Kontynuacja spadku liczby kredytów udzielonych dla mikrofirm w październiku 2022 r.

W październiku 2022 r., w porównaniu do października 2021 r., banki udzieliły mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-24,2%), jak i wartościowym (-20,6%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (-47,6%) mniej kredytów inwestycyjnych, o (-21,6%) mniej kredytów obrotowych oraz o (-19,1%) w rachunku bieżącym. Dynamika wartości również była ujemna i wyniosła w kredyachw inwestycyjnych (-58,4%), kredytach obrotowych (-15,7%), a w rachunku bieżącym (-0,6%).

W okresie dziesięciu miesięcy 2022 r. liczba udzielonych kredytów w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. spadła o (-13,1%) w ujęciu liczbowym oraz o (-10,5%) w wartościowym. Przy czym w ujęciu ilościowym ujemna dynamika wystąpiła w przypadku wszystkich rodzajów kredytów, a najwyższa w przypadku kredytów inwestycyjnych (-33,8%). W ujęciu wartościowym ujemna dynamika dotyczyła kredytów inwestycyjnych (-32,8%) oraz kredytów obrotowych (-9,4%). Natomiast dodatnia dynamika charakteryzowała kredyty w rachunku bieżącym (+3,5%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Październikowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,63% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w październiku 2022 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 3,37%, kredyty w rachunku bieżącym 3,94% oraz kredyty obrotowe 9,99%.
W październiku 2022 r. w porównaniu do września 2022 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,17). Indeks pogorszył się (wzrósł) również w porównaniu do października 2021 r. o (+1,39). W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+2,29).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 10,6 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w październiku br., 5,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48,2%) i 2,6 tys. handlowe (24,1%). Łącznie 72,3% udzielonych w październiku 2022 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,489 mld zł, banki udzieliły 537 mln zł (36,1%) kredytów firmom z sektora usług oraz 448 mln zł (30,1%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w październiku 2022 r. 66,2% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.

W październiku 2022 r. najwyższy spadek r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania handlu (-28,1%) oraz produkcji (-27,2%). W ujęciu wartościowym w październiku 2022 r. w porównaniu do października 2021 r. ujemna dynamika dotyczyła kredytów dla wszystkich sektorów. Najwyższa ujemna dynamika dotyczyła wartości udzielonych kredytów firmom produkcyjnym (-26,8%) oraz usługowym (-26,0%).

W okresie styczeń-październik 2022 r. banki udzieliły mniej kredytów w porównaniu do analogicznego okresu ub.r. we wszystkich sektorach. Najbardziej spadła o (-17,9%) liczba kredytów udzielonych firmom handlowym oraz produkcyjnym (-17,0%). W ujęciu wartościowym banki udzieliły finansowania na niższą wartość firmom z trzech sektorów. Najwyższy spadek dotyczył udzielenia finansowania firmom produkcyjnym (-20,1%) oraz handlowym (-15,3%). W tym okresie wzrosła jedynie wartość udzielonych kredytów firmom budowlanym o (+2,0%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w październiku 2022 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 6,07%. Najlepszy (najniższy) odczyt w październiku br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcja i wyniósł 4,86%.

W porównaniu do października ub.r. Indeksy pogorszyły się (wzrosły) we wszystkich branżach: handlu (+1,84), usługach o (+1,47),budownictwie o (+1,16) oraz produkcji o (+0,63).

Przesyłki kurierskie dla e-commerce – poznaj korzystne rozwiązania dla sklepów internetowych

Pandemia wywołała ogromny wzrost popytu na zakupy internetowe. Branża e-commerce stanęła przed wielką szansą, ale i przed wyzwaniem dopasowania szybkości działania i cen dostaw do rosnących wymagań konsumentów. Sprzedający w sieci dostrzegli, że ich sukces w dużej mierze zależy od rzetelności i warunków firm oferujących przesyłki kurierskie.

Szybkie przesyłki kurierskie – usługa pierwszej potrzeby

Przesyłki kurierskie można dzisiaj śmiało nazwać usługą pierwszej potrzeby. Przez Internet zamawia się obecnie praktycznie wszystko: od odzieży i kosmetyków, przez jedzenie i leki, po wielkogabarytowe produkty. Firmy z branży e-commerce współpracują z multibrokerami kurierskimi. Dzięki temu są w stanie zaoferować klientom możliwie najszybszą, najtańszą i najbardziej dogodną dla każdego z nich formę dostawy zamówienia.

Specjalne warunki wysyłki paczek dla branży e-commerce

Poszczególni e-sprzedający często oferują zupełnie inne ceny wysyłki paczek o tych samych gabarytach i do tego samego kraju. Wynika to z warunków, jakie otrzymał dany przedsiębiorca od przewoźnika bądź brokera (pośrednika) kurierskiego. Wiadomo, że im większy sklep internetowy i więcej wysyłanych paczek, tym lepsze warunki można wynegocjować – zarówno na dostawy krajowe, jak i przesyłki kurierskie za granicę. W Internecie i na rzeczywistym rynku działają firmy, które oferują szybkie przesyłki kurierskie stricte dla branży e-commerce. Współpracują one z wieloma przewoźnikami, w tym także z rynkowymi liderami, jak InPost, DHL, UPS czy DPD. Korzystanie z usług pośrednika zwalnia przedsiębiorcę z obowiązku ustalania warunków wysyłki paczki oddzielnie z każdą firmą kurierską. Zresztą trudno sobie wyobrazić sytuację, że sklep online, który miesięcznie wysyła kilkaset czy kilka tysięcy paczek, musiałby codziennie po x razy negocjować ceny i terminy z przewoźnikiem…

Jak podaje platforma oferująca przesyłki kurierskie Ship Center, sklepy internetowe współpracujące z brokerem mogą zaoszczędzić na dostawach nawet 15 000 złotych rocznie.

Przesyłki kurierskie – korzystne rozwiązania dla sklepów internetowych

Niższe ceny wysyłki paczek to nie jedyna korzyść ze współpracy sklepu internetowego ze sprawdzonym multibrokerem kurierskim. Niektórzy pośrednicy oferują e-sprzedawcom:

  • dedykowaną platformę do obsługi przesyłek – z szybkim i przyjaznym interfejsem oraz możliwością bezpłatnej integracji ze sklepem internetowym lub dowolnym innym systemem sprzedażowym;
  • brak minimum wysyłkowego;
  • obsługę dowolnego typu przesyłek kurierskich– również niestandardowych i dużych, np. paletowych;
  • szybkie wypłaty pobrań – nawet w ciągu 1 dnia roboczego od doręczenia paczki adresatowi;
  • różne, dogodne formy rozliczeń, jak przedpłata lub fakturowanie zbiorcze;
  • opiekę dedykowanego opiekuna.

Rozwiązania te pozwalają przedsiębiorcy oszczędzić nie tylko pieniądze, ale również czas. Umożliwiają zbiorcze nadawanie paczek w kilka sekund. Zapewniają bezpieczeństwo i spokój. Przedsiębiorca może w pełni skupić się na rozwoju e-sprzedaży.

Czy mały sklep internetowy również może liczyć na tanie i szybkie przesyłki kurierskie?

Jak najbardziej! W takiej sytuacji warto poszukać punktu stacjonarnego lub e-platformy usług kurierskich dla firm, które współpracują z wieloma przewoźnikami i zapewniają konkurencyjne ceny, ale nie wymagają deklarowania konkretnej ilości przesyłek miesięcznie ani nie narzucają minimum wysyłkowego. Oczywiście im więcej paczek miesięcznie wysyłasz, tym korzystniejsze warunki uzyskasz. Dużym udogodnieniem dla raczkującego e-sklepu jest również brak konieczności podpisywania umowy z brokerem.

Wyniki finansowe Grupy Ignitis za dziewięć miesięcy 2022 r.

Międzynarodowy koncern energetyczny Grupa Ignitis informuje, że jej skorygowany zysk EBITDA za pierwsze dziewięć miesięcy 2022 r. wyniósł 357,2 mln euro. Połowę zysku stanowiły zielone moce wytwórcze Grupy, m.in. uruchomiona w tym roku w Polsce farma wiatrowa Pomerania. Udział zielonej energii elektrycznej wzrósł o jedną trzecią – do 89,5 proc. – w porównaniu z wynikiem z 2021 r.

Zielone inwestycje wzrosły trzykrotnie

Grupa Ignitis dokonała w tym roku rekordowo wysokich inwestycji, które wzrosły prawie trzykrotnie i osiągnęły kwotę 367,8 mln euro. Portfel tzw. zielonej generacji został powiększony o około 1,9 GW do 3,3 GW – w tym 0,3 GW w Polsce. Od końca 2021 roku Grupa powiększyła portfel OZE o około 1,9 GW do 3,3 GW – z czego na Litwie – 2,0 GW, w Polsce – 0,3 GW, a na Łotwie – 1,0 GW.

Zarząd Grupy Ignitis podjął decyzję o reinwestowaniu całego dodatkowego zysku wypracowanego w tym roku z zielonych mocy wytwórczych w budowę nowej infrastruktury energetycznej na Litwie. Tym samym dodatkowy zysk z OZE za 2022 r. nie zostanie skierowany na zwiększenie dywidendy za 2022 r., ale zostanie reinwestowany w celu przyczynienia się do zielonej transformacji.

Wzrost kapitału obrotowego netto

Kapitał obrotowy netto Grupy wzrósł o 582,3 mln EUR w porównaniu do 31 grudnia 2021 r. i osiągnął poziom 1 068,7 mln EUR. Wzrost kapitału obrotowego netto doprowadził do znacznie gorszego, tj. ujemnego wolnego przepływu środków pieniężnych w wysokości 626,6 mln EUR.

Tylko niewielka część dodatkowego kapitału obrotowego netto została sfinansowana przez zwiększony Skorygowany EBITDA, a większość została pokryta przez dodatkowe zaciągnięcie kredytu poprzez zabezpieczenie umów linii kredytowej w łącznej wysokości około 719 mln EUR (599 mln EUR na dzień 30 września 2022 r.). Spowodowało to wzrost zadłużenia netto do 1,5 mld EUR.

Głównymi przyczynami tej sytuacji były niższe ceny energii zawarte w regulowanych taryfach dla klientów w porównaniu do rzeczywistych cen rynkowych oraz wstrzymanie zakupów gazu ziemnego od Gazpromu i zastąpieniem go ładunkami LNG od początku kwietnia 2022 roku.

Rozwój biznesu

Realizacja portfela projektów przebiega zgodnie z planem, z niewielkim opóźnieniem w farmie wiatrowej Możejki (COD przesunięte na II kw. 2023 z I kw. 2023 r.) ze względu na problemy z dostępnością sieci w Polsce, oczekiwana moc portfela i CAPEX polskiego portfela fotowoltaicznego II są dostosowywane odpowiednio do około 40 MW (z 80 MW) i do 30 mln EUR (z 50 mln EUR).

Za I połowę 2022 r. Grupa Ignitis wypłaciła dywidendę w wysokości 0,624 EUR na akcję, co odpowiada 45,2 mln EUR. Po dobrych wynikach segmentu tzw. zielonej generacji Grupa oczekuje, że prognoza skorygowanego zysku EBITDA na 2022 r. znajdzie się w przedziale 420-460 mln EUR.

Grupa Ignitis została oceniona przez agencję ratingową ISS i otrzymała ocenę „C”, co plasuje ją na 6. miejscu wśród firm użyteczności publicznej w zakresie zarządzania najistotniejszymi ryzykami ESG.

Przybywa firm z problemami finansowymi. Najwięcej zatorów płatniczych w przemyśle, ale najwyższy wzrost w budownictwie

Znakomita większość przedsiębiorców przyznaje, że zdarza im się otrzymywać płatności od kontrahentów po upływie wyznaczonego terminu płatności. W IV kw. br. wspomina o tym aż 83 proc. firm z sektora MŚP. Aktualny pozostaje też problem faktur przeterminowanych o ponad 30 i 60 dni — mimo nieznacznej poprawy w stosunku do ostatniego pomiaru. To efekt zbliżającego się końca roku i porządkowania firmowych finansów. Podobnie jak przed trzema miesiącami, o przedawnieniach o ponad dwa miesiące informuje niemal co trzeci przedsiębiorca. Zdecydowanie lepiej jest w handlu, a znacznie gorzej w budownictwie – wynika z badania Skaner MŚP realizowanego cyklicznie dla BIG InfoMonitor prowadzącego Rejestr Dłużników.

Przerwane łańcuchy dostaw i powszechny wzrost kosztów to niejedyne wyzwania, z jakimi mierzą się dziś przedsiębiorcy. Także nieterminowe płatności są problemem, zwłaszcza dla najmniejszych firm. Aż 83 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP przyznaje, że zdarza im się otrzymywać pieniądze po terminie płatności, odsetek ten wzrósł o 9,4 pkt. proc. w stosunku do poprzedniego kwartału – wynika z badania Skaner MŚP przeprowadzonego dla BIG InfoMonitor w IV kwartale.

– Nie powinno się bagatelizować opóźnień w płatnościach, bo utrata płynności finansowej, może doprowadzić firmę do bankructwa. Niewypłacalny kontrahent staje się główną przyczyną problemów finansowych podmiotów, które z nimi współpracują. Opóźnienia w płatnościach od jednego gracza może wywołać efekt domina, który sprawia, że w gospodarce tworzą się zatory płatnicze. Są one groźne zwłaszcza w czasie spowolnienia gospodarczego – zaznacza Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Czarny sen polskich przedsiębiorców

Zgodnie z danymi z raportu Skaner MŚP niemal co 3. przedsiębiorca, który miał w ostatnim półroczu należności przeterminowane o ponad 2 miesiące, ocenia, że taka sytuacja jest efektem tego, że kontrahenci sami nie otrzymują płatności na czas, dlatego opóźniają innym. Nadal 81 proc. firm wystawia faktury z odroczonym terminem płatności, klienci dopiero co piątej firmy płacą z góry.

Choć w czwartym kwartale widoczny jest spadek faktur przeterminowanych o ponad 30 dni oraz nieznaczny tych o ponad 60 dni, problem jest wciąż powszechny. Do posiadania faktur przeterminowanych o więcej niż 30 dni przyznało się 42,9 proc. firm z sektora MŚP sprzedających z odroczonym terminem płatności. W relacji do ostatniego pomiaru jest ich mniej o 7,9 pkt. proc. Jeśli chodzi o płatności spóźnione o co najmniej 60 dni, to odsetek ten wyniósł 34,7 proc. (w porównaniu z 36,7 proc. w poprzedniej fali badania w III kwartale).

W grupie firm cierpiących z powodu opóźnień w płatnościach istotnie częściej znajdują się małe (10-49 osób) i średnie przedsiębiorstwa (50-249 osób) oraz producenci.

– Spadek odsetka firm, które nie mogą doczekać się swoich pieniędzy, zawsze widzimy w końcówce roku. Firmy czyszczą swój bilans, zamykają rok finansowy. Wierzyciele podejmują intensywniejsze działania w celu odzyskania należności, a dłużnicy starają się spłacić długi, by w nowy rok wejść z czystym kontem – komentuje Sławomir Grzelczak. – Łatwiej też jest spłacić świeższe długi, stąd szybciej regulowane są te z 30-dniowym terminem wymagalności. Dlatego liczba firm, które mają krócej przeterminowane należności, spada szybciej niż tych, które mówią o należnościach dłuższych niż 60 dni – dodaje.

Koniec roku z najwyższym przyrostem zatorów płatniczych w budownictwie
Źródło: badanie Skaner MŚP zrealizowane przez Keralla Research dla BIG InfoMonitor, IV kwartał 2022 r.

Najwięcej zatorów w przemyśle, ale najwyższy wzrost w budownictwie

W IV kwartale br. wzrósł odsetek firm skarżących się na problemy z uzyskaniem płatności od kontrahentów w trzech analizowanych cyklicznie sektorach. Szczególnie w budownictwie – o 18 pkt. proc. do 39 proc. oraz w przemyśle i usługach — po 3 pkt. proc. i obecnie o opóźnieniach o ponad 2 miesiące mówi co drugi przedstawiciel branży przemysłowej i co czwarty usługowej.

– Wzrost problemów z terminami płatności w branży budowlanej jest wynikiem załamania koniunktury na rynku inwestycji zarówno prywatnych, jak i publicznych. Wskaźnik udziału Inwestycji w PKB spadł do poziomu 15 proc. i jest to jeden z najniższych poziomów wśród krajów UE. Do tego doszły jeszcze dwa czynniki kosztotwórcze: po pierwsze wzrost cen materiałów budowlanych oraz energii. To wszystko spowodowało, że część firm budowlanych, które w ostatnich latach korzystały na koniunkturze, a w szczególności na boomie na rynku mieszkaniowym, zaczęła odczuwać efekty spowolnienia, a jednym z nich jest wzrost zatorów płatniczych – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

Wyjątek stanowi tu handel oraz transport. Co ciekawe, jeszcze w poprzednim kwartale na czele sektorów z największymi kłopotami z zatorami płatniczymi stał właśnie handel, gdzie o opóźnieniach przekraczających 60 dni w ostatnich sześciu miesiącach mówił co drugi przedstawiciel branży (51 proc.). Obecnie notujemy zdecydowaną poprawę – o -16 pkt. proc. do 35 proc. Podobnie było w transporcie odsetek firm, które mają opóźnienia spadł o -11 pkt. proc. do 26 proc. i jest to sektor, który stosunkowo najrzadziej przyznaje się do zatorów płatniczych. W przypadku transportu może to wynikać ze spadku cen paliw.

Najwięcej zatorów w przemyśle, ale najwyższy wzrost w budownictwie
Źródło: badanie Skaner MŚP zrealizowane przez Keralla Research dla BIG InfoMonitor, IV kwartał 2022 r.

W każdej branży przybyło firm z problemami

Problem zatorów płatniczych potwierdzają również dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych Biura Informacji Kredytowej (BIK). Wzrost liczby firm z długami zaobserwowaliśmy w każdej z analizowanych w badaniu Skaner MŚP branż. Najwyższy skok liczby firm wpisanych do obu tych baz odnotowano na koniec września br. w usługach (o 10 proc.), a następnie w transporcie (o 6,7 proc.) oraz w budownictwie (o 3,9 proc.) i w przemyśle (o 3 proc.), nieznacznie przybyło też zadłużonych firm handlowych (o 0,5 proc.).

Przeterminowane długi budownictwa wynosiły z końcem września już prawie 5,7 mld zł, z jeszcze większymi zaległymi zobowiązaniami borykał się przemysł, bo tam saldo przeterminowanych długów osiągnęło już blisko 6,9 mld zł. Długi firm handlowych osiągnęły zawrotną kwotę prawie 8,2 mld zł. Najwyższy udział zadłużonych firm wśród wszystkich przedsiębiorstw jest natomiast w transporcie – 8,8 proc. Z kolei najwięcej zaległych zobowiązań względem banków i kontrahentów przybyło branży usługowej – o 105,5 proc.

Rozmowa z dłużnikiem, dokładna weryfikacji i przedpłaty – podstawowe działania w celu zwalczania zatorów

Najczęściej wdrażane działania firm mające na celu odzyskanie należności to aktualnie rozmowa z dłużnikiem (38,4 proc.), dokładna weryfikacja kontrahenta (15,8 proc.) oraz przedpłaty (13,3 proc.). Coraz więcej przedsiębiorców próbuje radzić sobie z dłużnikami wydłużając terminy płatności. Część badanych zauważa zmianę postawy u samych klientów, którzy starają się płacić w terminie. Reprezentanci małych przedsiębiorstw (10-49 osób) istotnie częściej informują o weryfikacji kontrahentów przed współpracą. Z kolei o stosowaniu przedpłat czy płatności gotówkowych, mówią głównie przedstawiciele firm handlowych i produkcyjnych. Oprócz tego nawiązują one także współpracę z radcą prawnym.

– Utrata wizerunku wiarygodnego szefa, spadek lub brak zaufania ze strony kontrahentów, pogorszenie wiarygodności kredytowej i płatniczej czy znalezienie się w Rejestrze Dłużników BIG jako niesolidny płatnik, to negatywne konsekwencje zatorów płatniczych. Mogą one być dla firm niepłacących w terminie swoich zobowiązań wieloaspektowe i wyjątkowo nieprzyjemne. Również dla firm, które nie uzyskują w terminie płatności za sprzedane towary, produkty czy zrealizowane usługi, konsekwencje ekonomiczne są zazwyczaj duże, w tym utrata płynności finansowej lub bankructwo. Dlatego jednym z priorytetów przedsiębiorców powinno być wczesne wdrożenie w życie działań zmniejszających ryzyko biznesowe, np. regularnego sprawdzania kontrahentów w Rejestrze Dłużników BIG – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, październik 2022 r.

Deloitte: rośnie popularność subskrypcji

Polscy konsumenci coraz chętniej korzystają z serwisów streamingowych, a szczególny wzrost popularności, jeśli chodzi o średnią liczbę subskrypcji do platform wideo, widać wśród oglądających w wieku 25-34 lata. W przeliczeniu na osobę Polacy posiadają abonament do średnio ponad dwóch serwisów umożliwiających streaming treści wideo wynika z kolejnej edycji raportu “Digital Consumer Trends 2022”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Rośnie popularność serwisów streamingowych – z subskrypcji filmów na żądanie korzysta już 72 proc. respondentów, podczas gdy z serwisów muzycznych 41 proc. dorosłych Polaków ankietowanych w badaniu Deloitte. Na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy zaobserwowano 9-proc. przyrost użytkowników subskrypcji umożliwiających dostęp do produkcji filmowych i 24-proc. wzrost w przypadku utworów muzycznych. Dostęp do serwisów VOD posiada blisko 9 na 10 dorosłych mieszkańców Polski poniżej 24. roku życia, czyli grupa, która teoretycznie dysponuje mniejszym budżetem. To pokazuje, że młode pokolenie zdecydowanie zwraca się w kierunku modelu subskrypcyjnego, zakładającego dostęp do towarów i usług w wersji zdalnej, cyfrowej i domowej.

Autorzy raportu Deloitte zwracają jednak uwagę, że przy obecnym poziomie rozwoju rynku płatnych subskrypcji treści wideo trudno spodziewać się znaczących wzrostów w najbliższych latach. Obecnie najwyższy przyrost użytkowników obserwuje się wśród osób w wieku 45-54 lata (17 proc. rok do roku), co ma związek z relatywnie niższą popularnością usług w tej grupie w porównaniu z młodszymi widzami.

Wydaje się, że w 2022 roku polski rynek płatnych treści streamingu wideo osiągnął pewną dojrzałość. Stopień penetracji rósł u nas znacząco rok do roku, osiągając poziom obserwowany na rozwiniętych rynkach, takich jak Wielka Brytania. Co ciekawe, nie tylko zwiększa się liczba subskrypcji ogółem, ale także w przeliczeniu na osobę. To pokazuje, że użytkownikom serwisów VOD trudno jest wybrać jedną usługę, która zaspokoi ich wymagania. W konsekwencji szukają oni różnych subskrypcji, testując i wykorzystując możliwości, które daje im tak zróżnicowany rynek – mówi Ścibor Łąpieś, partner associate, lider Technology/IT M&A, Deloitte.

Domowe zacisze i serwis VOD zamiast sali kinowej

W ostatnim roku co czwarty ankietowany wykupił dostęp do nowej usługi streamingu wideo (26 proc.). O zainteresowaniu testowaniem usług dostępnych na polskim rynku świadczy rosnąca liczba posiadanych subskrypcji wideo w przeliczeniu na osobę – z niespełna 2 do 2,3. Rekordzistami okazali się użytkownicy w wieku 25-34 lata, którzy korzystają średnio z 2,68 abonamentów treści wideo na osobę.

Podobnie jak rok temu na rezygnację z posiadanego abonamentu na usługi streamingu zdecydowało się 11 proc. respondentów, przy czym większość z nich deklaruje chęć powrotu do zakupu subskrypcji. W tym roku jednak po raz pierwszy wśród głównych przyczyn rezygnacji konsumenci wskazali czynniki związane z koniecznością oszczędzania i optymalizacji wydatków przeznaczanych na rozrywkę, a nie dotyczące jakości czy dostępności interesujących treści wideo. Obserwowane w ostatnich miesiącach nastroje w zakresie sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych nie skłaniają do prognozowania dalszych, istotnych wzrostów, jeśli chodzi o nasycenie rynku płatnymi usługami VOD.

Zwrot konsumentów w stronę serwisów VOD nie pozostaje bez wpływu na sytuację kin. Zaledwie co piąty ankietowany Polak stwierdził, że woli obejrzeć premierę na dużym ekranie, natomiast ponad połowa badanych do oglądania nowości filmowych wybiera domowe zacisze i serwis VOD.

– Obecna sytuacja na rynku rozrywki filmowej przywodzi na myśl kryzys kina z lat 70., spowodowany pojawieniem się nowego formatu – telewizji z serialami. Dzisiaj to serwisy subskrypcyjne zmieniają zachowania konsumentów. Wydaje się, że w krótkim terminie liczba ekranów kinowych spadnie, choć z drugiej strony cyfrowe znużenie może sprawić, że popularniejszy stanie się model curated content, czyli prezentowanie sformatowanych treści istotnych z punktu widzenia odbiorcy. W efekcie branża kinowa może odrodzić się za kilka lat w nieco innym kształcie, bardziej dopasowanym do specyficznej grupy przyszłych odbiorców – mówi Ścibor Łąpieś.

Młodzi grają rzadziej

Gry on-line stają się coraz powszechniejszym sposobem spędzania wolnego czasu przez Polaków. 63 proc. uczestników badania Deloitte przyznało, że korzysta z takiej rozrywki, a 40 proc. robi to codziennie. Najwięcej (blisko 80 proc.) grających wciąż można znaleźć wśród badanych mających od 18. do 24. lat, choć w porównaniu do 2021 r. liczba intensywnie grających najmłodszych mieszkańców Polski spadła o 13 proc. Warto zwrócić uwagę, że jest to grupa wiekowa, która najmocniej identyfikuje się ze stwierdzeniem, że chciałaby spędzać mniej czasu przy urządzeniach elektronicznych.

Obecnie coraz bardziej popularny staje się płatny dostęp do serwisów oraz zakupy i mikropłatności dokonywane w trakcie rozgrywki. Blisko połowa ze wszystkich grających posiada subskrypcję usług gamingowych (45 proc.), a na inwestycję dodatkowych środków decyduje się co trzeci zainteresowany tą formą rozrywki. Czynnikiem różnicującym podejście do płatności jest m.in. wiek. Dla młodszych użytkowników (wśród których przodują osoby w wieku 18-24 lata) mikropłatności stanowią nieodłączny element e-rozrywki, podczas gdy osoby powyżej 45. roku życia swoją przygodę z gamingiem zaczynały w czasach, gdy funkcjonowała zasada „płać raz i graj zawsze”, a tym samym mogą być mniej skłonne do inwestowania dodatkowych środków.

Mało znany metaverse

Wprawdzie 49 proc. ankietowanych przyznaje, że spotkało się z pojęciem metaverse, to jednak co czwarty nie posiada większej wiedzy w tej dziedzinie. Co drugi badany wskazuje również brak zainteresowania technologią VR. Nie dziwi więc fakt, że jedynie 7 proc. Polaków deklaruje posiadanie zestawów umożliwiających korzystanie z rozszerzonej rzeczywistości. Jako główne przyczyny takiego stanu rzeczy wskazano: brak zainteresowania nową technologią (26 proc.), wysoką cenę urządzeń (23 proc.) oraz preferencje dla interakcji w świecie rzeczywistym (20 proc.).

– Chociaż nasze społeczeństwo dopiero zaczyna poznawać metaverse i potrzebuje wiedzy na temat tej technologii, to nie ulega wątpliwości, że coraz częściej będziemy ją spotykali  w medycynie, edukacji, handlu czy branży szkoleniowej. Spowodowane pandemią COVID-19 przeniesienie szeregu aktywności do przestrzeni cyfrowej stało się dodatkowym impulsem do rozwoju technologii, w tym wirtualnej rzeczywistości, Web 3.0 czy edge computing. Z perspektywy konsumentów dla dalszego upowszechnienia wielu technologii kluczowa wydaje się przepustowość łączy internetowych, gdyż obecnie to jakość połączenia z siecią stanowi często barierę w korzystaniu z nowych możliwości w świecie cyfrowym – mówi Sławomir Lubak, partner, lider branży telekomunikacji, mediów i technologii (TMT), Deloitte.

Głośna sprawa WIBOR-u wcale nie musi oznaczać lawiny pozwów wobec banków

Eksperci o sprawie WIBOR-u: Banki powinny wykazać się większą elastycznością w ocenie problemu. Inaczej może się to skończyć tak jak z frankowiczami. 

Według części prawników, niedawne postanowienie Sądu Okręgowego w Katowicach może być przełomowe w kwestii kredytów złotowych. Wprawdzie jeszcze nie przesądza o ostatecznym wyroku, ale kredytobiorca ma płacić raty wyliczone bez WIBOR-u. I tak będzie przynajmniej przez okres trwania procesu. Mówi się również, że ten przypadek będzie wzbudzał spore zainteresowanie stron i może mieć podobny przebieg do typowej sprawy frankowowej. Pojawiają się także opinie, że wiele tego typu umów kredytowych może mieć wady. Jednak zdaniem ekspertów, na lawinę pozwów złotówkowiczów trzeba będzie długo poczekać. Do tego znawcy tematu dodają, że banki mogą zacząć chętniej zawierać ugody, żeby nie powtórzył się taki scenariusz jak z frankowiczami. Oczywiście czas pokaże, jak będzie to wyglądało w praktyce. Jedno jest jednak pewne, że instytucje bankowe muszą przygotować się na podejście do tego tematu, żeby nie powtórzyć błędów z kredytami walutowymi.

Raty bez WIBOR-u

W przestrzeni publicznej szeroko komentowane jest niedawne postanowienie Sądu Okręgowego w Katowicach. Zadecydowano, że w ramach zabezpieczenia powództwa kredytobiorca złotowy będzie płacił ratę kredytu wyliczoną bez WIBOR-u, wyłącznie na podstawie marży 2,19%. Będzie ona mniejsza niż w dniu zawarcia umowy kredytu, zmniejszy się z blisko 6700 zł do około 1700 zł.

– To postanowienie jest przełomowe, aczkolwiek o niczym nie przesądza. Jedynie oznacza ono, że na czas trwania postępowania sądowego, a więc do czasu uzyskania prawomocnego wyroku, kredytobiorca będzie zobowiązany płacić raty kredytu z pominięciem jego kosztu, wyznaczonego przez WIBOR. Zazwyczaj uzasadnieniem dla zastosowania tego rodzaju zabezpieczenia jest uprawdopodobnienie roszczenia, a więc dość mocna argumentacja, przemawiająca za jego zasadnością – komentuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Według adwokata Jakuba Bartosiaka z Kancelarii MBM Legal, jest to ważne postanowienie. Wskazuje, że sąd uwzględnił przytoczone we wniosku argumenty o wadliwości stosowania oprocentowania WIBOR. Ale to nie przesądza jeszcze o ostatecznym wyroku. Jak przewiduje ekspert, to postępowanie potrwa przynajmniej 2-3 lata. Płacenie niższej raty przez ten okres może być dużym ułatwieniem w bieżącej sytuacji gospodarczej.

– Należy założyć, iż sąd odnalazł w uzasadnieniu wniosku o zabezpieczenie na tyle silne argumenty uprawdopodobniające roszczenie, iż zdecydował się je wydać. Bank z pewnością złoży zażalenie. Jeśli sąd utrzyma zabezpieczenie, to kredytobiorca będzie na czas trwania sprawy płacił raty bez WIBOR-u. Jednak z ostrożności doradzałbym odkładać pozostałą cześć niezapłaconej raty na ewentualność niekorzystnego rozstrzygnięcia końcowego – dodaje mec. Adrian Goska.

Jak z frankowiczami?

Eksperci prawni z Kancelarii SubiGo podkreślają, że na tym etapie sprawy sąd nie zagłębiał się w istotę zasad ustalania stawek referencyjnych. To wymaga bowiem wielu opinii oraz badań. Najprawdopodobniej więc sąd uznał, iż kredytobiorca nie był należycie poinformowany o zasadach i ryzykach zmienności ww. stawek, która wpływa na koszt kredytu.

– Żądanie strony wnioskującej musi być uprawdopodobnione, aby zostało wydane zabezpieczenie w dowolnej sprawie. Sąd uznał, że w tym przypadku tak jest. To pozwala na optymizm, ale nie daje pewności co do końcowego rozstrzygnięcia. Pierwsze tego typu sprawy będą uważnie obserwowane przez zainteresowane strony. Na pewno część wyroków oceni Sąd Najwyższy czy TSUE. W sprawach frankowych zajęło to kilka ładnych lat. Jednak początkowo mało kto dawał kredytobiorcom jakiekolwiek szanse na wygraną – analizuje mecenas Bartosiak.

Znawcy tematu prognozują, że opisywany przypadek może potoczyć się tak, jak sprawy frankowe. To oznacza działania w kierunku ustalenia nieistnienia stosunku prawnego z uwagi na nieważność całej umowy kredytu. Ewentualnie możliwe jest jej „odwiborowanie”, czyli usunięcie jedynie tego składnika wpływającego na oprocentowanie kredytu.

– W tym pierwszym wariancie konsekwencją dla stron umowy nieważnej będzie konieczność wzajemnego zwrotu świadczeń. W takiej sytuacji kredytobiorca oddaje jedynie wypłacony mu przez bank kapitał, a kredytodawca zwraca sumę wszystkich wpłat kredytobiorcy. Natomiast jeśli dojdzie do „odwiborowania”, to umowa nadal będzie wykonywana z pominięciem stawki referencyjnej. W efekcie oprocentowanie kredytu będzie równe jedynie marży banku, której wielkość się nie zmieni. Zwykle wynosi ona około 1-3%. Jednak nowe produkty bankowe mogą być już droższe, np. z powodu dodatkowych opłat – ostrzega Adrian Goska.

Ugody i pozwy

W mediach pojawiają się również opinie ekspertów, że w wielu przypadkach umowy kredytów złotowych mają wady, które mogą prowadzić do ustalenia ich nieważności. Ewentualnie może dojść do wyeliminowania z umowy postanowień, na podstawie których w ostatnim czasie tak znacząco zwiększyło się oprocentowanie kredytów.

– W pierwszej kolejności zwracamy się do kredytodawców z propozycją aneksów do umów kredytowych. Jeśli banki nie wykażą się elastycznością w tym zakresie, to w przyszłości mogą znaleźć się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej obecnie są w przypadku tzw. kredytów walutowych. Może to wymagać kilku lat, przejścia sprawy przez Sąd Najwyższy lub TSUE. Ale jeśli zapadnie kilka korzystnych wyroków dla złotówkowiczów, to spodziewam się masowego składania pozwów. Warto jednak pamiętać o tym, że do WIBOR-u odwołują się umowy leasingowe, zwykłe kredyty gotówkowe czy konsumpcyjne. Produktów wykorzystujących ten wskaźnik jest zatem dużo więcej niż niecały milion zaciągniętych kredytów frankowych – mówi Jakub Bartosiak.

Zdaniem mecenasa Goski, na lawinę pozwów złotowkowiczów przyjdzie nam jeszcze poczekać. Proces decyzji kredytobiorców, aby pozwać bank jest czasochłonny i skompilowany. Klienci dość długo ważą ryzyka i korzyści płynące z procesu. Dopóki nie utrwali się korzystna linia orzecznicza dla złotówkowiczów, pozwy będą kierować tylko najodważniejsi albo najbardziej zdesperowani ludzie. Jak podkreśla ekspert, banki zupełnie zaniechały rozmów z frankowiczami, a proces ugód wystartował o wiele za późno. Konsekwencją tego jest lawina pozwów i olbrzymi wpływ przegranych spraw na wyniki finansowe banków. Radca prawny prognozuje, że w przypadku WIBOR-u kredytodawcy będą bardziej skłonni do ugód, ale najprawdopodobniej nastąpi to dopiero, gdy zaczną być wydawane prawomocne wyroki w tych sprawach.

– Całkowite unieważnienie umów może także oznaczać konieczność szybkiego zwrotu kapitału kredytu, na co nie wszyscy kredytobiorcy będą mogli sobie pozwolić. W mojej ocenie, właściwym kierunkiem jest wyeliminowanie z umów oprocentowania WIBOR z jednoczesnym pozostawieniem w mocy pozostałej części umowy. Jednak warto pamiętać, że odpowiada ono jedynie za część raty. Ewentualne korzyści – choć w perspektywie całego kredytu znaczące – mogą nie być spektakularne – podsumowuje ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Masz jednoosobową działalność gospodarczą? Twoje szanse na kredyt mieszkaniowy topnieją

Drastyczny wzrost kosztów pożyczonego pieniądza uderza w zdolność kredytową Polaków. Wśród potencjalnie zainteresowanych kredytem, jedna grupa jest w szczególnie trudnej sytuacji – to najmniejsi przedsiębiorcy. Eksperci portalu GetHome.pl postanowili sprawdzić, czy rzeczywiście samozatrudnieni są surowiej traktowani przez banki.

Ostrożne szacunki wskazują, że w porównaniu do jesieni 2021 (sprzed serii podwyżek stóp procentowych) zdolność kredytowa przeciętnego klienta banków zjechała o ponad połowę, a nawet 60 procent. Wpływ na taki stan rzeczy ma oczywiście wzrost stopy referencyjnej NBP, a co za tym idzie i wskaźnika WIBOR “odpowiedzialnego” za wysokość rat kredytów, które płacimy. To jednak nie wszystko.

Zgodnie z wytycznymi Komisji Nadzoru Finansowego banki powinny wyliczać możliwość spłaty zobowiązania przy zwiększonym buforze ostrożnościowym, a więc sprawdzić, czy klient poradziłby sobie ze spłatą, gdyby stopy procentowe, a więc i WIBOR a finalnie oprocentowanie kredytu poszło do góry. Do wiosny 2022 bufor ostrożnościowy wynosił 2,5 pp. Obecnie jest to jednak 5 pp. Tak więc bankowcy wyliczając, ile możemy pożyczyć, sprawdzają nie tylko możliwość spłaty rat kredytowych przy WIBOR 3M na poziomie 7,5 proc., ale również w sytuacji, gdy wyniósłby 12,5 proc.

Wg szacunków zdolności kredytowej singiel zarabiający aktualnie 4000 zł netto nie miałby szans na zaciągnięcie kredytu na 30 lat na kwotę przekraczającą 200 tys. zł. Jest więc praktycznie bez szans, by na największych rynkach mieszkaniowych, takich jak Warszawa, Wrocław, Kraków kupić choćby najmniejsze dwa pokoje.

Dochód w wysokości 8 tys. zł na rękę pozwala na zaciągnięcie kredytu w wysokości między 200 a 300 tys. zł. W praktyce bardzo wiele zależy od polityki kredytowej banku, pozostałych zobowiązań kredytobiorcy itp. Nawet zarobki w wysokości 10 tys. zł na rękę nie dają szansy na uzyskanie kredytu na większe mieszkanie. W większości banków osoba lub para z takimi dochodami może liczyć na kredyt w wysokości 400 – 500 tys. zł.

Z niektórych wyliczeń wynika, żeby myśleć o dwu pokojowym mieszkaniu w Warszawie w średniej cenie – modelowa para powinna zarabiać około 13 tys. zł na rękę.

Nic dziwnego, że tak niskie możliwości finansowania z banków skutecznie stopują akcję kredytową. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że we wrześniu 2022 banki podpisały nieco ponad 7 tys. umów kredytowych. Spadek rok do roku jest drastyczny – o ponad 70 proc. zarówno jeśli chodzi o liczbę, jak i wartość udzielonych kredytów.

Przedsiębiorca na cenzurowanym

Wśród potencjalnych kredytobiorców, grupą która ma jeszcze trudniej, są osoby prowadzące działalność gospodarczą. Bankowcy analizując możliwości finansowe klientów sprawdzają również stabilność ich zatrudnienia i dochodów. Najlepszym  kredytobiorcą dla banków jest osoba zatrudniona na umowę o pracę na czas nieokreślony, najlepiej w bezpiecznym finansowo zawodzie- gdzie zarobki i sama praca nie są uzależnione od koniunktury. W “cenie” są więc np. mundurowi, urzędnicy, pracownicy służby zdrowia, nauczyciele itp.

Prywatny przedsiębiorca, a zwłaszcza ten najmniejszy, samozatrudniony – prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą – to dla sektora finansowego klient niepewny.  Taka osoba starająca się o kredyt stanie przed szeregiem dodatkowych wymogów do spełnienia i będzie dokładniej “prześwietlona” przez banki. Zazwyczaj też dostanie niższy kredyt, niż osoba z tymi samymi dochodami, zatrudniona na umowę o pracę  na czas nieokreślony.

W szczególnie trudniej sytuacji są najmniejsi przedsiębiorcy. Z informacji, które uzyskaliśmy, wynika że osoba prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą, która w roku ubiegłym uzyskała dochód na poziomie 72 tys. zł netto , a więc średnio 6 tys. zł miesięcznie na rękę, nie posiadająca zobowiązań finansowych, może aktualnie liczyć na 25 – letni kredyt w wysokości 160 – 190 tys. zł. A więc mogłaby pożyczyć podobną kwotę, co singiel zarabiający 4000 zł netto, tyle że zatrudniony na umowę o pracę.

Taki kredytobiorca w praktyce “wypada” z wielkomiejskiego rynku mieszkaniowego. Przy obecnych cenach nie będzie go stać nawet na zakup kawalerki.

Wyboista droga do kredytu

Przedsiębiorcę który stara się o kredyt, oprócz niższej kwoty możliwej do uzyskania, czeka również znacznie więcej formalności i wymogów, koniecznych do spełnienia, by sfinalizować sprawę.

Przede wszystkim jego firma musi działać odpowiednio długo. Banki oczekują, że będzie funkcjonować przynajmniej 12, a niektóre- 24 miesiące. Nieco lepiej jest w sytuacji, gdy przedsiębiorca wykonuje swoją pracę dla byłego pracodawcy, u którego miał umowę. Jeśli przeszedł na działalność gospodarczą, ale nadal w sposób ciągły “obsługuje” ten sam podmiot, może wystarczyć, że jego firma będzie na rynku tylko przez 3 – 6 miesięcy.

W tym celu trzeba będzie jednak wykazać, że klient, któremu wystawia się faktury, wcześniej był naszym pracodawcą, oraz że zakres wykonywanej pracy i jej charakter się nie zmieniły.

Stabilność i jeszcze raz stabilność

Druga niezwykle istotna sprawa to uzyskiwane miesięczne dochody. Jak już zaznaczyliśmy, banki preferują stabilność. Na pewno od osoby składającej wniosek zażądają PIT za zeszły rok, ale też sprawdzą, jakie miesięczne dochody uzyskuje przedsiębiorca. Dobrze by było, żeby były one zrównoważone. Jeśli zarobki są mocno “rozstrzelone” w poszczególnych miesiącach, będzie to istotny minus, który może zniwelować szansę na uzyskanie finansowania. Bankowcy założą, że przy wahaniach dochodu, mogą pojawić się miesiące, w których kredytobiorca nie zdoła spłacić raty i dopiąć swego budżetu.

To samo dotyczy sytuacji, w której biznes przez jakiś czas był zawieszony. Instytucja finansowa może uznać, że działalność jest niestabilna, co może przekreślić szansę na kredyt.

Ryczałt niemile widziany

Oprócz stabilności zarobkowania i czasu funkcjonowania dla banków istotna jest również forma rozliczeń podatkowych. Dobrze jest prowadzić rozliczenie na zasadach ogólnych. W najgorszej sytuacji są rozliczający się ryczałtem i na kartę podatkową. Ci pierwsi płacą podatek od przychodu, wg stawki uzależnionej od rodzaju działalności. Od 2022 obowiązują następujące stawki ryczałtu: 17%, 15%, 14%, 12,5%, 12%, 10%, 8,5%, 5,5%, 3% i 2%.

Ponieważ banki “nie wiedzą”, jakie faktycznie koszt związane z firmą ponosi przedsiębiorca, a więc jaki ma dochód (podatek ryczałtowy wylicza się od przychodu), albo wycofują swoją ofertę dla ryczałtowców w ogóle, albo przyjmują arbitralnie jakiś odsetek przychodów za dochód – np. 70 proc., choć może być to i znacznie mniej.

Podobnie ma się rzecz w przypadku rozliczenia na zasadzie karty podatkowej. W takiej sytuacji jej właściciel nie musi w ogóle składać zeznań podatkowych, nie jest zobowiązany do prowadzenia księgowości, a należną daninę ustaloną przez naczelnika urzędu skarbowego, płaci co miesiąc. Wysokość podatku nie jest uzależniona od dochodów, a od rodzaju działalności, liczby pracowników, a także od liczby mieszkańców miejscowości, gdzie działa firma.

Ta forma opodatkowania pozbawia analityków bankowych zupełnie wglądu w sytuację finansową firmy. Nie jest ona mile widziana przez instytucje finansowe.

Ważne jest też, że w przypadku karty podatkowej i ryczałtu, wszystkie inne zobowiązania, które można by wliczyć w koszty prowadzenia firmy – np. leasing operacyjny samochodu, czy kredyt ratalny, będą bezpośrednio obniżały zdolność kredytową wnioskodawcy. Jeśli firma rozlicza się na zasadach ogólnych, to na przykład – część odsetkową kredytu można wciągnąć w koszty, podobnie jak raty leasingowe.

Zaległości w ZUS i ryzykowna działalność

Oczywiście niemile widziane są wszelkie opóźnienia, czy braki spłat zobowiązań – także składek ZUS czy podatku do US. Poza tym banki przyjrzą się dokładnie branży, w jakiej działa firma. Jeśli zostanie ona uznana za ryzykowną, o kredyt będzie trudniej. W czasie pandemii za ryzykowne postrzegano te sektory gospodarki, które były bezpośrednio narażone na restrykcje – m.in. handel, działalność hotelową, fryzjerską, gastronomiczną itp. Obecnie lista branż “ryzykownych” jest uzależniona bardziej od polityki banków, ale w związku z trudną sytuacją rynkową na cenzurowanym mogą znaleźć się biznesy: deweloperskie, budowlane, gastronomiczne, ubezpieczeniowe, finansowe. Te sektory uważa się za szczególnie podatne na wahania koniunktury, choć pewnie do tej listy można dopisać i wiele innych pozycji.

Podsumowanie

Droga do uzyskania kredytu przez prowadzącego własny biznes, nawet mimo większych dochodów, jest znacznie trudniejsza niż w przypadku osób cieszących się ze stałej pensji i płatnego urlopu. Można zżymać się na taką “niesprawiedliwość”, ale tak po prostu jest, zwłaszcza w trudnych gospodarczo czasach, w jakich się znaleźliśmy. Osoby prowadzące działalność, a rozważające zaciągnięcie kredytu, w pierwszym rzędzie powinny zapoznać się z wymogami bankowymi w tym zakresie, i zadbać o odpowiednie dochody oraz ich stabilność, tak by zbyt szybkim złożeniem wniosku nie “spalić” swoich szans na uzyskanie finansowania.

Dłużnicy-rekordziści. 373 Polaków ma prawie miliard złotych do oddania

Każde zadłużenie to problem, ale są przypadki, kiedy można mówić o prawdziwym ekstremum. Wśród konsumentów wpisanych do Krajowego Rejestru Długów są 373 osoby, których indywidualne, niespłacone zobowiązania przekraczają poziom miliona złotych. Łącznie mają 3,4 tys. niezapłaconych świadczeń i do oddania już niemal miliard złotych. Dłużnicy-rekordziści wciąż zaciągają zobowiązania. Lista wierzycieli takich osób wciąż się powiększa – głównie na własne życzenie.

Kwota, którą mają do spłacenia dłużnicy-milionerzy zbliża się już do miliarda złotych. Na koniec października 2022 roku było to 981 248 623 zł. Na to składa się dług 373 osób, które mają 3,4 tys. zaległych płatności. Średnio każda z nich ma do uregulowania 2,6 mln zł. Dłużnicy milionerzy często nie są nimi z przypadku. Ich ogromne zaległości to efekt spirali zadłużenia, czyli zaciągania kolejnych coraz droższych zobowiązań, aby spłacić poprzednie. Średnio na jedną osobę z tej grupy przypada ich aż 9. To trzykrotnie więcej niż w przypadku ogółu zadłużonych. Co trzeci „milioner” jest multidłużnikiem, czyli ma 3 i więcej wierzycieli. Co piąty nie oddał pieniędzy dwóm firmom.

– Nie ma się co oszukiwać, te długi w zdecydowanej większości nie są do odzyskania. Tam, gdzie dłużnik ma jakiś majątek, może się udać go zlicytować i otrzymać przynajmniej część pieniędzy. W pozostałych przypadkach trzeba jego niespłacone zobowiązania spisać na straty. Niestety, zdecydowana większość wierzycieli jest sama sobie winna. Prawie 55 proc. tych „milionerów” ma przynajmniej 2 wierzycieli. Gdyby ten drugi i kolejni sprawdzili ich w Krajowym Rejestrze Długów, pewnie dzisiaj nie liczyliby strat – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

204 osoby już po wpisaniu do KRD przez pierwszego wierzyciela były sprawdzane przez 29 firm i tylko jedna z nich zdecydowała się na zawarcie umowy z dłużnikiem. Kiedy jej również nie zapłacił, sama wpisała go do KRD. 28 po trafieniu na negatywne informacje o swoich potencjalnych klientach zrezygnowało ze współpracy.

Najwięcej oddać muszą mężczyźni i osoby w średnim wieku

Zdecydowanie częściej wyjątkowo duże kwoty długu przypadają w udziale mężczyznom. Stanowią oni 70 proc. w grupie osób, których zaległości przekroczyły milion złotych, łącznie odpowiadają za niezapłacenie 725,3 mln zł. Kobiet z takim problemem jest nieco ponad setka (110) i do oddania pozostaje im 225,9 mln zł.

Wśród grup wiekowych, ogromne długi  obciążają przede wszystkim osoby w średnim wieku. Blisko co trzeci dłużnik z ponad milionem na minusie ma od 46 do 55 lat. Tej grupie do spłacenia pozostaje 380,4 mln zł. Do nich należy też blisko połowa wszystkich zobowiązań, co pokazuje, że ta grupa wiekowa ma największy problem z pętlą zadłużenia. Najmniej jest najmłodszych dłużników-milionerów (12), między 26 a 35 r.ż. Jednak mają oni średnio najwięcej do spłacenia per capita, bo ponad 6,7 mln zł. Pozytywną informacją jest natomiast fakt, że milionowych zaległości nie mają osoby z najmłodszych pokoleń, mające poniżej 26 lat.

Mazowszanie biją rekordy

Więcej niż co czwarty dłużnik-milioner (27 proc.) jest z województwa mazowieckiego. Kwota, jaką powinni zapłacić jego mieszkańcy sięga już prawie jednej trzeciej całej sumy zobowiązań tej grupy osób widniejących w KRD (307,6 mln zł). Dwa powiaty z tego województwa szczególnie się wyróżniają. Warszawski i siedlecki zajmują pierwsze miejsca w zestawieniu pod względem wartości długu. W obu, jako jedynych, przekraczają 100 mln zł (odpowiednio 142,5 mln zł i 101,8 mln zł).

Drugie miejsce wśród województw zajmuje Pomorskie, z 167,1 mln zł do oddania przez 31 dłużników. Tu mieszkają też absolutni rekordziści. Na przykład w Słupsku na 1 zadłużonego przypada ponad 48 mln zł długu, w powiacie wejherowskim 77 mln na 2 osoby. W Gdańsku 10 osób ma do spłaty prawie 16 mln zł. Na trzecim miejscu, z dużo mniejszym zadłużeniem niż dwóch liderów, znalazło się województwo łódzkie, w którym 31 mieszkańców musi oddać prawie 75 mln zł. Niemal połowa z tej kwoty należy do mieszkańców Łodzi, w której 15 zadłużonych powinno zwrócić swoim wierzycielom 32 mln zł. Najmniej milionerów dłużników można spotkać w województwach: podlaskim (4), podkarpackim (5) i świętokrzyskim (5). Przy czym warto zauważyć, że Podlaskie zdecydowanie wyróżnia się na tle Polski pod względem liczby zobowiązań zaciągniętych przez osoby z milionowymi długami (średnio 39 na osobę).

Zaskakujący jest też ranking powiatowy. O ile nie dziwi duża liczba dłużników-milionerów w Warszawie (56), Krakowie (15), Łodzi (15), Gdańsku (10), Poznaniu (9) czy Wrocławiu (9), to już 11 „milionerów” w powiecie pruszkowskim jest zaskakujące. Podobnie, jak 8 w piaseczyńskim, czy 6 w tomaszowskim.

Jak zwraca uwagę prezes KRD, choć zazwyczaj w naszych statystykach dotyczących wysokości długów w pierwszej trójce pojawiają się mieszkańcy Dolnego Śląska i Śląska, to pod względem zaległości rekordzistów województwa te znajdują się dopiero odpowiednio na piątym i szóstym miejscu. W Dolnośląskim dłużników-milionerów jest 24 i mają do oddania 44,5 mln zł, a w Śląskim takich osób jest 29 i zwrócić muszą 42,2 mln zł.

– W podziale na miejsce zamieszkania, w milionowe problemy finansowe najczęściej popadają mieszkańcy miast. Wśród rekordzistów dłużników największą grupę (121) stanowią osoby z aglomeracji z liczbą ludności przekraczającą 300 tys. Lecz to nie oni dorobili się największych zaległości – ma je 43 mieszkańców 50-100 tys. miast, którzy muszą zwrócić 282,1 mln zł dodaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kto próbuje odzyskać zaległe miliony?

Rekordziści dłużnicy najwięcej pieniędzy, bo 421,9 mln zł, zalegają firmom zarządzającym wierzytelnościami – funduszom sekurytyzacyjnym i firmom windykacyjnym, które są wierzycielami wtórnymi (przejęły je np. od banków czy innych firm).  Na drugim miejscu oczekujących na zaległe kwoty są sądy, którym zadłużeni na miliony są winni ponad 353,1 mln zł. Ponad 144,5 mln nie otrzymały też instytucje finansowe, głównie banki. Wysoko na liście wierzycieli są też gminy, sektor spożywczy, paliwowy oraz nieruchomości.

MLP Group rusza z wtórną ofertą nowych akcji

MLP Group rozpoczyna publiczną ofertę akcji serii F w drodze subskrypcji prywatnej. Oferta prowadzona bez prospektu, skierowana jest wyłącznie do inwestorów kwalifikowanych i inwestorów nabywających akcje za nie mniej niż równowartość 100.000 EURO. Pozyskane w ofercie środki zostaną przeznaczone na zakup działek pod nowe inwestycje magazynowe na rynkach, na których MLP Group jest już obecne. Funkcję globalnego koordynatora oferty pełni Erste Securities Polska.

Zarząd MLP Group w dniu 29 listopada 2022 r., po uzyskaniu zgody Rady Nadzorczej, podjął uchwałę w sprawie podwyższenia kapitału zakładowego poprzez emisję do 2.621.343 akcji serii F oraz pozbawienie dotychczasowych akcjonariuszy prawa poboru. Nowo emitowane walory stanowić będą do 12,3% istniejącego kapitału zakładowego (do 10,9% kapitału po zarejestrowaniu akcji nowej emisji); który to kapitał akcyjny obecnie dzieli się na 21.373.639 akcji. Cena emisyjna emitowanych walorów zostanie określona po przeprowadzeniu budowy księgi popytu.

Liczba akcji serii F oferowanych w procesie budowania księgi popytu wyniesie do 1.310.672 (słownie: jeden milion trzysta dziesięć tysięcy sześćset siedemdziesiąt dwa) akcji, przy czym Zarząd może postanowić o zwiększeniu tej liczby maksymalnie o dodatkowe 1.310.671 (słownie: jeden milion trzysta dziesięć tysięcy sześćset siedemdziesiąt jeden) akcji.

Pozyskane środki przeznaczone będą na finansowanie rozbudowy banku ziemi na rynkach obsługiwanych przez MLP Group.

Inwestorzy, posiadający na koniec dnia 28 listopada 2022 roku nie mniej niż 1,0% (213 737 akcji) akcji MLP Group, będą mieli prawo pierwszeństwa do objęcia nowych akcji w wysokości proporcjonalnej do ich stanu posiadania.

Do objęcia nowych akcji zobowiązał się jednocześnie większościowy akcjonariusz ILDC (Israel Land Development Company Ltd.). ILDC subskrybuje akcje w liczbie umożliwiającej utrzymanie posiadanego bezpośrednio i pośrednio udziału w kapitałach własnych (economic interest) Spółki na dotychczasowym poziomie 41,3037%. Spółka oraz ILDC złożyły jednocześnie zobowiązanie, z zachowaniem standardowych wyłączeń, że nie będą, między innymi, sprzedawać akcji serii F ani wychodzić na rynek z nową ofertą akcji w okresie, odpowiednio, 180 dni od dnia ustalenia ceny emisyjnej (lock-up) w przypadku Spółki oraz w okresie od dnia rozpoczęcia procesu bookbuilding oraz do dnia przypadającego 180 dni po pierwszym dniu notowań praw do Akcji Serii F na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. w przypadku ILDC.

Zgodnie z ustalonym harmonogramem budowanie księgi popytu rozpocznie się niezwłocznie i prowadzone będzie do 1 grudnia br. (czwartek) do godz. 17.00. Subskrypcja potrwa od 2 do 8 grudnia br., kiedy nastąpi ostateczny przydział. Wprowadzenie do notowań praw do akcji planowany jest w połowie miesiąca, natomiast rejestracja w sądzie emitowanych akcji przewidziana jest pod koniec bieżącego roku.

Jakie plusy i minusy wejścia na rynek PRS widzą deweloperzy?

Jak szybko sektor mieszkań na wynajem instytucjonalny ma szansę rozwijać się w obecnych warunkach w Polsce? Czy inwestorzy zagraniczni będą wchodzić w nowe projekty? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Develia już w 2021 roku zdecydowała inwestować w segment PRS, tj. mieszkania oferowane w ramach najmu instytucjonalnego. Jesteśmy przekonani, że oferta nowoczesnych mieszkań w dobrych lokalizacjach, wynajmowanych na przejrzystych zasadach od profesjonalnych operatorów to coś, czego na naszym rynku nieruchomości brakowało. Obecnie na ten sektor rynku składa się jedynie kilka tysięcy mieszkań, co stanowi mniej niż 1 proc. rynku najmu w Polsce.

Praktycznie wszystkie inwestycje tego typu są wynajęte w prawie w 100 proc. Spodziewamy się, że popyt na mieszkania w ramach PRS będzie się zwiększał. Generować go będą, nie tylko osoby, które po utracie zdolności kredytowej przejdą z rynku własności na rynek najmu, ale również obywatele Ukrainy, którzy zdecydują się zostać w naszym kraju na dłużej. Nasze przygotowania do realizacji pierwszych projektów PRS są zaawansowane. Wraz z firmą The Heart pracujemy również nad specjalistyczną platformą do zarządzania najmem.

Trudno nam odnieść się do rządowych planów opodatkowania paktowych zakupów mieszkań przez fundusze inwestycyjne, gdyż nie znamy jeszcze kształtu finalnych ustaleń. Jesteśmy jednak przekonani, że nawet jeśli deweloperzy zrealizują tylko te plany, które już ogłosili i do 2028 roku zbudują w sumie 30 tys. lokali, wciąż będzie to tylko kropla w morzu potrzeb.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Czynnikami determinującymi rozwój rynku PRS jest wzrost cen mieszkań i ograniczenia dostępności własności mieszkań dla indywidualnych klientów. Jednak w tej chwili ze względu na wysokie stopy procentowe oraz działania KNF skutkujące spadkiem ilości udzielanych kredytów hipotecznych o ponad 70 proc. współpraca z funduszami jest koniecznością. Proces inwestycyjny trwa kilka lat w przypadku nagłej zmiany sytuacji deweloperzy zostają z dużą podażą mieszkań, które trzeba upłynnić.

Fundusze PRS jako hurtowy nabywca uzyskuje niższe ceny nabycia od dewelopera a jednocześnie nakłada większe wymagania dotyczące dodatkowych instalacji na dewelopera. Skutkiem tego jest obniżenie marż firm deweloperskich, a tym samym ograniczenie rozwoju branży.

Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający Trei Real Estate Poland

Rynek najmu instytucjonalnego w Polsce jest relatywnie młody i znajduje się na początkowym etapie rozwoju, z czym będą się zapewne wiązały zmiany w regulacjach prawnych. Niewątpliwie w najbliższym czasie czeka nas transformacja rynku mieszkaniowego i wzmocnienie sektora najmu instytucjonalnego. Wysokie ceny mieszkań, podwyżki stóp procentowych, trudność w uzyskaniu kredytów hipotecznych sprawiają, że zainteresowanie wynajmem długoterminowym będzie rosło. Dlatego nasza strategia na najbliższe lata zakłada dalszy rozwój na rynku PRS.

W przyszłym roku rozpoczniemy budowę naszej, pierwszej tego typu inwestycji w Polsce. Poznański PRS dostarczy łącznie 450 mieszkań na wynajem w trzech budynkach. Kompleks zaoferuje ponad 19 000 mkw. przestrzeni o złożonej funkcji. W swoim międzynarodowym portfolio mamy już ukończone projekty w Niemczech i w USA z łączną liczbą 750 mieszkań, dostępnych w formule najmu instytucjonalnego. Aktualnie realizujemy 28 inwestycji PRS w Niemczech, Polsce i w USA, które dostarczą w sumie 6 450 mieszkań.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Obecnie największy wpływ na rynek PRS mają trzy czynniki: konflikt w Ukrainie, wzrastające stopy procentowe i słabnąca pozycja złotego. To powoduje, że fundusze zaczynają wycofywać się z transakcji z obawy o przyszłość.

Wydawałoby się, że spadek zdolności kredytowych i zwrot klientów w stronę najmu da impuls rynkowi PRS. Okazało się to jednak dużo bardziej złożonym procesem. Obecnie skupiamy się na budowie inwestycji, które są przeznaczone dla klienta indywidualnego. Chcemy zaspokoić potrzeby mieszkaniowe na rynkach w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Trójmieście. Nie mamy planów budowy mieszkań wyłącznie na wynajem, jednak cały czas uważnie analizujemy rynek i przyglądamy się różnym rozwiązaniom, które mogą dać nam potencjał rozwojowy.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Najem instytucjonalny będzie się rozwijał. U jego podłoża leżą czynniki spowalniające rynek mieszkań, przede wszystkim wyhamowanie rynku kredytowego, czy ogólna sytuacja gospodarcza. PRS jest dla części deweloperów szansą na szybszy zwrot zainwestowanego kapitału. Z uwagi na wysokie ceny mieszkań i niedużą ich dostępność rynek najmu dobrze się rozwija, co nie uszło uwadze funduszy zagranicznych, które na polski rynek wchodzą z gotowym know-how w zakresie najmu i zarządzania nieruchomością.

Nasza firma ma już w ofercie lokale na wynajem. Warszawski projekt Jerozolimskie Invest jest wynajęty w 100 proc., wobec czego nie wykluczamy zwiększenia naszej aktywności w tym segmencie. Szczególnie, że przygotowujemy inwestycje, których jeszcze nie wprowadziliśmy do sprzedaży.

Aktualnie jednak koncentrujemy się na budowie inwestycji pod wynajem i sprzedaż lokali klientom indywidulanym. Przykładem jest projekt Apartamenty Pileckiego 59 w Warszawie i oferowane w nim lokale w cenie od 295 tys. zł brutto, zabezpieczone aktem notarialnym i wpisem do księgi wieczystej. Mogą być przeznaczone na wynajem krótkoterminowy albo biuro.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Zauważamy spadek aktywności funduszy spowodowany został zapowiedzią dodatkowego opodatkowania ich działalności przez państwo. To sprawia, że przyszłość tego segmentu jest niepewna. Ponadto, fundusze borykają się z rosnącymi cenami materiałów i wyposażenia. Podnosi to koszt zakupu i wykończenia mieszkań na wynajem. Bieżący kurs złotego może tu być sprzymierzeńcem dla operatorów zagranicznych. Z drugiej jednak strony, przy słabym złotym przeliczenie czynszu najmu ze złotówki na euro obniża rentowność biznesu.

Nie sposób patrzeć obojętnie na segment PRS, gdyż jest on teraz popularny wśród klientów, którzy mają bardzo ograniczone możliwości sfinansowania zakupu własnego mieszkania. Zgodnie z przyjętą strategią koncentrujemy się jednak na obsłudze klienta indywidualnego, choć nie wykluczamy transakcji z funduszami w przyszłości.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Rynek PRS w Polsce charakteryzuje bardzo duży potencjał wzrostu. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu w głównej mierze warunkowały to czynniki demograficzne. Zmiana pokoleniowa i związana z nią większa mobilność młodszego pokolenia. Obecnie rozwój sektora determinują czynniki ekonomiczne, które wykluczyły znaczną część klientów z rynku nieruchomości i zamroziły ich starania o własne M. PRS ma jeden zasadniczy plus, dostarcza mieszkania na rynek w okresie, kiedy wielu ludzi po prostu nie stać na kupno własnej nieruchomości. Z jednej strony podtrzymuje więc portfolio deweloperów, z drugiej daje klientom nowe możliwości w trudnych czasach.

Z całą pewnością ten segment będzie się rozwijał. Nasza spółka w połowie przyszłego roku odda pierwsze 100 mieszkań dedykowanych pod najem instytucjonalny. Powstają w naszej, sztandarowej inwestycji Ursus Centralny. Ponadto, nasz bank ziemi w tym segmencie jest zabezpieczony na prawie 2000 mieszkań, w takich warszawskich lokalizacjach jak Ursynów, Ursus, Białołęka, Wola, Bemowo oraz Bielany.

Justyna Hamrol-Wasielewska, dyrektor sprzedaży i marketingu Eiffage Immobilier Polska

Polska jest młodym rynkiem dla PRS, dlatego nie ma wątpliwości, że ten sektor będzie się u nas rozwijał. Jesteśmy deweloperem, który jako jedna z pierwszych firm w Polsce zgłosiła akces do tego rynku. Analizowaliśmy rynek, przygotowaliśmy się do tego kroku i wiedzieliśmy, że musi to nastąpić. Obecnie stoimy na stanowisku, że branżę nieruchomości musi cechować zdrowa równowaga, która przejawiać się będzie w rozwoju sektora najmu instytucjonalnego. Wpływ mają na to dwa czynniki. Przede wszystkim zaspokojenie stale rosnących potrzeb mieszkaniowych, zwłaszcza w dużych miastach. Niestety wzrastające ceny materiałów budowlanych, a także wysokie raty kredytów sprawiają, że coraz mniej klientów stać na zakup mieszkania. Dla nich wybór jest więc jasny, zamiast kupować będą wynajmować. Drugą grupą, dla której najem jest atrakcyjny, to młode pokolenie Polaków, które zdecydowanie woli wynajmować niż kupować. Najem jest dla nich synonimem możliwości, wolności i mobilności.

Sektor PRS zapewnia nową jakość i kulturę najmu, której dotąd na rynku brakowało. Jego zaletą jest przede wszystkim gwarancja określonego standardu jakości mieszkań. Do tego trzeba również dodać zarządzanie inwestycją, co zdejmuje z osób wynajmujących obowiązki napraw czy konserwacji urządzeń.

Sektor PRS jest oczywistym następstwem rozwoju rynku i stanowi odpowiedź na zapotrzebowanie klientów. Klienci nie będą musieli ograniczać się do decyzji o najmie od osób prywatnych. PRS daje im wybór lokalu nowego, w określonym standardzie, w atrakcyjnej lokalizacji i z transparentnymi warunkami najmu.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Obserwujemy wyraźnie ożywienie na rynku PRS. Stawki najmu rosną, co jest niewątpliwym plusem dla inwestorów, ale zdecydowaniem minusem dla najemców. Prognozy dla rynku PRS jak na razie są optymistyczne w Polsce. Coraz większa liczba zagranicznych funduszy i deweloperów rozważa wejście na ten rynek. Nasza firma sprzedała już do funduszu jeden z budynków z 236 mieszkaniami na warszawskich Bielanach, zlokalizowany w pobliżu stacji metra Słodowiec.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Sektor PRS stanowi 1 proc. całego rynku najmu w Polsce. Zrealizowane projekty zostały wynajęte, a plany rozwoju sektora opisywane są jako ambitne. Nowe inwestycje będą pozytywnym czynnikiem, który będzie wspierać sytuację branży deweloperskiej w okresie pogorszenia warunków makroekonomicznych. Z drugiej strony, nieprzewidywalność w obszarze podatkowym oraz możliwość nałożenia kolejnych obciążeń przez rządzących jest zagrożeniem dla rozwoju rynku PRS.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Sektor PRS mimo dynamicznego rozwoju nadal pozostaje młodym rynkiem i stoi przed nim wiele wyzwań. Przede wszystkim w Polsce brakuje infrastruktury i regulacji dotyczących tego rynku. Ministerstwo Rozwoju i Technologii prowadzi obecnie prace nad regulacją hurtowego rynku mieszkań i wprowadzeniem nowego podatku dla firm, które mieszkania kupują hurtowo. Tego typu rozwiązanie nie jest nowością w Europie. Podobna danina transakcyjna obowiązuje w Irlandii. Podmioty, które zakupiły tam co najmniej 10 nieruchomości muszą odprowadzić 10 proc. podatek w ciągu 12 miesięcy.

Niezmiennie dominującym modelem wciąż jest zakup pakietów mieszkań od deweloperów skoncentrowanych na sprzedaży indywidualnej, a nie hurtowej. Z doświadczenia wiemy, że deweloperzy niechętnie udzielają zniżek na pakietowe zakupy, bo wiedzą, że i tak bez problemu sprzedadzą mieszkania. Nie podejmujemy kroków w kierunku sprzedaży instytucjonalnej. Skupiamy się na sprzedaży mieszkań klientom indywidualnym, niemniej jednak nie zamykamy się na taką współpracę w przyszłości.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Polska jako atrakcyjny pod względem inwestycyjnym kraj w Europie Środkowo-Wschodniej stanowi doskonałą alternatywę dla rynków Europy Zachodniej, gdzie PRS osiąga bardzo dobre wyniki finansowe. Inwestorzy zakładają powtórzenie sukcesu również w Polsce z uwagi na dobry moment inwestycyjny dla funduszy zagranicznych oraz dynamicznie rozwijający się rynek najmu, a także występującą lukę podaży na rynku mieszkaniowym i ograniczone możliwości nabywcze indywidualnych inwestorów. Rozwój tego sektora, biorąc pod uwagę obecną sytuację rynkową, zapowiada się więc obiecująco w najbliższych latach. Choć oczywiście trzeba mieć na uwadze, że wszelkie nowe regulacje prawne mogą mieć wpływ na tempo tych zmian.

Jeśli chodzi o plusy inwestowania w rynek PRS w naszym kraju, należy do nich deficyt mieszkań, rosnące ceny nieruchomości i idąca za tym perspektywa na znaczący wzrost czynszów, wymagany przy kredycie wkład własny, który ogranicza dostęp do finansowania, a także zmiany pokoleniowe przełamujące idę posiadania w kierunku filozofii korzystania. Minusy to brak wystarczających danych analitycznych i statystyk najmu, a także wysokość rat kredytu mieszkaniowego, które często są na podobnym poziomie co czynsz najmu. Nie bez znaczenia są też regulacje prawno-podatkowe, brak ukształtowanej praktyki dotyczącej opodatkowania VAT wynajmu oraz REIT-ów.

Marcin Michalec, CEO Okam

W ostatnich miesiącach obserwować możemy wzrost zainteresowania najmem krótko i długookresowym z uwagi m.in. na przyrost liczby cudzoziemców przebywających w Polsce, ale także fakt, że wiele osób nie stać na zakup nieruchomości.

Banki ograniczyły dostęp do kredytów i jedynym wyjściem często okazuje się być wynajem. Jednocześnie niepewna sytuacja geopolityczna nie zachęca do inwestowania czy wiązania się z danym miejscem na stałe.

Dysponujące środkami fundusze inwestycyjne pobudzają sektor PRS, który w innych krajach jest już mocno rozwinięty. Dla wielu deweloperów, posiłkujących się zewnętrznym wsparciem finansowym, ten segment jest dobrym rozwiązaniem. Nie muszą bowiem zaciągać kredytów inwestycyjnych na bieżące czy planowane inwestycje. Mogą sprzedać projekt na etapie realizacji z promesą zakupu po wybudowaniu, mając pewność szybkiego zysku. To także dobry kierunek, jeśli chodzi o projekty w centralnych lokalizacjach, na przykład na modernizację starszych budynków lub zmianę ich funkcji na przestrzenie mieszkaniowe.

Sfinks notuje wzrost sprzedaży i wyników po 9 miesiącach 2022 r.

Przychody ze sprzedaży gastronomicznej w sieciach należących do Sfinks Polska po dziewięciu miesiącach roku 2022 r. osiągnęły 124,01 mln zł i znacznie przewyższyły te sprzed roku. Wzrost sprzedaży gastronomicznej, o 8% r/r, odnotowano także w samym trzecim kwartale 2022 r. wobec trzeciego kwartału 2021 r. W ujęciu skonsolidowanym grupa Sfinks odnotowała na koniec września 2022 r. przychody ze sprzedaży na poziomie 73,33 mln zł. Zysk netto i EBITDA grupy za trzy kwartały i po oczyszczeniu z wpływu MSSF16 wyniosły odpowiednio 15,95 mln zł oraz 20,03 mln zł.

– Sprzedaż w restauracjach za dziewięć miesięcy roku tego roku jest wyraźnie wyższa, chociaż warto mieć na uwadze, że duża część 2021 r. była objęta lockdown dla gastronomii. Dlatego w tym kontekście warto spojrzeć na sam trzeci kwartał, który był bardziej porównywalny do tego sprzed roku pod względem przepisów pandemicznych obowiązujących w branży. W trzecim kwartale 2022 r. widać odbicie sprzedaży gastronomicznej, która wyniosła 46,22 mln zł wobec 42,77 mln zł przed rokiem. Zdecydowana większość tej sprzedaży to zasługa restauracji SPHINX, które generują 93% przychodów sieci. Na sprzedaż pod tym szyldem, ale i w innych lokalach naszych marek, rosnący wpływ ma rozwijany przez nas program lojalnościowy i jednocześnie aplikacja mobilna Aperitif, z której coraz częściej korzystają nasi goście. W minionych miesiącach przybyło nam kolejnych 20 tysięcy użytkowników, a ich łączna liczba przekracza już 450 tysięcy osób – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Spółka szacuje, że w trzecim kwartale 2022 r. około 19% sprzedaży gastronomicznej to zamówienia złożone z wykorzystaniem programu lojalnościowego Sfinksa – Aperitif, który poprzez aplikację mobilną o tej samej nazwie daje klientom restauracji dostęp do specjalnych ofert i promocji, podczas gdy w trzecim kwartale 2021 r. sprzedaż gastronomiczna wygenerowana z wykorzystaniem Aperitif wynosiła ponad 11%. Z programu korzystają głównie goście stacjonarnych restauracji. Na koniec trzeciego kwartału działało ich 120, w tym 73 lokale SPHINX, 39 Piwiarni, 6 restauracji Chłopskie Jadło (w tym Lepione & Pieczone by Chłopskie Jadło) oraz dwa otwarte w tym roku lokale pod marką The Burgers, która powstała jako koncept wirtualny tuż przed pandemią i szybko zyskała popularność. Obecnie spółka testuje ją w modelu stacjonarnym i franczyzowym.

Równolegle większość restauracji sieci Sfinksa prowadzi sprzedaż w dostawie i na wynos. Przychody ze sprzedaży dań w dostawie po trzech kwartałach 2022 r. stanowiły blisko 7% przychodów gastronomicznych. Jednocześnie Sfinks rozwija ofertę dań gotowych, które trafiają do sprzedaży w sieci sklepów detalicznych oraz maszynach vendingowych.

Na koniec trzeciego kwartału 2022 r. 69% restauracji sieci Sfinks Polska działało w modelu franczyzowym. W tym okresie przychody grupy z tytułu opłat franczyzowych wyniosły 19,22 mln zł i było to blisko dwukrotnie więcej niż przed rokiem, kiedy przychody te w analogicznym okresie miały wartość 10,89 mln zł. Wzrost wynikał m.in. ze wznowienia działalności restauracji franczyzowych po lockdown i nowych otwarć lokali franczyzowych. Docelowo Sfinks planuje, aby franczyza miała ponad 70% udziału w strukturze sieci.

Na wyniki finansowe trzech kwartałów 2022 r. grupy Sfinks Polska znaczący dodatni wpływ, wynoszący łącznie 26,3 mln zł, miało uprawomocnienie się decyzji sądu dotyczącej Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego, które miało miejsce w drugim kwartale br. W efekcie grupa zaraportowała po dziewięciu miesiącach roku 15,51 mln zł zysku netto oraz 34,27 mln zł EBITDA, co po oczyszczeniu z wpływu MSSF16 dało odpowiednio 15,96 mln i 20,03 mln zł. W analogicznym okresie 2021 r. skonsolidowane zysk netto i EBITDA (oczyszczone z MSSF16) wyniosły odpowiednio: -7,40 mln zł i -7,89 mln zł.

W ujęciu jednostkowym zysk netto za trzy kwartały 2022 r. był wyższy od ubiegłorocznego o 20,08 mln zł i wyniósł 11,76 mln zł, a 12,29 mln zł po skorygowaniu o wpływ MSSF16. Jednostkowy wynik EBITDA za dziewięć miesięcy 2022 r. wniósł 33,66 mln zł (19,61 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF16) przy przychodach jednostkowych w wysokości 72,06 mln zł.

– Analizując dane wynikowe za 2022 r. w ujęciu narastającym za trzy kwartały 2022 w porównaniu do 2021 należy mieć na uwadze, że zostały wypracowane w zupełnie innych warunkach – w 2021 roku obowiązał jeszcze kilkumiesięczny lockdown dla gastronomii, a z kolei w tym roku uwzględniliśmy w wynikach wpływ uprawomocnienia się decyzji o UPR. Wyniki trzeciego kwartału 2022 r. są natomiast już pod wpływem inflacji i rosnących kosztów surowców oraz wzrostu kosztów wynagrodzeń i marketingu grupy, które rok temu były częściowo przez nas zamrożone. Ten rok oraz, jak sądzę, jeszcze pierwsza połowa 2023 roku będą bardzo wymagające dla zarządzających restauracjami. Jest to okres, jakiego nigdy nie było od przemian ustrojowych w Polsce, będących wynikiem ustaleń przy Okrągłym Stole. Nigdy od tamtej pory nie mieliśmy zjawiska wzrostu cen we wszystkich grupach kosztów przy jednoczesnym spadku siły nabywczej ludności spowodowanej inflacją i spadkiem kursu złotego, do tego po tak trudnym okresie dla gastronomii jak czas pandemii Covid-19. Rodzi to przed zarządzającymi biznesem gastronomicznym olbrzymie wyzwania. Dla jednych może to oznaczać upadłość, dla innych szansę na rozwój. Od początku pandemii postrzegam tę sytuację dla Sfinksa jako szansę, choć wykorzystanie jej będzie musiało być okupione znacznie cięższą pracą, ale i otwartością na nowe pomysły. Doświadczenia ostatnich dwóch lat pokazały, że nasz zespół jest mocno skonsolidowny i zdeterminowany, żeby wykorzystać tę szansę dla rozwoju spółki – komentuje prezes Sfinksa.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Polacy płacą krocie, a będą płacić jeszcze więcej. Brak opłaty opakowaniowej i systemu ROP zawyża koszty odbioru odpadów

Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, w którym koszty zbiórki odpadów po opakowaniach ponoszą wyłącznie mieszkańcy w ramach opłat gminnych. Z własnych kieszeni finansujemy coś, do czego u naszych sąsiadów dokłada się także duży biznes. Przyczyną tej sytuacji jest brak systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), a czas na jego wprowadzenie mija 5 stycznia 2023 roku.

Według opublikowanego w bieżącym roku raportu PwC[1], w polskim systemie gospodarowania odpadami brakuje przynajmniej 5 mld złotych z tzw. opłaty opakowaniowej, którą ponosiłyby firmy wprowadzające na rynek produkty opakowane m.in. w tworzywa sztuczne takie jak folie czy twarde plastiki. Uderza to po kieszeni wszystkich mieszkańców naszego kraju.

Polska na tle innych krajów UE

Polska jest niechlubnym wyjątkiem na tle innych krajów Unii Europejskiej, w których koszty gospodarowania odpadami, dzięki funkcjonującym systemom Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), są sprawiedliwie dzielone pomiędzy mieszkańców a przedsiębiorców. Jednym z najważniejszych założeń wprowadzenia w Polsce ROP i związanej z nim opłaty opakowaniowej jest to, że do mechanizmu gospodarowania odpadami powinien dokładać się także biznes. Upraszczając, czym więcej dany producent wprowadza na rynek plastikowych opakowań, tym więcej powinien dołożyć do wspólnej skarbonki. Dzięki temu, gospodarstwa domowe będą obciążone znacznie mniejszą opłatą.

Rozwiązanie to ma przynajmniej dwa pozytywne skutki społeczne. Po pierwsze, wymusza na producentach oszczędniejsze gospodarowanie surowcami, a więc ograniczenie ilości wykorzystywanych opakowań i rozwój projektowania takich systemów pakowania produktów, które wykorzystują mniej surowców. Po drugie, opłata opakowaniowa odciąża kieszenie mieszkańców, obniżając gminne opłaty za odbiór odpadów. Dodatkowo, konsument nie ponosi wysokich kosztów odbioru segregowanych śmieci przez gminę (co ma miejsce obecnie). Dokłada się w zamian do opłaty opakowaniowej, ale tylko wtedy, gdy kupuje dany produkt w sklepie. Może więc oszczędzić i przy okazji chronić środowisko, świadomie wybierając produkty pakowane racjonalnie. System jest również bardziej sprawiedliwy dla osób, które zwyczajowo oszczędniej podchodzą do zakupów (np. emerytów) – nie płacą one w ramach opłat gminnych za śmieci wytwarzane przez bardziej rozrzutnych konsumentów.

Branża recyklingu i samorządy zaniepokojone brakiem ROP

W Polsce prace nad systemem ROP utknęły w martwym punkcie w pierwszej połowie bieżącego roku, po tym jak projekt rządowej ustawy przygotowanej przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) znalazł się w ogniu krytyki ze strony przedstawicieli biznesu. Prace nad kolejnym projektem trwają.

Przeciągające się prace legislacyjne w tej kwestii mają przede wszystkim negatywny wpływ na mieszkańców. To oni cały czas ponoszą całe koszty funkcjonowania gminnych systemów gospodarki odpadami. Bez udziału producentów w tym procesie, wydatki z tym związane będą coraz większe. To bardzo niesprawiedliwa sytuacja zarówno z perspektywy gmin, które właściwie nie mają możliwości ograniczania w jakikolwiek sposób kosztów odbioru i zagospodarowania odpadów, jak i z perspektywy mieszkańców, którzy nie mają wyboru i muszą uiszczać coraz wyższe opłaty. – mówi Michał Sztybel, wiceprezydent Bydgoszczy, członka Unii Metropolii Polskich.

Zaniepokojenie obecną sytuacją wyraża także Stowarzyszenie „Polski Recykling”, które jest największą organizacją branżową polskich recyklerów. Brak dalszych postępów w pracach nad systemem ROP jest niekorzystny również dla samorządów – reprezentuje je między innymi skupiająca największe miasta Unia Metropolii Polskich. Jeszcze w październiku obie organizacje zaprezentowały swoje wspólne stanowisko w sprawie ROP oraz postulaty zmian w opracowywanej ustawie[2].

Zdaniem prezesa Stowarzyszenia „Polski Recykling” Szymona Dziak-Czekana, nie widać żadnych postępów i projekt sprawia wrażenie lezącego w zamrażarce. A tymczasem brak systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta i nie dostosowanie prawa krajowego do dyrektywy UE, może skutkować dotkliwymi sankcjami finansowymi ze strony Komisji Europejskiej. Tym bardziej, że termin wprowadzenia odpowiedniej legislacji upływa 5 stycznia 2023 roku.

– Obecna sytuacja, w której to mieszkańcy płacą krocie za wywóz odpadów, w tym opakowań, nie jest dobra dla nikogo. Z drugiej strony, recyklerzy nie mają wystarczająco surowca do produkcji, ponieważ za dużo pełnowartościowych odpadów trafia na wysypisko. Co za tym idzie, firmom produkującym opakowania zabraknie wkrótce recyklatów, a samorządy i budżet państwa zapłacą dotkliwe kary za brak osiągnięcia poziomów recyklingu. – opowiada Szymon Dziak-Czekan, prezes Stowrzyszenia „Polski Recykling”.

Aktualnie budżet państwa traci ponad 6 mln zł dziennie z tytułu Plastic Levy – opłaty za opakowania plastikowe nie poddane recyklingowi. Dodatkowo, 30 listopada br. w Komisji Europejskiej odbędzie się debata na temat dalszego zaostrzenia wymagań dotyczących obowiązku wykorzystania surowców z recyklingu.

Wyglada na to, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska będzie musiało przygotować nową ustawę o ROP, która uwzględni nowe przepisy. Dalsze zwlekanie będzie generować problemy środowiskowe i kolejne straty w budżecie. Dotychczas brak było woli politycznej w tej kwestii, ale wciąż wierzymy, że to się zmieni. – dodaje Szymon Dziak-Czekan.

Brak surowców wtórnych i drenaż budżetu

Bez szybkiego odmrożenia prac nad krajowym systemem ROP pozostaniemy w europejskim ogonku, jeśli chodzi o osiągnięcie zakładanych celów recyklingu. Należy uwzględnić również to, że Komisja Europejska pracuje nad nowelizacją dyrektywy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych – można się spodziewać, że będzie ona jeszcze bardziej restrykcyjna, jeśli chodzi o wykorzystanie surowców wtórnych w stosunku do obecnej.

Wstępnie mówi się o tym, że zawartość recyklatu (surowca odzyskanego z recyklingu) w jednorazowych butelkach z tworzyw sztucznych ma w roku 2030 wynieść 50%, a 65% już dekadę później. W pozostałych opakowaniach z tworzyw sztucznych ten poziom może sięgnąć odpowiednio 45% i 65%. W perspektywie tych zmian, brak szybkiego wdrożenia systemu ROP oznacza, że recyklerzy nie będą w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości recyklatu, gdyż może im zabraknąć surowca do jego przetworzenia.

Dzięki opłacie opakowaniowej, czyli opłacie jaką będą musieli uiszczać wprowadzający opakowania i produkty opakowaniowe na rynek, cena ta zwróci się mieszkańcom w opłacie śmieciowej. Udział producentów w kosztach późniejszego ich zagospodarowania będzie miał bezpośredni wpływ na koszty ponoszone przez gminy. A zatem produkty mogą być droższe, ale im mniejsze koszty ponoszone przez gminy, dzięki finansowaniu zagospodarowania przez producentów, tym mniejsza opłata dla mieszkańców. Na ten moment to oni ponoszą całkowite koszty funkcjonowania gminnych systemów. Bez sprawiedliwego ROP ta sytuacja się nie zmieni, a koszty dla nich się zwiększą poprzez wzrost cen produktów oraz coraz bardziej rosnące koszty gminnych systemów. – dodaje wiceprezydent Bydgoszczy.

Opóźnienia w pracach nad systemem ROP przełożą się też na znaczne koszty dla budżetu państwa, ponieważ Polska jako kraj członkowski UE jest zobowiązana do płacenia opłaty za każdą tonę opakowań z tworzyw sztucznych, które nie zostały poddane recyklingowi (tzw. Plastic Levy[3]). Według szacunków Stowarzyszenia „Polski Recykling” ta plastikowa kara już w tej chwili pochłania ok. 2 mld złotych rocznie z budżetu państwa, a więc składają się na nią wszyscy bez wyjątku mieszkańcy Polski. W przyszłości można się spodziewać, że będzie ona jeszcze wyższa.

[1] Raport PwC „Wpływ braku regulacji Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta na branżę recyklingu tworzyw sztucznych”, Czerwiec 2022: https://www.polskirecykling.org/wp-content/uploads/2022/06/Wp%C5%82yw-braku-regulacji-Rozszerzonej-Odpowiedzialno%C5%9Bci-Producenta-na-bran%C5%BC%C4%99-recyklingu-tworzyw-sztucznych_Raport-PwC.pdf

[2] https://metropolie.pl/artykul/ump-w-poznaniu-rop-to-najskuteczniejsza-droga-do-obnizenia-kosztow-systemu-gospodarowania-odpadami-komunalnymi

[3] https://ec.europa.eu/info/strategy/eu-budget/long-term-eu-budget/2021-2027/revenue/own-resources/plastics-own-resource_en

Ceny nieruchomości w kurortach narciarskich rosną najszybciej od 8 lat

Według najnowszego dorocznego raportu opublikowanego przez firmę doradczą Knight Frank –  Ski Property Report 2023, średnia cena domu z czterema sypialniami w 23 najpopularniejszych lokalizacjach w Alpach, na koniec czerwca 2022 roku wzrosła o 5,8% w ciągu roku, w porównaniu z 4,6% rok wcześniej. W trakcie pandemii, średnio, ceny nieruchomości w 23 francuskich i szwajcarskich kurortach wzrosły o 13,9%.

Szwajcarskie kurorty okazały się droższe od swoich francuskich odpowiedników – tam ceny wzrosły o 7,1% w porównaniu do 4,3% i to już drugi rok z rzędu. Najdroższe pozostają Crans-Montata oraz tradycyjnie St. Moritz z odnotowanym wzrostem cen na poziomie 14% w stosunku do końca czerwca 2021 roku. Szwajcarskie Verbier (8%) jest na celowaniku inwestorów z całego świata, z naciskiem na zapytania ze strony kupujących z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Sfinalizowana wyższa niż zwykle liczba transakcji przyczyniła się do spadku podaży i wpłynęła na wzrost cen.

„Spodziewamy się, że obecny entuzjazm ostygnie w ciągu najbliższych 12 miesięcy, ponieważ sytyacja gospodarcza zacznie być ograniczeniem dla kupujących na całym świecie. Spowoduje to spowolnienie dynamiki wzrostu cen. Jednak w obecnie niestabilnych i niepewnych czasach  bezpieczeństwo franka szwajcarskiego może być magnesem dla inwestorów.” – powiedziała Kate Everett-Allen, head of global residential research w Knight Frank.

Kurorty Les Gets (11%) i Morzine (9%), będące częścią największego narciarskiego obszaru w Alpach – Portes du Soleil prowadzą w tym roku we francuskich rankingach cenowych. Turystyka letnia w tym regionie, obejmująca festiwale kulinarne i muzyczne, w połączeniu z rosnąca liczba organizowanych wydarzeń sportowych (biegi przełajowe, wyścigi MTB, kolarstwo szosowe, piesze wędrówki, itp.) wpływa na wzrost poziomu przychodu z najmu, a tym samym na wzrost zainteresowania zakupem nieruchomości w celach inwestycyjnych.

Róznice w cenach domów we francuskich kurortach różnią się w zależności od regionu. Te leżące w departamencie Górnej Sabaudii (Chamonix, Megève, Morzine, Les Gets) osiągnęły dobre wyniki ze względu na bliskość lotniska w Genewie, ich ogólną atrakcyjność przez cały rok i przystępną cenę. Ośrodki sabaudzkie (Val d’Isère, Courchevel, Méribel) w porównaniu z wyżej wspomnianymi ośrodkami są bardziej prestiżowe, ale przy wyższych poziomach cen pozostają obiektem zainteresowania jedynie zamożniejszych nabywców.

W Aspen ceny nieruchomości luksusowych wzrosły o 26% w 2022 r. W pierwszych dziesięciu miesiącach 2022 r. 62% sprzedanych nieruchomości przekroczyło cenę 5 mln USD. W 2021 r. barierę tę przełamało 39% sprzedanych domów. Ponadto w 2022 r., luksusowe ceny w Aspen po raz pierwszy przekroczyły 4.000 USD za stopę kwadratową. Wato zaznaczyć, że całkowity wolumen sprzedaży spadł, z uwagi na ograniczoną podaż po ogromnym zainteresowaniu w okresie pandemii.  Od początku 2022 r. sfinalizowano 135 transakcji sprzedaży, czyli mniej niż połowę z całkowitej liczby sprzedanych nieruchomości z 2021 roku, która wyniosła 325.

Tegoroczny raport zawiera również ankietę Ski Sentiment Survey, która analizuje, jakie czynniki biorą pod uwagę kupujący. Wyniki ankiety potwierdzają, że zrównoważony rozwój i zmiany klimatu są ważnymi aspektami dla nabywców nieruchomości w zimowych kurortach, ponieważ 54% respondentów wskazuje efektywność energetyczną ich przyszłego domu jako priorytet. Ponadto, 58% uważa, że ​ odporność rynku na wahania ekonomiczne jest ważna lub bardzo ważna, podczas gdy prawie 60% bierze pod uwagę plany ośrodka w zakresie zapewnienia odpowiedniego nasnieżenia stoków. Co ciekawe, wyniki ankiety pokazują, że jeden na czterech respondentów szuka ośrodka całorocznego, który zapewnia dostęp do szerokiej gamy aktywności, również wykraczających poza te związane z narciarstwem.

Resort Zmiana ceny (%)
Crans-Montana 14.0%
St Moritz 14.0%
Klosters 13.8%
Davos 13.0%
Les Gets 11.1%
Morzine 9.0%
Kitzbuhel 8.6%
Verbier 8.0%
Megève 6.9%
Grimentz 6.4%
Chamonix 6.0%
Gstaad 5.6%
Val-d’Isère 3.0%
St Martin-de-Belleville 2.9%
Méribel Village 2.1%
Courchevel Village (1550) 1.9%
Courchevel 1850 1.5%
Méribel 1.3%
Courchevel Moriond (1650) 1.2%
Champery 1.1%

Główne wnioski z raportu:

  • Odsetek nabywców, którzy są bardziej skłonni do zakupu domu w ośrodku narciarskim w wyniku Covid-19, wzrósł z 11% w 2020 r. do 18% w 2021 r.
  • Courchevel ma najwyższą stawkę czynszu najmu – średnia dzienna wynosi 516 EUR
  • Pięć najlepszych ośrodków dla pracowników zdalnych to Chamonix, Megeve, Villars-sur-Ollon, Verbier i St Moritz. Pracownicy zdalni szukają szybkiego łącza szerokopasmowego, dobrej oferty narciarskiej, szerokiej gamy udogodnień i bliskości lotniska
  • Globally, skier numbers are largely static, but Asia may hold the key to future demand as China gears up for the Winter Olympics
  • Wraz ze zbliżającą się klimatyczną konferencją ONZ – 2021 United Nations Climate Change Conference – nabywcy domów narciarskich również dokładnie zastanawiają się, jakie kroki mogą podjąć, żeby zmniejszyć swój ślad węglowy. Z globalnego badania preferencji nabywców nieruchomości mieszkaniowych Knight Frank Active Buyer’s Report, wśród respondentów, którzy stwierdzili, że są bardziej skłonni do zakupu nieruchomosci w ośrodku narciarskim, 90% stwierdziło, że efektywność energetyczna domu byłaby dla nich „ważna” lub „bardzo ważna”

ID Logistics w III kwartale 2022 – dynamiczny wzrost przychodów, nowe centra dystrybucji i kolejne kontrakty

  • Przychody w III kwartale 2022 r.: 641,8 mln euro, +37,1%
  • Wzrost we Francji: 215,9 mln euro, +13,0%
  • Silna dynamika wzrostu na rynkach międzynarodowych utrzymana: 425,9 mln euro, + 53,7%
  • Przychody za pierwsze dziewięć miesięcy: 1,82 mld euro, + 33,9%

Grupa ID Logistics, jeden z europejskich liderów logistyki kontraktowej, podsumowała wyniki za III kwartał i 9 miesięcy 2022 roku.

Eric Hémar, prezes zarządu i dyrektor generalny ID Logistics, komentuje: „ID Logistics odnotował solidne wyniki finansowe w minionym kwartale, wykorzystując zarówno dobry wzrost organiczny jak i udaną integrację niedawnych przejęć. Ostatni kwartał, który, ze względu na akcje promocyjne, zazwyczaj jest bardzo dynamiczny, powinien pozwolić nam na zakończenie kolejnego roku z dobrym wynikiem”.

Kolejny dynamiczny kwartał z wzrostem o 37,1%

W III kwartale ID Logistics po raz kolejny odnotował silny wzrost przychodów do 641,8 mln euro, większym o 37,1% i 11,1% w ujęciu like-for-like w porównaniu z III kwartałem ub.r.

  • We Francji, rynku macierzystym Grupy, przychody zwiększyły się o 13% do 215,9 mln euro. Uwzględniając konsolidację Colisweb (przejętej w styczniu 2022 r.), wzrost wyniósł 6,8%.
  • Na rynkach międzynarodowych Grupa utrzymała silny wzrost przychodów, o 53,7% do 425,9 mln euro. Wzrost uwzględnia przychody z GVT, przejętej w krajach Beneluksu w grudniu ub.r. i Kane Logistics, przejętej w USA w marcu 2022 r. Z wyłączeniem zmian w zakresie konsolidacji i ogólnie pozytywnego efektu kursowego, wzrost w ujęciu like-for-like wyniósł 14,1% w porównaniu z III kwartałem ub.r., kiedy to odnotowano znaczący wzrost o 21,4%.

Ogólnie, ID Logistics zakończył pierwsze dziewięć miesięcy 2022 r. z przychodami na poziomie ponad 1,82 mld euro, co oznacza wzrost o 33,9% (+13,9% like-for-like). W III kwartale Grupa uruchomiła 5 nowych centrów logistycznych, a 13 od początku roku, zgodnie z planem biznesowym.

Nowe projekty na świecie

W III kwartale liczba przetargów, do których został zaproszony ID Logistics, utrzymała się na wysokim poziomie. Wśród przykładów nowych kontraktów, które w tym czasie Grupa wygrała lub rozpoczęła realizację, wymienić można:

  • We Francji, ID Logistics rozpoczął współpracę z brytyjską firmą DIY Kingfisher, wspierając jej rozwój na rynku francuskim. Operator uruchomił nowy magazyn w Nanteuil-le-Haudoin i zarządza operacjami e-commerce oraz dystrybucją.
  • W Holandii Grupa, wykorzystując potencjał związany z przejęciem GVT, rozpoczęła współpracę z PVO International, dostawcą paneli słonecznych. ID Logistics odpowiada za rozładunek kontenerów przyjmowanych w porcie w Tilburgu, magazynowanie (obecna powierzchnia 15 tys. mkw. ma się zwiększyć do 30 tys. mkw. w 2024 r.) , a następnie dystrybucję towarów na terenie całej Europy.
  • W Brazylii Ypê, wiodący producent artykułów higienicznych i środków czyszczących, powierzy ID Logistics zarządzanie oddziałem w Extrema City.

Nowe projekty w Polsce

W III kwartale w Polsce Grupa ID Logistics, podobnie jak na innych rynkach na świecie, utrzymała dynamiczne tempo rozwoju. Firma wzmocniła współpracę z klientami (branże: retail, FMCG, e-commerce i kosmetyczna), rozszerzając zakres obsługi magazynowej i rozpoczęła realizację nowych projektów. Wśród tych najważniejszych wymienić można:

  • Uruchomienie w Psarach (woj. śląskie) nowego centrum dystrybucyjnego sieci handlowej Carrefour o powierzchni 48 tys. mkw., odpowiadającego za zaopatrzenie supermarketów, hipermarketów, sklepów typu convenience i stacji benzynowych w południowej części kraju.
  • Rozpoczęcie prac związanych z uruchomieniem nowego centrum dystrybucji e-commerce o powierzchni 26 tys. mkw. w Nadarzynie k/Warszawy.
  • Otwarcie nowej spółki IDEO by ID Logistics, która pełni rolę Control Tower dla przepływów towarów w transporcie drogowym, kolejowym i multimodalnym dla Danone i firm z branży FMCG.

Perspektywy rozwoju biznesu

ID Logistics dąży do utrzymania szybkiego tempa rozwoju biznesu, ze szczególnym skupieniem na wykorzystaniu możliwości synergii i potencjału ostatnich akwizycji. Grupa koncentruje się na wzroście produktywności już rozpoczętych projektów i zarządzaniu nowymi, które mają być uruchomione jeszcze w roku 2022. Uważnie monitoruje też zmiany w sytuacji makroekonomicznej i reaguje na wynikające z nich potrzeby swoich klientów.

Branża transportowa w czasach podwyższonej niepewności

Do niedawna postępujący proces cyfryzacji, przechodzenie na zielony transport oraz szukanie nowych dróg rozwoju były pierwszymi skojarzeniami z przyszłością branży TSL, obecnie jednak zostały zastąpione jednym terminem – „niepewność”. Choć trudny 2022 rok zmierza ku końcowi, to przyszłość z pewnością nie napawa optymizmem i widnieje raczej pod znakiem pogłębienia kryzysu, niż jako szansa na jego zniknięcie. Jak w takiej sytuacji przygotować firmę na nadchodzący niepewny czas? – odpowiada Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Firmy z branży TSL, aby przetrwać, muszą być silne i odporne na docierający do nich zewsząd stres. Jednak, czy w tej niepewnej rzeczywistości, jest to możliwe? Przyszłość branży wydaje się krucha, dlatego zastanówmy się, jaki jest wyraz przeciwstawny do tego wyrazu – zapewne większość na to pytanie odpowiedziałaby „elastyczność”. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się Nassim Taleb, amerykański ekonomista i filozof. Twierdzi on, że każda elastyczność osiąga w końcu taki punkt, w którym pęknie, dlatego w celu określenia słowa przeciwstawnego dla kruchości wprowadził pojęcie antykruchość, które nabiera szczególnej wartości dla firm z każdego sektora gospodarki, którym przyszło mierzyć się z wyzwaniami naszej rzeczywistości.

Czym jest prawdziwa wytrzymałość?

Koncepcję antykruchości najłatwiej jest wyjaśnić za pomocą prostego przykładu – jeśli dana osoba chce wyrzeźbić swoje ciało i zbudować masę mięśniową, musi wykonywać określone ćwiczenia. Nie są one początkowo przyjemne – powodują ból i mikropęknięcia włókien mięśniowych, jednym słowem są one źródłem stresu dla naszych mięśni. Jednak w perspektywie czasu nie tylko uodparniają się one na niego, ale właśnie z jego pomocą rosną, stają się silniejsze i pięknie wyrzeźbione. Analogiczną sytuację można przyrównać do naszych organizacji: te firmy, które unikają czynników stresogennych, jednocześnie nie rozwijają się i słabną, tak samo, jak nieużywane mięśnie w naszych ciałach. Nieunikanie stresu we wcześniejszych latach prosperity z pewnością teraz procentuje, bowiem takie firmy rozwinęły już w sobie jakąś formę odporności, która przydaje się w środowisku, w którym obecnie działamy – zmiennym z dynamiczną gospodarką, wręcz zupełnie chaotyczną niczym sztorm na środku oceanu. Dlatego uciekanie przed sytuacjami stresowymi jest fundamentalnym błędem – trzeba pójść krok dalej, stawić mu czoła i przekuć w coś budującego, w coś, co pozwoli firmie nie tylko się uodpornić, ale również stać się silniejszą od konkurencji.

Różne oblicza stresu

Jak widzimy, stres nie musi mieć tylko negatywnych skutków, pod warunkiem, że jest on możliwy do opanowania, wówczas prowadzi do wytworzenia zupełnie nowej, wyższej jakości.  Jeśli nie możemy okiełznać stresu, doprowadzi on organizację do destrukcji. Tutaj po raz kolejny możemy przywołać przykład z mięśniami – podczas ich budowania nie spróbujemy, w celu szybkiego osiągnięcia wyników, upuścić na siebie dwudziestotonowej ciężarówki, bo wiadomo, jak skończyłaby się taka próba. Podobnie jest z czynnikiem stresowym dla firmy, którego zbyt duża dawka może okazać się zabójcza. W ostatnich latach na drodze branży TSL pojawiały się kolejne źródła wielkiego stresu. Taleb, oprócz pojęcia antykruchości, stworzył również pojęcie „czarnego łabędzia”, którego mianem określamy nieprzewidziane zdarzenie, wywierające znaczący wpływ na ludzką działalność. Takimi czarnymi łabędziami są z pewnością pandemia oraz wojna na Ukrainie. Te wydarzenia przewróciły do góry nogami znaną nam rzeczywistość i postawiły gospodarkę w niezwykle trudnej sytuacji. Antykruchość pozwala nie tylko funkcjonować w świecie czarnych łabędzi, ale również czerpać zyski z tych trudnych wydarzeń. To, co obecnie dzieje się na rynku transportowym, spokojnie można określić mianem chaosu – nic nie jest pewne, frachty są zmienne jak nigdy, przyszłość stoi pod znakiem zapytania, a kryzys wydaje się nie mieć końca. Czy w jakikolwiek sposób można przekuć to na sukces?

Antykrucha branża TSL

Zadajmy sobie pytanie, czy można poprowadzić firmę tak, aby nie tylko nie bała się chaosu, ale również była gotowa wykorzystać go na swoją korzyść. Firma antykrucha u podstaw powinna angażować się w przedsięwzięcia strategiczne mające już na samym początku małą szansę na generację strat, a jednocześnie pozwalające na zyski. Jeśli ten krok się udał, dalej powinniśmy postawić na opcjonalność, której założeniem jest zbudowanie takiego zestawu alternatyw biznesowych, żeby zmienność otoczenia nie spowodowała sytuacji, w której organizacja staje w martwym punkcie. Takie przygotowanie, polegające na posiadaniu kilku opcji biznesowych chroni firmę przed koniecznością angażowania się w każdy układ kontraktowy, byle by tylko jakoś utrzymać się na powierzchni. Dalej przejdźmy na poziom taktyczny – tutaj antykruchość wymaga budowania tzw. redundancji. Pod tym pojęciem kryje się tzw. przemyślana nadmiarowość w wybranych obszarach, która umożliwia zachowanie drożności procesów w środowisku ciągłych, nieoczywistych zmian. Można budować ją w obszarze zapasów produktowych, sukcesji czy wiedzy – to zależy od indywidualnego przypadku. Największą trudnością podczas tego procesu jest konieczność zachowania przez managera zimnej krwi i silnej determinacji, która pozwoli uchronić się od złych inwestycji lub wręcz przeinwestowania.

Odejście od schematów

Przyglądając się naszej firmie, warto przemyśleć, o które jej obszary i elementy warto zadbać w pierwszej kolejności, bowiem w ostatecznym rozrachunku to właśnie one mogą mieć kluczowy wpływ na rentowność czy jakościową realizację umów. Skupienie się na zawężonej liście naprawdę decyzyjnych elementów pozwala na osiągnięcie jak najwyższej skuteczności działań, przy niewielkim zużyciu zasobów. Pomaga to również odnaleźć się we wszechogarniającym chaosie, bowiem czym on jest większy, tym zalecana jest większa koncentracja, na zawężonych aspektach. Ostatnim elementem, na który warto zwrócić uwagę, jest podejście nielinearne, czyli uświadomienie sobie, że nie zawsze ta najkrótsza, linearna droga jest w rzeczywistości najlepszą do obrania dla organizacji. Czasem trzeba odejść od znanych schematów i potraktować ich elementy jako ewentualne punkty przystankowe na własnej drodze, którą trzeba przygotować indywidualnie pod organizację.

Przepis na sukces?

Czy trzymanie się tych wskazówek zapewni stworzenie antykruchej, niezniszczalnej firmy? Na pewno w tym pomoże, jednak tak naprawdę trzeba tę teorię potraktować jako drogowskaz, który może zaprowadzić nas do celu. Podstawą wszystkiego, o której warto wspomnieć, jest komunikacja. W tych niepewnych, chaotycznych czasach to komunikacja i zaufanie stają się kluczowym komponentem wydajności firmy. Przytłaczająca nas zmienność wymaga niestandardowego podejścia i niestandardowych zachowań, do których nie są stworzone linearne procesy i znane schematy. W tej sytuacji to właśnie komunikacja staje się istotną składową wydajności firmy i umożliwiającą prawidłową realizację zdań. Jak zatem przygotować własne przedsiębiorstwo na funkcjonowanie w tej szalonej ekonomii chaosu? Trzeba przekuć wcześniejsze doświadczenia w siłę i być gotowym na kolejne trudności. Wówczas już żaden czarny łabędź nie będzie w stanie nas zaskoczyć.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Salesforce Shopping Index Q3 – gdy świat zwalnia, Europa Środkowa wciąż kupuje, nawet więcej niż rok temu

Wzrost kosztów życia, obawy geopolityczne i ograniczenia w łańcuchach dostaw nadal nie oszczędzają światowego handlu online. Według najnowszej odsłony Salesforce Shopping Index, globalna sprzedaż online spadła (w ujęciu globalnym) o 2% rok do roku (YoY) w trzecim kwartale 2022 roku.

Liczba osób dokonujących zakupów przez Internet (-4%) wraz z wartością zamówień (-5%) spadła w porównaniu z rokiem poprzednim, ponieważ konsumenci na całym świecie pozostają ostrożni w wydawaniu pieniędzy – dane globalne.

Jeszcze większy spadek odnotowano w przypadku całego Starego Kontynentu. Sprzedaż online w Europie w trzecim kwartale 2022 roku spadła o 9% rok do roku, przy czym wartość zamówień zmniejszyła się o 1%. Konsumenci w regionie wydali więcej na modę – w szczególności Obuwie (+18%), a także Torebki i Bagaż (+17%) – podczas gdy znacznie mniej chętnie sięgali po artykułu z kategorii Zabawki i Nauka (-22%) oraz Dom (-19%). Bardzo widoczny jest tutaj wpływ wojny na Ukrainie, która spowodowała wzrost cen energii i przyczyniła się do notowanych kolejnych rekordów inflacji, a także niepewności gospodarczej i jej negatywnego wpływu na zaufanie konsumentów. W III kwartale ciężkie chwile przeżywała przede wszystkim Wielka Brytania – kraj ten musiał zmagać się z trwającymi skutkami Brexitu, stanem politycznej niepewności oraz wspomnianymi wcześniej problemami, z którymi borykają się detaliści w całej Europie. Sprzedaż online w regionie UKI spadła o 13% rok do roku, wielkość zamówień spadła o 8%, zaś ruch na platformach handlu internetowego pozostał bez zmian.

Wyłączoną z powszechnych spadków zainteresowania e-zakupami enklawą okazała się jednak Europa Środkowo – Wschodnia. Handel elektroniczny w Europie Wschodniej wzrósł w III kwartale o 6%, a liczba zamówień wzrosła o 17%, pomimo 2% spadku ruchu. Wzrost ten można prawdopodobnie przypisać zauważalnym wzrostom nominalnych stawek płac, które były obserwowane w całym regionie w ciągu ostatnich kilku kwartałów, co przekłada się na większą swobodę wydatków. Oxford Economics spodziewa się, że wzrost płac w regionie pozostanie na wysokim poziomie, przy czym należy oczywiście zaznaczyć również fakt, że gwałtowna inflacja w regionie utrzyma się dłużej. Co ciekawe, trendowi malejących obrotów w e-handlu opiera się również Hiszpania. W III kwartale b.r. odnotowała skromny wzrost o 2% w ujęciu rocznym, przy czym liczba zamówień wzrosła o 17%. Ogólny ruch w sieci wzrósł o 10%, dzięki 11% wzrostowi ruchu na komputerach stacjonarnych i 10% wzrostowi ruchu na urządzeniach mobilnych.

Jak przekonuje analiza Salesforce Shopping Index, w związku z tym, że zbliża się szczyt sezonu zakupowego, można się spodziewać, że nie odnotujemy znaczącego wzrostu sprzedaży online w stosunku do roku ubiegłego, niezależnie od tego, że szczyt sezonu zakupowego rozpoczął się w tym roku wcześniej od przewidywań.

Metodologia:

Zasilany danymi z platformy Salesforce, Shopping Index odkrywa prawdziwą historię zakupów. Analizujemy poprzednie dziewięć kwartałów, aby dogłębnie zrozumieć, jak zmieniają się zachowania konsumentów i jak zmienia się rynek. Shopping Index analizuje aktywność i statystyki zakupów online ponad 1,5 miliarda unikalnych globalnych kupujących z ponad 61 krajów. Ten zestaw wskaźników obejmuje zarówno najnowszą historię, jak i obecny stan handlu cyfrowego.

Covid znów straszy

Wczorajszy dzień dla mało uważnego obserwatora brzmiał trochę jak powrót do przeszłości. Chiny walczą z covidem w listopadzie 2022 roku. Prezes EBC zapowiedziała kolejny raz walkę z inflacją.

Wystąpienie prezes EBC

Wielu analityków spodziewało się, że na wczorajszym posiedzeniu zobaczymy znów delikatną stronę EBC. Nic bardziej mylnego. Pani Christine Lagarde opowiadała ponownie o konieczności walki z inflacją. To z kolei wiązało się z zapowiedzią, że to nie koniec podwyżek stóp procentowych. Dlaczego spodziewano się łagodniejszego podejścia? Powodów było kilka. Z jednej strony jak mantra powtarzane nadchodzenie spowolnienia gospodarczego. Z drugiej strony spadki cen surowców energetycznych w ostatnich miesiącach. Dzisiaj co prawda zarówno ropa naftowa, jak i gaz ziemny odbiły się trochę od ostatnich minimów, ale oba najważniejsze surowce energetyczne są na niskich poziomach, patrząc z perspektywy ostatnich miesięcy.

Zmiana polityki antycovidowej Chin?

Akapit ten może brzmieć, jakby został skopiowany z tekstu sprzed roku. Nie zmienia to faktu, że naprawdę ważną wiadomością jest konferencja w sprawie polityki walki z covid w Chinach. Tak, 29 listopada 2022 roku, kiedy część świata zapomniała już o pandemii. W Chinach mamy jednak obecnie największą liczbę zachorowań od początku pandemii. Analitycy spodziewają się luzowania ograniczeń, aczkolwiek wskazują, że przy obecnych wzrostach mogą być one rozłożone w czasie. To właśnie ryzyko eskalacji jest jednym z powodów, przez które oczekuje się mniejszej konsumpcji surowców energetycznych w tamtej części świata.

Problemy brytyjskiej sprzedaży

Wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii okazały się dużym problemem dla funta. Wskaźnik sprzedaży opublikowany przez Konfederację Brytyjskiego Przemysłu osiągnął wynik -19 pkt. Pojedyncze słabsze odczyty miały już miejsce, jednakże każdy kolejny taki odczyt budzi poważne wątpliwości analityków. Badania ankietowe mają swoje wady, aczkolwiek pokazują pewien niekorzystny obraz. Spadająca sprzedaż sugeruje nadchodzące spowolnienie gospodarcze. To z kolei jest powodem osłabienia się waluty po publikacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
14:30 – Kanada – PKB,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Perfumy Hugo Boss – jak wybrać zapach dla siebie?

Perfumy to wdzięczny temat. Na rynku jest wiele produktów perfumeryjnych, każdy jest więc w stanie znaleźć idealny zapach dla siebie, który stanie się jego „signature scent” noszonym przez niego na co dzień i od święta. Można znajdować perfumy popularnych marek, jak też i zapachy niszowe, których reklam nie sposób szukać w telewizji. Niemniej jednak nadal sporą popularnością cieszą się perfumy Hugo Boss. Jakie zapachy są w asortymencie tej marki? Na które z nich warto zwrócić uwagę?

Hugo Boss perfumy – dlaczego warto się nimi zainteresować?

Perfumy Hugo Boss są na rynku już od wielu lat i od samego początku cieszą się niesłabnącą popularnością wśród klientów – nie tylko mężczyzn, ale również i kobiet. Dzieje się tak ze względu na nuty zapachowe, które są dobrane w taki sposób, aby komponowały zapachy, które nie dadzą o sobie zapomnieć. W zależności od tego, jaki produkt wybierzesz dla siebie możesz pachnieć kwiatowo, przyprawowo, owocowo czy aromatycznie i drzewnie. Dzięki takiej różnorodności zapachowej, każdy będzie w stanie znaleźć perfumy dla siebie, które będą mu odpowiadały.

Zapachy Hugo Boss – jakie zapachy można znaleźć w asortymencie firmy?

Asortyment perfumowy Hugo Bossa jest naprawdę bardzo rozbudowany – można się więc mocno nagimnastykować, aby wybrać dla siebie perfumy, które faktycznie się nam spodobają. Jakie zapachy cieszą się jednak największą popularnością? Warto chociażby sprawdzić jak pachnie Hugo Boss Bottled, idealna kompozycja dla mężczyzn dostępna w kilku różnych wersjach. Oprócz Bottled, warto również sprawdzić Hugo Boss The Scent, który ma dwie wersje – jedną przeznaczoną dla mężczyzn a drugą dla kobiet.

Perfumy Hugo Boss – jakie nuty zapachowe dominują w poszczególnych perfumach?

Jakie są nuty zapachowe w perfumach Hugo Boss? Wszystko zależy od tego, jakie perfumy masz na myśli? W Bottled można wyczuć w nucie głowy jabłko, bergamotkę i czarny pieprz. W nucie serca cynamon, gałkę muszkatołową i kardamon a w nucie bazy wetiwerie i piżmo. Z kolei w The Scent można wyczuć skórę i irysy w wersji męskiej a w wersji damskiej wetiwerię i kwiat pomarańczy. Jak więc widać nuty są naprawdę zróżnicowane, dzięki czemu perfumy są głębokie i mają wiele warstw.

Perfumy damskie Hugo Boss – konkretne propozycje

Jakie wody perfumowane i toaletowe z asortymentu Hugo Boss najlepiej sprawdzą się u kobiet? Proponowany powyżej The Scent ma zarówno wersję damską, jak i męską. Oprócz tego panie powinny zwrócić uwagę również na takie zapachy, jak Hugo Woman, Hugo Boss Nuit czy Hugo Boss Deep Red. Także perfumy Alive są warte wypróbowania. Produkty Hugo Boss mają to do siebie, że świetnie sprawdzą się w każdej sytuacji, w której będą używane – niezależnie czy będziesz ich używać do szkoły czy do pracy a może na spotkania z przyjaciółmi.

Perfumy męskie Hugo Boss – jakie zapachy wybrać dla mężczyzn?

Wspomniane wyżej perfumy Hugo Boss Bottled Unlimited czy Hugo Boss the Scent a także Hugo Iced i Hugo Just Different to zapachy, które z pewnością spodobają się mężczyznom. Cechuje je ponadczasowa elegancja i ciekawe kompozycje zapachowe. Niezależnie od wody perfumowanej, którą wybierzesz, każdy zapach od Hugo Boss świetnie sprawdzi się zarówno w pracy, na uczelni czy na randce. Także wody toaletowe będą dobrym rozwiązaniem, szczególnie dla tych, którym zależy na nieco lżejszym zapachu.

Marka Hugo Boss a zapachy innych marek – dlaczego warto się zdecydować się na perfumy od Hugo Boss?

Na jakim poziomie znajdują się perfumy Hugo Boss w porównaniu do zapachów innych marek? Dlaczego warto zainteresować się zapachami właśnie od Hugo Bossa? Perfumy Hugo Bossa mają dwie główne zalety. Ich zapachy są naprawdę nietuzinkowe i świetnie skomponowane a poza tym są dobre cenowo. Każdy może sobie na nie pozwolić. W przeciwieństwie do marek niszowych, których produkty mogą kosztować nawet po kilka tysięcy złotych, perfumy Hugo Boss są praktycznie na każdą kieszeń. Warto więc się z nimi zapoznać.

Woda perfumowana i woda toaletowa – gdzie można znaleźć perfumy Hugo Boss?

Gdzie szukać zapachów Hugo Boss? Gdzie znaleźć takie produkty, jak Hugo Boss Bottled czy Hugo Boss the Scent? Oczywiście można sprawdzić w sklepach stacjonarnych, ale prędzej i łatwiej znajdzie się je w sklepach online. Warto więc wejść na stronę Superpharm i to właśnie tam poszukać perfum, które podbiją twoje zmysły i sprawią, że zbierzesz komplementy niezależnie od tego, czy pójdziesz nimi spryskany do pracy, szkoły czy też na randkę lub na jakiekolwiek inne spotkanie.

Hays Poland: 35 proc. firm umożliwia pracę z zagranicy przynajmniej niektórym pracownikom

W wyniku zmian na rynku pracy, firmy coraz częściej pochylają się nad nowymi benefitami, modelami pracy i strategiami zatrudnienia. Z kolei specjaliści poszukują ciekawych możliwości rozwoju, oferujących im większą elastyczność. Na popularności zyskuje model „work from anywhere”, zakładający pracę zdalną z dowolnego miejsca na świecie. Początkowo wdrażany na Zachodzie, obecnie testowany jest także przez część polskich pracodawców. Jak wynika z najnowszego raportu Hays Poland, możliwość pracy z zagranicy jest rozwiązaniem, które przynajmniej niektórym pracownikom oferuje 35 proc. firm.

Najnowszym trendem w zakresie elastyczności pracy jest pełnienie obowiązków zawodowych w modelu „work from anywhere”. Chociaż termin ten często jest wykorzystywany w dyskusji na temat globalizacji rynku pracy i zatrudniania pracowników zdalnych na całym świecie, to w praktyce dla wielu pracodawców oznacza on dodatkowy benefit pracowniczy. W ramach uatrakcyjniania swojej oferty, firmy zazwyczaj umożliwiają członkom zespołów odbywanie wyjazdów zagranicznych na określony czas, podczas których mogą wykonywać służbowe obowiązki i jednocześnie realizować prywatne plany.

Jak wynika z badania opisanego na łamach raportu Hays Poland stworzonego we współpracy z kancelarią Baker McKenzie „Work from anywhere. Nowe oblicze elastyczności”, możliwość pracy z zagranicy jest rozwiązaniem testowanym także w polskich firmach. W ankiecie przeprowadzonej w okresie od września do października wzięło udział 870 respondentów – pracodawców i pracowników – którzy zostali zapytani m.in. o korzyści i wady, stosowane zabezpieczenia prawne oraz doświadczenia związane z modelem „work from anywhere”.

Praca z zagranicy dostępna na prośbę pracownika

Choć koncepcja pracy z dowolnego miejsca na świecie jest tematem wielu dyskusji na rynku, to zdecydowana większość polskich firm wciąż zachowuje do niej dystans. Wyniki badania pokazują, że chociaż 35 proc. pracodawców zdecydowało się przetestować model „work from anywhere”, to zazwyczaj nie jest to ogólnodostępne, systemowe rozwiązanie, będące jednym z elementów polityki firmy. Zdecydowanie częściej możliwość pracy z zagranicy jest traktowana jako benefit dla określonych grup pracowników lub pojedynczych osób, które o to zawnioskują.Praca z zagranicy dostępna na prośbę pracownika

Źródło: Raport Hays i Baker McKenzie „Work from anywhere. Nowe oblicze elastyczności”, październik 2022

Wiele zależy przy tym od rodzaju wykonywanej przez nich pracy, kraju, z którego chcą pracować, oraz planowanej długości pobytu. Najwięcej, bo 46 proc. pracodawców testujących „work from anywhere” odpowiedziało, iż pracownicy mogą praktykować omawiany model wyłącznie w krajach zaaprobowanych przez firmę. W zdecydowanej większości przypadków podobnie wygląda okres pobytu za granicą, gdyż aż 67 proc. pracodawców za każdym razem ustala to indywidualnie z pracownikiem.

Wyniki badania dowodzą, iż specjaliści, którzy mają doświadczenie pracy w modelu „work from anywhere” to najczęściej pracownicy z branży IT, finansów oraz księgowości.

Firmy dostrzegają inne zagrożenia niż specjaliści

Badanie wykazało wyraźną rozbieżność pomiędzy oceną wad „work from anywhere”. Według firm największą wadą modelu jest osłabienie partnerskich relacji w zespołach (62 proc.). Na drugim miejscu pojawiły się niejasne przepisy prawa, a na kolejnym – ograniczona dostępność pracowników w nagłych przypadkach. Z kolei pracownicy jako słabą stronę koncepcji pracy z dowolnego miejsca na świecie najczęściej wskazywali aspekt prawny (44 proc.) oraz brak odpowiednio wyposażonego stanowiska pracy (33 proc.).

Rzeczywiście, po szerszym zastosowaniu pracy zdalnej w niektórych organizacjach faktem stało się osłabienie relacji. Pracownicy jednak dobrze poradzili sobie z wypełnieniem tej luki i nie utożsamiają dbałości o pozytywne, partnerskie relacje ze współpracownikami z koniecznością regularnego pojawiania się w biurze. Co za tym idzie, są bardziej otwarci na „work from anywhere”, traktując pracę z zagranicy jako przygodę i możliwość poszerzenia horyzontów w bezpiecznym i znanym środowisku biznesowym. – tłumaczy Łukasz Grzeszczyk, Executive Director w Hays Poland.

Możliwość poszerzenia horyzontów nie jest jednak jedyną zaletą modelu „work from anywhere”. Według specjalistów największą korzyścią pracy z zagranicy jest poprawa równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym (88 proc.). Doceniają również możliwość poznania innego kraju i jego kultury oraz nauki języka obcego w praktyce. Pracodawcy z kolei wskazują na większe zadowolenie zatrudnionych (85 proc.), zachowanie przez nich work-life balance (73 proc.) oraz łatwiejsze pozyskiwanie pracowników (71 proc.).Firmy dostrzegają inne zagrożenia niż specjaliści

Możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi.

Źródło: Raport Hays i Baker McKenzie „Work from anywhere. Nowe oblicze elastyczności”, październik 2022

Plany na przyszłość

Jak wynika z badania, spośród 65 proc. ankietowanych organizacji, które obecnie nie umożliwiają pracy z zagranicy, zdecydowana większość nie planuje wdrażać modelu „work from anywhere”. Z czego to wynika? Jak zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director w Hays Poland, firmy na polskim rynku pracy mogą jeszcze nie być gotowe na taki krok.

– Brak otwartości pracodawców na tę koncepcję może wynikać z faktu, iż w ostatnim czasie zdecydowana większość organizacji wprowadziła już inne zmiany – pracę hybrydową, w modelu home office lub z krótszymi piątkami. Co za tym idzie, w perspektywie wielu firm kolejna transformacja w sposobie pełnienia obowiązków przez pracowników mogłaby spowodować, iż całkowicie zniknie przestrzeń do integracji i bezpośredniego kontaktu w zespołach. – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.

Pracodawcy brak planów wdrożenia modelu „work from anywhere” najczęściej argumentują nieotrzymaniem zgody ze strony centrali firmy (44 proc.), która jest niezbędna do wprowadzania takich zmian w filiach międzynarodowych przedsiębiorstw. Ankietowani wskazali także, iż taka decyzja niejednokrotnie wynika z potrzeby lub chęci utrzymania systematycznej pracy zatrudnionych z biura oraz wysokiego ryzyka prawnego.

Jednak jak zauważa Michał Lisawa, adwokat współkierujący praktyką prawa pracy w Baker McKenzie Polska, odpowiednie przygotowanie się do wdrożenia pracy z zagranicy pozwala ograniczyć ryzyko: – Przepisy nie zabraniają wykonywania pracy z zagranicy, jeśli odbywa się to za zgodą pracodawcy. Natomiast może się to wiązać z pewnymi konsekwencjami prawnymi zarówno dla pracownika, jak i firmy. Dlatego coraz więcej pracodawców stosuje rozwiązanie polegające na wprowadzeniu regulaminu wewnętrznego, który ustanawia ogólne zasady i ograniczenia dotyczące pracy zdalnej z zagranicy. Ograniczenia mogą odnosić się do okresu takiej pracy, państw gdzie może być ona świadczona czy czynności, które pracownik może wykonywać podczas pracy z zagranicy. Regulamin może także zobowiązywać zatrudnionych do wykupienia odpowiedniego ubezpieczenia i zapewnienia sobie stanowiska pracy zgodnego z wymogami BHP. Rozwiązanie to nie eliminuje całkowicie ryzyka związanego z pracą zdalną z zagranicy, ale w praktyce pozwala je zdecydowanie ograniczyć. – wyjaśnia.

W przyszłości nastawienie lokalnych pracodawców oraz przedstawicieli centrali międzynarodowych firm może się jednak zmienić. Organizacje zdają sobie bowiem sprawę z tego, iż model „work from anywhere” jest atrakcyjnym elementem oferty, który może pomóc w przyciąganiu specjalistów. Wraz z rosnącą popularnością takich rozwiązań spadną również obawy firm związane chociażby z kwestiami prawno-podatkowymi.

O RAPORCIE
Raport „Rozwój zawodowy – oczekiwania specjalistów i możliwości firm” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym w okresie od września do października 2022 roku wśród 870 respondentów – pracodawców i pracowników.

FPP: emerytury stażowe to zły pomysł

W Sejmie od grudnia ubiegłego roku czekają dwa projekty dotyczące emerytur stażowych – prezydencki oraz obywatelski projekt NSZZ „Solidarność”, pod którym zebrano 235 tys. podpisów. Zgodnie z tym rozwiązaniem kobiety mogłyby przechodzić na emeryturę po przepracowaniu 35 lat, a mężczyźni po przepracowaniu 40 lat – niezależnie od tego, w jakim są wieku. Mogą być w wieku niższym niż ustawowy wiek emerytalny. Emerytura stażowa przysługiwałaby pod warunkiem, że jej wysokość ustalona przy zastosowaniu tzw. formuły zdefiniowanej składki nie byłaby niższa od minimalnej emerytury. Projekt trafił do Komisji Polityki Społecznej i Rodziny. Polska jest obecnie najszybciej starzejącym się społeczeństwem Unii Europejskiej. W perspektywie najbliższych czterech dekad, wskaźnik obciążenia demograficznego – czyli stosunku liczby osób w wieku emerytalnym do liczby osób w wieku pracującym – zwiększy się o około 38 punktów, podczas gdy w Unii Europejskiej średnio wzrośnie o około 24 punkty. Stoimy przed perspektywą, w której w czasie nie dłuższym niż 25 lat na jednego emeryta będzie pracował jeden pracownik. Utrzymanie takich relacji w dłuższym okresie nie będzie możliwe. Będzie musiało się to wiązać albo z drastyczną podwyżką podatków, albo drastycznym obniżeniem wysokości emerytur. 

– NSZZ „Solidarność” proponuje złe rozwiązanie, które zaszkodziłoby przyszłym emerytom. Spowodowałoby znacznie niższy poziom świadczeń – ale przede wszystkim całkowicie ignoruje otoczenie, w którym obecnie się znajdujemy i uwarunkowania, w jakich taki system miałby funkcjonować – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Rozwiązanie proponowane przez Solidarność absolutnie nie jest na rękę emerytom. Zresztą trudno sobie wyobrazić, by w ramach takiego systemu kobieta, która zaczęła pracę zawodową w wieku 19 lat, która ma okresy składkowe i też nieskładkowe 35-letnie, przechodziła na emeryturę w wieku 54 lat. Zgodnie z obecnymi tablicami trwania życia i ignorując to, że z biegiem czasu trwanie życia się wydłuża, taka kobieta żyłaby na emeryturze – średnio rzecz biorąc – przez 30 lat. Czyli pracowałaby 35 lat, a pobierała emeryturę przez 30 lat. W ramach żadnego systemu emerytalnego nie jest możliwe utrzymanie takich relacji pomiędzy okresem życia zawodowego i życia na emeryturze. Nie jest tak, że każda osoba, która pracowała 35 lub 40 lat jest w takim stanie, że nie może kontynuować tej pracy. Nie każdy wykonywał ciężką fizycznie pracę, która powoduje takie wyczerpanie organizmu, powstawanie takich chorób, które uniemożliwiają dłuższą pracę. A dla osób faktycznie wykonujących ciężką, fizyczną pracę dedykowany jest system emerytur pomostowych – wcześniejszych emerytur, na które przechodzą osoby wykonujące prace w szczególnych warunkach i o szczególnym charakterze. Tak więc zamiast rozmawiać o emeryturach stażowych dla każdego – które byłyby wręcz emeryturami głodowymi – lepiej rozmawiajmy o tym, w jaki sposób reformować system emerytur pomostowych – podkreśla Kozłowski.

Zmiany w zarządzie Polskiej Grupy Supermarketów

Polska Grupa Supermarketów będzie zarządzana przez Piotra Suchockiego, członka zarządu, pełniącego tą funkcję od lutego 2022. Zastąpił on na stanowisku Zbigniewa Wysockiego, który rozstał się z firmą w połowie listopada. Decyzja o odejściu ze stanowiska byłego prezesa podyktowana była względami osobistymi. O przekazaniu obowiązków Piotrowi Suchockiemu zadecydowała Rada Nadzorcza Spółki. 

Wybór Piotra Suchockiego związany jest z nowymi wyzwaniami stojącymi przed Polską Grupą Supermarketów w zmieniających się realiach rynkowych. Piotr Suchocki jest związany z PGS, właścicielem marki Top Market, od stycznia 2021 roku, kiedy objął stanowisko Dyrektora Operacyjnego. Od lutego 2022 roku wszedł do zarządu firmy i brał czynny udział w zarządzaniu Spółką.

Zmiana w składzie zarządu sieci nie wpłynie na zmiany strategii. Naszym priorytetem nadal jest zacieśnianie współpracy z partnerami, optymalizacja łańcucha dostaw i budowa oferty asortymentowej dostosowanej do potrzeb naszych placówek handlowych i oczekiwań konsumentów – mówi Piotr Suchocki z Polskiej Grupy Supermarketów, który – od przeszło 20 lat – związany jest z polskim rynkiem FMCG.

Deloitte: 15 największych spółek budowlanych w Polsce zarobiło w 2021 r. ponad 37 mld zł

Realizacja inwestycji infrastrukturalnych, prowadzonych przez podmioty publiczne, miała zdecydowany wpływ na wzrost produkcji budowlano-montażowej w Polsce w 2021 roku. Niemniej rosnące koszty działalności (wzrost cen materiałów, kosztów pracy) osłabiły oczekiwaną rentowność sektora i w kontekście pogarszających się perspektyw makroekonomicznych wyniki spółek budowlanych będą pod dużą presją – wynika z raportu Polskie Spółki Budowlane 2022, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Nie bez znaczenia dla kondycji branży jest również skuteczne dostosowanie się do coraz bardziej rygorystycznych wymogów ESG, co, jeżeli zostanie wdrożone z sukcesem, pozwoli firmom budowlanym uzyskiwać istotną przewagę konkurencyjną.

Przygotowany przez firmę doradczą Deloitte raport Polskie Spółki Budowlane 2022 pokazuje, że w 2021 r. produkcja budowlano-montażowa mierzona w cenach stałych wzrosła o 5 proc. r/r. Przedsiębiorstwa budowlane zatrudniające powyżej 9 osób zrealizowały w tym okresie inwestycje o wartości 242,1 mld zł (przy 230,6 mld zł w poprzednim roku). Kluczową rolę we wzroście produkcji budowlanej w tym okresie miał sektor robót budowlanych związanych ze wznoszeniem budynków (wzrost rok do roku o 6,4 proc.) oraz dział inżynierii lądowej i wodnej (wzrost rok do roku o 6,2 proc.). Firmy zajmujące się pracami specjalistycznymi zanotowały wzrost o 3,4 proc.

Struktura polskiego rynku budowlano-montażowego w 2021 zachowała trend historyczny. Największą jego część stanowiła infrastruktura transportowa (30,3 proc.), następnie budynki niemieszkalne (30 proc.) oraz mieszkalne (18,9 proc.). Pozostałe elementy to rurociągi, linie telekomunikacyjne i energetyczne, budowle na terenach przemysłowych oraz pozostałe obiekty inżynierii wodnej i lądowej.

Głównymi inwestorami na polskim rynku budowlanym pozostają podmioty publiczne, realizujące inwestycje drogowe i kolejowe. Prowadzone obecnie projekty infrastrukturalne będą miały udział we wzroście produkcji budowlano-montażowej jeszcze przez najbliższe kilka lat, aczkolwiek rosnąca presja kosztowa spowodowana wzrostem cen realizacji kontraktów, przez ograniczoną dostępność materiałów, ale też rosnące koszty energii, a także oraz pogarszające się czynniki makro – rosnącą inflację oraz stopy procentowe – może wyhamować część potencjalnych projektów. Analogicznie jak w poprzednich latach kluczowe znaczenie dla polskiego sektora budowlanego mają fundusze unijne, których Polska była i jest dużym beneficjentem – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

W 2021 roku rentowność podmiotów działających na rynku budowlanym, zarówno na poziomie działalności podstawowej (marży brutto), jak i wyniku obejmującego pozostałą działalność operacyjną i finansową (marży netto) lekko wzrosła w porównaniu do ubiegłego roku. Jednakże utrzymujący się wzrost kosztów działalności operacyjnej, który został dodatkowo zintensyfikowany poprzez konflikt na Ukrainie spowoduje, iż utrzymanie rentowności w kolejnych latach będzie wyzwaniem.

Budimex z najwyższymi przychodami i wynikami sprzedaży w 2021 r.

W 2021 r. przychody największych piętnastu spółek budowlanych osiągnęły poziom prawie 37,2 mld zł, co stanowiło wzrost o 17,4 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Liderem rankingu podobnie jak w poprzednich latach została Grupa Budimex, której przychody wynosiły 7,9 mld zł, co oznacza wzrost o 2,6 proc. w porównaniu do 2020 r. Na drugim miejscu znalazła się Grupa Strabag z przychodami na poziomie 5,1 mld zł (spadek o ok. 2 proc.). Miejsce trzecie zajęła Grupa PORR realizując przychody na poziomie 3,5 mld zł. Warto jednocześnie zauważyć, że największy wartościowy wzrost przychodów w minionym roku uzyskały Grupa Mirbud i Grupa Erbud – odpowiednio o 1,3 mld zł i 874 mln zł więcej.

Spółki notujące spadki przychodów w większości zajmowały niższe miejsca w rankingu Deloitte. Wyjątkiem jest Grupa Strabag, której udało się utrzymać pozycję z poprzedniego roku również w tegorocznej edycji rankingu, mimo przychodów niższych o 104 mln zł.

Budimex uzyskał także najwyższy wyniki ze sprzedaży, który wyniósł w 2021 r. 834 mln zł. Z wyraźnie niższym wskazaniem druga w zestawieniu jest Grupa Erbud (293 mln zł). Największy wzrost nominalny i procentowy odnotował jednak PUT Intercor, poprawiając wynik o prawie 189 mln zł, co daje ponad 1 500 proc. wzrostu. Dla wszystkich największych 15 spółek średnia marża operacyjna zwiększyła się o 37 mln zł (23,5 proc. w ujęciu rocznym).

Kolejnym ze wskaźników odzwierciedlających kondycję największych spółek budowlanych jest wynik netto. Średni wynik netto piętnastu największych spółek był dodatni i wyniósł 116,1 mln zł, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do wyniku za ubiegły rok, gdy kształtował się na poziomie 69,4 mln zł.

Wśród spółek prezentowanych w rankingu większość osiągnęła zysk netto, a dwie poniosły stratę. Na pierwszym miejscu, piąty rok z rzędu, uplasowała się Grupa Budimex z zyskiem netto w wysokości 986,5 mln zł, osiągając tym samym jego największą nominalną zmianę (wzrost o 515 mln zł). Drugą pozycję w rankingu uzyskała Grupa Mirbud z wynikiem 128 mln zł. Podium uzupełnia PUT Intercor z wynikiem prawie 125 mln zł, co oznacza poprawę wyniku netto w porównaniu z 2020 r. o ponad 116 mln zł w ujęciu nominalnym.

Budownictwo jedną z branż o największym wpływie na środowisko naturalne

Jak wynika z raportu Deloitte, w obliczu przepisów, obowiązków raportowania i wymagań klientów branża budowlana coraz częściej jest zobowiązana do zajęcia się społecznymi i środowiskowymi skutkami swojej działalności. W wielu europejskich krajach obowiązują coraz bardziej rygorystyczne wymagania dotyczące budowania obiektów, dodatkowo powstają coraz to nowsze krajowe, unijne czy ogólnoświatowe regulacje dotyczące dekarbonizacji budownictwa, liczenia śladu węglowego budynków czy osiągnięcia neutralności klimatycznej w tym sektorze.

Sektor budowlany pośrednio powiązany jest z kilkoma innymi, m.in.: elektroenergetyką, ciepłownictwem i transportem czy przemysłem wytwórczym. Złożoność wykorzystywanych materiałów i usług niezbędnych do wybudowania nieruchomości, powoduje, że jest jednocześnie jedną z branż mających największy wpływ na środowisko naturalne.

Zdaniem ekspertów Deloitte, umiejętne wprowadzenie polityki zrównoważonego rozwoju do strategii firmy może przyczynić się do znaczących korzyści. Implementacja proekologicznych rozwiązań wpływa na ograniczenie śladu węglowego budynków, czyli bezpośredniej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Działanie to może podnieść wartość przedsięwzięcia, jak i całego przedsiębiorstwa.

Odpowiedzialne podejście do wymagań z zakresu ESG może przynieść korzyści finansowe dla inwestora, ponieważ znacząco podnosi jakość realizowanych projektów, a to będzie miało znaczenie dla inwestorów, którzy coraz częściej będą szukać inwestycji opartych o zrównoważone założenia. Realizacja projektów biorąca pod uwagę zmniejszenie zapotrzebowania na energię w fazie budowy i samego użytkowania obiektu przynosi również znaczące korzyści dla ich użytkowników, gdyż powoduje obniżenie kosztów eksploatacyjnych w przyszłości. Co więcej, wykorzystanie możliwości ESG i ujawnianie informacji na ten temat może poprawić wizerunek wśród inwestorów, opinii publicznej, pracowników i innych interesariuszy – mówi Łukasz Michorowski, partner w dziale Audit & Assurance, ESG w zespole audytu, Deloitte.

W praktyce oznacza to, że firmy, które skupią się na zielonym budownictwie i wdrażają zasady ESG, mają szansę polepszyć swoją reputację oraz zwiększyć wartość i konkurencyjność na rynku. Uzyskanie pozycji lidera, może przyczynić się do ułatwienia w pozyskiwaniu środków finansowania zrównoważonej działalności, zwiększenia zaufania wśród klientów, najemców oraz inwestorów. Dodatkowo w związku ze zmieniającymi się przepisami, zastosowanie się do rekomendowanych rozwiązań już teraz, zanim zaczną obowiązywać, skutkuje wyprzedzeniem konkurencji, zrozumieniem istniejącej polityki oraz przygotowaniem na planowane w przyszłości zmiany w regulacjach prawnych.

Wojna w Ukrainie a kondycja branży budowlanej

Branża budowlana w ostatnich latach utrzymywała się w trendzie wzrostowym napędzanym przez dobrą koniunkturę gospodarczą i duże programy infrastrukturalne finansowane ze środków unijnych. Ponadto utrzymujące się w poprzednich latach niskie stopy procentowe pozytywnie wpływały na rozwój budownictwa mieszkalnego czy komercyjnego w Polsce. Sytuacja na rynku budowlanym zmieniła się na początku roku 2022, wraz z wybuchem wojny w Ukrainie i rosnącymi od końca 2021 stopami procentowymi. W bieżącym roku koniunktura w budownictwie zdecydowanie spowolniła względem poprzednich lat.

W raportach rocznych największych spółek budowlanych przygotowywanych za rok obrotowy 2021 sygnalizowany jest wpływ wojny w Ukrainie na ich sprawozdania finansowe. Jak zauważają eksperci Deloitte, spółki w sposób ciągły monitorują sytuację rynkową związaną z konfliktem zbrojnym i jej wpływ na ryzyko płynności oraz możliwe opóźnienia w realizowanych projektach budowlanych. Niewiadomą pozostaje dalszy rozwój sytuacji makroekonomicznej w Polsce w szczególności w kontekście zakłóceń w łańcuchu dostaw jakie zostały wywołane przez wojnę. Brak dostępności określonych zasobów może spowodować pogorszenie wskaźników gospodarczych w kolejnych kwartałach i oddziaływać na obniżenie popytu na nowe mieszkania oraz ograniczyć możliwości inwestycyjne w zakresie budownictwa infrastrukturalnego.

Wojna w Ukrainie spowodowała nie tylko spadek dostępności pracowników zaangażowanych w prace przy kontraktach budowlanych, ale także ekonomicznie wywołała szoki podażowe wielu surowców i materiałów, które wpłynęły na wzrost ich cen. W obliczu rosnącej w tempie dwucyfrowym inflacji kosztowej, generalni wykonawcy są narażeni na ponoszenie strat w ramach realizowanych kontraktów, które pomimo funkcjonowania mechanizmów waloryzacyjnych nie zmitygują w odpowiednim stopniu ryzyka dalszych wzrostów kosztów – mówi Piotr Domański, Partner Associate w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Pod względem barier dla przedsiębiorców prowadzących działalność, największą okazały się rosnące koszty materiałów. Oprócz tego, najpoważniejszą barierą były koszty zatrudnienia oraz niedobór niewykwalifikowanych pracowników. W badaniu Deloitte aż 72 proc. przedsiębiorców wskazało koszty zatrudnienia jako barierę w sektorze, co oznacza wzrost o 8 p.p. względem poprzedniego roku. Na niedobór specjalistów wskazało 41 proc. prowadzących działalność w budownictwie, 2 p.p. mniej niż we wrześniu 2021 roku. Zmiany te pokazują, że w ostatnim czasie zaostrzyły się warunki prowadzenia działalności budowlanej w Polsce.

Energetyczna droga Afryki do poziomu zero netto: 7 bln USD na samą energię

  • Przejście na zieloną energię jest jedyną w swoim rodzaju szansą dla rozwoju Afryki, szansą na zmniejszenie ubóstwa i zwiększenie potencjału wzrostu. Aby wykorzystać tę możliwość, trzeba pociągnąć za trzy dźwignie: wzmocnienia stabilności politycznej i praworządności, zmniejszenia ryzyka związanego z realizacją projektów poprzez zastosowanie finansowania mieszanego oraz sformułowania jasnych strategii dotyczących zielonej energii, popartych planami transformacji dla całej gospodarki z uwzględnieniem ścieżek dla poszczególnych sektorów. Przedmiotem artykułu, w którym zawarliśmy wskazówki zarówno dla rządów, jak i dla inwestorów, jest ten ostatni punkt.
  • Ograniczenie globalnego ocieplenia do wyznaczonego w Paryżu celu 1,5°C będzie wymagało 200 mld USD inwestycji w afrykański system energetyczny do 2030 roku, a następnie 370 mld USD rocznie do 2050 roku. W sumie, w okresie 2020-2050, możliwości inwestycyjne wyniosą nieco ponad 7 bln USD.
  • W tej podróży do poziomu zera netto kluczowe będą dwa podsektory. Po pierwsze, zdolności produkcji energii elektrycznej w Afryce będą musiały wzrosnąć dziesięciokrotnie do 2050 roku, co będzie wymagać 110 mld USD inwestycji rocznie już w 2030 roku, które następnie będą musiały wzrosnąć do 190 mld USD w 2050 roku, aby osiągnąć cel ograniczenia wzrostu temperatury na świecie do 1,5°C. Po drugie, roczne potrzeby inwestycyjne na afrykańskim rynku wodoru będą musiały osiągnąć 2-3 mld USD rocznie w 2030 roku i 4-9 mld USD w 2050 roku. Kraje afrykańskie charakteryzują się obiecującym połączeniem zasobów, dostępu do wybrzeża i korzystnego położenia, co pozycjonuje ten kontynent jako potencjalny centralny ośrodek gospodarki światowej opartej na wodorze. Należy zauważyć, że inwestycje w wodór w Nigerii będą znacznie wyższe niż w większości innych dużych gospodarek afrykańskich i już w 2040 roku osiągną wartość 2 mld USD.

Inwestycje prywatne dla czystej przyszłości Afryki

Globalne ocieplenie jest największym zagrożeniem dla ludzkości oraz główną przyczyną ubóstwa i nierówności, konfliktów i przemocy. Twierdzenie to nigdzie nie jest to bardziej prawdziwe niż w Afryce, która znajduje się w epicentrum kryzysu klimatycznego: chociaż kontynent ten w najmniejszym stopniu przyczynił się do globalnego ocieplenia, jest obciążony największymi skutkami i stratami.

Afrykańska transformacja energetyczna nie tylko złagodziłaby zmiany klimatyczne, ale także zmniejszyłaby ubóstwo poprzez zwiększenie wydajności pracy, produkcji rolnej, dostępności wody, bezpieczeństwa żywności i zdrowia ludzi. Ponadto, chociaż utracone zostałyby głównie miejsca pracy dla osób o niskich kwalifikacjach w sektorach „brązowych”, zyskałaby miejsca pracy wymagające wyższych kwalifikacji w sektorach „zielonych”, co potencjalnie może doprowadzić do znacznego wzrostu poziomu kapitału ludzkiego. Krótko mówiąc, transformacja energetyczna stwarza ogromne perspektywy rozwoju dla krajów afrykańskich.

Scenariusze klimatyczne

Niniejszy raport przedstawia cztery różne scenariusze klimatyczne. Nie są to prognozy, lecz przewidywania, w których rozwój gospodarczy i działalność gospodarcza są zgodne z określonym poziomem globalnego ocieplenia. W przypadku scenariuszy zakładających wyższy wzrost temperatury, szczególne znaczenie ma również okres po roku 2050, który nie został uwzględniony:

  • 1,5°C zero netto to scenariusz, w którym z 50% prawdopodobieństwem uda się utrzymać globalne ocieplenie na poziomie poniżej 1,5°C. Budżet węglowy na dodatkowe emisje CO2 po roku 2020 jest ograniczony do 500Gt, a emisje zerowe netto (stan, w którym „ujemne emisje” dzięki działaniom w zakresie wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS) równoważą pozostałe emisje resztkowe) zostaną osiągnięte na całym świecie najpóźniej w 2050 roku. Scenariusz ten przedstawia poziom ambicji konieczny, aby uniknąć osiągnięcia progów wartości wywołujących efekty kaskadowe, a w rezultacie urzeczywistnienie zakładanych czynników niepewności w „grubych ogonach” rozkładu, które wiążą się z wystąpieniem katastrofalnych szkód.
  • Poniżej 2˚C to scenariusz, w którym globalne ocieplenie utrzymuje się poniżej 1,8°C z prawdopodobieństwem 50%, oraz poniżej 1,9°C z prawdopodobieństwem 67%. Budżet węglowy dla dodatkowych emisji CO2 po roku 2020 jest ograniczony do 1000Gt. Jest to taki poziom globalnego ocieplenia, przy którym szkody spowodowane zmianami klimatycznymi są wyższe niż koszty łagodzenia skutków zmian klimatycznych nawet bez wywoływania punktów krytycznych dla globalnych katastrof.
  • NDC oznacza „Nationally Determined Contributions”, czyli krajowe zobowiązania klimatyczne, które zostały złożone przez kraje w procesie związanym z międzynarodowymi negocjacjami klimatycznymi. Stanowią one aktualne zapowiedzi dotyczące realizowanych polityk. W tym scenariuszu globalne ocieplenie jest utrzymywane poniżej 2,6°C z prawdopodobieństwem 50% i poniżej 2,9°C z prawdopodobieństwem 67%. Budżet węglowy na dodatkowe emisje CO2 po roku 2020 jest ograniczony do ok. 2500Gt.
  • Bieżąca Polityka to scenariusz, w którym nie wprowadza się żadnej dodatkowej polityki klimatycznej w porównaniu ze stanem polityki klimatycznej w roku 2020. Nie jest to więc odzwierciedlenie polityki, która prawdopodobnie będzie realizowana, lecz zejście z obecnej ścieżki politycznej. W tym scenariuszu globalne ocieplenie jest utrzymywane poniżej 3,0°C z prawdopodobieństwem 50%, a poniżej 4,1°C z prawdopodobieństwem 67%. Budżet węglowy na dodatkowe emisje CO2 po 2020 roku jest ograniczony do około 4300 Gt.

Warimpex uzyskuje w I półroczu 2022 r. wynik finansowy netto w wysokości 13,4 mln EUR

  • Zdecydowanie lepszy wynik finansowy netto w wysokości 13,4 mln EUR (1-6 2021: 1,7 mln EUR)
  • Wzrost przychodów z wynajmu obiektów biurowych o 52% i przychodów z hoteli o 77%, wskaźnik EBITDA wyższy ponad dwukrotnie
  • Wzrost wartości aktywów netto o 40% do 3,7 EUR na akcję
  • Sprzedaż w Budapeszcie i zakup w Łodzi

Wiedeń/Warszawa, 30 sierpnia 2022 r. – W pierwszym półroczu 2022 roku Grupa Warimpex odnotowała dodatnie wyniki operacyjne swoich nieruchomości biurowych i hoteli. Zarówno przychody ze sprzedaży w segmencie biurowców jak i przychody z działalności hoteli poprawiły się w porównaniu z rokiem poprzednim. Ponadto w czerwcu Warimpex sfinalizował dwie transakcje: pierwsza to sprzedaż biurowca B52 w Budapeszcie z ponad 5 200 m² powierzchni użytkowej w ramach transakcji share deal. Druga to zakup Red Tower w Łodzi z ponad 12 400 m² powierzchni na wynajem. W planach jest remont biurowca i jego rozbudowa o strefę coworkingową i sale konferencyjne. Aktualnie obiekt jest wynajęty w ok. 40%. W ostatecznym rozrachunku wynik finansowy netto Grupy Warimpex za I półrocze 2022 wynosi 13,4 mln EUR w porównaniu z 1,7 mln EUR w roku ubiegłym.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z pozytywnego rozwoju naszej działalności. Konflikt w Ukrainie oraz sankcje Zachodu wobec Rosji i rosyjskie reakcje na te działania wciąż mają jednak decydujący wpływ na ogólną sytuację gospodarczą. Rubel, którego wartość gwałtownie spadła pod koniec lutego, od kwietnia 2022 r. się ustabilizował, a w czerwcu 2022 r. znacznie się umocnił – również w ujęciu rok do roku”, objaśnia Franz Jurkowitsch, Prezes Warimpexu.

Znacząca poprawa wyniku finansowego netto okresu

Wskaźniki finansowe Grupy Warimpex za I półrocze 2022 roku przedstawiają się następująco:

Przychody z wynajmu nieruchomości biurowych wzrosły w ciągu pierwszych sześciu miesięcy roku z 9,7 mln EUR do 14,7 mln EUR. Wynika to głównie z uwzględnienia przychodów z biurowców Jupiter w AIRPORTCITY St. Petersburg, które od końca 2021 r. podlegają pełnej konsolidacji, oraz z wyraźnego umocnienia się rubla. Przychody ze sprzedaży w segmencie hoteli wzrosły po słabszym na skutek pandemii pierwszym półroczu 2021 roku z 2,2 mln EUR do 3,8 mln EUR. Łączne przychody ze sprzedaży zwiększyły się z 12,8 mln EUR do 20,1 mln EUR, zaś koszty przyporządkowane bezpośrednio do przychodów ze sprzedaży wzrosły z 4,4 mln EUR do 7,2 mln EUR. W związku z powyższym wynik ze sprzedaży brutto wyniósł 12,9 mln EUR w porównaniu z 8,4 mln EUR w ubiegłym roku.

Wskaźnik EBITDA podwoił się z 5,0 mln EUR do 10,7 mln EUR. Wzrost ten wynika przede wszystkim z poprawy wyniku ze sprzedaży brutto oraz ze sprzedaży biurowca B52 w Budapeszcie, która przyniosła przychód w wys. 2,8 mln EUR. Wskaźnik EBIT wzrósł wskutek wyższego wyniku EBITDA i dodatniego wyniku z wyceny nieruchomości z 5,9 mln EUR do 16,7 mln EUR.

Wynik z działalności finansowej (wraz z joint ventures) wzrósł z -3,6 mln EUR do 0,9 mln EUR. Obejmuje on zyski z tytułu przeliczenia pozycji w walucie w wys. 5,9 mln EUR (w roku ubiegłym: +0,7 mln EUR) oraz straty z wyceny instrumentów pochodnych w celu zabezpieczenia oprocentowania wzgl. kursów walutowych w wys. 0,7 mln EUR.

W związku z powyższym wynik finansowy netto okresu Grupy Warimpex był dodatni i wyniósł 13,4 mln EUR w porównaniu z 1,7 mln EUR w ubiegłym roku.

Nowe biurowce w fazie budowy lub projektowania

W segmencie projektów deweloperskich w pierwszym półroczu główny nacisk kładziony był na kontynuację prac budowlanych i projektowych. W Krakowie trwa budowa biurowca Mogilska 35 Office o powierzchni ok. 12 000 m² na wynajem. Ukończenie jest planowane na 2023 rok. Pozwolenie na budowę posiada zarówno krakowski biurowiec Chopin o powierzchni na wynajem ok. 21 200 m², jak i biurowiec MC 55 w Białymstoku o powierzchni na wynajem ok. 38 500 m². Zgodnie ze strategią Warimpexu w przypadku obu projektów budowa rozpocznie się, jak tylko zapewnione będzie odpowiednie zainteresowanie ze strony potencjalnych najemców. W niemieckim mieście Darmstadt faza projektowa biurowca West Yard 29 o powierzchni do wynajęcia ok. 13 800 m² jest już bardzo zaawansowana.

Na terenie AIRPORTCITY St. Petersburg ukończono stan surowy biurowca Avior Tower 1 o powierzchni ok. 16 900 m². „Warimpex posiada w Rosji 100 % udziałów w spółkach projektowych AIRPORTCITY St. Petersburg – podmiotach o stabilnej i niezależnej pozycji. Nieruchomości są finansowane przez lokalne banki w lokalnej walucie, posiadają spory kapitał i samodzielnie generują środki na zabezpieczenie swojej płynności finansowej. Oznacza to, że nasze rosyjskie spółki-córki są w stanie działać autonomicznie i niezależnie od wsparcia ze strony spółki macierzystej. Aktualnie nie ma istotnych ograniczeń w kontynuowaniu działalności operacyjnej w Rosji. Naturalnie bardzo uważnie śledzimy rozwój sytuacji gospodarczej i prawnej, aby w razie potrzeby szybko reagować na bieżące wydarzenia”, mówi Jurkowitsch.

Perspektywy

W drugim półroczu 2022 roku działalność operacyjna firmy będzie się w dalszym ciągu koncentrować na przygotowaniach do budowy i uzyskaniu pozwoleń na budowę oraz na kontynuacji bieżących projektów budowlanych. Efektywność energetyczna, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii i redukcja emisji dwutlenku węgla odgrywają zasadniczą rolę w budowie i rewitalizacji budynków. Realizując koncepcje zrównoważonego rozwoju w ramach nieruchomości, Warimpex dąży do uzyskania odpowiednich certyfikatów dla obiektów w swoim portfolio.

„Mimo iż sytuacja związana z konfliktem w Ukrainie i naszymi inwestycjami w Rosji jest wciąż napięta, to dzięki naszej doświadczonej i sprawdzonej w sytuacjach kryzysowych załodze jesteśmy wciąż dobrze przygotowani na bieżące i przyszłe wyzwania”, mówi na zakończenie Jurkowitsch.

Wskaźniki finansowe za I półrocze 2022 r.:

w TEUR 1-6/2022 Dynamika 1-6/2021
Przychody ze sprzedaży – Investment Properties 14,691 52 % 9 672
Przychody ze sprzedaży – Hotele 3 826 77 % 2 158
Przychody ze sprzedaży – Development & Services 1 585 72 % 920
Przychody ze sprzedaży razem 20 101 58 % 12 750
Koszty przypisane bezpośrednio do przychodów ze sprzedaży – 7 207 65 % – 4 368
Wynik brutto ze sprzedaży 12 895 54 % 8 382
Wynik ze sprzedaży nieruchomości 2 821
EBITDA 10 741 115 % 5 006
Odpisy amortyzacyjne i korekty wartości 5 993 543 % 932
EBIT 16 733 182 % 5 938
Wynik z działalności finansowej 947 – 3 610
Wynik netto okresu 13 421 1 724
       
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej 6 324 153 % 2 504
       
  30 czerwca 2022 Dynamika 31 grudnia 2021
Gross Asset Value (GAV)

w mln EUR

457,3 24 % 365,8
EPRA NTA na jedną akcję w EUR 3,68 40 % 2,63
Kurs akcji (ultimo) z ostatniego notowania w roku w EUR 0,84 – 25 % 1,12

Zmiana nawyków konsumenckich i inflacja wpływa na ruch w fast foodach. Sieci z dwucyfrowymi spadkami

Według analizy ruchu konsumenckiego, w ciągu roku liczba wizyt w restauracjach typu fast food zwiększyła się w jednej z czterech badanych sieci. Wzrost ten wyniósł 1,5%, a najdotkliwszy spadek przekroczył 21%. Patrząc na dane dotyczące liczby unikalnych klientów, widać, że dwóch rynkowych graczy jest na minusie. Natomiast najlepszy z dodatnich wyników w tym zakresie przekroczył 15%. Największe udziały w łącznym ruchu w badanych sieciach ma McDonald’s, choć stracił w porównaniu z ub.r. To również lider zestawienia Market Penetration Index, ale i tu poszło mu gorzej niż wcześniej. Z danych wiemy też, w których województwach najbardziej zmieniła się sytuacja z wizytami w lokalach poszczególnych sieci.  

Wizyty i unikalni klienci

Dzięki raportowi wiemy, jakie zmiany zaszły w odwiedzaniu przez klientów restauracji typu fast food w Polsce. Analitycy z Proxi.cloud dokładnie przyjrzeli się sytuacji występującej od kwietnia do października br. i porównali ją z analogicznym okresem ubiegłego roku. Analiza objęła blisko 1,1 tys. lokali i ponad 570 tys. konsumentów. W trzech sieciach z czterech badanych zmniejszyła się liczba wizyt. Największy spadek zaobserwowano w restauracjach McDonald’s – o 21,1%. Na minusie są też KFC – 6% oraz Burger King – 2,6%. Przed taką zmianą obronił się tylko Subway, który odnotował wzrost rdr. o 1,5%.

– Spadki w tym segmencie mogą być bezpośrednio związane ze zmniejszonym ruchem w galeriach handlowych, w których ww. sieci mają lokale. Ponadto widoczna jest zmiana nawyków konsumenckich. Możliwe jest też, że wzrosła sprzedaż z dowozem, co przełożyłoby się na te dane. W porównaniu z konkurencją, McDonald’s posiada najwięcej restauracji stacjonarnych, które mogą w obecnych czasach generować znacznie mniejszy ruch. Powodem takiej sytuacji może być szalejąca inflacja, w tym drogie paliwo, a co za tym idzie – większy koszt dojazdu do samego lokalu – komentuje Jakub Pijanowski z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak podkreślają autorzy badania, wyraźnie należy podkreślić, że odnotowane spadki ruchu wcale nie oznaczają zmniejszenia obrotów analizowanych firm. Ta kwestia nie była przedmiotem badania. Natomiast z analizy wiemy, jak zmieniła się liczba unikalnych klientów. Tu wzrosty odnotowały dwie restauracje, tj. Subway – o 15,2%, a także Burger King – o 7,3%. Natomiast na minusie są McDonald’s oraz KFC, w przypadku których spadki wyniosły odpowiednio 24,9% i 15,3%.

– Najmniejsza liczba wizyt oraz unikalnych klientów została zaobserwowana w kwietniu ubiegłego roku, co ma związek z panującą pandemią oraz lockdownem. Z kolei największy wzrost odnotowano w lipcu tego roku. Natomiast zwiększona liczba wizyt w maju oraz w czerwcu 2021 roku, względem analogicznego okresu 2022 roku, może wynikać ze zniesienia lockdownów w poprzednim roku. To spowodowało większy napływ stęsknionych za zakupami klientów galerii oraz chętnych do odwiedzenia restauracji w badanych lokalizacjach – mówi Miłosz Sojka z Proxi.cloud.

Podział rynku

Dzięki analizie wiemy też, jak wyglądały udziały poszczególnych sieci w łącznym ruchu w badanym segmencie fast foodów. Zestawienie otwiera McDonald’s, który w tegorocznym okresie osiągnął wynik 45,7% (rok wcześniej – 50,9%). Dalej znajdują się KFC – 26% (24,3%), Subway – 19,5% (16,8%), a także Burger King – 8,8% ( poprzednio 8%).

– W trzech sieciach widać wzrost udziału w rynku na przestrzeni badanych okresów. One urosły kosztem największego konkurenta w segmencie. Dla restauracji McDonald’s oznacza to spadek o ponad 5 punktów procentowych. Z kolei najmniejszy udział w rynku ma Burger King. To może wynikać w dużej mierze z posiadania mniejszej liczby lokali niż konkurencja – analizuje Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Autorzy raportu przedstawiają też Market Penetration Index. I jak zaznaczają, zebrane dane wskazują na to, że tu zdecydowanym liderem jest także McDonald’s. Od kwietnia do października 2021 roku osiągnął wynik ponad 83%, a rok później – przeszło 77%. To pokazuje, jak liczna grupa wszystkich klientów fast foodów odwiedziła restauracje tej sieci w analizowanych okresach.

– Najmniejszy odsetek wszystkich klientów tego typu restauracji odwiedza placówki sieci Burger King. Od kwietnia do października ubiegłego roku wynosił ponad 23%, a rok później – przeszło 30%. Wzrost o 7,4 p.p. nie zmienił jednak pozycji tego gracza na rynku. Największy skok w relacji rocznej odnotował Subway – o ponad 15 p.p. Na drugim miejscu znalazł się ww. Burger King. Trzecią siecią w tym zestawieniu jest KFC ze wzrostem o 2 p.p. Z kolei McDonald’s jako jedyny jest na minusie. Tu widzimy spadek o 6,4 p.p. – dodaje Jakub Pijanowski.

Województwa pod lupą

Z analizy dowiadujemy się też o wizytach według województw. Subway największy wzrost odnotował w woj. małopolskim (5,8 p.p.), a najmocniejszy spadek – w mazowieckim (-3,9 p.p). W przypadku sieci McDonald’s są to odpowiednio kujawsko-pomorskie (3,1 p.p) oraz mazowieckie (-2,4 p.p).

– Patrząc na KFC, zdecydowanie największy wzrost udziału wizyt zanotowano w województwie wielkopolskim – 4,6 p.p. Natomiast największym spadkiem wyróżniło się dolnośląskie – 5,5 p.p. Analizując dane dotyczące Burger Kinga, na czele widzimy pomorskie – 8,1 p.p. Na drugim biegunie znalazło się mazowieckie, gdzie strata w udziale we wszystkich wizytach w tej sieci w Polsce wyniosła 10,9 p.p. – informuje Miłosz Sojka.

Z kolei Adam Grochowski zaznacza, że w obu badanych okresach zdecydowanie większość klientów wszystkich konkurencyjnych sieci odwiedziła również McDonald’s. Na drugim miejscu znalazło się KFC. Ekspert dodaje, że coraz większa część ludzi stołujących się w konkurencyjnych restauracjach postanowiła też odwiedzić KFC.

Rośnie zadłużenie firm handlowych

Handel mierzy się z brakami produktów na półkach, wyższymi stawkami za transport oraz inflacją, której konsekwencją są rosnące koszty utrzymania sklepów. Częściowo przekłada się to na sytuację finansową firm handlowych, których zadłużenie dotąd malało. Według danych Krajowego Rejestru Długów ponownie rośnie i obecnie wynosi 2,07 mld zł.

Sytuacja firm handlowych jest skomplikowana. Z jednej strony inflacja kształtuje decyzje zakupowe konsumentów, którzy ograniczają wydatki, a zarazem wpływa ona na niższą rentowność biznesu. Z drugiej – galerie handlowe notują wzrost obrotów, a Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski po wybuchu wojny, wydają duże kwoty. Uchodźcy zza wschodniej granicy wyłożyli w sklepach i na usługi 2,1 mld zł, czyli dwa razy więcej niż rok temu.

Drogo, drożej, najdrożej

Konsumenci mocno odczuwają wzrost cen w placówkach handlowych. Na ich podniesienie wpływają szybujące koszty surowców oraz przetwórstwa i przygotowania produktów. Zerwane łańcuchy dostaw niektórych asortymentów zmuszają handlowców do szukania innych kontrahentów, którzy oferują brakujące towary po znacznie wyższych cenach.

Najnowsze dane GUS wskazują, że sprzedaż detaliczna w Polsce wyhamowuje. Liczona w cenach stałych w październiku była tylko o 0,7 proc. wyższa niż rok temu. To najniższy roczny wzrost realnej sprzedaży detalicznej od kwietnia 2021 r., gdy skończyły się lockdowny. Wynik okazał się gorszy od prognoz większości ekonomistów, którzy spodziewali się realnego wzrostu sprzedaży o 3,2 proc. rok do roku wobec 4,5 proc. odnotowanych we wrześniu oraz 4,2 proc. w sierpniu. Wpływ na to mają świadczenia społeczne. Gdyby nie 14. emerytura, wypłacana w sierpniu i wrześniu, mogłoby być jeszcze gorzej.

Zadłużenie handlu znów rośnie

Obecnie długi ma 64,5 tys. podmiotów działających w branży handlowej. Ich łączne zaległości wynoszą 2,07 mld zł, a średnie zadłużenie 32,1 tys. zł. Najtrudniejsza sytuacja była w sierpniu 2021 r., kiedy nieuregulowane zobowiązania sięgały niemal 3 mld zł. Od tego czasu ich wartość zaczęła spadać, choć od sierpnia tego roku ponownie rośnie.

Najbliższe miesiące prawdopodobnie nie będą łatwe dla handlu, ale gorący okres świątecznych zakupów powinien pomóc branży zwiększyć obroty. Mimo że rynek zaczął się odbudowywać po pandemii, to jego wzrost zdusiła inflacja, która wymusza oszczędności w portfelach Polaków. Malejące od września ubiegłego roku zadłużenie było pozytywnym sygnałem regeneracji sektora, ale obecnie widać ponowny przyrost zadłużenia. Kolejny kwartał pokaże, czy jest to chwilowe osłabienie kondycji czy długotrwały trend – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Połowa zaległości finansowych, tj. 1 mld zł, przypada na hurtownie. Obciążają one 21,8 tys. podmiotów. Średnie zadłużenie jest najwyższe właśnie w tej kategorii i wynosi 46,2 tys. zł.

Niemały udział mają także detaliści, którzy powinni oddać 772,6 mln zł. Kwota ta rozkłada się na ponad 31 tys. przedsiębiorstw, a przeciętne zadłużenie sięga 24,9 tys. zł.

W najtrudniejszej sytuacji są firmy zajmujące się sprzedażą hurtową i detaliczną żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Mają one 255 mln zł długów. Problemy dotykają także hurtownie i sklepy handlujące artykułami użytku domowego, w tym sprzętem RTV i AGD. Uzbierały one 187,1 mln zł nieuregulowanych zobowiązań.

Rynek handlu to w dużej mierze hipermarkety, dyskonty i mniejsze sklepy. Według badania IRBIS z czerwca tego roku w grupie osób o dochodach 1000–1999 zł netto miesięcznie aż 66 proc. kupuje mniej jedzenia, podczas gdy w grupie zarabiających powyżej 7 tys. zł netto – 9 proc. Podobne proporcje występują przy innych wydatkach. 54 proc. osób o najniższych dochodach rezygnuje z zakupu AGD i elektroniki, a wśród najzamożniejszych – 1 proc.

Banki czekają na zapłatę od firm handlowych

Według ostatnich dostępnych danych Polskiej Rady Centrów Handlowych obroty galerii wzrosły w sierpniu tego roku o prawie 1/5 w stosunku do tego samego okresu 2019 r., a więc ostatniego pełnego roku przed epidemią koronawirusa, która na długie miesiące zablokowała tradycyjną sprzedaż.

Jednak, jak zauważa Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług, informacja o wzroście obrotów w centrach handlowych, czyli łącznej wartości obrotów najemców, którzy prowadzą sklepy i punkty usługowe, nie brzmi optymistycznie. Zdaniem przedstawicieli związku wzrost obrotów jest wynikiem inflacji, a nie większych zysków najemców.

Słabsza sytuacja w handlu przekłada się na to, że sektor ten ma problemy z płynnością finansową. Nie radzi sobie głównie ze spłatą rat kredytów w bankach – uzbierał tam 1,24 mld zł zaległości. Z kolei 304,8 mln zł to długi wewnętrzne – tyle są bowiem winne firmy handlowe hurtowniom i punktom detalicznym. Branża zalega także na kwotę 118,5 mln zł wobec firm zajmujących się obsługą informatyczną. Ponadto nie zapłaciła 96,9 mln zł za obsługę rachunkową, prawną i doradztwo podatkowe.

Handel wciąż przegrywa z zatorami

Największe problemy finansowe mają firmy działające na Mazowszu, które powinny oddać kontrahentom 461,3 mln zł. Tuż za nimi są przedsiębiorstwa ze Śląska z kwotą 253,9 mln zł, a trzecie miejsce wśród niesolidnych płatników zajmują podmioty z Wielkopolski – mają one 229 mln zł zaległości finansowych.

Rekordzistą w zadłużeniu jest przedsiębiorstwo handlowe z Poznania, które jest winne 12,9 mln zł głównie firmom przemysłowym oraz bankom.

Najmocniej długami obarczone są jednoosobowe działalności gospodarcze. Ponad połowa zaległości, czyli 1,12 mld zł, to właśnie nieuregulowane faktury JDG-ów.

Ale sektor handlowy też ma do odzyskania ogromną sumę do swoich dłużników – aż 959,4 mln zł, tj. niemal połowę tego, ile sam zalega wobec kontrahentów. 1/3 z tej kwoty (304,8 mln zł) powinny mu oddać inne firmy handlowe, 212,4 mln zł – firmy budowlane, a 115,7 mln zł przedsiębiorstwa działające w branży przetwórstwa przemysłowego.

Nawet najmniejsi przedsiębiorcy mogą chronić swoją płynność finansową, przenosząc na przykład część spraw związanych z zarządzaniem należnościami na faktora. Mimo to udział mikrofirm handlowych w gronie przedsiębiorców korzystających z faktoringu mniej więcej od dwóch lat utrzymuje się na tym samym, niskim poziomie, czyli około 9 procent. Wartość finansowania faktur na tle pozostałych branż utrzymuje się na poziomie 17 procent, co też nie jest znaczącym udziałem. W ciągu 2 ostatnich lat mikrofirmy handlowe sfinansowały faktoringiem faktury za 42 miliony złotych. Potrzeby rynku są jednak znacznie większe, a zagrożenie zatorami płatniczymi wciąż wysokie, co pokazują chociażby dane Krajowego Rejestru Długów – ocenia Emanuel Nowak, ekspert NFG.

Silna zwyżka kursu akcji JSW po publikacji wyników

Główne indeksy rynku akcji w Stanach Zjednoczonych korygowały wczoraj swe ostatnie wzrosty (S&P 500 -1,54 proc., DJIA -1,45 proc., Nasdaq Composite -1,58 proc.). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii ponad 5 proc. wzrostem zwracał uwagę Hang Seng. Swój kolejny najwyższy w historii poziom osiągnął indyjski SENSEX 30.

W Europie minimalnie dziś rano przeważały niewielkie wzrosty głównych indeksów rynków akcji. Ok. godz. 9:30 najsilniej – o 0,83 proc. – zwyżkował brytyjski UK100, który wyszedł na najwyższy poziom od sierpnia.

Ok. godz. 9:30 WIG-20 rósł o 0,5 proc. Wśród składników tego indeksu prawie 9 proc. zwyżką kursu wyróżniały się akcje JSW. Po publikacji wyników pod III kw. br. 6,3 mld zł wobec kapitalizacji spółki na poziomie 6,31 mld zł!) kurs akcji spółki osiągnął najwyższy poziom od końca sierpnia.

Spadały dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i Europie. Rentowność polskich 10-latek próbowała atakować swe 2-miesięczne minimum sprzed 3 sesji.

Cena kontraktów na ropę naftową, która wczoraj osiągnęła najniższy od końca grudnia (WTI na NYMEX-ie) lub najniższy od początku stycznia (Brent na ICE), ale później odrobiła straty, dziś rano ponownie zwyżkowała (WTI +2,12 proc., Brent +1,94 proc. ok. godz. 9:15). Drożały dziś metale: ok. godz. 9:15 na COMEX-ie miedź +1,16 proc., złoto +0,74 proc., srebro +1,22 proc., a na NYNEX-ie platyna +1,31 i pallad +1,87 proc.

Kurs EUR/USD, który wczoraj osiągnął najwyższy od 5 miesięcy poziom minimalnie niższy od 1,05, ale po południu oddał z nadwyżką zdobyte wcześniej terytorium, dziś ok. godz. 9:05 próbował odrabiać straty (+0,33 proc.). Amerykański dolar słabł również względem japońskiego jena atakując swoje listopadowe minima.

Lekko umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN -0,14 proc., USD/PLN -0,37 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który ponad tydzień temu spadł do najniższego poziomu od ponad 2 lat, zwyżkował dziś ok. godz. 9:00 o +1,53 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Kierownik marketingu – jak dostać angaż na to stanowisko?

Uzyskanie awansu zawodowego, zmiana pracodawcy lub jeszcze większa rewolucja w życiu zawodowym (na przykład zmiana branży) wymagają solidnego przygotowania się do procesu rekrutacji. Musisz dysponować wiedzą i umiejętnościami, a także mieć odpowiednie kwalifikacje. Równie ważna jest jednak autoprezentacja. Podpowiadamy, jak zdobyć stanowisko kierownika marketingu.

Jak napisać idealne CV kierownika marketingu?

CV to podstawowy – a zarazem najważniejszy – dokument, jaki biorą pod uwagę rekruterzy. To właśnie dzięki niemu zapoznają się bowiem z przebiegiem twojej dotychczasowej kariery zawodowej. Jeśli CV będzie przygotowane solidnie – twoje szanse otrzymania angażu są bardzo duże. Jeśli nie przyłożysz się do tej kwestii – możliwe, że twoje CV wyląduje w koszu, a ty nie otrzymasz nawet informacji zwrotnej. To bardzo ważne, aby napisać CV na najwyższym poziomie. Pytanie: jak to zrobić?

Najprawdopodobniej twoje doświadczenie zawodowe podpowiada ci, co powinieneś zrobić. Jeśli przygotowujesz CV kierownika marketingu, Twoje CV to nic innego jak sprzedawanie samego siebie – a w reklamowaniu jesteś przecież specjalistą! Masz pewne narzędzia marketingowe w ręku, ale potrzebujesz dobrze skonstruowanego dokumentu. Nie wahaj się korzystać z gotowych szablonów, które zostały zaprojektowane w taki sposób, aby przyciągnąć uwagę rekrutera i opisać doświadczenie zawodowe w przejrzysty sposób.

Nie bój się też sięgać po doskonale znane ci techniki marketingowe. W przypadku aplikowania na takie stanowiska jak: kierownik ds. marketingu, specjalista do spraw marketingu i reklamy, specjalista ds. komunikacji marketingowej, specjalista ds. PR marketingu itp., od razu pokażesz w ten sposób, że masz stosowne umiejętności.

Zwróć uwagę na prawidłowy układ życiorysu; CV managera powinno zawierać informacje dotyczące doświadczenia w odwróconym porządku chronologicznym. Pamiętaj o dołączeniu certyfikatów, poświadczających twoje kompetencje.

Nie zapomnij też o podsumowaniu życiorysu – bądź konkretny i pisz zwięźle, ale ciekawie. Pokazywanie konkretów oznacza dane statystyczne i liczby – mogą to być imponujące wyniki sprzedaży, jakie udało ci się wypracować w ramach przygotowanych przez ciebie kampanii marketingowych.

Jak opisać doświadczenie zawodowe? Napisz list motywacyjny na stanowisko kierownicze

Wiele osób rezygnuje z pisania listu motywacyjnego, co jest błędem. Napisanie takiego listu pokazuje, że zależy ci na pracy i poważnie podchodzisz do rekrutacji. Badania pokazują, że aż 26% rekruterów ceni dobrze napisane listy motywacyjne.

Pamiętaj, że list motywacyjny różni się od CV i nie powinieneś w jego treści powielać informacji, zawartych właśnie w CV.

W liście musisz natomiast podkreślić, dlaczego to akurat ty sprawdzisz się na stanowisku kierowniczym (kierownik ds. marketingu, specjalista ds. komunikacji marketingowej, specjalista ds. marketingu i PR). Najważniejsze osiągnięcia możesz wyboldować lub sporządzić je w formie podpunktów.

Pamiętaj również o dokładnym sprawdzeniu tekstu pod kątem poprawności – merytorycznej i językowej. CV i list motywacyjny muszą być poprawne w każdym calu.

Metoda Design Thinking, czyli jak skutecznie kreować i wdrażać nowatorskie rozwiązania?

Design Thinking jest bardzo popularną na całym świecie metodą, która zyskuje na znaczeniu także w Polsce. Kryje się pod nią sposób postępowania, pozwalający na kreatywne rozwiązywanie problemów. Design Thinking pozwala na skuteczne odnajdywanie najlepszej odpowiedzi na dany problem oraz przygotowanie produktu lub usługi, który będzie odpowiadał na potrzeby jego odbiorców docelowych. W centrum zainteresowania tej metody znajduje się bowiem nie firma – twórca produktu, lecz człowiek, dla którego jest on tworzony.

Czym jest metoda Design Thinking i jak jest realizowana?

Design Thinking to usystematyzowane podejście do projektowania i tworzenia innowacyjnych, nieszablonowych rozwiązań, które wpisują się w potrzeby swoich przyszłych użytkowników. Jest to twórczy proces, ściśle skoncentrowany na człowieku i jego potrzebach, który opiera się na uważnej obserwacji i dogłębnym zrozumieniu oczekiwań grupy docelowej. Design Thinking bazuje na współpracy zespołowej, nauce, wizualizacji pomysłów, budowaniu prototypów oraz zbieraniu feedbacku, czyli reakcji na prototyp przedstawiony interesariuszom.

Dzięki temu możliwe staje się stworzenie takiego rozwiązania, które będzie odpowiadało na wszystkie potrzeby współczesnych odbiorców oraz zyska ich uznanie. Design Thinking niejako zrywa z tworzeniem nowych produktów, usług i rozwiązań w oparciu o mało precyzyjne, często nietrafne założenia funkcjonujące w środowisku biznesowym. Nowe rozwiązania powstające przy zastosowaniu metody Design Thinking, opierają się bowiem na precyzyjnym ustaleniu rzeczywistego problemu oraz dążeniu do znalezienia jego najwłaściwszego rozwiązania.

Dlaczego warto korzystać z Design Thinking i jak poznać tę metodę?

Design Thinking skutecznie wspiera rozwój innowacji oraz gwarantuje niestandardowe rozwiązania. Jest to ponadto na tyle uniwersalna metoda, że z sukcesem korzystają z niej różne branże. Szczególnie przydatna okazuje się jednak tam, gdzie mamy do czynienia z tzw. „wicked problems”, czyli problemami, w przypadku których trudno wskazać jedno oczywiste ich rozwiązanie lub zamknąć je w sztywnych ramach. Co istotne, metoda ta może być także stosowana przez firmy o dowolnych rozmiarach, z praktycznie każdej branży – świetnie sprawdza się zarówno w przypadku małych przedsiębiorstw, jak i takich gigantów, jak chociażby Apple, Google czy Samsung.

Kluczem do umiejętnego wykorzystania możliwości, jakie oferuje metoda Design Thinking, jest umiejętność jej zastosowania w praktyce. Można ją poznać, zrozumieć i nauczyć się wykorzystywać w swoim biznesie np. biorąc udział w profesjonalnych szkoleniach. Na uwagę polskich przedsiębiorców zasługuje w szczególności metodyka DTMethod® stworzona przez polskich specjalistów i ekspertów od Design Thinking.

DTMethod to skuteczna i innowacyjna metodyka prowadzenia procesów Desing Thinking, która pozwala na wypracowanie co najmniej 3 prototypów rozwiązania. Co istotne, jest to metodyka, która gwarantuje opracowanie gotowych rozwiązań w określonym czasie. Aby skorzystać z oferowanych przez nią możliwości, wystarczy wejść na stronę https://dtmethod.com/ oraz zapoznać się z aktualnie dostępną ofertą szkoleń.

DTMethod® jest zarejestrowanym znakiem towarowym INPROGRESS Sp. z o.o. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Uwaga inwestorów przenosi się na Chiny i dane o inflacji

Nagłówki gazet są obecnie zdominowane przez wieści o protestach przeciwko polityce zero-Covid w Chinach. W związku ze wzrostem liczby zakażeń rosną również obawy o perspektywy gospodarcze Chin – dane w tym tygodniu pomogą zrozumieć skalę spowolnienia. Obecny tydzień będzie intensywny dla rynków również za sprawą publikacji szeregu danych ze światowej gospodarki, w tym wstępnych odczytów inflacji w strefie euro i w Polsce za listopad.

Bardziej wspierające otoczenie sprawiło, że aktywa ryzykowne w ubiegłym tygodniu doświadczały wzrostów. Wygląda na to, że globalne obawy dotyczące recesji łagodnieją, szczególnie w strefie euro, lecz nie idzie za tym oczekiwanie silniejszych podwyżek stóp procentowych. Jest to najlepsza z możliwych sytuacja dla rynków akcji i kredytowych oraz dla walut surowcowych. Dolar radził sobie gorzej niż pozostałe waluty G10, a w najlepszej formie były w zeszłym tygodniu waluty Ameryki Łacińskiej.

Wstępny odczyt inflacji w strefie euro (środa 30.11) ma pokazać, że dynamika cen pozostaje w okolicy rekordowych poziomów; szczególnie tyczy się to miary bazowej. Stanowi to wyraźny kontrast dla życzeniowego myślenia, które obserwujemy w Europejskim Banku Centralnym i nie tylko: poglądu, że problem z wysoką inflacją rozwiąże się sam. W drugiej części tygodnia poznamy dane makro z USA, w tym raport o inflacji PCE (czwartek 1.12) i kluczowy listopadowy raport NFP (non-farm payrolls) z rynku pracy (piątek 2.12).

PLN

Podobnie jak wcześniejszy, również ostatni tydzień złoty zakończył na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro. Zmienność była ograniczona pomimo publikacji serii danych makro z Polski. W ujęciu ogólnym wskazują one na postępujące spowolnienie gospodarcze i wyraźne hamowanie konsumpcji. Jasną stroną jest to, że wydźwięk odczytów – szczególnie dotyczących płac, sprzedaży detalicznej i inflacji producenckiej (PPI) – jest dezinflacyjny. Optymistycznie patrzymy również na sygnały większej ostrożności w polityce fiskalnej. Mniejsza ekspansywność sprzyjałaby większej równowadze zewnętrznej, niższej inflacji i silniejszemu złotemu.

Przed nami w tym tygodniu wstępne dane o inflacji CPI za listopad i szczegółowe dane o PKB w III kwartale (środa 30.11), a także dane PMI dla przemysłu w listopadzie (czwartek 1.12). Nie zanosi się na emocjonujący handel, aczkolwiek powrót Amerykanów na rynek po Dniu Dziękczynienia, dość bogaty globalny kalendarz i wieści z Chin mogą sprzyjać nieco silniejszym ruchom również na parze EUR/PLN.

EUR

Nastroje w strefie euro pozostają minorowe, lecz najważniejsze dane ankietowe pokazały w zeszłym tygodniu lepsze wyniki niż oczekiwano. Dotyczy to wskaźników PMI dla aktywności biznesowej, ale też zaufania konsumentów i inwestorów. Ponadto póki co słabość widoczna w ankietach nie jest w pełni odzwierciedlona w twardych danych gospodarczych. Te radzą sobie stosunkowo dobrze pomimo okoliczności.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji w listopadzie. Nawet jeśli zgodnie z oczekiwaniami główna miara nieznacznie spadnie, brak zmian inflacji bazowej powinien ograniczyć nadzieje rynku na to, że strefa euro szybko poradzi sobie z wyższą dynamiką cen. Inflacja bazowa rzędu 5% jest oszałamiająco wysoka i daleka od równowagi, pozostając mniej więcej 4% powyżej stopy overnight w strefie euro.

USD

W skróconym przez Święto Dziękczynienia tygodniu w USA nie dostaliśmy wielu wieści gospodarczych lub politycznych, które wpływałyby na rynek – jedynie nieco już nieaktualne minutki z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej. Wzmocniły one pogląd, że Fed od grudnia prawdopodobnie wróci do podwyżek stóp procentowych o 50 pb., nie dały jednak wielu wskazówek w kontekście bardziej istotnej kwestii, jaką są plany Fedu na przyszły rok.

W tym tygodniu nagłówki w USA zostaną najpewniej zdominowane przez raport NFP z amerykańskiego rynku pracy (2.12). Rynki nie poświęcają naszym zdaniem wystarczającej uwagi raportowi o inflacji PCE w październiku, który zostanie opublikowany dzień wcześniej, a indeks ten jest preferowaną przez Fed miarą inflacji. Ciekawe, czy potwierdzi on słabnięcie dynamiki cen z raportu o inflacji CPI, który wyjątkowo mocno wpłynął na rynki (mimo że część spadku można przypisać technicznym osobliwościom w raporcie). Jeśli raport PCE pokaże wartości wyższe od oczekiwanych, możemy spodziewać się silnych zmian w oczekiwaniach dotyczących docelowego poziomu stóp procentowych Fedu.

CNY

Juan chiński należał do gorzej radzących sobie walut w ubiegłym tygodniu. Sentyment względem Chin ponownie się pogorszył wraz ze wzrostem liczby nowych przypadków COVID-19 do rekordowych poziomów. Władze odpowiedziały lokalnymi lockdownami i masowym testowaniem, część miast jednak nie radzi sobie ze wzrostem zakażeń. Dokłada to do obaw o perspektywy gospodarcze, na co decydenci nie mogą pozostać obojętni. W ubiegłym tygodniu chińskie banki komercyjne ogłosiły świeże linie kredytowe dla deweloperów zmagających się z trudnościami finansowymi. Po raz pierwszy od kwietnia Bank Ludowy Chin obniżył stopę rezerw obowiązkowych o 25 pb., żeby zapewnić odpowiednią płynność.

W najbliższych dniach poznamy odczyty PMI dotyczące listopada, które pomogą nam zrozumieć skalę spowolnienia gospodarczego w Chinach. Obecnie uwaga skupia się jednak głównie wokół protestów przeciwko polityce zero-Covid. Wybuchły one w ostatnich kilku dniach w odpowiedzi na tragedie, o które protestujący obwiniają władze i restrykcje, w tym pożar w Urumczi, stolicy północno-zachodniego Sinciangu, w którym zginęło 10 osób. Protesty objęły co najmniej 9 miast, w tym Pekin i Szanghaj, dodatkowo pogarszając sentyment wobec juana na początku tygodnia.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Cavatina Holding publikuje wyniki za 3 kwartał 2022 r.

Grupa Cavatina Holding S.A. – notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych – osiągnęła w trzech kwartałach 2022 r.  następujące wyniki finansowe:

  • Skonsolidowany zysk z nieruchomości inwestycyjnych: 164,7 mln zł
  • Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej: 127,7 mln zł
  • Skonsolidowany zysk netto: 53,6 mln zł

– Najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy była finalizacja, zgodnie z założeniami naszego modelu biznesowego, transakcji sprzedaży portfolio trzech budynków, której wartość wyniosła ponad 139 mln euro. Kontynuujemy rozwój kolejnych inwestycji, w tym roku uzyskaliśmy już pozwolenie na użytkowanie projektów Global Office Park A1 i A1, Palio Office Park B oraz Quorum D co oznacza zwiększenie portfela gotowych projektów o ok. 83 tys. mkw. Konsekwentnie pracowaliśmy też nad dywersyfikacją naszego finansowania i po zakończonych redukcją dwóch emisjach obligacji, które przeprowadziliśmy w czerwcu i lipcu zdecydowaliśmy się na wypuszczenie na rynek kolejnej serii z przysługującego nam w prospekcie limitu. Pomimo wymagającego otoczenia rynkowego i niskiej płynności na rynku obligacji korporacyjnych uplasowaliśmy blisko 85% oferty co w rezultacie powiększyło łączną kwotę pozyskaną w ramach tego prospektu do ponad 117 mln zł – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Spółki Cavatina Holding S.A.

Najważniejsze skonsolidowane dane finansowe

Narastająco [dane w mln zł] I-III kw. 2022 r. I-III kw. 2021 r. III kw.
2022 r.
III kw.
2021 r.
Zysk/strata z nieruchomości inwestycyjnych 164,7 188,5 70,4 70,9
Zysk/strata z wyceny i sprzedaży nieruchomości inwestycyjnych 144,5 177,6 63,5 69,0
Zysk z działalności operacyjnej 127,7 165,8 55,5 59,2
Zysk netto 53,6 118,4 14,4 29,8

 

Stan na dzień [dane w mln zł] 30 września 2022 r. 31 grudnia 2021 r.
Kapitał własny  1 107,4 1 053,9
Suma aktywów 2 514,8 2 498,2

Grupa Cavatina Holding S.A. miała w trzech kwartałach 2022 r. 144,5 mln zł zysku z wyceny nieruchomości inwestycyjnych i 127,7 mln zł zysku z działalności operacyjnej. W samym trzecim kwartale Grupa wypracowała odpowiednio 63,5 mln zł zysku z wyceny nieruchomości inwestycyjnych i 55,5 mln zł zysku z działalności operacyjnej.

W analizowanym okresie Grupa uzyskała pozwolenie na użytkowanie budynków Global Office Park (A1, A2) w Katowicach o powierzchni ponad 55 tys. mkw., Palio Office Park B w Gdańsku o powierzchni ponad 7,7 tys. mkw oraz Quorum D we Wrocławiu o powierzchni 16,3 tys. mkw. Grupa aktualnie posiada w budowie projekty o łącznej powierzchni ok. 152 tys. mkw., a razem z projektami w przygotowaniu na zabezpieczonych gruntach blisko 320 tys. mkw. Cavatina Holding zakończyła do tej pory budowę 15 projektów z czego 8 zostało sprzedanych.

W sierpniu 2022 roku po spełnieniu warunków zawieszających przewidzianych w umowach przedwstępnych, sfinalizowana została sprzedaż nieruchomości biurowych, Tischnera Office, Ocean Office Park A oraz Carbon Tower do podmiotów związanych z amerykańskim funduszem Lone Star Funds. Cena sprzedaży wyniosła 139,3 mln EUR. Z pozyskanych ze sprzedaży nieruchomości środków spłacone zostało zadłużenie z tytułu posiadanych kredytów przez spółki zależne w łącznej kwocie 93,4 mln EUR, a pozostała kwota jest reinwestowana w kolejne projekty.

W trzech kwartałach 2022 r. deweloper podpisał umowy najmu i przednajmu łącznie na ok. 48 tys. mkw w inwestycjach realizowanych w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Gdańsku oraz Bielsku-Białej. Poziom najmu zakończonych projektów i przednajmu w przypadku nieruchomości inwestycyjnych w budowie wynosił na dzień zatwierdzenia sprawozdania za III kwartał 2022 r.: Global Office Park C – 100%, Equal Business Park D – 79%, Ocean Office Park B – 35%, Global Office Park A – 75%, Palio Office Park A – 87%, Palio Office Park B – 31%, Quorum D – 57%, Cavatina Hall A – 100%, WIMA D – 100%.

W październiku 2022 r. Grupa zdecydowała o emisji kolejnej serii obligacji na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 10 stycznia 2022 r pozwalającego na emitowanie zabezpieczonych obligacji w ramach programu emisji obligacji ustanowionego we wrześniu 2021 r.  Inwestorzy złożyły zapisy na papiery serii P2022D o łącznej wartości 16,7 mln zł. Pierwsza emisja w której spółka uplasowała obligacje serii P2022A o wartości ponad 40 mln zł została przeprowadzona w pierwszym kwartale 2022 r. W czerwcu 2022 r. spółka przeprowadziła ofertę publiczną na obligacje serii P2022B o wartości 40 mln zł, a w lipcu 2022 r. spółka uplasowała wśród inwestorów indywidualnych obligacje serii P2022C o wartości 20 mln zł.  Biorąc pod uwagę wszystkie cztery serie, które zostały wyemitowane w tym roku Grupa pozyskała łącznie ponad 117 mln zł. Środki pozyskane z emisji stanowią istotny element zdywersyfikowanego finansowania dzięki któremu rozwijane jest portfolio realizowanych i przygotowywanych przez Grupę projektów.

Połowa osób na stanowiskach kierowniczych w Polsce zetknęła się z phishingiem

Aż 68% kadry zarządzającej w polskich firmach zetknęło się ze spamem lub podejrzanymi wiadomościami przychodzącymi na służbową skrzynkę mailową. Z badania firmy Sophos wynika też, że 59% osób na stanowiskach kierowniczych otrzymało fałszywe SMS-y, a połowa spotkała się z próbą wyłudzenia danych logowania.

Phishing to jedna z najpopularniejszych technik manipulacyjnych stosowanych przez cyberprzestępców. Polega na przekonaniu ofiary odpowiednio spreparowanymi wiadomościami do przekazania swoich danych logowania lub wykonania określonych czynności, np. kliknięcia w link do strony infekującej system złośliwym oprogramowaniem. Według badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Sophos, w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż połowa osób na kierowniczych stanowiskach zetknęła się z phishingiem. W Czechach i na Węgrzech, gdzie również przeprowadzono badanie, odsetek ten wyniósł odpowiednio 60% i 41%.Połowa osób na stanowiskach kierowniczych w Polsce zetknęła się z phishingiem Połowa osób na stanowiskach kierowniczych w Polsce zetknęła się z phishingiem Połowa osób na stanowiskach kierowniczych w Polsce zetknęła się z phishingiem

Celem phishingu zarówno małe, jak i duże firmy

Z przeprowadzonych badań wynika, że phishing dotknął 55% kadry zarządzającej w firmach zatrudniających powyżej 250 osób. W przypadku małych przedsiębiorstw, liczących do 50 osób, problem dotyczy 53% pracowników na kierowniczych stanowiskach. Najczęściej próbowano wyłudzić poufne dane od dyrektorów (61%) i menedżerów (46%). W przypadku członków zarządu styczność z wiadomościami od oszustów miały 4 na 10 osób. Cyberprzestępcy równie często biorą na cel przedsiębiorstwa o niższych obrotach, rzędu miliona złotych rocznie, jak i te, w których wynoszą one powyżej 15 milionów złotych (w obu przypadkach odsetek zaatakowanych wyniósł 44%). Do najczęściej atakowanych za pomocą phishingu branż należą usługi (62%), administracja (54%) i przemysł (53%).

Metody socjotechniczne, takie jak phishing, są jednym z najczęstszych sposobów, w jaki przestępcy próbują obejść zabezpieczenia i włamać się do firmowej sieci. Dlatego tak ważna jest świadomość pracowników dotycząca środków ostrożności: nieklikania w podejrzane linki i załączniki, korzystania tylko z programów ze sprawdzonych źródeł, dokonywania regularnych aktualizacji. Ma to kluczowe znaczenie w przypadku pracowników najwyższego szczebla, którzy mają dostęp do wrażliwych i poufnych danych. Należy upewnić się, że każdy – od szeregowego pracownika, aż po dyrektora – zna ścieżkę zgłaszania podejrzanych sytuacji działowi IT lub specjalistom ds. bezpieczeństwa – mówi Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos.

Ransomware częściej celuje w firmy o wyższych obrotach

Średnio co piąty ankietowany miał także bezpośrednią styczność z atakami ransomware, prowadzonymi za pomocą złośliwego oprogramowania szyfrującego dane w celu wyłudzenia okupu. W tym przypadku widać jednak wyraźną korelację między wysokością obrotów firmy, a częstością występowania tego zagrożenia.

Ataku z wykorzystaniem ransomware’u doświadczyło tylko 3% respondentów pracujących w przedsiębiorstwach o rocznych obrotach do miliona złotych. Tam, gdzie obroty sięgają 5 milionów złotych, było to już 17%. W największych firmach (powyżej 15 milionów złotych obrotu) – aż 31%.

Cyberprzestępcy dokładnie wiedzą w jakie firmy celować atakami ransomware. Ich ofiarą padają przedsiębiorstwa generujące wysokie obroty, od których potencjalnie mogą żądać najwyższych okupów. Wielkość firmy pod względem zatrudnienia ma mniejsze znaczenie, choć z badań wynika, że najczęściej atakowane są firmy w których pracuje od 50 do 249 osób – tłumaczy Nocoń.

Edukacja i cyberhigiena kluczowa również na najwyższych stanowiskach

Według badania Sophos  z cyberbezpieczeństwa przeszkolone zostało 72% kadry zarządzającej w polskich przedsiębiorstwach. Połowa przeszła taki kurs organizowany przez zewnętrznych specjalistów – na to rozwiązanie decydowały się głównie największe firmy.

Wydarzenia z ostatnich dwóch lat, takie jak pandemia i inwazja Rosji na Ukrainę, sprawiły, że wzrosło zainteresowanie kwestiami bezpieczeństwa danych. Z naszych informacji wynika, że połowa polskich firm ma politykę cyberbezpieczeństwa i procedury na wypadek cyberataku. Pod tym względem wypadamy lepiej niż Czesi i Węgrzy, jednak wciąż jest sporo do poprawy. Aż 28% osób zajmujących kierownicze stanowiska nie przeszło nawet wewnętrznego szkolenia z cyberbezpieczeństwa, a w 13% przedsiębiorstw nie ma specjalistów ds. ochrony przed zagrożeniami. Im mniejsza firma, tym niestety gorsza sytuacja – komentuje ekspert Sophos.

Tam, gdzie zatrudnianych jest powyżej 250 osób, prawie 15% menedżerów, dyrektorów lub członków zarządu nie zostało przeszkolonych z cyberbezpieczeństwa. W średnich firmach było to aż 37%. Problem ten dotyczy też co trzeciej małej firmy, zatrudniającej do 50 pracowników.

Dla porównania z uśrednionymi danymi z Polski (72% przeszkolonych ankietowanych), w Czechach 57% ankietowanych nie miało żadnego szkolenia dotyczącego cyberbezpieczeństwa. Na Węgrzech nie przeszło go aż 83% osób zajmujących kierownicze stanowiska. Jest to wyjątkowo niepokojące, gdyż w co trzeciej tamtejszej firmie to właśnie ci pracownicy są odpowiedzialni za ochronę danych. W Polsce należy to do obowiązków zaledwie 12% ankietowanych osób na stanowiskach kierowniczych, najczęściej w małych lub średnich przedsiębiorstwach.

O badaniu

Badanie „Sposób postrzegania cyberbezpieczeństwa wśród menedżerów polskich firm” zostało przeprowadzone przez niezależną agencję badawczą SW Research w lipcu i sierpniu 2022 r. W ramach badania przeprowadzono wywiady z 310 menedżerami wyższego szczebla pracującymi w małych, średnich i dużych przedsiębiorstwach. Identyczne badanie zrealizowano na terenie Czech i Węgier.

Fizjoterapeuta zarobi więcej niż informatyk

Molecure rozpoczyna rozwój kliniczny OATD-02 w leczeniu nowotworów

Molecure rozpoczyna rozwój kliniczny nowego podwójnego inhibitora arginazy OATD-02 w leczeniu nowotworów po uzyskaniu zgody na przeprowadzenie badania klinicznego w Polsce.

  • OATD-02 to doustny, silny i selektywny, pierwszy w swojej klasie, podwójny inhibitor arginazy (ARG1 i ARG2) w terapiach przeciwnowotworowych
  • Pod koniec 2022 roku Spółka planuje rozpoczęcie fazy I badania klinicznego w celu określenia profilu bezpieczeństwa i skuteczności OATD-02 w leczeniu pacjentów z zaawansowanym i/lub przerzutowymi guzami litymi

Firma biotechnologiczna Molecure S.A. (“Molecure”, GPW ticker: MOC), otrzymała od Prezesa polskiego Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych zgodę na przeprowadzenie badania klinicznego I fazy dla OATD-02. Wcześniej, w październiku br. Molecure otrzymało również stosowną zgodę od właściwej Niezależnej Komisji Bioetycznej. Tym samym Spółka uzyskała wszystkie zgody administracyjne niezbędne do rozpoczęcia badania klinicznego w Polsce.

Planowana I faza badania klinicznego będzie otwartym, wieloośrodkowym badaniem z rosnącą dawką w celu oceny bezpieczeństwa, tolerancji, aktywności przeciwnowotworowej i ustalenia maksymalnej tolerowanej dawki OATD-02. Ta faza badania będzie w całości przeprowadzona na terenie Polski. Badanie obejmie maksymalnie 40 pacjentów z wybranymi zaawansowanymi i/lub przerzutowymi guzami litymi, w tym rakiem jelita grubego, rakiem jajnika, rakiem trzustki lub rakiem nerkowokomórkowym i ma się rozpocząć pod koniec 2022 roku.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z uzyskania zgody na rozpoczęcie badania klinicznego OATD-02 w Polsce. OATD-02 jest jedynym na świecie podwójnie działającym inhibitorem arginazy rozwijanym w leczeniu nowotworów. Cząsteczka wykazała w badaniach przedklinicznych znaczącą aktywność przeciwnowotworową poprzez funkcje immunomodulujące oraz bezpośredni wpływ na metabolizm guza. OATD-02 będzie drugim związkiem w portfolio Molecure w fazie badań klinicznych. Z niecierpliwością czekamy na pierwsze dane od pacjentów z guzami litymi, których leczenie nadal pozostaje istotną niezaspokojoną potrzebą medyczną pomimo dostępności nowych metod terapeutycznych.” – mówi Dr Samson Fung, Chief Medical Officer Molecure S.A.

Część kliniczna rozwoju związku OATD-02 jest współfinansowana przez Unię Europejską z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój.

Informacje o OATD-02 (immunoonkologia)

OATD-02 jest rozwijany jako potencjalny nowy lek dla szeregu guzów litych. Jest pierwszym i jedynym inhibitorem arginazy blokującym aktywność obu izoform arginazy (ARG1 i ARG2), co umożliwia zarówno odblokowanie odpowiedzi immunologicznej jak i regulację metabolizmu samych guzów.. Arginaza 1 (ARG1) i arginaza 2 (ARG2) są zwalidowanymi celami terapeutycznymi, odkrytymi w różnych typach nowotworów, w których zwiększona aktywność arginazy koreluje z zaawansowaniem choroby i gorszym rokowaniem klinicznym w związku z obniżonym poziomem argininy.

Deweloperzy wstrzymali budowy?

Nieco ponad 7 tys. Budowę tylu nowych mieszkań rozpoczęli w październiku deweloperzy. To kolejny miesiąc z rzędu, kiedy ten wskaźnik spada. W sumie od początku roku deweloperzy rozpoczęli budowę 100 tys. nowych lokali. To prawie 1/3 mniej niż jeszcze rok wcześniej. Taki stan rzeczy może być jednak dobrą informacją dla osób inwestujących w nieruchomości.

O ile liczba spadających budów może wskazywać na spowolnienie w branży i prawdopodobne kłopoty części deweloperów, to jak to zwykle w gospodarce, ktoś inny od razu ten niedobór wykorzysta. Nie musi to też oznaczać kryzysu. Na przełomie 2008/2009, czyli w okresie kryzysu finansowego, liczba nowo rozpoczynanych budów spadła o połowę. Teraz spadki sięgają 30-35%. Są miasta, jak Rzeszów czy Radom, gdzie liczba nowych budów rośnie.

Spadająca zdolność kredytowa powoduje, że mieszkań sprzedaje się zdecydowanie mniej. Właśnie dlatego spora cześć branży deweloperskiej wstrzymuje budowy. Co nie oznacza, że rezygnuje całkowicie z inwestycji. Nie można bowiem zapominać, że etap budowy jest poprzedzony zakupem nieruchomości, uzgodnieniami i wreszcie koniecznością spełnienia wielu formalności. Zamiast zaczynać budowy, deweloper może negocjować zakup gruntów pod przyszłe inwestycje.

Największe miasta, w których popyt na nieruchomości mieszkaniowe zawsze jest największy, najszybciej doświadczają skutków spowolnienia. Tymczasem inwestycje deweloperskie realizowane w mniejszych miastach cały czas bronią się przed spadkami sprzedaży. W pierwszym półroczu tego roku wyraźnie zwiększyło się zainteresowanie budowaniem w miastach powiatowych. To zasługa upowszechnienia się pracy zdalnej, ale też i tego, że mieszkania w mniejszych miejscowościach są po prostu tańsze. Kupienie nieruchomości w największych metropoliach, szczególnie na kredyt, może być wyjątkowo trudne. Z danych GUS wynika, że w 18 z 66 miast na prawach powiatu nie widać spowolnienia aktywności deweloperskiej – mówi Michał Sapota, prezes Heritage Real Estate Investment Trust.

Jaką perspektywę powinni przyjąć ci, którzy w nieruchomości inwestują? Krótkotrwałe spadki cen w największych miastach albo wyhamowanie wzrostów może sprawić, że lokale będą interesujące z perspektywy inwestorów. Wszystko dlatego, że za około dwa lata, gdy sytuacja gospodarcza ustabilizuje się, liczba dostępnych nowych nieruchomości w największych miastach będzie niższa. Może to spowodować większe zainteresowanie najmem, co oznacza, że osoby lub firmy z kapitałem – przede wszystkim gotówkowym – będą mieć szansę na zwiększenie zyskowności. Już teraz warto poszerzać więc swój portfel nieruchomości na wynajem. Gdy sytuacja na rynku kredytów ulegnie poprawie i zwiększy się zainteresowanie ze strony kupujących, mieszkań na sprzedaż nie będzie wiele.

Kolejnym krokiem będzie więc wzrost cen. Ci, którzy nie zdecydują się na zakup, będą musieli je wynająć. I właśnie dlatego najbliższe miesiące będą najlepszym czasem na zakup nieruchomości inwestycyjnie. Warto też już teraz zainteresować się mieszkaniami na przedmieściach dużych aglomeracji, aby utrzymać wartość pieniądza w czasie.

Rynek pracy w świecie BANI

Otaczająca nas rzeczywistość jest nieprzewidywalna, szczególnie w ostatnich kilku latach. Po czasach względnego spokoju i rutyny, nadeszły takie, w których jednego roku przychodzi nam mierzyć się z pandemią i jej skutkami, a kolejnego z wojną, kryzysem migracyjnym czy inflacją i jej pochodnymi. Nikogo więc nie dziwi, że w świecie pełnym tylu zmiennych, obowiązujący przez lata model VUCA się zdezaktualizował, a na jego miejsce pojawił się nowy, kryjący się pod akronimem BANI. O tym, jak może i powinien funkcjonować rynek pracy w świecie BANI, mówi Maria Jarzębowska, People Business Partner w agencji rekrutacyjnej People.

Rynek pracy to jeden z kluczowych obszarów, w jakim przychodzi nam działać w życiu. Dotyczy niemalże każdego, dorosłego człowieka, któremu zależy na własnej niezależności finansowej. Przez lata był on dość przewidywalny, a sam proces „wejścia” na ścieżkę zawodową raczej pozbawiony trudności – na popularnych portalach rekrutacyjnych czy stronach www pojawiały się oferty pracy. W odpowiedzi na nie kandydat wysyłał CV, umawiał się na rozmowę kwalifikacyjną i czekał na decyzję rekruterów. Proste, chociaż to oczywiście ogromne uproszczenie.

Postpandemiczna rzeczywistość rynku pracy

Kiedy w 2020 roku światem wstrząsnęła pandemia, zmiany nie ominęły także rynku pracy. Według GUS, pojawienie się w Polsce wirusa SARS-CoV-2, ogłoszenie stanu epidemii i podejmowanie szeregu działań mających na celu ochronę zdrowia i życia obywateli, doprowadziły do zaburzenia dotychczasowych trendów na rynku pracy[1]. Mnóstwo osób zawiesiło działalności własne, zmniejszyła się liczba młodych osób, które podejmowały się np. pracy sezonowej, a biznesy, które dotąd działały z własnych biur, przeniosły pracowników do pracy z domu. Niektóre z tych zmian, jak np. większa elastyczność względem modelu pracy hybrydowej, została z nami do dzisiaj (według GUS najwięcej w sektorze informacji i komunikacji – 41,1%)[2].

– Pandemia sprawiła też, że zupełnie inaczej zaczęliśmy podchodzić do obowiązków zawodowych i do tzw. idei work-life balance. Co więcej, wielu z nas zaczęło mocno oddzielać życie zawodowe od prywatnego, dbać o przestrzeń w ciągu dnia dla obu tych obszarów, o czas tylko dla siebie. Ponadto zmiany na rynku pracy, jakie przyszło nam obserwować, doprowadziły także do momentu, w którym zaczęliśmy analizować nasze kompetencje: Czy będą użyteczne w przyszłości? Czy są na tyle elastyczne, że pomogą mi się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Czy poradzę sobie w obliczu kolejnego, potencjalnego kryzysu? I właśnie takie rozważania na rynku pracy, sprawiły, że coraz mocniej zaczęto mówić o ekosystemie BANI – tłumaczy Maria Jarzębowska, People Business Partner w agencji rekrutacyjnej People.

BANI – na czym polega ten model?

Już 500 lat p.n.e. niejaki Heraklit z Efezu twierdził, że zmiana jest jedyną stałą. Koncepcja ta doskonale wpisuje się w model świata BANI, którego nazwa to akronim pochodzący od słów: Brittle – kruchy, Anxious – niespokojny, Non-linear – nieliniowy, Incpreceptible – niezrozumiały. To dość dosadna definicja obecnych czasów, która w dużo bardziej wnikliwy sposób oddaje dzisiejsze realia niż obowiązujący przez kilkadziesiąt lat model VUCA. – BANI definiuje świat nie tylko jako miejsce niepewne, ale też pokazuje, że stabilność, którą czujemy dzisiaj, kolejnego dnia może być zagrożona. To dość smutny obraz czasów, w jakich funkcjonujemy i trudny, między innymi dla rynku pracy – dodaje ekspertka People.

Przetrwać w BANI

Czego potrzebujemy, by przetrwać w BANI? Czy wystarczy praca nad nowymi kompetencjami? Czy pomoże zdobycie nowych umiejętności? – Nie, to zdecydowanie bardzo powierzchowne podejście. Aby przetrwać w takim modelu, przede wszystkim powinniśmy zaopiekować się sobą i ludźmi wokół, bowiem pracownik, który jest kompetentny, ale żyje w stresie i ciągłej niepewności o jutro, nigdy nie będzie efektywny. Poczucie bezpieczeństwa i stabilności ze strony pracodawców w trudnych czasach wydaje się być kluczem do sukcesu – tłumaczy Maria Jarzębowska z People.

Istotną rolę może w tej kwestii odegrać dział HR, który w każdej organizacji stanowi centrum dbałości o wellbeing pracownika. Pod warunkiem, że właśnie w pierwszej kolejności to on otrzyma wsparcie, aby mieć siłę i chęci do działania na rzecz poprawy jakości pracy pozostałych osób. W myśl zasady „najpierw musisz pomóc sobie, aby móc pomagać innym”. – Chociaż może się wydawać, że to nieco egoistyczne podejście, to poruszając się w środowisku ukształtowanym przez lęki i ciągłą zmianę, bardzo potrzebne. W kryzysowych, zmiennych czasach potrzebujemy większej odporności na stres. Ważne jest też, aby umiejętnie dbać o rozwój empatii i uważności, podtrzymywanie zdolności adaptacyjnych na wielu płaszczyznach, a także myślenie intuicyjne z naciskiem na myślenie „out of the box”. Tego dziś potrzebuje współczesny biznes – dodaje eksperta People.

Strategia radzenia sobie z BANI

Najtrudniejsze w zrozumieniu funkcjonowania modelu BANI jest zaakceptowanie tego, że żyjemy w nieprzewidywalnych i zmiennych czasach i że nic nie jesteśmy z tym w stanie zrobić. Kluczem do sukcesu jest jednak odpowiednia strategia. Czego nie może w niej zabraknąć? – Przede wszystkim większej świadomości naszych własnych talentów, ale i ograniczeń, podejmowania decyzji racjonalnie, bez emocji. W tych decyzjach nie warto być osamotnionym, włączenie działu HR lub zewnętrznego konsultanta jest dobrym rozwiązaniem. Konfrontujmy inne perspektywy i bierzmy pod uwagę różne sposoby myślenia. Wdrażanie proinnowacyjnej kultury organizacyjnej DEI (Diversity, Equity, Inclusion), której podstawą jest szacunek i wsłuchanie się w potrzeby własne i innych, będzie również dobrym i niezwykle ważnym rozwiązaniem – podsumowuje Maria Jarzębowska z People.
______________________________________________
[1] Główny Urząd Statystyczny, Wybrane aspekty rynku pracy w Polsce. Aktywność ekonomiczna ludności przed i w czasie pandemii COVID-19, online, [dostęp: 23.11.2022].
[2] Główny Urząd Statystyczny, Wpływ epidemii COVID-19 na wybrane elementy rynku pracy w Polsce w drugim kwartale 2022, online: [dostęp: 23.11.2022].

Zamrożenie cen prądu dla firm już od grudnia – ostatnie dni na złożenie oświadczenia

Mikro, małe oraz średnie firmy będą mogły skorzystać z zamrożenia cen za energię elektryczną od grudnia aż do końca 2023 r. Jeśli chcą skorzystać z niższych stawek jeszcze w tym roku, muszą złożyć stosowne oświadczenie do 30 listopada.

Przy obniżonej stawce firma będzie płacić maksymalnie 79 gr za 1 kWh zużytej energii elektrycznej. Zamrożenie ceny obowiązuje od miesiąca następującego po złożeniu oświadczenia, aż do końca 2023 roku. Jeśli więc przedsiębiorca zgłosi chęć skorzystania z niższej stawki do 30 listopada, będzie ona ważna od 1 grudnia 2022 r. do 31 grudnia 2023 r. 

Zamrożenie cen energii to dobry krok, bo firmy ponoszą ogromne koszty związane z prowadzeniem działalności. Galopująca inflacja, daniny publicznoprawne, rosnące opłaty za gaz i prąd sprawiają, że wielu przedsiębiorców nie wie jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość. Dzięki niższym stawkom już od grudnia mogą płacić co najmniej o połowę niższe rachunki za prąd niż dotychczas – podkreśla Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Ostatnia chwila na złożenie oświadczenia

Warunkiem zamrożenia cen jeszcze w tym roku jest dostarczenie oświadczenia do 30 listopada. Dokument może być również złożony w późniejszym terminie, jednak wówczas zamrożenie ceny za prąd będzie miało skutek dopiero w kolejnym miesiącu.

Oprócz danych identyfikacyjnych firmy oświadczenie musi zawierać:

  • punkt poboru energii elektrycznej;
  • wskazanie kategorii podmiotu uprawnionego do skorzystania z zamrożenia cen (w przypadku mikro, małych i średnich firm będzie to 1);
  • datę zawarcia umowy z dostawcą prądu;
  • określenie szacowanej wartości energii elektrycznej, która będzie zużywana na potrzeby firmy;
  • określenie jaka część energii elektrycznej będzie zużywana na potrzeby firmy i poza firmą.

Oświadczenie należy złożyć w wersji papierowej lub elektronicznej u dostawcy energii. W przypadku korzystania z drogi elektronicznej, dokument musi być opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym, podpisem zaufanym albo osobistym. Oświadczenie papierowe trzeba własnoręcznie podpisać. Jeśli przedsiębiorca wysyła dokument pocztą, to za termin złożenia oświadczenia uznaje się termin nadania listu.

KUKE/PZPB: Grozi nam długa zima w budownictwie

Choć trzeci kwartał przyniósł najniższą od wielu lat liczbę upadłości w sektorze budowlanym, to wszystkich przypadków niewypłacalności w branży jest w br. o prawie 1/4 więcej w porównaniu z 2021 r. – w nadchodzącym czasie należy się spodziewać nasilenia niekorzystnych zjawisk.

Według GUS w minionym kwartale ogłoszono upadłość sześciu firm budowlanych w porównaniu z 26 i 14 w odpowiednio I i II kw. oraz ośmioma rok wcześniej. W efekcie po dziewięciu miesiącach tego roku mamy już 46 bankructw w budowlance, podczas gdy przed rokiem było 40 takich przypadków.

Z danych gromadzonych przez Polski Fundusz Rozwoju wynika, że od stycznia do września w sektorze doszło do 12 restrukturyzacji przeprowadzonych na drodze sądowej wobec czterech rok wcześniej, natomiast restrukturyzacji uproszczonych było w ciągu trzech kwartałów odpowiednio 48 (ustalenie dnia układowego) i 53 (regulacje „covidowe” obowiązujące do grudnia 2021 r.). Jeśli chodzi o sumę przypadków niewypłacalności to kwartalnie wyglądało to następująco od początku br.: 43, 27 i 27, podczas gdy w 2021 r. było to: 30, 30 i 19.

Grzegorz Kwieciński, dyrektor departamentu ryzyka kredytowego KUKE:

Od początku roku mamy do czynienia ze wzrostem niewypłacalności w sektorze budowlanym o około 1/4 i niestety należy oczekiwać dalszego pogorszenia sytuacji. Sezonowe ograniczenie aktywności w okresie zimowym może się przeciągnąć na cały przyszły rok. Firmy budowlane z racji swojej specyfiki najszybciej zostały dotknięte efektami dominujących w światowej gospodarce niekorzystnych zjawisk: rosnących cen energii i surowców, ograniczenia płynności czy wzrostu kosztów finansowania. Z lokalnego podwórka doszły do tego jeszcze kłopoty z dostępem do pracowników i rosnące koszty zatrudnienia oraz znaczne ograniczenie inwestycji publicznych w infrastrukturę związane m.in. z kwestią funduszy unijnych. W konsekwencji spadku liczby zleceń od państwowych zamawiających zaostrzyła się konkurencja, objawiająca się silną presją na rentowność działania. Funkcjonowanie utrudniała dodatkowo duża niestabilność cen materiałów. Wprowadzane waloryzacje cen kontraktów przynoszą tylko nieznaczną i raczej doraźną ulgę.

W związku z tą sytuacją instytucje finansowe prezentują restrykcyjne podejście wobec podmiotów z branży budowlanej. Dotyczy to zwłaszcza firm operujących w segmencie budownictwa mieszkaniowego, który cierpi z powodu spadku popytu, oraz tych z wysokimi wskaźnikami zadłużenia dotkniętych wysokimi stopami rynkowymi oraz zmniejszonym apetytem inwestorów i banków na ryzyko. Łagodniej oceniane są spółki finansujące działalność ze środków własnych, posiadające poduszkę płynnościową i portfele zamówień.

Wielką szansą dla polskich firm budowlanych byłby oczywiście udział w odbudowie Ukrainy w przypadku zakończenia bądź chociażby ograniczenia działań wojennych. Ponadto gdy brakuje wystarczającego finansowania ze strony państwa, należy pomyśleć o aktywowaniu inwestycji w formule partnerstwa publiczno-prywatnego, które dotychczas w naszym kraju nie były szeroko stosowane. Nie możemy pozwolić sobie na „dziurę” w zamówieniach. Dla nielicznych, ale zawsze warto brać to pod uwagę, istnieje szansa, by włączyć się do inwestycji i projektów infrastrukturalnych prowadzonych w innych krajach, również tych ościennych. Przy współudziale KUKE można się również pokusić o dalsze kierunki, takie jak Bliski Wschód czy Afryka, w których to inwestycje finansowane są z szeroko dostępnych międzynarodowych środków.

dr Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa:

Dane dotyczące liczby niewypłacalności wskazują na istotne pogorszenie kondycji finansowej branży budowlanej w wyniku koincydencji szeregu niekorzystnych zjawisk, które od II poł. 2021 r. negatywnie oddziałują na polski sektor budownictwa. W okresie styczeń-wrzesień br. upadło lub zdecydowało się na wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego więcej przedsiębiorstw niż w fazie kumulacji robót w segmencie infrastruktury w 2018 r., która niemalże zakończyła się załamaniem dużej części rynku budowlanego. W 2022 r. warunki funkcjonowania sektora budownictwa wydają się znacznie trudniejsze niż w feralnym 2018 r. i, co gorsza, wiele wskazuje na to, że w nadchodzących miesiącach sytuacja finansowa firm budowlanych może ulec dalszemu pogorszeniu.

Po pierwsze, firmy budowlane zmagają się z rekordowymi kosztami związanymi z bezprecedensowym wzrostem cen materiałów i paliw, silną presją płacową oraz rosnącymi wydatkami na obsługę kredytów i leasingu na skutek szybkiego tempa podwyżek stóp procentowych przez RPP od października 2021 r. Po drugie, budownictwo, które razem z branżami pokrewnymi jest odpowiedzialne za wytworzenie ok. 13-14 proc. krajowego PKB, zaczyna odczuwać negatywne konsekwencje pogorszenia koniunktury inwestycyjnej w polskiej gospodarce. Z powodu wysokich kosztów wykonawstwa, rosnących kosztów finansowania i ogólnej niepewności co do rozwoju sytuacji gospodarczej i geopolitycznej na świecie, wielu inwestorów wstrzymuje się z uruchamianiem nowych projektów inwestycyjnych w segmencie prywatnym. W segmencie publicznym trwa natomiast oczekiwanie na środki unijne, bez których nie będą mogły rozpocząć się duże inwestycje infrastrukturalne, w tym zwłaszcza na rynku energetycznym i kolejowym. Przy założeniu, że nie dojdzie do dalszej eskalacji politycznego sporu polskiego rządu z instytucjami UE, przez który Polska nie otrzymuje jak dotąd środków w ramach KPO, to fundusze z najważniejszego źródła, czyli z budżetu UE na lata 2021-2027, powinny na większą skalę napłynąć do Polski dopiero w okolicach 2024 r. Jednocześnie zachodzi poważne ryzyko, że ze względu na rosnące wydatki w zakresie polityki społecznej i obronnej dojdzie również do cięć w programach inwestycyjnych finansowanych lub współfinansowanych bezpośrednio z budżetu państwa. W rezultacie brak nowych projektów w segmencie infrastrukturalnym, mieszkaniowym i nieruchomości komercyjnych będzie prowadził do stopniowego spadku przychodów firm budowlanych po 2022 r.

Należy zwrócić uwagę, że na okres spowolnienia inwestycyjnego zdecydowanie lepiej są przygotowane największe firmy wykonawcze, ponieważ przez ostatnie 2-3 lata udało im zbudować stabilne fundamenty ekonomiczne, mają zdywersyfikowany portfel kontraktów w różnych segmentach budownictwa, a w kolejnych kwartałach mogą liczyć na stabilizację cen materiałów i usług budowlanych. Ze względu na spadającą liczbę nowych projektów inwestycyjnych wśród dużych wykonawców nasili się jednak konkurencja o pozyskanie nowych kontraktów, która wymusi na firmach obniżkę oczekiwanych marż z tytułu realizowanych inwestycji. W zdecydowanie trudniejszym położeniu znajdują się podmioty z sektora MŚP, czyli mniejsze przedsiębiorstwa wykonawcze skoncentrowane na wąskich segmentach rynku budowlanego oraz małe firmy podwykonawcze, dla których spadające przychody i rekordowe koszty mogą okazać trudnym do pokonania wyzwaniem.

Wyniki Finansowe GK GPW w III kwartale 2022 r.

  • Przychody Grupy Kapitałowej GPW wyniosły 88,4 mln zł w III kw. 2022 r. (-2,4% rdr) oraz 297,8 mln zł w ciągu 9 miesięcy 2022 r. (-0,8% rdr)
  • EBITDA wyniosła 29,1 mln zł (-40,1% rdr) w III kw. 2022 r. oraz 126,6 mln zł (-20,9% rdr) w ciągu 9 miesięcy 2022 r.
  • Zysk operacyjny wyniósł 20,5 mln zł (-48,7% rdr) za III kw. 2022 r.
    oraz 98,7 mln zł (-26,3% rdr) za 9 miesięcy 2022 r.
  • Koszty operacyjne wyniosły 59,3 mln zł (+20,1% rdr) w III kw. 2022 r. oraz 190,7 mln zł (+14,7% rdr) w ciągu 9 miesięcy 2022 r.
  • Zysk netto wyniósł 31,1 mln zł (-13,5% rdr) w III kw. 2022 r. oraz 107,3 mln zł (-10,6% rdr) za 9 miesięcy 2022 r.

W trudnym otoczeniu makroekonomicznym 2022 roku wyniki finansowe Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) są nieznacznie gorsze niż w analogicznym okresie minionego roku. W III kw. 2022 r. przychody GK GPW wyniosły 88,4 mln zł, co stanowi spadek o 2,4 proc. rdr.Od początku roku spółki Grupy GPW wygenerowały 297,8 mln zł przychodów, 0,8 proc. mniej aniżeli w pierwszych dziewięciu miesiącach 2021 r.

– W trzecim kwartale 2022 roku osiągnęliśmy całkiem satysfakcjonujące wyniki, które są bliskie konsensusu rynkowego. Przychody Grupy ukształtowały się na poziomie ponad 88 milionów złotych. Odnotowaliśmy wzrost przychodów z rynku finansowego, a przychody z obsługi obrotu wzrosły o 7,5 proc. Należy szczególnie podkreślić dwukrotny wzrost przychodów z obsługi derywatów w porównaniu do ubiegłego roku. Na rynku towarowym natomiast nastąpił spadek na poziomie ponad 17 proc. ze względu na zmiany regulacyjne takie jak zniesienie obliga na handel energią elektryczną, ograniczenie obliga na handel gazem oraz ustawę wprowadzającą maksymalne ceny na rynku energii. Globalnie, wpłynęło to na poziom przychodów, które w III kwartale 2022 r. w porównaniu rok do roku spadły o 2,4 proc. – powiedział Adam Młodkowski, Członek Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych.

Na wynik Grupy Kapitałowej GPW III kw. 2022 r. znaczący wpływ miał także odpis związany z aktualizacją wyceny spółki BondSpot: – Zaplanowane inwestycje, projekt „All to All”, zostały przesunięte w czasie i w związku z tym w późniejszym czasie będą generowane znaczne przychody. (…) Musieliśmy dokonać jednorazowego odpisu z tytułu utraty wartości firmy spółki BondSpot, która nie wpływa na cashflow spółki. Spadek przychodów, wzrost kosztów oraz dodatkowy odpis spowodowały spadek EBITDA o 40 proc. rok do roku. Natomiast w przypadku zysku netto spadek jest znacznie mniejszy i wyniósł on ponad 31 mln złotych. Wpływ na to miały wyższe przychody z lokat w związku z wyższymi stopami procentowymi oraz wyższy udział w zyskach KDPW, który również zwiększył swoją rentowność – dodał Adam Młodkowski.

Zysk netto w III kw. 2022 r. 31,1 mln zł i był o 13,5 proc. niższy niż w analogicznym okresie 2021 r. Od początku roku GK GPW zarobiła 107,3 mln zł, o  mniej niż w tym samym czasie ubiegłego roku.

Braki w kadrach IT wciąż dotkliwe

Z najnowszego raportu przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Software Development Association Poland (SoDA) wynika, że w Polsce trzeba zatrudnić 147 tys. specjalistów IT, żeby udział tego sektora w polskiej gospodarce był na tym samym poziomie co w Unii Europejskiej. Obecnie specjaliści IT stanowią ok. 3,5 proc. wszystkich zatrudnionych w Polsce, przy średniej w UE wynoszącej 4.5 proc. Software Development Association Poland (SoDA) i Polski Instytut Ekonomiczny wskazują, że jest to jedna z niższych wartości w UE. Optymizmem nie napawa także współczynnik specjalistów mogących zapełnić lukę w najbliższych latach.

W drugim kwartale tego roku SoDA informowała, że aktualne zapotrzebowanie polskiej branży IT na osoby z doświadczeniem deweloperskim wynosi ok. 300-350 tys. osób. Oznaczało to wzrost względem 2021 r., kiedy organizacja szacowała skalę luki kadrowej na ok. 250-300 tys. specjalistów. W najnowszym raporcie przygotowanym przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z SoDA oraz Poland.Business Harbour szacuje się z kolei, że obecnie liczba specjalistów IT potrzebnych „od zaraz” może wynosić ok. 150 tys. osób. Badania przygotowano z użyciem odmiennych metodologii, a rozbieżność liczbowa nie oznacza, że skala problemu zmalała na przestrzeni ostatnich miesięcy –  w najnowszym badaniu jako luka kadrowa rozumiana jest liczba najpilniej potrzebnych specjalistów IT.

Dane dotyczące napływu pracowników na ten rynek – cierpiący głównie na niedobór tzw. midów i seniorów, czyli specjalistów posiadających już doświadczenie – wskazują, że przed nim jeszcze długa droga.

– Z punktu widzenia polskiej gospodarki, IT jest w tym momencie prawdopodobnie najbardziej rozwojowym sektorem. Ta branża jest horyzontalna i wspomaga postępującą optymalizację i automatyzację wielu innych gałęzi gospodarki, w których zatrudnienie naturalną koleją rzeczy może się zmniejszać – mówi Konrad Weiske, wiceprezes SoDA. – Przygotowanie młodych specjalistów do funkcjonowania na rynku, na którym wysoka część procesów jest zautomatyzowana i stale cyfryzowana, powinno stanowić priorytet naszego państwa. Biorąc pod uwagę czas, jaki upływa od momentu rozpoczęcia przez przyszłego specjalistę odpowiedniej edukacji bądź szkoleń do momentu, w którym staje się on doświadczonym pracownikiem, powinniśmy bezzwłocznie nasilić działania na rzecz zwiększenia kadr  – dodaje.

Popyt ponad podaż

W Polsce zatrudnionych jest ok. 586 tys. specjalistów IT. Stanowią oni 3,5 proc. całej siły roboczej w kraju – jest to 1 pkt proc. mniej od średniej unijnej, natomiast od lidera – Szwecji – dzieli Polskę aż 4,5 punktu procentowego. Przez ostatnie dziewięć lat odsetek liczby zatrudnionych specjalistów IT w Polsce wzrósł o 1 pkt proc. W liczbach bezwzględnych w tym okresie w Polsce przybyło 192,5 tys. specjalistów IT. Autorzy badania podkreślają jednocześnie, że jest to wzrost wynikający głównie z przyczyn strukturalnych, to znaczy wzrostu ogólnej liczby zatrudnionych, a także z rozwoju sektora IT. Plasujący się na tym poziomie obecny udział zatrudnienia pracowników sektora IT w całym rynku jest jednak zdecydowanie niewystarczający.

Jakość usług IT w Polsce jest na tyle wysoka, że są one stale eksportowane do innych krajów Europy, do USA czy na Bliski Wschód. Jednocześnie w konsekwencji niedoboru mocy przerobowych konkurencyjność Polski względem krajów, z którymi rywalizujemy o udział w międzynarodowym, zglobalizowanym rynku nowych technologii, nie osiąga pełnego potencjału – głównie przez braki kadrowe. Tylko 61 proc. przedsiębiorstw zbadanych przez PIE i SoDA zatrudniło w 2021 roku tylu specjalistów, ilu planowało. Czynnikami, które na to wpłynęły, były m.in. zbyt mała liczba zgłoszeń oraz zbyt wysokie oczekiwania płacowe kandydatów. W konsekwencji niektóre badane przedsiębiorstwa zmuszone były dostarczyć projekty z opóźnieniem lub odmawiać realizacji nowych projektów – niemożność przyjęcia nowych zleceń zasygnalizowało ok. 20% badanych firm.

Badania PIE i SoDA dowodzą także, że problem nie jest tymczasowy. Wpływ na ciągły niedobór specjalistów IT ma i będzie miała malejąca liczba absolwentów kierunków technicznych. Co więcej, widoczny jest nie tylko spadek bezwzględnej liczby absolwentów (ten ma podłoże w niżu demograficznym), ale także odsetka osób kończących kierunki techniczne wśród wszystkich absolwentów uczelni w kraju. Od 2017 r. w Polsce spada liczba absolwentów kierunków z grupy STEM (science, technology, engineering, mathematics), czyli osób najczęściej kierujących się do pracy w zawodach spełniających kryteria „specjalistów IT”. Polska wypada jednak zdecydowanie gorzej, gdy spojrzymy na relatywne zmiany liczby specjalistów IT. W latach 2012-2021 liczba specjalistów IT w Polsce wzrosła o ok. 50 proc. W takim ujęciu Polska znalazła się na 17. miejscu wśród państw Unii. Największe wzrosty wśród państw z dużą liczbą specjalistów (ponad 200 tys.) odnotowały Portugalia (136 proc.), Francja (80 proc.) czy Holandia (64 proc.).

Podkreśla się również, że Polska ma jeden z najniższych w Unii Europejskiej odsetek kobiet, które kończą kierunki informatyczne (15.5% przy średniej w UE wynoszącej 19.1%). Zwiększenie liczby nowych absolwentek kierunków informatycznych to ogromna szansa na stopniowe zapełnianie luki kadrowej, jednak proces ten wymaga czasu. To ważne zjawisko może znacząco wpłynąć na rynek pracy IT wyłącznie w perspektywie długoterminowej – dla badanych przedsiębiorstw największą przeszkodą w realizacji nowych projektów jest brak pracowników posiadających już doświadczenie na poziomie mid oraz senior. Przedsiębiorcy wskazują też, że absolwenci kierunków informatycznych, niezależnie od płci, muszą nabyć doświadczenie typowo biznesowe. Po ukończeniu studiów dysponują głównie szeroką, lecz powierzchowną wiedzą teoretyczną. Ciężar szkolenia ich np. z biznesowych aspektów implementacji rozwiązań IT czy w zakresie kompetencji komunikacyjnych spoczywa na barkach pracodawców, a koszty wdrażania absolwentów w system biznesowy wciąż rosną.

Edukować, szkolić, motywować… Ale przede wszystkim edukować

W swoim ostatnim raporcie płacowym SoDA zaznaczała, że niemal wszyscy zrzeszeni przedsiębiorcy planują w 2023 roku zwiększyć zatrudnienie. Ograniczone możliwości realnego zwiększania kadry pracowniczej w wielu przypadkach spowalniają jednak proces rozwojowy polskich firm. W badaniach przeprowadzonych na potrzeby ostatniego Barometru Nastrojów SoDA, 46% ankietowanych przyznało, że problemy rekrutacyjne będą miały negatywny wpływ na ich firmę. Optymizm w tej kwestii wykazało tylko 34% respondentów. Taki rozkład głosów jest prawdopodobnie zgodny z doświadczeniami rekrutacyjnymi firm w ostatnich latach.

75% przedsiębiorców ankietowanych w ramach nowego badania PIE i SoDA  zgadza się z tezą, że zagraniczne firmy IT przyciągają spory odsetek pracowników w skali całego rynku, natomiast 71% przyznaje, że polski rynek IT pozostaje wyraźnie uzależniony od koniunktury za granicą. 50% zgadza się także, że osób kształcących się na ścieżce umożliwiającej zostanie specjalistą IT jest po prostu zbyt mało. Analiza dynamiki zmian liczby specjalistów IT w Polsce na tle Unii Europejskiej przeprowadzona w ramach nowych badań PIE i SoDA wykazała, że zwiększenie liczby specjalistów IT w Polsce w ostatnich 10 latach w całości wynikało z trendów ogólnoeuropejskich – wzrostu liczby pracowników ogółem i wzrostu odsetka specjalistów IT.

– Długofalowy model rozwijania polskiej bazy specjalistów IT powinien opierać się na lokalnym kształceniu specjalistów. Standardy płacowe w polskich firmach informatycznych są na tyle atrakcyjne, że możemy określić polski sektor IT jako przyczyniający się do ograniczenia migracji zarobkowej – dodaje Konrad Weiske. – Dopóki działające w Polsce firmy IT gwarantują konkurencyjne warunki, korzyści płynące z kształcenia specjalistów z tego sektora są wymierne i nie wiążą się z realnym ryzykiem utraty wykształconej kadry. Nawet jeśli branża doraźnie radzi sobie z brakiem doświadczonych specjalistów np. rekrutując pracowników z zagranicy, to korzystniejsza dla niej byłaby możliwość pozyskania ich na bieżąco w kraju.

Wzrost, ale pozorny i względny

Autorzy badania zaznaczają, że liczba specjalistów IT w Polsce zwiększyła się w latach 2012-2021 prawie wyłącznie o taką wartość, jakiej można by oczekiwać na podstawie tempa wzrostu liczby specjalistów IT w Unii Europejskiej (po odjęciu tempa wzrostu łącznej liczby pracowników w gospodarkach unijnych). Oczekiwana wartość to w tym wyliczeniu 189 tys. osób, natomiast w Polsce przybyło 192.5 tys. specjalistów IT. Taki wzrost jest więc zgodny z trendem rozwoju sektora IT w całej gospodarce europejskiej. W rezultacie tak zwany czynnik lokalny (krajowy), pokazujący, o ile faktycznie zwiększał się udział sektora w zatrudnieniu w skali całej gospodarki, jest bliski 0.

Powyższe wnioski dowodzą, że Polska wciąż może wykształcić przewagi konkurencyjne wobec państw Unii Europejskiej w obszarze IT. Z kolei kraje, które wykazały przewagę kadrową, to np. Portugalia (czynnik krajowy osiągnął wartość 63 proc. zaobserwowanego wzrostu liczby specjalistów IT), Francja (37 proc.) i Holandia (22 proc.). Dla przykładu, Portugalia wyróżnia się wysokim odsetkiem absolwentów kierunków technicznych wśród wszystkich absolwentów studiów (trzeci wynik w Unii Europejskiej). Kraj ten przyciąga też wielu specjalistów IT z zagranicy. Portugalskie władze państwowe i samorządowe wykorzystują ten trend, wspierając inwestycje w IT i B+R, co sprawia, że Portugalia coraz częściej jest określana mianem europejskiej doliny krzemowej. Być może kraj z Półwyspu Iberyjskiego powinien stanowić dla Polski przykład.