania dwutlenku węgla. Takie rynki sprzyjałyby usprawnionemu odkrywaniu i zakupowi jednostek emisji dwutlenku węgla, zmniejszając zależność od pośredników, co z kolei obniżyłoby koszty transakcji, zapewniając, że większa część finansów faktycznie trafi do twórców projektów. Cyfryzacja kredytów węglowych poprawiłaby dostępność do konwencjonalnych rynków finansowania emisji dwutlenku węgla. Zezwalając na ułamkową własność kredytów, osoby fizyczne i mniejsze organizacje również mogą w nich uczestniczyć. Tokenizacja sprawia również, że kredyty o wysokiej wartości, takie jak kredyty na usuwanie dwutlenku węgla oparte na technologii, są dostępne dla małych nabywców. Szerszy dostęp do kompensacji emisji dwutlenku węgla sprzyjałby działaniom na rzecz klimatu.

Podobnie, sztuczna inteligencja mogłaby pomóc w zmniejszeniu globalnych emisji gazów cieplarnianych o około 1,5-4,0% do 2030 r. dzięki wzrostowi produktywności i wydajności. Największy bezwzględny potencjał redukcji emisji (lub do -2,2% w ujęciu względnym) zostałby zrealizowany w sektorze energetycznym dzięki ulepszeniom, takim jak lepiej zaplanowana infrastruktura sieciowa. Następny w kolejności jest sektor transportu, z obiecującym potencjałem redukcji emisji do -1,7% dzięki inteligentnej nawigacji i technologiom zautomatyzowanej jazdy. Sektory rolnictwa i gospodarki wodnej odniosłyby korzyści z punktu widzenia ochrony środowiska, ponieważ wykorzystanie sztucznej inteligencji w zastosowaniach rolniczych pomogłoby zmniejszyć emisje, jednocześnie zwiększając bezpieczeństwo żywnościowe i wodne dzięki zoptymalizowanej alokacji i wykorzystaniu zasobów.[25],[26]

Jeśli wyniki badań nad sztuczną inteligencją i robotyką zostaną wykorzystane jako miernik rozwoju sztucznej inteligencji, Stany Zjednoczone, Chiny i Wielka Brytania znajdą się na szczycie (rysunek 5). Jeśli weźmie się pod uwagę wyłącznie publikacje na temat sztucznej inteligencji, Chiny i USA przodują w badaniach, a za nimi plasują się Indie, zakładając, że trendy z ostatnich porównywalnych szacunków pozostaną aktualne do dziś[27],[28] .

Wykres 5 Trendy w wynikach badań nad sztuczną inteligencją i robotykąTrendy w wynikach badań nad sztuczną inteligencją i robotyką

Źródło: Nature[29] , Allianz Research

Uwaga: Dane odnoszą się wyłącznie do artykułów opublikowanych w 82 wysokiej jakości czasopismach naukowych. Wykres przedstawia całkowitą liczbę artykułów na temat sztucznej inteligencji i robotyki opublikowanych w tych czasopismach na całym świecie, podczas gdy udział autorów/instytucji wnoszących wkład odzwierciedla 5 krajów wiodących w badaniach nad tymi tematami.

Sztuczna inteligencja już poprawiła wydajność w europejskim sektorze przemysłowym, a Niemcy przodują pod względem liczby firm, które przyjęły sztuczną inteligencję w swojej działalności (rysunek 5). Zaowocowało to zwiększeniem ilości i jakości produkcji, przy zmniejszonym zapotrzebowaniu na energię i surowce, a także przekłada się na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych i odpadów przemysłowych. Sztuczna inteligencja pomaga również osiągnąć lepszą synergię popytu i podaży energii.

Wykres 6: Przedsiębiorstwa w państwach członkowskich UE korzystające z co najmniej jednej technologii AI w 2021 r., liczby w kolumnach odnoszą się do liczby przedsiębiorstw w tysiącach

Źródło: Eurostat, Allianz Research. Uwaga: Mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniające mniej niż 10 pracowników) są wyłączone z tej reprezentacji danych.

Decydenci będą musieli stymulować zmiany w zachowaniach konsumentów, aby jeszcze bardziej obniżyć emisyjność sektora ICT. Większość emisji pochodzi z urządzeń użytkowników i jest mało prawdopodobne, aby zachowania konsumentów zmieniły się drastycznie w kierunku korzystania z mniejszej liczby urządzeń w przyszłości. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Oznacza to, że zmiany te musiałyby zostać narzucone odgórnie poprzez regulacje lub zachęty.

[1] GSM Association (2022). Mobile Net Zero: Stan branży w zakresie działań na rzecz klimatu 2022

[2] Biały Dom (2022). Wpływ kryptoaktywów na klimat i energię w Stanach Zjednoczonych

[3] Forkast (2022). Chiny zakazały wydobywania Bitcoinów i stały się drugim na świecie górnikiem Bitcoinów

[4] NDC to termin określający politykę klimatyczną i zobowiązania krajów do redukcji emisji w ramach negocjacji klimatycznych ONZ.

[5] Freitag, C., Berners-Lee, M., Widdicks, K., Knowles, B., Blair, G. S., & Friday, A. (2021). Rzeczywisty klimat i transformacyjny wpływ ICT: Krytyka szacunków, trendów i regulacji. Patterns, 2(9), 100340.

[6] ITU zapewnia dane do 2030 r., począwszy od roku bazowego 2015. Aby nakreślić całościowy obraz rozwoju emisji, dane historyczne dotyczące całkowitych emisji sektorowych pochodziły z okresowo przeprowadzanych badań wykorzystujących podobne metodologie, które zostały przeskalowane do poziomu podsektora w oparciu o założenie, że proporcjonalny wkład w całkowite emisje pozostaje stały w czasie, przy użyciu Malmodin, J. (2020) (The ICT Sector’s Carbon Footprint. Prezentacja na konferencji techUK w London Tech Week na temat „dekarbonizacji danych”). Dane dla lat od 2030 r. zostały wygenerowane przy użyciu ekstrapolacji liniowej, przy założeniu, że cały sektor osiągnie cele zerowe netto najpóźniej do 2050 roku.

[7] Kilku badaczy argumentuje, że emisje ucieleśnione powinny również uwzględniać emisje handlowe, ponieważ globalizacja ułatwiła import sprzętu ICT lub outsourcing produkcji, umożliwiając tym samym uchylanie się od odpowiedzialności za emisje.

[8] Freitag, C., Berners-Lee, M., Widdicks, K., Knowles, B., Blair, G. S., & Friday, A. (2021). Rzeczywisty klimat i transformacyjny wpływ ICT: Krytyka szacunków, trendów i regulacji. Patterns, 2(9), 100340.

[9] Proof-of-work (PoW) to mechanizm konsensusu, który nagradza członków sieci za wykorzystanie mocy obliczeniowej do rozwiązania złożonej zagadki matematycznej. Służy on do walidacji transakcji i otwierania nowych bloków.

[10] EBC (2022). Wydobywanie środowiska – czy ryzyko klimatyczne jest wyceniane w kryptoaktywach?

[11] Cambridge Centre for Alternative Finance (2022). Indeks zużycia energii elektrycznej Bitcoin

[12] Hash rate odnosi się do ilości mocy obliczeniowej wymaganej przez sieć blockchain

[13] Nasdaq Data Link (2023). Bitcoin Hash Rate

[14] Patterson, D; et al. (2021). Emisje dwutlenku węgla i duże sieci neuronowe

[15] GSM Association (2022). Mobile Net Zero: Stan branży w zakresie działań na rzecz klimatu 2022

[16] Komisja Europejska (2022). Cele UE w zakresie energii odnawialnej

[17] EBC (2022). Wydobywanie środowiska – czy ryzyko klimatyczne jest wyceniane w kryptoaktywach?

[18] Szwedzki Urząd Nadzoru Finansowego (2021). Kryptoaktywa stanowią zagrożenie dla transformacji klimatycznej – energochłonne wydobycie powinno zostać zakazane

[19] Parlament Europejski (2022). Kryptowaluty w UE: nowe przepisy zwiększające korzyści i ograniczające zagrożenia

[20] Biały Dom (2022). Wpływ kryptoaktywów na klimat i energię w Stanach Zjednoczonych

[21] Forkast (2022). Chiny zakazały wydobywania Bitcoinów i stały się drugim na świecie górnikiem Bitcoinów

[22] Proof-of-stake (PoS) został opracowany jako alternatywa dla oryginalnego mechanizmu konsensusu proof-of-work. Jest on mniej wymagający obliczeniowo, a w konsekwencji mniej energochłonny.

[23] Ethereum (2023). Wydatek energetyczny Ethereum

[24] Światowe Forum Ekonomiczne (2023). Blockchain dla skalowania działań na rzecz klimatu

[25] Microsoft i PwC (2019). Jak sztuczna inteligencja może zapewnić zrównoważoną przyszłość

[26] IEA (2017). Cyfryzacja i energia

Handel, gastronomia i przemysł najwięcej zalegają zarządcom nieruchomości

Zapewnienie bezpieczeństwa eksploatacyjnego i energetycznego użytkownikom obiektów komercyjnych to nie jedyne zadanie zarządców nieruchomości. Równie ważne jest też gospodarowanie finansami nieruchomości, a konkretnie obsługa należności. Z tym ostatnim niestety zarządcy mają problem. Niesolidni najemcy są im winni 73 mln zł – najwięcej z branż: handlowej, gastronomicznej i przemysłowej. Nie ułatwia to zarządcom spłaty przeterminowanych zobowiązań finansowych, które, według Krajowego Rejestru Długów, dziś wynoszą ponad 131,7 mln zł.

Łączne zadłużenie firm z branży zarządzania nieruchomościami wynosi 131,7 mln zł. Zmaga się z nim 2320 przedsiębiorstw, głównie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, które stanowią 67 proc. dłużników. Mają też większość, bo 104 mln zł łącznego zadłużenia. Podczas gdy długi jednoosobowych działalności gospodarczych z tego sektora wynoszą 27,7 mln zł. Statystyczny dług jednej zadłużonej firmy to 56,7 tys. zł.

Pod względem lokalizacji największe zadłużenie notują firmy z województwa mazowieckiego. Dług zarządców przekracza tam 49,4 mln zł. W znacznej części odpowiedzialna jest za to firma-rekordzistka z Warszawy zadłużona na 20,5 mln zł wobec spółki Skarbu Państwa i firmy windykacyjnej. Ponad 22,7 mln zł wynoszą długi zarządców z województwa łódzkiego, a blisko 17,1 mln zł – śląskiego.

Rosnące koszty przytłaczają zarządców

W gronie największych wierzycieli firm zajmujących się obsługą nieruchomości komercyjnych znajdują się przede wszystkim instytucje finansowe (banki, firmy windykacyjne, towarzystwa ubezpieczeniowe). Zarządcy są im winni 72,1 mln zł. Dalej na liście wierzycieli jest administracja publiczna (15,5 mln zł), tuż za nią firmy budowlane (12,4 mln zł) oraz dostawcy energii elektrycznej (6,2 mln zł).

Oprócz rosnących rat kredytów i kosztów ubezpieczenia nieruchomości, najwięcej problemów, zwłaszcza w ostatnim czasie, przysporzyło zarządcom zapewnienie gospodarki energetycznej w budynkach, w związku z gwałtownie rosnącymi cenami prądu. Mimo że na początku 2023 roku rząd wdrożył program 5 miliardów złotych pomocy dla przedsiębiorstw, które odczuły skutki wysokich cen gazu i energii wywołanych pandemią oraz wojną na Ukrainie, to jednak większość zarządców miała podpisane długoterminowe umowy, więc nie mogła skorzystać z tej pomocy. Do tego doszedł wzrost kosztów utrzymania nieruchomości, jak również wzrost kosztów zatrudnienia, bo przecież takie firmy muszą zatrudniać wykwalifikowany personel. Nie zawsze temu wszystkiemu towarzyszy równie dynamiczny wzrost przychodów za zarządzanie nieruchomościami. Stąd niestety prosta droga do zadłużenia – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Choć resort rozwoju przygotował w tym roku kolejne transze pomocy na drogi prąd i gaz dla przedsiębiorców, to raczej mało prawdopodobne, że skorzystają z nich właśnie zarządcy. Już dziś firmy z tego rynku obawiają się, że w przyszłym roku wiele z nich będzie zmuszonych zamknąć działalność.

Brak konsekwencji przyczyną zadłużenia

Ale pamiętajmy, że zarządcy plasują się pomiędzy właścicielami nieruchomości, którzy oczekują określonych zwrotów z inwestycji, a najemcami, którzy dość mocno ucierpieli w pandemii i którzy kolejnych podwyżek czynszów, indeksacji umów czy rosnących opłat eksploatacyjnych mogą po prostu nie udźwignąć. Stąd pośrednio za długi zarządców odpowiadają właśnie jej klienci, którzy wstrzymują należności lub płacą z dużym opóźnieniem. To oczywiście utrudnia terminowe regulowanie własnych zobowiązań.

Według danych Krajowego Rejestru Długów nierzetelni płatnicy są winni zarządcom 73 mln zł, czyli ponad połowę całego zadłużenia branży. Największymi dłużnikami zarządców są firmy handlowe, które zalegają 19,1 mln zł (lwia część tej kwoty – 13,3 mln zł – przypada na najemców detalicznych). 11,3 mln zł zarządcy muszą odzyskać od firm z branży HoReCa (w tym przede wszystkim od restauracji – 7,6 mln zł). Niewiele mniej, bo 8,9 mln zł są im winni różni producenci. Ale branża ma też dłużników w sektorze edukacji, prywatnej służby zdrowia czy instytucji kulturalnych.

Można doszukiwać się wielu przyczyn zadłużenia, ale jednym z głównych problemów zarządców jest też brak konsekwencji w egzekwowaniu należności. Wynika to z faktu, że rzadko kiedy wpisują oni dłużników do biur informacji gospodarczej. W niewielkim stopniu pobierają również raporty na temat potencjalnych najemców, aby sprawdzić, czy dany klient terminowo spłaca swoje zobowiązania. Tymczasem takie raporty są ważnym elementem przewagi biznesowej. Dzięki nim, już na etapie zawierania umowy najmu, można na przykład zażądać dodatkowych gwarancji czy zabezpieczeń przyszłych płatności. Niewielu zarządców jak na razie korzysta z tych możliwości – mówi Katarzyna Mikołajczyk, ekspert rynku zarządzania nieruchomościami w Krajowym Rejestrze Długów.

Warto dodać, że takie raporty są pomocne, nawet wtedy, gdy potencjalny najemca nie jest notowany w rejestrze dłużników. Mogą bowiem znacznie zminimalizować ryzyko biznesowe i pomóc zarządcy w podjęciu decyzji o ewentualnej współpracy, za sprawą analizy wiarygodności płatniczej. Niezwykle przydatnym rozwiązaniem chroniącym płynność finansową zarządcy jest też usługa monitoringu, dzięki której można na bieżąco otrzymywać informacje o tym, czy sytuacja płatnicza ich najemcy nie pogarsza się.

Dynamiczny wzrost zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w czerwcu 2023 r.

O 26,5% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w czerwcu 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w czerwcu 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 26,5% w porównaniu do czerwca 2022 r.

W czerwcu 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 22,01 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 19,51 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o 12,8%. W porównaniu do maja 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jednak spadła o 1,6%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w czerwcu br. wyniosła 382,06 tys. zł i była wyższa o 12,1% w relacji do wartości z czerwca 2022 r. W porównaniu do maja 2023 r. była wyższa o 0,7%.

– Czerwcowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wystrzelił i pokazuje, że w czerwcu br. złożono wnioski kredytowe na wartość o 26,5% wyższą niż przed rokiem. Interpretując tę informację trzeba jednak pamiętać, że od maja 2021 r. aż do sierpnia 2022 r., gdy odnotowaliśmy najniższy odczyt wartości Indeksu i był on w silnym trendzie spadkowym, tworzy on obecnie oraz aż do sierpnia br. niską bazę dla porównań z 2022 r. Właśnie efekt statystyczny niskiej bazy z czerwca 2022 r. częściowo odpowiada za tak wysoki czerwcowy odczyt BIK Indeksu – PKM. I jak pisałem przed miesiącem, kolejny po maju dodatni odczyt Indeksu jest symptomem trwałej poprawy sentymentu do kredytów mieszkaniowych – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK i dodaje, że nadal warto śledzić zachowanie dwóch składowych Indeksu, tj. liczbę osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średnią kwotę wnioskowanego kredytu.

– W mojej opinii, wskaźnikiem najlepiej pokazującym bieżącą sytuację popytu na kredyty mieszkaniowe jest w obecnej sytuacji rynkowej liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. W tym aspekcie czerwiec br. przyniósł ponownie liczbę wnioskodawców na poziomie ponad 22 tys. Oprócz wzrostu zdolności kredytowej, do której przyczynił się nie tylko spadek bufora, ale również wzrost wynagrodzeń (ich realna wartość jest coraz mniej ujemna), dojdzie jeszcze jeden powód wzrostu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi. Jest nim uruchomiony z początkiem lipca br. rządowy program Pierwsze Mieszkanie. Z jednej strony oczekiwanie na jego rozpoczęcie wstrzymywało decyzje o zaciągnięciu kredytu przez potencjalnych beneficjentów. Z drugiej zaś strony, może przyspieszyć decyzje o zaciągnięciu rynkowego kredytu przez te osoby, które z programu nie będą mogły skorzystać z przyczyn formalnych. Obawiają się oni według mnie dwóch rzeczy: problemów z przeprocesowaniem przez banki ich wniosków w momencie startu programu (możliwość wydłużenia okresu rozpatrywania wniosków) oraz wzrostu cen nieruchomości i to zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, w związku z pojawieniem się dodatkowego bodźca popytowego wygenerowanego przez kredyty z dopłatą.

– Reasumując można już mówić, że lato mamy nie tylko za oknem, ale również na rynku kredytów mieszkaniowych. Słońce w czerwcu przygrzało do 26,5%, a na lipiec i sierpień można prognozować wręcz upały – prognozuje główny analityk Grupy BIK.

Blisko 80 proc. Polaków nie widzi spadku inflacji

Jak wynika z najnowszego badania, realnego spadku inflacji nie widzi lub nie odczuwa blisko 80% Polaków. Głównie są to seniorzy, ale też osoby w wieku średnim. Najczęściej nie zauważają tego respondenci zarabiający od 7 do prawie 9 tys. zł netto miesięcznie. Tylko nieco ponad 15% rodaków jest przeciwnego zdania. I przeważnie są to osoby w wieku 35-44 lat, co miesiąc uzyskujące od tysiąca do prawie 3 tys. zł na rękę. Komentujący sondaż eksperci mówią, że wyniki są dość niepokojące. Wyjaśniają też, że Polakom brakuje wiedzy nt. wskaźnika inflacji. I dodają, że w roku wyborczym będzie on jeszcze dodatkowo wykorzystywany do walki politycznej, co nie będzie sprzyjało obiektywności.

Niewidzialnie malejąca inflacja

Aż 76,9% Polaków nie zauważa lub nie odczuwa spadku inflacji. Do tego 43,2% z nich jest o tym przekonanych, a 33,7% raczej tak uważa. Tak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla dziennika „Rzeczpospolita” na reprezentatywnej, ponad tysięcznej próbie dorosłych Polaków.

– GUS podaje, że poziom inflacji spada kolejny miesiąc z rzędu. Spora część społeczeństwa liczy więc na obniżki cen w sklepach, ale na zakupach nadal zderza się z drożyzną. Należałoby szeroko, publicznie wyjaśnić, że obecnie mamy do czynienia ze spadkiem dynamiki wzrostu cen, a to nie oznacza ich zmniejszenia. Tylko ceny wolnej rosną – komentuje wyniki sondażu dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku retailowego i główny ekonomista z Grupy BLIX.

Jak podkreśla Marcin Luziński z Santander Bank Polska, obliczenie wskaźnika CPI to bardzo skomplikowana procedura, wymagająca zebrania dużej ilości cen produktów i usług z tysięcy sklepów w całym kraju oraz profesjonalnej analizy. Przeciętny Polak nie jest w stanie zapamiętać tak wielu cen i jeszcze porównać ich z poziomem sprzed roku. To przekracza możliwości poznawcze człowieka. Z tego powodu opinie na temat inflacji często powstają w oparciu o ostatnie zmiany cen pojedynczych produktów w sklepach. W dodatku tak wiele osób myli spadek inflacji z obniżkami. Ekspert przypomina też, że CPI to pewna średnia. Natomiast każdy konsument kupuje trochę inne produkty, ma więc de facto swoją własną inflację, która może się różnić od oficjalnego wskaźnika. Podobnie wyjaśnia tę sytuację dr Łuczak.

– Przysłowiowy Kowalski co miesiąc wkłada do swojego koszyka np. duże ilości karmy dla kota i warzywa, a Nowak tego nie robi, bo nie ma takiego pupila i nie odżywia się zbyt zdrowo. Ich koszyki inflacyjne mocno się różnią, bo te dwie ww. kategorie w ostatnich miesiącach mocno zdrożały. Odczucia takich osób będą więc zupełnie inne, choć w zasadzie będą polegały na stanie faktycznym. Natomiast gdyby dzisiaj zapytać Polaków o to, na jakim poziomie odczuwają inflację, w dużej części mogliby wskazać poziom zbliżony do 30% lub nawet nieco wyższy – komentuje dr Łuczak.

Wyraźny spadek siły nabywczej

Z kolei Anna Senderowicz, ekspertka z Departamentu Analiz Ekonomicznych Banku PKO BP, informuje, że ceny paliw, opału oraz niektórych art. spożywczych, np. cukru czy tłuszczów, w czerwcu br. spadły w porównaniu z majem. Jednak w większości są znacznie droższe niż przed rokiem. Wydatki na żywność są o niemal 20% wyższe niż rok wcześniej. – To wszystko sprawia, że realna siła nabywcza dochodów wciąż się obniża, gdyż wynagrodzenia rosną wolniej niż ceny towarów i usług. Większość Polaków odczuwa więc pogorszenie swojej sytuacji i nie widzi żadnego spadku – zaznacza Senderowicz.

Z badania również wynika, że spadku inflacji nie zauważają i nie odczuwają głównie osoby w wieku 75-80 lat oraz 45-54 lat. Przeważnie mają one wykształcenie średnie bądź wyższe. Zazwyczaj deklarują dochody na poziomie 7000-8999 zł netto miesięcznie lub nie chcą ich ujawniać. Najczęściej zamieszkują miasta liczące od 200 do 499 tys. zł lub od 50 do 99 tys. mieszkańców.

– Spadku inflacji nie zauważają seniorzy, gdyż żyje im się trudniej niż w minionych latach. Więcej kosztuje ich utrzymanie mieszkania i mają wyższe codzienne wydatki. Ponadto rosnące ceny leków, które nie znajdują się na liście darmowych farmaceutyków, budzą ich niepokój. Coraz wyższe rachunki w aptekach powodują, że seniorzy muszą bardziej kontrolować inne wydatki. Z kolei osoby z wynagrodzeniem przekraczającym średnią krajową prawdopodobnie nie zwracają uwagi na wolno obniżającą się inflację, gdyż nie muszą rezygnować z zakupu określonych towarów, w większym stopniu akceptują też wyższe ceny – wyjaśnia ekspertka z Banku PKO BP.

Tylko co siódmy odczuwa spadek

Łącznie tylko 15,1% badanych zauważa lub bezpośrednio odczuwa spadek inflacji. I wśród tych osób 9,2% raczej tak sądzi, a 5,9% jest o tym przekonanych. Badani, którzy dostrzegają malejącą inflację, przeważnie są w wieku 35-44 lat lub 55-64 lat. Zazwyczaj mają wykształcenie zasadnicze zawodowe bądź podstawowe. Miesięcznie zarabiają zwykle 1000-2999 zł netto. Głównie zamieszkują wsie lub miejscowości liczące do 5 tys. mieszkańców bądź mające od 5 do 19 tys. ludności.

– Inflacja konsumenta spada już od kilku miesięcy. Jeśli więc tylko 15% respondentów twierdzi, że to zauważa, należy uznać taki wynik za bardzo zły. Świadczy on o tym, że respondenci nie rozumieją, czym jest wskaźnik inflacji. Jakkolwiek GUS-owska miara niekoniecznie musi oddawać zmiany cen dla każdego respondenta, bo każdy kupuje nieco inne towary, to jednak średnia interpretacja w społeczeństwie powinna się z grubsza pokrywać z faktycznymi danymi – przekonuje Marcin Luziński.

Badani, którzy zauważają lub odczuwają, że inflacja spada, przeważnie są w wieku 35-44 lat lub 55-64 lat. Zazwyczaj mają wykształcenie zasadnicze zawodowe bądź podstawowe. Miesięcznie zarabiają zwykle 1000-2999 zł netto. Głównie zamieszkują wsie lub miejscowości liczące do 5 tys. mieszkańców bądź mające od 5 do 19 tys. ludności. – Osoby zarabiające mniej niż średnio w gospodarce żyją na co dzień z ołówkiem w ręku. Starają się dokładnie kontrolować niezbędne wydatki, dlatego prędzej zauważają zmiany cen w sklepach – wyjaśnia Anna Senderowicz.

Do tego należy dodać, że 8% ankietowanych nie potrafi stwierdzić, czy zauważa bądź odczuwa spadek inflacji. Przeważnie są to osoby w wieku 18-24 lat, z podstawowym lub gimnazjalnym wykształceniem, które wolą nie ujawniać poziomu swoich dochodów. Zazwyczaj są to mieszkańcy wsi lub miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

Polacy szybko nie zmienią zdania

– W mojej ocenie, inflacja musiałaby spaść do jednocyfrowej wartości, żeby Polacy ją zauważyli. Przede wszystkim żywność powinna w sklepach sporo potanieć, bo w dużej mierze właśnie jej ceny budują przekonanie o drożyźnie. Wówczas przybyłoby osób, które mogłyby zauważyć spadek wysokiej inflacji, choć i to nie jest takie pewne. Pamiętajmy, że ten stan trwa już dłuższy czas i trudno mentalnie się od niego odzwyczaić. Społeczeństwo potrzebuje minimum roku, żeby zacząć zauważać znaczącą różnicę – uważa ekspert z Grupy BLIX..

Zdaniem eksperta z Santander Bank Polska, na pewno Polacy lepiej interpretowaliby trendy w gospodarce, gdyby czerpali swoją wiedzę na takie tematy z wiarygodnych i obiektywnych źródeł. Natomiast teraz jesteśmy w okresie kampanii wyborczej, więc inflacja na pewno będzie wykorzystywana w walce politycznej, co z pewnością nie będzie służyło obiektywności.

– Obniżenie konsumpcji, ostrożne planowanie zakupów, szukanie promocji i rezygnacja z niektórych wydatków lub przekładanie ich na lepszy czas sprawia, że producenci, sprzedawcy i usługodawcy ograniczają podwyżki cen produktów i towarów. Spadek inflacji przy dobrej sytuacji na rynku pracy i zwiększeniu wynagrodzeń wraz z podwyżką płacy minimalnej może sprawić, że więcej osób zauważy poprawę sytuacji dochodowej w gospodarstwie domowym – podsumowuje ekspertka z Banku PKO BP.

Instagram followers – dlaczego duża liczba obserwujących Twój profil jest ważna

Instagram jest jednym z najpopularniejszych portali social media na świecie. Przyciąga ponad miliard użytkowników. Dla wielu z nich jest nie tylko miejscem do dzielenia się swoimi zdjęciami i relacjami, ale również ważnym narzędziem marketingowym. To między innymi dlatego duża liczba obserwujących ma tak ogromne znaczenie. W tym artykule wyjaśnimy, dlaczego posiadanie wielu followersów jest ważne i jak można zwiększyć ich liczbę.

Czym są Instagram followers?

Instagram followers to osoby, które subskrybują Twój profil na Instagramie i otrzymują powiadomienia dotyczące Twoich postów. Innymi słowy, są to użytkownicy, którzy wyrazili zainteresowanie Twoim kontem i postanowili śledzić Twoje działania w mediach społecznościowych, a konkretnie na Instagramie. Ostatecznie followersi to po prostu użytkownicy obserwujący Twoje konto.

Liczba followersów odzwierciedla zasięg i popularność Twojego profilu na Instagramie. Im więcej obserwujących, tym większa szansa na dotarcie do większej liczby wszystkich użytkowników Instagrama i zbudowanie większego audytorium. Czy coś jeszcze?

Jakie znaczenie ma duża ilość obserwujących Twoje konto na Instagramie?

Posiadanie dużej ilości obserwujących na Instagramie przynosi wiele korzyści zarówno dla osób prywatnych, jak i dla firm. Oto kilka powodów, dla których warto zadbać o to, aby Twój profil miał dużą liczbę followersów:

  • wiarygodność i zaufanie — potencjalni obserwujący i klienci często skupiają się na liczbie followersów jako wskaźniku popularności i jakości treści;
  • zasięg i widoczność — im większa liczba obserwujących, tym większa szansa na dotarcie do większej liczby osób, bo algorytmy Instagrama chętniej promują profile z dużą liczbą followersów;
  • możliwości biznesowe — dla firm i influencerów większa liczba followersów oznacza większe możliwości współpracy. Firmy często szukają profili z dużą liczbą obserwujących, aby promować swoje produkty lub usługi.

Kto powinien zadbać o dużą ilość Instagram Followers?

Praktycznie każdy, kto posiada konto na Instagramie, chce, aby jego posty docierały do dużej grupy osób z regionu, a może i całego świata. Według oficjalnych danych ten portal posiada przeszło miliard użytkowników, zatem szanse na zdobycie popularności są ogromne. Ma to duże znaczenie dla:

  • firm i marek, które mogą wykorzystywać je jako kanał dotarcia do potencjalnych klientów;
  • influencerów, którzy dzięki dużej liczby obserwujących mogą zdobywać ciekawe propozycje współpracy;
  • twórców i artystów, którzy mogą wykorzystywać Instagram do zdobywania swoich fanów;
  • osób prywatnych, którzy dzięki Instagramowi mają szansę chwalić się i rozwijać swoje hobby.

Jak zdobywać obserwujących na Instagramie?

Istnieje co najmniej kilka sposobów na to, aby zwiększyć liczbę obserwujących nasze konto na Instagramie. Oto co możesz w tym celu zrobić:

  1. Zadbaj o regularne publikowanie wysokiej jakości treści, która jest interesująca i angażująca dla Twojej docelowej grupy odbiorców. Pamiętaj o stosowaniu odpowiednich hashtagów, które pomogą w dotarciu do szerszej publiczności.
  2. Bądź aktywny na Instagramie, komentuj i lajkuj posty innych użytkowników, nawiązuj relacje i angażuj się w społeczność. To pomoże Ci zbudować więź z innymi użytkownikami i przyciągnąć ich uwagę do Twojego konta.
  3. Współpracuj z influencerami, którzy mają duże audytorium na Instagramie, może pomóc w dotarciu do nowych obserwujących. Wymień się nawzajem promocją lub poproś influencera o współpracę.

Czy to już wszystko? Zdecydowanie nie, zwłaszcza jeśli zależy Ci na czasie i szybkim zdobyciu popularności. Wówczas możesz skorzystać z możliwości zakupu insta followers.

Kupowanie followersów — czy to legalne?

Kupowanie obserwujących na Instagramie jest praktyką, która jest kontrowersyjna i niesie ze sobą pewne ryzyko, ale jest legalne. Mimo że istnieją sklepy oferujące sprzedaż konkretnych ilości Instagram followers, należy zachować dużą ostrożność przed ich zakupem i dobrze zrozumieć konsekwencje takiego działania.

Wiele platform społecznościowych, w tym Instagram, podejmuje działania w celu usuwania fałszywych kont, tymczasem łatwo natknąć się na sklepy, które oferują zakup Instagram followers nieznanego pochodzenia. Może to prowadzić do utraty wiarygodności i zaufania użytkowników. Nie oznacza to jednak, że warto całkowiecie odpuścić sobie możliwość szybkiego zdobycia wielu obserwujących i zrezygnować z ich zakupu.

Po co kupować Instagram followers?

Kupowanie Instagram followers wiąże się z pewnym ryzykiem, ale zwiększanie obserwujących Instagram przynosi realne korzyści dla Twojego konta. Należą do nich:

  • zwiększanie popularności poprzez zwiększanie zasięgów,
  • docieranie do większej liczby użytkowników,
  • zdobywanie większej liczby potencjalnych klientów,
  • zwiększanie zysków z działalności na Instagramie.

Możliwość kupowania obserwujących Instagram to dobry sposób na to, by szybko zrealizować powyższe cele. Trzeba jednak być ostrożnym. Jeśli zdecydujesz się na zakup followersów na Instagramie, warto skorzystać z oferty zaufanego źródła, które oferuje tylko prawdziwe konta, aktywnych użytkowników. Jednym z takich dostawców jest sklep like24.pl.

Kup Instagram followers

Jeżeli zależy Ci na zwiększeniu liczby obserwujących swoje konto na Instagramie, kup followers Instagram. Przez kupno Instagram followers można szybciej zyskać zaangażowanych użytkowników, co z kolei prowadzi do zdobycia zaufania i przyciągnie nowych klientów. Przyjrzyj się ofercie like24.pl i dowiedz się więcej o tym, jak kupić Instagram followers.

Czerwiec w restauracjach Sfinksa ze wzrostem sprzedaży

Restauracje sieci Sfinks Polska odnotowały w czerwcu 2023 r. przychody gastronomiczne w wysokości 15,73 mln zł, co oznacza wzrost o 8,1% r/r. To obroty wypracowane przez 73 restauracje pod szyldami SPHINX, Chłopskie Jadło, Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło oraz The Burgers. Oznacza to, że wzrost przychodów wypracowała sieć mniejsza o 11% – dane za czerwiec 2022 obejmują bowiem przychody 82 lokali. W ujęciu narastającym wzrost przychodów restauracji wyniósł 15,5% r/r i w efekcie sprzedaż gastronomiczna za okres od stycznia do końca czerwca 2023 r. wyniosła 89,84 mln zł.

Przychody porównywalnej sieci lokali (L2L), czyli działające na koniec raportowanego miesiąca, jak i na koniec analogicznego miesiąca poprzedniego roku wzrosły w czerwcu 2023 r. o 15,3% r/r do 15,71 mln zł. Narastająco wzrost wyniósł 21,3% r/r, dzięki czemu obroty porównywalnej sieci w okresie styczeń-czerwiec 2023 wyniosły 89,03 mln zł.

Nasze restauracje kolejny miesiąc z rzędu zwiększyły obroty w stosunku do danych za poprzedni rok, mimo że w czerwcu w sieci pracowało na nie 9 lokali mniej niż rok temu. Warto mieć też na uwadze, że ubiegłoroczna baza w II kwartale, do której się teraz porównujemy, jest wyższa niż ta dla I kwartału z uwagi na postępujące ożywienie w ciągu roku oraz nasze działania prosprzedażowe, które coraz intensywniej prowadziliśmy po pandemii. Jesteśmy zadowoleni z wyników lokali, które pokazują, że mimo niełatwej sytuacji na rynku, mającej wpływ na decyzje konsumenckie, restauracje skutecznie walczą o gości. Optymizmem napawają zwłaszcza dane dotyczące sieci porównywalnej, która w I półroczu zwiększyła obroty o ponad jedną piątą. W kolejnych miesiącach do przychodów sieci będą „dokładały się” nowe restauracje, w tym  wracająca na dawne miejsce restauracja SPHINX na wrocławskim rynku, która rusza w  lipcu. Nowych otwarć sukcesywnie będzie przybywało w ciągu II półrocza. Będziemy też zachęcać gości do wizyt w naszych restauracjach nowymi propozycjami i ofertami specjalnymi, w tym w naszym programie lojalnościowym Aperitif, który ma duży wpływ na poziom sprzedaży i wykorzystanie potencjału restauracji – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Sfinks planuje odbudowę sieci do poziomu sprzed pandemii. Jeszcze w tym roku zamierza otworzyć ok. 10 nowych restauracji, w tym w silnych lokalizacjach, jak wrocławski rynek.

Raportowana przez Sfinks Polska sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale własne i franczyzowe, działające w ramach sieci zarządzanych przez spółkę, które są objęte bieżącym monitoringiem sprzedaży w ramach systemów informatycznych Sfinksa. Nie obejmuje ona sprzedaży realizowanej przez sieć Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

Wyczekiwana decyzja RPP. Czy będzie zmiana komunikacji?

Zbliża się kolejna decyzja RPP, jednak tym razem oczekiwania wobec niej są znacznie większe. Choć w tym przypadku nie przewiduje się żadnych istotnych zmian, nawet minimalne korekty w komunikacji mogą zwiastować znaczące nadchodzące decyzje. RPP znajduje się przed „wakacyjną przerwą”, gdyż w sierpniu decyzja o stopach nie będzie podejmowana, ale już we wrześniu może dojść do ważnych zmian w komunikacji, które będą zapowiadać ruchy na początku IV kwartału. Czy RPP ma podstawy do obniżek jeszcze w tym roku?

Rynkowe oczekiwania wskazują jasno na utrzymanie stóp procentowych podczas decyzji, która będzie ogłoszona 6 lipca. Sam komunikat raczej nie pokaże dużych zmian, dlatego ponownie uwaga będzie skupiona na konferencji prasowej prof. Glapińskiego. Szef NBP z pewnością zwróci uwagę na wyraźnie spadającą inflację, która wyniosła 11,5% za czerwiec, ale jednocześnie podkreśli, że oprócz samego spadku do jednocyfrowego poziomu, RPP musi mieć pewność o stałym trendzie spadkowym inflacji do celu. Bez tego, nie będzie można rozpocząć dyskusji na temat obniżek stóp procentowych. Patrząc na ekstremalnie wysokie poziomy cen gazu w sierpniu zeszłego roku, które przekraczały 300 EUR/MWh, w tym roku jest szansa, że przynajmniej inflacja PPI doświadczy potężnego spadku, nawet na poziomy negatywne, co również powinno przełożyć się na mocny spadek inflacji CPI. Bloomberg wskazuje, że inflacja CPI za wrzesień spadnie poniżej 9%, co sugerowałoby, że w sierpniu możemy mieć już inflacje jednocyfrową, a ta będzie podstawą do rozważenia obniżek stóp procentowych.

Spadek inflacji do poziomu jednocyfrowego w sierpniu może zasugerować potencjalny ruch stóp procentowych już w październiku! Przede wszystkim warto zauważyć, że baza inflacyjna za październik na ten rok jest najwyższa – w zeszłym roku to właśnie w październiku doświadczyliśmy lokalnego szczytu inflacyjnego. Właśnie dlatego jest szansa, że w październiku pojawi się pierwsza obniżka stóp procentowych po czym poznamy najniższy odczyt inflacji, który może uzasadnić taką decyzję.

Oczywiście obóz w RPP jest podzielony. Z jednej strony mamy prof. Glapińskiego, który mówił o jednocyfrowej inflacji i pewności co do trendu. Do tego dr. Masłowską i dr hab. Dąbrowskiego, którzy wskazywali na możliwość obniżki w tym roku. Z drugiej strony prof. Tyrowicz i Kotecki, choć ten drugi zaczyna zmieniać swoje nastawienie na utrzymanie stóp z chęci na dalsze podwyżki. Na ten moment Bloomberg wskazuje, że oczekuje obniżek na koniec roku.

Czy będzie podstawa do takiego ruchu? Stopy procentowe utrzymywane są na niezmienionym poziomie przez niemal cały rok, dlatego można uznać, że transmisja polityki monetarnej na gospodarkę trwa. Z drugiej strony, jeśli RPP zdecyduje się na obniżki stóp, a inflacja spada na razie zgodnie z projekcjami, może opóźnić osiągnięcie celu przed czym ostrzega Bloomberg. W piątek, 7 lipca, podczas konferencji prasowej mogą pojawić się kolejne przesłanki dotyczące tego, że obniżka stóp jest możliwa w tym roku. Jednak niekoniecznie jest to uzasadnione przez inflację, która nawet na koniec tego roku pozostanie ekstremalnie wysoka. Warto pamiętać o tym, że zmiana komunikacji na bardziej gołębią może zatrzymać trwającą od października szarżę polskiego złotego.

Autor: Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Sądom grożą zatory. Prawnicy alarmują, że liczba etatów w sprawach upadłościowych zbyt wolno rośnie

Na koniec pierwszego kwartału br. w 30 sądach rejonowych, zajmujących się sprawami upadłościowymi, orzekało ponad 220 sędziów, czyli tylu co na koniec zeszłego roku. Ogólna liczba orzekających w ww. sprawach zwiększyła się po 2018 roku, ale w niektórych miastach zmalała. Jak zaznaczają eksperci, spraw upadłościowych i restrukturyzacyjnych jest bardzo dużo, a od szybkiego ich procesowania zależy bezpieczeństwo i pewność obrotu gospodarczego. Zwiększenie liczby sędziów oraz urzędników administracji mogłoby przyspieszyć orzekanie, ale ustawodawca ma jeszcze kilka innych sposobów na to, by usprawnić całą procedurę. Jednak prawnicy nie wierzą w to, żeby w tym roku coś się zmieniło w tej kwestii.

Na koniec pierwszego kwartału br. w 30 sądach rejonowych, zajmujących się sprawami upadłościowymi orzekało ponad 220 sędziów, czyli tylu co na koniec zeszłego roku. Ogólna liczba orzekających w ww. sprawach zwiększyła się po 2018 roku, ale w niektórych miastach zmalała. Jak zaznaczają eksperci, spraw upadłościowych i restrukturyzacyjnych jest bardzo dużo, a od szybkiego ich procesowania zależy bezpieczeństwo i pewność obrotu gospodarczego. Zwiększenie liczby sędziów oraz urzędników administracji mogłoby przyspieszyć orzekanie, ale ustawodawca ma jeszcze kilka innych sposobów na to, by usprawnić całą procedurę. Jednak prawnicy nie wierzą w to, żeby w tym roku coś się zmieniło w tej kwestii.

Zmiany w latach 2018-2023

Jak wynika z danych, uzyskanych z trzydziestu sądów rejonowych, które zajmują się sprawami upadłościowymi, na koniec pierwszego kwartału br. orzekało w tych kwestiach ponad 220 sędziów. Najwięcej nie było ich wcale w Warszawie, lecz w Krakowie. W stolicy w I kwartale br. orzekało w sprawach upadłościowych 8 sędziów, w Krakowie było ich aż 22. Liczba sędziów upadłościowych w Krakowie zwiększała się sukcesywnie w okresie, którego dotyczy analiza, czyli od końca 2018 roku. Orzekało wtedy 11 sędziów, a na koniec 2020 roku ich liczba wzrosła do 13. W 2021 roku było ich 17, rok później – 21. W omawianym okresie w Warszawie z kolei liczba sędziów uległa zmniejszeniu. Na koniec 2018 r. było ich 14, a przez 2 kolejne lata – po 9. W 2021 r. liczba sędziów wzrosła do 10, ale w kolejnym roku spadła do 8. Patrząc na dane z poszczególnych sądów rejonowych, widać, że zazwyczaj jest w nich po kilku sędziów zajmujących się sprawami upadłościowymi. Tylko w nielicznych przypadkach jest ich więcej.

A jak zsumowane liczby wyglądają na przestrzeni ostatnich kilku lat? Na koniec 2018 r. w sądach, które zostały poddane analizie, orzekało ponad 170 sędziów. W kolejnym roku liczba ta wzrosła do blisko 180, a w 2020 – do przeszło 190. W 2021 r. orzekało blisko 210 sędziów upadłościowych. Na koniec 2022 roku i zakończenie pierwszego kwartału br. było ich ponad 220. Zdaniem Norberta Frosztęgi, adwokata, doradcy restrukturyzacyjnego z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy, ta wartość jest zdecydowanie niewystarczająca. – Wystarczy zestawić to z liczbą ogłoszonych w 2022 r. upadłości. W przypadku przedsiębiorców było ich ok. 350, a dodatkowo mieliśmy przecież ogłoszonych ok. 15 tys. upadłości konsumenckich. Łatwo zatem policzyć, ile rocznie nowych spraw przypada na jednego sędziego. Ostatecznie cierpią na tym przede wszystkim wierzyciele, bowiem im dłużej trwa postępowanie, tym większe generuje koszty – zauważa mec. Frosztęga. Zgadza się z nim prof. Rafał Adamus związany z Uniwersytetem Opolskim, specjalista prawa cywilnego.

– Liczba sędziów jest dramatycznie mała. Na szczególną uwagę zasługuje okoliczność, że w wydziałach upadłościowo-restrukturyzacyjnych z jednej strony jest bardzo dużo prostych, powtarzalnych spraw, ale z drugiej – zdarzają się sprawy niebywale trudne, o charakterze koncepcyjnym, nierzadko opiewające na duże, wielomilionowe kwoty, do których przygotowywane są profesorskie opinie prawne – stwierdza prof. Adamus.

I jak dodaje ekspert z Uniwersytetu Opolskiego, trudno przecenić wagę trafnego rozstrzygnięcia w takich sprawach. Należy zaznaczyć, że praca sędziego w wydziale upadłościowo-restrukturyzacyjnym jest wyjątkowo skomplikowana, gdyż wymaga nie tylko znajomości prawa gospodarczego, ale również wyczucia realiów biznesowych. Osoba, która nie zna otoczenia gospodarczego, świeżo po aplikacji sądowej, nie zawsze musi się dobrze sprawdzić w takim wydziale.

Mała liczba spowalnia rozstrzygnięcia

Do sprawy odniósł się też Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny z wieloletnim stażem. Jego zdaniem, stosunkowo niewielka liczba sędziów świadczy o braku zrozumienia znaczenia, jakie mają wydziały upadłościowe dla bezpieczeństwa obrotu i jego ochrony. Ekspert podkreśla też, że sędziowie nie tylko zajmują się sprawami upadłościowymi, ale też restrukturyzacyjnymi.

– Spraw restrukturyzacyjnych jest bardzo dużo. Tematy te angażują też sędziów nie tylko przy zatwierdzeniu układów, ale również na dalszym etapie, kiedy są one wykonywane. I w mojej ocenie, nie wpływa to na ogłoszenie upadłości, gdyż sam ten proces został uproszczony. Sędziowie zostali zwolnieni na tym etapie z badania tzw. moralności płatniczej upadłego, a więc tego, czy przyczynił się – i na ile – do swojej trudnej sytuacji finansowej. Przepisy przerzuciły częściowo ten obowiązek na syndyka – mówi Adrian Parol.

Z kolei Norbert Frosztęga jest zdania, że zbyt mała liczba sędziów zajmujących się sprawami upadłościowymi i restrukturyzacyjnymi jest podstawowym czynnikiem, który spowalnia tempo orzekania. Uważa on, że taki stan rzeczy wypacza efektywność tych postępowań, gdzie od syndyków, nadzorców czy zarządców wymaga się podejmowania czynności w bardzo krótkich terminach, zaś oczekiwanie na decyzje sędziego trwa miesiącami. Jednak ekspert zastrzega od razu, że nie należy tutaj mieć pretensji do sędziów, bo jak oczekiwać od nich sprawnego działania, skoro mają tak wiele spraw, tym bardziej że te upadłościowe należą do szczególnie trudnych.

– Obecnie na ogłoszenie upadłości czeka się ok. 4 miesiące. To zdecydowanie za długo, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z jeszcze funkcjonującym przedsiębiorstwem. Nierzadko długi czas oczekiwania na ogłoszenie upadłości powoduje, że firma jest już tak sparaliżowana, iż nie ma szans na jej efektywną sprzedaż – dodaje ekspert z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy.

Nie ma co liczyć na poprawę

Prof. Rafał Adamus widzi w niewystarczającej liczbie sędziów zły prognostyk na przyszłość, tym bardziej że podejrzewa on, iż liczba wniosków upadłościowych w odniesieniu do konsumentów nadal będzie rosła. Samo tylko zwiększanie liczby etatów nie jest, jego zdaniem, wystarczającym rozwiązaniem.

– Potrzeba innych rozwiązań systemowych i w ogóle zmiany filozofii. W wielu sytuacjach należałoby zredukować kompetencje sądu do przypadków, w których np. dłużnik, wierzyciele czy osoby trzecie sprzeciwiają się jakiemuś przewidzianemu w ustawie następstwu zdarzeń, dziejącemu się w określonych terminach jedno po drugim. Innymi słowy, procedury powinny być zautomatyzowane, nawet przejęte przez sztuczną inteligencję, a ingerencja sądu powinna następować tylko, gdy uczestnik postępowania sygnalizuje swój sprzeciw co do jego przebiegu. Na przykładzie restrukturyzacji można wskazać, że sprawdziła się restrukturyzacja pozasądowa, w której sąd jedynie zatwierdza układ zawarty pomiędzy dłużnikiem a większością wierzycieli – uważa profesor z Uniwersytetu Opolskiego.

Doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol widzi zasadność zwiększenia obsady urzędników sądowych, którzy wspierają sędziów w zakresie ich czynności urzędowych, jednak – w związku z trudną sytuacją finansów publicznych – zwiększenie takiego zatrudnienia wydaje się mało prawdopodobne i to wynika z kilku różnych przyczyn. Natomiast adwokat Forsztęga sugeruje z kolei, że warto powrócić do tematu przeniesienia upadłości przedsiębiorców innych niż mikro na szczebel sądów okręgowych, jak również nad stworzeniem – na wzór sądu warszawskiego – odrębnego wydziału dla upadłości konsumenckich.

– Realnie patrząc, nie ma na to szans w tym roku, zwłaszcza że o problemie paraliżu sądów upadłościowych mówi się w środowisku prawniczym od dawna, ale w zasadzie nic się w tym temacie nie robi. Światełkiem w tunelu jest niedawno podjęta w tym kierunku inicjatywa Sekcji Prawa Upadłościowego i Restrukturyzacyjnego Instytutu Allerhanda, gdzie grupa ekspertów mocno promuje sensowną koncepcję reformy sądów upadłościowych – mówi ekspert z Kancelarii Zimmerman Sierakowski i Partnerzy.

Jak podsumowuje doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol, sądy na pewno wnioskują do resortu sprawiedliwości o zwiększenie etatów, lecz należy pamiętać o sytuacji finansów publicznych, która raczej nie jest dobra. Rzutuje to na możliwości zwiększenia obsady kadrowej sądów. Dlatego też ekspert uważa, że poziom obecnego zatrudnienia w tej kwestii będzie się utrzymywał na zbliżonym poziomie właśnie z powodu braku środków finansowych. I tak naprawdę nic się w tej kwestii nie zmieni, poza tym oczywiście w sądach będą jeszcze większe zatory niż są obecnie.

Business Centre Club prezentuje diagnozę i rekomendacje dla polskiej gospodarki

Eksperci Business Centre Club, największej organizacji zrzeszającej indywidualnych przedsiębiorców, opracowali raport – „BCC dla polskiej gospodarki: diagnoza i rekomendacje”, który zawiera wskazówki dla partii politycznych oraz przyszłego rządu, istotne z punktu widzenia poprawy sytuacji przedsiębiorców oraz krajowej gospodarki. Rekomendacje przedstawiono 5. lipca, podczas debaty przedwyborczej,   w siedzibie BCC na Placu Trzech Krzyży w Warszawie.   

W debacie przedwyborczej uczestniczyli eksperci Business Centre Club i Federacji  Przedsiębiorców Polskich oraz przedstawiciele największych ugrupowań politycznych.

Podczas spotkania poruszono najważniejsze i najbardziej aktualne tematy związane z krajową gospodarką, takie jak: makroekonomia i inflacja, legislacja, zmiany na rynku pracy, a także problemami systemu ubezpieczeń społecznych, konkurencyjności polskich przedsiębiorstw, współpracy Polski z Unią Europejską, energetyka oraz systemu podatkowego. W raporcie  „BCC dla polskiej gospodarki: diagnoza i rekomendacje” zaproponowano rozwiązania dotyczące tych najważniejszych obszarów, bezpośrednio wpływających na kondycję polskiej przedsiębiorczości.

– Pilnie potrzebne jest zapewnienie elementarnej stabilności i przewidywalności w gospodarce, jak również zmniejszenie opresyjności prawa względem przedsiębiorców. Nasz raport przedstawia rekomendacje programowe dla przyszłego rządu, istotne z punktu widzenia poprawy sytuacji biznesu i całej gospodarki. – mówił Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Przedsiębiorcy i pracodawcy prywatni tworzą w Polsce 12.8 mln miejsc pracy. To istotna „siła wyborcza”. Co zawierają poszczególne programach wyborcze głównych partii politycznych? Czy rozwiązania programowe są zbieżne z postulatami przedsiębiorców? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy spotkania: Andrzej Grzyb (PSL), Paulina Hennig-Kloska (PL2050). Izabela Leszczyna (KO), Dariusz Wieczorek (Nowa Lewica), Artur Soboń (PiS) oraz eksperci BCC – prezes Jacek Goliszewski, prezes Związku Pracodawców BCC – Łukasz Bernatowicz i Marek Kowalski  – przewodniczący FPP.

Należy jak najszybciej powrócić do prawdziwego dialogu społecznego i przywrócić rolę Rady Dialogu Społecznego jako miejsca dyskusji o przepisach mających wpływ na życie społeczno-gospodarcze kraju. Wreszcie, niezbędne jest wsłuchanie się w głos biznesu          i traktowanie go poważ – apeluje Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club.

Link do raportu: BCC DLA Link do raportu

Link do debaty

Diagnoza powstała dzięki  współpracy ekspertów: Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty BCC, ministra finansów think tanku Gospodarczy Gabinet Cieni (GGC), Ryszarda Kalisza, ministra ds. wymiaru sprawiedliwości BCC, Łukasza Bernatowicza, prezesa Związku Pracodawców BCC, Marka Zielińskiego, eksperta ds. kontroli skarbowej i prawa podatkowego, Wojciecha Nagela, ministra ds. ubezpieczeń społecznych GGC, Jacka Goliszewskiego, prezesa BCC, wiceprzewodniczącego GGC, Michała Borowskiego, ministra ds. podatków GGC, Joanny Torbe, ekspertki ds. rynku pracy, Grażyny Majcher-Magdziak, minister skarbu i prywatyzacji GGC, Macieja Stańczuka, przewodniczącego komisji transformacji energetycznej GGC, Ryszarda Pazdana, ministra środowiska GGC oraz Anny Janczewskej, minister ds. zdrowia GGC, Jarosława Mulewicza, członka i współzałożyciela BCC, Marcina Tumanowa, eksperta ds. funduszy unijnych, Jarosława Grzywińskiego, eksperta ds. rynków kapitałowych, Krzysztofa Kopcia, eksperta ds. przemysłu farmaceutycznego, Mieczysława Grodzkiego, ministra ds. spółdzielczości GGC   i Janusza Steinhoffa, przewodniczącego GGC.

Ile zapłacą pracodawcy za podwyżkę płacy minimalnej?

Wraz z nadchodzącymi podwyżkami płacy minimalnej zwiększą się także wydatki pracodawców związane m.in. ze składkami na ZUS. W lipcu 2024 roku koszt pracownika ponoszony przez pracodawcę będzie o ponad 800 zł wyższy od tego w lipcu 2023 roku. Jak wylicza ekspert inFakt, pięcioro pracowników w 2024 będzie kosztowało pracodawcę tyle, co sześcioro zatrudnionych w 2023 roku.

Płaca minimalna w 2024 r., podobnie jak w tym roku, wzrośnie dwa razy. Od stycznia wyniesie 4242 zł i będzie to rekordowy wzrost. W związku z tym za okres od stycznia do czerwca 2024 pracownik otrzyma przelew na kwotę 3221,98 zł. Koszt pracodawcy wyniesie wtedy 5110,76 zł. Od lipca 2024 minimalne wynagrodzenie wzrośnie do 4300 zł, co oznacza, że pracownik otrzyma 3261,53 zł, a pracodawca poniesie koszt w wysokości 5180,64 zł.

Pracownicy niejednokrotnie nie mają świadomości, że pracodawca ponosi jeszcze jakiekolwiek wydatki związane z ich pensją. Jak widać, blisko 2 tys. zł to dodatkowe koszty pracownika, które ponoszą pracodawcy, oprócz wypłacania wynagrodzenia. Jest to znaczne obciążenie, które dalej będzie przekładać się na wzrost cen – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. Jak widać w wyliczeniach, pracownik przykładowo za styczeń otrzyma przelew na kwotę 3,2 tys. zł, ale pracodawca musi „wydać” na jego pensję ponad 5 tys. zł.

Mniej pracowników, koszty te same

Wzrost płacy minimalnej od stycznia 2024 roku oznacza dla pracodawców zwiększenie wydatków na jednego pracownika aż o 773,32 zł. Na tej zmianie pracownik zyska 438,12 zł. Z wyliczeń eksperta inFakt wynika, że dziś sześcioro pracowników generuje koszt 25,2 tys. zł, a od stycznia 2024 roku te same sześć osób to wydatek rzędu 30,6 tys. Zmiany płacy minimalnej spowodują, że w 2024 roku pięcioro pracowników będzie pracodawcę kosztować tyle samo, co sześć osób w 2023 roku.

Era e-CMR nadchodzi: co przyniesie cyfryzacja listów przewozowych?

Bieżąca kontrola przesyłek, oszczędność czasu i bezpieczeństwo danych to kilka z wielu zalet, jakie daje e-CMR, czyli elektroniczny list przewozowy. Na upowszechnienie systemu na skalę europejską musimy poczekać do 2024 roku, ale już teraz warto poznać jego mocne strony.

Elektroniczne listy przewozowe umożliwiają śledzenie i monitorowanie przesyłek w czasie rzeczywistym. Dzięki temu, strony zaangażowane w proces transportu zyskują dostęp do aktualnych informacji o lokalizacji, statusie i stanie towarów, poprawiając widoczność i umożliwiając lepsze zarządzanie łańcuchem dostaw. System elektroniczny to też oszczędność czasu i ułatwienie we wprowadzaniu danych. To z kolei obniża koszty – elektroniczny CMR eliminuje potrzebę drukowania, przechowywania i transportu dokumentów papierowych. Zmniejsza to wydatki związane z papierem, tuszem, opłatami pocztowymi i fizyczną przestrzenią magazynową.

Korzystanie z elektronicznych listów przewozowych zmniejsza też ryzyko pojawienia się nieścisłości w dokumentach, o które nietrudno w przypadku ręcznego wprowadzania danych. Systemy e-CMR pomagają minimalizować błędy dzięki automatyzacji procesów przechwytywania i walidacji danych.

Z perspektywy przewoźników, wprowadzenie e-CMR może przyczynić się do likwidacji kar umownych z tytułu niedostarczenia w terminie dokumentów przewozowych – komentuje Maurycy Kieruj, prawnik w TC Kancelarii Prawnej – Takie zapisy znajdują się obecnie w większości zleceń przewozowych i są potencjalnie łatwym argumentem dla nadawców do umniejszenia frachtu przewoźnika. Elektroniczny obieg dokumentów powinien wyeliminować te praktyki, bo pozwala dostarczyć je do odbiorcy tuż po wypełnieniu.

Europejski system e-CMR coraz bliżej

Choć wiele europejskich krajów przyjęło protokół do Konwencji CMR, umożliwiający stosowanie e-CMR, nadal nie mamy jednolitej, unijnej platformy do takich działań. Tę rolę docelowo przejmie platforma e-FTI, jednak prace nad jej powstaniem mają się zakończyć dopiero w 2024 roku.  Do tego czasu przewoźnicy są zdani na rozwiązania komercyjne, które już się pojawiają. W Polsce bazą do stworzenia go mógłby być system do monitorowania obrotu odpadami, który pozwala dokumentować i śledzić ich transport drogą elektroniczną.

Jak prawidłowo wypełnić CMR?

Niezależnie od tego, jaką formę – cyfrową lub papierową – będzie mieć list przewozowy, przygotowanie tego dokumentu w prawidłowy sposób może być wyzwaniem. Tworząc go, warto pamiętać o kwestiach takich jak:

  • Dokładne wprowadzanie danych – w liście przewozowym muszą znaleźć się wszystkie koniecznie informacje. Mowa o szczegółach dotyczących nadawcy, odbiorcy, rodzaju towarów, ilości, opakowania oraz wszelkich specjalnych instrukcji lub wymagań.
  • Podpisy: w listach papierowych problemem są nieczytelne podpisy lub ich brak. Niektóre systemy e-CMR wymagają użycia podpisów cyfrowych w celu uwierzytelnienia dokumentu. Warunkiem zapewnienia ważności i prawnej akceptacji e-CMR jest rozumienie i przestrzeganie określonych wymogów dotyczących podpisów cyfrowych.
  • Zgodność z przepisami – różne kraje mogą mieć specyficzne przepisy i wymagania dotyczące korzystania z e-CMR. Dopiero ujednolicenie procesów na poziomie europejskim pozwoli na użytkowanie usługi bez obawy o odmienną interpretację np. organów kontrolnych w innym kraju.

Pułapki listów przewozowych

Błędne wypełnienie dokumentu CMR pociąga za sobą szereg problemów. Nieprawidłowe lub niekompletne informacje w CMR mogą prowadzić do sporów prawnych, zwłaszcza jeśli wpływają na prawa i obowiązki zaangażowanych stron. Błędy w dokumentach przewozowych mają również wpływ  na zakłócenia w operacjach logistycznych, takie jak opóźnienia w transporcie, nieprawidłowa dostawa towarów lub trudności w rozwiązywaniu reklamacji przewozowych. To z kolei naraża przewoźnika na koszty z tytułu kar umownych czy grzywny, którą nałożyć mogą też organy kontrolne, jeśli wykryją nieprawidłowości w dokumentacji.

Maurycy Kieruj z TC Kancelarii Prawnej przypuszcza, że wprowadzenie elektronicznych listów przewozowych powinno rozwiązać przynajmniej część z tych problemów:

Takie dokumenty z założenia będą chociażby bardziej czytelne, mniej podatne na uszkodzenie, zaginięcie czy podrobienie. Powinny też przyczynić się do optymalizacji procesów obiegu całości dokumentacji przewozowej.

Obcokrajowcy mieszkający w Polsce zabrali głos w sprawie imigracji

Tylko co trzeci obcokrajowiec z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. mieszkający i pracujący w Polsce chce zostać u nas na stałe (27 proc.), wynika z badania Grupy Progres. Bez względu na planowaną długość pobytu większość imigrantów z odległych kierunków (68 proc.) ma zamiar sprowadzić nad Wisłę swoich bliskich. Uważają bowiem, że nasz kraj jest dobrym miejscem do życia, w którym czują się bezpiecznie. Chcieliby jednak, by procedury trwały krócej niż obecnie.

  • Mimo że osiedlenie się w Polsce nie jest proste, to – jak wynika z badania Grupy Progres – 27 proc. imigrantów z odległych kierunków pracujących w Polsce ma zamiar zostać u nas na zawsze. 39 proc. badanych chce spędzić nad Wisłą 5 lat lub więcej.
  • Co więcej, 68 proc. nie zamierza być u nas w pojedynkę – chce sprowadzić do Polski swoją rodzinę.
  • Do podjęcia kroku o międzykontynentalnej przeprowadzce zmotywowały ich m.in. wynagrodzenia, które w ich kraju nie zawsze pozwalały utrzymać się na godnym poziomie – dotyczy to 45 proc. ankietowanych.
  • Co trzeci cudzoziemiec z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. (30 proc.) przyjechał tu, bo w Polsce mieszkają i pracują jego przyjaciele mający pozytywne zdanie o życiu nad Wisłą.
  • Przede wszystkim jednak czują się w Polsce bezpiecznie. Tylko 9 proc. badanych wskazało strach przed nietolerancją naszych rodaków jako największy minus życia w Polsce. Przeszkadza im także brak bliskich (33 proc.) i problemy w znalezieniu dobrej pracy bez znajomości języka polskiego (29 proc.). Sporym problemem i zarazem dużym wyzwaniem są też procedury związane z rozliczeniami podatkowymi oraz dot. legalizacji pobytu i pracy. Według imigrantów trwają one zbyt długo.

Mimo że referendum ws. relokacji uchodźców budzi duże emocje wśród naszych rodaków, to wielu z nich do tej pory nie miało świadomości, jak duża jest ogólna liczba imigrantów w Polsce. Skala przyjazdów, która rosła przez wiele lat udowadnia, że nie mamy dużych powodów do obaw przed osiedlaniem się cudzoziemców w Polsce, również tych ze statusem uchodźcy. Pod warunkiem, że przejdą oni sprawnie przez wszelkie procedury pozwalające dokładnie zweryfikować powód przyjazdu nad Wisłę oraz określające ich plany pobytowe i potencjał kadrowy.

Pół wieku imigracji

Według danych GUS przez ponad pół wieku (1966-2021) na pobyt stały w Polsce zameldowało się w sumie 337 012 imigrantów. Najczęściej pochodzili oni z Europy (254 048 osób), Ameryki Pł. i Płd. (54 171 os.) oraz Azji (18 152 os.), rzadziej z Afryki (5 597 os.) i Oceanii (5 044). Mimo że osiedlenie się w Polsce na stałe nie jest proste, to – jak wynika z badania Grupy Progres – 27 proc. imigrantów z odległych kierunków pracujących w Polsce ma zamiar zostać u nas na zawsze. 39 proc. badanych chce spędzić nad Wisłą 5 lat lub więcej, 21 proc. planuje pobyt trwający od 3 do 5 lat, a 13 proc. od 1 roku do 2 lat. Co więcej, 68 proc. nie zamierza być u nas w pojedynkę – chce sprowadzić do Polski swoją rodzinę, 32 proc. nie ma takich planów. Każdy z imigrantów zarobkowych z innych kontynentów niż Europa często ma nie tylko jasno sprecyzowane plany pobytowe, ale też – pod wieloma względami – wyrobioną opinię o naszym kraju.

Przede wszystkim czują się tu bezpiecznie. Tylko 9 proc. badanych wskazało strach przed nietolerancją naszych rodaków jako największy minus życia w Polsce. Przeszkadza im także brak bliskich (33 proc.) i problemy w znalezieniu dobrej pracy bez znajomości języka polskiego (29 proc.).  Sporym problemem i zarazem dużym wyzwaniem są też procedury związane z rozliczeniami podatkowymi oraz dot. legalizacji pobytu i pracy. Według imigrantów trwają one zbyt długo.

Jeżeli dana osoba nie mieszka jeszcze w Polsce, a dopiero planuje przyjechać nad Wisłę w celach zarobkowych, to czas oczekiwania na odpowiednie zezwolenia legalizujące zatrudnienie wynosi kilka miesięcy i jest uzależniony od wielu procedur, przez które musi przejść każdy obcokrajowiec i np. zatrudniająca go agencja – mówi Natalia Myskova, dyrektor ds. rekrutacji międzynarodowej w Grupie Progres.Szacunkowo, w przypadku krajów Ameryki Płd., Afryki czy Filipin, wszystko trwa ok. 3-4 miesięcy. Trochę dłużej, bo ok.5-6 miesięcy, jeśli chodzi o Indie, Nepal, Bangladesz, Turkmenistan, Kazachstan czy Uzbekistan – dodaje Natalia Myskova.

Według badanych, którzy te formalności mają już za sobą, czas oczekiwania na odpowiednie zezwolenia powinien trwać: od 4 do 12 tygodni (64 proc. badanych). Mniejsza grupa wskazała przedział 3 – 6 miesięcy (17 proc.). 19 proc. pytanych twierdzi, że znając realia życia w Polsce, byłoby skłonnych czekać na zezwolenia więcej niż 6 miesięcy.

MSZ zamierzał pilnie wprowadzić rozporządzeniem outsourcing wizowy, według którego podmioty z ponad 20 krajów przyjmowałyby wnioski o wizę i przekazywały je do polskiego ministerstwa. Taki proces stałby się możliwy w Arabii Saudyjskiej, Armenii, Azerbejdżanie, Republice Białorusi, Republice Filipin, Gruzji, Indiach, Indonezji, Iranie, Katarze, Kazachstanie, Kuwejcie, Mołdawii, Nigerii, Pakistanie, Tajlandii, Turcji, Ukrainie, Uzbekistanie, Wietnamie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jednak pojawiają się sygnały, że rządzący wycofają się z tego pomysłu.

Nie tylko Polska

Obecnie żadne zmiany przepisów nie są jeszcze pewne, ale bez ich wprowadzenia tj. przemyślanego programu przyspieszenia procedur, krajowi pracodawcy za jakiś czas nie będą mieli komu delegować pracy. W tym momencie skala problemu nie jest jeszcze krytyczna, bo nawet mimo długiej drogi urzędowej, chętnych do objęcia etatu w Polsce nie brakuje. Tylko w 2022 r. krajowi urzędnicy wydali w sumie 466 722 decyzji w sprawie udzielenia zezwolenia na pracę. Tę pozytywną otrzymało 365 490 wnioskodawców, 5 102 usłyszało odmowy, 16 376 to umorzenia, a 79 754 przypadków dot. uchyleń. Na mocy wydanych decyzji pracę w naszym kraju mogłaby rozpocząć grupa osób dorównująca liczebnością populacji Szczecina. Biorąc pod uwagę potrzeby kadrowe, to i tak nadal zbyt mało obcokrajowców zaczyna zarabiać w Polsce. Tylko na koniec IV kwartału liczba nieobsadzonych miejsc pracy wynosiła 115.7 tys., a nowoutworzonych etatów było o 32,3 tys. więcej niż zlikwidowanych.

Czekające miejsca w firmach często zajmują imigranci, którzy etat w swoim kraju zamieniają na stanowiska w polskich przedsiębiorstwach. Aż 92 proc. badanych cudzoziemców, którzy po przejściu niezbędnych procedur podjęli etat w Polsce, przed przyjazdem nad Wisłę miało już doświadczenie zawodowe. Do podjęcia kroku o międzykontynentalnej przeprowadzce zmotywowały ich m.in. wynagrodzenia, które w ich kraju nie zawsze pozwalały utrzymać się na godnym poziomie. Dotyczy to 45 proc. ankietowanych – dla nich ważnym argumentem przesądzającym o imigracji były właśnie wyższe pensje i niższe koszty życia w naszym kraju w porównaniu z tymi, które musieliby pokryć z wypłaty w swojej ojczyźnie. Liczyły się również opinie i doświadczenia znajomych. Co trzeci cudzoziemiec z Azji, Afryki czy Ameryki Płd. (30 proc.) przyjechał tu, bo w Polsce mieszkają i pracują jego przyjaciele mający pozytywne zdanie o życiu nad Wisłą.

Mimo takich opinii i rosnącej popularności Polski wśród obcokrajowców z odległych kierunków, wielu z nich przyznaje, że w razie potrzeby wyjedzie do innego kraju. Na liście najbardziej atrakcyjnych państw do zarabiania pieniędzy (oprócz Polski) znalazły się: Niemcy (31 proc.), Kanada (19 proc.), Szwajcaria (15 proc.), Wielka Brytania (14 proc.), Francja (12 proc.), USA (12 proc.), Włochy (11 proc.) i Holandia (9 proc.).

Interfejs – czy podlega ochronie prawnej jako część programu komputerowego?

Interfejs to pojęcie używane w informatyce, które odnosi się do sposobu, w jaki użytkownicy komunikują się z systemem komputerowym lub urządzeniem elektronicznym. W istocie stanowi on punkt styku między człowiekiem a maszyną, umożliwiając użytkownikowi wprowadzanie poleceń i otrzymywanie informacji w sposób zrozumiały i intuicyjny.

Interfejsy mogą przybrać różne formy, w zależności od rodzaju urządzenia i jego przeznaczenia.

Najpopularniejsze rodzaje interfejsów to przede wszystkim interfejsy użytkownika, które obejmują elementy, które widzi użytkownik i za pomocą których może korzystać z programu komputerowego. Może to być na przykład interfejs graficzny, który wykorzystuje takie elementy, jak przyciski, pola tekstowe, menu, czy okna dialogowe, lub interfejs wiersza poleceń, który umożliwia wprowadzanie komend za pomocą tekstu. Natomiast interfejs programistyczny aplikacji (API) stanowi zestaw reguł i protokołów, które z kolei programistom umożliwiają korzystanie z funkcji i usług udostępnianych przez daną aplikację lub system. API definiuje sposób, w jaki programy mogą komunikować się miedzy sobą i wykorzystywać funkcje udostępniane przez oprogramowanie. Interfejs sieciowy z kolei to punkt styku między urządzeniem lub systemem a siecią komputerową.

Czy zatem taki graficzny interfejs użytkownika programu komputerowego stanowi formę wyrażenia tego programu podlagającą ochronie przyznanej przez prawo autorskie programom komputerowym. Jak zakwalifikować prawnie bardziej przyjazne użytkownikowi korzystanie z programu, przykładowo za pomocą ikon lub symboli?

Co do zasady każda forma wyrażenia programu komputerowego musi być chroniona od chwili, gdy jej odtworzenie prowadziłoby do odtworzenia samego programu, pozwalając w ten sposób komputerowi na wypełnienie jego funkcji. Zgodnie z motywami dziesiątym i jedenastym dyrektywy 91/250 interfejsy są częściami programu komputerowego umożliwiającymi wzajemne połączenie i interakcję wszystkich elementów oprogramowania i sprzętu komputerowego z innym oprogramowaniem i sprzętem, jak również z użytkownikami, tak aby stały się one w pełni funkcjonalne. W szczególności graficzny interfejs użytkownika jest interfejsem interakcji, pozwalającym na komunikację pomiędzy programem komputerowym a użytkownikiem. W związku z tym graficzny interfejs użytkownika nie pozwala na powielanie tego programu komputerowego, lecz stanowi po prostu element tego programu, za pomocą którego użytkownicy wykorzystują właściwości omawianego programu.

TSUE orzekł, iż graficzny interfejs użytkownika nie stanowi formy wyrażenia programu komputerowego w rozumieniu art. 1 ust. 2 dyrektywy 91/250 w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych i nie może korzystać z ochrony przyznanej w prawie autorskim programom komputerowym na podstawie tej dyrektywy.

Podkreślił przy tym, że taki interfejs może podlegać ochronie przewidzianej w prawie autorskim ochrony jako utwór, zgodnie z dyrektywą 2001/29 w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, jeżeli stanowi wyraz twórczości intelektualnej swego autora i zostanie uznany za utwór. Zadaniem sądu krajowego jest zatem ustalenie, czy tak jest, biorąc pod uwagę w szczególności swoisty układ bądź konfigurację wszystkich elementów składowych będących częścią graficznego interfejsu użytkownika, w celu ustalenia tych, które spełniają kryterium oryginalności. W tym zakresie kryterium to nie będzie spełnione przez elementy składowe graficznego interfejsu użytkownika cechujące się wyłącznie ich funkcją techniczną.

Autor: r. pr. Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy