Księgowość spółki z o.o. – Na co zwrócić uwagę?

Prowadzenie księgowości jest obowiązkiem każdej firmy niezależnie od jej statusu prawnego i wielkości. W przypadku spółek z o.o. taka dokumentacja jest nieco bardziej skomplikowana niż w przypadku jednoosobowej działalności. O czym trzeba pamiętać prowadząc księgowość? Poniższy artykuł odpowiada na najczęściej zadawane pytania.

Jak powinna wyglądać księgowość spółki zoo

Spółka z o.o. to forma prowadzenia działalności, która charakteryzuje ograniczoną odpowiedzialnością majątkową członków jej zarządu. To właśnie to cecha jest przyczyną, dla której wielu przedsiębiorców decyduje się na zakładanie spółek z o.o., zapraszając do współpracy zaufanych kolegów po fachu. Niestety taka działalność stwarza również wiele wyzwań dotyczących dopełnienia formalności związanych z działaniem firmy. Spółki tego typu są bowiem zobowiązane do prowadzenia pełnej księgowości, która w rzeczywistości jest najbardziej problematycznym i skomplikowanym sposobem na odnotowywanie wszelkich operacji finansowych, które wykonuje firma. Prawo jest w tym aspekcie naprawdę rygorystyczne, a dokumenty handlowe muszą odnotowywać każdy rodzaj operacji finansowych firmy, w tym przelewy, zakupy, transakcje wewnętrzne oraz wszelkie zmiany w budynkach firmy, które wymagały inwestycji.

Prowadzenie pełnej księgowości obejmuje bieżące prowadzenie następujących ksiąg rachunkowych:

  • dzienników,
  • kont księgi głównej,
  • kont księgi pomocniczej,
  • zestawienia obrotów oraz poszczególnych sald umieszczonych w księdze głównej, a także pomocniczej,
  • wykazów składników pasywów i aktywów.

Łatwo się domyślić, że prowadzenie tego typu ewidencji nie należy do najprostszych, a cały proces dodatkowo utrudniają zmieniające się cyklicznie przepisy. Ich nieznajomość w żadnym stopniu nie zwalnia spółki ze starannego i dokładnego prowadzenia ksiąg. Samodzielne prowadzenie księgowości wymaga więc od zakładu sporego zaangażowania i śledzenia bieżących zmian. Tego typu trudności są powodem, dla których spółki najczęściej decydują się na korzystanie z usług profesjonalistów, którzy całość swojej energii poświęcają księgowości. Zatrudnienie biura rachunkowego gwarantuje zgodne z rozporządzeniami prowadzenie dokumentacji i przeniesienie odpowiedzialności w razie ewentualnych błędów.

Samodzielna księgowa, czy biuro rachunkowe?

Samodzielne prowadzenie księgowości jest najtańszą z możliwych opcji, jednak niesie ze sobą duże ryzyko popełnienia błędów. To zadanie najlepiej jest powierzyć profesjonalistom, którzy cały swój czas poświęcają na studiowanie najnowszych przepisów. Czy warto jednak w tym celu zatrudnić księgową, czy lepszym rozwiązaniem jest biuro rachunkowe? Specjaliści w dziedzinie finansów stanowczo rekomendują to drugie rozwiązanie. Takie opinie spowodowane są głównie sporą ilością problemów, jaka wiąże się z zatrudnieniem pracownika. Trzeba zadbać o jego składki, zapewnić miejsce pracy oraz wyposażać go we wszelkie niezbędne do pracy przedmioty. Kluczowym problemem w przypadku zatrudnienia księgowej jest jednak odpowiedzialność, która nadal ciąży na pracodawcy. Oznacza to, że w razie ewentualnych błędów straty finansowe i kary pokryje spółka.

Z punktu widzenia rzetelnego wykonania i minimalizacji formalności najlepiej jest więc zlecić prowadzenie księgowości firmom zewnętrznym. Biuro rachunkowe nie tylko posiada niezbędne kompetencje, ale również bierze odpowiedzialność za błędne decyzje. To naprawdę duży plus, który chroni przedsiębiorstwo przed stratami finansowymi i pozwala na egzekwowanie odszkodowań za nieprawidłowe prowadzenie dokumentacji. Zewnętrzne biuro jest też zwykle tańsze niż zatrudnienie księgowej oraz nie wymaga nadmiaru formalności.

Koszt prowadzenia księgowości spółki zoo

Cena za prowadzenie księgowości spółki zoo zależy od tego, w jaki sposób firma będzie to robić. Samodzielne rozliczanie jest najtańsze i obejmuje cenę programów księgowych oraz sprzęt potrzebny do pracy i jego konserwację. Zatrudnienie księgowej również wiąże się z kosztami stanowiska oraz oprogramowania, a dodatkowo należy jeszcze doliczyć niemałe koszty miesięcznego wynagrodzenia oraz składek.

Na tym tle dobrze wypadają usługi biura rachunkowego. Cennik za księgowość spółki z o.o. w takich firmach waha się zwykle od 300 do 500 złotych za przesłanie w ciągu miesiąca 10 dokumentów.

Jak wybrać biuro rachunkowe, które poprowadzi księgowość spółki zoo

Dobór odpowiedniej firmy, która poprowadzi księgowość dla spółki z o.o., w znacznym stopniu wpłynie na funkcjonowanie zakładu. Biuro rachunkowe, które wybierzemy, powinno posiadać odpowiednie certyfikaty, które umożliwią wykonanie wielu specyficznych zadań, do których potrzebne jest potwierdzenie umiejętności księgowego. Inną istotną kwestią jest doświadczenie danej firmy. Nie chodzi tu jednak tylko o doświadczenie w sprawach księgowych, ale również w kwestiach obsługi spółek z o.o., które pozwala na szybkie wdrażanie opracowanych rozwiązań komunikacyjnych. W takim przypadku współpraca jest ułatwiona, przez co odbywa się płynniej i bez zbędnych problemów.

Oczywiście warto również zwrócić uwagę na nieco mniej istotne kwestie. Warto na przykład postawić na firmę posługująca się tym samym zestawem narzędzi. Nie bez znaczenia będzie również bliska lokalizacja biura lub takiego z wypracowanymi sposobami komunikacji. Te czynniki w znacznym stopniu wpływają na zwiększenie płynności i dynamiki współpracy, na której obu stronom powinno w szczególności zależeć.

 

Spokojny początek tygodnia i ciekawa druga połowa

Wczorajsze święto narodowe w USA spowodowało, że obserwowaliśmy spokojny początek tygodnia. Kolejne dni zapowiadają się już nieco bardziej interesująco. Dziś dla Europy poznamy kondycję sektora usług (PMI), jutro z kolei zostanie zaprezentowany protokół z posiedzenia FOMC. Koniec tygodnia będzie przebiegał pod dyktando danych z amerykańskiego rynku pracy.

Środowe minutki z posiedzenia FOMC najprawdopodobniej zobrazują, że Fed stawia obecnie na pierwszym miejscu na walkę z inflacją. To oznacza jedno – stopy procentowe w USA w krótkim terminie będą nadal znacząco rosły. To grozi recesją ale determinacja Rezerwy Federalnej wydaje się być na tyle dużą, że restrykcyjny cykl podwyżek będziemy obserwować jeszcze przez pewien czas.

Rynek pracy prawdopodobnie da po raz kolejny zielone światło na dalsze zacieśnianie polityki monetarnej. Zatrudnienie w czerwcu prawdopodobnie rosło wolniej niż w poprzednich miesiącach, ale nadal wyniki są solidne. W dużej mierze to właśnie napięty rynek pracy będzie powodował, że inflacja pozostanie przez dłuższy czas na wyższych poziomach.

Nie należy jednak wykluczać scenariusza recesji w USA w przyszłym roku. To spowodowało by, że Fed byłby zmuszony do pierwszych obniżek już w 2023 roku. Oczywiście temat recesji nie dotyczy jedynie USA. Obawy gospodarcze występują również w Wielkiej Brytanii, w strefie euro (głównie kryzys energetyczny) oraz w Chinach. To wszystko powoduje, że nastroje na rynkach są mocno stłumione i brak jest większego odbicia.

Słabe nastroje na rynkach mogą nadal faworyzować dolara amerykańskiego. W warunkach wysokiej awersji do ryzyka USD powinien pozostać silny, nawet jeśli w ostatnich tygodniach obniżyły się oczekiwania rynkowe co do poziomu szczytu cyklu podwyżek stóp procentowych w USA. EUR/USD po ostatnim dotarciu w okolice poniżej 1,04, nie odbił jakoś znacznie. Notowania znajdują się aktualnie na poziomie 1,0430 i rośnie prawdopodobieństwo przełamania technicznego poziomu na 1,0350. Zmienność w ostatnim czasie zmalała, a to może oznaczać cisze przed burzą.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Nie ma VAT od transgranicznego zbycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa

Struktura organizacyjna grup kapitałowych ewoluuje wraz z rozwojem firmy, co wymusza naturalne procesy restrukturyzacyjne. Każdy proces restrukturyzacji niesie za sobą określone konsekwencje podatkowe, które należy przeanalizować zanim grupa podejmie decyzję o reorganizacji. Jednym z takich przykładów jest sytuacja transgranicznego zbycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa, która została zabezpieczona w ramach interpretacji indywidualnej Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z dnia 23.02.2022 r. o nr 0113-KDIPT1-2.4012.903.2021.1.AM.

Opis zorganizowanej części przedsiębiorstwa

W grupie kapitałowej podjęto decyzję o reorganizacji dotychczasowej struktury korporacyjnej. Wnioskodawca planował przeniesienie linii biznesowej związanej ze świadczeniem usług dystrybucyjnych, wsparcia sprzedaży, logistycznych, inżynieryjnych, magazynowych oraz wsparcia technicznego względem dystrybuowanych przez siebie produktów. Ponadto ta część biznesu odpowiedzialna była za lokalne planowanie, kwestie HR, utrzymanie obiektów i floty pojazdów oraz świadczenia tych usług dla spółek z grupy. Dział ten był wyodrębniony lokalizacyjnie i sam zawierał umowy na wynajem. Posiadał też własnych pracowników dedykowanych swojej działalności, własne aktywa i środki trwałe, np. sprzęt, wyposażenie fabryczne i wyposażenie biurowe. Wyodrębniony dział był biznesowo niezależną jednostką w ramach grupy. W zakresie kwestii księgowych i finansowych – operacje gospodarcze były ewidencjonowane w oddzielnej księdze, która zawiera wyłącznie aktywa i zobowiązania związane z działem. Należy także wskazać, że omawiany dział jest odrębny i niezależny administracyjnie od pozostałych biznesów działających w grupie oraz posiada swoją bazę klientów, z którymi ma podpisane umowy i określony rynek zbytu produktów (zarówno inne spółki z grupy, jak i zewnętrzni klienci z branży).

Planowana restrukturyzacja

Planowana transakcja miała być przeprowadzona w formie podziału przez wydzielenie na podstawie niemieckich przepisów prawa. Konsekwencją wprowadzenia nowej struktury będzie powstanie nowej spółki prawa niemieckiego, która przejmie dotychczasową działalność działu. Przejęcie odbędzie się poprzez nabycie przez dotychczasowego udziałowca wnioskodawcy 100% udziałów nowopowstałej spółki zależnej. Zatem w ramach restrukturyzacji planuje się przeniesienie całego działu, składającego się z ogółu składników materialnych i niematerialnych, do nowopowstałej spółki. W szczególności będą to kontrakty pracownicze, know-how, środki trwałe oraz wyposażenie, zapasy, baza klientów oraz większość umów, a także, oprogramowanie komputerowe oraz licencje do oprogramowania.

W ramach przeniesienia działu nastąpi również przeniesienie wszystkich należności, zobowiązań i wierzytelności. W efekcie, spółka polska przestanie prowadzić działalność w zakresie dotyczącym funkcjonowania w jej ramach omawianego działu.

Pytanie i stanowisko wnioskodawcy

Polska spółka zadała w związku z tym pytanie czy przeniesienie własności zapasów zlokalizowanych na terytorium kraju, dokonywane w ramach transakcji podziału przez wydzielenie części działalności gospodarczej prowadzonej przez spółkę, tj. działu, do nowopowstałego podmiotu prawa niemieckiego, będzie podlegać opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług na terytorium kraju. W ocenie spółki taka restrukturyzacja nie będzie podlegać opodatkowaniu.

Stanowisko fiskusa

Dyrektor KIS w interpretacji z dnia 2022-02-15, sygn. 0113-KDIPT1-2.4012.903.2021.1.AM uznał stanowisko podatnika za prawidłowe i wskazał, że przeniesienie własności składników majątkowych zlokalizowanych w Polsce związanych z funkcjonowaniem działu nie będzie w opisanej sytuacji podlegało opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.

W ocenie fiskusa w związku z tym, że składniki majątkowe działu w większości są zlokalizowane w Niemczech, a tylko niektóre w Polsce tj. m.in. części i komponenty do samochodów, tj. urządzenia sterujące, nawigacje, wyświetlacze informacyjne, klastery komputerowe, sprzęt audio oraz sprzęt telewizyjny do samochodów, to przeniesienie na rzecz nowo powstałego podmiotu własności składników majątkowych zlokalizowanych w Polsce będzie stanowić zbycie zorganizowanej części przedsiębiorstwa w świetle niemieckich przepisów podatkowych i w tym konkretnym przypadku transakcja przeniesienia własności ww. składników majątkowych zlokalizowanych na terenie kraju nie będzie podlegać opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług na terytorium Polski.

Pomimo korzystnej interpretacji organów podatkowych w zakresie podatku VAT należy mieć na względzie konieczność wykonania odrębnej analizy w zakresie przepisów dotyczących podatku od czynności cywilnoprawnych oraz podatku dochodowego, w tym zwłaszcza przepisów o przerzuconych dochodach i exit tax. Uwarunkowania tej konkretnej restrukturyzacji mogą skutkować bowiem koniecznością uiszczenia tych zobowiązań podatkowych.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

W I kw. br. wpłynęło prawie 20 proc. rdr. więcej wniosków o uwolnienie środków z rachunków VAT-owskich

Według danych resortu finansów, w I kwartale br. wpłynęło o prawie 18% więcej wniosków o uwolnienie środków zgromadzonych na rachunku VAT w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Wnioskowana kwota do uwolnienia wzrosła rdr. o przeszło 69%. Z kolei ogólnie uwolniona suma wyniosła ok. 7,3 mld zł, co oznacza wzrost o blisko 96%. Liczba wydanych zgód podskoczyła o ok. 20%, a odmów – o ponad 9%. Najwięcej pozwoleń otrzymały podmioty, w przypadku których brakuje informacji o PKD. Natomiast z odpowiedziami odmownymi zetknęli się głównie wnioskodawcy zajmujący się sprzedażą herbaty, kawy, kakao i przypraw. Zarówno na początku 2022 roku, jak i rok wcześniej, średni czas procedowania w sprawie wyniósł 21 dni.

Miliardowe zwroty

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, od początku stycznia do końca marca 2022 r. wpłynęło 7 715 wniosków o uwolnienie środków zgromadzonych na rachunkach VAT przedsiębiorców. To więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy było ich 6 550. Ostatnio wnioskowana kwota do uwolnienia wyniosła 7,212 mld zł, a rok wcześniej – 4,265 mld zł.

– Obecna sytuacja gospodarcza jest dla większości przedsiębiorstw większym wyzwaniem niż pandemia. Przedsiębiorcy nie chcą, aby ich pieniądze leżały bezproduktywnie zamrożone na koncie VAT i traciły na wartości ze względu na wysoką inflację. Jeśli więc te środki nie będą w miarę szybko spożytkowane, to ich trzymanie na dłuższy czas jest dla nich niekorzystne – komentuje doradca podatkowy Jerzy Martini.

Jak zaznacza doradca podatkowy Ewa Flor, liczba wniosków rdr. zwiększyła się o 1 165, a kwota do uwolnienia wzrosła o prawie 3 mld zł. Według eksperta, obecnie podatnikom bardziej potrzebna jest gotówka, którą mogą dysponować w nagłych i nieprzewidzianych sytuacjach. Atak militarny Rosji na Ukrainę, inflacja i odczuwalne wciąż skutki pandemii sprawiły, że przedsiębiorcy musieli natychmiastowo rozwiązać problemy płynności finansowej.

– Przyczyn wzrostu liczby wniosków o zwrot VAT, jak i samej kwoty podatku do zwrotu, może być wiele i ciężko wskazać tę wiodącą. Natomiast prawdopodobne wydaje się być to, że duży wpływ mogło mieć pogorszenie się sytuacji ekonomicznej w kraju i na świecie, a także sukcesywne zmniejszanie niepotrzebnych lub mniej znaczących wydatków. Wtedy na rachunkach VAT zostaje wyższa kwota do zwrotu podatnikom. Ale jednocześnie firmy, z uwagi na swoje potrzeby, mogą wnioskować o większe kwoty, które pozostały im z wcześniejszych okresów – mówi doradca podatkowy Emil Paduch.

Więcej zgód

Resort informuje również, że w pierwszych trzech miesiącach br. wydano 7 502 postanowień dotyczących zgody na uwolnienie środków zgromadzonych na rachunku VAT. W analogicznym okresie ubiegłego roku takich decyzji było 6 265. Ostatnio łączna kwota uwolnionych środków przekroczyła 7,282 mld zł, natomiast rok wcześniej – 3,719 mld zł.

– Wzrost uwolnionych środków może być oznaką trudności finansowych, walką z inflacją czy wojną na Ukrainie. Ciężko to stwierdzić, bo sam wniosek nie wymaga podawania uzasadnienia prośby. Podatnik, który otrzyma środki na rachunek ogólny, może zareagować gotówką w sposób natychmiastowy. Dzięki temu jest w stanie podjąć kroki, które zabezpieczą lub po prostu pozwolą prowadzić działalność w sposób nieprzerwany ze względu na nieprzewidywalne czynniki zewnętrzne – podkreśla Ewa Flor.

Od stycznia do marca br. było 48 wniosków z decyzjami odmownymi. Wskazana w nich kwota do uwolnienia wyniosła ponad 9,496 mln zł. Natomiast w statystykach za pierwszy kwartał ub.r. widzimy 44 odmowy dotyczące przeszło 10,221 mln zł.

– Różnice pomiędzy tymi dwoma analizowanymi okresami są zbyt małe, aby można było formułować na ich podstawie konkretne wnioski. Na szczęście prawo do odmowy uwolnienia środków z konta VAT nie jest nadużywane przez KAS. To zapewne ogranicza się do przypadków naprawdę mocno uzasadnionych z punktu widzenia interesów państwa – stwierdza Jerzy Martini.

Branże pod lupą

Udostępnione dane pokazują, w których branżach było najwięcej zgód i odmów. Jak wyjaśnia biuro prasowe Ministerstwa Finansów, w tym celu posłużono się klasyfikacją PKD wskazaną przez podmiot. 3 559 zgód dotyczy wnioskodawców, u których brakuje PKD. To oznacza, że w bazie POLTAXPlus nie ma informacji o kodzie podmiotu, dla którego została wydana decyzja. Dalej widzimy kierowanie podstawowymi rodzajami działalności publicznej – 2 670, transport drogowy towarów – 2 545, a także roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych – 1 415.  W przypadku decyzji odmownych, listę otwiera sprzedaż hurtowa herbaty, kawy, kakao i przypraw – 37. Dalej są podmioty, u których brakuje PKD – 22, roboty budowlane związane ze wznoszeniem budynków mieszkalnych i niemieszkalnych – 12, a także transport drogowy towarów – 12.

– W mojej ocenie, są to obszary gospodarki, np. transport drogowy, roboty budowlane, w których stosunkowo częściej istnieje konieczność pozyskiwania środków z rachunku VAT-owskiego. W przypadku odmów, podmioty bez kodu PKD mogą być dla organów podatkowych uznawane za mało transparentne. Moim zdaniem, na ogół nie powinniśmy przykładać wagi do relacji PKD a postanowienia ws. uwolnienia środków – analizuje doradca podatkowy Ewa Flor.

Zarówno w pierwszym kwartale 2022 roku, jak i rok wcześniej, średni czas trwania postępowania wyniósł 21 dni. Jak zaznacza Ewa Flor, nie wydłużyło się oczekiwanie na decyzję. Zdaniem eksperta, w naszych realiach fakt ten należy ocenić pozytywnie. Można więc domniemywać, że organy podatkowe działały przynajmniej tak samo sprawnie jak w 2021 roku, pomimo zmian związanych np. z Polskim Ładem. Okres 21 dni może się wydawać długi, ale biorąc pod uwagę czas oczekiwania na decyzje podatkowe w innych obszarach, należy jednak zaznaczyć, że to i tak stosunkowo krótki okres, na co wskazuje Ewa Flor. Ale nie wszyscy eksperci ocenią to w ten sam sposób.

– Okres 21 dni mimo wszystko wydaje się zbyt długi. Pracownicy KAS wyposażeni w tak nowoczesne narzędzia weryfikacyjne powinni sporo szybciej zidentyfikować ewentualne ryzyko uzasadniające odmowę uwolnienia ww. środków. Prawdopodobnie wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur pozwoli na jeszcze szybszą weryfikację – podsumowuje doradca podatkowy Jerzy Martini.

Koniec gwałtownego wzrostu cen mieszkań – raport po II kwartale 2022

Analiza 18 miast wojewódzkich wykazała, że w 12 z nich średnie ceny ofertowe mieszkań praktycznie nie zmieniły się w porównaniu do I kwartału br. Raport Nieruchomosci-online.pl potwierdza też, że największe wzrosty stawek zanotował rynek najmu, który przeżywa pozytywny szok popytowy.

lokalizacje-turystyczne rynej najmu srednie-ceny-domow srednie-ceny-działek srednie-ceny-mieszkań

Ceny mieszkań nie rosną już tak agresywnie

Ostre hamowanie na rynku kredytów hipotecznych, rosnąca inflacja i niepokoje związane z wojną w Ukrainie wyraźnie ostudziły popyt na nieruchomości także z rynku wtórnego. W II kwartale 2022 r. zainteresowanie ofertami sprzedaży mieszkań z drugiej ręki na Nieruchomosci-online.pl (wyrażane liczbą kontaktów z ogłoszeniodawcami) było o ponad 30 proc. niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jak pokazuje najnowszy raport portalu, ma to już swoje odzwierciedlenie w średnich cenach ofertowych. Chociaż w żadnym mieście wojewódzkim stawka za metr kwadratowy mieszkania jeszcze nie spadła w porównaniu do poprzedniego kwartału, to jednak stabilizacja w wielu lokalizacjach jest już zauważalna.

Porównując kwartał do kwartału, aż w 12 z 18 miast wojewódzkich wzrost średniej ceny ofertowej za metr kwadratowy wynosił tylko 1-2 proc. Można więc tam mówić o pewnym uspokojeniu nastrojów, ponieważ wcześniej ceny w wielu tych miastach rosły znacznie dynamiczniej, często o 5-8 proc. w relacji kwartał do kwartału – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Oto przykłady:

  • Białystok – II kw. 2022 do I kw. 2022 + 1,4 proc.; I kw. 2022 do IV kw. 2021 + 7,7 proc.
  • Poznań – II kw. 2022 do I kw. 2022 + 1,2 proc.; I kw. 2022 do IV kw. 2021 + 4,4 proc.
  • Szczecin – II kw. 2022 do I kw. 2022 + 1,1 proc.; I kw. 2022 do IV kw. 2021 + 6,9 proc.
  • Zielona Góra – II kw. 2022 do I kw. 2022 + 2,2 proc.; I kw. 2022 do IV kw. 2021 + 6,4 proc.
  • Opole – II kw. 2022 do I kw. 2022 + 1,8 proc.; I kw. 2022 do IV kw. 2021 + 5,2 proc.

Największy kwartalny wzrost średniej ceny ofertowej zanotowano w Gdańsku (+ 4,8 proc. do poziomu 11,9 tys. zł/mkw.), Gorzowie Wielkopolskim (+ 4,7 proc. do poziomu 6 tys. zł/mkw.) oraz Warszawie (+ 3,9 proc. do poziomu 13,9 tys. zł/mkw.).

Porównując natomiast II kw. 2022 do II kw. 2021, największy wzrost cen mieszkań w ujęciu rok do roku nastąpił w Gorzowie Wielkopolskim (+ 23,1 proc.), Zielonej Górze (+ 22,8 proc.), Białymstoku (+ 20 proc.) oraz Kielcach (+ 17 proc.). Interesujące jest, że są to najczęściej miasta średniej wielkości.

Analizując segment mieszkań z rynku wtórnego, warto również odnotować pewną ciekawostkę. Porównując kwartał do kwartału, po raz pierwszy od dawna nie zaobserwowano wzrostu cen w tak prestiżowych lokalizacjach turystycznych jak Sopot, Wisła czy Szczyrk.    

Podaż na rynku najmu powoli się odbudowuje

W II kwartale 2022 r. sytuacja na rynku najmu była nadzwyczajna. W okresie od kwietnia do czerwca br. zainteresowanie ofertami wynajmu mieszkań na Nieruchomosci-online.pl było wyższe o ponad 90 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r. Bardzo duży wzrost popytu był oczywiście spowodowany napływem uchodźców z Ukrainy oraz tym, że część Polaków musiało odłożyć marzenia o własnym mieszkaniu z powodu drożejących kredytów.

W pewnym momencie ogłoszenia znikały w mgnieniu oka, przez co podaż w wielu lokalizacjach była bardzo ograniczona. W II kwartale użytkownicy naszego portalu mieli do dyspozycji około 7 tys. aktywnych ogłoszeń najmu. Dla porównania, w II kwartale ubiegłego roku podaż wynosiła 23 tys. ogłoszeń. Oznacza to spadek liczby ofert o około 70 proc. rok do roku. Zauważamy jednak, że po gwałtownym spadku podaży w marcu i kwietniu, od połowy maja liczba mieszkań na wynajem na portalu systematycznie rośnie. Powodem tego jest zapewne zwalnianie mieszkań przez studentów, którzy rozpoczynają przerwę wakacyjną, jak również systematyczne pojawianie się mieszkań od inwestorów indywidualnych, którzy zakupili nieruchomości w stanie deweloperskim w ciągu ostatniego roku i już je wykończyli – mówi Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

Warto wspomnieć, że w II kwartale największym zainteresowaniem wśród poszukujących tradycyjnie cieszyły się województwa: mazowieckie, śląskie, dolnośląskie i małopolskie.

W ciągu ostatnich miesięcy stawki na wynajem mieszkań rosły w każdym mieście wojewódzkim i praktycznie w każdej z analizowanych wielkości lokalu (1, 2 i 3 pokoje). Przy tym dynamika wzrostu czynszów bywała różna. Na przykład w takich miastach jak Warszawa czy Szczecin średnia cena ofertowa mieszkania na wynajem rosła kwartał do kwartału maksymalnie o 6,5 proc. Z kolei w Gdańsku, Rzeszowie, Toruniu czy Białymstoku wzrost stawek wynosił już kilkanaście procent.

Rekordowym miastem pod względem wysokości czynszów wciąż pozostaje Warszawa. Średnia cena ofertowa wynajmu mieszkania 1-pokojowego to aktualnie 2,4 tys. zł, 2-pokojowego 3,7 tys. zł, a 3-pokojowego 5,6 tys. zł (jest to sam koszt najmu bez opłat).

Widoczny w ostatnich miesiącach wzrost stawek był reakcją na duży popyt ze strony uchodźców, ale także tych Polaków, którzy mają na pewien czas zamkniętą drogę do własnego mieszkania z powodu rosnących stóp procentowych. Także właściciele często musieli przerzucać na wynajmujących rosnące koszty utrzymania nieruchomości oraz obciążenie ratami kredytów, które często przewyższały już dotychczasowy czynsz. W najbliższych miesiącach trend wzrostowy w wielu miastach zostanie prawdopodobnie utrzymany ze względu na wyższą aktywność studentów szukających mieszkań przed nowym rokiem akademickim.

W Lublinie i Łodzi ceny domów spadły

Raport Nieruchomosci-online.pl pokazuje też, że zdecydowanie bardziej od cen mieszkań rosną obecnie ceny domów. Wprawdzie w Lublinie i Łodzi średnia cena spadła w porównaniu do I kwartału br., a w Krakowie, Bydgoszczy i Opolu ustabilizowała się, to jednak w wielu innych stolicach regionów wzrosty były już wyraźne. Rekordzistami są tutaj Zielona Góra (+ 14 proc. do poziomu 6 tys. zł/mkw.), Toruń (+ 11,3 proc. do poziomu 5,6 tys. zł/mkw.) oraz Wrocław (+ 12,6 proc. do poziomu 9 tys. zł/mkw.). W porównaniu do tych dużych wartości 3-procentowy wzrost średniej ceny w Warszawie jest więc stosunkowo niewielki.

Największy wzrost cen domów w ujęciu rok do roku zaobserwowano natomiast w Białymstoku (+ 42,8 proc.), Gorzowie Wlkp. (+ 38,8 proc.), Rzeszowie (+ 36,8 proc.) oraz Wrocławiu (+ 32,6 proc.).

Działki na obrzeżach to często jedyna alternatywa

Katowice, Kielce, Kraków, Poznań i Olsztyn – to miasta wojewódzkie, w których doszło do korekty średnich cen ofertowych działek. O utrzymaniu stawek z I kwartału br. można mówić z kolei w kontekście Warszawy, Szczecina, Zielonej Góry, Białegostoku i Bydgoszczy. W pozostałych stolicach regionów ceny wciąż rosły, chociaż z bardzo różnym natężeniem. Najwięcej za metr gruntu trzeba zapłacić dziś w Warszawie (707 zł), Gdańsku (515 zł) i Wrocławiu (510 zł).

Szukając działek budowlanych, trzeba mieć świadomość, że coraz trudniej znaleźć dobrą ofertę w dużym mieście. Ograniczona liczba dostępnych gruntów jest też jednym z głównych problemów, na które zwracają uwagę także deweloperzy, szukając miejsca pod nowe inwestycje. Dlatego, jeśli myślimy o gruncie pod budowę domu, bardzo często jedyną alternatywą pozostają obrzeża miast. Czasami są one mniej atrakcyjne przez dłuższy czas dojazdu czy gorzej rozwiniętą infrastrukturę, ale różnica w cenie bywa naprawdę duża. Parcele w miastach często są droższe o ponad 100 proc. od tych położonych kilka, kilkanaście kilometrów dalej – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

Średnie ceny ofertowe działek w przykładowych aglomeracjach o różnej wielkości:

Aglomeracja warszawska

  • Warszawa – 707 zł/mkw.
  • Grodzisk Mazowiecki – 234 zł/mkw.
  • Piaseczno – 357 zł/mkw.
  • Nadarzyn – 319 zł/mkw.
  • Łomianki – 473 zł/mkw.

Aglomeracja poznańska

  • Poznań – 479 zł/mkw.
  • Tarnowo Podgórne – 418 zł/mkw.
  • Dopiewo – 430 zł/mkw.
  • Pobiedziska – 201 zł/mkw.
  • Swarzędz – 356 zł/mkw.

Aglomeracja bydgoska

  • Bydgoszcz – 299 zł/mkw.
  • Białe Błota – 169 zł/mkw.
  • Nowa Wieś Wielka – 102 zł/mkw.
  • Osielsko – 263 zł/mkw.
  • Sicienko – 105 zł/mkw.

Aglomeracja olsztyńska

  • Olsztyn – 337 zł/mkw.
  • Barczewo – 112 zł/mkw.
  • Stawiguda – 172 zł/mkw.
  • Purda – 109 zł/mkw.
  • Gietrzwałd – 140 zł/mkw.

Aglomeracja rzeszowska

  • Rzeszów – 290 zł/mkw.
  • Głogów Małopolski – 212 zł/mkw.
  • Tyczyn – 153 zł/mkw.
  • Lubenia – 116 zł/mkw.
  • Boguchwała – 216 zł/mkw.

Będzie korekta cen i wynagrodzeń. Przedsiębiorcy będą reagować na wzrost inflacji

Kiedy inflacja w odczycie Głównego Urzędu Statystycznego przekracza 15,6% to znaczy, że realnie jest jeszcze wyższa i bardziej odczuwalna zarówno dla przedsiębiorców jak i konsumentów. Jak mówią przedsiębiorcy tak wysoki wzrost będzie wiązać się z korektą cen w poszczególnych sektorach gospodarki już w sierpniu. – Rosną ceny surowców, materiałów budowlanych i produktów spożywczych. Rozmawiamy z przedsiębiorcami niemal codziennie i ich skargi dotyczące „cen dnia” czy wręcz licytowania się o ceny stają się już codziennością. Inflacja jest jak pętla, która dławi naszą gospodarkę. Docenić należy działania Rządu RP, który o inflacji i walce z nią mówi całkiem sporo. Przedsiębiorcy nie mają jednak przekonania czy dotychczasowe działania były skuteczne. Wzrost stóp procentowych nastąpił zbyt późno, a działania tarcz antyinflacyjnych przyniosły minimalną korektę cen odczuwalną właściwie tylko przez nielicznych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Ostatni odczyt inflacji to 15,6% – w opinii przedsiębiorców koszt wielu produktów czy surowców wzrósł jednak znacznie mocniej. Oznacza to, że dla niektórych przedsiębiorców inflacja jest jeszcze bardziej dotkliwa.

– Sytuacja w gospodarce jest dynamiczna od wielu miesięcy. Wzrosty inflacji i stóp procentowych przyjmujemy już trochę jak codzienność, a tak nie powinno być, bo każdy procent, każdy minimalny wskaźnik do góry znajduje swoje odbicie w cenach czy w nastrojach gospodarczych. Widzimy już, że przedsiębiorcy szykują się do sierpniowej korekty cenowej i należy spodziewać się wzrostu cen przede wszystkim w sektorach sezonowych np. turystyce, gastronomii i hotelarstwie. Ceny rosną także w przemyśle i tutaj pewnie komplikacje cenowe odczujemy trochę później. Przed nami bardzo trudna jesień i zima. Przedsiębiorcy bardzo mocno obawiają się wzrostu cen gazu i energii, co mogłoby jeszcze mocniej rozkręcić inflacyjny wirnik, który już teraz kręci się jak szalony i sprawia, że nad niektórymi cenami nie da się zapanować – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Działania rządowe należy docenić, bo nie jest tak, że inflacja jest zostawiona sama sobie. Trudno jednak o entuzjazm, gdy tarcze inflacyjne zaledwie łagodzą efekty wzrostu cen. Czy pocieszeniem może być, że produkt kosztuję złotówkę więcej, a mógłby być dwa złote droższy? Najpilniejszą sprawą jest opanowanie cen paliwa i surowców, to z punktu widzenia przedsiębiorców największy generator wzrostu cen. Dla konsumentów najpoważniejszą sprawą jest cena produktów spożywczych. Inflacja zmusza nas do oszczędzania i weryfikowania domowych budżetów – mówi Hanna Mojsiuk.

– Wraz z sierpniową korektą cenową na pewno wzrosną także wynagrodzenia. To jest akcja i reakcja. Pracownicy widząc wzrosty cen w sklepach niemal natychmiast sugerują konieczność podnoszenia pensji. Tyle, że  w niektórych branżach nie ma już jak tego robić – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Polski Ład. Jaka będzie wysokość składek ZUS po zmianie formy opodatkowania?

Nowelizacja Polskiego Ładu stwarza podatnikom, którzy rozliczają się liniowo lub ryczałtem, możliwość zmiany formy opodatkowania za rok 2022. Jakie składki ZUS będą płacili jeśli zdecydują się na taki krok?

Kto może zmienić formę opodatkowania za 2022 rok?

Zarówno liniowcy, jak i ryczałtowcy, będą mogli zmienić formę opodatkowania na skalę podatkową za cały 2022 rok. Taką decyzję będzie trzeba potwierdzić składając odpowiednie zeznanie podatkowe do 2 maja 2023 roku. Po zmianie z podatku liniowego lub ryczałtu na skalę inny będzie sposób wyliczania składek ZUS i ich wysokość.

Jak opłacić ZUS przy zmianie formy opodatkowania za cały 2022 rok?

Składka zdrowotna dla rozliczających się na ryczałcie obliczana jest w zależności od przychodu. Na zasadach ogólnych i dla rozliczających się liniowo zależy od dochodu, mnożonego odpowiednio przez 9% lub 4,9%. W związku z tym w rozliczeniu rocznym składek ZUS podatnicy, którzy zmienią formę opodatkowania, będą musieli przeliczyć składkę raz jeszcze – według zasad nowej formy.

Przykładowo: podatnik, który rozliczał się liniowo w 2022 roku, wyliczał składkę ZUS mnożąc dochód przez 4,9%. Jeśli zdecydował się przejść na zasady ogólne, w rozliczeniu rocznym będzie musiał składkę wyliczyć ponownie, z przepisów dla skali podatkowej. Będzie więc zmuszony pomnożyć dochód przez 9 i dopłacić różnicę do ZUS.

Po zakończeniu roku podatnicy, którzy przeszli na skalę podatkową, w deklaracji DRA za kwiecień 2023 znajdą specjalną część, w której będą mogli wskazać, że rozliczają się na skali. Nie ma obowiązku korekty deklaracji ZUS DRA, które zostały złożone za rok 2022.

Nadpłata i niedopłata na skutek zmiany formy opodatkowania za cały rok 2022

Na skutek zmiany formy opodatkowania w składkach ZUS może pojawić się nadpłata lub niedopłata, którą należy skorygować. Niedopłatę podatnik będzie musiał uregulować do 20 maja 2023 roku. Taka sytuacja może się pojawić przy przejściu z podatku liniowego na skalę podatkową, jak w przykładzie powyżej.

W przypadku podatników rozliczających się na ryczałcie i osiągających dochody np. powyżej 60 tys. zł może pojawić się nadpłata. Dla takiego przedsiębiorcy składka ubezpieczeniowa wynosiła 559,89 zł miesięcznie. Przy przejściu na zasady ogólne może okazać się niższa. W maju 2023 podatnik będzie mógł złożyć wniosek do ZUS o zwrot nadpłaty z tytułu zmiany formy opodatkowania.

Zmiana formy opodatkowania w połowie roku

Dodatkowo osoby rozliczające się na ryczałcie zyskają możliwość zmiany formy opodatkowania w połowie roku. Zamiar zmiany muszą zgłosić przez CEIDG pomiędzy 1 lipca a 22 sierpnia. W praktyce ryczałtowcy będą więc mogli być opodatkowani przez pierwszą połowę roku w formie ryczałtu, a przez drugą połowę według skali podatkowej.

W takim przypadku składka zdrowotna będzie opłacana na zasadach nowo wybranej formy opodatkowania już od miesiąca, w którym nastąpiła zmiana. Za czerwiec składka zostanie więc opłacona na zasadach ryczałtu, ale od lipca już na zasadach ogólnych. Analogicznie składane będą deklaracje ZUS DRA.

 Zerowy dochód za czerwiec 2022 roku

Podatnicy przechodzący z ryczałtu za pierwszy miesiąc, w którym korzystają z zasad ogólnych, będą musieli wykazać zerowy dochód. Na ryczałcie do celów składkowych podstawę stanowił przychód. Natomiast na skali podatkowej do opłacenia składki zdrowotnej niezbędny jest dochód.

Ich składka zdrowotna za lipiec (opłacana w sierpniu) będzie zatem wyliczana nie od dochodu, ale od pensji minimalnej i wyniesie 270,90 zł. W kolejnych miesiącach podatnik będzie już mógł wyliczyć składkę z dochodu. Ryczałtowcy zmieniający formę opodatkowania w połowie roku także są zmuszeni udokumentować to w deklaracji DRA składanej za kwiecień 2023 roku.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Klienci nie chcą czekać w kolejce do kasy dłużej niż 5 minut

Zapewnienie sprawnej obsługi staje się podstawowym wyzwaniem dla sklepów spożywczych w walce o klienta. Jak pokazuje najnowsze badanie firmy doradczej Bain & Company klienci nie chcą spędzać w kolejce do kasy dłużej niż pięć minut. Frustruje ich też sytuacja, gdy nie mogą szybko znaleźć osoby z personelu potrafiącej udzielić im fachowej porady – tu czas oczekiwania nie powinien przekraczać jednej minuty.

Eksperci Bain & Company podkreślają, że usprawnienie obsługi w sklepach nabiera szczególnego znaczenia zwłaszcza w okresie zwiększonej inflacji i malejącej siły nabywczej konsumentów, kiedy konkurencja pomiędzy poszczególnymi graczami na rynku nasila się coraz bardziej.

Wszyscy narzekają na wzrost cen i wydaje się, że w handlu nie ma teraz ważniejszego tematu niż inflacja. Czynniki kształtujące ceny są niejako poza obszarem wpływu sieci czy właścicieli sklepów niezależnych. Mogą oni jednak walczyć o klientów w inny sposób np. niwelując frustracje związane z długim czasem spędzanym w sklepie czy poprawiając jakość obsługi – powiedział Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company.

Jakość obsługi jest dla klientów ważna również w przypadku odbioru zamówienia złożonego w internecie – rozwiązania, które zyskało na popularności podczas pandemii. Według badania NPS Prism przeprowadzonego przez Bain & Company wśród ponad 90 tys. konsumentów w USA, klient uzna taką usługę za satysfakcjonującą, gdy odbiór towaru w sklepie trwa nie dłużej niż 10 minut, zakupy są zgodne z zamówieniem, a co jest również ważne – personel jest uprzejmy i kompetentny.

Jak pokazało badanie, klienci nie zawsze winią sklep za zbyt długie kolejki do kasy. Podczas zakupów robionych w weekendy, gdy w sklepach spożywczych zazwyczaj jest większy ruch, czas oczekiwania do kasy ma mniejszy wpływ na zadowolenie klientów. Poziom frustracji jednak rośnie, gdy klienci widzą, że w sklepie jest zbyt mało otwartych kas lub gdy, często nie z własnej winy, kasjer jest zbyt powolny.

Kolejki do kas to frustrująca część zakupów także w Polsce. Cierpliwość konsumentów była często wystawiana na próbę w ostatnich latach, gdy zakaz handlu w niedzielę i restrykcje związane z pandemią wydłużały kolejki w sklepach spożywczych. Część sprzedawców dostrzegła już korzyści wizerunkowe płynące z działań rekompensujących czas spędzony w kolejce do kasy. Na przykład sieć Kaufland oferuje klientom bon o wartości 5 złotych, gdy czas oczekiwania w kolejce jest dłuższy niż 5 minut a nie wszystkie kasy są otwarte.

By wyjść naprzeciw oczekiwaniom klientów i usprawnić płatności, coraz więcej sklepów instaluje kasy samoobsługowe. Eksperci Bain & Company podkreślają jednak, że detaliści nie powinni umniejszać roli personelu w całym doświadczeniu zakupowym klienta. Analizy pokazują bowiem, że klienci, którzy potrzebują pomocy, oczekują od personelu sklepowego szybkiej i fachowej porady. Opracowany przez Bain & Company wskaźnik Net Promoter Score (NPS) mierzący satysfakcję i lojalność klienta wyraźnie rośnie wraz z uprzejmą i kompetentną obsługą.

– Nasze badanie NPS Prism pokazuje, że chodzi nie tylko o długość czasu spędzonego w kolejce do kasy czy na poszukiwaniu osoby z obsługi. Gdy klient wreszcie znajdzie kogoś z personelu, oczekuje, że ta osoba będzie miła i będzie znać się na rzeczy. To wszystko składa się na to, jak postrzegany jest sklep, czy chcemy do niego wracać i polecać go naszym znajomym – dodał Patryk Rudnicki.

Kapitał szuka pewności

Coraz słabsze dane z indeksów koniunktury po obu stronach Atlantyku. Kapitał szuka, gdzie się schować przy spadkach wycen i znalazł rynek obligacji. Przynajmniej koszty finansowania długu trochę spadną.

Słabsza koniunktura w strefie euro

Piątkowe dane z indeksów PMI to nie tylko problem Polski. Wynik 52,1 pkt to nawet o 0,1 pkt powyżej oczekiwań. Dane ze strefy euro okazały się jednak najsłabsze od sierpnia 2020 roku. Pokazuje to, że o ile pandemia budziła lęk w przedsiębiorcach, to potencjalna recesja gospodarcza wcale nie jest słabszym bodźcem. Wraca na rynek narracja, że na Zachodzie może pojawić się recesja. Rosnące stopy procentowe mogą jeszcze mocniej osłabić aktywność ekonomiczną przedsiębiorców. Do tego dochodzi problem inflacji producenckiej. Pomimo gwałtownego wzrostu cen sprzedawanych produktów koszty rosną w większości państw jeszcze szybciej, co nie zachęca do zwiększania produkcji. W rezultacie byliśmy w piątek świadkami kolejnego umocnienia się dolara względem euro.

Dane z USA również dołują

W piątkowy wieczór poznaliśmy również odczyty zza oceanu. Zarówno indeks PMI, jak i ISM wskazują na fakt, że nadchodzą trudniejsze czasy. Z drugiej strony dla przedsiębiorców trudno o lepsze czasy niż stopy procentowe blisko zera i państwa zalewające gospodarkę pieniędzmi. To el dorado na kredyt musiało się w końcu skończyć, a kończy się z hukiem. Tak jak poranne dane powodowały odwrót od euro do dolara, tak wieczorne odwróciły tę tendencję. Dolar jest w dalszym ciągu bardzo mocny względem europejskiej waluty, ale ruch ku parytetowi wymiany 1:1 się zatrzymał.

Rentowność obligacji gwałtownie spada

Na rynki wraca normalność. Wraz z oczekiwaniami nadchodzącego spowolnienia w gospodarce oraz wciąż wysokiej inflacji wielu inwestorów patrzy przychylniej na obligacje. Inwestycja w te papiery jest bowiem pewna. Giełdy od początku roku straciły przeważnie około 20-25% i nadal wygląda na to, że może to nie być koniec. Obligacje dają za to pewny procent. Z tego też powodu płynie do nich dużo kapitału. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że od szczytu sprzed kilku tygodni inwestorzy są skłonni kupować polskie papiery dłużne już nie z 8% stopą zwrotu, a 6,5% nadal jest atrakcyjne. Jest to bowiem zysk i to taki, który w przypadku dotrzymania obligacji do końca jest z wyjątkiem bankructwa państwa gwarantowany. Można by powiedzieć, że państwa w naszym regionie nie bankrutują, ale trzy lata temu mówiliśmy, że nie ma tu wojen ani pandemii, więc może z tym argumentem warto się wstrzymać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zbigniew Jagiełło wybrany szefem Rady Nadzorczej w MCI Capital

Zwyczajne Walne Zgromadzenie MCI Capital ASI SA powołało Zbigniewa Jagiełłę do pełnienia funkcji członka Rady Nadzorczej spółki. Został on następnie wybrany przewodniczącym Rady.

– Zakończyliśmy w ten sposób formalny wejście Zbigniewa Jagiełły do Grupy MCI Capital. Do tej pory pełnił on funkcję senior advisor w MCI. Objęcie przez niego także funkcji nadzorczej to dla nas wielkie wsparcie. Jesteśmy przekonani, że dzięki tej nominacji MCI Capital dalej będzie umacniał swoją pozycję jako czołowy fundusz w Europie Środkowo-Wschodniej, zaś plany ekspansji w obszarze digital private equity zyskają nową dynamikę – mówi Tomasz Czechowicz, prezes zarządu MCI Capital ASI SA i dominujący akcjonariusz spółki.

Zbigniew Jagiełło pełnił funkcję prezesa zarządu PKO Banku Polskiego w latach 2009 – 2021. Za jego kadencji PKO stał się liderem polskiej bankowości oraz awansował na pierwsze miejsce na liście najwyżej wycenianych polskich spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jagiełło był także inicjatorem powstania Polskiego Standardu Płatności BLIK opartego na aplikacji mobilnej IKO, która dwukrotnie, w 2018 i 2019 roku, zwyciężyła w rankingu Retail Banker International obejmującym aplikacje mobilne banków z całego świata. Był także twórcą transformacji technologicznej PKO Banku Polskiego, która pozwoliła zarządzanej przez niego spółce osiągnąć pozycję lidera bankowości mobilnej w kraju z 25 proc. udziałem w rynku. Pomysłodawca powołania Operatora Chmury Krajowej.

Od 1995 roku jest pracownikiem instytucji rynku kapitałowego. Karierę rozpoczynał w Pioneer Pierwszym Polskim Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych S.A., od 1998 roku jako wiceprezes zarządu współtworzył PKO/Credit Suisse TFI S.A. W 2000 roku objął funkcję prezesa Pekao/Alliance TFI S.A. W 2001 roku, po połączeniu Pekao/Alliance TFI S.A. z Pioneer Pierwszym Polskim Towarzystwem Funduszy Inwestycyjnych S.A. powołany na prezesa zarządu Pioneer Pekao TFI S.A. i Pioneer Pekao Investment Management S.A.

Jest absolwentem Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej oraz Executive MBA w Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów oraz Rotterdam School of Management Erasmus University.

Na tym samym posiedzeniu Zwyczajne Walne Zgromadzenie MCI Capital ASI S.A. podjęło uchwałę w sprawie podziału zysku, w ten sposób, że wypłacona zostanie dywidenda w wysokości 0,70 zł na jedną akcję, tj. w łącznej wysokości 36.722.723,10 zł (przy założeniu, że liczba akcji w dniu dywidendy wzrośnie i będzie wynosić 52.461.033). Dywidenda za rok 2021 zostanie wypłacona 7 października 2022 roku, przy czym dzień ustalenia praw do dywidendy został przez ZWZ ustalony na 26 września 2022 roku.

Wiele osób i firm płaci zbyt wysoki podatek od nieruchomości, choć nie musi

Zawyżanie podatków od nieruchomości jest nagminne. Wynika najczęściej z rozbieżności interpretacyjnych co do kwalifikacji danego obiektu jako gruntu, budynku czy budowli, a w przypadku przedsiębiorców istotne jest też, czy nieruchomość służy prowadzeniu działalności gospodarczej. Należne podatnikom nadpłaty sięgają niekiedy nawet kilkuset tysięcy złotych, można je jednak odzyskać.

Podatek od nieruchomości. Kto płaci i za co

Podatek od nieruchomości to danina, jaką zobowiązani są płacić:

  1. właściciele nieruchomości,
  2. użytkownicy wieczyści,
  3. samoistni posiadacze,
  4. posiadacze nieruchomości lub ich części albo obiektów budowlanych lub ich części, stanowiących własność Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego.

Przedmiotem opodatkowania są: grunty, budynki lub ich części, a także budowle lub ich części związane z prowadzeniem działalności gospodarczej. Podstawę opodatkowania stanowi: dla gruntów – ich powierzchnia, dla budynków – ich powierzchnia użytkowa, a dla budowli – ich wartość. Uregulowania podatku od nieruchomości zawarto w Ustawie z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych.

Stawki opodatkowania

Co ciekawe to poszczególne rady gmin indywidualnie uchwalają obowiązujące na ich terenie stawki opodatkowania nieruchomości, a wpływy z podatków zasilają ich kasę. Ich swoboda ograniczana jest jedynie maksymalną wysokością stawek ogłaszanych każdego roku przez Ministra Finansów. Właśnie na etapie ustalania podstawy i stawek opodatkowania powstają rozbieżności i błędy interpretacyjne, które sprawiają, że posiadacze nieruchomości płacą znacznie wyższe podatki od nieruchomości niż powinni.

W budynkach mieszkalnych obowiązuje stawka 0,89 zł/m2, ale jeśli budynek zostanie uznany za służący prowadzeniu działalności gospodarczej stawka wyniesie aż 25,74 zł/m2. Na przykładzie gruntów, w 2022 roku zasadnicza stawka opodatkowania wynosi 0,54 zł/m2. Jeśli jednak ten sam grunt zostanie uznany za związany z prowadzeniem działalności gospodarczej, wówczas stawka wzrośnie niemal dwukrotnie – do 1,03 zł/m2. Różnice są więc diametralne.

Budynek a budowla

Równie istotne z perspektywy podatników jest rozróżnienie czy posiadana nieruchomość zostanie zakwalifikowana jako budynek, czy jako budowla. Dla przykładu, nieruchomość o powierzchni 100 m2 o wartości 5 mln zł uznana za budynek będzie podlegać rocznemu podatkowi w wysokości 2 574 zł. Ta sama nieruchomość zakwalifikowana jako budowla – 100 000 zł. W tym drugim przypadku stawka opodatkowania wynosi bowiem 2% wartości związanej z prowadzeniem działalności gospodarczej budowli.

Co ciekawe przepisy prawa podatkowego nie są w tej kwestii precyzyjne, odsyłając przy dokonywaniu w tym zakresie interpretacji do przepisów prawa budowlanego, a niekiedy i węższych dziedzin prawa prawa lotniczego, kolejowego, drogowego, czy energetycznego.

Co więcej, sama ustawa o podatkach i opłatach lokalnych zastrzega, że przy ustalaniu podstawy, a zatem i wysokości opodatkowania budowli podatkiem od nieruchomości, należy brać pod uwagę, czy była ona ulepszona, a przede wszystkim czy była amortyzowana. Jeśli nie, wówczas podstawę opodatkowania stanowi wartość rynkowa budowli.

Gmina chciała opodatkowywać firmę wyżej, bo miała za małe wpływy z podatków

Inna ze spółek, zajmująca się realizacją projektów związanych z energetyką, nie dokonywała odpisów amortyzacyjnych posiadanych elektrowni wiatrowych. W ewidencji środków trwałych spółka wyodrębniła tylko niektóre elementy elektrowni, jak fundamenty, wieże oraz urządzenia wytwarzające prąd. Pierwsze dwa elementy zgłaszała do opodatkowania podatkiem od nieruchomości jako budowle. Z dniem 1 stycznia 2017 r. zmieniły się przepisy pozwalające spółce korzystniej opodatkować posiadane elektrownie wiatrowe, przyjmując za podstawę opodatkowania ich wartość rynkową jako całości, określoną przez samą spółkę na dzień powstania obowiązku podatkowego, a nie wartość początkową przyjętą do celów amortyzacji jak tego chciał organ.

W tej sprawie musiał wypowiedzieć się sam Naczelny Sąd Administracyjny, który przyznał rację spółce. WSA w Gdańsku uwzględniając wskazania kasacji uchylił niekorzystne dla przedsiębiorcy rozstrzygniecie organu podatkowego orzekając, że „… ewidencja środków trwałych sama w sobie nie decyduje o podstawie opodatkowania podatkiem od nieruchomości. Przedmiotem opodatkowania nie są bowiem środki trwałe, ale budowle lub ich części”.

Zmiana przepisów okazała się korzystniejsza dla właścicieli nieruchomości, pozwalając im płacić niższe podatki. Mając na uwadze tę zmianę, w uzasadnieniu swojego wyroku sąd dostrzegł co było prawdziwym powodem niekorzystnego wobec przedsiębiorcy stanowiska organu: „…podnoszona w odpowiedzi na skargę kwestia pogorszenia sytuacji finansowej gminy z uwagi na obniżenie wpływów z podatku od nieruchomości nie może skutkować podtrzymywaniem stanowiska sprzecznego w wiążącymi Organ podatkowy orzeczeniami sądów administracyjnych” (wyrok z 16 listopada 2021 r. sygn. akt I SA/Gd 766/21).

Wyższe opodatkowanie mimo zaprzestania wykorzystywania nieruchomości do celów gospodarczych

Jedna ze spółek w 2011 r. zaprzestała wykorzystywania nieruchomości do prowadzenia swojej działalności gospodarczej. Pomimo tego fiskus chciał pobierać od niej zawyżony podatek jeszcze przez 6 lat. W 2018 roku organ podatkowy stwierdził, że firma zalesiła sporne grunty zdewastowane i zdegradowane wskutek własnej działalności polegającej na produkcji towarów chemicznych. Rekultywacja tych gruntów związana jest więc z prowadzoną działalnością gospodarczą. Dopiero po zakończeniu rekultywacji, będzie można stwierdzić, iż nieruchomość została zalesiona i nie jest już wykorzystywana do działalności firmy. WSA w Lublinie przychylił się do skargi przedsiębiorcy, broniącego swojego stanowiska, iż nie wykorzystywał spornej nieruchomości w swojej działalności gospodarczej. Sąd orzekł, że sam brak decyzji organów o zakończeniu prac rekultywacyjnych nie może stanowić podstawy do niekorzystnego dla przedsiębiorcy opodatkowania go podatkiem od nieruchomości: „To bowiem fakt zaprzestania wykorzystywania gruntu dla celów gospodarczych ma znaczenie na gruncie ustawy podatkowej, a nie formalne zakończenie postępowania administracyjnego w przedmiocie rekultywacji” (wyrok z dnia 25 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 11/20).

Służebność przesyłu a podatek od nieruchomości

W wyroku z 24 kwietnia 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Olsztynie stanął po stronie podatnika, wobec którego organy podatkowe obu instancji podtrzymywały decyzję obciążającą go wyższą stawką opodatkowania podatkiem od nieruchomości z tytułu posiadania w 2014 r. gruntu pod liniami energetycznymi. Organy stały na stanowisku, że nie wykazał on tej działki do opodatkowania jako przeznaczonego do prowadzenia działalności gospodarczej. Podatnik tłumaczył, że grunt wykorzystywany jest pod działalność leśną, a umowa ustanowienia na nim służebności przesyłu została zawarta dopiero w grudniu 2015 r. Organ I instancji, jak i organ odwoławczy, stwierdziły, że nie ma to znaczenia, bo operator energetyczny korzystając z działek sąsiadujących, na których prowadzi swoją działalność przesyłu prądu, musi korzystać z pasów ziemi położonych pod przewodami, choćby dla konserwacji przedmiotowej sieci. Dlatego też nawet grunty położone pod liniami energetycznymi służą prowadzeniu działalności gospodarczej. Olsztyński sąd uchylił decyzję organów, bo jak stwierdził: „Podatek od tego gruntu mógł zostać określony dopiero od stycznia 2016 r., tj. od miesiąca następującego po miesiącu, w którym doszło do ustanowienia służebności przesyłu” (sygn. akt I SA/Ol 26/20). Nie wcześniej.

To, że właściciel jest przedsiębiorcą nie może z automatu obarczać jego nieruchomość podatkiem

Rozbieżności interpretacyjne przy ustalaniu podstawy opodatkowania podatkiem od nieruchomości powodują, że właściciele i posiadacze budynków, budowli czy gruntów niejednokrotnie płacą znacznie wyższe podatki niż powinni. O wysokości obciążenia daniną decyduje nie tylko rozróżnienie czy nieruchomość jest budynkiem czy wykorzystywaną do prowadzenia działalności gospodarczej budowlą. Już przy obliczaniu powierzchni użytkowej, stanowiącej podstawę opodatkowania budynków, trzeba pamiętać, że nie zalicza się do niej powierzchni pomieszczeń o wysokości mniejszej niż 1,40 m, a o wysokości od 1,40 m do 2,20 m zalicza się jedynie w 50 procentach. Częstą przyczyną zawyżania ciężaru przedsiębiorców jest błędne kwalifikowanie instalacji technicznych jako podlegających opodatkowaniu stawką przeznaczoną dla budowli. „… o tym, czy dana budowla podlega opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości nie może decydować, jak przyjął organ interpretacyjny, sam fakt posiadania jej przez podmiot będący przedsiębiorcą” – orzekł NSA w wyroku z 14 października 2020 r. (sygn. akt II FSK 1675/18).

Można wystąpić o należny zwrot

Będąc właścicielem czy użytkownikiem wieczystym nieruchomości, zwłaszcza jeśli jest się jednocześnie przedsiębiorcą, warto zweryfikować, czy odprowadzany każdego roku podatek został prawidłowo naliczony. Może się bowiem okazać, że znacznie przewyższa należną kwotę.

Właściciele nieruchomości nie tylko mają możliwość sprawdzenia czy odprowadzany podatek jest naliczany prawidłowo, ale i ubiegania się o zwrot nadpłaty – i to nawet do 5 lat wstecz. Do tego ustawa przewiduje zwolnienia z opodatkowania, o których część właścicieli nieruchomości może nie wiedzieć i nie korzystać z przysługujących ulg.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Ataki ransomware coraz silniejsze – aż 1/3 danych nie udaje się odzyskać

69% dużych firm w Europie Środkowo-Wschodniej padło ofiarą ataków ransomware w 2021 roku – wynika z Data Protection Trends Report firmy Veeam. Już drugi rok z rzędu powodowały one największe przestoje w działaniu przedsiębiorstw. Aż 7 na 10 ofiar straciło co najmniej część danych. Średnio aż 1/3 zasobów nie udało się odzyskać. Przestępcy dostają się do firmowej sieci najczęściej za pomocą linków w wiadomościach e-mail prowadzących do złośliwych stron internetowych (phishing) oraz luk w systemach informatycznych i błędów popełnianych przez specjalistów IT.Liczba ataków Źródła ataków grafika

Wielokrotne ataki, wykorzystywanie ludzkich błędów

Według raportu Veeam, ataki ransomware w 2021 roku dotknęły o 15% więcej firm na świecie, w porównaniu z rokiem 2020. Tego typu zagrożenia stają się coraz bardziej powszechne i nasilone. Ponad połowa dużych firm (58%) doświadczyła więcej niż jednego ataku, zaś aż 16% – czterech lub więcej.

Cyberprzestępcy dostają się do infrastruktury IT najczęściej w wyniku kliknięcia przez pracowników w linki prowadzące do złośliwych stron internetowych (25%), przechwycenie danych uwierzytelniających (23%), zainfekowane aplikacje lub pakiety z aktualizacjami oprogramowania (20%) oraz spam (17%). W przypadku aż 42% firm przestępcy zyskali dostęp do sieci przez działania użytkowników. 43% ataków wykorzystywało niestaranność administratorów (wyciek danych uwierzytelniających, zainfekowane oprogramowanie, niezałatane luki).

Przestoje i utrata nawet 1/3 danych

Badanie Veeam wykazało też, że ataki ransomware stają się coraz skuteczniejsze. Firmy w Europie Środkowo-Wschodniej, które stały się ofiarami, nie były w stanie odzyskać średnio 32% utraconych danych. Co czwarta mogła odzyskać ich jedynie najwyżej 40%. Połowa dużych przedsiębiorstw wskutek ransomware’u doświadczyła przestoju w działalności. Średnio ok. 15% firmowych danych nadal pozostaje całkowicie niezabezpieczonych.

Cyberprzestępcy są dobrze zorientowani w tym, jak wykorzystywać słabe punkty w systemach firm. Jedna luka w zabezpieczeniach może narazić przedsiębiorstwo – utracone bywają nawet kopie zapasowe i dane archiwalne, które nie są odpowiednio chronione przez działy IT. Pracownicy IT w firmach powinni zadawać sobie pytanie nie „czy”, ale „kiedy” staną się celem ataku. Chociaż wzrost popularności zagrożeń skłania firmy do wzmacniania ochrony, w rzeczywistości prawie wszystkie systemy komputerowe są podatne na naruszenia.

Presja złym doradcą – jak chronić się przed skutkami ataku?

Wiele firm czuje presję, aby zapłacić okup, gdyż wydaje się to najszybszą ścieżką neutralizacji szkód związanych z przestojami. Naraża to jednak przedsiębiorstwo nie tylko na koszty finansowe, ale też utratę reputacji. Nie daje też gwarancji, że dane zostaną odzyskane.

Firmy powinny skupić się na edukowaniu pracowników, aby utrudnić przestępcom uzyskanie dostępu do danych i systemów potrzebnych do przeprowadzenia ataku. Drugą linią obrony są narzędzia blokujące możliwość zaszyfrowania danych. Ostatnią zaś, gdy atak się powiedzie, jest opcja szybkiego przywrócenia danych z bezpiecznej kopii zapasowej. Zaleca się stosowanie zasady 3-2-1-1-0. Powinny istnieć co najmniej trzy kopie ważnych danych na dwóch różnych rodzajach nośników. Przynajmniej jedna z nich powinna się znajdować poza siedzibą firmy, w trybie offline i być niezmienna. Kopie zapasowe powinny też być zweryfikowane i nie zawierać błędów.

Odzyskiwanie danych z kopii zapasowych powinno być częścią planu zachowania ciągłości działania firmy i przywracania do pracy zasobów po awarii. W ten sposób przedsiębiorstwo nie tylko zwiększa swoją odporność na ataki, ale też unika ryzyka utraty danych oraz związanych z tym kosztów finansowych czy szkód wizerunkowych. Ważne jest także testowanie procedury odzyskiwania danych, aby upewnić się, że kopie zapasowe zostały wykonane bezbłędnie.

Inwestycję w system kopii zapasowych należy traktować podobnie jak ubezpieczenie mieszkania. Każdy ma nadzieję, że nigdy nie będzie musiał korzystać z takich zabezpieczeń, ale w razie potrzeby firma będzie chroniona, a dane bezpieczne. Skutki udanego ataku ransomware zależą m.in. od tego, jakie rozwiązanie do tworzenia kopii zapasowych firma wdrożyła i jakie środki naprawcze zastosowała. Infrastruktura zapasowa może znacznie zwiększyć odporność na takie zagrożenia.

Andrzej Niziołek, Dyrektor regionalny na Europę Wschodnią w Veeam

O raporcie:

Raport Data Protection Trends Report 2022 powstał na podstawie wyników badania zleconego przez Veeam niezależnej firmie Vanson Bourne. Wzięło w nim udział 3 tys. osób, które podejmują decyzje dotyczące infrastruktury IT w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 1000 pracowników, z 28 krajów. Dotyczyło m.in. trendów na rynku rozwiązań do ochrony danych oraz stopnia ich wdrożenia.

Omnibus na straży uczciwości – czyli koniec z fake reviews

Omnibus to potoczna nazwa unijnej dyrektywy, którą powinni znać wszyscy prowadzący działalność handlową, a zwłaszcza sprzedający online. Dyrektywa wprowadzi sporo pozytywnego zamieszania. Jej implementacja na poziomie krajowym m.in. podejmie walkę z tzw. fake reviews, czyli fałszywymi opiniami.

Polecenia to najlepsza forma reklamy oferowanych do sprzedaży towarów lub usług. Aktualnie biznes przeniósł się w znacznym stopniu do świata online i dotychczasowe przekazywanie sobie rekomendacji „z ust do ust” zastępują zamieszczane w sieci internet opinie. Czy jednak faktycznie pochodzą one od kupujących, którzy nabyli dany produkt lub usługę i chcą podzielić się swoimi spostrzeżeniami na ich temat?

Na to pytanie do tej pory nie sposób było udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Częstą praktyką było i wciąż jest publikowanie opinii przez osoby, które faktycznie nie kupiły towaru lub nie skorzystały z usługi. Powszechnym niestety działaniem jest sporządzanie pozytywnych opinii przez dedykowane podmioty na zlecenie samego sprzedającego, bądź też negatywnych przez konkurencyjne podmioty. W obu przypadkach takie opinie są niemiarodajne i stanowią nieuczciwe praktyki rynkowe.

Właśnie dlatego zostały podjęte kroki w celu uwiarygodnienia informacji i zabezpieczenia klientów przed nieprawdziwymi opiniami. Dyrektywa, zwana Omnibusem, ma więc stać na straży wiarygodności umieszczanych w sieci internet opinii i chronić nabywców przed tzw. fake reviews.

W Polsce Dyrektywa wymaga implementacji poprzez przyjęcie określonych rozwiązań w krajowych ustawach. Kwestia wiarygodności opinii zostanie zamieszczona w ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. To w niej zostaną zawarte odpowiednie postanowienia, które będą wprost regulować fake reviews jako nieuczciwą praktykę rynkową.

Troska o wiarygodność

Zgodnie z dyrektywą nieuczciwą praktyką jest wprowadzanie konsumentów w błąd poprzez powoływanie się na opinie o produkcie lub usłudze pochodzące od osób, które tak naprawdę z nich nie skorzystały. Co to oznacza w praktyce? Sprzedawcy będą zobowiązani stworzyć odpowiedni mechanizm, który umożliwi weryfikację wiarygodności osób piszących opinie.

Piłka po stronie przedsiębiorcy

Zarówno dyrektywa, jak i projektowane przepisy implementacyjne na poziomie krajowym, nie określają w sposób dokładny i konkretny, jaki mechanizm powinien zostać stworzony. A zatem to przedsiębiorcy powinni wdrożyć rozwiązania, które zapewnią sprawdzalność czy osoba pozostawiająca opinię faktycznie kupiła produkt lub usługę i co istotne mogła z nich skorzystać.

Za niewystarczający zatem będzie uznany sam fakt zakupu produktu lub usługi. Wymogów Dyrektywy nie spełni mechanizm przyjęty u konkretnego sprzedawcy, polegający na wystawianiu opinii tuż po zakupie, ale przed dojściem przesyłki do nabywcy.

To przedsiębiorcy będą ponosić odpowiedzialność i będą musieli udowodnić w razie kontroli prezesa UOKiK, że podejmują uzasadnione i proporcjonalne kroki w celu sprawdzenia czy opinie pochodzą od realnych nabywców ich produktów lub usług. Potencjalnych rozwiązań jest kilka.

Po pierwsze, możliwość dodawania opinii mogą mieć jedynie zalogowani klienci, którzy kupili i otrzymali dany produkt lub usługę. Taki klient wystawiając opinię korzysta ze swojego loginu, poprzez który można sprawdzić, czy faktycznie dokonał on zakupu. Ten mechanizm wyklucza jednak opcję „zakupów bez rejestracji”, która również jest często wybierana przez nabywców, zmęczonych posiadaniem kolejnych kont, loginów i haseł.

Alternatywną opcją jest wprowadzenie wymogu polegającego na tym, że klient wraz z opinią będzie podawać podstawowe dane, które pozwolą połączyć go z zakupionym produktem. Taka procedura może jednak zniechęcić kupujących do pozostawiania opinii.

Trzecią opcją jest przesyłanie kupującym po dotarciu do nich przesyłki z towarem lub po realizacji usługi w korespondencji mailowej specjalnego linku przekierowującego do opcji publikacji opinii.

Wydaje się, że ostatnie z zaprezentowanych rozwiązań najpełniej realizuje cel weryfikacji wystawianych opinii, ale wymaga po stronie Sprzedawcy wdrożenia odpowiedniego mechanizmu.

Poza stworzeniem samego mechanizmu konieczne będzie także poinformowanie klientów o tym fakcie, a więc wyjaśnienie w jaki sposób sprzedawca weryfikuje wiarygodność opinii.

Dodatkowo, w myśl dyrektywy, powinien on podać także informację odnośnie przetwarzania opinii, tzn. wyjaśnić, czy publikuje wszystkie opinie, zarówno pozytywne, jak i negatywne, i czy przypadkiem nie są one sponsorowane (ten zapis nie ma jednak odzwierciedlenia w polskich przepisach implementacyjnych).

Opinie nie w sklepie, to gdzie?

Działanie zgodnie z dyrektywą Omnibus będzie zatem wymagać włożenia sporo wysiłku w zbieranie sprawdzalnych opinii.

Jeśli Sprzedawca nie będzie chciał sam weryfikować opinii, może skorzystać z odesłania do stron zewnętrznych porównywarek, które również zbierają opinie. Jest to praktyka, która nie narusza praw konsumentów. Przedsiębiorca w takim przypadku musi jednak pamiętać, że ponosi odpowiedzialność za to, czy zewnętrzne strony przeglądarki faktycznie weryfikują pozostawiane tam opinie.

Oczywiście można tego wszystkiego nie robić rezygnując po prostu z sekcji „opinie” na własnej stronie sklepu czy stronie internetowej. Takie rozwiązanie jednak może okazać się niekorzystne dla przedsiębiorcy, który sam pozbawi się skutecznego narzędzia reklamy. Klienci decydując się na zakup produktu lub usługi kierują się opiniami innych i jeśli opinie te staną się faktycznie weryfikowalne, zyskają na znaczeniu.

Czy Sprzedawca może usuwać opinie?

Skoro Sprzedawca musi dbać o wiarygodność opinii to czy zatem ma prawo w nie ingerować? Owszem może, jeśli będzie to reakcja na komentarz sformułowany w sposób wulgarny, obraźliwy, zawierający dane wrażliwe. Taki wpis można usunąć. Jednak wszystko w odpowiednich granicach – jeśli usuwanie opinii negatywnie odnoszących się do oferowanych usług lub produktów będzie mieć charakter systematyczny i powtarzalny będziemy mieli do czynienia z naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów.

Co z marketingiem szeptanym?

Zgodnie z dyrektywą Omnibus nieuczciwą praktyką rynkową będzie także zamieszczanie lub zlecanie zamieszczania nieprawdziwych opinii albo też ich zniekształcanie po to, aby promować produkt. W tym kontekście należy zwrócić uwagę na działanie wyspecjalizowanych agencji marketingowych, zajmujących się tzw. marketingiem szeptanym. Zlecanie im publikowania opinii i komentarzy na forach, grupach dyskusyjnych czy pod artykułami uznane będzie za nieuczciwą praktykę rynkową i będzie stanowić naruszenie zbiorowych interesów konsumentów.

Podsumowując, przed nami prawdziwa rewolucja. Choć wciąż nie ma wdrożonych polskich przepisów implementujących dyrektywę (aktualnie w pracach legislacyjnych sejmu) i przedsiębiorcy jeszcze nie mają prawnego obowiązku stosowania się do niej, to już teraz powinni wykorzystać okres wakacyjny i odpowiednio się przygotować. Dzięki temu polskie przepisy nie zaskoczą ich w tzw. ostatniej chwili. Odpowiednie przygotowanie bez pośpiechu jest tym bardziej istotne, że niejednokrotnie koniecznym będzie wdrożenie konkretnych rozwiązań i mechanizmów, co przełoży się na wysiłek, czas i wydatki.

Autorką komentarza jest Radca Prawny Aleksandra Zaliwska, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.) oraz współautorka bloga prawniczego www.tozależy.pl.

W czerwcu dalszy spadek popytu na kredyty mieszkaniowe

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że w czerwcu 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 59,9% w porównaniu do czerwca 2021 r.

W czerwcu 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 19,52 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 48,42 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 59,7%. W porównaniu do maja 2022 r. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było mniej o 18,1%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w czerwcu br. wyniosła 340,85 tys. zł i była niższa o
0,5% w relacji do wartości z czerwca 2021 r. i niższa o 0,9% niż w maju 2022 r.

– Tak jak zapowiadałem w moim poprzednim komentarzu, przewidywania wobec czerwcowego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe niestety sprawdziły się. Popyt pogłębił jeszcze bardziej spadki i nic nie zapowiada, że osiągnął już najniższy poziom, a odbicia od dna na razie nie widać na horyzoncie. Obecny czerwcowy odczyt Indeksu jest już kolejnym potwierdzeniem bardzo dużego schłodzenia a wręcz zamrożenia na rynku kredytów mieszkaniowych. Czerwcowa wartość Indeksu jest najniższa w historii pomiaru od stycznia 2008 r. czyli od 14 lat. Na czerwcową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o prawie 60% niż przed rokiem liczba wnioskodawców. Jest ona na najniższym poziomie od stycznia 2007 r. czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskodawców. Trzeba pamiętać, że liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy regularnie spadała już od kwietnia 2021 r. Negatywny spadek liczby wnioskodawców był mitygowany rosnącą średnią wartością wnioskowanego kredytu. Lecz od marca spada co miesiąc również średnia kwota wnioskowanego kredytu, co może świadczyć, że kredytobiorcy finansują tańsze (mniejsze) nieruchomości. Przed możliwością wystąpienia takiego negatywnego scenariusza tzn. spadku zarówno liczby wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu ostrzegałem już w zeszłym roku. Obecnie on się materializuje. Niestety obawiam się, że w kolejnych miesiącach zarówno liczba wnioskujących jak i średnia kwota wnioskowanego kredytu jeszcze spadną, co spowoduje kolejny negatywny rekord w wartości samego BIK Indeksu popytu na kredyty Mieszkaniowe – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

popyt na kredyty mieszkaniowe

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 10 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Firmy wracają do pracy stacjonarnej, choć ludziom nie tak łatwo jest już wrócić za biurko

– Zmiany, jakie możemy obserwować na rynku wskazują, że biznes wraca do pracy w tradycyjnych biurach. Część pracodawców już wiosną zdecydowała się na powrót do standardowej formy pracy, przynajmniej w ograniczonym wymiarze. Wiele firm wdraża teraz ten proces. A te, które nie wyszły jeszcze z home office mają już nakreślony plan przejścia do biur i zamierzają wprowadzić go w nadchodzących tygodniach i miesiącach. O utrzymaniu pracy zdalnej myśli niewiele podmiotów. Dominują wśród nich firmy z sektora szeroko rozumianych, nowych technologii – informuje Mateusz Strzelecki, Head of Tenant Representation/Partner w Walter Herz. – Na uwagę zasługuje sposób, w jaki wprowadzane są zmiany. Na ogół aplikowane są stopniowo, po konsultacjach z zespołami, które w większości mają wpływ na tempo i tryb ich wprowadzania – dodaje Mateusz Strzelecki.

– Pracodawcy wychodzą z założenia, że stopniowe ograniczanie pracy zdalnej to najlepszy kierunek działania dla firmy. Izolacja nie sprzyja integracji ludzi, nie stwarza przestrzeni do wypracowania kreatywnych rozwiązań i wymiany doświadczeń. Globalne trendy związane z upowszechnieniem się pracy zdalnej pozwoliły zweryfikować efektywność takiego systemu pracy i redefiniować współpracę zespołową. Wiadomo już, że nie jest to optymalny styl pracy, przede wszystkim dla firm, których rozwój opiera się na wymianie myśli w teamach projektowych. Utrudnia transfer wiedzy i budowanie relacji oraz kultury organizacyjnej, które są dla biznesu fundamentalne – mówi Magda Zagrodnik, Head of HR & Business Partner w Walter Herz.

Liczy się wyczucie pracodawcy

Magda Zagrodnik zauważa, że pracodawcy mają dziś przed sobą spore wyzwanie. Muszą pogodzić potrzeby biznesowe, dotyczące pracy w biurze z oczekiwaniami pracowników, którzy na ogół nie chcą wracać do modelu całkowicie stacjonarnego. Spora część nadal woli korzystać z elastycznych form pracy. Wprowadzanie systemu hybrydowego wymaga więc od firm dużego taktu.

– Pracodawcy mają trudne zadanie. Wiąże się to z tym, że sporej zmianie uległ sposób percepcji ludzi. Stali się bardziej niezależni, świadomi równowagi miedzy pracą a życiem prywatnym. Wypracowali elastyczność, ale i umiejętność jasnego określania swoich oczekiwań. To sprawia, że wszelkie próby twardego narzucania zmiany organizacji pracy mogą przynieść teraz odwrotny skutek. Większość kandydatów deklaruje, że chętniej zatrudni się w firmie, która umożliwia dowolny wybór trybu pracy. Dlatego umiejętny sposób zarządzania procesem zmiany, podniesienie komfortu pracy w biurze oraz zobrazowanie pracownikom korzyści wynikających z pracy zespołowej na żywo, może pozytywnie na nich wpłynąć i zachęcić do powrotu do biur – zauważa Magda Zagrodnik.

W biurze jak w domu

– Po przeszło dwóch latach pracownicy przyzwyczaili się do pracy z domu i wyciągnięcie ich ze strefy komfortu to dla niektórych kolejny szok, podobny do tego, który przeżyli na początku pandemii. Powrót do biur dla wielu osób to ogromna zmiana i tym bardziej warto zachęcać ich do tego, a nie zmuszać. Nasi klienci, firmy, które sprawnie przeszły proces powrotu do biur odpowiednio się do tego przygotowały. Przystosowały swoje przestrzenie biurowe na nowe potrzeby, zainwestowały w działania HR-owe, motywacyjne i pomocowe. Stworzyły komfortowe warunki pracy, których pracownicy nie mają w domu – dodaje Magda Zagrodnik.

Magda Zagrodnik uważa, że home office utrudnia zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym. Przede wszystkim jednak hamuje osobisty rozwój pracowników, szybką wymianę informacji, nawiązywanie relacji między ludźmi, blokuje cykl integracji w firmie, a także utożsamianie się z marką i zwiększa rotację.

– Patrząc na napływające do nas w ostatnim czasie zapytania i zawierane transakcje najmu widzimy, że nawet podmioty z sektora IT zaczynają wracać do biur. Ich pracownicy również potrzebują wsparcia i motywacji oraz umocnienia poczucia przynależności do zespołu, które daje im hybryda. Nasi klienci przygotowują szerokie pakiety benefitów, którymi starają się zachęcić do pracy stacjonarnej – informuje Mateusz Strzelecki.

Firmy stawiają teraz na przytulne, domowe aranżacje, jakość wyposażenia, nowoczesne technologie, zieleń. Wprowadzają projekty HR- rowe  służące integracji, chcąc wytworzyć miły, rodzinny klimat. W biurach tworzone są funkcjonalne strefy. Powstaje więcej przestrzeni do pracy w ciszy, których brakowało w gwarnych open space’ach.  Pracodawcy inwestują w nowoczesne technologie, by zespół mógł komfortowo przeprowadzać video rozmowy z klientami czy pracownikami z innych działów. Tworzą także obszerne części kuchenno-eventowe oraz strefy do odpoczynku, gdzie można się zrelaksować, korzystając np. z foteli do masażu, hamaków czy bieżni i rowerów stacjonarnych.

HR Business Partner – kim jest i jakie ma obowiązki w organizacji

HR Business Partner (nazwę tego stanowiska można w skrócie zapisać jako HR BP) zajmuje się realizacją celów i strategii biznesowych firmy w obszarze zasobów ludzkich. Jest prawą ręką zarządu i dyrektorów, gdy chodzi o różne aspekty związane z pracownikami.

Jako ekspert może brać udział w różnych procesach: rekrutacji, wdrażania pracowników (onboarding), rozwiązywania sporów, restrukturyzacji i rozwiązywania umów z pracownikami, których kierownicy uznają, że czas się rozstać.

Skoro firma to ludzie, to nie da się rozwijać jej bez dbania o pracowników i pewności, że dobrze czują się w organizacji, a ich potencjał jest wykorzystywany w odpowiedni sposób.

HR Business Partner ma być wsparciem dla menedżerów zajmujących się różnymi obszarami działalności firmy. W zależności od ustaleń i modelu pracy, może umawiać się z menedżerami na bieżące doradztwo dotyczące zarządzania pracownikami albo obserwować sytuację w działach i reagować, gdy uzna, że dzieje się w nich coś niepokojącego.

Może również regularnie spotykać się z menedżerami, aby omawiać z nimi sytuację w zespołach i podpowiadać, w jaki sposób usprawnić komunikację i stworzyć lepsze ramy dla współpracy.

Dowiedz się więcej o programie rozwojowym HRBP – Program HR Biznes Partnera organizowanym przez firmę szkoleniową Certes.

Z całą pewnością możemy powiedzieć, kim HR BP nie jest: specjalistą ds. kadr i płac oraz rekrutacji, gdyż jego obowiązki są dużo szersze. Aby pełnić swoją funkcję musi wykazać się doskonałą znajomością branży, w której działa, wyczuciem biznesowym oraz dobrą orientacją we wszystkich obszarach HR.

Tu nie wystarczy wąska specjalizacja. HR BP musi się znać na rekrutacji, motywowaniu, rozwiązywaniu konfliktów, ale także znać najnowsze metody zarządzania zespołami i umieć je przedstawić menedżerom bezpośrednio kierującymi poszczególnymi działami. Wykonywanie tej roli wymaga kompleksowej wiedzy i doświadczenia, więc z reguły jest kolejnym etapem kariery zawodowej.

Koncepcja HR business partneringu ma 30 lat

Jako pierwszy specyfikę profesji HR business partneringu opisał amerykański profesor Dave Ulrich. Zespół Ulricha co pięć lat, począwszy od 1987 roku, przeprowadzał badanie, którego celem było uchwycenie najbardziej pożądanych cech specjalistów HR.

To największe tego rodzaju badanie na świecie. Kolejne edycje badania potwierdzają, że najważniejsze w codziennej pracy HR BP jest wyznaczanie kierunku („strategiczny pozycjoner”) i zachęcanie ludzi, by za nim podążali („wiarygodny działacz”). Dodatkowo HR BP musi zarządzać („nawigować”) różnymi sprzecznościami w biznesie (na przykład znaleźć balans między celami krótko i długoterminowymi oraz oczekiwaniami wewnętrznymi i zewnętrznymi).

Kluczowe kompetencje HR BP

Zarówno z badań zespołu Dave’a Ulricha, jak również opracowań firm doradczych wynika, że wśród najbardziej pożądanych cech i umiejętności HR Business Partnerów znajdują się:

  • znajomość biznesu – bez wiedzy dotyczącej działalności branży i konkretnej firmy HR BP nie może planować działań i proponować usprawniania procesów,
  • wiarygodność i umiejętność budowania relacji opartych na zaufaniu – muszą mu ufać pracownicy, dla których stanie się rzecznikiem interesów oraz kierownictwo firmy, które będzie korzystać z wiedzy eksperckiej HR BP,
  • umiejętność budowania strategii – HR BP nie tylko reaguje w bieżących sprawach dotyczących firmy, ale także przygotowuje strategie dotyczące polityki zatrudnienia. Musi przewidzieć, jak w przyszłości będzie zmieniał się rynek i dopasować to do działalności firmy, jej planów rozwoju i możliwości.

Obowiązki HR Business Partnera w organizacji

Obowiązki HR BP mogą być różnorodnie ukształtowane, ale z reguły obejmują:

  • przeprowadzanie i koordynowanie rekrutacji,
  • odpowiedzialność za onboarding i offboarding,
  • proponowanie nowych rozwiązań w zakresie zatrudnienia,
  • zarządzanie talentami poprzez proponowanie indywidualnej ścieżki rozwoju wyróżniającym się pracownikom,
  • przygotowywanie oferty szkoleń,
  • motywowanie podwładnych i przekazywanie menedżerom wiedzy na temat tego, w jaki sposób mogą zachęcać swoje zespoły do lepszej pracy,
  • proponowanie rozwijania oferty świadczeń pozapłacowych, benefitów,
  • angażowanie się w rozwiązywanie konfliktów w firmie.

Jak zdobyć odpowiednie kompetencje i umiejętności?

Aby skutecznie wykonywać pracę HR BP, kandydat musi posiadać duże doświadczenie zawodowe. Trudno doradzać innym i przygotowywać wieloletnią strategię, gdy dany temat zna się tylko z teoretycznych szkoleń. Niezbędne jest więc przepracowanie kilku lat w różnych obszarach HR.

Nie znaczy to, że wiedza teoretyczna nie ma znaczenia. Kursy i studia podyplomowe porządkują informacje, a zajęcia praktyczne obejmują szereg case studies, dzięki którym w przyszłości ich absolwent będzie umiał szybko przeanalizować sytuację, w której znajdzie się jego firma i zaproponować odpowiednie rozwiązanie.

Kilkanaście uczelni wyższych, państwowych i prywatnych, oferuje roczne studia podyplomowe na kierunku HR Business Partner. Są one przeznaczone dla osób, które chcą rozwijać się w obszarze zarządzania ludźmi, pracują w działach HR lub wspierają procesy zarządzania ludźmi w organizacji.

Mogą być również ciekawym uzupełnieniem wiedzy dla właścicieli firm i menedżerów, zwłaszcza jeśli wcześniej nie pochylali się nad zagadnieniami dotyczącymi zarządzania zespołami.

Tego rodzaju studia podyplomowe oferowane są między innymi na AGH w Krakowie, SGH w Warszawie, Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach, w kilku filiach Wyższej Szkoły Bankowej. Ponadto organizowane są szkolenia i programy rozwojowe, przygotowujące do wykonywania zawodu, prowadzone przez trenerów z branży.

Dowiedz się więcej o programie rozwojowym HRBP – Program HR Biznes Partnera organizowanym przez firmę szkoleniową Certes.

Zarobki w branży są bardzo atrakcyjne

Dojście do pozycji HR Business Partnera wymaga kilku lat doświadczenia i stałego doszkalania się. Nagrodą są dobre zarobki i szerokie perspektywy dalszej kariery, gdyż zapotrzebowanie na sprawnych menedżerów HR jest bardzo duże. Ile można zarobić?

Z danych zebranych przez serwis zarobki.pracuj.pl w oparciu o ankiety wypełnione przez HR Business Partnerów wynika, że co drugi zatrudniony w tym obszarze zarabia co najmniej 9 tysięcy złotych brutto. HR Business Partnerzy najczęściej pracują w dużych firmach. Tego typu stanowisko rzadko występuje w średnich przedsiębiorstwach.

Obawy przed recesją windują niepewność przed posiedzeniem RPP

Sytuacja na rynkach walutowych zależy teraz w większym stopniu od obaw dotyczących recesji niż od polityki banków centralnych czy różnic w stopach procentowych. Polski złoty oparł się tej tendencji, choć dane PMI zjechały w dół. Doprowadziło to do spadków wycen podwyżek stóp procentowych, wyraźnie wzrosła też niepewność w zakresie dalszych kroków RPP.

Najlepiej radzącymi sobie w ostatnim tygodniu walutami były te uznawane za bezpieczne: przodowały jen japoński i dolar amerykański, jednak frank szwajcarski również radził sobie dobrze, zajmując czwartą pozycję, za dolarem kanadyjskim. Wydaje się, że jen próbuje powrócić na pozycję waluty safe haven, odrabiając niewielką część strat, jakich doświadczył w ostatnich miesiącach. W tym samym czasie wyraźnie spadały rentowności obligacji, pikowały również indeksy akcji.

Pierwsza połowa roku była brutalna dla aktywów ryzykownych, a zeszły tydzień był dla niej odpowiednim zakończeniem. Waluty rynków wschodzących w większości notowały straty względem dolara, ale w znacznej mierze utrzymały się w parze z walutami europejskimi – niskie wyceny i ogromne różnice stóp procentowych na ich korzyść wydają się zachęcać część inwestorów.

Obawy dotyczące recesji wzrosły do naszym zdaniem nieuzasadnionego poziomu, co sprawia, że publikowany w tym tygodniu (08.07) raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy będzie bardzo istotny. Spodziewamy się kolejnego silnego raportu, pokazującego przyrost miejsc pracy powyżej trendu, rekordowo niskie bezrobocie i przyzwoity nominalny wzrost płac, co powinno nieco złagodzić niepokoje. Opublikowane zostaną również minutki z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej (06.07) i podobny dokument opisujący dyskusję Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego (07.07). Powinny one rzucić światło na to, jak bankierzy centralni chcą pogodzić ograniczenie inflacji i ryzyko gwałtownego spowolnienia gospodarczego.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie w parze z euro, nieznacznie poniżej psychologicznego poziomu 4,70. Można uznać to za niezły wynik, biorąc pod uwagę niesprzyjające otoczenie zewnętrzne i ponure dane z krajowej gospodarki. Te ostatnie obejmują czerwcowy odczyt PMI dla przemysłu, który na poziomie 44,4 pkt sugeruje wyraźną recesję sektora. Dane o aktywności gospodarczej niestety wyraźnie rozjeżdżają się z danymi o inflacji, która zgodnie ze wstępnym odczytem wyniosła w czerwcu 15,6%, osiągając kolejny rekord.

Dane PMI doprowadziły do spadków wycen podwyżek stóp procentowych – rynek nie ma już przekonania, że stopy przebiją 8%. Wyraźnie wzrosła niepewność w zakresie tego, jakie kroki podejmie Rada Polityki Pieniężnej w tym tygodniu i później. W przypadku oczekiwań prognostów trudno mówić o konsensusie – rozstrzał dotyczący nadchodzącej podwyżki stóp jest duży (50–100 pb.), a część prognoz może być jeszcze aktualizowana. Pojawiają się też głosy, że – w kontekście pogorszenia danych makro – RPP powinna wstrzymać się z podwyżkami. O ile wygląda na to, że koniec podwyżek zbliża się wielkimi krokami, o tyle w obliczu ciągle wysokiej, a potencjalnie i rosnącej inflacji pauza w cyklu czy też natychmiastowe zakończenie go na tym etapie mogłyby wysłać niewłaściwy sygnał zarówno rynkom, jak i uczestnikom życia gospodarczego.

W kontekście posiedzenia RPP równie istotne, jeśli nie istotniejsze niż sama decyzja, będą sugestie dotyczące dalszych kroków, dlatego najbliższą, prawdopodobnie piątkową konferencję prasową przewodniczącego Rady Adama Glapińskiego będziemy obserwować ze szczególną uwagą.

EUR

Inflacja w strefie euro nie wykazuje jeszcze oznak osiągania szczytu, które są widoczne w przypadku inflacji w USA – częściowo ze względu na większy wpływ na nią cen energii, a częściowo z powodu ogólnego opóźnienia w danych. Nieznaczny spadek głównej miary, który zaobserwowaliśmy w zeszłym tygodniu, był w całości spowodowany jednorazowymi działaniami administracyjnymi w Niemczech, zaś uwagę skupił na sobie nieprzyjemny, dwucyfrowy odczyt w Hiszpanii. Bardziej pozytywny, lecz właściwie niezauważony, był spadek stopy bezrobocia w strefie euro do rekordowo niskiego poziomu.

Na najbliższym posiedzeniu EBC (21.07) niemal pewna jest podwyżka stóp procentowych o 25 pb., a na wrześniowym – prawdopodobna o 50 pb. Uważamy, że w obecnej cenie wspólnej waluty zawiera się wiele niekorzystnych wieści i ma ona przestrzeń do istotnego umocnienia w parze z dolarem amerykańskim, gdy sytuacja aktywów ryzykownych ulegnie stabilizacji.

USD

W zeszłym tygodniu pojawiły się zachęcające oznaki, że inflacja w USA może jeszcze nie spada, ale przynajmniej też nie rośnie. Bazowa dynamika indeksu cen wydatków konsumpcyjnych (PCE) wzrosła poniżej oczekiwań i wydaje się, że ustabilizowała się na zanualizowanym poziomie ok. 4%. Jest on powyżej strefy komfortu, lecz znacznie poniżej dynamiki CPI. Ceny żywności i surowców energetycznych przestały rosnąć, a niektóre nawet spadają, więc w nadchodzących miesiącach możemy zaobserwować spadek inflacji.

Obecnie uważamy, że kolejna podwyżka o 75 pb. ze strony Fedu 27.07 jest mało prawdopodobna, co jest co najmniej umiarkowanie pozytywną wiadomością dla euro i ogólnie aktywów ryzykownych.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Nadal słabną na GPW akcje banków

W piątek najniższy poziom od jesieni 2020 zaliczyła brazylijska Bovespa. W USA główne indeksy w piątek wzrosły (S&P 500 +1,06 proc., DJIA +1,05 proc., Nasdaq Composite +0,9 proc.). Ten piątkowy wzrost był dziś rano korygowany: ok godz. 10-tej kontakty na S&P 500 spadały o 0,68 proc.

Swe nowe 1,5 roczne minima osiągnęły dziś główne indeksy rynków akcji na Tajwanie i w Korei Południowej.

W Europie DAX i CAC 40 nadal próbowały się utrzymać powyżej swoich minimów z marca.

GPW była dziś rano raczej słaba (WIG-20 -0,66 proc. ok. godz. 10-tej). Nowe roczne minimum osiągnął dziś WIG-Banki (-2,28 proc. ok. godz. 10-tej). Ponad 3 proc. spadały dziś rano ceny akcji Banku Handlowego, Banku Millennium, Aliora, mBanku, PKO BP oraz Pekao SA. Ceny akcji tych dwu ostatnich – największych w Polsce banków – osiągnęły dziś swe nowe roczne minima. Również najniżej od przynajmniej roku były dziś ceny akcji ING BSK, Alior Banku oraz Millenium. Na drugim biegunie był dziś WIG-Paliwa, który rósł rano o 2,4 proc. (PGNiG +3,01 proc., PKN Orlen +2,5 proc.).

Lekko w górę odbijały dziś przeważnie rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Rentowność polskich 10-latek wzrosła dziś rano do poziomu 6,542 proc.

Cena ropy naftowej była dziś rano stabilna (WTI +0,01 proc., Brent +0,05 proc. ok. 9:50). Najtańsze od ponad roku były dziś kontrakty na miedź na COMEX-ie.

Amerykański dolar ustanowił dziś swój 5-letni szczyt względem tajlandzkiego bata. W piątek USD był najwyżej w historii względem chilijskiego peso. Kurs EUR/USD utrzymywał się poniżej poziomu 1,05, ale przebywał powyżej swoich minimów z maja i czerwca.
Złoty lekko słabł (EUR/USD +0,23 proc., USD/PLN +0,24 proc.).

Kurs Bitcoina względem dolara nadal przebywał poniżej 20000 USD (-0,92 proc. ok. 9:45 proc.), ale utrzymywał się powyżej poziomu swego czerwcowego minimum. Ten poziom jest o tyle znaczący, że był szczytem cyklicznej hossy Bitcoina w grudniu 2017 roku.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Wysoka inflacja będzie nadal prowadzić do wzrostu stóp procentowych

Regionalne banki centralne coraz bardziej zaostrzają politykę pieniężną. Węgierski MNB, który zaskoczył rynki finansowe, gdy nagle podniósł swoją bazową stopę procentową o 185 pkt. bazowych z 5,4% do 7,25%, nie jest w tym przypadku wyjątkiem. Powodem była wysoka inflacja, która w maju osiągnęła 10,7% r/r oraz próba zapobiegnięcia osłabieniu węgierskiego forinta. Trwa zacieśnianie polityki pieniężnej, a stopy procentowe mogą dalej rosnąć, dopóki banki centralne nie zaobserwują stopniowego spowolnienia tempa wzrostu cen. Podwyżka stóp procentowych najprawdopodobniej wesprze waluty regionalne, takie jak PLN, CZK czy HUF w stosunku do EUR.

W Polsce, Czechach i na Węgrzech banki centralne szybko zaostrzają politykę pieniężną, podczas gdy EBC (prawdopodobnie z powodu problematycznych gospodarek takich jak Włochy) nadal prowadzi ją niezwykle luźno. Rynki walutowe uważnie obserwują wszelkie oznaki spowolnienia inflacji. Jeden z nich pojawił się w tym tygodniu, kiedy niemiecka inflacja zharmonizowana niespodziewanie spadła z 8,7% do 8,2% r/r. Z drugiej strony, już następnego dnia opublikowano wyniki, według których inflacja zharmonizowana we Francji przyspieszyła z 5,8% do 6,5%. Według piątkowych wyników, czerwcowa inflacja w Polsce mierzona wskaźnikiem cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrosła do 15,6% r/r. Wzrost stóp procentowych w Polsce będzie więc kontynuowany.
Złoty osłabił się w tym tygodniu i w piątek rano był notowany na poziomie 4,71 zł/EUR. Dolar umocnił się w tym tygodniu wobec euro i na koniec tygodnia był na poziomie 1,045 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Fatalne dane z Polski

Otrzymaliśmy dzisiaj dwa bardzo ważne odczyty z Polski. Pierwszy to odczyt wskaźnika koniunktury, drugi to odczyt wzrostu cen. Oba pokazują niewesoły obraz przyszłości.

Słabsze odczyty w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat dochodów i wydatków Amerykanów. Sytuacja, gdzie dochody rosną o 0,5% w ujęciu miesięcznym, a wydatki o 0,2% to teoretycznie korzystny wariant. Obywatele mniej się zadłużają. Problem w tym, że analitycy spodziewali się większych wydatków, zatem odczyt ten jest interpretowany jako zapowiedź spowolnienia w gospodarce. Do tego dochodzą dane z amerykańskiego rynku pracy. Wynik 231 tysięcy wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to lepiej o 2 tysiące niż tydzień temu. Gorzej jednak od oczekiwań. Nie są to oczywiście wysokie wyniki dla tej gospodarki. Wartości w tych okolicach to typowe wskazania dla stabilnego rynku pracy za oceanem. Te dwa słabsze od oczekiwań wyniki były jednak pretekstem dla wielu inwestorów, by realizować zyski na umocnieniu dolara. W rezultacie mieliśmy krótką, aczkolwiek silną, korektę w drugiej części dnia.

Fatalne PMI dla przemysłu

Dzisiaj dzień odczytów PMI dla przemysłu. Wynik dla Polski jest szczególnie niemiłą niespodzianką. Analitycy spodziewali się dalszych spadków do 48 z 48,5 pkt. Byłoby to dalsze oddalanie się od kluczowej granicy 50 pkt, oddzielającej rozwój od recesji. Odczyt wyniósł jednak 44 pkt, co pokazuje, że entuzjazm w Polsce dołuje. Podobnie zresztą dzieje się w innych krajach. Tak duży spadek może sugerować, że przedsiębiorcy w dobie coraz wyższych stóp procentowych przestają robić tak duże zamówienia. Jest to też bardzo słaby prognostyk na przyszłość. Zapowiada bowiem spowolnienie w gospodarce, a to zła wiadomość dla polskiego złotego.

Ceny rosną coraz szybciej

Poznaliśmy dzisiaj wzrost cen w Polsce. Inflacja przyspieszyła do 15.6%. Miesiąc temu było to 13,9%. Pokazuje to, że pomimo wzrostu stóp procentowych do poziomu 6%, inflacja w dalszym ciągu przyspiesza. Niepokojącą wiadomością jest fakt, że wzrost inflacji jest znacznie wyższy niż wzrost stóp procentowych. Jesteśmy obecnie w dość dziwnej sytuacji. Jednocześnie inflacja sugeruje konieczność dalszych podwyżek stóp procentowych, z drugiej strony indeksy koniunktury sugerują, że nie powinno się tego robić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rekordowy odczyt inflacji. Słabe dane z prowadzą do osłabienia złotego

Napłynęły do nas kolejne złe wiadomości. Według GUS inflacja w Polsce jest najwyższa od 25 lat, a odczyty indeksu PMI dla przemysłu spada do najniższego poziomu od pandemii. Sygnały recesji nadchodzą nie tylko zza Oceanu, ale są obecne również w naszym kraju. W odpowiedzi obserwujemy osłabienie polskiej waluty.

Inflacja w Polsce za czerwiec sięgnęła poziomu 15,6% r/r, nieco wyżej od oczekiwań na poziomie 15,5%, ale znacznie powyżej poprzedniego poziomu 13,9% r/r. Oczywiście w dużej mierze musimy za to winić ceny paliw i energii. Te pierwsze wzrosły o 46,7% rok do roku i aż 9,4% w stosunku do poprzedniego miesiąca. Co ciekawe warto zauważyć, że ceny ropy naftowej wcale nie są tak wysokie jak było to w marcu, a w zasadzie cena ropy zakończyła czerwiec spadkowo, pierwszy raz od 8 miesięcy. Złoty oczywiście miał się mieszanie w ostatnim miesiącu, w szczególności w stosunku do dolara, ale wysokie ceny paliw są z pewnością zastanawiające. Oczywiście można to tłumaczyć problemami po stronie wysokiego popytu i ograniczonych mocy przerobowych. Takie problemy są widoczne na całym świecie, a w Stanach Zjednoczonych ceny sięgnęły ponad 5 dolarów za galon, gdzie w trakcie pandemii ceny spadły nawet poniżej 2.

Wracając jednak do sprawy inflacji w Polsce, to widać, że mamy potężny wpływ cen surowców na dynamikę inflacji. Ceny energii wzrosły o 35,3% r/r, a ceny żywności „zaledwie” o 14,1% r/r. Dzisiejsze dynamiki tych wszystkich trzech najważniejszych grup są najwyżej od początku roku. Jak widać, szczyt inflacyjny jest jeszcze przed nami, co powinno sugerować dalsze mocne podwyżki stóp procentowych w Polsce. Obecnie mamy poziom 6% dla głównej stopy, ale można oczekiwać, że stopy powinny wzrosnąć przynajmniej do połowy szczytu inflacyjnego. W takim wypadku na ten moment prognoza 7,5% na koniec roku wydaje się być całkiem sensowna.

Inflacja nie jest jedynym problemem

Mamy jednak drugi problem – znaczne osłabienie aktywności gospodarczej. W Stanach Zjednoczonych bank centralny wydaje się nie przejmować sygnałami recesyjnymi i za wszelką cenę chce doprowadzić do spadku inflacji. W zasadzie można podejrzewać, że Fed sam chce wpędzić gospodarkę w kontrolowaną recesję. W tym tygodniu sam szef Fedu, Jerome Powell przyznał, że dopiero teraz zdali sobie sprawę, jak niewiele wiedzą o naturze obecnej inflacji.

Wracając jednak do kwestii aktywności gospodarczej w Polsce. Indeks PMI spada do poziomu 44,4 punktów za czerwiec – najniższego poziomu od pandemii. Przypomnijmy, że poziom 50 punktów oznacza granicę ekspansji i spowolnienia lub recesji. W takim wypadku możemy oczekiwać pogarszającej się sytuacji, co może mieć na uwadze również bank centralny. Niemniej największym ryzykiem dla Polski byłaby stagflacja, a w tym momencie wydaje się być ona coraz bardziej prawdopodobna. Siła konsumentów w Polsce pozostaje silna, ale nasuwa się pytanie, jak długo i jak duże podwyżki są oni w stanie jeszcze znieść?

Słabe dane z Polski prowadzą do osłabienia się złotego. Za dolara płacimy 4,51 zł, za euro 4,71 zł, za franka 4,71 zł, a za funta 5,46 zł.

Michał Stajniak, Analityk XTB

Inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc., a to jeszcze nie koniec jej wzrostów

Inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc., w kolejnych miesiącach będzie dalej rosnąć. W związku z tym 7 lipca RPP ponownie podniesie stopy procentowe, choć nie tak mocno jak zrobiły to banki centralne w Czechach i na Węgrzech. Polacy na lokatach stracili rekordowe 13,4 proc. rocznie.

Czerwiec przyniósł kolejny mocny wzrost inflacji w Polsce. Według wstępnego szacunku GUS inflacja w czerwcu wyniosła 15,6 proc. wobec 13,9 proc. w maju. Choć z gospodarki napływają niekorzystne dane wskazujące na możliwość wystąpienia recesji, to szczyt inflacji jest jeszcze przed nami, czyli w najbliższych miesiącach inflacja jeszcze wzrośnie. Jej maksymalny poziom może wynieść 17-18 proc., choć może być wyższy w razie dalszego wzrostu cen paliw lub wystąpienia poważnego kryzysu związanego z dostawami gazu w Europie. Gdyby mimo sygnałów o nadchodzącej recesji popyt konsumencki w Polsce pozostawał wysoki, także inflacja może być wówczas wyższa.

Wysoka inflacja oznacza dalsze podwyżki stóp procentowych. Już 7 lipca RPP może kolejny raz podnieść stopy o 0,5-0,75 pp. Warto jednak zauważyć, że w ostatnich dwóch tygodniach banki centralne w regionie dokonały rekordowych podwyżek. W czerwcu stopy w Czechach wzrosły o 1,25 pp., a na Węgrzech aż o 1,85 pp.

Tak wysoka inflacja oznacza, że Polacy na bankowych lokatach ponoszą rekordowe straty. Na rocznej lokacie bankowej założonej na początku lipca 2021 roku i zakończonej w czerwcu 2022 roku, realna strata jej posiadacza wyniosła 13,4 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Za nami najsłabszy od I kw. 2020 kwartał na rynku akcji w USA

W zakończonym właśnie II kwartale br. S&P 500 spadł o 16,45 proc. To najsilniejszy kwartalny spadek tego indeksu od I kw. 2020, kiedy to panika wywołana wybuchem pandemii COVID-19 sprowadziła S&P 500 o 20 proc. w dół. WIG spadł w II kwartale o 17,45 proc. To również był najsilniejszy kwartalny spadek tego indeksu od I kw. 2020 (-28,03 proc.).

Główne indeksy giełdowe w USA zakończyły wczoraj drugi kwartał spadkami (S&P 500 -0,88 proc., DJIA -0,82 proc., Nasdaq Composite -1,33 proc.), ale pozostawały powyżej poziomów czerwcowych minimów. Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy nadal spadały (S&P 500 -0,79 proc. ok. 9:30).

Za wyjątkiem głównych indeksów giełd w Malezji i Tajlandii „na czerwono” były dziś giełdy w Azji i Oceanii. Najsilniejszy spadek notował tajwański TAIEX (-3,26 proc.), którego wartość spadła do najniższego poziomu od 1,5 roku. Najniżej od listopada 2020 był dziś koreański Kospi (-1,4 proc.).

Główne giełdy w Europie również były słabe dziś rano (DAX -0,54 proc., CAC 40 -0,42 proc.). Główne indeksy giełd w Szwecji i Włoszech osiągnęły dziś swe nowe roczne minima.
Nieco silniejsza była GPW, gdzie ok. 9:45 WIG-20 rósł o 0,15 proc. Wśród składników mWIG-u 40 (-0,11 proc.) najniżej od roku była cena akcji Allior Banku (-0,99 proc.). Wśród składników sWIG-u swe przynajmniej roczne minima zaliczyły ceny akcji spółek CreepyJar i Toya.

Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich spadła dziś poniżej poziomu 3 proc. (2,972 proc.). Spadła również rentowność 2-letnich obligacji rządu USA (2,92 proc.), co pozwoliło uniknąć pojawienia się ponownej inwersji krzywej rentowności w USA.

Najniżej od przynajmniej roku były dziś ceny miedzi, platyny i srebra. Ceny ropy pozostawały stabilne (WTI +0,02 proc., Brent +0,2 proc.). Po wczorajszym tąpnięciu aż o 16,53 proc. do najniższego poziomy od marca br. o 5,25 proc. odbijała w górę cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Generalnej słabości rynków towarowych przeciwstawiły się wczoraj kontrakty na drewno na CME rosnąc o 7,22 proc.

Umacniał się dziś amerykański dolar. USD nowe wieloletnie lub historyczne maksima ustanawiał względem wielu walut Azji i Oceanii: dolara australijskiego, dolara nowozelandzkiego, izraelskiego szekla, filipińskiego peso, tajlandzkiego bata i indonezyjskiej rupii. Amerykański dolar umacniał się również względem euro (EUR/USD -0,45 proc.), ale kurs pozostawał powyżej poziomów minimów z maja i czerwca.

Złoty osłabiał się w ślad za euro (USD/PLN +0,57 proc., EUR/PLN +0,17 proc.).

Kurs Bitcoina pozostawał poniżej poziomu 20000 USD, ale rósł dziś rano o 3,61 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

3 kwestie, o których musi pamiętać przedsiębiorca przy zmianie formy opodatkowania

Nowe przepisy Polskiego Ładu, które weszły w życie 1 lipca, dają możliwość zmiany formy opodatkowania tym, którzy do tej pory rozliczali się liniowo i na ryczałcie. Zanim jednak przedsiębiorca podejmie decyzję o zmianie, powinien rozważyć kilka istotnych kwestii.

Rozliczenie roczne przy zmianie formy opodatkowania

Po pierwsze, jeśli przedsiębiorcy dotychczas rozliczający się liniowo lub na ryczałcie, zdecydują się przejść na zasady ogólne za 2022 rok, muszą pamiętać o tym, że pospiech może się okazać złym doradcą.

Przy przejściu na skalę podatkową za rok 2022, deklarację rozliczenia rocznego należy złożyć do 2 maja 2023 roku. Dotychczasowi liniowcy będą składać zeznanie PIT-36 zamiast PIT 36L. Podobnie ryczałtowcy – będą musieli złożyć PIT-36, a nie jak dotychczas PIT-28.

Gdyby jednak z jakiegoś powodu taki przedsiębiorca pospieszył się ze złożeniem deklaracji rocznej za 2022 rok i złożył PIT według formy opodatkowania, jaką stosował w 2022 roku (PIT-36L lub PIT-28), to nie będzie miał już później możliwości przejścia na skalę podatkową i złożenia PIT-36. Złożenie zeznania odpowiadającego wcześniejszej formie opodatkowania zablokuje możliwość zmiany.

Warto dać więc sobie czas na podjęcie decyzji i nie spieszyć się ze złożeniem zeznania za rok 2022. Terminy ustawowe będą w tym przypadku po stronie podatnika, ponieważ od przyszłego roku wszystkie deklaracje rozliczenia rocznego – także te dotyczące liniowców i ryczałtowców – będzie można składać do 2 maja 2023 roku.

Zmiana formy opodatkowania wyłącznie za rok 2022

Po drugie, ryczałtowcy i liniowcy muszą pamiętać, że zmiana za 2022 rok ma skutki prawne tylko w odniesieniu do tego jednego roku. Przejście na skalę podatkową za rok 2022 wraz ze złożeniem zeznania PIT-36, nie jest równoznaczne ze stałą zmianą formy opodatkowania.

Jeśli podatnik chciałby rozliczać się na skali podatkowej także w roku 2023, musi pamiętać, aby osobno poinformować o tej decyzji organy podatkowe do 20 lutego 2023 roku (jeśli w styczniu osiągnie pierwszy przychód). Tylko taka deklaracja będzie uznana jako wiążąca dla formy opodatkowania na rok 2023 oraz na kolejne lata.

Jeśli taka deklaracja nie zostanie złożona, w roku 2023 podatnik automatycznie będzie się rozliczał liniowo lub ryczałtowo. Kolejną możliwość zmiany formy opodatkowania będzie miał dopiero na początku 2024 roku.

Zmiana w połowie czy na koniec roku?

Po trzecie, poza zmianą formy opodatkowania za cały rok 2022, osoby rozliczające się na ryczałcie otrzymają także możliwość przejścia na skalę podatkową już od 1 lipca. Decyzję o zmianie należy podjąć i udokumentować zmianą wpisu w CEIDG między 1 lipca a 22 sierpnia 2022 roku.

Przy rozważaniu takiej decyzji warto zwrócić uwagę na to, że podatnik utraci wtedy możliwość skorzystania z preferencji przy rozliczeniu rocznym za 2022 rok. Nie będzie więc mógł rozliczyć się wspólnie z małżonkiem czy jako osoba samotnie wychowująca dziecko.

W przypadku, gdy podatnik zdecyduje się przejść na skalę podatkową za cały rok 2022, będzie mógł skorzystać z preferencyjnych zasad w rozliczeniu rocznym.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Polskie miasta tracą na złej sytuacji osób LGBTQ+. Spadek Warszawy i Wrocławia w globalnym rankingu

Warszawa i Wrocław spadły w globalnym rankingu City Ratings Open For Business, który ocenia konkurencyjność gospodarczą oraz otwartość na społeczność LGBTQ+ miast na całym świecie. Pomomo ambitnych działań władz tych miejscowości na rzecz osób LGBTQ+, ogólna sytuacja w kraju wpływa na ich słabszy rating – zaznaczają eksperci. W opublikowanym właśnie zestawieniu wskazano, że miasta otwarte na osoby LGBTQ+ przyciągają wykwalifikowanych pracowników oraz cechują się większym potencjałem w zakresie innowacji i jakością życia.

Raport publikowany jest co dwa lata przez Open For Business, globalną koalicję firm działających przeciwko dyskryminacji środowisk LGBTQ+. Obejmuje on aż 145 miast z sześciu kontynentów.

Globalne badanie ekonomiczno-społeczne metropolii

Nowa edycja raportu City Ratings wskazuje, że miasta otwarte na osoby LGBT+ są bardziej odporne ekonomicznie. Tegoroczne badanie ukazuje również, że choć w ujęciu globalnym miasta rozwijają się ekonomicznie oraz w sferze otwartości na społeczność osób LGBTQ+, to w części regionów odnotowano pogorszenie wyników względem ubiegłych lat. Sytuacja taka dotyczy między innymi Europy Środkowo-Wschodniej, a w tym Polski.

Miasta oceniane są na podstawie 27 wskaźników ekonomicznych i społecznych, a finalny wynik “City Ratings” pozwala uplasować je w kilku kategoriach od “w pełni inkluzywnych i konkurencyjnych” (ang. “fully inclusive and competitive”) do miast, w których względy polityczne i społeczne utrudniają działalność biznesową i nie sprzyjają życiu obywateli. W obrębie kategorii wyróżniono także dla dokładności rankingu dodatkowo stopnie od AAA do E. Od 2020 r. 10 badanych miast poprawiło swój wynik. Już po raz drugi najwyższy wynik na świecie uzyskał Amsterdam.

Polskie miasta po raz kolejny w rankingu – są spadki

W raporcie City Ratings figurują dwa polskie miasta: Warszawa i Wrocław. Oba spadły w klasyfikacji o jedną pozycję względem poprzedniej edycji raportu, otrzymując kolejno stopień B i CC w kategorii „Miast częściowo otwartych na biznes”. Wynik ten wpisuje się w trend obserwowany w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie żadne z badanych miast nie poprawiło swojej noty sprzed dwóch lat. Dziewięć miast w regionie spadło w rankingu. Najlepszy wynik w regionie uzyskała stolica Estonii, Tallinn. – Spadek Warszawy i Wrocławia wynika z dynamiki sytuacji społeczności LGBTQ+ w całym kraju, która przekłada się również na poziom lokalny. Wpływ na wskaźniki społeczne mają m.in. decyzje polityczne takie jak wyznaczenie tzw. “stref wolnych od LGBT” oraz szeroko komentowane medialnie incydenty i ataki na tle dyskryminacyjnym. Ambitne działania na rzecz społeczności LGBTQ+ lokalnych władz w tych miastach, co należy docenic, niestety nie mają równie silnego odzwierciedlenia w indeksach. Pamiętać należy też, że na rating, a w efekcie przyznaną ocenę wpływ mają też wskaźniki gospodarcze – komentuje George Perlov, pełniący obowiązki Dyrektora Wykonawczego w Open For Business.

Wskazówka dla władz i biznesu

Raport City Ratings ma na celu ukazywać przedsiębiorstwom szukającym okazji do inwestycji otwartość miast na całym świecie na prowadzenie działalności biznesowej z uwzględnieniem wskaźników ekonomicznych i społecznych. Wyniku rankingu oferują także cenne informacje dla władz lokalnych i krajowych i pozwalają ocenić pozycje metropolii w globalnej stawce.

Columbus przejdzie na główny parkiet bez emisji akcji

Spółka Columbus Energy S.A. chce złożyć prospekt emisyjny jeszcze w wakacje. Wprowadzenie notowań do obrotu na GPW odbędzie się bez publicznej oferty akcji.

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Columbus Energy S.A., które odbyło się w dniu 30 czerwca br., zatwierdziło uchwałę na temat ubiegania się przez Spółkę o dopuszczenie oraz wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych wszystkich akcji Spółki. Obecnie Columbus, wraz z partnerami, pracuje nad aktualizacją prospektu emisyjnego, który planuje złożyć do KNF w III kwartale 2022 r..

Przypomnijmy, że o przygotowywaniu się do przeprowadzenia publicznej oferty nowych akcji Columbus poinformował w czerwcu 2021 r.

Nasze plany przeniesienia notowań na główny parkiet GPW zostały zweryfikowane w dużej mierze przez dynamicznie zmieniającą się sytuację makroekonomiczną, nie tylko w naszym kraju,  ale w całej Europie twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.Konsultując ten temat od wielu miesięcy z naszymi doradcami i partnerami doszliśmy do wniosku, że publiczną ofertę nowych akcji przesuniemy na bardziej sprzyjający czas.             

W ostatnich dniach GPW poinformowała o zakwalifikowaniu 73 spółek, wśród nich Columbus Energy S.A., do segmentu NC Alert na NewConnect. Zmiana systemu notowań na tzw. fixingi nastąpiła od 1 lipca.

– Columbus od 1 lipca br. jest notowany na dwóch fixingach, co zapewne odbije się na płynności na walorze – komentuje Dawid Zieliński. – Spóźniliśmy się kilka godzin z publikacją opinii audytora, na co regulamin GPW przewiduje minimalną karę, czyli upomnienie. Przez dwa upomnienia, które otrzymaliśmy od GPW, lądujemy w NC Alert. Warto jednak przypomnieć, że przez ostatnie kilka lat inwestorzy przeprowadzili transakcje akcjami Columbusa na ponad 1 mld zł na NewConnect, więc czas przenieść się na rynek regulowany. Być może będzie to połączone z powrotem do dobrych wyników finansowych. Konsekwencją fixingu jest również jest to, że potencjalna umowa z inwestorem z USA nie jest dla nas atrakcyjna, bo wartość equity, jaką możemy pozyskiwać z tego finansowania, jest skorelowana z wielkością obrotów w danym miesiącu. Również emisja akcji przy kapitalizacji kilkuset milionów złotych nie jest dla nas korzystna, dlatego podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu się z negocjowaniem umowy, z możliwością wznowienia negocjacji, gdy sytuacja w Spółce i na rynku kapitałowym się poprawi – dodaje Dawid Zieliński.

Scenariusze gospodarcze i rynkowe: świat czeka bieg pod górkę

  • Wzrost światowy wchodzi w trudną fazę w związku z utrzymującym się wysokim poziomem niepewności wynikającej z ryzyk geopolitycznych.
  • W związku z szybszym zaostrzaniem polityki monetarnej i pogarszającą się sytuacją geopolityczną rosną ryzyka dla rynków wschodzących.

W Allianz Trade przewidujemy wzrost światowego PKB na poziomie +2,9% w tym roku oraz +2,5% w roku 2023, co stanowić będzie spadek o odpowiednio -0,4pp i -0,3pp w porównaniu do ostatniej prognozy Allianz Trade z marca. Zmiana ta wynika ze zwiększenia bezpośredniego i pośredniego wpływu wojny na Ukrainie oraz dłuższych niż przewidywano lockdownów w Chinach, które obniżą poziom produkcji o 1,2pp i -0,6pp odpowiednio w roku 2022 i 2023. Poziom handlu światowego najprawdopodobniej skurczył się w Kw II (-1,3% kwartał do kwartału). Ponowne otwarcie gospodarki chińskiej pomoże trochę nadrobić handlowi, a przez to i wzrostowi światowego PKB, szczególnie wraz z rozpoczęciem lata, ale spodziewane ożywienie będzie raczej nieśmiałe. Prognozujemy wzrost handlu światowego w ujęciu wolumenowym o +3,5% w roku 2022 i +3,6% w roku 2023, czyli znacznie poniżej uzgodnień. W ujęciu wartościowym, siła dolara i wysoka inflacja w 2022 r. popchną wzrost nominalny do +10,4%, po czym jednak spadnie on do +4,2% w 2023 r.

Choć scenariusz bazowy Allianz Trade na rok 2022 nadal zakłada miękkie lądowanie, ryzyko recesji szybko rośnie. Tym razem jednak obawy dotyczą nie tylko rozmiaru recesji, ale też efektu dystrybucyjnego.

Gdy rekordowo wysoka inflacja (8,1% w 2022 r. na poziomie światowym) obniża realny dochód rozporządzalny, gospodarstwa domowe i firmy wykazują tendencję do obniżania odpowiednio ich konsumpcji i inwestycji. Choć nastroje konsumenckie pikują, wśród przedsiębiorstw utrzymują się one na wysokim poziomie. Tym niemniej niższy planowany CAPEX sugeruje, że firmy będą przyjmować bardziej ostrożną postawę. Przedłużająca się wysoka inflacja (4,7% w 2023 r. na świecie; powyżej 3% w USA, strefie euro, Wlk. Brytanii) powoduje wzrost ryzyka spirali płacowo-cenowej. Pełne i nieuporządkowane zawieszenie importu ropy i gazu z Rosji przez UE do końca roku może spowodować zmaterializowanie się „niekorzystnego” scenariusza (40% prawdopodobieństwo), w którym większość gospodarek popada w recesję. W tym scenariuszu politykom nie udałoby się uratować sytuacji jak miało to miejsce 2020 r., ponieważ początkowa fiksacja banków centralnych na zwalczaniu inflacji ograniczyłaby dostępne opcje polityki fiskalnej. Natomiast przewidywany zwrot w 1. połowie 2023 r., w tym agresywne cięcie stóp, nastąpiłby zbyt późno. Przewiduje się, że zawieszenie importu ropy i gazu z Rosji do UE będzie kosztować -1,6pp wzrostu unijnego PKB w związku z szacowanym niedoborem energii po wprowadzeniu rozwiązań zakładających zastępowanie i samo-racjonowanie na poziomie ok. 4% końcowego zużycia energii w porównaniu do 10% w marcu. Generalnie, mając na względzie dodatkowy wpływ pogarszających się warunków monetarnych i finansowych, przewidujemy skurczenie się światowego PKB o -2,8pp w 2023 r. do -0,2% w niekorzystnym scenariuszu (po spowolnieniu o -0,3pp do +2,6% w 2022 r.). Wskazuje to na recesję na poziomie -1,4% w USA i -2,5% w strefie euro i Wlk. Brytanii, co daje ok. 1,5 odchylenia standardowego od dwuletniego trendu wzrostowego w zakresie strat w produkcji globalnej. Wzrost w Chinach spowolniłby do +2,5% w 2023 r.

Przestrzeń polityczna na ograniczenie ryzyka spadku szybko się kurczy

Banki centralne w gospodarkach rozwiniętych stały się bardziej zdeterminowane, by agresywnie zwalczać inflację w związku z utrzymującą się silną presją cenową po stronie dostaw. Przewidujemy, że Rezerwa Federalna zwiększy stopy procentowe do przynajmniej 3,5% do końca 2022 r., a Europejski Bank Centralny do 0,75%. Tym niemniej śrubowane warunki finansowe mające na celu stłumienie łącznego popytu mogą łatwo spowodować recesję, szczególnie w krajach, w których nie doszło jeszcze do pełnej odbudowy po kryzysie Covidowym. Polityka fiskalna może pomóc w ograniczeniu niekorzystnego efektu dystrybucyjnego, ale nie wystarczy by zapobiec spowolnieniu wzrostu i może przedłużyć utrzymywanie się wysokiej inflacji. W niekorzystnym scenariuszu Allianz Trade zakłada zaostrzanie skoncentrowanej na zwalczaniu inflacji polityki monetarnej, które spowoduje znaczny spadek popytu, co zaś spowoduje ogólnoświatową recesję na początku 2023 r., wzmocnioną dodatkowo spadającymi cenami aktywów. W tej sytuacji przewidujemy spadek wzrostu światowego PKB o -2,6pp w 2023 r. do -0,1% (po spowolnieniu o -0,3pp do +2,6% w tym roku).

Co to oznacza dla firm?

Wysoka presja kosztowa hamuje perspektywy inwestycyjne, ale w 2. połowie roku może dojść do pewnej konwergencji w związku ze znacznym obniżeniem poziomu niedoborów i normalizacją dostaw, przy jednoczesnym dalszym spadku popytu. Tym niemniej takie problemy natury strukturalnej jak wyższe ceny energii (przy średniej cenie kosztu ropy wynoszącej 105 USD/bbl w pozostałej części 2022 r. i znacznie powyżej 90 USD/bbl w kolejnym roku), czy też rosnące stopu procentowe i przyspieszenie wzrostu płac będą wywierać ciągłą presję na marże firm. Symulacja wpływu wzrostu o 200bp na korporacyjne stopy procentowe wskazuje, że rentowność najbardziej zagrożona jest w sektorach budowlanym, energii, transportowym oraz komputerowym i telekomunikacyjnym, gdzie wpływ ten po upływie jednego roku widoczny będzie w zakresie od -5,7pp do -2pp utraty marży w USA i ponad -7pp do -3pp w strefie euro, zależnie od sektora. Po dwóch latach spadku przewidujemy odbicie w zakresie światowego wskaźnika niewypłacalności firm o +10% w roku 2022 i +145 w roku 2023, tym samym zbliżając się do poziomów sprzed pandemii. Jeden na trzy kraje powróci do poziomów sprzed pandemii w 2022 r., a jeden na dwa kraje w 2023 r.

W związku z szybszym zaostrzaniem polityki monetarnej i pogarszającą się sytuacją geopolityczną rosną ryzyka dla rynków wschodzących

Rynki wschodzące (RW) otrzymały podwójne uderzenie – ze strony rosnącej inflacji spowodowanej wzrostem cen energii i produktów spożywczych na całym świecie oraz wycofaniem kapitału w perspektywie zaostrzania polityk monetarnych w gospodarkach rozwiniętych (GR), szczególnie agresywnego podnoszenia stóp procentowych przez Fed w USA. Oba te czynniki zmusiły RW do znacznego zwiększenia stóp procentowych celem wyhamowania inflacji i utrzymania atrakcyjności w oczach zagranicznych inwestorów. W tym kontekście słabsze RW będą bardziej narażone na problemy z płynnością, a niektóre kraje mogą mieć się z trudnościami w zakresie finansowania zadłużenia w związku z rosnącymi kosztami kredytów i presją w zakresie walut udzielanych kredytów. Sri Lanka jako pierwsza padła ofiarą pogorszających się warunków ogólnoświatowych dla RW, ponieważ szybki wzrost cen żywności przyczynił się do uszczuplenia rezerw walutowych, co ostatecznie doprowadziło do pierwszego bankructwa państwa w jego historii w maju 2022.

Czy czeka to także kolejne rynki wschodzące? Zaktualizowaliśmy w Allianz Trade analizę wrażliwości RE pod kątem ostrego zaostrzania polityk monetarnych w GR w odniesieniu do ryzyka płynności (saldo na rachunku bieżącym, należny zewnętrzny dług krótkoterminowy, pokrycie kosztów importów, wzrost zadłużenia kredytowe w sektorze prywatnym) i ryzyka cyklicznego (ryzyko walutowe, inflacja, uzależnienie towarowe, kapitały własne, obligacje). Ustaliliśmy w Allianz Trade grupę 10 najważniejszych RW, które wykazują w tym zakresie szczególną wrażliwość. Poza Argentyną i Turcją – gdzie występują ryzyka idiosynkratyczne spowodowane powtarzającymi się błędami polityki od 2018 r. – grupa ta obejmuje Pakistan, Chile, trzy kraje afrykańskie (Egipt, Kenia, Tunezja), a także rynki Europy Środkowo-Wschodniej (Węgry, Polska, Rumunia).  Sześć z tych 10 krajów (Egipt, Tunezja, Pakistan, Argentyna, Turcja, Kenia) należą również do grupy 25 najbardziej wrażliwych RW w odniesieniu do utrzymania bezpiecznego poziomu długu publicznego. W związku z tym kraje te mogą mierzyć się z kryzysem związanym z długiem publicznym na przestrzeni kolejnych dwóch lat lub w zbliżonym okresie. W przypadku czterech kolejnych wrażliwych RW (Chile, Węgry, Polska, Rumunia) prawdopodobieństwo problemów z długiem publicznym w najbliższej przyszłości jest niższe niż w przypadku ryzyka płynności w sektorze prywatnym w związku z ogólnoświatowym ograniczeniem płynności i presją walutową. Węgierski forint już stracił -8% w stosunku do euro w ujęciu rok do roku, a kraj doświadcza rosnącego deficytu w rachunku bieżącym przy niskim poziomie rezerw walutowych (2,2 miesiąca pokrycia kosztów importu). Ponadto nieustający spór Węgier z UE nie pomaga w wysiłkach na rzecz przywrócenia ufności inwestorów.

Słabnący popyt światowy tym razem nie pomoże RW w wyjściu z kryzysu, szczególnie jeśli utrzymają się zagrożenia dla wzrostu światowego: nieustanne wąskie gardła w łańcuchach dostaw, zakłócenia na rynkach towarowych i zaostrzone polityki anty-Covidowe, gdzie część tych czynników pogarsza jest sytuacja wojenna na Ukrainie.

RW wkroczyły na ścieżkę zaostrzania polityki monetarnej już około rok temu, by powstrzymać wzrost inflacji oraz problemy związane z ogólnoświatowym spadkiem płynności i będą musiały te działania kontynuować. Szczyt inflacji na większości rynków przewiduje się na III Kw 2022 r., ale wzrost stóp procentowych najprawdopodobniej utrzyma się przynajmniej do końca roku – po pierwsze dlatego, że GR również zaostrzą swe polityki, a po drugie ponieważ wiele RW nadal posiada znacznie ujemne realne stopy procentowe, szczególnie w Europie Wschodzącej. Rynki regionu Europy Wschodzącej, a także Ameryki Południowej, Afryki i krajów Bliskiego Wschodu, które nie eksportują ropy doświadczą średnio dwucyfrowej inflacji w roku 2022, a w konsekwencji jeszcze wyższych skoków stóp procentowych. Natomiast rynki Azji Wschodzącej i GCC doświadczą znacznie niższej inflacji w przedziale 3-4% w roku 2022.

Tymczasem eksporterzy towarów skorzystali na efekcie „rozlania się” cen w związku z wojną na Ukrainie. Nasze analizy wskazują, iż rynki te są obecnie mniej wrażliwe na zaostrzanie polityki monetarnej w GR. Sytuacja ta powinna utrzymać się przynajmniej do końca roku 2022. Tym niemniej słabszy popyt światowy i ryzyka recesji na początku 2023 r., potencjalnie jeszcze pogorszone wpływem chińskiej polityki zero Covid, mogą ostatecznie doprowadzić do poluzowania cen towarowych (poza ropą) i osłabienia obecnej pozycji krajów będących eksporterami netto tych towarów. Prognozy wskazują jednak, że ceny ropy i gazu utrzymają się do końca 2023 r.

Scenariusz „niekorzystny” (40% prawdopodobieństwo) zakłada kompletne i nieuporządkowane zawieszenie importu ropy i gazu z Rosji przez UE do końca roku, co popchnęłoby największe gospodarki w recesję. Politykom nie udałoby się uratować sytuacji jak miało to miejsce 2020 r., ponieważ początkowa fiksacja banków centralnych na zwalczaniu inflacji ograniczyłaby dostępne opcje polityki fiskalnej. Natomiast przewidywany zwrot w 1. połowie 2023 r., w tym agresywne cięcie stóp, nastąpiłby zbyt późno.

W szczególności przyjrzawszy się perspektywie pełnego embarga na import energii z Rosji, szacujemy niedobory energii po wprowadzeniu rozwiązań zakładających zastępowanie i samo-racjonowanie na poziomie ok. 4% końcowego zużycia energii w porównaniu do 10% w marcu. W typowym roku kraje UE 27 importują około 170.00 mln m3 gazu ziemnego z Rosji. USA eksportują około 100.000 mln m3 LNG rocznie. Tradycyjnie UE przyjmuje ok. 30% tego wolumenu, ale od stycznia przyjęła prawie 75% wolumenu amerykańskiego. Należy przewidywać, że ta preferencja europejska utrzyma się przez cały czas trwania wojny, co oznacza dodatkowe 45.000 mln m3 rocznie dla UE. Choć Katar również przeorientował swój eksport, jest on związany umowami długoterminowymi z kupcami azjatyckimi, przez co prawdopodobieństwo dostarczenia przez tej kraj większych dodatkowych wolumenów jest niskie. Tym niemniej możemy oczekiwać dodatkowych 15.000 mln m3 rocznie. W związku z tym zostaje 110.000 mln m3 do pozyskania, co odpowiada ok. 1.050.000 GWh/rok. Jeśli UE uda się otworzyć ponownie część opalanych węglem elektrowni (70% których zostało wyłączonych z eksploatacji w roku 2018), uda się wygenerować dodatkowe 100.000 GWh/rok. Dla przykładu Niemcy posiadają rezerwę 4,3 GWh z elektrowni węglowych. W konsekwencji UE „brakowałoby” jedynie 950.000 GWh/rok, co stanowi ok. 8% końcowego zużycia energii (co stanowi spadek z 10% szacowanych w lutym).

Chiny utrzymają politykę zero Covid w roku 2022, ale najgorsze w ramach ostatniej fali już raczej za nami

Prowincje i miasta objęte częściowymi lub zupełnymi lockdownami odpowiadały za niemalże 25% PKB w okresie od marca do kwietnia (w porównaniu do 18% w najgorszym tygodniu w sierpniu 2021 r. i 63% w ciągu najgorszych 20 dni 2020 r. w okresie od stycznia do lutego). Tym niemniej udział ten spadł do jedynie 9% w maju i 5% w pierwszej połowie czerwca. Opierając się o doświadczenia dotyczące znoszenia lockdownów w roku 2020, powrót do normalności w zakresie mobilności na poziomie krajowym jest prawdopodobny już w lipcu, o ile nie dojdzie do nowych zakażeń Covid-19 na dużą skalę i kolejnych lockdownów.

Słabnący wzrost i utrzymujący się wysoki poziom inflacji na horyzoncie w Europie Wschodzącej

Pęd gospodarczy trzymał się dobrze na początku roku. Wzrost PKB w kw I w UE 11 CEE (11 państw członkach UE regionu Europy Środkowo-Wschodniej) był wyższy niż przewidywano, osiągając poziom +2,3% kwartał do kwartału (+6,9% rok do roku). Tym niemniej wczesne wskaźniki sugerują, że działalność zaczęła zwalniać w kw 2. Gospodarska rosyjska jeszcze nie upadła, wydaje się też, iż gospodarka realna Turcji dostosowała się do wysokiej inflacji, przynajmniej na teraz. Jeśli chodzi o prognozy na przyszłość, przewidujemy spadek poziomu działalności w 2. połowie roku oraz wejście części gospodarek w recesję, szczególnie w Rosji, która odczuje mocniej skutki wojny i sankcji. Tym niemniej rozlewający się wpływ wojny na Ukrainie może również spowodować spowolnienie koniunktury w krajach bałtyckich w związku z bliskim sąsiedztwem Rosji, a także w Czechach i Słowacji, których duże branże samochodowe cierpią na utrzymujących się zakłóceniach łańcuchów dostaw. Impuls fiskalny i znaczny wzrost płac powinny pomóc Polsce, Węgrom i Rumunii osiągnąć wyższy wzrost w 2022 r., ale rosnący brak równowagi makroekonomicznej czyni je bardziej wrażliwymi na silny spadek płynności na świecie i presje na ich waluty. Naszą prognozę wzrostu realnego PKB w UE 11 CEE aktualizujemy na +3,9% w 2022 r. (w porównaniu do poziomu +3,4% prognozowanego w marcu), a następnie na +2,9% w 2023 r. (bez zmian). Jeśli chodzi o Europę Wschodzącą jako całość (wliczając Rosję, ale wyłączając Ukrainę), przewidujemy recesję na poziomie -0,7% w 2022% (-1,1% w marcu) oraz umiarkowany wzrost o +0,7% w 2023 r. (+0,9%).

InteliWISE ma nowego właściciela. Efecte kupi 90 proc. akcji

Notowany na fińskiej giełdzie Nasdaq First North, Efecte Plc zostanie właścicielem 90 proc. akcji InteliWISE w wyniku rozliczenia zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji InteliWISE. Przewidywany termin rozliczenia to 1 lipca. Jednocześnie wydłużony został termin przyjmowania zapisów na sprzedaż akcji do 6 lipca, aby zapewnić pozostałym akcjonariuszom ostateczną możliwość sprzedaży akcji w zaproszeniu.

Dobrowolne zaproszenie do sprzedaży akcji InteliWISE zostało ogłoszone przez Efecte 27 maja 2022 r. Na koniec okresu subskrypcji (29 czerwca) inwestorzy złożyli nieodwołalne oferty sprzedaży na łączną liczbę 6.175.244 mln akcji, czyli 90,03 proc. kapitału zakładowego. Efecte zrealizuje transakcje zakupu tych akcji, a przewidywana data jej rozliczenia to 1 lipca 2022 r.

– Cieszę się mogąc ogłosić sukces transakcji. Pomagamy ludziom w digitalizacji i automatyzacji ich pracy, a transakcja jest kolejnym ważnym krokiem w budowie wiodącej europejskiej alternatywy dla globalnych korporacji w naszej branży. Jestem bardzo podekscytowany dołączeniem zespołu InteliWISE do rodziny Efecte. Razem jesteśmy silniejsi niż kiedykolwiek wcześniej. – komentuje Niilo Fredrikson, CEO Efecte.

Jednocześnie Efecte zdecydowało o przedłużeniu zapisów w ramach zaproszenia do 6 lipca 2022 r., aby zapewnić pozostałym akcjonariuszom InteliWISE ostateczną możliwość odpowiedzi na zaproszenie. Przewidywana data rozliczenia zapisów otrzymanych w przedłużonym okresie to 11 lipca.

– Zgodnie z zapowiedziami, naszym planem jest wycofanie InteliWISE z obrotu giełdowego oraz integracja spółki z Efecte. Po przejęciu dotychczas złożonych zapisów możemy przeprowadzić ten proces. Z przyjemnością przedłużamy okres subskrypcji o około tydzień, aby umożliwić wszystkim pozostałym akcjonariuszom InteliWISE uzyskanie tej samej atrakcyjnej ceny i premii, jaką oferujemy. Możemy wycofać z obrotu i przeprowadzić przymusowy wykup pozostałych akcjonariuszy, nawet jeśli nie osiągniemy 95 proc. akcji, dlatego akcjonariusze InteliWISE, którzy nie zgłoszą się do zaproszenia, ryzykują znacznie dłuższy czas na sprzedaż swoich akcji. – dodaje Niilo Fredrikson.

Po ogłoszonym dziś przedłużeniu zapisów do 6 lipca 2022 r., okres przyjmowania zgłoszeń nie będzie dalej przedłużany. Natomiast jeżeli suma zapisów będzie mniejsza niż 95 proc. akcji InteliWISE, to Efecte zamierza ogłosić formalne wezwanie na akcje InteliWISE, aby wycofać akcje z obrotu giełdowego na rynku NewConnect prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Zrealizowanie formalnego wezwania do wycofania akcji z obrotu giełdowego umożliwiłoby Efecte rozpoczęcie procesu wycofania akcji InteliWISE z obrotu w alternatywnym systemie obrotu (ASO) NewConnect niezależnie od liczby złożonych zapisów w odpowiedzi na to wezwanie. Według Efecte, firma nawet w tym scenariuszu nie zamierza podnosić ceny z poziomu 3,99 zł za jedną akcję. Po wycofaniu spółki z giełdy Efecte zamierza przeprowadzić przymusowy wykup pozostałych akcjonariuszy mniejszościowych (tzw. squeeze out).

Dywidenda krajowa bez podatku u źródła – kiedy?

Brak spełnienia określnych w ustawie warunków może prowadzić do poważnych konsekwencji podatkowych przy wypłacie dywidendy. Jednak niejasność przepisów w tym zakresie skutkuje licznymi wnioskami o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej, co ma dodatkowo zabezpieczyć pozycję podatkową przedsiębiorców. Przykładem takiego postępowania, jest interpretacja Dyrektora KIS z 28 stycznia 2022 r. sygn. 0111-KDIB1-2.4010.641.2021.1.SK, która przedstawia wszystkie niezbędne warunki do zwolnienia krajowej wypłaty dywidendy z podatku.

Zasady ogólne

Zgodnie z art. 22 ust. 1 Ustawy CIT, podatek dochodowy od przychodów z dywidend oraz innych przychodów (dochodów) z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, mających siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, wynosi 19% uzyskanego przychodu (dochodu). Niemniej ustawa o VAT przewiduje zwolnienia z poboru zryczałtowanego podatku, po spełnieniu określonych w ustawie kryteriów.

Zwolnienie z opodatkowania

W myśl art. 22 ust. 4 ustawy CIT zwalnia się od podatku dochodowego przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, jeżeli spełnione są łącznie następujące warunki:

  • wypłacającym dywidendę oraz inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych jest spółka mająca siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
  • uzyskującym dochody (przychody) z dywidend oraz inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, jest spółka podlegająca w Rzeczypospolitej Polskiej lub w innym niż Rzeczpospolita Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania;
  • spółka, o której mowa w punkcie powyżej, posiada bezpośrednio nie mniej niż 10% udziałów (akcji) w kapitale spółki, o której mowa w pkt 1;
  • spółka, o której mowa w pkt 2, nie korzysta ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na źródło ich osiągania.

Innymi słowy zwolnienie dywidendy z opodatkowania przysługuje w sytuacji, gdy wypłata jest dokonywana na rzecz większego, przynajmniej 10%, właściciela, który nie korzysta ze zwolnień. Warunki te mają zasadniczo zapobiec sytuacjom, w których wypłata dywidendy nie będzie w ogóle opodatkowana, a grupy kapitałowe będą mogły tak dopasować strukturę właścicielską, aby korzystać z braku opodatkowania.

Dwuletni okres posiadania

Z kolei art. 22 ust 4a ustawy o CIT przewiduje kolejny warunek, tj. konieczność posiadania własności udziałów lub akcji w spółce wypłacającej dywidendę przez okres minimum 2 lat. Zwolnienie ma również zastosowanie w przypadku, gdy okres dwóch lat nieprzerwanego posiadania udziałów (akcji) przez spółkę uzyskującą dochody (przychody) z dywidendy z krajowej spółki upływa po dniu uzyskania tych dochodów (przychodów) – art. 22 ust 4b ustawy o CIT.

Kryterium to zostało wprowadzone, aby zablokować podejmowanie działań restrukturyzacyjnych nakierowanych na omijanie opodatkowania w legalny sposób. Przedsiębiorcy, którzy chcą czerpać dochody w postaci dywidend i dokonują różnych działań restrukturyzacyjnych w grupie kapitałowej powinni zwrócić szczególną uwagę na to kryterium, ponieważ może ono w niektórych przypadkach zmienić kierunek restrukturyzacji.

Należyta staranność

Pomimo, że przepisy dotyczące wypłaty dywidendy nie wymagają od podatników weryfikacji kryterium beneficjenta rzeczywistego wypłaconych środków, to organy podatkowe często korzystają z klauzuli należytej staranności i obligują podatników do weryfikacji tego kryterium. W omawianej interpretacji podatnik pozyskał oświadczenia i dokumenty potwierdzające spełnienie warunków wskazanych w art. 22 ust. 4 Ustawy CIT pomimo faktu, iż otrzymujący dywidendę jest podmiotem polskim (a nie zagranicznym). Ich pozyskanie było wyrazem chęci zachowania możliwie wysokich standardów należytej staranności w trosce o właściwe wypełnienie obowiązków płatnika.

Doszło zatem do kuriozalnej sytuacji, w której płatnicy/podatnicy niepewni swojej sytuacji podatkowej i interpretacji przepisów przez organy podatkowe, zwłaszcza w zakresie tak subiektywnego kryterium jak należyta staranność, decydują się na pozyskanie niewymaganych ustawą dokumentów i oświadczeń drugiej strony. Tego rodzaju próby zabezpieczania się przedsiębiorców, choć z ich punktu widzenia zasadne i celowe, są jednocześnie wyrazem daleko idącego braku zaufania przedsiębiorców do stałości przepisów i ich skutków. Jako takie powinny dać nam – doradcom podatkowym i ustawodawcy – do myślenia, i stanowić przyczynek do pracy nad systemem podatkowym, który powinien być przejrzysty, przewidywalny i sprawiedliwy.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Przyszłość usług finansowych 2022 – wyniki badań Salesforce

Cyfrowo zorientowani klienci usług finansowych oczekują od usługodawców większej personalizacji i przejrzystości.

Co się dzieje, gdy wymagania klientów przewyższają możliwości firmy? Z tym pytaniem zmagają się instytucje finansowe (FSI), ponieważ świat kontynuuje swój marsz ku przyszłości opartej na technologii cyfrowej.

Klienci sektora FSI coraz częściej wybierają opcje cyfrowe do wykonywania codziennych czynności, takich jak wpłaty i płatności. Prawie 70% klientów twierdzi, że pandemia COVID-19 zwiększyła ich oczekiwania w stosunku do cyfrowych możliwości cyfrowych. Dowodzi to, że zmiany technologiczne dokonane w czasie pandemii mają charakter trwały. Jednak, jak wynika z badania, klienci z sektora bankowości, ubezpieczeń i zarządzania majątkiem nie szczędzili pochwał za to, jak dobrze rozumiane są ich potrzeby finansowe.

Poniżej przedstawiono te i inne spostrzeżenia z białej księgi Salesforce „2022 Future of Financial Services”, w tym sposób, w jaki automatyzacja może odegrać rolę w cyfrowym sukcesie FSI.

W gospodarce cyfrowej klienci cenią sobie łatwość obsługi i przejrzystość

Klienci coraz częściej wybierają transakcje internetowe. Bankowość jest tutaj liderem, wyprzedzając instytucje ubezpieczeniowe i zarządzające majątkiem – 78% klientów nawiązuje pierwszy kontakt z bankiem za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji. Klienci bankowości są czołowymi użytkownikami technologii cyfrowych, ale nawet w sektorach o bardziej złożonej ofercie rośnie liczba klientów preferujących usługi online. W branży ubezpieczeniowej 44% respondentów rozpoczyna kontakt z bankiem przez Internet, a w branży zarządzania majątkiem – 42%.

Te cyfrowe doświadczenia muszą zapewniać usługi, których klienci dziś potrzebują i pragną. Średnio 1 na 3 klientów we wszystkich trzech sektorach deklaruje gotowość do zmiany instytucji, jeśli ich doświadczenia nie spełnią oczekiwań, a około jedna trzecia klientów podaje łatwość obsługi i przejrzystość jako główne powody zmiany instytucji finansowej. Dobra wiadomość jest taka, że instytucje FSI oferujące łatwe w zarządzaniu i przejrzyste usługi (bez niezrozumiałych drobnych druczków) najszybciej zdobywają klientów.

Kluczowe dane płynące z badań Salesforce:

  • 78% klientów sektora bankowego nawiązuje pierwszy kontakt z dostawcą usług finansowych za pośrednictwem strony internetowej lub aplikacji – to prawie dwukrotnie więcej niż w przypadku klientów sektora ubezpieczeniowego (44%) i wealth management (42%).
  • 37% klientów wealth management zmienia dostawców usług finansowych ze względu na łatwość obsługi (interfejs cyfrowy i doświadczenie użytkownika), podczas gdy odsetek ten wynosi 35% dla klientów bankowych i 33% dla klientów ubezpieczeniowych.
  • 37% klientów wealth management zmienia dostawców usług finansowych ze względu na przejrzystość – np. mniej ukrytych opłat i mniej niejasnych zapisków – podczas gdy w przypadku klientów bankowych odsetek ten wynosi 34% i 25% w przypadku klientów ubezpieczeniowych.
  • 36% klientów korzystających z usług wealth management zmienia dostawcę usług finansowych z powodu złych doświadczeń z poprzednimi dostawcami, podczas gdy odsetek ten wynosi 27% w przypadku klientów bankowych i 22% w przypadku klientów ubezpieczeniowych.
  • 81% klientów deklaruje, że korzystało z bankowości cyfrowej w ciągu ostatnich 12 miesięcy, w porównaniu z 43% w sektorze ubezpieczeń i 14% w sektorze zarządzania majątkiem.
  • Tylko 16% klientów bankowości, 15% klientów ubezpieczeń i 25% klientów zarządzania majątkiem zdecydowanie zgadza się z opinią, że ich sprzedawcy dbają o ich dobrobyt finansowy.
  • Rezygnacje klientów pozostają wciąż wyzwaniem dla instytucji finansowych. Badanie Salesforce wykazało, że wskaźnik rezygnacji (roczny procent, przy którym klienci przestają korzystać z usługi) dla banków wynosi 22%, dla ubezpieczeń – 33%, a dla wealth management – 34% w ciągu 12 miesięcy.

Współczesny klient chce zarówno personalizacji, jak i porad w zakresie bezpieczeństwa finansowego

Banki, instytucje ubezpieczeniowe i te zarządzające majątkiem stoją przed poważnymi wyzwaniami związanymi z centralizacją danych o klientach w celu świadczenia spersonalizowanych usług. W rzeczywistości mniej niż 15% klientów w bankowości, ubezpieczeniach i zarządzaniu majątkiem „zdecydowanie zgadza się” z tym, że ich potrzeby finansowe są przewidywane przez te instytucje.

Dzisiejszy klient oczekuje więcej, a personalizacja jest kluczem do zwiększenia satysfakcji i utrzymania klienta. Klienci oczekują od sektora FSI nie tylko spełnienia ich próśb, ale także przewidywania i dostarczania informacji o tym, czego będą chcieli lub potrzebowali w przyszłości. Wyniki badania wykazały, że trzy z pięciu głównych problemów, z którymi borykają się klienci, są związane bezpośrednio z niską personalizacją.

Brak personalizacji przekłada się również na poczucie, że instytucje FSI mogłyby poprawić swój poziom dbałości o kondycję finansową klientów – coś, co według panelu ekspertów Salesforce ma kluczowe znaczenie dla silnych relacji z klientami. Klienci zgadzają się z tym stwierdzeniem, twierdząc, że FSI nie radzą sobie z priorytetowym traktowaniem ich dobrobytu finansowego.

FSI mają również możliwość zwiększenia zadowolenia klientów dzięki technologii, która uwalnia pracowników pierwszej linii do obsługi bardziej złożonych spraw. Obecnie klienci wystawiają niskie oceny, gdy są pytani o to, czy otrzymują potrzebną im pomoc, gdy są przełączani do agenta lub innego kanału obsługi klienta. Wirtualne boty i inne narzędzia mogą pomóc rozwiać te problemy.

Automatyzacja zmienia reguły gry – zarówno dla klientów, jak i dla pracowników

Eksperci, z którymi rozmawiał Salesforce na potrzeby niniejszego opracowania, traktują automatyzację jako klucz do usprawnienia obsługi klienta. Dotyczy to zwłaszcza instytucji B2B, gdzie potrzeby klientów – i wynikająca z nich dokumentacja – są bardziej złożone. Obecnie informacje o klientach są przekazywane ręcznie z działu do działu, co jest procesem powolnym, uciążliwym i obfitującym w błędy.

Dzięki automatyzacji organizacje mogą wyeliminować tego rodzaju błędy przy wprowadzaniu danych, a jednocześnie znacznie przyspieszyć czas przetwarzania informacji o klientach. Lepsza spójność danych może prowadzić do lepszej interakcji z klientami.

Kolejną korzyścią płynącą z automatyzacji jest fakt, że FSI będą mogły generować rozbudowane raporty i wnioski, które pomogą im w podejmowaniu świadomych, opartych na danych decyzji i znalezieniu nowych sposobów optymalizacji – na przykład w zakresie przyjmowania klientów lub zarządzania roszczeniami.

Partnerstwa mają kluczowe znaczenie dla wypełnienia luk w usługach

Jak wynika z pogłębionych wywiadów, przeprowadzonych z panelem ekspertów z branży usług finansowych, FSI powinny rozważyć nawiązanie współpracy z różnymi kategoriami dostawców w celu stworzenia lepszych doświadczeń klientów. Niektóre z nich wzorują się już na marketingu cyfrowym i handlu elektronicznym, gdzie doświadczenie klienta od dawna znajduje się w centrum uwagi.

Aby umożliwić firmom zbliżenie się do doświadczeń, których poszukują klienci, panel ekspertów sugeruje, aby FSI:

  • Zatrudniały zewnętrznych dostawców danych atrybucyjnych w celu wzbogacenia informacji o klientach i zwiększenia personalizacji.
  • Zatrudnienie projektantów UI/UX w celu stworzenia dobrze zaprojektowanych doświadczeń cyfrowych, ponieważ klienci często utożsamiają dobre doświadczenia z większym bezpieczeństwem i wiarygodnością.
  • Wykorzystanie partnerów analitycznych do identyfikacji zachowań i zaangażowania klientów w celu usunięcia punktów krytycznych, takich jak powody, dla których porzucają oni proces obsługi klienta lub jakie pytania zadają chatbotowi.

Skupienie się na kluczowych miernikach zachowania może pomóc liderom FSI odnieść sukces

Przychody i marże nadal mają znaczenie, jednak analiza Salesforce jasno pokazuje, że FSI muszą śledzić inne kluczowe wskaźniki zachowań, takie jak logowania, sesje chatbota, wpłaty bezpośrednie i inne, aby zoptymalizować swoje usługi cyfrowe.

Firmy muszą odpowiedzieć na pytania takie jak: „Jak daleko klienci docierają w swojej cyfrowej podróży?”. „W jaki sposób możemy stworzyć dla nich drogę do rozważenia kupna produktów o wyższej marży, takich jak pożyczki?” oraz „Gdzie znajdują się zgrzyty w naszym cyfrowym zaangażowaniu?”.

Odpowiedzi na te pytania, przy jednoczesnym śledzeniu szeregu działań, mogą pomóc każdemu podmiotowi sektora FSI w osiągnięciu sukcesu w cyfrowym świecie.

Główne wnioski:

  • Ma być łatwo i przejrzyście. Przyszły klient usług finansowych jest cyfrowy, ale jego główne cechy, których poszukuje, są klarowne: Chcą łatwych doświadczeń UI/UX, w których wszystkie istotne informacje są przejrzyste i dostępne we wszystkich kanałach – tekst, e-mail, chatbot, strona internetowa.
  • Wydajność. Automatyzacja odgrywa kluczową rolę w usprawnianiu działań za kulisami, aby zapewnić szybką i dokładną obsługę klienta. Zamiast automatyzacji typu end-to-end, najlepszym sposobem na wykorzystanie jej wartości jest optymalizacja automatyzacji w odpowiednich obszarach.
  • Bezproblemowo i w spersonalizowany sposób. Aby tak się stało, firmy sektora FSI muszą na nowo przemyśleć sposób mierzenia sukcesu, co oznacza wyjście poza wskaźnik rezygnacji lub wzrostu przychodów i transakcji. Utrzymanie klienta i rentowność są najważniejsze, ale coraz więcej kierowników poszukuje dokładniejszych wskaźników dotyczących zachowania i ujawniania istotnych momentów w podróży klienta.
  • Rozbudowane i korzystne partnerstwa. Konieczne są nowe partnerstwa pomiędzy firmami świadczącymi usługi finansowe a firmami, które wzbogacają doświadczenia klientów, przechodząc od relacji transakcyjnych do doradczych. Klienci poszukują instytucji FSI, które nie tylko spełnią ich żądania, ale także dostarczą im jakościowych informacji, które poprawią ich sytuację finansową.

Dagmara Piasecka Ramos nową Dyrektor Generalną i Prezes Zarządu PepsiCo Polska

Dagmara Piasecka Ramos nową Dyrektor Generalną i Prezes Zarządu PepsiCo Polska, Michał Jaszczyk awansuje na Wiceprezesa ds. Rozwoju i Transformacji Rynków Franczyzowych w Europie obejmując jednocześnie stanowisko Dyrektora Generalnego Rynków Franczyzowych w Europie Centralnej.

4 lipca 2022 roku Dagmara Piasecka Ramos obejmie stanowisko Dyrektor Generalnej i Prezes Zarządu PepsiCo Polska. Zastąpi tym samym obecnego Prezesa Zarządu Michała Jaszczyka, który w ramach struktur firmy awansował na Wiceprezesa ds. Rozwoju i Transformacji Rynków Franczyzowych w Europie i Dyrektora Generalnego Rynków Franczyzowych w Europie Centralnej.

Dagmara Piasecka Ramos posiada międzynarodowe doświadczenie na stanowiskach zarządczych. Przez ostatnie 20 lat pracowała w Phillip Morris, gdzie rozwijała karierę w obszarze marketingu, sprzedaży, transformacji, strategii wzrostu oraz cyfryzacji. Praca i życie w wielu miejscach, w tym w Europie, Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji, pozwoliły nowej Dyrektor Generalnej PepsiCo Polska zyskać pełne zrozumienie zachowań konsumentów i funkcjonowania rynków w różnych regionach świata.

Objęcie stanowiska Dyrektor Generalnej i Prezes Zarządu PepsiCo Polska jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Cieszę się, że mogę włączyć się w rozwój organizacji, która posiada tak wspaniały dorobek rynkowy, społeczny i środowiskowy. Głęboko wierzę, że moja wiedza i wieloletnie doświadczenie pomogą mi zarówno kontynuować tradycję firmy jak i realizować ambitne cele rozwoju na polskim rynku. W biznesie stawiam na odważne kroki, inkluzywność i otwartość, dlatego jestem dumna, że mogę stać się częścią rodziny PepsiCo – powiedziała Dagmara Piasecka Ramos. – Jednocześnie gratuluję awansu obecnemu Prezesowi Zarządu, Michałowi Jaszczykowi, który przez ostatnie 4 lata z sukcesem realizował strategię rozwoju i wzrostu PepsiCo w Polsce – dodała Dagmara Piasecka Ramos

Od 1 czerwca 2018 r. funkcję Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo Polska pełnił nieprzerwanie Michał Jaszczyk.

Michał Jaszczyk, PepsiCo Polska
Michał Jaszczyk, PepsiCo Polska

– Praca na stanowisku Dyrektora Generalnego i Prezesa Zarządu PepsiCo Polska była dla mnie niezwykłym zaszczytem. Wspólnie udało nam się nie tylko realizować założone cele biznesowe, ale co ważniejsze prowadzić organizację w kierunku zrównoważonego rozwoju – powiedział Michał Jaszczyk, ustępujący z funkcji Prezesa Zarządu PepsiCo Polska. – Zdecydowanie za największy sukces PepsiCo ostatnich lat uważam inwestycję w projekt ekologicznego zakładu produkcji przekąsek w Środzie Śląskiej, gdzie zastosowaliśmy najbardziej innowacyjne w skali Europy zielone rozwiązania. Cieszę się, że mogę rozwijać się w ramach organizacji i jednocześnie jestem przekonany, że wiedza i doświadczenie mojej następczyni otworzą jej drogę do licznych sukcesów na nowym stanowisku – dodał Michał Jaszczyk.

W roli Dyrektora Generalnego w Europie Centralnej Michał Jaszczyk będzie odpowiedzialny za współpracę z partnerami biznesowymi na siedmiu rynkach – austriackim, czeskim, węgierskim, słowackim, bułgarskim, czarnogórskim oraz serbskim. Jako Wiceprezes ds. Rozwoju i Transformacji Rynków Franczyzowych odpowiadać będzie za ponad 20 rynków w całej Europie.

Dagmara Piasecka Ramos będzie raportować bezpośrednio do Christophe’a Guille, Wiceprezesa PepsiCo na Europę Centralną i Bałkany.

Firmom telekomunikacyjnym coraz trudniej walczyć o polskiego klienta

W ciągu ostatnich dwóch lat obserwujemy w Polsce szybką cyfryzację i rozwój usług telekomunikacyjnych, spowodowane w dużej mierze wybuchem pandemii i potrzebą przeniesienia wielu procesów do przestrzeni cyfrowej. Firmy z branży telco stoją przed trudnymi wyzwaniami, jakimi są duże nasycenie rynku i oczekiwane przez klientów niskie koszty usług. Szansami są jednak wdrożenie standardu 5G i korzystne oferty łączone.

Jedną z konsekwencji pandemii okazało się przyspieszenie cyfryzacji na całym świecie. Przyczyniło się do tego chociażby nagłe, nieplanowane zamknięcie szkół i firm, a co za tym idzie – przeniesienie kształcenia i pracy do przestrzeni cyfrowej. Zmobilizowana pandemią Unia Europejska, chcąc zapewnić wszystkim Europejczykom łatwy dostęp do technologii cyfrowych, wyznaczyła sobie cel, aby do 2030 r. stać się najlepiej skomunikowanym kontynentem. Jej nadrzędnym celem jest opracowanie przepisów dotyczących usług komunikacyjnych. Już zrealizowane działania obejmują m.in. wspieranie rozbudowy sieci bezprzewodowych, w tym 5G, a także zniesienie opłat roamingowych na terenie UE. W raporcie „Poland Telecom Sector Report 2022-2023” analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przewidują, że popyt na usługi telekomunikacyjne będzie wciąż rósł, chociażby przez wdrożoną w tak wielu firmach pracę zdalną lub hybrydową.

Jak rośnie polski rynek telekomunikacyjny

W 2020 r. rynek telekomunikacyjny w Polsce wart był 40,8 mld zł (1,8% PKB), co stanowiło wzrost o 2,7% r/r. Rozwój widać przede wszystkim po wynikach finansowych firm działających nad Wisłą. Największy wzrost przychodów osiągnęła Grupa Polsat Plus – zarabiając w 2021 r. aż 5% więcej niż w roku poprzednim, który i tak był dla firmy rekordowym. Przychody pomnożyli także pozostali giganci polskiego rynku telekomunikacyjnego – Orange Polska ogłosiło wzrost o 3,6% r/r, Play o 2% r/r, a T-Mobile o 0,9% r/r.

Jak twierdzą analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, rynek wzrósł, ponieważ bardzo zwiększyło się zapotrzebowanie na szybki internet, zarówno stacjonarny, jak i mobilny. W 2020 r. pracowaliśmy, uczyliśmy się czy dokonywaliśmy zakupów z domowego zacisza, tak samo wyglądały nasze kontakty ze znajomymi. W Polsce liczba użytkowników szybkiego internetu stacjonarnego (min. 100 Mb/s) wzrosła w 2020 r. o prawie 13% r/r, a użytkowników internetu o min. szybkości 1 Gb/s o prawie 58% r/r.

Stały wzrost odnotowują w Polsce technologie IPTV (telewizji internetowej) i VoIP (telefonii internetowej). Liczba osób wykonujących połączenia telefoniczne przez internet wyniosła w 2020 r. 2,5 mln, czyli o 3,3 pkt. proc. więcej niż w 2019 r. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group przewidują z kolei, że już w 2024 r. sygnał telewizyjny będzie przesyłany przez internet do 1,4 mln użytkowników, co stanowiłoby wzrost o ponad 6 pkt. proc. w stosunku do 2020 r. Usługi telekomunikacyjne dostarczane drogą internetową stanowią w tym momencie ważny obszar polskiego rynku i zgodnie z przewidywaniami, ich udział będzie się stale powiększać.

Polska zmierza w kierunku 5G

Polska wyróżnia się na tle innych krajów Unii Europejskiej wysokim nasyceniem rynku telekomunikacyjnego usługami internetu mobilnego. W 2020 r. uśredniony wskaźnik dla UE wynosił 107% oznacza to, że na 100 osób przypadało 107 zakupionych pakietów usług internetu mobilnego. Natomiast nad Wisłą wskaźnik ten osiągnął 190%, co uplasowało Polskę na pierwszym miejscu wśród krajów Wspólnoty, zostawiając aż o 29 pkt. proc. w tyle będącą na drugim miejscu Estonię i o 34 pkt. proc. zamykającą podium Finlandię. Należące do mieszkańców Polski urządzenia z dostępem do mobilnego internetu korzystają obecnie głównie z technologii 4G (ok. 84%), jednak ten procent stale maleje na rzecz nowszego standardu – 5G. Szacuje się, że już w 2024 r. technologia 5G wyprzedzi swoją poprzedniczkę, aby rok później osiągnąć 66% udziału w całościowym użyciu. Szacowana średnia wykorzystania 5G w Unii Europejskiej to 71%, co stawia Polskę w dobrej pozycji na tle innych krajów Wspólnoty.

W tym momencie Polska należy do ostatnich państw w Unii Europejskiej, w których nie rozstrzygnięto przetargów na rozbudowę sieci 5G. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets wskazują, że najnowsza technologia to nowe możliwości nie tylko dla klientów indywidualnych, ale w dużej mierze także dla biznesu i przemysłu. Osoby fizyczne odczują zmianę w poprawie prędkości i jakości przesyłania danych, natomiast polskie przedsiębiorstwa dzięki podłączeniu do sieci 5G będą miały możliwość dostosowania się do światowych standardów.

Polscy konsumenci lubią oferty łączone

Wysokie nasycenie rynku telekomunikacyjnego to dla Polski jednocześnie duże wyzwanie, ale i szansa. Jak zauważają analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group, taki stan pozostawia przede wszystkim niewiele miejsca na organiczny wzrost abonentów, zmuszając firmy do coraz bardziej agresywnej polityki cenowej i opracowywania ofert łączonych, które pozwolą skutecznie zabiegać o nowego klienta. Liczba konsumentów decydujących się na zakup oferty łączonej w przeciągu 5 lat wzrosła o 132% z 5,6 mln w 2015 r. do 13,7 mln w 2020 r.

Takie otocznie rynkowe sprzyja fuzjom i przejęciom. Przykładem może być połączenie Play i UPC. Wspólna oferta zakłada, że przy zakupie pakietu usług jednej z tych firm, pakiet drugiej otrzymuje się na dwa lata za darmo. Promocji towarzyszy największa od 10 lat kampania reklamowa Playa. Kolejny przykład to przejęcie przez Vectrę spółki Multimedia Polska w lutym 2020 roku. Transakcja umożliwiła świadczenie usług na znacznie większą skalę i oferowanie bardziej atrakcyjnej oferty zarówno klientom detalicznym, jak i biznesowym, a także uczyniła z Vectry największego operatora kablowego w kraju.

„Rosnące koszty prowadzenia działalności telekomunikacyjnej i jej rozwoju prawdopodobnie przyniosą kolejne konsolidacje rynkowe, mające na celu umacnianie pozycji liderów rynku oraz synergie kosztowe potrzebne do uzyskania zakładanej rentowności. Od blisko dwóch lat obserwujemy trend sprzedaży posiadanej przez operatorów infrastruktury pasywnej, a w niektórych przypadkach również aktywnej, zewnętrznym podmiotom wyspecjalizowanym w długoterminowych inwestycjach infrastrukturalnych. Transakcje te dotyczyły zarówno operatorów mobilnych, jak i oferujących dostęp do sieci światłowodowych czy też konwergentnych” – mówi Jan Pilewski, ekspert ds. telekomunikacji w Business Centre Club.

Co na tle Europy ma do zaoferowania polski rynek telekomunikacyjny

W Polsce wciąż jedynie 56% osób wykorzystuje internet do wykonywania połączeń telefonicznych lub wideo. Stawia to nas na odległym 12. miejscu wśród krajów europejskich, gdzie do będącego na szczycie podium Cypru tracimy aż 29 pkt. proc., a 27 pkt. proc. do plasującej się zaraz za nim Norwegii. To pokazuje, że na polskim rynku wciąż są potencjalni odbiorcy usług internetowych, do których firmy telekomunikacyjne mogą skierować swoją ofertę.

Średni miesięczny koszt usług telekomunikacyjnych w Polsce jest jednym z najniższych w Europie. Polacy płacą za telefon komórkowy średnio 5,5 euro miesięcznie, czyli prawie 5 razy mniej niż płacący 26,2 euro Słowacy. W 2020 r. polskie ceny usług telekomunikacyjnych były o 18,4 euro niższe niż średnia w Unii Europejskiej. Lepszymi cenami za telefonię w ubiegłym roku mogła się pochwalić wyłącznie Rumunia. Polscy konsumenci doceniają niskie ceny, a wybierając tańsze oferty zmuszają dostawców do dopasowywania się do ich potrzeb i obniżania kosztów usług telekomunikacyjnych. Jednak, jak wskazują eksperci, rosnąca inflacja może wpłynąć na zmianę tego trendu.

„Utrzymujący się i zakładany trend inflacyjny zmusi także operatorów do rozpoczęcia dialogu rynkowego w zakresie regulacji związanych z możliwością indeksowania cen obowiązujących kontraktów, co obecnie skutecznie uniemożliwia Prawo Telekomunikacyjne, a jest dopuszczalne w innych regulowanych branżach, takich jak np. energetyka. Pozyskane w ten sposób środki pozwolą na dalsze inwestycje, w tym m.in. rozwój sieci 5G, której pełen potencjał obecnie nie jest jeszcze w Polsce wykorzystywany w związku z brakiem rozdysponowania przez UKE częstotliwości dedykowanych tej technologii 3,4-3,8 GHz, 700 MHz, 26 GHz” – podsumowuje Jan Pilewski.

Źródło: EMIS Insights – Poland Telecom Sector Report 2022-2023

Polacy zgodni – to nie jest dobry czas na prowadzenie biznesu.

Niemal co trzeci przedsiębiorca myśli o zamknięciu firmy, a co drugi chętnie poszukałby pracy na etacie – wynika z badania Assay Biznes, badającego gotowość biznesową Polaków. Najbardziej boimy się niestabilności przepisów i wojny w Ukrainie.

  • 58% Polaków uważa, że jesteśmy narodem przedsiębiorczym, ale jedynie 38% z nas jako przedsiębiorczych określiłoby samych siebie.
  • Aż 64% dorosłych Polaków uważa, że nie jest to dobry moment na założenie biznesu. Przeciwnego zdania jest tylko 7% społeczeństwa.
  • Niemal 30% przedsiębiorców myśli o zamknięciu firmy, a nieco ponad 20% o jej sprzedaży (w całości lub częściowo).
  • Aż 49% obecnych przedsiębiorców – gdyby musiało zmienić pracę – wybrałoby… etat.
  • Aż 82% Polaków nie rozumie lub nie zna zmian zawartych w „Polskim Ładzie”.
  • Polacy ogółem szacują, że na wprowadzeniu Polskiego Ładu stracili średnio 877 złotych miesięcznie. Wśród przedsiębiorców deklarowana strata to aż 2346 zł!
  • Ponad 80% Polaków jest zdania, że rosyjska agresja na Ukrainę stanowi zagrożenie dla polskiej gospodarki.
  • Assay Biznes – nowy wskaźnik poziomu przedsiębiorczości Polaków i ich gotowości do prowadzenia biznesu – w roku 2022 przyjmuje wartość 34 (w skali od 0 do 100).

Grupa Assay, zajmująca się wspieraniem rodzimych start-upów, przyjrzała się kondycji polskiej przedsiębiorczości. Rezultatem tych prac jest stworzenie raportu – Assay Biznes – oraz nowego wskaźnika o tej samej nazwie. Parametr odzwierciedla stosunek Polaków do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej.

 – Stworzyliśmy Assay Biznes, by uzyskać obraz aktywności gospodarczej Polaków. Chcieliśmy poznać ich opinię na temat posiadania własnej firmy, poziom inicjatywy biznesowej, czy wreszcie to, jak postrzegają „klimat” do tworzenia nowych biznesów w Polsce. W ramach badania podzieliliśmy respondentów na dwie grupy – przedsiębiorców oraz ogół Polaków. Okazuje się, że przedsiębiorcy widzą rzeczywistość w lepszych barwach niż ogół społeczeństwa, ale i tak wyniki badania są bardzo pesymistyczne – mówi Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay.

Własna firma? Chętnie, ale nie teraz

Na początek informacja, która dodaje otuchy – niemal połowa Polaków ma pozytywne nastawienie do prowadzenia własnego biznesu. Negatywnie o posiadaniu firmy myśli 17% naszego społeczeństwa. Mimo to, jedynie co piąta zapytana osoba uważa, że właściciele polskich firm otoczeni są szacunkiem.

Jako najważniejsze plusy pracy „na własny rachunek” respondenci wymieniają satysfakcję z pracy dla siebie (42%), poczucie niezależności (41%) oraz możliwość samodzielnego decydowania m.in. o godzinach i wymiarze czasowym pracy (39%) – przy czym na ten ostatni aspekt szczególnie często zwracają uwagę osoby, które już prowadzą firmę. Z kolei wśród głównych wad wymienia się ryzyko niepowodzenia przedsięwzięcia (47% – zdaniem ogółu społeczeństwa i tylko 32% zdaniem samych przedsiębiorców) oraz duży poziom stresu (45%).

O założeniu własnej firmy myśli 15% zapytanych Polaków, przy czym niemal trzy na cztery osoby z tej grupy nie są do tego w pełni przekonane. Własnej działalności zdecydowanie częściej pragną mężczyźni (21% vs. 11% w przypadku kobiet) i osoby zamożne, zarabiające miesięcznie ponad 25 tys. złotych netto (aż 46% wskazań).

Zdecydowana większość respondentów, która bierze pod uwagę założenie firmy, nie chce tego uczynić w ciągu najbliższego roku. Co więcej, aż 64% zapytanych w badaniu Assay Biznes odpowiedziało, że to nie jest dobry moment na zakładanie biznesu.

­– Przyczyn takiego poglądu jest wiele – do tych „tradycyjnych”, takich jak poczucie niestabilności prawa (24% wskazań i aż 37% w grupie 55+), dołączyły bieżące czynniki ekonomiczno-polityczne, z kryzysem i brakiem stabilności gospodarczej (28%) oraz inflacją (21%) na czele. Na to nakłada się trwająca rosyjska agresja na Ukrainę (którą jako czynnik ryzyka sam w sobie wymienia 23% respondentów), ale z pewnością swoje piętno odcisnęła również pandemia czy… Polski Ład. Ten program reform gospodarczo-podatkowych jako negatywny ocenia 66% Polaków, a pozytywnie wyraża się o nim tylko 18% – mówi Iwo Rybacki, członek zarządu w Grupie Assay.

Portret polskiego przedsiębiorcy i jego obawy

Około 5% respondentów prowadzi obecnie własny biznes, a prawie co trzeci ma przynajmniej jedno doświadczenie związane z jego prowadzeniem w swoim życiu zawodowym.

Kim jest statystyczny polski przedsiębiorca? To najczęściej mężczyzna po 35. roku życia, mieszkający w mieście liczącym ponad 100 tys. mieszkańców. Może pochwalić się wyższym wykształceniem i dochodem przekraczającym miesięcznie 5 tys. złotych netto. Zwykle prowadzi mikrofirmę (zatrudniającą do 9 pracowników), najczęściej z sektora usług.

Czego się obawia? Przede wszystkim wysokich kosztów pracy, w tym składek ZUS (aż 54% wskazań), wysokich podatków (39% wskazań) i niestabilności prawa (38%). Zaledwie garstka polskich przedsiębiorców jest zdania, że system podatkowy i otoczenie prawne sprzyjają posiadaniu działalności w kraju (odpowiednio 15% i 16% wskazań). Niemal połowa (47%) prowadzących biznes obawia się negatywnego wpływu wojny na własną firmę.

„Zostawcie to Polakom” – miał podobno powiedzieć Napoleon Bonaparte w czasie bitwy pod Somosierrą, kiedy rozkazał szarżę wprost na armaty wroga. Cytat ten pozostaje najprawdopodobniej tylko legendą, ale dobrze oddaje przekaz mówiący, że nie ma dla nas rzeczy niemożliwych. Podobne wrażenie można wysnuć na podstawie wyników badania Assay Biznes. Mimo przeciwności i barier formalno-prawnych, Polacy chcą pielęgnować swój „gen przedsiębiorczości”. Obecne realia prowadzą jednak do daleko idącej ostrożności, którą można zamknąć w krótkim stwierdzeniu „to nie jest dobry czas na założenie działalności gospodarczej” – mówi Łukasz Blichewicz, prezes Grupy Assay.

Jakie plany mają przedsiębiorcy na najbliższą przyszłość? Przeciwstawne – podobna grupa respondentów planuje zainwestować w rozwój firmy (47%), jak i zrezygnować z planowanych wcześniej inwestycji (43%). Najbardziej niepokoi jednak, że aż 28% przedsiębiorców myśli o zamknięciu swojej działalności, a 26% o redukcji zatrudnienia. Jednocześnie chęć zwiększenia zatrudnienia w firmie deklaruje 24% zapytanych.

Prawie 7 na 10 przedsiębiorców wskazuje, że Polski Ład zwiększył ich obciążenia podatkowe (vs. 38% wśród ogółu społeczeństwa). Średnia miesięczna deklarowana przez nich strata z tego tytułu to 2346 złotych.

– Fakt, że aż 49% obecnych przedsiębiorców w sytuacji konieczności poszukania nowego źródła zarobku, rozglądałoby się za pracą na etat, jest niezwykle znamienny i doskonale oddaje to, z czym na co dzień zmaga się polski biznes. Poza wojną, szalejącą inflacją i przerwanymi łańcuchami dostaw, na osobną uwagę zasługuje zatrważająco wysoki poziom niezrozumienia dla zmian podatkowych wprowadzonych przez ustawodawcę w ramach Polskiego Ładu i poczucie negatywnego wpływu programu również na przedsiębiorczość. Warto zaznaczyć, że już 1 lipca wejdzie w życie tzw. korekta Polskiego Ładu. Oznacza to kolejną zmianę systemu podatkowego w ciągu kilku miesięcy i spotęgowany chaos w obszarze prawno-podatkowym. Przekłada się to na niepewność wobec prawa, a to jest z kolei jedną z kluczowych barier wstrzymujących wzrost przedsiębiorczości w Polsce – wyjaśnia Milena Krasuska, Chief Operations Officer w Grupie Assay.

Przedsiębiorczość teoretyczna

Co ciekawe, Polacy – stereotypowo – uważają się za naród przedsiębiorczy, (stwierdza tak 58% odpowiadających) ale jedynie 38% ogółu społeczeństwa nazwałoby przedsiębiorczymi samych siebie. Tak twierdzą najczęściej, co nie dziwi, sami przedsiębiorcy (65% wskazań).

Zjawisko zwane „primus inter pares” polega na tym, że zazwyczaj ludzie postrzegają siebie jako lepszych od innych – bardziej inteligentnych, fajniejszych, uczciwszych. Assay Biznes pokazał zaskakujący odwrócony efekt – Polacy uważają siebie samych za mniej przedsiębiorczych od ogółu swoich rodaków. Rozbieżność ta może być efektem dwóch niezależnych zjawisk. Po pierwsze postrzeganie Polaków jako przedsiębiorczych prawdopodobnie jest konsekwencją dosyć powszechnej komunikacji, m.in. w mediach, że nie ma dla nas Polaków rzeczy niemożliwych. Każdy zna jakąś historię, która mówi o spektakularnym osiągnięciu biznesowym jakiegoś Polaka. Równocześnie, gdy ludzie myślą o sobie i zaczynają oceniać swoje możliwości, to następuje czasem brutalna weryfikacja – konstatacja braku wiedzy, brak umiejętności czy też zwykły brak odwagi, żeby zaryzykować – wyjaśnia prof. Dominika Maison, właścicielka firmy Maison&Partners, która przeprowadziła badanie.

Większość (62%) Polaków ocenia swoją wiedzę nt. prowadzenia biznesu jako małą lub żadną (brak wiedzy). Tylko 9% Polaków zadeklarowało, że posiada w tym zakresie dużą wiedzę. Nieco wyższą samoocenę wiedzy widać wśród mężczyzn niż kobiet (11% vs. 6% dla odpowiedzi posiadam dużą wiedzę na ten temat), osób powyżej 45. roku życia niż młodszych, osób z wyższym wykształceniem i mieszkańców większych miast. Spośród umiejętności potrzebnych w biznesie, Polacy wysoko oceniają swoje kompetencje w kontekście takich aspektów jak: sumienność i uczciwość, umiejętności organizacyjne oraz elastyczność (otwartość na zmiany). Najniżej oceniają natomiast swoją znajomość przepisów prawnych oraz finansowych (co jest zresztą przez nich postrzegane jako bariera na drodze do samozatrudnienia).

­­– Im wyższe zarobki, tym silniejsze poczucie bycia przedsiębiorczym – to dość oczywista zależność, która wyłania się z wyników naszego badania. Niepokoi jednak fakt, że za najmniej przedsiębiorcze osoby postrzegają się najmłodsi respondenci (grupa wiekowa 18-24 lata). Może to świadczyć o pewnych brakach w edukacji młodego pokolenia, które nie wynosi ze szkoły odpowiedniej wiedzy na tematy ekonomiczne. Warto wspomnieć, że przedmiot „podstawy przedsiębiorczości”, który zgodnie z obecną podstawą programową realizowany jest w szkole średniej, to raptem kilkadziesiąt godzin nauki na temat ekonomii i finansów. To zdecydowanie za mało, by móc powiedzieć o solidnych podwalinach w systemie edukacji – wskazuje Paweł Kruszyński, członek zarządu Grupy Assay.

Wskaźnik Assay Biznes pokazuje – mamy dobre chęci, ale brak nam wiedzy

Assay Biznes to zaproponowany przez Grupę Assay wskaźnik odzwierciedlający stosunek Polaków do zakładania i prowadzenia działalności gospodarczej. Przyjmuje wartość od 0 do 100 i składa się z czterech komponentów: doświadczenie (doświadczenia w obszarze prowadzenia biznesu), przekonania (postrzeganie klimatu ekonomicznego dla prowadzenia biznesu), kompetencje (subiektywne poczucie kompetencji z obszaru prowadzenia firmy, prawa, finansów i zarządzania) oraz potencjał (otwartość i gotowość do prowadzenia własnego biznesu).

Ogólna wartość wskaźnika Assay Biznes to 34. Najmniejszą wartość respondenci uzyskali w komponencie doświadczenie (13), natomiast najwyższe w komponentach kompetencje i przekonania (po 44). Komponent potencjał przyjął wartość 33.

– Assay Biznes ukazuje, że subiektywne poczucie kompetencji z obszaru biznesu plasuje się na przyzwoitym poziomie, który rośnie wraz z wysokością deklarowanego dochodu (wartość 59 dla osób zarabiających powyżej 10 tys. złotych). Nieco gorzej sprawa ma się w przypadku oceny rzeczywistych doświadczeń związanych z prowadzeniem firmy (choć i tu widać wyraźną zależność wraz ze wzrostem deklarowanego dochodu) oraz w ocenie potencjału – a więc otwartości na stworzenie własnego biznesu. W tym drugim przypadku optymizmem napawa jednak fakt, że wskaźnik ten jest szczególnie wysoki wśród ludzi młodych – dla grupy 18-24 lata jego wartość wyniosła 44, podczas gdy w grupie osób powyżej 55 lat to tylko 26 – podsumowuje prof. Dominika Maison.

Badanie przeprowadziła firma Maison&Partners w kwietniu 2022 roku. Ankieta online została zrealizowana przez ogólnopolski panel badawczy Ariadna na ogólnopolskiej, losowo-kwotowej próbie 1047 osób, gdzie kwoty zostały dobrane według reprezentacji w populacji dorosłych Polaków dla płci, wieku i wielkości miejsca zamieszkania. Ponadto, w badaniu wzięły udział 352 osoby posiadające własną działalność gospodarczą / firmę (grupa „prowadząca biznes”).

Wskaźnik Assay Biznes to kolejny, po Assay Index, który bada gotowość inwestycyjną Polaków, stworzony przez Grupę Assay parametr ekonomiczny badający postawy i doświadczenia polskiego społeczeństwa. Celem Grupy jest coroczne uaktualnianie obu indeksów, aby móc badać zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie na przestrzeni czasu.

Czy to początek spowolnienia?

Oprócz rosnącej w wielu miejscach na świecie inflacji pojawia się również kolejny problem. Jest to przewidywana przez coraz większą liczbę analityków recesja. Wielu z nich wskazuje na ten problem w przypadku Niemiec.

Spadek inflacji w Niemczech

Wczoraj analitycy spodziewali się symbolicznego wzrostu inflacji z 7,9% na 8%. Odczyt wyniósł jednak 7,6%. Wydawać by się mogło, że spadek inflacji przy tych poziomach to bardzo dobra wiadomość. Analitycy wskazują jednak, że jest to fragment pewnych negatywnych procesów. Łączone jest to z nadchodzącym spowolnieniem gospodarczym oraz ogólnym pesymizmem obywateli. Widać to chociażby w ankietach koniunktury, które ostatnio pokazały rekordowo niskie wyniki. Rynki zareagowały dość ostrożnie, wycofując się jednak z euro. Potencjalne problemy głównej lokomotywy strefy euro mogą bowiem spowolnić nadchodzący cykl podwyżek stóp procentowych.

W Szwecji podnoszą stopy procentowe

Szwecja w kwietniu symbolicznie zakończyła epokę zerowych stóp procentowych, podnosząc je symbolicznie do 0,25%. Na dzisiejszym posiedzeniu podniesiono je o kolejne 0,5%. Jest to efekt przygotowywania się na wzrost stóp procentowych u głównego partnera handlowego, jakim jest strefa euro. Z pozostałych ważnych gospodarek dla Szwecji Norwegia jest również w wyraźnym cyklu podnoszenia stóp. Po czterech podwyżkach zaczętych już we wrześniu 2021 stopy wynoszą obecnie 1,25%. Kraj ten zaczął bardzo szybko podnosić stopy procentowe, jednakże robi to mało zdecydowanie. Najciekawsza sytuacja jest jednak w Danii, która czeka na decyzję strefy euro. Silne powiązanie kursu waluty powoduje, że Duńczycy nie mogą realnie prowadzić własnej polityki monetarnej. Na świecie istnieje jakaś sprawiedliwość i Norwedzy podchodzący najbardziej racjonalnie do walki z inflacją z państw skandynawskich mają ją też najniższą.

Kryptowaluty w odwrocie

Po raz kolejny jesteśmy świadkami zejścia ceny głównej kryptowaluty świata, jaką wciąż jest bitcoin poniżej psychologicznej bariery 20 000 dolarów. Jest to ważny poziom, bo na nim rozpoczęła się przed laty najgłośniejsza na razie przecena tej kryptowaluty. Inne aktywa, z wyjątkiem walut mających stałą wartość względem dolara, również znajdują się w odwrocie. Jako powód przeceny wielu analityków wskazuje atrakcyjne rentowności obligacji, gdzie ostatnimi czasy lokuje się dużo kapitału.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – Raport na temat wydatków Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Firmom w Polsce brakuje zaawansowanych systemów, aby w pełni wykorzystać możliwości cyfrowej integracji

Integracja cyfrowa usprawnia procesy i zwiększa konkurencyjność firm na rynku. Pozwala na szybszy przepływ informacji, sprawniejsze zarządzanie, lepszą integrację procesów biznesowych, trafniejsze prognozy i bardziej skuteczne reagowanie na potrzeby rynku. W badaniu „Transformacja organizacyjna przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce”[1] zrealizowanym na zlecenie Dassault Systèmes, firma analityczna PMR przeanalizowała stopień integracji technologii cyfrowych w takich obszarach jak projektowanie cyfrowe, praca równoległa, mass customization, współpraca z podwykonawcami i inne, które składają się na zagadnienie integracji cyfrowej przedsiębiorstwa.

Analiza wykazała, że polskie firmy doceniają korzyści płynące z integracji cyfrowej, ale często brakuje im zaawansowanych narzędzi do pełnego wykorzystania jej potencjału:

  • Ucyfrowienie procesu projektowania ma znaczący wpływ na rozwój produktu i skrócenie „time to market”. Według respondentów obszarami, które szczególnie zyskują na digitalizacji procesu projektowania są: tworzenie dokumentacji (89%), poprawa komunikacji w firmie (78%) oraz umożliwienie prowadzenia procesów równolegle (74%).
  • Firmy odpowiadają na zmieniające się wymagania klientów poprzez „mass customization”, czyli indywidualizację produktów wytwarzanych masowo, poprzez następujące działania: tworzenie indywidualnych serii produktów (54%), wytwarzanie produktów o zmienionych parametrach technicznych (42%) oraz projektowanie indywidualnych części do produktów (39%). Jednak tylko niewielka liczba respondentów przyznaje, że korzysta z zaawansowanych narzędzi wspomagających projektowanie i wytwarzanie produktów: MES (20%), APS (18%), PLM (19%).
  • Ponad połowa respondentów (54%) potwierdziła stosowanie modelu pracy równoległej. Wśród jej kluczowych zalet respondenci podkreślają możliwość skrócenia procesu projektowania i wdrażania produktu. Badanie pokazuje jednak, że firmom

brakuje zaawansowanych systemów, aby w pełni wykorzystać potencjał takiego modelu pracy. Ponad 50% respondentów – jako główną barierę – wskazuje na wysoki koszt rozwiązań umożliwiających pracę równoległą.

  • Brak zaawansowanych systemów wpływa na współpracę z podwykonawcami podczas procesu projektowania i wdrażania produktu. Jak wynika z badania, połowa firm współpracuje z podmiotami zewnętrznymi. Co trzecia firma wykorzystuje do tego celu jedynie komunikatory, a 18% korzysta z aplikacji wchodzących w skład pakietu biurowego. Wskazuje to na brak odpowiednich, zaawansowanych narzędzi, które pozwoliłyby na zabezpieczenie danych, a także ustrukturyzowanie i przyspieszenie współpracy.
  • Tylko 19% badanych firm produkcyjnych korzysta z oprogramowania PLM. Respondenci korzystający z systemów PLM wskazują na kluczowe zalety tych rozwiązań: koordynację działań projektowych (58%), lepsze zarządzanie informacją o produkcie (58%), planowanie działań związanych z rozwojem produktu (53%) czy niższe koszty prac projektowych (47%). Wskazują też na następujące bariery wdrażania rozwiązań PLM: wysokie koszty wdrożenia (49%) oraz brak specjalistów w firmie, którzy potrafią obsługiwać systemy PLM (46%). Raport wskazuje, że istniejące bariery wdrożeniowe mogą zostać wyeliminowane przez rozwiązania chmurowe, które oferują skalowalność, specjalistyczne wsparcie, możliwość szybkiego reagowania i minimalizacji nakładów inwestycyjnych.

W ramach badania zespół PMR zbadał następujące obszary związane z transformacją organizacyjną: integracja cyfrowa, skracanie łańcuchów dostaw, zrównoważony rozwój oraz pracownicy przyszłości. Celem badania była diagnoza doświadczeń i znaczenia tych obszarów dla polskich przedsiębiorstw.Badanie - Dassault Systemes - infografika1 Badanie - Dassault Systemes - infografika2

[1] Badanie, zatytułowane „Transformacja organizacyjna przedsiębiorstw przemysłowych w Polsce”, zostało przeprowadzone w Q2 2022 roku na próbie 100 średnich i dużych firm produkcyjnych w Polsce z sektorów Transport i Mobilność, Urządzenia Przemysłowe, Lotnictwo oraz Home & Lifestyle.

Długie, gorące lato dla rynków

TRAGICZNY Q2: Dziś kończy się drugi kwartał i pierwsze półrocze 2022. Były one fatalne dla inwestorów, którzy nie mieli gdzie się schować, a rynki pogrążyły się w bessie. Napędzane były przez podwójne uderzenie wysokiej i długotrwałej inflacji oraz agresywnych działań banków centralnych, a następnie przez rosnące obawy przed recesją. Amerykańskie i globalne akcje spadły w II kwartale o ponad 15 proc., a bitcoin o ponad połowę. Spadły zarówno obligacje, jak i towary. Wśród największych rynków jedynie Chiny odnotowały wzrost, wśród klas aktywów dolar amerykański.

NIECO LEPSZY Q3: Wyścig pomiędzy szczytem inflacji a recesją jest kluczowy dla rynków i zapewni długie, gorące lato. Inflacja w USA powinna osiągnąć szczyt i pozwolić FED’owi na spowolnienie tempa podwyżek, zanim recesja stanie się nieunikniona. EBC stoi przed jeszcze trudniejszym zadaniem podniesienia stóp procentowych przy wysokich i długotrwałych cenach ropy naftowej i trwającym konflikcie w Ukrainie. Nadzieje na wzrost gospodarczy przenoszą się do Azji, a otwierające się na nowo Chiny coraz mocniej zakotwiczają globalną gospodarkę i pozwalają uniknąć kolejnej blokady. Jakby tego było mało, trzeci kwartał zazwyczaj jest najsłabszy dla rynków, ale to nie jest standardowy rok.

PERSPEKTYWA: W III kwartale widzimy, że zmienny rynek osiąga dno. Wiele zostało już wycenione, a wyceny jeszcze spadły. Jesteśmy blisko szczytu inflacji, warunki finansowe są znacznie zaostrzone, a gospodarki spowalniają. Recesja nie jest ani nieunikniona, ani globalna, ani prawdopodobnie duża. Jednak ryzyko pozostaje wysokie, ponieważ inflacja nie osiągnęła jeszcze wyraźnego szczytu, a zyski wcale nie spadły. Spodziewamy się nieuniknionego wzrostu, ale bronimy się przed ryzykiem. Rynki hossy są budowane na ramionach rynków bessy i zazwyczaj są czterokrotnie dłuższe. W drugiej połowie roku widzimy ożywieni e na kształt litery U. Skupiamy się na spółkach defensywnych, od opieki zdrowotnej po wysokie dywidendy i na rynkach od Wielkiej Brytanii po Chiny.Długie, gorące lato dla rynkówBen Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Rozwój trójmiejskiego rynku biurowego

Trójmiasto jest trzecim największym regionalnym rynkiem biurowym w Polsce. Całkowite zasoby Gdańska, Gdyni i Sopotu przekroczyły właśnie 1 mln m kw. powierzchni, podała firma doradcza Savills, która niedawno otworzyła swój oddział na Pomorzu. W pierwszym kwartale 2022 r. w Trójmieście wróciła również aktywność na rynku najmu, a odnotowany popyt był niemal o połowę wyższy niż pod koniec zeszłego roku.

Zgodnie z najnowszym raportem Savills „Spotlight: Rynek biurowy w Trójmieście” w ciągu pięciu ostatnich lat w Trójmieście oddano do użytku 373 500 m kw. nowej powierzchni. Niezmiennie największym ośrodkiem biurowym w regionie jest Gdańsk dysponujący ponad 755 000 m kw. powierzchni, co stanowi ponad trzy czwarte całego trójmiejskiego rynku. Następna w kolejności jest Gdynia z zasobami przekraczającymi 200 000 m kw. W Sopocie zasoby biurowe wynoszą niewiele ponad 35 000 m kw. powierzchni.

Rynek biurowy w Trójmieście jest stosunkowo młody. Około 38% całkowitej podaży to budynki niemające więcej niż pięć lat, a budynki starsze niż 10 lat odpowiadają za zaledwie 30% zasobów.

„Wśród biznesowych regionów Trójmiasta na znaczeniu zyskuje gdańskie Młode Miasto, gdzie w najbliższym czasie skupi się znaczna część aktywności deweloperskiej. Na koniec pierwszego kwartału na Pomorzu w budowie znajdowało się dziesięć nowych biurowców o łącznej powierzchni około 87 500 m kw., z czego ponad połowę stanowią projekty zlokalizowane w Gdańsku” – komentuje Piotr Skuza, dyrektor oddziału Savills w Gdańsku.

Zgodnie z danymi Savills, w ciągu pierwszych trzech miesięcy 2022 roku w całej aglomeracji trójmiejskiej wynajęto 22 500 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej i był to wynik o 58% wyższy w porównaniu z ostatnim kwartałem 2021 r. Da się zaobserwować dużą aktywność najemców z sektora IT i usług dla biznesu, którzy łącznie odpowiadali za ponad połowę całkowitego popytu.

„Trójmiasto jest czwartym co do wielkości ośrodkiem centrów usług biznesowych w Polsce. Aktualnie w regionie działa 181 takich podmiotów, w których zatrudnienie znajduje blisko 35 000 specjalistów z różnych dziedzin. Obserwujemy dynamiczny rozwój tego sektora, który od 2016 roku powiększył się o 50%. Rozmawiając z inwestorami zainteresowanymi prowadzeniem działalności na Pomorzu widzimy, że kwestia wyboru odpowiedniego biura jest jedną z pierwszych decyzji jakie podejmują. Również firmy już obecne w Trójmieście doskonale zdają sobie sprawę, że chcąc zatrudnić i utrzymać wartościowych pracowników, konieczne jest zapewnienie im nowoczesnej przestrzeni biurowej. Trójmiasto, jako polska stolica jakości życia, również w tej kategorii chce być wzorem do naśladowania” – komentuje Marcin Grzegory, zastępca dyrektora, Invest in Pomerania.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec marca 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Trójmieście wyniósł 14,3% i wzrósł o 2,1 pp. w ujęciu kwartalnym. W I kw. 2022 r. miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, póki co utrzymują się w przedziale 12-14,75 euro za m kw. miesięcznie.

Według ekspertów Savills poziom czynszów bazowych w Trójmieście w najbliższej przyszłości powinien, mimo m.in. rosnących kosztów budów po stronie deweloperów oraz wysokiej inflacji, utrzymać się na stabilnym poziomie. Głównymi czynnikami przemawiającymi za taką sytuacją są wysoki poziom pustostanów w regionie oraz kolejne powstające projekty biurowe. Chęć wynajmujących do podnoszenia czynszów prawdopodobnie zostanie wyhamowana przez konkurencję, zwłaszcza wśród właścicieli nowo dostarczanej powierzchni, która będzie stopniowo wchłaniana przez najemców.

Eksplozja cyberzagrożeń – zagrożone m.in. samorządy

Przestarzały sprzęt, mnogość wrażliwych i cennych z perspektywy cyberprzestępców danych, a także konieczność zapewnienia ciągłości świadczenia usług publicznych – to czynniki, które sprawiają, że jednostki samorządu terytorialnego (JST) stają się obiektem licznych cyberataków. Według badania z 2020 roku, 44 proc. ataków ransomware było wymierzonych w samorząd terytorialny*. Jak wskazują eksperci ds. bezpieczeństwa IT ze Stormshield, z rosnącym zagrożeniem muszą radzić sobie władze zarówno dużych miast i metropolii, jak i mniejszych ośrodków.

Antidotum na zagrożenia w cybersferze nie jest wyłączanie w godzinach wieczornych i w weekendy świadczonych cyfrowo usług – co ma miejsce w niektórych gminach. Zdaniem ekspertów Stormshield kluczowe z perspektywy JST są odpowiednie firewalle oraz nieustanne podnoszenie kompetencji pracowników.

Jak pokazują dane ryzyko ataków ransomware rośnie, a dodatkowo stają się one coraz bardziej złożone. Co więcej przestępcy stosują również nową formę presji mającą skłonić ofiary do zapłaty okupu tj. groźbę upublicznienia skradzionych danych. Taka sytuacja miała miejsce we francuskiej metropolii Aix-Provence-Marseilles. We wrześniu 2020 r. cyberprzestępcy opublikowali 20 gigabajtów skradzionych danych, obejmujących bazę 23 tys. adresów e-mail powiązanych z nazwiskami funkcjonariuszy publicznych. Innym przykładem, jednym z wielu w ostatnich miesiącach, było sparaliżowanie w sierpniu 2021 roku regionalnego centrum danych włoskiego Lacjum, co uniemożliwiło dostęp do platformy rezerwacji szczepień przeciwko Covid-19.

Liczba ataków ransomware gwałtownie rośnie, tak że można nazwać skalę tego zjawiska mianem swoistej „eksplozji”. Pamiętajmy, że władze lokalne obsługują zarówno tradycyjne systemy informatyczne, jak i bardziej wrażliwe pod względem bezpieczeństwa cyfrowego infrastruktury IoT. Jakie mogą być skutki wrogich działań pokazała sytuacja ze stycznia 2022 roku, kiedy to atak na więzienie w Nowym Meksyku spowodował wyłączenie kamer monitoringu i automatycznie sterowanych drzwi. Z kolei na początku maja zaszyfrowana została bułgarska poczta. Atak przeprowadzono przed prawosławnymi świętami Wielkanocymi co utrudniło obsługę świątecznych przesyłek, a także wypłatę emerytur. Podobne przypadki miały miejsce w Polsce, w Gminie Kościerzyna przed Bożym Narodzeniem w 2019 roku oraz w Gminie Aleksandrów przed Wielkanocą w 2021 roku – mówi Aleksander Kostuch, ekspert Stormshield, europejskiego lidera branży bezpieczeństwa IT.

Na wzrost zagrożenia w polskich realiach przekłada się także sytuacja związana z atakiem Rosji na Ukrainę.

Cyberprzestępcy w kampaniach będą z całą pewnością nawiązywać do tematu wojny i uchodźców. Praca pod presją nie sprzyja koncentracji uwagi, co powoduje, że łatwiej o omyłkowe kliknięcie w wiadomość lub załącznik, które pochodzą z niezaufanego źródła, a to może mieć poważne konsekwencje – dodaje Aleksander Kostuch.

Specjaliści Stormshield wskazują na kilka kluczowych efektów jakie mogą rodzić ataki przeciwko samorządom:

  • Zakłócenie ciągłości usług publicznych. Władze lokalne z wykorzystaniem systemów informatycznych administrują szeroką gamą usług dla społeczności lokalnych, np. wodociągowych. Bez dostępu do danych obsługa tych obszarów jest poważnie utrudniona, a niejednokrotnie niemożliwe.
  • Problemem jest groźba wycieku, kradzieży lub utraty danych: osobowych, finansowych czy podatkowych, jako że władze lokalne mają dostęp do wrażliwych danych swoich obywateli.
  • Należy także wziąć pod uwagę ryzyko prawne. W przypadku udowodnienia winy w zakresie ochrony danych osobowych, organ samorządu terytorialnego narażony jest nie tylko na sankcje ze strony organów państwowych, ale także na postępowanie sądowe podejmowane przez samych obywateli.
  • Istotną konsekwencją jest również obniżenie reputacji samorządu. Cyberatak może mieć negatywny wpływ na zaufanie do władz lokalnych, aspekt o niebagatelnym znaczeniu w kontekście wyborów samorządowych.

Niewystarczający budżet

Jedną z przyczyn słabości systemów zabezpieczeń stosowanych przez samorządy jest brak wystarczających środków. Większość francuskich władz lokalnych przeznacza na cyberbezpieczeństwo mniej niż 10% swojego budżetu, co jest wskaźnikiem zalecanym przez ANSSI (Agence nationale de la sécurité des systèmes d’information – Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Systemów Informatycznych). W polskich warunkach ten wskaźnik oscyluje na poziomie około 3% wszystkich wydatków na informatykę, a powinien kształtować się na poziomie od 9 do 14%. W naszym kraju nie obowiązuje żadne rozporządzenie dotyczące rekomendowanej wielkości budżetu na IT.

W polskich gminach poziom wydatków najczęściej kształtowany jest doraźnie. W budżetach uwzględniane są koszty aktualizacji użytkowanych na bieżąco systemów antywirusowych i firewalli oraz audytu, który ostatnio został rekomendowany jako obowiązkowy. Nierzadko jednak samorządowcy szukają oszczędności poprzez zaniechanie wydatków w nowe rozwiązania podnoszące zabezpieczenia sieci i systemów czy zewnętrzne konsultacje z ekspertami – komentuje ekspert Stormshield.

Brak budżetu wpływa na pojawienie się kolejnego potencjalnego obszaru ataku dla cyberprzestępców – starzejących się stacji roboczych, które operują na przestarzałych i często nieaktualizowanych systemach. Inwentaryzację gminnych komputerów przeprowadzono w ubiegłym roku na wniosek Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Badanie było związane z planowanym wdrożeniem rozwiązań technicznych umożliwiających wydawanie dowodu osobistego zawierającego odciski palców. Jak wykazało, blisko 40% stacji roboczych, czyli cztery spośród 11 tysięcy komputerów wykorzystywanych przez gminy, jest poza okresem gwarancyjnym lub ich systemy operacyjne (Windows 7 i 8) utraciły wsparcie producenta. W związku z tym nie zapewniają one odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, aby przetwarzać na nich dane osobowe.

–  Praca na systemach operacyjnych, które utraciły wsparcie producenta, to igranie z ogniem. Pośrednio skala tego problemu jest potwierdzeniem wciąż niewystarczającej wiedzy co do potencjalnego zagrożenia. Zasadnym byłoby intensyfikować działania edukacyjne poprzez szkolenia z zakresu cyberbezpieczeństwa oraz zwiększać stan świadomości „higieny cyfrowej”, której poziom wciąż pozostaje niewystarczający – dodaje Aleksander Kostuch.

Gminy będą bardziej cyfrowe

Sytuacja w obszarze bezpieczeństwa cyfrowego JST powinna ulec zmianie. W ramach Krajowego Planu Odbudowy Polska do końca 2026 roku ma otrzymać z UE ponad 57 mld euro. 20% tej kwoty jest zarezerwowane na cyfryzację. Jednym z punktów planu jest zapewnienie cyberbezpieczeństwa systemów informacyjnych. Obejmie to budowę sieci siedmiu regionalnych centrów cyberbezpieczeństwa dla jednostek samorządu terytorialnego, budowę systemu sześciu sektorowych zespołów reagowania na incydenty komputerowe, wzmocnienie potencjału i modernizację infrastruktury podmiotów Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa oraz innych podmiotów kluczowych, podłączenie 385 podmiotów Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa do zintegrowanego – centralnego systemu zarządzania bezpieczeństwem cyberprzestrzeni, realizację projektów mających na celu zabezpieczenie ciągłości działania ośrodków obliczeniowych i systemu telekomunikacyjnego na potrzeby zabezpieczenia konkretnych e-usług i wsparcie cyfryzacji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Bieżącą odpowiedzią na problemy i potrzeby samorządów jest m.in. program „Cyfrowa gmina”. W ramach programu gminy mogą pozyskiwać systemy i sprzęt zwiększający ochronę IT.

Dzięki programowi można uzyskać środki na sprzęt z aktualnym systemem operacyjnym i pakietem biurowym, dzięki czemu możliwy będzie bezpieczny dostęp do zasobów lokalnych lub realizowanych poprzez pracę zdalną. Możliwa jest także wymiana lub uzupełnienie ochrony brzegu sieci poprzez zakup lub uzupełnienie firewalli nowszej generacji czy zakup systemów rejestrowania zdarzeń i wizualizacji oraz obsługi incydentów, tzw. systemy SIEM – mówi Aleksander Kostuch.

Zdaniem ekspertów Stormshield perspektywy JST szczególne znaczenie ma możliwość zakupu narzędzi Endpoint detection and response (EDR) służących wykrywaniu i reagowaniu na podejrzane aktywności w urządzeniach końcowych, czy tworzenie ochrony dedykowanej zapobieganiu atakom typu ransomware i wyciekom danych (tzw. Data Loss Prevention – DLP), jak również narzędziom do ich szyfrowania. Warunkiem obligatoryjnym otrzymania grantu jest audyt bezpieczeństwa IT wykonywany przez specjalistyczne podmioty i certyfikowanych fachowców od bezpieczeństwa.

Dofinansowanie przełoży się na zwiększoną ochronę przed podatnościami i skuteczniejszą konfigurację infrastruktury cyber zabepieczeń. W szczególności ważne są aspekty zabezpieczeń sieci wewnętrznej, w których należy wykonać separacje kluczowych elementów, oddzielając użytkowników od serwerów umieszczonych w dedykowanych „strefach zdemilitaryzowanych” (demilitarized zone – DMZ) bazując na wykrywaniu włamań (tzw. Intrusion Prevention System – IPS), który jest kluczową i zintegrowaną funkcjonalnością w firewall. Firewall aktywnie kontroluje ruch sieciowy w ramach podsieci blokując zagrożenia i ataki – wyjaśnia Aleksander Kostuch ze Stormshield.

Firewalle umożliwiają bezpieczne, zdalne połączenie się pracowników mobilnych z siecią, tak jakby pracowali w biurze. Obok pracy zdalnej, samorządy coraz częściej korzystają z aplikacji chmurowych.

Trudno sobie wyobrazić zastój spowodowany awarią głównego z elementów zabezpieczeń. A jako że nie zawsze pojedynczy firewall jest wystarczający, to praktykowanym rozwiązaniem jest instalacja drugiego urządzenia, co pozwala zapewnić wysoką dostępność do usług w przypadku potencjalnej awarii jednego z nich – komentuje specjalista w dziedzinie bezpieczeństwa IT.

Jak wskazuje tam, gdzie mamy do czynienia z protokołami przemysłowymi, np. w oczyszczalniach ścieków i wodociągach miejskich należy realizować ochronę poprzez instalacje firewalli najbliżej elementów krytycznych, takich jak stacje sterujące, czujniki, siłowniki i inne urządzenia autonomiczne jak zintegrowane systemy (tzw. Internet of Things – IOT). Rozproszone firewalle mają możliwość komunikacji z centralnym systemem nadzoru, gdzie się monitoruje i zarządza bezpieczeństwem. Tak powstają centralne, gminne lub miejskie ośrodki Centrum Operacji Bezpieczeństwa, (tzw. Security Operations Center – SOC).

Uzupełnieniem tych rozwiązań są szkolenia, nie tylko użytkowników, lecz również kadry technicznej, aby miała świadomość słabych punktów infrastruktury sieciowej i w oparciu o tę wiedzę wprowadzała i regularnie aktualizowała stosowne zabezpieczenia i procedury. Firewalle firmy Stormshield mają intuicyjny polski interfejs, Wsparciu polskiego dystrybutora rozwiązań Stormshield daje pełnię możliwości wykorzystania rozwiązania tego typu w JST. Oceniając to z perspektywy ograniczeń budżetowch, ale przede wszystkim strat wywołanych potencjalnym atakiem, koszt utrzymania takiego rozwiązania jest relatywnie najtańszy – podsumowuje Aleksander Kostuch.

* https://www.prawo.pl/samorzad/ataki-hakerskie-na-serwery-gmin-i-miast,513134.html

Przedsiębiorco, poznaj standardy archiwizacji dokumentów!

Jesteś przedsiębiorcą i szukasz odpowiedniego archiwum zewnętrznego, aby oddać swoje dokumenty i należycie je zabezpieczyć?  Ani trochę nie dziwi nas ten ruch, gdyż doskonale wiemy, jak dużo problemów potrafią sprawić firmowe papiery. Zwykłe i proste przechowywanie dokumentów? Zapomnij! Zawiłe prawne regulacje, brak wiedzy lub czasu – to wszystko może skutecznie ograniczyć Twoje starania.  Zanim jednak zdecydujesz się na konkretne archiwum zewnętrzne, upewnij się, że spełnia ono wszystkie najważniejsze standardy.

Jakie standardy powinno spełniać dobre archiwum?

Co mamy na myśli mówiąc o standardach archiwizacji? Jedną z najbardziej istotnych kwestii jest bez wątpienia Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych). Koniecznie sprawdź, czy archiwum, na które się zdecydowałeś spełnia wymagania zawarte w tych dokumentach. Jeśli nie jesteś w stanie tego zweryfikować, to możesz być pewien, że nie jest to najwyższy poziom standardów archiwizacji.

Najwyższe standardy archiwizacji to także zaawansowane systemy zarządzania jakością (zgodne z normą PN-EN ISO 9001:2015-10), które posiadają oczywiście wszelkie certyfikaty i są stale audytowane. Ważnym aspektem jest również gwarancja bezpieczeństwa. Sprawdź, czy archiwum, które wybrałeś daje gwarancję zapewnienia ciągłości świadczenia usług dla klientów, poufności przetwarzanych informacji oraz ochronę przed ich przypadkowym lub nieuprawnionym zniszczeniem. Kolejnym istotnym aspektem są również plany awaryjne na wypadek zagrożeń. To przecież ważne, aby być pewnym, że dokumenty są odpowiednio zabezpieczone.

Zatem, jakie archwium?

O czym jeszcze powinieneś pamiętać przy wyborze archiwum zewnętrznego? Na co zwrócić szczególną uwagę? Już spieszymy z odpowiedzią! Najważniejsze jest zawsze bezpieczeństwo dokumentów i danych! Sprawdź, czy archiwum ma własne magazyny i czy posiadają one należyte zabezpieczenia przeciwpożarowe i przeciwwłamaniowe. Zdobądź wiedzę o planach awaryjnych, aby mieć pewność, że archiwiści są gotowi na nieoczekiwane problemy.

Warto mieć także świadomość, że pracownicy dobrego archiwum pomogą Ci podczas całego procesu przekazywania, gromadzenia i korzystania z dokumentacji. Na pewno ustalą z Tobą również wszystkie szczegóły katalogowania akt, kryteriów wyszukiwania dokumentów w bazie danych oraz czasu ich przechowywania. Po przeterminowaniu dokumentów archiwiści powinni wysłać ich wykaz do Ciebie, abyś zaakceptował decyzję o ich wybrakowaniu, a następnie zniszczyć je.

Warto mieć świadomość, że najwyższe standardy archiwizacji, które deklaruje archiwum to Twoja gwarancja bezpieczeństwa i odpowiedniego przechowywania ważnych dokumentów. Zwróć uwagę na powyższe aspekty i będziesz mógł spać spokojnie!

Podatki niemieckich spółek w Polsce – raport ZPP

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców od wielu miesięcy bada sposób w jaki duże, zagraniczne korporacje dokonują płatności podatku CIT w Polsce. W naszych poprzednich publikacjach wskazywaliśmy na fakt, że konstrukcja podatku dochodowego od osób prawnych umożliwia daleko idącą optymalizację podatkową i sprzyja działalności największych podmiotów, które są w stanie taką optymalizację efektywnie prowadzić. W konsekwencji podatek CIT stał się niemal dobrowolną daniną i wiele podmiotów odprowadza do budżetu państwa jedynie symboliczne kwoty, często znacznie niższe niż 1% uzyskiwanych w Polsce przychodów.

Tym razem ZPP wybrał 18 największych i najbardziej rozpoznawalnych spółek mających niemieckie korzenie i działających w naszym kraju. Korzystając z publicznie dostępnych danych znajdujących się na stronie Ministerstwa Finansów sprawdziliśmy jakie przychody uzyskiwały te spółki, jakie wykazywały koszty oraz w jakiej wysokości odprowadzały podatek CIT w okresie od 2012 do 2020 r., a zatem w całym okresie, za jaki dane ujawnione zostały na stronie MF. Poza danymi dotyczącymi płatności podatku CIT ZPP prześledził także dane dostępne na stronie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące wysokości udzielonej pomocy publicznej również w okresie od 2012 do 2020 r.

Analiza danych wskazuje, że spośród 18 analizowanych spółek jedynie 4 zapłaciły podatek CIT w badanym okresie powyżej 1% przychodów. Co interesujące, żadna z badanych firm z sektora motoryzacyjnego nie odprowadziła podatku powyżej tego progu. Dodatkowo, wiele z badanych firm uzyskało wielokrotnie większą pomoc publiczną w okresie badanych 9 lat działalności, niż odprowadziło podatku dochodowego do budżetu państwa.

– Dla międzynarodowych korporacji Polska to podatkowe El Dorado – twierdzi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Jest oczywiście dużo takich, które bardzo istotnie dokładają się do naszego budżetu. Wciąż jednak wielu korzysta z naszej infrastruktury i dostępu do polskiego rynku, płacąc niższy podatek dochodowy, niż niektóre gospodarstwa domowe. Dlatego od lat proponujemy prosty podatek przychodowy, który wyeliminuje takie sytuacje.

Dla przykładu, Volkswagen Motor Polska zapłacił podatek CIT w wysokości 0,003% (!) osiągniętego przychodu, a jednocześnie otrzymał największą spośród badanych podmiotów pomoc publiczną. Pomoc rzeczywista (brutto) dla tego przedsiębiorstwa wyniosła niemal 200 krotność zapłaconego podatku CIT, którego spółka odprowadziła około 1,5 miliona złotych (nominalnie pomoc ta była jeszcze większa – 1,5 miliarda złotych, a zatem 1000 krotnie więcej niż zapłacony w badanym okresie podatek).

Również inne firmy związane z grupą Volkswagen płaciły jedynie symboliczny CIT – Volkswagen Group Polska 0,392%, Volkswagen Poznań 0,648%, zaś Porsche Inter Auto Polska zapłaciło podatek wynoszący zaledwie jedną dziesiątą procenta przychodów.

Część z badanych spółek uzyskała także bardzo znaczącą pomoc publiczną. Poza wspomnianą już spółką Volkswagen Motor Polska inna spółka Volskwagena – Volkswagen Poznań – uzyskała ponad 187 milionów złotych realnej pomocy publicznej (644 miliony złotych nominalnie). Nadto wysoką pomoc publiczną brutto uzyskał ZF Automotive Systems Poland (92 miliony złotych) oraz BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego (ponad 81 milionów złotych).

Przeanalizowane przez nas dane wskazują na fakt, że również w przypadku niemieckich spółek działających w Polsce podatek CIT jest odprowadzany w większości przypadków w symbolicznej wysokości. Polska z pewnością cierpi na brak skutecznego i przejrzystego prawa podatkowego, w każdym jego obszarze. Obecny system prowadzi do powstawania kuriozalnych wprost przypadków, a utracone przychody budżetowe wynikające z luki CIT sięgają miliardów złotych każdego roku.