Kredyty dla firm – rodzaje kredytów firmowych dostępnych na rynku

Prowadzenie własnej działalności gospodarczej nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać. W wielu sytuacjach okazuje się, że środki, które przedsiębiorstwo wypracuje samodzielnie, są niewystarczające na pokrycie bieżących kosztów działalności lub zaplanowanych inwestycji. Sprawdź, jakie są dostępne kredyty dla firm na polskim rynku.

Kredyty firmowe – czym są?

Kredyty dla firm to nic innego, jak zwykła umowa kredytowa, którą zawiera bank i kredytobiorca – w tym przypadku przedsiębiorca. Warto wiedzieć, że na podstawie kredytu firmowego bank udostępnia umownie ustaloną kwotę, która zostanie przeznaczona na bieżące wydatki firmy lub koszty związane z inwestycjami. Jako przedsiębiorca musisz liczyć się z tym, że banki najczęściej naliczają prowizję i odsetki w ramach udzielenia finansowania.

Jakie informacje powinna zawierać umowa kredytu firmowego?

Umowa o kredyt dla firm powinna zawierać szereg informacji, które w razie jakichkolwiek komplikacji pozwolą na szybsze dojście do porozumienia pomiędzy stronami. Do najważniejszych aspektów związanych z kredytami firmowymi, zaliczamy:

  • podpisy stron;
  • określenie celu kredytu;
  • warunki finansowania;
  • termin spłaty;
  • wysokość oprocentowania oraz prowizji;
  • formę zabezpieczenia kredytu;
  • regulacje dotyczące kontroli spłat oraz sposobu wykorzystania środków pozyskanych z kredytu dla firm.

Rodzaje kredytów firmowych dostępne na rynku

Obecnie banki proponują wiele ciekawych form finansowania dostępnych dla większości kredytobiorców będących przedsiębiorcami. O jakich kredytach mowa? Oto kilka najpopularniejszych form finansowania dla firm:

  1. Kredyty w rachunku bieżącym – w tym przypadku krótkotrwały debet na koncie dostępny jest w celu pokrycia bieżących wydatków. Dzięki temu firma zachowuje płynność finansową, kiedy kontrahenci spóźniają się z przelewami.
  2. Kredyty obrotowe – przeznaczone są na pokrycie zobowiązań firmy wobec dostawców i nie tylko. Kwoty w tym przypadku bank wypłaca w transzach lub w formie kredytu odnawialnego.
  3. Kredyty inwestycyjne – planujesz inwestycje w swojej firmie, ale potrzebujesz na do dodatkowych środków? Kredyty dla firm na pokrycie kosztów zaplanowanych inwestycji to bardzo dobra opcja. Średni okres spłaty dla takich zobowiązań to około 60 miesięcy, a kwoty sięgają nawet do kilkuset tysięcy złotych. Okres wykorzystywania kredytu inwestycyjnego kończy się wtedy, kiedy inwestycja zostanie całkowicie zakończona.
  4. Kredyty hipoteczne – tak, jak w przypadku osób prywatnych, banki udzielają kredytów hipotecznych na zakup lub renowację nieruchomości, czyli w tym przypadku siedziby firmy.
  5. Kredyty dla firm na start – te udzielane są na preferencyjnych warunkach dla nowych przedsiębiorców, którzy dopiero rozpoczęli swoją działalność. Koszty początkowe prowadzenia firmy często są bardzo duże, dlatego kredyty dla firm na start są dobrym pomysłem.
  6. Kredyty pomostowe – taką formę finansowania stosuje się podczas oczekiwania na przyznanie unijnej dotacji. Dzięki temu możesz wcześniej rozpocząć dowolne przedsięwzięcie, a kiedy otrzymasz środki z dotacji, bez problemu spłacisz w całości kredyt pomostowy.

Jak widzisz, kredyty dla firm występują w różnych formach. Powyższe rodzaje to tylko najpopularniejsze typy pomocy dla przedsiębiorców. Banki chętnie współpracują z firmami w zakresie finansowania ze względu na spore zyski poprzez pożyczanie dużych kwot np. na nowe inwestycje. Przekonaj się, że warto zaciągnąć kredyt w banku, prowadząc własną firmę. Sprawdź ofertę bezpośrednio na stronie danej instytucji lub skorzystaj z Internetowego rankingu kredytów firmowych: https://wspieramyfirmy.pl/ranking-kredytow-dla-firm/. W ten sposób na pewno wybierzesz idealną dla siebie opcję finansowania.

Rusza realizacja czterech prototypów Borsuka

Zatwierdzony został aneks do podpisanej w 2014 roku w ramach konkursu NCBR umowy na prace rozwojowe dotyczącej opracowania Nowego Pływającego Bojowego Wozu Piechoty kr. Borsuk. Ruszyła więc realizacja czterech dodatkowych prototypów pojazdu. W efekcie proces badań kwalifikacyjnych projektu zostanie przyspieszony.

Produkcja czterech prototypów z partii wdrożeniowej wpisuje się w najlepsze standardy stosowane przez wiodących producentów zbrojeniowych na świecie. Pozwala to przyspieszyć moment rozpoczęcia produkcji seryjnej i dostaw, a następnie wdrożenie sprzętu. W trakcie sprawdzania wypracowane zostaną konieczne regulaminy i procedury związane z bieżącą eksploatacją, obsługą codzienną, resursami podzespołów oraz wieloma innymi obszarami. Dzięki temu, po zakończeniu tego etapu, będzie możliwe rozpoczęcie produkcji i płynne włączenie nowego, ale dobrze już sprawdzonego sprzętu do Sił Zbrojnych RP – powiedział dr Remigiusz Kopoczek, p.o. dyrektor NCBR.

Borsuk to pierwsza konstrukcja o tak wysokim stopniu skomplikowania opracowana w Polsce. Projekt realizuje konsorcjum, którego liderem jest Huta Stalowa Wola S.A. wchodząca z skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. Obecnie przechodzi on intensywne badania mające fundamentalne znaczenie dla rozwoju i doskonalenia tej konstrukcji – powiedział Rafał Sobolewski, dyrektor Działu Zarządzania Programami i Projektami na rzecz Bezpieczeństwa i Obronności Państwa w NCBR.

W standardowej wersji, przy zagwarantowaniu odpowiedniego poziomu ochrony dla trzyosobowej załogi oraz sześciu żołnierzy desantu, stosunkowo niskiej masie 28 ton, pojazd posiada zarazem m.in. zdolność pływania.

Prace nad Borsukiem ruszyły 24 października 2014 roku na podstawie umowy NCBR z wykonawcami. W skład konsorcjum realizującego projekt wchodzą: Huta Stalowa Wola S.A. – lider, Ośrodek Badawczo-Rozwojowy Urządzeń Mechanicznych OBRUM Sp. z o.o., ROSOMAK S.A., Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne S.A., Wojskowe Zakłady Elektroniczne S.A., Akademia Sztuki Wojennej, Wojskowa Akademia Techniczna, Wojskowy Instytut Techniki Pancernej i Samochodowej oraz Politechnika Warszawska.

Doświadczenie wykonawców, takich jak Huta Stalowa Wola S.A., szerokie zaplecze Polskiej Grupy Zbrojeniowej S.A. daje gwarancje na sprawną, wieloletnią realizację zamówień, a w efekcie, wdrożenie następcy wysłużonych BWP-1.

Ożywienie na rynkach. Lekkie osłabienie amerykańskiego dolara

Można odnieść wrażenie, że inwestorom na rynkach akcji po zobaczeniu wczorajszego odczytu sentymentu inwestorów indywidualnych w USA (AAII) – większy pesymizm odnośnie perspektyw amerykańskiego rynku akcji występował tylko w recesyjnych dołkach bessy z marcu 2009 i września-listopada 1990 – uruchomił się kontrariański zmysł i rzucili się do zakupów akcji.

Nasdaq Composite wystrzelił wczoraj w górę z poziomu swego rocznego minimum o 3,06 proc., a więc najsilniej od 16 marca. S&P 500 zwyżkował o 2,47 proc., czyli najsilniej od 9 marca. Średnia przemysłowa Dow Jonesa zyskała 1,85 proc. Dziś rano kontrakty na S&P 500 i Nasdaq 100 lekko korygowały wczorajsze wzrosty.

To odbicie indeksów kontynuowane było dziś rano w Azji. Najsilniej zwyżkował Hang Seng (+3,49 proc.), a z tego trendu wyłamał się jedynie filipiński PSEi (-1,02 proc.).
Również na europejskich giełdach zdecydowanie dominowały dziś rano wzrosty (DAX +0,88 proc., CAC 40 +0,79 proc.). Ponownie najsilniej zwyżkował rosyjski RTS (+1,57 proc.).
WIG-20 rósł dziś rano o 0,88 proc. Zwyżkowały również wszystkie indeksy sektorowe (najsilniej – o +1,14 proc. – WIG-Banki). O ok. 23 proc. taniały dziś akcje Getin Noble Bank, który w 2022 roku stracił 1,07 mld zł.

To ożywienia na rynkach akcji lekko osłabiło amerykańskiego dolara. Kurs USD/JPY spadał dziś rano ze swego 20-letniego maksimum o 0,5 proc. Kurs dolara do chińskiego juana osiągnął dziś rano najwyższy poziom od jesieni 2020, ale później zaczął się cofać (-0,22 proc.). Kurs EUR/USD odbijał się dziś rano w górę ze swojego 5-letniego dołka o +0,47 proc.

Zgodnie ze zwykle występującym schematem umocnienie się euro względem dolara przekładało się na umocnienie się złotego wobec obu tych walut (USD/PLN -0,93 proc., EUR/PLN -0,47 proc.).

Kurs BTC/USD spadał dziś rano o 0,96 proc.

Dziś na rynkach w Azji i Oceanii swe nowe cykliczne maksima rentowności osiągnęły 10-letnie obligacje skarbowe w Australii (najwyżej od 2014 roku) oraz w Malezji (o krok od osiągnięcia najwyższego poziomu od 2008 roku). Rentowność amerykańskich 10-latek lekko dziś rosła (+0,32 proc.), natomiast w krajach strefy euro obserwowany był dziś rano lekki spadek rentowności.

Przedwczorajsza panika na rynku gazu ziemnego w Wielkiej Brytanii okazała się krótkotrwała – wczoraj cena tych kontaktów spadła o ponad 21 proc. Dziś rano ceny ropy naftowej wykazywały niewielkie zmiany (WTI –0,03 proc., Brent +0,36 proc.). Nadal swe historyczne maksima ustanawiały ceny kontraktów na olej sojowy na CBOT. Najwyżej od 2011 roku były dziś ceny kontraktów na bawełnę na ICE.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Ropa znów drożeje. Przecena na dolarze

Droższe paliwo

Na początku tygodnia mieliśmy zejście ceny baryłki chwilowo poniżej psychologicznej bariery 100 dolarów. Od tego czasu jednak ropa znów idzie w górę. Wzrostowi pomogło szczególnie zamknięcie kurka z gazem. Dzisiaj baryłka kosztuje już 8 dolarów więcej. Cena dodatkowo rośnie przez niespodziewane opady śniegu w Północnej Dakocie. Dlaczego to takie ważne? Stan ten jest trzecim co do wielkości największym producentem ropy naftowej w USA z dzienną produkcją przekraczającą milion baryłek ropy dziennie. To prawie 10% rosyjskiej produkcji. Spadek wydobycia z powodu śnieżyc oceniany jest nawet na 75%. Tak duży spadek produkcji nie mógł pozostać bez wpływu na ceny. W rezultacie ceny hurtowe paliw rosną, a zaraz zaczyna się długi weekend…

Słabsze dane za oceanem

Dane z USA spowodowały przerwanie doskonałej passy dolara względem euro. Stało się to pomimo zgodnych z oczekiwaniami wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Powodem był wyraźnie gorszy od oczekiwań wskaźnik zmian PKB. Amerykanie podają go w formie annualizowanej. Pod tym dziwnym terminem znajduje się operacja matematyczna, która mówi, jakby ten wskaźnik wyglądał, gdyby cały rok był taki jak ostatni kwartał. Pokazuje to nam jednak, że patrzenie na gospodarkę amerykańską przez różowe okulary może powodować nadmiernie optymistyczne decyzje. Najprawdopodobniej tak właśnie interpretowane jest ostatnie umocnienie dolara. Od rana jesteśmy świadkami przeceny. Kolejne dni pokażą, czy to tylko chwilowa zmiana, czy początek nowej tendencji.

W Hiszpanii spada a w Niemczech rośnie

Spadek tempa wzrostu cen w Hiszpanii mocno zaskoczył rynki. Pojawiły się nawet gdzieniegdzie głosy, że wracamy do epoki standardowych zmian cen. Biorąc pod uwagę niższą dynamikę wzrostu cen ropy, miało to swoje uzasadnienie. Dane z Niemiec jednak przeczą tej koncepcji. Wstępny odczyt mimo prognozowanego symbolicznego spadku o 0,1% wzrósł o 0,1%. Nie znaczy to oczywiście, że ceny muszą się w każdym kraju Unii zachowywać tak samo. Biorąc pod uwagę lepsze dane makroekonomiczne za Odrą, zasadne jest, że tamtejsze społeczeństwo stać na więcej, co rozpędza ceny bardziej.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

IPO Watch: Duży spadek aktywności na europejskim rynku IPO. Początek 2022 roku bez debiutu na rynku głównym GPW

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym kwartale 2022 r. wyniosła 2,7 mld euro – to spadek aż o 88 % w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (23,1 mld euro). Rosyjska inwazja na Ukrainę, rosnąca inflacja oraz wysokie ceny surowców przyczyniły się do znacznego spadku aktywności IPO na europejskim rynku ofert publicznych. W minionym kwartale, wartość żadnego z IPO w Europie nie przekroczyła bariery 1 mld euro. W Warszawie było zaledwie 5 IPO, wszystkie na alternatywnym rynku NewConnect, ich łączna wartość wyniosła 3,5 mln euro  – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Podsumowanie I kwartału 2022 r. na GPW w Warszawie

W pierwszym kwartale 2022 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 5 IPO, wobec 8 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wszystkie z nich miały miejsce na NewConnect, a łączna wartość przeprowadzonych ofert wyniosła jedynie 16 mln zł (3,5 mln euro), co oznacza spadek o 99,1% w porównaniu do 2021 r., kiedy to odnotowano 8 IPO o łącznej wartości 1,8 mld zł (394,6 mln euro). Warto zaznaczyć, że zeszłoroczne statystyki zdominowało IPO Huuuge, INC. o wartości 1,7 mld zł.

Największym debiutem na warszawskim parkiecie (na NewConnect) w pierwszym kwartale 2022 roku była oferta spółki z branży medycznej SDS Optic o wartości 11 mln zł (2,4 mln euro). Drugie i trzecie miejsce przypadło odpowiednio producentowi gier komputerowych Road Studio (oferta o wartości 2 mln zł) oraz Eco5Tech – spółce z sektora property technology (oferta o wartości 1,9 mln PLN).

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I kwartale 2022 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, w pierwszym kwartale 2022 roku łączna wartość IPO w Europie wyniosła zaledwie 2,7 mld euro i spadła w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku aż o 88%. Odnotowano jedynie 28 debiutów (wobec 89 w I kwartale 2021 r.). Największym rynkiem pod względem wartości IPO w pierwszym kwartale 2022 r. okazała się giełda w Norwegii – Oslo Børs z łączną wartością przeprowadzonych ofert na poziomie 886 mln euro. Zaraz za nią za uplasowała się Borsa Italiana (769 mln euro), a na miejscu kolejnym London Stock Exchange (459 mln euro).

Największym IPO w Europie była oferta spółki Var Energi ASA (776 mln euro) na norweskiej Oslo Børs. Na pozostałych miejscach uplasowały się Technoprobe SpA (oferta o wartości 713 mln euro, przeprowadzona na giełdzie w Włoszech) oraz 468 SPAC II SE (debiut na Deutsche Börse z ofertą o wartości 210 mln euro).

Spadek aktywności w zakresie IPO w 2022 roku, w skali Europy ale również globalnie, był przewidywany i spodziewany już w ostatnich miesiącach poprzedniego, rekordowego, roku. Pogarszające się uwarunkowania ekonomiczne i perspektywy gospodarcze pogłębił dodatkowo wybuch wojny w Ukrainie.

“W związku z tym nie należy spodziewać się dużych transakcji, w szczególności w Polsce i krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, wcześniej niż w drugiej połowie 2022 r., a być może dopiero w przyszłym roku. Jednocześnie wielu emitentów traktuje obecne zawirowania jako okres przejściowy i coraz częściej planuje debiut giełdowy z horyzontem 2-4.letnim. W skali globalnej spadek aktywności w zakresie IPO był również bardzo widoczny, ale dzięki relatywnie wysokiej aktywności w regionie Azji i Pacyfiku, w pierwszym kwartale 2022 r. na wszystkich światowych rynkach łącznie odnotowano nieco mniejsze załamanie aktywności niż w Europie (72% spadek wartości oraz 61% spadek łącznej liczby IPO w ujęciu globalnym). Warto zauważyć że w dalszym ciągu liczba i wartość debiutów w pierwszym kwartale była większa niż w analogicznych okresach w latach 2019 i 2020” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2018* r.Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2018* r.

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017*Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017*

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

Szymon Fiecek obejmuje stery w Grupie Comperia.pl SA

  • Rada Nadzorcza mianowała Szymona Fiecka na prezesa 28 kwietnia 2022 roku. Ma kontynuować obraną przez spółkę strategię dywersyfikacji portfela.
  • Wraz z ustanowieniem nowego stanowiska prezesa, w spółce nastąpiły zmiany w strukturze: ze stanowiska członka zarządu odchodzi Wojciech Małek, pozostawiając zarząd w dwuosobowym składzie. Funkcję prokurenta obejmuje Cezary Tokarski.
  • Z raportu finansowego za 2021 rok, opublikowanego w marcu wynika, że przychody Grupy wzrosły o 70 proc., przekraczając 40,4 mln zł, a EBITDA wzrosła 3,3 razy rok do roku. Obecnie za akcję spółki (CPL) zapłacimy 5,30 zł.
Marek Dojnow, przewodniczący Rady Nadzorczej Comperia
Marek Dojnow, przewodniczący Rady Nadzorczej Comperia

– Spółka pozostaje zarządzana przez zgrany, silny zespół, z dobrze określoną odpowiedzialnością i zakresem działań. Dzięki powołaniu na prezesa Szymona Fiecka, który jest ze spółką od jej założenia, firma zyskuje silniej umocowanego, sprawdzonego lidera i kapitana, który jak mało kto zna polski rynek finansów i ubezpieczeń konsumenckich w nowoczesnym wydaniu fintech i insurtech – tłumaczy Marek Dojnow, przewodniczący Rady Nadzorczej Comperia.pl SA

Szymon Fiecek to ekspert w branży fintech, e-commerce i płatności odroczonych. Ze spółką Comperia.pl S.A. związał się w 2008 roku, najpierw jako dyrektor ds. IT. To pokłosie jego ówczesnych doświadczeń zawodowych. Jako absolwent informatyki od 1996 roku angażował się w wiele projektów związanych z raczkującym wtedy w Polsce biznesem internetowym. Pracował dla branży retail, nieruchomości, e-commerce, turystycznej. W Comperii odpowiadał za cyfryzację i automatyzację procesów biznesowych.

W 2013 roku został mianowany na prokurenta spółek Grupy Comperia.pl SA oraz Comperia Ubezpieczenia sp. z o.o. Od 2016 roku, aż do obecnego awansu na prezesa, pełnił rolę członka zarządu.

– Cieszę się z powierzonego mi stanowiska prezesa. Zdaję sobie sprawę że jest to nie tylko docenienie mojej dotychczasowej roli w Grupie Comperia, ale również powierzenie odpowiedzialności za dalszy dynamiczny wzrost naszego biznesu. Jak dotąd, już trzeci rok z rzędu, podwajamy wyniki, i to mimo perturbacji związanych z pandemią. Skutecznie zwiększamy nasz zasięg w świecie e-commerce i pośrednictwie kredytów oraz pożyczek, nie zaniedbując dotychczasowych źródeł przychodu: ubezpieczeń oraz reklamy efektywnościowej. Ta strategia będzie dalej realizowana – mówi Szymon Fiecek, prezes Comperia.pl SA.

Spółka rozbudowuje dział sprzedaży e-commerce, obecnie 2-krotnie (w porównaniu z początkiem 2022 roku), do końca roku nawet 5-krotnie. Prezes zapowiada również obecność usług Comfino na czterech platformach SaaS obsługujących e-commerce. Comfino to rozwiązanie płatnicze dla e-sklepów, które działa jak wtyczka, a po zaimplementowaniu w sklepie internetowym dopasuje opcje zapłaty za produkt lub usługę do danego klienta. – Da nam to dostęp do tysięcy sklepów internetowych – cieszy się Fiecek.

Zmiany personalne i organizacyjne

W zarządzie Spółki zasiadają Szymon Fiecek – nowo powołany prezes oraz Paweł Szukalski – który wciąż będzie się skupiał na rozwoju biznesu i sprzedaży usług zarówno Comfino.pl, jak również ComperiaRaty, ComperiaUbezpieczenia oraz Telepolis.pl. Z organizacją żegna się Wojciech Małek, któremu spółka dziękuję za ponad czteroletnią pracę na stanowisku członka zarządu. Na prokurenta spółki mianowano Cezarego Tokarskiego, dyrektora sprzedaży i rozwoju biznesu, z Comperia.pl SA związanego od 2015 roku.

Co robi Comperia?

Grupa Comperia.pl SA to działający od 2008 roku fintech, którego misją jest dostarczanie dopasowanych rozwiązań finansowych i ubezpieczeniowych. Od 2011 roku spółka notowana jest na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych.

Głównymi filarami działalności spółki jest pośrednictwo kredytowe online, ubezpieczenia, e-commerce oraz porównywarki finansowe, w tym jedna z pierwszych w Polsce – Comperia.pl. W skład Grupy wchodzi również portal Telepolis.pl, należący do pierwszej piątki najbardziej poczytnych serwisów technologicznych w Polsce i posiadający 5 mln realnych użytkowników miesięcznie. – W ostatnim roku postawiliśmy na jeszcze bardziej jakościowe i eksperckie opisywanie technologii, bo tego w polskim Internecie brakowało – mówi Szymon Fiecek.

Co dalej z kursem złotego?

Rosja użyła gazu jako broni ekonomicznej przeciw Polsce. Zatrzymania dostaw przez gazociąg jamalski osłabiło złotego, choć jednocześnie ma ograniczony wpływ na bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju.

Polski złoty w stosunku do dolara nie był tak słaby od 8 marca. Dolar w dniu ogłoszenia rosyjskich decyzji kosztował 4,42 zł. W stosunku do euro było nieco lepiej, gdyż złoty okazał się najsłabszy od jedynie miesiąca, wynika to również z tego, że euro również nie jest najmocniejszą walutą na rynku.

– O ile bezpieczeństwo energetyczne Polski nie wydaje sią zagrożone, to jednak inwestorzy reagują nerwowo na sytuację dotyczącą gazu na europejskim rynku, bo o ile jego cena w USA wynosi ok. 7 dolarów za milion brytyjskich jednostek grzewczych to w Europie ta cena to 33-34 dolary – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Różnica w cenach jest tak duża, że Stanom Zjednoczonym opłacało się zmieniać kurs statków ze skroplonym gazem płynących do Azji, aby skierować je do Europy, pomimo tego, że trzeba zapłacić kary azjatyckim kontrahentom.

Pomimo tego, że odcięcie dostaw rosyjskiego gazu nie zagraża bezpieczeństwu energetycznemu i polskiej gospodarce, polska waluta ma się kiepsko. Wpływają na to czynniki geopolityczne, ale także i nasze wewnętrzne.

Złoty jest atakowany niemal z każdej strony. Pojawiły się kontrowersyjne plany dotyczące zmiany WIBOR-u przez polski rząd, nowelizowana ma być ustawa budżetowa, w której założono 3,5% inflację, gdy ta doszła do 11%, dług rządowy jest w rzeczywistości dużo większy, ale ukryty poprzez emisję obligacji przez należący do Skarbu Państwa BGK i PFR. Nastąpiła wyprzedaż na globalnych rynkach w obawie o recesję w USA, a zakręcenie gazu przez Rosję dla Polski to tylko dodatkowy epizod osłabiający polską walutę.

Jeśli nie dojdzie do dalszej eskalacji konfliktu między krajami europejskimi oraz Rosją, dla złotego zdecydowanie najważniejszą kwestią będą czynniki monetarne oraz inflacyjne. Stopy procentowe z pewnością wzrosną do 7%, a obecnie pojawiają się nawet pierwsze prognozy, że możemy doświadczyć dwucyfrowych stóp procentowych.

Na ten moment trudno szukać pozytywów dla polskiego złotego. Z pewnością negatywny wpływ byłby ograniczony poprzez uruchomienie środków pomocowych dla Polski z funduszu odbudowy. Zakończenie sporu z Unią Europejską, wywołanego przez polski rząd w związku z przestrzeganiem zasady praworządności, wydaje się nadal odległe. Poza Polską i Węgrami inne kraje korzystają już z europejskiego planu odbudowy (Next Generation EU).

– Jeżeli porównamy kurs złotego i czeskiej korony, to okazuje się jak bardzo polska waluta jest słaba – komentuje ekspert XTB.

Polski startup Flexee pozyskuje 13 mln zł i dołącza do inwestycji JR HOLDING

Zarząd Flexee ogłosił zamknięcie rundy seed, polska spółka pozyskała kapitał w łącznej wysokości do 13 mln zł, z czego 9 mln zł w ramach finansowania dłużnego, a 4 mln zł to transakcje equity. Wiodącym inwestorem została firma inwestycyjna JR HOLDING ASI S.A.

Nowatorski produkt spółki

Flexee daje użytkownikom swojej aplikacji dostęp do wynagrodzenia w czasie rzeczywistym, to znaczy umożliwia wcześniejsze wypłacanie zarobionych pieniędzy na życzenie – bez czekania do dnia wypłaty. Usługa wychodzi naprzeciw wszystkim tym, którzy w razie niespodziewanych wydatków potrzebują pieniędzy przed dniem wypłaty wynagrodzenia. Bez względu na rodzaj umowy, jaką pracownik zawarł z pracodawcą, Flexee umożliwia mu wypłacenie pieniędzy nawet za każdy przepracowany dzień, a środki pojawiają się na koncie bankowym pracownika w kilka sekund po naciśnięciu przycisku „Wypłać”.

Flexee przyciąga nowych klientów. Coraz częściej doceniają oni potencjał w usłudze wypłaty na życzenie, dzięki temu pipeline cały czas się poszerza. Pracownicy wysoko oceniają nasz nowoczesny benefit, pracodawcy zaś dostrzegają wartość w strategii doceniania swoich pracowników, co będzie mieć wymierny wpływ na wzmocnienie ich lojalności, zwiększenie motywacji, a w efekcie – wzrost biznesu pracodawcy, dostrzegającego potrzeby swoich pracowników – wskazał Andrzej Nowak, Prezes i założyciel Flexee.

Rozwiązanie powstało na fali popularnego w krajach anglosaskich trendu „salary on demand” i zmieniającej się ekonomii w kierunku korzystania z usług i produktów „na życzenie”, które zyskują coraz szerszą grupę zwolenników.

Do 13 mln zł w rundzie seed

W podpisanej umowie inwestycyjnej strony zobowiązały się do zapewnienia łącznie do 13 mln zł kapitału na rozwój Flexee. Dzięki uzyskanemu kapitałowi Flexee spodziewa się, że w 2022 roku dostarczy swoją aplikację do co najmniej kilkudziesięciu tysięcy pracowników.

Cieszymy się na myśl o rozpoczynającej się współpracy z tak doświadczonym inwestorem jakim jest JR HOLDING. Widzimy ogromny potencjał w budowaniu wspólnej synergii z nowym inwestorem w zakresie wzrostu naszego biznesu do nowych klientów i rozwoju technologii. Pozyskana wysoka runda pozwoli nam znacznie przyśpieszyć wzrosty naszego start-upu, gwarantuje utrzymanie poziomu naszych usług na najwyższym poziomie oraz umożliwi prowadzenie dalszej, płynnej obsługi klientów – skomentował Andrzej Nowak, Prezes i założyciel Flexee.

Flexee posiada już portfel podpisanych umów z klientami (pracodawcami) z różnych sektorów. Zapewnione w ramach obecnej rundy finasowanie zagwarantuje możliwość świadczenia usługi wszystkim zainteresowanym klientom. Widzimy spory potencjał w tym nowatorskim na polskim rynku rozwiązaniu, co potwierdza zainteresowanie ze strony klientów. Wejście do portfela JRH to dla spółki również możliwość współpracy z naszymi spółkami, np. z KBJ. Ta transakcja wpisuje się w naszą strategię inwestowania w branże przyszłości i dalszej dywersyfikacji portfela – dodał January Ciszewski, Prezes i główny akcjonariusz JR HOLDING.

Nowoczesna technologia – niższe koszty działania

W tworzeniu aplikacji Flexee wykorzystano najnowsze technologie i systemy zabezpieczeń, jakimi posługują się banki, a procesy są w pełni zautomatyzowane, zatem nie wymagają dodatkowego nakładu pracy zespołu ds. płac po stronie klienta. Wypłacone środki oraz opłaty zostaną rozliczone w momencie, gdy na konto pracownika trafi docelowe, comiesięczne wynagrodzenie. Szybkie, proste dla użytkowników i zautomatyzowane procesy, niskie ryzyko defaultów oraz możliwość skalowana usługi na wielu użytkowników jednocześnie, oznaczają znacznie niższe koszty działalności i pozyskania użytkownika. Dzięki temu Flexee jest w stanie dostarczyć swoją usługę ponad dziesięciokrotnie taniej od usług finansowania obecnych na rynku, takich jak np. pożyczki bankowe czy chwilówki. Flexee świadczy swoją usługę w przejrzystym modelu prowizyjnym i opartym o subskrypcje.

Po Wielkiej Rezygnacji niemal 50% pracowników pozostało bez nowej pracy

Aż 60% zatrudnionych doświadczyło wypalenia zawodowego w ostatnim miejscu pracy, a blisko ⅓ z nich twierdzi, że to pandemia miała kluczowy wpływ na ich decyzję o zmianie pracodawcy.

Wyniki badania „Spostrzeżenia na temat wielkiej rezygnacji: Dlaczego pracownicy odchodzą z pracy” opublikowanego przez firmę Medallia – światowego lidera w dziedzinie doświadczeń klientów i pracowników – obrazują, że prawie połowa (47%) pracowników odeszło od swoich pracodawców w ramach Wielkiej Rezygnacji bez znalezienia nowego miejsca pracy.

Firma Medallia opublikowała raport „Spostrzeżenia na temat wielkiej rezygnacji: Dlaczego pracownicy odchodzą z pracy” przeprowadzony w październiku 2021 r. wśród prawie 1 500 pracowników w USA, którzy niedawno odeszli z pracy lub myślą o złożeniu wypowiedzenia. Opracowanie obrazuje, dlaczego zatrudnieni odchodzili od swoich pracodawców oraz w jaki sposób pandemia wpłynęła na Wielką Rezygnację, a także co organizacje powinny zrobić, aby z powodzeniem przeprowadzić nowe rekrutacje.

Z badania „Spostrzeżenia na temat wielkiej rezygnacji: Dlaczego pracownicy odchodzą z pracy” wynika, że prawie połowa zatrudnionych, którzy odeszli z miejsca pracy w ramach Wielkiej Rezygnacji deklaruje, że w tamtym momencie nie mieli zapewnionej nowej posady. Głównymi powodami, przez które decydują się na odejście to ogólna natura ich pracy oraz zbyt duże obciążenie obowiązkami służbowymi. Wpływ na podjęcie decyzji o złożeniu wypowiedzenia mają również brak poczucia docenienia, nierówności w wynagrodzeniu czy ograniczone możliwości rozwoju kariery.

Z badania przeprowadzonego przez firmę Medallia wynika, że wypalenie zawodowe jest poważnym problemem, z którym mierzą się zatrudnieni. Około 60% pracowników, którzy złożyli wypowiedzenie deklaruje, że doświadczyło wypalenia zawodowego i emocjonalnego w ostatnim miejscu pracy. Warto również zwrócić uwagę, że prawie 1 na 3 zatrudnionych twierdzi, że pandemia COVID-19 miała wpływ na ich decyzję o zakończeniu współpracy z pracodawcą. W grupie pracowników, którzy zrezygnowali z pracy z powodu pandemii, prawie 70% badanych deklaruje, że zależy im na lepszej równowadze między życiem zawodowym a prywatnym.

Warto również zwrócić uwagę, że więcej niż połowa (ponad 50%) respondentów twierdzi, że ich pracodawcy nie wystarczająco często pytają o opinie pracowników. Dodatkowo zaledwie 25% zatrudnionych czuje się wysłuchanych przez swoich obecnych pracodawców, a mniej niż ¼ dostrzega, że ich firma podejmuje „znaczące działania” w oparciu o ich opinie.

Wielka Rezygnacja sprawiła, że doświadczenia pracowników znalazły się w centrum uwagi, dając pracodawcom możliwość lepszego zaspokajania potrzeb zatrudnionych, aby zatrzymać ich na dłużej w strukturach” – komentuje Melissa Arronte, dyrektor ds. doświadczeń pracowników w Medallia. „Organizacje, które zdają sobie sprawę z tego, że oczekiwania zatrudnionych stale się zmieniają, więc podejmują konkretne działania w celu rozwiązania problemów w danej chwili, będą miały większe szanse na zatrzymanie swoich pracowników, niezależnie od tego, jakie wyzwania pojawią się w przyszłości.

Jak uchodźcy zmienią rynek pracy w Polsce?

Masowy napływ uchodźców z Ukrainy może wpłynąć dość wyraźnie na sytuację, jaką mamy na polskim rynku pracy. Jest to oczywiście uzależnione od zachowań i postawy obywateli Ukrainy. Po pierwsze – czy będą zmuszeni czy też dokonają wyboru, aby pozostać dłużej na polskim rynku pracy. Może podejmą decyzję, że będą wyjeżdżać do innych krajów w Europie Zachodniej i potraktują Polskę przejściowo. Być może działania wojenne ustaną i nastąpi masowy powrót do miejsca zamieszkania i rodzin na Ukrainie. Tak więc sytuacja polityczna i działania wojenne będą miały ogromny wpływ na postawę i zachowania obywateli Ukrainy. Z pewnością część uchodźców pozostanie w Polsce – zwłaszcza, jeśli są to rodziny przybywające do pracujących i mieszkających od wielu lat w Polsce obywateli Ukrainy. To spowoduje nowy napływ zasobów pracy i wypełnienie luk na rynku. Warto podkreślić, że rozwój technologiczny powoduje coraz lepsze możliwości obsługi – w wielu obszarach można więc zatrudniać kobiety po wstępnym przeszkoleniu, aby mogły utrzymać siebie i swoje rodziny przebywając w Polsce.

– W Polsce występuje wyraźny deficyt pracowników, jeśli chodzi o niektóre branże. W przetwórstwie i produkcji jest wciąż potrzeba wykwalifikowanych kadr w pewnych grupach zawodowych. Oczywiście bardzo potrzebni są mężczyźni do pracy – ale też miejsca pracy czekają na kobiety, przede wszystkim w sferze usług opiekuńczych, ponieważ potrzebna jest opieka do osób starszych i dzieci. Jest też duży deficyt w rolnictwie, niedługo rozpoczną się pierwsze prace o charakterze sezonowym – także w hodowli i przetwórstwie spożywczym – powiedziała serwisowi eNewsroom dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspertka ds. prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Ważną kwestią jest też przyuczenie i zapełnienie braków w ochronie zdrowia – z powodu pandemii zwiększającej zapotrzebowanie na nowe kadry. Zatem na pewno nastąpi rotacja i mamy nadzieję, że wiele luk na polskim rynku pracy zostanie wypełnionych. Będzie to wymagało odpowiedniego przygotowania, przeszkolenia, wyjaśnienia kwestii związanych z samym procesem pracy, jej rodzajem i charakterem. Odpowiednie przygotowanie – jak odnaleźć się w danym miejscu pracy i w nowym otoczeniu oraz kwestie językowe – również są bardzo ważne. Niestety cechą polskiego rynku pracy jest nierówność – są regiony, gdzie bezrobocie jest bardzo niskie, ale też są tereny, gdzie jest duże zapotrzebowanie na pracowników. Myślę, że tam można by wykorzystać pojawiające się zasoby pracowników z Ukrainy. Należy też myśleć o zapewnieniu im miejsca zamieszkania oraz opieki nad dziećmi i nauki w szkołach dla starszej młodzieży – podsumowuje Spytek-Bandurska.

PZPO: Aż 4,5 mln opon sprzedanych w Polsce – rekordowy pierwszy kwartał 2022

W pierwszym kwartale 2022 roku sprzedaż opon na rynek zwiększyła się prawie we wszystkich segmentach: opony do samochodów osobowych rosły o +22%, SUV +24%, ciężarowych +7%, dostawczych +31%, motocyklowych +17%, a przemysłowych +10%. Tylko w segmencie opon do maszyn rolniczych zanotowano spadek o 11% w stosunku ro analogicznego okresu rok temu. Wzrosty widać też w większości segmentów na rynkach europejskich. Udział opon premium wzrósł o +15% – w segmencie opon do samochodów osobowych, SUV i dostawczych oraz o +16% w oponach ciężarowych.SPRZEDAŻ OPON SEGMENTY OS Q1 2022 SPRZEDAŻ OPON SEGMENTY CIĘŻ Q1 2022 SPRZEDAŻ OPON POLSKA Q1 2022

Widzimy, że rynek opon odbudował się po pandemii i w ostatnich kwartałach notował systematyczne wzrosty. Natomiast wraz z początkiem letniego sezonu wymiany opon, ta dynamika wyhamowała i jest porównywalna z poziomem z 2019 r. Ponadto wskutek wzrostu cen surowców także koszty produkcji opon nadal będą rosły w najbliższym czasie – a co za tym idzie należałoby się spodziewać, że cena dla klienta końcowego również będzie rosnąć  – wskazuje Radosław Bółkowski, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

W pierwszym kwartale sprzedaż opon w większości segmentów mocno rosła. Jedynie opony rolnicze notowały spadek – co może być efektem sezonowości, ale także zapowiedzią zmniejszonych inwestycji w rolnictwie. Cieszy nas za to systematyczny wzrost sprzedaży w segmentach premium – bo to większe bezpieczeństwo podróżujących samochodami oraz dłuższa eksploatacja opon dla kierowcy, a przy okazji oszczędności. Szczególnie mocno widzimy to w klasie opon do samochodów ciężarowych, gdzie opony budżetowe i średnie utrzymują podobne poziomy, podczas gdy segment premium mocno rośnie. Spedytorzy i właściciele ciężarówek dobrze wiedzą, jak ważne są opony w eksploatacji i ile oszczędności mogą przynieść te porządne oraz właściwe użytkowane– potwierdza Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

SPRZEDAŻ OPON EUROPA Q1 2022W pierwszym kwartale 2022 r. europejska sprzedaż opon zanotowała wzrosty, z wyjątkiem segmentu rolniczego, dla którego ujemna jednocyfrowa tendencja jest być powiązana z sezonowością. Rośnie sprzedaż opon całorocznych, a dzięki ożywieniu gospodarczemu także tych do samochodów ciężarowych i autobusów, motocykli oraz skuterów. Tempo wzrostu zwolniło nieco w marcu w wyniku niepewności i wpływu konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

– Musimy być realistami i zakładać, że napięcia w dostawach surowców oraz energii wynikające z obecnej sytuacji prawdopodobnie wpłyną na wielkość sprzedaży w nadchodzących miesiącach. Wszyscy mamy nadzieję, że w pełne zaangażowanie wszystkich pomoże w rozwiązaniu konfliktu, aby zatrzymać wojnę i przywrócić pokój – powiedziała Fazilet Cinaralp, sekretarz generalna Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

ZPP: potrzeba rewizji Dyrektywy o Kredycie Konsumenckim

Komisja Europejska przedstawiła w czerwcu 2021 roku projekt nowej Dyrektywy regulującej kredyty konsumenckie.[1] Propozycja ma zastąpić istniejącą Dyrektywę o Kredycie Konsumenckim z 2008 roku.[2] W uzasadnieniu projektu czytamy, że obecnie obowiązujący akt prawny nie spełnił całkowicie założonych celów, w związku z czym konieczne jest dokonanie rewizji. Jej celem jest wprowadzenie przepisów stanowiących czytelniejsze niż dotychczasowe ram prawnych dla działalności firm z branży finansowej oraz dostosowanie regulacji do postępującej transformacji cyfrowej. Dynamicznie rozwijające się możliwości płatności elektronicznych, a także postępujące w ślad za nimi uwarunkowania społeczno-ekonomiczne, powodują zmianę dotychczasowych nawyków konsumentów na rzecz użycia narzędzi, które nie zostały jeszcze uregulowane prawnie.

Zmiana zachowań konsumentów wymusza odpowiednią adaptację technologiczną podmiotów branży finansowej. Jest to związane z postępującą digitalizacją handlu, metod płatności i usług finansowych. Powszechne stało się zapewnianie informacji o wykorzystywanych produktach w formie elektronicznej czy wykorzystanie mechanizmów oceny zdolności kredytowej opartych na zautomatyzowanych systemach podejmowania decyzji. Powyższe innowacje zrewolucjonizowały handel prowadzony w internecie i zwiększyły dostęp konsumentów do instrumentów finansowych.
rewizja Dyrektywy o Kredycie KonsumenckimZwiązek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) dostrzega konieczność rewizji przepisów Dyrektywy o Kredycie Konsumenckim. Jednak uważamy, że powinna ona tworzyć ramy prawne, które będą stymulować rozwój podlegającego dużym przeobrażeniom sektora technologii finansowych a nie tworzyć nadmierne bariery dla innowacji europejskich przedsiębiorstw. Regulacja powinna dążyć do wzmocnienia ochrony konsumentów oraz wzrostu dobrobytu konsumentów w środowisku cyfrowym poprzez dostęp do nowoczesnych i bezpiecznych narzędzi cyfrowych. W naszej analizie tekstu propozycji zidentyfikowaliśmy kilka rozwiązań w projekcie, które w naszej ocenie mogą być szkodliwe dla rozwoju FinTechów w Europie a także negatywnie wpłynąć na jakość dostępnych narzędzi cyfrowych i satysfakcję z ich użycia przez konsumentów. W poniższym stanowisku przedstawiamy nasze wątpliwości związane z propozycją rewizji.

Buy-Now-Pay-Later

Rozwój FinTechów w Europie jest bardzo dynamiczny. W Polsce jest już ponad 300 takich firm a zdecydowana większość z nich to młode przedsiębiorstwa nie starsze niż 4 – 5 lat.[3] Brak regulacji nadmiernie ograniczających zastosowanie nowoczesnych metod cyfrowych ma ogromne znaczenie dla ekspansji produktów firm z branży technologii finansowych. Obecnie najszybciej rozwijającą się funkcjonalnością w handlu internetowym jest możliwość zakupu z odroczonym terminem płatności (‘buy-now-pay-later’). Oznacza to, że konsument może dokonać zakupu przez internet a zapłaty dokonać później bez ponoszenia dodatkowej opłaty lub ponieść bardzo niską opłatę. Oferta ta została zapoczątkowana w Szwecji a z czasem stała się popularna w krajach skandynawskich. Obecnie coraz szybciej zdobywa ona popularność w Europie w miarę rozwoju sektora e-commerce. Przedstawione dane wskazują na udział BNPL w stosunku do całkowitego sektora płatności w handlu elektronicznym na poziomie 7.4 procenta rynku europejskiego, ponad dwudziestoprocentowy udział na rynku szwedzkim oraz tylko cztery procenty niższy udział na rynku niemieckim. Pokazuje to jak popularnym instrumentem płatniczym jest BNPL dla europejskich konsumentów.

Dostęp do bezpiecznych usług finansowych jest korzystny dla konsumentów i pozwala im realizować swoje potrzeby życiowe. Nisko oprocentowane (lub nieoprocentowane) pożyczki internetowe są co do zasady instrumentami finansowymi o niskiej wysokości. Nie stanowią więc one odpowiednika dla zaciąganych na wysokie kwoty kredytów bankowych na potrzeby zakupu domu czy samochodu. Z tego względu BNPL posiada niskie ryzyko dla zwiększania zjawiska niewypłacalności konsumenckiej. Operatorzy BNPL oferują wiele rozwiązań, które mają na celu dopasować produkt do potrzeb klienta. Jednak możliwość tworzenia oferty dopasowanej do klientów może zostać ograniczona w skutek nieproporcjonalnych obciążeń prawnych wobec operatorów, które mogą doprowadzić do stworzenia instrumentów nieintuicyjnych i niezrozumiałych dla konsumentów.rewizji Dyrektywy o Kredycie Konsumenckim

Ocena wiarygodności kredytowej

Wymogi regulujące ocenę wiarygodności kredytowej wprowadzone w projekcie Dyrektywy powinny być dopasowane odpowiednio do rodzaju zawieranego zobowiązania finansowego. Różnicowana długość i koszt kredytu powinny warunkować konieczność adekwatnej oceny ryzyka kredytowego w stosunku do rzeczywistego zagrożenia niewypłacalnością. Czynniki społeczno-ekonomiczne powinny wpływać na rozróżnienie pomiędzy BNPL jako elastycznej opcji płatniczej, charakterem pożyczek o wysokim oprocentowaniu lub poziomie opłat dodatkowych czy produktami o wyższej kwocie zobowiązania. Co więcej, firmy e-commerce posiadają własne, wiarygodne systemy oceny ryzyka zadłużenia oparte o historię zakupów dokonywanych online czy bazę oszustw kredytowych. Dzięki temu BNPL jest usługą o niskim ryzyku co powinno mieć swoje odzwierciedlenie w propozycji Dyrektywy. Dodatkowo, jest to usługa charakteryzująca się natychmiastową realizacją, dlatego tradycyjna metoda oceny wiarygodności kredytowej oparta na weryfikacji dokumentów, np. zaświadczeń o dochodach, jest nieadekwatna do potrzeb e-commerce oraz bardziej kosztowna niż ocena oparta o systemy zautomatyzowane. Konsumenci mogą być niechętni do udostępniania online swoich dokumentów lub może się to dla nich okazać zbyt obciążające. W efekcie, byłoby to ze stratą dla firm FinTech oraz wykluczyło część konsumentów z dostępu do narzędzi kredytowych.

Pożyczki o niskiej wartości

Obecnie obowiązujący akt reguluje zobowiązania kredytowe w przedziale od 200 EUR do 75 000 EUR. Proponowana Dyrektywa rozszerza zakres obowiązywania przepisów na wszystkie kredyty o wartości równej lub niższej od 100 000 EUR. Oznacza to, że dokonywanie drobnych zakupów z użyciem usługi BNPL będzie wiązało się koniecznością zastosowania przepisów Dyrektywy.

rewizji Dyrektywy o Kredycie Konsumenckim 2

Wielu użytkowników BNPL nie postrzega tej metody finansowania jako zaciąganej pożyczki. Wpływa na to elastyczność tego narzędzia, które może być dopasowywane do potrzeb konkretnej oferty. Może ono przybrać formę spłaty opóźnionej o wyznaczony okres czasu (np. 30 lub 60 dni) czy rozłożonej na dogodne dla konsumenta raty. Inną opcją jest zakup ‘na próbę’, bez konieczności dokonywania natychmiastowej zapłaty, która jest komplementarna z coraz powszechniejszą polityką darmowych zwrotów sklepów internetowych. Powyższe wpływa na fakt, że dla konsumenta trudno jest dokonać skojarzenia pomiędzy klasycznym kredytem konsumenckim a BNPL. Także prawnie nie jest całkowicie jasne w jaki sposób należy kwalifikować poszczególne rodzaje BNPL. W zależności od spełnianej usługi może ono przybierać formę różnych znanych prawu zobowiązań kontaktowych.

Obowiązek informacyjny przed zawarciem umowy

Kolejnym czynnikiem mogącym wpływać negatywnie na rozwój innowacyjnych produktów finansowych może być nadmierny obowiązek informacyjny przed zawarciem umowy zapisany w projekcie Dyrektywy. Obecnie produkty FinTechów cieszą się coraz większą popularnością właśnie z uwagi na proste i przejrzyste reguły ich nabywania. Jest to zasadnicza różnica w stosunku do produktów bankowości tradycyjnej, które obłożone są restrykcyjnymi obowiązkami informacyjnymi o wpływie na wysokość posiadanego zobowiązania. W przypadku BNPL kwoty zobowiązań są na tyle niskie oraz w swej naturze krótkoterminowe, że tak szczegółowe zasady nie znajdują uzasadnienie dla konieczności szczegółowego zapoznawania się z nimi.

Ponadto, spora część użytkowników dokonuje dzisiaj zakupów przez urządzenia mobilne. W związku z tym BNPL też jest najczęściej wykorzystywane przy zakupie przez telefony komórkowe czy tablety. Wprowadzenie szerokiego obowiązku informacyjnego przez operatorów spowoduje nieczytelność proponowanej oferty. To może w efekcie doprowadzić do rezygnacji z usługi ze szkodą dla konsumenta lub wyrażenia zgody bez zapoznawania się ze szczegółowymi warunkami umowy. To może prowadzić do niebezpiecznej sytuacji jaką jest tak zwany ‘consent-fatigue’. Jest to zjawisko, które polega na przedstawieniu użytkownikowi obszernych ilości informacji do zapoznania się i akceptacji przed rozpoczęciem korzystania z produktu lub usługi. Duża ilość prezentowanych informacji powoduje poczucie przytłoczenia nadmiarem treści po stronie konsumenta, które chce jak najefektywniej skorzystać z narzędzia bez czasochłonnego zapoznawania się z obszernymi treściami informacyjnymi. Taki efekt psychologiczny prowadzi do zagrożenie dla uwagi konsumenta, który akceptując zasady bez zapoznania się z nimi może paść ofiarą oszustwa i zaakceptować warunki dla niego niekorzystne. Jest to zjawisko negatywne, które jest wynikiem nieproporcjonalnego obowiązku informacyjnego po stronie operatora. Biorąc pod uwagę powyższe stoimy na stanowisku, że zwiększony obowiązek informacyjny nie będzie miał skutku korzystnego dla konsumentów jeśli nie zostanie zapewniony efektywny sposób prezentowania i prioretyzowania informacji.

Podsumowując, dostrzegamy konieczność rewizji przepisów o kredytach konsumenckich i dostosowania ich do nowych potrzeb związanych z transformacją cyfrową. Zauważamy jednak, że pewne zapisy nowej Dyrektywy mogą zatrzymać dynamiczny rozwój firm z branży FinTech w Europie oraz być niekorzystne dla konsumentów. Biorąc pod uwagę dotychczasową wagę nadawaną ochronie konsumentów w linii orzeczniczej Trybunału Sprawiedliwości UE jak i działalności legislacyjnej Instytucji Europejskich, bez wątpienia dobro konsumentów jest wartością, które powinno być nadrzędne dla Unijnego prawodawcy przy tworzeniu nowego projektu Dyrektywy. Z tego powodu wzywamy do uwzględnienia przedstawionych powyżej uwag, aby uczynić przepisy Dyrektywy o Kredycie Konsumenckim korzystnymi dla europejskiej gospodarki.

***

[1] https://ec.europa.eu/info/sites/default/files/n…
[2] https://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/ALL/…
[3] https://www.ican.pl/b/jak-wyglada-polski-fintec…

Polska firma Symmetrical zebrała 18,5 mln USD na rozwój

  • symmetrical.ai (Symmetrical) pozyskał 18,5 mln dolarów finansowania od czołowych funduszy venture capital. Inwestorem wiodącym w rundzie jest Target Global (znany z inwestycji w Revolut, DocPlanner, Delivery Hero i wielu innych czołowych firm europejskich).
  • Symmetrical pomaga firmom zatrudniać pracowników na dużą skalę i wypłacać im wynagrodzenia w sposób zautomatyzowany. Rozwiązanie to jest stosowane przez średnie i duże firmy z elastyczną bazą pracowników oraz wysokim poziomem złożoności procesów obsługi wynagrodzeń.
  • Wizją Symmetrical jest, aby system realizacji wypłat wynagrodzeń był niewidoczny (w tle codziennych operacji biznesowych) dzięki inteligentnej, szybkiej i niezwykle elastycznej technologii płacowej opartej na sztucznej inteligencji oraz połączony z innymi usługami z obszaru HR.
  • Firma oferuje swoje usługi platformom działającym w sektorze gig economy, franczyzom i klientom korporacyjnym oraz platformom cyfrowym, które chcą włączyć funkcje płacowe do swojej oferty.

Wartość globalnego rynku obsługi wynagrodzeń szacuje się na ponad 150 mld dolarów, a Symmetrical jest pierwszym globalnym dostawcą technologii headless payroll, która umożliwia automatyzację procesów płacowych dzięki elastycznemu podejściu opartemu o API. Dzięki technologii Symmetrical, firmy – w szczególności te, które oferują elastyczne formy zatrudnienia – są w stanie szybciej się skalować i optymalizować ogólne koszty obsługi wynagrodzeń.

Rozwiązanie Symmetrical zostało zbudowane w sposób umożliwiający niemal natychmiastowe wejście na każdy rynek, na którym działa klient.

Upraszczanie i skalowanie obsługi wynagrodzeń jest kluczowe dla firm, które zatrudniają pracowników oraz rozwijają się na skalę międzynarodową i napotykają problemy z obsługą wynagrodzeń za granicą. Symmetrical rozwiązuje ten problem, wspierając szybkie i nieprzerwane tempo wzrostu. Wizją firmy jest sprawienie, aby process obsługi wynagrodzeń stał się niewidzialny oraz aby każdy pracownik na całym świecie mógł być zatrudniony i otrzymać wynagrodzenie za pomocą zaledwie kilku kliknięć.

Firma Symmetrical została założona w 2019 r. w Warszawie i w ciągu ostatnich 9 miesięcy 23-krotnie zwiększyła swoje przychody, przetwarzając w tym czasie dziesiątki tysięcy wypłat i obsługując 47 klientów w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Polsce.

Finansowanie z obecnej rundy A przyspieszy ekspansję Symmetrical na nowe rynki europejskie i rynek amerykański, a także pozwoli firmie oferować swoje usługi franczyzom i klientom korporacyjnym. Pozyskane środki zostaną również przeznaczone na rozwój zespołu oraz dalsze wzmocnienie globalnej technologii API typu single layer.

– Mamy śmiałą ambicję, aby uczynić obsługę wypłat niewidzialną – mówi Piotr Smoleń, CEO i współzałożyciel Symmetrical. – Wierzymy, że za 10 lat termin „oprogramowanie płacowe” zniknie ze słowników. Niewidoczna obsługa wynagrodzeń będzie kluczowym elementem większych platform, a my będziemy prekursorami nowego trendu. Cieszymy się również, że inwestorzy tacy jak Target Global dołączają by wesprzeć nas w realizacji tej wizji, pomagając wspólnie kształtować przyszłość obsługi wynagrodzeń – dodaje Piotr Smoleń.

– Największą bolączką naszych klientów jest brak scentralizowanej obsługi wynagrodzeń we wszystkich krajach, w których prowadzą działalność, przez co zmuszeni są do ich realizacji osobno na różnych rynkach, w ciągle zmieniającym się otoczeniu prawnym. Jest to niezwykle skomplikowany i kosztowny proces – zauważa Daniel Wartołowski, COO i współzałożyciel Symmetrical. – Nasza technologia API nie tylko wyświetla listy płac, ale również obsługuje złożone procesy ich realizacji. Rozwiązanie Symmetrical oferuje maksymalną prostotę i łatwość obsługi wynagrodzeń. Za to kochają nas nasi klienci – podkreśla Daniel Wartołowski.

– W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy świadkami radykalnej zmiany w relacjach na linii pracodawca-pracownik. Wiele sektorów opiera się obecnie na pracy niezależnych podwykonawców, w innych przypadkach pracownicy oczekują możliwości zdalnej pracy na całym świecie – mówi Ben Kaminski, partner w funduszu Target Global. – Doprowadziło to wiele firm do zmiany podejścia do obsługi płac, która zazwyczaj zlecana była tradycyjnym firmom outsourcingowym, sztywno podchodzącym do całego procesu i słabo integrującym się z rozrastającym się ekosystemem narzędzi do zarządzania kadrami. Dlatego jesteśmy podekscytowani możliwością wsparcia Symmetrical, pioniera w dziedzinie rozwiązań do obsługi wynagrodzeń, dedykowanych organizacjom o skomplikowanej strukturze. Według nas oparta o API technologia Symmetrical będzie nowym standardem w tej branży. Cieszymy się, że możemy powitać Piotra i Daniela oraz cały zespół Symmetrical w rodzinie Target – dodaje Ben Kaminski.

Wśród inwestorów w Symmetrical jest też Market One Capital.

Braliśmy udział w pierwszej rundzie finansowania Symmetrical na etapie pre-seed w 2019 roku oraz w każdej następnej. Szybkość i rozmach, z jakim zespół Symmetrical pozyskuje kolejnych klientów i waliduje “product-market fit” na kilku kluczowych rynkach europejskich, są imponujące – komentuje Jacek Łubiński, dyrektor w Market One Capital.

Globalne stawki ubezpieczeń wzrosły o 11% w pierwszym kwartale 2022 r.

  • Tempo wzrostu cen ubezpieczeń na świecie pozostaje umiarkowane – globalne stawki wzrosły o 11% w pierwszym kwartale 2022 r.
  • Stawki polis cybernetycznych gwałtownie rosną, podczas gdy inflacja zaczyna budzić obawy ubezpieczycieli.

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 11% w pierwszym kwartale 2022 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, kontynuując trend umiarkowanego wzrostu stawek, który notujemy od początku ubiegłego roku. Jest to 18-sty kwartał z rzędu, w którym obserwujemy wzrost stawek, jednakże w przypadku większości linii i regionów geograficznych tempo wzrostu cen ubezpieczeń pozostaje umiarkowane.

Wzrosty cen ubezpieczeń w większości regionów były umiarkowane z uwagi na wolniejsze tempo wzrostu stawek linii finansowych i profesjonalnych. Wielka Brytania, ze średnim wzrostem 20% (spadek z 22% w Q4 2021 r.) oraz Stany Zjednoczone z 12% wzrostem (spadek z 14%) nadal napędzały globalne ceny ubezpieczeń. Tempo wzrostu w regionie Pacyfiku wyniosło 10% (spadek z 13%), w Azji 3% (spadek z 4%), a w Europie kontynentalnej 6% (zmiana w porównaniu do 9% w Q4 2021 r.). Drugi kwartał z rzędu wyjątek stanowił region Ameryki Łacińskiej i Karaibów, gdzie stawki wzrosły o 6% (wzrost w porównaniu z 4% w poprzednim kwartale).

Kluczowe wnioski:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń linii majątkowych wzrosły średnio o 7% (spadek w porównaniu z 8% wzrostem w Q4 2021 r.); jednocześnie stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 4% (spadek z 5% w poprzednim kwartale).
  • W liniach finansowych i profesjonalnych, napędzanych rosnącymi stawkami polis cybernetycznych, ponownie odnotowano najwyższy wzrost cen ubezpieczeń wśród głównych kategorii produktów, wynoszący 26%. Wskaźnik wzrostu był jednak niższy niż w poprzednim kwartale (31%), co było spowodowane wolniejszym tempem wzrostu cen polis dla członków władz spółki (D&O).
  • Stawki ubezpieczeń cybernetycznych nadal rosną, głównie ze względu na ciągły wzrost częstotliwości i skali szkód związanych z oprogramowaniem ransomware, jednocześnie wielu ubezpieczycieli dąży do zaostrzenia warunków ubezpieczenia, zwłaszcza w związku z trwającym konfliktem na Ukrainie. Ceny cyber polis wzrosły o 110% w Stanach Zjednoczonych (spadek z 130% w IV kwartale 2021 r.) oraz o 102% w Wielkiej Brytanii (wzrost z 92% w Q4 2021 r.).
  • Rosnąca inflacja ma wpływ na koszty szkód w przypadku kilku linii biznesowych i jest sygnalizowana jako problem w niektórych obszarach geograficznych.

“Wojna na Ukrainie, choć jest przede wszystkim tragedią humanitarną, zwiększyła presję na i tak już wymagający dla Klientów rynek ubezpieczeniowy. Zaczynamy również dostrzegać wpływ rosnącej inflacji na koszty szkód i wzrost ekspozycji, co z kolei może wpłynąć na stabilność cen ubezpieczeń” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Marsh Global Placement.

“Podstawy rynku pozostają jednak silne i spodziewamy się kontynuacji trendu umiarkowanego wzrostu stawek. Będziemy nadal wspierać Klientów w znalezieniu konkurencyjnych stawek i pokrycia, a także w zrozumieniu, jak szybko zmieniająca się dynamika rynku może wpłynąć na ich ryzyko” – dodaje.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego w Marsh Polska: „Sytuacja ubezpieczeń majątkowych na rynku polskim w 1Q2022 wpisuje się w ogólny trend wynikający z raportu Marsh. Wzrosty stawek odnotowywane we wcześniejszych kwartał utrzymują się na porównywalnym poziomie około 20%, niezależnie od aktualnej sytuacji geopolitycznej. Należy jednak podkreślić, że obserwowany wzrost kosztów likwidacji szkód, który podyktowany jest rosnącą inflacją, w kolejnych okresach może mieć dodatkowy wpływ na wzrosty stawek ubezpieczeniowych”.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO i PEMA w Marsh Polska dodaje: „W liniach finansowych i profesjonalnych (FINPRO) obserwujemy stosunkowo niewiele zmian w stosunku do ostatniego raportu.

W ubezpieczeniach D&O nadal stabilizacja wzrostu stawek, co wciąż nie dotyczy sektora instytucji finansowych, cięższego przemysłu, czy spółek Skarbu Państwa. Biorąc pod uwagę trwającą wojnę na Ukrainie, Ubezpieczyciele zaczęli dołączać do polis D&O zaostrzone klauzule sankcji oraz w ogóle uważniej badać w procesie underwritingu ewentualny udział operacji Klientów w biznesie rosyjskim, białoruskim i ukraińskim.

Stawki ubezpieczeń cybernetycznych biją rekordy, a ubezpieczyciele poza ograniczaniem pojemności, coraz mocniej ograniczają oferowany zakres ochrony, przez co sam proces plasowania polis jest jeszcze bardziej zajmujący czasowo i zwyczajnie trudny. Przy większych programach wciąż większy apetyt na polskie rachunki cyber widzimy wśród ubezpieczycieli zagranicznych.

Gorącym tematem, również w ubezpieczeniach FINPRO, jest inflacja. Wzrost cen i kosztów ubezpieczenia powinien napędzać zmiany w limitach sum ubezpieczenia. Nieodpowiednie oszacowanie sumy ubezpieczenia w ubezpieczeniach majątkowych jest zapewne bardziej dotkliwe i grozi niedoubezpieczeniem, natomiast w rozmowach z klientami FINRPO również zachęcamy do rewizji aktualnych poziomów sum gwarancyjnych ubezpieczeń D&O, Crime/PI, skarbowych, czy cyber, biorąc pod uwagę ogólny wzrost cen usług, chociażby usług doradczych (pokrycie kosztów obrony)”.

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „Rynek ubezpieczeń należności w dalszym ciągu wyróżnia się na tle pozostałych linii ubezpieczeniowych. Zarówno na poziomie globalnym jak i na lokalnym rynku polskim obserwujemy kontynuację trendu spadku stawek. Bardzo dobre wyniki polskich ubezpieczycieli w 2021 (wzrost składek o 20%, spadek odszkodowań o 60%) pozwalają na uzyskiwanie konkurencyjnych warunków nawet pomimo trwających działań wojennych na Ukrainie oraz pogarszającej się koniunkturze w polskiej gospodarce. Zapewne stan ten nie będzie trwał do końca roku, ale jak na razie ciągle mamy do czynienia z rynkiem Ubezpieczającego”.

Miliard złotych – tyle wart jest 1% podatku dla OPP

W zeszłym roku ponad 15 mln podatników zdecydowało się przekazać 1% swojego podatku organizacjom pożytku publicznego (OPP). Łączna kwota tego wsparcia wyniosła niemal miliard złotych. Może się wydawać, że procent należnego podatku to niewielka kwota, jednak dla OPP to bardzo potrzebne wsparcie. Wiele z nich może funkcjonować głównie dzięki środkom z „jednego procenta”.

Podatnicy w swoich zeznania rocznych mogą wskazać podmiot uprawniony do otrzymania 1%. Państwo, w ich imieniu, przekazuje wsparcie wybranej organizacji, która jest wpisana do KRS i może zostać beneficjentem „jednego procenta”. Warto pamiętać, że ten 1% stanowi wartość podatku przekazanego do fiskusa. W związku z tym podatnik nie odczuje negatywnych skutków jego przekazania.

Jeśli podatnik samodzielnie rozlicza i składa PIT, to najprawdopodobniej ten 1% zostanie odpowiednio przekazany. Księgowi zazwyczaj proszą o wskazanie numeru KRS wybranego podmiotu.

Nieco problemów może stwarzać zautomatyzowany system „Twój e-PIT”. Jest to dla podatników duże ułatwienie, gdyż nie muszą sami rozliczać PIT-u. Jednak mogą przegapić możliwość przekazania swojego 1%, ponieważ w systemie trzeba te informacje wpisać ręcznie.

Jeśli zeznanie PIT-37 nie zostanie zaakceptowane przez podatnika ręcznie, to 2 maja 2022 r. zostanie automatycznie wysłane do fiskusa za pośrednictwem systemu „Twój e-PIT”, bez wskazania OPP. Podatnik ma bowiem prawo do odliczenia 1%, ale nie musi tego robić. Zależy to tylko od jego woli. Warto więc zalogować się do systemu i ręcznie wprowadzić dane OPP, do której ma trafić 1%. Nie jest to skomplikowane i czasochłonne, wystarczą 3 kroki: logowanie, wpisanie KRS organizacji i akceptacja. Jeśli podatnik nie posiada Profilu Zaufanego lub konta w systemie ePUAP, może się zalogować wpisując wartość zeszłorocznego zeznania PIT lub tegorocznego PIT-11 otrzymanego od pracodawcy.

Emeryci też mogą przekazać 1%

Warto pamiętać też o osobach, które pobierają rentę lub emeryturę z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zazwyczaj dostają one z ZUS-u gotowe i już rozliczone zeznanie na druku PIT-40A/PIT-11. Emeryci i renciści, którzy chcieliby przekazać 1% swojego podatku również powinni zalogować się do systemu lub złożyć PIT indywidualnie poza systemem, wskazując numer KRS wybranej OPP. Jeśli seniorzy nie są technicznie zaawansowani lub nie wiedzą, że mogą wesprzeć wybraną organizację, warto im w tym pomóc.

Kto nie przekaże 1%?

Podatników w Polsce jest ok. 26 mln. Oczywiście nie każdy będzie mógł przekazać swój 1%. Nie może tego zrobić, jeśli nie ma podatku do zapłaty – np. gdy korzysta się z różnych ulg podatkowych, kwoty wolnej lub PIT dla młodych. Jeśli jednak ktoś płaci podatki, to zachęcam, aby zwrócił na to uwagę. Warto pomagać. W naszych rękach jest olbrzymia kwota do rozdysponowania na ważne cele. To my sami możemy zdecydować, kogo wesprzemy. Ostatnie lata pokazują ile dobrego robią różne organizacje niosące pomoc tam, gdzie brakuje jej choćby ze strony państwa.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Inflacja hamuje wzrost sprzedaży internetowej

Raport Q1 Shopping Index firmy Salesforce za zakończony pierwszy kwartał 2022 roku wykazuje, że globalna sprzedaż cyfrowa spadła o 3% z roku na rok (r/r). Jest to pierwszy spadek odnotowany w dziewięcioletniej historii tego raportu.

Najważniejsze fakty: Inflacja (w marcu w Stanach Zjednoczonych ceny wzrosły średnio o 11% ), problemy z łańcuchami dostaw oraz niepewność ekonomiczna wpłynęły na siłę nabywczą konsumentów. W rezultacie wydatki na zakupy online spadły po kilku kwartałach bezprecedensowego wzrostu.

Z danych opublikowanych przez firmę Salesforce wynika, że podczas gdy globalne wydatki na zakupy zmniejszyły się o 3% r/r, ruch zakupowy o 2%, a liczba zamówień  o 12%, przez pozostałą część roku zaufanie klientów i wydatki online prawdopodobnie się ustabilizują. Spadki dotyczą w szczególności Europy, gdzie konsumenci mają do czynienia nie tylko z rosnącymi cenami paliwa, lecz również wojną. Sprzedaż internetowa spadła tam o 13%, a liczba zamówień o 17%.

Perspektywa Salesforce: Inflacja w końcu dogoniła rosnące wydatki. Konsumenci kupują mniej, spadła też liczba sklepów, w których dokonywane są zakupy” – powiedział Rob Garf, wiceprezes i dyrektor generalny działu handlu detalicznego w firmie Salesforce. „Prawdopodobnie nie jest to chwilowe wahnięcie nastrojów, lecz oznaka poważniejszej zmiany zachowań konsumentów.  Aby dostosować się do tych nowych warunków, handlowcy muszą wyeliminować wszelkie tarcia między kanałami fizycznymi i cyfrowymi, co pozwoli im przyciągnąć i utrzymać lojalnych klientów.”

Q1 2022 w liczbach:

  • Globalne wydatki na zakupy zmniejszyły się o 3% r/r. Z danych wynika, że wpłynęło na to wiele przyczyn: ruch zakupowy spadł o 2%, wydatki konsumenckie – o 1%, a liczba zamówień – aż o 12%.
  • W warunkach przedłużających się napięć i opóźnień dotyczących łańcuchów dostaw liczba jednostek magazynowych (SKU) w I kwartale 2022 r. zmniejszyła się o 3% w porównaniu z I kwartałem 2021 r.
  • Wciąż rosły wydatki na towary luksusowe, torebki i walizki, podczas gdy konsumenci kupowali coraz mniej sprzętu gospodarstwa domowego, kosmetyków, artykułów sportowych i elektroniki.  Największe spadki stanów magazynowych odnotowano w przypadku takich produktów, jak zabawki i artykuły edukacyjne (-23) oraz sprzęt gospodarstwa domowego (-12%).
  • Elastyczne opcje płatności, takie jak zakupy z odroczoną płatnością (ang. Buy Now Pay Later – BNPL) zapewniają konsumentom bezpieczeństwo w niepewnych czasach. W I kwartale 2022 roku 9% zakupów cyfrowych na całym świecie było dokonywanych tą metodą, co oznacza wzrost o 20% z roku na rok i o 9% w porównaniu z IV kwartałem 2021 r.
  • Zaangażowanie cyfrowe utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Dwuletni wskaźnik wzrostu sprzedaży online w I kwartale wyniósł w skali globalnej 65%.
  • Coraz szybciej rosnące ceny paliwa, coraz większe niedobory towarów i ciągły wzrost inflacji wpływają na zwyczaje zakupowe konsumentów na całym świecie, co wkrótce może spowodować duże zmiany wskaźnika optymizmu konsumenckiego, a także zmniejszyć zakupy uznaniowe przez pozostałą część roku.
  • Globalna gospodarka wciąż odczuwa napięcia z powodu zakłóconych łańcuchów dostaw w związku z lockdownami pracowników i zamknięciem portu w Szanghaju.
    • W warunkach przedłużających się napięć i opóźnień dotyczących łańcuchów dostaw liczba jednostek magazynowych SKU w I kwartale 2022 r. zmniejszyła się o 3% w porównaniu z I kwartałem 2021 r.
  • Największe spadki stanów magazynowych odnotowano w przypadku takich kategorii produktów, jak:
    • Zabawki i artykuły edukacyjne (-23%)
    • Sprzęt gospodarstwa domowego (-12%)
  • Elastyczne opcje płatności, takie jak BNPL:
    • 9% globalnych zakupów cyfrowych w I kwartale 2022 roku stanowiły zakupy BNPL, co oznacza wzrost o 20% z roku na rok i o 9% w porównaniu z IV kwartałem 2021 r.
    • W Wielkiej Brytanii na zakupy BNPL przypadało 12% wydatków konsumenckich, czyli o 37% więcej niż przed rokiem.
    • W Niemczech, Belgii, Australii i Nowej Zelandii oraz Holandii odnotowano największe wskaźniki wzrostu zakupów BNPL w I kwartale 2022 r., podczas gdy we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Kanadzie – największy wzrost z roku na rok.

Szersza perspektywa: Coraz szybciej rosnące ceny paliwa, coraz większe niedobory towarów i ciągły wzrost inflacji wpływają na zwyczaje zakupowe konsumentów na całym świecie, co wkrótce może spowodować duże zmiany wskaźnika optymizmu konsumenckiego, a także zmniejszyć zakupy uznaniowe przez pozostałą część roku. Zmusi to handlowców do szukania delikatnej równowagi między stymulowaniem popytu a optymalizacją marży w kalendarzach promocyjnych.

Metodyka tworzenia raportu Q1 Shopping Index

Q1 Shopping Index pokazuje rzetelny obraz zakupów poprzez analizę aktywności ponad miliarda kupujących w ponad 61 krajach przy użyciu platformy Commerce Cloud. Następnie stosuje się kilka czynników w celu ekstrapolacji prognoz i rzeczywistych wyników dla szerzej rozumianej branży detalicznej.

Euro poniżej 4,70 zł

Pomimo zakręconego kurka z gazem złoty odrabia straty. Japonia trwa w marazmie, a jen wyraźnie traci do dolara. Hiszpania pokazała 1,5% spadek inflacji.

Złoty odzyskuje wartość

Odcięcie Polski od rosyjskiego gazu było dużym szokiem dla rynków. Decyzja ta w ciągu raptem godziny spowodowała, że koszt euro skoczył w górę z 4,66 zł na 4,71 zł. Potem jeszcze trochę się kotłował, osiągając niemal 4,73 zł, ale względna stabilizacja znalazła się w okolicach 4,71 zł. Dzisiaj jednak widać korektę tego ruchu. Nie wynika to najprawdopodobniej z retoryki humorystycznych wpisów członków polskiego rządu piszących o historycznym sukcesie uniezależnienia się od rosyjskiego gazu. Inwestorzy wolą twarde dane niż dobry żart. Twarde dane pokazują, że Polska gospodarka jest w dobrej kondycji. Pokazują również, że w maju należy się spodziewać kolejnej podwyżki stóp procentowych. Biorąc to pod uwagę, okolice 4,70 za euro były poziomem bardzo atrakcyjnym do sprzedaży waluty PLN za euro. Stąd najprawdopodobniej dzisiejsze umocnienie.

Japonia dalej dryfuje

Kraj kwitnącej wiśni to w przypadku wielu wskaźników zadziwiające miejsce. Jest to region istniejący niemal w równoległej rzeczywistości. Mogłoby się wydawać, że utrzymywanie ujemnych stóp procentowych to proszenie się o problem ze wzrostem inflacji. Ta faktycznie ostatnio rośnie. W ciągu dwóch miesięcy osiągnęła 0,7%, tylko że obecnie wynosi 1,2%, co przy problemach, z którymi się mierzą główne gospodarki światowe, jest żadnym wynikiem. Również publikowane dzisiaj dane na temat produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej pokazują, że czas tam się niemal zatrzymał. Sprzedaż detaliczna w ciągu roku rośnie o zaledwie 0,9%. Z kolei produkcja spada o 1,7%. Ostatnimi czasy jen gwałtownie traci względem dolara, ale jest to znacznie bardziej efekt pozytywnych zmian za oceanem niż marazmu w Japonii.

W Hiszpanii inflacja spada

Analitycy spodziewali się, że wzrost cen w Hiszpanii będzie hamował. Prognozy mówiły o zejściu z poziomu 9,8% do 9%. To niemal 1% spadek. W praktyce okazało się, że ceny rosną o 8,3%, czyli aż 1,5% mniej w ciągu miesiąca. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa w tym samym czasie wzrosła o 1%. Oznacza to, że wolniej rosną ceny żywności i paliw, a przyspieszają pozostałe składniki koszyka inflacyjnego. Biorąc pod uwagę, że kwiecień chociażby na rynku ropy był spokojniejszy od marca i przeciętne ceny surowca były znacznie niższe, dane te są mniejszą niespodzianką. Spadająca inflacja będzie wodą na młyn EBC, które broni się rękami i nogami, by nie podnosić stóp procentowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – PKB, wstępny odczyt,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy Warren Buffett znowu będzie chciwy, gdy inni się boją?

Berkshire Hathaway, spółka, której prezesem jest legendarny inwestor Warren Buffett, dysponuje 100 mld dolarów na zakupy i przejęcia. Wygląda na to, że Buffett ponownie postąpi w zgodzie ze swoim własnym powiedzeniem: „Bądź chciwy, gdy inni się boją”. Rynek to docenia, bo akcje spółki od początku roku wzrosły o 10 proc. Szczegóły poznamy w sobotę, podczas corocznego spotkania akcjonariuszy spółki.  

W sobotę odbędzie się w Omaha coroczne spotkanie akcjonariuszy Berkshire Hathaway, największej amerykańskiej spółki spoza branży technologicznej. To pierwsze takie spotkanie na żywo od 2019 roku. Rzesze inwestorów przybędą na miejsce, a jeszcze więcej będzie obserwować spotkanie online.

To 62. rok Warrena Buffetta jako prezesa spółki. Na spotkaniu nie zabraknie też Charliego Mungera, jego wieloletniego partnera w biznesie oraz Grega Abela, który ma w przyszłości być sukcesorem Buffeta na stanowisku prezesa.

Ostatnio Berkshire radzi sobie coraz lepiej, poprawiając wyniki i łapiąc wiatr w żagle wraz z przyspieszeniem rynkowej wyprzedaży spółek technologicznych. Rynek po raz kolejny szczególnie docenia przekorny styl inwestowania Buffeta, skupiony na poszukiwaniu realnej wartości spółek. Obecny czas wydaje się dobry do realizacji jednego z jego słynnych powiedzeń: „Bądź chciwy, gdy inni się boją”. Sprzyja temu spadający rynek i niższe wyceny, a także, a może przede wszystkim, fakt, że Berkshire dysponuje rezerwami gotówki o wartości przekraczającej 100 mld dolarów. Na jego celowniku znajdą się tanie spółki cykliczne, a także spółki defensywne przynoszące zyski i dywidendę, bez względu na ogólną sytuację na rynku. Wydaje się, że w obecnym czasie jest to najlepsza strategia inwestycyjne.

Akcje Berkshire (serii B) od początku roku podrożały o 10 proc, podczas gdy w tym samym czasie S&P500 spadł o 12,8 proc. Na zróżnicowany portfel spółki składają się akcje firm ubezpieczeniowych (Geico, Gen Re), kolejowych (BNSF), energetycznych (BH Energy), a także 6 proc. udziałów Apple, 20 proc. American Express, 13 proc. Bank of America oraz 9 proc. Coke. Spółka przejęła ostatnio ubezpieczyciela Alleghany (za 12 miliardów dolarów) i nabyła nowe udziały w Occidental Petroleum i HP. Mimo tego, jak wspomnieliśmy wciąż posiada w gotówce ponad 100 mld dolarów.

Berkshire od początku swojego istnienia jest atrakcyjną inwestycją. W ciągu ostatniej dekady spółka rosła w tempie zbliżonym do indeksu S&P500, co jest świetnym wynikiem, zważywszy na jego mocne wzrosty. Jednak może być to delikatnie rozczarowujące dla tych, który oczekiwali, że spółka będzie podwajała roczne wzrosty S&P500 (i rosła przeciętnie o 20 proc. rocznie), jak miała w zwyczaju przez poprzednie dekady od 1965 roku. Berkshire dostrzega także swoją własną wartość, czemu dała wyraz wykupując w zeszłym roku własne akcje o wartości aż 27 mld dolarów. W związku z tym nie wypłaca dywidendy, inaczej niż 80 proc. spółek na rynku.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dolar coraz silniejszy

Amerykański dolar nadal się umacnia. Dziś kurs USD/JPY przekroczył po raz pierwszy od 2002 roku poziom 130. Kurs EUR/USD był dziś przez chwilę poniżej poziomu 1,05 ostatni raz widzianego na początku 2017 roku.

USD ustanawiał dziś swe nowe cykliczne szczyty również wobec chińskiego juana, koreańskiego wona, malezyjskiego ringitta, nowozelandzkiego dolara, singapurskiego dolara, tajlandzkiego bata, tajwańskiego dolara, szwajcarskiego franka, korony norweskiej i rumuńskiego leja. Kurs USD/PLN rósł dziś rano o 0,26 proc., ale nadal pozostawał o ponad 10 groszy poniżej szczytu z początku marca. EUR/PLN zniżkowało dziś rano o 0,1 proc.
Bitcoin drożał do dolara o 0,79 proc.

Wczorajsza sesja giełdowa w USA przyniosła nieznaczne odbicie w górę S&P 500 (+0,21 proc.) i DJIA (+0,19 proc.), ale Nasdaq Composite (-0,01 proc.) i Nasdaq 100 (-0,05 proc.) nadal przebywały na poziomie swoich rocznych minimów. Dzisiejsze zachowanie cen kontraktów terminowych na te indeksy – S&P 500 +1,08 proc., DJIA +0,52 proc., Nasdaq 100 +1,66 proc.) – sugerowało próbę odbicia w górę na dzisiejszej sesji.
Za wyjątkiem tajlandzkiego SET Index (-0,02 proc.) całą Azja i Oceania była dziś „na zielono”. Najsilniej rósł japoński Nikkei 225 (+1,75 proc.), jak gdyby ciesząc się z dewaluacji tamtejszej waluty.

Również w Europie zdecydowanie przeważały dziś rano wzrosty (po wczorajszych 1,5-miesięcznych minimach DAX rósł o +0,87 proc., a CAC 40 o +1,06 proc.). Najsilniej – o +3,22 proc. – zwyżkował rosyjski RTS.

Na GPW również trwała dziś rano próba odbicia się z wczorajszych 1,5-miesięcznych minimów (WIG-20 +1,16 proc.). Dzięki ponad 3 proc. wzrostom kursów akcji PGE i Tauronu wśród indeksów sektorowych GPW najsilniej dziś rano zwyżkował WIG-Energetyka (+2,64 proc.) Temu trendowi nie poddawały się WIG-Gry (-0,02 proc.) oraz WIG-Spożywczy (-2,88 proc.), w którym 50,5 proc. udział ma ukraiński Kernel (-5,75 proc.). Na początku sesji swój nowy 8-letni rekord ustanowił kurs akcji Bumechu, które jednak później traciły 0,83 proc.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w strefie euro i USA lekko dziś spadały. W przeciwnym kierunku poruszały się dziś rano rentowności polskich 10-latek (+0,43 proc. do 6,142 proc.)

Wczoraj aż o prawie 25 proc. podrożały ceny kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii reagując zapewne na przerwanie przez Rosję dostaw gazu do Polski i Bułgarii. Ropa minimalnie dziś taniała o ok. 0,3 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Podatki trzeba płacić, czyli częściowe wycofanie wkładu ze spółki osobowej

Polski Ład przyzwyczaił nas już do tego, że wiele w nim zmian, które trudno nazwać korzystnymi z punktu widzenia podatnika. Przykładem jest zmiana zasad opodatkowania częściowego wycofania wkładu ze spółki osobowej. Choć zmiana ma swoje plusy, ponieważ określając, kiedy powstaje przychód podatkowy kończy spory na linii podatnik-fiskus, niewątpliwie dla wspólników planujących ograniczenie swojego wkładu w spółce jest niekorzystna. Trudno bowiem za korzyść uznać fakt, że obecnie wycofanie części wkładu ze spółki pod kątem podatkowym równoznaczne jest z całkowitym jej opuszczeniem.  

Zmiana przepisów, która wraz z Polskim Ładem, weszła w życie z początkiem 2022 roku dotyczy spółek osobowych, choć nie wszystkich. Nowe zasady obejmują spółki jawne i partnerskie, omijając spółki komandytowe, które od zeszłego roku płacą CIT, a nie PIT.

Zwrot pieniężny lub rzeczowy

Zwrot części wkładu w spółce może mieć dwie postaci: pieniężną bądź niepieniężną. W obu przypadkach mamy do czynienia z powstaniem przychodu z działalności gospodarczej i obowiązkiem podatkowym, przy czym przy zwrocie rzeczowym egzekucja tego obowiązku następuje dopiero, kiedy wspólnik zdecyduje się odpłatnie zbyć zwrócony majątek, o ile zrobi to w okresie krótszym niż 6 lat od momentu wycofania części wkładu.

W myśl nowych przepisów przychód powstały w wyniku zwrotu wspólnikowi części jego wkładu w spółce, można jednak zmniejszyć, obniżając tym samym podstawę opodatkowania. W przypadku zwrotu w formie pieniężnej wpływ na to obniżenie mogą mieć: zyski spółki opodatkowane w przeszłości, jak również wydatki poniesione na nabycie ogółu praw i obowiązków w tej spółce. Stosujemy tu zasadę proporcjonalności. Dla przykładu obniżenie wkładu wspólnika w spółce o 25% pozwoli zmniejszyć przychody o 25% opodatkowanych wcześniej zysków spółki lub 25% wydatków na nabycie lub objęcie prawa do udziału. Możliwa jest nawet sytuacja, że dochód do opodatkowania w ogóle nie powstanie – gdy kwota zwrotu części wkładu jest równa kwocie wydatków poniesionych przez wspólnika na objęcie ogółu praw i obowiązków.

Z kolei, jeśli zwrot części wkładu wspólnika następuje w formie niepieniężnej i zdecyduje się on sprzedać otrzymany majątek (przed upływem 6 lat) to powstały w ten sposób przychód można obniżyć o wydatki poniesione na nabycie lub wytworzenie otrzymanych składników majątku, o ile wcześniej nie rozliczono ich w formie np. amortyzacji. Należy jednak pamiętać, że jeśli wspólnik nie planuje sprzedaży składnika majątku przekazanego mu jako zwrot części jego wkładu albo planuje sprzedaż dopiero w późniejszym okresie (po upływie 6 lat) to nie pojawi się żaden obowiązek podatkowy, co w takiej konkretnie sytuacji może stanowić przewagę formy niepieniężnej nad pieniężną.

Od reguły zawsze są wyjątki

Jak to jednak bywa w prawodawstwie nie brakuje wyjątków od reguły. Jeśli zwrot części wkładu wspólnika przyjmuje postać przekazania mu udziałów, papierów wartościowych, akcji, tytułów uczestnictwa w funduszach kapitałowych bądź pochodnych instrumentów finansowych, to przychód podatkowy powstaje w momencie ich sprzedaży, ale bez ograniczenia do 6 lat. Nawet sprzedaż po tym okresie stworzy przychód, choć w tym miejscu kolejna różnica: nie będzie to przychód z działalności gospodarczej, ale przychód z kapitałów pieniężnych, zatem stawka opodatkowania wynosić będzie 19%.

Są plusy i minusy

Nowelizacja ma swoje dobre strony, porządkując kwestie wycofania części wkładu w spółce, tak aby nie budziły wątpliwości i sporów na linii podatnik-organy skarbowe. Dotychczas stanowisko było niejednoznaczne. Ustawa jasno określała powstanie przychodu podatkowego jedynie w sytuacji całkowitego opuszczenia spółki osobowej, nie odnosząc się jednoznacznie do częściowego wycofania wkładu, co było neutralne podatkowo. Mimo to, organy skarbowe utożsamiały te dwie sytuacje, rozciągając przepisy określające obowiązki podatkowe także na sytuacje, gdy wspólnik tylko zmniejszał swój wkład. Jednocześnie nie brakowało wyroków Sądów Administracyjnych, które w takich sytuacjach wskazywały na korzyść podatnika, a więc na nadinterpretację przepisów ze strony urzędów skarbowych.

Można założyć, że określenie zasad powstania przychodu przy częściowym wycofaniu wkładu ze spółki i jego opodatkowania, zakończy wszelkie spory. Z drugiej jednak strony może znacznie ograniczyć takie kroki wspólników, ponieważ staną się one mało opłacalne. Z pewnością każda decyzja o częściowym wycofaniu się ze spółki wymaga dokładnej weryfikacji i oceny, jaki przychód powstaje, jak można go ewentualnie obniżyć i ostatecznie, jaki obowiązek podatkowy powstaje.

Autorką komentarza jest Milana Krzemień, Adwokat, Partner Zarządzający KZ Legal (Krzemień Zaliwska Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.), oraz autorka bloga Tozalezy.com.

ZPP: potrzeba waloryzacji w budowlanych zamówieniach publicznych

Polska, podobnie jak wiele innych krajów Europy i świata, od 2020 r. zmaga się z licznymi zagrożeniami w sferze gospodarczej. W wyniku pandemii i zamknięcia gospodarki doszło do zachwiania rynku nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie. W efekcie doszło do przerwania łańcuchów dostaw, opóźnień i zaburzenia normalnego kształtowania się relacji podaży i popytu. Od 2021 r. mamy do czynienia z kolejnym wielkim wyzwaniem, będącym częściowo pochodną pandemii – znaczącą inflacją. Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego w marcu 2022 r. wyniosła ona w stosunku do analogicznego miesiąca roku ubiegłego aż 11%[1]. Z inflacją wiąże się nie tylko wzrost kosztów dóbr i usług w gospodarce, ale także wzrost presji płacowej na pracodawców, a tym samym wzrost kosztów pracy. Kolejne wielkie zagrożenie dla naszej gospodarki, to rosyjska agresja przeciwko Ukrainie. Trwająca wojna pogłębiła i nadal pogłębiać będzie kryzys związany z dostępnością konkretnych produktów. Z jednej strony wiąże się to bezpośrednio z działaniami wojennymi trwającymi na terytorium Ukrainy, która nie jest w związku z tym w stanie w pełni uczestniczyć w handlu światowym, a z drugiej strony z sankcjami gospodarczymi, jakie należało wymierzyć przeciw Rosji. Wskazać należy także na fakt, że znaczna część pracowników firm budowlanych w Polsce to Ukraińcy, spośród których wielu wraz z wybuchem wojny wróciło walczyć o niepodległość swojego kraju. To z kolei przekłada się na bardzo dotkliwe braki kadrowe w całym sektorze. W efekcie Polska, a także wiele innych zachodnich krajów, odczuwa znaczący wzrost cen i problemy z dostępnością wielu dóbr.

Obecnie ceny podstawowych surowców i materiałów niezbędnych w branży budowlanej rosną w zastraszającym tempie. Media donoszą, że niektóre wyroby stalowe rosną o kilkadziesiąt procent z tygodnia na tydzień i ponad 200 procent rok do roku. Dotyczy to np. kształtek giętych na zimno, blachy HRC, prętów żelbetonowych czy profili[2]. Rosną ceny także drewna i innych materiałów budowlanych. Największe podwyżki względem analogicznego okresu roku ubiegłego dotyczą np. izolacji termicznej (+63%), płyt OSB (+50%), dachów, rynien (+37%), czy też tak podstawowego i powszechnego produktu, bez którego nie ma możliwości przeprowadzenia niemal żadnej inwestycji – cementu (+22%)[3]. Podwyżki cen materiałów w obecnej sytuacji nie są zaskakujące, znaczna ich część pochodzi bowiem ze wschodu. Ponadto ceny tych, które powstają w Polsce również rosną z powodu wzrostu kosztów pracy, energii elektrycznej, surowców, a także kosztów emisji CO2. Szacuje się, że obecnie koszt wybudowania domu i doprowadzenia go do stanu deweloperskiego jest nawet 40% wyższy niż jeszcze 2 lata temu[4].

Obecna sytuacja w sposób istotny wpływa na cały sektor budowlany, między innymi na firmy czynnie uczestniczące w inwestycjach publicznych udzielanych w procedurze zamówień publicznych. Wiele z tych inwestycji odbywa się na podstawie konkursów, które rozstrzygane były wiele miesięcy przed gwałtownym wzrostem kosztów. Zagrożone mogą być jednak nie tylko trwające, ale również nowe inwestycje, gdyż z uwagi na charakterystykę sektora są one planowane na wiele miesięcy naprzód. Nie sposób tymczasem w obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja na rynku i jakie będą koszty działalności nawet w perspektywie najbliższych miesięcy. W praktyce na rynku możemy zaobserwować liczne problemy z realizacją inwestycji, firmy odstępują od umów bądź nie są w stanie wykonać ich terminowo. W przypadku inwestycji publicznych sytuacja jest szczególnie trudna, gdyż warunki, na których udzielono zamówienia, w tym te dotyczące wynagrodzenia wykonawcy, są ściśle uregulowane. Firmy realizujące często bardzo istotne zamówienia o wysokiej wartości borykają się z licznymi problemami – wykonują je poniżej obecnych kosztów bądź nie są w stanie dotrzymać terminów zakończenia prac. W konsekwencji może to prowadzić do ich upadku, tym bardziej jeśli firmy te będą obciążane karami umownymi. Sytuacja ta jest niebezpieczna także z perspektywy zamawiającego, gdyż może ona prowadzić do przerwania procesu inwestycyjnego.

W tak trudnych warunkach rynkowych należałoby rozważyć wprowadzenie rozwiązań mogących zapobiegać nie tylko upadkowi firm budowlanych, ale także zapewniających realizację inwestycji publicznych. Należałoby w związku z tym wprowadzić w zamówieniach publicznych mechanizmy waloryzacji odpowiadające warunkom rynkowym. Koszty nowych inwestycji powinny być rozliczane zgodnie z realną zmianą cen np. paliw, asfaltu, cementu, stali, czy drewna. Mając powyższe na uwadze apelujemy do władz o przyjrzenie się problemowi oraz przeprowadzenie stosownych prac, które pomogą uniknąć upadków firm budowlanych oraz zaprzestaniu realizacji inwestycji publicznych.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ceny-han… (dostęp na dzień 26.04.2022 r.).
[3] https://www.muratorplus.pl/biznes/raporty-i-pro… (dostęp na dzień 26.04.2022 r.).
[4] https://www.money.pl/gospodarka/ceny-materialow… (dostęp na dzień 26.04.2022 r.).

Wyniki finansowe Grupy PHN w 2021 roku

W 2021 r. Grupa Kapitałowa PHN osiągnęła stabilne wyniki finansowe dzięki konsekwentnie prowadzonej dywersyfikacji działalności i ścisłej kontroli kosztów. Zysk netto wzrósł do 73,7 mln PLN wobec 70,1 mln PLN w 2020 r.

W ubiegłym roku, pomimo trudnych warunków rynkowych związanych z pandemią, zakłóceniami w łańcuchach dostaw, wzrostem kosztów pracy i materiałów budowlanych, czy też głębokimi zmianami na rynku biurowym, spółka utrzymała wynik z najmu na poziomie zbliżonym do 2020 r. Utrzymane w ryzach były także koszty działalności. Celem strategicznym Grupy PHN pozostaje zwiększanie wartości spółki i dalsza poprawa efektywności, jednak wiele zależy od nieznanych jeszcze konsekwencji gospodarczych wojny w Ukrainie.

Mamy za sobą pełen wyzwań rok. Pomimo niesprzyjających warunków rynkowych naszej spółce udało się osiągnąć stabilne wyniki finansowe i zrealizować wiele ambitnych przedsięwzięć. Bez szwanku przeszliśmy przez czas pandemii i umocniliśmy fundamenty naszej działalności. Prowadzimy zdywersyfikowaną działalność, co pozwala nam na wzmacnianie naszej pozycji w różnych segmentach rynku  – powiedział Marcin Mazurek, prezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Spółka uważnie obserwuje zmiany na rynku nieruchomości, w tym w obszarze najmu, dostosowując swoją ofertę do zmieniających się potrzeb klientów. Portfel Grupy PHN obejmuje ponad 156 aktywów nieruchomościowych o wartości rynkowej ok. 3,5 mld PLN, co plasuje spółkę w czołówce największych firm nieruchomościowych w Polsce.

PHN zawarł jedną z największych od początku pandemii umowę najmu powierzchni biurowej na polskim rynku. Flagowa inwestycja PHN – budowany obecnie kompleks biurowy SKYSAWA w centrum Warszawy, została w całości wynajęta PKO Bankowi Polskiemu. W tym roku PHN przekaże do użytku inny biurowiec klasy A – położony na warszawskim Muranowie budynek INTRACO Prime, gdzie popisano już pierwszą umowę najmu, a z kolejnymi klientami toczą się zaawansowane rozmowy.

W ramach strategii dywersyfikacji PHN stawia także na dalszy rozwój budownictwa mieszkaniowego. Obecnie w realizacji są trzy inwestycje. Spółka planuje także rozpoczęcie budowy osiedla przy ul. Kolejowej w Warszawie oraz kolejnych projektów mieszkaniowych.

PHN dostrzega rosnący potencjał rynku magazynowego, który zyskuje na znaczeniu w wyniki zwiększonego zapotrzebowania na usługi e-commerce. Prognozy rynkowe wskazują dynamiczny rozwój tego segmentu. Grupa dysponuje atrakcyjnie położonymi gruntami, które można przeznaczyć na inwestycje logistyczne.

Kolejnym segmentem, w którym obecny PHN jest sektor hotelowy. Wraz z Polskim Holdingiem Hotelowym spółka stała się w ubiegłym roku właścicielem warszawskiego Hotelu Regent, dawniej funkcjonującego pod marką Hyatt.

Ważnym wydarzeniem dla Grupy PHN była nominacja dla gdyńskiego projektu Yacht Park & Marina Yacht Park, który znalazł się wśród czterech finalistów nominowanych do prestiżowej nagrody międzynarodowego konkursu MIPIM Awards 2021 w Cannes w kategorii „Best Cultural and Sports Infrastructure”. Także budynek SKYSAWA, który jest jednym z najnowocześniejszych biurowców w Polsce, zyskał uznanie międzynarodowych ekspertów i został nominowany do nagrody w konkursie BREEAM Awards 2022 w Londynie za proekologiczne rozwiązania. To kolejna nominacja PHN w konkursie BREEAM Awards.

Spółka promuje także najwyższe zielone standardy na rynku nieruchomości. Prowadzone projekty są przyjazne ludziom i środowisku, planowane i budowane według zasad zrównoważonego rozwoju. W przypadku inwestycji realizowanych przez Grupę PHN podejmowane są działania, które obniżają ślad węglowy, skracają łańcuch dostaw czy wprowadzają energooszczędność budynków.

Deloitte: 42 proc. Polaków bardzo obawia się, że wojna w Ukrainie będzie miała wpływ na ich codzienne życie

Wraz z powszechnie polepszającą się sytuacją covidową, od początku tego roku coraz wyraźniej poprawiały się też nastroje konsumentów, deklarujących mniejsze obawy w różnych obszarach codziennej aktywności. Dynamikę tego trendu wyhamowała napaść Rosji na Ukrainę. Jak wynika z przeprowadzonej pod koniec marca edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte, zaledwie 4 proc. ankietowanych Polaków nie obawia się, że wojna będzie miała wpływ na ich codzienne życie. Jednocześnie pytani wyraźnie spodziewają się związanego z nią wzrostu cen. Na wysokim poziomie utrzymują się też wskazania dotyczące niepokoju w zakresie sytuacji politycznej.

29. odsłona Global State of the Consumer Tracker została przeprowadzona pod koniec marca 2022 r. i jest to pierwsza fala badania, w której padły bezpośrednie pytania o nastroje respondentów wyrażone po ataku Rosji na Ukrainę. Już we wcześniejszej ankiecie, przeprowadzonej na przełomie lutego i marca, badani najczęściej jako powód do zaniepokojenia wymieniali sytuację polityczną – tak wskazywało wtedy 73 proc. ankietowanych Polaków, a niepokoje społeczne wymieniała ponad połowa (55 proc.). Miesiąc wcześniej, po 55 proc. wskazywało na politykę i sferę finansów. W ostatnim badaniu, z końca marca – obawy o sferę polityczną nieco zmalały, do 69 proc., a w okolicy połowy wskazań oscyluje obszar finansowy (52 proc.) i społeczny (47 proc.).

Jak wynika z badania Deloitte, wybuch wojny w Ukrainie jest bardzo wyraźnie postrzegany jako zdarzenie potencjalnie wpływające na codzienne życie ankietowanych w Polsce. Tylko 4 proc. pytanych jest przeciwnego zdania, a niewiele więcej niż jeden na dziesięciu (11 proc.) jest tym delikatnie zaniepokojony. 26 proc. respondentów ocenia, że trochę ich to martwi, a 17 proc. – że umiarkowanie. Najczęściej pada jednak odpowiedź wskazująca na bardzo poważne obawy dotyczące rozwoju wypadków w Ukrainie i ich konsekwencji – tak zadeklarowało 42 proc. pytanych.

Te ogólne niepokoje przekładają się na bardzo konkretne wskazania obszarów, gdzie konsumenci uważają, że będą odczuwać konsekwencje wojny. Ankietowani spodziewają się ich największego wpływu na ceny paliw na stacjach benzynowych (68 proc.) oraz na możliwość ogrzewania domów (61 proc.). 56 proc. wymienia ceny produktów spożywczych, a 45 proc. – mediów. Co trzeci badany (36 proc.) z powodu wojny odkłada na później większe zakupy, a niewiele mniej (31 proc.) spodziewa się ograniczonej dostępności niektórych towarów. Zdecydowanie najczęściej sferą, na którą w ocenie badanych w ogóle nie ma wpływu tocząca się wojna, są plany podróży międzynarodowych respondentów – tak uważa 27 proc. z nich.

Mniej obaw inflacyjnych w Polsce

Badanie Deloitte pokazuje, że kolejny miesiąc z rzędu utrzymuje się ogólnoświatowy trend rosnących obaw dotyczących inflacji. Od końca zeszłego roku odsetek takich deklaracji wzrósł o 7 p.p., do 75 proc. Co ciekawe, ta tendencja wygląda inaczej w odpowiedziach ankietowanych z Polski. W poprzednim miesiącu aż 83 proc. badanych wskazujących, że martwią się rosnącymi kosztami codziennego koszyka zakupowego, ponownie plasowało Polskę w trójce państw z największymi obawami inflacyjnymi – obok RPA i Hiszpanii, gdzie tak wskazało po 86 proc. pytanych. Na koniec marca jednak, o ile w każdym z tych dwóch państw odsetek wzrósł o 2 p.p., to w Polsce spadł o 3 p.p. (do 80 proc.). Do pierwszej trójki weszła natomiast Irlandia, gdzie martwiących się cenami przybyło aż o 6 p.p., do 86 proc. Przeciwne nastroje wyrażają zaś ankietowani z Chin (51 proc.) i Japonii (56 proc.) – w obu przypadkach poprawa o 3 p.p. O 2 p.p., do 57 proc. pogorszyły się natomiast deklaracje z Korei Płd.

Biorący udział w badaniu Deloitte w Polsce wskazywali też powody rosnących cen i najpowszechniejsze było przekonanie, że skala podwyżek jest zdecydowanie zbyt wysoka względem inflacji i że sprzedający wykorzystują sytuację do zwiększa własnych przychodów. Tak odpowiedziało 58 proc. pytanych. Dwukrotnie mniej oceniło, że firmy dzięki podwyżkom pokrywają tylko własne rosnące koszty. Z drugiej strony, ciekawie wygląda deklarowany przez ankietowanych w Polsce spadek odsetka obawiających się inflacji – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego i zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte w Polsce.

Mniejsze obawy covidowe

Wyniki badania Deloitte wyraźnie pokazują, że w obszarze światowych nastrojów konsumenckich ankietowani kolejny miesiąc z rzędu deklarowali poprawę, choć poszczególne wskazania nie rosły tak wyraźnie jak w poprzednim miesiącu. Na koniec lutego największy wzrost nastąpił w zakresie braku obaw podczas osobistego udziału w wydarzeniach masowych – do 50 proc., czyli o 9 p.p. więcej względem wcześniejszej ankiety. W ostatnim badaniu, z końca marca, to wskazanie zyskało kolejne 3 p.p.

Lepsze odpowiedzi dotyczą też pozostałych badanych kategorii. Do 65 proc., także o 3 p.p., wzrosło poczucie bezpieczeństwa podczas wizyt w restauracjach, po dużym skoku na koniec lutego – wtedy odsetek tak deklarujących skoczył o 7 p.p. Korzystanie z usług osobistych za bezpieczne uważa 63 proc. badanych (w górę o 2 p.p. na koniec i o 7 p.p. na początku lutego). O kolejny punkt procentowy podniosły się oceny dotyczące robienia zakupów w sklepach stacjonarnych (do 68 proc., po skoku o 7 p.p. w poprzednim miesiącu), a w przypadku zatrzymywania się w hotelach był to wzrost o 3 p.p. (do 63 proc.). Choć w przypadku podróżowania samolotem nastroje poprawiły się w dwa miesiące o 9 p.p., to nadal jest to jednak kategoria aktywności ciesząca się najmniejszą dozą zaufania – bezpiecznie czuło się w tym przypadku nadal poniżej połowy ankietowanych (49 proc.).

Latanie samolotem również w Polsce wiązało się z najpowszechniejszym poczuciem niepokoju – tak mówiło prawie dwie trzecie ankietowanych (60 proc.), a w ciągu miesiąca oceny na temat tej aktywności poprawiły się o 6 p.p. W innych badanych kategoriach nastroje także się poprawiały, a najmniejsze obawy związane są z wizytą w restauracji, gdzie 66 proc. respondentów czuje się bezpiecznie i jest to wzrost o 7 p.p. w ciągu miesiąca i aż o 19 proc. od końca zeszłego roku.

Pod wieloma względami znaleźliśmy się w sytuacji analogicznej do tej obserwowanej dwa lata temu, w momencie wybuchu pandemii COVID-19 – społeczeństwo doświadcza rosnącej niepewności i musi radzić sobie z bardzo dynamicznie zmieniającą się sytuacją, której długofalowych skutków nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Musimy mieć świadomość, że wojna tocząca się za naszą wschodnią granicą ma wpływ na wszystkie aspekty życia, także wybory konsumenckie czy deklarowane poczucie zagrożenia w różnych obszarach codziennej aktywności. Stąd zapewne to wyhamowanie tak wyraźnie rosnącego wcześniej poczucia bezpieczeństwa – mówi Anita Bielańska, dyrektor w dziale konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.

O badaniu

Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec marca 2022 r. Była to 29. edycja przeprowadzona globalnie i 23., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 22 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwajcarii, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych.

TenderHut przejmuje IntelliLex

IntelliLex to najnowszy zakup Grupy Kapitałowej TenderHut. Notowana na NewConnect spółka przejęła 95% udziałów technologicznego start-upu z obszaru legal-tech. Jest to czwarta spółka po Brainhint oraz KISS digital i KISS communications, w którą tej wiosny zainwestowała Grupa TenderHut. 

Start-up IntelliLex opracował rozwiązanie pozwalające w szybki sposób tworzyć zaawansowane umowy, zarówno na bazie dokumentów będących w dotychczasowych zasobach danej kancelarii, jak i w oparciu o własną bazę klauzul. Autorskie oprogramowanie IntelliLex spotkało się z uznaniem jury Global Legal Hackathon, odbywającego się w Nowym Jorku, gdzie zostało uznane za jedno z najlepszych spośród prawniczych start-upów z całego świata. –  Aplikacja integruje się za pomocą wtyczki z MS Word, dzięki czemu w czasie redagowania dokumentu, po wpisaniu słów kluczowych podpowiada całe gotowe klauzule, z których wcześniej korzystała dana kancelaria czy dział prawny danej firmy. W ten sposób można szybko zbudować nawet bardzo skomplikowany dokument. I to startując od pustej kartki, a przy tym spójnie z wypracowanymi standardami i wzorami – tłumaczy Piotr Jać, prawnik LegalHut – spółki wchodzącej w skład Grupy TenderHut.

Grupa TenderHut pod koniec ubiegłego roku w drodze emisji akcji pozyskała z rynku nowy kapitał w kwocie 6,7 mln zł, który zamierza przeznaczyć właśnie na akwizycje. Spółka realizuje prezentowaną przy debiucie na NewConnect strategię rozwoju obejmującą przejęcia w Polsce, jak i za granicą. – Realizacja strategii M&A w wykonaniu TenderHut nabiera tempa i nie jest to nasze ostatnie słowo w tym roku. Mamy już za sobą kilkanaście połączeń z mniejszymi podmiotami z branży IT. Wcześniejsze doświadczenia przy łączeniu się z innymi software housami pozwoliły nam na wypracowanie metodyki, która w znaczący sposób wpływa na szybkość zawierania transakcji – podkreśla Krzysztof Kuper, Head of Investments w TenderHut.

Ostatnie transakcje zaowocowały pozyskaniem na pokład Grupy TenderHut kolejnych 70 specjalistów, a firma zaznaczyła także swoją obecność w Krakowie, w którym do tej pory nie miała oddziału. Inwestycje z marca tego roku, czyli spółki KISS digital oraz Brainhint zwiększą potencjał TenderHut w obszarze Software Development & Cybersec. Ta pierwsza to software house specjalizujący się w zakresie realizacji aplikacji webowych i mobilnych. Wśród klientów KISS digital są zarówno korporacje z Polski i USA, a także zagraniczne start-upy.  Do Grupy TenderHut dołączyła także spółka KISS communications, działająca pod marką Human. Ta z kolei jako agencja reklamowa obsługująca klientów z branży e-commerce, retail oraz start-upy stanowić będzie podwaliny nowej linii biznesowej grupy. – Łącząc się z TenderHut wiemy, że stajemy się częścią dynamicznie rozwijającej się technologicznej grupy o globalnym zasięgu. Na bazie naszych doświadczeń i zasobów technologicznych, jakimi dysponuje grupa TenderHut, będziemy mogli budować silne ramię Digital Design & Marketing – mówi Mateusz Zguda twórca KISS communications.

Spółka Brainhint działa w obszarze outsourcingu oraz cyfryzacji i optymalizacji procesów biznesowych z wykorzystaniem technologii chmurowych, AI, RPA, blockchain. – Potencjał całej grupy TenderHut w połączeniu z międzynarodową siecią sprzedaży, to doskonałe środowisko do rozwoju i skalowania świadczonych przez nas usług. Jestem przekonany, że pod skrzydłami TenderHut zwiększymy skalę naszego działania szczególnie pod kątem eksportu naszych rozwiązań na rynki zagraniczne – podkreśla Michał Forystek, założyciel Brainhint.

Grupa TenderHut intensywnie się rozwija. Zaraportowała przychód skonsolidowany na poziomie 61 mln złotych za 2021 rok, co stanowi wzrost o 30% w stosunku do roku poprzedniego. Spółka oszacowała również wyniki za pierwszy kwartał 2022 roku, wykazując skonsolidowany przychód na poziomie 17,9 mln zł, co stanowi wzrost o 26 % w porównaniu z pierwszym kwartałem roku 2020. – Aby ocenić potencjał naszych wiosennych transakcji warto zauważyć, że w przypadku, gdyby przejęcie spółek Brainhint i Kiss communications miało miejsce z początkiem bieżącego roku obrotowego, czyli od 1 stycznia 2022 roku, wówczas skonsolidowane przychody grupy TenderHut za pierwszy kwartał 2022 roku wyniosłyby 19,8 mln zł. Wpływ wszystkich wiosennych przejęć na wyniki powinien być  już widoczny w czwartym kwartale tego roku, a to nie są nasze ostatnie transakcje M&A na ten rok – powiedział Robert Strzelecki, prezes zarządu Grupy Kapitałowej TenderHut.

Do końca 2022 roku grupa TenderHut zamierza zwiększyć liczbę specjalistów łącznie o około 150 osób. Postawione cele TenderHut zamierza osiągnąć przez kontynuację działań z zakresu M&A oraz rozwój organiczny.

Dassault Systèmes ogłasza wzrost przychodów w pierwszym kwartale 2022 roku o 8% do 1,32 mld Euro

Całkowite przychody w pierwszym kwartale 2022 roku wzrosły o 8% do 1,32 miliarda Euro. Przychody ze sprzedaży oprogramowania wzrosły o 8% do 1,21 miliarda Euro.

Przychody z platformy 3DEXPERIENCE wzrosły o 21%. Silna propozycja wartości platformy 3DEXPERIENCE jest nadal kluczowym czynnikiem w pozyskiwaniu dużych klientów. Przychody z oprogramowania w chmurze wzrosły o 21%.

Chmura i platforma 3DEXPERIENCE miały kluczowe znaczenie dla umożliwienia klientom poprawy skalowalności – zarówno nowym podmiotom, jak i działającym firmom, przechodzącym proces transformacji.

Wraz z wynikami za Q12022, Dassault Systèmes potwierdza cele dotyczące całkowitego wzrostu przychodów na rok 2022: 9%-10%, przy stałych kursach.

  • Przychody z oprogramowania według branży: Wiele branż w pierwszym kwartale odnotowało ponownie dwucyfrowy wzrost. Jedne z najsilniejszych wyników wykazały Aerospace & Defense, Marine & Offshore, Industrial Equipment oraz Home & Lifestyle.
  • Przychody z oprogramowania według regionów geograficznych: Przychody z oprogramowania w obu Amerykach wzrosły o 7% i stanowią 40% przychodów z oprogramowania. Udział Europy w przychodach z oprogramowania wzrósł o 6% do 35%. Udział Azji w przychodach z oprogramowania wzrósł o 13% do 25%, przy czym udział Chin wzrósł o 20%, a Indii o 35%.

Bernard Charlès, wiceprezes zarządu i dyrektor generalny firmy Dassault Systèmes:

„Świat, gospodarka i społeczeństwo przekształcają się w bezprecedensowym tempie: odgrywamy kluczową rolę w tych przemianach i umożliwiamy naszym klientom odpowiadanie na największe wyzwania – od potrzeby wzmacniania odporności, po zrównoważony rozwój.

Oparte na nauce doświadczenia wirtualnych bliźniaków są zaprojektowane tak, aby wspierać tę transformację oraz odporność i zrównoważony rozwój, niezbędne dla dzisiejszych i przyszłych liderów. Łącząc podejście wieloskalowe z wbudowaną analityką i danymi ze świata rzeczywistego, doświadczenia wirtualnych bliźniaków są katalizatorem zrównoważonych innowacji – pozwalają zaprojektować i przetestować nowe materiały, nowe procesy, rozwiązania i zastosowania.

Niedawno wprowadziliśmy na platformie 3DEXPERIENCE rozwiązanie do oceny cyklu życia produktu, które ma na celu przekształcenie procesu zrównoważonej innowacyjności. Połączenie technologii wirtualnego bliźniaka z możliwościami oceny cyklu życia oferuje nowe sposoby wczesnego określania wymagań w zakresie zrównoważonego rozwoju i oceny decyzji przed ich wdrożeniem

To nowe rozwiązanie stanowi istotny postęp w realizacji naszego celu, jakim jest harmonizacja produktu, natury i życia. Wykorzystując wirtualne światy do rozszerzania i ulepszania świata rzeczywistego, możemy wspólnie osiągnąć znaczący postęp w kierunku bardziej zrównoważonej i harmonijnej przyszłości.

Naszym następnym zadaniem będzie udostępnienie możliwości doświadczeń wirtualnych bliźniaków wszystkim mieszkańcom naszej planety – tak, aby stały się one powszechne.”

Polska bez gazu z Rosji, a Europa szykuje plan B

  • Zakręcenie Polsce kurka z gazem przez Gazprom przyspiesza rewolucję i największe zmiany dotyczące surowców w Europie od dziesięcioleci;
  • Unia Europejska chcąc uniezależnić się od rosyjskich paliw już wcześniej rozpoczęła poszukiwania alternatyw;
  • Jakie kierunki mogą okazać się kluczowe?

Przyspieszenie decyzji

Komunikat Gazpromu dotyczący zakręcenia gazu przekazany PGNiG przyspieszył proces odcięcia się od dostaw z Federacji Rosyjskiej, który planowany był na koniec roku. Tym samym w środę z samego rana przesył surowca za pośrednictwem gazociągu jamalskiego spadł do zera, a Polska stanęła przed obliczem największych zmian dot. surowców ostatnich dziesięcioleci.

To również ważny zwrot w polityce europejskiej, gdyż od dostaw odcięte kolejne kraje: Litwa i Bułgaria. Dotychczas kraje Unii Europejskiej polegały na Kremlu w tak dużym stopniu, że w wielu przypadkach zaniechano dywersyfikacji źródeł pozyskiwania gazu. Stąd też kluczowa już teraz będzie możliwość zakupu LNG z nowych kierunków.

Skąd UE kupi LNG?

Władze Unii Europejskiej ostatnie tygodnie wykorzystały na intensywne poszukiwania źródeł pozyskiwania LNG. Początek kwietnia przyniósł ważną informację – Stany Zjednoczone zapowiedziały zwiększenie dostaw LNG do Europy i chcą wysyłać do 50 mld m3 amerykańskiego LNG rocznie począwszy od 2023 roku. To wymaga jednak rozwoju infrastruktury.

Rośnie również pozycja Australii, która z szacowaną produkcją gazu na poziomie 142 miliardów m3 należy do największych producentów i eksporter LNG (39 mld m3 w 2018 r.). Niestety aż 75% australijskiego LNG sprzedawane jest na podstawie kontraktów długoterminowych, dlatego Europa będzie musiała chwilę poczekać na skorzystanie z potencjału antypodów. Pewnym pocieszeniem jest fakt, że moce Australii można zwiększyć dzięki naprawie pływającego terminala LNG firmy Shell, który przestał funkcjonować na skutek awarii. Poza tym rząd w Canberze, planuje budowę kolejnego terminala.

Początek kwietnia to intensywne rozmowy ambasadorów UE w Nigerii ws. zwiększania dostaw LNG (obecnie UE to 40% eksportu nigeryjskiego LNG). Nigeria pracuje obecnie nad zwiększeniem swoich rezerw gazu, które wynoszą 5,5 miliarda m3 i plasują ten kraj w pierwszej “10” krajów z największymi rezerwami.

Północna Afryka zyskuje na znaczeniu. W międzyczasie Włochy podpisały umowę na dostawę gazu z Algierii, Egipt również chwali się możliwościami eksportu LNG – Frans Timmermans wiceprezydent UE już spotkał się w tej sprawie w Kairze z Mostafą Modbouly, premierem Egiptu.

Odkrycie innego, ciekawego kierunku, jakim jest Iran wymagałoby od Unii Europejskiej złagodzenia kursu politycznego oraz nałożonych wcześniej sankcji. Jest to o tyle istotne, że Iran ma drugie co do wielkości rezerwy gazu na świecie (17 proc. globalnych rezerw) i już eksportuje część rurociągiem do sąsiednich Turcji i Iraku.

Dlaczego LNG?

Zwrot w kierunku LNG to najbardziej naturalny ruch w bieżącej sytuacji – przekonują eksperci.

– Niepewne czasy wymagają pewnych rozwiązań, którym niewątpliwie jest rozwój infrastruktury LNG i dywersyfikacja źródeł pozyskiwania gazu w tej formie. Europa wobec kryzysu energetycznego otwiera się na nowe kierunki, które dotychczas nie były eksploatowane, i planuje pozyskiwać gaz w formie LNG, który może być transportowany z każdego miejsca na świecie za pomocą specjalnych statków tzw. metanowców.  Jest to najlepsze możliwie wyjście i zagranie strategiczne na przyszłość – zaznacza Krzysztof Kowalski, CEO DUON Dystrybucja.

– LNG to forma gazu bardzo wygodna do transportu i magazynowania. Wystarczy wspomnieć, że podczas procesu skraplania, objętość gazu ziemnego zmniejsza się 600-krotnie. Jeden statek z LNG zawijający do gazoportu umożliwia ogrzanie 36 000 domów przez rok. Co ciekawe LNG po regazyfikacji może być wtłaczany do systemu gazociągów, który dostarczy gaz do odbiorców lub transportowany za pomocą cystern kriogenicznych wszędzie tam, gdzie nie sięgają rury – dodaje Krzysztof Kowalski.

Istotny jest również aspekt ekologiczny i zdrowotny. Produkcja energii z gazu ziemnego oznacza możliwość znacznej redukcji emisji gazów cieplarnianych, szkodliwych dla człowieka tlenków azotu i siarki oraz pyłów zawieszonych, w porównaniu do rozwiązań opartych na węglu.

Czy Europa posiada infrastrukturę?

By jednak wykorzystanie LNG na taką skalę było możliwe, niezbędna jest infrastruktura. Czy nasz kontynent jest pod tym względem gotowy?

W Europie działa obecnie 37 terminali LNG, 5 jest w trakcie powstawania i planuje się budowę aż 27 kolejnych. Pod tym względem nasz region wyprzedza tylko Azja Wschodnia i Południowo-Wschodnia, które głównie z uwagi na sprzedawany wolumen potrzebują zdecydowanie najbardziej rozbudowanej infrastruktury.

  • Azja Wschodnia:

Liczba działających terminali LNG – 81, liczba powstających – 27, liczba planowanych – 51

  • Europa

37 – 5 – 27

  • Azja Południowo-wschodnia

13 – 11 – 45

źródło: https://www.energymonitor.ai/tech/decarbonising-gas/europes-rush-for-energy-security-through-lng-risks-fossil-fuel-lock-in

Polska może poszczycić się zwiększeniem możliwości regazyfikacji terminala w Świnoujściu, który po przebudowie przyjmie aż 7,5 mld m3 gazu rocznie (wcześniej 5 mld m3). Planowane jest też utworzenie terminala pływającego typu FSRU (ang. Floating Storage Regasification Unit) w Zatoce Gdańskiej. Co więcej, nasz kraj ma dostęp do terminala w Kłajpedzie, a planowana budowa dwóch nowych terminali na terenie Niemiec, (w tym jednego z możliwością załadunku gazu na cysterny), zwiększa bezpieczeństwo gazowe regionu.

Źródła

  • https://www.aspistrategist.org.au/australian-lng-wont-fix-europes-gas-crisis/
  • https://www.reuters.com/business/energy/shell-resumes-shipping-lng-prelude-off-australia-2022-04-11/
  • https://www.argusmedia.com/en/news/2321145-australian-government-plans-new-lng-terminal-in-darwin
  • https://www.marketwatch.com/amp/story/eu-seeks-cooperation-with-nigeria-s-national-oil-company-on-lng-supply-271649706468
  • https://www.energymonitor.ai/tech/decarbonising-gas/europes-rush-for-energy-security-through-lng-risks-fossil-fuel-lock-in
  • https://africaoilgasreport.com/2022/04/gas-monetization/eu-ambassadors-campaign-in-egypt-and-nigeria-for-increased-lng-supply/
  • https://www.reuters.com/business/energy/europes-appetite-us-gas-fast-tracks-two-new-lng-projects-2022-04-01/
  • https://www.eia.gov/energyexplained/natural-gas/liquefied-natural-gas.php
  • https://www.cbc.ca/news/business/russian-gas-europe-1.6415652
  • https://www.bloomberg.com/news/articles/2022-03-15/iran-revives-lng-export-plan-as-world-scrambles-for-natural-gas
  • https://worldpopulationreview.com/country-rankings/natural-gas-by-country

 

 

 

 

Medicover przejmuje Allenort

Medicover, kontynuuje swój rozwój w obszarze zdrowia psychicznego oraz psychiatrii poprzez akwizycję sieci specjalistycznych placówek zdrowia psychicznego Allenort. Do portfolio Medicover dołączy m.in. pięć nowoczesnych centrów terapii wraz z pierwszym w Polsce kompleksowym prywatnym szpitalem psychiatrycznym. Akwizycja wspiera strategiczny rozwój sieci klinik funkcjonujących pod marką Mind Health Centra Zdrowia Psychicznego, utworzonej w grudniu 2021 roku.

Medicover kontynuuje dynamiczny rozwój działalności w obszarze psychiatrii i psychologii. W grudniu 2021 r. firma zainicjowała nową markę – Mind Health Centra Zdrowia Psychicznego, pod którą funkcjonuje aktualnie osiem klinik (w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Katowicach, we Wrocławiu i w Toruniu). Kontynuacją intensywnego rozwoju w obszarze zdrowia psychicznego jest akwizycja wiodącej sieci specjalistycznych centrów psychiatrycznych pod marką Allenort.

Allenort zapewnia opiekę pacjentom w:

  • pięciu centrach terapii (czterech w Warszawie i jednym w Białymstoku),
  • poradni psychologiczno-pedagogicznej w Warszawie,
  • prywatnym szpitalu psychiatrycznym, zlokalizowanym w stolicy kraju.

Kliniki Allenort to zespół placówek psychiatrycznych, obejmujących pomocą dorosłych, młodzież i dzieci z szerokim spektrum zaburzeń psychicznych i problemów psychologicznych. Mazowiecki Szpital Allenort zlokalizowany w Warszawie to z kolei jedyny w Polsce prywatny szpital psychiatryczny o pełnym profilu działania, pomagający pacjentom zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną.

Kliniki oferują kompleksowe wsparcie psychologiczne i psychiatryczne dla pacjentów w każdym wieku. Leczone są w nich m.in.: anoreksja, bulimia, zaburzenia rozwojowe, zaburzenia psychosomatyczne, fobie, traumy i uzależnienia. Zajęcia odbywają się w formie indywidualnych terapii, terapii zespołowych, a także w ramach telekonsultacji.

Mazowiecki Szpital i Centrum Diagnostyczne Allenort to pierwszy prywatny szpital psychiatryczny w Polsce, oferujący kompleksowe świadczenia opieki zdrowotnej w zakresie psychiatrii ogólnej, diagnostyki psychologicznej oraz psychoterapii uzależnień. Na Oddziale Ogólnopsychiatrycznym Szpitala pacjenci mogą skorzystać z 14-dniowych pakietów leczniczych i diagnostycznych, z możliwością przedłużenia pobytu, zaś na Oddziale Psychoterapii Uzależnień odbywają się 30-dniowe programy opieki terapeutycznej dla osób po detoksie oraz z uzależnieniami behawioralnymi (m.in. od hazardu, seksu, internetu). Mazowiecki Szpital i Centrum Diagnostyczne Allenort to również jeden z pierwszych ośrodków w Polsce, w którym możliwe jest skorzystanie z nowatorskiej metody leczenia depresji lekoopornej.

Dostęp w różnych lokalizacjach do licznych specjalistów, m.in. psychiatrów, psychologów, psychoterapeutów, dietetyków to mocna strona oferty Allenort. Jest to szczególnie ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że psychologowie i psychoterapeuci stają się w Polsce zawodami deficytowymi[1]. W samym Mazowieckim Szpitalu i Centrum Diagnostycznym załoga (włączając w to pracowników administracyjnych, sanitariuszy oraz techników) liczy ponad 80 osób.

Od dłuższego czasu strategicznie poszerzamy naszą ofertę usług ochrony zdrowia o obszar zdrowia psychicznego, które jest jednym z fundamentów zdrowego trybu życia. W 2021 roku pod szyldem Mind Health rozszerzyliśmy działalność i rozpoczęliśmy proces uruchamiania Centrów Zdrowia Psychicznego w wielu miastach Polski, a teraz włączamy do naszej rodziny lidera o ugruntowanej renomie, licząc na efekt synergii i na wzmocnienie naszej pozycji w tym obszarze – komentuje John Stubbington, COO Healthcare Services, Medicover.

Obserwując rosnące potrzeby naszych pacjentów w ramach opieki psychologiczno-psychiatrycznej, sytuację na rynku świadczeń zdrowotnych z zakresu psychologii i psychiatrii oraz rosnącą liczbę osób cierpiących na zaburzenia psychiczne, chcemy być przygotowani do tego, by odpowiedzialnie i kompleksowo móc leczyć pacjentów w każdym wieku i poprawiać stan zdrowia psychicznego pacjentów w Polsce – dodaje.

Akwizycja Allenort to kolejny krok w rozwoju kompleksowej oferty Medicover. Wiąże się to z holistycznym podejściem firmy do kwestii ochrony zdrowia (włączając w to obszar zdrowia psychicznego i wellbeingu). Medicover, który zarządza portfelem placówek szpitalnych, w tym Szpitalem Medicover, czy Szpitalem Damiana, postrzega nową akwizycję jako ważny punkt na drodze do budowania pozycji lidera w obszarze eksperckiej opieki psychologicznej w Polsce.

Cieszę się, że kolejny projekt  Allenortu w branży medycznej odniósł sukces. Zbudowaliśmy sieć klinik psychiatrycznych wraz ze szpitalem, tworząc nowy element zintegrowanego systemu opieki zdrowotnej, systemu w którym jesteśmy w stanie świadczyć usługi w pełnym zakresie zarówno dla osób dorosłych, jak i dla dzieci. Zdrowie psychiczne, jako jeden z fundamentów zdrowego i nowoczesnego stylu życia, jest niezbędnym elementem zdrowia społeczeństwa – podkreśla dr Grzegorz Goryszewski, prezes zarządu Allenort.

Allenort to jednostka jednocześnie badawczo-rozwojowa i biznesowa, o ugruntowanej pozycji rynkowej, kreująca nowe standardy postępowania w ochronie zdrowia. Dlatego z przyjemnością przekazuję ten projekt operatorowi medycznemu, z ogromnymi perspektywami na intensywny jego rozwój w przyszłości. Zmienia się jedynie właściciel, a sieć Klinik Terapii Allenort, jako projekt, będzie kontynuowany i systematycznie rozbudowywany. Jak dotąd wszystkie stworzone ośrodki medyczne Allenortu, zarówno kardiologiczne, kardiochirurgiczne,  jak i neuroradiochirurgii funkcjonują z powodzeniem na rynku medycznym, skutecznie uzupełniając publiczną ofertę medyczną w Polsce – dodaje.

Przejęcie zespołu centrów psychiatrycznych Allenort to kolejna tegoroczna inwestycja Medicover w ramach Pionu Usług Szpitalnych. Wcześniej firma sfinalizowała przejęcie Grupy CDT Medicus, czołowego prywatnego dostawcy usług medycznych na terenie legnicko-głogowskim, a także podpisała umowę nabycia działalności Nasz Lekarz w Toruniu.

W skład portfolio Allenort wchodzą:

Warszawa

  • Mazowiecki Szpital i Centrum Diagnostyczne Allenort im. prof. Antoniego Kępińskiego
  • Centrum Terapii Myśliborska
  • Centrum Terapii ProPsyche
  • Centrum Terapii Dzieci, Młodzieży i Rodzin
  • Centrum Terapii Psychomedica im. doktora Dariusza Wasilewskiego
  • Niepubliczna Specjalistyczna Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna „Centrum Terapii Dzieci, Młodzieży i Rodzin Allenort” nr 58P

Białystok

  • Centrum Terapii Białystok

Nadzór operacyjny nad Allenort będzie sprawował zespół zarządzający Centrum Medycznego Damiana (należącego do portfolio Medicover).

Czy Europa poradzi sobie bez gazu z Rosji?

Oficjalna polityka Unii Europejskiej od wielu lat zmierza do dywersyfikacji źródeł dostaw gazu i ropy. Po wielu kryzysach gazowych wywoływanych przez Rosję – oficjalna, wspólna europejska polityka ma zmierzać do tego, żebyśmy nie potrzebowali węglowodorów rosyjskich. Jednak dopiero konflikt na Ukrainie, atak Rosji na Ukrainę i zbrodnie, które popełnia tam reżim Vladimira Putina, przekonały wszystkich do porzucenia gazu z Rosji – a nie tylko wybranych przedstawicieli państw UE. Mamy możliwość porzucenia tych dostaw na poziomie europejskim. Komisja Europejska przedstawiła plan obniżenia zapotrzebowania na gaz Rosyjski o 50 mld metrów sześciennych do końca 2022 roku – czyli o 2/3 do końca tego roku i całkowicie do 2023 roku. Kolejne kraje deklarują gotowość do porzucenia gazu, ropy i węgla z Rosji. Polska w sektorze gazowym idzie tym szlakiem od kilkudziesięciu lat.

– Dlatego my mamy terminal LNG, w przeciwieństwie do Niemców – którzy dopiero chcą taki mieć. My kończymy kontakt Jamalski z rosyjskim Gazpromem z końcem 2022 roku i deklarujemy, że nie sprowadzimy więcej rosyjskiego gazu. Będziemy mogli to zrobić, bo my odrobiliśmy swoje zadanie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Wciąż jednak Polska jest zależna od ropy rosyjskiej, podobnie jak np. Niemcy – natomiast w razie konieczności może porzucić te dostawy. Niemcy deklarują, że zmniejszą o połowę import ropy rosyjskiej do końca tego roku. Warto byłoby, żeby Polska także przedstawiła taki cel redukcyjny. Najlepiej, aby cała Unia Europejska zajęła się tym tematem. Natomiast jeśli chodzi o węgiel – sprawa jest bardziej skomplikowana, ponieważ to nie Polska sprowadza większość węgla z Rosji – ale odbiorcy prywatni, którzy wykorzystują go do ogrzewania w domach albo w małych regionalnych elektrociepłowniach. Można jednak wprowadzić rozwiązania, które przynajmniej ograniczą import – gaz, ropę i węgiel możemy sprowadzać z innych kierunków. Do tego dochodzą zapasy – więc strachy na lachy Wladimira Putina nie powinny nas blokować. Kluczowe jest jednak całkowite zablokowanie węglowodorów z Rosji – a najlepsze rozwiązanie to embargo unijne. Niestety nie wiadomo, czy wystarczy woli politycznej w całej Europie na takie rozwiązanie – wyjaśnia Jakóbik.

Rosja zakręciła kurek z gazem. Dolar jeszcze silniejszy

Nasz wielki brat ze Wschodu bardzo mocno chce udowodnić, że czuje się pokrzywdzony tym, jak świat reaguje na agresję militarną na terytorium innego państwa. Zakręcenie kurka z gazem tylko umocni argumenty osób postulujących uniezależnienie się Europy od Rosji.

Zakręcenie kurka, ale z gazem

Marazm na złotym był bardzo widoczny od kilku już tygodni. Brakowało silnego bodźca, by polska waluta zmieniła swoją wartość. Nie trzeba było jednak długo czekać. Rosja oprócz prowadzenia militarnej agresji przeciwko Ukrainie prowadzi obecnie kolejną operację specjalną. Tym razem jest to odłączenie gazu w gazociągu dostarczającym ten surowiec do Polski. Z dobrych wiadomości należy zwrócić uwagę, że nasz kraj od dłuższego czasu pracował nad uniezależnieniem się od rosyjskich dostaw. W rezultacie wpływ tej decyzji nie jest tak zły, jak mógłby być jeszcze dekadę temu. Nie zmienia to faktu, że rynki zareagowały od razu. W ciągu raptem godziny euro podrożało o imponujące 5 groszy.

Siła dolara

Amerykańska waluta ma ostatnio niesamowitą passę względem euro. Wczorajsze dane na temat zamówień pokazują dobrą tendencję. Indeksy oraz sprzedaż domów utrzymują wysokie wyniki. To jednak nie te dane powodowały, że dolar zyskuje. Odcinanie Europy Zachodniej od gazu to kolejny problem, którego Amerykanie nie doświadczają a Europejczycy tak. W rezultacie nie można się dziwić, że mimo ostatniego gwałtownego ruchu i umocnienia dolara kapitał wciąż ucieka za ocean. W rezultacie tych spadków dolar jest obecnie najtańszy od 2017 roku. żeby przebić ten wynik brakuje mu jednak aż 3 centów. Z jednej strony to bardzo dużo na tej parze walutowej. Z drugiej tyle właśnie zyskał od szczytów z ostatniego tygodnia.

Węgrzy podnoszą stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami Węgrzy podnieśli wczoraj stopy procentowe. Moment zbiegł się w czasie z zakręcaniem kurka z gazem przez Rosjan. W rezultacie nie tylko podwyżka stóp o 1% nie umocniła forinta, ale węgierska waluta jest wyraźnie w odwrocie. Trzeba pamiętać, że pomimo, że wzrost stóp procentowych o 1% to dużo, to właśnie tyle oczekiwał rynek. Nie można zatem oczekiwać, że będzie to miało na niego istotny wpływ. Zakręcenie kurka było jednak niespodzianką i to mocno widać w kursach walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg CBI,

13:30 – strefa euro – wystąpienie Christine Lagarde.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

PIU: Polacy wydali 1 mld zł na ubezpieczenia zdrowotne w 2021 r.

Na koniec 2021 r. ponad 3,8 mln Polaków miało wykupione ubezpieczenie zdrowotne. To oznacza wzrost r/r o 17 proc. Na prywatne polisy wydaliśmy ponad 1 mld zł, czyli blisko 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Wyniki te odzwierciedlają obawy Polaków związane z ograniczoną dostępnością do opieki medycznej.

Powrót do wizyt stacjonarnych

W IV kw. 2021 roku obserwowaliśmy powrót pacjentów do placówek medycznych, co znacznie nadwyrężyło wydolność publicznego systemu opieki zdrowotnej. Z raportu „Mapa ryzyka Polaków”, opracowanego przez Polską Izbę Ubezpieczeń, wynika, że jedną z najczęstszych obaw respondentów jest brak dostępu do opieki medycznej i lekarzy specjalistów. Do tego lęku przyznało się aż 71 proc. ankietowanych[i]. Aby uniknąć długiego czekania na wizytę, coraz częściej pacjenci korzystali z usług prywatnej opieki medycznej, w dużej mierze płacąc za wizytę lub zabieg z własnej kieszeni. Z raportu PMR Private Healthcare wynika, do 2024 roku wydatki na prywatne leczenie wyniosą 79 mld zł[ii].

Trwająca ponad dwa lata pandemia testuje granice wydolności publicznego systemu opieki zdrowotnej. Jednym z jego wyzwań jest limitowany dostęp do lekarzy specjalistów oraz zabiegów medycznych. Tę lukę stara się wypełnić sektor prywatny. Dodatkowo nadal obserwujemy pogłębiający się dług zdrowotny oraz rosnącą inflację medyczną, która znacznie przewyższa inflację bazową ­– podsumowuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Rynek ubezpieczeń zdrowotnych odpowiada jednak na bieżące zapotrzebowanie społeczeństwa. Od początku pandemii oferta ubezpieczycieli dopasowała się do oczekiwań pacjentów zwłaszcza w zakresie profilaktyki i opieki psychologicznej, pojawiły się ubezpieczenia komplementarne, a w 2022 roku oferta polis medycznych rozszerzyła się o pełnozakresowe ubezpieczenie szpitalne – dodaje Dorota M. Fal.

Zrozumienie roli profilaktyki

Pandemia umocniła rolę profilaktyki w myśleniu Polaków o zdrowiu. Dzięki zachowywaniu społecznego dystansu oraz stosowaniu się do reżimu sanitarnego, w tym noszeniu maseczek oraz częstszemu myciu i dezynfekowaniu rąk, zmalała liczba przypadków zachorowań na rotawirusy, wirusowe zapalenie wątroby typu A, grypę czy paragrypy. Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, od początku pandemii do końca IV kw. 2021 r. liczba przypadków grypy spadła o 60 tys.[iii]

– Do trendu promowania profilaktyki dołączają pracodawcy, którzy doceniają jej rolę w utrzymaniu pracowników w zdrowiu. Dlatego ubezpieczenia medyczne coraz częściej łączone są z promocją zdrowego trybu życia, oferując klientom dostęp do zajęć fitness lub korzystanie z obiektów sportowych – komentuje Dorota M. Fal.

[i] https://piu.org.pl/wp-content/uploads/2021/07/Mapa-ryzyka-Polakow-2021.07.12.pdf, 2021.

[ii] PMR Private Healthcare, Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce, 2022.

[iii] http://wwwold.pzh.gov.pl/oldpage/epimeld/grypa/index.htm, 2021 [Porównanie analogicznego okresu z grudnia 2019 i 2021 r.].

Do 2026 roku liczba ofert najmu instytucjonalnego wzrośnie przynajmniej do 54 tysięcy mieszkań

Choć w Polsce rozwój rynku najmu instytucjonalnego znajduje się na wczesnym etapie, to potencjał jego rozwoju jest bardzo duży i wykracza ponad planowane na dzisiaj, 54 tysięcy mieszkań do 2026 roku. Świadczy o tym wysokość luki mieszkaniowej szacowana  na 2 mln mieszkań, jednak zasób mieszkaniowy w Polsce w ostatnich latach systematycznie się zwiększa – z 13,5 mln w 2010 roku do ponad 15 mln w 2020. Sektor PRS może być odpowiedzią dla rosnącej grupy osób, których nie stać na zakup mieszkania, a jednocześnie, ze względu na dochody, nie kwalifikują się do najmu wspieranego przez samorządy. Obecnie około 37% ludności Polski żyje w przeludnionych mieszkaniach, zaś najczęstszym powodem wyboru najmu zamiast własności mieszkania jest kwestia braku środków pozwalających na zakup mieszkania – wynika z raportu “Najem instytucjonalny – trwały trend, a nie chwilowa moda” opracowanego przez PwC Polska.

Do 2026 roku w Polsce powstanie ponad 54 tysięcy mieszkań PRS Potencjał rozwoju rynku najmu instytucjonalnego w Polsce jest bardzo duży. W Polsce znajduje się on dopiero na wczesnym etapie, aktualna oferta obejmuje około 6,5 tysiąca mieszkań. W najbliższych latach możemy spodziewać się znacznego powiększenia oferty, do przynajmniej 54 tysięcy w 2026 roku. Bardzo prawdopodobne, że ze względu na wejście na rynek nowych podmiotów i nowe akwizycje liczba ta okaże się znacznie większa. Rynek PRS posiada silne podstawy do wzrostu, z których najważniejsze są luka mieszkaniowa w dużych miastach oraz malejąca dostępność mieszkań. W najbliższym czasie szczególnie mocno odczuwalny będzie spadek dostępności mieszkań ze względu na ostatnie podwyżki stóp procentowych ograniczające zdolność kredytową nabywców mieszkań.

“Mieszkania i magazyny (tzw. beds and sheds) stanowią w ostatnich dwóch latach przedmiot największego zainteresowania inwestorów. Nowością, która prężnie rozwija się na rynku mieszkaniowym są mieszkania w najmie instytucjonalnym, zwane popularnie PRS (Private Rented Sector). Przedstawiamy uwarunkowania świadczące o potencjale rodzącego się w Polsce rynku PRS, zauważonym zarówno przez zagranicznych inwestorów i lokalnych deweloperów. Dzielimy się z państwem także prognozami dotyczącymi rozwoju tego segmentu rynku”

Największe polskie miasta charakteryzują się wyższą stopą zwrotu z najmu niż w przypadku miast krajów wyżej rozwiniętych. O ile rentowność najmu mieszkania w Warszawie wynosi około 5%, to w Kopenhadze są to 3,3% Monachium 2%, a w Sztokholmie 1,3%. Dostępność mieszkań, liczona jako powierzchnia, którą można nabyć za przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw ulegała od 2018 roku pogorszeniu. W latach 2007–2017, kiedy ceny mieszkań w Polsce wyhamowały, a płace rosły, dostępność mieszkań się zwiększała, jednak począwszy od 2018, kiedy ponownie wzrosły ceny mieszkań (przypomnijmy w 2018 roku ceny mieszkań wzrosły o 7% r/r, w 2019 o 9%, w 2020 o 12%, a w 2021 o blisko 17%) dostępność wróciła do poziomu z przełomu 2011 i 2012 roku.Obserwujemy również wzrost grupy osób, którym ze względu na swoje zarobki nie przysługuje mieszkanie w ramach najmu wspieranego, a jednocześnie nie stać ich na zakup mieszkania.

Na przestrzeni ostatnich 10 lat (2010-2020) w większości państw Unii Europejskiej ceny mieszkań rosły znacznie szybciej niż ceny najmu. Wynikiem czego najem mieszkania stawał się korzystniejszy niż kupno. W przypadku Polski rozbieżność pomiędzy zmianą cen mieszkań i stawek czynszu jest zdecydowanie mniejsza – ceny wzrosły o 40%, a stawki czynsz o 33%, przy czym do 2017 roku wzrost czynszu był wyższy niż cen mieszkań, które zaczęły nadrabiać dystans począwszy od 2018 roku. Na koniec 2020 roku skumulowane tempo wzrostu obu kategorii się zrównało, by wreszcie w 2021 stawki czynszu ustąpiły wzrostowi cen mieszkań.

Praca zdalna, która upowszechniła się ze względu na pandemię Covid-19 może negatywnie wpłynąć na popyt na mieszkania dogodnie skomunikowane z centrami biznesowymi dużych miast – a więc profil mieszkań z oferty PRS. Raportowane przez deweloperów i operatorów wyniki sprzedaży za 2021 rok wydają się nie potwierdzać wpływu pandemii na ich działalność, ale kolejne lata mogą w tym zakresie przynieść zmianę. Z kolei Inwazja Rosji na Ukrainę pobudziła rynek najmu. Skutki wybuchu wojny dla gospodarki Ukrainy i krajów sąsiedzkich są niewymierne. W ciągu pierwszego miesiąca od ataku Rosji, z Ukrainy do Polski wyemigrowało około 2,4 mln osób. Wygenerowało to pozytywny szok popytowy na rynku najmu. Konsekwencjami tego jest spadek dostępności mieszkań na wynajem oraz silny wzrost stawek najmu. Słaba koniunktura na rynku sprzedaży i dobre perspektywy rynku najmu kreują środowisko do zwiększania zaangażowania w Polsce funduszy PRS.

W Warszawie spada sprzedaż mieszkań, a ceny dalej rosną

Podwyżki stóp procentowych, napięta sytuacja za wschodnią granicą, szalejąca inflacja… Mimo wyjątkowo trudnej sytuacji początek roku nie przyniósł załamania sprzedaży na warszawskim rynku mieszkaniowym. Na radość jest jednak z pewnością za wcześnie. Sygnałem ostrzegawczym dla deweloperów powinien być spadek sprzedaży o 9% w skali kwartału. Co więcej, marcowa sprzedaż w porównaniu ze styczniem br. spadła aż o 22%.

Niższy popyt na nieruchomości deweloperskie stał się zatem faktem. Dowodem na to jest także wydłużenie szacunkowego czasu wyprzedaży oferty (z 3,7 kwartału do 4,1). Jest on obliczany przy założeniu dotyczącym braku nowych inwestycji.

Podaż nowych „M”

Dane z platformy analitycznej BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że w I kw. 2022 r. na terenie stolicy zmalała liczba aktywnych inwestycji deweloperskich. Liczba takich projektów skurczyła się z 253 do 238, na co przede wszystkim wpłynęła sytuacja na Białołęce. W tej dzielnicy przez trzy miesiące ubyło aż 14 inwestycji. Wskutek wzrostów cen, sprzedały się tańsze lokale, na które nie było dotychczas popytu (np. z racji nietypowego rozkładu i dalekiej odległości od centrum). Wyprzedaż ostatnich  „M” pozwoliła deweloperom na zamknięcie projektów.

Co ciekawe, w porównaniu z IV kw. 2021 roku nastąpił trzyprocentowy wzrost liczby dostępnych mieszkań. Pod koniec marca bieżącego roku stołeczni deweloperzy oferowali 13 282 lokale. Na skutek kolejnego spadku sprzedaży, udało im się zwiększyć podaż w I kw. nowego roku. Należy jednak zaznaczyć, że ze względu na oczekiwany spadek popytu, dalsze i zarazem duże zwiększenie oferty nie wydaje się być korzystne dla inwestorów.

Zatem w jakich dzielnicach liczba inwestycji wzrosła? Znacząco zwiększyła się podaż na terenie Ochoty, Ursynowa, Bemowa, Włoch, Woli i Pragi-Południe. Na Ursynowie i Bemowie wielkość oferty podskoczyła o 18%, a w dzielnicy Włochy był to kwartalny wzrost aż o 56%. Z kolei na terenie Pragi-Południe w I kw. 2022 roku w porównaniu z IV kw. 2021 roku, podaż nowych „M” zwiększyła się o 48%. O ponad jedną trzecią (37%) urosła oferta deweloperów z Woli.

Bardzo duży spadek podaży zanotowaliśmy natomiast m.in. na Bielanach, Pradze-Północ, Śródmieściu, czy też Żoliborzu. Na zmniejszenie liczby inwestycji i dostępnych lokali ma przede wszystkim wpływ kurcząca się baza wolnych gruntów oraz wyprzedaż tańszych ofert. Ten drugi czynnik miał duże znaczenie w przypadku Białołęki.   Inwestycje na mapie Warszawy

Ceny w górę

Pierwszy kwartał nowego roku przyniósł kolejny wzrost średniej ofertowej ceny metra kwadratowego nowych lokali z Warszawy. Taka sytuacja była spowodowana zarówno rosnącymi kosztami budowy, jak i postępującą wyprzedażą tańszych lokali. W efekcie nastąpił wzrost średniej ceny aż o 8,3% (z 12 020 zł/mkw. do 13 020 zł/mkw.).

W porównaniu z poprzednim kwartałem koszt zakupu mkw. wymarzonego „M” najbardziej wzrósł na Ochocie – aż o 33% i na Woli (+14%). Podwyżka cen w tych dzielnicach, to m.in. skutek wprowadzenia do oferty nowych, droższych lokali. Co ciekawe, podwyżki nie ominęły także stosunkowo taniej Białołęki (+4%)

W I kw. 2022 roku najdroższe mieszkania w Warszawie znajdowały się na Śródmieściu – 27 984 zł/mkw., Ochocie – 22 856 zł/mkw., Woli – 21 174 zł/mkw. i Mokotowie – 16 498 zł/mkw.

Najtaniej było na Wawrze – 8 524 zł/mkw., Białołęce – 9 337 zł/mkw. i Rembertowie – 9 533 zł/mkw. Średnia cena mieszkań w warszawskich dzielnicach

Co dalej?

Wysoce prawdopodobny jest dalszy spadek liczby sprzedanych mieszkań deweloperskich. Zdolność kredytowa Polaków jest bowiem coraz mniejsza. To efekt kolejnych decyzji Rady Polityki Pieniężnej i nowych wytycznych KNF. Urząd Komisji Nadzoru Finansowego zaostrzył stawiane bankom warunki udzielania kredytów. Jedna ze zmian dotyczy szacunkowej zdolności kredytowej klienta. Banki muszą uwzględniać rynkowe stopy procentowe wyższe o 5 pkt proc. od tych, które obowiązują w momencie składania wniosku. Przypomnijmy, że aktualnie stopa referencyjna NBP wynosi 4,5%, a WIBOR 3M – ok. 5,5%. Co więcej, niemal pewne są kolejne podwyżki.

Na polski rynek mieszkaniowy wpływa również sytuacja za naszą wschodnią granicą i jej możliwa eskalacja. Panująca niepewność nie hamuje jednak wzrostu cen. Kupujący będą zatem szukali tańszej alternatywy dla stołecznych lokali. Na atrakcyjności zyskają i tak już oblegane podwarszawskie miejscowości.

Dane portalu RynekPierwotny.pl wskazują, że w okolicach Warszawy liczba dostępnych nieruchomości deweloperskich przez rok wzrosła z poziomu około 2 500 (kwiecień 2021 r.) do 3 200 (marzec 2022 r.). Wraz ze zwiększonym zainteresowaniem mieszkaniami i domami pod Warszawą, w górę niestety idą ceny. Na przestrzeni roku średni koszt mkw. wzrósł z 6 700 zł do około 7 900 zł.

Autor: RynekPierwotny.pl

Turystyka na Pomorzu Zachodnim w cieniu wojny w Ukrainie. „Majówka będzie pierwszym testem”

Wielkanoc rozpoczęła sezon wiosenny w zachodnipomorskim pasie nadmorskim. Turystów nie brakowało, pojawiają się rezerwacje, ale… obaw również nie brakuje. Przedsiębiorcy przyznają wprost, że najbardziej brakuje rezerwacji z Niemiec i Skandynawii. – Pomorze Zachodnie od lat budowało tożsamość całorocznego, atrakcyjnego kurortu nadmorskiego. Trudno pogodzić się z tym, że wydarzenia geopolityczne miałyby powodować, że ktoś nie przyjedzie do nas na wakacje. Musimy prowadzić szeroką kampanię informacyjną przekonującą turystów z całego świata, że wakacje w Polsce są bezpiecznym, dobrym i atrakcyjnym pomysłem – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. To ważne, bo turystyka nie może pozwolić sobie na słaby sezon. – Turystyka wciąż czuje konsekwencje dwóch chudszych lat. Trzeciego roku strat nie wytrzyma żadna firma – dodaje windykator i ekspert gospodarczy Małgorzata Marczulewska.

„Musimy krzyczeć głośno wszędzie, gdzie się da: Polska jest bezpieczna, Pomorze Zachodnie jest bezpieczne!”

Przedsiębiorcy póki co nie kreślą jeszcze czarnych scenariuszy co do sezonu wakacyjnego, ale większość spodziewa się, że kołem zamachowym zysków będzie ruch krajowy, a nie zagraniczny. Hotele w dużych miejscowościach wypoczynkowych mocno liczyły, że w tym sezonie odbiją sobie sezony strat 2020 i 2021. Póki co, trudno o jednoznacznie pozytywne lub negatywne prognozy.

– Majówka będzie pierwszym testem dla hotelarzy, gastronomików i przedsiębiorców zajmujących się turystyką. Majówka zaczyna się w piątkowy wieczór, a kończy we wtorek, więc można spodziewać się wyższego obłożenia hoteli. Odbieramy wiele sygnałów, że turyści z zagranicy patrzą na Polskę jako kraj potencjalnie zagrożony wojennie, co wstrzymuje ich z decyzją o rezerwacji hoteli na wakacje. Jako Północna Izba Gospodarcza w imieniu całej branży turystycznej domagamy się szerokiej kampanii informacyjnej, która będzie edukowała i obalała stereotypy w tej sprawie – mówi Prezes Hanna Mojsiuk. – Musimy krzyczeć głośno wszędzie, gdzie się da: Polska jest bezpieczna, Pomorze Zachodnie jest bezpieczne! Spędzicie tu doskonały urlop, serdecznie zapraszamy! – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy mają oczekiwania, że ten sezon przyniesie im wyższe zyski niż czas naznaczony pandemią. – Nie jest tajemnicą, że sektor turystyczny jest jednym z najbardziej zadłużonych. Turystyka wyjdzie z dołka jeżeli uda nam się połączyć wysoki popyt krajowy z zainteresowaniem turystów z zagranicy – dodaje Windykator Małgorzata Marczulewska.

„Rezerwacji jest coraz więcej, ale mówimy raczej o lokalizacjach krajowych. Jest wyczekiwanie”

Eksperci Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie są zgodni, że przed turystyką kolejny skomplikowany sezon. Po dwóch sezonach wakacyjnych mijających nam pod znakiem COVID-19, wszystko wskazuje na to, że najpoważniejsze obawy zogniskowane będą wokół wojny w Ukrainie oraz rosnącej inflacji. Inflacja może ograniczyć obecność polskich turystów, a sytuacja wojenna może zadecydować o tym, że Polska nie będzie częstą destynacją dla zagranicznych turystów. Póki co eksperci mówią o „umiarkowanym optymizmie”.

– Kołobrzescy hotelarze zauważają, że jest mniej rezerwacji z zachodu. Skandynawowie bardzo mocno ograniczyli swoje plany urlopowe w Polsce. Znaczna część świata dość absurdalnie uważa, że wojna w Ukrainie jest w jakiś sposób związana z Polską i to miałoby im komplikować wakacje. Musimy ten stereotyp obalać. Zanosi się na dobry sezon, ale oparty na rezerwacjach i popycie krajowym. Wiele jest osób, które już teraz rezerwują miejsca w hotelach i pensjonatach w Polsce, a jest przecież możliwość wyjazdów zagranicznych – mówi Andrzej Mielcarek, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Koszalinie. – Może się okazać, że turysta z Polski, będzie jednocześnie turystą oszczędnym. Sytuacja gospodarcza w kraju i rosnąca inflacja zdecydowanie zachęcają nas do rozważniejszych wydatków. Hotele i pensjonaty zapewne odczują mniejsze przychody, ale mniejszego obłożenia być nie powinno – dodaje Mielcarek.

Na ten moment obłożenie turystyczne w zachodniopomorskim pasie nadmorskim sięga ok. 40% w tygodniu i ok. 50-60% w weekendy. Jak dodaje dyrektor hotelu Hamilton w Świnoujściu Roman Kucierski sytuacja jest póki co bardzo niepewna. Majówka może być jednym z pierwszych testów tego, czy należy się spodziewać dobrego sezonu. – Wybuch wojny w Ukrainie pokrzyżował nam plany na dobry sezon wakacyjny. Rezerwacji jest coraz więcej, ale mówimy raczej o lokalizacjach krajowych. Jest wyczekiwanie, jak wyglądać będzie sytuacja w sezonie najwyższym. Pytań nie brakuje, czekamy aż będą się one przekładać na rezerwacje. Majówka jest wysoko obłożona, ale reszta miesiąca wygląda trochę słabo – dodaje Roman Kucierski.

CEIDG za I kw. 2022 roku: Polacy niechętnie zakładają firmy. Eksperci: Winny Polski Ład i wojna w Ukrainie

W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku do rejestru CEIDG wpłynęło o 3,5% więcej wniosków dot. założenia jednoosobowych działalności gospodarczych niż w analogicznym okresie ub.r. W tym samym czasie o ponad 2% wzrosła liczba wniosków o wznowienie działalności gospodarczej. Znawcy tematu nie są zaskoczeni tymi danymi. Zaznaczają, że są one wynikiem głównie Polskiego Ładu oraz dodatkowo wojny w Ukrainie.

Nowe firmy

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, w pierwszym kwartale br. do rejestru Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) wpłynęło blisko 74 tys. wniosków dotyczących otwarcia działalności gospodarczej (styczeń – prawie 26,6 tysięcy, luty – 20,5 tysięcy, marzec – 26,9 tys.). Natomiast w analogicznym okresie 2021 roku takich przypadków odnotowano prawie 71,4 tys. (I – ok. 23,6 tysięcy, II – 21,5 tysięcy, III – 26,3 tys.).

Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI
Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI

– Wzrost wniosków dotyczących otwarcia działalności gospodarczej jest na pewno dobrą wiadomością dla samej gospodarki. Niemniej jednak skala wzrostu nie jest zaskakująca. Niebagatelne znaczenie miało wprowadzenie tzw. Polskiego Ładu. Od początku niewielu przedsiębiorców uważało to rozwiązanie za korzystne dla nich. Spodziewali się bowiem znacznego wzrostu obciążeń podatkowych i składkowych – komentuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak stwierdza radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński, dobrze, że powstają kolejne firmy. Jednak ten wzrost jest praktycznie niezauważalny. Według eksperta, nie jest wykluczone, że pracownicy poszukiwali optymalizacji podatkowej. Dla niektórych osób przejście z umowy o pracę na samozatrudnienie mogło być bardziej korzystne. Natomiast Marek Niczyporuk zwraca uwagę na sytuację wielu polskich firm, zwłaszcza tych najmniejszych. Dla nich zatrudnianie pracowników na umowę o pracę okazało rozwiązaniem zbyt drogim. Ponadto nowi przedsiębiorcy bardzo często mogą skorzystać z ulg dla rozpoczynających działalność gospodarczą.

Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny
Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny

– Wzrost wniosków dotyczących otwarcia działalności gospodarczej w bieżącym roku świadczy o normalizacji sytuacji. Część ludzi przestała się bać zagrożeń związanych z sytuacją epidemiczną, która wyraźnie się poprawiała. Natomiast zmniejszoną liczbę wniosków w lutym br. można wytłumaczyć nie tylko wejściem w życie Polskiego Ładu, ale również rosyjską inwazją na Ukrainę, która pogorszyła sytuację gospodarczą, w tym powiązania naszego kraju z rynkami wschodnimi – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Powrót na rynek

Z danych resortu wynika również, że w ciągu trzech miesięcy br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 32 tys. wniosków o wznowienie działalności gospodarczej (styczeń – 9 tysięcy, luty – prawie 8,8 tysięcy, marzec – 14,2 tys.). To o ok. 2,2% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy było ich ponad 31,3 tys. (I – 8,6 tysięcy, II – niespełna 10,1 tysięcy, III – przeszło 12,6 tys.).

– Część firm wpadła w duże problemy z powodu pandemii. Niektórzy przedsiębiorcy zlikwidowali więc działalność. Inni ją zawiesili, minimalizując koszty. W ten sposób dali sobie czas na likwidację przedsiębiorstwa, ściągnięcie należności czy spłacenie zobowiązań. Obecnie nie należy się spodziewać dynamicznego wzrostu wznowień działalności. Część osób nie ma możliwości reaktywowania działalności z uwagi na utratę płynności finansowej – opisuje Adrian Parol.

Jak zaznacza doradca podatkowy Marek Niczyporuk, w ostatnich latach nastąpił znaczący wzrost obciążeń dla firm. Przedsiębiorcy, osiągający niewielkie marże, likwidowali lub zawieszali prowadzoną działalność. Dla nich podwyżki obciążeń podatkowych i zusowskich okazały się barierą nie do pokonania. Z kolei Łukasz Goszczyński dodaje, że do mniej sprzyjających warunków do tworzenia i prowadzenia biznesów doszła wojna w Ukrainie. Zdaniem eksperta, trudno jednoznacznie stwierdzić, jak w najbliższych miesiącach będzie wyglądała sytuacja ze wznawianiem i otwieraniem działalności. Prawdopodobnie mniej osób będzie uruchamiało nowe biznesy lub powracało z nimi na rynek.

– Uważam, iż w 2022 roku będzie więcej wniosków o otwarcie działalności gospodarczej niż w poprzednim. W 2021 roku mieliśmy do czynienia ze znaczącymi ograniczeniami związanymi z pandemią. To studziło chęć uruchomienia własnego biznesu. Obecnie sytuacja w tym zakresie wygląda już inaczej, co ułatwia decyzję o otwarciu działalności – dodaje mec. Adrian Parol.

Z kolei ekspert z Kancelarii Ars AEQUI podkreśla, że wojna w Ukrainie nie sprzyja podejmowaniu decyzji o założeniu własnej działalności gospodarczej, zwłaszcza przez osoby, które do tej pory pracowały na etacie. Kalkulując zupełnie na chłodno, mogą one dochodzić do wniosków, że mimo wszystko stały etat, nawet mniej popłatny zwyczajnie bardziej im się opłaca.

EUR/USD najniżej od 5 lat, Nasdaq Composite najniżej od roku

PGNiG potwierdziło, że gaz z Rosji dostarczany wcześniej w ramach kontraktu jamalskiego przestał we wtorek płynąć do Polski. Rosja wstrzymała również dostawy gazu do Bułgarii. Dzięki trwającej budowie gazociągu do Norwegii („Baltic Piper”) Polska powinna pod koniec bieżącego roku stać się niezależna od importu rosyjskiego gazu. Według informacji minister klimatu i środowiska polskie magazyny gazu ziemnego są napełnione w 76 proc.

Cena kontraktów na gaz ziemny w Holandii, która w okresie minionego 1,5 miesiąca spadła o 2/3 wzrosła wczoraj w reakcji na te wiadomości o nieco ponad 11 proc. Cena kontraktów na gaz na rynku w Wielkiej Brytanii, która w ciągu minionego 1,5 miesiąca spadła o 80 proc. wzrosłą wczoraj o 6,63 proc. Dzisiaj kontrakty na gaz w USA („Henry Hub”) drożały o 1,72 proc. Cena kontraktów na ropę naftową rosła dziś rano o 0,5-0,6 proc.

Po silnym wczorajszym spadku spowodowanym tą informacją złoty dziś rano USD/PLN minimalnie zwyżkował (+0,06 proc.), a EUR/PLN spadał (-0,32 proc.).

Najniżej od 5 lat był dziś kurs EUR/USD (1,06), który przełamał swe „covidowe” minima z marca 2020. Amerykański dolar notował dziś swe przynajmniej roczne maksima również w stosunku do wielu innych walut w tym brytyjskiego funta czy szwajcarskiego franka.

Kurs BTC/USD rósł dziś rano o 1,21 proc.

Reakcja polskiej giełdy na doniesienia o rosyjskich krokach była negatywna: WIG-20 tracił dziś w okolicach 9:30 1,15 proc. spadając do najniższego poziomu od 7 marca. Zyskiwały dziś rano akcje polskich kopalni węgla kamiennego (JSW +5,09 proc., Bogdanka +5,41 proc.). Wśród indeksów sektorowych najsilniej zwyżkował dziś rano WIG-Górnictwo (+1,84 proc.), zaś największą stratę – -2,8 proc. – notował WIG-Chemia (spółki chemiczne są znaczącym konsumentem gazu ziemnego). Wśród składników sWIG-u swój kolejny najwyższy poziom od 2014 roku notowały ceny akcji Bumechu.

Wczoraj w USA do najniższego poziomu od roku spadł Nasdaq Composite (-3,95 proc.). S&P 500 i DJIA na razie broniły jeszcze swych minimów z lutego i marca.

Dziś na giełdach w Azji i Oceanii rosły – o 2,5-2,7 proc. – jedynie chińskie inkdesy Shanghai Composite i Shanghai B-Share. Najniżej od 1,5 roku był dziś nowozelandzki NZX50. Najsilniej – o 2,4 proc. – spadał filipiński PSEi.

W Europie najsilniej dziś rano zwyżkował rosyjski RTS (+2,91 proc.). Tracące o 0,5-0,6 proc. niemiecki DAX i francuski CAC 40 dotarły do najniższych poziomów od 1,5 miesiąca.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych na świecie lekko rosły, ale swe nowe cykliczne maksimum ustanawiały jedynie te emitowane przez rząd Malezji.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Wyścigi konne na ekranie – czyli wirtualne sporty w 2022 roku

Wyścigi konne to jeden z najstarszych sportów na świecie. W związku z tym nie może dziwić fakt, że dyscyplina ta znalazła swoje odzwierciedlenie w zakładach cyfrowych u wielu bukmacherów. Przykłady wirtualnych sportów uwzględniają również piłkę nożną, koszykówkę, tenis, wyścigi samochodowe, czy żużel, ale to wyścigi konne wiodą prym ze względu na nowoczesną szatę graficzną i niemal idealne odwzorowanie symulacji w technologii 3D.

Czym są wirtualne wyścigi konne?

Cyfrowe wyścigi konne jako przykład wirtualnych sportów to symulacja prawdziwych wyścigów, w których rywalizują ze sobą fikcyjne konie i dżokeje na stworzonych komputerowo torach. Dwie główne cechy, które łączą wirtualne wyścigi z tymi odbywającymi się w czasie rzeczywistym to możliwość obstawiania zakładów na konie przed wyścigiem, a następnie oglądania cyfrowych zmagań.

Wirtualne sporty zyskują coraz bardziej na popularności dzięki postępowi technologicznemu oraz możliwości obstawiania zakładów przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Polscy legalni bukmacherzy od lat starają się urozmaicać ofertę na wirtualne sporty, a konkurencja sprawia, że firmy bukmacherskie często wprowadzają specjalne bonusy i promocje dla fanów tego rodzaju zakładów. Sprawdź zatem, który bukmacher bonus bez depozytu ma w swoim pakiecie powitalnym dla nowych graczy. Dzięki niemu dostajesz możliwość sprawdzenia funkcjonalności i oferty bukmachera bez angażowania własnych środków pieniężnych.

Jak działają wirtualne wyścigi konne?

Na początek warto wspomnieć, że o wynikach w wirtualnych wyścigach konnych nie decydują złożone zmienne, które mają wpływ na rezultat w tradycyjnej rywalizacji, takie jak forma konia lub dżokeja, rodzaj terenu, pogoda, układ toru czy jego długość. Zamiast tego o wyścigu decyduje udoskonalony algorytm komputerowy, który oblicza kolejność ukończenia wyścigu. Szanse wirtualnego konia to w dużej mierze jedyny czynnik, który daje wgląd w to, jak będzie się prezentował w rywalizacji. Konie z niższymi kursami mają większe szanse na wygraną, podczas gdy konie z dużymi kursami mają adekwatnie mniejsze szanse na zwycięstwo. Kursy w wirtualnych wyścigach konnych zawsze są stałe, co oznacza, że bukmacher kontroluje wystawiane zakłady i ma przewagę nad obstawiającymi.

Wirtualne a prawdziwe wyścigi konne

Jeśli chodzi o obstawianie wirtualnych wyścigów konnych, oczekiwanie na rozpoczęcie wydarzenia nigdy nie jest problemem. Rynki zakładów są otwarte 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Przeważnie wyścigi trwają maksymalnie minutę lub dwie, dzięki czemu typerzy w ciągu godziny są w stanie postawić nawet kilkanaście zakładów. Wszystko odbywa się błyskawicznie, włącznie z rozliczaniem zakładów. Możesz spodziewać się, że pieniądze trafią na Twoje konto gracza natychmiast po wyłonieniu zwycięzcy wyścigu. Nie trzeba się zatem martwić o to, aż osoby odpowiedzialne za zakłady wyłonią wygranego i przeanalizują rezultat w powtórkach. W wirtualnych wyścigach konnych wszystko odbywa się od razu.

Nie powinieneś się również przejmować, jeśli oglądanie prawdziwych wyścigów sprawia ci niesamowitą radość i lubisz spędzać wolny czas na analizowaniu zmagań sporowców oraz typowaniu zakładów. Oszałamiająca grafika cyfrowa w dzisiejszych czasach pozwala doświadczyć bardzo realistycznych wyścigów w uroczej scenerii. Przy tych wszystkich graficznych symulacjach i szybkich zakładach, niemal nie zauważysz, że stawiasz na cyfrową wersję tego sportu. Co więcej, wszystkie przykłady wirtualnych sportów, w tym cyfrowe wyścigi konne nie potrzebują wybitnej znajomości koni, aby zacząć typować. Po prostu włączasz odpowiednią kategorię na stronie bukmachera lub w aplikacji mobilnej, wybierasz konia, który Twoim zdaniem zwycięży lub uzyska dobrą lokatę, a następnie stawiasz zakład za daną kwotę.

Rodzaje zakładów w wirtualnych wyścigach konnych

Przykłady wirtualnych sportów takich jak wyścigi konne można znaleźć praktycznie u każdego legalnego bukmachera w Polsce. Nie każdy jednak ma taką samą ofertę, dlatego warto szukać tych, którzy gwarantują minimum kilka rodzajów zakładów. Warto także sprawdzać regulamin, czy jest możliwość tworzenia kuponów akumulowanych, które dają szansę na większe wygrane, ale zarazem zmniejszają szansę powodzenia. Jakie rodzaje rynków zdarzeń możesz znaleźć w serwisach bukmacherskich?

  • Zakład tradycyjny – najpopularniejszy rodzaj zakładów we wszystkich przykładach wirtualnych sportów. Jeśli wybrany przez Ciebie koń triumfuje w wyścigu, wygrywasz swój zakład,
  • Porządek – zakład, w którym należy poprawnie wskazać dwa konie, które przekroczą linię mety jako pierwsze. Ważną kwestią jest to, że kolejność nie ma w tym przypadku żadnego znaczenia. Ten rodzaj zakładów sprawdza się, jeśli mamy upatrzonych dwóch faworytów wyścigu, ale nie jesteśmy pewni, który wygra,
  • Dwójka, trójka, czwórka – w tych zakładach wskazujemy dwa, trzy lub cztery konie, które okażą się najlepsze. Jest to jeden z najtrudniejszych rodzajów zakładów, ponieważ wchodzi tutaj w grę kolejność koni.

Czy możesz czerpać zyski z wirtualnych wyścigów konnych?

Na dłuższą metę raczej nie jest to możliwe. W przeciwieństwie do tradycyjnych wyścigów konnych, w których bukmacherzy mogą popełniać i popełniają błędy w kursach, przykłady wirtualnych sportów oparte są na komputerowych algorytmach, dlatego firmy bukmacherskie mają znaczną przewagę nad użytkownikami.

Czy różne przykłady wirtualnych sportów nie są oszustwem?

Fakt, że bukmacherzy mają całkowitą kontrolę nad procesem wirtualnych wyścigów, od przyjmowania zakładów po decydowanie o wyniku rywalizacji cyfrowych koni, wzbudza w użytkownikach podejrzenie, że ten rodzaj rozrywki jest zwykłą „ściemą”. Niektórzy wierzą, że gdy wpłacą środki na konto gracza i obstawią zwycięstwo danego konia, bukmacherzy podejmą wszelkie kroki, aby to inny wirtualny koń wygrał wyścig, a w rezultacie spowodował utratę pieniędzy. Rozwiewając wszelkie wątpliwości w tej kwestii, ten rodzaj manipulacji jest mało prawdopodobny. Serwisy bukmacherskie są regulowane i kontrolowane przez zewnętrzne komisje hazardowe i mogą stracić licencję, jeśli zostaną przyłapane na podstępnych działaniach przeciwko klientom. Nie wspominając już o złej opinii publicznej, z jaką musiałyby się borykać.

Internetowy urząd skarbowy rozszerza swą działalność

4 kwietnia 2022 r. wpłynął do Sejmu rządowy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu automatyzacji załatwiania niektórych spraw przez Krajową Administrację Skarbową.

Projekt przewiduje likwidację Portalu Podatkowego i zastąpienie go e-Urzędem Skarbowym. Platforma e-Urząd Skarbowy już funkcjonuje. Na tej platformie podatnik ma dostępu do swojego wstępnie wypełnionego zeznania podatkowego (tzw. e-PIT). Zgodnie z projektem e-Urząd Skarbowy ma natomiast umożliwić załatwienie w sposób kompleksowy online spraw podatkowych, głównie dotyczących VAT, PIT i CIT.

E-Urząd Skarbowy stanie się platformą informacyjno-transakcyjną dla podatników, płatników, pełnomocników, komorników sądowych i notariuszy.

– Komunikacja za pośrednictwem e-Urzędu Skarbowego w postaci portalu internetowego lub aplikacji mobilnej będzie równoważna pod względem prawnym z wykonywaniem czynności w formie tradycyjnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Radosław Bulejak, Senior Associate, Kancelaria Ożóg Tomczykowski. – Przez platformę będą realizowane e-doręczenia.

Platforma wprowadzi automatyzację procesu wydawania zaświadczeń, bez opłaty skarbowej.

Nastąpi także automatyzacja udzielania odpowiedzi KAS na zapytania komorników i innych organów. Dodatkowo zostanie udostępniony moduł „e-Koncesje”, który pozwoli na internetową obsługę wydawania koncesji oraz zezwoleń.

Wprowadzenie jednolitego systemu do realizacji obsługi podatników przyspieszy załatwienie prostych i nieskomplikowanych spraw. E-Urząd Skarbowy stanie się zatem serwisem, na wzór funkcjonującej już Platformy Usług Elektronicznych ZUS.

– Oznacza to, że wreszcie w jednym miejscu podatnik będzie mógł załatwić większość swoich spraw, dotychczasowe funkcjonowanie dwóch systemów obok siebie, tj. Portalu Podatkowego i e-Urzędu Skarbowego, jest niecelowe komentuje R.Bulejak z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Czy w umowach deweloperskich zaczynają pojawiać się klauzule waloryzujące ceny mieszkań?

Czy szybko rosnąca inflacja i koszty budowy oraz utrudnienia w realizacji inwestycji powodujące opóźnienia sprawią, że w umowach deweloperskich pojawią się klauzule waloryzujące ceny mieszkań? Jak firmy będą bronić się przed spadkiem rentowności inwestycji? Czy deweloperzy rozważają wprowadzenie takiego rozwiązania? Sondę opracował serwis nieruchomości dompress.pl

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży Develia S.A.

Klauzule waloryzujące nie są niczym nowym. Niektóre firmy deweloperskie stosują je w swoich umowach od lat. Można się spodziewać, że przy tak dużej, ponad 10 procentowej inflacji coraz więcej deweloperów będzie sięgać po to rozwiązanie. Nie planujemy wprowadzenia takich zapisów. Cenniki dla naszych inwestycji ustalamy w taki sposób, aby uwzględniały przewidywane koszty realizacji projektów w długiej perspektywie.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Zapisy waloryzacyjne są już teraz stosowane przez niektórych deweloperów, z możliwością odstąpienia od umowy przez klienta przy zmianie ceny. To ciekawe rozwiązanie i obserwujemy, jak będzie się odnosić do niego UOKiK. Czy podobne zapisy w umowach nie zostaną uznane za klauzule abuzywne.

Jeżeli jednak możliwość stosowania takich zapisów w umowach zostanie usankcjonowana, rozważymy ich zastosowanie. Na ten moment tego nie robimy.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal S.A.

Wyzwanie stanowią inwestycje, których budowy się rozpoczynają. To w takich przedsięwzięciach widoczne jest ryzyko wzrostu kosztów materiałów czy pracy. W takich projektach mamy możliwość elastycznej polityki cenowej, gdyż sprzedaż takich mieszkań jest w toku. Inwestycje, które są już na zaawansowanym etapie budowy mają zabezpieczone koszty.

Teresa Witkowska, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Napollo Residential

Zgodnie z obowiązującym przepisami obecnie firmy deweloperskie nie mają możliwości wprowadzenia zmiany ceny po podpisaniu przez klienta umowy.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Rzeczywiście rozważamy taką możliwość, choć chcę podkreślić, że nie jest jeszcze przesądzone, że zdecydujemy się na taki zapis w umowie. Wiele będzie zależało od tego, jakie warunki realizacji nadchodzących inwestycji przedstawią nam generalni wykonawcy. Naszym priorytetem są terminy obiecane klientom i mając to na uwadze będziemy kształtować warunki związane ze sprzedażą mieszkań w naszych kolejnych inwestycjach. Należy natomiast oczekiwać, że firmy deweloperskie, które nie posiadają poduszki finansowej będą się zabezpieczać przed utratą rentowności inwestycji. Jesteśmy w komfortowej sytuacji, mając zapewnione finansowanie inwestycji. Nasze budowy realizują się terminowo, co pozwala nam bezpiecznie patrzeć w przyszłość.

Piotr Baran, prezes zarządu PCG S.A.

Ustawa deweloperska nie zakazuje wpisywania klauzul waloryzujących ceny o wskaźniki GUS, ale w praktyce Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów negatywnie ocenia stosowanie takich zapisów w umowach. Nie stosujemy tych klauzul. Owszem, w branży pojawiają się głosy o potrzebie waloryzacji cen ze względu na tempo wzrostu kosztów budowy, ale wydaje nam się, że jest to dłuższa perspektywa. Rozmowy na ten temat dopiero się zaczynają. Sądzimy, że raczej deweloperzy będą uruchamiać sprzedaż na późnym etapie budowy niż stosować waloryzację, która budzi obawy klientów i może źle wpływać na wizerunek firm i całej branży deweloperskiej.

Adam Urbański, dyrektor Sprzedaży w TDJ Estate

Oczywiście wzrost kosztów realizacji budów zmusza nas do aktualizacji cenników mieszkań oferowanych aktualnie do sprzedaży. Dzisiaj nie stosujemy jednak w zawieranych z klientami umowach deweloperskich klauzul dających możliwość waloryzacji cen mieszkań.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. rozwoju w Wawel Service

Zmienność rynku, w tym również wahania cen są nieodłącznym elementem branży nieruchomości. Zabezpieczamy się przed tym poprzez umowy z wykonawcami lub negocjacje cen. Mamy również zabezpieczony obszerny bank ziemi, co gwarantuje nam płynne inicjowanie kolejnych projektów. Na ten moment nie planujemy wprowadzać klauzul waloryzujących ceny mieszkań w naszych inwestycjach.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Choć klauzule waloryzujące ceny mieszkań, oparte na przykład na wskaźnikach GUS nie są nowym rozwiązaniem to dotąd stosowane były sporadycznie. Należy się spodziewać, że w obecnych warunkach ekonomicznych możemy się z nim stykać częściej. W obliczu galopującej inflacji, rosnących kosztów wykonawstwa i związaną z nimi możliwością opóźnień na budowach deweloperzy mogą w ten sposób zabezpieczać się przed utratą rentowności inwestycji. Trudno obecnie powiedzieć, czy będziemy wprowadzać klauzule waloryzujące ceny mieszkań, oparte np. na wskaźnikach GUS. Sytuacja na rynku nieruchomości jest dynamiczna, tak naprawdę wszystko zależy od eskalacji konfliktu w Ukrainie. Pewne jest to, że będziemy dostosowywać się do nowych wymogów prawnych.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

W tej chwili nie bierzemy pod uwagę takiego rozwiązania.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Nie wykluczone, że na rynku deweloperskim w umowach z klientami już wkrótce mogą pojawić się klauzule waloryzujące ceny mieszkań. Generalnie nikt nie chciałby wprowadzać takich rozwiązań, ale może nie być innej opcji, aby mogły powstawać nowe inwestycje. Jak dotąd nie wprowadziliśmy tego typu zapisów w naszych umowach.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Relacji z Klientem w Aria Development

Faktycznie jest taka furtka dla deweloperów, ale nie wiemy jak to będzie działać w praktyce. Będziemy starać się zachować pierwotne ceny, a w ostateczności stosować tego typu rozwiązania.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Inwestycja deweloperska trwa średnio dwa lata. Generalny wykonawca zakłada poziom cenowy, który w dzisiejszych warunkach jest trudny do oszacowania na dwa lata do przodu. Dlatego rozważamy zmiany w umowach deweloperskich lub modelu sprzedaży mieszkań, ale na razie jest zbyt wcześnie, żeby powiedzieć jak będą wyglądały.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Określone rozwiązania zawsze zależą od rozwoju sytuacji na rynku. Istotne jest to, w jakim konkretnym kształcie weszłyby w życie, a tego dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć. Dla nas kluczowe jest zawsze bezpieczeństwo kupujących.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Już od jakiegoś czasu można obserwować, że coraz więcej deweloperów decyduje się na wprowadzenie do umów deweloperskich zapisów klauzuli waloryzującej ceny mieszkań. Oparte byłaby to o wskaźniki zmiany cen produkcji budowlano-montażowej publikowane przez prezesa Głównego Urzędu Statystycznego, wskaźniki zmiany cen konstruowane na podstawie publikacji branżowych wydawanych przez WACETOB, ORGBUD, itp. oraz wskaźniki inflacji. Na podstawie postępującej inflacji oraz rosnących cen materiałów budowlanych można przypuszczać, iż coraz więcej firm deweloperskich będzie zabezpieczało się w ten sposób. Obecnie nie rozważamy jednak wprowadzenia takiego rozwiązania, ale również nie wykluczamy zupełnie takiej możliwości.

Marcin Michalec, CEO Okam

Ani dotychczasowa, ani nowa wersja umowy deweloperskiej nie wyklucza waloryzacji cen zakupu lokalu mieszkaniowego. Nie stosujemy jednak takich zapisów. Jeśli sytuacja byłaby bardzo dynamiczna, mielibyśmy do czynienia z fluktuacjami cenowymi surowców i materiałów budowlanych i ciągłym wzrostem kosztów robocizny oczywiście nie możemy wykluczyć konieczności uaktualnienia zapisów. W tej chwili jednak tego nie przewidujemy.

Użyczenie mieszkania uchodźcy jest lepsze od najmu?

Użyczenie mieszkania uchodźcy to dość częsty sposób pomocy dla sąsiadów ze wschodu. Wyjaśniamy, jak przepisy regulują użyczenie mieszkania Ukraińcom.

Już w pierwszych dniach po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę stało się jasne, że zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych uchodźców będzie trudne. Polska wciąż cechuje się bowiem dość niską liczbą lokali i domów w przeliczeniu na 1000 osób. Co więcej, rynki mieszkaniowe z dużych miast jeszcze przed początkiem wojny za wschodnią granicą wyróżniały się niezbyt dużą liczbą dostępnych ofert najmu. Szybki spadek liczby mieszkań na wynajem od końca lutego br. i problem z wolnymi mieszkaniami komunalnymi sprawia, że użyczenie mieszkania uchodźcy jest dość popularnym rozwiązaniem. Niektóre osoby obawiają się takiej formy pomocy. Postanowiliśmy zatem wyjaśnić, jaka jest różnica pomiędzy wspomnianym użyczeniem oraz najmem. W tym kontekście warto nawiązać do specjalnych przepisów, które przygotował polski rząd. Sprawiają one, że użyczenie mieszkania Ukraińcom będzie bezpieczniejsze.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Użyczenie mieszkania Ukraińcom oznacza brak opłat czynszowych, ale nie wyklucza ponoszenia części kosztów przez osoby korzystające z gościny.
  • Wspomniane użyczenie mieszkania uchodźcy powinno zostać udokumentowane pisemną umową, bo to może np. pomóc w uzyskaniu świadczenia przewidzianego przez rząd.
  • Ustawodawca wprowadził przepisy, które chronią osoby użyczające mieszkanie dla Ukraińców. Pojawiła się jednak też dodatkowa sankcja karna.

Poniżej prezentujemy więcej cennych informacji dla osób, które interesuje użyczenie mieszkania uchodźcy jako forma pomocy.

Użyczenie mieszkania uchodźcy nie wyklucza pewnych kosztów

W pierwszej kolejności, na pewno warto przedstawić ogólne zasady prawne, jakie powinno spełniać użyczenie mieszkania uchodźcy. Informacje na ten temat mogą być przydatne również dla osób, które zamierzają bezpłatnie użyczyć mieszkania np. polskim krewnym lub znajomym albo same oczekują takiej mieszkaniowej pomocy. „Przepisy kodeksu cywilnego wskazują, że pod pojęciem użyczenia rozumiemy oddanie określonej rzeczy na bezpłatne używanie przez czas określony lub nieokreślony (patrz artykuł 710 kodeksu cywilnego)” – zaznacza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Osoba, której użyczono rzecz (np. nieruchomość mieszkaniową) ponosi zwykłe koszty utrzymania danej rzeczy. Do zwykłych kosztów utrzymania rzeczy nie można zaliczyć wydatków istniejących niezależnie od stosunku wynikającego z umowy użyczenia (np. podatków, kosztów ubezpieczenia oraz innych kosztów związanych z własnością). Mówi o tym na przykład Wyrok Sądu Okręgowego Warszawa Praga z dnia 10 listopada 2017 r. o sygnaturze akt I C 326/16. „To samo orzeczenie wskazuje, że użyczającego, czyli właściciela nie obciążają koszty związane z utrzymaniem lokalu lub domu we właściwym (niepogorszonym) stanie” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Powyższe wyjaśnienia potwierdzają, że użyczenie mieszkania uchodźcy nie musi oznaczać zupełnego braku kosztów dla takiej osoby. Wymóg nieodpłatności jest związany jedynie z zerowym poziomem czynszu. Strony umowy użyczenia mogą swobodnie kształtować kwestię rozliczeń za bieżące koszty. Spisanie umowy wydaje się potrzebne – między innymi ze względu na kwestie dowodowe i możliwość skorzystania z pomocy dla osób przyjmujących uchodźców (40 zł dziennie na osobę przez kolejne 2 miesiące). „Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 15 marca 2022 r. wprawdzie nie wskazuje, że umowa użyczenia jest potrzebna do wypłaty wspomnianej pomocy, ale na wszelki wypadek warto posiadać taki dokument” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ustawa przewiduje dodatkową prawną ochronę dla właściciela

Należy też podkreślić, że bezczynszowe użyczenie mieszkania nie skutkuje automatycznym pozbawieniem lokatora ochrony zapewnianej przez przepisy. Ustawa o ochronie praw lokatorów obejmuje również osoby zasiedlające dom lub lokal na podstawie umowy użyczenia i nie przewiduje różnic w poziomie bezpieczeństwa prawnego takich osób względem najemców. „Wspomniana sytuacja tłumaczy, dlaczego ustawodawca niedawno zdecydował się na wprowadzenie specjalnych rozwiązań do ustawy z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa (Dz. U. 2022 poz. 583)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Artykuł 68 ustawy z 12 marca 2022 r. wskazuje, że użyczenie mieszkania uchodźcy z Ukrainy skutkuje wyłączeniem takiej osoby z zakresu działania ustawy o ochronie praw lokatorów. Ustawodawca równocześnie wprowadził pewną modyfikację przepisów, która chroni obywateli Ukrainy uciekających przed wojną. Mowa o zaostrzeniu odpowiedzialności karnej za działania związane między innymi z próbą zamknięcia lokatorowi dopływu mediów (patrz artykuł 191 paragraf 1a kodeksu karnego). „W czasie trwania konfliktu zbrojnego na terenie Ukrainy, minimalna kara pozbawienia wolności za takie przestępstwo wyniesie minimum rok zamiast jednego miesiąca” – ostrzega Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Kryptowaluty: podatnik musi rozliczyć się z fiskusem, nawet jeśli nie osiągnął przychodu

Podatnicy, którzy kupują i sprzedają kryptowaluty muszą pamiętać, aby do 2 maja złożyć roczne zeznanie podatkowe na formularzu PIT-38. Obowiązek ten dotyczy nie tylko osób, które w minionym roku uzyskały przychód z obrotu wirtualnym pieniądzem. Ciąży również na podatnikach, którzy tylko nabywali kryptowaluty.

Kryptowaluty a przychód

Należy pamiętać, że wymiana jednej kryptowaluty na inną nie stwarza obowiązku podatkowego, niezależnie od tego czy dokonywana jest na giełdzie czy też jednostkowo. Czyli jeżeli podatnik kupi Bitcoiny, a następnie wymieni je na inną kryptowalutę, to przychód nie powstaje. Mamy z nim do czynienia dopiero wtedy, gdy podatnik wymieni kryptowaluty na prawny środek płatniczy (czyli tradycyjne pieniądze) na giełdzie, w kantorze lub na wolnym rynku. Przychody powstają również w przypadku zapłaty walutami wirtualnymi za towary lub usługi.

Podatek od przychodów związanych z kryptowalutami wynosi 19%. Zeznanie PIT-38 można złożyć w wersji elektronicznej lub papierowej, w urzędzie skarbowym właściwym ze względu na miejsce zamieszkania.

Co z kosztami uzyskania przychodów?

Kosztami uzyskania przychodów ze sprzedaży kryptowalut są udokumentowane wydatki, które podatnik poniósł na nabycie wirtualnej waluty oraz koszty związane z ich zbyciem, np. zapłatę dla pośredników w sprzedaży. Część osób pozyskuje kryptowaluty w efekcie ich tzw. kopania. Co ważne, w takim przypadku za koszt uzyskania przychodów nie można uznać zakupu przeznaczonego do tego sprzętu elektronicznego czy kosztów zużycia energii. Kosztem nie są też wydatki związane z wymianą jednej waluty wirtualnej na inną.

Obowiązki mimo braku przychodów

PIT-38 z kryptowalut należy składać nawet gdy podatnik nie uzyskał żadnych przychodów i ponosił jedynie wydatki na zakup kryptowaluty. W kolejnych latach taka osoba będzie mogła potrącić te koszty od podatku, jeśli sprzeda wirtualne pieniądze. W przypadku gdy w danym roku podatnik sprzedawał i kupował kryptowaluty, a kwota kupna przewyższyła przychody ze sprzedaży, różnica przechodzi na kolejne lata – ale należy się z niej rozliczyć.

Co powinni zrobić podatnicy, którzy w poprzednich latach, np. 2019-2020, nabyli kryptowaluty, ale nie złożyli odpowiedniego zeznania? Polecałbym cofnąć się do tych rozliczeń i złożyć za nie właściwe zeznania. Dlaczego to jest ważne? Jeżeli podatnik nabył kryptowaluty w roku 2019, a spieniężył w 2021, czyli wymienił je na prawny środek płatniczy, to w zeznaniu powinien ująć też wcześniejsze koszty nabycia. Pozwoli mu to obniżyć podstawę opodatkowania.

W zeznaniach za wcześniejsze lata należałoby więc wykazać koszty zakupu kryptowalut oraz złożyć czynny żal – czyli przyznać się do niedopełnienia obowiązku podatkowego z jednoczesnym zrealizowaniem go. Będzie to najlepszy sposób na uniknięcie kary za niezłożenie zeznania w terminie.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt