Pomoc frankowiczom w Warszawie – gdzie szukać?

Mieszkańcy Warszawy będący posiadaczami kredytów frankowych mogą liczyć na pomoc w unieważnieniu swojej umowy kredytowej przy małym wysiłku – zachęcamy do kontaktu z Kancelarią Frejowski CHF, która niesie pomoc frankowiczom na terenie Warszawy.

Kredyty frankowe miały przynieść ukojenie i własny kąt na dobrych warunkach kredytowych wielu polskim rodzinom, które zdecydowały się podpisać umowę na produkt hipoteczny tak ochoczo polecany przez pracowników banku. Zapewne w początkowej fazie płatności rat tak właśnie było, ale bardzo szybko frankowicze zostali zweryfikowani przez coraz wyższe miesięczne raty, które wymknęły się spod jakiejkolwiek kontroli. Samodzielna walka z bankiem o sprawiedliwość i odzyskanie swoich pieniędzy, czy unieważnienie umowy, aby wreszcie uwolnić się od kredytu jest niemal niemożliwa. Wszelkie próby ugodowego rozwiązania sytuacji spalały się na panewce, bowiem banki są w tej materii nieugięte i dopóki nie zostają pozwane – nie reagują. Jak zatem pozbyć frankowego balastu?

Jak pozbyć się kredytu frankowego?

Obserwacja sytuacji frankowiczów podczas sądowych batalii, a także nadchodzące widmo uderzenia podwójnej inflacji po kieszeniach frankowiczów pokazuje, iż najgorszym wyjściem byłoby przeczekanie do czasu, aż sytuacja się unormuje. Sprowadzamy jednak tę część frankowiczów na ziemię, bowiem do czasu, gdy w umowie kredytu frankowego widniały będą klauzule abuzywne – nie możemy mówić o jakimkolwiek braku ryzyka, czy bezpiecznej spłacie kredytu frankowego. Frankowicze zatem mogą zwrócić się o pomoc do następujących podmiotów:

  • Adwokaci
  • Radcowie prawni
  • Kancelarie frankowe Warszawa
  • Firmy zajmujące się sprawami frankowymi

Pomoc frankowiczom Warszawa

Warszawa jest miastem bardzo obfitym w kancelarie frankowe, które oferują swoje usługi, ale czy każda z nich jest warta uwagi? Nie do końca, bowiem warto w sprawie kredytu frankowego, który już raz przyniósł przykre konsekwencje nie pozwolić na to, aby wpaść w ręce nieuczciwego pełnomocnika. Kancelaria frankowa Warszawa Frejowski doskonale zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji oraz wie, z jakimi problemami borykają się aktualnie frankowicze, dlatego też swoim Klientom oferuje przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa w postaci dokumentów współpracy, które szyte są na miarę oczekiwań Klienta.

Jaką pomoc frankowiczom Warszawa można uzyskać?

Banki podejmują ogrom prób, aby zachęcić frankowiczów do podpisania ugody, ale czas pokazał już, że te korzystne są jedynie dla banków. Powierzając swoją sprawę Kancelarii Frejowski CHF frankowicze mogą liczyć na przygotowanie całej strategii procesowej, sporządzenie i złożenie pozwu o unieważnienie umowy oraz jej odfrankowienie, a także prowadzenie czynności przed sądem, które w rezultacie doprowadzą do uwolnienia się od kredytu oraz zwrotu pieniędzy, które bank niesłusznie pobrał podczas trwania umowy. Jednocześnie kancelaria w myśl zabezpieczenia interesów klienta, składa wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczenia, które spowoduje, iż frankowicz na czas trwania procesu może zaprzestać legalnie płatności rat do banku. Przy nadchodzący kryzysie z kredytami frankowymi przez walkę z inflacją w Szwajcarii może się to okazać dla niektórych rozwiązaniem zbawiennym.

Paysafecard – warto być bezpiecznym w sieci

Coraz więcej ludzi na całym świecie dokonuje płatności internetowych różnego typu. Czasami są tu duże zakupy, innym razem płacimy np. za bilet na autobus czy też inne drobne rzeczy. W większości przypadków wymaga to podawania dużej ilości danych, itp. Ciekawym rozwiązaniem może więc stać się tutaj Paysafecard, która umożliwia dokonywanie różnych operacji, bez konieczności ujawniania swoich danych osobowych. Może to być ciekawa alternatywa dla klasycznej karty kredytowej czy też debetowej. Płatności Paysafecard są coraz popularniejsze, warto więc zastanowić się, czy nie jest to rozwiązanie właśnie dla nas. Doładowanie Paysafecard online z pewnością pomoże nam zachować większą niezależność oraz anonimowość w sieci. Nasze dane są bowiem łakomym kąskiem dla różnego rodzaju podmiotów, w tym także tych niekoniecznie uczciwych. Warto więc sięgać po różne dodatkowe zabezpieczenia.

Paysafecard – warto wiedzieć więcej

O tym, czym dokładnie jest Paysafecard, najwięcej dowiemy się za pośrednictwem sieci internetowej. Paysafecard wydawana online przez Services Company Limited, firmę brytyjską, jest prepaidową kartą płatniczą, której można używać do przeprowadzania transakcji w sieci. Wystarczy ją zasilić odpowiednią kwotą pieniędzy z własnego konta bankowego, a potem dokonać zakupu określonych rzeczy. Z potencjalnym użyciem Paysafecard nie wiąże się żadne niebezpieczeństwo. Paysafecard jest pozytywnie zweryfikowana przez polską Komisję Nadzoru Finansowego, a więc można nią spokojnie płacić w sieci. Jeśli więc nie chcemy w Internecie korzystać z własnej karty płatniczej, wydanej przez nasz bank, to Paysafecard jest stworzona właśnie dla nas. Za pomocą Paysafecard dokonamy więc płatności na określoną kwotę, którą wcześniej np. przelejemy z naszego konta. Dzięki temu podczas dokonywania transakcji zniwelujemy ryzyko tego, że np. ktoś przejmie dane do naszego konta, na które wpływa nasza pensja albo gdzie znajdują się nasze oszczędności. Możemy ją także potraktować jako kartę podarunkową, w ramach prezentu dla dziecka, przyjaciela, czy też kogoś z naszego otoczenia. Bezpieczna płatność w sklepach internetowych z pewnością jest tego warta.

Płatności Paysafecard jako alternatywa dla karty kredytowej

Paysafecard pozwoli nam na dokonywanie bezpiecznych płatności np. w sklepie Google Play, czy też płatności w grach online. Jeśli więc w polu naszych potrzeb leży tego typu rozwiązanie, to warto tutaj odwiedzić stronę internetową: www.mojeplatnosci.pl. Tam bez trudu, krok po kroku, zaopatrzymy się w naszą wirtualną kartę Paysafecard. Możemy ją potem zasilać różnymi kwotami pieniędzy: 20, 30, 50, 100 albo dwieście złotych. Za zakupy dokonane w ten sposób otrzymasz paragon, a jeśli nie wykorzystasz całej sumy podczas jednej płatności, to będziesz mogł skorzystać z pozostawionych tam pieniędzy w przyszłości. Władze nadzoru bankowego pilnują tego, by nasze płatności np. w świecie gier oraz rozrywki online, były w pełni bezpieczne. Doładowanie do karty kupisz o każdej porze dnia czy nocy przez Internet, a wpłacone środki będzie można od razu wydać, np. na platformie Google Play, czy też w zupełnie innym miejscu. Zapewnisz sobie tym samym bezpieczeństwo konta bankowego. Zalogowanie się do systemu płatności Paysafecard wymaga tylko adresu e-mail oraz hasła, którym później będzie się trzeba logować, przed dokonaniem przelewu na Paysafecard. Takie dane jak kod pocztowy czy też dokładny adres pozostaną Twoją tajemnicą, dając Ci większe poczucie bezpieczeństwa w sieci.

Bezpieczne doładowanie Paysafecard – anonimowość w Internecie

Trzeba tutaj jednak podkreślić, że sama rejestracja do systemu będzie jednak wymagała podania szczegółowych danych, ale nie będą one przekazywane dalej. Dane te są niezbędne, by móc stać się posiadaczem albo posiadaczką indywidualnej karty Paysafecard do płacenia nią w sieci. Płatności Paysafecard przyjmują sklepy internetowe, zakłady bukmacherskie, portale rozrywkowe, usługi cloudowe, portfele cyfrowe, itp. Jest to z pewnością trend, który się utrzyma. Być może w przyszłości całkowicie rozstaniemy się z gotówką, a Internet stanie się głównym źródłem różnego rodzaju zakupów. Jeśli więc chcemy mieć pewność, że nasze konto jest dobrze zabezpieczone, to warto posługiwać się Paysafecard jak najczęściej. Oczywiście w obecnych czasach nie warto całkowicie rozstawać się z gotówką, bo w przypadku awarii systemu obsługującego np. karty Mastercard, dodatkowe sto czy dwieście złotych w kieszeni na pewno się przyda. Niektóre usługi czy też zakupy w małym sklepie niekoniecznie muszą być robione na kartę, czy też za pomocą platformy Paysafecard. Dotarcie do młodych klientów oraz klientek, np. za pośrednictwem Internetu będzie na pewno łatwiejsze, o ile zdecydujemy się by sięgnąć po takie udogodnienia jak Paysafecard. Powinniśmy się starać iść na rękę każdemu użytkownikowi sieci, bo nowy klient przekłada się na konkretny zysk. Szybkie płatności online za pośrednictwem Paysafecard mogą więc pozytywnie wpłynąć na nasz biznes. Płać tak, jak Ci wygodnie – korzystaj z Paysafecard.

Jak zaimplementować Microsoft Dynamics 365 do firmy?

Microsoft Dynamics 365 to rozwiązanie, z którego korzysta coraz więcej polskich przedsiębiorstw. Intuicyjny zestaw aplikacji biznesowych opartych na chmurze pozwala ujednolicić i zautomatyzować większość procesów firmowych, szczególnie w branży handlu, produkcji i budownictwa. Od czego zacząć implementację systemu Microsoft Dynamics 365 w firmie? Jak przekonać do tego rozwiązania osoby decyzyjne, które wciąż sceptycznie podchodzą do transformacji cyfrowej?

Na czym polega wdrożenie systemu Microsoft Dynamics 365?

Microsoft Dynamics 365 to zestaw gotowych modułów przeznaczonych dla branży handlu, produkcji i budownictwa. Implementacja systemu to wstęp do transformacji cyfrowej całego przedsiębiorstwa. Dlatego należy się do niego dobrze przygotować, aby mieć pewność, że migracja przyniesie spodziewane efekty.

Kluczem do sukcesu jest wykonanie dokładnej oceny potrzeb i ograniczeń. Taka analiza, przeprowadzona przez osoby mające doświadczenie w korzystaniu z narzędzi opartych na chmurze, pozwoli uniknąć błędów wynikających np. z niedopasowania rozwiązania do rodzaju prowadzonej przez klienta działalności. Przy wdrożeniu systemu Microsoft Dynamics 365 warto korzystać z pomocy firm, które rozumieją specyfikę danej branży i nie narzucają konkretnych działań, ale potrafią pracować na zasadzie partnerstwa, jak na przykład https://xplusglobal.com/pl/wdrozenie-dynamics-365-fscm/.

Etap przygotowania ma istotny wpływ na funkcjonowanie całego systemu. Jeśli zabraknie jakiegoś elementu, może się okazać, że nie będzie funkcjonował w taki sposób, jak zostało to założone na samym początku. Odnalezienie i wyeliminowanie ewentualnych błędów jest możliwe dzięki ocenie i szkoleniom. Choć z systemu Microsoft Dynamics 365 korzystają tysiące firm na całym świecie, to warto pamiętać o tym, że każda migracja powinna zakończyć się fazą testów.

W jaki sposób Microsoft Dynamics 365 wpływa na funkcjonowanie firmy?

Choć transformacja cyfrowa w najbliższych latach będzie stanowić o być albo nie być danej firmy na rynku, to wiele osób decyzyjnych wciąż nie jest przekonanych do tego rozwiązania. Dlaczego? Migracja wiąże się bowiem z koniecznością wprowadzenia wielu zmian i przeprowadzenia dokładnej analizy kondycji firmy. To cenna wiedza, która może przysłużyć się do rozwoju całej organizacji. Aby jednak odpowiednio ją wykorzystać, konieczne jest zaangażowanie kadry zarządzającej.

Microsoft Dynamics 365 to narzędzie, które pozwala na:

  • lepszą kontrolę procesów produkcyjnych;
  • optymalizację kosztów związanych m.in. z utrzymaniem i rozwojem działu IT w organizacji;
  • skrócenie czasu niezbędnego do wypuszczenia nowego produktu na rynek;
  • usprawnienie procesów decyzyjnych w firmie;
  • zmniejszenie ryzyka operacyjnego;
  • skuteczniejsze zarządzanie polityką kredytową;
  • ujednolicenie procesów finansowych;
  • usprawnienie planowania dostaw;
  • szybkie reagowanie na zmiany rynkowe;
  • zmaksymalizowanie czas pracy poszczególnych zespołów;
  • łatwe zarządzanie dokumentacją firmową;
  • rozwijanie firmowego know-how.

Choć migracja wymaga poświęcenia czasu i inwestycji finansowych, może przynieść wymierne korzyści.

Historyczny dzień na rynku walut. Parytet euro i dolara

Wszystkie oczy są dziś zwrócone na EURUSD, ponieważ główna para walutowa notowana jest w pobliżu parytetu. Para walutowa na krótko notowana była poniżej poziomu 1.00, ale nie jest jeszcze w stanie dostarczyć zdecydowanego wybicia w dół. Przyczyny, które napędzają spadek nie są nowe, ale EBC niewiele zrobił, by temu zapobiec. Kwestie geopolityczne również odgrywają rolę z potencjałem do pogorszenia sytuacji. Jakie są przyczyny spadku EURUSD do parytetu i co obserwować w przyszłości?

Rozbieżności w polityce monetarnej i ryzyko recesji w Europie napędza spadek EURUSD

EURUSD osuwa się od prawie półtora roku, spadając w tym okresie z ponad 1.22 do 1.00 obecnie. Co napędzało ten spadek? Dużą rolę odegrała polityka pieniężna. Podczas gdy Fed z dużym wyprzedzeniem zakomunikował zamiar rozpoczęcia normalizacji polityki, ECB upierał się, że to jeszcze nie czas na takie ruchy. Rzeczywiście, EBC jest ostatnio jastrzębi, ale nie ma jeszcze szans na pierwszą podwyżkę stóp. W międzyczasie Fed rozpoczął cykl szybkiego zacieśniania, który wciąż przyspiesza.

Na gorsze wyniki euro wpływają również inne czynniki. Europa ponosi nieproporcjonalnie większe ryzyko niż Stany Zjednoczone, jeśli wziąć pod uwagę wojnę rosyjsko-ukraińską. Rosja ograniczyła przepływ gazu ziemnego do Europy i istnieje realne ryzyko, że wkrótce może dojść do jego całkowitego wstrzymania. Byłby to duży cios dla Europy, ponieważ niektóre kraje, jak na przykład Niemcy, są w dużym stopniu uzależnione od rosyjskiego gazu. Wstrzymanie dostaw gazu prawie na pewno doprowadziłoby do recesji.co trzeba wiedzieć o parytecie EURUSD

Wzrosły zarówno stopy procentowe w Europie (Niemcy na wykresie), jak i w Stanach Zjednoczonych. Jednak skok w 2-letnich rentownościach w USA przewyższył skok w rentownościach w Niemczech. Para na obecnych poziomach wydaje się być wyceniana zgodnie z sytuacją na rynku obligacji. Trend również wygląda na uzasadniony. Źródło: Bloomberg

21 lipca 2022 – dzień do obserwacji dla traderów EUR

Te dwa czynniki wymienione powyżej – dywergencja polityki pieniężnej i dostawy energii – to dwa główne czynniki napędzające EUR w tej chwili. Najbliższe posiedzenie EBC, które ma zakończyć się podwyżką stóp o 25 punktów bazowych, odbędzie się 21 lipca 2022 roku. Bank centralny może zaoferować wskazówki dotyczące ścieżki wyjścia z systemu ujemnych stóp procentowych, przy czym niektórzy członkowie EBC wskazują, że może to nastąpić już we wrześniu. Tego samego dnia ma się zakończyć 10-dniowa konserwacja gazociągu Nord Stream 1.

Jeśli po konserwacji nie zostanie wznowiony przepływ gazu przez Nord Stream 1, będzie to prawdopodobnie oznaczać, że Europa zmierza w kierunku recesji. Nie wpłynie to na decyzję EBC na posiedzeniu w przyszłym tygodniu, ale może mieć poważny wpływ na politykę w późniejszym okresie i może postawić pod znakiem zapytania koniec środowiska ujemnych stóp. Recesja może spowodować, że EBC wstrzyma lub zakończy cykl zacieśniania, zanim jeszcze w pełni się rozpocznie, ponieważ podnoszenie kosztów pożyczek w czasie poważnego kryzysu energetycznego miałoby niszczący wpływ na bardziej zadłużone gospodarki strefy euro.

Spojrzenie na historię

To nie pierwszy przypadek, kiedy jedno euro jest tańsze od jednego dolara amerykańskiego. Taka sytuacja miała miejsce w latach 2000-2001. Patrząc na wykres widzimy, że spadek poniżej parytetu miał miejsce niecałe 2 miesiące przed szczytem światowych rynków akcji i pęknięciem bańki dot-com. EURUSD notowane było poniżej poziomu 1.00 niemal przez cały okres rynku niedźwiedzia w latach 2000-2003. Powrót głównej pary walutowej ponad ten poziom poprzedził dno rynkowe o kilka miesięcy. Oczywiście, wyniki historyczne nie mogą być traktowane jako gwarancja przyszłych zysków, ale spojrzenie na nie może dać nam kilka wskazówek. Zauważmy, że sytuacja fundamentalna, choć zupełnie inna, jest w pewnym sensie podobna – po raz kolejny zmierzamy do kryzysu, a potencjalnie do globalnej recesji.co trzeba wiedzieć o parytecie EURUSD 2

EURUSD spadł poniżej poziomu 1.00 w styczniu 2000 roku, mniej niż 2 miesiące przed szczytem światowych rynków akcji. Główna para walutowa była notowana poniżej parytetu niemal przez cały czas trwania rynku niedźwiedzia (pionowe, fioletowe linie na wykresie) i powróciła powyżej tego poziomu na mniej niż 4 miesiące przed osiągnięciem przez rynki dna. Źródło: xStation 5

Techniczne spojrzenie na rynek

EURUSD porusza się w trendzie spadkowym od niemal półtora roku. Spoglądając na główną parę walutową z bardziej krótkoterminowej perspektywy (interwał H4) widzimy, że od marca 2022 roku notowana jest ona w kanale spadkowym. Parze nie udało się wybić powyżej górnego ograniczenia kanału pod koniec czerwca (pomarańczowe kółko) i rozpoczął się kolejny ruch niżej. Dolne ograniczenie kanału w rejonie 1.00 ogranicza dalsze ruchy spadkowe, ale ponieważ sytuacja fundamentalna faworyzuje USD nad EUR, presja na parę może nadal się nasilać. Spadek poniżej zasięgu kanału mógłby teoretycznie wywołać spadek równy szerokości kanału – w tym przypadku około 5 centów. Byłaby to wskazówka do spadku w kierunku okolic 0.95, gdzie znajdują się lokalne maksima z lat 2000 i 2001 oraz lokalne minima z 2002 r.co trzeba wiedzieć o parytecie EURUSD 3

Źródło: xStation 5

Do 2027 wartość rynku e-commerce w Polsce wzrośnie o ponad 94 mld zł do 187 mld zł

Ponad połowa wzrostu (54%) będzie pochodzić z trzech kategorii: mody (21 mld zł), elektroniki (19 mld zł) oraz zdrowia i urody (11 mld zł), w sumie mowa o wzroście do 187 mld zł oraz udziału w sprzedaży detalicznej na poziomie 17%, wynika z raportu “Perspektywy rozwoju rynku e-commerce w Polsce 2018-2027” opracowanego przez firmę doradztwa strategicznego Strategy& Polska. Autorzy spodziewają się także wzrostu udziału w handlu online dużych platform takich jak Allegro czy Amazon z 45% do ponad 55% w 2027 roku roku.

Przed polskim rynkiem e-commerce konieczność mierzenia się z galopującą inflacją, słabnącym popytem konsumenckim oraz skutkami wojny na Ukrainie i wzrostem napięć na arenie międzynarodowej.

E-commerce w Polsce ma przed sobą perspektywę dalszego rozwoju, jednak zmianie ulegną źródła wzrostu. W latach 2018-2021 wzrost wynikał głównie z przechodzenia klientów pomiędzy kanałami sprzedaż. Tempo tej zmiany znacząco przyspieszyło w latach 2020 – 2021. Wynikało to głównie z zamknięcia sklepów stacjonarnych. W latach 2022-2023 rolę głównego motoru wzrostu rynku przejmuje wzrost cen produktów przy słabnącym popycie konsumenckim. Do pewnego stopnia zostaje on złagodzony poprzez napływ ponad 2 milionów uchodźców z Ukrainy. Od 2024 roku zakładamy powrót do długoterminowej trajektorii wzrostu oraz stabilizacji warunków makroekonomicznych. Autorzy badania nie spodziewają się głębszej recesji, jednak jeśli taki scenariusz zacząłby się materializować, wzrost rynku byłby wolniejszy niż obecnie prognozowany.

“Czasy przewidywalności z drugiej dekady XXI wieku szybko do nas nie wrócą, a trwalszą normą biznesową stanie się operowanie w warunkach dużej zmienności i niepewności. Wśród najważniejszych implikacji strategicznych dla firm handlowych możemy wymienić konieczność rozwijania nowych kanałów dotarcia do klienta, potrzebę poprawy efektywności łańcucha dostaw oraz świadome zarządzanie cyklem życia klientów. Z jednej strony konsumenci dążą do maksymalnej wygody i jak najlepszego doświadczenia, wspieranego nowymi technologiami, a firmy muszą za nimi nadążać” – mówi Grzegorz Łaptaś, lider operacji w zespole Strategy& Polska.

Eksperci Strategy& spodziewają się dalszego wzrostu znaczenia dużych platform sprzedażowych typu m.in. Allegro, Amazon, Shopee, a także otwierania się wiodących sklepów e-commerce na zewnętrznych sprzedających. Udział modelu platformowego (marketplace) względem sklepów e-commerce wzrośnie z 45% (2021 r.) do ponad 55% w 2027 roku.

wartość rynku e-commerce w Polsce

Głównym polem pojedynku o klienta w przestrzeni cyfrowej staje się szybkość i niezawodność zaspokojenia potrzeb zakupowych. Trend ten widać we wzroście popularności graczy q-commerce oferujących dostawy w 10-15 minut, rosnącą liczbą ofert z opcją dostawy tego samego dnia oraz daleko idące ułatwienia w procesie wymiany i zwrotu zamówionych towarów. Wszystko powyższe musi się odbywać w sposób praktycznie bezkosztowy dla konsumenta, gdyż darmowa dostawa staje się powoli oczekiwanym standardem. Efektem tych zmian jest duża presja wywierana na łańcuch dostaw, który nieustannie ulega transformacji. Ponadto wzrost wartości zamówień przechodzących przez online stawia przed firmami szansę dostępu do dużych zbiorów danych o klientach, co powoduje ich coraz lepsze profilowanie. Szybki rozwój kompetencji analitycznych, budowa centrów zarządzania posiadanymi danymi oraz eksperymentowanie z nowymi modelami biznesowymi opartymi o wykorzystanie danych będą tymi elementami, które w przyszłości odróżnią zwycięzców od firm pozostających w tyle za zmianami rynkowymi.

“Na polskim rynku e-commerce miało miejsce kilka debiutów, które w istotny sposób wpływają na poziom konkurencji ofertę, ceny i wartość dla klientów końcowych. W gronie debiutantów znaleźli się zarówno operatorzy q-commerce jak i duzi gracze platformowi, którzy zdecydowali się wejść na polski rynek. Nowi konkurenci, jak również nieustanne poszukiwanie swojego miejsca w przestrzeni online przez wiodące podmioty handlowe działające offline sprawiają, że rynek e-commerce w Polsce ma przed sobą perspektywę dalszych wzrostów w następnych 5 latach. Liczne pola bitew nie zostały jeszcze rozstrzygnięte. Polskie firmy stoją więc przed wyzwaniem, ale również szansą biznesową na poprawę pozycji konkurencyjnej” – mówi Maciej Bazyl, dyrektor Strategy& Polska.

Rozwijanie nowych kanałów dotarcia do klienta, nieustanna praca nad poprawą łańcuchów dostaw oraz dojrzałości zakupowej, a także świadome zarządzanie cyklem życia klienta wspierane lepszym wykorzystaniem danych to właściwa recepta dla firm handlowych. Zwłaszcza dla tych przedsiębiorstw, które mają aspiracje odegrać istotną rolę online.

Wypowiedzenie przez bank kredytu na mieszkanie będzie szybkie?

Wypowiedzenie kredytu na mieszkanie to scenariusz, którego obawia się wiele osób. Poniżej prezentujemy więcej informacji o wypowiedzeniu kredytu mieszkaniowego i wyjaśniamy, kiedy może dojść do takiej sytuacji.

Dane BFG dotyczące spłacalności kredytów mieszkaniowych wskazują, że w kwietniu br. sytuacja pod tym względem nadal wyglądała dobrze. Kwietniowy wskaźnik jakości kredytów mieszkaniowych (2,2%) był nawet lepszy od tego z połowy minionego roku (2,4%). Nie zmienia to jednak faktu, że wzrost liczby niespłacanych „hipotek” wydaje się raczej przesądzony. W związku z powyższym, dodatkowego znaczenia nabrał ważny temat, jakim jest wypowiedzenie kredytu na mieszkanie lub dom. Warto wyjaśnić, czy bank może wypowiedzieć umowę zaraz po niespłaceniu 2 – 3 miesięcznych rat. Ciekawym aspektem w kontekście wypowiedzenia umowy kredytowej są zmiany, które wprowadziła ustawa o kredycie hipotecznym.

Nasz artykuł w dużym skrócie:  

  • Zarówno ustawa prawo bankowe, jak i ustawa o kredycie hipotecznym przewiduje trzydziestodniowy podstawowy termin na wypowiedzenie przez bank kredytu hipotecznego.
  • Kredytodawca nie może wypowiadać umowy zbyt szybko. Orzecznictwo wskazuje, że nieuzasadnione będzie np. wypowiedzenie umowy po niezapłaceniu przez klienta jednej raty.
  • Ustawa o kredycie hipotecznym wprowadziła dodatkowe rozwiązania, która chronią kredytobiorcę.

Ustawowe terminy wypowiedzenia niestety są dość krótkie

Przepisy, na których powinno bazować wypowiedzenie kredytu mieszkaniowego zależą od daty podpisania umowy „hipoteki”. Jeżeli umowa kredytowa została zawarta najwcześniej 22 lipca 2017 roku, to zastosowanie znajdzie ustawa z dnia 23 marca 2017 r. o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami (Dz. U. 2017 poz. 819). Przepisy wspomnianej ustawy obejmują również kredyty mieszkaniowe zaciągnięte po granicznej dacie (21 lipca 2017 roku) w celu refinansowania wcześniejszego długu. „W przypadku starszych „hipotek”, znaczenie mają natomiast wyłącznie przepisy ustawy prawo bankowe z dnia 29 sierpnia 1997 r. (Dz. U. 1997 nr 140 poz. 939)” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Po porównaniu przepisów z obydwu wspomnianych ustaw dotyczących terminu wypowiedzenia umowy kredytu okazuje się, że są one bardzo podobne. Zarówno prawo bankowe, jak i ustawa o kredycie hipotecznym wskazuje, że wypowiedzenie kredytu na mieszkanie może nastąpić w razie niedotrzymania warunków umowy i/lub utraty zdolności kredytowej. Standardowy termin wypowiedzenia umowy kredytowej to 30 dni, ale może on zostać skrócony zaledwie do 7 dni w razie zagrożenia upadłością kredytobiorcy. „Umowa kredytu mieszkaniowego może przewidywać zasady, które są bardziej korzystne dla klienta banku” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wypowiedzenie kredytu hipotecznego: jedna rata to nie powód

Jako wadę obowiązujących przepisów można postrzegać fakt, że nie precyzują one, kiedy dokładnie wypowiedzenie kredytu mieszkaniowego będzie uzasadnione. Konkretniej rzecz ujmując, chodzi o odpowiedź na pytanie, jak duże zaległości ratalne usprawiedliwiają decyzję banku o wypowiedzeniu kredytu hipotecznego. Wspomniane pytanie zadaje wielu zaniepokojonych kredytobiorców mieszkaniowych. Warto uspokoić takie osoby, ponieważ orzecznictwo sądowe wskazuje, że bank nie powinien zbyt szybko podejmować decyzji o wypowiedzeniu umowy. „Ważny Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2013 r. o sygnaturze akt IV CSK 679/12 sugeruje, że zaległość klienta stanowiąca około 150% wartości comiesięcznej raty nie powinna uzasadniać drastycznego rozwiązania, jakim jest wypowiedzenie kredytu mieszkaniowego” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto pamiętać, że w umowach kredytowych dość często znajdują się klauzule określające liczbę niespłaconych rat jako przyczynę wypowiedzenia. Tak było w sprawie zakończonej Wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 15 września 2021 r. o sygn. akt I ACa 433/21. W tym przypadku, umowa przyznawała bankowi prawo wypowiedzenia po niedokonaniu spłaty dwóch kolejnych rat i wysłaniu klientowi dwóch przypomnień. Inne wyroki sądów wskazują na dość częste zastosowanie w umowach klauzul mówiących właśnie o co najmniej dwóch niezapłaconych ratach jako przyczynie wypowiedzenia kredytu (zobacz np. Wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z dnia 3 września 2020 r. – sygn. akt I ACa 156/20). „Banki prawdopodobnie zdają sobie sprawę, że mniej korzystne dla klienta zasady byłyby kwestionowane” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Nowszych kredytów na „M” dotyczą dodatkowe przepisy

Brak zróżnicowania terminu wypowiedzenia umowy kredytu pomiędzy prawem bankowym i ustawą o kredycie hipotecznym nie oznacza, że ten drugi akt prawny jest bez znaczenia dla kredytobiorców w kłopotach finansowych. Warto wiedzieć, że kredytów z umowami zawartymi najwcześniej 22 lipca 2017 roku dotyczą dodatkowe przepisy. Jedna z regulacji zakłada, że bank przed wypowiedzeniem umowy kredytowej powinien pozwolić posiadaczowi kredytu mieszkaniowego na bezpłatną restrukturyzację zadłużenia. „Negatywna decyzja w sprawie restrukturyzacji może być uzasadniona złą sytuacją finansową klienta” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Co ważne, w okresie prawidłowo realizowanej restrukturyzacji, wypowiedzenie kredytu na mieszkanie jest zabronione. Jeżeli natomiast sytuacja finansowa klienta nie uzasadnia zastosowania restrukturyzacji, to bank powinien mu zapewnić co najmniej 6 miesięcy na samodzielną sprzedaż nieruchomości. W tym okresie kredytodawca nie powinien podejmować czynności zmierzających do odzyskania należności. „Bank musi też zgodzić się na ratalną spłatę pozostałego zadłużenia, jeżeli wpływy ze sprzedaży nieruchomości okazały się mniejsze niż saldo kredytu” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Możliwość samodzielnej sprzedaży lokum przez dłużnika jest bez wątpienia korzystnym rozwiązaniem. Banki czasem proponują taki wariant również posiadaczom kredytów udzielonych przed 22 lipca 2017 roku. Warto zatem zapytać bank o możliwość samodzielnej sprzedaży nieruchomości obciążonej hipoteką. „Trzeba pamiętać, że egzekucja komornicza jest uciążliwa również dla kredytodawcy” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Słabość złotego, kryptowaluty znów nurkują

Dwa dni z rzędu spadku WIBOR rozpala nadzieje kredytobiorców, że ich koszmar ma się ku końcowi. Jest to prawdopodobnie nadmiernie optymistyczny wniosek, ale wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie wzrost stóp będzie niższy, niż sądzono jeszcze kilka tygodni temu. Widać to po słabości złotego.

WIBOR ufa prezesowi

Po ostatnich wypowiedziach rynki zmieniają nastawienie względem docelowych poziomów stóp procentowych. Widać to chociażby w przypadku stawek WIBOR, które od dwóch dni spadają. Widać to również na kontraktach na stopę procentową. Co to oznacza w praktyce? Inwestorzy spodziewają się, że stopy procentowe nie zajdą tak wysoko, jak dotychczas sądzono. Jest to z jednej strony dobra wiadomość dla kredytobiorców. Skoro nasze raty zależą najczęściej od wysokości stawki WIBOR 3M lub 6M to spadek o 0,15% w ciągu dwóch dni tych parametrów jest miłą niespodzianką. Z drugiej strony w kursie złotego uwzględnione były te podwyżki. Jeżeli ich nie będzie, złoty powinien znów być w odwrocie. Tak ten sam złoty, w którym euro właśnie przekroczyło 4,80 zł.

Kiedy dolar będzie droższy od euro?

Biorąc pod uwagę dynamikę zmian na rynku, należy pamiętać, że tekst ten był pisany we wtorek przed godziną 10:00. Zaznaczamy to, gdyż już wczoraj dolara od bycia droższym od euro dzieliło 0,4 centa. Dzisiaj w szczytowym momencie było to już mniej niż 0,1 centa. Inwestorzy coraz częściej zadają sobie zatem pytanie nie o to, czy dolar będzie droższy od euro, ale kiedy to się wydarzy. W tle tych rozważań mamy jutrzejsze dane o inflacji w USA. Rynki oczekują symbolicznego wzrostu z 8,6% na 8,8%, ale co przynajmniej równie ważne spadku inflacji bazowej z 6% na 5,8%. Jeżeli rynki mogą na coś czekać z ostatecznym atakiem to na te dane. Co więcej, nawet wynik zgodny z oczekiwaniami nie musi powodować, że to euro wciąż będzie silniejszym kolegą dolara.

Kryptowaluty znów nurkują

Bitcoin, będący wciąż główną kryptowalutą ponownie spadł poniżej psychologicznej bariery 20 000 dolarów. W dół idą też inne aktywa z tego rynku. Druga najpopularniejsza kryptowaluta etherum spada nawet mocniej. Jeszcze nie zanurkowała poniżej ważnego dla niej poziomu 1000 dolarów, ale jeśli jutro ponowi się dzisiejszy ruch szybko się tam znajdzie. Nastroje na rynku (delikatnie mówiąc) są słabe. Najlepiej pokazuje to ostatnia ankieta Bloomberga, w której 60% ankietowanych uważa, że bitcoin szybciej osiągnie 10 000 dolarów niż 30 000 dolarów. Nie jest to pozytywny prognostyk dla tego rynku. Szkodzą mu jednak znacznie bardziej wysokie rentowności obligacji, będące alternatywą dla kryptowalut niż pesymistyczne nastawienie części inwestorów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polski Ład: składka zdrowotna obniży… składkę zdrowotną

Przepisy Polskiego Ładu dają podatnikom rozliczającym się liniowo możliwość pomniejszenia podstawy składki zdrowotnej o… zapłaconą składkę zdrowotną. Eksperci z firmy inFakt wyjaśniają, jak można z tego skorzystać.

Zmiana przepisów z 1 lipca 2022 r. powoduje, że podatnicy rozliczający się liniowo mogą obniżyć dochód do opodatkowania o zapłacone składki zdrowotne maksymalnie do kwoty 8 700 zł. Oznacza to, że mogą dzięki temu zaoszczędzić nawet do 1 653 zł rocznie podatku.

Obniżenia tego można dokonać na dwa sposoby. Po pierwsze, poprzez zaliczenie zapłaconej składki zdrowotnej do kosztów uzyskania przychodów. Po drugie, poprzez obniżenie dochodu do opodatkowania, w momencie wyliczania samej zaliczki na podatek – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt. – Jest to rozwiązanie zawarte w ustawie o podatku dochodowym analogiczne jak przy składkach na ubezpieczenie społeczne. Nowe przepisy nie są w tym zakresie jednak zbieżne z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zgodnie z przepisami tej ustawy podstawę składki zdrowotnej stanowi przychód pomniejszony o koszty i ewentualne składki na ubezpieczenie społeczne, o ile nie zostały zaliczone do kosztów. 

W związku z tym, jeżeli składka zdrowotna zostanie zaliczona do kosztów uzyskania przychodu, to tym samym obniży ona podstawę wyliczenia składki zdrowotnej. W drugim przypadku składka zdrowotna nie obniży tej podstawy.

Jeśli składka zdrowotna będzie więc zaliczona do kosztów uzyskania przychodu, pozwoli to podatnikowi zaoszczędzić dodatkowe nawet 426,30 złotych na składce zdrowotnej.

Ile można zaoszczędzić?

Dzięki zaliczeniu zapłaconej składki zdrowotnej do kosztów uzyskania przychodu podatnik może zaoszczędzić w ciągu roku maksymalnie 2079,30 zł (426,30 zł na składce zdrowotnej i 1653 zł podatku).

W przepisach mimo wszystko powinien pojawić się zapis korygujący, który stanowiłby, że podstawę składki zdrowotnej stanowi dochód pomniejszony o składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, o ile nie zostały zaliczone do kosztu uzyskania przychodu. Wówczas efekt w przypadku różnych rozwiązań byłby taki sam – ocenia ekspert z inFaktu.

Obecnie jednak korzystniejszym rozwiązaniem jest zaliczanie składki zdrowotnej do kosztów. Wtedy obniży się zarówno podstawa opodatkowania, jak i podstawa samej składki zdrowotnej.

Nowelizacja prawa konsumenckiego

Przed nami nowelizacja prawa konsumenckiego, którą zawdzięczamy implementacji trzech unijnych dyrektyw : Dyrektywy 2019/2161, potocznie nazywanej „Dyrektywą Omnibus”, Dyrektywy (UE) 2019/770 tzw. Dyrektywą Cyfrową oraz Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/771 czyli Dyrektywą Towarową. W Polsce co prawda ich wdrożenie odbywa się z pewnym opóźnieniem, ale już dziś możemy stwierdzić, że będzie miało istotny wpływ na działalność przedsiębiorców, w szczególności tych, którzy swoje towary i usługi sprzedają konsumentom w Internecie.

Transparentność ukróci fałszywe obniżki cen

Nowe przepisy rozprawiają się z dość dobrze znaną konsumentom praktyką sztucznego zawyżania ceny tuż przed promocją, tak aby obniżka wydawała się klientom jeszcze bardziej atrakcyjna. Szczególnie wyraźnie widać ten problem w okresie słynących z wyprzedaży tzw. Black Friday i jego odpowiednika w e-commerce- Cyber Monday. Zgodnie z nowymi przepisami w każdym przypadku obok informacji o obniżonej, „promocyjnej” cenie będzie musiała zostać wskazana także informacja o najniższej cenie danego towaru lub usługi, obowiązującej w okresie ostatnich 30 dni przed obniżką. Może się również zdarzyć, że towar lub usługa zostały wprowadzone do sprzedaży w okresie krótszym niż 30 dni- wówczas należy wskazać informację o ich najniższej cenie, jaka obowiązywała w okresie od dnia wprowadzenia do sprzedaży do dnia obniżenia ceny. Wymóg będzie obowiązywał zarówno sklepy stacjonarne, jak i internetowe.
Niezastosowanie się do tego obowiązku będzie mogło zostać potraktowane jako wprowadzenie konsumentów w błąd i może skutkować dotkliwą karą finansową (nawet do 20 tys. złotych za każdy przypadek naruszenia).

Opinie – koniec z kupowaniem rekomendacji

Na decyzje konsumenta o zakupie danego produktu wpływa wiele czynników. Może to być atrakcyjna cena, wyjątkowa jakość, rozpoznawalna marka, czasem nawet praktyczne opakowanie. Coraz częściej jednak przy wyborze konkretnego towaru decydująca rolę odgrywają opinie i komentarze innych użytkowników danego produktu. Pozytywne recenzje stały się dla sklepów internetowych na tyle pożądanym dobrem, że wiele z nich decyduje się „pójść na skróty” i takie opinie zakupić.

W świetle nowych przepisów przedsiębiorca, który umożliwia dostęp do opinii i komentarzy konsumentów o produktach, będzie zobligowany do wykazania czy i jakie działania podejmuje, aby publikowane opinie pochodziły wyłącznie od konsumentów, którzy faktycznie zakupili dany towar. Nie wystarczy zatem samo stwierdzenie, że przedsiębiorca podejmuje jakieś działania weryfikujące, konieczne będzie ich wskazanie. Obowiązek ten należy potraktować jak najbardziej poważnie, ponieważ podanie nieprawdy może zostać potraktowane jako nieuczciwa praktyka rynkowa.
Nieuczciwą praktyką rynkowa mogą być również takie przejawy manipulowania rekomendacjami jak np. zlecenie innej osobie prawnej lub fizycznej zamieszczania nieprawdziwych opinii konsumentów, zniekształcanie opinii konsumentów, usuwanie czy ukrywanie niepochlebnych opinii.

Naruszenie tych zasad może skutkować nałożeniem przez Prezesa UOKIK kary w wysokości nawet do 10 % przychodów uzyskanych za poprzedni rok rozliczeniowy. Warto zatem prześwietlić system opiniowania produktów w swoim sklepie internetowym i zadbać o odpowiednią weryfikację rekomendacji.

To tylko niektóre spośród nowych rygorów mających wzmocnić ochronę konsumentów. Czy omawiane zmiany przyniosą przedsiębiorcom wyłącznie nowe obowiązki czy też pojawią się dla nich jakieś korzyści? Z pewnością implementacja dyrektyw ujednolici praktyki e-commerce w całej Unii, co będzie pomocne dla przedsiębiorców, pragnących rozszerzyć swoją działalność o zagraniczne rynki. Większa przejrzystość zakupów i uczciwe zasady opiniowania produktów przełożą się też na poziom zadowolenia klientów i wzmocnią ich zaufanie do sklepów internetowych.

Autor: Radca Prawny – Marlena Kwiatek, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

GfK: Polacy zmieniają wakacyjne plany z powodu inflacji

W Polsce narastają obawy przed dalszym wzrostem cen artykułów konsumpcyjnych codziennego użytku: paliwa, żywności, energii elektrycznej i gazu. Zaniepokojenie podwyżkami wyraża: od 60 proc. (gaz) do 81. proc. (paliwa) respondentów, których firma GfK przepytała w ramach badania „Current Consumer Mood”. Wyższe koszty utrzymania i niepewność sytuacji na rynku spowodowały również zmiany w wakacyjnych planach Polaków –  ich modyfikacji  dokonało 57 proc., przy czym aż jedna piąta nie planuje w tym roku wyjazdu urlopowego.

W Polsce stale i znacząco rosną ceny towarów i usług, zwłaszcza w szczególnie wrażliwych sektorach jakimi są: paliwa, żywność, energia elektryczna i gaz. To oznacza znaczny wzrost kosztów codziennego utrzymania. Niepokój związany z coraz wyższymi rachunkami wyraża znakomita większość konsumentów: w odniesieniu do wzrostu ceny paliwa jest to 81 proc. respondentów badania GfK, żywność – 75 proc., energii elektrycznej – 69 proc., a w przypadku gazu takie obawy posiada 60. proc. Zdaniem ekspertów GfK Polacy bardzo niepokoją się możliwością kontynuacji podwyżek na rynku, także w przyszłym roku.

Prawie wszyscy respondenci spodziewają dalszego, wysokiego tempa wzrostu cen. Odsetek osób przekonanych o nieuchronności tego procesu wynosi aż 95 proc. Przy czym 83 proc. uważa, że w kolejnych miesiącach ceny będą rosły szybciej lub co najmniej w podobnym tempie jak wiosną tego roku wskazuje Dominika Grusznic-Drobińska, dyrektor działu Consumer Insight & Marketing Effectiveness w GfK.

Obawy wpływają na wakacje Polaków

Stale podnoszone ceny podstawowych artykułów oraz niepokój związany z przewidywanymi dalszymi podwyżkami mocno przełożyły się na tegoroczne wakacje. Wywarły tak silną presję, że 57 proc. Polaków zmieniło swoje plany dotyczące urlopów. W tej grupie na wypoczynek w kraju zdecydowało się 15 proc.. Jednak  aż 21 proc. w ogóle zrezygnowało z jakiegokolwiek wyjazdu.

Decyzje o rezygnacji z urlopu lub spędzeniu go blisko domu wynikają przede wszystkim z rekordowej inflacji i cen usług turystycznych, paliwa, czy żywności. Jednak to nie wszystko. Obserwujemy także obawy przed lataniem wynikające z wojny w Ukrainie oraz z problemami z płynnością w zakresie obsługi ruchu lotniczego w Europie. Z pewnością będą to wakacje inne niż wszystkie i wiele sektorów bardzo mocno odczuje powszechnie wdrażaną strategie zaciskania pasa mówi Dominika Grusznic-Drobińska.

Deweloperzy giełdowi sprzedali o 41% mniej mieszkań w II kw. 2022 r.

W drugim kwartale br. kontraktacja deweloperów mieszkaniowych, notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW, uległa kolejnej fazie zapaści. Tym samym stan koniunktury sprzedażowej rynku pierwotnego, mierzony wynikami giełdowych tuzów, cofnął się w przeciągu zaledwie trzech kwartałów o siedem lat, w okolice początków właśnie dokonanej prosperity.

Od prosperity do depresji w 9 miesięcy

Po ponad ośmiu latach sprzedażowego boomu o historycznym wymiarze i długotrwałym trwaniu na szczycie koniunkturalnego cyklu, pierwotny segment mieszkaniówki w przeciągu zaledwie kilku miesięcy zanurkował w odmętach przyspieszonego spowolnienia. Po wyraźnym hamowaniu deweloperskiej kontraktacji w ostatnim kwartale ub. roku, pierwsza połowa bieżącego nie pozostawia już wątpliwości co do faktu rynkowego przesilenia.

Notowana na rodzimej GPW stawka piętnastu deweloperów mieszkaniowych w okresie kwiecień – czerwiec br. znalazła nabywców na zaledwie 4250 lokali. Jak wyliczyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl to o 41 proc. mniej licząc rok do roku i ponad 16 proc. słabiej w relacji kwartał do kwartału. Równie deprymująco prezentuje się ogólny wynik pierwszego półrocza na poziomie 9288 lokali, gorszy o blisko jedną trzecią w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że podobnie słaby wynik (odpowiednio 3843 i 9028 jednostek) deweloperzy giełdowi w tej samej liczbie i zbliżonym składzie (tylko 4 zmiany) zakomunikowali ostatnio w II kw. i pierwszym półroczu 2015 roku, a więc w początkowej fazie ostatniego ożywienia. W ten sposób, w kilka miesięcy, rodzimy popyt na mieszkania z pierwszej ręki cofnął się do poziomu sprzed siedmiu lat.

Co gorsza jednak, o ile w poprzednim kwartale jeszcze dwie spółki zaraportowały dodatni wynik rdr, o tyle obecnie cała stawka prezentowanych firm znalazła się pod kreską. Co więcej, tylko w jednym przypadku – Murapolu, sprzedażowy regres miał wymiar jednocyfrowy zarówno w odniesieniu do kwartału jak i półrocza. Reszta spółek zakomunikowała spadki nie tylko dwucyfrowe, ale liczone niemal w każdym punkcie w grubych dziesiątkach procent. Fakt ten najlepiej potwierdza zdecydowanie niewesołą sytuację krajowych deweloperów o profilu mieszkaniowym, być może charakterystyczną już dla fazy depresji cyklu koniunkturalnego.

Rekordowy udział zakupów gotówkowych

W dalszym ciągu deweloperzy mieszkaniowi komunikują rekordową – rzędu 60-70 proc. udziału – przewagę transakcji gotówkowych nad kredytowymi, w procesie topniejącej z miesiąca na miesiąc, kontraktacji nowych lokali. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl oznacza to, że o ile sprzedaż mieszkań na kredyt uległa w ostatnich miesiącach załamaniu za sprawą windowania stóp procentowych NBP, to sprzedaż gotówkowa wciąż ma się całkiem nieźle, ratując rynek przed całkowitym zastojem.

Tymczasem coraz większą konkurencją dla inwestycji w mieszkania stają się, rosnące wraz ze stopami NBP, oprocentowania lokat bankowych oraz rentowności innych instrumentów finansowych niskiego ryzyka, z gwarancją ochrony kapitału. Sytuacja ta coraz bardziej zaczyna przypominać tę z okresu globalnego kryzysu finansowego zapoczątkowanego upadkiem Lehman Brothers w 2008 roku, kiedy to pieniądze trzymane przez Kowalskiego, w banku na lokacie, dawały przez kilka lat z rzędu znacznie większe profity niż zainwestowane w mieszkaniówce.Tabela wyników deweloperów z GPW 2 kw. 2022

W tej sytuacji najgorszym z możliwych scenariuszy dla branży deweloperskiej byłby wiarygodny sygnał początku korekty cenowej nowych mieszkań, co mogłoby wywołać u inwestorów detalicznych awersję do gotówkowych inwestycji mieszkaniowych na bliżej nieokreślony okres czasu. A to pociągnęłoby za sobą dalszy zjazd statystyk sprzedażowych nowych mieszkań. Doceniając merytorykę całej listy argumentów negujących jakąkolwiek ewentualność przeceny w mieszkaniówce, należy mieć świadomość, że w obecnych czasach nie takie „cuda” są możliwe.

Przed mieszkaniówką trudne czasy

W tej sytuacji czołowi deweloperzy przekierowują swoją uwagę na rynek PRS – wynajmu instytucjonalnego. Sęk w tym, że popyt z tej strony może pokryć w najbliższych latach od kilku do kilkunastu procent prezentowanego ostatnio potencjału inwestycyjnego deweloperów. Do tego będzie on skumulowany w kilku lokalizacjach największych rodzimych metropolii, pozostawiając całą resztę kraju na pastwę dekoniunktury.

Tymczasem w przekazie medialnym pojawiają się już pierwsze przewidywania korekty cenowej mieszkań deweloperskich, a nawet przepowiednie krachu w mieszkaniówce. Abstrahując od wiarygodności zwłaszcza tej ostatniej prognozy, widać wyraźnie, że atmosfera nad pierwotnym rynkiem mieszkaniowym gęstnieje z dnia na dzień. Niestety, nie brakuje ku temu argumentów, uzasadniających wejście rynku w cykliczne spowolnienie najprawdopodobniej o znacznie dłuższej niż kilkukwartalnej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Paragony i kasy rejestrujące pod lupą fiskusa. W I kw. 2022 r. liczba mandatów wzrosła rdr. o ponad 260 proc.

Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła w I kwartale br. ponad 48,5 tys. kontroli wystawiania paragonów i ewidencjonowania sprzedaży na kasach rejestrujących wraz z nabyciem sprawdzającym. Nie ma natomiast danych dotyczących przeprowadzonych czynności w analogicznym okresie 2021 roku, czym są zaskoczeni eksperci. Z kolei o ponad 263% wzrosła rdr. liczba mandatów z tytułu nieprawidłowości w zakresie ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kasy rejestrującej i wydawania nabywcy paragonu fiskalnego. Ostatnio wystawiono je na łączną kwotę ponad 2,4 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 441%.

Na tropie nieprawidłowości

Od stycznia do marca br. Krajowa Administracja Skarbowa (KAS) przeprowadziła 48 526 kontroli wystawiania paragonów i ewidencjonowania sprzedaży na kasach rejestrujących (wraz z nabyciem sprawdzającym). Jak informuje rzecznik prasowy Szefa Krajowej Administracji Skarbowej Anita Wielanek, KAS nie posiada danych dotyczących liczby przeprowadzonych czynności w I kw. 2021 roku. Jednak podkreśla,  że ograniczenia wynikające z pandemii COVID-19, miały znaczący wpływ na liczbę zrealizowanych czynności w stosunku do roku 2022.

– Brak danych o czynnościach sprawdzających wydaje się dość zaskakujący i to niezależnie od faktu, że sprawa dotyczy stanu epidemii oraz trudności towarzyszących urzędnikom i przedsiębiorcom w tamtym czasie, tj. w pierwszym kwartale ub.r. – komentuje dr Jacek Matarewicz, adwokat i doradca podatkowy, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski oraz ekspert BCC.

Jak zaznacza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, KAS miała ograniczone możliwości prowadzenia ww. kontroli w I kwartale 2021 roku. Dlatego też liczba przeprowadzonych czynności mogła być mniejsza w porównaniu z innymi okresami. Ekspert przypuszcza, że na początku 2022 roku część działań kontrolnych mogła dotyczyć branży gastronomicznej, hotelowej i centrów handlowych. Obiekty te miały ograniczone możliwości prowadzenia działalności.

– Prawie 50 tysięcy kontroli w całym kraju nie wydaje się wygórowaną liczbą. Więcej zastrzeżeń budzi to, czy reakcja na stwierdzone uchybienia była adekwatna. Trzeba przecież pamiętać, że fiskalizacja to często temat pojawiający się u drobnych przedsiębiorców, prowadzących małe rodzinne biznesy, np. sklepiki, hurtownie i apteki – dodaje ekspert z BCC.

Zdaniem Natalii Stoch-Miki, na podstawie przedstawionych danych bardzo trudno stwierdzić, czy dużym problemem jest łamanie przepisów dotyczących ewidencjonowania sprzedaży i wydawania paragonów. Według eksperta, część przedsiębiorców robi to zupełnie nieświadomie. Dla przykładu, nabijają paragon, ale zapominają go wydać. A w ten sposób również przecież łamią przepisy.

– Nieewidencjonowanie sprzedaży stanowi haniebną praktykę, z którą należy stanowczo walczyć. Są to zachowania szkodliwe dla całej gospodarki i uczciwych podatników. Niemniej jednak część sporów dotyczy sytuacji, w których np. kontrolujący nie wzięli wydrukowanego dla nich paragonu. Mogli też stwierdzić inne uchybienia w działaniu urządzenia, z którymi podatnik nie był w stanie sobie poradzić bez wsparcia technicznego. Istotne jest więc to, żeby nakładane kary były proporcjonalne do stwierdzonych nieprawidłowości – podkreśla dr Matarewicz.

Czas karania

Udostępnione dane dotyczą też liczby mandatów z tytułu nieprawidłowości w zakresie ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kasy rejestrującej i wydawania nabywcy paragonu fiskalnego. W pierwszym kwartale br. nałożono ich 2799, a w analogicznym okresie 2021 roku – 770. Ostatnio opiewały one na łączną kwotę ponad 2,4 mln zł, a rok wcześniej – na przeszło 444 tys. zł.

– Te dane pokazują skalę problemu, którego przy takich liczbach nie należy bagatelizować. Zaostrzono kary za niewydanie paragonu, a od lipca miały wejść w życie (rzutem na taśmę termin ten przesunięto) nowe, dotyczące niezapewnienia połączenia terminala płatniczego z kasą online lub kasą wirtualną. W takim stanie prawnym należy poważnie podchodzić do obowiązku fiskalizowania sprzedaży – zaznacza dr Jacek Matarewicz.

Według ww. danych, w I kwartale br. średnia wysokość mandatu wyniosła przeszło 860 zł, a rok wcześniej – ponad 577 zł. Jak podkreśla doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika, kara powinna być na tyle wysoka, żeby odstraszać ewentualną chęć popełnienia wykroczenia lub przestępstwa. Zdaniem eksperta, KAS coraz częściej zwiększa mandaty nawet za niewielkie lub nieświadome przewinienie. Polscy przedsiębiorcy muszą liczyć się z rosnącymi z roku na rok karami z urzędów skarbowych.

– Myślę, że wzrost średniej wysokości mandatu to efekt zaostrzenia kar. W najbliższym czasie kontrole mogą się nasilić. W przyszłości możliwe będzie orzekanie kary 5 tys. zł tytułem niezapewnienia połączenia kasy z terminalem płatniczym – mówi dr Matarewicz.

Z kolei Natalia Stoch-Mika odwołuje się do swoich wieloletnich obserwacji. Z nich wynika, że w okresie wakacyjnym wzrasta liczba kontroli w zakresie prawidłowości ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kasy fiskalnej. Często takie działania przeprowadzane są w miejscowościach turystycznych, w branży hotelowej i gastronomicznej. Zdaniem eksperta, z roku na rok możemy spodziewać się coraz wyższych mandatów.

Liczba samochodów z napędem elektrycznym w Polsce przekroczyła 50 tys.

Według danych z końca czerwca 2022 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 50 990 osobowych i użytkowych samochodów z napędem elektrycznym. Przez pierwsze sześć miesięcy 2022 r. ich liczba zwiększyła się o 12 207 sztuk, tj. o 45% więcej niż w analogicznym okresie 2021 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.liczba samochodów z napędem elektrycznym w Polsce przekroczyła 50 tys

Pod koniec czerwca 2022 r. po polskich drogach jeździły 48 883 elektrycznych samochody osobowe. W pełni elektryczne auta (BEV, ang. battery electric vehicles) odpowiadały za 48%  (23 698 szt.) tej części floty pojazdów, a pozostałą część (52%) stanowiły hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 25 185 szt. Park elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych liczył 2107 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec czerwca składała się z 14 464 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 407 466 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 762 szt.

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec czerwca 2022 r. w Polsce funkcjonowały 2232 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (4327 punktów). 29% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W czerwcu uruchomiono 42 nowe, ogólnodostępne stacje ładowania (74 punkty).

– To, że bardzo dynamicznie rośnie liczba rejestracji samochodów bateryjnych czy hybryd plug-in zarówno osobowych jak i dostawczych nie dziwi, zwłaszcza w świetle programu „Mój elektryk”. Jednak, co szczególnie godne podkreślenia, to fakt, że wzrasta liczba rejestracji wszystkich segmentów pojazdów niskoemisyjnych i już zbliża się do 40% rynku. O ile liczba nowo rejestrowanych samochodów benzynowych utrzymuje się mniej więcej na poziomie 50% rynku, to już możemy powiedzieć, że Polska jest w awangardzie, jeśli chodzi o odchodzenie od samochodów z silnikiem diesla. W ciągu ostatniego półrocza ich udział w rejestracjach wyniósł nieco powyżej 10%, a więc prawie dwa razy mniej niż wynosi średnia europejska. Biorąc pod uwagę decyzje podjęte przez Parlament Europejski i europejskich ministrów klimatu i środowiska o w praktyce zakazie rejestracji samochodów spalinowych od 2035 roku, należy spodziewać się, że liczba rejestracji samochodów niskoemisyjnych będzie dynamicznie rosła mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Program „Mój Elektryk” przynosi szczególnie pozytywne efekty w segmencie samochodów użytkowych. Atrakcyjna kwota dotacji (do 70 tys. zł) oraz brak limitu cenowego sprawiły, że w I półroczu 2022 r. w Polsce zarejestrowano ponad trzy razy więcej zeroemisyjnych dostawczaków w I połowie roku 2021. Prawdziwy wzrost zainteresowania nabywców tą kategorią pojazdów dopiero przed nami w związku ze stale powiększającą się ofertą modelową użytkowych EV (liczącą obecnie 21 wariantów) oraz realizowanymi strategiami elektryfikacji flot dużych przedsiębiorstw. Co istotne, elektryczne samochody dostawcze stają się coraz bardziej praktyczne z perspektywy kierowców – średni zasięg modeli, które pojawiły się na rynku w 2022 r. przekracza już 250 km na jednym ładowaniu, co z nawiązką wystarcza do realizowania codziennych zadań miejskiej logistyki – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.   

Projekt zmian w kodeksie karnym

W dniach 6 i 7 lipca 2022 roku Sejm RP rozpatrywał projekt zmian w kodeksie karnym, przewidującym między innymi wprowadzenie do ustawy przepisów dotyczących przepadku pojazdu mechanicznego lub jego równowartości w przypadku popełnienia przestępstwa w ruchu drogowym.

W przypadkach wskazanych w ustawie w stosunku do sprawcy czynu z art. 173 k.k. (katastrofa w ruchu lądowym), art. 174 k.k. (sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym) lub art. 177 k.k. (wypadek w ruchu lądowym), jeśli znajdował się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środków odurzających lub zbiegł z miejsca przestępstwa, sąd obligatoryjnie orzekać miałby przepadek pojazdu lub jego równowartości. Z kolei w przypadku popełnienia czynu z art. 178a § 1 lub § 4 k.k. (prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości), sąd orzekałby przepadek pojazdu lub jego równowartości, jeśli zawartość alkoholu w organizmie przekroczyłaby próg 1,5‰ lub 0,75 mg/dm3.

Przepadek pojazdu mechanicznego następowałby w przypadku, gdy sprawca przestępstwa jest wyłącznym właścicielem takiego pojazdu. W innych przypadkach, tj. jeżeli pojazd podlegający przepadkowi nie stanowiłby wyłącznej własności sprawcy lub gdyby orzeczenie przepadku pojazdu mechanicznego było niemożliwe lub niecelowe z uwagi na jego zbycie, utratę, zniszczenie lub znaczne uszkodzenie, sąd orzekałby przepadek równowartości tego pojazdu.

Za równowartość uznawana byłaby wartość pojazdu określona w polisie ubezpieczeniowej na rok, w którym popełniono przestępstwo, a w razie braku polisy – średnią wartość rynkową pojazdu, odpowiadającego przy uwzględnieniu marki, modelu, roku produkcji, typu nadwozia, rodzaju napędu i silnika, pojemności lub mocy silnika oraz przybliżonego przebiegu, pojazdowi prowadzonemu przez sprawcę na podstawie dostępnych danych, bez powoływania w tym celu biegłego. Gdyby ustalenie wartości rynkowej pojazdu nie byłoby możliwe ze względu na szczególne cechy tego pojazdu, nastąpiłoby zasięgnięcie opinii biegłego.

Projekt przepisów wyłącza możliwość orzeczenia przepadku pojazdu lub jego równowartości w przypadku, gdy sprawca prowadzi pojazd mechaniczny niestanowiący jego własności lub współwłasności, jeśli równocześnie sprawca ten wykonuje czynności zawodowe lub służbowe polegające na prowadzeniu pojazdu na rzecz pracodawcy. W takim przypadku sąd orzekać ma nawiązkę w wysokości nie niższej niż 5 tys. złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej. Projektodawca wskazuje, że za przyjęciem takiego rozwiązania przemawia okoliczność, że w ramach wykonywanego zawodu kierowcy prowadzą pojazdy o wartości niejednokrotnie tak znacznej, że orzeczenie przepadku równowartości czyniłoby iluzoryczną możliwość jej uiszczenia przez sprawcę bądź od niego wyegzekwowania, jak również jawiło się jako rażąco niesprawiedliwe i nieproporcjonalne (np. motorniczy, maszyniści, kierowcy samochodów ciężarowych).

Proponowane zmiany mają niewątpliwie częściowo populistyczny, a nie merytoryczny charakter. Polityka zaostrzana kar (przepadek pojazdu lub jego równowartości jest przecież swoistą karą dla sprawcy) nie stanowi skutecznego remedium, które wyeliminuje czy ograniczy ilość przestępstw drogowych, tak samo, jak nie ograniczyło ich znaczne podwyższenie mandatów. Niemniej jednak z punktu widzenia dolegliwości finansowej, jaką będzie przepadek pojazdu lub jego równowartości można przyjąć, że chociaż pewna część potencjalnych sprawców zrezygnuje z prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości. Czy jednak zamierzony cel prewencyjny zostanie w pełni osiągnięty będzie można ocenić dopiero po pewnym czasie obowiązywania tych przepisów.

Niezależnie od powyższego, należy zauważyć na to, że proponowane rozwiązania są niekonsekwentne w zakresie przepadku pojazdu przy popełnieniu czynu z art. 178a k.k. Zgodnie bowiem z proponowaną regulacją przepadek ma dotyczyć tylko sytuacji „bardziej pijanych” kierowców (tj. powyżej 1,5‰), ci którzy mają niższe stężenie alkoholu przepadku pojazdy unikną. Na tym tle należy wskazać, że jest to rozwiązanie wadliwe, które wprowadzać będzie sztuczne rozgraniczenie stosowania przepadku pojazdu lub jego równowartości w stosunku do pijanych kierowców.
Na chwilę obecną projekt zmian w kodeksie karnym został przyjęty przez Sejm, co oznacza, że przekazaniu jej Senatowi, izba wyższa parlamentu rozpocznie prace nad uchwaloną przez Sejm ustawą.

Autor: adw. Jacek Jaruchowski, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

Euro tonie ciągnąc na dno złotego. Dolar najdroższy w historii

Pierwszy raz od 20 lat zrównała się wartość euro i dolara! Dwie najważniejsze waluty świata kosztują po ok. 4,80 zł, co jednocześnie oznacza, że dolar względem złotego jest dziś najdroższy w historii. Drożeją także inne główne waluty: kurs franka przekroczył 4,85 zł, a funta zbliżył się do 5,70 zł.

Gwałtowne podwyżki kursów walut i straty złotego zaczęły się wraz z napaścią Rosji na Ukrainę i paniką na rynkach finansowych. Wprawdzie po tym przeszliśmy przez etap widocznego uspokojenia, gdy PLN się umacniał. Obecnie jednak kursy walut znów systematycznie pną się w górę w wyniku długofalowych konsekwencji wojny.

Europa u progu wielkiego kryzysu energetycznego

Wczoraj został zamknięty gazociąg Nord Stream 1, którym rosyjski gaz płynął do Niemiec. Powodem wstrzymania dostaw są zaplanowane wcześniej prace konserwacyjne. Istnieje jednak ryzyko, że w terminie do 21 lipca rurociąg nie zostanie otwarty, a Rosja może wykorzystać prace serwisowe oraz ewentualne ich przedłużanie do szantażu energetycznego Unii Europejskiej. To z kolei może wpędzić gospodarkę Eurolandu w duże kłopoty.

– Ograniczenie dostaw rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej sprawia, że strefie euro coraz głębiej zagląda w oczy widmo kryzysu energetycznego i głębokiej recesji. W takim otoczeniu euro jest gwałtownie przeceniane w relacji do dolara, ale także i franka szwajcarskiego. Razem z euro toną waluty silnie powiązane z koniunkturą na Starym Kontynencie i nastrojami na rynkach finansowych. Niestety, ten zbiór otwiera złoty, a znajdziemy w nim również koronę szwedzką, forinta czy koronę czeską – wyjaśnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Wyliczanka argumentów mocy dolara

Kurs EUR/USD jest dosłownie o włos od osiągnięcia parytetu, co ostatnio miało miejsce w końcówce 2002 r. W nocy z poniedziałku na wtorek od poziomu 1,00, czyli parytety głównej pary walutowej, dzieliło nas mniej niż 0,05 proc. Od początku miesiąca kurs głównej pary walutowej runął już blisko 5 proc., a w rok obniżył się o 15 proc.

Euro nie ma obecnie absolutnie żadnych argumentów mogących zneutralizować atuty dolara. Są nimi: zdecydowanie walczący z inflacją bank centralny, rozgrzany rynek pracy (dający nadzieję na uniknięcie recesji i tzw. miękkie lądowanie) oraz niezależność energetyczna USA przekładająca się na warunki handlu zagranicznego i sytuację w bilansie płatniczym.

– Gdy kurs EUR/USD sforsował w ubiegłym tygodniu dołki z 2017 r., otworzyła się droga do zrównania się głównych walut wartością. Wśród inwestorów tendencja ta stała się hitem lata, nośnym motywem inwestycyjnym. W rezultacie wspólnej walucie zagraża dalsza, lawinowa wyprzedaż, a presja na jej osłabienie może się utrzymywać tak długo, jak w Unii Europejskiej nie przyspieszy proces odbudowy zapasów gazu ziemnego przed sezonem grzewczym. A tego nic nie zwiastuje, gdyż w minionych tygodniach dostawy z Rosji do Niemiec nie przekraczały połowy średniej z 2021 r. – uzasadnia Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Kurs EUR/USD droczy się z parytetem

Najniższy dziś osiągnięty do godz. 9:30 poziom kursu EUR/USD to 1,0004. Ostatni raz kurs tej pary był tak nisko w grudniu 2002 roku. Amerykański dolar ustanawiał dziś swe wieloletnie lub historyczne maksima również w stosunku do wielu innych walut w tym wobec polskiego złotego. Kurs USD/PLN po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 4,8.
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wrócił poniżej poziomu 20000 USD (-2,75 proc. ok. 9:30).

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji korygowały wczoraj wzrosty z poprzednich kilku sesji (S&P 500 -1,15 proc., DJIA -0,52 proc., Nasdaq Composite -2,26 proc.). Ten spadek kontynuowały dziś rano kontrakty na S&P 500 (-0,73 proc. ok. 9:30).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii najsilniej spadał dziś tajwański TAIEX (-2,72 proc.), który zamknął się dziś na najniższym poziomie od końca 2020 roku. Pozostałe giełdy regionu również w większości były słabe (japoński Nikkei 225 -1,77 proc.). Tej tendencji próbował się przeciwstawić filipiński PSEi (+0,91 proc.).

Spadkami rozpoczęła się wtorkowa sesja również na giełdach europejskich (DAX -1,12 proc., CAC 40 –0,8 proc. ok. 9:40).

WIG-20 spadł we wtorkowy poranek ponownie poniżej poziomu 1700 pkt. (-1,45 proc. ok. 9:40). Ok. 3,5 proc. tracił dziś rano WIG-Górnictwo (KGHM -4,22 proc.). Najniżej od ponad roku była dziś rano cena akcji ING Bank Śląski.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych spadała dziś rano utrzymując się poniżej poziomu 3 proc. i poniżej poziomu rentowności 2-latek rządu USA („inwersja” krzywej rentowności).

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE spadały dziś rano o ok. 2 proc., ale utrzymywały się powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę. Poza złotem, którego cena była stabilna taniały dziś metale szlachetne oraz miedź).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ryzyko inflacyjne w Polsce jest bardzo duże

Inflacja w Polsce wynika przynajmniej z trzech czynników. Po pierwsze z bardzo pro-inflacyjnej polityki budżetowej prowadzonej przed pandemią. Ta polityka sprowadzała się do uruchamiania licznych programów zwiększających dochody do dyspozycji konsumentów. W bardzo szybkim tempie kreowało to nierównowagę w gospodarce. Dodatkowo notowano niewystarczająco mocne inwestycje – więc gospodarka nie była w stanie przygotowywać się na różne szoki: cenowe, podażowe, transportowe, surowcowe i inne. Dlatego w pandemię COVID oraz czas wojny Polska weszła z gospodarką nierównowagi, posiadającą już prawie 5% inflację. Te dwa zewnętrzne szoki w postaci pandemii i wojny są dodatkowym ryzykiem inflacyjnym – ale nie jedynym.

– W naszych warunkach ryzyka inflacyjne materializują się i generują dwukrotnie większą inflację niż w krajach rozwiniętych. Gdzie to widać? Na rynkach finansowych. Dzisiaj koszt, po jakim polski rząd pożycza pieniądze na rynku, znacząco przewyższa koszt pożyczek na przykład rządu niemieckiego. Ta różnica jest największa od 20 lat – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Dzieje się tak właśnie dlatego, że niezależne rynki finansowe głosujące swoimi decyzjami oceniają, że ryzyko inflacyjne w Polsce jest nieproporcjonalnie większe niż w gospodarkach rozwiniętych. Wynika to z tego, że mieliśmy wysoką inflację przed pandemią i wojną – ale również z tego, że obecnie nasza polityka antyinflacyjna jest krótkowzroczna. Nasz bank centralny próbuje walczyć z inflacją – ale większość jego działań jest kompensowane przez bardzo nadmiernie hojną politykę budżetową. Rynki finansowe oceniają ryzyko inflacyjne w Polsce jako bardzo duże, a porównując koszt pieniądza do Niemiec – istotnie przewyższa on koszt pieniądza w Polsce – ocenia Benecki.

Musk rezygnuje z kupna Twittera

W piątek rynki finansowe obiegła informacja o tym, iż Elon Musk oficjalnie wycofał się z transakcji kupna Twittera. Pytanie, czy jest to jego ostateczna decyzja, czy jedynie możliwa gra nastawiona na obniżenie ceny transakcji, pozostaje, przynajmniej na razie, otwarte. By inwestorzy mogli odpowiedzieć sobie sami na to pytanie i na tej podstawie ewentualnie podjąć stosowną decyzję, warto poznać kulisy jednej z najbardziej medialnych transakcji ostatnich miesięcy. Zaczęło się jak zwykle, niewinnie…

Elon “Twitter” Musk

4 kwietnia br. przywitał inwestorów zza oceanu euforią na akcjach Twittera, które w notowaniach przedsesyjnych rosły o niemal 28%. Powodem była informacja o zakupieniu znacznego pakietu akcji spółki przez ekscentrycznego miliardera, przez niektórych nazywanego również wizjonerem, Elona Muska. Po transakcji Musk był w posiadaniu 9,2% akcji spółki, czyli, według danych Bloomberga pakietu czterokrotnie większego niż 2,25%, którymi dysponował założyciel Twittera, Jack Dorsey. Ówczesna wartość pakietu akcji Twittera będącego w posiadaniu Muska wynosiła 2,89 mld USD. Rynek spekulował, że transakcja może być jedynie preludium do przejęcia całej platformy. Jak się później okazało, miał rację. Było tylko jedno “ale” …

“Boty niezgody”

W połowie kwietnia Elon Musk złożył ofertę wykupu wszystkich akcji Twittera po cenie 54,2 USD za sztukę. W efekcie transakcja opiewała na kwotę  44 mld USD. Zarząd Twittera pierwotnie odebrał to działanie jako próbę wrogiego przejęcia, jednak udało się osiągnąć porozumienie i 25 kwietnia zawarto ostateczną umowę z zarządem na zakup Twittera. Pod koniec kwietnia pojawiły się doniesienia prasowe, zgodnie z którymi Musk chce wprowadzić opłaty za korzystanie z platformy bez reklam. Deklarował również chęć przywrócenia konta byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, które zostało zablokowane po wyborach z jesieni 2020 r. Jak się później okazało, coś zupełnie innego doprowadziło do fiaska jednej z najgłośniejszych transakcji na rynku M&A.  Musk widział w platformie społecznościowej ogromny potencjał, który można odblokować jeżeli uda się pokonać boty spamujące. I to właśnie ten czynnik okazał się kością (a raczej botem) niezgody.

Decydujące 5%

Elon Musk oczekiwał dowodów na to, że boty na Twitterze stanowią poniżej 5% wszystkich kont. Jego zdaniem większa liczba “fejkowych” kont wpływa na znaczne zmniejszenie rentowności spółki, co w konsekwencji wpływa na zmniejszenie jej wartości. Nikt jednak nie spodziewał się tego, co miało nadejść 8 lipca br. W piątek szef Tesli poinformował świat o wycofaniu się z transakcji przejęcia Twittera, jako powód podając niedotrzymanie zobowiązań z umowy, zgodnie z którymi spółka nie podała wymaganych informacji o liczbie nieautentycznych kont i spamu.

Małżeństwo z przymusu

Zarząd Twittera nie pozostawił tej informacji bez echa. Bret Taylor, prezes zarządu Twittera  wystosował komunikat, zgodnie z którym prowadzona przez niego spółka zamierza wejść na drogę sądową z Muskiem w celu zmuszenia go do wywiązania się z warunków umowy i przejęcia Twittera. Elon Musk, na Twitterze (sic!) skomentował to oświadczenie w swoim stylu – wrzucając wymowną grafikę/mem:

Musk rezygnuje z kupna Twittera
Źródło: Twitter.com/elonmusk/status/1546344529460174849
Wykres notowań akcji Twitter, interwał D1. Źródło: xStation 5
Wykres notowań akcji Twitter, interwał D1. Źródło: xStation 5

Obawy przed recesją ściągają w dół europejskie waluty

Rynkowe obawy o recesję koncentrują się w Europie. Nie jest to dobra wiadomość dla notowań EUR/USD, które od parytetu dzieli zaledwie 1%. Jest to również zła wiadomość dla złotego, który w parze z dolarem amerykańskim jest najsłabszy w historii. W kolejnych dniach rynek powinien pozostać wrażliwy na informacje z gazowego frontu oraz dotyczące amerykańskiej inflacji.

Rosnące obawy o kruchość dostaw gazu do Europy w zestawieniu z dobrymi informacjami z amerykańskiego rynku pracy powodują, że obawy o recesję są bardziej widoczne na Starym Kontynencie. W konsekwencji gorzej radzą sobie waluty europejskie – euro zakończyło tydzień ponad 2% niżej w relacji do dolara amerykańskiego. Ani rezygnacja premiera Wielkiej Brytanii, Borisa Johnsona, ani morderstwo byłego japońskiego szefa rządu, Shinzo Abe, zdawały się nie mieć istotnego bezpośredniego wpływu na kursy odpowiednio funta brytyjskiego i jena. Brytyjskiej walucie  udało się zakończyć tydzień umocnieniem w parze z euro.

Kluczową daną makro ze świata będzie środowy odczyt CPI ze Stanów Zjednoczonych. Spodziewamy się, że pokaże on kolejny wzrost inflacji do najwyższych poziomów od dekad, jednak bazowa miara cen może nieco zelżeć. Oprócz tego tydzień nie będzie obfitował w istotne odczyty makro wobec czego informacje dotyczące sytuacji energetycznej Europy mogą mieć zwiększony wpływ na rynki.

PLN

Miniony tydzień przyniósł wyraźne osłabienie złotego – polska waluta była czwartą najgorzej radzącą sobie walutą na świecie. Kurs EUR/PLN w czwartek znalazł się najwyżej od marca br., a obecnie oscyluje blisko poziomu 4,80. Osłabienie złotego jest naturalne w kontekście obaw rynkowych i wpisuje się w ogólną słabość europejskich aktywów oraz szerzej – aktywów ryzykownych. Warto zwrócić uwagę, że na to osłabienie jedynie niewielki wpływ miała decyzja Rady Polityki Pieniężnej, która wbrew oczekiwaniom podniosła stopy procentowe jedynie o 50 pb., spowalniając tempo zacieśnienia polityki pieniężnej.

W obliczu obaw o recesję w Polsce i bardziej gołębiego nastawienia NBP rynek zrewidował swoje oczekiwania dot. tempa zacieśniania polityki pieniężnej. Ostatnio są one bardzo zmienne, niemniej obecnie wyceny kontraktów terminowych zakładają, że w tym cyklu podwyżek stopy nie przebiją 7,5%. Niektórzy obserwatorzy spodziewają się, że lipcowa podwyżka stóp mogła być ostatnią. My zakładamy, że po wakacjach powinniśmy obserwować dalsze zacieśnianie, aczkolwiek kolejne kroki Rady – zgodnie z retoryką prezesa Glapińskiego – warunkowane są dynamiką inflacji. Niebagatelne znaczenie powinny mieć też perspektywy gospodarcze, które w obecnym kontekście są wyjątkowo niepewne.

Dostrzegamy, że perspektywy złotego w ostatnich tygodniach uległy wyraźnemu pogorszeniu. Zakładamy, że docelowo polska waluta jednak będzie w stanie odrobić przynajmniej część strat – obecnie rynek pozostaje w napięciu, które z natury rzeczy nie może być sytuacją permanentną.

EUR

Szerokie umocnienie dolara amerykańskiego i niepokoje związane z dostawami gazu do Europy Środkowej katalizowały spadek kursu EUR/USD do najniższego poziomu od dwóch dekad, tj. poniżej 1,01. Przełamanie ostatnich poziomów wsparcia zaostrzyło ruch, podobnie jak rosnące oczekiwania, że para osiągnie parytet, co z dnia na dzień wydaje się coraz bardziej prawdopodobne.

Warto jednak mieć na uwadze, że waluta jest bardzo tania, a rynkowe pozycjonowanie jeszcze bardziej napięte. Obawy o dostępność gazu, powodujące przestoje produkcyjne w Europie Środkowej, sprawiają, że euro jest gorącym kartoflem, którego nikt nie chce trzymać, przynajmniej na razie. W tym tygodniu nie poznamy żadnych kluczowych informacji ze strefy euro, więc kluczowy będzie raport o inflacji CPI w USA. Stopniowo uwaga może przenosić się na posiedzenie EBC w przyszłym tygodniu.

USD

Kolejny mocny raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdza nasz pogląd, że w USA recesji nie widać. Miejsca pracy nadal są tworzone w znacznie szybszym tempie, niż następuje wzrost siły roboczej, bezrobocie utrzymuje się wyraźnie poniżej 4%, a liczba otwartych wakatów przewyższa liczbę osób szukających pracy. Nie jest to obraz recesyjny.

Rynki ponownie wyceniają duże prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych o 75 pb. na lipcowym posiedzeniu Fedu. Kluczowym punktem na drodze do kolejnej podwyżki jest tegotygodniowy raport o inflacji. Naszym zdaniem istotniejszy od głównego indeksu CPI będzie więcej mówiący indeks bazowy. Inne raporty o dynamice cen (np. PCE) pokazywały oznaki stabilizacji. Niższa od oczekiwań inflacja bazowa mogłoby sprowadzić rynek z powrotem w stronę wyceniania podwyżki stóp o 50 pb. To, biorąc pod uwagę napięte pozycjonowanie, mogłoby doprowadzić do – wyłamującej się z ostatniego trendu wzrostowego – wyprzedaży amerykańskiej waluty.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Inflacja, recesja i stagflacja. Złoto ma silne podstawy do wzrostów

Mamy już wysoką inflację, wchodzimy w recesję, a jedno w połączeniu z drugim daje stagflację. Globalne perspektywy nie wskazują, byśmy w najbliższym czasie uporali się z narastającymi problemami. Pomimo średnioterminowych spadków, z punktu widzenia fundamentów złoto ma silne podstawy do wzrostów.

W ubiegły czwartek Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe. Główna stopa poszła w górę o 50 punktów bazowych, do poziomu 6,5 proc. Była to niższa podwyżka niż szacował rynek, ale prawdopodobnie nie ostatnia. Mniejsza od oczekiwanej podwyżka może zdradzać rosnące obawy o recesję. Przeczy to słowom Adama Glapińskiego sprzed dwóch tygodni, że obawy o stagflację są przesadzone.

Z prognoz ekonomistów PKO BP wynika, że szczyt inflacji przypadnie na koniec III kwartału i znajdzie się ona na poziomie 16,-16,5 proc. Do tego czasu stopy procentowe prawdopodobnie osiągną poziom 7,5 proc.

Złoto ma silne podstawy do wzrostów

W obliczu dużej zmienności i niepewności oraz sygnałów recesyjnych, dolar amerykański wciąż umacnia się, osłabiając złoto. Cena złota w dolarze amerykańskim w ubiegłym tygodniu zanotowała spory spadek, kontynuując średnioterminowy trend spadkowy zapoczątkowany w marcu. W polskiej walucie złoto drożeje, co świadczy jednak o dużej słabości złotówki.

Globalne perspektywy nie wskazują, byśmy w najbliższym czasie uporali się z narastającymi problemami. Pomimo średnioterminowych spadków, z punktu widzenia fundamentów złoto ma silne podstawy do wzrostów. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na banki centralne – w maju Niemcy sprzedali 2,4 tony złota, za to wśród kupujących znalazła się Turcja, Uzbekistan, Kazachstan, Katar i Indie. Podobnie sprawa miała się w kwietniu.

Michał Tekliński – dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Czy elektrownie jądrowe na Ukrainie są bezpieczne?

Proces integracji Ukrainy z Unią Europejską w energetyce nie został  zatrzymany przez atak Rosji. Został nawet przyspieszony. Ukraina zsynchronizowała kryzysowo sieć elektroenergetyczną z Unią Europejską, od 2015 roku sprowadza gaz z terytorium Unii Europejskiej i nie potrzebuje kontraktu z rosyjskim Gazpromem. A więc już teraz na swój sposób Ukraina jest w Unii Europejskiej w sektorze energii oraz gazu ziemnego. Natomiast stabilność dostaw wymaga, aby wojna na Ukrainie została zakończona. Dopiero wtedy będzie mógł rozwijać się swobodny handel energią i gazem między Unią Europejską a Ukrainą w trybie już nie kryzysowym. To są wspaniałe perspektywy dla firm z obu stron. Były one rozwijane jeszcze przed atakiem Rosji – ale w zależności od tego, jak skończy się wojna na Ukrainie, będą pokazywać się dalsze perspektywy współpracy.

– Normalny rozwój rynku musi poczekać na uspokojenie sytuacji. Nie wiemy, co dalej wydarzy się na Ukrainie – natomiast elementem odbudowy tego kraju będzie niezbywalna współpraca energetyczna wewnątrz Unii Europejskiej na rzecz Ukrainy – czyli kontynuacja tego, co robiliśmy od wielu lat, tylko może szybciej, na większą skalę – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – To jest perspektywa dla polskich firm, dla partnerstw polsko-ukraińskich, z korzyścią dla obu stron. Energetyka jądrowa na Ukrainie jest bezpieczna z punktu widzenia technologicznego, natomiast działania wojenne Rosji mogą w każdej chwili jej zagrozić – dlatego Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej wzywa do wprowadzenia niezależnych inspektorów do obiektów jądrowych na Ukrainie. Rosjanie się na to nie godzą. To kraj, z którym trudno rozmawiać, który jest nieprzewidywalny i w każdej chwili może nas zaskoczyć w nieoczekiwany sposób. Na szczęście póki co nie pojawiło się żadne zagrożenie radiologiczne na Ukrainie i oby tak pozostało – podsumowuje Jakóbik.

Zmiana na stanowisku prezesa zarządu JTI Polska

Z dniem 1 lipca 2022 r. Edoardo Voletti objął stanowisko prezesa zarządu JTI Polska, która jest częścią Japan Tobacco International, czołowej międzynarodowej firmy tytoniowej.

Edoardo Voletti rozpoczął karierę w JTI we Włoszech w 2001 r. Zaczynał w obszarze planowania finansowego, a następnie był odpowiedzialny za zarządzanie portfolio marek w dziale marketingu i sprzedaży we Francji. W 2016 r. został dyrektorem generalnym odpowiedzialnym za JTI w Grecji, na Cyprze i Malcie. Od 2019 r. zarządzał marką Winston w strukturach globalnych JTI.

Nowy prezes JTI Polska zastąpił Andrzeja Skubiszewskiego, który objął stanowisko dyrektora generalnego JTI we Francji.

„Niezmiernie cieszę się, że powierzono mi funkcję prezesa zarządu JTI Polska. Obecnie mamy 30 proc. udziałów w polskim rynku papierosów, co oznacza, że jesteśmy drugą największą firmą tytoniową w kraju i w ciągu ostatnich 5 lat podwoiliśmy nasze udziały.” – powiedział Edoardo Voletti.

Polska to także jeden z kluczowych krajów pod względem inwestycji dla Grupy JTI, których wartość przekroczyła 1 miliard dolarów.

„Jestem dumny, że będę pracował w kraju, który ma strategiczne znaczenie inwestycyjne dla JTI. Polska jest dziś naszym największym centrum produkcyjnym, skąd eksportujemy ponad 80 proc. wyrobów do blisko 70 krajów na świecie.” – dodał nowy prezes JTI Polska.

JTI zatrudnia w Polsce ok. 3 tys. osób, z czego ponad 2 tys. pracuje w nowoczesnych fabrykach w Starym Gostkowie w województwie łódzkim. W 2019 r. firma otworzyła w Warszawie Globalne Centrum Usług Biznesowych, które obsługuje JTI na całym świecie w obszarze finansów, kwestii prawnych, zarządzania zasobami ludzkimi, marketingu czy globalnego łańcucha dostaw.

Dolar wciąż króluje

Jeszcze na początku kwietnia, by wymienić jednego dolara na euro, trzeba było dopłacić 10 centów, dzisiaj do parytetu wymiany brakuje tylko jednego. W tym tempie w ciągu nadchodzących tygodni możemy być świadkami zrównania się obu walut.

Polska w opowieści prezesa NBP

Wszyscy chcielibyśmy żyć w kraju, o którym na piątkowej konferencji opowiadał prezes NBP Adam Glapiński. Okazuje się, że jak w piosence T.Love – “Jest super”. Uważnego obserwatora może co prawda trochę zastanowić, dlaczego skoro jest tak dobrze, to jest tak źle. Skoro mamy najlepszy zespół analityczny w NBP, to czemu zaczęliśmy tak późno podnosić stopy procentowe? Dla przyzwoitości trzeba przyznać, że narracja z oryginalnego pojęcia putinflacji skręca w stronę wzmocnienia inflacji przez wpływ wojny wywołanej przez Rosjan. Najważniejszy jednak był fragment o tym, że jeżeli po wakacjach inflacja zacznie spadać, to powoli rozpocznie się obniżka stóp procentowych. Co to oznacza dla rynku? Obecnie mówienie o obniżeniu stóp procentowych tylko obniża docelowe ich poziomy. W rezultacie wywołuje to osłabienie polskiej waluty.

Amerykański rynek pracy wciąż mocny

Piątkowe dane pokazały, że amerykański rynek pracy pomimo lekkiego wzrostu liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w ostatnich tygodniach nadal prezentuje się bardzo dobrze. Stopa bezrobocia pozostaje na poziomie zaledwie 3,6%. Wzrost liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wyniósł imponujące 372 tysiące i przekroczył oczekiwania o niemal 100 tysięcy. Jedynym problemem jest wzrost płac o 5,1%. To nadal o 0,1% więcej niż oczekiwania. Nie zmienia to faktu, że po uwzględnieniu inflacji jest to spadek płac. O tym jednak, że płace będą rosnąć wolniej niż inflacja, wiadomo było od dawna. Światełkiem w tunelu jest rosnąca ilość miejsc pracy. W pewnym momencie brak rąk do pracy może zwiększyć presję płacową. Dolar po tych danych pierwszy raz od 2002 roku spadł poniżej poziomu 1,01 dolara za euro.

Inflacja w Chinach

Są państwa na świecie, które mimo tego, że raportują nagły wzrost cen, budzą zazdrość obywateli innych. W naszej części świata z pewnością warto wymienić w tym kontekście Szwajcarię. Nawet w porównaniu z nią niesamowicie dobrze wypadają Chiny. Inflacja tam właśnie wyskoczyła do 2,5%. Tak mówimy o wskaźniku rocznym, a nie miesięcznym. Kraj ten przez pandemię nie zalał gospodarki nadmiernie tanim kredytem. Transfery pieniędzy nie naruszyły również zbytnio pewnej równowagi. Do tego bardzo restrykcyjne podejście do pandemii spowodowało, że zabrakło bodźców, by ceny mocno przyspieszyły.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

GfK: nastroje polskich konsumentów w górę, pomimo dwucyfrowej inflacji

Pomimo silnych zawirowań gospodarczych i utrzymującej się dwucyfrowej inflacji w czerwcu 2022 r. w Polsce nastąpiła poprawa wskaźnika nastrojów konsumenckich. Nasz kraj jest tym samym jednym z nielicznych przedstawicieli Unii Europejskiej, w którym nie widać załamania w zakresie postaw nabywców. W przypadku średniej unijnej wskaźnik systematycznie spada.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w czerwcu br. -13,1 i wzrósł o 2,7 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Dla porównania na terenie całej Unii średnia dla barometru wynosi już -24,1. Różnice w postawach nabywców jeszcze mocniej obrazuje fakt, że pół roku temu przeciętne nastroje unijne utrzymywały się na zdecydowanie wyższym poziomie niż nad Wisłą.GfK nastroje polskich konsumentów w górę, pomimo dwucyfrowej inflacji

Dane GfK wskazują, że rosną prawie wszystkie składniki Barometru, z czego najbardziej ocena obecnej sytuacji finansowej gospodarstwa.

W Polsce mierzymy się obecnie z bardzo wysoką inflacją, a w opinii wielu ekspertów to jeszcze nie koniec wzrostów. Mimo to wskaźniki dotyczące stanu finansów prywatnych rosną bardziej niż ocena gospodarki kraju. W jakieś mierze wynika to z podwyżek płac. Główny Urząd Statystyczny pokazuje je już od kilku miesięcy, ale duża część pracowników czeka także na coroczne podwyżki w połowie roku – standardowym terminie waloryzacji wynagrodzeń dla wielu firmmówi Barbara Lewicka, Senior Director GfK w Polsce. Ekspertka GfK zwraca również uwagę na ocenę przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju, która w relacji miesiąc do miesiąca rośnie mocniej niż ocena obecnej sytuacji (wzrost 2,3 vs.0,9 p.p.). – Społeczeństwo liczy na pozytywny efekt coraz bardziej zauważalnych wzrostów stóp procentowych. Ekonomiści od dawna wskazują, że ten proces służy wyhamowaniu inflacji i społeczeństwo w swoich ocenach pokazuje pewien kredyt zaufania, że uda się to osiągnąć w najbliższych miesiącach – dodaje Barbara Lewicka.

W czerwcu ujemne nastroje konsumenckie odnotowano w większości grup wiekowych. Najniższy wskaźnik (-23,8) – ze znaczną różnicą względem pozostałych – utrzymuje się w grupie osób, które ukończyły 60. rok życia. Najwyższy wynik dotyczy z kolei grupy 15-22 lata i wynosi on 7,2. Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom.

W przypadku podziału na płeć wyraźnie gorsze nastroje notowane są w Polsce wśród kobiet. Czerwiec to kontynuacja tego trendu – wśród kobiet wskaźnik osiągnął -14,9, a wśród mężczyzn
-11,2.

Większe dysproporcje możemy zaobserwować w przypadku różnych poziomów wykształcenia. W czerwcu br. najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczyły grupy osób z wykształceniem zawodowym (-19,7) – po raz pierwszy od wielu miesięcy wynik tej grupy okazał się niższy od grupy osób z wyższym wykształceniem (-12,7 w czerwcu br.). Dla porównania wśród osób z wykształceniem podstawowym, wskaźnik osiągnął poziom 0,4.

W czerwcu br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Barometr Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 3-8 czerwca 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Co zmieni się w procedurach pogrzebowych? Zakończyły się konsultacje międzyresortowe ws projektu nowelizacji Prawa Pogrzebowego

Nowe Prawo Pogrzebowe znacząco zmieni sytuację branży funeralnej, przyczyniając się do podwyższenia jakości usług w tym obszarze. Upłynął właśnie termin konsultacji międzyresortowych dotyczących projektu tej ustawy. Może on teraz trafić prosto do sejmu, a przygotowanie nowelizacji Prawa Pogrzebowego na tym etapie dobiegło końca. Jej autorzy korzystali z przygotowanego wcześniej przez Polską Izbę Branży Pogrzebowej specjalnego raportu o stanie i jakości usług pogrzebowych w Polsce. Wnioski posłużyły im do zmiany dotychczasowych unormowań lub wprowadzenia nowych, odpowiadających obecnym wyzwaniom.

Do 4 lipca trwały konsultacje międzyresortowe związane z pracami nad ostatecznym kształtem projektu nowelizacji Prawa Pogrzebowego. Teraz trafi on do parlamentu, który zajmie się nim i prawdopodobnie jeszcze w tym roku znana będzie finalna postać tej ustawy.

– Nowe prawo pogrzebowe okazać się może nawet rewolucją dla naszej branży. Z pewnością efektem wprowadzenia nowych przepisów będzie znaczne podwyższenie jakości usług funeralnych – przewiduje Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Przypomina, że przygotowania i prace nad zmianą ustawy pogrzebowej rozpoczęły się już kilka lat temu, dzięki zaangażowaniu m.in. Federacji Przedsiębiorców Polskich. Należy do niej Polska Izba Branży Pogrzebowej.

– Wspólnie stworzyliśmy specjalny raport o stanie i jakości usług funeralnych w Polsce, dzięki czemu na światło dzienne wyszły różnego rodzaju problemy, z jakimi boryka się branża pogrzebowa i, co zdaniem Izby, należałoby jak najszybciej zmienić – dodaje Robert Czyżak.

Wyraża przekonanie, że raport ten zawiera bardzo dużo szczegółowych uzasadnień i wyliczeń dotyczących całości wykonywanych usług, a jego konkluzje są wciąż aktualne. Ponadto wskazuje na liczne zaniedbania i rażące wręcz praktyki stosowane przez niektóre podmioty świadczące usługi pogrzebowe.

– Jesteśmy zadowoleni, że szereg naszych propozycji zostało uwzględnionych w powstałym projekcie ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych – zaznacza Robert Czyżak.

Należy niewątpliwie zaliczyć do nich takie zapisy:

  • Elektroniczna karta zgonu, która w znaczny sposób ułatwi i usprawni obieg dokumentów (rodziny zmarłych nie będą musiały wyczekiwać w szpitalach, przychodniach czy ośrodkach opiekuńczych na wystawienie papierowej wersji karty zgonu), eliminując tym samym osobiste stawiennictwo np. w szpitalu.
  • Regulacja zawodu przedsiębiorcy pogrzebowego, która określi, jakie warunki spełniać musi przedsiębiorca pogrzebowy, aby móc świadczyć dalej swoje usługi.
  • Doprecyzowanie, a właściwie dookreślenie, co to jest krematorium, gdzie może być zlokalizowane i jakie wymogi musi spełniać, aby móc świadczyć usługi kremacyjne.
  • Instytucja Koronera, która jest bardzo długo oczekiwaną zmianą i spowodować ma wytypowanie przez organy administracji samorządowej lekarza odpowiedzialnego za wystawianie kart zgonu (dzisiaj spotykamy się bowiem z sytuacją, kiedy na przyjazd karetki do zmarłego w celu stwierdzenia zgonu rodzina czeka od kilku do kilkunastu godzin).
  • Likwidacja obowiązku odprawy konsularnej dla osób zmarłych, których zwłoki będą przewożone do Polski (dzisiaj niejednokrotnie, aby uzyskać zgodę na wwiezienie do Polski trumny bądź urny, pracownicy firm pogrzebowych muszą pokonywać ogromne dystanse liczące nawet 1000 km, aby dostać się do naszej placówki konsularnej). Często zdarza się również, że w danym kraju nie ma ogóle polskiej placówki dyplomatycznej i trumna bądź urna muszą przebyć dodatkową podróż. Wiąże się to oczywiście z ogromnymi kosztami, które w konsekwencji musi ponieść rodzina osoby zmarłej.

Izba optuje też za znacznym sprofesjonalizowaniem usług funeralnych.

– Polska Izba Branży Pogrzebowej bardzo mocno naciska również na obowiązek odpowiedniego zatrudnienia w firmach pogrzebowych. Wszystko po to, aby rodziny osób zmarłych nie miały do czynienia z przypadkowymi osobami, które niejednokrotnie nie mają najmniejszego pojęcia o funkcjonowaniu i organizacji ceremonii pogrzebowej. Jest to niezmiernie potrzebna regulacja, która pozwoliłaby na lepsze i bardziej profesjonalne działanie przedsiębiorstw pogrzebowych – uważa prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Nowelizacja prawa pogrzebowego ma być pierwszą od blisko stu lat tak kompleksową zmianą przepisów dotyczących pochówków czy przechowywania i transportu zwłok. Prace nad nią prowadziła strona rządowa, wkrótce zaś projektem tym zajmą się posłowie, a następnie senatorowie.

To nie koniec podwyżek stóp procentowych. Spirala inflacyjna będzie się nakręcać

Mamy za sobą dziesięć podwyżek stóp procentowych. Jeżeli przekroczyliśmy połowę tej drogi to przed nami jeszcze jedna podwyżka lub dziewięć.

Prezes NBP po lipcowych podwyżkach stóp procentowych zadeklarował, że jeśli inflacja po wakacjach będzie słabnąć, to rozpocznie się koniec cyklu ich podwyższania. To wersja optymistyczna, niezbyt precyzyjnie określona warunkami, które musiałyby zostać spełnione. Rynek nie bardzo w nią wierzy.

RPP zdecydowała o podniesieniu stopy referencyjnej o 50 pb do poziomu 6,50%. Konsensus rynkowy zakładał podwyżkę o 75 pb, czyli do 6,75%. Stopa lombardowa wynosi obecnie 7,00%, depozytowa 6,00%, redyskonta weksli 6,55% oraz dyskontowa 6,60%. W odpowiedzi na decyzję RPP polski złoty osłabił się o 0,6% w stosunku do euro. “Gołębie” nastawienie RPP można tłumaczyć obawami o wystąpienie recesji, jednak stale rosnąca inflacja przekraczająca już 15% z dodatnią dynamiką wzrostu nie może być już traktowana jako “zjawisko przejściowe” – zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych i startu kampanii wyborczej.

– Jeżeli popatrzymy na decyzje RPP z ostatnich miesięcy, to są one niezbyt niezrozumiałe, ponieważ trudno znaleźć jakąś logiczną formułę, dlaczego podwyżki stóp wynoszą 50 pkt., gdy innym razem 100 pkt., albo 75 pkt. bazowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Brakuje spójności, bo choć mieliśmy ostatnio słabsze dane z gospodarki, to jednak mamy cały czas bardzo mocną inflację i presję na osłabienie złotego.

Decyzję RPP można uznać za zaskakującą także z tego względu, że sierpniowe posiedzenie Rady będzie „techniczne”, a więc teoretycznie bez decyzji dotyczącej stóp procentowych. Stąd przypuszczenia niektórych analityków, że lipcowa podwyżka mogła być wyższa i powinna wynieść 100 pb.

Warto też przypomnieć niedawną, bo czerwcową prognozę Komisji Europejskiej, z której wynika, że e 2023 r. w Europie najwyższa inflacja będzie właśnie w Polsce, Wyniesie średniorocznie 7,3%, gdy w strefie euro obniży się do 2,7%. Nie jest pewne czy KE uwzględniła potencjalne skutki obietnic składanych podczas kampanii wyborczych, bo przed nami wybory parlamentarne i samorządowe.

– Ja spodziewam się, ze inflacja w przyszłym roku spowolni w okolice 9% średniorocznie, ponieważ procentowy wzrost cen będzie w kolejnych miesiącach liczony od bardzo wysokiej bazy czyli z okresu, gdy ceny były już znacząco wyższe – dodaje P.Kwiecień. – To jest poziom, który RPP nie da komfortu, bo każda jej decyzja będzie miała wielu przeciwników.

Już obecnie Polska ma duże problemy z policy mix czyli z rozbieżnościami pomiędzy polityką pieniężną i fiskalną. Bo ile RPP podnosząc stopy chce zmniejszyć inflację, to rząd realizując dodatkowe wydatki i obiecując kolejne zwiększa ilość pieniądza na rynku. Przykładem tzw. czternasta emerytura, która będzie wypłacana pod koniec sierpnia, gdy tymczasem „podatek inflacyjny” będzie kosztował wielu więcej niż wynosi jedna emerytura.

– Rynek wycenia, że podwyżki stóp procentowych powinny dojść do poziomu 8%, dlatego jeszcze kilka podwyżek przed nami – komentuje ekspert XTB.

Dla konsumentów, którzy mają oszczędności nie pojawiają się dobre wiadomości. Realna stopa procentowa pozostanie ujemna, oczekiwania inflacyjne będą wysokie co oznacza godzenie się z rosnącymi cenami. Spirala wzrost cen-wzrost kosztów-wzrost wynagrodzeń-wzrost cen będzie się nakręcać.

Czerwiec przyniósł kolejny szok cenowy. Niektóre towary w sklepach rdr. zdrożały nawet o blisko 50 proc.

Analiza cen pochodzących z ofert blisko 40 tys. placówek handlowych wykazała, że w czerwcu podwyżki w sklepach wyniosły średnio 18% rdr. Fakt, że najmocniej zdrożały art. tłuszczowe i to o 37,2%, nie był zaskoczeniem. Ale po wielu miesiącach zmienił się lider wzrostów w tej grupie. Teraz nie olej, a masło bije cenami na głowę. Zdrożało aż o 48%. Do tego podrożały rdr. wszystkie monitorowane kategorie. Na 12 analizowanych 11 zanotowało dwucyfrowe wzrosty, co widać szczególnie w przypadku mięsa – 30,5%, używek – 24,6%, a także owoców – 23,6%. Tylko pieczywo podrożało o niecałe 9%. Komentujący dane eksperci nie są tym zaskoczeni. Zapowiadają, że z wysoką inflacją będziemy żyć jeszcze przez wiele miesięcy. I dodają, że szczyt podwyżek wciąż jeszcze mamy przed sobą.

Drożyzna nie zwalnia

W czerwcu br. ceny codziennych zakupów wzrosły o 18% rdr. To kolejny w tym roku dwucyfrowy wzrost. Tym razem zdrożała każda z 12 analizowanych kategorii. Tak wynika z najnowszej analizy, tj. „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych. Raport obejmuje wszystkie obecne na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Łącznie przeanalizowano ponad 21 tys. cen, które pochodzą z ofert prawie 40 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych. Sprawdzono wyniki 50 najczęściej kupowanych przez Polaków artykułów.

– W czerwcowym odczycie inflacji widać już oddziaływanie wojny w Ukrainie. Efekty te materializują się głównie poprzez wysokie ceny nośników energii i zwiększenie awersji do ryzyka. To powoduje odpływ kapitału z Polski, deprecjację złotego oraz skokowy wzrost kosztów finansowania na rynku. Te czynniki, wraz z rozgrzanym, popandemicznym popytem, sprawiają, że wszystko w sklepach drożeje. Dodatkową presję na ceny towarów importowanych powodują kursy euro i dolara, które znajdują się już blisko historycznych szczytów – wyjaśnia dr Michał Pronobis z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W zeszłym miesiącu po raz kolejny w skali roku najbardziej podrożały art. tłuszczowe – średnio rdr. o 37,2%. Co ciekawe, tym razem w obrębie tej kategorii najbardziej zdrożało masło – o 48%. Wcześniej liderem podwyżek był olej, który ostatnio poszybował „tylko” o 30,2% rdr. Jak komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, w czerwcu wzrosły koszty utrzymania masła w świeżości. Ponadto polskim producentom zaczęło bardziej opłacać się eksportować ten produkt do krajów arabskich i Europy Zachodniej niż sprzedawać go w Polsce. Dlatego u nas ceny rosną.

– Z kolei Indonezja, największy producent oleju palmowego na świecie, stara się przyspieszyć eksport tego produktu, by pozbyć się nadmiernych zapasów. Przez to jego ceny spadają na światowych rynkach i tanieje rzepak. W Polsce jeszcze tego nie widać na półkach sklepowych, ale już można dostrzec pierwsze zmiany. Spadek cen olejów, również rzepakowego i sojowego, może doprowadzić do tymczasowego wyhamowania globalnej inflacji żywności. Olej palmowy znajduje się w setkach art. gospodarstwa domowego, począwszy od margaryny, przez słodycze, chipsy, żywność dla niemowląt, mydła, kosmetyki, po szampony włącznie. Jeżeli ww. produkty utrzymają obecną tendencję, to mamy realną szansę na zatrzymanie wzrostu cen, o ile nic negatywnego dodatkowo się nie wydarzy – mówi dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

W ścisłej czołówce kategorii, które najbardziej zdrożały w czerwcu w skali roku, jest też mięso – 30,5%. Mocny dwucyfrowy wzrost odnotowała wołowina – o 42%. Wieprzowina podrożała średnio o 16,1%, a drób poszedł w górę o 25,6%. Ponadto w pierwszej trójce są używki, które zdrożały o 24,6% rdr. W tej kategorii największe skoki widać w przypadku herbaty – o 26,5%, a także kawy rozpuszczalnej i mielonej – odpowiednio o 24% i 23,5%. Piwo zdrożało o 15,5%.

– Na mocne podwyżki w tych kategoriach szczególnie wpływają wzrosty cen energii, zużywanej w dużych ilościach do produkcji towarów. W przypadku mięsa dodatkowe znaczenie mają drożejące pasze i nawozy. Ponadto tocząca się wojna w Ukrainie znacząco opóźnia dostawy zbóż, które są głównym składnikiem karm dla zwierząt ubojnych – wyjaśnia dr Michał Pronobis.

Według „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, wśród najbardziej drożejących kategorii znalazły się również owoce ze średnią podwyżką o 23,6% rok do roku. Należy wyróżnić też nabiał ze wzrostem o 22,5%, a także produkty sypkie ze zwyżką o 19,6%. W przypadku tej ostatniej grupy towarów szczególnie warto zwrócić uwagę na cukier, który zdrożał aż o 41,4% rdr.

– Z powodu wojny toczącej się w Ukrainie wytwórcy mają poważne problemy z zatrudnieniem pracowników sezonowych do zbiorów. Jest ich mniej, więc koszty pozyskania owoców rosną. Dotyczy to również rynku warzyw – podkreśla ekspert z WSB w Gdańsku.

„Mniejsze” podwyżki

Dwucyfrowy wzrost nie ominął również tzw. innych produktów, które średnio poszły w górę o 18,5% rdr. Wśród nich karma dla psów podrożała o 26,6%, a dla kotów – o 11,7%. Natomiast pieluchy dla dzieci poszły w górę o 9% rdr. Kolejną kategorią w zestawieniu są napoje z podwyżką o 18,1%, a następną – warzywa ze wzrostem rdr. o 15,9%.

– W przypadku tych trzech kategorii szczególne znaczenie miał wzrost kosztów transportu, a także utrzymywania produktów w świeżości. Zdrożały też wszystkie procesy technologiczne. Jeśli chodzi o pożywienie dla psów i kotów, to musiało wyraźnie podrożeć, bo jego składniki też mocno poszły w górę. Z kolei na ceny napojów słodzonych presję wywarło zwiększone opodatkowanie. Do tego w czerwcu wzrósł sezonowy popyt zarówno na tego typu produkty, jak i na warzywa. Produkcja i sprzedaż analizowanych kategorii odczuwa oczywiście wzrost kosztów energii, pracy, paliw i finansowania – wyjaśnia dr Faliński.

Analiza wykazała również, że chemia gospodarcza podrożała o 12,2%, a dodatki spożywcze poszły w górę o 10,8%. Tylko jedna kategoria zanotowała jednocyfrowy wzrost. To pieczywo ze wzrostem o 8,9%. Zdaniem eksperta z Grupy BLIX, świadczy to o tym, że sklepy wyhamowały wzrost cen na wybranych towarach pierwszej potrzeby, bo nie chcą kojarzyć się drożyzną. Muszą też czymś przyciągać konsumentów. Jednak dr Łuczak uprzedza, że taka strategia może być jedynie chwilowa, bo sieci handlowe nie będą dokładać do interesu. One też przecież muszą zarabiać. Do tego w dłuższej perspektywie nie zechcą pracować na niskich bądź zerowych marżach. Finalnie i tak będą zmuszone obciążyć podwyżkami konsumentów.

Co dalej?

– Przewiduję, że ceny w sklepach powoli zacznie stabilizować gasnący popyt, zarówno wewnętrzny, jak i zagraniczny. Wpłyną też na to nastroje recesyjne. Ponadto rekordowo szybko zaostrzająca się polityka pieniężna powinna prowadzić do ustabilizowania się inflacji na obecnym podwyższonym poziomie. Nie należy jednak oczekiwać spadku ogólnego poziomu cen w gospodarce. Procesy dezinflacyjne zostaną prawdopodobnie rozłożone na lata, a osiągnięcie celu inflacyjnego na poziomie 2,5% nie jest w Polsce możliwie w najbliższym, dającym się prognozować czasie – przekonuje dr Pronobis.

Natomiast prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie uważa, że szczyt podwyżek w sklepach wciąż jeszcze mamy przed sobą. Wiele zależeć będzie od polityki pieniężnej NBP i polityki fiskalnej rządu, a także zmian cen towarów importowanych, w tym gazu, ropy naftowej i węgla. Znaczenie będą miały również zachowania samych konsumentów. Obecnie część polskich gospodarstw zaopatruje się w żywność produkowaną na użytek własny na działkach i w przydomowych ogrodach, rezygnując tym samym z zakupów w sklepach. Wszyscy chyba zdają sobie sprawę z tego, że z wysoką inflacją będziemy musieli żyć przez wiele miesięcy. Trzeba zaciskać pasa, tym bardziej że możemy się również spodziewać spowolnienia gospodarczego, a nawet stagflacji.

– Według mnie, najbardziej prawdopodobna jest łagodna i względnie krótkotrwała recesja w Polsce. W pewnym sensie jest ona wręcz pożądana, ponieważ ułatwiłaby niezbędne dostosowania w gospodarce i stopniową eliminację napięć inflacyjnych. Wiele w tym względzie zależy niestety od czynników zewnętrznych, pozostających poza kontrolą krajowej polityki gospodarczej. Chodzi oczywiście o wojnę w Ukrainie i jej efekty – podsumowuje ekspert z WSB w Gdańsku.

Unijny Omnibus: zakaz kupowania płatnych opinii i więcej ochrony dla kupujących w e-sklepach

28 maja weszła w życie unijna dyrektywa, tzw. Omnibus, na nowo regulująca wiele obszarów e-commerce oraz wzmacniająca pozycję konsumentów wobec e-sklepów. Spośród nowych regulacji, na uwagę zasługuje unormowanie zasad publikowania opinii o sklepach internetowych. Jakie obowiązują teraz zasady? De facto nie można już kupować opinii, co nie ukrywajmy zdarzało się nagminnie. Trzeba będzie też szczegółowo informować o cenach produktów objętych promocją. Za łamanie zasad grożą surowe kary: 2 miliony złotych albo 10% dochodów. Prawo obowiązuje zgodnie z przepisami unijnymi ale w Polsce na razie nie ma instytucji, która może jego stosowanie kontrolować i nakładać kary. W naszym kraju nie dostosowano bowiem prawodawstwa. Nowe przepisy analizuje mec. Robert Szczepanek z kancelarii prawnej Causa Finita.

Płatne opinie zakazane a promocje pod lupą

Jak wiadomo, klienci sklepów internetowych czytają takie opinie przed dokonaniem zakupu. Tymczasem sklepy internetowe mogły je dotychczas bez większych problemów „kupować” u specjalistycznych firm. Teraz będą musiały weryfikować, czy ich autorzy rzeczywiście skorzystali z ich usług. Będą też musiały wskazać, jakie działania podejmują w celu weryfikacji opinii o produktach. To jednak nie jedyna zmiana mająca na celu podniesienie wiarygodności oferty.

Zmieniają się również zasady okresowych promocji i obniżek cen. Omnibus wprowadza wymóg, by w przypadku obniżki ceny, obok nowej ceny została umieszczona najniższa cena, jaka obowiązywała w ciągu 30 dni przed wprowadzeniem promocji. Ma to zapobiec znanemu i powszechnie potępianemu zjawisku podnoszenia cen przed np. Black Friday po to, by je później obniżyć celem stworzenia wrażenia atrakcyjności danej oferty.

Więcej informacji o sprzedających, więcej ochrony dla kupujących

Kolejną ważną zmianą jest obowiązek ujawniania mechanizmów służących indywidualnemu dostosowywaniu cen do danej grupy konsumentów lub indywidualnych konsumentów na podstawie zebranych na ich temat danych. Sklepy online oraz platformy sprzedażowe będą musiały ujawniać główne parametry decydujące o widoczności produktów przedstawianych konsumentom w wynikach wyszukiwania. To np.: wskaźniki oceny jakości towarów lub usług, trafność słów, ogólny ranking sprzedawcy, cechy wizualne oferty, jakość obsługi klienta. Oczywiście, nie chodzi tutaj o przedstawianie konkretnego algorytmu działania wyszukiwarki, ale o ogólne zasady pozycjonowania ofert. Ma to dać klientowi pełną wiedzę co do tego, z jakiego powodu sklep oferuje mu akurat taki a nie inny towar.

Kupujący na platformach sprzedażowych typu Allegro, Amazon, czy Facebook, będą też mogli od razu dowiedzieć się, czy podmiot od którego kupują produkt, jest przedsiębiorcą, czy nie. Ma to dla konsumentów istotne znaczenie praktyczne. Dotychczas bowiem często konsumenci nabywali daną rzecz licząc na ochronę prawną w stosunkach z przedsiębiorcami, gdy tymczasem po fakcie okazywało się, że sprzedający wcale przedsiębiorcą nie jest. Pozbawiało to m.in. kupującego prawa do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni od daty otrzymania towaru. Informacja jest teraz udzielana na podstawie oświadczenia sprzedającego, a nieudzielenie jej jest uznawane za nieuczciwą praktykę handlową.

Wysokie kary za złamanie nowego prawa…. jednak na razie nie w Polsce

Za niedostosowanie się do nowych wymogów będą grozić wysokie kary. To nawet 2 mln zł dla kierownika sklepu albo 10 proc. obrotu sklepu z poprzedniego roku. Za kontrole będzie odpowiadać Inspekcja Handlowa. Dodatkowo, jeżeli przedsiębiorcy będą stosować fikcyjne obniżki, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł uznać taką praktykę za naruszającą zbiorowe interesy konsumentów. Warto podkreślić, że sklepy są zobowiązane dostosować do nowych przepisów nie tylko swoje bieżące funkcjonowanie, ale także regulaminy sprzedaży oraz pozostałe dokumenty dotyczące sprzedaży i funkcjonowania sklepu.

Ponieważ nową dyrektywę da się stosować wprost, jej postanowienia wiążą już e-sklepy i platformy sprzedażowe w Polsce. Prace nad implementacją dyrektywy do krajowego porządku prawnego jednak jeszcze trwają. Oznacza to, że ani UOKiK, ani Inspekcja Handlowa nie mają na tym etapie szczególnych instrumentów prawnych, aby zapewnić przestrzeganie Omnibusa. Nie mogąc zatem nakładać na przedsiębiorców grzywien i kar związanych z niestosowaniem się do nowych reguł.

Poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych

W dniu 5 lipca 2022 roku, grupa posłów Koalicji Polskiej skierowała do Sejmu RP projekt ustawy zmieniający zasady opodatkowania dochodów kapitałowych z oszczędności zgromadzonych na rachunkach bankowych u osób fizycznych oraz przedsiębiorców.

Projektowana zmiana ściśle dotyczy likwidacji tzw. „podatku Belki”, tj. podatku od przychodów obejmujących otrzymane odsetki lub inne przychody od środków pieniężnych, zgromadzonych przez podatnika jako oszczędności, inwestycje, w tym odsetki od pożyczek, wkładów oszczędnościowych, odsetki od kapitału pochodzącego z papierów wartościowych czy dywident i innych źródeł.

W uzasadnieniu nowelizacji podano, że obecne realia makroekonomiczne, tj. postępujący na całym świecie kryzys gospodarczy i ryzyko zwiększającej się nieustannie inflacji, które w bezprecedensowy sposób uderzają w oszczędności Polaków, wymagają zdecydowanej reakcji ze strony ustawodawcy. Utrzymywany od 20 lat „podatek Belki” miał być bowiem w założeniu rozwiązaniem tymczasowym, wdrożonym wyłącznie ze względu na trudną sytuację finansów państwa w latach 2001-2002, jednakże na skutek zaniechań legislacyjnych, został on utrzymany w zmieniających się formach do dnia dzisiejszego.

Według projektodawców, brak jest obecnie uzasadnienia dla dalszego utrzymywania istnienia tzw. „podatku Belki”, tym bardziej, że na zmianie w tym zakresie, skorzysta szerokie grono Polaków. W dzisiejszych czasach bowiem niewielu obywateli polskich nie posiada choćby jednego rachunku bankowego, na którym gromadzi swoje oszczędności.

W założeniu, zmiany wpłyną pozytywnie przede wszystkim na majątkowe prawa osób fizycznych oraz przedsiębiorców, w tym przede wszystkim stanowić będą wsparcie dla sektora mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich firm, przy jednoczesnym obciążeniu dochodów budżetu państwa (w perspektywie ostatnich 5 lat – spadek dochodów o średnio 2 mld złotych rocznie).

Projekt ustawy likwidującej tzw. „podatek Belki”, na początku lipca b.r. skierowany został do zaopiniowania przez Biuro Legislacyjne Kancelarii Sejmu, toteż w najbliższym czasie spodziewać się można decyzji Sejmu RP w jego przedmiocie.

Autor: adw. Jakub Gawłowski, Kancelaria Chałas i Wspólnicy

Kolejne 24-letnie maksimum kursu USD/JPY

Piątkowa sesja zakończyła się niewielkimi zmianami wartości głównych indeksów rynku akcji w USA (S&P 500 -0,08 proc., DJIA -0,15 proc., Nasdaq Composite +0,12 proc.). Dziś rano ok. 9:35 kontrakty na S&P 500 spadały o 0,78 proc. Nowy tydzień otworzył się spadkami wartości głównych indeksów rynków akcji w Azji i Oceanii. Najsilniej – o 3,09 proc. – spadał Hang Seng, który osiągnął najniższy poziom od 2 tygodni. Jedynym wyjątkiem był Nikkei 225, który zyskał dziś 1,11 proc.

Spadała na początku poniedziałkowej sesji również większość głównych indeksów giełd w Europie (DAX -1,37 proc., CAC 40 -1,47 proc.).
Tendencja spadkował dominowała również na początku nowego tygodnia na GPW (WIG-20 1,4 proc. ok. 9:30). Ponad 4 proc. traciły dziś rano ceny akcji PGNiG i PGE. Wśród składników sWIG-u najniżej od przynajmniej roku były dziś ceny akcji Stalproduktu, Wieltonu i Pakabexu.
Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA lekko dziś rano spadały, ale nadal pozostawały nieznacznie poniżej rentowności tamtejszych 2 latek (3,073 proc. vs. 3,0924 proc.) generując „inwersję” krzywej rentowności.

O ponad 1 proc. spadały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową, ale utrzymywały się powyżej poziomu 100 USD za baryłkę naruszonego przez chwilę w minionym tygodniu. O ponad 5 proc. rosły dziś rano ceny kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Lekko taniały dziś miedź i metale szlachetne. Dla odmiany i wczoraj i dziś rano rosły ceny kontraktów na złoża.

Swój nowy najwyższy poziom od 1998 roku osiągnął dziś kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena (USD/JPY 136,95 ok. godz. 9:15). W ciągu minionych 19 miesięcy kurs USD/JPY wzrósł o 32 proc. Ostatni raz tak wysoka 19-miesięczna dynamika kursu tej pary walutowej obserwowana była w grudniu 2013 oraz na przełomie lat 1996 i 1997.

Dolar był dziś również najwyżej w historii względem indyjskiej rupii. Kurs EUR/USD, który w piątek spadł przez chwilę poniżej poziomu 1,01, ale później drobił straty, dziś rano spadał o 0,48 proc. (1,0128).

Złoty lekko się osłabiał (EUR/PLN +0,17 proc., USD/PLN +0,66 proc.).

Bitcoin taniał dziś rano względem USA o 2,79 proc., ale utrzymywał się powyżej poziomu 20000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Deweloperzy mocno wcisnęli inwestycyjny hamulec

Publikowane przez GUS informacje na temat ogólnopolskiej aktywności deweloperów wskazują, że w skali kraju inwestorzy postanowili ograniczyć liczbę rozpoczynanych lokali i domów. Dzięki danym z największej w Polsce bazy ofert nowych mieszkań oraz systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl, można natomiast sprawdzić, jak deweloperska aktywność wyglądała w sześciu największych miastach kraju. Dostępne dane z II kw. 2022 r. potwierdzają, że wielu inwestorów wcisnęło hamulec.

Poniższy wykres, przygotowany przez ekspertów portalu RynekPierwotny.pl informuje, jak wyglądały kwartalne zmiany liczby mieszkań wprowadzanych przez deweloperów na rynki pierwotne z sześciu największych miast (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Łódź, Poznań). Perspektywa kwartalna wydaje się najlepsza, gdyż eliminuje wpływ losowych czynników z pojedynczych miesięcy.Wyk. 1 - Mieszkania wprowadzone w 6M

Spadek aktywności deweloperów z minionego kwartału był zatem bardzo wyraźny. Tak można bowiem określić ujemną zmianę liczby nowych ofert na poziomie (-19%).

Uwagę zwraca fakt, że nie we wszystkich miastach II kw. 2022 r. był okresem z wyjątkowo małą liczbą mieszkań wprowadzonych na rynek. Zastanawiająco wygląda przykład Wrocławia, gdzie deweloperzy najwyraźniej postanowili nieco zrekompensować bardzo niski wynik z początku bieżącego roku.Wyk. 2 Mieszkania wprowadzone w 6M - sumarycznie

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Szalony tydzień na rynku

Wydawać by się mogło, że po zamieszaniu wywołanym agresją rosyjską na Ukrainę na rynkach będzie się raczej uspokajać. Jak się okazuje nic bardziej mylnego.

Kapitał ucieka z Europy

Jeszcze niedawno wydawało się, że głównym problemem świata wychodzącego z problemów pandemii będzie walka z inflacją potęgowaną agresją Rosji i rosnącymi cenami paliw. Założenie to nie było bezpodstawne, biorąc pod uwagę zalanie gospodarek tanim pieniądzem, czy to przez rekordowo niskie w wielu krajach kredyty, czy też przez transfery pieniędzy bezpośrednio do obywateli. Prognoza ta okazuje się coraz bardziej błędna. Z jednej strony dane o zachorowaniach pokazują, że pandemia nie odpuszcza. Z drugiej strony gwałtownie rosnące stopy procentowe powodują ryzyko wywołania recesji. Od kiedy ta narracja trafiła na poważnie na rynki, rozpoczęło się sporo ciekawych procesów. Najważniejszym z nich jest przenoszenie kapitału z państw, które słabo sobie radziły w ostatnim kryzysie. W rezultacie pieniądze uciekają ze strefy euro, a płyną głównie za ocean, gdzie recesja może być mniejsza. To właśnie dlatego dolar kosztuje już niemal tyle samo co euro.

Dramat złotego

Kapitał, uciekając ze strefy euro, jest również zasysany z gospodarek rozwijających się, silnie powiązanych z państwami strefy. Mowa tutaj nie tylko o złotym, ale chociażby jeszcze o forincie. Węgrzy z reguły mają poważne problemy, aczkolwiek tamtejsza władza na nie silnie zapracowała. Wybory parlamentarne realnie kupione gigantycznymi wydatkami budżetu oraz mało subtelne wsparcie Rosji po jej ataku na Ukrainę to działania, które mogły spowodować odwrócenie się inwestorów. Żeby lepiej sobie zdać sprawę ze skali problemu, warto spojrzeć na liczby. Od wtorkowego minimum euro podskoczyło o 12 groszy do 4,80 zł, dolar podrożał imponujące 25 groszy do 4,75 zł, a frank 17 groszy do 4,86 zł. Co oznacza, że frank jest droższy od euro. W tym samym czasie funt brytyjski podrożał 25 groszy i to pomimo rozpadu w tym czasie rządu Borisa Johnsona.

Dramat kredytobiorców

Złośliwi komentatorzy przypominają wypowiedzi prominentnych polityków, którzy podczas protestów kredytobiorców frankowych obiecywali im, że będą mieć równie dobrze, jak złotówkowi. Jesteśmy właśnie w sytuacji, gdzie wolelibyśmy, by politycy nie spełniali swoich obietnic. Obu grupom chodziło bowiem o to, by mieć lepiej, a nagle obie mają źle i nie wiadomo, która będzie mieć gorzej w przyszłości. Na razie co prawda w tym absurdalnym wyścigu prowadzą kredytobiorcy złotowi, którzy otrzymali właśnie od RPP kolejną podwyżkę stóp procentowych w tym tygodniu, już 10. z rzędu. W rezultacie w ciągu roku raty nowych kredytów złotowych będą dwukrotnie większe. Nieciekawie wygląda także sytuacja frankowiczów. Szwajcarski Narodowy Bank rozpoczął podwyżki stóp i wygląda na to, że szybko nie skończy. Rosnąć więc będzie stopa procentowa, na której oparty jest kredyt. Dokładając do tego drożejącego franka, mamy większe raty i droższą walutę. Najgorsze jest to, że w obydwóch walutach to najprawdopodobniej jeszcze nie koniec.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat.

Skromniej i mniej. Polacy coraz bardziej obawiają się o swoje finanse

67% badanych Polaków spodziewa się wzrostu wydatków swoich gospodarstw domowych w najbliższych miesiącach. 47% obawia się co przyniesie przyszłość.

57% badanych Polaków wskazała, że obecna sytuacja gospodarcza już wpłynęła negatywnie na ich oszczędności, 67% respondentów spodziewa się wzrostu wydatków swoich gospodarstw domowych w najbliższych miesiącach, a ¼ Polaków obawia się o pracę swoją i swoich bliskich. Ponadto niemal połowa Polaków (47%) obawia się tego, co przyniesie przyszłość. Tym samym konsumenci zwracają coraz większą uwagę na ceny, znaczenie ekologiczności produktów jest dla nich dziś mniej istotne niż wcześniej oraz wzrasta znaczenie promocji – wynika z raportu “Skromniej i mniej, czyli życie polskiego konsumenta” opracowanego przez Strategy& Polska.

67% Polaków spodziewa się wzrostu wydatków w najbliższych miesiącach. W porównaniu do wskazań z 2020 roku (pierwszy rok COVID-19) widzimy znaczącą zmianę w przewidywaniach konsumentów, przy czym w 2022 r. nastroje w tym zakresie nie różnią się ze względu na miejsce zamieszkania (wieś/miasto). Istotnie częściej większe wydatki przewiduje grupa wiekowa 65+ – aż 80% wskazań. Aktualna sytuacja gospodarcza ma bardzo duży wpływ na strukturę wydatków gospodarstw domowych.

“Presja inflacyjna narasta a intensywność dalszej walki z wysokimi cenami przy pomocy standardowych narzędzi, jakimi dysponuje bank centralny może jedynie się zwiększać. Metody te – głównie podwyżki stóp procentowych – mają zniechęcić konsumentów do zwiększania skali zakupów i skłonić do oszczędzania, tym samym ograniczając podaż pieniądza na rynku. Perspektywa? Popyt zostanie ograniczony, kredytobiorcy boleśnie odczują wysokość stóp procentowych w swoich ratach, a firmy wyhamują procesy inwestycyjne. Już teraz sytuacja makro zmusza konsumentów do racjonalizacji wydatków i ograniczenia zakupów. Widać też wyraźne symptomy “downtradingu”, czyli wybierania przez konsumentów tańszych “zamienników” preferowanych wcześniej produktów. I jak wskazuje nasze badanie, ciężko w najbliższych miesiącach oczekiwać odwrócenia tych trendów. Taka sytuacja i takie nastroje konsumentów sprawiają, że firmy muszą krytycznie spojrzeć na swoją działalność. Optymalizacja kosztów, uelastycznienie łańcuchów dostaw, znalezienie “planów B” w ramach struktury dostawców, rozważenie opcji nearshoringowych, wykorzystanie danych w celu lepszego zrozumienia i dotarcia do konsumenta oraz przemyślane zabiegi cenowe i promocyjne stają się absolutnymi priorytetami na strategicznych agendach zarządów” – mówi Krzysztof Badowski, partner zarządzający Strategy& Polska.

Przede wszystkim wzrosły wydatki na artykuły spożywcze (78%), produkty i usługi zdrowotne i pielęgnacyjne (59%) oraz odzież i obuwie (50%), czyli na dobra tzw. pierwszej potrzeby, na których wprowadzenie oszczędności jest trudne. Natomiast spadki wydatków, wynikające z ograniczenia konsumpcji, widać w przede wszystkim w kategoriach związanych ze stylem życia – restauracje (25%), produkty i usługi sportowe (20%) oraz rozrywka i media (17%). Najwyższy wzrost wydatków na żywność deklarują mieszkańcy miast do 500 tys. mieszkańców (85%) oraz osoby starsze 65+ (84%). Sytuacja i niepewność związana z epidemią COVID-19 wpłynęła negatywnie na oszczędności 42% Polaków, natomiast w 2022 sytuacja gospodarcza sprawiła, że oszczędności aż 57% polskiego społeczeństwa mają się gorzej niż w latach poprzednich. Zwiększenie oszczędności (24%) oraz utrzymanie ich na tym samym poziomie (31%) widać przede wszystkim w grupie wiekowej 25-34 lata. Zmniejszenie wielkości oszczędności najmniej dotyka mieszkańców miast powyżej 500 tys. mieszkańców (16%).

“Polscy konsumenci deklarują w naszym badaniu, że aktualna sytuacja gospodarcza sprawia, że ceny produktów i usług są dla nich istotne. Grupa, dla której ceny są istotniejsze niż wcześniej to aż 61% badanych – nawet w trakcie pandemii w 2020 roku było to 43% wskazań. Również wybierając konkretne produkty Polacy przede wszystkim zwracają uwagę na cenę – jest to kluczowy czynnik dla 73% społeczeństwa. Wzrosło znaczenie promocji jako czynnika na podstawie, którego dokonuje się wyborów, a spadło znaczenie jakości produktu – z 80% w 2020 roku do 62% w 2022 roku. Dodatkowo Polacy przestali zwracać uwagę na ekologiczność wybieranych produktów. To według mnie główne wnioski z naszego sondażu dla firm handlowych. Wyzwaniem dla sieci handlowych będzie z jednej strony obrona marżowości, a z drugiej próba wpływu na stan lojalności klientów w sposób, który zmniejsza ich wrażliwość cenową” – mówi Maciej Kroenke, partner Strategy& Polska i lider zespołu Revenue Management w Europie Środkowo-Wschodniej.

Obecna sytuacja gospodarcza już wpłynęła negatywnie na oszczędności 57% Polaków, jednocześnie więcej kobiet niż mężczyzn nie może sobie pozwolić na oszczędzanie (⅓ kobiet względem ¼ populacji mężczyzn.), a o pracę swoją i swoich bliskich obawiają się przede wszystkim osoby posiadające dzieci na utrzymaniu. Z badania wynika, że najgorsze perspektywy dla swoich budżetów widzą osoby starsze, zaś największy wzrost wydatków nastąpił w kategorii artykułów spożywczych, zdrowotnych, pielęgnacyjnych oraz odzieży i obuwia Polacy aż o 1/4 zmniejszyli swoje wydatki na restauracje oraz bywają w nich o 63% rzadziej, ale częstotliwość zakupów Polaków zmniejszyła się we wszystkich badanych kategoriach. Zwiększona uwaga przykładana do cen jest bardzo demokratyczna – dotyczy Polaków niezależnie od wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania czy poziomu dochodów. Widoczne jest istotne zmniejszenie częstotliwości dokonywania zakupów we wszystkich kategoriach zakupowych. Nawet w porównaniu do niepewnego czasu pandemicznego obecne zachowania konsumentów wskazują na ograniczenie konsumpcji.

“Z niepokojem w przyszłość patrzy niemal połowa Polaków, w szczególności dotyczy to poczucia bezpieczeństwa finansowego. Znacząco wyższy poziom obaw prezentują kobiety, których sytuacja zawodowo-finansowa, już wcześniej, przez epidemię COVID i związane z nią obciążenia w postaci nauki zdalnej i opieki nad osobami chorymi, była gorsza niż sytuacja męskiej części populacji. Sytuacja gospodarcza już w tej chwili sprawia, że aż 57% polskiego społeczeństwa ocenia stan swoich oszczędności gorzej w porównaniu do lat poprzednich. Polacy wprost już komunikują, że ich styl życia stanie się skromniejszy” – dodaje Izabela Wisłocka, wicedyrektor i ekspert ds. transformacji cyfrowej w PwC Polska.

Kluczowe mogą okazać się dziś dla firm dalsze oszczędności kosztowe, większa elastyczność łańcuchów dostaw i znalezienie “planu B” i nowych opcji nearshoringowych. Przez ostatnie lata wiele przedsiębiorstw w Polsce znajdowało się na stałej, dynamicznej trajektorii wzrostowej. W takiej sytuacji poziom atencji przykładanej do strony kosztowej był dużo niższy, ponieważ wszystkie siły skierowane były na rozwój i wzrost. Nagle firmy znalazły się w sytuacji, gdzie praktycznie wszystkie pozycje kosztowe zaczęły drastycznie rosnąć. Koszty pracy, energia, paliwa, surowce. COVID i wojna w Ukrainie miały do tego dużą kontrybucję, choć nie są jedynymi czynnikami, które przyczyniają się do silnych presji inflacyjnych. Na przestrzeni ostatnich 36 miesięcy widać wyraźną zmianę priorytetów w kierunku doskonałości operacyjnej. Ta transformacja jedynie przyspieszy.

Jak zmienić formę opodatkowania z ryczałtu na skalę podatkową w połowie roku 2022?

Zgodnie ze zmianami Polskiego Ładu, które weszły w życie 1 lipca 2022 roku, przedsiębiorcy mogą ponownie zmienić formę opodatkowania. Osoby, które w 2022 roku rozliczają się na ryczałcie i podatku liniowym, będą mogły przejść na skalę podatkową po jego zakończeniu. Ryczałtowcy mają taką możliwość dodatkowo w połowie bieżącego roku.

Kiedy i jak zmienić formę opodatkowania?

Wedle nowych przepisów ryczałtowcy, którzy będą chcieli zmienić formę opodatkowania, w połowie roku mogą przejść wyłącznie na skalę podatkową. Pierwszą połowę roku rozliczą wtedy na zasadzie podatku zryczałtowanego, a drugą – na skali podatkowej.

Zmiany można będzie dokonać za pośrednictwem CEIDG. Należy to zrobić do 22 sierpnia 2022 roku. Po dokonaniu modyfikacji pierwszym miesiącem rozliczanym na skali podatkowej będzie lipiec. Oznacza to, że od 1 lipca podatnicy muszą ewidencjonować zdarzenia gospodarcze w podatkowej księdze przychodów i rozchodów.

Co z ZUS w przypadku zmiany formy opodatkowania?

W przypadku przedsiębiorcy, który zmienia formę opodatkowania w połowie roku i do końca czerwca rozlicza się na ryczałcie, składki ZUS za czerwiec powinny zostać opłacone jeszcze według zasad obowiązujących ryczałtowców. Wyliczenie składki zdrowotnej będzie więc zależeć od tego, w jakim progu mieści się osiągnięty przychód.

Po zmianie na skalę podatkową, składka opłacana w lipcu będzie rozliczana już na zasadach ogólnych. Na skali składka ubezpieczeniowa jest wyliczana od osiągniętego dochodu. Przedsiębiorca, który w czerwcu był na ryczałcie, nie będzie jednak w stanie określić swojego dochodu za ten miesiąc. Podstawą do wyliczenia składki będzie dla niego wysokość płacy minimalnej, czyli 3010 zł. W sierpniu przedsiębiorca opłaci składkę ZUS za lipiec w wysokości 270,90 zł. W kolejnych miesiącach zapłaci już składki naliczane od rzeczywistej wartości osiąganego dochodu. We wrześniu podstawą do wyliczenia składki będzie faktyczny dochód za sierpień.

Deklaracja ZUS DRA dla ryczałtowca przy zmianie formy opodatkowania

Przedsiębiorca będzie miał obowiązek wykazać, że w połowie roku zmienił formę opodatkowania przy rozliczeniu składek ubezpieczeniowych za kwiecień 2023 roku. Będzie mógł to zrobić w deklaracji ZUS DRA. Według zapowiedzi ustawodawca udostępni specjalną część informacyjną w rozliczeniu, gdzie będzie można wykazać zmianę formy opodatkowania oraz podstawy i składki, które zostały zastosowane przy wyliczaniu ZUS w 2022 roku. Przedsiębiorca będzie miał obowiązek złożenia takiej deklaracji do 20 maja 2023 roku. W związku z tym nie ma konieczności składania żadnych korekt w trakcie roku 2022.

Niedopłata składki zdrowotnej również będzie musiała zostać uregulowana do 20 maja 2023 roku. W przypadku nadpłaty przedsiębiorca będzie miał możliwość wystąpienia z wnioskiem o zwrot.

Skala podatkowa od 1 lipca

Wedle nowych przepisów ryczałtowiec, który zmieni formę opodatkowania w połowie roku, w dalszym ciągu będzie miał dostępną pełną skalę podatkową. Oznacza to, że mimo iż rozlicza się na zasadach ogólnych tylko przez drugą połowę 2022 roku, będzie mógł skorzystać z pełnej kwoty wolnej od podatku w wysokości 30 tys. zł. Przedsiębiorca ma więc szansę zaoszczędzić 3 600 zł. Ponadto przejdzie w drugi próg podatkowy już na nowych zasadach, czyli wtedy, gdy osiągnie dochód w wysokości 120 tys. zł.

Rozliczenie roczne za 2022 przy zmianie formy opodatkowania

Ci, którzy zmienią ryczałt na skalę podatkową i w 2022 roku będą się rozliczać w ramach dwóch różnych form opodatkowania, będą zobowiązani złożyć za ten rok dwa zeznania PIT. Za ryczałt w pierwszej połowie roku trzeba będzie złożyć PIT-28. W związku ze skalą podatkową w drugiej połowie roku – PIT-36. Obie deklaracje powinny zostać złożone do 2 maja 2023 roku.

Preferencyjne zasady rozliczenia rocznego za 2022 rok

Podatnicy, którzy zmienią ryczałt od połowy roku na skalę nie będą mogli skorzystać z preferencyjnych warunków przy rozliczeniu rocznym. Nie będzie ich dotyczyć wspólne rozliczenie roczne z małżonkiem czy rozliczenie jako osoba samotnie wychowująca dziecko. W związku z tym warto zastanowić się, czy przejście na skalę podatkową nie będzie korzystniejsze jednak za cały 2022 rok. Dla niektórych przedsiębiorców warte rozważenia może być z kolei całkowite pozostanie na ryczałcie.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Dolar wciąż silny

Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o zaledwie 0,5%. W rezultacie oglądamy kolejne słabe dni złotego i ataki na poziom 4,80 zł. W tle nadal trwają spekulacje na temat nadchodzącej recesji.

Stopy procentowe o 0,5% w górę

Wczorajsza podwyżka stóp procentowych znalazła się w dolnym zakresie oczekiwań analityków. Biorąc pod uwagę 1,7% wzrostu inflacji w ciągu miesiąca, podnoszenie stóp o 0,5% brzmi bardziej jak pudrowanie niż realne przeciwdziałanie. Obecnie Rada jest w bardzo nieciekawej sytuacji. Z jednej strony wie dobrze, co należy robić, z drugiej niezależność obecnego, czy poprzedniego jej składu jest częstym tematem żartów analityków. To właśnie naciski polityczne powodują, że wzrosty zaczęły się później, a teraz nie są aż tak silne. W efekcie Polska wygra z inflacją najprawdopodobniej w słabym stylu. Rozpędzająca się inflacja wraz z rosnącymi stopami procentowymi w końcu wywołają recesję. Nie jest to wesoła wizja, ale spadek tempa wzrostu powinien również ograniczyć wzrost cen.

Dolar kontynuuje umocnienie

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy znów lekko wypadły wyżej niż oczekiwania. Mowa o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. 235 tysięcy w tygodniu to nie jest żaden dramat, jest to taki po prostu regularny poziom, przynajmniej biorąc pod uwagę stabilizację rynku pracy sprzed pandemii. Miał być wczoraj publikowany również raport ADP, ten jednak został niedługo przed publikacją odwołany. Powodem jest zmiana metodologii, która powoduje, że również w sierpniu nie zobaczymy tych danych o nowych miejscach pracy. Ostatnimi czasy raporty ADP rozmijały się mocno z realnymi danymi, stąd dokalibrowanie go wydaje się bardzo rozsądnym posunięciem. Pomimo realnie słabszych danych z rynku pracy dolar kontynuował umacnianie się, po raz kolejny będąc najdroższym od dwóch dekad.

Karuzela na ropie

W tym tygodniu baryłka londyńskiej ropy zarówno ocierała się o 115 dolarów, jak i spadała poniżej 100. Obecnie stabilizuje się w okolicach 105. Nazwanie tego jednak stabilizacją, patrząc na zmienność, jest olbrzymim ryzykiem. Na rynku mamy dwie silne przeciwstawne siły. Z jednej strony ograniczenie podaży ropy wynikające z odcięcia Rosjan od rynków. Z drugiej strony zapowiedzi potężnej światowej recesji. W rezultacie na rynku będzie wszystkiego mniej. Zarówno surowca, jak i zapotrzebowania na niego. Efekt odcięcia Rosji był już w cenach, teraz coraz silniej uwzględniana jest potencjalna recesja. Z drugiej strony, jeżeli koniunktura się poprawi, możemy spodziewać się ponownego wzrostu cen ropy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Łukasz Bernacki nowym wiceprezesem VRG

Rada Nadzorcza VRG S.A. zdecydowała o powołaniu Łukasza Bernackiego na funkcję Wiceprezesa Zarządu Grupy ds. segmentu jubilerskiego. Nowy Wiceprezes to osoba z wieloletnim doświadczeniem w branży, od lat związany jest z grupą VRG S.A. Przez ostatnie 2 lata pełnił funkcję prezesa W.KRUK. Obecnie będzie ją łączył z zasiadaniem w Zarządzie Grupy, nadzorując działalność segmentu jubilerskiego. Łukasz Bernacki objął stanowisko z dniem 7 lipca 2022 r.

– Cieszę się, że do zarządu VRG został powołany kolejny doświadczony menedżer, który w dodatku od wielu lat pełnił różne funkcje zarządcze wewnątrz Grupy. Przez ostatnie dwa lata Łukasz Bernacki jako prezes W.KRUK udowodnił, że potrafi skutecznie rozwijać biznes i budować wartość dla akcjonariuszy. Jako Rada jesteśmy przekonani, że tym samym zapewniliśmy spółce VRG S.A. docelowy Zarząd, który będzie skutecznie budował przyszłą siłę Grupy – skomentował decyzję Mateusz Kolański, Przewodniczący Rady Nadzorczej VRG.

Model biznesowy VRG oparty jest na dwóch segmentach: odzieżowym (w skład którego wchodzą marki Vistula, Bytom, Wólczanka oraz Deni Cler) i jubilerskim (W.KRUK). W ostatnich latach część jubilerska Grupy charakteryzowała się odpornością na trudne warunki rynkowe i dynamicznym rozwojem. W pierwszym kwartale 2022 roku przychody tego segmentu wyniosły 128,4 mln zł (wzrost o 49,3 proc. r/r), po raz pierwszy odpowiadając za ponad połowę przychodów całej Grupy.

– Po wczorajszej decyzji Rady Nadzorczej zarząd składa się oprócz prezesa z wiceprezesów odpowiedzialnych za poszczególne dywizje biznesowe oraz doświadczonego CFO. Jestem pewien, że w tym przejrzystym funkcjonalnie składzie będziemy mogli efektywnie zarządzać działalnością operacyjną, wypracowywać inicjatywy strategiczne skutecznie rozwijając oba segmenty, a jednocześnie optymalnie kształtować współpracę między nimi. W pandemii przekonaliśmy się dobitnie, jak ważny dla naszej stabilności jest silny segment jubilerski reprezentowany przez W.KRUK. Marka pod kierownictwem Łukasza Bernackiego udowodniła, że jest w stanie skutecznie budować sprzedaż i bić rekordy przychodów mimo ekstremalnie trudnego otoczenia – mówi Janusz Płocica, Prezes Zarządu VRG.

Łukasz Bernacki w roli wiceprezesa zarządu będzie odpowiedzialny za segment jubilerski Grupy. Od lipca 2020 roku pełni także funkcję prezesa W.KRUK. W latach 2015-2020 był wiceprezesem i dyrektorem finansowym W.KRUK. W latach 2009-2015 pełnił funkcję wiceprezesa zarządu i dyrektora finansowego, a następnie prezesa Deni Cler. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie na specjalności rachunkowość.

Obok Janusza Płocicy i Łukasza Bernackiego w zarządzie VRG pracują Wiceprezeska Marta Fryzowska (która zarządza segmentem odzieżowym) raz Wiceprezes Michał Zimnicki (pełniący funkcję CFO).

Kurs dolara do złotego najwyżej w historii. Bitcoin najwyżej od 3 tygodni

10-ta z rzędu podwyżka stopy referencyjnej RPP o 50 bp do 6,5 proc. nie przestraszyła wczoraj polskiego rynku akcji. Wczorajszy 3,26 proc. wzrost WIG-u 20 był najsilniejszy od 13 maja. Również o ponad 3 proc. zwyżkowały na czwartkowej sesji WIG, mWIG-40 i sWIG-80. Wzrosły wczoraj również wszystkie indeksy sektorowe GPW. Zdecydowanie najsilniej wśród nich zwyżkował WIG-Górnictwo (+10,48 proc.), co oczywiście było głównie zasługą prawie 11 proc. skoku w górę ceny akcji KGHM, który odbił się z prawie 2-letniego minimum osiągniętego w środę. O 8,33 proc. skorygowały wczoraj w górę swój ostatni spadek ceny akcji JSW.

Ponad 4 proc. zwyżkowały wczoraj również WIG-Energetyka, WIG-Gry, WIG-Leki, WIG-Chemia i WIG-Media. Najsłabsze były WIG-Banki (+2 proc.) i WIG-Nieruchomości (+2,09 proc.).

O ponad 1/3 w górę skoczyły wczoraj ceny akcji Ryvu Therapeutics po podaniu informacji o podpisaniu przez spółkę potencjalnie wartej 400 mln dolarów licencyjnej umowy z amerykańską spółką Exelixis, której celem jest opracowanie nowatorskich terapii celowanych wykorzystujących opracowaną przez Ryvu technologię STING. Śladami ceny akcji Ryvu Therapeutics podążały wczoraj również innych notowanych na GPW firm biofarmaceutycznych takich jak Captor Therapeutics (+16,82 proc.) czy Molecure (+11,33 proc.).

W piątek rano WIG-20 lekko korygował ten środowy skok w górę (ok. 10:15 -0,28 proc.). Wśród indeksów sektorowych najsilniej w piątkowy poranek zwyżkował WIG-Leki (+3,87 proc. ok. 10:20, akcje Mabionu drożały o ponad 8 proc.). W ten sposób WIG-Leki stał się najsilniejszym indeksem sektorowym GPW w okresie minionego miesiąca (+7,14 proc.).

Wzrosły w czwartek również ceny akcji w Europie i USA, a dziś rano zwyżki przeważały również na giełdach Azji i Oceanii. W Europie brak było jakiejś zdecydowanej tendencji (DAX -0,05 proc., CAC 40 –0,02 proc.).

Rentowność amerykańskich 2-letnich obligacji skarbowych nadal była nieco wyższa niż rentowność tamtejszych 10-latek („inwersja” krzywej rentowności).
Ceny ropy pozostawały na poziomie nieco wyższym niż 100 USD za baryłkę. (-0,4—0,6 proc.).

Nowe rekordy siły pokazywał amerykański dolar. Kurs EUR/USD doszedł do poziomu 1,01. Kurs USD/PLN osiągnął najwyższy poziom w historii (4,756).

Kurs Bitcoina do USD osiągnął dziś najwyższy poziom od 3 tygodni (21740 USD).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

InPost przeprowadza rebranding marki Mondial Relay wprowadzając swoją markę InPost na rynek hiszpański i portugalski

InPost – lider wśród platform dostaw dla e-commerce w Europie – przeprowadza rebranding marki Mondial Relay wprowadzając swoją markę InPost na rynek hiszpański i portugalski oraz  komunikuje nowy wizerunek marki Mondial Relay we Francji i w krajach Beneluxu. Zmiana jest kontynuacją realizowanej przez spółkę strategii udostępniania nowoczesnych i ekologicznych rozwiązań logistycznych dla klientów e-commerce w dostawach ostatniej mili. Jest to także strategiczny krok w rozwoju Grupy na rynkach europejskich oraz rozszerzenie oferty o usługi, które poprzez innowacyjne rozwiązania i technologię zrewolucjonizowały rynek dostaw w Polsce.

„Proces integracji Grupy InPost zakłada systematyczną implementację najbardziej innowacyjnych rozwiązań na kolejnych rynkach. Dotyczy to także marki InPost, która jest synonimem jakości świadczonych usług, a która z sukcesem rozwijana jest w Polsce, Wielkiej Brytani i Włoszech. Z początkiem lipca zostanie wprowadzona także na rynek hiszpański i portugalski.  We Francji, Belgii i Holandii Grupa InPost będzie rozwijana pod marką Mondial Reley, której wizerunek został unowocześniony, a marka jest znana z optymistycznego i bardzo konsumenckiego podejścia do użytkowników. Jest to zgodne
ze strategią Grupy InPost, która jest konsekwentnie wdrażana na wszystkich rynkach”
mówi Rafał Brzoska, założyciel i Prezes InPostu.

Efekt paczkomatowego motyla

Kiedy InPost przejął w lipcu 2021 Mondial Relay (Francja: 12 000 PUDO), rynkowego lidera dostaw out of home (OOH) oraz alternatywnych punktów dostaw (PUDO – Pick-Up and Drop-Off), stał się największą platformą dostaw dla e–commerce w Europie. Wprowadzenie marki InPost w Hiszpanii i Portugalii oraz odświeżenie marki Mondial Relay zakłada wdrożenie szeregu rozwiązań prokonsumenckich, rozwój sieci punktów odbioru przesyłek a przede wszystkim przyspieszenie rozbudowy sieci innowacyjnych automatów paczkowych istniejących w Polsce pod nazwą Paczkomat® InPost na wszystkich rynkach, zarówno pod marką InPost, jak i Mondial Relay.

Transfer know – how do Francji i Hiszpanii

We Francji Mondial Relay zatrudnia 1300 pracowników, posiada 4 huby oraz
26 agencji regionalnych. Tylko w 2021 roku firma dostarczyła ponad
140 milionów paczek.

Dzięki transferowi know–how InPost, Mondial Relay istotnie rozszerza swoją ofertę o sieć Paczkomatów stawiając w lipcu tego roku 1000 Paczkomat we Francji. Tym samym coraz większa grupa klientów Mondial Relay może korzystać z wygodnej i ekologicznej formy odbiorów i nadań przesyłek.

Tylko w trzy miesiące fiskus wykrył ponad 40 tys. „lewych” faktur na 2,5 mld zł

  • W Internecie wciąż kwitnie handel „kosztami”. W praktyce wykrywa się ich więcej, ale na niższe kwoty
  • W I kw. br. urzędnicy wykryli ponad 40 tys. fikcyjnych faktur na ponad 2,5 mld złotych

Według danych Ministerstwa Finansów, w I kwartale br. liczba wykrytych fikcyjnych faktur wzrosła o 4,2% w porównaniu z ub.r. Z kolei kwota netto wynikająca z nich była mniejsza rdr. o prawie 19%. Natomiast dzięki monitoringowi Internetu, wiemy, że problem handlu kosztami cały czas utrzymuje się na podobnym poziomie. Przestępcy bez skrępowania ogłaszają się w sieci ze swoimi usługami. Jednak eksperci prognozują, że wykrywalność w tej kwestii będzie się zwiększać. Jednocześnie zwracają uwagę na to, że dzisiaj także istotnym problemem jest podważanie przez urzędników faktycznych transakcji, co również może być ujmowane w statystykach. A to z kolei może finalnie prowadzić do błędnych wniosków w tej materii.

Więcej „lewych” faktur

Jak wynika z danych resortu, w I kwartale br. w toku kontroli prowadzonych przez urzędy celno-skarbowe i skarbowe zostało wykrytych 40 240 fikcyjnych faktur. To więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ujawniono ich 38 617. Jak podkreśla doradca podatkowy Ewa Flor, ten wzrost rdr. nie powinien być zaskakujący, a raczej niepokojący. Zdaniem eksperta, wpływ na to mogła mieć pośrednio pandemia. Nieuczciwi podatnicy mogli wyjść z założenia, że organy państwowe będą kierować większe środki w celu zabezpieczenia zdrowia, a nie kierunkować działania i fundusze na kontrolę podmiotów wystawiających puste faktury.

– W 2021 roku spora część społeczeństwa była objęta izolacjami domowymi lub kwarantannami. Dotyczyło to również urzędników skarbowych, co mogło przełożyć się na wydajność ich pracy. Dodatkowo, mam wrażenie, że niektóre urzędy doszukują się fałszywych faktur nawet tam, gdzie miała miejsce realna sprzedaż. Można zatem zastanawiać się, czy to nie ma związku ze wzmożonym poszukiwaniem środków do budżetu państwa – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Z kolei Mariusz Rutke, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie, zaznacza, że 40 tys. fikcyjnych faktur kwartalnie to duża liczba, gdyż w skali roku może to dać nawet 200 tys. takich dokumentów. Natomiast faktycznie może być ich o wiele więcej. Według eksperta, dzięki JPK_VAT łatwo wykrywalne są transakcje z nieistniejącymi lub niezarejestrowanymi podmiotami. Jeżeli jednak wystawcy fikcyjnych faktur są zarejestrowani, wtedy ich wykrycie jest już znacznie trudniejsze.

– Często w ocenie urzędników za fikcyjne faktury uznaje się również te, które dokumentują rzeczywiste zdarzenie gospodarcze. Mamy z tym do czynienia zwłaszcza w przypadku usług niematerialnych i pośrednictwa handlowego. One są trudne do udokumentowania w sposób dostatecznie udowadniający ich rzeczywisty przebieg – zaznacza Natalia Stoch-Mika.

Miliardy w grze

Z danych resortu wiemy też, że w I kw. kwota netto wynikająca z wykrytych fikcyjnych faktur wyniosła 2,46 mld zł. W analogicznym okresie ubiegłego roku było to na poziomie 3,03 mld zł. Jak podkreśla Ewa Flor, z tych danych zatem wynika, że wykryto więcej fikcyjnych faktur, choć na niższe kwoty. Ekspert dodaje też, że podmioty, które stosują proceder pustych faktur, wolą pozostać w cieniu. Dokument wystawiony na sporą kwotę rzuca się bardziej w oczy niż np. 100 faktur podzielonych na mniejsze płatności w dłuższym przedziale czasu.

– Zmniejszenie łącznej kwoty netto wynikającej z faktur nie jest zaskoczeniem, gdyż wprowadzane są kolejne rozwiązania, które mają utrudnić dokonywanie wyłudzeń. Poza JPK, do takich zaliczyć należy wprowadzenie mechanizmu podzielonej płatności czy białej listy podatników VAT. Ponadto wkrótce będzie wprowadzony obligatoryjny KSeF. Średnia kwota fikcyjnej faktury ulega zmniejszeniu, co może świadczyć o próbie ograniczania ryzyka związanego z wykryciem nieuczciwej działalności – mówi ekspert z WSB w Chorzowie.

Z kolei doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika ma nadzieję, że spadek wykrytych kwot w fikcyjnych fakturach wynika ze zmniejszenia się zainteresowania tym procederem oszustów podatkowych. Ale urzędy coraz częściej kwestionują rzetelność faktury, jeżeli podatnik nie ma do danej usługi dodatkowych dokumentów. I większość przedsiębiorców jest nieświadoma tego, że dokonywane przez nich usługi mogą zostać podważone i uznane za fikcyjne.

– Trudno określić, jaki wpływ na budżet państwa mają tzw. lewe faktury. Nikt nie wie, ile mogą wynieść uszczuplenia w skali roku i ile takich faktur jest faktycznie wystawianych i później wprowadzanych w obrót. W 2020 roku kwota ujawnionych pustych faktur wyniosła 22 mld zł. Natomiast planowane w ustawie budżetowej dochody miały wynieść 420 mld zł – dodaje Ewa Flor.

Patologia w sieci

Jak wynika z raportu firmy SentiOne, monitorującej opinie internautów, w pierwszych czterech miesiącach br. największą liczbę wzmianek dot. sprzedaży kosztów opublikowano od 31 stycznia do 7 lutego. W analogicznym okresie 2021 roku najwięcej było ich od 29 marca do 5 kwietnia. Z kolei w przypadku zakupu kosztów największa liczba tego typu haseł w sieci w tym roku pojawiła się od 25 kwietnia do 2 maja, a w ubiegłym roku – od 8 do 15 marca. Ponadto znamy najpopularniejsze źródła ww. wzmianek. W tym roku dla „sprzedam koszty” były to fora internetowe (35,8%) i portale (32%), a dla „kupię koszty” – portale (27,4%) i Facebook (25,8%).

– Z pewnością działania rządu w znacznym stopniu przyczyniają się do uszczelniania systemu i doprowadzają do wielu utrudnień w wystawianiu pustych faktur. Natomiast nie sprawiają, że takie zachowania nie są możliwe. Podmioty dalej będą szukać dziur w systemie podatkowym i możliwości wystawiania pustych faktur. Dodatkowo częste zmiany w prawie podatkowym nie sprzyjają szczelności i jednolitości. Nieuczciwi podatnicy będą rozkładać kwoty netto na wiele faktur w długim okresie, aby jak najdłużej nie stawać się podejrzanymi – mówi doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak prognozuje Mariusz Rutke, wykrywalność fikcyjnych faktur prawdopodobnie będzie się zwiększać. Przyczyni się do tego doskonalenie systemów związanych z typowaniem branż, podmiotów i transakcji do kontroli. Ponadto znoszenie obostrzeń pandemicznych nie paraliżuje już działań kontrolnych. Zdaniem eksperta z WSB, nie bez znaczenia jest również możliwość wprowadzenia obligatoryjnego KSeF, który scentralizuje obrót fakturami.

– O tym, czy KSeF będzie narzędziem do podważania wszystkich, nawet uczciwie zrealizowanych transakcji, czy faktycznie pozwoli na wykrycie oszustw, przekonamy się po pierwszych kontrolach i uzasadnieniach decyzji urzędników. Powtórzę, że faktury w statystykach nie zawsze dotyczą oszustów podatkowych. A dopóki urzędy skarbowe będą chciały ścigać każdego podatnika, to – w mojej ocenie – wykrywalność fikcyjnych faktur w statystykach pozostanie na tym samym poziomie – podsumowuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Gdzie uczyć się prowadzenia firmy? Sprawdź podcasty biznesowe online

Spotkanie z mentorem, udział w szkoleniach, czytanie książek czy oglądanie materiałów wideo, wymaga czasu i nierzadko funduszy. Tymczasem mamy do dyspozycji podcasty biznesowe, których można słuchać w każdej wolnej chwili. Idealny sposobem jest usiąść wygodnie w fotelu, zaopatrzyć się w przybory do notowania i uważnie słuchać. Nawet podczas jazdy samochodem, czy podróży służbowych można wykorzystać czas i zdobyć przydatną wiedzę. Przedsiębiorcy mają do dyspozycji audycje związane z podatkami, nowymi przepisami i prawem w biznesie. Ważne tematy, interesujące rozmowy i dzielenie się doświadczeniem – to wszystko sprawia, że podcasty biznesowe cieszą się dużą popularnością.

Wymiana doświadczeń między przedsiębiorcami

Biznes Misja emituje ciekawe i przyjemne w odbiorze podcasty biznesowe, które dają możliwość wymiany doświadczeń między przedsiębiorcami. Właściciele firm dzielą się informacjami, jak sprawie zarządzać finansami, kiedy warto skorzystać z kredytu i jak nie wpaść w czyhające na naiwnych pułapki. Wiedząc więcej, unika się kosztownych błędów, które w przyszłości mogą zaważyć na rozwoju biznesu.

Dla niektórych przedsiębiorców prowadzenie firmy to znaczne obciążenie psychiczne. Jak radzić sobie z presją? Jak zabezpieczyć się np. w razie wypadku i długotrwałej niezdolności do zarządzania firmą? Kanał wprowadził bezpłatne porady doradcy finansowego, który m.in. wskazuje przedsiębiorcom lepsze zabezpieczenia w spłacie kredytów, niż zazwyczaj proponują banki. Audycje z udziałem gości otwartych na dzielenie się doświadczeniami zachęcają do słuchania.

Jak połączyć prowadzenie biznesu z edukacją?

Dobra organizacja, planowanie i ustalenie priorytetów to według trenerów biznesu sposób na efektywną pracę i satysfakcjonujący relaks. Pomiędzy jednym a drugim warto znaleźć czas na edukację, zwłaszcza gdy wiedza jest na wyciągnięcie ręki. Wykorzystując czas, na przykład podczas jazdy samochodem na podcasty biznesowe osiąga się podwójną korzyść. Można w tym czasie wysłuchać, co mają do przekazania o prawie, finansach i zarządzaniu cenieni autorzy właścicielom firm.

Prowadzący podcast „Przygody  przedsiębiorców” zapraszają fantastycznych gości, którzy dzielą się swoją rozległą wiedzą i bogatym doświadczeniem. Jak piszą jego twórcy, to cenne informacje z wielu dziedzin skumulowane w jednym miejscu.

Stomatolog z kredytem – jak się zabezpieczyć w razie kontuzji ręki?

Dzięki podcastom o aktualnych tematach można uniknąć trudnej sytuacji, jak pewien stomatolog, który wziął kredyt na rozwój firmy. Po kilku miesiącach spłacania zdał sobie sprawę z ciężaru odpowiedzialności. W razie wypadku np. złamania palca u ręki nie będzie mógł wykonywać zawodu, a tym samym płacić rat. Ubezpieczenie kredytu zabezpiecza interesy banku, a nie przedsiębiorcy, o czym przekonał się po wysłuchaniu jednej z audycji i przeanalizowaniu własnej umowy kredytu. Szybko zareagował dzięki doświadczeniu innych przedsiębiorców.

Na portalu socialpress.pl zebrano najlepsze – zdaniem autorów polskie podcasty dla przedsiębiorców.