Uchylenie decyzji podatkowej w zasięgu ręki

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Nie zawsze trzeba czekać na sądowe uchylenie decyzji podatkowej. Oczekiwany skutek może przynieść również dobrze sporządzone odwołanie, nawet w przypadku podatnika, który według organu podatkowego uczestniczył w karuzeli VAT. Kluczową kwestią dla odmówienia podatnikowi odliczenia podatku naliczonego są bowiem prawidłowe ustalenia faktyczne.

Postępowanie dowodowe i ocena dowodów

Zarówno w kontroli podatkowej, jak i w postępowaniu podatkowym istotne jest prawidłowe dokonanie ustaleń faktycznych badanej sprawy. W przypadku oszustw podatkowych zwanych „karuzelą podatkową” łańcuchy dostaw towarów są długie, a w większości spraw organy skupiają się na odtworzeniu takiego łańcucha i ustaleniach dokonanych przez inne organy wobec podatników, występujących na wcześniejszych bądź późniejszych jego etapach. Pomijana jest zatem w znacznym stopniu istota sprawy, czyli to, że stan faktyczny w głównej mierze winien dotyczyć strony postępowania/kontroli oraz jej działań, a nie działań podmiotów trzecich. Co więcej, zdarza się, że organ prowadzący daną sprawę z góry zakłada nieuczciwość po stronie podatnika i na tej podstawie przeprowadza ocenę. W efekcie zostaje wydana decyzja, w której odmawia się podatnikowi odliczenia podatku naliczonego VAT. Niekiedy również organ uznaje faktury sprzedaży za tzw. puste faktury i tym samym określa podatek do zapłaty wynikający z takich faktur. Decyzja w wielu przypadkach nie zawiera prawidłowego uzasadnienia faktycznego, a ocena dowodów jest wyrywkowa.

Decyzja uchylająca w zasięgu ręki

Niekiedy dopiero w postępowaniu przed sądem administracyjnym zauważane są błędy organów w zakresie zbierania i oceny dowodów. Może się również zdarzyć, że już organ II instancji uchyla decyzję i nakazuje przeprowadzenie postępowania od początku, uzupełniając materiał dowodowy i rozstrzygając kwestie, które de facto nie zostały przez organ rozstrzygnięte. Często bowiem niekorzystne dla strony wnioski nie są poparte żadnym niepodważalnym dowodem. Kluczowe dla takich spraw jest więc to, czy transakcje rzeczywiście wystąpiły, a jeśli tak, to czy podatnik wiedział lub mógł wiedzieć – przy zachowaniu należytej staranności – że uczestniczył w oszustwie podatkowym. Organy II instancji zaczynają zauważać w ostatnim czasie, że decyzje są podejmowane w oparciu o niepełne ustalenia faktyczne, przy braku dokładnego wyjaśnienia w odniesieniu do dochowania należytej staranności kupieckiej i świadomości bądź też nieświadomości podatnika (z decyzji organu II instancji: „Dokonaną w sprawie ocenę, że sporne faktury nie dokumentują faktycznie dokonanych czynności, organ I instancji wywiódł w istotnym zakresie z braku (…) towarów (…) na wcześniejszych etapach obrotu uznając, że skoro kontrahent Strony nie kupił towaru od podmiotów wykazanych na posiadanych przez niego fakturach, to nie mógł tego towaru sprzedać Stronie. Jednocześnie pomimo posiadanych od administracji podatkowych państw członkowskich informacji o nabyciu towaru przez (…) spółkę w ilościach wykazanych na zakwestionowanych fakturach zakupowych tych podmiotów zanegował rzetelność dostaw. (…). W ocenie Dyrektora Izby Administracji Skarbowej (…) dotychczas przeprowadzone postępowanie dowodowe nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, że Strona wiedziała lub powinna była wiedzieć, że transakcje potwierdzone zakwestionowanymi fakturami VAT stanowiły oszustwo i nie potwierdzały rzeczywistych zdarzeń.)”.

Powyższe stwierdzenia dają nadzieję dla podatników będących w trakcie kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej czy też postępowania podatkowego, że przekonanie organu II instancji do swoich racji jest osiągalne. Żeby jednak tak się stało istotne jest, by już w I instancji składać wnioski dowodowe i nie pozostawać biernym, aby następnie w odwołaniu od niekorzystnej decyzji mieć na czym oprzeć opozycyjne argumenty. Próba udowodnienia, że organ I instancji się myli, nie zebrał wystarczającej ilości materiału dowodowego lub błędnie ocenił (albo nie ocenił w ogóle) dowody zebrane w sprawie, powinna być poparta dowodami. Prawidłowa konstrukcja odwołania od decyzji ma niezwykle istotne znaczenie. Kluczowa jest dobra znajomość procedury w sprawach podatkowych oraz praktyczna wiedza na temat sposobu rozstrzygania tego typu spraw przez organy podatkowe. Tendencyjność i przewidywalność postępowań w sprawach karuzeli podatkowych z pewnością stanowi silną broń w rękach podatnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs funta kontynuuje spadki. May “stoi nad przepaścią”.

Tydzień rozpoczyna się dość powolnie. Inwestorzy spokojnie zareagowali na nową odsłonę wojny handlowej między USA a Chinami. Decyzją Trumpa, nowe taryfy na towary objęły kwotę 200 mld USD. Jak można było się spodziewać, chińska strona odpowiedziała kontratakiem i wprowadziła cła na produkty z USA o wartości 60 mld USD. I na ten moment to jedyne podjęte decyzje. Wszystkie oczy inwestorów zwrócone są jednak na Wyspy Brytyjskie, gdzie trwają zawirowania związane z Brexitem.

Nowe cła tylko straszakiem

Amerykańska administracja w przypadku odwetu Chin zapowiadała automatyczny nowy pakiet ceł niemal na cały pozostały import z Państwa Środka, ale póki co wygląda na to, że była to tylko groźba. Zadziwiający był jednak spokój inwestorów. Podbicie wartości aktywów uznawanych za bezpieczne, czyli jen japoński czy frank szwajcarski było tylko chwilowe. Wydaje się więc, że inwestorzy przyzwyczaili się do tarć na linii USA i Chiny i tylko pogorszenie parametrów makroekonomicznych mogłoby wywołać lekką panikę inwestorów.

Z funtem nie jest dobrze

Przegranym końcówki ubiegłego tygodnia jest bez wątpienia funt brytyjski. Premier May na spotkaniu w Salzburgu została sprowadzona na ziemię przez unijnych przedstawicieli. Pokazali oni jak twardo będą stali przy swoim i nie zgodzą się na żadne ustępstwa w kwestii dostępu do wspólnego rynku czy granicy z Irlandią. Szefowa brytyjskiego rządu musiała mocno odczuć silny opór UE, gdyż po spotkaniu w Austrii zwołała nieplanowaną konferencję. I trzeba powiedzieć jasno, że mocno podgrzała atmosferę mówiąc, że brak porozumienia z Unią jest lepszy niż złe porozumienie. Wyraźnie zachwiało to kursem funta. W piątek stracił on ponad 1% do euro i 1,5% do dolara. Dzisiaj te spadki są kontynuowane.

May może stracić stanowisko

Pojawiło się wiele spekulacji na rynkach działających na niekorzyść funta. Porażka w Salzburgu może kosztować premier May nawet stanowisko i w konsekwencji zwiększyć ryzyko przedterminowych wyborów. Dodatkowe zamieszanie w wewnętrznej polityce w kontekście Brexitu na pewno brytyjskiej walucie nie pomoże.

Traci również euro

Zamieszanie związane z Wielką Brytanią wpłynęło niekorzystnie na wspólną walutę. Trend wzrostowy na EUR/USD mocno wyhamował i kurs szybko zawrócił z okolic 1,18 na poziom 1,1730. Wydarzenia w Europie źle wpływają na polską walutę. Kurs EUR/PLN szybko wzrósł do okolic 4,30. Mocniejszy do złotówki jest także frank szwajcarski, który znalazł się znacznie powyżej 3,80. Szwajcarska waluta w momentach zawirowań w Europie jest traktowana jako bezpieczna przystań. Krajowa waluta umacnia się jedynie do słabnącej waluty brytyjskiej.

Dzisiaj bez fajerwerków

Dzisiejszy kalendarz makro jest niemal pusty. Poznamy jedynie wskaźnik Ifo z Niemiec. O 15.00 głos zabierze Mario Draghi, ale nie ma się co tutaj spodziewać większych zaskoczeń.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Wzrost przychodów Kompapu do 45,85 mln zł w I półroczu 2018

Grupa Kompap SA, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, a także drukarnia offsetowa rolowa Imprimus, zwiększyła przychody ze sprzedaży w I połowie 2018 roku do 45,85 mln zł wobec 30,13 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży wzrósł w tym czasie z 6,21 mln zł do 8,60 mln zł. Wyraźne wzrosty na tych poziomach to efekt prężnie działających zakładów graficznych w Białymstoku i Olsztynie, a także włączenia do grupy nabytej w grudniu 2017 roku spółki Imprimus. Jednocześnie na koniec I półrocza br. grupa zanotowała zysk netto w wysokości 147 tys. zł.

– Pierwsza połowa roku w Kompapie upłynęła pod znakiem restrukturyzacji i porządków w zakupionej pod koniec 2017 drukarni Imprimus. W efekcie podejmowanych przez nas działań spółka, która w przeszłości notowała duże straty, teraz szybko nadrabia zaległości i sukcesywnie poprawia wyniki. Liczymy, że skokowe zwiększenie przychodów, jakie osiągnęliśmy po tym przejęciu, w niedługim czasie będzie też miało odzwierciedlenie we wzrostach na poziomie netto. Minione półrocze było także okresem dalszego umacniania pozycji BZGraf i OZGraf na rynku polskim i za granicą. Jednocześnie w związku ze znaczącymi inwestycjami realizowanymi w ostatnim czasie w naszych zakładach na zysk netto w I połowie roku wpłynęła wysoka amortyzacja, która sięgnęła blisko 3,3 mln zł. Na wyniku zaciążyły też różnice kursowe wynikające ze wzrostu kursu euro r/r. Spodziewamy się wzrostu wyników za drugą połowę 2018 roku choćby ze względu na sezonowość w branży poligraficznej i zazwyczaj lepsze drugie półrocze – komentuje Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA.

Kompap i należące do niego zakłady specjalizują się w druku, przede wszystkim w druku dziełowym. W pierwszym półroczu 2018 roku przychody z tytułu działalności produkcyjnej, obejmującej przede wszystkim sprzedaż książek, katalogów, czasopism i innych artykułów poligraficznych, a także produkcję poligraficzną i usługi z tym związane wyniosły 44,82 mln zł wobec 29,01 mln zł przed rokiem. Odbiorcami produktów grupy są renomowane i znaczące wydawnictwa nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Wśród klientów Kompapu znaleźć można takie firmy jak Lantarn Publisher z Holandii, Wydawnictwo Marginesy, Wydawnictwo Dwie Siostry, Vigmostad & Biorke AS z Norwegii, PWN, Świat Książki, Wydawnictwo C.H. Beck, Firma Księgarska Olesiejuk, Egmont Polska czy Burda, ale też na przykład obsługiwane przez Imprimus instytucje, w tym ministerstwa, Narodowy Fundusz Zdrowia czy Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

– Naszym celem na przyszłość niezmiennie pozostaje dalsze zwiększanie sprzedaży w kraju, a także rozwój eksportu, który na koniec 2017 roku odpowiadał za niemal ¼ przychodów grupy. By móc skutecznie konkurować w obu tych wymiarach w ostatnich dwóch latach prowadziliśmy szeroko zakrojone inwestycje w parki maszynowe, dzięki czemu dysponujemy ogromnym potencjałem produkcyjnym w naszych zakładach. Zamierzmy z tego coraz pełniej korzystać. Chcemy też czerpać z synergii, jaką daje nam połączenie zakupów OZGraf, BZGraf i Imprimus, by poprawiać efektywność działania grupy – dodaje Waldemar Lipka.

Kiedy warto wziąć leasing, a kiedy pożyczkę?

Prowadząc firmę należy liczyć się ze sporymi kosztami zakupu środków trwałych niezbędnych w prowadzeniu działalności. Jeżeli nie dysponujemy wystarczającymi środkami własnymi, warto rozważyć skorzystanie z finansowania zewnętrznego – leasingu czy pożyczki. W przypadku leasingu dla przedsiębiorcy bardzo istotne mogą okazać się spore korzyści podatkowe, natomiast pożyczka z pewnością jest dobrym rozwiązaniem dla podmiotów starających się o dotacje unijne. Każda z tych propozycji ma swoje wady i zalety, dlatego wybór jednej z nich powinien być poprzedzony uważną analizą.

efl warunki finansowania– Z usług instytucji finansowych mogą korzystać firmy o różnym profilu i różnej skali działania. Oferta skierowana do klienta jest silnie zindywidualizowana i decyzja o tym, czy leasing czy pożyczka, ostatecznie będzie zależeć od potrzeb działalności oraz innych dodatkowych czynników takich jak wysokość wpłaty własnej, wartość i okres całej inwestycji czy rodzaj finansowania. Warto jednak zwrócić uwagę na korzyść podstawową – dzięki finansowaniu zewnętrznemu, przy wyborze potrzebnego sprzętu, możemy skupić się na jego jakości, a nieograniczonym budżecie. Nawet w sytuacji, gdy posiadamy środki własne, wzięcie pożyczki czy zawarcie umowy leasingowej, może okazać się korzystniejsze – mówi Marcin Stasiak, Kierownik ds. Produktów i Rozwoju Rynków w EFL. 

Leasing …

Leasing to uniwersalna forma finansowania inwestycji w oparciu o umowę, na podstawie której w pełni dysponujemy przedmiotem leasingowanym bez jego zakupu na własność. Istotną korzyścią takiego rozwiązania jest to, że czynsze leasingowe, które płaci leasingobiorca, mogą pochodzić z przychodów, które korzystający uzyskuje dzięki wykorzystaniu danego środka trwałego. Zatem leasingowany sprzęt zarabia sam na siebie.

Leasing niesie ze sobą wiele zalet, a wśród nich:

  • Niższe podatki: wyróżniamy dwa podstawowe rodzaje leasingu – operacyjny oraz finansowy, a każdy z nich proponuje nieco odmienne korzyści. W przypadku leasingu finansowego korzystający wpisuje do swoich aktywów leasingowany przedmiot i dokonuje odpisów amortyzacyjnych. Kosztem uzyskania przychodu, który zmniejsza podstawę opodatkowania, będą odpisy amortyzacyjne, część odsetkowa raty leasingowej oraz codzienne koszty użytkowania. W przypadku leasingu operacyjnego to leasingodawca jest odpowiedzialny za dokonanie odpisów amortyzacyjnych. W związku z tym kwotę opodatkowania leasingobiorcy zmniejszą opłata wstępna, całe raty leasingowe (zarówno część podstawowa jak i odsetki), a także opłaty związane z bieżącą eksploatacją przedmiotu leasingu. Ponadto, w przypadku leasingu operacyjnego podatek VAT jest naliczany do każdej raty leasingowej, co powoduje że zapłata VAT-u jest rozłożona w czasie.
  • Łatwość uzyskania: leasingodawcy stawiają mniej wymogów, jeżeli chodzi o liczbę i szczegółowość koniecznych dokumentów czy procedur, ze względu na to, że przedmiot leasingu przez cały czas spłaty pozostaje własnością firmy leasingowej.
  • Indywidualne warunki umowy: każdorazowo, niezależnie czy leasingobiorcą jest jednostka publiczna czy przedsiębiorstwo prywatne, umowa leasingu jest konstruowana indywidualnie, zarówno jeśli chodzi o długość czasu, na jaki zostaje podpisana, rodzaj leasingu, jak i wysokość rat leasingowych.
  • Atrakcyjne usługi dodatkowe: leasingodawcy współpracując z partnerami, m.in. dilerami, mogą wynegocjować u nich atrakcyjne, często dla indywidualnego klienta niedostępne, rabaty oraz oferują całą gamę usług dodatkowych. Oprócz standardowych OC i AC posiadają mocno rozbudowane ubezpieczenia assistance.

…czy pożyczka?

– Pożyczka może być udzielona zarówno osobom fizycznym, jak i instytucji. Niezmienne jest to, że zawieramy pewien rodzaj umowy, która zobowiązuje jedną stronę do przeniesienia na rzecz pożyczkobiorcy określonej ilość pieniędzy lub rzeczy, a biorący zobowiązany jest zwrócić tę samą ilość pieniędzy lub rzeczy w ustalonym czasie.

Wybierając pożyczkę przede wszystkim dostajemy fundusze na sfinansowanie inwestycji, istnieje jednak więcej korzyści, m.in.

  • Szybka i sprawna realizacja transakcji: w przypadku złożenia kompletu dokumentów, decyzja może być udzielona w ciągu 24 h, co pozwala pożyczkobiorcy na szybki zakup pojazdu.
  • Przedmiot własnością pożyczkobiorcy: w przypadku terminowych spłat, finansujący nie może rościć pretensji do przedmiotu pożyczki, stąd pożyczkobiorca jest tym, który dokonuje odpisów amortyzacyjnych. Wyjątkiem od tej reguły jest zabezpieczenie w postaci przewłaszczenia całkowitego, na podstawie którego pożyczkobiorca, pomimo wystawionej faktury, zrzeka się własności przedmiotu na rzecz pożyczkodawcy.
  • Otwarta droga do dotacji unijnych: pożyczka jest dobrym rozwiązaniem dla osób, które
    z jednej strony potrzebują zewnętrznego wsparcia finansowego, a z drugiej strony starają się o dotacje unijne. Jedno nie przeszkadza drugiemu: jeżeli przy pomocy gotówki z pożyczki, dokonamy zakupu środka trwałego, faktura za ten przedmiot jest wystawiana bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co daje możliwość ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z UE.

Wolfs Technology Fund S.A. nabywa kolejną nieruchomość pod inwestycję deweloperską

Wolfs Technology Fund S.A. (dawniej Graphic S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem i zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadzeniem projektów inwestycyjnych, dokonała zakupu kolejnej nieruchomości gruntowej w Gdyni za kwotę 800 tys. zł. Spółka zrealizuje na niej inwestycję mieszkaniową wielorodzinną.

Emitent podpisał umowę, której przedmiotem jest zakup przez niego nieruchomości gruntowej położonej w Gdyni przy ul. Sochaczewskiej 7 – dzielnica Mały Kack. Jej powierzchnia wynosi 562 m2, a łączna kwota nabycia tej nieruchomości sięgnęła 800 tys. zł. Spółka zamierza zrealizować na niej deweloperską inwestycję mieszkaniową z widokiem na Gdynię o PUM wynoszącym ok. 450 m2, obejmującą 7-8 mieszkań. Zarząd Wolfs Technology Fund S.A. oczekuje, że nowy projekt wpłynie pozytywnie na budowanie pozycji rynkowej oraz na wyniki finansowe.

Zakup nowej nieruchomości w Trójmieście, to tylko kolejny krok w realizacji naszych dalekosiężnych planów dotyczących ekspansji Spółki na rynku deweloperskim. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych inwestycji w nieruchomości na Pomorzu, jesteśmy przekonani, że marża na poziomie blisko 40% jest jak najbardziej realna do osiągnięcia przy takiej lokalizacji i ukierunkowaniu inwestycji. Inwestycja na Sochaczewskiej z pewnością znajdzie nabywców wśród wymagających klientów, dzięki nowoczesnej i funkcjonalnej architekturze budynku oraz znakomitej lokalizacji, co jest kluczowe w tego typu przedsięwzięciach.” – podkreśla Leszek Forytta, Prezes Zarządu Spółki Wolfs Technology Fund S.A.

Podczas NWZA Spółki zwołanego na 02.10.2018 r. jej Akcjonariusze podejmą decyzję w sprawie wyrażenia zgody na skup akcji własnych. Szczegółowe warunki programu buy-back zostaną ustalone przez Akcjonariuszy podczas NWZA.

We wrześniu 2018 r. Wolfs Technology Fund S.A. podpisała dwie przedwstępne umowy nabycia nieruchomości gruntowych położonych w Gdyni. Spółka przeprowadzi na nich inwestycję mieszkaniową wielorodzinną o PUM wynoszącym ok. 650 m2, która będzie obejmowała 11-12 mieszkań. Nowy projekt deweloperski usytuowany będzie w sąsiedztwie terenów zielonych oraz w pobliżu Obwodnicy Trójmiejskiej, co stanowi ważny atut tej inwestycji.

Emitent osiągnął w 2 kw. 2018 r. zysk netto w kwocie 25 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 137 tys. zł. W całym pierwszym półroczu 2018 r. zysk netto Spółki wyniósł prawie 83 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 266 tys. zł wobec straty netto w analogicznym okresie ub. roku na poziomie 163 tys. zł.

Dlaczego aż 279 tys. osób wybrało karierę w centrach biznesowych?

Angelika Żurawska
Angelika Żurawska, konsultant w firmie rekrutacyjnej Antal, SSC/BPO

W ubiegłym roku liczba ofert pracy w SSC/BPO, R&D i IT wzrosła aż o 13%. Firmy szukają przede wszystkim kandydatów z biegłą znajomością języków obcych, wyspecjalizowanych w księgowości, finansach, obsłudze klienta, IT czy HR. Pracownicy zatrudnieni w centrach biznesowych mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia, atrakcyjne benefity i szybką ścieżkę rozwoju kariery. Jak się pracuje w polskich centrach usług wspólnych?

Najważniejszym wymogiem w centrach usług wspólnych jest znajomość języków obcych. Standard to angielski (przynajmniej na poziomie B2), który właściwie we wszystkich firmach jest językiem korporacyjnym. Co za tym idzie – jego znajomość nie daje gwarancji wyższych zarobków. W minionym roku najczęściej poszukiwaną kompetencją przez większość pracodawców z sektora SSC/BPO był język niemiecki. Równie często pracodawcy poszukają kandydatów ze znajomością francuskiego oraz włoskiego.

Znają języki obce i zarabiają więcej

Osoby rozpoczynające swoją przygodę z centrami usług wspólnych mogą liczyć na wynagrodzenia rzędu 3500-4500 zł brutto, w zależności, od wcześniejszych doświadczeń zdobytych podczas staży, poziomu znajomości języków obcych oraz lokalizacji. Specjaliści i menedżerowie władający potrzebnymi językami mogą liczyć na dodatek do swojej pensji w wysokości nawet 1000 zł brutto. Wyższy bonus finansowy otrzymają kandydaci z językiem holenderskim – do 1200 zł brutto. W cenie są pracownicy znający jeden z języków skandynawskich – oni mogą liczyć na dodatek w wysokości max. 2000 zł brutto, niezależnie od stanowiska.

Pracownicy awansują i rozwijają się

Wraz ze zdobywaniem doświadczenia zawodowego oraz poszerzaniem kompetencji w ramach organizacji pracownicy mają możliwość awansu, zarówno pionowego jak i poziomego. Międzynarodowe Centra Biznesowe zazwyczaj cechują się szeroką strukturą, w której można rozwijać się jako Junior, Specjalista, Senior oraz później w kierunku zarządzania zespołem. Dodatkowo coraz częściej pojawiającym się poziomem stanowisk są role eksperckie, wynikające z przenoszenia bardziej zaawansowanych procesów bądź dużej rozbudowy zespołu. Osoby posiadające około 4-5 letnie doświadczenie w ramach konkretnego procesu mają możliwość wyboru kierunku, który wydaje się dla nich najciekawszy- rola Team Leadera daje możliwość zarządzania teamem, zazwyczaj około 10 osobowym oraz umożliwia częściowe odejście od działań typowo operacyjnych na rzecz people managementu. Stanowiska eksperckie z kolei umożliwiają dogłębne wejście w szczegóły konkretnego procesu finansowego, poznanie całego spektrum działań oraz rozwój kompetencji typowo technicznych. Zarobki na obu stanowiskach są zależne od wielu czynników natomiast w przypadku ról leaderskich możemy przyjąć kwoty około 9 000 – 11 000 zł brutto, role eksperckie natomiast oferują wynagrodzenia od około 7500 – 8000 zł brutto.

Nie brakuje benefitów

Poza wynagrodzeniem podstawowym i atrakcyjnymi ścieżkami rozwoju, pracodawcy zaczynają prześcigać się we wprowadzaniu nowych benefitów. Nie jest to już tylko karta multisport i ubezpieczenie na życie. Obecnie możemy mówić o takich benefitach jak dofinansowania do lunchu, catering w pracy, dostęp do napojów, usługi masażysty na terenie firmy itp. Coraz częściej mamy również do czynienia z benefitami wynikającymi z macierzystej działalności firmy tj. bilety lotnicze lub w przypadku niektórych firm automotive – leasing pracowniczy.

Angelika Żurawska, konsultant w firmie rekrutacyjnej Antal, SSC/BPO

Kurs dolara, euro, funta – komentarz poranny Konrada Białasa 24.09.2018

Europa zaczyna nowy tydzień z niewielką liczbą wskazówek z Azji, gdzie trzy główne rynki są zamknięte z powodu święta. Słaba jest aktywność, ale też i nastroje, gdyż spory handlowe nie dają o sobie zapomnieć. Martwi też kondycja gospodarki Eurolandu i Brexit. Poza tym większość inwestorów myślami jest przy środowej decyzji FOMC.

Nie da się ukryć lekkiej nerwowości na otwarciu ostatniego tygodnia września, a powodu upatrywać należy w wykruszeniu się podstaw zeszłotygodniowego optymizmu. Od dziś w życie wchodzi nowa runda ceł importowych na warte 200 mld USD produkty z Chin i 60 mld USD produkty z USA. Po wstępnym ogłoszeniu tej decyzji tydzień temu rynek szukał pocieszenia w fakcie, że USA nałożyła cła w wysokości tylko 10 proc., a nie 25 proc., jak pierwotnie straszyła. To miało zachęcić Pekin do przystąpienia do rozmów negocjacyjnych, ale po weekendzie wiemy, że chińska delegacja odwołała wizytę w Waszyngtonie w tym tygodniu, jak również z przyjazdu zrezygnował wicepremier Chin Hu. To nie pokazuje, aby sprawy miały iść w dobrym kierunku, w rezultacie jeszcze nie raz możemy być świadkami zaostrzenia sporu, zanim sprawa na dobre przycichnie (osobiście liczę na pozytywny dla gospodarki globalnej finał). Jednak póki ryzyko jest nie do zignorowania, podtrzymanie rajdu aktywów ryzykownych nie będzie łatwym zadaniem.

W schemat obaw o losy wojen handlowych wpisały się rozczarowujące odczyty PMI z Eurolandu. Sektor przemysłowy wciąż nie może stanąć mocno na nogach i we wrześniu indeks zaliczył dwuletni dołek przy fatalnej postawie eksportu. W komentarzu do danych napisano, że „wojny handlowe, Brexit, słabnący popyt, rosnąca awersja do ryzyka i ryzyka polityczne” napędzają spowolnienie. Jak ważne były to dane, potwierdza zatrzymanie rajdu EUR/USD na 1,18 oraz późniejszy odwrót niżej. Z technicznego punktu widzenia jest jeszcze za wcześnie, by zaprzeczyć dominującej roli kupujących (potrzebny powrót pod 1,1720), ale rynek stracił swój wstępny pęd. Ostatni rajd przede wszystkim miał podłoże w słabości USD podyktowanej przetasowaniami w pozycjach inwestorów, niż w fundamentach. Ale jeśli atmosfera wokół wojen handlowych ma być podgrzewana, a nie studzona, USD wciąż może łatwo odbić. Dodatkowo w tym tygodniu mamy decyzję FOMC, gdzie niemal pewna jest podwyżka, jak i szykowanie rynku na kolejną w grudniu. Nie będzie to niespodzianką, ale niezjednany w swej jastrzębiości Fed powinien przywrócić zaufanie w USD.

Drugim, istotnym kanałem słabości USD przed weekendem był rajd GBP/USD, który jednak został zmiażdżony (kolejnym) zwrotem w sprawie Brexitu. Budowany w ubiegłym tygodniu coraz to większy optymizm na bezsporne porozumienia Brukseli z Londynem musiał zostać poddany rewizji po słowach premier Wielkiej Brytanii May, która stwierdziła, że negocjacje trafiły na impas po tym, jak UE odrzuciła jej projekt Brexitu. Jakkolwiek strony dały sobie czas do połowy października, by rozwiązać kwestie sporne, do tego czasu nie obędziemy się bez szumu informacyjnego, gdzie scenariusz Brexitu bez porozumienia nie będzie mógł być wykluczony. Osobiście czuję się zmęczony tą polityczną przepychanka, która w europejskim stylu prawdopodobnie zostanie zakończona porozumieniem na ostatnią chwilę. Jednak z punktu widzenia GBP niemożliwym staje się obstawianie szczęśliwego zakończenia przy tylu potencjalnych zwrotach akcji po drodze.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Elastyczne podejście do godzin pracy przyciąga pracowników do firm

Ponad połowa polskich pracowników – 51 proc. – chciałaby od czasu do czasu pracować z domu. Jeszcze więcej, bo ponad 66 proc. doceniłaby możliwość pracy w elastycznych godzinach – wynika z cyklicznego badania Confidence Index przeprowadzonego w II kwartale 2018 r. przez firmę rekrutacyjną Michael Page.

Polscy pracownicy chcieliby mieć większą elastyczność w zakresie wyboru godzin pracy i miejsca, z którego będą ją wykonywać. Jak pokazuje badanie Confidence Index przeprowadzone przez firmę Michael Page, na pracy zdalnej najbardziej zależy osobom pracującym w sektorze dóbr konsumenckich (54,9 proc.), logistyce (54,3 proc.) i technologii (50,7 proc.). Nieco mniejszą wagę do tego aspektu przywiązują pracownicy finansów (46,3 proc.) oraz przemysłu i produkcji (42,6 proc.). Perspektywa pracy w elastycznych godzinach jest najbardziej atrakcyjna dla branży finansowej (72,2 proc.) i logistycznej (68,6 proc.) Mniejsze znaczenie ma natomiast dla pracowników przemysłu i produkcji (57,4 proc.) oraz dóbr konsumenckich (56,9 proc.).

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

W Polsce zgodnie z danymi Kantar TNS, na razie tylko 1/3 firm umożliwia pracownikom korzystanie z pracy zdalnej i to w ograniczonym modelu. To pokazuje, że elastyczne podejście do godzin i miejsca pracy nie jest jeszcze powszechną praktyką w naszym kraju. Jednak analizując sytuację na rynku pracy możemy przypuszczać, że w najbliższej przyszłości coraz więcej pracodawców będzie zgadzać się na częściowe wykonywanie obowiązków zdalnie – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Wydaje się, że ewolucja podejścia pracodawców do tematu większej elastyczności jest tylko kwestią czasu. Przyczyni się do niej z pewnością silna pozycja kandydatów na rynku pracy, którzy obok benefitów pozapłacowych, oczekują właśnie coraz większej elastyczności.

– Zaoferowanie możliwości pracy z domu od czasu do czasu lub wprowadzenie elastycznych godzin może w dłuższej perspektywie znacznie zwiększyć atrakcyjność firmy na rynku, zmniejszyć rotację pracowników i przyciągnąć kandydatów do przedsiębiorstwa – dodaje Piotr Dziedzic z Michael Page.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page

Polska w gronie 25-ciu najbardziej rozwiniętych rynków świata

  • 24 września 2018 r. agencja FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z grupy rynków rozwijających się (Emerging Markets) do rozwiniętych (Developed Markets)
  • Polska znalazła się wśród najbardziej rozwiniętych światowych rynków, do których zaliczane są m.in. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Japonia i Australia
  • Awans Polski do grona rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i krajowego rynku kapitałowego

24 września 2018 r. globalna agencja indeksowa FTSE Russell przekwalifikowała Polskę z Emerging Markets do Developed Markets. Dzięki awansowi Polska znalazła się w grupie 25-ciu najbardziej rozwiniętych światowych gospodarek, takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Japonia czy Australia. Polska to pierwszy kraj od niemal dekady, który awansował do rynków rozwiniętych, to również pierwszy przypadek zakwalifikowania do tego grona kraju z Europy Środkowo-Wschodniej.

Przekwalifikowanie Polski do rynków rozwiniętych to docenienie rozwoju polskiej gospodarki i naszego rynku kapitałowego oraz ważny krok w jego rozwoju. Polska posiada wszystkie zalety rynków rozwiniętych, m.in. bezpieczeństwo obrotu i usług post-transakcyjnych oraz rozwiniętą infrastrukturę. GPW funkcjonuje w oparciu o nowoczesny system transakcyjny, a spółki notowane na giełdzie spełniają wysokie standardy w zakresie ładu korporacyjnego i komunikacyjnego.

– Dzisiejszy awans Polski do grona rynków rozwiniętych w ramach globalnej klasyfikacji rynków akcji FTSE Russell to znaczące osiągnięcie. Ministerstwo Finansów i Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie od dawna dążą do usprawnienia infrastruktury polskiego rynku kapitałowego i wzmocnienia polskiej gospodarki, a dzisiejszy dzień jest zwieńczeniem ich wysiłków zmierzających do spełnienia restrykcyjnych kryteriów tej klasyfikacji – powiedział Reza Ghassemieh, Chief Research Officer, FTSE Russell.

Marek Dietl
Marek Dietl

– Dynamiczny rozwój polskiego rynku kapitałowego zaowocował nadaniem mu statusu rynku rozwiniętego. To fundamentalna zmiana w postrzeganiu Polski przez globalnych inwestorów. Przekwalifikowanie naszego kraju daje możliwość zainteresowania nowych inwestorów akcjami polskich spółek i stanowi ogromną szansę dla całego rynku kapitałowego. Wierzę, że w dłuższej perspektywie spowoduje to napływ większego kapitału na warszawski parkiet – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

Dokonując rewizji klasyfikacji FTSE Russell bierze pod uwagę m.in. otoczenie regulacyjne, infrastrukturę, jakość rynku kapitałowego, kształt systemu depozytowo-rozliczeniowego czy rozwój rynku instrumentów pochodnych.

Do indeksów FTSE Russell benchmarkują się wiodące światowe fundusze inwestycyjne. Kwalifikacja wiąże się z przesunięciem spółek w ramach indeksów FTSE grupujących spółki z rynków rozwijających się do indeksów spółek z rynków rozwiniętych.

Ostateczna lista 37 polskich spółek, które wejdą w skład indeksów rynków rozwiniętych (wg przypisanej przez FTSE Russell kategorii wielkości), została opublikowana 25 sierpnia:

  • duże spółki (large cap): PKO Bank Polski
  • średnie spółki (mid cap): PKN Orlen, Grupa Lotos, PGE, PGNiG, KGHM Polska, Bank Pekao, PZU, BZ WBK, mBank, LPP, Dino Polska, CD Projekt, Cyfrowy Polsat.
  • małe spółki (small cap): Bank Millennium, AmRest Holdings, Bank Handlowy, JSW, Alior Bank, CCC, Play Communications, Orange Polska, Grupa Azoty, Enea, Tauron Polska Energia, Kernel Holding, Kruk, Asseco Poland, Budimex, Eurocash, Ciech, Energa, PKP Cargo, Lubelski Węgiel Bogdanka, GPW, Boryszew, Neuca.

Polska została przekwalifikowana z Emerging Markets do Developed Markets w wyniku decyzji ogłoszonej przez FTSE Russell 29 września 2017 r., kiedy agencja podała wyniki dorocznej klasyfikacji krajów pod względem statusu rozwoju. Decyzja weszła w życie 24 września 2018 r. wraz z prowadzoną co pół roku weryfikacją globalnych indeksów akcji FTSE.

Link do strony internetowej informującej o decyzji FTSE Russell

Z okazji zbliżającej się reklasyfikacji polskiego rynku, 11 maja tego roku FTSE Russell opublikowała „białą księgę” poświęconą Polsce i zorganizowała konferencję “Talking Poland – Charting Success, From Emerging to Developed”. W dzień awansu Polski do grona rynków rozwiniętych 24 września 2018 r. w siedzibie London Stock Exchange obyła się ceremonia „Market Open”. W wydarzeniu wzięli udział: Reza Ghassemieh – Chief Research Officer FTSE Russell, Marek Dietl – Prezes Zarządu GPW, Michał Krupiński – Prezes Zarządu Banku Pekao S.A., Maciej Trybuchowski – Prezes Zarządu KDPW, Paweł Borys – Prezes Zarządu PFR, Jakub Papierski – Wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego oraz Paweł Surówka – Prezes Zarządu PZU S.A.

Link do strony internetowej zawierającej „białą księgę”

Nie tylko agencja FTSE Russell zdecydowała się na przesunięcie Polski z Emerging Markets do Developed Markets. Również firma Stoxx, operator indeksów Deutsche Boerse Group, podjęła taką decyzję, a rewizja obu indeksów zbiegła się w czasie  i nastąpiła na zamknięciu sesji 21 września 2018 r. W rezultacie od 24 września Polska jest przez obie firmy klasyfikowana jako rynek rozwinięty.

Polska jest wciąż klasyfikowana przez agencję indeksową MSCI jako rynek rozwijający się, dzięki czemu znacznie poszerza się spektrum inwestorów zainteresowanych polskim rynkiem.

– Polska giełda jest w o tyle dobrej sytuacji, że według dwóch firm: FTSE Russell i Stoxx jesteśmy krajem rozwiniętym, a według innej globalnej agencji MSCI jesteśmy wciąż krajem rozwijającym się. Większość funduszy inwestycyjnych na świecie – ok. 87 proc. – inwestuje w najbardziej rozwiniętych krajach jeśli chodzi o rynek kapitałowy. Do tej pory mieliśmy dostęp do 12-13 proc. światowych pieniędzy inwestycyjnych, od września będziemy mieć dostęp do 100 proc. Choć oczywiście proces przebudowy portfeli inwestycyjnych związany z decyzją FTSE Russell potrwa parę lat – powiedział Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

W przypadku Stoxx Polska awansowała z indeksu Emerging Markets 1500, obejmującego spółki z całego świata do Europe 600, grupującego tylko spółki z rynków rozwiniętych Europy. Do grona 600-set najważniejszych spółek w Europie dołączyło osiem z naszego kraju: Bank Pekao, BZ WBK, CD Projekt, KGHM Polska, LPP, PKN Orlen, PZU i PKO Bank Polski.

Kurs euro stabilizuje się w okolicach 4,29

W treści minutes RPP podtrzymuje swoje stanowisko w sprawie stóp procentowych, co sprzyja stabilizacji notowań papierów krótkoterminowych. Dzięki wyższym notowaniom euro do dolara EUR/PLN utrzymuje niskie poziomy, w okolicach 4,29. Potencjał aprecjacyjny złotego jednak słabnie.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku głównej pary walutowej euro w relacji do dolara wzrosło w okolice dwumiesięcznych minimów. W czwartek kurs EUR/USD testował opór na 1,178. Obawy o konflikt handlowy pomiędzy USA a Chinami nieco osłabły, stąd atrakcyjność dolara, jako bezpiecznej waluty, zmniejszyła się. Wczoraj dodatkowo wsparcie dla euro nadeszło ze strony szwajcarskiego banku centralnego. SNB jest gotowy nadal utrzymywać rekordowo niskie, ujemne stopy procentowe i w razie potrzeby interweniować na rynku. Bank nadal uważa też, że frank pozostaje „wysoko wyceniany”, a sytuacja na rynku walutowym jest napięta. Komunikat SNB poskutkował lekkim osłabieniem franka względem euro. Ekonomiści przewidują, że Szwajcaria ruszy stopy dopiero po tym, jak dojdzie do zmian w polityce monetarnej strefy euro. W ubiegłym tygodniu EBC podtrzymał perspektywę zakończenia programu luzowania ilościowego wraz z końcem tego roku. Prawdopodobna data pierwszej podwyżki stóp procentowych w strefie euro to 2019 r.

Czwartkowe dane z amerykańskiego rynku pracy, choć wspierały oczekiwania odnośnie podwyżki kosztu pieniądza w USA we wrześniu, nie miały wpływu rynek. W ub. tyg. odnotowano mniej niż szacowano nowych podań o zasiłek dla bezrobotnych (201 tys. wobec 210 tys. prognozowanych – najmniej od listopada 1969r.), co jednak nie pomogło dolarowi.

Złoty utrzymuje okolice 4,29. Pomimo optymizmu, jaki w ostatnich dniach pojawił się na EM, skala wzrostów aktywów ryzykownych zaczyna jednak wytracać impet. Rynki szukają nowych impulsów. Lokalnie, opublikowany protokół z wrześniowego posiedzenia RPP nie wniósł nic nowego, jeśli chodzi o perspektywy polityki monetarnej NBP. Większość członków RPP uważała, że stabilizacja stóp procentowych w kolejnych kwartałach będzie sprzyjać realizacji celu inflacyjnego, a jednocześnie wspierać utrzymanie zrównoważonego wzrostu gospodarczego, w tym dalszego ożywienia inwestycji. Podczas wrześniowego posiedzenia poruszano zarówno kwestie podwyżek stóp (jeśli napływające dane i prognozy wskazywałyby na dalszy wzrost dynamiki wynagrodzeń i silniejsze od obecnie oczekiwanego nasilenie presji inflacyjnej), jak i obniżek (w razie hipotetycznego załamania się aktywności gospodarczej połączonego z wyraźnym pogorszeniem się nastrojów konsumentów i przedsiębiorstw).

Utrzymujące się stabilne stanowisko RPP powoduje, że blisko referencyjnej stawki NBP zakotwiczone są rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych, które w sektorze 2-letnim notowane są obecnie nieznacznie poniżej 1,60%. Relatywnie niska zmienność utrzymuje się również w ostatnich dniach na papierach z dłuższym terminem do wykupu. W czwartek obligacje 10-letnie powróciły powyżej 3,25% co stanowi ruch w kierunku tendencji obserwowanych w ostatnim czasie na rynkach bazowych, gdzie amerykańskie oraz niemieckie papiery z 10-letnim terminem do wykupu zbliżały się odpowiednio do 3,10% oraz 0,50%.

Pomimo zdecydowanego spadku ryzyka kredytowego (w porównaniu z końcem sierpnia) związanego z sytuacją polityczną we Włoszech wciąż pojawiają się informacje, które powstrzymują spadek rentowności obligacji w tym kraju. W czwartek rentowności papierów 2-letnich rosły o ponad 10pb w związku ze słowami lidera Ruchu Pięciu Gwiazd, który zasugerował możliwość rozwiązania koalicji, jeśli nie dojdzie do spełnienia obietnic przedwyborczych.

W dzisiejszym kalendarzu wśród najciekawszych dla rynku publikacji znajdą się dane o polskiej sprzedaży detalicznej oraz wstępne wartości indeksów PMI dla krajów strefy euro.

Wykres dnia: Stabilne stanowisko RPP sprzyja zakotwiczeniu rentowności krótkoterminowych obligacji w pobliżu stawki referencyjnej NBP.

Stabilne stanowisko RPP sprzyja zakotwiczeniu rentowności krótkoterminowych obligacji w pobliżu stawki referencyjnej NBP
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Kredytobiorcy coraz bardziej lekkomyślni

Lekkomyślne zaciąganie zobowiązań oraz brak planowania wydatków i dochodów, w tym zaciąganie zobowiązań na granicy zdolności własnego budżetu, to główna przyczyna problemów finansowych Polaków, nieterminowo wywiązujących się z zobowiązań kredytowych. Tak twierdzi co drugi uczestnik badania „Sytuacja na rynku consumer finance”, zrealizowanego w III kwartale br. przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych i Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH.

Dane uzyskane w badaniu zdecydowanie zaprzeczają powszechnie panującemu przekonaniu, że przyczyną trudności w wywiązywaniu się ze zobowiązań są w większości przyczyny losowe. W odpowiedzi na pytanie: „Istnieje pewna grupa gospodarstw domowych w Polsce, mających problemy z terminową obsługą zobowiązań kredytowych. Jaka jest w Państwa opinii główna przyczyna tych problemów?”, najczęściej jako przyczynę nieterminowej obsługi długów kredytowych wskazywano lekkomyślność przy ich zaciąganiu oraz brak planowania wydatków i dochodów. Na taki wariant wskazało 56,5% respondentów, co oznacza istotny, bo 20-procentowy wzrost w porównaniu do sytuacji sprzed 4 lat. Wówczas było to 46,3%. W badaniu z 2008 r. była to podobna grupa jak w kwartale bieżącym (53,3%).

sytuacja na rynku consumer finance

– To może być zły sygnał dla wierzycieli, bez względu na reprezentowany przez nich sektor gospodarki. Dla banków i instytucji pożyczkowych oznacza to, że należy rygorystycznie przestrzegać zasady odpytywania zewnętrznych baz danych, systematycznie poszerzając ich zakres przedmiotowy. Wydaje się też, że wszyscy dostawcy usług masowych powinni nawiązać do tej reguły w podobny sposób, choćby po to, by móc rzetelnie i odpowiedzialnie przewidywać swoje wyniki finansowe. Zatem, takie podmioty jak BIG-i czy BIK i ich źródła danych, powinny należeć do kanonu badania wiarygodności i zdolności kredytowej oraz prognoz wyników finansowych w przypadku wierzycieli masowych – ocenił Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF. – Co więcej, uwzględniając fakt, że wśród osób, wobec których ogłoszono upadłość, jest wiele takich, które nie figurowały w bazach danych wymienionych instytucji, można postawić tezę o wciąż niskiej świadomości czy nawet niewystarczającej odpowiedzialności wierzycieli za dobro wspólne. Każda informacja negatywna o braku czy nieterminowej płatności wobec jakiegokolwiek przedsiębiorcy i wierzyciela, powinna co najmniej trafić do stosownego rejestru.

Wypadki losowe nie są główną przyczyną nieterminowych płatności

Około 14,5% respondentów wskazuje obecnie, że problemy z regulowaniem zobowiązań związane są z wypadkami losowymi – tutaj zanotowano istotny spadek wobec odpowiednio 27,7% i 25,2% w 2014 i 2008 roku.

– To może oznaczać, że postępuje erozja podstawowych instytucji społecznych, do których należy lojalność i wywiązywanie się z zaciągniętych długów. W obliczu tak niskiej kondycji moralnej, instytucje społeczne winny być zastępowane przez instytucje prawne, które temu zjawisku mogłyby przeciwdziałać, a jednocześnie procesy legislacyjne powinny odnoszące się do rynku konsumenckiego powinny to zjawisko uwzględniać, by ryzyka powiększania hazardu moralnego nie powiększać – stwierdza Andrzej Roter.

Na ostatnie miejsce w rankingu spadło świadome wyłudzanie kredytu, czyli zaciąganie zobowiązania wiedząc, że jego spłata nie będzie w ogóle możliwa. Na tę przyczynę wskazuje obecnie 4,7% respondentów. W poprzednich badaniach było to 3,5% (2014) i 1,9% (2008).

– To kolejna zła wiadomość dla wierzycieli – mają oni bowiem do czynienia już nie z lekkomyślnością, graniem przez kredytobiorcę na granicy własnych możliwości budżetowych. Są to przypadki świadomych działań, podejmowanych z premedytacją. Dla rynku kredytowego wiedza, że mogłaby tak uczynić grupa ponad 300 tysięcy gospodarstw domowych, aplikujących o kredyt lub o zakup usługi w kredycie handlowym, nie jest dobrą wiadomością – stwierdził Andrzej Roter, Prezes Zarządu KPF.

W badaniu wskazano także na ogólną przywarę niektórych osób, a mianowicie pewnego rodzaju brak punktualności. W kontekście rynku finansowego oznacza ona niedbałość w rzetelnym, terminowym regulowaniu rozliczeń finansowych. Na taką przyczynę wskazało 7,6% respondentów, wobec jedynie 2,3–2,8% w poprzednich badaniach, co oznacza aż trzykrotny wzrost. Te przyczyny nie są, co prawda, tak groźne dla wierzycieli, jednak lekkomyślność w tym obszarze może być źródłem niepotrzebnych kosztów dla kredytobiorców, podnoszących całkowity koszt zaciągniętych przez nich zobowiązań.

– Wyniki badań prowadzą do generalnego wniosku, że potrzebna jest skuteczna edukacja ekonomiczna, finansowa oraz poprawa kondycji w zakresie moralności finansowej Polaków. Bez tych działań trudno będzie o poprawę jakości relacji finansowych w polskiej gospodarce, bez względu na to, czy są to zobowiązania konsumenckie czy korporacyjne. Już dziś ponosimy tego koszty społeczne, ekonomiczne, gospodarcze, budżetowe. Co więcej, mogą się one pogłębiać, nawet mimo utrzymywania się dobrej koniunktury. Trzeba pamiętać, że w takich okresach łatwiej jest większości społeczeństwa ponosić koszty, generowane przez mniej rzetelną mniejszość. Musimy być jednak również przygotowani na gorsze, kryzysowe scenariusze, już dyskutowane przez ekspertów ekonomicznych – podsumował Andrzej Roter, Prezes KPF.

Raport: w Polsce upada coraz więcej firm

Firma Euler Hermes zbadała sytuację polskich firm pod względem ich wypłacalności. W sierpniu 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 90 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 80 w sierpniu 2017 r. (wzrost r/r o 13%). Ta sama skala wzrostu liczby opublikowanych niewypłacalności (+13%) występuje za cały okres 8 miesięcy – w bieżącym roku było ich 670 wobec 591 w tym samym okresie 2017.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Większość spośród niewypłacalnych w sierpniu firm (ponad 80%) od dawna miała problemy z rentownością i gromadzeniem kapitału. Były to w większości firmy z sektora MSP i o obrotach do 20 mln złotych, a więc o lokalnej skali działalności.
  • Bieżące zmiany prawne i podatkowe raczej nie ułatwiają działań naprawczych, ale to nie one są główną przyczyną kłopotów w omawianych niewypłacalnościach. Jak wynika z danych finansowych był nią raczej model działalności, mało elastyczny i innowacyjny wobec zachodzących zmian rynkowych – konsolidacji oraz umiędzynarodowienia całych łańcuchów dostaw.
  • Budownictwo – wciąż nie widać poprawy w sektorze prac infrastrukturalnych. Ich wykonawcy stanowią już ponad 70% przypadków niewypłacalności w branży.
  • Hurt – ciężar niewypłacalności przesuwa się w kierunku rynku art. konsumpcyjnych, na wzroście konsumpcji w największym stopniu korzystają najwięksi gracze na rynku handlu i dystrybucji. To w tym sektorze zanotowano dwa największe pod względem obrotów przypadki niewypłacalności.
  • Produkcja – nadal problemy omijają eksporterów, przeżywają je głównie firmy zaopatrujące rynek krajowy. Zwiększyła się liczba niewypłacalności producentów art. konsumenckich (obok żywności – także odzieży i obuwia) oraz z sektora metalowego (w tym producentów konstrukcji i maszyn i urządzeń wykorzystywanych w budownictwie infrastrukturalnym i w przemyśle)
  • Usługi – wzrost niewypłacalności w każdym segmencie, pomimo wzrostu popytu (na usługi turystyczne, medyczne, transportowe etc.)
w Polsce upada coraz więcej firm
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Analizując przypadki niewypłacalności w oderwaniu od aktualnych trendów sektorowych – różnych koniunktur lub dekoniunktur popytowych czy kosztowych, a w oparciu o indywidualne wskaźniki finansowe za ostatnie lata widać wyraźnie, że w zdecydowanej większości przypadków, bo w ponad 80% te niewypłacalności nie powinny być zaskoczeniem – zanosiło się na nie od dawna. Nie świadczą o tym obroty, które nie zawsze spadały, a w wielu przypadkach także rosły w tym czasie, ale wskaźniki rentowności sprzedaży czy ogólnego zadłużenia przedsiębiorstw. Pogarszały się one sukcesywnie rok po roku, niezależnie czy w przypadku danej firmy w tym czasie jej sprzedaż rosła czy spadała, czyli czy podejmowano działania restrukturyzacyjne starając skupić się na najbardziej rentownej działalności czy wręcz odwrotnie zwiększając skalę sprzedaży, aby efektem skali poprawić rentowność i „zasypać dziurę” w finansach – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

Jak dodaje: Dlaczego tak się dzieje? Wiele firm organizacyjnie, ale także finansowo wykazuje się niezbyt dużą efektywnością działania i w efekcie zwrotem z kapitału. Trwają na rynku, nie reagują na zmiany na nim lub najczęściej – spóźniają się z nimi. Bieżące zmiany prawne i podatkowe raczej nie ułatwiają im działań naprawczych, ale to nie one są główną przyczyną ich kłopotów. Jest nią raczej model działalności (mało elastyczny i innowacyjny, zbyt anachroniczny – nie mający często innej opcji niż bazowanie np. na niskich kosztach pracy) oraz zmiany na samym rynku – postępująca konsolidacja nie tylko w dziedzinie handlu, ale też usług i produkcji, a także umiędzynarodowienie całych łańcuchów dostaw, czyli konkurencja także na rynku lokalnym z dostawcami z całego świata.

w Polsce upada coraz więcej firm 250
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Budownictwo – chwilowo mniej niewypłacalności, ale jedynie dzięki inwestycjom mieszkaniowym i komercyjnym

Budownictwo infrastrukturalne, czyli kontrakty finansowane ze środków publicznych, były zdecydowanie mniej dochodowe dla realizujących je firm niż te realizowane na rzecz inwestorów komercyjnych. Świadczy o tym utrzymująca się znaczna liczba niewypłacalności firm je realizujących, czyli wykonujących prace związane z budową dróg i autostrad, budową rurociągów przesyłowych, instalacji wodno-kanalizacyjnych, pozostałych obiektów inżynierii lądowej. W sierpniu przypadki niewypłacalności firm wyspecjalizowanych w pracach infrastrukturalnych stanowiły już ponad 70% liczby niewypłacalności w branży budowlanej. Poprawa pod względem liczby niewypłacalności miała miejsce jedynie w budownictwie ukierunkowanym na wznoszenie budynków, co ma zapewne związek z dobrą passą deweloperów mieszkaniowych jak i powierzchni komercyjnych.

Hurt – ciężar niewypłacalności przesuwa się w kierunku rynku art. konsumpcyjnych

W pierwszych miesiącach br. mieliśmy do czynienia z ewidentnymi problemami firm zaopatrujących budownictwo. W chwili obecnej ponad 2/3 niewypłacalności w hurcie dotyczy firm zaopatrujących rynek konsumencki – nie tylko w żywność, ale także odzież i obuwie czy art. wyposażenia mieszkań (AGD, naczynia itp.). Jak wielokrotnie już komentowano – nie wszyscy korzystają w równym stopniu na wzroście konsumpcji, a tak naprawdę udaje się to przede wszystkim największym graczom.

Miejmy nadzieję, iż w przypadku firm sprzedających art. budowlane zmniejszenie liczby ich niewypłacalności wynika nie tylko z tego, iż korzystają one z pełni sezonu i największych w tym momencie przepływów finansowych na rynku budowlanym, ale także bardziej świadomie i selektywnie podchodzą do ryzyka braku zapłaty, stosują różne zabezpieczenia i to daje efekty. Prawdziwą odpowiedź mieć będziemy po zakończeniu sezonu budowlanego, gdy przykręcony zostanie kurek z bieżącym finansowaniem…” – dodaje Tomasz Starus.

Uszczelnienie systemu podatkowego zbiera również, jak co miesiąc, żniwo w odniesieniu do sektorów, w których łatwo było w latach minionych o nadużycia w tej kwestii – w handlu paliwami, złomem, farmaceutykami.

Produkcja – nadal problemy omijają eksporterów, przeżywają je głównie firmy zaopatrujące rynek krajowy

W porównaniu do ubiegłych miesięcy, zauważyć można pewne zmniejszenie się liczby opublikowanych niewypłacalności firm zaopatrujących rynek budowlany w tradycyjne wyroby, takie jak np. wyroby stolarskie, chemię budowlaną, beton, płytki ceramiczne. Wspomniane przypadki są pojedyncze. Wzrosła za to liczba niewypłacalności firm produkujących na rynek konsumencki: żywność (w tym wyroby mięsne), ale także odzież (3 przypadki w samym sierpniu). Nadal jednak najwięcej niewypłacalności ma miejsce w sektorze metalowym – produkcji różnego rodzajów konstrukcji, części, maszyn, obróbki metali etc. Oczywiście część z tych przypadków to dostawcy na rzecz budownictwa (zbrojenia, konstrukcje specjalistyczne do inwestycji infrastrukturalnych), ale w równie dużej części są efektem zastoju w minionych kwartałach na rynku inwestycji przedsiębiorstw w odbudowę i rozbudowę swojego potencjału produkcyjnego (również przypadki producentów specjalistycznych konstrukcji, ale też maszyn – np. wytwornic pary).

Usługi – widoczne zwiększenie się liczby niewypłacalności firm gastronomicznych i obsługujących turystykę, transportowych, usług finansowych, medycznych.

Generalnie trudno wskazać sektor usług, w którym nie widać aktualnie wzrostu liczby niewypłacalności. Poza wspomnianymi wcześniej m.in. turystyką (pomimo hossy w branży, zwłaszcza w turystyce krajowej) czy transportem (sektor również zwiększający obroty), problemy przeżywały liczne firmy reklamowe, zarządzania nieruchomościami i obsługi inwestycji czy usług medycznych. W każdym z tych przypadków trudno mówić o dekoniunkturze w sensie spadku popytu – wręcz odwrotnie. Polacy w większym stopniu niż w latach ubiegłych korzystali z turystyki krajowej, a więc i z różnego rodzaju hoteli, pensjonatów i restauracji. Rosła sprzedaż mieszkań, a niezależnie od tego – naprawdę trudno znaleźć zarządcę nieruchomości za rozsądne pieniądze, przynajmniej w największych aglomeracjach. W podobny sposób ocenić można sytuację popytową praktycznie w każdym rodzaju działalności usługowej. Najczęstszą przyczyną tych niewypłacalności wydaje się więc być wskazane już niedostosowanie modelu działalności do zachodzących na rynku zmian (m.in. wzrostu kosztów pracy), w efekcie – zbyt mała rentowność prowadzonej działalności.

w Polsce upada coraz więcej firm 3 w Polsce upada coraz więcej firm 4 w Polsce upada coraz więcej firm 5 w Polsce upada coraz więcej firm 6

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Wzrost ryzyka politycznego w Azji

Według indeksu ryzyka politycznego Coface, Azja (z wynikiem 45 proc.) jest powyżej średniej światowej wynoszącej 35 proc. Niemniej jednak wynik ten jest niższy niż w Afryce Subsaharyjskiej, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce Północnej, Europie Środkowej i Ameryce Łacińskiej.

Azja Południowa ma najwyższy wskaźnik ryzyka politycznego w regionie. Za nią jest Azja Południowo-Wschodnia. Azja Wschodnia odnotowała najszybsze tempo wzrostu ryzyka politycznego w ciągu ostatniej dekady – szczególnie w Chinach, gdzie ogólny poziom wzrósł o 7,2 punktu procentowego w latach 2007-2017. Wynikało to głównie ze szczególnie wysokiej oceny wskaźnika niestabilności społecznej. Presja społeczna związana z nierównością dochodów i korupcją jest najwyższa w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej, pomimo wysokiego wzrostu gospodarczego.

Model ryzyka Coface przewiduje także „punkty karne” dla krajów o dużej liczbie konfliktów i ataków terrorystycznych. Również pod tym względem Azja Południowa i Południowo-Wschodnia charakteryzuje się wysokim poziomem zagrożeń z powodu podziałów etnicznych, religijnych i językowych, które powodują napięcia między różnymi grupami. Do tych krajów należą Indie, Pakistan, Birma i Filipiny.

Wzrost gospodarczy i ryzyko polityczne są ze sobą powiązane. Pogarszające się warunki gospodarcze często prowadzą do wzrostu ryzyka politycznego. Co ważniejsze, zwiększone ryzyko polityczne może mieć niekorzystny wpływ na działalność gospodarczą za pośrednictwem dwóch kanałów. Po pierwsze, odpływ środków z gospodarki może prowadzić do spadków na rynkach akcji i wzrostu rentowności obligacji, co z kolei powoduje pogorszenie warunków finansowania. Po drugie, podwyższone koszty obsługi zadłużenia (wyższe oprocentowanie kredytów i pożyczek) oznaczają spadek poziomu zaufania przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.  To z kolei zniechęca do inwestycji i zwiększenia wydatków.

W przyszłości ryzyko to może pogorszyć perspektywy niektórych gospodarek azjatyckich. Wydaje się, że wzrost ryzyka politycznego w tym regionie w ostatnich latach jest w znacznym stopniu związany z rosnącą niestabilnością polityczną, pogłębianą przez rozprzestrzenianie się mniej demokratycznych stylów rządzenia.

Indeks ryzyka politycznego Coface, wprowadzony w 2017 roku, uwzględnia główne rodzaje ryzyka: ryzyko związane z bezpieczeństwem (konflikty i terroryzm) oraz niestabilność polityczną i społeczną. Podczas gdy pierwsze z nich bezpośrednio uniemożliwia przedsiębiorstwom prowadzenie działalności, drugie ma skutek bardziej pośredni z uwagi na negatywny wpływ na zaufanie.

Leasingowy chaos. Zmiany od 1 stycznia 2019 r. niezgodne z konstytucją?

Trwają prace nad nowymi przepisami dotyczącymi leasingów. Projekt regulacji, które mają obowiązywać już od 2019 roku, wzbudza kontrowersje. Ministerstwo Finansów przekonuje o zgodności zmian z konstytucją, bazując na własnych ekspertyzach. Jednak zdaniem znawców tematu, przygotowane zapisy naruszają ustawę zasadniczą. Specjaliści jednoznacznie wskazują, że prawo nie może działać wstecz. I grzmią, że to zły ruch i odejście od dotychczasowej praktyki stanowienia przepisów. Według opinii resortu, sektor finansów publicznych zyska na tym ok. 100 milionów złotych, tylko w pierwszym roku obowiązywania regulacji, a większość drobnych i małych przedsiębiorców nie odczuje zmian. Z kolei eksperci ostrzegają, że jeżeli firmy zaczną dochodzić swoich roszczeń, to Skarb Państwa może na tym sporo stracić.

Projekt zakłada zmiany od 1 stycznia 2019 roku. Z 20 tys. euro do 150 tys. złotych wzrośnie kwota limitu wartości samochodu osobowego, do którego możliwe jest pełne odliczanie odpisów amortyzacyjnych. Pułapem tym zostanie też objęty leasing operacyjny, dziś funkcjonujący bez takich obostrzeń. Do umów, które teraz obowiązują, będą stosowane obecne zasady, ale tylko do końca 2020 roku. Dotyczy to również przypadków, w których dokumenty zostały podpisane na dłuższy okres, np. do 2022 roku. Inaczej będzie z umowami zawartymi lub zmienionymi w okresie od dnia ogłoszenia ustawy do daty jej wejścia w życie. Ustawodawca chce, żeby były rozliczane według obowiązujących przepisów do 31 grudnia 2018 roku. Po tym dniu należałoby już stosować nowe prawo. I to rodzi pewnego rodzaju obawy. Jednak Ministerstwo Finansów uspokaja.

– Nasze wewnętrzne ustalenia wykazały, że projekt nie narusza ustawy zasadniczej – mówi Maciej Żukowski, dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych w Ministerstwie Finansów.

Natomiast w opinii konstytucjonalisty prof. Marka Chmaja, projektowane przepisy są łamaniem ustawy zasadniczej. Wynika to wprost z orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego, zwłaszcza z interpretacji artykułu 2. o zasadzie państwa prawa. Ekspert zwraca także uwagę na wynikające z art. 2. zasady szczegółowe, w tym lojalności ustawodawcy wobec obywatela, ochrony praw nabytych oraz interesów w toku, a także odpowiedniej vacatio legis.

– Moim zdaniem, działania są niezgodne z konstytucją, a także z dotychczasową praktyką stanowienia prawa. Zwykle nowe przepisy miały zastosowanie do umów zawartych po dniu wejścia w życie danej ustawy. Nie odnotowałam takiego częściowego załatwiania kwestii niedziałania prawa wstecz, jak w omawianym projekcie. Jeżeli umowy zostały lub zostaną zawarte przed dniem publikacji ustawy, to oczywiście zasada będzie obowiązywała do końca 2020 roku, nawet w przypadku kontynuacji leasingu – stwierdza dr Irena Ożóg, doradca podatkowy, była wiceminister finansów.

Z kolei prof. Marek Chmaj zaznacza, że przedsiębiorca nie może być zaskakiwany określonymi przepisami. Przykładowo, 2 lata temu podatnik zawarł umowę. Wówczas miał świadomość, że te regulacje nie ulegną zmianie do końca trwania całego okresu leasingu. Tymczasem ustawodawca chce tę gwarancję zlikwidować.

– Projektodawca ignoruje to, że umowa cywilnoprawna jest swobodnym oświadczeniem stron. Oczywiście, jej zmiany są możliwe ze względu na nowelizację przepisów podatkowych. Jednak są uzależnione od zgody obu zainteresowanych podmiotów, czyli od leasingodawcy i leasingobiorcy. To może mieć miejsce, ale wcale nie musi, a czas na dostosowanie się do nowych warunków jest krótki – dodaje dr Irena Ożóg.

Według prof. Chmaja, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ustawodawca utrzymał dotychczasowe zasady dla tego typu umów obecnie obowiązujących. Jeśli ministerstwo jest przekonane o konstytucyjności proponowanych rozwiązań, to powinno upublicznić swoje analizy. Ekspert zakłada, że resort zamówił również ekspertyzy zewnętrzne. Jeżeli wykonano je ze środków podatników, to takie raporty również należy ujawnić.

– Skutki zmian dla sektora finansów publicznych, wyceniamy na około 100 mln zł na plus w pierwszym roku obowiązywania regulacji. W przypadku podatników trzeba indywidualnie podchodzić do każdej sprawy. Moim zdaniem większość małych i drobnych przedsiębiorstw w żaden sposób nie zostanie dotknięta tymi przepisami – podkreśla dyrektor Departamentu Podatków Dochodowych w Ministerstwie Finansów.

Zdaniem byłej wicemister finansów, projekty idą w kierunku niekorzystnym dla podatnika i są niepotrzebną komplikacją przepisów. Jeśli zmiany wejdą w życie, to prof. Marek Chmaj nie wyklucza skarg firm, korzystających ze spornego leasingu, do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Takie przedsiębiorstwa z całą pewnością zechcą chronić swój interes ekonomiczny. Dziś nie można jednak wykluczyć, że ostateczne regulacje będą mieć inny kształt, ponieważ nadal trwają rozmowy pomiędzy resortem finansów a branżą leasingową.

Polska oficjalnie w gronie rynków rozwiniętych

Poniedziałek, 24 września to ważny dzień dla polskiego rynku kapitałowego – Polska oficjalnie dołącza do grona rynków rozwiniętych według klasyfikacji agencji indeksowej FTSE Russell. Ponadto Bank Pekao S.A. i kilka innych wiodących polskich firm wchodzi w skład indeksu Stoxx Europe 600, grupującego największe notowane spółki w Europie.

Indeksy FTSE Russell są punktem odniesienia dla wielu znaczących globalnych funduszy inwestycyjnych, inwestujących zarówno poprzez pasywne, jak i aktywne strategie w instrumenty finansowe na rynku kapitałowym. Przedstawiciele Zarządu Banku Pekao S.A. biorą dziś udział w uroczystościach związanych z awansem Polski do grupy rynków rozwiniętych według FTSE Russell, zorganizowanych na londyńskiej giełdzie papierów wartościowych.

Tego samego dnia w skład indeksu Stoxx Europe 600 gromadzącego 600 spółek z uznawanych za rozwinięte krajów Europy wejdzie osiem firm z Polski. W tym gronie znajdą się tylko duże i najbardziej płynne firmy z warszawskiej GPW, a wśród nich Bank Pekao S.A. Dotychczas w tym indeksie były uwzględniane spółki z 17 krajów Europy, teraz dołączy do nich również Polska.

Znaczenie reklasyfikacji Polski w rankingach jest tym większe, że jest to pierwszy awans kraju w tych indeksach od niemal dekady.

Michał Krupiński
Michał Krupiński

Zdaniem prezesa Banku Pekao S.A. Michała Krupińskiego awans Polski do indeksów krajów rozwiniętych FTSE Russell i Stoxx 600 jest w pełni zasłużony. – Polska zdecydowanie różni się od innych gospodarek wschodzących. Nasze atuty to szybki, zrównoważony i zdywersyfikowany wzrost gospodarczy, niskie bezrobocie i inflacja, a także niski udział długu korporacyjnego w walutach obcych oraz dobra sytuacja fiskalna. Prezes Banku Pekao S.A. ocenia, że Polska ma szansę na zwiększanie swojej wagi w indeksach krajów rozwiniętych, jeśli utrzyma wysokie tempo rozwoju, co może przełożyć się pozytywnie na wyceny spółek. – Oceniamy, że po awansie Polski do rankingów rynków rozwiniętych FTSE Russell i Stoxx 600 grupa pasywnych inwestorów, których inwestycje naśladowały zachowanie indeksów dla rynków wschodzących w oparciu o indeksy FTSE, może w znaczącej mierze zostać zastąpiona przez inwestorów lokujących środki w spółki rynków rozwiniętych. Wierzymy, że dzięki otwarciu na nowe grupy inwestorów, popyt na akcje spółek – które, tak jak Pekao, wejdą do Stoxx Europe 600 – przewyższy podaż wynikającą z wyjścia Polski z indeksów rynków wschodzących FTSE i przesunięcia do rozwiniętych – powiedział Michał Krupiński.

– W przypadku inwestorów o aktywnym profilu inwestycyjnym, akcje Banku Pekao S.A., mogą być atrakcyjne zarówno dla inwestorów rynków wschodzących jak i rozwiniętych. Dla tych pierwszych, polski rynek to ostoja stabilności na tle trudności innych gospodarek wschodzących. Z kolei dla inwestorów rynków rozwiniętych polskie spółki, takie jak Pekao S.A. oferują ponad przeciętną dochodowość i wzrost trudny do osiągniecia w innych częściach Europy, zwłaszcza w sektorze bankowym – skomentował Prezes.

Autobusy elektryczne z Polski podbijają europejskie rynki. Transport publiczny czekają rewolucyjne zmiany

Autobusy elektryczne z Polski podbijają europejskie rynki. Transport publiczny czekają rewolucyjne zmiany 1

Polska może odegrać w Europie wiodącą rolę w rozwoju elektromobilności – zarówno samochodów osobowych, jak i transportu publicznego – ocenia Håkan Agnevall, prezes koncernu Volvo Buses, który projektuje i produkuje we Wrocławiu autobusy elektryczne z przeznaczeniem na polski i europejski rynek. Na ulicach polskich miast pojawia się coraz więcej takich pojazdów, a według prognoz PSPA w ciągu najbliższych 10 lat będzie ich już ponad 3,5 tysiąca. W niskoemisyjnym transporcie – który jest jednym z najsilniejszych obecnie trendów w motoryzacji – samorządy upatrują szansy na poprawę jakości powietrza i życia mieszkańców.

 Doświadczamy obecnie największej od wielu lat zmiany w przemyśle transportu publicznego. W najbliższych 10 latach zmian będzie więcej niż w poprzednim dwudziestoleciu. Jednym z najważniejszych trendów jest elektromobilność i pojazdy elektryczne. Kolejnymi są pojazdy autonomiczne oraz wykorzystanie dużych zbiorów danych do ulepszenia usług transportu publicznego. Dla nas, jako producentów autobusów, jest to ogromna szansa na stworzenie transportu publicznego przyszłości, który jest przyjazny dla środowiska, cichy i przyczynia się do zmiany miast w miejsca przyjazne dla mieszkańców – mówi agencji Newseria Biznes Håkan Agnevall, prezes Volvo Buses.

Obniżenie poziomu hałasu i zanieczyszczeń powietrza to główny powód, dla którego samorządy szukają usprawnień w systemach komunikacyjnych. Większość z nich stawia na carsharing, ITS (inteligentne systemy transportowe) i niskoemisyjny transport przyjazny środowisku i mieszkańcom. Do rozwijania ekologicznego transportu zobowiązuje samorządy również przyjęta na początku roku ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Zakłada ona, że do 2021 roku wymagany udział autobusów zeroemisyjnych w miejskich flotach ma wynieść 5 proc., a do 2028 roku – już 30 proc. Ten wymóg dotyczy 80 gmin i powiatów o liczbie mieszkańców przekraczającej 50 tys.

Obecnie pojazdy wykorzystujące napęd elektryczny kursują po ulicach m.in. Inowrocławia, Warszawy, Krakowa, Lublina i Jaworzna. Jednak – jak wynika z raportu „Paliwa alternatywne w komunikacji miejskiej”, opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) – w ciągu najbliższych 10 lat na ulicach polskich miast ma pojawić się już 3,5 tys. takich autobusów.

 Dziś jest bardzo duże zapotrzebowanie na różnego rodzaju autobusy elektryczne, ponieważ nie zanieczyszczają one środowiska, ograniczają emisję dwutlenku węgla, są energooszczędne i ciche. Dzisiaj nikt nie chce mieć przystanku za oknem, ale jutro, po wprowadzeniu elektrycznych autobusów, nie będzie to stwarzało problemów. Możemy zbliżyć transport publiczny do ludzi, nawet wprowadzić go wewnątrz budynków. Na przykład wizyta w centrum handlowym przyszłości może być atrakcyjniejsza dzięki środkom transportu wjeżdżającym do środka budynku. Może to dotyczyć również szpitali. Dlatego zmieni się sposób planowania przestrzennego miast – prognozuje Håkan Agnevall.

Zaletą elektrycznych środków transportu publicznego jest to, że są ciche i nie emitują gazów cieplarnianych, co wpływa na poprawę stanu środowiska i jakości powietrza. To istotne o tyle, że – jak wynika z danych WHO – spośród 50 miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż 33 znajdują się w Polsce. Smog jest coraz większym problemem, zwłaszcza w dużych miastach jak Warszawa czy Kraków.

 Coraz więcej ludzi osiedla się w miastach. Patrząc z perspektywy globalnej, trend urbanizacyjny jest bardzo silny. Musimy więc tworzyć miasta przyszłości, w których wszyscy będziemy chcieli mieszkać. Polega to na wprowadzaniu ekologicznych rozwiązań, poprawie jakości powietrza, ograniczeniu poziomu hałasu, dzięki czemu jakość życia w mieście będzie jeszcze wyższa – mówi Håkan Agnevall.

Polski rząd stawia obecnie duży akcent na elektromobilność, która ma być pozytywnym impulsem dla nauki i całej gospodarki. Z wyliczeń Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych wynika, że sama elektryfikacja transportu drogowego do 2030 roku przyczyniłaby się do stworzenia prawie 60 tys. nowych miejsc pracy i wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc.

– Tendencja do wprowadzenia elektromobilności w Europie jest bardzo silna. Polski rząd podejmuje wiele działań w tym zakresie i dlatego uważam Polskę za kraj, który może odegrać wiodącą rolę w dziedzinie elektromobilności w Europie. Odnosi się to do zarówno do transportu publicznego, jak i do pojazdów na użytek prywatny – mówi Håkan Agnevall.

Volvo Buses ma we Wrocławiu fabrykę autobusów elektrycznych, w której zatrudnia prawie cztery tysiące pracowników – w tym prawie tysiąc inżynierów rozwijających nowe technologie. Elektryki projektowane na Dolnym Śląsku trafiają na rynek polski, ale też m.in. do Danii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i Norwegii.

– Polska jest bardzo ważnym krajem dla Volvo Buses, ponieważ rozwijamy tutaj elektryczne autobusy. Chodzi zarówno o opracowanie rozwiązań inżynieryjnych, jak i produkcję. Eksportujemy je następnie do wszystkich krajów Europy, co sprawia, że Polska jest dla nas kluczowym rynkiem – podkreśla prezes Håkan Agnevall.

Wyłudzenia poważnym problemem dla sektora publicznego. Bez odpowiednich systemów walka z nimi nie będzie skuteczna

0

Wyłudzenia poważnym problemem dla sektora publicznego. Bez odpowiednich systemów walka z nimi nie będzie skuteczna 2

Sektor publiczny, szczególnie w obszarze podatków, zdrowia i ubezpieczeń społecznych, jest narażony na szereg nadużyć. Głównym obszarem jest luka VAT-owska, którą obecnie szacuje się na 14 proc. Standardowe metody przeciwdziałania nadużyciom nie przynoszą oczekiwanych efektów, więc coraz częściej administracja publiczna sięga po odpowiednie systemy informatyczne, które identyfikują i weryfikują zagrożenia. Dzięki nim kontrole są szybsze, mniej uciążliwe, ale jednocześnie bardziej skuteczne.

– Nadużycia w sektorze publicznym to przede wszystkim kwestia luki VAT-owskiej. Drugim obszarem jest ochrona zdrowia, np. zagadnienie upcodingu [rozliczenia usług medycznych za wyższe stawki niż wykonane – red.] w rozliczeniach z NFZ, ale także kwestie związane z wywożeniem za granicę leków z polskich hurtowni. Inny obszar to ubezpieczenia społeczne – mamy szereg przykładów osób, które pozyskują środki z programów pomocowych i z tego finansują swoje życie, pomijając należność tych środków dla ich rodzin – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Patryk Choroś, business development director w SAS Polska.

Jakiekolwiek nieprawidłowości w sektorze publicznym przekładają się na nierówności w otoczeniu społecznym i biznesowym oraz niewłaściwe gospodarowanie środkami publicznymi. Przykładem jest tu już wspominana luka w VAT i firmy oszukujące system podatkowy, które przyczyniają się do zachwiania zdrowej konkurencji na rynku.

 W ekonomii mówimy, że „zły pieniądz wypiera dobry pieniądz”. Wykrywanie nadużyć prowadzi do likwidacji złego pieniądza. Na rynku działają podmioty obracające towarem, który pozyskały, pomijając cło i podatek VAT, np. importując go nielegalnie z Chin. Ich wyeliminowanie z rynku spowoduje, że ci, którzy w uczciwy sposób prowadzą biznes, mogą konkurować i rozwijać swoją działalność – podkreśla Patryk Choroś.

Rozwój technologii z jednej strony sprawia, że sektor publiczny jest bardziej narażony na działalność grup przestępczych i próby wyłudzeń. Z drugiej strony daje mu więcej możliwości walki z nieprawidłowościami.

 Głównym sposobem zapobiegania nadużyciom, zarówno w sektorze publicznym, jak i we wszelkich innych, jest wdrożenie odpowiedniego systemu. Przy obecnej skali nadużyć, ich typach i całej mnogości tego zjawiska występującego w gospodarce, walka metodami ręcznymi nie jest już skuteczna, w związku z czym niezwykle istotnym aspektem jest wdrożenie systemów, które w automatyczny sposób, wspierając się metodami analitycznymi, będą pomagały w identyfikacji i weryfikacji takich zjawisk – przekonuje Marta Prus-Wójciuk, lider Praktyki Fraud Intelligence w SAS Polska.

Na świecie analityka SAS w wykrywaniu nadużyć to szereg wdrożeń z zakresu administracji podatkowej, w obszarach zabezpieczenia społecznego czy przy realizacji programów socjalnych. Z danych SAS wynika, że w Belgii The Federal Public Service Social Security wykorzystuje analitykę do podniesienia skuteczności działania ograniczonej liczby inspektorów. W pół roku udało się zbudować system analityczny trzykrotnie skuteczniejszy w celowaniu kontroli, uzyskując ponad 50 proc. trafności. W USA Los Angeles County oszczędza miliony dolarów dzięki analizie danych.

W Polsce od 2012 roku narzędzia SAS wykorzystywane są przez Narodowy Fundusz Zdrowia do monitorowania nadużyć w obszarze refundacji leków. Pozwala to na ograniczenie wyłudzeń oraz identyfikację współpracujących ze sobą osób i podmiotów, ale także – dzięki uzyskiwanym danym – ma wpływ na kreowanie polityki lekowej w państwie.

 Jeżeli wykorzystamy analitykę do wykrywania nadużyć, to doprowadzimy do sytuacji, w której sam proces kontrolny, proces weryfikacji podejrzenia nadużycia, będzie mógł być realizowany jeszcze w siedzibie administracji państwowej, bez wizyty u podatnika. To przekłada się na zwiększenie sprawności i skuteczności działania samej administracji, a także oszczędza czas podatników, bo nie jesteśmy poddawani długotrwałym kontrolom – tłumaczy Patryk Choroś.

Systemy analityczne służą nie tylko walce z wyłudzeniami, szarą strefą czy nieprawidłowościami w opiece społecznej, lecz także mogą być np. wykorzystywane w obszarze procedur zakupowych danego urzędu, co powinno ograniczyć związane z tym koszty i przyspieszyć cały proces.

Skuteczne wdrożenie systemu analizy ryzyka nadużyć cechuje pięć kluczowych czynników istotnych dla sukcesu. Pierwszym z nich jest otwartość.

 To, co jest niezwykle istotne, to użycie wszelkich możliwych danych, które są dostępne zarówno w organizacji, jak i poza nią, do wdrożenia do systemu i na ich podstawie budowania pewnych modeli analitycznych. Kolejną cechą jest dopasowanie – staramy się zawsze być na bieżąco z tym, co się dzieje w danym momencie w danym zjawisku w zakresie regulacji prawnych – dodaje  Marta Prus-Wójciuk.

Trzeci czynnik to przystępność narzędzi i ich różnorodność. Może ona być przewagą w walce z nadużyciami, bo doświadczenie i wiedza merytoryczna nie zawsze idą w parze z kompetencjami technicznymi i statystycznymi.

– To, co jeszcze warto podkreślić, to procesowość i wydajność rozwiązania. Procesowość polega na tym, że wspieramy szereg działań, które mają nas zabezpieczyć przed wykrywaniem nadużyć, od ich identyfikacji poprzez weryfikację aż do wskazania przyczyn i podejmowania prób minimalizacji tego zjawiska. Wydajność z kolei rozumiana jest zarówno pod kątem technicznym, jak i pod względem szybkości reakcji systemu na występowanie danego zjawiska. Nadużycia często się zmieniają, więc musimy za tymi frauderami jak najszybciej nadążać – wskazuje Marta Prus-Wójciuk.

Skuteczna walka z nadużyciami korzystnie wpływa na stan finansów publicznych, budżety świadczeń socjalnych, a także na wizerunek administracji publicznej.

Francuzi pomogą w budowie okrętów w polskich stoczniach. Prace mogą ruszyć w ciągu roku

Francuzi pomogą w budowie okrętów w polskich stoczniach. Prace mogą ruszyć w ciągu roku 3

Polskie stocznie mogą budować okręty podwodne w ramach 15-letniego programu współpracy przemysłowej. To możliwy efekt porozumienia podpisanego przez francuski koncern stoczniowy Naval Group z Polską Grupą Zbrojeniową, dotyczącego m.in. transferu technologii i współpracy w zakresie budowy okrętów podwodnych. Dla polskich firm z branży stoczniowej oznacza to utworzenie około 2 tys. nowych miejsc pracy. Prace mogą wystartować już w przyszłym roku. – Biorąc pod uwagę gotowość naszą i polskich zakładów, prace będą mogły się rozpocząć w ciągu roku od podpisania umowy – mówi François Dupont, wiceprezes Naval Group.

– Kraj o tak długiej tradycji stoczniowej jak Polska nie może nie być w stanie zbudować okrętów podwodnych. Nasze plany przewidują budowę kadłubów mocnych w Szczecinie i dalsze prace montażowe okrętów w Gdyni. Dzięki wsparciu Naval Group polskie stocznie będą w stanie zbudować trzy okręty podwodne światowej klasy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes François Dupont, wiceprezes Naval Group.

Francuski Naval Group to największy w Europie koncern zajmujący się projektowaniem i budową okrętów wojennych. Pod koniec ubiegłego roku podpisał z Polską Grupą Zbrojeniową porozumienie dotyczące transferu technologii i współpracy w zakresie budowy okrętów podwodnych. Dla polskich firm z branży stoczniowej oznacza to utworzenie około 2 tys. nowych miejsc pracy, włączenie do globalnego łańcucha dostaw koncernu oraz transfer technologii i kompetencji.

– Przeprowadziliśmy analizę stu polskich przedsiębiorstw i podpisaliśmy umowę z Polską Grupą Zbrojeniową, która gwarantuje nasze wsparcie przez 15 lat od daty jej zawarcia. W gronie tych stu przedsiębiorstw znaleźli się reprezentanci przemysłu okrętowego i elektronicznego, jak np. Enamor, oraz producenci urządzeń okrętowych, jak np. Towimor. Udzielimy polskiemu przemysłowi wsparcia m.in. w budowie trzech okrętów podwodnych. Wypada również wspomnieć, że nasze wsparcie oznacza utworzenie 2 tys. miejsc pracy na okres 15 lat – podkreśla François Dupont.

Współpraca spółek z grupy PGZ i Naval Group ma przede wszystkim wzmocnić polski przemysł stoczniowy. Projekty w podobnej formule francuski koncern realizuje również w kilku innych krajach.

 W Indiach, gdzie istniały już odpowiednie stocznie, budujemy sześć okrętów. Trzy z nich zostały już przekazane tamtejszej marynarce wojennej. W Brazylii, gdzie nie było istniejącej infrastruktury przemysłowej, budujemy dziś cztery okręty. Jeden z nich zostanie zwodowany pod koniec tego roku – mówi François Dupont.

Naval Group – obok szwedzkiego koncernu Saab oraz niemieckiego holdingu stoczniowego TKMS – jest jednym z trzech podmiotów, które chcą dostarczyć polskiej Marynarce Wojennej nowe okręty podwodne w ramach programu „Orka”. Jednostki mają być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów oraz zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. To konieczność, bo znajdujące się obecnie na jej wyposażeniu stare okręty podwodne mają w większości ponad 50 lat i są powoli wycofywane.

Jeśli przyjrzymy się naszej konkurencji, to zobaczymy, że sześć okrętów produkcji TKMS w służbie niemieckiej marynarki wojennej nie jest gotowych do żadnych działań na morzu. Chcę jednocześnie zaznaczyć, że nie zawarlibyśmy umowy z Polską Grupą Zbrojeniową, gdybyśmy nie byli przekonani, że wywiąże się ona ze swoich zobowiązań. Naszym zdaniem to wiarygodny partner. Biorąc pod uwagę gotowość naszą i polskich zakładów, prace będą mogły się rozpocząć w ciągu roku od podpisania umowy – mówi François Dupont.

„Orka” to jeden z największych programów modernizacyjnych polskiej armii. W ostatnich miesiącach MON zapowiadało przyspieszenie w tej sprawie. Oferta francuskiego Naval Group w ramach programu obejmuje okręty podwodne typu Scorpène, najpotężniejsze konwencjonalne okręty podwodne w NATO, wyposażone w wystrzeliwane spod wody pociski manewrujące do rażenia celów na lądzie opracowane we współpracy z MBDA, jak i torpedy F21 i pociski rakietowe Exocet trzeciej generacji. Oprócz okrętów koncern proponuje również szeroką współpracę przemysłową w sektorze wojskowym i cywilnym. Dotyczy to m.in. budowy i serwisowania okrętów w Polsce oraz wspólnych prac badawczo-rozwojowych.

Naval Group to jedyna stocznia, która zajmuje się budową okrętów podwodnych zarówno z napędem konwencjonalnym, jak i atomowym. Zgłębiliśmy techniki umożliwiające budowę dyskretnych i cichych okrętów z napędem atomowym. Zdobytą w ten sposób wiedzę wykorzystujemy także przy budowie okrętów z napędem konwencjonalnym, które dzięki temu są niezwykle ciche, szybkie i bezpieczne – dodaje François Dupont.

Polski rynek brafittingu dynamicznie się rozwija

Polski rynek brafittingu dynamicznie się rozwija 4

Rozwój brafittingu w Polsce na przestrzeni ostatnich 10 lat wyraźnie przyspieszył. Na rynku może działać 500 specjalistycznych salonów oferujących darmową usługę dobierania biustonosza. Postęp w tej dziedzinie to efekt rosnącej świadomości Polek na temat negatywnego wpływu nieprawidłowo dobranego stanika na zdrowie i komfort życia.

Światowy rynek bieliźniany rozwija się dynamicznie od kilku lat. W 2015 roku jego wartość wynosiła ponad 33 mln dol., a zgodnie z prognozami do 2024 roku ma osiągnąć poziom 55 mln dol. W Polsce przychody w segmencie bieliźnianym – według informacji Euromonitor International – wynoszą 3 mld zł. Równie dynamicznie rozwija się rynek brafittingu, czyli odpowiedniego dobierania biustonosza do sylwetki i rozmiaru piersi, a Polska należy pod tym względem do czołówki państw europejskich. Na rodzimym rynku usługa brafittingu pojawiła się w 2004 roku z inicjatywy Izabeli Sakutovej, która ideę tę przywiozła z Wielkiej Brytanii.

– U nas rynek brafittingowy cały czas się rozwija. Działa u nas zaledwie od czternastu lat, a od dzisięciu widzimy szybszy, bardziej intensywny rozwój, więc jeszcze jesteśmy na początku drogi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Izabela Sakutova, ekspertka brafttingu.

Jak podkreśla, na terenie całego kraju może działać około 500 salonów bielizny oferujących usługę brafittingu. Porada ekspertki obejmuje ocenienie obwodu pod biustem klientki, właściwej wielkości miseczek stanika i ich rozstawu, a także odpowiedniej długości ramiączek, tak aby biustonosz idealnie podtrzymywał piersi. Konsultacja z zakresu brafittingu jest bezpłatna, klientka nie powinna być zmuszana do wniesienia opłaty za poradę lub kupienia przymierzanej bielizny.

– Każda kobieta może przyjść, porozmawiać, poddać się tej usłudze dopasowania bielizny i później od niej zależy, co dalej z tym zrobi, czy zainwestuje w biustonosz, który przymierzała i w którym dobrze się czuje, czy może potrzebuje więcej czasu na zastanowienie się – mówi Izabela Sakutova.

Rozwój rynku brafittingu wymuszany jest przez rosnące potrzeby kobiet. Według badania przeprowadzonego przez markę Triumph, nawet 50 proc. Polek wciąż nosi źle dobrane biustonosze, a najbardziej popularnym rozmiarem jest 75B. Świadomość w tym zakresie stale jednak rośnie. Panie wiedzą już, że noszenie nieodpowiedniego rozmiaru stanika może powodować wiele negatywnych konsekwencji zdrowotnych m.in. bóle kręgosłupa, bóle piersi, powstawanie cyst, problemy z krążeniem krwi i limfy, a także utratę jędrności skóry. Mają też świadomość, że stanik na co dzień powinien być inny niż ten używany podczas uprawiania sportu.

– W Polsce uczyliśmy się brafittingu z Anglii, gdzie on funkcjonował już od kilkudziesięciu lat, jednakże Brytyjki i handlowcy w Wielkiej Brytanii nie mają tendencji dociekania i wnikania w detale. My w Polsce jesteśmy całkowicie inni, właścicielki salonów brafittingowych, które w Polsce prowadzą sprzedaż szerokiej gamy rozmiarowej, muszą znać każdy szczegół konstrukcyjny – mówi Izabela Sakutova.

Obecnie w zakresie bielizny w Polsce można mówić o rynku konsumenta. W sklepach dostępna jest szeroka gama rozmiarowa modeli biustonoszy, produkowanych zarówno przez firmy zagraniczne, jak i marki krajowe. Celem promowania idei brafittingu jest przekonanie większej liczby Polek do dbania o tę część garderoby i spróbowania innych rozmiarów stanika niż dotychczas. Konsultantki szkolone są więc nie tylko w zakresie zasad dobierania biustonosza, lecz także w zakresie umiejętności miękkich, czyli podejścia do klientek.

– Chodzi o to, by spowodować, żeby dla klientki to doświadczenie było przeżyciem bardzo pozytywnym, a nie katorgą, „O Boże, muszę iść sobie kupić biustonosz, znowu się wymęczę, znowu będzie trudno dogadać się z ekspedientką i wybrać cokolwiek na mnie”. Naszym celem jest całkowicie inne podejście – aby klientka wyszła zainspirowana tym, jakie mamy możliwości, i poczuła się dobrze we własnym ciele – mówi Izabela Sakutova.

Twarde krzesła, stare ławki i małe przestrzenie to standard w polskich szkołach. Rząd przeznaczy na ich wymianę 100 mln zł

Twarde krzesła, stare ławki i małe przestrzenie to standard w polskich szkołach. Rząd przeznaczy na ich wymianę 100 mln zł 5

Wyposażenie szkół ma wpływ na rozwój dzieci. Oprócz walorów ergonomicznych i prozdrowotnych powinno zapewniać uczniom możliwość pracy zespołowej i realizowania pomysłów, rozbudzać ciekawość, a jednocześnie sprzyjać integracji dzieci z niepełnosprawnościami. Tymczasem w większości polskich szkół ławki i krzesła mają po kilkanaście, a nawet po kilkadziesiąt lat, a w kwestii wyposażania i organizacji placówki mają sporo do nadrobienia. Ma to zmienić rządowy program „Przestrzeń Przyjaznej Szkoły”, którego pilotaż ruszy w listopadzie. Na nowoczesne wyposażenie i meble dla placówek oświatowych rząd przeznaczy 100 mln zł. 

– Trendy idą w kierunku mobilnych ławek, otwartych przestrzeni, w których można kreować różne zajęcia. Same siedziska są tapicerowane, coraz rzadziej spotykamy twarde ławki. Wszystko zmierza do tego, żeby nie ograniczać dzieciom możliwości ruchu. Na świecie inwestuje się w to duże pieniądze. Chodzi o to, żeby w dzisiejszych szkołach maksymalnie wykorzystać przestrzeń, mobilność i innowacyjność – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bożena Gargas, prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego.

Nowoczesne, dobrze zaprojektowane meble i pomoce dydaktyczne wpływają na to, w jaki sposób dzieci uczą się i funkcjonują w szkole. Wyposażenie szkół powinno zapewniać im bezpieczeństwo, możliwość pracy zespołowej i realizowania własnych pomysłów, a jednocześnie sprzyjać integracji dzieci z niepełnosprawnościami. Przyjazna przestrzeń sprzyja też rozwijaniu kreatywności i spontanicznej aktywności uczniów. Z drugiej strony umożliwia także skupienie i koncentrację na zadaniach.

W dobrze zaprojektowanym otoczeniu dziecko rozwija się zdrowo zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jeżeli w dzieciństwie nie zafundujemy im różnych ograniczeń, później mamy zdrowsze społeczeństwo. Dobrze zaprojektowany mebel powoduje, że dziecko prawidłowo się rozwija, nie ma ograniczeń, nic go nie boli – mówi Bożena Gargas. – Z badań wyraźnie wynika, że meble w szkołach mają po 16 lat. Są takie, które mają i po 40 lat. Widzimy, że producenci mebli idą w stronę globalnych trendów, ale te rozwiązania trafiają do niewielu szkół. Jest również problem z placówkami, które mają ograniczenia przestrzenne, ponieważ mieszczą się w starych budynkach, bez wind.

Praktycznie w żadnym biurze czy urzędzie nie spotyka się już twardych, niewyściełanych krzeseł, które powodują wady kręgosłupa. Nadal są one jednak na wyposażeniu większości szkół. Nowy trend to tapicerowane krzesła obrotowe, dobrane do wieku i wagi uczniów, z mechanizmem regulacji wysokości oraz „flexible single desk” – elastyczne biurka, które umożliwiają realizację wielu funkcji. Mają regulowaną wysokość, regulację kąta pochylenia blatu, miejsce do przechowywania przyborów oraz możliwość łatwego zestawiania w trwałe zespoły z innymi biurkami, co jest przydatne np. w przypadku prac grupowych. Coraz częściej spotykane są też kolorowe mobilne meble na kółkach, które można dowolnie aranżować, parawany oddzielające miejsca nauki i zabawy czy panele obniżające poziom hałasu.

Prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego ocenia, że szkoły i nauczyciele są bardzo otwarci na takie nowe, bardziej innowacyjne rozwiązania. Te z kolei nie muszą od razu oznaczać rewolucji.

Pewne elementy są sprawdzone i można dołożyć do nich tylko nowe moduły, uwzględniając ich dostępność dla dzieci z różnymi dysfunkcjami i niepełnosprawnościami. Podążając w tym kierunku, na pewno zbudujemy nowoczesną, innowacyjną szkołę, która za kilka lat wykształci innowacyjne społeczeństwo. Nie zostawiajmy jednak szkół, dając im meble, żeby sobie poustawiali. Właściwszą drogą jest wybór operatora, który pokieruje pracami, pomoże zagospodarować nowe projekty w szkołach. Przypadkowe, intuicyjne zaadoptowanie nowych mebli – nawet najlepszych – to nie jest rozwiązanie –mówi Bożena Gargas.

W listopadzie br. ruszy pilotaż programu „Przestrzeń Przyjaznej Szkoły”, na który resorty inwestycji i nauki przeznaczą ok. 100 mln zł. Z tych środków zostanie sfinansowane wzorcowe wyposażenie, m.in. w nowoczesne meble, dla 200 szkół w Polsce (pierwsze 50 w ramach pilotażu i kolejne 150 w dalszym etapie). Granty mają trafić przede wszystkim do małych gmin, poniżej 50 tys. mieszkańców. Program „Przestrzeń Przyjaznej Szkoły” jest elementem rządowego programu „Dostępność Plus”.

Rozstrzygnięte przetargi w branży finansowo-bankowej – sierpień 2018 r.

Serwis PressInfo.pl opracował raport podsumowujący informacje o rozstrzygniętych przetargach w branży finansowo-bankowej w sierpniu 2018 roku. Z raportu wynika, że w tym okresie zmonitorowano 160 wyników postępowań przetargowych w sektorze finansowo-bankowym. Ich łączna wartość opiewała na kwotę ponad 169,6 mln zł.

Poniższe zestawienie przygotowane zostało na podstawie informacji zamieszczonych w Biuletynie Zamówień Publicznych i Suplemencie do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej (TED) i jest poprawne w takim samym stopniu co zgłoszone informacje.

Zebrane i opracowane przez serwis Pressinfo.pl dane pokazują, że sierpień jest kolejnym miesiącem, w którym nastąpił wzrost ogłoszeń o wyborze wykonawcy zamówienia publicznego w sektorze bankowym.  W analizowanym okresie jest to nieco ponad 12 procent w relacji miesięcznej względem lipca. Trend wzrostowy obserwowany jest od czerwca 2018r. Niewątpliwie przyczyniły się do tego inwestycje budowlano- drogowe w sektorze publicznym, które nasiliły się w ostatnich miesiącach.

Największą liczbę rozstrzygnięć przetargowych w branży finansowo-bankowej ogłosili organizatorzy z województwa mazowieckiego – 19, natomiast województwem, w którym rozstrzygnięto przetargi na najwyższą łączną kwotę zamówień jest podlaskie. Zamawiający pochodzący z tego regionu przeznaczyli na realizację kontraktów publicznych łącznie ponad 27 mln zł. Analizując rynek zamówień publicznych w sektorze finansowo – bankowym w sierpniu 2018 roku, należy zauważyć, że najefektywniejszy w tym okresie był Bank Gospodarstwa Krajowego w Warszawie. Jego oferty zostały wybrane do realizacji 11 zamówień publicznych.

Najdroższy przetarg, którego wynik opublikowano w sierpniu dotyczył Zaciągnięcia kredytu długoterminowego wypłacanego w transzach do kwoty 51 768 413,00 PLN. Przetarg ten został ogłoszony przez Urząd Miasta Suwałki. Najkorzystniejsza oferta została złożona przez Powszechną Kasę Oszczędności Bank Polski S.A. i wyniosła 20 969 139,18 zł.

Autonomiczna łódź z napędem odrzutowym uratuje tonących. W przyszłości będzie ostrzegać przed prądami morskimi

Autonomiczna łódź z napędem odrzutowym uratuje tonących. W przyszłości będzie ostrzegać przed prądami morskimi 6

Co roku tysiące ludzi umiera w wyniku utonięcia. W morzach ginie nawet 4,5 proc. imigrantów – wylicza włoski think tank ISPI. Część tych osób można byłoby uratować. Zdalnie sterowana łódź ratownicza Emily może pomóc tym, do których nie mogą dotrzeć zwykli ratownicy. Łódź umożliwia obrazowanie podwodne, pokazuje obraz w zasięgu do stu metrów od łodzi, dzięki czemu łatwo się zorientować, gdzie znajdują się poszukiwani ludzie lub przedmioty. Obraz z sonaru odbierany jest przez stację znajdującą się na lądzie. W ten sposób można określić lokalizację topielca.

– Sonar Emily to niewielka zautomatyzowana łódź, która waży ok. 14 kg. Służy do obrazowania przedmiotów znajdujących się pod powierzchnią wody. Można jej używać do lokalizowania dużych obiektów, jak np. miny, samochody lub inne pojazdy. Ma również funkcję unoszenia się na powierzchni wody, więc może służyć do ratowania ludzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Anthony Mulligan z firmy Hydronalix.

Kamera znajdująca się na łodzi dokładnie określa przedmioty znajdujące się pod wodą. Obraz przekazywany jest do stacji na lądzie i w ten sposób określa się współrzędne miejsca, w którym znajduje się poszukiwany człowiek lub przedmiot. Następnie informacja z danymi przekazywana jest do Emily, która może podpłynąć dokładnie w to miejsce, w którym jest potrzebna.

Twórcy Emily chcą też wykorzystywać kamery termowizyjne, które wykrywają ludzi w wodzie i automatycznie spowalniają tratwę, gdy się do nich zbliży. W przyszłości na łodzi miałby się też znaleźć inteligentny ekran, który będzie zawierać obrazy i instrukcje audio dostępne w wielu językach tak, by ułatwić komunikację.

– Łódź jest bardzo szybka i łatwa w obsłudze dla marynarza czy innego żołnierza. System składa się z dwóch części, oprócz łodzi jest także stacja na lądzie, która odbiera obraz z sonaru. Łódź umożliwia obrazowanie podwodne – pokazuje obraz w zasięgu do stu metrów na prawo i na lewo od łodzi, dzięki czemu łatwo się zorientować, gdzie znajdują się ludzie albo przedmioty, których szukamy –  wskazuje Mulligan.

Emily osiąga prędkość do ok. 50 km/h, na jednym naładowaniu akumulatora może wykonać nawet trzydzieści akcji ratunkowych i holować do pięciu osób na raz. Jest przy tym praktycznie niezniszczalna i bardzo bezpieczna – wyposażona jest w jednokilowatową pompę strumieniową, bez śruby lub steru, który mógłby zranić tonącego. Nie przeszkadzają jej trudne warunki, poradzi sobie z falami, skałami czy rafami koralowymi.

– Łódź jest miniaturową wersją skutera wodnego o napędzie odrzutowym. Jest wykonana z kevlaru, a jej konstrukcja przypomina sposób wykonania bezzałogowych statków powietrznych z najwyższej jakości materiałów. Ma ceramiczną pompę wodną, co oznacza, że nie ulega ona uszkodzeniu, nawet gdy dostaną się do niej kamienie – ocenia ekspert.

Emily w ciągu pierwszych 10 dni, kiedy została użyta, pomogła ponad 240 uchodźcom bezpiecznie dotrzeć na brzeg. Testowano ją już na plażach w Malibu, ma strzec także bezpieczeństwa na wodach w Dubaju. Twórcy łodzi zapowiadają, że w przyszłości Emily mogłaby też ostrzegać plażowiczów przed prądami morskimi czy pomóc w stworzeniu mapy 3D prądów morskich.

Według analityków MarketsandMarkets wartość rynku sprzętu do poszukiwania i ratowania wyniesie w 2022 r. ponad 125 mld dol.

Hybrydowy notatnik automatycznie utworzy cyfrową kopię odręcznych notatek do późniejszej edycji. To może być rewolucja dla studentów i przedsiębiorców

Hybrydowy notatnik automatycznie utworzy cyfrową kopię odręcznych notatek do późniejszej edycji. To może być rewolucja dla studentów i przedsiębiorców 7

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń wyposażonych w zaawansowane systemy rozpoznawania pisma. Można znaleźć je zarówno w smartfonach, tabletach, jak i komputerach hybrydowych. Wykorzystując cyfrowy rysik, można łatwo zdigitalizować odręczne notatki oraz rysunki. Hybrydowy notatnik RoWrite idzie o krok dalej. Przechwyci zapiski wykonane za pomocą zwykłego pióra na papierze i automatycznie przeniesie je do chmury danych, tworząc ich cyfrową, edytowalną kopię.

– RoWrite wykorzystuje technologię opartą na czujnikach. Jeden z nich śledzi ruch, który pozwala na rejestrowanie pozycji pióra, inny czujnik rejestruje siłę nacisku. Na podstawie tych dwóch źródeł danych, możemy odtworzyć w naszej aplikacji to, co napisałeś. Osoby, które lubią pismo odręczne, lecz są zmuszone do poruszania się w cyfrowym świecie, nie muszą rezygnować z pisania na papierze. Użytkownicy mogą zarejestrować cyfrowy obraz tego, co napisali lub narysowali, i np. przesłać go e-mailem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje William Strand z firmy Royole.

Urządzenie opracowane przez Royole w przeciwieństwie do tabletów nie korzysta z wyświetlacza. Użytkownik prowadzi notatki w zwykłym, papierowym notatniku, a cyfrowa kopia tworzona jest automatycznie i w czasie rzeczywistym np. na tablecie. Sprzęt komunikuje się z aplikacją mobilną dostępną na urządzenia z iOS-em oraz Androidem i automatycznie zapisuje notatki w jednej z czterech najpopularniejszych usług przechowywania danych w chmurze: Google Drive, Dropbox, Evernote lub OneNote.

Za płynne przechwytywanie położenia oraz siły nacisku pióra odpowiada system inteligentnych czujników, przypominający rozwiązania znane z klasycznych tabletów graficznych. RoWrite wyposażono również w algorytm rozpoznawania obrazu, który może automatycznie przetworzyć odręczne pismo na w pełni edytowalny plik tekstowy. Sprzęt pozwala pracować z dowolnym rodzajem papieru, dzięki czemu można dopasować jego grubość i fakturę do naszych preferencji.

Na podobnej zasadzie działają notatniki Wacom Bamboo Spark, które również umożliwiają digitalizowanie analogowych notatek. Firma reMarkable z kolei opracowała tablet wykorzystujący energooszczędny panel E-Ink, który sprawdzi się zarówno w roli notatnika, jak i czytnika e-Booków. Z kolei projektanci Lenovo poszli o krok dalej i skonstruowali nietypową hybrydę Yoga Book C930, w której w miejscu klawiatury zamontowano pełnowymiarowy panel E-ink. Użytkownik może wyświetlić na nim klawiaturę i wykorzystywać C930 w roli laptopa, albo obrócić go o 360 stopni i zamienić w cyfrowy notatnik.

RoWrite oferuje kilka technologii oraz rozwiązań, których nie znajdziemy ani w urządzeniach z ekranem e-ink, ani w wielu hybrydowych notatnikach. Pióro służące do sporządzania notatek na papierze korzysta z tanich wkładów typu D1, które można kupić za kilka złotych. Mimo to rysik będzie w stanie przechwycić aż 2 048 poziomów nacisku.

– Urządzenie może być wykorzystywane przez przedsiębiorców na spotkaniach czy konferencjach, a także przez studentów na zajęciach z np. matematyki. Trudno jest robić notatki zawierające równania kwadratowe korzystając z klawiatury, a tu można robić notatki i zachować je dla siebie. Artysta z kolei może wykonać szkice, zapisać je na RoWrite i otrzymać cyfrowy obraz swojej pracy. Ma również możliwość nagrania dziesięciosekundowego filmu rejestrującego etapy pracy artystycznej, który można później odtworzyć – tłumaczy ekspert.

Według analityków z firmy badawczej TopKeyPlayers, rynek tabletów do pisania i rysowania osiągnie w 2023 r. wartość 460 mln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu w najbliższych latach na poziomie 8,5 proc.

Kazachstan wysoko w rankingu konkurencyjności

W rankingu Doing Business Banku Światowego Kazachstan zajmuje wysokie, 36. miejsce, blisko Japonii, Słowenii, Rosji, czy Białorusi, a w rankingu konkurencyjności Światowego Forum Ekonomicznego ściga się ze Słowacją i Wietnamem.

Kazachstan zdecydowanie wyróżnia się na tle swojego regionu zamożnością mieszkańców. Dzięki temu stanowi państwo o dużym potencjale dla eksporterów i inwestorów. Jednocześnie trzeba brać pod uwagę, że gospodarka tego kraju jest silnie uzależniona od cen ropy naftowej i gazu ziemnego.

Kazachstan jest dużym eksporterem ropy naftowej, jednak związanym dosyć mocno z fluktuacjami światowych cen surowców. To było widoczne w 2015 roku w czasie załamania cen ropy. Wówczas kazachska gospodarka dosyć mocno spowolniła.

Bilans obrotów bieżących jest poprawiany dzięki wysokim cenom ropy. Jednocześnie saldo wymiany innych towarów, usług i dochodów pierwotnych i wtórnych jest ujemne.

Kazachstan zajmuje 1. miejsce na świecie pod względem ochrony inwestorów mniejszościowych. Jest wysoko ceniony także dzięki takim elementom jak egzekwowanie umów, rejestrowanie własności i rozwiązywanie problemów z niewypłacalnością. Z drugiej strony nisko zaopiniowano handel transgraniczny, dostęp do kredytów i podłączenie do elektryczności.  Problem stanowi także wysoki poziom korupcji.

Relacje gospodarcze pomiędzy Kazachstanem a Polską sięgnęły w 2017 roku 3,5 mld złotych. Kazachstan eksportuje głównie produkty mineralne, a także produkty przemysłu chemicznego i produkty pochodzenia roślinnego.  Polska sprzedaje z kolei maszyny i urządzenia mechaniczne, elektryczne i ich części, produkty przemysłu chemicznego, pojazdy, samoloty i statki, a także urządzenia transportowe, produkty pochodzenia roślinnego oraz różne artykuły przemysłowe.

Pomimo autorytarnego charakteru państwa prezydent Nazarbajew stara się wdrażać rozwiązania prowadzące do demokratyzacji i rozwoju kraju. Władza częściowo ma przejść w ręce rządu i parlamentu. Jednocześnie Kazachstan to jedyne państwo Środkowoazjatyckie, które ma zawarty Traktat o wzmocnionym partnerstwie z Unią Europejską.

Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK

GPW podejmuje kolejne decyzje w ramach polityki przeciwdziałania groszowości

  • GPW wprowadza nowe zasady wyznaczania kursu odniesienia w przypadku podziału wartości nominalnej akcji (split)
  • Zmiany dotyczą przypadków splitu w stosunku, który skutkowałby ustaleniem kursu odniesienia „po wymianie” poniżej 0,01 zł
  • Nowe zasady będą obejmować spółki z Głównego Rynku GPW oraz NewConnect

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. (GPW) dokonał zmian w Szczegółowych Zasadach Obrotu Giełdowego w systemie UTP oraz w Regulaminie Alternatywnego Systemu Obrotu, zgodnie z którymi w przypadku dokonania splitu w stosunku powodującym ustalenie kursu odniesienia „po wymianie” poniżej 0,01 zł obrót takimi akcjami będzie automatycznie zawieszany, a kurs odniesienia ani liczba akcji w obrocie nie będą korygowane według wartości „po wymianie”.

Niekorzystnym zjawiskiem z punktu widzenia efektywności wyceny i bezpieczeństwa obrotu byłoby notowanie akcji, które w wyniku podziału wartości nominalnej „po wymianie” uzyskałyby realną rynkową wycenę poniżej 1 grosza, lecz wskutek wymogów technicznych systemu notowań byłyby notowane na poziomie co najmniej 0,01 zł. W efekcie takiej operacji spółka, w sposób nieuzasadniony warunkami rynkowymi, zyskałaby wycenę rynkową znacząco przewyższającą jej kapitalizację sprzed przeprowadzenia splitu – wyjaśnia Piotr Borowski, członek Zarządu GPW.

Wznowienie obrotu akcjami nastąpi nie wcześniej niż po dokonaniu scalenia wartości nominalnej akcji w stosunku umożliwiającym określenie kursu odniesienia „po wymianie” na poziomie nie niższym niż 0,01 zł (lub odpowiednio na poziomie nie niższym niż 0,01 innej waluty notowania). Wznowienie obrotu nie nastąpi jednak, jeżeli obrót danymi akcjami podlegać będzie zawieszeniu na podstawie innych przepisów obowiązujących na danym rynku.

Podejmując decyzję o wprowadzeniu nowych zasad wyznaczania kursu odniesienia w przypadku podziału wartości nominalnej akcji, kontynuujemy politykę GPW wobec tzw. spółek groszowych. Wcześniej m.in. wprowadziliśmy Listę Alertów dla rynku regulowanego i NCAlert dla NewConnect – mówi Piotr Borowski.

Zmiany w przepisach giełdowych będą obowiązywać od 5 października 2018 r.

Potrzebny rozwój infrastruktury domowej dla aut elektrycznych

By elektromobilność rozwijała się w Polsce w sposób dynamiczny – czyli tak jak sobie tego życzymy – musimy bardzo misternie zaplanować ten rozwój. Regulacje prawne muszą wspierać rozwój tego rynku. Należy przez to rozumieć odpowiednie prawodawstwo, które będzie się odnosiło do każdego segmentu elektromobilności. Nie należy skupiać się wyłącznie na pojazdach – muszą one być także ładowane w określonych miejscach, stąd tak ważne jest wsparcie infrastruktury ładowania. Najwięcej się mówi o punktach ogólnodostępnych, ale nie należy się skupiać tylko na nich. Punkty przy autostradach czy centrach handlowych odpowiadają za mniej niż 20% ładowań samochodów elektrycznych.

– Aż 80% stanowią punkty w domu i pracy. Przeważają te pierwsze – gdzie nocujemy, tam ładujemy auto – powiedział agencji eNewsroom.pl Maciej Mazur, dyrektor zarządzający w Polskim Stowarzyszeniu Paliw Alternatywnych – Tego uczą nas użytkownicy w Holandii, Norwegii czy Wielkiej Brytanii. Dlatego ważne jest wspieranie infrastruktury domowej przez ustawodawstwo. Rynek musi być komfortowy, aby rozwijał się dynamicznie. Jeżeli nie będzie możliwości ładowania samochodu pod domem, muszą powstać np. HUB-y, w których bez problemu będzie można korzystać z infrastruktury – ocenił Mazur.

Nadchodzi era przemysłu 4.0

Przemysł 4.0 stał się kluczowym, choć niełatwym do osiągnięcia celem branży produkcyjnej. Producenci muszą stawić czoła oczekiwaniom klientów, które rosną szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a także presji wynikającej z ciągłej niepewności rynkowej. Stąd też na drodze do nowej epoki w sektorze produkcji stawiają na transformację cyfrową. Od większej wydajności operacyjnej po głębszą wiedzę o klientach i szybsze wprowadzanie na rynek nowych produktów — Przemysł 4.0 ma wesprzeć producentów w zaspokojeniu potrzeb przyszłości.

Korzyści finansowe mogą być znaczne. Firmy produkcyjne w regionie EMEA uważają, że ich inwestycje cyfrowe przyniosą im na przestrzeni kolejnych pięciu lat wzrost przychodów o 13%, a cyfrowi liderzy sektora już teraz generują ponad 50% swoich przychodów z produktów i usług wzbogaconych lub sterowanych cyfrowo.

– Producenci w coraz większym stopniu są uzależnieni od technologii cyfrowych, lecz z zapewnianymi przez nie korzyściami wiąże się też ryzyko. Rozpowszechnienie rozwiązań cyfrowych znacznie zwiększa wyzwania stojące przed działami informatycznymi odpowiedzialnymi za ciągłość biznesową i sprawia, że przestoje w funkcjonowaniu środowiska informatycznego są bardziej dotkliwe niż dotychczas. – mówi Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej.

Technologia cyfrowa staje się podstawą każdej części procesu produkcyjnego. Od pierwszych etapów projektowania i rozwoju po eksploatację i ostatecznie dystrybucję: każdemu etapowi cyklu życia w sektorze produkcji towarzyszą kluczowe platformy cyfrowe.

Interesariusze w całym łańcuchu dostaw w branży produkcyjnej czerpią korzyści z coraz bardziej zaawansowanego świata cyfrowego. W przedsiębiorstwie pracownicy mogą wykorzystać te technologie do ściślejszej współpracy i większej mobilności, natomiast partnerzy, dostawcy i dystrybutorzy są dzięki nim lepiej zintegrowani i poinformowani.

Branża produkcyjna szybko zbliża się do punktu, w którym od technologii cyfrowej będzie zależeć praktycznie wszystko. W dynamicznym środowisku, w którym panuje ostra konkurencja, optymalne wykorzystanie narzędzi cyfrowych — i działanie na podstawie generowanych przez nie informacji — może być kluczem do zapewnienia firmie wysokiej pozycji rynkowej w przyszłości. Choć świat cyfrowy daje niezwykłe możliwości, niesie ze sobą również wyzwania większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Rosnąca zależność producentów od technologii cyfrowych wywiera olbrzymią presję na ich działy informatyczne, które muszą dbać o zapewnienie ciągłości biznesowej. Sama skala i złożoność cyfrowej działalności firm produkcyjnych sprawia jednak, że zadanie to jest coraz trudniejsze w realizacji. Już sam wzrost ilości danych oznacza potencjalne problemy — od określenia miejsca i sposobu przechowywania tych danych po zapewnienie ich właściwej ochrony i możliwość szybkiego odtworzenia w przypadku awarii.

Informatycy muszą się też zmierzyć z istotnymi zagrożeniami zewnętrznymi. Cyberataki są coraz częstsze i bardziej wyrafinowane, a olbrzymią skalę możliwych szkód uwidacznia choćby ubiegłoroczny atak ransomware WannaCry. Rosnąca popularność urządzeń podłączonych do sieci i Internetu rzeczy stwarza dodatkowe punkty dostępu, które dział IT musi utrzymać pod kontrolą, zwłaszcza jeśli pracownicy korzystają z własnych urządzeń.

Do wymienionych trudności trzeba dodać fakt, że każdy przestój środowiska informatycznego może mieć katastrofalne skutki dla firm produkcyjnych, w których nieprzerwany dostęp do sprzętu, aplikacji, danych i procesów jest po prostu niezbędny. Awarie w dowolnym punkcie procesu mogą spowodować zamieszanie na kolejnych etapach, a w dalszej kolejności wpływają na morale personelu, lojalność klientów i reputację przedsiębiorstwa. Straty finansowe — zarówno te natychmiastowe, jak i koszty utraconych przyszłych zysków — mogą być rozległe i długotrwałe.

Dlatego potrzeby firm związane z odtwarzaniem danych są tak duże. Przedsiębiorstwa produkcyjne są szczególnie narażone na trudności wynikające z faktu, że dział informatyczny nie jest w stanie zaspokoić ich potrzeb w zakresie odtwarzania danych. Problem ten występuje we wszystkich branżach; 80% decydentów ds. informatycznych musi stawić czoła niedostatecznej dostępności usług, która generuje łączne koszty na poziomie 21,8 mln USD rocznie. W sektorze, w którym ciągłość operacji ma znaczenie krytyczne, ciągłość biznesowa musi być traktowana priorytetowo.

Transformacja cyfrowa przynosi firmom produkcyjnym olbrzymie korzyści, a zbliżanie się do Przemysłu 4.0 będzie mieć krytyczne znaczenie dla firm, które chcą sobie zapewnić wysoką pozycję w tym sektorze w przyszłości. Uzależnienie producentów od świata cyfrowego rośnie, dlatego coraz ważniejsza staje się też ciągłość biznesowa. Za pomocą najnowszych rozwiązań działy informatyczne mogą stworzyć niezawodny fundament dla inteligentnego zarządzania danymi, a zarazem podstawę dla firmowych systemów cyfrowych. Pozwoli to przedsiębiorstwom bez obaw czerpać korzyści z nowych technologii i wydobyć dla siebie pełen potencjał Przemysłu 4.0.

W ciepłych promieniach jesiennego słońca

Chwilo trwaj! Wszyscy zdają sobie sprawę, że to mogą być już ostatnie tak piękne, słoneczne, ciepłe dni. Ba! Dokładnie na to wskazują wszystkie prognozy straszące rychłym popsuciem się aury. Dlatego też należy do maksimum wykorzystać sprzyjające okoliczności. Dokładnie tak samo zachowują się uczestnicy rynku.

Ostatnie dni to nic więcej jak tylko gwałtowna poprawa sentymentu bez rzeczywistych zmian po stronie fundamentów. Jest ona maksymalnie dyskontowana i na razie należy płynąć wraz z wezbraną falą pozytywnych nastrojów. Dokładnie tak samo jak nie ma sensu w dzisiejszym słońcu już dziś zakładać swetra, bo w poniedziałek będzie słota.

Dolar jest słaby a wraz z nim tracą waluty defensywne, czyli jen i frank. Wśród głównych walut największymi zwycięzcami są funt i euro. Choć w szerszym horyzoncie pozostajemy optymistycznie nastawieni do perspektyw wspólnej waluty, to w tej chwili bardzo ostrożnie podchodzimy do hurraoptymistycznych prognoz zakładających, że przed eurodolarem otworzyła się znaczna przestrzeń do zwyżek i do powrotu nad 1,20. Rynki są w końcu bardzo chimeryczne i należy bacznie analizować trwałość każdej tendencji przy kolejnych ważnych dla przebiegu notowań poziomach, a nie wyznaczać odległe cele. Niech przestrogą będzie letnie zejście EUR/USD pod 1,15, które szybko okazało się nie początkiem nowej fali spadków w kierunku parytetu, ale uformowaniem dołka o zapewne długoterminowym charakterze. Dla eurodolara kolejnym oporem jest okolica 1,1850. Dla GBP/USD 1,3360, czyli lipcowy szczyt a następnie 1,34 i 1,3520. Brytyjskiej walucie z pasma rwanego handlu pomaga wyrwać się dobra passa danych. Wyższa od prognoz inflacja konsumencka i utrzymanie zaskakującej siły przez sprzedaż detaliczną nie zmieniają jednak w żaden sposób perspektyw polityki Banku Anglii a brexitowe negocjacje wciąż pozostają gigantyczną niewiadomą. Sprawia to, że w momencie przygaśnięcia fali rynkowego entuzjazmu, funt (obok dolara nowozelandzkiego i australijskiego) zostanie postawiony pod silną presją. Trwałą tendencją o długoterminowym charakterze ma naszym zdaniem szansę okazać się natomiast wzrosty kursu EUR/CHF. Największym zagrożeniem dla takiego scenariusza byłyby turbulencje na europejskiej scenie politycznej i tarapaty włoskiego sektora bankowego pod wpływem wyprzedaży obligacji skarbowych tego kraju. Nie jest to jednak element naszego scenariusza bazowego na czwarty kwartał.

Obok słabości dolara, dominuje również silne dobicie na giełdach i złapanie oddechu przez świat emerging markets. EUR/PLN co prawda tkwi w przedziale pod 4,30, ale inni przedstawiciele koszyka notują prawdziwe rajdy. Liderem odbicia jest rubel. USD/RUB po wyjściu ponad 70,00 po raz pierwszy od wiosny 2016 roku ostro zawrócił i bez żadnej korekty spada jak kamień w kierunku 66,00. Rosyjska waluta od długoterminowego minimum z 11 września umocniła się już ponad 6 proc. Po stronie czynników krajowych rublowi sprzyja przede wszystkim polityka Banku Rosji. Władze zdecydowały się na wstrzymanie interwencji na rynku walutowym do końca roku i dokonały i nieoczekiwanej podwyżki stóp procentowych (i zasygnalizowały możliwość kontynuacji zacieśniania). Generalnie pozytywniejsze nastawienie inwestorów do świata emerging markets obrazuje też chociażby zachowanie się rynków obligacji skarbowych Rosji, ale także np. RPA czy Brazylii. Po silnym rajdzie kursu USD/RUB uważamy jednak, że przebicie tych dołków „z marszu” będzie trudne i czeka nas pewna stabilizacja na nieco wyższych pułapach niż obecne. Nie wolno przy tym zapominać o wiszącym w powietrzu nałożeniu nowych sankcji przez USA, które mogą też prowadzić do rewizji oceny wiarygodności kredytowej przez agencje ratingowe. Przypadek rubla nie jest odosobniony, zakładamy, że jesteśmy świadkami ostrej korekty gwałtownej przeceny aktywów z katalogu EM, ale to jeszcze nie koniec tarapatów gospodarek wschodzących.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Podczas wakacji w Polsce z Ubera korzystali turyści z 99 państw z całego świata – gdzie podróżowali najchętniej?

  • W minione wakacje z aplikacji Uber w Warszawie skorzystali użytkownicy pochodzący z aż 99 państw z całego świata
  • Najwięcej turystów zamawiających przejazdy z Uberem w Polsce pochodziło ze Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii

 Turyści przyjeżdżający na wakacje do Polski do podróżowania po mieście wybierają Ubera. Po sezonie wakacyjnym, który przyciągnął dziesiątki tysięcy turystów, Uber sprawdził statystyki przejazdów w najpopularniejszych i najbardziej energetycznych miastach w Polsce. Pod lupę wzięto Warszawę, Kraków i Gdańsk. Jak wynika z danych Ubera, w wakacyjne miesiące w tych 3 polskich miastach z aplikacji skorzystali turyści z 99 państw z całego świata.

W każdym z miast najwięcej przejazdów rozpoczynało lub kończyło się na dworcu głównym. W Warszawie użytkownicy wybierali głównie przejazdy nad bulwary wiślane i okolice Płyty Desantu – czyli imprezowej, plenerowej miejscówki w Warszawie. W Krakowie popularnym miejscem okazał się Plac Wszystkich Świętych na obrzeżach Starego Miasta, z klimatycznymi kawiarniami i pubami. Z kolei w Gdańsku turyści korzystający z Ubera wybierali przede wszystkim Plac Kobzdeja, niedaleko Hali Targowej, zwany niegdyś Targiem Truskawkowym.

5 podstawowych destynacji wakacyjnych (poza lotniskami) w każdym z miast:

Warszawa Kraków Gdańsk
  1. Dworzec Warszawa Centralna
  2. Dworzec Warszawa Zachodnia – 8 peron
  3. Wybrzeże nad Wisłą na wysokości Płyty Desantu (Solec)
  4. Hala Koszyki
  5. Plac Zamkowy na Starówce
  1. Dworzec Kraków Główny Osobowy
  2. Plac Wszystkich Świętych
  3. Barbakan
  4. Ulica Lubicz
  5. Dolnych Młynów / Czarnowiejska
  1. Dworzec Gdańsk Główny
  2. Plac im. Dariusza Kobzdeja + pomnik Jan III Sobieskiego
  3. Klub B90, Protokultura – Klub Sztuki Alternatywnej
  4. Granaria Gdańsk
  5. Złota Brama

Ciekawostka: podczas letnich miesięcy liczba przejazdów z- i na- lotniska zdecydowanie wzrosła, w porównaniu z wiosenną statystyką Ubera, dotyczącą przejazdów turystów w Polsce. Największa zmiana dotyczyła portu lotniczego w Gdańsku im. Lecha Wałęsy: tutaj odnotowano wzrost ruchu o ponad 25%. Dużą popularnością cieszyło się także krakowskie lotnisko Balice, które zanotowało 16% wzrost przejazdów zamawianych przez aplikację. Z kolei w Warszawie na lotnisko Chopina kierowcy korzystający z aplikacji odnotowali 8% wzrost liczby kursów.

Skąd przyjechali turyści? Top 5 państw:

Warszawa Kraków Gdańsk
  1. Stany Zjednoczone
  2. Wielka Brytania
  3. Francja
  4. Ukraina
  5. Niemcy
  1. Wielka Brytania
  2. Stany Zjednoczone
  3. Francja
  4. Ukraina
  5. Australia
  1. Wielka Brytania
  2. Stany Zjednoczone
  3. Szwecja
  4. Francja
  5. Niemcy

 

Ciekawostka: na przełomie czerwca i sierpnia goście z ponad 90 krajów całego świata odwiedzili trzy polskie miasta: największą różnorodnością może się pochwalić Warszawa, do której przyjechali turyści z aż 99 państw. Kraków przywitał przedstawicieli 95 krajów, a Gdańsk odwiedzili obywatele legitymujący się 91 paszportami z różnych stron świata.

Zakaz prowadzenia działalności gospodarczej po nowelizacji Prawa upadłościowego

Nowy rządowy projekt zmiany Prawa upadłościowego pozbawia przywilejów osoby, wobec których ogłoszono zakaz prowadzenia działalności. Przyglądamy się najważniejszym zmianom w tej kwestii.

Upadłość potocznie kojarzy się z bankructwem. Należy jednak pamiętać, że dłużnik powinien liczyć się nie tylko z daleko idącymi skutkami majątkowymi, ale także osobistymi. W najgorszym wypadku może zostać orzeczony wobec niego zakaz prowadzenia działalności. Jeśli jednak nowy projekt rządowy zostanie wprowadzony, taki zakaz może okazać się jeszcze bardziej uciążliwy dla dłużników.

Czym jest upadłość i kiedy trzeba ją ogłosić?

Zgodnie z Prawem upadłościowym podstawą ogłoszenia upadłości jest niewypłacalność dłużnika, który utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych.

Upadłość zgłaszają m.in. członkowie zarządu lub wspólnicy, który odpowiadają całym swoim majątkiem, jeśli zaistnieje jedna z dwóch przesłanek:

  • jeżeli opóźnienie w wykonaniu zobowiązań pieniężnych przekracza trzy miesiące (nie chodzi tu jednak o zobowiązania przyszłe lub te z tytułu pożyczki wobec wspólnika);

lub:

  • jeżeli zobowiązania pieniężne przekraczają wartość majątku dłużnika, a stan ten utrzymuje się przez okres przekraczający dwadzieścia cztery miesiące. Dotyczy to jedynie osób prawnych (np. spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, spółka akcyjna) i jednostek organizacyjnych nieposiadających osobowości prawnej, którym odrębna ustawa przyznaje zdolność prawną (np. spółki osobowe – komandytowa, czy jawna).

Co istotne, obie te przesłanki występują niezależnie od siebie. Oznacza to, że gdy zaistnieje choćby jedna z powyższych przesłanek, należy w ustawowym terminie zgłosić wniosek o upadłość.

Jeśli zgodnie z bilansem zobowiązania dłużnika (wyłączając rezerwy na zobowiązania oraz zobowiązania wobec jednostek powiązanych) przekraczają wartość jego aktywów, a stan ten utrzymuje się ponad 24 miesiące, wówczas domniemywa się, że przekraczają one wartość jego majątku. Powyższe domniemanie nie dotyczy spółek osobowych, w których co najmniej jeden wspólnik jest osobą fizyczną, odpowiadającą całym swoim majątkiem.

Co grozi za niezgłoszenie upadłości? Kiedy sąd orzeka zakaz prowadzenia działalności?

Sąd orzeka zakaz prowadzenia działalności gospodarczej wobec osób, które nie złożyły w ustawowym terminie wniosku o upadłość (członkowie zarządu, wspólnicy) lub tych faktycznie zarządzających przedsiębiorstwem dłużnika, które istotnie przyczyniły się do jego niezłożenia (tzw. shadow directors).

Ponadto sąd może orzec zakaz prowadzenia działalności wobec upadłego, który:

  • po ogłoszeniu upadłości nie wydał lub nie wskazał majątku, ksiąg rachunkowych, korespondencji lub innych dokumentów upadłego (także w postaci elektronicznej);
  • ukrywał, niszczył lub obciążał majątek wchodzący w skład masy upadłości;
  • nie wykonał innych obowiązków ciążących na nim z mocy ustawy lub orzeczenia sądu albo sędziego-komisarza, albo też w inny sposób utrudniał postępowanie.

Zakaz prowadzenia działalności może zostać orzeczony od roku do dziesięciu lat, a o postanowieniu sądu powiadomiony zostanie Krajowy Rejestr Sądowy, który upubliczni dane umożliwiające identyfikację takiej osoby. Jednak to nie wszystkie konsekwencje, które mogą spotkać niefrasobliwego dłużnika. Niedawno światło dzienne ujrzał rządowy projekt zmiany Prawa upadłościowego, który zasadniczo wprowadza takie same zasady umorzenia niespłaconych długów dla osób fizycznych – zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów.

Nowelizacja zabiera wiele przywilejów osobom, wobec których wcześniej orzeczono zakaz prowadzenia działalności.

Nowelizacja Prawa upadłościowego – najważniejsze zmiany

Zasadnicze zmiany dotyczą osób fizycznych, chcących ogłosić upadłość konsumencką. Wobec takich dłużników orzeczony zostanie plan spłaty trwający do 3 lat (lub nawet do 7 lat, gdy sąd orzeknie rażące niedbalstwo lub umyślne działanie). Co więcej, umorzenie długów bez planu spłaty będzie możliwe jedynie w szczególnych, osobistych przypadkach (gdy dłużnik będzie trwale niezdolny do dokonywania jakichkolwiek spłat długu, np. w wyniku nieodwracalnego kalectwa). Jeżeli jednak szczególna sytuacja dłużnika nie ma charakteru trwałego, wówczas długi mogą zostać umorzone przez sąd jedynie warunkowo w sytuacji, gdy żaden z wierzycieli nie zgłosi się w ciągu 7 lat o ustalenie planu spłaty. W praktyce oznacza to, że na umorzenie długów będzie trzeba czekać aż 14 lat! Ani z planu spłaty, ani z umorzenia długów nie skorzystają jednak osoby, wobec których w ciągu ostatnich 10 lat orzeczono zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. Taka osoba zostanie bowiem z niespłaconymi zobowiązaniami po przeprowadzonej upadłości (czyli nie tylko z długami, ale także i bez majątku).

Warto pamiętać, że powyższa, restrykcyjna nowelizacja nie jest jeszcze obowiązującym prawem, ale już teraz przedsiębiorcy i osoby fizyczne mogą się przekonać, w jakim kierunku idą zmiany Prawa upadłościowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rosną wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek giełdowych w Polsce

Mediana wynagrodzeń członków rad nadzorczych wzrosła o 23%, z 66 tys. zł w 2016 do 81 tys. zł w 2017 – wynika z „Analizy wynagrodzeń rad nadzorczych spółek giełdowych 2017” przygotowanej przez firmę doradczą PwC, zaprezentowanej podczas XXVI Forum Rad Nadzorczych 19 września br.

W ramach Forum Rad Nadzorczych PwC od 3 lat przygotowuje analizę wynagrodzeń członków rad nadzorczych największych spółek giełdowych w Polsce. W tym roku analizą zostały objęte 603 osoby, które zasiadają w tej samej radzie nadzorczej co najmniej od roku. Jak wynika z opracowania, w 2017 r. mediana zarobków członków rad nadzorczych w Polsce wyniosła 81 tys. zł rocznie i wzrosła o 23% w stosunku do roku ubiegłego.

„Wynagrodzenia członków rad nadzorczych stopniowo rosną. Nadal ich poziom determinuje przede wszystkim wielkość spółki: kapitalizacja, przynależność do indeksu. Członek rady nadzorczej spółki WIG20 może liczyć na dwukrotnie wyższe wynagrodzenie niż spółki mWIG80. Mnie osobiście cieszy coraz większa zależność pomiędzy wynagrodzeniem a zaangażowaniem członków rad w prace komitetów lub wielu rad nadzorczych, co wspiera profesjonalizację nadzoru. Wydaje się, że członkowie rad nadal odczuwają brak adekwatności wynagrodzeń do poziomu ich zaangażowania i ponoszonej odpowiedzialności. Pytanie, które zadajemy od lat, pozostaje zatem aktualne – jak obecne uposażenia wpływają na jakość pracy i profesjonalizm rad nadzorczych” – mówi Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu i usług doradczych PwC.

Analiza PwC potwierdza dodatkowo, że  wysokość uposażenia jest silnie skorelowana z zaangażowaniem w prace w komitetach lub więcej niż jednej radzie nadzorczej. Mediana wynagrodzeń członków rad zasiadających w 2 komitetach (14% spośród badanych) jest prawie dwukrotnie większa (88%) w porównaniu z osobami, które nie pracują w żadnym komitecie. Efekt ten nie działa jednak liniowo – zasiadanie w 3 komitetach wiąże się z przyrostem wynagrodzenia o kolejne 37%, a w 4 komitetach o kolejne 4%.

„Wzrost mediany wynagrodzeń członków rad nadzorczych jest zdecydowanie pozytywną zmianą. Jest to związane między innymi z większą odpowiedzialnością członków rad. W kontekście coraz wyraźniej widocznego trendu profesjonalizacji rad i oczekiwań wzmacniania ich kompetencji, naturalną konsekwencją powinien być dalszy wzrost wynagrodzeń w kolejnych latach” – mówi Anna Szczeblewska, partner w PwC, lider zespołu People & Change.

Forum Rad Nadzorczych to wspólna inicjatywa PwC, Giełdy Papierów Wartościowych i Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Stanowi platformę komunikacji między członkami rad nadzorczych, członkami zarządów oraz regulatorami. Jej celem jest kompleksowe wspieranie członków rad nadzorczych w pełnieniu ich strategicznej roli w spółce. W ramach inicjatywy odbywają się regularne spotkania warsztatowe oraz konferencje. Forum to także centrum badań i analiz poświęconych kluczowym wyzwaniom rynkowym oraz profesjonalizacji członków rad nadzorczych. Pod egidą Forum działa ponadto

niezależna Rada Ekspertów, której misją jest wspieranie rozwoju członków rad nadzorczych w oparciu o efektywny dialog z zarządami, właścicielami i rynkiem.

Odwrót od dolara?

Wojna handlowa ciąży dolarowi pomimo dobrych danych z rynku pracy. Indeksy koniunktury w Europie spowalniają. Sprzedaż detaliczna w Polsce rośnie o 9% w skali roku.

Odwrót od dolara?

Wczoraj byliśmy świadkami odwrotu inwestorów od dolara. Powodem zdaniem analityków jest wojna handlowa. Zasięg ostatnich sankcji jest już tak duży, że może wpłynąć na wyniki gospodarcze USA. Ruch spadkowy osłabił dolara względem euro o 1 centa wczoraj. Został on zatrzymany przez lepsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 201 tysięcy wobec oczekiwanych 210 tysięcy. Obecna słabość dolara jest mocno zastanawiająca biorąc pod uwagę, że w najbliższą środę najprawdopodobniej dojdzie do podwyżki stóp procentowych w USA. Analitycy na podstawie notowań kontraktów na stopę procentową oceniają szansę tego wydarzenia na niemal 95%.

Koniunktura w Europie spowalnia

Poznaliśmy wyniki indeksów PMI dla przemysłu. Łączny odczyt dla strefy euro wyniósł 53,3 punktu. Z jednej strony to powyżej granicy 50 pkt symbolicznie oddzielającą oczekiwanie rozwoju od oczekiwania recesji. Z drugiej strony analitycy spodziewali się 54,4 punktu. Oznacza to, że nastroje nie są aż tak dobre jak sądzono. Największy wpływ na łączny wynik miały Niemcy i Francja. Szczególnie nasz zachodni sąsiad, jak największa gospodarka z wynikiem niemal 2 punktów poniżej oczekiwań ciągnął w dół łączny indeks.

Sprzedaż detaliczna wciąż w górę

O 10:00 poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej w Polsce. W ciągu roku wzrosła ona o imponujące 9%. Z jednej strony jest to zasługą dobrej koniunktury. Z drugiej strony rząd wykorzystuje dobrą sytuację do większych transferów socjalnych do społeczeństwa, które przekładają się głównie na konsumpcję a tym samym sprzedaż. Jak zareagował złoty? Dane zderzyły się w czasie z indeksami PMI w Europie. W rezultacie dobre dane z Polski zostały przykryte przez słabsze perspektywy gospodarcze naszych głównych partnerów handlowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Tylko co dziesiąty Polak ma wystarczającą wiedzę o ubezpieczeniach społecznych. ZUS po raz piąty rusza z programem edukacyjnym dla szkół

Tylko co dziesiąty Polak ma wystarczającą wiedzę o ubezpieczeniach społecznych. ZUS po raz piąty rusza z programem edukacyjnym dla szkół 8

Zaledwie 10 proc. Polaków ma zadowalającą wiedzę z zakresu ubezpieczeń społecznych – wynika z badań ISP i Millward Brown. Świadomość jest bardzo ograniczona zwłaszcza wśród młodszych pokoleń, a w podstawach programowych brakuje tej tematyki. W efekcie część uczniów nie potrafi nawet rozwinąć skrótu ZUS. Poziom wiedzy dotyczącej ubezpieczeń społecznych, własnej działalności gospodarczej i poruszania się po rynku pracy mają zwiększyć „Lekcje z ZUS” – to autorski program cieszący się coraz większą popularnością. W szkołach w całej Polsce ruszyła właśnie jego piąta edycja.

 Stan wiedzy o ubezpieczeniach społecznych jest niedostateczny. Na lepszym poziomie jest tylko w przypadku studentów czy absolwentów uczelni, na których wykładany jest przedmiot Prawo ubezpieczeń społecznych czy Zabezpieczenia społeczne. Natomiast kiedy patrzymy na osoby młode i starsze, pobierające świadczenia z systemu ubezpieczeń społecznych, to ta wiedza jest ciągle niewystarczająca. Chodzi o taką obiektywną wiedzę dotyczącą istoty systemu ubezpieczeń społecznych i zasad, na których ten system się opiera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

System ubezpieczeń społecznych obejmuje ponad 25 mln Polaków. Mimo to, jak wskazuje badanie Instytutu Spraw Publicznych i Millward Brown, blisko 60 proc. ma o nim znikomą wiedzę. Polacy mylą poszczególne rodzaje ubezpieczeń, nie odróżniają ubezpieczenia chorobowego od zdrowotnego (50 proc.), nie znają przepisów związanych z odprowadzaniem składek od różnego rodzaju umów albo mylnie przypisują Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych ustalanie wysokości składek (40 proc.). Blisko połowa Polaków (46 proc.) twierdzi, że ubezpieczenia społeczne w ogóle ich nie interesują.

 Trzeba edukować, informować o ubezpieczeniach społecznych. Kilkadziesiąt milionów świadczeniobiorców rocznie pobiera świadczenia emerytalne, rentowe czy zasiłki. De facto te świadczenia decydują o budżetach domowych nie tylko emerytów, lecz także osób, u których dochody przejściowo są zastąpione zasiłkami. O tym wszystkim trzeba mówić, krok po kroku wyjaśniać, że składka na ubezpieczenie to nie jest tylko haracz nałożony przez państwo, ale z tytułu tej składki zyskuje się gwarancję świadczeń emerytalnych i innych. Do zrobienia jest bardzo dużo, ubezpieczenia społeczne w XXI wieku są nadal są filarem bezpieczeństwa socjalnego państwa – podkreśla prof. Gertruda Uścińska.

W rozpoczętym właśnie roku szkolnym ruszyła piąta już edycja programu edukacyjnego „Lekcje z ZUS”. Autorski program Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ma uczyć młodzież podstawowych zagadnień związanych z ubezpieczeniami społecznymi. W podstawach programowych brakuje tej tematyki. Dlatego w ramach „Lekcji z ZUS” szkoły w całej Polsce prowadzą specjalne zajęcia, na których uczniowie poznają podstawy działania systemu ubezpieczeń społecznych i zagadnienia dotyczące prowadzenia własnego biznesu i tego, jak poruszać się po rynku pracy.

– To jest element szeroko rozumianego wychowania obywatelskiego. Przecież szkoła to nie tylko treści nauczania w zakresie poszczególnych przedmiotów, lecz także proces przygotowania młodego człowieka do skutecznego funkcjonowania w społeczeństwie. W tym kontekście projekt edukacyjny ZUS jest niezwykle cenny – mówi Jadwiga Mariola Szczypiń, dyrektor Ośrodka Rozwoju Edukacji w Warszawie. – Wiele szkół, wielu młodych ludzi bierze udział w tym przedsięwzięciu i w rezultacie zdobywa laury w postaci indeksów na wyższe uczelnie współpracujące z ZUS. Zaangażowanie młodych ludzi w rozumienie funkcjonowania państwa jest absolutnie kluczowe do tego, żeby mieli poukładane w głowach.

„Lekcje z ZUS” to cztery godziny zajęć, których scenariusze zostały opracowane we współpracy z metodykiem nauczania. ZUS zapewnia wszystkie materiały dydaktyczne i multimedialne potrzebne do prowadzenia zajęć, ale także edukuje w tym zakresie nauczycieli. Ilustracje do lekcji wykonali młodzi polscy rysownicy. Zachętą do uczestnictwa w programie jest olimpiada „Warto wiedzieć więcej o ubezpieczeniach społecznych”, której zwycięzcy mogą liczyć na indeksy najlepszych polskich uczelni.

 Olimpiada ma już masowy zasięg, bierze w niej udział kilkadziesiąt tysięcy uczniów, którzy walczą o dojście do finału. Pozyskujemy także kolejne uczelnie wyższe, których senaty – jako nagrodę dla finalistów – przyznają im prawo studiowania na określonych kierunkach. Myślę, że to duża nobilitacja. Chcemy, aby olimpiada znalazła się też na liście Ministerstwa Edukacji Narodowej. W tej chwili wszystkie te wymagania formalnie czynimy – mówi prof. Gertruda Uścińska.

Co roku do programu „Lekcje z ZUS” zgłasza się kilkaset szkół z całej Polski – w czterech dotychczasowych edycjach wzięło udział w sumie ponad 150 tys. uczniów.

– Wiedza uczniów na początku jest niewielka. Często zdarza się, że uczeń nawet nie potrafi rozwinąć skrótu ZUS. Początkowo, słysząc o olimpiadzie wiedzy o ubezpieczeniach społecznych, są troszeczkę tym tematem wystraszeni. Natomiast później bardzo chętnie w tym uczestniczą, ponieważ zauważają, że to są zagadnienia, które się w życiu przydadzą. W moich szkołach około 50 uczniów zgłasza się do tej olimpiady, co jest dosyć dużą liczbą –mówi Agnieszka Sauter, nauczycielka w XVIII Liceum Ogólnokształcącym im. Jana Zamoyskiego w Warszawie.

Inauguracja piątej edycji programu odbyła się na Uniwersytecie Warszawskim w budynku dawnej Biblioteki UW.

PSOR: Pestycydy to leki dla roślin i niezbędne narzędzie pracy rolnika. Bez nich bezpieczeństwo żywności jest zagrożone

PSOR: Pestycydy to leki dla roślin i niezbędne narzędzie pracy rolnika. Bez nich bezpieczeństwo żywności jest zagrożone 9

Pestycydy stosowane w rolnictwie, czyli środki ochrony roślin, to nic innego jak leki dla rośliny. Tymczasem wokół nich narosło wiele mitów, a nie ma się czego obawiać – podkreśla Aleksandra Mrowiec z Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin. W samej Polsce roślinom zagraża ok. 2 tys. szkodliwych organizmów, a na świecie – 65 tys. Pestycydy pozwalają chronić rośliny – opryski zapobiegają zagrożeniom dla naszego zdrowia ze strony np. toksycznych mikroorganizmów. Eksperci podkreślają, że żywność, którą kupujemy, jest całkowicie bezpieczna. Ponad 96 proc. spełnia najbardziej wyśrubowane europejskie normy.

– Ochrona roślin w rolnictwie jest niezbędna, ponieważ rośliny chorują. W Polsce zagraża im około 2 tys. różnych szkodliwych organizmów, a na świecie jest ich około 65 tys. Rolnik musi sobie z tym radzić, jednocześnie musi dostarczać żywności bardzo wysokojakościową, a tym samym musi sięgać po sprawdzone i efektywne narzędzia, które pozwalają mu chronić rośliny. Pestycydy, czyli środki ochrony roślin, to nic innego jak leki dla rośliny i tak trzeba byłoby na nie spojrzeć – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aleksandra Mrowiec, ekspertka Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin.

Wszechobecną chemię, w tym właśnie pestycydy, powszechnie oskarża się o gorszą jakość warzyw i owoców. Panuje przekonanie, że w przeciwieństwie do naturalnych substancji są szkodliwe i trujące. To jednak mity – przekonują eksperci PSOR. Branża środków ochrony roślin należy do jednej z najbardziej regulowanych, a przepisy obejmują cały cykl produkcji środka – od rejestracji w celu dopuszczenia do sprzedaży aż po ustalenie dopuszczalnych poziomów pozostałości środków ochrony roślin w żywności.

– Każdy środek ochrony roślin, zanim trafi na rynek, musi przejść 100 różnego rodzaju badań. Trwa to między 8 do 10 lat i kosztuje około 200 mln euro inwestycji, które ponosi każdy producent. Co więcej, każdy środek ochrony roślin musi być zweryfikowany przez wyspecjalizowanych naukowców, oceniony i dopuszczony do stosowania w danym kraju UE. To wszystko jest pod pełną kontrolą – zapewnia Aleksandra Mrowiec.

Jak podkreśla, to właśnie dzięki pestycydom rośliny są bezpieczne dla naszego zdrowia. Opryski pozwalają np. pozbyć się pleśni zawierającej toksyczne dla człowieka mikotoksyny.

– Ponad 96 proc. próbek żywności zawiera pozostałości na bezpiecznym poziomie albo w ogóle nie zawiera pozostałości pestycydów, w związku z tym możemy być pewni, że żywność, którą kupujemy na straganie, w supermarkecie czy w warzywniaku, jest dobrej jakości i jest dla nas bezpieczna, możemy ją bez obaw jeść – przekonuje dr Joanna Gałązka, ekspertka Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin.

Z raportu Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności dotyczącego pozostałości pestycydów w żywności dostępnej w Europie wynika, że w 48 proc. próbek nie wykryto żadnych pozostałości, a 49 proc. zawierało śladowe ilości pozostałości pestycydów mieszczące się w normie. Nawet jeśli dopuszczalne poziomy są przekraczane, nie oznacza to, że produkt jest niebezpieczny. Normy ustalane są na tak niskim poziomie, że nawet ich kilkudziesięciokrotne przekroczenie jest dla człowieka bezpieczne.

– Kontrole żywności są tak planowane, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo wykrycia nieprawidłowości. Zanim pobierze się próbę czy to ze straganu, czy na granicy, czy w supermarkecie, przeprowadza się planowanie i analizę ryzyka, czyli sprawdza się z jednej strony, co Polacy jedzą najczęściej, a z drugiej strony jakie rośliny najczęściej chorują i potrzebują interwencji ze strony rolnika w postaci oprysku. Dopiero po takiej analizie ryzyka są planowane kontrole żywności – tłumaczy dr Joanna Gałązka.

Zdaniem ekspertów środki ochrony roślin stosowanie zgodnie z instrukcją są bezpieczne, nie zmniejszają jakości produktu i w niczym nie ustępują żywności reklamowanej jako tej bez pestycydów i chemii. Warto wiedzieć, że pestycydy stosuje się nie tylko w rolnictwie konwencjonalnym, lecz także w rolnictwie ekologicznym.

Zdrowa żywność jest w dużej mierze terminem marketingowym. Stosuje się go do tego, żeby sprzedawać określone produkty, które mogą być zdrowe, ale wcale nie muszą, a poza tym zdarza się, że za nie przepłacamy. Są to produkty egzotyczne, sprowadzane z dalekich krajów, rzadko spotykane, określane jako zdrowe, ale też bardzo drogie. Zdrowa dieta to całość naszego sposobu odżywiania, nie wymaga to wprowadzenia tylko tych produktów, które są na półce ze zdrową żywnością – podkreśla dr Damian Parol, psychodietetyk.

Polacy przykładają coraz większą wagę do jakości warzyw i owoców, bo coraz częściej w swojej diecie sięgają po produkty roślinne. Choć większość z nas to mięsożercy – z danych GUS wynika, że średnio w ciągu roku zjadamy ok. 70 kg mięsa, to według badań firmy Mintel wegetarian jest już 8, a wegan – 7 proc.

– 57 proc. Polaków decyduje się ograniczać spożycie mięsa na rzecz produktów roślinnych. Można to rozumieć jako krok w stronę diety roślinnej. Na pewno o wiele łatwiej jest ograniczyć spożycie mięsa niż w pełni przejść na dietę roślinną, która pewnie jeszcze dla wielu kojarzyć się może z dużymi wyrzeczeniami – mówi Maciej Otrębski z kampanii RoślinnieJemy.

Do 2025 roku europejski rynek baterii będzie wart 250 mld euro. KE chce wspierać jego rozwój zanim przejmą go Azjaci i Amerykanie

Do 2025 roku europejski rynek baterii będzie wart 250 mld euro. KE chce wspierać jego rozwój zanim przejmą go Azjaci i Amerykanie 10

Europejski rynek baterii wykorzystywanych w samochodach elektrycznych czy systemach sieciowych w połowie przyszłej dekady będzie wart już około 250 mld euro – pięciokrotnie więcej niż obecnie, a globalne zapotrzebowanie sięgnie nawet 600 GWh. Eksperci podkreślają, że to branża z ogromnym potencjałem, dlatego Komisja Europejska zamierza przeznaczyć na rozwinięcie europejskiego rynku baterii około 2 mld euro, zanim palmę pierwszeństwa w tym sektorze przejmą azjatyccy i amerykańscy – z Teslą na czele – producenci nowoczesnych ogniw litowo-jonowych, które zdominowały rynek. 

– Celem European Battery Alliance jest stworzenie konkurencyjnego rynku produkcji baterii w Europie, obejmującego cały łańcuch wartości – od pozyskiwania surowców do recyklingu. Trzeba pokazać, że możemy tego dokonać. To bardzo ważne, bo jeszcze kilka lat temu niewiele osób wierzyło, że moglibyśmy faktycznie produkować w Europie baterie w sposób zrównoważony i przynoszący zyski. Teraz to się zmieniło. Ogromną rolę odegrała w tym praca w ramach European Battery Alliance, mająca na celu pokazanie wszystkich możliwości i korzyści płynących ze współpracy podmiotów europejskich, jak również sposobów na poprawę konkurencyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bo Normark, ekspert ds. inteligentnych sieci i magazynowania energii w InnoEnergy.

European Battery Alliance (EBA) to inicjatywa Komisji Europejskiej powołana w październiku ubiegłego roku z inicjatywy wiceprzewodniczącego KE Maroša Šefčoviča. Jej celem jest rozwój europejskiego rynku baterii wykorzystywanych m.in. w samochodach elektrycznych. Sojusz ma doprowadzić do powstania komercyjnych projektów wyspecjalizowanych w produkcji baterii, które dzięki integracji łańcucha wartości oraz zastosowanym innowacjom będą ze swobodą konkurować z produktami z Azji i USA. W jego ramach Komisja Europejska prowadzi od ubiegłego roku rozmowy m.in. z przedstawicielami branży motoryzacyjnej i chemicznej.

– Na podstawie szacunkowych danych można powiedzieć, że w tej chwili wartość rynku baterii wynosi około 50 mld euro, ale spodziewamy się dynamicznego wzrostu. Prognozujemy, że do 2025 roku rynek tylko w Europie osiągnie już wartość 250 mld euro, co jest wartością nieporównywalnie wyższą od obecnej – mówi Bo Normark.

Według Komisji Europejskiej unijny rynek baterii wykorzystywanych w samochodach i magazynach ładowania aut w połowie przyszłej dekady będzie wart pięciokrotnie więcej niż obecnie, a zapotrzebowanie tylko w Europie sięgnie 200 GWh pojemności. W skali globalnej będzie to nawet 600 GWh. KE zamierza przeznaczyć na rozwinięcie europejskiego rynku baterii około 2 mld euro, zanim palmę pierwszeństwa w tym sektorze przejmą azjatyccy i amerykańscy producenci nowoczesnych technologii akumulatorowych.

– Według danych z 2017 roku światowy rynek baterii osiągnął 60 GWh. Trzeba również podkreślić, że istnieje duża różnica pomiędzy sprzedażą pojedynczych baterii a pełnych systemów akumulatorowych. W przypadku Europy uwzględniamy wszystko – od sprzedaży baterii po sprzedaż systemów akumulatorowych – zaznacza ekspert InnoEnergy Scandinavia.

Do sojuszu European Battery Alliance należy również Polska, która stawia mocny akcent na rozwój elektromobilności. Jej rozwój ma stanowić wartość dodaną w polskim przemyśle i – jak wynika z wyliczeń Cambridge Econometrics oraz Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych – wykreować około 50,8 tys. nowych miejsc pracy do 2030 roku. W ubiegłym roku przyjęto strategiczne dokumenty dotyczące rozwoju elektromobilności w Polsce, a od lutego br. obowiązuje ustawa, która kompleksowo reguluje ten sektor i wprowadza zachęty dla nabywców elektryków. Zdaniem wiceministra środowiska Michała Kurtyki Polska ma również potencjał, aby włączyć się w globalny łańcuch dostaw dla europejskiego sektora produkcji baterii.

Elektromobilność to trend, który obejmuje nie tylko Polskę, lecz także całą Europę, Stany Zjednoczone czy Azję. W ubiegłym roku w Chinach sprzedano już ok. 100 tys. autobusów elektrycznych i około miliona samochodów z napędem zeroemisyjnym. Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energii pomiędzy 2020 a 2030 rokiem nastąpi wyrównanie całkowitego kosztu posiadania samochodów z silnikiem spalinowym i aut elektrycznych, biorąc pod uwagę koszt zakupu, serwisu i ich utylizacji. To przyczyni się z kolei do skokowego wzrostu ich popularności i sprzedaży.

27 lat działania systemu online w polskich kolekturach. Zapowiadane są kolejne innowacje

0

27 lat działania systemu online w polskich kolekturach. Zapowiadane są kolejne innowacje 11

W tym roku, dokładnie 15 września, minęło 27 lat, od kiedy sprzedaż gier LOTTO jest prowadzona poprzez system online. To on, działając 24 godziny na dobę przez 7 dni w tygodniu, łączy w całość ponad 17 tysięcy punktów sprzedaży Totalizatora Sportowego. Dzięki systemowi online nie musimy wypełniać blankietów (gra na chybił trafił), zakup przebiega błyskawicznie, a kolektorzy nie muszą wysyłać tysięcy kuponów do centrali. W ciągu tych 10 tys. dni zawarto ok. 28 mld transakcji loteryjnych.

Totalizator Sportowy cały czas stawia na wprowadzanie kolejnych technologicznych usprawnień i innowacji. Pod koniec tego roku zamierza wprowadzić sprzedaż tradycyjnych produktów LOTTO przez internet. W czerwcu w ramach pilotażu uruchomił także pierwsze salony gier na automatach (docelowo w tym roku ma być ich do 50). A to tylko część projektów realizowanych przez spółkę. Według World Lottery Association dotychczas żadna firma realizująca monopol państwa w sferze hazardowej nie prowadziła tylu nowych i złożonych technologicznie projektów jednocześnie.

 Cały czas się rozwijamy. Ten rok jest dla spółki przełomowy, ponieważ dzięki znowelizowanej ustawie o grach hazardowych, realizujemy wiele nowych projektów. Głównym celem, który chcemy osiągnąć jeszcze w tym roku, jest wprowadzenie naszych produktów do internetu. Myślę, że z końcem tego roku klienci będą mogli już zagrać w Lotto przez internet – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Aida Bella, dyrektor Biura Rzecznika Prasowego Totalizatora Sportowego.

W tej chwili sieć LOTTO liczy ponad 17 tys. punktów sprzedaży w całym kraju, pracujących właśnie w systemie online. W sobotę, 15 września br., minęło 10 tys. dni, od kiedy zakłady można zawierać za pomocą systemu komputerowego.

Jako jedni z pierwszych w Europie 27 lat temu wprowadziliśmy system online do sprzedaży gier loteryjnych i był to duży przełom w funkcjonowaniu Totalizatora Sportowego. Wcześniej, aby zagrać w nasze gry, trzeba było wypełnić kupon odręcznie. Potem były one przez kolektorów pakowane i wysyłane do centrali w Warszawie. Zanim wszystko zostało sprawdzone – kto wygrał i gdzie – mijało kilka dni. Po wprowadzeniu systemu online jest prościej, ponieważ w naszych przeszło 17 tys. punktów wszystko jest scentralizowane, wszystkie informacje są przekazywane na bieżąco – mówi Aida Bella.

Operatorem systemu online Totalizatora sportowego od 27 lat pozostaje IGT Poland.

Nasz system działa kilkadziesiąt godzin tygodniowo – od samego rana do późnego wieczora. W ciągu tych 10 tys. dni umożliwiał sprzedaż gier loteryjnych przez 144 tys. godzin – mówi Jarosław Dąbrowski, dyrektor ds. technologii IGT Poland.

W ciągu 27 lat za jego pośrednictwem zostało sprzedanych ponad 3,5 mld popularnych zdrapek i zostało zawartych ponad 28 mld transakcji loteryjnych.

– To już trzeci system online dla Totalizatora Sportowego dostarczonych przez IGT (wcześniej GTECH) w ciągu 27 lat. Jest bardzo wydajny – maksima, które osiągaliśmy, to 1,5 mln transakcji na godzinę; 26 tys. transakcji na minutę – mówi Jarosław Dąbrowski. – Jako ciekawostkę podam fakt, że gracze Lotto najczęściej wybierają kombinację 1, 2, 3, 4, 5 i 6, natomiast równie popularną kombinacją jest kombinacja 4, 8, 15, 16, 23 i 42, co nie jest obce fanom serialu „Lost”.

Totalizator Sportowy to jeden z głównych filarów finansowania polskiego sportu i kultury. Od 1994 roku spółka przekazała ponad 11,3 mld zł na Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej, którym zarządza Ministerstwo Sportu i Turystyki. Resort przeznacza te środki m.in. na budowę czy adaptację infrastruktury sportowej i projekty sportowe dla samorządów lokalnych. Część kwoty z dopłat do gier i loterii trafia też na wsparcie kultury. Od 2003 roku na rachunek Funduszu Promocji Kultury, zarządzanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, trafiło ponad 2,1 mld zł.

Totalizator Sportowy, właściciel marki LOTTO, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych firm w Polsce. W 2017 roku został pobity rekord sprzedaży produktów LOTTO. Wraz z dopłatami wyniósł on 5 644 869 743,89 zł (w 2016 r. – 5 585 464 965,23 zł).

W ubiegłym roku policja odnotowała 730 prób samobójczych dzieci i młodzieży. Realna liczba może być nawet dwustukrotnie wyższa

W ubiegłym roku policja odnotowała 730 prób samobójczych dzieci i młodzieży. Realna liczba może być nawet dwustukrotnie wyższa 12

Polska jest w niechlubnej europejskiej czołówce pod względem liczby skutecznych prób samobójczych wśród dzieci i młodzieży. W ubiegłym roku w grupie wiekowej 7–12 lat odnotowano ich 28, a w grupie 13–18 lat – ponad 700. Eksperci jednak podkreślają, że są to tylko liczby rejestrowane, a prawdziwa skala problemu może być 100-, a nawet 200-krotnie większa. Nieletni czują się nieakceptowani przez środowisko rówieśników, boleśnie przeżywają hejt w sieci, niepowodzenia w szkole i rozterki miłosne. Niestety, rodzice często bagatelizują ich problemy, a w pogoni za pracą i pieniądzem nie mają czasu na szczerą rozmowę.

Z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że Polska pod względem liczby udanych prób samobójczych dzieci i młodzieży jest druga w Europie. Pierwsze miejsce mają Niemcy. Z danych Policji wynika, że w ubiegłym roku na 730 prób samobójczych 116 zakończyło się śmiercią. Tymczasem zdaniem ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia skala problemu jest dużo większa, niż pokazują oficjalne statystyki.

– W ostatnich latach Polska jest w czołówce Europy pod względem liczby samobójstw. Wzrost jest kilkudziesięcioprocentowy. Z czego to wynika? Młodzi ludzie, pomimo obecności w internecie, social mediach, potrzebują kontaktu i uwagi ze strony rodziny. Potrzebują poświęcenia im czasu, wysłuchania i rozmowy, a nie rzucanych pytań: co było w szkole. Potrzebna jest rozmowa o tym, co jest dla niego wartościowe, co go trapi, ale też zauważenie jego emocji – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych.

Specjaliści prowadzący chociażby Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży odbierają mnóstwo telefonów od młodych ludzi, którzy przeszli zespół suicydalny, prowadzący do próby samobójczej, i podjęli taką próbę, której nikt nie zauważył. Nieletni, którzy decydują na tak dramatyczny krok, często podkreślają, że wcześniej zwracali rodzicom uwagę na swój stan psychiczny, sygnalizowali, że potrzebują pomocy, niektórzy nawet wprost przyznawali, że mają myśli samobójcze, ale w odpowiedzi słyszeli jedynie: weź się w garść, przestań tak myśleć.

– Bardzo często trzaśnięcie drzwiami młodego człowieka jest właśnie krzykiem: potrzebuję wysłuchania. Jak ktoś jest w stanie uniesienia emocjonalnego i zamknięcia, to albo trzeba z nim po prostu pobyć, albo poczekać, aż on będzie gotowy na rozmowę i wesprzeć go swoim zrozumieniem, empatią – mówi Michał Zawadka.

Statystyki pokazują, że na każde cztery podjęte próby samobójcze trzy podejmują dziewczynki, natomiast chłopcy w stosunku 1:3, podejmują próby samobójcze skutecznie. Kwestia samobójstw jest bardzo skomplikowana, a powody załamania mogą być bardzo różne.

– W dzisiejszym świecie social mediów muszę być świetny we wszystkim, zamiast akceptować siebie takim, jakim jestem, więc młodzi ludzie pod taką presją, a do tego bez zrozumienia ze strony rodziców, bliskich czy nauczycieli, zaczynają robić głupie rzeczy. Bardzo dużo młodych ludzi pisze do mnie, że nie radzi sobie emocjonalnie po rozstaniu, nie mają z kim o tym pogadać. W dodatku hejt pojawia się bardzo szybko, kiedyś proces napiętnowania osoby rósł bardzo długo i powoli – mówi Michał Zawadka.

Rodzice często boją się rozmawiać z dziećmi, bo czują się zakłopotani, nie wiedzą, w jaki sposób to robić. Obawiają się też reakcji dziecka, jeśli zadadzą jakieś niefortunne pytanie. Z drugiej strony sama młodzież też ma opory przed rozmową z rodzicami.

– Nauczmy młodych ludzi rozmawiać. Niech będzie w szkołach przedmiot komunikacja. Pięknie się to zmienia w systemie edukacji przedszkolnej. Nacisk w 70 proc. jest położony rozwój umiejętności społecznych i emocjonalnych, a w 30 proc. – na rozwój edukacji sztywnej, umiejętności liczenia, zabawy, przygotowanie do szkoły – mówi Michał Zawadka.

Inteligentna podłoga wytworzy prąd z ludzkich kroków. Rozwiązanie pozwoli zasilić w energię całe miasta

Inteligentna podłoga wytworzy prąd z ludzkich kroków. Rozwiązanie pozwoli zasilić w energię całe miasta 13

Z raportu IEA wynika, że już na początku 2018 roku na świecie zużywano 75 proc. prądu, który miał wystarczyć na kolejne kilkanaście lat. Na ratunek przychodzą nowe rozwiązania, w których rolę baterii spełnia człowiek. Zwykły ruch może stanowić niewyczerpane źródło energii, zasilić miasta, oświetlić pomieszczenia. Na rynku pojawiła się już odzież z wkładkami, które wytwarzają prąd dzięki ruchom ciała użytkownika. Brytyjscy naukowcy opracowali natomiast wykładzinę, która przetwarza energię kinetyczną ludzkich kroków na energię elektryczną.

– Podłoga Pavegen przetwarza ciężar kroków w energie elektryczną. Każdy krok zrobiony na naszej podłodze wytwarza od 2 do 5 watów energii. Energię tę można magazynować w akumulatorach, można nią zasilać oświetlenie, sieć Wi-Fi lub stacje monitorowania zanieczyszczenia powietrza. Każde miejskie urządzenie zasilane energią elektryczną może być do niej podłączone. Technika ta działa w każdym miejscu, w którym chodzą ludzie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Laurence Kemball-Cook, założyciel Pavegen.

Przy coraz większym zapotrzebowaniu na energię pojawiają się rozwiązania, które mają pomóc rozwiązać ten problem. Do wytworzenia energii wystarczy ruch – w ten sposób można naładować telefon, na rynku można też znaleźć odzież z wkładkami, które dzięki ruchom ciała użytkownika wytwarzają prąd, to także wkładki do butów z mechanizmem produkującym prąd pod wpływem uderzenia pięty.

Coraz częściej energię wytwarzaną przez ruch wykorzystuje się w systemie smart city.

– Nasze rozwiązanie umożliwia wytwarzanie energii w dosłownie każdym miejscu, gdzie chodzą ludzie, np. na stadionach, lotniskach, stacjach kolejowych, w biurach, centrach handlowych itp. Dzisiaj jesteśmy w centrum kongresowym i możemy wykorzystywać energię wytwarzaną przez tysiące ludzi, którzy tędy przechodzą – wskazuje Laurence Kemball-Cook.

Przykładem wytwarzania energii z ruchu jest dynamo rowerowe, gdzie wysiłek ludzkich mięśni jest zmieniany w prąd, zasilający oświetlenie rowerowe. Podobne rozwiązania stosuje się w siłowniach na świeżym powietrzu, gdzie ćwicząc, produkuje się przy okazji prąd do oświetlenia okolicy. W Brazylii z kolei więźniowie mogą sobie skrócić wyrok, pedałując na rowerze i w ten sposób dostarczać prąd do pobliskich latarni.

Brytyjscy inżynierowie poszli jeszcze krok dalej. Stworzyli wykładzinę na bazie gumy z recyklingu, która przetwarza energię ludzkich kroków na energię elektryczną. Zdaniem eksperta to jednak dopiero początek.

– Podłoga Pavegen przetwarza ciężar kroków w energie elektryczną. Działa to w następujący sposób: pod podłogą wbudowany jest generator, a więc gdy ktoś chodzi po podłodze, dzięki naszej opatentowanej technologii wytwarzana jest pod nią energia – tłumaczy ekspert.

Przyszłość wytwarzania energii należy do rozwiązań z zakresu energii słonecznej oraz najnowszej technologii jej magazynowania.

– Pojazdy elektryczne będą największymi nośnikami energii, jakie do tej pory były znane. Nocą energia z tych pojazdów będzie używana do zasilania części naszych miast, co pomoże utrzymać równowagę pomiędzy poborem energii z sieci elektrycznych i uzupełnić zapotrzebowanie na energię. Niezwykle ekscytującym rozwiązaniem są akumulatory półprzewodnikowe – przekonuje założyciel Pavegen.

Wielka Brytania chce zastosować pojazdy elektryczne w ramach wirtualnej elektrowni. W Danii bada się funkcjonowanie samochodów elektrycznych jako źródeł energii. W jednym z japońskich miast wykorzystuje się zużyte baterie z samochodów Nissan Leaf jako magazyny energii dla paneli fotowoltaicznych, które produkują energię dla oświetlenia ulic.

– Miasta nie potrzebują wyłącznie rozwiązań technologicznych i sicie sensorycznych. Najważniejsi są ludzie i więzi społeczne. Najlepszym rozwiązaniem jest tzw. icccccchncldnghknjbvdnbrngueehcteedirnrjilhhe

nternet ludzi – w którym to ludzie stanowią element rozwiązania, np. wytwarzając energię i z niej korzystając. Uważamy, że to rzeczywista droga ku wprowadzeniu istotnych zmian w postrzeganiu infrastruktury miejskiej w przyszłości – podsumowuje Laurence Kemball-Cook.

Według analityków Grand View Research, globalny rynek rozwiązań smart city do 2025 r. będzie warty blisko 2,6 bln dol. Z kolei według prognoz BP, rynek odnawialnej energii do 2040 r. wzrośnie o 400 proc.

Urządzenia do domowej rozrywki coraz bardziej zaawansowane. Biblioteką multimediów można sterować za pomocą smartfona lub komend głosowych

Urządzenia do domowej rozrywki coraz bardziej zaawansowane. Biblioteką multimediów można sterować za pomocą smartfona lub komend głosowych 14

Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, którymi można sterować np. za pomocą głosu. Jednym z elementów inteligentnego domu jest także system multiroom, pozwalający na bezprzewodową emisję tego samego obrazu i dźwięku na wszystkich domowych urządzeniach, niezależnie czy są to głośniki, telewizory, czy smartfony. Technologia MusicCast pozwala odtwarzać muzykę w całym domu nie tylko z kina domowego czy amplitunera, lecz także z gramofonu, a nawet fortepianu. Wszystkim można sterować z poziomu smartfona lub tabletu, a wkrótce także za pomocą komend głosowych.

– System MusicCast łączy wszystkie komponenty Yamaha w ramach jednej sieci bezprzewodowej. Poszczególne elementy komunikują się pomiędzy sobą w taki sposób, że każde źródło podłączone do jednego z komponentów Yamaha, na przykład odtwarzacz Blu-ray podłączony do amplitunera, emituje dźwięk, który słychać w każdym pomieszczeniu w twoim domu za pomocą głośników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Björn von Bredow z firmy Yamaha.

Yamaha ma kilkadziesiąt produktów porozumiewających się bezprzewodowo w ramach systemu MusicCast. Można nimi sterować za pomocą aplikacji mobilnej z poziomu smartfona lub tabletu. W przypadku korzystania z Wi-Fi wystarczy się podłączyć do sieci, dodać np. głośnik w aplikacji i wybrać właściwą sieć bezprzewodową, w której ma działać. MusicCast obsługuje także serwisy streamingowe, takie jak Tidal, Spotify czy Deezer. Aplikacja pozwala zarządzać wieloma ustawieniami urządzeń, a także łączyć je w grupy, aby odtwarzały tę samą muzykę. W aplikacji można np. zapisywać ulubione stacje radiowe, tworzyć playlisty czy zarządzać serwisami muzycznymi.

– Jeżeli użytkownik ogląda film w salonie, może ustawić amplituner w taki sposób, że zarówno dźwięk, jak i obraz są zsynchronizowane, a jeżeli na przykład urządza przyjęcie, i chce, żeby w każdym pokoju słychać było tę samą muzykę, synchronizuje dźwięk w całym systemie, w taki sposób, żeby nie było opóźnień pomiędzy poszczególnymi pokojami – tłumaczy Björn von Bredow.

Jak pokazuje badanie Gfk, technologia multiroom zyskuje na znaczeniu przede wszystkim z uwagi na fakt, że największe firmy technologiczne wprowadzają aktualizacje oprogramowania, aby umożliwić obsługę systemów multiroom. Portfolio bezprzewodowych urządzeń w systemie multiroom mają również takie firmy, jak Sony czy Pioneer. Większość z dostępnych na rynku systemów jest zamknięta, co oznacza, że obsługuje urządzenia tylko jednej firmy.

Najnowszym trendem w obsłudze systemu multiroom są domowi asystenci. Do całego systemu można podłączyć np. głośnik Google Home czy Amazon Echo z asystentem Alexa i kontrolować wszystkie urządzenia za pomocą głosu.

– Trudno przewidzieć rozwój technologii, ponieważ zawsze pojawia się coś zaskakującego, zawsze ktoś może wymyślić coś, o czym nikt nawet nie pomyślał pięć lat wcześniej. Jednak multiroom i możliwości łączenia elementów odegrają znaczącą rolę w przyszłości. Z tego powodu Yamaha chce systemu multiroom, który zintegrowałby wszystkie nasze produkty, od małego głośnika strumieniowego do fortepianu pełnych wymiarów – mówi ekspert.

Według raportu Gfk segment systemów multiroom, umożliwiających odtwarzanie muzyki w różnych pomieszczeniach jednocześnie, zanotował w ostatnich miesiącach wzrost o 11 proc. i odpowiadał za 23 proc. całkowitych obrotów w kategorii domowych systemów audio.

The Warsaw HUB zaczyna górować nad rondem Daszyńskiego

Konstrukcja kompleksu The Warsaw HUB rośnie w oczach. Obecnie trwa budowa trzech budynków, które docelowo osiągną od 86 do 130 m wysokości, oraz podziemnego łącznika z drugą linią metra. Zespół wieżowców usytuowany na warszawskiej Woli to najbardziej zaawansowany technologicznie i największy projekt w historii firmy Ghelamco.

Kompleks The Warsaw HUB powstaje w nowym biznesowym centrum Warszawy, w południowo-zachodniej części ronda Daszyńskiego. Finalnie będzie się składać z trzech wysokościowców: 86-metrowego budynku hotelowego (A) oraz dwóch 130-metrowych wież biurowych (B i C). Wszystkie te obiekty połączy wspólne pięciokondygnacyjne podium, które stworzy wielkomiejską pierzeję ulicy Towarowej.

The Warsaw HUB jest najbardziej zaawansowanym technologicznie i największym projektem w historii Ghelamco. Inwestycja zaoferuje wiele innowacyjnych rozwiązań, niedostępnych w dzisiejszych biurowcach. Jestem przekonany, że podobnie jak to było w przypadku Warsaw Spire, wniesie nową jakość na polski rynek nieruchomości komercyjnych – mówi Jarosław Zagórski, dyrektor handlowy i rozwoju Ghelamco Poland.

Postępy na budowie

Wieża hotelowa (A) osiągnęła już wysokość 17 kondygnacji, docelowo ma ich być 22. Równolegle trwają prace nad montażem jej elewacji. Zakończenie budowy konstrukcji jest planowane w październiku bieżącego roku. Jednocześnie do góry pną się wieże biurowe. Budynek B liczy już 9 pięter i rozpoczęto na nim montaż konsol, na których niebawem zawisną szklane panele elewacyjne. Ostatni budynek (C) jest na etapie budowy piątej kondygnacji. Cały kompleks ma zostać ukończony na przełomie 2019 i 2020 roku.

Pasaż handlowy połączony z metrem

The Warsaw HUB będzie jednym z pierwszych i bardzo nielicznych budynków w Warszawie posiadających bezpośrednie połączenie z metrem. W sierpniu rozpoczęły się prace związane z budową podziemnego łącznika pomiędzy wieżowcami Ghelamco a peronami II linii metra. Będzie on prowadził wprost na obszerny pasaż handlowy na poziomie -1, którego konstrukcja została już ukończona. Znajdą się tam m.in. restauracje, kawiarnie, drogeria, pralnia, supermarket i inne punkty handlowo-usługowe.

Osobny parking rowerowy

Położenie inwestycji w pobliżu ronda Daszyńskiego pozwoli przyszłym najemcom i klientom korzystać nie tylko z metra, lecz także z bliskiego sąsiedztwa wielu linii tramwajowych oraz autobusowych. W okolicy znajduje się też rozbudowana sieć dróg rowerowych, dlatego deweloper wiele uwagi poświęcił użytkownikom jednośladów. Do swojej dyspozycji będą mieli obszerny, niezależny od samochodowego parking na 420 rowerów, wyposażony w szatnie z szafkami i natryskami. Aby zwiększyć bezpieczeństwo rowerzystów, zbudowano dla nich oddzielny wjazd.

Wielofunkcyjna przestrzeń

The Warsaw HUB będzie liczyć 113 tys. mkw. wielofunkcyjnej powierzchni. Znajdą się w nim najwyższej klasy przestrzenie biurowe, a także m.in. centrum konferencyjne, powierzchnie usługowo-handlowe i centrum fitness sieci Zdrofit, która wynajęła w kompleksie 1,5 tys. mkw. W najniższej wieży będą funkcjonować  hotele sieci Holiday Inn Express oraz pierwszy w Polsce Crowne Plaza. Łącznie powstanie w nich ponad 430 pokoi i apartamentów.

Kompleks The Warsaw HUB został również wybrany na globalne centrum usług biznesowych przez jeden z największych działających na świecie banków – Standard Chartered. Instytucja finansowa zajmie 3,6 tys. mkw. powierzchni biurowej i zatrudni około 750 pracowników.

W zespole wieżowców zaplanowano dodatkowo unikalną przestrzeń coworkingową. Docelowo swoją siedzibę w The Warsaw HUB będzie mieć również centrum współpracy korporacji i startupów The Heart Warsaw, które obecnie mieści się w Warsaw Spire.

Nowoczesne technologie

Przyszli pracownicy kompleksu będą mogli korzystać z najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych. Do budynku wejdą dzięki aplikacjom na smartfony, a na parking wjadą z pomocą systemu rozpoznającego tablice rejestracyjne. Odpowiadając na aktualne trendy motoryzacyjne, deweloper pomyślał również o stacji do ładowania pojazdów elektrycznych. Kompleks zasilą trzy niezależne źródła energii, a najemcy będą mogli zainstalować w nim również swoje własne generatory.