Cyfryzacja coraz ważniejsza dla polskich przedsiębiorców – wyniki badania Smart Industry Polska 2020

Według badania „Smart Industry Polska 2020”, wśród polskich przedsiębiorców sektora MŚP wzrosła świadomość korzyści, jakie daje cyfryzacja. W porównaniu do 2018 roku odnotowano wzrost wdrożeń koncepcji Industry 4.0 (w 2018 dotyczyły 4,5% firm, a w 2020 – 7,2%), nastąpił również dwukrotny wzrost planów dotyczących jej wdrożenia – z 11% w 2018 do 25,5% w 2020. Ponadto, 30% przedstawicieli C-level uważa, że wdrażanie rozwiązań cyfrowych wpłynie na sukces ich firmy w przyszłości.

We wrześniu br. firma Siemens we współpracy z Ministerstwem Rozwoju, Pracy i Technologii zakończyła 5. edycję badania „Smart Industry Polska”. Zostało ono przeprowadzone przez agencję badawczą Kantar Polska na grupie małych oraz średnich firm.

Cyfryzacja coraz częściej uwzględniana w strategii firm

W porównaniu do wyników poprzedniej edycji badania odnotowano wyraźny wzrost odsetka ankietowanych deklarujących, że technologie zgodne z koncepcją Industry 4.0 stanowią element strategii ich firmy – odnosi się to zwłaszcza do planów wdrożenia (ponad dwukrotny wzrost z 11% do 25,5%). Decyzja o cyfryzacji powoduje rzeczywiste zmiany, między innymi w wymaganiach odnośnie kompetencji pracowników. W efekcie zdefiniowania na nowo priorytetów i nastawienia strategicznego na informatyzację i automatyzację procesów produkcyjnych, przedsiębiorstwa częściej zmieniają oczekiwania względem pracowników, uwzględniając w nich potrzeby związane z transformacją cyfrową. Z badania wynika, że w 30% firm, w których koncepcja Industry 4.0 stanowi element strategii firmy, określono nowe oczekiwania lub zmieniono wymogi względem pracowników odnośnie kompetencji cyfrowych.

Smart Industry Polska Dominika BettmanSzczególnie cieszy nas większa świadomość rynku w zakresie korzyści, jakie daje digitalizacja. Przedsiębiorstwa coraz częściej wpisują cyfryzację do swojej strategii biznesowej. Siemens od samego początku wspiera przedsiębiorców w rozwoju zapewniając know-how, dostęp do szkoleń i wiedzy konsultantów. Bardzo dobrze rozumiemy także specyfikę działania i potrzeby MŚP z branży przemysłowej i aktywnie angażujemy się w transformację cyfrową tego sektora gospodarki.” – mówi Dominika Bettman, CEO Siemens Polska.

W przypadku przedsiębiorstw produkcyjnych sektora MŚP transformacja cyfrowa przeprowadzona została w umiarkowanie dużym odsetku firm. Zgodnie z deklaracją ankietowanych, najczęściej wdrażanymi technologiami cyfrowymi, zgodnymi z koncepcją Industry 4.0 były: analityka danych i optymalizacja produkcji (59,5%), predictive maintenance (31,4%), robotyzacja linii produkcyjnych (28,8%), oprogramowanie obniżające koszty prototypowania produktów i wprowadzania nowych (25,5%), Internet of Things (19%) oraz druk 3D (18,3%).2020_12_Smart Industry Polska_infografika (1)

Efekty cyfryzacji procentować będą w przyszłości

Wdrażanie rozwiązań cyfrowych stosunkowo rzadko postrzegane jest jako element decydujący o bieżącym wzroście konkurencyjności firmy. Wśród tego rodzaju rozwiązań najczęściej wymieniane było: wdrażanie cyfrowych rozwiązań technologicznych – 17%, rozwiązania cyber-fizyczne – 13% oraz cyfryzacja w zarządzaniu firmą – 12%. Respondenci spodziewają się jednak, że w przyszłości, dzięki cyfryzacji poprawi się efektywność ich organizacji. Dosyć duży odsetek, bo 30% badanych uznało wdrażanie cyfrowych rozwiązań technologicznych za element, który uda się przekuć w sukces firmy w perspektywie najbliższych 3 lat. Inne czynniki, które mają wpłynąć na zwiększenie możliwości ankietowanych przedsiębiorstw w najbliższych latach to: rozwiązania cyber-fizyczne – 24% oraz cyfryzacja w zarządzaniu firmą – 31%.2020_12_Smart Industry Polska_infografika (2)

„Proces inwestycji w zaawansowane technologie w nowej rzeczywistości wymagać będzie pogłębionej analizy potrzeb, która wyeliminuje ryzyko inwestycyjne. Wyniki raportu wyraźnie wskazują na potrzebę rozwoju profesjonalnych usług informacyjnych, demonstracyjnych, szkoleniowych i doradczych dla firm na równi z instrumentami finansowymi, takimi jak ulga na B+R, która uwolniła apetyt polskich firm na innowacje” – mówi dr Beata Lubos, Dyrektor Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii.

Digitalizacja wprowadzana jest zazwyczaj w obszarach, w których, w obecnych czasach, dość łatwo jest ją zrealizować. W zakresie komunikacji i współpracy z klientami lub dostawcami transformacja cyfrowa realizowana jest obecnie aż w 60% firm, natomiast w zakresie uruchamiania cyfrowych kanałów dystrybucji czy cyfrowego wsparcia sprzedaży wdrożyło ją już jedynie 25% firm. W 70% firm, w których wdrożono w ostatnim czasie cyfryzację sposobu pracy, ankietowani byli zdania, że jej bezpośrednią przyczyną była pandemia koronawirusa.2020_12_Smart Industry Polska_infografika (3)

Kompetencje cyfrowe polskich przedsiębiorców

Badanie miało także na celu sprawdzenie, w jakich obszarach przedsiębiorcy deklarują posiadane kompetencje. Okazuje się, że osoby zarządzające w polskich firmach MŚP rzadziej przyznają się do posiadania kompetencji w zakresie cyfryzacji niż ma to miejsce w przypadku kompetencji związanych z zarządzaniem ludźmi. Najwyżej oceniają swoje kompetencje cyfrowe w zakresie analityki danych i optymalizacji produkcji. Jej znajomość została określona za w pełni wystarczającą przez 55% ankietowanych. Własna ocena pozostałych kompetencji cyfrowych przez polskich przedsiębiorców wypada już znacznie słabiej, np. sztuczna inteligencja (15%), cyfrowy bliźniak i digitalizacja produkcji (15%), Big Data (22%). Badani przedstawiciele C-level są natomiast przekonani o swoich wystarczających kompetencjach w obszarze zarządzania ludźmi. Nieco gorzej oceniają własne umiejętności zarządzania produktem i produkcją. Niepokoi fakt, że ponad 45% ankietowanych nie zdobywa wiedzy na temat cyfryzacji.

Zarządzający polskimi przedsiębiorstwami, wśród posiadanych kompetencji cyfrowych najwyżej oceniają własną wiedzę w obszarze analityki danych i optymalizacji produkcji, co może sugerować, że najważniejsze jest dla nich bieżące zwiększanie efektywności biznesowej. Na zwrot z inwestycji w cyfryzację należy jednak patrzeć w dłuższej perspektywie. Biorąc pod uwagę dłuższy horyzont, zmiany te wpłyną na wzrost jakości produkcji, obniżenie kosztów, większe możliwości wytwórcze zarówno w kontekście asortymentu jak i wolumenu produkcji i w efekcie znacząco przyczynią się do poprawy konkurencyjności polskiego biznesu.” – mówi Dominika Bettman.

2020_12_Smart Industry Polska_infografika (4)Kto stoi za transformacją w polskim przemyśle ?

Zdecydowana większość przedstawicieli C-level posiada wyższe wykształcenie, to znaczy jest absolwentem studiów pierwszego lub drugiego stopnia – łącznie 80,6%. Wśród przedstawicieli kadry zarządzającej zbliżony odsetek badanych to absolwenci kierunków związanych z finansami / ekonomią (37,3%) oraz technicznych / ścisłych (36,6%). Mniej niż 5% ankietowanych posiada dyplom studiów typu MBA. Z badania wynika, że przedstawiciele kadry zarządzającej w większości są przeświadczeni o posiadaniu dobrze wykształconych kompetencji miękkich, takich jak umiejętności przywódcze (82%), zarządzanie danymi i informacjami (82%), zarządzanie personelem i zespołem produkcyjnym (79%), czy umiejętności negocjacyjne (73%).

Internet pozostaje najpopularniejszym źródłem informacji na temat transformacji cyfrowej w firmach. Znacznie niższy odsetek wskazań uzyskały specjalistyczne źródła, takie jak prasa fachowa, szkolenia czy publikacje naukowe. Trzeba przy tym odnotować, że ponad 45% przedstawicieli kadry zarządzającej nie korzysta z żadnych źródeł informacji do zdobywania wiedzy na temat digitalizacji w przedsiębiorstwach.

Większość ankietowanych przedstawicieli C-level deklaruje, że zasięg działalności ich firm wykracza poza granice Polski (67%). Jedynie 14% respondentów zarządza firmami o lokalnym charakterze, a 18% prowadzi biznes o charakterze ogólnopolskim.

###

O Smart Industry:

Smart Industry, podobnie jak Industry 4.0, jest pojęciem, które obejmuje swoim zasięgiem zjawiska związane z cyfryzacją gospodarki, w szczególności przemysłu. Smart Industry opiera się na trzech filarach:

  • digitalizacji informacji pozwalającej na stworzenie bardziej efektywnego łańcucha wartości i wydajniejsze zarządzanie procesami produkcji na wszystkich poziomach,
  • elastycznych i inteligentnych technologiach produkcji,
  • nowoczesnej komunikacji z wykorzystaniem technologii i możliwości współczesnych sieci pomiędzy uczestnikami rynku, systemami i użytkownikami końcowymi.

O badaniu:

Badanie Smart Industry Polska 2020 miało na celu określenie portretu przedstawiciela C-level, zarządzającego firmą produkcyjną sektora MŚP, poznanie jego motywacji do rozwoju organizacji, zbadanie co uważa za sukces, gdzie widzi swój biznes za 3 lata, jaką wiedzę nt. transformacji cyfrowej posiada.

Szczegółowe cele badania koncentrowały się wokół takich zagadnień, jak:

  • profil właściciela / kadry zarządzającej firmy (dane metryczkowe, kompetencje pozyskane

i oczekiwane, szkolenia, kompetencje potrzebne przy transformacji cyfrowej przedsiębiorstwa),

  • ocena sukcesu firmy lub jego brak i czynniki generujące sukces lub porażkę (w tym ocena tego,

czym jest sukces, jaka jest jego diagnoza, co na niego wpływa teraz i w perspektywie 3 lat),

  • wiedza z zakresu technologii związanych z Industry 4.0. – w odniesieniu do wybranych wcześniejszych wyników badania Smart Industry Polska.

W próbie uwzględnione zostały małe oraz średnie przedsiębiorstwa w liczebnościach:

  • b) N=90 – małe firmy (10-49 zatrudnionych);
  • c) N=60 – średnie firmy (50-250 zatrudnionych).

Respondentami w badaniu była kadra zarządzająca oraz właściciele firm produkcyjnych (prezesi, dyrektorzy zarządzający), reprezentujących sektor MŚP.

Badanie zrealizowane zostało metodą pre-aranżowanych wywiadów telefonicznych. Próba obejmowała firmy produkcyjne prowadzące działalność produkcyjną w Polsce (co oznacza, posiadanie przynajmniej jednej linii produkcyjnej).

Giełdy biorą oddech

Pierwsza, grudniowa korekta na Wall Street nie powinna nikogo dziwić. Chwila zawahania powoduje, że inwestorzy pozbywają się akcji. Wystarczyło, że rozmowy na temat pakietu stymulacyjnego w USA zwolniły i napotkały trudności, aby skłonić część rynku do realizacji zysków. W Europie rynki żyły również rozmową „ostatniej szansy”. Środowa kolacja Von Der Leyen – Bojo nie była jednak przełomem. Stanowiska obydwu stron „pozostają daleko od siebie”. Dziś rynek wyczekuje decyzji EBC.

Indeks spółek technologicznych NASDAQ100 podczas wczorajszej sesji zniósł tygodniowe wzrosty. Stracił najwięcej z amerykańskich benchmarków, bo aż – 2,15 proc. Lepiej radził sobie S&P500, który zamknął się 0,79 proc. pod kreską. Wszystko na skutek braku rozstrzygnięć w negocjacjach nad fiskalnym pakietem pomocowym. Prawodawcy Demokratów i Republikanów pracujący nad planem pomocowy, przedstawili co prawda bardziej szczegółowo podsumowanie swojej propozycji,  ale nadal jednak nie rozwiązali impasu związanego m.in. z pomocą dla władz stanowych i lokalnych. Izba Reprezentantów zatwierdziła przedłużenie o tydzień zgody rządu federalnego na wydatki stanowe. Stary termin wygasa jutro. To dało politykom kilka kolejnych dni na ogłoszenie finalnych decyzji.

Rozmowa pomiędzy szefową KE a premierem Wielkiej Brytania finalnie nie wniosła niczego nowego. Co prawda strony donoszą, że dyskusja była ożywiona i interesująca, a każda z nich rozumie swoje stanowiska. Von der Leyen oraz Johnson przyznali, że sytuacja jest nadal trudna, a różnice między UE a Wielką Brytanią są duże. To co inwestorów interesuje najbardziej to fakt, że ostatecznym terminem na podjęcie wiążących decyzji jest obecnie najbliższa niedziela. Cały czas sprawa rozbija się o prawa połowu ryb na wodach brytyjskich oraz regulacje w takich obszarach jak prawa pracownicze, ochrona środowiska czy prawa konsumenckie. Europejskie giełdy znalazły się pod presją sprzedających. Niemiecki indeks DAX na początku sesji mocno zyskiwał a notowania przebiły nawet szczyty z przełomu listopada i grudnia (13 440 pkt), jednak z godziny na godzinę podaż brała górę.

Dziś oczy inwestorów będą zwrócone na godzinę 13:45, kiedy Europejski Bank Centralny ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych. Większa zmienność na rynku jest prawdopodobna dopiero o godz. 14:30, kiedy głos zabierze pani Lagarde. Przypomnijmy, że w październiku EBC zasygnalizował, o  „rekalibracji” narzędzi ekspansji monetarnej w grudniu. W poprzednim tygodni na rynku pojawiły się doniesienia, że jest duża szansa na rozszerzenie programu PEPP. Na dzisiejszym posiedzeniu kluczowe będzie jak bardzo instytucja podkreśli swój ultra-gołębi charakter. Ogólnie kluczowym zadaniem stojącym przed EBC w czwartek jest podkreślenie obszerności ekspansji monetarnej i determinacji banku do wsparcia gospodarki i łagodzenia warunków finansowych. Program PEPP jest flagowym narzędziem przeciwdziałania kryzysowi, stąd tutaj powinien być największy nacisk. Spodziewamy się zwiększenia programu o co najmniej 500 mld EUR i wydłużenia go co najmniej do końca 2021 r. Z perspektywy oczekiwań rynkowych jest to minimum, jakie EBC musi zrobić. Decyzja o 600-700 mld EUR w okresie do połowy 2022 r. jest bardziej gołębim rozwiązaniem, choć prawdopodobnie byłaby uzupełniona o pozostawienie sobie przez instytucję furtki, że program może zostać wygaszony przed terminem. Takie stwierdzenie zneutralizowałoby gołębi wydźwięk większego od oczekiwań rozszerzenia PEPP, gdyż rynek odebrałby to jako przejaw oporu części Rady wobec większego skupu (wcześniej mogłyby się pojawić apele decydentów o wstrzymanie programu).

Jeśli chodzi o zmiany w TLTRO – tutaj nie było większych sygnałów ze strony banku. Dotychczasowe oprocentowanie pożyczek na poziomie -1 proc. powinno być utrzymane. Możliwe jest jednak odroczenie ich terminu zwrotu o rok – czyli do połowy 2020 roku. Da to dłuższy okres, kiedy banki komercyjne będą mogły korzystać z taniego finansowania. W rezultacie na rynku zwiększy się akcja kredytowa.

Nie zakładamy zmian w poziomie stopy referencyjnej (0 proc.) i depozytowej (-0,50 proc.). EBC traktuje obniżki jako narzędzie do reakcji na poważne szoki gospodarcze, a jesienna fala pandemii nie odmieniła wyraźnie długoterminowych perspektyw gospodarczych. Zakładamy, że negatywny wpływ restrykcji na nowe prognozy EBC będzie częściowo łagodzony przez wkalkulowanie immunizacji społeczeństwa, co dobiera argument za dodatkowym cięcie stóp procentowych. EUR/USD na wczorajszej sesji był pod presją sprzedających, a kurs ustanowił minima na 1,2060.

Wczoraj złoty w relacji do euro był najdroższy od września bieżącego roku. Kurs zatrzymał się na poziomie 4,4155 co z technicznego punktu widzenia oznaczało test wakacyjnych szczytów notowań. Aprecjacja złotego to oczywiście pokłosie rozmów pomiędzy UE a Polską i Węgrami. Projekt porozumienia został przedłożony innym krajom Unii Europejskiej wczoraj w godzinach wieczornych. Warszawa oraz Budapeszt liczy na deklarację Rady Europejskiej jak dokładnie będzie wyglądał zakres stosowania rozporządzenia o powiązaniu funduszy z praworządnością. Strona polska obawia się sprzeciwu m.in. Holendrów. Decyzja w sprawie ustępstw wobec Polski i Węgier zostanie podjęta dziś – czyli w pierwszym dniu szczytu Rady Europejskiej.

Łukasz Zembik, Kierownik dep. Analiz TMS Brokers

2/3 firm w polskiej branży usługowej należy do kobiet. Rusza XII edycja konkursu Bizneswoman Roku

Pod względem przedsiębiorczości Polki plasują się na wysokim miejscu wśród krajów Unii Europejskiej – co trzecia polska firma została założona i jest prowadzona przez kobietę. Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką od ponad 12 lat wspiera przedsiębiorczynie, które nie boją się realizować odważnych biznesowych, społecznych i kulturalnych projektów oraz mężczyzn, którzy realizują politykę różnorodności i włączania.

W dotychczasowych edycjach konkursu Bizneswoman Roku nagrodzono już ponad setkę kobiet, które dzięki determinacji i zaangażowaniu zbudowały firmy nie tylko ogólnopolskie, ale również międzynarodowe. Wielu z nich to zwycięstwo otworzyło drogę do dalszych sukcesów, ułatwiło wejście na nowe rynki i dało szansę na pozyskanie inwestorów oraz partnerów biznesowych.

Polskie przedsiębiorczynie

Pod względem liczby firm założonych i prowadzonych przez kobiety Polska zajmuje jedno z najwyższych miejsc w Unii Europejskiej. Udział przedsiębiorstw prowadzonych przez kobiety wynosi blisko 30 proc., co oznacza, że co trzecia firma w Polsce została założona i jest prowadzona przez kobietę. Szczególnie zdominowany przez kobiety jest w Polsce rynek usług. Jak wynika z danych zebranych przez agencję badawczą Bisnode w branży indywidualnej działalności usługowej aż 75% firm spośród ponad 10 tysięcy przebadanych należy do kobiet. W większości są to niewielkie przedsiębiorstwa, zatrudniające do 9 osób. Polskie bizneswoman realizują się głównie w sektorach związanych z dbaniem o urodę i kondycję fizyczną, ale także w doradztwie prawnym i finansowym, księgowości, opiece weterynaryjnej oraz na polu produkcji odzieży i innych wyrobów tekstylnych. Na razie raczej nie widać ich w branżach tradycyjnie uważanych za męskie, jak np. przemysł ciężki, ale z pewnością w końcu niektóre zdecydują się spróbować swoich sił także i tam.

Z kolei aktywność kobiet w podziale na województwa pokazuje, że najbardziej aktywne biznesowo są mieszkanki regionu opolskiego, do których należy 34,5% tamtejszych firm, o 3,5% więcej niż w ubiegłym roku. Na drugim miejscu pod tym względem plasuje się województwo śląskie – 32,2% firm należy do kobiet – a na trzecim łódzkie – 31,7%. Najmniejszą aktywność biznesową wykazują mieszkanki Podkarpacia – należy do nich 25,7% tamtejszych przedsiębiorstw.

Wsparcie aktywnych kobiet

Kobiety mają pomysły na prowadzenie biznesów, ale często ich działania blokują wewnętrzne obawy związane z negatywnymi przekonaniami, że sobie nie poradzą czy nie dadzą rady utrzymać się na rynku. Dlatego tak bardzo potrzebne są inicjatywy, które nagłaśniają ich sukcesy, inspirują inne kobiety, zachęcając je do działania. Dowodzi tego liczba uczestniczek kolejnych edycji konkursu Bizneswoman Roku. W 2019 r. w kategoriach otwartych wpłynęło ponad 700 nominacji.

Cieszymy się niezmiernie, że po raz kolejny mamy możliwość wesprzeć działania na rzecz rozwoju przedsiębiorczości Polek – mówi Marta Życińska, Dyrektor ds. marketingu i komunikacji na Europę Środkowo-Wschodnią w Mastercard Europe – Aby osiągnąć sukces w biznesie, potrzebne są kompetencje, dobre pomysły, determinacja i niezachwiana wiara we własne możliwości, a tej ostatniej nadal wielu kobietom brakuje. Dlatego tak ważne jest, by pokazywać i nagradzać ich osiągnięcia, zachęcać do dalszej walki o własną niezależność i dawać przykład tym, które chciałyby realizować swoje pomysły, ale nie mogą zdecydować się na pierwszy krok.

W tym roku do grona partnerów konkursu dołączył Accenture, jeden ze światowych liderów na rynku outsourcingu i konsultingu w dziedzinie zarządzania i technologii. Równouprawnienie i różnorodność to fundamenty wartości, którymi kieruje się Accenture. To DNA naszej firmy stojące u podstaw innowacji, rozwoju i pozytywnie ukierunkowanej zmiany. Dzięki nim stawiamy czoła wyzwaniom teraźniejszości i śmiało patrzymy w przyszłość. Badania, które prowadzimy, jednoznacznie wskazują, że zapewnienie jak najbardziej zdywersyfikowanego środowiska jest motorem napędowym postępującej modernizacji. Jednym z tego aspektów jest zaangażowanie w działania wspierające różnorodność i usuwające wykluczenia. Wsparcie inicjatywy promującej rozwój przedsiębiorczości kobiet było dla nas czymś naturalnym. Cieszymy się, że możemy tu być – mówi Jarosław Kroc, Dyrektor Zarządzający i Prezes Accenture w Polsce.

O konkursie

Kandydatki mogą zgłaszać się do konkursu samodzielnie lub zostać nominowane przez osoby trzecie, które już zauważyły ich sukcesy i chciałyby, żeby docenili je też inni. Zgłoszeń oraz nominacji można dokonać poprzez formularz on-line na stronie www.bizneswomanroku.pl

Jeśli zgłoszenie nastąpi przez nominację od osób trzecich, kandydatka otrzymam maila z informacją o nominacji, linkiem do regulaminu oraz kategorii. Podejmując decyzję o starcie w konkursie, będzie musiała wypełnić formularz on-line w właściwej kategorii.

Zgłoszenia są przyjmowane w 7 kategoriach otwartych:

  • Biznes Roku, Przychód powyżej 10 mil złotych
  • Biznes Roku, Przychód poniżej 10 mil złotych
  • Pomysł na start / Biznes Lokalny
  • Startup Roku
  • Liderka w Nowych Technologiach
  • Organizacja przyjazna rodzicom
  • Przeciwdziałanie wykluczeniu cyfrowemu – liderka, biznes, organizacja
  • Działalność Społeczna

Zgłoszenia przyjmowane są do 14 lutego 2021 r.

W kategoriach zamkniętych, czyli Grand Prix: Inspiratorka Roku, Male Champion of Change, Female Champion of Change kandydatki i kandydaci nominowani są przez członków Jury konkursu, ekspertów oraz Fundację.

Organizator: Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką

Polacy silnie popierają cyfryzację usług finansowych

Według opublikowanego dziś nowego ogólnoeuropejskiego badania, zleconego przez międzynarodową platformę inwestycyjną eToro, ponad 80% Polaków chce większej cyfryzacji w sektorze finansowym, w tym w bankowości internetowej oraz płatnościach i inwestowaniu online, w porównaniu ze średnią europejską, która wynosi 65%. Chociaż penetracja cyfrowa nie jest tak wysoka, jak w innych sektorach, takich jak zdrowie i energia, w porównaniu ze średnią europejską, Polacy są najbardziej zaawansowanymi użytkownikami bankowości internetowej (65% respondentów, przy średniej badania wynoszącej 52%) i płatności elektronicznych (48% respondentów, przy średniej badania wynoszącej 32%). Warto jednak podkreślić, że nadal istnieje duży potencjał na rozwój, jeśli chodzi o wykorzystanie platform inwestycyjnych online.

Badanie zostało przeprowadzone w dziewięciu krajach Europy przez Centrum Europejskich Badań Biznesowych (Cebr) na zlecenie eToro. Jego celem było przyjrzenie się przemianom cyfrowym zachodzącym w sektorach takich, jak finanse, zdrowie, handel detaliczny, energetyka i rozrywka.

Polacy są najbardziej przekonani co do pozytywnych aspektów korzystania z technologii cyfrowych. Aż 87% Polskich respondentów jest zdania, że technologia ułatwia im codzienne funkcjonowanie, w porównaniu ze średnią, która wynosi 72% we wszystkich dziewięciu badanych państw. Pandemia COVID-19 zwiększyła skalę wykorzystywania rozwiązań cyfrowych we wszystkich ww. sektorach, a wyniki raportu wskazują, że istnieje ogromny potencjał na dalszą transformację cyfrową w Polsce, w szczególności w sektorze finansów.

eToro Digital Transformation Index 2020
Źródło eToro Digital Transformation Index, 2020.

Dlaczego Polacy są na szczycie tabeli?

Według dr hab. Moniki Czerwonki, ekspertki w dziedzinie ekonomii behawioralnej ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, wyniki badania wyraźnie wskazują na większą otwartość Polaków do adoptowania nowych technologii, w porównaniu do wielu innych państw Europy.

„Próbując wytłumaczyć, dlaczego Polacy są bardziej otwarci na nowe technologie, możemy znaleźć interesujące odpowiedzi w teorii finansów behawioralnych i kultury finansowej. Według modelu kulturowego prof. Geerta Hofstede Polska wyróżnia się na tle badanych krajów najwyższym wskaźnikiem unikania niepewności (Uncertainty Avoidance Index – UAI). Niepewność możemy zdefiniować jako stopień zagrożenia odczuwany przez członków danej kultury w obliczu sytuacji nowych, nieznanych czy niepewnych. Uczucie to wyrażać się może stresem i potrzebą przewidywalności, która to może zostać zaspokojona przez wszelkiego rodzaju prawa, reguły czy systemy. Kultury o wysokim wskaźniku UAI nie lubią sytuacji dwuznacznych i oczekują klarownych struktur. To właśnie technologie cyfrowe pomagają tej niepewności unikać i są w tym kontekście co najwyżej postrzegane w kategorii konkretnego ryzyka, które jest dokładnie określone i przestaje być źródłem niepokoju”.

Jednak przy wciąż słabo rozwiniętej penetracji cyfrowej (Polska jest trzecia od końca w rankingu Digital Impact) proces cyfryzacji w Polsce wciąż ma przed sobą długą drogę.

Czy Polacy mogą się stać liderami w inwestowaniu internetowym?

„Znacząca luka między poziomem umiejętności technologicznych Polaków a faktycznym korzystaniem z technologii może wskazywać na to, że niektóre branże internetowe nie trafiają ze swoją ofertą do takiej liczby potencjalnych użytkowników, jaką realnie mogliby osiągnąć. Jak wskazują wyniki badania, jest to szczególnie widoczne na polu inwestowania online. Jest to świetna okazja dla internetowych platform inwestycyjnych na dalszy ich rozwój”, mówi dr hab. Monika Czerwonka.

Wpływ COVIDu

Badanie pokazuje również, że pandemia COVID-19 spowodowała znaczące i długoterminowe zmiany w preferencjach i tendencjach konsumenckich Polaków. Nawet 37% polskich respondentów spodziewa się, że będzie częściej używało technologii cyfrowych poza miejscem pracy, niż miało to miejsce przed pandemią, porównaniu ze średnią 27% wszystkich badanych państw. Wyniki sugerują też, że 38% respondentów z Polski zamierza użyć internetowych platform w celu zainwestowania w akcje i udziały.

„Takie zmiany mogą być wyjaśnione przy pomocy teorii szturchnięcia Thalera. Ludzie mają tendencję do używania ‘domyślnych’ rozwiązań. Większość codziennych wyborów jest dokonywana automatycznie i intuicyjnie. Gwałtowne zmiany, takie jak nagłe przejście na technologie cyfrowe i do świata online, które w pewnym sensie były na nas wymuszone z powodu pandemii, sprawiają, że zaczynamy ich używać  bardziej  intuicyjnie, bez wysiłku. Stało się to bardziej automatyczne i naturalne, więc prawdopodobnie   zostanie w naszym życiu społecznym na dłużej”, mówi dr hab. Monika Czerwonka.

Inne wnioski wynikające z badania:

  • Dania plasuje się najwyżej we wskaźnikach penetracji cyfrowej, podczas gdy Hiszpania przoduje w gotowości cyfrowej, gdzie znaczna część respondentów czuje się także pewnie, jeśli chodzi o przejście na cyfrowe rozwiązania w życiu codziennym, w tym oglądanie nieruchomości online, czy korzystanie z usług streamingowych;
  • Rumunia jest druga, za Polską, jeśli chodzi o entuzjazm i otwartość na nowe technologie, w szczególności w sektorze finansowym. To może po części być przypisane ciągłemu apetytowi na zmiany w tych wciąż rozwijających się rynkach i ciągłej chęci na ‘dogonienia’ państw Europy Zachodniej;
  • Niemcy wykazują najniższy poziom wsparcia dla rozwoju cyfryzacji spośród wszystkich dziewięciu analizowanych państw;
  • Włochy wypadają słabo we wskaźniku wzrostu cyfryzacji, co sugeruje, że perspektywa na zniwelowanie luki cyfrowej między nimi a innymi państwami Europy jest słaba.

Przyszłość jest cyfrowa

Od pracy po rodzinę, od pieniędzy po media, prawie wszystko co ważne w naszym życiu, zostało w tym roku zmienione przez COVID-19. Rok 2020 był czasem cyfrowego przyspieszenia. Cały świat jednocześnie wcisnął pedał gazu i w ciągu kilku tygodni ludzie przestawili się na cyfryzację w zakresie, który w normalnych warunkach zajęłoby wiele lat.

Yoni Assia, założyciel i prezes eToro, podsumowuje: „Nasza przyszłość będzie cyfrowa, czy nam się to podoba, czy nie, a większość badanych ludzi zgadza się, że technologia ułatwi im życie. Z badania możemy wnioskować, że obawy dot. dezinformacji i ochrony danych już zapoczątkowały działania wśród pokolenia millennialsów i gen z, którzy np. zaczęli usuwać swoje konta w social mediach. To wskazuje, że aby cyfrowy świat odniósł sukces, nie możemy tracić z oczu elementu ludzkiego, który jest w centrum tej transformacji. W związku z tym żywotność naszej cyfrowej przyszłości zależy od naszej zdolności do zapewnienia, że ten nowy świat będzie inkluzywny, moralny i – docelowo – ludzki”.

Ruszają zapisy na akcje Answear.com

W czwartek 10 grudnia rozpoczynają się zapisy na akcje Answear.com. Inwestorzy indywidualni mogą zapisać się na akcje Spółki w jednym z domów maklerskich uczestniczących w konsorcjum do 17 grudnia. Cena maksymalna została ustalona na 36,5 zł za akcję, oznacza to, że łączna wartość oferty może wynieść nawet 159 mln zł.

W konsorcjum detalicznym uczestniczy 8 domów maklerskich: Biuro Maklerskie mBanku, Trigon Dom Maklerski, Dom Maklerski Noble Securities, Santander Biuro Maklerskie, Biuro Maklerskie Alior Bank, Dom Maklerski BOŚ, Biuro Maklerskie PKO BP oraz Biuro Maklerskie Pekao.

Answear to typowy biznes B2C. Docieramy do młodego, lifestylowego klienta lubiącego znane marki. Dużą uwagę przykładamy do ich potrzeb, czego efektem jest bardzo dobrze dopasowana oferta produktowa wpisującą się w gusta i preferencje klientów z regionu CEE. Dodatkowo wyróżniamy się szybką dostawą w całym regionie. Klienci z Polski otrzymują swoje zamówienie  nawet w ciągu 24 godzin. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com

Answear.com uruchomi program lojalnościowy dla swoich akcjonariuszy. Każdy inwestor posiadający co najmniej 50 akcji Answear.com będzie mógł przystąpić do Answear Club Investor. Akcjonariusze, którzy dołączą do programu będą mogli liczyć na 20 proc. rabat (na produkty nieprzecenione, z wyłączeniem niektórych marek), wcześniejszy dostęp do akcji rabatowych, a także indywidualną usługę personal shopera (indywiudalne porady stylisty). Spółka zapowiada również specjalne akcje rabatowe dedykowane wyłącznie członkom klubu.

Answear Club Investor będzie pierwszym tego typu programem lojalnościowym na polskiej giełdzie w branży fashion – jesteśmy pionierami jeśli chodzi o taką inicjatywę wśród spółek z naszej branży. Zależy nam, aby nasi inwestorzy mogli poznać naszą markę i oferowane przez nas produkty, docenić ich jakość. Dodatkowo chcemy, by nasi inwestorzy byli naszymi klientami i odwrotnie. – dodaje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Answear.com po trzech kwartałach 2020 wypracował ponad 263 mln zł przychodów i przeszło 18 mln zł EBITDA. Według programu motywacyjnego opublikowanego w Prospekcie celem wynikowym w 2020 jest wartość EBITDA na poziomie przynajmniej 23 mln zł. Spółka spodziewa się bardzo dobrych wyników w IV kw., który zwykle jest najlepszy w branży odzieżowej.

Zamierzamy utrzmywać dotychczasowe, wysokie tempo wzrostu, przy jednoczesnym poprawianiu rentowności. Środki pozyskane z IPO z pewnością nam w tym pomogą. W kwestii IV kwartału liczymy na mocne wyniki. Listopad i grudzień to okres żniw w naszej branży. Co więcej pozytywny wpływ na naszą sprzedaż miały zamknięte sklepy, które były nieczynne przez 3 tygodnie listopada. – mówi Krzysztof Bajołek.

Harmonogram Oferty Answear.com:

9 grudnia 2020 Publikacja Prospektu.
10-17 grudnia 2020 Zapisy dla inwestorów indywidualnych.
do 18 grudnia 2020 Publikacja ostatecznej ceny i liczy akcji oferowanych.
18-22 grudnia 2020 Zapisy w transzy dla inwestorów instytucjonalnych.
do 23 grudnia 2020 Przydział akcji oferowanych.
około 8 stycznia 2021 Pierwszy dzień notowań akcji na GPW.

 

Już dziś decyzja EBC: przed nami zwiększenie programu PEPP. Jak zareaguje euro?

Europejski Bank Centralny dziś niemal na pewno ogłosi wdrożenie dodatkowych środków wspierających gospodarkę strefy euro, zmagającą się z drugą falą pandemii i ze związanymi z nią restrykcjami ograniczającymi aktywność gospodarczą. Jaki będzie wpływ tej decyzji na parę EUR/USD?

Druga fala pandemii COVID-19 stanowi istotne ryzyko dla europejskiej gospodarki. Liczba nowych zakażeń w krajach strefy euro zaczęła istotnie rosnąć na początku października. Doprowadziło to do ponownego wprowadzenia szeregu środków ograniczających rozprzestrzenianie się wirusa, znanych z pierwszej fali. Dwie największe gospodarki – Francja i Niemcy – wprowadziły lockdowny na szczeblu krajowym. Wiele innych krajów zdecydowało się na wdrożenie podobnych restrykcji. W życie weszły m.in. systemy wielopoziomowe (tiered systems), nocne godziny policyjne i ograniczenia dotyczące funkcjonowania obiektów usługowych (szczególnie gastronomicznych). Wdrożenie tych środków wzbudziło obawy o aktywność gospodarczą w strefie euro i spowodowało, że inwestorzy zaczęli w coraz większym stopniu liczyć na podjęcie dalszych działań przez EBC podczas posiedzenia 10 grudnia.

W czasie kryzysu EBC miał niewielkie pole do obniżenia i tak już ujemnych stóp procentowych. Zamiast tego postanowił stymulować gospodarkę, wykorzystując programy skupu aktywów. Wprowadzony w tym roku nadzwyczajny program zakupów w czasie pandemii (Pandemic Emergency Purchase Programme – PEPP) rozszerzono w czerwcu. Powiększono pułap skupu aktywów do 1,35 bln euro i wydłużono jego funkcjonowanie co najmniej do końca czerwca 2021 roku. Podczas ostatniego posiedzenia w październiku Rada Prezesów wyraźnie zasygnalizowała, że kolejne rozszerzenie programu jest prawdopodobne. Prezes Lagarde zauważyła, że po ogłoszeniu nowych lockdownów nastąpiło „wyraźne pogorszenie” krótkoterminowych perspektyw, na co bank szybko zareaguje, aby zaradzić sytuacji. Od tamtej pory szereg oficjeli EBC odnosił się do możliwości podjęcia działań w grudniu. W ostatnim czasie w tym kontekście wypowiadali się członkowie Schnabel i Kazaks oraz główny ekonomista banku, Philip Lane.

Inwestorzy obecnie oczekują, że EBC w czwartek ogłosi nową rundę działań w zakresie stymulowania gospodarki. Sądzimy, że bank ponownie zdecyduje się na rozszerzenie nadzwyczajnego programu zakupów w czasie pandemii – być może o 500 mld euro, co zwiększyłoby łączną kwotę zakupów do 1,85 bln euro. Data zakończenia programu prawdopodobnie również zostanie przesunięta w czasie. Spodziewamy się, że PEPP zostanie wydłużony do co najmniej końca 2021 roku. Pozwoliłoby to na prowadzenie skupu aktywów do końca grudnia w podobnym tempie, co dotychczas (Wykres 1).

Wykres 1: Skup aktywów przez EBC w ramach PEPP [mld euro] (marzec ‘20 – grudzień ‘20)

Skup aktywów przez EBC w ramach PEPP
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/12/2020

Spekuluje się również, że EBC zdecyduje się na przedłużenie ukierunkowanych długoterminowych operacji refinansujących (Targeted Longer-Term Refinancing Operations – TLTRO), które zapewniają bankom pożyczki na wyjątkowo atrakcyjnych warunkach. Nie wyklucza się też wprowadzenia korzystnych dla banków modyfikacji systemu różnicowania oprocentowania depozytów (tiering facility). Powyższe zmiany byłyby jednak w znacznej mierze technicznymi modyfikacjami i naszym zdaniem raczej realnie nie wpłyną na reakcję rynku.

Wychodząc poza kwestie zmian w polityce pieniężnej, inwestorzy będą zwracać szczególną uwagę na zaktualizowane projekcje ekonomiczne dotyczące wzrostu gospodarczego i inflacji. Sądzimy, że prognoza PKB na 2020 rok niemal na pewno zostanie obniżona. Projekcja dla czwartego kwartału z września (+3,1% w ujęciu k/k) nie uwzględnia ostatniej rundy koronawirusowych obostrzeń, w związku z czym jest przestarzała i zbyt optymistyczna. O ile dotychczas nie opublikowano żadnych twardych danych pokrywających cały okres, w którym restrykcje były w mocy, o tyle jednak zbiorczy indeks PMI opisujący sytuację w przemyśle i usługach w listopadzie pokazał spadek do poziomu 45,3 pkt, najniższego poziomu od maja (Wykres 2).

Wykres 2: Indeksy PMI dla strefy euro (2017–2020)

Indeksy PMI dla strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/12/2020

EBC może jednak wyrazić optymistyczny ton w kontekście perspektyw na rok 2021, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wiele szczepionek jest teraz bliskich wprowadzenia na rynek. Ich dystrybucja prawdopodobnie nastąpi wcześniej niż szacowano jakiś czas temu. Co tyczy się prognoz inflacji, nie spodziewamy się żadnych istotnych zmian podczas posiedzenia w tym tygodniu. Niemniej może dojść do lekkiej obniżki prognozy na rok 2021. Skupimy się jednak na tym, czy bank zmieni swój pogląd na siłę euro. Istnieje możliwość, że Lagarde odniesie się do niej, wyrażając obawy o wpływ aprecjacji waluty tak na wzrost gospodarczy, jak i inflację w kolejnych miesiącach. Nominalny efektywny kurs euro (NEER) wg JP Morgan obecnie znajduje się w okolicy najwyższego poziomu od listopada 2009 r. (Wykres 3).

Wykres 3: Nominalny efektywny kurs euro [JP Morgan] (2016–2020)

Nominalny efektywny kurs euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 07/12/2020

Spodziewamy się, że komunikacja ze strony EBC, w tym prezes Lagarde, będzie charakteryzowała się nutą optymizmu w kontekście postępów związanych ze szczepionkami i perspektyw gospodarki strefy euro w 2021 roku. Niemniej sądzimy też, że krótkoterminowe perspektywy zostaną ocenione surowiej, a ton banku w tym kontekście będzie gołębi. Liczymy, że EBC stwierdzi, że dodatkowe środki stymulacyjne są niezbędne, żeby pomóc gospodarce poradzić sobie z drugą falą zakażeń. Tak jak wspomnieliśmy wyżej, spodziewamy się zwiększenia programu PEPP o 500 mld euro i wydłużenia programu do końca przyszłego roku. Sądzimy, że taki scenariusz jest w pełni zawarty w cenach aktywów, w związku z czym według nas jego realizacja nie będzie miała negatywnego wpływu na euro.

Rozszerzenie programu o kwotę mniejszą niż ok. 400 mld euro byłoby zaskoczeniem dla inwestorów i prawdopodobnie spowodowałoby natychmiastowe umocnienie euro w relacji do głównych walut. Z kolei bardziej agresywne luzowanie w połączeniu z istotną rewizją w dół prognoz PKB i pesymistyczną retoryką Lagarde, łagodzącą optymizm w kontekście szczepionek i wspominającą o obawach dotyczących siły euro, naszym zdaniem ciążyłoby euro. Uważamy, że wszelkie odniesienia do siły waluty mogłyby stanowić dla euro największe ryzyko w czwartek. Jeśli faktycznie tak będzie, to istnieje możliwość istotnego osłabienia euro – szczególnie biorąc pod uwagę okres trwania oraz skalę ostatnich wzrostów wspólnej europejskiej waluty.

Prognoza kursu euro

  EUR/PLN USD/PLN GBP/PLN
E-2020 4,40 3,70 4,88
Q1-2021 4,30 3,58 4,77
Q2-2021 4,28 3,54 4,74
Q3-2021 4,26 3,49 4,71
E-2021 4,25 3,43 4,66
E-2022 4,20 3,36 4,70

 

Decyzje EBC poznamy dziś o 13:45, konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Grupa IGLOTEX uruchomiła inwestycję o wartości 190 mln zł – supernowoczesny zakład produkcyjny i oddział dystrybucyjny w Skórczu

Grupa IGLOTEX uruchomiła w Skórczu najnowocześniejszą w tej części Europy fabrykę żywności mrożonej i chłodzonej oraz oddział dystrybucyjny, które zatrudniają 700 pracowników.


Iglotex kompleks produkcyjno-dystrybucyjny w Skórczu_2

 

Grupa IGLOTEX S.A. w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy od uzyskania pozwolenia na budowę, uruchomiła w Skórczu najnowocześniejszy w tej części Europy zakład produkcyjny oraz oddział dystrybucyjny, które zatrudniają łącznie niemal 700 pracowników. Całkowita wartość inwestycji wyniosła 190 mln złotych.

Inwestycja powstała w Skórczu, przy ulicy Leśnej 2 – w lokalizacji, w której w maju ubiegłego roku spłonął doszczętnie jeden z głównych zakładów produkcyjnych i oddziałów dystrybucyjnych Grupy IGLOTEX. Zarząd spółki błyskawicznie podjął strategiczną decyzję o budowie nowego, supernowoczesnego zakładu produkcyjnego, który z racji zaawansowania technologicznego zapewni firmie szereg przewag konkurencyjnych i umożliwi realizację ambitnej strategii rozwoju, zarówno w Polsce, jak i – poprzez eksport – na ponad 50 rynkach na świecie, na czterech kontynentach.


tłumaczenia angielski


“W rekordowym tempie, w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy od uzyskania pozwolenia na budowę (w końcu lutego 2020 roku) uruchomiliśmy w pełnym zakresie produkcję w nowej fabryce w Skórczu. Jest to jeden z najnowocześniejszych zakładów produkcyjnych żywności mrożonej i chłodzonej w tej części Europy. Zakład wykorzystuje najnowsze i unikalne na polskim rynku technologie produkcji, supernowoczesny park maszynowy oraz zaawansowane systemy automatyzacji, robotyzacji, digitalizacji i bezpieczeństwa produkcji od renomowanych światowych producentów. Inwestycja była ogromnym wyzwaniem, ale dzięki kompetencjom, zaangażowaniu i wysiłkowi całego zespołu oraz naszych partnerów, w tym generalnemu wykonawcy firmie Dekpol S.A., udało nam się z sukcesem ten cel zrealizować. W nowym zakładzie produkcyjnym i oddziale dystrybucyjnym pracę znalazło łącznie niemal 700 osób, mieszkańców Skórcza i gmin sąsiadujących. Inwestycja o tej skali to krok milowy w historii rozwoju Grupy IGLOTEX” – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes zarządu IGLOTEX S.A.

Rada Nadzorcza, aktywnie wspierała zarząd spółki we wdrażaniu działań naprawczych po tragicznym w skutkach pożarze w maju 2019 roku oraz w procesie decyzyjnym o budowie nowego zakładu. Jesteśmy dumni z fantastycznej postawy i zaangażowania całego zespołu firmy, który tuż po pożarze błyskawicznie przeorganizował całą działalność, uruchomił produkcję zastępczą tak, aby w jak największym stopniu zminimalizować negatywne skutki dla klientów firmy i zachować ciągłość realizacji zamówień. Równolegle – mimo przeszkód związanych z lockdownem i kryzysem gospodarczym wskutek pandemii Covid 19 – realizowano sukcesywnie kolejne etapy budowy nowego zakładu. To ogromny sukces całego zespołu IGLOTEX i istotny krok w rozwoju firmy, ale również solidne wsparcie i impuls do rozwoju gospodarki i rynku pracy w Skórczu i w regionie” – komentuje Tadeusz Włodarczyk, założyciel i Przewodniczący Rady Nadzorczej IGLOTEX S.A.  

Realizacja inwestycji o tej skali i w tak rekordowym tempie była możliwa również dzięki ogromnemu wsparciu ze strony lokalnych władz oraz sprawnemu działaniu partnerów ubezpieczeniowych – Mercurius Brokers, TU ERGO Hestia S.A. i TUiR Warta S.A. i instytucji bankowych. Nie do przecenienia jest również wsparcie udzielone przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną. Cieszy nas, że dzięki świetnej organizacji procesu i ogromnemu wysiłkowi zespołu IGLOTEX S.A. oraz wszystkich zaangażowanych podmiotów – powstał zakład hi-tech, który zapewnia firmie IGLOTEX szereg unikalnych kompetencji i przewag konkurencyjnych” – dodał Mateusz Słabosz, członek Rady Nadzorczej IGLOTEX S.A.Iglotex kompleks produkcyjno-dystrybucyjny w Skórczu 3

Nowa fabryka w Skórczu to kompleks HI-TECH i PRO-EKO

Nowy zakład produkcyjny IGLOTEX w Skórczu to zintegrowany kompleks hal produkcyjnych oraz magazynowych typu mroźnie, wraz z zapleczem socjalno-biurowym i towarzyszącą infrastrukturą techniczną oraz oddziałem dystrybucyjnym:

  • 24,4 tys. mkw. – łączna powierzchnia kompleksu, w tym zakład produkcyjny o powierzchni 13,6 tys. mkw. magazyny o powierzchni 9 tys. mkw., budynek administracyjno-biurowy o powierzchni 1,8 tys. mkw. oraz oddział dystrybucyjny z flotą ponad 70 pojazdów,
  • fabryka posiada 6 linii produkcyjnych i wytwarza mrożone oraz chłodzone pierogi, pizzę, zapiekanki, uszka, warzywa, owoce oraz dania gotowe,
  • estymowana roczna produkcja wyniesie 38 tys. ton,
  • w magazynach znajduje się około 12 tys. miejsc paletowych,
  • fabryka oraz centrum dystrybucyjne zatrudniają łącznie niemal 700 pracowników,
  • fabryka współpracuje z kilkuset dostawcami i obsługuje większość sieci handlowych w Polsce,
  • oddział dystrybucyjny współpracuje z kilkoma tysiącami klientów detalicznych i gastronomicznych w Polsce i za granicą.

Hale produkcyjne wraz z liniami technologicznymi zostały zaprojektowane w oparciu o technologię Lean Industry 4.0, co umożliwia precyzyjne i elastyczne zarządzanie produkcją na każdym jej etapie oraz szybkie wprowadzanie niezbędnych zmian.

Zakład posiada liniową organizację ciągów produkcyjnych z wykorzystaniem systemów modułowych i szybkiego przezbrojenia maszyn. W połączeniu z zaawansowaną automatyzacją i digitalizacją, która daje dostęp do szeregu danych o procesie produkcji w czasie rzeczywistym – zwiększyliśmy elastyczność i wydajność produkcji oraz jej bezpieczeństwo. Możemy sprawniej i elastyczniej zmieniać asortyment, kształty produktów i smaki, produkować krótkie serie w zdecydowanie bardziej opłacalny sposób. W efekcie uzyskujemy istotny wzrost efektywności kosztowej produkcji, przy zachowaniu najwyższej i powtarzalnej jakości wytwarzanych produktów. Możemy sprawniej reagować na zmieniające się oczekiwania naszych klientów i trendy na rynku FMCG” – komentuje Mirosława Podszucka, dyrektor zakładu produkcyjnego IGLOTEX S.A. w Skórczu.

Bardzo ważnym elementem inwestycji jest również powstanie pierwszego o tej skali i zaawansowanego technologicznie centrum badawczo-rozwojowego dla całej Grupy IGLOTEX. Będą tu prowadzone badania nad rozwojem nowych produktów, testy usprawniające procesy technologiczne i udoskonalające produkty.

Nowy zakład produkcyjny w znacząco mniejszy sposób oddziałuje na środowisko naturalne. Wykorzystanie odpowiednio wyskalowanych i energooszczędnych maszyn, istotnie zmniejszyło energochłonność procesu produkcji. Zakład jest zasilany w energię elektryczną, parę oraz ciepło na potrzeby centralnego ogrzewania i ciepłej wody z wysoce wyspecjalizowanego systemu, niezależnego od zewnętrznych dostawców, w efekcie czego emituje istotnie mniej dwutlenku węgla. Dodatkowo dzięki wysoce zaawansowanej automatyzacji procesu produkcyjnego oraz liniowej organizacji produkcji (od surowca do magazynu wyrobów gotowych) – zdecydowanie zminimalizowano ilość odpadów i marnotrawstwo surowców.

“Bez wątpienia, inwestycja w nowy zakład produkcyjny zapewni nam solidne i trwałe przewagi konkurencyjne. Naszym celem jest długofalowe i znaczące wzmocnienie pozycji rynkowej Grupy IGLOTEX w kategorii produktów mrożonych oraz rozwinięcie sprzedaży w kategorii produktów chłodzonych oraz dań gotowych. Dodatkowo – w obszarze dystrybucji uruchamiamy sprzedaż online, aby jeszcze skuteczniej i szerzej docierać do aktualnych i nowych klientów detalicznych oraz z rynku HoReCa, a w efekcie do konsumentów w całej Polsce” – komentuje Maciej Włodarczyk, prezes zarządu IGLOTEX S.A.

Choć sztuczna inteligencja przynosi już dziś ogromne korzyści organizacjom świadczącym usługi finansowe, to wciąż jest wyzwaniem

Mimo, że pandemia staje się siłą napędową do wdrażania rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję (AI) w celu poprawy jakości obsługi klienta, to jej potencjał wciąż nie jest w pełni wykorzystywany. Ponad połowa firm oferujących usługi finansowe prowadzi prawie 40 proc. interakcji z klientem przy wsparciu AI, jednak oczekiwania odbiorców wciąż są znacznie większe. Sztuczna inteligencja generuje oszczędności, usprawnia procesy, przyspiesza działanie. Firma Capgemini w swoim raporcie zbadała, dlaczego najsłabiej w zestawieniu branż wdrażających rozwiązania AI, wypada branża finansowa.

Wdrożenie sztucznej inteligencji w celu poprawy jakości obsługi klienta znacznie wzrosło w branży usług finansowych w ciągu ostatnich trzech lat. Ponad połowa firm prowadzi dziś prawie 40 proc. interakcji z klientami wykorzystując AI – trzy lata temu była to tylko jedna interakcja na 100. Nieco ponad połowa klientów banków i firm ubezpieczeniowych codziennie korzysta z AI (np. rozmawia z chatbotem). Staje się to tym ważniejsze, że większość klientów (78 proc.) spodziewa się nasilenia tego rodzaju interakcji w miarę przedłużania się kryzysu związanego z pandemią.

Firmy wykorzystują AI, aby poprawić obsługę klienta, ale to wciąż wyzwanie

Dla firm świadczących usługi finansowe spełnianie oczekiwań klientów ma kluczowe znaczenie dla biznesu. 94 proc. organizacji twierdzi, że poprawa jakości obsługi klienta jest głównym celem wprowadzania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Jednak pojawia się rozdźwięk, ponieważ oczekiwania klientów mimo wprowadzanych zmian nie są spełniane. Klienci coraz częściej szukają bardziej ludzkiego doświadczenia podczas interakcji z systemami opartymi na AI, a 35 proc. twierdzi, że obecnym interakcjom brakuje tzw. ludzkiej ręki.

  • Zmiany zachowań klientów wywołane przez pandemię dają firmom okazję do przyspieszenia wdrażania AI. 78 konsumentów spodziewa się częstszego korzystania z interakcji bezdotykowych za pośrednictwem asystentów głosowych, rozpoznawania twarzy lub aplikacji – w porównaniu z zaledwie 61 proc. przed pandemią. Aż 45 proc. klientów deklaruje zwiększenie wykorzystania płatności zbliżeniowych. Zauważalna jest również poważna zmiana w zachowaniu starszych konsumentów – przyjęcie płatności zbliżeniowych wzrosło o 37 proc. w grupie wiekowej 61-65 lat i o 33 proc. w przypadku osób powyżej 66 roku życia – komentuje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Firmy świadczące usługi finansowe muszą wykorzystać tę możliwość, aby zapewnić spełnienie cyfrowych oczekiwań klientów. Okazuje się, że ponad jedna trzecia (36 proc.) respondentów znalazła nowego dostawcę w czasie kryzysu i pozostanie przy nim w przyszłości.

Rachunek zysków i strat

Inwestycje w sztuczną inteligencję banków i firm ubezpieczeniowych spotkały się ze znacznym wpływem globalnego kryzysu gospodarczego, ale prawie dwóch na trzech dyrektorów twierdzi, że wstrzymało inwestycje w AI lub wycofało te o niskim potencjale z powodu kryzysu finansowego. Dlatego zidentyfikowanie najistotniejszych możliwości użycia AI zorientowanych na klienta staje się kluczowe. AI przejęła takie kanały, jak strony internetowe, e-mail czy usługi czatu. Zdarza się, że firmy wdrażają sztuczną inteligencję w mediach społecznościowych, aby oceniać preferencje klientów m.in. przez analizę nastrojów. Nawet w przypadku fizycznych miejsc interakcji z klientami, obserwuje się pojawienie się AI, a rozwiązania te upraszczają procesy, takie jak składanie wniosków o karty kredytowe i otwieranie nowych kont. To właśnie te procesy są uważane za najbardziej problematyczne z perspektywy klientów.

Niewystarczające jest już wąskie skupienie się na poprawie efektywności operacyjnej w kontaktach z klientami. Sztuczna inteligencja powinna być używana do bardziej złożonych interakcji, takich jak tworzenie person klientów w celu zrozumienia potrzeb i tworzenia relacji. Rozwiązania te przynoszą największe korzyści, ale są rzadkie w branży, jeśli chodzi o wdrożenie na dużą skalę. Aby zapewnić prawdziwą moc AI, organizacje muszą zidentyfikować nowe sposoby personalizacji doświadczeń, a nie tylko zastępować istniejące procesy sztuczną inteligencją.

Sztuczna inteligencja a emocje – czy takie połączenie jest możliwe?

Najwięcej korzyści klientom przynoszą kontekstowe przypadki użycia sztucznej inteligencji. Mowa o działaniach, które oferują większą personalizację i kontrolę, a dodatkowo są łatwe w użyciu. Kluczem jest zapewnienie takiego doświadczenia obcowania ze AI, które uwzględni momenty wymagające empatii i emocji.

  • Aby zdobyć zaufanie i lojalność klientów, sztuczna inteligencja musi być wspomagana przez ludzi w kluczowych punktach styku. Te punkty to starannie opracowane mikrointerakcje, które wspierają klientów i oferują im wartość w potrzebie, np. po utracie członka rodziny lub doświadczeniu oszustwa. Organizacje muszą w tym czasie oferować wsparcie i empatię. Te punkty styku mają olbrzymie znaczenie dla klientów, ponieważ zapamiętają oni, w jaki sposób firmy współpracowały z nimi
    w kluczowych momentach. 45 konsumentów twierdzi, że ich interakcja z inteligentnym systemem byłaby lepsza, gdyby sztuczna inteligencja miała bardziej ludzkie zachowania i osobowość – dodaje Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

Firmy świadczące usługi finansowe powinny identyfikować przypadki, które wymagają współdziałania człowieka oraz sztucznej inteligencji i oddzielać je od przypadków, które wymagają tylko sztucznej inteligencji. Niezwykle ważne jest edukowanie konsumentów, nie tylko w zakresie działania AI, ale także pozytywnego wpływu, jaki może ona mieć na kluczowe dla odbiorcy procesy.

Korzyści finansowe dla organizacji są oczywiste

Nawet przy niższym tempie wdrażania AI w porównaniu z innymi branżami, firmy finansowe osiągnęły znaczące korzyści. Koszty operacyjne zmniejszone zostały o 13 proc., a przychody na klienta wzrosły średnio o 10 proc. po wdrożeniu sztucznej inteligencji w funkcjach skierowanych do klientów. AI pomogła również zwiększyć satysfakcję konsumentów. Około jedna na pięć firm (25 proc. dla banków i 19 proc. dla ubezpieczycieli) odnotowała wzrost zaangażowania klientów o 20–40 proc..

  • Firmy świadczące usługi finansowe mogą wiele zyskać na wdrażaniu AI w kontaktach z klientami, ale należy podjąć pewne kroki, zanim korzyści zostaną w pełni zrealizowane zarówno dla firm, jak i konsumentów. Aby w pełni wykorzystać tę potężną technologię, potrzebne będą inwestycje oraz praca nad zaufaniem konsumentów. Aby zapewnić odpowiednie doświadczenie oparte na sztucznej inteligencji, skupione wokół klienta, firmy muszą zapewnić, że wprowadzą wyższe role kierownicze odpowiedzialne za wewnętrzne i zewnętrzne wdrażanie i przyspieszanie AI – mówi Piotr Siuda, Vice President, Head of Financial Services Strategic Business Unit w Capgemini Polska.

W usługach finansowych w ostatnich latach szeroko rozpowszechniono rozwiązania AI skierowane do klientów, a dzisiejsze okoliczności pandemiczne tylko przyspieszają ten trend. Podczas gdy organizacje skorzystały na sztucznej inteligencji, klienci oczekują coraz więcej. Jednocześnie branża jest w tyle, jeśli chodzi o osiągnięcie skali przy wdrażaniu rozwiązań AI w obsłudze klientów. Istnieje wiele wyzwań, z którymi muszą się zmierzyć firmy, od oporu organizacyjnego po brak zaufania odbiorców. Branża pozostaje obecnie w tyle w tej dziedzinie pod względem odbioru konsumentów, dlatego musi przyspieszyć postęp i działania edukacyjne, by sprostać wymaganiom wszystkich odbiorców.

Brak wigilii firmowych i imprez mikołajkowych to kolejny cios w branżę kreatywną

Hotele, restauracje, organizatorzy eventów, firmy cateringowe, konferansjerzy, artyści, animatorzy zabaw dla dzieci… trudno jest wymienić jednym tchem wszystkie sektory gospodarki, które w grudniu zostały kolejny raz uderzone przez pandemię koronawirusa. Ostatni miesiąc w roku to czas imprez integracyjnych, spotkań wigilijnych, kolacji pracowniczych czy imprez mikołajkowych dla dzieci. Z powodu pandemii koronawirusa liczba takich spotkań spadła niemal do zera. – Gdybym miał ocenić spadek organizacji takich imprez, to na podstawie rozmów z przedstawicielami branży kreatywnej zaryzykowałbym stwierdzenie, że odwołano ponad 99% zaplanowanych imprez, a wiele w ogóle nie było w planach z powodu obawy przed chorobą i oszczędności – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W czasie pandemii nikt nie myśli o mikołajkach i firmowych wigiliach

Północna Izba Gospodarcza występuje w obronie wszystkich branż, które cierpią przez restrykcje wynikające z pandemii koronawirusa. Ostatnie miesiące to ogromny kryzys takich branż jak gastronomia, hotelarstwo, turystyka, transport, usługi. Jedną z najmocniej dotkniętych branż jest również sektor targowy, rozrywka, kultura i branża eventowa. Grudzień to czas, gdy organizowano ogromną ilość spotkań firmowych, wigilii, imprez mikołajkowych. W roku 2020 odbędzie się zaledwie… 1% takich wydarzeń w porównaniu z rokiem 2019.

– Ze względu na reżim sanitarny spotkania opłatkowe są niemożliwe. Odbywać się mogą tylko spotkania w kameralnym gronie kilku osób, a i to nie jest opcją preferowaną przez firmy. Przedsiębiorstwa zrezygnowały z kolacji, spotkań integracyjnych oraz wspólnego świętowania. To kolejne, gigantyczne straty dla firm eventowych, restauracji, hoteli, sal bankietowych. To branże, które nie zarabiają na weselach, imprezach okolicznościowych, a w grudniu na wigiliach. To straty idące w miliony, trudno sobie wyobrazić jak te firmy mają przetrwać czas pandemii – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Przedsiębiorcy w dużej mierze zdecydowali, by oszczędzać środki przeznaczone dotychczas na imprezy okolicznościowe. W tych czasach mało kto może pozwolić sobie na jakąkolwiek rozrzutność. Wielu przedsiębiorców wypłaci swoim pracownikom premie, ale na pewno będą one skromniejsze niż w latach ubiegłych – mówi dyrektor Wolny.

Dla wielu firm grudzień to miesiąc, który przypieczętował ich upadek. Dla branży eventowej to „koniec świata”

Brak wszelkiego rodzaju imprez świątecznych, wigilijnych spotkań integracyjnych czy spotkań mikołajkowych to bardzo poważny cios dla branży eventowej oraz rozrywki. Jak mówią specjaliści z branży kreatywnej wakacje i czas przed świętami to zwykle żniwa dla firm, które zajmują się organizacją imprez oraz cateringiem. W ostatnich latach wigilie izbowe i spotkania integracyjne mocno wpisały się w plany firm, w tym sezonie z powodu pandemii odwołane zostały niemal wszystkie wydarzenia. W niektórych hotelach w grudniu nie ma żadnych rezerwacji na spotkania biznesowe. Ich menadżerowie twierdzą, że w ubiegłym roku terminy świąteczne rezerwowane były w sierpniu.

Fatalną kondycję branży potwierdza właściciel firmy UStudio Wojciech Miziewicz: – Jest kilka małych cateringów, jakieś wstępne zamówienia, ale jakiekolwiek spotkania w firmach zwykle do ostatniej chwili stoją pod znakiem zapytania. Z oczywistych powodów nie są uskuteczniane wszelkie wydarzenia integracyjne, spotkania czy bankiety, właściwie wszystko jest odwołane. Zdarzały się zlecenia, że wigilie firmowe były podzielone na bardzo małe spotkania, ale to kilka przypadków, szczątkowa ilość w porównaniu z ubiegłym rokiem – mówi Wojciech Miziewicz. – Dla branży eventowej to jest tragedia, to jest koniec świata. To był miesiąc, który generował przychód, który pozwalał przetrwać kolejne miesiące – dodaje przedsiębiorca.

Organizator eventów i konferansjer Marcin Jarczyński przyznaje, że od października nie odbywają się niemal żadne wydarzenia eventowe. Brak wigilii firmowych i mikołajek to kolejny cios dla mocno poturbowanej branży: – Jest to przykre, bo wigilie firmowe były wspaniałymi wydarzeniami, pełnymi pozytywnych emocji, integrujące pracowników. To jest wielka strata dla gospodarki, traci branża eventowa, ale tracą też firmy, które mocno zyskiwały na organizacji takich spotkań. Branża kreatywna z każdym kolejnym miesiącem znajduje się w coraz większych tarapatach, redukcja etatów, zaległości w płatnościach, wyprzedaż sprzętu to jest codzienność – mówi Marcin Jarczyński.

Smartney wchodzi w finansowanie w e-commerce

Smartney, innowacyjny fintech, który zadebiutował na polskim rynku dwa lata temu oraz operator płatności Blue Media rozpoczęły współpracę. Jej efektem jest nowy, dedykowany produkt, dzięki któremu klienci kupujący w Internecie mogą zapłacić za swoje zakupy później lub w ratach.  Właścicielem firmy Smartney jest Oney Bank, który jest ekspertem m.in. w zakresie kredytów konsumenckich, płatności oraz innych rozwiązań finansowych i ubezpieczeniowych. Krok polskiej instytucji pożyczkowej Smartney jest odzwierciedleniem strategii Grupy w dążeniu do zapewniania konsumentom wsparcia oraz szytych na miarę rozwiązań.

– Rynek e-commerce rośnie bardzo dynamicznie, a my zaczynamy testować rozwiązania dopasowane do naszych warunków oraz partnerów, z którymi planujemy współpracować. Na pewno chcemy, by płatności w sieci przez Pay Smartney stały się ciekawą alternatywa dla konsumentów – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney. Teraz Smartney uruchomił testy wraz z operatorem Blue Media.

– To dopiero początek naszych działań. W naszej ofercie królują kredyty konsumenckie, które wciąż udoskonalamy o kolejne funkcjonalności. Jednak jako dostawca finansowania chcemy być tu, gdzie nasi klienci, a więc nie mogło nas zabraknąć w finansowaniu zakupów w e-commerce. Pracujemy nad docelowymi rozwiązaniami współpracując z ekspertami tego rynku – dodaje Katarzyna Jóźwik.

Pay Smartney

Nowy produkt Smartney jest kierowany do osób, które robią zakupy online. Konsument, w momencie dokonywania płatności może wybrać opcję Pay Smartney, a więc zakupić towar teraz i zapłacić wybraną przez siebie metodą później. Obecnie usługa testowana jest w wybranych sklepach, które mają wdrożone u siebie Płatności Online Blue Media. Formularz wniosku, który należy wypełnić jest prosty i krótki, ze znacznie mniejszą liczbą pól niż w przypadku standardowego wniosku pożyczkowego. Smartney weryfikuje osoby starające się o płatności odroczone z wykorzystaniem usługi AIS od Blue Media, który jest licencjonowanym przez KNF podmiotem. Wystarczy wiec, że klient zaloguje się do swojej bankowości elektronicznej w trakcie procesu zakupowego, a decyzja o pożyczce i przelew środków odbędzie się w pełni automatycznie. Skorzystanie z Pay Smartney nie wymaga od klienta żadnych dodatkowych czynności. W krótkim czasie środki za zamówione towary trafiają na konto sklepu i towar jest wysyłany do klienta. Jeśli kupujący w ciągu 30 dni dokona pełnej spłaty kwoty, za którą dokonał zakupu, nie poniesie żadnych kosztów pożyczki. Po tym terminie może dokonywać płatności w ratach, których wysokość znana jest już w momencie wybrania usługi Pay Smartney.

– Mamy nadzieje, że różne oferty finansowania płatności za zakupy pod parasolem Pay Smartney w niedługim czasie będą dostępne w wielu sklepach online w Polsce. Pracujemy nad tym z naszymi partnerami. Doświadczenia rynków zachodnich wskazują, że to bardzo pożądane przez klientów rozwiązania, czego symptomy zdecydowanie widać już teraz w Polsce – podsumowuje Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Relacja z debaty „Innowacyjność – Chmura – Cyberbezpieczeństwo”

8 grudnia odbyła się debata klubowa, zorganizowana przez Executive Club. Po raz kolejny eksperci w dziedzinie technologii chmury oraz cyberbezpieczeństwa spotkali się w celu omówienia istotnych kwestii dotyczących innowacji cyfrowych i bezpieczeństwa w sieci. Spotkanie odbyło się online, a transmisję na żywo można było śledzić na kanale YouTube.

Debatę zainaugurowało wystąpienie gościa specjalnego, Profesora Michała Kleibera, Przewodniczącego Rady Executive Club, Prezydenta The European Community on Computational Methods in Applied Sciences. Profesor wskazał wagę cyfryzacji na drodze rozwoju i innowacyjności, podkreślając również, że na tę progresywność składa się wiele działań – od edukacji i badań naukowych, poprzez regulacje państwowe, aż do poparcia społecznego dla innowacyjności. Jako klucz do sukcesu w erze post-cyfrowej Profesor wymienił zestaw technologii DARQ, w którego skład wchodzą: technologia rozproszonych rejestrów, sztuczna inteligencja, rozszerzona rzeczywistość oraz technologia obliczeń kwantowych.

Po wystąpieniu inauguracyjnym rozpoczęła się dyskusja, której moderatorem był Xawery Konarski – Wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Komunikacji. Wśród dyskutantów znaleźli się: Rafał Jaczyński – Regional Cyber Security Officer, CEE&Nordics, Huawei, Jakub Jagielak – Dyrektor ds. rozwoju Cyber Security, Atende S.A. oraz dr hab. inż. Tomasz Nasiłowski – Prezes Zarządu, InPhoTech. Podczas panelu dyskusyjnego zaproszeni prelegenci skupili się na trzech blokach tematycznych. Jako pierwszy podjęto temat korzyści i zagrożeń, wynikających z przyjęcia przez organizacje rozwiązań opartych na chmurze. Usługi te pozwalają na lepsze zarządzanie bezpieczeństwem. Widocznym problemem przedsiębiorstw w Polsce jest natomiast brak zatrudnionych ekspertów z dziedziny cyberbezpieczeństwa, którzy będą za tę kwestię odpowiedzialni. Należy też zadbać o strategię działań na wielu płaszczyznach, nie zapominając o zabezpieczeniu warstwy fizycznej przed próbami odczytania danych przez osoby trzecie. Następnie paneliści omówili rozwiązania oparte na chmurze w obliczu pracy zdalnej. Pandemia jest czasem, który ukazuje efekty działań dotychczas podjętych w kierunku cyfrowych innowacji. Dzisiaj szczególnie widać potrzebę zwiększenia przepustowości łącza, a dużym wyzwaniem jest ochrona przed prowadzonymi kampaniami phishingowymi i wykradaniem informacji. W celu ograniczenia ataków w cyfrowym świecie konieczne jest prawidłowe przygotowanie pracownika do pracy zdalnej. Ważna jest również odpowiednia organizacja, a także wdrożenie podstawowych rozwiązań, takich jak chociażby dwuskładniowe uwierzytelnianie. Ostatnia część debaty poświęcona została trendom technologicznym. Eksperci poddali pod dyskusję m. in. prognozy rozwoju Internetu rzeczy oraz kwestię inwestycji firm w szkolenia pracowników. Bezpieczeństwo wciąż błędnie postrzegane jest jako koszt, który należy ponieść, a nie dbałość o wartość firmy. Aby odpowiednio zadbać o bezpieczeństwo, organizacje powinny zdecydować się na oddzielenie działu bezpieczeństwa od struktur działu IT. Mówcy podkreślili również istotę własności intelektualnej, od której zabezpieczenia należy zacząć, aby nie stracić wypracowanego potencjału innowacyjnego i zachować konkurencyjność.

Trzy możliwe scenariusze rozwoju logistyki w Europie. Branża znacząco wpłynie na kształt światowej gospodarki

Od tego, jak będzie przebiegał rozwój logistyki, zależeć będzie przyszłość globalnej gospodarki. Sektor ten bowiem ma bezpośredni wpływ na zarządzanie łańcuchem dostaw w większości branż. Dlatego też FM Logistic wspólnie z ekspertami w dziedzinie foresightu strategicznego z 4CF opracowała raport „Logistyka 2040”, który zakłada trzy różne scenariusze rozwoju branży logistycznej w Europie. Wskazuje on m.in., jakie znaczenie dla sektora będą mieć rozwój technologiczny, dekarbonizacja oraz kondycja gospodarki.

– Przygotowane przez nas hipotetyczne koncepcje rozwoju branży logistycznej jednoznacznie wskazują, jak będzie się poszerzać wpływ tej dziedziny na wiele innych obszarów, dla których logistyka jest istotną częścią działalności operacyjnej i modelu biznesowego. Digitalizacja i automatyzacja procesów, strategia dla logistyki omnichannel, wzmocnienie wagi zrównoważonego rozwoju i logistyki miejskiej czy też konieczność zapewniania jak najlepszego customer experience w obliczu nowych modeli życia i pracy oraz nowych potrzeb konsumentów – to tylko przykłady wielu wyzwań, z jakimi będziemy się mierzyć w bliższej i dalszej przyszłości – wymienia Daniel Franke, managing director w FM Logistic Central Europe.

Sektor transportu i logistyki, który zapewnia około 6-proc. wkład do polskiego PKB, już od lat notuje dynamiczny wzrost, co odzwierciedla chociażby rozwój infrastruktury. Według raportu Cushman & Wakefield na koniec września 2020 roku polski rynek magazynowy liczył 20,4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. W budowie jest kolejne 1,5 mln mkw. To wprawdzie o 18 proc. mniej niż rok temu, ale eksperci przewidują, że to tylko tymczasowe spowolnienie. Na wysoki popyt firm na powierzchnie magazynowe wpływ ma m.in. potrzeba zapewnienia ciągłości dostaw, a co za tym idzie utrzymywania wyższych zapasów, a także dynamiczny rozwój branży e-commerce i strategii sprzedaży wielokanałowej, która w okresie pandemii zyskuje na znaczeniu.

Z drugiej strony sektor stoi przed wieloma wyzwaniami, a do najważniejszych zaliczają się m.in. unijny pakiet mobilności, brexit, postępująca digitalizacja, brak pracowników oraz zachwiane łańcuchy dostaw w wyniku pandemii koronawirusa. To powoduje, że firmy z branży muszą dostosowywać się do nowych warunków, reorganizować swoje modele biznesowe i podążać za trendami. Te najważniejsze, które będą w dwóch kolejnych dekadach wpływać na sektor, przedstawia raport „Logistyka 2040” opracowany przez międzynarodowego operatora FM Logistic i 4CF Strategic Foresight.

– Stworzyliśmy scenariusze do 2040 roku, by dać impuls do dyskusji na temat przyszłości logistyki i jej roli w gospodarce Europy na przestrzeni najbliższych dwóch dekad. Lata 40. obecnego wieku są wystarczająco odległe, aby spodziewać się dużych zmian, a jednocześnie wystarczająco bliskie, aby już teraz operatorzy logistyczni i ich klienci podejmowali działania przygotowujące do tego, co nadejdzie – mówi Kacper Nosarzewski, partner w 4CF Strategic Foresight.

Raport „Logistyka 2040” pokazuje trzy hipotetyczne, zupełnie różne koncepcje rozwoju tej branży w perspektywie kolejnego 20-lecia. Scenariusze opisują europejski rynek logistyczny ze szczególnym uwzględnieniem krajów Europy Środkowej (Czechy, Polska, Słowacja i Węgry). Pierwszy z nich zakłada dalszy, bardzo szybki rozwój hi-tech. W 2040 roku większość problemów zostanie rozwiązana dzięki postępowi technologicznemu: zwiększy się poziom automatyzacji i robotyzacji, możliwe będzie przejście z węgla na tańsze odnawialne źródła energii, co przyczyni się do spadku cen za prąd.

W takich realiach logistyka będzie jedną z podstaw dla globalnej gospodarki. Konsumenci będą oczekiwać, że ich zakupy zostaną dostarczone do dokładnego miejsca i w dokładnie takim czasie, w jakim chcą je otrzymać (dostawa just-in-time i door-to-door), a logistyka – żeby tym wymaganiom sprostać – będzie korzystać z autonomicznych środków transportu dalekobieżnego (ciężarówki, pociągi, hyperloop i samoloty), w pełni zautomatyzowanych magazynów oraz dronów, kompaktowych samochodów elektrycznych i robotów dostawczych. Czynnikiem przesądzającym o konkurencyjności firm logistycznych będą natomiast wysokie technologie, własne algorytmy SI i autonomiczne technologie nawigacyjne.

– W tym scenariuszu w ciągu ostatnich 20 lat logistyka – podobnie jak inne branże – stała się neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla i przyjazna dla środowiska. Wszystkie systemy transportowe opierają się na energii elektrycznej pozyskiwanej z czystych, odnawialnych źródeł energii. Zdecydowana większość budynków magazynowych w UE jest pozytywna energetycznie, a pozostałe nieliczne są odbiorcami energii netto o zerowym bilansie energetycznym. Jednak jeszcze ważniejsze jest to, że wysoce zautomatyzowane operacje logistyczne just-in-time umożliwiły skuteczną zbiórkę odpadów, zarządzanie nimi, ich ponowne wykorzystanie i recykling – podkreśla Kacper Nosarzewski.

Na kwestiach środowiskowych opiera się też drugi scenariusz, który zakłada, że w 2040 roku gospodarka i społeczeństwo będą podporządkowane dekarbonizacji i walce ze zmianami klimatycznymi. W takim modelu logistyka odegra decydującą rolę w umożliwieniu swoim klientom osiągnięcia neutralności klimatycznej, która jest warunkiem dostępu do rynków zbytu państw rozwiniętych.

– Posiadając kontrolę nad zrównoważonymi środkami transportu i rozbudowaną sieć kontaktów z lokalnymi dostawcami, korporacje logistyczne w 2040 roku oferują swoim klientom usługi doradcze w zakresie zrównoważonego rozwoju operacyjnego i projektowania łańcucha dostaw. Co więcej, są one w stanie zapewnić dostęp do europejskich rynków lokalnych dzięki platformom współpracy i sprzedaży producentów, za które są odpowiedzialne – prognozuje Daniel Franke.

– Sektor logistyczny w Europie w 2040 roku jest przyjazny dla środowiska. Logistyka zeroemisyjna została niemalże osiągnięta dzięki nowym sposobom transportu i znacznemu obniżeniu skali tradycyjnych operacji logistycznych wymuszonych przez nowy paradygmat ekonomiczny i przepisy. Większość budynków magazynowych jest neutralna pod względem emisji CO2, a pozostała flota pojazdów dostawczych większości operatorów – używanych w mniejszych miastach i na wsi – składa się z samochodów ciężarowych, które wykorzystują energię elektryczną lub wodór jako paliwo – dodaje partner w 4CF Strategic Foresight.

Ostatni, najbardziej pesymistyczny scenariusz dla branży zakłada przedłużającą się recesję po kryzysie wywołanym obecną pandemią, zwiększenie protekcjonizmu w odpowiedzi na zawirowania gospodarcze i polityczne, wynikający z niego stosunkowo powolny rozwój technologiczny, częste klęski żywiołowe wywołane globalnym ociepleniem i rosnące nierówności społeczne.

– W tym scenariuszu świat w 2040 roku jest podzielony, nierówny, nękany przez kryzysy gospodarcze i borykający się z poważnymi konsekwencjami globalnego ocieplenia – wskazuje managing director w FM Logistic Central Europe. – Warunki te okazały się szczególnie niekorzystne dla firm logistycznych działających w Europie. Doświadczały one eskalacji kosztów prowadzenia działalności ze względu na niespełniające wymogów rozwiązania IoT stosowane w różnych krajach członkowskich. W takim scenariuszu autonomiczne pojazdy odpowiednie do działania na jednym rynku mogły nie funkcjonować lub nawet zostać zakazane w krajach sąsiednich. Zróżnicowane systemy operacyjne i platformy dystrybucyjne sprawiły, że obsługa przesyłek wewnątrzeuropejskich stała się prawdziwym wyzwaniem.

Eksperci FM Logistic i 4CF Strategic Foresight prognozują, że takie realia będą wymagać od firm logistycznych stworzenia całkiem nowych modeli biznesowych. Kluczowymi czynnikami budującymi ich przewagę konkurencyjną będą własność infrastruktury transportowej i koncesji, własność obiektów magazynowych oraz umiejętności marketingowe i optymalizacyjne.

– W takim scenariuszu tylko najlepsi operatorzy logistyczni, którzy dzięki wysokiej optymalizacji i sile przebicia są w stanie uzyskać kluczowe koncesje na więcej niż jednym rynku krajowym, dają partnerom możliwość prowadzenia działalności na skalę międzynarodową zbliżoną do tego, co dawniej nazywano po prostu dostawą towarów na rynku wewnętrznym UE – wyjaśnia Kacper Nosarzewski.

 

Pełna wersja raportu „Logistyka 2040” znajduje się na stronie: https://info.fmlogistic.com/Logistyka_2040

Dwie trzecie właścicieli spółek komandytowych rozważa zmianę formy działalności. To efekt wprowadzanego w przyszłym roku opodatkowania CIT

Dla 73 tys. polskich przedsiębiorców objęcie podatkiem CIT spółek komandytowych będzie oznaczało wzrost obciążeń podatkowych. Dlatego blisko 28 proc. przedsiębiorców współwłaścicieli rozważa zamknięcie biznesu, a prawie 66 proc. zmianę formy działalności – wynika z ankiety przeprowadzonej przez InfoCredit, CRIDO oraz ZPP. – Przekształcenie spółki nie musi oznaczać utraty dotacji z tarczy finansowej PFR, ale rekomendujemy, by decyzja o przekształceniu była ostatecznością – radzi radca prawny Piotr Aleksiejuk.

Zgodnie z ustawą podpisaną przez prezydenta Andrzeja Dudę 30 listopada br. od nowego roku spółki komandytowe staną się płatnikami CIT. Ich wspólnicy będą mogli podjąć decyzję o tym, żeby przesunąć ten obowiązek na maj 2021 roku.

– W związku z nowelizacją dotyczącą opodatkowania spółek komandytowych CIT-em pojawia się wiele różnych koncepcji co do przyjęcia formy prawnej przez te spółki. Natomiast decyzja o tym, czy przekształcić ją w inną spółkę osobową, np. jawną, czy też w kapitałową spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, powinna być podjęta na podstawie właściwej analizy. Sam proces przekształcenia jest już etapem finalnych decyzji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Aleksiejuk, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Będą one musiały płacić podatek od uzyskanych dochodów na takich samych zasadach jak spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjne czy komandytowo-akcyjne (stawka 9 lub 19 proc., jeżeli przychód spółki przekracza 2 mln euro). Oznacza to, że właściciele spółek komandytowych zostaną podwójnie opodatkowani, bo płacą już podatek od osób fizycznych. Zgodnie z przepisami wspólnikom – komplementariuszom i komandytariuszom – będą przysługiwały preferencje związane z obniżeniem podatku.

Zdaniem przedsiębiorców ankietowanych przez InfoCredit we współpracy z CRIDO oraz Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców dalsze prowadzenie biznesu w formie spółki komandytowej przestaje mieć rację bytu. Obawiają się oni spadku konkurencyjności wobec innych podmiotów, zmniejszenia możliwości inwestowania i zatrudniania. Blisko 66 proc. rozważa zmianę formy działalności gospodarczej.

– Najprostszym rozwiązaniem jest przekształcenie w spółkę jawną, bo jest to spółka transparentna podatkowo i utrzymuje opodatkowanie takie jak w przypadku spółek komandytowych. Natomiast należy mieć na uwadze, że spółka jawna niesie za sobą wiele innych ryzyk, które spółka komandytowa eliminuje. Nie mamy też pewności, czy ustawodawca w następnym roku nie rozszerzy swojego projektu i przykładowo nie obejmie opodatkowaniem CIT-em spółek jawnych – mówi partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Nowelizacja przepisów nałożyła obowiązek płacenia CIT-u na spółki jawne o nieujawnionych wspólnikach.

Innym rozwiązaniem może być przekształcenie spółki komandytowej w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, a następnie podział na kilka mniejszych spółek, albo podział spółki komandytowej na mniejsze podmioty. Nie pozwoli to co prawda na całkowite uniknięcie płacenia CIT-u, ale umożliwi jego obniżenie do 9 proc. zamiast 19 proc.

– Z przekształceniem wiąże się informowanie kontrahentów. Często ma to również reperkusje w umowach finansowych. Choć mamy sukcesję uniwersalną, czyli wszystkie prawa i obowiązki przechodzą z mocy prawa, to wiele umów indywidualnych wymaga również uzyskania zgód, akredytyw oraz innych czynności faktycznych – przekonuje radca prawny.

Jak podkreśla, przekształcenie spółki komandytowej nie pozbawi jej prawa do otrzymanych wcześniej subwencji z Polskiego Funduszu Rozwoju w ramach tarczy finansowej.

– Wszelkie zmiany mogące wpływać na projekt wymagają akceptacji PFR-u. Natomiast pojawiło się oficjalne stanowisko funduszu, że przekształcenia nie wymagają uprzedniej zgody. Aby jednak zachować transparentność i profesjonalizm, rekomendujemy, żeby przed przekształceniem wystąpić z pismem informacyjnym do PFR-u – mówi Piotr Aleksiejuk.

W przypadku dużych przedsiębiorstw, które uzyskały pożyczki preferencyjne, umowy co do zasady przewidują, że powinny one uzyskać zgodę na przeprowadzenie reorganizacji – przekształcenia, połączenia czy podziału.

– Artykuł 553 kodeksu spółek handlowych i kolejne stanowią, że mamy tu do czynienia z kontynuacją praw i obowiązków. Aby jednak nie mieć później reperkusji, również duże spółki powinny wystąpić z takim pismem informacyjnym i sprawdzić, czy przedstawiciele PFR-u nie mają zastrzeżeń do dokonanej czynności – ocenia partner zarządzający w Kancelarii Wojarska Aleksiejuk & Wspólnicy.

Pandemia zmieniła postrzeganie zmian klimatu i ich skutków. Do walki z nimi potrzebne jest zaangażowanie nie tylko polityków, ale też całych społeczeństw

Zdaniem ponad 70 proc. badanych w długoterminowej perspektywie zmiany klimatu są tak samo poważnym kryzysem jak COVID-19. Pandemia wpłynęła na postrzeganie kwestii klimatycznych i ich wpływu na jakość życia i zdrowia. Jednocześnie pokazała też, że systemy społeczne, gospodarcze i polityczne nie są zaprojektowane tak, aby umożliwić odpowiednią reakcję na tego typu zagrożenia. Przykładem mogą być globalne łańcuchy dostaw, które zostały zerwane przez zamknięcie granic. – Konieczne są systemowe innowacje, opracowane przy wspólnym zaangażowaniu polityków, przedsiębiorców i obywateli – mówi Aneta Skubida z EIT Climate-KIC. Projekty Deep Demonstrations, które są oparte na takim podejściu,  wdrażane są w kilkunastu najbardziej innowacyjnych i odważnych europejskich miastach – w tym w Rybniku.

– Pandemia wpłynęła na postrzeganie zmian klimatu. Sprawiła, że uświadomiliśmy sobie w dużo większym stopniu, iż te niewidoczne zagrożenia jak najbardziej istnieją i mogą być bardzo dotkliwe. Przykładem mogą być pogłębione badania społeczne, tzw. deep listening, w ramach projektu Rybnik 360, z których wynika, że mieszkańcy są dużo bardziej skłonni podejmować działania związane z niewidocznymi zagrożeniami – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Skubida, system innovation design manager CEE w EIT Climate-KIC. – Zauważyliśmy, jak olbrzymi wpływ mogą mieć zagrożenia  niedostrzegalne gołym okiem, a które mogą być dla nas dotkliwe tak jak pandemia. Taki wpływ ma właśnie kryzys klimatyczny.

Z sondażu Ipsos przeprowadzonego w 14 krajach wynika, że zdaniem ​​71 proc. dorosłych na świecie w długoterminowej perspektywie zmiany klimatu są tak poważnym kryzysem jak COVID-19. Blisko 40 proc. wymienia je jako jeden z trzech najważniejszych problemów środowiskowych. Ankietowani wyrazili szerokie poparcie dla działań rządów skierowanych na walkę ze spowolnieniem gospodarczym właśnie poprzez inwestycje prośrodowiskowe.

Pandemia udowodniła też, że zmiana naszego trybu życia w znaczący sposób przekłada się na poprawę klimatu. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, że w wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadnie o ok. 5 proc., a emisje CO2 związane z energią będą o ok. 7 proc. mniejsze. Spadek o 2,4 gigaton przywrócił zaś roczną emisję dwutlenku węgla do stanu sprzed dekady.

– Pandemia pokazała, że systemy, w których funkcjonujemy: społeczne, gospodarcze czy polityczne, nie są zaprojektowane w taki sposób, który umożliwia nam reagowanie na tego typu zagrożenia. Dlatego właśnie potrzebne są zmiany na poziomie wszystkich tych systemów – ocenia ekspertka z EIT Climate-KIC.

Sposobem na walkę ze zmianami klimatycznymi mogą być takie projekty jak Deep Demonstrations EIT Climate-KIC. To innowacje systemowe, które mają pomóc Europie w zielonej transformacji. Organizacja współpracuje z 15 europejskimi miastami, aby zaprojektować takie rozwiązania, które mogą odblokować głęboką zmianę we wszystkich systemach miejskich – transformację, która będzie odpowiedzią na współczesne wyzwania.

– Posługujemy się specjalną metodologią przygotowaną przez naszych ekspertów. Jest ona celowo zaprojektowana w taki sposób, by dostosować się do specyfiki danego miejsca. Jest to podejście „szyte na miarę” – nie ma tu mowy o podejściu jednakowym dla wszystkich – wskazuje Aneta Skubida. – Opieramy się na myśleniu systemowym. Postrzegamy miasto jako całość. Za pomocą badań i analiz – w tym specjalnej metody tzw. deep listening – mapowań, foresightu strategicznego, dziesiątek warsztatów i setek rozmów z mieszkańcami i interesariuszami Rybnika, a także z Urzędem Miasta przygotowaliśmy propozycję kluczowych dla Rybnika interwencji. To taka miejska akupunktura, trafiająca precyzyjnie w punkty, które uzdrowią system – w odróżnieniu od nieskoordynowanych interwencji na chybił trafił.

Projekt wykorzystuje innowacje społeczne. To właśnie sami mieszkańcy, instytucje pozarządowe i przedsiębiorcy określają potencjał miasta, jego słabe i mocne strony i w ten sposób wskazują kierunki zmian. Dzięki temu organizacja ma nadzieję na wspólne wypracowanie nowej wizji miasta.

– Drugim filarem innowacji systemowych jest silny udział społeczeństwa, kokreacja. To głębokie wsłuchanie się w tych, którzy tworzą miasto, i w ich potrzeby. Z drugiej strony to też zaproszenie do procesu tworzenia rozwiązań, parametrów tych rozwiązań, a później do ich wspólnego wdrażania – wskazuje ekspertka.

Przy wykorzystaniu metody deep listening w projekcie mapuje się system miejski i weryfikuje zależności między różnymi obszarami. W ten sposób można znaleźć rozwiązania, które będą jednocześnie oddziaływać na cały system. Podobne podejście do tworzenia  innowacyjnych rozwiązań zastosowano m.in. w Amsterdamie, Edynburgu, Madrycie, Mediolanie czy Wiedniu.

– W Rybniku  jednym z kluczowych wyzwań jest problem smogu. Jest to pochodna wielu elementów, które nie działają we właściwy sposób w mieście, np. to, że wielu mieszkańców nie jest w stanie sobie uświadomić, jak dużym zagrożeniem dla życia i zdrowia ich samych jest zanieczyszczenie powietrza, ale też jak bardzo rzutuje ono na rozwój całego miasta, np. na przyciąganie inwestorów – zaznacza Aneta Skubida. – Z drugiej strony Rybnik jest idealnym  miejscem pilotażowego wdrażania innowacyjnych rozwiązań, które pozwolą jak najszybciej uporać się z wyzwaniem. Solidna baza stworzona przez projekt Rybnik 360, ale też widoczność miasta, to, że często się o nim mówi i pisze, sprawia, że zmiana tu będzie zauważona przez całą Polskę, to może niczym magnes przyciągać najtęższe umysły i stać się katalizatorem dalszych zmian.

Długofalowy projekt jest nastawiony na wydobycie potencjału miasta oraz całego regionu i zapewnienie jego lepszej przyszłości. Ma to być możliwe dzięki równoczesnemu wdrożeniu bardzo celowo zaprojektowanych i połączonych innowacji w różnych wymiarach (tzw. portfolio): gospodarczym, społecznym, politycznym, technologicznym, prawnym czy finansowym.

– Standardowo w organizacjach różnego typu różne departamenty wykonują dużą pracę, ale w oderwaniu od siebie. Dlatego bywa tak, że robią rzeczy, które de facto są przeciwstawne, albo – w najlepszym wypadku – nie powstaje  efekt synergii. Tak samo często funkcjonują samorządy, w oderwaniu od mieszkańców i innych interesariuszy, takich jak  biznes, organizacje pozarządowe czy świat nauki. Jednym z naszych głównych zadań jest łączenie, tworzenie ekosystemów, szerokich sieci współpracy, wspólnej wizji miasta, bo tylko wtedy uda nam się zaprojektować dobre miejsca do życia i wspólnie realizować tę wizję – podkreśla ekspertka z EIT Climate-KIC.

Za pomocą projektu Rybnik 360, finansowanego przez EIT Climate-KIC, śląskie miasto chce przetransformować się pod względem energetycznym, ekonomicznym i społecznym, osiągając neutralność klimatyczną i zapewniając dobrobyt mieszkańcom.  Urzędnicy rozmawiają już z nowymi inwestorami ze Skandynawii, działającymi w obszarze czystych technologii, m.in. producentem dachów fotowoltaicznych, a także producentem samochodów elektrycznych. Dzięki metodzie Deep Demonstrations Rybnik, we współpracy ze wszystkimi, którzy tworzą miasto, ale też z zewnętrznymi ekspertami, projektuje strategię i konkretne interwencje, które pozwolą na osiągnięcie stawianego sobie celu.

Jak podkreśla Aneta Skubida, transformacja całych miast czy regionów to jedyna skuteczna droga, by powstrzymać zmiany klimatyczne na szeroką skalę. Z drugiej strony miasta odporne klimatycznie będą dużo lepiej przygotowane na kolejne epidemie.

Owocowe czwartki schodzą na drugi plan. W dobie koronawirusa firmy oferują konsultacje z psychologiem i wsparcie w opiece nad dziećmi

– Pracownicy częściej niż kiedykolwiek doświadczają stresów związanych z pandemią, pracą zdalną, opieką nad dziećmi i potrzebują wsparcia psychologicznego – mówi Joanna Kotzian, współzałożycielka Well.hr. Dlatego też programy wellbeingowe w firmach w dobie koronawirusa koncentrują się na innych kwestiach niż do tej pory, ale są tak samo ważne dla pracowników, a nawet ważniejsze niż kiedykolwiek. Firmy wciąż inwestują w benefity, ale inaczej – organizują konsultacje z psychologiem, wsparcie w zdalnym nauczaniu, a zdrowe przekąski wysyłają pracownikom do domu.

– Pandemia koronawirusa przesunęła akcenty w programach benefitów dla pracowników na zupełnie inne kwestie. Nagle okazało się, że pewnych działań obszaru wellbeingu nie da się zrealizować, np. nie ma możliwości zorganizowania owocowych czwartków w biurze, pracownicy nie mogą korzystać z kart sportowych. Jednak firmy wciąż inwestują w wellbeing, nawet bardziej niż wcześniej, bo zdają sobie sprawę, że ze względu na stres związany z pandemią ich pracownicy potrzebują wsparcia – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Joanna Kotzian.

W dobie koronawirusa okazało się, że pracownicy najbardziej potrzebują wsparcia psychologicznego, bo muszą sobie radzić z własnymi lękami o zdrowie swoje i najbliższych, uporać się z frustracją, która wynika np. z trudności w miejscu pracy, ograniczonych aktywności, łączenia pracy zdalnej z opieką nad dziećmi. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia dla marki Kneipp, u ponad połowy Polaków poziom stresu wzrósł w czasie pandemii. Co trzeci wiąże z tym nasilenie się swoich dolegliwości takich jak bóle pleców, problemy z zasypianiem czy przybieranie na wadze. Blisko połowa badanych deklaruje, że koronawirus negatywnie wpłynął na ich samopoczucie.

 To sprawiło, że nagle opieka psychologiczna stała się popularnym benefitem pracowniczym. Mam na myśli wsparcie psychologa, psychoterapeuty lub coacha świadczone nie tylko pracownikom, ale także członkom ich rodzin – uściśla współzałożycielka Well.hr.

Wellbeing był popularny jeszcze przed pandemią. W 2018 roku został w badaniach Deloitte uznany za najlepszą inwestycję w obszarze HR. Świadomość firm w tym obszarze w ostatnich latach bardzo wzrosła. Przed pandemią ponad 50 proc. z nich zapowiadało tego rodzaju inwestycje.

– Wtedy organizacje stawiały na aktywność sportową, inwestowały w zdrowie pracowników, teraz realizowane są inne projekty, np. badania kondycji psychicznej pracowników, dostarczanie im online ćwiczeń po to, żeby zapewnić im pewną aktywność fizyczną. Część firm dostarcza pracownikom zdrowe przekąski do domów – wymienia ekspertka.

Kolejna kwestia to pomoc pracownikom w opiece nad dziećmi. Jak wynika z raportu Nationale-Nederlanden „Rodzina przyszłości”, prawie 40 proc. rodziców pracujących z domu ma trudności z łączeniem obowiązków zawodowych z zajmowaniem się dziećmi. Blisko połowa przyznaje, że nie czuje się kompetentna, by wspierać ich edukację zdalną.

– Wsparcie rodziców w opiece nad dziećmi, dostarczenie dzieciom różnych propozycji spędzania czasu w domu oraz pomoc w zdalnym nauczaniu to działania, na które postawiła część najlepszych pracodawców – dodaje Joanna Kotzian.

Jej zdaniem programy wellbeingowe realizowane w pandemii świadczą o tym, w jaki sposób pracodawcy uporali się z obecną, trudną sytuacją. To bardzo istotna kwestia dla osób zatrudnionych. Już dwa lata temu w badaniach CBRE 80 proc. respondentów przyznało, że oferta firmy w zakresie dbałości o dobre samopoczucie pracowników będzie czynnikiem decydującym przy podjęciu decyzji o zatrudnieniu.

Myślę, że pracownicy podchodzą świadomie do działań pracodawców i  coraz bardziej doceniają ich wysiłki, choć ich priorytety zmieniają się pod wpływem sytuacji rynkowej. Bardzo ważne staje się obecnie bezpieczeństwo zatrudnienia i jeśli firma je oferuje, to owocowe czwartki stają się mniej istotne. Ważniejsze będzie poczucie, że w trudnej sytuacji firma o nich zadba – podkreśla współzałożycielka Well.hr.

Spowolnienie gospodarcze to czas, kiedy firmy uważnie przyglądają się swoim wydatkom. Nie powinno to jednak wpłynąć na redukcję programów wellbeingowych. Da się je realizować nawet bezkosztowo. Żeby inwestycja w taki program była trafiona, firmy i ich działy HR powinny najpierw rozeznać się w potrzebach pracowników.

 Każda firma, bez względu na wielkość i budżet, jakim dysponuje, może wdrażać różnego rodzaju działania z obszaru wellbeing. Mniejsze firmy mogą podjąć we własnym zakresie działania, które sprawią, że pracownicy poczują się lepiej, np. zapewnić właściwą komunikację, poczucie bezpieczeństwa oraz częstsze kontakty z przełożonym czy kolegami, niekoniecznie tylko w kwestiach związanych z pracą. Mam na myśli stworzenie takiego środowiska, które będzie przyjazne mimo pandemii, które pozwoli dać wsparcie i sprawi, że ludzie poczują się lepiej – zauważa Joanna Kotzian.

Dzikie wysypiska zastępują legalne składowiska. To olbrzymie zagrożenie dla środowiska

Proces unieszkodliwiania odpadów – w dobie systematycznego wzrostu ilości wytwarzanych śmieci – wymaga kompleksowego podejścia. Tymczasem w polskim systemie z roku na rok spada liczba funkcjonujących składowisk. Problemem są również pojawiające się jak grzyby po deszczu dzikie wysypiska i niedobory nowoczesnych spalarni, umożliwiających odzysk energii.

Informacje dotyczące odpadów nie są optymistyczne. Jak pokazują dane Głównego Urzędu Statystycznego, Polacy produkują ich coraz więcej. Przeciętny mieszkaniec naszego kraju w 2019 r. wytworzył aż 332 kg śmieci. Problemem jest nie tylko stały trend wzrostowy, ale także skala. Jeszcze pięć lat temu na jedną osobę przypadały 283 kg odpadów (aż o 49 kg mniej).

Najnowsze dane powinny niepokoić nas wszystkich. Śmieci przybywa, a liczba składowisk z każdym kolejnym rokiem się zmniejsza. I to w bardzo szybkim tempie. Na przestrzeni lat 2015-2019 w Polsce zamknięta została co piąta tego typu instalacja. Dodatkowo, należy pamiętać o tym, że w 2020 r. statystyki dotyczące produkcji odpadków mogą być znów rekordowe. Pandemia COVID-19 spowodowała znacznie wyższe zużycie środków ochrony osobistej i dezynfekcyjnych, wymagających unieszkodliwienia – mówi Felice Scoccimarro, prezes Amest Otwock Sp. z o.o.

Nic w przyrodzie nie ginie?

Spadek liczby legalnie funkcjonujących składowisk, działających w ramach restrykcyjnych przepisów i z poszanowaniem środowiska naturalnego, skorelowany jest z pojawianiem się kolejnych dzikich wysypisk, które zagrażają przyrodzie. Jak podaje GUS, na koniec 2019 r. działało aż 1868 tego typu obiektów. To o 261 więcej niż rok wcześniej. Porażająca jest również powierzchnia zajmowana przez nielegalne śmietniska – ponad 197 ha (stan na 31 grudnia 2019 r.). Dla porównania, jest to obszar równy około 280 boiskom do piłki nożnej.

Ilość odpadów, które trzeba unieszkodliwić, rośnie z roku na rok. W połączeniu z coraz wyższymi opłatami za wywóz śmieci, sprawia to, że niestety niektórzy ulegają pokusie pozbycia się „za darmo” zanieczyszczeń w pobliskim lesie bądź domowym kominku. Biorąc pod uwagę statystyki, części osób nie odstraszają nawet ewentualne kary. Tymczasem trzeba pamiętać, że konsekwencje takiego działania są bardzo dotkliwe. To m.in. niebezpieczeństwo zachwiania funkcjonowania całego lokalnego ekosystemu, zagrażające wielu gatunkom roślin i zwierząt – tłumaczy Maciej Kłos z firmy doradczej BCO Poland.

Organizowanie dzikich wysypisk to także wymierne straty finansowe, które ponoszą wszyscy Polacy. Zgodnie z wyliczeniami Lasów Państwowych, każdego roku na uprzątniecie lasów wydawanych jest około 20 mln złotych.

Potrzebne kompleksowe rozwiązania

Jedną z recept na obecny stan rzeczy jest rozbudowa systemu wyspecjalizowanych spalarni, dzięki którym możliwe będzie nie tylko unieszkodliwianie odpadów, ale także odzyskiwanie energii – cieplnej bądź elektrycznej. Jednym z liderów tego procesu jest Dania, gdzie ponad połowa zebranych śmieci trafia do takich obiektów. O ich bezpieczeństwie może świadczyć fakt, że duży zakład znajduje się w samej stolicy. Spalarnia w Kopenhadze może rocznie przetworzyć nawet 400 000 ton odpadów, a sama służy również mieszkańcom jako stok narciarski.

W Polsce funkcjonuje zaledwie kilka nowoczesnych spalarni, których wydajność jest znacznie mniejsza nić chociażby wspomnianej Amager Bakke. Niedawno jednak pojawił się promyk nadziei. Podpisana została umowa na modernizację istniejącego obiektu w Warszawie. Po rozbudowie ma on unieszkodliwiać w ciągu roku ponad 300 000 ton odpadów, czyli około 30 proc. odpadów produkowanych w naszej stolicy.

Baterie przyszłości będą czyste i ładowane w ciągu kilku minut. Nadchodzi rewolucja w branży mobilnej i samochodowej

Przestarzałe systemy zasilania bateryjnego są jednym z największych problemów, z którymi zmaga się obecnie cała branża technologiczna. Klasyczne ogniwa litowo-jonowe nie są w stanie sprostać wyzwaniom, jakie stawiają im zarówno współczesne urządzenia mobilne, jak i pojazdy elektryczne. Rozwiązaniem problemów branży mogą okazać się ogniwa nowej generacji o większej gęstości oraz wyższej żywotności. Polskie Impact Clean Power Technology wyrasta na jednego z liderów tego sektora globalnej gospodarki.

– W Impact oferujemy najnowsze na świecie rozwiązania, jeżeli chodzi o gęstość energii, moc i szybkość ładowania. Mamy dwa kierunki rozwoju, pierwszy to poprawianie gęstości energii w istniejących ogniwach, aby wyprodukować w tej samej objętości i masie ogniwo o większej pojemności, co się przekłada na zasięg pojazdu. Zasięgi w samochodach elektrycznych jeszcze nie są wystarczające, nie możemy przejechać 800900 km tak jak w przypadku samochodów spalinowych, ale tę drogę już widzimy w przyszłości – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, prezes zarządu Impact Clean Power Technology.

Jedną z najświeższych technologii, które mogą przyspieszyć rozwój tej perspektywicznej branży, jest nowy system bateryjny UVES Energy GEN 2 wykonany w technologii NMC o 30 proc. większym zagęszczeniu energii niż konkurencyjne rozwiązania. Wykorzystanie go do produkcji pojazdów elektrycznych może obniżyć koszty ich eksploatacji oraz zauważalnie zwiększyć zasięg efektywny. Firma opracowała także system bateryjny wysokiej gęstości mocy, UVES Power GEN 2. Według inżynierów nowa technologia pozwoli obciążyć baterię mocą wyższą nawet o 60 proc. niż uprzednio stosowane rozwiązania. Dzięki temu ogniwa te sprawdzą się do konstruowania najbardziej wymagających pojazdów o dużym zapotrzebowaniu na energię elektryczną.

– Drugim typem rozwoju jest utechnologicznienie ogniw poprzez pozbycie się materiałów ziem rzadkich. Dzisiaj pierwiastki trudno dostępne jak kobalt muszą wystąpić w ogniwach, żeby zapewnić ich parametry. Pracujemy nad następnymi generacjami ogniw, które pojawią się na rynku w okresie pięciuośmiu lat, które będą miały wysoką gęstość energii, ale bez tych trudnych pierwiastków. Pracujemy również nad ogniwami z bezpieczniejszymi elektrolitem stałym, już nie będzie lotnych frakcji, których opary są palne. Baterie z elektrolitem stałym w kolejnym 10-leciu przejmą pałeczkę od obecnych litowo-jonowych – przekonuje ekspert.

W prace nad stworzeniem ogniw o wyższej sprawności zaangażowały się firmy z całego świata, w tym m.in. inżynierowie Xiaomi, którzy eksperymentują z ultrawydajnymi ładowarkami na potrzeby sektora mobilnego. Chińska korporacja zaprezentowała w październiku bezprzewodową ładowarkę o mocy 80 W zdolną do naładowania telefonu w niespełna 20 minut.

Jak się okazuje, równie efektywne czasy ładowania można wypracować w sektorze elektromobilności. Pod koniec 2019 roku uczeni z Electrochemical Engine Center na Pennsylvania State University opracowali innowacyjny akumulator samochodowy, który rozgrzewa się, aby drastycznie przyspieszyć tempo ładowania. Na łamach magazynu „Joule” zespół naukowców pracujących nad tym projektem wykazał, że stosując system bateryjny tego typu, można skrócić czas ładowania ogniw do 10 minut, które pozwolą na przejechanie od 300 do 450 km. Wstępne testy wykazały, że nowe akumulatory charakteryzują się żywotnością rzędu 2500 cykli i wdrożenie ich na szeroką skalę mogłoby gwałtownie przyspieszyć rozwój sektora prywatnych pojazdów elektrycznych. Baterie tego typu pozwoliłyby przejechać nawet do 800 tys. km, zanim należałoby je wymienić.

Podobne technologie są już dostępne, jednak na razie nie na rynku komercyjnym.

– W bateriach szybko ładowanych stosujemy ogniwa litowo-tytanowe, niedostępne dla aplikacji konsumenckich. To specyficzne ogniwo, z którym pracujemy ponad sześć lat, umożliwia szybkie naładowanie w ciągu pojedynczych minut. Ono ma również swoje ograniczenia, jest trochę cięższe, ale jego żywotność jest dla odmiany bardzo długa. System bateryjny oparty na ogniwach tytanowych może przeżyć między 12 a 15 lat w pojeździe, czyli tyle, ile wymaga od niego cała żywotność autobusu – wyjaśnia Bartłomiej Kras.

Według analityków z firmy Verified Market Research wartość globalnego rynku baterii dla pojazdów elektrycznych w 2019 roku wyniosła 48,19 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 71,74 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,5 proc.

Co piąty uraz u piłkarzy jest spowodowany uderzeniami piłki głową. Nowe badania pokazują, że ryzyko kontuzji można zmniejszyć nawet o 20 proc.

Nawet co piąty uraz u piłkarzy może być spowodowany przez uderzenie piłki głową. – Jeśli piłka ma zbyt wysokie ciśnienie, jest zbyt mokra lub jedno i drugie, w rzeczywistości zamienia się w broń. Główkowanie taką piłką to jak uderzanie w mur – przekonuje Eric Nauman z Uniwersytetu Purdue. Badanie przeprowadzone przez naukowców wykazało, że nadmuchiwanie piłek do ciśnień na dolnym końcu zakresów może zmniejszyć siły związane z potencjalnym urazem głowy o 20 proc.

W ciągu ostatnich kilku lat wiele uwagi poświęcono znaczeniu i konsekwencjom urazów głowy w sporcie. Naukowcy z Purdue University twierdzą, że nawet 22 proc. kontuzji lub wstrząsów mózgu podczas gry w piłkę nożną jest wynikiem używania przez graczy głowy do zagrywania piłką. Im bardziej nasiąknięta wodą i cięższa, tym większe jest ryzyko kontuzji. Badania pokazują, że zawodowi piłkarze zagrywają piłkę głową około 12 razy podczas jednego meczu i ok. 800 razy w ciągu całego sezonu. Choć prędkość piłki ma największy wpływ na siłę jej uderzenia, łatwiej kontrolować jej ciśnienie powietrza i poziom wchłaniania wody.

– Nie można kontrolować tego, jak mocno piłkarz kopie piłkę. Są jednak inne sposoby, aby zmniejszyć te siły i nadal móc grać swobodnie w piłkę – przekonuje Eric Nauman, profesor inżynierii mechanicznej i podstawowych nauk medycznych na Uniwersytecie Purdue w Indianie.

FIFA czy NCAA już regulują ciśnienie piłki, jej rozmiar, masę i wchłanianie wody na początku meczu, ale laboratorium Naumana jako pierwsze przeprowadziło badanie, które ocenia wpływ każdego z tych czynników na potencjalne zmiany neurofizjologiczne. Z eksperymentu jednoznacznie wynika, że nadmuchiwanie piłek do ciśnień na dolnym końcu zakresów może zmniejszyć siły związane z potencjalnym urazem głowy o blisko 20 proc.

– Przeprowadziliśmy bardzo prosty eksperyment. Do tej pory nie było zbyt wielu danych dotyczących tych zagadnień, a ich brak to ogromny problem – wskazuje Eric Nauman.

W tym badaniu w jego laboratorium przetestowano trzy rozmiary piłek poprzez kopnięcie ich w płytkę siłową. Obejmowało ono 50 prób dla każdego rozmiaru piłki przy czterech różnych ciśnieniach, w zakresie 4–16 psi. Zakres ten obejmuje ciśnienia poniżej standardowych specyfikacji produkcyjnych i bliskie limitowi przepisów FIFA.

Aby przetestować wchłanianie wody, naukowcy zanurzali piłkę w każdym rozmiarze na 90 minut, czyli regulaminowy czas meczu. Ważyli i obracali każdą kulkę co 15 minut. Badanie wykazało, że zmniejszenie ciśnienia i ograniczenie wchłaniania wody miało największe znaczenie dla wszystkich trzech rozmiarów piłek.

– Nasze badanie rzuca nowe światło na kwestię tego, jak może zmieniać się waga i siła uderzenia piłki w różnych warunkach. Organy zarządzające sportem i producenci mogą wykorzystać te badania, aby jeszcze bardziej zmniejszyć ryzyko trwałego uszkodzenia funkcjonalnego lub strukturalnego mózgu w wyniku uderzeń głowy podczas gry w piłkę nożną – wskazuje Francis Shen, profesor prawa na Uniwersytecie Minnesoty.

Część organizacji sportowych już zmieniła zasady gry lub uznała za niedopuszczalne niektóre zagrania. Wszystko po to, by zwiększyć bezpieczeństwo. Przykładem może być liga NFL, gdzie wprowadzono zmiany zasad wykopu piłki. W 2018 roku ograniczenia te spowodowały 35-proc. spadek kontuzji podczas rozgrywek rozpoczynających grę w porównaniu z sezonem 2017.

– Istnieje wiele przykładów w sporcie, gdzie organizacje zmieniły zasady, aby gra była bezpieczniejsza. To nowe badanie wskazuje potrzebę wprowadzenia dalszych zmian na rzecz bezpieczniejszego sprzętu i rozgrywki – twierdzi Francis Shen.

Zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski

  • Jutro rozpoczyna się szczyt Unii Europejskiej, na którym zapadną decyzje dotyczące budżetu na lata 2021-2027. Liczymy, że dojdzie do porozumienia i Polska oraz Węgry nie zgłoszą weta.
  • Polska wetując budżet UE mogłaby stracić nawet 27,8 mld euro w formie grantów. Trwająca od tygodni dyskusja o wecie i pryncypiach praworządności już pogorszyła wizerunek naszego kraju, zaszkodziła przedsiębiorcom i finansom publicznym – uważa Konfederacja Lewiatan.

Rada Przedsiębiorczości, do której należą największe organizacje pracodawców, od początku debaty przestrzega że zablokowanie unijnego budżetu będzie miało katastrofalne skutki dla Polski – zarówno jeśli chodzi o sytuację wewnętrzną, jak i międzynarodową. Rząd mógłby w ten sposób pozbawić Polaków dostępu do wartego blisko 800 mld euro specjalnego funduszu Next Generation EU, którego celem jest ożywienie gospodarek krajów członkowskich poturbowanych obecnym kryzysem.

– Z punktu widzenia polskich firm unijne pieniądze są niezbędne. W inny sposób nie uzyskamy tych środków, chyba że podnosząc podatki, ale wówczas jedną ręką będziemy pomagać, a drugą zaciskać na gardle polskiej gospodarki. Już teraz takie kraje jak Hiszpania, Grecja, Portugalia i Włochy są na nas wściekłe, bo każdy dodatkowy dzień dyskusji o budżecie opóźnia wypłatę pieniędzy, których oni potrzebują jeszcze bardziej niż my – mówi Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

– Sygnały z ostatnich godzin dają nadzieję na kompromis. To ważne bo już sama ogólnoeuropejska debata o Polsce w kontekście braku szacunku do praworządności negatywnie wpływa na zaufanie inwestorów szkodząc gospodarce, przedsiębiorcom i naszym finansom publicznym – dodaje Maciej Witucki.

Rada Przedsiębiorczości apeluje do liderów Zjednoczonej Prawicy

Apel Rady Przedsiębiorczości do liderów Zjednoczonej Prawicy: Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina w sprawie pożądanych zmian w podatku od niektórych instytucji finansowych.

Wyjątkowa sytuacja ekonomiczna kraju powstała po wybuchu epidemii koronawirusa w 2020 r., w tym zwłaszcza trudności finansowe części przedsiębiorstw spowodowane drastycznymi zmianami rynkowymi bądź wprowadzeniem przez Rząd RP ograniczeń w życiu publicznym wymaga podjęcia działań osłonowych i naprawczych z aktywnym udziałem instytucji finansowych.

Dlatego też Rada Przedsiębiorczości zwraca się z apelem o pilne wprowadzenie zmian w zasadach funkcjonowania podatku od niektórych instytucji finansowych, polegających w szczególności na wyłączeniu z podstawy opodatkowania tego podatku wartości aktywów bankowych powstałych w wyniku:

  • zaangażowania banków w proces restrukturyzacji przedsiębiorstw,
  • finansowania przedsięwzięć realizowanych w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności (KPO),
  • finansowania nowych projektów inwestycyjnych w ramach realizacji szeroko rozumianego Europejskiego Zielonego Ładu na rzecz tworzenia zrównoważonej gospodarki UE

Rada Przedsiębiorczości zwraca się o wprowadzenie powyższych zmian w podatku bankowym w celu ratowania sytuacji gospodarczej poprzez stworzenie bankom warunków finansowych umożliwiających finansowanie restrukturyzacji kredytobiorców oraz kredytowanie nowych inwestycji ważnych dla rozwoju kraju, w tym inwestycji współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej. Możliwości takiego finansowania mogą w wielu przypadkach przesądzić o istnieniu wielu firm, a nawet branż. Rada Przedsiębiorczości jest przeciwna obowiązywaniu wysokich obciążeń fiskalnych banków, które uniemożliwiają w praktyce finansowanie restrukturyzacji polskich przedsiębiorstw i dostosowanie polskiej gospodarki do nowych realiów gospodarki światowej.

Rząd przyjął projekt wprowadzający e-licytacje komornicze nieruchomości

Rada Ministrów przyjęła wczoraj (8 grudnia br.) przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt nowelizacji ustawy – Kodeks postępowania cywilnego, który przewiduje wprowadzenie e-licytacji komorniczej nieruchomości. To rozwiązanie szczególnie ważne w czasie trwania pandemii COVID-19.

E-licytacja komornicza nieruchomości została opracowana na wzór sprawdzonych już przepisów umożliwiających sprzedaż ruchomości w takim trybie. Zaakceptowany przez rząd projekt wpisuje się w cyfryzację usług publicznych.

Wprowadzenie elektronicznej licytacji nieruchomości niesie same zalety, dlatego wobec sytuacji pandemicznej i utrudnień w tradycyjnych licytacjach zdecydowaliśmy się na pilne przeprowadzenie prac legislacyjnych we współpracy z Krajową Radą Komorniczą. Zyskują na tym wierzyciele i dłużnicy, ponieważ dzięki łatwej formie licytowania zwiększy się zainteresowanie licytacjami. Nie ma przy tym potrzeby tworzenia nowego systemu, ponieważ licytacje będą prowadzone w oparciu o istniejący system licytacji ruchomości – podkreśla wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, który nadzoruje w resorcie problematykę komorniczą.

Większa transparentność

Umożliwienie prowadzenia sprzedaży nieruchomości w drodze e-licytacji zapewni wyższy poziom bezpieczeństwa dla uczestników czynności procesowych i pozwoli obniżyć koszty. W znaczący sposób przyczyni się również do przyspieszenia egzekucji z nieruchomości, która ze względu na wielofazowość oraz potencjalnie dużą liczbę podmiotów w niej uczestniczących jest szczególnie długotrwała. Ponadto zaproponowane rozwiązanie zwiększy transparentność przetargów i pozwoli skutecznie wyeliminować zmowy licytantów.

– Przeprowadzona przez nas reforma systemu funkcjonowania komorników przyniosła wielki sukces. Znacząco poprawiła się skuteczność, ale przede wszystkim zlikwidowaliśmy patologie, które obniżały zaufanie do komorników. Elektroniczna licytacja to kolejny krok w usprawnianiu tego systemu. Liczymy, że projekt spotka się w Sejmie z poparciem ponad podziałami politycznymi – dodaje wiceminister Sebastian Kaleta.

Najważniejsze rozwiązania

Przetarg w drodze elektronicznej ma odbywać się wyłącznie na wniosek wierzyciela. W razie braku wskazania takiej formy odbycia przetargu odbywałby się on w trybie dotychczasowym. Wniosek o przeprowadzenie przetargu w drodze elektronicznej mógłby zostać złożony zarówno w pierwszym jak i drugim terminie licytacji.

Przetarg będzie przeprowadzany w systemie teleinformatycznym. Komornik udostępniać będzie obwieszczenie o licytacji na stronie internetowej Krajowej Rady Komorniczej.

E-przetarg będzie trwał tydzień, wzorem funkcjonujących aukcji elektronicznych. Takie rozwiązanie zapewni licytantom większy komfort i warunki do podjęcia przemyślanej decyzji. Natomiast z perspektywy toczącej się egzekucji pozwoli na uzyskanie możliwie najwyższej ceny ze sprzedaży nieruchomości.

SFDR wchodzi w życie 10 marca 2021. Czy branża finansowa jest gotowa?

Już 10 marca 2021 roku, w Polsce i pozostałych krajach UE wchodzi w życie Rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji finansowych związanych ze zrównoważonym rozwojem (SFDR – Sustainable Finance Disclosure Regulation).

Większość podmiotów działających na rynku finansowym w Europie ma świadomość, czego dotyczy Rozporządzenie w sprawie ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem. Nie wszyscy czują się jednak wystarczająco przygotowani do wypełnienia nowych obowiązków w tym zakresie. 75 proc. przedstawicieli banków obawia się braku spójności pomiędzy dotychczas raportowanymi wskaźnikami ESG (z zakresu kwestii środowiskowych, społecznych i dotyczących ładu korporacyjnego), a obowiązkami informacyjnymi stawianymi przez Rozporządzenie. Z raportu firmy doradczej Deloitte „Sustainable Finance Disclosure Regulation. Is the financial industry ready for the Big One?” wynika też, że podobne obawy ma 69 proc. zarządzających aktywami.

Już 10 marca 2021 roku, w Polsce i pozostałych krajach UE obowiązywać zaczną nowe przepisy dotyczące ujawniania informacji związanych ze zrównoważonym rozwojem w sektorze usług finansowych. Rozporządzenie SFDR ma na celu osiągnięcie większej przejrzystości w odniesieniu do sposobu analizowania ryzyk dla zrównoważonego rozwoju, które występują w ramach działalności prowadzonej przez podmioty operujące na rynku finansowym i doradców finansowych.

Zachodzące na naszych oczach zmiany klimatu są uważane za jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla stabilności sektora finansowego, który musi podjąć szybkie działania w celu ograniczenia przewidywanych negatywnych skutków. Ostatnie regulacje prawne na szczeblu unijnym chcą zaangażować sektor finansowy w proces budowy gospodarki niskoemisyjnej. Temu właśnie ma służyć m.in. rozporządzenie SFDR.

– Respondenci naszego badania deklarują wysoki poziom zaufania do kierunku zmian w sektorze zrównoważonych inwestycji. Wskazują na jednolitą komunikację oraz uwzględnienie potrzeb klientów mających skorzystać na planowanych zmianach. Problemem może się jednak okazać niedostateczna spójność między wymogami Rozporządzenia, a dostępnymi na dziś danymi sprawozdawczymi oraz brak jednolitych standardów w tym zakresie. Zmian na tym polu oczekuje większość uczestników rynku finansowego prowadzących działalność w Europie – mówi Tomasz Gasiński, nowy Dyrektor w zespole ds. zrównoważonego rozwoju, Deloitte, odpowiedzialny za wsparcie klientów w dostosowaniu biznesu do nowych wymogów z zakresu zmian klimatu i zarządzania ryzykiem ESG w Polsce i Europie Środkowej.

Trudna ocena skali zrównoważenia inwestycji

Unijne regulacje zakładają, że uczestnicy rynku finansowego powinni wykazać, w jaki sposób i w jakim zakresie procentowo inwestycje spełniają wymogi działań zrównoważonych środowiskowo. Jak wynika z badania Deloitte, przy obecnym stanie prawnym możliwość takiej weryfikacji przewidują przede wszystkim banki i zarządzający aktywami.. Według nich, zmiany zachodzące w zakresie raportowania usprawnią ten proces lub też na szczeblu regulacji europejskich zostanie wprowadzone rozwiązanie, które ułatwi spełnianie tych wymagań przez wszystkich zainteresowanych. W tym zakresie najmniejszy optymizm deklarują przedstawiciele doradców finansowych, z których aż 60 proc. wskazuje duże prawdopodobieństwo, że ich branża nie będzie w stanie właściwie określić zakresu inwestycji, które kwalifikują się jako zrównoważone środowiskowo.

– Celem badania było zmierzenie poziomu gotowości sektora na najważniejsze zmiany przewidziane w nowym rozporządzeniu. Respondenci badania w różnych krajach wykazują zaufanie do zmian w sektorze zrównoważonych inwestycji, doceniając spójną komunikację i dużą uwagę poświęcaną klientom instytucji finansowych, którzy są głównymi beneficjentami planowanych zmian. Jednak widać także wyraźnie, że większość graczy oczekuje większej spójności między różnymi inicjatywami regulacyjnymi a istniejącymi standardami raportowania – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Współpraca europejska i krajowa

75 proc. uczestników badania z sektora bankowego uważa, że europejskie urzędy nadzoru powinny współpracować z właściwymi organami krajowymi w celu opracowania realistycznego planu dotyczącego jednolitych dokumentów sprawozdawczych. Musiałby on w pełni uwzględniać nadzorczą rolę właściwych instytucji w danym państwie oraz ich wiedzę na temat możliwości sprostania przez podmioty branżowe niedawnym zmianom. Z tym stwierdzeniem zgadza się 60 proc. doradców finansowych i połowa przedstawicieli sektora ubezpieczeń. Ci ostatni najczęściej wskazują jednocześnie na konieczność zastosowania okresów przejściowych, obowiązujących różne podmioty działające na rynku finansowym w różnym stopniu.

– Obecnie tylko nieliczni zainteresowani opracowali odpowiednie narzędzia i procesy, aby naprawdę ocenić swoje kwalifikacje w zakresie ochrony środowiska, dbania o społeczeństwo i ład korporacyjny. Wraz ze wzrostem znaczenia zrównoważonego i odpowiedzialnego inwestowania większość zarządzających aktywami zmierza w kierunku pełnej integracji celów środowiskowych ze swoimi produktami i procesami. Wciąż jednak jest wiele do zrobienia na tym polu i jest to bardzo dogodny moment dla działających na rynku finansowym, aby opracować i wdrożyć adekwatne i skuteczne rozwiązania – podsumowuje prawo europejskie unia europejska, Partner, lider sektora finansowego Deloitte w Polsce.

Raport „Sustainable Finance Disclosure Regulation. Is the financial industry ready for the Big One?” prezentuje wyniki badania przeprowadzonego przez Deloitte w Luksemburgu między czerwcem a wrześniem 2020 r. W badaniu wzięli udział przedstawiciele podmiotów zarządzających aktywami, banków, zakładów ubezpieczeń oraz doradcy finansowi objęci zakresem Rozporządzenia SFDR z 21 krajów.

W tym roku w Warszawie ma być oddane 400 tys. mkw. powierzchni biurowej, czyli ponad dwa razy więcej niż w 2019 roku

Jesienna fala pandemii COVID-19 przekreśliła szansę na szybki powrót do biur. Jak wynika z pierwszej edycji badania „Warsaw Crane Survey – Lato 2020”, obecna sytuacja nie wpłynęła jednak na liczbę rozpoczętych projektów i prac konstrukcyjnych. W najbliższych latach to Wola utrzyma swoją pozycję wiodącej lokalizacji takich inwestycji w Warszawie. W 2019 r. 5 z 7 pozwoleń na budowę dla nowoczesnych projektów biurowych dotyczyło właśnie tej dzielnicy. Eksperci firmy doradczej Deloitte i spółki biurowej Skanska podkreślają, że konieczna będzie ponowna aranżacja powierzchni biurowych, a nowe projekty będą powstawać w duchu zrównoważonego rozwoju i dbałości o środowisko.

Od 2014 roku zauważalny jest trend spadkowy w liczbie wydawanych pozwoleń na budowę dla nowoczesnych budynków biurowych w Warszawie. Nie oznacza to jednak zmniejszenia planowanej powierzchni. W 2018 roku była ona wyższa niż w latach poprzednich. Deweloperzy na rynku warszawskim planują realizację coraz większych i bardziej spektakularnych projektów.

Warto zaznaczyć, że pandemia COVID-19 wydłużyła procedury administracyjne, ale nie wpłynęła na liczbę rozpoczętych projektów oraz prac konstrukcyjnych przy projektach biurowych w Warszawie. Oznacza to, że zarówno deweloperzy, jak i potencjalni najemcy wierzą, że w niedalekiej przyszłości wrócimy do biur, choć prawdopodobnie w modelu hybrydowym – mówi Dominik Stojek, Partner Associate, dział Doradztwa Nieruchomościowego, Deloitte.

Jednak spory odsetek osób z wielu względów nie chce wracać do biura. To duże wyzwanie przede wszystkim dla pracodawców. Obecnie najważniejszą kwestią jest zapewnienie bezpieczeństwa użytkownikom powierzchni biurowych. Firmy przyjrzały się dostępnym rozwiązaniom i wdrożyły w pierwszej kolejności te, które pozwolą zachować im wszystkie zasady dystansu społecznego. Mało prawdopodobna jest rezygnacja z otwartych przestrzeni i powrót do układu gabinetowego. W biurach konieczna jest jednak ponowna aranżacja i podział powierzchni za pomocą paneli akustycznych czy roślin. Pandemia wymusiła ewolucję przestrzeni biurowych, a nie ich całkowitą rewolucję.

Dobrze zaprojektowany budynek posłuży też w pandemii

Jeśli deweloper myśli o powierzchni biurowej długofalowo i zaprojektował budynek w przemyślany sposób, to niewielkim nakładem sił wspólna przestrzeń sprawdzi się również w czasie pandemii.

W obecnej chwili niezwykle ważne jest bezpieczne poruszanie się po budynku. Odpowiednie planowanie przestrzeni i proste graficzne oznaczenia w kontekście nowych procedur to dziś standard. Oprócz tego, w dobie pandemii, szczególną rolę pełnią też technologie. Już parę lat temu stworzyliśmy jedną z najbardziej zintegrowanych platform na rynku biurowym Connected by Skanska, której zakres funkcjonalności z łatwością dostosowaliśmy do dzisiejszych potrzeb najemców. Dzięki niej i powiązanej z nią aplikacji na telefony, użytkownicy naszych budynków mogą bezdotykowo poruszać się po nieruchomościach. Pracownicy mogą za pomocą naszego rozwiązania otwierać drzwi elektroniczną kartą dostępu czy zarezerwować salę konferencyjną, wykorzystując do tego swój smartfon – mówi Katarzyna Zawodna-Bijoch, prezes spółki biurowej Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej.

Powstawanie budynków warunkują pojawiające się wytyczne z różnych branż, płynące np. od organizacji eksperckich na rynku nieruchomości. Skanska we współpracy z epidemiologiem i architektami już w maju przygotowała swoje biura na bezpieczny powrót pracowników. Na bazie swoich doświadczeń, także związanych z tym, co w praktyce się sprawdza, a co jest trudne do wykonania, przygotowała zbiór rekomendacji dot. biur bezpiecznych w kontekście zagrożeń związanych z pandemią. „Care for Life Office Concept” prezentuje holistyczne podejście do człowieka i jego środowiska pracy.

Budownictwo w służbie środowiska

Obecnie miasta to obszary, które najbardziej zanieczyszczają powietrze, ale mają również największą moc sprawczą, żeby przeciwdziałać zmianom klimatu. Zrównoważone budownictwo, w tym niskoemisyjne budowle są niezwykle istotnym czynnikiem w inteligentnych miastach. Deweloperzy mogą więc odegrać ogromną rolę w walce z globalnym ociepleniem.

W swojej działalności muszą zwracać uwagę nie tylko na finalny etap inwestycji, ale również na cały łańcuch dostaw.

Proces zaczyna się od wydobycia materiałów, które następnie należy przetransportować na miejsce budowy. To deweloper decyduje, jakie surowce wybierze i w jaki sposób je dostarczy. Branża budowlana ma ogromny wpływ na to, w jakim kierunku będzie rozwijać się gospodarka niskoemisyjna.

O raporcie
Autorzy badania „Warsaw Crane Survey” przeanalizowali zasoby biurowe w poszczególnych dzielnicach stolicy Polski. Eksperci Deloitte przyjrzeli się również pozwoleniom na budowę wydane w ciągu ostatniej dekady. Dzięki temu powstał kompletny obraz trendów wpływających na działalność deweloperską.

Czy technologia może wnieść jeszcze więcej w branżę e-commerce?

Wywiad z Małgorzatą Szulik; współtwórcą oferty LoanByLink, Business Project Manager w Provema.

Pytanie zadane nie bez powodu. Ostatnimi czasy media stale informują o bardzo dynamicznym rozwoju sektora e- sklepów. Jest to m.in. wynik marcowego lockdownu i zamkniętej sieci sklepów stacjonarnych, ale także zasługa bogatej oferty rozwiązań dla rynku marketplace. Czy w tak dużej branży można uruchomić z powodzeniem nowy projekt?

Wiele osób zadawało sobie pytanie jak będzie wyglądał biznes, kiedy wszystko zacznie wracać do normy. Jak według Pani zmienił się handel?

Nie jest oczywista odpowiedź, ponieważ handel jako bardzo duża gałęź gospodarki swoimi zmaganiami przypominała sinusoidę. Handel to nie tylko obraz sklepów, który mamy przed oczami, ale cała dystrybucja i stojący za nią kapitał ludzki. Niemniej jednak większość przedsiębiorców, szczególnie stacjonarnych musiała przenieść usługi do sieci i odnajdywać się w nowej dla nich rzeczywistości. Tej samej rzeczywistości uczyli się również klienci, bo mimo deklaracji sporej liczby społeczeństwa do dokonywania zakupów on-line w trakcie narodowej kwarantanny 20% Polaków pierwszy raz zrobiło zakup w sieci. Tak przynajmniej podaje badanie przeprowadzone przez Accenture i Fashion Biznes. Całość sprowadza się jednak do tego, że przechodzimy płynnie w modele on-line’owe.

Będziemy powoli wracać do starych nawyków i stacjonarnych zakupów czy jednak zostaniemy w sieci?

Wszystko wskazuje na to, że model zakupowy w sieci nam się podoba. Zdaje się, że zaczęliśmy cenić proste rozwiązania, szybkie przesyłki i atrakcyjne finansowanie. Większość zakupów możemy zrobić on-line z dostawą do domu. Nie zrezygnujemy z tego. Myślę, że chętnie będziemy wracać do tradycyjnych modeli zakupowych, to ten sektor będzie się cały czas rozwijał. Podobnie wygląda sektor usługowy, który cieszy się powodzeniem. Nie wiem, czy wcześniej z takim zainteresowaniem były wykorzystywane szkolenia w sieci J

Czy możemy mówić o wygranych i przegranych w takim przypadku?

Nie. Nawet nie wypada, bo pamiętajmy, że była to sytuacja, która jednak zaskoczyła przedsiębiorców. Owszem, mogliśmy skorzystać z doświadczenia sąsiadów, ale nawet to nie przygotowałoby biznesmenów, szczególnie nowicjuszy na tak głębokie obostrzenia. Część firm płynnie przeszła w nowy model zarządzania a część potrzebowała motoru napędowego i też rozwiązań, które nie obciążyłyby budżetu, który i tak rozplanowany często był zupełnie inaczej. W takiej sytuacji mogę powiedzieć, że naszym obowiązkiem jest być solidarnym. Szczególnie firmy, który udostępniają innowacje i technologie.

A nie uważa Pani, że to właśnie technologia przynosi zmierzch dla stacjonarnych placówek?

Zdecydowanie nie. Dzięki technologii możemy opracowywać takie rozwiązania, które będą upraszczały skomplikowane procesy. Nie tylko umożliwiamy konsumentom korzystania z nowych bezpiecznych, propozycji. Stawiamy przed firmami gotowe rozwiązanie dostosowane do tego co dzieje się na rynku. Wiele firm myśli o przekształceniu swoich firm w mniejsze e-sklepy, ale odbiją się do procedur. Często ograniczają je środki. Tu z pomocą przychodzą innowacje.

Czy to właśnie sytuacja na rynku e-sklepów zainspirowała Was do stworzenia własnego modułu dla sieci on-line?

Nasz moduł LoanByLink miał premię w ubiegłym roku. Od tego czasu sukcesywnie poszerzamy jego możliwości i staramy się, aby był skuteczny i prosty. Nie chcemy uwikłać naszych partnerów w skomplikowane umowy i długie procesy a przy tym chcemy zapewnić maksymalne bezpieczeństwo dla wykonywanych transakcji no i szybką integrację. Tak się złożyło, że w tym okresie LoanByLink okazał się dopasowany do potrzeb rynkowych. Naszymi partnerami są zarówno małe lokalne firmy, ale i też rynkowi potentaci. Pokazuje to skalę na jaką działa nasz moduł.

W okresie, kiedy wydawałoby się, że na rynku jest już wszystko, łatwo jest prezentować nowe rozwiązanie? Możecie mówić o sukcesie?

Mało skromnie,  ale dobre rzeczy często bronią się same. Tak jest z LoanByLink. Chyba najważniejsze było przekazanie, że to jest naprawdę proste. Wiele osób zadawało pytania: Jak to możliwe, że ze zwykłej strony internetowej będę miał sklep internetowy i raty bez długiego oczekiwania? No da się. My to zrobiliśmy. Pamiętam pierwszego partnera, który się rejestrował i zaskoczenie, że w ciągu jednego dnia zostały podpięte wtyczki. Całość to zasługa naszych programistów. To fantastyczni ludzie.

Mam rozumieć, że dzięki takiemu i podobnym rozwiązaniom firmy, które wciąż szukają wyjścia z sytuacji mają szansę, na przetrwanie lub nawet większy sukces swojej marki?

Dokładnie tak. To jest właśnie zaleta prawdziwie innowacyjnych rozwiązań. Są multizadaniowe i dają nieograniczone możliwości. Jedyne co może zahamować działanie i rozwój jest ewentualny brak pomysłu. Akurat w naszej firmie jest ich nadmiar i dlatego dzielimy się nimi. Mamy nadzieje, że LoanByLink dociera jak najdalej i będzie cały czas otwierać możliwości przed firmami, które ich szukają.

Polska Grupa Energetyczna uruchomiła pierwszy w Polsce magazyn energii elektrycznej z wykorzystaniem modułów Powerpack Tesla

PGE Polska Grupa Energetyczna uruchomiła w Rzepedzi na Podkarpaciu pierwszy w Polsce magazyn energii elektrycznej z wykorzystaniem modułów Powerpack Tesla. To początek długofalowego programu magazynowania energii Grupy PGE, zapowiedzianego w nowej strategii Grupy.

Instalacja o mocy ok. 2,1 MW i pojemności 4,2 MWh została zaprojektowana w celu wspierania niezawodności lokalnej sieci dystrybucyjnej. Kontenerowy, stacjonarny magazyn energii powstał w ramach projektu innowacyjnych usług sieciowych poprawiających jakość i niezawodność dostaw energii elektrycznej, realizowanego przez PGE Polską Grupę Energetyczną wspólnie z PGE Dystrybucja. PGE Polska Grupa Energetyczna – Powerpack Tesla

„Modułowy magazyn energii w podkarpackiej Rzepedzi to pierwsza inwestycja w Europie Środkowej i Wschodniej, wykorzystująca rozwiązania modułowe Tesla w lokalnej sieci elektroenergetycznej. Zastosowane rozwiązanie zapewni elastyczną pracę systemu elektroenergetycznego i zwiększy możliwości przyłączania źródeł odnawialnych. Zgodnie z nową Strategią Grupy PGE, do 2030 roku planujemy budowę co najmniej 800 MW nowych magazynów energii. Inwestycja w Rzepedzi to pierwszy krok w realizacji tego celu. Kolejne projekty są już w fazie planowania. Jeszcze w tym roku składamy wniosek o określenie technicznych warunków przyłączenia do sieci magazynu energii elektrycznej w Żarnowcu o mocy 205 MW i pojemności 820 MWh. W styczniu projekt weźmie udział w certyfikacji ogólnej do rynku mocy. Dużym wyzwaniem dla projektów magazynowania energii jest rentowność oraz źródła finansowania. Dlatego duże nadzieje pokładamy w zmianach w obszarze regulacji, które mogą być zachętą inwestycyjną dla projektów magazynowania energii i jednocześnie pozwolą na lepsze wykorzystanie funduszy unijnych w transformacji energetycznej – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes Zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna. – Powodem do satysfakcji jest to, że rozpoczynamy realizację programu magazynowania energii w oparciu o technologię o światowej renomie, która zastosowana w naszej inwestycji przyniesie wymierne oszczędności dla segmentu dystrybucji PGE i stanowi tańszą i szybszą w realizacji alternatywę dla rozbudowy sieci elektroenergetycznej” – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Wzrost udziału odnawialnych źródeł energii w wytwarzaniu energii elektrycznej spowoduje zwiększone zapotrzebowanie na technologię magazynowania energii. Powstałe dotychczas polskie magazyny energii były projektowane i wykonywane głównie w celach badawczych (R&D). Budowa magazynu w Rzepedzi to pierwsza inwestycja, będąca odpowiedzią na konkretne potrzeby odbiorców PGE, związane z poprawą jakości energii oraz zapewnieniem zasilania rezerwowego na wypadek awarii lub prac planowych.

Wykonawcą projektu modułowego magazynu energii w Rzepedzi jest firma Griffin Group Energy.

„Przystępując do przetargu na budowę magazynu energii pod konkretne zapotrzebowanie PGE wybieraliśmy technologię, która najefektywniej zrealizuje założone zadania – mówi Dariusz Wawrzynów, wiceprezes Zarządu Griffin Group Energy. – Szukaliśmy sprawdzonego i rzetelnego partnera z doskonałymi referencjami oraz posiadającego masowe, biznesowe wdrożenia magazynów energii. Szczegółowa analiza rynku wskazała nam markę o światowej renomie, czyli firmę Tesla. Technologia zastosowana w Powerpack Tesla o pojemności 4 MWh, najlepiej odpowiadała inwestycji i spełniała założone przez nas warunki oraz standardy” – podkreśla.

PGE Polska Grupa Energetyczna jest największym przedsiębiorstwem elektroenergetycznym w Polsce. Gwarantuje bezpieczne i stabilne dostawy energii elektrycznej i ciepła do ponad 5 milionów klientów. Udział Grupy PGE w produkcji energii elektrycznej w Polsce wynosi ok. 40 proc.

PGE jest również największym krajowym producentem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, posiadając 10-cio procentowy udział w rynku. W kolejnych latach PGE stawia na dynamiczny rozwój odnawialnych źródeł energii – w szczególności w oparciu o energię wiatru i słońca. Priorytetem dla PGE jest Program Offshore Grupy PGE, który zakłada wybudowanie do 2030 roku dwóch morskich farm wiatrowych o łącznej mocy do 2,5 GW oraz kolejnych 4 GW do 2040 roku. Program inwestycyjny Grupy PGE do 2030 roku obejmie również 3 GW w fotowoltaice oraz rozbudowę portfela lądowych farm wiatrowych o co najmniej 1 GW. Nowa Strategia Grupy PGE, opublikowana w październiku 2020 r., została oparta na trzech filarach: energia przyjazna dla środowiska, nowoczesne usługi energetyczne oraz sprawna i efektywna organizacja. PGE przedstawiła plan transformacji Grupy, ogłosiła cel osiągnięcia neutralności klimatycznej oraz 100 proc. zielonej energii dla klientów PGE w 2050 roku. Zgodnie z nową Strategią do 2030 roku w portfolio Grupy PGE powstanie co najmniej 800 MW magazynów energii, których zadaniem będzie usługa magazynowania dla źródeł rozproszonych, wsparcie integracji systemowej wielkoskalowych źródeł OZE oraz zapewnienie elastyczności i niezawodności sieci dystrybucyjnej.

Skąd nadejdą kryzysy wizerunkowe 2021 roku?

Znaczący i negatywny wpływ polityki na życie organizacji, kryzysy wywodzące się z Internetu oraz trudności gospodarcze związane z pandemią COVID-19 – to główne zagrożenia, jakich w 2021 roku spodziewają się specjaliści ds. komunikacji z ponad stu wiodących polskich firm, instytucji i organizacji pozarządowych. Rośnie też poziom obaw rzeczników prasowych i managerów public relations. Kryzysometr – indeks opracowywany corocznie przez Agencję Alert Media Communications – wzrósł z 52 do 55%.

Kryzys wizerunkowy jest coraz bardziej prawdopodobny – zwłaszcza w instytucjach publicznych

Osoby odpowiadające za komunikację w wiodących polskich firmach, instytucjach i organizacjach pozarządowych, bardziej obawiają się kryzysów wizerunkowych niż przed rokiem. Taki główny wniosek płynie z badania przeprowadzonego przez Alert Media Communications – warszawską agencję PR, specjalizującą się w komunikacji kryzysowej i strategicznym PR.

W ostatnich dniach listopada agencja przeprowadziła kolejną edycję badania Kryzysometr, pozwalającego ocenić poziom prawdopodobieństwa wystąpienia kryzysów wizerunkowych.  Jest on szacowany przez specjalistów ds. komunikacji[1], którzy oceniają ryzyko wybuchu kryzysu wizerunkowego w swoich organizacjach w skali od 1 do 100. Ze średniej opinii wszystkich uczestników badania powstaje indeks: Kryzysometr, który w 2021 wyniósł aż 55%. Oznacza to, że ankietowani uważają, że jest bardziej prawdopodobne, że kryzys w ich organizacjach wystąpi, niż że nie wystąpi.

Większe obawy przed kryzysem wizerunkowym mają przedstawiciele instytucji publicznych, którzy prawdopodobieństwo wystąpienia negatywnych zdarzeń w swoich organizacjach oceniają aż na 69% (wzrost o 8 punktów procentowych w stosunku rok do roku). Bardziej optymistycznie na rozpoczynający się rok patrzą przedstawiciele biznesu
– w tym gronie prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu oceniane jest na 46% (identyczny wynik, jak w ubiegłym roku).

Kryzysometr to wskaźnik, który tworzymy w kolejnym już roku, na wzór indeksów badających nastroje inwestorów giełdowych. Sprawdza on skalę optymizmu lub obaw, z jakimi specjaliści od komunikacji wchodzą w kolejny rok oraz pozwala na porównania do wcześniejszych okresów i pokazanie trendów. Obecnie widzimy, że prognozy są dość pesymistyczne, a ponadto ankietowani wskazują na szereg nowych zagrożeń, z jakimi będą musiały mierzyć się ich organizacje” – powiedział Adam Łaszyn, Prezes Zarządu Alert Media Communications.

Gdzie licho się czai, czyli lista prognozowanych zagrożeń

Uczestnicy badania określali również prognozowane źródła kryzysów wizerunkowych na 2021 rok. Zdecydowanie wyróżniają się tutaj trzy przyczyny. Po pierwsze jest to znaczący wpływ polityki na życie organizacji, czyli na przykład kwestie światopoglądowe, niekorzystne regulacje, czy ataki polityków – na takie ryzyko wskazało aż 59% respondentów. Ponad połowa ankietowanych (55%)[2] obawia się także kryzysów online, czyli takich których źródło leżeć będzie w Internecie oraz problemów komunikacyjnych wynikających z trudności gospodarczych związanych z pandemią COVID-19 (51%  wskazań).

Dużo mniejsze obawy wiążą się z „tradycyjnymi” przyczynami występowania kryzysów, czyli zdarzeniami, od których większość firm zaczynała dotychczas tworzenie swoich instrukcji zarządzania komunikacją w sytuacjach kryzysowych. Na niewłaściwą obsługę Klienta, jako przyczynę kryzysów wskazało 22,5% ankietowanych; konflikty
z pracownikami, w tym związkami zawodowymi to 14% wskazań, a problemy z produktem: 12%. Duży spadek obaw dotyczy kwestii związanych z ochroną środowiska.
W ubiegłorocznym badaniu ryzyko oskarżeń o zanieczyszczanie środowiska, jako główne źródło kryzysów wizerunkowych wskazało, aż 61% ankietowanych, w tym roku tylko 15%.

„Rok 2020 pokazał wszystkim, że kryzysy „czają się za rogiem”, a organizacje mają coraz mniejszy wpływ na ich wystąpienie. Stąd nie dziwi relatywnie niski poziom obaw przed kryzysami wynikającymi z własnych błędów, takich jak problemy z produktami, jakością obsługi, czy standardami środowiskowymi. Specjaliści, po doświadczeniach z tego roku, bardziej obawiają się problemów zewnętrznych. Paradoksalnie jest to dobra wiadomość dla działów komunikacji, bo o sukcesie w skutecznym zarządzaniu kryzysem decyduje nie samo wydarzenie, ale nasz sposób reakcji na nie. A przygotowanie i wdrożenie odpowiedniej reakcji to właśnie miejsce dla osób zajmujących się komunikacją i agencji Public Relations  – komentuje Krzysztof Tomczyński, Partner i Account Director w Alert Media Communications.

Więcej przygotowań kryzysowych, mniej eventów – plany na 2021 rok

W badaniu sprawdzono również plany rzeczników prasowych i managerów Public Relations w zakresie narzędzi komunikacyjnych wykorzystywanych w 2021 roku. Na uwagę zasługuje przede wszystkim zakładany wzrost zastosowania narzędzi komunikacji kryzysowej. Blisko połowa ankietowanych (47%) planuje zwiększyć częstotliwość organizacji szkoleń online z komunikacji kryzysowej; 33% respondentów zamierza częściej niż dotychczas tworzyć dokumenty QA do bieżących sytuacji kryzysowych, a 32% ankietowanych zakłada wzrost częstotliwości aktualizacji lub tworzenia manuali kryzysowych.

W związku z sytuacją COVIDową ponad połowa ankietowanych (57%) planuje ograniczać organizację konferencji prasowych oraz eventów. Częściowo może to być kompensowane przez zakładaną większą ilość informacji prasowych: 36% specjalistów od komunikacji, chce wysyłać je częściej niż dotychczas.

***

W badaniu Kryzysometr 2021, przeprowadzonym przez agencję Alert Media Communications, wzięło udział 113 rzeczników, dyrektorów i managerów PR z wiodących polskich firm, instytucji państwowych i samorządowych oraz organizacji pozarządowych. Badanie zostało przeprowadzone w drugiej połowie listopada 2020 roku.

[1] [1]W badaniu respondentami byli wyłącznie specjaliści PR tzw. in house, czyli zatrudnieni w korporacjach lub instytucjach. Nie brali w nim udziału usługodawcy PR, czyli pracownicy agencji PR.

[2] W odpowiedzi na pytanie można było wskazać do trzech ryzyk – dlatego procenty nie sumują się do 100

Po dwóch latach Polacy znowu na podium pracy tymczasowej, ale…

Prawie 52 proc. – właśnie tylu Polaków znajduje się w grupie wszystkich pracowników tymczasowych, aktywnych zawodowo w naszym kraju w 2020 r., wynika z raportu Grupy Progres. Jeszcze w 2019 r. najwięcej było Ukraińców (52 proc.). W tym roku to nasi rodacy dominują na rynku pracy tymczasowej. Polacy – w dobie pandemii – coraz częściej podejmują tę formę zatrudnienia, bo stają w obliczu kryzysu finansowego oraz zawodowego i intensywnie poszukują alternatywnego zatrudnienia.

Na polskim rynku pracy tymczasowej doszło do zmiany warty. Ubiegły rok został zdominowany przez Ukraińców, którzy stanowili 52 proc. wszystkich zatrudnionych i było ich o 11 proc. więcej niż Polaków (41 proc.), wynika z danych Grupy Progres. W tym roku sytuacja uległa zmianie – w sumie od stycznia do końca października – Polacy stanowili niemal 52 proc. wszystkich zatrudnionych pracowników tymczasowych, a Ukraińcy 39 proc. Wyłączając naszych wschodnich sąsiadów, pracownicy pozostałych narodowości stanowią 9 proc. aktywnych zawodowo, w ubiegłym roku – 7 proc.

Koronawirus argumentem do czasowego zatrudnienia

Większe zainteresowanie Polaków pracą tymczasową spowodowane jest przede wszystkim sytuacją gospodarczą w kraju wywołaną pandemią koronawirusa. Przez ostatnie miesiące pracodawcy liczyli straty, firmy zwalniały kadrę, wysyłały całe zespoły na bezpłatne urlopy lub obniżały wynagrodzenia. Brak możliwości zarobkowania w dotychczasowym miejscu zatrudnienia sprawiły, że – analizując poszczególne miesiące – liczba Polaków pracujących tymczasowo w marcu 2020 r. wzrosła o 43 proc. – w porównaniu z lutym br. – i do końca października utrzymywała się na podobnym poziomie.

Ostatnia przewaga liczebna Polaków była odnotowana w 2017 r., gdy stanowili oni 59 proc. osób zatrudnionych tymczasowo. W 2018 r. nastąpił spadek do 40 proc. a nasi rodacy stali się mniejszość narodową na krajowym rynku pracy tymczasowej, ustępując pola Ukraińcom. W 2019 r. odnotowano minimalny wzrost liczby Polaków zatrudnianych tymczasowo – było ich 41 proc.

Wzmożone zainteresowanie Polaków pracą tymczasową, w dobie pandemii, wynikało i nadal wynika przede wszystkim z całkowitego zamknięcia niektórych branż tj. hotelarstwo, gastronomia, rozrywka, rekreacja – siłownie i kluby fitness, turystyka oraz ograniczeń wprowadzonych w galeriach handlowych. To właśnie z tych obszarów gospodarki o pracę tymczasową starało się najwięcej osób – mówi Paweł Dąbrowski, Dyrektor Zarządzający w Grupie Progres. – Nie bez znaczenia były również duże utrudnienia formalno-organizacyjne związane ze sprowadzeniem nowych pracowników zza wschodniej granicy, które poniekąd trwają do dziś – podkreśla Paweł Dąbrowski.

Ukraińcy odzyskają przewagę?

Polska, z punktu widzenia Ukraińców, była atrakcyjnym kierunkiem emigracji zarobkowej z wielu względów tj. szansa na wyższe zarobki i lepszą pracę, bliskość kulturowa czy niewielka odległość od ojczyzny. Wszystko zmieniło się wraz z nadejściem COVID-19, gdy Ukraińcy lawinowo zaczęli wyjeżdżać z Polski, a ich rodacy nie przyjeżdżali już tak licznie, jak miało to miejsce w latach ubiegłych. W 2018 r. i 2019 r. nasi wschodni sąsiedzi dominowali na polskim rynku pracy tymczasowej – w 2018 r. stanowili 54 proc. wszystkich pracowników tymczasowych aktywnych zawodowo w Polsce, a rok później niemal 52 proc. W 2020 r. jest ich o 13 proc. mniej (39 proc.).

W ciągu 6 miesięcy – od marca do końca sierpnia – odnotowaliśmy znaczny „odpływ” cudzoziemców, głównie obywateli Ukrainy, którzy masowo wracali do swojej ojczyzny. Liczba obcokrajowców pracujących tymczasowo, w tych miesiącach, spadła nawet o 40 proc. w porównaniu do czasu sprzed pandemii – zaznacza Paweł Dąbrowski. – Obecnie obserwujemy tendencję wzrostową – podobną do tej poprzedzającej pierwszy lockdown. Cudzoziemcy znów chętnie przyjeżdżają do Polski w celu podjęcia pracy, jedynym utrudnieniem jest teraz obowiązkowa kwarantanna dla wszystkich obywateli spoza UE. Wszystko wskazuje na to, że popularność pracy w Polsce cieszyć się będzie nie mniejszym zainteresowaniem niż to, do którego przywykliśmy – podsumowuje ekspert.

Polacy nadal na podium, ale…

Rosnące bezrobocie na Ukrainie, niskie zarobki i małe szanse na znalezienie pracy sprawiają, że Ukraińcy, mimo utrudnień, wracają do Polski. W porównaniu z sierpniem br. – we wrześniu i październiku – liczba pracowników tymczasowych z Ukrainy wzrosła kolejno o 16 proc. i 26 proc. Jednak, nadal nie jest to poziom, który obserwowany był w analogicznym okresie 2019 r. – liczba pracowników ze Wschodu w we wrześniu była wyższa o 36 proc. (w porównaniu do września 2020 r.), a w październiku o 33 proc. (w porównaniu do października 2020 r.). Tę lukę wypełniają obecnie Polacy, którzy w obawie przed prognozowanym wzrostem bezrobocia podejmują pracę tymczasową i w zależności od rozwoju koronawirusowej sytuacji, nadal będą wybierać tę formę zatrudnienia.

Rzecznik MŚP publikuje raport dotyczący nakładania kar pieniężnych na przedsiębiorców w systemie SENT

Raport „System SENT. Problematyka nakładania kar pieniężnych na przedsiębiorców”, przygotowany przez Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców przy współpracy z Zespołem ds. Transportu Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP, został zaprezentowany podczas posiedzenia ww. Zespołu w dniu 9 grudnia 2020 r. Powodem powstania raportu były napływające do Rzecznika MŚP sygnały i sprawy interwencyjne, z których wynika, że karami pieniężnymi obciążani są także uczciwi przedsiębiorcy, którzy popełnili drobne uchybienia formalne w zgłoszeniach w systemie SENT.

Publikacja dotyczy w głównej mierze przypadków, w których, zdaniem Rzecznika MŚP, dochodziło do naruszeń i nieprawidłowości w zakresie nakładania na przedsiębiorców kar pieniężnych na podstawie ustawy o systemie monitorowania drogowego i kolejowego przewozu towarów oraz obrotu paliwami opałowymi. Raport ma na celu zainicjowanie dyskusji przedsiębiorców z administracją publiczną w zakresie filozofii nakładania kar pieniężnych na przedsiębiorców (nie tylko w zakresie SENT).

SENT, czyli System Elektronicznego Nadzoru Transportu, który funkcjonuje w Polsce już ponad trzy lata, okazał się bardzo skutecznym narzędziem walki z wyłudzeniami podatkowymi. Dzięki objęciu transportu tzw. towarów wrażliwych (czyli towarów, które najczęściej są przedmiotem wyłudzeń podatkowych i obrotu w szarej strefie, takich jak np. paliwo, alkohol czy susz tytoniowy) monitoringiem udało się skutecznie wyeliminować lub bardzo ograniczyć niekorzystną dla budżetu Państwa przestępczość podatkową.

Biorąc pod uwagę, iż kary pieniężne przewidziane w ustawie, ze względu m.in. na swoją wysokość mają charakter prewencyjny, mikro, mali i średni przedsiębiorcy są często karani wysokimi karami, choć popełnione przez nich naruszenia nie powodowały zagrożenia uszczupleniami podatkowymi, a wynikały przeważnie z ludzkich pomyłek. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców podejmuje interwencje we wszystkich sprawach dotyczących SENT, w których dochodzi do naruszenia praw przedsiębiorców i zasad przewidzianych w Konstytucji Biznesu. Najczęściej naruszaną w tym względzie, w opinii Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, jest zasada proporcjonalności oraz zasada prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie przedsiębiorców do władzy publicznej, przewidziane w ustawie z dnia 6 marca 2018 r. Prawo przedsiębiorców.

– Pragniemy rozpocząć ogólną dyskusję, zaczynając od przykładów mających swe źródło w ustawie SENT, na temat takiego modelu stosowania kar pieniężnych przez organy administracji wobec przedsiębiorców, który będzie uwzględniać słuszne interesy mikroprzedsiębiorców oraz małych i średnich przedsiębiorców, a także pogłębi zaufanie tych przedsiębiorców do władzy publicznej. (…) Mam nadzieję, że przykłady te będą asumptem do rozpoczęcia konstruktywnej dyskusji środowiska przedsiębiorców z przedstawicielami administracji publicznej na temat racjonalnego nakładania kar pieniężnych na przedsiębiorców sektora MŚP – wskazał we wstępie do Raportu Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Praca zdalna obciąża bardziej, niż praca w biurze

Schorzenia układu mięśniowo-szkieletowego to szczególnie ważny temat, gdy większość pracowników biurowych przeszło na pracę zdalną. Swoje obowiązki zawodowe w domu wykonuje około 90% pracowników – częściowo całkowicie, a częściowo dzieląc swój czas pomiędzy pracę zdalną a pracę w siedzibie firmy. Z tej sytuacji zadowolonych jest aż 70% pracowników – tylu z nich deklaruje chęć pozostania przy pracy zdalnej lub hybrydowej po pandemii. Te liczby każą zastanowić się poważnie nad zagrożeniami, jakie mogą płynąć z wykonywania pracy zdalnej. Przeniesienia biura do domu może bowiem zwiększyć ryzyko bólów mięśni, stawów i kręgosłupa, a także depresji

– Praca zdalna wiąże się z wieloma zagrożeniami. Pierwszym jest nieergonomiczne stanowisko pracy. Często siedzimy przy stole kuchennym, na nieodpowiednim krześle. Drugi problem to zbyt długi czas utrzymywania pozycji siedzącej i pozycji nieruchomej. Nawet 30% pracowników pracuje w domu w pozycji siedzącej dłużej, niż pracowało w siedzibie pracodawcy. Kolejny problem to brak aktywności fizycznej. Podczas epidemii o 10% wzrosła liczba osób, które nie podejmują żadnej aktywności fizycznej, a aż 40% uprawia ją tylko sporadycznie – powiedziała serwisowi eNewsroom dr inż. Joanna Kamińska, Zakład Ergonomii CIOP-PIB. – W związku z tym musimy zwrócić uwagę na to, żeby zmienić i dostosować swoje stanowisko pracy – więcej się ruszać, by aktywność fizyczna była w naszym życiu bardziej obecna. Obciążenie fizyczne jest związane także z psychicznym. Badania pokazały, że osoby, które robią więcej niż 7,5 tysiąca kroków dziennie, są o połowę mniej narażone na ryzyko depresji niż osoby, które robią tych kroków poniżej 5 tysięcy. Dlatego pracownicy w home-office powinni więcej się ruszać, by przeciwdziałać zarówno dolegliwościom układu mięśniowo szkieletowego, jak i ryzyku depresji – wyjaśnia Kamińska.

Potencjalny kompromis wspiera złotego. Euro najtańsze od września

Po plotkach o porozumieniu z Unią w sprawie praworządności i niewetowaniu budżetu złoty idzie wyraźnie w górę. PLN względem większości głównych walut jest najsilniejszy od września.

Euro najtańsze od września

Wczoraj niespodziewanie doszło do wyraźnego umocnienia się złotego względem głównych walut. Ruch ten jest kontynuowany dzisiaj rano. W rezultacie, euro kosztuje 4,44 zł i jest najtańsze od września. Dolar zatrzymał się tylko ułamek grosza ponad najniższym poziomem od września, gdyby spadł jeszcze niecałe pół grosza, byłby najtańszy również od września, tyle że 2018 roku. Analitycy nie są zgodni, co stoi za nagłą poprawą sentymentu względem złotego. Część wskazuje na plotki o “pokojowym” rozwiązaniu obecnego napięcia z Unią. Warto jednak pamiętać, że w obozie rządowym jest wielu przeciwników zmiękczania stanowiska. Gdyby do tego doszło można by się spodziewać szybkiej korekty złotego.

Rosną ryzyka na rynku

Para EURCHF będąca swoistym barometrem nastrojów na rynku jest od ponad tygodnia w odwrocie. Inwestorzy znacznie chętniej wybierają franka zamiast euro, co powoduje spadki. Lokowanie środków w helweckiej walucie jest uważane za bezpieczną przystań na trudne czasy. Powody są dwa, z jednej strony strach przed zawetowaniem unijnego budżetu i bałagan spowodowany przez tę decyzję. Z drugiej mamy brexit, który jest wymieniany jako powód wielu zjawisk na rynkach. Tym razem, patrząc jednak na kalendarz i nikłe szanse na uzyskanie porozumienia, ryzyko jeszcze większego bałaganu jest bardzo istotne.

Ropa znów drożeje

Optymistyczne nastroje na rynkach po rozpoczęciu szczepień przeciwko covidowi najwyraźniej widać na surowcach energetycznych i metalach zarówno szlachetnych, jak i przemysłowych. W przypadku rynków walutowych najważniejsze wydają się jednak zmiany na ropie naftowej. Rosnąca cena surowca spowodowana jest potencjalnym wzrostem popytu, związanym z potencjalnym otwieraniem gospodarki po ograniczeniach covidowych. W górę idą waluty państw wydobywających czarne złoto. Jest to szczególnie widoczne na rosyjskim rublu i koronie norweskiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Hybrydy i elektryki hitem polskiego rynku w 2020 r.

Producenci hybryd, hybryd plug-in i aut elektrycznych mogą pochwalić się dużym sukcesem sprzedażowym na rynku polskim w 2020 r. Mowa o wzrostach rzędu nawet 214 proc. Dowód na poparcie tej tezy przynosi najnowszy raport przygotowany przez Europejskie Stowarzyszenie Producentów Pojazdów (ACEA).

Polski rynek motoryzacyjny kojarzy się przede wszystkim z napędami konwencjonalnymi. Zresztą nie bez powodu – według raportu PZPM, w kraju nad Wisłą eksploatowanych jest ponad 8 milionów aut zasilanych benzyną, 7,3 miliona diesli oraz 2,6 miliona pojazdów korzystających z LPG. Sytuacja zaczyna się jednak powoli zmieniać.

Eksperci rankomat.pl przeanalizowali najnowszy raport ACEA i okazuje się, że w Polsce wzrasta zainteresowanie eko-samochodami. Tylko w pierwszych trzech kwartałach 2020 roku nowych nabywców znalazły 2173 auta elektryczne. To oznacza wzrost o blisko 83 proc. w stosunku do analogicznego okresu roku 2019.

Zainteresowanie hybrydami plug-in wzrosło o 214 proc.!

Najwyższym wzrostem sprzedaży w Polsce pochwalić się mogą producenci hybryd typu plug-in. Modele posiadające silnik spalinowo-elektryczny i dające możliwość ładowania pokładowej baterii z gniazdka, według danych ACEA, między styczniem a wrześniem 2020 roku znalazły blisko 2400 nabywców. Jako że w analogicznym okresie roku 2019 zbyt tego typu pojazdów w Polsce wyniósł 763 sztuki, rynek powiększył się o rekordowe 214 proc.Liczba sprzedanych samochodów elektrycznych i hybryd w Polsce_v2

W kategorii samochodów ekologicznych największy wolumen sprzedaży wygenerowały klasyczne hybrydy. W pierwszych trzech kwartałach roku 2020 napęd spalinowo-elektryczny został wybrany w Polsce przez 38 866 kierowców. To oznacza wzrost o ponad 10 tysięcy sztuk oraz 37,1 proc. w stosunku do roku 2019. Warto podkreślić, że wynik uzyskany przez hybrydy stanowi jedną czwartą rynku zajętego przez napęd benzynowy.

Hybrydy od lat odnoszą sukces na naszym rynku motoryzacyjnym. Tym samym w oczach polskich kierowców ocieplają wizerunek e-samochodów. Rosnące wyniki sprzedaży to jednak nie tylko zasługa wysokiej jakości hybryd, ale i po części producentów – ceny samochodów ekologicznych stają się z biegiem lat coraz bardziej przystępne dla osób wybierających nowe auta w Polsce.

e-Auta ze wzrostami, benzyna i diesel z poważnymi spadkami

Kierowcy w Polsce interesują się samochodami ekologicznymi, a to w naturalny sposób musi się przełożyć na stratę dla napędów benzynowych i diesla. Między styczniem a wrześniem 2020 roku w Polsce sprzedały się blisko 192 tysiące pojazdów napędzanych motorem benzynowym. To o prawie 100 tysięcy sztuk mniej niż w analogicznym okresie roku 2019 (spadek o ok. 34 proc.). Diesle w tym czasie osiągnęły zbyt na poziomie 55 230 sztuk. Tym samym zainteresowanie napędami wysokoprężnymi zmalało o 32,8 proc. w stosunku do roku 2019.Liczba sprzedanych samochodów z silnikiem benzynowym i diesla w Polsce_v2

Pierwsze 9 miesięcy roku 2020 zakończyło się dla segmentu pojazdów o napędzie konwencjonalnym wynikiem na poziomie 247 024 sprzedanych sztuk. Spadek sprzedaży sięgnął tym samym 33,7 proc. Rynek e-pojazdów wygenerował natomiast w tym samym okresie wolumen oszacowany w raporcie ACEA na 47 900 sztuk, co oznacza wzrost o 25,8 proc.

Nadal jednak, między napędami konwencjonalnymi i ekologicznymi występuje dysproporcja. Pierwszy rynek jest pięciokrotnie większy. W najbliższych latach różnica może jednak maleć, a sygnałem zmiany jest rosnące zainteresowanie e-autami i to pomimo ich wyższej ceny.Liczba sprzedanych samochodów z napędem konwencjonalnym i alternatywnym w Polsce_v2

Różnice kosztu zakupu między napędami konwencjonalnymi a elektrycznymi na przestrzeni lat zmalały. Nadal potrafią być jednak duże. Przykładowo, 130-konny, benzynowy Opel Corsa kosztuje 80 tysięcy złotych, a za 136-konną elektryczną wersję trzeba zapłacić co najmniej 123 tysiące złotych. Dlaczego zatem kierowcy mimo wszystko decydują się na e-samochody?

e-Samochody stają się popularne, bo pozwalają oszczędzać

Choć samochody hybrydowe czy elektryczne oznaczają wyższą nawet o kilkadziesiąt procent cenę zakupu, z eksploatacyjnego punktu widzenia przynoszą dodatkowe korzyści właścicielowi. Auto o napędzie bateryjnym jest w stanie pokonać 100 kilometrów za równowartość 8 złotych. Nowoczesne hybrydy mają spalanie w mieście ograniczone do mniej więcej 4 litrów benzyny. A na samym zakupie paliwa potencjalne zyski nie kończą się.

– Ważnym polem do oszczędzania jest m.in. ubezpieczenie. W III kwartale 2020 roku średnia cena ubezpieczenia oc dla samochodu o napędzie benzynowym wyniosła 660 złotych. W przypadku pojazdów zasilanych jednostką diesla obowiązkowe ubezpieczenie kosztowało więcej, bo 682 zł. W tym samym czasie na OC auta elektrycznego kierowcy wydawali średnio zaledwie 491 zł – komentuje Tomasz Kroplewski, kierownik ds. rozwoju sprzedaży rankomat.pl.Rodzaj paliwa a cena OC_v2

Czysta3.vc inwestuje milion złotych w Staffly, startup elastycznej pracy tymczasowej

Gig economy to obszar rynku pracy, który opiera się na zarabianiu ,,na zleceniach” u nieokreślonej liczby pracodawców przez nieokreślony czas. Staffly, startup HR tech, ma plan by pomóc wprowadzić ten model zatrudnienia do Polski. Chce uruchomić system, który połączy pracowników z pracodawcami, wykorzystując do tego sztuczną inteligencję, analizę czynników psychometrycznych i machine learning.

Skupiając się wyłącznie na tradycyjnej definicji pracy zawodowej pomijane są dziesiątki milionów osób, których dochody bazują na zarobkach z różnych źródeł i które świadomie kształtują własne życie zawodowe. Chociaż praca tymczasowa nie jest wcale nowym zjawiskiem, nie pasuje ona do oficjalnych definicji i statystyk pracy. Z badań wynika jednak, że ​​od 20 do 30 procent populacji w wieku produkcyjnym, wykonuje pracę niezależną (McKinsey & Company, 2016). W raporcie EY Global Contingent Workforce Study (2018) pojawia się nawet określenie ,,giggersów” jako społeczności. Tworzą ją głównie osoby urodzone po 1980 roku – znające języki obce, stale poszukujące nowych wyzwań, ukierunkowane na zawodową elastyczność.

Mimo, że model zatrudnienia tymczasowego zyskuje na popularności, to oferujący go pracodawcy borykają się z wieloma wyzwaniami, dla których brakuje obecnie rozwiązań.

– Research rynku pokazał, że w segmencie pracy tymczasowej istnieje gigantyczny problem z pojawianiem się pracowników w wyznaczonym miejscu na ustalone rozpoczęcie pracy. Dla przykładu, pracodawca umawia na kolejny dzień 10 osób, rekrutując je za pomocą portali społecznościowych lub ogłoszeniowych, z czego na miejscu pojawiają się zaledwie 3. Często także pracownik, po jednym, dwóch dniach rezygnuje z pracy. I wydaje się, że niewiele można z tym zrobić – mówi Filip Sobel, pomysłodawca i CEO Staffly.

Zespół Staffly wykorzystując swoją wiedzę, wnioski z obserwacji i badań obszaru pracy tymczasowej proponuje narzędzie, które dzięki swojej uniwersalności i innowacyjności ma potencjał by zrewolucjonizować funkcjonowanie obszaru pracy tymczasowej i rozwiązać najpowszechniejsze problemy pracodawców. System, nad którym pracują, ma sprawić, by każdy pracownik był bardziej świadomy swoich potrzeb, a w dalszej perspektywie usatysfakcjonowany i zadowolony z pracy dorywczej, którą podejmie. Platforma stworzy własną społeczność pracowników, zwanych Stafferami. Kluczem do sukcesu rozwiązania ma być elastyczność i algorytm dopasowujący pracowników do zleceń na podstawie zmiennych psychometrycznych.

Prognozy rynkowe mówią, że giggersi będą stanowić 20 proc. całkowitej liczby pracowników, a wartość gig economy ma osiągnąć poziom 2,7 biliona dolarów w 2025 roku (Forsal, 2019).

– Dziś pojęcie pracy tymczasowej wciąż jeszcze kojarzy się z najmniej pożądanymi zajęciami i niskimi kwalifikacjami. Od kilku dekad obserwujemy zmianę struktury rynku pracy i coraz większą jego segmentację. Elastyczność, tymczasowość zatrudnienia – zarówno ze względu na sam charakter pracy, jak i zmiany podejścia do aktywności zawodowej pracowników – wydaje się tworzyć nowy standard w tym obszarze. Gig economy nie jest już tylko ciekawą zajawką badaczy, a powoli staje się standardem na rynku pracy, zmieniając jego paradygmat. W tej nowej rzeczywistości chcemy zaadresować jedne z największych wyzwań branży i skupić się na dopasowaniu oczekiwań pracodawcy i potrzeb pracowników. Wierzymy, że poznając lepiej pracownika – m.in. poziom jego kompetencji, ambicje i potrzeby rozwoju zawodowego – będziemy w stanie zbudować jego pełniejszy profil, który pozwoli nam na celniejsze dopasowanie ofert. Mamy ciekawe pomysły, jak to zrobić i już intensywnie pracujemy nad modelem takiego narzędzia – wyjaśnia Łukasz Zygiel, Product Design Lead projektu. – W centrum obszaru gig economy stawiamy właśnie naszego współczesnego, elastycznego pracownika – dodaje Łukasz Olejarczuk, CTO Staffly.

Technologia wykorzystana w platformie umożliwia pogłębioną analizę Stafferów – użytkowników korzystających z portalu agencji pracy tymczasowej Staffly. Uzyskane dane posłużą do lepszego poznania pracowników – będą zasilać silnik rekomendacji ofert pracy. System w spójny i efektywny sposób łączyć będzie wyniki badań psychologicznych z danymi behawioralnymi oraz informacjami dostarczonymi przez samych użytkowników.

Staffly wpisuje się również w trend paperless – wszystkie dokumenty (także umowy z pracownikami) w ramach platformy podpisywane będą elektronicznie za pomocą dedykowanego narzędzia.

– W projekcie Staffly doceniamy przede wszystkim stworzenie nowej kategorii, wyróżniającej platformę na tle innych systemów rekrutacyjnych, gdzie wyniki opierają się na konkretnej wiedzy o użytkowniku, a nie tylko zagregowanych danych ilościowych. Potencjał do wykorzystania takiego produktu jest właściwie w każdej branży, bo praca tymczasowa dotyczy także zleceń eksperckich – wyjaśnia Szymon Janiak, dyrektor zarządzający Czysta3.vc. – W okresie pandemii zainteresowanie prowadzeniem elastycznego życia zawodowego wzrosło, z różnych przyczyn. Z badań i naszych analiz wynika, że trend ten będzie się w przyszłości pogłębiał. Warto także dodać, że ostatnimi czasy, technologia, ze szczególnym uwzględnieniem automatyzacji i algorytmów dopasowania, odgrywa w rekrutacji znaczącą rolę. W oba te konteksty projekt Staffly wpisuje się doskonale – dodaje.

Pierwsze efekty pracy zespołu spodziewane są za 10-12 miesięcy.

Nasz pomysł nie wszedłby tak szybko w fazę realizacji bez wsparcia Czysta3.vc. Największą wartością dodaną ze współpracy z funduszem jest dla nas ekspercka wiedza oraz bogate doświadczenie biznesowe i projektowe, z którego będziemy mieli możliwość skorzystać podczas tworzenia Staffly. Mamy nadzieję, że wspólnie uda nam się zrewolucjonizować rynek pracy tymczasowej w Polsce zgodnie z maksymą „by poznać odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie” – wskazuje Filip Sobel.

Pandemia przyspiesza zmiany, ale nie dodaje odwagi. Czy cała branża e-commerce zbiera laury?

Pierwszy lockdown wywołany pandemią stał się wyjątkowo skutecznym paliwem napędowym dla przedsiębiorców z branży e-commerce. Analitycy byli zgodni — koronawirus przyspieszył zmiany rynkowe oraz ewolucję przyzwyczajeń zakupowych, jednak czy wszyscy skorzystali z nadarzającej się okazji i z sukcesami przenieśli swoje usługi do internetu? Okazuje się, że na przysłowiowym lodzie pozostali głównie branżowi nowicjusze.

W sieci zadłużenia

Początki rozwoju niszy nad Wisłą nie należały do najbardziej spektakularnych. Z jednej strony, tylko między 2010 a 2018 rokiem liczba przedsiębiorstw z branży e-commerce wzrosła o ponad 30 proc. Jednakże, o ile ostatnia dekada przyniosła na krajowy rynek grubo ponad 7,6 tys. sklepów internetowych, to po średnio 8 latach działalności, wyłącznie 2,3 tys. zarejestrowanych w tamtym okresie przedsiębiorstw zdołało utrzymać się na powierzchni. Powód?

Jeszcze 2 lata temu redakcja Polska Times podawała, że w grudniu 2017 roku stopień zadłużenia krajowej branży e-commerce wynosił niebagatelne 106 913 730 zł. W tamtym okresie problemy z wypłacalnością miały przedsiębiorstwa głównie z Wielkopolski i Mazowsza. Rekordzista? Aż 2,4 mln zł na minusie. Salda ujemne redukowano transakcjami w okresie przedświątecznym, jednak znaczące zmiany miały dopiero nadejść. W końcu przyszedł pierwszy kwartał 2020 roku, a co za tym idzie — zamknięcie sklepów stacjonarnych podczas marcowego lockdownu.

Odbicie?

Umiarkowanie entuzjastycznymi analizami dzielili się m.in. analitycy z Centre for Retail Research (CRR). Pierwotnie zakładano, że branża e-commerce w Europie Zachodniej będzie stanowić 15,3 proc. całego rynku detalicznego do roku 2022. CRR przewiduje, że za sprawą pandemii przedsiębiorstwa internetowe osiągną ten pułap już pod koniec 2021 roku. Jeśli chodzi o sytuację w Polsce, redakcja portalu dlahandlu.pl podaje, że o ile w pierwszej połowie 2019 roku e-commerce notowało 6 proc. udziałów w popycie brutto, to już w 2020 roku wskaźnik wzrósł do 15 proc.

Głównymi beneficjentami lockdownu są przedsiębiorcy zajmujący się dystrybucją książek i multimediów, a także nisza spożywcza, o której mówi się, że notuje aż 239-proc. wzrost zamówień. Dobrze trzymają się także produkty spod znaku “zdrowie i uroda”, jednak u niektórych nadal dominuje rynkowa flauta. Duże problemy mają szczególnie młodzi przedsiębiorcy z niszy sportowej i turystycznej. Co ciekawe, przed sporym wyzwaniem stanęli również debiutanci sprzedający odzież.

Przetrwają najsilniejsi

Wydaje się, że najbardziej stabilną sytuację mają duże marketplace’y. Na polskim rynku sztandarowym przykładem jest Allegro, choć szczególnie młodsi konsumenci szukają alternatyw. Coraz częściej mniejsze podmioty wyprzedzają “starszych braci”, jednak bazują głównie na mocnej marce osobistej. Są to m.in. sklepy influencerów i znanych już marek, więc mniej przestrzeni pozostaje dla całkowitych debiutantów. To głównie oni napędzali mało optymistyczne statystyki upadłości jeszcze sprzed pandemii.

Podstawowym problemem nowicjuszy zarówno sprzed pandemii, jak i z okresu lockdownu były koszta utrzymania sklepu. Pomimo kilku programów unijnych, branża nadal nie ma dostępu do skutecznych rozwiązań systemowych, które mogłyby realnie wesprzeć początkujących graczy e-commerce. W przeważającej części także rynek komercyjny nie przewiduje narzędzi dla debiutantów, choć ciekawą propozycją może pochwalić się zespół spółki Provema. Katowicki fintech systematycznie rozwija model LoanByLink, który pozwala na proste przekształcenie dowolnej witryny w pełnoprawny sklep internetowy. Jak deklarują sami twórcy projektu, ich system wychodzi naprzeciw oczekiwaniom branży, ponieważ w znacznym stopniu ułatwia pierwsze kroki początkującym na rynku e-commerce. Jest spora szansa, że właśnie takie podejście może realnie wspomóc branżę, a co więcej — przyczynić się do rozwoju kolejnych innowacji sektora.

Czy są jeszcze szanse dla pretendentów do wejścia na rynek e-commerce? Z jednej strony pandemia wielu dodała skrzydeł, jednak są to przeważnie już duzi gracze. O ile branża notuje coraz większe wzrosty, to jej oferta wydaje się pomijać dopiero raczkujących kolegów po fachu.

Autor: Grzegorz Szulik, prezes w polskim fintech’u Provema

Czy „big pharma” przejdzie do historii?

Inwestorzy w zasadzie już zdecydowali. W miejsce wielkich koncernów farmaceutycznych w ich portfelach pojawiły się nowoczesne przedsiębiorstwa z sektora med-tech.

Bardzo często można się spotkać z opinią, że w okresie pandemii inwestycje w akcje dużych firm farmaceutycznych mogą być bardzo rentowne. W tej branży inwestorzy od kilkudziesięciu lat są przyzwyczajeni do solidnych zysków. Ponadto, logiczne jest założenie, że akcje firm farmaceutycznych powinny zyskiwać na wartości w okresie globalnego kryzysu zdrowotnego. Jednak nawet pobieżny rzut oka na dane z rynków kapitałowych pokazuje, że coś z tym rozumowaniem jest nie tak.

Jeśli weźmiemy pod uwagę dziesięć największych firm farmaceutycznych świata, w ciągu ostatnich pięciu lat przyzwoity zwrot z inwestycji można było uzyskać tylko na trzech. Wszystkie trzy są firmami amerykańskimi. Liderem jest biotechnologiczna firma Abbvie (obecnie dziewiąta największa firma farmaceutyczna świata). Wartość jej akcji w ciągu ostatnich 5 lat wzrosła z 57 do 104 dolarów, co znaczy, że inwestorzy mogli zarobić 82% (średnio 16,4% rocznie). Akcje Johnson & Johnson podrożały w tym samym czasie o 46%, z kolei największa firma farmaceutyczna świata – Pfizer przyniosła swoim inwestorom 42%. Biorąc pod uwagę fakt, że indeks giełdowy S&P500 traktowany przez inwestorów jako odzwierciedlenie ogólnego obrazu rynku giełdowego, w tym samym czasie wzrósł o prawie 91%, widać wyraźnie, że wielkie amerykańskie firmy farmaceutyczne nie rozwijają się tak, jak do tej pory. Jeszcze bardziej rozczarowują firmy europejskie. Akcje szwajcarskich gigantów Roche i Novartis podrożały przez ostatnie 5 lat odpowiednio o 11% i 7%. Inwestorzy francuskiego Sanofi muszą się zadowolić niecałymi sześcioma procentami, a brytyjskiego Glaxo Smith Kline – pięcioma.

Nie ulega wątpliwości, że w doskonale dotąd funkcjonującym sektorze farmaceutycznym coś się zacięło. Firmy przyzwyczajone do opierania swojej strategii sprzedażowej na drogich innowacyjnych lekach, borykają się z wygasaniem patentów i brakiem nowych, przełomowych substancji. Muszą przeformułować swoje strategie, ściąć koszty i odnaleźć się na bardzo konkurencyjnym, nisko-marżowym rynku leków generycznych. Ponadto, jeżeli ich akcje tak słabo sobie radzą w okresie ogólnoświatowej hossy, to również są pierwszymi kandydatami do dużych spadków w momencie załamania koniunktury. Inaczej mówiąc, akcje „big pharma”, mimo że cały czas przynoszą inwestorom dochód, stały się ostatnio instrumentami bardzo ryzykownymi.

Jednak nasze zdrowie zależy nie tylko od wielkich firm farmaceutycznych. Według serwisu internetowego PitchBook, tylko w Stanach Zjednoczonych fundusze Venture Capital w zeszłym roku zainwestowały 11,3 miliarda dolarów w 1070 spółek z sektora technologii medycznych. Lokując kapitał w akcjach firm działających na styku technologii i medycyny, inwestorzy mogą oczekiwać szalonych stóp zwrotu. Na przykład akcje spółki Intuitive Surgical, produkującej roboty chirurgiczne, przez ostatnie 5 lat podrożały ze 173 do 758 dolarów, a więc o 338%. Akcjonariusze firmy Abiomed – producenta sprzętu do operacji kardiochirurgicznych również zarobili aż 220%.

Bardzo rentowne są też spółki z sektora CRO (contract research organization). Specjalizują się w prowadzeniu badań klinicznych. Absolutną gwiazdą wśród nich jest firma Medpace Holdings, na której akcjach w ciągu ostatnich pięciu lat można było zarobić prawie pięć razy. Z kolei ponad trzy razy zarobili akcjonariusze irlandzkiej firmy Icon. Do najdynamiczniej rozwijających się firm świata należą również firmy z pogranicza farmacji i biotechnologii, w tym Vertex Pharmaceuticals produkujący leki na choroby metaboliczne i Corcept Therapeutics – producent leków nowotworowych.

Widać wyraźnie, że na rynku farmaceutycznym zachodzą podobne zjawiska, jak na rynkach finansowych lub w branży handlu detalicznego. Ogromne koncerny coraz mocniej odczuwają konkurencję ze strony niewielkich, dynamicznych przedsiębiorstw technologicznych. Oznacza to, że w najbliższych latach struktura rynku może ulec poważnym zmianom.

Autor: Łukasz Blichewicz – współzałożyciel i prezes zarządu Grupy Assay, ekspert w zakresie rozwoju i finansowania spółek technologicznych

Zielony handel szansą na rozwojowy skok Polski

Zielony handel to liczony w setkach miliardów euro sektor, który stanie się filarem odbudowy światowej gospodarki po ustaniu globalnej pandemii koronawirusa. Polska, choć na razie plasuje się w ogonie rankingu najbardziej „zielonych” państw świata, jest jednym z największych eksporterów dóbr ekologicznych w Europie i na świecie. O sektorze wartym nawet 1,5 bln dolarów, którego przyszłości zagraża chińska kontrola eksportu metali ziem rzadkich opowiada najnowszy raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt. „Polska na mapie „zielonego” handlu”.  

Około 8 proc. światowego eksportu stanowią produkty „zielone”, co przekłada się na 1,5 biliona dolarów.  Unia Europejska jest jednym z regionów, którego ambicją jest bycie światowym liderem tego sektora – w 2018 roku nadwyżka handlowa w tej części gospodarki wyniosła aż 100 mld dolarów. Polska jest jednym z czołowych „zielonych” eksporterów na świecie, sprzedając między innymi urządzenia do produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych czy też elementy filtrujące gazy. Dla przykładu, eksport tych drugich wyniósł 757 mln dolarów w 2018 roku.

Znacząca rola Polski

Polska zajmuje 5. pozycję wśród unijnych eksporterów pod względem wartości eksportu produktów zielonych i 15. na świecie odpowiadając za 2 proc. światowego handlu. W latach 2010-2018 wartość polskiego eksportu produktów przyjaznych środowisku i klimatowi podwoiła się i osiągnęła 26 mld USD. Eksport produktów do generowania energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w tym okresie osiągnął wartość 2,7 mld USD. . Tempo wzrostu eksportu w obu przypadkach przewyższało wzrost polskiego eksportu ogółem i w analizowanym okresie wyniosło odpowiednio 78 i 122 proc. Waga produktów przyjaznych środowisku w Polskim eksporcie sięga 10 proc. w 2019 r.

Choć w globalnym rankingu „zielonych gospodarek” zajmujemy dopiero 106.miejsce na 130 znajdujących się w zestawieniu państw. Eksport zielonych produktów pozytywnie wpływa na dwa podstawowe wskaźniki makroekonomiczne Polski: PKB i stopę bezrobocia. Polska jest krajem, który przez finansowanie handlu powinien wspierać produkcję technologii i towarów przyjaznych środowisku. Może to pomóc eksporterom w większym wykorzystaniu „zielonych” możliwości eksportowych, co w perspektywie długofalowej przyniesie wymierne korzyści środowisku i gospodarce – uważa Maciej Miniszewski, analityk PIE.

Analiza struktury towarowej polskiego eksportu wskazuje na brak jednoznacznych hitów eksportowych i dość duże różnice wśród głównych produktów w zależności od wybranej listy. Wśród produktów powiązanych z energią ze źródeł odnawialnych Polska skutecznie buduje potencjał eksportowy akumulatorów. Biorąc pod uwagę rosnące przewagi komparatywne i wzrost udziału w eksporcie tych produktów, Polska jest na dobrej pozycji do przyciągania dalszych inwestycji w sektorach prośrodowiskowych.

Czym jest „zielona gospodarka”?

Debata o zielonej gospodarce nabrała rozgłosu po kryzysie finansowym w latach 2008- 2010, który uwidocznił problemy strukturalne gospodarek i społeczeństw. Dwa kluczowe wyzwania przyszłości wtedy zdefiniowane, obejmują postępujące zmiany klimatyczne i uzależnienie od tradycyjnych surowców energetycznych. W koncepcji zielonej gospodarki dostrzeżono możliwe do realizacji remedium na nawarstwione problemy. Kluczowymi cechami green economy są:

  • poprawa efektywności materiałowej i energetycznej (oddzielenie zużycia zasobów od wzrostu gospodarczego),
  • przejście do gospodarki o obiegu zamkniętym,
  • przenoszenie kosztów na sprawców zanieczyszczeń i emisji gazów cieplarnianych,
  • transformacja energetyczna i zastąpienie źródeł nieodnawialnych odnawialnymi
Zielony handel szansą na rozwojowy skok Polski
Rys. 1. Koncept „zielonej gospodarki” w kontekście zrównoważonego rozwoju.

 

Niepewna globalna przyszłość

Dotychczasowe osiągnięcia – np. w rozwoju odnawialnych źródeł energii – nastąpiły dzięki handlowi międzynarodowemu – spadek cen technologii zwiększył ich konkurencyjność względem konwencjonalnej energetyki. W najbliższych latach „zielony handel” będzie zyskiwał na znaczeniu dzięki inwestycjom w transformację niskoemisyjną w ramach odbudowy gospodarki po kryzysie wywołanym pandemią COVID-19.

W zależności od zakresu definicji produktów „zielonych” ich eksport wyniósł w 2018 r. od 0,5 bln do 1,5 bln USD i stanowił 3-8 proc. światowego eksportu. Ich wartość wzrosła w latach 2010-2018 o 10-32 proc. W przypadku szerokiego rozumienia zielonej gospodarki dynamika ta przewyższyła wzrost światowego handlu ogółem, który wyniósł 24,5 proc

Czynniki takie jak wzrost produktywności paneli fotowoltaicznych oraz osiąganie korzyści skali produkcji spowodowały, że cena jednostkowa spadła o 85 proc. w latach 2009-2019. Chociaż wartość eksportu paneli fotowoltaicznych spadła o ponad 28 proc. w latach 2010-2018, jego wolumen wzrósł aż o 52 proc. Prawdopodobne wyhamowanie dalszego spadku cen i utrzymanie rosnącego znaczenia OZE spowoduje ponowny wzrost wartości handlu tymi produktami – mówi Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu międzynarodowego Polskiego Instytutu Ekonomicznego

Wpływ na to będą miały również czynniki polityczne. Ponieważ Chiny są największym producentem metali ziem rzadkich wykorzystywanych m.in. w technologiach niskoemisyjnych, istnieje ryzyko, że Pekin zdecyduje o ograniczeniu dostaw metali ziem rzadkich i niektórych wytwarzanych z nich produktów. Może to wywołać wzrost cen wielu technologii przyjaznych dla środowiska, a w konsekwencji spowolnić zieloną transformację gospodarki. Dlatego uniezależnienie od dostaw z Chin jest jednym z ważniejszych celów polityki handlowej zarówno UE, jak i USA. Jest to jednak proces długotrwały i kosztowny, a pandemia COVID-19 może go utrudnić.

Dominującymi podmiotami w handlu zielonymi produktami są największe gospodarki świata. UE, Chiny i USA odpowiadają za ponad 60 proc. światowego eksportu tych produktów (licząc eksport wewnętrzny i zewnętrzny UE). Pięć gospodarek wraz z Japonią i Koreą Płd. odpowiada za 3/4 światowego eksportu. UE ma dodatnie saldo obrotów handlowych w zakresie towarów zielonych, Chiny – zależnie od przyjętej definicji zielonego handlu, a USA notują deficyt w każdym przypadku.

Świadczenie usług elektronicznych a opodatkowanie VAT

Świadczenie zautomatyzowanych, niewymagających dużego wkładu ze strony człowieka usług za pomocą środków komunikacji elektronicznej (Internetu/sieci elektronicznej) uznawane jest za świadczenie usług elektronicznych w rozumieniu przepisów o VAT. Usługi elektroniczne, podobnie jak inne usługi, podlegają opodatkowaniu VAT. Jednak zasady ich opodatkowania są specyficzne i zależą od wielu czynników.

Obowiązek podatkowy

W ustawie o VAT, a także w przepisach unijnych nie zostały przewidziane szczególne regulacje w zakresie momentu powstawania obowiązku podatkowego w przypadku świadczenia usług drogą elektroniczną. Dlatego w tym zakresie należy odnieść się do zasad ogólnych, tzn. obowiązek podatkowy powstaje w dacie świadczenia usługi. W przypadku usług elektronicznych często dochodzi do przedpłaty i w takich sytuacjach obowiązek podatkowy powstaje w dacie dokonania płatności.

Miejsce świadczenia usługi

Zgodnie z art. 28k pkt 1 ustawy o VAT miejscem świadczenia usług drogą elektroniczną na rzecz osób niebędących podatnikami powinno być terytorium państwa, w którym usługobiorca ma siedzibę, stały adres lub zwykle zamieszkuje. Zasady te należy stosować w przypadku, gdy wartość sprzedawanych usług elektronicznych netto przekracza 42 000 zł rocznie. Do tego progu należy wliczyć wartość wszystkich sprzedawanych usług, a nie tylko usług sprzedanych do jednego kontrahenta.

Jeżeli wartość netto usług świadczonych drogą elektroniczną nie przekracza 42 000 zł rocznie, należy stosować ogólne zasady dotyczące miejsca świadczenia usług na rzecz osób niebędących podatnikami. Zgodnie z art. 28c pkt 1 ustawy o VAT w takim przypadku należy wskazać miejsce świadczenia w kraju siedziby usługodawcy. W przypadku osiągnięcia progu 42 000 zł rocznie w trakcie roku zaczynają obowiązywać zasady wskazujące miejsce świadczenia w kraju klienta.

Zgodnie z art. 24b lit. b wprowadzonym do Rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) nr 282/2011 rozporządzeniem nr 1042/2013, jeżeli usługi świadczone drogą elektroniczną są świadczone na rzecz osoby niebędącej podatnikiem za pośrednictwem sieci komórkowej, domniemywa się, że miejsce, w którym klient ma swoją siedzibę, stały adres lub zazwyczaj zamieszkuje, jest kraj określony kodem MCC karty SIM używanym podczas otrzymywania tych usług. Zgodnie z art. 24d pkt 1 rozporządzenia nr 282/2011 ww. domniemanie może jednak zostać obalone przez zebranie trzech niesprzecznych dowodów wskazujących na miejsce inne niż kraj wskazany przez MCC karty SIM spośród niżej wymienionych:

  • adres rozliczeniowy klienta;
  • adres IP urządzenia, z którego korzysta klient lub jakikolwiek inny sposób geolokalizacji;
  • dane bankowe, takie jak lokalizacja konta bankowego używanego do płatności za usługi lub adres rozliczeniowy klienta znajdujący się w tym banku;
  • MCC międzynarodowego identyfikatora abonenta mobilnego (IMSI) na karcie SIM używanej przez klienta;
  • lokalizacja telefonu stacjonarnego wykorzystywanego do świadczenia usług;
  • inne informacje istotne z handlowego punktu widzenia.

Zgodnie z notami wyjaśniającymi wydanymi przez Komisję Europejską w odniesieniu do przepisów o miejscu świadczenia usług drogą elektroniczną usługodawca nie ma obowiązku obalenia tego domniemania, ale nadal można je stosować w przypadkach, jeżeli usługodawca posiada już dowody, które mogą być wystarczające do obalenia domniemania. Usługodawca może zignorować dowody przeciwne do domniemania. Nie ma on obowiązku gromadzenia ani oceny dowodów, które mogą posłużyć do obalenia domniemania.

Jednakże powyższe domniemanie może zostać obalone również przez organy podatkowe w przypadkach, gdy istnieją przesłanki, że domniemanie jest nadużywane lub nadużywane przez usługodawcę (art. 24d pkt 2 rozporządzenia nr 282/2011). Jak wskazano w objaśnieniach, np. nadużycie może polegać na celowym ustanowieniu niewłaściwego procesu ustalania miejsca świadczenia usług w stosunku do nieistotnej liczby świadczonych usług.

Procedura MOSS

Podatnicy świadczący usługi elektroniczne na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej mogą być zobowiązani do rozliczania podatku na terytorium innego państwa. W celu ułatwienia rozliczeń mogą oni skorzystać z procedury MOSS. Deklarację w systemie składa się kwartalnie do 20 dnia po zakończeniu kwartału. Rozliczenia dokonuje się w euro na konto polskiego urzędu.

Sposób dokumentacji

Co do zasady zgodnie z art. 111 pkt 1 ustawy o VAT sprzedaż do osób fizycznych niebędących podatnikami VAT powinna być udokumentowana przy pomocy kas fiskalnych. Jednak usługi świadczone na rzecz osób niebędących podatnikami nie muszą być dokumentowane paragonem, jeśli dostawca otrzyma całą płatność za usługę za pośrednictwem konta bankowego i płatność może być jednoznacznie przypisana do konkretnego świadczenia usług. Innymi słowy, polskie przepisy nie wymagają dokumentowania świadczenia usług elektronicznych na rzecz konsumentów poprzez wystawianie paragonów fiskalnych. Wystarczająca jest imienna faktura.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Kapitał zgromadzony w IKE i IKZE realnym wsparciem na emeryturze

Prognozy ekonomiczne nie pozostawiają złudzeń. Wypłaty z systemu emerytalnego będą niewystarczające dla tych, którzy po zakończeniu aktywności zawodowej zechcą zrealizować wszystkie swoje plany i potrzeby. Średnia emerytura w Polsce wypłacana w 2020 r. wynosi 2 463 zł brutto, natomiast stopa zastąpienia, czyli relacja emerytury do średniego wynagrodzenia, około 56%. Według przewidywań Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z biegiem lat sytuacja stanie się jeszcze trudniejsza – w 2040 r. emeryci będą otrzymywać świadczenie w wysokości 37% średniego wynagrodzenia, a w 2060 r. – 24,6%. Dlatego eksperci od lat zachęcają, aby kapitał na emeryturę odkładać także we własnym zakresie, bowiem świadczenia wypłacane z ZUS nie tylko nie dadzą poczucia komfortu finansowego, ale mogą nie wystarczyć na podstawowe potrzeby.

Chcąc oszczędzać na emeryturę, warto skorzystać z dostępnych na rynku produktów – indywidualnych kont emerytalnych (IKE) oraz indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). W ramach IKE i IKZE kapitał jest zarządzany przez wyspecjalizowane instytucje finansowe – tak by stopniowo jego wartość mogła rosnąć. Dodatkowo IKE i IKZE oferują korzyści podatkowe. IKE umożliwia uzyskanie zwolnienia wypracowanych zysków z podatku od dochodów kapitałowych przy wypłacie na koniec oszczędzania. W IKZE korzyści odczujemy jeszcze szybciej – konto daje bowiem korzyści podatkowe już w trakcie oszczędzania. Produkt ten pozwala skorzystać z ulgi podatkowej w PIT – wpłaty na konto z danego roku kalendarzowego można odliczyć od podstawy opodatkowania za dany rok. I właśnie ze względu na te korzyści podatkowe, IKZE cieszy się największą popularnością dopiero na koniec roku. Wysokość ulgi podatkowej z tytułu wpłat na IKZE zależy od wysokości naszych zarobków i tym samym stawki podatku dochodowego, a także od tego, ile wpłaciliśmy. W 2020 r. ulgę w wysokości 2007 zł uzyskają te osoby, które wpłacą maksymalną wysokość limitu wpłat, czyli 6 272,40 zł oraz które są opodatkowane stawką 32 proc. od pierwszego miesiąca uzyskiwania przychodów.

Mimo dostępnych możliwości, budowanie poduszki finansowej na przyszłe lata nie jest priorytetem Polaków i wciąż stosunkowo niewiele osób decyduje się na rozwiązania III filaru. Według danych KNF na koniec czerwca br. instytucje finansowe prowadziły 861,5 tys. IKE i blisko 547 tys. IKZE. W 2020 r. na założenie IKE i IKZE zdecydowało się odpowiednio – 38,5 tys. i 16,5 tys. osób – jak widać to wciąż kropla w morzu potrzeb 38-milionowego kraju, w którym obecnie blisko 6 mln osób pobiera świadczenia z ZUS.

Dane KNF wyraźnie pokazują, że skłonność Polaków do oszczędzania jest bardzo niska. Tymczasem odkładanie pieniędzy na czas po zakończeniu aktywności zawodowej to kwestia, o której powinniśmy pamiętać przez cały rok. To, ile zdecydujemy się przeznaczyć na przyszłą emeryturę i z jakich produktów skorzystamy w tym celu, zależy wyłącznie od nas. Mając jednak na względzie niezbyt optymistyczne prognozy ekonomistów i trudne okoliczności pandemii, warto pomyśleć o finansowym zabezpieczeniu swojej przyszłości najszybciej jak to możliwe. Zaletą rozwiązań III filaru, czyli IKE, IKZE i PPK jest inwestowanie kapitału, a więc szansa na jego pomnożenie. Natomiast jak wynika z ostatniego badania Nationale-Nederlanden, część Polaków wciąż jest nieufna wobec funduszy inwestycyjnych i programów długoterminowego oszczędzania. Osoby, które noszą się z zamiarem odkładania pieniędzy, myślą głównie o takich sposobach jak konto oszczędnościowe (40 proc.) czy gromadzenie gotówki (31 proc.). Warto jednak skorzystać z programów, które umożliwiają zbudowanie większych oszczędności niż te, które otrzymamy z ZUS na koniec kariery zawodowej.

Katarzyna Czupa, analityk ds. programów emerytalnych w Nationale-Nederlanden PTE

Ile mieszkań sprzedadzą w tym roku deweloperzy?

Jaki poziom sprzedaży mieszkań odnotują w tym roku deweloperzy? Czy wstępne podsumowania wskazują na niższe wyniki niż ubiegłoroczne? Jak duża będzie korekta? Czy oferta firm jest dziś mniejsza niż przed rokiem? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Ze względu na pandemię i dużą niepewność na rynku, pierwsze półrocze br. było wymagające, a sprzedaż słabsza w porównaniu do poprzedniego roku. W III kwartale sytuacja na rynku nieruchomości znacząco się poprawiła. Odnotowaliśmy 15 procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W IV kwartale br. nastąpiło pogorszenie sytuacji pandemicznej i nie pozostanie to bez wpływu na nastroje konsumenckie. Mimo to, liczymy na dobrą końcówkę roku.

Osiągnięcie dobrej sprzedaży w ostatnim kwartale będzie możliwe dzięki dużej liczbie rezerwacji na koniec poprzedniego kwartału i wprowadzeniu do oferty nowych inwestycji, w tym kolejnych etapów projektów Ceglana Park w Katowicach i Osiedla Latarników w Gdańsku oraz nowej inwestycji Prestovia House w Warszawie. Na koniec III kwartału 2019 roku w ofercie Develii dostępnych było 2136 mieszkań, w tym roku na koniec września w sprzedaży mieliśmy 1641 lokali.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Nadzwyczajna, pandemiczna sytuacja będzie miała przełożenie na niższy poziom kontraktacji w tym roku. Zakładamy korektę o około 10 proc. wobec naszych założeń z początku roku. W związku z czym spodziewamy się, że w całym 2020 roku liczba podpisanych umów deweloperskich wyniesie około 2,8-3 tys.

Zgodnie z przyjętym na ten rok planem realizujemy i jednocześnie rozpoczynamy przedsięwzięcia inwestycyjne we wszystkich siedmiu aglomeracjach, gdzie prowadzimy działalność. Jednocześnie staramy się, aby poziom oferty niezmiennie utrzymywała się w zakresie 3500-4300 mieszkań i lokali. Co istotne, poziom aktualnej oferty jest zbliżony do zeszłorocznego. W sprzedaży mamy aktualnie około 3900 mieszkań i lokali usługowych. Dla porównania, w roku ubiegłym oferta wynosiła 4254 mieszkania, ale w listopadzie zmniejszyła się do 3988 lokali.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W tym roku spodziewam się rezultatu sprzedaży gorszego niż ubiegłoroczny. Wynika to przede wszystkim z dostępnej oferty, która jest znacznie mniejsza niż przed rokiem. Z uwagi na liczne bariery wynikające z czasu pandemii, a w szczególności wydłużenia czasu oczekiwania na pozwolenie na budowę, nie udało nam się uruchomić kilku nowych projektów. A to w istotny sposób wpłynęło na zubożenie oferty. Mieszkania szybko się wyprzedają, szczególnie w inwestycjach, których ukończenie zaplanowaliśmy na koniec tego roku. W Osiedlu Nowe Tysiąclecie w Katowicach zostało tylko 8 proc. mieszkań, a niespełna 10 proc. w Hanza Tower, najwyższym budynku w Szczecinie. Mieszkania w kameralnym budynku Willa Wiślana na warszawskim Tarchominie są wyprzedane, do kupienia są tylko lokale usługowe. W 80 proc. została sprzedana również oferta w budynku Bliska Wola Tower w Warszawie, którego ukończenie planujemy na koniec 2021 roku.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Tegoroczna sprzedaż mieszkań będzie z pewnością niższa od ubiegłorocznej. Z jednej strony rosnące wymagania banków ograniczyły akcję kredytową. Klienci byli również bardziej ostrożni w podejmowaniu decyzji zakupowych. Z kolei zamrożenie gospodarki, w tym zmiany w pracy organów administracji wydłużyły proces uzyskiwania niezbędnych decyzji administracyjnych, takich jak pozwolenia na budowę czy pozwolenia na użytkowanie. Widać jednak, że popyt jest cały czas wysoki i klienci szukają atrakcyjnych nieruchomości. Na koniec września br. w ofercie sprzedażowej mieliśmy 194 lokale, czyli nieco mniej niż przed rokiem.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Pierwszy kwartał 2020 był rekordowy, jeżeli chodzi o sprzedaż nowych mieszkań, zostało wówczas sprzedanych najwięcej mieszkań od 2 lat. W drugim kwartale wielu klientów zrezygnowało z planów zakupowych, obawiając się pandemii lub swojej przyszłości. Jak pokazują wyniki sprzedaży za trzeci kwartał, zdążyliśmy się już oswoić z epidemią. Jednak załamanie sprzedaży, które miało miejsce w drugim kwartale z pewnością spowoduje że wyniki sprzedaży mogą być porównywalne lub nieco niższe w porównaniu do roku poprzedniego.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Szacujemy, że tegoroczne wyniki sprzedaży będą porównywalne z ubiegłorocznymi. Oczywiście, gdyby nie pandemia sprzedaż pewnie byłaby zdecydowanie lepsza. Natomiast cieszymy się z obecnej sytuacji, ponieważ wygląda jak dotąd bardzo dobrze. W ofercie mamy kilkaset mieszkań na terenie Warszawy, w inwestycjach na Woli, Bielanach i Targówku. Wszystkie lokalizacje cieszą się dużym zainteresowaniem, gdyż znajdują się w pobliżu stacji metra oraz otoczeniu pełnej infrastruktury, niezbędnej do codziennego funkcjonowania. Mieszkania w naszych projektach są idealną propozycją, zarówno dla inwestorów, jak i osób szukających docelowego lokum dla siebie czy rodziny.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Szacujemy, że tegoroczne podsumowanie sprzedaży będzie na poziomie o 20-25 proc. niższym niż rok temu. Największy spadek sprzedaży odnotowany został w drugim kwartale roku, gdy kontakt z klientem był utrudniony, a przemieszczenie praktycznie niemożliwe. Jednak po tym okresie sprzedaż ustabilizowała się. W naszych inwestycjach, które zbliżają się do uzyskania pozwolenia na użytkowanie, mamy sprzedanych większość lokali. Sukcesywnie wprowadzamy do oferty nowe inwestycje, aby klienci mieli szeroki wybór mieszkań i lokali usługowych.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

Nie tylko szacujemy, ale tak już wiemy, że będzie to dobry wynik. W przeciwieństwie do wielu deweloperów, nie wstrzymywaliśmy wprowadzania nowych projektów na rynek i konsekwentnie realizujemy naszą strategię rozwoju portfolio nowych lokalizacji. Dzięki temu znacząco podnieśliśmy wyniki sprzedaży w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Kolejnym ważnym czynnikiem wpływającym na wynik jest zakończona w drugim kwartale transakcja typu PRS(Private Rented Sector) skierowana do klienta instytucjonalnego, dotycząca sprzedaży budynku Puławska 186. Dzięki temu jedną umową zrealizowaliśmy sprzedaż 200 lokali.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Realizujemy plan sprzedaży zgodnie z założeniami i mimo kwietniowo-majowych spadków dobry trzeci kwartał pozwolił nam odrobić spowolnienie, a czwarty kwartał wygląda równie obiecująco. Wszystko wskazuje na to, że podobnie, jak w zeszłym roku zrealizujemy nasze cele sprzedażowe. Jeśli chodzi o wielkość oferty, klienci mają teraz większy wybór niż rok temu, ponieważ w ostatnim czasie weszły do sprzedaży dwa nowe projekty deweloperskie: ST_ART Piątkowo i Zbrojowa.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Nasza oferta mieszkań jest stabilna, obecnie proponujemy klientom wybór spośród ponad 1700 mieszkań, a cały bank ziemi w naszym posiadaniu przekracza 17000 lokali. Mamy nadzieję, że wpływ pandemii koronawirusa, zanotowany w drugim kwartale br., nie będzie znaczący w skali całego roku. Trudno jednak obecnie szacować całoroczną sprzedaż. Dostosowaliśmy nasze projekty do oczekiwań klientów i cały czas wprowadzamy do sprzedaży kolejne etapy inwestycji, zarówno w Warszawie, jak i Gdańsku czy Wrocławiu. W budowie mamy ponad 6500 mieszkań, a wszystkie prace przebiegają zgodnie z harmonogramami.

Klienci nie rezygnują ze swoich planów mieszkaniowych, a popyt inwestycyjny rośnie. Poza tym, klienci poszukują coraz lepszych projektów, z balkonami i tarasami w dobrych lokalizacjach. Oczekują dobrze zaprojektowanych mieszkań, by w razie potrzeby korzystać z nich także w ramach pracy zdalnej.

Sylwester Śniadecki, prezes Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Rok 2020 już się kończy, więc mamy dane by porównać tegoroczną sprzedaż z ubiegłoroczną. Wbrew początkowym obawom, które na początku pandemii towarzyszyły, zarówno przedsiębiorcom, jak i ekspertom dla nas rok 2020 kończy się niezwykle pomyślnie. Odnotowaliśmy bowiem niemal 40 proc. wzrost sprzedaży. Tak znaczący progres jest z pewnością efektem zmiany preferencji kupujących, a nasza oferta domów z ogrodami trafia w aktualne rynkowe zapotrzebowania. Obecnie prowadzimy trzy inwestycje, a pięć kolejnych jest w zaawansowanej fazie projektowej. Nasza oferta jest zatem większa niż w 2019 roku.

Małgorzata Nowodworska, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group w Krakowie

Poziom sprzedaży w 2020 roku z pewnością będzie wyższy w stosunku do roku poprzedniego z uwagi na popularność segmentu premium w obliczu kryzysu, ale przede wszystkim dlatego, że nasza oferta mieszkaniowa była szersza niż w roku ubiegłym. W tym roku sprzedajemy trzy inwestycje: Angel Stradom, Angel Green w Krakowie oraz Angel City we Wrocławiu.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

W 2019 roku z sukcesem zakończyliśmy sprzedaż mieszkań w inwestycjach realizowanych poza Warszawą. W latach 2020 i 2021 skupiamy się na najbardziej płynnym rynku – stołecznym. Obecnie mamy w sprzedaży dwa projekty na warszawskich Siekierkach – Nova Bluszczańska oraz Ustronie Mokotów. Oceniamy, że w obu przypadkach sprzedaż w 2020 roku będzie podobna do zeszłorocznej. Widzimy też duże zainteresowanie kolejnymi projektami. Klienci, którzy nie zdążyli znaleźć dla siebie odpowiedniego metrażu, pytają o przyszłe inwestycje firmy.

Jarosław Kozak, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Niezależnie od trwającej przez ostatnie miesiące sytuacji pandemicznej, kontynuując sprzedaż wciąż zmierzamy do zmniejszania się wolumenu dostępnych na rynku mieszkań. Żaden z deweloperów nie dostrzegł całkowitego zatrzymania sprzedaży, nawet podczas kryzysu w 2008 roku. Możemy jednak mówić o zwolnieniu tempa sprzedaży, co wiąże się przede wszystkim z ostrożnością kupujących w podejmowaniu decyzji zakupowych.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

W tym roku w Osiedlu Łomianki podwoiliśmy sprzedaż mieszkań. Szacujemy, że do końca grudnia br. zwiększymy sprzedaż o 140 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Zakończyliśmy sprzedaż w Osiedlu Natura 1. Wszystkie mieszkania zostały wyprzedane przed uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie. Rozpoczęliśmy też sprzedaż Nowego Osiedla Natura 2, gdzie tylko w pierwszych dwóch tygodniach sprzedaży podpisaliśmy umowy rezerwacyjne na ponad 15 proc. mieszkań.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Miasteczko Jutrzenki przez ekspertów rynku nieruchomości mieszkaniowych uznane zostało za jeden z najlepszych debiutów mieszkaniowych w Warszawie i jedną z najlepiej sprzedających się inwestycji. Nie spodziewamy się nagłego wyhamowania sprzedaży.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

Spodziewamy się, że w tym roku utrzymamy porównywalny poziom sprzedaży do zeszłorocznego. Warto jednak zauważyć, że w naszej tegorocznej ofercie znajduje się o około 40 proc. więcej mieszkań niż w roku minionym. Nowe inwestycje budujemy w kilku różnych lokalizacjach Lublina.

 

Autor: Dompress.pl

Rusza IPO Answear.com. Spółka chce pozyskać ok. 65 ml zł na rozwój

Answear.com, wiodący e-commerce sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, rozpoczyna Pierwszą Ofertę Publiczną Akcji. Z emisji nowych akcji Spółka oczekuje pozyskać ok. 65 mln zł na dalszy rozwój, a wartość całej Oferty może wynieść nawet do 159 mln zł. Zapisy dla inwestorów indywidualnych będą prowadzone w dniach 10‑17 grudnia.

– Dziś startuje nasza Oferta Publiczna, której zakończenie planujemy do 23 grudnia, kiedy ma nastąpić przydział akcji. Debiut na GPW zakładamy w pierwszych dniach stycznia 2021. Wierzymy, że dzięki wsparciu inwestorów będziemy mogli kontynuować dynamiczny rozwój Answear.com. Z emisji nowych akcji chcemy pozyskać ok. 65 mln zł wpływów netto. Lwią część kwoty zamierzamy przeznaczyć na powiększenie oferty produktowej oraz wydatki marketingowe. W planach mamy też wydatki na rozwój działalności na nowych rynkach, rozwój marki własnej oraz inwestycje w infrastrukturę magazynową oraz IT. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

W ramach IPO zaoferowanych jest od 1.000.000 do 1.841.000 nowo emitowanych akcji serii D. Dodatkowo w skład oferty wchodzi do 2.523.500 akcji serii A należących do funduszu MCI.PrivateVentures FIZ (subfundusz MCI.TechVentures 1.0), stanowiących do 16,44 proc. kapitału spółki i uprawniających do analogicznej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu. Wszystkie istniejące akcje Spółki, w tym należące do Forum X FIZ oraz MCI.PrivateVentures FIZ, oraz nowo emitowane akcje serii D mają w intencji Spółki zostać wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW (na warunkach określonych w Prospekcie). Globalnymi Koordynatorami oferty, prowadzącymi księgę popytu jest mBank oraz Trigon Dom Maklerski. Finalny skład konsorcjum detalicznego zostanie ogłoszony do 10 grudnia.

Cenę maksymalną dla jednej akcji ustalono na 36,5 zł. Oznacza to, że łączna wartość Oferty może wynieść nawet 159 mln zł i implikuje potencjalną wycenę całej Spółki na poziomie około 645 mln zł.

Harmonogram Oferty Answear.com:

9 grudnia 2020 Publikacja Prospektu.
10-17 grudnia 2020 Zapisy dla inwestorów indywidualnych.
do 18 grudnia 2020 Publikacja ostatecznej ceny i liczy akcji oferowanych.
18-22 grudnia 2020 Zapisy w transzy dla inwestorów instytucjonalnych.
do 23 grudnia 2020 Przydział akcji oferowanych.
około 8 stycznia 2021 Pierwszy dzień notowań akcji na GPW.

Answear.com to założony w 2011 e-commerce zajmujący się sprzedażą markowej odzieży, obuwia oraz akcesoriów. Spółka prowadzi obecnie działalność w 7 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 % udziału w całkowitych przychodach Spółki. Answear w najbliższych latach planuje kontynuować ekspansję zagraniczną. Plany rozwoju obejmują wejście platformy do: Rosji, Kazachstanu, Chorwacji, Słowenii, Grecji, Litwy, Łotwy, Estonii, Serbii, Mołdawii oraz Bośni i Hercegowiny. Wszystkie wymienione rynki będą mogły być obsługiwane na analogicznych zasadach jak pozostałe, czyli z magazynu centralnego pod Krakowem.

Widzimy, że na wzrost naszego biznesu wpływ ma dostępna oferta produktowa. Dlatego planujemy jej poszerzenie do 500 marek i 150 tys. produktów. Szczególnie duży nacisk chcemy położyć na marki premium, które pozytywie wpływają na rentowość i średni koszyk zamówienia. Dodatkowo zamierzamy mocniej zwiększać świadomość marki Answear na rynkach, na których istniejemy m.in. poprzez kampanię TV, która wystartuje w ciągu najbliższych tygodni. – dodaje Krzysztof Bajołek.

Answear.com za ostatnie 12 miesięcy (liczone do końca września 2020) odnotował 369 mln zł przychodów oraz 23,4 mln zł EBITDA. Ostatni kwartał 2020 zapowiada się bardzo dobrze, gdyż listopad był rekordowym miesiącem pod względem przychodów, które wzrosły o ponad 60% w porównaniu do analogicznego miesiąca zeszłego roku.

Wyniki finansowe Answear.com (w tys. PLN)

2017 2018 2019 9M 2020*
Przychody 145 040  220 796  311 207 263 433
Zysk brutto ze sprzedaży -6 722 -6 292 6 914 13 144
EBIT -7 834 -6 998 4 374 12 092
EBITDA -4 607 -3 417 9 614 18 244
Zysk netto -8 876 -8 280 10 874 4 353

Źródło: Prospekt Answear.com

*niezbadane

Ostrożnościowe podejście banków w dobie pandemii

Nabierająca od roku rozpędu pandemia, która w marcu dotarła również do Polski, mniej i bardziej dotkliwie dotknęła większość sektorów gospodarki. System domina powoduje, że podmioty współpracujące z branżami przeżywającymi obecnie kryzys również go odczuwają. Jak na pandemię zareagowały instytucje finansowe, które są nieodłącznym partnerem inwestorów na rynku inwestycyjnym w obszarze nieruchomości?

Zakończony rekordem rok 2019, rozpoczęte transakcje i plany inwestycyjne dużych międzynarodowych podmiotów pozwalały spodziewać się kolejnego sukcesu w tym obszarze. Jednak rozprzestrzeniająca się pandemia Covid-19 wyhamowała toczące się transakcje. Należy przy tym zaznaczyć, że spowolnienie było narzucone sytuacją, z którą do tej pory nie spotkaliśmy się na taką skalę. Wprowadzone ograniczenia w przemieszczaniu się, a przez to utrudniony dostęp do nieruchomości i niezbędnych urzędów, wydłużył lub odłożył w czasie proces podejmowania decyzji przez inwestorów. Również instytucje finansowe zaczęły bardziej ostrożnie podchodzić do nowych projektów.

„W początkowym okresie pandemii banki zaczęły, z oczywistych względów, formułować oczekiwania co do pogłębionych analiz rynku. Dodatkowo pojawiły się wymogi odnośnie analizy wrażliwości wartości nieruchomości oraz wpływu stóp kapitalizacji i czynszu. Spotkaliśmy się również z taką sytuacją, że sektorowe organizacje zawodowe zrzeszające rzeczoznawców, np. RICS, zaleciły stosowanie w raportach z wycen nieruchomości dodatkowych klauzul, które były i są określane jako klauzule dotyczące istotnej niepewności wyceny ze względu na pandemię. W tym kontekście zjawisko te, traktowane jako bez precedensu, utrudniało zebranie odpowiednich danych porównawczych i transakcyjnych, jeżeli chodzi o czynsze i transakcje nieruchomościami w początkowym okresie. Cieszyć należy fakt, że widoczny już powoli powrót rynku do swojej aktywności oraz zwiększone zainteresowanie transakcjami w kilku segmentach spowodowało, że wspomniana klauzula, która budziła sporo kontrowersji i pytań ze strony odbiorów wyceny, została zamieniona na komenatrz dotyczący sytuacji rynkowej” – komentuje Grzegorz Chmielak, Partner, Dyrektor Działu Wycen na region Europy Środkowo-Wschodniej w Knight Frank.

Jak można było łatwo zaobserwować, rynek na pandemię zareagował bardzo szybko, a pierwszą reakcją banków był wzrost kosztów finansowania. Co spowodowało wzrost marż przy kredytach udzielanych na finansowanie nieruchomości komercyjnych? Jaki inne parametry miały wpływ na wspomniany wzrost? Czy z perspektywy czasu, który upłynął od początku pandemii, podejście banków zmieniło się i jakie są perspektywy na przeszłość?

Zdaniem Bartomieja Bareja, Dyrektora w Departamencie Nieruchomości w Santander Bank Polska „To jest bardzo trudny rok, nietypowy pod kątem samej sytuacji i niepewności na rynku. Po początkowym szoku, który wszyscy przeżyli w marcu, kiedy rynek chwilowo zamarł, a finansowanie transakcji zostało wtrzymane, wszystko powoli zaczęło wracać na właściwe tory. Marże banków wzrosły w stosunku do trudniejszych projektów i wynika to m.in. ze wzrostu ryzyka i niepewności, które pojawiły się na rynku. O ile na początku ostrożnie podchodziliśmy w ogóle do nowego finansowania, o tyle obecnie indywidualnie analizujemy każdy sektor. Najbardziej dotknięty sytuacją sektor handlowy będzie odczuwać skutki pandemii jeszcze przez dłuższy czas, a ostrożność banków w jego przypadku będzie wzmożona. Pozostałe sektory, takie jak magazynowy, mieszkaniowy czy biurowy, które nie ucierpiały tak bardzo, mogą z czasem liczyć na bardziej agresywne podejście banków.”

Znaczących zawirowań nie zauważyli eksperci banku PKO Bank Polski. Szczegółowo wyjaśnia to Agata Gola, Head of Property Finance – „Z naszej perspektywy okres zawieszenia trwał bardzo krótko. Może to wynikać z faktu, że jako wiodący bank w Polsce, od lat stabilnie osadzona w polskiej gospodarce, jesteśmy w stanie dość szybko pewne trendy wychwycić, a co za tym idzie szybciej na nie reagować, w porównaniu z instytucjami działającymi na globalnych rynkach. Cały czas pozostawaliśmy w dialogu z naszymi obecnymi klientami, szczególnie jeżeli wymagali dodatkowego wsparcia. Procesy kredytowe rzeczywiście trochę się wydłużyły, ale wynikało to z dość dokładnej analizy projektów. Obecnie proponujemy mniej agresywne struktury, niż te oferowane przed pandemią. W przypadku naszej instytucji klienci nie odczuli  znaczącego wzrostu marż. Przy okazji, warto tutaj odnieść się i porównać sytuacje dotyczące zawirowania rynkowego w 2008 roku i obecnie. Jeżeli mówimy o marżach, to są one wypadkową różnych elementów, a jednym z bardziej znaczących jest płynność sektora. Obie sytuacje różnią się diametralnie, gdyż w 2008 roku sektor zamarł, a płynność była właściwie zerowa. Sytuacja w 2020 roku jest inna, zarówno w początkowej fazie pandemii, jak i na wczesnym etapie stabilizacji, płynność polskiego sektora bankowego była olbrzymia. Mamy obecnie w sektorze bankowym w Polsce najniższy wskaźnik kredytów do depozytów w historii. Kluczowe natomiast jest to, jak banki oceniają ryzyko danego sektora i jaka jest ich skłonność do jego finansowania.”

Do kwestii płynności finansowej nawiązuje również Artur Niski, Director, Real Estate Finance w ING Bank Śląski – „W początkowym okresie pandemii rzeczywiście płynność była ograniczona. Wynikało to z tego, że banki analizowały wpływ całej sytuacji na istniejący portfel kredytowy oraz na miary kapitałowe i regulacyjne. Zaobserwowaliśmy na rynku zjawisko – duże firmy w całości wykorzystywały zapasowe odnawialne linie kredytowe, z których wcześniej nie korzystały. Spowodowało to krótkoterminowy odpływ środków, a co za tym idzie banki chciały przeanalizować, jak wpłynie to na ich płynność i wszystkie miary regulacyjne. Drugim czynnikiem, który wpłynął na dostępność i  ceny finansowania był wzrost niepewności, a przez to wzrost oczekiwanej premii za ryzyko. Na pewno też w tym wczesnym okresie wzrosły koszty refinansowania przez banki. Na rynku listów zastawnych obserwowaliśmy wzrost rentowności co przekładało się na koszty pozyskania finansowania przez banki hipoteczne. Od zawsze instytucje finansowe preferowały podejście ostrożnościowe, stawiając na pierwszym miejscu bezpieczeństwo depozytów. Obecnie procesowanie transakcji uzależnione jest od sektora nieruchomości. Z tym wiążą się również koszty finansowania, gdzie dostrzec można pewną polaryzację. W przypadku bardziej oportunistycznych projektów, w tym deweloperskich, marże rzeczywiście wzrosły, często znacząco. Natomiast dla najbardziej defensywnych projektów, poszukiwanych zarówno przez inwestorów, jak i przez banki, gdzie konkurencja jest bardzo duża, koszty finansowania nie zmieniły się i są na poziomie porównywalnym do tych przed pandemią.”