W najbliższym czasie nie zabraknie pretekstów do przeceny złotego

Złoty zyskuje od połowy sierpnia, jednak do gry wracają czynniki ryzyka. Turcja, Francja, Chiny, stopy procentowe. W najbliższym czasie nie zabraknie pretekstów do przeceny złotego.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 20.08.2018-27.08.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2630 3,7321 3,6707 4,7140
Maksimum 4,3150 3,7940 3,7730 4,8130

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNNa wykresie USDPLN ewidentnie widzimy, że drogo to już było. To, co dolar zyskał w pierwszej połowie miesiąca wobec złotego, w całości już oddał w ostatnich dwóch tygodniach. Miało na to wpływ przede wszystkim wyciszenie głównych czynników ryzyka. Kryzys turecki został przykryty kurzem przez miejscowe tygodniowe święto. Ten chiński też jakby zszarzał, zwłaszcza że ostatnio rynek uczepił się nadziei związanej ze wznowieniem negocjacji na niższym szczeblu. Złotemu pomogła też sytuacja techniczna. Po raz kolejny okazało się, że nie tak łatwo pokonać poziom 3,80 zł i że jest to pułap, który zmienia krajobraz na rynku. Jak widać, inwestorzy nie są jeszcze gotowi na taką zmianę. Perspektywy nie są jednak zbyt optymistyczne. Przede wszystkim opisane wyżej problemy zostały zamiecione pod dywan, a nie rozwiązane, więc pewnie prędzej czy później wrócą na scenę w blasku kryzysowej chwały. Nie należy zapominać także, że wrzesień będzie miesiącem kolejnej podwyżki stóp procentowych w Stanach, co również będzie wspierać “zielonego”.

Kurs euro EUR/PLN

Kurs euro EUR/PLNPodobnie wygląda wykres EURPLN. Tutaj też widzimy słabego złotego w pierwszych dwóch tygodnia sierpnia oraz przejście do ofensywy mniej więcej w połowie miesiąca. Perspektywy na wrzesień są zgoła odmienne. Wspólnej walucie również może ciążyć mocny dolar, zwłaszcza że na horyzoncie pojawiają się także wewnętrzne problemy. Tu w pierwszym szeregu stoi Macron, który nie miał jeszcze tak słabej pozycji od momentu elekcji. Z początku po cichu, ostatnio jednak coraz głośniej mówi się, że to może być bardzo gorąca jesień zwłaszcza na podparyskich przedmieściach. Prezydent Republiki wciąż nie porzucił swoich ambicji o reformach gospodarczych, jednak opozycja konsoliduje się i wspólnie planuje falę protestów przeciw coraz mniej popularnemu Macronowi. Należy również pamiętać, że z wakacji wróci rząd Włoch, który prawdopodobnie jak żaden inny będzie miał łatwość w wywoływaniu mniejszych bądź większych zawirowań na rynku. Euro czeka więc trudny okres i prawdopodobnie będzie traciło na szerokim rynku, co jednak nie oznacza, że będzie tanieć wobec złotego.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNZamieszanie, które powoli się szykuje, zapewne będzie wspierać notowania franka szwajcarskiego. Kurs CHFPLN w ostatnim czasie solidarnie spadał, aż dotarł do górnego ograniczenia przedziału, w którym tkwił znaczną część wakacji. Gdyby udało się je pokonać, możliwy byłby scenariusz kolejnej konsolidacji w najbliższym czasie. Wiele wskazuje jednak na to, że poziom 3,73 zł zostanie wykorzystane jako wsparcie, które zakończy dwutygodniowy trend spadkowy. Wybronienie tego pułapu spowoduje, że znów realny będzie powrót w okolice 3,80 zł, a przy odpowiednim nasileniu negatywnych czynników nawet wyżej. Z perspektywy faktu, że w ostatnim czasie każde kolejne lokalne maksimum wypada coraz wyżej, możliwy jest atak na 3,90 zł.

Kurs funta GBP/PLN

Kurs funta GBP/PLNFunt na fali ostatniego umocnienia złotego stracił już 14 groszy, przez co dotarł do ważnej linii wsparcia przy 4,72 zł. W ostatnich chwilach nawet je przełamał, ale jest zdecydowanie za wcześnie, by przesądzać wynik tego ruchu. Nie zmienia to faktu, że jeszcze półtora miesiąca temu brytyjska waluta kosztowała prawie 5 złotych, a teraz oczy inwestorów są raczej zwrócone w kierunku 4,65 zł. W tych okolicach wypada tegoroczne minimum, które było wielokrotnie testowane, więc kolejna próba nie będzie nikogo dziwić. Funt cały czas trochę z dystansem śledzi wydarzenia na szerokim rynku, cały czas koncentrując się na bataliach wokół brexitowych. Pomóc może przyjść ze strony banku centralnego, który jednak jak na razie waha się w sprawie potencjalnych podwyżek stóp procentowych.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Społeczna odpowiedzialność biznesu – kilka złotych zasad

CSR, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu, to dbanie o środowisko oraz społeczeństwo przez firmy, które także należą do tego obszaru. Eksploatując zasoby naturalne, przedsiębiorstwa powinny realizować określone działania, które choć w części przyczynią się do naprawy ekosystemu oraz pozwolą pracownikom na rozwijanie ich umiejętności. Każda firma, której zależy na wizerunku, musi prowadzić działania CSR-owe nie tylko po to, by wpływać na to, jak inni postrzegają markę, ale także po to, by zapewniać sobie jak najlepszy personel.

Co daje CSR?

O korzyściach, jakie daje strategia odpowiedzialności biznesu, przekonują się przedsiębiorstwa, które aktywnie ją prowadzą (wśród nich wymienić można chociażby http://bridgestone-stargard.pl). Co daje CSR? Z pewnością poprawia relacje z lokalnymi władzami oraz społecznością – ludzie widzą, że firma angażuje się w życie społeczne i kulturalne, co nie tylko poprawia jej wizerunek, ale dodatkowo czyni go przyjaźniejszym. To z kolei przekłada się na zwiększenie lojalności konsumentów i firm współpracujących – wzrost świadomości społecznej sprawia, że marka staje się rozpoznawalna i co za tym idzie – obdarza się ją większym zaufaniem. A zainteresowanie ze strony odbiorców wpływa na wzrost zainteresowania inwestorów – inne firmy chętniej nawiązują współpracę z kimś, kto cieszy się powszechnym uznaniem. Pozytywne działania CSR-owe pozwalają też na przewagę nad konkurencją oraz kształtują pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa na rynku pracy, co z kolei przekłada się na pozyskiwanie najlepszych pracowników.

Jak prowadzić skuteczny CSR?

Wszystkie działania CSR-owe powinny być przemyślane, a ich cele długofalowe. Sama strategia CSR-owa musi być starannie przygotowana i opracowana z myślą o przyszłych korzyściach. Od czego najlepiej zacząć? Do najszerzej stosowanych narzędzi należą m.in.: kampanie społeczne, programy etyczne dla pracowników, marketing wspierający CSR, ograniczenie emisji odpadów, organizowanie akcji społecznych, kulturalnych czy inwestycje społecznie. Wybór metody zależy od takich czynników jak wielkość przedsiębiorstwa oraz cele, jakie chce ono osiągnąć. Wielkie kampanie społeczne skierowane są raczej do dużych firm z solidnym kapitałem. Mniejsze spółki powinny skupić się na działaniach wspierających lokalną władzę i społeczeństwo. Nie wolno zapominać o jednym – CSR nie ma być efektowną reklamą (choć poprawnie prowadzony z pewnością jest), tylko szeregiem działań na rzecz ludzi i środowiska w celu ich ulepszenia czy odbudowy.

Przykłady dobrych działań

Akcją społeczną na szeroką skalę jest organizowana od 10 lat inicjatywa „Bezpieczna droga do szkoły” – pomysł marki Bridgestone. Ma ona za zadanie zwiększać świadomość dzieci na temat zagrożeń na drodze i metod ochrony przed nimi. W jej ramach tworzone są rozmaite konkursy i turnieje, które skierowane są do najmłodszego odbiorcy. Co więcej, firma podobną akcję prowadzi również dla swoich pracowników, edukując ich z zakresu zasad BHP.

Sterowanie numeryczne dla laików

Jeżeli interesujemy się nawet w drobnym stopniu przemysłem produkcyjnym, to na pewno przynajmniej kilka razy natknęliście się na słowa „sterowanie numeryczne”. Nic w tym dziwnego, gdyż jest to podstawa automatyzacji naszych linii produkcyjnych. O co w nim chodzi i jak to działa, że maszyny takie jak spawarki, tokarki i frezarki działają samoczynnie? Pozwólcie, że wam wyjaśnimy!

Garść informacji o sterowaniu numerycznym

2
Źródło: https://www.fanuc.eu/pl/pl/cnc/systemy-sterowania

Przede wszystkim, sterowanie numeryczne nieodzownie łączy się z trzyliterowym skrótem CNC, który po rozwinięciu brzmi „computerized numerical control” i to właśnie ta kontrola jest kluczem do zrozumienia tego, jak działa to sterowanie. Opiera się ono o mikrokomputer, który działa w pewnym układzie współrzędnych, a my dzięki odpowiedniej wiedzy, jesteśmy w stanie zaprogramować go w taki sposób, aby wykonywał on określone czynności. Dzięki takim wprowadzeniu komend do systemu jesteśmy w stanie swobodnie pozostawić maszynę, aby wykonywała wybrane czynności, wraz z dokładnym określeniem położenia – a to wszystko w obrębie jednego układu!

Kiedyś i dziś

Jak jednak programuje się takie maszyny? Niegdyś było to bardzo trudne, gdyż wymagało to bezbłędnego wprowadzenia wielu linijek kodu i jak można się domyślić – nie było tam miejsca na błędy! Dziś jednak jest to znacznie prostsze, gdyż korzystamy najczęściej z gotowych poleceń już w postaci wspomnianego kodu, które maszyna przetwarza na impulsy elektryczne. Następnie te dane są wykorzystywane przez urządzenie, do obrabiania elementów o wskazanym kształcie, elementach i fakturze. Dzięki temu możliwe jest masowe wytwarzanie produktów o jednorakiej charakterystyce, co przy wszechobecnej konkurencji jest kluczowe do osiągania dobrych wyników produkcyjnych i przede wszystkim – do terminowych dostaw wraz z zadowoleniem Klientów, a to przecież źródło naszego przyszłego sukcesu!
Sterowanie numeryczne

Podsumowanie

Jak więc sami widzicie, sterowanie numeryczne jest czymś, co może całkowicie odmienić to, w jaki sposób przebiegać będzie produkcja. Dziwilibyśmy się, jeżeli jeszcze nie zaimplementowaliście rozwiązań z jej zakresu w swojej firmie. Bez tego nie da się faktycznie konkurować na tak „ciasnym” i mocnym rynku, stąd tez mamy nadzieję, że zainwestujecie już niedługo w przyszłość swojej organizacji!

Ropa naftowa wciąż drożeje. Polska gospodarka u szczytu koniunktury?

Po czterech dniach świąt znów dzień pracujący w Turcji. Ropa naftowa wciąż drożeje pomimo konfliktu handlowego głównych potęg gospodarczych. Polska gospodarka u szczytu koniunktury?

Koniec spokoju w Turcji

Cztery dni wolnego pozwoliły w miarę wyciszyć nastroje na lirze tureckiej. Dzisiaj jednak po otwarciu rynków wyraźnie części inwestorów puściły nerwy. Lira turecka bardzo szybko przeskoczyła z 5,9 liry za dolara na 6,1 liry i to pomimo tego, że otworzyła się w nocy korzystniej niż zamknięcie z piątku. Powodem jest pytanie co dalej. Powody dla których lira traciła na wartości wcale nie zniknęły. Gospodarka wciąż ma swoje problemy, a bank centralny staje na głowie by walczyć z inflacją nie podnosząc ceny pieniądza. W rezultacie kredyt udzielany jest tylko na krótszy okres, gdyż w ten sposób koszt pożyczania jest wyższy co pozwala dusić narastającą inflację.

Wraca optymizm na rynki

Pomimo postępującego konfliktu handlowego pomiędzy USA a Chinami oraz ryzyka odcięcia Iranu od dostaw ropy na rynki światowe czarne złoto drożeje. Od 10 dni cena ropy systematycznie rośnie, a w piątek osiągnęła ponad 76 dolarów na giełdzie w Londynie. Nowojorska giełda wycenia ropę na 69 dolarów. Nie są to jeszcze poziomy z przełomu czerwca i lipca, ale wyraźnie widać wzrosty. Dlaczego cena ropy jest taka ważna? Skoro rośnie to znaczy, że inwestorzy wierzą, że w przyszłości popyt na ropę wzrośnie. Skoro ma wzrosnąć, to znaczy, że nie spodziewają się wyhamowania w światowej gospodarce.

Coraz więcej niepokojących sygnałów

Z kolejnych źródeł nadciągają informacje o nadchodzącym szczycie dobrej koniunktury. Gdyby było to prawdą przyjdzie nam kilka słabszych lat. Biorąc w tym momencie pod uwagę, że wejdziemy w nie z rozdmuchanymi wydatkami budżetowymi aż strach pomyśleć jak to się skończy. Również w ramach polityki monetarnej nie mamy za dużego pola do manewru. Warto natomiast zwrócić uwagę na kilka spraw. Po pierwsze trochę stereotypowej polskiej mentalności – inni mają gorzej. Polskie stopy procentowe na tle innych państw regionu wciąż mogą uchodzić za wysokie. Po drugie fakt, że mamy właśnie najlepszy moment w cyklu i czeka nas spowolnienie, nie musi wcale oznaczać recesji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Michel Paulin nowym CEO grupy OVH

Z dniem 24 sierpnia 2018 r. Octave Klaba wyznaczył Michela Paulina na stanowisko Prezesa grupy OVH.

Michel PaulinMichel Paulin posiada poparte sukcesami doświadczenie w branży nowych technologii, Internetu oraz telekomunikacji. Pełnił funkcję prezesa spółki telekomunikacyjnej Neuf Cegetel, gdzie zarządzał jej debiutem giełdowym, firmy Méditel (obecnie Orange Maroko) oraz spółki SFR. Nominacja ta łączy się z nowym etapem rozwoju OVH. Michel Paulin poprowadzi realizację strategii Smart Cloud, której celem jest wzmocnienie roli OVH jako alternatywnego lidera chmury. Szczegółowy plan zostanie przedstawiony na zbliżającym się szczycie OVH, 18 października 2018 r.

Korzystając ze swojego ogromnego doświadczenia oraz znakomitych kompetencji przywódczych, Michel Paulin wesprze nas w przyspieszeniu wdrożenia nowego planu strategicznego – wraz z moją osobą – w roli Prezesa Zarządu. Jestem przekonany, że cechy osobiste Michela Paulina w połączeniu z mocną kulturą organizacyjną zespołów OVH zapewnią rozwój grupy” – komentuje Octave Klaba.

Dołączenie do OVH jest dla mnie wielkim zaszczytem. Z niecierpliwością czekam na objęcie przewodzenia załodze OVH, liczącej 2500 pracowników, grupy działającej na czterech kontynentach w służbie klientomi w duchu innowacji. Cieszę się także, że mogę pracować z Octavem – osobą, która łączy cechy wizjonera, znakomitego przedsiębiorcy, a przy tym wielkiego człowieka” – dodaje Michel Paulin.

W lutym 2017 r. Octave Klaba ponownie objął funkcję CEO, z założeniem realizacji planu Następnego Poziomu (Next Level). Rozwój OVH został wzmocniony poprzez pierwszą dużą akwizycję (vCloudAir od VMware), a także ekspansję grupy w USA i regionie Azji i Pacyfiku, otwarcie 12 nowych centrów danych i wprowadzenie innowacyjnej strategii produktów i usług cloud. OVH tym samym podjęło wyzwanie związane z suwerennością danych i konkurencją wobec graczy GAFAM* oraz firm, takich jak Alibaba i Tencent.

Z chwilą powierzenia Michelinowi Paulinowi zarządzania grupą OVH, Octave Klaba w pełni skoncentruje się na zadaniach Prezesa Zarządu. „Rynek Cloud będzie podlegał globalnej konsolidacji w nadchodzących latach i pragnę, aby OVH, europejski lider, w pełni odegrał swoją rolę. Grupa dopiero rozpoczyna pozaeuropejską ekspansję i wykorzystam moją wiedzę i doświadczenie, aby przyspieszyć jej rozwój. Jako przedsiębiorca chcę także pracować nad promowaniem naszej kultury, naszych wartości i naszych metod tworzenia przedsiębiorstw. Jestem całkowicie przekonany, że Europa musi zbudować i rozwinąć ekosystem europejskich firm, aby zachować cyfrową niezależność od Amerykanów i Chińczyków.”

GAFAM – (Google, Apple, Facebook, Amazon, Microsoft)

Allegro Smart! pionierski krok w historii polskiego e-commerce

Allegro Smart!Dziś wystartowała nowa usługa o nazwie Allegro Smart! Płacąc 49 złotych na rok będzie można skorzystać nawet z 365 darmowych dostaw. Dzięki sieci ponad 15 tysięcy paczkomatów i punktów odbioru, usługa Allegro Smart! dostępna jest dla klientów w całym kraju. Allegro Smart! to kolejny pionierski krok w historii Allegro, który zmienia reguły gry w polskim handlu elektronicznym.

Allegro od 18 lat ułatwia życie klientom, oferując przez internet niemal nieograniczony wybór produktów w doskonałych cenach, co pozwala Polakom zaoszczędzić pieniądze i czas. Z Allegro Smart! zakupy online w Polsce staną się jeszcze wygodniejsze i jeszcze tańsze.

„Allegro Smart! to produkt przygotowany z myślą o klientach, którzy oczekują maksymalnej wygody zakupów online oraz niskich kosztów dostaw. Każdy może teraz zamówić w ciągu roku nawet 365 darmowych przesyłek do paczkomatów lub punktów odbioru za jedyne 49 zł.

Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro
Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro

Koszt usługi zwraca się już po 6-7 dostawach, podczas gdy klienci dokonują na Allegro przeciętnie znacznie większej liczby zakupów w ciągu roku. Usługę celowo oparliśmy
o paczkomaty i punkty odbioru, ponieważ są to metody dostawy chętnie wybierane przez naszych klientów, dla których często są one najwygodniejsze. Widzimy istotny wzrost zainteresowania tymi metodami dostawy. Już na starcie na Allegro dostępnych jest 30 milionów ofert oznaczonych ikoną Allegro Smart!” –
mówi Grzegorz Czapski, dyrektor ds. rozwoju Allegro.

W ciągu ostatniego roku liczba zakupów realizowanych z dostawą do paczkomatów
i punktów odbioru wzrosła na Allegro o 40 procent. Natomiast w ciągu ostatnich dwóch lat liczba oferowanych produktów, które można zamówić do punktów odbioru lub paczkomatów wzrosła na Allegro prawie trzykrotnie.

Francois Nuyts, prezes Allegro
Francois Nuyts, prezes Allegro

“W Allegro jesteśmy całkowicie skupieni na potrzebach kupujących. Dlatego od lat szybko dostosowujemy się do ich oczekiwań i wykorzystujemy technologię do tworzenia usług, dzięki którym ich życie staje się łatwiejsze. Ogromny wybór ofert i najlepsze ceny sprawiają, że Allegro co miesiąc odwiedza 17 milionów klientów. Allegro Smart! to prawdziwy przełom w polskim e-commerce. Dzięki tej usłudze można zapomnieć o kosztach dostawy i skupić się na przyjemności zakupów” – uważa Francois Nuyts, prezes Allegro. “Już dziś klienci kupują na Allegro bardzo często. Liczę, że dzięki Allegro Smart! uda nam się zachęcić ich do jeszcze częstszych zakupów. Nowa usługa nie tylko uczyni ich życie łatwiejszym, ale będzie także impulsem do dalszego rozwoju polskiego e-commerce. To ogromna szansa dla 125 tysięcy polskich przedsiębiorców – głównie małych i średnich firm – sprzedających na Allegro” – dodaje Francois Nuyts.

Wszystko w zasięgu pieszych i rowerzystów – kompleksowe planowanie zrównoważonych miast

Odpowiednio zaplanowana przestrzeń miejska nie tylko staje się przyjaznym miejscem do życia dla mieszkańców, lecz także pozwala chronić środowisko naturalne, m.in. dzięki unikaniu emisji zanieczyszczeń. Wielofunkcyjne kompleksy budynków, dobrze zaplanowana komunikacja miejska, farmy fotowoltaiczne czy ogrody na dachu – to przykłady rozwiązań, które temu sprzyjają.

Polskie miasta, które realizują ideę zrównoważonego rozwoju, mogą wziąć udział w konkursie ECO-MIASTO skierowanym do samorządów lokalnych. Organizatorami projektu ECO-MIASTO są Ambasada Francji w Polsce oraz Centrum UNEP/GRID-Warszawa. ECO-MIASTO jest realizowane we współpracy z Renault Polska, SAUR Polska, Grupą Saint-Gobain, Ceetrus Polska, DK Energy i TIRU – grupa Dalkia, a także WSPÓLNIE – Fundacja LafargeHolcim.

Częstym problemem współczesnych miast jest budowanie osiedli mieszkaniowych na obrzeżach ośrodków miejskich, gdzie brakuje odpowiedniej infrastruktury (takiej jak sklepy, biura, komunikacja miejska itp.). Wiąże się z tym konieczność codziennych dojazdów na duże odległości, co prowadzi do emisji zanieczyszczeń oraz negatywnie wpływa na jakość życia ze względu na stratę czasu w korkach. Dlatego niezbędna jest zmiana sposobu myślenia o  rozbudowie miast, tak aby powstawały osiedla czy dzielnice, które pozwalają na miejscu zaspokoić wszystkie potrzeby mieszkańców. Jeśli będą oni mieli w zasięgu spaceru czy krótkiej podróży rowerem lub komunikacją miejską wszystkie usługi oraz miejsce pracy, możliwe będzie ograniczenie korzystania z samochodu.

Rewitalizacja terenów przemysłowych

Przykładem takiego podejścia może być rewitalizowana dzielnica poprzemysłowa Coresi w Braşov w Rumunii. Projekt jest realizowany dzięki współpracy miasta i firmy Ceetrus na obszarze przekraczającym 100 ha, który obejmuje aż ok. 8% powierzchni miasta. W bliskim sąsiedztwie znajdą się kompleks mieszkaniowy oraz biurowy, a także centrum handlowe. Część budynków uzyskała już certyfikat BREEAM, dotyczący zrównoważonego rozwoju i poszanowania dla środowiska. Dzięki temu, że budynki biurowe powstały przy zachowaniu istniejących struktur przemysłowych, udało się również zaoszczędzić 10 000 m3 materiałów budowlanych, takich jak beton i cegła, a 50 000 m3 pozostałości po wyburzeniach zostało ponownie wykorzystanych.

Nowa dzielnica z kompletną infrastrukturą

W południowej części miasta Luksemburg powstaje natomiast zupełnie nowa dzielnica. W Cloche d’Or znajdą się miejsca pracy, liczne lokale mieszkalne, sklepy i restauracje, a w sąsiedztwie – nowy park. Mieszkańcy będą mieli również dobry dostęp do komunikacji miejskiej: obszar będzie obsługiwany przez tramwaj jadący do centrum miasta oraz linie autobusowe, powstaną również ścieżki rowerowe. Łączna powierzchnia obiektów realizowanych w ramach wszystkich projektów to 650 000 m2. Dzielnica uzyskała pre-certyfikat DGNB na poziomie złotym. Przy projekcie współpracują deweloperzy mieszkaniowi i biurowi. Jeszcze w tym roku ma zostać otwarta część realizowana przez firmę Ceetrus.

Zielona energia i ogrody na dachu

Planowanie zrównoważonych miast ma znaczenie także na mniejszą skalę – ważne jest odpowiednie wykorzystanie przestrzeni w budynkach. Coraz bardziej popularne staje się użytkowanie dachów. Tworzone tam ogrody umożliwiają ograniczenie nagrzewania się dachu, a nawet mogą posłużyć do lokalnej produkcji żywności – dzieje się tak, gdy na dachu uprawia się rośliny jadalne. Przykładowo na dachu parkingu centrum handlowego Cailure w Lyonie powstał ogród o powierzchni kilku tysięcy metrów kwadratowych.

Dachy można również wykorzystywać do wytwarzania energii odnawialnej. Na dachu Centrum Handlowego Auchan Płock zainstalowano 95 paneli fotowoltaicznych. Instalacja dzięki akumulatorom pozwoli w nocy zasilić oświetlenie korytarza oraz parkingu pod budynkiem.

ECO-MIASTO

A jak w dziedzinie zrównoważonego rozwoju radzą sobie polskie miasta? Swoje osiągnięcia mogą zaprezentować w konkursie ECO-MIASTO. Zgłoszenia w kategoriach gospodarka o obiegu zamkniętym, mobilność zrównoważona, gospodarka wodna, efektywność energetyczna budynków oraz zieleń a powietrze są przyjmowane do 10 września 2018 r.  Formularze zgłoszeniowe można znaleźć na stronie www.eco-miasto.pl Uroczyste wręczenie nagród odbędzie się 27 września 2018 r. w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej podczas konferencji INNOWACYJNE ECO-MIASTO 2018.

CERN i Oracle rozszerzają współpracę badawczo-rozwojową

Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN przedłuża współpracę z firmą Oracle na kolejne trzy lata. Współpraca ta odbywa się w ramach zorganizowanego przez laboratorium programu badawczo-rozwojowego o nazwie CERN openlab, który zapewnia unikatową platformę badawczą, umożliwiającą naukowcom i czołowym przedsiębiorstwom informatycznym wspólną pracę. Jednym z celów współpracy z firmą Oracle jest stworzenie wydajnej infrastruktury chmurowej, która jest w stanie przechowywać i analizować olbrzymie ilości danych z przyrządów – takich jak np. dane wygenerowane przez infrastruktury badawcze używane w laboratorium do badania początków wszechświata. Oracle może też wykorzystać modele wypracowane w programie do udostępniania swoim klientom niezwykle zaawansowanych i przyszłościowych technologii chmurowych.

Program CERN openlab od 2001 r. stanowi jedyne w swoim rodzaju środowisko współpracy nauki i przemysłu. W jego ramach CERN razem z czołowymi firmami informatycznymi pracuje nad wydajnymi technologiami do prowadzenia badań podstawowych w dziedzinie fizyki. Firma Oracle należy do partnerów programu od 2003 r., a w 2018 r. rozpoczęła kolejny trzyletni cykl projektowy. Jako jeden z największych członków programu Oracle bierze udział w czterech aktualnych projektach CERN openlab. Oprócz tego co roku 40 studentów z całego świata ma szansę uczestniczyć w bieżących projektach podczas trwających dziewięć tygodni zajęć szkoły letniej.

„CERN openlab to program przynoszący korzyści wszystkim uczestnikom” — powiedział Eric Grancher, dyrektor działu usług bazodanowych w ośrodku CERN. „Współpracującym z nami firmom zapewnia cenne informacje zwrotne, ponieważ umożliwia im testowanie ich rozwiązań w jednym z najbardziej złożonych i zaawansowanych środowisk technologicznych na świecie. My w CERN możemy natomiast ocenić potencjał nowych technologii pod kątem przyszłych zastosowań na wczesnych etapach ich rozwoju. Dodatkowo CERN openlab stwarza neutralne środowisko naukowe, w którym przedsiębiorstwa mogą ze sobą rozmawiać”.

„Bardzo się cieszymy z przedłużenia naszej współpracy z firmą Oracle na kolejne trzy lata” — powiedziała Eva Dafonte Perez, zastępca dyrektora działu usług bazodanowych w ośrodku CERN. „Z firmą Oracle łączy nas nie tylko 15-letnia partnerska relacja w programie CERN openlab, lecz także współpraca w innych obszarach od 1982 r. W przyszłości będziemy potrzebować kolejnych wydajnych, a przede wszystkich szybko skalowalnych rozwiązań, aby móc przechowywać i analizować rosnące ilości danych rejestrowanych przez nasze przyrządy. Oracle oferuje elastyczność, ponieważ rozwiązania tej firmy są dostępne zarówno w wersji lokalnej, jak i w chmurze”.

Znajdujący się w Genewie ośrodek CERN zajmuje się prowadzeniem badań podstawowych w dziedzinie fizyki. CERN wykorzystuje swój Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), największy na świecie akcelerator cząstek, do badania fundamentalnej struktury wszechświata. W akceleratorze tym cząstki elementarne są przyspieszane i zderzane, aby odwzorować warunki panujące zaledwie ułamek sekundy po Wielkim Wybuchu. Eksperymenty w Wielkim Zderzaczu Hadronów generują obecnie ok. 50 PB danych rocznie, co stanowi odpowiednik mniej więcej 2000 lat treści wideo HD.

Nasza aktualna wiedza o fizyce pozwala wyjaśnić tylko materię widoczną, która stanowi ok. 5% całkowitej energii wszechświata. Dlatego Wielki Zderzacz Hadronów ma stać się jeszcze potężniejszy, aby generować jeszcze więcej zderzeń między cząstkami i pomóc w zbadaniu takich tajemnic jak ciemna materia i ciemna energia. CERN musi też dysponować odpowiednio zaawansowaną infrastrukturą informatyczną, a współpraca laboratorium z firmą Oracle odgrywa w tym obszarze kluczową rolę.

„Cele badawcze CERN są niezwykle fascynujące, a technologie opracowywane w laboratorium wywierają znaczny wpływ na nasze codzienne życie. Przykładowo, technologie stworzone w CERN pomogły już w udoskonaleniu leczenia niektórych typów raka. Z prawdziwą przyjemnością przedłużamy więc naszą współpracę w ramach programu CERN openlab i mamy nadzieję, że wspólnie stworzymy jeszcze bardziej zaawansowane technologie, które pozwolą zrobić krok do przodu zarówno nauce, jak i przemysłowi” — powiedział David Ebert, dyrektor działu rozwiązań dla sektorów administracji publicznej, edukacji i opieki zdrowotnej w regionie Oracle EMEA.

Grupa Nowy Szpital podsumowała pierwsze półrocze. W planach kolejne inwestycje

  • Placówki GNS przyjęły więcej pacjentów i z nawiązką wykonały ryczałt
  • Grupa szczególny nacisk kładzie na zapewnienie pacjentom dostępu do kompleksowego leczenia oraz dobrej opieki

W pierwszym półroczu 2018 r. szpitale należące do Grupy Nowy Szpital, przyjęły ponad 55 tys. pacjentów, zrealizowały świadczenia medyczne o wartości 138 mln zł i wykonały ryczałt z NFZ na poziomie prawie 107%. Grupa chce pozyskać większe finansowanie w kolejnych okresach rozliczeniowych.

Od października 2017 r. w Polsce funkcjonuje system podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej, tzw. sieć szpitali. Szpitale zakwalifikowane do sieci mają zagwarantowane finansowane z Narodowego Funduszu Zdrowia, w ramach którego otrzymują określoną kwotę pieniędzy na realizację świadczeń medycznych dla pacjentów. Finansowanie świadczeń jest realizowane na zasadzie ryczałtu, którego wysokość zależy m.in. od liczby i struktury świadczeń udzielonych przez szpitale w poprzednich okresach sprawozdawczych.

W pierwszym półroczu 2018 r. wszystkie placówki należące do „sieci szpitali” otrzymały od NFZ kwotę 11,1 mld zł. Szpitale zarządzane przez Grupę Nowy Szpital, podpisały na ten okres kontrakty na łączną kwotę 130,7 mln zł. Liczba zrealizowanych przez nie świadczeń na rzecz pacjentów przekroczyła limit, co potwierdza sprawność i jakość usług medycznych w szpitalach prowadzonych przez Grupę, a także ich rolę dla lokalnych społeczności.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy szpitale należące do Grupy, przyjęły 55 029 pacjentów i zrealizowały usługi medyczne o łącznej wartości ok. 138 mln zł. Przekroczyły tym samym o ponad 6% ryczałt określony w kontrakcie z NFZ na pierwsze półrocze. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku kontrakt przyznany szpitalom Grupy był o 14,6 mln zł wyższy niż w pierwszym półroczu 2017 r., co umożliwiło Grupie wykonanie większej ilości procedur medycznych dla pacjentów.

Obecnie szpitale nie mają gwarancji zwrotu kosztów za leczenie pacjentów ponad limit usług określony w umowie z NFZ, za wyjątkiem świadczeń, które zostały udzielone osobom ubezpieczonym w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Świadczeniodawcy mogą jednak liczyć na to, że w związku z wypracowanymi nadwykonaniami pozyskają wyższy kontrakt na kolejne okresy rozliczeniowe.

– Zadowolenie pacjentów z usług medycznych ma znaczny wpływ na poziom wykonanego kontraktu. Dzięki nadwykonaniom można liczyć na większe finansowanie w kolejnym okresie rozliczeniowym, dlatego duży nacisk kładziemy na kontakty z pacjentami. Oprócz fachowej opieki medycznej, pacjenci potrzebują również dobrych relacji z personelem medycznym i to jest to, nad czym pracujemy i co staramy się poprawiać – mówi Marcin Szulwiński, prezes Grupy Nowy Szpital.

Inwestycje Grupy Nowy Szpital

Do obsługi coraz większej liczby pacjentów i pozyskiwania finansowania z NFZ konieczne są m.in. inwestycje, w szczególności w rozwój nowych oddziałów, poradni specjalistycznych, a także modernizację szpitali. W pierwszym półroczu br. Grupa Nowy Szpital zrealizowała inwestycje o wartości ponad 11 milionów złotych, w tym w modernizację szpitalnych oddziałów w Olkuszu, Świeciu i Świebodzinie oraz zakup nieruchomości w Wąbrzeźnie.

– Staramy się odpowiadać na potrzeby zdrowotne pacjentów i otwieramy nowe zakresy leczenia finansowane przez NFZ. W tym roku Grupa pozyskała kontrakty, m.in., na programy lekowe i nowe poradnie specjalistyczne, co wymaga inwestycji – wyjaśnia Marcin Szulwiński.

Zakupiono m.in. nowoczesny, specjalistyczny sprzęt do diagnostyki i leczenia, w tym aparaty RTG i USG, urządzenia do masażu serca, respiratory i aparaty do znieczulenia, zestawy do laparoskopii, monitory diagnostyczne, endoskopy, wideogatroskopy i wideokolonoskopy oraz defibrylatory. Grupa realizuje również znaczące inwestycje w IT.

W całym 2018 roku Grupa Nowy Szpital planuje zrealizować inwestycje o łącznej wartości co najmniej 21 mln zł.

Dobre perspektywy dla branży ochrony zdrowia

Perspektywy dla dobrze zarządzanych grup medycznych, w tym sieci szpitali, będących solidnym partnerem dla samorządów, są sprzyjające. W lipcu br. parlament przyjął nowelizację ustawy o świadczeniach zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Zgodnie z nowymi przepisami, nakłady na ochronę zdrowia w Polsce w 2018 roku mają być nie niższe niż 4,78 proc. PKB, co oznacza kwotę 94,7 mld zł. Ponadto w kolejnych latach nakłady mają stopniowo się zwiększać – do poziomu 6 proc. PKB od 2024 r.

Przeważająca część tych pieniędzy trafi do budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. W zaktualizowanym planie finansowym na 2018 rok NFZ założył 82,7 mld zł na realizację swoich zadań, w tym 79,6 mld zł na koszty świadczeń opieki zdrowotnej. Ponad połowa tej kwoty, 41,4 mld zł, zostanie przeznaczona na leczenie szpitalne. Z kolei w 2019 roku Narodowy Fundusz Zdrowia planuje wydać na realizację swoich zadań 87 mld zł, z tego 83,5 mld zł ma trafić na świadczenia zdrowotne.

Wakacyjne zwyczaje Polaków

Serwis Prezentmarzeń realizując badanie „Wakacyjne zwyczaje Polaków” zapytał 1083 respondentów czy w trakcie urlopu potrafią oderwać się od pracy? Aż 66% zadeklarowało, że zdecydowanie tak, 22% przyznało, że zabiera ze sobą laptopa i od czasu do czasu pracuje, a 12% nie potrafi na urlopie oderwać się od służbowych obowiązków.

Jak pokazały wyniki badania serwisu, co trzeci Polak na letnim wypoczynku spędzi w tym roku do 7 dni, 24% skorzysta z 10-dniowego urlopu, a 22% nigdzie nie wyjedzie.

Spośród 1083 respondentów, 28% zamierza letni wypoczynek spędzić tylko w kraju, 35% najchętniej nad morzem, a 27% podróżując po Polsce. Ponad połowa Polaków niezależnie czy wybierze się na krajowe czy zagraniczne wakacje, organizuje urlop samodzielnie, a 16% chętnie dołączy do wyjazdu planowanego przez rodzinę lub przyjaciół.

Jeśli już zdecydujemy się na oderwanie od pracy, to coraz częściej stawiamy na aktywny wypoczynek. Jak wynika z opinii 43% respondentów badania, czas urlopu to czas szaleństw. Dlatego coraz więcej Polaków deklaruje również chęć spróbowania podczas letniego wypoczynku sportów ekstremalnych. Taką możliwość rozważa aż 42% zapytanych, a 21% jest zdecydowania za.

Coraz więcej Polaków decyduje się na aktywny wypoczynek podczas urlopu, dlatego rośnie zainteresowanie niestandardowymi i ciekawymi atrakcjami, takimi jak na przykład lot motolotnią, Flyboard czy Bubble Football. Z roku na rok Polacy przeznaczają na letni wypoczynek związany ze sportem, rekreacją i realizacją marzeń coraz większe budżety. Nawet jeśli spędzają wakacje w kraju, to szukają w miejscu wypoczynku ciekawych i oryginalnych rozrywek. Aktywny urlop pozwala na regenerację organizmu i pomaga złapać dystans zarówno do życia zawodowego, jak i prywatnego. – komentuje Grzegorz Rożalski z serwisu Prezentmarzeń.

Podczas urlopu największą wagę przywiązujemy do atrakcyjności turystycznej miejsca – 29% wskazań oraz możliwości skorzystania z lokalnych rozrywek – 38% odpowiedzi. Dla 24% respondentów równie ważny jest komfort i wygoda zakwaterowania.

Ponad 66% zapytanych przez serwis Prezentmarzeń potrafi na urlopie całkowicie oderwać się od służbowych obowiązków, 22% od czasu do czasu zdalnie pracuje, a 12% cały czas sprawdza służbowe maile i odbiera służbowe telefony. Dla 37% zapytanych urlop jest sposobem na regenerację, a dla 29% odpoczynkiem od codziennych obowiązków. Według 14% urlop to przede wszystkim sposób na odcięcie się od pracy.

Psychologowie od lat alarmują o nieumiejętności postawienia granicy między życiem zawodowym i prywatnym, która dotyka coraz większą liczbę pracujących osób. Pomimo czasu przeznaczonego na wypoczynek służący regeneracji fizycznej i psychicznej, wciąż towarzyszy nam stres – co zastaniemy po powrocie z urlopu do pracy. Dlatego tak istotny jest pomysł na aktywny urlop bez nudy, korzystanie z różnych form aktywności, uprawianie sportów, które dodają energii i pomagają złapać dystans do życia.

Spośród 1083 respondentów badania „Wakacyjne zwyczaje Polaków” 46% deklaruje, że na letni wypoczynek wydaje do 3 000 zł, 27% do 2 000 zł, a 19% do 4 000 zł. Tylko 8% zapytanych na wakacje wydaje powyżej 4 000 zł. Ponad połowa zapytanych Polaków (54%) finansuje swój wyjazd na urlop z oszczędności, 35% z bieżących zarobków, a 11% zapożycza się.

*Badanie „Wakacyjne zwyczaje Polaków” zostało zrealizowane przez serwis Prezentmarzeń na próbie 1083 respondentów w lipcu 2018. Badanie zostało zrealizowane w formie ankiety online.

Firma opodatkuje sprzedaż prawa do utworu jak zysk kapitałowy

W marcu 2018 r. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej podjął temat podatku dochodowego od osób prawnych w kontekście sprzedaży prawa do utworu. Chodziło o ustalenie, czy uzyskane przychody ze sprzedaży praw majątkowych generują obowiązek prezentowania ich jako zysków kapitałowych. Zajęcie takiego stanowiska oznaczałoby, że po stronie przedsiębiorcy istnieje konieczność dokonania osobnego wyliczenia uzyskanego dochodu i niemożność ewentualnego łączenia takich zysków ze stratą z innych źródeł przychodów. Jakie zagrożenia się z tym wiążą? Kto ucierpi najbardziej?

Stan faktyczny

Sprawa dotyczyła spółki z ograniczoną odpowiedzialnością – podatnika podatku dochodowego, który zajmuje się działalnością marketingową i reklamową. W swojej ofercie posiada między innymi tworzenie haseł reklamowych oraz wzorów reklamowych, co stanowi działania twórcze i artystyczne. W zawartych między spółką a klientami umowach podmiot ten wyrażał zgodę na przeniesienie na nabywcę wszelkich autorskich praw majątkowych. Czy zatem uzyskane przychody ze sprzedaży praw majątkowych stanowią zyski kapitałowe? W ocenie wnioskodawcy, zwracającego się do organu o wydanie interpretacji podatkowej, uzyskane ze sprzedaży autorskich praw majątkowych dochody nie powinny być wykazywane jako przychody z zysków kapitałowych, ale jako przychody z innych źródeł dochodów. Spółka powołała się na fakt, iż intencją prawodawcy, tworzącego zmiany w obowiązujących przepisach, było ograniczenie fiskalnych skutków, związanych z ewentualnym sztucznym kreowaniem straty w operacjach gospodarczych. Biorąc natomiast pod uwagę fakt, iż sprzedaż praw autorskich przy działalności marketingowo-reklamowej stanowi olbrzymi fragment tego typu fachu, takie generowanie sztucznej straty nie jest możliwe. Spółka nie należy zatem do kręgu podmiotów, które mogłyby zyskać na optymalizacji związanej z tworzeniem fałszywej straty. W konsekwencji, w ocenie wnioskodawcy zyski ze sprzedaży autorskich praw majątkowych nie powinny być uwzględniane jako zyski kapitałowe i podlegać osobnemu rozliczeniu.

Nieprawidłowe stanowisko wnioskodawcy

Zgodnie z ustawą o podatku dochodowym od osób prawnych za przychody z zysków kapitałowych uważa się również przychody z praw majątkowych, tj. między innymi z autorskich lub pokrewnych praw majątkowych, licencji, know-how, o przewidywanym okresie używania dłuższym niż rok, wykorzystywanych przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddanych przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub innych określonych przepisami prawa. Dodatkowo ustawa wskazuje, że w tej sytuacji chodzi również o zbycie wyżej wymienionych praw.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, rozpatrując wniosek, uznał, iż stanowisko wnioskodawcy jest błędne. Obowiązujące przepisy wprost wskazują na zamknięty katalog zysków kapitałowych. Jedyne wyłączenie ustawa czyni wobec licencji bezpośrednio związanych z uzyskaniem przychodów, niezaliczanych do zysków kapitałowych. Mimo iż ustawodawca rzeczywiście wskazał, że motywami zmian była walka z działaniami optymalizacyjnymi, podejmowanymi przez wielu przedsiębiorców, służącymi uzyskaniu korzyści fiskalnej, to jednak znowelizowane przepisy stosuje się bezwzględnie do wszystkich podmiotów, a więc nawet tych, u których generowanie takiej sztucznej straty byłoby fizycznie niemożliwe. Drugim powodem wprowadzonych zmian było dążenie do zwiększenia wpływów z podatku dochodowego od osób prawnych i temu przede wszystkim służą przepisy ustawy o CIT oraz konstrukcja zysków kapitałowych. Nie jest zatem zasadne zawężanie kręgu podmiotów, których dotyczą zapisy ustawy czy też inne rozumienie zysków kapitałowych, do czego wyraźnie dąży wnioskodawca.

Konsekwencje dla przedsiębiorców

Ustawodawca zadbał o to, aby zyski kapitałowe nie były solą w oku instytucji finansowych, banków oraz SKOK-ów, niejako wyłączając je z wprowadzonych zmian. Zapomniał jednak o podmiotach prowadzących taką działalność reklamową, marketingową, a także inną, opartą głównie na osiąganiu przychodu z zysków kapitałowych. Takie niekorzystne uwzględnianie strat może natomiast negatywnie wpłynąć na sytuację finansową firm. To nie tylko kwestia innego rozliczenia, ale wizja realnych strat, sięgających tysięcy, a nawet milionów złotych w przypadku większych podmiotów prawa gospodarczego. Przedsiębiorca zostanie z ogromnymi, niepodlegającymi odliczeniu wydatkami, których (biorąc pod uwagę charakter swojej działalności, generującej zysk przeważnie po stronie zysków kapitałowych) nie zdąży rozliczyć w ciągu ustawowego terminu, tj. pięciu lat. Chociaż należy również przyznać, że wprowadzone zmiany to niemała rewolucja także w księgowości, a zatem i w samym sposobie rozliczania. Wiąże się ona między innymi z koniecznością dostosowania prowadzonej ewidencji rachunkowej, bowiem od teraz konieczny jest wyraźny podział na dwa różne typy dochodów. Więcej pracy pojawi się również przy kwalifikowaniu kosztów pośrednich, które raz trafią do „worka” zysków kapitałowych, a raz do pozostałej działalności gospodarczej. Nie wiadomo natomiast do końca, według jakiego klucza należałoby dokonywać takiego podziału. W najbliższym czasie będzie to z pewnością powodowało duże problemy i chaos – zarówno w środowisku przedsiębiorców, prawników, jak i osób zajmujących się księgowością i rachunkowością.

Czy agencje marketingowe zakończą działalność?

Nowelizacja przepisów ustawy o CIT to ogromny cios dla agencji marketingowych i innych podmiotów uzyskujących „lwią” część przychodów z zysków kapitałowych. Możliwe, że ten ruch ze strony polskiego ustawodawcy zmusi wiele firm do zakończenia prowadzonej działalności lub wpędzi je w spiralę długów. W takiej sytuacji warto zasięgnąć rady wykwalifikowanych doradców podatkowych i prawników, którzy pomogą znaleźć odpowiednie, indywidualnie dobrane dla przedsiębiorcy rozwiązanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Analitycy Domu Analiz SII wycenili akcje Sescom

Dom Analiz SII opublikował rekomendację inwestycyjną dla akcji Sescom S.A. Cena docelowa w perspektywie 12-miesięcznej dla tych walorów ustalona została na poziomie 55,97 zł, co przy cenie zamknięcia notowań z 24 sierpnia 2018 roku oznacza potencjał wzrostu na poziomie 135,2%.

Grupa Sescom specjalizuje się w świadczeniu usług Facility Management, tj. serwisu technicznego budynków oraz urządzeń, rozwijając również inne usługi, komplementarne do podstawowej działalności. W jej ofercie znajdują się między innymi usługi serwisu klimatyzacji, ogrzewania i wentylacji (HVAC), utrzymania elementów infrastruktury IT, a także usługi montażowe i budowlane.

W ostatnich miesiącach kurs notowań akcji Sescom spadł z poziomu około 45 zł do ponad 20 zł, a w konsekwencji rynkowa kapitalizacja Spółki obniżyła się z poziomu około 95 mln zł do ponad 42 mln zł. Naszym zdaniem rzeczona przecena nie miała fundamentalnego uzasadnienia. Rok obrotowy 2017/2018 jest dla Grupy Sescom rekordowy pod względem notowanych wyników finansowych.

Po trzech kwartałach jej skonsolidowane przychody wyniosły 94,5 mln zł wobec 66,8 mln zł w analogicznym okresie rok wcześniej (+41,4% rdr), wynik EBITDA zwiększył się z poziomu 5,1 mln zł do 10 mln zł (+96,9% rdr), a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej z poziomu 2,7 mln zł do 6,7 mln zł (+150,9% rdr) – podsumowano w raporcie.

Analitycy Domu Analiz SII zwrócili uwagę, że na wyniki finansowe ostatniego raportowanego kwartału istotnie wpłynęła realizacja jednorazowego, wysokomarżowego zlecenia w segmencie IT Infrastructure. Między innymi ze względu na efekt wysokiej bazy poprawa zysków w następnym roku obrotowym może okazać się zatem wyzwaniem, jednak w długim terminie perspektywy dalszego rozwoju dla Sescom wciąż pozostają atrakcyjne.

Naszym zdaniem motorem napędowym wyników Spółki w najbliższych latach będzie m.in. zakończenie integracji nowo powołanych jednostek i przejętej ZCP Cube.ITG, rozwój nowych segmentów działalności (Digital i Intelligence) oraz dalsza ekspansja zagraniczna. Ponadto Sescom nie wyklucza kolejnych przejęć, czego dowodem są plany akwizycji firmy Dozór Techniczny – napisano w raporcie.

Zgodnie z szacunkami Domu Analiz SII Grupa Sescom osiągnie w bieżącym roku obrotowym 125,5 mln zł przychodów ze sprzedaży (+30,4% rdr), 13,6 mln zł wyniku EBITDA (+55,4% rdr) i 9,2 mln zł zysku netto (+75,7% rdr). Przy kursie notowań akcji Sescom z 24 sierpnia 2018 roku implikuje to wartość wskaźnika C/Z na poziomie 5,4.

Rekomendacja została wydana 27 sierpnia o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 27 sierpnia, godz. 8:00. Autorami raportu są Paweł Juszczak i Adrian Mackiewicz.

Dom Analiz SII zawarł ze spółką Sescom umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.

Problemy z płatnościami firm z branży e-commerce

Sprzyja jej koniunktura, nawyki klientów, a od niedawna też zakaz handlu w niedzielę, mimo tego ryzyko nieotrzymania płatności z branży e-commerce rośnie. W pół roku, o niemal jedną czwartą zwiększyła się liczba firm posiadających problemy w rozliczeniach, a suma ich zaległości wzrosła do 126 mln zł – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK. Kondycja finansowa przedsiębiorstw zajmujących się sprzedażą wysyłkową i internetową jest jednak lepsza niż wcześniej – podaje wywiadownia gospodarcza Bisnode Polska.

Europejski rynek e-commerce był wart w 2017 r. 534 mld euro o 11 proc. więcej niż rok wcześniej, podaje Ecommerce Europe*. W 2018 r. ma to być już 602 mld euro. W Polsce wzrost sięgnął 13 proc. r/r, a wartość rynku szacowana jest na około 40 mld zł. m.in. dlatego, że systematycznie zwiększa się odsetek Polaków, którzy robią zakupy za pośrednictwem internetu. Według raportu „E-commerce w Polsce 2017”** już 54 proc. z nas zdecydowało się na zakupy w sieci wobec 50 proc. rok wcześniej. Badani uważają, że są one wygodne (44 proc.), szybkie (39 proc.) i tańsze (33 proc.) niż tradycyjne. Spada też udział osób postrzegających je jako niebezpieczne, aktualnie obawy ma 38 proc. ankietowanych.

Dodatkową szansą dla dynamicznego rozwoju e-handlu w przyszłości są ograniczenia działalności tradycyjnych sklepów w niedziele. O ile w 2018 r. będzie 39 niedziel wolnych od handlu, to już rok później sprzedaż będzie możliwa jedynie w każdą ostatnią niedzielę miesiąca, a w 2020 r. będzie zaledwie siedem niedziel handlowych. Niemal co piąty badany przez Gemius deklaruje, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę będzie więcej kupował online. Bez wątpienia handlowi w sieci będzie też sprzyjać rosnąca w gospodarce rola pokolenia Y i wejścia na rynek pokolenia Z.

Połowa sklepów internetowych w dobrej kondycji finansowej

E-sklepy inwestują w rozwój, nowe firmy próbują swoich sił i zdarza się, że mają problem z udźwignięciem finansowych zobowiązań. W efekcie rośnie liczba dostawców usług i towarów dla firm branży e-commerce, nie otrzymujących płatności na czas. Jak pokazują nasze statystyki, wierzyciele nie czekają jednak z założonymi rękami i wpisują dłużników do rejestru BIG InfoMonitor – mówi Sławomir Grzelczak, prezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.

Według danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej, problemy z płatnościami wobec kontrahentów i banków ma ponad 23 proc. firm, więcej niż pół roku wcześniej. Na koniec czerwca niesolidnych dłużników z e-commerce było 3 364 wobec 2 724 na koniec 2017 r. Łączne zaległości tej branży, czyli płatności przeterminowane o minimum 30 dni, na co najmniej 500 zł wzrosły natomiast o 19 proc. i wyniosły po I połowie roku ponad 126 milionów zł.

Wygląda na to, że zwiększenie problemu z zaległościami to przede wszystkim wynik większej determinacji wierzycieli w dochodzeniu swoich należności i wzrostu biznesu e-commerce, bo kondycja finansowa sklepów internetowych wygląda obecnie lepiej niż pół roku wcześniej.

Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018

Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018
Źródło: Bisnode Polska

Z badania przeprowadzonego przez Bisnode Polska wynika, że spośród ponad tysiąca polskich sklepów internetowych połowa jest w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. Z czego niemal połowa proc. jest w co najmniej dobrej sytuacji finansowej. W porównaniu z początkiem roku, swoją kondycję poprawiło ponad 6 proc. podmiotów. Ubyło szczególnie firm w których było źle.

Problemy z płatnościami e-commerce mniej powszechne niż wśród wszystkich branż

Intensywny rozwój rynku, nie jest wolny od problemów, ale nie ma potrzeby bić na alarm, bowiem kłopoty z płatnościami ma 4,2 proc. firm tej branży, podczas gdy wśród wszystkich przedsiębiorstw problemy widoczne w bazach BIG InfoMonitor i BIK ma 5 proc. firm. Branża e-commerce wypada więc lepiej. Nie zmienia to faktu, że pół roku wcześniej niesolidnych przedsiębiorstw zajmujących się sprzedażą w sieci było jedynie 3,4 proc. – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Przeważająca liczba dłużników została wpisana do Rejestru BIG InfoMonitor przez kontrahentów, jednak na sumę zaległości w większym stopniu wpływają opóźnienia w spłacie rat kredytów bankowych. Opóźnione kredyty wynoszą 97,7 mln zł, podczas gdy przeterminowane zobowiązania pozakredytowe sumują się do 28,4 mln zł.

Najwięcej zaległości na Mazowszu i Śląsku

Kondycja finansowa sklepów internetowych w 2018 2
Źródło: BIG InfoMonitor i BIK

Największe łączne zaległości należą do e-sklepów z Mazowsza, Śląska oraz Małopolski, odpowiednio jest to 21,5 mln zł, 20,8 mln zł oraz 12,4 mln zł. Podobną dominację widać wśród województw w kategorii liczby firm z problemami finansowymi. Najwięcej zarejestrowanych jest na Mazowszu i Górnym Śląsku. Sporo jest także w Wielkopolsce, na Dolnym Śląsku oraz w Małopolsce i w Łódzkiem. Średnia zaległość to 37 475 zł. Najwyższe średnie zaległe zobowiązania – ponad 49 109 zł należy do firm internetowych z Podlasia.

W Polsce zarejestrowanych jest 79,3 tys. firm e-commerce, które jako podstawową działalność zgłosiły „sprzedaż detaliczną prowadzoną przez domy sprzedaży wysyłkowej lub Internet”. Aktywnych jest znacznie mniej. Handel w sieci to jednak również druga strona działania sklepów tradycyjnych. Staje się to już standardowym modelem biznesu w branży detalicznej.

* https://www.ecommerce-europe.eu/press-item/european-b2c-ecommerce-still-growing-fast-national-markets-moving-different-speeds/

** Raport „E-commerce w Polsce 2017”** zrealizowanego przez Gemius dla e-Commerce Polska

Ponad połowa firm z sektora MŚP kupuje samochody używane – głównie w komisach i centrach poleasingowych

Niemal 55 proc. z prawie 2 milionów polskich przedsiębiorstw z sektora MŚP kupuje samochody używane – wynika z badania zrealizowanego w 3. kwartale 2018 r. na zlecenie Carefleet S.A., jednej z czołowych na polskim rynku firm zajmujących się finansowaniem i zarządzaniem flotami pojazdów. Samochody „z drugiej ręki” mikro, mali i średni przedsiębiorcy nabywają przede wszystkim w komisach oraz centrach sprzedaży pojazdów pokontraktowych i poleasingowych.

Jak wynika z badania, w sektorze MŚP pojazdy z rynku wtórnego najczęściej nabywają przedsiębiorstwa z branży budowlanej (81,8 proc. ankietowanych, którzy potwierdzili, że w reprezentowanych przez nich firmach kupuje się samochody używane) oraz transportowej (68 proc. wskazań). Najrzadziej auta „z drugiej ręki” nabywają mikro, małe i średnie firmy zajmujące się produkcją i handlem – odpowiednio 48,7 proc. i 51,2 proc. wskazań.

Bartosz Olejnik – Carefleet SA Dyrektor Sprzedaży i Marketingu
Bartosz Olejnik, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Carefleet S.A.

–  Budownictwo i transport to branże, w których firmowe samochody są często eksploatowane bardzo intensywnie i szybko ulegają zużyciu. Dlatego też wysoki odsetek firm prowadzących tego typu działalność decyduje się na zakup aut na rynku wtórnym. Często są to pojazdy kilkuletnie, użytkowane w firmach aż do ich śmierci technicznej – mówi Bartosz Olejnik, dyrektor sprzedaży i marketingu w Carefleet S.A.

Im mniejsza firma, tym częściej nabywa auta na rynku wtórnym

Ponadto, jak wynika z badania, pojazdy „z drugiej ręki” są najczęściej kupowane przez najmniejsze firmy, zatrudniające od 1 do 9 osób. Posiadanie samochodów używanych w swoich flotach deklaruje niemal 73 proc. badanych przedstawicieli mikroprzedsiębiorstw.

– Im mniejsza firma, tym częściej nabywa samochody z rynku wtórnego. Należy jednak zauważyć, że mikroprzedsiębiorstwa użytkują zazwyczaj tylko jedno lub dwa auta – twierdzi Bartosz Olejnik. – Z kolei we flotach średnich firm znajduje się przeważnie kilkanaście, kilkadziesiąt pojazdów. W związku z tym mamy do czynienia z zupełnie inną polityką zakupu aut i innymi formami ich finansowania. W tego rodzaju przedsiębiorstwach zdecydowanie rzadziej nabywane są samochody używane, a większą popularnością cieszą się outsourcingowe modele finansowania floty, takie jak wynajem długoterminowy – dodaje.

Jak wynika z odpowiedzi respondentów biorących udział w badaniu, dokładnie połowa małych firm w Polsce nabywa samochody z rynku wtórnego. W przypadku średnich firm odsetek ten wynosi z kolei zaledwie 27 proc.

Centra sprzedaży samochodów pokontraktowych i poleasingowych coraz popularniejsze

Najwięcej, bo ponad 26 proc. firm z sektora MŚP, które deklarują posiadanie we flotach samochodów używanych, nabywa je w komisach. Z roku na rok coraz większą popularnością, zarówno wśród osób prywatnych, jak i przedsiębiorców, cieszą się centra sprzedaży samochodów poleasingowych i pokontraktowych, które w Polsce stanowią stosunkowo nową grupę podmiotów na wtórnym rynku motoryzacyjnym. Jak wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Carefleet S.A., w samochody używane zaopatruje się w nich już ponad 23 proc. mikro, małych i średnich firm.

– Centra sprzedaży poleasingowej i pokontraktowej, które oferują pojazdy po zakończonych umowach leasingu i wynajmu długoterminowego, cieszą się rosnącą popularnością, szczególnie wśród mikro i małych firm.  Jeszcze 2–3 lata temu bardzo trudno było znaleźć nabywców na samochody z przebiegami powyżej 160 tys. km, czyli takie, które stosunkowo często trafiają do nas po zakończeniu umów wynajmu długoterminowego. Obecnie kilkuletnie pojazdy z przebiegami nawet powyżej 200 tys. km, odpowiednio utrzymane i posiadające wiarygodny przebieg oraz pełną historię serwisową, są dla wielu przedsiębiorców ciekawą i pewniejszą alternatywą np. dla aut importowanych z zagranicy – mówi Bartosz Olejnik. – Warto również dodać, że w związku z tym, iż umowy najmu czy leasingu samochodów są zawierane na krótszy okres niż miało to miejsce jeszcze parę lat temu, coraz więcej aut po zakończonych umowach trafia do sprzedaży na rynek wtórny. W konsekwencji do dyspozycji kupujących są bardziej nowoczesne pojazdy, o wyższym standardzie i w lepszym stanie.

Na trzecim miejscu wśród najpopularniejszych źródeł pozyskiwania samochodów używanych, przedstawiciele firm z sektora MŚP, którzy zadeklarowali zakup pojazdów „z drugiej ręki”, wymienili markowe sieci dealerskie (19,1 proc.). Z kolei 18,7 proc. z nich zaopatruje się w auta sprowadzane z zagranicy, a 10 proc. dokonuje transakcji na giełdach samochodowych. Marginalną rolę w sektorze MŚP (1,2 proc. wskazań) odgrywa wykup aut od pracowników i udział w licytacjach komorniczych.

Ostatnia chwila na zgłoszenie do tegorocznej Rundy Inwestycyjnej InnoEnergy

EIT InnoEnergy ogłasza datę zakończenia naboru wniosków do Rundy Inwestycyjnej 2018, wspierającej nowatorskie rozwiązania. Aby przejść z powodzeniem proces selekcji przed końcem roku, należy złożyć wniosek do 4 października br.

Runda Inwestycyjna – czym jest i dla kogo?

Runda Inwestycyjna skierowana jest przede wszystkim do małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), których sprawdzone rozwiązania technologiczne przyczynią się do transformacji przemysłu energetycznego w Europie. Od uruchomienia Rundy w 2011 roku, EIT InnoEnergy zainwestowało już 190 mln EUR w projekty z całej Europy – wspierając projekty, których łączna wartość przychodów ze sprzedaży szacowana jest na poziomie 3 mld EUR.

Oprócz finansowania, EIT InnoEnergy oferuje wnioskodawcom możliwość skorzystania z wiedzy i kontaktów dostępnych w ramach ekosystemu innowacji energetycznych, składającego się z 385 partnerów branżowych reprezentujących obszar energii, czystych technologii i mobilności.

Gdzie potrzebne jest wsparcie dla MŚP w sektorze innowacji energetycznych?

InnoEnergy  postrzega komercjalizację jako priorytetową potrzebę biznesową małych i średnich przedsiębiorstw przy wprowadzaniu nowatorskiego produktu. Poza tym niezwykle ważne jest skrócenie czasu wejścia z produktem na rynek, jego umiędzynarodowienie, zwiększenie skali działalności  oraz dostęp do stabilnego,  przewidywalnego finansowania. Tak aktualnie wygląda zapotrzebowanie MŚP w sektorze innowacji energetycznych – podsumowuje Marcin Lewenstein, Innovation Officer w InnoEnergy Central Europe.

  • Komercjalizacja produktu

Zadaniem EIT InnoEnergy jest zidentyfikowanie i umożliwienie dostępu do partnerów, którzy pomogą w zdefiniowaniu i dotarciu do grupy docelowej podczas wprowadzania rozwiązania na rynek. Przy wykorzystaniu wsparcia, możliwe jest przyspieszenie momentu wystartowania z produktem.

  • Zwiększenie skali i uprzemysłowienie

Uruchomienie produkcji na dużą skalę jest jedną z faz, która wymaga większego nakładu inwestycyjnego. EIT InnoEnergy zapewnia wiedzę, a dzięki temu pomaga w uniknięciu typowych błędów, które mogą przyczyniać się do utrudnienia procesu uprzemysłowienia.

  • Pozbawione ryzyka, przewidywalne finansowanie

Finansowane przez EIT InnoEnergy projekty najczęściej wymagają rozwoju technologii czy prototypów, dlatego też wiążą się z wysokimi nakładami. Współpraca z EIT InnoEnergy umożliwia szybkie uruchomienie funduszy i sprawną realizację projektu innowacyjnego.

Polskie projekty korzystają – przykłady

EIT InnoEnergy wsparło również szereg polskich projektów i rozwiązań. Przykłady produktów, które odniosły sukces to, m.in. BioEcoMatic oraz XSensor.

  • BioEcoMatic to nowy, wysoko wydajny, zautomatyzowany kocioł na biomasę, głównie słomę. To rozwiązanie pozwala rolnikom, przedsiębiorstwom wiejskim oraz lokalnej społeczności na korzystanie z lokalnych, czystych źródeł paliw do ogrzewania.
  • Xsensor to innowacyjna linia czujników bezprzewodowych opracowanych w celu usprawnienia zarządzania i eksploatacji urządzeń dzięki zastosowaniu tzw. diagnostyki predykcyjnej.Rozwiązanie to pozwala lepiej monitorować pracę urządzeń i przewidywać potencjalne usterki, dzieki czemu korzystające z niego firmy uzyskują znaczną poprawę w zakresie kosztów serwisu i remontów oraz wydajności operacyjnej.

Naszą misją jest przyspieszenie przejścia na czystą energię w Europie. Dlatego identyfikujemy, inwestujemy i współpracujemy z najbardziej innowacyjnymi przedsiębiorcami, aby zapewnić im bezpieczne i przewidywalne finansowanie, pomóc w zwiększeniu skali i skróceniu czasu wprowadzania produktu na rynek – mówi Jakub Miller, CEO w InnoEnergy Central Europe.

Zależy nam na prawdziwej współpracy. Całościowo pomagamy naszym partnerom i znacznie wykraczamy tu poza finansowanie. Łączymy przedsiębiorców z potencjalnymi klientami, partnerami biznesowymi i dystrybutorami. Redukujemy biurokrację, jednocześnie pomagamy skoncentrować się na zadaniach generujących wartość. Znamy rynek, dlatego wdrażamy tylko przemyślane narzędzia zaprojektowane w celu szybszego rozwoju modeli biznesowych i towarzyszących im strategii. Co równie ważne dla MŚP, stosujemy elastyczne podejście inwestycyjne i uczestniczymy w podziale ryzyka – dodaje Jakub Miller.

Rafał Benecki: Umocnienie złotówki możliwe dopiero pod koniec roku

Większość lokalnych czynników sprzyja polskiej walucie i obligacjom. Największym ryzykiem wciąż jest sytuacja, jaka ma miejsce poza Polską. Do pozytywnych krajowych czynników należy całkiem mocny wzrost gospodarczy. Drugi kwartał okazał się dużo lepszy niż oczekiwano. Spowolnienie gospodarcze w Strefie Euro z pierwszej połowy roku w bardzo niewielkim stopniu wpłynęło na koniunkturę w Polsce. Łączny wzrost PKB w 2018 roku może wynieść 4,8 proc. W najbliższych miesiącach wzrost ten będzie  utrzymywać się na poziomie 4,5 proc. Pozytywnie na sytuację naszej waluty wpływać będzie także sytuacja budżetowa. Całoroczny deficyt sektora finansów publicznych wyniesie ok 1,5 proc. PKB. Oznacza to również korzystne, wciąż niskie podaże obligacji. To, co ogranicza potencjał wzrostowy złotówki, to sytuacja zagraniczna. Głównym czynnikiem jest niepewność odnośnie wzrostu w Strefie Euro, wojny handlowe, duża zmienność dolara. Wszystko to wpływa negatywnie na inne rynki wschodzące.

– Gdyby nie otoczenie zewnętrzne, kurs złotego byłby dużo mocniejszy – w okolicach 4,10 wobec euro. Łącznie z niekorzystnymi czynnikami zagranicznymi widać miejsce na umocnienie się polskiej waluty wobec euro do ok. 4,20 na koniec 2018 roku – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, analityk ING Banku Śląskiego – Okres wzrostu dolara, który miał miejsce w drugim kwartale, prawdopodobnie dobiega końca. Sam prezydent Stanów Zjednoczonych, Donald Trump podkreśla, że nie podoba mu się moc amerykańskiej waluty. To kompensuje jego zabiegi protekcjonistyczne, mające poprawić bilans USA. Sytuacja gospodarcza w Europie także się poprawia. Zmniejszają się obawy, że to początek spowolnienia. Euro powinno zyskiwać już teraz, jednak cały czas można spodziewać się dalszej retoryki protekcjonistycznej i dyskusji o kolejnych cłach zza oceanu. Dotyczy to amerykańskich relacji z Europą, ale również z Chinami. Trudno więc spodziewać się istotnego odbicia europejskiej waluty w najbliższym czasie. Potencjał ten będzie o wiele większy w drugiej połowie roku, po wyborach cząstkowych w Stanach Zjednoczonych. Umocnienie złotówki do dolara możliwe jest dopiero pod koniec 2018 roku, razem z odbiciem eurodolara na świecie. Wtedy kurs ten może spaść do 3,40-3,50 zł – ocenił Benecki.

O dwóch takich co osłabili dolara

Dolar w poprzednim tygodniu został wyraźnie przeceniony. Stoi za tym dwie ważne osoby. Najpierw Donald Trump skrytykował Fed za podnoszenie stóp. Potem stojący na czele Rezerwy Federalnej Powell nie dostarczył rynkowi powodów by kupować dolara podczas sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole przyczyniając się tym samym do dalszego wypłaszczania się przebiegu krzywej rentowności długu. A to buduje w części inwestorów oczekiwania, że Fed może nie dokonać pięciu zapowiadanych do końca 2019 roku podwyżek stóp. Skorzystało na tym przede wszystkim euro, kurs EUR/USD w ubiegłym tygodniu podniósł się o 1,6 proc. a dziś w nocy rósł do 1,1650. Tym samym została wymazana przecena, którą napędzał turecki kryzys i obawy o jego rozlanie się na sektor bankowy Starego Kontynentu.
W krótkim terminie i z obecnych pułapów nie widzimy jednak znacznej przestrzeni do zwyżki i spodziewamy się prób wygaszania tego ruchu. Nastroje pozostają pozytywne Wall Street piątkową sesję kończyło najwyżej w historii, a poniedziałkowa sesja to silne zwyżki także chińskich indeksów. W takim środowisku do dolara mogą zyskiwać bardziej ryzykowni przedstawiciele G-10, m.in. mający co odrabiać po zawirowaniach na scenie politycznej AUD. EUR/PLN tydzień zaczyna pod 4,28,ale nie widzimy podstaw by oczekiwać wyraźnego umocnienia rodzimej waluty. W poniedziałek w Wielkiej Brytanii wypada Święto Bankowe, co powinno skutkować spokojnym przebiegiem sesji i ograniczonymi zmianami wartości walut i instrumentów finansowych. Odczyt dnia to niemiecki indeks Ifo. A co interesującego czeka nas w całym tygodniu?

W USA kalendarz oferuje indeks zaufania konsumentów (wt), rewizje PKB za II kw. (śr), raport o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz PCE Core (czw) oraz indeksy nastrojów Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan (pt). Wskaźniki sentymentu gospodarstw domowych i biznesu wybijają się na pierwszy plan, gdyż pozwolą ocenić, czy ostatnie decyzje w sprawie ceł importowych odciskają piętno na gospodarce. Rozczarowujące odczyty będą mieć większy wpływ na USD niż w przeciwnym wypadku.

Ze strefy euro otrzymamy niemiecki Ifo (pon) i wstępny szacunek CPI (pt). Po odczytach PMI w tym tygodniu szanse na solidny wzrost Ifo spadły, choć jakiekolwiek przerwanie serii ośmiu miesięcy spadków z rzędu może wlać nieco optymizmu w perspektywy ożywienia w największej gospodarce Eurolandu. W kwestii inflacji wysokie ceny energii powinny utrzymać ogólny wskaźnik ponad 2 proc., ale na poziomie bazowym utrzymanie 1,1 proc. będzie hamulcem dla fundamentalnego odbicia EUR. Mimo to na rynku pozostaje wciąż sporo krótkich pozycji, które w ostatnim tygodniu zaczęły przynosić straty i presja na ich domykanie może stać się dźwignią do krótkoterminowych wzrostów.

Przyszły tydzień przynosi pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oraz święto bankowe w poniedziałek. Oznacza to, że funt będzie na pastwie prasowych relacji wokół negocjacji Brexitu, a te w ostatnim czasie są niekorzystne. To z jednej strony ułatwia deprecjację GBP wobec USD i EUR, ale też spłyca korekty. Jednak bez zaskakujących rewelacji w stronę braku porozumienia lub miękkiego Brexitu, GBP pozostanie niechcianym aktywem, a jego notowania będą pozbawione kierunku.

Jest mało prawdopodobne, aby sierpniowy CPI oraz szczegółowy raport o PKB za II kwartał z Polski (pt) stały się pretekstem do zwiększenia zmienności na złotym. EUR/PLN pozostaje bez wyraźnego trendu, przeważnie targany przetasowaniami pozycji, niekiedy nawet nie zważając na aktualnie panujący klimat inwestycyjny (risk-on, risk-off). Mamy szeroki korytarz wahań 4,26-4,32 z przejściowymi wybiciami i późniejszym powrotem. Pocieszające jest to, że złoty dość łagodnie przechodzi przez okresy nerwowości związane z rynkami wschodzącymi (Turcja).

W Azji inwestorzy będą przyglądać się odczytom PMI z chińskiego przemysłu (pt), gdyż sierpień był pierwszym miesiącem, kiedy wojna celna z USA obowiązywała a w pełni. Obniżenie wskaźnika pod 51 będzie niepokojącym sygnałem podsycającym spekulacje o spowolnieniu gospodarczym i zaciąży na sentymencie rynkowym.

W Australii mamy kwartalny raport o inwestycjach prywatnych przedsiębiorstw (CAPEX) oraz pozwolenia na budowę domów (oba w czwartek). Odbicie, szczególnie w przemyśle wydobywczym, przekłada się na wydatki w maszyny i inne aktywa trwałe, co stanowi solidny wkład do PKB. Dane z rynku nieruchomości będą za to istotnym testem kondycji sektora w obliczu narastających obaw o nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych. Dobre dane wystarczą raczej na przejściowe wsparcie dla AUD, gdyż szum polityczny i ogólny obraz fundamentów w większym stopniu przemawiają za osłabieniem AUD. Z Nowej Zelandii także otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę (czw), które jednak nie zdominują trendu dyktowanego przez nastawienie do USD i ogólny apetyt na ryzyko. Dodatkowe paliwo dla kiwi może pojawić się z różnicowania z aussie, jeśli w Australii rozgorzeje polityczna burza.

Z Kanady otrzymamy odczyt PKB za czerwiec i cały drugi kwartał (śr). Dane cząstkowe za kwiecień i maj oraz odczyt sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pozwalają zakładać solidny odczyt. Tło fundamentalne pozostaje dobre, choć na razie z Banku Kanady nie słychać głosów sugerujących kolejną podwyżkę we wrześniu i październik wydaje się bardziej prawdopodobny. Mimo to, jeśli w ten weekend na sympozjum w Jackson Hole prezes Poloz pokusi się o jastrzębie wzmianki, możemy wówczas liczyć na rajd CAD. Poza tym negocjacje NAFTA zdają się iść pomyślnie, ale wciąż jesteśmy bez konkretów, które mogłyby ożywić handel na FX.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Departament Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Zużywamy coraz więcej danych. Orange Polska wprowadza więc internet o prędkości 1 Gb/s

Zużywamy coraz więcej danych. Orange Polska wprowadza więc internet o prędkości 1 Gb/s 1

Średni transfer danych w gospodarstwach domowych jest dwukrotnie wyższy niż jeszcze w 2016 roku, a zapotrzebowanie na szybki internet jest coraz większe. To sprawia, że operatorzy stale pracują nad ulepszeniem swoich ofert. Orange Polska wprowadza internet o prędkości 1 Gb/s oraz inteligentne Wi-Fi, które zapewni lepsze pokrycie sygnałem w całym domu. W ten sposób klienci mogą w jak najszerszym stopniu korzystać z możliwości, jakie daje sieć światłowodowa. Pokazujemy drogę rozwoju dla innych rynków, wyznaczając standardy prędkości internetu domowego – podkreśla Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

– Internet światłowodowy o prędkości sięgającej 1 Gb/s oferowany na tę skalę to absolutna nowość na polskim rynku, zwłaszcza że już dziś jest on dostępny w 1,7 mln gospodarstw domowych w Polsce. To innowacja, nad którą pracowaliśmy w Orange Polska od ponad pół roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes zarządu Orange Polska.

Zapotrzebowanie na transfer danych, a tym samym na prędkość internetu, szybko rośnie. W pierwszym półroczu przez sieć szkieletową Orange przepłynęły ponad 42 mln GB danych. Znacznie więcej przesyłają klienci sieci stacjonarnej – dziennie średnio trzy razy więcej niż klienci mobilni). Coraz więcej danych płynie przez światłowód. W ciągu ostatnich dwóch lat ilość danych, jakie średnio przesyłał w ciągu miesiąca użytkownik najszybszego dostępnego dotychczas w sieci Orange łącza – 600 Mb/s – wzrosła dwukrotnie. To już ponad 200 GB. Dlatego Orange Polska oferuje klientom internet o prędkości nawet 1 Gb/s.

Zapotrzebowanie rośnie. Gigabitowa prędkość, jaką właśnie wprowadzamy do oferty i proponujemy klientom, jest odpowiedzią na to, jak zmieniają się potrzeby naszych klientów – zapewnia Jean-François Fallacher. – W świecie powszechnego dostępu do internetu, a znam tę branżę od 20 lat, widać, że jeśli zaoferuje się ludziom większą prędkość, to będą z niej korzystać. Internet i Wi-Fi stały się nieodzownymi elementami naszego życia – korzystamy z nich nieustannie. Również w domach, w których coraz częściej z internetu korzysta wiele osób równocześnie, na wielu urządzeniach, np. oglądając filmy na smartfonach. Zwiększamy także prędkość wysyłania danych, co jest bardzo dobrą wiadomością np. dla graczy, którzy potrzebują najwyższych prędkości.

Obecnie operator ma 300 tys. klientów internetu światłowodowego FTTH i 3 mln gospodarstw domowych w jego zasięgu. Gigabitowe łącze będzie dostępne dla nowych klientów, lecz także dla dotychczasowych, którzy znajdują się w zasięgu ofert 600 Mb/s, czyli w sumie 1,7 mln gospodarstw domowych.

Jak podkreśla prezes spółki, korzystanie z szybkiego internetu ma być teraz również znacznie wygodniejsze. Nawet na większej liczbie urządzeń podłączonych do sieci, a to może być w przyszłości prawdziwym wyzwaniem. Jak prognozuje Cisco, w 2021 roku globalnie wyniesie ona 27 mld, przy 17 mld w 2016 roku.

 Wprowadzamy również nowości w zakresie łączności Wi-Fi. W dużych mieszkaniach zdarza się, że w niektórych miejscach nie ma sygnału Wi-Fi. Dzięki nowemu produktowi, który wprowadzamy na rynek, sygnał będzie docierał do każdego miejsca w domu czy mieszkaniu. Nazwaliśmy tę usługę Smart Wi-Fi, ponieważ dostosowuje się ona do potrzeb użytkownika. Wraz z uruchomieniem tej funkcji na modemach Funbox 3.0 oraz wprowadzeniem do oferty specjalnego wzmacniacza sygnału, klienci otrzymują prostą w użyciu aplikację, która mierzy siłę sygnału Wi-Fi i pomaga umieścić urządzenia w optymalny sposób, tak aby móc się cieszyć dobrą jakością sygnału w każdym miejscu naszego domu – wskazuje Jean-François Fallacher.

To właśnie na jakość sieci Wi-Fi – mimo dobrego łącza – klienci skarżą się najczęściej. Tymczasem jak wynika z raportu Polska jest MOBI, 79 proc. Polaków używa w swoich domach Wi-Fi.

Z badania przeprowadzonego na zlecenie UKE wynika, że w 2017 roku z internetu stacjonarnego korzystało 70 proc. mieszkańców Polski, a z internetu mobilnego – 25 proc. Średnia prędkość w przypadku stacjonarnego internetu wynosiła 83 Mb/s.

Wakacje nad morzem turyści rezerwują głównie online. Szybko przybywa rezerwacji przez urządzenia mobilne

Wakacje nad morzem turyści rezerwują głównie online. Szybko przybywa rezerwacji przez urządzenia mobilne 2

Polacy mają coraz większe zaufanie do zakupów internetowych, także z sektora turystycznego. Już nawet 65 proc. miejsc noclegowych, zwłaszcza apartamentów wakacyjnych, nad polskim morzem rezerwowanych jest online. Na popularności zyskuje zwłaszcza kanał mobilny – rezerwacji za pośrednictwem smartfona jest o ok. 1/3 więcej niż przed rokiem. Rośnie także znaczenie mediów społecznościowych – goście dopytują o warunki oferty, zdjęcia, a nawet rezerwują noclegi.

Internet i nowe technologie w coraz większym stopniu oddziałują na branżę turystyczną. W szybkim tempie rośnie przede wszystkim znaczenie internetowych kanałów sprzedaży. Jak pokazują dane VacationClub, tradycyjne rezerwacje telefoniczne stanowią już tylko 35 proc. wszystkich zamówień, przy czym ich liczba stale maleje. Współcześni turyści wolą sprawdzić miejsce noclegowe w sieci, dzięki czemu minimalizują możliwość rozminięcia się ich oczekiwań z rzeczywistością.

Coraz mniej gości dzwoni na infolinię czy dział rezerwacji, dopytując o ofertę, a coraz więcej osób sprawdza ją w internecie. Nie chcą jechać na wakacje w ciemno, weryfikują zdjęcia danego hotelu, sprawdzają udogodnienia oraz opinie gości, którzy przebywali w danym apartamencie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krystyna Wróblewska, założycielka platformy rezerwacyjnej VacationClub.

Polacy coraz chętniej korzystają z internetowych serwisów turystycznych, które umożliwiają pozostawienie opinii o danym miejscu noclegowym, a nawet opublikowanie zdjęć przedstawiających faktyczny stan pokoju. Jednocześnie rośnie znaczenie mediów społecznościowych – potencjalni goście oczekują bowiem obecnie natychmiastowej odpowiedzi ze strony hotelu, przesłania szczegółowej oferty oraz zdjęć obiektu w prywatnej wiadomości. Chętnie też dokonują rezerwacji za pośrednictwem komunikatorów internetowych.

 O popularności kanałów online przede wszystkim decyduje dostępność oraz zmiana nawyków konsumentów. Konsumenci oczekują informacji w każdym możliwym, dogodnym dla nich momencie. Sprawdzają zdjęcia hotelu, cenę, weryfikują wszystkie udogodnienia i robią to w dogodnej dla nich chwili, zgodnie z ich rytmem pracy – mówi Krystyna Wróblewska.

Możliwość zweryfikowania oferty to jednak nie jest jedyna zaleta rezerwacji online. Równie duże znaczenie dla ich rosnącej popularności ma szybkość i wygoda, nocleg można bowiem zarezerwować z dowolnego miejsca, o dowolnej porze. Jest to możliwe dzięki urządzeniom mobilnym, którym Polacy ufają coraz bardziej. W Polsce jedynie 30 proc. wejść na strony odbywa się przez komputer, pozostałe 70 proc. to odwiedziny ze smartfona.

 Na przestrzeni lat widzimy wyraźny wzrost liczby wejść na portale rezerwacyjne i strony hotelowe z urządzeń mobilnych, a nie komputerów. Teraz ten stosunek wynosi 70 do 30 proc., natomiast w zeszłym roku było to 50 do 50 – mówi Krystyna Wróblewska.

Smartfony pozwalają na bieżąco śledzić najlepsze oferty, dlatego w ten sposób Polacy szczególnie chętnie dokonują zakupów z oferty last minute. Jak wynika z danych VacationClub, stanowią one w tym sezonie ok. 30 proc. wszystkich rezerwacji. Na rezerwacje online coraz chętniej decydują się, wybierając apartament wakacyjny, a nie hotel.

VacationClub to istniejący od dwóch lat serwis z siecią apartamentów i domków letnich nad Bałtykiem: w Kołobrzegu, Świnoujściu i Mielnie. Należy do holdingu Zdrojowa Invest & Hotels.

Hybrydowe trolejbusy mogą zrewolucjonizować transport publiczny. Dotrą tam, gdzie nie sięga sieć trakcyjna i zredukują emisję spalin w miastach

Hybrydowe trolejbusy mogą zrewolucjonizować transport publiczny. Dotrą tam, gdzie nie sięga sieć trakcyjna i zredukują emisję spalin w miastach 3

Elektromobilność to jeden z najważniejszych trendów w dzisiejszym transporcie i jedno z największych wyzwań przede wszystkim dla konstruktorów baterii. Obecnie stosowane ogniwa nie są w stanie zapewnić odpowiedniego zasięgu nie tylko samochodom osobowym, lecz także elektrycznym autobusom miejskim. Trwają prace nad ogniwami nowej generacji, ale równocześnie opracowywane są alternatywne projekty, które pozwoliłyby na zmniejszenie emisji spalin do środowiska, a jednocześnie zapewniłyby mobilność transportu. Nad jednym z nich pracują Polacy, którzy do końca 2018 roku chcą oddać do testów hybrydowy trolejbus niewymagający rozbudowywania sieci trakcyjnej.

– Projekt TrolBaSi to hybrydowy trolejbus nowej generacji, czyli trolejbus, który oprócz klasycznego pantografu zasilanego z sieci, ma również na pokładzie baterie. Widzimy w Europie i na świecie renesans trolejbusów, które kiedyś były bardzo popularne. Obecnie w Polsce tylko trzy miasta utrzymały sieć trolejbusową. Utrzymanie tej sieci jest drogie i skomplikowane oraz czasami zaburza przestrzeń miejską, bo trakcja wisi w niewygodnych miejscach, a jej budowanie na nowych osiedlach jest trudne. W związku z tym razem z Solarisem opracowaliśmy trolejbus wyposażony w baterię dojazdową – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartłomiej Kras, wiceprezes Impact Clean Power Technology.

Hybrydowe trolejbusy będą pobierać energię zarówno z pantografu zasilanego za pośrednictwem trakcji elektrycznej, jak i z baterii dojazdowej. Dzięki dodatkowym ogniwom trolejbusy mogłyby dojechać tam, gdzie miasto nie byłoby w stanie zbudować sieci trakcyjnej, czy to ze względów finansowych, czy logistycznych. Jedyną inwestycją, jaką musiałyby poczynić zakłady transportu publicznego, byłoby zmodernizowanie taboru tak, aby mógł pobierać energię elektryczną nie tylko z trakcji, lecz także z baterii.

– Tabor musi być wyposażony w nowoczesną baterię. Taka bateria zostanie rozładowana na trasie dojazdowej oraz z powrotem naładowana w trakcji elektrycznej, to jest całe serce tego projektu, żeby zaprojektować algorytmy i sposoby, w jaki sposób ta bateria może być używana w trolejbusie i doładowana z trakcji – tłumaczy Bartłomiej Kras.

Projekt TrolBaSi pozwoli rozwijać sieci trolejbusowe tam, gdzie dotychczas nie było to możliwe. Firmy transportowe będą mogły na bieżąco reagować na rozrost i zmianę tkanki miejskiej, posyłając trolejbusy tam, gdzie aktualnie są najbardziej potrzebne: do nowo wybudowanych osiedli czy na trasy objazdowe wyznaczone np. na czas remontu lub rozbudowy sieci trakcyjnej.

– Miasto będzie mogło dalej inwestować w sieć trolejbusową bez konieczności budowy trakcji trolejbusowej, czyli właściwie tylko inwestując w tabor,  a nie w bardzo kosztowną sieć. Będzie mogło np. zrezygnować z części trakcji trolejbusowej w bardzo newralgicznych miejscach, np. na starówce lub na mostach. Z punktu widzenia naszego systemu elektroenergetycznego będzie można lepiej balansować odbiory i w pewnym sensie oszczędzać energię elektryczną – przekonuje ekspert.

Potencjał trolejbusów dostrzegły władze Berlina, które w latach 2019–2023 chcą zrezygnować z autobusów elektrycznych ładowanych w zajezdniach na rzecz sieci trolejbusowej. Działania te są częścią programu proekologicznego, który zakłada, że do 2030 roku miejski transport publiczny będzie całkowicie bezemisyjnie. W ciągu najbliższych dziesięciu lat Berlin planuje wybudować aż 240 km trakcji elektrycznej dla hybrydowych trolejbusów.

Trolejbusy po 46 latach nieobecności wróciły także do czeskiej Pragi. Stało się to możliwe głównie dzięki wykorzystaniu technologii hybrydowego zasilania. Jedynie 15 proc. trasy pokrywa trolejbusowa sieć trakcyjna, resztę dystansu pojazdy przebywają, korzystając z energii zgromadzonej w baterii, która ładowana jest w trakcie postoju na pętli.

– Opracowujemy całą strategię używania trolejbusów bateryjnych w sieci trakcyjnej, które umożliwią oszczędzanie energii przez operatora czy miasto lub sprawią, że bilans energetyczny całej sieci trakcyjnej będzie korzystny poprzez to, że możemy czasowo wyłączać pewne trolejbusy z trakcji i przełączać je na zasilanie bateryjne w szczycie energetycznym. Obecnie budujemy prototyp pierwszego systemu i do końca roku zamierzamy już wprowadzić go do testów – zapewnia przedstawiciel Impact Clean Power Technology.

Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Publicznego (UITP) chce podwoić liczbę osób podróżujących transportem publicznym do 2025 roku, co oznaczałoby zaoszczędzenie ok. 170 mln ton ropy naftowej i uniknięcie emisji około 550 mln ton dwutlenku węgla.

Według analityków Research and Markets, globalny rynek elektrycznych autobusów w 2038 roku osiągnie wartość 500 mld dol.

Sztuczna inteligencja będzie kontrolować ludzi. Chiński rząd wprowadza system oceniania obywateli i przewidywania przestępstw

Sztuczna inteligencja będzie kontrolować ludzi. Chiński rząd wprowadza system oceniania obywateli i przewidywania przestępstw 4

Coraz częściej sztuczna inteligencja towarzyszy człowiekowi. Wspierane przez SI są już smartfony, telewizory, a nawet samochody i samoloty. Wkrótce SI może opanować niemal każdą dziedzinę naszego życia. Sztuczna inteligencja ma jednak też ciemną stronę. Władze w Pekinie do 2020 roku planują wprowadzić System Zaufania Społecznego, który będzie inwigilował wszystkich obywateli. Mieszkańcy Chin będą oceniani pod kątem wypłacalności, kontaktów międzyludzkich oraz przyzwyczajeń zakupowych. Kolejnym krokiem będzie wykorzystanie SI i technologii przetwarzania obrazu do przewidywania przestępstw.

– Zaproponowany przez Chiny system ma polegać na tym, że rząd będzie przetwarzał informacje o obywatelach i przyznawał im punkty. Jeśli nie mamy odpowiedniej liczby punktów, to np. nie możemy wejść do pociągu, ponieważ władza uważa, że nie płacimy rachunków albo jesteśmy elementem wywrotowym, który może spowodować zamieszanie w pociągu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Mieczkowski, dyrektor wykonawczy Fundacji Digital Poland.

Chiny w sztucznej inteligencji upatrują szansę na robotyzację przemysłu i wzrost gospodarczy, chcą dzięki niej zdominować świat. Obecnie chiński rynek to przede wszystkim trzy wielkie firmy – Baidu (odpowiednik Google’a), Alibaba (platforma sprzedażowa) i Tencent (odpowiednik Facebooka). Za każdą z nich stoi silne zaplecze technologiczne, własne centra badawcze sztucznej inteligencji oraz ogromne inwestycje w start-upy zajmujące się SI.

W rozwój SI zaangażowane są także bardzo mocno chińskie władze. Rząd chce, aby do 2030 r. Chiny stały się liderem technologicznym w obszarze SI z rynkiem o wartości 150 mld dol. Dla porównania analitycy MarketsandMarkets przewidują, że globalny rynek SI w 2025 r. ma być wart 190 mld dol. Jednym z elementów opierającym się na sztucznej inteligencji będzie System Zaufania Społecznego.

– Przypomnijmy, że to jest naród, który ma prawie 1,4 mld ludności. Rząd chiński nie chce dopuścić do zamieszek, więc chce faktycznie wykorzystać przetwarzanie danych i uczenie maszynowe, sztuczną inteligencję, do zarządzania społeczeństwem. Informacje będą zbierane z szeregu danych, czyli z mediów społecznościowych, z informacji od banków dotyczących tego, czy spłacam rachunki na czas, od różnego rodzaju usługodawców, czy wywiązuję się ze zobowiązań, z jakich usług korzystam, jakie mam np. przewinienia – tłumaczy Piotr Mieczkowski.

Według raportu Fundacji Digital Poland łącznie w Chinach jest ponad siedemset spółek zajmujących się sztuczną inteligencją. Od kwietnia 2018 r., najbardziej wartościowym start-upem SI na świecie jest chiński SenseTime Group Ltd, którego wartość przekracza 3 mld dol. Firma specjalizuje się w przetwarzaniu obrazu i rozpoznawaniu twarzy. Właśnie na technologii rozpoznawania twarzy ma się opierać system SZS.

– Chiny bardzo mocno rozwijają przetwarzanie danych wokół zachowania i poruszania się obywateli. Mają największą bazę kamer wizyjnych na świecie, wiedzą, jak obywatele się przemieszczają, poszukują także w ten sposób przestępców. My takie kamery dopiero testujemy, np. aby wpuścić dany samochód na autostradę bez opłat gotówkowych czy wyjechać z galerii handlowej na bazie tablicy rejestracyjnej bez rozliczania, natomiast w Chinach faktycznie jest to kontrola społeczeństwa – mówi ekspert.

Kamery miejskie podłączone są do państwowego systemu monitorowania oraz identyfikacji obywateli, który potrafi automatycznie rozpoznać w tłumie m.in. osoby, za którymi wydano list gończy. O skuteczności tego systemu najlepiej świadczy przypadek poszukiwanego mężczyzny, którego kamery monitoringu rozpoznały i wskazały do aresztowania wśród sześćdziesięciotysięcznego tłumu bawiącego się na koncercie piosenkarza Jackie Cheunga.

Chińczycy chcą jednak pójść o krok dalej i wykorzystać sztuczną inteligencję nie tylko do aresztowania przestępców, lecz także do przewidywania zbrodni. Wykorzystując przeszło 170 mln zainstalowanych w Chinach kamer, technologię przetwarzania obrazu i różnego rodzaju dane, takie jak punkty z programu SZS, bilingi czy informacje o podróżach, testowany jest już system, który w porę ostrzeże służby o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Tworzone są listy osób niebezpiecznych, które obarczone są wyższym ryzykiem popełnienia zbrodni.

– Pierwsze takie przypadki przewidywania już się pojawiają. Spółka IBM w Nowym Jorku po przeanalizowaniu danych, gdzie najczęściej dochodzi do przestępstw i o której godzinie, potrafiła przewidzieć, gdzie wysłać patrol policyjny, aby do takich zdarzeń mogło nie dojść. Oczywiście nie były wskazane konkretne osoby, ale bardziej godziny, miejsca i punkty, gdzie taka policja powinna się pojawić. Faktycznie w Chinach to idzie jeszcze dalej, dlatego że bardziej dąży to do prewencji – mówi przedstawiciel Fundacji Digital Poland.

Z narzędzi inwigilacyjnych korzysta nie tylko chiński rząd, który nie ukrywa swoich działań, oficjalnie wprowadzając system punktowania. W 2013 roku Edward Snowden za pośrednictwem amerykańskiej prasy, ujawnił inwigilacyjne działania amerykańskiego rządu. W ramach programu PRISM amerykańskie agencje mogły podsłuchiwać, podglądać i czytać korespondencję wszystkich ludzi na świecie. Tymczasem wielkie korporacje takie jak Google czy Facebook nieustannie zbierają dane swoich użytkowników, wykorzystując je do tworzenia profili osobowych ułatwiających właściwe targetowanie reklam.

Według raportu CB Insights, na sto najbardziej obiecujących spółek SI aż siedem pochodzi z Chin, z czego pięć ma status jednorożca (ich wartość przekracza 1 mld dol.).

Przemysł tworzyw sztucznych w Polsce rozwija się szybciej niż w Europie. Branża musi ograniczyć negatywny wpływ na środowisko

Przemysł tworzyw sztucznych w Polsce rozwija się szybciej niż w Europie. Branża musi ograniczyć negatywny wpływ na środowisko 5

Dobre perspektywy przed branżą tworzyw sztucznych w Polsce. W ostatnich latach rozwija się szybciej niż całą gospodarka i inne sektory przemysłu. Zapotrzebowanie na tworzywa rośnie przede wszystkim w sektorze opakowań, budownictwie i motoryzacji, ale produkcja krajowa zapewnia tylko połowę tego zapotrzebowania. Wyzwaniem dla branży jest ograniczenie negatywnego wpływu tworzyw sztucznych na środowisko. Obecnie mniej niż 30 proc. odpadów podlega recyklingowi. Do 2030 roku poziom recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych musi osiągnąć co najmniej 60 proc.

– Polski rynek tworzyw sztucznych od 10 lat rozwija się w znakomitym tempie. Z analizy wskaźników wzrostu wynika, że jest to dwa razy szybciej niż średni wzrost PKB w Polsce. Trzeba jednak powiedzieć, że tylko jego część związana z przetwórstwem, czyli produkcją wyrobów z tworzyw sztucznych, rozwija się tak szybko – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kazimierz Borkowski, dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

W Polsce szybko rośnie zapotrzebowanie na tworzywa sztuczne. W 2017 roku zużyto 3,5 mln ton, co oznacza 9-proc. wzrost w stosunku do 2016 roku. Dla porównania rynek tworzyw sztucznych w Europie rósł w tempie ok. 3,5 proc., a na świecie – 3,8 proc. Raport roczny PlasticsEurope wskazuje, że w ujęciu długoterminowym, przez ostatnie dziesięć lat, średnia stopa wzrostu rocznego branży tworzyw sztucznych w Polsce wyniosła 8,4 proc. i była o 60 proc. wyższa od stopy wzrostu całego przetwórstwa przemysłowego i ponad dwukrotnie wyższa od średniego rocznego wzrostu PKB.

– W Polsce branża rośnie szybciej, niż wynosi średnia europejska, szybko gonimy Europę. Wiąże się to też z faktem, że jeszcze 10–15 lat temu wiele firm z Europy Zachodniej przenosiło swoją produkcję do Polski z uwagi na niższe koszty, głównie osobowe. Ta przewaga się powoli kończy, bo w Polsce koszty osobowe również rosną. Z drugiej strony, ten przemysł jest w tej chwili jednym z bardziej nowoczesnych w Europie, wygrywając przewagi konkurencyjne jakością produkcji i jakością kadry, mamy więc nadzieję, że utrzyma wysokie tempo wzrostu – mówi Kazimierz Borkowski.

Pod względem zapotrzebowania na tworzywa sztuczne Polska jest na 6. miejscu w Europie, po Niemczech, Włoszech, Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Główne dziedziny ich zastosowania to przemysł opakowaniowy (32,5 proc.), budowlany (blisko 26 proc.), motoryzacja (ok. 10 proc.) i produkcja urządzeń elektrycznych i elektronicznych (6,4 proc).

 W Europie dużo większy jest udział opakowań, można więc wnioskować, że ten sektor również w Polsce będzie się rozwijał szybko. Patrząc na dynamikę wzrostu i otoczenie biznesowe, wydaje się, że szybko rosło będzie zużycie tworzyw w motoryzacji do produkcji pojazdów i części samochodowych. Polska jest ważnym europejskim producentem części, w tym części z tworzyw sztucznych do samochodów – ocenia dyrektor Fundacji PlasticsEurope Polska.

Lokalna produkcja tworzyw sztucznych w Polsce nie zaspokaja istniejącego zapotrzebowania. W dużej mierze to efekt braku nowych inwestycji w produkcję polimerów. Dlatego importujemy duże ilości polimerów, głównie z Niemiec. Ujemne saldo wymiany handlowej z zagranicą pogłębia się i w 2017 roku wyniosło już 2,2 mln ton (o wartości ponad 3 mld euro).

Jak podkreśla ekspert, wyzwaniem dla branży jest zahamowanie negatywnego wpływu odpadów na środowisko. Choć stosowanie tworzyw sztucznych jest niezbędne w gospodarce i przyczynia się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla, to z drugiej strony ich rosnące zastosowanie połączone z niewłaściwymi zachowaniami konsumentów (śmiecenie) i brakiem wystarczającej infrastruktury do zagospodarowania odpadów sprawia, że duże ilości odpadów trafiają prosto do środowiska.

 W związku z pracami nad wdrożeniem pakietu gospodarki o obiegu zamkniętym, który Komisja Europejska zaproponowała trzy lata temu, tworzywa stały się jednym z wyróżnionych materiałów. Stanowią bardzo ważny składnik gospodarki i są niezbędne zarówno dla przemysłu, jak i dla naszego codziennego życia, niemniej ich widoczne oddziaływanie na środowisko, np. śmieci w środowisku morskim, jest sygnałem do podjęcia walki z zanieczyszczeniem środowiska – mówi Kazimierz Borkowski.

Ocenia się, że tylko na terenie Europy wytwarzanych jest corocznie blisko 26 mln ton odpadów tworzyw sztucznych. Około 30 proc. z nich poddawanych jest recyklingowi. Branża dobrowolnie zobowiązała się zwiększyć powtórne wykorzystanie oraz recykling, zapobiegać przedostawaniu się tworzyw do środowiska oraz poprawić efektywności wykorzystania zasobów. Do 2030 roku poziom powtórnego użycia i recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych ma osiągnąć 60 proc., a w 2040 roku wszystkie opakowania mają być zdatne do ponownego użycia, recyklingu lub odzysku.

 Tworzywa sztuczne to nie jest jeden materiał, ale cała gama materiałów różniących się właściwościami, które aby skutecznie je poddać recyklingowi, należy najpierw rozdzielić na poszczególne polimery. Jak najbardziej wskazana jest tutaj współpraca konsumentów, bo to oni pośrednio decydują o powodzeniu recyklingu poprzez swoje zachowanie, czyli prawidłową segregację odpadów już w domu – stwierdza Kazimierz Borkowski. – Niestety, wydaje nam się, że nieprawidłowe zachowania konsumentów są ciągle największą barierą dla zmniejszenia wpływu odpadów tworzyw na środowisko.

Wraz z rosnącą liczbą ukraińskich pracowników przybywa usług do nich skierowanych. Do sieci komórkowych i banków dołączają kina i sklepy spożywcze

0

Wraz z rosnącą liczbą ukraińskich pracowników przybywa usług do nich skierowanych. Do sieci komórkowych i banków dołączają kina i sklepy spożywcze 6

Polscy przedsiębiorcy odpowiadają na rosnącą liczbę ukraińskich pracowników. Pojawiają się promocje dla obcokrajowców zakładających konta w polskich bankach, kupujących pakiety startowe w sieciach komórkowych, uruchamiane są strony internetowe i infolinie po ukraińsku, a restauracje wprowadzają menu w tym języku. Także w części kin można oglądać filmy w języku ukraińskim. Ofert dla naszych wschodnich sąsiadów będzie przybywać. Tym bardziej że coraz więcej Ukraińców deklaruje, że chce się osiedlić w Polsce na stałe.

 Ukraińcy to na polskim rynku bardzo duża i ciekawa grupa nowych klientów, wobec których firmy nie mogą przejść obojętnie. W tej chwili mamy już do dyspozycji oferty firm telekomunikacyjnych, operatorów sieci komórkowych dla Ukraińców, mamy tanie połączenia z Ukrainą. Jest to bardzo ważne dla osób, które przyjeżdżają do nas, by mogły relatywnie tanio i skutecznie kontaktować się ze swoimi bliskim – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Kołodziejczyk, dyrektor rozwoju projektów międzynarodowych w Grupie Progres.

Według oficjalnych danych od 2010 roku do maja 2018 roku do Polski przybyło ponad 535 tysięcy Ukraińców. To jednak tylko osoby zarejestrowane. Szacunki mówią, że w Polsce pracuje ponad dwa miliony obywateli tego kraju, a do końca tego roku ich liczba może sięgnąć trzech milionów. To sprawia, że dla usługodawców stają się oni istotną grupą potencjalnych klientów. Dlatego przybywa ofert skierowanych bezpośrednio do nich.

Potencjał biznesowy w coraz liczniejszej grupie Ukraińców przebywających w Polsce jako pierwsza dostrzegła branża telekomunikacyjna. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia „Ukraińscy konsumenci w Polsce”, 92 proc. z nich korzysta z oferty polskich operatorów komórkowych. Do branży telekomunikacyjnej stopniowo dołączają kolejne.

– Firma Progres współpracuje z bankami, które otwierają dla Ukraińców konta, umożliwiają ich bezpłatne prowadzenie, oferują obsługę, serwis i infolinię w języku ukraińskim. Jest to bardzo dobre i pozwala w łatwy sposób cudzoziemcom się zaaklimatyzować – podkreśla Kołodziejczyk. – Kolejny krok to oferta kredytowa, która też już w bankach się pojawia i jest dostosowana do możliwości pracownika ukraińskiego. Mówimy o kredytach gotówkowych czy na zakup samochodu, a także kredytach hipotecznych. 

Większość banków ma specjalne sekcje na swoich stronach internetowych przeznaczone dla Ukraińców. Dostosowują kanały obsługi do klienta ze Wschodu –  pojawiają się obcojęzyczne ulotki czy nowe wersje językowe infolinii. Część banków zachęca promocyjnymi warunkami przelewów pieniężnych na Ukrainę czy ułatwieniami przy zakładaniu konta. W niektórych placówkach pomocą służy też obsługa w języku ukraińskim. Z badania ARC Rynek i Opinia „Ukraińscy konsumenci w Polsce” wynika, że już 68 proc. z nich ma w Polsce konto bankowe.

 Mało jest natomiast jeszcze typowo ukraińskich produktów spożywczych dostępnych w sklepach. Pracujący u nas cudzoziemcy żalą się, że niektóre produkty, które znają z domu, u nas są niedostępne – zaznacza dyrektor w Grupie Progres.

Ponad połowa Ukraińców robi codziennie zakupy w dyskontach, a blisko 40 proc. w hiper- i supermarketach. Sieci handlowe zaczynają reagować na ich potrzeby – niedawno Carrefour rozszerzył asortyment ukraińskich produktów. Ukraińska półka jest wprowadzana w ramach konceptu Kuchnia Świata. Do sprzedaży trafiło prawie czterdzieści ukraińskich produktów, głównie słodyczy i przekąsek.

 Instytucje starają się dotrzeć do cudzoziemców poprzez reklamę, ale także coraz częściej wybierają kanał, jakim są firmy rekrutacyjne, czyli zgłaszają się do nas, ponieważ wiedzą, że my takich pracowników zatrudniamy. Proponując nam współpracę i wymianę usług, mamy sytuację win-win. Z jednej strony my, jako firma rekrutacyjna, możemy przyjeżdżającemu do nas pracownikowi pomóc się wyposażyć, zaaklimatyzować relatywnie szybko, ponieważ on może te wszystkie usługi u nas otworzyć na miejscu w jednym okienku, a bank czy firma ubezpieczeniowa zwiększają sprzedaż – tłumaczy Marcin Kołodziejczyk.

Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Oczekują od producentów żywności szczegółowych informacji o pochodzeniu i składzie produktów

Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Oczekują od producentów żywności szczegółowych informacji o pochodzeniu i składzie produktów 7

Jak wynika z danych z bazy Mintel Global New Products Database (GNPD), jeszcze dziesięć lat temu zaledwie 17 proc. spożywczych nowości produktowych obecnych na sklepowych półkach opatrzonych było informacjami o ekologicznym procesie produkcji, naturalnym pochodzeniu lub składzie pozbawionym GMO. Obecnie ich odsetek wzrósł do 29 proc. Jeszcze większy skok odnotowano w przypadku wyrobów powstałych w zgodzie z zasadami zrównoważonego rolnictwa czy sprawiedliwego handlu – z 1 proc. do 22 proc. To efekt rosnącej świadomości konsumentów.

 Konsumenci są coraz bardziej świadomi. Chcą wiedzieć więcej na temat produktów spożywczych, składników i historii, które stoją za produktami. Według naszych badań konsumenckich sześciu na dziesięciu respondentów mówi o tym, że są w stanie zaufać bardziej danej marce spożywczej, jeżeli na jej opakowaniu znajdują się informacje o pochodzeniu składników. Jest to szczególnie istotne dla kategorii produktów nabiałowych czy mięsnych, gdzie pochodzenie ma bardzo duże znaczenie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Honorata Jarocka, starszy analityk rynku żywności i napojów w firmie Mintel. – Wiąże się to poniekąd z patriotyzmem zakupowym. Rodzime marki coraz chętniej podkreślają, że są z Polski. Na naszym rynku jest to duża wartość dodana.

Z raportu firmy Mintel na 2018 rok wynika, że na globalnym rynku spożywczym ważnych jest pięć kluczowych trendów, na które starają się odpowiadać producenci. Pełna jawność (full disclosure) to jeden z nich, wynikający przede wszystkim z braku zaufania do producentów po nagłaśnianych przypadkach wycofywania produktów z obrotu oraz coraz wyższej świadomości na temat wpływu dodatków spożywczych na zdrowie i samopoczucie człowieka. Konsekwencją tej tendencji jest kolejny trend, określony jako samospełniające się praktyki (self-fulfilling practices).

Konsumenci, żyjący w pośpiechu i stresie, nieustannie bombardowani niepokojącymi informacjami ze świata, szukają sposobu na relaks i dobrostan, także w jedzeniu. Mając świadomość szkodliwości niektórych składników i produktów, szukają dla siebie złotego środka – indywidualnej diety, która zapewni im zarówno chwile przyjemności, jak i będzie źródłem zdrowia. Skutkiem tego zjawiska jest między innymi demokratyzacja zdrowej żywności, do tej pory uznawanej za dobro luksusowe, także ze względu na cenę.

Z drugiej strony konsumenci chcą też odczuwać dozę przyjemności, czyli sięgnąć po produkty, które być może nie są tak zdrowe, ale umiarkowanie akceptowalne, jak napoje gazowane o obniżonej zawartości cukru czy chipsy o obniżonej zawartości tłuszczu, pieczone w piecu albo czekolada z wysoką zawartością kakao. Niemal siedmiu na dziesiąciu respondentów lubi sobie dogadzać, sięgać po coś dobrego okazjonalnie.

– Nowe wrażenia zmysłowe (new sensations) to kolejny trend, który jest przede wszystkim istotny, gdy chcemy dotrzeć do młodego konsumenta – tłumaczy Honorata Jarocka. – Ośmiu na dziesiąciu respondentów w wieku 16–20 lat mówi o tym, że są zainteresowani produktami, które oferują nowe doznania, jeżeli chodzi o teksturę. Na rynku polskim pojawiają się zatem np. napoje o żelowych konsystencjach, które powodują, że są one bardziej sycące. 

Inne przykłady to herbaty mrożone z cząstkami owoców, soki z ziarnami zbóż czy ciastka z chrupiącymi dodatkami. Aż 36 proc. polskich konsumentów zadeklarowało, że chętnie skosztowałoby żywności i napojów o nietypowych konsystencjach. To więcej niż wśród Niemców, Włochów (po 22 proc.) czy Francuzów (26 proc.).

Czwarty trend – preferencyjne traktowanie (preferential treatment) – nie do końca odnosi się do asortymentu na półce sklepowej, ale dotyczy zakupów internetowych i mobilnych oraz związaną z nimi technologią, która umożliwia pozyskiwanie danych o indywidualnych preferencjach konsumentów. Ma to służyć przede wszystkim wygodzie i skróceniu czasu dokonywania zakupów online, a te są coraz popularniejsze. Przykładowo 65 proc. Chińczyków między 20 a 49 rokiem życia częściej robi zakupy spożywcze za pomocą telefonu komórkowego niż komputera lub laptopa – to szczególnie znaczący odsetek, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że aż 77 proc. osób z tej grupy wiekowej kupuje produkty spożywcze online, z dostawą do domu. Z kolei więcej niż co trzeci Brytyjczyk (35 proc.) robiący zakupy spożywcze przez internet uważa możliwość uzupełniania listy zakupów przy użyciu technologii sterowania głosem za atrakcyjną opcję.

Pojawiają się rozwiązania, które sprzyjają personalizacji, np. Amazon Dash w połączeniu z asystentką Alexa, która pomaga dokonywać zakupów instant, dodatkowo może podpowiedzieć, jakie przepisy wykorzystać. Coca-Cola z kolei wypuściła maszynę vendingową, która uczy się preferencji konsumentów, o których mówią oni otwarcie np. w mediach społecznościowych.

Piąty trend – strawa naukowa (science fare) – wiąże się z możliwościami, jakie przemysłowi spożywczemu dają nowoczesne technologie produkcji.

– Przede wszystkim chodzi o branżę mięsną, ponieważ mówimy o rozwiązaniach technologicznych, które pozwalają stworzyć nowe produkty, takie jak mięso hodowane laboratoryjnie. Jest to odpowiedź na potencjalny brak żywności oraz wyzwanie związane z odpowiedzialnością środowiskową i mięso jest tu idealnym przykładem. Firmy takie jak Beyond Meat czy Impossible Foods są jednymi z bardziej znanych graczy, którzy zainwestowali w tę niszę ­– mówi Honorata Jarocka.

Już w 2017 roku 26 proc. Hiszpanów, 13 proc. Polaków, 11 proc. Francuzów, 9 proc. Włochów i 8 proc. Niemców powyżej 16 roku życia deklarowało, że mięso produkowane w laboratoriach, hodowane z komórek macierzystych lub wytwarzane syntetycznie jest dla nich atrakcyjne.

– Pojawiają się też rozwiązania w kategorii win, są plany wejścia w kategorię czekolady, kawy. To bardzo duży potencjał, czasami nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, dokąd branża spożywcza może nas zaprowadzić, ale okazuje się, że czeka na nas dużo do tej pory niewiarygodnych rozwiązań – przekonuje starszy analityk rynku żywności i napojów w firmie Mintel.

Pracodawcy RP: Ministerstwo zakazuje, pacjent zapłaci

Przepis oferujący lekarzom publicznych szpitali podwyżkę pensji w zamian za rezygnację z dodatkowej pracy jest tak niejasny, że może przynieść nieodwracalne szkody pacjentom. Grozi bowiem znaczącym wydłużeniem kolejek: lekarze specjaliści będą mogli przyjmować tylko w jednym, publicznym szpitalu i nigdzie indziej.

Resort zdrowia realizując wcześniejsze zapowiedzi podwyżek dla lekarzy dodał w nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej nieoczekiwany warunek. Lekarze mogą otrzymać podwyżkę i zarabiać do 6750 zł – ale tylko jeśli podpiszą „lojalkę”. Zobowiązać się w niej muszą do tego, że nie będą podejmować pracy w innych jednostkach realizujących kontrakty NFZ i nie będą w nich udzielać takich świadczeń jak w jednostce macierzystej.

Podstawowym problemem jest niejasność tego przepisu. O ile nie ma wątpliwości, że lekarz nie będzie mógł pracować na oddziałach dwóch różnych szpitali, to przepis można jednak tak interpretować, że pozostaje możliwość pracy na oddziale w jednym i w przychodni drugiego. Czy jednak dyrektorzy publicznych szpitali będą ryzykować i wypłacać podwyżki lekarzom w takich mniej klarownych sytuacjach? W razie kontroli i zakwestionowania przez NFZ ich decyzji, będą musieli pokryć podwyżki z budżetów szpitali, a środki otrzymane na podwyżki od NFZ – zwrócić.

Zdaniem Pracodawców RP taka niejasność przepisów i brak jednoznacznej interpretacji już na etapie implementacji prawa jest bardzo groźna. Dyrektorzy szpitali będą „na wszelki wypadek” wymuszać podpisanie „lojalek” lub nie będą wypłacać podwyżek – bo w razie bardzo powszechnej w Polsce zmiany interpretacji przepisów ich szpitale mogą ponieść ogromne obciążenia finansowe.

Ministerstwo Zdrowia co prawda w przepisach zawarło „wentyl bezpieczeństwa” – w przypadku braków kadrowych szpital będzie mógł wypłacić podwyżkę nawet bez „lojalki”. Czy jednak braki kadrowe stwierdzone przez dyrekcję będą tak samo oceniane przez kontrolerów NFZ? Tej pewności nie ma, więc dyrektorzy szpitali znów w trosce o finanse zarządzanych jednostek nie będą skłonni ryzykować.

Eksperci Pracodawców RP zwracają też uwagę na inny, groźny dla pacjentów scenariusz. Lekarze rezygnując z dodatkowej pracy spowodują tym samym ograniczenie dostępu do poszczególnych świadczeń. Lekarz pracujący na częściowych etatach w kilku szpitalach będzie musiał wybrać teraz jeden, lub zrezygnować z podwyżki. Pacjenci pójdą za swoim lekarzem – i kolejka w tej jednej lecznicy znacząco się wydłuży.

Jaka może być skala tego problemu nie wiadomo, bo Ministerstwo Zdrowia ani w uzasadnieniu, ani w ocenie skutków regulacji nie przedstawiło danych na ten temat. Zagrożenie wydłużeniem kolejek jest jak najbardziej realne – a nie wiadomo, czy nie dotyczy funkcjonowania publicznej służby zdrowia w całym kraju! Tymczasem oczywistym jest, że dłuższe kolejki to zwiększenie zagrożenia dla zdrowia i życia pacjentów. Zdaniem Pracodawców RP resort zdrowia nie powinien wprowadzać przepisów, które potencjalnie mogą zaszkodzić chorym w Polsce.

Jako Pracodawcy RP wskazujemy jeszcze jedno zagrożenie. Podpisanie zobowiązania udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie, które jest warunkiem uzyskania podwyżki, może doprowadzić lekarzy do decyzji o porzuceniu pracy w sektorze publicznym i przejściu wyłącznie do sektora komercyjnego. Lekarze mogą mieć dość niepewności sytuacji prawnej, niespełnianych obietnic i wybrać pracę w lepszych warunkach.

Dlatego Pracodawcy RP wystąpili do Ministra Zdrowia o usunięcie wątpliwości interpretacyjnych. Zmiana ustawy zawiera zbyt wiele nieścisłości i nieprecyzyjnych określeń . W szczególności:

– ostrzegliśmy resort, że wprowadzenie podwyżek dla lekarzy specjalistów pod warunkiem udzielania świadczeń tylko w jednym podmiocie może doprowadzić do fali wypowiadania umów o pracę

– zwróciliśmy uwagę, że oświadczenie o zakazie konkurencji nie daje lekarzowi możliwości leczenia pacjentów w podmiotach prywatnych, które mają podpisany kontrakt z NFZ

– podkreśliliśmy nasze oczekiwania, że mając na uwadze kryzys kadrowy Ministerstwo Zdrowia podejmie działania zwiększające dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych, zwiększy dostęp pacjentów do personelu medycznego – tymczasem zmiany zmierzają do komercjalizacji świadczeń zdrowotnych.

Mamy nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia – mając na względzie dobro i bezpieczeństwo pacjentów – jak najszybciej usunie wszystkie zagrożenia, jakie wniosła nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Bezrobocie nadal poniżej 6 proc.

Bezrobocie w lipcu wyniosło 5,9 proc., czyli tyle samo ile w czerwcu, ale było niższe niż przed rokiem w tym samym czasie – podał GUS.

Największy odsetek osób bez pracy był w województwie warmińsko – mazurskim (10,0 proc.) i mazowieckim regionalnym (9,8 proc.), najniższy – w regionie warszawskim stołecznym (2,6 proc.) i województwie wielkopolskim (3,3 proc.). Porównując stopę bezrobocia dla poszczególnych województw z wartościami tego wskaźnika z czerwca 2018 widać, że w pięciu województwach o najwyższej stopie bezrobocia nastąpiła (choć nieznaczna) poprawa sytuacji, tylko w województwie świętokrzyskim bezrobocie wzrosło o 0,1 pp. Powyższe dane wskazują, że w części województw nastąpiło wyczerpanie możliwości pozyskiwania pracowników z grona osób zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy. Te regiony coraz mocniej będą odczuwały z jednej strony brak rąk do pracy i silniejszą presję płacową, z drugiej – ograniczenie możliwości rozwoju działalności przedsiębiorstw lub nawet utrzymania jej na dotychczasowym poziomie.

Nieznacznie również spadła liczba zarejestrowanych bezrobotnych – w lipcu w powiatowych urzędach pracy było zarejestrowanych 961,8 tys. osób, co oznacza spadek w ciągu miesiąca o 6,1 tys. osób. Najwięcej osób bez pracy było w regionie mazowieckim – 93,7 tys. i województwie śląskim – 82,7 tys. Otwartym pytaniem pozostaje z jednej strony na ile te osoby są chętne i gotowe do podjęcia pracy, a z drugiej – na ile oferowane miejsca pracy są w zasięgu tych osób. Dla części bezrobotnych znaczną barierą w podjęciu pracy są kwestie dojazdu czy brak możliwości zmiany miejsca zamieszkania.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Nowy tydzień na rynkach powinien rozpocząć się ospale w związku ze świętem bankowym w Wielkiej Brytanii w poniedziałek. W Europie pod lupą będą nastroje niemieckich przedsiębiorców (Ifo) i wstępne szacunki inflacji. W USA interesujące będzie, czy optymizm konsumentów dalej utrzymuje się rekordowo wysoko? Ponadto PMI z Chin i PKB z Kanady mogą przyciągnąć uwagę.

Przyszły tydzień: indeks zaufania konsumentów/Chicago PMI/Michigan z USA, Ifo z Niemiec, HICP z Eurolandu, CPI/PKB z Polski, PMI z Chin, CAPEX z Australii, PKB z Kanady

USA

W USA kalendarz oferuje indeks zaufania konsumentów (wt), rewizje PKB za II kw. (śr), raport o dochodach i wydatkach Amerykanów oraz PCE Core (czw) oraz indeksy nastrojów Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan (pt). Wskaźniki sentymentu gospodarstw domowych i biznesu wybijają się na pierwszy plan, gdyż pozwolą ocenić, czy ostatnie decyzje w sprawie ceł importowych odciskają piętno na gospodarce. Rozczarowujące odczyty będą mieć większy wpływ na USD niż w przeciwnym wypadku.

Strefa euro

Ze strefy euro otrzymamy niemiecki Ifo (pon) i wstępny szacunek CPI (pt). Po odczytach PMI w tym tygodniu szanse na solidny wzrost Ifo spadły, choć jakiekolwiek przerwanie serii ośmiu miesięcy spadków z rzędu może wlać nieco optymizmu w perspektywy ożywienia w największej gospodarce Eurolandu. W kwestii inflacji wysokie ceny energii powinny utrzymać ogólny wskaźnik ponad 2 proc., ale na poziomie bazowym utrzymanie 1,1 proc. będzie hamulcem dla fundamentalnego odbicia EUR. Mimo to na rynku pozostaje wciąż sporo krótkich pozycji, które w ostatnim tygodniu zaczęły przynosić straty i presja na ich domykanie może stać się dźwignią do krótkoterminowych wzrostów.

Wielka Brytania

Przyszły tydzień przynosi pusty kalendarz z Wielkiej Brytanii oraz święto bankowe w poniedziałek. Oznacza to, że funt będzie na pastwie prasowych relacji wokół negocjacji Brexitu, a te w ostatnim czasie są niekorzystne. To z jednej strony ułatwia deprecjację GBP wobec USD i EUR, ale też spłyca korekty. Jednak bez zaskakujących rewelacji w stronę braku porozumienia lub miękkiego Brexitu, GBP pozostanie niechcianym aktywem, a jego notowania będą pozbawione kierunku.

Polska

Jest mało prawdopodobne, aby sierpniowy CPI oraz szczegółowy raport o PKB za II kwartał z Polski (pt) stały się pretekstem do zwiększenia zmienności na złotym. EUR/PLN pozostaje bez wyraźnego trendu, przeważnie targany przetasowaniami pozycji, niekiedy nawet nie zważając na aktualnie panujący klimat inwestycyjny (risk-on, risk-off). Mamy szeroki korytarz wahań 4,26-4,32 z przejściowymi wybiciami i późniejszym powrotem. Pocieszające jest to, że złoty dość łagodnie przechodzi przez okresy nerwowości związane z rynkami wschodzącymi (Turcja).

Azja

W Azji inwestorzy będą przyglądać się odczytom PMI z chińskiego przemysłu (pt), gdyż sierpień był pierwszym miesiącem, kiedy wojna celna z USA obowiązywała a w pełni. Obniżenie wskaźnika pod 51 będzie niepokojącym sygnałem podsycającym spekulacje o spowolnieniu gospodarczym i zaciąży na sentymencie rynkowym.

Australia

W Australii mamy kwartalny raport o inwestycjach prywatnych przedsiębiorstw (CAPEX) oraz pozwolenia na budowę domów (oba w czwartek). Odbicie, szczególnie w przemyśle wydobywczym, przekłada się na wydatki w maszyny i inne aktywa trwałe, co stanowi solidny wkład do PKB. Dane z rynku nieruchomości będą za to istotnym testem kondycji sektora w obliczu narastających obaw o nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych. Dobre dane wystarczą raczej na przejściowe wsparcie dla AUD, gdyż szum polityczny i ogólny obraz fundamentów w większym stopniu przemawiają za osłabieniem AUD. Z Nowej Zelandii także otrzymamy dane o pozwoleniach na budowę (czw), które jednak nie zdominują trendu dyktowanego przez nastawienie do USD i ogólny apetyt na ryzyko. Dodatkowe paliwo dla kiwi może pojawić się z różnicowania z aussie, jeśli w Australii rozgorzeje polityczna burza.

Kanada

Z Kanady otrzymamy odczyt PKB za czerwiec i cały drugi kwartał (śr). Dane cząstkowe za kwiecień i maj oraz odczyt sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pozwalają zakładać solidny odczyt. Tło fundamentalne pozostaje dobre, choć na razie z Banku Kanady nie słychać głosów sugerujących kolejną podwyżkę we wrześniu i październik wydaje się bardziej prawdopodobny. Mimo to, jeśli w ten weekend na sympozjum w Jackson Hole prezes Poloz pokusi się o jastrzębie wzmianki, możemy wówczas liczyć na rajd CAD. Poza tym negocjacje NAFTA zdają się iść pomyślnie, ale wciąż jesteśmy bez konkretów, które mogłyby ożywić handel na FX.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Korporacja aptekarska straszy przedsiębiorców. Prawo farmaceutyczne nie zakazuje franczyzy

Konfederacja Lewiatan, Pracodawcy RP, Bussines Centre Club, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Związek Pracodawców Aptecznych PharmaNET protestują przeciwko straszeniu polskich przedsiębiorców przez samorząd aptekarski utratą koncesji na prowadzenie apteki poprzez kreatywną i życzeniową interpretację prawa. Jest to kolejny przykład wpływania korporacji aptekarskiej na kształt rynku aptecznego, który tym razem nosi także znamiona czynu nieuczciwej konkurencji.

Naczelna Izba Aptekarska ponownie zaprezentowała własną, kreatywną wykładnię przepisów prawa. Tym razem została ona zawarta w komunikacie z 20 sierpnia br. w sprawie zawierania umów franczyzowych przez farmaceutów – właścicieli aptek, sugerując, że są one formą „obejścia prawa” i mogą „skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenie apteki”.

Organizacje pracodawców z całą mocą protestują przeciwko tego typu sugestiom, nie wynikającym z przepisów prawa, i podkreślają, chcąc uspokoić tysiące polskich przedsiębiorców – właścicieli aptek, że umowy franczyzy to działanie legalne tak w świetle przepisów prawa cywilnego, jak i regulacji dotyczących rynku aptecznego.

Co więcej, organizacje pracodawców przypominają, że franczyza to jeden z podstawowych sposób rozwijania działalności gospodarczej przez małych polskich przedsiębiorców, którzy w ten sposób zyskują stabilizację i bezpieczeństwo biznesowe, dostęp do nowoczesnych rozwiązań technologicznych i organizacyjnych, wsparcie dużej organizacji, szkolenia, rozpoznawalną markę oraz poprawę wyników finansowych. Z tych powodów franczyza od lat cieszy się dużą popularnością także na bardzo konkurencyjnym rynku aptecznym.

Żaden z przepisów Prawa farmaceutycznego nie zakazuje takiego działania. Twierdzenia samorządu są także w sposób jawny sprzeczne z „Konstytucją dla biznesu”, przyjętą przez rząd premiera Mateusza Morawieckiego na początku br. W tym kontekście należy przypomnieć, że zgodnie z art. 8 ustawy – Prawo przedsiębiorcy „Przedsiębiorca może podejmować wszelkie działania, z wyjątkiem tych, których zakazują przepisy prawa. Przedsiębiorca może być obowiązany do określonego zachowania tylko na podstawie przepisów prawa”. W konsekwencji zawarcie umowy franczyzy nie może skutkować cofnięciem zezwolenia na prowadzenia apteki franczyzobiorcy.

Także, wbrew twierdzeniom samorządu, zawartych w komunikacie NIA z 20 sierpnia br., art. 99 ust. 3 pkt 2 i 3 Prawa farmaceutycznego:

dotyczy wyłącznie sytuacji udzielania nowego zezwolenia na prowadzenie apteki ogólnodostępnej, nie odnosi się w żaden sposób do nabycia apteki w inny sposób czy tym bardziej do rozpoczęcia współpracy na zasadach franczyzy.

Posiadanie nie więcej niż 1% aptek w województwie nie jest warunkiem wykonywania działalności. Zatem prowadzenie większej ilości placówek nie uzasadnia także zastosowania art. 37ap Prawa farmaceutycznego i odbierania przedsiębiorcom zezwoleń aptecznych, co sugeruje w swoim komunikacie NIA.

Samorząd aptekarski już kolejny raz próbuje wprowadzić do opinii publicznej interpretację sugerującą, że działania zgodne z prawem są niedopuszczalne. Warto przypomnieć, że dotychczasowe próby podobnych działań kończyły się porażkami korporacji. Dotyczyło to tak:

sprawy tzw. „1%” (gdzie samorząd twierdził, że nie można posiadać więcej niż 1% aptek w województwie w drodze sukcesji uniwersalnej), jak i sprawy wydawania opinii ws. udzielania lub cofania zezwoleń na prowadzenie apteki (gdzie samorząd przyznawał sobie kompetencję do wydania opinii na podstawie przepisów współdziałania organów w postępowaniu administracyjnym).

W obu sprawach argumentacja NIA została odrzucona przez sądy administracyjne.

Warto także przypomnieć, że samorząd aptekarski został już kilkukrotnie ukarany w zw. z naruszeniem prawa konkurencji. Spośród sześciu takich przypadków można wymienić choćby sprawy:

uchwały uznającej za niedozwolone otwieranie przez aptekarzy własnych aptek w najbliższym sąsiedztwie już istniejących lub przyjmowanie stanowiska kierownika w tak usytuowanej aptece (2000 r.) oraz opiniowanie wniosków o udzielenie koncesji na prowadzenie apteki na podstawie pozaustawowych kryteriów (1994 r.) Mimo wielokrotnego karania i napominania korporacji aptekarskiej za czyny niezgodnie z prawem konkurencji, NIA kolejny raz podejmuje podobne działania, tym razem biorąc na cel systemy franczyzowe.

Ta sytuacja ponownie pokazuje, że samorząd aptekarski nie działa tylko jako samorząd zawodowy, lecz przede wszystkim jako organizacja przedsiębiorców, która próbuje wpływać na reglamentację działań rynkowych konkurentów.

Jest to także kolejny – obok ostatniego bezpardonowego sprzeciwu wobec wprowadzenia możliwości nabywania w aptekach internetowych leków na receptę przez osoby niepełnosprawne – przykład, że w celu realizacji własnych interesów ekonomicznych, samorząd aptekarski zdaje się lekceważyć interesy pacjentów czy małych i średnich przedsiębiorców.

Pracodawcy RP: Pochopne wprowadzenie exit tax zaszkodzi przedsiębiorcom

Exit tax, tak zwany podatek od przeprowadzki czy też podatek od wyjścia, ma zgodnie z zapowiedziami resortu finansów zacząć obowiązywać już od 2019 r. To o rok szybciej niż wymaga tego dyrektywa Unii Europejskiej. Pośpiech w tym przypadku jest niewskazany. Wyjście poza cele dyrektywy i profiskalne ujęcie nowej daniny uderzy bowiem w przedsiębiorców i naruszy fundamentalne zasady swobodnego przepływu kapitału i osób.

Celem dyrektywy 2016/1164 jest zapewnienie, aby podatki były płacone w miejscu, gdzie są generowane zyski i wytwarzana jest wartość. Jednym z elementów, który ma się przyczynić do realizacji tego celu jest właśnie wprowadzenie podatku od wyjścia. Zgodnie z treścią dyrektywy ma on polegać na opodatkowaniu niezrealizowanych zysków kapitałowych w przypadku przeniesienia aktywów, rezydencji podatkowej lub stałego zakładu. W skrócie, chodzi o walkę z agresywną optymalizacją podatkową i uciekaniem z majątkiem za granicę. Unijne przepisy przewidują, że ta nowa danina ma zacząć obowiązywać we wszystkich państwach członkowskich od 2020 r. Nasz resort finansów zapowiedział jednak, że wprowadzi exit tax już w 2019 r.

Skąd ten pośpiech? Znając priorytety, jakimi w ostatnim czasie kieruje się Ministerstwo Finansów, chodzi zapewne o zagwarantowanie dodatkowych wpływów do budżetu państwa. Należy zaznaczyć, że Unia Europejska pozostawiła państwom członkowskim dużą dowolność w implementacji dyrektywy. Ten właśnie aspekt budzi szczególny niepokój o kształt przepisów, jakie zaprezentuje resort finansów. Przedsiębiorcy obawiają się, że polskie przepisy, jak to niejednokrotnie miało miejsce w przeszłości, wykroczą poza zakres i cele dyrektywy oraz ograniczą swobodę przemieszczania się.

Nie ulega wątpliwości, że zwalczanie agresywnego planowania podatkowego jest działaniem słusznym i potrzebnym. Taki sposób optymalizacji pozbawia bowiem budżet państwa należnych mu wpływów, jak również godzi w zasady uczciwej konkurencji. Niemniej jednak należy zwrócić uwagę, iż do końca roku nie zostało dużo czasu. Skoro resort finansów planuje, aby exit tax wszedł w życie już w 2019 roku, to znaczy, że prace nad uchwaleniem ustawy będą prowadzone w pośpiechu. To nie służy dobrej legislacji. Taki sposób procedowania uniemożliwi również przeprowadzenie rzetelnych i szerokich konsultacji społecznych. W związku z tym za zasadne należy uznać wprowadzenie nowej daniny zgodnie z terminem wyznaczonym przez Unię Europejską, tj. w 2020 r. Pozwoli to na wypracowanie dobrych przepisów, które pozwolą uniknąć sytuacji, w których opodatkowane zostaną podmioty nie stosujące agresywnej optymalizacji. Takie racjonalne działanie Ministerstwa Finansów wpłynęłoby także pozytywnie na nadszarpnięte poczucie pewności prawa.

Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Klauzula pewności prawa – jeden z czterech filarów „Konstytucji Biznesu” – kolejne plany, a jakie są fakty?

„Konstytucja Biznesu” to jeden z głównych projektów prawnych obecnego rządu. Jego celem jest ułatwienie prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Jednym z jej kluczowych filarów jest klauzula pewności prawa, która gwarantuje właściwą ochronę przedsiębiorcom stosującym w swojej działalności utrwaloną dotąd praktykę. Jednak czy rzeczywiście klauzula działa?

W poszukiwaniu przyjaznych rozwiązań

Założeniem poszczególnych zmian w prawie, jak też całej „Konstytucji Biznesu” jest stworzenie w Polsce warunków prawnych sprzyjających rozwojowi działalności gospodarczej. Wśród rozwiązań znalazły się m.in. działalność nierejestrowana, rozstrzyganie wątpliwości podatkowych na korzyść przedsiębiorcy czy wprowadzenie zasady mniej uciążliwych kontroli organów podatkowych. Wprowadzenie klauzuli pewności prawa jest odpowiedzią na oczekiwania przedsiębiorców wobec przewidywalności działań administracji w kraju. Zmiana ma być gwarancją tego, że zbieżne sprawy będą załatwiane w taki sam sposób, a podstawą ich rozwiązania będzie utrwalona praktyka. Takie działanie ma gwarantować przedsiębiorcom jasne zasady załatwiania części spraw urzędniczych w oparciu o dotychczasowe decyzje, jakie zapadły w podobnych przypadkach.

Skuteczna ochrona podatnika

Kluczowym zagadnieniem w klauzuli pewności prawa jest ochrona podatników przed negatywnymi skutkami zmian w wykładniach przepisów w sytuacji, kiedy ci działali w oparciu o wydane dotąd interpretacje i utrwaloną praktykę. W pełni wyjaśnia to art. 14 Prawa przedsiębiorców: „Organ bez uzasadnionej przyczyny nie odstępuje od utrwalonej praktyki przestrzegania w takim samym stanie faktycznym i prawnym”. Uzupełnieniem jest art. 35 ust.1, który wskazuje, że: „…przedsiębiorca nie może być obciążony sankcjami administracyjnymi, finansowymi lub karami w zakresie, w jakim zastosował się do uzyskanej interpretacji indywidualnej” oraz art. 35 ust. 3, który określa, że powyższy przepis: „…stosuje się odpowiednio w przypadku zastosowania się przedsiębiorcy do objaśnień prawnych lub ustalonej praktyki interpretacyjnej właściwego organu lub właściwej państwowej jednostki organizacyjnej”. W związku z powyższym wykorzystanie utrwalonej praktyki nie powinno pozostawiać najmniejszych wątpliwości co do tego, że przedsiębiorca działa zgodnie z prawem. Rzeczywistość pokazuje jednak, że klauzula pewności prawa nie zawsze jest właściwie respektowana.

Klauzula interpretowana indywidualnie?

Dowodów na łamanie klauzuli, która miała gwarantować pewną ochronę polskim przedsiębiorcom, nie trzeba wcale zbyt długo szukać. Doskonałym przykładem jest branża sprzedawców żywności fast food i kwestia opodatkowania ich działalności. Dotychczasowe interpretacje indywidualne, jak również utrwalona praktyka wskazywały, że tego rodzaju działalność powinna być opodatkowana 5% stawką VAT, obowiązującą dla „dostawy gotowych posiłków i dań”. Niemniej wydana przez Ministerstwo Finansów interpretacja ogólna wskazuje, że stawka opodatkowania tego rodzaju działalności, która obowiązuje dla „usług związanych z wyżywieniem”, wynosi 8%. W związku z wydaną interpretacją ogólną organy podatkowe egzekwują od przedsiębiorców zwrot zaległości powstałych w wyniku podniesienia stawki VAT z 5 do 8%. Tym samym tego rodzaju działanie organów podatkowych stoi w zupełnej sprzeczności z klauzulą pewności prawa, która miała być gwarancją ochrony przed urzędniczym bezprawiem. Innym przykładem jest kwestia rozliczania 50% kosztów uzyskania przychodów przez twórców w branży IT. Do niedawna przedsiębiorcy w tej branży – wielokrotnie w oparciu o wydane indywidualne interpretacje podatkowe – prowadzili rejestr utworów z przekazaniem praw autorskich, które uprawniały do zastosowania 50% stawki kosztów uzyskania przychodu. Jednak całkiem niedawno organy podatkowe doszły do wniosku, że w związku z wprowadzonymi od początku roku zmianami dotyczącymi zasad rozliczania praw autorskich, posiadana przez przedsiębiorców dokumentacja (rejestry utworów i interpretacje indywidualne) nie jest wystarczającą podstawą do stosowania stawki 50%. Zmieniając interpretację przepisów, stwierdzono powstanie zaległości podatkowych. Wydane dotychczas interpretacje indywidualne i utrwalona praktyka nie mają w tym przypadku żadnego znaczenia.

Pewność prawa iluzoryczna

Chociaż rząd szczyci się stworzeniem „Konstytucji Biznesu” i wprowadzeniem szeregu zmian ułatwiających prowadzenie działalności gospodarczej w Polsce, to już samo przestrzeganie kluczowego jej filaru, jaką jest klauzula pewności prawa, pozostawia wiele do życzenia. Szczególną uwagę na tę kwestię zwraca chociażby Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, który jednocześnie apeluje do ministerstw o rzeczywistą egzekucję od organów administracji publicznej stosowania zmienionych przepisów. Dużą wątpliwość budzi również hierarchia indywidualnych interpretacji podatkowych i stosowanie się do utrwalonej praktyki. Jeśli rzeczywiście mają one zapewnić przedsiębiorcom właściwą ochronę, to ich znaczenie musi zostać wzmocnione nie tylko poprzez odpowiednie działania legislacyjne, ale również poprzez praktykę respektujących je organów. Samo wprowadzenie klauzuli pewności prawa okazuje się niewystarczające. Bez odpowiedniego nadzoru przez ministerstwa poziomu jej respektowania, czołowy filar „Konstytucji Biznesu” stanie się jedynie propagandowym hasłem, a już z pewnością w żaden sposób nie polepszy sytuacji prawnej polskich przedsiębiorców.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Złoty odrabia wczorajsze straty. Rynek czeka na Powella

Wczoraj polski złoty zakończył dzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Polskiej walucie nie sprzyjała przede wszystkim siła dolara amerykańskiego i to właśnie w parze z USD, złoty osłabił się najmocniej – niemal o 1%.

Krajowe informacje nie miały większego wpływu na polską walutę, jednak warto wspomnieć o publikacji „minutek” z ostatniego spotkania Rady Polityki Pieniężnej, których wydźwięk był zbliżony do poprzednich publikacji. Z „minutek” wynika, że w większości członkowie RPP wyrażają opinię, iż utrzymywanie stabilnych stóp procentowych powinno wspierać realizację celu inflacyjnego. Co istotne, część członków zwraca jednak uwagę, że jeśli presja inflacyjna będzie narastać, zasadne może być rozważenie podwyżek stóp procentowych w kolejnych kwartałach. Wydźwięk wczorajszej publikacji jest gołębi, jednak w kontekście zmian w polityce monetarnej pozostałych krajów CEE oraz EBC, warto będzie obserwować, jak w kolejnych miesiącach zachowywać będzie się grono „jastrzębi” z banku centralnego.

Dziś złoty zaczyna odżywać, co znów związane jest z czynnikami zewnętrznymi. Walutę wspiera silniejsze euro i słabszy dolar amerykański. Mimo braku ostrych ruchów, niewykluczone, że amerykańska waluta pozostaje pod presją ostatnich zmian amerykańskiego krajobrazu politycznego po oskarżeniu o oszustwa dwóch byłych bliskich współpracowników Donalda Trump. Sytuacja w amerykańskiej polityce jest coraz bardziej złożona i będzie budzić coraz większą uwagę inwestorów w kontekście nadchodzących wyborów do Kongresu oraz coraz częściej pojawiających się spekulacji dotyczących potencjalnego impeachmentu prezydenta USA (do czego jednak jeszcze długa droga).

Kluczowym wydarzeniem dzisiejszego dnia będzie przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej. Prawdopodobnie nie przyniesie ono przełomowych informacji, jednak inwestorzy będą uważnie je obserwować, słuchając wszelkich sugestii odnoszących się do kwestii globalnego konfliktu handlowego, perspektyw amerykańskiej gospodarki i zacieśniania polityki pieniężnej w USA, a także wpływu zmian w polityce FED na rynki wschodzące. Interesujące będzie również to, czy – a jeśli tak, to w jaki sposób – Powell odniesie się do ostatniej krytyki ze strony Donalda Trumpa, który stwierdził, iż nie jest zadowolony z działań Rezerwy Federalnej, która kontynuuje cykl podwyżek stóp procentowych.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek wzrósł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,27-4,29. Wczorajszy indeks PMI dla europejskiego przemysłu w sierpniu nieco rozczarował, jednak sam odczyt nie wpłynął zbyt mocno na cenę wspólnej waluty. Samo euro również nie charakteryzowało się istotną słabością – waluta osłabiła się w parze z dolarem ze względu na siłę tego ostatniego.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o publikacji „minutek” z ostatniego spotkania Europejskiego Banku Centralnego. Podsumowanie ostatniego spotkania zawierało informacje o tym, że europejskie gospodarki rozwijają się zgodnie z oczekiwaniami, tym samym obecnie nie jest potrzebne dostosowanie polityki monetarnej. Członkowie EBC stwierdzili również, iż w ostatnim czasie „niepewność związana z perspektywami inflacji była coraz niższa”. Tym, co w “minutkach” skupia największą uwagę jest jednak podkreślenie, iż głównym ryzykiem dla wzrostu gospodarczego w strefie euro pozostają obawy związane z protekcjonizmem i konfliktami handlowymi. Obecnie widać, iż wpływ obaw na sentyment jest wyraźnie widoczny i jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, niewykluczone, że próba poprawy pozycji USA w globalnym handlu, której dokonuje amerykańska administracja, skończy się obniżeniem globalnego wzrostu gospodarczego.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek wzrósł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,75-4,78. Brytyjska waluta nieznacznie umocniła się w relacji do złotego, jednak wczoraj była jedną z gorzej sobie radzących walut G10.

Na funcie brytyjskim cały czas ciążą obawy względem opuszczenia UE bez porozumienia (no-deal Brexit). Bezpośrednią przyczyną wczorajszego ruchu była publikacja przez brytyjskich rząd serii dokumentów skierowanych do brytyjskich firm, zawierających informacje o tym, jak radzić sobie, jeśli opuszczenie UE nastąpi bez porozumienia. Prawdopodobnie ruch należy odczytywać jako próbę zasygnalizowania stronie europejskiej, że Wielka Brytania nie obawia się “nieuporządkowanego” Brexitu, tym samym będzie gotowa nie zgodzić się na warunki drugiej strony, jeśli nie będą wystarczająco korzystne.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek wzrósł o 0,9%, wahając się w widełkach 3,68-3,72. Wczorajsze dane PMI dla amerykańskiego przemysłu i usług w sierpniu były nieco gorsze od oczekiwań i odczytów z lipca, sugerując nieco niższą ekspansję sektorów, jednak miały ograniczony wpływ na handel.

Rozmowy USA i Chin dotyczące handlu, wbrew nadziejom części obserwatorów niestety zakończyły się fiaskiem – obecnie wygląda na to, że niepokój w kwestiach handlowych może utrzymywać się dłużej, co powinno sprzyjać amerykańskiej walucie.

Oprócz dzisiejszego przemówienia prezesa Rezerwy Federalnej, w drugiej części dnia warto zwrócić uwagę na dane z amerykańskiej gospodarki, przede wszystkim te dotyczące zamówień środków trwałych w lipcu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o zamówieniach środków trwałych w USA w lipcu
  • 16:00 – prezes FED, Jerome Powell przemawia podczas konferencji w Jackson Hole

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Prezes BioMaxima S.A. zapowiada lepsze wyniki finansowe – ruszyła produkcja w nowym zakładzie w Lublinie

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, uzyskała prawomocne pozwolenie na użytkowanie nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego (CBR) w Lublinie. Spółka rozpoczęła w nowym Zakładzie produkcję podłóż mikrobiologicznych, które dotychczas były wytwarzane w jej zakładach w Warszawie oraz w Gdańsku.

 

Do nowego Zakładu w Lublinie przeniesiono istniejące linie produkcyjne oraz uzupełniono je o nowe urządzenia, które poprzez automatyzację kolejnych procesów pozwolą znacznie zwiększyć wydajność w porównaniu do dwóch likwidowanych lokalizacji w Warszawie oraz Gdańsku, a także umożliwią rozszerzenie asortymentu o nowe pozycje. Nowe wyroby, takie jak płytki dip-slide czy suplementy podłoży mikrobiologicznych, zaspokoją popyt u obecnych klientów Spółki na dystrybuowane już towary. Dzięki wyższej marży uzyskiwanej ze sprzedaży wyrobów, uruchomienie produkcji w nowym Zakładzie przełoży się na wyższą rentowność oraz na umocnienie pozycji rynkowej BioMaxima S.A. w jej głównych kategoriach handlowych.

„Umowy na budowę nowych obiektów w Lublinie zawarliśmy 8 września 2017 roku. Tak więc, mimo niespełna trzymiesięcznego opóźnienia, nowy Zakład Produkcyjny oraz CBR zrealizowaliśmy w rekordowym tempie jedenastu miesięcy. W tym samym czasie  dokonaliśmy zakupu nowych maszyn i urządzeń, wdrożyliśmy nowy system identyfikacji wizualnej i rozpoczęliśmy wdrażanie systemu informatycznego. Po zakończeniu migracji wszystkich procesów produkcyjnych do nowego zakładu możemy oczekiwać efektów tej intensywnej pracy w postaci polepszenia wskaźników finansowych już w perspektywie ostatniego kwartału tego roku.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Nowe Centrum Badawczo-Rozwojowe w Lublinie będzie skoncentrowane przede wszystkim na następujących projektach: rozbudowie rodziny analizatorów biochemicznych serii BM, w pierwszej kolejności o automatyczny analizator biochemiczny o wydajności 300 testów na godzinę, dysponujący stacją do mycia kuwet. W dalszej kolejności będą rozwijane i doskonalone istniejące rozwiązania m.in. związane z internetowym modułem serwisowym; kontynuacji prac nad rozwojem i wdrożeniem do masowej produkcji pełnej palety testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego antybiotyku (MIC) według nowatorskiej metody opracowanej na UMCS na zlecenie BioMaxima; zwiększeniu asortymentu i skalowaniu produkcji szybkich testów diagnostycznych (POCT); opracowaniu nowych podłoży, w tym płynów do hodowli komórkowych i suplementów podłóż mikrobiologicznych.

W sierpniu br. BioMaxima S.A. podpisała umowę o wyłącznej dystrybucji w Polsce rewolucyjnej platformy Accelerate Pheno™ przeznaczonej do szybkiej identyfikacji patogenów i oznaczenia ich wrażliwości na antybiotyki w leczeniu sepsy, która pozwala lekarzom optymalizować terapię antybiotykową średnio o 24 do 40 godzin szybciej niż dotychczas dostępne najszybsze metody diagnostyczne.

BioMaxima S.A. specjalizuje się w technologiach badania lekowrażliwości metodą dyfuzyjną, mającą dzisiaj największy udział w tym rynku na świecie. Emitent jest jedynym w Polsce oraz jednym z kilku wytwórców w Europie krążków antybiotykowych.

Globalny rynek badania lekowrażliwości (krążkowe systemy dyfuzyjne, testy MIC, podłoża oraz systemy zautomatyzowanie) w 2017 roku był szacowany na 2,71 miliarda USD i oczekuje się, że będzie rósł w średnim tempie 5,1% rocznie osiągając w 2022 roku wartość 3,47 miliarda USD (BusinessWire, maj 2018).

Po dwóch kwartałach 2018 r. skonsolidowany zysk netto BioMaxima S.A. sięgnął 765 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 16.097 tys. zł. W analogicznym okresie 2017 r. zysk netto Spółki wyniósł 395 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 16.219 tys. zł.

Kobieta na czele dużego przedsiębiorstwa – WIŚNIOWSKI pod rządami Krystyny Baran

Krystyna Baran, prezes zarządu firmy WIŚNIOWSKI
Krystyna Baran, prezes zarządu firmy WIŚNIOWSKI

Krystyna Baran z wykształcenia jest ekonomistką z zakresu finansów i rachunkowości. Ukończyła Wyższą Szkołę Biznesu-NLU. W firmie WIŚNIOWSKI odpowiada za obszar rozwoju i doskonalenia organizacji, komercjalizacji oferty handlowej, funkcjonowanie i rozwój kanałów dystrybucji oraz logistykę. W ramach zarządu osobiście nadzoruje działy: handlowy, marketingu, serwisu, transportu, księgowości oraz personalny. Z sukcesem łączy zarządzanie przedsiębiorstwem z angażowaniem się w wiele inicjatyw związanych z rozwojem regionu. Jej plan to nieustanny rozwój firmy i dalsza ekspansja na Europę, i nie tylko.

Potentat w branży

WIŚNIOWSKI to producent bram garażowych i przemysłowych, ogrodzeń stalowych, stolarki stalowej i aluminiowej. – O tym, że WIŚNIOWSKI jest obecnie liderem na rynku i nic nie wskazuje na to, by miało się coś zmienić, świadczy fakt, że nadal inwestujemy. Inwestycje w rozwój, nawet kilkanaście lat temu, gdy było to ryzykowne, okazały się strzałem w dziesiątkę. Ryzykować można, ale należy zawsze robić to rozsądnie i korygować plany i działania jeśli sytuacja tego wymaga. Moim zadaniem jest chłodna kalkulacja, cyfry muszą się zgadzać, a jako ekonomistka, mam za zadanie zabezpieczyć firmę pod każdym względem. Obecnie firma zatrudnia 1800 osób i zapewne ta liczba wzrośnie. Budujemy kolejne hale, uzbrajając je w nowoczesne linie technologiczne z robotami włącznie. Inwestycjom tym niestety muszą towarzyszyć konieczne przebudowy dróg, linii energetycznych i infrastruktury towarzyszącej co stanowi znaczący koszt dla spółki, jednak inwestycje na szeroką skalę są w trakcie – mówi Krystyna Baran, prezes zarządu firmy WIŚNIOWSKI.

Plany na przyszłość – większe przychody i większy udział w rynku europejskim

Jakie plany na rozwój firmy ma Krystyna Baran? – Nie zatrzymujemy się, gdyż od kilku lat celem spółki  jest zwiększenie sprzedaży poza granicami Polski. Aby to osiągnąć, musimy komunikować i prezentować np. na najważniejszych targach (m.in. Mediolan, Monachium) że produkty WIŚNIOWSKI z Polski są wysokiej jakości, a oferowany asortyment spełni oczekiwania klienta indywidualnego oraz realizującego nawet duże inwestycje. Pragnę, aby WIŚNIOWSKI był marką znaną i poszukiwaną w Polsce i poza jej granicami.

Najbliższe zmiany

Chcąc realizować ambitne cele, Wiśniowski inwestuje w rozwój. – Dzięki rozbudowie w roku 2019  przedsiębiorstwo zajmie 27 ha powierzchni, zwiększając moce produkcyjne, poszerzając asortyment produktowy i podwyższając wpływy do budżetu państwa z wielu tytułów – podsumowuje prezes Krystyna Baran.

Polska jednym z najważniejszych krajów dla sprzedawców AliExpress

Już 23% polskich internautów kupuje online za granicą, a najczęściej wybieraną przez nich platformą jest AliExpress. Co wpływa na decyzję o dokonaniu e-zakupu? Przede wszystkim bezpieczeństwo transakcji. Współpraca PayU i AliExpress gwarantuje bezpieczne zakupy i możliwość transakcji w lokalnej walucie, dlatego popularność chińskiej platformy stale rośnie.

Według raportu „E-Commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska”[1] Polacy coraz chętniej dokonują zakupów w zagranicznych sklepach internetowych – w 2016 roku było to jedynie 10% internautów, a obecnie tych kupujących zagranicą jest już 23%. Wraz ze wzrostem zaufania do zakupów zagranicznych wyłaniają się najwięksi gracze, na czele których stoi AliExpress, chińska platforma sprzedaży detalicznej, doceniana za szeroki asortyment i dobrą jakość produktów. Co ważne, już co trzeci Polak kupujący online zagranicą rozpoznaje właśnie AliExpress.

Polska jest centrum handlu elektronicznego i logistyki w Europie Środkowo-Wschodniej i ważnym rynkiem dla sprzedawców działających na platformie AliExpress. Widzimy dużą szansę na dalszy rozwój e-commerce w tym kraju i chcemy dzielić się naszą globalną wiedzą, aby umożliwić lokalnym partnerom udział w tym rozwoju. 27 sierpnia rusza Tydzień Znanych Marek, jest to dla nas kamień milowy, podczas którego rozpoczynamy pracę nad kolejnym wydarzeniem – Globalnym Festiwalem Zakupów, znanym jako Dzień Singla, który odbędzie się 11 listopada – mówi Gary Topp, Senior Operation Manager w AliExpress.

Jak wynika z raportu „Pulse of the Online Shopper”[2]z 2017 roku, kluczowym czynnikiem mającym wpływ na decyzje zakupowe zagranicą jest bezpieczeństwo płatności. Dodatkowo, jak podaje Izba Gospodarki Elektronicznej w raporcie dotyczącym rynku e-handlu w Polsce, polscy e-konsumenci, płacąc za towary zamówione w kraju i za granicą, najchętniej wybierają tzw. pay-by-linki, czyli szybkie e-przelewy. Aż 65% z nich wskazuje ponadto PayU jako serwis, z którego korzystają najczęściej.

AliExpress jest dla nas bardzo ważnym partnerem, a naszym głównym celem jest dostarczenie polskim klientom najwygodniejszych i najbezpieczniejszych form płatności. Kupując na AliExpress z PayU można nie tylko zapłacić w polskich złotych, ale także skorzystać z licznych akcji promocyjnych, które wspieramy – mówi Joanna Pieńkowska-Olczak, Poland Country Manager w PayU.

[1] Raport Gemius, „E-commerce w Polsce 2018”

[2] Raport UPS, “Pulse of the Online Shopper 2017”

Jastrzębie sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u osłabia złotego

Aukcja zamiany pokazała niski popyt na długoterminowe obligacje skarbowe. Jastrzębie sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u osłabia złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej najciekawszym wydarzeniem w czwartek była aukcja zamiany. Ministerstwo Finansów sprzedało obligacje za 4,76 mld PLN (PKO: 5 mld PLN). Prawie połowę emisji stanowiły papiery ze środka i dłuższego końca krzywej. Struktura sprzedaży była zgodna z prognozą. Zauważyć można było jedynie wyższy popyt na papiery 5-letnie (+0,8 mld PLN), a niższy na 10-letnie (-1,2 mld PLN). Niższy popyt na długoterminowe obligacje przełożył się też na nieco niższe wyceny. Rentowności OK0720 wyniosły 1,578%-1,594% (PKO: 1,60%), PS0123 2,333%-2,335% (PKO: 2,35%), natomiast WS0428 3,154%-3,156% (PKO: 3,13%). Ceny WZ0524 ustalono na 99,28-99,29 PLN (PKO: 99,30 PLN), a WZ0528 na 96,85-96,86 PLN (PKO: 97,00 PLN). Aukcja miała neutralny wpływ na rynek. Mniejsza od oczekiwań sprzedaż papierów o dłuższych terminach wykupu sugeruje mniej negatywne przełożenie wyższej podaży na dłuższy koniec krzywej.

Podczas piątkowej sesji przy braku istotniejszych krajowych danych makroekonomicznych, rynek długu pozostawać będzie pod wpływem czynników globalnych. Najciekawszym wydarzeniem będzie sympozjum w Jackson Hole, gdzie występować będą przedstawiciele banków centralnych. Biorąc pod uwagę dane makroekonomiczne, czy chociażby środowe minutes Fed, spodziewać się można potwierdzenia globalnej tendencji w kierunku normalizacji polityki pieniężnej. Takie sygnały wraz z wzrostem popytu na aktywa ryzykowne będą sprzyjać wzrostowi rentowności na świecie, w tym także w Polsce.

Czwartek na rynku walutowym minął pod znakiem stabilnych notowań kursu EUR/USD blisko poziomu 1,16 oraz wzrostu kursu EUR/PLN z okolic 4,2750 w okolice 4,29.

Głównymi czynnikami wokół których ogniskowało się zainteresowanie rynków w oczekiwaniu na piątkowe sympozjum w Jackson Hole, były sprawozdania z ostatnich posiedzeń banków centralnych: Fed-u i EBC. Z opublikowanych w środę wieczorem  minutes FOMC wynikało, że panuje szeroki konsensus co do konieczności podniesienia stóp procentowych w USA aż do osiągnięcia neutralnego poziomu i zakończenia w ten sposób etapu akomodacyjnej polityki pieniężnej. Jest to możliwe jednak dopiero w okolicach połowy 2019 roku i do tego czasu najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na kolejne kwartały jest kontynuacja stopniowych podwyżek stóp. Po osiągnięciu tego poziomu większość głosujących członków Fed-u opowiada się za kontynuacją podnoszenia stóp również poza 2019 rok po być może jedynie tymczasowej przerwie. Jastrzębie sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u ustabilizowało wartość kurs EUR/USD nieco poniżej 1,16 oraz osłabiło kurs złotego wobec euro o przeszło 1 grosz. Z kolei sprawozdanie z ostatniego posiedzenia EBC nie przyniosło większych zmian w komunikacji, podtrzymując dotychczasową gołębią politykę pieniężną oraz podkreślając ryzyka potencjalnego pogorszenia nastrojów inwestycyjnych z tytułu możliwej eskalacji sporów handlowych.

Wykres dnia: Wartość emisji obligacji skarbowych na ostatnich aukcjach zamiany (mld PLN).

Wartość emisji obligacji skarbowych na ostatnich aukcjach zamiany
Źródło: Ministerstwo Finansów

Autorzy / Źródło: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / PKO Bank Polski

W Jackson Hole bankierzy radzą nad rynkami

Sympozjum bankierów centralnych w górskim kurorcie Jackson Hole stało się wydarzeniem tygodnia, nawet jeśli oczekiwania na przełomowe informacje ustawione są nisko. Zmienności na rynku nie ma wiele poza AUD, który zalicza mini-rajd w reakcji na wybór nowego premiera.

W samym sercu Gór Skalistych, w kurorcie Jackson Hole, regionalny oddział Fed z Kansas co roku w drugiej połowie sierpnia organizuje prestiżowe sympozjum dla bankierów centralnych. W przeszłości (za czasów Bena Bernanke) stawało się ono sceną, na której władze monetarne składały deklaracje będące interpretowane jako bezpośrednia zapowiedź przyszłych kroków w polityce monetarnej. Dziś jednak nie ma potrzeby by wykorzystywać konferencję w Jackson Hole do wykładania rynkom zamierzeń, gdyż na przestrzeni ostatniej dekady zbudowano do tego wystarczające instrumentarium. Zresztą Jerome Powell ma w tym swój udział, ponieważ od stycznia 2019 każde posiedzenie FOMC będzie wieńczone konferencją prasową. Szef Fed otwiera konferencję o 16:00 polskiego czasu, a strategia jego instytucji jest tak klarowna (stopniowe podnoszenie stóp procentowych – raz na kwartał), że trudno o nagły zwrot. Oznacza to, że tematami wiodącymi będą takie kwestie jak brak przełożenia kondycji rynku pracy na procesy inflacyjne, niska inflacja w ujęciu globalnym, czyli generalnie nowe środowisko, w którym prowadzona jest polityka monetarne. Należy zadać sobie pytanie: cóż nowego bankierzy centralni mogliby powiedzieć o wpływie protekcjonistycznej polityki celnej i wojen handlowych na koniunkturę? Sympozjum towarzyszy cała seria wywiadów z decydentami i można spodziewać się licznych pytań w tym zakresie. Nie należy jednak spodziewać się zakomunikowania doniosłej zmiany w kształcie polityki.

W tym kontekście należy poddać ocenie, czy słabość USD z początku tygodnia w jakiś sposób wiązała się z ryzykiem nieprzychylnych komentarzy Powella w JH. Jeśli tak, to w naszej ocenie było to niesłuszne podejście, które częściowo powinno być odwracane, kiedy Powell powie ostatnie słowo. Z drugiej strony wczorajszy marazm na EUR/USD sugeruje, że chęć do partycypacji inwestorów w handel w tym tygodniu jest gorzej niż niska. Równie dobrze możemy utknąć w dryfie aż do końca sesji.

AUD zanotował umiarkowany rajd pod 0,7290 w rezultacie ogłoszenia zmiany na stanowisku premiera Australii. Od kilku dni niepewność polityczna budowała się wokół Aussie wraz z doniesieniami, że parlamentarzyści z rządzącej Partii Liberalnej szykują pucz wobec premiera Turnbulla. Turnbull ostatecznie przegrał wewnętrzne głosowanie o wotum zaufania, a na jego miejsce wybrany został dotychczasowy minister skarbu Scott Morrison. Ryzyko „bezkrólewia” i przyspieszonych wyborów zostało (przynajmniej na razie) oddalone, a Partia Liberalna ma czas do 10 września na przegrupowanie i ustalenie nowej strategii zanim parlament powróci do obrad. Ale szybka zmiana premiera nie jest lekiem na całe zło. Rząd utrzymuje większość w parlamencie zaledwie jednym głosem, a Turnbull już ogłosił, że wkrótce zrzeknie się mandatu. Zbyt szybkie wybory podnoszą ryzyko zwycięstwa Partii Pracy, która jest otwarta na zwiększanie wydatków fiskalnych, co mogłoby nawet pozbawić Australię ratingu AAA. Dodając to do już obecnych obaw o rynek nieruchomości, spowolnienie Chin, wojny handlowe i pasywny RBA AUD ma więcej argumentów, by pozostać nisko.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Coraz więcej Polaków korzysta z bankowości mobilnej. Citi Handlowy tylko w I półroczu zanotował wzrost jej użytkowników o ponad 30 proc.

Coraz więcej Polaków korzysta z bankowości mobilnej. Citi Handlowy tylko w I półroczu zanotował wzrost jej użytkowników o ponad 30 proc. 8

Rośnie liczba cyfrowych użytkowników bankowości. Na popularności zyskuje zwłaszcza kanał mobilny. Łącznie korzysta z niego już 10 mln osób, z czego 6,6 mln za pomocą aplikacji. Jednym z liderów w tym zakresie jest Citi Handlowy, gdzie liczba użytkowników wzrosła o 34 proc. Bank zapowiada, że to dopiero początek. – Konsekwentnie inwestujemy w nasz model kontaktu, docelowo chcemy, by klienci mogli finansować swoje potrzeby całkowicie poprzez systemy online – zapowiada Sławomir Sikora, prezes zarządu banku Citi Handlowy.

 Bankowość mobilna Citi cieszy się coraz większą popularnością wśród klientów, którzy coraz chętniej bankują z nami przez telefon – obecnie już co trzeci klient korzysta z tej formy kontaktu. Patrząc na to, jak zachowują się nasi klienci, to dobry kierunek – kwota pożyczek udzielonych online wzrosła rok do roku o 130 proc., a ponad jedna trzecia nowych kart kredytowych pochodzi z kanału digital. Cały sektor bankowy w Polsce pozytywnie odróżnia się pod tym względem od gospodarki Zachodniej Europy i USA – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Sikora, prezes zarządu banku Citi Handlowy.

Z raportu PRNews wynika, że na koniec I półrocza z bankowości mobilnej korzystało 10 mln osób, z czego 6,6 mln używało w tym celu aplikacji. Użytkownicy programów natywnych w II kwartale 2018 roku wykonali łącznie 65 mln transakcji finansowych. Dynamicznie rośnie liczba osób, które obsługują swoje finanse wyłącznie za pomocą smartfona i nie używają w tym celu bankowości internetowej – obecnie jest ich już ok. 3 mln.

W pierwszej połowie roku 73,5 proc. aktywnych transakcyjnie klientów banku stanowili użytkownicy cyfrowi, czyli tacy, którzy przynajmniej raz w miesiącu skorzystali z bankowości internetowej Citibank Online lub bankowości mobilnej Citi Mobile na różnych urządzeniach.

Citi Handlowy ze swoją strategią bankowego ekosystemu smart wyznaczył w tym zakresie trendy, jako pierwszy w 2013 rozpoczynając szeroko zakrojoną akcję rezygnacji z tradycyjnej sieci placówek na rzecz kanałów internetowych i placówek mobilnych. Zmieniliśmy nasz sposób dystrybucji, zrezygnowaliśmy z fizycznych oddziałów, pokazaliśmy nowe rozwiązania w obsłudze klienta w internecie. Dążymy do tego, by klienci mogli finansować swoje potrzeby całkowicie poprzez systemy online, czyli jeżeli klient ma potrzebę zakupu, a nie ma na to środków, to żeby mógł w banku Citi Handlowym uzyskać finansowanie przez jedno lub dwa kliknięcia w internecie, bez przechodzenia bardzo skomplikowanej procedury czy odwiedzania oddziału – tłumaczy Sławomir Sikora.

W I półroczu Citi Handlowy wdrożył m.in. obsługi funkcjonalności Google Pay, które pozwalają klientom na szybkie i proste dokonywanie płatności zbliżeniowych za pośrednictwem smartfonu, bez użycia fizycznej karty. Wykorzystywane są też natywne funkcje urządzeń mobilnych w procesie weryfikacji tożsamości w postępowaniu kredytowym. Bank zapowiada dalsze udoskonalanie platformy bankowości internetowej i mobilnej poprzez dodanie nowych funkcjonalności oraz produktów.

Obszar online był istotny także po stronie korporacyjnej – tutaj sprawdzała się propozycja dla branży e-commerce, której jednym z filarów są rozwiązania FX. Z Instant FX Citi, które wykorzystuje w swoim narzędziu PayU, korzysta średnio 1400 e-sklepów w ciągu miesiąca. Usługa dostępna w Polsce, Czechach i Rumunii pozwala kupującym wybrać zapłatę w jednej z 9 dostępnych walut.

– Nakłady na IT, poza oczywiście utrzymaniem, pójdą na rozwiązania aplikacyjne, czyli rozwiązania, które służą kontaktowi klienta z bankiem – zapowiada prezes Citi Handlowego.

Citi Handlowy chce też utrzymać dobre wyniki z I półrocza 2018 roku. Zysk netto grupy Banku Handlowego w II kwartale 2018 roku wzrósł do 182,4 mln zł ze 158 mln zł rok wcześniej. W I połowie 2018 roku zysk wyniósł 328,2 mln zł, czyli wzrósł o 64 proc. rdr.

Kondycji banków sprzyja dobra sytuacja w gospodarce – zarówno aktywność przedsiębiorców, większe inwestycje, jak i ożywienie zakupów detalicznych Polaków.

 Wystarczy powiedzieć, że w I półroczu polska gospodarka skorzystała z ponad 1 mld zł nowych kredytów, których udzieliliśmy – tłumaczy Sławomir Sikora.

Bank ocenia, że najbliższe miesiące mogą być nieco słabsze dla gospodarki, ale w całym roku wzrost powinien przekroczyć 5 proc. Głównym motorem wzrostu w II kwartale pozostawała konsumpcja prywatna (wzrost o 4,6–4,8 proc.). W III i IV kwartale tempo wzrostu może nieco spaść, odpowiednio do 4,4 i 4,2 proc. Wzrosną za to nakłady na inwestycje infrastrukturalne. Wyższa aktywność inwestorów i samorządów może z nawiązką zrekompensować spadek konsumpcji.

– Ryzyka, które widzimy dla rynków wschodzących, na pewno spowodują pewne osłabienie koniunktury. Pytanie tylko, w jakim stopniu. Uważamy, że to będzie osłabienie mniejsze niż 1 pkt proc. – wskazuje prezes Citi Handlowego. – Blisko 4 proc. wzrostu gospodarczego, których spodziewamy się w przyszłym roku, to nadal będą sprzyjające dla nas warunki funkcjonowania. Długoterminowo ważna jest sytuacja finansowa i przedsiębiorstw, i osób fizycznych. Obszarem, gdzie może pojawić się potencjalne ryzyko, jest gorsza spłacalność kredytów, ale na razie nie widzimy tego symptomów.

Polacy płacą ok. 300 złotych za kWh. Do 2020 r. cena ta może wzrosnąć o kilkadziesiąt procent

Polska energetyka zmienia się, ale na razie bardzo powoli. Cały czas bazuje na węglu, który jest najbardziej emisyjnym źródłem energii. Jednocześnie Polska jest podpisana pod polityką klimatyczną Unii Europejskiej, która penalizuje emisję CO2. Jeżeli surowiec emituje najwięcej dwutlenku węgla, to nasz kraj jest też za to najbardziej karany. Cena energii jest więc tym wyższa, im więcej mamy węgla w miksie. Już do końca tego roku Polska musi przedstawić Komisji Europejskiej swój plan zmniejszania emisji CO2. Tymczasem dalej nie ma strategii energetycznej. Należy rozstrzygnąć, czy uzupełnimy mix energetyczny za pomocą energii atomowej, czy może farm wiatrowych – które można zbudować szybciej i taniej. Atom z kolei jest stabilny, bo nie potrzebuje magazynów energii do zabezpieczania dostaw w sytuacji kryzysowej.

– Energia w Polsce w 80 proc. wytwarzana jest z węgla. To ma się powoli zmieniać przez dodawanie kolejnych źródeł. Rząd mówi o zeroemisyjnej energetyce jądrowej, zastanawia się nad wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, na czele z farmami wiatrowymi na morzu– powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny Biznes Alert – Decyzja jest dopiero przed nami, a ponieważ nadal nie została podjęta – w Ostrołęce ma powstać nowy blok węglowy, który uzupełni niedobory mocy. Niestety, nie będzie to choćby mniej emisyjna elektrownia gazowa. Nad strategią emisyjną Polska zastanawia się już od 3 lat. Komisja Europejska zaostrza tymczasem politykę klimatyczną i chce w 2030 r. osiągnąć redukcję na poziomie nawet 45 proc. Oznacza to, że ci, którzy nie dostosują się do nowych wymagań, będą płacić najwięcej za energię. Stąd złe prognozy wielu ekspertów. W latach 2017-2018 Polacy płacą ok. 300 złotych za kWh. Według niektórych analiz, np. Instytutu Energii Odnawialnej, cena ta może do 2020 r. wzrosnąć o kilkadziesiąt procent. Analizy oparte są na widocznych już dzisiaj trendach – państwa członkowskie w większości będą zgadzać się na zmiany narzucane przez Komisję. Pozostanie przy energetyce węglowej sprawi, że Polska będzie płacić za energię najwięcej. Dlatego już dziś należy zdecydować się – czy zmniejszamy emisję za pomocą atomu, wiatraków czy może jeszcze w inny sposób. Ważne, abyśmy mieli gotową odpowiedź na to pytanie już jesienią – podkreślił Jakóbik.

Europejscy naukowcy mogą otrzymać nawet 100 mld euro na rozwój nauki. Nowy program UE ma zwiększyć konkurencyjność państw członkowskich na rynku globalnym

Europejscy naukowcy mogą otrzymać nawet 100 mld euro na rozwój nauki. Nowy program UE ma zwiększyć konkurencyjność państw członkowskich na rynku globalnym 9

Horyzont Europa to nowy program Unii Europejskiej w zakresie badań naukowych i innowacji. Zastąpi obecny program Horyzont 2020, którego budżet wynosi 78 mld euro. Budżet nowego programu ma się zwiększyć do ok. 100 mld euro, ale wciąż trwają negocjacje w tym zakresie. Zmianie ulegnie także sama struktura programu, w którym wyróżniono trzy filary – Otwarta nauka, Wyzwania o charakterze globalnym oraz Otwarte innowacje. Zwłaszcza w zakresie tego pierwszego skorzystać mogą polscy naukowcy, dla których wciąż współpraca międzynarodowa jest największym wyzwaniem.

Na początku maja Unia Europejska przyjęła nowy budżet na lata 2021-2027. Jedną z największych zmian wprowadzonych w stosunku do poprzedniego planu budżetowego jest zwiększenie środków na finansowanie badań oraz rozwoju o 30 proc. Naukowcy partycypujący w programie Horyzont 2020 mieli do dyspozycji ok. 78 mld euro, a budżet Horyzontu Europa wzrośnie do ok. 100 mld euro.

– Program Horyzont Europa zacznie się w 2021 roku i jest przewidziany na kolejne 7 lat. Bardzo istotnym celem programu jest zwiększenie konkurencyjności Europy. Już nie tylko USA, ale i Chiny wkraczają na rynki światowe, więc bardzo ważnym elementem i celem tego programu jest zwiększenie konkurencyjności, umożliwienie różnego rodzaju firmom, również małym i średnim przedsiębiorstwom znalezienia odpowiedniego dofinansowania i realizowania różnego rodzaju badań, które będą zgodne z celami – mówi agencji Newseria Innowacje Anna Wiśniewska, koordynator w Centrum Informacji dla Naukowców Euraxess.

Pierwsze projekty Horyzontu Europa wejdą w życie w roku 2021, a część z nich będzie bezpośrednią kontynuacją tych z Horyzontu 2020. Zmieni się za to struktura organizacyjna samego programu, który będzie podzielony na trzy filary: Otwarta Nauka, Wyzwania o Charakterze Globalnym oraz Otwarte Innowacje. Urzędnicy liczą na to, że dzięki takiemu rozwiązaniu łatwiej będzie rozwijać zarówno unijne programy naukowe, jak i konkurencyjność państw członkowskich na rynku globalnym.

Głównym zadaniem filaru naukowego będzie promowanie badań, rozwój infrastruktury oraz inwestowanie w kadry naukowej. W jego ramach naukowcy będą mogli składać aplikacje o indywidualne granty, które ułatwią rozwijanie kariery naukowej w tej dziedzinie, w której czują się najpewniej. Oprócz tego ten filar pozwoli także dofinansowywać infrastrukturę badawczą, jeden z najważniejszych wyznaczników konkurencyjności nauki.

– Dzisiaj bez bardzo nowoczesnej infrastruktury trudno będzie konkurować i prowadzić badania na bardzo wysokim poziomie i badania przełomowe, bo to również ważny element – podkreśla Anna Wiśniewska.

Rozwiązania z drugiego filaru mają odpowiadać na najważniejsze wyzwania, z jakimi w ciągu najbliższych lat przyjdzie zmierzyć się nie tylko Europie, ale i całemu światu. Na finansowanie mogą liczyć projekty zajmujące się np. starzeniem się społeczeństw czy wzrostem bezrobocia związanym z automatyzacją rynku pracy. To tu pojawią się środki na realizację programów międzypaństwowych, które łączą sektor naukowy i przemysłowy, ułatwiając błyskawiczne reagowanie na zagrożenia i wyzwania współczesnego świata.

Z kolei w ramach filaru Otwartej Innowacyjności będzie można finansować badania, które przyspieszą prace nad przełomowymi technologiami oraz wprowadzenie ich do powszechnego użytku. Otwartość nauki i innowacyjności na międzynarodową współpracę to szansa także dla polskich naukowców.

– Jest to największy program finansujący badania, który jest dostępny dla polskich naukowców. Umożliwia współpracę nie tylko z europejskimi instytucjami akademickimi, uczelniami, instytutami badawczymi czy przemysłem, ale również z krajami trzecimi. Współpraca z USA, czy z Chinami, podobnie jak i w obecnym programie również będzie finansowana przez KE, więc ten program daje możliwość polskiemu światu nauki otwarcia się na współpracę międzynarodową, a internacjonalizacja jest cięgle piętą achillesową polskiej nauki – twierdzi ekspertka.

Ostateczna wysokość budżetu Horyzontu Europa nie jest jeszcze znana. Parlament Europejski pierwotnie chciał przeznaczyć na ten cel 120 mld euro, a rynkowi lobbyści liczyli na wsparcie rzędu 160 mld dol. Obecnie kwota oscyluje w granicach 100 mld euro.

W ramach programu Horyzont 2020 do końca 2017 roku polskie projekty wsparto kwotą 278 mln euro.

W Polsce jest już ponad 500 ekologicznych budynków. Od przyszłego roku zacznie ich szybko przybywać

W Polsce jest już ponad 500 ekologicznych budynków. Od przyszłego roku zacznie ich szybko przybywać 10

Budynki odpowiadają za około 40 proc. zużycia energii i tym samym za 36 proc. emisji CO2. Obecnie nawet  75 proc. budynków w UE jest nieefektywnych energetycznie. To ogromne wyzwania dla budownictwa, zwłaszcza w kontekście wprowadzanych zmian prawnych. W 2019 roku nie będą wydawane pozwolenia na budowę budynków, które nie mają w swojej strukturze elementów aktywnych produkujących energię. Rozwiązaniem mogą być systemy fotowoltaiczne zintegrowane z budynkiem, które pozwalają na spore oszczędności i redukcję emisji dwutlenku węgla.

– Jesteśmy w przededniu wejścia w życie dyrektywy unijnej dotyczącej efektywności energetycznej budynków. Już w 2019 roku nie będą wydawane pozwolenia na budowę na budynki, które nie mają w swojej strukturze elementów aktywnych produkujących energię – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dawid Cycoń, współzałożyciel ML System.

Z danych Danfoss wynika, że budynki odpowiadają za około 40 proc. zużycia energii i tym samym za 36 proc. emisji CO2. Obecnie co trzeci budynek w UE ma powyżej 50 lat, a ponad 75 proc. jest nieefektywnych energetycznie. Dzięki optymalizacji systemów technicznych budynków mieszkańcy Unii mogliby w 2030 roku zaoszczędzić 67 mld euro rocznie na rachunkach za energię.

Dyrektywa EPBD dotycząca charakterystyki energetycznej budynków zakłada, że począwszy od 2021 roku wszystkie nowo powstałe budynki muszą mieć prawie zerowe zapotrzebowanie na energię. Nowe budynki użyteczności publicznej muszą spełniać ten wymóg już od 2019 roku. To oznacza, że zapotrzebowanie na energię w takich budynkach powinno być minimalne i zaspokajane w dużym stopniu z energii odnawialnej produkowanej na miejscu.

– W Polsce dzisiaj ten rynek jest raczkujący, ale np. w krajach skandynawskich w planach zagospodarowania przestrzennego w dużych miastach nie wydaje się faktycznie pozwoleń na budowę, jeżeli infrastruktura budynku nie jest wyposażona w elementy, które generują energię – wskazuje Dawid Cycoń.

Na świecie coraz częściej stosuje się systemy fotowoltaiczne zintegrowane z budynkiem. Moduły w technologii glass-glass zapewniają przepuszczalność światła, pozwalają osiągnąć nawet do 30 proc. wyższe uzyski energii z tej samej zainstalowanej mocy. Można również stosować panele jako elementy elewacji. Produkowane ogniwa słoneczne są instalowane nie tylko na dachach budynków, ale zastępują tradycyjne materiały budowlane. Takie rozwiązania oferuje firma ML System.

– Rynek szkła budowlanego w Polsce, przeliczany z metrów kwadratowych, według GUS to około 24 mld zł rocznie. Jeżeli pozyskamy tylko 1 proc. z tego rynku, to mamy sprzedaż na poziomie 240 mln zł, a przecież to nie musi być tylko 1 proc. – zapowiada Dawid Cycoń.

Jak podkreśla, zarówno rynek szkła budowlanego, jak i rynek fotowoltaiki zintegrowanej z budownictwem (BIPV) mają przed sobą dobre perspektywy. Z danych, które przywołuje ML System, wynika, że w latach 2017-2021 rynek BIPV będzie rósł w tempie 10-12 proc. rocznie, by docelowo osiągnąć wartość 4,3 mld dol. Zgodnie z raportem Global Building-Integrated Photovoltaic Skylights Market 2017-2021, ML System należy do grona pięciu kluczowych producentów BIPV na świecie.

– Na rynek wpływa prawo, ale ono jest generowane poprzez świadomość ekologiczną. Jeżeli mówimy o poprawie jakości powietrza i życia, to mówimy również o zielonej energii, o ograniczaniu emisji i o komforcie życia z tym związanym – mówi prezes ML System. – Jeszcze 10 lat temu polscy naukowcy udowadniali, że tych nowoczesnych technologii nie opłaca się w Polsce stosować, bo mamy mniej słońca, bo nie ta szerokość geograficzna, bo izolacyjność termiczna to niekoniecznie energia odnawialna aktywna. Dzisiaj wszyscy już udowadniają, jak to się opłaca. Jest tylko pytanie, kiedy będzie zwrot z inwestycji, a nie czy będzie.

W polskich miastach powstaje coraz więcej budynków oznaczanych specjalnym certyfikatem. Z raportu PLGBC „Certyfikacja zielonych budynków w liczbach” wynika, że na koniec marca 2018 roku całkowita powierzchnia użytkowa certyfikowanych obiektów osiągnęła prawie 12 mln mkw. W ciągu 8 lat od przyznania pierwszego certyfikatu powstało ok. 500 certyfikowanych obiektów. W ciągu roku liczba certyfikowanych budynków wzrosła o 23 proc.

– Inwestorów przekonuje ograniczenie kosztów eksploatacji budynku. Pracownicy wymuszają wyższy komfort pracy, warunki pracy w klimatyzowanych pomieszczeniach stały się dzisiaj standardem, w związku z tym liczy się w tej chwili koszt eksploatacji budynku – tłumaczy Dawid Cycoń.