Bitcoin walczy o odwrócenie trendu

  • Fear & Greed Index na poziomie 20 punktów – skrajny strach powraca na rynek
  • ETH odbija się od ważnego wsparcia
  • ADA w oczekiwaniu na Hard Fork Vasil

Ostatnie siedem dni były stosunkowo złe dla rynku kryptowalut, którego kapitalizacja znajduje się obecnie ponownie na granicy 1 bln dolarów. O sile trwającej bessy świadczy fakt, że jeszcze w listopadzie zeszłego roku całkowita kapitalizacja rynku odbiła się od granicy 3 bln dolarów.

Bitcoin po świetnym lipcu powrócił do spadków i sierpień zamknął ze stratą około 14 proc. Również na wykresie tygodniowym największa kryptowaluta zamknęła się niedźwiedzio, co może stwarzać większą presja spadkową w najbliższym czasie. Na rynku ciągle nie widać śladów silnego popytu, a ryzykowne aktywa tracą w obliczu niepewnej sytuacji makroekonomicznej oraz ciągle zaostrzającej się sytuacji geopolitycznej

Na wykresie tygodniowym BTC widać silne odrzucenie od oporu na granicy 25 tys. dolarów, co gwałtownie zepchnęło cenę do obszaru 20 tys. dolarów. Bitcoin znalazł się dodatkowo ponownie poniżej swojej 200 – tygodniowej średniej kroczącej. Dopiero trwałe odbicie od niej mogłoby zwiastować zmianę długoterminowego trendu.Bitcoin walczy o odwrócenie trendu

Na wykresie dziennym Bitcoin nadal konsoliduje w okolicach 20 tys. dolarów i walczy o utrzymanie wsparcia. Główną przeszkodą dla byków jest obecnie opór tuż poniżej poziomu 22 tys. dolarów.

Fear & Greed Index na poziomie 20 punktów – skrajny strach powraca na rynek

Ostatnia wyprzedaż na szerokim rynku spowodowała również obniżenie sentymentu. Wskaźnik Fear & Greed Index powrócił do poziomu skrajnego strachu. Przy 20 punktach na skali odnotowanych w czwartek, inwestorzy wydają się przekonani, że rynek będzie dalej spadał. Indeks spadł o 5 punktów w stosunku do poprzedniego tygodnia i o 27 punktów od najwyższego poziomu w sierpniu.

ETH odbija się od ważnego wsparcia

Ethereum utraciło wzrostowy impet po osiągnięciu poziomu 2000 dolarów i powróciło do wsparcia linii trendu wzrostowego. ETH obecnie konsoliduje w obszarze wsparcia powyżej 1400 dolarów, a przebicie poniżej popchnęłoby cenę w kierunku 1300 dolarów. Ruch w przeciwnym kierunku może wywindować kurs ETH do poziomu 1750 dolarów.

Pozytywną informacją dla Ethereum jest fakt, że cena odbiła się od ważnej 100–dniowej średniej kroczącej. Oznacza to, że byki nadal kontrolują sytuację. Na wykresie o niższej ramie czasowej, ETH formuje mniejszą formację klina. Zbiegające się linie trendu zawężają się, co sugeruje, że w kolejnych tygodniach może nastąpić wybicie.ETH odbija się od ważnego wsparcia

Fundacja Ethereum ogłosiła, że aktualizacja Merge może odbyć się nieco prędzej niż wcześniej oczekiwano. Obecnie szacuje się, że nastąpi to 13 września.

 

ADA w oczekiwaniu na Hard Fork Vasil

Cena ADA już od połowy sierpnia konsoliduje wokół poziomu 0,45 dolarów w oczekiwaniu na aktualizację Vasil Hard Fork. Według zespołu IOHK, nowa aktualizacja może zostać wypuszczona w ciągu najbliższych kilku tygodni, o ile sieć nie napotka żadnych problemów.

Vasil Hard Fork ma wprowadzić krytyczne ulepszenia do istniejącego ekosystemu Cardano. Aktualizacja zasadniczo poprawi funkcjonowanie całej sieci wraz z rozwojem inteligentnych kontraktów i DApps.

Komentarz opracował: Lukas Enzersdorfer – Konrad, szef ds. rozwoju produktu oraz zastępca dyrektora generalnego Bitpanda

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Artemis I: druga próba startu zaplanowana na sobotę 3 września

Wsteczne odliczanie przed startem pierwszej misji w ramach programu Artemis zostało 29 sierpnia wstrzymane na 40 minut przed końcem, początkowo na 10 minut i krótką naradę zespołu. Ostatecznie zrezygnowano z dalszych prób w poniedziałkowym oknie czasowym. Następnego dnia, po gruntowej analizie odnotowanych problemów z jednym z silników oraz wyciekiem wodorowego paliwa, podjęto decyzję o ponownym podejściu w sobotę 3 września, pomiędzy 20:17 a 22:17 czasu polskiego.

Biorąc pod uwagę specyfikę misji kosmicznych oraz wyjątkowość tej konkretnej, czyli pierwszy realny sprawdzian w dużej mierze zupełnie nowych albo gruntownie zmodyfikowanych systemów, podzespołów, procedur, nie stało się nic niezwykłego. Administrator NASA Bill Nelson w pierwszym komentarzu podkreślił, że przy tak skomplikowanym przedsięwzięciu, dopóki nie ma absolutnej pewności, że wszystko gra, nikt nie podejmie nadmiernego ryzyka nakazując odpalenie rakiety. Nelson przywołał też swoje osobiste doświadczenie z udziału w misji kosmicznego wahadłowca Columbia w 1986 r. Wówczas start przekładano 4 razy. Za piątą próbą misja przebiegła bezbłędnie.

Co się dokładnie wydarzyło w poniedziałek? Nie udało się schłodzić czterech silników RS-25 do temperatury około minus 251 stopni C, przy czym niezgodnie z normą zachowywał się silnik nr 3, który wykazywał wyższe temperatury niż pozostałe silniki. Zauważono także wyciek wodoru na elemencie masztu serwisowego, zwanym kanałem oczyszczającym, ale poradzono sobie z tym, ręcznie regulując przepływ paliwa. Tymczasem meteorolodzy z U.S. Space Force Space Launch Delta 45 przewidują korzystne warunki pogodowe na sobotę. Spodziewane są sporadyczne opady deszczu, które nie powinny jednak zakłócić przebiegu całej operacji.

Warto dodać, że w ramach misji Artemis I, na pokładzie kapsuły Orion znajdują się czujniki radiacji zaprojektowane w Instytucie Fizyki Jądrowej PAN. Polscy uczeni są też członkami zespołu monitorującego pracę Europejskiego Modułu Serwisowego, który powstał na bazie europejskiego bezzałogowego statku towarowego Automated Transfer Vehicle (ATV), realizującego wcześniej misje do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Moduł umieszczony będzie tuż poniżej kapsuły załogowej Oriona, dostarczy do niej napęd, zasilanie, kontrolę temperatury oraz wodę i powietrze dla czwórki przyszłych astronautów. Panele słoneczne o rozpiętości 19 metrów zapewnią zasilanie, które na Ziemi wystarczyłoby dla dwóch gospodarstw domowych.

Inflacja, puste półki i mniejsze zakupy – branża handlowa w 2022 roku

Wzrosty cen, braki produktów na półkach – na przykład limity sprzedaży cukru – to tylko część problemów, z jakimi boryka się branża handlowa. W ostatnim czasie dużym tematem są kradzieże w sklepach i podniesienie progu kradzieży przygotowywane przez rząd. To pokazuje, że ludzie nie mają pieniędzy, w koszykach jest dużo mniej produktów niż kiedyś. Na taką sytuację wpływ ma ogromna inflacja, zerwane łańcuchy dostaw, wyższe koszty transportu, etc. W 2022 roku w szybkim tempie następuje zmiana preferencji konsumentów, którzy wybierają wyroby tańsze.

– Przede wszystkim mamy galopującą inflację. Wszyscy to odczuwamy, konsumenci narzekają, że ceny idą w górę. Ceny, które my oferujemy w naszych sklepach są efektem tej sytuacji – wzrosły ceny surowców oraz koszty przetwórstwa i przygotowania produktów. Mamy zerwane łańcuchy dostaw w niektórych asortymentach – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – My jako handel staramy się absolutnie nie podnosić naszych marż. Wiemy doskonale, że koszty życia poszły w górę, że są wysokie kredyty, że klienci nie mają pieniędzy. Staramy się wszystkimi możliwymi sposobami zadbać o to, żeby ciąg dostaw nie był zachwiany. Żebyśmy mogli wspólnie z dostawami przygotowywać strategie na to, aby produkty w Polsce były dostępne. Teraz dostawcy cukru przychodzą do nas z nowymi cennikami – nie możemy nic z tym zrobić. Dbamy o to, żeby cukier był dostępny – zapewnia Juszkiewicz.

Światowy kryzys finansowy nadchodzi z Chin

Najnowszy światowy kryzys finansowy nadchodzi z Chin? Największe zagrożenie wywołuje regres na rynku mieszkaniowym. Niespłacane kredyty hipoteczne uderzyły w drugą gospodarkę świata.

Bank Ludowy Chin obniżył w połowie sierpnia stopy procentowe o 10 pkt. bazowych, co międzynarodowi inwestorzy potraktowali jako próbę przeciwdziałaniu recesji zagrażającej gospodarce tego kraju.

– Ta obniżka jest symboliczna, ale symboliczne jest też, że bank ten idzie pod prąd względem najważniejszych banków centralnych, które są w trakcie cyklu podnoszenia stóp procentowych i zacieśniania polityki monetarnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets.

Z nowych danych statystycznych wynika, że gospodarka Chin dostaje coraz większej zadyszki. Spada popyt wewnętrzny, na którego wzmacnianie stawiał rząd chiński. Na rynku pracy najbardziej niepokojące jest, że rośnie poziom bezrobocia w grupie wiekowej do 24 lat i osiągnął 20%.

Największe napięcia pojawiły się jednak na rynku nieruchomości. Ceny nowych domów spadły najbardziej od sześciu lat. Problemem jest udział sektora mieszkaniowego w chińskim PKB. Sektor budowlany i mieszkaniowy to 30% PKB, a tylko mieszkaniowy to aż 13%. 30% kredytów udzielanych przez chińskie banki to kredyty hipoteczne.

– Część konsumentów nie stać na spłatę kredytów, nieruchomości stoją niedokończone, powstała piramida finansowa, bo system kredytowania jest tam specyficzny i możliwe, że nie zostaną spłacone kredyty o wartości 370 mld dolarów – wyjaśnia ekspert CMC Markets. – To może bardzo pogłębić kłopoty chińskiego sektora bankowego, a inwestorzy zagraniczni już ponieśli na obligacjach straty szacowane na 100 mld USD spowodowane upadłością ponad trzydziestu firm deweloperskich, a zwłaszcza Evergrande, czyli największego na świecie dewelopera.

Spowolnienie chińskiej gospodarki zmniejsza popyt na surowce, zwłaszcza na ropę czy miedź, krótkoterminowo jest to korzystne w kontekście zwalczania inflacji przez banki centralne Zachodu. Jednak długoterminowo zwiększa zagrożenie ogólnoświatową recesją.

Zagrożenie recesją pogłębiają konflikty wojenne, choć osłabło znaczenie wojen celnych Chiny-USA. Konflikt w Ukrainie uderza przede wszystkim w Europę, na eskalującym konflikcie pomiędzy Chinami i Tajwanem ucierpiałaby cała światowa gospodarka, na przykład dlatego, że 2/3 zaawansowanych procesorów dostarcza globalnemu rynkowi właśnie Tajwan.

Złoty umacnia się, czekając na RPP

Coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem na wrzesień jest podwyżka stóp procentowych. Widać ją już powoli w cenach. Zyskuje zarówno złoty, jak i rynkowa stawka WIBOR.

Indeksy PMI niespodziewanie wsparły dolara

Wczorajszy dzień upłynął pod dyktando odczytów indeksów PMI. Jest to o tyle interesujące, że dużych niespodzianek tak naprawdę nie było w głównych gospodarkach. Strefa euro pokazała 49,6 pkt, czyli zaledwie 0,1 pkt mniej od oczekiwań. Wiadomo, jest to wynik poniżej kluczowej granicy 50 pkt, ale symbolicznie. Z drugiej strony indeks w USA spadł do 51,5 pkt. Oczekiwania były o 0,2 pkt niższe, co pokazuje, że jest to jednak dobry odczyt. Różnica 0,2 pkt w indeksie PMI to nie jest przepaść, ale w połączeniu z solidnymi danymi z rynku pracy okazuje się, że jest to wystarczający impuls, by dolar znów był droższy od euro.

Polski złoty wciąż silny

Polska waluta zyskuje na wartości na fali spekulacji o podwyżce stóp procentowych. Coś, co jeszcze kilka tygodni temu było realnie wykluczane przez rynki, dzisiaj staje się rzeczywistością. Widać to nawet w rynkowej stawce WIBOR, która po wielu tygodniach marazmu znów zaczęła rosnąć. Powodem są oczywiście oczekiwania inflacyjne. Przy przeszło 16% inflacji, kiedy przekracza ona stopy procentowe o niemal 10%, naprawdę jest miejsce na wzrost stóp procentowych i to nie o symboliczne ćwierć punktu procentowego. Rezultatem tych spekulacji jest umacnianie się złotego. Im wyższe stopy procentowe, tym większe zainteresowanie walutą.

Karuzela na franku

Jeszcze dwa tygodnie temu za franka płacono niemal 5 zł. Wczoraj odbiliśmy się od poziomu 4,80 zł. Co powoduje tak silną korektę? Przede wszystkim mamy sytuację rzadko spotykaną – dane ze Szwajcarii wpływają na rynek. Dotychczas frank, jako waluta na trudne czasy, był raczej zależny od trendów globalnych i strachu na rynkach. Teraz gdy niespodziewanie doszło do wzrostu stóp procentowych, nagle dane zaczęły być istotne. Słabsze dane z gospodarki rzutowały negatywnie na franka, bo oddalały kolejne podwyżki stóp. Wczoraj jednak zobaczyliśmy dalej rosnącą inflację, co na razie powoduje stabilizację ceny franka, a nawet lekką korektę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

52 mln euro od EBOR dla Elemental Holding na inwestycję w Zawierciu

Celem pożyczki jest sfinansowanie rozbudowy tworzonego przez Grupę Elemental Holding zakładu recyklingu w Zawierciu oraz powstanie instalacji paneli fotowoltaicznych na miejscu.

Należąca do Grupy spółka Elemental Strategic Metals prowadzi obecnie projekt budowy zakładu, w którym recyklingowi poddawane będą zużyte akumulatory litowo-jonowe do pojazdów elektrycznych, baterie z laptopów, telefonów komórkowych i innych urządzeń, a także katalizatory. W Zawierciu odzyskiwane będą takie pierwiastki jak lit, kobalt, platyna, pallad oraz rod. Zakład będzie produkował metale szlachetne, a także inne materiały, których możliwe będzie ponowne wykorzystanie jako wsad do produkcji nowych baterii oraz innych zastosowań zgodnie z założeniami gospodarki o obiegu zamkniętym.

– Budowa zakładu w Zawierciu jest niezwykle ważną inwestycją bateryjną w Polsce, która w dodatku jest jedną z pierwszych w całej Europie. Nasz projekt powstaje w oparciu o wszelkie standardy środowiskowe i ma na celu wsparcie odpowiedzialnego zarządzania ograniczonymi zasobami w gospodarce o obiegu zamkniętym poprzez recykling metali z grupy platynowców– podkreśla Paweł Jarski, Prezes Elemental Holding

Inwestycja w Zawierciu umożliwi Grupie Elemental Holding wejście na nowy, stale rozwijający się rynek recyklingu akumulatorów litowo-jonowych oraz rozszerzenie działalności w procesie recyklingu PGM o własny zakład przetwórczy.

Realizację projektu budowy nowoczesnego zakładu, dysponującego wysokimi mocami produkcyjnymi, umożliwiło otrzymanie długoterminowego finansowania od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Również dzięki środkom otrzymanym od EBOR, możliwa jest budowa instalacji paneli fotowoltaicznych, która odpowiadać będzie za wytwarzanie energii elektrycznej dla zakładu co przyczyni się do zmniejszenia śladu węglowego.

EBOR zapewnia również ocenę technologii projektu, mającą na celu wsparcie spółki w optymalizacji decyzji inwestycyjnych. Cały projekt Grupy został wysoko oceniony przez ekspertów Komisji Europejskiej, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Kompap zwiększa obroty i przejmuje spółkę od Asseco

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące w Polsce drukarnie dziełowe produkujące książki – BZGraf i OZGraf oraz drukarnia offsetowo-rolowa Kompap w Laskowicach, wypracowała w I półroczu 2022 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 49,29 mln zł, tj. wyższe o 11% niż przed rokiem. Zysk netto poligraficznej grupy za ten okres wyniósł 2,81 mln zł. Kompap jednocześnie realizuje plany konsolidacji i z początkiem września sfinalizował zakup spółki z grupy Asseco, zajmującej się drukiem cyfrowym i korespondencją masową.

Nowy nabytek Kompapu, spółka o nazwie Komunikacja Masowa, oznacza dla poligraficznej grupy rozwinięcie oferty o usługi związane z drukiem cyfrowym, obiegiem firmowych e-dokumentów oraz elektroniczną i papierową korespondencją zlecaną na wielką skalę przez banki, ubezpieczycieli, firmy energetyczne etc. Rocznie firma przetwarza też 42 mln elektronicznych faktur i jak dotąd wygenerowała 1 mld e-dokumentów. Jej przychody za ubiegły rok wyniosły ok. 20 mln zł. Kompap kupił tę spółkę od Asseco za 5,25 mln zł, finansując zakup ze środków własnych.

– Poprzez zakup Komunikacji Masowej spełniamy nasze wcześniejsze zapowiedzi dotyczące rozwoju usługowego portfolio grupy Kompap. Do druku offsetowego, w którym mamy bardzo wysokie kompetencje, dodajemy komplementarne usługi druku cyfrowego. To pozwali nam wejść w nowy obszar biznesu i otworzyć drogę do pozyskiwania kolejnych dużych zamówień. Druk cyfrowy i e-dokumentacja to szybko rozwijające się dziedziny ze względu na coraz większy stopień digitalizacji przedsiębiorstw oraz społeczeństwa. Jednocześnie cały czas obserwujemy rynek i jesteśmy zainteresowani jego dalszą konsolidacją, więc nie wykluczamy kolejnych przejęć – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Laskowicka drukarnia Kompapu już dziś realizuje wielkonakładowe zlecenia na druki, materiały firmowe, broszury czy ulotki klientów takich jak m.in. PZU, Tauron, Energa czy Totalizator Sportowy. Spółka Komunikacja Masowa będzie zatem uzupełnieniem i rozwinięciem biznesu grupy.

Oprócz drukarni w Laskowicach do Kompapu należą jeszcze drukarnie dziełowe w Białymstoku oraz Olsztynie. Grupa jest zaliczana do największych zakładów poligraficznych w Polsce, obsługując wiodące domy wydawnicze. Notowany kolejny z rzędu wzrost skonsolidowanych przychodów grupy to w dużej mierze efekt rosnących zamówień, pozyskiwanych przez te drukarnie m.in. z zagranicznych wydawnictw, ale też i krajowych klientów. Spółce, której znaczna część sprzedaży pochodzi z eksportu, pomaga też sytuacja na rynkach walutowych.

– Mimo coraz trudniejszej sytuacji w gospodarce mamy za sobą kolejne udane dwa kwartały. Zwiększyliśmy dwucyfrowo przychody ze sprzedaży, a zysk netto za jedno półrocze wyniósł 2,81 mln zł, czyli tyle co zysk odnotowany za cały rok 2019. Utrzymanie tak wysokiej rentowności jest nie lada wyczynem w branży w okresie, gdy średni koszt naszego podstawowego surowca – papieru – wzrósł o ponad 100%. Jeśli chodzi o produkcję i sprzedaż w 2022 r. procentują inwestycje w unowocześnianie naszych drukarni. Jesteśmy w stanie drukować coraz szybciej i więcej zachowując przy tym wysoką jakość druku. Tymi argumentami, w połączeniu z rzetelnością i pewnością dostaw, zdobywamy zaufanie kolejnych klientów. Ta renoma jest szczególnie ważna, gdy walczymy o zlecenia z zagranicy zagranicznych klientów. W I półroczu 35% naszej sprzedaży przyniosły kontrakty z zagranicznymi wydawcami – z Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Niemiec, a nawet Portugalii czy Kanady. Natomiast od strony kosztowej pomaga nam wcześniejsza reorganizacja firmy i coraz większy zakres zakupów centralnych. Te synergie będą jeszcze większe po dołączeniu kolejnej spółki do naszej grupy. To jest ważne zwłaszcza dziś, gdy nasza branża mierzy się z rosnącymi cenami energii i surowców. Co ważne, w I półroczu poprawiliśmy też płynność oraz spłaciliśmy też część leasingów i kredytów – wyjaśnia prezes Kompapu.

Niezależnie od realizowanego przejęcia, Kompap kontynuował inwestycje w nowoczesne maszyny podnoszące wydajność druku w posiadanych już zakładach. W latach 2020-2021 Kompap wydał na ten cel ok. 12 mln zł. W 2022 r. zakupił m.in. maszyny do cięcia papieru o wartości 760 tys. zł do drukarni w Olszynie oraz naświetlarkę do drukarni w Białymstoku o wartości ok. 650 tys. zł. Aktualnie  finalizuje zakup linii do oprawy miękkiej o wartości ponad 2 mln zł do tego zakładu. Łączne wydatki w grupie związane z unowocześnianiem parku maszynowego planowane są na ok. 4 mln zł w 2022 r. Oprócz tego Kompap zaczął też inwestować w fotowoltaikę. Instalacja działająca od marca zaspokaja ok. 5-8% zapotrzebowania laskowickiej drukarni na energię. Spółka planuje jej rozbudowę, tak by zapewnić ok. 30% zapotrzebowania drukarni na prąd, co pozwoli znacznie obniżyć koszty energii całej grupy.

Po zakończeniu I półrocza Kompap wypłacił dywidendę z zysku wypracowanego w 2021 r. w wysokości 45 gr za akcję. Decyzją ZWZ, zgodnie z rekomendacją zarządu, wysokość dywidendy została jednak zmniejszona (pierwotna rekomendacja to 70 gr/akcję), aby sfinansować zakup nowej spółki bez konieczności zaciągania dodatkowego długu.

Szczuplejące portfele Polaków. Czas na zaciskanie pasa

  • Mimo trudnej sytuacji finansowej, Polacy chętnie włączają się w pomoc Ukrainie dotkniętej wojną. Dla przykładu – 24 614 185 zł na dwa dni przed końcem założonego czasu – zebrano na dron Bayraktar dla Ukraińców. Udział w zbiórce wzięło 219 155 osób.
  • Blisko 85% Polaków obawia się wpływu wojny w Ukrainie na naszą sytuację finansową. Wynik ten stanowi rekord od co najmniej 2008 r. w zakresie obaw Polaków o sytuację finansową wywołanych m.in. globalnym kryzysem finansowym, Brexitem czy pandemią COVID-19.
  • Jakość życia rodzin w Polsce spadła w stosunku do 2021 r. Dziś nawet 64% badanych twierdzi, że żyje im się gorzej, niż jeszcze rok temu. Największy wpływ na taką sytuację ma inflacja, wojna u sąsiadów i konflikt polityczny.

Ponad 64% Polaków twierdzi, że jakość ich życia obniżyła się w porównaniu z 2021 r. Na taką sytuację miała wpływ inflacja, sytuacja w Ukrainie, a także konflikt polityczny czy nawet spadek dochodów. Mimo tak niesprzyjających okoliczności gospodarczych i finansowych Polska jest symbolem wsparcia naszych sąsiadów dotkniętych wojną i stała się jednym z największych domów dla uchodźców.

Trudne czasy dla naszych sąsiadów

Od końca lutego trwa inwazja Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Od tego czasu nieustannie władze i polskie społeczeństwo włączają się w pomoc naszym sąsiadom. W ramach ruchów oddolnych Polacy uczestniczą w zbiórkach finansowych, rzeczowych, spożywczych, udzielają schronienia uchodźcom oraz wspierają ich w rozpoczęciu życia na terenie naszego kraju. Jak wynika z danych Straży Granicznej, od początku wojny do Polski przyjechało ponad 5,1 mln Ukraińców.

Dla przykładu – 24 614 185 zł Polacy uzbierali w ramach zrzutki na dron Bayraktar, który ma za zadanie wspierać ukraińskich żołnierzy w obronie kraju. W zbiórce udział wzięło ponad 219 tys. osób, wobec czego średnia wysokość wpłaty wyniosła ponad 112 zł.

Polacy aktywnie i realnie wspierają Ukraińców. To znaczące, zwłaszcza, że ta pomoc w dużej mierze ma wymiar materialny. Co warto podkreślić, waga tej pomocy jest bardzo wysoka też ze względu na fakt, że od początku roku widoczne było znaczne pogorszenie się sytuacji finansowej Polaków. Mierzymy się z szeregiem niesprzyjających okoliczności dla naszych portfeli, a mimo to dbamy o naszych sąsiadów najlepiej jak to możliwe. Liczne oddolne inicjatywy pokazują, jak ważne jest niesienie pomocy ofiarom wojny – mówi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Zaglądamy do portfela

W lipcu, drugi miesiąc z rzędu, inflacja w Polsce wyniosła ponad 15%, w sierpniu przekroczyła 16%. Drożeją zarówno produkty spożywcze, towary codziennego użytku, w tym m.in. paliwo, ale też materiały budowlane, samochody, biżuteria czy zabawki. Co więcej rosną też rachunki –za gaz, ogrzewanie, raty kredytów hipotecznych czy rozrywka – np. karnety sportowe. W przeciwnym kierunku podąża zasobność portfela Polaków – kupujemy mniej, płacimy więcej. Potwierdzają to badania przeprowadzone przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce w II kwartale 2022 r. Wynika z nich, że obecnie nawet 64% Polaków zauważa, że żyje im się gorzej niż w ubiegłym roku.

Wzrosty cen są odczuwalne. Jedynie 12% rodaków oceniło swoją obecną sytuacją jako lepszą niż w 2021 r. Wpływ na taki niekorzystny wynik ma przede wszystkim inflacja – tak w naszych badaniu – w drugim kwartale 2022 r. oceniło ponad 78% ankietowanych. Ponad 55% badanych na przyczynę problemu wskazało również wojnę w Ukrainie. Ograniczenia produkcyjne w Ukrainie, ucięcie relacji biznesowych z Rosją, niepokoje i obawy społeczne, mają ogromny wpływ na kondycję finansową społeczeństwa. Są to zdecydowanie dwa główne czynniki, na które wskazują Polacy zapytani o coraz słabszą kondycję finansową – przybliża Marcin Czugan.

Z raportu wydanego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych podsumowującego II kwartał 2022 r. wynika też, że blisko 26% badanych dopatruje się problemu w konflikcie politycznym (w Polsce) oraz nieco ponad 24% w spadku swoich dochodów.

Czas na zaciskanie pasa

Kiedy blisko 85% Polaków obawia się wpływu wojny na finanse, kiedy inflacja już kolejny miesiąc utrzymuje się na poziomie ponad 15%, pozostaje przyjęcie strategii zaciskania pasa. Eksperci są zgodni, zalecają wdrożenie planów oszczędnościowych, ograniczenie wydatków. Z pomocą przychodzi również opcja wakacji kredytowych, które oznaczają możliwość zawieszenia spłat kredytów hipotecznych bez uszczerbku na własnej historii kredytowej.

Należy poszukiwać oszczędności. Tam, gdzie to możliwe – tańszych rozwiązań, czasem konieczne jest zrezygnowanie z pewnych wydatków, czy wykorzystanie możliwości generujących pewne odciążenia finansowe. Wszystko po to, by uchronić się przed długami, z których w trudnych czasach może być trudniej wyjść – radzi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych. – W przypadkach, gdy na naszym koncie ciążą już pewne zaległości, warto nadać priorytet zobowiązaniom i spróbować z wierzycielami ustalić nowe warunki spłaty. Być może zmniejszenie raty na rzecz wydłużenia okresu spłaty, okaże się rozwiązaniem idealnym dla obu stron. Najistotniejsze jest jednak zmierzenie się z wyzwaniem i podjęcie próby wyjścia z zadłużenia – dodaje.

Prezes Minutor Energia obejmuje akcje w nowej emisji

Zbisław Lasek, Prezes MINUTOR Energia, notowanej na New Connect spółki, specjalizującej się w sprzedaży fotowoltaiki i produkcji magazynów energii, zapowiedział że obejmie 10% trwającej właśnie emisji akcji serii D. Spółka chce pozyskać od inwestorów do 3 mln zł. Celem jest m.in. podwyższenie kapitału zakładowego w spółce-córce, odpowiadającej za produkcję magazynów energii.

­– Wierzę w projekt, który tworzę, dlatego z pełnym przekonaniem pokazuję swoje zaangażowanie w jego realizację zarówno obecnym inwestorom, jak i tym, którzy chcieliby wziąć udział w trwającej emisji. W ostatnim czasie sprzedałem część posiadanych akcji, które nie były objęte lock upem za łączną kwotę wynoszącą około 100 tys. zł. Te środki, wraz ze środkami z innych dezinwestycji, zamierzam wykorzystać na zakup akcji o wartości 300 tys. zł. Chcę, żeby pieniądze pracowały w firmie, bo obecnie – w okresie rosnącego zainteresowania magazynami energii, spółka potrzebuje dodatkowego kapitału, który zwiększy jej konkurencyjność oraz pozwoli elastycznie reagować na dynamicznie zmieniającą się sytuację rynkową  – powiedział Zbisław Lasek, prezes Grupy MINUTOR Energia.

Prezes Spółki wspiera również MINUTOR Energia linią pożyczkową. Średnie oprocentowanie środków pożyczonych spółce przez Zbisława Lasek sięga około 5%. Finansowe wsparcie pozwala spółce zyskać większą elastyczność, przy jednoczesnym braku zadłużenia w bankach.

– Oprocentowanie środków, które pożyczam spółce jest na poziomie stóp procentowych NBP, poniżej poziomu inflacji. Zdecydowałem się na ten krok, ponieważ obecne zawirowania rynkowe związane z surowcami i stale rosnącymi cenami energii będą dalej napędzały rozwój fotowoltaiki i magazynów energii, na czym finalnie skorzysta MINUTOR Energia – dodał Prezes.

MINUTOR Energia chce zebrać do 3 mln zł w emisji akcji serii D. Spółka zamierza wyemitować do 10 mln akcji po cenie emisyjnej 0,30 zł.

W ostatnim czasie MINUTOR Energia został wyróżniony przez GPW, która zakwalifikowała go do segmentu NC Focus, skupiającego najbardziej perspektywistyczne spółki z rynku New Connect.

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje do Marszałek Witek w sprawie 10H

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) zwróciła się do Marszałek Elżbiety Witek z apelem o rozpoczęcie parlamentarnego etapu prac nad rządowym projektem ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw, który wpłynął do Sejmu w połowie lipca br. W ramach tego projektu przewiduje się liberalizację zasad realizacji inwestycji w lądowe farmy wiatrowe. Mając na uwadze obecny kryzys energetyczny oraz wysokie ceny nośników energii takich jak węgiel kamienny oraz gaz ziemny, a także obawy o dostępność tych paliw, odnawialne źródła energii – w tym szczególnie lądowe farmy wiatrowe – stanowią bezcenną alternatywę oraz wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski.

„W obliczu aktualnego kryzysu energetycznego konieczne są działania skierowane na „tu i teraz”, które pomogą mitygować wpływ podwyżek cen energii oraz jej nośników oraz obawy o ich dostępność, a także działania skierowane na średni i dłuższy termin, które pozwolą zaradzić przyszłym problemom – w najgorszym przypadku powtórce tegorocznych problemów w przyszłym roku. Aby to osiągnąć musimy znacząco przyspieszyć rozwój odnawialnych źródeł energii, a podstawowym krokiem w tym kierunku jest liberalizacja zasady 10H, która ogranicza możliwość budowy lądowych farm wiatrowych. Rządowy projekt liberalizujący przepisy trafił do Sejmu w połowie lipca br., lecz nie został mu nadany nawet numer druku. Tracimy bezcenny czas. Energia z OZE zmniejsza naszą zależność od – w dużej mierze importowanych – paliw kopalnych, wzmacnia przez to bezpieczeństwo i suwerenność energetyczną. W połączeniu z innymi rozwiązaniami, które FPP postuluje – jak umożliwienie realizacji linii bezpośrednich, pozwalających połączyć wytwórcę energii z jej konsumentem z pominięciem powszechnie dostępnych sieci przesyłowych, możliwe jest osiągnięcie efektu istotnego w skali całego systemu elektroenergetycznego – a ten znajduje się aktualnie pod dużą, nieustannie narastającą presją. Podkreślenia wymaga także to, iż rozwój OZE – w tym lądowych farm wiatrowych – to miliardowe inwestycje, nowe miejsca pracy, rozwój sieci kooperantów, wzmocnienie bazy podatkowej (w szczególności lokalnej, często w gminach o niskich przychodach, a więc i niewielkich budżetach). Dlatego liczymy na to, że Pani Marszałek zdecyduje o nadaniu numeru druku sejmowego rządowemu projektowi ustawy o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw, a także zapewni jego sprawne procedowanie w ramach trzech czytań i doprowadzi do szybkiego uchwalenia ustawy oraz jej przekazania do Senatu. W przypadku OZE nie ma czasu do stracenia, ponieważ decyzje podjęte dziś przyniosą skutki w średnim i długim terminie. Im szybciej zaczniemy, tym prędzej efekty nowych regulacji będą odczuwalne dla odbiorców energii” – wskazuje Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Próba odbicia w górę na GPW

Wczorajszy 4,29 proc. spadek wartości WIG-u 20 był najsilniejszym tego typu ruchem od 24 lutego, kiedy nasz rynek reagował na wiadomość o rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W ciągu minionych 13 sesji WIG-20 stracił 15,7 proc., czyli tylko nieco mniej niż podczas dwu tegorocznych 13-sesyjnych sekwencji z lutego i kwietnia-maja. Indeks spadł poniżej poziomu swego minimum z końca października 2020 i znalazł się na najniższym poziomie od początku kwietnia 2020.

Spadły również pozostałe główne indeksy GPW (najmniejszą – 1,49 proc. zniżkę notował sWIG-u 80, który nadal próbował bronić poziomu wsparcia wyznaczanego przez dołki tego indeksu z lutego i lipca). Spadły w czwartek również wszystkie indeksy sektorowe – najsilniej WIG-Paliwa (-6,09 proc.), WIG-Górnictwo (-5,22 proc.) i WIG-Banki (-4,45 proc.). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły WIG-Górnictwo, WIG-Banki i WIG-Motoryzacja.

Dziś rano główne indeksy GPW próbowały złapać równowagę (WIG-20 +0,43 proc. ok. godz. 9:30). Wśród składników tego indeksu swe nowe cykliczne minima zaliczyły dziś rano kursy KGHM, Pekao i Santander Bank Polska, ale ok. godz. 9:40 ceny tych akcji lekko rosły.

Na rynku akcji w USA lekko odbijając w górę S&P 500 i DJIA przerwały wczoraj sekwencję spadkową rozpoczętą w miniony piątek po przemówieniu przewodniczącego FED Jerome Powella. Po raz 5-ty z rzędu spadła natomiast Nasdaq Composite. Dziś rano ceny kontraktów na te indeksy lekko taniały (S&P 500 -0,17 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii brak dziś było dominującej tendencji. Najsłabszy był dziś Hang Seng (-0,95 proc.), najsilniejszy filipiński PSEi (+0,77 proc.).

W Europie przeważały dziś rano wzrosty głównych indeksów giełdowych (DAX +1,23 proc., CAC 40 +0,73 proc.).

Spadały dziś lekko rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Europie i USA.

Ceny kontraktów na ropę naftową (WTI na NYMEX-ie i Brent na ICE), które wczoraj po trzecim z rzędu spadku dotarły w okolice poziomów swoich osiągniętych w połowie sierpnia półrocznych minimów dziś rano lekko odbijały w górę (1,71-1,82 proc. ok. godz. 8:35). Lekko drożały dziś rano kontrakty na metale szlachetne (ok. godz. 9:30 złoto +0,17 proc., srebro +0,35 proc., platyna +0,31 proc., pallad +1,76 proc.). 6-tą sesję z rzędu spadała dziś rano cena kontraktów na miedź na COMEX-ie. Najniższy od roku poziom zaliczyła wczoraj na CME cena kontraktów na drewno.

Kurs EUR/USD lekko dziś rano rósł (+0,28 proc. ok. godz. 8:45), ale pozostawał poniżej poziomu parytetu (0,99725). Amerykański dolar zaliczył dziś rano swe nowe cykliczne maksima względem japońskiego jena, koreańskiego wona, dolara nowozelandzkiego, filipińskiego peso, dolara tajwańskiego i islandzkiej korony.

Lekko umacniał się dziś rano polski złoty (EUR/PLN-0,04 proc., USD/PLN -0,33 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara kolejny dzień przebywał w okolicach poziomu 20000 USD (+0,06 proc. ok. godz. 8:49).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Jak prawidłowo zachowywać się na drogach z Odcinkowym Pomiarem Prędkości?

  • Fotoradary w pierwszej połowie 2022 roku zarejestrowały ponad pół miliona wykroczeń, w tym niemal 95 tys. odnotowały urządzenia Odcinkowego Pomiaru Prędkości – wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.
  • W tym roku w Polsce pracuje 527 fotoradarów, co oznacza, że każde takie urządzenie wykryło w pierwszym półroczu ponad 770 wykroczeń. Z kolei urządzeń Odcinkowego Pomiaru Prędkości działa w tej chwili 32, czyli każde z nich zarejestrowało niemal 3 tys. zdarzeń.
  • Prawdopodobieństwo spotkania OPP w trasie jest coraz większe, dlatego warto wiedzieć jak bezpiecznie i bez stresu pokonać ten odcinek drogi.

W pierwszej połowie 2022 roku urządzenia rejestrujące prędkość wykryły dokładnie 501 520 przypadków naruszenia przepisów, z czego prawie 95 tys. to efekt pracy Odcinkowych Pomiarów Prędkości – wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego (GITD). W tym roku w Polsce pracuje 527 fotoradarów, co oznacza, że każde takie urządzenie wykryło w pierwszym półroczuponad 770 wykroczeń. Z kolei urządzeń Odcinkowego Pomiaru Prędkości działa w tej chwili 32, czyli każde z nich zarejestrowało niemal 3 tys. zdarzeń. Skuteczność działania tych systemów potwierdzają też efekty pracy OPP znajdującego się w tunelu Południowej Obwodnicy Warszawy, na drodze S2. W ciągu pierwszej połowy 2022 roku system zarejestrował 26,8 tys. naruszeń przepisów. Dla porównania, wszystkie fotoradary i OPP zarejestrowały w stolicy łącznie 123,5 tys. naruszeń.

– Dodam, że w ubiegłym roku policja odnotowała prawie 23 tys. wypadków na drogach publicznych. Jeśli przyjrzymy się statystykom, szybko zauważymy pewną prawidłowość – od lat najważniejsze przyczyny wypadków to nieustąpienie pierwszeństwa i nadmierna prędkość. To zawsze numer jeden i dwa. W zależności od kategorii wypadku czasem zamieniają się miejscami. Ta prawidłowość pokazuje, jak ważne zadanie stoi przed systemami kontroli prędkości, szczególnie OPP. Sygnały o ich skuteczności płyną m.in. od zarządców dróg, kontroli transportu, a także NIK, której raport pokazał, że pomiary odcinkowe rejestrują średnio o połowę więcej wykroczeń niż fotoradary – mówi Aleksander Dębski, Kierownik Produktów ITS w Sprint S.A.

Jak skuteczność OPP wygląda w statystykach? Według CANARD, liczba wypadków na odcinkach dróg objętych tego typu kontrolą spadła o 57%, co przełożyło się na 71% mniej ofiar śmiertelnych i o 56% mniej rannych w wypadkach[1].

Więcej OPP na polskich drogach

Obecnie pod kontrolą OPP znajduje się 171,1 km tras. Najwięcej instalacji OPP działa w województwie mazowieckim – razem to 42,2 km odcinków drogowych pod nadzorem kamer. W tej chwili odcinkowe pomiary prędkości działają w 13 województwach, ale w pozostałych 3 (wielkopolskim, zachodniopomorskim i kujawsko-pomorskim) też pojawią się tego typu systemy. 39 nowych, planowanych do uruchomienia w ciągu kilkunastu miesięcy OPP, obejmie łącznie 427,7 km. Oznacza to prawie 600 km pod nadzorem w 2024 r. – to tyle, ile liczy, np. trasa z Gdańska do Krakowa. Jednym słowem, szansa na spotkanie OPP w trasie jest coraz większa. Jak więc prowadzić auto na takim odcinku, aby nie stwarzać zagrożenia na drodze i nie narazić się na mandat? Wystarczy pamiętać o trzech zasadach.

Unikaj „efektu kangura”

Chodzi o gwałtowne hamowanie w miejscu kontroli i przyspieszanie, tuż po minięciu odcinka. Do takich sytuacji dochodzi najczęściej w miejscach, gdzie pracują fotoradary, ale przy OPP też może się to wydarzyć. System jest skonstruowany w taki sposób, aby kierowca zdążył zauważyć miejsce rozpoczęcia pomiaru prędkości i w efekcie mógł płynnie zwolnić, nie stwarzając zagrożenia i nie ryzykując mandatu. Jeśli za OPP chcesz przyspieszyć – nie rób tego gwałtownie i dostosuj prędkość do sytuacji.

Zwracaj uwagę na znaki drogowe

O umiejscowieniu Odcinkowego Pomiaru Prędkości informują znaki D-51a “Automatyczna kontrola średniej prędkości” oraz D-51b “Koniec automatycznej kontroli średniej prędkości”. Umieszcza się je odpowiednio na początku i na końcu monitorowanego odcinka. Obserwacja oznakowania pozwoli ci przygotować się na spotkanie z systemem i dostosowanie prędkości. O obecności OPP na drodze informują też aplikacje dla kierowców.

Znaki D-51a i D-51b

Nie zwalniaj do prędkości znacznie niższej niż dopuszczalna

To częsta przypadłość wielu kierowców, którzy w miejscu pracy urządzeń pomiarowych zwalniają do niewielkiej prędkości, znacznie poniżej dopuszczalnej. W efekcie dochodzi do tamowania ruchu, co wcale nie jest bezpieczną sytuacją na drodze. Może to oznaczać, że w sznurze pojazdów znajdzie się niepokorny kierowca, który zdecyduje się na niebezpieczne manewry i łamiąc przepisy doprowadzi do poważnego wypadku. Pamiętaj o zasadzie „myśl i przewiduj” – nie wszyscy kierujący są cierpliwi.

– Chciałbym podkreślić ważną rzecz: Odcinkowe Pomiary Prędkości nie są instalowane na złość kierowcom, ale właśnie z myślą o nich i poprawie bezpieczeństwa na drodze. OPP dają kierującym czas na odpowiednią reakcję i wymuszają utrzymanie bezpiecznej prędkości na dłuższym odcinku niż w przypadku fotoradaru. Przywołane wcześniej dane statystyczne pokazują, że ten system jest skuteczny, co powinno być dobrym sygnałem także dla zarządców dróg, którzy chcą poprawy bezpieczeństwa w ruchu. Dodam, że przy montażu OPP można wykorzystać istniejącą infrastrukturę, bez konieczności inwestowania w drogie konstrukcje wsporcze nad pasami ruchu. W tej chwili OPP będzie spotykana coraz częściej na autostradach, drogach szybkiego ruchu i tunelach, bo właśnie tam zwykle sprawdzają się lepiej niż fotoradary – dodaje Aleksander Dębski ze Sprint S.A.

Autor/Źródło: Sprint S.A.

[1] https://www.canard.gitd.gov.pl/cms/rejestracja-wykroczenia-i-co-dalej-?p_p_id=101&p_p_lifecycle=0&p_p_state=maximized&p_p_mode=view&_101_struts_action=%2Fasset_publisher%2Fview_content&_101_assetEntryId=146609&_101_type=content&_101_urlTitle=odcinkowe-pomiary-predkosci-skuteczne-w-walce-z-piratami-drogowymi&inheritRedirect=false

Poufne dane uczniów na celowniku. Szkoły oblewają egzamin z cyberbezpieczeństwa

Szkoły i uczelnie coraz częściej stają się celem grup cyberprzestępczych. W ubiegłym roku aż 6 na 10 placówek edukacyjnych doświadczyło ataku ransomware – to wzrost o 16% względem roku 2020. Według raportu firmy Sophos, w szkolnictwie częściej niż w innych branżach w wyniku ataku dochodzi do zaszyfrowania danych. Placówki te potrzebują także najwięcej czasu na ich odzyskanie – w niektórych przypadkach trwa to aż pół roku.

Aż 95% placówek edukacyjnych twierdzi, że działalność cyberprzestępców uniemożliwiła im normalne funkcjonowanie. W przypadku 94% szkół i uczelni prywatnych skutecznie przeprowadzony atak ransomware wpłynął także niekorzystnie na sytuację finansową. 40% badanych przyznało, że odzyskanie danych było możliwe po więcej niż 30 dniach (w innych branżach było to 20% respondentów). W 9% przypadków odzyskiwanie zasobów trwało od 3 do 6 miesięcy.

Statystycznie podmioty edukacyjne rzadziej są celem ataków ransomware niż należące do innych branż, jak handel, przemysł energetyczny czy ochrona zdrowia (średnia to 66%). Jednak to szkoły częściej mierzą się z problemem zaszyfrowanych przez cyberprzestępców danych – w ten sposób kończy się aż 73% ataków. To aż o 8 punktów procentowych więcej niż światowa średnia.

W 98% przypadków udało się przynajmniej częściowo odzyskać zaszyfrowane przez cyberprzestępców informacje. 3 na 4 placówki korzystały w tym celu z wykonanych wcześniej kopii zapasowych danych. Prawie połowa (47%) zdecydowała się zapłacenie przestępcom okupu. Należy jednak zaznaczyć, że jedynie 2% szkół, które wybrały to rozwiązanie, otrzymało z powrotem komplet swoich danych.

Szkoły i uczelnie są często jednym z głównych celów ataków. Cyberprzestępców kuszą przede wszystkim przechowywane przez placówki poufne dane osobowe. Atakujący zakładają też, że nie napotkają tam silnych zabezpieczeń systemów IT – komentuje Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos.

Cyberpolisa dla cyberbezpiecznej szkoły

W przypadku placówek systemu oświaty i szkolnictwa wysoki jest wskaźnik wypłat odszkodowań związanych ze skutkami ataków ransomware – wynosi aż 99%. Wciąż jednak jedynie 78% placówek ma wykupioną cyberpolisę (średnia dla wszystkich sektorów to 83%).

40% ankietowanych z branży edukacyjnej przyznaje, że zmniejszyła się liczba ubezpieczycieli, którzy oferują polisy od cyberataków. Wyższe stały się za to wymagania, które musi spełnić placówka, aby w ogóle mogła zostać ubezpieczona – takiego zdania jest co drugi badany.

Najsłabszym ogniwem systemu jest najczęściej użytkownik, a wciąż wśród uczniów oraz nauczycieli brakuje wiedzy związanej z cyberzagrożeniami i bezpiecznym korzystaniem z sieci. Placówki edukacyjne powinny też ściśle współpracować z zaufanymi specjalistami ds. bezpieczeństwa. Dzięki temu ograniczone budżety będą mogły przeznaczać na właściwe rozwiązania, które zapewnią skuteczną ochronę i pozwolą spełnić standardy wymagane przez ubezpieczycieli – dodaje ekspert.

W kwestiach cyberbezpieczeństwa warto szykować się na najgorsze i mieć zawczasu opracowany szczegółowy plan działania. Absolutną podstawą jest wykonanie kopii zapasowych i ćwiczenie szybkiego przywracania z nich danych. Wyniki badania pokazują, że to sprawdzony sposób na walkę ze skutkami ataków ransomware – mówi Grzegorz Nocoń.

Ekspert Sophos podkreśla, że szkoły nie powinny czekać na pierwszy ruch ze strony przestępców. Należy aktywnie kontrolować systemy i sieć, aby powstrzymać lub jak najwcześniej zareagować na atak. Osoby odpowiedzialne za systemy IT w placówkach edukacyjnych powinny zainstalować odpowiednie oprogramowanie do ochrony danych i wykonywać regularne kontrole bezpieczeństwa. Dobrą praktyką jest także bieżące aktualizowanie wszystkich systemów i łatanie luk w zabezpieczeniach, które mogą wykorzystać cyberprzestępcy.

O badaniu

W badaniu „State of Ransomware 2022” wzięło udział 5600 specjalistów IT z firm zatrudniających od 100 do 5000 pracowników, w tym 320 respondentów z systemu oświaty i 410 z uczelni wyższych z 31 krajów.

Debiuty na rynku inwestycyjnym są dobrym znakiem na przyszłość

Od początku 2022 roku inwestorzy zainwestowali niemal 2,9 mld euro w polskie nieruchomości. Wolumen ten był o ponad 40% wyższy w porównaniu z I połową 2021 roku, a zbliżony do wartości uzyskanej w analogicznym okresie 2020 roku, kiedy rynek inwestycyjny osiągnął rezultat 3 mld euro. Apetyt inwestorów na nieruchomości w Polsce mógł częściowo wynikać z potrzeby przynajmniej częściowego zabezpieczenia się przed inflacją.

„Polska w dalszym ciągu jest postrzegana przez inwestorów jako rynek stabilny, aczkolwiek jako część regionu CEE zmieniło się jej postrzeganie w związku z agresją Rosji w Ukrainie. Dodając do tego wysoką inflację, ryzyko recesji i rosnące koszty finansowania, spowodowało to wstrzymanie planów zakupowych przez dużą część inwestorów. Nie oznacza to jednak braku aktywności, gdyż wiele podmiotów z Europy Zachodniej i Środkowo-Wschodniej nadal pozostaje w grze. W drugim kwartale rynek zanotował kilka debiutów, a obecne dotychczas w Polsce podmioty powiększyły swoje portfele. To dobry znak na przyszłość,” – komentuje Michał Grabara, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w Knight Frank.

Analizując strukturę transakcji inwestycyjnych zmianie pozycji na podium uległy główne sektory. Na pierwszym miejscu znalazł się sektor biurowy, na który przypadło 44% całkowitego półrocznego wolumenu w Polsce. Jak wyjaśnia Szymon Rychły, konsultant w dziale rynków kapitałowych Knight Frank – „za tak wysokim wynikiem stoi rekordowa w historii polskiego rynku inwestycyjnego transakcja zakupu pojedynczej nieruchomości – budynku The Warsaw Hub przez Google. Transakcja ta stanowiła 20% półrocznego wolumenu inwestycyjnego i jednocześnie przyczyniła się do osiągnięcia przez Warszawę około 50% udziału we wspominanym okresie.”

Pozostałe 50% przypadło na miasta regionalne, wśród których dominował Wrocław, w którym wolumen transakcji zakończył się wynikiem 361 mln EUR. Kolejne pozycje zajęły Poznań (120 mln EUR) i Kraków (71 mln EUR). „Przyglądając się bliżej ostatniej dekadzie, sytuacja kiedy wolumen inwestycyjny w miastach regionalnych przekroczył ten w Warszawie miała miejsce jedynie dwa razy, w 2015 i 2017 roku. Obserwowane obecnie zrównanie wolumenów wynika m.in. z dużej dostępności atrakcyjnych produktów właśnie w tych miastach,” – dodaje Szymon Rychły.

„Zanotowany w pierwszym półroczu wzrost o około 60% w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku i powrót sektora biurowego na pierwszą pozycję w strukturze transakcji inwestycyjnych wiązał się z tym, że mimo wcześniejszych obaw, biura dość dobrze poradziły sobie z pandemią, a wojna w Ukrainie w ograniczonym stopniu wpłynęła na aktywność najemców. Potwierdzeniem dobrej kondycji rynku biurowego może być fakt, że wśród inwestorów w I połowie roku znalazły się podmioty debiutujące w Polsce – szwedzka spółka Eastnine, która zakupiła biurowiec Nowy Rynek D od Skanska w Poznaniu i czeska firma Trigea Real Estate, która stała się właścicielem MidPoint 71 we Wrocławiu,” – wyjaśnia Michał Grabara.

W II kwartale roku nie odnotowano transakcji typu prime w sektorze biurowym w Warszawie, jednak szacuje się, że gdyby miały one miejsce to stopy kapitalizacji wyniosłyby 4,50-4,75%. Najlepsze projekty biurowe zlokalizowane w miastach regionalnych osiągnęły stopy zwrotu na poziomie 5,50-6,25% i pozostały stabilne.

Będący w ostatnich miesiącach liderem sektor magazynowy w I połowie 2022 roku zanotował obniżkę o 25% w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

„Wielkopowierzchniowe obiekty magazynowe w dalszym ciągu są w kręgu zainteresowania inwestorów i niższy wynik nie powinien sugerować spadku tego zainteresowania. Warto wyjaśnić, że ubiegłoroczne wartości kształtowane były w znacznym stopniu przez transakcje portfelowe, których łączna wartość wyniosła prawie 460 mln EUR. Dla porównania, w minionym półroczu odnotowano finalizację jedynie dwóch transakcji tego typu, które łącznie zamknęły się w kwocie 180 mln EUR,”komentuje Szymon Rychły.

Na koniec II kwartału 2022 roku stopy kapitalizacji dla najlepszych wielonajemcowych obiektów magazynowych zlokalizowanych w głównych obszarach koncentracji w Polsce kształtowały się na poziomie ok. 5,00-5,50% i pozostały stabilne w porównaniu z początkiem br. Jeśli miałyby miejsce transakcje najlepszymi projektami, o dłuższych niż standardowe umowy najmu (powyżej 10 lat), to oczekuje się, że byłyby one wycenianie na poziomie około 4,50%.

Sektor handlowy, który przez wiele czasu święcił triumfy, a w ostatnich latach zwolnił, skupiając się na mniejszych formatach i lokalnych społecznościach, osiągnął drugą pozycję z udziałem prawie 30% i wolumenem niemal 800 mln EUR. „Do analizy wyników poszczególnych sektorów należy podchodzić z szerszej perspektywy. Dobry wynik zanotowany przez rynek handlowy wynika z dwóch transakcji portfelowych EPP o łącznej wartości 653 mln EUR, które stanowiły ponad 80% wolumenu tego sektora. Pozostałe 144 mln EUR rozproszone było pomiędzy 17 transakcji dotyczących w przeważającej większości parków handlowych. To potwierdzenie widocznej na polskim rynku już kolejny rok z rzędu tendencji do lokowania kapitału w mniejsze podmioty, typu parki handlowe i sklepy convenience,” –  wyjaśnia Szymon Rychły.

Zdecydowana większość inwestycji na rynku handlowym w II kwartale 2022 roku dotyczyła mniejszych projektów wycenianych na poziomie 7,50-8,50%. Nie odnotowano w pierwszym półroczu transakcji typu prime, jednak można szacować, że gdyby takie negocjacje miały miejsce, projekty te osiągnęłyby stopę około 5,25%.

Oczekuje się, że w drugiej połowie 2022 roku na nastroje inwestorów na polskim rynku będzie miała wpływ sytuacja gospodarcza w Polsce i na świecie oraz konsekwencje wysokiej inflacji i podnoszonych stóp procentowych. Wojna w Ukrainie i niepewność związana z jej dalszym wpływem na sytuację w Polsce również mogą ostudzić nastroje inwestorów i obniżyć wolumeny inwestycyjne. Prognozowanie skali tych spadków jest jednak obecnie mocno utrudnione ze względu na dynamicznie zmieniające się warunki geopolityczne. Z drugiej strony sprzedający są aktualnie bardziej skłonni do nieznacznych renegocjacji cenowych, a duża część inwestorów zapowiada potencjalny powrót do zakupów po sezonie wakacyjnym.

Co dalej z polską gospodarką?

Pogarszają się nastroje konsumenckie i wskaźniki koniunktury. Obawy związane z rekordową inflacją mieszają się z obawami dotyczącymi ograniczania produkcji przez firmy i recesji.

Wskaźnik wyprzedzający koniunktury PMI dla przemysłu w Polsce wypadł wyraźnie poniżej szacunków i wyniósł 40,9 pkt, przy prognozach zakładających 41,8 pkt. Indeks ten od maja utrzymuje się poniżej granicy 50 pkt i z każdym kolejnym odczytem wypada słabiej.

Nastroje przedsiębiorców są w Polsce wyjątkowo kiepskie. Dla porównania indeks PMI dla przemysłu w strefie euro wyniósł 49,6 pkt, przy oczekiwaniach zakładających 49,7 pkt. Dla największej gospodarki regionu, czyli Niemiec było do 49,1 pkt, przy spodziewanych 49,8 pkt. Wydaje się, że jest to kolejna negatywna informacja dla euro.

Dynamika konsumpcji w Polsce uległa nieznacznemu obniżeniu pomiędzy I i II kw. (z 6,6% r/r do 6,4%) w związku z pogorszeniem nastrojów gospodarstw domowych i spadkiem realnych wynagrodzeń. Kwartalna dynamika PKB oczyszczona z wpływu czynników sezonowych zmniejszyła się w II kw. do -2,1% wobec +2,5% w I kw.

– Negatywne trendy ogólnoświatowe, które są widoczne zwłaszcza w europejskiej gospodarce, nie są dla nas obojętne, rekordowa inflacja wymusiła podwyżki stóp, których skutki są szczególnie widoczne na rynku nieruchomości – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Co bardzo istotne, tak wysoka inflacja ogranicza rozporządzalne dochody gospodarstw domowych, które z kolei ograniczają swój popyt, a wszyscy żyjemy obawami związanymi z dalszym wzrostem cen surowców energetycznych i z firm napływają sygnały, że z powodu cen energii będą ograniczać produkcję, która staje się dla nich nieopłacalna.

Jak wynika ze wstępnych danych dynamika inflacji w sierpniu w ujęciu r/r wyniosła aż 16,1%, podczas gdy oczekiwania zakładały spadek z 15,6% do 15,4%! Jeśli chodzi natomiast o ujęcie miesięczne, także wygląda to kiepsko, wskaźnik wyniósł 0,8% m/m, przy oczekiwaniach zakładających 0,2% (poprzednio 0,5%). Pomimo oczekiwań zakładających spadek tempa wzrostu cen, wczorajszy odczyt inflacji pokazał kolejny wyraźny wzrost.

Mamy więc problem z recesją, która może nie ograniczyć się do tzw. recesji technicznej, a więc dotyczącej dwóch kolejnych kwartałów.

– To czy będzie jedna czy dwie podwyżki stóp procentowych i o 25 czy 50 pkt. bazowych nie ma już tak dużego znaczenia dla gospodarki. Sytuacja jest bardzo trudna, bo gdy gospodarka spowalnia naturalną reakcją byłoby obniżanie stóp procentowych, a ponieważ polityka pieniężna działa z opóźnieniem to bank centralny powinien zareagować jak najszybciej – komentuje ekspert XTB. – Przed nami sytuacja coraz bardziej stagflacyjna. Prawdopodobnie zapłacimy wysoka cenę za rozrzutność szczególnie w ubiegłym roku, gdy było już jasne, że gospodarka dobrze poradziła sobie z odbiciem pocovidowym i należało wycofywać się z polityki stymulacyjnej, ale tego nie zrobiono.

Banki centralne popełniły bardzo poważny błąd, choć skala tego błędu jest różna w różnych krajach. Wzrost inflacji okazał się zbyt wysoki, aby z tej błędniej polityki można było się wycofać przy niskim koszcie.

– Teraz stoimy przed problemem ochrony gospodarstw domowych przed skutkami podwyżek cen energii i będą to działania prowadzące do uśmierzania bólu, a dla gospodarki oznaczać będą stymulowanie popytu – dodaje P.Kwiecień. – Jeżeli rząd zablokuje podwyżki cen energii, to w gospodarstwach domowych pozostanie więcej pieniędzy, a to znów będzie zwiększać popyt.

Popyt mogłaby ograniczyć zwiększona skłonność do oszczędzania, poprzez atrakcyjne oprocentowanie obligacji skarbowych. Rzecznik Praw Obywatelskich skierował pismo do Ministerstwa Finansów dotyczące oprocentowania obligacji skarbu państwa i różnego traktowania obywateli i inwestorów instytucjonalnych. Ekspert XTB zwraca jednak uwagę na nową ofertę, na 3-letnie obligacje stałoprocentowe (oprocentowanie 6,50%). Oferta dla inwestorów indywidualnych została w ostatnim okresie znacząco poprawiona.

Praca w domu – 5 lukratywnych pomysłów na biznes

Marzysz o home office? Masz dosyć dojazdów do pracy, stania w korku i straty czasu?

Dochodowa praca w domu jest możliwa. W tym artykule przedstawiamy przykłady biznesów, które możesz rozwijać w domowym zaciszu.

Praca w domu — propozycje off i online

Nie da się ukryć, że szansę na home office daje dziś głownie internet. Chociaż na tym możliwości się nie kończą. Dlatego w naszym zestawieniu znajdą się także inne propozycje.

Copywriter

Co robi copywriter? Wbrew swojej nazwie, niczego nie kopiuje, ale tworzy unikalne teksty (do internetu i nie tylko). Czy piątka z języka polskiego to dobry start w tym zawodzie? Nie zawsze, ponieważ kreatywne i sprzedażowe pisanie nie ma nic wspólnego z wypracowaniem czy rozprawką. Żeby być dobrym copywriterem trzeba umieć sprzedawać słowami. A do tego znajomość interpunkcji i ortografii nie wystarczą. Zanim zaczniesz szukać pierwszych zleceń, zapoznaj się z podstawami marketingu i tzw. “języka korzyści”. Gdzie znajdziesz pierwszych klientów? Na grupach, na Facebooku lub na specjalnych platformach dla początkujących copywriterów. Możesz również wysłać swoje CV, a jeszcze lepiej przykłady tekstów, do agencji marketingowych, które szukają zdalnych copywriterów.

Zdalna asystentka/zdalny asystent

Zdalna asystentka wspiera przedsiębiorców w ich codziennych zadaniach. Takich, na które oni zazwyczaj nie mają czasu. Może to być zatem umawianie spotkań, pilnowanie kalendarza, tworzenie prezentacji, sprawozdań, a nawet odpisywanie na emaile, drobne prace na stronie internetowej czy tworzenie grafik. Wszystko zależy od rodzaju biznesu, ale w przypadku wirtualnej asystentki słowo klucz to z pewnością wielozadaniowość. Wirtualna asysta to stosunkowo nowa profesja, ale jak większość tego typu zawodów, zrodziła się jako odpowiedź na potrzeby rynku.

Call center w wersji home office

Jeszcze kilka lat temu cell center kojarzył się z zatłoczonym pomieszczeniem, wydzielonymi boksami i okropnym hałasem. Dziś tę samą pracę możesz wykonywać w domowym zaciszu, nie zdejmując nawet kapci. Pamiętaj jednak o tym, by nawiązać współpracę z rzetelną firma, która zapewni Ci odpowiedni sprzęt i przeszkolenie, a co najważniejsze — nie obarczy rachunkiem za przeprowadzone rozmowy.

Rękodzieło

Uwielbiasz szydełkować? A może kochasz rośliny? Wykorzystaj to i zmień swoją pasję w biznes. Rękodzieła są dziś w cenie. Podobnie lasy w słoiku, które cieszą się coraz większą popularnością. A marża na tego typu produktach może być naprawdę wysoka. Pamiętaj jednak, że wykonanie to nie wszystko, musisz mieć pomysł, jak dotrzeć do potencjalnych klientów.

Praca w domu — podsumowanie

Czy możesz prowadzić biznes w domu? Oczywiście! Co więcej, w większości przypadków, prowadzenie działalności gospodarczej, nie wyklucza ubezpieczenia mieszkania, jeżeli powierzchnia przeznaczona na jej prowadzenie nie przekracza 50% lokalu, a PKD nie znajduje się na liście wyłączeń.

PragmaGO przejmuje ZCP Fandla Faktoring

PragmaGO przeprowadziła transakcję nabycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa Fandla Faktoring Sp. z o.o. To kolejne przejęcie, dzięki któremu PragmaGO realizuje strategię dynamicznego rozwoju na rynku faktoringu. PragmaGO przejmie od Fandla obsługę ok. 800 klientów, współpracę z partnerami biznesowymi, a także doświadczony zespół pracowników z obszaru sprzedaży i obsługi klientów, który już od września będzie funkcjonował jako warszawski oddział PragmaGO. Fandla Faktoring nie będzie już świadczyć usług finansowania MŚP, a jej aktualny portfel wierzytelności faktoringowych oraz zobowiązania nie są przedmiotem transakcji.   

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO

„Model sprzedażowy Fandla Faktoring jest spójny z założeniami naszej strategii online, która gwarantuje małym i średnim przedsiębiorcom dostęp do wygodnego finansowania – wtedy, kiedy go potrzebują. Nabycie Fandla to inwestycja nie tylko w pozyskanie bazy klientów i partnerów biznesowych, ale też wypracowane know-how. W 25-letniej historii PragmaGO przy okazji kolejnych przejęć kilkukrotnie przeprowadzaliśmy transfer wiedzy, za każdym razem uzyskując efekt synergii i wartość dodaną dla całego biznesu. Nie mamy wątpliwości, że tak będzie i tym razem” – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Dotychczasowi klienci Fandla Faktoring otrzymają dostęp do szerokiego portfolio produktów online, jakie oferuje PragmaGO (faktoring, faktoring odwrotny, lekkie produkty pożyczkowe na pokrycie kosztów działalności, w tym podatków i ZUS). Będą mogli również korzystać z wyższych niż dotychczas limitów finansowania.

PragmaGO ma spore sukcesy związane z przejęciami w przeszłości. Spółka zainwestowała m.in. w start-up LeaseLink (doprowadzając go do pozycji lidera na rynku e-leasingu), spółkę technologiczną Mint Software (obecnie PragmaGO.tech tworzącą dedykowane rozwiązania IT tylko dla PragmaGO) oraz Brutto (dostarczającą finansowanie m.in. klientom platform do fakturowania).

“Naturalną ścieżką rozwoju każdego fintechu mikrofaktoringowego jest to, że ewoluuje wraz ze swoimi klientami. Klienci Fandla rosną dynamicznie i w związku z  tym potrzebują coraz wyższych limitów finansowania i dostępu do zróżnicowanych produktów. Zdecydowaliśmy, że najlepszym sposobem na dostarczenie im niezbędnych usług jest rozwój w ramach PragmaGO – dużego partnera dysponującego środkami finansowymi i szeroką ofertą produktową dla MŚP” – mówi Tomasz Bogus, współzałożyciel i Prezes Zarządu Fandla Faktoring.

Rosną zatory płatnicze

Sytuacja gospodarcza w Polsce nadal jest w znacznym stopniu kształtowana przez wysoką inflację. W lipcu inflacja sięgnęła 15,6% – co jest poziomem najwyższym od ćwierć wieku. Istotny wzrost cen przede wszystkim dotyczy surowców energetycznych: energii, gazu, ropy. Wojna w Ukrainie spowodowała dodatkowo mocne zwiększenie cen zbóż i surowców rolnych – co już widać w cenach gotowych produktów, które kupujemy w sklepach. Konsumenci bardziej ostrożnie podchodzą do zakupów i wydaje się, że ta postawa będzie widoczna także w drugiej połowie tego roku – a możliwe także, że i w pierwszych miesiącach 2023 roku. W związku z tym, że polska gospodarka uzależniona jest od konsumpcji gospodarstw domowych, będzie to miało wpływ na wzrost gospodarczy. Już obecnie widać, że w drugim kwartale tego roku w ujęciu kwartał do kwartału, gospodarka polska się skurczyła.

– Oczekujemy, że szczyt inflacji jeszcze przed nami. Prawdopodobnie kolejne miesiące – sierpień i wrzesień – pokażą jeszcze wyższe odczyty inflacji. Spadku do poziomu jednocyfrowego należy oczekiwać dopiero w 2023 roku i to nie w pierwszych miesiącach, a dopiero około połowy przyszłego roku. Zresztą nie jest to czymś wyjątkowym – w innych krajach również obserwujemy podobną sytuację i to także będzie miało negatywny wpływ na naszą gospodarkę, ponieważ nadal dosyć dużo eksportujemy – zwłaszcza do Europy Zachodniej – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Takie kraje jak Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy – pozostające w rankingu naszych głównych odbiorców handlowych – doświadczają spowolnienia gospodarczego. To przekłada się na gorszą koniunkturę w Polsce. W obrazie sytuacji gospodarczej myślę, że nie należy zapominać o sytuacji mikroekonomicznej przedsiębiorstw – czyli o tym, jak kształtuje się ich sytuacja płynnościowa. Już przed wybuchem wojny Rosja-Ukraina zauważyliśmy, że zatory płatnicze wzrosły. Średnie opóźnienia płatnicze w Polsce na początku tego roku wyniosły 56,7 dnia. Wzrost rok do roku wyniósł aż 9 dni. Największe zatory obserwujemy w branży transportowej i budowlanej. To jest powrót do poziomów przed pandemicznych i spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach opóźnienia płatności jeszcze wzrosną – prognozuje Sielewicz.

Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego?

Czy czas działa na korzyść czy niekorzyść tych, którzy chcieliby kupić mieszkanie za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym? Portal GetHome sprawdza, jak w największych miastach zmienia się oferta lokali spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”.

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” niestety wciąż nie działa. Co prawda od ok. połowy lipca br. Alior Bank i Santander Bank Polska zaoferowały kredyt, za który można kupić mieszkanie nie mając oszczędności na wkład własny. Banki jednak nie chwalą się efektami.  – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Na razie bez odpowiedzi pozostają pytania, które portal skierował do obu banków: ile wpłynęło do nich wniosków kredytowych i czy udzieliły już jakiś kredytów. Dyrektor Działu Bankowego i Wsparcia Sprzedaży Notus Finanse Karina Nożykowska poinformowała nas o kilku wnioskach złożonych za pośrednictwem jej firmy do Alior Banku. Klienci są w trakcie oczekiwania na decyzję kredytową. – Dobra wiadomość jest taka, że najpewniej we wrześniu kredyt bez wkładu własnego włączą do swojej oferty Bank Pekao SA i PKO Bank Polski – mówi Karina Nożykowska.

Można przypuszczać, że zwłaszcza udział PKO BP w programie pomoże go ożywić. Jest to bank, który ma największą liczbę oddziałów w całym kraju. Ekspert GetHome.pl nie ma wątpliwości, że na dłuższą metę zakup mieszkania za kredyt jest opcją zdecydowanie korzystniejszą od najmu. Problem w tym, że najemcy płacący wysokie czynsze często nie są w stanie odłożyć na wkład własny. Obecnie doszedł problem braku zdolności kredytowej oraz niepewność związana z sytuacją na rynku pracy.

Oczywiście kluczowa jest dostępność mieszkań spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego” – podkreśla Marek Wielgo.

Warto przypomnieć, że pole poszukiwań zawęża nie tylko limit ceny metra kwadratowego, który dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich jest wyższy niż dla mieszkań z rynku wtórnego. W obu przypadkach maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki nie przekracza 100 tys. zł, więc ci, którzy nie mają oszczędności muszą znaleźć mieszkanie lub dom z ceną poniżej 500 tys. zł. Z danych największej ogólnopolskiej platformy do analizy rynku mieszkaniowego BIG DATA RynekPierwotny.pl i portalu GetHome.pl wynika, że w największych miastach, czyli tam, gdzie popyt na mieszkania jest największy, w sierpniu oferta takich, które spełniają kryteria cenowe wciąż była skromna. Można je znaleźć głównie na obrzeżach miast.

Na rynku wtórnym wyzwaniem jest znalezienie atrakcyjnego mieszkania za kredyt bez wkładu własnego w Warszawie, Krakowie, Gdańsku i Wrocławiu. Natomiast w Katowicach, Poznaniu i Łodzi potencjalni nabywcy raczej bez problemu znajdą lokum spełniające kryteria cenowe programu.Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego

W sierpniu sytuacja niewiele się zmieniła. Co prawda w większości miast oferta takich lokali nieznacznie się zwiększyła. Jednak w Krakowie ich udział w całej ofercie agencji pośrednictwa wzrósł z 2% do 3%, w Gdańsku i Wrocławiu – z 3% do 4%, a w Poznaniu – z 21% do 22%.  Ofert spełniających kryteria cenowe programu ubyło za to w Warszawie i Katowicach. Przy czym w stolicy udział takich lokali w ofercie agencji pośrednictwa praktycznie się nie zmienił, zaś w Katowicach skurczył się z 36% do 31%.Ile mieszkań za kredyt bez wkładu własnego 2

Niestety, na rynku pierwotnym czas wciąż działa na niekorzyść potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu własnego. W sierpniu niemal we wszystkich największych miastach zmniejszyła się ich oferta. Najbardziej w Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie.

W Gdańsku wciąż jest najwięcej mieszkań do kupienia za kredyt bez wkładu własnego. Jednak ich udział w łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną skurczył się z 23% do 21%. Najmniejszy odsetek takich mieszkań – 2% – jest w ofercie krakowskich i łódzkich deweloperów.

Warszawa jest jedyną metropolią, w której odnotowaliśmy w sierpniu poprawę dostępności nowych mieszkań w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Choć przypomnijmy, że kiedy w maju ten rządowy program wchodził w życie: w Warszawie było 669 lokali do kupienia za kredyt bez wkładu własnego, a pod koniec sierpnia – 544. We Wrocławiu liczba mieszkań w ofercie firm deweloperskich skurczyła się w ciągu trzech miesięcy z 447 do 325, a w Poznaniu – z 408 do 182. Wyjątkiem jest Gdańsk, gdzie liczba mieszkań do kupienia za kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem wzrosła w tym czasie z 697 do 724.

Ekspert GetHome.pl liczy na wzrost podaży mieszkań do kupienia na kredyt bez wkładu własnego. Po pierwsze, od października wzrosną limity ceny metra kwadratowego. Po drugie, w sytuacji malejącego popytu na mieszkania, część firm deweloperskich może obniżyć ceny do tego poziomu. Być może z tonu spuszczą też niektórzy sprzedający mieszkania na rynku wtórnym.

Gorzkie do przełknięcia: koszt produkcji piwa wzrósł o 62 proc. w ciągu dwóch lat

  • Indeks Piwny eToro analizuje światowe ceny surowców wymaganych przez producentów piwa – od jęczmienia i słodu, po aluminium i benzynę potrzebne do pakowania i transportu
  • Koszty benzyny wzrosły najbardziej od dwóch lat, bo aż o 138 proc., podczas gdy ceny jęczmienia i słodu, z powodu wojny na Ukrainie skoczyły odpowiednio o 104 proc. i 87 proc.
  • Ryż jest jedynym towarem, którego cena spadła o 1 proc., a to dzięki temu, że od 15 lat każdego roku produkcja przewyższa popyt, co prowadzi do gromadzenia się dużych zapasów.
  • 62 proc. wzrostu cen produkcji piwa dramatycznie przewyższa 15,6 proc. wzrostu CPI w Polsce od lipca 2020 r., co wskazuje na to, że portfele wielbicieli piwa ucierpią jeszcze bardziej
  • Cena standardowej butelki piwa w polskim supermarkecie wzrosła o 28 proc. w ciągu dwóch lat, 10 punktów procentowych powyżej inflacji
  • Podatki stanowią prawie 40 proc. ceny piwa w Polsce

Globalny koszt towarów niezbędnych do produkcji, pakowania i transportu piwa wzrósł o 62 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat – wynika z pierwszego w historii Indeksu Piwnego opracowanego przez społecznościową platformę inwestycyjną eToro.

Tempo wzrostu cen drastycznie przewyższa 15,6 proc. wzrost wskaźnika cen konsumpcyjnych (CPI) w Polsce w tym samym okresie, co wskazuje na to, że prawdopodobnie nadejdzie pewien ból cenowy dla piwoszy, ponieważ browary szukają sposobów na zrównoważenie swoich kosztów.

Indeks piwny eToro (prosty indeks ważony) opiera się na bieżących globalnych cenach koszyka sześciu towarów potrzebnych do produkcji i sprzedaży piwa – pszenicy, jęczmienia, ryżu, słodu, aluminium (do puszek) i benzyny (do transportu i rolnictwa). Od 20 sierpnia 2020 roku Indeks Piwny wzrósł o 62 proc., przy czym wojna na Ukrainie odgrywa znaczącą rolę w kosztach, z którymi obecnie borykają się piwowarzy.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro, powiedział: Przeciętna supermarketowa cena 0,5-litrowej butelki piwa Żywiec skoczyła w ciągu ostatnich 2 lat o 28 proc. To prawie 10 punktów procentowych powyżej wzrostu inflacji w tym samym czasie. Nasz Beer Index pokazuje, że to jeszcze nie koniec wzrostów, i kolejne podwyżki mogą być przed nami. Na ceny mogą także wpływać niedobory składników do produkcji, takich jak na przykład dwutlenek węgla.

To bardzo niefortunny czas na podwyżki cen piwa, bowiem Oktoberfest w Monachium zaczyna się już za kilka tygodni, a w listopadzie startują Mistrzostwa Świata w Piłce nożnej z udziałem naszej drużyny. Poza ceną produkcji co rok rośnie także akcyza na piwo, co jeszcze bardziej potęguje wzrost cen. Okazuje się zatem, że jednym z największych wygranych w tej sytuacji będzie budżet. Przeciętny Polak powyżej 15 roku życia wypija bowiem rocznie 136l piwa, na co wydaje około 900 zł, z czego prawie 40 proc. to podatki.”

Benzyna – niezbędna do produkcji składników piwa, a także do jego transportu – odnotowała największy wzrost cen spośród wszystkich pozycji w koszyku piwa, a jej koszt skoczył o 138 proc., głównie dzięki wojnie na Ukrainie i ograniczonym dostawom ropy naftowej z Rosji.

Koszty jęczmienia i słodu również gwałtownie wzrosły, odpowiednio o 104 proc. i 87 proc. w tym samym okresie, również w dużej mierze dzięki zakłóceniom spowodowanym wojną, przy czym uważa się, że Rosja i Ukraina dostarczają aż 30 proc. światowego eksportu jęczmienia.

Ryż jest jedynym towarem w Indeksie Piwnym, którego cena spadła w ciągu ostatnich dwóch lat, spadając o 1 proc. od połowy sierpnia 2020 roku. Uważa się, że stabilna cena tego zboża – które jest używane jako dodatek w połączeniu ze słodem jęczmiennym w celu rozjaśnienia piwa – wynika z tego, że od 2007 roku podaż przewyższa popyt każdego roku, co prowadzi do gromadzenia się dużych zapasów.

Towar Podstawa = 100 

(20 sierpnia 2020)

Cena indeksowana

(19 sierpnia 2021 r.)

Cena indeksowana 

(18 sierpnia 2022 r.)

Jęczmień 100 157 204
Aluminum 100 146 137
Benzyna 100 179 238
Ryż 100 97 99
Pszenica 100 128 139
Słód 100 128 187
Indeks Piwny eToro 100 134 162

Dane o globalnych cenach pobierane w trzeci czwartek sierpnia każdego roku. Równomiernie ważone pomiędzy sześcioma towarami.

O danych

Dane pochodzą z Refinitiv. Aluminium (99,7 PROC. LME Cash, US$/MT), jęczmień (ceny w terminalu MPLS, US$/Bushel), benzyna (Regular Unleaded, FOB NYH, US$/Gallon), słód (2RS Average EU FOB Antwerp Crop, EUR/MT), ryż (przetworzony, USd/50KG), pszenica (No.2 Soft Red, USD/Bushel).

Dla odniesienia – oto cena każdego towaru w trzecim tygodniu sierpnia za poprzednie pięć lat:

Rok Jęczmień Aluminum Benzyna Ryż Pszenica Słód
2018 2.8 2022.25 201.23 11.3 5.39 440
2019 3 1750.75 164.49 10.91 4.67 358.5
2020 2.94 1752.5 128.92 14.81 5.42 367
2021 4.62 2562.26 207.94 14.32 6.93 468
2022 6 2404 306.2 14.68 7.52 686

Wszystkie mierzone w dolarach na standardową jednostkę miary dla danego towaru.

Stawki freelancerów – w jakiej branży wzrosły najbardziej?

Aż 52 proc. polskich freelancerów przyznało, że podniosło w ostatnim czasie swoje stawki. Widać to również w danych pochodzących z umów zawartych przez platformę Useme – największe zmiany można zaobserwować zwłaszcza wśród wolnych strzelców zajmujących się programowaniem. Jak to wygląda w pozostałych branżach?

Useme podzieliło się średnimi wysokościami stawek za zlecenia w najpopularniejszych wśród polskich freelancerów profesjach. Dane jasno potwierdzają wyniki opublikowanej przez platformę w czerwcu ankiety nt. wpływu inflacji na sytuację wolnych strzelców. Wynikało z niej, że nieco ponad połowa (52 proc.) freelancerów podniosło w ostatnim czasie swoje ceny,  45 proc. pozostawiło je na dotychczasowym poziomie, a zaledwie 3 proc. zdecydowało się na obniżenie.

Po raz pierwszy dzielimy się danymi dotyczącymi średnich stawek z umów realizowanych przez Useme. Prezentowane kwoty mogą być wskazówką zarówno dla początkujących freelancerów, jak i firm, zlecających wykonanie dzieła na zewnątrz komentuje Przemysław Głośny, CEO Useme.

Największe wzrosty wśród programistów i fotografów!

W kategorii programowanie i IT możemy zaobserwować znaczną zmianę – o ponad 57 proc. w porównaniu do 2021 roku, podobnie duże wzrosty dotyczą freelancerów podejmujących zlecenia w kategorii “Strony i sklepy internetowe”. Wolni strzelcy tworzący platformy e-commerce obecnie zarabiają o 43 proc. więcej, z kolei ci zajmujący się budowaniem stron, a także ich modernizacją – o ponad 42 proc.

Ponad 42 procentowy wzrost stawek dotyczy również fotografów. Dla przypomnienia, w badaniu nt. wpływu inflacji na polskich freelancerów, podwyżki zadeklarowało aż 66 proc. przedstawicieli tej profesji.

Niewielkie podwyżki w najpopularniejszych branżach

Jedną z najpopularniejszych branż wśród wolnych strzelców – wg badania Useme z 2021 roku – jest szeroko rozumiany copywriting, czyli tworzenie artykułów, treści na strony internetowe, przygotowywanie opisów produktów lub kategorii do sklepów internetowych, a także tworzenie haseł reklamowych. Zajmuje się tym 26,4 proc. ankietowanych. Tutaj freelancerzy również podnieśli stawki, lecz w porównaniu do pozostałych profesji wzrosty były zdecydowanie niższe – 12 proc. Jednak warto mieć na uwadze, że  twórcy tekstów mają zazwyczaj więcej umów o niższej wartości. Dotyczy to również tłumaczy, choć w przeciwieństwie do cen usług copywriterów ich wynagrodzenia wzrosły średnio o 30 proc.

Z kolei freelancerzy specjalizujący się w SEO oraz social mediach (m.in. ustawianiu reklam czy prowadzeniu profili) podnieśli stawki o nieco ponad 27 proc.

Profesje z najniższymi wzrostami cen za zlecenie

Architekci, dźwiękowcy oraz specjaliści zajmujący się wideo, to ci freelancerzy, których wysokość stawek najmniej uległa zmianie w ciągu ostatniego roku.

Podwykonawcy specjalizujący się w realizacji i  montażu filmów odnotowali wzrost wynagrodzeń o 12 proc., natomiast wolni strzelcy realizujący zlecenia w kategorii architektura – zarówno projekty aranżacji wnętrz, jak i rendery 3d przedmiotów oraz wizualizacje mają stawki wyższe  o 10 proc. Najmniejszy wzrost wartości zleceń – 7 proc. dotyczył freelancerów zajmujących się dźwiękiem i muzyką, czyli np. lektorów, osób specjalizujących się w realizacji i obróbce efektów dźwiękowych czy montujących  podcasty.

Na ceny realizowanych przez polskich freelancerów zleceń, bez wątpienia ma wpływ aktualna sytuacja ekonomiczna. W ciągu roku stawki wzrosły we wszystkich branżach, jednak ich wysokość w dużej mierze uzależniona jest od charakteru konkretnej profesji.

Materiał powstał na podstawie danych z serwisu – Index Useme oraz badania zrealizowanego przez Useme.com w czerwcu 2022 r. z wykorzystaniem metody badawczej CAWI (Computer Assisted Web Interview). Badanie zostało przeprowadzone na próbie 1035 polskich freelancerów.

Nowy 24-letni rekord kursu USD/JPY

Po 7-tygodniowej przerwie kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena wznowił dziś ustanawianie swych najwyższych od 1998 roku poziomów. Początkowy silniejszy wzrost kursu USD/JPY to tego rekordowego poziomi został później zredukowany i ok. godz. 9:15 zwyżka kursu wynosiła +0,12 proc. (139,259 JPY). Szczyt z sierpnia 1998 znajduje się na poziomie 147,62 JPY.
USD osiągnął dziś swe nowe cykliczne maksima również względem koreańskiego wona, filipińskiego peso, dolara tajwańskiego i brytyjskiego funta. Kurs EUR/USD pomimo spadku o 0,22 proc. ok. godz. 9:20 utrzymywał się lekko powyżej poziomu parytetu.

Zmiany kursu złotego były niewielkie (EUR/PLN -0,19 proc., USD/PLN +0,02 proc.) ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara już 5-ty dzień poruszał się w wąskim przedziale wokół 20000 USD dziś rano spadając poniżej tego poziomu (1,83 proc. ok. godz. 9:10).

Wczoraj cena kontraktów na gaz w Holandii (Dutch TTF Gas) spadła o ponad 12 proc., co czyni skalę spadku z ostatnich 3 dni – -34 proc. – największą od marca br. Kontrakty na brytyjski gaz potaniały wczoraj o 9,1 proc. Dziś rano lekko – o nieco ponad 0,8 proc. – taniały kontrakty na ropę naftową, ale nadal cena utrzymywała się nieco powyżej poziomów półrocznych minimów z sierpnia. Nadal taniało srebro, którego cena spadła dziś do swego nowego 2-letniego minimum (-1,35 proc.).

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły wczoraj 4-tą sesję z rzędu (S&P 500 –0,78 proc., DJIA -0,88 proc., Nasdaq Composite -0,56 proc.). Dziś rano ta zniżka była kontynuowana na rynku kontraktów terminowych na te indeksy (ok. godz. 9:30 S&P 500 -0,66 proc., DJIA -0,37 proc., Nasdaq 100 -1 proc.).
Na rynkach akcji w Azji i Oceanii przed spadkiem obroniły się tylko chiński Shanghai B-Share, singapurski Straits Times oraz nowozelandzki NZX50. Ponad 2 proc. straciły dziś główne indeksy rynków akcji w Korei Południowej, Hongkongu oraz Australii.

W Europie również dominowały spadki cen akcji Najniższy poziom od końca 2000 roku osiągnął dziś belgijski BEL 20.

Najsłabszym dziś głównym indeksem w Europie był ponownie WIG-20 (-2,41 proc. ok. godz. 9:40), który znalazł się na najniższym poziomie od listopada 2020. Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano WIG-Banki i WIG-Górnictwo. Najsilniej – o 2,75 proc. ok. godz. 9:45 – spadał dziś rano WIG-Paliwa. Wśród składników WIG-u 20 swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś rano ceny akcji KGHM, Pekao SA, Santander Bank Polska i CCC.

Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA osiągnęła dziś nowy najwyższy poziom od 2008 roku, ale później lekko spadała. Rentowność 2-latek była nadal o ok. 0,3 pkt. proc. powyżej poziomu rentowności amerykańskich 10-latek. Lekko dziś rano rosły rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w Europie.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Deloitte: Ponad połowa funduszy private equity z Europy Środkowej uwzględnia czynniki ESG w swoich strategiach inwestycyjnych

Czynniki związane z ochroną środowiska, społeczeństwem i kwestiami pracowniczymi oraz ładem korporacyjnym (ang. environmental, social and governance) determinują działania 71 proc. inwestorów private equity pochodzących z Europy Środkowej. Wyniki badania opracowanego przez ekspertów firmy doradczej Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey pokazują wzrost odsetka przedsiębiorstw, które wdrożyły strategię inwestycyjną uwzględniającą kwestie ESG. Blisko czterech na pięciu ankietowanych deklaruje podjęcie działań mających na celu osiągnięcie neutralności klimatycznej.

Rosnąca świadomość społeczna w zakresie wpływu podmiotów gospodarczych na środowisko naturalne, społeczeństwo oraz wzrost znaczenia ładu korporacyjnego determinują decyzje podmiotów inwestujących w spółki prywatne. O ile do niedawna czynniki ESG były traktowane jedynie jako dodatkowa koncepcja uzupełniająca działalność biznesową, dzisiaj coraz częściej stają się one integralnym elementem strategii rozwoju. Jak wynika z badania Deloitte, 53 proc. inwestorów private equity pochodzących z Europy Środkowej zdecydowało się na wdrożenie strategii inwestycyjnych uwzględniających ESG. To o 20 punktów procentowych więcej w porównaniu do poprzedniej edycji badania.

– W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy pozytywny trend, potwierdzający wzrost znaczenia czynników ESG w biznesie dla uczestników niepublicznego rynku kapitałowego. Wynika to z m.in. rosnącej liczby regulacji prawnych, takich jak obowiązek raportowania kwestii zrównoważonego rozwoju oraz postawy samych interesariuszy funduszu oczekujących zaangażowania w kwestie środowiskowe i społeczne. W najbliższej przyszłości coraz więcej inwestorów private equity będzie traktowało ESG jako jeden z ważniejszych kierunków rozwoju – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Czterech na dziesięciu ankietowanych traktuje ESG jako sposób na ograniczenie ryzyka inwestycyjnego, który w przyszłości może pomóc również zwiększyć atrakcyjność prowadzonych inwestycji. Dla 37 proc. badanych implementacja czynników związanych z ochroną środowiska, kwestiami społecznymi oraz ładem korporacyjnym jest przede wszystkim strategią kreacji wartości spółek portfelowych. Blisko jedna czwarta uczestników ankiety wciąż nie podjęła działań zmierzających do uwzględnienia ESG w swoich strategiach, aczkolwiek 14 proc. ankietowanych przyznało, że planuje zwrot w tym kierunku w najbliższych latach (o 5 p.p. więcej w stosunku do poprzedniej edycji badania). Podmioty sceptyczne wobec czynników wynikających z filozofii zrównoważonego rozwoju stanowią zdecydowaną mniejszość. 4 proc. badanych uważa je za koszt, z kolei 6 proc. nie zamierza w najbliższej przyszłości implementować wytycznych ESG.

ESG staje się standardem

Fundusze private equity, które działają na rzecz osiągnięcia net-zero lub planują dekarbonizację swojej działalności w najbliższych latach, stanowią niecałe 40 proc. wszystkich ankietowanych. Nieco więcej ankietowanych przyznało, że pomimo braku dotychczasowego zaangażowania na rzecz zmniejszenia śladu węglowego w przyszłości planuje podjęcie takich działań. Jedynie 6 proc. uczestników ankiety stwierdziło, że w najbliższych latach nie będzie podejmować takich aktywności.

– Do tej pory tylko 14 proc. funduszy private equity z Europy Środkowej zaczęło działać w kierunku dekarbonizacji. Oznacza to, że sektor ten ma jeszcze sporo do nadrobienia, szczególnie że w najbliższych latach firmy będą czuły presję na dążenie do neutralności klimatycznej. Chodzi tu nie tylko o oczekiwania rynku czy regulatorów, ale również potencjalnych pracowników, którzy coraz częściej spodziewają się od pracodawcy działań z zakresu ESG. W efekcie zmiany sposobu funkcjonowania będzie można zaobserwować nie tylko wśród inwestorów, ale również u spółek wchodzących w skład ich portfeli – mówi Katarzyna Średzińska, starszy manager w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Deloitte.

O badaniu

Badanie CE PE Confidence Survey od 2003 r. co 6 miesięcy śledzi zmieniające się nastroje inwestorów w Europie Środkowej. Obecna edycja skupia się na ich oczekiwaniach obejmujących okres od czerwca 2022 do grudnia 2022 r. PE Confidence Index obliczany jest na podstawie odpowiedzi otrzymanych od specjalistów PE skupionych na Europie Środkowej. Zadane im pytania dotyczą: sytuacji gospodarczej, dostępności długu, koncentracji inwestorów, wielkości transakcji, aktywności rynkowej, zwrotu z inwestycji, działań inwestorów. Okresowe średnie wskazań pozytywnych są porównywane z wiosną 2003 r. W ten sposób obliczany jest Indeks zaufania PE dla tego regionu. Ankieta zawiera również pytania dotyczące wpływu wojny w Ukrainie na branżę PE, a także agendy zrównoważonego rozwoju i ESG oraz technologii.

Po wakacje kredytowe sięgnęły w większości osoby, które nie mają opóźnień w spłacie rat kredytu hipotecznego

Na dzień 30 sierpnia 2022 r. sektor bankowy zaraportował do bazy BIK 876 tys. rachunków objętych wakacjami kredytowymi o wartości 228 mld zł. Zawieszenie spłaty rat dotyczy 44,5% spośród 1,97 mln złotowych kredytów mieszkaniowych i stanowi 58% ich wartości do spłaty. Co ciekawe, przeciętnie korzystający z wakacji mają bardzo wysoki scoring BIK na poziomie 83,4 punktów na 100.

Fakt korzystania z zawieszenia spłaty rat jest odnotowywany w bazie BIK podobnie, jak inne zdarzenia dotyczące naszych zobowiązań finansowych, które przekazują banki. Adnotacja o objęciu danego kredytu mieszkaniowego wakacjami kredytowymi będzie widoczna w Raporcie BIK, przy informacjach o tym kredycie. W momencie powrotu do spłaty rat i zakończenia wakacji kredytowych, taka informacja również zostanie odnotowania w Raporcie BIK. Informacja będzie neutralna i nie będzie miała wpływu na ocenę punktową BIK.

Dlaczego wakacje kredytowe cieszą się popularnością?

Skala zaraportowanych w BIK „wakacji od kredytu” potwierdza nie tylko sprawność operacyjną sektora bankowego, ale także to, że kredytobiorcy poważnie traktują spłatę kredytu mieszkaniowego.

Kredyt na mieszkanie traktowany jest priorytetowo, jest on spłacany w pierwszej kolejności przed innymi zobowiązaniami. Żaden kredytobiorca nie chce mieć tu opóźnień. Potwierdza to badanie opinii na zlecenie BIK, pt. Zobowiązania kredytowe Polaków, zrealizowane w lipcu 2022 r.

Blisko połowa (47%) badanych przyznała, że w sytuacji problemów finansowych, najpierw opóźniłaby spłatę innych posiadanych kredytów, a dopiero w ostateczności spłatę raty kredytu mieszkaniowego.

– Jakość całego portfela kredytów gospodarstw domowych, pomimo niestabilnej sytuacji ekonomiczno – gospodarczej, utrzymuje się nadal na dobrym, bezpiecznym poziomie. Potwierdza to analiza poziomu wskaźnika NPL, czyli udziału wartości kredytów opóźnionych powyżej 90 dni w stosunku do wartości wszystkich czynnych kredytów. Otóż wskaźnik NPL na koniec sierpnia br. dla wszystkich czynnych kredytów wyniósł 5,1 proc., a dla kredytów mieszkaniowych NPL był na poziomie 2,9 proc. Czynnikiem, który  zapewne ograniczy wzrost liczby kredytów mieszkaniowych opóźnionych w spłacie powyżej 90 dni będą moratoria kredytowe zwane potocznie wakacjami kredytowymi. Jakość kredytów mieszkaniowych zostanie więc zahibernowana do końca 2023 r. Wyzwaniem będzie rok 2024, szczególnie gdy stopy procentowe istotnie nie spadną a sytuacja gospodarcza będzie się pogarszać – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Na 30 sierpnia 2022 r. banki zaraportowały do BIK skorzystanie z wakacji kredytowych przez 1,5 mln osób, czyli 44% spośród 3,4 mln uprawnionych. Są to osoby, które z pewnością znają wartość i znaczenie dobrej historii oraz wiarygodności kredytowej.

Okazuje się bowiem, że z tego „przywileju” znacznie chętniej skorzystali kredytobiorcy o wysokiej wiarygodności kredytowej, posiadający w skali punktowej BIK (od 1-100) średni score wynoszący 83,4 punkty.

Zaledwie 0,1% wartości kredytów, dla których klienci wzięli wakacje kredytowe, ma opóźnienia w spłacie powyżej 90 dni, podczas gdy na pozostałych złotowych kredytach mieszkaniowych wskaźnik ten wynosi 5,5%.

Jak wynika z danych BIK, z wakacji kredytowych w największym stopniu skorzystały osoby, którym raty kredytów mieszkaniowych wzrosły najbardziej. Doskwiera to zwłaszcza osobom, które zaciągały mieszkaniowe kredyty złotowe w ciągu ostatnich czterech lat.

Dla kredytów zaciągniętych w latach 2018 – 2019 udział wakacji kredytowych to 52,5%, a dla kredytów z lat 2021 – 2022 to 53,7%. W przeciwieństwie do kredytów z lat 2008 – 2010, gdzie widać zainteresowanie „wakacjami” na poziomie 10%.

Źródło: Badanie opinii na zlecenie BIK, pt. Zobowiązania kredytowe Polaków, zrealizowane przez Quality Watch, na grupie 18+, N-1059, 18 lipca 2022 r.

Wyniki finansowe Unidevelopment SA za I-II kw. 2022 r.

W I pół. br. spółka dyskontowała w wynikach finansowych sprzedaż mieszkań z 2021 r., co przełożyło się na skokowy wzrost przychodów i osiągnięte dwucyfrowe marże. Pomimo słabszej koniunktury w branży – widzimy obecnie zainteresowanie naszą ofertą i realizujemy projekty zgodnie z planami, podsumowuje Zbigniew Gościcki, Prezes Unidevelopment SA. Wyniki finansowe Unidevelopment pokazują, że spółka jest dobrze przygotowana na bieżącą sytuację w branży. Obecna wielkość i struktura oferty jest dostosowana do realiów rynku, a posiadany bank ziemi pozwala na dalszy organiczny rozwój w kolejnych latach, dodaje Prezes Gościcki.

w mln zł – wyniki skonsolidowane I-II KW. 2021 r. I-II KW. 2022 r.
Przychody ze sprzedaży 57,5 190,1
EBIT 4,3 48,6
Marża EBIT 7,4% 25,5%
EBITDA 4,8 50,1
Marża EBITDA 8,4% 26,4%
Zysk netto 8,5 40,0
Gotówka na koniec okresu 91,5 85,5

   

WYNIKI FINANSOWE ZGODNIE Z ZAŁOŻENIAMI – POCHODNA ATRAKCYJNYCH PROJEKTÓW I DOBREJ SPRZEDAŻY

Po rekordowych wynikach w I kw. br., w II kw. 2022 r. spółka zamknęła I pół. 230,8% wzrostem rdr, co dało 190,1 mln zł przychodów. W omawianym okresie Grupa Unidevelopment realizowała kolejne projekty w Warszawie, Poznaniu, Trójmieście i Radomiu. Całkowita liczba wydanych lokali mieszkalnych wyniosła 336 tj. 37,7% wzrostu rdr.

Marża brutto na sprzedaży w omawianym okresie wyniosła 33,5% wobec 15,5% w analogicznym okresie 2021 r. EBITDA grupy wyniosła 50,1 mln zł wobec 4,8 mln zł w 2021 r. Skonsolidowany EBIT rdr wzrósł ponad dziesięciokrotnie i osiągnął poziom 48,6 mln zł. Marża EBIT wyniosła 25,5%, tj. wzrost o 18,1 pkt. proc. rdr. Zysk netto Grupy wzrósł do 40,0 mln zł, tj. 371,1% wzrostu rdr. Koszty Grupy w omawianym okresie pozostały pod kontrolą, co także wpłynęło na wzrost rentowności.

Dzięki współpracy w Grupie UNIBEP, w omawianym okresie wszystkie projekty były realizowane zgodnie z harmonogramem, przy utrzymaniu zakładanej rentowności, pomimo istotnego wzrostu cen materiałów budowlanych. W celu utrzymania efektu synergii w grupie, spółka zakłada dalsze utrzymanie ścisłej kontroli kosztowej oraz gotówkowej firmy i realizowanych projektów. Na koniec I pół. br. grupa dysponowała gotówką w wysokości 85,5 mln zł.

RYNEK DLA DOJRZAŁYCH – WIELKOŚĆ I STRUKTURA BIEŻĄCEJ OFERTY DOSTOSOWANA DO KONIUNKTURY W BRANŻY

Spółka obserwuje zainteresowanie ofertą swoich mieszkań, pomimo barier finansowych związanych z inflacją i rosnącym kosztem kredytu dla klienta. Sprzedaż deweloperska w I pół. br. wyniosła 208 mieszkań, tj. spadek 63,3% rdr. Jest to pochodna, między innymi, harmonogramu realizowanych inwestycji i dostępnej oferty.

W omawianym okresie spółka planowo rozpoczęła sprzedaż kolejnych inwestycji, w tym
w Warszawie – Pauza Ochota, Sadyba Spot; w Gdańsku – Kusocińskiego; w Radomiu – Idea Venus i Idea Ogrody oraz III etapu Fama Jeżyce w Poznaniu, co przekłada się na portfel 829 mieszkań. W ocenie Zarządu obecna oferta sprzedażowa jest dostosowywana do bieżącej sytuacji w branży i potencjalnego dalszego osłabienia koniunktury na rynku.

W banku ziemi Unidevelopment ma obecnie około 5200 mieszkań i lokali usługowych. W I pół. br. spółka powiększyła bazę gruntów o dwie atrakcyjne lokalizacje na wymagającym rynku warszawskim, tj. inwestycje na Pradze Południe i Białołęce. W ocenie Zarządu bieżący portfel gruntów gwarantuje zrównoważony rozwój spółki w kolejnych latach i stwarza przestrzeń do realizacji kolejnych projektów. Zarząd nie wyklucza stabilizacji cen na rynku w kolejnych okresach. Wraz z urealnieniem wartości transakcyjnych gruntów spółka bierze pod uwagę możliwość dalszych działań mających na celu zabezpieczanie nowych lokalizacji pod inwestycje. Bieżąca sytuacja gotówkowa i dostęp do finansowania umożliwiają takie działania.

Studia MBA – dlaczego warto się na nie zdecydować?

Programy Master of Business Administration (MBA) to najbardziej prestiżowa forma kształcenia menedżerów na świecie. Ich głównym celem jest przygotowanie liderów biznesu do rozwijania swoich przedsiębiorstw w zgodzie z założeniami koncepcji ESG oraz nakazami etycznymi. Programy nauczania są stale aktualizowane, uwzględniają nowe rynkowe trendy oraz wszelkie zmiany geopolityczne.

Programy MBA – gwarancja wszechstronnego rozwoju

Studia MBA zapewniają rzetelną i aktualną wiedzę z zakresu procesów ekonomicznych i biznesowych. Programy MBA są odpowiedzią na rzeczywiste potrzeby ludzi biznesu – uczą m.in. jak wprowadzać innowacje, zarządzać zmianą oraz zespołem. Studia MBA są szansą na uzupełnienie i uporządkowanie swojej wiedzy, dzięki nim liderzy potrafią stworzyć najlepsze rozwiązania biznesowe dla swojej organizacji. Zdobyte w czasie edukacji menedżerskiej kompetencje, mają charakter uniwersalny, czyli odnoszą się do globalnych trendów gospodarczych, dają doskonałą orientację w międzynarodowym otoczeniu biznesowym.

Na rynku pracy coraz większą uwagę przywiązuje się do kompetencji miękkich. Zdolności komunikacyjne, umiejętność prowadzenia negocjacji biznesowych oraz rozwiązywania konfliktów, to jedne z najbardziej pożądanych cech skutecznego menedżera. Studia MBA poświęcają wiele miejsca na kształtowanie kompetencji społecznych oraz rozwój osobisty. W czasie edukacji wykorzystywane są metody nauczania oparte na współpracy (m.in. case studies, praca zespołowa i grupowa nad projektem, dyskusje, debaty) oraz szkolenia prowadzone przez doświadczonych trenerów.

studia MBA

Studia MBA – droga do międzynarodowej kariery

Studentami programów MBA są menedżerowie wyższego lub średniego szczebla z wieloletnim doświadczeniem na stanowisku liderskim. Są to osoby pracujące w różnych branżach oraz wywodzące się z różnorodnych kultur. Jest to istotny aspekt studiów MBA, ponieważ uczy efektywnego funkcjonowania w wielokulturowym środowisku, które charakteryzuje także wiele nowoczesnych, międzynarodowych organizacji. Studia MBA to również okazja do nawiązania trwałych sieci kontaktów biznesowych, będących dużym wsparciem w trudnych sytuacjach zawodowych.

Prestiżowe programy MBA mają międzynarodowy charakter także ze względu na wykładowców – są to czołowi naukowcy polskich i zagranicznych uczelni oraz praktycy biznesu, którzy umiejętnie dzielą się swoimi doświadczeniami zawodowymi. Wysokiej jakości studia MBA oferują większość zajęć (lub nawet 100%) w języku angielskim.

Jak wybrać najlepszy program MBA dla siebie?

Studia MBA to najczęściej dwuletnie programy nauczania dające kompleksowe wykształcenie menedżerskie. Niektóre szkoły biznesu przygotowują także indywidualne, roczne programy dedykowane konkretnym firmom. W Polsce istnieje około 50 szkół biznesu, których poziom nauczania jest bardzo nierówny. Jak wybrać wysokiej jakości studia MBA? Warto zwrócić uwagę na przyznawane dla konkretnego programu MBA akredytacje oraz nagrody. Dobrze jest także sprawdzić opinie absolwentów danej szkoły oraz kadrę dydaktyczną (czy szkoła współpracuje z zagranicznymi partnerami).

Szkoły biznesowe utworzone przy renomowanych uczelniach zwykle charakteryzują się solidnymi i przemyślanymi programami nauczania. Jeżeli interesują Cię studia MBA w Krakowie, to warto zwrócić uwagę na Krakowską Szkołę Biznesu Uniwersytetu Ekonomicznego (KSB UEK). Jest to jedna z najstarszych szkół biznesu w Polsce, której wykładowcami są wybitni naukowcy oraz eksperci w prowadzeniu działalności gospodarczej. Programy MBA są skierowane tylko do najbardziej kompetentnych menedżerów (ich umiejętności i wiedza są weryfikowane podczas wstępnego egzaminu, rozmowy kwalifikacyjnej, czasem są też wymagane listy rekomendujące kandydata). KSB UEK tworzy aktywną platformę wymiany myśli i rozwiązań biznesowych, jednocząc ludzi biznesu podczas corocznego Międzynarodowego Kongresu MBA.

Czym jest system MES i jak można go wykorzystać?

W nowoczesnej firmie wykorzystuje się szereg systemów, które usprawniają jej funkcjonowanie. W przypadku firm produkcyjnych poza ERP czy programem księgowym, wykorzystuje się również system MES. Warto nieco bliżej przyjrzeć się tego typu programowi, jego specyfice, funkcjom i korzyściom z wykorzystania go w przedsiębiorstwie.

Co to jest system MES?

Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia, czym jest rzeczony system MES. Otóż rozwinięcie tego skrótu to – Manufacturing Execution System. Mowa zatem o systemie do zarządzania produkcją. Czasami mówi się też o systemie wykonawczym produkcji, ponieważ tak brzmi bezpośrednie tłumaczenie rozwinięcia angielskiego skrótu. Niemniej kwestia nazewnictwa nie jest z pewnością najistotniejsza. O wiele ważniejsza jest funkcjonalność programu.

Funkcjonalność systemu zarządzania produkcją

System MES to program do zarządzania procesem produkcji oraz w zasadzie wszystkim, co z nim związane. Do systemu wprowadzane są dane dotyczące dostarczonych do fabryki surowców, a także ich wykorzystania na linii produkcyjnej. W systemie odnotowywane są najmniejsze szczegóły, takie jak ilość wykorzystanych substratów oraz liczba odrzutów. Ponadto system monitoruje przebieg produkcji, określając liczbę wyprodukowanych towarów. Również w tym przypadku odnotowuje się odrzuty. Co więcej, system zarządzania produkcją służy też do ewidencji produktów magazynowanych w oczekiwaniu na odbiór. Firmy korzystające z MES stosują system również w celu kontroli nad procesem załadunku towaru.

Powyżej wymieniliśmy część funkcjonalności systemu, jednak w rzeczywistości MES to o wiele więcej możliwości. Nie sposób wymienić tu wszystkich. Należy przy tym zaznaczyć, że poszczególne firmy korzystają zwykle tylko z części rozwiązań, dostarczanych przez system zarządzania produkcją. Każde przedsiębiorstwo jest inne, przez co korzystne są dla nich inne funkcjonalności.

system mes

Dlaczego wdrożenie MES to dobry pomysł?

Zastanawiasz się, czy wdrożenie MES w przypadku Twojej firmy ma sens? Zapewniamy, że tak. Nawet w najmniejszych firmach produkcyjnych MES znacząco usprawnia funkcjonowanie zakładu produkcyjnego. Zapobiega bałaganowi w danych, przez co nie dochodzi do pomyłek lub też jest ich bardzo mało. Jeśli człowiek zajmujący się rozładunkiem, załadunkiem czy też pracujący bezpośrednio przy produkcji popełni błąd, system umożliwi szybkie jego wykrycie. Możliwa jest błyskawiczna interwencja, co skutkuje ograniczaniem strat.

Choć co do przydatności MES nie ma wątpliwości, trzeba zaznaczyć, że pełny potencjał systemu jest możliwy do wykorzystania tylko poprzez integrację z innymi systemami wykorzystywanymi w przedsiębiorstwie. Podstawą jest integracja z programem ERP, bez którego nie może funkcjonować nowoczesna firma, pragnąca odnieść sukces. Podobnie w każdym przedsiębiorstwie obecny jest system księgowy. Wyjątkiem może być niewielka firma, korzystająca z usług zewnętrznego biura rachunkowego. Jeśli jednak system ERP i program księgowy są wdrożone w danej firmie produkcyjnej, MES powinien zostać z nimi zintegrowany. Wdrożenie systemu MES i jego integrację warto zlecić fachowcom, aby mieć pewność, że programy będą dobrze współpracowały.

Rynek magazynowy po pierwszym półroczu 2022 r. z rekordowymi wynikami

W pierwszym półroczu 2022 roku na rynku magazynowym w Polsce aktywność deweloperów i najemców utrzymywała się na wysokim poziomie. Do końca czerwca ukończono inwestycje o łącznej powierzchni ok. 2,42 mln mkw., natomiast popyt brutto wyniósł niemal 3,9 mln mkw. – to dwa najwyższe wyniki w swoich kategoriach w historii polskiego rynku. W obliczu wojny w Ukrainie pojawił się również nowy trend – tzw. „friendshoring”.

Od nearshoringu do friendshoringu

Podczas pandemii COVID-19 na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych pojawiło się zjawisko nearshoringu – spodziewano się przenoszenia produkcji z Azji do Europy i lokowania magazynów na naszym kontynencie. W obliczu wojny w Ukrainie to zjawisko przekształciło się w tzw. „friendshoring”, czyli tworzenie wzajemnie powiązanych sieci dostawców w obrębie współpracujących politycznie i militarnie państw.

– Przewiduje się, że firmy działające na obszarach objętych wojną lub sankcjami gospodarczymi będą przenosić swoją działalność do krajów, w których jest bezpieczniej, a takim krajem jest właśnie Polska. Na razie ten trend nie jest zjawiskiem masowym – dotyczy pojedynczych przypadków. Można się jednak spodziewać, że w  obecnej sytuacji geopolitycznej będzie się stawał coraz bardziej popularny – mówi Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Rekordziści na rynku podaży

Dominującymi pod względem podaży rynkami magazynowymi w Polsce pozostały niezmiennie województwa mazowieckie (5,4 mln mkw.), śląskie (4,6 mln mkw.) oraz łódzkie (3,8 mln mkw.). Natomiast biorąc pod uwagę województwa z najwyższą nową podażą, w czołowej trójce uplasowały się: dolnośląskie, łódzkie oraz wielkopolskie, gdzie odnotowano wzrost odpowiednio o 448,7 tys. mkw., 353,1 tys. mkw. oraz 351,5 tys. mkw. Obecnie do największych obiektów w budowie należą: CTPark Iłowa (150,9 tys. mkw.), Panattoni BTS Zalando Bydgoszcz (146 tys. mkw.), Exeter Park Świebodzin (123,9 tys. mkw.), Hillwood Łowicz Południe (108,6 tys. mkw.) oraz GLP Wrocław V Logistics Centre (89,6 tys. mkw.).

Popyt nieustannie wysoki

Obiekty magazynowe w Polsce wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem wśród najemców. W pierwszej połowie 2022 roku zostało wynajętych niemal 3,9 mln mkw. powierzchni, co oznacza wzrost w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Województwami, w których w omawianym okresie wynajęto najwięcej powierzchni, były: śląskie (759,3 tys. mkw.), mazowieckie (740 tys. mkw.) oraz łódzkie (469,9 tys. mkw.). Największy wzrost popytu odnotowano w województwie lubuskim (400,3 tys. mkw.), gdzie w I połowie 2022 r. wynajęto więcej powierzchni niż w całym 2021 r.

– Na tak dobre wyniki wpływa kilka czynników, m.in. centralne położenie Polski w Europie i rozwijająca się infrastruktura transportowa. Zainteresowani nieruchomościami przemysłowo-logistycznymi wciąż pozostają najemcy z sektora e-commerce, których aktywność znacznie wzrosła w czasie pandemii COVID-19 – mówi Antoni Szwech, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Pod względem sektorów działalności najemców liderami były branże 3PL (46 proc.), produkcja (15 proc.) oraz handel detaliczny (12 proc.).

Pustostanów coraz mniej

W I połowie 2022 r. wskaźnik pustostanów osiągnął jeden z najniższych w historii rynku wyników (3,2 proc.), co oznacza spadek o 2,4 punktu proc. w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Najwyższy współczynnik powierzchni niewynajętej odnotowano w województwach: zachodniopomorskim (8,2 proc.), opolskim (6,1 proc.) oraz lubelskim (5,1 proc.). Województwo świętokrzyskie wykazało największe zmiany pod względem dostępności powierzchni. Współczynnik powierzchni niewynajętej spadł o 16,6 punktu proc. i na koniec czerwca 2022 roku wynosił 0,6 proc. Natomiast województwa podkarpackie, warmińsko-mazurskie oraz podlaskie wykazują brak dostępnych powierzchni na koniec pierwszego półrocza.

Prognozy „na przyszłość”

Mimo że wojna w Ukrainie spowodowała zmiany na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych, eksperci Colliers spodziewają się jego dalszego dynamicznego rozwoju.

– Dynamika rozwoju rynku przemysłowo-logistycznego jest w dużym stopniu zależna od cen materiałów budowlanych oraz od cen paliw. Ważnym surowcem przy budowie obiektów magazynowych i produkcyjnych jest stal. Jak pokazują dane Polskiej Unii Dystrybutorów Stali, pod koniec lipca 2022 r. obserwujemy spadki jej cen w stosunku do początku br. Obecnie kształtują się one na poziomie podobnym do cen zarejestrowanych przed wojną w Ukrainie – wyjaśnia Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers. – Z kolei na rynku inwestycyjnym zauważamy odwrócenie się trendu stóp kapitałowych nieruchomości przemysłowych i logistycznych ze spadkowego na wzrostowy. Pomimo widocznych zmian na rynku, znajduje się on wciąż w bardzo dobrej kondycji i dynamicznie się rozwija – dodaje.

Jesienią czeka nas turbodoładowanie inflacji wzrostem cen energii, gazu i ciepła

– Najnowszy odczyt inflacji zaskoczył nawet największych pesymistów – mówi prof. Aneta Zelek, ekonomistka z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu. Trudno nie odnieść wrażenia, że przedsiębiorcy spodziewali się, że inflacja zacznie się stabilizować na poziomie ok. 15%, a potem zacznie spadać. Niestety ostatnie wskaźniki biją kolejne rekordy. – Przedsiębiorcy szykują się na trudny sezon jesienny. Przed nami czas podwyżek cen prądu, gazu, surowców. Wzrost inflacji będzie niestety odczuwalny dla wszystkich, w tym dla konsumentów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. – Nie obserwujemy na Pomorzu Zachodnim póki co gospodarczej stagnacji, ale obserwujemy rosnący niepokój przedsiębiorców. Wiele firm nawet w czasie pandemii nie wprowadzała tak daleko idących planów oszczędnościowych jak teraz – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy drżą o ceny mediów jesienią. „Jeżeli wzrosty ogrzewania, prądu i gazu wzrosną o kilkaset procent to inflacji już nic nie zatrzyma”

16,1% inflacji, czyli wzrost względem lipca 2022 to rozczarowanie dla ekonomistów oraz dla przedsiębiorców. Taki wzrost w przede dniu rozpoczęcia sezonu jesiennego jest zwiastunem dalszego wzrostu kosztów działania dla przedsiębiorców.

– Rośnie niepokój i rośnie frustracja wśród przedsiębiorców. W wielu sektorach gospodarki przedsiębiorcy postawieni są pod ścianą i muszą decydować jak jeszcze obniżać koszty, by nie obniżać jakości usług i produktów, a jednocześnie unikać wzrostu cen. W wielu przypadkach jest to niemożliwe.  Galopada inflacji jest zatrzymywana w sposób nieskuteczny, czego dowodem jest kolejny miesiąc wzrostów mimo zapowiadanej stabilizacji – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Jesień szykuje się jako trudny czas. Przedsiębiorcy obawiają się przede wszystkim drastycznych wzrostów cen prądu i ogrzewania. – Przedsiębiorcy drżą gdy otwierają koperty z rachunkami za prąd i za ogrzewanie czy za gaz. Ceny mediów będą najważniejszym, gospodarczym tematem jesieni. Jeżeli wzrosty będą wynosić kilkaset procent, a takie są obawy, to inflacji już nic nie zatrzyma – mówi Hanna Mojsiuk.

Prof. Aneta Zelek: ziszcza się scenariusz stagflacyjny

Sierpniowy wstępny odczyt inflacji wg GUS zaskoczył nawet największych pesymistów, a optymistów, którzy ogłaszali już koniec wzrostu dynamiki cen sprowadził na ziemię.

– Nadal dynamicznie drożeją żywność i energia, a te ostatnie – jak wiadomo – są wyjątkowo inflacjogenne. Choć dla portfela Kowalskiego podstawowe znaczenie mają wzrosty cen w poszczególnych grupach dóbr i usług, to dla oceny makroekonomicznej ważniejszy jest odczyt tzw. inflacji bazowej, a ona rośnie najszybciej. Wszystko wskazuje na to, że na wyhamowanie inflacji przyjdzie nam jeszcze poczekać. Przed nami turbodoładowanie związane z cenami nośników energii. Nikt nie ukrywa, że podwyżki taryf na energię elektryczną, gaz i ciepło sieciowe mają nam dokuczyć w I kwartale 2023 i najprawdopodobniej podbiją wyniki pomiaru CPI. Oznacza to, że na początku roku możemy zobaczyć kolejny, tzw. wtórny szczyt inflacji przewyższający nawet aktualne odczyty – prognozuje prof. Aneta Zelek w analizie przygotowanej dla Północnej Izby Gospodarczej.

– Inflacja wymknęła się już dawno spod kontroli. Jej wyhamowanie nie będzie łatwe. Ziszcza się czarny scenariusz stagflacyjny. W najbliższej perspektywie grozi nam dalszy wzrost cen w warunkach spowolnionego wzrostu gospodarczego. Dane za II kwartał 2022 już potwierdzają recesję techniczną. To bardzo złe wieści, wszak stagflacja jest jeszcze trudniejsza do wyleczenia niż czysta inflacja – dodaje prof. Zelek.

Allianz Trade: sektor publiczny nie poradzi sobie sam z inwestycjami w zieloną infrastrukturę

Zwiększenie inwestycji w infrastrukturę przyjazną dla klimatu ma zasadnicze znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego i żywnościowego w miarę przechodzenia do niskoemisyjnej przyszłości.

Infrastruktura odpowiada obecnie średnio za ponad dwie trzecie światowych emisji gazów cieplarnianych, dlatego też tak ważne jest aby projekty infrastrukturalne były dobrze zaplanowane, z większym naciskiem na zmiany klimatu i program zrównoważonego rozwoju.

Ponadto, na przykład według dokonanej przez Allianz Trade oceny pakietu inwestycyjnego niemieckiego rządu – tzw. wielkanocnego („Osterpaket”), planowane inwestycje naszych zachodnich sąsiadów w infrastrukturę przyjazną dla klimatu mimo iż ambitne, to nadal są niewystarczające, aby spełnić niemieckie deklaracje w zakresie przeciwdziałania zmianie klimatu. (w załączonym, pełnym opracowaniu Działu Analiz Allianz jako referencyjny cel klimatyczny przyjęto 1,5°C). Konieczna jest więc partycypacja sektora prywatnego w planowaniu i wprowadzaniu „zielonej rewolucji”, nawet w krajach o największych zasobach środków publicznych, jak kraje Europy Zachodniej.

W 2017 roku Global Infrastructure Hub (GIH) oszacował ilościowo lukę inwestycyjną (zielonych inwestycji) na 15bln USD do 2040 roku (przy czym obecne szacunki określają ją na poziomie nawet 40 bln USD tylko do 2030 roku). Więcej – w pełnej wersji raportu, poniżej streszczenie jego tez.

STRESZCZENIE

  • Wojna w Ukrainie uświadamia nam, że aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i żywnościowe w miarę realizacji planów dotyczących niskiej emisji dwutlenku węgla w przyszłości, konieczna jest intensyfikacja inwestycji w infrastrukturę przyjazną dla klimatu. W opinii Allianz Trade dobrze zaplanowane projekty zielonej infrastruktury nie tylko przyczyniają się do zwiększenia potencjalnego wzrostu produkcji i wzmocnienia odporności, ale mogą również pomóc w zmniejszeniu śladu węglowego, który towarzyszy postępowi gospodarczemu.
  • Jednak obecne plany inwestycji publicznych samodzielnie nie będą wystarczającym środkiem zapewniającym strategiczną zmianę równowagi w kierunku infrastruktury przyjaznej dla klimatu. Pozostają poważne luki inwestycyjne, zwłaszcza w zakresie energii i sieci elektrycznej (w Europie od 1,6% i 1,3% PKB rocznie odpowiednio w Hiszpanii i Francji do 0,6% i 0,4% we Włoszech i Niemczech), w przypadku których potrzeby inwestycyjne są największe. Inwestycje publiczne mogą jednak stać się katalizatorem dla zwiększenia udziału prywatnego, zwłaszcza w zakresie zielonej infrastruktury. Allianz Trade szacuje, że na jeden punkt procentowy wzrostu inwestycji publicznych, inwestycje prywatne wzrastają o 0,51 punktu procentowego. Ekologiczny „mnożnik” jest jeszcze większy.
  • Większy udział sektora prywatnego w planowaniu, budowie i eksploatacji infrastruktury może pomóc złagodzić ograniczenia sektora publicznego w zakresie finansowania zielonej transformacji – wynika z analiz Allianz Trade. Kluczowe znaczenie dla mobilizacji kapitału prywatnego będą miały w szczególności towarzystwa ubezpieczeń na życie i fundusze emerytalne. Inwestycje w infrastrukturę mogą przynosić przewidywalne zyski i stabilne przepływy pieniężne, stanowiące naturalny sposób kompensaty zobowiązań długoterminowych.
  • Mobilizacja długoterminowego finansowania będzie wymagała stworzenia sprzyjającego otoczenia legislacyjnego dla inwestycji w zieloną infrastrukturę. Z ustaleń Allianz Trade, opartych na obszernym zbiorze danych dotyczących kredytów na realizację projektów, wynika że istnieje wystarczający zakres możliwości stosowania niższych opłat za kapitał dla inwestycji w infrastrukturę, które mają korzystniejszy profil ryzyka niż zadłużenie korporacyjne. W szczególności zaś wydaje się, że brak płatności występuje w przypadku „zielonych projektów” w perspektywie 10 lat w o połowę mniejszej liczbie przypadków niż w odniesieniu do „brązowych projektów”, przy czym różnica ta jest bardziej widoczna na rynkach wschodzących niż w gospodarkach rozwiniętych. Opłaty za kapitał, które uwzględniają malejące z czasem ryzyko obniżenia ratingu długu infrastrukturalnego, mogłyby w warunkach zacieśniania polityki pieniężnej potencjalnie uwolnić kosztowny kapitał; pomogłoby to zmobilizować środki na finansowanie infrastruktury – a tym samym promować zieloną transformację.

Najnowsze dane makroekonomiczne z Polski pozwalają na lekki optymizm, ale globalna recesja czeka za rogiem

Najwyższa od 25 lat inflacja pozostaje jednym z głównych zmartwień Polaków. Czerwiec i lipiec okazały się wyjątkowo ciężkie, a w nadchodzących miesiącach trudno oczekiwać stabilizacji. Nad polską gospodarką wciąż krąży wiele czarnych chmur, m.in. trwająca w Ukrainie wojna i globalne spowolnienie ekonomiczne.

Wzrost inflacji o 0,1 punktu procentowego z czerwca na lipiec, po poprzedniej zmianie o 1,6 punktu proc., wywołał u analityków lekki optymizm. Ponadto wskaźniki dla polskiej gospodarki za II kwartał 2022 r. okazały się nieco lepsze niż początkowo zakładano, co nawet skłoniło instytucje do korekty prognoz wzrostu PKB. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, zajmujący się w ramach ONZ kwestiami stabilizacji ekonomicznej na świecie, ogłosił w lipcu br., że zrewidował swoje przewidywania wzrostu PKB w Polsce do 4,5% z 3,7%. Także Komisja Europejska zdecydowała się na ten krok, podnosząc swoją prognozę do 5,2% z 3,7%.

Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group podkreślają jednak, że wzrosty PKB należy analizować w dłuższej perspektywie, a ta nie pozostawia złudzeń co do kondycji polskiej gospodarki. Opublikowane przez GUS dane dotyczące PKB za II kwartał 2022 r. pokazują, że wskaźnik ten wyniósł -2,1% kw/kw, obniżając się z 2,4% kw/kw w pierwszych trzech miesiącach 2022 r. Przekłada się to na roczną dynamikę na poziomie 5,5% r/r, wyhamowując z poziomu 8,5% r/r w poprzednim kwartale. Co więcej, jest to pierwsze spowolnienie od III kwartału 2021 r., ale w najbliższym czasie trudno będzie oczekiwać poprawy sytuacji. Zarówno Międzynarodowy Fundusz Walutowy, jak i Komisja Europejska przewidują w 2023 r. spowolnienie wzrostu PKB. MFW obniżył swoją prognozę do 2,0% z 2,9%, a Komisja Europejska do 1,5% z 3,0%.

– Spadek PKB kwartał do kwartału nie jest sam w sobie zjawiskiem rzadko spotykanym ani szczególnie niepokojącym. Świadczy jednak o spowolnieniu gospodarki, co jest spójne z obserwacjami m.in. wskaźnika dynamiki produkcji przemysłu. Jeśli ten trend, jak spodziewa się wielu analityków, będzie utrzymany w kolejnym kwartale, stanie się to sygnałem, że gospodarka wchodzi w fazę recesji – zaznacza Andrzej Żurawski, analityk z ISI Emerging Markets Group.

Dotkliwy wzrost cen w najbardziej kluczowych obszarach

Analitycy CEIC wskazują, że głównym motorem inflacji w II kwartale 2022 r. były ceny energii, które względem ubiegłego roku wzrosły o 37%. Koszty transportu w Polsce zwiększyły się o 33,4% r/r, natomiast ceny mieszkań, wody, energii elektrycznej, gazu i innych paliw o 24,2% r/r. Podwyżka cen żywności i napojów bezalkoholowych, czyli największej kategorii w tzw. koszyku inflacyjnym, również osiągnęła dwucyfrowy poziom. W czerwcu było to 14,2% r/r – po wzroście o 5 punktów proc. względem 9,2% r/r w marcu br.

Biorąc pod uwagę wskaźnik cen dóbr produkcyjnych (ang. Producer Price Index – PPI), miernik obrazujący, jak zmienia się poziom cen ustalanych przez producentów dóbr, największe wzrosty odnotowały surowce naturalne: w maju o 94% r/r podrożał koks i produkty rafinacji ropy naftowej, a o 48,8% r/r węgiel kamienny, węgiel brunatny oraz torf. Ze względu na pojawiające się wątpliwości dotyczące rządowego dodatku węglowego, m.in. związane z 6-miesięcznym okresem na wprowadzenie przez urzędnika wniosku do systemu, zima w Polsce może okazać się trudna dla wielu osób. Producenci podwyższyli także ceny dostarczenia energii elektrycznej – w maju 2022 r. były one o 40,7% wyższe niż rok wcześniej.

NBP nieskutecznie zaklina rzeczywistość

Inflacja miała spadać, a jednak rośnie. Okazuje się, że danie ludziom wakacji kredytowych, za które mogą pojechać na wakacje, naprawdę powoduje, że mamy więcej pieniędzy na rynku, a ceny rosną.

Inflacja w Polsce ponad 16%

Wbrew myśleniu życzeniowemu naszych decydentów w sierpniu ceny rosły dalej. Wzrost o 16,1%, miesiąc temu było to 15,6%. Nie jest to dramatyczny wzrost. Analitycy spodziewali się jednak spadku o wartość 0,2%. W rezultacie mamy odczyt o 0,7% większy, niż przewidywano. To już spora różnica. Nie może dziwić, że rośnie również WIBOR. Rynki zaczęły bowiem uwzględniać konieczność dalszych wzrostów stóp procentowych. Przekłada się to również na wycenę złotego. Wyższe stopy procentowe to lepsze stopy zwrotu z instrumentów o niskim ryzyku opartych o stopę procentową. W rezultacie inwestorzy zainteresowali się bardziej złotym. W tle tych danych pojawił się lepszy od oczekiwań odczyt PKB z Polski, który również pomaga złotemu.

Słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy wynik raportu ADP w USA. Pod tym tytułem kryje się dokument prezentujący zmiany zatrudnienia. Najczęściej sprowadza się go do jednej liczby i nie jest ona optymistyczna. Pokazuje on zmianę zatrudnienia. Wynik 132 tysiące może wydawać się dobry. Problem w tym, że analitycy oczekiwali imponującej wartości 290 tysięcy. To różnica na poziomie niemal 0,1% łącznej liczby pracujących w USA. To właśnie dlatego wczoraj dolar osłabił się względem euro. Nie można jeszcze mówić, że rynek pracy w USA ma problem. Jesteśmy zdecydowanie daleko od takiej obserwacji. Należy jednak stwierdzić, że mamy do czynienia z sytuację, gdzie warto przestać patrzeć na niego przez różowe okulary.

Wraca strach przed recesją

Powiedzenie, że na rynku ropy mamy rollercoaster chyba najlepiej opisuje bieżącą sytuację. Cena baryłki ropy naftowej z tygodnia na tydzień skacze po niemal 10 dolarów w górę lub w dół. Obecnie jesteśmy w trakcie ruchu w dół. Na rynek znów wrócił strach przed recesją. A skoro inwestorzy boją się recesji to i obniżają spodziewane zapotrzebowanie na ropę. W rezultacie przy stałym wydobyciu mamy do czynienia z potencjalną nadwyżką, która powoduje obniżki cen. W tle mamy jeszcze pęknięcie bańki spekulacyjnej na cenach energii elektrycznej w Niemczech.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 -USA – Raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Vivid Games sprzedało technologię Bidlogic

Zarząd Vivid Games poinformował, o zawarciu przez Spółkę umowy zbycia technologii Bidlogic. Kupującym jest wrocławska firma Publishers Revenue Optimization sp. z o.o., działająca pod marką optAd360, która specjalizuje się w monetyzacji reklamowej serwisów internetowych i aplikacji mobilnych. We wrześniu na rachunek bankowy Spółki trafi 3,53 mln zł netto z pierwszej transzy. Zarząd Spółki rozważy przeznaczenie środków pozyskanych z transakcji, na przedterminową spłatę wszystkich pozostałych rat obligacji.

Proces due dilligence poprzedzający zawarcie umowy trwał od czerwca. Ostateczna, łączna kwota transakcji to 9 mln zł, przy czym po rozliczeniach z pomysłodawcą Bidlogic, w Spółce zostanie 4,55 mln zł.

Transakcja wzmocni pozycję Spółki i zapewni jej większą stabilność finansową. Po odliczeniu kosztów poniesionych inwestycji, przyniesie Spółce zysk netto na poziomie około 4,2 mln zł, zaksięgowany na dzień transakcji, co bezpośrednio przełoży się na wynik finansowy za ten rok. Z punktu widzenia cashflow, we wrześniu wpłynie do nas 3,53 mln zł z pierwszej transzy, kolejne zaplanowane są na styczeń 2023 i styczeń 2024 r.” – podkreśla Jarosław Wojczakowski, CEO Vivid Games.

Środki pozyskane z transakcji powinny pozwolić nam jeszcze w tym roku, przedterminowo spłacić wszystkie pozostałe raty obligacji, a co za tym idzie, zamknąć układ. Po spłacie obligacji, niedawnych odpisach amortyzacyjnych, oraz spodziewanym, znaczącym zysku netto, Spółka wejdzie w 2023 rok z dobrej pozycji umożliwiającej dalszy rozwój“– dodaje Prezes.

75% polskich firm elektryfikuje flotę, aby ograniczyć koszty paliwa. Priorytetem staje się jednak aspekt środowiskowy

Według danych Iron Mountain koszt przejechania jednego kilometra przez samochód elektryczny jest aż o 47% niższy niż w przypadku modelu zasilanego silnikiem spalinowym. Biznes bez wątpienia dostrzega dziś korzyści ekonomiczne związane z elektryfikacją firmowych pojazdów. Nawet 75% polskich przedsiębiorstw decyduje się na wdrożenie alternatywnych napędów, aby ograniczyć wydatki na paliwo[1]. Jednak coraz więcej organizacji dysponujących własnymi pojazdami zdaje sobie sprawę, że elektromobilność pozwala zaadresować również obszar odpowiedzialności środowiskowej. To ona stanie się wkrótce głównym motorem napędowym transformacji transportu.

W ostatnim czasie Parlament Europejski przychylił się do propozycji wystosowanych przez Komisję Europejską, podejmując decyzję o tym, aby od 2035 r. zakazać na terenie wspólnoty sprzedaży nowych samochodów spalinowych. To istotny krok na ścieżce do dekarbonizacji Unii Europejskiej, który z całą pewnością przyczyni się również do rozwoju elektromobilności w krajach członkowskich. Choć przepisy wejdą w życie dopiero za kilkanaście lat, transformacja transportu rozpoczyna się już dziś i obejmuje zarówno użytkowników indywidualnych, jak i przedstawicieli biznesu.

Firmy, które dysponują własnymi pojazdami, coraz częściej uwzględniają w swojej strategii elektryfikację floty. Jednak głównym motywatorem są aktualnie kwestie ekonomiczne, a konkretniej – redukcja kosztów paliwa, którą wskazuje 75% organizacji[2]. Przy czym w mojej opinii, wraz ze wzrostem znaczenia czynników ESG w biznesie, rośnie liczba organizacji sięgających po samochody elektryczne przede wszystkim po to, aby zrealizować zobowiązania klimatyczne i zaadresować główne potrzeby związane proekologiczną działalnością – mówi Marcin Skrzypczak, RM Operations Director w Iron Mountain Polska.

Elektryfikacja floty a odpowiedzialność środowiskowa

Szacuje się, że pojazdy spalinowe generują ok. 200 g CO2 na kilometr[3]. Samochody elektryczne umożliwiają znaczne ograniczenie tych emisji. Co istotne, jest to możliwe również w krajach, w których w miksie energetycznym dominują paliwa kopalne. Choć w Polsce wciąż blisko 70% energii elektrycznej pochodzi ze spalania węgla, pojazdy elektryczne pozwalają w ogólnym rozrachunku zredukować ilość wytwarzanego dwutlenku węgla nawet o 25%. Ponadto gdy są zasilane energią pochodzącą z odnawialnych źródeł energii, emisja wynosi zaledwie 50 g CO2 na kilometr[4].

Wyniki porównujące ilość emisji generowanych przez pojazdy spalinowe i elektryczne udowadniają, że konwersja floty, szczególnie przy odpowiedniej skali, gwarantuje realne korzyści środowiskowe. Dlatego też jako Iron Mountain mamy w tym zakresie konkretne cele, do których realizacji nieustannie dążymy, optymalizując procesy logistyczne. Globalnie nasz firma obsługuje flotę liczącą 5 tys. samochodów. Zobowiązaliśmy się do tego, aby najpóźniej do 2025 r. 10% z nich stanowiły pojazdy elektryczne. Ponadto do 2030 r. 100% naszych samochodów osobowych i 50% dostawczych ma być zasilanych energią elektryczną – dodaje Marcin Skrzypczak.

Mogę potwierdzić, że w Iron Mountain Polska wyprzedamy cele korporacyjne. Nasza flota obejmuje dziś 70 aut, a już w 2023 r. jej 18% będą stanowić samochody w pełni elektryczne, a kolejne 25% – hybrydowe. Konsekwentna elektryfikacja floty wykonującej miesięcznie średnio 160 tys. kilometrów pozwoliła nam w 2020 r. ograniczyć emisje dwutlenku węgla o 4 tony. Dzięki zamówieniu kolejnych 11 samochodów elektrycznych w nadchodzącym roku zwiększymy tę wartość do 18 ton – deklaruje ekspert Iron Mountain.

Rozwój elektromobilności w obliczu głównych wyzwań

Realizacja celów ESG poprzez konwersję floty nie dotyczy wyłącznie logistycznych gigantów. Coraz większe zainteresowanie pojazdami elektrycznymi wykazują również firmy zatrudniające zaledwie kilku pracowników. Nawet 49% takich organizacji deklaruje wdrożenie co najmniej jednej technologii w ramach alternatywnych napędów w perspektywie najbliższych 3 lat. W przypadku ogółu polskich firm odsetek rośnie do 54%[5].

Nie mam wątpliwości, że biznes jest realnie zaangażowany w rozwój elektromobilności. Jednak transformacja transportu w Polsce nie będzie miała racji bytu bez wsparcia samorządowego – zarówno w obszarze programów finansowania elektryków, jak i rozwoju sieci stacji ładowania. Mimo że na koniec lipca 2022 r. w Polsce były dostępne 2293 publiczne stacje ładowania pojazdów elektrycznych, a ich liczba rośnie z miesiąca na miesiąc, infrastruktura wciąż nie jest rozbudowana optymalnie. Jak dotąd niewystarczająca liczba ogólnodostępnych ładowarek jest główną barierą dla blisko połowy polskich przedsiębiorstw, przy czym 41% nie ma stacji nawet we własnej siedzibie[6]. Zmianę warto zacząć od siebie samego, dlatego też poza włączeniem do floty pojazdów elektrycznych, firmy powinny również dołożyć własną cegiełkę do rozwoju krytycznej infrastruktury. Obecnie mamy do dyspozycji 2 własne stacje ładowania pojazdów elektrycznych w dwóch lokalizacjach – w Warszawie i Wrocławiu. Jednak już w przyszłym roku zainstalujemy je przy każdym naszym obiekcie w kraju – podsumowuje Marcin Skrzypczak, RM Operations Director w Iron Mountain Polska.

Konsekwencje wprowadzenia przepisów dotyczących zakazu sprzedaży pojazdów spalinowych dla branży motoryzacyjnej, a także realny wpływ zmian legislacyjnych na rozwój elektromobilności ocenimy dopiero w perspektywie długoterminowej. Z pewnością jednak nowe regulacje w bezpośredni sposób wskazują kierunek, w którym będziemy podążać, a w związku z tym jest to ostatni moment, aby dołączyć do tej inicjatywy. Transformacja floty to w praktyce niezwykle czasochłonny proces, którego nie sposób realizować z dnia na dzień. Połączenie aspektu środowiskowego, chęci realizacji celów ESG, a także optymalizacji kosztowej bieżącej działalności przy rozsądnym wsparciu ze strony rządu już wkrótce wzmocni trend na elektryfikację floty. Eksperci Iron Mountain szacują, że koszt przejechania jednego kilometra samochodem elektrycznym jest nawet o 47% niższy niż w przypadku pojazdu spalinowego. Co ważne, coraz więcej firm ponad korzyści finansowe przedkłada odpowiedzialność środowiskową, która bezwzględnie staje się priorytetem współczesnego biznesu.

[1] Barometr flotowy, Arval Mobility Observatory, 2022

[2] Tamże

[3] Analizy własne Iron Mountain

[4] Analizy własne Iron Mountain

[5] Tamże

[6] Tamże

Cyfrowa Polska: nowe inwestycje, które mają wzmocnić cyberbezpieczeństwo Polski muszą powstawać transparentnie

Reprezentujący polską branżę cyfrową i nowych technologii Związek Cyfrowa Polska uważa, że projektowane przez rząd specjalne przepisy inwestycyjne niezbędne do budowy Krajowego Centrum Przetwarzania Danych wymagają poprawy w obszarze cyberbezpieczeństwa w ujęciu lokalizacji i dywersyfikacji serwerów, a także w zakresie przechowywania informacji oraz stosowania prawa zamówień publicznych.

Projektowane przez polski rząd prawo ma umożliwić sprawną realizację inwestycji, które wzmocnią bezpieczeństwo cyfrowe administracji rządowej. W ramach Krajowego Centrum Przetwarzania Danych (KCPD) planowana jest budowa specjalnych ustandaryzowanych obiektów. Powstanie pierwszych trzech ośrodków zaplanowano na lata 2024 – 2026. Inwestycja traktowana jest jako strategiczna, dlatego konieczna jest – w opinii państwa – specjalna ustawa inwestycyjna. W innym wypadku – budowa w oparciu o standardowe przepisy regulujące inwestycje – znacznie wydłużyłoby ten proces – uważają projektodawcy.

Kosztem inwestycji nie może być transparentność

Związek Cyfrowa Polska skierował w ramach konsultacji społecznych do Janusza Cieszyńskiego, Sekretarza Stanu w KRPM ds. Cyfryzacji swoje stanowisko wobec projektowanych przepisów. – To będą ważne inwestycje, jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszego państwa w obszarze danych. Niemniej, musimy zadbać o to, aby regulacje powstały w zgodzie z obowiązującymi już przepisami i standardami – mówi Michał Kanownik, prezes Cyfrowa Polska. Jak bowiem zaznacza w Polsce były już prowadzone w normalnym trybie przez prywatne firmy inwestycje związane z budową centrów przetwarzania danych i to o rozmiarach większych niż te, które planuje polski rząd. Ich budowa przebiegła bardzo sprawnie. Np. Google swój projekt osiągnął w dwa lata – w tym czasie przygotował lokalizację, powstały budynki i udostępnił swoje usługi klientom.

Związek Cyfrowa Polska nie zgadza się bowiem, aby inwestycja powstała kosztem transparentności. Projektodawcy proponują bowiem wyłączenie w szerokim zakresie stosowania przepisów Prawa zamówień publicznych, które umożliwią wyłonienie wykonawców inwestycji bez przeprowadzenia przetargów. W opinii Cyfrowej Polski w ten sposób narażona jest bezstronności i niezależność procesu doboru wykonawcy. By tego uniknąć i jednocześnie nie opóźniać procesu inwestycji, organizacja proponuje, by zamówienie na wykonanie obiektów przeprowadzano w jednym z trybów przetargu ograniczonego – w trybie negocjacji z ogłoszeniem lub dialogu konkurencyjnego.

Wzmocnienie cyberbezpieczeństwa planowanych inwestycji

Związek zwraca również uwagę na to, że w projektowanych przepisach nie sprecyzowano zakresu danych, które mają być przechowywane w planowanych centrach danych ani nie określa grup podmiotów, które tam te informacje będą gromadziły.  – W obliczu zagrożeń, które dziś mamy, konieczna jest klasyfikacja danych.  Rząd powinien również zachęcać swoje instytucje, nad którymi ma nadzór i samorządy do dywersyfikowania dostępnych metod przechowywania i przetwarzania danych. To istotne, by zwiększyć bezpieczeństwo tego typu procesów oraz podnieść przy tym dostępność i innowację w administracji – przekonuje Michał Kanownik. W jego opinii korzystanie z usług oferowanych przez przedsiębiorstwa globalne, np. w zakresie usług chmurowych, potencjalnie podwyższa, a nie obniża, poziom cyberbezpieczeństwa administracji państwowej.

„W celu przeciwdziałania zagrożeniom kinetycznym, fizycznym albo szerzej militarnym dla krytycznej infrastruktury informatycznej państwa, należy rozważyć budowę rozwiązań typu e-Ambasada i/lub mobilnych Centrów Przetwarzania Danych, dla których być może konieczna byłaby regulacja ustawowa związana z transferem danych do miejsc bezpiecznych, nawet poza terytorium UE” – proponuje również Cyfrowa Polska w piśmie przesłanym do ministra Janusza Cieszyńskiego.

We wrześniu poznamy rządowe decyzje o budowie elektrowni jądrowej

Polska ma już na stole komplet ofert jądrowych. Rząd może wybierać spośród trzech ofert i w końcu nadrobić zaległość historyczną, budując energetykę jądrową.

Amerykanie zwyczajowo deklarują, że są najlepsi i oferują solidny offset polityczny. Francuzi także wstępnie deklarują zaangażowanie finansowe w polski atom i mogą być pomocni w grach wewnątrz Unii Europejskiej. Koreańczycy z Południa obiecują transfer technologii do Polski i mają doświadczenie udanych projektów poza Europą.

Szkic porozumienia Polska-USA o budowie atomu znany jest już w Warszawie. Ten dokument to więcej niż studium wykonalności, bo na 3 tys. stron spisuje w jaki sposób projekt zostanie zrealizowany na miejscu, jaki jest łańcuch dostaw, ilu ludzi potrzeba do projektowania i operowania projektu. Zawiera rozważania na temat kosztów i finansowania, ale poszczególne elementy w tej sprawie zostaną na dniach przedstawione przez rząd amerykański.

Model finansowania oraz udział w akcjach operatora Polskie Elektrownie Jądrowe ma zależeć od decyzji rządu polskiego. Prawdopodobnie rząd amerykański będzie odgrywał znaczną rolę w finansowaniu atomu w Polsce. To z tego względu oferta rządu będzie przedmiotem decyzji polskiego rządu. Nie będzie przetargu, decyzja miałaby zostać przedstawiona w drodze uchwały rządowej.

– Najważniejszy komponent oferty amerykańskiej to model finansowania, który może uwzględnić amerykański Eximbank. Polskie Elektrownie Jądrowe zaoferują 49 % akcji partnerowi zagranicznemu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl. – To może być rola dla amerykańskiego Eximbanku, który angażował się akcjami w projekty w Brazylii czy na Ukrainie.

Ewentualny wybór Amerykanów nie kończy negocjacji. Wtedy rozpoczną się rozmowy o warunkach przygotowania inwestycji, które poprzedzą rozpoczęcie prac.

Okres ten należy maksymalnie skrócić ze względu na „agresywny” termin budowy pierwszego bloku w 2033 roku.

– Najważniejsze będzie jednak podjęcie decyzji, a stać się to powinno we wrześniu – dodaje W.Jakóbik. – Oby wreszcie trzydzieści lat debaty o polskim atomie zakończyło się konkretnym rozstrzygnięciem.

Dlaczego polscy inwestorzy powinni obawiać się złota

W czasach wyjątkowej niepewności i podwyższonego ryzyka, czyli od początku pandemii, wybuchu wojny w Ukrainie oraz zagrożenia światową recesją złoto podrożało zaledwie o 12%. Złota powinni obawiać się zwłaszcza polscy inwestorzy.

W ciągu miesiąca złoto podrożało o 5%, ale przez pół roku potaniało o 4% i kosztuje na kontraktach terminowych poniżej 1 800 USD za uncję.

– Wzrost o 12% nie jest rzeczywiście imponujący, ale trzeba jednocześnie pamiętać, że złoto było bardzo zmienne w tym roku – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak. – W szczytach niepewności cena złota podchodziła pod 2 000 USD za uncję, a teraz tej niepewności mamy trochę mniej i ostre zacieśnianie polityki monetarnej przez banki centralne na niemal całym świecie.

Gdy banki centralne zmniejszą trochę agresywne tempo podwyżek stóp procentowych, złoto może zareagować pozytywnie czyli będzie drożeć.

Cena złota nie jest jednak niska, bo w 2011 r. bo w 2009 r. złoto kosztowało poniżej 1 000 USD/uncja i bardzo zdrożało od 2011 r.

– Pomimo, że fundusze inwestycyjne uciekają od złota jego cena pozostaje wysoka – komentuje ekspert XTB. – I gdy Fed zakomunikuje o zmianie swojej polityki stóp procentowych, będzie to bardzo dobry sygnał dla złota, a wkrótce może się to zdarzyć bo USA mają prawdopodobnie szczyt inflacji już za sobą.

W tym roku nie powinniśmy jednak spodziewać się wyższych poziomów cen złota niż 1 900 – 1 950 USD.

Czekamy więc na czasy, gdy dolar nie będzie traktowany jako bezpieczniejsza przystań niż złoto, a dolar jest obecnie ekstremalnie mocny.

Z perspektywy polskich inwestorów, gdy złoty jest bardzo słaby i dolar bardzo drogi, a więc cena złota znajduje się bardzo wysoko.

– Pojawia się sygnał ostrzegawczy czy powinniśmy szykować się na mocniejszego złotego, bo gdy dolar będzie tracił zyska na tym polska waluta – dodaje M.Stajniak. – Cena złota jest ekstremalnie wysoka w relacji do kursu złotego, dlatego byłbym bardzo ostrożny.

Jeszcze w tym roku rząd planuje zastąpienie papierowych paragonów paragonami całkowicie elektronicznym

Ministerstwo Finansów niedawno udostępniło nową aplikację na smartfony, która ma być dodatkowo wykorzystywana do gromadzenia i sprawdzania elektronicznych paragonów. Mamy już e-recepty, będą e-paragony. Prawdopodobne, że już w tym roku.

Aplikacja e-Paragony ma obecnie służyć do manualnego wprowadzania przez konsumentów paragonów papierowych. Konsument może śledzić również swoje wydatki. Dodatkowo może też zgłaszać nieprawidłowości, np. wydanie paragonu sfałszowanego.

Rząd szykuje jednak rewolucję i planuje zastąpienie papierowych paragonów paragonami całkowicie elektronicznym.

– Obecne przepisy przewidują formę dokumentu elektronicznego dla paragonów wystawianych przez kasy online i kasy wirtualnej, rząd chce jednak pójść dalej i wprowadzić możliwość automatycznego dodawania paragonów do aplikacji e-Paragony – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Rozważane jest również rozwiązanie w postaci sms-a lub wiadomości mailowej.

Konsument nie otrzymywałby papierowych paragonów. Korzystanie z takiej formy byłoby jednak dobrowolne.

Niewątpliwie aplikacja e-paragony przyniesie wymierne korzyści. Po pierwsze, ryzyko zagubienia paragony zniknie. Po drugie, weryfikacja rejestracji sprzedaży na kasie będzie jeszcze dokładniejsza. Po trzecie, rozwiązanie to zwiększy ochronę środowiska.

– E-paragony mają przypominać e-recepty, gdzie pacjenci otrzymują jedynie informację sms-ową lub ewentualny wydruk – wyjaśnia R.Bulejak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Rząd poinformował, że zmiany mogą wejść już w tym roku.

Nie należy wyłączać elektrowni jądrowych w Europie

Kryzys energetyczny to czas zaciskania pasa i oznacza, że pierwszym sposobem na zabezpieczenie dostaw energii oraz surowców jest ograniczenie ich zużycia. Dlatego Komisja Europejska słusznie zaleca oszczędności w sektorze gazowym – nawet w krajach, które poradziły sobie dobrze z porzuceniem gazu rosyjskiego. Im mniej zużyjemy gazu teraz, tym więcej będziemy go mieli w przyszłości. Nie tylko w tym sezonie grzewczym – ale także w następnym. Kolejne rozwiązanie to jest dywersyfikacja – czyli różnicowanie źródeł dostaw. W sektorze gazowym Polska poradziła sobie z tym na tyle dobrze, że zakręcenie kurka z rosyjskim gazem w maju 22 roku nie zagroziło bezpieczeństwu dostaw do Polski.

– O ile tej zimy może się okazać, że zgodnie z przepisami unijnymi my podzielimy się gazem z Niemcami – to już następnej zimy może być potrzebna pomoc Polsce na przykład z Niemiec. Należy uwzględnić taką możliwość – bo całkowite zatrzymanie dostaw gazu z Rosji może oznaczać, że ważne źródło dywersyfikacji dostaw do Polski, czyli giełda niemiecka, także wyschnie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Dlatego też wszyscy powinniśmy oszczędzać, redukować zużycie gazu – a docelowo przechodzić na źródła, które nie potrzebują paliw kopalnych. Niestety tutaj w Polsce mamy lata zaniedbań, które powodują, że mamy za mało elektrowni jakichkolwiek. Będziemy ciągnąć na węglu w latach 20-tych, bo nie zbudowaliśmy niczego w zamian. Potem w coraz większym stopniu węgiel będzie zastępowany przez odnawialne źródła energii zabezpieczane przez energetykę jądrową – ale dopiero w latach 30-tych, bo szybciej atomu nie da się zbudować. Obecnie każda elektrownia jest na wagę złota i nie należy wyłączać atomu w Niemczech – a raczej budować nowe bloki wszędzie w Europie – zaleca Jakóbik.

ZPP: Kolejny raz nastroje przedsiębiorców pogarszają się

Indeks nastrojów przedsiębiorców „Busometr ZPP” w pierwszym półroczu 2022 był najniższy w całej trwającej dekadę historii badania i wyniósł jedynie 34,4 punkty. Niestety wynik w drugim półroczu 2022 r. pogorszył się i indeks wyniósł 32,4. Zmniejszył się zatem o kolejne 2 punkty w stosunku do początku roku. Nastroje przedsiębiorców wciąż są pesymistyczne.

„Busometr ZPP”, czyli Indeks Nastrojów Gospodarczych MŚP jest cyklicznym badaniem prowadzonym przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców mającym na celu uzyskanie informacji o panujących nastrojach (poziomie optymizmu) wśród przedsiębiorców działających na polskim rynku oraz planowanych przez nich działaniach w pespektywie najbliższych dwóch kwartałów. Na wynik badania składają się trzy komponenty: koniunktury gospodarczej, rynku pracy i inwestycji. Wartości prezentowane są w przedziale od 0 do 100. Wyniki poniżej 50 oznaczają pesymizm, a powyżej optymizm przedsiębiorców. Badanie zrealizowano w lipcu 2022 r. na grupie badawczej 583 przedstawicieli sektora MŚP (mikro, małych i średnich przedsiębiorców).

Rok 2022 jest wyjątkowo trudny dla biznesu. Wiele z firm jeszcze nie zdążyło podnieść się po kryzysie pandemicznym, a już musi mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami. Poza oczywistymi czynnikami geopolitycznymi związanym z rosyjską agresją na Ukrainę, przedsiębiorcy mierzą się zarówno z chaosem prawnym będącym pokłosiem implementacji „Polskiego Ładu”, jak i dynamicznie rosnącymi kosztami, szczególnie energii i gazu.

Kolejnym istotnym czynnikiem dla pogorszenia się nastrojów wśród przedsiębiorców jest z pewnością najwyższa od 25 lat inflacja. Zgodnie z informacjami GUS inflacja w ujęciu rok do roku w lipcu 2022 r. wyniosła aż 15,6% r., a w sierpniu – wbrew oczekiwaniom większości analityków – wzrosła jeszcze bardziej, do poziomu 16,1%. Firmy zapytane o to, jak dużym zagrożeniem jest dla nich inflacja w 35% odpowiadały, że bardzo dużym i w 38%, że raczej dużym. Oznacza to, że niemal 3/4 przedsiębiorców bardzo obawia się wpływu inflacji na prowadzoną przez nich działalność gospodarczą.

Inflacja to dla przedsiębiorców wzrost kosztów działalności odczuwalny między innymi we wzroście rachunków, kosztów zakupu towarów, czy w istotnej presji płacowej ze strony pracowników. Obecnie mamy do czynienia z klasycznym zjawiskiem spirali inflacyjnej.” – mówi Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP.

Wreszcie kolejnym czynnikiem istotnie wpływającym na nastroje przedsiębiorców jest napaść Federacji Rosyjskiej na Ukrainę i trwająca za naszą wschodnią granicą wojna. Spowodowała ona trudności z dostępnością wielu towarów, przede wszystkim surowców energetycznych, a także utrudniła prowadzenie handlu z firmami z Ukrainy. O postrzeganie bieżącej sytuacji polityczno-gospodarczej w kontekście wojny również zapytaliśmy przedsiębiorców. Aż 62% polskich przedsiębiorców deklaruje, że inwazja Rosji na Ukrainę odbiła się na ich biznesie. 22% uznało ten wpływ za poważny, a 40% – umiarkowany. Największy negatywny wpływ wojna wywarła na produkcję i handel, a najmniej usługi (choć wciąż wpływ ten jest bardzo poważny).

Badanie „Busometr ZPP” wskazuje na wyjątkowo niski wskaźnik komponentu „Koniunktura gospodarcza”, który wyniósł 27,9 oraz „Inwestycje”, który wyniósł 24,1. Oba wskaźniki były niższe niż w ubiegłym półroczu. Odczyt wskaźnika „Koniunktura” był drugim najniższym w historii badania, zaś „Inwestycje” najniższym. Jedynie komponent „Rynek Pracy” kształtuje się powyżej progu 50 punktów i wyniósł 51,6, co również jest nieznacznie niższym wynikiem niż w pierwszym półroczu tego roku.

Przedsiębiorcy pytani o „Koniunkturę gospodarczą” aż w 71% wskazywali, że ulegnie ona pogorszeniu, a zaledwie w 10% że poprawi się. Pytani o planowane inwestycji aż w 75% wskazywali, że nie planują żadnych inwestycji bądź zamierzają zrezygnować z tych planowanych wcześniej. Z kolei 25% ankietowanych planuje przeprowadzić inwestycje (znaczące – 5% bądź niewielkie – 20%).

Mimo złych nastrojów dotyczących sytuacji gospodarczej przedsiębiorcy wciąż stosunkowo stabilnie postrzegają rynek pracy. 16% z nich planuje podwyżki wynagrodzeń pracowników.

Złe nastroje gospodarcze nie przekładają się wciąż na rynek pracy. Wynagrodzenia rosną z powodu dużej presji płacowej wywołanej głównie inflacją. Choć w tej chwili sytuacja jest stabilna, to przedłużający się kryzys może przynieść ryzyko wzrostu bezrobocia. W dalszym ciągu jednak brak rąk do pracy będzie poważniejszym problemem, niż trudność w znalezieniu zatrudnienia” – mówi Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP.