Prognoza Ekonomiczna ZPP 2021/2022

Spowolnienie gospodarcze w 2020 roku w Polsce okazało się łagodniejsze niż to na poziomie średniej unijnej. PKB Polski w 2020 roku spadło o zaledwie o 2,8%, podczas gdy PKB strefy euro skurczyło się o 6.6%.

Polska gospodarka weszła w pandemię COVID-19 w relatywnie dobrej pozycji w porównaniu do innych gospodarek. Najważniejszym czynnikiem, dzięki któremu recesja w Polsce w 2020 roku była łagodniejsza był niski udział sektorów czasowo włączonych z działalności jako skutek przeciw pandemicznych restrykcji w wytwarzaniu wartości dodanej w PKB oraz struktura eksportu stanowiąca w większości dobra konsumpcyjne i relatywnie łagodne przejście kryzysu przez naszego głównego partnera handlowego jaki są Niemcy.

Dynamicznie zmieniająca się sytuacja makroekonomiczna bezpośrednio oddziałuje na kondycję sektora przedsiębiorstw. Celem dokładniejszego zrozumienia procesów zachodzących w otoczeniu przedsiębiorstw ZPP postanawia publikować swoją własną prognozę ekonomiczną na dwa kolejna lata.

Prognoza została opracowana na bazie autorskiego modelu ekonometrycznego (opis metodologii znajduje się w dokumencie) i obejmuje kluczowe wskaźniki makroekonomiczne, tj. stopę bezrobocia, stopę inflacji, stopę wzrostu PKB oraz stopę inwestycji (w relacji do PKB). Odczyt bieżącej prognozy prezentuje się następująco.

Bezrobocie
2021: 6,1%
2022: 5,9%

Inflacja
2021: 4,0%
2022: 3,1%

Wzrost PKB
2021: 4,0%
2022: 5,1%

Stopa inwestycji (jako % PKB)
2021: 16%
2022: 17,2%

Na podstawie wyników prognozy na lata 2021-2022 można wskazać na trzy czynniki, które w największym stopniu będą wpływać na kondycję przedsiębiorstw w tym czasie: silne załamanie inwestycji przedsiębiorstw w okresie kryzysu i przyszłe oddziaływanie pokryzysowych pakietów proinwestycyjnych kierowanych do konkretnych branż, presja płacową jako efekt wysokiej inflacji,  niedopasowania struktury podaży do popytu na zmieniającym się rynku pracy i niskiej stopy bezrobocia, niejednorodna inflacja silniej uderzająca w sektory przemysłowe i te które nie mogą swobodnie kształtować cen sprzedaży swoich produktów i usług lub łatwo renegocjować umów.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Inauguracja Warsaw Health Innovation Hub

Podczas dzisiejszej uroczystości w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów został zainaugurowany wspólny projekt Agencji Badań Medycznych i globalnych firm pn. Warsaw Health Innovation Hub. To pierwsza tego typu inicjatywa w Europie Centralnej, która będzie łączyła współpracę sektora publicznego z biznesem w celu tworzenia innowacyjnych rozwiązań medycznych, technologicznych i prawnych, na rzecz poprawy zdrowia pacjentów oraz zwiększenia wydajności polskiego systemu ochrony zdrowia.

Na zaproszenie Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego i p.o. Prezesa Agencji Badań Medycznych dr. hab. Radosława Sierpińskiego w spotkaniu uczestniczyli czołowi przedstawiciele czterech pierwszych firm, które przystąpią do projektu: Iskra Reic (AstraZeneca), dr Mark Loughran (Microsoft), Markus Sieger (Polpharma), Irma Veberič (Roche) oraz Jan-Philipp Beck (EIT Health).

Podczas spotkania w KPRM zainaugurowano Warsaw Health Innovation Hub, a przedstawiciele firm podpisali porozumienie o współpracy. Spotkanie było okazją do omówienia najważniejszych kwestii, wspólnych oczekiwań i zadań na najbliższy czas.

– To ogromne wydarzenie na skalę Europy. Udało nam się zainteresować współpracą sektor biznesowy, na tyle, by zechcieli wspierać polska naukę, start-up’y i innowacje, i tym samym  podnosić jakość terapii i rozwiązań na rzecz polskich pacjentów. Bardzo dziękuję wszystkim za zaangażowanie się w powstanie tego projektu i za wspólną chęć realizacji zadań jakie przed nami stoją. To dopiero początek naszej aktywności – powiedział dr hab. Radosław Sierpiński, p.o. prezes ABM.

Unikalna koncepcja WHIH stwarzać będzie warunki pozwalające na szybkie przekształcanie pomysłów w produkty, procesy i usługi, uwzględniające interesy rozwojowe polskiego sektora biomedycznego i konieczność niezależności Polski w zakresie bezpieczeństwa lekowego i produktów medycznych. To także możliwość inwestycji w polskie technologie i najlepsze zespoły badawcze z kraju.

– Dziękuję prezesowi Sierpińskiemu za utworzenie tej bardzo ciekawej inicjatywy, jaką jest projekt Warsaw Health Innovation Hub, którą wspiera polski rząd. Naszą odpowiedzialnością jest budowanie strategicznych partnerstw w obszarze zdrowia w sektorze publicznym i prywatnym. To lekcja, którą wyciągamy z pandemii. WHIH to pierwsza tego typu platforma nie tylko w Polsce, ale także w Europie Centralnej. Potencjał naszych badaczy i firm, a także doświadczenie globalnego sektora bio-tech pozwoli na dostarczenie korzyści polskim pacjentom. Wspierając takie inicjatywy chcemy kreować dobre warunki do rozwoju systemu ochrony zdrowia w naszym kraju. W Polsce mamy coraz więcej startupów i projektów naukowych. To potencjał, który nie może zostać zmarnowany – powiedział premier Mateusz Morawiecki.

– Żadna dziedzina nie rozwija się tak dynamicznie, jak medycyna. Pojawiają się nowe możliwości leczenia, nowe cząsteczki, wyroby medyczne, badania diagnostyczne, które sprawiają, że możemy lepiej i skuteczniej leczyć pacjentów. Wierzymy, że współpraca z sektorem biznesowym w ramach WHIH przyśpieszy implementację wielu rozwiązań w sektorze ochrony zdrowia w Polsce, a potencjał naszych badaczy, młodych start-upów zostanie dostrzeżony i odpowiednio wdrożony z korzyścią dla pacjentów – podkreślił  dr Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Elementem wspierającym koncepcję WHIH będą własne programy tworzone i finansowane przez partnerów biznesowych nakierowanych na powstawanie innowacji medycznych i technologicznych służących rozwojowi polskiego sektora biomedycznego i pragmatycznego wykorzystania innowacji na potrzeby podnoszenia standardów świadczonych usług zdrowotnych.

Operatorerm partnerów strategicznych, który będzie odpowiedzialny za platformę współpracy między firmami jest EIT Health.

– Warsaw Health Innovation Hub jest przykładem na to, jak dzięki formule open innovation możemy odpowiedzieć na kluczowe wyzwania zdrowotne, wspólne dla całej Europy, zwłaszcza w okresie po pandemii. Do tej pory organizacja EIT Health razem z ponad 150 partnerami wdrożyła 118 innowacyjnych projektów. Dlatego też widzimy dużą wartość w przedsięwzięciach, gdzie biznes ramię w ramię z rządem pracuje na rzecz wzmocnienia systemu ochrony zdrowia. W ramach WHIH, EIT Health wesprze partnerów strategicznych w koordynacji projektów pilotażowych, w bliskiej współpracy z Agencją Badań Medycznych i instytucjami rządowymi – mówi Jan-Philipp Beck, CEO EIT Health.

Partnerzy prywatni w ramach tworzonych przez siebie funduszy grantowych będą finansować tworzenie przez polskich naukowców i badaczy innowacyjnych i przełomowych rozwiązań  medycznych i technologicznych w najważniejszych obszarach z punktu widzenia polskiego systemu ochrony zdrowia oraz interesów pacjentów.

– AstraZeneca ma zaszczyt być strategicznym partnerem założycielskim i uczestniczyć w inauguracji Warsaw Health Innovation Hub, który niewątpliwie przyczyni się do zapewnienia najwyższej możliwej jakości usług opieki zdrowotnej. Ta inicjatywa stanowi nowy rozdział w sferze współpracy sektora publicznego z biznesem w opiece zdrowotnej w Polsce, a także ustanowi pionierski przykład dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Uruchomienie WHIH jest ważnym kamieniem milowym w zbiorowych wysiłkach AstraZeneca w celu stworzenia Partnerstwa na rzecz Zrównoważenia i Odporności Systemu Opieki Zdrowotnej (tzw. PHSSR), aby poprawić zdrowie wśród populacji na świecie, zarówno w związku z pandemią COVID -19, ale również po jej ustaniu. Bardzo się cieszę, że Polska znalazła się wśród pierwszych ośmiu krajów, które brały udział w tej międzynarodowej współpracy. AstraZeneca aktywnie włączy się w zainicjowane przez Hub projekty na rzecz wspierania dostępu do innowacji dla pacjentów oraz do budowy zrównoważonych i odpornych systemów opieki zdrowotnej w Polsce oraz w innych państwach – mówi Iskra Reic, Executive Vice-President Europe & Canada w AstraZeneca.

 

– Polpharma ze swoim ponad 85-letnim doświadczeniem w budowaniu udanej współpracy biznesowej jest gotowa dzielić się know-how i wspierać inicjatywy integrujące wiedzę naukową z biznesem i instytucjami publicznymi. Jako lider krajowego przemysłu, możemy skutecznie wspierać potrzeby polskich pacjentów, budując wartość dodaną dla systemu ochrony zdrowia, szczególnie w aspekcie zwiększenia bezpieczeństwa lekowego i realizacji celów zgodnie ze Strategią Farmaceutyczną dla Europy. Nasza wizja i strategia budowania efektywnego systemu opieki zdrowotnej obejmuje: profilaktykę, koncentrację na potrzebach pacjenta i współpracę, dotyczącą całego łańcucha wartości: od prewencji do skutecznego leczenia. Cieszę się, że będziemy współtworzyć tę inicjatywę – Markus Sieger, Prezes Zarządu Polpharma.

Działania w ramach WHIH będą dotyczyć trzech obszarów strategicznych: innowacji farmaceutycznych, w tym technologii medycznych, innowacji w zakresie wyrobów medycznych, rozwiązań cyfrowych w zdrowiu. Utworzony projekt będzie szansą na współpracę polskich naukowców i badaczy z globalnym firmami w zakresie biotechnologii i innowacji. Dalszy rozwój Hubu zmierzać będzie w kierunku utworzenia Polskiej Doliny Medycznej na wzór europejskich rozwiązań.

– Powołanie Warsaw Healthcare Innovation Hub to zupełnie nowe podejście do rozwoju opieki zdrowotnej w Polsce. Jest to połączenie technologii i ludzkiej pomysłowości, którego rezultatem będą innowacje służące nam wszystkim. Aspiracją Microsoft jest wspieranie rozwoju Polskiej Doliny Cyfrowej, a cyfrowa transformacja sektora, będąc jednym z jej kluczowych filarów, przyniesie korzyści nie tylko wybranym, ale wszystkim uczestnikom systemu ochrony zdrowia w kraju – wyjaśnia dr Mark Loughran, dyrektor generalny Microsoft w Polsce.

-Roche Polska w ciągu ostatnich 6 lat zainwestował w Polsce blisko 4 mld zł. Co roku zwiększamy skalę inwestycji, które w 2020 r. osiągnęły ponad 1 mld zł. Stale zwiększamy również liczbę badań klinicznych w Polsce, tylko w 2019 r. prawie 1100 pacjentów zyskało dostęp do najnowocześniejszych terapii. Wraz z Centrum Onkologii w Warszawie otworzyliśmy pierwszy w Polsce ośrodek badań wczesnych faz. To elementy ekosystemu, który staramy się współtworzyć, aby dać impuls do dalszego dynamicznego wzrost działalności innowacyjnej prowadzonej w Polsce. Wierzymy, że Warsaw Health Innovation Hub będzie kolejnym ważnym elementem, promującym najbardziej innowacyjne aktywności i proinnowacyjne zmiany w systemie ochrony zdrowia, a finalnie wpłynie na poprawę jakości życia polskich pacjentów mówi – Irma Veberič, General Manager Roche Polska.

Kolejnym krokiem w rozwoju WHIH będzie pierwsze spotkanie Rady WHIH, którą powołuję Prezes ABM. Rada WHIH ma charakter opiniodawczo-doradczy, spotyka się na regularnych posiedzeniach i ustala najważniejsze kwestie dotyczące funkcjonowania WHIH. Na pierwszym posiedzeniu Rady zostaną opracowane i przyjęte priorytety w ramach których będą realizowane projekty przygotowywane przez Partnerów Strategicznych WHIH.

Posiedzenie RPP osłabiło złotego i oddaliło perspektywę wzrostu stóp procentowych

Wczoraj NBP dzisiaj EBC są głównymi sprawcami zamieszania na parach złotowych. Wczorajsze posiedzenie RPP tylko osłabiło złotego i oddaliło perspektywę wzrostu stóp procentowych.

RPP chce przeczekać inflację

Analitycy byli zgodni w swoich oczekiwaniach, że na wczorajszym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej nie dojdzie do zmian stóp procentowych. Spodziewali się jednak istotnych zmian w nastawieniu w prezentowanym komunikacie. Nadzieje te jednak okazały błędne. Nie tylko nie doszło do zmiany stóp procentowych, ale również utrzymano bardzo łagodny komunikat sugerujący, że do podwyżek stóp procentowych w najbliższym czasie nie dojdzie. Reakcja rynków była prosta do przewidzenia. Skoro od rana inwestorzy podkupywali euro, licząc na bardziej treściwy komunikat, to po decyzji sytuacja się odwróciła. Tuż po publikacji złoty osłabił się względem euro i innych głównych walut o około 2 grosze.

Kolejne posiedzenie banku centralnego

O ile posiedzenie RPP było istotne dla złotego, dzisiejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego może okazać się ważne dla całego rynku. Analitycy nie są zgodni, czego można oczekiwać po dzisiejszym posiedzeniu. Zmiana stóp procentowych wydaje się niemal niemożliwa w najbliższym czasie. Możliwe natomiast są zmiany w programach skupu aktywów, a to może mieć istotny wpływ na notowania walut. Nie bez znaczenia jest też komunikat banku, będący swoistą prognozą gospodarczą dla strefy euro. Nawet jeżeli bank nie namiesza na rynku, to zawsze można liczyć na publikowane 3 kwadranse później dane z USA, w szczególności inflację.

Inflacja w Czechach w dół

W maju inflacja u naszego południowego sąsiada spadła z 3,1% w kwietniu do 2,9%. Jest to o tyle istotny odczyt, że oczekiwano wzrostu do 3,2%. Jest to też dość duża niespodzianka, patrząc na to, jak zmiany poziomu cen kształtują się w innych państwach tego regionu. Ciężko uznać, że to zaleta wyższych stóp procentowych niż w Polsce. Są one owszem wyższe, ale różnica 0,15% nie powinna być istotna. Korona czeska straciła w odpowiedzi na te dane, bo prognoza wzrostu stóp procentowych się oddala wraz ze spadkiem inflacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:45 – strefa euro – decyzja EBC,
14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zrównoważony rozwój w sektorze cyfrowym i nowych technologii tematem konferencji Cyfrowej Polski

Jakie prawa ma każdy konsument w związku z naprawą zepsutego sprzętu elektronicznego? Czy producenci specjalnie postarzają nasze urządzenia? I na czym tak naprawdę polega globalna strategia na rzecz gospodarki opartej na ponownym użyciu? M.in. na te pytania odpowiedzą eksperci 15 czerwca podczas konferencji online „#Cyfryzujemy Polskę: Środowisko, Biznes, Konsument” pod honorowym patronatem Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii.

Zrównoważony rozwój w sektorze cyfrowym i nowych technologii tematem konferencji Cyfrowej PolskiWydarzenie organizowane jest przez Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje sektor cyfrowych i nowych technologii. Wezmą w nim udział m.in. Minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii Olga Semeniuk oraz prezes Urzędu Zamówień Publicznych Hubert Nowak. ­– To będzie dobra okazja, by porozmawiać o Gospodarce o Obiegu Zamkniętym, roli nowoczesnych technologii dla zrównoważonego rozwoju oraz tego, jak wspierać innowacje i cyfrowe rozwiązania, które mogą odegrać kluczową rolę dla klimatu – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik.

Podczas konferencji przewidziane są również dwie debaty, w których wezmą udział m.in. eurodeputowani i posłowie, eksperci oraz przedstawiciele branży. Podczas pierwszej dyskusji „Biznes i konsumenci a zrównoważony rozwój” poruszone zostaną takie kwestie, jak: prawa konsumentów i walka z planowym postarzaniem produktów, ułatwienie korzystania z napraw oraz globalna strategia na rzecz gospodarki opartej na ponownym użyciu. Druga – „Administracja i biznes a zrównoważony rozwój” – to rozmowa m.in. o strategii cyfrowej na rzecz zrównoważonego rynku, zmiany w podejściu organów publicznych do kwestii środowiskowych oraz o odpowiedzialnym marketingu reklamie.

Patronat honorowy nad wydarzeniem sprawuje Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, a patronat instytucjonalny przyjęła Federacja Konsumentów. Partnerami wydarzenia są: firma Canon Polska oraz ElektroEko – Organizacja Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego S.A.

Pełną agendę konferencji można poznać na stronie: www.konferencja.cyfrowapolska.org

Gorący maj…

Rosnące ceny złota, załamanie giełdy kryptowalut, słabość dolara amerykańskiego oraz narastająca presja inflacyjna to jedynie niektóre ze składowych wydarzeń na rynku finansowym w maju br. Pomimo wygasającej pandemii jej skutki nadal można zaobserwować na notowaniach niektórych giełd. Co najbardziej zaskoczyło inwestorów w minionym miesiącu? Czy największa burza już za nami?

Złota hossa

W maju br. złoto ponownie mocniej błysnęło blaskiem. Na przestrzeni całego miesiąca kruszec korzystał ze sprzyjającego mu środowiska kapitałowego. „Król metali” w analizowanym miesiącu odnotował największy miesięczny wzrost od lipca ubiegłego roku. Wpływ na to miały m.in. rosnące rentowności amerykańskich Treasuries i mocniejszy dolar. Istotnego znaczenia nabrała również nasilająca się presja inflacyjna. Świadczą o tym chociażby ostatnie dane zza oceanu, zgodnie z którymi inflacja w USA wzrosła do najwyższego poziomu od 2008 roku. Nie można również zapomnieć o stanowisku Rezerwy Federalnej, która po raz kolejny zbagatelizowała rosnące ceny. Jedynym, na co „porwał” się bank centralny, była wzmianka o „planowanym rozpoczęciu rozmów” na temat zmniejszenia skali QE (zwiększania podaży pieniądza w obiegu). Takie stanowisko Rezerwy Federalnej miało krótkofalowy wpływ na dolara, którego indeks delikatnie się odbił, po czym ponownie osłabł.

W ostatnim czasie zarówno temat złota, jak i kryptowalut znacząco zyskał na popularności. Nie ma w tym nic dziwnego biorąc pod uwagę czasy, w których przyszło nam żyć. Z czysto ekonomicznego punktu widzenia, decyzje rządów i banków centralnych w zakresie polityki monetarno-fiskalnej (w tym, chociażby gigantyczny dodruk pieniądza czy ultra-niskie stopy procentowe) w dużej mierze zaważyły na nastrojach inwestorów, którzy poczynili zasadnicze zmiany w udziale poszczególnych klas aktywów w portfelach inwestycyjnych ­– wskazuje Aleksandra Olbryś, Analityk ds. Rynku Złota, Tavex.

Cena złota na początku maja br. wynosiła ponad 6840 zł. Pod koniec osiągnęła swoją najwyższą wartość przekraczającą 7000 zł, aby finalne zatrzymać się na ponad 6900 zł.

Jeśli chodzi o perspektywy dla cen złota, coraz bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym trend wzrostowy będzie kontynuowany. Dodatkowe wsparcie kruszec otrzymuje ze strony pogarszającej się sytuacji pandemicznej w Indiach, która motywuje inwestorów z regionu do wybierania aktywów uchodzących za bezpieczną przystań, a przypomnijmy, że obok Chin, Indie są jednym z kluczowych „graczy” na rynku złota.

Sytuacja na rynku metali szlachetnych jest bardzo dynamiczna. Złoto od roku nieustannie zyskuje na popularności. Widzimy to na podstawie naszych danych sprzedażowych Grupy Tavex. Ilość sprzedanych uncji w maju br. wyniosła: 22 630 oz, co w przeliczeniu daje 160 mln zł. Dane są o tyle imponujące porównując je z ilością sprzedanych uncji w analogicznym czasie rok temu. Wówczas wyniosła ona 10 500 oz. Jak widać jest to ponad 115% wzrost mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Nie tylko złote zamieszanie

W analizowanym okresie nie można pominąć zawirowań, które swoim zasięgiem objęły rynek kryptowalut. Jest to o tyle istotna kwestia, że ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem „walki o uwagę inwestora”, która rozegrała się pomiędzy złotem a najpopularniejszą kryptowalutą – Bitcoinem.

Szerokim echem (i spadkami na rynkach do poziomu nieco ponad 138 000 PLN) odbił się wydany w maju br. zakaz w Chinach dla instytucji finansowych w oferowaniu usług związanych z Bitcoinem. W zamieszaniu, które można było wówczas obserwować, dużą rolę odegrał Elon Musk. Na początku roku, po informacji o inwestycji 1,5 mld USD w Bitcoina przez Teslę, kurs kryptowaluty wzrósł momentalnie o 10% pokonując kolejne historyczne maksima, czyli wówczas 160 tys. zł. Odwrotna sytuacja miała miejsce w ubiegłym miesiącu br., kiedy Tesla ogłosiła, że ze względów ekologicznych nie będzie akceptować płatności tym środkiem. Spowodowało to ogromne straty wielu inwestorów.

Warto spojrzeć co w minionym miesiącu działo się na parkietach warszawskiej giełdy. W maju można było zaobserwować znaczący wzrost obrotów – zwiększyły się one aż o połowę. Według oficjalnego komunikatu o obrotach na rynkach Grupy GPW w maju 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 32,5 mld zł, czyli o 49,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Najważniejszy dzień tygodnia

Rynki finansowe odliczają czas do godziny 14:30. Będziemy wówczas mieć kumulację wydarzeń makroekonomicznych. Z twardych danych poznamy inflację zza oceanu. Dodatkowym paliwem zmienności będzie konferencja prasowa Pani prezes EBC Christine Lagarde.

Zdecydowanie większy wpływ na rynek walutowy, giełdowy oraz surowcowy będzie mieć odczyt danych z USA, który pokaże jak silna była presja inflacyjna w maju. Rynek oczekuje wzrostu wskaźnika CPI do poziomu 4,7 proc. Zakładam, że taki odczyt na chwilę może umocnić dolara. Silniejsza aprecjacja amerykańskiej waluty będzie miała miejsce wówczas, kiedy zobaczylibyśmy liczbę oscylująca wokół 5 proc. Wyższa inflacja to nie tylko silniejszy dolar (przynajmniej w krótkim okresie) ale również spadki na giełdach. To będzie idealny pretekst przynajmniej do korekty na SP500, który od kilku dni znajduje się bardzo wysoko. Indeks testuje historyczne szczyty, jednak nie jest w stanie wyjść powyżej 4235 pkt. Tendencja spadkowa na giełdach oraz umacnianie dolara może wówczas potrwać przynajmniej do najbliższego posiedzenia FOMC, które odbędzie się w przyszłym tygodniu w dniach 15-16 czerwca. Wówczas rynek będzie oczekiwał komentarza szefa Fed-u Jeromego Powella do dzisiejszych danych. Cały czas pamiętajmy, że ostatni raport NFP mimo wszystko rozczarował i to może hamować Rezerwę Federalną do wcześniejszych działań.

Wiele banków centralnych rozważa ograniczenie ekspansywnej polityki monetarnej (Kanada, Węgry, Czechy). Gospodarki ponownie się otwierają a ożywienie przebiega w dynamicznym tempie. EBC prawdopodobnie jednak nie zmieni w żaden sposób parametrów własnej polityki monetarnej. Uważam, że instytucja zasygnalizuje dziś o dalszych znaczących zakupach. Chodzi głównie o program PEPP, który został rozszerzony od marca (18,5 mld EUR). Wielkość jego prawdopodobnie zostanie utrzymana na kolejny kwartał. EBC nie ma noża na gardle w postaci wysokiej presji inflacyjnej. Co prawda pojawiają się komentarze członków EBC o niepożądanych skutkach ubocznych zbyt ekspansywnych działań, jednak „gołębie w Radzie Prezesów EBC mają przewagę liczebną. Cały czas jednak dominuje przekonanie, że opóźnione wyjście z PEPP jest mniejszym ryzykiem dla gospodarki, niż jego przedwczesne zakończenie. Dodatkowo wskazywana jest duża niepewność projekcji dla gospodarki oraz inflacji. Euro nie powinno umocnić się po dzisiejszej decyzji EBC.

Narodowy Bank Polski zachowuje się w zupełnie inny sposób niż bank centralny Węgier. Po wyższym odczycie CPI dla Polski (4,8 proc. r/r) rozpoczęły się spekulacje na rynku dotyczące wcześniejszej normalizacji polityki pieniężnej. Nic takiego nie miało miejsca wczoraj. W komunikacie nie znalazło się nic co miałoby znamiona zakończenia ekspansywnej polityki monetarnej. RPP podkreśla wpływ rozwoju epidemii na tempo ożywienia gospodarczego, jednocześnie wskazując, że w ostatnim czasie uległo ono poprawie. Zdaniem Rady dane wskazują na dalszą poprawę koniunktury, przy utrzymującym się zróżnicowaniu między sektorami. W kwestii inflacji RPP podkreśla, że jest ona kształtowana jest przez jednorazowe czynniki zewnętrzne. Jednocześnie w przyszłym roku, po wygaśnięciu czynników przejściowo podwyższających dynamikę cen, oczekiwane jest obniżenie się inflacji.- czytamy w komunikacie. Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 0,1 proc. Złoty po komunikacie  osłabił się. Dziś USD/PLN kwotowany jest po 3,68 a EUR/PLN 4,4760.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz TMS Brokers

Wydane przeciw spółce postanowienie o rygorze natychmiastowej wykonalności upadło, bo wydał je niewłaściwy organ

Po 4 latach od zamknięcia rozliczeń podatkowych spółki skarbówka wydała decyzję, w której pozbawiła przedsiębiorcę ponad 124 tys. zł zwrotu VAT. Znacznie szybciej, bo zaledwie 3 miesiące później, wydała postanowienie o nadaniu rygoru natychmiastowej wykonalności przedmiotowej decyzji, m.in. z obawy przed ewentualną niemożnością ściągnięcia tych środków na pokrycie zobowiązań podatkowych później. Tyle że, jak się okazało, organ, który to zrobił, nie był do tego w ogóle uprawniony.

Odmowa zwrotu VAT na kwotę ponad 124 tys. zł

W toku kontroli prowadzonej wobec jednej ze spółek specjalizującej się w działalności związanej z doradztwem w zakresie informatyki co do prawidłowości jej rozliczeń w VAT za grudzień 2015 r., Naczelnik Śląskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Katowicach stwierdził w lutym 2020 r. nieprawidłowości skutkujące określeniem mniejszej o ponad 124 tys. zł kwoty zwrotu VAT na rachunek tego przedsiębiorstwa.

Rygor natychmiastowej wykonalności w celu zabezpieczenia zobowiązania podatkowego

Postanowieniem z maja 2020 r. Naczelnik Drugiego Urzędu Skarbowego w Bielsku-Białej nadał rygor natychmiastowej wykonalności ww. decyzji, uznając, że w sprawie zaistniały przesłanki, o których mowa w art. 239b § 1 pkt 2 Ordynacji podatkowej, a więc ustalono, że strona nie posiada majątku o wartości odpowiadającej wysokości zaległości podatkowej wraz z odsetkami za zwłokę, na którym można byłoby ustanowić hipotekę przymusową lub zastaw skarbowy, które korzystałyby z pierwszeństwa zaspokojenia, a jednocześnie występuje obawa, że zaległość ta nie zostanie wykonana ze względu na sytuację finansową spółki.

Zażalenie na postanowienie organu

W czerwcu 2020 r. reprezentujący przedsiębiorcę radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec wniósł w imieniu spółki zażalenie na ww. postanowienie o nadaniu rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji o niezwracaniu spółce kwoty ponad 120 tys. zł. Zarzucił organowi, że ten nie tylko nie udowodnił ani nie uprawdopodobnił, że zobowiązanie podatkowe nie zostanie wykonane, ale i że samo nadanie rygoru natychmiastowej wykonalności kłóci się z pouczeniami przytoczonymi w decyzji Naczelnika ŚUCS w Katowicach, które to informowały spółkę o nieostatecznym charakterze tych ustaleń i możliwości wniesienia odwołania. W obliczu tych pouczeń przedsiębiorca miał prawo pozostawać w przekonaniu, że wnosząc odwołanie, uzyska – co najmniej do czasu jego rozpoznania – ochronę przed egzekwowaniem objętych zobowiązaniem podatkowym kwot oraz przygotować się na to. Pełnomocnik spółki wniósł o uchylenie skarżonego postanowienia.

Organy zobowiązane są przestrzegać swej właściwości z urzędu

Rozpoznający tak wniesione zażalenie Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Katowicach przychylił się do jego żądań i uchylił ww. postanowienie z powodu… niewłaściwości organu, który je wydał. Organ wyższego szczebla tej samej administracji nie musiał nawet rozstrzygać o zasadności podniesionych zarzutów. Przytoczył bowiem przepis art. 15 § 1 Ordynacji podatkowej, który wyraźnie stanowi, że organy podatkowe przestrzegają z urzędu swojej właściwości rzeczowej i miejscowej.

Dyrektor przypomniał, że kontrolę w spółce co do rzetelności jej rozliczeń w podatku od towarów i usług za grudzień 2015 r. wszczęto na podstawie postanowienia z 6 grudnia 2016 r. wydanego przez Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Katowicach. Wówczas (w okresie od 9 grudnia 2015 r. do 23 lutego 2020 r.) właściwym miejscowo dla skarżącej spółki był Naczelnik Drugiego Urzędu Skarbowego w Bielsku-Białej. W dniu 24 lutego 2020 r. spółka zmieniła adres i z tym też dniem właściwym miejscowo stał się dla niej Naczelnik Pierwszego UKS w Bielsku-Białej. Odtąd to on, a nie Naczelnik Drugiego UKS, był właściwy miejscowo do wydania postanowienia o nadaniu decyzji rygoru natychmiastowej wykonalności.

Fiskus pociąga przedsiębiorców do odpowiedzialności za nieznajomość prawa, to niech i on sam ją ponosi

Być może dla niezainteresowanego czytelnika powód uchylenia skarżonego postanowienia może wydawać się błahy. Wszak chodziło o dwa urzędy skarbowe z tego samego miasta. Ale nie dla przedsiębiorcy na co dzień stającego przed wyzwaniem dokonywania rozliczeń przed tymi urzędami, pod groźbą odebrania wynoszących kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy zł zwrotu VAT. Po pierwsze pokazuje to, jak wielkim ignorantem w sprawach rozliczeń podatkowych przedsiębiorców potrafi być fiskus, skoro nie jest w stanie nawet ustalić swojej właściwości. Po drugie te niejasne przepisy przedsiębiorcy muszą znać na wylot, bez taryfy ulgowej. W innym wypadku narażą się na sankcje, tak doniosłe, jak chociażby w tej sprawie, skutkujące wszczęciem kontroli i utratą majątku.

Fiskus wykorzystuje każde potknięcie przedsiębiorcy, niedochowanie jednego dnia terminu, brak oryginału faktury, dokumentu przewozowego, paragonu czy innego kwitka sprzed 5 lat, by domierzyć podatek, nałożyć karę finansową czy też zająć konto. I tak jak przedsiębiorca może ponieść dotkliwe konsekwencje braku odpowiedniego numerka klasyfikacji PKD w swojej działalności, tak i organy słusznie ponoszą konsekwencje braku znajomości prawa, w tym podstawowej wiedzy na temat swojej właściwości.

Warto więc przeanalizować własną sytuację prawną przedsiębiorstwa, przebieg sprawy, sporu z fiskusem, a nawet samą z nim korespondencję. Może się bowiem okazać, że ustanowione zajęcie, domiar podatku, odmowa zwrotu VAT czy też przedłużanie jego terminu lub inna niekorzystna, skierowana przeciw firmie decyzja lub postanowienie zostały wydane w oparciu o bardzo wątłą podstawę prawną albo też organ, który je wydał, nie miał w ogóle umocowania, by to zrobić. – konkluduje r.pr. Robert Nogacki.

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Przychody Miraculum w maju 2021 wyższe o 43 proc. r/r

Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum w maju 2021 roku osiągnęła 2 mln zł przychodów i jest to o 43 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. To wynik rozbudowy sieci sprzedaży zarówno w kraju jak i za granicą.

– Cieszymy się, że przychody Miraculum systematycznie wzrastają – jest to potwierdzenie, że przyjęta przez nas i konsekwentnie realizowana strategia to słuszny kierunek rozwoju. W minionym miesiącu kontynuowaliśmy cykl współprac z sieciami z okazji 50-lecia marki Pani Walewska. Tym razem kosmetyki dostępne były w Intermarche. Jeśli chodzi o działania na rynkach zagranicznych – w ostatnim czasie pozyskaliśmy nowych partnerów z Malezji i Szwajcarii.

Narastająco, w okresie styczeń-maj 2021 roku Miraculum osiągnęło 11 mln zł przychodów, co stanowi wzrost o 14 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2020 roku,  kiedy to wyniosły one 9,6 mln złotych.

Prosta Spółka Akcyjna już w lipcu. Innowacja czy dublowanie prawa?

Prosta Spółka Akcyjna według Ministerstwa Rozwoju, które promuje nową formę spółki kapitałowej, to rozwiązanie dające dodatkowe narzędzie do ręki innowacyjnym przedsiębiorcom. Eksperci mają jednak wątpliwości i wskazują, że nowych rozwiązań w PSA jest jak na lekarstwo. 

Przedsiębiorcy mieli skorzystać z nowej formy prowadzenia działalności już od 1 marca 2021 roku, ale vacatio legis aktu prawnego zostało wydłużone, bo nie udało się na czas zakończyć prac nad elektronicznym postępowaniem rejestrowym. Urzędnicy tłumaczyli się opóźnieniami związanymi z pandemią COVID-19. Stąd dopiero od 1 lipca 2021 roku będzie można założyć Prostą Spółkę Akcyjną.

PSA – w założeniu Ministerstwa Rozwoju – ma być szansą dla małych biznesów, głównie startupów, by w szybki i elastyczny sposób wejść na rynek. Resort liczy też, że nowe rozwiązanie sprawi, że innowacyjni przedsiębiorcy nie będą ze swoimi pomysłami uciekać do państw, które już od dawna oferują przyjazne – zarówno pod kątem podatkowym jak i prostoty obsługi firmy – środowisko dla startupów. Jednak już na pierwszy rzut oka widać, że w celu rozwiązania w istocie kilku problemów stworzono skomplikowane rozwiązanie prawne, które już w samej nazwie — prosta spółka akcyjna — jest sprzeczne samo w sobie.

Ustawodawca na każdym kroku podkreśla innowacyjność PSA. Trudno jednak – na kilka tygodni przed wejściem ustawy w życie – doszukać się w nowym akcie prawnym przełomowej regulacji, która na pewno zmieni sposób tworzenia spółek kapitałowych. Raczej można przyczepić się, że zamiast jedynie poprawić istniejące już przepisy zdecydowano się dodać całkowicie nowe i skomplikowane rozwiązanie. Sprawdzimy działanie PSA na żywym organizmie, czyli na gospodarce – komentuje Maciej Oniszczuk z kancelarii Oniszczuk&Associates, która zajmuje się m.in. obsługą spółek handlowych czy doradztwem podatkowym.

Nihil novi sub sole

Do tej pory przedsiębiorcy, którzy rozpoczynali życie swojego startupu zazwyczaj wybierali dwa rozwiązania – założenie jednoosobowej działalności gospodarczej lub spółki z o.o. Część przepisów regulujących spółkę z o.o. ma już 20 lat. Zatem warto tutaj postawić pytanie czy rzeczywiście nie wystarczyło uprościć część przepisów dotyczących spółki z o.o. jak to miało miejsce np. w Niemczech. Wbrew zapowiedziom ciężko uznać, że PSA niesie za sobą prostotę, elastyczność czy zminimalizowanie biurokratyzacji do minimum. – Już ponad 130 artykułów w ustawie, które tworzą nowe rozwiązania muszą budzić wątpliwość. Analiza tak długiego aktu prawnego może być nie do przeskoczenia bez fachowej pomocy prawnej – zaznacza Maciej Oniszczuk.

Natomiast Mnisterstwo Rozwoju promuje PSA kilkoma zasadami, które mają zachęcić do wyboru tego rozwiązania.

Pierwszą z nich jest wymagany kapitał akcyjny przy zakładaniu spółki. Wystarczy zaledwie złotówka, a to zdecydowana różnica w porównaniu ze spółka z o.o. (5 tys. zł), a nie mówiąc już o spółce akcyjnej (100 tys. zł). Nie trzeba jednak wykładać tej złotówki na stół. Można też posiłkować się wkładem niepieniężnym, którym może być np. świadczenie pracy, usług, a nawet wiedza wniesiona do spółki. Zdecydowanie jest to ukłon w stronę młodych przedsiębiorców, którzy dopiero startują ze swoim biznesem.

Prostą Spółke Akcyjną będzie można założyć przez internet w maksymalnie 24 godziny Poprzez sieć będzie podejmować też uchwały korzystając np. z poczty elektronicznej, a nawet komunikatorów internetowych.

Założenie firmy w jeden dzień? To już mamy przy zakładaniu jednoosobowej działalności gospodarczej. Spółkę z o.o. też można już założyć przez Internet, w praktyce wygląda to różnie. Podejmowanie decyzji przez internet? Te rozwiązania wymusiła pandemia i są już kodeksowo dopuszczone w tradycyjnych spółkach kapitałowych – podkreśla ekspert kancelarii Oniszczuk&Associates.

Stworzą chaos?

Według ustawodawcy nieskomplikowana ma być też struktura organów spółki. Dopuszczona zostanie możliwość powołania tzw. rady dyrektorów, która ma w założeniu łączyć cechy zarządu i rady nadzorczej. Jednak stworzenie oddzielnie zarządu i rady nadzorczej również będzie możliwe.

Maciej Oniszczuk przekonuje jednak, że to co ma w założeniu być proste może paradoksalnie najbardziej skomplikować działanie PSA. Dotychczas w prawie korporacyjnym ściśle trzymano się podziału na system monistyczny (rada dyrektorów w systemie anglosaskim) oraz dualistyczny (w systemie kontynentalnym i podział kompetencji rady pomiędzy zarząd i radę nadzorczą).

Wprowadzając do polskiego obrotu prawnego radę dyrektorów burzymy ten porządek tworząc dodatkowy chaos w postaci możliwości wyboru. Będą istnieć więc spółki PSA posiadające reprezentujący je zarząd, a równolegle do nich takie posiadające radę dyrektorów z przydzielonymi funkcjami wykonawczymi i niewykonawczymi, gdzie każdy dyrektor ma prawo reprezentowania spółki, ale tylko dyrektorzy wykonawczy zarządzają, a niewykonawczy nadzorują. Jak to wytłumaczymy w urzędzie przy okazji odbioru jakiegoś dokumentu, pozwolenia lub przy okazji wizyty w banku? – retorycznie pyta Oniszczuk.

Inwestorzy skuszą się na blockchain?

W założeniu obrót akcjami również będzie miał charakter mniej sformalizowany. Handel nimi będzie trzeba tylko i wyłącznie zarejestrować w odpowiednim rejestrze cyfrowym prowadzonym przez np. banki, domy maklerskie lub notariuszy. Nie będzie wymagany “wydrukowany” dokument. Rozwiązanie to może uprościć proces poszukiwania inwestorów.

Inna dopuszczona ustawą forma rejestru obrotu akcjami to ewidencja rozproszona i zdecentralizowana, która jednocześnie zapewnia bezpieczeństwo danych. Ten sposób daje możliwość skorzystania np. z technologii blockchain, jeśli podmiot stosuje to rozwiązanie do prowadzenia bazy danych. To z kolei pozwoli na obrót akcjami na platformach cyfrowych.

OZE-Biomar idzie na NewConnect

OZE-Biomar, część Grupy Kapitałowej Sunrise, jeszcze w tym roku chciałby zadebiutować na rynku NewConnect. Spółka oferująca kompleksowe rozwiązania fotowoltaiczne dla domów, przedsiębiorstw oraz instytucji publicznych i planuje pozyskanie około 10 mln zł na sfinansowanie dalszego dynamicznego wzrostu.

OZE-Biomar jest jedną z 5 największych polskich firm specjalizujących się w fotowoltaice. Spółka należąca do grupy kapitałowej Sunrise Energy istnieje od 2010 roku i przez ponad 11 lat swojego istnienia stworzyła instalacje o łącznej mocy wynoszącej ponad 170 MWp (Mega Watt peak), z czego w samym 2020 roku dołączyła do swojej sieci kolejne 5,4 MWp. Na czele zespołu stoją ludzie łączący kilkunastoletnie doświadczenie w koncernach takich jak m.in Orange, Energa, Husqvarna czy Volvo Truck z ponad 10 letnim doświadczeniem w branży fotowoltaicznej.

Dzięki naszemu doświadczeniu w zakresie prowadzenia biznesu, dogłębnej znajomości branży PV i silnej marce posiadamy zaplecze pozwalające nam na dynamiczny rozwój w najbliższych latach. Zamierzamy go osiągnąć głównie poprzez realizowanie nowych projektów fotowoltaicznych na terenie całej Polski – opowiada Ewa Szawłowska, prezes OZE-Biomar

Polski rynek fotowoltaiki należy do największych w Europie – wyprzedzają go jedynie Niemcy i Hiszpania. Sektor, którego wartość została oszacowana na około 5 mld zł w 2020 roku, zgodnie z obecnymi perspektywami wzrostu może osiągnąć wartość od kilkunastu do kilkudziesięciu miliardów złotych w perspektywie 3-5 lat. Oznacza to ogromną szansę dla OZE-Biomar, który wg szacunków Instytutu Energetyki Odnawialnej znajduje się na 5. miejscu w Polsce pod względem zainstalowanej mocy instalacji fotowoltaicznych (z udziałem na poziomie 6%). Firma jest w trakcie procesu przekształcenia w spółkę akcyjną, po czym planuje przeprowadzić emisję publiczną akcji, aby jeszcze w bieżącym roku zadebiutować na rynku NewConnect.

Przekształcenie w spółkę akcyjną jest kwestią dni i liczymy, że już niedługo poinformujemy o zakończeniu tych procedur. Jest to nasz pierwszy krok w kierunku NewConnect, gdzie z chcielibyśmy być w czołówce największych spółek fotowoltaicznych. Wg naszych szacunków, aby utrzymać naszą pozycję oraz utrzymać dotychczasowe tempo wzrostu, potrzebujemy około 10 mln zł I jest to podstawowy cel emisji – kończy prezes OZE-Biomar.

Shoper blisko debiutu na GPW

Shoper S.A., właściciel najpopularniejszej w Polsce platformy  e-commerce do prowadzenia sklepu internetowego w modelu SaaS (Software as a Service) jest na etapie finalizacji postępowania prospektowego i przygotowuje się do rozpoczęcia pierwszej oferty publicznej. Przedmiotem oferty będzie około 27,1 proc. akcji istniejących, spółka nie planuje przeprowadzać emisji nowych akcji. Ostateczna decyzja oraz termin przeprowadzenia oferty są uzależnione od warunków rynkowych oraz niezbędnych zgód organów nadzoru i decyzji korporacyjnych akcjonariuszy sprzedających.

Shoper to lider na polskim rynku dostawców oprogramowania dla e-commerce w modelu SaaS, który umożliwia przedsiębiorcom wygodne, szybkie i łatwe założenie własnego sklepu internetowego oraz prowadzenie sprzedaży w kanale online. Kompleksowa oferta spółki obejmuje udostępnianą w formie abonamentu platformę Shoper w kilku wariantach pozwalających na jej elastyczne dopasowanie do potrzeb danego klienta oraz szereg usług dodatkowych zorientowanych na zwiększenie efektywności sprzedaży sklepów działających na platformie. Z rozwiązań firmy korzysta ponad 20 tys. klientów, w tym 15,8 tys. klientów bezpośrednich, którzy w 2020 r. wygenerowali 4 mld zł GMV* – wzrost o 87% r/r. Pozostałe 4,8 tys. sklepów zostało sprzedanych w formule Private Label przez partnerów spółki. Z usług Shoper korzystają m.in. Wawel, Kanał Sportowy, Pat&Rub, Kruger&Matz, Agencja Mienia Wojskowego.

– Jesteśmy zdecydowanym liderem polskiego rynku rozwiązań SaaS dla e-commerce. Tak silna pozycja to efekt ponad 15 lat budowy kompleksowej oferty dla e-sklepów. Dzięki temu pomagamy nie tylko prowadzić sprzedaż, ale i efektywnie ją zwiększać. Co ważne, coraz większa część naszych przychodów generowana jest w modelu pay-as-you-grow, dzięki któremu rośniemy wraz z klientami, a model SaaS umożliwia generowanie wyższych marż, wraz ze wzrostem przychodów – mówi Marcin Kuśmierz, prezes zarządu Shoper.

W I kwartale 2021 r. Shoper wypracował 15,8 mln zł przychodów, co oznacza wzrost o 71 proc. r/r. Zysk z działalności operacyjnej wzrósł o 69 proc. do 5,5 mln zł, a zysk netto o 92 proc. do 4,5 mln zł.

– Shoper jest miejscem pierwszego wyboru dla osób decydujących się rozpocząć sprzedaż online, co w połączeniu z dynamicznym rozwojem rynku i wzrostem popularności rozwiązań SaaS, umożliwia dalsze skalowanie i rozwój spółki. Uważamy, że to dobry moment na giełdowy debiut. Liczymy, że wzmocni on nasz wizerunek w Polsce i zagranicą, a jednocześnie umożliwi wprowadzenie programu motywacyjnego dla pracowników – dodaje Marcin Kuśmierz.

Przedmiotem oferty będzie około 27,1 proc. akcji istniejących Shoper w tym około 2,5% w ramach opcji stabilizacyjnej. Oferującymi akcje są aktualni akcjonariusze spółki, tj. fundusz private equity V4C POLAND PLUS FUND S.C.A. SICAV FIAR, Modhaus sp. z o.o., KFF Sarl, Krzysztof Krawczyk oraz Rafał Krawczyk. Spółka nie planuje podwyższenia kapitału zakładowego. Akcjonariusze sprzedający oraz Spółka zobowiązali się do nie sprzedawania lub nie emitowania akcji spółki przez okres 360 dni po Ofercie. Menadżerami Oferty są mBank S.A., Biuro Maklerskie PKO BP oraz WOOD & Company Financial Services a.s. Termin przeprowadzenia Oferty jest uzależniony od warunków rynkowych oraz ziszczenia innych warunków zwyczajowo istniejących przy ofertach akcji, w tym od uzyskania wszystkich niezbędnych zgód organów nadzoru (w tym m.in. od zatwierdzenia prospektu emisyjnego przez KNF) i rejestracji akcji Spółki w KDPW jak również podjęcia stosownych decyzji korporacyjnych przez Akcjonariuszy Sprzedających. Notowanie akcji Spółki na GPW będzie uzależnione od dopuszczenia i wprowadzenia akcji do obrotu na rynku regulowanym (głównym) GPW.

*GMV (ang. gross merchandise value) – suma przychodów sklepów prowadzących działalność na platformie Shoper, nie uwzględnia przychodów sklepów sprzedawanych przez partnerów Spółki na zasadzie private label oraz nie uwzględnia przychodów generowanych przez integrację z zewnętrznymi marketplace.

Windykacja polubowna przyspieszyła w pandemii

Opóźnione płatności, które przyczyniają się do powstania zatorów płatniczych, są poważnym problemem polskich przedsiębiorstw. Tymczasem pandemia spowodowała wzrost zainteresowania windykacją na zlecenie, dzięki której udaje się odzyskać pieniądze od kontrahentów. W kwietniu średni okres przeterminowania faktury przekazanej do windykacji firmie Kaczmarski Inkasso wyniósł 232 dni i wyraźnie skrócił się w stosunku do marca, kiedy było to 281 dni.

Niezapłacone faktury i rachunki to nic innego jak zamrożone pieniądze – dla firm, i dla całej gospodarki. Nie można o nich zapomnieć, ani czekać, aż kontrahent sam zapłaci, gdyż po roku covidowej rzeczywistości zwiększyła się liczba firm zagrożonych upadłością i konsumentów borykających się z zadłużeniem. Liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 1 243 w 2020 r., tj. o 22 proc. więcej niż rok wcześniej. Może to wskazywać, że prawdziwa fala bankructw w biznesie dopiero nastąpi.

– Utrzymanie płynności finansowej to dla biznesu prawdziwe „być albo nie być”. Obok takich czynników wewnętrznych, jak problemy finansowe partnerów biznesowych, nieudane inwestycje i nadmierne zadłużanie się, to właśnie brak stabilności finansowej stanowi główną przyczynę upadłości firm w naszym kraju – mówi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Windykacja polubowna przyspieszyła w pandemii

127 mld zł w przeterminowanych fakturach

Według badania „Rok biznesu w pandemii”, przeprowadzonego dla Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów w marcu 2021 r., prawie 80 proc. przedsiębiorstw z sektora MŚP zauważyło, że w czasie pandemii wzrosła liczba nieetycznych zachowań ze strony kontrahentów. Ich najczęstsze grzechy to niepłacenie w terminie oraz niewywiązywanie się z umów i zobowiązań na czas, a także próby usprawiedliwiania swoich zaniedbań i błędów koronawirusem. Z pomocą przychodzą tu firmy windykacyjne, które dzięki swoim kompetencjom odzyskują pieniądze dla przedsiębiorców. Dzięki temu mogą się oni rozwijać i napędzać gospodarkę. Pandemia sprawiła, że firmy sięgają po różne źródła finansowania, aby tylko się utrzymać. Przedsiębiorcy zrozumieli też, że nie muszą sami borykać się z odzyskiwaniem zapłaty za towary czy usługi i zlecają windykację polubowną profesjonalnym firmom. Eksperci oceniają, że w najbliższych latach ten segment rynku zarządzania wierzytelnościami będzie  rozwijał się najmocniej.

Z raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych „Znaczenie rynku zarządzania wierzytelnościami dla zrównoważonego wzrostu gospodarczego” z kwietnia 2021 r. wynika, że wartość wszystkich przeterminowanych zobowiązań obsługiwanych przez firmy windykacyjne na koniec czerwca 2020 r. wyniosła aż 127 mld zł. Dla perspektywy: tylko w latach 2017 – 2019 firmy windykacyjne przywróciły do ponownego obrotu środki pieniężne o łącznej wartości 17,1 mld zł.

wartość wszystkich przeterminowanych zobowiązań

– Windykacja polubowna na zlecenie trwale wpisała się w model zarządzania wierzytelnościami w firmach z sektora finansowego. Zlecają one obsługę spraw od wczesnego monitoringu regularnych należności po windykację spraw po wypowiedzeniu umowy klientowi. Mowa tu o zobowiązaniach przeterminowanych o 90-180 dni, które trafiają do naszej obsługi najczęściej na okres kilku miesięcy. Starsze sprawy są obsługiwane już na drodze prawnej. Instytucje finansowe dotychczas często realizowały te działania we własnym zakresie. Ostatnio otrzymujemy jednak coraz więcej zapytań ofertowych odnośnie przejęcia nadzoru nad postępowanie sądowym i egzekucyjnym. W kolejnych miesiącach przewiduję duży wzrost zainteresowania outsourcingiem windykacji prawnej – ocenia Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

I wskazuje na przykład Kancelarii Prawnej Via Lex, z którą współpracuje Kaczmarski Inkasso,  obsługującej banki, firmy telekomunikacyjne, firmy ubezpieczeniowe i instytucje pożyczkowe. W krótkim okresie od rozpoczęcia współpracy z wierzycielami masowymi udało się podnieść skuteczność  dotychczasowych działań i wpłynąć na efektywność odzyskiwania należności dla tych klientów. Wynika to w dużej mierze z wysokiej świadomości biznesowej korporacji, które wiedzą, jak ważne jest szybkie reagowanie na brak zapłaty.

Bankowość, ubezpieczenia i energetyka mocniej postawią na windykację

– Wpływ na dynamikę rozwoju windykacji na zlecenie może mieć popyt na portfele wierzytelności oraz wysokość cen, ale jestem przekonany, że oba rynki, czyli sprzedaży długów i windykacji na zlecenie, będą funkcjonować równolegle. Wierzyciele będą tworzyć indywidualne modele zarządzania wierzytelnościami w zależności od własnej strategii – przewiduje Jakub Kostecki.

Jego zdaniem branże takie, jak bankowość, ubezpieczenia czy sektor energetyczny jeszcze mocniej niż dotąd zaczną korzystać z polubownego odzyskiwania należności. Natomiast wszyscy wierzyciele masowi jeszcze mocniej postawią na windykację prawną – przewidywana jest tu najwyższa dynamika wzrostu w najbliższych latach.

Małe firmy odzyskują pieniądze z oporami

Natomiast małe i średnie firmy mają opory przed korzystaniem z windykacji. Odczuwają barierę mentalną, obawiając się, że kontrahent się obrazi. Wolą czekać, aż sam zapłaci, ewentualnie próbują samodzielnie upominać się o zapłatę.

– Wyjątkowe czasy, z jakimi się mierzymy, wymagają wyjątkowych środków. Kryzys wywołany pandemią i jego skutki, które dopiero nadejdą, sprawiają, że wsparcie podmiotów zarządzających wierzytelnościami będzie potrzebne na skalę wcześniej niespotykaną. Firmom z sektora MŚP trudniej będzie wyjść na finansową prostą bez zewnętrznego wsparcia – wyjaśnia Marcin Czugan.

Pandemia pokazała, że firmy muszą koncentrować się na bieżącej działalności, która zapewni im przetrwanie oraz rozwój. Dlatego więcej własnych zasobów poświęcą na sprzedaż, obsługę klienta i rozwój technologiczny, a takie działania jak windykacja czy marketing będą zlecały wyspecjalizowanym firmom. Sektor MŚP potrzebuje rozwiązań, które dostarczane są w miejscu ich naturalnego, codziennego funkcjonowania, jak systemy fakturowania i księgowania (ERP) czy aplikacja do zarządzania relacjami z klientami (CRM). To tam powinny być dostępne usługi windykacji polubownej.

Link ro raportu ZPF „Znaczenie rynku zarządzania wierzytelnościami dla zrównoważonego wzrostu gospodarczego”: https://zpf.pl/znaczenie-rynku-zarzadzania-wierzytelnosciami-dla-zrownowazonego-wzrostu-gospodarczego/

W maju w obiektach w budowie wynajęto 26 tys. mkw.

Analitycy REDD, największej bazy danych o rynku biurowym w Polsce informują, że w maju, tylko w obiektach w budowie, wynajęto 26 tys. mkw. biur. Rośnie z kolei powierzchnia dostępna w obiektach oddanych. Obecnie zasoby powierzchni biurowej w Polsce wynoszą prawie 13 mln mkw., z czego 7 mln mkw. w Warszawie.

– Mówiąc o wolnej powierzchni w budynkach istniejących oraz tych w budowie, to na koniec maja na rynku dostępnych były 2,6 mln mkw. biur. Obserwowaliśmy kontynuację wzrostu wolnej powierzchni dostępnej do wynajęcia, ale jedynie w obiektach starszych. W oddanych budynkach biurowych przybyło 18 tys. mkw. powierzchni – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

W obiektach oddanych w Polsce jest w sumie ponad 1,9 mln mkw. powierzchni dostępnej dla najemców.REDD1

Wolna powierzchnia w obiektach w budowie wyniosła 621 tys. mkw. Oznacza to, że w maju 2021 w obiektach w budowie wynajęło się ponad 26 tys. mkw. Dla porównania, w kwietniu 2021 w obiektach znajdujących się w budowie wynajęto tylko 6 tys. mkw. – wylicza Piotr Smagała z REDD.REDD

W ocenie eksperta może to oznaczać, że najemcy, jeśli decydują się na biura, to wybierają nowoczesne budynki. Ich właściciele są bardziej skłonni do negocjacji czynszu i długości trwania umowy.

Warszawa pobiła rekord

Aktualnie w stolicy znajduje się ponad 7 mln mkw. powierzchni biurowej. To dane o zasobach biur w stolicy, uwzględniających wszystkie budynki klas: A, B i C. – Maj przejdzie do historii na rynku biurowym w Polsce. Jedna z najbardziej wyczekiwanych inwestycji w Warszawie – biurowiec Warsaw UNIT wybudowany przez Ghelamco Poland, otrzymał pozwolenie na użytkowanie. Tym sposobem rynek nieruchomości biurowych w Warszawie przekroczył 7 mkw. m kw. całkowitej powierzchni – mówi Piotr Smagała z REDD.

Współczynnik pustostanów dla Warszawy w kwietniu 2021 ukształtował się na poziomie 11,99 proc. Średni czynsz w Warszawie odnotował delikatny spadek względem kwietnia 2021 i wynosi obecnie – 13,79 EUR/mkw./miesiąc.REDD2

Również zmalał stołeczny REDD INDEX. Stanowi on obecnie 301,90 dni (-5,29 dni w porównaniu z kwietniem 2021). Przypominamy, że REDD INDEX – to liczony w dniach wskaźnik średniego czasu, jaki potrzebny jest na wynajęcie powierzchni biurowej.

Obecnie w Warszawie buduje się 504 tys. mkw. biur. Najwięcej nowej powierzchni pojawi się na Woli (263,657 m2), jest to 52 proc. wszystkich warszawskich powierzchni w budowie.

 

Aż 80 proc. Polaków kupujących online chce otrzymywać personalizowane oferty dopasowane do swoich potrzeb

Liczba sklepów internetowych w Polsce dynamicznie rośnie – jest ich już ponad 46,5 tys., a do końca roku może to być nawet 55 tys. W ostatnim czasie wiele firm przeniosło dużą część swojej działalności do Internetu, przez co konkurencja znacznie wzrosła. Firmy, które chcą utrzymać się na rynku, muszą postawić na działania marketingowe i analizę danych o aktualnych i potencjalnych klientach. Dla tych, którzy chcą skuteczniej zarządzać swoimi e-commersami, ExpertSender organizuje bezpłatną konferencję „U mnie działa! Jak zwiększyć sprzedaż w nowoczesnym e-commersie?”

Tylko w 1. kwartale 2021 r. w Polsce przybyło 2 tys. sklepów internetowych – to aż o 70 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wraz z przedłużaniem się czasu obowiązywania obostrzeń kolejne firmy przenosiły ciężar swojej działalności do świata online. Wielu z nich pozwoliło to przetrwać, ale spowodowało też gwałtowny wzrost konkurencji w Internecie i zaostrzyło walkę o klienta. Obecnie w Polsce zarejestrowanych jest ponad 46,5 tys. sklepów internetowych, a do końca roku liczba ta może sięgnąć nawet 55 tys., jak wynika z analizy wywiadowni gospodarczej Dun&Brandstreet.

Podstawa sukcesu – personalizowana komunikacja i dbanie o user experience

By nie zniknąć w tłumie, marki muszą nie tylko sprzedawać online, ale też inwestować w automatyzację i wielokanałowość marketingu oraz budowanie pozytywnego doświadczenia użytkownika, czyli user experience. Dla osób niedoświadczonych w tych tematach może to się jednak okazać skomplikowane, zwłaszcza że cały czas pojawiają się nowe trendy i technologie – mówi Piotr Czynsz, Head of Sales and Business Development w ExpertSender, polskiej firmie wspierającej marki w automatyzacji marketingu opartego na danych – Podstawą sukcesu pozostaje rzetelna analiza informacji o obecnych i potencjalnych klientach, ich zainteresowaniach i zwyczajach zakupowych. Z naszych badań wynika, że blisko 80 proc. kupujących online chce otrzymywać personalizowane oferty dopasowane do swoich potrzeb, które możemy poznać właśnie dzięki uważnej analizie danych. Taka komunikacja znacznie skuteczniej zachęci klienta do zakupów, niż zasypywanie go przypadkowymi ofertami.

Marketing wielokanałowy polega na wysyłaniu do klienta wiadomości różnymi kanałami, jak np. jak e-mail, SMS, mobile, web. Natomiast automatyzacja wielokanałowego marketingu realizowana jest przy pomocy oprogramowania, które zbiera i wykorzystuje dane o zachowaniach i preferencjach użytkowników oraz subskrybentów, by wysyłać im spersonalizowane wiadomości w możliwie najlepszym czasie – czyli wtedy, kiedy są gotowi dokonać zakupu. Warto również zadbać o doświadczenie klienta, który, zachęcony trafnym przekazem reklamowym, trafił już do sklepu. Jak wynika z raportu ExpertSender „Zakupy online w Polsce 2020”, skomplikowana strona internetowa skutecznie zniechęca do zakupów aż 12 proc. kupujących online. W dodatku ponad 90 proc. kupujących online przyznaje, że z różnych przyczyn zdarza im się porzucać koszyki, czyli dodawać produkty lub usługi do koszyka, ale nie decydować się na zakup.

Podatek liniowy, ryczałt i karty podatkowe – kto zyska, a kto straci na Polskim Ładzie?

Zaproponowane w Polskim Ładzie rozwiązania podatkowe w różny sposób wpłyną na rozliczenia przedsiębiorców. Nie wiadomo jeszcze do końca, jak zmieni się opłacalność rozliczeń liniowych, ryczałtowych i za pomocą karty podatkowej. Wiele zależy od tego, czy nowa kwota wolna od podatku, którą rząd chce ustawić na poziomie 30 tys. złotych, będzie dotyczyła również przedsiębiorców. Ten detal, nieujawniony jeszcze w szczegółach Polskiego Ładu, będzie miał wpływ na opłacalność rozliczenia liniowego. Niezależnie jednak od tego, czy kwota wolna od podatku obejmie przedsiębiorców – dla tych, którzy zarabiają mniej, rozliczenie liniowe nie będzie już tak bardzo opłacalne. Nie jest jasne, jaki będzie wpływ Polskiego Ładu na ryczałtowców. Oni też nie podają swojego dochodu, ale sprawozdają przychód. Jeżeli kategoria dochodu zostanie zrównana z przychodem – na pewno wpłynie to na znaczne obniżenie atrakcyjności ryczałtu.

– Próg opłacalności będzie w różnych miejscach, ale w każdym wypadku będzie wynosił co najmniej kilkanaście tysięcy złotych. Dopiero powyżej tej kwoty różnica będzie na korzyść podatku liniowego, ale nie będzie tak duża, jak ma to miejsce obecnie – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Jeśli chodzi o grupy przedsiębiorców, których raczej te zmiany nie dotkną – pewnie będą to ci, którzy rozliczają się w formie karty podatkowej. Oni nie sprawozdają ani swoich dochodów, ani przychodów – więc proporcja składkowa w ich przypadku nie może po prostu mieć miejsca. Warto pamiętać, że wielu drobnych przedsiębiorców potencjalnie może mieć rozszerzoną możliwość korzystania z karty podatkowej. Mówi się na przykład o poszerzeniu dostępu do karty podatkowej dla przedstawicieli zawodów medycznych. Z drugiej strony jeśli system płacenia składki na ubezpieczenia zdrowotne dla ryczałtowców się nie zmieni – wielu przedsiębiorców, którzy do tej pory korzystali z liniowej stawki PIT, będzie uciekać do tej formy rozliczenia – przewiduje Kozłowski.

W 2020 roku inwestycje w cyfrowy dostęp do usług medycznych wyniosły na świecie rekordowe 21,6 mld dolarów

Jedna trzecia szefów firm farmaceutycznych ocenia, że pandemia COVID-19 przyspieszyła cyfrową transformację ich sektora o przynajmniej pięć lat – wynika z raportu “2021 Global Life Sciences Outlook. Possibility is now reality, sustaining forward momentum”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Branża life science i ochrony zdrowia odgrywa kluczową rolę w walce z pandemią. W obliczu kryzysu jaki przyniosła nawet dotychczasowi rynkowi rywale zdecydowali się na współpracę, aby przyspieszyć opracowanie i wdrożenie skutecznej szczepionki.

Branża zdrowotna poszerza zakres swojego działania nie tylko przyspieszając digitalizację i postęp technologiczny. Zdaniem ekspertów Deloitte bezprecedensowe zmiany dotyczą też innowacyjnego podejścia do środowiska pracy, nowych modeli świadczenia opieki medycznej oraz zakresu współpracy w ramach sektora i z partnerami zewnętrznymi. Wszystko wskazuje na to, że nowe podejście nie jest tylko chwilową zmianą.

W wyniku wybuchu pandemii koronawirusa nowe technologie, które miały rozwijać się w ciągu kolejnych lat, zostały wdrożone niemal z dnia na dzień. Ich połączenie z budowanym latami doświadczeniem i poniesionymi przez firmy sektora zdrowotnego nakładami inwestycyjnymi zaowocowało sukcesem. Wypracowane innowacje pozwoliły skutecznie ograniczyć rozprzestrzenianie się zagrożenia, a podtrzymanie obecnej dynamiki zmian może dla firm medycznych stanowić kolejny milowy krok w rozwoju – mówi Krzysztof Wilk, partner w dziale doradztwa podatkowego, lider praktyki Life Sciences & Health Care, Deloitte.

Praca hybrydowa nie pogarsza efektywności

COVID-19 gruntownie zmienił nasze życie osobiste i zawodowe. Wymuszone pandemią nowe warunki wykonywania obowiązków służbowych i wykorzystywane procedury spowodowały, że firmy działające w sektorze life science znacznie częściej i w większym zakresie koncentrują się na indywidualnych potrzebach pracowników oraz promowaniu ich psychicznego i fizycznego dobrostanu.

Jak wynika z raportu Deloitte, okoliczności spowodowały, że większość pracowników sektora zdrowotnego krytycznie patrzy na pracę zdalną. 64 proc. preferuje hybrydowy model wykonywania obowiązków służbowych i spędzanie przynajmniej części czasu poświęcanego na pracę w biurze. Jednocześnie aż dziewięciu na dziesięciu ocenia, że elastyczne podejście nie ma wpływu na ich produktywność.

Kluczowe jest, aby przedsiębiorstwa skupiły się na upowszechnianiu wśród pracowników poczucia wspólnoty niezależnie od tego, gdzie wykonują swoje służbowe zadania. Powinny też zadbać o przyjęcie konkretnych rozwiązań w zakresie zdrowia psychicznego, promowanie inicjatyw dotyczących dobrego samopoczucia i elastycznych warunków pracy – mówi John Guziak, partner, lider ds. kapitału ludzkiego w Deloitte Polska.

Cyfryzacja przyspiesza – nowe zadania branży zdrowotnej

Według szacunków ekspertów Deloitte już wprowadzone zmiany nie oznaczają jednak ich końca. Poprawy wymaga z pewnością pomiar jakości oferowanych usług – 75 proc. dyrektorów tego sektora przyznaje, że nie prowadzi go wcale lub jedynie w ograniczonym zakresie. Jednocześnie tylko 36 proc. z nich deklaruje, że w ich instytucjach dostępne są szkolenia dotyczące internetowej etykiety.

Globalne inwestycje w cyfrowy dostęp do usług branży medycznej wyniosły w 2020 r. rekordową wartość 21,6 mld dolarów, co oznacza wzrost rok do roku o 109 proc. W tym roku inwestorzy nie zamierzają zrezygnować z finansowania dalszych innowacji, a z pomocą narzędzi cyfrowych zdalna opieka zdrowotna może zasadniczo zmienić dostęp do usług medycznych i poprawić doświadczenia klientów.

Cyfryzacja ułatwiająca dostęp do zdalnej opieki medycznej spowodowała, że odsetek wideo konsultacji lekarskich ma w 2021 roku wzrosnąć do 5 proc. z 1 proc. w 2019 r. Zapewnianie opieki przestało już być domeną placówek medycznych i znacznie powszechniej odbywa się zdalnie w mieszkaniach pacjentów. Firmy medyczne coraz częściej i na znacznie większą skalę wykorzystują więc technologię, aby sprostać oczekiwaniom konsumentów – mówi Jan Michalski, lider Deloitte Digital w Europie Środkowej.

Klient w centrum uwagi

Modele sprzedażowe obowiązujące w branży medycznej w ostatnim roku znacznie częściej skupiały się na cyfrowym i zdalnym kontakcie z dostawcami usług medycznych. Wskaźniki dotyczące zdalnej sprzedaży wystrzeliły w górę wraz z upowszechnieniem się w 2020 r. wirtualnych spotkań lekarzy z handlowcami. W styczniu minionego roku odbyło się ich na świecie niespełna 5 tys., by w kwietniu osiągnąć poziom ponad 316 tys. W dalszym rozwoju interakcji tego typu, lub łączących spotkania osobiste z kontaktami na odległość, niezbędne będzie właściwe rozpoznanie i skuteczne dopasowanie oferty do indywidualnych oczekiwań i potrzeb klientów.

Jedna trzecia dyrektorów firm farmaceutycznych uważa, że wybuch pandemii przyspieszył cyfrową transformację ich sektora o przynajmniej pięć lat. Branża medyczna w najbliższym czasie może spodziewać się dalszego wzrostu inwestycji i większej współpracy ze strategicznymi partnerami. Wszystko po to, aby jak najbardziej efektywnie wykorzystać wypracowaną pozycję i nie zawieść pokładanych w niej nadziei – mówi Jan Michalski.

Współpraca międzysektorowa i między konkurentami

Warunki, które wszystkim narzuciła pandemia, spowodowały, że firmy sektora zdrowotnego musiały wykazać się większą elastycznością, znacząco przyspieszyć obowiązujące procedury i poprawić wydajność swoich działań. Widać to wyraźnie w tempie pracy nad nowymi preparatami – dotychczas standardem było poświęcanie na ten cel ponad ośmiu lat. Szczepionki na COVID-19 został opracowane, przetestowane i zatwierdzone w mniej niż rok. Pomocne w tym zakresie okazały się z pewnością innowacje technologiczne, dzięki którym możliwe było prowadzenie badań na szerszą skalę i zdalne monitorowanie ich uczestników. Co więcej, większą elastycznością wykazali się też prawodawcy, którzy znacząco skrócili okres dopuszczania preparatów do użycia.

Polityka szczepień wymusiła globalną perspektywę postrzegania zdrowia populacji oraz szerszą współpracę przemysłu i regulatorów, a także wymianę wiedzy naukowej między ośrodkami badawczymi. Takie podejście może też znaleźć zastosowanie w onkologii – drugim obok szczepionek obszarze działalności, który jest siłą napędową wzrostów finansowych sektora zdrowia – mówi Tomasz Borowy, dyrektor w zespole zarządzania ryzykiem, Deloitte.

Priorytety ESG

Zdaniem ekspertów Deloitte podczas pandemii wiele branż doświadczyło gwałtownej zmiany sposobu, w jaki są postrzegane. W przypadku sektora nauk przyrodniczych ta zmiana była jednak najwyraźniej dostrzegalna. Biorąc pod uwagę jego pierwszoplanową rolę w ostatnim czasie, firmy muszą się starać budować zaufanie klientów i w ten sposób wzmacniać wizerunek branży w społeczeństwie. Niezbędne jest do tego wypracowanie skutecznego sposobu mierzenia postępów w zakresie ESG (Environmental, Social and Corporate Governance). Coraz więcej firm w branży medycznej stara się brać odpowiedzialność za swoje funkcjonowanie i ograniczać wpływ swojej działalności na poziom zanieczyszczenia środowiska. Jednocześnie inwestują w rozwiązania, które przełamują bariery i nierówności związane z płcią i rasą oraz napędzają znaczące zmiany w społeczeństwie.

Czas spędzany przez konsumentów online wzrośnie do 2025 roku średnio o dziesięć godzin w tygodniu

Pandemia ukształtowała nowe zachowania w sieci – nową normalność.

Ericsson opublikował swoje największe badanie konsumenckie, obejmujące opinie 2,3 mld konsumentów z 31 rynków.

  • Konsumenci do 2025 roku dodadzą do swoich aktywności wykonywanych online średnio 2,5 nowej usługi
  • Czas spędzany przez konsumentów online wzrośnie do 2025 roku średnio o dziesięć godzin w tygodniu

Nowy raport konsumencki sporządzony przez Ericsson (NASDAQ: ERIC) przewiduje, że tendencja do przenoszenia zasadniczych elementów codziennego życia do sieci – zapoczątkowana przez globalną pandemię Covid-19, pozostanie istotna dla ludzi z całego świata długo po przeminięciu pandemii.

Raport Ericsson ConsumerLab pt. The Future Urban Reality zawiera istotne spostrzeżenia dotyczące tego, co w przekonaniu konsumentów będzie się działo po pandemii aż do roku 2025.

Raport ten opiera się na równoważnych opiniach 2,3 mld konsumentów z 31 rynków i przewiduje, że konsumenci nie tylko będą nadal wykonywać rutynowe aktywności – takie jak praca zdalna, e-nauka, e-zdrowie i internetowe zakupy spożywcze – online, ale jeszcze dodadzą do nich średnio 2,5 nowej usługi. Autorzy raportu przewidują, że zamiast tego konsumenci będą priorytetowo traktować przeznaczanie czasu wolnego na podróże, praktykowanie mindfulness oraz spędzanie czasu z przyjaciółmi i rodziną.

Przewiduje się, że gdy nowa norma stanie się rzeczywistością, konsumenci będą spędzać w sieci średnio o dziesięć godzin w tygodniu więcej. Zmiana ta prawdopodobnie zmniejszy też lukę pomiędzy umiarkowanymi i zaawansowanymi użytkownikami usług online, ponieważ więcej użytkowników zaczęło podczas pandemii wprowadzać więcej usług online do swojego codziennego życia.

Zeynep Ahmet, Starszy Analityk, ConsumerLab, Ericsson Research, mówi: „Podczas pandemii technologie informatyczno-komunikacyjne stały się kluczowymi sposobami radzenia sobie z wieloma aspektami życia codziennego. Nasze najnowsze ustalenia sugerują, że sytuacja ta stanie się „nową normą” i będzie utrzymywać się w przyszłości. Ten trend może pomóc konsumentom skoncentrować się na ważnych elementach życia – takich jak spędzanie większej ilości czasu z bliskimi lub prowadzenie zdrowszego trybu życia. Zarówno sieci mobilne, jak i starania mające na celu zwiększenie włączenia cyfrowego, jako czynniki wspierające nowe zwyczaje w zakresie aktywności online, będą odgrywać kluczową rolę w budowaniu elastycznych, otwartych i równych społeczeństw przyszłości”.

Kluczowe wnioski płynące z raportu:

  • Do 2025 roku wszelkie rutynowe aktywności będzie można realizować online: jeden na dwóch konsumentów spodziewa się skorzystać z możliwości e-nauki w celu rozwijania swoich umiejętności. Ponad połowa konsumentów na świecie uważa, że wszystkie ich aktywności rozrywkowe będą odbywać się online. Ponad jedna trzecia konsumentów będzie w przyszłości zamawiać zakupy spożywcze głownie online.
  • 64% konsumentów spodziewa się podwyższonego poziomu stresu w społeczeństwie: ponad trzech na pięciu konsumentów wierzy, że utrzymanie odpowiedniego dochodu będzie wymagało łączenia kilku prac. Jednocześnie siedmiu na dziesięciu konsumentów spodziewa się, że będzie prowadzić zdrowszy tryb życia.
  • Wygoda zwiększy się kosztem prywatności: choć 75% konsumentów przewiduje, że życiem w 2025 roku będzie kierować wygoda, siedmiu na dziesięciu spodziewa się również, że będzie trzeba zwracać większą uwagę na bezpieczeństwo i prywatność w sieci.
  • Lokalne zakupy wzmocnią swoją pozycję: po części ze względu na kwestie ochrony środowiska, połowa konsumentów na całym świecie spodziewa się, że w ramach nowej normy będzie kupować więcej produktów wytwarzanych lokalnie.
  • Połowa konsumentów wyraża obawy w związku ze zmianą klimatu, a jednocześnie 67% zamierza przeznaczać więcej wolnego czasu na podróże: choć większość konsumentów uważa, że dostępne powinny być bardziej zrównoważone opcje podróży, tylko jeden na trzech twierdzi, że w przyszłości powstrzyma się od lotów samolotem w przypadku podróży w celach rozrywkowych.
  • Do 2025 roku czas spędzany online zwiększy się średnio o 10 godzin tygodniowo: zależność od platform online będzie zgodnie z oczekiwaniami utrzymywać się również po pandemii, a konsumenci przewidują, że do 2025 roku średnio dodadzą 2,5 usługi do swojej codziennej aktywności online. Podkreśla to znaczenie włączenia cyfrowego dla zapewniania równości i elastyczności w ramach „nowej normy”.

Michał Kanownik ponownie wybrany na prezesa Cyfrowej Polski

Walne Zgromadzenie członków Związku Cyfrowa Polska po raz czwarty wybrało Michała Kanownika na Prezesa na dwuletnią kadencję. Na fotelu szefa Związku Michał Kanownik zasiada od 2015 r. Specjalnymi gośćmi środowego spotkania członków organizacji była Pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. GovTech Justyna Orłowska oraz wiceminister finansów Jan Sarnowski.

Zmiana w zarządzie spółki Volkswagen Poznań

  • Z dniem 1 lipca 2021 r. nowym członkiem zarządu Volkswagen Poznań sp. z o.o. zostanie Agnieszka Olenderek
  • Agnieszka Olenderek odpowiedzialna będzie za obszar finansów, zakupów oraz IT
  • Dotychczasowy członek zarządu Hans Joachim Godau, obejmie nowe zadania jako kierownik obszaru Controling Produktu w centrali marki Volkswagen Samochody Dostawcze w Hanowerze

Poznań, 9 czerwca 2021 r. – Z dniem 1 lipca 2021 r. stanowisko członka zarządu spółki Volkswagen Poznań ds. finansów, zakupów i IT obejmie Agnieszka Olenderek. Zastąpi na tym stanowisku Hansa Joachima Godaua, który po trzech latach pracy w Poznaniu przejmie zadania kierownika obszaru Controling Produktu w centrali marki Volkswagen Samochody Dostawcze w Hanowerze.

Agnieszka Olenderek jest absolwentką Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Związana z koncernem Volkswagen od ponad 25 lat. W tym czasie pełniła różne funkcje kierownicze w obszarze rachunkowości i controllingu. Podczas pobytu za granicą jako kierownik obszaru Controllingu w marce Volkswagen Samochody Dostawcze w Hanowerze uczestniczyła w przygotowywaniu procesu decyzyjnego dotyczącego lokalizacji nowej fabryki samochodów użytkowych koncernu Volkswagen w Polsce. W latach 2014-2016 podczas realizacji projektu budowy zakładu Volkswagen we Wrześni oraz uruchomieniu produkcji modelu VW Crafter, była odpowiedzialna za realizację celów finansowych oraz wdrożenie procesów z zakresu rachunkowości finansowej i zarządczej w nowym zakładzie. Obecnie kieruje Działem Controlingu zakładu we Wrześni oraz Planowania Finansowego i Treasury.

Zastosowanie nowych technologii w optymalizacji procesów przedsiębiorstwa to jej pasja zawodowa, poprzez którą wspiera organizację w  realizacji celów finansowych. Prywatnie Agnieszka Olenderek jest mężatką, ma dorosłego syna i córkę.

„Życzę Agnieszce wielu sukcesów w nowej funkcji. Jestem przekonany, że jej międzynarodowe, bogate doświadczenie zawodowe przyczyni się do jeszcze wyższej wydajności naszej organizacji.”– mówi Dietmar Mnich, prezes zarządu Volkswagen Poznań sp. z o.o. „Jestem tym bardziej zadowolony, że Agnieszka będzie kolejną kobietą w zarządzie spółki Volkswagen Poznań. Różnorodność w strukturach zarządczych jest priorytetem całej Grupy Volkswagen”

Agnieszka Olenderek na stanowisku członka zarządu ds. finansowych i IT zastąpi Hansa Joachima Godaua, który po trzech latach pracy w Poznaniu obejmie nowe zadania jako kierownik obszaru Controling Produktu w centrali marki Volkswagen Samochody Dostawcze w Hanowerze.

„Jednocześnie serdecznie dziękuję Hansowi Joachimowi Godau za jego dotychczasową pracę w Poznaniu” – kontynuuje Dietmar Mnich. „Na lata jego pracy w naszej spółce przypadło wiele ważnych wydarzeń – rozbudowa zakładu, uruchomienie produkcji modelu Caddy 5, a w końcu trudny dla nas wszystkich czas pandemii. Wierzę, że doświadczenia zdobyte przez Hansa Joachima w Poznaniu zostaną przez niego owocnie wykorzystane na nowym stanowisku w ramach marki Volkswagen Samochody Dostawcze.”

Bariery w rozwoju logistyki ostatniej mili w Polsce

Według danych PWC, szacuje się, że w 2026 r. wartość brutto rynku e-commerce w Polsce będzie wynosić 162 miliardy złotych. Oznacza to dwucyfrowy wzrost rocznie, bo aż o 12%. Najbardziej dynamicznie będzie rosła sprzedaż asortymentu spożywczego i kosmetycznego. Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków e-commerce w Europie. W samym 2020 roku odnotowany został wzrost sprzedaży o 30%, do czego w oczywisty sposób przyczyniła się pandemia. Wszystko wskazuje na to, że przyzwyczajenie konsumentów do zakupów on-line zostanie z nami na dłużej, co deklaruje aż 82% twierdząc, że nie zamierza rezygnować z tej formy zakupów.

Potencjał do dalszego rozwoju sektora jest ogromny. W 2020 roku jego udział w ogólnej sprzedaży detalicznej miał tylko 14%. Zmiany pokoleniowe, coraz mniej czasu oraz chęci na marnowanie go na zakupach jest ogólnoświatowym trendem, który przenosi nasze życie do Internetu. Producenci i dystrybutorzy muszą być gotowi na te zmiany i już teraz wprowadzać usprawnienia, które będą optymalizować łańcuch dostaw.

Rynek magazynowy jest jednym z najważniejszych ogniw tego łańcucha, dlatego oczy inwestorów z sektora nieruchomości są zwrócone właśnie w tę stronę. Dla rynku magazynowego wzrost

e-commerce oznacza bowiem nie tylko dodatkowe źródło popytu ze strony najemców, którzy muszą zwiększyć wydajność swoich sieci logistycznych, ale również konieczność rozwoju zupełnie nowych kategorii projektów magazynowych. Ma to oczywiście związek ze zmieniającym się łańcuchem dostaw, którego ostatni etap musi być dużo bliżej odbiorcy końcowego. Prowadzi to do tego, że rynek magazynowy staje się coraz bardziej zróżnicowany. W dalszym ciągu mamy oczywiście największy udział homogenicznych, wielkopowierzchniowych projektów, chociaż coraz większy udział zyskują obiekty uznawane do niedawna za niszowe – small business units (SBU), czyli małe moduły magazynowo-usługowe, magazyny typu cross-dock czy też magazyny dedykowane logistyce cargo. W ostatnim czasie dominującym trendem są projekty realizowane w koncepcji ‘city logistics’. Charakteryzują się one stosunkowo mniejszą skalą oraz wysoką elastycznością powierzchni, która umożliwia dostosowanie danego modułu dla potrzeb różnorodnych grup najemców.

Sklepy internetowe mogą konkurować ze sklepami stacjonarnymi cenami produktów, gdyż nie ponoszą związanych z utrzymaniem sklepów i pracowników. Pole do prawdziwej konkurencji pojawia się w momencie szybkości dostawy, ponieważ konsument będzie bardziej skłonny zapłacić nawet trochę więcej za produkt, ale mając pewność, że przesyłka dojdzie do niego już następnego, albo nawet tego samego dnia. W Polsce niewiele sklepów może się pochwalić tak szybką dostawą. Głównymi problemami są tutaj rozproszona dystrybucja, niska integracja w zakresie kanałów sprzedaży oraz brak magazynów w obrębie miast. Rozwinięcie koncepcji logistyki ostatniej mili, na przykład w Nowym Jorku, pozwala firmie Amazon dostarczyć zamówienie do konsumenta nawet w dwie godziny, czym zyskują klientów. Usprawnienie szybkości dostaw powoduje, że operacje logistyczne są przychodotwórcze, dlatego skrócenie czasu dostawy, obok ceny, stanie się kluczowe w walce o klienta.

Wyzwaniem dla logistyki ostatniej mili w Polsce są wysokie koszty transportu przesyłki do odbiorcy, a wynikają one przede wszystkim z konieczności dostarczania do różnych lokalizacji pojedynczych paczek. Do tego dochodzą korki czy nieprawidłowo podane adresy co wiąże się z koniecznością ponownej próby dostarczenia, podnosząc koszty transportu. Póki co odpowiedzią na zapotrzebowanie konsumentów są paczkomaty, ale i one nie rozwiązują problemu z przyspieszeniem czasu realizacji zamówienia. Wiele problemów, z kosztami oraz ominięciem korków, mogłyby rozwiązać dostawy przez kurierów na rowerach, na wzór dynamicznie rozwiniętych w pandemii dostaw z restauracji. Taki program pilotażowy wprowadza Amazon w Stanach Zjednoczonych, stawiając na dostawcze rowery zamiast ciężarówek.

Jedną z barier rozwoju logistyki miejskiej jest ograniczona dostępność gruntów inwestycyjnych. Przy poważnym niedoborze planów miejscowych oraz niejednoznacznych zapisach, deweloperzy magazynowi bardzo często muszą konkurować z mieszkaniowymi, co zazwyczaj stawia tych pierwszych na przegranej pozycji. Co ciekawe, w ostatnim czasie obserwujemy wśród deweloperów magazynowych wyraźny wzrost zainteresowania gruntami, które do niedawna przeznaczone były pod projekty handlowe. Ta tendencja wyraźnie wpisuje się w trend rosnącego znaczenia sektora e-commerce, a hasło warehouse is the new retail coraz częściej pojawia się w rozmowach z inwestorami instytucjonalnymi.

Konrad Heidinger, Transaction Manager, Capital Markets, Knight Frank

Global Business Service – nowy kierunek studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie dla zapewnienia kadr dla sektora nowoczesnych usług biznesowych

Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie powstał we współpracy ze Związkiem Liderów Sektora Nowoczesnych Usług Biznesowych (ABSL) nowy kierunek studiów – Global Business Service.  Nowopowstały kierunek jest odpowiedzią na ciągły dynamiczny rozwój sektora, w którym obecnie zatrudnionych jest ponad 350 000 osób w około 1 600 centrach usług należących m. in. do największych i najnowocześniejszych firm na świecie.

Już od października studenci kierunku Global Business Service (GBS) będą mogli zdobywać umiejętności, które są kluczowe z perspektywy sektora nowoczesnych usług biznesowych: kompetencje przyszłości związane z finansami, analizą danych, nowoczesnymi technologiami, a także uniwersalnymi umiejętnościami miękkimi takimi jak: praca zespołowa, zarządzanie zmianą, umiejętność współpracy w międzynarodowym środowisku biznesowym. Wspólna inicjatywa Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie i ABSL ma stanowić impuls do przeciwdziałania rosnącej luce kompetencyjnej na polskim rynku pracy, która może stanowić w bliskiej przyszłości barierę rozwojową dla sektora usług biznesowych istotnego dla rozwoju gospodarki Polski.

Biznes, nauka, miasto – razem dla rozwoju kompetencji przyszłości

Kierunek GBS przygotuje studentów do rozwoju międzynarodowej kariery w centrach biznesowych należących do największych firm na świecie. Wśród partnerów kierunku obok ABSL znalazło się 25 czołowych podmiotów sektora. To pierwszy kierunek w Polsce, który został stworzony od podstaw przez biznes i naukę, by kształcić pracowników dla sektora funkcjonującego w otoczeniu rozwijających się technologii i nowych gałęzi gospodarki. Pierwszy rocznik kierunku w 3-letnim trybie licencjackim rozpocznie edukację już w październiku 2021 roku.

Znaczenie szkół wyższych w kształtowaniu postaw kolejnych pokoleń wydaje się być nie do przecenienia. Samodzielność w kreowaniu myśli i kształtowaniu własnego zdania, czy doświadczenie zagadnień kultury wysokiej, to tylko nieliczne cechy stanowiące o profilu absolwenta uczelni. – podkreśla dr hab. Stanisław Mazur, prof. UEK, Rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. W tym duchu od blisko 100 lat realizujemy misję wskazaną przez naszego Założyciela – Poznawać wartości i przyczyny rzeczy (łac. Regnum cognoscere causas et valorem), stając się miejscem wyjaśniania świata i zdobywania wiedzy dla ponad 150 tysięcy naszych wychowanków. Bazując na wieloletnim doświadczeniu oraz starannie przyglądając się współczesnym zjawiskom, trendom i wymaganiom rynku pracy, stale udoskonalamy naszą ofertę dydaktyczną. Dlatego też w tym roku planujemy uruchomić aż trzy nowe kierunki: Zarządzanie projektami, Przedsiębiorczość i innowacje w gospodarce oraz Global business service. Jestem przekonany, iż dzięki odpowiedniemu przygotowaniu i kształceniu, nasi absolwenci są nie tylko poszukiwani, ale również bardzo konkurencyjni na coraz bardziej wymagającym i dynamicznym rynku pracy. – dodaje rektor.

GBS to pierwszy w Polsce kierunek dziennych studiów licencjackich, który powstał, aby kształcić pracowników gotowych do pracy w międzynarodowym środowisku. Program studiów został stworzony we współpracy z przedstawicielami globalnych firm, którzy byli zaangażowani w dobór treści kształcenia. Będą oni również prowadzić zajęcia oraz praktyki, umożliwiając studentom dostęp do liderów międzynarodowych korporacji w trakcie całego okresu nauczania.

Utworzenie tego kierunku to odpowiedź na zapotrzebowanie pracowników posiadających kompetencje odpowiednie do wymogów współczesnego biznesu funkcjonującego w otoczeniu międzynarodowym i wykorzystującego nowe technologie informatyczno-komunikacyjne. W szczególności profil absolwenta zorientowany jest na kształcenie kompetencji pozwalających na nieszablonowe myślenie, proaktywność, nastawienie na rozwiązania, pracę w środowisku międzynarodowym z biegłym językiem angielskim, znającym narzędzia IT, otwartym na nowości, gotowym do podejmowania zmian. Udział przedstawicieli 25 międzynarodowych korporacji nie tylko uatrakcyjnia zajęcia o omawianie bieżących problemów i wyzwań biznesowych, ale daje możliwość ich wyjaśnienia z wykorzystaniem wiedzy naukowej. – mówi prof. dr. hab. Marek Ćwiklicki, opiekun kierunku GBS, kierownik Katedry Zarządzania Organizacjami Publicznymi z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Jak pokazują trendy, pracownik przyszłości w trakcie kariery zawodowej będzie zmieniał zatrudnienie międzysektorowo. Trend ten jest wyraźnie widoczny w krajach Europy zachodniej, stąd też wiedza i kompetencje, nabywane w toku studiów Global Business Service będą obejmować szerokie spektrum z uwzględnieniem przedmiotów humanistycznych i społecznych dotyczących nauk o polityce i administracji, zarządzania i jakości, ekonomii i finansów, geografii społeczno-ekonomicznej i innych.

Kraków wyjątkowym miastem na mapie Europy

Kraków jest liderem pod względem wielkości zatrudnienia w centrach usług biznesowych w Polsce. W Krakowie pracuje blisko co czwarta osoba zatrudniona w sektorze w Polsce, czyli 77 700 osób. Można tu obserwować rozwój największych centrów, których rola jest często strategiczna dla funkcjonowania globalnych graczy. Rozwój sektora w Krakowie jest możliwy dzięki atrakcyjnej ofercie zarówno dla inwestorów jak i pracowników.

Najważniejszymi spośród strategicznych celów Krakowa są zrównoważony rozwój, budowanie gospodarki opartej na wiedzy oraz wysoka jakość życia mieszkańców. Przykład powstającego kierunku studiów, związanych z nowoczesnymi usługami biznesowymi, obrazuje całościowe rozumienie potrzeb rozwojowych naszego miasta: kolejny profil kształcenia uzupełnia szeroką paletę specjalizacji oferowanych na krakowskich uczelniach, a zbliżanie sektorów nauki i biznesu traktujemy jako jedno z koniecznych działań, umożliwiających rozwój w konkurencyjnym świecie. Wreszcie – wysoka jakość życia mieszkańców, którą traktujemy priorytetowo, często staje się kluczowym argumentem za wyborem Krakowa jako miejsca nauki, pracy czy zakładania rodziny – podkreśla Jerzy Muzyk, zastępca Prezydenta Miasta Krakowa.

Kraków konsekwentnie znajduje się w czołówce globalnych rankingów stanowiących o atrakcyjności miast najchętniej wybieranych przez międzynarodowych inwestorów. W 2020 roku Kraków zajął 10. miejsce w rankingu miast przyszłości fDi Intelligence, co czyni stolicę Małopolski miejscem z przyszłością dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę zawodową.

Szansa na wzmocnienie konkurencyjności Polski

Sektor nowoczesnych usług biznesowych stale rośnie. Realizowane są też coraz bardziej złożone procesy, wymagające coraz większych kompetencji. Do utrzymania konkurencyjności sektora na tle regionu niezbędne jest pozyskanie określonej liczby pracowników, również tych młodych, rozpoczynających swoje życie zawodowe, a także rozwój kompetencji związanych z innowacyjnością, nowoczesnymi technologiami i cyfryzacją.

Piotr Dziwok, Prezes Zarządu Shell Polska i Prezes ABSL podkreśla: – Nowy kierunek studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie jest niezbędny, jeśli chcemy wzmocnić konkurencyjność Polski wśród inwestorów, a także tworzyć globalne role w Polsce. Priorytetem z perspektywy firm członkowskich ABSL jest rozwój kompetencji przyszłości, zacieśnienie współpracy nauki z biznesem oraz zapewnienie skutecznego transferu wiedzy do gospodarki. I dodaje: – Działające w Krakowie od 15 lat centrum operacji biznesowych Shell zatrudnia obecnie 5000 specjalistów. W ciągu zaledwie ostatnich pięciu lat zatrudnienie zostało zwiększone dwukrotnie. W ramach centrum działa trzynaście międzynarodowych linii biznesowych. Zatrudniony jest w nim już blisko co czwarty członek globalnego zespołu Shell Business Operations, a Polska utrzymuje pozycję trzeciego największego rynku Shell w Europie pod względem skali zatrudnienia. Dlatego biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu, już dziś musimy jako sektor zadbać o dostatecznie dużą liczbę potencjalnych pracowników.

Z analiz ABSL wynika, że wysokiej jakości system edukacji odpowiadający na potrzeby nowoczesnego rynku pracy będzie odgrywał coraz większą rolę w przyciąganiu nowych inwestycji i lokalizacji w Polsce procesów biznesowych opartych na wysokospecjalistycznej wiedzy.

Perspektywy zawodowe

Absolwenci nowego kierunku będą przygotowani do wejścia na szeroko rozumiany rynek pracy, w szczególności w międzynarodowych organizacjach, instytucjach publicznych i podmiotach prywatnych, działających w globalnym otoczeniu. Potencjalne miejsca pracy absolwenta kierunku GBS to sektor usług dla biznesu, który oferuje pewną pracę w największych firmach na świecie. Usługi biznesowe obejmują usługi: informatyczne, finansowe, rachunkowości, logistyczne, zarządzania zasobami ludzkimi, badawczo-rozwojowe.

Nasz sektor to naprawdę dobre miejsce dla tych, którzy zaczynają karierę. To doskonałe miejsce na zdobycie doświadczenia i rozwój w międzynarodowym środowisku zróżnicowanym pod względem pochodzenia oraz języków, którymi posługują się pracownicy. To także możliwość dalszego rozwoju w globalnych strukturach. Nowoczesne usługi to branża, w której co piąta osoba nie skończyła 26 lat i są to studenci i świeżo upieczeni absolwenci – mówi Piotr Dziwok, prezes ABSL.

FM Logistic odnotowuje stabilne wyniki finansowe za rok obrotowy 2020/21 ze wzrostem przychodów o 1,5% i rosnącym portfolio klientów

  • Przychody wyniosły 1,38 miliarda euro przy niekorzystnym wpływie wahania kursów walut (73 mln)
  • Wzrost przychodów o 1,5% bez uwzględnienia różnic kursowych
  • EBIT w wysokości 41,8 mln euro był o 1,6% niższy w porównaniu z rokiem ubiegłym
  • Nowe umowy przyniosły 207 mln euro, w porównaniu do 150 mln euro w roku poprzednim
  • Nowe możliwości biznesowe dzięki popytowi na omnichannel i logistykę miejską
  • Cel na lata 2021/22: osiągnięcie wysokiego jednocyfrowego wzrostu przychodu organicznego

FM Logistic opublikował wyniki finansowe za rok obrotowy, który zakończył się 31 marca 2021 roku. Pełne wyniki wraz ze sprawozdaniem biegłych rewidentów zostaną przedstawione w sprawozdaniu rocznym, które zostanie opublikowane na początku lipca.

Podsumowanie: Wyniki skonsolidowane (w mln euro)
    Ujęte w sprawozdaniu       Porównanie z rokiem ubiegłym  
  2020/21 2019/20 Zmiana w % FX 2020/21 2019/20 Zmiana w %
Przychód 1 380 1 432 -3,6 -73 1 453 1 432 1,5
EBIT 38,8 42,5 -8,7 -3 41,8 42,5 -1,6
Wyniki netto 18,1 19,2          

Przychody w roku 2020/21 wyniosły 1,38 mld euro, co oznacza spadek o 3,6% w stosunku do danych opublikowanych. Wpływ na nie miało spowolnienie gospodarcze spowodowane pandemią COVID-19 na wiosnę 2020 roku oraz straty kursowe (73 mln euro). Czynniki te zostały częściowo skompensowane przez wyraźne ożywienie gospodarcze w drugiej połowie roku obrotowego. Przychody bez uwzględnienia różnic kursowych wzrosły o 1,5%.

EBIT (zysk przed opodatkowaniem i odsetkami) w wysokości 38,8 mln euro był o 8,7% niższy niż w roku ubiegłym. Spadek wynika głównie z wyższych kosztów wynikających z konieczności dostosowania działalności do ograniczeń związanych z pandemią COVID-19 (8,1 mln euro), częściowo zrównoważonych przez oszczędności i środki podjęte w celu obniżenia kosztów, a także wahania kursów walut, które spowodowały spadek w wysokości 3 mln euro. Porównywalny EBIT wyniósł 41,8 miliona euro, co oznacza spadek o 1,6%.

W tak trudnych gospodarczo czasach, FM Logistic udowodnił swoją niezwykłą stabilność i silną pozycję rynkową. Dowodem są nowe umowy o wartości 207 milionów euro podpisane między kwietniem 2020 roku a marcem 2021 roku. Połowa tych umów obejmuje usługi dla omnichannel i e-commerce. Nasi pracownicy dołożyli starań, aby milionom klientów na całym świecie dostarczyć potrzebne produkty. Będziemy nadal wzmacniać naszą silną pozycję w branży dóbr konsumpcyjnych i sieci handlowych, aby pomóc naszym klientom we wdrażaniu zrównoważonych strategii omnichannel – powiedział Jean-Christophe Machet, Dyrektor Generalny firmy FM Logistic.

Rosnący popyt na rozwiązania łańcucha dostaw omnichannel i dla branży e-commerce

W 2020 roku konwencjonalne sklepy były raz po raz zamykane i ponownie otwierane, co zwiększyło popyt na logistykę omnichannel i e-commerce. FM Logistic aktualnie dostarcza rozwiązania logistyczne omnichannel dla 57% swoich klientów.
Kolejnym ważnym czynnikiem wzrostu było rosnące zapotrzebowanie na miejskie rozwiązania logistyczne takie jak mikrocentra dystrybucyjne, tzw. dark stores (punkty odbioru zamówień złożonych online) oraz skrojone na miarę rozwiązania „kliknij i odbierz”. W tych obszarach firma przedłużyła umowy z wiodącymi sieciami handlu detalicznego takimi jak Carrefour, Intermarché czy Sephora.

Wśród najważniejszych nowych umów podpisanych w roku 2020/21 są umowy podpisane z marką z branży beauty, międzynarodowym producentem zabawek oraz z kilkunastoma wiodącymi firmami e-commerce, głównie z takich krajów jak Francja, Hiszpania czy Indie. Kluczowymi klientami, z którymi przedłużono umowy, są Mondelēz i Nestlé. 

Najważniejsze informacje z regionów

Przychody rozłożyły się następująco: Francja – 40%, pozostałe kraje – 60%. Są to proporcje podobne do lat ubiegłych.

  • Na poziomie krajowym przychody we Francji spadły o 1,9% do 548 mln euro. Niższe wolumeny w poszczególnych sektorach, na które negatywnie wpłynęła pandemia COVID-19, zostały zrównoważone wyższym popytem w branżach e-commerce i sprzedaży detalicznej żywności.
  • Przychody i rentowność wzrosły zarówno w Hiszpanii, jak i we Włoszech, a czynnikiem wzrostu była logistyka dla branży e-commerce. Najszybszy wzrost przychodów został odnotowany w Hiszpanii (+22%). Przyczynił się do niego rozwój jednostki logistyki miejskiej Citylogin.
  • W regionie Europy Wschodniej FM Logistic skupiał się na dalszym rozwijaniu usług transportowych. W Rosji przychody z transportu wzrosły o 20%. Oddział na Ukrainie powrócił do zeszłorocznego poziomu zysków, do czego przyczyniło się podwojenie wolumenów w branży e-commerce.
    W Rumunii przedsiębiorstwo przedłużyło na 5 lat umowę z jednym z największych na świecie producentów żywności i odżywek.
  • W regionie Europy Centralnej FM Logistic podpisał 25 nowych kontraktów, wznowił 29 innych oraz rozpoczął budowę nowej platformy magazynowej w Wiskitkach, 10 km od Centralnego Portu Komunikacyjnego.
  • W Azji przedsiębiorstwo podpisało kontrakty z głównymi przedsiębiorstwami w branży e-commerce, w tym z Pepperfry, wirtualną platformą sprzedażową numer 1 w Indiach, gdzie sprzedawane są meble i produkty do domu oraz z VinShop, jedną z największych organizacji zakupowych w Wietnamie, spółką zależną OneMount Group.

W stronę bardziej zrównoważonych łańcuchów dostaw

W roku obrotowym 2020/21 FM Logistic podjął kolejne kroki w celu stworzenia bardziej zrównoważonych łańcuchów dostaw.

Oto niektóre inicjatywy:

  • Organizacja kampanii szkoleniowej w zakresie zdrowia i bezpieczeństwa w prawie 10 krajach.
  • Wyposażenie 50 klientów w narzędzia pozwalające monitorować zakres emisji trzech gazów cieplarnianych związanych z działalnością zlecaną FM Logistic.
  • Przejście na odnawialną energię elektryczną w magazynach FM Logistic w Europie Centralnej, co ma szczególne znaczenie w kontekście dominacji paliw kopalnych w regionie.
  • Projekt produkcji wodoru w procesie elektrolizy wody w dwóch pilotażowych zakładach logistycznych w Escrennes (Francja) i Illescas (Hiszpania) (projekty H2Hub i H2Login, w trakcie realizacji).
  • Rozwój usług dla sprzedawców detalicznych i producentów sprzedających produkty bez opakowań, czego przykładem jest inicjatywa „Les marques toutes nues” (dosłownie: gołe marki) w supermarketach Franprix w regionie paryskim.

Globalny poziom emisji dwutlenku węgla w działalności magazynowej FM Logistic nadal spada. Ogólny spadek w ujęciu bezwzględnym wyniósł 17% od 2018 do 2020 roku.

Przewidywania na lata 2021/22

Biorąc pod uwagę obecny portfel przychodów i spodziewany popyt w obszarach logistyki omnichannel i logistyki miejskiej, FM Logistic przewiduje organiczny wzrost przychodów w górnym, jednocyfrowym przedziale procentowym w roku obrotowym 2021/22. Przewidywania opierają się na założeniu, że ograniczenia związane z Covid-19 będą stopniowo łagodzone, a kurs wymiany rubla rosyjskiego będzie wynosił 90 rubli za 1 euro.

Polski Ład – państwo dopłaci 40 000 zł na spółdzielcze mieszkanie?

Propozycje ogłoszone w programie Nowy Polski Ład będą miały znaczenie nie tylko dla deweloperów i TBS-ów (SIM-ów). Skorzystać na nich mogą również spółdzielnie.

Po upływie pewnego czasu od ogłoszenia programu Nowy Polski Ład, można już bez zbędnych emocji ocenić jego założenia. Warto zwrócić uwagę, że w przypadku „mieszkaniówki”, zaprezentowane rozwiązania zrywają z promowaną jeszcze niedawno koncepcją, którą zakładała wsparcie tylko dla budownictwa czynszowego. Gwarancje wkładu kredytów mieszkaniowych i bony dla rodzin wielodzietnych z możliwością przeznaczenia na zakup lokum to pomysły, które od razu pozytywnie wpłynęły na notowania giełdowe dużych deweloperów. Warto również wspomnieć, że rząd nie porzucił pomysłu promowania społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM-ów), które po prostu będą TBS-ami w nowej odsłonie (z możliwością dojścia do własności mieszkaniowej). Nowy Polski Ład oznacza też dobre wiadomości dla rodzimych spółdzielni, które pod względem aktywności inwestycyjnej nie mogą zaliczyć ostatnich lat do szczególnie udanych.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Nowy Polski Ład ma zapewnić dofinansowanie wkładu mieszkaniowego dla członków spółdzielni.
  • Wspomnianym rozwiązaniem będą zainteresowane głównie małe rodziny.
  • Spółdzielnie na razie obserwują sytuację i na pewno będą oceniać dodatkowy popyt.

Poniżej piszemy więcej o ewentualnym znaczeniu programu Nowy Polski Ład dla spółdzielni mieszkaniowych.

Większe rodziny wybiorą zakup lub budowę domu

Ocena rozwiązań mieszkaniowych, które zawiera Nowy Polski Ład (zwany też Nowym Ładem) jest utrudniona, ponieważ nie znamy jeszcze odpowiedzi na kilka zasadniczych pytań. Na razie wiadomo, że zarówno społeczny bon mieszkaniowy, jak i rodzinny bon mieszkaniowy dla gospodarstw domowych z co najmniej trójką dzieci będzie można przeznaczyć na wkład w spółdzielni mieszkaniowej. Można przypuszczać, że rodziny wielodzietne najbardziej będą zainteresowane wykorzystaniem sporych pieniędzy (np. 100 000 zł) na zakup lub budowę domu. „Spółdzielcza oferta może natomiast wzbudzić większe zainteresowanie ze strony bezdzietnych par i rodzin 2+1” – przypuszcza Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Single nie bardzo skorzystają na rządowej pomocy

Informacje zaprezentowane przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii wskazują, że bony planowane w ramach programu Nowy Polski Ład zapewnią dofinansowanie tylko na spółdzielczy wkład mieszkaniowy. To oznacza, że wkład budowlany w spółdzielni mieszkaniowej (na nowe mieszkanie własnościowe) nie będzie dofinansowywany. Nie wiemy natomiast, jak będzie wyglądała możliwość wykorzystania rodzinnego bonu mieszkaniowego na zakup spółdzielczego własnościowego prawa albo kupno nowego „M” od spółdzielni na wolnym rynku. „W tych dwóch przypadkach, raczej nie powinno być problemów z dofinansowaniem, które wedle założeń będzie wypłacał ZUS” – sądzi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wiadomo również, że społeczny bon mieszkaniowy z opcją wykorzystania go na spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu będzie miał następującą wartość:

  • jednoosobowe gospodarstwa domowe – 5 000 zł
  • małżeństwo bez dzieci – 10 000 zł
  • małżeństwa z jednym dzieckiem – 25 000 zł
  • małżeństwo z dwojgiem dzieci – 40 000 zł

W kontekście powyższych kwot warto wspomnieć, że ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych dokładnie nie określa, ile powinien wynosić wkład mieszkaniowy. Osoby ubiegające się o ustanowienie spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu zwykle muszą jednak wnieść kwotę stanowiącą 20% – 30% kosztów budowy mieszkania. „Mowa o kosztach, które dopiero będą poniesione albo zostały odpowiednio zwaloryzowane od czasu zakończenia budowy (według wartości rynkowej lokalu)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Jeżeli przyjmiemy, że koszt budowy spółdzielczego lokum wynosi 4500 zł/mkw., a mieszkanie interesujące małżeństwo z jednym dzieckiem ma 50 mkw., to można obliczyć, że społeczny bon mieszkaniowy (25 000 zł) sfinansuje ponad jedną trzecią wymaganego wkładu mieszkaniowego (4500 zł/mkw. x 50 mkw. x 30% = 67 500 zł). W przypadku singla zamierzającego zasiedlić nową kawalerkę o powierzchni 30 mkw., analogiczny wynik będzie dużo gorszy, gdyż bon społeczny sfinansuje mniej niż jedną ósmą wymaganych środków. „Dla samotnych osób, które dodatkowo nie posiadają zdolności kredytowej, Nowy Polski Ład nie będzie mieszkaniowym przełomem” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spółdzielnie mieszkaniowe będą badały sytuację

Raczej trudno spodziewać się, że społeczny bon mieszkaniowy oraz cały program Nowy Polski Ład mocno zmieni spojrzenie naszych rodaków na kwestie związane z własnością nieruchomości. Nadal pozostanie ona najbardziej preferowanym wariantem. Tym niemniej, opisywana powyżej pomoc finansowa może sprawić, że spółdzielcze lokatorskie prawo do mieszkania stanie się nieco bardziej popularne. „Jeżeli popyt na lokatorskie „M” odpowiednio wzrośnie, to krajowe spółdzielnie prawdopodobnie rozważą nowe inwestycje, na które obecnie można otrzymać tani kredyt z Banku Gospodarstwa Krajowego” – twierdzi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Od popularności społecznych bonów mieszkaniowych będzie zależało między innymi to, czy spółdzielnie poprawią swoje wyniki inwestycyjne. Miniony rok był dla nich trudny ze względu na pandemię COVID-19. Warto jednak pamiętać, że budownictwo spółdzielcze w naszym kraju od dawna boryka się z problemami. Przez ostatnie lata liczba mieszkań, które spółdzielnie rozpoczęły dla swoich członków była następująca:

  • 2010 r. – 4 644
  • 2011 r. – 2 263
  • 2012 r. – 2 059
  • 2013 r. – 1 389
  • 2014 r. – 1 362
  • 2015 r. – 1 285
  • 2016 r. – 2 187
  • 2017 r. – 2 746
  • 2018 r. – 2 312
  • 2019 r. – 2 058
  • 2020 r. – 1 638

Nie mamy wprawdzie dokładnych informacji, ale można przypuszczać, że większość rozpoczynanych lokali dla członków spółdzielni to mieszkania własnościowe. „Spółdzielnie sprzedają też lokale na wolnym rynku, które GUS dolicza do wyników dotyczących deweloperów (jako mieszkania na sprzedaż i wynajem)” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Co ze stopami procentowymi w Polsce?

Wzmożone dyskusje o podwyżkach stóp procentowych dotyczą nie tylko osób zainteresowanych rynkiem walutowym. Stopy procentowe to również raty kredytów mieszkaniowych wielu z nas.

Oczekiwanie na decyzję Rady

Dzisiaj poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych. Dotychczasowe wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej wskazują na to, że dyskusja może być znacznie bardziej intensywna niż ostatnio. Nie zmienia to faktu, że w dotychczasowych kalkulacjach większość mają tzw. gołębie, czyli zwolennicy niskich stóp procentowych. Analitycy wskazują raczej na scenariusz braku zmian stóp procentowych, ale sugerują dokładnie przyglądać się komentarzom po decyzji. To z nich może wynikać ewentualna zmiana nastawienia decydentów. Jeżeli komentarz nie będzie zamykał się na podwyżki stóp procentowych, możemy być dzisiaj świadkami kontynuacji porannego ruchu umacniającego złotego względem głównych walut.

Mieszane dane z Europy

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty dla europejskiej gospodarki. Aktualizacja danych o PKB za pierwszy kwartał była wyjątkowo korzystna. Recesja wyniosła zaledwie 1,3% wobec 1,8% w pierwotnych danych. Z drugiej strony Indeks instytutu ZEW w Niemczech osiągnął zaledwie 79,8 pkt. Rynki otrzymały zatem dokładnie o tej samej godzinie dwa wyraźnie sprzeczne sygnały. W rezultacie mieliśmy trochę zawirowań na parach związanych z euro, ale finalnie pomimo dużych różnic rynki wróciły niemal do punktu wyjścia.

Rekordy na rynku ropy

Prognozy wzrostu cen ropy idą gwałtownie w górę. Jeszcze niedawno szczyty prognoz sięgały z wyjątkiem pewnych skrajności w okolicach 80 dolarów za baryłkę. Obecnie optymizm rośnie nie tylko u analityków, którzy prognozują już nawet 100 dolarów w dalszej perspektywie, ale również wśród inwestorów, którzy ustanowili kolejne rekordy. Londyńska ropa jest najdroższa od maja 2019 roku, a amerykańska nawet od października 2018. Głównym winnym wzrostu cen jest rosnące zapotrzebowanie wynikające z odmrażania gospodarek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – Polska – komunikat po posiedzeniu RPP,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Bain & Co. po raz trzeci wybrany najlepszym doradcą strategicznym funduszy PE w Polsce

Bain & Company, międzynarodowa firma konsultingowa, po raz trzeci została uznana za najlepszego Doradcę Strategicznego i Komercyjnego funduszy private equity przez członków Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych (PSIK). Nagrody przyznawane są od 2018 roku i promują najwyższe standardy w branży private equity i venture capital oraz wkład tych inwestorów w rozwój polskich spółek.

W 2020 roku warszawskie biuro Bain & Company doradzało przy 40 projektach dla inwestorów private equity i ich spółek portfelowych, z czego około 20 dotyczyło rynku krajowego. Konsultanci pracowali przy największych realizowanych i planowanych transakcjach w Polsce, których łączna wartość szacowana jest na ponad 10 mld euro. Zespół Bain & Company wspierał fundusze PE w projektach due diligence i pomagał przedsiębiorstwom należącym do funduszy PE w budowie ich wartości, zarówno przez wsparcie strategii wzrostu, jak i zwiększanie poziomu rentowności.

To był rok pełen niepewności. Branży PE/VC udało się jednak zrealizować wiele interesujących transakcji. Fundusze poświęciły też dużo uwagi inicjatywom realizowanym wewnątrz spółek portfelowych. Ogromnie cieszy nas ta nagroda. W imieniu naszego zespołu dziękuję klientom za powierzone nam zaufanie – powiedział Jacek Poświata, Partner Zarządzający Bain Poland & CEE.

Nagrody PSIK mają na celu uhonorowanie zarządzających funduszami oraz firm doradczych, banków i kancelarii prawnych za ich osiągnięcia na polskim rynku PE i VC oraz działalność społeczną. O wyborze finalistów w konkursie decyduje niezależne jury, a laureaci w poszczególnych kategoriach zostają wyłonieni w drodze głosowania środowiska zrzeszonego w PSIK. We wcześniejszych edycjach konkursu Bain & Company zyskał uznanie najlepszego doradcy strategicznego w 2018 i 2020 roku.

W ostatnich miesiącach obserwujemy znaczne ożywienie na rynku private equity. Rośnie optymizm wśród inwestorów i ich zainteresowanie polskim rynkiem. Przewidujemy, że wraz ze stabilizowaniem się sytuacji gospodarczej, fundusze private equity dalej zwiększać będą swoją aktywność na krajowym rynku zarówno po stronie kupujących, jak i sprzedających – dodał Jacek Poświata.

70% pracowników zgłaszałoby nieprawidłowości w miejscu pracy, gdyby zapewniono im anonimowość

Blisko 69% pracowników przedsiębiorstw sektora prywatnego obawia się informowania swoich pracodawców o nieprawidłowościach w organizacji z uwagi na następujące po nich konsekwencje służbowe – wynika z badania ARC Rynek i Opinia, przeprowadzonego na zlecenie polskiej spółki informatycznej braf.tech. 30% badanych deklaruje, że w ich miejscach zatrudnienia nie istnieją procedury i kanały zgłaszania nieprawidłowości, a jeśli nawet, to są one niesformalizowane i nie zapewniają ochrony zgłaszającego. Dla 70% pracowników kluczowym czynnikiem, który skłoniłby ich do zasygnalizowania złych praktyk w firmie, jest zapewnienie anonimowości.

 

  • 28% Polaków zgłasza nieprawidłowości w miejscu pracy
  • 52% Polaków deklaruje chęć poinformowania pracodawcy o przypadkach łamania prawa i złych praktykach
  • 50% badanych uważa, że gwarancja dyskrecji sprawi, że będą skłonni do raportowania niewłaściwych zachowań i sytuacji w miejscu pracy
  • 69% badanych obawia się konsekwencji służbowych wynikających ze zgłoszenia przez nich nieprawidłowości
  • 49% respondentów zna przypadki zwolnienia sygnalistów z pracy
  • 70% uczestników badania oczekuje rozwiązań, które zapewnią im możliwość składania zgłoszeń anonimowych

Mimo bliskiego terminu wejścia w życie dyrektywy o ochronie sygnalistów*, firmy z sektora prywatnego, które będą jej podlegać, są często nieświadome nadchodzących obowiązków, a zatrudnieni w nich pracownicy rzadko mają możliwość anonimowego zgłaszania nieprawidłowości wewnątrz organizacji – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie polskiej spółki informatycznej braf.tech pt. „Ochrona sygnalistów – świadomość pracowników i praktyki w firmach w Polsce”.

Tylko co 4 badany zgłasza nieprawidłowości w miejscu pracy

Z badania wynika, że tylko nieco ponad 1/4 pracowników odważyła się kiedyś zgłosić jakąś nieprawidłowość u swojego pracodawcy, przy czym zdecydowana większość tej grupy wykorzystała do tego kanały wewnętrzne (25%). Zgłoszenia te najczęściej dotyczyły niewłaściwego traktowania pracowników, jak np. mobbing czy dyskryminacja (51%), naruszeń przepisów BHP (47%), ale także nieprzestrzegania przepisów prawa pracy (31%) czy działania na szkodę firmy przez pracowników (27%).

Dlaczego nie informujemy swoich pracodawców o złych praktykach w firmie?

30% badanych deklaruje, że w ich miejscach zatrudnienia nie istnieją procedury i kanały zgłaszania nieprawidłowości, a jeśli nawet, to są one niesformalizowane i nie zapewniają poufności oraz ochrony zgłaszającego (jak np. rozmowa osobista, email, pismo). Nieprawidłowości nie zgłasza się zatem przede wszystkim ze względu w obawie przed brakiem poufności (34%), obawy przed pogorszeniem wizerunku w oczach przełożonych (35%), ostracyzmem współpracowników (32%) czy przed konsekwencjami służbowymi (69%), jak np. pominięcie przy awansie czy zwolnienie z pracy. Wśród osób, które kiedyś zgłosiły nieprawidłowości, 16% osobiście doświadczyło negatywnych konsekwencji, ale już niemal 4 na 10 badanych słyszało o sytuacji, w której ktoś inny poniósł konsekwencje w związku z ich zgłoszeniem pracodawcy.

Rozwiązania oferowane pracownikom do zgłaszania nieprawidłowości są często prowizoryczne i wręcz zniechęcające do sygnalizowania jakichkolwiek problemów w organizacji. Z naszego badania wynika, że pracownicy polskich firm częściej angażowaliby się w życie firmy i informowali o złych praktykach w swoich miejscach pracy, ale obawiają się konsekwencji ze strony przełożonych czy współpracowników. Potrzebne są rozwiązania systemowe, czyli specjalne procedury oraz odpowiednio zaprojektowane kanały komunikacji, zapewniające ochronę poufności osoby zgłaszającej – mówi Rafał Barański, prezes braf.tech, współautor aplikacji whiblo, służącej do anonimowego zgłaszania nieprawidłowości w organizacji.

7 na 10 pracowników oczekuje anonimowości

Z badania wynika, że kluczowymi warunkami, które powinien spełniać system do zgłaszania nieprawidłowości w organizacji, aby pracownicy chcieli z niego korzystać, są przede wszystkim możliwość dokonywania zgłoszeń anonimowych (70% wskazań) oraz niezbieranie danych osobowych (55%). Istotne są również starania firm, aby zgłoszone już nieprawidłowości wyjaśnić – jak wynika z badania, 44% pracowników nie sygnalizuje problemów, bo uważa, że ich zgłoszenia nie przyniosą żadnych efektów.

Z naszych obserwacji wynika, że jeśli nawet pracownik odważy się zgłosić swoją obserwację pracodawcy, tylko co trzecia firma podejmuje działania wyjaśniające i eliminujące złe praktyki. Jest to o tyle zastanawiające, że ich odpowiednio wczesne wykrycie i rozwiązanie wewnątrz organizacji może uchronić firmę przed nieodwracalnymi stratami wizerunkowymi czy też karami finansowymi nałożonymi np. przez instytucje zewnętrzne. Słuchanie głosu pracowników i reagowanie na ich sugestie to istotny element w budowaniu organizacji odpowiedzialnej i otwartej. Pracownicy, którzy widzą, że ich „wkład” w życie firmy ma sens, są bardziej zaangażowani i lojalni, co przekłada się na wymierne korzyści dla przedsiębiorstwa. Równocześnie pozostanie anonimowym jest największym oczekiwaniem pracowników a dzisiejsze rozwiązania technologiczne w pełni umożliwiają spełnienie takich potrzeb, tzn. jest możliwe prowadzenie korespondencji między zgłaszającym a firmą bez podania jakichkolwiek danych kontaktowych – dodaje Ewa Żak-Lisewska, dyrektor ds. rozwoju w braf.tech, ekspert w obszarze compliance, pomysłodawczyni i współautorka aplikacji whiblo.

Wiedza o dyrektywie o ochronie sygnalistów jest niewielka – słyszał o niej tylko 1 na 10 badanych. I choć 56% pracowników wierzy, że dzięki nowemu prawu poprawi się bezpieczeństwo zgłaszających naruszenia, wciąż jednak pojawiają się osoby, które pozostają wobec tego sceptyczne. To od postawy i działań pracodawców zależy, czy pracownicy będą chcieli sygnalizować nieprawidłowości w organizacji i tym samym przyczyniać się do doskonalenia swojego miejsca pracy.

* O Dyrektywie:

17 grudnia 2021 r. w Polsce oraz innych państwach członkowskich UE wchodzi w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywa o ochronie sygnalistów). Zgodnie z dyrektywą wskazane w niej firmy oraz instytucje są zobowiązane do podjęcia szeregu działań mających na celu ich dostosowanie do nowych przepisów. W praktyce dostosowanie tych podmiotów do założeń dyrektywy oznacza podjęcie działań organizacyjnych, takich jak stworzenie wewnętrznych procedur, zapewnienie komunikacji, szkoleń czy przypisanie zadań i odpowiedzialności, oraz wdrożenie narzędzi technicznych, czyli utworzenie wewnętrznych kanałów zgłaszania nieprawidłowości. Zgodnie z dyrektywą, kanały te mają być zaprojektowane i obsługiwane w sposób zapewniający ochronę poufności tożsamości osoby zgłaszającej (sygnalisty), a także mają umożliwiać obsługę zgłoszeń anonimowych.

O badaniu:

Badanie „Ochrona sygnalistów – świadomość pracowników i praktyki w firmach w Polsce” zostało przeprowadzone w kwietniu 2021 r. przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie braf.tech. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI na grupie 403 pracowników firm prywatnych zatrudniających ponad 50 pracowników i firm z sektora finansowego zatrudniających ponad 10 osób, objętych działaniem Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1937 w sprawie ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii (tzw. dyrektywa o ochronie sygnalistów).

Bankowcy przebranżawiają się do……bankowości nowej ery?

W pierwszej połowie 2021 r. liczba pracowników z sektora bankowego – szukających etatu w innej branży – była o 20 proc. wyższa niż w analogicznym okresie 2020 r. wynika z danych Grupy Progres. Już niebawem może ona wzrosnąć, bo bankowość ulega dynamicznym zmianom. Wraz z nią zmieniają się role, jakie pełnią pracownicy, którzy – jeśli chcą pozostać w zawodzie – muszą nabywać nowe umiejętności i przygotować się na zupełnie inne obowiązki od tych pełnionych w banku do tej pory.

Pierwszy bankomat w Polsce pojawił się w 1987 r. a terminal płatniczy w 1992 r. W 1998 r. Powszechny Bank Gospodarczy z Łodzi zaoferował klientom indywidualnym i małym firmom dostęp do kont online. Obecnie, polski sektor bankowy w niczym nie przypomina tego z lat 90-tych. Banki formułują nowe strategie oparte przede wszystkim na technologii, sztucznej inteligencji czy aplikacjach mobilnych. Większość z nich ogranicza bezpośredni kontakt z klientem na rzecz spotkań online i nowych funkcjonalności pozwalających na samodzielne zarządzanie kontem, zmienia sposób świadczenia usług bankowych oraz modyfikuje swoje struktury.

8 osób dziennie zwalnianych z bankowości

Zmian oraz tendencji spadkowych zachodzących w polskim sektorze bankowym dot. zatrudnianej kadry nie sposób ignorować. Mimo że sektor ten należy do grona pięciu branż z największą liczbą kreowanych miejsc pracy to ich liczba spada sukcesywnie. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego, w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba zatrudnionych w sektorze bankowym zmniejszyła się o niemal 30 tys. – z poziomu 177 260 osób (stan na 31.01.2011) do 147 308 osób (stan na 31.02.2021). W 2020 r. z etatem pożegnało się niemal 7,5 tys. osób.

– Restrukturyzacje i dynamiczne zmiany w polskich instytucjach finansowych dla kilku tysięcy Polaków oznaczały zwolnienie z pracy. Niepewność dotycząca zajmowanego stanowiska sprawiła, że osoby, które nadal są na etacie, w obawie przed jego utratą zaczynają się przebranżawiać. Co pokazują również nasze dane. Wynika z nich, że od stycznia do czerwca 2021 r. liczba kandydatów zatrudnionych do tej pory w banku i szukających pracy w innym sektorze wzrosła o 20 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Osoby myślące o porzuceniu rodzimego sektora nie powinny podejmować pochopnych decyzji. Dla wielu z nich szansą jest bowiem nie zmiana zawodu, a wykorzystanie dotychczasowych umiejętności, nabycie kolejnych i przejście z branży bankowej do bankowości nowej cyfrowej ery, która będzie potrzebowała wielu specjalistów – zaznacza Cezary Maciołek.

Nowe oblicze bankowości

Jak podaje KNF, 31 grudnia 2012 r. w naszym kraju funkcjonowały 7 534 oddziały bankowe, pod koniec lutego 2021 r. było ich o 2 050 mniej (5 484). Przez nieco ponad 8 lat (w każdym z 98 miesięcy) z polskiej mapy znikało średnio 20 oddziałów. Obecnie, więcej osób pracuje w centralach banków (79,6 tys.), niż̇ w sieci placówek na terenie kraju (67 tys.). Co więcej, struktury jednostek finansowych poddawane są ciągłym unowocześnieniom. Według Deloitte, Polska zajmuje 4 miejsce na 39 badanych państw, jeśli chodzi rozwój kanałów cyfrowych w bankowości.

Klienci stali się bardziej wymagający i mogą wykonywać wiele czynności bez konieczności bezpośredniego kontaktu z bankiem, stali się też bardziej świadomi swoich potrzeb. To wymusza na bankowcach inny sposób myślenia i komunikacji z klientem oraz dostarczania mu cyfrowych usług bankowych. A te cieszą się w Polsce dużą popularnością. Co potwierdzają statystyki Związku Banków Polskich, z których wynika, że z bankowości internetowej w naszym kraju korzysta 19,5 mln klientów indywidualnych i 2,2 mln małych i średnich przedsiębiorców. Do różnego rodzaju płatności mobilnych – wykonywanych za pośrednictwem telefonu – podłączonych jest 3,1 mln bankowych kart płatniczych.

– Świadomość transformacji bankowości powinna być pierwszym krokiem do zawodowej zmiany. W jego zrobieniu bardzo dużą rolę pełnią menedżerowie, którzy rewolucję w strategii banku i jego procesach powinni zacząć od przygotowania do niej kadry. Bo organizacje, w których pracują zmierzają w kierunku szczuplejszych struktur i sprawniejszego projektowania produktów. Dla pracownika zajmującego stanowisko inne niż menedżerskie oznacza to modyfikację kierowanych wobec niego oczekiwań, często więcej swobody w realizowaniu zadań – podkreśla Urszula Wysocka, Country Manager Efma, Ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie. – Rewolucja cyfrowa jest szansą na podnoszenie kwalifikacji i dalszy rozwój w kierunku tworzenia innowacyjnych rozwiązań dedykowanych klientom, a także skalowanej bankowości relacyjnej. Bo bankowość opiera się właśnie na relacjach z klientami, którzy liczą na kontakt z drugim człowiekiem. W tym przypadku roboty mogą tylko pomóc ludziom w budowaniu i umacnianiu wspomnianych relacji – zaznacza ekspertka WSB.

Ten sam zawód inne wymagania

96 proc. Polaków pozytywnie ocenia cyfryzację w bankowości i finansach, jak wynika z badania Mastercard przeprowadzonego w listopadzie 2020 r. By sprostać oczekiwaniom klientów i nowym obowiązkom, obecny oraz przyszły pracownik sektora bankowego powinien posiadać kompetencje uniwersalne np. cyfrowe. Dzięki nim sprawnie wykorzysta technologie i efektywnie przeanalizuje dane. Kluczowa stanie się też umiejętność współpracy z robotami, otwartość na sztuczną inteligencję, umiejętności interpersonalne oraz aktywne inicjowanie nowych rozwiązań. Pracodawcy bankowości nowej ery powinni także samodzielnie rozwiązywać pojawiające się problemy oraz mieć zdolność adaptacji, bez której – w dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości – nie będą w stanie przetrwać i zdobywać nowych kompetencji.

Według Cezarego Maciołka, połączenie posiadanych już umiejętności z tymi nabytymi na potrzeby bankowości nowej ery sprawi, że dany kandydat nie będzie miał problemów z pracą w rodzimym sektorze. Nie przeszkodzi mu cyfryzacja, automatyzacja ani roboty traktowane jako zagrożenie obecnych stanowisk, które dla świadomego bankowca staną się jedynie narzędziem pomagającym odnieść sukces zawodowy. Warto zatem rozwijać posiadane już zdolności analityczne, wiedzę z zakresu bezpieczeństwa danych, a także znajomość języków obcych, zaznacza ekspert.

Zmiana nie dla każdego

Obowiązki i model wykonywanej pracy w sektorze bankowym nowej ery oznacza zmianę dla osób posiadających etat w tej branży. Cyfryzacja i umiejętne wykorzystanie robotów pozwolą wyeliminować czynności monotonne, powtarzalne, wykonywane do tej pory przez pracowników banków. Ich rola ewoluuje od konsultanta realizującego zlecenia interesantów do eksperta, który jest ich doradcą w procesie podejmowania ważnych i trafnych decyzji finansowych.

– Transformację w bankowości należy traktować jako szansę, a nie zagrożenie. Ponieważ daje ona wiele nieodkrytych jeszcze możliwości rozwoju. Wszystko zależy od indywidualnego nastawienia. To negatywne wymaga zmiany mentalności. Warto zacząć ją od określenia roli, jaką możemy pełnić w tej ewoluującej rzeczywistości i zdobycia wiedzy nt. pożądanych kompetencji czy szkoleń, w których warto wziąć udział, a także wyznaczenia kierunku, w jakim ma zmierzać planowana ścieżka rozwoju zawodowego. Szukajmy rozwiązań, nie przeszkód. Bo problem z pracą w bankowości nowej ery będzie miała każda osoba konserwatywnie podchodząca do zasad funkcjonowania i pracy w instytucjach finansowych oraz każdy, kto nie będzie świadomy procesu transformacji bankowości, w jakim uczestniczy – podsumowuje Urszula Wysocka.

Czynszowa przepaść cenowa. Różnica cen za wynajem mieszkania to nawet 5090 zł

Wynajem 50-metrowego mieszkania bez liczników i opłat dodatkowych to wydatek od 800 zł miesięcznie. W drogich zazwyczaj Wrocławiu czy Krakowie można znaleźć oferty oscylujące wokół 1000 zł. Aż 5890 zł to najwyższa stawka w Warszawie. Za tak duże różnice odpowiada m.in. lokalizacja i standard wykończenia.

Eksperci rankomat.pl przeanalizowali ceny mieszkań na wynajem o powierzchni 50 m2. Dodatkowym kryterium branym pod uwagę było pochodzenie takiej nieruchomości (rynek wtórny), rodzaj opłaty (sam czynsz), a także lokalizacja (duże miasto, niekoniecznie wojewódzkie, w niektórych z nazwami dzielnic). Dane pochodzą z serwisu ogłoszeniowego gethome.pl na dzień 27.05.2021 r.

Ceny minimalne – od 800 zł w Rzeszowie do 1950 zł w Gdyni

Różnice wynajmu mieszkania 50 m2Najniższy czynsz za mieszkanie 50 m2 w dużym mieście zapłaci najemca w Rzeszowie. To równo 800 zł na miesiąc. Podobną stawkę mają Kielce (880 zł) i Kraków w dzielnicy Zwierzyniec (900 zł) – wynika z zestawienia ofert portalu gethome.pl.

Za 1000 zł miesięcznie można wynająć mieszkanie w Poznaniu na Jeżycach, w Toruniu i w Olsztynie.

Nieznacznie powyżej tego progu są Bydgoszcz (1100 zł), Częstochowa (1150 zł), Wrocław w dzielnicy Krzyki i Łódź na Bałutach (1200 zł) oraz Sosnowiec (1250 zł).

Prawie 1500 zł samego czynszu trzeba zapłacić w Gdańsku w dzielnicy Chełm (1400 zł) i w Katowicach w Zespole Dzielnic Śródmiejskich (również 1400 zł). Minimum 1500 zł to kwoty za wynajem oferowane w Warszawie na Białołęce i w Białymstoku.

Najwięcej za najtańsze mieszkanie 50 m2 trzeba wydać w Lublinie (1700 zł), w Szczecinie Śródmieściu (1800 zł) i w Gdyni na Redłowie (1950 zł) – podaje serwis gethome.pl.

Niska cena jest często podyktowana gorszą lokalizacją i układem samego mieszkania. Nawet 50-metrowy lokal może składać się z 1 pokoju i stanowić właściwie dużą kawalerkę. W połączeniu z brakiem wyposażenia, wynajmujący jest skłonny zaoferować bardzo atrakcyjną cenę nawet w drogim mieście – komentuje wyniki Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości rankomat.pl.Najdroższe mieszkania na wynajem Najtańsze mieszkania na wynajem

Emisja akcji SAMITO zakończona sukcesem. Spółka pozyskała 2,1 mln zł

Zakończyła się oferta publiczna akcji SAMITO S.A., twórcy technologicznych rozwiązań dla e‑commerce w modelu SaaS. Spółka pozyskała od inwestorów 2,1 mln zł, czyli 139 proc. podstawowego celu, który pozwoli skutecznie realizować działania rozwojowe. Emisja była prowadzona w formule crowdinvestingu prezentowanego na platformie CrowdConnect.pl prowadzonej przez Dom Maklerski INC. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój oraz marketing narzędzi SAMITO.

– Z wielką radością informujemy o sukcesie emisji akcji SAMITO. Dziękujemy inwestorom za okazane zaufanie. Bardzo cieszymy się, że osiągnęliśmy podstawowy cel, pozwalający efektywnie i skutecznie realizować działania rozwojowe spółki. W szczególności . na rozwój naszego autorskiego narzędzia SAMITO dla wydawców, które w tym roku wprowadziliśmy na rynek. – komentuje Rafał Gawłowski, prezes zarządu SAMITO S.A.

SAMITO oferuje sklepom i innym firmom pozyskujących klientów online szereg rozwiązań, które pomagają pozyskać użytkowników i skutecznie zachęcić ich do dokonania zakupów. Autorskie narzędzie SAMITO dla wydawców pomaga wydawcom monetyzować treści serwisów internetowych, poprzez zautomatyzowane działania content marketingu dla sklepów internetowych. Przewagą narzędzia jest również efektywnościowy model rozliczenia. Spółka podjęła już współpracę m.in. z serwisami wydawnictwa Burda Media. Pozyskane finansowanie zostanie przeznaczone m.in. na wprowadzenie funkcjonalności umożliwiających samodzielną implementacje przez mniejszych wydawców. Równolegle trwają prace nad narzędziem, które pozwoli na automatyczne tagowanie treści wideo.

Równolegle, SAMITO wraz z PayNow – integratorem płatności z Grupy mBank przygotowują nową usługę efektywnego ratowania porzuconych koszyków dla e-sklepów. Usługa ta już za kilka tygodni będzie dostępna dla klientów SAMITO. W ciągu kolejnych miesięcy znajdzie się także w czołowych platformach dla e-commerce w Polsce – w formie wtyczki. Docelowo spółki wspólnie chcą opracować i wdrożyć szereg rozwiązań, które ułatwią proces płatności w sklepach online i zwiększą konwersję.

Debiut SAMITO na NewConnect planowany jest na przełomie 2021 i 2022 r.

Awaria Fastly, nie działają m.in. witryny Amazona i Twitcha – komentarz eksperta

Awaria dostawcy usługi tzw. chmury brzegowej „Fastly” spowodowała chwilowy brak dostępu do witryn klientów firmy, w tym Rządu Brytyjskiego, Amazona, Twitcha czy Reddita. Choć usługa już wkrótce ma zostać ponownie włączona, wciąż nie są jeszcze znane przyczyny awarii. Eksperci rozważają m.in. atak DDoS.

Chociaż nie znamy jeszcze przyczyny powszechnej awarii w firmie świadczącej usługi w chmurze, Fastly, ważne jest, aby zrozumieć, dlaczego jej wpływ był tak duży. Fastly to CDN (content delivery network), czyli sieć dostarczania treści. Sieci CDN generują repliki oryginalnych witryn dla właścicieli witryn, aby umożliwić równoważenie obciążenia. – zwraca uwagę Lotem Finkelsteen, szef działu Threat Intelligence w Check Point Software Technologies

Użytkownicy, zamiast uzyskiwać dostęp do jednego scentralizowanego serwera, co może powodować jego przeciążenie, otrzymują dostęp do jego replik, które rozkładają obciążenie między sobą. Przykładowo, oryginalny serwer mógłby znajdować się w San Francisco, ale jego repliki znajdują się w Paryżu, Manhattanie, Tel Awiwie i Hongkongu. Każdy jest kierowany do serwera najbliższego swojemu urządzeniu. Awaria sieci CDN oznacza, że repliki są niedostępne i praktycznie nikt nie jest w stanie zobaczyć zawartości oryginalnego serwera. Wygląda więc na to, że Amazon, Reddit, Twitch i wszystkie te duże witryny zostały „zdjęte” jednocześnie, ale nie zostały zaatakowane bezpośrednio. W tym wypadku nie ma przestojów dla tych firm. Jedyna awaria miała miejsce w Fastly, obsługującym ich CDN.

– Nie znamy jeszcze dokładnej przyczyny i istnieje wiele możliwych odpowiedzi dla takich awarii. Jednak przypomina nam to incydent z października 2016 r., kiedy botnet Mirai za pomocą ataku DDoS wpłynął na kilka głośnych celów. Mirai był botnetem IoT, który przejął kontrolę nad kamerami i innymi tego typu urządzeniami, zmuszając je do wysyłania żądań usunięcia Dyn, firmy świadczącej usługi DNS obsługującej wiele marek, w tym Twitter, BBC i Reddit. – dodaje ekspert Check Point Software.

Z najnowszych informacji wynika, że Fastly zastosowało już poprawkę i o godz. o 11:57 czasu brytyjskiego poinformowało klientów, że „mogą doświadczyć zwiększonego obciążenia głównych serwerów do momentu powrotu usług globalnych”.

Rzecznik MŚP proponuje regionalizację płacy minimalnej i powiązanie jej z obiektywnym czynnikiem ekonomicznym

Postulat regionalizacji i powiązania płacy minimalnej z obiektywnym parametrem ekonomicznym przedstawiony został podczas XXIV Posiedzenia Rady Przedsiębiorców, będącego zarazem drugą konferencją programową Dziesiątki Rzecznika MŚP – zbioru najważniejszych dla przedsiębiorców postulatów zmian systemowych. Posiedzenie zostało zorganizowane we współpracy z Business Centre Club, pod patronatem medialnym Polskiej Agencji Prasowej.

– W sprawie płacy minimalnej powinien być zawiązany szeroki konsensus. Nie chcemy robić czegoś przeciwko pracownikom, czy związkom zawodowym. To ma być rozwiązanie nie „przeciw”, a „dla” – dobre dla wszystkich. Uważamy, że płaca minimalna powinna rosnąć, ale w pewnym powiązaniu z ogólną sytuacją na rynku pracy. Przedstawimy rozwiązania, z których, mam nadzieję, rząd będzie mógł skorzystać – mówił podczas spotkania Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

– Pytanie jak połączyć cele społeczne płacy minimalnej z rachunkiem ekonomicznym, oraz jak spowodować, by płaca minimalna była przewidywalna i pozwalająca projektować rozwój firmy tak, by w średnim i dłuższym okresie czasu nastąpił wzrost zarobków? Niech płaca minimalna wynosi nawet i 10 tys. zł, ale musi to faktycznie wynikać z rachunku ekonomicznego firm. Nie może to być tylko cel społeczny – dodał Marek Goliszewski, Prezes Business Centre Club.

Sprawiedliwa stawka – połowa średniego wynagrodzenia w powiecie?

Fundacja Republikańska zaprezentowała raport przygotowany na zlecenie Rzecznika, który zakłada zróżnicowanie stawek minimalnych i ustalenie ich w wysokości połowy średniego wynagrodzenia w danym powiecie.

Radca Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Kamil Rybikowski przedstawił historię płacy minimalnej. Edyta Wyrodek z Biura Rzecznika, wskazała że według rekomendacji OECD i Banku Światowego dla Polski podnoszenie płacy minimalnej powinno przebiegać w oparciu o analizę sytuacji na rynku pracy, w tym szczególnie o wysokość średniego wynagrodzenia, a jej regionalne zróżnicowanie pozwoli na lepsze dopasowanie do warunków rynkowych.

Przedstawicielka NSZZ „Solidarność”, Barbara Surdykowska uczuliła na trudności związane z dostępem do danych publicznych, szczególnie jeśli chodzi o firmy zatrudniające do 9 osób. Mateusz Benedyk, Dyrektor Generalny Instytutu im. Ludwiga Misesa, zaznaczył z kolei, że regionalizacja taka ma sens, tylko jeśli obniżymy płacę minimalną w uboższych powiatach, a nie jedynie podniesiemy w najbogatszych.

– Obecnie stosunkowo silne zróżnicowanie regionalne jest dodatkowo utrwalane, a nie zmniejszane, właśnie przez utrzymywanie nadmiernie wysokiej, szkodliwej dla słabszych ekonomicznie regionów, ogólnokrajowej wysokości płacy minimalnej. Coroczna praktyka wyznaczania, czy też niby – negocjowania płacy minimalnej w ramach dialogu społecznego, rząd traktuje jako „bezkosztowy”, ale jedynie dla budżetu państwa, i to pozornie, bo finansowany ze środków pracodawców, instrument polityki społecznej – powiedział Witold Michałek, Ekspert Business Centre Club.

– Ta regionalizacja już istnieje! Na poziomie kontynentalnym, europejskim. Przecież pomiędzy poszczególnymi krajami mamy zróżnicowane płace minimalne. Łatwo sobie wyobrazić co by było gdyby była jedna stawka płacy minimalnej w całej Europie. Polska opowiadała się przeciwko podwyższaniu i ujednolicaniu tych stawek, bo wszyscy zdawali sobie sprawę, że to byłoby niekorzystne nie tylko dla naszych pracodawców, ale też i dla pracowników, którzy straciliby pracę, bo nasze firmy wypadłyby z rynku. Pytanie więc, dlaczego tak boimy się tej regionalizacji na poziomie krajowym, której bronimy na poziomie unijnym – podsumował Mikołaj Kruczyński, Koordynator Rady Przedsiębiorców.

Większe wydatki konsumentów podczas pandemii utrzymały wzrosty w branży produkcji AGD

Pandemia COVID-19 nie zaburzyła rozwoju firm produkujących sprzęt AGD i komponenty. Branżę uratowały większe zakupy konsumentów, które wynikały z przesunięcia wydatków z usług i towarów postrzeganych jako mniej potrzebne na m.in. wyposażenie domów w nowy sprzęt AGD. Po początkowym załamaniu na początku 2020 roku, produkcja w Unii bardzo szybko odbiła i osiągnęła poziom o około 10% wyższy niż przed epidemią – wynika z raportu „Producenci i dostawcy AGD w obliczu nowych trendów i wyzwań”, który na zlecenie Santander Bank Polska przygotowała SpotData.

Podobnie jak w całej Unii Europejskiej, również w Polsce od drugiej połowy 2020 roku produkcja sprzętu AGD przyspieszyła i znalazła się około 10% powyżej średniej z lat 2018 – 2019. Na początku pandemii polska branża miała nadzieje, że nasz kraj może zyskać w łańcuchach dostaw kosztem Chin. Jednak dane z kolejnych miesięcy ubiegłego roku wskazują, że na razie taki proces nie ma miejsca. Niektóre firmy wskazują, że zmiany mogą nastąpić za jakiś czas, po tym jak polscy producenci AGD dostosują swoje linie produkcyjne.

– Dobry wynik branży w Polsce jest częściowo efektem substytucji wydatków konsumentów, z usług w kierunku dóbr trwałych. Substytucja może oznaczać, że wysokie tempo produkcji nie utrzyma się po wygaśnięciu pandemii, gdy konsumenci większą część wydatków przeznaczą na usługi takie jak wakacje czy rekreacja. Nie jest to zagrożenie dla producentów, bo ogólna dynamika powinna pozostać dodatnia, szczególnie w Polsce, ale jest to czynnik, który producenci powinni wziąć pod uwagę w najbliższych miesiącach – mówi Ignacy Morawski, dyrektor SpotData.

produkcja sprzętu agdPo miesiącach twardego lockdownu niektóre kategorie produktowe zanotowały ogromne odbicie, szczególnie jest to widoczne w kategoriach: pralki/suszarki i chłodziarki. Np. popyt na pralki domowe zanotował kilkudziesięcioprocentowy wzrost. Widać to po danych importowych poszczególnych krajów. Na większości rynków, dla których dostępne są dane miesięczne, wzrost importu był dwucyfrowy. Porównując dane z grudnia 2020 roku, Niemcy zanotowały 31% wzrost importu rdr., USA 23% a Wielka Brytania blisko 18% wzrost rdr.

Polska nowym ogniwem w łańcuchu dostaw?

Jedną z najważniejszych zmian, jaką potencjalnie może wywołać kryzys związany z COVID-19, jest przetasowanie w światowych łańcuchach dostaw. Utrudnienia i opóźnienia w dostawach komponentów mogą sprawić, że niektórzy europejscy producenci przesuną dostawy do bliższych lokalizacji. Problemy finansowe firm w krajach rozwiniętych mogą też sprawić, że będą one szukały tańszych dostawców na innych rynkach, takich jak Polska, które oferują niższe koszty przy bardzo wysokiej jakości.

– Niektórzy analitycy rynku uważają, że trwałe zmiany w łańcuchach dostaw prędzej czy później nastąpią. Na razie jednak nie widać ich w danych, struktury geograficzne importu nie zmieniły się istotnie w 2020 roku, a nawet wzmocnione zostały trendy widoczne w poprzednich latach – jak wzrost udziału Chin w europejskim rynku. Ich udział w całkowitym imporcie sprzętu AGD do UE wzrósł z 23,8% w 2019 roku do 27,5% na koniec ubiegłego roku – mówi Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej Santander Bank Polska.

Szczególnie wysoki w ubiegłym roku był wzrost udziału Chin w europejskim imporcie elementów plastikowych do AGD, w których produkcji Polska się specjalizuje. Można zakładać, że w najbliższym czasie będzie to jedno z wyzwań, z którym przyjdzie się zmierzyć krajowym producentom. Wraz ze stopniowym wzrostem PKB per capita i wynagrodzeń, Polsce trudno będzie utrzymać konkurencyjność w niektórych segmentach rynku. Z drugiej strony, warto zauważyć, że producenci towarów plastikowych w Polsce koncentrują się na produkcji wyrobów wysokiej jakości.

– W minionym roku obserwowaliśmy niespotykane w przemyśle turbulencje spowodowane pandemią. Obecnie czekać nas może istotna zmiana sytuacji międzynarodowej, która wpłynie na podaż komponentów i wyrobów gotowych, a także zachowania konsumentów. Jeżeli do tego dodamy gwałtowny wzrost cen stali i innych surowców, pożary w kluczowych fabrykach półprzewodników czy chociażby kolizję jednego z tankowców w strategicznym międzykontynentalnym gardle, zobaczymy elementy, które w swoich decyzjach muszą uwzględniać decydenci inwestycyjni. Te czynniki z pewnością wpłyną na zmianę łańcucha dostaw i ukierunkowanie go na bardziej bezpieczne lokalizacje. Nasz region, położony blisko głównych rynków konsumenckich może na tym skorzystać. Tym bardziej, że zdaliśmy już jakościowy egzamin – dodaje Wojciech Konecki, prezes APPLiA

Zielona transformacja przemysłu chemicznego

Nadchodzące lata będą czasem wielu wyzwań dla każdej gałęzi przemysłu, w tym dla sektora chemicznego. Europejski Zielony Ład (EZŁ) ma nie tylko przekształcić stary kontynent w nowoczesną, konkurencyjną i zieloną gospodarkę, ale też do 2050 roku pomóc osiągnąć neutralność klimatyczną. Jak – wobec ambitnych celów – z zieloną transformacją radzi sobie Polska Chemia?

Europejski Zielony Ład to zbiór inicjatyw politycznych, których nadrzędnym celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. W ramach tej strategii Komisja Europejska określiła priorytety, zakładające dokonanie przeglądu istniejących już regulacji pod kątem ich wpływu na klimat, jak również wprowadzenie nowych przepisów w następujących obszarach:

  • inwestycje w technologie przyjazne dla środowiska;
  • wspieranie innowacji przemysłowych;
  • wprowadzanie czystszych, tańszych form transportu prywatnego i publicznego;
  • obniżenie emisyjności sektora energii;
  • zapewnienie większej efektywności energetycznej budynków;
  • współpraca z partnerami międzynarodowymi w celu poprawy światowych norm środowiskowych[1].

Koncepcja EZŁ to długofalowy plan działania na rzecz zrównoważonej gospodarki UE. Osiągnięcie wyśrubowanych celów będzie wymagać zmiany optyki i potraktowania wyzwań związanych z klimatem i środowiskiem jako nowych możliwości rozwoju we wszystkich obszarach polityk i sektorach gospodarki. Pomimo trwającej już prawie półtora roku pandemii COVID-19, rok 2021 stoi pod znakiem aktywnej implementacji EZŁ w bardzo wielu dziedzinach.

W przekazach medialnych wiele mówi się o znacznym zmniejszaniu emisji dwutlenku węgla i ogólnym wspieraniu wszelkich działań proekologicznych, jednak założenia i cele Europejskiego Zielonego Ładu są znacznie bardziej rozległe i szczegółowe. Tylko w 2020 roku Komisja Europejska przedstawiła kilka ważnych dokumentów, które wpisują się w EZŁ, a są to m.in.: europejskie prawo o klimacie, europejska strategia przemysłowa, unijna strategia na rzecz bioróżnorodności 2030, strategia „od pola do stołu” oraz strategia na rzecz zrównoważonych chemikaliów. Absolutnie każdy z powyższych elementów dotyczy chemii, bowiem trudno znaleźć taki obszar tej koncepcji unijnej, który – przynajmniej w jakimś stopniu – nie odnosiłby się do sektora chemicznego – podkreśla dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Zielona transformacja a konkurencyjność przemysłu chemicznego

Branża chemiczna swoją zieloną transformację przechodzi nie od dziś. Długie lata licznych inwestycji, wypełniania norm i zobowiązań, usprawniania procesów produkcyjnych, doskonalenia produktów, wzmacniania odpowiedzialności – wszystko to immanentne cechy sektora, dla którego jednym z priorytetów jest odpowiedzialność za środowisko i społeczeństwo. Zaangażowanie w działania proekologiczne jest naprawdę widoczne, jednak dostosowanie do zmian regulacyjnych wymaga ogromnych nakładów zarówno finansowych, jak i czasowych. Należy też pamiętać, że nie wszystkie regiony na świecie przyjęły tak ścisłe regulacje jak Europa. W związku z tym, by utrzymać i wzmacniać przewagę konkurencyjną wspólnotowego przemysłu, konieczne jest odpowiednie wsparcie przedsiębiorstw ze strony administracji.

Rola chemii w transformacji ekologicznej

Sektor chemiczny będzie odgrywał główną rolę w osiąganiu wszystkich europejskich zielonych celów. To od nowoczesnych procesów wytwórczych i produktów zależeć będzie poprawa sytuacji klimatycznej. Chemia ma ogromny potencjał, a jej innowacyjne, proekologiczne rozwiązania w wielu obszarach wpływają na inne gałęzie przemysłu, a tym samym na całą gospodarkę. – Ostatni rok
w bardzo dobitny spos
ób pokazał, jak wielką rolę przemysł chemiczny odegrał w walce z pandemią
i jak ważny będzie w odbudowie gospodarki, kt
óra powoli zaczyna stawać na nogi po największym
w ostatnich dziesięcioleciach kryzysie. Środki do dezynfekcji czy szereg wyrob
ów medycznych
z tworzyw sztucznych to tylko przykłady produkt
ów, bez których walka z koronawirusem byłaby niemożliwa. Sytuacja, w której się znaleźliśmy, pokazała, jak wiele zależy od chemii, o czym na co dzień zdajemy się nie pamiętać. Przemysł chemiczny to przecież nie tylko wielkie instalacje
i skomplikowane urządzenia – chemia zaspokaja także codzienne, w tym te najbardziej podstawowe, potrzeby każdego człowieka. Zapominamy, że chemia jest niezbędna, produkując zaawansowane technologicznie materiały, na kt
órych bazują wszystkie elementy życia nowoczesnych społeczeństw. Europejska zielona transformacja bez wkładu sektora chemicznego nie będzie możliwa – wskazuje dr inż. Tomasz Zieliński, Prezes Zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Produkty oraz procesy chemiczne są obecne wszędzie, a ich rola jest nieoceniona. Coraz więcej mówi się o pozyskiwaniu energii z odnawialnych źródeł, a to przecież chemia tworzy podstawowe elementy potrzebne chociażby do budowy paneli słonecznych czy turbin wiatrowych. Kolejnym przykładem są technologie wodorowe, które mają spowodować, że ten najbardziej powszechny we wszechświecie pierwiastek stanie się „nowoczesnym paliwem XXI wieku”. Przemysł chemiczny, będąc jednym z głównych producentów, stoi w centrum wodorowej rewolucji – stąd też fundamentalny udział sektora w rozwoju gospodarki opartej na wodorze jest oczywisty.

Gospodarka o Obiegu Zamkniętym (GOZ) to następny obszar, w którym chemia odgrywa kluczową rolę. GOZ zakłada minimalizację zużycia surowców oraz powstawania odpadów. a tym samym zmniejszenie emisji i poziomów wykorzystania energii, poprzez tworzenie systemu, w którym powstające odpady traktowane są jako surowce w kolejnych etapach produkcyjnych. Sektor chemiczny nieustannie pracuje nad innowacyjnymi rozwiązaniami, takimi jak recykling chemiczny, umożliwiając jego rozwój i szersze zastosowanie.

Polska Chemia i jej proekologiczne działania

Polski sektor chemiczny dostrzega stojące przed nim wyzwania i chce im sprostać. Od lat prowadzi liczne zabiegi w zakresie ochrony środowiska. Kluczowe są zwłaszcza działania związane z ochroną powietrza, na które przeznaczane jest 82% wszystkich nakładów.

Według wyników badań przeprowadzonych pośród podmiotów zrzeszonych w Polskiej Izbie Przemysłu Chemicznego w 2019 roku, prawie 50% ankietowanych podmiotów ograniczyło wielkość emisji zanieczyszczeń do powietrza. Sukcesywne ograniczanie oddziaływania na środowisko jest wieloletnim trendem w branży chemicznej, wynikającym zarówno ze stałego ulepszania i modernizacji instalacji, rosnącej świadomości środowiskowej, jak i dostosowania się do zmieniających się wymogów prawnych. Widoczne ograniczenia emisji zanieczyszczeń dotyczą m.in. CO2 – w 53% badanych zakładów. Redukcji uległ także poziom emisji w zakresie SO2 oraz lotnych związków organicznych. Obniżone zostały także poziomy emisji pyłów.

Z punktu widzenia dbałości o środowisko niezwykle istotny jest też obszar ochrony wód – polski przemysł chemiczny na działania z tym związane przeznacza 15% środków kierowanych na inwestycje ekologiczne. Jak pokazują wyniki wspomnianych badań, 40% podmiotów ograniczyło zużycie wody, której głównym źródłem dla przedsiębiorstw produkcyjnych są zakładowe ujęcia.

Polska Chemia przykłada także ogromną wagę do efektywnego gospodarowania odpadami.
W 2019 roku 62% ankietowanych podmiotów zredukowało ich poziom. Wielkość wytworzonych odpadów niebezpiecznych także została obniżona, osiągając średnią wartość mniejszą o 7,6% w stosunku do roku poprzedniego. Spośród podmiotów składujących odpady ponad 40% zmniejszyło ich ilość.

Jak pokazują kolejne badania Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego przeprowadzone w 2020 roku, kluczowymi inicjatywami dla funkcjonowania i rozwoju ankietowanych firm chemicznych są:  europejskie prawo o klimacie, strategia w zakresie zrównoważonych chemikaliów oraz plan działania UE dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym. Większość ankietowanych deklaruje, że realizacja założeń i inicjatyw Europejskiego Zielonego Ładu stwarza szanse rozwoju i pobudzenia innowacji, a także inwestycji w przemyśle chemicznym w Polsce. Z drugiej jednak strony, przedsiębiorstwa obawiają się dodatkowych obciążeń regulacyjnych, które jeszcze bardziej dociążą
i tak bardzo już doregulowany sektor. Dlatego tak ważne jest, by wszelkie projektowane zmiany prawne uwzględniały realne możliwości branży i aktualną sytuację gospodarczą.

W ramach różnych proekologicznych inicjatyw przemysłu chemicznego, pod auspicjami Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, w Polsce już od 25 lat realizowany jest światowy Program „Odpowiedzialność i Troska” (Responsible Care). Jego nadrzędnym celem jest ciągłe dążenie do poprawy w obszarach zdrowia, bezpieczeństwa oraz ochrony środowiska, jak również otwartość komunikowania w zakresie działań i osiągnięć branży. Do programu przystąpić może każde przedsiębiorstwo, niezależnie od swojej wielkości i stanu „uciążliwości” dla otoczenia. Realizacja przyjętych założeń pozwala bowiem na kompleksową minimalizację oddziaływania na środowisko i prowadzi do poprawy warunków pracy i wzrostu bezpieczeństwa funkcjonowania instalacji wytwórczych.

W kontekście działań na rzecz zielonej transformacji nie można zapomnieć o rozwiązaniach z zakresu 4.0 – stanowią one nieodłączny element rozwoju przemysłu chemicznego. Wdrażanie innowacji technologicznych w przedsiębiorstwach jest nie tylko szansą na zwiększenie ich konkurencyjności na rynkach europejskim i światowym, ale także działaniem wspierającym zieloną transformację gospodarki. Inteligentne przedsiębiorstwa zwiększają swoją wydajność, elastyczność, przy jednoczesnym zmniejszaniu kosztów związanych z produkcją i logistyką. Nowoczesne technologie to także fundamentalny element pozwalający budować przewagę konkurencyjną, a Polska Chemia
– mając tego świadomość – chętnie w nie inwestuje. Badania przeprowadzone przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego wykazały, że blisko 80% ankietowanych podmiotów dostrzega, iż w ostatnich 5 latach w ich firmach rozwinęły się technologie 4.0 poprawiające funkcjonowanie przedsiębiorstwa, a co trzeci z nich uważa, że mają one bardzo duży wpływ na organizację. Przemysł chemiczny jest jednym z filarów nowoczesnej, zielonej gospodarki, a cyfryzacja jest jednym z ważniejszych elementów na drodze do ekologicznej przemiany.

Wsparcie zielonej transformacji sektora chemicznego

Aby „zielone zmiany” mogły toczyć się dalej, konieczne jest wdrożenie szeregu mechanizmów związanych ze sprawiedliwą transformacją tak, by wszystkie kraje unijne miały równe szanse w sprostaniu założeniom Europejskiego Zielonego Ładu. Komisja Europejska wskazała następujące obszary, w których chce pomagać przedsiębiorstwom i sektorom prowadzącym wysokoemisyjną działalność lub obejmującym taką działalność:

  • wspieranie w przechodzeniu na technologie niskoemisyjne;
  • tworzenie atrakcyjnych warunków dla inwestorów publicznych i prywatnych;
  • zapewnianie łatwiejszego dostępu do kredytów i pożyczek oraz wsparcia finansowego;
  • inwestowanie w tworzenie nowych firm, MŚP i start–upów;
  • inwestowanie w badania naukowe i innowacje.[2]

Z tymi założeniami muszą być spójne także nasze krajowe regulacje, aby zapewniać odpowiednie otoczenie do projektowania oraz wdrażania zielonych rozwiązań w Polskiej Chemii. To dzięki niej, jej wyrobom i procesom ekologiczna transformacja będzie dokonywać się także w innych sektorach. Jako branża odpowiedzialna społecznie, chemia podejmuje niemalże każde wyzwanie, jednak wszelkie przemiany będą znacznie trudniejsze bez właściwego wsparcia ze strony administracji publicznej. Pozwoli ono na ochronę i wzmocnienie konkurencyjności, a dialog i partnerskie podejście podczas opracowywania i implementowania różnych regulacji pozytywnie wpłynie na podejmowanie prośrodowiskowych działań przez branżę chemiczną, od której rozwiązań tak wiele zależy.

 

Zielona transformacja będzie również jednym z tematów rozmów podczas VIII Kongresu Polska Chemia, który odbędzie się już 16 czerwca w formule całodziennego programu telewizji online. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny dla wszystkich zarejestrowanych.

Szczegóły i rejestracja dostępna jest na stronie: www.kongrespolskachemia.pl

Artykuł opracowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego.

[1] Komisja Europejska https://ec.europa.eu/info/strategy/priorities-2019-2024/european-green-deal_pl

[2] Komisja Europejska https://ec.europa.eu/info/strategy/priorities-2019-2024/european-green-deal/actions-being-taken-eu/just-transition-mechanism_pl

RPP i BoC tematem zastępczym

Dziś decyzje w sprawie stóp procentowych podejmują dwa banki centralne: Kanady oraz Polski. Ten pierwszy już w kwietniu ogłosił redukcję skupu aktywów na co zareagował CAD dynamicznym umocnieniem. W Polsce inflacja w ostatnim czasie podskoczyła do poziomu 4,8 proc. a w mediach rozgorzała dyskusja na temat możliwości wcześniejszej podwyżki stóp procentowych.

Na dzień przed ważnymi danymi inflacyjnymi z USA oraz decyzją Europejskiego Banku Centralnego na rynku panuje spokój, co jest odzwierciedlone niską zmiennością. Nieco więcej uwagi można zatem poświęcić rynkom pobocznym. O godz. 16:00 poznamy decyzję Banku Kanady w sprawie stóp procentowych. Przypomnijmy, że instytucja już w kwietniu ograniczyła wolumen swoich tygodniowych zakupów aktywów o 4 mld CAD do 3 mld CAD. Jednocześnie bank w raporcie na temat polityki pieniężnej podniósł prognozy wzrostu gospodarczego na 2021 i 2022 rok. Widać, że BoC działa w sposób dalekowzroczny. Bank nie ma potrzeby dokonywania korekt po publikacji PKB za I kwartał (5,6 proc. vs oczekiwane 6,6 proc.), którą poznaliśmy w ubiegłym tygodniu. W zasadzie gospodarka rozwija się zgodnie z prognozami Bo. W tym roku PKB Kanady może wzrosnąć o ponad 6 proc, w przyszłym  o 3,75 proc. Według banku inflacja początkowo wzrośnie powyżej zakresu celu (1-3 proc.), głównie ze względu na efekt bazy i wzrost cen ropy. W II połowie roku prawdopodobnie spadnie ponownie w okolice 2 proc. Z kolei rynek pracy nie otrząsnął się jeszcze z szoki pandemicznego. Dlatego też dzisiaj nie powinniśmy oczekiwać zmian w parametrach polityki monetarnej. Ewentualnych zmian możemy oczekiwać na lipcowym posiedzeniu, kiedy to zostaną opublikowany kolejny raport z nowymi projekcjami. Bank prawdopodobnie nic nie zrobi w czerwcu również ze względu na bardzo silnego CAD-a, który w relacji do dolara amerykańskiego uległ silnej aprecjacji. Od marca 2020 roku para USD/CAD spadła z poziomu 1,4650 do 1,2010.

Wracając do amerykańskiej gospodarki, poznaliśmy wczoraj JOLTS – czyli liczbę wakatów w USA zarejestrowanych przez Bureau of Labor Statistics, która wzrosła do poziomu 9,3 mln. To rekordowy poziom. Wyraźnie widać, że popyt na pracowników jest bardzo duży w wyniku ożywienia po załamaniu związanym z COVID-19. Wysoki popyt nie jest jednak zaspokajany. Zbyt mało ludzi wróciło na rynek pracy, co jest po części związane z bogatym pakietem fiskalnym, polegającym na bezpośredniej pomocy finansowej. Oznacza to, że presja płacowa w najbliższym czasie może silnie rosnąć. Fed nie przejdzie obok tego obojętnie. Widać, że dzienna zmienność na EUR/USD znacznie zmalała. Wynosi obecnie ok 50 pkt. (mówi o tym wskaźnik ATR). Większe może pojawić się na jutrzejszej sesji.

Przechodząc na nasze podwórko bez wątpienia wydarzeniem dnia, a może nawet tygodnia jest dzisiejsza decyzja RPP w sprawie stóp procentowych. Na rynku rozgorzała dyskusja o możliwości zacieśniania polityki pieniężnej, ale RPP wydaje się być nieugięta. W Radzie większość należy do obozu „gołębi” czyli osób opowiadających się za luźną polityką pieniężną. Jest w śród nich Prezes Glapiński, który dodatkowo ma decydujący głos. Szeroka dyskusja, która toczy się w mediach krajowych na temat kosztu pieniądza i ewentualnej zmiany tego parametru, wynika z ostatniej publikacji inflacyjnego wskaźnika CPI. Podskoczył on do poziomu 4,8 proc. r/r co oznacza, że znajduje się aktualnie powyżej celu obranego przez NBP. Za podwyżkami stóp opowiadaj się aktualnie Gatnar, Hardt oraz Zubelewicz.  Taką możliwość sugerował również Jerzy Żyżyński. To jednak za mała liczba głosów aby wniosek mógł zostać przegłosowany.  Naszym zdaniem na środowym posiedzeniu zapadnie decyzja o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie (stopa referencyjna 0,1 proc.). Złoty słabnie w ostatnich dniach oddając część zysków z poprzednich sesji. Rynek zdaje sobie sprawę, że RPP pozostaje gołębia i spekulacyjny umacnianie waluty traci sens. W przypadku EUR/PLN uczciwe wydają się poziomy 4,4450 – 4,4800, w których kurs poruszał się w ostatnich dniach. Niemniej utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie i wyższa inflacją pogłębiają realnie ujemne stopy, co z pewnością nie sprzyja złotemu. Należy oczekiwać większej zmienności przed posiedzeniem RPP oraz po jego zakończeniu. Dziś EUR/PLN jest na poziomie 4,4580.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

Rynki czekają na czwartkowe sygnały z EBC

Posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego w czwartek będzie w tym tygodniu kluczowym wydarzeniem dla rynku walutowego. W centrum uwagi znajdą się nowe projekcje makroekonomiczne oraz sygnały dotyczące perspektyw prowadzonego programu skupu aktywów.

Nie spodziewamy się po tym zebraniu żadnych zmian w polityce monetarnej EBC i uważamy, że bank będzie starał się tonować wypowiedzi mimo poprawy w publikowanych danych ze strefy euro. Po rozpoczęciu znoszenia pandemicznych restrykcji wskaźniki aktywności w całej Europie w ostatnich tygodniach często zaskakiwały w górę. Indeksy PMI znowu kierują się w dobrą stronę – w maju indeks kompozytowy dla strefy euro został zrewidowany w górę do 57,1 pkt, co jest najwyższym poziomem od lutego 2018 r. W niewielkim stopniu narasta również presja inflacyjna – stopa inflacji wzrosła w zeszłym miesiącu do najwyższego od ponad dwóch i pół roku poziomu 2% (Wykres 1).

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2021)

Inflacja w strefie euro
Źródło: Refintiv Datastream Data: 08.06.2021

Mając to na uwadze, uważamy, że istnieje potencjał na nieco mniej gołębią, niż obecnie spodziewa się rynek, komunikację ze strony Rady Prezesów, co mogłoby wesprzeć euro. W tym tygodniu bank opublikuje również zaktualizowane projekcje makroekonomiczne. Spodziewamy się niewielkiej rewizji w górę prognoz wzrostu gospodarczego i inflacji. Szczególnie skala zmian tych ostatnich będzie istotna dla rynku, biorąc pod uwagę, że zakłócenia w łańcuchach dostaw i podwyższone ceny surowców sprawiają, że ceny na całym świecie rosną.

Najważniejsze dla rynku będzie jednak prawdopodobnie spojrzenie banku na jego program skupu aktywów w czasie pandemii (PEPP). Mianowicie na to, czy ogłoszony wcześniej „istotny” wzrost tempa zakupów obligacji będzie zmniejszony w związku z ożywieniem gospodarczym. Uważamy, że bank centralny nie jest jeszcze gotowy na ten krok. Podobnie jak decydenci FOMC w ostatnich komunikatach, wielu członków EBC wyraziło opinię, że wzrost inflacji będzie tymczasowy. Niepewność związana z trwającym kryzysem zdrowotnym – w szczególności wpływem wariantu delta (indyjskiego) koronawirusa na liczbę zakażeń – również stanowi zagrożenie dla perspektyw i jest powodem, by politykę normalizować ostrożnie.

Jesteśmy zdania, że obecne tempo skupu aktywów w ramach programu PEPP (ok. 80 mld euro miesięcznie) zostanie utrzymane do września, od kiedy to spodziewamy się stopniowego zmniejszania zakupów. Rozmowy dotyczące daty zakończenia programu prawdopodobnie również będą musiały zaczekać przynajmniej do wrześniowego posiedzenia. Decydenci będą mieli wówczas znacznie jaśniejszy obraz stanu kryzysu zdrowotnego i, w szczególności, jego długoterminowych implikacji dla inflacji w strefie euro.

Wykres 2: Skup aktywów przez EBC w ramach PEPP (2020 – 2021)

Skup aktywów przez EBC w ramach PEPP
Źródło: Refintiv Datastream Data: 08.06.2021

Ogólnie uważamy, że EBC przyjmie w czwartkowych komunikatach nieco mniej gołębi ton niż spodziewany. Oczekujemy jednak, że prezes Lagarde wstrzyma się z sygnalizowaniem, że zbliża się ograniczenie skupu aktywów. Zdecydowanie zakładamy też, że w parze z powyższym będą szły prognozy EBC odzwierciedlające bardziej optymistyczną perspektywę, co może zapewnić wsparcie dla euro w relacji do głównych walut pod koniec tygodnia. Z kolei bardziej gołębia komunikacja, sugerująca, że obecne tempo zakupów może zostać utrzymane nawet po wrześniu, prawdopodobnie wywołałaby wyprzedaż wspólnej waluty.

Decyzje EBC poznamy w czwartek 10 czerwca o 13:45; konferencja prasowa odbędzie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Po 7 latach kontroli i nazywania przedsiębiorcy oszustem fiskus przyznał, że nie miał do tego podstaw

Od listopada 2013 r. organy skarbowe prowadziły wobec przedsiębiorcy kontrolę w zakresie jego rozliczeń podatkowych za 2011 r. Po 2 latach nazwały go oszustem, oskarżając o świadome uczestnictwo w karuzeli VAT, tylko nie potrafiły tego udowodnić. Pod koniec 2016 r., a więc tuż przed upływem terminu, w jakim powinny to zrobić, wszczęto przeciw niemu postępowanie karne skarbowe. To pozwoliło fiskusowi zawiesić bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, tym samym dając urzędnikom czas na szukanie dowodów winy przedsiębiorcy. Choć już w listopadzie 2017 r., na skutek zażalenia wniesionego przez reprezentującego firmę Roberta Nogackiego z Kancelarii Prawnej Skarbiec, sąd zobligował organy do działania, a nie tylko sztucznego przedłużania postępowania. Dopiero po upływie kolejnych 3 lat, i to również dopiero wskutek interwencji pełnomocnika, urzędnicy przyznali, że te 7 lat kontroli nie dało podstaw do zakwestionowania rzetelności przedsiębiorcy, tym samym nie było żadnych podstaw do wniesienia przeciw niemu aktu oskarżenia.

Oskarżenie o oszustwo karuzelowe w obrocie stalą

W listopadzie 2013 r. Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej we Wrocławiu wszczął postępowanie kontrolne wobec wałbrzyskiego przedsiębiorcy, w wyniku której 2 lata później stwierdził, że przedsiębiorca w swoich rozliczeniach za okres czerwiec-grudzień 2011 r. posłużył się 16 nierzetelnymi fakturami VAT, niedokumentującymi nabycia prętów stalowych na kwotę ponad 750 tys. zł netto oraz takimi samymi 13 pustymi fakturami, bo niedokumentującymi dokonanej przez niego wewnątrzwspólnotowej sprzedaży tych prętów na kwotę ponad 780 tys. zł netto.

Organ oskarżył przedsiębiorcę o uczestnictwo w karuzeli podatkowej mającej na celu wyłudzenie VAT, jednocześnie określając mu zobowiązanie w tym podatku na kwotę blisko 150 tys. zł oraz w podatku dochodowym na blisko 120 tys. zł.

Gdy dowodów brak, trzeba zrobić z przedsiębiorcy podejrzanego, bo zegar tyka

Przedsiębiorca zwrócił się o pomoc do Kancelarii Prawnej Skarbiec, przy której wsparciu zaskarżył powyższe działania fiskusa. Wniesione przez pełnomocnika odwołanie, wskazujące na brak podstaw do utrzymania takiego rozstrzygnięcia organu w mocy, odniosło skutek i w kwietniu 2016 r. decyzja Dyrektora UKS we Wrocławiu została uchylona. Gdy wydawało się, że w braku tych podstaw, a więc braku dowodów na udział przedsiębiorcy w oszustwie karuzelowym, jego sprawa zostanie zakończona, na 3 miesiące przed upływem 5-letniego terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, 15 września 2016 r., organy skarbowe wszczęły przeciw przedsiębiorcy postępowanie karne skarbowe. To pozwoliło im zawiesić bieg tego terminu i nadal szukać dowodów winy przedsiębiorcy. Nie mogąc ich znaleźć, 9 miesięcy później wydały postanowienie o zawieszeniu tego postępowania, co pozwoliło im utrzymać permanentny stan zawieszenia terminów przedawnienia spornych zobowiązań.

Sąd zobligował organy, by w końcu coś podejrzanemu przedsiębiorcy udowodniły

W wyniku wniesionego przez pełnomocnika zażalenia Sąd Rejonowy w Wałbrzychu w listopadzie 2017 r. uchylił to postanowienie, nie zezwalając na bezczynność organów i nakazując im prowadzenie dalszych czynności dochodzeniowych. Wszystko po to, aby zobligować je do tego, by w końcu coś podejrzanemu udowodniły. Choć prowadzone przeciwko właścicielowi firmy dochodzenie wciąż nie przynosiło pożądanych przez skarbówkę rezultatów, w styczniu 2018 r. Naczelnik Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu ponownie wydał niekorzystne dla niego rozstrzygnięcie. W lipcu 2019 r. ponownie uchylił je Dyrektor Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu, wskazując Naczelnikowi szereg zaleceń dla poprawy nieprawidłowo prowadzonego postępowania dowodowego. W zaleceniach tych Dyrektor wskazał wprost na dokonane przez tak długie lata niezasadne, niespójne, nieprawidłowe i budzące wątpliwości ustalenia.

Od postanowienia sądu upłynęły kolejne lata, a organy wciąż nie znalazły dowodu winy przedsiębiorcy

Upłynęło kolejne pół roku, a mimo licznych zaleceń organu II instancji Naczelnik wciąż nie dostarczył żadnego twardego dowodu na świadomy udział przedsiębiorcy w karuzeli VAT. Nie zdołał nawet dowieść, że zakwestionowane dokonane przez niego dostawy nie miały miejsca. Reprezentujący podatnika, zarówno w sprawie podatkowej, jak i karnej skarbowej, radca prawny Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec, w styczniu 2020 r. wystąpił więc do organu z pytaniami:

  • na jakim obecnie etapie znajduje się przedmiotowa sprawa karna skarbowa?,
  • jakie okoliczności uzasadniają dalsze przedłużanie postępowania?,
  • jakie czynności procesowe, w tym dowodowe, zostały przeprowadzone od czasu doręczenia organowi postanowienia Sądu Rejonowego w Wałbrzychu z 14 listopada 2017 r.?
  • oraz jakie czynności procesowe, w tym dowodowe, organ ścigania planuje wykonać jeszcze w tej sprawie?

Będąc pewnym braku konstruktywnej odpowiedzi ze strony organu, jednocześnie wniósł o umorzenie postępowania. Przy całkowitym jej braku w marcu pełnomocnik ponowił pytania. Odpowiedź uzyskał 6 kwietnia 2020 r. Drugi Referat Dochodzeniowo-Śledczy w Wałbrzychu Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu zadeklarował, że czynności procesowe są prowadzone, niemniej rozważa umorzenie prowadzonego przeciw przedsiębiorcy postępowania. Pismem z 14 września 2020 r. organ wreszcie udzielił odpowiedzi na zadane pytania, generalnie wycofując się ze swych dotychczasowych ustaleń. Po blisko 7 latach toczonych przeciw przedsiębiorcy postępowań i kontroli stwierdził brak w jego rozliczeniach nieprawidłowości w podatku dochodowym, a nieprawidłowości VAT są, ale opiewają na kwotę… 284 zł.

Po 7 latach organ przyznał podejrzanemu przedsiębiorcy, że brak było podstaw do podejrzeń

Dnia 7 stycznia 2021 r. do reprezentującego podejrzanego o przestępstwo karne skarbowe przedsiębiorcę pełnomocnika z Kancelarii Prawnej Skarbiec wpłynęło postanowienie Naczelnika Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu o umorzeniu prowadzonego dochodzenia. W piśmie tym przyznał, że zgromadzony w toku postępowania kontrolnego materiał dowodowy nie dał podstaw do zakwestionowania rzetelności dokonanych przez przedsiębiorcę transakcji. Nie zgromadzono dowodów wskazujących na jego przestępcze działanie i brak jest danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia zarzucanego mu przestępstwa skarbowego…

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

100% kosztów, 50% obłożenia. Sytuacja hotelarzy nadal jest bardzo trudna

Mogłoby się wydawać, że wraz z odmrożeniem gospodarki skończą się problemy hotelarzy oraz właścicieli pensjonatów i mieszkań na wynajem. Czy tak jest? Nie do końca. Przynajmniej do 26 czerwca obłożenie w hotelach i pensjonatach może wynosić 50%. Dla branży to niezrozumiałe, bo utrzymanie restrykcji w czasie tak poważnego zahamowania pandemii to generowanie strat i brak możliwości zarabiania pieniędzy. – Prowadzimy rozmowy z hotelarzami na bieżąco. 50% obłożenia wystarcza na pokrycie kosztów, ale nie wystarcza na generowanie zysków. Hotele są poważnie zadłużone, a w ostatnich miesiącach generowały wyłącznie stratę. Utrzymanie obostrzeń to dla nich kolejny cios. Biorąc pod uwagę sytuację epidemiczną i zdrowy rozsądek cios zupełnie niezasadny i niepotrzebny – mówi Katarzyna Michalska z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

Hotelarze nie wiedzą czy mogą sprzedawać rezerwacje powyżej poziomu 50% obłożenia na lipiec i na sierpień

Hotelarstwo jest jednym z sektorów gospodarki najsilniej dotkniętych pandemią koronawirusa. Przez siedem miesięcy hotelarze niemal nie mogli przyjmować gości. Efekt to wielomilionowe straty, wiele hoteli i pensjonatów na sprzedaż oraz w wielu przypadkach konieczność zwalniania pracowników. Mogłoby się wydawać, że w tym sektorze odbicie może nastąpić szybko. Problemem wciąż pozostają obostrzenia. Do 26 czerwca hotele nie mogą przyjmować kompletu gości.

– Trudno to zrozumieć, bo hotele to bardzo bezpieczne miejsca, w których dba się o higienę oraz dystans między osobami przebywającymi. W wielu hotelach do dzisiaj nie uruchomiono strefy wellness, co również przedkłada się na zyski, a właściwie na straty takich miejsc. Turyści chcą rezerwować miejsca, planować urlopy w lipcu i sierpniu. Hotelarze mają teraz bardzo nikomfortową sytuację – albo na ślepo będą rezerwować miejsca powyżej 50% jakby byli pewni, że odmrożenie nastąpi albo będą rezerwować miejsca, a potem… odwoływać, gdy okaże się, że pandemia wróci lub gdy okaże się, że 50% limit zostanie utrzymany. To mało prawdopodobne, ale czy niemożliwe? Przedsiębiorcy znowu żyją w czasie podszytym niepewnością – mówi Katarzyna Michalska z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

– Dla hotelarzy wciąż nie nastąpiło właściwe odmrożenie gospodarki. 100% kosztów, 50% obłożenia. Z której strony nie patrzeć, rachunek ekonomiczny zupełnie się nie zgadza – dodaje Filip Kiżuk z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska. – Hotelarze chcieliby rezerwować miejsca na kolejne wakacyjne miesiące, bo obawiają się, że turyści z Polski jak nie znajdą dla siebie miejsca to zrezygnują z wakacji lub pojadą zagranicę – dodaje ekspert. – Wciąż nie wiemy także ilu turystów z zagranicy przyjedzie do Polski. Wiemy, że wielu czeka w blokach startowych na odblokowanie swobodnego przejścia przez granicę. Znowu występują tu jednak utrudnienia, które dla przedsiębiorców są trudne do zrozumienia – mówi Filip Kiżuk.

W 2019 roku na Pomorzu Zachodnim udzielono kilkanaście milionów noclegów. Nikt nie spodziewał się, że trafi się pandemia…

Jak zwracają uwagę eksperci z centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska ruch w sektorze hotelarskim wciąż jest bardzo duży. – Jest to sektor, który w 2019 roku na Pomorzu Zachodnim przeżył prawdziwy boom. Kilkanaście milionów udzielonych noclegów to skala spektakularnego sukcesu gospodarczego. Podejmowano decyzje o wielkich inwestycjach, remontach, zakupie ziemi. I przyszła pandemia. Wszystko stało się nie tyle nieaktualne, co zawieszone w czasie. Nie wszyscy mają czas i pieniądze, by czekać aż koniunktura gospodarcza wróci do poziomu sprzed pandemii – mówi Filip Kiżuk z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

– Jest wiele hoteli i pensjonatów na sprzedaż. Mowa zarówno o miastach, mniejszych miejscowościach jak i pasie nadmorskim. Wielu przedsiębiorców straciło serce do tego biznesu i boi się o przyszłość. Inni po czasie lockdownu są w tak trudnej sytuacji, że starają się ratować resztki majątku i szukają inwestorów. Co ciekawe, nie brakuje także firm i osób zainteresowanych zakupem obiektów nad morzem. Apartamenty przeżywają prawdziwy szturm. Kiedy wystawiany jest apartament nad morzem to znika w dwa-trzy dni. Nie ma mowy o wysokim dyskoncie cenowym. Klienci po prostu czekają, aż coś ciekawego się pojawi – dodaje Katarzyna Michalska.

Kucharz, kelner, barman – przyjmę do pracy od zaraz! Branża gastronomiczna szuka pracowników

Branża gastronomiczna powoli wraca do normalności i to w okresie przedsezonowym. Stałe luzowanie obostrzeń w maju poskutkowało dużym poruszeniem na rynku pracy. Gastronomia potrzebuje pracowników – najwięcej ogłoszeń, bo aż ponad 5 tysięcy, skierowanych jest do kucharzy. Podobne deficyty dotyczą pracy na stanowisku kelnera, barmana oraz baristy.

Trwająca pandemia koronawirusa ograniczyła działalność restauracji, kawiarni i pubów, często stawiając właścicieli lokali na skraju bankructwa. Chwilowe luzowanie obostrzeń w ubiegłym roku nie uchroniło wielu pracowników przed zwolnieniem. Obecnie, gdy branża powoli wraca do intensywniejszej działalności, zaczyna brakować na rynku rąk do pracy.

Coraz więcej ofert pracy

Wiele osób, widząc możliwości zatrudnienia, jakie oferuje obecnie rynek gastronomiczny, przegląda najświeższe ogłoszenia po konkretnych słowach kluczowych. Najczęściej wyszukiwanymi frazami w maju 2021 r. w podkategorii gastronomia na OLX Praca były:

  • kucharz,
  • pomoc kuchenna,
  • kelner/ kelnerka, 

Obecnie w gastronomii na OLX jest dostępnych ponad 17 tys. ogłoszeń – porównując te dane z poprzednim rokiem, jest ich ok. 11 tys. więcej. Największy deficyt kucharzy oraz kelnerów widoczny jest w województwie mazowieckim – w obu przypadkach opublikowanych jest prawie 1000 ofert.

Wśród województw z największą liczbą ofert dla kucharzy oraz kelnerów są również województwa śląskie oraz dolnośląskie (prawie po 600 ofert). Pracowników brakuje także w województwie pomorskim (blisko 500), co ma bezpośredni związek ze zbliżającymi się wakacjami – w nadmorskich kurortach już teraz jest ogromne zapotrzebowanie. Na jedno ogłoszenie dotyczące zatrudnienia w gastronomii na OLX Praca składanych jest średnio 28 aplikacji. A liczba ta będzie cały czas rosła, ponieważ dotyczy ostatnich 12 miesięcy.

Ile można zarobić w branży gastronomicznej?

W zależności od miejsca zatrudnienia kelnerzy mogą liczyć na zarobek od 17 do 25 zł brutto za godzinę. W treści ogłoszeń dla kucharzy najczęściej pojawia się wynagrodzenie w wysokości 6 tys. zł brutto.

Najlepiej w gastronomii można zarobić w największych miastach w Polsce – na ich czele jest Warszawa. Według kalkulatora OLX wyliczającego poziom wynagrodzenia stolica naszego kraju wyróżnia się najwyższą średnią zarobków – na stanowisku szefa kuchni można zarobić prawie 8,5 tys. zł brutto. W przypadku pracy sezonowej w branży gastronomicznej pracodawcy często oferują wyżywienie, zakwaterowanie, elastyczne godziny pracy, możliwość otrzymywania napiwków oraz premii uznaniowych.

Jak pozyskiwać nowych pracowników?

Warto pamiętać o podstawowych zasadach przy tworzeniu ogłoszenia o pracę. Zdawkowe streszczenie bez konkretów może sprawić, że zainteresowani będą mieć zbyt wiele wątpliwości i ostatecznie nie zaaplikują na daną ofertę.

Treść powinna być spójna i zawierać wszystkie najważniejsze informacje, w tym:

  • wymiar godzin,
  • rodzaj umowy,
  • opis działalności firmy,
  • zakres obowiązków i wymagania,
  • benefity pozapłacowe,
  • system premiowy,
  • szczegóły dotyczące awansu.

Jest również jeden aspekt, który może zdecydowanie zwiększyć liczbę aplikacji – podanie widełek płacowych.

Szczególnie przy poszukiwaniu pracowników sezonowych istotny będzie dokładny opis stanowiska pracy. Aplikujący chcą wiedzieć, co konkretnie oferuje pracodawca, jakie są warunki, zakres obowiązków, czy są elastyczne godziny pracy. Warto również pamiętać o uwzględnieniu wymagań, takich jak np. książeczka zdrowia na potrzeby sanitarno-epidemiologiczne. Dla osób pilnie poszukujących zatrudnienia najważniejsza będzie jednak wysokość wynagrodzenia i to może przynieść największy efekt w procesie rekrutacji. Jak wynika z badań OLX, nawet o 48 proc. więcej aplikacji napływa od kandydatów na ogłoszenia z podanym wynagrodzeniem – wyjaśnia Paweł Świderski, Head of Jobs w OLX.

Osoby, które szukają obecnie pracy, mogą ją znaleźć właśnie w branży gastronomicznej. Ofert stale przybywa i będzie ich coraz więcej. Dla wielu lokali okres wakacyjny będzie największym testem i zarazem odpowiedzią, czy środki zainwestowane w pierwszych miesiącach po zniesieniu obostrzeń, pozwolą przynieść zysk i wrócić do w miarę stabilnej sytuacji finansowej.

Widać odmrożenie w gospodarce: rośnie sprzedaż, co czwarta firma ze zwiększonymi zamówieniami, a usługi planują zatrudniać

W wyniku zniesienia obostrzeń epidemicznych i otwarcia gospodarki po raz pierwszy w tym roku przedsiębiorcy pozytywnie oceniają koniunkturę w polskiej gospodarce. Miesięczny Indeks Koniunktury wzrósł w czerwcu o 7,8 pkt. do 102,8 pkt., co oznacza  znaczną poprawę koniunktury względem poprzedniego miesiąca. Za wzrost MIK w szóstym odczycie zadecydowały przede wszystkim rosnąca wartość sprzedaży (o 21 pkt.) i rosnąca liczba nowych zamówień (o 11,9 pkt.) – wynika z czerwcowego notowania wskaźnika przygotowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny we współpracy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego.

W czerwcowym odczycie niemal wszystkie komponenty MIK – poza inwestycjami – osiągnęły poziom powyżej odczytu neutralnego. Najwyższe wartości wskaźnika dotyczyły płynności finansowej (117,4), zatrudnienia (114,9), liczby nowych zamówień (109,6) oraz wynagrodzeń (108,7). Jedynym komponentem pozostającym poniżej odczytu neutralnego są inwestycje. Jednak również w tym obszarze zanotowano istotny wzrost (o 17,7 pkt.).
W porównaniu z poprzednim miesiącem znaczna poprawa wyników nastąpiła w sprzedaży i w liczbie nowych zamówień. Z kolei od stycznia sytuacja firm pozostaje względnie stabilna pod względem wysokości wynagrodzeń oraz poziomu dostosowania mocy produkcyjnych do popytu.

MIK zestawienie comiesięczneMIK zestawienie comiesięczne

Po raz pierwszy w 2021 roku MIK osiągnął poziom powyżej neutralnego. Luzowanie obostrzeń, a przy tym wyższy popyt na towary i usługi, wpłynął na wzrost wartości indeksu w każdym badanym komponencie. Negatywne pozostają jednak nastroje mikro-przedsiębiorców. Publikowane dane z kart płatniczych sugerują, że w ostatnich tygodniach konsumenci realizowali odłożony popyt. Podobnie o zwiększonym zapotrzebowaniu na produkty i usługi świadczy wysoka wartość MIK w obszarze liczby zamówień. Choć moce produkcyjne są wystarczające, to problemy z dostawą półproduktów mogą wpłynąć na problemy w produkcji. Nastroje dotyczące zatrudnienia niezmiennie od początku badania były pozytywne. Ostatnie dane z Eurostatu pokazują, że bezrobocie w Polsce wyniosło 3,1 proc. i było najniższe w Europie. W dalszej perspektywie brak wolnych rąk do pracy może jednak spowolnić wzrost firm i być czynnikiem proinflacyjnym. Ostatni miesiąc był szczególnie korzystny dla dużych i średnich przedsiębiorstw, głównie produkcyjnych. Stopniowe znoszenie obostrzeń korzystnie wpłynęło również na usługi – mówi Maciej Miniszewski, analityk z zespołu strategii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Poprawa koniunktury widoczna we wszystkich kategoriach firm i branżach

Największy wzrost wskaźnika odnotowano wśród małych i dużych podmiotów (odpowiednio o 13,8 pkt oraz 12,1 pkt). Mniejszy, lecz również znaczący wzrost nastąpił w przypadku średnich firm (o 9,7 pkt). Jedyną kategorią podmiotów, w której od stycznia przeważają negatywne oceny koniunktury są mikroprzedsiębiorstwa, dla których wartość indeksu wzrosła nieznacznie (o 3,5 pkt) i wyniosła w czerwcowym pomiarze 92,9 pkt.

W czerwcowym odczycie, przedstawiciele wszystkich badanych branż oceniają koniunkturę w przeważającej mierze pozytywnie. Jest to znaczna zmiana w porównaniu do poprzedniego miesiąca, kiedy tylko wśród przedstawicieli branży TSL w nieznacznej mierze przeważały pozytywne oceny. Ocena koniunktury w przemyśle wzrosła o 17,1 pkt., osiągając tym samym poziom powyżej odczytu neutralnego (106,5). Z kolei wzrost indeksu w branży usługowej wyniósł 12 pkt., a sam indeks osiągnął wartość 102,2.

Wyraźny wzrost liczby zamówień oraz wskaźnika inwestycji

Co czwarta badana firma doświadczyła zwiększenia liczby nowych zamówień
w porównaniu do poprzedniego miesiąca, a połowa tych firm odnotowało wzrost przekraczający 10 proc. Najczęściej wzrost liczby nowych zamówień występował
w przypadku średniej wielkości przedsiębiorstw (32 proc.), w których jednocześnie odnotowano największy udział przedsiębiorstw ze spadkiem liczby nowych zamówień (20 proc.).

W podziale na branże, wzrost liczby nowych zamówień najczęściej odnotowywały firmy usługowe (30 proc.) oraz handlowe (26 proc.), co związane jest z uruchomieniem stacjonarnej działalności po lockdownie. Natomiast największy udział firm odnotowujących spadek zamówień wystąpił w handlu (20 proc.), co prawdopodobnie wynika ze zmniejszenia zamówień w handlu online.

Czy w maju 2021 r. zmieniała się liczba nowych zamówień w państwa firmie?Czy w maju 2021 r zmienieła się liczba nowych zamówień w państwa firmie

Inwestycje w ostatnich trzech miesiącach realizowało 43 proc. firm (o 4 pkt. proc. więcej niż w poprzednim odczycie). Wyższe wydatki inwestycyjne poniosło 21 proc., a niższe 4 proc. przedsiębiorstw. Przeważnie inwestowały firmy duże (56 proc.) i średniej wielkości (50 proc.), a najrzadziej mikrofirmy (35 proc.).

W czerwcu odnotowaliśmy poprawę prawie wszystkich składowych MIK. Naszym zdaniem jest to na równi zasługa typowej dla czerwca poprawy sezonowej, jak i korekty, po odbiegającym od sezonowego wzorca pogorszeniu w maju. Nie należy oczywiście zapominać, że czerwiec jest też miesiącem, w którym znoszono kolejne ograniczenia lockdownowe, co zapewne w znaczniej mierze wspierało sektor usług, od turystyki po organizatorów imprez. Po majowym pogorszeniu w czerwcu doszło do poprawy ocen nakładów inwestycyjnych w większości badanych sektorów. Sam wskaźnik pozostał na poziomie poniżej neutralnego, jednak zestawienie jego krótkiej historii z danymi o PKB z I kw. br. może sugerować, że przedsiębiorcy w swoich ocenach nakładów inwestycyjnych są nadto zachowawczy. Warto również zwrócić uwagę na wzrost wskaźnika planowanych podwyżek płac. Wyjątkiem są tu duże firmy, w których dominuje oczekiwanie stabilizacji. Naszym zdaniem na równi z efektami związanymi ze znoszeniem ograniczeń lockdownowych jest to pochodną braku wykwalifikowanej siły roboczej. Uważamy, że ten proces będzie kontynuowany i jest jednocześnie dobrym prognostykiem wzrostu inwestycji. Warto również zwrócić uwagę na poprawę oczekiwań dotyczących dostępności finansowania zewnętrznego, szczególnie ze względu na powszechność ocen w sektorach, jak i w firmach według wielkości. Naszym zdaniem jest to pochodna poprawiających się wyników finansowych firm – podsumowuje Konrad Soszyński, ekspert z biura badań
i analiz Banku Gospodarstwa Krajowego.

Polski SunSol potraja przychód do 17,6 mln i dąży do zeroemisyjności z nową siedzibą

Od bieguna północnego po południowy – instalacje PV wykonane przez działającym w sektorze fotowoltaiki SunSol znaleźć można nie tylko w Polsce, ale także w odległych częściach globu. Pochodząca z Gdańska firma w ostatnich trzech latach odnotowała blisko 300 proc. wzrostu przychodu ze sprzedaży systemów fotowoltaicznych, a jej przychód za rok 2020 wyniósł 17,6 mln złotych. W ostatnich kilku latach sukcesywnie powiększała również swoje portfolio produktów m.in. o pompy ciepła i magazyny energii, a w kolejnych planuje, zgodnie ze swoją misją i dążeniem do możliwie maksymalnego ograniczenia wpływu na środowisko, przeprowadzkę do nowej, zeroemisyjnej i zeroenergetycznej siedziby oraz zwiększenie swoich kompetencji w zakresie elektromobilności.

Panele fotowoltaiczne zdecydowanym liderem

Choć zainteresowanie OZE (Odnawialnymi Źródłami Energii) w Polsce już od kilku lat rośnie, to największym cieszą się panele fotowoltaiczne – nasz kraj znajduje się na 4. miejscu w Unii Europejskiej pod względem uruchomionych nowych mocy PV. Firma SunSol w roku 2020 sprzedała o ponad 300 proc. MW instalacji PV więcej w stosunku do roku 2018. W tym samym okresie na popularności zyskały również rozwiązania takie jak pompy ciepła – ich sprzedaż w ciągu ostatnich trzech lat z kolei wzrosła 7-krotnie.

– Według szacunków OZE stanowią obecnie 15 proc. wytwarzanej energii w kraju. Ze wszystkich odnawialnych źródeł energii największą popularnością cieszą się szczególnie panele fotowoltaiczne. Ich sprzedaż w ciągu ostatnich lat rośnie w Polsce w tempie około 200 proc. rocznie – mówi Michał Kitkowski, CEO SunSol. – Dostrzegamy zwiększone zainteresowanie również pompami ciepła. Jest ono rozwiązaniem nawet od 3 do 5 razy bardziej efektywnym niż kotły na paliwa kopalne, ale przede wszystkim dużo korzystniejszym dla środowiska. Wdrażaniu tego rozwiązania może pomóc m.in. skorzystanie z ulgi termomodernizacyjnej – jako firma pomagamy nie tylko w realizacji projektu i wykonaniu, ale także informujemy naszych klientów o dodatkowych możliwościach finansowania inwestycji.

Firma z misją. Realizacje na Polskiej Stacji Antarktycznej na biegunie południowym

SunSol projektuje systemy fotowoltaiczne już od ponad 8 lat. Firma powstała w 2013 roku, gdy w Polsce nie było jeszcze ustawodawstwa związanego z PV i wówczas była jedną z pierwszych Polsce, która oferowała tę usługę na rodzimym rynku. Od tego momentu rozwijała swoją działalność w kraju, wykonując instalacje fotowoltaiczne domowe i organizacji, takich jak Dom Zdrojowy w Sopocie czy gdańskiej Termy – producenta systemów grzewczych, jednocześnie sukcesywnie realizując projekty w różnych częściach globu, m.in. biegunie północnym i południowym, Malediwach czy Finlandii. Wraz z rozwojem stopniowo rozszerzała także zakres usług o pompy ciepła i elektromobilność.

Ideą, która przyświecała założycielowi firmy i jednocześnie genezą jej powstania ponad 8 lat temu była chęć polepszenia obecnego stanu środowiska naturalnego i dążenia do zeroemisyjności. Stąd firma nie tylko dba o powiększanie portfolio produktów o bardziej przyjazne dla niego m.in. panele bezołowiowe, ale także odbiera od klientów te już zużyte i oddaje je specjalistycznej, znajdującej się we Francji firmie utylizującej tego typu produkty. Założeniem SunSolu jest jednak edukacja klienta i przekonywanie do rozwiązań, które posłużą możliwie najdłużej – z korzyścią planety i zapewniając mu energetyczną niezależność.

– W naszej ofercie znajdują się produkty znanych i sprawdzonych marek premium, których panele są sprawne i wydajne. Doradzamy je naszym klientom, mając na uwadze zarówno motywacje względami ekonomicznymi, ale przede wszystkim aspekty ekologiczne, dlatego zawsze podkreślamy, że inwestując w takie rozwiązania nie warto iść na kompromis. Średni koszt inwestycji w panele produkujące 5 tys. kWh rocznie to około 25-35 tys. złotych, a czas zwrotu z inwestycji to obecnie 6-7 lat, lecz czas ten może ulec skróceniu. Dlatego w celu zapewnienia klientowi maksimum bezpieczeństwa i najwyższej jakości usług, procesem projektowania oraz instalacją zajmują się wyłącznie nasze zespoły – dodaje Michał Kitkowski, CEO SunSol.

Zeroemisyjna siedziba, zwiększenie zatrudnienia i elektromobilność. Plany na rok 2021

Ostatnie trzy lata działalności były dla firmy czasem intensywnego rozwoju, stąd w trzech kolejnych SunSol planuje zwiększenie zatrudnienia z 80 do 200 pracowników, szczególnie skupiając się na powiększeniu m.in. zespołów zajmujących się badaniami i rozwojem, projektowaniem i montażem instalacji. W planach firmy jest również przeprowadzka do nowej, pierwszej w regionie zeroemisyjnej i zeroenergetycznej siedziby – prace nad nią rozpoczęły się w tym roku i będzie to kolejny krok organizacji do ograniczenia wpływu na środowisko naturalne. Zamierzeniem organizacji w najbliższych latach jest także rozwój kompetencji w zakresie elektromobilności.