Długi bankrutujących konsumentów przekroczyły kwotę 2.2 mld zł

Liczba upadłości konsumenckich rośnie. Po 8 miesiącach br. niewypłacalność ogłosiły już 4 234 osoby. Wkrótce ogłoszenie upadłości stanie się prostsze. Zakończyły się już konsultacje projektu ustawy, która pozwala skorzystać z upadłości każdemu, bez względu na to czy wpadł w problemy finansowe z powodów losowych czy podejmowania złych decyzji. Zmiany mają m.in. przyspieszyć procedurę upadłości i odciążyć sądy.

Ponad 2 mld zł w bankach i kilkaset milionów złotych długów pozakredytowych miały osoby, które ogłosiły upadłość konsumencką w okresie od 2015 r. do końca sierpnia 2018 r. – wynika z danych BIK i BIG InfoMonitor.

Kwota długów osób bankrutujących, widoczna w bazach BIK i BIG InfoMonitor, to po trzech latach i 8 miesiącach – 2 266 mln zł. Z pewnością w grę wchodzą dużo wyższe sumy, ale co piątej z 16 234 bankrutujących osób nie ma w żadnej z baz, a 28 proc. w chwili ogłaszania upadłości nie miało na koncie żadnego kredytu. Niektóre z nich z pewnością chętnie zadłużały się w firmach pożyczkowych, a część ich długów wobec firm windykacyjnych, nie zawsze była zgłaszana do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

– W pierwszym roku obowiązywania zliberalizowanych przepisów, czyli w 2015 r. upadłość ogłosiło ponad 2,1 tys., rok później już ponad dwa razy więcej (4,4 tys.), a w ubiegłym roku niecałe 5,5 tys. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – W tym roku, po ośmiu miesiącach, liczba upadłości przekroczyła 4,2 tys., a w całym roku 2018 będzie ich ponad 6 tys.

W obecnym stanie prawnym każdy dłużnik składający wniosek o upadłość przedstawiał swoją sytuację życiową w taki sposób, że powstały u niego stan niewypłacalności był wynikiem czynników obiektywnych, a nie zamierzonej woli zadłużania się bez miary. Niestety sądy nie mają na dzisiaj narzędzi, aby to rzetelnie zbadać i w większości akceptują stan przedstawiony przez dłużnika, dlatego po wejściu w życie nowych rozwiązań przynajmniej zlikwidowana zostanie konieczność podejmowania przez sąd decyzji o niewinności dłużnika.

Amerykańsko-chiński konflikt handlowy nasila się

Relatywnie pusty kalendarz na początku tygodnia sprzyjał stabilizacji rentowności obligacji. Złoty jak na razie pozostaje bez większych zmian.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Nowy tydzień na rynku walutowym rozpoczął się od lekkiego umocnienia złotego. Pomimo weekendowych doniesień, o możliwym wprowadzeniu przez USA kolejnych taryf celnych na chińskie produkty o wartości 200 mld USD rocznego importu (choć o niższej nawet 10% stawce a nie jak wcześniej sugerowano 25%) i odmowy przez Pekin woli podęcia dalszych rozmów z USA (jeśli mają one przebiegać pod presją), na rynkach nie dawało się zauważyć podwyższonej nerwowości. Kurs EUR/USD rósł (powyżej 1,168) i również złoty zyskiwał wczoraj na wartości.  EUR/PLN zaatakował 4,294 znajdując bodziec w publikacji rozczarowującego indeksu Empire State aktywności przemysłu w stanie Nowy Jork w USA. Generalnie jednak zarówno na rynku głównej pary walutowej, jak i PLN nie doszło do zaburzenia dotychczasowego obrazu notowań. Istotne poziomy: wsparcia na 4,28 dla EUR/PLN i oporu na 1,175 dla EUR/USD nadal nie zostały przełamane.

Aby obecny klimat na rynkach mógł ulec wyraźniejszej zmianie (bez względu na kierunek ruchu), konieczny jest nowy, silny impuls, czy to polityczny, czy gospodarczy. Zgodnie z doniesieniami prasowymi w poniedziałek prezydent Trump wprowadził kolejne karne cła na chiński eksport o wartości 200 mld USD w wysokości 10% (taryfy te będą stopniowo podwyższane, aby na zakończenie roku osiągnąć 25%). Chiny, co jest zapowiedzią dalszej eskalacji konfliktu handlowego pomiędzy dwiema największymi gospodarkami świata, zapowiedziały już odwet. W tym tygodniu rynek będzie też analizował m.in. odczyty indeksów PMI ze strefy euro i USA oraz indeksy koniunktury z USA. Również na rodzimym podwórku nie zabraknie doniesień gospodarczych (poznamy sierpniowe statystyki dla rynku pracy, inflację PPI, produkcję przemyslową i sprzedaż detaliczną). Dane wskazujące na lekkie wyhamowanie tempa wzrostu gospodarczego w III kw. 2018 r. w relacji do I półrocza, będą wzmacniać łagodne stanowisko RPP, która nie spieszy do zaostrzania polityki monetarnej NBP, co zapewne zostanie potwierdzone w czwartkowej publikacji protokołu z ostatniego jej posiedzenia decyzyjnego. Biorąc dodatkowo pod uwagę, że walutom rynków rozwijających się nadal ciążyć będzie amerykańsko-chiński konflikt handlowy, w najbliższych dniach złoty powinien pozostawać pod presją, a kurs EUR/PLN kierować się do 4,32.

Na rynku SPW doszło do niewielkiego przesunięcia się w górę polskiej krzywej dochodowości, które na dłuższym końcu sięgało 3pb. Przy relatywnie ograniczonym kalendarzu publikacji makroekonomicznych, wzrost rentowności stanowił odreagowanie spadków z ostatniego tygodnia oraz zbliżenie się do trendów obserwowanych na rynkach bazowych. We wtorek dla polskiego rynku istotna może okazać się informacja na temat zaplanowanej na czwartek aukcji obligacji. Po ostatnim przetargu Ministerstwo Finansów rozważało odwołanie drugiego wrześniowego przetargu w związku z wysoką realizacją tegorocznych potrzeb pożyczkowych.

Na rynkach zagranicznych nie doszło do większych ruchów na rynkach dłużnych. Publikacja finalnej inflacji HICP w strefie euro, która wyniosła w sierpniu 2% r/r nie przyczyniła się do zmian notowań europejskich papierów dłużnych. Ważniejsze w najbliższym czasie może być podejście EBC do przyszłej polityki stóp procentowych, gdzie zdaniem członka zarządu EBC Benoît Cœuré bank powinien informować, w jakim tempie zamierza dokonywać zmian stóp procentowych.

Źródło Thomson Reuters
Źródło: Thomson Reuters

Wykres dnia: Inflacja HICP w strefie euro na poziomie 2% r/r wobec 2,1% miesiąc wcześniej. Cel EBC to poziom blisko 2%, pomimo to bank nie planuje podnosić kosztu pieniądza w EZ wcześniej niż przed końcem lata 2019 roku.

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Social Customer Care – jego rola i znaczenie

Coraz częściej mówi się o braku lojalności klientów oraz zmianie roli social media. Nie chodzi już tylko o budowanie społeczności, ale o prowadzenie działań zasięgowych. Należy więc zastanowić się, jaką formę powinny przyjąć nasze działania i w jakim kierunku będzie rozwijać się Social Customer Care.

Większe oczekiwania wobec SCC

Michał Chrościcki
Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media

Zagadnienie dotyczące obsługi klientów w social media, tzw. Social Customer Care nie jest nowym tematem. Jako agencja, od lat aktywnie towarzyszymy naszym klientom w poszukiwaniu idealnych rozwiązań i podnoszeniu standardów obsługi użytkowników. Wspólnie staramy się tworzyć alternatywną względem infolinii drogę kontaktu z marką, wykorzystując media społecznościowe i monitoring Internetu. Jednocześnie staramy się, jak najszybciej docierać do niezadowolonych klientów i otaczać ich opieką. W tym celu wdrażaliśmy, m.in. innowacyjne jak na ten czas zakładki kontaktowe na fanpage’ach naszych klientów, czy działaliśmy bazując na moderacji obsługującej kompleksowo zapytania, nie tylko na profilach marki. Pracowaliśmy też w oparciu o holistycznie wdrożony CRM, który łączy obsługę klientów na wielu poziomach. Aktualnie te działania to konieczność dla wielu firm. Chyba już wszyscy słyszeliśmy powiedzenie: „Nawet jeśli Twojej firmy nie ma w Internecie, to nie znaczy, że Twoi klienci o niej nie rozmawiają”. Jednak rynek idzie dalej i dziś rozwijanie obsługi klienta w socialu musi być spójne z innymi działaniami. Co prawda, wciąż wielu klientów zwraca uwagę jedynie na czas reakcji moderatorów na profilach lub na procent udzielonych odpowiedzi, a agencje prześcigają się w rankingach Sotrender pod kątem obsługi profili. Oczekiwania względem Social Customer Care będą stale rosły i trzeba się na to przygotować.

Media i użytkownicy się zmieniają

Media społecznościowe umożliwiły bezpośredni kontakt klientów z marką oraz możliwość na bycie w kontakcie przez 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. W briefach wymagane są coraz dłuższe godziny czuwania moderatorów i prezentacje zespołów, by zweryfikować ich doświadczenie. Jednak jaki procent użytkowników, którym marka odpowiedziała na komentarz lub wiadomość prywatną wygenerowało oczekiwane działania? Ilu użytkowników, którzy wzięli udział w konkursie wciąż jest zainteresowanych ofertą? Media się zmieniły, użytkownicy również. My również musimy dostosować działania zarówno do oczekiwań klientów, jak i względem strategii w digital.

Dlatego rola Social Customer Care powinna zostać odpowiednio zdiagnozowana. Obsługa klienta w socialu staje się coraz ważniejszym ogniwem w tworzeniu doświadczeń klienta. Warto więc uwzględnić te działania podczas tworzenia Customer Journey Map. Należy zacząć od zaangażowania moderatorów w mapowanie ścieżki kontaktów klientów z marką. Pozwoli to nie tylko lepiej zobrazować dany proces, ale również uświadomi im ich rolę w całościowym działaniu. W ten sposób, odpowiednio zidentyfikujemy naszych klientów oraz ich potrzeby. Bazując na CJM będziemy mogli wdrożyć proces sprawniejszej obsługi użytkowników i planować pozytywne doświadczenia w kontakcie z marką. Daje to także możliwość doboru odpowiednich narzędzi i dopasowania standardów obsługi w mediach społecznościowych. Takie działania dostarczą również informacji, na co powinniśmy zwrócić uwagę i z jakimi problemami mogą się zetknąć moderatorzy. Dzięki temu, osoby obsługujące profile będą mogły szybciej reagować i bardziej świadomie kierować klientów do określonych touchpointów. Żyjemy w rzeczywistości, w której nie tylko przenika się rola online’u i offline’u, ale również informacje mogą pochodzić z wielu kanałów. Dlatego ważne jest, by tworzyć spójny obraz marki.

Marka = przyjaciel

Na ten stan rzeczy zwraca uwagę również Philip Kotler w „Marketing 4.0”. W pierwszej kolejności ukazuje on słabnącą rolę przekazu reklamowego, na rzecz przekonań w kręgach społecznych i rodzinnych. Konieczne jest więc, by kreować pozytywne doświadczenia użytkowników w kontakcie z brandem i zwiększać rzesze jego orędowników. Mowa wręcz o tym, by marka była jak bliski przyjaciel. Aby tak się stało, obsługa powinna być niezawodna i świadoma holistycznej wizji. Kotler odnosi się też do ścieżki podróży klienta bazującej na modelu 5A (Aware, Appeal, Ask, Act, Advocate). W tym miejscu z kolei zwraca uwagę, by poziom Ask, w którym potencjalni klienci zbierają więcej informacji o marce, nie stał się wąskim gardłem. Potwierdza się tym samym rosnąca rola Social Customer Care, gdzie moderatorzy muszą być świadomi, że ich funkcja staje się coraz ważniejsza i przekłada na ostateczne efekty wszystkich działań.

Dlatego, jeśli zależy nam na zwiększaniu efektywności działań Social Customer Care, powinniśmy precyzyjnie określić ich rolę w Customer Journey Map. Prawidłowo opracowane działania wzbudzą zaufanie klientów, którego marka potrzebuje, by być postrzeganą jako bliski przyjaciel. Im więcej pozytywnych rzeczy doświadczą użytkownicy, tym większe szanse, że zyskamy realnych orędowników i obrońców naszej marki w mediach społecznościowych.

Michał Chrościcki
Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media

Autor: Michał Chrościcki, Analyst & Strategy Planner Mint Media – z marketingiem internetowym związany ponad 8 lat, aktualnie zajmuje się monitoringiem Internetu i analizą działań w mediach społecznościowych. Pracował w Domu Badawczym Brand Fibres (VML Poland). Founder projektu Academy of Digital.

39% polskich pracowników boi się obniżania tempa wzrostu płac przez napływ Ukraińców

Czterech na dziesięciu polskich pracowników obawia się, że napływ Ukraińców przyczyni się do spowolnienia wzrostu płac, jednak tylko 9% martwi potencjalna utrata stanowiska. Jednocześnie ponad połowa Polaków jest zdania, że zatrudnianie kadry ze Wschodu nie zahamuje wzrostu wynagrodzeń – wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” opracowanego przez Personnel Service. Obawy dotyczące obniżania tempa wzrostu wynagrodzeń podziela tylko co piąty polski pracodawca, a 61% uważa, że Ukraińcy nie mają na to wpływu.

– Pracownicy z Ukrainy nie odbierają Polakom zatrudnienia, lecz wypełniają luki tam, gdzie pojawia się deficyt na rynku pracy. Z naszego badania wynika, że co trzecia firma zatrudnia Ukraińców, ponieważ ma wolne miejsca pracy, którymi Polacy w ogóle nie są zainteresowani. Przedsiębiorcom zależy przede wszystkim na ciągłości w realizacji zleceń, a to wymaga uzupełniania wakatów. Warto też podkreślić, że nastawienie trzech stron – pracodawców, pracowników i Ukraińców do siebie nawzajem jest głównie pozytywne lub neutralne – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Polaków martwią płace, ale nie zatrudnienie

Z najnowszych danych GUS wynika, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w sierpniu 2018 r. wyniosło 4798,27 zł brutto – to wzrost o 305,64 zł r/r. Na podstawie danych z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” widać jednak, że w odczuciu zatrudnionych wzrost nie jest tak szybki, jak być powinien. 39% boi się, że coraz więcej Ukraińców na polskim rynku pracy spowalnia tempo wzrostu wynagrodzeń, 54% ma przeciwne zdanie.

Obawy, że napływ pracowników z Ukrainy zahamuje wzrost wynagrodzeń w Polsce są częstsze wśród najstarszych – wyraża je 46% respondentów mających 55-67 lat. Również 41% spośród najmłodszych ankietowanych w wieku 18-34 lata niepokoi tempo wzrostu pensji. Obawy spadają wraz ze wzrostem wynagrodzeń – 45% osób z najniższymi dochodami vs. 34% wśród zarabiających powyżej 4 tys. zł.

Tylko co dziesiąty polski pracownik martwi się, że Ukraińcy mogą zabrać mu pracę. Różnicuje dochód – najbardziej boją się zarabiający do 2 tys. zł miesięcznie (12%), a najmniej ci o zarobkach powyżej 4 tys. zł – wśród tych respondentów obawy o zatrudnienie w związku z napływem Ukraińców miało mniej niż 5%.

Polscy przedsiębiorcy spokojni i zadowoleni

Co piąta polska firma uważa, że zatrudnianie kadry ze Wschodu obniża tempo wzrostu wynagrodzeń, jednak prawie 2/3 jest przeciwnego zdania. Największe obawy mają firmy z branży handlowej i z sektora publicznego – odpowiednio 23% i 22% wyraża niepokój, podczas gdy w usługach i produkcji ten odsetek wynosi odpowiednio 17% i 16%.

Ponad połowa pracodawców zatrudnia Ukraińców z powodu wolnych miejsc pracy na które brakuje Polaków, a 31% twierdzi, że ma wakaty, którymi nasi rodacy w ogóle nie są zainteresowani. Na bazie danych Personnel Service można stwierdzić, że współpraca z kadrą ze Wschodu układa się dobrze – 9 na 10 przedsiębiorców ma pozytywny lub neutralny stosunek do pracowników z Ukrainy. Negatywne nastawienie zgłasza niecałe 3% firm oraz co dziesiąty polski pracownik.

SSK S.A. publikuje prognozy finansowe na 2018 r.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, opublikowała prognozy finansowe na 2018 r. Emitent zamierza wypracować od 150 tys. zł do 180 tys. zł zysku EBITDA oraz zanotować przychody netto ze sprzedaży w przedziale od 3.400 tys. zł do 3.700 tys. zł.

Zgodnie z przedstawionymi przez Spółkę prognozami finansowymi na 2018 r. jej zysk EBITDA ma wynieść od 150 tys. zł do 180 tys. zł. Z kolei prognozowany poziom jej przychodów netto ze sprzedaży kształtuje się na poziomie od 3.400 tys. zł do 3.700 tys. zł. Zarząd SSK S.A. przygotował prognozy finansowe na 2018 r. w oparciu o bieżący portfel klientów i zamówień oraz po analizie uzyskiwanych rentowności w poszczególnych segmentach biznesowych.

„Zdecydowaliśmy się na publikację prognoz w momencie, kiedy przeprowadzone działania restrukturyzacyjne dały wymierne efekty w postaci stabilizacji osiąganych przychodów i wypracowywania w kolejnych okresach dodatniego wyniku EBITDA. To właściwy moment na rozpoczęcie procesu odbudowy wartości Spółki dzięki przewidywanej progresji wyników.” – komentuje Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Po dwóch kwartałach 2018 r. zysk EBITDA Emitenta był dodatni i wyniósł 2 tys. zł, a jego przychody netto ze sprzedaży sięgnęły w tym okresie 1.695 tys. zł. Spółka podtrzymuje poprawę wyników finansowych poprzez optymalizację posiadanych zasobów, utrzymanie wysokiej dyscypliny kosztowej oraz efektywną selekcję nowych projektów biznesowych. W 2 kw. 2018 r. SSK S.A. zrealizowała modernizację serwerowni dla jednej ze spółek z grupy PGNiG oraz kontynuowała działania w segmencie biznesowym obejmującym świadczenie usług dot. przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO zarówno w warstwie technologicznej, jak i organizacyjno-prawnej. Emitent realizował również drugi etap projektu w ramach umowy z Gminą Strzegom na dostawę, montaż, instalację i konfigurację sprzętu multimedialnego oraz utworzenie ścieżki dydaktycznej w budynku CAS „Karmel” w Strzegomiu dla potrzeb zadania inwestycyjnego pn. „Szlak Kamienia”.

„Poprawa wyników finansowych Spółki w ostatnich dwóch kwartałach nie byłaby możliwa bez ciągłego monitoringu efektywności biznesowej zarówno potencjalnych, jak i realizowanych projektów sprzedażowych oraz wdrożeniowych. Comiesięcznej analizie poddajemy również wyniki osiągane w poszczególnych grupach produktowych – wyniki tych analiz stanowią podstawę do podejmowania właściwych decyzji biznesowych, które przekładają się na wskaźniki rentowności w kolejnych okresach.” – dodaje Prezes Bartoń.

Zarządzanie ryzykiem biznesowym

Zarządzanie ryzykiem biznesowymZ ryzykiem biznesowym mierzą się na co dzień wszystkie firmy – niezależnie od tego, w jakiej branży działają i ile osób zatrudniają. Dzięki skutecznemu zarządzaniu ryzykiem można przewidzieć i zminimalizować potencjalne zagrożenia.

Czym jest ryzyko biznesowe?

Mianem ryzyka biznesowego określa się niebezpieczeństwo poniesienia strat finansowych w wyniku niecelnych decyzji podjętych w związku z prowadzoną działalnością. Do czynników, które podwyższają ryzyko biznesowe działalności, zaliczają się m.in.: dynamicznie zmieniająca się rzeczywistości biznesowa, zawirowania na światowych rynkach finansowych, konflikty polityczne, postępująca informatyzacja czy nagłe zmiany potrzeb konsumentów. Zarządzanie ryzykiem to zespół działań, dzięki którym firma jest w stanie zrozumieć, przewidzieć i ocenić grożące jej ryzyko. Zdobycie takiej wiedzy umożliwia podjęcie prewencyjnych kroków mających na celu zmniejszenie poziomu ryzyka, a co za tym idzie – zredukowanie potencjalnych konsekwencji finansowych. Skuteczne zarządzanie stanowi gwarancję bezpieczeństwa dla przedsiębiorstwa i zatrudnionych pracowników. Przyczynia się także do zwiększenia efektywności biznesowej i pozwala na podejmowanie bardziej świadomych decyzji biznesowych, a co za tym idzie – zwiększa konkurencyjność przedsiębiorstwa i umacnia jego pozycję na rynku. Ze względu na wymierne korzyści wynikające z wprowadzenia strategii zarządzania ryzykiem, z takiego rozwiązania korzystać powinny zarówno małe, jak i duże firmy z sektora prywatnego i publicznego.

Profesjonalne doradztwo

Wdrożenie skutecznych procedur zarządzania ryzykiem wymaga wiedzy i doświadczenia. Z tego powodu firmy często decydują się na pomoc podmiotów zewnętrznych. Profesjonalne doradztwo dotyczące zarządzania ryzykiem znajduje się w ofercie międzynarodowego koncernu audytowego EY: https://www.ey.com/pl/pl/issues/managing-risk. Pracownicy zespołu do spraw ryzyka posiadają doświadczenie, które zdobyli podczas pracy zarówno z wielkimi korporacjami, jak i lokalnymi przedsiębiorcami. Kompetencje doradców EY z zespołu do spraw ryzyka potwierdzone są także licznymi certyfikatami, do których zaliczają się m.in.: Certified Internal Auditor (CIA), Project Management Professional (PMP), Biegły Rewident, Association of Chartered Certified Accountants (ACCA). Jak wygląda współpraca z EY? Doradcy wspólnie z klientem analizują sytuację firmy pod kątem występowania trzech rodzajów ryzka: ryzyka biznesowego, ryzyka finansowego oraz ryzyka informatycznego. Doradcy zapoznają się ze specyfiką działalności firmy, jej strukturą i sposobem organizacji pracy. Po dokładnej analizie zdobytych informacji zespół konsultantów będzie w stanie wytypować obszary najbardziej narażone na ryzyko, a następnie przygotować strategię zarządzania ryzykiem, dopasowaną do charakteru firmy. Kompletna strategia zarządzania ryzykiem obejmuje:

  • Identyfikację i ocenę obszarów, w których można udoskonalić procedury zarządzanie ryzykiem;
  • Diagnozę funkcjonowania całej organizacji pod kątem zgodności (compliance) i możliwości raportowania
  • Opracowanie harmonogramu działań zmierzających do usprawnienia systemu;
  • Transformację procesu zarządzania ryzykiem;

Poprawne wdrożenie przygotowanej strategii pozwoli w znacznym stopniu ograniczyć starty związane z występowaniem ryzyka biznesowego.

Wzrosty cen transakcyjnych mieszkań wyhamowują. Deweloperzy mają problemy

O kilka, kilkanaście procent wzrosły ceny transakcyjne mieszkań w Warszawie, Wrocławiu, Gdańsku, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, Olsztynie i Lublinie między II kwartałem 2017 a II kwartałem 2018 r. – wynika z raportu Bankier.pl, „Pulsu Biznesu” i Cenatorium. Ci, którzy odłożyli zakup lokalu, niekoniecznie muszą jednak pluć sobie w brodę. W ostatnim czasie wzrosty cen zaczynają bowiem wyhamowywać, a w przypadku niektórych przedziałów metrażowych obserwujemy nawet spadki. Ma to związek z problemami deweloperów.

Warszawa bez zaskoczeń

Najdroższym miastem w Polsce, jeśli chodzi o ceny transakcyjne mieszkań, pozostaje Warszawa. W II kwartale 2018 r. wynosiły one od prawie 8 do ponad 9 tys. zł za metr kwadratowy, przy czym najwyższe były w przypadku lokali dużych, liczących przynajmniej 80 mkw. Dla porównania we Wrocławiu za metr kwadratowy płaciło się ok. 5–6 tys. zł, z tym że najwyższe stawki dotyczyły najmniejszych lokali, do 35 mkw. Są jednak oczywiście i tańsze miasta. Przykładowo w Łodzi metr kwadratowy kosztował ok. 4 tys. zł.

Wzrosty wyhamowują

Jak pokazują wyniki raportu, w okresie między II kwartałem 2017 a II kwartałem 2018 r. mieliśmy do czynienia ze wzrostami cen transakcyjnych mieszkań, zwykle o kilka, kilkanaście procent. Jeżeli zrobimy jednak porównanie II kwartału obecnego roku z kwartałem poprzednim, okaże się, że wzrosty te zaczynają wyhamowywać, w niektórych przypadkach zaobserwujemy nawet kilkuprocentowe spadki. Spośród analizowanych miast wyjątkiem jest Gdańsk – tam ceny nie spadły w żadnym przedziale metrażowym.

Kłopoty deweloperów

Analiza wyników raportu pozwala przypuszczać, że „za chwilę będzie dobry czas dla kupujących […]. Na dalsze sprzyjające warunki wpływać może m.in. trudna sytuacja deweloperów. Mają oni problemy z rosnącymi kosztami pracy, z brakiem siły roboczej. To wszystko może się przełożyć na większe możliwości negocjacyjne kupujących” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Malwina Wrotniak, analityk Bankier.pl. Należy przy tym zauważyć, że ceny mieszkań w dobrej lokalizacji, blisko centrum, na które jest duży popyt, prawdopodobnie będą się utrzymywać niezależnie od wspomnianych trudności deweloperów.

Łatwiej odzyskać pieniądze przelane na zły numer rachunku

Na przełomie lipca i sierpnia bieżącego roku weszła w życie ustawa, która ułatwi nam odzyskanie środków wysłanych na niewłaściwy numer rachunku bankowego. Adresat złego przelewu będzie zobowiązany oddać pieniądze w ciągu 30 dni. Jeśli po tym terminie nie otrzymamy środków, poznamy dane osobowe beneficjenta i będzie można łatwiej dochodzić swoich spraw w sądzie.

Wejście w życie ustawy jest następstwem implementacji unijnych przepisów. W dalszym ciągu jedynym istotnym parametrem do wysłania przelewu jest numer rachunku bankowego, który jest weryfikowany poprzez sprawdzenie jego sumy kontrolnej. Warto podkreślić, że żaden bank w Polsce nie weryfikuje odbiorcy czy tytułu przelewu. Tak było przed 2011 rokiem, ale po wprowadzeniu dyrektywy unijnej, polskie banki musiały zmienić swoją praktykę.

Problem z odzyskiwaniem źle przelanych środków polegał dotychczas przede wszystkim na tym, że z uwagi na tajemnicę bankową autor przelewu nie mógł uzyskać informacji od banku, kto jest właścicielem numeru rachunku na które trafiły pieniądze. Z powodu niemożności udostępnienia danych osobowych adresata przelewu, skuteczne dochodzenie spraw było bardzo utrudnione.

Jak można odzyskać pieniądze po wprowadzeniu nowych przepisów? W przypadku błędnie wysłanego przelewu należy zawiadomić bank o zaistniałym zdarzeniu. Zgodnie z nową ustawą ma on 3 dni na to by poinformować adresata przelewu o zaistniałej sytuacji. Sam adresat z kolei ma 30 dni na to by zwrócić niesłusznie otrzymane środki na specjalnie w tym celu wyznaczony przez bank rachunek techniczny. Po otrzymaniu przez bank pieniędzy przekazuje on je autorowi przelewu – dzięki takiej procedurze właściciel rachunku, na który zostały omyłkowo przelane środki, zachowa swoją anonimowość.

Główną zmianą w obowiązującym prawie jest udostępnienie autorowi przelewu przez bank danych osobowych beneficjenta niesłusznie otrzymanych pieniędzy. Są one jednak przekazywane dopiero w przypadku braku zwrotu środków po upłynięciu terminu 30 dni od poinformowania adresata przelewu o zaistniałej sytuacji. Nowa ustawa narzuca ten obowiązek zarówno bankom jak i SKOK-om.

Podsumowując, pomimo tego, że ustawodawca dostosował prawo do unijnej dyrektywy i zwiększył w ten sposób poziom bezpieczeństwa dla uczestników systemu bankowego, to jednak dalej najważniejszym jest sprawdzanie rzetelności wpisywanych cyfr numeru rachunku bankowego. Pomimo dostępnych narzędzi, skrupulatność w finansach na pewno pomoże w uniknięciu niemiłych sytuacji.

PIU: Najważniejsze dane o rynku ubezpieczeń po II kw. 2018 r.

W I półroczu 2018 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym i klientom 20,7 mld zł odszkodowań i świadczeń. To o 5 proc. więcej niż przed rokiem.

Najważniejsze dane o rynku ubezpieczeń po II kw. 2018 r.

  • 70 mld zł aktywów ubezpieczycieli to środki wspierające gospodarkę i finanse publiczne poprzez krajowe obligacje i inne papiery o stałej kwocie dochodu
  • 17,2 mld zł aktywów ubezpieczycieli to środki zainwestowane długoterminowo w akcje spółek z GPW i inne papiery o zmiennej kwocie dochodu
  • Ponad 600 mln zł podatku dochodowego do budżetu państwa
  • Ubezpieczyciele zebrali 32,1 mld zł składek, o 1,7 proc. więcej niż rok wcześniej

Rynek komunikacyjny

Najważniejsze liczby:

  • Średnia składka na polisę OC ppm wynosiła w II kw. 2018 r. 574,8 i była analogiczna jak w II kw. 2017 r. (umowy roczne)
  • Zakłady ubezpieczeń zlikwidowały w ciągu pół roku 619,6 tys. szkód z OC
  • Średnia składka na polisę autocasco w pierwszym półroczu 2018 r. wyniosła 1225,7 zł, o 4,6 proc. więcej niż rok wcześniej
  • Ubezpieczyciele zlikwidowali w ciągu pół roku 382 tys. szkód z AC

– Wzrost cen na rynku OC wyraźnie wyhamował. Wypłaty rosną, ale również mniej dynamicznie, niż 2-3 lata temu. To oznacza, że nie pojawiły się nowe tytuły do wypłat. Przed nami ważna ustawa, dotycząca regulacji działalności tzw. firm odszkodowawczych. Mimo iż nie dotyczy ona bezpośrednio zakresu odpowiedzialności ubezpieczyciela, może mieć wpływ na rynek OC. Czekamy także na efekty prac nad regulacją zadośćuczynień. Przewidywalność w tym obszarze pozwoliłaby na znacznie większą stabilność cen w przyszłości – mówi Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Rynek majątkowy (Dział II bez ubezpieczeń komunikacyjnych)

Najważniejsze liczby:

  • Wartość składek z ubezpieczeń majątkowych (nie licząc komunikacyjnych) wyniosła 9,1 mld zł i była o blisko 11 proc. wyższa niż rok wcześniej
  • Największy udział w składce na rynku majątkowym mają ubezpieczenia od ognia i innych żywiołów (1,8 mld zł), ubezpieczenia pozostałych szkód rzeczowych (1,8 mld zł) oraz ubezpieczenia OC (1,2 mld zł)

– Pierwsze półrocze stało pod znakiem dużych szkód w rolnictwie, stąd wzrost odszkodowań w grupie „pozostałe szkody rzeczowe” aż o 60 proc. Ubezpieczenia rolne, w kontekście zmian klimatycznych, są jednym z najważniejszych wyzwań dla rynku ubezpieczeniowego na najbliższe lata. Musimy pamiętać jednak, że dobra polisa jest tylko elementem zarządzania ryzykiem. Ubezpieczenie nie zastąpi szerszej strategii – wyjaśnia Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Rynek życiowy

Najważniejsze liczby:

  • Wartość składki z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła 11,1 mld zł (spadek o 8,8 proc.)
  • Wartość świadczeń z tytułu ubezpieczeń na życie wyniosła 10,8 mld zł (wzrost o 4,2 proc.)

– W parlamencie rozpoczną się wkrótce prace nad ustawą o Pracowniczych Planach Kapitałowych (PPK). Z jednej strony będzie to dla ubezpieczycieli nowy produkt, z drugiej jednak, zaprocentują lata doświadczeń, zdobyte przy oferowaniu PPE. Dzięki znakomitym kontaktom z pracodawcami, ubezpieczyciele mogą mieć kluczowy udział w budowaniu powszechności długoterminowego oszczędzania Polaków – mówi J. Grzegorz Prądzyński.

Wyniki finansowe ubezpieczycieli

  • Zysk netto ubezpieczycieli życiowych po II kw. 2018 r. wyniósł 1,3 mld zł i był o 8 proc. wyższy niż rok wcześniej.
  • Ubezpieczyciele majątkowi zakończyli II kw. 2018 r. z zyskiem 2,5 mld zł, co oznacza spadek o 3,4 proc. (z czego połowa stanowi dywidenda z PZU Życie SA do PZU SA, ujęta już w zeszłorocznym zysku netto ubezpieczycieli życiowych)

Wynik techniczny ubezpieczeń na życie wyniósł 1,5 mld zł i był niższy niż rok wcześniej o 1,2 proc. Wynik techniczny ubezpieczycieli majątkowych wyniósł 1,3 mld zł i był o 18,3 proc. wyższy niż rok wcześniej. Należny od polskich ubezpieczycieli podatek dochodowy na koniec II kw. 2018 r. r. wyniósł ponad 606 mln zł, a podatek od aktywów – ok. 360 mln zł.

Od ulgi na start po duży ZUS. Poradnik dla przedsiębiorców

Wysokość składek opłacanych na ubezpieczenia społeczne to według przedsiębiorców największa bolączka prowadzenia biznesu w Polsce – wynika z Badania Polskiej Mikroprzedsiębiorczości 2018. W obecnym systemie prawnym istnieją jednak różne możliwości rozliczania się z ZUS-em. Eksperci inFakt podpowiadają, jaki rodzaj oskładkowania można wybrać w zależności od spełnianych kryteriów i tym samym obniżyć wysokość danin oraz na czym polegają wyjątkowe sytuacje, w których przedsiębiorca jest zwolniony ze składek ZUS.

Droga, która pozwoli przedsiębiorcy na maksymalną oszczędność od momentu zarejestrowania działalności gospodarczej, to skorzystanie kolejno: z ulgi na start, tzw. małego ZUS-u, następnie ZUS-u wyliczanego od przychodu, a na końcu z dużego ZUS-u – podpowiada Aneta Socha-Jaworska, ekspert kadrowo-płacowy w firmie inFakt, oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe.

Ulga na start

Jest to nowe rozwiązanie, które weszło w życie 30 kwietnia tego roku. Dotyczy osób fizycznych, po raz pierwszy podejmujących działalność gospodarczą lub rozpoczynających ją ponownie po upływie przynajmniej 60 miesięcy od zakończenia poprzedniej działalności.

W czasie obowiązywania ulgi na start, czyli przez sześć pierwszych miesięcy prowadzenia działalności, przedsiębiorca opłaca z jej tytułu wyłącznie składkę zdrowotną. – Z jednej strony jest to rozwiązanie, które pomaga znaleźć oszczędności, co jest ważne na początku prowadzenia biznesu. Z drugiej strony należy pamiętać, że osoba, która z niego korzysta, nie ma prawa do zasiłku chorobowego, macierzyńskiego lub odszkodowania z ubezpieczenia wypadkowego – wskazuje Aneta Socha-Jaworska.

Warto podkreślić, że ulga na start jest dobrowolna i to, czy z niej skorzystać, pozostaje decyzją przedsiębiorcy.

Mały ZUS

Po zakończeniu półrocznego okresu obowiązywania ulgi na start, kolejnym krokiem może być opłacanie małego ZUS-u. Może z niego skorzystać także, zamiast ulgi na start, osoba, która rozpoczyna pierwszą działalność lub wznawia ją po okresie 60 miesięcy.

Ponadto mały ZUS jest przeznaczony dla osób, które świadczyły innym firmom usługi w ramach własnej działalności, ale nie miały z nimi wcześniej podpisanej umowy o pracę. Jeśli jednak były związane umową, to musiała się ona zakończyć przynajmniej 2 lata przed założeniem działalności gospodarczej.

Okres preferencyjny dla małego ZUS-u trwa 24 miesiące. W tym czasie składki społeczne są wyliczane od znacznie niższej podstawy, wynoszącej 30% minimalnego wynagrodzenia za pracę. Przedsiębiorca w ramach małego ZUS-u opłaca również składkę zdrowotną. W 2018 roku minimalne składki wynoszą 503,84 zł.

ZUS od przychodu

Opłacanie składki ZUS od przychodu to nowość, która zacznie obowiązywać od 2019 roku. Rozwiązanie będzie przeznaczone dla osób, które powinny opłacać duży ZUS, ale ich przychód nie przekroczył w skali roku 30-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę. W odniesieniu do 2019 r. limit przychodu oblicza się na podstawie minimalnego wynagrodzenia z 2018 r., czyli wynosi 30 x 2 100 zł = 63 000 zł. Podstawa obliczana w ten sposób nie może być mniejsza niż podstawa do opłacania małego ZUS-u i większa niż podstawa określona dla dużego ZUS.

Kwoty składek będą uzależnione od przychodu z zeszłego roku i będą mieściły się w granicach od ponad 500 zł do 1200 zł. Przedsiębiorca będzie opłacał składki społeczne oraz składkę zdrowotną.

Duży ZUS

Jeśli żadnego z wyżej omówionych rozwiązań nie da się zastosować, to przedsiębiorcy pozostaje opłacanie składek na zasadach ogólnych. W takim przypadku składki są opłacane od podstawy wynoszącej 60% prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia[1]. W 2018 minimalne składki wynoszą 1163,39 zł, a przedsiębiorca opłaca składkę na ubezpieczenie zdrowotne, społeczne oraz na Fundusz Pracy.

Warto też podkreślić, że świadczenie przez przedsiębiorcę usług na rzecz byłego pracodawcy nie daje prawa do stosowania preferencyjnych stawek ZUS.

Trzy wyjątkowe przypadki

Warto wspomnieć również o trzech wyjątkowych sytuacjach:

  • Opłacanie składek od maksymalnej podstawy – istotne dla tych przedsiębiorców, którzy chcą uzyskać wyższe świadczenia z ZUS-u, np. zasiłek chorobowy lub macierzyński. Należy jednak pamiętać, że wtedy konieczne jest opłacanie składki chorobowej. Podniesienie podstawy do maksimum jest możliwe zarówno w przypadku osoby opłacającej mały, jak i duży ZUS.
  • Zwolnienie z opłacania składek społecznych – dotyczy to osób, które zawiesiły działalność gospodarczą (za każdy miesiąc, kiedy działalność była zawieszona), które są w trakcie pobierania zasiłku chorobowego lub macierzyńskiego (wówczas nie można też prowadzić działalności, czyli np. wystawić faktur, zawierać umów), prowadzą działalność i pracują na etacie (wtedy składki obowiązkowo opłaca się z etatu) lub opłacają składki za granicą.

 

  • Zwolnienie z opłacania wszystkich składek, w tym zdrowotnej. W odróżnieniu od innych składek, zdrowotna jest niepodzielna. Przedsiębiorca nie opłaca jej tylko za pełne miesiące zawieszenia działalności. Ponadto nie płacą jej również osoby, które pobierają zasiłek macierzyński nie wyższy niż 1000 złotych, a także emeryt, rencista lub osoba niepełnosprawna prowadzący działalność po spełnieniu dodatkowych warunków.

Składki ZUS mogą być bardzo odczuwalne dla przedsiębiorców, ale jak widać istnieje kilka rozwiązań, dzięki którym można je obniżyć. To szczególnie istotne przede wszystkim z punktu widzenia osób, które rozpoczynają działalność gospodarczą i mogą skorzystać z ulgi na start lub małego ZUS – podsumowuje Aneta Socha-Jaworska.

[1] Prognozowane przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej określane na dany rok kalendarzowy jest podawane w obwieszczeniu Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.Jaki zus moze placic przedsiebiorca

Kurs dolara w odwrocie, a aktywa ryzykowne mają się lepiej

Seria komunikatów z Waszyngtonu i Pekinu wprowadziła zamęt na rynkach finansowych i pokazuje, jak nieprzewidywalny i trudny stał się szczególnie handel na głównych walutach. USD jest w odwrocie, a aktywa ryzykowne mają się lepiej, choć ze złych powodów.

Zgodnie z zapowiedziami USA przedstawiły listę towarów importowanych z Chin wartych 200 mld USD, które zostaną objęte cłami – najpierw (od 24 września) w wysokości 10 proc., a od początku przyszłego roku stawka wyniesie 25 proc. Każdy czekał na odpowiedź Chin, ale ta przyszła z anonimowych źródeł i zyskująco stwierdzała, że Pekin jedyną słuszną drogę widzi we współpracy. W efekcie pierwszy ruch rynku w trybie „risk-off” został odwrócony. Dziś rano Chiny oficjalnie zapowiedziały, że zamierzają wprowadzać cła odwetowe jednocześnie z taryfami nałożonymi przez USA, a przyszłość dalszych negocjacji jest niepewna. To znowu wprowadziło zamieszanie. Krajobraz po nocy wygląda tak, że USD i JPY są słabsze, zyskują waluty ryzykowne, mocne są indeksy giełdowe. Jednak nie czytałbym tego jako oznaki, że dla inwestorów wszystko jest w porządku i odrzucamy w kąt obawy o wojny handlowe. Wydarzenia z nocy nadszarpnęły zaufanie uczestników rynku do warunków, jakie służyły za podstawy zajętych pozycji. Co z tego, że spór handlowy USA-Chiny będzie trwał jeszcze kilka miesięcy, jeśli nagle napływające anonimowe informacje mogą zburzyć porządek i przynieść spekulacyjne rajdy cen w przeciwnym kierunku. Zamęt jest nielubianą cechą rynku i stąd traktuję ostatnie zmiany jako redukcję pozycji przez inwestorów, dla których ryzyko zaskoczenia stało się za duże. Odwijanie pozycji może być teraz głównym motorem zmian, co najmocniej może szkodzić USD, który w ostatnich tygodniach korzystał z narracji jastrzębiego Fed, silnej gospodarki USA i ucieczki do bezpieczeństwa w obliczu napięć na rynkach wschodzących. Ot, takie przekleństwo nieposzlakowanej opinii.

To mogą być trudne 24 godziny, gdzie rynek będzie szukał równowagi. Na ile zredukować ekspozycję? Albo jednak wrócić do starych schematów i wyceny fundamentów? Czy po wymianie ceł między USA i Chinami traktujemy to jako „potwierdzone zło” i zaczynamy to traktować jako normę, z która przyjdzie nam żyć, czy jednak przygotować się na przedłużający się okres podwyższonej awersji do ryzyka? Uważam, że na rynku nie ma obecnie konsensusu, który scenariusz jest słuszny i konflikt opinii będzie komplikował handel. Kiedy każdy chce mieć rację, rodzi to tylko bezkierunkową zmienność.

Wtorkowy kalendarz nie będzie przeszkadzał w gdybaniu i drapaniu się po głowie. Poranne wystąpienie prezesa EBC Draghiego przeszło bez echa, podobnie będzie z danymi z Polski i Kanady. Decyzja banku centralnego Węgier to lokalna sprawa forinta. W nocy otrzymamy decyzję Banku Japonii, gdzie spodziewamy się utrzymania polityki monetarnej bez zmian. Stan aktywności gospodarczej oraz utrzymywanie się inflacji nisko przemawiają za podtrzymaniem dotychczasowego nastawienia. Na konferencji po posiedzeniu prezes Kuroda raczej potwierdzi, że zakomunikowane ostatnim razem rozszerzenie dopuszczalnego korytarza dla wahań rentowności 10-letnich obligacji nie wpłynęło negatywnie na realizację założeń polityki. Dla JPY wnioski z posiedzenia powinny być neutralne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Michał Grams: Sztuczna inteligencja nie wyeliminuje miejsc pracy

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Do 2030 roku ponad 70 proc. firm wdroży co najmniej jedną technologię bazującą na sztucznej inteligencji. Natomiast prognozy dotyczące wartości globalnego rynku rozwiązań SI wskazują, iż w 2030 przekroczy on wartość 13 bilionów dolarów – wynika z najnowszego raportu firmy badawczej McKinsey.

Sztuczna inteligencja (SI, ang. Artificial Intelligence, AI) ma potencjał na dokonanie rewolucji w biznesie. Już dziś służy agregowaniu ogromnych ilości danych, analizie i wyciąganiu wniosków czy opracowaniu symulacji zmian i trendów. SI usprawnia procesy sprzedaży oraz obsługi klienta. Zdaniem ekspertów firmy McKinsey[1], dzięki implementacji narzędzi SI rozwinięte gospodarki mogą zapewnić sobie dodatkowe 20-25 proc. korzyści ekonomicznych w porównaniu do stanu bieżącego. Natomiast w krajach rozwijających się poziom ten może wynieść od 5 do 15 proc. Co ciekawe, z szacunków ekspertów ds. sztucznej inteligencji z firmy TogetherData, wynika iż także polskie firmy mogą, dzięki sztucznej inteligencji, podnieść swoją efektywność biznesową o 15-20 proc.

Z naszych obserwacji wynika, iż 4 na 5 z polskich firm, deklaruje chęć implementacji rozwiązań, które przejmą zadania, pochłaniające znaczną część czasu pracy. Jako najbardziej absorbujące czasowo czynności managerowie wymieniają zadania administracyjne, sprawozdawcze, kontrolne czy monitorujące. Już obecnie dostępne na rynku rozwiązania mogą przejąć i zautomatyzować 60-70 proc. zadań z wyżej wymienionych obszarów.

Wewnętrzne szacunki TogetherData tworzą zupełnie inny obraz postrzegania technologii sztucznej inteligencji. Wbrew pozorom wielu managerów nie utożsamia faktu implementacji technologii AI z koniecznością redukcji zatrudnienia. Zdaniem większości z nich SI w firmie będzie wiązało się ze stworzeniem nowych ról i obowiązków dla pracowników. Co ciekawe do podobnych wniosków prowadzi ostatnie badanie przeprowadzone przez firmę Tata Communications. 120 globalnych liderów biznesu przyznało bowiem, iż zastosowanie technologii SI uwolni pracowników od najżmudniejszych zadań i stworzy przestrzeń czasową na bardziej kreatywne zadania  i innowacje. 75 proc. spośród ankietowanych przez Tata Communications uważa, iż zastosowanie AI stworzy nowe role dla pracowników[2].

Przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać, iż wdrożenie narzędzi wykorzystujących sztuczna inteligencję to nie tylko oszczędność czasu, pieniędzy, ale i zwiększenie efektywności biznesowej. W ciągu najbliższych lat nie będziemy dyskutować o modelu człowiek kontra sztuczna inteligencja, lecz człowiek i wsparcie SI

Michał Grams, Prezes Zarządu TogetherData.

[1] Notes from the frontier: Modeling the impact of AI on the world economy: https://www.mckinsey.com/featured-insights/artificial-intelligence/notes-from-the-frontier-modeling-the-impact-of-ai-on-the-world-economy

[2] New research debunks myths about artificial intelligence in the workplace: https://www.tatacommunications.com/press-release/ai-will-diversify-human-thinking-not-replace-it-according-to-new-tata-communications-study/

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna

W trakcie ostatniego tygodnia nasza waluta odrobiła część strat do większości głównych walut. Jedynie funt brytyjski pozostaje silny wobec złotówki. Dobre dni dla złotówki spowodowane były względnym spokojem na rynkach.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 10.09.2017-17.09.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2936 3,7927 3,6990 4,8128
Maksimum 4,3223 3,8625 3,7484 4,8553

Kurs funta GBP/PLN

kurs funta wykresPo ostatnim szybkim wzroście wartości funta brytyjskiego, ruch ten zdaje się nieco wyhamował i kurs GBP/PLN w zeszłym tygodniu poruszał się w ok. 5 groszowej konsolidacji.  Brytyjska waluta zyskała ostatnio na wartości ze względu na pogłoski o bliskim terminie rozwiązania problemu brexitu, który od dawna ciąży tej walucie. Jednakże jak to często bywa pogłoski i doniesienia ucichły a na rynki po chwilowej euforii powrócił spokój. Zeszłotygodniowe notowania funta do złotówki kształtowały się zatem w dość wąskim, jak na tą parę, kanale bocznym, którego maximum wynosiło nieco ponad 4,85 zł, a minimum oscylowało w okolicy 4,81 zł. Jeżeli w ciągu najbliższych dni nie poznamy nowych szczegółów dotyczących negocjacji z UE, a dane z polskiej gospodarki pozytywnie zaskoczą rynki to prawdopodobnym jest wybicie dołem z konsolidacji.

Kurs franka CHF/PLN

kurs franka wykresNa początku zeszłego tygodnia oglądaliśmy ok. 7 groszowy spadek wartości franka szwajcarskiego. Było to najprawdopodobniej pokłosie niespełnionych gróźb prezydenta Stanów Zjednoczonych w sprawie nałożenia kolejnych ceł na Chiny. W dalszej części tygodnia kurs CHF/PLN zachowywał się podobnie do wykresu GBP/PLN, czyli obserwowaliśmy kilku groszową konsolidację. Trend boczny nie wykraczał poza okolice poziomów 3,80 zł i 3,83 zł. Brak konkretnych głosów dotyczących dalszej polityki EBC również wpłynął na zmniejszenie wahań na tym instrumencie. W przypadku osłabienia złotówki w najbliższym czasie i przebicia poziomu 3,83 zł najbliższym oporem będzie poziom o ok 3 grosze wyżej. Z kolei jednak, gdyby jutrzejsze dane z rynku pracy w Polsce pozytywnie zaskoczyły inwestorów cena franka może spaść do 3,80 zł, a w późniejszym czasie nawet do 3,72 zł.

Kurs euro EUR/PLN

kurs euro wykresBrak nowości ze strony Mario Draghiego, czyli powolne wygaszanie programu QE do końca roku, a także nie zmienianie w 2018 roku stóp procentowych nie wsparło za bardzo euro. Co w połączeniu z lekkim  osłabieniem dolara wsparło notowania złotówki. Rezultatem tego był nieznaczny spadek kursu EUR/PLN poniżej poziomu 4,30 zł. Jeżeli dobra tendencja dla walut rynków wschodzących utrzymałaby się jeszcze przez chwile to najbliższe wsparcie złotówka może napotkać w okolicy poziomu 4,29 zł. W przypadku jego niepokonania cena euro może ponownie znaleźć się w okolicy 4,33 zł.

Kurs dolara USD/PLN

kurs dolara wykresNiespełnione obietnice nałożenia kolejnych ceł na Chiny, pogłoski o rozpoczętych negocjacjach z Państwem Środka, a także słabsze odczyty makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych niekorzystnie wpłynęły na losy dolara amerykańskiego. Jego słabsze chwile przełożyły się również na parę USD/PLN. Nasza złotówka zyskała bowiem do dolara kilka groszy w przeciągu zeszłego tygodnia, a nowo utworzony trend spadkowy zdaje się, że będzie również kontynuowany w ciągu najbliższych dni. Szczególnie jest to prawdopodobne jeżeli pozytywnie zaskoczą jutrzejsze dane z rynku pracy w Polsce. Najbliższe wsparcie trendu spadkowego znajduje się w okolicy poziomu 3,66 zł, a po jego przebiciu cena dolara może spaść nawet do 3,63 zł, gdzie znajdziemy kolejne wsparcie.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Prof. Modzelewski: Ustawa o VAT ułatwia działania oszustom. Pilnie trzeba stworzyć nową

W latach 90. XX wieku nowa ustawa o podatku VAT uzdrowiła finanse państwa. Wpływy do budżetu stopniowo rosły. Ale po wejściu Polski do Unii Europejskiej zmiany regulacji spowodowały znaczny wzrost oszustw podatkowych. Istniejące instrumenty prawne zwalczania tych zjawisk są mało efektywne. Remedium mogłaby być zupełnie nowa ustawa o tym podatku. Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów tłumaczy dlaczego odwrócony VAT, Jednolity Plik Kontrolny oraz inne przepisy, jakie wprowadzono w ostatnich latach, nie zmniejszają skali nadużyć, bądź są wręcz szkodliwymi rozwiązaniami dla Skarbu Państwa.

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

Jest pan autorem pierwotnej ustawy o podatku VAT i akcyzie. Jak wówczas wpłynęła ona na polski budżet?

Prof. Witold Modzelewski: W latach 1988-92 byliśmy w stanie całkowitej katastrofy. Transformacja ustrojowa zniszczyła system dochodów budżetowych. Wprowadzenie w 1993 roku tej ustawy było największym sukcesem w XX wieku w zakresie finansów publicznych. Dzięki niej dochody budżetowe wzrosły w ciągu pierwszego roku (1993 r.) nominalnie o 70%, a realnie – uwzględniając inflację – o 40%. Do roku 2004 wpływy z VAT i akcyzy stanowiły 12% PKB, w tym 8% z VAT. Wprowadzone podatki miały znacząco zwiększyć dochody budżetowe, nie hamując jednocześnie wzrostu gospodarczego. I ten cel wtedy osiągnęliśmy.

W kolejnych latach ustawa była wielokrotnie zmieniana. Dziś nie przypomina pierwowzoru. Jakie zmiany były pozytywne, a jakie negatywne?

Prof. Witold Modzelewski: „Mojej ustawy o VAT” i akcyzie nie ma od 2004 roku. Od tego czasu mamy inne regulacje zarówno w sensie formalnym, jak i koncepcyjnym. Pojawiły się podatki w wersji wspólnotowej, które poza nazwą i ogólną ideą są nieporównywalne do wcześniejszych rozwiązań. I to są w istotnej części chore rozwiązania. Problemy z tymi podatkami zaczęły się właśnie po przystąpieniu do Unii Europejskiej, kiedy wprowadzono nowe koncepcje podatku VAT i akcyzy. Już wtedy wiadomo było, że wspólnotowe wersje tych podatków są głęboko wadliwe. Rozwiązania unijne doprowadziły do powstania gigantycznej luki między tym, co powinno wpłynąć, a realnymi wpływami do budżetu państwa. To, według szacunków wynosi 180-220 mld euro rocznie w całej UE. Żadne państwo w historii nie przeżywało w okresie pokoju takiej katastrofy fiskalnej, jaką Polska zawdzięcza wspólnotowej wersji VAT-u. Już w 2004 roku obniżyły się dochody budżetowe w stosunku do PKB. Po niewielkich wzrostach w kolejnych dwóch latach, od 2007 roku znów zaczęły spadać. Dopiero w 2019 r. osiągniemy ponownie poziom wpływów z VAT-u w granicach 8% PKB.

Czego w takim razie uczą nas najnowsze losy podatku VAT?

Prof. Witold Modzelewski: Historia lat 2007-2015 to część obrazu katastrofalnej realizacji unijnej koncepcji podatku VAT. To także historia naszych własnych grzechów, bo nie we wszystkich krajach udało się zepsuć system fiskalny tak jak u nas. A teraz UE przedstawia kolejne radosne pomysły, według których sprzedawane na eksport towary będą obłożone stawkami VAT obowiązującymi w danych krajach – osobne np. dla Czech, Szwecji czy Niemiec. To są zwyczajne nonsensy, popierane gorliwie przez tych, którzy doprowadzili do destrukcji tego podatku w poprzednim dziesięcioleciu.

Czyli do 2004 roku koncepcja tego podatku była skuteczna, a później wszystko się posypało. Jakie były tego powody?

Prof. Witold Modzelewski: Przede wszystkim przyczyniła się do tego implementacji błędnej koncepcji. W Polsce wprowadziliśmy te reguły bezmyślnie, bez zabezpieczenia przed szkodliwością części rozwiązań. W efekcie transakcje wewnątrzwspólnotowe są nieweryfikowalne. Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy doszło do nich naprawdę, czy były fikcją. Dlatego towary da się wielokrotnie przewozić między granicami w obie strony i uzyskiwać zwroty. Można nawet obracać tylko fakturami. W Polsce przedsiębiorcy składają ponad milion deklaracji dotyczących zwrotu VAT rocznie. Taką liczbą nie da się skutecznie zarządzać, a oddawane w tym czasie środki sięgają 100 mld zł.

Z czego wynikają takie zaniedbania?

Prof. Witold Modzelewski: W Polsce za podatki wziął się międzynarodowy biznes legislacyjny, który sam siebie uznał za znawcę tematyki, a politycy w to wierzą do dziś. Prawo tworzyły firmy doradcze na potrzeby swoich klientów. I to cała historia.

W ramach ograniczania wyłudzeń wprowadzono takie rozwiązania jak odwrócony VAT. Jak on działa?

Prof. Witold Modzelewski: To rozwiązanie służące zwiększeniu luki podatkowej, a nie jej zmniejszeniu. Jest to faktyczna likwidacja podatku od towarów i usług. Jeśli ktoś przykładowo kiedyś sprzedawał stal z VAT-em, to musiał zapłacić podatek. Po wprowadzeniu tzw. odwróconego VAT-u już nic nie płaci. Nie musi już wywozić towaru za granicę, żeby skorzystać ze zwrotu. Opowiadanie, że w ten sposób uszczelniany jest system to zwykłe dyrdymały. Jak likwidacja opodatkowania i zwiększenie liczby podatników żądających zwrotu VAT-u ma zwiększyć przychody z tego tytułu? I tutaj jest pytanie do Ministerstwa Finansów. Ile faktycznie wpłacały do budżetu branże przed wprowadzeniem odwróconego VAT-u, a ile teraz zwraca im się tej daniny? To zwyczajna ściema. A taką metodę zastosowano także w przypadku towarów, przy których nigdy nie dochodziło do wyłudzeń. I od 2011 roku rośnie z tego powodu luka podatkowa.

Innym mechanizmem kontroli wpływów z VAT-u miało być wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Czy w tym przypadku możemy mówić o sukcesie?

Prof. Witold Modzelewski: A czy zwiększenie liczby sprawozdań składanych przez podatników zwiększy wpływy budżetowe? Niech to ktoś wytłumaczy. Od początku roku 1,6 mln podatników przesyła co miesiąc swoje ewidencje podatkowe. A samych deklaracji podatkowych jest rocznie 18 mln, nie licząc korekt. Kto ma w tym interes poza firmami informatycznymi obsługującymi przedsiębiorców? I co to daje państwu? To są ciekawe pytania, na które chciałbym uzyskać odpowiedź.

Jednak dochody do budżety z VAT-u rosną. Jak to wytłumaczyć?

Prof. Witold Modzelewski: Rosły w 2017 roku. W tym roku nie będzie już tego sukcesu. Wzrost w zasadzie wynika z poprawy sytuacji gospodarczej oraz odstraszających działań władzy, a nie z powodu wprowadzenia JPK czy odwróconego VAT-u. Na razie wystarczają groźne miny rządzących polityków i zmiany w kodeksie karnym po 1 marca 2017 roku, dotyczące kar za fałszowanie faktur. A właśnie one są podstawą wszystkich oszustw podatkowych. Skończono z przyzwoleniem dla wyłudzania środków ze Skarbu Państwa, a organy władzy stały się bardzie opresyjne. W efekcie część oszukańczych transakcji przeniesiono do innych krajów.

Co może przynieść kolejny mechanizm kontrolny, tzw. split payment?

Prof. Witold Modzelewski: Przyjęto wersję koślawą, nikt nie chce jej stosować bez przymusu. Przede wszystkim nie zagwarantowano przedsiębiorcom, że ci, którzy korzystają z tej metody, nie będą nękani przez organy skarbowe. Trudno już teraz oceniać przyszłe skutki, ale to rozwiązanie jest w obecnym kształcie wręcz marginalne.

Co w takim razie należy zmienić w ustawie o VAT? Jakie działania są najpilniejsze?

Prof. Witold Modzelewski: Lista jest bardzo długa, ale przede wszystkim prawo podatkowe musi być wiarygodne dla uczciwych obywateli. A w tej sferze podatek VAT został zdegenerowany. Obowiązująca ustawa nie budzi jakiegokolwiek zaufania. Wręcz jest traktowana jako akt wrogi wobec uczciwych, a przyjazna wobec oszustów. Na jej podstawie wydaje się 15 tys. urzędowych interpretacji rocznie. To katastrofa – nikt nie wie, co tu obowiązuje. Najbardziej sensowne byłoby wrzucenie tych przepisów do kosza i stworzenie zupełnie nowych. Z satysfakcją zauważam, że minister finansów zapowiedziała, iż „nie wyklucza” stworzenia innego aktu prawnego, zastępującego dotychczasowy. To najlepsza droga, by przywrócić zaufanie do stanowionego prawa.

Czyli trzeba zrobić wszystko od nowa?

Prof. Witold Modzelewski: Przede wszystkim należy usunąć tzw. inwestycje legislacyjne, umożliwiające części podatnikom niepłacenie podatków. Trzeba usunąć zapisy powstałe w wyniku lobbingu, a działające na szkodę interesu publicznego, jak np. odwrócony VAT. Tylko dzięki temu moglibyśmy zrównoważyć spadek wpływów spowodowany obniżeniem podstawowej stawki podatku VAT z 23 do 22%. Szybką naprawę ustawy można uzyskać wyrzucając z niej wszystko to, co zostało dopisane przez lata. Jednocześnie musimy pamiętać o tym, że pozostaną w niej wady wynikające z niezbyt mądrego prawa unijnego. Obowiązujące przepisy pozwalają legalizować działania bezprawne, a jednocześnie – z każdego zrobić przestępcę. Zyskuje na niej międzynarodowy biznes podatkowy, który z pewnością będzie bronić tego gniota. Ma do tego prawo, ale większość przedsiębiorców czeka na lepsze rozwiązanie.

Miesięczne perspektywy dla instrumentów dłużnych

Przy stabilnej sytuacji obligacji rządowych w sierpniu Andrea Iannelli, Investment Director w Fidelity International, omawia, w jaki sposób włoski budżet jawi się na horyzoncie jako kolejna przeszkoda dla europejskich inwestorów.

Niniejsze fragmenty zostały zaczerpnięte z Miesięcznych perspektyw Fidelity International dla instrumentów dłużnych, przedstawiających ocenę perspektyw w średnim terminie przez zespół ds. instrumentów dłużnych. W celu uzyskania pełnego raportu prosimy o kontakt z nami.

Obligacje rządowe pozostawały w sierpniu stabilne przy rentownościach poruszających się w dobrze ugruntowanych przedziałach. Dla przykładu rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych w tym kwartale zmieniały się jak dotąd w zakresie 21 punktów bazowych, ignorując większość pozytywnych wiadomości napływających z rynku akcji, ale także i wzrost zmienności oraz niepewności napędzane przez nakładane cła i słabość rynków wschodzących.

Europa

Jeśli chodzi o Europę, to Europejski Bank Centralny (EBC) przestał znajdować się w centrum zainteresowania uczestników rynku, po tym jak zadeklarował pozostawienie stóp procentowych bez zmian przynajmniej do drugiej połowy 2019 r. Rynek nie ma dużych oczekiwań względem podwyżek stóp procentowych, do września przyszłego roku w cenach ujęte jest zaledwie 7 punktów bazowych. Podczas gdy na gruncie decyzji monetarnych przez jakiś czas nie zanosi się na istotne wydarzenia, to czynnikiem, który w największym stopniu zaprząta głowy europejskich inwestorów jest polityka.

Kolejną przeszkodą, która widnieje na horyzoncie pod koniec września jest włoski budżet. Informacje z pierwszych stron gazet doprowadziły do rozszerzenia się spreadów włoskich obligacji skarbowych (BTP) oraz utrzymały podwyższoną zmienność wszystkich włoskich aktywów. Po ostatnich ruchach włoskie obligacje rządowe wydają się być tanie w porównaniu z obligacjami z innych rynków peryferyjnych, nie bez powodu. Rynek słusznie wywarł presję na rząd Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd, by zapewnił budżet zgodny z ograniczeniami nakładanymi przez Unię Europejską. Niedające się pominąć prawdopodobieństwo Italexitu oraz porzucenia europejskiej waluty jest ujęte w wycenach: rentowności 3-letnich włoskich obligacji rządowych wskazuję, że rynek wycenia około 20%-owe prawdopodobieństwo na wycofanie się z EUR z 30% haircutem.

Ostatecznie uważamy, że rząd wypracuje budżet zgodny z 3%-owym unijnym limitem, ale rynek może zwiększyć presję w okresie od teraz do końca września. Według tej samej zasady obrót Bundami powinien być kontynuowany zgodnie z nastrojami rynkowymi wobec Włoch, dopóki nie uzyskamy bardziej przejrzystego obrazu sytuacji.

Wielka Brytania

Brexit pozostaje głównym czynnikiem wpływającym na Gilty i pozostałe aktywa w Wielkiej Brytanii. Napływ informacji w ostatnim czasie sprawił, że rynek przypisał wyższe prawdopodobieństwo scenariuszowi Brexitu bez osiągnięcia porozumienia. Po ostatniej podwyżce stóp procentowych przez Bank Anglii wyceniamy na obecną chwilę jeszcze jedną podwyżkę w ciągu najbliższych 12 miesięcy, jednak już niewiele więcej po tym okresie. Biorąc pod uwagę niepewne perspektywy polityczne, w nadchodzących miesiącach trudno jest spodziewać się po Banku Anglii czegoś innego niż ostrożności. Aktualna wycena rynku wydaje się więc być odpowiednia. Według tej samej zasady perspektywy dla Giltów pozostaną zero-jedynkowe, ponieważ zbliżamy się do marcowej daty granicznej, a relacja zysku do ryzyka nie jest na obecną chwilę jasna. Dlatego też wymagane jest neutralne stanowisko.

Stany Zjednoczone

Jeśli chodzi o USA, to chociaż najnowsze opublikowane dane zaskoczyły na niekorzyść, przy czym szczególnie słaby okazał się rynek mieszkaniowy, to ogólny obraz sytuacji wciąż wskazuje na tempo wzrostu na poziomie 3-3,5% przez pozostałą część roku. Świadczą o tym najświeższe wskaźniki monitorujące bieżącą kondycję gospodarki. Fed powinien mieć dostatecznie dużo przestrzeni na jeszcze dwie podwyżki w tym roku – pierwszą we wrześniu i kolejną w grudniu. Obydwie podwyżki są w znacznej mierze wycenione przez rynek. Patrząc w przód na 2019 r., to wzrost gospodarczy w USA prawdopodobnie spowolni, jednak wciąż będzie wyższy od reszty świata, dzięki wciąż luźnym warunkom finansowym i trwającemu ewidentnemu wsparciu ze strony bodźca fiskalnego, przeforsowanego na początku 2018 r.

Jednakże Fed będzie musiał równoważyć dalsze podwyżki z zaostrzaniem ilościowym i zwiększeniem emisji amerykańskich obligacji rządowych i może nie być w stanie przeprowadzić trzech podwyżek zaplanowanych na 2019 r. Wyzwania, które stoją przed wzrostem gospodarczym w USA i przed Fed są przez rynek uwzględniane w cenach, a krzywa rentowności amerykańskich obligacji skarbowych jest najbardziej płaska od 2007 r. Spodziewamy się dalszego wypłaszczania krzywej. Jednakże nie spieszylibyśmy się ze stwierdzeniem, że płaska bądź odwrócona krzywa dochodowości jest koniecznie zapowiedzią recesji. Na długi koniec krzywej wpływają teraz inne, bardziej techniczne czynniki, takie jak popyt na amerykańskie duration, zgłaszany przez inwestycje typu LDI (ang. Liability Driven Investments), które pomagają obecnie w utrzymywaniu rentowności na niskim poziomie.

Problemy związane z wymianą handlową oraz zmienność mogą prowadzić do zakładów względem „powrotu do bezpiecznej przystani” w postaci amerykańskich 10-letnich obligacji rządowych, ale średnioterminowa ścieżka dla rentowności jest nadal wyższa przy braku nagłego szoku makroekonomicznego, który w najbliższym czasie uważamy za mało prawdopodobny. Spodziewamy się, że rentowności 10-letnich obligacji amerykańskich przewyższą dotychczasowe przedziały, napędzane bardziej restrykcyjną polityką pieniężną i wciąż korzystne otoczenie makroekonomiczne.

Co piąty pracodawca z branży budowlanej planuje zwiększyć zatrudnienie

Co piąty pracodawca z branży budowlanej planuje zwiększyć liczbę zatrudnionych w ciągu najbliższych trzech miesięcy. To dobra informacja dla osób poszukujących pracy w tym obszarze i sygnał dla pracodawców, że o pracownika może być jeszcze trudniej. Polski sektor budownictwa jest również w czołówce wśród 26 rynków regionu EMEA, gdzie najwięcej firm chce pozyskiwać nowych pracowników. Prognozę zatrudnienia dla branży budowlanej komentuje ekspert ManpowerGroup.

Osoby poszukujące pracy w budownictwie mogą liczyć na bardzo dobre perspektywy zatrudnienia w tej branży. 20% pracodawców z tego sektora planuje powiększać swoje zespoły, 79% nie przewiduje zmian personalnych, a tylko 1% planuje redukcję etatów. Prognoza netto zatrudnienia na ostatni kwartał 2018 roku, zadeklarowana przez polskich pracodawców z branży budowlanej, wynosi +21% i jest najwyższa od blisko dwóch lat. W stosunku do poprzedniego kwartału poprawiła się o 1 punkt procentowy, w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym o 7 punktów procentowych.

Wykres 1. Prognoza netto zatrudnienia dla branży budowlanej w Polsce w ciągu kolejnych kwartałów.

Co piąty pracodawca z branży budowlanej planuje zwiększyć liczbę zatrudnionych w ciągu najbliższych trzech miesięcy
Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

– Tak wysoka prognoza zatrudnienia firm z branży budowlanej to jasny sygnał dla tej części gospodarki, że dalej będzie się rozwijać i potrzebować zasobów ludzkich do realizacji swoich bieżących zamówień, czy nowych inwestycji. Wysoki wskaźnik jest dla kandydatów szukających pracy w tym sektorze zapowiedzią komfortowej sytuacji, ponieważ oznacza, że mogą oni wybrać wśród ofert tę najlepszą i najlepiej płatną. Dla przedsiębiorców natomiast to zdecydowanie niepokojący znak, który zwiastuje jeszcze większe trudności w pozyskiwaniu pracowników do realizacji swoich założeń biznesowych. Od jakiegoś czasu obserwujemy wycofywanie się firm z realizacji inwestycji z powodu niedoboru rąk do pracy, więc długofalowo taka sytuacja na rynku pracy może oznaczać nawet brak możliwości realizacji wygranych przetargów. Wzrost wynagrodzeń pracowników a także wzrost kosztów materiałów budowlanych powoduje, że już teraz największe spółki odnotowują ogromne straty – mówi Dominik Malec, ekspert rynku pracy z agencji zatrudnienia Manpower. – Brakuje zarówno kandydatów na stanowiska niższego szczebla, jak i chętnych do pracy na stanowiskach kierowniczych. Tę lukę pracodawcy częściowo pokrywają pracownikami ze wschodu, niemniej jednak proces zatrudniania i legalizacji pracowników z zagranicy jest skomplikowany i nie gwarantuje w stu procentach zapełnienia potrzeb kadrowych – dodaje Dominik Malec.

Biorąc pod uwagę dane tylko dla sektora budownictwo odnotowane w 26 krajach z regionu EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka), to prognoza dla Polski jest czwartą najwyższą w regionie. Ranking krajów, gdzie w branży budowlanej będzie najłatwiej o pracę otwierają Rumunia (+36%), Węgry (+26%) i Słowenia (+25). Kolejne trzy pozycje w rankingu, za Polską, zajmują Grecja (+17), Izrael (16+) i Niemcy (+14%).

Wzrost cen energii a zyskowność firm – analiza

W ciągu ostatniego roku cena energii elektrycznej w Polsce wzrosła o ponad 50 proc. Sytuacja jest szczególnie trudna dla przedsiębiorstw energochłonnych, które długoterminowo zakontraktowały dostawy swoich produktów. Wzrost ceny energii elektrycznej już wkrótce może przełożyć się na spadek ich zysków.

We wrześniu 2017 r. cena energii elektrycznej wynosiła 164 zł/MWh. Do sierpnia 2018 r. wzrosła ona już o ponad 50 proc., osiągając najwyższy w historii poziom 254,03 zł/MWh. W najtrudniejszej sytuacji znalazły się przedsiębiorstwa energochłonne, m.in. przedsiębiorstwa produkcyjne, zakłady przemysłowe czy huty. W ich przypadku cena energii elektrycznej przekłada się na koszt produkcji, co z kolei ma bezpośredni wpływ na wynik finansowy.wzrost cen energii

Wyższe koszty, niższy EBIT

Na podstawie ubiegłorocznych sprawozdań finansowych przedsiębiorstw z różnych sektorów, eksperci Ayming Polska przygotowali symulację przedstawiającą potencjalny wpływ znacznego wzrostu ceny energii elektrycznej na zysk tych podmiotów. Analizie poddano przedsiębiorstwa z czterech branż: farmaceutycznej, spożywczej, metalurgicznej i produkcji szkła. Jak wynika z analizy, wzrost ceny energii elektrycznej nie powinien mieć istotnego wpływu na zysk przedsiębiorstwa z branży farmaceutycznej. Inaczej wygląda sytuacja w branży spożywczej, gdzie z powodu większej ceny energii przedsiębiorstwo może stracić całą dynamikę zysku za 2019 rok. Zdecydowanie największe straty mogą ponieść przemysłowe przedsiębiorstwa energochłonne. W spółce z przemysłu metalurgicznego spadek zysku może wynieść 8,86 proc., a w przypadku przedsiębiorstwa zajmującego się produkcją szkła – aż 17,12 proc.

wzrost cen energii symulacjaZmienny rynek energetyczny

Pierwsze sygnały zwiastujące niekorzystne zmiany na rynku energetycznym można było zaobserwować w 2017 r. W maju cena węgla energetycznego, który w Polsce wciąż jest głównym źródłem energii, przekroczyła 200 zł/t. Dodatkowo, realizowana przez Unię Europejską polityka klimatyczna, mająca na celu odejście od węgla na rzecz niskoemisyjnych źródeł energii, zaczęła w istotny sposób wpływać na koszt energii w Polsce. W sierpniu 2017 r. cena uprawnień do emisji CO2 wynosiła 5 euro/t, a obecnie jest to już 21,10 euro/t. Ponadto, coraz większemu kosztowi energii sprzyja również wzrost ceny zielonych certyfikatów notowanych na Towarowej Giełdzie Energii – w okresie od czerwca 2017 r. do końca sierpnia 2018 r. zdrożały one aż o 468 proc.

notowania zielonych certyfikatówWzrost ceny energii elektrycznej stał się problematyczny nie tylko dla polskiego przemysłu, ale też dla mniejszych spółek obrotu. Dotyczy to przede wszystkim podmiotów, które licząc na spadek ceny energii i możliwość wypracowania dodatkowej marży, nie zabezpieczyły kontraktów zawieranych z odbiorcami energii. Część z nich już zdecydowała się na znaczne podniesienie cen swoim klientom.

Odbiorcy energii elektrycznej na bieżąco analizujący sytuację na rynku energetycznym mieli szansę zabezpieczyć się przed nadchodzącymi zmianami. Przedsiębiorstwa posiadające zespoły samodzielnie kontraktujące zakup energii elektrycznej czy współpracujące z wyspecjalizowanymi podmiotami, najczęściej dokonywały zakupu energii w pierwszym kwartale 2018 r., unikając w ten sposób dużych podwyżek cen w 2019 r. Część firm zabezpieczyła się też, eliminując w kontraktach z dostawcami zapisy, które w przyszłości umożliwiłyby sprzedawcy wprowadzenie podwyżek ceny energii – komentuje Kamil Chamera, Project Manager w Dziale Zakupów Niestrategicznych w Ayming Polska.

Trudno ocenić, czy to już koniec podwyżek ceny energii elektrycznej. O ile cena węgla energetycznego może się jeszcze zmniejszyć, o tyle dalszy wzrost ceny uprawnień do emisji CO2, wynikający z wdrażania unijnej polityki niskoemisyjnej, wydaje się prawdopodobny.

Przy tak wysokiej cenie czarnej energii, warto sprawdzić możliwości obniżenia pozostałych składników wpływających na końcowy koszt energii elektrycznej. Obecnie udział zielonych certyfikatów w koszcie energii elektrycznej to ponad 27 zł/MWh – w przyszłym roku będzie to już prawie 29 zł/MWh. Z kolei koszt akcyzy od energii elektrycznej to 20 zł/MWh. Redukując wyłącznie wysokość dodatkowych opłat uwzględnionych w koszcie energii elektrycznej, można obniżyć go nawet o kilkanaście procent – podsumowuje Kamil Chamera, Project Manager w Dziale Zakupów Niestrategicznych w Ayming Polska.

Informacje o metodyce:

Dane finansowe analizowanych przedsiębiorstw pochodzą ze sprawozdań finansowych za rok 2017, dostępnych na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości. W latach 2016-2017 cena energii elektrycznej wynosiła średnio 162 zł/MWh, a jej wahania oscylowały w okolicach 10 proc. W związku z tym na potrzeby symulacji koszt energii elektrycznej oraz wypracowany zysk za rok 2017 potraktowano jako reprezentatywny dla roku 2018. W symulacji założono także wzrost zysku przedsiębiorstwa na poziomie 5 proc. rok do roku wyłączając koszty energii i wzrost wolumenu wykorzystanej energii elektrycznej na poziomie 3 proc. rocznie. Cenę energii elektrycznej w roku 2019 oszacowano na podstawie wartości kontraktu BASE_Y-19, z uwzględnieniem kosztu akcyzy od energii elektrycznej, wartości praw majątkowych oraz marży sprzedawcy.

Robotyzacja zmienia rynek pracy – czy jest się czego obawiać?

Nawet 49% czasu pracy w Polsce zajmują zadania, które do 2030 r. mogą zostać zautomatyzowane przy zastosowaniu istniejących już dzisiaj technologii – to odpowiednik aż 7,3 mln miejsc pracy[1]. Strach przed robotyzacją nie jest jednak powszechny i podziela go co dziesiąty Polak[2].

Jak to działa?

Automatyzacja to więcej, niż maszyny wykonujące mechaniczne czynności czy przypominające ludzi androidy. Obejmuje między innymi robotyzację procesów biznesowych (ang. Robotic Process Automation, RPA), czyli technologię pozwalającą wykonywać zadania, które są powtarzalne i nie zależą od subiektywnej oceny człowieka. Roboty, zwane botami lub cyfrowymi pracownikami, mogą więc przeglądać aplikacje, pobierać dane z załączników e-maili, generować raporty, wystawiać faktury i wysyłać je klientom oraz wykonywać dziesiątki innych monotonnych czynności. Wystarczy zaprogramować cały proces raz, aby powtarzały go bezbłędnie nawet przez całą dobę.

Dla małych i dużych graczy

Robotyzacja jest przy tym możliwa (i korzystna) nie tylko w dużych organizacjach. Jej wdrożenie nie wymaga zmiany istniejących systemów informatycznych ani reorganizacji firmowych procesów – narzędzia RPA najczęściej działają na poziomie interfejsu użytkownika (podobnie do pracy człowieka), więc technologia jest dostępna nawet dla małych firm. RPA może obsługiwać procesy kadrowe, księgowe, marketingowe, sprzedażowe, IT, logistyczne, administracyjne, z zakresu obsługi klienta czy reklamacji, a nawet działu prawnego.

Pracownik (nie)zastąpiony

Mnogość zastosowań RPA rodzi pytania o kwestię zabierania nam pracy przez tańsze i szybsze roboty, które nie nudzą się, nie chorują, są dokładniejsze i odporne na stres. Trzeba jednak pamiętać, że firmy decydujące się na robotyzację kierują się zazwyczaj koniecznością redukcji wykonywanych zadań, a nie pracowników. Wyręczając ludzi ze żmudnych obowiązków, np. wprowadzania czy przepisywania danych, roboty umożliwiają im wykorzystanie czasu i energii do bardziej twórczej pracy. Robotyzacja często wiąże się nawet z koniecznością zatrudnienia kolejnych specjalistów i rozwija całkiem nowe zawody.

Robotyzacja w Polsce

Z badań firmy Pirxon zajmującej się robotyzacją procesów biurowych wynika, że wykorzystanie RPA w polskich przedsiębiorstwach to rzadkość – używają go jedynie te z kapitałem zagranicznym. Przy tym aż 99% ankietowanych firm, w których nie wdrożono automatyzacji, nigdy nie słyszało o robotyzacji biurowej[3]. Tymczasem potencjał jest duży – według raportu McKinsley dzięki automatyzacji w 2030 r. PKB Polski może wzrosnąć nawet o 15%­[4]. Aby rozwijać technologię RPA w polskich firmach współpracę z marką Pirxon podjęła Konica Minolta, globalny dostawca usług IT.

Jacek Dróżdż, menedżer działu IT/ECM w firmie Konica Minolta
Jacek Dróżdż, menedżer działu IT/ECM w firmie Konica Minolta

Polscy pracownicy są optymistami w kwestii robotyzacji procesów biznesowych. 46% deklaruje, że pracodawcy dbają o zespół i przygotowują go na wdrożenie automatyzacji, podczas gdy w Europie tego zdania jest tylko 37%[5]. Robotyzacja zmienia biznes i cały nasz rynek pracy, a polskim przedsiębiorstwom daje nowe możliwości rozwoju. Warto wykorzystać ten potencjał do budowania przewagi rynkowej – mówi Jacek Dróżdż, menedżer działu IT/ECM w firmie Konica Minolta.

[1] https://mckinsey.pl/wp-content/uploads/2018/05/Rami%C4%99-w-rami%C4%99-z-robotem_Raport-McKinsey.pdf

[2] Według Raportu „The Workforce View in Europe 2018” („Okiem europejskich pracowników 2018”)

[3] Według raportu „Poziom robotyzacji biurowej w Polsce”

[4] https://mckinsey.pl/wp-content/uploads/2018/05/Rami%C4%99-w-rami%C4%99-z-robotem_Raport-McKinsey.pdf

[5] Według badania ADP Workforce View in Europe 2018

Szukasz pracy? Stwórz CV, które przyciągnie wzrok pracodawcy!

Wysłałeś już setki dokumentów aplikacyjnych i nadal czekasz na kontakt ze strony pracodawcy? Nie wiesz jaki jest powód tego, że twoje CV ląduje w koszu? Rynek pracy rządzi się swoimi prawami. Konkurencja jest ogromna. Podobne kompetencje i wykształcenie, te same zainteresowania. Czym się wyróżnić na tle tłumu, by przyciągnąć wzrok rekrutera i zaprezentować swoje mocne strony na rozmowie o pracę? Zapoznaj się z kilkoma cennymi wskazówkami, które sprawią, że twój telefon nie przestanie dzwonić!

Treść to nie wszystko

Zacznijmy od kwestii technicznych. Na biurko rekrutera niemal codziennie trafia mnóstwo dokumentów aplikacyjnych, które wyglądają tak samo – białe kartki zadrukowane czarną czcionką. Warto zastanowić się nad kolorystyką oraz szatą graficzną swojego życiorysu, aby wpadł w oko czytelnika. A to już połowa sukcesu. Uważaj jednak, żeby nie przesadzić z kolorystyką. Barwy mają  zainteresować, a nie odstraszyć. Wystarczy, że użyjesz innego koloru w nagłówkach poszczególnych sekcji, albo wyeksponujesz najważniejsze rzeczy w swojej karierze. Pamiętaj o stonowanej kolorystyce. Najlepiej sprawdzi się ciemna zieleń, granat. Warto pogrubić niektóre elementy albo zastosować oryginalną ramkę, czy też inny graficzny ozdobnik. Ciekawym rozwiązaniem jest również wydrukowanie dokumentu na kolorowej kartce, jednakże czarne tło z białą czcionką, choć z pewnością oryginalne, nie będzie najlepszym rozwiązaniem.

Ustawienia strony, rodzaj czcionki

Typowe wzory CV znajdują się w orientacji pionowej. Większość osób aplikujących stosuje właśnie taki format. Znajdują się jednak śmiałkowie, którzy próbują zwrócić na siebie uwagę poprzez tworzenie dokumentów aplikacyjnych w poziomie. Taki zabieg raczej nie znajdzie uznania w oczach rekrutera. Lepiej nie ryzykować i postawić na klasykę.

Możemy natomiast poeksperymentować z rodzajem i wielkością czcionki. Zdecydowana większość osób szukających pracy decyduje się  czcionkę używaną najczęściej w korespondencji formalnej i służbowej, czyli Times New Roman. Warto zastanowić się nad wyborem czegoś bardziej oryginalnego, co sprawi, że nasz życiorys będzie wyglądał atrakcyjnie. Verdana, Tachoma, a może Arial? Możliwości jest wiele. Tutaj również trzeba uważać, by nie przesadzić. Tekst musi być czytelny. Nie stosujmy czcionek, które są mało popularne, ponieważ nie mamy pewności, że adresat będzie miał je zainstalowane na swoim komputerze. Zadbajmy również o wzrok rekrutera, ale nie zakładajmy, że jest mocno niedowidzący! 10-12 pkt. będzie wystarczające. Zbyt mała czcionka sprawi, że nikomu nie będzie się chciało czytać naszych dokumentów aplikacyjnych. Zbyt duża przytłoczy rekrutera. Zachowajmy więc umiar także pod tym względem.

Wypunktowania i marginesy

Cała kartka zadrukowana tekstem to jeden z najgorszych błędów, jakie można popełnić przy tworzeniu CV. Pamiętajmy, że koncentracja rekrutera spada z każdym kolejnym dokumentem. Badania dowodzą, że wzrok osoby czytającej skupia się tylko na ściśle określonych miejscach naszego życiorysu. Przeprowadzono 200 pomiarów, które pokazały, że tylko 45% rekruterów zapoznaje się z doświadczeniem kandydata. Następnie analizuje jego dane osobowe, a dopiero na końcu wykształcenie. Na pozostałe elementy często brakuje już czasu.

W związku z powyższym powinniśmy skupić się na zaprezentowaniu naszego doświadczenia w jak najbardziej atrakcyjny sposób. Największe znaczenie mają trzy pierwsze linijki tekstu, które powinny ukazywać ostatnio zajmowane stanowiska. Warto użyć wypunktowań oraz zastosować marginesy, które sprawią, że całość będzie zdecydowanie bardziej czytelna. Dobrze sformatowany tekst świadczy nie tylko o naszym poczuciu estetyki. W ten sposób możemy zaprezentować również nasze umiejętności komputerowe.

Zdjęcie – czy to konieczne?

Żaden pracodawca nie ma prawa wymagać od nas umieszczenia w dokumentach aplikacyjnych zdjęcia. Pamiętajmy jednak, że to może być podstawowy element, który przyciągnie wzrok rekrutera i wyróżni nasze CV spośród innych dokumentów. Dobrze wykadrowane zdjęcie, oryginalne ujęcie, wzbudzi zaufanie pracodawcy i pozwoli spojrzeć na nasza kandydaturę bardziej przychylnym okiem. Przede wszystkim zdjęcie powinno być wklejone do dokumentu, a nie stanowić załącznik do niego. Nie może również zajmować połowy strony, ale musi być wyraźne i dobrej jakości. Warto powierzyć wykonanie zdjęcia profesjonaliście oraz zadbać o odpowiedni ubiór. Jeśli aplikujemy na stanowiska biznesowe, najlepszy będzie garnitur, marynarka, biała koszula. W przypadku stanowisk niższego szczebla, wystarczy odrobina elegancji w stonowanych kolorach. Podstawowym błędem przy wyborze odpowiedniego zdjęcia do dokumentów aplikacyjnych jest „odmładzanie” się kandydata przez umieszczenie fotografii sprzed wieków. Zdjęcie to także element, który ma pomóc rekruterowi skojarzyć daną osobę. Zadbajmy o to, by było ono aktualne.

CV dopasowane do stanowiska

Jeśli aplikujesz na różnorodne stanowiska i stale rozsyłasz te same dokumenty aplikacyjne, nic dziwnego, że nie zostajesz zaproszony na rozmowy w sprawie pracy. To grzech główny osób poszukujących zatrudnienia. Bardzo ważna jest odpowiednia modyfikacja dokumentu i dopasowanie go do stanowiska, na które aplikujemy. To oczywiste, że nie zmienimy swojego życiorysu, ale warto pomyśleć nad tym, co wyróżnić z naszego doświadczenia, na jakie obowiązki zwrócić uwagę. Dobrze jest sformułować na początku CV krótki profil zawodowy, który odpowie na pytanie rekrutera, dlaczego akurat szukasz zatrudnienia na danym stanowisku w tej konkretnej firmie. Kilka ciekawych słów na wstępie będzie zachętą do dalszej lektury.

Pochwal się swoimi osiągnięciami

Zawsze warto wspomnieć w CV o naszych osiągnięciach. Jak je zaprezentować? Bądź oryginalny. Pokaż je za pomocą procentów i liczb. Otrzymałeś nagrodę lub wyróżnienie? Nie zapomnij o tym wspomnieć. Dzięki tym zabiegom zdecydowanie zwiększysz swoje szanse na rozmowę rekrutacyjną.

Stosując się do powyższych wskazówek z pewnością wyróżnisz swoje dokumenty aplikacyjne na tle pozostałych. Pamiętaj jednak, że podstawową zasadą jest umiar. Nie chodzi o to, by szokować, ale wzbudzić zainteresowanie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Zanim zaaplikujesz na wymarzone stanowisko, poproś kogoś bliskiego o wnikliwe przeczytanie twojego życiorysu. Pozwoli to także uniknąć rażących literówek i ukaże reakcje innych na zastosowane przez ciebie zabiegi wyróżniające. Mogą to być cenne spostrzeżenia.

Polacy nie chcą czekać na wizytę do lekarza. Większość płaci więc za świadczenia zdrowotne z własnej kieszeni

Polacy nie chcą czekać na wizytę do lekarza. Większość płaci więc za świadczenia zdrowotne z własnej kieszeni 1

Starzejące się społeczeństwo, zbyt mała liczba lekarzy, niska efektywność i konieczność cyfryzacji – to tylko część z listy wyzwań, które stoją przed polską służbą zdrowia. – Powinniśmy dążyć do wzmocnieniu partnerstwa pomiędzy sektorem publicznym a prywatnym. Największym beneficjentem takiej współpracy będą pacjenci – uważa Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED. Sektor prywatny jest skuteczniej zarządzany, bardziej innowacyjny, szybciej wprowadza nowoczesne technologie, np. z zakresu telemedycyny i przoduje w spersonalizowanej opiece medycznej.  

– Współpraca między sektorem prywatnym a publicznym jest bardzo ważna. Powinniśmy dążyć do tego, żeby ona się pogłębiała i była coraz lepsza. To przyniesie korzyść polskiemu pacjentowi. Sektor prywatny to przede wszystkim sektor efektywności, dobrego zarządzania i innowacji. Są inwestorzy, którzy chcą rozwijać usługi medyczne w naszym kraju. To szczególnie istotne w momencie, w którym teraz jesteśmy, gdzie tego finansowania na opiekę medyczną nie ma zbyt wiele, a potrzeby zdrowotne rosną m.in. ze względu na starzejące się społeczeństwo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Rulkiewicz, prezes Grupy LUX MED.

Ubiegłoroczny raport PwC „Trendy w polskiej ochronie zdrowia” pokazał, że sektor prywatny już w tej chwili dominuje w świadczeniu usług w podstawowej opiece zdrowotnej, opiece ambulatoryjnej, rehabilitacji, opiece długoterminowej czy leczeniu uzdrowiskowym. Jedynie leczenie szpitalne pozostaje domeną świadczeniodawców publicznych. Jednak rentowność i jakość świadczonych usług jest wyższa w tych szpitalach, w których zaangażowany jest kapitał prywatny.

Długie kolejki do lekarzy i nisko oceniana jakość publicznej służby zdrowia powodują, że już teraz Polacy wydają z własnej kieszeni średnio 40 mld zł rocznie na świadczenia prywatne. Z badań CBOS wynika, że niezadowolona z działania NFZ jest większość Polaków, a ponad połowa leczy się prywatnie.

Wrześniowe badanie przeprowadzone przez Havas Media Group na zlecenie Polskiej Izby Ubezpieczeń pokazało, że zdaniem 53 proc. Polaków czas oczekiwania na wizytę u specjalisty oraz badania diagnostyczne powinien być nie dłuższy niż 3 dni. Tymczasem dziś w ramach NFZ trzeba na nią czekać około trzech miesięcy. W efekcie tylko co trzeci Polak korzysta wyłącznie z publicznej opieki zdrowotnej. Natomiast ponad połowa korzysta zarówno z prywatnych, jak i publicznych świadczeń – co oznacza, że ponoszą podwójne koszty. Niemal 90 proc. robi to ze względu na długi czas oczekiwania w kolejce do publicznej opieki zdrowotnej.

 Powinniśmy wykorzystać dorobek sektora prywatnego, jego umiejętności, silne strony oraz zastanowić się, gdzie jest jego miejsce w całym systemie ochrony zdrowia. Moim zdaniem dzisiaj system – bez sektora prywatnego – nie będzie rozwijał się dobrze, dlatego że 38 mln Polaków potrzebuje lepszej opieki medycznej, a wyzwań jest bardzo dużo. Dlatego współpraca i pogłębianie jej, zastanawianie się, gdzie i jak możemy wspólnie budować lepszy system, są absolutnie istotne – podkreśla Anna Rulkiewicz.

Prawie połowa Polaków jest otwarta na współfinansowanie opieki zdrowotnej, a 80 proc. chciałoby, aby to pracodawcy zapewnili im okresowe wizyty u lekarza.

Bezrobocie już znacząco nie zmaleje. Rząd chce zachęcać Polaków do powrotu z zagranicy i ściągać pracowników z Filipin

Bezrobocie już znacząco nie zmaleje. Rząd chce zachęcać Polaków do powrotu z zagranicy i ściągać pracowników z Filipin 2

W sierpniu padł kolejny rekord poziomu bezrobocia, które obecnie wynosi 5,8 proc. – wynika z danych resortu pracy. Jak wynika z prognoz, w najbliższych miesiącach nie należy się już spodziewać znaczących spadków, choć do zaktywizowania wciąż pozostaje duża grupa osób starszych i długotrwale bezrobotnych. Rząd chce także ściągnąć Polaków z zagranicy, m.in. dzięki pożyczkom na start własnej działalności, oraz stawia na imigrantów. Nowe przepisy wprowadzą szereg ułatwień dla obcokrajowców, którzy chcieliby pracować w Polsce.

Rekordowo niskie bezrobocie w Polsce utrzymuje się już od kilkunastu miesięcy. W sierpniu stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc. i zmalała względem lipca o 0,1 pkt proc. Liczba bezrobotnych spadła o 2,2 tys. osób do 959,5 tys. – to o ponad 15 proc. mniej niż przed rokiem.

W najbliższych dwóch miesiącach będzie jeszcze lekki spadek bezrobocia, ale już nie tak gwałtowny. W zasobach bezrobotnych są osoby długotrwale bez pracy i osoby starsze, które są najliczniejszą grupą, najtrudniejszą do zaktywizowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Stanisław Szwed, sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. – W planie budżetu na 2019 rok stopa bezrobocia została określona na poziomie 5,6 proc., choć to oczywiście zamierzenia. Natomiast – mówiąc o liczbach bezwzględnych – bezrobocie dotyka poniżej miliona osób i to są dobre dane.

Według danych Eurostatu z końca sierpnia stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 3,5 proc. (Eurostat używa innej metodologii niż GUS). Niższy odsetek bezrobotnych zarejestrowano tylko w Czechach (2,3 proc.) i w Niemczech (3,4 proc.). Ogółem w 28 krajach Unii Europejskiej sytuacja także jest pod tym względem bardzo dobra: stopa bezrobocia wynosi 6,8 proc. (co przekłada się na 16,8 mln bezrobotnych) i jest najniższa od dekady.

Jak informowała w tym miesiącu szefowa resortu pracy Elżbieta Rafalska – ministerstwo będzie się skupiać teraz na zapewnieniu pracowników w branżach, w których są znaczące deficyty oraz na zachęcaniu Polaków, którzy wyjechali do pracy za granicę, aby wrócili do Polski.

Nowelizacja ustawy o rynku pracy, przygotowana przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jest po konsultacjach i uzgodnieniach międzyresortowych, do których trafiła na początku lipca. Jej celem jest m.in. zwiększenie elastyczności działania urzędów pracy, aby mogły efektywniej aktywizować osoby długotrwale bezrobotne, oraz zachęcenie polskich obywateli do powrotu z zagranicy dzięki preferencyjnym pożyczkom na założenie działalności gospodarczej bez konieczności rejestracji w urzędzie pracy.

W naszej propozycji ustawy o rynku pracy podtrzymujemy preferencyjną ścieżkę dla obywateli sześciu państw, czyli Ukrainy, Rosji, Białorusi, Gruzji, Armenii i Mołdawii. Dzisiaj oświadczenia mogą być wydawane na 6 miesięcy w ciągu roku. Wydłużymy ten okres do 12 miesięcy w ciągu 18 miesięcy, czyli krótkoterminowa praca będzie mogła być wykonywana do jednego roku i będzie to dotyczyło tych sześciu państw. W ramach tych ułatwień jest grupa prawie 300 branż i zawodów, które są tzw. zawodami deficytowymi, w których potrzebujemy rąk do pracy. Tu też będą preferencje – mówi Stanisław Szwed.

Będą one polegać na zniesieniu obowiązku przeprowadzania tzw. testu pracy, czyli badania, czy na dane stanowisko nie można zatrudnić obywatela Polski.

Kolejne ułatwienie polega na tym, że jeżeli pracownik przyjeżdżający do nas z państw trzecich podejmie pracę na podstawie umowy o pracę bądź ozusowanej umowy-zlecenie, to po tym okresie będzie się mógł ubiegać o pobyt stały i legalnie pracować w Polsce w trakcie oczekiwania na decyzję – mówi Stanisław Szwed. – Chcemy wprowadzać ułatwienia, ale mamy świadomość, że przede wszystkim musi być zachowane bezpieczeństwo i jest konieczność sprawdzenia tych osób, które do nas przyjeżdżają.

Jak dodaje, trwają również rozmowy z rządem Filipin dotyczące możliwości zawarcia obustronnego porozumienia o zatrudnianiu pracowników.

Czekamy na propozycje ze strony filipińskiego rządu. Tam działa państwowa agencja zatrudnienia, która wysyła pracowników do pracy, my również byśmy taką agendę przygotowali, w takich zawodach jak opieka nad osobami starszymi czy budownictwie. Filipiny byłyby pożądanym kierunkiem. Równolegle będziemy dalej współpracować z MSWiA i Ministerstwem Rozwoju, które odpowiadają za politykę migracyjną, nad dłuższą perspektywą. Czyli z jednej strony – zmiany dotyczące dłuższych pobytów cudzoziemców w zawodach wysoko wykwalifikowanych, z drugiej ułatwienia dla tych, którzy u nas studiują i będą chcieli podjąć pracę w naszym kraju – podkreśla Szwed.

Hybrydowe sale operacyjne przełomem w leczeniu pacjentów. Kolejna została otwarta w szpitalu w Olsztynie

Hybrydowe sale operacyjne przełomem w leczeniu pacjentów. Kolejna została otwarta w szpitalu w Olsztynie 3

Hybrydowa sala operacyjna, wyposażona w ultranowoczesny sprzęt oraz zdolna pomieścić kilka zespołów lekarzy różnych specjalizacji, to jedna z większych innowacji w leczeniu pacjentów. Taką salę ma jak na razie tylko kilka szpitali w Polsce. Kolejna została właśnie oddana do użytku lekarzy i pacjentów w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie.

– Hybrydowa sala operacyjna umożliwia równoczesne wykonywanie zarówno inwazyjnych, jak i małoinwazyjnych zabiegów. W jednym czasie i w jednym miejscu lekarze z różnych specjalizacji mogą rozwiązać wszystkie problemy pacjenta. Do tej pory wymagało to kilku hospitalizacji na różnych oddziałach. Teraz można je rozwiązać jednocześnie, przy wsparciu zaawansowanej diagnostyki obrazowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Irena Kierzkowska, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie.

Hybrydowa sala operacyjna jest w stanie pomieścić kilkunastu specjalistów, anestezjologów i lekarzy różnych specjalizacji, którzy mogą ze sobą współpracować w trakcie zabiegu, tworząc interdyscyplinarny zespół. Jest również wyposażona w szereg innowacji i najnowocześniejszy sprzęt, w tym angiograf, aparat rentgenowski, który umożliwia oglądanie naczyń i serca z różnych stron, aparat do krążenia pozaustrojowego, respirator, sprzęt do badania echa serca oraz specjalny stół operacyjny, na którym wykonywane są zabiegi.

– Angiograf daje możliwość pracy zarówno chirurgom naczyniowym, jak i radiologom oraz kardiologom. Jest to wysokiej klasy urządzenie, które zapewnia bezpieczeństwo pracy i bardzo dobre obrazowanie. Oprócz tego sala jest wyposażona w echokardiograf z możliwością badań przezprzełykowych, ultrasonograf z możliwością badań naczyniowych, urządzenie do badań wewnątrznaczyniowych i znieczulenia pacjenta. Mamy też zestaw do kontrapulsacji aortalnej, czyli bardzo ważny element do podtrzymywania krążenia – mówi dr n. med. Jerzy Górny, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie.

To znacznie zwiększa bezpieczeństwo pacjenta, a także skuteczność interwencji chirurgicznej. Takie sale to innowacja. Wyposażonych w nie jest jak dotąd tylko kilka największych i najbardziej wyspecjalizowanych szpitali w Polsce. W lipcu, przy wsparciu Siemens Healthcare, taka sala operacyjna została otwarta w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Opolu. Kolejna została właśnie oddana w szpitalu wojewódzkim w Olsztynie.

– Sala jest wyposażona w narzędzia diagnostyczne bardzo wysokiej klasy, wysoko specjalistyczne. Zabiegowcy mogą już w trakcie operacji weryfikować problem medyczny poprzez diagnostykę, która towarzyszy im na sali hybrydowej. Pierwsze zabiegi na sali hybrydowej już się odbyły, kolejne mamy zaplanowane. Duże pole do popisu będzie miała kardiochirurgia z kardiologią oraz chirurgia naczyniowa z radiologią inwazyjną. Od tego zaczniemy – mówi Irena Kierzkowska.

– Są to zabiegi głównie na naczyniach, naczyniach wieńcowych i obwodowych, aorcie. To całe spektrum zabiegów, w tym również wszczepianie różnych urządzeń, na przykład kardiowerterów-defibrylatorów oraz usuwanie elektrod endokawitarnych, co można zrobić tylko na sali operacyjnej – dodaje dr n. med. Jerzy Górny.

Jak podkreśla, hybrydowa sala operacyjna zapewni przede wszystkim bezpieczeństwo i większy komfort pacjentom, którzy unikają długotrwałej, często kilkukrotnej hospitalizacji. Ponadto pacjentów zwykle trzeba było transportować w inne części szpitala, w których znajdował się sprzęt do diagnostyki obrazowej. Ponieważ sala hybrydowa jest w nie wyposażona, nie będzie już takiej konieczności. Pełną diagnostykę obrazową i zabieg chirurgiczny będzie można przeprowadzić w tym samym czasie i miejscu.

– Leczymy pacjentów z całego województwa, często z wieloma różnymi schorzeniami. W tym momencie możemy pacjentowi zaproponować wykonanie kilku zabiegów na jednej sali, w trakcie jednego znieczulenia, jednego zabiegu. To skraca czas zabiegu, jest korzystniejsze zarówno dla nas, jak i dla pacjenta – mówi dr n. med. Grzegorz Wasilewski, kierownik Zakładu Radiologii i Diagnostyki Obrazowej Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie.

Skrócenie czasu zabiegów, możliwość wykonywania ich jednocześnie i z dostępem do pełnej diagnostyki obrazowej oznacza też komfort pracy dla lekarzy. W przypadku powikłań czy komplikacji w trakcie zabiegu mogą oni skorzystać z angiografu i reagować na bieżąco. Ponadto aparat rentgenowski, w który jest wyposażona sala hybrydowa, zmniejsza dawkę promieniowana, na które narażony jest zarówno pacjent, jak i personel medyczny.

– Sala hybrydowa jest jednym z najnowocześniejszych miejsc, jakie mogą być aktualnie dostępne na bloku operacyjnym. Umożliwia wykonywanie bardzo szerokiego zakresu zabiegów o wysokim stopniu trudności. Dla pracowników jest to wygoda pracy na nowym sprzęcie, komfort pracy, bezpieczeństwo, możliwość wykonywania dużo większej liczby zabiegów, które do tej pory nie zawsze były możliwe – mówi dr n. med. Grzegorz Wasilewski.

Hybrydowa sala operacyjna w olsztyńskim szpitalu została sfinansowana z programu Polkard, który realizuje Ministerstwo Zdrowia. Koszt inwestycji wyniósł ponad 3 mln zł. Placówka otrzymała również na ten cel blisko 1 mln zł dotacji z Urzędu Marszałkowskiego. Sala została wyposażona m.in. w sprzęt firmy Siemens Healthcare, specjalizującej się w medycznych innowacjach.

– Bardzo się cieszymy, że mamy salę hybrydową w szpitalu wojewódzkim, szpitalu samorządowym regionu Warmii i Mazur. Myślę, że jest to wyróżnik nie tylko w skali regionu, lecz także całego kraju, bo to są urządzenia najnowszej generacji, a co za tym idzie – możliwość kompleksowego leczenia pacjentów. Jest to z pewnością wielka wartość dla szpitala wojewódzkiego w Olsztynie – mówi Gustaw Marek Brzezin, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego.

Boeing zacieśnia współpracę z Polską Grupą Zbrojeniową. Zawarte porozumienie otwiera nowe możliwości dla krajowego przemysłu

Boeing zacieśnia współpracę z Polską Grupą Zbrojeniową. Zawarte porozumienie otwiera nowe możliwości dla krajowego przemysłu 4

Współpracę przy projektach związanych ze śmigłowcami AH-64 Apache w ramach programu Kruk zakłada podpisane niedawno porozumienie pomiędzy Polską Grupą Zbrojeniową i koncernem Boeing. Śmigłowce Apache, używane przez siły zbrojne szesnastu państw, są także brane pod uwagę przez Polskę. Spółki z Polskiej Grupy Zbrojeniowej są w stanie zapewnić zarówno bieżącą obsługę techniczną śmigłowców, jak i zaopatrzenie w części i inne wsparcie, jakie będzie potrzebne – zapewnia przedstawiciel Boeing Defence, Space & Security.

– Podpisane porozumienie z Polską Grupą Zbrojeniową otwiera nowe możliwości współpracy. Określa, jak będzie wyglądała nasza współpraca z PGZ w poszczególnych dziedzinach. Nie tylko w zakresie obsługi technicznej śmigłowców Apache, jeśli zostaną zakupione przez MON, lecz także w zakresie zabezpieczenia ich eksploatacji, zaopatrzenia w części zamienne oraz w razie potrzeby produkcji tych części – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Gene Cunnigham, wiceprezes ds. sprzedaży globalnej Boeing Defence, Space & Security.

Na początku września Boeing i Polska Grupa Zbrojeniowa podpisały porozumienie dotyczące współpracy przy projektach biznesowych związanych z platformą AH-64 Apache w ramach wsparcia programu Kruk, który zakłada pozyskanie śmigłowców uderzeniowych nowego typu dla polskich Sił Zbrojnych. MON zamierza kupić 32 takie maszyny, które docelowo mają zastąpić śmigłowce Mi-24.

AH-64 Apache jest obecnie rozważany przez polski rząd jako rozwiązanie, które spełnia wymogi dotyczące śmigłowców bojowych. W ramach porozumienia Boeing i PGZ opracowują możliwości współpracy w zakresie wsparcia, utrzymania i modernizacji systemów obronnych, integracji polskich systemów na platformie AH-64 Apache i wzmocnienia zdolności produkcyjnych. Porozumienie zakłada również włączenie spółek z grupy PGZ w globalny łańcuch dostaw Boeinga i rozwijanie ich zaawansowanych zdolności przemysłowych.

– Współpracujemy z PGZ już od kilku lat. Ten czas poświęciliśmy na to, żeby rozpoznać możliwości i moce produkcyjne spółek zależnych grupy. Ponadto chcieliśmy się zorientować, w jakim stopniu spółki PGZ mogą zapewnić obsługę techniczną i wsparcie eksploatacyjne dla śmigłowców Apache i innych maszyn – mówi Gene Cunnigham.

Jako przykład możliwości polskich spółek z grupy PGZ przedstawiciel Boeinga wskazuje bojowy egzemplarz śmigłowca Apache zasilany przez urządzenie LUZES II/M produkcji Wojskowego Centralnego Biura Konstrukcyjno-Technologicznego. Maszyna wraz z polskim urządzeniem została zaprezentowana podczas tegorocznych targów MSPO w Kielcach.

– To jest namacalny dowód możliwości polskiego przemysłu, jeśli chodzi o wsparcie eksploatacji tego statku powietrznego. Jesteśmy przekonani, że PGZ ma duże możliwości pod tym względem, w szczególności jej spółki o charakterze lotniczym. Są one w stanie zarówno zapewnić bieżącą obsługę techniczną śmigłowców Apache, jak i zaopatrzenie w części i wszelkiego rodzaju wsparcie, jakie będzie potrzebne – mówi Gene Cunnigham.

AH-64E Apache to najbardziej zaawansowany śmigłowiec bojowy, produkowany obecnie między innymi na potrzeby wojsk lądowych USA. Śmigłowce Apache są aktualnie używane przez siły zbrojne 16 państw.

Boeing Defence, Space & Security, jedna z trzech największych firm zbrojeniowych na świecie, sukcesywnie wzmacnia współpracę z polskimi firmami z przemysłu obronnego i lotniczego. W maju 2016 roku koncern podpisał już z Polską Grupą Zbrojeniową list intencyjny dotyczący współpracy w ramach przedsięwzięć związanych ze śmigłowcem AH-64E Apache oraz programów takich jak CH-47 Chinook, V-22 Osprey, wywiadu lotniczego, programów obserwacji oraz rozpoznania, jak również systemów kosmicznych i satelitarnych.

Nowe technologie nie zastąpią prawników, ale ułatwią im wykonywanie pracy. Dziś korzysta z nich niewiele kancelarii

Nowe technologie nie zastąpią prawników, ale ułatwią im wykonywanie pracy. Dziś korzysta z nich niewiele kancelarii 5

Tylko niewielka grupa kancelarii wykorzystuje zaawansowane narzędzia informatyczne. Zdecydowana większość pracuje analogowo. Problemem jest brak rozwiązań, które odpowiadają na realne potrzeby prawników i odciążyłyby ich od żmudnych prac administracyjnych. Pojawiają się jednak programy, które ułatwiają pracę prawnikom, m.in. te oparte o sztuczną inteligencję, wykorzystywane do analizy dużej liczby dokumentów – ocenia Tomasz Zalewski, założyciel Fundacji LegalTech Polska.

 Technologie mogą pomóc prawnikom nie tyle w zmianie sposobu pracy, ile mogą odciążyć ich od najrozmaitszych czynności administracyjno-biurowych, które odciągają ich od tego, co stanowi esencję pracy prawnika, czyli pomagania ludziom w rozwiązywaniu ich problemów – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Zalewski, radca prawny, założyciel Fundacji LegalTech Polska.

Z raportu „Diagnoza potrzeb prawników w zakresie wykorzystywania narzędzi informatycznych w usługach prawniczych”, opublikowanego przez Fundację LegalTech Polska, wynika, że prawnicy oczekują elektronicznego dostępu do statusu prowadzonych spraw, dostępu do szablonów i przykładów online (po ok. 63 proc.), dostępu do informacji i publikacji online (60,7 proc.) oraz możliwości automatycznego generowania raportów, tabeli dokumentów prawnych (59,3 proc.). Obecnie prawnicy narzekają na uciążliwość prac administracyjnych, stricte biurowych, jak rejestracja czasu pracy, rejestracja zlecenia czy pozyskanie klientów.

– Z jednej strony jest bardzo dużo oprogramowania, które teoretycznie może pomóc prawnikom. Z drugiej strony większość prawników twierdzi, że te narzędzia są niedostosowane do ich oczekiwań i realnych potrzeb. Specyfika pracy prawników chyba nie jest jeszcze dostatecznie rozpoznana przez twórców tego typu narzędzi i w związku z tym występuje niedostosowanie oferty do realnych potrzeb prawników – wskazuje Tomasz Zalewski.

Prawnicy narzekają na brak kompleksowego narzędzia, które uwzględniałoby specyfikę pracy kancelarii prawnej, ale też konkretnych jej typów, np. zapewnienie kompleksowego narzędzia jedynie dla kilkuosobowego zespołu prawników czy dla kancelarii działającej w specyficznym obszarze. Niektóre kancelarie zniechęca również to, że wprowadzenie rozwiązań informatycznych wiąże się z dodatkowymi kosztami oraz obowiązkiem przeszkolenia pracowników. Często to także kwestia niechęci zarządu do wprowadzenia nowych technologii. Z drugiej jednak strony, jeśli pojawiają się odpowiednie rozwiązania, to są możliwe do zastosowania tylko w wąskim zakresie.

– To, czego prawnicy rzeczywiście potrzebują, to narzędzi, które będą ich wspierać w naturalnym cyklu pracy, w każdym elemencie pracy z klientem. Chodzi o narzędzia, które ułatwiają im komunikację z klientem, zwłaszcza komunikację szyfrowaną bądź chronioną, co jest wymogiem współczesnych czasów, a także uwzględniają tajemnicę zawodową i rozwiązania wspierające ich w tworzeniu dokumentów, które są podstawowym sposobem wyrażania myśli przez prawników. Te najczęściej są wciąż tworzone w sposób dosyć manualny, wymagający dużego zaangażowania czasu i pracy – tłumaczy założyciel Fundacji LegalTech Polska.

Zdaniem Tomasza Zalewskiego najbardziej zaawansowanymi programami obecnie są te do wyszukiwania informacji. Oparte o sztuczną inteligencję pozwalają po kluczowych frazach odszukać potrzebne dokumenty z tomów akt. Zbieranie informacji o stanie orzecznictwa i prawa jest uciążliwe dla 41 proc. prawników, przede wszystkim ze względu na obszerność orzecznictwa, zmiany ustawodawstwa i nowe regulacje prawne.

Jak podkreślają eksperci, sztuczna inteligencja nie zastąpi pracy prawników. Wprowadzone kilka lat temu wirtualne kancelarie upadły.

 Prawnicy ciągle będą musieli być ludźmi z krwi i kości, którzy będą kontaktować się z ludźmi, którym pomagają. Jestem natomiast przekonany, że coraz to nowe narzędzia technologiczne bardzo ułatwią to zadanie. Pozwolą się prawnikom skoncentrować tylko na świadczeniu pomocy prawnej, natomiast odciążą od żmudnej pracy związanej z formatowaniem dokumentów, rozliczaniem czasu pracy, przygotowaniem ofert i innymi czynnościami, na które obecnie w kancelarii poświęcamy bardzo dużo czasu – przekonuje Tomasz Zalewski.

Egzoszkielety pomagają uzyskać nadludzkie siły. Znajdują zastosowanie w edukacji, medycynie oraz wojsku

Egzoszkielety pomagają uzyskać nadludzkie siły. Znajdują zastosowanie w edukacji, medycynie oraz wojsku 6

Dzięki połączeniu ludzkiego ciała ze specjalnymi, mechanicznymi szkieletami możliwe jest uzyskanie znacznie wyższej sprawności fizycznej. Egzoszkielety coraz częściej stosowane są w medycynie, zwłaszcza przy rehabilitacji. Zrewolucjonizowały też obowiązki żołnierzy w czasie misji, m.in. w Afganistanie. We wspomagające przy obsłudze linii produkcyjnych bioniczne szkielety zostali wyposażeni także pracownicy zakładów Forda. Najnowszy wynalazek LG ma wesprzeć człowieka właśnie w sektorze produkcyjnym.

– CLOi Suit Bot jest robotem „ubieralnym”, który zadebiutował na targach IFA. Nie jest to robot autonomiczny – niezbędny jest człowiek, który obsługuje to urządzenie. Zakładany jest na dolną część ciała i został zaprojektowany w celu zapewnienia większej stabilności, siły i bezpieczeństwa w miejscu pracy. To robot do zastosowania komercyjnego, przeznaczony do noszenia w miejscu pracy, takim jak zakład produkcyjny czy skład, gdzie niezbędne jest wielokrotne podnoszenie ciężkich przedmiotów, towarów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Ken Hong, szef komunikacji w LG Electronics.

Egzoszkielety, czyli przenośne bioniczne szkielety, początkowo były wykorzystywane do wzmacniania mięśni żołnierzy. Pozwalają zwielokrotnić siłę i ograniczają zmęczenie. Znalazły zastosowanie np. podczas misji w Afganistanie, gdzie żołnierze mogli dźwigać ciężki sprzęt na dużych odległościach. Technologia poszła krok dalej, powstała już zbroja przyszłości, czyli bojowe umundurowanie z wbudowanym egzoszkieletem, które ochrania przed kulami, są też w stanie zahamować niewielkie krwawienie.

Podobne rozwiązania stosowane są też w medycynie, przede wszystkim w rehabilitacji. Poruszają stawami pacjenta, pozwalają na wykonywanie podstawowych ruchów. Coraz częściej po egzoszkielety sięga branża przemysłowa.

– Obecnie koncentrujemy się na zastosowaniu przemysłowym, nie na wojskowym; planujemy również wprowadzić zastosowania w medycynie. Obecnie jednak główną uwagę skupiamy na zastosowaniu przemysłowym, które znacząco różni się od zastosowania w przemyśle zbrojeniowym czy medycynie – wskazuje Ken Hong.

Niedawno w egzoszkielety zostali wyposażeni pracownicy piętnastu fabryk Forda. Zmniejszają obciążenie górnych kończyn, poprawiają kondycję fizyczną i stan zdrowia pracowników. Naukowcy obliczyli, że pracownik fabryki Forda podnosi ręce średnio 4,6 tys. razy dziennie. Egzoszkielety, które przejmują na siebie ciężar do 7 kg, są przez pracowników Forda wykorzystywane w 86 proc. pracy. Istnieją też rękawice egzoszkieletowe, które wspierają chwytanie narzędzi i w ten sposób ułatwiają pracę robotnikom.

– Obserwując na całym świecie zakłady produkcyjne i magazyny znajdujące się w krajach, gdzie zatrudnienie w tych sektorach jest duże, można zauważyć wiele osób, które doznają urazów, nadwyrężają kręgosłup, lub osłabienia kończyn z powodu przeciążenia. Uważam, że jest to naprawdę duży rynek, nawet większy niż przemysł zbrojeniowy i branża medyczna – przekonuje ekspert LG Electronics.

Opracowany przez LG CLOi SuitBot wspiera stopy, nogi i odcinek lędźwiowy człowieka, pozwalając przenosić cięższe towary i przy okazji odciążając kręgosłup. Sprawdzi się nie tylko w halach produkcyjnych czy w magazynach, lecz także poprawi jakość życia osobom, które spędzają większość czasu na krześle. Dzięki wbudowanemu systemowi sztucznej inteligencji, urządzenie monitoruje stan zdrowia, dopasowuje też swoją pracę do aktualnych warunków.

– Dzięki technologii ThinQ, CLOi będzie uczył się od swojego użytkownika jego ruchów i z czasem nauczy się, jak lepiej dopasować swoje ruchy do ruchów użytkownika. Możliwe jest to dzięki sztucznej inteligencji i zastosowanemu oprzyrządowaniu – zaznacza Ken Hong.

CLOi SuitBot może się łączyć z innymi robotami firmy i w ten sposób stać się częścią inteligentnej sieci roboczej, która dostarczy niezbędnych informacji w takich branżach, jak produkcja, logistyka i dystrybucja. Egzoszkielety mają coraz szersze zastosowanie. Oprócz przemysłu zbrojeniowego, medycyny czy szeroko pojętej dystrybucji mogą znaleźć zastosowanie w edukacji, np. poprzez specjalne rękawice, które nauczą gry na instrumentach.

Global Market Insights szacuje, że wartość rynku egzoszkieletów może do 2024 roku sięgnąć 3,4 mld dol.

Innowacyjne urządzenia poprawią komfort snu. Obudzą ulubionym zapachem, a po zaśnięciu automatycznie rozwiną rolety, wyłączą światła i telewizor

Innowacyjne urządzenia poprawią komfort snu. Obudzą ulubionym zapachem, a po zaśnięciu automatycznie rozwiną rolety, wyłączą światła i telewizor 7

Coraz więcej inteligentnych urządzeń podłączonych do internetu dba o nasze zdrowie i samopoczucie. Przeciętny człowiek jedną trzecią swojego życia przesypia, a jeszcze więcej czasu spędza w sypialni. Dlatego na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń i aplikacji tworzących inteligentną sypialnię – oświetlenie, które rano symuluje wschód słońca, poduszki emitujące cichy dźwięk za pomocą wibracji czy systemy aktywnie maskujące dźwięki spoza sypialni. System inteligentnej sypialni Sleepace, dzięki montowanym bezpośrednio w urządzeniach czujnikom, pozwala automatycznie zasłonić rolety, wyłączyć światła czy telewizor, a nawet regulować temperaturę i wilgotność.

– Inteligentna sypialnia polega na tym, że dzięki specjalnym czujnikom wiemy, kiedy ktoś położy się na łóżku. Wówczas możemy włączyć specjalną muzykę, która pomoże mu zasnąć. Gdy zaśnie, automatycznie zasłonimy rolety, wyłączymy światła i telewizor. Możemy także regulować temperaturę i wilgotność w pomieszczeniu zależnie od fazy snu, zapewniając optymalne warunki do snu. O poranku, gdy znajduje się w fazie snu płytkiego, możemy ją obudzić w naturalny sposób, zapalając światło zbliżone do słonecznego i odpowiednią muzykę – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje David Huang, szef firmy Sleepace.

Inteligentny pasek z czujnikami Sleepace, mierzącymi m.in. tętno, instaluje się w łóżku lub w poduszce. Wykrywa, w jakiej fazie snu aktualnie przebywa człowiek. Po zebraniu informacji i połączeniu się z innymi elementami inteligentnego domu, takimi jak automatyczne żaluzje, oświetlenie, klimatyzator czy nawilżacz powietrza, system może automatycznie nimi sterować z poziomu aplikacji mobilnej.

W ramach inteligentnej sypialni dostępne są m.in. inteligentne lampki, które gasną i zapalają się w odpowiednim momencie, a dodatkowo potrafią obudzić ulubionym zapachem. Inteligentna opaska na oczy z wbudowanym głośnikiem automatycznie wyłączy muzykę, gdy wykryje, że człowiek zasnął.

– Urządzenia do monitorowania i poprawiania jakości snu można umieścić pod prześcieradłem lub wewnątrz materaca czy poduszki. Monitorują one tętno, oddech czy ruchy ciała. Następnie o poranku możemy się zapoznać z analizą naszego snu oraz wskazówkami dotyczącymi jego poprawy. Urządzenie może także przekazywać te bardzo istotne informacje do aplikacji mobilnej – tłumaczy David Huang.

Inteligentna sypialnia smart to również oświetlenie, którym można sterować ze smartfona. System Phillips Hue pozwala na symulowanie wschodu słońca poprzez stopniowe zapalanie światła lub wybór relaksujących barw, ułatwiających zasypianie wieczorem. Aplikacja F.lux z kolei automatycznie wykrywa ilość dostępnego światła, godzinę i lokalizację geograficzną, aby o odpowiedniej porze dopasować wyświetlane kolory tak, by korzystanie z telefonu czy tabletu nie powodowało problemów z zaśnięciem. Najnowszym elementem systemu Sleepace jest natomiast grafenowa opaska do relaksowania oczu, nagrzewająca się do 35 stopni w zaledwie trzy sekundy.

Poduszka Dreampad emituje relaksacyjną muzykę za pomocą wibracji – dźwięk przenosi się poprzez wibracje ciała leżącej na poduszce osoby tak, że relaksujące dźwięki słyszy tylko ona. Z dobiegającym z zewnątrz hałasem poradzi sobie także Nightingale Smart Home Sleep System – wbudowane mikrogłośniki aktywnie maskują odgłosy spoza sypialni, które mogą utrudniać zasypianie. System przyspiesza zasypianie nawet o 38 proc.

– Według danych statystycznych na świecie nawet 20 proc. ludzi cierpi na problemy ze snem. W Chinach odsetek ten jest wyższy i wynosi 38 proc., a w niektórych dużych miastach nawet 50 proc. Jest to zatem bardzo poważny problem. Sen pochłania około 1/3 naszego czasu. Obecnie coraz więcej osób zwraca zatem uwagę na jakość swojego snu i jest gotowych wydać pieniądze na jej poprawę – ocenia ekspert.

Według analityków MarketsandMarkets, wartość rynku inteligentnego domu w 2023 roku wyniesie prawie 138 mld dol.

Jak będzie wyglądać HR przyszłości?

Współczesne technologie pomagają rekruterom w szybkim kontakcie kandydata z pracodawcą, a przede wszystkim ułatwiają znalezienie idealnie dopasowanego pracownika do wymogów danego stanowiska pracy. Wykorzystując nowoczesne rozwiązania cyfrowe i Virtual Reality, przedsiębiorstwa mogą zoptymalizować swoje działania onboardingowe oraz podnieść skuteczność samej rekrutacji. Z tego względu spółka OTTO Work Force zainwestowała we własne R&D – Innowations Lab, zajmujące się opracowaniem i wdrażaniem nowych rozwiązań w obszarze Zarzadzania Zasobami Ludzkimi.

Jak algorytmy pomagają w znalezieniu idealnego pracownika?

Dzięki pracy ekspertów z Innovations Lab, udało się stworzyć inteligentny system Best Match, polegający na dobieraniu pracowników na konkretne stanowiska w firmie do konkretnych klientów. Działa on poprzez przetwarzanie big data (dużej ilości danych) na podstawie profilu idealnego kandydata („Best Performers”), tworzonego przy udziale Klienta. Wykorzystanie tych funkcjonalności wpływa na podniesienie produktywności i satysfakcji przyszłego pracownika, minimalizuje również ryzyko szybkiej rezygnacji z podjętej pracy, co również wykazał przeprowadzony program pilotażowy.

Rekrutacja odbywa się natomiast poprzez zdigitalizowany proces wykorzystujący autoselekcję na podstawie formularzy zgłoszeniowych on-line. Algorytmy dobierają najlepszych kandydatów, którzy zostaną zaproszeni na rozmowę. Również dopełnianie formalności związanych z zatrudnieniem zostało usprawnione – w tym momencie około 90% umów w OTTO Work Force zawieranych jest za pomocą podpisu elektronicznego.

Cyfryzacja i jest nieodzowna w procesie rekrutacyjnym. Korzystanie z narzędzi digitalowych oraz sztucznej inteligencji umożliwia optymalne dopasowanie pracownika do stanowiska pracy, wyklucza element przypadkowości, co podnosi satysfakcję pracownika, a finalnie samego Klienta – mówi Patrycja Liniewicz, International Recruitment Director OTTO Work Force.

Jak wykorzystać wirtualną rzeczywistość w szkoleniach pracowników?

Niezmiernie ważnym elementem domykającym proces rekrutacji, jest wdrożenie pracownika (onboarding) oraz skuteczne dobranie szkoleń w tym etapie. W tym celu ramach Innovations Lab zostały opracowane wirtualne narzędzie szkoleniowe. Virtual Trainer wykorzystuje wirtualną rzeczywistość do przygotowania pracowników do działania w nowym środowisku pracy. Virtual Trainer odwzorowuje miejsce pracy u klienta, dzięki czemu pracownik uczy się nowej przestrzeni i ćwiczy konkretne czynności jeszcze przed rozpoczęciem pracy.

Stosując program Virtual Trainer skracamy czas wdrożenia pracownika aż o 50% – mówi Patrycja Liniewicz, International Recruitment Director OTTO Work Force.

Stosowanie wirtualnych przestrzeni szkoleniowych pozwala nam znacznie skrócić proces wdrażania pracowników i obniżyć związane z nim koszty – dodaje.

Specjaliści z OTTO postawili również na aplikacje mobilną, dzięki którym pracownicy mogą brać udział w szkoleniach on-line. E-cards umożliwia rozwiązanie testów bez wychodzenia z domu – za pomocą smartfona lub komputera. Taka funkcjonalność sprawdza się m.in. przy instrukcjach pracy i sprawdzianach wiedzy z przepisów BHP.

Funkcjonalności elektroniczne ułatwiają komunikację nie tylko pracodawcom. Użycie opcji Feedback w 15 sekund pozwala pracownikowi na otrzymanie błyskawicznej oceny jego pracy. System wykorzystuje w tym celu emotikony, których użycie pokazuje stopień poziomu zadowolenia szefa zespołu.

Co dalej?

Rozwój nowych technologii, przemiany zachodzące w społeczeństwie i na rynku pracy wymuszają nowe podejście do pozyskiwania i selekcji kandydatów. Stosowanie zautomatyzowanych systemów rekrutacji i szkoleń pracowników powoli staje się nieodłączną cechą branży HR.

Systemy wykorzystujące nowe technologie, pozwalają przyśpieszyć i zoptymalizować procesy rekrutacji. Rynek pracy jest coraz trudniejszy, dlatego wciąż poszukujemy innowacyjnych rozwiązań. Dużym wyzwaniem jest nie tylko pozyskanie nowych pracowników, ale również ich utrzymacie i szkolenie. Myślę, że w najbliższych latach mocno rozwinie się udział nowych technologii w całej branży HR i pojawi się wiele ciekawych rozwiązań, nad którymi my również pracujemy – podsumowuje Patrycja Liniewicz.

Nowe propozycje dotyczące zakupu i używania aut

Projekt zakłada podniesienie kwoty („progu”), powyżej którego odpisy amortyzacyjne z tytułu zużycia samochodu osobowego nie stanowią kosztów uzyskania przychodów (150 tys. zł). Jednocześnie planowane jest zastosowanie tego ograniczenia do dotyczących danego samochodu osobowego opłat wynikających z umowy leasingu.

Jak twierdzi mec. Rafał Iniewski, wiceprzewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan „dotychczasowe zróżnicowanie dwóch form nabycia samochodu pod względem podatkowym naruszało zasadę równości opodatkowania i słuszne jest, że proponuje się zmianę w tym zakresie. Jednakże zawsze powstaje pytanie, co do adekwatności wysokości progu, który ma być stosowany zarówno do nabycia, jak i do leasingu”.

Wielu ekspertów z branży samochodowej uważa, że ceny samochodów o napędach niekonwencjonalnych są wyższe niż proponowany próg 150 tys. zł (a tego rodzaju pojazdom powinny być dedykowane korzyści podatkowe). Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan  wskazuje, że próg 200 tys. zł byłby bardziej optymalny. Ponadto postuluje aby nie był on określany kwotowo tylko poprzez wzór odnoszący się do parametrów makroekonomicznych obowiązujących w danym roku podatkowym. W ten sposób limit „podążałby” za potencjalnym wzrostem cen samochodów i nie byłoby konieczne nowelizowanie ustawy w przyszłości.

Kolejną proponowaną regulację stanowi wprowadzenie ograniczenia 50% limitu w zaliczaniu do kosztów podatkowych wydatków z tytułu kosztów używania samochodu osobowego dla potrzeb działalności gospodarczej, jeżeli nie jest prowadzona odpowiednia ewidencja potwierdzająca wykorzystywanie samochodu osobowego wyłącznie do działalności gospodarczej podatnika.

Rada Podatkowa uważa, że wprawdzie z jednej strony proponowana zmiana może być uznana za zgodną z logiką systemu podatkowego (poprzez analogię do VAT) z drugiej jednaj strony wskazuje, że niesie ona istotne skutki fiskalne dla znaczącej grupy obywateli. Dla mikro przedsiębiorców, samozatrudnionych, czy wolnych zawodów koszty eksploatacji samochodów to znacząca (często najwyższa) cykliczna pozycja kosztowa.

Zdaniem Rafała Iniewskiego jeżeli wprowadzamy ograniczenia dotyczące kwalifikowania wydatków związanych z eksploatacją samochodu to oznacza, że grupie liczącej potencjalnie 1,5 mln osób podnosimy obciążenia podatkowe. Rząd stwierdzał wielokrotnie, że podwyższanie obciążeń nie będzie miało miejsca. Jednak skoro wymogi logiki systemowej wymagały wprowadzenia limitu analogicznego jak w VAT, należało pomyśleć o obniżeniu stawki PIT-u liniowego, choćby zrównania go ze stawką 18% z pierwszego progu progresji. Tym bardziej, że projekt ustawy zakłada znaczące obniżenie stawki CIT dla mikro-firm aż do 9 %.

Rada Podatkowa uważa, że na zmianie najwięcej stracą ci przedsiębiorcy, którzy posiadają i użytkują samochód osobowy, co do zasady wyłączenie do działalności gospodarczej, a tylko sporadycznie, czego nie sposób uniknąć, użyją go do celów prywatnych. Zdaniem Rafała Iniewskiego „trzeba mieć też na uwadze fakt, że statystyczny indywidualny przedsiębiorca pracuje więcej niż pracownik. Można powiedzieć, że w zasadzie cały czas pracuje, no chyba że śpi. Dla wielu z nich skala użytku prywatnego jest znikoma, w każdym razie na pewno mniejsza niż 50 %”.

Uwzględniając cel wprowadzenia ograniczenia, tj. wyłączenie z kosztów podatkowych użytku prywatnego aut służbowych, Rada Podatkowa stoi na stanowisku, że ograniczenie powinno odpowiadać rzeczywistości i wynosić +/- 15%, tj. 85% wydatków związanych z używaniem samochodów firmowych powinno stanowić KUP.

Odnosząc się natomiast do przypadku gdy samochód jest oddawany do użytku służbowego pracownika i gdy ten użytek prywatny jest opodatkowany w ramach opodatkowania świadczeń na rzecz pracownika (zgodnie z obecnymi przepisami), nie ma podstaw, by jeszcze raz był opodatkowany poprzez brak możliwości ujęcia części wydatków na taki pojazd w kosztach uzyskania przychodów.

W projekcie proponuje się także ograniczenie możliwości zaliczania do kosztów podatkowych wydatków eksploatacyjnych związanych z wykorzystywaniem w działalności gospodarczej prywatnego auta podatnika (tzn. nie wpisanego do ewidencji środków trwałych). W aktualnym stanie prawnym wydatki eksploatacyjne z tego tytułu stanowią koszt podatkowy do wysokości tzw. kilometrówki. Projektodawca zakłada ograniczenie w zaliczaniu do kosztów podatkowych w wysokości 20% wartości tychże wydatków.

Wprowadzenie różnicowania poziomu części wydatków jaka może stanowić koszt w zależności od wpisania danego pojazdu do ewidencji środków trwałych nie znajduje uzasadnienia. Nie ma bowiem podstaw, by różnicować wysokość możliwych do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów wydatków (nawet w przypadku samochodów użytkowanych prywatnie i służbowo) w zależności od tego, jak długo podatnik ma zamiar z tego samochodu korzystać. W przypadku podatnika kupującego pojazdy np. na potrzeby działalności trwającej z założenia krócej niż rok, będzie on mógł zaliczyć tylko 20% wydatków do kosztów (taki samochód nie może być środkiem trwałym) zaś podatnik prowadzący taką samą działalność w okresie dłuższym – 50% przy takim samym zakresie wykorzystania pojazdu do działalności służbowej i prywatnej. Tym samym w tym wypadku mielibyśmy naruszoną zasadę równości, bowiem cecha okresu prowadzenia działalności gospodarczej nie jest relewantna do określania jaka część wydatków może być uznana za koszt uzyskania przychodu.

Proponowane zmiany mają też niekorzystny wpływ na biznes leasingowy. Zasadniczym problemem jest stosowanie limitu 150 tys. zł także do finansującego (firmy leasingowej). Wprowadzają one de facto podwójne ograniczenie w zaliczaniu do kosztów podatkowych wydatków związanych z samochodem osobowym w ramach transakcji leasingu, którego wartość przekracza 150 tys. zł. Spowoduje to wiele niekorzystnych skutków dla firm leasingowych m.in.: preferencje dla stosowania kredytu jako instrumentu finansowania zakupu samochodu zamiast leasingu czy opodatkowanie wirtualnego (nierzeczywistego) dochodu firmy leasingowej.

Rada Podatkowa wskazuje też, że przyjęte rozwiązania są bardziej restrykcyjne niż w podatku VAT, a także na błędne sformułowanie przepisów przejściowych.

Odnosząc się do jednego z tych przepisów przejściowych (w art. 13 projektu, w którym zawarte są przepisy przejściowe odnośnie umów leasingowych w kontekście przekroczenia progu 150 tys.) – należy stwierdzić, że brakuje jakiegokolwiek uzasadnienia do przyjęcia wyznaczonej przez projekt daty 31 grudnia 2020 r. jako końca okresu ochrony prawnej wynikającej z praw nabytych w obecnym stanie prawnym. Zdaniem Rady Podatkowej, zasada ochrony praw nabytych sprzeciwia się wyznaczeniu daty granicznej dla umów leasingowych zawartych przed 1 stycznia 2019 r. Uważamy, iż jedynym warunkiem korzystania z dotychczasowego brzmienia przepisów powinno być zawarcie umowy leasingowej przed 1 stycznia 2019 r. bez wyznaczania jakichkolwiek innych ram czasowych

We Wrocławiu pękł pierwszy milion mkw. powierzchni biurowej

Z końcem I półrocza 2018 roku podaż w sektorze biurowym we Wrocławiu przekroczyła 1 mln mkw. powierzchni, najemcy podpisali umowy na ponad 58 000 mkw., a na rynek trafiło ponad 100 000 mkw. biur, wynika z najnowszych danych zaprezentowanych przez agencję doradczą JLL.

„Wrocław jest jednym z najszybciej rosnących rynków biurowych w Polsce, co potwierdza bardzo wysokie zainteresowanie naszym miastem ze strony inwestorów. Doskonałe wyniki notowane w rozmaitych sektorach wrocławskiej gospodarki motywują nas, aby konsekwentnie realizować przyjętą strategię rozwoju. Nasze cele długoterminowe to dalsza poprawa zaplecza infrastrukturalnego w połączeniu z dalszym przyciąganiem do miasta zarówno międzynarodowych firm z sektora usług czy IT, jak również tworzeniem optymalnych warunków rozwoju dla start up’ów oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Już teraz Wrocław jest miejscem, w którym z powodzeniem rozwijają się firmy oferujące zaawansowane usługi oparte na wiedzy, centra R&D czy kreatywne małe przedsiębiorstwa i włączają Wrocław w międzynarodowy obieg gospodarczy. Dzięki temu w mieście powstaje coraz więcej ciekawych, wyspecjalizowanych miejsc pracy, które są idealną opcją na rozwój zawodowy dla ambitnych wrocławian i absolwentów wrocławskich uczelni”, komentuje Adam Grehl, Wiceprezydent Wrocławia.

Podaż i popyt

Katarzyna Krokosińska, kierująca wrocławskim oddziałem firmy JLL
Katarzyna Krokosińska, kierująca wrocławskim oddziałem firmy JLL

„Na koniec pierwszej połowy tego roku podaż nowoczesnej powierzchni biurowej we Wrocławiu przekroczyła 1 mln mkw. Obecnie w budowie znajduje się aż 240 000 mkw. biur, a do końca 2018 roku na rynek może trafić łącznie ponad 150 000 mkw. (wliczając nową podaż z pierwszego półrocza), co jest świetną wiadomością dla najemców poszukujących dużych wolumenów nowoczesnej przestrzeni zlokalizowanej na jednym z najatrakcyjniejszych biznesowo rynków w Polsce”, informuje Katarzyna Krokosińska, Dyrektor Biura JLL we Wrocławiu.

 

Największe obiekty biurowe w budowie

Budynek Powierzchnia (mkw.) Deweloper
Business Garden Wrocław – II faza 70 000 Vastint Poland
Cu Office 23 500 Buma / Reino Partners
Centrum Południe 23 300 Skanska Property Poland
City Forum 22 600 Archicom
Nowy Targ 19 400 Skanska Property Poland
Infinity 18 900 Avestus Real Estate Poland

Źródło: JLL, 2018

Jak wynika z danych JLL, zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię biurową w pierwszej połowie roku wyniosło 58 400 mkw. Ten wynik był rezultatem takich umów jak m.in. 17 000 mkw. na potrzeby własne BZ WBK i 10 000 mkw. dla Santander Consumer Bank w kompleksie Business Garden Wrocław.

„Wysoki popyt na wrocławskim rynku biurowym jest napędzany w dużej części przez firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Według ABSL, centra usług zatrudniają w mieście już ponad 45 000 pracowników, co plasuje Wrocław na trzecim miejscu wśród lokalizacji dla inwestycji z tej branży. Naturalnie, tak imponujący wynik przekłada się na wysoki udział sektora w wynajętej przestrzeni biurowej. Według analiz JLL, udział ten sięga już 49%”, tłumaczy Katarzyna Krokosińska.

Pustostany i czynsze

Na koniec I półrocza wskaźnik powierzchni niewynajętej we Wrocławiu kształtował się na poziomie 9,7%. Najwyższe czynsze transakcyjne za metr kwadratowy miesięcznie wyniosły w stolicy Dolnego Śląska ok. 13,7 – 14,5 euro.

Kraków, Katowice i Poznań w TOP10 najbardziej rozwijających się centrów technologicznych w Europie

Aż trzy polskie miasta znalazły się w najnowszym rankingu CBRE „EMEA Tech Cities”, który identyfikuje największe klastry technologiczne w Europie, na Bliskim Wschodzie i Afryce. Kraków, Katowice i Poznań zostały sklasyfikowane odpowiednio na trzecim, szóstym i ósmym miejscu w kategorii „Growth Clusters”, czyli wśród miast z największym potencjałem wzrostu w sektorze technologicznym. W szczególności Kraków w ciągu ostatnich 10 lat zwiększył zatrudnienie w sektorze hi-tech aż o 66%, a Poznań o 64%.

top 10 centrow technologicznych-02-02Kategoria, w której wysokie miejsca zajęły aż trzy polskie miasta, jest chyba najciekawszą ze wszystkich czterech wyodrębnionych w raporcie, głównie z uwagi na ogromne zróżnicowanie pomiędzy sklasyfikowanymi klastrami. Część z nich wyrosła na centra technologiczne dzięki wykwalifikowanym specjalistom, część dzięki relatywnie konkurencyjnym kosztom pracy, a część jako wsparcie dla innych sektorów działających w danym regionie. Na przykład Kraków pozostaje niekwestionowanym polskim liderem sektora usług dla biznesu oraz usług IT, a w Poznaniu istnieje ogromny potencjał pod kątem zatrudnienia specjalistów IT, którzy obok finansistów i lingwistów stanowią największą grupę studentów. Wysokie lokaty naszych miast w kategorii najbardziej rozwijających się lokalizacji technologicznych są również dobrym prognostykiem na przyszłość. Jeśli będą napływały kolejne inwestycje z sektora hi-tech i dzięki temu utrzyma się wysoka dynamika zatrudnienia, z pewnością za kilka lat polskie miasta będą wysoko sklasyfikowane wśród technologicznych klastrów rozwiniętych – zwraca uwagę Joanna Mroczek, Szefowa Działu Doradztwa i Badań Rynku CBRE.

Kraków hubem dla globalnych liderów technologicznych

Kluczowym czynnikiem, który zdecydował o wysokiej pozycji stolicy Małopolski w rankingu CBRE wśród lokalizacji technologicznych o największym potencjale rozwoju (nr 3) był aż 66% wzrost zatrudnienia w sektorze technologicznym. Pochodną tego jest wysoki udział młodych pracowników – 2/3 to osoby posiadające mniej niż 10 lat doświadczenia zawodowego, a tylko 38% pracuje już ponad 10 lat.

Podobnie jak w innych centrach technologicznych Europy Środkowo-Wschodniej, zatrudnienie w krakowskim sektorze technologicznym jest zdecydowanie zdominowane przez bardzo duże organizacje. To wynik krakowskiego sukcesu w przyciąganiu inwestycji nearshore i offshore międzynarodowych firm technologicznych. Atrakcyjność Krakowa potwierdza również raport Antal „Potencjał inwestycyjny Krakowa” z którego wynika, że aż 12% przedsiębiorców chce przenieść swój biznes do tego miasta, które może pochwalić się największą dostępnością wykwalifikowanych pracowników w Polsce oraz drugim co do wielkości rynkiem nowoczesnych powierzchni biurowych.

Biorąc pod uwagę strukturę firm z sektora technologicznego (udział w transakcjach najmu w nowoczesnych obiektach biurowych), aż 72% stanowią dostawcy tradycyjnych usług takich jak IT (32%), telekomunikacyjnych (21%) oraz oprogramowania (19%). Największymi graczami na rynku są Comarch, Capgemini, Saber Corporation i Luxoft. 12% firm zajmuje się reklamą i marketingiem, 6% grami, a 5% e-commerce.

Poznań polską kolebką nowych technologii

Ósme miejsce stolicy Wielkopolski w kategorii „Growth Cluster”, podobnie jak w przypadku Krakowa, to przede wszystkim efekt bardzo dużej dynamiki zatrudnienia w sektorze technologicznym. W ciągu ostatnich 10 lat miasto osiągnęło aż 64 proc. wzrost. W zdecydowanej większości pracownicy hi-tech to osoby z maksymalnie 10-letnim stażem pracy. Drugim czynnikiem, który zdecydował o wysokiej pozycji Poznania to fakt, że w tym mieście powstało wiele firm, które osiągnęły nie tylko ogólnopolski, ale i międzynarodowy sukces. W 2008 roku zostało założone Netguru oferujące oprogramowania i usługi doradcze, prężnie działa Talex – dostawca zaawansowanych technologicznie usług i rozwiązań IT, podobnie telekomunikacyjne przedsiębiorstw INEA. Ogromny sukces osiągnęło poznański sklep internetowy Allegro oraz sprzedawca sprzętu elektrycznego Komputronik. Ponadto w Poznaniu ma siedzibę wiele korporacji międzynarodowych takich jak Capgemini, Cognifide i Roche.

Jeśli chodzi o strukturę najemców hi-tech w nowoczesnych obiektach biurowych, to największą grupę stanowią firmy oferujące usługi internetowe (40%). Co czwarty podmiot jest dostawcą usług IT, co piaty usług telekomunikacyjnych, a 1 na 10 oprogramowania.

Cztery klastry technologiczne EMEA

CBRE zrobiło szczegółowy przegląd klastrów technologicznych wśród krajów Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki i w raporcie „EMEA Tech Cities” podzieliło je na cztery kategorie w zależności od wielkości, wzrostu i charakterystyki danego rynku pracy. Pierwsza to „Scale Clusters”, czyli supercentra technologiczne w stolicach Europy, które zatrudniają ponad 70 tys. osób w zaawansowanych technologiach. TOP3 w tej kategorii zajęły kolejno Londyn, Madryt i Dublin. W drugiej kategorii „Super Clusters” zostały ujęte lokalizacje z zatrudnieniem od 50 tys. do 70 tys. w sektorze technologicznym. Na jej czele uplasowały się Thames Valley (Wielka Brytania), Zurich oraz M3 Corridor (Wielka Brytania). TOP3 kategorii „Normal Clusters”, czyli miejsc z zatrudnieniem od 20 tys. do 50 tys. w sektorze technologicznym, tworzą Oslo, Bazylea i Hamburg. Czwarta kategoria „Growth Clusters”, najważniejsza z punktu widzenia Polski, klasyfikuje najbardziej rozwijające się lokalizacje w regionie EMEA, z dwucyfrowym wzrostem zatrudnienia w sektorze technologicznym od 2010 roku i prognozowanym wzrostem zatrudnienia w zakresie zaawansowanych technologii w ciągu najbliższych pięciu lat. TOP3 tej kategorii tworzą kolejno Derby/Nottingham, Florencja i Kraków.

Definiując sektor technologiczny, CBRE wzięło pod uwagę dwa rodzaje firm technologicznych – tradycyjne i niedawno powstałe. W pierwszej grupie znajdują się dostawcy oprogramowania, usług IT, usług telekomunikacyjnych oraz sprzętu IT. Drugą grupę stanowią dostawcy usług internetowych, e-commerce, firmy zajmujące się reklamą i marketingiem, grami, cyberprzestępczością oraz fintechy.

Prawo do przedsiębiorczości – nowe udogodnienia dla przedsiębiorców czy stary sposób na prowadzenie kampanii przedwyborczej?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Prawo do przedsiębiorczości – pod tym hasłem Ministerstwo Finansów prowadzi konferencje informacyjne na terenie całej Polski. Celem kampanii ma być przekonanie przedsiębiorców, że organy państwa, w tym główne organy podatkowe, nie muszą być wrogiem przedsiębiorczości. Mimo starań MF, nie trudno dostrzec, że wszystkie te hasła dość brutalnie rozmijają się z rzeczywistością.

Jednym z głównych haseł głoszonych przez MF jest „3xP w praktyce – podatkowe udogodnienia dla firm”. Są to dyrektywy mające określać nowe podejście do tworzenia i egzekwowania prawa, głównie podatkowego, przedstawiające system podatkowy w praktyce jako prosty, przyjazny i przejrzysty. Jednak, wbrew samemu hasłu, zasady te funkcjonują jedynie w teorii.

Na czym mają polegać zmiany?

Zmiany będą miały miejsce nie tylko na gruncie regulacji prawnych. Jak zapewniała prof. Teresa Czerwińska, przedstawicielka Ministerstwa, należy mówić o „zmianie kulturowej” administracji skarbowej, która pozwoli traktować przedsiębiorców po partnersku. Niestety, obecnie te hasła często wydają się puste, a największym problemem przedsiębiorców wcale nie są niejasne i bardzo profiskalne przepisy, lecz bezprawie urzędnicze.

Przepisy a rzeczywistość

Regulacje przewidują zwrot podatku w ciągu 60 lub – po spełnieniu dodatkowych przesłanek – 25 dni. W praktyce terminy są nagminnie przedłużane i na zwrot czekać trzeba wiele miesięcy, a w skrajnych przypadkach nawet kilka lat. Organy korzystają ze swojego prawa do przedłużenia terminu zwrotu. Co więcej, czasem manipulują w ten sposób wynikami finansowymi państwa – wstrzymane zwroty formalnie powiększały dochód państwa, a statystyki wyglądały lepiej. To, że takie praktyki nierzadko mogły doprowadzić do upadku wielu firm tracących płynność finansową, nie było nigdy szczególnie brane pod uwagę.

Karuzele podatkowe lub zła wola urzędników

Problem występuje m.in. w przypadku nieświadomego udziału w tzw. karuzelach podatkowych, służących do wyłudzania podatku VAT. Organy najczęściej odmawiają prawa do odliczenia podatku przedsiębiorcy, którego kontrahent okazał się nieuczciwy, nie zaś oszustowi, który wcześniej uzyskał zwrot podatku. Nierzadko wystarczy także sam udział w karuzeli przy obrocie tego samego towaru, mimo iż do oszustwa doszło na wcześniejszym etapie obrotu. Organy twierdzą – co zwykle jest wbrew wszelkiej logice i zasadom rynkowej rzeczywistości – że przedsiębiorca, któremu blokuje się zwrot, powinien wiedzieć, że bierze udział w oszustwie. Najważniejsze jest założenie, że za oszustwo ktoś musi zapłacić – niekoniecznie winny. Takie podejście nie zmienia się od lat, choć w sprawie wielokrotnie wypowiadały się sądy polskie, jak również europejskie, przyznając rację przedsiębiorcom, którzy padali ofiarami urzędniczego bezprawia.

Wnioski o interpretacje to unikanie opodatkowania?

Zdecydowana większość przedsiębiorców nie ucieka od płacenia podatków, lecz nie wie, w jakiej wysokości i według jakich zasad powinna je płacić. W obliczu niezwykle zawiłego systemu oraz niejednolitej praktyki nie powinno to nikogo dziwić. Pomocą dla przedsiębiorców miały więc być interpretacje indywidualne, które tracą na znaczeniu, gdyż organy nie chcą ich wydawać, powołując się na przesłanki zastosowania klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania i rażąco nadużywają tego prawa. Dla nich bowiem niemal każda czynność podatnika, która – niezależnie od okoliczności – może prowadzić do zapłaty mniejszego podatku, stanowi niedozwoloną optymalizację podatkową.

3xP tylko w teorii

W tym kontekście przynajmniej w jednym należy się zgodzić z Ministerstwem – zawsze trzeba zakładać, że przedsiębiorca jest uczciwy, a wszelkie wątpliwości rozstrzygać na jego korzyść. Jednak w praktyce organy podatkowe niemal nigdy nie mają żadnych wątpliwości. Zmiana kulturowa jest więc konieczna. Póki co z szumnych deklaracji nie wynika absolutnie nic.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs dolara spada w obliczu ożywienia euro i walut rynków wschodzących

Ubiegły tydzień przyniósł poprawę nastrojów względem ryzykownych aktywów, co nie sprzyjało dolarowi amerykańskiemu – wzmocniło natomiast polskiego złotego.

W zeszłym tygodniu waluty rynków wschodzących doświadczyły pierwszego od dłuższego czasu ożywienia. Wspierało je umocnienie liry tureckiej, która zyskiwała ze względu na podwyżki stóp Centralnego Banku Republiki Turcji. Stopa referencyjna w Turcji wzrosła o 6.25 p.p., czyli o blisko dwa razy więcej niż wynosiły szacunki konsensusu ekonomistów. Obecnie koszt pieniądza w Turcji wynosi 24%. Decyzja CBRT wydaje się powrotem do rozsądnej polityki pieniężnej. Tym samym lira drugi tydzień z rzędu była jedną z najlepiej radzących sobie walut świata.

Niższe od założeń konsensusu dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych okazały się bodźcem, który wyhamował wzrost rentowności amerykańskich obligacji, jak i przeszkodził w umocnieniu dolarowi amerykańskiemu; USD względem większości istotnych walut zakończył miniony tydzień na niższym poziomie, niż ten na którym go rozpoczął. Wyjątkiem były waluty azjatyckie, które nie były w stanie umocnić się ze względu na informacje o zaognieniu konfliktu handlowego na linii USA-Chiny.

Zarówno w przypadku walut G10, jak i walut rynków wschodzących, w tym tygodniu sytuację na rynku walutowym będą kreować przede wszystkim spotkania banków centralnych. Najistotniejsze będą spotkania Banku Japonii, norweskiego Norges Banku, Południowoafrykańskiego Banku Rezerw, Szwajcarskiego Banku Narodowego oraz Centralnego Banku Brazylii. Warto zwrócić uwagę również na kilka odczytów ze światowych gospodarek, w tym przede wszystkim na dane o inflacji i sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii oraz na wstępne dane PMI dla krajów strefy euro. Inwestorzy będą obserwować również wszelkie informacje związane z konfliktem handlowym USA i Chin.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł lekkie umocnienie polskiego złotego w relacji do euro i dolara amerykańskiego. Złoty osłabił się nieco natomiast w parze z funtem brytyjskim, ze względu na siłę tego ostatniego. W minionym tygodniu polskiemu złotemu sprzyjał wzrost pary EUR/USD i poprawa sentymentu do walut rynków wschodzących po znacznej podwyżce stóp w Turcji.

Dane z Polski, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu nie były przełomowe. Inflacja CPI w sierpniu nie zaskoczyła i wyniosła 2% w ujęciu rocznym. Inflacja bazowa z kolei wyraźnie przyspieszyła, osiągając poziom 0,9%, tym samym wskaźnik znalazł się nieznacznie powyżej oczekiwań konsensusu.

Piątkowy wieczór nie dostarczył inwestorom wielu emocji – agencja Moody’s zgodnie z naszymi oczekiwaniami nie zmieniła ratingu ani perspektywy ratingu Polski. Podobnie jak robiła to kilkukrotnie w przeszłości, agencja nie podejmowała decyzji w tej kwestii.

Bieżący tydzień będzie obfitował w odczyty z Polski. Warto będzie obserwować wtorkowe dane o zatrudnieniu i płacach w sektorze korporacyjnym w sierpniu oraz dane o produkcji przemysłowej i inflacji PPI, które zostaną opublikowane następnego dnia. Z uwagi na ogromne znaczenie konsumpcji dla krajowego wzrostu gospodarczego, najistotniejsze będą jednak piątkowe dane o sprzedaży detalicznej.

GBP

Ostatnie spotkanie Banku Anglii zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło zmian w polityce pieniężnej. Niemniej, pozytywne komentarze dotyczące negocjacji ws. Brexitu zapewniły wsparcie dla funta brytyjskiego. Do aprecjacji szterlinga przyczyniły się zwłaszcza komentarze głównego negocjatora ds. Brexitu, Michela Barniera. Barnier w swoich wypowiedziach sugerował, że osiągnięcie porozumienia jest możliwe w ciągu kilku najbliższych tygodni. Dodatkowo potwierdza to zatem nasz pogląd, zgodnie z którym scenariusz Brexitu bez szczególnego porozumienia Wielkiej Brytanii z UE jest mało prawdopodobny, a wyprzedaż funta z ostatnich kilku tygodni była nadmierna.

Ze względu na to, iż Bank Anglii kolejne podwyżki będzie warunkował zmianami oczekiwań względem przyszłej dynamiki cen, najistotniejszymi danymi, które poznamy w tym tygodniu będą środowe odczyty inflacji.

EUR

Obawy związane z potencjalną konfrontacją Unii Europejskiej i Italii w związku z planowanym budżetem Włoch zaczęły powoli zanikać. Rynki powoli akceptują, że Europejski Bank Centralny zdecyduje się ograniczyć zakup obligacji rządowych zgodnie z opublikowanym harmonogramem. Inwestorzy przekonują się też powoli do tego, że EBC w drugiej połowie przyszłego roku podniesie stopy procentowe. Bank potwierdził ten pogląd podczas zeszłotygodniowego spotkania, które uznać można za dość jastrzębie. Jego przewodniczący, Mario Draghi z optymizmem wypowiadał się na temat wzrostu gospodarek strefy euro, jak i w kwestii perspektyw osiągnięcia przez dynamikę cen poziomu określonego celem inflacyjnym.

W tym tygodniu będziemy czekać na wstępne wskazania indeksów aktywności biznesowej PMI, które pozwolą oszacować, jak zachowują się europejskie gospodarki w końcówce trzeciego kwartału. Nie spodziewamy się jednak, żeby para EUR/USD wyraźnie zyskiwała zanim nie zaobserwujemy wyraźnego przyspieszenia inflacji we wspólnym bloku.

USD

Wzrost rentowności amerykańskich obligacji skarbowych, rozpoczęty przez dobre dane z amerykańskiego rynku pracy został nieco wyhamowany ze względu na ostatnią, rozczarowującą publikację o sierpniowej dynamice cen w USA. Pod koniec tygodnia uwaga inwestorów skupiła się jednak na informacjach o tym, że prezydent Trump planuje kontynuować nakładanie ceł na Chiny i w najbliższym czasie ma ogłosić wprowadzenie taryf na chińskie produkty o wartości 200 mld USD, co wzmocniło dolara.

W tym tygodniu nie poznamy zbyt wielu istotnych danych makroekonomicznych z USA. Opublikowanych zostanie jedynie kilka odczytów drugiej kategorii, takich jak dane o sprzedaży domów. W związku z tym, dolar amerykański prawdopodobnie będzie reagował na informacje związane z konfliktem handlowym na linii USA-Chiny oraz informacje z zewnątrz.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Wojciech Sienicki Dyrektorem Zarządzającym Kuehne + Nagel w Polsce

Wojciech Sienicki (57) został powołany na Dyrektora Zarządzającego Kuehne + Nagel w Polsce.

Wojciech Sienicki - Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce
Wojciech Sienicki – Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel w Polsce

Wojciech Sienicki posiada prawie 30 lat doświadczenia w branży logistyki i transportu, obejmując w tym okresie wiele menadżerskich stanowisk. Sienicki dołączył do Kuehne + Nagel w 2011 roku, gdy objął odpowiedzialność za Dział Spedycji Drogowej i Kolejowej w Polsce, który później został przekształcony w Dział Spedycji Drogowej. Obejmował on pozycję Dyrektora Działu Spedycji Drogowej do czasu jego powołania na obecne stanowisko.

„Objęcie stanowiska Dyrektora Zarządzającego Kuehne + Nagel w Polsce to dla mnie ogromne wyróżnienie, ale również wyzwanie. Jestem przekonany, iż moje wieloletnie doświadczenie wewnątrz firmy oraz znajomość specyfiki polskiego rynku logistycznego umożliwią efektywne zarządzanie polską dywizją Kuehne + Nagel. Moim celem jest, abyśmy dostarczali naszym Klientom usługi, które będą budować dodatkową wartość dla ich biznesów.” – mówi Wojciech Sienicki.

“Wojciech Sienicki jest doświadczonym menadżerem branży logistycznej i transportowej z wieloma sukcesami biznesowymi. Powołując Wojciecha Sienickiego na stanowisko Dyrektora Zarządzającego, mamy pewność dalszej gwarancji usług wysokiej jakości, których realizacja będzie zgodna z naszą globalną strategią, zorientowaną na zapewnianie naszym Klientom innowacyjnych i efektywnych rozwiązań”– powiedział dr. Hansjörg Rodi, Regionalny Menadżer, Kuehne + Nagel w regionie Centralnej i Wschodniej Europy.

Deloitte: Europejskie modele gospodarcze stoją u progu istotnych zmian

Nowe regulacje stwarzają duże wyzwania dla polskiego ustawodawcy oraz mogą być podstawą do rewolucyjnych zmian w politykach publicznych, modelach biznesowych, a także postawach konsumenckich.

Rok 2018 przyniósł znaczące zmiany w obszarze regulacji dotyczących gospodarowania odpadami oraz efektywnego wykorzystania surowców naturalnych. W styczniu bieżącego roku opublikowana została strategia dotycząca tworzyw sztucznych, a 4 lipca zaimplementowany został, długo konsultowany, pakiet dyrektyw dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym. Obydwa dokumenty stawiają ambitne cele dążące do odpowiedzialnego wykorzystania surowców, m.in. poprzez usprawnienie działania systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, poprawę projektowania produktów czy wykorzystywanie materiałów biodegradowalnych.

Europejskie modele gospodarcze stoją u progu istotnych zmian. Jeśli obecne trendy wzrostowe światowej populacji, industrializacji, zanieczyszczenia, produkcji żywności i zużycia zasobów zostaną utrzymane, to narazimy nie tylko środowisko naturalne ale także biznes i społeczeństwo na szereg poważnych ryzyk. Aby zapewnić stały, trwały wzrost gospodarczy, musimy podjąć odpowiednie kroki by wykorzystywać zasoby w bardziej zrównoważony i odpowiedzialny sposób.

Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju
Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte

Wobec przyjętych przez Parlament Europejski celów kluczowym aspektem jest wprowadzenie zmian systemowych, które wyznaczałyby kierunek działań, ustanawiały wspólne standardy i systemy oraz wspierały innowacje. Zmiany te będą wymagały zaangażowania wszystkich uczestników rynku. Tworzone ramy legislacyjne muszą iść w parze z odpowiednimi rozwiązaniami dla biznesu oraz konsumentów. – Są trzy kluczowe kroki do wprowadzenia zmian. Pierwszy z nich to uspójnienie stanu wyjścia, czyli identyfikacja miejsca, w którym obecnie znajduje się polska gospodarka. Drugi to analiza potencjału zmian oraz wybór drogi, którą chcielibyśmy podążać. Ostatnim, trzecim krokiem jest edukacja konsumentów. Bez ich zaangażowania trudno będzie zmienić dotychczasowe zasady funkcjonowania rynku – mówi Irena Pichola, Partner, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju. Jedynie zaangażowanie wszystkich uczestników rynku – regulatora, biznesu i społeczeństwa pozwoli na wypracowanie efektu skali, który może wynieść Polskę na pozycję lidera w zakresie gospodarki o obiegu zamkniętym.

– Na innych europejskich rynkach te procesy już się dzieją. My tej szansy nie możemy przegapić. Zarówno po stronie regulatora, jak i biznesu mamy grono kompetentnych specjalistów. Także polskie społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, a tym samym gotowe na zmiany. To pierwszy moment, gdy strategicznie patrzymy na te kwestie. W Polsce do tej pory był to temat poboczny. Wierzę, że Polacy są bardzo ambitni, więc jest duża szansa, że wkrótce na tym polu będziemy przykładem dla innych – uważa Irena Pichola.

Analiza rynku gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w Lublinie, Łodzi, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie

Emmerson Evaluation, firma specjalizująca się w wycenie nieruchomości, przeanalizowała sytuację na rynku gruntów mieszkaniowych jednorodzinnych w Lublinie, Łodzi, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie. W większości z tych stolic wojewódzkich ceny działek budowlanych w ostatnich latach wzrosły. W 2017 r. najwięcej, bo średnio ok. 260 zł/mkw., za tego rodzaju grunty płacono w Lublinie. Na drugiej pozycji uplasowała się Łódź, ze średnią 240 zł/mkw. W tych dwóch miastach trend wzrostowy cen był najbardziej zauważalny i wynosił odpowiednio 8 i 9% r/r. Z kolei stabilną sytuacją cenową charakteryzował się rynek białostocki, szczeciński i rzeszowski. W Rzeszowie i Białymstoku ceny działek budowlanych w ostatnich latach pozostawały na zbliżonym poziomie, natomiast w Szczecinie ich wzrost był bliski 5%.

Po przeanalizowaniu sytuacji na rynkach gruntów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w Lublinie, Łodzi, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie, eksperci Emmerson Evaluation spodziewają się w najbliższym czasie trendu wzrostowego cen w tych miastach. – Z roku na rok obserwowaliśmy coraz większą liczbę transakcji kupna-sprzedaży na tych rynkach, co w dużej mierze przełoży się także na wzrost cen. Szczególnie duże podwyżki mogą nastąpić w lokalizacjach, gdzie obecnie powstaje wiele nowych osiedli domów jednorodzinnych. Jako przykład można wskazać np. tereny osiedla Złotno w Łodzi, Zawady i Dojlidy Górne w Białymstoku czy Gumieńce w Szczecinie – mówi Robert Korczyński, Członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Lublin

W Lublinie ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w ostatnim roku wzrosły o 8%. Zakres średnich cen na tym rynku jest zróżnicowany ze względu na położenie działki i kształtuje się na poziomie od 100 zł/mkw. na obszarze peryferyjnym Abramowic i Głuska, do nawet 550 zł/mkw. w rejonie Sławinka.

Biorąc pod uwagę ustalenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, znaczny udział gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną występuje na terenie dzielnic Szerokie, Konstantynów i Węglin Północny. Średnia cena na tych obszarach kształtuje się na poziomie 270 zł/mkw. Natomiast na terenach obrzeżnych dzielnic, jak Zemborzyce (okolice Obwodnicy Lublina) czy Hajdowa-Zadębie (okolice ul. Zadębie), gdzie dominuje rozproszona zabudowa mieszkaniowa wolnostojąca, średnia cena działki budowlanej oscyluje w okolicach 150 zł/mkw.

Obecnie, ok. 70% obszaru Lublina ma uchwalone miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Analizując strukturę przeznaczenia terenów, zawartą w ustaleniach planistycznych, duży udział gruntów z przeznaczeniem pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną można zaobserwować głównie na terenach obrzeżnych miasta, takich jak Sławin, Ponikwody, Szerokie czy Węglin Południowy i Północny oraz Głusk. W związku z dostępnością przestrzeni pod budowę domów eksperci Emmerson Evaluation przewidują najsilniejszy rozwój zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej właśnie na tych obszarach.

Łódź

Na łódzkim rynku ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną z roku na rok rosną. Podaż działek koncentruje się jednak głównie poza centralnym obszarem miasta, zwraca uwagę Emmerson Evaluation.

Bałuty, ze względu na swoje rozległe położenie, notują bardzo zróżnicowane ceny działek pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. Te najdroższe, zlokalizowane w obszarze centralnym, tj. w okolicach osiedla Bałuty-Doły oraz na osiedlu Julianów, osiągają poziom nawet do 500 zł/mkw. Najtańsze grunty można nabyć już od ok. 150 zł/mkw., np. w Marianowie, czyli na północnym obszarze Bałut.

Transakcje gruntami pod budowę domów w granicach Polesia miały miejsce głównie w jego zachodnim rejonie – na osiedlach Grabienice oraz Złotno. Aktualnie powstają tam nowe inwestycje w postaci domów jednorodzinnych wolnostojących i szeregowych. Działki budowlane na Starym Złotnie można nabyć za średnio 180-240 zł/mkw., zaś grunty zlokalizowane na Nowym Złotnie osiągają ceny 200-300 zł/mkw.

Widzew to rejon, który oferuje obecnie największą podaż działek pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną. W ostatnim roku zawarto tam prawie połowę wszystkich transakcji tymi gruntami na łódzkim rynku. Działki położone bliżej centrum, np. w okolicy ul. Pomorskiej na osiedlu Stoki lub na terenie osiedla Nowosolna, można było w 2017 r. kupić za średnio 170-200 zł/mkw.

Na obszarze dzielnicy Górna większość transakcji odbywa się w rejonach dobrze skomunikowanych, położonych w pobliżu dróg krajowych, umożliwiających szybkie przedostanie się do centrum miasta. Ceny gruntów położonych w rejonach trasy S8, ul. Pabianickiej lub okolicy stacji kolejowej Łódź-Chojny kształtują się na poziomie 150-180 zł/mkw.

Przewidujemy, że w Łodzi nowe osiedla domów jednorodzinnych będą powstawać głównie w okolicach tras komunikacyjnych, w tym drogi krajowej 72 i autostrady A1 – dodaje Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Białystok

W ostatnim czasie największe zainteresowanie gruntami pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną na rynku białostockim zaobserwowano na terenach peryferyjnych osiedla Zawady, Nowe Miasto, Starosielce, Dojlidy Górne, Skorupy i Bagnówka. Jednocześnie, działki budowlane zlokalizowane na obszarze Zawad, Dojlidów Górnych czy Bagnówki należały do najtańszych w Białymstoku. Za 1 mkw. gruntu na tych osiedlach trzeba było zapłacić ok. 150 zł. Również tych terenów dotyczy znaczna część zawieranych transakcji kupna-sprzedaży działek budowlanych pod budowę domów (ok. 35% wszystkich transakcji w mieście). W ostatnim czasie powstało tam też wiele inwestycji w formie zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej.

Znacznie wyższe ceny gruntów odnotowano w obrębie osiedli takich jak Starosielce, Nowe Miasto, Mickiewicza czy Skorupy. Na tych terenach ceny działek pod budowę domu osiągają poziom nawet do 400 zł/mkw.

Rzeszów

Średnia cena gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną w Rzeszowie wynosiła w 2017 r. 190 zł/mkw. i nie uległa zmianie w stosunku do roku poprzedniego. Stabilny poziom cen działek budowalnych na rynku rzeszowskim w ostatnich latach spowodowany był głównie wysoką podażą gruntów, w szczególności na obrzeżach miasta, wskazują eksperci Emmerson Evaluation.

Najwyższe ceny za działki pod budowę domu sprzedający uzyskiwali na terenach dzielnic Zalesie, Biała i Miłocin oraz centralnej części dzielnicy Budziwój, gdzie osiągały one poziom 530 zł/mkw. Tereny te cieszą się sporym zainteresowaniem ze strony deweloperów oraz inwestorów indywidualnych. Świadczy o tym zarówno liczba zawieranych transakcji na rynku, jak i liczba pojawiających się tam nowych inwestycji. Około 40% transakcji gruntami pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną na rzeszowskim rynku zostało zawartych na tych obszarach miasta.

Najtańsze grunty w Rzeszowie można zakupić na terenach peryferyjnych Przybyszówki, Słocina i Załęża, gdzie zabudowa mieszkaniowa jest rozproszona, a czas dojazd do centrum miasta komunikacją miejską jest dość długi.

Szczecin

Rozległy powierzchniowo obszar miasta Szczecin i liczne tereny niezabudowane, w szczególności na terenach prawobrzeżnych miasta, wpływają na duże zróżnicowanie cen gruntów w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Kształtują się one na poziomie od 90 zł/mkw. na osiedlu Skolwin czy Wielgowo-Sławociesze-Zdunowo, do ok. 490 zł/mkw. na osiedlu Gumieńce i Osów.

W ostatnim czasie na szczecińskim rynku gruntów mieszkaniowych jednorodzinnych najbardziej widoczne ożywienie inwestycyjne notują m.in. Krzekowo-Bezrzecze, Gumieńce, Osów czy Warszewo. Tereny te wyróżniają się najwyższą średnią ceną za mkw. gruntu, która kształtuje się na poziomie ponad 290 zł/mkw. Mimo peryferyjnego położenia, lokalizacje te cieszą się dużym zainteresowaniem ze względu na dobre połączenie komunikacyjne z centrum miasta, rozwiniętą infrastrukturę publiczną oraz atrakcyjną pod względem rekreacyjnym okolicę.

Zdecydowanie niższą cenę za grunt, w porównaniu z obszarami znajdujących się na lewym brzegu Odry, można było uzyskać na terenach dzielnicy Prawobrzeże – głównie na obszarze osiedla Podjuchy, Żydowce-Klucz czy Wielgowo, gdzie średnio wynosiła ona ok. 150 zł/mkw. Czynnikiem wpływającym na niski poziom cen na terenie tej dzielnicy jest m.in. odległe położenie od centrum miasta, niewystarczająca przepustowość powiązań komunikacyjnych oraz bariery w komunikacji, jakie stanowi przepływająca przez Szczecin Odra. – Dzielnicę Prawobrzeże dotyka problem niewystarczającego zaspokajania podstawowych potrzeb mieszkańców, jakimi są sprawne połączenia komunikacyjne. Znajduje to odzwierciedlenie w sytuacji na rynku gruntów pod zabudowę mieszkaniową jednorodzinną – utrzymują się tu niskie ceny za mkw. przy jednoczesnej wysokiej podaży gruntów – wyjaśnia ekspert Emmerson Evaluation.

Rynek pracy przyszłości – trendy widoczne już dziś

Nie ulega wątpliwości, że część zawodów straci rację bytu wraz z rozwojem technologii, lecz robotyka, automatyzacja oraz rozwój sztucznej inteligencji nie oznacza, że maszyny zabiorą nam pracę. Ich celem jest usprawnianie naszych działań. W najnowszym badaniu „Rynek pracy jutra”, eksperci z firmy rekrutacyjnej Michael Page, analizują przyszłościowe trendy na rynku pracy, na które już dziś warto zwrócić uwagę.

Rynek Pracy JutraTechnologia daje nam narzędzia, dzięki którym stajemy się bardziej zwinni, elastyczni i ambitni. Innymi słowy, rynek pracy jutra będzie opanowany przez rozwiązania tworzone przez ludzi i dla ludzi. Ludzkie umiejętności są i pozostaną niezastąpione, a technologia będzie raczej uzupełniać, usprawniać i redefiniować istniejące miejsca pracy, niż je zastępować. Skończą się czasy, w których ludzie będą musieli godzinami siedzieć nad arkuszami kalkulacyjnymi, przetwarzać informacje czy obsługiwać zapytania klientów. Maszyny usprawnią te zadania, a pracownicy będą mogli poświęcić czas na realizację bardziej skomplikowanych obowiązków, wymagających udziału człowieka. Poza pracą z postępującą technologią, młodsi pracownicy będą mieć większy udział w planowaniu, raportowaniu i pracy analitycznej, w wyniku czego zestaw umiejętności, których się od nich wymaga, ulegnie zmianie.

Połączenie człowieka z maszyną

Biometryczne urządzenia ubieralne – tzw. wearables – dają nam już przedsmak tego, jak wyglądać będzie przyszłość, w której technologia pozwala przesunąć granice ludzkiego potencjału. Co ważne, rozwiązania te znajdują już zastosowanie na rynku pracy. W przypadku pracowników fizycznych, operujących w trudnych warunkach, urządzenia ubieralne mogą w porę zasygnalizować, że dany pracownik musi być zmieniony z uwagi na zagrożenie jego zdrowia lub życia. Niemniej, dostępne na świecie bio-technologie, nie są jeszcze powszechnie wykorzystywane. Jedynym przykładem na razie jest firma Ford, która niedawno ogłosiła, że po zakończonej właśnie fazie testów ma zamiar wyposażyć załogi piętnastu swoich fabryk w siedmiu krajach w egzoszkielety.

Sztuczna inteligencja

Co ważne, maszyny już dziś umieją reagować empatycznie, czego najlepszym przykładem jest uruchomienie Google Duplex. Systemy tego typu prawdopodobnie będą w stanie obsłużyć proste zapytania, a nawet wejść w interakcję bardzo przypominającą tę z drugim człowiekiem. Jednak tam, gdzie pojawią się bardziej wyszukane zapytania, maszynę będzie musiał wesprzeć człowiek. Podczas, gdy poziom zaawansowania chatbotów już jest imponujący, w rzeczywistości emocjonalna sztuczna inteligencja będzie używana jako wsparcie w miejscu pracy.

Pracownicy będą musieli zrozumieć, jak te narzędzia działają, by móc efektywnie je wykorzystywać. Znajomość możliwości chatbota lub sztucznej inteligencji i tego, w jaki sposób mogą one pomóc, będzie niezbędna w pracy polegającej na kontakcie z klientem. Chatboty będą musiały wykazywać się empatią i rozumieć kontekst rozmowy, witać klienta w zależności od jego nastroju oraz rekomendować mu konkretne produkty i usługi w oparciu o jego przekonania. Będą robić to niezależnie od tego, czy klient przyjdzie do sklepu, czy też wejdzie w interakcję z marką za pośrednictwem aplikacji na smartfona lub przeglądając Internet na domowym komputerze. Interakcje handlowe z klientem, które nie będą dopasowane do jego preferencji, wkrótce staną się niewystarczające.

Mimo, iż sztuczna inteligencja, automatyzacja, robotyka i technologie „ulepszające ludzi” mogą oferować nowe, kuszące sposoby na rozwój biznesu i zwiększanie możliwości, największym atutem pracownika będą nadal typowo ludzkie umiejętności, czyli m.in. zdolność do kreowania nowych idei.

Inna rzeczywistość

Rozwój „rzeczywistości spersonalizowanej” przyczyni się do rozkwitu branż, w których fizyczna obecność nie ma kluczowego znaczenia.

Utalentowani pracownicy, znajdujący się w różnych częściach świata, będą mogli współpracować w czasie rzeczywistym, a ich kooperacja wejdzie na wyższy niż kiedykolwiek poziom dzięki nowym, eksperymentalnym metodom wymiany informacji. Zespoły będą musiały nabyć nowe umiejętności, by działać produktywnie i skutecznie komunikować się w nowej, mieszanej rzeczywistości (MR – mixed reality), łączącej elementy świata realnego i wirtualnego.

Jak na razie, w 2018 roku, oprogramowanie i sprzęt do obsługi rozszerzonej rzeczywistości nie jest szczególnie popularny wśród pracowników, lecz zainteresowanie wieloma jego zastosowaniami jest wysokie. Wiele firm i marek już odkrywa moc drzemiącą w rzeczywistości rozszerzonej i urządzeniach ubieralnych, co pozwala im tworzyć spersonalizowane doświadczenia dla pracowników oraz konsumentów.

Rola płynnych umiejętności

Jednym z głównych sposobów, w jaki technologia zmieni pracowników będzie ewolucja niezbędnych zestawów umiejętności. Sprawi, to że będziemy mieli do wyboru wiele ścieżek kariery, a od naszej gotowości do ciągłego uczenia się i płynnego podejścia do umiejętności zależeć będzie zdolność danej osoby do znalezienia pracy.

Autorki książki „100-letnie życie. Codzienność i praca w erze długowieczności” Lynda Gratton i Andrew Scott przewidują, że ludzie będą musieli zdobyć nowe umiejętności, by obrać od 4 do 6 ścieżek kariery zawodowej w ciągu swego życia. Jedną z ostatnich zmian w zarządzaniu przyniosła nowa, powstała w 2015 roku koncepcja „pionowego rozwoju przywództwa. Wg niej liderzy powinni rozwijać umiejętność radzenia sobie ze złożonymi zagadnieniami i uczyć się współzależności. Pomoże to w zarządzaniu zmiennością, niepewnością, złożonością i niejednoznacznością w procesach decyzyjnych. Przy takiej liczbie nowych narzędzi i usług, wiedza może być zdobywana na żądanie, uzupełniana bez wysiłku i odrzucana, gdy nie będzie już potrzebna. Weszliśmy w erę „płynnych umiejętności”.

Od pracodawców oczekiwać się będzie umożliwienia i ułatwienia pracownikom uczenia się oraz rozwoju nowych umiejętności. Organizacje, które nie umożliwią zatrudnionym podnoszenia kwalifikacji, będą ryzykować pozostanie w tyle – pracownicy doceniają bowiem firmy, które wspierają ich rozwój.

BIK wesprze banki w odpowiedzialnym kredytowaniu Ukraińców

Ponad pół miliona kont w polskim systemie bankowym należy do obcokrajowców. Coraz więcej: do obywateli Ukrainy. Zaciągnęli oni dotychczas w polskich bankach ponad 8 tys. kredytów na łączną kwotę 43,6 mln zł. Obecnie spłacają 5,1 tys. zobowiązań na łączną wartość 7,7 mln zł, co na 1 osobę wynosi 1 511 zł.

Z danych dotyczących rynku pracy wynika, że obecnie w Polsce pracuje zarobkowo blisko milion obywateli Ukrainy. Ta grupa obcokrajowców stanowi bardzo ważną część, charakteryzującego się obecnie rekordowo niskim poziomem bezrobocia, polskiego rynku pracy. Dlatego resort pracy i polityki społecznej wprowadza kolejne ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców. Równocześnie, osiedlający się w Polsce obywatele znad Dniepru są w coraz większym stopniu wspierani w sferze finansów prywatnych przez banki znad Wisły. Potwierdza to istotny potencjał, jaki stanowią pracownicy z Ukrainy także w obszarze finansowania ich potrzeb konsumpcyjnych czy mieszkaniowych. Czy klient z Ukrainy może napotkać problem przy wnioskowaniu o kredyt, jakim jest brak informacji o jego historii kredytowej? Już nie. Biuro Informacji Kredytowej nawiązało bowiem współpracę z dwoma swoimi odpowiednikami z Ukrainy.

Statystyki resortu pracy i polityki społecznej potwierdzają, że 85% zezwoleń dla cudzoziemców chcących podjąć pracę w Polsce, trafia do obywateli Ukrainy. W przygotowaniu jest projekt ustawy o rynku pracy jako wyraźna odpowiedź na wzrastający udział osób z Ukrainy, osiedlających się w Polsce. Wiele banków umożliwia obywatelom z Ukrainy otwieranie kont osobistych, korzystanie z różnych produktów bankowych, a nawet kredytów hipotecznych. Celem wprowadzenia ułatwień dla klientów – cudzoziemców, powstają specjalne strony z listą dokumentów niezbędnych, np. do zakładania rachunków, często w języku ukraińskim. Niektóre banki deklarują, że będą wymagać przedłożenia raportu z zagranicznego biura informacji kredytowej.

Biuro Informacji Kredytowej wesprze banki w odpowiedzialnym kredytowaniu Ukraińców poprzez uruchomienie wymiany transgranicznej ze swoimi odpowiednikami na terenie Ukrainy. Dzięki wymianie transgranicznej banki, otrzymają możliwość pełniejszej oceny zdolności kredytowej, uproszczenia procedur i skrócenia do minimum czasu rozpatrywania wniosków o kredyt dla obywateli Ukrainy, starających się o finansowanie w bankach na terenie Polski .

Do umów z trzema zagranicznymi biurami kredytowymi: z niemieckim biurem SCHUFA Holding AG, brytyjskim EQUIFAX Ltd. oraz włoskim CRIF SpA, dołączają podpisane przez BIK porozumienia o współpracy z dwoma biurami ukraińskimi, działającymi w branży informacji kredytowej: Ukrainian Bureau of Credit Histories (UBCH) oraz International Bureau of Credit Histories (IBCH). Współpraca Biura Informacji Kredytowej z jego ukraińskimi odpowiednikami, to także ułatwienie procesu zaciągania kredytów przez obecnych klientów depozytowych, posiadających zobowiązania za granicą, tj. w kraju swojego pochodzenia oraz realizacja odpowiedzialnego podejścia w obsłudze klienta.

– To odpowiedź na oczekiwanie rynku oraz kontynuacja rozwoju współpracy transgranicznej pomiędzy BIK, a zagranicznymi biurami kredytowymi – mówi w rozmowie z MarketNews24 Andrzej Zduńczyk, dyrektor Departamentu Rozwoju Produktów BIK. – Dzięki nowo podpisanym umowom będziemy mogli zapewnić łatwiejszy i szybszy dostęp do kredytów coraz liczniejszej grupie obcokrajowców, którą stanowią dziś pracujący i osiedlający się w Polsce obywatele Ukrainy.

Dotychczas, umowy zawarte przez BIK o wymianie informacji transgranicznej pomagały uzyskiwać kredyty w bankach brytyjskich, włoskich lub niemieckich pracującym i mieszkającym za granicą Polakom. Dzięki temu Polak starający się o kredyt za granicą mógł wylegitymować się swoją pozytywną historią kredytową, zbudowaną na rodzimym rynku. Ostatnie rozszerzenie współpracy transgranicznej o biura ukraińskie, ukierunkowane jest natomiast na wsparcie Ukraińców pracujących i mieszkających w Polsce.

Dwucyfrowy wzrost rynku leasingu IT w 2018 dzięki dotacjom unijnym?

Sprzęt IT znajduje się w TOP3 najbardziej dynamicznych segmentów leasingu maszyn i urządzeń. Jak podaje Związek Polskiego Leasingu, w I półroczu 2018 roku wartość wyleasingowanego sprzętu IT wyniosła niemal 494 mln zł, co oznacza blisko 33% wzrost r/r. 18-20% dynamika rynku leasingu IT na koniec 2018 roku, na jaką liczą eksperci EFL, będzie wynikała przede wszystkim z rozwoju leasingu online oraz konsumpcji środków z nowej perspektywy unijnej na lata 2014-2020.

– Świadomość leasingu i jego licznych zalet ma w Polsce większość przedsiębiorców. Wiedzą oni także, że przy pomocy tego narzędzia mogą sfinansować przede wszystkim swoją flotę firmową, a coraz więcej osób bierze pod uwagę leasing także przy zakupie maszyn rolniczych, budowlanych czy produkcyjnych. Jednak oferta leasingodawców na tym się nie kończy. Obejmuje ona szereg inwestycji z rozmaitych sektorów, których definicje można sprowadzić do wspólnego mianownika „środków trwałych”. Dzięki leasingowi można również nabyć sprzęt IT oraz oprogramowanie i co warto podkreślić – finansowanie przy pomocy tego instrumentu firmowegonotebooka czy serwera telekomunikacyjnego nie jest już taką rzadkością jak 5 czy 10 lat temu – mówi Radosław Woźniak, wiceprezes EFL.

Komputer i oprogramowanie

Jak podał Związek Polskiego Leasingu, wartość aktywów IT sfinansowanych przez firmy leasingowe od stycznia do czerwca tego roku wyniosła niemal 494 mln zł, co oznacza aż 33% dynamikę w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku. Jest to trzecia najwyższa dynamika liczona r/r wśród wszystkich segmentów leasingu maszyn i urządzeń. Numerem jeden pod tym względem jest sprzed budowlany, a dwa sprzęt medyczny. Z wewnętrznych danych EFL, który jest jednym z trzech leasingodawców finansujących najwięcej aktywów IT, wynika, że TOP3 najczęściej leasingowanych środków trwałych z tego segmentu stanowią kolejno komputery przenośne (22% udział), sprzęt sieciowy (15% udział) oraz oprogramowanie (14% udział). Wśród mniej popularnych, ale coraz częściej leasingowanych przedmiotów znajdują się również serwery, urządzenia wielofunkcyjne, kasy fiskalne, telefony komórkowe i aparaty cyfrowe.

Patrząc na strukturę firm, które decydują się wziąć sprzęt IT w leasing, największy, bo 42% udział, mają małe firmy o średniorocznym obrocie do 5 mln zł. Jedna na trzy firmy to podmioty największe osiągające ponad 20 mln zł obrotów rocznie, a co czwarta firma wypracowuje od 5 do 20 mln zł obrotu. Niski udział w leasingu IT ma sektor publiczny – tylko 0,5%.

3 czynniki wzrostu

Potencjał rynku leasingu IT jest w Polsce bardzo duży. Eksperci EFL szacują, że na koniec 2018 roku wartość finansowania tego segmentu może wzrosnąć o ok.18-20% r/r (biorąc pod uwagę leasing i pożyczkę). Dynamika samego leasingu może wynieść nawet 34% r/r. Są trzy czynniki, które wspierają rozwój leasingu IT. Po pierwsze, środki z Unii Europejskiej. Programy wdrażane z nowej perspektywy 2014-2020 mają na celu przede wszystkim unowocześnić polską gospodarkę i wzmocnić jej innowacyjność. Po drugie, coraz więcej firm załatwia wszelkie formalności związane z leasingiem online, co bez wątpienia zwiększa potencjał naszego rynku. I w końcu jeszcze raz należy zwrócić uwagę na wzrost świadomości klientów o możliwościach finansowania IT, w tym przede wszystkim możliwości finansowania oprogramowania.

– Z perspektywy producenta oprogramowania również widoczny jest trend wzrostowy  w obszarze finansowanie inwestycji informatycznych z wykorzystaniem leasingu. Sprzęt i oprogramowanie najnowszej generacji to obecnie dla przedsiębiorców warunek konieczny utrzymania się na rynku i rozwoju działalności. Firmy szukają więc możliwości sfinansowania takich inwestycji – jeżeli nie mają wolnych środków lub nie chcą ich w takim stopniu angażować. I tutaj coraz częściej leasing okazuje się najkorzystniejszym finansowo i podatkowo rozwiązaniem. Dodatkowo dzięki współpracy producenta oprogramowania i leasingodawcy, cały proces jest szybki i przyjazny dla klienta – zwraca uwagę Magdalena Trybus, Specjalista ds. Finansowania, Comarch.

Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary

Globalny rynek finansowy pozostaje obciążony asymetrią ryzyk, gdyż najwyraźniej w temacie wojen handlowych częściej sprawy mogą pójść gorzej niż lepiej. Jeszcze dziś USA mogą ogłosić nowe cła na chińskie towary, a Chiny odmawiają rozmów z „pistoletem przystawionym do głowy”. Rynek akcji w Azji wrócił do spadków, ale na FX inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą, ale nie zanosi się na podtrzymanie apetytu na ryzykowne aktywa.

Prezydent Trump najwyraźniej stara się ugasić płomyk nadziei, jaki w ubiegłym tygodniu zaczął się tlić w związku z potencjalnym powrotem do rozmów handlowych między USA i Chinami. W trakcie weekendu dowiedzieliśmy się, że Biały Dom dziś lub jutro przedstawi listę wartych 200 mld USD chińskich towarów, których obejma nowe cła. USA mają wystartować z opłatą 10 proc., choć wcześniej dyskutowano o 25 proc. A jeśli dyskutowano, to nie jest wykluczone, że podwyższenie ceł pozostaje w odwodzie jako dodatkowe narzędzie presji na Chiny. Pekinowi ta strategia się oczywiście nie podoba i prasa donosi, że Chińczycy nie przystąpią do nowej rundy rozmów negocjacyjnych, za to gotowi są odpowiedzieć na politykę celną USA.

Wojna handlowa może wejść na nowy poziom. Biorąc pod uwagę, że import USA z Chin jest większy niż w handel w drugą stronę, lista towarowych mogących zostać objętych chińskimi cłami jest krótsza. Spekuluje się, że Pekin może przejść do ograniczania eksportu niektórych towarów i surowców, które są ważnym elementem łańcucha dostaw amerykańskich firm. USA nie pozostaną dłużne i odpowiedzą na odpowiedź na własne działania. Z jednej strony można stwierdzić, że to wszystko już słyszeliśmy wcześniej w tej lub innej formie, więc nie ma tutaj efektu zaskoczenia. Z drugiej – potwierdzona zostaje asymetria ryzyk wokół wojen handlowych i prędzej coś może się zepsuć niż poprawić. I będzie tak dopóki Chiny nie ulegną, albo prezydent Trump nie zostanie zmuszony do zmiany strategii (np. po klęsce Republikanów w wyborach do Kongresu).

Inwestorzy na rynku FX przyjęli postawę wyczekującą, gdyż 1) cła na towary warte 200 mld USD nie są nową informacją, 2) często groźby werbalne nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznych działaniach i 3) po gospodarce globalnej nie widać istotnego wpływu wojen handlowych, mimo że ten temat jest obecny do miesięcy. Nie mniej jednak nie jest to klimat, w którym łatwo przyjdzie budować apetyt na ryzyko. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę zeszłotygodniowe nadzieje na szybsze zakończenie sporu USA-Chiny, efekt rozczarowana może uderzyć mocniej w ryzykowne aktywa. Po ostatniej korekcie długie pozycje w USD nie są już tak „zatłoczone” i będzie łatwiej odnowić rajd. Podobnie sprawa tyczy się np. krótkich pozycji w AUD i NZD. EUR/USD kolejny raz zmarnował okazję, by wyrwać się z konsolidacji 1,15-1,1750 i teraz czeka go powrót do dolnej bandy. Za to JPY nie musi szczególnie zyskiwać na pogorszeniu sentymentu, jeśli będzie brał wskazówki z solidnej postawy indeksów na Wall Street (pozytywna korelacja USD/JPY z S&P500). Zamyka się też furtka dla zejścia EUR/PLN pod 4,30.

By w jakiś sposób odmienić klimat na rynkach, przydałyby się dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii,

Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych. Kalendarz na dobre rozkręca się niestety dopiero od środy. Dziś jedynie warty uwagi będzie indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zamówienia publiczne – jak uniknąć kryzysu w branży budowlanej?

Polscy zamawiający zajmujący się projektami infrastrukturalnymi powinni na bazie doświadczeń z 2011 roku korzystać w sposób umiejętny z instrumentów, które daje Prawo zamówień publicznych – aby unikać problemów, z którymi boryka się branża budowlanaAktualnie obowiązujące, znowelizowane w 2016 roku przepisy wraz z wprowadzonymi nowymi dyrektywami unijnymi umożliwiają szeroki zakres zmian umowy zamówienia publicznego. Z kontraktami zawartymi od tego czasu może być mniejszy problem, jednak w tych podpisanych przez 2016 rokiem zamawiający często nie przewidzieli np. klauzul waloryzacyjnych.

– Jako administracja rządowa zastanawiamy się, jak rozwiązać powstałe na rynku zamówień publicznych problemy, zarówno po stronie zamawiających, jak i wykonawców – powiedziała serwisowi eNewsroom Małgorzata Stręciwilk, prezes Urzędu Zamówień Publicznych –Niejednokrotnie zaniżali oni swoje ceny ofertowe walcząc czasem przed Krajową Izbą Odwoławczą, broniąc swoich ofert oferujących niskie ceny. Teraz często występują do zamawiającego z roszczeniem o waloryzację kontraktów. Znalezienie rozwiązania tego problemu jest konieczne, abyśmy jako państwo nie mieli do czynienia z większymi skutkami tej niefrasobliwości, która miała miejsce po obu stronach. Należy go szukać w ramach obowiązujących przepisów. To, co powinno się zmienić, to nie regulacje prawne – a praktyka ich stosowania. Potrzebna jest także większa świadomość zamawiających i odpowiedzialność po stronie wykonawców, jeśli chodzi o wycenę swoich ofert. Trudno powiedzieć, jaki będzie końcowy efekt, ale państwo mobilizuje się do zmiany sytuacji. Trwają spotkania, Urząd Zamówień Publicznych prowadzi rozmowy z przedsiębiorcami z branży budowlanej. Szuka się rozwiązań, które dadzą szansę wyjścia z impasu – biorąc pod uwagę kontrakty zawarte przed 2016 rokiem. Analizowane są klauzule umowne i indywidulane przypadki. Weryfikuje się konkretne sytuacje pojedynczych wykonawców i umów. Państwo nauczone doświadczeniem z 2011 roku może zapobiec powtórzeniu się tamtej sytuacji – podkreśliła Stręciwilk.