Dobre informacje dla kredytobiorców. Dane z wysp

Szwajcarski Narodowy Bank nie zmienił stóp procentowych. Im dłużej trwa ta sytuacja tym lepiej dla kredytobiorców walutowych. Pakiet dobrych danych z wysp – wczoraj inflacja dzisiaj sprzedaż detaliczna.

Szwajcarzy utrzymali stopy procentowe

Dobra wiadomość dla kredytobiorców frankowych. Szwajcarski Narodowy Bank nic nie zmienił w polityce stóp procentowych. Pozostają one zatem w rekordowo niskim przedziale -1,25% do -0,25%. Dlaczego jest to dobra wiadomość? Po pierwsze to od tych stóp procentowych liczą się odsetki od kredytów walutowych. W związku z tym im niższe stopy procentowe tym niższa rata kredytu. Drugą ważną rzeczą jest fakt, że wraz ze wzrostem sóp procentowych umacnia się waluta. Zatem gdyby doszło do podwyżek stóp kredytobiorcy nie tylko płaciliby wyższe raty, ale również drożej odkupywali pożyczone franki. Jak zareagowały na to rynki walutowe. Reakcja była bardzo słaba, gdyż większość analityków spodziewała się pozostawiania stóp procentowych w dotychczasowych przedziale.

Inflacja i sprzedaż w Wielkiej Brytanii

Zmiany cen to specyficzny wskaźnik. Jak ceny rosną za szybko to źle. Z drugiej strony jak nie rosną to również źle. Analitycy boją się niskiej inflacji, bo to oznacza często stagnacje w gospodarce. To właśnie dlatego wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii spowodowały wzrosty na funcie. Ceny rosły co ucieszyło analityków obawiających się negatywnego wpływu Brexitu na gospodarkę. Wzrost był relatywnie krótkotrwały, ale na kilka godzin funt podrożał o około 2 grosze. Drugi ważny odczyt nadszedł z wysp dzisiaj. Sprzedaż detaliczna przyspieszyła mocniej niż spodziewali się analitycy. Rośnie ona o 3,3% a nie jak dotychczas oczekiwali analitycy o 2,3%. Dane te spowodowały kolejne umocnienie się funta. Inwestorzy coraz przychylniej patrzą na brytyjską walutę, która pomimo zamieszania z Brexitem idzie w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

IX Targi RetailShow

Najbliższa edycja Międzynarodowych Targów Wyposażenia Sklepów RetailShow, która odbędzie się 14 i 15 listopada br., przybliży odwiedzającym jeszcze szerszą ofertę wystawców. Targi już po raz dziewiąty zagoszczą w Centrum EXPO XXI w Warszawie, jednak po raz pierwszy odbywać się będą w dwóch halach centrum wystawienniczego. Bardzo duże zainteresowanie sieci handlowych i firm z branży skłoniło organizatora do udostępnienia większej powierzchni na prezentację produktów i usług.

RetailShowTargi RetailShow to wiodące wydarzenie biznesowe branży handlowej w Europie Środkowo-Wschodniej. W zeszłym roku odwiedziło je ponad 5 tysięcy klientów, by zapoznać się z ofertą 200 wystawców. Wśród odwiedzających są zarządzający sieciami i centrami handlowymi, najemcy, właściciele sklepów oraz przedstawiciele firm dostarczających wyposażenie dla handlu. Reprezentują oni wszystkie rodzaje sieci handlowych, tj.: spożywcze, odzieżowe, gastronomiczne, obuwnicze, sportowe, drogeryjne, RTV-AGD, Dom i Ogród, jubilerskie, saloników prasowych, banków, aptek, stacji paliw oraz sklepów specjalistycznych.

RetailShow Sklep_Modelowy1Jakość targów jest znana i doceniana także za granicą. – Zainteresowanie RetailShow jest bardzo duże. Zauważamy to zarówno po coraz liczniej zgłaszających się firmach z zagranicy, jak i coraz większych stoiskach, które zamawiają wystawcy. Rozwijamy systematycznie ofertę targów, dbamy o to, aby wydarzeniu towarzyszył jakościowy program merytoryczny. Daje to efekty, więc cieszymy się, że pozycja targów umacnia się nie tylko w Polsce – mówi Artur Matlakowski, Product Manager w firmie ECP Polska, organizatora Targów RetailShow. Największe stoiska w tym roku rezerwują wiodące firmy oferujące meble i wyposażenie sklepów, urządzenia chłodnicze, a także firmy technologiczne.

RetailShow w pigułce

Targi RetailShow to okazja, by w jednym miejscu zapoznać się z najnowszą ofertą polskich i zagranicznych dostawców wyposażenia, technologii i usług dla handlu. Obejmie ona m.in. meble i wyposażenie sklepów, oświetlenie, kasy fiskalne i wagi, systemy informatyczne do zarządzania sieciami handlowymi, programy lojalnościowe, usługi outsourcingowe i finansowe, systemy zabezpieczeń i ochrony oraz usługi doradcze.

Bardzo mocną stroną targów jest prezentacja rozwiązań z zakresu projektowania sklepów. Aktualne trendy w aranżacji i wyposażaniu pokazywane są w Modelowym Sklepie. To miejsce zawsze cieszy się popularnością. Dzięki poradom architektów oraz ekspozycji najnowszych produktów będących wyróżnikami w przestrzeni sklepowej, właściciele sklepów dowiadują się jak dodatkowo przyciągnąć uwagę kupującego.

RetailShow to także duża dawka wiedzy. Organizowany co roku pierwszego dnia targów Retail Congress jest przewodnikiem po najważniejszych branżowych tematach. Jego program uwzględnia trendy projektowe, nowe koncepty sklepowe, tematy związane z customer experience czy nowości technologiczne. Targom towarzyszą także bezpłatne warsztaty w Teatrze Innowacji, gdzie eksperci z różnych dziedzin prezentują praktyczną wiedzę w ogólnodostępnej przestrzeni targowej.

Podczas Targów RetailShow wyłaniani są także laureaci konkursów „Best Shop Concept” oraz „Innowacje Handlu”. W pierwszym Jury nagradza sklepy z unikalnym konceptem oraz wysokimi walorami estetycznymi i użytkowymi. W drugim premiowane są najlepsze urządzenia, produkty i usługi dla branży handlowej, spośród tych prezentowanych na targach.

Informacje praktyczne

IX Targi RetailShow odbędą się w dniach 14-15 listopada 2018 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja lub w recepcji w dniu targów.

Partnerem Strategicznym RetailShow 2018 jest firma Modern-Expo, a Sponsorami Głównymi: Koncept-L; Ingram Micro z Zebra Technologies; Goldenore z Oracle i z Arrow oraz Bosch.

Najwięksi producenci wódki i ich strategie sprzedażowe dla małych sklepów

Gdyby ranking producentów wódki zależał wyłącznie od wartości sprzedaży poszczególnych wódek w polskich sklepach małopowierzchniowych, to zdecydowanie wygrałaby grupa Roust, przed firmą Stock i Marie Brizard. Jednak Grupa Eurocash we współpracy z Polską Izbą Handlu postanowiły ułożyć ranking największych producentów wódki ze względu na ich strategie dystrybucyjne, cenowe, produktowe stosowane wobec małoformatowych sklepów. To one nadal mają największy udział w sprzedaży wódki w Polsce. Kto zatem najbardziej sprawiedliwie traktuje właścicieli małopowierzchniowych sklepów i ich klientów?

Po raz kolejny najlepsze oceny za równe traktowanie różnych rodzajów sklepów w rankingu „Równi w Biznesie” dostali producenci wyspecjalizowani w wódkach prezentowych: litewski Stumbras i polski Dębowa Polska. Ich asortyment zwykle ma podobne ceny w różnych rodzajach sklepów. Na podium stanął też wicelider sprzedaży wódek w Polsce – Stock, znany z takich marek jak „Żołądkowa” i „Stock”. Tym razem tuż za wiodącą trójką znalazła się grupa Roust, największy w Polsce producent wódek, oferujący m.in. „Żubrówkę”, „Bolsa” i „Absolwenta”. Stock i Roust stosują w dużej liczbie niezależnych sklepów detalicznych koncepcję „perfect store”, czyli sklepu idealnego jeśli chodzi o atrakcyjność oferty i poziom sprzedaży. Widać, że rozwiązanie stworzone dla handlu małoformatowego, m.in. poprzez bliską współpracę działów sprzedaży ze sklepami, przynosi dobre efekty. Do czołówki zbliżył się najmniejszy spośród 10 największych producentów wódki Grupa AWW (Wiesław Wawrzyniak), a wypadł z niej Polmos Bielsko-Biała. Mimo to oprócz „Stumbrasa” to właśnie m.in. produkowana w Bielsku-Białej „Żytnia” zebrała najlepsze oceny za utrzymywanie porównywalnej ceny w różnych rodzajach sklepów. W produktach dedykowanych do małopowierzchniowych sklepów najlepsza jest firma Diageo („Smirnoff”). Dopiero dziewiąty w tym obszarze jest Pernod Ricard („Wyborowa”, „Absolut”, „Luksusowa”), a dziesiąty Brown-Forman („Finlandia”).

rowni_w_biznesie_wodkaKońcowy wynik w rankingu „Równi w Biznesie” zależy od tego, jak producent zostanie oceniony, jeśli chodzi o stosowane ceny, dystrybucję, udział rynkowy, kontrybucję do wzrostu sprzedaży i dedykowane produkty. Każdy z tych obszarów ma odpowiednią wagę w finalnym wyniku: cena 20%, dystrybucja 25%, udział rynkowy 20%, kontrybucja do wzrostu 25% oraz dedykowane produkty 10%. Liczba punktów, jaką w rankingu otrzymuje producent, jest średnią ważoną rezultatów każdego z tych wskaźników.

– Wyróżniamy strategie, które zakładają równe traktowanie różnych kanałów dystrybucji. Wódka jest jednym z głównych produktów zakupowych w małoformatowych sklepach, więc w interesie producentów powinno być zbliżenie cen oferowanych w dyskontach czy supermarketach i w niezależnym handlu – mówi Jacek Owczarek, członek zarządu Grupy Eurocash.

Wyniki rankingu producentów wódki ze względu na ich strategie stosowane wobec sklepów małoformatowych:

  1. STUMBRAS 84
  2. DĘBOWA POLSKA 78
  3. STOCK 76
  4. ROUST 64
  5. WIESŁAW WAWRZYNIAK 61
  6. DIAGEO 56
  7. POLMOS BIELSKO-BIAŁA 51
  8. MARIE BRIZARD 38
  9. PERNOD RICARD 27
  10. BROWN-FORMAN 18

Im więcej punktów, tym bardziej zrównoważona strategia.

Porównanie tegorocznej edycji rankingu z tą ubiegłoroczną pokazuje, że najważniejsi producenci raczej nie zmieniają swojego podejścia do rynku dystrybucji. Największą zmianę rankingu na niekorzyść klientów sklepów małopowierzchniowych odnotował Polmos Bielsko-Biała, który spadł z miejsca 4. na 7. W dolnej części tabeli konsekwentnie pozostają inni znaczący na polskim rynku producenci: Marie Brizard, Pernod Ricard i Brown-Forman.

– Widać, że o zrównoważone relacje z detalistami są w stanie zadbać zarówno wielcy jak i mniejsi gracze. To bardzo ważne, ponieważ udział małoformatowych sklepów w sprzedaży mocnych alkoholi jest wysoki, więc mogą one najbardziej odczuwać obserwowane teraz spadki sprzedaży. Szansą dla nich jest posiadanie pełnej, a nie tylko podstawowej oferty wiodących producentów. Doceniamy tych producentów, którzy taką ofertę już zapewniają w sklepach niezależnych detalistów – mówi Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu.

Ranking „Równi w Biznesie” został przygotowany przez analityków Grupy Eurocash w oparciu o posiadane dane agencji badawczej Nielsen za okres od sierpnia 2017 do lipca 2018 r. Jest on wspólną inicjatywą Grupy Eurocash, lidera w hurtowej dystrybucji produktów FMCG w Polsce i Polskiej Izby Handlu, największego w naszym kraju reprezentanta handlu detalicznego i usług.

Kurs franka szwajcarskiego reaguje na decyzję SNB

Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy frank był wyraźnie silniejszy. Dlaczego teraz się osłabia?

Siła franka miała związek przede wszystkim ze: wzrostem obaw na rynku w konsekwencji eskalacji konfliktu handlowego, niepokojem o sytuację we Włoszech, a także strachem przed kryzysem na rynkach wschodzących. Ostatnie dni przyniosły jednak pewną poprawę sentymentu, która objawiała się stabilizacją i umocnieniem walut rynków wschodzących (w tym polskiego złotego) i osłabieniem walut safe-haven, takim jak frank szwajcarski.

W obecnej chwili frank jest słabszy ze względu na coś innego. Dzisiejsze spotkanie Szwajcarskiego Banku Narodowego nie przyniosło oczywiście żadnych zmian w prowadzonej przez Bank polityce monetarnej. Stopa procentowa została utrzymana na poziomie -0,75% i zgodnie z oczekiwaniami rynków finansowych pozostanie ujemna jeszcze przez kolejne trzy lata. Waluta Szwajcarii kontynuowała dziś osłabienie z poprzedniego dnia, co powodowane jest gołębim komunikatem ze strony banku centralnego oraz obniżeniem prognoz inflacji na lata 2019-2020, którego dokonał SNB. Szwajcarski Bank Narodowy zdecydował się na dostosowanie ścieżki inflacji po uwzględnieniu umocnienia krajowej waluty. Efekt „silnego franka” zgodnie z oceną Banku przeważy nad wzrostem budującej się wewnętrznej presji inflacyjnej i przełoży się na względną stabilizację dynamiki cen w kolejnych kwartałach. Oczywiście nie sprzyja to rychłym podwyżkom stóp procentowych.

Jedną z walut, które radzą sobie zdecydowanie gorzej od nieco słabszego franka szwajcarskiego jest korona norweska. I w tym wypadku winę za słabość waluty ponosi bank centralny, który wprawdzie, zgodnie z oczekiwaniami po raz pierwszy od siedmiu lat podniósł referencyjną stopę procentową z poziomu 0,5% do 0,75%, jednak utrzymał względnie gołębi ton, nie dając rynkom żadnych jastrzębich sygnałów. Szczególnym rozczarowaniem było obniżenie prognozowanej przez Bank ścieżki podwyżek stóp procentowych.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,28-4,30. Wspólna waluta pozostawała wczoraj względnie stabilna w relacji do głównych walut, euro zakończyło dzień na niemal niezmienionym poziomie w relacji do dolara amerykańskiego.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,82-4,85. Wczorajsze dane o inflacji wspierały brytyjską walutę, jednak ostatecznie funt brytyjski zakończył dzień na lekkim minusie w relacji do ważonego koszyka walut. Dziś dane ponownie zaskakują na plus: sprzedaż detaliczna w sierpniu rosła o 3,5% w ujęciu rocznym, a to pomimo względnie wysokiej bazy z poprzedniego roku. W górę poszły również szacunki z poprzedniego miesiąca. Lepsze odczyty z ostatnich dwóch miesięcy sprzyjają wyższemu wzrostowi gospodarczemu w trzecim kwartale i łagodzą nieco obaw związanych z ostatnim spadkiem płac realnych (z uwagi na rosnącą inflację).

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 3,66-3,68. Dolar amerykański w ostatnim czasie pozostaje względnie słaby: indeks USD w momencie pisania obniżył się do najniższego poziomu od końcówki lipca. Kluczowymi danymi, które poznaliśmy wczoraj były odczyty z amerykańskiego rynku nieruchomości. W ujęciu ogólnym można uznać, że były dość mieszane: istotnie spadła liczba wydawanych zezwoleń na budowę, wzrosła z kolei liczba rozpoczętych budów domów.

Największą uwagę nadal zwraca jednak rozwój sytuacji w kwestii wojny handlowej USA i Chin, mimo, iż nie przekłada się on na wyraźny wzrost zmienności na rynku walutowym. Ostatnie informacje z Chin sugerują, że Państwo Środka będzie docelowo dążyło do zmniejszania nakładanych przez siebie taryf celnych. Obecnie inwestorzy czekają na kolejną rundę negocjacji Chin i Stanów Zjednoczonych.

Dzisiejszy dzień przyniesie serię nowych danych z USA. Zaczniemy od cotygodniowego odczytu o liczbie wniosków o zasiłki w Stanach Zjednoczonych, w tym samym czasie opublikowany zostanie również wskaźnik przemysłowy wg. FED z Filadelfii. Pod koniec dnia poznamy również kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – wskaźnik przemysłowy wg. FED z Filadelfii we wrześniu
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w sierpniu
  • 17:15 – przemawia prezes Bundesbanku, Jens Weidmann

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Doświadczony i zapracowany jak polski kierowca? Sprawdziliśmy, kto jeździ w firmach transportowych

Kierowca zatrudniony w polskiej firmie transportowej ma średnio 42 lata i rocznie przejeżdża 87 tys. km, czyli mógłby ponad dwukrotnie okrążyć ciężarówką Ziemię, a rekordziści robią to nawet pięciokrotnie. Praca w transporcie oznacza także ciągłe życie w trasie, bo delegacje trwają przeciętnie 244 dni w roku. Jednocześnie zostaje niewiele czasu na urlop – kierowcy wykorzystują zaledwie 17 dni wolnych. Taki obraz profesjonalistów za kółkiem wyłania się z raportu Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Sprawdziliśmy, kim są i jak pracują przedstawiciele jednego z najbardziej poszukiwanych zawodów w kraju.

Raport „Kim jest kierowca w polskiej firmie transportowej?” OCRK został opracowany na podstawie danych statystycznych i informacji za 2017 rok, zebranych przez Dział Analiz i Rozliczeń OCRK od 1239 kierowców w 2017 r. Wyniki badania nakreślają portret kierowcy zawodowego w Polsce. – Postanowiliśmy zbadać, kim są kierowcy, których tak bardzo brakuje zarówno w polskiej, jak i europejskiej branży transportowej. Przewoźnicy coraz głośniej mówią o trudnościach z zatrudnieniem i zatrzymaniem w pracy na dłużej profesjonalnej kadry. Praca w transporcie jest bowiem wymagająca, wiąże się z nią m.in. duża odpowiedzialność, długa rozłąka z rodziną, stres związany często ze skomplikowanymi przepisami w transporcie drogowym i wielogodzinna jazda za kółkiem. Według Komisji Europejskiej wielu kierowców pracuje więcej niż 12 godzin dziennie, z czego ponad 60 proc. czasu stanowi jazda w trasie[1]. Z naszych badań wynika, że branża mierzy się z dużym problemem, bo choć przybywa młodych osób o odpowiednich kwalifikacjach, to stanowią oni zdecydowaną mniejszość. Oznacza to, że negatywny trend deficytu kierowców na rynku pracy nie tylko się utrzyma, ale także będzie się w przyszłości pogłębiał – mówi Kamil Wolański, ekspert OCRK.

Przejeżdżają nawet 200 tys. km rocznie

Badanie OCRK potwierdza, że kierowcy zatrudnieni w polskich firmach transportowych pokonują ekstremalnie długie trasy. Prawie 4 na 10 przejeżdża rocznie 51-100 tys. km, 18 proc. badanych pokonuje do 150 tys. km, a 16 proc. wyjeżdża od 150 do 200 tys. km, to tak jakby pięciokrotnie okrążyć ciężarówką Ziemię. Niewielka grupa rekordzistów (2 proc.) w roku ma za sobą powyżej 200 tys. km. Jednocześnie warto porównać te dane z średnim przebiegiem ciężarówek w Europie. Według organizacji Transport & Environment jest to 130 tys. km rocznie[2]. OCRK podaje także, gdzie najczęściej wysyłani są polscy kierowcy. Dla ponad połowy badanych celem są Niemcy, 14 proc. jeździ do Francji, a 5 proc. do Holandii i Belgii. Dalej jest między innymi Wielka Brytania, Włochy czy Hiszpania[3].

Zapracowany, jak polski kierowca

Kierowcy większość swojego czasu poświęcają na pracę, czego odzwierciedleniem jest średnia długość delegacji oraz urlop, który rzadko wykorzystują w całości. 3 na 10 badanych przebywa na urlopie zaledwie 1-10 dni w roku, a największa grupa kierowców (40 proc.) wybiera od 11 do 20 dni wolnych. Na wypoczynek przez 20-26 dni pozwala sobie 14 proc. ankietowanych, taka sama grupa badanych decyduje się na dłuższe wolne od pracy.

Domem staje się kabina ciężarówki

Kierowcy polskich firm transportowych większość roku spędzają za kółkiem. Rekordziści w pojedynczej delegacji za granicą przebywają nawet 28 dni, a jednorazowy wyjazd średnio zajmuje ponad tydzień. Charakter i tryb pracy w tym zawodzie najbardziej jednak pokazują wszystkie, zsumowane delegacje w ciągu roku. Kierowcy w trasie są łącznie od 192 do 294 dni rocznie. 42 proc. badanych wyjeżdża od 241 do nawet 260 dni.

Kierowca na wagę złota

Badanie OCRK potwierdza także, że kierowcy w polskich firmach transportowych w większości są w średnim wieku. Ponad 6 na 10 badanych ma 31-50 lat, a ponad 17 proc. ukończyło 50 r.ż. Młodzi kierowcy mający 21-30 lat, stanowią 15 proc. badanych. Osoby o kwalifikacjach poszukiwanych w transporcie należą do jednej z najbardziej starzejących się grup zawodowych w całej Europie, a także w Stanach Zjednoczonych. Według raportu „International Transport Forum” kierowcy mają średnio 40-60 lat, a do 2030 r. ich niedobór na wspomnianych rynkach osiągnie 6,4 mln osób[4].

Przeważająca większość (86 proc.) zatrudnionych w polskich firmach transportowych to Polacy. Jednak widać, że przewoźnicy z niedoborem kierowców radzą sobie również poprzez zatrudnianie pracowników z zagranicy. Już w tej chwili 14% szoferów to obcokrajowcy, głównie z Ukrainy. Liczba ta będzie zresztą sukcesywnie rosnąć, bowiem deficyt w tej grupie zawodowej stale się powiększa. Z ogólnopolskiego badania Barometr zawodów z 2018 r. wynika, że w całym kraju nie ma województwa, w którym występowałaby nadwyżka osób o takich kwalifikacjach. Równowaga popytu w 2018 r. wystąpiła w zaledwie 6 powiatach[5]. Z kolei, PWC prognozowało, że w 2016 r. luka na rynku pracy wynosiła już ok. 100 tys. kierowców[6]. – Nasze badanie potwierdza, że kierowcy w Polsce starzeją się, a młodzi stanowią w tej profesji mniejszość. Poza wymagającymi warunkami pracy, powodem takiej sytuacji jest także wysoki próg wejścia do zawodu, który zniechęca do zdobywania uprawnień. By nabyć potrzebne kwalifikacje, trzeba wydać sumę, która sięga prawie 9 tys. zł. Pojawiają się pomysły na rozwiązania problemu, np. w postaci wspólnego finansowania potrzebnych szkoleń z budżetu państwa i pracodawców. Branża wymaga dziś kompleksowych rozwiązań, pozwalających na zachowanie stabilnego rozwoju sektora transportowego, który w 2017 r. wygenerował 6 proc. całego PKB[7]. Choć ta gałąź gospodarki w ostatnich latach notuje wzrosty, to przewoźnicy mierzą się z problemem nie tylko braku rąk do pracy, ale także z coraz bardziej restrykcyjnymi regulacjami unijnymi – podsumowuje ekspert OCRK.

[1]https://ec.europa.eu/transport/road_safety/specialist/knowledge/fatique/risk_groups/professional_and_truck_drivers_en
[2] https://inconvenienttruck.eu/the-economics-of-trucks-industry/
[3] Badanie OCRK „Dokąd jeżdżą polscy kierowcy” zostało opracowane na podstawie danych statystycznych i informacji zebranych przez system OCRK od ok. 22 tys. kierowców w okresie: 1 stycznia – 30 czerwca 2018 r.
[4] https://www.itf-oecd.org/sites/default/files/docs/managing-transition-driverless-road-freight-transport.pdf
[5] https://www.mpips.gov.pl/aktualnosci-wszystkie/zatrudnienie-i-przeciwdzialanie-bezrobociu/art,9740,barometr-zawodow-2018.html
[6] https://www.pwc.pl/pl/publikacje/2016/rynek-pracy-kierowcow-w-polsce-raport-pwc.html
[7] Za GUS http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/transport-i-lacznosc/transport/

O crowdfundingu i jego zaletach opowiadają Marcin Maliszewski i Maciej Gajewski

Masz pomysł na ciekawe przedsięwzięcie, ale nie masz na to funduszy? Sponsor lub kredyt nie są rozwiązaniami dla Ciebie? Jest jeszcze jeden sposób, który w ostatnich latach zyskał ogromną popularność – crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe. O crowdfundingu i jego zaletach opowiada Marcin Maliszewski, prezes marki blinkee.city, która jako pierwsza będzie w  Polsce zbierać kapitał za pomocą platformy FundedByMe oraz Maciej Gajewski, CEO FundedByMe, czyli platformy crowdfundingu udziałowego o szwedzkich korzeniach, która od niedawna działa w Polsce.

Maciej Gajewski, CEO FundedByMe
Maciej Gajewski, CEO FundedByMe

Crowdfunding zawdzięcza swoją popularność prostocie mechanizmu oraz możliwości wspierania wielkich przedsięwzięć przy jednoczesnym zachowaniu minimalnych kosztów. Na platformach zajmujących się zbiórkami społecznościowymi można znaleźć przekrój przez wszystkie branże i udzielić wsparcia zarówno drobnym działalnościom artystycznym, jak i poważnym przedsięwzięciom biznesowym, prowadzonym na wielką skalę.

Wsparcie niejedno ma imię, czyli jakie są rodzaje zbiórek społecznościowych

Wraz ze wzrostem popularności zjawiska crowdfundingu mnożą się także jego odmiany, ale do najbardziej znanych należą dwie – zbiórka oparta na benefitach (reward based) i zbiórka udziałowa (equity based), czyli polegająca na otrzymaniu przez inwestora udziałów w przedsięwzięciu, jakie sponsoruje. Wyróżnić można jeszcze trzeci rodzaj, który przeznaczony jest dla działających już na rynku spółek, nie wykazujących jednak chęci sprzedaży pewnej puli udziałów – to tzw. crowdfunding dłużny (loan based), w którym inwestorzy udzielają spółce zwrotnego kredytu. – Zbiórka oparta na benefitach sprawdza się najlepiej przy projektach artystycznych, np. muzycznych, kiedy inwestorami są fani. W zamian za wsparcie oferuje się najczęściej coś unikalnego, np. możliwość otrzymania niepublikowanych utworów. Zresztą sama idea crowdfundingu wzięła się właśnie od branży muzycznej. W latach 90. zespół Marillion zwrócił się do fanów o pomoc finansową na rzecz wyprodukowania kolejnej płyty. Inicjatywa powiodła się i tak zespół wydał nie tylko ten, ale także kolejne albumy, zachowując przy tym całkowitą niezależność od wytwórni czy innych podmiotów, które mogłyby chcieć wpływać na ich twórczość. Zbiórka udziałowa dotyczy zwykle większych firm, które chcą zebrać fundusze na rozwój i tym samym oddać w ręce wpłacających pewną część udziałów w firmie. Ten model jest w Polsce jeszcze mało spopularyzowany, ale to może się szybko zmienić. FundedByMe lada dzień startuje z pierwszą polską kampanią – dla blinkee.city – mówi Maciej Gajewski. – Dzięki wsparciu inwestorów chcemy zagospodarować dziewiczy, skandynawski rynek scooter sharingu –  dodaje Marcin Maliszewski.

Dlaczego warto inwestować w crowdfunding?

Crowdfunding udziałowy dla inwestorów to szansa na zaangażowanie się w tworzenie dużego biznesu, przy jednoczesnym zachowaniu minimum formalności. Aby dokonać wpłaty należy zalogować się na platformie crowdfundingowej i zrobić przelew na kwotę, którą sami ustalimy, biorąc jednak pod uwagę przedział wyznaczony przez interesującą nas spółkę. Tym samym stajemy się inwestorami, którzy od tej pory są w posiadaniu puli udziałów. – To idea bazująca na zasadzie wzajemnej pomocy i łączenia sił, w której na końcu każdy z inwestorów staje się właścicielem części biznesu. Jednocześnie wolne jest to od wszelkich zawiłych spraw administracyjnych, które często zniechęcają do działań biznesowych – tłumaczy Marcin Maliszewski. Dla właścicieli spółki crowdfunding to z kolei sposób na pozyskanie nakładów finansowych bez kredytu, a więc możliwość prowadzenia dalszego rozwoju bez zbędnych obciążeń. To, o co trzeba zadbać, to dobra kampania crowdfundingowa, która zainteresuje potencjalnych inwestorów i skłoni ich do wsparcia naszego biznesu. – W FundedByMe firmy zawsze mogą liczyć na radę i nasze doświadczenie. Do tej pory na różnych rynkach krajowych udało nam się przeprowadzić z sukcesem prawie 470 kampanii crowdfundingowych. Polska to kolejny kraj, w którym chcemy przeprowadzać zbiórki społecznościowe. Zaczniemy od polskiego prekursora usługi wypożyczania skuterów elektrycznych, który chce teraz zaistnieć w Skandynawii – mówi Maciej Gajewski. Jaki plan na swoją szwedzką ekspansję ma marka blinkee.city?

blinkee.city chce podbić Skandynawię

Marcin Maliszewski, prezes marki blinkee.city
Marcin Maliszewski, prezes marki blinkee.city

Firma została założona przez trzech przedsiębiorców: braci Marcina i Pawła Maliszewskich oraz ich przyjaciela, Kamila Klepackiego. – Ciągnęło nas do własnego biznesu, a poza tym wszyscy byliśmy entuzjastami elektrycznych pojazdów. Łącząc te dwie sprawy, zdecydowaliśmy się na stworzenie marki blinkee.city, która będzie dawała mieszkańcom zatłoczonych miast szansę na szybkie przemieszczanie się w razie potrzeby – wspomina Maliszewski. Skutery stoją na ulicy, w miejscach, gdzie pozostawił je poprzedni użytkownik – nie trzeba szukać specjalnych parkingów czy garaży, by skorzystać z jazdy. Cała obsługa odbywa się za pomocą darmowej aplikacji – to w niej odnajdujemy na mapie najbliższą maszynę, uruchamiamy ją i płacimy za przejazd. Warto wspomnieć, że zarówno sama aplikacja, jak i elektronika w skuterach to w 100 proc. efekt pracy właścicieli, którzy sami wszystko zaprojektowali, a nawet składali pierwsze modele we własnym domu. W Polsce pomysł spotkał się z wielkim entuzjazmem użytkowników, w Walencji, Splicie i Budapeszcie – również. W globalnej flocie blinkee.city jeździ obecnie ok. 1000 maszyn. – Pierwsze kroki w zagranicznej ekspansji mamy już za sobą, ale wciąż chcemy więcej. Stąd pomysł na Skandynawię, która jest terenem nietkniętym, jeśli chodzi o usługę wypożyczania skuterów. W przyszłości chcielibyśmy stworzyć tam cały ekosystem elektrycznego transportu. Do tego jednak potrzebny jest kapitał na start, dlatego zdecydowaliśmy się na kampanię crowdfundingową, która nie tylko pozwala pozyskać fundusze, ale także przyczynia się do promocji marki i jej działalności. To wszystko procentuje w kolejnych etapach rozwoju – mówi Marcin Maliszewski. Jakiego rzędu kwotę blinkee.city chce uzyskać? – 200 tys. euro to kapitał jaki potrzebujemy, by wystartować z pełną mocą w Szwecji – tłumaczy Maliszewski.  – Według wstępnych założeń potrzeba ok. 100 – 150 inwestorów, żeby to osiągnąć. Nasze doświadczenie pokazuje, że zakładany cel jest jak najbardziej osiągalny – dodaje Maciej Gajewski.

Historia crowdfundingu pokazuje, że w ten sposób powstał już niejeden gigant biznesowy. Wystarczy wspomnieć choćby pierwsze na rynku smartwatche, czy polski sukces Biblii audio, na której zrealizowanie zebrano przeszło 850 tys. zł. FundedByMe, które teraz wesprze polską markę skuterów elektrycznych, ma już na swoim koncie sukces w branży elektromobilności – za pomocą platformy swój projekt mogła zrealizować firma Uniti, oferująca kompaktowy, miejski samochód elektryczny, który już w 2019 roku powinien trafić do sprzedaży. Teraz od polskich inwestorów będzie zależało, czy przyszły rok będzie należał także do skuterów blinkee.city w wydaniu skandynawskim.

Polsko-Koreańskie Forum Jądrowe – rozmowy biznesowe o współpracy w sektorze nuklearnym

20 września w Warszawie odbyło się Polsko-Koreańskie Forum Jądrowe. Przedstawiciele administracji rządowej i biznesu obu państw dyskutowali na temat potencjalnej współpracy przy projektach jądrowych, zarówno w Polsce jak i zagranicą. Forum, zainicjowane przez Korea Hydro & Nuclear Power, trzeciego na świecie właściciela i operatora elektrowni jądrowych, dało możliwość zaprezentowania technologii i wymiany doświadczeń również firmom z sektorów energetyki i budownictwa z Polski i Republiki Korei.

Jae-hoon Chung KHNP 2Forum objęła swoim patronatem Ambasada Republiki Korei w Polsce. „Szczególnie od października 2013 roku, kiedy dwoje naszych prezydentów zadeklarowało partnerstwo strategiczne, Polska i Korea są zobowiązane do wspólnego poszukiwania istotnych obszarów wzajemnie korzystnej współpracy. Biorąc pod uwagę redukcję emisji CO2 jak również bezpieczeństwo energetyczne, polski rząd aktywnie planuje nowy projekt budowy elektrowni jądrowej. Jako strategiczny partner Polski, Republika Korei jest gotowa wziąć udział w projekcie polskiej elektrowni jądrowej, na zasadzie obopólnych korzyści”, powiedział Sung-Joo Choi, Ambasador Republiki Korei w Polsce.

„Realizując projekt jądrowy polski rząd od samego początku przywiązuje wagę do możliwie dużego zaangażowania krajowego przemysłu, począwszy od etapu projektowania, poprzez sam etap budowy elektrowni, jej eksploatację i serwisowanie. Najwyższe wymagania i standardy obowiązujące w sektorze jądrowym pozytywnie wpłyną na rozwój sektora energetycznego w Polsce”, powiedział Zbigniew Kubacki, Z-ca Dyrektora Departamentu Energii Jądrowej Ministerstwa Energii.

„W realizacji projektu jądrowego upatrujemy również możliwości transferu technologii i podniesienia kompetencji, które będą mogły być wykorzystane w innych zaawansowanych branżach. Pragniemy zainteresować naszych koreańskich partnerów lokowaniem jądrowych inwestycji produkcyjnych w Polsce z perspektywą eksportu na rynki europejskie. Możemy doskonale połączyć polskie i koreańskie doświadczenie i kompetencje”, powiedział podczas wystąpienia na Forum Andrzej Sidło, Główny Specjalista w Departamencie Energii Jądrowej w Ministerstwie Energii.

Republika Korei od 2009 roku eksportuje swoje cywilne technologie jądrowe. Pierwszą umowę na realizację inwestycji zawarła ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Kontrakt objął wówczas budowę 4 bloków elektrowni jądrowej o mocy 5 600 MWe. „W latach siedemdziesiątych zakupiliśmy zagraniczne technologie jądrowe i od tego czasu nieprzerwanie inwestujemy w nie i je rozwijamy. KHNP włożyło ogrom pracy w stworzenie koreańskiego reaktora APR1400, który zakupiły ZEA. Obecnie z powodzeniem konkurujemy na rynkach międzynarodowych oferując zagranicznym partnerom nasze technologie. Właśnie na tym obszarze skupiamy nasze wysiłki. Prowadzimy rozmowy nt. budowy elektrowni jądrowych między innymi z Polską, Czechami i Arabią Saudyjską,” powiedział Jae-hoon Chung, Prezes KHNP.

Koreańskie firmy, takie jak KHNP, KEPCO E&C, KEPCO NF, KEPCO KPS, Doosan i Daewoo wzięły udział w Forum, aby rozmawiać z polskim biznesem. W wydarzeniu uczestniczyło również ponad 70 polskich firm zainteresowanych współpracą pomiędzy obydwoma krajami.

KHNP ma ponad 40 lat doświadczenia i jest solidnym i zaufanym dostawcą technologii nuklearnych, wspieranym przez rząd Korei. Obecnie zarządza 24 blokami jądrowymi w Republice Korei oraz buduje 5 kolejnych jednostek w kraju i 4 w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Budowa bloków w ZAE postępuje zgodnie z planem, co wyróżnia inwestycję na tle innych przedsięwzięć ze szczególnie narażonej na opóźnienia branży energetycznej. Firma koncentruje się na eksporcie technologii. W listopadzie 2017 roku reaktorowi nowej generacji APR1400 KHNP przyznano certyfikat European Utility Requirements (EUR). W efekcie firma ma pełne prawo zaopatrywać rynek europejski w energię zgodnie z lokalnymi normami.

Polsko-Koreańskie Forum Jądrowe zorganizowali: firma Korea Hydro & Nuclear Power, Koreańska Agencja Promocji Handlu i Inwestycji (KOTRA) oraz Koreańskie Stowarzyszenie Jądrowe na rzecz Współpracy Międzynarodowej (KNA) we współpracy z Ministerstwem Energii RP oraz Ambasadą Korei w Polsce.

Teraz z eBay paczka z Chin w 15 dni

Warszawa, 20 września 2018 r. – Ebay, jedna z największych platform sprzedażowych na świecie, wprowadził kolejne usprawnienie dla kupujących. Dzięki nowej usłudze wysyłkowej SpeedPAK, teraz na dostawę z Chin polscy konsumenci będą czekać tylko 15-18 dni roboczych.

Jak wynika z raportu „E-commerce w Polsce 2018”[1], prawie co czwarty polski internauta kupuje w zagranicznych e-sklepach, a co piąty zamawia produkty z Chin (raport PwC)[2]. Jak przyznaje 58% respondentów do zakupów w sieci motywuje ich różnorodność sposobów dostarczenia i odbioru zamówień. Jednocześnie 32% badanych przyznaje, że do częstszego robienia zakupów zachęcałby szybki czas dostawy. W odpowiedzi na oczekiwania konsumentów, eBay wprowadza kolejne udogodnienie.

SpeedPAK to nowa usługa wysyłkowa wspierająca handel transgraniczny oraz ułatwiająca konsumentom zamawianie produktów z Chin. Wewnętrzne dane eBay pokazują, że w stosunku do poprzedniego roku tylko w I kwartale 2018 roku import towarów z regionu Azji i Pacyfiku do Polski wzrósł o 40%, a najczęściej importowanymi produktami są elektronika oraz akcesoria do telefonów komórkowych. Dzięki współpracy z chińskim partnerem, Orange Connex Ltd., rozwiązanie SpeedPAK dostępne jest już teraz także na eBay.pl.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

– Stale przyglądamy się zwyczajom zakupowym konsumentów na rynkach, na których jesteśmy obecni i staramy się wprowadzać rozwiązania ułatwiające im zakupy. W odpowiedzi na tak duże zainteresowanie produktami z Chin wprowadziliśmy usługę, dzięki której nawet milion produktów będzie możliwy do zamówienia z krótszym czasem dostawy mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Główną zaletą nowego rozwiązania wysyłkowego jest szybszy niż dotychczas czas dostawy. Teraz, dla paczek z usługą SpeedPAK, czas dostarczenia przesyłki został skrócony do 15-18 dni roboczych. Dodatkowo SpeedPAK udostępnia także możliwość śledzenia zamówienia na różnych etapach jego dostawy. Rozwiązanie to pozwala platformie na kompleksowy nadzór i zarządzanie wysyłkami, co z kolei pozytywnie przekłada się na wrażenia zakupowe klientów.

[1] E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska.

[2] Raport PwC „Polacy na zakupach” 2018.

Strona internetowa dla firmy. Czego szukają przedsiębiorcy?

Firmowa strona www powinna mieć wersję na urządzenia mobilne, pozwalać właścicielowi na edytowanie treści i zawierać formularz kontaktowy – wynika z analizy serwisu Oferteo.pl. Co ciekawe, w odróżnieniu od wyników poprzednich edycji badania, przedsiębiorcy częściej zlecają wykonawcom przebudowę już istniejącej strony niż zaprojektowanie od początku całkowicie nowej.

Nowa wersja starej strony, firmy pamiętają o użytkownikach mobilnych

Jaką funkcjonalność ma mieć stronaW 2018 roku 71% zapytań złożonych w Oferteo.pl, największym polskim serwisie łączącym poszukujących usług z ich dostawcami, dotyczyło przebudowy istniejącej już firmowej strony. Tegoroczne wyniki świadczą o wyraźnym odwróceniu dotychczasowego trendu. W badaniu podsumowującym 2017 rok najczęściej zlecane było wykonanie całkowicie nowej strony, a przebudową istniejącej było zainteresowanych jedynie 9% firm.

Jaki rodzaj strony Cię interesuje Wyniki badania mogą świadczyć o tym, że firmy są raczej zadowolone z dotychczas posiadanych stron internetowych, a potrzebne były im najczęściej nowe funkcjonalności, często związane z dostosowaniem wyglądu strony do urządzeń mobilnych – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Dobrze, że przedsiębiorcy pamiętają o użytkownikach tabletów i smartfonów, zwłaszcza w epoce szybkiego wzrostu ruchu mobilnego w internecie.

Użytkownicy Oferteo.pl byli również zainteresowani wykonaniem projektu graficznego strony (16%) oraz zakodowaniem jej (3%). Przedmiotem prac najczęściej miała być strona firmowa, ale zlecenia dotyczyły także wykonania lub przebudowy sklepu internetowego, bloga czy serwisu tematycznego.

Wśród funkcjonalności, jakie miałaby nowa lub przebudowana strona www, najczęściej wskazywano możliwość edytowania zawartości przez właściciela (78%), formularz kontaktowy (70%), wersję strony na urządzenia mobilne (65%) oraz responsywność, czyli dopasowanie strony do rozmiaru okna (44%).

Strona potrzebna jak najszybciej

Aż 83% użytkowników Oferteo.pl potrzebowało szybkiego wykonania prac. Co czwarty oczekiwał realizacji zlecenia w ciągu miesiąca, natomiast aż 57% wskazało, że potrzebuje mieć gotową stronę jak najszybciej. Tylko 14% badanych było gotowych zaczekać na stronę trzy miesiące i dłużej. – Nic dziwnego, że zleceniodawcom zależy na czasie. Firmowa strona www to nie tylko wizytówka przedsiębiorstwa, ale i jedno z kluczowych narzędzi nawiązywania relacji z klientem. Widać to również w najczęściej wymienianych funkcjonalnościach. Aż trzy czwarte zleceniodawców chciałoby umieścić na swojej stronie internetowej formularz kontaktowypodsumowuje Karol Grygiel.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 700 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2018 roku przez podmioty zlecające wykonanie bądź przebudowę strony www.

GPW wprowadza zmiany na rynku instrumentów pochodnych

  • GPW wprowadza do obrotu kontrakty terminowe na akcje spółek z branży wysokich technologii: Livechat, Playway oraz Ten Square Games
  • Zmianie ulegają zasady obliczania i publikacji indeksów mWIG40, WIG20TR, mWIG40TR oraz sWIG80TR
  • KDPW_CCP z początkiem sierpnia rozpoczął publikację depozytów intraday dla wszystkich kontraktów indeksowych i akcyjnych

Nowe kontrakty akcyjne

24 września br. dla wybranych trzech spółek z branży wysokich technologii Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi po trzy serie kontraktów terminowych. Dotyczy to spółek Livechat, Playway oraz Ten Square Games notowanych na Głównym Rynku GPW. Kontrakty dla tych emitentów będą wygasać w grudniu 2018 r., marcu 2019 r. oraz czerwcu 2019 r. Mnożnik, czyli liczba akcji przypadająca na kontrakt, będzie wynosił 100 w przypadku wszystkich kontraktów.

Dzięki kontraktom terminowym na akcje spółek inwestorzy dostają możliwość zastosowania dźwigni finansowej,  w celu potencjalnego aktywniejszego zarabiania zarówno na wzrostach jak i spadkach cen akcji, a także zabezpieczania ryzyka zmiany ceny instrumentu bazowego. Wprowadzenie kontraktów terminowych na akcje kolejnych spółek wpisuje się w założenia inicjatywy strategicznej dotyczącej rozwoju rynku pochodnych. Jednakże w ramach wspomnianej inicjatywy Giełda pracuje także nad wprowadzeniem produktów inwestycyjnych zupełnie nowych pod względem konstrukcji, instrumentów bazowych, a także możliwości inwestycyjnych, dostosowanych do potrzeb inwestorów – mówi Izabela Olszewska, członek Zarządu GPW.

LiveChat jest spółką informatyczną działająca na globalnym rynku i oferująca w modelu SaaS (Software as a Service) produkt służący do komunikacji tekstowej odwiedzających stronę internetową z jej właścicielem. LiveChat Software ma ponad 25 tys. klientów z ponad 150 krajów. Akcje spółki notowane są w indeksie mWIG40.

Playway jest jednym z czołowych producentów oraz wydawców gier komputerowych i mobilnych w Polsce. Od powstania w 2011 r. spółka wyprodukowała i wydała 50 gier. Akcje spółki notowane są w indeksie sWIG80, a od 24 września będą w mWIG40.

Ten Square Games to jeden z największych w Polsce producentów i wydawców gier mobilnych. Specjalizuje się w grach o tematyce hobbystycznej. Gry Ten Square Games oferowane są na platformach mobilnych – iOS oraz Android oraz poprzez portale internetowe. Akcje spółki notowane są w indeksie sWIG80.

GPW wraz z KDPW_CCP pracuje także nad możliwością wprowadzenia (od stycznia 2019 r.) kontraktów na akcje pojedynczych spółek z mnożnikiem 1 i 10, co pozwoli na dodanie do palety dostępnych instrumentów kolejnych kontraktów na pojedyncze spółki, których oczekują inwestorzy.

Nowe zasady obliczania i publikacji indeksów

Od 24 września 2018 r. zmianie ulegają zasady obliczania i publikacji indeksów: mWIG40, WIG20TR, mWIG40TR oraz sWIG80TR.

Tabela 1. Zasady obliczania i publikacji indeksów

Indeks Publikacja przed zmianą Publikacja po zmianie
mWIG40 co 60 sekund co 15 sekund
WIG20TR, mWIG40TR i sWIG80TR 11:15 otwarcie,

15:15 po drugim fixingu

co 5 minut

Źródło: GPW

Zwiększenie częstotliwości publikacji wartości indeksu mWIG40 umożliwi podejmowanie bardziej efektywnych decyzji inwestycyjnych przez inwestorów indywidualnych otwierających pozycje na kontrakcie terminowym na indeks mWIG40. Inwestorzy dostaną szansę szybszej reakcji na rynku derywatów w związku ze zmianami cen akcji wchodzących w skład portfela indeksu mWIG40 – dodaje Izabela Olszewska.

Dzięki zmianie częstotliwości publikacji indeksów WIG20TR, mWIG40TR oraz sWIG80TR z trybu jednolitego na ciągły GPW chce zwiększyć atrakcyjność poszczególnych segmentów spółek wśród potencjalnych emitentów produktów ETF. Dzięki inwestycji w produkty ETF na GPW inwestorzy mają możliwość pasywnego inwestowania w dany indeks, korzystania z przejrzystej strategii inwestycyjnej i obniżenia kosztów inwestycyjnych poprzez relatywnie niskie opłaty za zarządzanie.

Publikacja depozytów intraday dla wszystkich kontraktów indeksowych i akcyjnych

Z początkiem sierpnia KDPW_CCP rozpoczął publikację depozytów intraday dla wszystkich kontraktów indeksowych i akcyjnych. Parametry intraday są publikowane z uwagi na zapotrzebowanie ze strony uczestników rozliczających KDPW_CCP (banków i biur maklerskich) w związku z odmiennym traktowaniem klientów deklarujących otwieranie i zamykanie pozycji w kontraktach terminowych tego samego dnia. Znosi to barierę wejścia dla inwestorów indywidualnych w postaci relatywnie wysokiego standardowego wstępnego depozytu zabezpieczającego. W przypadku bardziej aktywnych inwestorów wprowadzane zmiany pozwolą otwierać większe wolumenowo pozycje z zamiarem ich zamknięcia na tej samej sesji, przy dostępności tych samych środków finansowych lub angażować mniejsze środki finansowe w celu wykorzystania pozostałych środków na innych rynkach prowadzonych przez GPW.

Publikowanie przez KDPW_CCP informacji o wysokości depozytów intraday dla wszystkich kontraktów na indeksy oraz akcje to wsparcie dla uczestników rozliczających oferujących swoim klientom możliwość zastosowania niższego depozytu zabezpieczającego w przypadku otwierania oraz zamykania pozycji na tej samej sesji. Liczymy, że zachęci to do wzrostu wolumenów obrotu na rynku terminowym oraz pogłębi jego skalę, co wpłynie na zwiększenie jego atrakcyjności zarówno dla inwestorów krajowych, jak i zagranicznych – powiedział Sławomir Panasiuk, wiceprezes zarządu KDPW_CCP.

Obecnie depozyty intraday w przypadku kontraktów indeksowych wynoszą dla WIG20 – 2,70% (1195 zł dla serii U18), mWIG40 – 2,40% (949 zł dla serii U18) – dane na 18.09.2018 r. Daje to odpowiednio wysokość dźwigni finansowej 1/37 dla FW20 oraz 1/42 dla FW40.

W przypadku kontraktów terminowych na akcje spółek przeciętny depozyt intraday wynosi 7,29% wobec przeciętnego depozytu EOD (End of Day) na poziomie 11,29%.

Tabela 2. Przykładowe wielkości depozytów zabezpieczających i stopień dźwigni finansowej

Spółka Depozyt EOD

(%)

Depozyt intraday

(%)

Wartość depozytu intraday (w PLN) Dźwignia finansowa (depozyt intraday)
CDPROJEKT 17,00 10,10 1 831,13 1/10
JSW 18,60 6,10 407,11 1/16
GPW 8,40 4,90 191,59 1/20
KGHM 12,50 6,20 514,41 1/16
PEKAO 12,80 4,70 502,43 1/21
PGNIG 8,20 5,60 332,64 1/18
PKOBP 11,10 5,40 215,35 1/19
PZU 7,80 4,60 179,26 1/22

Źródło: www.kdpwccp.pl; dane na podstawie kursu zamknięcia kontraktów akcyjnych serii U18 na sesji 17.09.2018 r.

Notowania i handel TRX (TRON) na BitBay

BitBay ogłosił dodanie waluty TRON oraz chińskiej wersji językowej. Od czerwca BitBay dodał aż dziesięć nowych monet, wydał tryb BitBay PRO oraz kantor FIAT. Teraz użytkownicy mogą również handlować TRX w parach z Bitcoinem, dolarem amerykańskim, polskim złotym i euro.

„BitBay to jedna z największych giełd cyfrowych aktywów w Europie. Notowanie TRX na BitBay to kolejny kamień milowy dla nas, znaczący krok TRONa na rynku europejskim. Wierzymy, że współpraca między nami zapewni użytkownikom więcej kanałów zakupów, bezpieczniejszych i wygodniejszych. Będzie to współpraca, dzięki której wszyscy wygrywają. „- mówi Justin Sun, założyciel i CEO TRON.

„TRON to ambitny projekt. Nie mamy wątpliwości, że jego protokół jest jednym z największych systemów operacyjnych na świecie, opartym na sieci blockchain. Z dumą dodajemy TRX na BitBay i przedstawiamy go naszym użytkownikom. Mamy nadzieję, że konkurs dla traderów jeszcze bardziej zwróci uwagę na TRONa „- podsumowuje Patryk Kadlec, Wiceprezes, Dyrektor ds. Rozwoju Biznesu platformy BitBay.

TRON przeszedł istotną zmianę 31 maja 2018 roku. Uruchomiono wówczas sieć główną, własną blockchain blokadę, więc TRON stał się pełnoprawną kryptowalutą i nie jest już tokenem opartym na standardach ETH i ERC20. Odkopanie bloku TRX zajmuje 15 sekund, a wydajność sieci pozwala na wykonanie 2 000 transakcji na sekundę!

Całkowita kapitalizacja rynkowa kryptowaluty TRON (TRX) wynosi 1,926 miliarda USD, co czyni ją 13-tą kryptowalutą w światowym rankingu. Całodobowy wolumen przekracza 105 milionów USD, a obecna średnia cena rynkowa TRX wynosi 0,019 USD. Najbardziej imponującym faktem dotyczącym TRX jest stosunek TPS (transakcje na sekundę). Podczas gdy Bitcoin ma 3-6 TPS, Ethereum ma około 25 TPS, Tron osiągnął poziom ponad 2000 TPS, co czyni go jedną z najszybszych kryptowalut opartych na własnym blockchainie.

Fiskus chce znać adres IP klienta banku. Co na to RODO?

W celu zapewnienia sobie jeszcze większych możliwości inwigilacji podatników fiskus chce, aby banki przekazywały mu adresy IP swoich klientów. Problem w tym, że w maju 2018 r. zaczęło obowiązywać w Polsce RODO, a adres IP należy do danych osobowych, które podlegają ochronie.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Rządowy projekt ustawy z dnia 4 czerwca 2018 r. o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw rozszerza obowiązki informacyjne instytucji obowiązanych na temat swoich klientów. Do zawartego w art. 119zr katalogu danych, jakie banki oraz spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe mają przekazywać fiskusowi, dołączą adresy IP, z których:

– następowały logowania do usług bankowości elektronicznej umożliwiających dostęp do rachunku podmiotu kwalifikowanego, wraz ze wskazaniem osoby, która dokonała logowania oraz daty i godziny tych logowań,

– zostały złożone dyspozycje przeprowadzenia transakcji dotyczących rachunku podmiotu kwalifikowanego, wraz ze wskazaniem osoby, która złożyła dyspozycję oraz daty i godziny złożenia tych dyspozycji (www.sejm.gov.pl druk 2626).

Jak wynika z art. 119zg pkt 4 obowiązującej Ordynacji podatkowej, grupę podmiotów kwalifikowanych stanowią głównie przedsiębiorcy. Powyższe informacje będą przesyłane do organów podatkowych za pomocą systemu teleinformatycznego izby rozliczeniowej, w skrócie STIR, powołanego ustawą z dnia 24 listopada 2017 r. o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych (Dz.U. 2017 r., poz. 2491).

Rozszerzenie inwigilacji

To nie koniec katalogu instrumentów, w jakie mają zostać wyposażeni urzędnicy skarbowi celem inwigilacji podatników. Banki i SKOK-i będą też przesyłać informacje na temat danych identyfikacyjnych beneficjentów rzeczywistych środków, pełnomocników właściciela rachunku, numeru rachunku VAT oraz rachunku wirtualnego, a także o innych blokadach i zajęciach obciążających rachunek. Od 1 stycznia 2018 r. każdy czynny podatnik VAT musi przesyłać ewidencję VAT zakupów i sprzedaży w postaci jednolitego pliku kontrolnego, który pozwala fiskusowi na bieżąco prześwietlać działalność firm od strony księgowo-rachunkowej. Od 1 lipca 2018 r. obowiązek ten rozciąga się także na pozostałe formy ewidencyjne danych w postaci JPK, które muszą być przez przedsiębiorców gromadzone i dostarczane organom podatkowym na ich żądanie.

Rozporządzenie o ochronie danych osobowych

25 maja 2018 r. zaczęło obowiązywać w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (Dz.U. UE z 04.05.2016 r., L119/1).

Rozporządzenie o ochronie danych osobowych, nazywane w skrócie RODO, zgodnie ze swoją nazwą roztacza szczególną opiekę nad tymi wrażliwymi i istotnymi dla osób fizycznych danymi. Powstaje zatem pytanie, czy adres IP należy zaliczyć do kategorii danych osobowych? Jeśli tak, to dostęp do niego winien być objęty szczególną ochroną rozporządzenia.

Adres IP to dane osobowe

19 października 2016 r. Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że jeśli istnieją prawne środki, których zastosowanie umożliwi zidentyfikowanie osoby na podstawie danych z jej adresu IP, to adres IP należy uznać za dane osobowe (wyrok TSUE z 19.10.2016 r., w sprawie C‑582/14 Patrick Breyer przeciw Niemcy).

Zgodnie z zawartą w art. 4 pkt 1 RODO definicją oraz tożsamą ujętą w art. 6 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych: „za dane osobowe uważa się wszelkie informacje dotyczące zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osoby fizycznej” (Dz.U. z 2016 r. poz. 922). O tym, że adres IP stanowi dane osobowe przesądził sam Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych: „Opinia Grupy Roboczej ds. Ochrony Danych, powołanej przez Parlament Europejski i Radę Europejską (rozdz. III pkt 3 przykład 15) uznała literalnie adres IP za dane dotyczące osoby możliwej do zidentyfikowania (…) W związku z powyższym należy uznać, że w przypadkach, gdy adres IP jest na stałe lub na dłuższy okres czasu przypisany do konkretnego urządzenia, które przypisane jest z kolei konkretnemu użytkownikowi, należy uznać, że stanowi on daną osobową” (www.giodo.gov.pl).

Fiskus wie

Resort finansów nie ukrywa tego, że adres IP stanowi dane osobowe podlegające ochronie RODO. Jednakże jako podstawę prawną legitymującą do pozyskiwania informacji o adresie IP podmiotu kwalifikowanego wskazuje art. 6 ust. 1 lit. e) tego rozporządzenia, uznający „za zgodne z prawem przetwarzanie danych, które jest niezbędne do wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym lub w ramach sprawowania władzy publicznej powierzonej administratorowi” (uzasadnienie Rządowego projektu ustawy z dnia 4 czerwca 2018 r. o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa, www.sejm.gov.pl).

Pomysłodawcy zmian przyznają również, że prawo do pozyskiwania informacji o adresach IP podatników już przysługuje fiskusowi. Na podstawie art. 114 ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej funkcjonariusze wykonujący czynności operacyjno-rozpoznawcze mogą uzyskiwać dane generowane w ramach usług świadczonych drogą elektroniczną m.in. w celu zapobiegania przestępstwom skarbowym (Dz.U. z 2016 r., poz. 1047 z późn.zm.).

Tajemnica bankowa

Po co więc fiskus obstaje za wprowadzeniem przepisów zezwalających na pozyskanie informacji o danych adresu IP, skoro – jak sam twierdzi – już takowe istnieją? Najpewniej chce zapewnić sobie jasność i pewność co do możliwości stosowania tego środka inwigilacji podatników. Wskazana regulacja ustawy o KAS nie posługuje się bowiem pojęciem adresu IP, co może służyć podatnikom jako argument w sporze sądowo-administracyjnym z organami fiskusa.

Pozyskiwanie przez organy skarbowe informacji na temat adresów IP w związku z wykonywanymi operacjami na rachunkach bankowych będzie oznaczało konieczność naruszenia instytucji tajemnicy bankowej. Art. 127a ust. 1 ustawy o KAS zezwala jej szefowi oraz naczelnikowi urzędu celno-skarbowego na dostęp do takich informacji. Jednak w myśl ust. 3 tego artykułu do tego celu organy muszą uzyskać zgodę sądu: „…Szef Krajowej Administracji Skarbowej oraz naczelnik urzędu celno-skarbowego mogą korzystać z przetwarzanych przez banki informacji stanowiących tajemnicę bankową (…) Informacje i dane, o których mowa w ust. 1, udostępnia się nieodpłatnie na podstawie postanowienia wydanego na pisemny wniosek Szefa Krajowej Administracji Skarbowej albo naczelnika urzędu celno-skarbowego przez sąd okręgowy właściwy miejscowo ze względu na siedzibę wnioskującego organu” (Dz.U. z 2016 r., poz. 1047 z późn.zm.).

Ochrona prawa do prywatności

24 kwietnia 2018 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że pozyskanie przez organy ścigania informacji na temat użytkownika adresu IP bez wcześniejszego uzyskania nakazu sądu stanowi naruszenie art. 8 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, czyli prawa do poszanowania życia prywatnego (wyrok ETPC w sprawie Benedik v. Slovenia nr 62357/14).

Proponowane zmiany Ordynacji podatkowej mają zalegalizować naruszanie tego prawa. Ponadto fiskus nie będzie musiał występować do instytucji obowiązanych z prośbą o informacje na temat adresów IP, bo za pośrednictwem systemu STIR banki i SKOK-i będą je przesyłać automatycznie. A tu może pojawić się kolejne niekorzystne zjawisko. Wiele firm używa bowiem wirtualnych sieci prywatnych, czyli tzw. VPN-ów, umożliwiających korzystanie z serwerów innej zagranicznej lokalizacji. Nie wiadomo jak na takie „zagraniczne” transakcje bankowe będzie reagował czujny STIR.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rośnie rentowność amerykańskich obligacji

Wall Street w środę miała tylko jedno zadanie – pokazać, czy jej prawdziwe oblicze zobaczyliśmy w poniedziałek (spadki indeksów), czy we wtorek (zwyżki). Nie było nowych impulsów, które mogłyby pokierować rynkami, więc bardziej prawdopodobne było dążenie do ustanowienie nowych rekordów albo wejście rynków w stan wyczekiwania na nowe impulsy.

W środę w USA opublikowany został raport o sierpniowej liczbie rozpoczętych budów domów i pozwoleń na ich budowę. Dowiedzieliśmy się, że rozpoczęto o 9,2% więcej niż w lipcu budów (oczekiwano 5,3%) i wydano o 5,7% mniej pozwoleń (oczekiwano wzrostu o 0,6%).

W środę na rynku surowcowym ropie pomógł raport o zmianie zapasów ropy i paliw, dzięki czemu pokonała poziom 70 USD i wyrysowała formacje podwójnego dna. Teoretycznie zapowiada to wzrost ceny przynajmniej do 76 USD.

Dla Wall Street ważne było to, że rosła rentowność obligacji USA, Rentowność dziesięcioletnich obligacji pokonała znowu poziom 3%, co znacznie zwiększa prawdopodobieństwo trwałego wybicia z 30. letniego kanału trendu spadkowego.

Gracze jednak na razie nie widzą zagrożeń (a powinni). Wręcz przeciwnie – zyskiwał sektor bankowy, bo wyższe stropy bankom będą pomagały w wypracowaniu wyższych zysków. Wzrost ceny ropy pomagał sektorowi paliowemu. NASDAQ jednak nieco tracił, więc S&P 500, indeks szerokiego rynku, stanął w rozkroku i trzymał się blisko poziomu neutralnego. Tak się też ta sesja zakończyła – S&P 500 mikroskopijnie zyskał, a NASDAQ nieznacznie stracił.

W Polsce w środę GUS opublikował raport o dynamice produkcji w sierpniu. Dowiedzieliśmy się, że produkcja wzrosła o 5% r/r (oczekiwano 5,2%). Produkcja po uwzględnieniu czynników sezonowych też wzrosła o jedynie 5%. Dane na pozór były słabe, ale wynikało to z wysokiej bazy w sierpniu 2018 roku. Poza tym wysoka temperatura i szczyt sezonu urlopowego tez produkcji nie pomagały. Doskonale zachowała się produkcja budowlano-montażowa – wzrost o 20,0% r/r.

GPW we wtorek przed południem pokazywała, że w tygodniu z wygasaniem kontraktów na WIG20 nie należy oczekiwać sesji o dużym znaczeniu prognostycznym. Owszem, WIG20 rozpoczął sesję od wzrostu – podobnie jak inne indeksy europejskie, ale po 30 minutach zanurkował i zabarwił się na czerwono. Honor blue chipów ratowały wzrosty cen akcji PKO BP i Pekao.

Po tym ataku podaży WIG20 powoli wracał do poziomu neutralnego. Rósł mWIG40, ale spadał sWIG80. Po południu WIG20 już spokojnie rósł. W okolicach pobudki w USA zyskiwał nawet wtedy, kiedy na innych giełdach trwał marazm połączony z osuwaniem się indeksów.

Dopiero przed rozpoczęciem sesji w USA indeksy przez chwilę osunęły się, ale szybko wróciły do poprzednich poziomów, a potem szybko WIG20 powędrował wyżej. Zyskiwał już około półtora procent, ale znowu (podobno jak we wtorek) popyt nieco „odpuścił”. Indeks zyskał jednak 1,26%. Zyskał też (0,66% mWIG40), nieznacznie stracił sWIG80.

Teoretycznie duży wzrost obrotu kazałby powiedzieć, że rynek kieruje się na północ. Szczególnie, że skompilowany indeks rynków rozwijających się też się tam przesuwa. Nie dostaliśmy jeszcze jednak technicznych sygnałów kupna, a piątkowe wygasanie linii kontraktów nadal wykoślawia obraz rynku.

Piotr Kuczyński, Główny Analityk Dom Inwestycyjny Xelion

Proces umacniania złotego zdaje się wstępnie hamować

Wczorajsze dane makro z Polski były dość złożone. Tak np. produkcja przemysłowa w sierpniu miała wzrosnąć o 5,2 proc. r/r, zwiększyła się natomiast tylko o 5 proc. Produkcja budowlano-montażowa miała się zwiększyć o 18 proc., było jednak aż 20 proc. Z tej perspektywy zatem mamy przebicie prognozy. Wypada też dodać, iż wzrosły wskaźniki ufności konsumenckiej, zarówno bieżący, jak i wyprzedzający.

USD/PLN jest na 3,6670 – nisko, przy wsparciu poniekąd, ale i tak powyżej dołka z końca sierpnia, który wypadł przy 3,6380. Proces umacniania złotego zdaje się wstępnie hamować. Podobnie na EUR/PLN, gdzie mamy 4,2880 i nie jest wcale pewne, że zejdziemy do 4,2620-80, jak w sierpniu.

O 10:00 w Norwegii prawdopodobnie podwyższona zostanie stopa procentowa, mianowicie z 0,50 proc. do 0,75 proc. O 10:30 poznamy dane z Wielkiej Brytanii o sprzedaży detalicznej za sierpień. Oczekuje się wyników: -0,2 proc. m/m oraz +2,3 proc. r/r. W tle mamy natomiast niepokoje co do ostatecznego kształtu porozumienia brexitowego. Wczoraj premier Irlandii mówił, iż nie wydaje mu się, by nastąpił realny postęp w stosunku do marca, zaś Jean-Claude Juncker twierdził, iż do wyniku rozmów jeszcze daleko. Z drugiej strony premier Theresa May zapewniała, iż Brytyjczycy pozostają w jednej, wielkiej rodzinie z obywatelami UE i że tak będzie nawet po Brexicie. GBP/EUR przeżył pewne wahania, ale w gruncie rzeczy nie były one duże. Od 17 września wykres krąży w zakresie 1,1230 – 1,1285 (mniej więcej). Wcześniej mieliśmy kilka sesji konsolidacji na nieco niższych poziomach. Istotne jest to, że złamano linię trendu spadkowego, ciągnącą się od kwietniowego maksimum (ok. 1,1580) do sierpniowego dołka na 1,10.

Na eurodolarze mamy ok. 1,17. Tu sytuacja też nie jest szczególnie przebojowa, wykres skonsolidował się dość wąsko, a to i tak część konsolidacji nieco szerszej, trwającej od maja, z małą przerwą na kawałek sierpnia, gdy dolar wzmocnił się nad wyraz. O 14:30 poznamy indeks Philadelphia Fed i informację o tygodniowej liczbie wniosków o zasiłek, o 16:00 mamy dane o sprzedaży domów na rynku wtórnym USA oraz o indeksie wyprzedzającym Conference Board.

Warto oczywiście będzie zerknąć o 14:00 na protokół z obrad RPP, jakkolwiek wielkiego przełomu nikt nie oczekuje. Nastawienie Rady najpewniej okaże się stabilizacyjne: trzymać obecne stopy jeszcze długo, może i cały przyszły rok.

Tomasz Witczak, Financial Markets Center Management Sp. z o.o.

InnoEnergy ogłasza nabór start-upów z zakresu magazynowania energii. Do wygrania 100 000 euro

InnoEnergy, największy w Europie fundusz inwestujący w rozwiązania z obszaru energii, cleantech, mobilności oraz szeroko pojętych technologii smart, ogłasza nabór start-upów z dziedziny magazynowania energii elektrycznej. Piętnaście z najbardziej innowacyjnych start-upów otrzyma dostosowane wartościowe pakiety usług, a najlepszy z nich zostanie uhonorowany nagrodą finansową w wysokości 100 000 euro.

W ramach współpracy z European Battery Alliance (EBA), InnoEnergy ma na celu wsparcie start-upów z innowacyjnymi technologiami oraz modelami biznesowymi w zakresie magazynowania energii. Przedmiotem szczególnego zainteresowania są innowacje w zakresie magazynowania energii elektrycznej możliwe do zastosowania w transporcie, sieciach energetycznych, rozproszonego i mobilnego przechowywania energii lub poprawiające efektywność energetyczną i redukujące emisję gazów cieplarnianych.

Najlepsi otrzymają miejsce w jednym z programów akceleracyjnych InnoEnergy – Highway™ lub Boostway™, oraz pakiety wsparcia, szkoleń, usług oraz finansowania. Program Highway to praktyczne podejście do wsparcia start-upów na wczesnym etapie rozwoju, które pomaga w komercjalizacji produktów. Program Boostway natomiast umożliwia zwiększenie skali prowadzonego biznesu.

European Battery Alliance rozpoczął swoją działalność w 2017 r. w celu stworzenia konkurencyjnego i zrównoważonego łańcucha wartości w zakresie produkcji baterii w Europie. W ramach EBA InnoEnergy współpracuje z ponad 120 podmiotami, a celem jest mocna pozycja europejskich graczy na nowym rynku, który do 2025 r. może być warty 250 miliardów euro.

– Działając jako zaufany partner, jesteśmy tu po to, by przyśpieszyć proces komercjalizacji, jedną z największych potrzeb biznesowych naszych partnerów. Dzięki naszemu wyjątkowemu ekosystemowi, oferujemy start-upom niespotykany dostęp do wszystkiego, czego potrzebują, aby ich innowacyjne pomysły osiągnęły sukces – komentuje Elena Bou, Dyrektor ds. Innowacji, InnoEnergy.

Wybrani kandydaci uzyskają dostęp do sieci ponad 385 partnerów, w tym do sieci aniołów biznesu, europejskiej społeczności funduszy Venture Capital oraz publicznych instytucji finansowych. Start-upy mogą liczyć również na doradztwo i mentoring członków zarządów, a także udział w europejskich wydarzeniach z dziedziny energetyki, w tym The Business Booster – corocznej konferencji organizowanej przez InnoEnergy, podczas której można zapoznać się ze start-upami oraz ich innowacjami.

– Aby wspierać dekarbonizację transportu i energetyki poprzez elektryfikację, Europa potrzebuje innowacyjnych rozwiązań magazynowania energii. Naszą misją jest znajdowanie firm z unikalnymi i innowacyjnymi koncepcjami, produktami i rozwiązaniami, które mogą być częścią łańcucha zrównoważonej produkcji baterii – dodaje Bo Normark, ekspert do spraw magazynowania energii i inteligentnych sieci przesyłu w Innoenergy.

Nabór będzie otwarty do 30 października 2018 r, a proces oceny składa się z 5 etapów: wstępnej aplikacji, wewnętrznej oceny, pięciominutowej sesji video oraz oceny zewnętrznych ekspertów. Po ostatnim etapie, 30 kandydatów podzieli się swoimi pomysłami z dwoma równoległymi składami sędziowskimi i wybranych zostanie 15 laureatów. Podczas uroczystości planowanej na luty 2019 r. zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 100 000 euro.

Wnioskodawcy będą oceniani według następujących kryteriów:

  • Innowacyjność biznesowa
  • Value proposition
  • Wielkość potencjalnego rynku
  • Skalowalność produktu / usługi
  • Zespół założycielski i struktura własności
  • Przewaga konkurencyjna
  • Pozytywne oddziaływanie
  • Możliwość wykorzystania InnoEnergy jako partnera

Komputery i konta bankowe na celowniku hakerów

Polska znalazła się wśród 20 najbezpieczniejszych krajów świata pod względem bezpieczeństwa cybernetycznego – wspólnie ze Słowacją i Niemcami zajmujemy 18 miejsce na świecie i 12 w Europie. Najnowszy Globalny Indeks Zagrożeń firmy Check Point wskazuje również na wzrost liczby ataków przeprowadzonych za pomocą trojanów bankowych.

ThreatcloudMapW sierpniu Jersey (terytorium zależne od Wlk. Brytanii), Lichtenstein oraz Norwegia były najbezpieczniejszymi sieciami komputerowymi na świecie. Polska, na którą najwięcej ataków przeprowadzanych jest z komputerów z IP Singapuru, znalazła się w czołowej dwudziestce, wyprzedzając m.in. Egipt, Belgię i Irlandię. Do najmniej bezpiecznych zaliczają się dziś: Katar, Seszele i Etiopia.

Threat Index per Country
Europe – August 2018
1. Liechtenstein 23,2
2. Norway 26,2
3. Netherlands 27,5
4. Switzerland 29,3
5. Sweden 29,8
6. Denmark 30,1
6. Finland 30,1
8. Luxembourg 30,6
9. Austria 31,4
10. Czech Republic 33,0
11. United Kingdom 33,4
12. Slovakia 33,6
12. Poland 33,6
12. Germany 33,6
15. Belgium 34,2

 

Check Point zwraca uwagę na gwałtowny wzrost ataków z wykorzystaniem trojana bankowego Ramnit, który podwoił swój globalny zasięg w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Trojan to program umożliwiający zdalne przejęcie kontroli nad innymi komputerami. Wprowadzany jest przez luki w systemie operacyjnym komputera albo wykorzystując łatwowierność internautów, np. poprzez wysyłanie atrakcyjnie brzmiących maili zachęcających do otwierania zainfekowanych załączników.

Jak wskazują specjaliści firmy Check Point, by zapobiec zagrożeniom stwarzanym przez trojany bankowe oraz inne rodzaje ataków, kluczowe znaczenie ma stosowanie przez przedsiębiorstwa wielowarstwowej strategii bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed atakami cybernetycznymi znanych rodzin złośliwego oprogramowania, jak i zupełnie nowymi zagrożeniami.

Najpowszechniejsze zagrożenia sierpnia

W ostatnim miesiącu wakacji Coinhive, cryptominer „kopiący” kryptowalutę Monero, pozostał najbardziej rozpowszechnionym na świecie złośliwym oprogramowaniem, infekując 17% organizacji na całym świecie. Dorkbot i Andromeda uplasowały się odpowiednio na drugim i trzecim miejscu, a globalny wpływ każdego z nich wyniósł 6%.

  1. ↔ Coinhive – Crypominer przeznaczony do wydobywania kryptowaluty Monero bez zgody użytkownika odwiedzającego stronę internetową. Coinhive pojawił się dopiero we wrześniu 2017 r., ale już w tym czasie infekował 12% organizacji na całym świecie.
  1. ↑Dorkbot – Oparty na IRC robak umożliwiający zdalne wykonywanie kodu przez operatora oraz pobieranie dodatkowego złośliwego oprogramowania do zainfekowanego systemu. Jest to bankowy trojan, którego głównym zadaniem jest kradzież poufnych informacji i przeprowadzanie ataków typu denial-of-service.
  2. ↑ Andromeda – Modułowy bot używany głównie jako backdoor do dostarczania dodatkowego złośliwego oprogramowania na zainfekowanych hostach, ale może być modyfikowany w celu utworzenia różnego rodzaju botnetów.

W Polsce Coinhive również pozostaje czołowym zagrożeniem (16,2% firm mogło paść jego ofiarą). Drugie miejsce zajmuje robak Conficker (12,65%), trzeci jest wspomniany wcześniej Ramnit, którego zidentyfikowano w blisku 8,5% polskich sieci firmowych.

W świecie zagrożeń urządzeń mobilnych, najpopularniejszy był Lokibot, trojan bankowy na Androida oraz złodziej danych, który w przypadku nadania uprawnień administratorskich jest również w stanie zablokować telefon. Kolejne miejsca podium przypadły Lotoor, narzędziu, które może uzyskać uprawnienia roota, oraz Triadzie czyli modułowemu backdoorowi na Androida.

Badacze Check Point przeanalizowali również najczęściej wykorzystywane cyberpodatności. Najpowszechniej wykorzystywaną była CVE-2017-7269, której globalny zasięg wyniósł 47%. Na drugim miejscu uplasowała się OpenSSL TLS TLS DTLS Heartbeat Information Disclosure z zasięgiem 41%, a następnie CVE-2017-5638, która wpłynęła na 36% organizacji.

Podsumowanie II kwartału 2018 na rynku pożyczek pozabankowych

Hossa w krajowej gospodarce nie uchroniła przedsiębiorców przed zatorami płatniczymi, przyczyniającymi się tym samym do braku kontroli nad płynnością finansową. Z danych rynkowych Aforti Finance – firmy świadczącej usługi pożyczkowe dla sektora MSP – jasno wynika, że większość rodzimych przedsiębiorców sięgało w II kwartale 2018 roku po zewnętrzne finansowanie nie po to, by inwestować, a zapewnić swobodny przepływ środków, umożliwiający realizację bieżących zleceń. Jak wynika z danych Aforti Finance za II kwartał 2018 roku, wśród najbardziej zadłużonych branż znalazł się – podobnie, jak w I kwartale 2018 roku – handel hurtowy i detaliczny. Jednocześnie sektor budowlany ustąpił miejsca przetwórstwu przemysłowemu, wyprzedzając nieco transport. Coraz więcej zaciągniętych pożyczek przypadło też w udziale kobietom – przedsiębiorcom.

Branżą, która dominowała w segmencie pożyczek pozabankowych – udzielonych przez Aforti Finance w II kwartale 2018 – był ponownie handel hurtowy i detaliczny. W analizowanym okresie udział pożyczek tego sektora wyniósł 28 proc. w ogólnej liczbie świadczeń uruchomionych przez Aforti Finance od kwietnia do czerwca 2018 roku. Mimo dużej przewagi tego rynku nad innymi, można zaobserwować jednak znaczący trend spadkowy liczby udzieleń. W II kwartale 2018 roku firmy z branży handlowej uzyskały 30 proc. mniej pożyczek w porównaniu z I kwartałem 2018.

Kolejnymi, znaczącymi branżami, których przedstawiciele korzystają z pożyczek pozabankowych były w II kwartale 2018 roku firmy z sektora przetwórstwa przemysłowego oraz transportu. Tutaj udzielono odpowiednio 15 proc. i 14 proc. wszystkich pożyczek. W tym przypadku widoczny jest trend wzrostowy liczby udzieleń względem poprzedniego kwartału. Wzmożone zainteresowanie finansowaniem pozabankowym przez branżę transportową może wynikać z zaostrzenia wymogów formalnych w bankach oraz wysokie ryzyko działalności tego sektora.

W kontekście długości okresów kredytowania, można zaobserwować utrzymujący się trend. Niewiele ponad 40 proc. klientów decydowało się na spłatę pożyczek w ciągu jednego roku. Jednocześnie – podobnie jak w poprzednich kwartałach – pożyczkobiorcy chętnie wybierali finansowanie na okres 18 oraz 24 miesięcy.

W II kwartale 2018 roku, w porównaniu z trzema pierwszymi miesiącami bieżącego roku, analitycy Aforti Finance nie odnotowali również znaczących różnic w wysokości wnioskowanych pożyczek, zaciąganych przez przedsiębiorców z sektora MSP. Około 38 proc. firm zdecydowało się na finansowanie do 25 000 zł. Równie dużym zainteresowaniem cieszyły się pożyczki sięgające 75 000 zł i wyższych kwot, mimo że jednocześnie ich ogólna liczba nieznacznie spadła w porównaniu z kwartałem ubiegłym.

Nowością jest z kolei trend wzrostowy zaciągania zobowiązań finansowych przez kobiety. O ile w I kwartale 2018 roku kobiety stanowiły 30 proc. wszystkich pożyczkobiorców Aforti Finance, to już w II kwartale 2018 ich udział w strukturze klientów wzrósł do prawie 36 proc.

W ocenie ekspertów Aforti Finance udział firm z sektora handlu hurtowego i detalicznego, przetwórstwa przemysłowego, a szczególnie transportu w strukturze klientów firm pożyczkowych będzie systematycznie rósł w kolejnych kwartałach 2018 roku. Okres zimowy przyniesie ponadto wzmożone zapotrzebowanie firm budowlanych na zewnętrzne finansowanie, umożliwiające przetrwanie najtrudniejszego czasu dla tej branży, w której sezonowość w szczególny sposób wyznacza zwyżki i spadki wyników finansowych.

Piotr Zieliński, dyrektor analiz i ryzyka Aforti Finance / Grupa AFORTI

Outdoorzy S.A. notuje wzrost sprzedaży detalicznej

Outdoorzy S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, odnotowała w 3 kw. roku obrotowego 2017/2018 ponad 36% wzrost sprzedaży detalicznej w ujęciu rdr. Spółka podtrzymuje również prognozy finansowe na rok obrotowy 2017/2018, zakładające wypracowanie zysku brutto w wysokości 300 tys. zł.

W minionym kwartale Emitent koncentrował się na dalszym rozwoju sklepu outdoorzy.pl – zwiększaniu jego zasięgu i docieraniu do coraz szerszego grona odbiorców. Spółka cały czas weryfikuje i dywersyfikuje działania marketingowe oraz pracuje nad odpowiednią selekcją produktów, tak aby odpowiadać na zapotrzebowanie i preferencje klientów. Outdoorzy S.A. znacząco obniżyli również czas realizacji zamówień, który spadł o 17% w porównaniu do analogicznego okresu ub. roku. Spółka osiągnęła w 3 kw. roku obrotowego 2017/2018 ponad 1.151 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży, co było wynikiem niższym niż rok wcześniej. Spadek był związany z przesunięciem realizacji zamówień dla dostawców hurtowych na 4 kw. roku obrotowego 2017/2018. Emitent wygenerował za to wyraźny ponad 36% wzrost sprzedaży detalicznej w ujęciu rdr. Zarząd Spółki ocenia, że osiągnięte wyniki i zamówienia znajdujące się w jej portfelu pozwolą zrealizować założone cele.

„W 3 kwartale postanowiliśmy skupić naszą uwagę na handlu detalicznym oraz przygotować się do dostaw hurtowych, które realizowane są w ciągu całego roku obrotowego, a w roku obecnym skumulowały się na 4 kwartał. Wzrost sprzedaży w detalu jest skutkiem optymalizacji działań marketingowych i trwających już od dłuższego czasu prac nad silnikiem sklepu oraz nad mechanizmami związanymi z realizacją zamówień. Wszystkie te zdarzenia były naszym świadomym wyborem. Jesteśmy przekonani, że na zamknięcie roku obrotowego Spółka osiągnie wynik, który jednoznacznie potwierdzi słuszności strategii, jaką przyjęliśmy.”komentuje Paweł Miśkiewicz, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

Outdoorzy S.A. dążą do dalszego rozwoju portfolio marek własnych, bowiem widzą, że cieszą się one dużym zainteresowaniem. Do dynamicznie rosnącej marki własnej „Naturehike” dołączył także brand „Fourunner”, który oferuje akcesoria dla biegaczy m.in. słuchawki oraz zegarki i pulsometry. Emitent rozszerzył także asortyment o produkty marki „Keith” będącej producentem naczyń tytanowych. Spółka przygotowuje się też do nowego sezonu 2019, odbywa liczne spotkania mające na celu ustalenie warunków handlowych oraz tzw. pre-orderów na nadchodzący sezon. Emitent uczestniczy również w prezentacjach nowych kolekcji najważniejszych marek oferowanych w sklepie outdoorzy.pl. Outdoorzy S.A. realizuje wdrożenie nowej platformy e-commerce w oparciu o Magento dla sklepu outdoorzy.pl. Planowane wdrożenie ma nastąpić w 4 kw. 2018 r., a jego uruchomienie jest przewidziane na przełom 2018/2019 roku.

Spółka podtrzymuje prognozę finansową na rok obrotowy 2017/2018, która zakłada osiągnięcie zysku brutto w kwocie 300 tys. zł. Prognoza finansowa została oparta o zakładane przez Zarząd Outdoorzy S.A. wyniki z działalności operacyjnej, przede wszystkim wzrost sprzedaży detalicznej, w której marże są znacząco wyższe oraz przepływy generowane na sprzedaży w segmencie hurtowym.

„Rozwijanie własnych marek jest dla Spółki ważne głównie z powodu wyższej marży, jaką możemy osiągać. Dlatego w dalszym ciągu będziemy skupiać naszą uwagę na tej sferze i rozwijać sprzedaż własnych produktów. Sprzedaż detaliczna jest dla Spółki głównym przedmiotem działalności i na tej części planujemy się koncentrować. Handel hurtowy nadal jest znaczącą częścią, ale w perspektywie długoterminowej ma on być jedynie dopełnieniem handlu detalicznego. W chwili obecnej handel hurtowy pozwala zajmować silniejszą pozycję negocjacyjną Spółki w relacjach z dostawcami oraz zwiększa wolumeny zamówień sezonowych.” – dodaje Miśkiewicz.

Deloitte z najwyższym miejscem wśród firm doradczych w rankingu Universum

Firma doradcza Deloitte znalazła się w TOP 10 najbardziej atrakcyjnych pracodawców w badaniu Polish Universum Talent Survey 2018. Deloitte zajął szóstą pozycję w kategorii biznes oraz trzecią wśród kancelarii prawnych, co jest najwyższym miejscem spośród wiodących firm świadczących usługi doradcze w Polsce.

Jesteśmy dumni, że znaleźliśmy się w pierwszej szóstce najlepiej postrzeganych pracodawców w Polsce, tym bardziej, że wyboru tego dokonali studenci i absolwenci szkół wyższych. Siłą naszej firmy jest dobrze skomponowany zespół, innowacyjność stosowanych przez nas rozwiązań biznesowych oraz nasza unikalna kultura organizacyjna – wyjaśnia Krzysztof Kwiecień, Dyrektor HR Deloitte w Polsce.

W biurach Deloitte w Polsce pracuje ponad 2200 specjalistów, z czego osiemdziesiąt procent pracowników stanowią osoby, które nie ukończyły jeszcze 35 roku życia. Firma świadczy usługi w zakresie audytu, doradztwa podatkowego, prawnego, finansowego oraz szeroko pojętego konsultingu.

Deloitte dopasowuje warunki pracy do oczekiwań młodych pracowników, wdrażając na całym świecie strategię „Employee Well-being”, czyli działań propagujących prowadzenie aktywnego i zdrowego trybu życia. W ramach programu wdrażanych jest wiele rozwiązań optymalizujących czas i miejsce pracy czy wspierających zdrowie fizyczne oraz dobre samopoczucie. Dużą rolę odgrywają w nim także elementy ekologii i odpowiedzialności za otaczający świat, ludzi i środowisko naturalne.

Badanie Universum jest jednym z największym na świecie, które sprawdza preferencje zawodowe studentów i absolwentów szkół wyższych. W tym roku wzięło w nim udział 17 575 osób z ponad 70 uczelni w Polsce.

– Studenci wśród najważniejszych czynników decydujących o wyborze pracodawcy wskazali: przyszłe wysokie zarobki (74 proc. wskazań), dobre perspektywy kariery (67 proc.), szkolenia i możliwości rozwoju (60 proc.), bezpieczeństwo zatrudnienia (57 proc.) oraz szacunek dla pracowników (55 proc.). Firmy, które posiadają w swojej ofercie skierowanej do kandydatów większość z tych czynników wygrywają walkę o talenty na rynku pracy – mówi Anna Macnar, CEO, HRM Institute.

Kurs dolara i euro – komentarz walutowy 20.09.2018

Brak większych zmian notowań złotego. EUR/PLN utrzymuje okolice 4,29 pomimo utrzymującego się napięcia w handlu pomiędzy USA a Chinami.

Joanna Bachert - Centrum Analiz - PKO Bank Polski
Joanna Bachert – Centrum Analiz – PKO Bank Polski

Środowa sesja przyniosła niewielkie osłabienie złotego. Rano EUR/PLN atakował 4,283 ale jeszcze przed południem notowania pary wzrosły w okolice 4,30 kończą dzień przy 4,285. Zmiany na krajowym rynku walutowym miały miejsce przy początkowym wzroście kursu EUR/USD do 1,1715 (w przedpołudniowych godzinach sesji, potem popyt na wspólną walutę powrócił co również znalazło odzwierciedlenie w cenie złotego). Nie jest więc wykluczone, że częściowo na negatywnej wycenie naszej waluty zaważyły publikowane przed południem dane produkcyjne, wskazujące na wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w III kw. 2018 r. w relacji do I półrocza, co będzie wzmacniało stanowisko RPP, która nie spieszy do zaostrzania polityki monetarnej NBP i co zapewne zostanie potwierdzone w czwartkowej publikacji protokołu z ostatniego jej posiedzenia decyzyjnego.

W sierpniu dynamika produkcji sprzedanej przemysłu silnie obniżyła się do 5,0% r/r wobec 10,3% r/r w lipcu. Wzrost produkcji ukształtował się na poziomie niższym niż oczekiwał rynek (5,2%). Dynamika produkcji budowlano-montażowej wyniosła zaś 20,0% r/r, powyżej lipcowego odczytu na poziomie 18,7%. Nieznacznie słabsze od konsensusu dane nie oznaczają wyraźnego pogorszenia ożywienia aktywności w krajowym przemyśle (wg ekonomistów PKO poziom 5% jest bowiem bliski obecnemu potencjałowi polskiego przemysłu), niemniej wraz z wyhamowaniem inflacji PPI do 3,0% r/r z 3,7% r/r w lipcu wspierają gołębią retorykę Rady i utrzymywanie historycznie niskich obecnie stóp procentowych NBP przynajmniej do końca 2019 roku. Niemniej nie można nie zauważyć, że polska gospodarka nadal wykazuje solidne tempo rozwoju.

Tymczasem, na rynku głównej pary walutowej, środowa sesja europejska początkowo przyniosła umocnienie euro do dolara. Kurs EUR/USD chwilowo wzrósł do 1,1715 i to pomimo, że Chiny i USA ponownie zaostrzyły politykę handlową. Niemniej, mocno niewspółmierna odpowiedz Chin w wysokości 60 mld USD na amerykańskie 200 mld USD została zauważona przez rynek i odebrana jako niezagrażająca globalnemu handlowi. Wysokość narzuconych ceł po obu stronach konfliktu okazała się dużo niższa niż wcześniej zapowiadano. Na rynku pojawiły się więc oczekiwania, że USA i Chiny usiądą jednak do wspólnych rozmów. Ponadto, Pekin poinformował, że nie będzie osłabiał rodzimej waluty, aby eksport stał się bardziej konkurencyjny. Ostatnie wahania kursu juana były bowiem postrzegane jako celowy środek działania Państwa Środka. Choć rząd USA oficjalnie nie uznał Pekinu za manipulatora walutowego, to jednak Trump wielokrotnie oskarżał kraj o sztuczną walkę ze słabością waluty. Deklaracja utrzymywania rynkowego kursu juana została przez inwestorów przyjęta pozytywnie, a po wypowiedzi premiera Chin Li Keqiang kurs USD/CNY zaczął spadać. Lekki spadek awersji do ryzyka wsparł waluty EM, w tym polskiego złoty

W czwartek opublikowany zostanie wspomniany już protokół z ostatniego posiedzenia RPP, który pokaże jak członkowie komitetu oceniają potencjalne zmiany trendów (spowolnienie dynamiki PKB i wzrost inflacji bazowej). Generalnie oczekiwać należy gołębiego wydźwięku publikacji. Dzisiejszy dzień nie zawiera krajowych publikacji. Dopiero w czwartek GUS opublikuje dane sprzedażowe, które również powinny pokazać niższe wyniki sierpniowe (prognoza: 9% r/r) niż odnotowane miesiąc wcześniej (w lipcu wzrost o 9,3% r/r).

Wykres dnia: Rozczarowujące dane produkcyjne za sierpień wspierają łagodną politykę RPP częściowo ważąc na notowaniach złotego.

Rozczarowujące dane produkcyjne za sierpień wspierają łagodną politykę RPP częściowo ważąc na notowaniach złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / Centrum Analiz PKO Bank Polski

Konsumenci: Warzywa i owoce w promocji głównie kupujemy w dyskontach. Bez zniżek – na bazarach

Według badania Hiper-com Poland oraz Grupy Mobilnej Qpony-Blix, Polacy w dużych miastach szukają rabatów na owoce i jarzyny przede wszystkim w dyskontach – 53%, następnie w hipermarketach – 27%, a potem w supermarketach – 12%. Z kolei najpopularniejszym miejscem zakupu nieprzecenionych towarów jest bazar – 33% wskazań. Większość badanych uważa, że ceny regularne w sieciach handlowych są zbyt wysokie. Natomiast promocje na ww. artykuły nie satysfakcjonują połowy ankietowanych. Zdaniem ekspertów, rodzimi klienci dość często ulegają obiegowej opinii, według której wszystko jest ciągle za drogie, bez względu na rzeczywisty koszt. Natomiast o wyborze danego kanału sprzedaży faktycznie decyduje jego dostępność i udział w rynku. Osoby ceniące wysoką jakość produktów zwykle zaopatrują się na targowiskach. A wrażliwi cenowo konsumenci kierują się do sklepów oferujących zniżki.

Gdzie (nie) szukać promocji?

Jak twierdzi Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku FMCG, wybór miejsca zakupów nie jest związany z aktualnym rabatem w danym formacie handlowym, tylko z dostępnością określonej placówki. Obecnie najbliżej konsumentów są ulokowane liczne dyskonty, które dodatkowo prowadzą szerokie kampanie reklamowe. Dlatego ponad połowa respondentów najczęściej szuka promocji warzyw i owoców w tego typu sklepach. Trzeba podkreślić, że z tym kanałem najmocniej rywalizują hipermarkety. Chcą odzyskać utracony poziom obrotów oraz uwagę klientów. To też przekłada się na wyniki badania, bo wielkopowierzchniowe markety znalazły się na drugim miejscu w tym zestawieniu.

– Tylko 2% respondentów zwykle poszukuje owoców i jarzyn w promocjach na lokalnych bazarach. Wielkie sieci wygrywają w tym względzie, bo właśnie z nimi utożsamiane są obniżki. Na targowiskach konsumenci szukają najtańszych towarów wśród sąsiadujących ze sobą stoisk. Nie liczą na jakichkolwiek przeceny, gdyż raczej nie ma ich w takich miejscach. Brak odpowiedniego zaplecza do przechowywania artykułów, wymusza potrzebę szybkiej sprzedaży, co wskazuje na świeżość produktów. Cena podstawowa zwykle jest tą ostateczną. Oczywiście pozostaje możliwość targowania się, czego z kolei nie praktykuje się w marketach – zauważa Hubert Majkowski, Country Manager Hiper-com Polska.

Natomiast Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix, podkreśla, że konsumenci poszukują na targowiskach najświeższych i najdorodniejszych produktów. Są skłonni płacić za nie więcej niż za towary sprzedawane w sieciach handlowych, które często pochodzą z importu. Ekspert także uważa, że ten trend się nie zmieni. Bazary nadal będą przyciągały klientów oczekujących wysokiej jakości warzyw i owoców, a sklepy – raczej nabywców wrażliwych cenowo.

Opinie o regularnych cenach

– Polacy najczęściej szukają warzyw i owoców w regularnych cenach na bazarach. Potwierdza to 33% ankietowanych. Tego typu miejsca są uważane za najlepsze źródła takich towarów, często pochodzących od lokalnych rolników. Z drugiej strony targowiska nie oferują klientom tak wielu różnych produktów spożywczych, jak markety. Dlatego w ostatecznym rozrachunku przegrywają z sieciami handlowymi, które łącznie zebrały dwa razy więcej wskazań niż targi, bo aż 66% – dodaje ekspert z Hiper-com Polska.

Biorąc pod uwagę wyłącznie sieci handlowe, konsumenci najchętniej kupują ww. produkty w regularnych cenach w hipermarketach. Tak wskazuje 26% ankietowanych. Andrzej Wojciechowicz przypomina, że tego typu sklepy zawsze dominowały cenowo w segmencie warzyw i owoców. To efekt skali i niskich kosztów logistycznych dostaw bezpośrednich. Poza tym wielkopowierzchniowe markety oferują dużo szerszy i bardziej wysublimowany asortyment niż pozostałe formaty handlowe. Posiadają też znacznie lepsze warunki ekspozycyjne, co zwiększa ich obroty.

– Kolejne sklepy, w których klienci chętnie kupują nieprzecenione artykuły, to dyskonty. Mają 21% wskazań. Dalej są supermarkety – 12%. A na samym końcu tego zestawienia znajdują się sieci typu convenience – 7%. Oferują one zdecydowanie najuboższy asortyment ze wszystkich wspomnianych formatów. Warzywa czy owoce są tam raczej kupowane przy okazji – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Ciągle za drogo?

Z deklaracji respondentów wynika, że ceny regularne warzyw i owoców w sieciach handlowych są dla nich za wysokie. Tak stwierdziło łącznie 60% badanych. Według Andrzeja Wojciechowicza, klienci ulegają obiegowym opiniom o tym, że wszystko jest za drogie. I bezwiednie powielają tego typu osądy. To pokazuje naturę konsumencką Polaków, którzy tak naprawdę słabo orientują się w różnicach cenowych.

– Konsumenci uważają również, że mimo promocji warzyw i owoców w sieciach handlowych ich ceny nadal są za wysokie. Tak wskazuje łącznie 50% respondentów. Osoby bardzo podatne na przeceny, tzw. deal hunterzy, często mają poczucie, że dany produkt może być jeszcze tańszy w innym sklepie. Ale niejednokrotnie brakuje im czasu lub zasobów, aby znaleźć najatrakcyjniejszy rabat. Stąd bierze się przekonanie, że obniżki mogłyby być większe niż dotychczas – wyjaśnia wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Jak podsumowuje Hubert Majkowski, promocje na warzywa i owoce nie są tak duże i spektakularne, jak na inne produkty. Dodatkowo artykuł po rabacie wciąż może być dużo droższy niż od producenta. Dlatego połowa konsumentów nie jest usatysfakcjonowana obecnymi obniżkami. Jednak dość spory odsetek klientów – 30% z nich – twierdzi, że przeceny są wręcz idealne. Te osoby mogą nie przywiązywać wagi do cen i pochodzenia produktów, a być bardziej ukierunkowane na ich dostępność w jednym miejscu.

Badanie zostało przeprowadzone na terenie 6 dużych miast, tj. Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Poznania i Łodzi na przełomie sierpnia i września br. W ankiecie uczestniczyło 514 klientów sieci handlowych. Były to tylko takie osoby, które na wstępie rozmowy wyraźnie zadeklarowały, że minimum raz w tygodniu samodzielnie robią zakupy, a także regularnie szukają promocji w papierowych lub elektronicznych gazetkach reklamowych.

Dzięki PPK wzrośnie bezpieczeństwo finansowe przyszłych emerytów

Dzięki PPK bezpieczeństwo finansowe przyszłych emerytów może wzrosnąć przez odłożeniu dodatkowych środków na cele emerytalne. Będą one wpływały przez sektor finansowy do gospodarki – wzmacniając bazę finansowania przedsiębiorstw.

– Fundusze te będą podnosić poziom inwestycji – zarówno infrastrukturalnych, jak i w innowacje oraz w polskie firmy –powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju– Dzięki temu możemy mówić o podniesieniu potencjału wzrostu gospodarczego w dłuższej perspektywie i wzmocnieniu stabilności gospodarki. Dotyczy to zwłaszcza zmniejszenia poziomu zadłużenia zagranicznego – dzięki stworzeniu silniejszego lokalnego rynku kapitałowego. Reforma Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK) jest odpowiedzią na niekorzystne zmiany demograficzne. Chodzi o starzenie się społeczeństwa, które skutkuje oczekiwanym spadkiem przyszłych świadczeń emerytalnych, niskim – już w tej chwili – poziomem oszczędności i ryzykiem dla potencjału wzrostu gospodarczego – ocenił Borys.

Konrad Białas: Dziś SNB i Norges Bank

Rynki trzymają się świeżo nabytego optymizmu, choć wstępny rajd aktywów ryzykownych powoli zaczyna wytracać pęd. Inwestorzy zaczynają się rozglądać w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: co dalej? A porównywanie fundamentów zaczyna się kłócić z obecnym obrazem rynku.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA wspięły się wczoraj do 3,09 proc. i znalazły się najwyżej od maja. To rodzi problem zarówno w kontekście obserwowanej słabości USD, jak i potencjału odbicia np. walut rynków wschodzących. Jak pamiętamy, w kwietniu rajd rentowności był kołem zamachowym aprecjacji USD i siał postrach wśród emerging markets. Póki co techniczne warunki pozycjonowania mogą zaburzać ta relację – w ostatnim wzroście cen obligacji (spadku rentowności) dużą rolę odgrywał napływ kapitału szukającego bezpiecznych przystani, więc teraz odwracanie tego ruchu niekoniecznie jest przyjazne dla USD (bo oznacza przetransferowanie kapitału z rynku długu USA z powrotem na rynki bardziej ryzykowne). Dodatkowo to, że USD był walutą pierwszego wyboru w czasie eskalacji wojen handlowych, jest teraz jego kulą u nogi, kiedy inwestorzy realizacją zyski. Ale korelacje dług-waluta zwykle nie są długo ignorowane, choć przy nieprzewidywalności rynku w 2018 r. inwestorzy prędzej będą wyczekiwać impulsu, który potwierdzi, że warto kupować USD pod wskazania z rynku obligacji. Pamiętajmy o tym w kontekście przyszłotygodniowego posiedzenia Fed.

Dziś decyzje podejmują dwa banki centralne w Europie: SNB i Norges Bank. W Szwajcarii stopy pozostaną bez zmian. Szwajcarski Bank Narodowy ze zmianami polityki monetarnej będzie czekał na pierwszy ruch ze strony EBC, czego nie spodziewamy się wcześniej, jak we wrześniu 2019 r. Za to komunikat może przysporzyć niespodzianek. W odniesieniu do ostatniego umocnienia CHF, SNB pozostanie gołębi w swoim przekazie i tradycyjnie przypomni, że frank jest walutą o „zawyżonej wycenie”. Sugestie w komunikacie, że bank czuje się zaniepokojony ostatnimi zmianami na rynku i zamierza przeciwdziałać przyszłej aprecjacji, będą lekkim zwrotem w gołębią stronę i EUR/CHF może na tym zyskiwać.

Od Norges Banku oczekujemy, że podniesienie stopę procentową o 25 pb (czw). Do podwyżki bank przygotowywał rynek już od jakiegoś czasu, a słabszy NOK, wyższa inflacja i poprawa w aktywności gospodarczej przemawiają za zacieśnianiem. Rynek już dobrze wycenił podwyżkę, ale Norges Bank wciąż może przysporzyć jastrzębiego impulsu, jeśli w projekcji zasugeruje wcześniejszy termin kolejnego ruchu. W grę wchodzi nawet następna podwyżka w grudniu, ale marzec przyszłego roku wystarczy, by podtrzymać aprecjację NOK.

Poza tym sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii była mocno wahliwa w ostatnim czasie, więc z rezerwą należy podchodzić do prognozy -0,2 proc. m/m w sierpniu. Ale to też oznacza, że poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń jest ustawiona nisko, a w ostatnich dniach inwestorzy polują na każdy pretekst, by podbić wycenę funta. Tak było wczoraj po odczycie CPI, choć gra ta jest obarczona dużym ryzykiem, gdyż szum informacyjny wokół Brexitu jest przeszkodą. Wczoraj mogliśmy ego doświadczyć po informacji, w myśl których Premier May ma odrzucić ostatnią propozycję strony unijnej w kwestii granicy celnej między Irlandią Północną i Irlandią. Wciąż jest sporo niewiadomych, który z zaskoczenia mogą wstrząsać rynkiem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyniki J.W. Construction po II kwartałach 2018 r. podsumowuje Małgorzata Szwarc-Sroka

W I półroczu 2018 roku Grupa J.W. Construction Holding S.A. sprzedała 758 lokali, w tym 151 jednostek biurowo-aparthotelowych. We wspomnianym okresie Grupa realizowała budowę 12 inwestycji na 3 450 lokali w 4 polskich miastach. W planach Spółki jest uruchomienie kolejnych 25 inwestycji na łącznie 7 278 lokali, które oprócz projektów mieszkaniowych obejmują także projekty magazynowe i aparthotelowo-komercyjne.

Wyniki Spółki podsumowuje Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding SA:

Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.
Małgorzata Szwarc-Sroka, Członek Rady Nadzorczej J.W. Construction Holding S.A.

Spółka w I półroczu 2018 roku odnotowała przychody ze sprzedaży w wysokości blisko 90 mln zł, przy stracie netto 21 mln zł. Niekorzystny wpływ na powyższe dane miał cykl rozpoznawania wyników uzależniony od terminów zakończenia prowadzonych budów i możliwości przekazywania lokali. Ponadto na wynik ujemnie wpłynęła jednorazowa transakcja związana ze sprzedażą nieruchomości we Wrocławiu, która spowodowała stratę w wysokości ponad 15 mln zł. Spółka zdecydowała się zbyć nieruchomość, z uwagi na brak spełnienia parametrów technicznych przedmiotowej nieruchomości, przyrzeczonych w pierwotnej umowie zakupu, co  w obecnym kształcie uniemożliwiało realizację rentownej inwestycji.

W II półroczu możliwości przekazywania lokali będą dużo większe z uwagi na oddawanie do użytkowania znaczących inwestycji m.in. aparthotelu Varsovia przy ul. Kasprzaka, osiedla Zielona Dolina II etap II przy ul. Verdiego w Warszawie i projektu Bernadowo Park II w Gdyni. Przychody z wymienionych inwestycji przełożą się na ostateczny wynik bieżącego roku.

Pomimo wspomnianego jednorazowego zdarzenia, w podsumowaniu I półrocza 2018 roku możemy ponownie zaraportować satysfakcjonującą sprzedaż, która spełnia nasze założenia. Nadal utrzymuje się dobre tempo sprzedaży, mimo niewielkiego spadku liczby sprzedanych lokali o 11 proc. względem roku ubiegłego. Nasi klienci kupili w I półroczu tego roku 758 lokali w porównaniu do 850 analogicznym okresie 2017 roku.

Grupa posiada potencjał dotyczący przekazań lokali na najbliższe ponad 3 lata – na 30.06.2018r. było ponad 5 000 lokali nieprzekazanych sprzedanych lub w ofercie, z tego ponad 3 000 znalazło już nabywców.

Ponadto Spółka posiada wysoki stan środków pieniężnych na rachunkach, wynoszący ponad 153 mln złotych oraz niskie zadłużenie. Zabezpieczone środki dają nam możliwość realizacji dotychczasowych projektów i planowania kolejnych zgodnie z przyjętą strategią.

Aktywnie działamy też na nowym dla nas obszarze inwestycji magazynowych, przygotowując się do zagospodarowania części posiadanych gruntów pod budowę parków logistycznych.

Nowe projekty rozpoczęte w I półroczu 2018 roku

W I półroczu 2018 roku Spółka uzyskała pozwolenie na budowę ostatniego etapu flagowej inwestycji Bliska Wola przy ul. Kasprzaka w Warszawie. Etap D, Bliska Wola Tower, obejmuje blisko 1 500 lokali mieszkaniowych, aparthotelowo-komercyjnych i biurowych o powierzchni prawie 62 000 m2. Budowa inwestycji rozpoczęła się w III kwartale 2018 roku.

J.W. Construction uzyskało także prawomocne pozwolenie na budowę kolejnego etapu domów szeregowych koło Ożarowa Mazowieckiego, obejmującego 30 domów.

Ponadto Spółka rozpoczęła budowę kameralnego osiedla Wrzosowa Aleja na 81 lokali w rejonie ulic Kartograficznej i Lewandów na warszawskiej Białołęce.

Zakończone inwestycje

W I półroczu 2018 roku zakończono 3 inwestycje na blisko 750 lokali. Projekty są w zdecydowanej większości sprzedane, jednak zgodnie z zasadami rachunkowości przychody z ich tytułu będzie można odnotować dopiero po przekazaniu kluczy klientom. Większość przekazań planowane jest na III kwartał bieżącego roku.

W raportowanym okresie J.W. Construction zakończyło budowę aparthotelu przy ul. Kasprzaka na 457 lokali, który pod szyldem Varsovia Apartamenty Kasprzaka w sierpniu br. przyjął pierwszych gości. W ofercie obiektu znajdują się w pełni wyposażone apartamenty, z aneksami kuchennymi, balkonami, recepcją i pralnią samoobsługową.

W Warszawie Spółka zakończyła także budowę i uzyskała pozwolenie na użytkowanie osiedla Zielona Dolina III, gdzie powstały 54 mieszkania. Natomiast w Gdyni zrealizowano inwestycję Bernadowo Park na 236 lokali.

Powiększenie banku gruntów

W I półroczu 2018 r. Spółka znacząco powiększyła swój bank ziemi o grunty w 4 lokalizacjach, m.in.:

w podpoznańskim Skórzewie, gdzie powstanie 280 mieszkań;
w Pruszkowie na 475 lokali;
w Gdańsku na 600 lokali;
w Szczecinie na 623 lokale.

Ponadto Spółka prowadziła rozmowy, których finalizacja nastąpiła w III kwartale 2018 roku na temat zakupu nieruchomości w miejscowości Zawada k. Krakowa, gdzie planowana jest budowa ponad 1700 lokali.

Na posiadanym atrakcyjnym banku gruntów, w perspektywie najbliższych lat J.W. Construction Holding SA planuje realizację 25 nowych inwestycji mieszkaniowych, aparthotelowych i magazynowych o powierzchni prawie 500 000 m2.

W ZUS ubezpieczonych jest blisko 560 tys. obcokrajowców. Blisko 75 proc. z nich stanowią Ukraińcy

W ZUS ubezpieczonych jest blisko 560 tys. obcokrajowców. Blisko 75 proc. z nich stanowią Ukraińcy 1

Już blisko 560 tys. cudzoziemców płaci składki na ubezpieczenia społeczne. To rekordowy wynik, bo jeszcze w połowie 2016 roku było ich nieco ponad 137 tys. Zdecydowanie największą grupę stanowią Ukraińcy. Składki, które płyną od obcokrajowców, stanowią więc coraz poważniejszą pozycję w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Cudzoziemcy w ten sposób nabywają zaś prawa do świadczeń.

 Liczba ubezpieczonych objętych ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym, niebędących obywatelami Polski, wynosi aktualnie 558 tys. – mówi agencji Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Dominującą grupą są obywatele ukraińscy – ponad 418 tys. W tej liczbie mamy Ukraińców zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – 216 tys., ok. 4 tys. prowadzi działalność gospodarczą, a zlecenia i inne tytuły dotyczą 198 tys. osób.

Z danych ZUS wynika, że grupa cudzoziemców zgłoszonych do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych dynamicznie rośnie. Jeszcze na koniec 2014 roku było ich ok. 124 tys., w połowie 2016 roku – 137 tys. W dużej mierze za ten dynamiczny wzrost odpowiadają Ukraińcy, którzy wybierają pracę w Polsce. Stanowią już 75 proc. wszystkich ubezpieczonych obcokrajowców. Dużo jest też obywateli Białorusi (30 tys.), Wietnamu i Mołdawii (po ok. 8 tys.), Rosji (7 tys.). Szybko przybywa też Hindusów – jest ich 5,4 tys., przy 2 tys. jeszcze dwa lata temu.

 Te osoby są aktywne ekonomicznie, wpłacają składki na ubezpieczenia społeczne, emerytalne, rentowe i w zależności od tytułu pozostałe, czyli to są przychody uzależnione od tego, jakie mają wynagrodzenia, od czego tę składkę płacą – podkreśla prof. Gertruda Uścińska.

Dobra sytuacja na rynku pracy, niskie bezrobocie (5,9 proc. w lipcu) i coraz większa grupa zatrudnionych cudzoziemców przekładają się na dobrą sytuację Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Do końca czerwca 2018 roku przychody sięgnęły 119,5 mld zł (nieco ponad 50 proc. z zaplanowanych), a koszty – ok. 113,7 mld zł (48,7 proc.). Wpływy ze składek w I półroczu pokryły blisko 79 proc. wydatków, co jest nienotowanym wynikiem w historii ZUS.

Jak jednak podkreśla prezes ZUS, opłacanie składek na ubezpieczenia społeczne przez cudzoziemców to przede wszystkim korzyści dla nich.

 Dzisiaj te 558 tys. cudzoziemców w razie spełnienia warunków przewidzianych w prawie nabywa świadczenia chorobowe i inne związane z chorobą. Nabywają też część uprawnień do emerytury, ponieważ jedna składka w polskim systemie emerytalnym otwiera prawo do emerytury. W razie zajścia tych warunków przewidzianych prawem, powstaje więc konieczność wypłaty świadczeń pieniężnych i to w takim znaczeniu jak dla pracowników polskich, zleceniobiorców czy osób objętych innym tytułem do ubezpieczenia społecznego – tłumaczy prof. Gertruda Uścińska.

Na terenie Unii Europejskiej obowiązuje koordynacja unijna, a dodatkowo Polska ma podpisanych 13 umów dwustronnych z różnymi państwami spoza Unii. Na tej podstawie obcokrajowcy z tych państw pracujący w Polsce otrzymają emeryturę również z polskiego systemu ubezpieczeń społecznych. Nawet jeśli w naszym kraju przepracuje miesiąc czy dwa, choć w takim przypadku emerytura wyniesie kilkadziesiąt złotych.

 Zasady nabycia prawa do emerytury wynikają przede wszystkim z tego, czy jesteśmy objęci tylko polskim systemem. Jeżeli jesteśmy objęci również innymi systemami, to są określone zasady wynikające z koordynacji systemów zabezpieczenia czy z umów dwustronnych, które zawieramy z państwami spoza Unii – wskazuje prof. Uścińska.

W Polsce, jak wynika z raportu „Pracodawcy i pracodawczynie a zatrudnianie cudzoziemców i cudzoziemek”, opracowanego przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej i Fundację Konrada Adenauera, blisko 40 proc. firm zatrudnia obcokrajowców spoza UE, a 81 proc. firm rozważa zatrudnienie kolejnych pracowników z zagranicy. To na pracodawcy spoczywa obowiązek zgłoszenia pracownika do ubezpieczeń społecznych.

 Formularze zostały uproszczone, są proste i zrozumiałe, a więc nie rodzą nadmiernych obciążeń administracyjnych. Zaznaczamy w formularzach narodowość dla statystyk systemu ubezpieczeń społecznych, natomiast zasady zgłoszenia takiej osoby fizycznej są takie same, czy jest to obywatel Polski, czy innego państwa – przypomina prof. Gertruda Uścińska.

Rodzice nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni

0

Rodzice nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni 2

Dorośli nie towarzyszą nastolatkom w świecie online i często nie wiedzą o czyhających na nie zagrożeniach, takich jak hejt – wynika z badań przeprowadzonych przez NASK. – Musimy być świadomi zagrożeń i umieć się z nimi mierzyć, ale z drugiej strony nie powinniśmy wpadać w panikę – podkreśla minister cyfryzacji Marek Zagórski. Z drugiej strony badania pokazują bowiem pozytywne aspekty obecności dzieci i młodzieży w sieci. Młodzi twórcy bardzo odpowiedzialnie traktują swoje działania online – motywują ich one do samorozwoju, pomagają w twórczej ekspresji i przezwyciężeniu nieśmiałości.

– Aktywność młodych ludzi w internecie jest coraz większa, w związku z tym musimy reagować na zupełnie nowe zjawiska, inne niż jeszcze kilkanaście lat temu. Z drugiej strony mamy większą świadomość po stronie rodziców, nauczycieli i tych, którzy się tym tematem zajmują. Nasze dzieci nie są wolne od zagrożeń, ale nie jest tak, że kontakt z internetem stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Musimy zadbać, żeby były świadome tego, na jakie kwestie zwracać uwagę – mówi agencji Newseria Biznes minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Internet jest dla współczesnych dzieci odpowiednikiem boiska czy placu zabaw, a kontakt z nowymi technologiami mają coraz młodsi. Z badań Fundacji Orange wynika, że dwie trzecie dzieci w wieku szkolnym ma własnego smartfona z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i z urządzeń podłączonych do internetu korzysta prawie 100 proc. 15-latków. Ubiegłoroczne badanie „Bezpieczny smartfon dla dziecka”, przeprowadzonego przez F-Secure i Polkomtel, pokazało natomiast, że głównym zajęciem najmłodszych jest oglądanie filmów w serwisie YouTube, a 25 proc. internautów przed 9 rokiem życia ma własne konta na Facebooku – mimo że zgodnie z regulaminem minimalny wiek pozwalający na korzystanie z portalu to 13 lat.

Dzieci w internecie mogą być bezpieczne. W tym celu należy dołożyć wielu starań – zarówno ze strony rodziców, nauczycieli, jak i samej młodzieży, która powinna odpowiedzialnie korzystać z cyberprzestrzeni. Rodzice – chcąc włączyć się w ten proces uświadamiania dzieci na temat cyberbezpieczeństwa – powinni sami mieć świadomość zagrożeń i zachowań swoich dzieci. Zachęcam, żeby starali się rozumieć nowe i dynamicznie zmieniające się zjawiska. Wtedy będą mogli rozmawiać z dziećmi, dowiadywać się, jak one korzystają z internetu, i wskazywać zagrożenia, które powinny wziąć pod uwagę – podkreśla Krzysztof Silicki, p.o. dyrektora NASK.

Polscy rodzice deklarują, że chcą dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci w internecie, jednak 69 proc. stara się to robić, patrząc dziecku przez ramię lub kontrolując czas. Tylko co piąty korzysta z rozwiązań do ochrony dziecka w sieci czy filtrowania treści. Również świadomość rodziców dotycząca zagrożeń, z jakimi dziecko może się zetknąć w internecie, jest nadal niewystarczająca.

– Dzieci nie zawsze mają świadomość tego, jakie zagrożenia czyhają na nie w internecie, dlatego tak ważna jest edukacja. Powinny wiedzieć, co może je spotkać i jak na to reagować. To jest kluczowe w edukacji cyfrowej. Kluczem do bezpieczeństwa nie jest całkowita izolacja dzieci od urządzeń podłączonych do internetu, a tym bardziej kontrola tego, co dzieci robią online, bo nigdy nie będziemy w stanie skontrolować wszystkiego. Rolą edukatorów, rodziców i nauczycieli jest przygotowanie ich do korzystania z cyfrowego świata – mówi dr Lidia Stępińska-Ustasiak, radca prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Instytut badawczy, wraz z prof. UAM Jackiem Pyżalskim, przeprowadził badania wśród młodych internetowych twórców, w których wzięła udział setka młodych, zaangażowanych internautów poniżej 18. roku życia – twórców blogów, vlogów, kanałów na YouTube, stron tematycznych, grup albo profili tematycznych w mediach społecznościowych. Wynika z nich, że prawie wszystkich dotknął hejt ze strony innych internautów, szczególnie na początku ich działalności. Z tym doświadczeniem najczęściej pozostawali sami, bez pomocy dorosłych.

Z drugiej strony badania pokazały również pozytywne aspekty zaangażowania dzieci i młodzieży online. Młodzi twórcy niezwykle odpowiedzialnie  i profesjonalnie traktują swoje działania w sieci i swoich odbiorców. Poświęcają na internetową twórczość wiele czasu, utrzymują kontakty z followersami, dokształcają się, żeby uzyskać i utrzymać wiarygodność. Zaangażowanie to silnie motywuje ich do samodoskonalenia się – młodzi twórcy potrafią pozyskiwać wiedzę z wielu źródeł, widzą sens w zdobywaniu wiedzy. Relacje w sieci (kontakt z odbiorcami, innymi twórcami) stanowią podstawę ich działalności w internecie. Młodzi traktują swoją działalność przede wszystkim jako twórczą ekspresję, która pozwala wyzbyć się nieśmiałości.

Nie trzeba epatować ani straszyć zagrożeniami, bo to nic nie daje. Negatywne zjawiska istnieją i ryzyko będzie zawsze, natomiast pozytywna strona cyberprzestrzeni przeważa. Chodzi o to, aby w sposób odpowiedzialny i świadomy z niej korzystać. Odpowiedzialność najmłodszych i ich edukacja są najważniejsze. To, co ci młodzi ludzie zrozumieją i wyniosą z domu i szkoły, będzie potem procentować – mówi Krzysztof Silicki..

Jest wiele możliwości ograniczania zagrożeń. Jeżeli sami nie mamy wiedzy na ten temat, możemy sięgać do materiałów edukacyjnych, badań przygotowywanych przez UKE czy NASK. Prowadzimy również setki szkoleń dla dzieci w polskich szkołach – tylko w zeszłym roku skorzystało z nich około 50 tys. dzieci. Szkoły mogą się zgłaszać, my przyjeżdżamy i prowadzimy zajęcia pokazujące, jak bezpiecznie korzystać z internetu – dodaje Lidia Stępińska-Ustasiak.

Rodzicie nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni

Rodzicie nie są świadomi cyberzagrożeń czyhających na dzieci. Odcinanie dzieci od internetu ich nie ochroni 3

Dorośli nie towarzyszą nastolatkom w świecie online i często nie wiedzą o czyhających na nie zagrożeniach, takich jak hejt – wynika z badań przeprowadzonych przez NASK. – Musimy być świadomi zagrożeń i umieć się z nimi mierzyć, ale z drugiej strony nie powinniśmy wpadać w panikę – podkreśla minister cyfryzacji Marek Zagórski. Z drugiej strony badania pokazują bowiem pozytywne aspekty obecności dzieci i młodzieży w sieci. Młodzi twórcy bardzo odpowiedzialnie traktują swoje działania online – motywują ich one do samorozwoju, pomagają w twórczej ekspresji i przezwyciężeniu nieśmiałości.

– Aktywność młodych ludzi w internecie jest coraz większa, w związku z tym musimy reagować na zupełnie nowe zjawiska, inne niż jeszcze kilkanaście lat temu. Z drugiej strony mamy większą świadomość po stronie rodziców, nauczycieli i tych, którzy się tym tematem zajmują. Nasze dzieci nie są wolne od zagrożeń, ale nie jest tak, że kontakt z internetem stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie. Musimy zadbać, żeby były świadome tego, na jakie kwestie zwracać uwagę – mówi agencji Newseria Biznes minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Internet jest dla współczesnych dzieci odpowiednikiem boiska czy placu zabaw, a kontakt z nowymi technologiami mają coraz młodsi. Z badań Fundacji Orange wynika, że dwie trzecie dzieci w wieku szkolnym ma własnego smartfona z dostępem do internetu. Z wiekiem ten odsetek wzrasta i z urządzeń podłączonych do internetu korzysta prawie 100 proc. 15-latków. Ubiegłoroczne badanie „Bezpieczny smartfon dla dziecka”, przeprowadzonego przez F-Secure i Polkomtel, pokazało natomiast, że głównym zajęciem najmłodszych jest oglądanie filmów w serwisie YouTube, a 25 proc. internautów przed 9 rokiem życia ma własne konta na Facebooku – mimo że zgodnie z regulaminem minimalny wiek pozwalający na korzystanie z portalu to 13 lat.

Dzieci w internecie mogą być bezpieczne. W tym celu należy dołożyć wielu starań – zarówno ze strony rodziców, nauczycieli, jak i samej młodzieży, która powinna odpowiedzialnie korzystać z cyberprzestrzeni. Rodzice – chcąc włączyć się w ten proces uświadamiania dzieci na temat cyberbezpieczeństwa – powinni sami mieć świadomość zagrożeń i zachowań swoich dzieci. Zachęcam, żeby starali się rozumieć nowe i dynamicznie zmieniające się zjawiska. Wtedy będą mogli rozmawiać z dziećmi, dowiadywać się, jak one korzystają z internetu, i wskazywać zagrożenia, które powinny wziąć pod uwagę – podkreśla Krzysztof Silicki, p.o. dyrektora NASK.

Polscy rodzice deklarują, że chcą dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci w internecie, jednak 69 proc. stara się to robić, patrząc dziecku przez ramię lub kontrolując czas. Tylko co piąty korzysta z rozwiązań do ochrony dziecka w sieci czy filtrowania treści. Również świadomość rodziców dotycząca zagrożeń, z jakimi dziecko może się zetknąć w internecie, jest nadal niewystarczająca.

– Dzieci nie zawsze mają świadomość tego, jakie zagrożenia czyhają na nie w internecie, dlatego tak ważna jest edukacja. Powinny wiedzieć, co może je spotkać i jak na to reagować. To jest kluczowe w edukacji cyfrowej. Kluczem do bezpieczeństwa nie jest całkowita izolacja dzieci od urządzeń podłączonych do internetu, a tym bardziej kontrola tego, co dzieci robią online, bo nigdy nie będziemy w stanie skontrolować wszystkiego. Rolą edukatorów, rodziców i nauczycieli jest przygotowanie ich do korzystania z cyfrowego świata – mówi dr Lidia Stępińska-Ustasiak, radca prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Instytut badawczy, wraz z prof. UAM Jackiem Pyżalskim, przeprowadził badania wśród młodych internetowych twórców, w których wzięła udział setka młodych, zaangażowanych internautów poniżej 18. roku życia – twórców blogów, vlogów, kanałów na YouTube, stron tematycznych, grup albo profili tematycznych w mediach społecznościowych. Wynika z nich, że prawie wszystkich dotknął hejt ze strony innych internautów, szczególnie na początku ich działalności. Z tym doświadczeniem najczęściej pozostawali sami, bez pomocy dorosłych.

Z drugiej strony badania pokazały również pozytywne aspekty zaangażowania dzieci i młodzieży online. Młodzi twórcy niezwykle odpowiedzialnie  i profesjonalnie traktują swoje działania w sieci i swoich odbiorców. Poświęcają na internetową twórczość wiele czasu, utrzymują kontakty z followersami, dokształcają się, żeby uzyskać i utrzymać wiarygodność. Zaangażowanie to silnie motywuje ich do samodoskonalenia się – młodzi twórcy potrafią pozyskiwać wiedzę z wielu źródeł, widzą sens w zdobywaniu wiedzy. Relacje w sieci (kontakt z odbiorcami, innymi twórcami) stanowią podstawę ich działalności w internecie. Młodzi traktują swoją działalność przede wszystkim jako twórczą ekspresję, która pozwala wyzbyć się nieśmiałości.

Nie trzeba epatować ani straszyć zagrożeniami, bo to nic nie daje. Negatywne zjawiska istnieją i ryzyko będzie zawsze, natomiast pozytywna strona cyberprzestrzeni przeważa. Chodzi o to, aby w sposób odpowiedzialny i świadomy z niej korzystać. Odpowiedzialność najmłodszych i ich edukacja są najważniejsze. To, co ci młodzi ludzie zrozumieją i wyniosą z domu i szkoły, będzie potem procentować – mówi Krzysztof Silicki..

Jest wiele możliwości ograniczania zagrożeń. Jeżeli sami nie mamy wiedzy na ten temat, możemy sięgać do materiałów edukacyjnych, badań przygotowywanych przez UKE czy NASK. Prowadzimy również setki szkoleń dla dzieci w polskich szkołach – tylko w zeszłym roku skorzystało z nich około 50 tys. dzieci. Szkoły mogą się zgłaszać, my przyjeżdżamy i prowadzimy zajęcia pokazujące, jak bezpiecznie korzystać z internetu – dodaje Lidia Stępińska-Ustasiak.

Branża motoryzacyjna w trakcie rewolucyjnych zmian. Bez odpowiednich narzędzi nie będzie mogła rozwijać carsharingu czy pojazdów autonomicznych

Branża motoryzacyjna w trakcie rewolucyjnych zmian. Bez odpowiednich narzędzi nie będzie mogła rozwijać carsharingu czy pojazdów autonomicznych 4

Skuteczniejsze docieranie do klientów i poprawianie ich zadowolenia z oferowanych produktów oraz usług, większa efektywność działania i obniżanie kosztów – to korzyści, które może odnieść firma dzięki transformacji biznesu. Polega ona w głównej mierze na wprowadzeniu narzędzi informatycznych, które pozwalają skutecznie realizować cele biznesowe, usprawnić działanie wewnątrz firmy i jej kontakty z klientami. Branżą, która przechodzi ciągłą transformacji, jest motoryzacja, która z jednej strony szuka nowych rynków, z drugiej wprowadza nowinki jak carsharing czy samochody autonomiczne. Bez odpowiednich narzędzi nie byłoby to możliwe.

– Transformacja biznesu wiąże się z wdrażaniem w przedsiębiorstwach szeregu zmian, które z kolei są odpowiedzią na to, co dzieje się w ich otoczeniu. Mówimy tutaj o nowych regulacjach, trendach rynkowych i oczekiwaniach konsumentów. Transformacja biznesu jest dzisiaj bardzo mocno powiązana z transformacją cyfrową, ponieważ ta dostarcza wszystkich potrzebnych w tym celu narzędzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Remigiusz Efinowicz, partner zarządzający Hicron.

Celem transformacji biznesu jest skuteczniejsze docieranie do klientów i zwiększenie ich satysfakcji z dostarczanych usług i produktów, większa efektywność działania, lepsza jakość i optymalizacja kosztów. Polega ona na modyfikacji i zharmonizowaniu zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych procesów w firmie. To z kolei umożliwia stworzenie puli wzorców najlepszych praktyk we wszystkich działach firmy: od produkcji, sprzedaży i rozwoju produktu po księgowość, marketing i HR.

 Mówiąc o wzorcach dobrych praktyk biznesowych, zacznijmy od procesu ciągłego doskonalenia się. Jest to szansa na poprawę efektywności, którą dostrzegło wiele przedsiębiorstw. Poprzez poprawę sposobu działania, redukcję kosztów czy strat w niektórych obszarach, starają się one być bardziej konkurencyjne. Ich celem powinno być osiągnięcie operational excellence, czyli stanu, w którym będą liderami rynku i będą mieć przewagę konkurencyjną nad innymi przedsiębiorstwami z tej samej branży. W takiej sytuacji nie wolno zapominać o strategii zrównoważonego rozwoju, co oznacza, że powinniśmy cały czas brać pod uwagę zarówno otoczenie, jak i ograniczenia środowiska, w którym działamy – mówi Remigiusz Efinowicz.

Integralną częścią transformacji biznesu jest digitalizacja przedsiębiorstwa, która wiąże się z takimi rozwiązaniami, jak chmura, analityka big data, sztuczna inteligencja w obsłudze klienta. Wynika to z faktu, że w dzisiejszych czasach, aby firma mogła skutecznie realizować swoje cele biznesowe, musi oprzeć swoje procesy na zaawansowanych narzędziach informatycznych.

– Cyfrowa transformacja biznesu towarzyszy nam już od kilkudziesięciu lat – od momentu, kiedy w przedsiębiorstwach pojawiły się komputery i zaczęły być wykorzystywane do tego, by wspomagać pracę czy optymalizować procesy. Obecnie stoimy u progu bardzo istotnych zmian – w branży motoryzacyjnej mówimy już o connected cars czy pojazdach autonomicznych, z kolei w branży biotechnologicznej mamy do czynienia z sytuacją, w której możliwe stało się projektowanie leków pod DNA konkretnego pacjenta. W życiu społecznym doświadczamy tego dzięki rozwojowi inteligentnych miast – mówi Remigiusz Efinowicz.

Jak podkreśla, branża motoryzacyjna poszukuje nowych rynków. Dynamicznie rozwija się głównie w Azji Południowo-Wschodniej i Ameryce Południowej – tam zidentyfikowano nowe grupy konsumentów, do których można dotrzeć i zacząć sprzedawać setki tysięcy aut. Z drugiej strony branża dostrzega szansę nie tylko w nowych rynkach, lecz także w nowych technologiach i cyfrowej transformacji. W efekcie pojawiają się nowe usługi czy rozwiązania, takie jak connected cars, carsharing czy pojazdy autonomiczne.

 Branża motoryzacyjna znajduje się w procesie ciągłej transformacji praktycznie od początku jej istnienia. W ostatnich latach jej motywem przewodnim jest strategia cyfryzacji i związane z tym technologie. Hicron jest wyspecjalizowanym dostawcą rozwiązań w zakresie zarządzania relacjami z klientami, optymalizacji łańcuchów logistycznych, integracji z partnerami zewnętrznymi czy zarządzania finansami w tej branży. Dostarczając rozwiązania dla konkretnych klientów, staramy się wziąć pod uwagę wszystkie dostępne w tym momencie na rynku technologie i dobieramy takie, które służą celom strategicznym naszych klientów – mówi Remigiusz Efinowicz.

Hicron przeprowadza w roku średnio dwie transformacje biznesowe na dużą skalę, warte co najmniej kilka milionów euro. Firma sfinalizowała już kilka takich projektów, prowadzonych wspólnie z globalnymi koncernami z branży motoryzacyjnej, m.in. Subaru Europe, Louwman, słynnym producentem samochodów sportowych oraz katarską grupą AAB, jednym z największych niezależnych dystrybutorów marek Toyota i Lexus na świecie. W tym ostatnim przypadku w efekcie transformacji nastąpiło przyspieszenie czasu obsługi klienta z 20 do 3 minut, skrócenie czasu przepływu klienta z 80 do 10–15 minut i optymalizacja niemal wszystkich procesów. Aktualnie Hicron prowadzi projekty z zakresu transformacji biznesowej równolegle na Bałkanach, w Japonii oraz w regionie Bliskiego Wschodu i Australii.

 Mamy stosunkowo szerokie spektrum narzędzi i staramy się zawsze odpowiedzieć na konkretne potrzeby i problemy klienta. Do tego też dobieramy narzędzia. Czasami takim wyzwaniem biznesowym jest zbyt długi proces fakturowania – u jednego z klientów udało nam się skrócić proces fakturowania z 2 tygodni do 12 godzin w ciągu miesiąca, redukując przy tym liczbę zaangażowanych osób z 8 do 3. Spowodowało to wymierne korzyści. Cel, który nam zawsze przyświeca, to dostarczenie klientowi wartości dodanej – podkreśla partner zarządzający Hicron.

Kredytobiorcy mogą na razie spać spokojnie. Dobra kondycja gospodarki powinna utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie do końca roku

0

Kredytobiorcy mogą na razie spać spokojnie. Dobra kondycja gospodarki powinna utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie do końca roku 5

Szybki wzrost gospodarczy bez przesadnej inflacji sprawia, że Rada Polityki Pieniężnej nie ma powodu do podnoszenia stóp procentowych. Oznacza to, że w perspektywie kilku kwartałów kredyty nie powinny podrożeć. Zdaniem głównego ekonomisty największego polskiego banku dobra kondycja gospodarki uchroni też złotego przed osłabianiem się. Natomiast warszawską giełdę z marazmu mogą wyrwać pracownicze plany kapitałowe, które mają zacząć działać w przyszłym roku.

To, co wyróżnia obecny boom gospodarczy w Polsce od poprzednich, to brak nierównowag – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Bujak, główny ekonomista PKO Banku Polskiego. – Inflacja jest poniżej celu, rynek nieruchomości mieszkaniowych jest względnie stabilny, ceny nie rosną nadmiernie względem tego, co obserwujemy w innych krajach naszego regionu czy w Europie Zachodniej, deficyt handlowy jest zerowy, w ostatnich latach uległ redukcji do zera, nie ma innego rodzaju nierównowag. W związku z tym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem dla stóp procentowych NBP na co najmniej kilka najbliższych kwartałów, co najmniej do końca 2019 roku, jest brak zmian.

Wzrost produktu krajowego brutto w ciągu ostatnich czterech kwartałów oscyluje wokół 5 proc. rok do roku. Inflacja, która pod koniec 2016 roku powróciła na rynek po 2,5 roku, tylko raz, w listopadzie ubiegłego roku dotknęła celu inflacyjnego NBP, by znowu spowolnić. Przez ostatnie trzy miesiące (czerwiec – sierpień) wzrost cen zatrzymał się na poziomie 2 proc. w ujęciu rocznym. Dlatego RPP nie ma powodu, by podnosić stopy procentowe, co pociągnęłoby za sobą (a często wyprzedziło, bo do wyższych oprocentowań wystarczy samo oczekiwanie na podniesienie stóp) wyższy koszt kredytów. Z kolei słaby wzrost gospodarczy mógłby skłonić ekonomistów do obniżenia poziomu stóp, by pobudzić inwestycje firm. Oba działania są jednak zbędne, dlatego stopy procentowe pozostają na niezmienionym, rekordowo niskim poziomie od marca 2015 roku po tym, jak przez niemal trzy lata były obniżane.

– Biorąc pod uwagę historyczne notowania kursu złotego, a także różne szacunki tzw. kursu równowagi złotego, jest on obecnie nieco niedowartościowany względem swojej normalnej, fundamentalnej wartości – ocenia Piotr Bujak. – Inwestorzy zagraniczni dobrze oceniają stabilność polskiej gospodarki. Nie jest ona typowana jako jeden z kandydatów do przeżywania poważnych turbulencji, tak jak w Turcji czy Argentynie. To wszystko powinno powodować, że nawet w okresach zwiększonej awersji do ryzyka na globalnych rynkach finansowych złoty powinien sobie radzić relatywnie dobrze, a jego kurs do euro nie powinien wzrosnąć bardziej niż do 4,40 zł w II połowie tego roku. Nie można wykluczyć, że wtedy, kiedy na rynkach będą panowały lepsze nastroje inwestycyjne, złoty będzie się umacniać i zobaczymy znowu kurs bliżej poziomu 4,20 zł za euro.

Od początku 2018 roku polska waluta osłabiła się o kilkanaście groszy (2,6 proc.) do euro, które jest obecnie warte około 4,30 zł, ale i tak jest to poziom niższy niż przez większość 2016 roku. Wszystko dlatego, że w 2017 roku odnotowała solidny spadek o trzydzieści kilka groszy. Nieco gorzej radzi sobie wobec dolara, gdzie spadek przekroczył ponad 5 proc., ale od maja pozostaje stabilny. Najmniej powodów do zadowolenia mają posiadacze kredytów we frankach: szwajcarska waluta umocniła się do złotego o ponad 6 proc.

Także akcje dużej części polskich spółek wyceniane są nisko: indeks WIG 20 grupujący największe z nich stracił od początku roku 8,3 proc., a szeroki rynek – 9 proc. Najmocniej straciły indeksy spółek średnich (mWIG40), bo niemal 17,5 proc. i małych (20,8 proc.).

Polskie akcje na tle międzynarodowym w tej chwili wydają się relatywnie tanie, ale trzeba pamiętać o specyficznych, strukturalnych czynnikach, które nadal mogą negatywnie wpływać na polski rynek akcji – zastrzega główny ekonomista PKO BP. – To jest duża waga w niektórych indeksach spółek ze specyficznych sektorów, które niekoniecznie będą sobie radzić najlepiej w przyszłości. Kolejny element to wciąż negatywne nastawienie globalnych inwestorów do gospodarek wschodzących, do których Polska zazwyczaj jeszcze jest zaliczana. Dlatego do końca tego roku polski rynek akcji raczej nie będzie się zachowywać bardzo dobrze. Myślę, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to względnie stabilne notowania.

Najmocniej ucierpiały spółki chemiczne, budowlane i energetyczne, których indeksy sektorowe od początku roku spadły o 30 i więcej procent. Natomiast branżami, które odnotowały – niewielki co prawda – wzrost są farmacja i branża paliwowa. GPW najmocniej odczuwa jednak spadek obrotów akcjami. W I półroczu br. na rynku głównym były one niższe o 25,5 proc. w porównaniu z takim samym okresem 2017 roku, w lipcu zmniejszyły się o 28,9 proc., w sierpniu zaś o 7,2 proc.

Biorąc pod uwagę skutki zmian dokonanych w systemie emerytalnym kilka lat temu i fakt, że ograniczono rolę bardzo ważnej grupy inwestorów, jaką były OFE, można mówić o pewnym marazmie na polskim rynku kapitałowym – komentuje Piotr Bujak. – W tym kontekście szansą na ożywienie polskiego rynku kapitałowego jest planowane wprowadzenie PPK w 2019 roku. To powinno zapewnić dopływ dużej ilości świeżego kapitału na polski rynek akcji, także obligacji i zapewnić, że wyceny wielu polskich przedsiębiorstw, szczególnie tych, które dobrze sobie radzą, będą rosły zgodnie z wynikami całej gospodarki i polski rynek akcji będzie sobie radził lepiej na tle innych rynków akcyjnych na świecie.

Domowe przetwory znowu modne. Zapasy na zimę zamierza zrobić prawie połowa Polaków

Domowe przetwory znowu modne. Zapasy na zimę zamierza zrobić prawie połowa Polaków 6

W tym roku zapasy na zimę planuje zrobić 49 proc. Polaków – takie wnioski płyną z Barometru Providenta. Większość spędzi dodatkowy czas w kuchni, aby móc także zimą cieszyć się smakiem sezonowych owoców i warzyw. Równie ważną motywacją jest chęć kultywowania rodzinnej tradycji oraz zaoszczędzenia pieniędzy na zimowych zakupach. Wśród osób, które przygotowują słoiki, 63 proc. to mieszkańcy wsi i co trzeci mieszkaniec średniego lub dużego miasta. Coraz częściej samodzielne robienie konfitur i marynat deklarują także mężczyźni.

Sporządzanie domowych przetworów, pozwalających cieszyć się smakiem letnich warzyw i owoców oraz grzybów przez całą zimę, stopniowo traciło na popularności wraz z rozwojem gospodarczym Polski i poszerzającą się ofertą sklepów. Dziś ponownie wraca do łask, m.in. jako efekt powrotu do zdrowego stylu odżywiania. Samodzielnie przygotowane przetwory w odróżnieniu od niektórych gotowych produktów sklepowych nie zawierają konserwantów czy sztucznych barwników. Sami też decydujemy, ile cukru dodamy i jakich składników użyjemy.

 Najczęściej przetwory robią osoby po 60. roku życia, ale także, co ciekawe, osoby młode, w przedziale wiekowym 25–34 lata. W tej grupie dominują takie powody robienia przetworów jak tradycja, miłe spędzanie wspólnego czasu czy przywiązanie do domowych smaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Także osoby starsze kierują się przede wszystkim chęcią kontynuacji tradycji lub powrotu do niej, równie ważna jest jednak także możliwość zaoszczędzenia pieniędzy. Co piąta przebadana przez firmę Danae na zlecenie Providenta osoba zadeklarowała, że robi przetwory ze względu na obniżenie kosztów zakupów spożywczych podczas zimowych miesięcy. Jednocześnie aż 27 proc. respondentów uważa, że przygotowywanie słoików jest nieopłacalne, bo w sklepach dostępne są tańsze produkty. Przetwory najczęściej robią rodziny, w których są cztery i więcej osób oraz co czwarta osoba żyjąca samotnie.

– Osoby wielodzietne doceniają ekonomiczność takiego rozwiązania, zwłaszcza jeżeli mieszkają na wsi i półprodukty mają w zasięgu ręki, ale jest to też fajny czas na spędzanie rodzinnie czasu. Natomiast osoby samotne częściej podkreślają walory smakowe, ale także tradycyjność, którą starają się dalej celebrować – mówi Anna Karasińska.

Robienie przetworów to obecnie nie tylko domena kobiet. Z badania Barometr Providenta wynika, że 76 proc. mężczyzn również jest chętnych, by zapełnić spiżarnie domowymi smakołykami. Liczba osób skłaniających się do samodzielnego przygotowywania słoików zależna jest m.in. od miejsca zamieszkania oraz dostępności własnych warzyw i owoców. Wśród osób deklarujących przygotowywanie weków czy konfitur 63 proc. to mieszkańcy wsi i co trzeci mieszkaniec średniego lub dużego miasta. 75 proc. osób żyjących na wsi robi zapasy z własnych plonów. W przypadku mieszkańców największych miast 76 proc. kupuje w tym celu produkty na bazarach lub w sklepach.

  Jeżeli robimy słoiki na zimę, to w hurtowych ilościach. Większość naszych respondentów przyznaje, że przygotowuje przetwory tak, by starczało na całą zimę. Zdecydowanie mniejsza liczba osób mówi, że przygotowuje tylko na własny użytek lub – tak jak 8 proc. respondentów – by obdarować najbliższych – mówi Anna Karasińska.

W tej ostatniej kwestii przodują seniorzy – wśród respondentów powyżej 60. roku życia 14 proc. przyznało, że chętnie daje swoje wyroby w prezencie. Polacy przygotowują słoiki z owoców, warzyw i grzybów, najczęściej w postaci kiszonek, konfitur oraz marynat. 64 proc. badanych twierdzi, że potrawy wykonane według tradycyjnych receptur smakują im najlepiej.

Osobiste roboty to nie tylko asystenci, ale i towarzysze życia. Pomagają w codziennych czynnościach, potrafią też poprawić nastrój

Osobiste roboty to nie tylko asystenci, ale i towarzysze życia. Pomagają w codziennych czynnościach, potrafią też poprawić nastrój 7

Osobisty robot może się przydać jako osobisty szef kuchni, trener i towarzysz życia. Na rynku są już roboty, które potrafią rozpoznać nastrój, takie które sprawdzają się jako domowy system nadzoru, czy jako centrum domowej rozrywki. Jeszcze inne reagują na ruchy i mogą zająć się wszystkim, od poprawienia nastroju, przez odtwarzanie muzyki, po włączenie klimatyzatora. Segway Loomo może przenosić przedmioty, a jednocześnie rozpoznaje twarze i podąża za właścicielem.

– Loomo to mały robot osobisty, który przemieszcza się wykorzystując technologię Segway. Jest to wizja mobilnego asystenta, który w przyszłości może poprawić jakość życia swoich właścicieli. Robot ma funkcję „idź za mną”, jest wyposażony w system detekcji optycznej, więc pójdzie za tobą wszędzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Richard van Santen, wiceprezes marketingu w Segway Europe.

Osobisty robot może się przydać jako osobisty szef kuchni, trener i towarzysz. Na rynek trafiają coraz bardziej wyrafinowane roboty. Pepper rozpoznaje ludzkie emocje i na nie reaguje. Kuri to domowy system nadzoru, bo słyszy i widzi, co się dzieje w domu. Zenbo z kolei może służyć jako towarzysz w domu, a Jibo uczy się rozpoznawać twarze rodziny i przyjaciół, aby móc rozpocząć z nimi rozmowę, gdy wejdą do pokoju. Roboty są też wykorzystywane w edukacji – w Japonii mają pomóc uczniom i nauczycielom w nauce języka angielskiego.

Loomo, czyli najnowszy robot Segwaya, to mobilny robot-asystent. Jeśli nie jest używany do transportu, może wykonać polecenia głosowe i służyć jako asystent na kółkach.

– Jesteśmy w trakcie opracowywania niektórych aplikacji, np. osobistego asystenta. Możemy sobie wyobrazić, że jeżeli chcesz zrobić zakupy w sklepie spożywczym, możesz umieścić zakupione produkty na robocie. Robot pójdzie za tobą do supermarketu, a potem do domu, niosąc twoje zakupy – tłumaczy Richard van Santen.

Czujniki RealSense pozwalają na analizę głębi, ułatwiają omijanie przeszkód. Dlatego robot może roznosić ulotki, a także służyć jako pomoc domowa. Może być asystentem w szpitalach, domach opieki, hotelach, restauracjach i sklepach. Zastosowań wkrótce może być jeszcze więcej.

– Loomo jest robotem open-source, opartym na systemie Android. Programiści mogą tworzyć nowe aplikacje na bieżąco, nie ma ograniczeń. Prace nad możliwymi zastosowaniami Loomo nadal trwają. Po raz pierwszy udostępniamy go naszym klientom. Właśnie ogłosiliśmy, że produkt będzie dostępny dla użytkowników końcowych w przedsprzedaży – zapowiada przedstawiciel Segway Europe.

Nowe urządzenie Segwaya to nie tylko osobisty robot, ale również środek transportu. Robot ma zasięg 35 km, porusza się z maksymalną prędkością 18 km/h po różnych nawierzchniach.

– Wiele firm pracuje nad elektromobilnością, pojazdami autonomicznymi, które pozwalają na przemieszczanie się na duże odległości. Nasza firma skupia się na mobilności na krótkich dystansach, w obrębie kilku kilometrów. Roboty-asystenci, mogą zarówno poprawić mobilność, jak również towarzyszyć swojemu właścicielowi – wskazuje ekspert.

MarketsandMarkets szacuje, że rynek inteligentnych robotów w 2018 roku wart jest blisko 5 mld dolarów. W 2023 roku ma to już być ok. 14,3 mld dolarów.

Inteligentne urządzenia internetu rzeczy mają najsłabsze zabezpieczenia. Przy ich udziale hakerzy w prosty sposób mogą przejąć kontrolę nad całą domową siecią

Inteligentne urządzenia internetu rzeczy mają najsłabsze zabezpieczenia. Przy ich udziale hakerzy w prosty sposób mogą przejąć kontrolę nad całą domową siecią 8

Specjaliści podkreślą, że urządzenia wchodzące w skład internetu rzeczy mają  stosunkowo słabe zabezpieczenia. Hakerzy, włamując się do najprostszych urządzeń podłączonych do sieci, mogą w łatwy sposób uzyskać dostęp do domowej sieci. W Internecie istnieją wyszukiwarki, które pozwalają uzyskać IP urządzeń aktualnie podłączonych do Internetu, a stąd już tylko krok do przejęcia całej domowej sieci. Znane są przypadki włamań do sieci np. poprzez ekspres do kawy. Zdaniem specjalistów najlepszym zabezpieczeniem jest odizolowanie inteligentnych urządzeń od internetu.

– Urządzenia IoT są projektowane po to, żeby były proste i użyteczne, ich bezpieczeństwo jest na trochę niższym poziomie. Znamy już przykłady budowania tzw. botnetów, czyli sieci zainfekowanych urządzeń IoT, które wykonują pracę na rzecz hakerów. Infekując szereg urządzeń IoT w ramach inteligentnego domu i tworząc z nich botnet, haker może np. wykorzystywać je do kopania kryptowalut, gdy są one nieużywane – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Nowodworski, architekt bezpieczeństwa i współwłaściciel Immunity Systems.

Z prognoz Cybersecurrity Ventures wynika, że do 2021 roku cyberprzestępstwa będą powodować roczne straty na poziomie 6 bln dol. Jedna szósta tej kwoty ma stanowić wydatki na cyberbezpieczeństwo. Najłatwiejszym celem ataku są obecnie dla hakerów urządzenia internetu rzeczy – coraz częściej także urządzenia codziennego użytku, podłączone do Internetu, jak np. ekspresy do kawy. Specjaliści podkreślają, że najlepszą obroną przed możliwością przejęcia kontroli nad całą siecią, jest odseparowanie od niej najprostszych urządzeń.

– Podstawowym zabezpieczeniem jest odseparowanie możliwie najwięcej urządzeń od internetu, żeby nie były widoczne w sieci. Jeżeli są widoczne, to przez taką wyszukiwarkę jak np. Shodan, można uzyskać adresy IP pozostałych urządzeń podłączonych aktualnie do Internetu. Nawet w domowym routerze, który dziewięćdziesiąt kilka procent użytkowników otrzymuje od operatora, można ustawić taką blokadę – tłumaczy Andrzej Nowodworski.

Z informacji przekazanych przez Kaspersky Lab wynika, że wyszukiwarki, takie jak Shodan i jej bezpłatny odpowiednik Censys, są w stanie wyszukać niechronione urządzenia będące online. W taki sposób użytkownicy namierzyli nie tylko prywatne kamery internetowe czy routery, lecz również urządzenia sterujące parkiem wodnym, pompy ciepła czy nawet elektrownię jądrową, a także sprzęt medyczny do przeprowadzania badań obrazowych, takich jak rentgen.

– Musimy pamiętać o uwierzytelnianiu. Musi być to silne hasło, nie możemy korzystać z haseł słownikowych, a jeżeli aplikacja na to pozwala, to ja jestem zwolennikiem dwuskładnikowego uwierzytelnienia, czyli hasło plus np. jednorazowy kod – mówi ekspert.

Zdaniem specjalistów, warto zadbać o zabezpieczenia na poziomie samych urządzeń. W taki sposób możemy zabezpieczyć na przykład komputer, na którym przechowywane są ważne dane. Na rynku dostępne są na przykład klucze sprzętowe z zaawansowanymi algorytmami szyfrującymi, które do komputera są podpinane przez port USB.

Z analiz Gartnera wynika, że do internetu rzeczy w 2020 roku będzie podłączonych 20 mld urządzeń.

Do 2040 r. prognozuje się wzrost zapotrzebowania na energię na poziomie 30%

Dziesięć lat temu Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) przewidziała wzrost globalnego zużycia energii pomiędzy 2006 a 2030 r. o 180% (12 477 terawatogodziny). Zgodnie z najnowszym raportem IEA, znacznie wyprzedzamy ten harmonogram. Już na początku 2018 r. na świecie zużywało się 75% prądu, który miał nam wystarczyć na kolejne 12 lat. Rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, to ogromny problem, szczególnie w kontekście zmian klimatycznych i możliwego blackoutu.

„Nie pytaj, co kraj może zrobić dla Ciebie, ale co ty możesz zrobić dla swojego kraju” – słowa wypowiedziane pół wieku temu przez Johna Fitzgeralda Kenned’yego, są aktualne jak nigdy wcześniej. Dobrze oddają obraz w jakim znalazł się świat, gdzie potrzeba ratowania środowiska spotyka się z jednoczesną koniecznością dostarczania coraz większej porcji energii dla rozwijających się gospodarek.

Atom nie rozwiąże problemu

A sytuacja jest poważna, co dobrze ilustrują problemy z dostarczeniem energii, z którymi borykamy się co roku. Sytuację ratuje wprawdzie import z Europy Zachodniej, jednak to tylko doraźne rozwiązanie.

–  Mamy kłopot. W lecie coraz wyższe temperatury zwiększają zapotrzebowanie na energię zużywaną do chłodzenia i obiegu wody, jednocześnie infrastruktura nie jest przygotowana na efektywne działanie w takich warunkach. Sieci się przegrzewają. Z drugiej strony w zimie, ogrzewanie bazujące przede wszystkim na węglu skutkuje zanieczyszczeniem powietrza i smogiem zarówno w miastach, jak i podmiejskich miejscowościach. Potrzebna jest fundamentalna zmiana mentalności w kwestii oszczędzania energii, bo doświadczenia pokazują, że nawet uruchomienie instalacji atomowych nie rozwiązuje problemu – komentuje Tomasz Podleś, Manager produktu z Rettig Heating – największego dostawcy rozwiązań grzewczych na świecie.

Dobrze ilustruje to przypadek szwedzkiej elektrowni, która w lipcu br. musiała wyłączyć jeden z bloków z powodu zbyt wysokiej temperatury wody w Bałtyku. A problem będzie coraz poważniejszy, co potwierdzają dane Międzynarodowej Agencji Energetycznej.

Elektryzujące wieści

Świat stoi przed wyzwaniem ograniczenia emisji gazów cieplarnianych przy równoczesnym zwiększeniu dostępu do energii i możliwości ekonomicznych dla miliardów ludzi – czytamy w raporcie EIA. Sektor elektroenergetyczny, w którym średnie emisje wynoszą średnio około 500 gramów dwutlenku węgla na kilowatogodzinę (g CO2/kWh), został powszechnie uznany za kandydata do głębokiej dekarbonizacji, a zaplanowane zmniejszenie emisji do poziomu 50g CO2/kWh do 2050 roku jest szeroko dyskutowane.

Globalne zapotrzebowanie na energię rośnie zdecydowanie wolniej niż w przeszłości, ale nadal prognozuje się wzrost na poziomie 30%, do 2040 r. Chiny, Indie, Afryka i Ameryka Łacińska będą odpowiadać za największy wzrost popytu na energię, podczas gdy rozwinięte gospodarki, np. USA i UE będą stopniowo zmniejszać zapotrzebowanie. Jednak tylko teoretycznie, bo np. w Polsce, co rok bijemy rekordy zużycia energii. Z raportu „Polska energetyka 2030” opracowanego przez fundację Przyjazny Kraj wynika, że od dwóch lat jej konsumpcja rośnie w tempie powyżej średniej europejskiej (1-1,5 proc. rok do roku), a w kolejnych latach nadal będziemy jej zużywać coraz więcej.

To oznacza de facto dwie rzeczy: będziemy emitować do atmosfery więcej CO2 i wydawać więcej na energię, bo koszt wytworzenia megawatogodziny z węgla wynosi ponad 100 dolarów.  W tej sytuacji potrzebne są nie tylko inwestycje w energetykę, odnawialne źródła energii, ale racjonalne gospodarowanie nią, tak jak dzieje się to np. w Skandynawii. Zapotrzebowanie można zmniejszyć choćby modernizując  instalacje w domach czy stosując niskotemperaturowe źródła ciepła  – zwraca uwagę Emilia Dudek, Marketing Manager z Rettig Heating.

-Passivhaus Institut w Niemczech, organizacja, która przyznaje budynkom status oficjalnej nieruchomości pasywnej, podała, że takie budynki pozwalają wygenerować oszczędności energetyczne sięgające nawet 90% w porównaniu do domów konwencjonalnych. Rozwiązaniem, które znacząco redukuje zużycie energii są też systemy Smart Home pozwalające rozsądniej zarządzać ogrzewaniem czy oświetleniem. Jak pokazują ostatnie badania przeprowadzone na Uniwersytecie Curtin w Australii, rocznie możemy ograniczyć w ten sposób zużycie energii o blisko 20%. – przekonuje Marcin Kotarski, Manager Produktu z Rettig Heating.

Globalna gospodarka rośnie średnio o 3,4% rocznie, a populacja z 7.4 mld osób wzrośnie do ponad 9 miliardów w 2040 r. Do tego dochodzi proces urbanizacji, który „dodaje” do światowej populacji miejskiej, co cztery miesiące miasto wielkości Szanghaju. Te dane zwiastują liczne problemy.

Kongres Next Generation – wydarzenie dla przyszłych liderów biznesu

Na którym z siedmiu kroków skutecznej sukcesji jesteś? Podjąłeś już decyzję o swojej przyszłości, w firmie rodzinnej lub poza nią – wiesz już, czy w ogóle chcesz być przyszłym liderem firmy rodziców? Zdobywasz wiedzę? Rodzice przekazali Ci już pewne obszary zarządzania? A może jesteś już w pełni samodzielnym prezesem, a wszystkie udziały są w Twoich rękach? Niezależnie od etapu, na którym jesteś, jeśli wychowałeś się w rodzinie biznesowej, Kongres Next Generation jest dla Ciebie! – Jak pomóc sobie nawzajem w procesie sukcesji? Porozmawiajmy o zarządzaniu emocjami i utrzymywaniu równowagi życia i pracy w rodzinnej firmie. Spójrzmy na sukcesję jako dobrze zaplanowany i nadzorowany projekt – radzi Bartosz Nowicki, Dyrektor Operacyjny, POZBRUK sp. z o.o. sp. j. Więcej o swoich sukcesyjnych doświadczeniach opowie 18-19 października 2018 w Poznaniu. Wydarzenie Next Generation dla młodego pokolenia firm rodzinnych organizuje Instytut Biznesu Rodzinnego.

Kongres Next GenerationWielu młodych ludzi stoi przed dylematem wyboru swojej własnej ścieżki kariery. Zostać w firmie rodzinnej czy rozwijać się w korporacji? A może założyć własny start-up? Dorosłe dzieci wychowane w firmach rodzinnych mają wiele pomysłów na siebie – i dobrze! Chcemy, żebyś jako sukcesor nauczył się podejmować samodzielne decyzje i spełniać swoje marzenia!

Na NextG spotka się 250 uczestników wychowanych w rodzinach biznesowych, wśród nich m.in. prelegenci i paneliści: Milena i Grzegorz Inglot (INGLOT), Robert Podleś (COBI), Filip Nowakowski i Paweł Olewiński (NOVOL), Jacek Stolarski (SaMASZ) czy Joanna Darul (Kupiec)! Sukcesorzy będą mogli rozmawiać o swoich małych i dużych zwycięstwach, ale też o tym, co ich frasuje i przyprawia o ból głowy. To Kongres, podczas którego króluje szczerość. Uczestnicy wezmą też udział w kilku panelach dyskusyjnych (np. Siła rodzeństw czy Tożsamość sukcesora) oraz w kreatywnych warsztatach prowadzonych przez ekspertów – wszystko aby mogli podjąć jak najlepsze mądre decyzje. A wieczorem 18 października w programie największa w Polsce IMPREZA DLA SUKCESORÓW w Klubie PACHA Poznań – jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów w Europie.

– NextG to nie jest konferencja, konferencje są nudne, a tutaj nie ma czasu się nudzić! – ocenia Michał Wojas, sukcesor WOJAS SA. Dołącz do przyszłych liderów polskiej gospodarki!

Rejestracja na stronie: www.nextg.pl

III Ogólnopolski Kongres Next Generation

18-19 października 2018, Poznań, Hotel Blow Up Hall 5050

Wrocławskie Parki Biznesu zwiększają przestrzeń dedykowaną działalności B+R

Od 1 do 3 proc. rocznych wydatków – tyle polskie firmy przeznaczają na działania B+R (badania i rozwój). Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Deloitte, prawie 80 proc przedsiębiorców deklaruje zwiększenie nakładów na ten cel w ciągu najbliższych lat. Dynamicznie wzrasta też liczba startupów  chcących odnieść sukces właśnie w tej dziedzinie. To sprawia, że rośnie zapotrzebowanie nie tylko na standardowe biura, ale również na przestrzeń dostosowaną do prowadzenia działalności badawczej i naukowej.

Według badania Deloitte, ponad połowa ankietowanych firm (52 proc.) deklaruje, że w ciągu następnych 12-24 miesięcy wyda więcej na działalność badawczo-rozwojową niż w 2017 roku. To o 7 pp. więcej niż dwa lata temu. Z kolei 67 proc. zwiększy inwestycje na ten cel w perspektywie trzech do pięciu lat (wzrost o 10 pp. w porównaniu do ostatniej edycji badania). Dostęp do dotacji z różnych źródeł oraz rosnąca świadomość przedsiębiorców sprawiają, że rośnie popyt na przestrzeń  dostosowaną do celów badawczych i naukowych.

Trendy te można zaobserwować na polskim rynku powierzchni biurowych. Coraz bardziej opanowują go firmy z obszaru IT oraz nowych technologii, co wymusza zmiany związane ze standardem i możliwościami, jakie oferują obiekty.

Istotnym elementem jest również otoczenie biznesowe projektów, które stymuluje dalszy rozwój i pozwala odkrywać nowe kierunki czy możliwości. Firmy dążące do innowacji, nie zamykają się zazwyczaj w obrębie swojego biura, ale szukają kontaktu z innymi podobnymi podmiotami. Z racji specyfiki działalności, znalezienie odpowiedniego miejsca na działalność często okazuje się sporym wyzwaniem.

Rozwój w cieplarnianych warunkach

Niewątpliwie do miast, w których najchętniej lokują swoją działalność zarówno polskie, jak i zagraniczne firmy z branży IT oraz nowoczesnych usług dla biznesu, jest stolica Dolnego Śląska. To właśnie o Wrocławiu zachodni klienci mówią, że jest łatwo dostępny, a inwestorzy, że ma duży potencjał. Miasto wyróżnia się m.in. dużą liczbą inkubatorów przedsiębiorczości i akceleratorów,  co przekłada się na dynamicznie rosnącą liczbę powstających tu startupów.

Nie bez znaczenia jest także kosmopolityczny charakter miasta. Pracują tu przedstawiciele ponad 120 narodowości. Według przedsiębiorców do atutów Wrocławia należy także kooperacja urzędu miasta w zakresie projektów smart city, która tworzy idealne ramy dla powstających inicjatyw.

To wszystko sprawia, że w mieście pojawiają się nowe powierzchnie biurowe, które chcą otworzyć się na młody biznes oraz organizować wydarzenia integrujące  innowacyjnych przedsiębiorców. Jednym z przykładów jest Bierutowska Park. Obiekt mający za sobą bogatą historię (w okresie wojny był niemiecką jednostką badawczą) stwarza duże możliwości rozwoju w zakresie adaptacji przestrzeni pod nieszablonowe projekty.

– Wysokie, ponad 4-metrowe pomieszczenia, bardzo odporne stropy, niezależne systemy wentylacji, szachty techniczne i duże loftowe przestrzenie, pozwalają firmom dowolnie kształtować i łączyć powierzchnię biurową z laboratoryjną, clean roomami oraz szeroko rozumianą przestrzenią badawczą – mówi Tomasz Suchak, dyrektor ds. inwestycji firm Devco i BFF Investment Polska zarządzających Wrocławskimi Parkami Biznesu. – Z pewnością te czynniki powodują duże zainteresowanie naszą powierzchnią wśród firm z obszaru nowych technologii. Dlatego też postanowiliśmy zwiększyć ilość przestrzeni dedykowanej działalności B+R.

Pieniądze dla innowacyjnych

Powstawaniu coraz większej liczby startupów związanych z nowymi technologiami (znaczna większość z blisko 3 tys. tego typu firm) oraz rozbudowie funkcjonujących podmiotów w kierunku innowacji z pewnością sprzyjają fundusze unijne.

Dofinansowanie na prowadzenie prac badawczych i rozwojowych, infrastrukturę do badań i wdrażanie innowacji można uzyskać  m.in. w Programie Inteligentny Rozwój, z którego w ciągu sześciu lat trafi do polskich przedsiębiorców ponad 8,6 mld euro. Wspiera on inwestycje w B+R, działalność badawczo-rozwojową i wdrażanie jej wyników a także ochronę własności przemysłowej. Przedsięwzięcia innowacyjne dofinansowują także Program Polska Wschodnia (ponad 21 mld euro), Program Interreg  (70 mln euro) oraz programy regionalne w poszczególnych województwach. Środki te są dostępne zarówno w formie dotacji, jak i preferencyjnych pożyczek.

Pozyskane finansowanie można przeznaczyć na zakup aparatury, sprzętu, technologii i innej infrastruktury niezbędnej do stworzenia lub rozwoju centrów B+R. W ten sposób warto również pokryć koszty doradztwa i zakupu niezbędnej wiedzy technicznej oraz materiałów i produktów potrzebnych do prowadzenia prac badawczo-rozwojowych.

– Z prowadzonych przez nas badań wynika, że pozytywnie na zakres działalności B+R wpływa przede wszystkim szeroki zakres zachęt ekonomicznych (63 proc.) oraz większa dostępność  wykwalifikowanych kadr naukowych (62 proc) – mówi Dominika Orzołek, Starszy Menedżer w Zespole ds. sektora publicznego, innowacji i zachęt inwestycyjnych Deloitte. – Czynnikami, które mogą sprzyjać zwiększaniu wydatków na B+R jest też rosnąca świadomość konieczności dostosowywania sposobu działania i oferty do zmieniającego się otoczenia, ze względu na postęp technologiczny, inwestycje konkurentów i rosnące oczekiwania rynku.

Jak twierdzą specjaliści Deloitte, rozwojowi strefy B+R sprzyja również ulga podatkowa wprowadzona na początku 2018 roku. Pozwala ona na istotnie zwiększenie wartości kosztów podlegających odliczeniu od podstawy opodatkowania.

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w 2016 r. udział nakładów wewnętrznych na badania i rozwój w PKB wyniósł zaledwie 0,97 proc. Cel, który stoi przed Polską do 2020 r. to 1,7 proc. To wszystko wskazuje na dalszą aktywizację przedsiębiorstw w strefie B+R, a co za tym idzie również ich sukcesy w dziedzinach IT, biotechnologii czy nowoczesnych usług dla biznesu.

Czy wiesz, że…

W Polsce z powodzeniem funkcjonują:

  • 44 parki technologiczne
  • 23 inkubatory technologiczne
  • 41 centrów transferu technologii
  • 46 centrów transferu informacji
  • 46 inkubatorów przedsiębiorczości
  • 207 ośrodków szkoleniowo –doradczych

Debata „Cloud Computing & Digital Transformation”

Debata „Cloud Computing & Digital Transformation” odbędzie się  26 września  2018 r. w hotelu Bristol w Warszawie. Podczas spotkania skierowanego do przedstawicieli branży informatycznej, spółek technologicznych oraz najważniejszych podmiotów rynkowych zostaną poruszone tematy związane z transformacją cyfrową oraz technologią chmury.

Debata „Cloud Computing & Digital Transformation”Tegoroczna edycja debaty ma na celu przybliżenie zagadnienia technologii chmury, która jak wierzymy będzie fundamentem dla rozwoju innowacyjności polskich przedsiębiorstw. Zaproszeni na wydarzenie prelegenci ze świata nauki i biznesu wyjaśnią gościom również takie tematy jak: bezpieczeństwo danych w chmurze, relacje pomiędzy RODO a przetwarzaniem danych, biznesowe strategie wykorzystania chmury obliczeniowej, Platforma Przemysłu 4.0 oraz perspektywy rozwoju nowych technologii w rodzimych przedsiębiorstwach.

Udział w spotkaniu potwierdzili między innymi: Borys Stokalski – Prezes, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji; Leszek Maśniak – Chief Data Officer, Ministerstwo Cyfryzacji; Piotr Czarnecki – Prezes Zarządu, Raiffeisen Polbank; Marcin Bawor – Account Executive, Poland & Baltics, MicroStrategy; Mariusz Chudy – Wiceprezes Zarządu Integrated Solutions Sp. z o.o., Dyrektor Dostarczania Rozwiązań dla Biznesu Orange Polska oraz Szymon Stępczak – Wiceprezes Zarządu ds. sprzedaży, Atende.

Debaty organizowane przez Executive Club mają na celu dzielenie się z rodzimymi przedsiębiorcami najnowszą wiedzą oraz trendami panującymi w biznesie. Ich nadrzędną misją natomiast jest wspieranie rozwoju polskich przedsiębiorstw.

Partnerzy: Atende SA, MicroStrategy, Orange Polska, Raiffeisen Polbank

Patroni honorowi: Ministerstwo Cyfryzacji, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Polskie Towarzystwo Informatyczne, Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy, Instytut Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego

Przemysł trochę spowolnił, budownictwo trzyma się mocno

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w sierpniu br., w ujęciu rocznym o 5 proc. (w lipcu wzrost wyniósł 10,3 proc.), natomiast produkcja budowlano-montażowa była wyższa o 20 proc. (miesiąc wcześniej urosła o 18,7 proc.) – podał GUS.

W sierpniu przemysł nieco spowolnił. Tempo jego wzrostu, poza marcem, kiedy produkcja urosła tylko o 1,8 proc., było najniższe w tym roku i niższe niż przed rokiem (8,8 proc.). Pogorszenie koniunktury w przemyśle zapowiadał już sierpniowy spadek wskaźnika PMI do poziomu najniższego od października 2016 roku. Menedżerowie w firmach sygnalizowali obniżenie się tempa przyrostu nowych zamówień i zatrudnienia, a także kurczenie się zamówień eksportowych w najszybszym tempie od czterech lat.

W ostatnich miesiącach nasz przemysł należał do najmocniejszych w Europie i skutecznie opierał się spowolnieniu w strefie euro. Dane za sierpień zapowiadają, że dynamika produkcji przemysłowej, w kolejnych miesiącach już nie będzie tak wysoka, ale nie należy się też spodziewać jakiegoś gwałtownego jej hamowania. Na kondycję przemysłu wpływać będzie sytuacja w handlu międzynarodowym. Co prawda Europa na razie jest odporna na niepokojące sygnały, które wieszczą wojnę handlową, ale radość może być przedwczesna, ponieważ konflikt na cła między USA i Chinami się nasila. Wzrost nowych zamówień eksportowych w strefie euro był najniższy od dwóch lat. Zagrożeniem dla naszego przemysłu mogą też być kłopoty z niedoborem pracowników. Z tego powodu w sierpniu wzrost zatrudnienia był najniższy od grudnia 2016 roku.

Bardzo dobrze natomiast radziła sobie w sierpniu produkcja budowlano – montażowa, która wzrosła o 20 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Mamy do czynienia z ożywieniem inwestycyjnym przed wyborami samorządowymi. Ale nad branżą budowlaną zbierają się czarne chmury. Brakuje ponad 100 tysięcy pracowników, coraz więcej firm ma kłopoty z terminowym regulowaniem należności, rośnie zadłużenie przedsiębiorstw. Od wielu miesięcy drożeją materiały budowlane, spada rentowność kontraktów. Rosną też ceny prądu, co jeszcze bardziej przekłada się na wyższe ceny materiałów dla budownictwa.

Komentarz Zbigniewa Maciąga, eksperta ekonomicznego Konfederacji Lewiatan

71% klientów firm leasingowych to mikro i małe przedsiębiorstwa

Wiarygodność kredytowa i płatnicza może ułatwić uzyskanie leasingu na dobrych warunkach oraz przyspieszyć proces rozpatrywania wniosku. O tym, że szanse na leasing rosną wraz z lepszą historią kredytową, świadczy zainteresowanie branży leasingowej zasobami informacyjnymi BIK. Co miesiąc firmy leasingowe składają do bazy BIK Przedsiębiorca ponad 5 tys. zapytań kredytowych.

Korzystając z największego zasobu w Polsce, gromadzącego historię kredytową ponad 1,2 mln przedsiębiorców w tym 762 tys. mikro firm, leasingodawcy stają się współuczestnikiem rynku wymiany informacji kredytowej, a zasilając bazy BIK informacjami o zobowiązaniach leasingowych swoich klientów, pomagają jednocześnie budować ich historię kredytową.

Rozwojowi polskiej branży leasingowej towarzyszy potrzeba solidnej oceny wiarygodności kredytowej i płatniczej klientów. Podobnie, jak banki, SKOK-i czy profesjonalne firmy pożyczkowe, także firmy leasingowe badają zdolność klienta do spłaty zobowiązań. Sprawdzają one, m.in. dotychczasową historię kredytową, korzystając z baz BIK oraz historię płatniczą rejestrowaną w BIG-ach.

Branża leasingowa odnotowała za 2017 r. blisko 16% wzrost wartości leasingowanych aktywów w stosunku do roku 2016. Na przestrzeni lat leasing stał się kluczowym źródłem finansującym potrzeby inwestycyjne polskich przedsiębiorców, napędzających rozwój gospodarczy kraju. Jak raportuje Związek Polskiego Leasingu, w strukturze klientów firm leasingowych przeważa sektor mikro i małych firm (71%).

W rankingu źródeł finansowania firmy, leasing plasuje się, obok kredytu, jako jedno z głównych zewnętrznych źródeł finansowania w sektorze MŚP i został wskazany jako trzecie najważniejsze źródło finansowania – w przypadku mikro i małych firm w 21%, a średnich 37%. Tak zadeklarowali ankietowani przedsiębiorcy z mikro i małych firm, osiągających roczny obrót do 3,6 mln zł, oraz z firm średnich, tj. o obrocie w przedziale 3,6 mln – 30 mln zł w skali roku.

Leasing to forma finansowania zbliżona do kredytu, jednak obu produktów finansowych nie można rozpatrywać jako całkowicie substytucyjnych. Każdy z nich spełnia inną funkcję.

Leasing, wbrew powszechnemu przekonaniu, nie jest produktem wyłącznie dla przedsiębiorców. Na rynku od 2011 r. istnieje bowiem leasing konsumencki, adresowany do osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej (tzw. leasing prywatny), ale stanowi on zaledwie 2% rynku w Polsce. Niemniej, na polskim rynku znacznie więcej jest ofert leasingu dla firm niż leasingu konsumenckiego i może to przesądza o tym, że leasing jest kojarzony w Polsce z produktem typowo firmowym. Przekonanie to ugruntowuje dodatkowo fakt, że o praktycznych aspektach leasingu wypowiadają się głównie przedsiębiorcy.

Z Grupą BIK współpracuje już blisko 85% firm z rynku leasingowego w Polsce. Bezpośrednio BIK współpracuje z 24 firmami leasingowymi, z których część to osobne podmioty nie bankowe, ale także największe podmioty należące do grup bankowych. Dzięki tej współpracy firmy leasingowe mogą precyzyjniej oceniać ryzyko kredytowe.

Wiedzą na temat zobowiązań kredytowych w oparciu o Ustawę prawo bankowe, a także na podstawie bazy gromadzącej informacje o historii kredytowej ponad 15 mln Polaków, dzieli się BIK, a wymierne korzyści odnoszą banki, SKOK-i , firmy pożyczkowe, a także firmy leasingowe.

– Każda dobra informacja ma znaczenie, a budowanie pozytywnej historii kredytowej, to przepustka do uzyskania finansowania, m.in. na bardziej korzystnych warunkach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Małgorzata Kąkol, dyrektor Departamentu Rynku Korporacyjnego w BIK. – Informacje z BIK ułatwiają zawarcie transakcji leasingowej zarówno po stronie leasingodawcy, jak i leasingobiorcy. Zatem beneficjentem w wymianie danych kredytowych jest nie tylko sektor leasingu, ale także jego klienci.

Wiedza o historii kredytowej, stanowiąc istotny element oceny ryzyka przed zawarciem transakcji, wpisuje się w standardy szeroko rozumianego sektora finansowego. BIK nie tylko dzieli się swoimi zasobami informacyjnymi z firmami leasingowymi, ale także firmy te, w oparciu o zawartą umowę, przekazują do BIK informacje o zobowiązaniach udzielonych swoim klientom. W ten sposób wzmacniane jest bezpieczeństwo wszystkich uczestników systemu wymiany informacji.

Pilotażowa instalacja TAURON przekształci CO2 w gaz ziemny

Przekształcenie dwutlenku węgla, wychwyconego z bloków energetycznych, w syntetyczny gaz ziemny do napędzania samochodów (SNG) to cel pilotażowej instalacji uruchomionej przez TAURON w elektrowni w Łaziskach.

Jej celem jest przekształcenie dwutlenku węgla, wychwyconego z bloków energetycznych, w syntetyczny gaz ziemny (SNG). Metan powstaje w wyniku reakcji CO2 z wodorem pochodzącym z elektrolizy wody. Proces ten może być zasilany nadwyżką taniej energii wytworzonej np. ze źródeł odnawialnych w tzw. dolinach obciążeń (przy zmniejszonym zapotrzebowaniu, np. nocą). Technologia jest więc nie tylko perspektywicznym rozwiązaniem dla wykorzystania CO2, ale również sposobem na magazynowanie energii elektrycznej pochodzącej z niesterowalnych źródeł energii – farm wiatrowych czy ogniw fotowoltaicznych. Produktem ubocznym procesu jest tlen.

Projekty badawcze mające na celu usuwanie dwutlenku węgla ze spalin były już prowadzone w elektrowniach Grupy TAURON. – W centrum naszego zainteresowania są więc prace badawczo-rozwojowe mające na celu opracowanie technologii gospodarczego wykorzystania CO2, szczególnie te, które w przypadku komercjalizacji przedsięwzięcia pozwolą na zagospodarowanie znacznych jego ilości – podkreśla Filip Grzegorczyk, Prezes Zarządu TAURON Polska Energia.

Nadwyżki energii elektrycznej są wykorzystywane w projekcie do produkcji wodoru, który następnie wraz z wychwyconym ze spalin kotłowych dwutlenkiem węgla używany jest w reaktorze metanizacji do produkcji syntetycznego metanu. Potrzebny do procesu dwutlenek węgla pochodzi z pilotażowej instalacji wychwytu CO2, który uzyskiwany jest ze spalin z pracującego bloku energetycznego.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– Pilotażowa instalacja CO2-SNG ma na celu przetestowanie, w warunkach rzeczywistych, reaktora metanizacji oraz kompleksowej instalacji do wytwarzania metanu z CO2 i wodoru. Testowana jest jej sprawność przetwarzania i elastyczność pracy oraz dostosowanie do magazynowania nadwyżek energii w postaci syntetycznego metanu. Projekt wiąże zatem dwa trendy – ograniczenie emisji CO2 z elektrowni i zapewnienie wielkoskalowej akumulacji energii, poprzez produkcję paliw gazowych w okresach, kiedy energia jest tania. Prezentowana instalacja jest efektem wcześniejszych działań i osiągnięć Grupy TAURON w obszarze badawczo-rozwojowym w zakresie wychwytu CO2 – wyjaśnia Jarosław Broda, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. zarządzania majątkiem
i rozwoju.

Dzięki tej nowatorskiej technologii zwiększeniu ulegnie zdolność magazynowania energii w postaci metanu przy jednoczesnym wykorzystaniu CO2 do celów gospodarczych.

Wyprodukowany w godzinach nadwyżki energii elektrycznej SNG (syntetyczny gaz ziemny) może być zatłaczany do istniejącej sieci gazu ziemnego w celu wykorzystania go w godzinach szczytu do produkcji energii np. w turbinie gazowej. Może też – po sprężeniu – już jako CNG (Compressed Natural Gas) zostać wykorzystany w transporcie samochodowym.

Warto podkreślić, że metan spalany w tłokowych silnikach spalinowych charakteryzuje się najmniejszą emisją substancji szkodliwych do atmosfery spośród wszystkich rodzajów paliw wykorzystywanych do tego celu. Stąd w wielu miastach tabor autobusowy komunikacji miejskiej, oparty o klasyczne silniki dieslowskie na olej napędowy, wymieniany jest na pojazdy dostosowane do zasilania sprężonym metanem.

Pilotażowa instalacja CO2-SNG została zaprojektowana i zbudowana w Elektrowni Łaziska w ramach projektu realizowanego przez międzynarodowe konsorcjum, którego liderem jest TAURON Wytwarzanie. Projekt jest dofinansowany ze środków KIC InnoEnergy.

Plast-Box – zmiany w zarządzie

Z dniem 17 września 2018 roku Krzysztof Pióro złożył rezygnację z pełnienia funkcji członka zarządu Plast-Box S.A. W złożonej rezygnacji poinformował, że przyczyną decyzji są względy osobiste.

Rada Nadzorcza spółki Plast-Box 18 września 2018 roku podjęła uchwałę w przedmiocie ustalenia liczby członków zarządu spółki, zgodnie z którą od dnia 18 września 2018 r. zarząd będzie jednoosobowy. Stanowisko prezesa spółki pełni dotychczasowy prezes firmy (oraz jej akcjonariusz) Grzegorz Pawlak.

Grzegorz Pawlak jest przedsiębiorcą i współzałożycielem Plast-Box, zaangażowanym w rozwój firmy od lat. Posiada wieloletnie doświadczenie i wiedzę w zarządzaniu spółką. W 2004 roku uczestniczył we wprowadzeniu spółki na Giełdę Papierów Wartościowych. W tym samym czasie zaangażował się w rozwój spółki-córki Plast-Box Ukraina, początkowo na stanowisku dyrektora, a od 2007 r. jako dyrektor generalny.

Plast-Box S.A. w ostatnim czasie dokonał istotnych zmian organizacyjnych. W ubiegłym roku słupska spółka poniosła nakłady na inwestycje w wysokości 16 mln zł., przedefiniowała większość procedur, które umożliwiły uzyskanie prestiżowego certyfikatu BRC, wyznaczającego wyśrubowane normy jakości i bezpieczeństwa produkcji dla produktów związanych z żywnością. Certyfikat BRC w kategorii „A” Plast-Box otrzymał  w maju br. Proces przebudowy spółka ma już za sobą, teraz spodziewa się wzrostu efektywności.