Branża motoryzacyjna zabiega o ręce do pracy. Firmy łączą siły, by przyciągać inwestycje i kształcić specjalistów

Branża motoryzacyjna zabiega o ręce do pracy. Firmy łączą siły, by przyciągać inwestycje i kształcić specjalistów 1

Lipiec był kolejnym miesiącem wzrostów rejestracji nowych samochodów. Od początku roku zarejestrowano o ponad 12 proc. więcej aut osobowych i dostawczych niż w analogicznym okresie 2017 roku. Wzrosty notują też producenci części i akcesoriów, rośnie także eksport. Problemem dla branży jest brak pracowników. Dlatego firmy szukają sposobów na pozyskiwanie specjalistów z branży. Nie chcemy przeciągać tej krótkiej kołdry, tylko ją zwiększać – podkreśla prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego. Firmy wspólnie z samorządami szukają też sposobów na przyciągniecie nowych inwestycji branżowych.

W Polsce dla branży motoryzacyjnej to kolejny rok rozwoju. Poświadczają to liczby, które wskazują na zwiększanie eksportu, znowu zwiększanie zatrudnienia, znowu zwiększanie produkcji. W szczególności możemy się odnieść tutaj do regionu Podkarpacia, gdzie ta branża od wielu lat przyczynia się do rozwoju gospodarczego – podkreśla w rozmowie przeprowadzonej podczas inauguracji kampanii „Podkarpackie. Wyższy Poziom Innowacji” Ryszard Jania, prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego i prezes Pilkington Automotive Poland.

Ten rok branża motoryzacyjna może zaliczyć do udanych. W I półroczu 2018 roku produkcja pojazdów samochodowych, przyczep i naczep wzrosła rok do roku o 2,9 proc. Rośnie rejestracja nowych samochodów – od stycznia do końca lipca o 12,3 proc. Dystrybutorzy części motoryzacyjnych także przedstawiają pozytywne prognozy dotyczące tegorocznej sprzedaży. W ubiegłym roku eksport branży motoryzacyjnej osiągnął wartość 25,5 mld euro. Choć było to nieco mniej, niż wcześniej prognozowano, wynik i tak był rekordowy w porównaniu z poprzednimi latami.

 – Branża motoryzacyjna jest największym eksporterem i cały czas przynosi nowe inwestycje do Polski. Można patrzeć na motoryzację poprzez producentów samochodów i akurat w Polsce przez ostatnich kilkanaście lat w tym zakresie nie zmieniło się wiele, ale obecni już producenci stale się rozwijają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes kampanii Ryszard Jania. – Jest wiele projektów, które są powtórnymi albo potrójnymi inwestycjami firm, które już w Polsce działają od wielu lat.

Jak podkreśla ekspert, przewagą Polski jest system naczyń powiązanych firm z branży. Inwestorów przyciągają także pozytywne przykłady innych przedsiębiorstw, które z sukcesem działają na polskim rynku.

 Te większe inwestycje przyciągają też kooperantów, bądź tworzeni są nowi kooperanci właśnie na tych terenach, gdzie nowe firmy działają. Zbiór naczyń połączonych jest najważniejszy. Prowadzi to do tego, że w tych rozwijających się przedsiębiorstwach kadra wyraźnie się dokształca i ten poziom znajomości branży motoryzacyjnej, wymagań producentów samochodów, jest coraz większy – podkreśla prezes Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego.

To właśnie niedobór kadr stoi na przeszkodzie dalszego dynamicznego rozwoju branży motoryzacyjnej. Jednym z celów Wschodniego Sojuszu Motoryzacyjnego, zrzeszającego firmy z branży działające w regionie Podkarpacia, jest wspieranie kształcenia młodych ludzi pod kątem potrzeb sektora motoryzacyjnego.

Choć w powszechnym mniemaniu wschodnia Polska charakteryzuje się wysokim bezrobociem, jest to opinia dość obiegowa. W końcu czerwca zarejestrowanych bezrobotnych w województwie podkarpackim było 8,7 proc. – mniej niż w warmińsko-mazurskim, mazowieckim regionalnym (z wyłączeniem Warszawy) czy kujawsko-pomorskim.

Nawet na samym Podkarpaciu nie możemy mówić o równomiernie rozłożonym bezrobociu, bo są miejsca, gdzie jest ono większe i gdzie jest mniejsze. My staramy się nie konkurować o pracowników, nie chcemy przeciągać tej krótkiej kołdry, tylko ją trochę zwiększać, zarówno ilościowo, jak i jakościowo – deklaruje prezes Pilkington Automotive Poland. – To nie są działania, które przyniosą rezultaty natychmiastowe. Są obliczone raczej na długoletnią współpracę ze szkołami i instytucjami rynku pracy. Pierwsze efekty będą mogły być widoczne w ciągu dwóch lat – na bazie tego, co przygotujemy jako pewien standardowy sposób działania w postępowaniu ze szkołami średnimi, uczelniami i instytucjami otoczenia rynku pracy.

 

Dobra koniunktura napędza rynek stali. Problemem mogą być rosnące ceny energii

Dobra koniunktura napędza rynek stali. Problemem mogą być rosnące ceny energii 2

Krajowe zużycie stali notuje historyczne wyniki. Popyt generują przede wszystkim inwestycje w budownictwie, drogownictwie i na kolei i tak powinno także w kolejnych miesiącach. Choć produkcja stali rośnie, a zakłady wykorzystują 100 proc. mocy produkcyjnych, nie nadążają za rekordowym zapotrzebowaniem. Wyzwaniem dla branży jest właściwe inwestowanie generowanych środków, tak by zaspokoić rosnący popyt. Druga kwestia to rosnące ceny energii, które mogą wpłynąć na mniejszą konkurencyjność polskich producentów.

 W Polsce rynek stali dla producenta jest bardzo korzystny. Mamy do czynienia z pełnym wykorzystaniem mocy produkcyjnych, dlatego że jest bardzo duży popyt. Sytuacja jest bardzo komfortowa z punktu widzenia producenta – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Zoła, dyrektor finansowy spółki Cognor, czołowego producenta stali.

Ostatnie miesiące są dla producentów stali wyjątkowo udane. Już w 2017 roku zużycie stali osiągnęło rekordowy poziom ponad 13,5 mln ton. W I kwartale 2018 roku produkcja stali na świecie wzrosła o ponad 4 proc., w II kwartale – już o blisko 5 proc. W Unii Europejskiej wzrost wyniósł 2,2 proc. Na dobrej koniunkturze korzystają producenci. Firma Cognor zwiększyła w II kwartale wytwarzanie stali o 5,7 proc., a sprzedaż ilościową złomu, półwyrobów i wyrobów finalnych o 11,1 proc. Przychody wzrosły o  24,7 proc. do ponad 1 mld zł.

– Na wyniki naszej spółki wpłynął bardzo korzystny rynek, na którym mamy do czynienia z bardzo dobrym popytem. Zaczynają się inwestycje infrastrukturalne w Polsce, z drugiej strony mamy globalnie ożywienie, także w Chinach zaczął się trend wzrostowy cen, bo idą bardzo mocno do przodu z wykorzystaniem stali. Istotna jest też skutecznie realizowana ochrona rynku europejskiego. Dzięki temu możemy osiągać takie wyniki i marże – tłumaczy Krzysztof Zoła.

Ceny stali idą w górę, w dużej mierze przez wojnę handlową. W odpowiedzi na cła wprowadzone przez Stany Zjednoczone Komisja Europejska nałożyła kontyngenty i cła na wyroby hutnicze. Dzięki ochronie rynku wyroby stalowe drożeją, jednocześnie tanieje złom, czyli surowiec potrzebny do ich wytworzenia. Cognor szacuje, że jeszcze niedawno tonę prętów zbrojeniowych sprzedawano za 2,1 tys. zł, a obecnie stawki wzrosły do 2,3 tys. zł za tonę.

– Wprowadzenie ceł przez prezydenta Donalda Trumpa mogło być potencjalnie niebezpieczne i stanowić zagrożenie dla rynku europejskiego. Producenci wypychani z USA będą próbowali sprzedać te wyroby gdzie indziej, np. w Europie. W lipcu UE wdrożyła instrument ochronny tymczasowy – kontyngenty i cła przy przekroczeniu określonych kontyngentów. To powoduje, że producenci europejscy, lokalni, nie zderzają się z sytuacjami, które byłyby dla nich niekorzystne – przekonuje dyrektor finansowy Cognor.

Polska należy do jednego z największych producentów stali w Europie. W 2017 roku produkcja po raz pierwszy od dekady przekroczyła 10 mln ton. Tylko w ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku produkcja wzrosła o 2,5 proc. i przekroczyła 4,3 mln ton. Jednocześnie jednak zużycie rośnie kilkukrotnie szybciej od produkcji (ok. 6,3 mln ton). Zakłady produkcyjne nie nadążają za potrzebą rynku.

 Największym wyzwaniem jest, żeby środki, które są generowane przez producentów, były alokowane w sposób właściwy i trafiony na przyszłość. To kwestia trafionych inwestycji, tak żeby móc zaspokoić ten rosnący popyt i żeby zrobić to w sposób mądry, już nie tylko dzisiaj czy jutro, ale na przestrzeni dłuższego czasu – ocenia Zoła.

Jak podkreśla, problemem mogą być także stosunkowo wysokie ceny energii elektrycznej. Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa ocenia, że np. ujemny bilans handlu wyrobami stalowymi między Polską a Niemcami wynosi 1,3 mln ton, a nasi zachodni sąsiedzi są w stanie oferować konkurencyjne wyroby właśnie ze względu na nawet o 60 proc. tańszą energię.

– Polska idzie w kierunku węgla, który będzie drogim paliwem z uwagi na rosnące ceny emisji CO2. Może się okazać, że o ile teraz jesteśmy konkurencyjni właściwie we wszystkich obszarach, na wszystkich poziomach kosztowych, o tyle możemy być niekonkurencyjni w obszarze cen energii elektrycznej – ocenia Krzysztof Zoła.

Równy podział obowiązków domowych to mit. Kobiety wciąż wykonują większość prac domowych

Równy podział obowiązków domowych to mit. Kobiety wciąż wykonują większość prac domowych 3

Zdecydowana większość obowiązków domowych w polskich rodzinach wciąż spoczywa na barkach kobiet. Panie zajmują się gotowaniem, praniem, sprzątaniem i załatwianiem spraw urzędowych, ich partnerzy natomiast – odwożeniem i odbieraniem dzieci ze szkoły i przedszkola, wyrzucaniem śmieci oraz zarabianiem pieniędzy – wynika z badania IRCenter dla Tchibo. Ulubioną formą relaksu w przerwie od pracy jest dla Polek aktywność w mediach społecznościowych oraz picie kawy. Polki piją nawet 3 kubki tego napoju dziennie, najczęściej wybierając kawę rozpuszczalną.

W corocznym indeksie równouprawnienia kobiet i mężczyzn, publikowanym przez magazyn „The Economist”, Polska zajmuje wysokie 4. miejsce z 71 pkt na 100 możliwych do zdobycia. Okazuje się jednak, że rosnąca pozycja pań na ryku pracy nie idzie w parze z dążeniem do równego i sprawiedliwego podziału obowiązków domowych. Badanie przeprowadzone przez IRCenter na zlecenie firmy Tchibo, pokazuje, że większość tego rodzaju zadań wciąż spoczywa na barkach pani domu – spośród 24 obowiązków, o które zapytano, aż 19 w dużej mierze pozostaje po stronie kobiety.

 Kobiety ciągle są przywiązane do swoich tradycyjnych ról. Gotują, piorą, sprzątają – to deklarują najczęściej. Mężczyznom zostawiają wynoszenie śmieci, odwożenie, odprowadzanie dzieci do szkoły, przedszkola i zarabianie pieniędzy – mówi agencji informacyjnej Newseria Barbara Kowalik-Kamińska, dyrektor marketingu w Tchibo.

90 proc. uczestniczek badania stwierdziło, że do ich obowiązków należy pranie i przygotowywanie posiłków dla pozostałych domowników. Ponad 60 proc. pań domu zajmuje się kontaktem z urzędami i załatwianiem spraw formalnych, takich jak płacenie rachunków. Do kobiet należy również opieka nad dziećmi: 83 proc. mam zajmuje się maluchami, gdy są chore, 73 proc. dba o codzienną toaletę dzieci, 69 proc. szykuje je do snu, a rano wyprawia do szkoły, a także chodzą na szkolne wywiadówki.

 Kobiety lubią zajmować się dziećmi w sposób tradycyjny: higiena poranna, wieczorna, usypianie, przygotowywanie jedzenia, czytanie do łóżka. Aczkolwiek w tym zakresie podział jest coraz częściej partnerski i mężczyźni także takie zajęcia w domu przy dzieciach spełniają – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Choć Polki mają dni mocno wypełnione obowiązkami zawodowymi i domowymi, potrafią znaleźć czas przeznaczony wyłącznie dla siebie. 77 proc. uczestniczek badania relaksuje się, przeglądając media społecznościowe. 71 proc. kobiet przerwę w pracy poświęca na picie kawy, 32 proc. oddaje się krótkiej drzemce, a 26 proc. spotyka się w tym czasie ze znajomymi. Badanie pokazuje więc, że Polki sięgają po kawę nie tylko w celu pobudzenia organizmu, ale również by odpocząć i zrelaksować się. Przerwa na kawę w ciągu dnia stanowi dla kobiet ważny codzienny rytuał.

– Kobiety bardzo często sięgają po kawę, żeby mieć chwilę relaksu, przyjemności, czy samej, czy z koleżanką. Czasem jako pretekst do przerwy, czasem towarzysz jakiejś pracy, ale generalnie kawa towarzyszy nam codziennie, w ilościach całkiem sporych, bo to są 2–3 filiżanki dziennie od rana niemalże do wieczora – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Zgodnie z wynikami badania Polki najchętniej piją kawę w domu: 43 proc. robi to samotnie w przerwach między innymi obowiązkami, 48 proc. natomiast z goszczącymi u nich znajomymi. Tylko 7 proc. lubi wybierać się w pojedynkę do kawiarni, by w samotności delektować się ulubionym napojem. Ponad 80 proc. ankietowanych kobiet stwierdziło, że kawa to ich drugi, po wodzie, ulubiony napój codzienny, spożywany w takich samych ilościach podczas dni pracujących, jak i w czasie urlopu. Polki najchętniej piją kawę zaparzaną wrzątkiem lub parzoną metodą ciśnieniową.

– Bardzo lubimy trzymać się tego, co wynieśliśmy z domu – tradycyjne parzenie bezpośrednio w kubku, czy to jest kawa mielona, czy rozpuszczalna, dodawane często jest mleko, cukier, czyli przyjemnościowe dodatki. Okazuje się, że my kobiety mamy swój ukochany kubek, częściej niż filiżankę, w którym najlepiej nam ta kawa smakuje – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Kawę rozpuszczalną Polki wybierają ze względu na szybkość i wygodę jej przygotowania. Gdy mają czas i ochotę delektować się rytuałem picia kawy, wybierają raczej tę ze zmielonych ziaren, coraz częściej parzoną w ekspresie. Kobiety lubią celebrować moment picia kawy np. poprzez używanie ulubionego naczynia – najczęściej jest nim kubek ceramiczny. Bardzo rzadko panie wybierają kubki plastikowe lub papierowe. Badanie Tchibo pokazało, że 90 proc. polskich rodzin zna ulubione przyzwyczajenia pań domu w kwestii picia kawy, tylko 29 proc. stara się jednak je realizować.

– Chciałybyśmy, żeby nasi partnerzy przynosili nam kawę do łóżka na dobre rozpoczęcie dnia. 80 proc. pań stwierdziło, że to jest bardzo przyjemna rzecz dostać kawę do łóżka, ale niecałe 30 proc. pań tego od czasu do czasu doświadcza. Myślę, że jest duże pole do popisu dla partnerów, którzy chcą zrobić przyjemność kobiecie – mówi Barbara Kowalik-Kamińska.

Badanie Tchibo zostało przeprowadzone na grupie 1002 kobiet w wieku 21–45 lat, których dzieci nie ukończyły jeszcze 18 roku życia.

Już wkrótce naukowcy mogą odkryć pozaziemskie życie. Dzięki nowej misji NASA możliwe będzie też dokładne zbadanie Słońca

Już wkrótce naukowcy mogą odkryć pozaziemskie życie. Dzięki nowej misji NASA możliwe będzie też dokładne zbadanie Słońca 4

Przyspiesza eksploracja kosmosu. Teleskop Keplera znalazł 4 tys. egzoplanet, na części których może znajdować się woda. To jednak dopiero początek poszukiwania pozaziemskiego życia. Niedawno NASA wystrzeliła satelitę TESS, która zbada nawet 200 tys. pobliskich gwiazd. Tysiące z nich może być większych niż Ziemia, mogą mieć wodę i grunt, czyli może na nich istnieć życie. W ciągu kilku lat naukowcy mogą też rozwiązać zagadki astrofizyki, m.in. pola magnetycznego Słońca. Parker Solar Probe to pierwsza sonda kosmiczna, która wleci w atmosferę gwiazdy.

– Najbardziej ekscytujące odkrycia astronomiczne w ostatnim czasie, to egzoplanety, które krążą wokół innej gwiazdy niż Słońce. To planety niekiedy podobne do Ziemi, niekiedy tam mogą panować warunki zbliżone do ziemskich, czyli możemy podejrzewać, że są to miejsca gdzie mogłoby rozwinąć się życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

W ostatnich latach naukowcy odkryli tysiące egzoplanet, czyli planet spoza Układu Słonecznego. Najnowsze odkrycia wskazują, że na dużej części z nich mogło rozwinąć się życie. Teleskop Keplera odkrył ok. 4 tys. egzoplanet. Międzynarodowy Zespół Badaczy po ich przeanalizowaniu stwierdził, że nawet na 35 proc. planet, które są większe od Ziemi, prawdopodobnie jest woda, a tym samym warunki sprzyjające rozwinięciu się życia.

– Oczywiście to nie znaczy, że jeżeli na jakiejś egzoplanecie jest woda w stanie ciekłym, tam musi być życie. Z drugiej strony, zastanawiamy się czy może w innych warunkach mogłoby to życie powstać, czy nie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej niż to, które znamy na Ziemi. Być może nie jest oparte na wodzie tak jak to ziemskie, być może tam są jakieś inne cywilizacje, które są skonstruowane w zupełnie inny sposób, ale szukamy też miejsca podobnego do Ziemi – ocenia Mateusz Borkowicz.

Poszukiwania pozaziemskiego życia mogą przyspieszyć. Niedawno NASA wystrzeliła satelitę TESS, która ma dotrzeć do ponad 200 tys. gwiazd i zbadać krążące wokół nich egzoplanety. Naukowcy oceniają, że nawet tysiące z nich mogą być wielkości Ziemi lub nawet większe. Większe planety prawdopodobnie posiadają wodę i grunt, możliwe jest więc na nich życie. Według najnowszych szacunków podawanych przez University of Cambridge, łącznie w obserwowalnym wszechświecie istnieje 700 mln bln planet skalistych, szanse że znajduje się na nich życie są bardzo duże.

– Poszukujemy tej planety nie dlatego, żeby się tam przenieść w przyszłości, bo odległości są kosmiczne, to jest przynajmniej kilkadziesiąt do kilkuset lat świetlnych od nas, więc lecąc z prędkością światła, co na razie nie jest możliwe, musielibyśmy poświęcić na podróż kilkadziesiąt do kilkuset lat. To niewykonalne, więc nie poszukujemy na razie miejsca do zamieszkania, ale chcemy wiedzieć czy jesteśmy sami we wszechświecie. Wszystko wskazuje na to, że nie – podkreśla ekspert.

Już wkrótce naukowcy mogą także rozwiązać zagadki astrofizyki związane ze Słońcem, m.in. wysoką temperaturę korony słonecznej, czy mechanizm rozpędzania cząstek wiatru słonecznego. Sonda Parker Solar Probe ma docelowo  dotrzeć na odległość ok. 8,5 promieni słonecznych (ok. 5-6 mln km). Dotychczas najbliżej Słońca zbliżył się Helios 2 – na odległość 43,5 mln km.

– Te 5 mln km to dosłownie muśnięcie Słońca. W tej odległości będzie można zbadać koronę słoneczną, najbardziej zewnętrzną warstwę słońca, która nagrzewa się do kilkunastu milionów stopni Celsjusza, co jest dziwne, bo temperatura powierzchni słońca to 5,5 tys. stopni Celsjusza, to jest jedna z tych tajemnic, którą właśnie dzięki tej sondzie NASA chce rozwikłać. Dzięki tej sondzie zbadamy też dokładnie wiatr słoneczny – mówi Mateusz Borkowicz.

Niedawne odkrycia naukowców mogą też oznaczać, że możliwe będą wyprawy na Księżyc. Na północnym i południowym biegunie naszego satelity znajduje się zamrożona woda. Nawet kilka milimetrów lodu pozwoli na wykorzystanie tego surowca w przyszłych ekspedycjach.

Według szacunków Bank of America Merrill Lynch, przemysł kosmiczny za 30 lat będzie wart 2,7 bln dolarów. Obecnie jego wartość szacuje się na 350 mld dol.

Firma Emerson ogłasza zakup Aventics

Firma Emerson (NYSE: EMR), ogłosiła zakup Aventics, jednego z wiodących na świecie producentów inteligentnych technologii pneumatycznych, które napędzają maszyny i wykorzystywane są w zastosowaniach zawiązanych z automatyką przemysłową. Zakup Aventics znacząco zwiększy zasięg firmy Emerson na rosnącym rynku sterowania przepływem mediów wartym obecnie 13 miliardów USD, a tym samym pozwoli ugruntować obecność technologii automatyzacji firmy Emerson w Europie.

Zakup Aventics zwiększa możliwości firmy Emerson oraz rozwiązania na dyskretnych i hybrydowych rynkach automatyki. Zakup ten przyczynia się do powstania jednego z najszerszych portfolio urządzeń pneumatycznych i sterowania przepływem mediów, które łączą detekcję i monitoring, poprawę wydajności, bezpieczeństwa, a także optymalizację zużycia energii.

Posiadająca swoją centralę w niemieckim Laatzen, firma Aventics zatrudnia globalnie ponad 2.100 pracowników oraz posiada pięć zakładów produkcyjnych usytuowanych na całym świecie.

Kraje niemieckojęzyczne – gdzie wybrać się na wycieczkę?

austriaUrlop to idealny czas, aby po długim okresie ciężkiej pracy, nasz umysł i ciało mogło w końcu odpocząć i porządnie się zrelaksować. Dla jednych wspaniałym rozwiązaniem okaże się błogie wylegiwanie na łóżku, czytanie ciekawych książek czy oglądanie premierowych filmów, jednak znajdą się również tacy, którzy wolą spożytkować ten czas na odkrywanie świata i małe podróże będące nowymi doświadczeniami w ich życiu! To właśnie dla takich ludzi ciekawym rozwiązaniem może okazać się wycieczka do krajów niemieckojęzycznych.

Bariera językowa.

Zapewne wiele osób z ogromną chęcią wybrałoby się do tych czterech krajów, jednak z powodu utrudnionej komunikacji, wynikającej z obowiązującego na terenach tych państw języka niemieckiego, obawiają się, iż nie poradzą sobie z najprostszymi sprawami. Na szczęście w obecnych czasach nie jest to już tak ogromny problem, a na dodatek warto pamiętać, że w miastach typowo turystycznych ludzie często są bardzo życzliwi i pomocni nawet, gdy nie radzimy sobie z ich językiem. Oczywiście opcją jest również nauczenie się języka niemieckiego, chociaż w podstawowym stopniu, aby jakakolwiek komunikacja stała się możliwa. Z pomocą przychodzi wiele kursów językowych. Ciekawym rozwiązaniem jest Kurs Niemieckiego Online. Sprawia, że nauka staje się niezwykle prosta, a nowych słówek uczymy się właściwie bez wychodzenia z domu. Warto zwrócić również uwagę, iż taki kurs prowadzony jest przez odpowiednio wykwalifikowane osoby, z którymi praca stanie się zapewne niezwykle przyjemna i bardzo efektywna. Jeżeli zależy nam na czasie taki wybór może okazać się najlepszym sposobem na naukę nowego języka.

Niemcy – kraj piwa i Mercedesów!

Jednym z najczęściej wybieranych kierunków wycieczek przez Polaków jest nasz zachodni sąsiad posiadający aż 80 milionów mieszkańców. Niemcy, bo to właśnie o tym państwie mowa, mają naprawdę ogromny wachlarz miejsc, które koniecznie trzeba odwiedzić w trakcie podróży przez ten kraj. Ogromna powierzchnia, jaką posiada nasz sąsiad sprawia, iż każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Osoby preferujące morskie klimaty mogą wybrać się w północną część, gdzie kąpiel w Bałtyku nie sprawi żadnych problemów, natomiast Ci, którzy wolą góry poczują się wspaniale w południowej części, gdzie znajdują się Alpy. Wybierając się na wycieczkę do Niemiec, warto oczywiście odwiedzić Berlin, który jest stolicą tego niesamowitego pod względem walorów turystycznych kraju. Znajdziemy w nim chociażby wyspę muzeów znajdującą się na rzece Sprewie i będącą na liście światowego dziedzictwa kulturowego, a także Bramę Brandenburską, która stała się symbolem wolności i pokoju po upadku Muru Berlińskiego. W trakcie wycieczki nie zapomnijmy również o Dreźnie, gdzie możemy ujrzeć najbardziej znaną i monumentalną świątynie w Europie, czyli Kościół Marii Panny. Ciekawym miastem do odwiedzenia okaże się także Frankfurt, który zaskakuje swoją infrastrukturą oraz wspaniałymi zabudowami.

Księstwo w górach, czyli Liechtenstein!

Liechtenstein to małe górskie państwo w Europie Zachodniej, które leży pomiędzy Austrią i Szwajcarią. Nie dajmy się jednak zwieść jego niepozornej wielkości, gdyż oferuje wiele atrakcyjnych miejsc do odwiedzenia. Wybierając się do księstwa oczywistym kierunkiem powinna okazać się stolica tego państwa, w której znajdziemy wiele zabytków, jak np. Katedra św. Floryna, będąca centrum archidiecezji w Vaduz, czy zamek położony wysoko nad tym pięknym miastem. To właśnie on, choć wybudowany już w XVI wieku, do dziś jest siedzibą rodziny królewskiej. Niecodzienną atrakcja może być również wybranie się do Miniwelt, czyli parku krajobrazowego, gdzie znajdziemy miniatury znanych budowli.

Austria – pastwo Mozarta!

Kolejną propozycją kraju niemieckojęzycznego, który warto odwiedzić jest Austria. Kraj ten słynie z wielu stoków narciarskich, na których można poczuć niesamowity dreszcz adrenaliny, gdyż aż połowa jego powierzchni znajduje się w Alpach. Cieszą się one ogromnym zainteresowaniem zarówno zimą jak i latem dzięki wielu szlakom górskim do pokonania. Wybierając się do tego państwa obowiązkiem każdego zwiedzającego jest także udanie się do Wiednia – stolicy Austrii! To właśnie to miasto zostało wybrane, jako najlepsze miejsce pod względem jakości życia na całym świecie. Znajdziemy tam wiele atrakcji turystycznych, niezliczone muzea, teatry czy restauracje, które pozwolą nam na aktywne spędzanie czasu. Warto także zaznaczyć na naszej mapie podróży Salzburg. Jest on uważany za ważne centrum sportów zimowych, a jego stare miasto znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, dzięki ogromnym walorom historycznym.

Zegarki, banki i narty, czyli cudowna Szwajcaria!

Szwajcaria, podobnie jak jej poprzednik, jest państwem położonym w głównej mierze w Alpach, co sprawia, iż przez wielu odwiedzana jest właśnie dla stoków narciarskich i szlaków górskich. Ciekawą opcją może wydawać się chociażby wjechanie na najwyżej położone miejsce Europy, które osiągalne jest dzięki kolejce linowej. Jednak wybierając się do tego kraju warto odwiedzić również wiele innych miejsc jak np. Bahnhoffstrasse w Zurychu, która jest najbardziej prestiżową ulicą handlową w Szwajcarii oraz jedną z najelegantszych na świecie. Naszej uwadze nie powinien uciec także najstarszy most w Europie znajdujący się w Lucernie czy Biblioteka Opactwa św. Galla. Dodatkowym aspektem podróży przez Szwajcarię są oczywiście niesamowite widoki, którymi przez cały czas możemy napawać nasze oczy.

Jak wykorzystać internet do szybszego rozwoju firmy

główne_firma-internetJest wiele przykładów firm, które zbudowały swoją pozycję właśnie dzięki internetowi. Pozwolił on dotrzeć do nowych klientów oraz zbudować większą rozpoznawalność marki. Czy takie działania może podjąć właściciel małego biznesu? Na co zwrócić uwagę? Staramy się udzielić na to odpowiedzi we wpisie niżej.

Potęga social media

To pierwsza rzecz, którą trzeba szczególnie wziąć pod uwagę. To właśnie social media pozwalają dość łatwo i sprawnie budować markę i docierać do nowych klientów. Dla różnych biznesów różne kanały będą działać inaczej. Na przykład jeśli nasza grupa potencjalnych klientów to młode osoby to lepiej być bardziej aktywnym na Instagram czy Snapchat niż na Facebook.

Warto zadbać o to, by publikować regularnie. Dzięki temu pozostaniemy w stałym kontakcie z odbiorcami oraz będziemy budować zasięgi i docierać do nowych osób.

Popularny w sieci Gary Vaynerchuk często powtarza, że działania marketingowe trzeba skupiać tam, gdzie klienci spędzają najwięcej czasu. Obecnie nie jest to telewizja, a właśnie smartfony. To w ciągu dnia ludzie często po nie sięgają i dlatego trzeba być obecnym w social mediach, które przodują jeśli mowa o najchętniej używanych aplikacjach.

Reklamy i możliwość targetowania

Drugi ważny obszar na szybszy rozwój biznesu to oczywiście reklamy. Obecnie istnieją znakomite sposoby targetowania odbiorców, dzięki czemu nawet przy mniejszym budżecie możemy skutecznie go wydać.

W ostatnich latach popularny Adwords stał się dość drogi. Wciąż przy niektórych branżach to właśnie Adwords może być najszybszym narzędziem do pozyskania klientów i zwiększenia sprzedaży. Warto pilnować kosztów i unikać bardzo drogich fraz, które czasem za kliknięcie mogą kosztować kilkadziesiąt złotych. Lokalny biznes może też skorzystać z nowej alternatywy oferowanej przez Google, to znaczy płatności nie za kliknięcie za leada w postaci wysłanego zapytania czy wykonanego telefonu do firmy.

Są też inne alternatywy, które warto sprawdzić. Mowa tu o reklamach na Facebooku czy Instagramie. Dzięki targetowaniu po wieku, płci czy zainteresowaniach możemy naprawdę precyzyjnie określać grupę odbiorców. Tutaj duże znaczenie ma odpowiednie przetestowanie reklam i to może zabrać czasem nawet kilka miesięcy. Testuje się wiele rzeczy jak różne grupy odbiorców, różne kreacje reklam, grafiki, hasła i tak dalej. Chodzi o to, by znaleźć kilka kreacji, które najlepiej będą konwertowały – wtedy możemy zwiększyć budżet reklamowy.

Widoczność w wynikach wyszukiwania

To kolejny ważny sposób dotarcia do użytkowników. Dzięki odpowiednim treściom, optymalizacji oraz pozycjonowaniu dąży się do tego, by na jak największą liczbę zapytań pojawiała się właśnie nasza strona. Ruch organiczny jest bezpłatny. Oczywiście jak zostało wspomniane, trzeba pracować nad stroną, tak by ta mogła ściągać więcej odwiedzin. Natomiast jest wiele przypadków firm i biznesów, które właśnie dzięki odpowiednim treściom i optymalizacji zbudowały swoją pozycję na rynku.

Dość błędne założenie polega na tym, że strona musi być pozycjonowana, by była wysoko w wynikach oraz że musi się tym zająć agencja seo czy pozycjoner, wyjaśnia Szymon Spychała z carted.pl. Niekoniecznie. Właściciele wielu stron mogą się zająć sami podstawami, jest wiele kursów, które uczą jak optymalizować serwis czy promować go i zdobywać linki. Oczywiście trzeba tu zaznaczyć, że są duże serwisy czy konkurencyjne branże, gdzie pomoc fachowca będzie nieodzowna.

O pewne rzeczy i tak będzie musiał zadbać właściciel strony. Mowa tu głównie o treściach, które w obecnych czasach stały się kluczowym elementem do osiągnięcia sukcesu w pozycjonowaniu. Liczy się ich jakość a nie ilość. Tworzenie wartościowych treści i ich odpowiednie promowanie to najlepsza długoterminowa strategia marketingowa.

Podsumowanie

Jak widać, jest wiele kanałów, które mogą pomóc nam ściągnąć ruch. Niektóre młode biznesy mają tutaj problem, bo marketing, który obejmowałby je wszystkie jest kosztowny. Tutaj dobrym krokiem będzie próba wzięcia części zadań na siebie (jeśli nie mamy budżetu, by wszystko zlecić na zewnątrz). Znajdziemy wiele kursów i poradników, które ułatwią nam zapoznanie się z danym sposobem budowy ruchu i promocji.

Zlecenie transportowe – podstawa działalności

transport-gdynia-1Firma transportowa jest dla wielu z nas zagadkowym podmiotem, który funkcjonuje wyłącznie na podstawie zasad znanych tylko sobie… jednak czy na pewno? Dziś zaczniemy od samych podstaw, czyli dokumentu stanowiącego o każdym zleceniu. Jak działa i czym jest zlecenie transportu? Co znajdziecie w jego treści? Zakończmy pytać i przekonajmy się, z czym to się je!

Transport w Gdyni, Warszawie czy Poznaniu…

Niezależenie, czy jest to firma transportowa z Gdyni, Warszawy, Poznania czy Rzeszowa – w świetle prawa musi ona skorzystać z dokumentu, jakim jest zlecenie transportowe, na podstawie którego, zawiera się umowę między zlecającym, jak i samym przewoźnikiem. Określa on praktycznie wszystkie aspekty pojedynczego zlecenia. W jego treści, zawarte są najważniejsze elementy zamówienia, czyli:
– rodzaj usługi,
– dokładny adres i datę załadunku/rozładunku,
– rodzaj i wagę ładunku,
– rodzaj pojazdu transportowego,
– ewentualne ubezpieczenia ładunku,
– informacje o dodatkowych opłatach,
– sposób rozliczenia.

transport-gdynia-2-ze-strony-bl

Skuteczny transport to gwarancja sukcesu firmy. Źródło: https://bitlogistics.pl/transport-drogowy/

Prawne kwestie w transporcie

Zgodnie z panującymi zasadami każdy dokument zlecenia transportowego musi być sporządzony na piśmie. Tylko wtedy nabiera on faktycznej mocy prawnej. Niegdyś było ono bardzo czasochłonne, gdyż musieliśmy za każdym razem tworzyć go całkowicie od zera! Na całe szczęście, dziś istnieje ogromna ilość szablonów pozwalających nam na bardzo proste i szybkie przygotowania dokumentu dla klienta. Nie możemy jednak wystawiać ich tak automatycznie, gdyż w zależności od zlecenia może dojść do różnych, dodatkowych warunków zlecenia, takich jak specyficzna instrukcja dotycząca ładunku zleconego ładunku czy przydatne dla zlecającego informacje o poszczególnych etapach transportu. Nigdy przecież nie wiecie, czego zapragnie Klient – a w waszym interesie powinno być zadbanie o to, aby spełnić jego wymagania.

transport-gdynia-1

Podsumowanie

Jak widzicie, dokument zlecenia transportu jest bardzo ważnym elementem całego transportu, którego akceptacja jest dopiero początkiem całego procesu przemieszczania zamówienia z punktu A do punktu B. Mamy więc nadzieję, że wraz ze zleceniem, lub przyjęciem następnego z waszych zleceń nie będzie ono aż tak wielką tajemnicą, jaką było do tej pory! Dzięki tej wiedzy, nie będziecie czuli się tak zagubieni!

Jak zadbać o bezpieczeństwo w magazynie?

Jak zadbać o bezpieczeństwo w magazynie?Sprawne funkcjonowanie magazynu to podstawa niezależnie od tego jaką działalność prowadzi dana firma. Odpowiednia organizacja miejsca pracy oraz procedur dla magazynierów ma znaczenie między innymi w przypadku ecommerce, firm handlowych, tradycyjnych sklepów oraz hurtowni.

Ogromnym błędem jest więc oszczędzanie na rozwiązaniach przeznaczonych dla tych pomieszczeń, szczególnie że inwestując pieniądze w porządne i funkcjonalne regały magazynowe na pewno szybko zauważy się różnice w wydajności pracowników.

Dlaczego wybór regałów do magazynu jest taki ważny?

Każdy regał znajdujący się w magazynie powinien zapewnić możliwość przechowywania odpowiedniej ilości towarów. W przeciwnym razie jego powierzchnia nie zostanie w pełni wykorzystana, co przekłada się na mniejszą funkcjonalność. Dodatkowo regały muszą być projektowane tak, aby pracownicy mogli z nich korzystać bez najmniejszych problemów. To jednak nie wszystko, bo nie można zapominać o bezpieczeństwie. Porządne regały powinny przede wszystkim być wystarczająco wytrzymałe, aby przy umieszczeniu na nich nawet cięższych towarów nie doszło do wypadku. Nawet najlepszym pracownikom magazynów zdarza się czasami nie przestrzegać informacji o maksymalnym obciążeniu półek, dlatego każdy regał powinien zostać dobrany tak, aby istniał pewien zapas w dopuszczalnym obciążeniu.

Jak sprawdzić czy posiadane regały są bezpieczne?

Każdy pracodawca ma obowiązek zapewnić pracownikom bezpieczne warunki w miejscu pracy, a w przypadku magazynów jest to szczególnie istotne ze względu na możliwość składowania ciężkich przedmiotów. Warto więc pamiętać o sprawdzaniu stanu znajdującego się w magazynie wyposażenia i zamówić regularne przeglądy regałów, dzięki czemu pracodawca otrzymuje pełny audyt potwierdzający bezpieczeństwo w magazynie lub zawierający ewentualne uwagi.

Regularne przeglądy regałów oraz ich serwis są zresztą wymagane obowiązującymi przepisami prawa, dlatego pracodawcy unikający takich działań mogą narazić się na nieprzyjemności. Zlecając natomiast przegląd doświadczonej firmie można mieć pewność, że w przypadku jakichkolwiek problemów lub niedopatrzeń wykonawca postara się je w miarę możliwości wyeliminować bez obciążania klienta wysokimi kosztami.

Regały dla wymagających klientów

Firmy, w których składują się naprawdę duże ilości towarów powinny natomiast zainteresować się specjalnymi regałami paletowymi. Umożliwiają one bezpieczne składowanie całych palet wraz z zawartością, co eliminuje konieczność ich każdorazowego składania oraz rozkładania. Atrakcyjne ceny na tego typu wyposażenie można znaleźć na stronie opisującej regały paletowe, więc warto sprawdzić tą ofertę aby móc skorzystać z najlepszej ceny.

Tomasz Kuzak: Rynek startupowy pobłądził. Liczą się pieniądze, nie klient

Fundusze VC w Polsce zachowują się często jak krwiopijcy – liczy się tylko jak największy zarobek, a nie rozwój startupu. Sebastian Kulczyk twierdzi, że próbuje zmieniać te złe praktyki. Ale nadal to dyskusja o pieniądzach. Tymczasem same startupy zapomniały o tym, że biznes przecież powinien się finansować z klientów.

– Zamiast zająć się klientem startupy zajmują się organizowaniem finansowania – mówi Tomasz Kuzak, twórca startupu INFORMATION DESIRED.

– Jakiś czas temu dyskusję wywołał znany w środowisku Stefan Batory, twórca aplikacji Booksy – podkreśla Kuzak. Batory napisał na Facebooku to, o czym cały rynek wie, ale nikt nie chciał tego głośno powiedzieć: fundusze VC zachowują się na polskim rynku jak rasowi krwiopijcy. Tymczasem „w Polsce niewiele potrzeba, żeby być dobrym funduszem – wystarczy nie być chu…” – napisał Batory.

W odpowiedzi na krwiopijcze zapędy funduszy Sebastian Kulczyk ponad rok temu ogłosił, że inwestując w startupy chce zmienić te złe standardy. „To bardzo dobrze, ale nadal dyskusja o rynku startupów ciągle ogniskuje się na pieniądzach” – podkreśla twórca INFORMATION DESIRED.

Jak bardzo zapomniano w tym wszystkim o kliencie pokazuje ankieta przeprowadzona niedawno w środowisku startupowców z pytaniem, jakie są źródła finansowania startupów. – Większość odpowiadała: angel capital, venture capital, pożyczki, a kiedy ktoś odpowiedział, że również klient, ta odpowiedź wywołała konsternację. Jak to? Zarabiając na kliencie mamy finansować biznes? To pokazało, że środowisko startupowe zapomniało, co jest najważniejsze w biznesie: najważniejszy jest klient – podkreśla Tomasz Kuzak.

Jak obniżyć koszty związane z zakładaniem firmy?

Jak obniżyć koszty związane z zakładaniem firmy?Ograniczanie kosztów związanych z działalnością firmy to zagadnienie bliskie każdemu przedsiębiorcy – zwłaszcza temu, który dopiero rozpoczyna swoją przygodę z biznesem. Przemyślane cięcie wydatków na początkowym etapie istnienia działalności to szansa na to, by większą ilość środków przeznaczyć na rozwój firmy, reklamę czy zatrudnienie dodatkowych pracowników. Zwłaszcza że oszczędności można szukać w wielu, niepozornych na pierwszy rzut oka, miejscach. Przedstawiamy kilka sposobów na obniżenie kosztów związanych z zakładaniem firmy.

Coworking zamiast tradycyjnego biura

Wynajem lub kupno pomieszczenia na biuro to wydatek, na który wielu początkujących przedsiębiorców nie może sobie pozwolić. Ciekawą alternatywą w takim przypadku może być wynajęcie biurka w przestrzeni coworkingowej. W tego typu miejscu korzystać można zwykle ze sprzętu biurowego i sali konferencyjnych. W zależności od miasta miesięczny koszt pracy w takim miejscu waha się od 400 do 800 złotych.

Warto zauważyć, że nie jest to jednak opcja dostępna dla każdego przedsiębiorcy. Przestrzenie coworkingowe istnieją jedynie w większych miastach. Dodatkowo, kierowane są głównie do osób, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą z określonych branż – nie ma możliwości, by w takim miejscu prowadzić lokal gastronomiczny, fryzjerski czy gabinet prawniczy. Z tego względu coworking nie będzie niestety sposobem na oszczędność dla każdego.

Zakup używanego sprzętu

Zakup sprzętu niezbędnego do pracy to kolejny wydatek, z jakim muszą liczyć się osoby zakładające działalność gospodarczą. Nowy sprzęt biurowy czy maszyny produkcyjne zazwyczaj kosztują słono. Dobrym rozwiązaniem dla początkującego przedsiębiorcy może być więc zakup używanego sprzętu poleasingowego. Urządzenia tego typu pochodzą zwykle z dużych korporacji lub firm, które po zakończeniu umowy leasingowej, nie zdecydowały się na wykupienie sprzętu. Obniżki potrafią być naprawdę znaczące, warto więc wypatrywać okazji.

Innym wyjściem są licytacje komornicze, na których można zakupić niemalże wszystko, co potrzebne jest do prowadzenia firmy – od komputerów, przez różnorodne maszyny, aż po samochody. Ceny na licytacjach bywają nawet o 50% niższe od rynkowej wartości sprzedawanych przedmiotów.

Obniżenie rachunków za energię

Każdy przedsiębiorca, który chce obniżyć koszty w swojej firmie, powinien przeanalizować swoje faktury za prąd, bo bardzo możliwe, że… przepłaca. Aby oszczędzić na energii zużywanej przez firmę, warto wybrać sprzedawcę, który oferuje najkorzystniejsze warunki cenowe – zwłaszcza że jest to bardzo łatwe i każdy przedsiębiorca może w dowolnej chwili zmienić sprzedawcę energii, z którego usług korzysta.

Jak obniżyć wysokość rachunków? Wystarczy przeanalizować dotychczasowe faktury za prąd i porównać je z ofertą przygotowaną przez Po Prostu Energia. Oszczędności powstałe na skutek zmiany sprzedawcy prądu mogą być naprawdę zdumiewające.

O niższe rachunki za energię można dbać również poprzez stosowanie energooszczędnych rozwiązań – żarówek LED, wyłączanie urządzeń (zamiast przełączania ich na tryb czuwania) czy czujników obecności.

Wprowadzenie elektronicznych faktur

e-faktury to rozwiązanie, które w ostatnich latach stało się niezwykle popularne. Na czym polega ich przewaga nad papierową dokumentacją? Przede wszystkim, ograniczają one liczbę wydruków – faktury elektroniczne wystarczy przesłać na e-mail klienta. Nie ma potrzeby, by niepotrzebnie zużywać prąd, papier i tusz. Dodatkowo, tego typu dokumentację przechowuje się w formie elektronicznej. W przeciwieństwie do faktur papierowych nie wymagają one miejsca do przechowywania i nie generują kosztów związanych z archiwizacją.

Osoby, które planują rozpoczęcie działalności gospodarczej, powinny solidnie przeanalizować wszystkie możliwości obniżenia kosztów firmy. Często już niewielkie i proste zmiany mogą wiązać się ze sporymi oszczędnościami i długofalowymi korzyściami, które sprzyjają sukcesowi w biznesie. Najlepszym tego przykładem jest zmiana sprzedawcy prądu – wystarczy, że skorzystasz z kalkulatora na stronie Po Prostu Energia i na własne oczy przekonasz się, jak wiele możesz zaoszczędzić. Wniosek o zmianę sprzedawcy prądu możesz wypełnić online lub telefonicznie. Widzisz, jakie to proste?

Amerykańskie spojrzenie na otwarte źródła informacji

W dzisiejszych czasach większość informacji uzyskiwanych przez służby wywiadowcze pochodzi ze źródeł otwartych. Analitycy specjalizujący się w dziedzinie wywiadu twierdzą, że z gazet, periodyków, wykładów zagranicznych uczonych, materiałów konferencji naukowych, targów czy wystaw można uzyskać wszystkie dane niezbędne do dokonania koniecznych uogólnień i stworzenia pełnego obrazu wydarzeń mających miejsce w określonych państwach oraz w różnych sferach ludzkiej aktywności, od polityki począwszy, na produkcji zbrojeniowej skończywszy. Dla wywiadu gospodarczego, który w jego profesjonalnym rozumieniu jest procesem gromadzenia, przetwarzania, analizowania i dystrybucji informacji wywiadowczych w przedsiębiorstwie lub dla przedsiębiorstwa, prowadzonym legalnymi metodami i z wykorzystaniem legalnych środków (patrz: vismagna.pl), wykorzystywanie ogólnie dostępnych źródeł informacji jest kwestią absolutnie kluczową.

„Pomimo iż informacje zdobywane z otwartych źródeł informacji są jawne, to działania i operacje zmierzające do pozyskania określonych informacji mogą mieć charakter niejawny. W polskim ustawodawstwie na próżno szukać definicji białego wywiadu czy też otwartych źródeł informacji. Określenie pojęcia Open Source Intelligence (OSINT) znaleźć można natomiast w definicji NATO, w dokumencie NATO Open Source Intelligence Reader z 2002 roku. OSINT, to wynik przeprowadzenia pewnych czynności w stosunku do informacji. Są one specjalnie poszukiwane, porównywane ze sobą, co do treści i wybierane są te najważniejsze dla odbiorcy procesu.”.

W niniejszej publikacji przedstawiono amerykańskie rozwiązania w zakresie wykorzystania otwartych źródeł informacji, zwracając uwagę na to, jak dużą wagę Amerykanie przywiązują do tego – wydawałoby się – prostego sposobu pozyskiwania informacji o otaczającym nas świecie.

OSINT – niewyczerpane źródło informacji

W przeszłości źródła otwarte były badane głównie przez analityków specjalnych oddziałów funkcjonujących w różnych służbach wywiadowczych Stanów Zjednoczonych. To od nich Biały Dom i inne zainteresowane struktury amerykańskich władz otrzymywały niezbędne informacje. Szczególne zainteresowanie analizą informacji ze źródeł otwartych przejawiały wszystkie 17 struktur tworzących tzw. Wspólnotę Wywiadowczą USA. W każdej z tych służb funkcjonują specjalne komórki analityczne z odpowiednią ilością dobrze przygotowanych specjalistów. Ten rodzaj wywiadu, funkcjonujący w Stanach Zjednoczonych od czasów drugiej wojny światowej, w czasach współczesnych został wydzielony, jako oddzielny rodzaj aktywności służb specjalnych, funkcjonujący pod nazwą „wywiad na bazie analizy otwartych źródeł informacji” (ang. Open Source Intelligence – OSINT).

W rozmaitych ustawach i zarządzeniach Pentagonu wywiad z otwartych źródeł informacji OSINT jest określany jako jedna z form zdobywania informacji przez służby specjalne USA. Obejmuje on poszukiwanie i zbieranie danych z ogólnie dostępnych materiałów, ich analizę, sporządzanie raportów i notatek o różnorodnej tematyce. We Wspólnocie Wywiadowczej USA termin „otwarty” wskazuje na dostępność źródeł danych. Należą do nich gazety, periodyki, telewizja, radio, materiały z konferencji naukowych, książki, Internet, wystąpienia działaczy politycznych i inne materiały dostępne w swobodnym obiegu. Oprócz tego nosicielami informacji interesujących wywiad mogą być obywatele konkretnego państwa.

Informacja o sytuacji w różnych regionach świata, którą można uzyskać ze źródeł otwartych, daje zupełnie nowe, szerokie spektrum możliwości wszystkim zainteresowanym osobom, a w szczególności służbom specjalnym. Informacja ta, dostępna szerokiej społeczności, może być przydatna dla obywateli wielu państw, pomagając im w realizacji własnych zadań np. kwestii biznesowych. Pojawienie się Internetu, z którego dzisiaj można uzyskiwać morze informacji, w znacznej mierze wpłynęło na zmianę form i metod działania służb specjalnych. Obecnie wywiadowcy mogą uzyskiwać z Internetu zdecydowaną większość potrzebnych danych. Trudność polega jednak na tym, aby oderwane często dane skomponować w jedną całość. W związku z tym znaczenie nielegalnego wywiadu agenturalnego traci nieco na znaczeniu. Nie ulega jednak wątpliwości, że istnieją sekrety, których zdobycie nie jest możliwe bez wykorzystania osobowych źródeł informacji.

Były prezydent USA, Lyndon Johnson, przyjmując przysięgę od nowo naznaczonego (w 1966 r.) dyrektora CIA Richarda Helmsa, oświadczył, że: „największe osiągnięcia wywiadowcze nie są rezultatem przekazywanej po cichu tajnej informacji, a efektem cierpliwego, codziennego śledzenia źródeł prasowych”. Już w 1947 roku znany analityk Sherman Kent, który w CIA uważany jest za twórcę wywiadu analitycznego, twierdził, że w okresie pokoju do 80% informacji wykorzystywanych przez polityków podczas podejmowania decyzji można otrzymywać ze źródeł otwartych. W ślad za nim były szef Zarządu Wywiadowczego Ministerstwa Obrony USA (prekursora CIA), Samuel Wilson, jeszcze wyżej ocenił ten sposób zdobywania informacji wywiadowczej, oświadczając, że 90% niezbędnej informacji wywiad otrzymuje ze źródeł otwartych, a pozostałe 10% zdobywa agentura. Obecnie pułap informacji pozyskiwanych przez USA ze źródeł otwartych sięgnął 95%, chociaż, zdaniem części amerykańskich specjalistów ds. wywiadu, niektóre służby specjalne USA nie w pełni wykorzystują ten tani i efektywny sposób zdobywania danych wywiadowczych.

Służba Rozgłośni Zagranicznych – Centrum Otwartych Źródeł Informacji

Wywiad na bazie analizy otwartych źródeł informacji specjaliści w Stanach Zjednoczonych prowadzą od lutego 1941 roku, kiedy to w Komisji ds. Komunikacji stworzona została Informacyjna Służba Rozgłośni Zagranicznych (ang. Foreign Brodcast Information Service – FBIS). Jej głównym zadaniem było kontrolowanie audycji nadawanych przez państwa bloku nazistowskiego. Na funkcjonowanie FBIS wydzielano kwotę 150 tys. USD rocznie. Podczas drugiej wojny światowej służba podporządkowana była Ministerstwu Obrony USA, a po wojnie weszła w struktury CIA.

W 2005 r., z rekomendacji Komisji 9/11 (utworzonej po zamachach na WTC), na bazie FBIS utworzono Centrum Otwartych Źródeł Informacji (ang. Open Source Center – OSC). OSC formalnie nadal wchodzi w skład CIA, ale w praktyce podlega bezpośrednio dyrektorowi Wywiadu Narodowego. Centrum wspomagane jest przez rozbudowany system elektroniczny, umożliwiający sprawne gromadzenie, przetwarzanie, analizę i dystrybucję pozyskanych informacji – działający od 2006 roku Open Source Information System (OSIS). Kilkuset analityków tego Centrum (dokładna liczba utrzymywana jest w tajemnicy) śledzi szerokie spektrum tematów, począwszy od dostępu do Internetu w Chinach, na nastrojach pakistańskiej ulicy skończywszy. Większość pracowników OSC pracuje na terenie ośrodka CIA w Wirginii, jednak znaczna ich liczba została zatrudniona w amerykańskich placówkach dyplomatycznych za granicą, aby móc na miejscu obserwować zachodzące zdarzenia. Praktycznie każdego dnia informacja OSC w postaci skrótowych meldunków „ląduje” na biurku prezydenta USA. Materiały te pomagają również doradcom prezydenta odpowiadać na pytania prezydenta, kiedy informują szefa Białego Domu o takich czy innych zagrożeniach dla bezpieczeństwa narodowego USA lub problemach dotykających różnych części świata.

Kilka lata temu dyrektor OSC, Douglas J. Naquin, w jednym ze swoich wywiadów oświadczył, że jego pracownikom udaje się uzyskiwać niezbędne amerykańskiej administracji dane bezpośrednio z Internetu. Stwierdził on, iż w tej światowej sieci informacyjnej eksperci OSC znajdują nie tylko dane dotyczące perspektyw rozwoju społeczeństw różnych państw czy nastrojów społecznych, ale też uzyskują informacje, które trudno pozyskać z innych źródeł. Analitycy Centrum, w dyspozycji których znajduje się nowoczesna technika obliczeniowa, opracowali wiele efektywnych sposobów i metod analizy informacji uzyskiwanych z Internetu. Jeden ze specjalistów OSC na zasadach anonimowości powiedział dziennikarzom, że obecnie specjaliści OSC każdego dnia opracowują m.in. dane z mikro-blogów – Twittera i sieci społecznościowych, w tym Facebooka, będących dla Centrum kluczowymi zasobami do śledzenia zjawisk kryzysowych, takich jak zamieszki, masowe demonstracje, konflikty zbrojne itp. „Mściwi bibliotekarze” – jak żartobliwie nazywani są pracownicy OSC – podkreślają, że obecnie nieocenionym źródłem informacji, jeśli chodzi o śledzenie błyskawicznie rozwijających się wydarzeń, są właśnie serwisy społecznościowe. Jako przykład przytoczyć można zamieszki mające miejsce w Bangkoku w 2010 roku. Informacje, których nie byli w stanie dostarczyć ani funkcjonariusze wywiadu, ani dziennikarze, na bieżąco pojawiały się na Twitterze i Facebooku. Warto zaznaczyć, że źródła były szczegółowo weryfikowane – na podstawie doświadczeń z przeszłości wytypowani zostali najbardziej wiarygodni autorzy wpisów. W przypadku rozruchów w Bangkoku analitycy opierali się na relacjach zaledwie 12-15 użytkowników Twittera. Analogiczny scenariusz powtarzał się również wielokrotnie podczas arabskiej wiosny.

Jednak, jak wynika ze słów innego przedstawiciela OSC, nie zawsze udaje się uzyskać pełny obraz sytuacji, jaka ma miejsce w określonym kraju czy regionie. Często wynika to stąd, że poważna część ludności danego regionu nie dysponuje dostępem do Internetu. Obserwuje się jednak sytuację, w której coraz powszechniejszy dostęp do smartfonów i innych komunikatorów mobilnych powoduje z roku na rok wzrost dostępu do sieci społecznościowych. Taka sytuacja ma miejsce np. w Afryce.

Zwykle OSC analizuje do kilku tysięcy twitów dziennie, ale w okresach zaostrzenia sytuacji regionalnej lub międzynarodowej, liczba opracowanych twitów w ciągu doby sięga 5 milionów. Można stwierdzić, że obecnie eksperci Centrum śledzą na bieżąco wszystkie otwarte źródła informacji, które powszechnie wykorzystywane są zarówno przez Amerykanów, jak i obywateli innych państw.

W opinii ekspertów OSC, informacja w sieciach społecznościowych następnego pokolenia najprawdopodobniej będzie miała charakter niejawny i swoje usługi OSC będzie mógł przedstawiać tylko upoważnionym abonentom łączności mobilnej. Odbywać się to będzie na takiej zasadzie, jak obecnie np. „Taliban” przekazuje wiadomości setkom swoich naśladowcom w Afganistanie i Pakistanie. W sieci te będzie można przeniknąć jedynie za pomocą specjalnych środków technicznych i oprogramowania. Wcześniej trzeba będzie jednak nimi dysponować. Obecnie takimi środkami technicznymi i oprogramowaniem dysponuje jedynie amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (ang. National Security Agency – NSA). Jednak kierownictwo OSC twierdzi, że pracownicy Centrum poradzą sobie ze zmianami wprowadzanymi w sieciach informatycznych i uzyskają pełny dostęp do wszelkiego rodzaju kodowanych informacji.

Narodowa Służba Informacji Technicznej

Narodowa Służba Informacji Technicznej (ang. National Technical Information Service – NTIS) to struktura wchodząca w skład Ministerstwa Handlu Stanów Zjednoczonych. Podstawową misją NTIS jest sponsorowane przez rząd USA, gromadzenie i opracowywanie informacji naukowych, technicznych, inżynieryjnych i biznesowych generowanych przez różne światowe instytucje na potrzeby prywatnego przemysłu, rządu, środowiska akademickiego i opinii publicznej USA. Systemy, sprzęt, struktura finansowa i wyspecjalizowane umiejętności personelu, które NTIS podtrzymuje w celu realizacji swojej głównej misji, pozwalają mu udzielać pomocy innym agencjom potrzebującym wyspecjalizowanych zasobów informacyjnych. NTIS służy również Stanom Zjednoczonym, jako centralne repozytorium finansowanych przez rząd informacji naukowych, technicznych, inżynieryjnych i związanych z biznesem, aby zapewnić przedsiębiorstwom, bibliotekom, uczelniom i innym instytucjom publicznym aktualny dostęp do około 2,5 miliona publikacji obejmujących ponad 350 obszarów tematycznych (39 głównych kategorii przedmiotowych i 375 podkategorii). Zawartość kolekcji obejmuje raporty badawcze, produkty komputerowe, oprogramowanie itp. Kompletna baza danych NTIS zawiera materiały począwszy od 1964 roku. Średnio do bazy tej, w ciągu ostatnich dziesięciu lat, dodawano ponad 30 000 nowych rekordów rocznie. Większość zapisów zawiera metadane. Baza posiada również obszerną kolekcję danych z badań jądrowych, poczynając od projektu Manhattan oraz informacje o najnowszych badaniach sponsorowanych przez amerykański rząd.

Jednym z podstawowych celów działalności NTIS jest wspieranie misji Departamentu Handlu w promowaniu wzrostu gospodarczego kraju poprzez zapewnienie dostępu do informacji, które stymulują innowacje i odkrycia. NTIS pomaga agencjom federalnym w podejmowaniu trafniejszych decyzji dotyczących analizy danych, za sprawą nowoczesnych metod przetwarzania danych. Zapewnia wsparcie i strukturę, która pomaga partnerom w bezpieczny sposób przechowywać, analizować, sortować i wytwarzać dane w nowy sposób. NTIS należy do tzw. America’s Data Agency (Amerykańska Agencja Danych) Departamentu Handlu Stanów Zjednoczonych. Aby tworzyć nowe sposoby wykorzystania danych w rozwiązywaniu problemów, NTIS korzysta z wiedzy partnerów z sektora prywatnego. Program Joint Venture NTIS współpracuje z uniwersytetami, organizacjami non-profit i profesjonalistami z branży, eksperymentując z technologiami przetwarzania danych, zanim te będą dostępne na rynku.

Serwis Nowości Światowych

Swobodny dostęp zainteresowanych służb i obywateli USA do wiadomości przedstawianych przez NTIS w Internecie pod nazwą „Serwis Nowości Światowych” (ang. World News Connection – WNC) to kompilacja aktualnych wiadomości międzynarodowych, przetłumaczonych na język angielski. Serwis ten zawierający dane o wydarzeniach zachodzących w różnych krajach świata, czerpie informacje z ponad tysiąca środków masowej informacji pochodzenia amerykańskiego i zagranicznego, w których prezentowane są problemy i wydarzenia o charakterze ekonomicznym, politycznym, naukowym, technicznym i ekologicznym. Informacje ze źródeł innych, niż amerykańskie Krajowy Dział Informacji Technicznych Departamentu Handlu USA opracowuje i rozpowszechnia zwykle w ciągu 24-72 godzin od czasu pierwotnej publikacji lub emisji. Dostarcza pełne teksty artykułów prasowych, audycji telewizyjnych i radiowych, tekstów ze źródeł internetowych, materiałów konferencyjnych, czasopism i jawnych (niesklasyfikowanych) raportów technicznych. Informacje te są gromadzone i tłumaczone m.in. dla osób podejmujących decyzje na najwyższych szczeblach władzy wykonawczej i legislacyjnej w rządzie USA, które powinny znać nie tylko szczegóły wydarzeń za granicą, ale również ich lokalne interpretacje. WNC jest również szczególnie przydatne dla decydentów politycznych i gospodarczych szczebla lokalnego, nieznających języków, często rzadkich. Swoim zasięgiem WNC objęło 130 krajów, w tym również te, które nie są ogólnie objęte innymi serwisami informacyjnymi.

Serwis Nowości Światowych, a Centrum Otwartych Źródeł Informacji

Do grudnia 2013 r. część informacji bazy WNC pochodziła z Centrum Otwartych Źródeł Informacji – OSC. Jednak w październiku 2013 r. NTIS oświadczyła, że kierownictwo CIA podjęło decyzję o zaprzestaniu z dniem 31 grudnia 2013 r. dostarczania informacji otrzymywanych przez specjalistów z OSC. W związku z tym Amerykanie, którzy ponad pół wieku mogli korzystać z informacji uzyskiwanych przez współpracowników CIA ze źródeł otwartych, w różnych regionach świata, zostali pozbawieni takiej możliwości. Od 1 stycznia 2014 r. dostęp do tego serwisu jest możliwy tylko po uzyskaniu specjalnego zezwolenia.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, Krzysztof Surdyk, Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp z o.o.

SferaNET S.A. przedstawiła prognozy finansowe na 2018 r.

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, zaprezentowała prognozy finansowe na 2018 r. Przewidują one wypracowanie przez Emitenta w tym roku zysku EBITDA na poziomie 1,1 mln zł oraz przychodów netto ze sprzedaży w wysokości 5,4 mln zł.

Opublikowane przez Spółkę prognozy finansowe na 2018 r. zakładają, że osiągnie ona zysk EBITDA w kwocie 1.100 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży i zrównane z nimi wyniosą 5.400 tys. zł. Prognoza finansowa sporządzona przez Zarząd SferaNET S.A. została oparta o dotychczasowy poziom sprzedaży, potencjalne przychody z tytułu umów abonamentowych, realizowanych zleceń na dostawy sprzętu IT, a także z rozwojowych kontraktów, które znajdują się aktualnie w fazie negocjacji z klientami. Jest to zarazem już trzeci kolejny rok, w którym Emitent publikuje prognozy finansowe, co pozytywnie wpływa na postrzeganie przez inwestorów i jest ważnym elementem motywacyjnym dla całego zespołu. W poprzednich latach Spółce udało się zrealizować, a nawet przekroczyć założone prognozy, które bywały także podwyższane. Zarząd SferaNET S.A. jest przekonany, że dzięki publikowaniu prognoz i ich wypełnianiu w poprzednich latach Spółka będzie mogła nadal umacniać pozycję na rynku kapitałowym oraz zwiększać swoją wartość.

„To właśnie przekroczenie prezentowanych prognoz finansowych w latach ubiegłych motywuje Spółkę do ich publikacji również na rok bieżący. Mamy nadzieję, że przyczynią się one do naszego dalszego rozwoju. Zapewnią Spółce równowagę pomiędzy jej bieżącą działalnością, a celem strategicznym, jakim w najbliższych latach jest realizacja projektu „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim”, w ramach działania 1.1. Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. W naszej opinii wyznaczone cele finansowe pozytywnie wpłyną również na efektywność operacyjną Spółki. W dalszym ciągu będziemy dążyć do optymalizacji procesów wewnętrznych w obszarach realizacji świadczonych usług, sprzedaży, jak również w zakresie finansowym.” – ocenia Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

Po dwóch kwartałach 2018 r. Spółka wypracowała ponad 560 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 2.490 tys. zł. Zysk netto Emitenta wyniósł w tym okresie blisko 102 tys. zł. SferaNET S.A. utrzymuje stały wzrost przychodów z usług abonamentowych. Spółka prowadzi aktywne prace w zakresie projektu budowy sieci światłowodowej w województwie śląskim – „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim” realizowanego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa na lata 2014-2020. SferaNET S.A. otrzymała na jego realizację dofinansowanie z POPC w wysokości 33,6 mln zł. Prowadzone przedsięwzięcie inwestycyjne umożliwi Spółce zdobycie dominującej pozycji na rynku w obszarze objętym projektem oraz przełoży się na wielokrotny wzrost jej wartości.

SferaNET S.A. zakończyła 2017 r. zyskiem netto w kwocie 196 tys. zł, zyskiem EBITDA sięgającym 1.048 tys. zł oraz przychodami netto ze sprzedaży w wysokości 4.164 tys. zł.

Jakie ogłoszenie o pracę przyciągnie uwagę wymagającego kandydata?

Czasy, w których to kandydaci zabiegali o uwagę pracodawców minęły, a stosowane dotąd metody rekrutacji zaczynają zawodzić. Szczególnie w przypadku najbardziej pożądanych kandydatów z branży IT, inżynierii i przemysłu czy centrów usług wspólnych. Video ogłoszenia o pracę, atrakcyjne metody rekrutacji takie jak grywalizacja czy escape room coraz częściej pojawiają się w przeprowadzanych przez firmy procesach. Nadal jednak to ogłoszenie o pracę jest dominującą formą pozyskiwania kandydatów. Czym warto zachęcić potencjalnego pracownika?

Niezmiennie dla specjalistów i menedżerów najważniejsze w nowej ofercie jest wyższe od dotychczasowego wynagrodzenie. Jednak oprócz lepszych warunków finansowych, potencjalni pracownicy zwracają uwagę również na inne elementy. Wymagający kandydat kompleksowo ocenia pracodawcę, jego wizerunek oraz to, co firma może mu zaoferować. Dlatego nawet jeśli organizacja zaproponuje wysoką stawkę wynagrodzenia, ale nie cieszy się dobrą opinią na rynku pracy, nie będzie w stanie przekonać dobrego specjalisty do aplikacji na stanowisko.

Dziś kandydaci krytycznym okiem patrzą na ogłoszenia zawierające określenia „kopiuj-wklej” takie jak: atrakcyjne wynagrodzenie, przyjazna atmosfera pracy, możliwości rozwoju. Najbardziej pożądani specjaliści oczekują od pracodawcy indywidualnego podejścia oraz konkretnych informacji. Podanie widełek płacowych, ciekawy opis benefitów (szczególnie tych niestandardowych) oraz wyszczególnienie kompetencji, jakie zdobędzie kandydat na konkretnym stanowisku, zareklamuje firmę jako innowacyjną, a także pozwoli na świadomą decyzję o aplikacji – mówi Sonia Podgórska, konsultant w agencji rekrutacyjnej Antal.

Elastyczne godziny pracy

Z roku na rok coraz bardziej cenione są na rynku wszelkie benefity pomagające w zachowaniu work-life-balance. Dlatego dla niemal połowy kadry średniego i wyższego szczebla elementem koniecznym do rozpatrzenia propozycji nowego zatrudnienia jest możliwość elastycznych godzin pracy.

Kandydatom zależy dziś na stabilności zatrudnienia, ale chcą mieć poczucie pewnej niezależności. Ogłoszenie, które będzie zawierać elastyczne rozwiązania np. częściowo pracę zdalną lub możliwość elastycznych godzin pracy, na pewno będzie postrzegane jako bardziej atrakcyjne. W prowadzonych przez nas procesach rekrutacyjnych, często to właśnie ten element zaważa na decyzji kandydata. Z naszego doświadczenia wynika, że firmy kierujące się filozofią work-life-balance w ostatecznym rozrachunku wygrywają na konkurencyjnym rynku pracy – mówi Sonia Podgórska z Antal.

Umowa o pracę

Jak wynika z raportu Antal[1] dla 54 proc. specjalistów i menedżerów nieodłącznym elementem ogłoszenia powinna być również umowa o pracę. Świadczy to o nadal konserwatywnym podejściu większości uczestników rynku pracy do formy zatrudnienia. Warto jednak zauważyć, że rośnie również odsetek osób preferujących umowę w oparciu o działalność gospodarczą (10%, wzrost o 3 punkty procentowe). Coraz więcej osób stawia na niezależność, rozwija swoją karierę jako freelancer lub inwestuje w start-upy.

Dogodna lokalizacja

Wiele mówi się również na temat samego biura jako miejsca pracy – jego lokalizacji, jak również atrakcyjności powierzchni biurowej. Okazuje się, że aż 47% kandydatów przeglądających oferty o pracę, zwraca uwagę na czas dojazdu do potencjalnego miejsca zatrudnienia. Wynika to z faktu, że coraz bardziej cenimy swój czas prywatny i nie chcemy marnować go na dojazdy. Wolimy spędzać go z przyjaciółmi i rodziną, a także inwestować w rozwój osobisty. Ważnym elementem oferty pracodawcy jest również wspomniany wcześniej komfort i wystrój biura. Firmy inwestują w nowoczesne przestrzenie i rozwiązania, chcąc tym samym zachęcić najlepszych specjalistów.

 Jakie są konieczne elementy oferty pracy, aby jej poszukujący zdecydował sie rozważyć

[1] Raport Antal ”Aktywność specjalistów i menedżerów na rynku pracy” został przeprowadzony metodą CAWI w terminie 14.03-7.05. 2018 roku. W badaniu wzięło udział 1125 respondentów z całej Polski, średnio mających 38 lat i 14 lat doświadczenia zawodowego. Pełna wersja raportu jest dostępna pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/244-aktywnosc-specjalistow-i-menedzerow-na-rynku-pracy

 

Dane o sprzedaży kredytów w Polsce w lipcu 2018 r.

W lipcu 2018 r., w porównaniu do lipca 2017 r. w ujęciu liczbowym instytucje finansowe udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych, konsumpcyjnych oraz przyznały limitów kredytowych. W ujęciu liczbowym, najwyższy wzrost w stosunku do lipca 2017 r. dotyczył kredytów mieszkaniowych (+12,7%) oraz limitów kredytowych (+6,5%). W lipcu 2018 r., w porównaniu do lipca 2017 r. w ujęciu wartościowym, instytucje finansowe udzieliły wyższą wartość kredytów mieszkaniowych (+23,6%) i konsumpcyjnych (+7,8%), przyznały również wyższą kwotę limitów na kartach kredytowych (+1,5%). Ujemne dynamiki w ujęciu liczbowym odnotowały karty kredytowe – odpowiednio (-0,3%), a w wartościowym limity kredytowe (-0,6%).

Lipiec 2018 r. w porównaniu do czerwca 2018 r. przyniósł wzrosty wolumenu i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych i przyznanych limitów kredytowych. Natomiast spadki liczby i wartości udzielonych kredytów i przyznanych limitów dotyczyły kredytów konsumpcyjnych i limitów na kartach kredytowych.

W okresie styczeń – lipiec 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+8,5%) i konsumpcyjnych (+5,6%) oraz przyznały więcej limitów kredytowych (+6,1%). W ujęciu wartościowym w tym samym okresie najwyższy wzrost wartości udzielonych kredytów odnotowały kredyty mieszkaniowe (+17,7%) kredyty konsumpcyjne (+7,9%) oraz limity kredytowe (+4,6%). Negatywna tendencja zarówno w wolumenie, jak i w kwocie dotyczyła w tym okresie kart kredytowych, które spadły odpowiednio o (-4,4%) oraz (-4,8%).

Kredyty konsumpcyjne (kredyty gotówkowe i ratalne)

W lipcu 2018 r. banki SKOK-i udzieliły łącznie 630,9 tys. kredytów konsumpcyjnych na łączną kwotę 7,13 mld zł. Stanowi to wzrost o 5,9% w ujęciu liczbowym i o 7,8% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i udzieliły w pierwszych siedmiu miesiącach 2018 r. kredytów konsumpcyjnych na kwotę o 7,9% wyższą niż w tym samym okresie 2017 r.

– W siedmiu pierwszych miesiącach 2018 r. dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów konsumpcyjnych dotyczyły kredytów we wszystkich przedziałach kwotowych. Najniższą dynamikę miały kredyty w przedziale 7 do 20 tys. zł, które odnotowały tylko dynamikę na poziomie (+0,6%). Drugą pod względem wartości dodatnią dynamikę (+8,9%) odnotowały kredyty niskokwotowe (w przedziale do 1 tys. zł.), a najwyższa dodatnia dynamika wzrostu dotyczyła kredytów wysokokwotowych powyżej 20 tys. zł (+11,4%). Rosną więc głównie kredyty z najniższego i z najwyższego przedziału kwotowego, a zjawisko to obserwujemy już od kilku miesięcy – podsumowuje Sławomir Grzybek, dyrektor Departamentu Business Intelligence Biura Informacji Kredytowej SA.

– Również w ujęciu wartościowym ,w każdym z sześciu przedziałów kwotowych w okresie styczeń – lipiec 2018 r. w porównaniu do okresu styczeń – lipiec 2017 r. odnotowano wzrosty – najwyższy wśród kredytów > 20 tys. zł (+10,5%) oraz na kwoty z przedziału do 1 tys. zł – (+8,6%). Widzimy więc ponowny wzrost zainteresowania finansowaniem niskokwotowym, dotychczas zdominowanym głównie przez firmy pożyczkowe.Podobną sytuację odnotowaliśmy już w poprzednich miesiącach. Po siedmiu pierwszych miesiącach 2018 r. wartość sprzedaży kredytów konsumpcyjnych wyniosła 48,95 mld zł. Podtrzymuję więc prognozę na 2018 r., że w całym 2018 r. sprzedaż kredytów konsumpcyjnych może przekroczyć 83 mld zł pod warunkiem jednak, że nie wystąpią negatywne zdarzenia zarówno o charakterze globalnym (np. w konsekwencji kryzysu tureckiego i jego wpływu na banki europejskie, głównie hiszpańskie i włoskie), jak i lokalnym, które zmniejszyłyby apetyt banków na ryzyko, a gospodarstwa domowe zniechęciły do zaciągania kredytów konsumpcyjnych. Warto również zwrócić uwagę na fakt, że możliwość udzielania wysokokwotowych kredytów konsumpcyjnych wynika z łącznego występowania trzech czynników: niskich stóp procentowych, rosnących dochodów gospodarstw domowych oraz wydłużania przez banki okresu kredytowania kredytów gotówkowych – stwierdza Sławomir Grzybek z BIK.

– Co ważne, sprzedaży kredytów konsumpcyjnych nie towarzyszy praktycznie wzrost ryzyka kredytowego, a wręcz w okresie ostatnich 12 miesięcy poziom ryzyka portfela spadł pomimo zaciągania kredytów na coraz wyższe kwoty. Należy mieć przy tym na uwadze, że kredyty wysokokwotowe charakteryzują się ponad przeciętnym ryzykiem. Dla porównania, szkodowość tzw. kredytów niskokwotowych (do 4 tys. zł), po 24 miesiącach od udzielenia kształtuje się na poziomie ok. 4%. Z kolei już, w kredytach gotówkowych powyżej 50 tys. zł (tzw. wysokokwotowych), szkodowość po 24 miesiącach od udzielenia jest ponad 50% wyższa niż niskokwotowych i wynosi 6,6%. Jakość portfela kredytowego od kilku lat utrzymuje się na bezpiecznym, stosunkowo niskim poziomie szkodowości, co potwierdza miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów konsumpcyjnych. Jego bieżący (lipcowy) odczyt to 5,81%. W okresie 12 miesięcy wartość Indeksu Jakości dla portfela konsumpcyjnego polepszyła się (spadła) o -0,38 – dodaje Sławomir Grzybek.

Kredyty mieszkaniowe

W lipcu 2018 r. banki udzieliły łącznie 19,5 tys. kredytów mieszkaniowych na łączną wartość 4,93 mld zł. Stanowi to wzrost o 12,7% w ujęciu liczbowym i wzrost o 23,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. W pierwszych siedmiu miesiącach 2018 r. banki udzieliły łącznie 136,5 tys. kredytów mieszkaniowych na kwotę 32,84 mld zł. Oznacza to, że w porównaniu z analogicznym okresem 2017 r., banki udzieliły o 8,5% więcej kredytów mieszkaniowych i na kwotę o 17,7% wyższą.

– Lipiec 2018 r. jest już kolejnym bardzo dobrym miesiącem dla kredytów mieszkaniowych zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Na rynku kredytów mieszkaniowych nadal panuje więc dobra koniunktura, która przy jej kontynuacji w drugim półroczu powinna pozwolić na osiągnięcie w skali roku sprzedaży na poziomie powyżej 50 mld zł. Za minione siedem miesięcy wartość udzielonych kredytów wynosi 32,84 mld zł. Wartość sprzedaży kredytów mieszkaniowych nadal jest, i w mojej opinii nadal będzie, napędzana m.in. wzrostem cen mieszkań. Obecnie średnia cena mieszkania w Warszawie to 9,2 tys. zł za m2, czyli na poziomie 2008 r. Dwucyfrowa dynamika wzrostu kredytów mieszkaniowych w ujęciu wartościowym (23,6%), po części wynika również ze struktury udzielanych kredytów mieszkaniowych. Prawie 60% wartości udzielonych w okresie styczeń – lipiec 2018 r. kredytów mieszkaniowych przypada na kredyty powyżej 250 tys. zł. Ponadto dynamika udzielanych kredytów mieszkaniowych w poszczególnych przedziałach kwotowych jest zróżnicowana, w dwóch przedziałach kwotowych do 100 tys. zł oraz 100 – 150 tys. dynamika siedmiu pierwszych miesięcy 2018 w relacji do siedmiu miesięcy 2017 w ujęciu liczbowym jest ujemna, odpowiednio (-17,5%) oraz (-5,1%). Również w ujęciu wartościowym dynamika jest ujemna odpowiednio (-15,9%) oraz (-4,7%). Najwyższa dynamika zarówno wolumenu jak i wartości dotyczy kredytów z przedział > 350 tys. aż (36,2%) liczbowo i (34,4%) – wartościowo, w porównaniu do siedmiu pierwszych miesięcy 2017r. W wyniku zmniejszenia liczby transakcji na pierwotnym rynku nieruchomości, mniej osób będzie wnioskowało o kredyt mieszkaniowy. Jednak część osób, które z uwagi na ograniczenie podaży na rynku pierwotnym, będzie poszukiwać mieszkań na rynku wtórnym, zwiększy liczbę udzielanych kredytów mieszkaniowych. Ponieważ, obie te przeciwstawne tendencje, będą się częściowo kompensować, z przewagą tendencji pozytywnej uważam, że w całym 2018 r. liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych nie powinna być wyższa niż 10% w porównaniu z 2017 r. – wyjaśnia Sławomir Grzybek z BIK.

– Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2018 r. wyniósł jedynie (0,82%), co potwierdza wieloletnią już obserwację dotyczącą niskiego ryzyka kredytowego związanego z tymi kredytami. W ostatnich 12 miesiącach jakość portfela jeszcze się poprawiła o czym świadczy spadek Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych o (-0,12%) – uzupełnia Sławomir Grzybek.

Karty kredytowe

W lipcu 2018 r. banki wydały 79,4 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 451 mln zł. Stanowi to spadek o 0,3% w ujęciu liczbowym i wzrost o 1,5% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. Jednak analizując okres styczeń – lipiec 2018 r. mamy do czynienia z trendem negatywnym. W porównaniu do okresu styczeń – lipiec 2017 r. banki wydały bowiem o 4,4% mniej kart i przyznały o 4,8% niższą wartość limitów kartowych.

– W lipcu 2018 r. podobnie jak w poprzednich miesiącach 2018 r., (z wyjątkiem stycznia i czerwca) odnotowaliśmy powrót do negatywnej tendencji, z którą mieliśmy do czynienia już od dłuższego czasu. Okazało się, że czerwiec podobnie jak styczeń był tylko jednorazowym zdarzeniem, a nie zapowiedzią poprawy sytuacji na rynku kart kredytowych. Najwyższą ujemną dynamikę liczby przyznawanych limitów kart kredytowych styczeń – lipiec 2018 r. vs styczeń – lipiec 2017 r., aż minus 32,7%, odnotowaliśmy w przypadku kart o limicie od 2 do 3,5 tys. zł. Dodatnia dynamika wydawanych kart dotyczyła kart z limitami w przedziale do 1 tys. zł (7,9%), 1 – 2 tys. zł (10,4%) oraz 4,5 do 10 tys. zł (+15%). Dodatnie dynamiki dotyczyły więc podobnie, jak w przypadku kredytów konsumpcyjnych nisko i wysokokwotowych limitów. Jednak sprzedaż kart z najwyższymi limitami (ponad 10 tys. zł), również odnotowała ujemną dynamikę – mówi Sławomir Grzybek z BIK.

Limity kredytowe w kontach osobistych

W lipcu 2018 r. banki przyznały łącznie 60,1 tys. limitów kredytowych w kontach osobistych na łączną kwotę 239 mln zł. Stanowi to wzrost o 6,5% w ujęciu liczbowym i spadek o 0,6% w ujęciu wartościowym, w porównaniu do lipca 2017 r. W całym okresie styczeń – lipiec 2018 r. banki łącznie przyznały 386,3 tys. limitów kredytowych na łączną kwotę 1,70 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku oznacza to wzrost o 6,1% w ujęciu wolumenowym oraz 4,6% w ujęciu wartościowym.

– W lipcu 2018 r. zaobserwowaliśmy powrót, po słabym czerwcu, dodatniej dynamiki liczby przyznanych limitów kredytowych w kontach osobistych (+6,5%) w porównaniu z lipcem ubiegłego roku. W ujęciu wartościowym wystąpił jednak spadek wartości przyznawanych limitów kredytowych. W lipcu br. w porównaniu do lipca 2017 r., spadek wartości przyznanych limitów wyniósł (-0,6%). Jednak w okresie styczeń – lipiec 2018 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2017 r. banki przyznały zarówno więcej limitów kredytowych, jak i na wyższe kwoty – odpowiednio: (+6,1%) i (+4,6%). Analizując przyznawane limity w określonych przedziałach kwotowych widzimy, że w okresie styczeń – lipiec 2018 r. 62,3% wartości przyznanych limitów w kontach osobistych koncentruje się w przedziale > 7 tys. zł. Limity te mają 18% udział w ogólnej liczbie przyznanych limitów kredytowych. 20,4% dodatnia dynamika wzrostu przyznawanych limitów kredytowych dotyczyła jednego z najniższych przedziałów kwotowych tj. 500 – 1 tys. zł. Ponadto prawie 12% dodatnia dynamika wystąpiła również w przypadku limitów w najwyższym przedziale kwotowym > 7 tys. zł. Zatem tak, jak w przypadku kredytów konsumpcyjnych czy kart kredytowych, sprzedaż limitów kredytowych rośnie w dwóch skrajnych przedziałach (niskokwotowym i wysokokwotowym). Jest to więc wspólna cecha wszystkich trzech produktów kredytowych finansujących bieżące potrzeby konsumpcyjne gospodarstw domowych. Można zaryzykować tezę, że wzrosty w przypadku finansowania niskokwotowego wynikają z transferów socjalnych, zaś wysokokwotowego ze wzrostów wynagrodzeń – podsumowuje Sławomir Grzybek.

Grupa TAURON publikuje wyniki po I półroczu 2018 r.

  • Wzrost przychodów ze sprzedaży o 5 proc. r/r (do 9,2 mld zł)
  • Wzrost EBITDA o 2 proc. (do 2,2 mld zł) przy marży EBITDA na poziomie 23,8 proc.
  • Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej w wysokości 567 mln zł pod wpływem odpisów z tytułu utraty wartości (wpływ na wynik netto: 303 mln zł)
  • Utrzymanie wolumenów dystrybucji i sprzedaży detalicznej energii elektrycznej
  • Nakłady inwestycyjne na poziomie 1,48 mld zł. Najwyższy capex w segmentach: Dystrybucja (793 mln zł) i Wytwarzanie (570 mln zł)
  • Bezpieczny poziom wskaźnika dług netto/EBITDA (2,3x)  

(wszystkie dane skonsolidowane za I półrocze 2018 r.)

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– W pierwszym półroczu Grupa TAURON osiągnęła dobre wyniki finansowe. Zwiększyliśmy zarówno przychody ze sprzedaży, jak i wynik EBITDA. Natomiast wynik netto był istotnie obciążony zdarzeniem jednorazowym w postaci ujęcia odpisów z tytułu utraty wartości aktywów – mówi Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia. – Kontynuujemy prace nad projektami inwestycyjnymi i rozwojowymi, które w przyszłości zagwarantują Grupie dodatkowe przychody. Warto wspomnieć na przykład o projektach z zakresu obszaru elektromobilności, car sharingu samochodów elektrycznych czy uruchomieniu funduszu corporate venture capital w celu rozwijania innowacji – wskazuje Filip Grzegorczyk.

Marek Wadowski
08.02.2017 Warszawa,
n/z prez. Marek Wadowski TAURON
fot. Piotr Waniorek/zelaznastudio.pl

– Nasze prace w I półroczu koncentrowały się na dalszej optymalizacji źródeł finansowania, czego efektem jest utrzymanie wskaźnika dług netto/EBITDA na bezpiecznym poziomie 2,3 – mówi Marek Wadowski, wiceprezes zarządu TAURON Polska Energia ds. finansów– Warto wspomnieć, że w marcu podpisaliśmy aneksy do umów z bankami, których skutkiem jest wydłużenie do 2022 r. dostępności środków w ramach programu emisji obligacji. Jesteśmy również coraz bliżej pozyskania środków w wysokości do 880 mln zł z Polskiego Funduszu Rozwoju na budowę bloku 910 MW w Jaworznie – dodaje Marek Wadowski.

Dane operacyjne

Kluczowe parametry operacyjne J.m. I półrocze 2018 r. I półrocze 2017 r. Zmiana (proc.) II kwartał 2018 r. II kwartał 2017 r. Zmiana (proc.)
Produkcja węgla handlowego mln ton 2,53 3,32 -24 1,10 1,81 -39
Sprzedaż węgla handlowego mln ton 2,50 3,56 -30 1,07 1,77 -40
Wytwarzanie energii elektrycznej (produkcja brutto Grupy), w tym: TWh 7,55 9,46 -20 3,62 4,56 -21
wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych (biomasa, wiatr, woda) TWh 0,51 0,66 -23 0,27 0,33 -19
Wytwarzanie ciepła PJ 6,73 7,09 -5 1,05 1,80 -42
Dystrybucja energii elektrycznej TWh 26,01 25,70 1 12,59 12,40 2
Sprzedaż detaliczna energii elektrycznej przez Segment Sprzedaż TWh 17,20 17,21 0 7,93 8,08 -2
Liczba klientów – Dystrybucja tys. 5 563 5 501 1 5 563 5 501 1

 

Produkcja węgla handlowego w I półroczu 2018 r. wyniosła 2,53 mln ton i była niższa o 24 proc. r/r ze względu na trudne warunki geologiczne w ZG Janina oraz prowadzone prace przezbrojeniowe w ZG Sobieski i ZG Janina. Wolumen sprzedaży węgla był zbliżony do wielkości produkcji tego surowca i wyniósł 2,5 mln ton. W I półroczu 2018 r. około 50 proc. zapotrzebowania na węgiel do produkcji energii elektrycznej i ciepła zostało zaspokojone surowcem z własnych zakładów górniczych Grupy. Pozostała część zapotrzebowania została pokryta ze źródeł zewnętrznych.

W I półroczu 2018 r. Grupa TAURON wyprodukowała 7,55 TWh energii elektrycznej, tj. o 20 proc. mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku (9,46 TWh). Zmniejszenie wolumenu produkcji energii było konsekwencją przyjętej strategii produkcyjno-handlowej. Wielkość produkcji energii ze źródeł odnawialnych wyniosła 0,51 TWh, tj. o 23 proc. mniej w stosunku do ubiegłego roku (0,66 TWh), co wynikało przede wszystkim z istotnego ograniczenia spalania biomasy oraz spadku produkcji energii przez elektrownie wodne i wiatrowe spowodowane niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi.

W I półroczu 2018 r. produkcja ciepła osiągnęła poziom 6,73 PJ i była niższa o 5 proc. r/r. Sprzedaż ciepła zmniejszyła się o 9 proc. (8,93 PJ) z powodu mniejszego zapotrzebowania odbiorców na skutek wysokich temperatur.

Segment Dystrybucja dostarczył klientom 26,01 TWh energii elektrycznej tj. o 1 proc. więcej r/r. W analizowanym okresie liczba klientów przyłączonych do sieci TAURON Dystrybucja wzrosła o ponad 60 tys., tj. do 5,56 mln. W I półroczu 2018 r. sprzedaż detaliczna energii elektrycznej przez spółki Segmentu Sprzedaż osiągnęła poziom 17,2 TWh i była na poziomie ubiegłorocznym.

Wyniki finansowe

Kluczowe parametry finansowe
(w mln zł)
I półrocze 2018 r. I półrocze 2017 r. Zmiana (proc.) II kwartał 2018 r. II kwartał 2017 r. Zmiana (proc.)
Przychody ze sprzedaży 9 202 8 758 5 4 377 4 167 5
EBIT 955 1 296 -26 79 485 -84
EBITDA 2 194 2 152 2 902 930 -3
Marża EBITDA 23,8 proc. 24,6 proc. -0,8 p.p. 20,6 proc. 22,3 proc. -1,7 p.p.
Zysk netto 568 1 005 -43 -68 365
Marża zysku netto 6,2 proc. 11,5 proc. -5,3 p.p. -1,6 proc. 8,8 p.p. -10,3 p.p.
Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej 567 1 004 -44 -69 364

W I półroczu 2018 r. przychody Grupy TAURON wyniosły 9,2 mld zł (wzrost o 5 proc. r/r). W analizowanym okresie wzrost przychodów zanotował Segment Dystrybucja, przychody Segmentu Sprzedaż utrzymały się na poziomie I półrocza 2017 r. a spadek będący konsekwencją niskiej produkcji węgla nastąpił w Segmencie Wydobycie (-13 proc.).

Istotny wpływ na wyniki Grupy w I półroczu 2018 r. miało utworzenie odpisów z tytułu utraty wartości aktywów trwałych oraz utraty wartości firmy w Segmencie Wydobycie w wysokości 733 mln zł, a także odwrócenie wcześniej utworzonych odpisów w Segmencie Wytwarzanie w wysokości 345 mln zł. W konsekwencji nadwyżka odpisów tworzonych nad odwróconymi wyniosła 388 mln zł, a łączny wpływ na obniżenie skonsolidowanego zysku netto wyniósł 303 mln zł.

Grupa wypracowała w I półroczu 2018 r. EBITDA na poziomie 2,2 mld zł, co jest wynikiem wyższym o 2 proc. od EBITDA uzyskanego w tym samym okresie 2017 r. Największy udział w EBITDA Grupy TAURON miał Segment Dystrybucja (61 proc.), w dalszej kolejności segmenty: Wytwarzanie (27 proc.) i Sprzedaż (15 proc.). Marża EBITDA Grupy w I półroczu 2018 r. była niższa o 0,8 p.p. r/r i wyniosła 23,8 proc.

Wynik EBITDA Segmentu Wytwarzanie w I półroczu 2018 r. (592 mln zł) był o 62 proc. wyższy niż rok wcześniej (365 mln zł) głównie z uwagi na rozwiązanie rezerw z tytułu świadczeń pracowniczych o wartości 230 mln zł, które miało miejsce w I kwartale 2018 r.

W I półroczu 2018 r. zysk netto Grupy TAURON przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 567 mln zł i był niższy o 44 proc. r/r.

Program Poprawy Efektywności

Realizowany w Grupie TAURON Program Poprawy Efektywności przyniósł efekty o łącznej wartości 1 369 mln zł (w okresie 2016 r. – I półrocze 2018 r.). W pierwszym półroczu skumulowane rezultaty Programu wyniosły około 300 mln zł, a łączny uzyskany do tej pory pozytywny efekt finansowy jest już wyższy od pierwotnie zakładanego. Największy udział w osiągniętych wynikach miały segmenty: Wytwarzanie i Dystrybucja.

Inwestycje

W I półroczu 2018 r. nakłady inwestycyjne Grupy TAURON wyniosły 1,48 mld zł i były zbliżone do poniesionych w analogicznym okresie ubiegłego roku (1,5 mld zł). Największe nakłady zostały poniesione w Segmencie Dystrybucja (793 mln zł), w którym capex przeznaczony był przede wszystkim na modernizację sieci dystrybucyjnej (436 mln zł) oraz budowę nowych przyłączy (288 mln zł).

Istotna cześć nakładów w segmencie Wytwarzanie (437 mln zł) przeznaczona była na budowę bloku o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III. Planowane całkowite wydatki na budowę tej jednostki osiągną poziom ok. 6,2 mld zł. Blok zostanie przekazany do eksploatacji w listopadzie 2019 r.

Zadłużenie i finansowanie

Na koniec czerwca 2018 r. zobowiązania finansowe netto Grupy TAURON wyniosły 8,4 mld zł i były wyższe o 4,7 proc. w porównaniu ze stanem na 31 grudnia 2017 r. Dzięki działaniom mającym na celu optymalizację źródeł finansowania Grupa TAURON utrzymuje wskaźnik długu netto do EBITDA na stabilnym i bezpiecznym poziomie. Na koniec czerwca wskaźnik ten wynosił 2,3.

SSK S.A. zakończyła pierwsze półrocze 2018 roku zyskiem EBITDA oraz wzrostem przychodów netto ze sprzedaży w ujęciu rdr.

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, zakończyła pierwsze półrocze 2018 roku zyskiem EBITDA oraz wzrostem przychodów netto ze sprzedaży w ujęciu rdr. Emitent realizuje nowe projekty i pracuje nad pozyskaniem kolejnych kontraktów.

Spółka osiągnęła w pierwszym półroczu 2018 r. zysk EBITDA w wysokości ponad 2 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły w tym okresie 1.695 tys. zł. Rok wcześniej przychody netto ze sprzedaży SSK S.A. sięgnęły 1.676 tys. zł. Emitent utrzymuje stałą poprawę wyników finansowych w porównaniu do poprzednich lat m.in. dzięki ciągłej optymalizacji posiadanych zasobów oraz utrzymaniu wysokiej dyscypliny kosztowej i to pomimo mocno rosnących wynagrodzeń pracowników w branży IT. W 2 kw. 2018 r. Spółka pozyskała środki z pożyczki udzielonej przez Akcjonariusza w kwocie 300 tys. zł, które pozwolą na poprawę płynności finansowej oraz realizację nowych przedsięwzięć biznesowych mających wygenerować wzrost przychodów. Zarząd SSK S.A. przewiduje, że podejmowane działania w obszarze biznesowym oraz operacyjnym przełożą się na dalszą poprawę sprzedaży i zwiększenie rentowności.

 „Utrzymanie w pierwszej połowie roku pozytywnego trendu poprawy wyników finansowych dzięki przeprowadzonej w minionych okresach głębokiej restrukturyzacji zasobów pozwala na prezentację umiarkowanego optymizmu co do wyników Spółki w drugim półroczu i w całym 2018 roku – w szczególności zysku EBITDA. Na wykazywany poziom zysku netto nadal negatywny wpływ ma relatywnie wysoki koszt amortyzacji będący pokłosiem nieudanych inwestycji realizowanych przez Spółkę w latach 2013-2014.” – wyjaśnia Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Emitent w minionym kwartale koncentrował swoje działania handlowe na kontynuacji aktywności związanych z wprowadzeniem na rynek kompleksowej oferty w zakresie przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO i pozyskaniu kolejnych klientów, co pozwoliło na podpisanie umów z podmiotami na realizację usług w tym segmencie biznesowym zarówno w warstwie technologicznej, jak i organizacyjno-prawnej. SSK S.A. sfinalizowała prace w obszarze RODO realizowane dla kilku podmiotów. Spółka podpisała także umowę z PGNiG Gazoprojekt z siedzibą we Wrocławiu na modernizację serwerowni i przeprowadziła prace zgodnie z przyjętym harmonogramem.

SSK S.A. przygotowywała się do procesu relokacji biura i zasobów dotychczasowej serwerowni w związku ze zmianą siedziby. Emitent prowadził uzgodnienia i negocjacje handlowe z wybranymi oferentami. Zarząd Spółki dokonał też weryfikacji umów zawartych z dostawcami usług pod kątem optymalizacji kosztów w nowej lokalizacji.

„Spółka w okresie drugiego kwartału zakończyła z sukcesem realizację trzech projektów obejmujących audyty organizacyjno-prawne oraz audyty bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych w kontekście wymagań rozporządzenia RODO oraz pozyskała czterech nowych kontrahentów na realizację tego typu usług. Równolegle bazując na kompetencjach ugruntowanych wielokrotną realizacją projektów integracyjnych dot. projektowania, wykonywania i modernizacji serwerowni pozyskała kolejne zamówienie tego typu, tym razem na modernizację serwerowni w firmie PGNiG Gazoprojekt. Sporym wyzwaniem dla zespołu technicznego i logistycznego były jednocześnie prace i aktywności związane z planowaną relokacją zasobów Spółki. Proces ten został powiązany z weryfikacją i optymalizacją kosztów usług telekomunikacyjnych niezbędnych w prowadzonej działalności.” – zakończył Prezes Bartoń.

„Facility & Property Managment – bezpieczna i oszczędna nieruchomość” 29 sierpnia 2018 w Warszawie

facility_miniPolski Instytut Rozwoju Biznesu wraz z Portalem CEO Magazyn Polska ma zaszczyt zaprosić do udziału w X edycji konferencji „Facility & Property Managment – bezpieczna i oszczędna nieruchomość”, która odbędzie się 29 sierpnia 2018 w Warszawie.
Udział w wydarzeniu jest bezpłatny, wymagana jest wcześniejsza rejestracja.

            Zarządzanie nieruchomością, to proces trudny i złożony. Wymaga on dużego zaangażowania i przyjęcia na siebie ogromnej odpowiedzialności. Zawód zarządcy nieruchomości wciąż zyskuje na znaczeniu. Zmusza to osoby wykonujące ten zawód do ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Celem organizowanego przez nas spotkania jest przedstawienie najnowszych trendów w obszarze nieruchomości. Eksperci, których zapraszamy, postarają się poszerzyć Państwa wiedzę na temat możliwości, jakie niosą za sobą nowe technologie. Przekonamy się, jak rozwija się branża nieruchomości w Polsce.

            Spotkanie dedykujemy właścicielom obiektów (biur, centrów handlowych, magazynów, hipermarketów, sieci sklepów), Facility Menedżerom, Property Menedżerom, Dyrektorom ds. Zarządzania Nieruchomościami, Dyrektorom administracyjnym, Dyrektorom technicznym, Zarządcom nieruchomości komercyjnych, Deweloperom, Architektom.

Prelekcje poprowadzą m.in.:

– Maciej Wiśniewski –  Członek Zarządu IFMA Polska
„PropTech a bezpieczna i oszczędna nieruchomość”
(Czy wszechobecny PropTech podniesie bezpieczeństwo nieruchomości, a może zoptymalizuje koszty jej funkcjonowania? Gdzie jest miejsce Facility i Property Managerów w dobie zmian technologicznych?)
– Szymon Śliwiński – Regional Key Account Manager, Apleona HSG Sp. z o.o.
„Analiza statystyczna + technologia = oszczędności”

(Jak można wykorzystać dostępne dane (wskazania liczników mediów, harmonogram pracy urządzeń) do optymalizacji zużycia mediów. Wykorzystanie dostępnych na rynku możliwości technologicznych, aby efekt optymalizacji był jak najbardziej wymierny bez uszczerbku dla komfortu najemcy.)
– Noemi Chudzik LL.M. – Partner Chudzik i Wspólnicy Radcowie Prawni Sp. p.
„Terminowe umowy najmu – aspekty prawne”
(Możliwości podwyższenia czynszu najmu przy długoletniej umowie najmu, waloryzacja i zmiany opłat eksploatacyjnych w odnosieniu do najnowszego orzecznictwa dotyczącego terminowych umów najmu.)
– Paweł Soboń – Regionalny Kierownik Sprzedaży w Belimo Siłowniki S.A.
„Nowoczesność i oszczędności przy modernizacji istniejących instalacji”
(Możliwości techniczne produktów Belimo pod kątem modernizacji istniejących instalacji. Korzyści i możliwe oszczędności wynikające z zastosowania produktów Belimo. Technologia chmury)
– Mirosław Czarnik – Prezes Zarządu GPP Business Park S.A.
Łukasz Rybacki – Wiceprezes Zarządu MBC Automatyka i Wentylacja Sp. z o.o.
„BMS = komfort, bezpieczeństwo i oszczędności. GPP Business Park – case study.”
– Janusz Gutowski – Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Zarządców Nieruchomości

Tematyka konferencji:
– building management system
– monitoring wizyjny i kontrola dostępu
– systemy automatyki i bezpieczeństwa w budynkach
– zarządzanie: środkami trwałymi, projektami, kontraktami, relacjami z klientem
– Big Data, technologie mobilne i chmurowe
– zarządzanie wydajnością przedsiębiorstwa, kontrola finansowa
– planowanie i zarządzanie jakością,  planowanie i zarządzanie przestrzenią użytkową
– systemy utrzymania obiektów i urządzeń
– outsourcing (ekonomiczny, techniczny, infrastrukturalny)
– green building – zielony wymiar funkcjonowania obiektów
– zarządzanie nieruchomościami

Lokalizacja: Centrum Bankowo-Finansowe „Nowy Świat” S.A., ul. Nowy Świat 6/12, 00-400 Warszawa

Czas trwania: 09.30 – 14:30

Uczestnikom zapewniamy: materiały konferencyjne, przerwy kawowe, możliwość konsultacji z Ekspertami.

Firmy zainteresowane udziałem w konferencji prosimy o kontakt.

Kontakt z organizatorem:

Martyna Mystkowska – Gibowicz
Młodszy specjalista ds. organizacji konferencji
mobile: +48/786 146 013
e-mail: [email protected]

Kurs dolara rozpoczyna dzień umocnieniem, traci na tym złoty

W środę polski złoty kontynuował umocnienie z poprzednich dni, zyskując w relacji do głównych walut. Złotemu, podobnie jak dzień wcześniej sprzyjała poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych oraz wzrost pary EUR/USD. Dziś jednak sytuacja jest nieco odmienna: złoty traci, osłabiając się z uwagi na odbicie  dolara amerykańskiego.

Amerykańska waluta była w stanie umocnić się, zyskując w trakcie azjatyckiej sesji po publikacji „minutek” z ostatniego posiedzenia FOMC. Z informacji zawartych w publikacji wynika, że członkowie komitetu decyzyjnego banku centralnego są przekonani o potrzebie rychłego zacieśnienia polityki pieniężnej, co należy odczytywać jako przypieczętowanie podwyżki stóp procentowych, do której ma dojść w końcówce września. Rezerwa Federalna pozytywnie zapatruje się na perspektywy amerykańskiej gospodarki, sugerując, że mimo iż wzrost gospodarczy ma nieco zwolnić w drugiej połowie roku, to i tak będzie znajdował się powyżej potencjału.

Mimo dobrej oceny sytuacji w gospodarce i jej perspektyw, członkowie FOMC zwracają uwagę na ryzyko związane z sytuacją w handlu. Eskalacja owego ryzyka zgodnie z ich opinią może negatywnie przekładać się na sentyment biznesu, inwestycje i zatrudnienie, a w konsekwencji negatywnie wpłynąć na ekspansję amerykańskiej gospodarki. Tymczasem w życie weszła kolejna runda amerykańskich ceł na chińskie towary o wartości 16 mld USD, za którymi poszła odpowiedź Chin o analogicznej skali.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę spadł o 0,6%, wahając się w widełkach 4,26-4,30. Wspólna europejska waluta była wczoraj nieco mocniejsza w relacji do głównych walut, jednak skala wahań wynikających z czynników wewnętrznych była niewielka, ze względu na brak istotnych informacji płynących ze strefy euro.

Dzisiejsze, wstępne szacunki indeksów aktywności biznesu w strefie euro w sierpniu nie wywołały większych emocji. Nieco negatywnie zaskoczył indeks dla przemysłu, który spadł z poziomu 55,1 do 54,6, przede wszystkim w związku z niższą aktywnością w Niemczech. Warto zwracać uwagę na odczyty ze względu na to, iż to właśnie sektor przemysłowy jest najbardziej narażony na wstrząsy w związku z globalnym niepokojem w handlu – jeśli wspomniany niepokój będzie się utrzymywał wzrośnie ryzyko dla sektora.

Oprócz wspomnianych danych PMI, dziś poznamy nowe „minutki” z ostatniego spotkania EBC. W związku z tym, iż rynki nie spodziewają się, żeby EBC w najbliższym czasie dokonywał modyfikacji parametrów monetarnej publikacja może mieć jednak ograniczony wpływ na rynki finansowe. Podobnie jak w przypadku publikacji z USA, warto obserwować co członkowie EBC mają do powiedzenia w kontekście perspektyw wzrostu europejskich gospodarek i niepokoju w związku z sytuacją w globalnym handlu.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę spadł 0,6%, wahając się w widełkach 4,74-4,79. Brytyjska waluta zakończyła dzień osłabieniem w relacji do euro i złotego, w parze z dolarem amerykańskim funt nieznacznie się umocnił, jednak wyłącznie ze względu na słabość USD.

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,7%, wahając się w widełkach 3,68-3,72. Wczorajszy dzień charakteryzował się słabością amerykańskiej waluty w relacji do większości walut, skala wyprzedaży była jednak wyraźnie niższa niż we wtorek.

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości rozczarowały. W lipcu sprzedano wyraźnie mniej nieruchomości niż zakładano, a indeks opisujący sprzedaż nowych domów zaliczył czwarty miesiąc spadków z rzędu.

Dzisiejszy dzień przyniesie sporo nowych informacji. Przede wszystkim poznamy nowe dane PMI opisujące aktywność w amerykańskim przemyśle i usługach w sierpniu, oprócz tego opublikowane zostaną kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w lipcu. Dziś również rozpocznie się sympozjum banków centralnych w Jackson Hole – kluczowe wystąpienie prezesa FED zaplanowane jest jednak na piątek.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:30 – protokół z ostatniego posiedzenia EBC
  • 14:00 – protokół z ostatniego posiedzenia RPP
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 15:00 – rozpoczęcie sympozjum w Jackson Hole
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w lipcu
  • 16:00 – indeks zaufania konsumentów w strefie euro w sierpniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

DSR rozpoczyna współpracę z Alphamoon

DSR, wrocławska spółka wspierająca przedsiębiorstwa produkcyjne w cyfryzacji, rozpoczęła współpracę z firmą Alphamoon, specjalizującą się w rozwoju i adaptacji rozwiązań opartych na metodach sztucznej inteligencji. Efektem współpracy ma być nowej klasy oprogramowanie, wyróżniające się kompleksowym wykorzystaniem nowoczesnych algorytmów uczenia maszynowego. Ponadto, firmy realizować będą wspólny projekt AI 4FACTORY, w ramach którego przeprowadzone zostaną audyty oceniające przydatność SI w fabrykach.

Inteligentne fabryki naszpikowane technologiami Przemysłu 4.0 – taką przyszłość zapowiada Capgemini. Renomowana firma konsultingowa przewiduje, że dzięki zakładom produkcyjnym, którym uda się osiągnąć cyfrową dojrzałość, w najbliższych latach produktywność rosnąć będzie 7 razy szybciej niż w latach 90-tych XX wieku, a jakość produktów – 12 razy szybciej. Aby to osiągnąć, potrzebne jest specjalistyczne oprogramowanie. Tę szansę chce wykorzystać DSR, wrocławska firma, która w swojej ofercie posiada m.in. systemy ERP, MES, APS czy BI oraz rozwiązania oparte o Przemysłowy Internet Rzeczy, służące do identyfikacji anomalii w pracy maszyn. Według Piotra Rojka, prezesa zarządu DSR, wdrażanie rozwiązań, po które najczęściej sięgają producenci już nie wystarczy, by przed słowem „fabryka” z czystym sumieniem postawić przymiotnik „inteligentna”. Dopiero zaprzęgnięcie sztucznej inteligencji do optymalizacji procesów produkcyjnych czy kontroli jakości daje prawo do używania tego terminu. Okazuje się jednak, że próby znalezienia użytecznych systemów, które w pełni wykorzystują potencjał SI przypominają poszukiwania igły w stogu siana.

Nisza na rynku jest ogromna. Wszyscy mówią o sztucznej inteligencji w produkcji, jednak prawda jest taka, że eksperymentuje z nią garstka największych producentów, takich jak Siemens czy General Electric. Cała reszta zapewne z chęcią poszłaby w ich ślady, jednak znalezienie gotowego rozwiązania, wykorzystującego SI w wystarczającym stopniu jest niezmiernie trudne. Nie chcemy dostarczać produktów, które robią to w sposób powierzchowny, stąd decyzja o współpracy z Alphamoon. Nie znam drugiej polskiej firmy, która w dziedzinie SI posiadałaby równie wysokie kompetencje – tłumaczy Piotr Rojek.

Alphamoon posiada na swoim koncie szereg zaawansowanych projektów zrealizowanych na polskim i zagranicznym rynku. Do najciekawszych należy wykorzystanie metod uczenia maszynowego (ang. machine learning) oraz uczenia głębokiego (ang. deep learning) do projektowania nowych leków czy przetwarzania języka naturalnego do automatycznej analizy dokumentów. Do grona klientów Alphamoon należą m.in. Bank Zachodni WBK i Fortia Financial Solutions.

Michał Staśkiewicz, prezes zarządu Alphamoon jest zdania, że wdrożenie sztucznej inteligencji przyniesie wiele korzyści producentom przemysłowym, szczególnie w takich obszarach jak kontrola jakości, prognozowanie zużycia czy zarządzanie łańcuchem dostaw. Podobnie jak Piotr Rojek, podchodzi on sceptycznie do rozwiązań obecnie dostępnych na rynku. – Istnieje gros firm, które promują swoje produkty, jako nowatorskie rozwiązania wykorzystujące SI. W praktyce okazuje się, że bazują one jedynie na prostych metodach statystycznych do regresji, detekcji anomalii czy analizy szeregów czasowych. My opieramy nasze rozwiązania przede wszystkim o głębokie sieci neuronowe, które dla odpowiednio dużych zbiorów danych znacznie przewyższają efektywnością pozostałe algorytmy. Liczę na to, że połączenie wiedzy dziedzinowej DSR i wieloletniego doświadczenia w produkcji z naszymi kompetencjami w obszarze sztucznej inteligencji zaowocuje stworzeniem rozwiązań, które pomogą firmom spełnić wymagania na drodze do Produkcji 4.0 – mówi Staśkiewicz.

Jednym z elementów współpracy DSR i Alphamoon jest realizacja projektu AI 4FACTORY, w ramach którego w fabrykach wykonywane będą specjalistyczne audyty. Mają one wskazać obszary, w których wdrożenie sztucznej inteligencji przyniesie wymierne korzyści. – W wielu firmach brakuje świadomości potencjału sztucznej inteligencji. Przychodzimy im z pomocą identyfikując obszary, w których jej implementacja przyniesie realne korzyści. Badamy przede wszystkim, jakimi danymi dysponuje klient i do czego można je wykorzystać, gdyż od tego zależy, w jaki sposób sztuczna inteligencja może pomóc. Finalnie przedstawiamy propozycję rozwiązania i jego sposób ewaluacji. W miarę możliwości prognozujemy też zwrot z takiej inwestycji – wyjaśnia ideę projektu prezes zarządu Alphamoon.

Spodziewanym efektem współpracy jest określenie obszarów w polskich przedsiębiorstwach produkcyjnych, w których wdrożenie AI 4FACTORY przyniesie największe korzyści. Realizacja projektu ma się również przyczynić do podniesienia poziomu wiedzy na temat możliwych zastosowań SI w przemyśle i opracowania nowych rozwiązań informatycznych.

Znamy wszystkich prelegentów na targach Outsourcing Expo

Outsourcing Expo to biznesowe spotkanie polskich przedsiębiorców i kadry zarządzającej. 12 branż, 2000 przedsiębiorców, 18 prelegentów na dwóch scenach, Business Speed Dating i strefa networkingu. To wszystko już 27 września (czwartek) na PGE Narodowym.

Outsourcing_ExpoZ przyjemnością publikujemy listę tegorocznych prelegentów. Na dwóch scenach wystąpi 18 prelegentów z 12 różnych branż.

Na scenie głównej posłuchamy o:

  • innowacyjnych narzędziach w HR z Nimrod Ronen (Talink.Me),
  • kreatywności w księgowości z Martą Kobińską (Create The Flow),
  • pozyskiwaniu kandydatów w MŚP z Aliną Michałek (HRLink),
  • dotarciu do klienta online w 5 korkach z Judytą Mojżesz-Zimonczyk (INIS),
  • strategii rynku od Przemysława Budnickiego (KRK Partnerzy),
  • skutecznej rekrutacji z Karolem Kapuścińskim (GoldenLine),
  • najważniejszych aspektach RODO od Magdaleny Kaleta-Maniak (Olesiński i Wspólnicy),
  • trendach w biznesie z Iwoną Bartczak (Business Dialog)
  • oraz poznamy rynek contact center dzięki Marcinowi Sosnowskiemu (Polskie Stowarzyszenie Marketingu SMB)

Natomiast w strefie startup przedsiębiorca dowie się:

  • jak zdobyć dane o niszach na rynku od Adriana Gamonia (Social Frame),
  • pozna outsourcing innowacji z Michałem Misztalem (Polska Przedsiębiorcza),
  • znajdzie pułapki influencer marketingu z Wojtkiem Kardysiem,
  • dowie się, że pieniądz to nie wszystko od Łukasza Blichewicza (Assay),
  • nauczy się strategii sprzedaży od Agnieszki Grostal (Salesnts),
  • dlaczego analiza danych jest najważniejsza od Mikołaja Winkiela (Brand24),
  • Franciszek Georgiew (Social Tigers) odpowie na pytanie, dlaczego Twoje social media nie działają,
  • a z Bartoszem Radziszewskim (Business Dialog) dowie się, dlaczego firmy najczęściej upadają po roku działalności
  • na koniec pozna Talk Show 1.0, czyli Trend, który bije rekordy popularności na YouTubie razem z Tomaszem „Gimperem” Działowym

Agenda_640x960Kolejnym punktem jest Akademia Rekomendacji Grzegorza Turniaka podczas której obędzie się dyskusja „Dbaj o sukces: chroń własne pieniądze – nadzoruj projekty outsourcingowe”

Zlecenie usług wykonawcy zewnętrznemu to projekt, którego celem jest dobrze przygotowana organizacja do działania wg nowych zasad/procedur.

Dla dostawcy usług również jest to projekt, którego celem jest skuteczna realizacja obietnic złożonych przez handlowców.

Jak nadzorować takie projekty, jak zadbać o dobrą współpracę i dlaczego narzędzia project management są niezmiernie pomocne w tym zakresie.

Uczestnicy dyskusji:

  • Monika Hołymczuk – KRK Partnerzy Digital Solutions
  • Wojciech Milewski – ekspert Supply Chain Management
  • Marcin Guzik – Prezes TenStep Polska

Aby ułatwić poznawanie przedsiębiorców stworzyliśmy Business Speed Dating. Dzięki dedykowanej aplikacji (dostępnej od 3 września na IOS i Android) przedsiębiorca w prosty sposób umówi się na 5 minutowe spotkanie z innym przedsiębiorcom. Przy stoliku, twarzą w twarz przedsiębiorcy zrobią pierwszy krok do rozpoczęcia współpracy.

Nad płynnym przebiegiem poznawania i pogłębiania relacji biznesowych między prelekcjami będzie czuwał Grzegorz Turniak z Akademii Rekomendacji.

Dzień rozwoju dla Twojej firmy odbędzie się 27 września na PGE Narodowym.

Czy rodzina odziedziczy Twoje długi w ZUS i US?

To, czy krewni dziedziczą długi zmarłego, zależy od wielu czynników. Dziedziczenie możliwe jest na podstawie przepisów określonych w rozdziale 15 ordynacji podatkowej „Odpowiedzialność podatkowa osób trzecich”. Nie oznacza to, że automatycznie w skład spadku wchodzą prawa i obowiązki podatkowe zmarłego, który np. prowadził działalność gospodarczą.

Warto zaznaczyć podział praw, jakie mogą przejąć spadkobiercy. Dzielą się one na prawa majątkowe, czyli chroniące interes ekonomiczny (będą to na przykład wierzytelności) oraz prawa niemajątkowe, czyli chroniące interesy inne niż ekonomiczne (na przykład dobra osobiste).

Jako pierwsze, spadkobiercy przejmują prawa majątkowe i zobowiązania zmarłego podatnika, które uregulowane są w przepisach prawa podatkowego oraz te zawarte w indywidualnych decyzjach wymiarowych – wyjaśnia Hubert Nawara, ekspert Move On Finance.

Bądź dobrze zorientowany

Prawa niemajątkowe dziedziczy się w wyjątkowych sytuacjach. Spadkobiercy przejmują prawa o specyfice niemajątkowej, które bezpośrednio wiążą się z działalnością prowadzoną przez zmarłego. Taka sytuacja ma miejsce, kiedy spadkobierca samodzielnie będzie kontynuował tę działalność. Niemożliwe natomiast jest przejęcie niemajątkowych obowiązków, takich jak obowiązek wzajemnej pomocy i współdziałania małżonków, polegający między innymi na udzielaniu wsparcia moralnego.

Zgodnie z przepisami ordynacji podatkowej spadkobiercy przejmujący zaległości będące konsekwencją nieodprowadzania przez spadkodawcę podatków przejmują również dodatkowe koszty. Do całkowitej kwoty zadłużenia należy dodatkowo doliczyć: odsetki za zwłokę, koszty postępowania podatkowego, opłatę prolongacyjną, koszty upomnień, koszty postępowania egzekucyjnego – doprecyzowuje Hubert Nawara.

Zastanów się – przyjąć czy odrzucić spadek

Spadkobierca ma prawo do przyjęcia, jak i odrzucenia spadku. W pierwszym przypadku można wyróżnić dwa warianty. Przyjęcie proste, w którym spadkobierca przejmuje wszystkie długi spadkowe i odpowiada za nie własnym majątkiem. W sytuacji, gdy długi zmarłego przekraczają wartość spadku, spadkobierca zobowiązany jest do ich spłaty. Drugi wariant to przyjęcie z dobrodziejstwem inwentarza – spadkobierca ma ograniczoną odpowiedzialność za długi testatora –  tylko do wartości spadku. Dzięki temu dziedziczący nie odda wierzycielom spadkodawcy więcej niż zyskał ze spadku.

Pamiętaj o terminach i współmałżonku

Osoba uprawniona do spadku w ciągu sześciu miesięcy od dnia, w którym dowiedziała się o tytule do nabycia spadku musi złożyć oświadczenie o przyjęciu lub odrzuceniu spadku. Brak złożenia oświadczenia w tym terminie uznawane jest za przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza.

Istnieje jednak wyjątek, przewidziany dla małżonków, którzy rozliczają się z fiskusem wspólnie. Małżonkowie są razem odpowiedzialni za uiszczenie zapłaty za podatek z tytułu wspólnego zeznania. W przypadku śmierci jednego z małżonków przed odprowadzeniem podatku, współmałżonek staje się osobą odpowiedzialną za jego uiszczenie. W sytuacjach tego typu odpowiedzialność innych spadkobierców jest wyłączona.

Zarówno w przypadku niedopłaty jak i nadpłaty, organ podatkowy wylicza jaką kwotę spadkobiercy otrzymają (z tytułu zwrotu) lub jaką kwotę będą musieli uiścić w ramach spłaty zadłużenia spadkodawcy. Płatności z tytułu przejęcia odpowiedzialności za dług spadkodawcy należy dokonać na rachunek organu podatkowego w ciągu 14 dni od daty otrzymania decyzji – podkreśla Hubert Nawara, ekspert Move On Finance.

Sprawdź i zdecyduj czy chcesz dziedziczyć

Zawsze trzeba pamiętać, że przed podjęciem decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu spadku warto jest udać się do Urzędu Skarbowego lub Urzędu Gminy po zaświadczenia o zobowiązaniach podatkowych zmarłego. Po wcześniejszym wykazaniu, że jest się domniemanym spadkobiercą organ podatkowy wyda oświadczenie o kwocie zobowiązań spadkodawcy, co pozwoli podjąć najkorzystniejszą dla spadkobiercy decyzję.

Huśtawka na złotym. Ropa w górę mimo ceł.

Wczorajsze umocnienie złotego zostało dzisiaj szybko skorygowane. W życie weszła kolejna pula sankcji w wojnie handlowej pomiędzy USA a Chinami. Spadają zapasy ropy windując jej cenę w górę.

Dobry dzień złotego

Kolejny wolny dzień w Turcji pozwolił wyciszyć trochę nastroje na rynkach. W efekcie inwestorzy spojrzeli przychylniej na naszą część świata. Euro staniało z 4,29 zł na 4,27 zł. Frank z 3,77 zł na 3,75 zł. Mocniej tanieje dolar, który dzień zaczął w okolicach 3,71 zł by zakończyć niewiele ponad 3,68 zł. Funt z kolei staniał z 4,78 zł do 4,76 zł. Jest to dobra informacja dla osób zainteresowanych kupnem walut np. na zagraniczny wyjazd. Jest też druga informacja. Dzisiaj od rana z kolei złoty wyraźnie traci i już oddał większość wczorajszego umocnienia.

Kolejna runda ceł wchodzi w życie

Od dzisiaj obowiązuje drugi pakiet ceł na kwotę 16 miliardów dolarów ogłoszony przez USA. Analogicznie wszedł w życie pakiet chiński. Rynki są spokojne, gdyż data wejścia była znana od wielu tygodni. Jest to zaledwie wykonanie już zapowiedzianych działań. Moment jest o tyle interesujący, że właśnie teraz odbywają się w Waszyngtonie amerykańsko-chińskie rozmowy na temat wojny handlowej. Jak widać obie strony niemal nie wierzą w ich powodzenie. Gdyby było inaczej odbyłyby się przed wejściem w życie sankcji. Co ważne, są to pierwsze tak poważne rozmowy od czerwca, nie oznaczają one jednak wcale przełomu.

Ropa naftowa znów w górę

Pomimo lęku przed wojną handlową ceny ropy naftowej znów idą w górę. Jednym z powodów są zmiany zapasów ropy naftowej w USA. Analitycy spodziewali się delikatnego spadku, ale 5,8 miliona baryłek to znacznie więcej niż oczekiwano. Ropa drożała od rana, ale od samych danych podskoczyła jeszcze dolara na baryłce. Cały dzień zarówno odmiana notowana na giełdzie w Nowym Jorku jak i ta z Londynu zamknęły imponującym 3% wzrostem. Najwyraźniej pomimo ryzyk wiszących nad tym rynkiem popyt na surowiec wciąż jest bardzo duży.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wzrasta liczba wniosków o ubezwłasnowolnienie. Aż 55 proc. dotyczy seniorów

W latach 2013 – 2017 liczba wniosków o ubezwłasnowolnienie, wpływających do polskich sądów okręgowych, wzrosła z 12 999 do 14 691. W samym tylko 2017 roku z ogólnej liczby ubezwłasnowolnień (9515) aż 92 proc. stanowiły ubezwłasnowolnienia całkowite. Blisko 55 proc. z nich dotyczyło osób powyżej 60 roku życia, z czego 68 proc. – kobiet[1].

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w 2017 roku ubezwłasnowolniono całkowicie 8751 osób, a częściowo 764 osoby. Aż 4788 orzeczeń wśród ubezwłasnowolnień całkowitych stanowiły decyzje dotyczące osób po 60. roku życia. Wnioski były najczęściej składane przez współmałżonków lub bliską rodzinę. Z danych wynika również, że z ogólnej liczby wniosków o ubezwłasnowolnienie składanych przez małżonka – aż 60,6 proc. stanowią wnioski o ubezwłasnowolnienie osoby starszej. Większość dotyczy mężczyzn (61,2 proc), którzy statystycznie krócej niż kobiety pozostają w dobrym zdrowiu.

ubezwłasnowolnienie
źródło: Informacja Ministra Sprawiedliwości na temat ubezwłasnowolnienia w grupie osób starszych opracowana na podstawie danych statystycznych pozyskanych z sądów powszechnych na potrzeby Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej [PDF]
– Statystyki są zatrważające i pozwalają przypuszczać, że instytucja ubezwłasnowolnienia staje się – wbrew założeniom ustawodawcy – odpowiedzią na wyzwania towarzyszące opiece nad osobami starszymi – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Starość nie powinna polegać na wyłączeniu osoby dorosłej z życia społecznego oraz odebraniu jej podstawowych praw i możliwości decydowania o sobie. Nawet, jeśli jest to osoba schorowana – dodaje.

ubezwłasnowolnienie 2
źródło: Informacja Ministra Sprawiedliwości na temat ubezwłasnowolnienia w grupie osób starszych opracowana na podstawie danych statystycznych pozyskanych z sądów powszechnych na potrzeby Sejmowej Komisji Polityki Senioralnej [PDF]

Czym jest ubezwłasnowolnienie?

Ubezwłasnowolnienie – zarówno częściowe, jak i całkowite – oznacza odebranie jednostce fundamentalnych praw i swobód. Jego uzasadnieniem jest niezdolność do administrowania swoim życiem, spowodowana przez zaburzenia psychiczne, intelektualne albo problemy z uzależnieniami, celem – poprawa warunków osoby, której wniosek dotyczy. Ubezwłasnowolnienie może być częściowe lub całkowite w zależności od stanu zdrowia, ale przesłanki do jego orzeczenia są takie same w obu przypadkach. Skutki natomiast nieco się różnią. W imieniu osoby ubezwłasnowolnionej całkowicie czynności prawnych dokonuje w jej imieniu opiekun; osoba ubezwłasnowolniona częściowo musi mieć na nie zgodę kuratora.

Wniosek o ubezwłasnowolnienie mogą złożyć krewni w linii prostej, współmałżonek lub prokurator, jeśli dostrzeże lub zostanie powiadomiony o takiej potrzebie. W czasie postępowania zobowiązani są dostarczyć dokumenty potwierdzające spełnienie przesłanek – np. świadectwo od psychiatry, psychologa lub zaświadczenie z poradni przeciwalkoholowej.

Realna pomoc mogłaby zmniejszyć skalę

Pamiętajmy, że osoby ubezwłasnowolnione w oczach prawa pozostają „dziećmi”. – Nie mogą dowolnie rozporządzać majątkiem ani decydować o zawieraniu zobowiązań w swoim imieniu, a do niedawna – nie mogły nawet kwestionować zasadności umieszczenia ich w domu pomocy społecznej – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. Przepisy w tym względzie zmieniły się dopiero 1 stycznia 2018 roku[1]. Do tego czasu sąd decydujący o ubezwłasnowolnieniu nie musiał nawet wysłuchiwać osoby, której dotyczy wniosek. Dzisiaj, m.in. po tym, jak Europejski Trybunał Praw Człowieka, uznał taką praktykę za łamanie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, osoby ubezwłasnowolnione zyskały więcej praw, ale dyskusji o zasadności samej idei tej instytucji to nie zakończyło.

Dyskusja o konieczności wprowadzenia kompleksowego systemu pomocy seniorom, dotyka więc również kwestii ubezwłasnowolnienia. Bo – jak uznał katowicki Sąd Apelacyjny już w 2015 roku.[2] – jeśli nie prowadzi ono polepszenia sytuacji życiowej osoby, której dotyczy, staje się pogwałceniem zarówno praw międzynarodowych, jak i artykułu 30 Konstytucji RP. Prof. Roman Wieruszewski podczas panelu „Ubezwłasnowolnienie – reforma czy likwidacja? O potrzebie wprowadzenia wspieranego podejmowania decyzji” mówił, że „Instytucja ubezwłasnowolnienia jest zła z punktu humanitarnego i z punktu widzenia całego systemu praw człowieka”. Zauważył również, że  „Konstytucja, interpretowana holistycznie, zachęca do rezygnacji z ubezwłasnowolnienia, wskazując na podstawową zasadę godności człowieka”. W jego opinii, ubezwłasnowolnienie jest obecnie równoważne ze śmiercią cywilną.[3]

Zarówno Helsińska Fundacja Praw Człowieka, jak i Rzecznik Praw Obywatelskich apelują o odejście od instytucji ubezwłasnowolnienia, na rzecz systemowych mechanizmów wsparcia w podejmowaniu decyzji. Obie instytucje stoją na stanowisku, że ubezwłasnowolnienie jest anachronizmem, który nie odpowiada zróżnicowanym problemom współczesnego (i starzejącego się) społeczeństwa.

[1] https://www.rp.pl/Niepelnosprawni/301049929-Ubezwlasnowolnieni-maja-wiecej-praw.html

[2] http://orzeczenia.katowice.sa.gov.pl/content/%24N/151500000002503_V_ACa_000109_2015_Uz_2015-09-11_001

[3] https://www.rpo.gov.pl/pl/content/kpo/panel/ubezwlasnowolnienie-reforma-czy-likwidacja

PMI z Eurolandu i minutki EBC – potencjał, by pchnąć kurs euro wyżej

Dziś startuje świeża runda ceł wzajemnych między USA i Chinami, ale rynek nadmiernie się tym nie przejmuje. Doniesienia związane z polityką USA i ostatnimi zarzutami dla byłych współpracowników prezydenta Trumpa są w większości ignorowane, a inwestorzy wyczekują dalszego rozwoju wypadków. Oczy niektórych zwrócone są na sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole, gdzie o ważne implikacje będzie jednak trudno. W międzyczasie zainteresowanie mogą wzbudzić PMI z Eurolandu i minutki EBC – oba wydarzenia mają potencjał, by pchnąć EUR wyżej.

Startując od dziś, USA nalicza cła w wysokości 25 proc. na kolejną listę dóbr sprowadzanych z Chin o łącznej wartości 16 mln USD. Chiny nie pozostają dłużne i odpowiadają swoją listą. Działania były zapowiadane, toteż dla rynku nie są powodem do nerwowej reakcji, choć nieco mącą wcześniej panujący optymizm. Wszystko to odbywa się w czasie, kiedy do stołu negocjacyjnego powrócili przedstawiciele obu krajów, choć podsekretarz skarbu USA Malpass i wiceminister handlu Chin Shouwen są urzędnikami niskiego szczebla, więc nie gwarantują wiążących postanowień. Rynek nie liczy na dużo także dlatego, że szanse na szybkie porozumienia zostały wcześniej umniejszone komentarzami prezydenta Trumpa. Póki żadna ze stron nie idzie w ostry konflikt i dalsze zaostrzanie restrykcji w handlu, rynek będzie oceniał wydarzenia ostrożnie i z ograniczaną dozą emocji. Jest nawet bardziej prawdopodobne, że minęliśmy okres przerzucania się groźbami i przechodzimy w fazę negocjacji, których skutki będą mniej szkodliwe dla globalnej wymiany handlowej i ożywienia. Pozostajemy optymistami.

Wieczorem rozpoczyna się sympozjum w Jackson Hole. Doroczne spotkanie bankierów centralnych w przeszłości służyło jako platforma do przełomowych wystąpień i zapowiedzi zmian w polityce monetarnej, ale tym razem nie ma ku temu potrzeby. Tematem tegorocznego spotkania jest „Zmieniająca się struktura rynku i implikacje dla polityki monetarnej”. Największe zainteresowanie tyczy się prezesa Fed Powella, ale jeśli wierzyć jego niedawnym komentarzom, preferuje on prowadzenie polityki zrozumiałej dla powszechnej opinii publicznej. Specjalna konferencja w górskim kurorcie nie wpisuje się w tą wizję. Powell raczej pozostanie przy dotychczasowym przekazie stopniowych podwyżek stóp procentowych (czyli na razie raz na kwartał). Od początku tygodnia nie widać, aby rynek pozycjonował się na wypadek niespodzianek z JH i raczej tak pozostanie w kolejnych dniach.

Poza tym, czwartek jak na razie przynosi nieco umocnienia USD w formie skromnego odreagowania wcześniejszej słabości, choć ruchy więcej mają z przetasowań w pozycjonowaniu niż reakcji na konkretne informacje. Mimo to dla EUR/USD kolejne godziny mogą przynieść zmianę. Sprzedających znaleźli się w trudnej sytuacji po tym, jak na początku sierpnia dali się omamić przełamaniem 1,15, by teraz lizać rany. Niewykluczone, że na rynku jest jeszcze trochę stratnych krótkich pozycji, które teraz będą wrażliwe na niekorzystne informacje. Wstępne szacunki PMI z Eurolandu oraz protokół z posiedzenia EBC mogą być katalizatorem do dalszej kapitulacji. W pierwszym przypadku wyższy odczyt będzie sugerował, że przedsiębiorcy nie przejmują się ani wojnami handlowymi, ani tureckim kryzysem, co pozytywnie wpłynie na oczekiwania siły ożywienia w kolejnych miesiącach. W minutkach EBC źródłem zaskoczeń może być, jak duży rozłam panuje w odniesieniu do tego, jak sztywno traktować brak perspektyw podwyżki stóp procentowych przed końcem lata 2019 r. Im bardziej gorąca dyskusja, tym większe pole do ożywienia jastrzębich oczekiwań.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Warszawski rynek biurowy po I połowie 2018 r.

Na koniec pierwszego półrocza popyt netto, obejmujący nowe umowy i powiększenia już zajmowanych powierzchni, osiągnął rekordowy wynik 320 tys. mkw., wynika z raportu BNP Paribas Real Estate Poland.

Jego autorzy przewidują, że trend ten będzie kontynuowany i może przełożyć się na pobicie rekordowego poziomu popytu z ostatniej dekady, odnotowanego w 2015 roku. W pierwszej połowie roku największą popularnością cieszyły się biura w centralnych strefach miasta. Ale stosunkowo dobre wskaźniki popytu zarejestrowano również w walczącym o uwagę najemców rejonie Mokotowa.

Nowa podaż – ograniczony wolumen, szybka absorpcja

W pierwszym półroczu w Warszawie oddano do użytku 173 700 mkw. powierzchni biurowych, z czego w samym tylko drugim kwartale około 150 tys. mkw., co stanowi 2/3 prognozy na cały rok. Autorzy raportu zwracają uwagę, że prawie 60 proc. nowej podaży przypadło na obiekty w strefie centralnej, w tym m.in.: na biurowce Proximo II, Spark C, Nowogrodzka Square i Centrum Marszałkowska, który powstał na miejscu domu towarowego Sezam u zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. Na rynku pojawiły się także powierzchnie biurowe funkcjonujące w ramach wielofunkcyjnego kompleksu Cedet oraz biura zlokalizowane w kompleksie EC Powiśle. Z raportu wynika, że duże zainteresowanie najemców przełożyło się bezpośrednio na wysoki poziom wynajęcia biurowców oddawanych na rynek. W drugim kwartale roku średni poziom obłożenia nowych projektów przekroczył ponad 70 proc. Dodatkowo, niektórym z nich, jak np.  Proximo II czy Cedet, jeszcze przed otwarciem udało się skompletować listę najemców.

Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP
Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor, Dział Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Rynek stołecznych biur jest w doskonałej formie. Zainteresowanie najemców powierzchniami biurowymi nie słabnie, rośnie popyt na obiekty  biurowe zarówno wśród inwestorów wewnętrznych jak i zagranicznych,  a budynki dostarczane na rynek pierwszego dnia po otwarciu są wynajęte średnio w 70 procentach -Małgorzata Fibakiewicz, dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland

Na koniec II kw. zasoby biurowe w Warszawie przekroczyły 5,4 mln mkw. Eksperci z BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę, że pod względem ilości powierzchni biurowej na czele znajduje się Strefa Centrum, z bardzo dynamicznie rozwijającą się podstrefą Centrum-Zachód. Na popularność biurowców w tej podstrefie znaczący wpływ ma doskonała lokalizacja i bliskość ścisłego centrum, ale także dostęp do komunikacji publicznej – rozbudowywana II linia metra oraz sieć tramwajowa i autobusowa.

Planowana podaż – znaczący wzrost strefy Centrum Zachód

Pod koniec czerwca na stołecznych budowach trwały prace przy około 750 tys. mkw. nowych biur. Ukończenie połowy z nich planowane jest na  najbliższe 18 miesięcy. Autorzy raportu wskazują, że w najbliższych kwartałach na obraz rynku najbardziej będzie wpływać sytuacja w strefie Centrum, zwłaszcza w rejonie okolic Ronda Daszyńskiego, gdzie  do użytku oddane zostanie aż 80 proc. powierzchni będącej obecnie w budowie. W najbliższym sąsiedztwie Ronda Daszyńskiego deweloperzy budują około 290 tys. mkw. nowych biur, a kolejne projekty są na różnych etapach przygotowania. Ważną biurową destynacją pozostaje Mokotów, na którym znajduje się około 26 proc. z obecnych zasobów biurowych. Najnowsze projekty powstają jednak poza borykającą się z problemem popytu podstrefą Służewiec. Tradycyjnie już najmniejsza ilość nowych inwestycji przewidziana jest dla stref pozacentralnych niebędących wykształconymi regionami biurowymi.

Popyt większy niż nowa podaż

W pierwszym półroczu najemcy koncentrowali się głównie na poszukiwaniu biur w strefie Centrum. To tam odnotowano aż 54 proc. całego popytu netto na powierzchnie biurowe w Warszawie, z czego prawie połowa przypadła na COB. Uwagę najemców, dla których centralna lokalizacja nie ma priorytetowego znaczenia, przykuwała natomiast strefa Mokotów.

Patrycja Dzikowska, dyrektor działu Analiz i Badań rynkowych, Europa Środkowo Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Patrycja Dzikowska, dyrektor działu Analiz i Badań rynkowych, Europa Środkowo Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Atrakcyjne z biurowego punktu widzenia centrum ma bardzo dużą siłę przyciągania najemców. W grze o stawkę pozostaje jednak Mokotów odpowiadający za około 22 proc. popytu brutto. Strefa z pokaźnymi zasobami wolnych powierzchni i biurami przede wszystkim dla firm, dla których centralna lokalizacja nie ma kluczowego znaczenia, nadal pozostaje atrakcyjna dla najemców. Plusem dla Mokotowa i Służewca może okazać się sytuacja ograniczonej nowej podaży. Inwestycja w rewitalizację i modernizację mniej atrakcyjnych biurowców da możliwość skorzystania z tej luki i przyciągnięcia nowych najemców -Patrycja Dzikowska, dyrektor Działu Analiz i Badań Rynkowych, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Tradycyjnie, najniższe zainteresowanie wzbudzały strefy pozacentralne, w których w sumie zrealizowano  około 12 proc. popytu netto.

Wskaźnik pustostanów – chwilowy wzrost, w perspektywie kontynuacja trendu spadkowego

W drugim kwartale poziom pustostanów odnotował chwilowy marginalny wzrost, poniżej 0,5 punktu procentowego, spowodowany pojawieniem się na rynku dużej liczby nowych projektów. Poza Centrum i Mokotowem wszystkie rejony zanotowały poprawę wskaźnika wynajęcia. Jednocześnie, analitycy BNP Paribas Real Estate Poland przewidują spadek współczynnika pustostanów w najbliższych miesiącach, który spowodowany będzie ograniczoną nową podażą i utrzymującym się wysokim popytem. Odsetek pustostanów może wzrosnąć dopiero w momencie kumulacji oddawania na rynek nowych, dużych biurowców położonych w strefie Centrum.

Z największym problemem pustostanów boryka się rejon Mokotowa – w pierwszym półroczu wzrost o 2 punkty procentowe – a szczególnie podstrefa Służewiec, gdzie bez najemców jest około 19,5 proc. powierzchni. Źródeł kłopotów z najemcami Służewca należy upatrywać nie tylko w starszych budynkach o niższym standardzie, ale także w gorszej w porównaniu z okolicami Ronda Daszyńskiego czy Dworca Gdańskiego komunikacji czy braku atrakcyjnych przestrzeni publicznych.

Autorzy raportu podkreślają jednak, że znalezienie biura „na już” o powierzchni 5 tys. mkw. i większej, która spełnia kryteria najemców, jest coraz trudniejsze. Pomimo iż wskaźnik pustostanów marginalnie się podniósł w ostatnim kwartale.

Stawki czynszu – stabilne dla najlepszych lokalizacji, zmiany innych składników kosztowych

W pierwszym półroczu bazowe czynsze najmu w najlepszych biurowcach w centrum nie zmieniły się i nadal wahają się pomiędzy 20, a 22 Euro za mkw./m-c. Bez znaczenia okazał się minimalny wzrost wskaźnika pustostanów, będący jedynie chwilowym efektem zwiększenia podaży nowej powierzchni. Sytuacja może jednak ulec zmianie w najbliższych miesiącach za sprawą ograniczonej podaży w drugiej połowie roku i w 2019 roku. Efektem będzie wzmocnienie pozycji wynajmujących i ustabilizowanie relacji na linii najemca – wynajmujący. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę, że po okresie, w którym warunki gry dyktowali najemcy, nie należy spodziewać się znaczącego, skokowego wzrostu czynszów w najlepszych biurowcach. Dodatkowo, nieznacznej redukcji mogą zostać poddane pakiety zachęt dla najemców w postaci wakacji czynszowych czy dopłat do aranżacji powierzchni. Najbardziej widoczne będzie to w nowych budynkach, których właściciele będą chcieli zbilansować znaczący wzrost kosztów budowy i materiałów do wykańczania powierzchni.

Autem elektrycznym można już przejechać wzdłuż całego wybrzeża. Sieć hoteli udostępniła właścicielom takich aut bezpłatne ładowarki

Autem elektrycznym można już przejechać wzdłuż całego wybrzeża. Sieć hoteli udostępniła właścicielom takich aut bezpłatne ładowarki 5

Sprzedaż samochodów elektrycznych w Polsce wciąż jest relatywnie niewielka, ale z roku na rok rośnie skokowo. Wymusza to rozbudowę infrastruktury do ładowania takich aut, w co coraz częściej inwestują prywatne podmioty. Posiadacze elektryków mogą już przejechać takim samochodem wzdłuż całego polskiego wybrzeża, ponieważ Zdrojowa Hotels udostępnia bezpłatne ładowarki we wszystkich swoich obiektach – nie tylko dla gości hotelowych. Ładowarki będą też dostępne w powstających hotelach sieci h, a spółka zapowiada kolejne, proekologiczne inicjatywy.

Udział samochodów elektrycznych w polskim rynku wciąż jest niewielki – w ubiegłym roku zarejestrowano w Polsce nieco ponad tysiąc elektryków, ale sprzedaż takich aut z roku na rok rośnie o kilkadziesiąt procent. Eksperci firmy doradczej EY szacują, że za pięć lat auta elektryczne będą odpowiadać już za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży. Jak na razie jedną z największych barier jest brak infrastruktury do ładowania takich pojazdów, ale przyjęty niedawno rządowy Plan Rozwoju Elektromobilności jednak zakłada, że do 2020 roku ma powstać w Polsce około czterystu punktów szybkiego ładowania samochodów i ok. sześciu tysięcy publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

 W kwestii promowania elektromobilności współpracujemy z korporacją taksówkarską w Świnoujściu, dzięki czemu goście naszego hotelu Radisson Blu Resort Świnoujście mogą korzystać z samochodów elektrycznych tej korporacji, która ładuje się na terenie naszego obiektu. Kolejnym krokiem są ładowarki do samochodów elektrycznych we wszystkich naszych obiektach, dostępne bezpłatnie zarówno dla gości, jak i dla innych osób, które potrzebują się podładować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Śliwka, dyrektor rozwoju w Zdrojowa Invest & Hotels.

Obiekty Zdrojowa Hotels są wyposażone w specjalne stacje ładowania Tesla Destination Charger, które ładują samochody do pełna w 3–4 godziny, oraz pasujące do większości elektrycznych aut Universal Connectors (Type 2). W jedenastu obiektach należących do sieci obiektach poza ładowarkami Tesli udostępniane są także ładowarki dla innych pojazdów.

– Ostatnie ładowarki zainstalowaliśmy przed wakacjami. One są widoczne na mapach nawigacyjnych, więc naturalnie ściągają gości do hotelu. Początkowo były to pojedyncze wizyty w tygodniu. Dzisiaj praktycznie codziennie w każdym obiekcie ładuje się taki samochód. Zainteresowanie ładowarkami rośnie, tak jak sprzedaż i dostępność samochodów elektrycznych w Polsce. Mamy coraz więcej gości zagranicznych i ok. 50 proc. użytkowników ładowarek stanowią Niemcy, 30 proc. – Skandynawowie, a pozostałe 20 proc. to Polacy, którzy też coraz chętniej kupują samochody elektryczne – mówi Piotr Śliwka.

Zdrojowa jest jak na razie jedyną w Polsce siecią hotelarską, która udostępnia ładowarki do elektryków we wszystkich swoich obiektach, zarówno nad morzem, jak i w górach.

 W tym roku razem z firmą Tesla organizujemy również eventy, z których pierwszy odbył się już w Kołobrzegu, drugi odbędzie się w sierpniu w Świnoujściu. Goście hotelowi mogą się umówić na jazdę próbną, zobaczyć i zakochać się w tych samochodach, bo praktycznie każdy po takiej jeździe deklaruje chęć zakupu samochodu elektrycznego – podkreśla dyrektor rozwoju w Zdrojowa Invest & Hotels.

Dodaje, że wspieranie elektromobilności wpisuje się w proekologiczne działania marki i program „Zdrojowa Eco Friendly”, realizowany we wszystkich hotelach.

 Zdrojowa Hotels od samego początku kładzie duży nacisk na ekologiczność, począwszy od projektowania naszych obiektów, zarówno tych, które realizujemy teraz, jak i tych sprzed dziesięciu laty. Obejmuje to również procesy, które przebiegają w samych obiektach, czyli wykorzystanie wody, energii elektrycznej. Zachęcamy gości do zużywania mniejszej liczby ręczników, wymieniamy je tylko na prośbę gości. Razem z naszymi gośćmi bierzemy również udział w różnego rodzaju wydarzeniach, typu sprzątanie świata czy godzina dla Ziemi, kiedy gasimy światła w restauracjach czy częściach wspólnych i zapalamy świece – mówi Piotr Śliwka.

Ceny miedzi najniższe od połowy 2017 roku. Firmy takie jak KGHM muszą się zabezpieczyć przeciw niskim cenom

Ceny miedzi najniższe od połowy 2017 roku. Firmy takie jak KGHM muszą się zabezpieczyć przeciw niskim cenom 6

W połowie tego roku zakończył się trwający od początku 2016 roku trend wzrostowy cen miedzi. Ostatnie spadki sprawiły, że notowania surowca znalazły się poniżej poziomu z pierwszej połowy 2017 roku, czyli ok. 6 tys. dol. To skutek wojen handlowych i mniejszego popytu spowodowanego wyhamowaniem dynamiki globalnego rozwoju gospodarczego.

Ceny miedzi rosły w I półroczu 2018 roku, to był wzrost związany z najwyższą ceną od 2013 roku. W tej chwili są zdecydowanie niższe. Wszystko zależy od sytuacji geopolitycznej, od uspokojenia bądź eskalacji wojen handlowych, bo to ma istotny wpływ na ceny miedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Chludziński, prezes zarządu KGHM Polska Miedź.

Średnie notowania miedzi w II kwartale br. były najwyższe od I kwartału 2013 roku, co wsparło wyniki finansowe KGHM za ten okres. Na początku czerwca jednak trend się odwrócił. Przez ponad dwa miesiące ceny spadły o ponad 16 proc. z 7,3 tys. dol. za tonę do poziomu ok. 6 tys. dol. To poziomy niewidziane od ponad roku. Od początku czerwca spadki notują też srebro i złoto.

Światowy rynek miedzi i srebra jest związany wprost z geopolityką – z tym, co się dzieje na świecie i ze światowym rozwojem gospodarczym – mówi Marcin Chludziński. – Jeśli mamy mniejszą dynamikę rozwoju gospodarczego, mamy mniejszy popyt na metale szlachetne. Taka jest reguła. Musimy reagować na trudne scenariusze. KGHM zawsze stara się dostosowywać do występujących trendów przez politykę zabezpieczania, politykę hedgingu, dywersyfikację rynków zbytu, żeby jak najmniej odczuć perturbacje na rynkach światowych.

Cena miedzi w dużym stopniu uzależniona jest od globalnej koniunktury, a zwłaszcza od popytu w Chinach. Im szybszy globalny rozwój gospodarczy, tym większe zapotrzebowanie – głównie przemysłu – na ten surowiec. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego światowe PKB może urosnąć w 2018 i 2019 roku o 3,9 proc. Tymczasem z powodu wojny handlowej między USA, Chinami i Unią Europejską istnieje – według prognoz MFW – ryzyko wzrostu mniejszego nawet o ok. 430 mld dol. w 2020 roku.

W tej chwili wojny handlowe mogą mieć istotny wpływ na cenę miedzi, co jest związane z potencjalnym spowolnieniem rozwoju gospodarczego – przewiduje Marcin Chludziński. – Perspektywy długofalowe mówią o jeszcze większym popycie na miedź, niż ma to miejsce obecnie. Jest to towar, który będzie deficytowy, ale chwilowe zachwiania, chwilowe wojny handlowe powodują taką, a nie inną reakcję rynków, a co za tym idzie – zmiany cen.

W  lipcu administracja Donalda Trumpa przedstawiła listę produktów chińskich o wartości 200 mld dol., które mogą zostać oclone. Lista zawiera szereg kategorii dóbr przemysłowych, a także m.in. bawełnę. Stało się to sygnałem do wyprzedaży na światowych rynkach, m.in. miedzi. Po zapowiedziach podwyżek ceł, które zapewne wejdą w życie we wrześniu, cena miedzi spadła w Szanghaju o 3,5 proc., a cynku – o 6 proc. Wśród chińskich produktów, które zostaną objęte podwyżkami ceł, znalazły się m.in.: mięso, ryby, warzywa, napoje, produkty tytoniowe, niektóre materiały budowlane (np. gips i piaskowiec), metale przemysłowe, niektóre chemikalia, jedzenie dla psów i kotów, opony, produkty skórzane, produkty z drewna i papieru, lampy, meble, materace i niektóre produkty przemysłu elektronicznego (np. kamery).

Praca zdalna przyciąga najlepszych pracowników. 60 proc. firm oferuje taką możliwość

Praca zdalna przyciąga najlepszych pracowników. 60 proc. firm oferuje taką możliwość 7

Rosnące możliwości pracy zdalnej to odpowiedź na zmieniające się potrzeby pracowników. Takie elastyczne formy świadczenia obowiązków zawodowych już w momencie rekrutacji oferuje ponad 60 proc. firm na całym świecie – wynika z badania IWG. 70 proc. pracowników spędza przynajmniej jeden dzień każdego tygodnia na pracy poza biurem. W Polsce raz w tygodniu zdalnie pracuje natomiast blisko 30 proc. ankietowanych.

Rynek pracy wkracza w nową epokę, w dużej mierze dzięki tzw. millenialsom, a więc osobom urodzonym po 1980 roku. Kariera zawodowa dla tej grupy pracowników jest niezmiernie ważna, równie duże znaczenie przywiązują oni jednak do idei work-life balance, a więc równowagi między prywatną a zawodową sferą życia. Wśród priorytetów dzisiejszych 20- i 30-latków znajduje się bliskość miejsca zatrudnienia od domu, niezależny styl pracy i elastyczny grafik, zakładający m.in. możliwość pracy przynajmniej częściowo wykonywanej poza biurem.

 Z badań wynika, że millenialsi bardzo sobie cenią możliwość zdalnej pracy, ale także elastyczność. Są nawet skłonni do zmiany pracy, jeżeli nowy pracodawca jest w stanie im zapewnić tego typu rozwiązania – mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Gabteni, Area Director IWG na Polskę, grupy zrzeszającej takich coworkingowych gigantów jak Regus czy Spaces.

Jeszcze do niedawna praca zdalna kojarzona była niemal wyłącznie ze start-upami, obecnie jednak na taki styl świadczenia obowiązków zawodowych decydują się także duże koncerny. Z badań przeprowadzonych przez IWG wynika, że zdalnie pracuje już 70 proc. ludzi na świecie. Dwie trzecie pracowników wykonuje pracę poza biurem przez cały tydzień, a 50 proc. natomiast więcej niż dwa dni w tygodniu. W Polsce przynajmniej raz dziennie poza miejscem zatrudnienia pracuje 30 proc. pracowników. Zdaniem ekspertów jest to efekt rynku pracownika i zaostrzonej rywalizacji o zdobycie i zatrzymanie uzdolnionych podwładnych.

Żeby zachować talent w firmie, trzeba umożliwić pracownikom taki typ pracy i takie możliwości, które będą dawały im pełen komfort, ale także umożliwiały rozwinięcie kreatywności, a jednocześnie sprawiały, że pracodawca będzie zadowolony z tej wydajności, która automatycznie za tym idzie – mówi Rafał Gabteni.

Jak pokazuje badanie Grupy IWG, pracodawcy mają coraz większą świadomość korzyści, jakie niosą ze sobą elastyczne opcje pracy. 89 proc. z nich stwierdziło, że wprowadzenie takich możliwości przyczyniło się do rozwoju firmy, 87 proc. zadeklarowało zwiększenie konkurencyjności, a 82 proc. – wzrost produktywności. 80 proc. pracodawców zauważyło ponadto, że praca zdalna umożliwiła im przyciągnięcie i zatrzymanie najzdolniejszych pracowników, 83 proc. zaobserwowało natomiast maksymalizację zysków. Dodatkowymi, pozafinansowymi korzyściami z umożliwienia podwładnym pracy zdalnej jest ich większe zadowolenie z pracy oraz kreatywność.

– Jaką przewagę ma praca zdalna nad monotonną, w biurze? Myślę, że przede wszystkim wpływa na efektywność i wydajność, bo pracownik może dopasować czas i miejsce pracy w taki sposób, który pozwoli mu wykonać ją jak najszybciej, jak najlepiej, a jednocześnie z zadowoleniem – mówi Rafał Gabteni.

64 proc. przedsiębiorstw przebadanych przez Grupę IWG oferuje możliwość pracy zdalnej podczas rekrutacji. Ponad połowa badanych przyznaje, że zwiększa to satysfakcję pracowników, co pokazuje, że firmy muszą zapewniać środowisko pracy dostosowane do współczesnych pracowników, jeśli chcą zatrzymać tych najlepszych. Potwierdza to 80 proc. ankietowanych. Możliwość pracy zdalnej jest szczególnie istotna w firmach, które nie mogą sobie pozwolić na zapewnienie pracownikom atrakcyjnego wizualnie biura – monotonne otoczenie negatywnie wpływa na nastrój pracownika i jego motywację do pracy.

– Na pewno tradycyjny sposób pracy biurowej odchodzi do lamusa i myślę, że nie powróci, dlatego że jest to związane przede wszystkim z wydajnością pracy, a także z zadowoleniem pracownika, a rynek, firmy i ich wydajność są oparte na pracownikach i ich zadowoleniu – mówi Rafał Gabteni.

Badanie IWG opracowane zostało na podstawie informacji zebranych od ponad 18 000 przedsiębiorców z 96 krajów. Objęło ono swoim zasięgiem również respondentów z Polski.

Polacy wolą zakupy w towarzystwie. Tylko 20 proc. par wybiera się do sklepu oddzielnie

Polacy wolą zakupy w towarzystwie. Tylko 20 proc. par wybiera się do sklepu oddzielnie 8

Status związku wpływa na decyzje zakupowe i towarzystwo, w jakim Polacy robią zakupy spożywcze. Samotni Polacy, zwłaszcza mężczyźni, chętnie korzystają z listy zakupów, co pozwala im kontrolować budżet i opierać się promocjom. Z kolei pary wolą kupować razem. Tylko jedna na cztery robi zakupy oddzielnie, twierdząc, że tak jest sprawniej lub wygodniej.

Z badań GfK wynika, że pod względem siły nabywczej Polska plasuje się daleko od europejskiej czołówki – w przeliczeniu na jednego obywatela wynosi ona nieco ponad 6,7 tys. euro w porównaniu do 17 tys. euro Włochów i 19 tys. Belgów. Mimo to poziom zamożności Polaków, a wraz z nią siła nabywcza i chęć wydawania pieniędzy, stale rosną, przy czym największą część budżetu Polacy przeznaczają na żywność. Z danych GfK wynika, że zakupy spożywcze pochłaniają nawet 43 proc. siły nabywczej.

Polacy robią zakupy bardzo chętnie. Siła nabywcza rośnie. Robimy zakupy w najróżniejszy sposób: z partnerami, rodzinami, czasami szybko, po pracy, biegnąc do domu. Zakupy to taka część naszego życia, która stale jest coraz ciekawsza – mówi agencji informacyjnej Newseria Patryk Górczewski, dyrektor generalny ASM Sales Force Agency.

Jak pokazuje badanie „Z perspektywy klienta”, przeprowadzone przez ASM Group, status związku ma istotny wpływ na to, jak Polacy robią zakupy spożywcze. 90 proc. singli dokonuje sprawunków samodzielnie – wyjątkiem są jedynie młode osoby mieszkające z rodzicami i w ich towarzystwie wybierające się do sklepów. Spośród Polaków będących w związkach tylko jedna na cztery pary robi zakupy oddzielnie. Przyczyną jest podział obowiązków w gospodarstwie domowym i przekonanie, że samodzielne zakupy są wygodniejsze i sprawniejsze. 3 proc. respondentów stwierdziło nawet, że sprawunki bez towarzystwa dają im namiastkę wolności.

– Polacy nabywają przyzwyczajenia zakupowe z uwagi na status w swoim życiu, status związku, chociażby przyzwyczajenia partnerki do produktów, które spożywa, z czasem przekonując się do nich. Polacy przejmują swoje przyzwyczajenia zakupowe – osoby, którzy są w związkach, wspólnie się odchudzają się bądź mają jakąś specyficzną dietę – mówi Patryk Górczewski.

Badanie ASM Group pokazało jednocześnie, że wyprawa do sklepu w pojedynkę może się wiązać z brakiem dyscypliny finansowej. 3 proc. ankietowanych osób przyznało, że w takich sytuacjach często kupują nieplanowane produkty. To jeden z powodów, dla których Polacy robiący zakupy samotnie, zwłaszcza mężczyźni, koncentrują się na liście zakupów.

Niezależnie od statusu związku Polacy podczas zakupów opierają się o wypracowane wcześniej nawyki, co sprawia, że są mniej otwarci na nowości i opierają się promocjom.

 Mamy utarte schematy zakupowe. Polacy są mało elastyczni na różnego rodzaju nowinki, także raczej korzystamy z gotowych, utartych schematów zakupowych. Zakupy to chyba jest ciężka praca, którą musimy wykonać i bardziej obowiązek niż przyjemność – mówi Patryk Górczewski.

Badanie „Z perspektywy klienta” zostało wykonane w kwietniu 2018 r. w sklepach o różnej wielkości w Katowicach, Łodzi i Warszawie. Wzięło w nim udział sześćdziesięciu rozmówców. Pytania dotyczyły m.in. nawyków konsumenckich i zwyczajów zakupowych Polaków.

Młodzi ludzie często tworzą w sieci wizerunek niezgodny z rzeczywistością. Ślepe podążanie za lajkami staje się niebezpieczne

Młodzi ludzie często tworzą w sieci wizerunek niezgodny z rzeczywistością. Ślepe podążanie za lajkami staje się niebezpieczne 9

Młodzi ludzie przez stałą obecność na portalach społecznościowych często nie potrafią się odnaleźć w realnym świecie – podkreśla trener komunikacji Michał Zawadka. Z każdej strony zalewani są nowymi trendami, za którymi trudno im nadążyć. Kolejnych trosk i kompleksów dodaje presja, aby zadowolić oczekiwania opiekunów oraz zdobyć uznanie kolegów i koleżanek. W takim środowisku dużo trudniej poradzić im sobie ze swoimi wadami i zbudować wiarę w siebie, więc kreują swój wizerunek w sieci, który często jest inny od rzeczywistego. Ślepo podążając za modą i kolejnymi lajkami, młodzi narażają się na ryzyko.

Social media to temat rzeka i można podejść do niego w przeróżny sposób. Czy być w nich, czy nie być – to są dwie strony medalu i obie niosą ze sobą zagrożenia – mówi agencji Newseria Michał Zawadka, autor książek motywacyjnych. – Wydaje się, że już nie można dziś być nieobecnym w social mediach. Cała komunikacja jest oparta na tym, że jesteśmy w nich aktywni.

Brak profili w mediach społecznościowych może powodować poczucie wykluczenia i brak akceptacji ze strony rówieśników. Z drugiej strony takie ryzyko niesie ze sobą także obecność w popularnych serwisach.

Młodzi w social mediach zamiast żyć i pokazywać w nich siebie, zaczęli się bardzo mocno porównywać. I tu powstaje konflikt między tym, co pokazuję moim rówieśnikom, żeby być dobrze ocenionym, jak z nimi współdziałam, rozmawiam, a tym kim naprawdę jestem. Tu powstaje ogromny dysonans osobowości: jaki jestem na co dzień, a jaki jestem w social mediach – mówi Michał Zawadka.

Media społecznościowe mają ogromny wpływ na samoocenę nastolatków. To, co myślą o sobie i jak się czują, uzależniają od liczby lajków pod zdjęciem czy filmem. Internetowe społeczności mają autentyczny wpływ na to, jak postrzegają samych siebie – do tego stopnia, że jeśli w sieci nie są lubiani i podziwiani, to wielu z nich nie jest w stanie powiedzieć nic pozytywnego o swoim wyglądzie czy życiu. Dlatego też korzystając z portali społecznościowych, warto zachować dystans i rozwagę. Wiele zależy od tego, jakie wsparcie mają młodzi ludzie w rodzicach czy opiekunach.

 Jeżeli w młodych ludziach został dobrze zbudowany kręgosłup moralny i wartości, to moim zdaniem nie ma żadnego problemu z ich obecnością w social mediach. Młody człowiek, znając samego siebie i swoją wartość, nie będzie zaniżał swoich standardów, nie będzie zmyślał swojej rzeczywistości, do której później nie da rady się dopasować tylko po to, żeby być dobrze ocenionym – mówi Michał Zawadka.

Nie można jednak tylko demonizować obecności w social mediach. Mogą one być bowiem wykorzystywane do kreowania i urozmaicania rzeczywistości, w której funkcjonują młodzi ludzie.

Jeżeli młodzi ludzie siedzą tylko w mediach społecznościowych dla funu, tylko po to, żeby być dobrze ocenionym i tylko po to, żeby skrolować, szerować, przewijać bez zastanowienia, to wtedy odbierają sobie rzeczywistość i nie potrafią się odnaleźć w świecie naturalnym – mówi Michał Zawadka. – Są przeróżne podejścia nas, dorosłych, do social mediów. Jeżeli nie dostosujemy się do tego, że to ich świat, to nie będziemy w stanie im pomóc. Social media przez dorosłych, nauczycieli i opiekunów są bardzo często demonizowane, a dzisiaj one są dźwignią rozwoju młodych, jeżeli są wykorzystywane w dobry sposób dla nich samych – dodaje.

Media społecznościowe nie tylko zapewniają nam stałą komunikację z bliskimi i umożliwiają odnowienie starych znajomości, lecz także mogą być źródłem rozmaitych zagrożeń. Wraz z mediami społecznościowymi pojawiło się również zjawisko cyberprzemocy, czyli nękania w internecie. Może ono polegać m.in. na pisaniu negatywnych komentarzy na temat ofiary w mediach społecznościowych, nękaniu zastraszającymi wiadomościami czy nawet tworzeniu ośmieszających stron internetowych. Ofiarami i sprawcami cyberprzemocy najczęściej są nastolatkowie i co jakiś czas słyszy się o tragicznych skutkach tego zjawiska.

Nadchodzi kwantowa rewolucja. Kropki kwantowe stosowane są w matrycach telewizorów w przyszłości zasilą komputery i znajdą zastosowanie w medycynie

Nadchodzi kwantowa rewolucja. Kropki kwantowe stosowane są w matrycach telewizorów w przyszłości zasilą komputery i znajdą zastosowanie w medycynie 10

Trwają prace nad kolejnymi zastosowaniami kropek kwantowych – miniaturowych kryształków o różnorodnych właściwościach. Potrafią one emitować inne światło niż absorbują, dzięki czemu są już wykorzystywane w telewizorach. Mogą także być podstawą do budowy superwydajnych komputerów kwantowych, dzięki swoim magnetycznym właściwościom. Polscy naukowcy z Instytutu Fizyki PAN wytwarzają kropki kwantowe z półprzewodników i sprawdzają ich przydatność w komercyjnych zastosowaniach.  

– Kropki kwantowe to niewielka porcja materii, która udaje, że nie ma żadnego wymiaru. Są ekstremalnym przykładem uwięzienia, ponieważ we wszystkich trzech kierunkach elektron napotyka na ścianę, nie może się z takiego obiektu wydostać, wtedy nie ma swobody ruchu i zachowuje się o inaczej niż swobodny elektron. Takie uwięzione obiekty bardzo dobrze świecą, więc mogą być bardzo wydajnym źródłem światła. Staramy się wytworzyć kropki kwantowe w sposób powtarzalny, zobaczyć, jak one się zachowują, czy potencjalnie mogą być użyteczne i w jakich warunkach – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jacek Kossut, dyrektor Instytutu Fizyki PAN.

Te niewidzialne gołym okiem kryształki o wielkości kilku nanometrów potrafią absorbować, a potem wyemitować światło o różnych długościach fali. Kropki kwantowe są już szeroko wykorzystywane np. w telewizorach. Jako pierwsza do masowej produkcji wprowadziła je firma Samsung w telewizorach z linii QLED. Urządzenia zostały wyposażone w powłokę wykonaną z kropek kwantowych, dzięki której są w stanie wyświetlić wysoce kontrastowy oraz jasny obraz z pełnym odwzorowaniem barw uchwyconych przez kamerę. Oznacza to, że filmy i seriale wyświetlane na takim telewizorze wyglądają dokładnie tak, jak widział je ich twórca.

Kropki kwantowe zyskują na popularności. Coraz częściej stosuje się je zarówno w telewizorach, jak i monitorach. Potencjał kropek kwantowych dostrzegają także naukowcy badający innowacyjne technologie medyczne. Już dziś testuje się je w roli alternatywnych czynników kontrastujących podczas wykonywania rezonansu magnetycznego, a w przyszłości mogą sprawdzić się jako wysoce skuteczny nośnik leków. Trwają również prace nad specjalnymi szybami z przezroczystą powłoką z nanokropek. Dzięki wykorzystaniu organicznych kropek kwantowych powstaną panele fotowoltaiczne o efektywności rzędu 5 proc. – wystarczającej, aby rozpocząć masową produkcję transparentnych paneli słonecznych na użytek komercyjny.

Zastosowanie kropek kwantowych w przyszłości może być jednak znacznie szersze. Ze względu na unikalne właściwości kropek kwantowych oraz ich zdolność do reagowania na światło o różnej długości fali, mogą się sprawdzić także w przypadku tworzenia komputerów optycznych. Kropki kwantowe są stosowane jako źródła światła pojedynczych fotonów.

– Takie źródła światła potrzebne są w nieistniejącej jeszcze dziedzinie, nad którą ludzie bardzo intensywnie pracują – informatyce kwantowej. Ma ona potencjalnie dużo większe możliwości niż tradycyjna informatyka. Kropki pozwalają stworzyć tzw. pary fotonów związanych. Jeżeli wyemitujemy jeden foton z polaryzacją prawoskrętną, to po pewnym czasie wyprodukowany drugi foton będzie się z konieczności kręcił w drugą stronę. To jest własność tej materii, którą usiłujemy zaprząc do pracy w komputerach kwantowych – tłumaczy Jacek Kossut.

IBM dysponuje już procesorami kwantowymi złożonymi z siedmiu i szesnastu kubitów, które są wykorzystywane przez naukowców na całym świecie za pośrednictwem platformy IBM Q. Kubit to kwantowa bramka logiczna, różniąca się od klasycznego bitu, który przyjmuje jedną z dwóch wartości – zero lub jeden. Kwantowy bit może mieć wartość zera, jedynki lub być kwantową superpozycją zera i jedynki, zatem jego potencjał w obliczeniach jest nieporównywalnie większy. Kubitem może być także ładunek kropki kwantowej, jednak problemem pozostaje kontrola nad zachowaniem tego ładunku. Prowadzone w Instytucie Fizyki PAN prace nad właściwościami magnetycznymi nanokropek mogą przyspieszyć stworzenie superwydajnych komputerów kwantowych.

– Obecnie zajmujemy się kropkami zawierającymi miedź, która może się zachowywać różnie, w zależności od tego czy obiekt oświetlimy światłem niebieskim lub nadfioletowym, czy też nie oświetlimy. To daje dodatkowe narzędzie sterowania własnościami tych kropek, bo jak poświecimy światłem, to ona się robi np. magnetyczna, a jak wyłączymy, to ona się robi niemagnetyczna, co ma dalsze konsekwencje na zachowanie tychże elektronów w kropce kwantowej – mówi ekspert.

Analitycy marketsandMarkets szacują, że wartość globalnego rynku kropek kwantowych do 2023 roku osiągnie 8,5 mld dol., a rozwijać się będzie w tempie 27 proc. średniorocznie.

Atak najlepszą obroną w cyberbezpieczeństwie. Symulacja ataku hakerów pozwala sprawdzić systemy bezpieczeństwa i wyeliminować słabe punkty

Atak najlepszą obroną w cyberbezpieczeństwie. Symulacja ataku hakerów pozwala sprawdzić systemy bezpieczeństwa i wyeliminować słabe punkty 11

Zdecydowana większość polskich firm została dotknięta przez cyberprzestępczość. Całkowity koszt ataku na firmę z wykorzystaniem oprogramowania ransomware to koszt dla firmy średnio ponad 713 tys. dol. Do ataków można się jednak skutecznie przygotować. Dzięki symulacji ataku hakerskiego firmy mogą określić swoje słabe punkty, sprawdzić procedury i skutecznie zabezpieczyć się na przyszłość. Z usług hakerów pomagających wykryć luki i błędy w systemach korzystają nie tylko firmy, lecz także władze państwowe.

– Rozwiązania ofensywne w cyberbezpieczeństwie to tak naprawdę zlecanie firmom zajmującym się testami penetracyjnymi czy przeprowadzaniem symulacji ataku hakerskiego, testów o charakterze ofensywnym, po to żeby w swojej infrastrukturze znaleźć jak najwięcej luk, błędów. Na podstawie raportu przygotowanego przez firmę można te błędy wyeliminować, a co za tym idzie – podnieść poziom bezpieczeństwa własnej instytucji – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Andrzej Nowodworski, architekt bezpieczeństwa i współwłaściciel Immunity Systems.

Hakerzy co chwila udoskonalają sposoby ataku. Wysyłają zainfekowane informacje, podszywają się pod użytkownika sieci, wyłudzają dane lub pieniądze. Część tworzy imitację strony internetowej i w ten sposób pozyskuje często poufne informacje (phishing). Mogą zablokować sieci poprzez zajęcie wszystkich wolnych zasobów serwerów, atakując je równocześnie z wielu komputerów, albo obciążyć serwery, wysyłając ogromne ilości danych (DDoS).

Jednocześnie ataki hakerskie wiążą się z wymiernymi stratami finansowymi. Eksperci z Kaspersky Lab i B2B International obliczyli, że całkowity koszt ataku na firmę z wykorzystaniem oprogramowania ransomware może wynosić średnio ponad 713 tys. dol. Dlatego rządy największych światowych mocarstw same zatrudniają hakerów, którzy mają znaleźć słabe strony stosowanych systemów.

– W symulacji ataku hakerskiego ustalane są najważniejsze cele w organizacji, czyli takie cele, których zdobycie przez hakerów wiązałoby się z bardzo dużymi problemami dla organizacji. Następnie wszelkimi dostępnymi sposobami te cele są zdobywane i na podstawie tego jest przygotowywany raport. Ten test pokazuje przekrojowy obraz poziomu bezpieczeństwa w organizacji, i to nie tylko technicznego, lecz także organizacyjnego czy proceduralnego – przekonuje Andrzej Nowodworski.

W atakach wykorzystywane są wszystkie możliwe sposoby, po jakie sięgnąć mogą cyberprzestępcy – ataki socjotechniczne, próby obejścia systemu kontroli dostępu oraz zabezpieczeń, wyszukiwanie słabości w systemach czy ataki na infrastrukturę. W trakcie testów firmy testują bezpieczeństwa systemów IT czy urządzeń. W ten sposób firmy mogą praktycznie sprawdzić swoje przygotowanie do ataków.

– Najbardziej tego typu rozwiązania przydają się w kontekście testów jakiegoś konkretnego systemu po aktualizacjach. Tutaj kluczowym przykładem są wszelkiego rodzaju instytucje finansowe, które bardzo często aktualizują swoje aplikacje, czy to aplikacje mobilne, czy serwisy transakcyjne bankowości internetowej i po takiej aktualizacji w zasadzie zawsze przed uruchomieniem produkcyjnym taki test powinien być wykonany – tłumaczy ekspert.

W 2017 roku setki tysięcy komputerów w 99 krajach na całym świecie zostały zarażone oprogramowaniem WannaCry. Komputery zostały zablokowane do momentu wpłacenia okupu w walucie cyfrowej bitcoin. Ofiarami wirusa były banki, firmy telekomunikacyjne czy szpitale, w efekcie sparaliżowane były całe kraje. Pod koniec czerwca 2017 roku z kolei hakerzy włamali się do komputerów w elektrowniach atomowych w Stanach Zjednoczonych.

– To atakujący jest w uprzywilejowanej pozycji, bo on przez pewien czas zawsze pozostaje niezauważony, a to daje mu przewagę nad osobą, która się broni. Mówi się, że nie ma w 100 proc. bezpiecznych organizacji, to tylko kwestia czasu i ewentualnie nakładów finansowych, żeby dany system złamać i włamać się do danej instytucji. Ten ciężar jest przeniesiony na jak najszybsze wykrycie incydentu bezpieczeństwa. Mamy szereg narzędzi monitorujących zachowania w sieci, zachowania użytkowników, które pozwalają taką informację wychwycić i dają czas na reakcję – podkreśla Andrzej Nowodworski.

Według analityków firmy MarketsandMarkets globalny rynek cyberbezpieczeństwa będzie wart do 2022 roku niemal 232 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu w najbliższych latach wyniesie 11 proc.

Według danych KPMG aż 82 proc. polskich firm doświadczyło w ubiegłym roku przynajmniej jednego cyberincydentu.

Gomułka: Rosja wykorzystuje dostawy surowców jako element presji politycznej

Narodowy dochód Federacji Rosyjskiej jest porównywalny z dochodem Włoch, lecz sporo mniejszy niż Wielkiej Brytanii czy Francji. W relacji do Unii Europejskiej, Chin i Stanów Zjednoczonych jest to stosunkowo mała gospodarka. UE, Chiny i USA stanowią ok. 60% światowej gospodarki, podczas gdy Federacja Rosyjska to tylko 2-3%. Rosja odgrywa dużą rolę w dwóch obszarach – rynku energii i przemysłu zbrojeniowego. Jest on w Rosji rozwinięty i nowoczesny, a siły jądrowe są bardzo rozbudowane.

– Z tego względu rola Rosji na scenie politycznej jest dużo większa, niż na scenie gospodarczej. Można stwierdzić, że na scenie gospodarczej Rosja jest bez znaczenia i nie należy się z nią liczyć – powiedział serwisowi eNewsroom Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club – Jako importer Rosja nie odgrywa dla Polski większego znaczenia – nawet totalny zakaz handlu z Rosją nie byłby szokiem dla polskiej gospodarki. Oczywiście przy stałej możliwości importu gazu i ropy naftowej. W dość znaczny sposób jesteśmy uzależnieni od Rosji w tym obszarze. Zmniejszenie tego uzależnienia jest potrzebne i zabiegamy o to. Rosja wykorzystuje dostawy surowców jako element presji politycznej – podsumował Gomułka.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w lipcu 2018 roku?

W okresie wakacyjnym rekrutacje nie zwalniają tempa – w lipcu br. za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 42 149 osób posiadających profil zawodowy na GoldenLine. Poszukiwani byli głównie specjaliści z obszarów: IT – rozwój oprogramowania, Inżynieria, Sprzedaż, Finanse/Ekonomia. Co ciekawe, na piątym miejscu w grupie najbardziej poszukiwanych specjalistów znalazły się osoby z obszaru Obsługa klienta. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, wielkopolskim i małopolskim.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W dotarciu do potencjalnych pracowników wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów. W lipcu 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji za pośrednictwem GoldenLine otrzymało 42 149 użytkowników posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 17% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Inżynieria (12%), na trzecim zaś Sprzedaż (10%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze specjalizacją Finanse/Ekonomia (10%) i Obsługa klienta (10% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, miało zaznaczoną na profilu tę specjalizację).

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W lipcu 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (56% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku). 13% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Z kolei 20% osób, które zostały bezpośrednio zaproszone do procesu rekrutacji, znalazło się w przedziale wiekowym 37 – 44 lata.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

W lipcu na GoldenLine najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby zamieszkałe w województwie mazowieckim (30%), śląskim (13%), dolnośląskim (11%), wielkopolskim (8%), małopolskim (7%). W dużych miastach jest największe zapotrzebowanie rekrutacyjne – dokładnie połowa osób, które dostały wiadomość od rekrutera, pochodzi z jednego z 6 miast: 23% osób mieszka w Warszawie, 8% we Wrocławiu, 5% w Krakowie, 5% w Poznaniu, 4% w Łodzi oraz 4% w Gdańsku.

Znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Znajomość języków obcych również jest istotna dla rekruterów. Wśród 42 149 osób, które otrzymały na GoldenLine zaproszenie do procesu rekrutacji bezpośrednio od pracodawcy, 83% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 31% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 8% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji, z kolei 5% zna język hiszpański.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W lipcu 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 3 692 ogłoszenia. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (24%), śląskie (13%), małopolskie (10%), dolnośląskie (10%) oraz pomorskie (8%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 23% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (15%), Obsługa klienta/Call Center (13% wszystkich ofert), Informatyka/Programowanie (12% ofert), Inżynieria/ Elektronika/ Technologia (11%).

*** Cytowanie wyników badania tylko za podaniem źródła: Raport GoldenLine

3 na 4 Ukraińców chce pracować w Polsce dłużej niż pół roku. Wydłużenia tego czasu oczekuje też 66% pracodawców

Z najnowszego „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” wynika, że już 21% firm w Polsce zatrudnia pracowników z Ukrainy. To wzrost o aż 10 p.p. w porównaniu do poprzedniej edycji badania, co jest efektem pogłębiających się trudności ze znalezieniem pracowników na lokalnym rynku pracy. Eksperci Personnel Service zwracają uwagę, że konieczne są dalsze zmiany w polityce migracyjnej, których oczekują zarówno firmy jak i ukraińscy pracownicy. 73% naszych wschodnich sąsiadów chciałoby pracować w Polsce dłużej niż pół roku. Wydłużenia okresu legalnej pracy chce też 66% pracodawców.

Na początku tego roku rząd zrobił pierwsze kroki w kierunku dobrych zmian w polityce migracyjnej. Wprowadzono m.in. nowy typ zezwolenia na pracę sezonową, co okazało się świetnym pomysłem. Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, tylko w I półroczu 2018 roku złożono aż 157 tys. tego typu oświadczeń. Biorąc jednak pod uwagę skalę zjawiska ukraińskiej imigracji zarobkowej, konieczne są kolejne zmiany. Pracodawcy i sami Ukraińcy oczekują wydłużenia czasu legalnej pracy w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. To kluczowa kwestia, która z jednej strony zwiększy płynność pracy w firmach w Polsce poprzez zmniejszenie rotacji. Z drugiej zaś, pracownicy z Ukrainy, spędzając u nas więcej czasu, jeszcze mocniej wesprą finanse publiczne i gospodarkę – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Ukraińcy już nie tylko w dużych firmach

Pracowników z Ukrainy najczęściej znajdziemy w dużych firmach – 40% z nich deklaruje zatrudnianie kadry ze Wschodu. W średnich przedsiębiorstwach ten odsetek wynosi 29%, a w małych 18%. I choć dalej widać, że im większa firma, tym więcej kadry zza wschodniej granicy, mali przedsiębiorcy najbardziej zwiększyli zainteresowanie Ukraińcami. W porównaniu do poprzedniej edycji badania, odsetek najmniejszych firm deklarujących zatrudnianie kadry ze Wschodu wzrósł dwukrotnie – z 9% do 18%. W przypadku dużych i średnich firm ten wzrost wyniósł tylko 4 p.p.

Na masowej emigracji zarobkowej z Ukrainy, mój kraj zarówno wygrywa, jak i przegrywa. Do pozytywnych tendencji należy zaliczyć spadek poziomu bezrobocia, zwiększenie standardu życia obywateli i zmniejszanie ubóstwa. Ponadto, przekazy pieniężne umacniają walutę krajową oraz łagodzą wahania w handlu zagranicznym. Nie można jednak zapomnieć o negatywnych stronach tego zjawiska, takich jak zmniejszenie potencjału produkcyjnego kraju czy drenaż specjalistów. Dodatkowo, przekazy pieniężne wysłane do domu przez migrantów zarobkowych mają umiarkowanie pozytywny wpływ na długoterminowy wzrost gospodarki – mówi Serhii Kravchenko, Zastępca Szefa Państwowej Służby zatrudnienia Ukrainy.

Poszukiwania Ukraińców w ciągu najbliższych 12 miesięcy planuje 17% przedsiębiorstw – 30% dużych, co piąte średnie i 15% małych. Jeżeli chodzi o branże dominuje produkcja – już co trzecia firma produkcyjna będzie poszukiwała kadry ze Wschodu.

Pół roku to za mało

Aż 3 na 4 Ukraińców chciałoby pracować w Polsce dłużej niż tylko pół roku, na które pozwala uproszczona procedura zatrudniania. Wydłużenia okresu legalnej pracy oczekuje też aż 66% pracodawców. Dodatkowo, firmy liczą na wydłużenie okresu przebywania w Polsce w oparciu o zezwolenie na pracę z 3 do 5 lat (38% wskazań) oraz na ułatwienie formalności pozwalających ubiegać się o dłuższy pobyt pracownika z Ukrainy w Polsce (38% wskazań). Natomiast co czwarty pracodawca jest przekonany, że powinna powstać lista zweryfikowanych firm, które łatwiej mogłyby zatrudniać pracowników z Ukrainy w ramach uproszczonej procedury.

Bariery regulacyjne pozostają kluczową trudnością dla pracodawców, którzy jasno mówią o tym, czego oczekują w ramach polityki migracyjnej. Potrzeby są proste. Zależy im na mniejszej rotacji, na co pozwoli wydłużenie okresu legalnej pracy cudzoziemców oraz na mniejszej liczbie formalności, które nadal są wskazywane jako główna trudność w zatrudnianiu m.in. Ukraińców –– mówi Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP.

Fiskus musi udowodnić podatnikowi nadużycie odliczenia VAT

Przełomowy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 18 grudnia 2017 r. w znaczący sposób zmienia praktykę organów skarbowych. Od teraz, jeśli będą one chciały odmówić przedsiębiorcy prawa do odliczenia VAT, będą musiały mu udowodnić, że budżet państwa został uszczuplony przez konkretne działania. Czy oznacza to koniec nadużyć fiskusa wobec podatników i karania przedsiębiorców za nieudowodnione podejrzenia?

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z 18 grudnia 2017 r. (sygn. akt I FSK 352/16) jest bardzo istotny z punktu widzenia każdego przedsiębiorcy, który w swojej działalności korzysta z przywilejów podatkowych dotyczących zwrotu VAT. Szczególnie dotyczących postępowań i kontroli, które prowadzą urzędy skarbowe wobec podatników, a których finałem jest abstrakcyjne karanie, oparte jedynie na nieudowodnionych okolicznościach.

W omawianym orzeczeniu sąd wyraźnie sprzeciwia się dotychczasowej działalności fiskusa, który odmawiał przedsiębiorcom prawa do odliczenia podatku VAT tylko na podstawie samego podejrzenia o rzekomy udział podatnika np. w procederze tzw. karuzeli podatkowej. Po orzeczeniu NSA ciężar udowodnienia nadużycia spoczywać będzie na organach podatkowych, które, jeśli będą chciały pozbawić podatnika prawa do odliczenia VAT, będą zobowiązane wykazać konkretne uszczuplenia budżetu państwa.

Organy podatkowe zakwestionowały prawo do odliczenia podatku VAT

Rozpatrywana sprawa dotyczyła polskiego dystrybutora elektroniki, który chciał rozliczyć transakcję zakupu i sprzedaży licencji na programy do nauki języków obcych. Działania finansowe przedsiębiorstwa zostały zakwestionowane przez fiskusa. W uzasadnieniu swojego stanowiska organ podatkowy stwierdził, że spółka posługiwała się fakturami VAT dokumentującymi czynność, która w rzeczywistości nie miała miejsca, wobec czego odmówił prawa do odliczenia podatku VAT naliczonego, uznawszy czynności przedsiębiorstwa za nadużycie. Dodatkowo urząd skarbowy zdecydował się naliczyć zobowiązanie podatkowe od udokumentowanych faktur sprzedaży w oparciu o art. 108 Ustawy z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tj.: Dz.U. z 2017 r. poz. 1221 ze zm., dalej: „ustawa o VAT”).

Prawidłowość działań fiskusa i procedury odwoławczej potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w następstwie rozpatrywania złożonej przez spółkę skargi na decyzję dyrektora izby skarbowej. W swoim uzasadnieniu sąd administracyjny stwierdził, że na kanwie rozpatrywanej sprawy „doszło do wypełnienia hipotezy i dyspozycji regulacji wskazanej w art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a ustawy o VAT, która wyłącza prawo podatnika do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego przy nabyciu towarów i usług określonych w art. 86 ust. 1 i ust. 2 ustawy o VAT”. Sąd I instancji dodatkowo wskazał, że podtrzymać należy prawidłowe stanowisko fiskusa, iż faktury nie odzwierciedlały rzeczywistego zdarzenia gospodarczego, a spółka dążyła do nadużycia przysługującego jej prawa do odliczenia podatku VAT. Wojewódzki sąd administracyjny podkreślił również, że skarżąca spółka nie wykazała wiarygodnych dowodów, które potwierdziłyby rzeczywistość deklarowanej transakcji. W efekcie doszło do oddalenia skargi na decyzję dyrektora izby skarbowej i utrzymania zobowiązania wobec spółki.

NSA: odmowa prawa do odliczenia VAT musi być udowodniona przez fiskusa

Skarżąca spółka nie zgodziła się z ustaleniami zarówno fiskusa, jak i sądu administracyjnego. Przekonana o prawidłowości i legalności swoich działań finansowych, zdecydowała się złożyć skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, wnosząc o uchylenie w całości zaskarżonego wyroku. Naczelny Sąd Administracyjny zdecydował, iż skarga ta zasługuje na uwzględnienie.

Sąd nie podzielił stanowiska zajętego przez organy podatkowe i przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Przede wszystkim NSA zwrócił uwagę, że w sposób jednoznaczny nie zostało ustalone, czy w rzeczywistości doszło do wykonania transakcji w związku z przedstawionymi przez spółkę fakturami. Uznał, że wykazanie takich okoliczności nie może obciążać podatnika, tylko powinno obciążać organy, które decydują się zakwestionować prawidłowość i legalność rozliczeń, skoro ich celem jest pozbawienie prawa do odliczenia podatku VAT.

Poza tym uzasadnienie wyroku NSA wykazuje jednoznaczną bezprawność dotychczasowych działań fiskusa. Sąd odniósł się do zagadnienia nadużycia prawa i uznał, że w omawianej sprawie urzędnicy oparli się jedynie na podejrzeniach, a tym samym nie ustalili we właściwy sposób, o jaki charakter nadużycia prawa posądzili przedsiębiorcę oraz w jaki sposób do niego doszło.

Naczelny Sąd Administracyjny stwierdził, iż ciężar udowodnienia nadużycia leży po stronie fiskusa, a odmowa prawa do odliczenia podatku VAT nie może opierać się jedynie na abstrakcyjnych podejrzeniach. Podkreślona została okoliczność, że organy skarbowe nie udowodniły żadnej formy oszustwa podatkowego oraz nie wykazały, iż zasadniczym celem transakcji było uzyskanie korzyści podatkowej, co jest przesłanką konieczną dla zaistnienia nadużycia prawa podatkowego.

NSA powiedział dość abstrakcyjnemu karaniu

Wyrok NSA nie pozbawia fiskusa możliwości skorzystania z prawa do odmowy odliczenia podatku VAT, a jedynie zobowiązuje go do każdorazowego wykazania winy leżącej po stronie podatnika, która to w sposób niebudzący wątpliwości przesądza o występowaniu nadużycia prawa do odliczenia VAT. Musi ona zawsze znajdować uzasadnienie w zgromadzonym materiale dowodowym. Ciężar dowodowy nie może być przerzucany na podatnika.

Istnieje więc szansa na realną poprawę obecnej sytuacji firm w stosunkach z organami skarbowymi, które do tej pory pozbawiały podatników możliwości skorzystania z zagwarantowanego im prawa jedynie na podstawie niepotwierdzonych podejrzeń. W wyniku takich działań dochodziło do świadomego naginania prawa przez organy podatkowe, a czasem wręcz jawnego łamania przyznanych podatnikom przywilejów. Bardzo często dotyczyło to uczciwych przedsiębiorców, którym nie przedstawiano faktycznego i szczegółowego uzasadnienia podejmowanych przez fiskusa działań. Takiej praktyce bardzo wyraźnie sprzeciwił się Naczelny Sąd Administracyjny na kanwie rozpatrywanej skargi.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dane z Polski. Trump o stopach procentowych

Poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej. Są one lepsze od oczekiwań. Donald Trump boi się umocnienia dolara po kolejnych podwyżkach stóp procentowych. Węgry nie podniosły stóp procentowych.

Sprzedaż w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat sprzedaży detalicznej. Wynik 9,3% wzrostu w skali roku może cieszyć. Szczególnie, że analitycy spodziewali się 8,4%. Warto natomiast zwrócić uwagę, że w czerwcu parametr ten rósł o ponad 10%. Dane nie miały większego wpływu na rynek. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że wcześniej były one publikowane w pakiecie z produkcją przemysłową co powodowało, że impuls na rynki był silniejszy. Teraz kiedy poznajemy wyniki dzień po dniu wpływ rozkłada się w czasie.

Trump znów negatywnie o stopach procentowych

Wypowiedzi prezydenta USA nie pozostawiają wątpliwości co do jego oczekiwań względem rezerwy federalnej. Rosnące stopy procentowe powodują umocnienie się dolara względem innych walut. To właśnie ta zmiana powoduje, że eksport z USA staje się mniej atrakcyjny co w kontekście ostatniej wojny celnej i nierównowagi handlowej nie daje prezydentowi spokoju. Donald Trump uważa, że FED powinien działać bardziej na rzecz amerykańskiej gospodarki. Pomimo mocnych wypowiedzi rynki wciąż uważają, że pod koniec września dojdzie do kolejnej podwyżki stóp procentowych.

Węgry nie zaskoczyły

Zgodnie z oczekiwaniami rynków Bank Węgier utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Wynoszą one 0,9% czyli o 0,6% mniej niż w Polsce. Rynki walutowe przyjęły tą decyzją dość spokojnie  ale widać było, że część inwestorów liczyła na wzrost stóp procentowych. Zaraz po decyzji sprzedawali oni forinta co spowodowało krótkotrwałe osłabienie waluty. Powodem oczekiwań była rosnąca i przekraczająca już 3% inflacja.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 20:00 – USA – protokół z posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Słabszy kurs dolara wspiera złotego

Polski złoty we wtorek umocnił się w relacji do głównych walut i był jedną z lepiej radzących sobie walut świata.

Złotego wzmacniała przede wszystkim słabość dolara amerykańskiego i poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych, która objawiała się również wyraźnym wzrostem globalnych indeksów akcji. Polski WIG20 zakończył dzień 2-procentowym wzrostem i wyraźnie wyróżniał się na plus nawet w porównaniu z innymi europejskimi indeksami.

Wtorkowe spadki na dolarze były kontynuacją ruchu zapoczątkowanego w ostatnich dniach, który przyspieszył na początku tygodnia w związku ze zbliżającymi się negocjacjami USA i Chin w kwestii handlu oraz zaskakującym komentarzem prezydenta Trumpa, który skrytykował działania Rezerwy Federalnej.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,28-4,31. Mimo słabości w parze ze złotym, wspólna europejska waluta zyskała wczoraj w relacji do ważonego koszyka walut. Podobnie jak złotego, euro wzmocniła przede wszystkim słabość dolara amerykańskiego.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,77-4,81. Brytyjska waluta osłabiła się wczoraj w parze ze złotym, jednak zakończyła wczorajszy dzień znaczącym umocnieniem w relacji do głównych walut. Wczorajsze dane o zamówieniach przemysłowych zaskoczyły in minus, jednak nie miały istotnego wpływu na handel na rynku walutowym.

Wczorajsza siła funta w parze z głównymi walutami związana była z faktem wzrostu optymizmu w kwestii negocjacji dotyczących Brexitu po tym, jak główny negocjator z ramienia UE, stwierdził, że negocjacje osiągnęły finalny etap. Pozytywną opinię w kwestii negocjacji wyraziło ostatnio również kilku brytyjskich ministrów.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 1,2%, wahając się w widełkach 3,69-3,75. W kontekście rynku amerykańskiego warto wspomnieć o sytuacji na giełdzie – indeks S&P 500 wczoraj osiągnął poziom 2873,23, tym samym znalazł się najwyżej w historii.

Wczorajszy dzień nie przyniósł istotnych danych makro z USA. Warto wspomnieć jednak o przemówieniu jednego z członków FED. Robert Kaplan w swojej wypowiedzi stwierdził, że w jego ocenie adekwatne jest podniesienie stóp procentowych jeszcze 3 lub 4-krotnie. Jednocześnie wyraził obawy dotyczące możliwego odwrócenia krzywej rentowności (do zmiany kształtu krzywej obecnie dochodzi w związku z podnoszeniem stóp procentowych przez FED). Na przestrzeni ostatnich dekad wspomniana inwersja krzywej poprzedzała recesje w amerykańskiej gospodarce.

Dziś poznamy lipcowe odczyty z amerykańskiego rynku nieruchomości, inwestorzy jednak większą uwagę przykładać będą do publikacji protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC. Warto będzie zwrócić uwagę szczególnie na informacje odnoszące się do ewentualnego wpływu konfliktu handlowego USA na decyzje przedsiębiorstw.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w lipcu
  • 20:00 – protokół z ostatniego posiedzenia FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Czy istnieje spokojne życie po RODO? Polski biznes w oparach absurdu

Miało być bezpieczniej, klarowniej i oczywiście z obopólną korzyścią dla przedsiębiorców i ich klientów. Jedni widzieli w RODO receptę na bolączki obywateli umęczonych nagminnym wykorzystywaniem danych osobowych, inni dopatrywali się w rozporządzeniu uregulowania zasad współpracy z obecnymi i potencjalnymi kontrahentami. Tymczasem rzeczywistość jak zwykle brutalnie zweryfikowała hurraoptymistyczne założenia – system, który miał zatroszczyć się o ochronę danych osobowych, stał się przekleństwem przedsiębiorców i bronią obosieczną w rękach klientów. Czy unijna regulacja wniosła do polskiego biznesu coś więcej niż setki nonsensownych sytuacji, których firmy doświadczają obecnie na co dzień?

Temat RODO nie opuszczał mediów już na rok przed wejściem rozporządzenia w życie. Nic dziwnego, wszak dostosowanie procedur do nowych standardów wymagało od przedsiębiorców dużego nakładu pracy i funduszy. Polski biznes wcale nie spodziewał się po tej nowelizacji wielkiej rewolucji, ale też nikt nie zakładał, że dla niektórych podmiotów może być ona początkiem prawdziwych problemów. Kosztowna i pracochłonna modyfikacja systemów informatycznych nie dla każdego przedsiębiorcy okazała się końcem najtrudniejszych zmian. Jakie absurdy po wejściu nowej ustawy najczęściej mają miejsce w polskich firmach?

RODOmatrix: jak odróżnić prawdę od nonsensu?

O RODO mówili i wciąż mówią wszyscy, ale tak naprawdę tylko niewielu wie, o co tak naprawdę chodzi w unijnym rozporządzeniu. Wielu przedsiębiorców wciąż nie ma pojęcia, co jest daną osobową, a co zachowaniem tajemnicy. Dlatego też bardzo często skutkiem takiej niewiedzy są sytuacje, w których firmy odmawiają podania np. wyników finansowych czy numeru konta ZUS, powołując się na unijne rozporządzenie.

– Pracując w branży księgowej na co dzień spotykamy się z danymi wrażliwymi, tj. bazami dostawców firmy, jej obrotami czy wynikami finansowymi. Jednak nie wszystkie te informacje to dane osobowe. Ustawa o RODO nie mówi o potrzebie ochrony informacji np. o wielkości przychodu firmy w danym miesiącu. Taka dana podlega umowie o zachowaniu tajemnicy, a nie RODO. Duża część kontrahentów nie czuje tej różnicy. Wszelkie nieporozumienia nie wynikają oczywiście ze złej woli którejkolwiek ze stron, winna jest przede wszystkim powszechna dezinformacja na temat samego rozporządzenia – mówi Edyta Wojtas z SaldeoSMART.

Trudno zaprzeczyć, że brakuje podstawowych informacji na temat celu wdrożenia RODO, podanych oczywiście w zrozumiały sposób. Jesteśmy w stanie z pamięci cytować zawiłe formułki z rozporządzenia, chętnie powołujemy się na RODO podczas negocjacji, ale czy tak naprawdę wiemy, czemu dokładnie służy ta ustawa?

Tragifarsa z ekspertami w roli głównej

Głównym celem wdrożenia RODO było m.in. ujednolicenie prawa we wszystkich państwach unijnych. Założenie to wydaje się teraz trochę kuriozalne, ponieważ ustawa nie precyzuje ani tego, kto ma być odpowiedzialny za wybranie elementu ochrony, ani jak właściwie tę ochronę danych zapewnić. Skutkiem tego nieporozumienia są przede wszystkim próby narzucania przez firmy swoich warunków podczas negocjacji, co przyczynia się do zatrzymywania dynamiki biznesu.

Coraz częściej bowiem dochodzi do sytuacji, w których klienci próbują wymuszać własne standardy zabezpieczenia danych czy procedury ich przetwarzania i ochrony. Skutkuje to przesyłaniem dokumentów pomiędzy prawnikami i próbami przerzucania wszystkich ustawowych obowiązków na drugą stronę, zwłaszcza tych niemożliwych do spełnienia. Jest to szczególnie kłopotliwe w przypadku produktów sprzedawanych masowo i dostarczanych do klientów w tej samej formie.

W takich przypadkach ingerencja pojedynczego klienta w standardy bezpieczeństwa, wypracowywane nierzadko przez wiele lat, może nawet uniemożliwić dalszą współpracę. Negocjowanie indywidualnych umów z każdym klientem jest – zwłaszcza dla producenta masowo sprzedającego swoje usługi – bardzo trudne do zrealizowania. Niejednokrotnie firmy chcą spełnić wymagania tych kontrahentów, ale koszty niezbędnej obsługi ze strony prawników i wydłużenie czasu przygotowywania samej umowy są zbyt duże i z biznesowego punktu widzenia lepiej jest wówczas ze współpracy po prostu zrezygnować.

„Wolna amerykanka” w wydaniu unijnym

Nie jest tajemnicą, że na fali RODO podejmuje się coraz więcej błędnych decyzji. Wiele firm zrezygnowało np. z newsletterów, ponieważ dalsze używanie wiadomości mailowych w komunikacji wydawało im się zbyt skomplikowane z perspektywy zabezpieczenia danych. Coś, co zawsze było standardem komunikacji między przedsiębiorstwami, nagle stało się uciążliwym rozwiązaniem.

Niestety, takie przykłady można mnożyć – niektórzy przedsiębiorcy nadal przecież nie mają pojęcia, o co chodzi w nowej ustawie. Dlatego też chętnie polegają na opinii prawników czy posiłkują się wiedzą wyniesioną z mało praktycznych szkoleń. Nikt nie zwraca uwagi na to, że część z tych informacji jest bezwartościowa, że wciąż trudno uzyskać szczegółową wskazówkę od specjalisty.

– Mam wrażenie, że po 25 maja niewiele się zmieniło: nadal otrzymujemy setki niechcianych wiadomości i figurujemy w tajemniczych bazach danych. Ponadto, niektóre operacje firmowe pochłaniają teraz nieco więcej czasu, a sam proces sprzedażowy stał się bardziej wymagający dla obu stron. Najbardziej jednak irytują niejasności spowodowane swobodą w interpretacji treści rozporządzenia – mam nadzieję, że z czasem przepisy zostaną sprecyzowane i każdy przedsiębiorca będzie dokładnie wiedział, na co w ramach RODO może sobie pozwolić – podkreśla Edyta Wojtas z SaldeoSMART.

RODO to wciąż drażliwy temat: najpierw spędzał przedsiębiorcom sen z powiek, aby potem, kiedy wejdzie w życie na dobre, powodować interpretacyjne zamieszanie. Z jednej strony, chaos często wpisany jest w harmonogram dużych i szybkich zmian. Z drugiej strony nasuwa się jednak pytanie, czy swobodna interpretacja przepisów oraz obecność spamu w skrzynkach to zmiany, o które przedsiębiorcom chodziło. Jedno jest pewne: w dobie cyfryzacji właściwa ochrona danych osobowych jest kwestią priorytetową. Ważne jednak, aby na fali nowego rozporządzenia unijnego nie tracić zdrowego rozsądku i skupiać się przede wszystkim na kwestiach ułatwiających pracę i przyczyniających się do wzrostu bezpieczeństwa danych, a unikać sytuacji, w których współpraca biznesowa może być niepotrzebnie utrudniona.