Jak być liderem ery transformacji?

Agility by Design narodziło się w 2014 roku. To właśnie wtedy zaprzyjaźniła się Pani z finansistką z Lagos…

Joanna Kalkstein
Joanna Kalkstein

Joanna Kalkstein: Rzeczywiście, w 2014 roku, w czasie wykładów Robina Sharma w Toronto spotkałam cudowną kobietę z Nigerii, Modupe Adeyemo. Szybko się zaprzyjaźniłyśmy, bo okazało się, że choć pochodzimy z dwóch zupełnie różnych kręgów kulturowych, hołdujemy podobnym wartościom. Obydwie chciałyśmy stworzyć coś, co połączy idee nowoczesnego zarządzania z zaangażowaniem się w sprawy lokalnych społeczności. Chciałyśmy tworzyć wartości wykraczające poza komercjalne zyski. Rok później narodziło się Agility by Design.

Zeszłoroczna warszawska edycja Agility by Design była bardzo udana. Co czeka nas w tym roku? Jakimi tematami zajmą się goście z całego świata, którzy zjawią się w Warszawie między 24 a 26 października?

J.K.: Specjaliści z czterech kontynentów poruszą wiele kluczowych tematów zarządzania. Będziemy rozmawiać o nowej roli i znaczeniu kobiet w organizacji, transformacji, o nowych odkryciach dotyczących potencjału mózgu, innowacyjności i oczywiście o bardzo temacie bardzo na czasie, czyli modelu przywództwa 4.0.

Nowy model zarządzania rzeczywiście dobrze się sprawdza?

J.K.: O tak. Wiele badań i obserwacji potwierdza, iż stwarzanie członkom zespołów możliwości otwartej komunikacji, miejsc działania sprzyjającym kreatywności, dbałość o elastyczny czas pracy i zapewnienie miejsc pozwalających na kilkunastominutowy relaks sprawia, że znacznie wzrasta ich wydajność, a tym samym zyski firmy. Bardzo ważnym elementem tego modelu są także działania społeczne, często na rzecz lokalnych społeczności.

Można się tego wszystkiego nauczyć słuchając wykładów?

J.K.: Wszystkie nasze wydarzenia wyróżniają się bardzo praktyczną formą zajęć i dużym zaangażowaniem uczestników. Rezygnujemy z formuły konferencyjnej na rzecz praktycznych warsztatów: stawiamy na mocno angażującą formę zajęć – uczestnicy będą mogli zadawać pytania, uczestniczyć w panelach dyskusyjnych i rozmowach z naszymi gośćmi, będą też pracować w grupach i samodzielnie rozwiązywać problemy pod okiem naszych ekspertów. Dzięki bezpośredniemu kontaktowi z prelegentami zapewne wielu z uczestników zdoła w ciągu trwania Agility by Design przygotować sobie praktyczne plany działania, które już pod koniec października zaczną wcielać w życie.

Wśród tegorocznych mówców pojawi się dwóch gości specjalnych – Greg Wells i Alexander Manu. Pierwszy z nich jest specjalistą od wykorzystania potencjału ludzkiego mózgu, natomiast drugi światowej sławy ekspertem innowacji i transformacji. Kogo jeszcze spotkamy podczas tegorocznej edycji Agility by Design?

J.K.: Wydarzenie otworzy Jacek Santorski inspirującą opowieścią i otwartych i zamkniętych umysłach, oraz o tym, czym wyróżniają się współcześni liderzy. Olga Kozierowska i Kamila Wykrota – omówią zagadnienia dotyczące budowania nowatorskiej kultury organizacyjnej z perspektywy korporacyjnego praktyka. Obie Panie zajmowały kluczowe stanowiska w korporacjach, a teraz z pasją promują środowisko pracy, które sprzyja rozwojowi talentów. Bianka Siwińska i Kama Kaczmarczyk opowiedzą o tym jak zrozumieć millenialsów i jak budować kulturę organizacyjna, która przyciąga najbardziej uzdolnionych kandydatów – dziewczyny w STEM.

Więcej informacji o prelegentach: http://www.agility-by-design.com/

***

Joanna Kalkstein
Joanna Kalkstein

Joanna Kalkstein, przedsiębiorca, trener przywództwa i twórca szkoleń. Dzieli życie między Polską a Australią. W Sydney od 1981 roku. Jako nieanglojęzyczny polityczny uchodźca, wypracowała swoją drogę kariery od czyszczenia podłóg w KFC do doradztwa topowym firmom w zakresie kultury korporacyjnej i rozwoju ludzkiego potencjału. Joanna ukończyła wydział handlu w University of Western Sydney i pracowała jako konsultant w australijskim oddziale TACK International. W 1992 roku założyła w Polsce własną firmę – Kalkstein Training – oddział TACK International. Firma Kalkstein jest jednym z najbardziej wiarygodnych dostawców szkoleń korporacyjnych w Polsce. W 2004 roku Joanna była współzałożycielką i pierwszym wiceprezesem Polskiej Izby Firm Szkoleniowych. W 2017 roku zainaugurowała projekt Agility by Design – Business Educators for Education Girls in Africa.

Modupe Adeyemo
Modupe Adeyemo

Modupe Adeyemo jest certyfikowanym trenerem Lead Without a Title Robina Sharmy. Wierzy, iż wspierając wychowanie dzieci i zapewniając edukację dziewczynkom z najbiedniejszych dzielnic Lagos, działa na rzecz przyszłych pokoleń i czyni świat lepszym. Zrezygnowała z kariery korporacyjnej w sektorze finanse-bankowość, aby skupić się na pracy humanitarnej na rzecz najbiedniejszych rodzin w jej rodzinnym mieście Lagos – w Nigerii. Jest założycielem i wiceprezydentem Demmy Joe Foundation, organizacji pozarządowej (NGO) zajmującej się udzielaniem pomocy dla rodzin więźniów. Fundacja zajmuje się zapewnianiem podstawowych potrzeb i płaceniem czesnego na rzecz dziewczynek, które bez tego byłyby pozbawione dostępu do edukacji. Od 2003 roku Modupe Adeyemo angażuje się również w pracę wolontariacką na rzecz Daystar Academy – chrześcijańskiej organizacji pomagającej młodym ludziom odnaleźć cel w życiu. Prowadzi również warsztaty i szkolenia dla Biznesu. Podczas naszego wydarzenia opowie o znaczeniu empatii w jej pracy na rzecz Fundacji, którą wspieramy jako Agility by Design.

Najważniejsze dane i wydarzenia tygodnia

Dla podtrzymania pozytywnego sentymentu rynkowego i odreagowania ryzykownych aktywów pomocne będą dowody poprawy globalnej aktywności gospodarczej. Pod tym kątem w tym tygodniu rynek będzie analizował odczyty indeksów PMI z Eurolandu i USA, indeksy koniunktury z USA oraz liczne raporty o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Posiedzenia odbędą banki centralne Japonii, Szwajcarii i Norwegii, ale tylko w tym ostatnim powinniśmy dostać wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych.

Przegląd wydarzeń tygodnia: NY Empire State, Philly Fed PMI z USA, PMI z Eurolandu, CPI/sprzedaż z Wlk. Bryt., SNB, Norges Bank, BoJ, PKB z NZ, CPI/sprzedaż z Kanady

Kaliber danych z USA w przyszłym tygodniu będzie mniejszy niż w ostatnich dniach, stąd i wrażliwość na USD na odczyty osłabnie i możemy przejść w fazę wyczekiwania posiedzenia FOMC w kolejnym tygodniu. Mimo to mocne odczyty NY Empire State (pon), Philly Fed (czw), czy PMI (pt) mogą wzmacniać narrację solidnego ożywienia. Paradoksalnie może to nawet zaszkodzić USD, gdyż poprzez kanał pozytywnej reakcji rynku akcji wzrost apetytu na ryzyko może prowadzić do redukcji długich pozycji w dolarze. Na drugim planie będą dane z rynku budowlanego (śr) i nieruchomości (czw). Inwestorzy będą też śledzić informacje o skutkach huraganu Florence, gdyż szkody mogą zachwiać odczytami danych makro w kolejnych miesiącach. Mało prawdopodobne jednak, aby kataklizm odwiódł Fed z wyznaczonej ścieżki.

W strefie euro z uwagą śledzone będą wstępne szacunki PMI (pt), gdyż EUR potrzebuje solidnego wsparcia fundamentalnego, jeśli chce zbudować pęd do aprecjacji. Jak na razie dane o aktywności wypadają mało przekonująco, więc wzrosty wskaźników dla przemysłu i usług będą mile widziane.

Z Wielkiej Brytanii napłyną dane o inflacji (śr) i sprzedaży detalicznej (czw). Prognozowany spadek CPI do 2,4 proc. z 2,5 proc. r/r wpisuje się w szacunki BoE i nie powinien wywołać negatywnych reakcji. Sprzedaż detaliczna była mocno wahliwa w ostatnim czasie, więc z rezerwą należy podchodzić do prognozy -0,2 proc. m/m. GBP przede wszystkim pozostaje wrażliwy na informacje dotyczące negocjacji Brexitu, gdzie nadzieje są na pozytywne informacje, ale rozczarowania nie są do wykluczenia.

Z uwagi na to, że od czerwca CHF umocnił się do EUR, Narodowy Bank Szwajcarii na wrześniowym posiedzeniu (czw) prawdopodobnie pozostanie gołębi. Pomimo że gospodarka rozwija się szybciej od oczekiwań, a bezrobocie jest rekordowo niskie, silny frank stanowi ryzyko pociągnięcia w dół inflacji. Ponadto CHF pozostaje wrażliwy na ryzyka polityczne (polityka fiskalna Włoch), więc pewna forma werbalnej interwencji wydaje się konieczna.
Oczekujemy, że Norges Bank podniesienie stopę procentową o 25 pb (czw). Do podwyżki bank przygotowywał rynek już od jakiegoś czasu, a słabszy NOK, wyższa inflacja i poprawa w aktywności gospodarczej przemawiają za zacieśnianiem. Rynek już dobrze wycenił podwyżkę, ale Norges Bank wciąż może przysporzyć jastrzębiego impulsu, jeśli w projekcji zasugeruje wcześniejszy termin kolejnego ruchu. Stąd NOK powinien pozostać mocny.

Kalendarz z Polski jest przepakowany odczytami z rynku pracy (wt), przemysłu (śr) i handlu (pt). Dane powinny wskazać na zacieśnianie rynku pracy i utrzymanie solidnych dynamik wzrostu produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, nawet jeśli na tym pierwszym mogą zaważyć czynniki sezonowe. Rynki wschodzące są w trybie odbudowy i złoty na tym może korzystać, choć w szerszym ujęciu czynniki ryzyka w dalszym ciągu przeważają po negatywnej stronie i powrót do osłabienia może przyjść szybko i nagle.

Po Banku Japonii (wt-śr) spodziewamy się utrzymania polityki monetarnej bez zmian. Stan aktywności gospodarczej oraz utrzymywanie się inflacji nisko przemawiają za podtrzymaniem dotychczasowego nastawienia. Na konferencji po posiedzeniu prezes Kuroda raczej potwierdzi, że zakomunikowane ostatnim razem rozszerzenie dopuszczalnego korytarza dla wahań rentowności 10-letnich obligacji nie wpłynęło negatywnie na realizację założeń polityki. Dla JPY wnioski z posiedzenia powinny być neutralne, podczas gdy poprawa sentymentu rynkowe odzwierciedlone we wzrostach indeksów w Japonii i USA będzie pchać USD/JPY do góry.

W Australii w protokole RBA (wt) interesujące będzie, czy na wrześniowym posiedzeniu toczyła się dyskusja odnośnie ostatnich podwyżek oprocentowania kredytów hipotecznych przez banki komercyjne. Pod koniec tygodnia AUD skorzystał na poprawie rynkowego sentymentu i załagodzenia obaw o wojny handlowe, ale fundamentalne problemy nie znikają i w kolejnych dniach może obserwować wykorzystywanie korekt wzrostowych do sprzedaży. Dla NZD wydarzeniem tygodnia będzie odczyt PKB za II kw. (czw). Rynek spodziewa się dobrej wartości (0,8 proc. k/k), więc ryzyko jest większe po stronie rozczarowania. Poza tym kiwi powinno podążać śladem sentymentu globalnego.

Rynek CAD z zadowoleniem przyjmie lepsze dane o CPI i sprzedaży detalicznej (pt), pod warunkiem jednak, że wcześniej będzie miał okazję wesprzeć się informacjami o postępach w niekończących się negocjacjach NAFTA. Jesteśmy coraz bliżej porozumienia, ale inwestorzy potrzebują ostatecznej konfirmacji, by wskoczyć w długie pozycje w CAD. Loonie nie dyskontuje wystarczająco perspektyw podwyżek BoC i ma miejsce do rajdu przy dobrych danych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Raport po spotkaniu EBC

W czwartek po południu kurs EUR/USD wzrósł do najwyższego poziomu od końca sierpnia, z kolei kurs EUR/PLN spadł do najniższego poziomu od ponad tygodnia. Stało się to po ostatnim spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego, podczas którego Bank potwierdził swoje stanowisko odnośnie bieżących i przyszłych działań.

Spotkanie EBC nie przyniosło wielu niespodzianek. Rada Prezesów utrzymała dotychczasowe parametry polityki pieniężnej. Przewodniczący EBC, Mario Draghi, podtrzymał plan Banku dotyczący zakończenia programu luzowania ilościowego wraz z końcem 2018 roku. Draghi potwierdził, że od końca września bank zamierza ograniczyć ilość skupowanych aktywów do 15 miliardów euro miesięcznie. Na koniec grudnia wartość ta spaść ma do zera.

Wartość aktywów skupowanych przez EBC (2014 – 2018)

Wartość aktywów skupowanych przez EBCŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/09/2018

Mario Draghi w dość optymistycznym tonie wypowiadał się na temat kondycji gospodarek strefy euro. Wystąpienie prasowe przewodniczącego EBC było, ogólnie rzecz biorąc, dość jastrzębie. Mimo danych o umiarkowanej ekspansji gospodarczej, Draghi stwierdził, że opublikowane ostatnio wskaźniki potwierdzają „szeroko zakrojony wzrost gospodarczy”. Co ważne, przewodniczący EBC wyrażał się z dużą nadzieją w kwestii oczekiwanego wzrostu cen. Stwierdził on, że niepewność związana z inflacją zdaje się zanikać, a koszty związane z procesem produkcji zaczynają wzrastać. Obecnie Bank prognozuje, że inflacja utrzyma się w okolicy obecnych poziomów do końca roku.

Prognoza wzrostu gospodarczego na lata 2018-2019 została lekko obniżona. EBC przewiduje obecnie, że ekspansja w bieżącym roku wyniesie 2% w ujęciu rocznym, co ma odzwierciedlać obniżony udział popytu z zagranicy. Ruch ten był jednak w dużej mierze wyceniany przez rynki, a uwagę inwestorów przykuł głównie optymistyczny ton komentarzy Draghiego o dynamice cen. Podczas konferencji, euro umocniło się o nieco ponad pół procenta względem USD, przez co kurs pary na moment wyniósł 1,17. Na umocnieniu euro i słabości dolara skorzystał również polski złoty.

Kurs EUR/PLN (13/09/2018)

Kurs EUR PLNŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/09/2018

Jak już wspominaliśmy wielokrotnie, jedynym zobowiązaniem Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymanie dynamiki cen na poziomie „zbliżonym, ale niższym” niż 2%. Optymizm Rady Prezesów odnośnie przyspieszenia wzrostu cen jest zatem istotnym sygnałem. Przekonuje nas to, że w bliżej nieokreślonym momencie następnego roku, EBC zdecyduje się rozpocząć zacieśnianie polityki monetarnej.

Po wczorajszych komentarzach Draghiego wnioskujemy, że Europejski Bank Centralny może rozpocząć podnoszenie stóp procentowych – w drugim, albo trzecim kwartale następnego roku. Ostatecznie będzie to oczywiście zależało od tego, czy inflacja bazowa trwale wzrośnie w kierunku celu inflacyjnego. Jeżeli tak się nie stanie, decyzja ta zostanie przesunięta najpewniej do ostatniego kwartału 2019 roku. Niedługo EBC powinien rozpocząć dyskusję na temat harmonogramu podwyżek stóp procentowych. Tym samym spodziewamy się, że niebawem może dojść do zakończenia trwającego od kilku miesięcy umacniania się dolara amerykańskiego względem wspólnej europejskiej waluty.

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Wyniki finansowe GK RAFAMET w I półroczu 2018 roku

Grupa Kapitałowa RAFAMET podsumowuje wyniki finansowe uzyskane w I półroczu bieżącego roku. W porównaniu z analogicznym okresem roku 2017 Grupa uzyskała wyższe przychody i deklaruje osiągnięcie dodatniego wyniku finansowego na koniec 2018 roku.

W I półroczu 2018 roku Grupa Kapitałowa RAFAMET uzyskała przychody ze sprzedaży w wysokości 60 mln złotych. W analogicznym okresie roku 2017 przychody wynosiły prawie 50 mln złotych. Grupa Kapitałowa RAFAMET zanotowała jednak stratę netto w wysokości 905 tys. złotych. W porównywalnym okresie minionego roku strata netto miała wartość 1,54 mln złotych.

Zarząd Spółki, przekazując raport półroczny wskazuje, że analiza stanu realizacji kontraktowych i przedkontraktowych zadań produkcyjnych po 30 czerwca br. oraz ocena dokonana w oparciu o najlepszą wiedzę i doświadczenie Zarządu Emitenta, pozwalają przyjąć założenie, iż wyniki finansowe GK RAFAMET za cały rok 2018 będą dodatnie.

Na wynik finansowy za I półrocze duży wpływ miało utworzenie rezerwy bilansowej na niewykorzystane urlopy pracownicze, jak również zwiększenie odpisu aktuarialnego na odprawy emerytalne oraz nagrody jubileuszowe w łącznej wysokości 700 tys. zł.

* * *Autor tekstu: Anna Koza, Adventure Media

Rusza budowa nowego systemu informatycznego dla ZUS. O kontrakt powalczą dwaj technologiczni giganci

Rusza budowa nowego systemu informatycznego dla ZUS. O kontrakt powalczą dwaj technologiczni giganci 1

Zarząd Zakładu Ubezpieczeń Społecznych podjął właśnie decyzję o rozpoczęciu procesu budowy Kompleksowego Systemu Informatycznego 2.0, który ma zastąpić system eksploatowany w ZUS od 20 lat. W informatyce taki okres to kilka epok, dlatego wdrożenie nowych technologii jest koniecznością. System zautomatyzuje szereg procesów, co usprawni obsługę klientów, a także ograniczy koszty związane z utrzymaniem infrastruktury. O kontrakt powalczą Asseco i Comarch. Zamówienie zostanie ogłoszone jeszcze w tym roku.

– ZUS rozpoczyna budowę nowego systemu informatycznego, który docelowo zastąpi ten eksploatowany od 20 lat. Budowa systemu KSI 2.0 jest koniecznością. Technologie obecnie stosowane są przestarzałe i generują bardzo duże koszty związane z utrzymaniem. Jednocześnie ogranicza się rynek dostawców tych technologii, co powoduje mniejszą konkurencyjność i wzrost kosztów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Owczarczyk, dyrektor departamentu rozwoju usług IT w Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Autorem pierwszego systemu informatycznego dla ZUS z 1997 roku jest Prokom, czyli obecne Asseco. Już wówczas umowa była nazywana kontraktem stulecia. O nowy, wart przynajmniej kilkadziesiąt milionów złotych, powalczą Asseco, które dotychczas zajmowało się utrzymaniem systemu, i Comarch, który w tym roku stara się przejąć jego obsługę. Zamówienie dotyczące realizacji KSI 2.0 zostanie ogłoszone w IV kwartale 2018 roku.

 W lipcu został rozstrzygnięty przetarg na umowę ramową na rozwój systemu KSI. Wybrano dwóch wykonawców – Asseco i konsorcjum firm Comarch. Wykonawca nowego systemu KSI 2.0 zostanie wyłoniony w ramach postępowania przetargowego spośród tych dwóch firm – wskazuje Włodzimierz Owczarczyk.

Kompleksowy System Informatyczny zrewolucjonizował całą administrację publiczną. Jest zaliczany do czołówki największych na świecie systemów informatycznych. Jak podkreślają przedstawiciele ZUS, działał bezawaryjnie także podczas wdrażania wielkich zmian w systemie, związanych z reformą obniżającą wiek emerytalny czy wprowadzeniem indywidualnych kont składkowych.

 Projekt i budowę KSI ZUS rozpoczęto pod koniec lat 90. Minęło 20 lat, a w informatyce taki okres to kilka epok. Dziś to dobry moment, by myśleć o rewitalizacji systemu i wykorzystać zdobycze technologiczne do jego unowocześnienia – przekonuje Arkadiusz Wójcik, dyrektor pionu ubezpieczeń społecznych w Asseco Poland.

Nowy system ma być jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie systemów informatycznych nie tylko w Europie, lecz także na świecie. Konieczne jest jednak zdefiniowanie właściwych kierunków rozwoju.

 Rekomendujemy, żeby przed przebudową systemu spojrzeć na procesy i zastanowić się nad ich uproszczeniem, by system dostarczony w efekcie realizacji projektu KSI 2.0 był bardziej przyjazny, otwarty, niezależny technologicznie i przede wszystkim ułatwiał życie osób korzystających z systemu oraz podmiotów utrzymujących i rozwijających go w przyszłości – podkreśla Igor Bednarski, kierownik w zespole realizującym projekt utrzymania KSI ZUS w Comarch.

KSI 2.0 ma nie tylko pomóc ograniczyć koszty, które generuje przestarzały system, lecz przede wszystkim usprawnić obsługę klientów. Obecnie odpowiada za obsługę 26 mln klientów, rozlicza w granicach 150 mld zł składek i obsługuje wypłatę ponad 200 mld zł świadczeń. Zapisane są w nim na kontach ubezpieczonych ponad 2 bln zł.

– W naszej ocenie budowa KSI 2.0 powinna być realizowana etapami tak, by można było, po pierwsze, zrealizować ją w skończonym czasie i w przyjętym budżecie, po drugie, by można było zaplanować należycie przebudowę i móc ją kontrolować. Istotne jest także to, by nadążać za zmieniającymi się wymaganiami prawnymi i otoczeniem formalnym – mówi Igor Bednarski.

Budowa nowego systemu to wydarzenie dużego kalibru. Tak duże systemy informatyczne projektuje się na wiele lat eksploatacji, dlatego rzadko kto decyduje się na tego typu zmiany. W Polsce dotychczas nikt jeszcze nie podjął się budowy tego typu systemu na nowo. Jak jednak przekonują eksperci, korzyści z budowy KSI 2.0 odczują wszyscy.

– Klienci ZUS odczują zmianę systemu w postaci szybszej reakcji na ich potrzeby. Jednocześnie będziemy w stanie szybciej reagować na wymagania, które stawia przed nami ustawodawca. Docelowo zmiana systemu na KSI 2.0 przyniesie zmianę ergonomii, wprowadzi automatyzację procesów, które do tej pory nie zostały zautomatyzowane. Tym samym pracownicy ZUS zostaną odciążeni od realizacji prac, które teraz musieli wykonywać dłużej lub poza systemem – tłumaczy Włodzimierz Owczarczyk.

Z systemu korzysta codziennie ok. 40 tys. pracowników. Przetwarza 300 terabajtów danych, 250 tys. operacji na sekundę, a rocznie ponad 900 mln dokumentów.

– Odnowienie systemu da wiele korzyści – od najprostszych korzyści finansowych, czyli zmniejszenia kosztów infrastruktury technicznej, utrzymania systemu, poprzez korzyści z czasem realizacji zmian i poprawek, np. zmian wynikających z wprowadzenia nowych aktów prawnych, do których system musi być dostosowany. Modyfikacja, która dziś musi być zrealizowana w co najmniej 9 miesięcy, w nowej technologii być może będzie realizowana w czasie dwu-, a nawet trzykrotnie krótszym – podkreśla Arkadiusz Wójcik.

Trwa dobra passa w przemyśle metalowym. Ubiegłoroczny rekord może zostać pobity

Trwa dobra passa w przemyśle metalowym. Ubiegłoroczny rekord może zostać pobity 2

Polski rynek wyrobów stalowych powiększył się czwarty rok z rzędu, a zużycie na koniec ubiegłego roku wyniosło rekordowe 13,5 mln ton – najwięcej od 1989 roku. Z kolei w I kwartale br. krajowa produkcja wzrosła już o 6 proc., a zużycie stali – o 15 proc. w ujęciu rocznym. Tak dobre dane wskazują, że rekordy z ubiegłego roku mogą zostać pobite. Kluczowe przełożenie na rynek stali będą mieć jednak m.in. ceny energii elektrycznej oraz wojna celna pomiędzy Chinami i USA, która może spowodować, że ceny wzrosną, a na europejski rynek trafi większa ilość tego surowca. 

Sytuacja w przemyśle metalowym jest w tej chwili bardzo stabilna. Produkcja hut, która w 2017 roku musiała się dynamicznie rozwinąć, osiągnęła takie wydajności, które są stabilne dla nas, odbiorców. Także we wszystkich branżach, do których dostarczamy, koniunktura jest dobra. Polski przemysł metalowy jest poważnym graczem na rynku europejskim. Mamy bardzo duże huty, które są globalnymi dostawcami i znajdują się w sieci globalnych producentów, tak więc nasza pozycja z punktu widzenia całej Europy jest znacząca – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Leszek Jurasz, prezes zarządu Mangata Holding.

Polska plasuje się w pierwszej dwudziestce największych producentów stali na świecie i na piątym miejscu w UE (po Niemczech, Włoszech, Francji i Hiszpanii). W ubiegłym roku polski rynek wyrobów stalowych powiększył się czwarty rok z rzędu, a zużycie wyniosło rekordowe 13,5 mln ton – najwięcej od 1989 roku. Krajowi producenci odnotowali też dynamiczny wzrost produkcji stali surowej, przekraczający 10,3 mln ton. Za krajowe zużycie tego surowca w największym stopniu odpowiada sektor budowlany (43 proc.) – wynika z raportu „Polski przemysł stalowy 2018” Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej. Dane HIPH pokazują też, że tylko w pierwszym kwartale br. krajowa produkcja zwiększyła się o 6 proc., a zużycie stali wzrosło o 15 proc. w ujęciu rocznym. Zwiększony popyt to m.in. efekt inwestycji infrastrukturalnych oraz dobrej koniunktury w budownictwie i przemyśle.

Natomiast w ujęciu globalnym produkcja stali surowej wzrosła w ubiegłym roku o 5 proc., osiągając rekordowy poziom 1,69 mld ton. Wzrosty notowało również światowe zapotrzebowanie na wyroby stalowe – do 1,59 mld ton, co również jest najlepszym wynikiem w historii. Wykorzystanie mocy produkcyjnych w światowym hutnictwie w ubiegłym roku było jednak niskie, na poziomie ok. 69 proc., a szacowana nadwyżka zdolności wyniosła 760 mln ton – wynika z raportu HIPH. Z kolei w I kwartale br. produkcja globalna wzrosła o 4 proc., do blisko 426,6 mln ton stali surowej. Rekordzistą były Chiny, które odnotowały w tym czasie 5,5-proc. wzrost produkcji.

W najbliższych latach zarówno produkcja, jak i zapotrzebowanie na stal powinny nadal stabilnie rosnąć, jednak duże przełożenie na ten sektor będą mieć ceny energii elektrycznej, polityka klimatyczna oraz konflikt celny pomiędzy Chinami a USA.

– Jesteśmy w ciekawym momencie, jeśli chodzi o sytuację na globalnym rynku stali. Negocjacje celne, które trwają pomiędzy USA, UE i Chinami, będą miały duży wpływ na to, jak będzie funkcjonować ten segment w najbliższym czasie. Globalnie mamy taką sytuację, w której główni gracze koncentrują się trochę bardziej na własnych ogródkach. Chiny, które są głównym producentem stali i potężnym konsumentem, USA i wysoko rozwinięta UE bardziej dbają już o swoje wewnętrzne interesy. Rozwój tej sytuacji może mieć duży wpływ na segment stali w Europie – mówi Leszek Jurasz.

Ponieważ na globalnym rynku podaż stali jest w tym momencie wyższa niż popyt, eksperci prognozują spadek cen tego surowca. Jednak prezes Mangata Holding Leszek Jurasz ocenia, że jeżeli konflikt handlowy będzie się pogłębiał, może się to negatywnie odbić na całym rynku i wbrew prognozom spowodować podwyżkę cen stali.

Podaż stali globalnie jest w tej chwili większa niż popyt. W związku z tym eksperci zakładają trend spadkowy dla cen, co z kolei dla nas byłoby bardzo korzystne, bo w 2017 roku przeżywaliśmy trudne chwile, kiedy ceny niektórych gatunków stali rosły nawet o 20 proc. Niemniej jednak trudno w tej chwili przewidzieć docelowy scenariusz – mówi Leszek Jurasz.

Zmniejszony import stali do USA, związany z wprowadzeniem 25-proc. ceł na chińskie wyroby stalowe, może też spowodować, że większa ilość tego surowca będzie trafiać na rynek europejski, również do Polski. Import wyrobów stalowych do kraju w I kwartale br. wzrósł o 12 proc.

Mangata Holding to jeden z największych graczy w branży metalowej i zarazem jedna z 500 największych firm w Polsce. Jego spółki zależne (m.in. Zetkama, Kuźnia Polska, Śrubena) eksportują swoje produkty na ponad 70 zagranicznych rynków. Wyniki finansowe za I półrocze pokazują 20-proc. wzrost zysku w ujęciu rocznym. Spółka zapowiedziała także, że podtrzymuje prognozy finansowe do końca roku (51,4 mln zł zysku netto i 694,4 mln zł przychodów na koniec 2018).

– Po I półroczu wyniki spółki w relacji do 2017 roku mamy bardzo dobre. Wszystkie spółki z naszego holdingu spisały się świetnie i zakładam, że sytuacja do końca tego roku nie powinna ulec zmianie. Portfele spółek są bardzo mocno wypełnione, więc powinniśmy normalnym rozbiegiem dobrnąć do końca grudnia i zrealizować publikowane wcześniej prognozy – mówi Leszek Jurasz.

Po pierwszym półroczu przychody Mangata Holding wyniosły 361,3 mln zł, EBITDA – 50,4 mln zł, a zysk netto sięgnął 31,6 mln zł. Oznacza to, że przychody grupy wzrosły rok do roku o 15 proc., EBITDA – o 6,5 proc., a zysk netto był większy o 22,5 proc. Na wyniki grupy wpłynęła przede wszystkim bardzo dobra koniunktura we wszystkich segmentach – automotive, armatury, automatyki przemysłowej i elementów złącznych. Spółka odnotowała wzrost sprzedaży we wszystkich tych segmentach, ale na jej rentowność w największym stopniu wpłynęła branża automotive.

Jeżeli chodzi o otoczenie rynkowe w obszarze cen stali, które miały bardzo istotny wpływ na naszą rentowność w 2017 roku, to sytuacja ładnie się ustabilizowała. Prognozy do końca roku wskazują, że ta sytuacja, która jest głównym nośnikiem kosztowym dla całego naszego holdingu, nie powinna ulec zmianie. Istotne są natomiast prognozy, które wskazują, że ceny energii powinny istotnie wzrosnąć, a dla dwóch naszych firm ma to szczególnie istotne znaczenie – mówi prezes zarządu Mangata Holding.

Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie

Modern-Expo Group, międzynarodowy producent i dostawca kompleksowego wyposażenia dla branży retail, otwiera biuro w Warszawie. To drugie, po siedzibie w Lublinie, miejsce prowadzenia działalności firmy w Polsce. – Wybór stolicy na nasze kolejne biuro jest nieprzypadkowy. Chcemy ułatwić komunikację z klientami i partnerami biznesowymi. Biuro w Warszawie będzie idealnym miejscem współpracy klienta z jego opiekunem z Modern Expo – mówi Piotr Kraśnicki, dyrektor ds. sprzedaży i członek zarządu Modern Expo Group.

Działalność Modern Expo na globalnym rynku sukcesywnie się rozszerza. Już dziś produkty firmy trafiają do ponad 65 krajów, a firma planuje ekspansję na kolejne rynki. – Decyzja o otwarciu nowego biura to również efekt rozwoju firmy. Wciąż rozbudowujemy nasz zespół o najlepszych specjalistów. Tylko we wrześniu zatrudniliśmy 7 nowych osób i planujemy dalsze rekrutacje. Praca w teamie Modern-Expo to nie tylko wyzwanie, ale i szansa rozwoju zawodowego. To także komfort wynikający z warunków pracy – dodaje Piotr Kraśnicki.

Biuro w nowoczesnym kompleksie co-workingowym Brain Embassy przy ulicy Konstruktorskiej 11 to kolejny etap realizacji strategii firmy.– Stawiamy na innowacje, dlatego między innymi pracujemy w nowoczesnych przestrzeniach biurowych. Odpowiednie warunki zwiększają komfort i wydajność pracy oraz sprzyjają kreatywności – tłumaczy Piotr Kraśnicki z Modern-Expo.Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (1) Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (2) Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (3) Modern Expo Group otwiera biuro w Warszawie (4)

Zamysłem Brain Embassy było stworzenie miejsca, które nawiązuje do stylu pracy marki Google. Biurowiec na Mokotowie wyposażony jest nie tylko w tradycyjne pomieszczenia biurowe, ale również w przestrzeń co-workingową, bibliotekę, strefę relaksu z hamakami i pufami oraz pokój do drzemek. Wszystko stworzone w nowoczesnym designie. Projekt ten został uhonorowany tytułem „Innowacji Roku” w 16. edycji prestiżowego konkursu CIJ Awards.

Urządzenia do oczyszczania powietrza w domach coraz bardziej popularne. Ograniczają ilość zanieczyszczeń nawet o 99 proc

Urządzenia do oczyszczania powietrza w domach coraz bardziej popularne. Ograniczają ilość zanieczyszczeń nawet o 99 proc 3

Przed smogiem nie można się schować w domu – zanieczyszczone powietrze dostaje się również do wnętrza domów i mieszkań, powodując m.in. podrażnienie dróg oddechowych, alergie, bóle głowy i zmęczenie. Powietrze w pomieszczeniach może też być zatruwane przez dym papierosowy, kurz i roztocza, wilgoć i obecność pleśni. Świadomość konsumentów rośnie, dlatego w ostatnich latach sprzedaż domowych oczyszczaczy powietrza wzrosła o kilkaset procent. Takie urządzenia nie tylko ograniczają ilość zanieczyszczeń nawet o 99,7 proc., lecz także mogą stanowić ozdobę mieszkania, bo producenci AGD stawiają coraz mocniejszy akcent na dobry design.

– Segment urządzeń do oczyszczania powietrza w pomieszczeniach rozwija się całkiem szybko, ponieważ jakość powietrza się pogarsza, a nawet 90 procent naszego czasu spędzamy we wnętrzach. Jakość tego, czym oddychamy, ma dla ludzi duże znaczenie, podobnie jak zdrowa żywność. Coraz bardziej dbamy o powietrze, którym oddychamy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Martin Stadler, założyciel i CEO szwajcarskiej firmy Stadler Form.

Smog jest coraz większym problemem, zwłaszcza w dużych miastach, takich jak Warszawa czy Kraków, gdzie do niskiej emisji i zanieczyszczenia powietrza przyczyniają się spaliny emitowane przez transport drogowy. Według raportu WHO spośród pięćdziesięciu miast Unii Europejskiej z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem aż trzydzieści trzy znajdują się w Polsce. Szacuje się, że z powodu chorób, do których przyczynia się smog, takich jak astma, obturacyjne zapalenie płuc, niewydolność oddechowa czy choroby układu krążenia, każdego roku umiera w Polsce około 45 tys. ludzi.

Zanieczyszczone powietrze dostaje się również do wnętrza domów i mieszkań, powodując m.in. ataki duszności i podrażnienie dróg oddechowych, łzawienie i alergie, bóle głowy i zmęczenie. Z badań, które dwa lata temu przeprowadzili naukowcy z krakowskiego Uniwersytetu Rolniczego, wynika, że w 1/3 przypadków powietrze wewnątrz budynku jest nawet bardziej zanieczyszczone niż na zewnątrz. Stąd coraz większą popularnością na rynku cieszą się domowe urządzenia do oczyszczania powietrza – przydatne do zapobiegania czy minimalizowania występowania chorób układu oddechowego. W trakcie ostatnich 5–6 lat sprzedaż takich urządzeń wzrosła o kilkaset procent.

– Podejmujemy szeroko zakrojone działania mające na celu edukowanie ludzi i uwrażliwianie ich na kwestie zanieczyszczeń i złej jakości powietrza w pomieszczeniach. To o tyle ważne, że w pomieszczeniach spędzamy większość naszego czasu. Możemy poprawić w nich jakość powietrza w bardzo prosty sposób – zaopatrując się w dobry oczyszczacz powietrza. Ma to duże znaczenie dla naszych płuc i jest szczególnie ważne dla osób cierpiących na alergie. Na zewnątrz znajduje się bardzo dużo drobnych zanieczyszczeń, których źródłem jest m.in. duża liczba samochodów na drogach, a to bardzo niekorzystnie wpływa na nasze płuca. Staramy się edukować ludzi w tym zakresie, mówiąc im, jak poprawić jakość powietrza – mówi Martin Stadler.

Domowy oczyszczacz działa w prosty sposób: zasysa powietrze w pomieszczeniu, przepuszcza je przez szereg filtrów i wydmuchuje z potworem. Takie urządzenie, w zależności od modelu i filtra, potrafi zredukować poziom zanieczyszczeń nawet o 99,7 proc. Na rynku jest w tej chwili bardzo wiele modeli, w różnym przedziale cenowym i z dodatkowymi funkcjami. Często jednak problemem jest ich duży rozmiar i niezbyt zachęcający design.

Tę lukę postanowiła wypełnić szwajcarska marka Stadler Form, założona dwadzieścia lat temu przez Martina Stadlera, który poszukiwał nawilżacza. Nie mogąc go znaleźć, zaprojektował go samodzielnie, z pomocą Matti Walkera, który jest dziś głównym projektantem marki. Pierwszym produktem marki był nawilżacz powietrza Fred. Szwajcarska marka ma dziś ponad 30-proc. udział w rodzimym rynku i stawia na połączenie zaawansowanej technologii z dobrym designem, zdobywając prestiżowe nagrody w tym zakresie. Jak podkreśla założyciel marki, dobre wzornictwo w branży AGD odgrywa coraz ważniejszą rolę i jest jednym z aspektów, na które klienci zwracają uwagę przy wyborze.

– Design w branży AGD jest bardzo istotny, ponieważ cały czas mamy te urządzenia na widoku. Klienci zwracają na to uwagę, dlatego kładziemy na wygląd duży nacisk. Współpracujemy w tym zakresie z projektantami ze Szwajcarii. To dzięki temu nasze produkty są unikalne i podobają się konsumentom. Mają one w założeniu wywoływać uśmiech u klientów – mówi Martin Stadler.

Jak podkreśla, to nie oznacza wcale rezygnacji z wysokiej jakości.

– Dobre rozwiązania technologiczne są naszym priorytetem, więc nie skupiamy się wyłącznie na wyglądzie produktów. Bardzo zależało nam na odpowiednim i skutecznym oczyszczaniu powietrza. Wiemy, jak tworzyć pięknie wyglądające produkty i umiemy łączyć to z wysoką jakością. Te dwa aspekty nie są ze sobą naturalnie powiązane, czasami niezwykle trudno jest umieścić właściwą technologię w środku ładnie wyglądającego produktu. Ale nam już od 20 lat udaje się to całkiem dobrze – mówi Martin Stadler.

Obecna na polskim rynku od kilku lat marka wprowadziła niedawno do sprzedaży oczyszczacz powietrz Roger i jego mniejszą wersję – Roger Little, który walczy ze smogiem, eliminując przy okazji bakterie, grzyby i inne zanieczyszczenia przyczyniające się do złej jakości powietrza w pomieszczeniu.

– Opracowanie oczyszczaczy powietrza Roger i Roger Little zajęło nam dużo czasu, ponieważ ich konstrukcja jest bardzo skomplikowana, a zależało nam na bardzo skutecznym oczyszczaniu powietrza. Wydajność tych urządzeń jest niezwykle wysoka. W małej obudowie udało nam się umieścić urządzenie o imponującym wskaźniku CADR – clean air delivery rate, który oznacza ilość czystego powietrza dostarczanego przez urządzenie – mówi założyciel i CEO Stadler Form.

Fuzja na rynku poligraficznym – Reprograf i Grafikus łączą siły

Spółki Reprograf SA i Grafikus Systemy Graficzne Sp. z o.o. podpisały umowę inwestycyjną, na mocy której stworzą nową firmę: Reprograf-Grafikus SA. Planowa data połączenia podmiotów to 1 stycznia 2019.

Reprograf SA i Grafikus Systemy Graficzne Sp. z o.o. to wiodący dystrybutorzy maszyn i urządzeń oraz materiałów konsumpcyjnych na rynku poligraficznym. Obie spółki obecne są na polskim rynku od kilkudziesięciu lat, a ich klientami są drukarnie z wielu sektorów. – Połączenie Reprografu i Grafikusa jest pierwszym projektem na tak dużą skalę na polskim rynku dystrybucji maszyn i materiałów poligraficznych. Jest to kontynuacja naszego strategicznego planu rozwoju zapoczątkowanego połączeniem Grafikusa ze specjalistyczną spółką INK Polska – komentuje Jacek Kuśmierczyk, współwłaściciel Grafikusa.

Polska od wielu lat znajduje się w czołówce rynków poligraficznych w Europie. Według ostatnich danych, tempo wzrostu sektora oscyluje między 5 a 6 procent rok do roku. Większość podmiotów to mikro- i małe przedsiębiorstwa, które stanowią ponad 90% wszystkich firm branży. Bardzo często są to sprofilowane drukarnie specjalizujące się w określonym rodzaju druku. Rynek i konsumenci oczekują jednak coraz częściej kompleksowej realizacji usług przez jeden podmiot. – Od kilku lat obserwujemy zmieniające się trendy na rynku poligraficznym. Coraz większy nacisk kładzie się na połączenie kompetencji i kompleksowej obsługi zleceń – mówi Jolanta Kurowiak, właścicielka Reprografu. – Jestem przekonana, że integracja umiejętności i doświadczeń obu spółek wprowadzi zupełnie nową jakość na rynku – dodaje.

Połączenie dwóch spółek możliwe będzie dopiero po wydaniu zgody przez UOKiK.

Powrót po urlopie to dobry moment na zmiany w pracy. Większa asertywność poprawi wydajność i komfort wykonywanych zadań

Powrót po urlopie to dobry moment na zmiany w pracy. Większa asertywność poprawi wydajność i komfort wykonywanych zadań 4

Powrót z urlopu to dobry moment na przewartościowanie i przeorganizowanie dotychczasowych obowiązków oraz wprowadzenie zmian. Jedną z nich powinno być wyćwiczenie asertywności w relacjach z szefem i współpracownikami, co przełoży się na większy komfort w miejscu pracy, poprawi efektywność i podniesie pewność siebie. Taka zmiana jest trudna zwłaszcza dla osób nieśmiałych, introwertycznych, dlatego dobrze jest wprowadzać ją małymi kroczkami. Trzeba też uważać, żeby nie pomylić asertywności z roszczeniowością i agresją. 

– Asertywność jest umiejętnością pełnego wyrażania siebie i tworzenia zdrowych relacji w miejscu pracy. Dając sobie prawo do wyrażania własnych potrzeb, myśli i emocji, komunikujemy szefowi i współpracownikom, co naprawdę czujemy i myślimy. Wówczas mamy szansę na zbudowanie zdrowych, konstruktywnych relacji i uniknięcie tych toksycznych, w których ciągle trzeba udawać, robić coś wbrew sobie. To nie wpływa ani na dobrą atmosferę w miejscu pracy, ani na efektywność – mówi agencji Newseria Natalia Kotas-Rippel, psycholog pracy i organizacji, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Dobrze zacząć ćwiczyć asertywność po powrocie z urlopu, kiedy jesteśmy pozytywnie nastawieni do otoczenia, bardziej otwarci, optymistyczni. W takim stanie emocjonalnym łatwiej jest wdrażać zmiany. Nauczenie się i wdrożenie zachowań asertywnych w miejscu pracy może stworzyć poczucie wakacyjnego komfortu przez cały rok.

– Asertywność nie jest wrodzonym zachowaniem, ale można się jej nauczyć. Na pewno trudniej przychodzi to osobom nieśmiałym, introwertycznym, zamkniętym w sobie. Nie myślę tutaj o asertywności jako rewolucji, która oznacza, że nagle mamy być asertywni w każdej relacji w miejscu pracy. Chodzi raczej o zrobienie drobnego kroku – mówi Natalia Kotas-Rippel.

Jak podkreśla, asertywność w relacji z szefem jest jednym z trudniejszych tematów i wielu pracowników zwyczajnie się go obawia. Dlatego ucząc się zachowań asertywnych, warto zacząć od bezpieczniejszych relacji – na przykład z koleżanką, kolegą czy bliskim współpracownikiem – i stopniowo przenosić je na grunt szef–pracownik. Przełamanie bariery w tej relacji może dać poczucie wewnętrznego komfortu i większą pewność siebie.

Bywa, że na początku asertywność wiąże się z pewnymi kosztami emocjonalnymi, a druga strona nie reaguje pozytywnie. Są to naturalne reakcje na zachowanie inne niż do tej pory. Często bywa tak, że przyzwyczailiśmy już inne osoby, że nie stawiamy granic, nie mówimy „nie”. Zmiana w zachowaniu może powodować zdziwienie otoczenia. Jeżeli wydaje się nam, że inna osoba przestaje nas lubić i daje do zrozumienia, że jesteśmy dziwni, to jest forma oporu – mówi Natalia Kotas-Rippel.

Ekspertka Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu podkreśla, że na początku trzeba również prawidłowo zdefiniować asertywność – jako umiejętność pełnego wyrażania siebie w relacji z innymi, komunikowania swoich odczuć, umiejętność stawiania granic, ale – co istotne – z poszanowaniem uczuć i granic innych osób. Tymczasem, zwłaszcza przedstawicielom młodego pokolenia pracowników, zdarza się mylić asertywność z roszczeniowością lub wręcz bezczelnością.

Młode pokolenie wierzy w siebie, ma poczucie świadomości swoich kompetencji i umiejętności. Jest to bardzo dobre, natomiast czasami forma przekazywania tej wiary w siebie budzi wątpliwości. Podczas spotkań rekrutacyjnych w miejscu pracy czasami zauważamy postawy roszczeniowe. Nie ma to nic wspólnego z asertywnością. Czasami widzimy, że pojęcie asertywności jest mylone z agresją – mówi ekspertka Wyższej Szkoły Bankowej.

W Polsce studiuje około 70 tys. zagranicznych studentów. Ponad połowa jest z Ukrainy

W Polsce studiuje około 70 tys. zagranicznych studentów. Ponad połowa jest z Ukrainy 5

Studenci z zagranicy stanowią obecnie około 5 proc. ogółu studentów w Polsce, ale szybko ich przybywa. Z blisko 70 tys. ponad połowa pochodzi z Ukrainy, ale rośnie też liczba chętnych m.in. z Indii i innych krajów azjatyckich. Polskę wciąż jednak wybiera stosunkowo niewielu studentów z Europy Zachodniej. Wyjątkiem są studia medyczne, na których uczy się duży odsetek osób z USA, Norwegii czy Szwecji. Jednak później – po zakończeniu nauki – przeważnie podejmują oni pracę za granicą.

Polska jest z pewnością coraz bardziej atrakcyjnym miejscem do studiowania dla obcokrajowców. Mamy dużą dynamikę wzrostu liczby studentów z zagranicy – w ostatnim roku był to wzrost 10-procentowy. Obecnie mamy blisko 70 tys. studentów zagranicznych na studiach pełnych. Głównie mówimy o studentach z takich krajów jak Ukraina czy Białoruś, ale pojawia się coraz więcej chętnych z rynków odległych – Indii, Chin, Wietnamu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Zofia Sawicka, zastępca dyrektora Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w ubiegłym roku 72,7 tys. cudzoziemców planowało studiować w Polsce przynajmniej jeden rok akademicki. Większość pochodziła z krajów europejskich, w tym ponad połowa z Ukrainy (37,8 tys., czyli 52 proc.).

Profil zainteresowań studentów z Ukrainy jest bardzo różny, głównie są to nauki społeczne. Natomiast patrząc na kierunki studiów, w których Polska jest rozpoznawalna, wysoko są studia techniczne na politechnikach – mówi dr Zofia Sawicka.

Drugą grupę pod względem liczebności stanowili w ubiegłym roku studenci z Białorusi (6 tys., czyli 8,3 proc.) oraz z Indii (3 tys., czyli 4,1 proc.). Statystyki pokazują również, że z roku na rok przyjeżdża ich coraz więcej z krajów skandynawskich, Niemiec, Czech, Hiszpanii, Rosji i Turcji. Zdecydowana większość cudzoziemców (63,8 tys., czyli 87,8 proc.) podjęła studia stacjonarne, a prawie jedna trzecia (22,2 tys.) wybrała szkoły w województwie mazowieckim. Studenci z zagranicy stanowią obecnie około 5 proc. ogółu studentów w Polsce.

Polska przyciąga głównie tym, że jest krajem przyjaznym, co zresztą cechuje też kraje sąsiadujące jak Czechy czy Węgry. To najważniejsze kryterium, które wychodzi w badaniach ankietowych. Studenci tutaj czują się dobrze, czują się zaopiekowani i – wbrew temu, co się mówi – nie są atakowani. Skala takich zdarzeń jest dużo mniejsza niż w innych krajach europejskich – mówi dr Zofia Sawicka. – Drugi powód, dla którego studenci wybierają nasz kraj, to relatywnie niskie koszty utrzymania, czyli kalkulacja jakości do ceny. Jakość studiów w Polsce się podnosi, jest to dyplom uznawany w UE, a jednocześnie koszty życia są niższe w porównaniu z większością krajów europejskich.

Jak zauważa, Polskę wciąż jednak wybiera stosunkowo niewielu studentów z państw Europy Zachodniej. Wyjątkiem są studia medyczne, na których uczy się duży odsetek studentów z USA, Norwegii czy Szwecji. Jednak po zakończeniu nauki przeważnie podejmują oni pracę za granicą.

– Kształcimy lekarzy, jesteśmy w tym dobrzy, rozpoznawalni, przyciągamy studentów, natomiast nie pozyskujemy w ten sposób lekarzy do pracy w Polsce – mówi dr Zofia Sawicka.

Jak wynika z raportu „Study in Poland 2017” Fundacji Edukacyjnej Perspektywy, w ubiegłym roku za granicą studiowało ok. 27 tys. Polaków, którzy najczęściej podejmują naukę w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i USA. Dużym zainteresowaniem cieszy się ostatnio również Dania, Włochy i Austria. Natomiast na Ukrainie studiowało w ubiegłym roku zaledwie 769 polskich studentów, z czego większość na dwóch uczelniach: Lwowskim Narodowym Uniwersytecie Medycznym (258) oraz Państwowym Uniwersytecie Medycznym w Tarnopolu (245).

Zawsze wygrywają te trzy kraje, które w ogóle są najchętniej wybierane przez Polaków również do pracy. Są to Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Niemcy. Takie wyjazdy na pewno są nie do przecenienia. Z punktu widzenia polskiej racji stanu wolelibyśmy, żeby studenci nie wyjeżdżali na pełne cykle kształcenia. Dlatego oferujemy głównie stypendia krótkookresowe, które umożliwiają wyjazd na pół roku bądź rok, w takiej samej formule jak Erasmus –mówi zastępca dyrektora Narodowej Agencji Wymiany Akademickiej. – Badania, które przeprowadziła ostatnio Fundacja Rozwoju Systemów Edukacji, głównie w odniesieniu do studentów wyjeżdżających w ramach programu Erasmus, pokazują, że mają oni dużo większe szanse znalezienia potem dobrej pracy, mając takie doświadczenie w swoim CV.

Program wymiany studenckiej Erasmus działa w Europie od przeszło 30 lat. Natomiast Polacy na zagraniczne stypendia mogą wyjeżdżać od 1998 roku. Według danych Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji (FRSE), w ciągu 18 lat zdecydowało się na to 180 tys. studentów (dane na 2017 rok). W tym czasie do Polski na studia przyjechało prawie 100 tys. obcokrajowców.

Wymiana studentów i naukowców jest bardzo ważna. W ramach NAWA realizujemy trzy takie programy. W programie Akademickie Partnerstwa Międzynarodowe polskie uczelnie składają wnioski o sfinansowanie działań, które podejmują w partnerstwie z instytucją zza granicy. Mogą to być zarówno działania dydaktyczne, jak i badawcze czy wymiana kadry administracyjnej. Jest też program PROM, dedykowany wymianie doktorantów i naukowców z uczelni polskich i zagranicznych w okresie do 30 dni. Istotny jest też program Welcome to Poland, gdzie wspieramy uczelnie w przyjmowaniu studentów i kadry zza granicy, przekazując środki na szkolenia dla kadry administracyjnej, tworzenie mieszanych grup językowych, punktów obsługi studentów i kadry zza granicy – wylicza dr Zofia Sawicka.

Nowe technologie w walce ze smogiem. Inteligentne maski antysmogowe chronią przed niewidocznymi dla ludzkiego oka śmiercionośnymi cząsteczkami

Nowe technologie w walce ze smogiem. Inteligentne maski antysmogowe chronią przed niewidocznymi dla ludzkiego oka śmiercionośnymi cząsteczkami 6

Problem smogu jest w Polsce na tyle duży, że na rynku pojawiają się coraz to nowsze rozwiązania, mające chronić nas przed złej jakości powietrzem. W zimie normy w takich miastach jak Kraków czy Warszawa przekraczane są nawet kilkukrotnie. Coraz więcej projektów i urządzeń powstaje by walczyć ze smogiem w domu. Oczyszczacze powietrza są coraz bardziej zaawansowane i potrafią oczyścić powietrze w całym domu. Pojawiają się też innowacyjne doniczki i rośliny antysmogowe. Najgroźniejsza w czasie przekroczonych norm jest jednak aktywność na zewnątrz, np. bieganie czy jazda na rowerze. Tu pomogą nowoczesne maski antysmogowe.

– Zanieczyszczenie powietrza stanowi obecnie coraz większe wyzwanie. 82 proc. ludzi na świecie oddycha zanieczyszczonym powietrzem – to bardzo duża liczba. Na przykład w Paryżu zanieczyszczenie powietrza jest przyczyną 50 tys. zgonów rocznie, czyli dziesięć razy więcej niż wypadki drogowe. Zanieczyszczenie staje się główną przyczyną zgonów w Paryżu, co jest ogromnym problemem – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Flavien Hello ze start-upu R-PUR.

Za powstawanie smogu odpowiada przede wszystkim tak zwana niska emisja, czyli pyły i szkodliwe gazy pochodzące z transportu i domowych palenisk czy lokalnych kotłowni, w których spalanie odbywa się w sposób nieefektywny. Niska emisja oddziałuje na wysokości do 40 metrów i właśnie dlatego jest ona szczególnie niebezpieczna dla zdrowia ludzi. Lekarze radzą, by w przypadku pogorszenia jakości powietrza nie opuszczać mieszkań. Wyjście z domu umożliwi natomiast maska antysmogowa, niezbędna zwłaszcza przy aktywnościach fizycznych, takich jak bieganie, czy jazda na rowerze.

– Noszenie masek podczas jazdy rowerem, motocyklem lub nawet podczas biegania w mieście zapewnia pełną ochronę. Najważniejsze jednak jest korzystanie z maski podczas jazdy, ponieważ wtedy jesteśmy najbardziej narażeni na kontakt ze skoncentrowanymi zanieczyszczeniami, będąc bardzo blisko samochodów i innych źródeł zanieczyszczeń. Właśnie wtedy potrzebna jest największa ochrona – przekonuje Flavien Hello.

Zawieszone w powietrzu pyły przedostają się do układu oddechowego i zatruwają cały organizm. Najbardziej szkodliwe są cząsteczki pyłu zawieszonego o oznaczeniu PM 2,5 oraz PM 10. Ich struktura jest kilkukrotnie mniejsza od ziarnka piasku. Dostają się one bezpośrednio do pęcherzyków płucnych. Przed ich działaniem może pomóc najnowsza maska R-PUR.

– R-PUR to nowy rodzaj maski przeciw zanieczyszczeniom, która pomaga chronić się przed zanieczyszczeniem powietrza w dużych miastach. Maska chroni przed bardzo drobnymi cząsteczkami, które są najbardziej szkodliwe dla organizmu, ponieważ dostają się do krwi i uszkadzają narządy wewnętrzne, a także przed gazami. Do osoby oddychającej przez maskę nie docierają żadne zapachy ani cząsteczki, tylko czyste powietrze – twierdzi ekspert.

Inteligentna maska antysmogowa francuskiego start-upu współpracuje z aplikacją mobilną, która lokalizuje użytkownika, pobiera informacje z lokalnych stacji kontrolujących jakość powietrza, a po wprowadzeniu przez użytkownika kilku innych danych, oblicza też, jak długo filtr będzie mógł skutecznie chronić użytkownika przed smogiem. Maska jest już dostępna na rynku w cenie 150 euro.

Poziom świadomości dotyczącej zanieczyszczenia powietrza rośnie. Pojawia się coraz więcej projektów i urządzeń mających walczyć ze smogiem. Airly to polski start-up, który buduje sieć czujników powietrza w polskich miastach i gminach. Rozwiązanie to pozwala monitorować stan zanieczyszczenia powietrza w czasie rzeczywistym. Poziom zanieczyszczeń pokazywany jest na mapie oraz w specjalnej aplikacji mobilnej. Sensory Airly mierzą m.in. poziom stężenia pyłów zawieszonych, temperaturę powietrza, ciśnienie czy wilgotność powietrza. W przyszłości system będzie także przewidywał jakość powietrza.

Polska firma Degrum opracowuje z kolei zielone przystanki, w których specjalny system filtrów, ukryty w pomieszczeniu technicznym w przystanku, będzie zaciągał zanieczyszczone powietrze z zewnątrz, oczyszczał je i zwracał czyste powietrze do środka przystanku.

Jak wynika z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli, praktycznie w całej Polsce normy dotyczące jakości powietrza są notorycznie przekraczane. NIK podkreśla, że od 2014 roku, Polska wciąż jest czarnym punktem na mapie Europy, jeżeli chodzi o jakość powietrza, ale też o podejmowane działania na rzecz walki ze smogiem. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia aż 7 na 10 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie znajduje się właśnie w Polsce.

Hakerzy włamali się do kasyna przez podłączoną do internetu grzałkę akwarystyczną. To najprostsze urządzenia są zwykle najbardziej narażone na ataki

Hakerzy włamali się do kasyna przez podłączoną do internetu grzałkę akwarystyczną. To najprostsze urządzenia są zwykle najbardziej narażone na ataki 7

Wraz z popularyzacją smartfonów oraz inteligentnych asystentów coraz chętniej podłączamy do internetu najróżniejsze urządzenia. Z naszą domową siecią Wi-Fi łączą się telewizory, drukarki, czujniki ruchu, a nawet ekspresy do kawy czy zamki w drzwiach. Tymczasem współczesne systemy cyberbezpieczeństwa są zbyt skomplikowane, aby można było stosować je w najprostszych inteligentnych sprzętach. Wiele gadżetów funkcjonujących w ramach internetu rzeczy jest łatwym celem dla cyberprzestępców, którzy mogą się włamać do naszej sieci, wykorzystując najgorzej chronione urządzenie.

– Internet rzeczy dzisiaj nie jest bezpieczny. Niestety rozwój rynku internetu rzeczy nie pociąga za sobą rozwoju zabezpieczeń. Obecnie systemy cyberbezpieczeństwa są zbyt skomplikowane dla prostych urządzeń, wymagają zbytniej mocy operacyjnej, pamięci i oczywiście poboru energii, żeby najprostsze czujniki, mierniki czy ekspresy do kawy mogły zostać podłączone do obecnie istniejących systemów cyberbezpieczeństwa – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Ostafil, dyrektor ds. operacyjnych, Cyberus Labs.

W zeszłym roku młody brytyjski haker Stackoverflowin przejął kontrolę nad przeszło 158 tys. drukarek z Europy, USA oraz Kanady, chcąc udowodnić, jak dziurawe są zabezpieczenia internetu rzeczy. Kilka tygodni temu inżynierowie HP wyznaczyli specjalną nagrodę dla tych, którzy znajdą luki w zabezpieczeniach ich drukarek. Hakerzy, którym uda się włamać do sprzętu HP i podzielą się tą wiedzą z producentem, mogą liczyć na 10 tys. dolarów.

Najbardziej narażone na atak hakerski są jednak najprostsze sprzęty, zwykle pozbawione oprogramowania zabezpieczającego, np. wszelkiego rodzaju czujniki czy mierniki. Polska firma Cyberus Labs planuje zabezpieczyć takie urządzenia. Przed kilkoma tygodniami hakerzy włamali się do jednego z amerykańskich kasyn poprzez grzałkę w akwarium, kradnąc przy tym ponad 3 mln dol.

– Coraz częściej słyszymy o tym, że przejmowana jest kontrola nad inteligentnymi samochodami, że włamano się do domu przez ekspres do kawy podłączony do internetu. Bardzo podatne na włamania są też systemy inteligentnych głośników, które zaczynają obsługiwać nasze domy – alarmuje Marek Ostafil.

Polska firma Cyberus Labs pracuje nad systemem, który zabezpieczałby w sposób kompleksowy nawet najmniejsze i najprostsze urządzenia IoT. System ELIoT Pro ma zabezpieczyć każdą operację w ramach sieci domowej – uwierzytelnia on nie tylko użytkowników, lecz także wszystkie urządzenia komunikujące się z routerem i ze sobą.

– Żaden z dotychczasowych systemów cyberbezpieczeństwa przeznaczonych teoretycznie dla internetu, nie zabezpiecza wszystkich jego poziomów, czyli użytkownika, urządzeń oraz danych – twierdzi ekspert. – System ELIoT Pro wprowadza również opracowaną przez nas bardzo szczególną metodologię szyfrowania, która zapewnia możliwość podłączenia do systemu cyberbezpieczeństwa również tych najprostszych, najbardziej prymitywnych urządzeń, które do tej pory były poza nawiasem zabezpieczeń – dodaje.

Już dziś wiele firm oferuje systemy bezpieczeństwa dla urządzeń pracujących w ramach internetu rzeczy, jednak są to oferty skrojone głównie z myślą o zastosowaniu biznesowym. Microsoft rozwija na przykład usługę Azure Sphere, która łączy zabezpieczenia sprzętowe, chmurowe i software’owe, umożliwiając stworzenie bezpiecznego środowiska pracy urządzeń połączonych. Na rynku konsumenckim takiego rozwiązania brakuje. Cyberus Labs zamierza wprowadzić swoje rozwiązanie na rynek w ciągu dwóch lat.

– Obecnie trwają prace nad dokończeniem systemu ELIoT Pro, spodziewamy się pierwszej wersji w I półroczu 2019 roku. System będzie wprowadzany przez dostawców sieci internetu rzeczy bądź też urządzeń i właśnie z takimi firmami w tym momencie na świecie pracujemy. Z poziomu zwykłego użytkownika nie będziemy musieli robić nic – zapewnia Marek Ostafil.

Analitycy z firmy badawczej MarketsandMarkets szacują, że wartość rynku rozwiązań bezpieczeństwa dla internetu rzeczy wyniesie 29 mld dol. w 2022 roku, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 34,5 proc.

Tydzień bogaty w krajowe dane

W trakcie tygodnia poznamy dużą porcję krajowych danych. Statystyki z rynku pracy za sierpień (wt.) pokażą stabilizację dynamiki płac i zatrudnienia. Dane o produkcji za sierpień (śr.) będą pod negatywnym wpływem różnicy w liczbie dni roboczych. Nasza prognoza produkcji przemysłu jest niższa od konsensusu (PKO: 4,4% r/r, kons.: 5,6% r/r vs 10,3% w lipcu), a produkcji budowlanej wyższa (PKO: 20,6% r/r, kons 18,2% r/r vs 18,7% w lipcu). Inflacja PPI w sierpniu obniżyła się (PKO: 3,0% r/r, kons 3,1% r/r vs 3,4% r/r w lipcu) przy stabilizacji cen surowców i PLN. Sprzedaż detaliczna za sierpień (pt.) może zaskoczyć pozytywnie za sprawą wzrostu sprzedaży samochodów przed wrześniowym zaostrzeniem norm emisji spalin (wg Samar liczba rejestracji w sierpniu wzrosła o 57,5% r/r).

Źródło: PKO Bank Polski

Grape Up powiększa centrum R&D w Białymstoku, zatrudni kilkudziesięciu specjalistów IT

Grape Up, firma specjalizująca się w produkcji oprogramowania z wykorzystaniem technologii cloud native oraz podejścia DevOps, przeniosła swoje centrum developerskie w Białymstoku do większego biura i planuje stworzyć tam kilkadziesiąt nowych miejsc pracy do 2020 roku.

W skład zespołów, które obecnie znajdują się w białostockim biurze, wchodzą inżynierowie aplikacji cloud’owych, DevOps, Quality Assurance oraz członkowie działów wspierających produkcję, w tym IT oraz administracja. Nowa siedziba, mieszcząca się w biurowcu na ul. Kopernika 95, pomieści trzykrotnie więcej pracowników niż obecnie pracuje w białostockim centrum firmy. Specjaliści zatrudnieni w Białymstoku biorą udział w tworzeniu zaawansowanych rozwiązań chmurowych, a także współpracują z klientami w USA (w tym spółki z listy Forbes 1000), jako część zespołów dostarczających oprogramowanie na miejscu.

GrapeUp (1)Konrad Siatka, CEO firmy Grape Up: „Jesteśmy obecni na rynku Białegostoku od 2015 roku, sukcesywnie zwiększając poziom zatrudnienia i rozmiar naszego biura. Bardzo cieszymy się, że w tym roku zainwestowaliśmy w nowoczesną i bardzo ergonomiczną przestrzeń biurową odzwierciedlającą charakter naszej firmy oraz specyfikę realizowanych projektów. Jesteśmy pewni, że nowa siedziba będzie dla naszych obecnych i przyszłych pracowników nie tylko komfortowym miejscem pracy, ale miejscem integracji zespołowej i dobrej zabawy. Liczymy na to, że nowe biuro wyzwoli w naszych pracownikach jeszcze więcej energii, twórczego i innowacyjnego myślenia, przekuwającego się na sukcesy realizowanych przez nas projektów.”

W otwarciu nowego biura wzięli udział wszyscy członkowie zarządu Grape Up: prezes firmy Konrad Siatka, Artur Witek – VP, Sales & Business development, Roman Swoszowski – VP, Cloud Foundry Services, a także CTO Łukasz Zwoliński.

Grape Up jest jedną z najszybciej rosnących polskich firm IT – w latach 2015-2017 przychody firmy zwiększyły się o ok. 60 proc. Tak dynamiczny wzrost przychodów to wynik popularności usług Grape Up na zagranicznych rynkach oraz skoncentrowanie się na świadczeniu usług dla dużych firm. Realizowane dla nich projekty obejmują głównie pomoc w przenoszeniu do chmury istniejących systemów IT, a także tworzenie nowych aplikacji w oparciu o technologie cloud native i podejście DevOps.

Fundusz Alfabeat poszerza zespół ekspertów

Do zespołu Alfabeat – funduszu kapitałowego dla projektów technologicznych – dołączyło dwóch ekspertów – Marcin Kowalski w roli Executive in Residence oraz Rafał Janik w roli Head of Communication.

Marcin Kowalski jest współzałożycielem UXPin – polsko-amerykańskiej firmy, która stworzyła narzędzie do projektowania interfejsów aplikacji mobilnych i internetowych. Przez ostatnie osiem lat Kowalski był odpowiedzialny m.in. za operacyjną, prawną i finansową stronę UXPin. Wraz ze współzałożycielem udało mu się przeprowadzić trzy rundy finansowania – w tym Seed i Series A w Stanach Zjednoczonych z takimi inwestorami jak Andreessen Horowitz i True Ventures. Nowy Executive in Residence Alfabeat ma fachową wiedzę dotyczącą uruchamiania i rozwijania biznesu w Stanach Zjednoczonych, tworzenia efektywnych struktur wewnątrz firmy oraz budowania kilkudziesięcioosobowych zespołów.

Rafał Janik, Head of Communication Alfabeat, był odpowiedzialny m.in. za wprowadzenie i uruchomienie sprzedaży Twittera w Polsce. Ma 15-letnie doświadczenie w budowaniu strategii marek, planowaniu działań z zakresu PR i marketingu oraz w zarządzaniu operacyjnym i sprzedażowym w skali międzynarodowej. Posiada rozległą wiedzę na temat aktualnych trendów na rynkach medialnych i doświadczenie w efektywnym wdrażaniu narzędzi marketingowych.

– Zgodnie z naszym założeniem – We support founders through global alliances – wspieramy założycieli poprzez globalne alianse. Wierzymy, że jest to możliwe dzięki ekspertom, którzy uczestniczyli w międzynarodowych przedsięwzięciach. Bardzo się cieszymy, że Marcin i Rafał będą wspierać swoim doświadczeniem nasze spółki portfelowe – komentuje Jan Wyrwiński – współzałożyciel i Partner Zarządzający funduszu Alfabeat.

Alfabeat

Alfabeat to fundusz kapitałowy dla projektów technologicznych o globalnym potencjale. Fundusz wspiera pomysłodawców w rozwoju projektów w obszarach Cloud Enterprise Software. Partnerzy Zarządzający Alfabeat pracowali w sześciu krajach, brali udział w rozwijaniu kilkudziesięciu startupów, byli odpowiedzialni za IPO. Fundusz zainwestował m.in. w Daily, DEBN, Fibratech, Intiaro oraz – wspólnie z WeWork – w Andiamo.

Sytuacja finansowa w branży budowlanej coraz gorsza

Choć budownictwo wraz z powiązanymi sektorami generuje blisko 13% PKB, popyt na usługi rośnie, a dynamika produkcji budowlano-montażowej wciąż jest wysoka – to niepokoi fakt, że zadłużenie w sektorze, wg danych KRD wzrasta i obecnie wynosi 2,41 mld zł. Dodatkowo wielu podwykonawców trzymanych jest w szachu przez nierzetelnych kontrahentów. Już 10% kwoty całego zadłużenia stanowią wzajemne zobowiązania branży.

W pierwszym kwartale 2018 r. dynamika produkcji budowlano-montażowej wyniosła 18,2%. Mimo że branża realizuje tysiące projektów, to coraz więcej z nich staje się nieopłacalnych. W I połowie 2018 r. produkcja budowlano-montażowa wynosiła 39 mld zł, ale rentowność już tylko 0,8%.

Spadająca marża przy wysokiej wartości rynku to niejedyne zmartwienie firm budowlanych. Już dziś w sektorze brakuje 100-150 tys. pracowników, co może się przełożyć na opóźnienia w realizacji nawet 1/5 inwestycji, zwłaszcza że popyt na usługi budowlano-montażowe jest wciąż bardzo duży. W efekcie firmy budowalne rezygnują ze zleceń lub zlecają prace podwykonawcom. Sytuację dodatkowo pogarsza wzrost cen usług podwykonawczych oraz wzrost kosztów budowy. Tym samym wiele przetargów wygranych jeszcze 2,3 lata temu stało się dzisiaj kulą u nogi dla firm, które nie spodziewały się aż tak drastycznych podwyżek.

Według danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA, łączne zadłużenie firm budowlanych wynosi już 2,41 mld zł – to o 200 mln zł więcej niż rok temu. Do 64 583 wzrosła też liczba przedsiębiorstw notowanych w KRD.

Na pieniądze od nich czekają w głównej mierze firmy windykacyjne i fundusze sekurytyzacyjne. To właśnie im należy się zwrot 854,56 mln zł. Następne w kolejce po swoje są banki, firmy leasingowe i faktoringowe oraz ubezpieczyciele – należności budowlanki wobec nich wynoszą 469,23 mln zł. Handel, przemysł i budownictwo to kolejne 823,23 mln zł wierzytelności.

Prostą drogą do upadłości są zatory finansowe spowodowane przez współpracę z nierzetelnymi kontrahentami. W branży budowlanej widać to szczególnie wyraźnie po opóźnieniach w płatnościach. W praktyce bardzo często podwykonawcy są właśnie na tej gorszej pozycji, ponieważ muszą upominać się o pieniądze za wykonaną pracę. Duże firmy budowlane szybciej otrzymują zapłatę od swoich kontrahentów, bo po 2 miesiącach i 6 dniach. Z kolei małe i mikroprzedsiębiorstwa muszą czekać około 4 miesięcy – przyznaje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Tendencję potwierdza obecna sytuacja na rynku budowlanym. Jak podaje Ministerstwo Sprawiedliwości, miesięcznie do resortu wpływa 4 tys. skarg budowlańców, z czego większość to skargi od poszkodowanych podwykonawców. Z danych KRD wynika, że w zeszłym roku długi branżowe wynosiły 197 mln zł, dziś to już ponad 250 mln zł.

Mimo że średnie zadłużenie przedsiębiorstw w branży budowlanej wynosi 37, 3 tys. zł, to są wśród przedsiębiorców z tego sektora rekordziści, których pojedynczy dług sięga lub przekracza 10 mln zł.

Liderem niechlubnego zestawienia jest firma z województwa kujawsko-pomorskiego, która ma blisko 11 mln zł długu. To 97 niezapłaconych faktur wobec 2 wierzycieli: koncernu energetycznego i firmy faktoringowej.

Drugi dłużnik-rekordzista pochodzi z województwa opolskiego. Ma 16 zobowiązań na łączną kwotę 10, 4 mln zł wobec 4 wierzycieli: dwóch firm wynajmujących maszyny budowlane, salonu samochodowego i funduszu sekurytyzacyjnego.

Ostatni z rekordzistów to przedsiębiorca z województwa lubelskiego. Jego zadłużenie wynosi 9,4 mln zł, a na koncie ma aż 159 zobowiązań wobec 6 wierzycieli, takich jak: firma leasingowa, koncern energetyczny, operator telefoniczny, hurtownia armatury sanitarnej, firma zajmująca się sprzedażą i montażem wyposażenia kotłowni oraz firma sprzedająca i montująca solary.

Spoglądając na sytuację finansową   przez pryzmat mapy Polski, wyraźnie wybijają się słabsze regiony kraju, do których należy Mazowsze, Śląsk, Wielkopolska i Dolny Śląsk. Widać to zarówno pod względem całkowitego zadłużenia: Mazowieckie (424,6 mln zł długu), Śląskie (314,2 mln zł), Wielkopolskie (246,6 mln zł) i Dolnośląskie (216,7 mln zł), jak również największej liczby zadłużonych firm: Mazowieckie (10 706), Śląskie (8 514), Wielkopolskie (6 452) i Dolnośląskie (6 236).

Pod względem liczby niespłaconych zobowiązań ponownie na pierwszych miejscach znajdziemy Mazowieckie (50 825), Śląskie (39 969), Dolnośląskie (27 499) i Wielkopolskie (26 910). Inaczej wygląda sytuacja w przypadku maksymalnego zadłużenia firm budowlanych. W tej kategorii przodują województwa: kujawsko-pomorskie (10 989 457,95 zł), opolskie (10 418 285,33 zł), lubelskie (9 402 057,24 zł), śląskie (7 087 561,56 zł) i pomorskie (6 326 179,90 zł).

Brak współodpowiedzialności zabija zespoły

Skuteczne działanie zespołów opiera się na kilku czynnikach. Jako pierwsze wymienia się zawsze uzupełniające umiejętności, otwartą komunikację czy identyfikację członków zespołów z założonymi celami. Jednak to brak współodpowiedzialności może stać się przysłowiowym gwoździem do zespołowej trumny.

Postawy pracowników bazujące na przekonaniach „po co mam się starać, i tak ktoś to po mnie poprawi”, „po co mam się starać, jak i tak reszta zrobi to kiepsko”, „po co mam się starać, skoro mój niski wkład i tak nie będzie ukarany”, „po co mam to robić, skoro inni też tego nie robią”, mogą mieć katastrofalne konsekwencje dla firmy.

Poszczególne projekty zbudowane są często w oparciu o kolejność wykonywania zadań. Gdy jedno nie zostanie dokończone, drugie nie może zostać rozpoczęte. Obszar ten, może zatem decydująco zaważyć na tym, czy dany projekt lub działanie zostanie wykonane. Niedotrzymanie słowa lub niewywiązanie się z obowiązku w określonym czasie przez jednego pracownika wpływa na resztę grupy. Dzięki budowaniu w członkach zespołu poczucia współodpowiedzialności za projekt i ukazaniu im ich realnego wpływu na innych członków grupy, pracownicy mogą utożsamiać się z celami firmy oraz widzą wyraźnie swój wkład w jej funkcjonowanie.

Współodpowiedzialność wpisana jest w definicję zespołu. Zdecydowanie podnosi zaangażowanie i energię w grupie. Tworzy atmosferę wzajemnego szacunku, buduje poczucie sprawiedliwego traktowania. Ułatwia przekazywanie i odbieranie feedbacku na temat swojej pracy i starań. Wyzwaniem jest jak ją wytworzyć.

Przykłady wielu zespołów pokazują, że pojawianie się tej dysfunkcji w zespole wynika z poczucia, że „przecież każdy powinien być odpowiedzialny za siebie i swoją pracę”, i że ”przecież pracuję z dorosłymi osobami, które powinny wiedzieć co mają robić i w jaki sposób”. Członkowie zespołów nie czują się upoważnieni do zwracania uwagi swoim współpracownikom. Tę rolę pracownicy postrzegają jako zarezerwowaną dla menedżera. Kiedy on zaś tego nie robi, to jest to sygnał dla zespołu, że może wszystko jest w porządku i być może taki stan jest akceptowalny. W takich sytuacjach z jednej strony w zespole może narastać frustracja związana z nieefektywnością podejmowanych działań i brakiem akceptacji dla zachowań współpracowników, z drugiej wzrasta niepewność co jest akceptowanym standardem współpracy.

– Praktyka pokazuje także, że niechęć do zwracania sobie na wzajem uwagi i brania na siebie odpowiedzialności za innych często wiąże się z obawą przed reakcją innych osób na informację zwrotną i tym, jak to może wpłynąć na wzajemne relacje (czasem wcale nie takie złe, a feedback mógłby to zmienić). Podstawą tej obawy często jest strach przed tym co i jak powiedzieć, aby to zostało dobrze przyjęte przez drugą osobę, jak i z jaką reakcją przyjdzie się zmierzyć, kiedy dostaniemy odpowiedź zwrotną. To może świadczyć o tym, że zespół nie jest jeszcze gotowy na to, aby zaufać sobie w pełni i przyjąć, że nawet mniej konstruktywna informacja zwrotna ma w swym założeniu pozytywne intencje – podkreśla Agnieszka Dzienisiewicz, ekspert iniJOB.

Żeby to poprawić zespoły powinny pracować nad zbudowaniem współodpowiedzialności. W tym celu potrzebne jest wsparcie i trening w udzielaniu konstruktywnie informacji zwrotnej.

Nowelizacja czy nowy akt prawny – jak należy zmienić ordynację podatkową?

W ostatnim czasie Ministerstwo Finansów przekazało do konsultacji społecznej projekt nowej ordynacji podatkowej. To istotny akt z perspektywy działalności Krajowej Administracji Skarbowej, jak również sposobu realizacji rozliczeń przez podatników. Był on tworzony z udziałem Komisji Kodyfikacyjnej, która przez wiele miesięcy pracowała nad nowymi rozwiązaniami.

– Należy zastanowić się, czy obecnie warto tworzyć nowy akt prawny. Być może lepszym wyjściem byłoby znowelizowanie obowiązującej dziś ordynacji podatkowej – powiedział serwisowi eNewsrooom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Obecna ustawa weszła w życie w 1997 r. W porównaniu do przepisów Kodeksu Postępowania Cywilnego to zasadniczy, nowy jeszcze akt. Nowelizacja jej poszczególnych regulacji mogłaby być lepszym i – co ważne – szybszym rozwiązaniem. Przedstawione ostatnio przepisy zakładają różnego rodzaju nowe instrumenty prawne, zarówno dla podatników, jak i dla samej administracji podatkowej – dodał Korzeb.

Bank Anglii pozostaje ostrożny. Kurs funta, ani nie zyskał, ani też nie stracił

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami podjął jednomyślną decyzję o utrzymaniu bazowej stopy procentowej na poziomie 0,75%. BoE podkreślił, że gospodarka rozwija się zgodnie z założeniami poczynionymi w sierpniowej projekcji inflacyjnej. W konsekwencji, w ocenie banku nadal zasadne wydają się dalsze podwyżki stóp procentowych w przyszłości, chociaż ich tempo i skala będą ograniczone.

BoE oczekuje, że w najbliższych miesiącach inflacja CPI będzie w dużym stopniu odzwierciedlała zmiany w cenach energii – wyższe ceny ropy naftowej oraz podwyżki cen gazu i prądu. W dłuższym horyzoncie istotnym determinantem inflacji pozostanie rynek pracy. Bank podkreśla narastające problemy z pozyskiwaniem pracowników, rosnącą liczbę wakatów i przyspieszającą dynamikę płac, która dla firm stała się głównym (lokalnym) źródłem wzrostu kosztów. Przy stopie bezrobocia najniższej od 1975 (4,0%) i utrzymującym się wysokim popycie na pracowników, jednostkowe koszty pracy będą wg BoE utrzymywały się na podwyższonym poziomie wzmacniając presję inflacyjną.

Bazując na najświeższych danych bank nieznacznie podwyższył oczekiwane tempo wzrostu PKB w 3q18 z do 0,5% k/k z 0,4% k/k zakładanych w ostatniej projekcji. Bank utrzymał swe relatywnie optymistyczne oceny przyszłej kondycji brytyjskiej gospodarki, chociaż zwrócił też uwagę na wzrost ryzyk, które mogą pogorszyć kondycję światowej i lokalnej gospodarki. W otoczeniu zewnętrznym jest to m.in. eskalacja sporów handlowych (głównie na linii USA – Chiny). Największym znakiem zapytania dla BoE, a także ryzykiem dla brytyjskiej gospodarki pozostaje jednak kształt brexitu. Bank zwraca uwagę na symptomy narastającej niepewności co do kształtu nowych relacji z UE oraz podkreśla, że jak na razie zaledwie znikomy odsetek firm zaczął czynić przygotowania w postaci zwiększenia zapasów dóbr importowanych z UE lub potwierdzenia umów transportowych.

Pomimo powyższych ryzyk Bank utrzymał swoje stanowisko o zasadności kontynuowania zacieśniania polityki pien. w przyszłości zastrzegając, że jego skala i tempo będą niewielkie. Uważamy, że narastająca wśród brytyjskich firm i konsumentów niepewność co do brexitu oraz prawdopodobny wzrost zmienności kursu funta będą w najbliższych miesiącach ciążyć brytyjskiej gosp., co może oznaczać, że BoE w tym roku nie powróci już do podwyżek stóp.

Źródło: PKO Bank Polski

Bank Turcji zaskoczył rynki, które czekają teraz na ruch Erdogana

Bank centralny Turcji podniósł główną stopę procentową do 24,00% z 17,75% przebijając rynkowe oczekiwania (konsensus na poziomie 21,00%). Co prawda efektywna (odczuwalna) skala podwyżki jest nieco mniejsza (do tej pory bank dostarczał środki po stopie lombardowej 19,25%, po dzisiejszej decyzji będzie to tygodniowa stopa repo), niemniej reakcja rynku (umocnienie liry, momentami o ok. 7%) wskazuje na pozytywną niespodziankę ze strony CBRT, który podkreślił dodatkowo swoją gotowość do dalszych działań w celu walki z inflacją.

Ruch banku może być odebrany jako sygnał jego niezależności w obliczu licznych komentarzy i działań ze strony R. T. Erdogana. Teraz uwaga rynków skupi się na tureckim prezydencie i jego reakcji na ruch CBRT. Przed samą decyzją Erdogan wzywał do obniżenia stóp w Turcji. Kolejne miesiące (a nawet tygodnie) będą stanowiły wyzwanie dla władz monetarnych. Z jednej strony rosnące ceny energii i koszty finansowania długu (stopy proc.) oraz słabnąca akcja kredytowa wpędzą gospodarkę w recesję. Z drugiej strony presja inflacyjna (słaba lira) oraz oczekiwania inwestorów będą wskazywały na konieczność kolejnych podwyżek. Powyższe oznacza, że to jeszcze nie koniec tureckiego kryzysu.

kurs liry tureckiej do dolara
Źródło: PKO Bank Polski

Piątek na rynku walutowym. Turcja, EBC, Bank Anglii i CPI z USA

Wczorajszy dzień był naprawdę ciekawy na rynkach. Można nawet mówić o sporym zaskoczeniu decyzjami inwestorów. Przegranym wczorajszego dnia był zdecydowanie dolar amerykański i to mimo tego, że EBC obniżył prognozy wzrostu gospodarczego na 2018 i 2019. Bank Centralny Turcji nie ugiął się przed stanowiskiem Erdogana i podwyższył stopy procentowe.

Bank Centralny vs prezydent

Doniesienia z Ankary to chyba największe zaskoczenie dnia wczorajszego. Tym bardziej, że przed samą decyzją tureckiego banku centralnego prezydent Erdogan stwierdził, że stopy już teraz są na zbyt wysokim poziomie, a wynosiły 17,75%. Analitycy oczekiwali decyzji banku zwiększającego stopy do poziomu 21%, a finalnie podniesiono stopy do 24%. Turecka lira oczywiście zyskała do dolara po tej decyzji. Niestety, biorąc pod uwagę nieprzewidywalność Erdogana wzrosty te mogą nie zostać utrzymane. Na rynkach trwają spekulacje czy nie dojdzie do ingerencji w decyzję banku centralnego. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale biorąc pod uwagę o jakim kraju mówimy, niestety całkiem możliwe.

EBC i Bank Anglii ostrożne

Nie było zaskoczenia posiedzeniami EBC i Banku Anglii – główne parametry polityki pieniężnej pozostały na dotychczasowych poziomach. Mark Carney stwierdził, że widzi potrzebę zacieśniania monetarnego, jeśli inflacja będzie podążać zgodnie z sierpniowymi projekcjami. Dodał również, że wszystko też zależy od przebiegu Brexitu, jeśli da się uniknąć scenariusza wyjścia z UE bez zawarcia kluczowych porozumień. Funt, ani nie zyskał, ani też nie stracił po konferencji. Kluczowe więc dla dalszych losów brytyjskiej waluty będą nowe doniesienia w sprawie rozwodu z UE.

Draghi bez fajerwerków

Mario Draghi z kolei obniżył też nieznacznie prognozy wzrostu dla całej strefy o 0,1% na kolejne lata. Było czuć ostrożność prezesa EBC w kontekście podwyżek stóp procentowych i tak naprawdę żadna informacja nie padła. Wydaje się więc, że łagodna polityka będzie trwać nadal, aż do momentu wzrostu ścieżki inflacji. Padły też słowa o zwiększonym protekcjonizmie, co nawarstwia problemy krajów wschodzących, mimo to jednak Draghi wskazuje, że są to ryzyka zrównoważone.

CPI z USA przyćmiła wszystko

Wydawało się więc, że gołębi EBC musi osłabić wspólną walutę. A tutaj nagle, również o 14.30, jak królik z kapelusza wyskoczyły dane o inflacji z USA. Zwyczajowo wzrost cen konsumenckich, czyli CPI nie jest zbytnio obserwowany przez rynek. Preferowaną miarą Fed jest PCE. Niemniej jednak praktycznie zawsze zmiany w CPI sygnalizują co się dzieje w gospodarce, jakie są trendy. Spadek o 0,2% do poziomu 2,2% musiał robić wrażenie. Nagle wszyscy zapomnieli, że przemawia Draghi, a zaczęto wyceniać to, że w USA może nie dojść do tak szybkiego tempa zacieśniania monetarnego. Dolar więc stał się “chłopcem do bicia”. EUR/USD szybko wzrósł ponad granicę 1,17. USD/PLN skorzystał i znalazł się na poziomie 3,67.

Ratunek dla walut EM

Bez wątpienia wygranym wczorajszego dnia są waluty rynków wschodzących. Z jednej strony słabe dane o inflacji z USA osłabiły dolara i dodały animuszu choćby złotemu. Z drugiej strony napłynęły dość dobre informacje w sprawie konfliktu handlowego USA z Chinami. Według niektórych źródeł Stany zaprosiły Państwo Środka do stołu negocjacyjnego. Jest to pozytywna informacje, która może powstrzymać eskalację konfliktu. Oczywiście to tylko pobożne życzenie, bo wyciągnięcie ręki jeszcze nic nie znaczy. Tym bardziej, jeśli administracja Trumpa pracuje nad nowymi cłami. Wypada więc czekać na nową wiadomość Trumpa, który równie dobrze może zdementować te informacje.

Popołudnie może być ciekawe

Dzisiaj po południu kilka ciekawych danych z USA. O 14.30 wyniki sprzedaży detalicznej za sierpień. Konsumpcja jest głównym czynnikiem wpływającym na PKB. O 15.15 poznamy dane o produkcji przemysłowej również za sierpień. O 16.00 indeks Uniwersytetu Michigan. Wszelkie publikacje ostatnio ze Stanów zaskakiwały aż do wczorajszej inflacji, więc dzisiejsze dane będą bacznie obserwowane. Pozytywne zaskoczenia mogą przynieść znów umocnienie dolara.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Enefit Polska zamyka pierwszy rok działalności na polskim rynku

Enefit Polska, spółka należąca do estońskiej grupy Eesti Energia – największego wytwórcy energii elektrycznej w krajach bałtyckich, zamknęła pierwszy rok[1] działalności na polskim rynku z portfolio ponad 100 klientów korporacyjnych. Firma podpisała umowy na łączny wolumen obrotu 858 GWh energii elektrycznej (sprzedaż i zakup energii z OZE) oraz sprzedaż 88 GWh gazu.  

Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska
Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający w firmie Enefit Polska

– Jesteśmy zadowoleni z pierwszego roku działalności na polskim rynku. Zbudowaliśmy szeroki portfel rozwiązań energetycznych i zyskaliśmy zaufanie wielu klientów. Co jednak najważniejsze, w oparciu o nasze międzynarodowe doświadczenie i zaplecze Grupy Eesti Energia, udowodniliśmy, że jesteśmy partnerem gwarantującym długoterminową stabilność. Nasza strategia odpowiedniego zabezpieczenia transakcji i ograniczenia ryzyka przełożyła się na bezpieczeństwo naszych klientów tak ważne szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z dużą zmiennością cen energii jak w ostatnim roku – mówi Maciej Kowalski, dyrektor zarządzający Enefit Polska.

Sprzedaż energii

W ciągu pierwszego roku działalności Enefit sprzedał w Polsce łącznie 495 GWh energii elektrycznej. Oferta firmy kierowana jest do segmentu małych i średnich przedsiębiorstw, jak również największych odbiorców przemysłowych. Wśród klientów Enefit znalazły się firmy z takich sektorów jak: FMCG, handel, przemysł ciężki, logistyka czy segment hotelarsko-gastronomiczny. Największym klientem Enefit jest firma produkcyjna z sektora FMCG, z którą podpisano umowę na sprzedaż blisko 120 GWh energii.

Klienci Enefit decydowali się na zakup energii lub gazu w różnych formułach dostosowanych do ich potrzeb i modeli operacyjnych. Podpisano umowy na zakup energii zarówno w formule tradycyjnej, tj. po cenie stałej (FIX), jak również umowy na produkty klikane/transzowe, czyli rozwiązanie pozwalające na ustalanie ceny na podstawie notowań energii na giełdzie w dogodnych dla odbiorcy momencie.

Działalność w segmencie OZE

Enefit Polska oferuje również usługę zakupu energii elektrycznej i bilansowania handlowego (POB) dla wytwórców energii ze źródeł odnawialnych w oparciu o swoje wieloletnie doświadczenie na rynkach międzynarodowych. W pierwszym roku działalności Enefit zakontraktował łącznie 362 GWh. Umowy podpisano z farmami wiatrowymi, biogazowniami i farmami fotowoltaicznymi o łącznej mocy wytwórczej 117,5 MW.

– Polski rynek OZE jest dla nas interesujący nie tylko w zakresie zakupu energii od wytwórców. Równolegle analizujemy możliwość inwestycji w projekty wiatrowe oraz w źródła fotowoltaiczne, a także rozwiązania w zakresie sprzedaży instalacji PV dla potencjalnych wytwórców z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – mówi Maciej Kowalski.

Strategiczny cel grupy Eesti Energia, do której należy Enefit, zakłada zwiększenie portfela wytwórczego do 40% energii elektrycznej z odnawialnych i alternatywnych źródeł do 2021 roku. Ta część działalności Grupy realizowana jest przez Enefit Green, jedną z największych firm w regionie Morza Bałtyckiego działającą w obszarze produkcji energii ze źródeł odnawialnych.

[1] Okres handlowy od 1 września 2017 r. do 31 sierpnia 2018. Enefit Polska otrzymał koncesje na obrót energią i gazem od Urzędu Regulacji Energetyki (URE) z końcem czerwca 2017 r.

Kurs euro może dotrzeć do 4,28 po decyzji banku centralnego Turcji

Co zrobić, żeby załagodzić presję uderzającą w aktywa rynków wschodzących i osłabić popyt na USD? Wystarczy rozczarowane w danych z USA w kombinacji z odważną decyzją banku centralnego Turcji. Jesteśmy w trybie odbudowy sentymentu, ale nie zmienia to jeszcze całościowego obrazu.

Czwartek był dniem zadowolenia na rynkach wschodzących, gdyż inwestorzy z ulgą przyjęli decyzję banku centralnego Turcji o podwyżce głównej stopy procentowej aż o 625 pb do 24 proc. (prog. 21 proc.). Ruch banku o tyle zrobił wrażenie, że kilka godzin wcześniej prezydent Turcji Erdogan wyraził silny sprzeciw dla podwyżek, a nawet wprost stwierdził, że potrzebne są obniżki. Ruch banku centralnego wzmocnił zaufanie do liry, która od tego czasu zyskała 4 proc. do USD. Ale otwartym pytaniem pozostaje, jaka będzie reakcja Erdogana? Po drugie, czy nawet tak duża podwyżka będzie wystarczająca? Inflacja w Turcji będzie dalej galopować jako konsekwencja dotychczasowego załamania wartości liry. Jeśli bank centnary Turcji pozostanie w trybie działania post factum, a nie wyprzedzającym, wczorajsza decyzja niewiele zmieni.

Wydarzenia w Turcji oferują rajd ulgi, ale też słabsze od prognoz dane o inflacji z USA pomogły zatrzymać nurt kapitału płynącego z rynków wschodzących w stronę USD. Stan taki może potrwać jeszcze trochę, choć jeszcze dziś testem sentymentu będą dane o sprzedaży detalicznej z USA, które są równie ważne, co inflacja. W szerszym ujęciu nie można mówić o zawróceniu rzeki. Kłopoty świata emerging markets nie ograniczają się do Turcji, a jeden słabszy odczyt CPI nie blokuje strategii zacieśniania monetarnego Fed. Wciąż jest więcej powodów, by ograniczać ekspozycję na rynkach wschodzących i kierować się w stronę USA, gdzie rynek akcji korzysta na sile ożywienia, a dochodowość obligacji poprawia się dzięki polityki Fed. Nie zapominajmy też, że spory handlowe wciąż wiszą nad gospodarką globalną i z łatwością mogą zburzyć aktualny optymizm.

Zmiana warunków rynkowych sprzyja złotemu i EUR/PLN schodzi pod 4,30 i w zależności jak długo nic się nie zepsuje (uwaga na dane z USA!) możemy dotrzeć do 4,28. EUR/USD wrócił ponad 1,17, gdyż słaby CPI z USA dał pretekst, by odwijać krótkie pozycje, które jeszcze na początku tygodnia liczyły na przełamanie 1,15. Teraz atakuje górne ograniczenie wakacyjnej konsolidacji na 1,1750/90. Jakkolwiek mam małe przekonanie, żeby tym razem inwestorzy będą bardziej zdecydowani na odmianę sytuacji rynkowej, tak naturalnie rozczarowanie w sprzedaży detalicznej z USA będzie idealnym pretekstem, by nadać pęd do wyłamania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przyszłościowe kierunki studiów. Czyli kierunki, po których znajdziesz pracę

Ustawa o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego w prawo własności 2018 r. Co nowe przepisy oznaczają dla mieszkańców, deweloperów i inwestorów?

Prezydent Andrzej Duda podpisał w sierpniu nową ustawę o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów, na których znajdują się obiekty mieszkalne, we współwłasność tych gruntów. Nowe przepisy stanowią istotny zwrot w toczącej się od lat dyskusji na temat formy własności gruntów, znosząc regulacje wprowadzone jeszcze w czasach Polski Ludowej. Eksperci OPG Property Professionals, firmy zajmującej się m.in. zarządzaniem projektami deweloperskimi, oceniają konsekwencje, jakie niesie ta zmiana. Zarówno z punktu widzenia użytkowników obiektów mieszkaniowych, jak i inwestorów i deweloperów operujących na rynku pierwotnym.

Z punktu widzenia osób, które aktualnie korzystają z prawa do użytkowania wieczystego, prawdopodobnie najwięcej obaw i kontrowersji wzbudzają kwestie opłat. W myśl aktualnych przepisów, umowę o ustanowienie prawa użytkowania wieczystego zwyczajowo zawiera się na okres 99 lat (z możliwością jej przedłużenia), podczas których uiszczana jest z tego tytułu rokroczna opłata w wysokości ustalanej przez właściciela gruntu. Osoby, które z mocy nowego prawa staną się właścicielami gruntów, zostaną zaś zobowiązane do uregulowania należności za przekształcenie prawa własności w formie rocznych rat, przez okres 20 lat.

Anna Kwaśny, Head of Residential, OPG Property Professionals
Anna Kwaśny, szefowa Działu Sprzedaży Mieszkań w firmie OPG Property Professionals

Dla użytkownika lokalu mieszkalnego niewątpliwym plusem w całej tej sytuacji jest skrócenie dożywotniej opłaty do zaledwie dwóch dekad, z dodatkową możliwością wcześniejszego spłacenia zobowiązania w zamian za ustalone prawem bonifikaty. Wśród użytkowników wieczystych znajdziemy jednak zarówno takie osoby, które za grunt płacą już od kilkudziesięciu lat, jak i takie, które robią to dopiero od niedawna. – Ustawa postawi między tymi osobami znak równości – podkreśla Anna Kwaśny, szefowa Działu Sprzedaży Mieszkań w firmie OPG Property Professionals. – Uzasadnionym byłoby więc rozważenie przez ustawodawcę możliwości przynajmniej częściowego zaliczenia wnoszonych opłat rocznych z tytułu dotychczasowego użytkowania wieczystego na poczet opłaty za przekształcenie lub ewentualnie uzależnienie od nich wysokości opłat za pozostały okres umowy użytkowania – dodaje.

Opłata za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność

Tomasz Jęczkowski, Sales Executive, OPG Property Professionals
Tomasz Jęczkowski, analityk rynku pierwotnego z biura sprzedaży osiedla ART MODERN w Łodzi

Liczne spekulacje budzi także kwestia bonifikat przysługujących osobom uiszczającym z góry pełną opłatę za przekształcenie. Każdy, kto postanowi zapłacić całą sumę jednorazowo w pierwszym roku, może liczyć na ulgę w wysokości 60%. W kolejnych latach liczba ta będzie obniżana stopniowo o kolejne 10%. Póki co wiadomo jedynie, że bonifikata obejmować będzie grunty należące do Skarbu Państwa. Osoby zamieszkujące budynki znajdujące się na gruntach komunalnych w tej sprawie będą zdane na decyzję gminy. – Ponieważ wysokość opłat za przekształcenie zostanie ustalona według stanu na 1 stycznia 2019 roku, warto już teraz zastanowić się nad dodatkowym przepisem, który zapobiegłby możliwemu nieproporcjonalnemu podwyższeniu stawki przez jednostki samorządowe – proponuje Tomasz Jęczkowski, analityk rynku pierwotnego z biura sprzedaży osiedla ART MODERN w Łodzi.

Warto w tym miejscu zastanowić się nad tym, jak w nowych realiach wyglądać będą ewentualne podwyżki opłat. Do tej pory gminy często aktualizowały cenniki nierównomiernie, skupiając się jedynie na części nieruchomości. W efekcie lokatorzy mieszkający nawet w obrębie tego samego osiedla płacili różne stawki, a gdy w końcu przychodziło do podwyżki, opłata nagle rosła kilku-, a czasem nawet kilkunastokrotnie. W myśl nowych przepisów podmioty będące właścicielami gruntów nie będą mogły wprowadzać takich skokowych podwyżek, co należy uznać za dobre rozwiązanie. Jeśli opłata za przekształcenie we własność wzrośnie, to tylko w oparciu o wskaźnik waloryzacji publikowany raz na 3 lata przez GUS, co powinno zapewnić względną stałość stawki.

Co o ustawie o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów sądzą eksperci rynku nieruchomości – inwestorzy, deweloperzy czy wykonawcy?

Michał Styś, Dyrektor Zarządzający, OPG Property Professionals
Michał Styś, szef firmy OPG Property Professionals

Na nowe przepisy warto także spojrzeć okiem podmiotów działających na rynku nieruchomości – inwestorów, deweloperów czy wykonawców. W kontekście użytkowania wieczystego jedną z najczęściej podnoszonych kwestii było przeznaczenie gruntu. Ponieważ cel użytkowania wieczystego nie zawsze zostaje określony w umowie ustanawiającej owo prawo, mogą pojawiać się dyskusje co do dopuszczalności przeprowadzenia inwestycji w danym kształcie. Zdaniem ekspertów nowe przepisy nie powinny ograniczać się jedynie do nieruchomości wykorzystywanych na cele mieszkalne. – Przesłanki, którymi kieruje się ustawodawca w kontekście ustawy o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów, można z powodzeniem odnieść do nieruchomości handlowych czy usługowych – ocenia Michał Styś, szef firmy OPG Property Professionals.

Innym tematem budzącym do dziś wiele dyskusji i wątpliwości jest kwestia uprawnienia użytkowników wieczystych do dokonania podziału prawnego nieruchomości bez zgody właściciela. Do tej pory niejasna sytuacja prawna w tej materii często powodowała wydłużanie się inwestycji w czasie, a niekiedy wręcz zniechęcała deweloperów do podejmowania działań. Nowa ustawa w dalszym ciągu nie reguluje zasad „przejścia”, to jest zgodności udziałów w prawie użytkowania wieczystego (które będą przekształcone w udziały w prawie własności) z udziałami w budynkowej nieruchomości wspólnej. – W tym kontekście przydałaby się szczegółowa regulacja dotyczącą ustalenia udziałów w całej nieruchomości objętej prawem własności lub współwłasności, powstałej z prawa użytkowania wieczystego lub współużytkowania wieczystego – podkreśla Michał Styś.

Wyniki Grupy Enea po I półroczu 2018 r. – komentarze członków zarządu

Po sześciu miesiącach 2018 r. Grupa Enea wypracowała 6.040 mln zł przychodów ze sprzedaży netto. Produkcja energii wzrosła o 37% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. EBITDA Grupy wyniosła 1.304 mln zł i była zgodna z planem w ujęciu r/r. Półroczne wyniki Grupy Enea pozostawały pod wpływem dużej dynamiki rynku.

Najwyższa EBITDA, 580 mln zł zrealizowana została w obszarze dystrybucji, w którym odnotowano też najwyższy jej przyrost (12,2%). Drugi co do wielkości wynik EBITDA wypracowany został w obszarze wytwarzania i wyniósł 437 mln zł, co oznacza wzrost o 2,2% r/r. W pierwszym półroczu 2018 r. nastąpił wzrost produkcji energii elektrycznej o 37%. Na tę wielkość wpływ miały równoważące się czynniki – zwiększenie mocy zainstalowanej związane z przejęciem Elektrowni Połaniec pod koniec pierwszego kwartału 2017 r. oraz oddanie do eksploatacji bloku nr 11 Elektrowni Kozienice; przy jednoczesnym ograniczeniu produkcji w wyniku wydłużenia postojów modernizacyjnych bloków nr 9 i 10, związanych również z dostosowaniem jednostek wytwórczych do konkluzji BAT. Wynik EBITDA w obszarze obrotu wyniósł 29 mln zł, wobec 105 mln zł w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. Wynikało to z dynamicznej sytuacji rynkowej, szczególnie w zakresie obowiązku zielonego i CO2. Wynik w obszarze wydobycia ukształtował się na poziomie 274 mln zł wobec 321 mln zł w roku ubiegłym. To efekt przejściowych i zażegnanych trudności geologicznych i hydrotechnicznych, które miały miejsce w pierwszym kwartale tego roku.

W analizowanym okresie nieznacznie spadła EBITDA Grupy Enea i wyniosła 1.304 mln zł, przy jednoczesnym wzroście o 8,5% r/r przychodów ze sprzedaży netto, które wynosiły 6.040 mln zł. Grupa Enea wypracowała 462 mln zł zysku netto.

Enea konsekwentnie realizuje cel zwiększenia sprzedaży energii elektrycznej odbiorcom końcowym. W pierwszym półroczu 2018 r. w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. nastąpił istotny wzrost wolumenu sprzedaży energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym o 1,1 TWh, czyli 12%. Łączny wzrost wolumenowy sprzedaży przełożył się na zwiększenie przychodów ze sprzedaży o 241 mln zł, tj. o blisko 12% w stosunku do analogicznego okresu 2017 r. W tym okresie zwiększyła się także sprzedaż ciepła, która wyniosła 3.824 TJ (wzrost o 12% r/r).

W pierwszym półroczu Grupa wytworzyła 12,8 TWh energii elektrycznej (wzrost o 37% r/r), z czego 11,9 TWh pochodziło ze źródeł konwencjonalnych. W maju, blok nr 11 Elektrowni Kozienice, przeszedł planowany przegląd gwarancyjny, który w pełni potwierdził jego wysoką sprawność. Jednostka wyprodukowała w analizowanym okresie 2018 r. 2,4 TWh energii elektrycznej.

Grupa Enea zwiększyła produkcję energii ze źródeł odnawialnych o 49 GWh. Sprzedaż usług dystrybucyjnych odbiorcom końcowym wyniosła 10 TWh, zwiększając się o 4% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Grupa wydała na inwestycje 824,4 mln zł (w tym 60 mln zł na inwestycje związane z ochroną środowiska), przy wartości wskaźnika długu netto/EBITDA na bezpiecznym poziomie 1,8.

LW Bogdanka wypracowała w drugim kwartale przychody ze sprzedaży sięgające 457,3 mln zł, czyli wyższe o 4,7% r/r. EBITDA zwiększyła się o 8,9%, do 151,1 mln zł. Z kolei zysk operacyjny spadł o 14,2%, do 49,5 mln zł, a zysk netto był nieznacznie (o 1,6%) niższy niż w drugim kwartale 2017 r. i wyniósł 43,2 mln zł.

Skonsolidowane przychody Bogdanki w całym pierwszym półroczu wyniosły 856,0 mln zł (spadek o 5,1%). EBITDA spadła o 12,6%, do 278,6 mln zł, zysk operacyjny był niższy o 47,1% i wyniósł 78,0 mln zł, a zysk netto zanotował spadek o 40,8%, do 66,4 mln zł. Na wynikach półrocznych ciążył pierwszy kwartał, w którym za sprawą czynników natury geologicznej i hydrogeologicznej LWB zanotowała niższą produkcję i sprzedaż węgla.

W pierwszej połowie 2018 r. Bogdanka utrzymała wydobycie węgla energetycznego na zbliżonym rok do roku poziomie. Wyniosło ono 4,5 mln ton i było o 0,9% niższe niż rok wcześniej. Produkcja węgla handlowego wzrosła o 13,5%, do 2,42 mln ton. Zaś sprzedaż węgla zwiększyła się o 4,4% r/r, do 2,37 mln ton. Średni uzysk w drugim kwartale wyniósł 62,3%, wobec 68,3% przed rokiem.

Udział spółki w rynku węgla energetycznego w Polsce wyniósł po półroczu 2018 r. 18,4%. Z kolei udział w dostawach węgla do energetyki ukształtował się na poziomie 24,7%. Ponad 82% sprzedaży wygenerowanej w pierwszej połowie tego roku zrealizowane zostało do Enei Wytwarzanie i Enei Połaniec.

KOMENTARZE DO WYNIKÓW GRUPY ENEA ZA I PÓŁROCZE 2018 R.:

Mirosław Kowalik, prezes Enei:

– Grupa wzmacnia pozycję rynkową poprzez stabilną sytuację finansową oraz wzrost wskaźników operacyjnych, w tym produkcji energii elektrycznej. Duża dynamika rodzimego rynku miała wpływ na wyniki finansowe i operacyjne Grupy, które są zgodne z naszymi przewidywaniami. Odnotowaliśmy wyraźny wzrost produkcji oraz sprzedaży energii elektrycznej odbiorcom detalicznym, wzrósł również wolumen sprzedaży usług dystrybucyjnych. Rozwijamy się w sposób zrównoważony, realizując konsekwentnie program inwestycyjny we wszystkich obszarach łańcucha wartości. W pierwszym półroczu Grupa wydała na inwestycje 824,4 mln zł, z czego 60 mln na projekty związane z ochroną środowiska (m.in. modernizacje dwóch bloków w Elektrowni Kozienice i jednego w Połańcu). Do końca roku zamierzamy zainwestować ponad 2,5 mld zł. Stabilny potencjał mocy wytwórczych Grupy zapewnia bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej dla Klientów oraz systemu elektroenergetycznego Polski, a jednocześnie stwarza możliwość dalszej transformacji sektora w kierunku energetyki odnawialnej.

Przyszłość Grupy Enea to także elektromobilność, w którą już teraz mocno się angażujemy. Współpracujemy z Kolejowymi Zakładami Łączności – Enea Serwis jest certyfikowanym dystrybutorem, instalatorem i serwisantem sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Wraz z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oraz innymi spółkami energetycznymi jesteśmy częścią programu „e-VAN”, którego założeniem jest opracowanie innowacyjnego, bezemisyjnego auta dostawczego – powiedział Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Piotr Olejniczak, wiceprezes Enei ds. finansowych:

– Grupa Enea generuje wyniki finansowe na oczekiwanym poziomie, nasza EBITDA jest zgodna z planowanymi wynikami rok do roku. W minionym półroczu pozostawaliśmy pod wpływem dużej dynamiki rynku. Zmniejszenie EBITDA w obszarze obrotu to efekt rosnących kosztów obowiązku zielonego i CO2. Niezmiennie, pozycja finansowa Grupy jest bezpieczna, a jej podstawą są generowane wyniki i rozsądne posiłkowanie się zadłużeniem. Dzięki konsekwentnie utrzymywanej dyscyplinie kosztowej możemy realizować nasze plany inwestycyjne obejmujące przede wszystkim obszar wytwarzania i dystrybucji – powiedział Piotr Olejniczak, wiceprezes Enei ds. finansowych.

Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych:

– Wzrost produkcji energii idzie w parze ze wzrostem wolumenu jej sprzedaży odbiorcom detalicznym. Przez ostatnich 12 miesięcy, tj. od lipca 2017 r. do czerwca 2018 r. Grupa Enea zrealizowała sprzedaż energii elektrycznej do Klientów końcowych na poziomie 19,1 TWh. Nasza strategia zakłada, że do 2025 r. sprzedaż ta będzie wynosiła 20,1 TWh. Rosną również łączne przychody ze sprzedaży Grupy Enea, w tym półroczu o 12% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Poza rozwojem naszej oferty produktowej, opartej o innowacje i nowe technologie (Enea Smart, Enea Eco), dążymy do zmaksymalizowania efektywności naszych działań w obszarze obsługi Klienta. Trwają  prace nad uruchomieniem unowocześnionej wersji aplikacji eBOK, w której można m.in. sprawdzić stan faktury, opłacić rachunki oraz skontaktować się z Eneą w każdej sprawie bez konieczności wizyty w biurze obsługi. Na naszej infolinii uruchomiliśmy serwisy samoobsługowe – średnio 37% Klientów łączących się z infolinią załatwia swoje sprawy bez rozmowy z konsultantem – powiedział Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych.

Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych:

– Modernizujemy bloki energetyczne w naszych elektrowniach, zwiększając ich sprawność i efektywność, jednocześnie dostosowując nasze jednostki wytwórcze do wymogów dyrektywy IED oraz kBAT. W maju w Elektrowni Kozienice zakończono prace przy bloku nr 10. Kontynuowane są prace  modernizacyjne na bloku nr 9. Do końca 2018 r. planowane są tam modernizacje urządzeń kotłowni i maszynowni, całość prac na bloku nr 9 powinna się zakończyć w pierwszej połowie 2019 r. W Elektrowni Połaniec wracamy do realizacji projektu „Feniks”, który został wstrzymany jeszcze przez poprzedniego właściciela. Dzięki niemu w pięciu jednostkach została podniesiona moc i poprawiona sprawność energetyczna. Dla bloku nr 5 wydane już zostały polecenia rozpoczęcia prac dla modernizacji turbiny, generatora i dostawy nowego transformatora blokowego – powiedział Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych.

Artur Wasil, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka:

– Utrzymanie zbliżonego do ubiegłorocznego poziomu produkcji w pierwszym półroczu, pomimo trudnego pierwszego kwartału, wskazuje na duży potencjał techniczny i organizacyjny kopalni. Warto podkreślić, że jednocześnie utrzymaliśmy wysokie tempo prac przygotowawczych do wydobycia w kolejnych okresach – w drugim kwartale wydrążyliśmy 10,8 km chodników wobec 6,9 km rok wcześniej. Zanotowaliśmy tym samym wzrost aż o 56,5%. W całym pierwszym półroczu długość wykonanych wyrobisk wzrosła o ponad 31%. Podtrzymujemy całoroczny plan produkcji i sprzedaży na poziomie nie mniejszym niż 9 mln ton – powiedział Artur Wasil, prezes Lubelskiego Węgla Bogdanka.

Rewizja Dyrektywy Praw Autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym

W głosowaniu plenarnym Parlamentu Europejskiego w Strasburgu 12 września Eurodeputowani zagłosowali za przyjęciem zmienionego projektu rewizji Dyrektywy Praw Autorskich na Jednolitym Rynku Cyfrowym stosunkiem 438 głosów do 226 głosów, 39 Posłów wstrzymało się od głosu.

Parlament głosował wczoraj – 12 września 2018 roku – już po raz drugi nad tekstem, tym razem ze zmianami do stanowiska Komisji JURI Parlamentu Europejskiego, która przewodniczyła pracom. Mandat dla Komisji JURI do rozpoczęcia negocjacji został wcześniej podważony w lipcowym głosowaniu prowadząc do zaproponowania 250 poprawek do stanowiska Parlamentu.

Najwięcej dyskusji dotyczyło dwóch głównych artykułów: nr 11 wprowadzający podatek od linków oraz nr 13 nakładający obowiązek filtrowania tekstów przez platformy internetowe. Wśród przyjętych zmian jest między innymi obowiązek płacenia przez duże firmy internetowe za prace artystów i dziennikarzy, z których korzystają. Małe i mikro platformy wyłączone są spod zakresu dyrektywy. Hiperłącza „w towarzystwie” pojedynczych słów można dowolnie udostępniać. Dziennikarze muszą otrzymać część wszelkiego wynagrodzenia związanego z prawem autorskim uzyskanym przez ich wydawnictwo.

Od września 2019 roku wystartuje gruntowna reforma szkolnictwa zawodowego. Będzie większy nacisk na współpracę szkół z biznesem

Od września 2019 roku wystartuje gruntowna reforma szkolnictwa zawodowego. Będzie większy nacisk na współpracę szkół z biznesem 8

Reforma szkolnictwa zawodowego, nad którą trwają prace legislacyjne, ma wejść w życie z początkiem roku szkolnego 2019/2020. Wprowadzi zmiany dotyczące m.in. klasyfikacji zawodów i finansowania szkół zawodowych, współpracy szkół z pracodawcami oraz egzaminów zawodowych. Celem jest podniesienie prestiżu szkół zawodowych i ukierunkowanie ich oferty tak, aby kształciły specjalistów jak najlepiej przystosowanych do wymogów rynku pracy.

Ustawa, którą napisaliśmy wspólnie z pracodawcami, jest już po decyzjach Komitetu Stałego Rady Ministrów i jest przygotowana do tego, żeby zarekomendować ją Radzie Ministrów. Chcielibyśmy, aby do końca tego roku została podpisana przez prezydenta. Chcemy, żeby te zmiany obowiązywały już od 2019 roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej. – Są to zmiany wzorowane na przykładach niemieckich, austriackich i szwajcarskich, czyli pracodawca ma być w szkole, a szkoła u pracodawcy i razem mają pisać podstawy programowe i egzaminować, tak aby rzeczywistość biznesowa, finansowa, technologiczna nie odstawała od tego, czego uczymy w szkole. 

Nowelizacja ustawy Prawo oświatowe, którą MEN opublikował w czerwcu br., wprowadza daleko idące reformy w systemie szkolnictwa branżowego i technicznego. Zmiany dotyczą m.in. klasyfikacji zawodów i finansowania szkół zawodowych, współpracy szkół z pracodawcami oraz egzaminów zawodowych. Mają wejść w życie z początkiem roku szkolnego 2019/2020.

Projekt MEN ma ukierunkować szkolnictwo zawodowe tak, aby absolwenci mieli pełne kwalifikacje zawodowe, potwierdzone wynikami egzaminów i odpowiednimi dokumentami. Ponadto jeszcze w trakcie nauki uczniowie mają zdobywać dodatkowe umiejętności i uprawnienia potrzebne na rynku pracy i wymagane przez pracodawców. MEN zapowiada, że do każdego zawodu zostanie opracowana odrębna podstawa programowa. Projekt wprowadzi także zwiększoną subwencję oświatową dla samorządów na te szkoły, które kształcą w zawodach najbardziej potrzebnych na rynku pracy.

Minister edukacji podkreśla, że zmiany są konieczne, ponieważ brak wykwalifikowanych pracowników jest coraz większą barierą dla rozwoju przedsiębiorstw. Jednocześnie pracodawcy skarżą się na niedostosowanie kompetencji absolwentów szkół do oczekiwań rynku pracy.

Wszystkie te zmiany są pilne, dlatego że już 48 proc. pracodawców nie może znaleźć pracowników. Musimy udowadniać, że szkoły branżowe i technika potrzebują ludzi utalentowanych, ludzi z pasją. Potrzebujemy też ogromnej promocji – nie tylko zmiany nazwy na szkoły branżowe, lecz także uczestnictwa różnego rodzaju firm – mówi Anna Zalewska. – Pytane 9-latki najchętniej chciałyby zostać właścicielami restauracji, bo taką promocję zrobiły nasze gwiazdy, które doskonale gotują, potrafią zachwycić opowieściami o jedzeniu. Moim marzeniem jest, żeby każdy zawód był tak wspierany i promowany.

Zgodnie z projektem MEN zreformowane szkolnictwo zawodowe ma się opierać na współpracy z pracodawcami. Dobrze zorganizowane szkoły, ściśle współpracujące z biznesem, mają dać szansę rozwoju poszczególnym regionom i lokalnym społecznościom. Stąd ustawa kładzie duży nacisk na to, aby firmy i organizacje zrzeszające pracodawców miały duży wpływ na kształt szkolnictwa zawodowego (m.in. poprzez tworzenie oferty kształcenia zawodowego, uruchamianie kształcenia w konkretnych zawodach i umożliwianie uczniom praktycznej nauki zawodu w rzeczywistych warunkach pracy).

Po roku dyskusji z pracodawcami udało się ich przekonać, żeby dołożyli do systemu edukacji. Na szkolnictwo techniczne i branżowe jest 9 mld zł pieniędzy budżetowych, ale skonstruowaliśmy przepisy tak, że pracodawcy mogą się wprost dołożyć do klas czy pensji nauczyciela. Uwolniliśmy pensję nauczyciela zawodu, dzięki czemu mogą fundować staże, stypendia, organizować w szkole określone warsztaty – mówi minister Anna Zalewska. – To rzeczywiście duże zmiany, które mają spowodować, że szkoła będzie elastyczna. Na tym nam zależy. Jednocześnie za 2–3 lata chcielibyśmy przenieść e-zasoby, żeby podręczniki, symulatory były na tablicach multimedialnych. Marzy nam się szkoła branżowa, która będzie odpowiadać nie tylko potrzebom rynku, lecz także dawać satysfakcję dzieciom.

Jak wynika z raportu „Efektywne szkolnictwo zawodowe jako kluczowy element nowoczesnej gospodarki”, opracowanego przez Warsaw Enterprise Institute, w roku szkolnym 2014/2015 działały w Polsce 3 954 zasadnicze szkoły zawodowe i technika. To oznacza, że od 2008 roku ich liczba spadła o ok. 20 proc. Licząc od 2000 roku – spadek sięgnął 50 proc. Z najnowszych danych GUS wynika, że w roku szkolnym 2016/2017 szkół zawodowych i techników było jeszcze mniej, nieco ponad 3 500.

Najbardziej zależy nam, żeby w szkołach technicznych i branżowych pojawiło się więcej uczniów, żeby przełamać opinie mówiące, że nie powinni do nich trafiać młodzi, utalentowani ludzie. Jednocześnie chcemy, żeby młodzież szybko się usamodzielniała. Często ze strony uczniów padają pytania do przedstawicieli biznesu o to, kiedy i jak najszybciej zostać prezesem swojej własnej firmy. Każdy prezes mówi: „Skończ szkołę branżową – jeśli masz zawód, już jesteś firmą, a w dodatku możesz się kształcić dalej i zarabiać dużo pieniędzy”. To są najważniejsze kwestie, na których nam zależy, na przyjaznym funkcjonowaniu pracodawcy i ucznia – mówi minister Anna Zalewska.

Jak ocenili autorzy raportu WEI, brak wysoko wykwalifikowanych pracowników fizycznych i techników to jedna z przeszkód szybszego rozwoju gospodarczego i efekt mody na wyższe wykształcenie, skutkującej nadprodukcją absolwentów uniwersytetów nieprzydatnych z punktu widzenia rynku pracy.

Faktury mogą być lepszą inwestycją niż obligacje. Rynek finansowy odpowiada na problemy z zatorami płatniczymi

0

Faktury mogą być lepszą inwestycją niż obligacje. Rynek finansowy odpowiada na problemy z zatorami płatniczymi 9

Rośnie zainteresowanie nową formą inwestycji. Są nią faktury z odroczonym terminem płatności, które pod względem rentowności i poziomu ryzyka mogą stanowić alternatywę np. dla obligacji korporacyjnych. Mowa o faktoringu – czyli usłudze, która pojawiła się na rynku finansowym w odpowiedzi na problem, jakim są zatory płatnicze. Pod względem ich występowania Polska znajduje się w niechlubnej czołówce Europy.

Z badania „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” Krajowego Rejestru Długów wynika, że w II kwartale tego roku na zapłatę od kontrahentów polskie firmy czekały średnio 3,5 miesiąca. O ile dla dużych przedsiębiorstw nie jest to ogromny problem – ze względu na łatwiejszy dostęp do kredytowania i większą płynność finansową, wynikającą z większej liczby kontrahentów, o tyle dla mniejszych graczy nieopłacone na czas faktury są prawdziwą zmorą i niejednokrotnie mogą decydować o ich przetrwaniu na rynku. Z pomocą przychodzi faktoring, czyli usługa polegająca na opłaceniu zaległych faktur przez firmę trzecią, która pieniądze odzyskuje od oryginalnego kontrahenta. Firma taka opłaca zaległą fakturę jej wystawcy – ale tylko w pewnej części – na przykład w 95 czy 98 procentach. Całą kwotę, na jaką opiewała faktura, odzyskuje od fakturobiorcy. Kilka procent różnicy to zarobek firmy.

Możemy sobie wyobrazić faktury, i to są realne transakcje, gdzie płatnikiem jest gmina, czyli Skarb Państwa, a wykonawcą jest firma budowlana. Ta firma, potrzebując wcześniej płatności za faktury, zgadza się na koszt finansowania rzędu 2 proc. Jeżeli te 2 proc. finansowania za fakturę 60-dniową ekstrapolujemy na cały rok, to już mamy rentowność takiej transakcji na poziomie 12 proc., a ryzyko jest porównywalne do obligacji skarbowych, ponieważ to Skarb Państwa stoi za zapłatą tej faktury, a rentowności są dużo większe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Ananicz, prezes zarządu firmy Faktorama.

Faktoring przynosi tym samym na rynek nowy instrument finansowy. Faktury z odroczonym terminem płatności stają się alternatywą dla obligacji skarbowych i korporacyjnych, i w dodatku szybko zdobywającą przewagę nad nimi. Od obu rodzajów obligacji różni ich przede wszystkim znacznie krótszy okres realizacji zysku, co też wpływa na poziom bezpieczeństwa

– Jeżeli porównamy inwestycję w faktury do obligacji korporacyjnych, poziom bezpieczeństwa jest dużo większy. Obligacje korporacyjne cechują się tym, że ich okres inwestycji to 2–3 lata, czyli kiedy decydujemy się na inwestycję, musimy przewidzieć, jak będzie wyglądała sytuacja danego podmiotu i jego otoczenia na 2–3 lata do przodu. Bardzo ciężko było przewidzieć, kupując obligacje firm budowlanych, jak dramatyczny wzrost cen wynagrodzeń ich czeka ­– tłumaczy Jakub Ananicz.

Kolejną zaletą faktury jako instrumentu finansowego jest możliwość natychmiastowego wyjścia z inwestycji w razie przewidywanych problemów płatnika. Wystarczy nie nabywać kolejnych faktur, wystawionych przez tę konkretną firmę.

– W sytuacji kiedy terminy płatności są 45-dniowe czy 60-dniowe, jeżeli widzimy jakieś oznaki spowolnienia gospodarczego, problemów tej firmy, możemy bardzo szybko reagować i zamknąć ekspozycję, nie kupując kolejnej faktury. Jeżeli kupiliśmy obligacje, to jesteśmy skazani na 2-letnią współpracę – przekonuje Ananicz.

Inwestorów przyciągają także wciąż wysokie rentowności, w niektórych przypadkach jest to nawet 20 proc.

Rentowności transakcji faktoringowych to jest między 10 a 20 proc., jeżeli mówimy o dobrych dużych płatnikach. W przypadku transakcji, w których my pośredniczymy, to głównie spółki giełdowe są po drugiej stronie jako płatnicy i tutaj te rentowności przekraczają 10 proc. Jeżeli to porównamy z obligacjami korporacyjnymi, które dają 10 proc., to po drugiej stronie są firmy, które są bardzo ryzykowne, bardzo małe podmioty. Jednocześnie jeżeli byśmy chcieli skupić się na poziomie ryzyka, który oferuje dług dużych spółek, to te rentowności są na poziomie 3–4 proc., czyli parokrotnie niższe – mówi prezes Faktoramy.

Jak podkreśla, rentowność faktur notuje jednak ostatnio spadki. Jest to bezpośrednim wynikiem faktu, że na rynku pojawia się coraz więcej firm zajmujących się faktoringiem, a konkurencja pomiędzy nimi staje się coraz silniejsza. Część firm umożliwia też współpracę inwestorom indywidualnym, dzieląc się z nimi zyskami – przez co realna rentowność tych inwestycji spada.

Zainteresowanie mimo to rośnie, ponieważ obniża się bariera wejścia w ten typ inwestycji. Osoby zainteresowane tym instrumentem finansowym mogą zacząć inwestowanie, dysponując kwotą 10 tys. zł. Na rynku obecni są też gracze instytucjonalni, którzy na inwestycje w faktury przeznaczają kwoty rzędu kilku milionów złotych.

Jeszcze 4 lata temu to była bardzo wielka nisza. Wynikało to z tego, że aby inwestować w faktury, trzeba było mieć własną firmę faktoringową, czyli bariera wejścia to było co najmniej 10 mln złotych i kilku dobrze wykwalifikowanych pracowników, którzy znają się na ocenie transakcji faktoringowych i pozyskiwaniu klientów. Teraz każdy, kto ma 10 czy 15 tys. zł może znaleźć platformę umożliwiającą inwestycję w faktury, która wszystko robi za nich – wyjaśnia Jakub Ananicz.

Jak podkreśla, duży wzrost zainteresowania tą formą inwestycji dało się odczuć po tzw. aferze GetBack, która spowodowała spadek zaufania inwestorów do obligacji korporacyjnych.

Wtedy wielu inwestorów zaczęło szukać alternatywnych form inwestowania i poprzez znajomych znajomych, znajomych doradców dowiedzieli się o inwestycjach w faktury z odroczonym terminem płatności. U nas było odczuwalne lawinowe zainteresowanie inwestycjami w faktury – mówi prezes Faktoramy.

Polacy coraz chętniej kupują online za granicą. Popularność zyskują chińskie sklepy, na czele z AliExpress

Polacy coraz chętniej kupują online za granicą. Popularność zyskują chińskie sklepy, na czele z AliExpress 10

Polscy internauci mają coraz większe zaufanie do transgranicznych zakupów w sieci. Co czwarty kupujący online zrobił zakupy w zagranicznym e-sklepie – wynika z badania Gemius. Popularność zyskują szczególnie chińskie platformy sprzedażowe. Ich udział w ogólnej liczbie transakcji na platformie Planet Plus w I półroczu br. sięgnął 46,9 proc. Liderem pozostaje AliExpress, przeganiając Allegro. Polskie sklepy internetowe w dalszym ciągu zatrzymują jednak większość, bo aż 79 proc. obrotów. 

– Widzimy duży wzrost zainteresowania zakupami transgranicznymi wśród Polaków. Obserwowane z miesiąca na miesiąc wzrosty pokazują, jak międzynarodowe sklepy próbują pozyskać polskich konsumentów. Ilościowy udział platform chińskich – AliExpress, Banggood czy Gearbest – w liczbie transakcji sięga już prawie 50 proc. Natomiast nadal blisko 80 proc. wartości tych zakupów przypada na polskie sklepy. To pokazuje, jak chińskie marki zyskują rynek, a jednocześnie to, jakie wartości nasi konsumenci zostawiają w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Sikora, założyciel platformy Planet Plus.

Dane Planet Plus, na podstawie analizy ponad 530 tys. transakcji przeprowadzonych na platformie w okresie od stycznia 2017 do czerwca 2018, pokazują, że Chiny konsumują już blisko połowę sprzedaży internetowej. Udział chińskich platform sprzedażowych pod względem liczby dokonanych transakcji w I połowie 2018 roku wyniósł 46,9 proc. Liderem pozostaje AliExpress, konsumując ponad 90 proc. tej sprzedaży. Udział Allegro w sprzedaży na platformie Planet Plus wyniósł blisko 14 proc., resztę stanowią pozostałe polskie sklepy internetowe.

Planet Plus to platforma umożliwiająca zakupy z tzw. cashbackiem, czyli zwrotem części wartości kupionych produktów. Ma ponad 600 tys. użytkowników i współpracuje z ponad 1000 sklepów online, wśród których są e-commerce’owi liderzy (m.in. Amazon, Allegro, Empik, Answear, Frisco.pl, Pyszne.pl, Douglas, MediaMarkt, Grupon, Eobuwie.pl czy AliExpress).

W II kwartale tego roku Polacy dokonali w sumie blisko 60 tys. transakcji na AliExpress. To ponaddwukrotnie więcej niż w tym samym czasie na Allegro. Tym samym AliExpress staje się coraz bardziej popularną platformą zakupową dla polskich konsumentów.

Chińskie serwisy przyciągają klientów przede wszystkim ceną, która gra olbrzymią rolę. Kolejną rzeczą jest rosnąca jakość produktów. To, co zamawiamy z Chin, dotąd często bywało gorszej jakości, natomiast i to się już zmieniło. Widzimy, że rośnie jakość zamawianych z Chin produktów – mówi Jan Sikora. – Polacy doceniają też liczne akcje promocyjne i akcje zakupowe, które przyciągają polskiego konsumenta. To właśnie ten agresywny model sprzedażowy jest tym, czego powinniśmy się uczyć od Chińczyków. Nasi dalekowschodni partnerzy wiedzą, jak zrobić niesamowitą akcję marketingową, która natychmiast przełoży się na wzrost sprzedaży. Nastawiają się na jeden cel – sprzedać jak najwięcej i to im wychodzi.

Statystyki platformy pokazują jednak, że wartość transakcji dokonanych przez Polaków w chińskich e-sklepach w I połowie 2018 roku stanowiła 21 proc. łącznej kwoty wydatków w pozostałych sklepach internetowych. Polskie sklepy internetowe nadal zatrzymują więcej, bo aż 79 proc. obrotu. Co więcej, rośnie wartość transakcji w polskich sklepach internetowych. Tylko w ostatnim półroczu (do końca czerwca br.) osiągnęła ona ponad 94 proc. wartości transakcji z całego ubiegłego roku.

Jeżeli chodzi o wady zakupów bezpośrednio w Chinach, może być to okres oczekiwania na produkt, który potrafi sięgać nawet do 45 dni – mówi Jan Sikora.

Zakupy w internecie cieszą się rosnącą popularnością. Jak wynika z danych Gemiusa, Polska jest jednym z najprężniej rozwijających się rynków e-commerce w Europie. Szybko rośnie liczba internautów, którzy kupują za granicą. Ich odsetek zwiększył się o 7 pkt proc., do 23 proc.

Polski rynek rośnie. Nie jest jeszcze tak dojrzały jak w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech, natomiast cieszy się zaangażowaniem użytkowników. Galerie handlowe często pełnią funkcję showroomów. Ten trend będzie wzrastał – mówi Jan Sikora.

Dzieci wychowujące się z psem lub kotem lepiej radzą sobie ze stresem. Mają wyższe poczucie własnej wartości, co pozytywnie wpływa na ich rozwój

Dzieci wychowujące się z psem lub kotem lepiej radzą sobie ze <a title=stresem. Mają wyższe poczucie własnej wartości, co pozytywnie wpływa na ich rozwój" title="Dzieci wychowujące się z psem lub kotem lepiej radzą sobie ze stresem. Mają wyższe poczucie własnej wartości, co pozytywnie wpływa na ich rozwój" />

stresem.-Mają-wyższe-poczucie-własnej-wartości-co-pozytywnie-wpływa-na-ich-rozwój.png” alt=”” align=”left” hspace=”10″ />

Mniejsze ryzyko nadwagi i otyłości, wyższa odporność i lepszy rozwój – to tylko niektóre korzyści, jakie daje wychowywanie się dziecka z psem lub kotem. Zwierzę może być równie dobrym przyjacielem co rodzeństwo. Dzięki towarzystwu psa czy kota dzieci łatwiej znoszą stresujące sytuacje, a obecność pupila daje im poczucie akceptacji i wsparcia. Pies może też być wsparciem dla nieśmiałych, a także odgrywa znaczącą rolę w terapii dzieci z ADHD czy zespołem Downa.

– Pozytywna relacja między dzieckiem a zwierzęciem niesie za sobą bardzo wiele korzyści, zarówno dla jednej, jak i dla drugiej strony. Jeżeli mówimy o dzieciach, te korzyści są widoczne zarówno w obszarze zdrowia fizycznego, zdrowia psychicznego, jak i rozwoju. Dzieci, które wychowują się ze zwierzętami, mają dużo wyższą aktywność fizyczną, co przekłada się na mniejsze ryzyko nadwagi i otyłości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Głowacka, lekarka weterynarii, ekspertka naukowa ds. żywienia zwierząt w Mars Polska.

Według Światowej Organizacji Zdrowia z powodu nadmiernej masy ciała cierpi co czwarte dziecko. W Polsce – jak wynika z ubiegłorocznych danych Instytutu Matki i Dziecka – 25 proc. trzylatków ma nieprawidłową masę ciała, a wśród ośmiolatków co trzeci ma nadwagę lub otyłość. Odpowiedzialna za to jest nie tylko nieprawidłowa dieta, lecz przede wszystkim brak ruchu. Obecność czworonoga w domu to gwarancja znacznie większej aktywności fizycznej.

– Dzieci, które wychowują się z psami w domach, również mają wyższą odporność, rzadziej chorują, a to przekłada się na mniej nieobecności w szkole. Takie dzieci również rzadziej mają alergie. Obecnie co drugie dziecko w wieku szkolnym cierpi z powodu alergii na przynajmniej jeden powszechnie występujący alergen – wskazuje Małgorzata Głowacka.

Zwierzęta w domu wspomagają też rozwój intelektualny i społeczny dziecka. Psy są traktowane jako najlepsi przyjaciele, to do nich dzieci zwracają się w momentach stresu. Nie tylko najmłodsi, także nastolatki i dorośli wolą szukać wsparcia u pupila niż którejkolwiek z bliskich osób. Badania Centrum Żywienia Zwierząt WALTHAM® i Uniwersytetu w Cambridge wskazują nawet, że kontakt ze zwierzęciem może być bardziej satysfakcjonujący niż kontakt z rodzeństwem.

 Zwierzęta mogą wywierać bardzo podobny wpływ rozwojowy jak rodzeństwo. Dzieci, które mają najsilniejszą więź ze swoim pupilem, to te, które nie mają rodzeństwa. Zatem zarówno pozytywna relacja ze zwierzęciem, jak i pozytywna relacja z rodzeństwem wpływa bardzo korzystnie na rozwój dzieci – zmniejszenie zamknięcia w sobie, mniej problemów z zachowaniem, mniej niepożądanych zachowań, ale również wyższe kompetencje społeczne – przekonuje ekspertka Mars Polska.

Zwierzęta są też buforami stresu. Pomagają radzić sobie w trudnych sytuacjach – jeśli zwierzę jest blisko, dzieci odczuwają mniejszy stres związany z egzaminami, lepiej radzą sobie z czytaniem. Mogą też zaspokoić potrzebę miłości i akceptacji. Bezwarunkowa miłość i towarzystwo obniżają poziom hormonu stresu, a podwyższają hormonów szczęścia. Badania wskazują, że dzieci, które wychowywały się ze zwierzętami, lepiej radzą sobie w kontaktach międzyludzkich, mają wyższą samoocenę i poczucie własnej wartości. Można powiedzieć, że zwierzę jest dla dziecka lustrem, w którym widzi siebie kochanym za to, jakim jest w rzeczywistości.

 Zwierzęta kształtują rozwój poznawczy dzieci. Wpływają również na ich dorosłe życie, bo od zwierząt uczą się empatii, odpowiedzialności za drugą istotę, systematyczności. Uczą się również modelu bezkonfliktowej relacji między zwierzęciem a człowiekiem, co przekładają na swoje późniejsze relacje z ludźmi. Dzięki temu są w stanie budować zdrowsze relacje oparte na zrozumieniu i poszanowaniu potrzeb drugiego człowieka – tłumaczy Głowacka.

Dogoterapia ma ogromne znaczenie w terapii dzieci nieśmiałych, tych z ADHD czy zespołem Downa. Poprzez kontakt z psem dzieci uczą się nawiązywać kontakt z otoczeniem.

Jak podkreśla ekspertka, przy podejmowaniu decyzji o przygarnięciu psa rodzice powinni wziąć pod uwagę to, czy jest to rasa, która chętnie przebywa z dziećmi i w miarę dobrze znosi hałas i rozgardiasz związany z obecnością dzieci.

 To, co jest najważniejsze, to kształtowanie prawidłowej, pozytywnej relacji ze zwierzęciem, czyli zapewnienie mu odpowiedzialnej opieki opartej na poszanowaniu potrzeb zwierzęcia. Ostatecznie za bezpieczeństwo zwierzęcia i jego zachowanie odpowiada osoba dorosła, a nie dziecko. Jednak bardzo ważne jest to, żeby u dziecka od najmłodszych lat kształtować pozytywną postawę i uczyć bycia odpowiedzialnym opiekunem zwierzęcia – mówi Małgorzata Głowacka.

70 proc. Polaków choruje na paradontozę. Nieleczona może prowadzić do utraty zębów i chorób serca

70 proc. Polaków choruje na paradontozę. Nieleczona może prowadzić do utraty zębów i chorób serca 11

Paradontoza nie jest chorobą wyłącznie ludzi starszych. Pierwsze objawy mogą pojawić się już u 30-latków, a nawet wcześniej. Dlatego bardzo ważne są regularne wizyty kontrolne u stomatologa. Nieleczona paradontoza może prowadzić do utraty zębów, zwiększa także ryzyko wystąpienia chorób serca oraz poronień. Najczęstszą przyczyną jej powstawania jest niewłaściwa higiena jamy ustnej.

Paradontoza to choroba wywoływana przez drobnoustroje namnażające się w jamie ustnej. Bakterie w naturalny sposób gromadzą się na styku dziąsła i zęba, prowadząc do odkładania się płytki nazębnej, występującej u każdego człowieka. Jeśli osad ten nie jest regularnie usuwany, przekształca się w kamień nazębny, który powoduje odsuwanie się dziąsła od zęba, a w efekcie odsłonięcie szyjek zębowych, zanik kości i poluzowanie zębów. Obecne w kamieniu bakterie przyczyniają się ponadto do rozprzestrzeniania się stanu zapalnego.

– Objawy, które powinny nas zaniepokoić, to zaczerwienione dziąsła, odsłonięte szyjki. Dodatkowo objawami są nieświeży oddech z ust i krwawienie podczas szczotkowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Izabela Sierpińska, lekarz stomatolog z Varsovia Dental.

Na paradontozę choruje blisko 70 proc. Polaków, nie tylko w podeszłym wieku. Tymczasem w większości innych krajów rozwiniętych odsetek ten jest nawet sześciokrotnie niższy. Paradontoza powstaje przede wszystkim na skutek niewłaściwej higieny jamy ustnej, do jej rozwoju przyczyniają się także takie czynniki, jak choroby ogólne, niedobory witamin, zaburzenia hormonalne, uwarunkowania genetyczne oraz wady zgryzu. Schorzenie to często bywa lekceważone jako typowy objaw starzenia się organizmu, nieleczone może jednak prowadzić do poważnych skutków zdrowotnych.

Podstawowy przebieg paradontozy jest taki, że najpierw się pojawia zaczerwienienie i częściowy zanik dziąsła, potem odsłaniają się szyjki zębowe. W kolejnym etapie dochodzi do rozchwiania zębów, co może powodować trudności z mówieniem i jedzeniem, a w mocno zaawansowanej postaci, która jest nieleczona – dochodzi do utraty zębów – mówi dr Izabela Sierpińska.

Nieleczona paradontoza przyczynia się ponadto do częstszego występowania chorób ogólnych, m.in. chorób serca, a w przypadku kobiet także poronień. Podstawą profilaktyki paradontozy jest prawidłowa higiena jamy ustnej, obejmująca dokładne szczotkowanie zębów dwa razy dziennie przynajmniej przez 2 minuty oraz stosowanie nici dentystycznej do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych. Warto pamiętać o dobraniu odpowiedniej szczoteczki oraz pasty do zębów.

 Jeśli chodzi o dodatkowe przybory, których możemy używać w domu, o których pacjenci często nie wiedzą, są to szczoteczki międzyzębowe, irygatory, wykałaczki. Jeśli mamy duże przestrzenie między zębami, to mamy duże pole manewru – mówi dr Izabela Sierpińska.

Pierwsze objawy paradontozy mogą wystąpić już w 30. roku życia. Wykrycie schorzenia na tak wczesnym etapie może znacznie spowolnić rozwój choroby i zapobiec utracie zębów przez pacjenta. Dlatego tak ważne są regularne kontrole stanu uzębienia u lekarza stomatologa. Samodzielnie trudno jest całkowicie usunąć płytkę nazębną, w gabinecie dentystycznym można natomiast poddać się profesjonalnemu czyszczeniu, przeprowadzanemu przez higienistkę. W przypadku zaawansowanej postaci paradontozy, objawiającej się powstawaniem kieszeni przyzębnych, niezbędne jest wykonanie kiretażu.

– Jest to zabieg wykonywany w gabinecie stomatologicznym w znieczuleniu, który polega na tym, że oczyszcza się taką kieszeń przyzębną z płytki, z kamienia i z ziarniny zapalnej. Czasami również jest potrzeba włączenia środków farmakologicznych, np. antybiotyku, czy miejscowego stosowania innych środków antyseptycznych, jak aplikacja specjalnych nici bezpośrednio do kieszeni przyzębnych czy dezynfekcja laserem – mówi dr Izabela Sierpińska.

Wizyty kontrolne w ramach profilaktyki paradontozy należy odbywać przynajmniej dwa razy w roku. W przypadku już istniejącej choroby lekarz może zwiększyć ich częstotliwość.

Nowoczesne smartfony to przede wszystkim innowacje w aparatach i ekranach. Sztuczna inteligencja, podwójny obiektyw i tryb HDR to najnowsze trendy

Nowoczesne smartfony to przede wszystkim innowacje w aparatach i ekranach. Sztuczna inteligencja, podwójny obiektyw i tryb HDR to najnowsze trendy 12

Rynek fotograficzny już niemal w całości przejęły smartfony. Najnowsze technologie w tej dziedzinie wprowadzane są właśnie w telefonach, a nie kompaktowych aparatach cyfrowych. Najnowszymi trendami w smartfonowej fotografii są zdjęcia HDR oraz podwójny obiektyw, za pomocą którego można wykonać zdjęcia portretowe z rozmazanym tłem oraz jaśniejsze fotografie w trudnych warunkach oświetleniowych. Postęp technologiczny pozwolił także na szersze korzystanie w smartfonach m.in. ze sztucznej inteligencji czy rozszerzonej rzeczywistości. Producenci stawiają także na nowoczesne technologie w ekranach, które pozwolą w pełni odwzorować rzeczywiste kolory.

W funkcji aparatu cyfrowego w najnowszych smartfonach można zaobserwować najszybszy postęp innowacyjnych rozwiązań. Od podwójnych obiektywów, przez sztuczną inteligencję i rozszerzoną rzeczywistość – producenci telefonów prześcigają się w prezentowaniu rozwiązań, które mają zrewolucjonizować korzystanie z aparatów fotograficznych.

– Celem w zastosowaniu sztucznej inteligencji w smartfonach jest przewidywanie tego, czego oczekują klienci, co w danym momencie chcą wykonać. Dla przykładu przy wykonywaniu zdjęcia najczęściej chcemy uruchomić aparat w momencie gdy osoba fotografowana się uśmiecha. Tu pomogą algorytmy rozpoznawania twarzy i funkcja automatycznej migawki. Inne zastosowanie przy aktywnościach sportowych, gdy osoba fotografowana pojawi się we wskazanej ramce, możemy automatycznie wykonać zdjęcie, to nowa funkcja inteligentnej migawki. Można także utrzymać ostrość na obiekcie, który się porusza – mówi Jeff Yee, wiceprezes marketingu ZTE Global Mobile Devices.

Sztuczna inteligencja w smartfonowych aparatach jest wykorzystywana nie tylko fotografowania, ale również także do innych zadań. Aplikacja Google Translate umożliwia – za pomocą telefonu – na bieżąco tłumaczenie tekstu. Podobnie działająca aplikacja Bixby Vision pozwala np. oszacować wartość energetyczną posiłku na podstawie jego zdjęcia

Coraz częściej wykorzystywana przez producentów jest także rozszerzona rzeczywistość, która pozwala np. na ustawianie wirtualnych mebli w salonie przed ich kupieniem, czy wyświetlenie instrukcji obsługi urządzenia na żywo, na ekranie telefonu – wystarczy skierować aparat na dane urządzenie, a oprogramowanie automatycznie je rozpozna i wyświetli funkcje widocznych przycisków.

Jednym z najnowszych trendów w smartfonowej fotografii jest technologia HDR – czyli tryb rozszerzonego zakresu dynamicznego obrazu. Aparaty HDR uchwytują więcej kolorów, produkując żywsze i bardziej realistyczne obrazy.

– W tym roku najważniejszym trendem są zdjęcia w trybie HDR. Ale dziś już nie tylko możemy wykonać zdjęcia w tej technologii, ale możemy je także wyświetlić w HDR na ekranie smartfona – przekonuje Jeff Yee.

ZTE zaprezentowało podczas berlińskich targów IFA 2018 swój najnowszy smartfon Axon 9 Pro. Telefon wyposażony jest w 6,2-calowy ekran o rozdzielczości 2248 x 1080 pikseli, najnowszy procesor Snapdragon 845, 6 GB pamięci RAM i 128 GB pamięci do przechowywania z możliwością jej rozszerzenia. Ponadto na wyposażeniu urządzenia jest bateria o pojemności 4000 mAh oraz szkło Gorilla Glass.

– W najnowszym smartfonie stawiamy nie tylko na aparat. To na co naprawdę stawiamy to zupełnie nowy wyświetlacz. Dodaliśmy nowy układ, dedykowany do przetwarzania wideo, zdjęć, nawet aplikacji i gier, by wydobyć kolory i zapewnić efekt HDR, ale również skalujemy wyświetlanie aplikacji i gier do 60 klatek na sekundę, dzięki czemu są wyświetlane płynnie – twierdzi ekspert.

Według analityków Research and Markets, rynek smartfonów z podwójnymi obiektywami ma rosnąć w najbliższych czterech latach w tempie 33,5 proc. średniorocznie. Gartner z kolei podaje, że w drugim kwartale 2018 r. sprzedano łącznie 374 mln smartfonów. Najwięcej egzemplarzy sprzedały Samsung, Huawei oraz Apple.

Technologia pomoże walczyć ze zjawiskiem pracy dzieci w Afryce. Dzieci będą uczęszczać do szkoły po darmową energię

Technologia pomoże walczyć ze zjawiskiem pracy dzieci w Afryce. Dzieci będą uczęszczać do szkoły po darmową energię 13

W Afryce Subsaharyjskiej 20 proc. dzieci w wieku 6–11 lat nie chodzi do szkoły, bo musi pracować. To dwukrotnie więcej niż średnia na świecie. Koreański start-up chce rozwiązać ten problem za pomocą energii z paneli solarnych. Projekt „Solar cow” umożliwia dzieciom naładowanie w szkołach power banków. W ten sposób przeciętna afrykańska rodzina może zaoszczędzić nawet 20 proc. swoich dochodów, które były wydawane na naładowanie telefonu komórkowego.

– „Solar cow” to projekt, którego celem jest przeciwdziałanie pracy dzieci w Afryce za pomocą energii z paneli solarnych. Rozwiązanie polega na dostarczaniu dzieciom, które chodzą do szkoły, bezpłatnej energii elektrycznej pochodzącej z urządzenia zwanego „solarną krową”. Dzieci otrzymują także naładowane power banki. Solarna krowa jest wyposażona w panele solarne, dzięki czemu dzieci przychodzące do szkoły mogą naładować swoje power banki – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje SungUn Chang, założycielka YOLK.

Solarna krowa ma być sposobem wynagradzania dzieci za chodzenie do szkoły i zachętą dla rodziców, by zamiast do pracy, posyłały dzieci do szkoły po darmowy prąd. Kiedy dzieci przychodzą rano do szkoły, wkładają power banki, kształtem przypominające butelki, w miejsce wymion sztucznej krowy. Po dniu nauki wracają z zapasem energii, która w Afryce jest na wagę złota.

– Dziewięć na dziesięć rodzin w Afryce korzysta z telefonu komórkowego, który pełni funkcję terminala płatniczego i podstawowego środka łączności. Telefon trzeba naładować 2–3 razy w tygodniu, co dla ludzi w Afryce oznacza wydatek na samo ładowanie urządzenia na poziomie 10–20 proc. ich dochodu. Ponadto odległości między punktami ładowania są duże, co wiąże się ze znaczną stratą czasu – ocenia założycielka YOLK.

Założycielka YOLK przekonuje, że projekt może rozwiązać największe problemy związane z brakiem energii w Afryce, a przy okazji zmniejszyć odsetek dzieci, które w związku z koniecznością pracy nie uczęszczają do szkół. Według danych UNESCO w Afryce Subsaharyjskiej praca dzieci uniemożliwia jednemu na pięcioro dzieci w wieku 6–11 lat uczęszczanie do szkoły. To dwa razy więcej niż średnia światowa. Do szkoły nie uczęszcza jeszcze więcej, bo jedna trzecia dzieci w wieku 12–14 lat.

– Energia z paneli solarnych może być ogromnie pomocna na małą skalę, bez konieczności tworzenia rozbudowanej infrastruktury. Skupiamy się szczególnie na rozwiązaniach wykorzystujących energię solarną do walki ze zjawiskiem pracy dzieci, ale również do działania na rzecz społeczności, aby jej członkom żyło się lepiej – podkreśla SungUn Chang.

Start-up stworzył całą kolekcję produktów zasilanych energią słoneczną. SunMade Cheese, czyli talerz serowy zbiera energię ze słońca i przechowuje ją w butelce mleka. Butelkę, dzięki magnesom i łącznikom, można podłączyć pod pozostałe serowe akcesoria – portu USB i niestandardowe złącze powerbanku, głośnik i radio bluetooth o kształcie kawałka szwajcarskiego sera, latarkę w kształcie sera ricotta czy małą zapalniczkę plazmową. Część zysków ze sprzedaży kolekcji ma trafić na dostarczanie solarnych krów do Afryki.

– Zbudowaliśmy solarną krowę w hrabstwie Pokot w Kenii, korzystając ze środków własnych. W przyszłości chcemy nawiązać współpracę z organizacjami pozarządowymi lub z rządem afrykańskim – zapowiada SungUn Chang.

Akcję można także wesprzeć na portalu crowdfundingowym Kickstarter.

Polski złoty najsilniejszy od ponad tygodnia

Mimo wyprzedaży na początku dnia, w jego drugiej części polska waluta doznała gwałtownego umocnienia. W jego efekcie kurs EUR/PLN znalazł się na najniższym poziomie od 4 września.

Kurs EUR/PLN (13/09/18)

Kurs EURŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/09/18

Co stało za dzisiejszymi ruchami?

W pierwszej połowie dnia złotemu nie sprzyjał m.in. wzrost ryzyka związany z sytuacją w Turcji – prezydent Erdogan na dwie godziny przed planowaną decyzją Centralnego Banku Turcji (CBRT) w publicznym wystąpieniu wniósł o obniżki stóp procentowych i skrytykował bank centralny, który nie radzi sobie z wysoką inflacją.

Wsparcie dla złotego w drugiej części dnia nadeszło z tego samego miejsca. Bank centralny wbrew Erdoganowi zdecydował się podnieść stopy procentowe, w efekcie czego referencyjna stopa one-week repo wzrosła z poziomu 17,75% do 24%, czyli o 6,25 p.p. W tym miejscu warto jednak zwrócić uwagę na to, że przeciętna stopa po której pożycza bank centralny prawdopodobnie wzrosła jedynie o 475 pb, w związku z faktem, iż w sierpniu bank centralny zdecydował się na powiązanie pożyczek ze stopą overnight w wysokości 19,25%.

Mimo wszystko, dzisiejsza decyzja CBRT jest sporym zaskoczeniem. Konsensus spodziewał się ruchu stóp w górę o 3,25 p.p., czyli o skali mniejszej blisko o połowę. Silna podwyżka stóp wzbudziła w inwestorach nadzieję, że być może Turcja ostatecznie zaczyna robić to, co należy w sytuacji kryzysu walutowego, z którym boryka się kraj.

Drugim czynnikiem, który równie mocno wpłynął na umocnienie złotego była konferencja Europejskiego Banku Centralnego. EBC wprawdzie nieznacznie obniżył prognozy wzrostu gospodarczego na dwa kolejne lata, jednak ton prezesa Draghiego był wyjątkowo optymistyczny, co wzmocniło nastroje do euro, które pociągnęło za sobą w górę waluty regionu.

Prezes Draghi spodziewa się wzrostu inflacji oraz (mimo obniżenia prognozy wzrostu PKB) utrzymania silnego wzrostu gospodarczego. Bank nie zmienił nic w swoich zamierzeniach dotyczących wygaszania programu luzowania ilościowego, który zostanie ograniczony o połowę – w konsekwencji czego od następnego miesiąca do końca roku bank centralny będzie skupował europejskie obligacje o wartości 15 mld EUR miesięcznie. Mimo planowanego zakończenia programu QE na podwyżki stóp procentowych przyjdzie nam poczekać prawdopodobnie do drugiej połowy przyszłego roku.

Miesięczna wartość obligacji skupowanych przez EBC (2014-2018)

Miesięczna wartość obligacji skupowanych przez EBC
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 13/09/18

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Biotechnologiczne Bioavlee z 2 mln zł inwestycji od Dolnośląskiego Funduszu Rozwoju

  • Bioavlee podpisało umowę inwestycyjną z DFR Inwestycyjnym, spółką córką Dolnośląskiego Funduszu Rozwoju.
  • Startup pozyskał 2 mln zł, dla DFR to pierwsza inwestycja typu venture.

Podpisanie umowy_Bioavlee, DFRWrocławska spółka pracuje nad przełomowymi urządzeniami i rozwiązaniami w dziedzinie identyfikacji mikrobiologicznej, m.in. dla branży kosmetycznej.DFR Inwestycyjny postanowił zainwestować 2 mln zł we wrocławską spółkę Bioavlee, która tworzy przełomowe rozwiązania usprawniające pracę w laboratoriach. Przewidziana jest także druga transza inwestycyjna. Dzięki podpisaniu umowy spółka samorządowa dołączy do grona akcjonariuszy startupu.Cel jest jasny: województwo dolnośląskie, finansujące DFR, buduje nowe modele współpracy samorządu z przedsiębiorcami poprzez m.in. efektywne mechanizmy wsparcia firm o wysokim potencjale wzrostu.  Opatentowana przez spółkę Bioavlee innowacyjna metoda dyfrakcji laserowej jest rozwiązaniem, na które od dawna czeka m. in. rynek kosmetyczny. System Avlee 650, dzięki wykorzystaniu chmury obliczeniową oraz samouczących się algorytmów, umożliwia dokładną i automatyczną identyfikację drobnoustrojów. Skuteczność identyfikacji drobnoustrojów metodą dyfrakcji laserowej jest bliska 98%, przy znacznie niższych kosztach i krótszym czasie badań w porównaniu do dostępnych rozwiązań. Regionalne wsparcieDFR Inwestycyjny to projekt realizowany przez Dolnośląski Fundusz Rozwoju. Wsparcie finansowe umożliwia rozwój nie tylko nowych przedsięwzięć, ale przede wszystkim naszego regionu. Dolny Śląsk zajął drugie miejsce w rankingu najbogatszych województw w Polsce – chcemy wspierać region dolnośląski wszędzie tam, gdzie ta pomoc jest potrzebna – mówi Cezary Przybylski, marszałek województwa dolnośląskiego.

Dolnośląski Fundusz Rozwoju, będąc wyspecjalizowaną regionalną instytucją finansową, w całości należąca do samorządu województwa, podziela wizję gospodarki samorządu Dolnego Śląska polegającą na wspieraniu małych i średnich firm. Oprócz oferowania dolnośląskim firmom finansowych instrumentów zwrotnych, Dolnośląski Fundusz Rozwoju lokuje kapitał także w ramach projektu DFR Inwestycyjny. Celem DFR Inwestycyjny jest wsparcie za pomocą środków finansowych rozwoju firm sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw z Dolnego Śląska. DFR należy w 100% do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego.

Produkty kosmetyczne i spożywcze przed wprowadzeniem na rynek są oceniane pod względem bezpieczeństwa ich stosowania. Nasze rozwiązanie pozwala ocenić bezpieczeństwo produktu poprzez uzyskanie „odcisku palca” badanych mikroorganizmów dzięki dyfrakcji światła na koloniach drobnoustrojów. Patent zastosowaliśmy w autorskim systemie Avlee 650 – dodaje Wronecki.

Bioavlee rzuca nowe światło na świat patogenów

Zespół BioavleeObecnie identyfikacja drobnoustrojów, czyli najważniejszego procesu zapewniającego czystość mikrobiologiczną produktów kosmetycznych, odbywa się w oparciu o klasyczne i czasochłonne metody mikrobiologiczne. Dzięki współpracy z DFR przestarzałe standardy ustąpią miejsca automatycznym procesom laboratoryjnym – mówi Michał Wronecki, prezes Bioavlee. – Wszyscy na tym skorzystamy, będzie nie tylko szybciej, ale również taniej – dodaje Wronecki.

– Uważam, że szczególną uwagę należy poświęcić spółkom innowacyjnym oraz tym z dużym potencjałem rozwoju, które będą budowały kapitał gospodarczy regionu. Jako partner publiczny chcemy wypełniać olbrzymią lukę kapitałową. Opierając się na danych IBS z 2013 roku, luka finansowa chociażby na rynku innowacji na terenie Dolnego Śląska wynosi blisko 1 mld zł – mówi Marek Ignor prezes DFR.  – W tej chwili w pipeline mamy 50 firm, które są zainteresowane współpracą z DFR Inwestycyjnym. Na realizację tego pilotażowego programu przeznaczyliśmy 25 milionów złotych. DFR Inwestycyjny pełni rolę profesjonalnego funduszu inwestycyjnego, nie udziela grantów, a inwestuje. – dodaje Ignor.

Plany rekrutacyjne polskich pracodawców 4 kwartał 2018 r.

Plany rekrutacyjne polskich pracodawców na okres październik­­–grudzień przyniosą największe od 9 lat szanse na znalezienie nowej pracy – potwierdza opublikowany dziś raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Najlepsze perspektywy czekają na poszukujących zatrudnienia w Polsce północno-zachodniej oraz wschodniej, najwięcej pracowników będzie potrzebnych w produkcji przemysłowej i w budownictwie. W ciągu ostatniego roku Polska awansowała z 12. na 5. miejsce na liście 26 rynków regionu EMEA, w których będzie najłatwiej o pracę.

Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup
Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup

Ostatni kwartał 2018 roku przyniesie bardzo dobre perspektywy dla osób poszukujących pracy. Potwierdza to prognoza netto zatrudnienia [1] polskich pracodawców na IV kwartał, która po korekcie sezonowej wynosi +14%. To najwyższy wynik od 9 lat. Zwiększenie zatrudnienia planuje 17% pracodawców w Polsce, 5% przewiduje redukcję etatów, a 77% deklaruje brak zmian personalnych. Biorąc pod uwagę wielkość przebadanych firm, największy wzrost zatrudnienia odnotowują przedstawiciele dużych organizacji (z prognozą +29%), zaś najmniejszy mikroprzedsiębiorstw (+6%). Pozytywne plany zatrudnienia odnotowano we wszystkich 10 badanych sektorach rynku oraz we wszystkich 6 analizowanych regionach kraju. W ujęciu kwartalnym wynik dla Polski poprawił się o 1 punkt procentowy, w ujęciu rocznym o 5 punktów procentowych.

– Sytuacja na rynku pracy dla osób poszukujących zatrudnienia jest obecnie najkorzystniejsza od prawie 9 lat. Z punktu widzenia pracodawców, tak optymistyczne plany rekrutacyjne niosą ze sobą wyzwania związane z obsadzaniem miejsc pracy nowymi pracownikami, a dziś o trudnościach z ich znalezieniem mówi co druga firma w Polsce. Biorąc pod uwagę dane o prognozie zatrudnienia, największe wyzwania czekają duże firmy, gdzie blisko co trzecia z nich planuje w najbliższym kwartale powiększać swoje zespoły – komentuje Iwona Janas, dyrektor generalna ManpowerGroup – Bardzo cieszy awans Polski na 5. pozycję w rankingu dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. To z całą pewnością zasługa mocnych prognoz w produkcji przemysłowej i w budownictwie. Prognoza dla polskiej produkcji przemysłowej jest trzecią najsilniejszą w regionie, a dla budownictwa czwartą – dodaje Iwona Janas.

Wykres 1. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski w ciągu kolejnych kwartałów

Prognoza netto zatrudnienia dla Polski w ciągu kolejnych kwartałów
Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Koniec roku pod znakiem produkcji przemysłowej

W ostatnim kwartale 2018 roku najwięcej pracowników będzie potrzebnych w sektorze Produkcja przemysłowa, gdzie pracodawcy zadeklarowali prognozę zatrudnienia na poziomie +25%. Dobre perspektywy na znalezienie pracy czekają też w sektorach
Budownictwo (+21%), Handel detaliczny i hurtowy (+16%) oraz Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi (+15%). Najmniej optymistycznie przedstawiają się plany pracodawców z obszaru Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo, gdzie prognoza wynosi +5%.
W stosunku do ubiegłego kwartału plany pracodawców poprawiły się w siedmiu z 10 analizowanych sektorów. Największy wzrost, o 14 punktów procentowych, dotyczy Instytucji sektora publicznego. Mniej optymistyczne plany zatrudnienia w porównaniu do ubiegłego kwartału deklarują firmy w trzech z 10 sektorów. Najbardziej widoczny spadek odnotował sektor Kopalnie/Przemysł wydobywczy – o 8 punktów procentowych.

Wykres 2. Prognoza netto zatrudnienia dla sektorów w Polsce na Q4 2018 r.

Prognoza netto zatrudnienia dla sektorów w Polsce na Q4 2018
Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Najwięcej ofert pracy w Polsce północno-zachodniej

Spośród sześciu uwzględnionych w badaniu regionów Polski, najlepsze perspektywy zatrudnienia czekają w Polsce północno-zachodniej. Pracodawcy z tego regionu zadeklarowali prognozę netto zatrudnienia na poziomie +21%, co zapowiada najkorzystniejszą dla pracowników sytuację na lokalnym rynku pracy od blisko 9 lat. Optymistyczne plany zatrudnienia wskazali też pracodawcy z Polski wschodniej (+17%), gdzie prognoza jest najwyższa od 10 lat. Najsłabsze plany zatrudnienia wskazały firmy z Polski północnej (+9%), jednak tam prognoza nadal jest dodatnia a osoby poszukujące pracy mogą liczyć na zatrudnienie.
W porównaniu do poprzedniego kwartału plany zatrudnienia poprawiły się w czterech z sześciu regionów. Największa poprawa dotyczy Polski północno-zachodniej, gdzie prognoza jest wyższa o 7 punktów procentowych. Plany pogorszyły się w Polsce północnej, o 4 punkty procentowe, oraz południowo-zachodniej o 1 punkt procentowy.

Wykres 3. Prognoza netto zatrudnienia dla regionów Polski na Q4 2018 r.; podział wg Eurostat

Prognoza netto zatrudnienia dla regionów Polski na Q4 2018
Źródło: Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

Polska awansuje w rankingu EMEA

Polska zajęła 5. miejsce spośród 26 rynków regionu EMEA, w których w ostatnim kwartale 2018 roku będzie najłatwiej o pracę. W regionie EMEA najbardziej optymistyczne są firmy z Rumunii (+19%), Słowenii (+19%) i Węgier (+18%). Najsłabszą prognozę zadeklarowały przedsiębiorstwa ze Szwajcarii (-2%), Włoch (+2%) i Francji (+2%), które jednocześnie uzyskały najniższe wskazania w ujęciu globalnym. Spośród przebadanych 44 rynków na świecie najlepiej wypadły Japonia (+26%) i Tajwan (+21%).
Raport z badania jest bezpłatny i ogólnodostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy. Wyniki dla wszystkich badanych 44 krajów i terytoriów, a także interaktywne narzędzie umożliwiające ich analizę, są dostępne na stronie: www.manpowergroup.com/meos.
Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia to kwartalne badanie, które mierzy intencje pracodawców związane ze zwiększeniem lub zmniejszeniem całkowitego zatrudnienia w ich oddziale w najbliższym kwartale. Badanie jest przeprowadzane od ponad 55 lat, aktualnie wśród 60 000 pracodawców w 44 krajach i jest jednym z najbardziej wiarygodnych badań rynku pracy na świecie. Raport dla IV kwartału 2018 r. został opracowany na podstawie wywiadów indywidualnych przeprowadzonych od 18 do 31 lipca 2018 r. W Polsce wyniki raportu ManpowerGroup publikowane są od II kwartału 2008 r. Badanie jest przeprowadzane na reprezentatywnej grupie co najmniej 750 pracodawców. Więcej informacji na temat raportu dostępnych jest na stronie www.manpowergroup.pl w zakładce Raporty rynku pracy.

Jednolity Plik Kontrolny na żądanie

Od 20 sierpnia urzędy skarbowe mogą wzywać średnich, małych oraz mikroprzedsiębiorców do przedstawienia na żądanie odpowiednich struktur Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK). W ten sposób na wezwanie organu skarbowego przedsiębiorcy będą przedstawiać np. dane z wyciągów bankowych czy ksiąg rachunkowych. Brak odpowiedzi na wezwanie skarbówki może skutkować nałożeniem kary porządkowej.

Rozszerzenie obowiązku składania JPK na mikroprzedsiębiorców miało na celu, według Ministerstwa Finansów, ograniczenie liczby kontroli w firmach. Tymczasem już za kilka dni urzędy skarbowe będą mogły wezwać każdego mikroprzedsiębiorcę, który prowadzi księgi w formie elektronicznej, do złożenia pozostałych struktur JPK. Mogą to być: JPK_WB (wyciąg bankowy), JPK_MAG (magazyn), JPK_FA (faktury VAT, jedynie sprzedażowe), JPK_PKPIR (podatkowa księga przychodów i rozchodów), JPK_EWP (ewidencja przychodów), JPK_KR (księgi rachunkowe).

Warto pamiętać, że składane struktury, które dotyczą podatku dochodowego, będą się różnić w zależności od tego, czy przedsiębiorca prowadzi księgi rachunkowe, książkę przychodów i rozchodów czy ewidencję przychodu. Jak zatem widać, organy skarbowe będą nadal mogły kontrolować szeroki zakres działalności mikrofirm. Nie dziwi fakt, że przedsiębiorcy pytani przez inFakt wskazywali, że ich główne obawy związane z JPK dotyczą inwigilacji oraz nakładania kolejnych uciążliwych obowiązków.

Wezwany do złożenia odpowiedniej struktury JPK przedsiębiorca będzie miał na to przynajmniej trzy dni liczone od dnia otrzymania wezwania. Można to będzie zrobić na dwa sposoby – albo przesłać do urzędu w formie elektronicznej z potwierdzonym bezpiecznym podpisem elektronicznym lub za pomocą profilu zaufanego, albo zapisać na nośniku danych (płycie CD/DVD, pendrive) i złożyć na dzienniku podawczym w urzędzie skarbowym lub wysłać pocztą. W tym wypadku będzie liczyła się data nadania przesyłki. W przypadku przesyłki kurierskiej będzie to natomiast data otrzymania przez odbiorcę.

Co natomiast powinien zrobić przedsiębiorca, który prowadzi papierową księgę przychodów i rozchodów? – Jeśli organ podatkowy zażąda od niego złożenia JPK_PKPIR, to może on wówczas odmówić przesłania takiej struktury. Moim zdaniem na wezwanie powinien odpowiedzieć, ale w odpowiedzi wykazać, że prowadzi KPiR papierowo, więc obowiązek złożenia tej struktury JPK go nie dotyczy. Podobnie wygląda sprawa z żądaniem struktury JPK_MAG, jeśli przedsiębiorca nie prowadzi ewidencji magazynu w postaci elektronicznej – wskazuje Magda Sławińska-Rzemek, ekspert podatkowy w firmie inFakt.

Jeśli przedsiębiorca we wskazanym przez skarbówkę terminie nie złoży JPK, grozi mu kara porządkowa, która w 2018 roku wynosi 2800 zł. Warto mieć na uwadze, że w przypadku braku złożenia JPK na żądanie nie można skutecznie złożyć czynnego żalu. Instytucja ta polega na tym, że przedsiębiorca musi złożyć dokument w takim terminie, gdy urząd skarbowy nie posiada jeszcze wiedzy o zawinieniu lub wykroczeniu popełnionym przez podatnika. Tymczasem w momencie, gdy w podanym terminie nie złożymy JPK, organ podatkowy już o tym wie i za późno wtedy na czynny żal.

Gazomobilność, węglowodory czy samochody elektryczne – jak zmieni się polska motoryzacja?

Samochody elektryczne można już czasami zauważyć na polskich ulicach. Są to zazwyczaj wielkie miasta albo okolice granicy z Niemcami. Do tej pory tylko tam istniała infrastruktura do ich ładowania. Należy pamiętać, że Polska posiada fundusz niskoemisyjnego transportu. Wsparcie w budowaniu infrastruktury oferuje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To jednak tylko kropla w morzu potrzeb. Jeżeli rząd nie wdroży rewolucji elektromobilnej, to zmiany nie nastąpią. Niestety, taka obietnica wyborcza gwarantowałaby przegraną w wyborach. To dlatego liczby takie, jak milion samochodów elektrycznych w Polsce do 2025 r., pozostaną tylko i wyłącznie na papierze. W tym przypadku potrzeba zdecydowanych działań. Oczywiście należy zastanowić się, czy w polskich warunkach będą one opłacalne. Z drugiej strony trudno rozwijać elektromobilność na zasadach rynkowych, jeżeli w okolicy nie ma odpowiednio dużo elektrycznych pojazdów. Co więc musi pojawić się jako pierwsze?

– Najpierw musi powstać odpowiednia infrastruktura. Potwierdza to przykład Norwegii, która dotowała rozwój elektromobilności. Płaciła za to, żeby na ulicach zaczęły pojawiać się auta elektryczne. Zwróciło jej się to w najbardziej zelektryfikowanym transporcie w Europie – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert – Podobny efekt można uzyskać w Polsce, jeżeli wprowadzone zostaną zdecydowane rozwiązania. Potrzebny jest element przymusu. Zaproponowane obecnie strefy nisko- i zeroemisyjne nie zdadzą egzaminu, ponieważ można je wprowadzać dobrowolnie. Tutaj potrzebny jest odgórny nakaz wypychania z miast samochodów spalinowych, być może z uwzględnieniem pewnego okresu przejściowego. To jednak decyzja na tyle mało popularna, że nie należy spodziewać jej się na poziomie samorządów. Chociaż nie widzimy wielu „elektryków”, to na naszym ulicach jest coraz więcej samochodów hybrydowych – które w Polsce radzą sobie bardzo dobrze. Wykorzystują je sieci taksówkarskie czy inne formy usług transportowych. Pojazdy te są bardzo oszczędne, dlatego jest ich coraz więcej. Zwolennicy zmian w sektorze motoryzacyjnym często mówią nie o rewolucji elektromobilności, ale paliw alternatywnych – w tym także gazowych. Taki transport ma w Polsce długą tradycję sięgającą lat 70. Dyskusja na ten temat staje się więc coraz szersza. Chociaż z pojazdami elektrycznymi nie jest tak, jak życzyliby sobie ich zwolennicy, na horyzoncie pojawiają się inne technologie – gazomobilność, wodór czy inne, alternatywne rozwiązania dla napędów na węglowodory, które być może staną się coraz popularniejsze także w Polsce – dodał Jakóbik.