Google Cloud zacznie akceptować kryptowaluty

Google Cloud ogłosił, że od 2023 roku zacznie akceptować niektóre kryptowaluty jako formę płatności. Funkcjonalność zostanie zapewniona za pośrednictwem Coinbase Commerce i będzie obejmować udogodnienia płatności za pomocą kryptowalut, takich jak bitcoin, ethereum, Dogecoin i litecoin.

Co ciekawe, ruch obejmuje przenoszenie części swojego hostingu i danych przez Coinbase do Google Cloud – rosnącego konkurenta Amazon Web Services (AWS) – giganta w sektorze hostingu. To nie jest pierwsze partnerstwo Google w zakresie blockchain i kryptowalut. Google Cloud współpracował w przeszłości z różnymi projektami.

Nie będzie to co prawda przenoszenie gór pod względem wycen rynkowych. Ale każdy przykład dużej instytucji decydującej się akceptować kryptowaluty to krok naprzód dla tego sektora, który ciężko pracuje, aby zapewnić alternatywne metody płatności i przechowywania dla użytkowników

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Globalizacja 2.0 – kształtowanie nowego ładu – USA, UE i Chiny

Czy USA i UE naprawdę mogą przenieść dotychczasową współpracę z Chinami do przyjaznych lokalizacji?

  • Globalizacja zmienia się, lecz nie zamiera, tymczasem ostatnie kryzysy wywołały pytania dotyczące struktury globalnych łańcuchów dostaw oraz ekspozycji na ryzyko związane z dostawcami nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej. Od 2008 roku otwartość handlowa świata utrzymuje się na niezmiennym poziomie, bez wyraźnej tendencji spadkowej. Z analiz Allianz Trade wynika, że ta ogólna tendencja maskuje jednak rosnące rozbieżności między regionami, z silniejszą integracją w regionach Azji i Pacyfiku oraz Afryki (oraz słabszą w Europie i obu Amerykach), jak również rozwój pewnych technologii i sektorów. Jednocześnie rosnące napięcia geopolityczne skłaniają USA i Europę do zmniejszenia zależności od Chin. Tak naprawdę już od początku 2018 roku i wojny handlowej, Chiny zaczęły tracić udział w rynku importu amerykańskiego, częściowo na korzyść swoich azjatyckich konkurentów. Niemniej jednak o przeniesieniu współpracy do przyjaznych lokalizacji (friendshoring) łatwiej jest mówić niż go zrealizować.
  • Allianz Trade obserwuje, że komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, metale, samochody i sprzęt transportowy, chemikalia oraz maszyny i urządzenia to sektory charakteryzujące się najwyższym stopniem globalizacji – a większość z nich wykazuje silną ekspozycję na Chiny. Łącznie odpowiadają za ponad 50% światowego handlu. Dostawy realizowane z Chin do reszty świata wynoszą od 6% (w przypadku samochodów i sprzętu transportowego) do 27% (komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego) światowej produkcji w tych sektorach.
  • Co istotniejsze, Chiny są krytycznym dostawcą 276 rodzajów towarów dla USA, oraz 141 rodzajów towarów dla UE. Dla porównania, USA są krytycznym dostawcą do Chin dla zaledwie 22 rodzajów towarów, natomiast UE – dla 188 rodzajów towarów. To znaczy, że w ekstremalnym scenariuszu, przewidującym całkowite zerwanie relacji handlowych USA-Chiny i UE-Chiny, więcej do stracenia mają USA i Europa: utrata krytycznych dostaw kosztowałaby 1,3% PKB w przypadku USA oraz 0,5% PKB dla UE, przy 0,3% PKB dla Chin. Należy zauważyć, że jeszcze w 2018 roku, krytyczna zależność USA od Chin była niemal o połowę niższa niż obecnie (0,7% PKB wobec 1,3%).
  • Meksyk, Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Indonezja, Brazylia i Malezja mogą mieć najlepszą pozycję jako kandydaci do przyjaznego przeniesienia współpracy z USA i UE. Jednak USA i UE mogą również dążyć do zwiększania własnej współpracy handlowej. W przypadku 300 rodzajów towarów, to w rzeczywistości UE jest najczęstszym krytycznym dostawcą dla USA. Tymczasem pod względem wielkości importu, dostawy te odpowiadają zaledwie 4% całkowitego importu USA – wobec niemal 10% krytycznego importu USA z Chin. Rozwiązaniem, które pomogłoby zniwelować tę lukę mogłoby być porozumienie o wolnym handlu, zwłaszcza, że rośnie zależność UE od USA w zakresie dostaw energii (ropy i gazu).

Globalizacja zmienia się, lecz nie zamiera

Po napięciach handlowych, które urzeczywistniły się pod rządami Trumpa, główne kryzysy ostatnich kilku lat – globalna pandemia Covid-19 i trwająca wojna w Ukrainie – nasiliły wątpliwości co do przyszłości globalizacji i zwiększyły uwagę poświęcaną ekspozycji w łańcuchu dostaw. Lecz globalizacja jeszcze nie umarła. Choć wydaje się, że widać wzrost tendencji do powrotu do kraju, relokacji do przyjaznych lokalizacji lub kończenia współpracy z krajami nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej (takimi jak np. Chiny), to podpisywane są również porozumienia o wolnym handlu i widać w 2022 roku spadek barier handlowych.

Te sprzeczne tendencje oznaczają, że światowe przepływy handlowe w pewnym sensie dostosowały się do różnych wstrząsów, a czasami odzwierciedlają zmiany strukturalne w gospodarce światowej. Wskaźnik ilościowy, tj. handel jako procent PKB (zob. Wykres 1) pokazuje, że ogólnie globalizacja wydaje się trwać w zawieszeniu – lecz się nie cofa. Udział ten wzrósł z 25% w 1970 roku do szczytowego poziomu 61% w 2008 roku. Poza zmiennością związaną z globalnym kryzysem finansowym, umiarkowany trend spadkowy obserwowany w ostatniej dekadzie jest wynikiem bardzo widocznego spadku udziału handlu w PKB Chin (36% w 2019 w porównaniu z najwyższym poziomem 64% w 2006 roku)[1].

Wykres 1 – Obrót towarami i usługami jako % PKBObrót towarami i usługami

Źródła: Bank Światowy, źródła krajowe, Dział Analiz Allianz

Jednak płaski ogólny miernik globalizacji maskuje zmiany w strukturze światowego handlu – zarówno pod względem geograficznym, jak i sektorowym. Inną drogę rozwoju widać było w szczególności w zakresie integracji regionalnej (zob. Wykres 2). Od 1999 roku handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu wzrósł o ponad 7 pkt proc. w regionie Azji i Pacyfiku oraz o 5 pkt proc. w Afryce, podczas gdy zmalał o niemal 1 pkt proc. w Europie i ponad 3 pkt proc. w regionie Ameryk.

Wykres 2 – Handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu: zmiana w poszczególnych okresach (pkt proc.)Handel wewnątrzregionalny jako udział w całkowitym handlu

Źródła: UNCTAD, Dział Analiz Allianz

Te zmiany geograficzne są czasami wynikiem regionalnych porozumień handlowych, ale można je również powiązać ze specjalizacjami sektorowymi i różnym stopniem zaangażowania w globalne łańcuchy dostaw. Globalizacja rzeczywiście w ostatnich dziesięcioleciach była częściowo napędzana przez rozwój pewnych technologii i sektorów. Aby przeanalizować to zjawisko szczegółowo, opracowujemy wskaźnik globalizacji dla poszczególnych sektorów (zob. Wykres 3), który uwzględnia handel lub produkcję w sektorze, które przekraczają więcej niż jedną granicę. Innymi słowy, bierzemy pod uwagę handel lub produkcję, która nie tylko płynie z kraju źródłowego bezpośrednio na rynek końcowy, ale która uczestniczy w różnych etapach łańcuchów dostaw.

Wykres 3 – Wskaźnik globalizacji* w rozbiciu na sektoryWskaźnik globalizacji

* udział w handlu lub produkcji opartej na globalnym łańcuchu wartości poza handlem lub produkcją sektora, odległość od poziomu globalnego

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

W Allianz Trade stwierdzamy, że największymi sektorami na świecie, które również mają znacząco dodatnie wyniki w zakresie globalizacji, są:

  • Komputery i telekomunikacja, elektronika, artykuły gospodarstwa domowego (14% handlu światowego)
  • Metale (14% handlu światowego)
  • Samochody i urządzenia transportowe (9% handlu światowego)
  • Chemikalia (9% handlu światowego)
  • Maszyny i urządzenia (5% handlu światowego)

Te pięć sektorów odpowiada łącznie za ponad 50% światowego handlu. W dalszej części artykułu koncentrujemy się na tych pięciu dużych i zglobalizowanych sektorach i szczegółowo analizujemy, w jaki sposób Chiny uczestniczą w ich globalnych łańcuchach dostaw. Taka analiza może pomóc nam ocenić, w jakim stopniu możliwe jest uniezależnienie się od Chin, a w końcu – jaka jest przyszłość globalizacji..

Chwilowo trudno jest pozbyć się zależności od Chin

Zależność świata od Chin jest dwojaka, oparta na popycie i podaży. Zależności te można zrozumieć poprzez dane dotyczące handlu, analizując zarówno handel tradycyjny (tj. towary przekraczające tylko jedną granicę z kraju pochodzenia na rynek końcowy), jak i handel oparty na globalnym łańcuchu wartości (tj. towary przekraczające więcej niż jedną granicę i wykazujące całkowity udział na różnych etapach łańcuchów dostaw).

Po stronie popytu, tradycyjny światowy eksport do Chin stanowi 0,8% światowej produkcji (zob. Wykres 4). Udział ten sięga nawet 2,7% w przypadku Korei Południowej i Australii, w przypadku Niemiec wynosi 1,3% i 0,3% w przypadku USA. W  poprzednich raportach Allianz Trade stwierdził, że Tajwan, Malezja, Singapur, Tajlandia i Chile są najbardziej uzależnione od popytu z Chin i w średnim okresie poniosą największe straty, ponieważ Chiny zmierzają w kierunku autonomii przemysłowej, generując mniejszy popyt na towary z zagranicy[2]. Straty dla całej strefy euro mogą w średniej perspektywie wynieść do 0,9% PKB, przy czym najbardziej narażone są sektory maszyn i urządzeń, budownictwa, rolno-spożywczy i elektroniczny.

Wykres 4 – Ekspozycja związana z Chinami w zakresie popytu (eksport do Chin, % produkcji) i podaży (import z Chin w światowym łańcuchu wartości, % produkcjiEkspozycja związana z Chinami w zakresie popytu

Uwaga: Tajwan, Wietnam, Korea Południowa, Australia, Hongkong i Singapur, które charakteryzują się silną ekspozycją, zostały usunięte z wykresu dla lepszej czytelności.

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Po stronie podaży, pod względem wartości bezwzględnej, Chiny są zdecydowanie największym światowym dostawcą, którego produkcja kierowana do globalnych łańcuchów wartości wynosi prawie 3,4 bln USD (na drugim miejscu są Stany Zjednoczone z 1,8 bln USD, a na trzecim Niemcy z 1,4 bln USD). W wartościach względnych, globalny import w łańcuchach wartości z Chin stanowi 0,5% światowej produkcji (zob. Wykres 4). Udział ten sięga aż 3,9% dla Wietnamu, 3% dla Singapuru i 2,3% dla Tajwanu i Hongkongu. W Niemczech wynosi on 0,6%, a w USA 0,3%.

Patrząc na pięć dużych i zglobalizowanych sektorów, które zidentyfikowaliśmy w poprzedniej części widać, że chińska produkcja przeznaczona do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości jako udział w globalnej produkcji sektora waha się od 6% (samochody i urządzenia transportowe) do 27% (komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego) – zob. Wykres 5. Dla każdego z sektorów, około dwie trzecie wskaźnika odpowiada za produkcję przeznaczoną do tradycyjnego eksportu, a reszta to produkcja przeznaczona do eksportu do globalnego łańcucha wartości[3]. Co ważne, pomimo niewielkiej tendencji spadkowej globalizacji w latach 2010-tych i pomimo nasilających się po tym okresie rozmów na temat uniezależnienia się od Chin, zależność świata od dostaw z Chin w rzeczywistości znacznie wzrosła w trzech z pięciu analizowanych sektorów (tj. komputery i telekomunikacja, elektronika, sprzęt gospodarstwa domowego, chemikalia oraz maszyny i urządzenia – zob. Wykres 5).

Wykres 5 – Produkcja Chin kierowana do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, jako % globalnej produkcji w sektorzeProdukcja Chin kierowana do handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Idąc o krok dalej w obrębie sektorów w Allianz Trade obserwujemy, że skoncentrowane uzależnienie od określonych rodzajów towarów może również okazać się problematyczne. Ostatnie lata pokazały bowiem, że nagłe wstrzymanie działalności przemysłowej w krajach źródłowych (np. z powodu zamknięcia zakładów spowodowanego przez Covid-19) może przyczynić się do poważnych niedoborów towarów lub środków produkcji (np. półprzewodników i układów scalonych). Aby zrozumieć, czy USA i UE są krytycznie uzależnione od niektórych krajów zaopatrujących je, analizujemy szczegółowe dane handlowe według produktów (na poziomie sześciocyfrowym Systemu Zharmonizowanego, który klasyfikuje towary w 6 338 kategoriach) dla 35 największych eksporterów na świecie. Biorąc za przykład zależność USA od Chin, Chiny są uznawane za krytycznego dostawcę pewnego rodzaju towaru X, jeżeli spełnione są trzy kryteria[4]:

  • USA są importerem netto towaru X
  • Ponad 50% importu USA w zakresie towaru X pochodzi z Chin
  • Udział Chin w światowym rynku eksportu towaru X przekracza 50%

W Allianz Trade stwierdzamy, że USA wykazują łącznie 674 zależności krytyczne (zob. Wykres 6), z czego 276 dotyczy Chin. Import tych towarów przez USA z Chin stanowi prawie 50% całkowitego importu z Chin, czyli niemal 10% całkowitego importu USA. Innymi nieprzystosowanymi do sytuacji geopolitycznej krytycznymi dostawcami dla USA są Turcja i Rosja, ale z odpowiednio tylko w zakresie czterech i dwóch rodzajów towarów[5]. W przypadku UE, całkowita liczba zależności krytycznych jest znacznie niższa i wynosi 206 rodzajów produktów: 141 z nich dotyczy Chin, co stanowi 15% całkowitego importu UE z Chin i 3% całkowitego importu UE. UE ma również osiem zależności krytycznych od Turcji i dwie od Rosji[6].

Wykres 6 – Krytyczni dostawcy towarów dla USA i UE, rozbicie na wybrane krajeKrytyczni dostawcy towarów dla USA i UE

Źródła: ITC, Dział Analiz Allianz

Interesujące jest również to, że w przypadku USA, przy 300 rodzajach towarów, UE pojawia się jako najczęstszy krytyczny dostawca. Największe sektory to maszyny i urządzenia (23%), przemysł chemiczny (15%), rolno-spożywczy (14%), tekstylny (13%) i metalowy (11%). Jednak pod względem wielkości importu, dostawy tych 300 rodzajów towarów z UE stanowią zaledwie 4% całkowitego importu USA – w porównaniu do prawie 10%, jeżeli chodzi o import krytyczny z Chin. Ta luka może oznaczać podstawę do pogłębienia współpracy handlowej między USA i UE.

 

Krytyczna zależność USA i UE od Chin występuje głównie w następujących czterech sektorach: komputery i telekomunikacja, elektronika, urządzenia gospodarstwa domowego; tekstylia; chemia i metale. Z kolei patrząc na zależności w drugą stronę okazuje się, że USA są krytycznym dostawcą dla Chin tylko w przypadku 22 rodzajów towarów (głównie w sektorze rolno-spożywczym), co stanowi zaledwie 3% chińskiego importu z USA i 0,2% całkowitego importu Chin. Natomiast rola UE jest bardziej znacząca, ponieważ jest ona krytycznym dostawcą w przypadku 188 rodzajów towarów (głównie w sektorze rolno-spożywczym, tekstylnym oraz maszyn i urządzeń). Stanowi to prawie 20% importu Chin z UE, ale tylko 2% całkowitego importu Chin. 

Wykres 7 – Chiny jako krytyczny dostawca do USA i UE oraz vice versa, rozbicie na sektoryChiny jako krytyczny dostawca do USA i UE oraz vice versa

Źródła: ITC, Dział Analiz Allianz

Oznacza to, że – w skrajnym scenariuszu całkowitego zerwania stosunków handlowych USA-Chiny i UE-Chiny – to USA i UE mają więcej do stracenia. Utrata krytycznych dostaw, które prawdopodobnie trudno będzie zastąpić, wyniosłaby:

  • 10% całkowitego importu w przypadku USA, tj. 1,3% PKB
  • 3% całkowitego importu w przypadku the UE, tj. 0,5% PKB
  • 2% całkowitego importu w przypadku Chin, tj. 0,3% PKB

Takie (asymetryczne) krytyczne zależności wyjaśniają, dlaczego przeniesienie współpracy do przyjaznych lokalizacji znajduje się coraz częściej w obszarze zainteresowania firm i decydentów z USA i UE. Tym bardziej, że krytyczna zależność świata od Chin wydaje się stale rosnąć: Biorąc za przykład USA widać, że krytyczne dostawy z Chin stanowiły w 2018 roku 0,7% PKB, w porównaniu z 0,4% w 2010 roku.

 

Przeniesienie współpracy z Chin do przyjaznych lokalizacji: kim są potencjalni kandydaci?

Trudno jest otrząsnąć się z zależności od Chin, ale ostatnie doświadczenia z wojny handlowej USA-Chiny mogą dostarczyć pewnych wskazówek. Podwyżki taryf celnych między tymi dwoma krajami zostały wprowadzone po raz pierwszy w 2018 i od tego czasu taryfy pozostają na wysokim poziomie (pomimo nieznacznych spadków po zawarciu Porozumienia Fazy Pierwszej na początku 2020 roku). W rezultacie Chiny tracą udział w rynku importu amerykańskiego: biorąc pod uwagę całość importu (tj. zarówno tradycyjny, jak i globalny łańcuch wartości), udział Chin w rynku wzrósł z 4% w 2000 do 13% w 2010 i 15% w 2018 roku, po czym spadł do 10% w 2021. W ten sposób Chiny przesunęły się z pozycji drugiego największego źródła importu dla USA (po UE-27) w 2018 na pozycję czwartą w 2021 roku (po UE-27, Meksyku i Kanadzie). Na tej stracie częściowo skorzystali konkurenci azjatyccy (zob. Wykres 8), przy czym Wietnam, Tajwan, Korea Południowa, Indie, Tajlandia i Malezja należą do pierwszej dziesiątki eksporterów, którzy zyskują udział w rynku w okresie 2018-2021. Ich łączne zyski wynoszą 2,8 pkt proc. (w porównaniu z utratą przez Chiny 4,2 pkt proc.). UE-27 zyskała w tym okresie 0,7 pkt proc. udziału w rynku ogółem.

Wykres 8 – Zmiana udziału rynkowego importu USA w okresie 2018-2021 (pkt proc.), Chiny i 10 największych zyskujących eksporterówZmiana udziału rynkowego importu USA w okresie 2018-2021

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Poza doświadczeniem wojny handlowej między USA a Chinami, przyglądamy się strukturze handlowej i sile eksporterów, aby ustalić, kto może być lepiej przygotowany do czerpania korzyści z uniezależnienia się USA i UE od Chin. W tym celu obliczamy indeksy komplementarności handlowej, które mierzą podobieństwo między strukturami eksportu i importu pary krajów, oraz indeksy przewagi komparatywnej, które mierzą względną przewagę eksportera w danym sektorze. Wskaźniki te stosowaliśmy już w poprzednich analizach[7], ale nowością jest to, że nasze szacunki opieramy na danych dotyczących handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, a nie na handlu ogółem, ale nowością jest to, że nasze szacunki opieramy na danych dotyczących handlu tradycyjnego i opartego na globalnym łańcuchu wartości, a nie na handlu ogółem. Nie jest to może zaskoczeniem, biorąc pod uwagę wielkość chińskiej gospodarki i jej siłę roboczą. Jednak patrząc na globalny łańcuch wartości handlu, a więc eksport towarów, które są produkowane w wielu krajach, Chiny nie są najbardziej konkurencyjne.

Wykres 9 – Wskaźniki przewagi komparatywnejWskaźniki przewagi komparatywnej

Źródła: Bank Światowy (WITS), Dział Analiz Allianz

Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, czyli:

  • Silną komplementarność handlową z USA i UE.
  • Większą niż w przypadku Chin konkurencyjność w zakresie globalnego handlu łańcuchem wartości.
  • Silną konkurencyjność w zakresie handlu tradycyjnego (choć niższą niż Chin).
  • Brak napięć geopolitycznych z USA i UE,

w Allianz Trade stwierdzamy, że Meksyk, Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Indonezja, Brazylia i Malezja mogą być najlepszymi kandydatami do przeniesienia dotychczasowej współpracy z Chinami.

[1] 5% w 2002, 9% w 2008, 13% w 2019 oraz 15% w 2021 roku.

[2] Zob. “Dual circulation : China’s way of reshoring? [Podwójna cyrkulacja: chiński sposób na powrót do domu?]”, gdzie zawarto więcej informacji na ten temat

[3] Należy zwrócić uwagę, że gdybyśmy wzięli pod uwagę również produkcję na rynek krajowy, Chiny reprezentowałyby od około 20% do około 50% światowej produkcji w tych pięciu sektorach. Nie uwzględniamy tego, ponieważ naszym celem jest zrozumienie zależności reszty świata od dostaw eksportowanych przez Chiny.

[4] Taka definicja zależności krytycznej jest zgodna z analizami, np. „The dependency on China of Spain’s supply chains” [„Zależność hiszpańskich łańcuchów dostaw od Chin”], Lucia Salinas Conte (2022).

[5] USA wykazuje cztery krytyczne zależności od Turcji w sektorach rolno-spożywczym i tekstylnym, oraz dwie od Rosji – w sektorach energetyki, maszyn i urządzeń.

[6] UE wykazuje osiem krytycznych zależności od Turcji w sektorze rolno-spożywczym, budowlanym i tekstylnym oraz dwie od Rosji w sektorach budownictwa i energetyki.

[7] Zob. nasza wcześniejsza publikacja “The world is moving East, fast” [„Świat porusza się na Wschód, i to szybko”]

Spokojne zamknięcie tygodnia

Piątek na rynkach był dniem powrotu do długoterminowych trendów. Dolar znów się umocnił. Ropa naftowa wróciła na niższe poziomy, a wysoka inflacja nad Wisłą się potwierdziła.

Dane nie przeszkadzają dolarowi

Na zamknięcie tygodnia dostaliśmy z USA złą i dobrą wiadomość. Zaczęliśmy od złej – sprzedaż detaliczna wbrew oczekiwaniom nie rosła we wrześniu. Patrząc, że dobrze wypadł subindeks sprzedaży bez samochodów, można podejrzewać, że to właśnie słabsza sprzedaż aut ciągnie w dół indeks. W dobie przechodzenia na pracę zdalną w wielu firmach może to być element pewnego trendu. Lepiej wypadł za to Raport Uniwersytetu Michigan. 59,8 pkt to najwyższy wynik od pół roku. Pokazuje również pozytywną tendencję na rynku. Nie można się dziwić, że dane te wygrały ze słabszą sprzedażą aut i dolar znów zyskiwał.

Ropa wraca na niższe poziomy

Ceny czarnego złota znów spadają. Powody są podobne jak ostatnio. Z jednej strony umocnienie dolara powoduje, że stałość cen ropy w walutach lokalnych obniża jej cenę dolarową. Z drugiej strony mamy oczekiwania względem rozwoju negatywnych scenariuszy kryzysowych na świecie w tym ciągłych problemów pandemicznych w Chinach, a raczej ograniczeń z nich wynikających. Jak do tego dorzucimy nieskuteczność ostatniej decyzji OPEC i to, że od kilku dni Rosjanie nic nie wywinęli, to można zrozumieć, dlaczego rynek się stabilizuje.

17,2% inflacji potwierdzone

W piątek poznaliśmy ostateczne dane o inflacji za wrzesień. Podobnie jak w poprzednich odczytach przyspieszony odczyt okazał się bardzo precyzyjny. Również w tym wypadku był on dokładnie równy finalnemu. Inflacja 17,2% nie może cieszyć, ale od czasu wstępnej inflacji kolejne państwa opublikowały swoje wyniki. We wspomnianym międzyczasie gorsze rezultaty pokazali Czesi i Węgrzy. W rezultacie zamiast być państwem o drugiej najwyższej inflacji w Unii Europejskiej z państw posiadających własną walutę wypadliśmy poza podium. Nieprzypadkowo pocieszanie się, że inni mają gorzej, uchodzi za jedną z naszych cech narodowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Gaz ziemny najtańszy od lipca. Złoty rano traci na wartości

Kończąca miniony tydzień sesja na rynkach akcji w USA przyniosła gwałtowne odwrócenie silnych czwartkowych wzrostów głównych indeksów. Spadki – S&P 500 -2,37 proc., DJIA -1,34 proc., Nasdaq Composite -3,08 proc. – nie były jednak na tyle silne by sprowadzić tego indeksy do ich nowych cyklicznych minimów.

W poniedziałek na rynkach akcji Azji i Oceanii lekko przeważały spadki. Najsilniejszy – -1,36 proc. – notował australijski All Ordinaries. Swe nowe cykliczne minima ustanowiły Hang Seng i singapurski Straits Times.

W Europie dziś rano na giełdach brak było jakiejś dominującej tendencji (DAX -0,15 proc., CAC 40 -0,2 proc.).

Ok. godz. 9:40 WIG-20 tracił 0,45 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swój najniższy od 2019 roku poziom osiągnęły dziś ceny akcji spółki Ten Square Games.

W piątek najwyższy poziom od kwietnia 2009 osiągnęła rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Węgier. Dziś rano na rynkach 10-letnich obligacji skarbowych krajów rozwiniętych przeważały spadku rentowności. Rentowność amerykańskich 10-latek wróciła poniżej poziomu 4 proc.

W piątek cena kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii spadły do najniższego poziomu od drugiej połowy lipca. Dziś rano najniżej od 3 miesięcy była również cena gazu ziemnego na NYMEX-ie. Zmiany ceny ropy naftowej były niewielkie (Brent +0,61 proc., WTI -0,55 proc. ok. godz. 9:25). Lekko drożały dziś rano metale szlachetne (złoto +0,56 proc., srebro +1,92 proc., platyna +1,87 proc., pallad +1,14 proc.).

Swe nowe cykliczne maksima osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem dolara tajwańskiego i malezyjskiego ringgita. Kurs USD względem japońskiego jena utrzymywał się w pobliży swego osiągniętego w minionym tygodniu najwyższego od 1990 roku poziomu. Lekko umacniało się dziś rano względem USD euro (EUR/USD +0,22 proc. ok. godz. 9:15).

Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,57 proc., USD/PLN +0,46 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara lekko rósł dziś rano (+0,65 proc. ok. godz. 9:15) utrzymując się powyżej poziomu 19000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Brak obliga giełdowego na obrót energią to stłuczenie termometru

Elektrownie mają koszty stałe wytwarzania energii. Jest to koszt paliwa, np. gazu – który jest rekordowo drogi oraz węgla – który drożeje przez to, że jest alternatywą dla tego gazu. Do tego są opłaty za emisję dwutlenku węgla. Ceny uprawnień do emisji CO2 w ramach polityki klimatycznej też są rekordowo wysokie. Do tego oczywiście należy dodać marżę elektrowni – natomiast cena jest wyznaczana na giełdzie, według mechanizmu Merit-Order. Oznacza to, że do systemu dopuszczane są najpierw najtańsze źródła energii – czyli także odnawialne, dzięki dyrektywie OZE, która je promuje – potem inne, a na końcu te najdroższe. Dostępność wszystkich ma być zabezpieczona właśnie przez to, że cena jest uzależniona od najdroższego źródła – czyli w tym przypadku elektrowni gazowych. Dlatego niektóre firmy produkujące energię taniej mogą zarabiać więcej – dzięki maksymalnej, krańcowej cenie na giełdzie, wyznaczonej przez bardzo drogi gaz. Są to na przykład elektrownie produkujące prąd z OZE lub jądrowe. To powoduje różnicę w zyskach i rentowności firm na rynku energetycznym. Obecnie trwa dyskusja wewnątrz Unii Europejskiej, czy nie należałoby tych zysków opodatkować – czyli wprowadzić tzw. windfall tax. Według Międzynarodowej Agencji Energii taki podatek przyniósłby jeszcze w tym roku 200 miliardów euro na walkę z kryzysem energetycznym.

– Reforma polityki klimatycznej na pewno jest potrzebna. Jednakże głównym źródłem rekordowej drożyzny nie są ceny uprawnień do emisji CO2, a tylko rekordowa cena gazu – podsycana przez rosyjski Gazprom. Rekordowo drogi gaz zachęca do użycia węgla. Zwiększa się emisja CO2, a w konsekwencji popyt na uprawnienia do emisji – i to jest źródło wzrostu ich cen – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Dlatego warto rozmawiać o reformie, ale niekoniecznie takiej, która zawali system wspierający transformację energetyczną. Usunięcie obliga giełdowego to stłuczenie termometru, który pokazywał nam nastroje na rynku. One rzeczywiście były nietypowe, ze względu na destabilizację wywołaną przez Rosję. Warto zastanowić się, jak ustabilizować ten system. Komisja Europejska rozmawia o decouplingu – czyli rozdzieleniu cen energii od cen gazu. Można byłoby też dopuścić do obniżenia obliga – a więc wprowadzić zmiany ewolucyjne. Usunięcie obliga to usunięcie giełdowego obrotu energią – kiedy będziemy chcieli wrócić do normalnego rynkowego obrotu, będzie znacznie trudniej – wyjaśnia Jakóbik.

Columbus zwiększył miesięczną sprzedaż pomp ciepła i magazynów energii

Spółka Columbus Energy podsumowała działalność we wrześniu. Jak wynika z raportu, miesięczna sprzedaż w Columbus utrzymuje się na stabilnym poziomie, z coraz większym udziałem pomp ciepła i magazynów energii w strukturze przychodów.

W minionym miesiącu Columbus Energy osiągnął ponad 41 mln zł przychodów, czyli porównywalnie do wyników w sierpniu. W strukturze przychodów Spółki aż 35% stanowi obecnie sprzedaż pomp ciepła i magazynów energii.

– W ostatnim okresie obserwujemy mocny wzrost sprzedaży tych urządzeń, co wynika w dużej mierze z trudnej sytuacji na rynku energii. Nie tylko klienci indywidualni, ale również przedsiębiorstwa szukają ekonomicznych rozwiązań na rozpoczęty już sezon grzewczy – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A. – Z dużych pozytywnych wydarzeń minionego miesiąca warto przypomnieć uzyskanie przez Columbus warunków przyłączenia dla trzech magazynów energii, które po wybudowaniu będą dysponować mocą 400 MW i pojemnością 1600 MWh. Dzięki wsparciu naszego inwestora, kontynuujemy refinansowanie kredytów bankowych oraz inwestujemy w infrastrukturę odnawialnych źródeł energii. Odbudowuje się też powoli nasz biznes podstawowy, gdzie wróciliśmy do dobrej marżowości, której skala z miesiąca na miesiąc będzie się poprawiać. Równocześnie koncentrujemy się na tym, aby wkrótce mile zaskoczyć inwestorów i cały rynek kapitałowy.

Dwie trzecie planujących inwestycję ESG chce ją sfinansować za pośrednictwem banku

Tegoroczny raport „European Retail Banking Radar” opracowany przez firmę doradczą Kearney ujawnił, że klienci coraz mocniej domagają się zaangażowania ich banków w kwestie społeczne i środowiskowe. 30 proc. z nich jest gotowych zapłacić od 5 do 10 proc. więcej za produkt bankowy uwzględniający czynniki ESG, niż za ten, który nie bierze ich pod uwagę. We wszystkich analizowanych kategoriach największe oczekiwania wykazywali Polacy. Badanie, które Kearney zrealizował po raz trzynasty, objęło 89 europejskich banków detalicznych, w tym 7 działających w Polsce.

Zwiększone zaangażowanie społeczne i środowiskowe banków dało się zaobserwować szczególnie w okresie pandemii. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten trend na dłużej pozostanie w ich strategiach. Tym bardziej, że działalność sektora bankowego w dużej mierze odzwierciedla to, co dzieje się w innych obszarach, takich jak FMCG. Dla konsumentów dóbr szybkozbywalnych już od dawna coraz bardziej istotne stają się takie kwestie jak sprawiedliwy handel, ekologiczne uprawy czy odpowiedzialne zakupy. Preferencje te w dużej mierze powodowane są rosnącą liczbą klientów z pokolenia Z, dla których coraz ważniejsze są czynniki ESG, także w przypadku produktów bankowych. Badanie Kearney ujawniło, ze podobne podejście zaczyna się zakorzeniać w sektorze bankowym – 1 na 10 Europejczyków rozważyłoby zmianę banku, gdyby ten nie oferował produktów odpowiadających na potrzeby zrównoważonego rozwoju. Nie jest to jeszcze jednak poziom branży konsumenckiej. O ile konsumenci mogą być skłonni wydać więcej na żywność pozyskiwaną w sposób zrównoważony, o tyle podstawowym powodem zmiany banku pozostaje stosunek jakości do ceny – jedna czwarta klientów jest gotowa zmienić dostawcę z powodu oferty zbyt drogiej lub o zbyt niskiej jakości.

Polscy klienci najmocniej wyczuleni na kwestie ESG

Kearney zapytał respondentów o to, jakie elementy ESG banki powinny szczególnie uwzględniać w swoich strategiach. Najwięcej, bo średnio 76 proc. odpowiedzi dotyczyło oczekiwania wobec banków, by te lepiej troszczyły się o sytuację finansową klientów. Chodzi o działania, które dało się zauważyć już w trakcie pandemii, takie jak rezygnacja z części opłat czy wakacje kredytowe. W drugiej kolejności (74 proc.) badani wymieniali większe zaangażowanie banków w edukację finansową swoich klientów, tak by ci lepiej rozumieli specyfikę wybieranych produktów. Respondenci wskazują tym samym, że nie chcą być dłużej ofiarami skomplikowanych zapisów w umowach i nieodpowiedzialnych taktyk sprzedaży. Na obie te kwestie wskazało 85 proc. polskich respondentów, co podobnie, jak w przypadku pozostałych kategorii, było wyraźnie powyżej europejskiej średniej.Klienci domagają się zaangażowania banków w kwestie ESG

– Aspekty ESG to temat powszechnie komentowany nie tylko w Europie, ale i w polskiej bankowości. Sektor bankowy w Polsce jest w tym zakresie jednym z wiodących na świecie, a rynkowi liderzy od kilku lat umieszczają działania związane ze wspieraniem zrównoważonego rozwoju w swoich strategiach. Sprawia to, że trend konsumentów zainteresowanych produktami ESG popularyzuje się również wśród klientów banków – mówi Krzysztof Żmijewski, manager z warszawskiego biura Kearney.

– Do polskich konsumentów docierają globalne trendy dotyczące ograniczania emisji CO2, wizji „świata bez plastiku” czy gospodarki obiegu zamkniętego. Jednocześnie, lokalna specyfika naszej gospodarki i silna nośność kwestii takich jak smog, wycinka lasów i zielona energia powodują frustracje społeczne i wzmacniają poczucie potrzeby zmian – dodaje Żmijewski.

Analiza oferty polskich banków pomaga zrozumieć, dlaczego tak duży odsetek Polaków wykazuje wrażliwość na kwestie ESG. Wybór wielu bankowych produktów przyjaznych ESG nie tylko nie zwiększa ceny usługi, ale pozwala nawet oszczędzić pieniądze. Rezygnacja z papierowej korespondencji likwiduje opłatę za rachunek, karta płatnicza z eko-tworzywa jest bezpłatnie dołączana do konta, a wybór eko-hipoteki na budynek o niższym zapotrzebowaniu energetycznym obniża oprocentowanie kredytu. Strukturyzowanie oferty w taki sposób, w połączeniu z lokalną specyfiką napędza popyt i przekłada się na wzrost zainteresowania zrównoważonym rozwojem wśród klientów banków.

Chcemy by banki pomagały nam pomagać

Banki coraz częściej postrzegane są jako instytucje, które mają być forpocztą zmian odpowiadających na wyzwania współczesności. Jako ich klienci oczekujemy nie tylko, że będą działać w sposób etyczny i zrównoważony, ale też, że i nam pomogą w byciu odpowiedzialnymi konsumentami. 70 proc. respondentów badania Kearney oczekuje od banków, by część swoich zysków inwestowały w działania społeczne, 60 proc. by zmniejszały swój ślad węglowy, a 62 proc. by nie wspierały firm szkodzących środowisku czy handlujących bronią. Jako potencjał postrzega się natomiast rozwijanie produktów bankowych, które umożliwią konsumentom życie w sposób bardziej zrównoważony.

– Bynajmniej nie chodzi tu jedynie o karty płatnicze z eko-plastiku. Największa część respondentów wskazała, że w ciągu najbliższego roku planuje poprawić swoją domową wydajność energetyczną, np. inwestując w izolację domów. Połowa badanych, w perspektywie najbliższych pięciu lat, planuje zakup samochodu elektrycznego lub paneli fotowoltaicznych. Warto zauważyć, że 64 proc. respondentów przewiduje, że inwestycje te sfinansuje środkami bankowymi, co stwarza olbrzymie możliwości dla banków, które będą najbardziej aktywne w obszarze ESG – zauważa Krzysztof Żmijewski, manager z warszawskiego biura Kearney.Dwie trzecie planujących inwestycję ESG chce ją sfinansować za pośrednictwem banku

Dodatkowym bodźcem dla banków mogą być najnowsze regulacje Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Grupy ds. Edukacji Finansowej (ang. International Network on Financial Education) działającej w ramach OECD, które zalecają większą uwagę w zakresie czynników ESG. Niezależnie od uregulowań prawnych, większa wrażliwość społeczna i środowiskowa może być dla banków po prostu opłacalna. Tworzenie produktów bankowych, które pozwalają być bardziej etycznym i odpowiedzialnym konsumentem, przyciąga klientów, dla których jest to istotne i daje możliwość zwiększenia przychodów.

Rajd na Wall Street po publikacji danych o inflacji

Wczorajszy dzień na Wall Street przyniósł największe wahania kursów akcji od wielu lat. Wszystko za sprawą publikacji danych o wrześniowej inflacji, która wyniosła 8,2 proc, podczas gdy rynek spodziewał się spadku do 8,1 proc. W wyniku tego indeks S&P500 na początku handlu poszybował o 2,2 proc. w dół, by potem odbić się aż o 4,8 proc. w górę, kończąc dzień wzrostem o 2,6 proc.

Dane o inflacji, podobnie jak w poprzednim miesiącu, miały niejednoznaczny charakter. Z jednej strony, inflacja w ujęciu rocznym, spadła z 8,3 proc. w sierpniu do 8,2 proc. we wrześniu. Jednak nie sprawdziły się wcześniejsze prognozy analityków przewidujące mocniejszy spadek do 8,1 proc. W ujęciu miesięcznym, ceny wzrosły o 0,4 proc., podczas gdy rynek spodziewał się wzrostu tylko o 0,2 proc. Do tego, po raz kolejny wzrosła inflacja bazowa (czyli inflacja konsumencka, bez najbardziej zmiennych elementów jak ceny paliw i żywności) do 6,6 proc. r/r wobec 6,3 proc. w sierpniu. Taki wzrost, napędzany przez rosnące koszty usług, czynszów i kosztów utrzymania, można uznać za dramatyczny. Wskazuje też na duża presję na wzrost wynagrodzeń i możliwość wystąpienie spirali płacowo-cenowej. Właściwie inflacja spadła tylko z powodu kolejnego spadku cen benzyny.

Dla rynku takie informacje okazały się katalizatorem wzrostu zmienności. S&P500 przed południem amerykańskiego czasu spadł poniżej 3500 punktów, czyli do najniższego poziomu od listopada 2020 roku. Przebicie go dało inwestorom sygnał do kupowania i wzrosty dominowały na parkiecie przez resztę dnia. Ostatecznie S&P500 wzrósł wczoraj o 2,6 proc., DJ30 o 2,83 proc. a Nasdaq – o 2,23 proc. Wzrosty wynikały zapewne ze zmęczenia inwestorów trwającą aż 7 dni serią spadków (tak długie serie zdarzają się rzadko), a także z faktu że wszystkie wiodące wskaźniki pomagające w prognozowaniu inflacji, od surowców po łańcuchy dostaw, nieruchomości i rynek pracy, słabną, sygnalizując przed sobą mniejszą presję inflacyjną. Rynek spodziewa się także umiarkowanie dobrych, a przynajmniej nie takich złych, wyników spółek za 3. kwartał, których publikacja rozpoczyna się właśnie dziś.

Wolniejszy spadek inflacji to kolejny element wspierający jastrzębią politykę FED, wpływający na możliwość silniejszego wzrostu stóp procentowych w tym cyklu. Obecnie stopy znajdują się w przedziale 3-3,25 proc. Według najbardziej prawomocnego scenariusza na posiedzeniu 2 listopada FED podniesie stopy o 0,75 pp. Takiej samej podwyżki dokona w grudniu, a w lutym zakończy cykl podwyżką o 0,25 pp. Oznaczałoby to wzrost stóp do maksymalnego poziomu 4,75-5 proc.

To rozczarowanie rynku odczytem inflacji za wrzesień toruje drogę do dalszego załamania na globalnym rynku obligacji, bowiem rentowności 10-letnich obligacji USA mają ponownie zbliżać się do poziomu 4 proc. Może to także doprowadzić do spadku cen akcje spółek z branży technologicznej.

Podczas gdy w USA inflacja spada, w Europie cały czas rośnie. W Polsce inflacja we wrześniu wyniosła 17,2 proc. Rekordowe odczyty inflacji zanotowano także na Węgrzech – 20,1 proc., Czechach – 18 proc., Niemczech – 10 proc. i strefie euro – 10 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Giełdy na zielono. Lekkie osłabienie złotego

Na amerykańskim rynku akcji doszło wczoraj do gwałtownej zmiany trendu. Po publikacji danych na temat tempa inflacji w USA we wrześniu indeksy utworzyły się bardzo nisko ustanawiając swe nowe cykliczne minima. Zaraz później nastąpiła zmiana trendu i czwartkowa sesja w USA zakończyła się ponad 2 proc. wzrostami głównych indeksów (S&P 500 +2,6 proc., DJIA +2,83 proc., Nasdaq Composite +2,23 proc.).

Dziś rano ceny kontraktów na amerykańskie indeksy odpoczywały po wczorajszym rajdzie (S&P 500 +0,02 proc.).

Ta zwyżka cen akcji była kontynuowana dziś na rynkach akcji Azji i Ocenii. Aż o 3,25 proc. wrósł dziś japoński Nikkei 225. Traciły jedynie główne indeksy giełd w Nowej Zelandii i Indonezji.

Rosły dziś rano wszystkie główne indeksy rynków akcji w Europie (DAX +1,07 proc., CAC 40 +1,2 proc.).

Ok. godz. 9:40 WIG-20 zyskiwał 1,94 proc. Rosły dziś rano kursy akcji wszystkich składników WIG-u 20. Na początku piątkowej sesji rosły również wszystkie indeksy sektorowe GPW.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA, która wczoraj wyszła przez chwilę na przekraczający 4 proc. najwyższy poziom od 11 lat, dziś rano lekko spadała (3,922 proc. ok. godz. 9:25). Lekkie spadki rentowności 10-latek przeważały dziś również na europejskich rynkach 10-latek. Rentowność polskich 10-latek, która znalazła się w środę i na początku czwartkowej sesji powyżej poziomu 8 proc., również spadała (7,575 proc.).

Nieznacznie drożała dziś rano ropa naftowa (WTI +0,37 proc., Brent +0,26 proc. ok. godz. 9:20 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena nadal utrzymywał się wyraźnie powyżej poziomów, na których 3 tygodnie temu nastąpiła pierwsza od 24 lat interwencja banku centralnego Japonii w obronie japońskiej waluty. Kurs USD/JPY w pewnym momencie pokonał dziś rano poziom szczytu z sierpnia 1998 i tym samym wyszedł na najwyższy poziom od 1990 roku. Kurs EUR/USD po wczorajszym wzroście był dziś rano stabilny (-0,08 proc. ok godz. 9:15).

Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,29 proc., USD/PLN +0,4 proc.).

W podobny sposób jak ceny akcji kurs Bitcoina względem dolara, który wczoraj ok. godz. 15-tej testował poziomy swych tegorocznych minimów, dokonał później gwałtownego zwrotu kończąc czwartkową sesję 1,16 proc. wzrostem. Ta zwyżka była dziś rano kontynuowana (+2 proc. ok. godz. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Krzysztof Kołaszewski, współzałożyciel Bobby Burger, sprzedał swoje udziały i przeszedł do branży nieruchomości

Ambitny i doświadczony przedsiębiorca, współzałożyciel pierwszej i największej polskiej sieci burgerowni, Krzysztof Kołaszewski, z końcem 2021 r. zasiadł w zarządzie rodzinnej spółki AB Development. Jednocześnie sprzedał udziały w spółce Bobby Burger, a pozyskane środki zainwestował w rozbudowę Home Concept Design Park w Katowicach.

Grupa AB Development od 2007 roku prowadzi działalność inwestycyjną i deweloperską na polskim rynku. Specjalizuje się w modernizacji, rozbudowie i zarządzaniu nieruchomościami komercyjnymi, które skupione są wokół tematyki wykończenia i wyposażenia wnętrz. W portfolio spółki obecnie znajdują się dwa obiekty pod marką Home Concept: Galeria Wnętrz w Warszawie oraz Design Park w Katowicach. Funkcjonujący w katowickim Roździeniu budynek obecnie zmienia się w kompleks handlowy dzięki trwającej rozbudowie. Już wkrótce stanie się nowoczesnym parkiem aranżacji wnętrz o powierzchni blisko 20 tys. mkw. Pieczę nad realizacją kilkudziesięciomilionowej inwestycji oraz nad jej komercjalizacją trzyma Krzysztof (Junior) Kołaszewski, który na koniec 2021 r. dołączył do rodzinnego biznesu. Został powołany na stanowisko prezesa zarządu Grupy AB Development, co jest jednym z kroków na drodze do przyszłej sukcesji.

Doświadczenie biznesowe wyniesione z gastronomii

Krzysztof Kołaszewski to młody i ambitny przedsiębiorca, który w 2018 roku został wyróżniony w rankingu miesięcznika „Forbes” i znalazł się na liście najbardziej wpływowych osób poniżej 30. roku życia. Swoje pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywał poza strukturami rodzinnej firmy AB Development. Na drugim roku studiów na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego został współwłaścicielem sieci Bobby Burger. Całkowicie poświęcił się swojej pasji i firmie, która stała się nie tylko pierwszą, ale i największą polską siecią burgerowni. W Bobby Burger był odpowiedzialny za rozwój na polskim rynku oraz nawiązywanie i utrzymanie trwałych relacji z partnerami biznesowymi. Z końcem roku 2021 dołączył do rodzinnego biznesu, Grupy AB Development, gdzie aktualnie wykorzystuje zdobywane przez ponad 9 lat doświadczenie.

– Pochodzę z bardzo przedsiębiorczej rodziny. Od zawsze wiedziałem, że chcę stworzyć coś swojego – tak jak moi rodzice. Ścieżkę zawodową zacząłem budować dość wcześnie, miałem dużo zapału, ambicji i niezależności. Nie chciałem iść po linii najmniejszego oporu, dołączając od razu do rodzinnej firmy, dlatego jako student znalazłem pracę w food trucku. Po jakimś czasie odkupiłem udziały ówczesnych partnerów Bogumiła Jankiewicza, właściciela Bobby Burger i wspólnie z nim zacząłem rozwijać biznes. Branża gastronomiczna pochłonęła mnie na blisko 9 lat – nieco z przypadku, ale była to świetna przygoda. Z sukcesem rozwinęliśmy firmę od jednego food trucka do dobrze prosperującej, dochodowej sieci burgerowni – mówi Krzysztof Kołaszewski, obecny prezes zarządu AB Development. – Zarówno gastronomia, jak i Bobby Burger, zawsze będą dla mnie bardzo sentymentalnym i ważnym etapem mojego biznesowego rozwoju. Z Bogumiłem pozostaję w dobrych relacjach i zawsze jestem otwarty na rozmowy i wymianę doświadczeń. Ostatnie lata, a zwłaszcza ubiegły rok, skłoniły mnie do przewartościowania spojrzenia na życie. Oficjalnie na koniec 2021 roku dołączyłem do rodzinnego biznesu, budowanego przez moich rodziców od niemal 30 lat, choć tak naprawdę współpracujemy i wymieniamy się doświadczeniami od zawsze – dodaje Kołaszewski.

Jako prezes zarządu w Grupie AB Development, Krzysztof Kołaszewski, nadzoruje przede wszystkim realizację inwestycji w Katowicach oraz jej komercjalizację. Swoje udziały w Bobby Burger sprzedał Bogumiłowi Jankiewiczowi, a pozyskane środki z transakcji w dużej mierze zainwestował w Home Concept Design Park. Kołaszewski jest także odpowiedzialny za opracowanie i wdrożenie kompleksowej strategii biznesowej dla marki Home Concept oraz całej grupy AB Development na najbliższe lata.

Biznes oparty na rodzinnych fundamentach

AB Development to firma założona przez rodziców Krzysztofa Kołaszewskiego – Anetę i Krzysztofa (Seniora) Kołaszewskich. Udziałowcem w firmie, a także inwestorem Home Concept Design Park w Katowicach, jest także ich drugi syn – Marcin. Obiekty funkcjonujące dzisiaj pod marką Home Concept są od podstaw zbudowane przez założycieli firmy i mają już niemal 30 lat. Przez te lata pełniły różne funkcje. Warszawska galeria jest zlokalizowana w atrakcyjnym komunikacyjnie punkcie na mapie stolicy, przy Alejach Jerozolimskich 185. Na powierzchni 7 tys. mkw. znajduje się blisko 50 salonów z szeroką ofertą artykułów do wykończenia i wyposażenia wnętrz. Katowicki obiekt znajduje się przy Alei Roździeńskiego, która ma długoletnią tradycję jako lokalizacja dla sklepów z segmentu wykończenia i wyposażenia wnętrz.

– Ambicją naszej grupy jest stworzenie najbardziej metropolitalnego parku aranżacji wnętrz na Śląsku i jeszcze lepsze dopasowanie oferty do potrzeb współczesnego klienta z segmentu premium. Chcielibyśmy, żeby Home Concept Design Park był destynacją pierwszego wyboru dla wszystkich planujących budowę, remont czy wykończenie wnętrza, w tym również dla specjalistów, którzy – jesteśmy pewni – docenią potencjał tego konceptu, jego skalę i jakość – mówi Krzysztof Kołaszewski. – Rozbudowa katowickiego kompleksu to kilkudziesięciomilionowa inwestycja, której realizacja na chwilę przez sytuację na rynku, stanęła pod znakiem zapytania. Na początku roku podjęliśmy odważną decyzję o rozpoczęciu budowy. Jestem wdzięczny mojej rodzinie za obdarzenie mnie zaufaniem na tym polu i pozostawienie mi wolnej ręki w zakresie realizacji – dodaje.

Dziś Home Concept Design Park to miejsce, w którym zlokalizowane są salony znanych marek. Obecnie swój największy w Polsce salon posiada tutaj marka Maxfliz. Już wkrótce wśród najemców pojawi się m.in. wyjątkowy, holistyczny koncept KOMFORT home z szeroką propozycją produktów wykończeniowych, a także dodatków do aranżacji i dekoracji wnętrz. Oferta wykończenia i wyposażenia zostanie rozszerzona o meblową, dzięki nowym salonom marek Dion i IWC Home. Dodatkowo zagospodarowana zostanie przestrzeń na inspirujące ekspozycje czy spotkania dla architektów i projektantów. W ramach rozbudowy kompleksu, Grupa AB Development w porozumieniu z konserwatorem zabytków, rewitalizuje historyczną Aleję Kasztanową, oddając gościom parku miejsce na chwilę odpoczynku wśród natury. Realizacja projektów zgodnych ze wskaźnikami ESG, to ważny element strategii spółki.

– Wartością nadrzędną dla naszej grupy jest czułość na otaczające nas piękno, czego symbolicznym wyrazem jest właśnie rewitalizacja Alei Kasztanowców. W naturze, zieleni, ekologii i trosce o dziedzictwo przyrodnicze widzimy ogromną inspirację dla projektowania, które podąża z duchem czasu. Kasztanowce są szlachetnym dopełnieniem naszego parku i metaforą podróży z przeszłości do nowoczesności – podsumowuje Kołaszewski.

Rodzice aktywni zawodowo – radzą sobie dobrze, ale niemal połowa chce zmienić pracę w najbliższym czasie

Pracujący rodzice są grupą zawodową, ze szczególną potrzebą elastyczności. Jak pokazuje raport ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”, ponad połowa aktywnych zawodowo opiekunów dzieci (53%) wskazała, że ważnym czynnikiem związanym z elastycznością pracy jest możliwość wyboru godzin rozpoczęcia i zakończenia dnia zawodowego. Choć 80% rodziców uważa, że dobrze radzi sobie w pracy, to jednocześnie 43% z nich myśli o zmianie zatrudnienia w najbliższym czasie.

Korzyści płynących z elastyczności w miejscu pracy jest wiele, doskonale wiedzą o tym między innymi aktywni zawodowo rodzice. To osoby, które szczególnie cenią sobie możliwości dopasowania dnia pracy do codziennych obowiązków ze względu na nieprzewidziane często okoliczności związane z opieką nad dziećmi. Jak pokazuje raport ManpowerGroup „Czego pragną pracownicy”, w czołówce tych najważniejszych wskazanych przez respondentów będących rodzicami znalazły się więcej czasu spędzanego z rodziną, przyjaciółmi (19%) oraz przeznaczonego na odpoczynek i regenerację (14%), a także krótszy czas dojazdu do pracy oraz bardziej produktywny dzień (13%).

– Moment, w którym pracownik zostaje rodzicem, często w znaczący sposób wpływa na jego motywację, chęć do pracy i rozwoju, a także potrzebę zrozumienia oraz elastyczności ze strony pracodawcy, zarówno w aspekcie godzin pracy jak i jej sposobu. Niektóre organizacje mając na względzie dobro zapracowanych rodziców pomagają im w trudzie łączenia „dwóch etatów”, tworząc w swojej przestrzeni specjalne miejsca dedykowane najmłodszym. Część firm decyduje się na przykład na otworzenie przedszkola czy żłobka na swoim terenie, tak aby pracujący rodzic miał maksymalny komfort oraz poczucie, że pociecha znajduje się nieopodal, w pełni zaopiekowana. Coraz częściej pojawia się także możliwość przyprowadzenia malucha do biura w sytuacji, gdy mama lub tata nie może zapewnić mu innej opieki. Pracodawcy wprowadzają tego typu udogodnienia między innymi z uwagi na fakt, że same koszty z tym związane są niczym w porównaniu z kosztami całkowitej absencji pracownika – mówi Piotr Zygmunt, ekspert rynku pracy, lider linii biznesowej RPO w ManpowerGroup.

Raport poruszył również kwestię samopoczucia pracujących rodziców na aktualnie piastowanym stanowisku. Dane pokazują, że 80% z nich czuje się dobrze w miejscu pracy, a 60% uważa, że każdy dzień jest okazją do nauki nowych umiejętności. 57% twierdzi że większość dni spędzanych w miejscu zatrudnienia sprawia im przyjemność, a ponad połowa (51%) czuje się spełnionym w pracy.

Z raportu ManpowerGroup wynika również, że choć w dużej mierze rodzice odczuwają pozytywne emocje w związku z miejscem pracy, to 43% myśli o zmianie aktualnego pracodawcy w najbliższych 12 miesiącach. 4 na 10 (41%) aktywnych zawodowo opiekunów dzieci brakuje motywacji, a dla 39% każdy dzień w pracy jest wyzwaniem.

– Jako grupa pracownicza, rodzice zwykle wykazują się dużą lojalnością, bardzo ważne są dla nich bezpieczeństwo i poczucie stabilizacji. Niestety, obecna sytuacja może być wyzwaniem dla aktywnych zawodowo rodziców – stale rosnące koszty życia powodują, że nad lojalnością bierze górę chęć wyższych zarobków, dlatego też tak wielu z nich myśli o zmianie pracy. Dodatkowy aspekt w postaci powrotu do biur spowodował, że część osób nie jest w stanie pogodzić obowiązków pracownika z równie wymagającymi obowiązkami mamy czy taty. W związku z tym rodzice rozważają zmianę miejsca pracy na takie, które daje jeszcze większą niż dotychczas elastyczność – podsumowuje Piotr Zygmunt.

Coraz więcej cudzoziemców z zezwoleniami na pobyt czasowy. Najwięcej przybyło Ukraińców i Białorusinów

  • Urzędnicy wydali rdr. o blisko 60 proc. więcej zezwoleń na pobyt czasowy niż rok temu.
  • W osiem miesięcy blisko 200 tys. cudzoziemców dostało zezwolenie na pobyt czasowy w Polsce.

Wzrosła liczba cudzoziemców, którzy uzyskali zezwolenie na pobyt czasowy na terytorium RP. Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, w pierwszych ośmiu miesiącach br. przybyło ich o prawie 57% w stosunku do analogicznego okresu 2021 roku. Najwięcej decyzji w tym zakresie wydał wojewoda mazowiecki, a najmniej – świętokrzyski. Blisko 3 na 4 takie przypadki obejmowały obywateli Ukrainy. W tym samym czasie o niespełna 73% wzrosła liczba obcokrajowców, którym pozwolono na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy. Tu zestawienie otwiera wojewoda wielkopolski, a zamyka – świętokrzyski. Zdecydowana większość opisanych spraw dotyczyła Ukraińców.

Pobyt czasowy

Jak wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, od stycznia do sierpnia br. 197 862 obcokrajowców uzyskało zezwolenie na pobyt czasowy na terytorium RP. To o 56,7% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas było ich 126 296.

– W mojej ocenie, na dużą liczbę wydawanych zezwoleń pobytowych ma wpływ nowelizacja ustawy o cudzoziemcach. Wprowadziła ona specjalne rozwiązanie dla tych osób, które złożyły wnioski o udzielenie pozwolenia na pobyt czasowy i pracę przed 1 stycznia 2021 roku, ale w ich przypadku postępowania nie zostały zakończone przed 29 stycznia 2022 roku. Cudzoziemcy ci mogli liczyć na rozpoznanie ich sprawy w doraźnym, uproszczonym trybie. Pozwoliło to urzędom wojewódzkim zakończyć wiele starych i przewlekłych spraw poprzez wydanie decyzji. Według mnie, wojna w Ukrainie nie miała w tym okresie wpływu na wzrost liczby wydawanych zezwoleń – stwierdza Michał Wysłocki, ekspert BCC ds. legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce.

W pierwszych ośmiu miesiącach br. najwięcej zezwoleń na pobyt czasowy na terytorium RP wydał wojewoda mazowiecki – 34 459 (rok wcześniej – 28 493). Dalej widać w tym rankingu wojewodę wielkopolskiego – 27 002 (14 897), dolnośląskiego – 26 887 (13 378), małopolskiego – 19 803 (16 997), a także łódzkiego – 16 363 (8 061). Na końcu zestawienia jest wojewoda świętokrzyski – 2 486 (1 240), a przed nim – opolski – 2 666 (2 356), jak również podlaski –  3 217 (2 199).

– Na obszarach administracyjnych wymienionych na czele zestawienia znajdują się duże aglomeracje miejskie, które sprzyjają osiedlaniu się. Tam, gdzie jest rozwinięta infrastruktura i bardziej dostępny rynek pracy, łatwiej podjąć zatrudnienie i zaklimatyzować się w nowym kraju. Ponadto w tym okresie nastąpił napływ uchodźców wojennych z Ukrainy, którzy w większości mieszkali w największych miastach ukraińskich. Dlatego też szukali oni schronienia w miejscach o zbliżonym poziomie warunków życiowych do rodzinnych miejscowości – komentuje Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. Prawa Pracy z Pracodawców RP.

Od stycznia do końca sierpnia br. zdecydowanie najwięcej (72,8% wszystkich) zezwoleń na pobyt czasowy na terytorium RP otrzymali wspomniani wyżej Ukraińcy – 144 049 (w analogicznym okresie 2021 roku – 93 084). Dalej są obywatele Białorusi – 12 200 (5 600), Gruzji – 7 909 (3 381), Indii – 4 248 (3 386), Mołdawii – 3 029 (1 755), Rosji – 2 939 (2 314), Wietnamu – 1 973 (1 734), Turcji – 1 755 (1 154), Uzbekistanu – 1 656 (869), a także Chin – 1 228 (1 293).

– Od lat najliczniejszą grupą cudzoziemców w Polsce są Ukraińcy. Gdy kończy im się okres przebywania w Polsce na podstawie ruchu bezwizowego lub ważność posiadanych wiz, ubiegają się o zezwolenie na pobyt czasowy. Z kolei wzrost zainteresowania kartami pobytu przez obywateli innych państw wynika, według mnie, z sytuacji na rynku pracy. Polscy pracodawcy już od jakiegoś czasu coraz rzadziej znajdowali odpowiednio wykwalifikowanych kandydatów wśród Ukraińców, co zwiększyło ich zainteresowanie obywatelami innych państw – analizuje ekspert z BCC.

Pobyt czasowy z pracą

Ponadto z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w od stycznia do sierpnia br. było 157 125 obcokrajowców, którym udzielono pozytywnej decyzji na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy. To o 73,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wtedy takich przypadków odnotowano 90 530.

– Sytuacja na polskim rynku pracy, pomimo niskiego poziomu bezrobocia, tak naprawdę nie napawa optymizmem. Bolączką jest niedobór kadry, w szczególności w takich branżach jak budownictwo, logistyka czy transport. Pracownicy cudzoziemscy wypełniają tę lukę, ale wciąż w sposób niewystarczający. Blokadą dla zwiększenia poziomu zatrudnienia są skomplikowane procedury legalizacji pracy cudzoziemców, które – miejmy nadzieję, że w związku z przygotowywaną nowelizacją ustawy – ulegną poprawie – podkreśla ekspert ds. prawa pracy z Pracodawców RP.

Najwięcej pozytywnych decyzji na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy udzielił wojewoda wielkopolski – 24 480 (rok wcześniej – 11 848). Dalej jest wojewoda dolnośląski – 22 984 (rok wcześniej – 9 690), a za nim – mazowiecki – 22 961 (19 149), małopolski – 14 407 (11 511), a także łódzki – 13 520 (6 699). Natomiast na końcu zestawienia widzimy wojewodę świętokrzyskiego – 1 982 (843), a przed nim – opolskiego – 2 034 (1 813), jak również podkarpackiego – 2 412 (1 659).

– Liczba wydanych zezwoleń na pobyt czasowy i pracę w danym województwie nie zawsze odzwierciedla faktyczną sytuację na lokalnym rynku pracy. W niektórych częściach kraju zezwoleń pobytowych mogłoby być znacznie więcej, gdyby urzędy wojewódzkie były w stanie rozpoznawać wnioski na bieżąco. Tam, gdzie zaległości urzędów sięgają wielu miesięcy wstecz, trudno oceniać sytuację na rynku pracy przez pryzmat liczby wydanych pozwoleń na pobyt czasowy i pracę – stwierdza Michał Wysłocki.

W pierwszych ośmiu miesiącach br. najwięcej pozytywnych decyzji na pobyt czasowy w celu podjęcia pracy (76,4% wszystkich) dotyczyło Ukraińców – 120 105 (rok wcześniej – 70 340). Dalej są obywatele Białorusi – 8 235 (3 606), Gruzji – 7 627 (3 202), Mołdawii – 2 920 (1 641), Indii – 2634 (1 802), Rosji – 1859 (1 232), Wietnamu – 1 360 (poprzednio 1 076), Uzbekistanu – 1 342 (558), Turcji – 1 003 (562), a także Filipin – 959 (676).

– Skutki wojny już są widoczne na naszym rynku pracy. Wzrost wydanych zezwoleń na pracę dla Ukraińców wynika z tego, że dużo kobiet przyjechało do naszego kraju. Z kolei problemem jest wyjazd mężczyzn do Ukrainy. Nie wiemy, jak długo potrwa wojna, więc pracodawcy muszą podjąć działania, aby otworzyć się na pracowników z innych państw. Jako organizacja zrzeszająca pracodawców, apelowaliśmy chociażby o rozszerzenie uproszczonej procedury zatrudnienia, która dotyczy uchodźców, na obywateli innych krajów, np. na Białorusinów – mówi Katarzyna Siemienkiewicz.

Jak podkreśla Michał Wysłocki, pod koniec listopada i w grudniu br. minie 9 miesięcy od przyjazdu wielu obywateli Ukrainy uciekających z zaatakowanej przez Rosję ojczyzny. Po upływie tego okresu otworzy się dla nich możliwość wnioskowania o specjalne zezwolenia na pobyt czasowy w Polsce. Ekspert BCC dodaje, że niedawno Polska notyfikowała Komisji Europejskiej nowy dokument pobytowy Diia.pl. Może go otrzymać każdy obywatel Ukrainy uciekający do Polski przed wojną, posiadający PESEL i ePUAP. W praktyce zastępuje on kartę pobytu. Może się jednak okazać, że część Ukraińców wstrzyma się ze złożeniem wniosku o pobyt czasowy w Polsce.

Sadownicy oczekują zamrożenia cen energii i dopłat do przechowywania owoców

W sektorze owoców możliwe są dwa scenariusze dla konsumentów. Pierwszy scenariusz to taki, gdy nie ma zamrożenia cen energii oraz nie ma rekompensat dla tych, którzy decydują się przechowywać owoce i warzywa. Większość plonów sprzeda się teraz po bardzo niskich cenach i tych produktów zabraknie w lutym, marcu. Nawet jeżeli te owoce będą importowane, to ceny będą znacznie wyższe niż ceny polskich owoców. Więc na wiosnę można się spodziewać w negatywnym scenariuszu gwałtownego wzrostu cen. Drugi scenariusz zakłada zamrożenie cen energii elektrycznej oraz rekompensaty dla tych sadowników, którzy przechowają owoce i warzywa. Wtedy na wiosnę będzie dostęp do relatywnie niedrogich, polskich owoców i warzyw, nie będzie uzależnienia od importu – a tym samym nie będzie czynnika inflacyjnogennego. Sytuacja się ustabilizuje, co będzie korzystne zarówno dla producentów, dla konsumentów, jak i dla władz. Nie będzie dodatkowych generatorów inflacji i braków w dostępie do żywności.

– Dzisiaj jednym z głównych pytań, które zadają sobie sadownicy, to czy schować owoce do chłodni, sprzedając je na wiosnę i wczesnym latem, czy pozbyć się ich w tej chwili. Pozbyć się – bo ceny, które obecnie są oferowane to nie jest sprzedaż, tylko pozbycie się owoców. Ten dylemat jest w każdej dyskusji – powiedział serwisowi eNewsroom Mirosław Maliszewski, Prezes Związku Sadowników RP. – Sprzedaż teraz będzie oznaczała, że zwiększy się podaż i ceny jeszcze bardziej spadną. Jeżeli wstawimy owoce do chłodni, to może unikniemy gwałtownej obniżki cen w tym momencie, ale nie mamy żadnej gwarancji, że na wiosnę cena będzie bardziej atrakcyjna. Dzisiaj jest potrzebny jasny sygnał ze strony rządzących, że ceny energii elektrycznej do wiosny nie wzrosną i ile będą wynosiły. Dodatkowo za przechowywanie owoców i warzyw w chłodniach rząd powinien zapewnić rekompensatę lub dopłatę do przechowywania. Jeżeli te dwa sygnały pójdą ze strony rządzących, to wielu sadowników podejmie ryzyko i te owoce do chłodni schowa. W przeciwnym razie będzie brak owoców wiosną i bardzo wysokie ceny. Nie chcę tu nikogo straszyć, ale może to być naprawdę ogromny skok cenowy – bo po prostu podaż owoców będzie na katastrofalnie niskim poziomie. Dzisiaj jest potrzebny jasny, precyzyjny sygnał, z podaniem konkretnych kwot – na co mogą liczyć ci, którzy zdecydują się na przechowanie owoców i warzyw. Jeżeli to będą kwoty spełniające oczekiwania czy dające nadzieję na spełnienie oczekiwań, to wielu zdecyduje się na przechowanie. Wtedy nie tylko gospodarstwa będą miały atrakcyjniejsze ceny, ale i konsumenci zapłacą ceny, na które będzie ich stać – prognozuje Maliszewski.

Nadal spada liczba budowanych biur.  Najniższy wynik od lat

Cały czas spada liczba budowanej powierzchni biurowej w Polsce. Jak pokazuje raport REDD, trend ten najbardziej zauważalny jest w Warszawie, gdzie w budowie pozostaje 119 tys. mkw. W całym kraju powstaje 585 tys. mkw. powierzchni biurowej. W sumie do wynajęcia pozostaje w Polsce ponad 2,8 mln mkw. powierzchni biurowej w budynkach dostępnych oraz pozostających w budowie, ale już komercjalizowanych. 

Według analityków REDD zasoby powierzchni biurowej w całej Polsce wynosiły na początku października 13,9 mln mkw. Na najemców w całej Polsce czeka w sumie ponad 2,8 mln mkw. powierzchni biurowej. W budynkach oddanych to 2,3 mln mkw., a w budynkach w budowie 522 tys. mkw. wolnej powierzchni.

Coraz mniej w budowie

– Zauważamy w danych, że nadal spada liczba budynków biurowych w realizacji. Podaż powierzchni biurowych będących w budowie na głównych rynkach biurowych spadła do poziomu 585 tys. mkw. Warszawa jest miastem, gdzie najłatwiej zauważalny jest ten trend. Wielkość podaży będącej w budowie na koniec września wyniosła zaledwie 119 tys. mkw. powierzchni, co jest najniższym wynikiem od lat  – mówi Krzysztof Fuks, head of research w REDD.  

W ocenie eksperta, liczba realizowanej powierzchni może jednak w najbliższych miesiącach znacząco wzrosnąć za sprawą licznych planowanych projektów.

Współczynnik pustostanów

Z danych REDD wynika, że w Warszawie tzw. współczynnik pustostanów to 11,1 proc., we Wrocławiu 17,6 proc. w Trójmieście 12,1 proc. w Katowicach 16 proc. w Poznaniu 12 proc., w Łodzi 15,3 proc., a w Krakowie 12,6 proc.

– Współczynnik pustostanów w przypadku większości rynków utrzymał się na zbliżonym poziomie do poprzednich miesięcy. Wzrost odnotował Wrocław oraz Poznań, natomiast spadek obserwujemy w Krakowie, Katowicach, Trójmieście, Łodzi i Warszawie – wyjaśnia Krzysztof Foks z REDD.

Średni czas wynajmu biur w Polsce

Z analiz REDD wynika, że średni czas wynajmu biur w Polsce wynosi 369 dni. – REDD Index spadł w przypadku zdecydowanej większości rynków. Jedynie na katowickim i łódzkim rynku biurowym uśredniony czas wynajmu biur wzrósł – dodaje Krzysztof Foks. Raport pokazuje, że najszybciej biura wynajmują się w Poznaniu (311 dni), a najdłużej biura czekają na najemców w Trójmieście, gdzie REDD Index wynosi 500 dni. – Nasze dane pokazują, że szybciej wynajmują się stosunkowo niewielkie moduły. Ze względu na pracę zdalną wiele firm szuka mniejszych biur – zaznacza Foks.

Raport został opracowany przez Dział Analiz na podstawie zaktualizowanych danych w 95% budynków w Polsce.

Coraz mniej chętnie zmieniamy pracę

Rynek pracy zaczął wysyłać niepokojące sygnały. Wynagrodzenia przestały rosnąć w tempie przewyższającym inflację. Mniej chętnie zmieniamy pracę bo trudniej o inną z wyższą płacą.

– Rosną obawy o przyszłość, co druga osoba obawia się, że nie otrzyma podwyżki wynagrodzenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mateusz Żydek z Randstad Polska. – Pracownicy szukają nowych strategii, które pozwolą im przetrwać trudny czas. Z naszych badań wynika, że widzą dostępność wielu ofert pracy, które jednak nie zmieniają jakościowo ich warunków zatrudnienia.

Po publikacji danych GUS za maj i czerwiec wiemy, że dynamika cen przebiła podwyżki płac. Tylko pozornie zmienił to kolejny miesiąc.

W lipcu po odjęciu jednorazowych premii i bonusów (wysokich zwłaszcza w górnictwie) średni wzrost płac wyniósł około 13,5 proc., a nie 15,8 proc. Ponownie mieliśmy do czynienia z realnym spadkiem zarobków

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2022 r. w porównaniu z sierpniem 2021 r. było wyższe o 12,7% i wyniosło 6583,03 zł (brutto). Względem lipca 2022 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto zmniejszyło się o 2,9%. Natomiast ceny towarów i usług konsumpcyjnych w sierpniu 2022 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 16,1% (przy wzroście cen towarów – o 17,5% i usług – o 11,8%). W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług wzrosły o 0,8% (w tym towarów – o 0,8% i usług – o 0,7%).

Rośnie liczba osób tracących pracę z nie swojej winy – wynika z 48. edycji raportu Monitor Rynku Pracy przygotowanego przez Instytut Badawczy Randstad we współpracy z Instytutem Badań Pollster. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy 17 proc. badanych pracowników zmieniło pracę – ten odsetek spada i świadczy i wyhamowaniu rotacji w polskich firmach. Wciąż głównymi powodami zmiany miejsca zatrudnienia pozostają wynagrodzenie i perspektywy rozwoju zawodowego, ale tendencje na rynku pracy zmieniają się.

Rosnąca inflacja i obecna sytuacja gospodarcza sprawiają, że w ostatnim kwartale rynek pracy zaczyna wysyłać niepokojące sygnały. Spośród wszystkich badanych, którzy zmienili w ostatnim półroczu pracodawcę, 26 proc. jako powód wskazało utratę dotychczasowego miejsca pracy. W porównaniu z poprzednim badaniem widać wyraźny wzrost na poziomie 6 pkt. proc.

Jako przyczyny zmiany miejsca zatrudnienia wciąż dominują kwestie związane z wynagrodzeniem i perspektywami rozwojowymi (po 44 proc. wskazań), ale dostrzec można wyhamowanie tendencji. Jak wynika z raportu Monitor Rynku Pracy, słabnie znaczenie korzystniejszej formy zatrudnienia (35 proc.), ale największy spadek wskazań widoczny jest w przypadku rozczarowania dotychczasowego pracodawcą (30 proc.). Jednocześnie jednak badani wciąż znajdują nowe zatrudnienie, a 88 proc. uważa, że bez trudu można znaleźć jakąkolwiek prace. Tyle, że średni czas poszukiwania zatrudnienia sięga blisko 3 miesięcy, co w sytuacji krótszego okresu wypowiedzenia lub w trudniejszej sytuacji makroekonomicznej może wzmagać obawy pracowników.

O zmianach na rynku świadczy też rotacja pracowników. Jedynie 17 proc. badanych zmieniło w ostatnim półroczu pracodawcę i jest to najniższy wynik w historii pomiarów. Wyjątkiem są niektóre stanowiska: sprzedawcy i kasjerzy (26 proc.), kierowcy (24 proc.), pracownicy biurowi i administracyjni (21 proc.) oraz niewykwalifikowani robotnicy (20 proc.). Rotację widać też w handlu detalicznym i hurtowym (25 proc.), telekomunikacji i IT (22 proc.), hotelarstwie i gastronomii (22 proc.), a także w administracji publicznej (20 proc.).

Słabnąca rotacja w wielu firmach to efekt mniejszej liczby ofert pracy, które dla pracowników oznaczają znacząco lepsze warunki zatrudnienia i wyższe wynagrodzenia oraz większej roli stabilności zatrudnienia wśród wartości cenionych u pracodawcy przez pracowników, co jest trendem charakterystycznym w czasach niepewności ekonomicznej.

– Pracownicy oceniając, że dłużej pozostaną ze swym obecnym pracodawcą szukają nowych sposobów zwiększenia swych dochodów na przykład poprzez dorabianie po godzinach – komentuje M.Żydek z Randstad Polska. – Takie branie dodatkowej pracy może okazać się niekorzystne dla pracodawców, bo pracownik będzie mniej zaangażowany i mniej skupiony na swoim podstawowym miejscu pracy.

WSA: Celem rozporządzenia było objęcie zwolnieniem z akcyzy nie tylko niezależnych małych browarów, lecz także tzw. browarów kontraktowych

Celem rozporządzenia było objęcie zwolnieniem z akcyzy nie tylko niezależnych małych browarów, lecz także tzw. browarów kontraktowych – wskazał WSA w Gliwicach w wyroku z dnia 27 września 2022 r., sygn. akt III SA/Gl 216/22.

Mały browar kontraktowy zwrócił się do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców z wnioskiem o interwencję w sprawie ze skargi na decyzję Naczelnika Śląskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Katowicach w przedmiocie podatku akcyzowego. W decyzji NUCS zakwestionował stosowanie zwolnienia od podatku akcyzowego w przypadku, gdy mały browar produkuje piwo korzystając z licencji innego podmiotu.

Rzecznik wstąpił do postępowania toczącego się przed WSA w Gliwicach. W złożonym piśmie  poparł stanowisko zgodnie z którym, mały browar, który produkuje piwo na zlecenie innego podmiotu (browaru kraftowego) i we współpracy z nim (gdy oba podmioty wspólnie tworzą recepturę i oznaczenie piwa) nie działa na licencji i uprawniony jest do skorzystania z przedmiotowego zwolnienia. Rzecznik zwrócił uwagę, że celem przepisów rozporządzenia było m.in. objęcie zwolnieniem nie tylko niezależnych małych browarów, lecz także tzw. browarów kontraktowych.

WSA w Gliwicach wyrokiem z dnia 27 września 2022 r., sygn. akt III SA/Gl 216/22, uchylił w całości decyzję NUCS w Katowicach. W ustnych motywach wyroku sąd zwrócił uwagę, że NUCS powinien wnikliwie przeanalizować, min. czy zasady współpracy małego browaru z jego kontrahentem (browarem kontraktowym) odpowiadają tym, w odniesieniu do których zapadły wyroki: TSUE -C- 285/14 oraz NSA – I GSK 681/17 i czy w sprawie tej można mówić o produkcji piwa na podstawie licencji.

To bardzo ważny wyrok dla polskiego „kraftu” oraz browarów kontraktowych. Bardzo cieszy to, że WSA w ustnym uzasadnieniu zgodził się z podnoszoną przeze mnie argumentacją co do celu ustanowionego zwolnienia z akcyzy, to jest udzielenia przez państwo wsparcia również tzw. browarom kontraktowym – powiedział Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Rynek PRS z różnych perspektyw

Rynek PRS odpowiada zaledwie za 1% wszystkich mieszkań na wynajem w Polsce. Znajdujący się w początkowej fazie rozwoju sektor może okazać się dobrą alternatywą inwestycyjną i zyskać na popularności, w obliczu obecnych uwarunkowań makroekonomicznych czy wyzwań, jakie stoją przed sektorem mieszkaniowym. W opracowanym przez firmy CRIDO i Savills raporcie eksperci odpowiadają na pytania, jak sektor nieruchomości komercyjnych zmieni się w ciągu najbliższych lat i z jakimi problemami prawno-podatkowymi musi się mierzyć inwestor przy planowaniu swojej inwestycji.

Jak wynika z najnowszego raportu CRIDO i Savills: Rynek PRS w Polsce – aspekty biznesowe, prawne i podatkowe, Polska znajduje się dopiero na początkowym etapie rozwoju rynku mieszkań na instytucjonalny wynajem, z bardzo ograniczoną liczbą inwestycji gotowych. Oznacza to, że zdecydowana większość wolumenu przypada na projekty na wczesnym etapie budowy, a często nawet przed jej rozpoczęciem. Rynek PRS zyskuje na popularności wśród inwestorów, ale brakuje mu odpowiedniej skali. Zgodnie z danymi Savills, obecnie dostępnych jest mniej niż 8500 jednostek do wynajęcia. Zapowiedziany szereg projektów wskazuje na blisko 54 000 lokali w najbliższych 5-7 latach, uwzględniając tylko największe aglomeracje w Polsce.

Nawet po wybudowaniu wszystkich planowanych projektów, instytucjonalny rynek najmu pozostanie zaledwie niewielką częścią całego rynku najmu, którego wielkość w Polsce szacuje się, w zależności od źródła danych, na co najmniej 0,7 mln mieszkań, przy czym są to głównie nieruchomości należące do osób fizycznych. Jak zauważają eksperci CRIDO i Savills, sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby najwięksi deweloperzy budujący mieszkania na sprzedaż zdecydowali się na oddanie większej liczby projektów w ramach PRS. Rosnące od lat ceny mieszkań w połączeniu z ostatnimi podwyżkami kosztów kredytów hipotecznych wzmacniają zwrot w kierunku rynku najmu.

Bardzo istotne dla rozwoju tego segmentu są uwarunkowania prawno-podatkowe. Jak zaznaczają eksperci CRIDO w raporcie, niewiele jest aktywności biznesowych, w których podatki (w szczególności VAT) mogą rozłożyć budżet projektu tak łatwo jak w przypadku działalności na rynku PRS. Nie chodzi przy tym o jakiekolwiek działania optymalizacyjne, a po prostu dostosowanie biznesu do obowiązujących przepisów. W raporcie wskazują na aspekty prawno-podatkowe, które są kluczowe dla każdej fazy projektu PRS. Uwzględnienie pełnych skutków podatkowych i prawnych inwestycji już na etapie tworzenia jej budżetu i biznesplanu, a także zadbanie o to, aby podpisywane umowy nabycia nieruchomości, jak również późniejsze umowy związane z komercjalizacją inwestycji dokładnie oddawały charakter przedsięwzięcia i pozwalały na uniknięcie ryzyk zarówno podatkowych, jak i prawnych, jest jednym z warunków komercyjnego sukcesu projektu.

Kamil Kowa, członek zarządu Savills, powiedział: „Kolejne miesiące ujawniają dalsze spadki liczby sprzedanych mieszkań. To skłania cześć deweloperów do rozważenia alternatywnych kanałów sprzedaży, takich jak tworzenie własnych platform PRS, modele finansowania/zakupu typu forward lub wspólne przedsięwzięcia z inwestorami PRS. Są to produkty defensywne i niskodochodowe, wymagające odpowiedniej strategii długoterminowej. Według naszych szacunków czynsze w pierwszych dziewięciu miesiącach roku wzrosły średnio o ponad 20%. Pomimo presji na wzrost kosztów operacyjnych, silny popyt i wyższe stawki najmu pomagają inwestorom PRS w realizacji transakcji. Ponieważ jednak muszą również radzić sobie ze zwiększonymi kosztami finansowania, mającymi wpływ na ich zwroty, uważamy, że rynek będzie musiał dostosować wyceny w 2023 r.”.

Powszechnie zakładano, że wprowadzenie nowych standardów przez inwestorów instytucjonalnych powinno pomóc w walce z różnymi patologiami związanymi z indywidualnym rynkiem najmu oraz dać konsumentom większą elastyczność i możliwość wyboru.

Maciej Dybaś, partner w CRIDO, powiedział „Rozwój i instytucjonalizacja szeroko rozumianego rynku najmu w Polsce są nieuniknione. Gospodarka współdzielenia – globalne zjawisko z ostatniej dekady, spowodowało radykalną zmianę nawyków konsumenckich w wielu sektorach. Rosnące od lat ceny mieszkań w połączeniu z ostatnimi podwyżkami kosztów kredytów hipotecznych, a także istotnie zwiększającą się mobilnością ludzi związaną chociażby ze zmianą otoczenia zawodowego, powodują, że różne usługi związane z zakwaterowaniem znacznie zwiększają swoją popularność. Jednocześnie nieczytelne regulacje prawnopodatkowe często okazują się pułapką dla inwestorów angażujących się w ten rynek. Z perspektywy podatkowej warto wspomnieć chociażby o tym, że przeznaczenie inwestycji decydować będzie o możliwości odliczenia VAT od zakupu nieruchomości przez inwestora. Jeżeli inwestycja dotyczyć będzie najmu mieszkaniowego, prawo do odliczenia VAT nie będzie przysługiwać w ogóle, w związku z czym paradoksalnie bardziej opłacalne może okazać się nabycie nieruchomości obciążonej PCC. Tego typu pułapek jest jednak więcej, na co zwracamy uwagę w naszym raporcie.

*Raport Rynek PRS w Polsce – aspekty biznesowe, prawne i podatkowe, dostępny jest pod linkiem: https://pdf.euro.savills.co.uk/poland/crido-savills-rynek-prs-raport.pdf

Jak przyciągnąć najlepsze talenty Pokolenia Z?

­­­­Kwota wynagrodzenia już w ogłoszeniu rekrutacyjnym i poczucie wzajemnego zrozumienia z przyszłym przełożonym to kluczowe dla Pokolenia Z kwestie, decydujące o podjęciu zatrudnienia. Wyniki badania Cpl Poland Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce, pokazują oczekiwania reprezentantów Generacji Z względem procesu rekrutacyjnego, a także wskazują kluczowe kwestie, które rekruterzy powinni wziąć pod uwagę w pierwszych kontaktach z reprezentantami tego pokolenia.

Raport powstał dzięki anonimowej ankiecie, przeprowadzonej na próbie ponad 1000 respondentów w wieku od 18 do 26 lat, zróżnicowanych zarówno pod kątem doświadczenia zawodowego, stażu pracy, jak również płci i demografii.

Wirtualne środowisko

Internet jest naturalnym środowiskiem Pokolenia Z i to właśnie tam jego przedstawiciele szukają informacji o możliwościach podjęcia staży, praktyk czy pierwszej pracy. Respondenci wskazali, że oferty przeglądają na takich serwisach, jak OLX, Pracuj.pl czy Praca.pl, ale w poszukiwaniach posiłkują się również grupami w serwisach społecznościowych. Badanie Cpl Poland pokazuje także malejącą popularność targów pracy – tam zatrudnienia poszukuje jedynie 20 proc. ankietowanych, niezależnie od tego czy są to wydarzenia wirtualne czy stacjonarne.

Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek
Źródło: Cpl Poland „Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek”, wrzesień 2022 r.

Kwota wynagrodzenia już w ogłoszeniu

Wyniki raportu pokazują, że młodzi ludzie mają jasno określone oczekiwania finansowe, dlatego informację o swoich przyszłych zarobkach chcą poznać już na poziomie samego ogłoszenia (52 proc.). Dla ponad 45 proc. badanych opinia o firmie jest jednym z kluczowych elementów odgrywających rolę w procesie podejmowania decyzji o podjęciu pracy, dlatego warto, by pracodawca pomyślał o przeznaczeniu środków na budowanie pozytywnego wizerunku swojej firmy. Dzięki temu kandydaci będą mogli lepiej poznać wartości i atmosferę firmy. Ponadto najbardziej pożądaną formą zatrudnienia jest umowa o pracę, którą wskazało aż ¾ badanych.

Pokolenie Z podbija rynek
Źródło: Cpl Poland „Zoomersi w pracy, czyli jak Pokolenie Z podbija rynek”, wrzesień 2022 r.

Atmosfera pracy to kluczowy czynnik

Rozmowa kwalifikacyjna to nie tylko sprawdzenie kompetencji kandydata, ale również panująca na niej atmosfera i poczucie wzajemnego zrozumienia, które mają ogromne znaczenie dla reprezentantów Pokolenia Z. W tym miejscu warto również podkreślić, że jeden na pięciu badanych wskazuje, że nie przepada za testami weryfikującymi jego wiedzę lub znajomość języka obcego. Istotną kwestię pełni również dynamika procesu rekrutacyjnego, który, zdaniem badanych, powinien składać się z maksymalnie 2 etapów, a sam czas oczekiwania na decyzję pracodawcy nie powinien być dłuższy niż tydzień.

Rozpoczęcie pracy i… co dalej?

Młode osoby dołączając do organizacji, już̇ w trakcie okresu próbnego, szybko adaptują̨ się̨ do nowego środowiska i stają się̨ częścią̨ zespołu. Jako pracownicy są mocno skupieni na realizacji wyznaczonych celów oraz powierzonych im zadań́. W pracy szukają̨ rozwiązań́ i nie boją się̨ zadawać́ trudnych pytań́. Widząc obszary do rozwoju chętnie podejmują̨ temat i przedstawiają̨ swój punkt widzenia. Od pracodawcy oczekują̨ zrozumienia ich potrzeb, wysłuchania, a także otwartej i zarazem szybkiej komunikacjiwyjaśnia Małgorzata Kobierska, IT Team Leader w Cpl Poland.

Dynamika zmian na rynku pracy jest obecnie bardzo wysoka, tym bardziej istotne jest poznanie kluczowych aspektów decydujących o tym, że efektywni pracownicy z Pokolenia Z zostaną w firmie powyżej dwóch lat.  Stworzenie przyjaznego i stabilnego miejsca pracy z pewnością przyniesie oczekiwane efekty. Wyniki badania pokazują bowiem, że czynnikami mającymi największy wpływ na pozostanie w danej firmie są: dobra atmosfera pracy i niski poziom stresu (po 32 proc.), stabilne i bezpieczne zatrudnienie (30 proc.), ale również podwyżka raz w roku (32 proc.).

Przytoczone wyżej dane to jedynie część statystyk przedstawionych w raporcie Cpl Zoomersi w pracy, czyli jak pokolenie Z podbija rynek pracy w Polsce. Wyniki przeprowadzonego badania, wraz z opiniami ekspertów i prognozami na rok 2040, dostępne są na oficjalnej stronie raportu.

Barometr PINK na temat rynku najmu instytucjonalnego w Polsce

Jeden z najszybciej rozwijających się rynków nieruchomości mieszkaniowych w Europie zwalnia i jest to spowolnienie, jakiego nie widzieliśmy od ponad dekady. Polska była do niedawna europejskim liderem. Rocznie budowaliśmy niemal sześć mieszkań na tysiąc mieszkańców. Obecnie notujemy silny spadek sprzedaży. Do połowy roku rynek deweloperski pozostawał w równowadze, jednak wkrótce wejdziemy w okres nadpodaży. W jakim kierunku zmierza więc sektor mieszkaniowy?

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych zaprosiła ekspertów do dyskusji nad przyszłością rynku mieszkań, który od 2016 roku utrzymywał się na rekordowym poziomie. Tymczasem, według danych firmy doradczej JLL, sprzedaż liczona rok do roku spadła w drugim kwartale 2022 z około 20 tys. do 9 tys. transakcji na sześciu największych rynkach, a lokale kupowane są głównie przez nabywców gotówkowych.

Spadek popytu ma charakter dynamiczny i w kolejnych miesiącach można się spodziewać dalszego spadku spowodowanego podwyżkami stóp procentowych. Rosnąca inflacja i stopy NBP, a w konsekwencji bardzo wysokie oprocentowanie kredytów hipotecznych, przyczyniają się do niższej sprzedaży, a dla zachowania równowagi popytu i sprzedaży kluczowe znaczenie ma teraz średnioterminowe wyhamowanie inwestycji. Niestety niefortunnie zaplanowane na czerwiec wejście w życie nowelizacji ustawy deweloperskiej wpłynęło na wprowadzenie przez deweloperów do sprzedaży dużej liczby nowych inwestycji. Spodziewamy się niestety dalszego wyraźnego spadku popytu w III kwartale, a tym samym wejdziemy w okres wyraźnej nadpodaży mieszkań, jak przekonuje Paweł Sztejter, Dyrektor Zespołu Rynku Mieszkaniowego w JLL.

Średnie ceny mieszkań w Polsce stale rosły począwszy od 2014 roku, a w ostatnich dwunastu miesiącach wzrost ten wyniósł od 22% w Łodzi do nawet 55% w Krakowie. Tymczasem wobec mniejszego popytu ceny obecnie stabilizują się, eksperci prognozują ich spadek pod koniec roku, a klienci liczą na rabaty. Mimo trudnej sytuacji na rynku – mieszkań nadal brakuje. Zgodnie z szacunkami JLL tylko w sześciu największych miastach w Polsce deficyt mieszkaniowy przekracza pół miliona mieszkań, nie licząc dodatkowych blisko 200 tys. mieszkań potrzebnych dla długoterminowych powojennych migrantów z Ukrainy. Wobec spadku zdolności nabywczych i niedostępności kredytów hipotecznych deweloperzy muszą szukać innych sposobów sprzedaży mieszkań i oczywistym kierunkiem jest dla nich PRS (Private Rented Sector), czyli najem instytucjonalny.

Czy takich mieszkań potrzeba w Polsce?

Udział mieszkań na wynajem w Polsce to obecnie 4-4,5 proc. całego zasobu. Średnia dla Unii Europejskiej to 20 proc., miejscami nawet 50 proc. jak w Niemczech czy w Austrii. Nie ma szans, że Polska osiągnie średnią europejską, ale jeśli podniesie udział zasobów wynajmowanych choćby o jeden procent, oznaczać to będzie wzrost liczby mieszkań dostępnych do wynajmu o około 150 tys. lokali, wyjaśnia Paweł Sztejter, JLL.

Zgodnie z danymi JLL w Warszawie z całego zasobu mieszkań na wynajem, szacowanego na ok. 150 tys. mieszkań, w ostatnich miesiącach jest dostępne przeciętnie ok. 3 tys. mieszkań, a relatywnie małych i nowych (do 60 m2 i wybudowanych po 2015 roku) mamy w ofercie najmu mniej niż 500, w tym jedynie ok. 70 kawalerek. Te liczby pokazują katastrofalnie niską dostępność mieszkań na wynajem, a popyt na nie rośnie im bardziej nierealistyczny stał się zakup mieszkań w warunkach wysokiej inflacji. W konsekwencji wysokość czynszów gwałtownie rośnie i nie ma przestrzeni do ich obniżenia dopóki nie zwiększy się podaż.

Co powstrzymuje deweloperów?

Budowa nowych projektów PRS jest niezwykle kapitałochłonna. Inwestorzy muszą zmierzyć się obecnie z rosnącymi kosztami budowy, wynikającymi z coraz wyższych cen energii i surowców oraz z rozchwianych łańcuchów dostaw. Rosną także koszty finansowania. Wyzwaniem jest również niepewność otoczenia gospodarczego i przyszłych zasad funkcjonowania sektora. Wszystko to powoduje, że część inwestorów wstrzymuje nowe transakcje typu forward, czyli dokonywane na etapie planowania lub wczesnych prac budowlanych. W zamian mocniej angażują się w budowę i oddanie do użytku posiadanych już projektów PRS, komentuje Marcin Jański, Dyrektor Działu Inwestycji Mieszkaniowych w CBRE Poland.

Jak wynika z raportu Savills w ostatnich latach inflacja kosztów budowy w Europie wynosiła średnio od 1-2,5 proc. rocznie. Obecnie ceny są wyższe od 10 do 16 proc. Jak zatem PRS może się opłacać, jeśli oprocentowanie finansowania nowej inwestycji wynosi około 9 proc., a zwrot plasuje się na poziomie 6-7 proc.?

W Polsce problem polega na tym, że oczekujemy rentowności PRS co najmniej takiej samej jak w projektach hotelowych, biurowych i magazynowych. Tymczasem w krajach Europy Zachodniej już dawno pogodzono się z tym, że stopy zwrotu w najmie instytucjonalnym są niższe, a inwestują w mieszkaniówkę, bo to nadal najbezpieczniejszy segment na rynku nieruchomości komercyjnych. Ponadto w wielu przypadkach budujemy zbyt drogo, ponieważ odbiorcy nie zawsze potrzebują lokali premium. Mimo to finansiści podkreślają, że ten sektor jest przyszłościowy i nie ma wątpliwości, że tutaj należy angażować uwagę i kapitał oraz że idziemy w dobrym kierunku, zaznacza Robert Sztemberg, Dyrektor Zarządzający Property and Finance w ARC Capital Markets.

PRS jest to ciągle rynek we wczesnej fazie rozwoju, to pojedyncze projekty w wielu miastach – większa różnorodność tego produktu jeszcze w Polsce nie istnieje. Wszyscy uczymy się tego, co się sprzedaje i wynajmuje, a co nie. Czy klimatyzowane pomieszczenia to już standard w każdym mieszkaniu? Czy w niektórych przypadkach lepiej nie inwestować w wysoką jakość wykończenia po to, by zwrot z inwestycji był większy? Najem instytucjonalny w Polsce będzie rósł w siłę, ale zmiany zajmą wiele kwartałów, jak nie lat, zauważa Gabriela Gryger, Partner GGR Group.

Kto będzie budować PRS?

Według ekspertów sektor PRS w Polsce ma mocne fundamenty, a deweloperzy są skłonni oferować projekty funduszom inwestycyjnym. Jednak wysoki koszt finansowania, niepewny zwrot z inwestycji oraz otoczenie makroekonomiczne powstrzymują inwestorów przed zakupem całych budynków.

W dużych miastach najem instytucjonalny będzie funkcjonował i zawsze się obroni, do mniejszych ośrodków inwestorzy zagraniczni po prostu nie wejdą. Dodatkowo fundusze z reguły chcą być jedynym właścicielem całej nieruchomości. W sektorach magazynowym i biurowym głównym źródłem kapitału jest zagranica. Na to samo zanosi się w mieszkaniówce, dlatego dobrze, aby powstały narzędzia, które pozwolą gromadzić polski kapitał i wesprą długoterminowe oszczędności, przekonuje Maciej Drozd, Wiceprezes ds. finansów, Członek Zarządu w Echo Investment.

Według najnowszych danych RCA inwestorzy transgraniczni są najbardziej aktywni na wielorodzinnym rynku mieszkaniowym w Europie i stanowią 40 proc. zainwestowanego dotychczas kapitału w 2022 roku. Nawet jeżeli obecnie rentowności takich projektów spada, to i tak nadal istnieje znaczna waga kapitału, który chce wejść do sektora PRS również w Polsce. Prawdopodobnie zauważalna będzie zwiększona aktywność inwestorów instytucjonalnych, ponieważ ich celem będzie wzrost ekspozycji w nieruchomościach mieszkaniowych jako zabezpieczenie przed inflacją.

PRS będzie tylko silniejszy

Marcin Jański z CBRE podkreśla, że czeka nas okres dostosowania, ale długoterminowo ten rynek będzie tylko silniejszy.

Fundamentalnie daleko zaszliśmy od pierwszych projektów PRS i okazuje się, że wszystkie inwestycje, które są dziś otwarte, świetnie prosperują, dodaje Jański z CBRE.

Pięć lat temu, gdy powstał państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem, PRS w Polsce jeszcze nie istniał. Ten segment jest najmłodszym, ale najbardziej dynamicznym mimo trudnych warunków rozwoju. To, że niektórzy inwestorzy tymczasowo wycofali się z rynku, czekając na to, jak będą zmieniać się stopy procentowe, w jakim kierunku pójdzie inflacja oraz co będzie się dalej działo z kosztami budowy w ciągu najbliższych kilku miesięcy, nie zmieni przyszłości najmu instytucjonalnego w Polsce. Ten sektor będzie się rozwijał latami i jest jedną z odpowiedzi na rozwiązanie problemów inwestorów i deweloperów w segmencie mieszkaniowym, podsumowuje Artur Kaźmierczak, Partner, Syrena Real Estate.

PINK: rynek biurowy w Warszawie w III kwartale 2022

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w III kwartale 2022 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec września 2022 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły ponad 6 343 000 m kw.

W III kwartale 2022 roku na stołeczny rynek dostarczono 99 100 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w trzech projektach – Varso Tower (63 800 m kw.) zlokalizowanym w Centralnym Obszarze Biznesu, P180 (32 000 m kw.) w strefie Mokotów oraz Poleczki 32 (3 300 m kw.) w korytarzu ulicy Puławskiej. Łącznie z ośmioma projektami oddanymi do użytkowania w I połowie roku, od początku 2022 roku na rynek dostarczono ponad 228 100 m kw. powierzchni biurowej.

Na koniec III kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 12,1% (wzrost o 0,2 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,3 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2021 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 770 200 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 11,1%, natomiast poza centrum miasta sięgnął 13,0%.

W pierwszych trzech kwartałach 2022 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe przekroczył 608 000 m kw., w tym 128 700 m kw. przypadło na III kw. 2022 roku. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy Centrum, Centralny Obszar Biznesu oraz Mokotów.

W okresie od lipca do końca września 2022 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom (włączając umowy przednajmu) – 48%, oraz renegocjacjom – 45,5%. Ekspansje stanowiły 5% zarejestrowanego popytu, a powierzchnia na własny użytek 1,5%.

Największymi transakcjami III kwartału 2022 r. były renegocjacje – odnowienie umowy najmu ponad 11 300 m kw. przez poufnego najemcę z sektora finansowego w budynku Konstruktorska Business Center, renegocjacja kontraktu na 6 500 m kw. podpisana przez poufnego najemcę w Warsaw Spire C oraz odnowienie umowy najmu wraz z ekspansją na łącznie 4 500 m kw. przez Panattoni w budynku Warsaw Spire Tower.

Ukraińskie i polskie firmy spotkały się w ŁSSE. W tle współpraca gospodarcza

Temat odbudowy Ukrainy zdominował kolejne spotkanie z cyklu Re_Enter w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Re_enter to program, który strefa uruchomiła, żeby wspierać polski eksport. Raz na kwartał w siedzibie Łódzkiej Strefy odbywa się wydarzenie, na którym eksperci, praktycy, przedstawiciele biznesu rozkładają na czynniki pierwsze zagraniczny rynek. 13 października zajmowali się rynkiem ukraińskim.

Wydarzenie Re_Enter Ukraine rozpoczęło się od wystąpienia ministra rozwoju i technologii Waldemara Budy, który mówił o zaangażowaniu polskich firm w odbudowę Ukrainy po wojnie.

Ukraina jest dla Polski ważnym parterem gospodarczym, podobnie jak Polska dla Ukrainy. Rodzimi przedsiębiorcy są zainteresowani współpracą  z Ukrainą. Świadczą o tym między innymi bardzo dobre dane o naszej wymiany handlowej. Pomimo wojny notujemy duże wzrosty w eksporcie i imporcie, a nasze relacje od dawna nie były tak dobre, a kontakty tak intensywne. Wierzymy, że nasza współpraca dalej będzie się tak dobrze rozwijać. Bardzo dobre relacje międzyludzkie są szansą na nawiązanie nowych pozytywnych relacji biznesowych – poinformował minister rozwoju i technologii Waldemar Buda.

 – Biorąc pod uwagę relacje międzyludzkie, bliskość geograficzną i dotychczasowe doświadczenia na rynku ukraińskim jesteśmy przekonani, że polscy przedsiębiorcy będą niezawodnym, sprawdzonym partnerem dla strony ukraińskiej, jeśli chodzi o przedsięwzięcia dotyczące odbudowy Ukrainy – dodał minister.

Ukraina od zawsze była, jest i będzie naturalnym partnerem gospodarczym dla Polski. W tym szczególnym czasie i warunkach więź między narodami, rynkami, gospodarkami jeszcze bardziej się zacieśnia. Firmy z Ukrainy szukają możliwości inwestowania w Polsce, czego dobry przykładem jest firma Nowopak, która podjęła decyzję o zlokalizowaniu inwestycji w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej i skorzystaniu z pomocy publicznej jaką oferuje ŁSSE. Ukraiński inwestor o rozszerzeniu działalności na rynek polski myślał od dłuższego czasu, natomiast wojna przyspieszyła tę decyzję. Zakład główny jest położony zaledwie kilka kilometrów od granicy z Rosją i prowadzenie działalności w obecnej sytuacji jest bardzo utrudnione. Dlatego Nowopak inwestuje ponad 20 mln zł w halę produkcyjną w Ozorkowie, w której będzie wytwarzał opakowania metalowe – różnego rodzaju pojemniki wykorzystywane w branżach: chemicznej, kosmetycznej, budowlanej, spożywczej. Podczas wydarzenia firma ukraińska odebrała oficjalną decyzję z rąk ministra Waldemara Budy i zarządu ŁSSE.Nowopak pierwszy ukraiński inwestor w ŁSSE

W Łódzkiej Strefie podejmujemy szereg działań wspierających polskie firmy, m. in. pomagamy przełamać bariery eksportowe. Do tematu rynku ukraińskiego przygotowywaliśmy się od dłuższego czasu. Zebraliśmy w jednym miejscu przedsiębiorców, przedstawicieli rządu, izby gospodarcze, PAIH, stowarzyszenia i fundacje działające na rzecz współpracy gospodarczej między Polską i Ukrainą, czyli ekspertów i praktyków z kompetencjami do budowania mostów biznesowych między naszymi krajami. Mamy już pierwsze sukcesy w zacieśnianiu relacji biznesowych, czego dowodem jest pierwszy w Łódzkiej Strefie inwestor z Ukrainy – mówi Marek Michalik, prezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Oprócz części czysto merytorycznej, gdzie można było zasięgnąć wiedzy na temat twardych danych o wymianie handlowej między krajami, przepisach jakie obowiązują przedsiębiorców działających na terenie Ukrainy była też część praktyczna – wiedzą podzieliły się firmy, które działają w Ukrainie od wielu lat. Na konkretnych przykładach wyjaśniały jak stawiać pierwsze kroki na rynku Ukraińskim. Wydarzenie zakończył pierwszy w Łódzkiej SSE Polsko-Ukraiński Business Mixer, czyli krótkie spotkania biznesowe przy okrągłych stołach gdzie usiadły polskie i ukraińskie firmy by szukać przestrzeni do współpracy. W takim bezpośrednim networkingu wzięło udział blisko 100 przedstawicieli firm polskich, ukraińskich i instytucji z otoczenia biznesu.

Jesteśmy obecnie czymś więcej niż strefą ekonomiczną. Jesteśmy ekosystemem biznesowym łączącym ludzi, biznes, ekspertów, pomysły, technologie, pomoc publiczną. Budujemy technologiczne mosty miedzy Polską a światem w programie Re_source gdzie pozyskujemy zagraniczne startupy do Polski. Przyciągamy zagraniczne zaawansowane technologicznie inwestycje, jak np. fabryka pomp ciepła firmy Daikin. Odpowiadamy na realne potrzeby przedsiębiorców, m. in. przekazaliśmy ponad 5 mln zł do polskich firm na szkolenia pracowników z Ukrainy. Tworzymy optymalne warunki do rozwoju biznesu, czego potwierdzeniem jest tegoroczny najlepszy wynik inwestycyjny wśród wszystkich stref ekonomicznych w Polsce – mówi Agnieszka Sygitowicz, wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Polska już od dawna jest jednym z najlepszych miejsc do rozwijania biznesu dla firm ukraińskich. Polska stworzyła wielopoziomowy ekosystem inwestycyjny, czyli ciągły rozwój gospodarczy kraju, promowanie inwestycji przez państwo, warszawska giełda papierów wartościowych i wiele innych mechanizmów, to wszystko działa bardzo sprawnie. W branży farmaceutycznej, której jesteśmy przedstawicielami ważne są inwestycje i nowe technologie. W Polsce jest dużo startupów, które tworzą potencjał do rozwoju. Patrzymy w kierunku Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, ponieważ jest to bardzo dobrze działający organizm, z instrumentami wsparcia dla firm, otwarty na inwestorów i region branży farmaceutycznej i biotechnologicznej – mówi Oleg Syarkowycz, członek rady nadzorczej Farmak, największego koncernu farmaceutycznego w Ukrainie.

Spotkania o eksporcie z cyklu Re_enter odbywają się w siedzibie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej przy ul. Tymienieckiego 22G w Łodzi raz na kwartał.

Co czwarty Polak czuje się kontrolowany przez swojego pracodawcę

Powszechne wdrożenie pracy zdalnej, wynikające z wybuchu pandemii COVID-19, diametralnie zmieniło dotychczasowe relacje pomiędzy pracownikiem i pracodawcą. Jak wynika z danych raportu ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż co czwarty polski pracownik przyznaje, że czuje się sprawdzany przez swojego szefa (41,94 proc.). Co ciekawe, kontrola dotyka w większym stopniu pracowników kontraktowych (46,92 proc.) niż tych na etacie (42,37 proc.).

Okres pandemii zmienił rynek pracy w wielu aspektach. Jednym z nich było rozpowszechnienie pracy zdalnej, w wyniku czego pracodawcy coraz uważniej zaczęli monitorować postępy pracy oraz frekwencję swoich pracowników. Jednak jak wynika z cyklicznego raportu przygotowanego przez ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, polscy pracownicy czują się mniej kontrolowani (41,94 proc.) niż jeszcze rok temu (43,96 proc.).

Wprowadzenie pracy zdalnej jako stałego elementu życia zawodowego było dużym wyzwaniem i nowością zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Wiele firm zaczęło jednak równocześnie intensywnie szukać nowych narzędzi monitoringu postępów pracy poza biurem. W rezultacie, przez 2 lata pracodawcy nie tylko wypracowali nowe metody kontaktu z pracownikami, ale również zwiększyło się ich zaufanie do zespołu i wiara, że tworząc zgrany zespół, znający swoje priorytety i czujący odpowiedzialność za powierzone zadania, można osiągnąć więcej. Obecnie wyróżniamy dwa rodzaje firm – te, które w pandemii wykorzystały potencjał kadry i podstawiły na elastyczność i zaufanie oraz te, mierzące się obecnie z brakami pracowniczymi bądź gorszymi wynikami finansowymi – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – Jak wskazują również wyniki raportu ADP, sposób wykonywania pracy wciąż ewoluuje. Na bazie dotychczasowych doświadczeń i zbudowanych relacji pracodawcy coraz częściej zgadzają się także na elastyczny tryb pracy. Dzięki temu pracownicy mogą nie tylko pracować z domu i zaoszczędzić czas na dojazdy, ale także realizują zadania w dogodnym dla siebie czasie. W najbliższej przyszłości to właśnie elastyczne godziny pracy będą stanowiły o przewadze w procesie pozyskiwania nowych talentów – dodaje Barbachowska.

– Pandemiczna rzeczywistość wystawiła pracowników na dużą próbę. Swoje obowiazki zawodowe wykonywali w domach próbując udowodnić szefom, że pracują efektywnie nie tylko w biurze. Pracownicy znaleźli się pod dużą presją, a ze strony pracodawców dało się odczuć pewną dozę niepokoju i niepewności.  Pracodawcy musieli wykazać się umiejętnością zarządzania zdalnego, nauczć się kontrolować sytucję bez codziennego widywania się z zespołem w firmie.  Niewątpliwie wpłynęło to na zwiększony poziom stresu zarówno po stronie pracowników, jak i pracodawców – mówi Sylwia Rozbicka, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Wdrożenie pracy zdalnej czy każda inna zmiana formy pracy to proces, który wymaga czasu. Badania wskazują, że wielu pracowników polubiło home office, a pracodawcy przystosowali się do nowej rzeczywistości i zaczęli ufać swojej kadrze. Co więcej, jeżeli ten czas został dobrze przepracowany, to obecnie relacje między pracownikami a pracodawcami znacznie się polepszyły – dodaje ekspertka.

Kontrakt kontrolowany

O ile przeciętny polski pracownik z roku na rok czuje się coraz mniej kontrolowany przez pracodawcę, o tyle nie bez znaczenia pozostaje forma jego umowy. Zgodnie z raportem „People at Work 2022: A Global Workface View” pracownicy kontraktowi czują się bardziej kontrolowani (46,92 proc.) niż ci na etacie (42,36 proc.). Co ciekawe, aż 43,18 proc. pracowników zatrudnionych w oparciu o umowy kontraktowe przyznaje, że rozmawia ze swoim pracodawcą o postępach i rozwoju kariery. W przypadku pracowników wykonujących swoje obowiązki na umowie o pracę wskaźnik ten wynosi 42,02 proc.

– Pracownik kontraktowy z założenia realizuje swoje obowiązki w innej formie niż na etacie, w wyniku czego ta forma wykonywania pracy wzbudza często u pracodawców nieufność. W ich ocenie pracownik kontraktowy równocześnie realizuje wiele zleceń, przez co nie może wystarczającej uwagi poświęcić na jego projekt. Z tego też względu pracodawcy częściej czują potrzebę monitorowania statusu prac. Nie możemy też zapominać, że w przypadku pracowników kontraktowych, którzy wykonują obowiązki w elastycznym systemie, znacznie trudniej jest zbudować relację, a co za tym idzie również zaufanie – dodaje Anna Barbachowska.

Projekt maksymalnych cen energii dla MŚP może wywołać nową falę roszczeń ze strony dostawców

Propozycja rządu dotycząca wprowadzenia maksymalnych cen energii elektrycznej dla małych i średnich przedsiębiorstw, samorządów oraz odbiorców wrażliwych skutkować może wielomilionowymi roszczeniami odszkodowawczymi ze strony dostawców energii z powodu nieadekwatnego systemu rekompensat, wskazują prawnicy kancelarii prawnej DLA Piper.

W tym tygodniu rząd zaproponował wprowadzenie maksymalnych cen za energię elektryczną dla MŚP oraz odbiorców wrażliwych. Oznacza to, że niezależnie od wzrostu cen na rynku hurtowym dostawcy nie będą mogli żądać od tych podmiotów cen wyższych niż 785 zł/MWh. Rząd przewidział także wprowadzenie systemu rekompensat dla przedsiębiorstw obrotu energią. Nowe regulacje miałaby obowiązywać od 1 grudnia 2022 roku do końca 2023 roku.

Z dużą ostrożnością podchodzimy do propozycji rządu mających na celu ograniczenie wysokości cen energii dla MŚP, samorządów i odbiorców wrażliwych oraz przewidywanych rekompensat dla dostawców – mówi Krzysztof Kycia, partner współzarządzający oraz szef praktyki postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie. – Pojawia się ryzyko wystąpienia nowych sporów sądowych dotyczących wypłaty odszkodowań ze strony dostawców energii w przypadku, gdy rekompensaty nie pokryją całości poniesionych przez nich kosztów.

Jak wskazują prawnicy DLA Piper, z przedstawionego projektu wynika, że założeniem rządu nie jest pełna rekompensata dla dostawców energii różnicy pomiędzy ceną maksymalną a ceną zawartą w umowie sprzedaży. Podstawą wypłaty rekompensat będzie miesięczna cena referencyjna, którą publikować ma Towarowa Giełda Energii. Tylko w wypadku, gdy cena określona w umowie sprzedaży będzie wyższa niż cena maksymalna i niższa niż cena referencyjna, dostawca uzyska rekompensatę obliczoną jako różnicę pomiędzy ceną maksymalną a ceną wynikającą z umowy sprzedaży. Jeśli natomiast cena w umowie sprzedaży energii będzie wyższa niż cena maksymalna i jednocześnie wyższa niż cena referencyjna, rekompensata będzie obliczona jako różnica pomiędzy ceną referencyjną i maksymalną, a zatem dostawca nie dostanie pełnej rekompensaty.

Kwestią dyskusyjną jest to, czy wskutek takiej interwencji publicznej w zakresie ustalania cen energii elektrycznej nie dojdzie do niedozwolonej w świetle prawa unijnego dyskryminacji pomiędzy dostawcami, chociażby w zakresie kalkulacji wypłacanych rekompensat. Ogłoszony projekt i jego założenia przywodzą bowiem na myśl sytuację z końca 2018 roku, kiedy to dostawcy energii zostali zaskoczeni ustawowym zamrożeniem cen energii na rok 2019 – twierdzi Monika Leszko, radczyni prawna w zespole postępowań sądowych i arbitrażowych w DLA Piper w Warszawie.

Według ekspertów DLA Piper, rekompensaty wypłacane w związku z zamrożeniem cen energii w 2019 roku nie pokrywały w pełni i na równi strat powstałych na skutek obniżenia cen do poziomu z połowy 2018 roku, ponieważ mechanizm ten bazował na cenie średnioważonej, a nie cenie wynikającej z umów z odbiorcami końcowymi. Co więcej, wypłata rekompensat za 2019 rok następowała już po dostarczeniu energii, a przedsiębiorstwa obrotu musiały zwrócić odbiorcom nadwyżkę ceny zanim otrzymały rekompensatę. Naraziło to dostawców energii na zaburzenie płynności finansowej, a część doprowadziło do bankructwa. Niektórzy z dostawców zdecydowali się na wystąpienie przeciwko Skarbowi Państwa z roszczeniami odszkodowawczymi.

– Widzimy, że konsekwencje zamrożenia cen energii w 2019 roku są wciąż dla rynku odczuwalne, bo nadal doradzamy klientom w tym zakresie. Podobnych spraw dotyczących roszczeń odszkodowawczych spodziewamy się również teraz, bo według proponowanych rozwiązań rekompensaty obliczone w oparciu o tzw. cenę referencyjną nie będą w pełni pokrywać strat poniesionych przez sprzedawców energii – dodaje Krzysztof Kycia.

Dlaczego Polacy nie kupują mieszkań? Aktualna sytuacja na rynku w III kwartale 2022

Choć realne ceny mieszkań pierwszy raz od dłuższego czasu spadają, coraz trudniej sprzedać mieszkanie. Konsumenci wstrzymują się z zakupem, obserwując sytuację w gospodarce. Wprawdzie liczba nowych ofert również spada, szczególnie na rynku deweloperskim, ale nie tak szybko, jak skala zakupów. Jest to nie tylko efekt niepewności na rynku, ale przede wszystkim spadku dostępności finansowej mieszkań w Polsce – oceniają autorzy najnowszego Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight.

Jak wynika z danych Otodom, mieszkania czekają na chętnych dłużej niż zwykle. W ostatnich trzech miesiącach przeciętny czas ekspozycji oferty sprzedaży w serwisie wydłużył się do 76 dni. W rezultacie na wysokim poziomie utrzymuje się liczba dostępnych ogłoszeń, która wyniosła nieco ponad 307 tys. na koniec III kwartału. Przeważającą część tej puli, bo aż 56%, stanowią oferty z rynku pierwotnego, ale zauważalny jest wzrost liczby ofert sprzedaży „z drugiej ręki”, szczególnie tych najnowszych. Mieszkania wybudowane po 2015 roku stanowiły blisko 10% oferty. W analogicznym okresie 2021 r. było to zaledwie 8%.

Rynek stygnie

Spadek liczby nowych ofert na rynku pierwotnym obserwujemy już od jakiegoś czasu, ale teraz jest on szczególnie wyraźny. Wobec załamania na rynku kredytowym deweloperzy ograniczyli liczbę nowych inwestycji. W 20 największych polskich miastach liczba rozpoczętych budów mieszkań na sprzedaż lub wynajem spadła do poziomu z 2016 r., czyli początku boomu na polskim rynku nieruchomości. Jeśli spojrzeć tylko na 7 największych rynków, spadek liczby mieszkań wprowadzonych przez deweloperów do sprzedaży wyniósł w minionym kwartale aż 46% r/r[1]. W rezultacie w ujęciu rocznym wzrost cen osiągnął wartości dwucyfrowe.

Dużo lepiej sytuacja cenowa wygląda w ostatnich miesiącach. W III kwartale średnie ceny ofertowe mieszkań (z rynku pierwotnego i wtórnego) wystawionych do sprzedaży za pośrednictwem serwisu Otodom wzrosły o 1,5%, w porównaniu do poprzedniego kwartału. To najwolniejszy wzrost cen od blisko dwóch lat – ostatni raz tak małe podwyżki miały miejsce pod koniec 2020 r.

Wolne tempo wzrostu cen wraz z narastającą inflacją sprawiają, że po raz pierwszy od dekady ceny mieszkań w ujęciu realnym, czyli w porównaniu do wzrostu średnich cen towarów i usług, zaczęły spadać. Dlaczego zatem przy hamujących cenach kupujący nie wracają do transakcji?

Kupujący mówią: zaczekam

Zdaniem Katarzyny Kuniewicz, ekspertki rynku mieszkaniowego Otodom w Grupie OLX rynek nie bez powodu hamuje jednocześnie z obu stron.

– Wzrost stóp procentowych i gwałtowne ograniczenie dostępności kredytów sprawiły, że z rynku zniknęła część kupujących, którzy zakupu sfinansować po prostu nie mogą. Ci, którzy na zaciągnięcie kredytu wciąż mogą sobie pozwolić, uważnie obserwują otoczenie, zadając sobie pytanie, czy w warunkach rosnącej nadal inflacji oraz zapowiadanych podwyżek cen energii taki kredyt będą w stanie obsłużyć. Wobec spadku sprzedaży do poziomu sprzed 8-9 lat, dojrzały rynek deweloperski zareagował najbardziej prawidłowo jak mógł – ograniczeniem podaży – komentuje Katarzyna Kuniewicz.
Zdaniem autorów Kwartalnika Mieszkaniowego, w związku ze spadkiem dostępności kredytowej na rynku pozostali przede wszystkim klienci gotówkowi, którzy ze względu na rosnącą inflację chcą zainwestować swoje oszczędności.

– Nie oznacza to jednak, że rynek nieruchomości skurczył się wyłącznie do mieszkań inwestycyjnych. Potrzeba mieszkaniowa Polaków nie znika, odkłada się jedynie w czasie możliwość jej zaspokojenia – dodaje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom.

Czy najem jest rozwiązaniem?

III kwartał jest w Polsce zwyczajowo okresem największej aktywności na rynku najmu, co bezpośrednio wiąże się z cyklem akademickim. Z jednej strony rośnie bowiem liczba ofert, gdy kończący swoją edukację studenci zwalniają użytkowane w mijającym roku akademickim mieszkania, z drugiej – zwiększa się popyt, ponieważ kolejne roczniki poszukują lokali do wynajęcia. W rezultacie rośnie liczba nowych ofert najmu. W tym roku po raz pierwszy w serwisie Otodom ich liczba przekroczyła 40 tys. w kwartale. Równocześnie do 9,7 tys. wzrosła też liczba reaktywacji, czyli ofert, które pojawiły się ponownie.

Dr Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego zauważa, że „wymiana najemców stanowi dla właścicieli mieszkań okazję do rewizji cen. Obecnie wielu z nich testuje, w jakim stopniu może przerzucić na osoby wynajmujące mieszkania rosnące koszty utrzymania lokali oraz rat kredytów hipotecznych, które część z nich zaciągnęła na zakup nieruchomości pod wynajem”.

W efekcie średni czynsz w III kwartale wzrósł o 158 zł w porównaniu do wartości odnotowanej w II kwartale. Był też o 567 zł wyższy niż w momencie rosyjskiej agresji na Ukrainę. To dowodzi, że rynek najmu powoli wychodzi spod presji wywołanej napływem uchodźców z Ukrainy. Mimo tego średni czas wyświetlania oferty w serwisie pozostaje na historycznych minimach ustanowionych w poprzednich miesiącach – od momentu wystawienia mieszkania na wynajem do momentu jego zdjęcia z portalu Otodom mija przeciętnie 17 dni.

– Po okresie pandemii powróciły też tzw. plebiscyty oznaczające, że właściciel mieszkania wybiera z osób odpowiadających na ogłoszenie te, które w największym stopniu spełniają jego oczekiwania. Widać więc wyraźnie, że to właściciele mieszkań dyktują warunki na rynku najmu, a wynajmujący muszą je zaakceptować, w przeciwnym razie pozostaną bez mieszkania – dodaje dr Czerniak.
W tych warunkach również najem dla wielu osób staje się luksusem.

Większa dostępność finansowa mieszkań w Polsce – czy to w ogóle możliwe?

Rynek mieszkaniowy jest jednym z bardziej złożonych i wielowymiarowych rynków znanych w ekonomii. Mieszkania tylko zaspokajają najbardziej pierwotną potrzebę człowieka posiadania dachu nad głową, ale są równocześnie dobrami inwestycyjnymi. Mogą przynosić comiesięczny dochód, chronić majątek przed inflacją lub stanowić zabezpieczenie hipoteczne. Żaden inny towar czy usługa nie pełnią tak wielu funkcji. Żaden inny nie jest również tak silnie osadzony w otoczeniu gospodarczym, społecznym i politycznym.

Zdaniem autorów Kwartalnika Mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight rynek ten działa w naszym kraju wysoce nieefektywnie i jest to pochodna bardzo wielu czynników, które determinują niedostępność finansową mieszkań – szczególnie w grupie najmłodszych potencjalnych nabywców.

Jakie są jej powody? Czy państwo dysponuje odpowiednimi narzędziami oddziaływania na rynek mieszkaniowy? Jak zwiększyć efektywność wykorzystania już istniejącego zasobu lokalowego? Więcej o polskiej „ścieżce” kapitalizmu mieszkaniowego oraz zaletach i wadach rozwiązań wdrożonych w innych krajach europejskich w najnowszym raporcie poświęconym modelom kapitalizmu mieszkaniowego, z którym można się już zapoznać.

1 Źródło: Otodom Analytics

Grupa Muszkieterów rośnie o 750 mln złotych i blisko 12 proc. rok do roku po trzech kwartałach, osiągając blisko 7,2 mld złotych obrotów

W okresie od stycznia do września br. Grupa Muszkieterów, zarządzająca sieciami Intermarché i Bricomarché wraz ze stacjami paliw, zanotowała obroty na poziomie ponad 7,16 mld złotych. Wypracowane po trzech kwartałach obroty są potwierdzeniem trwałego powrotu na ścieżkę rozwoju. W ostatnim czasie nastąpiły również zmiany personalne w Grupie. Prezesem zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché została Iwona Pawelczyk, właścicielka sklepu Intermarché w Zduńskiej Woli, zaś prezesem zarządu Logistyki – Jerzy Piotrowski, prowadzący sklep Intermarché w Bochni.

Z miesiąca na miesiąc coraz intensywniej się rozwijamy i potwierdzamy tym samym wolę dalszej ekspansji na polskim rynku supermarketów spożywczych i typu „dom i ogród”. Osiągnięte po trzech kwartałach roku obroty w kwocie blisko 7,2 mld złotych są dla nas mocną podstawą i bardzo solidnym wynikiem. Jednocześnie utrzymanie dynamiki obrotów jest dobrym prognostykiem na przyszłość i utwierdza nas w przekonaniu, że z końcem roku nasza Grupa może być bardzo blisko progu 10 mld złotych mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce. W najbliższym czasie będziemy stawiać m.in. na przyłączenia, zarówno w Intermarché, jak i w Bricomarché, dając tym samym przedsiębiorcom prowadzącym własne placówki handlowe możliwość dołączenia do ambitnych i dobrze rozwijających się szyldów. Proponujemy im przyłączenia zarówno pojedynczych sklepów, jak i całych sieci. Współpraca z nami zapewnia im dodatkowe, atrakcyjne korzyści w wielu obszarach, takich jak zaopatrzenie w stałe gamy produktów, marki własne, dostęp do nowoczesnych rozwiązań czy specjalne promocje, dlatego mamy nadzieję, że będą chętnie korzystać z tej możliwości dodaje.

Intermarché z planem osiągnięcia 5. miejsca wśród sieci FMCG do 2026 roku

Supermarkety spożywcze Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, zamknęły okres trzech kwartałów br. z obrotami w wysokości ok. 4,41 mld złotych, rosnąc o blisko 13 proc. i ponad 500 mln złotych rok do roku. Po zakończonej z sukcesem transformacji sieć przyspiesza tempo rozwoju i planuje ekspansję w nowym formacie – proximity, nad którym prace trwają. Ma on m.in. pomóc Intermarché w osiągnięciu 5. miejsca wśród sieci FMCG w Polsce do 2026 roku. Proximity to format sklepu miejskiego i podmiejskiego skierowany do miast satelickich wokół aglomeracji oraz mniejszych ośrodków, w których ograniczony został potencjał dla dużych konceptów handlowych. Sklepy o powierzchni ok. 500-600 mkw. w nowej odsłonie będą odpowiedzią na zmiany zachowań klientów, jak również wzmocnieniem obecności Intermarché w nowym, perspektywicznym segmencie na polskim rynku. Pilotaż, który pozwoli przetestować format i zebrać opinie na jego temat, planowany jest na początek 2023 roku.

Intermarché pracuje także nad stałym poszerzaniem oferty e-commerce. Regularnie wzrasta liczba placówek sieci oferujących rozwiązanie Drive, dające klientom możliwość odbioru produktów zamówionych online w specjalnie wyznaczonej do tego przysklepowej strefie. Ponadto na 2023 rok planowana jest szeroka modernizacja zarówno strony internetowej, jak i programu lojalnościowego Intermarché.

Bricomarché dąży do zajęcia 3. miejsca na rynku DIY w ciągu kolejnych 4 lat

Po pierwszych dziewięciu miesiącach br. sieć supermarketów z kategorii „dom i ogród” Bricomarché wypracowała obroty na poziomie 2,75 mld złotych. Długoterminową ambicją sieci jest zajęcie 3. miejsca na rynku DIY w Polsce, w czym pomóc ma m.in. nowy koncept sklepów. Bricomarché stawia na rozwiązanie, które opiera się na nowo zaprojektowanym układzie sklepu z wyraźną ścieżką klienta, co ułatwia zapoznanie się z pełną ofertą produktową w jak najwygodniejszy sposób. Nowy koncept to nie tylko inny layout, ale również odświeżony wygląd, a jego głównym wyróżnikiem jest ścieżka odpowiadająca cyklowi życia projektu remontowego. W nowej odsłonie będą otwierane wszystkie placówki spod szyldu Bricomarché na polskim rynku.

Nowe formy współpracy z przedsiębiorcami rozwijane są również w Bricomarché. Do sieci dołączą wkrótce trzy sklepy w ramach przyłączeń. Dwa z nich zostaną otwarte na nowo pod szyldem Bricomarché, zaś trzeci działać będzie jako placówka partnerska. Dodatkowo sieć nie zapomina o kanale e-commerce, stale rozwijając Bricomaty, czyli autorskie boksy do odbioru zamówień internetowych, czy swoją aplikację mobilną, z poziomu której już wkrótce będzie można robić zakupy.

Zmiany personalne w Grupie Muszkieterów

Wśród Muszkieterów nastąpiły w ostatnim czasie ważne zmiany personalne. Prezesem zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché została Iwona Pawelczyk, właścicielka sklepu Intermarché w Zduńskiej Woli. Zastępuje ona tym samym Thierry’ego Klupczynskiego, właściciela Intermarché w Gdańsku, który dotychczas pełnił tę funkcję.

Bardzo cieszę się z powierzonej mi roli i pokładanego we mnie zaufania. Zależy mi na wzmocnieniu zespołu Dyrekcji Handlowej Intermarché, by wspólnie kontynuować rozpoczęte przez mojego poprzednika działania, ale także, by przyspieszyć realizację głównych priorytetów sieci. Są wśród nich m.in. rozwój niskokosztowego modelu biznesowego, dbanie o atrakcyjne ceny czy nacisk na wyróżniające naszą markę produkty świeże w ofercie. Razem z zespołem zadbamy o to, by stale zbliżać się do osiągnięcia celów Intermarché mówi Iwona Pawelczyk, prezes zarządu Dyrekcji Handlowej Intermarché w Polsce.

Zmiany zaszły również w strukturach zarządu Logistyki Grupy Muszkieterów. Na stanowisku prezesa zarządu Logistyki dotychczasowego prezesa, czyli Jacka Bergera, właściciela sklepu Intermarché w Starym Mieście koło Konina, zastępuje Jerzy Piotrowski, prowadzący sklep Intermarché w Bochni.

To zaszczyt objąć stanowisko prezesa Logistyki Grupy Muszkieterów, części naszego biznesu, która zwłaszcza w obecnej sytuacji jest szczególnie ważna. Dobra jakość obsługi logistycznej zapewnia wsparcie wszystkim sklepom działającym pod naszymi szyldami. W kolejnych miesiącach kluczowe dla mnie będzie przyspieszenie transformacji logistycznej, która jest niezbędna w kontekście prowadzonej przez nas polityki efektywnych dostaw i ograniczenia kosztów mówi Jerzy Piotrowski, prezes zarządu Logistyki Grupy Muszkieterów w Polsce.

Nowo objęte funkcje pełnią byli pracownicy Grupy, którzy jednocześnie są jej franczyzobiorcami, co jest wyróżnikiem unikalnego modelu Muszkieterów. Koncept franczyzowy Grupy opiera się na zasadzie współzależności, a właściciele sklepów Intermarché i Bricomarché decydują nie tylko o kierunkach rozwoju własnych biznesów, ale również całej organizacji, zasiadając w jej strukturach centralnych.

Portal z fotomodelkami i dla fotomodelek

Poznaj portal z fotomodelkami – strona Agencji Infernal powstała, aby profesjonalnie wspierać aspirujące kandydatki (i kandydatów) do pracy w modelingu, a zarazem ułatwiać klientom szybki i skuteczny angaż do projektów biznesowych, eventowych czy artystycznych. Przekonaj się, że wizyta na tym jednym portalu ułatwi zakontraktowanie fotomodelki lub stanie się przepustką do większej kariery.

Współpraca na każdym kluczowym polu

Podstawową zaletą portalu fotomodelek Infernal jest fakt, że w jednym miejscu funkcjonuje baza osób wyspecjalizowanych nie tylko w dziedzinie modelingu. Warszawska firma działa jako agencja:

  • statystów, aktorów i epizodystów,
  • hostess i modelek na pokazy mody czy sesje zdjęciowe,
  • hostess, tancerzy czy modelek na eventy.

Niezależnie od tego, w jakim obszarze potrzebujesz zewnętrznego wsparcia, możesz liczyć na pełne zaangażowanie profesjonalnego zespołu budowanego od ponad 10 lat. Dzięki wysokim standardom marka jest w stanie zapewnić niezbędne wsparcie na wszelkiego rodzaju planach zdjęciowych, eventach branżowych i firmowych czy wydarzeniach artystycznych i biznesowych.

Zapomnij o żmudnych castingach i konieczności przesłuchiwania dziesiątek kandydatów, skoro Twoje potrzeby są skonkretyzowane i priorytetowe. Zajrzyj na jeden portal z fotomodelkami, aktorkami czy hostessami i porównaj dostępne kandydatki (i kandydatów!). Wystarczy chwila spędzona na stronie internetowej profesjonalnej agencji, aby zyskać dobry przegląd możliwości nie tylko w Warszawie, ale również w innych miejscowościach w Polsce. Niektóre kandydatki i kandydaci są skłonni nawet do zagranicznych wyjazdów, np. na międzynarodowe targi, plany zdjęciowe czy pokazy.

Informacje w bazie modelek

Jak przystało na profesjonalny portal z fotomodelkami, informacje na ich temat są podane w bardzo czytelny i łatwo dostępny sposób. Zaledwie w kilka chwil łatwo dotrzesz do danych na temat:

  • imienia,
  • roku urodzenia,
  • wzrostu,
  • wagi,
  • wymiarów biustu, klatki piersiowej, talii, bioder,
  • rozmiaru odzieży i obuwia,
  • koloru oczu i włosów.

Na potwierdzenie tych informacji agencja zamieszcza fotografie, które pozwalają na pełną ocenę wyglądu fotomodelek na portalu, a także tancerek, hostess, aktorek czy statystek.

Realizacje agencji – potwierdzenie jakości

Kolejnym powodem, dla którego warto zajrzeć na stronę portalu z fotomodelkami, hostessami czy aktorkami https://www.agencjainfernal.pl/, jest zakładka referencji, w której umieszczone zostały najważniejsze współprace agencji w ostatnich miesiącach i latach.

Na liście realizacji znajdują się:

  • akcje promocyjne,
  • bankiety,
  • eventy,
  • gale,
  • konferencje,
  • plany zdjęciowe,
  • pokazy mody,
  • przedstawienia,
  • sesje zdjęciowe,

Film korporacyjny? Sesja firmowa? Śniadanie prasowe? Niestandardowa akcja promocyjna? Infernal ułatwia znalezienie odpowiednich uczestników dowolnych wydarzeń o charakterze biznesowym czy artystycznym.

Wszystkie informacje na portalu z fotomodelkami

Portal z fotomodelkami i dla fotomodelekNa stronie Agencji Infernal znajdziesz wspomnianą już bazę fotomodelek, hostess czy statystek, ale również pokaźną listę referencji i realizacji. To nie wszystko, bo w tym samym miejscu można poznać zespół będący trzonem agencji oraz więcej praktycznych informacji.

Każdy może również sprawdzić, jak wygląda pierwszy etap castingu. Mówiąc krótko, polega on na wypełnieniu szczegółowego formularza, a także załączeniu fotografii według wskazówek i wytycznych. Firma jest zainteresowana czymś więcej niż tylko wagą, wzrostem czy wymiarami ciała. Agencja zbiera informacje m.in. na temat dotychczasowych doświadczeń z podobnymi zleceniami, zainteresowań, znaków szczególnych czy znajomości języków obcych. Bardzo ważne jest również określenie, na jakim obszarze chce się podejmować współpracę. Czy będzie to jedynie okolica zamieszkania? A może cała Polska, w tym największe miasta? Tu wszystko zależy od indywidualnych preferencji i możliwości, dlatego klienci mogą znaleźć ciekawe kandydatury w swojej najbliższej okolicy, bez generowania kolejnych kosztów.

Podsumowując – opłaca się zaglądać na portal z fotomodelkami, hostessami czy statystkami, które mogą być nieocenionym wsparciem w Twoim wydarzeniu lub projekcie.

Nowa inwestycja JR HOLDING – 1,5 mln zł dla MINDENTO

Firma inwestycyjna JR HOLDING ASI S.A. podpisała umowę inwestycyjną z MINDENTO Sp. z o.o., na mocy której obejmie 11,1% udziałów w spółce za kwotę 1,5 mln zł. MINDENTO jest właścicielem rozwiązania automatyzującego procesy „Travel & Expense”.

„Podpisana dzisiaj umowa oznacza dołączenie nowego znaczącego inwestora do Spółki, co pozwoli  na intensyfikację rozwoju MINDENTO. Zaangażowanie JRH jest dla nas szczególnie cenne, gdyż otwiera drzwi do ekosystemu dostawców i odbiorców B2B, którego uczestnicy są naturalnym miejscem rozwoju naszej działalności. Środki pozyskane dzięki inwestycji JRH zamierzamy przeznaczyć przede wszystkim na dalszą ekspansję zagraniczną oraz integrację aplikacji z systemami kart płatniczych.” – deklaruje Jarosław Tkaczyk, Prezes MINDENTO.

MINDENTO jest pierwszą firmą Europy Środkowej, która zmienia sposób zarządzania podróżami służbowymi i wydatkami pracowników. Ideą Spółki było stworzenie rozwiązania w pełni elektronicznego, automatyzującego procesy „Travel & Expense” i przynoszącego realne oszczędności, a tym samym „twarde” korzyści. MINDENTO osiągnęła to kierując się od samego początku możliwościami jakie daje digitalizacja i automatyzacja, stosując jednocześnie podejście end-to-end/all-in-one.

Spółka korzysta z rozwiniętych technologicznie systemów rezerwacyjnych integrując je z operatorami płatności i systemami finansowo-księgowymi oraz kadrowymi. Rozwiązanie MINDENTO zawiera algorytmy automatyzujące zadania na każdym etapie, dostarczając oszczędność czasu osobom podróżującym, ich managerom oraz zespołom finansowym.

Dodatkową korzyścią jest redukcja kosztów podróży dzięki atrakcyjnym cenom noclegów, połączeń i wynajmu aut w marketplace oraz niskim kosztom obsługi. Aplikacja jest zintegrowana z wiodącymi systemami ERP. Rozwiązanie MINDENTO uzupełnione jest wsparciem agencyjnym business-travel. Od czasu wejścia na rynek Spółka pozyskała grupę stałych klientów, przetrwała trudny okres wywołany COVID-19, a w bieżącym roku pozyskała pierwszych klientów zagranicznych.

„MINDENTO to kolejna spółka z sektora digital business, która dołącza do portfela JRH. Jestem przekonany, że posiadane innowacyjne rozwiązanie znajdzie szerokie zastosowanie u klientów. Jednocześnie spółka wzbogaca nasz portfel inwestycji, w którym coraz częściej pojawiają się synergie pomiędzy poszczególnymi przedsiębiorcami, co pomaga nam wspierać spółki nie tylko kapitałem, ale również dzięki współpracy między spółkami portfelowymi JRH.” – podsumował January Ciszewski, Prezes JR HOLDING.

Stacje ładowania „elektryków” na celowniku hakerów

  • Firmy motoryzacyjne stale zwiększają produkcję nowych pojazdów elektrycznych, jednak branża nie robi wystarczająco dużo, aby poradzić sobie z problemami związanymi z cyberbezpieczeństwem urządzeń IoT
  • Ładując pojazd, nie tylko dostarczamy mu prądu, ale również następuje wymiana danych między pojazdem a hubem EV. Stacje ładowania są z kolei połączone z Internetem i, jak każde inne urządzenie IoT, są podatne na działania cyberprzestępców
  • Potencjalne ataki to zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkownika i pojazdów elektrycznych.

Niemal na całym świecie rośnie zainteresowanie samochodami elektrycznymi i ekologicznymi formami transportu. Trend ten może być jednak wykorzystany przez hakerów – zauważają analitycy Check Point Software. Ładowarki samochodowe, podobnie jak inne urządzenia IoT, mogą zostać zaatakowane, powodując paraliż w transporcie, straty operatorów stacji ładowania, ale nawet spowodować zagrożenie ludzkiego życia.

Rządy na całym świecie naciskają na przejście do bardziej ekologicznych technologii w celu przeciwdziałania zmianom klimatu i zmniejszenia ich uzależnienia od węglowodorów. Norwegia zbudowała sieć 17 000 punktów ładowania , podczas gdy Departament Transportu USA ogłosił niedawno plan stworzenia nowych sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych o wartości 5 miliardów dolarów. W Polsce pod koniec sierpnia 2022 r. było niecałe 2500 stacji ładowania. Ich liczba – patrząc na sieć norweską – nie imponuje, jednak na przestrzeni ostatnich 24 miesięcy ich liczba wzrosła o 1000 sztuk. Firmy motoryzacyjne stale zwiększają produkcję nowych pojazdów elektrycznych, jednak branża nie robi wystarczająco dużo, aby poradzić sobie z problemami związanymi z cyberbezpieczeństwem urządzeń IoT – apeluje firma Check Point Software Technologies.

Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce
Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce

Zmiany klimatyczne i potrzeba zmniejszenia naszej zależności od ropy naftowej podkreślają konieczność przejścia do bardziej ekologicznych form transportu. Obawy o cyberbezpieczeństwo mogą być kolejną przeszkodą dla przyszłego rozwoju rynku pojazdów elektrycznych, dlatego ważne jest, aby branża poważnie potraktowała zagrożenie – zauważa Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Cyberprzestępcy nie tracą czasu i opracowują nowe, coraz bardziej wyrafinowane ataki. Check Point Research poinformował niedawno o globalnym wzroście liczby ataków ransomware o 59%. Dane tej samej grupy badawczej mówią również o przeszło 1250 atakach na pojedynczą organizację w Polsce. I to co tydzień! Zagrożenia dla firm i użytkowników indywidualnych są zatem realne, a z pewnością nie minie dużo czasu zanim zauważony zostanie potencjał wykorzystania stacji ładowania pojazdów elektrycznych.

Skąd jednak zagrożenie dla systemów ładujących i, w konsekwencji, samochodów? Ładując pojazd, nie tylko dostarczamy mu prądu, ale również następuje wymiana danych między pojazdem a hubem EV. Stacje ładowania są z kolei połączone z Internetem i, jak każde inne urządzenie IoT, są podatne na działania cyberprzestępców. Eksperci Check Point Software wymieniają kilka możliwych konsekwencji udanego ataku na stacje ładowania:

  • Zagrożenie dla bezpieczeństwa użytkownika: Teoretycznie, poprzez punkt ładowania pojazdów elektrycznych, haker może uzyskać dostęp do systemu zarządzania silnikiem pojazdu i albo narazić na szwank bezpieczeństwo, wydajność lub całkowicie wyłączyć pojazd. Wyobraźmy sobie, że pojazdem, o którym mowa, jest karetka pogotowia, której opóźnienia mogą stanowić zagrożenie dla życia.
  • Awarie sieci ładowania pojazdów elektrycznych: Hakerzy mogą z powodzenie zniszczyć całą sieć ładowania, wykorzystując tylko jedną lukę w jednym urządzeniu. Może to skutkować utratą przychodów operatora, a także zakłóceniami w transporcie
  • Straty komercyjne: oprócz zamknięcia sieci hubów pojazdów elektrycznych hakerzy mogli uzyskać dostęp do oprogramowania zarządzającego i „zrzucić” oprogramowanie ransomware, co w konsekwencji spowoduje szkody finansowe oraz wpłynie na reputację operatora ładowarek. Jednocześnie wiele flot komercyjnych przechodzi na energię elektryczną, a haker mógłby wyłączyć cały proces dostawy ze swojego laptopa.
  • Systemy płatności: hakerzy mogą również zagrozić również systemowi płatności w węźle pojazdów elektrycznych, prowadząc do strat finansowych dla kierowcy lub operatora sieci.

– Niezabezpieczone urządzenia ładujące są otwartymi drzwiami dla coraz bardziej wyrafinowanych cyberprzestępców. Istnieją jednak rozwiązania bezpieczeństwa IoT, które mogą zapobiegać również takim atakom – zapewnia ekspert Check Pointa.

Dzięki interwencji Rzecznika MŚP, przedsiębiorca nie musi płacić milionowej kary za przekazanie opon na cele proekologiczne

Przekazanie opon fundacji celem umocnienia brzegu nie oznacza, że mamy do czynienia z nielegalnym składowaniem odpadów orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w wyroku z dnia 12 października 2022 r. II SA/Bk 447/22, po skutecznej interwencji Rzecznika MŚP.

W dniu 12 października 2022 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku wyrokiem w sprawie  o sygn. II SA/Bk 447/22, do której Rzecznik MŚP przystąpił w obronie praw suwalskiego mikroprzedsiębiorcy z branży wulkanizacyjnej, uchylił w całości decyzję Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Białymstoku utrzymującą w mocy decyzję Marszałka Województwa Podlaskiego w przedmiocie wymierzenia opłaty z tytułu pozbycia się odpadów, zaległości w opłacie za korzystanie ze środowiska na terenie nieruchomości położonej w obrębie Wigierskiego Parku Narodowego w latach 2018-2020.

Departament Ochrony Środowiska Podlaskiego Urzędu nałożyły na przedsiębiorcę w grudniu 2021 r. podwyższoną karę za korzystanie ze środowiska z tytułu przekazania w 2018 r. nieuprawnionemu podmiotowi – fundacji opon na realizację celów proekologicznych. Łącznie naliczona opłata na dzień wyrokowania wynosiła prawie 1,384 mln zł (wraz z odsetkami doliczanymi codziennie w kwocie ponad 510 zł).

To przełomowy wyrok korzystny dla przedsiębiorcy, a także przełamanie ukształtowanej dotychczas sądowej linii orzeczniczej, w zakresie stosowania instrumentu sankcyjnego z art. 293 ust. 4 ustawy prawo ochrony środowiska, z pominięciem oceny okoliczności sprawy pod kątem ewentualnego spowodowania pogorszenia stanu środowiska czy też realnego zagrożenia wystąpienia takiego pogorszenia, a jego stosowanie, w kontekście szczególnej dolegliwości sankcji, powinno uwzględniać również wykładnię systemową i celowościową, a nie tylko literalną ww. przepisu. W ustnych motywach orzeczenia Sąd wskazał, że zarówno Urząd Marszałkowski, jak i SKO w Białymstoku nie wyjaśniły: „co się rzeczywiście stało, kto za ten stan odpowiada i za co ma być nałożona sankcja.” „W państwie prawa taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, że to samo zdarzenie jest raz oceniane przez te same organy w sposób inny, niż pierwotnie miało to miejsce”.

Rzecznik MŚP swoim udziałem w tak kontrowersyjnej sprawie po raz kolejny przyczynia się do kształtowania korzystnej linii orzeczniczej dla przedsiębiorców, którzy mieli odwagę podjąć się inicjatyw odzysku opon poprzez ich alternatywny wykorzystanie jako budulec również do celów proekologicznych, by stworzyć ogród permakulturowy. Rzecznik MŚP podkreśla, że zastosowanie opon wbrew pierwotnemu przeznaczeniu jest znane od dawna, m.in. jako odboje w przystaniach, czy torach wyścigowych, gokartowych, ale także na placach zabaw, czy w ogrodach. Tym samym uznaniowy charakter stosowania instrumentu sankcyjnego w postaci naliczania opłaty za korzystanie ze środowiska bez dokładanego wyjaśnienia okoliczności danej sprawy czy mamy do czynienia z odzyskiem odpadów, czy też z ich składowaniem, nie jest do zaakceptowania. Podkreślenia wymaga fakt, że interwencja okazała się skuteczna, a WSA w Białymstoku zgodnie ze stanowiskiem prezentowanym przez zespół Rzecznika MŚP OT Białystok, uchylił sprzeczne rozstrzygnięcia SKO i Urzędu Marszałkowskiego. Sprawa wraca do ponownego rozpatrzenia. „Mam nadzieję, że tym razem urzędnicy wezmą pod uwagę zasady Konstytucji dla Biznesu, zaczną się kierować zdrowym rozsądkiem i odpowiedzialnością i zakończą sprawę pozytywnie dla przedsiębiorcy” – mówi Adam Abramowicz.

Jak wygląda przyszłość rekrutacji? Najważniejsze trendy na rynku pracy

Antal, podczas Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) opublikował najnowszy raport “Trendy Rekrutacyjne 2022”. Wynika z niego, że aż 78% badanych osób odpowiedzialnych za zarządzanie kapitałem ludzkim ocenia, że w przyszłości więcej niż 10% procesów rekrutacyjnych będzie realizowanych w metawersum.

Zarządy coraz częściej zastanawiają się, czy i jak uwzględnić w swojej strategii możliwości stwarzane przez metawersum. Dodatkowo, coraz więcej projektów opiera się na współpracy w ramach contractingu – nie tylko w branży IT, ale i SSC/BPO, produkcji czy administracji. Wzrasta też zainteresowanie usługą recruitment process outsourcing, pozwalającą na pełną opiekę firmy zewnętrznej nad prowadzonymi rekrutacjami. Jak wyglądają inne trendy na rynku?

Metarekrutacje – najbliższy trend czy daleka przyszłość?

Prawierespondentów uważa, że metawersum będzie odgrywać znaczącą rolę w rekrutacji, a prawie 40% widzi w wirtualnej rzeczywistości potencjał, jednocześnie podkreślając, że ich zdaniem nie będzie to wszechobecne zjawisko. Tylko 15% jest zdecydowanie przekonana, że wirtualna rzeczywistość nie ma zastosowania w rekrutacji.Grafika 1

O tym, że metawersum będzie odgrywać znaczącą rolę w rekrutacji, przekonanych jest najwięcej pracowników agencji reklamowych i PR (58%) oraz FMCG (51%). 58% reprezentantów kancelarii prawnych zdecydowanie opowiada się za tym, że metawersum nie ma zastosowania w rekrutacji. Więcej barier niż możliwości zauważają pracownicy energetyki, paliwa i wydobycia (43%) oraz transportu, spedycji i logistyki (44%).

Dojście do miejsca, w którym aktualnie znajduje się branża HR, trwało ponad dekadę. W ciągu najbliższych 10 lat będziemy świadkami dalszego rozwoju nowych technologii w HR. W ten sposób napędza się metawszechświat jednocześnie tworząc nowe potrzeby rekrutacyjne. Już teraz większość działów odpowiedzialnych za obszar kapitału ludzkiego w firmach korzysta aktywnie z dostępnych technologii. To przekłada się też na znaczne przyspieszenie oraz skrócenie prowadzonych procesów. Firmy szukają sposobu na optymalizację działań przy jednoczesnym zwiększaniu współczynnika sukcesu i pozostaniu konkurencyjnym na rynku pracy – komentuje Artur Skiba, Prezes Zarządu Antal.

Realia rozmów kwalifikacyjnych

Najczęściej długość procesu rekrutacyjnego wynosi około 4 tygodni. Średnio najdłużej trwają takie procesy w branży produkcyjnej, FMCG, bankowości, ubezpieczeniach i instytucji finansowych oraz w kancelariach prawnych. Natomiast najkrótsze są procesy rekrutacyjne w agencjach reklamowych i PR oraz w branży energetycznej – od 3 tygodni do miesiąca. Grafika 2

Prowadzący procesy rekrutacyjne w odpowiedzi na pytanie, który z elementów projektu rekrutacyjnego na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie trwa najdłużej, wskazują najczęściej oczekiwanie na spłynięcie ofert od kandydatów – odpowiedziała tak prawie ⅓ respondentów. Najczęściej prowadzącymi takie procesy, bo w przypadku aż 66% badanych, w pierwszym spotkaniu bierze udział HR. Prawie połowa respondentów wskazuje, że w ich organizacji w procesie tym bierze udział również bezpośredni przełożony.

Na dynamicznie zmieniającym się rynku pracy istotną rolę odgrywa także czas trwania procesu rekrutacyjnego. Średnia długość projektu od zgłoszenia zapotrzebowania na wakat w organizacji do zatrudnienia specjalisty lub menedżera to cztery tygodnie. Z perspektywy kandydata, który w obecnych realiach aktywnie szuka pracy, często ten czas jest zbyt długi. Okazuje się, że dzisiaj na rynku wygrywa ten, kto sprawnie i możliwie najszybciej przeprowadzi rekrutację. A konkurencja wciąż jest duża i kandydaci mogą wybierać w ofertach – mówi Aleksandra Jędrzejczyk, Senior Consultant, Antal SSC/BPO.

Niezbędny wachlarz narzędzi rekrutera

Najczęściej wykorzystywanymi podczas rekrutacji metodami są: testy wiedzy technicznej (55% badanych), testy wiedzy językowej – 44% oraz rozwiązywanie zadań biznesowych – 40%. Najrzadziej jest stosowana grywalizacja.Grafika 3

Testy wiedzy technicznej oraz językowej to najczęściej stosowane metody wykorzystywane podczas procesów rekrutacyjnych wśród pracowników branż takich jak: agencje reklamowe i PR, bankowość, ubezpieczenia, instytucje finansowe, farmacja, sprzęt medyczny oraz FMCG. Znaczna część badanych (co najmniej 44%) wskazuje również na rozwiązywanie case’ów biznesowych. 42% respondentów reprezentujących handel detaliczny zauważa, że w ich organizacjach tak samo jak test wiedzy technicznej istotna jest analiza profilu kandydata w sieci.

Proces rekrutacyjny składa się nie tylko z rozmowy między pracodawcą a kandydatem poszukującym zatrudnienia. Często jest on wspomagany wykorzystaniem dodatkowych narzędzi. Kandydaci ubiegający się o pracę w sektorze IT a także bankowości, ubezpieczeniach i instytucjach finansowych mogą spotkać się w trakcie rekrutacji z wymogiem przeprowadzenia testów wiedzy technicznej. Osoby znające języki obce, szukające zatrudnienia w firmach z sektora SSC/BPO, poddawane są testom weryfikującym poziom znajomości danego języka. Ponadto osoby ubiegające się o pracę w obszarze bankowości, ubezpieczeń i instytucji finansowych oraz chcących pracować w sektorze FMCG często muszą zmierzyć się z rozwiązaniem przykładowego case’u biznesowego. Wyniki powyższych zadań zdecydowanie ułatwiają podjęcie decyzji o zatrudnieniu bądź odrzuceniu danego kandydata – komentuje Ilona Wróbel, Team Manager & ReX Leader, Antal SSC/BPO.

Praca hybrydowa w nowej rzeczywistości

O ile przed pandemią aż 76% organizacji zatrudniało osoby pracujące wyłącznie stacjonarnie, o tyle przyjęcie takiej samej strategii zatrudniania w przyszłości deklaruje zaledwie 24% organizacji przebadanych przez Colliers. W związku z tą znaczącą zmianą na rynku pracy dostrzegamy nowe zjawiska – zmieniają się oczekiwania pracowników względem pracodawcy oraz sposób kształtowania przestrzeni biurowych, które dziś muszą odpowiadać potrzebom hybrydowych pracowników. Raport Colliers „Hybrid and Beyond”, opracowany z partnerami HRK S.A. i Well.hr, pokazuje najważniejsze aspekty wdrażania pracy hybrydowej w firmach funkcjonujących na polskim rynku[1].

Hybryda przeważa

Niektóre firmy jeszcze przed pandemią stosowały hybrydowy model pracy, umożliwiając pracownikom zdalną łączność, elastyczne godziny pracy czy elektroniczny obieg dokumentów. Pandemia wymusiła wprowadzenie tego modelu również w organizacjach, które wcześniej pracowały wyłącznie z biura.

Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define
Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define

– Dziś nieliczne firmy pracują wyłącznie w trybie stacjonarnym lub w pełni zdalnym. Badania pokazują, że do tej pory aż 89% organizacji wdrożyło hybrydowy model pracy. Większość pracowników tych przedsiębiorstw działa w trybie pracy zdalnej w zakresie dwa-trzy dni w tygodniu, 24% pracowników pracuje głównie z biura, a 18% –wykonuje pracę w trybie, w którym przeważa praca zdalna. Jednocześnie 21% badanych przedsiębiorstw planuje w przyszłości zwiększenie zakresu pracy realizowanej z biura – mówi Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define.

Nowa strategia zatrudnienia

Tendencje na rynku pracy wskazują, że miejsce wykonywania obowiązków zawodowych przestaje być czynnikiem warunkującym zatrudnienie. Jak wynika z raportu Colliers, w dłuższej perspektywie czasowej 33% firm zamierza zatrudniać pracowników zdalnych, mieszkających w niedalekiej odległości od biura, a 34% deklaruje chęć zrekrutowania pracowników pracujących zdalnie z dowolnego miejsca w Polsce. Mimo globalnego otwierania się rynku pracy najmniej popularną strategią, której wdrożenie planuje tylko 10% badanych organizacji, jest zatrudnianie osób pracujących z dowolnego miejsca na świecie.

– Pandemia COVID-19 w bardzo dużym stopniu wpłynęła na sposób, w jaki pracodawcy poszukują pracowników. Otworzyli się na kandydatów, którzy są chętni pokonywać znaczne odległości, aby pracować z siedziby firmy np. dwa razy w tygodniu. Decyzje rekrutacyjne podejmowane są obecnie w oparciu o poszukiwanie innych niż przed pandemią umiejętności i predyspozycji. Od pracowników oczekuje się dziś posiadania kompetencji cyfrowych, pozwalających sprawnie obsługiwać urządzenia i systemy stosowane w organizacji – twierdzi Piotr Mazurkiewicz, Managing Partner HRK S.A.

Pracownicy coraz bardziej wymagający

Okazuje się, że organizacje przyzwyczajają się do nowej wizji pracy i zauważają, że model hybrydowy to dla wielu poszukujących zatrudnienia „must have” w opisie oferty. W ramach hybrydowego modelu pracy co piąta organizacja planuje jednak przejść na pracę w większym stopniu zlokalizowaną w biurze. Dlaczego?

Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define
Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define

Już dziś 71% badanych organizacji deklaruje, że zachęca pracowników do pracy z biura w większym zakresie czasu niż dotychczas lub zacznie to robić w najbliższej przyszłości. Może to świadczyć o rosnącej świadomości, że z perspektywy potrzeb biznesu takie aspekty, jak wzajemny kontakt pracowników w biurze, wymiana informacji czy budowanie przywiązania do marki, są szczególnie istotne – tłumaczy Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define.

Nie jest to jednak łatwe zadanie – nawet częściowy powrót do biur to wciąż żywy temat dyskusji wśród pracowników.

– Okazuje się, że 66% organizacji zachęcających pracowników do powrotu do biura napotyka na opór, bo pracownicy „zadomowili się” w systemie pracy zdalnej. Cenią sobie domową ciszę i brak czynników rozpraszających. Tłumaczą, że ten tryb pozytywnie wpływa na ich indywidualną wydajność oraz równowagę między życiem zawodowym i prywatnym. Przedsiębiorstwa stosują więc różnego rodzaju motywatory zachęcające do pojawiania się w biurze. Jednak dziś „owocowe piątki” lub „wtorkowe pizze” nie wystarczą. To raczej dzięki zapewnieniu możliwości bezpośredniego kontaktu ze współpracownikami, w warunkach dostosowanych do potrzeb wynikających ze stylu pracy konkretnych pracowników, organizacje są w stanie stworzyć przestrzeń, która może konkurować z domowym biurem i zachęci pracowników do pokonania często czasochłonnej drogi do biura – dodaje Dorota Osiecka.

Praca z domu preferowana przez pracowników niesie za sobą również zagrożenia.

– Czas zaoszczędzony na dojazdach do pracy przeznaczamy na wykonywanie obowiązków służbowych, a nierzadko rozciągamy czas pracy do późnych godzin wieczornych i zatracamy balans pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Zwiększa to ryzyko przemęczenia i wypalenia zawodowego. W związku z zaistniałymi zmianami pojawiły się też nowe, nieznane wcześniej zjawiska, takie jak cyfrowy stres i lęk przed odłączeniem, które są efektem zbyt intensywnego i długotrwałego kontaktu z technologiami, a także złej organizacji pracy – mówi Joanna Kotzian, Strateg wellbeing, Współzałożycielka Well.hr.

Biuro na nowo

Upowszechnienie się hybrydowego modelu pracy wymusiło także zmiany w przestrzeni biurowej. Jeszcze w okresie przedpandemicznym w biurach przeważały miejsca do pracy indywidualnej i stanowiły około 70% przestrzeni, a jedynie 30% powierzchni – mniejsze i większe salki do spotkań oraz przestrzenie wspólne – przeznaczano na strefy służące budowaniu relacji między pracownikami. Dziś duży nacisk kładzie się na tworzenie stref sprzyjających pracy wspólnej oraz spontanicznym spotkaniom budującym relacje w zespołach i ich kreatywność. W biurach tworzy się na przykład specjalne team roomy, czyli sale konferencyjne z miejscami do pracy i dostępem do komputera, gdzie pracownicy mogą wspólnie pracować nad danym projektem. Ponadto firmy coraz częściej inwestują w infrastrukturę AV w celu zapewnienia możliwości przeprowadzenia spotkań zarówno w modelu stacjonarnym, jak i hybrydowym. Ponieważ rzadko się zdarza, żeby wszyscy pracownicy przebywali w biurze w tym samym czasie, wiele przedsiębiorstw decyduje się na odejście od biurek przypisanych do konkretnych pracowników i wprowadzenie elastycznych stanowisk pracy. Popularne są również tzw. focus roomy, czyli małe salki, np. w formie mobilnych budek telefonicznych, które są idealnym miejscem do odbywania niewielkich spotkań.

Obecnie organizacje stoją przed wyzwaniem stworzenia przestrzeni, która będzie dla pracownika nie tylko miejscem wykonywania obowiązków służbowych, ale również unikalnym doświadczeniem – doświadczeniem firmy oraz jej kultury organizacyjnej, zespołu, jak i samego miejsca pracy. Mam tu na myśli tzw. social glue – zaznacza Małgorzata Michalczyk, Dyrektor ds. administracji w Colliers.

[1] Eksperci Colliers od lat śledzą zmiany zachodzące w środowisku pracy. W czerwcu i lipcu 2022 roku przeprowadzili badania wśród grupy blisko 150 respondentów reprezentujących obszary HR, Operacji, Finansów, Administracji i Nieruchomości.

Dolar stabilny

Wielu analityków liczyło, że seria danych z USA wyrwie dolara z marazmu. Okazuje się, że jednak nie wydarzyło się to wczoraj. Czwartek przynosi nam natomiast ważniejsze dane. Pytanie, czy one wystarczą.

Inflacja w USA

Wczorajszy odczyt inflacji producenckiej w USA tylko potwierdził, dlaczego wielu analityków traktuje to jako umiarkowanie istotne dane. Jest to oczywiście mniej ważny odczyt niż inflacja konsumencka. W sytuacji jednak gdy niezbyt istotny odczyt znajduje się bardzo blisko oczekiwań, na rynku nie ma fajerwerków. Delikatnie mówiąc, nie było ich wczoraj. To na co jednak warto zwrócić uwagę w USA to fakt, że inflacja producencka jest mocno zbliżona do konsumenckiej. W Europie często jest od niej wyraźnie wyższa. Oznacza to, że rynek w USA nie ma ukrytej bomby w postaci spadającej rentowności, która może skończyć się kolejną falą wzrostu cen dla konsumentów.

Dolar ignoruje minutki

Minutki to zapisy z rozmów członków FOMC, czyli amerykańskiego odpowiednika polskiej Rady Polityki Pieniężnej. Nastroje są tam podobno bardziej przyjacielskie niż u nas. Mniejsze emocje są również jeżeli chodzi o zmiany oczekiwań. Dominujący scenariusz na posiedzenie z początku listopada staje się coraz bardziej prawdopodobny. Patrząc na wycenę kontraktów terminowych, średnia jest w 83% pomiędzy 0,5% a 0,75%. Przy tych szansach podwyżka o 0,75% wydaje się przesądzona. Nie ma to na razie większego wpływu na rynki. Powodem jest fakt, że właśnie pod taki wzrost inwestorzy grają już od dłuższego czasu. Brak niespodzianek to brak większych zmian.

Chile bliskie sercu profesor Tyrowicz

W ostatniej burzy dziejącej się w RPP najmocniejszym echem wybiły się działania nowej członkini mianowanej przez Senat – Joanny Tyrowicz. Oprócz wytknięcia licznych błędów merytorycznych postawiła ona jedną bardzo odważną tezę. Uważa, że do wygrania z inflacją, realne stopy procentowe nie mogą być ujemne. O ile dowody empiryczne z przeszłości temu przeczą, o tyle w historii przeważnie rządy współpracowały z bankami centralnymi, a nie dolewały benzyny do inflacyjnego ognia. Są jednak państwa, które bezwzględnie walczą ze wzrostem cen. W Chile, mimo że inflacja jest obecnie niższa o 3,5 punktu procentowego niż w Polsce, znów rosną stopy. Po wczorajszej decyzji wynoszą one 11,25%, czyli 4,5 punktu procentowego więcej niż w Polsce. Chile ma oczywiście swoje liczne problemy, ale pokazuje to determinację, by nie dokładać do nich inflacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Estoński CIT okiem ekspertów: Zmiany niewiele wniosą dla firm. Barierą wciąż są niedopracowane przepisy

W 2023 roku mają zmienić się przepisy obejmujące tzw. estoński CIT. Jak zaznacza Ministerstwo Finansów, celem modyfikacji jest wyeliminowanie wątpliwości zgłaszanych przez podatników i organy administracji skarbowej. Zdaniem ekspertów, zmiany są niewielkie i nie zwiększą w znaczący sposób zainteresowania tą formą opodatkowania. Mimo dobrych zmian, polska wersja wciąż nie jest tak atrakcyjna, jak jej pierwowzór. Znawcy tematu wskazują, co konkretnie utrudnia skorzystanie z tego mechanizmu. Sugerują też, co należy zmienić w pierwszej kolejności. Liberalizacja przepisów może przyczynić się do rozwoju spółek, co pozwoliłoby zniwelować negatywne skutki wzrostu cen i utrzymać miejsca pracy.

Kosmetyczne zmiany

Od przyszłego roku mają obowiązywać zmienione przepisy dotyczące tzw. estońskiego CIT-u, czyli ryczałtu od przychodów spółek. Jak podkreśla doradca podatkowy Ewa Flor, zapowiadane zmiany obejmują cztery kwestie. Po pierwsze, odnoszą się do terminu zapłaty ryczałtu przy zaliczkach na poczet dywidend. Po drugie, dotyczą czasu potrzebnego na zawiadomienie organu skarbowego o wejściu w estoński CIT. Po trzecie, wyznaczają sposób określania dochodu z tytułu wydatków niezwiązanych z działalnością gospodarczą. Po czwarte, zmiany mają związek z instytucją korekty wstępnej, czyli z brakiem obowiązku płacenia podatku od różnicy między wynikiem podatkowym a bilansowym.

– Nie są to zmiany, które w istotny sposób zwiększą zainteresowanie ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych. W porównaniu z tymi z 2022 roku są relatywnie niewielkie. Mają raczej ułatwić korzystanie z estońskiego CIT-u oraz podjęcie decyzji o wejściu w niego. To modyfikacje kwestii mniej kontrowersyjnych. Na pewno nie jest to odpowiedź na wszystkie bolączki istniejące w tym systemie podatkowym. To tylko niewielki kroczek w dobrą stronę, nie zaś istotny krok czy nawet skok regulacyjny – komentuje Bartosz Rodak, adwokat i doradca podatkowy w Kancelarii Mariański Group.

Jak informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów, uchwalona przez sejm ustawa zawiera w zakresie ryczałtu przede wszystkim zmiany o charakterze doprecyzowującym. Ich celem jest wyeliminowanie zgłaszanych resortowi wątpliwości zarówno przez podatników, jak i organy administracji skarbowej. W ocenie Ministerstwa Finansów, omawiane działanie powinno przyczynić się do wzrostu pewności podatkowej oraz zaufania podatników. W przyszłości może to również pośrednio wpłynąć pozytywnie na liczbę podmiotów zainteresowanych tzw. estońskim CIT-em. Z kolei doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika stwierdza, że zmiany są jedynie kosmetyczne. Według eksperta, nie będą one miały w ogóle wpływu na podjęcie decyzji przez podatnika o skorzystaniu z tej formy opodatkowania.

– Zalet przejścia na estoński CIT jest wiele. Najbardziej zachęcające jest niższe, efektywne opodatkowanie niż w klasycznym podatku CIT. Do tego dochodzi brak bieżącego opodatkowania dochodów. Jest też mniej formalności. Na przeszkodzie wciąż jednak stoją niedopracowane przepisy. Problemem jest również lista wymogów wstępnych. Nie da się ukryć, że katalog obostrzeń stawianych przed przedsiębiorcami jest więc dość obszerny. Pomimo dobrych zmian, polska wersja nadal nie jest tak atrakcyjna, jak jej pierwowzór – podkreśla Ewa Flor.

Zdaniem mec. Rodaka, problemem z estońskim podatkiem, który często stanowi blokadę dla firm, jest niejasność przepisów i brak zaufania wobec organów podatkowych. Według eksperta, niestety, część przedsiębiorstw boi się skorzystać z ryczałtu. Obawiają się bowiem, że organy podatkowe wytypują do kontroli podatników ryczałtowych i wykorzystają niejasne przepisy w celu dokonania opodatkowania.

Potrzebna liberalizacja

– Ministerstwo Finansów nie prowadzi prac ukierunkowanych na poszerzenie zakresu podmiotowego tej regulacji. Przepisy o ryczałcie są przez nas analizowane pod kątem konieczności doprecyzowania istniejących regulacji – w odpowiedzi na bieżące zapytania zgłaszane przez podatników oraz organy podatkowe. Estoński CIT jest wysoce innowacyjną formą opodatkowania i jego stosowanie poddawane jest ciągłej ewaluacji – informuje biuro prasowe Ministerstwa Finansów.

Według Bartosza Rodaka, największą barierą w zakresie wejścia w tzw. estoński CIT jest konieczność posiadania struktury właścicielskiej opartej wyłącznie o osoby fizyczne. Udziałowcy lub wspólnicy spółki nie mogą być osobami prawnymi. Ekspert przekonuje, że to wyklucza wiele firm z tej formy opodatkowania. Przed wejściem w opisywany mechanizm często konieczne jest przeprowadzenie restrukturyzacji i np. wykluczenia pewnych podmiotów ze spółek. To może być kosztowne, szczególnie jeśli wspólnik, będący osobą prawną, jest wprowadzony do spółki celem ograniczenia ryzyka gospodarczego i zabezpieczenia majątku prywatnego albo też stanowi wehikuł, przez jaki do firmy wprowadzany jest inwestor zewnętrzny.

– W Estonii ryczałt odniósł sukces, a tam nie ma znaczenia, czy udziałowcami są osoby fizyczne, czy też inne spółki. Inwestująca spółka-wspólnik wspiera rozwój, a to jest przecież nadrzędnym celem rozwiązania estońskiego. Chcąc odnieść sukces, powinniśmy naśladować tamtejsze zasady. Liberalizacja w zakresie obostrzeń jest potrzebna, gdyż niektóre wymogi wydają się niewystarczająco uzasadnione, aby nadal stanowiły ograniczenie – mówi ekspert podatkowy Ewa Flor.

Z kolei według mec. Rodaka, w pierwszej kolejności powinny być zniesione ograniczenia dla firm działających w strukturach holdingowych. Drugą zmianą, która zachęciłaby do ryczałtu, mogłoby być złagodzenie wymogów dla podmiotów powiązanych. Szczególnie jeśli oba rozliczają się w ramach estońskiego CIT-u. Założeniem powinno być dążenie do ograniczenia obowiązków dokumentacyjnych względem nich.

– Rezygnacja z wymogu zatrudnienia pracowników pozwoliłaby większej liczbie firm skorzystać z tej formy opodatkowania. Estoński CIT jest atrakcyjny i korzystny dla podmiotów, które chcą się rozwijać oraz inwestować swoje środki, bez ich bieżącego wypłacania na rzecz wspólników. Z punktu widzenia aktualnego stanu w gospodarce estoński CIT daje możliwość rozwoju inwestycji – podsumowuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

CPI na ustach wszystkich

Wczorajsze “minutki” FOMC zgodnie z oczekiwaniami potwierdziły to wszystko, co w ostatnim czasie powtarzają przedstawiciele Fed-u – przywrócenie inflacji do celu 2 proc. jest najwyższym priorytetem. W tym kontekście oczywiste jest, że dzisiejsze dane o wrześniowym CPI znajdują się w centrum uwagi inwestorów.

W ostatnich dniach dolar ponownie znacząco się umocnił – częściowo za sprawą jastrzębich wypowiedzi członków FOMC (choć znalazły się także nieco łagodniejsze stwierdzenia u prezesa Fed z Minneapolis) – to pomimo to nadal istnieje przestrzeń do ruchu aprecjacyjnego na USD. Obecne poziomy inflacji znajdują się tak daleko od celu, że musielibyśmy zobaczyć znaczny spadek, żeby wywołać większą deprecjację na dolarze. Nieznacznie niższy od oczekiwanego wynik nie powinien zaszkodzić „zielonemu”. Natomiast znacznie wyższa liczba prawdopodobnie spowoduje ponowny wzrost waluty, ponieważ zwiększa ryzyko utrwalenia się inflacji na wysokim poziomie – czyli dokładnie to, czemu Fed próbuje zapobiec. Taki scenariusz zwiększy prawdopodobieństwo dalszych agresywnych kroków Rezerwy Federalnej.

Presja cenowa w USA łagodnieje ale ten proces następuje bardzo powoli. Jest szansa, że zobaczymy spadek inflacji zasadniczej do 8,1 proc. Prognozy wskazują też, że najprawdopodobniej dynamika cen po wyłączeniu cen żywności i energii po raz kolejny pokaże wyższą wartość (6,5 proc.) niż przed miesiącem. Ten skok jest argumentowany wzrostem czynszów. Pamiętajmy, że koszty mieszkaniowe są najważniejszą pozycją w koszyku dóbr. Z kolei spadek cen używanych aut będzie nieco tłumił wynik. W średnim okresie dane z sektora nieruchomości wskazują na nieco wolniejszy wzrost czynszów, co może stopniowo zmniejszać bazową presję inflacyjną. Perspektywy dla inflacji zasadniczej są lepsze. Tutaj dalszy spadek cen benzyny łagodzi sytuację. Ponadto wzrost cen żywności powinien powoli tracić impet.

Wracając do protokołu z posiedzenia FOMC w dniach 20-21 września, na którym Fed podwyższył stopę o 75 pb, stwierdzono, że urzędnicy Fed podkreślają potrzebę utrzymania kursu, nawet jeśli stopa bezrobocia wzrośnie oraz opowiadają się za osiągnięciem restrykcyjnych poziomów w najbliższym czasie i utrzymaniem ich przez jakiś czas. Stwierdzono, że koszty podjęcia zbyt małych działań w celu obniżenia inflacji prawdopodobnie przewyższają te koszty, które będą skutkiem mocnego zacieśniania. Jednocześnie w protokole odnotowano, że wielu uczestników zauważyło, że szczególnie w obecnym wysoce niepewnym globalnym środowisku gospodarczym i finansowym, ważne będzie skalibrowanie tempa dalszego zacieśniania polityki w celu złagodzenia ryzyka znacznego negatywnego wpływu na perspektywy gospodarcze.

Kontrakty terminowe (Federal Funds Futures) nadal wyceniają 96 proc. szans na czwartą z rzędu podwyżkę o 75 pb 2 listopada, co wyniesie górną granicę przedziału stóp Fed do 4 proc.. Rynek zakłada również również kolejny wzrost kosztu pieniądza o 54 pb w grudniu. Zobaczymy, jak te oczekiwania zmienią się po raportach o CPI i sprzedaży detalicznej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Marcin Walendowski nowym Dyrektorem Zarządzającym ds. Finansów w MediaMarktSaturn Polska

Z początkiem września Marcin Walendowski objął stanowisko Dyrektora Zarządzającego ds. Finansów w MediaMarktSaturn Polska. Jest on również członkiem zarządu firmy.

Marcin Walendowski zastąpił w tej funkcji Wojciecha Wierońskiego, który zdecydował się na kontynuowanie kariery zawodowej poza strukturami firmy.

Marcin Walendowski rozpoczął pracę w MediaMarktSaturn w 2018 roku jako Dyrektor Projektów Strategicznych i był odpowiedzialny za strategię oraz transformację firmy, a także zarządzanie kluczowymi projektami. Ma wieloletnie doświadczenie w obszarze finansów, doradztwa i audytu, które zdobył m.in. w firmie Ernst & Young. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego oraz licznych programów i kursów na międzynarodowych uczelniach, m.in.  Massachusetts Institute of Technology, Harvard Business School i Berkeley University.

Cieszę się, że Marcin dołączył do zarządu firmy. Dzięki swojej szerokiej wiedzy na temat naszej organizacji oraz znajomości rynku będzie nas wspierał w dalszej realizacji strategii biznesowej. Oferujemy pracownikom szerokie możliwości rozwoju zawodowego i awansu, Marcin jest tego doskonałym przykładem – mówi Andrzej Jackiewicz, Prezes Zarządu MediaMarktSaturn Polska.

MediaMarktSaturn Polska należy do MediaMarktSaturn Retail Group (MMSRG), europejskiego lidera na rynku dystrybucji elektroniki użytkowej. W Polsce prowadzi sieć sklepów MediaMarkt oraz sklep internetowy mediamarkt.pl. Marka wychodzi naprzeciw potrzebom użytkowników nowych technologii, oferując bogatą ofertę produktów i związanych z nimi usług.

Grupa Murapol pozyskuje 550 mln zł na rozwój działalności deweloperskiej

Grupa Kapitałowa Murapol zrefinansowała całkowite dotychczasowe zadłużenie i pozyskała nowy kredyt od konsorcjum Banku Pekao SA i Santander Bank Polska SA w wysokości 550 mln zł.

Murapol realizuje plan racjonalizacji struktury finansowania wspierający zrównoważony rozwój ogólnopolskiej działalności. Umowa kredytowa obejmuje 3-letni okres finansowania.

Grupa Murapol zyskała partnerstwo dwóch silnych instytucji bankowych – Banku Pekao SA oraz Santander Bank Polska SA, w formie refinansowania konsorcjalnego w łącznej kwocie 550 mln zł. Na zrefinansowanie obecnego długu zostanie przeznaczona kwota 300 mln zł, z kolei kwota w wysokości 250 mln zł Murapol przeznaczy na finansowanie dalszego rozwoju operacyjnego Grupy.

Cieszymy się, że nasi bankowi partnerzy docenili wysoki potencjał GK Murapol. W tych niewątpliwie trudnych dla branży czasach, ograniczonego dostępu do kredytów hipotecznych, istotnych spadków sprzedaży nowych mieszkań oraz ogólnej niepewności klientów, GK Murapol udowadnia swoją odporność na kryzys, jednocześnie inwestując
w przyszły rozwój. Tym samym pragnę podziękować naszemu konsorcjum bankowemu tj. Bankowi Pekao SA i Santander Bank Polska SA za dogodne i elastyczne warunki nowego finansowania działalności Grupy Murapol, które udało nam się wspólnie wypracować. Pozyskane środki posłużyły całkowitemu refinansowaniu obecnego zadłużenia i pozwolą na dalsze umocnienie wiodącej pozycji Grupy Murapol na polskim rynku deweloperskim poprzez inwestycje w bank ziemi oraz bieżące projekty deweloperskie.
– mówi Przemysław Kromer, CFO i członek zarządu Grupy Murapol.

Zakończony z sukcesem projekt refinansowania pozwala utrzymać koncentrację całego długu Grupy w jednym konsorcjum bankowym oraz zachować elastyczność wykorzystania środków ze względu na otwarty charakter finansowania. Agentem konsorcjum jest Bank Pekao SA, który współpracował z Grupą Murapol w ramach poprzedniego refinansowania, a obydwa banki doskonale poznały Spółkę, jej model biznesowy i unikatowe atrybuty podczas podejścia do IPO w 2021 roku.

– Jesteśmy bardzo dumni ze sprawdzającego się w okresach dekoniunktury modelu działania Grupy Murapol, o czym świadczą przede wszystkim znakomite na tle branży wyniki operacyjne. Zaufanie wiodących banków i bezprecedensowa w historii Grupy kwota kredytu jednoznacznie potwierdzają, że jesteśmy na właściwej drodze. – dodaje Przemysław Kromer.

W ciągu trzech kwartałów 2022 r. GK Murapol charakteryzowała mocna sprzedaż do klientów detalicznych wsparta transakcjami na rzecz PRS. W okresie od stycznia do września br. Grupa Murapol sprzedała 2665 lokali mieszkalnych, w tym 2091 klientom detalicznym, zaś 574 w formule design&build na rzecz PRS. W analizowanym okresie deweloper przekazał klucze łącznie do 2649 lokali, a w tym 444 kluczy zostało wydanych do lokali w ramach projektów PRS. Grupa wprowadziła do oferty 2106 nowych mieszkań w 9 miastach w Polsce.

FPP proponuje rządowi pakiet energetyczny

W związku z aktualną sytuacją energetyczną, w jakiej znajduje się Polska i Europa – czyli dynamicznie rosnące ceny prądu, gazu, węgla, a także obawy o dostępność prądu i nośników energii – Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwróciła się do strony rządowej z szeregiem postulatów, które powinny wspomóc polskich przedsiębiorców i polskie zakłady. Rozwiązania proponowane przez FPP pozwolą na to, aby towary były dostępne  się na półkach dla konsumentów, a usługi nie zostały drastycznie ograniczone. Federacja Przedsiębiorców Polskich proponuje również szereg rozwiązań długo i średnioterminowych. Przede wszystkim dotyczących odnawialnych źródeł energii. Chodzi o liberalizację zasady 10H, która ogranicza budowę lądowych farm wiatrowych – projekt takiej ustawy znajduje się już w Sejmie. Należy też dopuścić inwestycje w sieci przesyłowe i uznać je za inwestycje celu publicznego. Isotne jest zmniejszenie utrudnień proceduralno-biurokratycznych, aby te inwestycje będą mogły nastąpić szybciej. Warto również ułatwiać, a nie utrudniać rozwój fotowoltaiki – z czym mamy do czynienia w ostatnich miesiącach.

– Wśród naszych postulatów oczywiście znajduje się pomysł, by zamrozić ceny energii – czyli wypracować mechanizm, który pozwoli zablokować rosnące ceny energii elektrycznej, ceny gazu, a także zapewni dostawy surowców i prądu do przedsiębiorców. Zaproponowaliśmy powołanie specjalnego zespołu składającego się z przedstawicieli strony rządowej i pracodawców, który na bieżąco zawiadywałby kryzysem energetycznym w taki sposób, żeby przedsiębiorcy i gospodarka mogli funkcjonować w sposób pozbawiony zakłóceń, lub chociaż w jak najmniej zakłóconym stopniu – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Zwróciliśmy się także z apelem do Pani Marszałek Sejmu, aby nadać projektowi ustawy o liberalizacji zasady 10H numer druku i rozpocząć sejmowy etap prac nad tym projektem. To jest przedłużenie rządowe – dlatego nie widzimy powodów, żeby bardziej zwlekać, a projekt został już zgłoszony w połowie lipca. Co więcej, proponujemy, żeby odblokować możliwość realizacji linii bezpośrednich. To są linie, które łączą bezpośrednio zakłady wytwórcze energii i instalacje OZE z przedsiębiorcą, z zakładem produkcyjnym – z pominięciem szeroko rozumianych sieci przesyłowych powszechnie dostępnych. Natomiast nie zapominamy również o sieciach przesyłowych. Tutaj potrzebne są bardzo duże inwestycje, ponieważ sieci są najczęściej przestarzałe, dosyć wiekowe. To generuje duże straty w przesyle. Sieci nie są też dostosowane do obecnych wyzwań, czyli podłączania instalacji OZE – w związku z tym jest bardzo dużo odmów o przyłączenie takich instalacji. Należy też sięgnąć wreszcie po środki z KPO. To są dziesiątki miliardów euro, które są dostępne, czekają na decyzje rządu – a 40% z nich przeznaczonych jest na zielone inwestycje. To zapewniłoby pieniądze na rozwój OZE, elektromobilność, paliwa alternatywne, a także – i to w obliczu sezonu jesienno-zimowego jest kluczowe – na termomodernizację i efektywność energetyczną. Sięgnijmy po te pieniądze – apeluje Wołejko.

Kuszenie słońcem, mankamenty do cienia. Kto kupuje nieruchomości w Hiszpanii?

Od ponad pół roku, słyszymy o sporym zainteresowaniu zakupem drugiego domu na południu Europy, gdzie w inwestowaniu króluje Hiszpania. Jak się okazuje, większość rodaków z dużym dystansem podchodzi do reklam mówiących o trzystu słonecznych dniach w roku lub wizjach bezproblemowego nadmorskiego raju na Ziemi. 

Pamiętamy, że Hiszpania znacznie ucierpiała podczas ostatniego światowego kryzysu finansowego i następującego po nim od roku 2009, krachu na rynku nieruchomości, gdy tamtejsze ceny spadły — jak obliczył Banco de España — nawet o blisko 40 proc.Jednak w ostatnich latach tamtejszy rynek ustabilizował się i powraca do formy, a to dzięki dużemu udziałowi inwestorów zagranicznych, którzy lokują swój kapitał i płacą wysokie podatki. Dla przykładu w dwóch kwartałach br. operacje cudzoziemców w Hiszpanii przekroczyły rekordowe 20 tys. transakcji. W okresie od stycznia do marca nabyli oni 21 638 nieruchomości, a od kwietnia do czerwca 24 029. W poprzednio najlepszym roku 2018 zakup domów i apartamentów przez obcokrajowców wynosił tam ponad 65 tys. transakcji, a średnia kwartalna stanowiła ponad 16 tys.

Punkt zwrotny na rynku nieruchomości

Jak ocenia amerykańska agencja ratingowa S&P Global Ratings, w mieszkaniówce nadszedł punkt zwroty i chociaż ceny w nadchodzącym okresie będą nadal rosły, to boom na rynku spadnie. W Hiszpanii ceny apartamentów i domów wzrosną średnio o 4,6 proc. w 2022 r., następnie ten trend ustabilizuje się do 4 proc. w 2023 r.; 3,5 proc. w 2024 i 3,2 proc. w 2025. Wystudzenie rynku nieruchomości mieszkaniowych tłumaczy się rosnącym oprocentowaniem kredytów hipotecznych oraz inflacją, a finalnie faktem, iż ludzie po prostu mają mniej pieniędzy i nie mogą ich pożyczać. Również według Eurostatu, Hiszpania znajduje się poniżej średniego wzrostu cen mieszkań w strefie euro, gdzie podobnie jak w całej Europie w ostatnich miesiącach widoczne jest wypłaszczenie wartości. Porównując drugi kw. 2022 r. z rokiem 2010 ceny domów wzrosły w 24 państwach członkowskich UE, a w trzech spadły. Ponad dwukrotnie zwiększyły się w Estonii (+196 proc.), na Węgrzech (+168 proc.), Luksemburgu (+135 proc.), Łotwie (+131 proc.), Litwie i Czechach (w obu przypadkach +130 proc.) oraz Austrii (+121 proc.). Natomiast spadki zaobserwowano w Grecji (-23 proc.), Włoszech (-8 proc.) i na Cyprze (-6 proc.).

Według statystyk Hiszpańskiego Rejestru Nieruchomości w I połowie br. odnotowano rekordową sprzedaż 328 208 apartamentów i domów, to poziom nienotowany od 2008 r. Jednym z powodów, tak dobrego wyniku było duże zainteresowanie zakupami przez nabywców z zagranicy. Już w drugiej połowie 2021 r., ceny nieruchomości znacznie wzrosły na hiszpańskim wybrzeżu, natomiast pozostały umiarkowane w Madrycie. To właśnie archipelagi Alicante i Malaga stanowią miejsca największego zainteresowania obcokrajowców. Udział zagranicznych transakcji wynosi tam odpowiednio Costa Blanca w Alicante — 42,2 proc., Santa Cruz de Tenerife — 38,3 proc., Baleary — 34,6 proc., Malaga 32,8 proc., prowincja Las Palmas — 26,6 proc., Girona — 26,3 proc. oraz Almería — 20,2 proc. Costa Blanca jest zwykle preferowana ze względu na najniższe ceny, podczas gdy Costa del Sol ma od zaoferowania najbogatszą ofertę. Najbardziej poszukiwane są mieszkania dwu i trzypokojowe oraz domy w zabudowie bliźniaczej, z tarasem, basenem i wspólnym ogrodem, a wszystko w obszarach turystycznych, położone blisko plaży lub pola golfowego. Najczęściej powtarzającym zagranicznym profilem, są nabywcy w wieku od 45 do 60 lat, szukający „drugiego domu” tj. mieszkania w historycznym centrum, lub willi w strefie nadmorskiej.ceny nieruchomości za granicą

Polacy zdystansowani

Eksperci zauważają, że obecne duże zainteresowanie inwestorów zagranicznych i dobre wyniki kwartalne związane są z postpandemiczną kumulacją zakupów, wśród klientów, którzy przez restrykcje i lockdown nie mogli wcześniej dokonać transakcji oraz obecną siłę dolara w stosunku do euro, szczególnie dla nabywców z USA.

Narodowościami, które kupiły najwięcej domów i mieszkań w Hiszpanii w okresie od kwietnia do czerwca br., byli Brytyjczycy — 9,8 proc., 2310, następnie Niemcy — 9,1 proc., 2140, Francuzi — 6,6 proc., 1560, Marokańczycy — 4,9 proc., 1160, Belgowie — 4,9 proc., 1155, Rumuni — 4,8 proc., 1150, Holendrzy — 4,8 proc., 1130 i Włosi — 4,6 proc., 1080. Z kolei jak obliczyli ekonomiści Pekao, Polacy kupili tam w całej pierwszej połowie 2022 r. łącznie 1,270 mieszkań i domów, co stanowi 3.1 proc. udziału wśród zagranicznych nabywców mieszkań — vs. 1.6 proc. w porównywalnym okresie przed pandemią.

Choć wybuch wojny w Ukrainie spowodował początkowo duży wzrost zainteresowania kupnem nieruchomości w Hiszpanii, to od strony realnych transakcji Polacy są wciąż na końcu listy inwestorów. W ostatnich latach znacznie spadło też zainteresowanie Brytyjczyków, którzy stanowili największą grupę nabywców apartamentów i domów, osiągając w 2015 r. poziom powyżej 20 proc., udziału we wszystkich operacjach wśród zagranicznych nabywców. Natomiast od końca 2020 r. zanotowano już trzy kwartały, w których nie przekraczał on 10 proc. Prognozowane spowolnienie w dalszej części roku ma wynikać ze względu na obecny kryzys ekonomiczny i kontekst niepewności, przy wciąż wysokiej inflacji, podwyżkach stóp procentowych zarówno w UE, jak i w Stanach Zjednoczonych oraz gospodarczych konsekwencjach wojny w Ukrainie. Taka sytuacja jest o tyle, niebezpieczna, że rzeczywiste zachowanie jednostki wpływa na postawy całego rynku. Oznacza to, że jeśli wielu potencjalnych inwestorów oceni, że zbliża się spadek cen, mogą zdecydować się na czekanie, aż to nastąpi, aby dokonać lepszego zakupu. To powoduje, że maleje popyt. Ten sam mechanizm działa przeciwnie, gdyby klienci spodziewają się podwyżki. Natomiast ostatnia prognoza dla rynku nieruchomości na lata 2022 i 2023, hiszpańskiej firmy Bankinter, obniża początkowe zapowiedzi zwyżki cen w br. z szacowanych 2 proc. do 1 proc., co oznacza, że wzrosną one poniżej inflacji. W przyszłym roku prognozuje się, że ceny domów wzrosną tam o umiarkowany 1 proc., co oznacza spore spowolnienie, po wzroście o 6,4 proc. w roku 2021. Podobne wnioski zawiera Raport Strategii Inwestycyjnej „Análisis y Mercados”, który przewiduje ochłodzenie na rynku nieruchomości. Jeśli chodzi o transakcje mieszkaniowe, mogą one spaść w 2022 r. o 5 proc., po osiągnięciu rekordu sprzedaży w ubiegłym roku, kiedy to przekroczyły pół miliona.

Groźba banki spekulacyjnej?

Bańka na rynku nieruchomości to wzrost cen mieszkań napędzany dużym popytem, wydatkami spekulacyjnymi, aż do załamania. Mamy z nią do czynienia wtedy, gdy ceny osiągają wysokie poziomy. Chodzi o sytuację, gdy nie mają znaczenia dochody mieszkańców czy zysk, jaki można otrzymać z wynajmu. Zakupy dokonywane są tylko dlatego, że kupujący wierzą, że za chwilę będzie jeszcze drożej i chcą w ten sposób szybko uzyskać duży profit. W pewnym momencie popyt spada lub znajduje się w stagnacji, a podaż rośnie, co powoduje gwałtowny spadek cen – i pęknięcie bańki. Według raportów Banku Hiszpanii w latach 2000-2009 do istniejącego wówczas zasobu 20 mln doszło kolejne 5 mln nowych mieszkań. W tym czasie każdego roku budowano tam, więcej niż łącznie w Niemczech, Francji i Anglii. W 2009 r. na całym świecie eksplodowała ogromna bańka spekulacyjna na rynku nieruchomości, szczególnie silnie odczuwana w Hiszpanii, która z tego powodu była świadkiem głębokiej recesji gospodarczej i kryzysu politycznego. Jak obliczył Eurostat, w okresie od 2007 do 2008 r. Hiszpania była najbardziej dotkniętym krajem europejskim, w którym nastąpił, największy spadek stóp w budownictwie, a nowe inwestycje praktycznie stanęły.

Przed wielkim kryzysem firmy budowlane, główni beneficjenci wzrostu cen, a także inne sektory bezpośrednio związane z tą branżą, negowały istnienie bańki, budując „mit sukcesu” i twierdząc, że panuje „boom na hiszpańskim rynku nieruchomości”. Jednocześnie brak przejrzystości charakteryzujący tamtejszy rynek mieszkaniowy utrudniał dokonywanie rzetelnych ocen i analiz sytuacji. Po tym jednak jak w 2008 r. Hiszpański Narodowy Instytut Statystyczny ogłosił silny spadek kupna i sprzedaży mieszkań o 27 proc., i kurczenie się kredytów hipotecznych o 25 proc., eksplodowała bańka spekulacyjna, a rynek nieruchomości się załamał. Według depeszy ambasady Stanów Zjednoczonych w Madrycie z 2005 r. już wtedy można było ostrzec przed objawami bardzo dużego przeszacowania rynku. W latach 2007-2013 ceny nieruchomości w Hiszpanii spadły aż o 37 proc.

Eksperci oceniają, że badając dzisiejsze ceny nieruchomości i ich ewolucję w ciągu ostatniej dekady, zaobserwujemy, że po wieloletnim kryzysie wracają one do normy. Obecnie w Hiszpanii nie widać, przynajmniej tak dużej bańki spekulacyjnej, jak ta którą mieliśmy przy ostatnim kryzysie. Jednak oponenci pomysłu zakupu tam „drugiego domu”, twierdzą, iż za kwotę wydaną na jego nabycie można mieć dożywotnio wspaniałe wakacje all inclusive w wybranym miejscu globu, poznając świat i zwiedzając różne wspaniałe destynacje podróżnicze, a kupowanie inwestycyjne — na wynajem, wcale nie jest takie proste operacyjnie i może nie generować planowanych przychodów.

Kuszenie słońcem, mankamenty schowane do cienia

Sam proces zakupu nieruchomości w Hiszpanii wygląda zupełnie inaczej od tego, który obowiązuje w naszym kraju. Szczególnie łatwo jest napotkać trudności, gdy mamy do czynienia z innym systemem prawnym oraz umowami w nieznanym języku. Dla przykładu do najczęstszych „pułapek” przy zakupie nieruchomości należy pobieranie kaucji, ustalenie właściwej wysokość podatku oraz problemy z obiektami powstałymi poza planem i zabudowanymi nielegalnie. Jako zasadę powinno się przyjąć dodanie do ceny zakupu kwoty pomiędzy 12 a 18 proc. na pokrycie dodatkowych kosztów, m.in. podatków i opłat oraz uwzględnienia wahań kursów walut, które mogą przecież znacząco wpłynąć na ostateczny koszt transakcji.

W przeciwnym razie łatwo wpaść w problemy, a nawet stracić zaliczkę oraz zostać narażonym inne spore wydatki. Warto też pamiętać o kosztach umeblowania lub remontu. Nie dajmy się zwabić, podejrzanie atrakcyjnymi okazjami. Od czasów wielkiego kryzysu i dużych przecen, najbardziej kuszące nieruchomości już dawno znalazły nowych właścicieli. W ostatnim korzystnym sprzedażowo półroczu wyprzedano również najciekawsze oferty, a przez brak dostępu do atrakcyjnych gruntów pod nowe inwestycje, praktycznie tanie i dobrze położone obiekty nie są już dostępne.

Choć hiszpańscy notariusze są naturalnie specjalistami w dziedzinie prawa, a ich obecność przy każdej transakcji zawartej na rynku nieruchomości jest obowiązkowa, ale są zatrudnieni przez rząd i oficjalnie nie działają ani w interesie kupującego lub sprzedającego. Każdy akt notarialny podpisywany jest wyłącznie języku hiszpańskim. Ich rolą jest nadzorowanie i potwierdzenie dokumentów niezbędnych przy transakcji obrotu, sprawdzenie, że wszystkie niezbędne podatki zostały zapłacone i dokonano wpisu do ksiąg wieczystych. Dlatego jedynie wynajęty dodatkowo prawnik pomoże sprawdzić dokumentację przed jej podpisaniem, zbadać umowę sprzedaży, sprawdzić tytuły własności i wszystko inne, aby upewnić się, że jesteście odpowiednio chronieni. Korzystanie z usług adwokata przy zakupie nieruchomości w Hiszpanii nie jest obowiązkowe.

Warto pamiętać, że wszelkie opłaty związane z zakupem mieszkania w Hiszpanii ponoszone są głównie przez kupującego i obejmują m.in.:

  • podatek od przeniesienia własności — to na rynku wtórnym 6-10 proc. ceny zakupu;
  • na rynku pierwotnym do ceny doliczamy 10 proc. VAT (IVA) oraz 1,2-1,5 proc. podatku od czynności cywilnoprawnych tzw. AJD;
  • koszty notarialne — skala opłat określona jest przepisami prawa i naliczana odpowiednio do wartości nieruchomości;
  • podatek z tytułu posiadania gruntu i opłata za rejestrację 1-1,5 proc.;
  • opłaty prawne 1-2 proc.;
  • opłata za wpis do Ksiąg Wieczystych, jako przybliżoną regułę należy przyjąć 60 proc. opłaty notarialnej;
  • ew. prowizja adwokata ok. 1 proc. wartości transakcji + podatek VAT;
  • ew. opłaty związane z kredytem hipotecznym, wycena to ok. 600 euro, podatek od czynności prawnych 1,2 proc. kwoty hipoteki oraz prowizja pożyczkodawcy to zazwyczaj 1,5 proc. kapitału kredytu;
  • w przyszłości czeka też podatek od wzbogacenia, który wynosi dla obywateli Unii Europejskiej 19 proc. liczone od różnicy między ceną sprzedaży a ceną kupna nieruchomości.

Musimy także pamiętać o obligatoryjnym wyrobieniu numeru hiszpańskiej identyfikacji podatkowej tzw. NIE oraz założeniu konta w tamtejszym banku. Procedura zajmuje nawet do miesiąca, a wnioski trzeba wypełnić w języku hiszpańskim. Warto również pamiętać o przyszłych kosztach utrzymania wiążących się z posiadaniem nieruchomości na własność, takich jak m.in.: podatku od nieruchomości, opłatach za wywóz śmieci, do wspólnoty, za internet, prąd, wodę, TV, wynagrodzenia dozorcy, podatku od dochodu nierezydentna (IRNR) czy ubezpieczenia. Jeśli zamierzamy spędzać w Hiszpanii okres dłuższy niż sześć miesięcy w roku, będziemy uważani za rezydenta i w większości przypadków zobowiązani zapłacić tam podatek od swoich światowych dochodów. Natomiast w przypadku wynajmowania zakupionej nieruchomości, podatek dochodowy wynosi 19 proc. dla obywateli Unii Europejskiej i 24 proc. dla właścicieli spoza UE.

Warto też wiedzieć, że w Hiszpanii nie ma stałych opłat dla prawników czy pośredników w obrocie nieruchomościami. Wszelkie koszta ustalane są w zależności od regionu, w jakim nieruchomość zostanie zakupiona. Dla przykładu na Costa del Sol praktycznie wszystkie transakcje międzynarodowe odbywają się za pośrednictwem agencji, które reprezentują sprzedającego i kupującego, a potem dzielą między sobą honorarium, którego obowiązek zapłaty spoczywa na sprzedającym. Tamtejsza prowizja dla agencji nieruchomości waha się w przedziale od 3 do 6 proc. wartości transakcji.

Och, jak gorąco…

W Hiszpanii w latach 1998-2012 z powodu upałów umarło ponad 3,6 tys. osób rocznie, w najgorszym scenariuszu w latach 2035-2064 liczba ta ma wynosić ponad 14 tys. zgonów rocznie, a w latach 2070-2099 może się nawet podwoić. Najnowszy raport Organizacji Narodów Zjednoczonych na temat zmian klimatycznych mówi, że pomimo wprowadzenia środków w celu zmniejszenia skutków, Hiszpania nadal jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych globalnym ociepleniem. Od początku 2022 r. kraj ten był świadkiem 37 poważnych pożarów lasów, które zredukowały obszar ponad 200 tys. ha. Jednocześnie Hiszpania ma największe ryzyko pustynnienia w UE, a 75 proc. powierzchni jest już teraz uważane za suche lub półpustynne.

Zmiany klimatyczne w Hiszpanii spowodowane wzrostem temperatur w ciągu ostatnich kilku dekad wywołały zwiększenie corocznej częstotliwości fal upałów — dla przykładu, gdy w latach 1980-2000 wynosiły one od 10 do 12, to w okresie 2010-2020 liczba ta nasiliła się do 24. Również wydłuży się czas trwania upałów do co najmniej 41 dni ekstremalnego gorąca w 2050 r. lub, aż 50 dni w przypadku „czarnego” scenariusza. W porównaniu z falami upałów w latach 1971-2000, kiedy średnia liczba takich dni w roku wynosiła 21. Wśród szkodliwych skutków wymienionych w dokumencie ONZ wymienia się również apokalipsę roślinności i poważne ograniczenie odnawialnych źródeł wody. Raport ostrzega, że ​​głębokość plaż Morza Śródziemnego zmniejszy się o około metr; co dla przykładu już wywołuje jedną z największych erozji wybrzeża na Majorce. W rezultacie wpłynie to na struktury przybrzeżne, a także turystykę. Eksperci zwracają też uwagę, że im bardziej rośnie temperatura, tym więcej pieniędzy potrzeba na poradzenie sobie z negatywnymi skutkami i potrzebami.

Autor: Adam Białas jest ekspertem rynku nieruchomości, dyrektorem BIALAS Consulting & Solutions oraz dziennikarzem biznesowym

Frankowicze jeszcze poczekają – TSUE odracza wyrok

Na decyzję Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej czekali wszyscy Frankowicze. Trybunał zapoznał się z argumentami obu stron, zarówno kredytobiorców, jak i banków, finalny wyrok poznamy jednak dopiero za kilka miesięcy.

Rozprawa w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej 12 października br. zakończyła się odroczeniem wyroku.

– Po wysłuchaniu argumentów obu stron, TSUE uznał, że konieczne jest przemyślenie ostatecznego wyroku. Argumenty przedstawione przed Trybunałem potwierdzają, że roszczenia banków są nieuzasadnione. Dyrektywa konsumencka jednoznacznie stoi po stronie konsumentów i nie pozwala, aby banki zyskały na nieważnej umowie więcej, niż wyniosła kwota udzielonych kredytów.– mówi Marcin Szołajski, radca prawny, założyciel Szołajski Legal Group.

To nie pierwszy raz, kiedy spór pomiędzy bankami i Frankowiczami był poruszany na drodze prawnej.

– Trybunał z pewnością weźmie pod uwagę także orzeczenia polskich sądów, które zapadały do tej pory, a także swój wyrok w podobnej sprawie niemieckiej – które wyrokowały z korzyścią dla kredytobiorców. Oczekujemy zatem korzystnego orzeczenia w późniejszym terminie. – dodaje Marcin Szołajski.

Od finalnego wyroku zależą dalsze postępowania w sprawach kredytobiorców z bankami. Orzeczenie na korzyść Frankowiczów spowoduje najpewniej masowe pozwy o unieważnienie umów z bankami. Na wyrok musimy jednak jeszcze poczekać.

Bloober Team: The Medium trafia do usługi PlayStation Plus

The Medium, horror psychologiczny stworzony przez polskie studio Bloober Team, od 18 października dostępna będzie w ramach abonamentu PlayStation Plus. 

PlayStation Plus to płatna usługa, w ramach której użytkownicy konsoli otrzymują, zależnie od poziomu subskrypcji, między innymi możliwość grania online, streamowania gier, ekskluzywne zniżki, czy dostęp do biblioteki ponad 400 tytułów. Wcześniej, od momentu premiery 28 stycznia 2021, do lutego 2022 roku, gra była częścią zawartości usługi Game Pass.

W The Medium wcielamy się w medium, Mariannę, mającą moc przemieszczania się między światem żywych i umarłych, która próbuje odkryć tajemnicę śmierci dziecka sprzed lat. Tytuł szybko zdobył uznanie graczy i krytyków, z miejsca stając się jednym z najważniejszych reprezentantów w swoim gatunku. Na Gamescom 2020, największych w Europie targach gier, “The Medium” otrzymał nominację do najlepszej przygodowej gry akcji oraz najlepszej gry indie. Tytuł doceniono również na naszym rodzimym rynku. Podczas tegorocznej gali Digital Dragons, gra nominowana została w czterech kategoriach i zgarnęła trzy statuetki – za najlepszy polski design, najlepszy polski oryginalny soundtrack oraz dla najlepszej gry 2021 roku.

The Medium staje się rozpoznawalną marką, o czym świadczy niedawne nawiązanie współpracy z Platige Image, w ramach której powstanie serial na podstawie  gry. Platige Image jest polskim liderem produkcji i postprodukcji specjalizującym się w grafice komputerowej oraz animacji 3D. Ostatnie miesiące pokazują, że czas dla produkcji opartych o gry jest niezwykle pomyślny. Warto wspomnieć chociażby o bardzo dobrze przyjętych Cyberpunk: Edgerunners, przy premierze którego znacząco wzrosła sprzedaż gry CD Projekt RED, czy o Arcane, stworzonego na podstawie League of Legends, który otrzymał nagrodę Emmy. O to, by najnowsza produkcja również odniosła sukces świadczyć ma zaangażowanie profesjonalistów takich jak Platige i Tomasz Bagiński, który obok Piotra Babieno, będzie odpowiadać za nadzór kreatywny w produkcji.