Wartość inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce wzrosła dwukrotnie

W pierwszym półroczu br. rynek nieruchomości komercyjnych odnotował najwyższą wartość transakcji inwestycyjnych w historii, ponad dwukrotnie wyższą niż przed rokiem       

Za nieruchomości handlowe, biurowe, magazynowe i hotelowe zakupione w Polsce w pierwszej połowie bieżącego roku inwestorzy zapłacili prawie 3,9 mld euro. Analitycy firmy doradczej Walter Herz przewidują, że rok 2018 będzie kolejnym, który podobnie jak 2017, przyniesie rekordową wartość transakcji zawartych w tym sektorze rynku.

Pomimo niedzielnego zakazu handlu, inwestorzy postawili przede wszystkim na obiekty handlowe, na zakup których poszło ponad połowę wyłożonego w tym czasie kapitału. Umowy zawarte w tym segmencie opiewały łącznie na kwotę przeszło 2 mld euro. Przedmiotem prawie 30 proc. wartości sfinalizowanych kontraktów były nieruchomości biurowe, za które kupujący zapłacili ponad 1,2 mld euro. Pozostała część wydatków, około 0,6 mld euro przypadła na sektor magazynowy i hotelowy.

Transakcja warta miliard euro

Największą transakcją zawartą w pierwszej połowie br. było przejęcie przez Griffin RE 28 centrów handlowych, w tym m.in. centrów M1 za około 1 mld euro. Silny popyt ze strony inwestorów był też w sektorze biurowym. Wśród głównych kontraktów sfinalizowanych w tym okresie specjaliści Walter Herz wymieniają przejęcie za około 325 mln euro portfela inwestycyjnego Tri Granit przez Revetas i fundusze zarządzane przez Goldman Sachs Asset Management, który zawierał m.in. krakowski kompleks biurowy Bonarka for Business i katowicką Silesia Towers oraz inne projekty z pozwoleniem na budowę.

Ponadto, za około 175 mln euro Madison International Real Estate Liquidity Fund VI LP nabył 50 proc. udziałów w 220 metrowej wieży biurowej Warsaw Spire A od Ghelamco, a Globalworth Poland od Starwood Capital Group za 139 mln euro kupił składający się z pięciu budynków kompleks biurowy Quattro Business Park w Krakowie.

W pierwszym półroczu br. zmieniły właściciela również warszawskie biurowce Atrium Centrum i Atrium Plaza o łącznej powierzchni około 32 tys. mkw., które dołączyły do portfela CPI Property Group. Globalworth Poland nabył również od Kulczyk Real Estate Holding warszawski biurowiec Warta Tower za 55 mln euro, a niemiecki fundusz Warburg-HIH Invest został właścicielem wrocławskiego biurowca Pegaz, który kosztował 54 mln euro.

Kolejny, rekordowy rok

Pierwsze sześć miesięcy tego roku pokazało, że światowi gracze uznają polski rynek nieruchomości komercyjnych za atrakcyjną lokalizację do inwestowania kapitału. Liczba procedowanych transakcji i wolumen nieruchomości oferowanych na sprzedaż w Polsce pozwalają zaś, zdaniem Bartłomieja Zagrodnika, prezesa zarządu Walter Herz, spodziewać się także w tym roku rekordowego wyniku, jeśli chodzi o zakupy inwestycyjne w naszym kraju.

– Polska, która awansowała już w światowej opinii do miana rynku dojrzałego, korzysta ze sprzyjającej koniunktury. Grupa inwestorów, zainteresowanych naszym krajem zwiększa się z kwartału na kwartał. Szczególnie jest to widoczne w segmencie biurowym. Czynnikiem zachęcającym do inwestowania u nas jest utrzymujący się silny popyt ze strony najemców, skutkujący regularnym spadkiem poziomu pustostanów. Decydujący wpływ na wzrost wartości dokonywanych transakcji ma także coraz szerszy wybór wysokiej jakości nieruchomości, dostępnych na głównych rynkach biurowych w Polsce. Potencjał sektora jest bardzo duży. Dzięki intensywnej działalności deweloperów, krajowe zasoby w segmencie biurowym przekroczyły niedawno poziom 10 mln mkw. powierzchni, na które popyt nigdy nie był większy – komentuje Bartłomiej Zagrodnik.

Atrakcyjne stopy zwrotu

– Co istotne, napływający do Polski inwestorzy mogą liczyć na znacznie atrakcyjniejsze stopy kapitalizacji w naszym kraju niż w krajach Europy Zachodniej, które w przypadku najlepszych obiektów biurowych w Warszawie kształtują się na poziomie 5 proc., a w miastach regionalnych od około 6 proc. do 7,3 proc. Do lokowania kapitału na polskim rynku zachęcają również stawki czynszowe, które powinny rosnąć w dłuższym przedziale czasu. Do tego dochodzi jeszcze perspektywa wzrostu wartości inwestycji – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

W ocenie eksperta, duża dynamika inwestycyjna na rynku biurowym, pomimo rosnących cen nieruchomości, powinna utrzymać się także w drugim półroczu. Wskazują na to istotne transakcje zawierane w ostatnich tygodniach.

Szeroka skala zakupów inwestycyjnych w sektorze biurowym

Do niedawno podpisanych umów należy m.in. sprzedaż za ponad 200 mln euro przez HB Reavis najnowszych budynków C i D warszawskiego kompleksu Gdański Business Center oferujących łącznie 53 tys. mkw. jednemu z globalnych funduszy emerytalnych. Jak również zakup Pałacu Jabłonowskich usytuowanego przy ulicy Senatorskiej w Warszawie z 17 tys. mkw. powierzchni biurowej przez grupę deweloperską S+B Gruppe od Funduszu Commerz Real. A ponadto nabycie przez austriacką Vienna Insurance Group warszawskiego budynku biurowego Atrium Tower położonego przy alei Jana Pawła II, który oferuje 11,5 tys. mkw. powierzchni.

W ostatnich tygodniach została również zawarta przez Generali Real Estate transakcja zakupu biurowca Plac Małachowskiego o powierzchni 14,5 tys. mkw., zlokalizowanego w pobliżu Placu Piłsudskiego w Warszawie od Europa Capital i White Star Real Estate. Właściciela zmienił też warszawski budynek biurowy Crown Square, zlokalizowany w bezpośrednim sąsiedztwie stacji metra Rondo Daszyńskiego, oferujący ponad 16 tys. mkw. powierzchni, który firma M&A Capital nabyła od Invesco Real Estate.

Za 19 mln euro Echo Investment sprzedało niedawno firmie EPP łódzki budynek biurowy o powierzchni 9,7 tys. mkw. przy al. Piłsudskiego, który powstał w drugim etapie realizacji Symetris Business Park. A Globalworth Poland od funduszu Europa Capital za 101 mln euro kupił oferujący około 29,5 tys. mkw. powierzchni użytkowej biurowiec Spektrum Tower zlokalizowany przy ulicy Twardej w Warszawie.

Sprzyjająca koniunktura rynkowa

Jak podkreślają analitycy Walter Herz, boomowi inwestycyjnemu, jaki możemy dziś obserwować, sprzyjają niskie stopy procentowe, które motywują do poszukiwania alternatywy dla nisko oprocentowanych depozytów bankowych i obligacji państwowych. Wzrost inwestycji wspiera również bardzo dobra sytuacja gospodarcza i poprawa nastrojów konsumenckich w naszym kraju.

W Polsce inwestuje przede wszystkim kapitał amerykański, który odpowiada prawie za 40 proc. obrotu nieruchomościami komercyjnymi oraz firmy z Europy Zachodniej. Swój udział w inwestycjach zwiększają również podmioty z Azji (Korea Południowa, Chiny, Malezja) i Afryki (RPA). Zaangażowanie polskiego kapitału ogranicza się do niewielkiego procentu zawieranych transakcji. Z taką sytuacją mamy do czynienia od wielu lat i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie coś w tym względzie miało się zmienić.

Autor: Walter Herz

Sądna noc

Polityczny szum wokół byłych współpracowników Trumpa wprowadził zakłopotanie w handel na FX i choć nie widać wyraźnego ciosu w USD, waluta i tak pozostaje w defensywie. Inwestorzy zachowują spokój, póki oskarżenia nie zahaczają o zmowę z Rosją. Mimo to implikacje polityczne mogą być daleko idące.

Jak na razie rynek próbuje rozwikłać zagadkę, jak ostatnie polityczne rewelacje mogą wpłynąć na dolara i inne aktywa USA. Były adwokat prezydenta Trumpa Michael Cohen przyznał przed sądem, że został poinstruowany przez Trumpa do złamania prawa federalnego, aby ukryć pozamałżeńskie relacje. Ponadto Paul Manafort, były szef sztabu Trumpa, został uznany winnym 8 z 18 zarzutów dot. oszustw finansowych. Nieprawidłowe wykorzystywanie środków finansowych z kampanii to poważny zarzut, ale, co najważniejsze, w żadnym z wczorajszych werdyktów nie wspomniano o zmowach z Rosją w kwestii wpłynięcia na wynik wyborów. Niemniej jednak Specjalny Prokurator Mueller ma coraz więcej argumentów, by przesłuchać Trumpa i dalej prześwietlać kampanię prezydencką, co dalej uwypukla mętną atmosferę na scenie politycznej USA i to tuż przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu. Obecnie nawet jest ciężko znaleźć klarowne stanowisko, czy dla USD lepsze jest utrzymanie Trumpa w Białym Domu, czy impeachment, stąd i po rynku nie widać większej zmienności. Podskok EUR/USD do 1,16 miał miejsce jeszcze przed informacjami politycznymi z USA i ma więcej z przetasowań w pozycjonowaniu źle ustawionych krótkich pozycji. Rynek (który to już raz w te wakacje?!) szuka równowagi. Z perspektywy USD w kalendarzu (oprócz potencjalnych komentarzy Trumpa) mamy protokół z posiedzenia FOMC, ale nie liczymy na niespodzianki. W końcu posiedzenie zakończyło się 1 sierpnia, a od tego czasu doświadczyliśmy eskalacji wojny handlowej USA-Chiny, kryzysu tureckiego i wzrostu napięć na rynkach wschodzących i krytyki polityki Fed przez Trumpa. Cokolwiek znajdzie się w protokole zdaje się przestarzałe w obliczu nowych informacji.

Presja wzrostowa na EUR/USD dała się we znaki dolarowym bykom w relacji do walut rynków wschodzących i m.in. wygoniła posiadaczy długich pozycji na USD/PLN. Tak bym tłumaczył ruch z niczego na złotym i cofnięcie EUR/PLN (przez zmiany USD/PLN) do 4,29. Nie widzę, aby bieżący klimat był wybitnie korzystny dla dalszej aprecjacji złotego i spodziewam się taktycznej aktywacji popytu przy 4,29. Ogólnie jednak rynek złotego pozostaje w konsolidacji blisko 4,30. Dane o sprzedaży detalicznej z Polski dziś rano tradycyjnie przeszły bez echa.

W nocy nieco zamieszania wprowadziły informacje dotyczące rzekomych postępów w rozmowach dotyczących NAFTA. Politico doniosło, że administracja Trumpa planuje na czwartek formalne ogłoszenie przełomu w negocjacjach NAFTA z Meksykiem, co otworzyłoby drogę do porozumienia z Kanadą. Źródła zaznaczają jednak, że termin może ulec zmianie. USD/CAD zareagował spadkiem z 1,3040 do 1,3015, jednak szybko obił z powrotem do 1,3035 po dementi ze strony Meksyku i Kanady, że do żadnej ugody nie doszło. Wychodzi na to, że USA szuka szybkiego sukcesu, ale też stara się wywrzeć presję na Meksyku i Kanadzie przyspieszając uzgodnienia (prawdopodobnie w korzystniejszej dla siebie wersji). Mimo to zintensyfikowanie doniesień ws. NAFTA sugeruje, że do porozumienia jest bliżej niż dalej i dla CAD i MXN powinno to budować siłę w średnim terminie. Dodatkowo dziś dostaniemy dane o sprzedaży detalicznej z Kanady. Sprzedaż jest silnie zmiennym wskaźnikiem i po sporym, pozytywnym zaskoczeniu w danych za czerwiec (+2 proc.) teraz szanse są po stronie odreagowania, więc ryzyka przeważają po negatywnej stronie dla CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Po wizycie prezydenta w Australii dwustronny handel i inwestycje mogą przyspieszyć. Głównie w obszarze energetyki i obronności

Po wizycie prezydenta w Australii dwustronny handel i inwestycje mogą przyspieszyć. Głównie w obszarze energetyki i obronności 1

Australia to kraj, z którym Polska odnotowuje jeden z największych wzrostów w wymianie towarowej spośród państw spoza UE. W 2017 roku eksport wzrósł o 27 proc., a import o ponad 60 proc. Rośnie też zainteresowanie wzajemnymi inwestycjami. Wiele możliwości współpracy jest w sektorze obronnym, lotniczym i energetyce. Pierwsza w historii wizyta polskiego prezydenta w Australii wraz z dużą biznesową delegacją może tę współpracę zacieśnić i zbudować trwałe relacje.

– Relacje handlowe między Australią a Polską pogłębiają się. Ich wartość obecnie wycenia się na 1,5 mld dol. rocznie. Z mojej perspektywy są szanse na dalszy rozwój handlu i inwestycji między tymi krajami – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anthony Weymouth, Radca Handlowy Ambasady Australii.

Jak wynika z raportu Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (na podstawie danych GUS i MF), w 2017 roku wymiana handlowa osiągnęła 1,16 mld euro. Eksport wzrósł o ok. 27 proc. w ujęciu rocznym (do ponad 640 mln euro), a import o 62 proc. (do blisko 521 mln euro). Ta dynamika sprawia, że Australia jest krajem, z którym Polska odnotowała jeden z największych wzrostów w wymianie towarowej spośród państw spoza UE.

– Wartość wymiany handlowej i inwestycji w ciągu ostatnich kilku lat rośnie w tempie ok. 10 proc. rocznie. Oczekujemy dalszego wzrostu, w szczególności w związku z planowaną finalizacją umowy o wolnym handlu między Australią a UE, która obecnie jest na wczesnych etapach negocjacji. Uważam, że po zawarciu tego porozumienia handel między Australią a Polską znacznie się zwiększy – ocenia Anthony Weymouth.

Najbardziej perspektywiczne obszary rozwoju handlu i inwestycji rynku to sektory zasobów naturalnych i energii oraz innowacyjne segmenty gospodarki.

– Jest wiele sektorów wspólnych dla Australii i Polski, m.in. przemysł obronny. Australia obecnie prowadzi duży program modernizacji sektora obronnego – na unowocześnienie naszych sił obronnych przeznaczymy 200 mld dol. australijskich. Polska również modernizuje swój sektor obronny, więc uważam, że jest szansa na współpracę w tej dziedzinie – przekonuje ekspert.

Według raportu firmy Deloitte Australia, podobnie jak Polska, znalazła się w grupie czternastu krajów, które do 2020 roku planują największy wzrost budżetów obronnych na poziomie 3–7 proc. rocznie. Tylko na realizację programu budowy nowych fregat Australia przeznaczy 35 mld dol. australijskich (ponad 25 mld dol.).

– Kolejny przykład to przemysł lotniczy. Polska może się poszczycić wspaniałą historią, jeśli chodzi o ten sektor; szczególnie warto tu wspomnieć o Dolinie Lotniczej. Również w Australii jest wiele przedsiębiorstw działających w tej branży, które możemy sprowadzić do Polski w celu nawiązania współpracy. Sektor energetyki i surowców jest także jednym z kluczowych obszarów, w którym jest możliwość współpracy – wymienia Anthony Weymouth.

Australia ma ambicję, aby stać się światowym liderem w produkcji i eksporcie gazu LNG. Obecnie jej udział w światowym rynku sięga 17 proc. Po uruchomieniu w 2017 roku czterech nowych terminali skraplających już zanotowała ponaddwukrotny wzrost eksportu.

 W przyszłym roku Australia zostanie największym eksporterem LNG. Obecnie zajmujemy się budową dużych zaawansowanych technologicznie obiektów. Polska wyraża chęć dywersyfikacji swoich zasobów energetycznych, więc uważam, że oba kraje mogą nawiązać współpracę w tym zakresie – mówi przedstawiciel Ambasady Australii w Polsce. – Polska i Australia to kraje z długą tradycją wydobycia węgla, na którym nadal w dużej mierze opierają swój przemysł i produkcję energii. Myślę, że możliwa jest więc bliska współpraca w tej dziedzinie w zakresie innowacji i technologii.

Polsko-australijska współpraca w obszarze górnictwa i surowców dotyczyła w ostatnich latach zwłaszcza podziemnej gazyfikacji węgla. Australia jest też jednym z kilku krajów, od których importujemy najwięcej węgla.

– Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się krajów w Europie, który może się poszczycić dobrze wykształconą kadrą. To stosunkowo duży rynek położony w idealnym miejscu w Europie, który może być ważnym ośrodkiem dla australijskich firm wkraczających do Europy Środkowej lub Zachodniej. Dlatego uważam, że Polska jest znakomitym miejscem do rozpoczęcia działalności dla australijskich firm – przekonuje ekspert.

W Polsce działa ok. 130 firm australijskich. Łącznie ich inwestycje w naszym kraju szacuje się na ponad 1,34 mld dol. Z kolei Australia staje się coraz ciekawszym kierunkiem dla polskich przedsiębiorstw. O rosnącym zainteresowaniu może świadczyć otwarcie przedstawicielstwa Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Sydney.

Szansą na dalsze pogłębienie wzajemnej współpracy jest wizyta w Australii prezydenta Andrzeja Dudy. To pierwsza wizyta polskiego prezydenta na Antypodach.

– Z prezydentem jest duża delegacja biznesowa składającą się głównie z przedstawicieli sektora energetyki i surowców, więc może to otworzyć drogę do rozmów między polskimi i australijskimi firmami. Jedynym sposobem na rozwój współpracy biznesowej jest budowanie relacji, dlatego uważam, że możliwość spotkania się przedstawicieli biznesu z Polski i Australii znacznie przyczyni się do wzmocnienia tej kooperacji. Wizyta będzie również okazją dla przedsiębiorstw australijskich i polskich do zawarcia porozumień i umów – podkreśla Anthony Weymouth.

W Polsce politycy coraz częściej przypominają celebrytów. Brakuje programów wyborczych, są tylko obietnice

W Polsce politycy coraz częściej przypominają celebrytów. Brakuje programów wyborczych, są tylko obietnice 2

Kandydaci w wyborach samorządowych to nie politycy, a celebryci, ale takie jest oczekiwanie społeczne – ocenia prof. Kazimierz Kik, politolog. Obecnie na dalszy plan schodzą programy wyborcze, zastąpione przez liczne obietnice, eventy i sensacje. Nie liczy się wiarygodność, a wygląd i charyzma. Zdaniem politologa, w Polsce brakuje partii opartych na solidnych fundamentach programowych i ideowych, a brak solidnych fundacji teoretycznych i szkół partyjnych przekłada się zaś na jakość kampanii wyborczych.

– Obecnie w kampaniach wyborczych nie mamy programu, ale obietnice. Brakuje wiarygodności osób składających te obietnice, bo nie stoi za nimi tak naprawdę nic, co mogłoby gwarantować, że obietnice przez nich składane mają rację bytu, czyli nie ma podstawy do zaufania. Trwa ofensywa obietnic, przekrzykiwania się, dzisiaj nie liczy się wiarygodność, a image – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Kazimierz Kik, politolog.

Już od kilku lat eksperci przekonują, że politycy w rywalizacji politycznej unikają poważnych programów politycznych czy analiz kondycji państwa. Wykorzystują za to konwencje teatru i zachowania rodem z popkultury.

 Nie mamy kandydatów, mamy celebrytów, a jeżeli to nie jest celebryta, to staje się szybko celebrytą ze względu na obowiązki wynikające z kampanii. To musi być celebryta, bo takie jest oczekiwanie społeczne. Jeżeli wyborca zobaczy człowieka solidnego, nawet starszego, doświadczonego, z tytułami, to machnie ręką, natomiast inaczej młody, przystojny, elokwentny, w otoczeniu równie młodych, wpatrzonych w niego, czyli teatrum – tłumaczy prof. Kazimierz Kik.

W kampanii wyborczej kandydaci kładą nacisk na zapadające w pamięć billboardy, prześcigają się w pomysłach, także tych mało realnych, stawiają na spotkania z wyborcami i fotoreporterami. Przykładem może być choćby tegoroczna kampania samorządowa w Warszawie, która choć teoretycznie niedawno ruszyła, de facto trwa już kilka miesięcy. Kandydaci spotykają się z mieszkańcami w parkach, pojawiają się pomysły dziesięciu linii metra. Jak jednak wskazuje politolog, zachowania polityków to odpowiedź na zapotrzebowanie wyborców, którzy tak naprawdę wybierają oczami.

– W naszych kampaniach ciągle rządzi powierzchowność. Potem wyborcy dziwią się, że przecież nie tak miało być. Nie temu powinniście zaufać, jeżeli bierzemy pod uwagę czynniki zewnętrzne, ogólne, bardziej wizualne niż intelektualne, to wszystko to kończy się wraz z kampanią, a potem wybrany przez nas kandydat jest tylko tym przystojnym, w dopasowanej koszuli, w garniturze, łatwo obiecującym wszystko i wszystkim – mówi ekspert.

Program wyborczy coraz częściej ogranicza się do atakowania przeciwników politycznych zamiast przedstawiania realnych pomysłów – coraz więcej jest personalnych ataków. Zdaniem politologa to efekt mało dojrzałej polskiej sceny politycznej.

– W Polsce nie mamy systemu partyjnego, czyli partii opartych na solidnych fundamentach ideowych i programowych. Mamy partie-widma, które przekształcają się jedne w drugie, programy się nie liczą. Co to jest za partia, która jedzie się do ludzi pytać, co ma umieścić w swoim programie, która nie wie, co zaoferować obywatelom. Co to za partia, która nie wie, czego obywatele chcą? Otóż to są partie stojące na piaskach – teoretycznych, programowych, ideowych – podkreśla prof. Kik.

Jak przekonuje ekspert, polityka szybko się zmienia. Po zachłyśnięciu się globalizacją, następuje odwrót od tego trendu. Coraz częściej dochodzą do głosu politycy, którzy nie kryją przywiązania do kraju pochodzenia i historii narodowej.

– Polska jest w tej niedobrej sytuacji, że nie jest w tych starych, tradycyjnych systemach partyjnych, bo nie miała kiedy ich wypracować. Mieliśmy komunizm, wojnę, krótki okres międzywojenny i 120 lat zaborów, więc Polska była poza kształtowaniem się tego tradycyjnego, europejskiego systemu partyjnego i politycznego. Polska podjęła próbę stworzenia europejskiego modelu, a ten właśnie przechodzi do historii, zmieciony niepowodzeniami i odrzucaniem dzisiaj przez Europejczyków globalizacji i modeli opartych na globalizacji – tłumaczy prof. Kazimierz Kik.

Kierowcy zarabiają coraz więcej. Wzrost ich wynagrodzeń przełoży się na wyższe ceny produktów

Kierowcy zarabiają coraz więcej. Wzrost ich wynagrodzeń przełoży się na wyższe ceny produktów 3

Zarobki kierowców zawodowych rosną, w niektórych segmentach nawet szybciej niż średnia pensja w przedsiębiorstwach. Chociaż ich charakter pracy wiąże się z wieloma uciążliwościami, rzadko który decyduje się na zmianę pracy. Powodem są właśnie uzyskiwane dochody – średnio ponad 5 tys. zł na rękę. Co piąty kierowca zarabia ponad 7 tys. zł. Wzrost zarobków kierowców będzie się bezpośrednio przekładał na wzrost przewozów, ale też na wzrost cen. Na samym końcu zapłacimy za to my wszyscy – oceniają eksperci.

– Na przestrzeni ostatniego roku zarobki kierowców zawodowych wzrosły. W naszym raporcie widać, że te zarobki wzrosły dla całej branży średnio o ok. 3–4 proc., czyli trochę poniżej zmian wynagrodzeń w całej gospodarce. Niektóre specjalizacje w tej branży pokazują jednak, że wzrost zarobków był nawet kilkunastoprocentowy. Dynamikę zaniżają przede wszystkim kierowcy, którzy pracują na rynku lokalnym, czy kurierzy – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Wolak, prezes TransJobs.eu.

Z raportu „Zarobki kierowców zawodowych w Polsce 2018” przygotowanego wspólnie przez TransJobs.eu i Polski Instytut Transportu Drogowego wynika, że średnio na konto kierowcy wpływa nieco ponad 5 tys. zł. Co piąty kierowca zarabia ponad 7 tys. zł. Dla porównania przeciętna płaca w Polsce wynosi ponad 3,4 tys. zł na rękę (według wyliczeń PARP w 2017 roku było to ok. 2,7 tys. zł netto). Wciąż jednak co dziesiąty kierowca zarabia mniej niż 2 tys. zł netto miesięcznie. Najczęściej są to osoby pracujące lokalnie na samochodach dostawczych lub busach.

Wysokość zarobków zależy od wielu czynników, przede wszystkim od rodzaju tras. W ruchu lokalnym mediana zarobków wynosi 2,9 tys. zł netto, w krajowym już 3,5 tys. zł netto, a międzynarodowym (w UE) – 6,1 tys. zł. Najlepiej zarabiają kierowcy pracujący w systemie 4/1 (cztery tygodnie w trasie i tydzień w domu).

– Wyraźnie widać, że jeżeli ktoś spędza więcej czasu w pracy, a mniej w domu, czyli pracuje w systemie 3/1 czy 4/1, to ma zdecydowanie wyższe zarobki w stosunku do innych zawodów. Mediana kształtuje się nawet w okolicach 7 tys. netto uzyskiwanego dochodu – wskazuje prezes TransJobs.eu.

Największe zarobki osiągane są na przyczepach typu mega i ponadgabarytowych (ok. 6 tys. zł). Najczęściej tego typu zabudowy wykorzystywane są do tych najdłuższych tras, gdzie kierowcy mogą liczyć na największe pieniądze.

– Pojawiają się też benefity. Najpopularniejszym jest telefon komórkowy, którego można używać do celów prywatnych. Są to też dofinansowania dojazdu do pracy – często zdarza się bowiem, że kierowca mieszka w innym miejscu, a bazę startową ma oddaloną od swojego miejsca zamieszkania o kilkanaście lub kilkadziesiąt kilometrów. Są pakiety socjalne, bony świąteczne, rzadko za to spotykana jest prywatna opieka zdrowotna – wymienia Marcin Wolak.

Najpopularniejszym dodatkiem, oprócz telefonu komórkowego, było dodatkowe ubezpieczenie (32 proc.), bony świąteczne (25 proc.), dopłata do dojazdów i dofinansowanie do kursów i szkoleń (po 19 proc.).

Pensje kierowców wciąż rosną – w porównaniu z 2017 roku ich wynagrodzenie jest o ok. 230 zł wyższe.

– Na rynku europejskim jest obserwowany stały wzrost wynagrodzeń. Ma na to wpływ bardzo wiele czynników, przede wszystkim bardzo dobra sytuacja gospodarcza – podkreśla Marcin Wolak. – Wzrost zarobków kierowców będzie się bezpośrednio przekładał finalnie na wzrost przewozów, a na samym końcu zapłacimy za to my wszyscy, czyli konsumenci. To nieuniknione, transport jest bardzo ważną gałęzią gospodarki i całego obrotu handlowego na rynkach międzynarodowych i krajowych, a więc wzrost wynagrodzeń będzie się przekładał finalnie na ceny towarów.

Transport generuje ponad 6 proc. polskiego PKB i obsługuje 1/4 rynku przewozów międzynarodowych w Unii Europejskiej. Wartość obrotów zagranicznych stanowi 36 proc. całości eksportu usług.

Polska może być zagłębiem technologicznym. Wiele pomysłów młodych firm ma światowy potencjał

0

Polska może być zagłębiem technologicznym. Wiele pomysłów młodych firm ma światowy potencjał 4

Polskie start-upy odchodzą od skupiania się wyłącznie na lokalnym rynku. Są coraz odważniejsze w globalnej ekspansji i coraz śmielej wychodzą na rynki zagraniczne. – Wątpię, czy w krótkim czasie powstaną u nas takie giganty jak w USA, ale uważam, że sukces Izraela jest do powtórzenia, i to szybciej niż nam się wydaje – ocenia Tomasz Gondek, prezes zarządu SensDX. – Musimy znaleźć swoją niszę.

– Polska nie jest jeszcze zagłębiem technologii, ale widać bardzo wiele pomysłów, start-upów, które agresywnie i szybko wchodzą na rynki światowe. Mają technologie unikalne w skali światowej. Zaciągają na pokład wielu specjalistów z zagranicy, co pozwala im pozyskać wiedzę, jak globalnie budować ekspansję i komercjalizować swoje prace. Według naszych izraelskich partnerów Polska to Izrael, tyle że 10 lat temu. Czuć tę siłę i ferment, ilość technologii i pomysłów o światowym zasięgu jest zaskakująca – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Gondek, prezes zarządu SensDX.

Izrael, popularnie określany jako „start-up nation”, na arenie międzynarodowej jest postrzegany jako kolebka innowacyjności i nowych technologii. Na tamtejszym rynku działa ponad 6 tys. start-upów, kilkadziesiąt inkubatorów i akceleratorów finansowanych przez rząd, a sektor technologiczny zapewnia blisko jedną piątą rocznego dochodu narodowego. W Polsce liczba start-upów jest jak na razie ponaddwukrotnie mniejsza. Jednak – jak wynika z ostatniego raportu Fundacji Startup Poland – już połowa polskich start-upów sprzedaje swoje produkty i usługi na globalnym rynku.

– Mamy technologie medyczne, informatyczne, finansowe, czyli fintechy. Widać też sporo fajnych projektów związanych z energią odnawialną, np. Saule Technologies. Zaczynamy być widoczni na świecie, ale kluczowy jest fakt, że te firmy są naprawdę dobrze zarządzane w kierunku globalnej ekspansji. Wcześniej widać było skupienie raczej na lokalnym, polskim rynku, ewentualnie środkowoeuropejskim – podkreśla Tomasz Gondek.

Jak wynika z danych Fundacji Startup Poland, start-upy, które eksportują na globalny rynek, radzą sobie na nim bardzo dobrze. Ponad połowa (55 proc.) realizuje za granicą ponad połowę swojego przychodu. To wzrost o 10 pkt proc. względem ubiegłego roku. Polskie start-upy są coraz odważniejsze w globalnej ekspansji, coraz śmielej wychodzą na rynki zagraniczne.

 XTPL, która działa na submikronowych przewodach dla elastycznej elektroniki czy fotowoltaiki, Saule Technologies związana z fotowoltaiką czy nasza SensDX, o której nasi niemieccy partnerzy mówią, że jest „too good to be true”. To przykłady technologii całkowicie nowych w skali światowej. To jest pierwszy krok, ale ważne, że idą za tym struktury organizacyjne i myślenie o wyjściu za granicę, bo technologia sama się nie sprzeda. Patrząc na te firmy i szereg innych, jak choćby DataWalk związana ze sztuczną inteligencją, widać, że jest pomysł na to, jak zdobywać świat – mówi Tomasz Gondek.

Co istotne, polskie start-upy są coraz bardziej umiędzynarodowione. W ubiegłym roku co ósmy (12 proc.) miał wśród założycieli obcokrajowca, a 28 proc. zatrudniało pracowników z zagranicy (wobec 23 proc. rok wcześniej), głównie z Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Największy odsetek firm z obcokrajowcami wśród założycieli jest w gronie start-upów tworzących rozwiązania z zakresu wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR) – wynika z danych Fundacji Startup Poland.

Polskie start-upy budują technologie głównie w obszarach big data, analityki czy internetu rzeczy. Krajową, mocną specjalizacją jest w tej chwili software i fintechy.

– Mamy szansę zaistnieć. Wątpię, czy w krótkim czasie powstaną u nas takie giganty jak w USA, ale uważam, że sukces Izraela jest do powtórzenia, i to szybciej niż nam się wydaje. Musimy znaleźć swoją niszę. Polska to kraj, który ma 40 mln ludzi, więc musimy się wyspecjalizować w pewnych obszarach, a to – oprócz frajdy – da nam też dużo większe pensje i dużo większą zasobność – mówi prezes zarządu SensDX.

Izrael jest dziś dla inwestorów jest równie znaczący co Dolina Krzemowa. Wielki sukces zawdzięcza rządowemu programowi wsparcia Yozma, który rozwijany jest od lat 90. W efekcie w latach 1990–2000 liczba izraelskich start-upów wzrosła dziesięciokrotnie, a liczba inwestorów venture capital przekroczyła setkę. Obecnie izraelski system wsparcia dla start-upów jest jednym z najlepiej rozwiniętych na świecie. Tamtejszy rząd bardzo aktywnie wspiera innowacje i start-upy publicznymi środkami (ok. 4,3 proc. PKB).

SensDx (poprzednio Eton Group) działa w obszarze telemedycyny i zajmuje się produkcją testów diagnostycznych dla ludzi i zwierząt, które precyzyjnie, w warunkach domowych, wykrywają określone patogeny (np. wirusa grypy i bakterie paciorkowca). W styczniu do zespołu dołączył dr Alex Klarman, lider Goldratt Institute w Izraelu, który ma wesprzeć start-up w międzynarodowej ekspansji.

Podkarpacie przyciąga coraz więcej turystów. Dzięki intensywnej promocji szybko rośnie zwłaszcza liczba zagranicznych gości

Podkarpacie przyciąga coraz więcej turystów. Dzięki intensywnej promocji szybko rośnie zwłaszcza liczba zagranicznych gości 5

Rośnie turystyczny biznes na Podkarpaciu. W 2017 roku region odwiedziło ponad 1,2 mln turystów, z czego 13 proc. stanowili obcokrajowcy. Najbardziej atrakcyjna dla turystów jest południowa i południowo-wschodnia część województwa, która obejmuje Bieszczady i Beskid Niski. Podkarpacie to nie tylko nieskażona przyroda, lecz także kultura pogranicza. Szybki wzrost turystyki to w dużej mierze efekt intensywnej promocji. Tylko dzięki współpracy z youtuberami udało się dotrzeć do ponad 100 tys. osób.

 Branża turystyczna notuje z roku na rok coraz lepsze wyniki. W 2017 roku zanotowaliśmy 10-proc. wzrost liczby turystów. Z informacji, które otrzymujemy z GUS, wynika, że w 2017 roku udzielono ponad 1,1 mln noclegów, notujemy też większe zainteresowanie naszym regionem turysty zagranicznego – podkreśla w rozmowie przeprowadzonej podczas inauguracji kampanii „Podkarpackie. Wyższy Poziom Innowacji” Marcin Fijołek, prezes Podkarpackiej Regionalnej Organizacji Turystycznej.

Z danych GUS wynika, że w 2017 roku województwo podkarpackie odwiedziło dokładnie 1,226 mln turystów, czyli 10,4 proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród osób zameldowanych w turystycznych obiektach noclegowych goście zagraniczni stanowili 13,3 proc. (wzrost o ponad 17 proc.) – przede wszystkim z Ukrainy (58 tys.), Niemiec (24,4 tys.), Stanów Zjednoczonych (11,2 tys.) i Wielkiej Brytanii (7,3 tys.). Najbardziej atrakcyjna dla turystów jest południowa i południowo-wschodnia część województwa, obejmująca Bieszczady i Beskid Niski, którą odwiedza 36,6 proc. ogółu turystów. Głównie ze względu na przyrodę.

 Podkarpacie to przede wszystkim przestrzeń nieskażonej, autentycznej przyrody i kultury, która wykształciła się przez lata w naszym regionie dzięki m.in. położeniu transgranicznemu na skrzyżowaniu wielu kultur. To powoduje, że jest to miejsce wyjątkowe dla każdego turysty. Można doświadczyć przyrody, która na Podkarpaciu jest bardzo istotnym elementem budującym potencjał turystyczny naszego regionu. Blisko połowa całego terenu województwa to tereny chronione – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Fijołek.

Oprócz przyrody, unikatowej podkarpackiej fauny (m.in. żubry) turystów przyciągają zabytki przypominające o wielokulturowości regionu, m.in. wpisane na listę UNESCO drewniane gotyckie kościoły w Bliznem i Haczowie oraz cztery unikatowe cerkwie w Chotyńcu, Radrużu, Smolniku i Turzańsku. To także austriackie forty w Przemyślu czy zamki. Podkarpacie to także ciekawe smaki – można spróbować np. łemkowskich fuczek, hreczanyków czy proziaków i popić je podkarpackim winem.

Do wzrostu popularności regionu przyczynia się promocja w mediach. W serwisie YouTube w ramach kampanii „Podkarpackie odkrywam. Naturalnie” można obejrzeć dziewięć filmów podróżniczych odkrywających podkarpackie atrakcje turystyczne, dziką przyrodę, zabytki i trasy rowerowe.

– Jako Podkarpacka Regionalna Organizacja Turystyczna jesteśmy na finiszu m.in. kampanii promocyjnej, którą realizowaliśmy wspólnie z influencerami, kilkoma twórcami kanałów na YouTube. Chcieliśmy dotrzeć do około 100 tys. odbiorców. Już dzisiaj wiemy, że te wyniki mamy znacznie lepsze. Promujemy region z perspektywy naszych najważniejszych atutów, na które chcemy zwracać uwagę: architektury drewnianej, obiektów UNESCO, pałaców, zamków, winiarstwa, aktywnej turystyki – wskazuje Marcin Fijołek.

Z tworzyw sztucznych nowej generacji powstaną znacznie lżejsze samochody i samoloty przyszłości. Będą też bardziej ekologiczne

Z tworzyw sztucznych nowej generacji powstaną znacznie lżejsze samochody i samoloty przyszłości. Będą też bardziej ekologiczne 6

Tworzywa sztuczne to materiał przyszłości. Dzięki nim możliwe będzie stworzenie superlekkich samochodów i samolotów. Już teraz samochód średnio w 15 proc. składa się z tworzyw sztucznych. Bez udziału tworzyw sztucznych trudno sobie wyobrazić podróżowanie na wodzie, nad chmurami czy w przestrzeni kosmicznej. W przyszłości pojazdy mogą się w większości składać z tworzyw sztucznych. Podróżowanie będzie znacznie szybsze i bardziej ekologiczne, a stąd już krok do stworzenia superszybkich samochodów, samolotów i statków kosmicznych.

– Tworzywa sztuczne z definicji są innowacyjne, a to wynika z takich faktów, że nie mówimy o jednym plastiku, tworzyw jest wiele. Jest kilkadziesiąt różnych odmian produktów chemicznych, które jeszcze są modyfikowane, także możemy mówić o setkach, a nawet tysiącach różnych tworzyw sztucznych. Z tej różnorodności wynika ich potencjał i możliwość zastosowania w wielu różnych dziedzinach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kazimierz Borkowski, dyrektor fundacji Plastics Europe Polska.

Dzięki wszechstronności tworzyw sztucznych i ich wysokiej wydajności pod względem wykorzystania zasobów, stały się już powszechne w produkcji opakowań, w budownictwie, motoryzacji czy w lotnictwie. Stosowane są też w technologiach wytwarzania energii odnawialnej, sprzętu medycznego i sprzętu sportowego. Jak podkreślają eksperci, ich rola jest nie do przecenienia, a możliwych zastosowań nieskończenie wiele. Coraz bardziej na znaczeniu w kontekście tworzyw sztucznych zyskuje branża transportowa.

– Samochód musi być bezpieczny i musi być jak najlżejszy, a właśnie tworzywa to zapewniają. Obniżenie o 100 kg masy auta dzięki tworzywom, które zastąpiły inne materiały, np. stal, powoduje zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do środowiska o 10 g na 100 km, ponieważ samochód jest lżejszy i zużywa mniej paliwa. Uważamy, że będzie coraz więcej zastosowań tworzyw w przemyśle samochodowym, z uwagi na dążenie do jak najmniejszego wpływu na środowisko, jak najmniejszej emisji gazów cieplarnianych – tłumaczy Kazimierz Borkowski.

Raport Plastics Europe „Tworzywa sztuczne – pomyśl inaczej o energii” wskazuje, że samochód klasy średniej, ważący ok. tysiąca kilogramów, zawiera obecnie do 15 proc. tworzyw sztucznych. Wykonane są z nich części karoserii, jak spojlery, zderzaki, wskaźniki czy reflektory, ponadto elementy tapicerki, poduszek powietrznych, opony, łożyska silnikowe czy pokrywa silnika. Także przewody paliwowe wykonane są z tworzyw sztucznych, dzięki temu nie korodują, są łatwe w montażu i nawet o połowę lżejsze od metalowych. Tworzywa sztuczne mogą posłużyć także w produkcji ogniw fotowoltaicznych.

– Trudno sobie wyobrazić dzisiaj telefony komórkowe bez tworzyw sztucznych. Bez nich telefony byłyby ogromne i ważyłyby pewnie z kilogram lub więcej. Tworzywa sztuczne w telefonie to nie tylko obudowa, lecz także są one ukryte wewnątrz urządzeń. Chociaż ich nie widzimy, są one niezbędnym składnikiem każdego urządzenia elektronicznego. Jako przykład obiecującej nowości w tym przemyśle można wskazać ogniwa fotowoltaiczne na elastycznych podłożach plastikowych. Możemy sobie wyobrazić, jakie możliwości zastosowania tego typu produkty przyniosą np. w budownictwie czy w minigeneratorach energii elektrycznej wbudowanych w ubrania – mówi ekspert.

Innym przyszłościowym obszarem zastosowania tworzyw są kompozyty. W materiale użytym do konstrukcji samolotu Airbus A 380-800 nawet 25 proc. stanowią materiały kompozytowe. Dzięki temu samolot przy pełnym obciążeniu ma zasięg 14,8 tys. km, a na dystansie 100 km zużywa jedynie 3,3 l kerozyny na pasażera. To jednak niewielkie osiągnięcia, jak na możliwości jakie daje zastosowanie materiałów kompozytowych.

– Kompozyt to nowy materiał, który został stworzony z dwóch albo więcej różnych materiałów, różniących się właściwościami fizycznymi i chemicznymi. W kompozytach wykorzystuje się pożądane właściwości składników, np. ekstremalnej wytrzymałości włókien węglowych i łatwość obróbki tworzyw sztucznych. Kompozyty na bazie tworzyw sztucznych to produkt, który rozwija się bardzo szybko – wskazuje Kazimierz Borkowski.

W przyszłości wielkogabarytowe samoloty mogą zawierać nawet ponad 50 proc. takich materiałów, dzięki czemu będą bardziej wytrzymałe, aerodynamiczne i ekologiczne. Niemieckie Centrum Lotnictwa i Kosmonautyki zakłada, że lżejsze samoloty będą emitować o 50 proc. mniej dwutlenku węgla i 80 proc. mniej tlenku azotu.

– Nie zgadzamy się z tezą, że tworzyw jest za dużo, z prostego względu – stosowane tworzywa przynoszą więcej korzyści dla środowiska niż strat. Zaśmiecenie środowiska odpadami to wina nas wszystkich – konsumentów, a nie materiałów – mówi ekspert. – Tworzywa sztuczne mają swoją rolę do spełnienia dla poprawy jakości życia i bezpieczeństwa, przynosząc jednocześnie ogromne korzyści dla środowiska, chociażby wpływając na zmniejszenie zużycia energii i emisji gazów cieplarnianych – dodaje.

Według analityków Business Research globalny rynek produktów plastikowych osiągnie wartość blisko 1,2 bln dol.

Dzięki sztucznej inteligencji sprzęt biurowy wykona wiele czynności automatycznie. Drukarki będzie można obsługiwać za pomocą głosu

Dzięki sztucznej inteligencji sprzęt biurowy wykona wiele czynności automatycznie. Drukarki będzie można obsługiwać za pomocą głosu 7

Wkrótce urządzenia biurowe, podobnie jak nasze smartfony, będą się w stanie komunikować z użytkownikiem za pośrednictwem komend głosowych. Wykorzystanie wirtualnych asystentów może stać się najnowszym trendem na rynku urządzeń biurowych, dzięki którym praca będzie  o wiele szybsza. Urządzeń takich jak drukarki czy skanery nie czeka rewolucja, ale będą one coraz bardziej użyteczne i inteligentne. Wspierane sztuczną inteligencją będą mogły wyręczać człowieka w codziennych, żmudnych zadaniach, a także będą w pełni gotowe do pracy od momentu wejścia pracownika do biura.

– Nie spodziewamy się dużych zmian jeżeli chodzi o technologię druku, bo druk laserowy rozwija się stale. Urządzenia są coraz szybsze, drukują z coraz wyższą jakością, natomiast cały czas wprowadzane są udoskonalenia. Większe zmiany zachodzą w tym, co urządzenia są w stanie zrobić: skanują, wysyłają e-maile, komunikują się z chmurą, potrafią przetłumaczyć dokumenty. Użyteczność i funkcje urządzeń będą się zmieniały, natomiast nie sama technologia druku – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Leszek Bareja z Xerox Polska.

Asystenci głosowi znajdują coraz więcej zastosowań. To już nie tylko smartfony i specjalne głośniki, takie jak Google Home czy Amazon Echo, lecz także coraz częściej można się porozumieć z inteligentnym asystentem w samochodzie, a teraz także w biurze. Zastosowań nieustannie przybywa. Firma LG w swoich telewizorach z serii ThinQ zainstalowała asystenta wspieranego sztuczną inteligencją, który pozwala na bezdotykową obsługę telewizorów.

Także na rynku urządzeń biurowych asystenci głosowi mogą się okazać najnowszym trendem. Możliwość komunikacji pomiędzy człowiekiem a np. drukarką lub urządzeniem wielofunkcyjnym może znacznie ułatwić codzienną pracę w biurze.

– Tak jak mamy Siri dla iPhone’a czy Alexę Amazona, tak Xerox opracował Gabi, która pozwala za pomocą głosu obsługiwać urządzenie biurowe. Gabi zaprojektowano przede wszystkim z myślą o osobach niepełnosprawnych, aby pomóc im w obsługiwaniu urządzeń. W przyszłych generacjach, mam nadzieję, że pojawi się dużo więcej, dużo bardziej rozbudowanych funkcji – sztuczna inteligencja, współpraca z chmurą. Gabi będzie urządzeniem, które pomoże nam zrobić dużo więcej, dużo szybciej i dużo łatwiej ­– przekonuje Leszek Bareja.

Asystent głosowy firmy Xerox został zaprojektowany, aby ułatwiać i przyspieszać wykonywanie codziennych, powtarzalnych czynności. W pierwszej fazie rozwoju Gabi będzie funkcjonować wyłącznie jako rozwinięcie interfejsu użytkownika w urządzeniu wielofunkcyjnym. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby w przyszłości była równie wszechstronna jak klasyczni asystenci głosowi i np. automatycznie wybudzi z uśpienia smartfona, kiedy znajdziemy się w pobliżu sprzętu biurowego, aby przyspieszyć drukowanie czy skanowanie dokumentów.

– Na dzisiaj Gabi pozwala rozpoznać polecenia użytkownika, więc np. można włożyć dokument do kopiarki, do podajnika do dokumentów i powiedzieć: „Gabi, zrób pięć kopii dokumentu, kolorowe, dwustronne, zszyj te dokumenty”. Pozwala też rozpoznać komendę związaną z zamawianiem tonerów: „Gabi, zamów tonery”. W przyszłości ta funkcjonalność może być rozbudowana właśnie o automatyczne rozpoznanie czy wysyłanie dokumentów, już w odpowiedniej postaci – twierdzi ekspert.

Najnowsze urządzenia biurowe potrafią już nie tylko przetłumaczyć skanowane dokumenty, lecz także pozwalają od razu wydrukować np. instrukcję obsługi jakiegoś urządzenia na jeden z 42 języków. Na możliwość komunikacji z drukarką w języku innym niż angielski będziemy jednak musieli poczekać. Obecnie z wirtualnym asystentem Gabi można się porozumieć wyłącznie po angielsku, jednak można się spodziewać, że wraz ze wzrostem zapotrzebowania na tego typu technologię sztuczna inteligencja zacznie rozróżniać inne języki, w tym polski. 

Gabi mogłaby także wykorzystać technologię uczenia maszynowego i rozpoznawania obrazu do usprawniania pracy z dokumentami. Oprogramowanie mogłoby automatycznie dostosowywać parametry pracy do skanowanego dokumentu, a nawet realizować konkretne, predefiniowane scenariusze po rozpoznaniu konkretnych słów w tekście.

– Możliwości są nieograniczone, można np. na podstawie autoryzacji kartą przy wejściu do budynku uruchamiać urządzenia. Jeżeli wiemy, że użytkownik wchodzi do biura i zazwyczaj po kilku minutach od rozpoczęcia pracy drukuje coś, możemy urządzenie drukujące przygotować, tak żeby w momencie, kiedy zwykle zaczyna tę pracę, było gotowe – tłumaczy przedstawiciel Xerox Polska.

Prace nad asystentami głosowymi prowadzą dziś nie tylko wielkie korporacje, potencjał sztucznej inteligencji wyposażonej w system rozpoznawania głosu dostrzegły także mniejsze firmy oraz te nie związane z rynkiem mobilnym. Jednym z ciekawszych projektów jest asystent Mycroft wykorzystujący oprogramowanie open-source, które nie zbiera żadnych poufnych informacji na temat użytkownika i może być dostosowany przez inne firmy do swoich potrzeb.

Analitycy z Market Research Future szacują, że rynek asystentów głosowych w ciągu najbliższych pięciu lat będzie rozwijał się w tempie 39 proc. średniorocznie, a do 2023 roku osiągnie wartość 7,8 mld dol.

Według szacunków tej samej firmy badawczej w tym samym okresie globalny rynek drukarek laserowych będzie rósł w tempie 16 proc. w skali roku i do 2023 roku osiągnie wartość 2,3 mld dol.

Jak 500+ wpłynie na zadłużenie publiczne?

Aktualnie obserwowane wyniki budżetu pokazujące dochody powyżej planowanych oraz wydatki mniejsze niż zakładano, są konsekwencją ich częściowego opóźnienia. Widoczna nadwyżka nie oznacza, że cały rok będzie zbilansowany. Naturalnie, wydatki dogonią w pewnym momencie dochody, a nawet – zgodnie z założeniami budżetowymi – przewyższą je. Być może deficyt będzie niższy od zakładanego, ale na pewno się pojawi. Dosyć dużo obaw powstało przy okazji wprowadzania programu 500+.Znajomość kwot potrzebnych do jego uruchomienia powodowała przekonanie wśród ekonomistów, że niemożliwe jest ich wygenerowanie w budżecie. Jak się okazuje, dzięki pewnym operacjom – zwłaszcza uszczelnieniu podatku VAT – udało się znaleźć środki. Oczywiście jest to bardzo duże obciążenie dla budżetu, jednak w tej chwili trudno określić je jako nadmierne.

– Wzrost powoduje, że zwiększa się też zadłużenie publiczne. Należałoby obserwować tempo, w jakim się to dzieje. Na razie rośnie wolniej niż cała gospodarka, co oznacza, że wydatkami zarządzamy w miarę spokojnie i umiarkowanie – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej – Na razie środki nie są wydawane ponad stan. Nie jest pewne jakie będą ostateczne wyniki 500+, jeżeli chodzi o współgranie tych wydatków w całym systemie gospodarczym. W naturalny sposób generuje on przychody i przepływy w gospodarce, które umożliwiają jej stymulowanie. Trudno ocenić, jak program będzie kształtował wpływy i wydatki w perspektywie średniej i długoterminowej. Konsumpcja nie może być zawsze podstawowym czynnikiem wzmacniającym budżet. Wraz z napędzaniem popytu program 500+ zakładał głównie wzrost konieczności zainwestowania przedsiębiorców w moce wytwórcze. To pozwoliłoby na oparcie gospodarki na inwestycjach. Na przestrzeni kilku kwartałów okaże się, czy i w jakiej skali będzie to widoczne. W tej chwili nadal jest na to za wcześnie – wskazał Soroczyński.

Od połowy lipca obowiązują zaostrzone przepisy dotyczące monitorowania nieprawidłowości wewnątrz polskich firm

Od połowy lipca obowiązują zaostrzone przepisy dotyczące monitorowania nieprawidłowości wewnątrz polskich firm. Wysoka kara finansowa ponad 20 mln zł nie musi być najbardziej dotkliwa. Firma może dostać zakaz prowadzenia dalszej działalności gospodarczej.

Już nie tylko banki i instytucje finansowe, ale również wirtualne biura i pośrednicy w obrocie nieruchomościami są zobowiązani do wprowadzenia wewnętrznych systemów monitorowania o nieprawidłowościach.

Nowe przepisy zostały wprowadzone w połowie lipca, dotyczą firm o bardzo różnym zakresie prowadzenia działalności gospodarczej, czyli nowe rozwiązania prawne są skomplikowane dla wielu przedsiębiorców, możliwe, że z tego powodu wiele firm tego nie dostrzegło.

– Wprowadzenie monitorowania, to nie wszystko, chodzi o to, aby wewnętrzne przepisy były zrozumiałe, żeby pracownicy o nich wiedzieli, a co jeszcze ważniejsze, każda organizacja musi wyznaczyć osobę, która będzie odpowiedzialna za zbieranie informacji o potencjalnych nieprawidłowościach – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Borowski , partner, ekspert zespołu Compliance& Investigations, Kochański Zięba i Partnerzy.

Co się stanie, jeżeli przedsiębiorca zbagatelizuje zmiany prawne, uznając, że firma bardzo dobrze monitoruje wszelkie nieprawidłowości? Kara wynosząca równowartość ponad 20 mln zł nie musi się okazać najbardziej surową konsekwencją. – Przedsiębiorca może być ukarany zakazem prowadzenia działalności gospodarczej, albo w części, albo nawet w całości – przestrzega adw. Paweł Borowski z kancelarii prawniczej KZP.

Zmiany te są związane z Ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu z dnia 1 marca 2018 r, która weszła w życie 13 lipca 2018 roku.

Split payment – ponad 2/3 firm nie ocenia tego instrumentu korzystnie

Wdrożenie mechanizmu podzielonej płatności zostało przyjęte przez polskich przedsiębiorców z dystansem i ostrożnością – wynika z najnowszego raportu firmy doradczej EY pt. „Split payment oczami przedsiębiorców”.  Podzielona płatność postrzegana jest głównie przez pryzmat ograniczeń, jakie ze sobą niesie – ponad 2/3 respondentów nie ocenia tego instrumentu korzystnie. Co prawda ponad połowa badanych czuje się przygotowanych do wprowadzenia MPP, ale jednocześnie ponad 70% respondentów nie jest zainteresowanych wdrożeniem tej formy płatności. Jednocześnie trzech na czterech podatników obawia się zamrożenia znacznych ilości ich środków finansowych na rachunku VAT.

Przedsiębiorcy są sceptyczni

Od 1 lipca 2018 r. przy opłacaniu faktur zakupowych można wykorzystywać mechanizm podzielonej płatności (MPP, split payment). Firma doradcza EY sprawdziła, w jaki sposób przedsiębiorcy oceniają mechanizm podzielonej płatności, czy zamierzają z niego korzystać, jak wpłynie on na ich pozycję finansową i wreszcie, jakie kroki podjęto, aby przygotować się do zmiany. Przeprowadzone badanie wykazało, że mechanizm podzielonej płatności, jako forma uszczelnienia systemu VAT, oceniany jest na razie z dużą rezerwą. Ponad 2/3 respondentów nie ocenia tego instrumentu korzystnie. 70% przedsiębiorców powstrzymuje się od stosowania mechanizmu split payment

– Instrument ukierunkowany na przeciwdziałanie szarej strefie budził ogromne emocje już na wiele miesięcy przed jego wdrożeniem. Głośno komentowano jego zalety, ograniczenia, możliwości zastosowania, wreszcie wskazywano na obciążenie podatników związane z przygotowaniem technicznym i księgowym.  Wyniki naszego badania wskazują raczej na obawę przed wdrożeniem tego rozwiązania, choć, a może właśnie dlatego, że w Europie polskie rozwiązanie postrzegane jest jako pionierskie. Najpewniej podatnikom potrzeba czasu, aby z używaniem split paymentu się oswoić i zweryfikować jego realny wpływ na prowadzony biznes – mówi Tomasz Wagner, Doradca podatkowy i Starszy menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Firmy z dystansem podchodzą do wdrożenia MPP

Ponad połowa respondentów jest przekonana, że ich firma jest przygotowania do MPP pod kątem funkcjonalności systemu księgowego czy przeszkolenia własnego personelu. Duża część respondentów udzieliła jednak niejednoznacznej odpowiedzi w tym zakresie, co prawdopodobnie wynika z ograniczonej świadomości zasad funkcjonowania split paymentu jako rozwiązania nowego w podatkach. Stan ten będzie się najpewniej zmieniać wraz z upływem czasu. Pomimo przygotowania swoich firm do MPP pod względem systemowym, z badania wynika jednocześnie, że 70 % przedsiębiorców nie jest  zainteresowanych wdrożeniem tej formy płatności.przygotowanie do split payment

– Z badania EY wynika, że bardzo duży odsetek przedsiębiorców jest niepewny co do wchodzących w życie nowych rozwiązań. Jedynie 3% badanych firm jest „zdecydowanie przygotowana” do stosowania metody split payment. Z pewnością wskaźniki te będą rosły z upływem czasu – warto docenić starania Ministerstwa Finansów, które w różnych formach zaczęło przybliżać i tłumaczyć podatnikom nowy mechanizm. Wielu podatników decyduje się również na organizację szkoleń i warsztatów dla firm pozwalających na poznanie MPP od strony teoretycznej i praktycznej – mówi Tomasz Wagner, Doradca podatkowy i Starszy menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Podatnicy obawiają się blokady środków na rachunku VAT

Z badania EY wynika, że ponad 85% podatników nie przewiduje, że dzięki wykorzystaniu split payment, szybciej otrzyma zwrot podatku. Z uwagi na istotne ograniczenia możliwości dysponowania środkami zgromadzonymi na rachunku VAT, aż 75% badanych podmiotów rozpoznaje zagrożenie zamrożenia znacznych ilości środków na tym rachunku. Pomimo zawarcia w przepisach o VAT pewnych zachęt do stosowania MPP, stosunkowo niewiele podmiotów, bo tylko 35%, deklaruje, że MPP zwiększy ich komfort odliczenia VAT.split payment a blokada finansów

– Zaniepokojenie ograniczeniem dostępu do gotówki jest reakcją naturalną. Warto w tym kontekście pomyśleć o możliwościach zagospodarowania środków na rachunku VAT. Uważne zaplanowanie sposobu wykorzystania tych środków dla celów dozwolonych w ustawie pozwoli na zminimalizowanie negatywnego wpływu na wskaźnik firmowych przepływów pieniężnych – dodaje Tomasz Wagner, Doradca podatkowy i Starszy menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.

Kurs dolara wyraźnie w dół, nawet w parze ze słabym złotym

Amerykańska waluta osłabiła się wczoraj w relacji do ważonego koszyka walut, euro, a także sporej części walut rynków wschodzących, w tym do polskiego złotego. W konsekwencji, kurs USD/PLN spadł do najniższego poziomu od ponad tygodnia.

Jednym z głównych powodów stojących za wczorajszą słabością amerykańskiej waluty są nadchodzące rozmowy handlowe między USA, a Chinami. Sam fakt powrotu do dialogu (mimo, iż w żadnym razie nie gwarantuje rozwiązania sporu) odbierany jest przez rynki pozytywnie, co widać było nie tylko po słabości dolara, ale również po wzrostach azjatyckich indeksów.

Drugim istotnym powodem były komentarze Donalda Trumpa, który – zgodnie z doniesieniami agencji Reuters – skrytykował FED za niewspieranie polityki gospodarczej USA w okresie negocjacji handlowych i stwierdził, iż nie jest fanem podwyżek stóp procentowych. W trakcie wypowiedzi Trump dodatkowo oskarżył Chiny i kraje strefy euro o manipulowanie kursami walut, co ma działać na niekorzyść USA.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,29-4,32. Wspólna europejska walut zyskiwała w relacji do ważonego koszyka walut, m.in. z uwagi na słabość dolara amerykańskiego.

Poniedziałek nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji z europejskich gospodarek. W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o tym, że 20 sierpnia jest symbolicznym dniem zakończenia programu pomocowego dla Grecji, w ramach którego kraj jedynie na przestrzeni ostatnich trzech lat otrzymał kredyty na łączną sumę 60 mld EUR. Nie oznacza to jednak, że to dla Grecji koniec „zaciskania pasa” – do 2060 r. kraj będzie musiał utrzymywać sporą strukturalną nadwyżkę w budżecie.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,79-4,81. Wczoraj funt brytyjski zakończył dzień umacniając się w relacji do dolara amerykańskiego, zyskując przede wszystkim na słabości tego ostatniego. Funt nieznacznie osłabił się natomiast w relacji do silniejszego euro.

Dzisiejszy dzień przynosi stabilizację na kursie brytyjskiej waluty. Funta nieco wspierają komentarze ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii. Jeremy Hunt stwierdził bowiem, że mimo, iż ryzyko wyjścia z UE bez porozumienia (no-deal Brexit) pozostaje, to on sam jest optymistą w tej kwestii.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 3,75-3,77. Oprócz informacji dotyczących negocjacji handlowych USA z Chinami i wczorajszych komentarzy prezydenta USA, które wstrząsnęły rynkiem warto wspomnieć również o wypowiedzi jednego z członków FED.

Raphael Bostic stwierdził, iż – podobnie jak wcześniej – nadal spodziewa się jednej podwyżki stóp procentowych do końca roku. Bostic w trakcie swojej wypowiedzi zwrócił uwagę na dobre perspektywy amerykańskiej gospodarki, jednak zauważył również ryzyka dla tych perspektyw, przede wszystkim w postaci niepewności związanej z globalnym handlem. Jeśli owa niepewność będzie się utrzymywać, niewykluczone, że odbije się to negatywnie na ekspansji amerykańskiego PKB – FED jakiś czas temu sugerował, że w związku z obawami o wojnę handlową niektóre amerykańskie firmy już teraz modyfikują swoje plany dotyczące inwestycji, ograniczając je lub odsuwając w czasie.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Reguły polityki monetarnej wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych przez Fed

Lekka poprawa nastrojów i oczekiwania na bardziej łagodne wypowiedzi przedstawicieli banków centralnych wzmacniają polskie obligacje. Dobre dane o krajowej produkcji przemysłowej bez większego wpływu na złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej mimo publikacji lepszych od oczekiwań danych makroekonomicznych rentowności obligacji spadły na całej długości krzywej. Brak reakcji na wysoki odczyt produkcji przemysłowej (+10,3% r/r w lipcu wobec oczekiwanych +9,7%) wynikał z faktu, że przy braku presji inflacyjnej dane nie doprowadzą do zmiany „gołębiej” retoryki RPP. W poniedziałek pozytywny wpływ na wyceny papierów mogła mieć natomiast nieoficjalna informacja, że po sierpniu może utrzymać się nadwyżka budżetu państwa. Niedawno pojawiały się sygnały, że w lipcu pojawi się deficyt. Wspomniana poprawa oceny finansów publicznych sygnalizuje mniejszą presję na emisję papierów skarbowych, co lekko wspiera rynek długu. Na świecie widać było wzrost popytu na aktywa ryzykowne. Dodatkowo obawy przed spowolnieniem globalnej koniunktury zwiększają oczekiwania na łagodny ton banków centralnych w publikowanych w tym tygodniu minutes i podczas wystąpień w Jackson Hole. Takie oczekiwania sprzyjały spadkowi rentowności obligacji na rynkach bazowych, tym samym również na rynku krajowym. We wtorek nie zaplanowano ważniejszych wydarzeń ani w kraju ani za granicą. Pod koniec sesji Ministerstwo Finansów ogłosi szczegóły czwartkowej aukcji zamiany. MF powinno potwierdzić zamiar emisji OK0720, PS0123, WZ0524, WS0428 i WZ0528. Oczekiwać można, że łączna wartość emisji będzie zbliżona do 5 mld PLN. W najbliższych dniach spodziewać się należy stabilizacji notowań na rynku długu, lub niewielkiego wzrostu rentowności dłuższych papierów.

Poniedziałek przyniósł stabilne notowania kursu złotego wobec euro i dolara (kurs EUR/PLN przez większość dnia oscylował w okolicy 4,30, a kurs USD/PLN w okolicy 3,76). Głównym wydarzeniem dnia na rynku walutowym była publikacja polskiej produkcji przemysłowej za lipiec, która okazała się lepsza od oczekiwań rynku (10,3% rok do roku vs. oczekiwane 9,7%). Po publikacji danych złoty tymczasowo umocnił się ok. 1 grosz wobec euro do 4,29, jednak w dalszej części dnia ponownie powrócił wyraźnie powyżej poziomu 4,30. Na nastrojach inwestycyjnych wobec walut rynków wschodzących, w tym wobec złotego, cieniem kładzie się piątkowe obniżenie ratingów kredytowych Turcji przez agencje Moody’s (do poziomu śmieciowego Ba3) oraz S&P (do B+). Ich rezultatem było ponowne osłabienie tureckiej waluty do dolara (USD/TRY z ok. 5,70 wzrósł do ok. 6,16), które było kontynuowane również w poniedziałek. Naszym zdaniem kolejne dni mogą przynieść kontynuację tych trendów ze względu na układ globalnych wydarzeń makroekonomicznych. Publikacja sprawozdania z ostatniego posiedzenia FOMC oraz sympozjum w Jackson Hole z udziałem szefa Fed-u Powella powinny sprzyjać dalszej aprecjacji dolara na rynkach światowych, tym bardziej, że w ramach Fed-u rośnie konsensus w kwestii podnoszenia stóp powyżej neutralnego poziomu (m.in. ostatnio opowiedział się za tym tradycyjne gołębi Evans).

Wykres dnia: Reguły polityki monetarnej wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych przez Fed.

Reguły polityki monetarnej wskazują na konieczność dalszego podnoszenia stóp procentowych przez Fed
Źródło: Thomson Reuters, CBO, Fed

Autorzy / Źródło: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / PKO Bank Polski

W pierwszym półroczu 2018 roku popyt na rynku magazynowym sięgnął aż 2 mln mkw

W pierwszym półroczu 2018 roku popyt na rynku magazynowym sięgnął aż 2 mln mkw. – to najlepszy wynik w historii rynku. Rynek przekroczył również nową granicę całkowitej podaży – zasoby powierzchni magazynowej w Polsce to już ponad 14 mln mkw.

Tomasz Olszewski JLL
Tomasz Olszewski

„W pierwszych sześciu miesiącach na polskim rynku magazynowym wynajęto aż 2 mln mkw. powierzchni, co jest absolutnym rekordem w historii tego sektora. Popyt netto, czyli nie obejmujących przedłużeń istniejących umów, wyniósł prawie 1,6 mln mkw. To trzeci najlepszy wynik w Europie, po Niemczech i Holandii. Na te trzy rynki przypada aż 50% udziału w nowym popycie, rejestrowanym w pierwszym półroczu”, komentuje Tomasz Olszewski, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Europie Środkowo – Wschodniej.

Po raz kolejny na rynku magazynowym dominowali najemcy reprezentujący sieci handlowe, sektor logistyczny i lekkiej produkcji, które łącznie posiadały 80% udziału w popycie netto. Pozycję najpopularniejszego regionu w Polsce utrzymała Polska Centralna, gdzie na koniec pierwszego półrocza wynajęto 370 000 mkw.(popyt netto). Na mapie wyróżnił się również Wrocław z nowym popytem na poziomie 265 000 mkw., który był napędzany głównie przez firmy z sektora logistycznego. Na półmetku 2018 r. pozostałe rynki z największej piątki – Warszawa, Poznań i Górny Śląsk – również umocniły swoją pozycję. Wynajęto tam łącznie prawie 495 000 mkw. Co ważne, popyt rejestrowany był również na mniejszych rynkach wschodzących, takich jak np. Kielce czy Radom.

„Szereg planowanych inwestycji drogowych, malejąca dostępność pracowników w Polsce oraz z ich niewielka mobilność, pozwalają prognozować w najbliższej przyszłości wzrost zainteresowania rynkami wschodzącymi, takimi jak m.in. Lubuskie, Olsztyn, czy Białystok”, dodaje Tomasz Olszewski.

Największe umowy najmu w Polsce w I poł. 2018 r.

Najemca Park Rodzaj umowy Powierzchnia (mkw.)
Poufny najemca Central European Logistics Hub Ekspansja 45 000
Clipper P3 Poznań Ekspansja 35 000
Flextronics International Logicor Łódź II Renegocjacje 31 000
Poufny najemca Hillwood Krapkowice Renegocjacje 27 000
Rohlig Suus Logistics Prologis Park Piotrków Nowa umowa 24 000

Źródło: JLL, www.magazyny.pl, 2018 r.

Podaż

Nowa podaż zrealizowana w ostatnim kwartale to 343 000 mkw. w 15 parkach magazynowych, co daje ponad 648 000 mkw. dostarczonych na rynek w całym pierwszym półroczu. Większość nowej powierzchni zlokalizowana jest w Centralnej Polsce, Warszawie oraz na Górnym Śląsku.

Jan Jakub Zombirt JLL
Jan Jakub Zombirt

„W I półroczu 2018 zasoby powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyły granicę 14 mln mkw. Daje nam to ósme miejsce w Unii Europejskiej pod względem wielkości rynku. W budowie jest dalsze – rekordowe – 2,3 mln mkw., czyli więcej niż istniejące zasoby magazynów w Polsce Centalnej. Możliwe, że rynek osiągnie na koniec roku wielkość 16 mln mkw., jednak biorąc pod uwagę wydłużający się proces budowy, który trwa około 8-12 miesięcy, prawdopodobnie wydarzy się to dopiero na początku 2019 r.”, tłumaczy Jan Jakub Zombirt, Dyrektor, Dział Doradztwa Strategicznego, JLL.

Najbardziej aktywnym regionem była Polska Centralna, gdzie w budowie znajdowało się 623 000 mkw. powierzchni magazynowej. Dla porównania, jest to więcej niż całe istniejące zasoby Szczecina czy Trójmiasta. Potwierdzeniem dla przewidywanych kierunków rozwoju rynku jest ponad 340 000 mkw. budowanych łącznie w Lubuskim, Olsztynie, Białymstoku oraz na rynku Kielce/Radom. Szczecin i Trójmiasto również cieszą się wzrostem aktywności deweloperów – w każdym z nich powstaje ponad 115 000 mkw.

Pustostany i czynsze

Wysoki popyt wraz ze stosunkowo niską liczbą ukończonych projektów poskutkowały spadkiem wskaźnika pustostanów do najniższego dotąd poziomu 4,9%. Spadki widoczne były na wszystkich rynkach. Najwyższe poziomy pustostanów odnotowano w Warszawie Miasto (11,7%) i Krakowie (9,1%), a najniższe w Polsce Centralnej (1,9%) i w większości rynków wschodzących.

Czynsze w Polsce pozostały stabilne, jednak z widoczną presją wzrostową. Najwyższe stawki oferowane są w Warszawie Miasto i Krakowie, gdzie czynsze bazowe wahają się odpowiednio pomiędzy 4,3-5,1 euro oraz 3,8-4,5 euro / mkw. / miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki za wynajem powierzchni w magazynie typu Big Box znaleźć można w Polsce Centralnej (2,6-3,2 euro / mkw. / miesiąc). Na niektórych rynkach zaobserwować można już także lekki wzrost czynszów efektywnych (tj. po uwzględnieniu ulg od właścicieli), tłumaczony rosnącymi kosztami budowy i cenami gruntów.

Stanowisko KIG nt. zmian w finansowaniu funduszy i startupów w ramach programu Bridge Alfa

Unijne rozporządzenie wprowadziło nowe zasady, zgodnie z którymi startupy dostaną niższe granty. Od teraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, które pełni funkcję pośrednika, dołoży od siebie na innowacyjny projekt maksymalnie 200,000 euro. Przedtem mogło to być nawet trzy razy tyle. Zmiany dotykają funduszy i startupów, które uczestniczą w programie Bridge Alfa.

W ocenie Komitetu ds. rozwoju funduszy VC, wprowadzone zmiany uderzają w fundamenty biznesowe praktycznie każdego z funduszy i w większości przypadków stawiają pod znakiem zapytania możliwość realizacji założonej strategii. Zdaniem naszych członków, pozostawienie zapisów w aktualnej formie znacznie pogarsza możliwość inwestycji, i w efekcie przyczyni się do drastycznego zmniejszenia efektywności wykorzystania pomocy publicznej.

Inwestorzy finansujący 20% budżetu funduszy mogą wycofywać się z projektów. Już otrzymujemy sygnały od naszych członków o zawieszeniu wpłat od części inwestorów do czasu „wyjaśnienia sytuacji”. Warto podkreślić, że podmioty prywatne w ramach projektów VB tylko z III edycji programu BridgeAlfa inwestują ponad 300 milionów PLN. Jest to największe prywatne zaangażowaniem w kapitał typu seed w historii Polski i sukcesem NCBR. Drastyczne zmiany warunków wsparcia mogą zniechęcić inwestorów i w efekcie osłabić rynek VC w Polsce na lata.

Ograniczenie wielkości projektów do około 1 miliona złotych należy odebrać jako powielanie błędów z okresu działania 3.1 PO IG. Program ten, prowadzony w poprzedniej perspektywie, nie przyniósł założonych efektów gospodarczych. Co więcej, trudno wskazać w jego ramach choćby kilka dokonanych wyjść kapitałowych, co było jednoznacznie łączone ze zbyt niskim poziomem maksymalnej inwestycji.

Co więcej, wprowadzenie zmian dotyczących maksymalnej kwoty inwestycji wpłynie na obniżenie prestiżu programu BridgeAlfa w środowisku startupów. W efekcie, zamiast spodziewanych „jednorożców”, w programie brać będą udział podmioty, którym nie udało się uzyskać kapitału w żadnym innym miejscu. W oczywisty sposób wpłynie to na mniejszą efektywność wydatkowania środków publicznych.

W związku z powyższym, niezwykle ważne jest podjęcie rozmów dotyczących interpretacji zapisów Rozporządzania i w efekcie zwiększenia możliwej do udzielenia pomocy publicznej do kwoty 3 milionów złotych oraz do uregulowania sygnalizowanych wcześniej zasad dotyczących Prawa Pierwszeństwa.

Turcja ma wolne. Czy Węgrzy podniosą stopy?

Turcja od wtorku do piątku obchodzi Święto Ofiar. Z tego powodu nieczynna będzie giełda. Węgrzy podejmą decyzję o zmianie lub nie stóp procentowych. Dobre dane z polskiego przemysłu.

Dni wolne w Turcji

Od dzisiaj do piątku mamy dni wolne w Turcji. Są to Święta Ofiar. W rezultacie nieczynna będzie giełda. Jaki wpływ mają cztery dni przerwy na walutę? Najprawdopodobniej będziemy mieć mniejszą płynność na rynku, ale i nie należy się spodziewać szczególnej zmienności. Kluczowy powinien być za to poniedziałek, kiedy do pracy wrócą lokalni inwestorzy i zaczną nadrabiać czterodniowe zaległości. Wtedy zmienność na lirze powinna być znów wysoka.

Stopy procentowe na Węgrzech

O godzinie 14:00 zbierze się bank centralny Węgier. Analitycy spodziewają się utrzymania poziomu 0,9%, na którym znajdują się obecnie. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że inflacja wynosi w tym państwie już 3,4% i jest najwyższa od 5 lat. Tak wysoki poziom zmian cen, a przede wszystkim wyraźna tendencja rosnąca ostatnich miesięcy może spowodować, że Węgry dołączą do grona podnoszących stopy procentowe. Gdyby doszło do podwyżki można spodziewać się umacniania się forinta względem głównych walut. Dla przypomnienia obecny poziom stóp procentowych na Węgrzech jest o 0,6% niższy niż w Polsce.

Dobre dane z Polski

Produkcja przemysłowa rośnie w Polsce o 10,3% w skali roku. To o 0,6% więcej niż oczekiwali analitycy. Dane te zostały opublikowane wczoraj o godzinie 10:00 rano i przełożyły się na krótkotrwałe umocnienie złotego. Nie były one wystarczające jednak by na trwałe wybić złotego z ruchu bocznego, w którym od kilku dni przebywa.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych oprócz wspomnianego już posiedzenia Banku Centralnego Węgier.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Brak pracowników hamuje nowe kontrakty i inwestycje firm

Już od ponad roku niemal co druga firma w Polsce deklaruje trudności z pozyskiwaniem pracowników. Wśród powodów takiej sytuacji przedsiębiorcy wskazują głównie na braki kandydatów, zbyt wygórowane oczekiwania finansowe i niewystarczające kompetencje u osób aplikujących – to wnioski z najnowszej edycji raportu Work Service „Barometr Rynku Pracy X”, który w całości zostanie zaprezentowany 29 sierpnia. Kluczowe dla perspektywy polskiej gospodarki stają się efekty niedoborów pracowniczych. Niemal 1/3 firm zwraca uwagę na niepodejmowanie z tego powodu nowych kontraktów, a 16,4% przedsiębiorstw ogranicza nowe inwestycje ze względu na deficyty kadrowe, co jest wskazaniem o 3,6 p.p. wyższym niż przed rokiem.

Jeszcze w pierwszym kwartale tego roku GUS odnotował w Polsce ponad 152 tysiące nieobsadzonych miejsc pracy. Skalę narastania trudności rekrutacyjnych pokazuje dynamika wzrostu wakatów, których w ciągu roku przybyło o niemal 30%. Z kolei z najnowszego badania Work Service wynika, że obecnie prawie połowa pracodawców (49,7%) deklaruje, że ma problem ze znalezieniem odpowiednich pracowników. Zaczyna być to dość trwała tendencja, bo wynik jest porównywalny do rezultatów obserwowanych rok temu, w analogicznym okresie, jak i na początku bieżącego roku.

Obecnie, najczęściej pojawiające się problemy rekrutacyjne dotyczą pracowników niższego (25,1%) i średniego szczebla (14,9%). Największe wyzwania występowały w województwach dolnośląskim i opolskim (58%) i na północy kraju (58,2%). Najmniejsze niedobory kadrowe odnotowano w regionie wschodnim i południowym, gdzie wskazania znalazły się w okolicach 40%. Warto przypomnieć, że jeszcze 2 lata temu w skali ogólnopolskiej deficyty kandydatów zgłaszało 35% badanych firm. Dziś we wszystkich regionach kraju sytuacja jest trudniejsza niż wówczas.problemy ze znalezieniem pracowników

Rosnąca konkurencja i zawężający się rynek pracy powodują, że skala problemów rekrutacyjnych utrzymuje się na wysokich poziomach. Szczególnie widoczne jest to w dużych przedsiębiorstwach, wśród których ponad 62% miało problemy rekrutacyjne. Na poziomie branżowym sytuacja potrafi być jeszcze trudniejsza, bo aż 3/4 przedstawicieli sektora produkcyjnego doświadczyło deficytów kadrowych. Głównymi przyczynami, dla których pracodawcy borykają się z tym wyzwaniami, są ilościowe braki rąk do pracy, rosnące koszty pracy i niedobór odpowiednich kwalifikacji wśród kandydatów na rynku. Na to dodatkowo nakładają się problemy z efektywnym przeprowadzeniem procesów rekrutacyjnych, na co wpływa m.in. podkupywanie sobie nawzajem kandydatów – komentuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Hamulec rozwojowy?

Co prawda ponad 1/4 firm deklaruje, że nie odczuwa wpływu braków kadrowych na ich kondycję biznesową, ale aż 32,7% zwraca uwagę na niepodejmowanie z tego powodu nowych kontraktów (w największym stopniu branża usługowa), a 1 na 4 przedsiębiorców na rosnące koszty pracy (głównie sektor produkcyjny). Co jeszcze bardziej niepokoi, to fakt, że 16,4% firm ogranicza nowe inwestycje ze względu na deficyty kadrowe, co jest wskazaniem o 3,6 p.p. wyższym niż przed rokiem. Niespełna 9% firm ogranicza działalność międzynarodową co jest wynikiem niższym o 13,5 p.p w porównaniu do rezultatu sprzed roku.

Patrząc na obecne dane z perspektywy historycznej, można zauważyć, że dla pracodawców działanie w warunkach „rynku kandydata” to coraz większe wyzwanie. Odsetek firm, na które nie wpływa obecna sytuacja na przestrzeni roku zmniejszył się o 4,4 p.p. Co więcej długofalowe skutki tego zjawiska są bardzo niepokojące, biorąc pod uwagę, że przed nami ogromne problemy demograficzne, które będą przez kolejne dekady wpływać na dalszy spadek podaży pracy. Stąd tak bardzo potrzebne są działania wpływające na poprawę poziomu aktywności zawodowej Polaków, a przy tym dostosowania obecnych modeli biznesowych firm do wyzwań jutra – podsumowuje Maciej Witucki.niedobów pracowników

Metodologia badania:
Dane prezentowane w ramach „Barometru Rynku Pracy X” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut badawczy Millward Brown S.A. Badanie zostało zrealizowane w okresie 18-27 lipca 2018 r. Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=305) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów.

Greckie firmy przeżywają ożywienie – są bardziej konkurencyjne i mniej zadłużone

  • Wiele oznak ożywienia gospodarczego
  • Reformy przyczyniły się do uporządkowania rachunków publicznych, przywrócenia wiarygodności Grecji i wzmocnienia zaufania
  • Firmy „zombie” nadal istnieją z powodu luk w przepisach prawnych dotyczących upadłości
  • Słaby popyt krajowy w dalszym ciągu ogranicza ożywienie gospodarcze
  • Firmy uzyskują wyższe marże i koncentrują się na eksporcie

Powrót na ścieżkę wzrostu nie oznacza eliminacji całego piętna kryzysu

Po wyjściu z europejskiego programu pomocowego, Grecja oczekuje zakończenia trwającego przez osiem lat kryzysu. Po raz pierwszy od 2008 r. odnotowano wzrost PKB w ciągu czterech kolejnych kwartałów. Wzrost w 2017 r. wyniósł 1,4 proc., dzięki inwestycjom i dynamicznemu popytowi zewnętrznemu. Na rok 2018 prognozuje się dalszy wzrost o 2 proc., pomimo niewielkiego spowolnienia w strefie euro. Greckie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa oczekują poprawy sytuacji gospodarczej, co potwierdzają dane wskaźnika PMI oraz wskaźnika zaufania opracowanego przez Dyrekcję Generalną Komisji Europejskiej ds. Gospodarczych i Finansowych. Wskaźnik PMI wynosił średnio 54 punkty w pierwszej połowie 2018 r., kontynuując trend z 2017 r., kiedy przekroczył próg 50 punktów (co oznacza ekspansję gospodarczą).

Długo oczekiwane ożywienie nastąpiło kosztem głębokich korekt fiskalnych i poważnej wewnętrznej dewaluacji, która była jeszcze większa niż w Hiszpanii i Portugalii. W latach 2008-2015 Grecja odnotowała spadek PKB o 25 proc., inwestycje zmniejszyły się o 60 proc., a stopa bezrobocia osiągnęła 28 proc. Niektóre sektory, takie jak przemysł tekstylny, meblowy i  papierniczy, odnotowały spadek wartości dodanej o ponad 70 proc. Obroty firm spadły o jedną trzecią, a stopa inwestycji obniżyła się o prawie 49 proc. Najbardziej zagrożone były mikroprzedsiębiorstwa i MŚP, które zatrudniają ponad 60 proc. siły roboczej, a około 250 000 MŚP ogłosiło upadłość w tym okresie.

Niewypłacalność przedsiębiorstw jest nadal niedocenianym problemem. Dostępne dane nie uwzględniają powszechnie stosowanych procedur poprzedzających ogłoszenie upadłości, a sądowa procedura likwidacji przebiega powoli. Brak efektywności w tym zakresie umożliwia przetrwanie niewypłacalnych i nierentownych firm „zombie”, których najwyższy odsetek wśród krajów OECD występuje właśnie w Grecji.

Wskutek tego ryzyko niewypłacalności przedsiębiorstw wpływa na rentowność banków. Pomimo ich dokapitalizowania w 2015 r. greckie banki nadal odnotowują wysokie wskaźniki kredytów zagrożonych.

Greckie firmy są bardziej konkurencyjne i nastawione na eksport

Konsolidacja fiskalna i wewnętrzna dewaluacja pomogły zmniejszyć bliźniacze deficyty, które spowodowały kryzys. Sektor finansów publicznych odnotowuje nadwyżki od 2016 r., a saldo obrotów bieżących jest zrównoważone od 2015 r. Przywrócono wiarygodność fiskalną i finansową, a skala niepewności uległa znacznemu zmniejszeniu, umożliwiając krajowi powrót na międzynarodowe rynki kapitałowe.

Odnotowano również znaczną poprawę sytuacji po stronie biznesu. Spadek poziomu wynagrodzeń pomógł poprawić konkurencyjność kosztową kraju w stosunku do jego europejskich partnerów, zwiększając dynamikę eksportu, który wzrósł o 27 proc. w latach 2008-2017. Było to szczególnie korzystne dla średnich i dużych firm w niektórych branżach produkcyjnych – takich jak przetwórstwo ropy naftowej i przemysł farmaceutyczny.

Jednym z sygnałów trwałego ożywienia gospodarczego był poziom marż greckich firm, który poprawia się od drugiego kwartału 2016 r. i przewyższa średnią europejską. Słaby popyt krajowy ogranicza obecnie tempo ożywienia gospodarczego, natomiast w 2019 r. powinna nastąpić szybka poprawa wskaźników rentowności przedsiębiorstw i przyspieszenie inwestycji.

Transakcje na giełdzie bitcoin zostaną przeskanowane

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Rynek kryptowalut został poddany regulacji. Jest to efekt uchwalenia w dniu 1 marca 2018 r. ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Nowe przepisy dotyczą przede wszystkim podmiotów uczestniczących w dokonywaniu transakcji związanych z przepływem środków pieniężnych.

Podmioty zaangażowane w rynek kryptowalut powinny zwrócić szczególną uwagę na nowe przepisy, bowiem ich zastosowanie w praktyce dotknie w równym stopniu podmioty zajmujące się wymianą waluty wirtualnej, jak i inwestorów zamierzających spieniężyć inwestycje poczynione w kryptowalutę. Logika podpowiada, że w związku z rosnącym zainteresowaniem rządów państw odnośnie do funkcjonowania rynku kryptowalut – w tym opodatkowania tej działalności – właściwe instytucje publiczne, przy wykorzystaniu narzędzi prawnych wprowadzonych nowymi przepisami, od razu przystąpią do masowego lustrowania transakcji na rynku walut wirtualnych.

Nowe przepisy uchylają dotychczasową ustawę z dnia 16 listopada 2000 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. W ten sposób polski ustawodawca dostosowuje krajowe przepisy do dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2015/849 z dnia 20 maja 2015 r. w sprawie zapobiegania wykorzystywaniu systemu finansowego do prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu. Dodatkowo polski ustawodawca w toku prowadzenia prac nad ostatecznym tekstem ustawy uwzględnił różne akty prawne i dokumenty wydane przez inne podmioty powołane do przeciwdziałania praniu pieniędzy, w tym zalecenia Financial Action Task Force, Komitetu Ekspertów ds. Oceny Środków Zapobiegania Praniu Pieniędzy i Finansowaniu Terroryzmu – MONEYVAL, a także zmian do samej dyrektywy 2015/849 zawnioskowanych przez Komisję Europejską w dniu 5 lipca 2016 r. (dalej: „V AMLD”). Posiłkowano się również dotychczasowymi doświadczeniami i spostrzeżeniami Generalnego Inspektora Informacji Finansowej poczynionymi na gruncie stosowania polskiej ustawy z dnia 16 listopada 2000 r.

W dniu 12 kwietnia 2018 r. w Dzienniku Ustaw został ogłoszony tekst nowej ustawy. Wchodzi ona w życie po upływie 3 miesięcy od dnia ogłoszenia. Co ciekawe, mimo braku formalnego wejścia w życie nowych przepisów, już zapowiadana jest ich nowelizacja.

Podmiot zajmujący się wymianą walut wirtualnych jest instytucją obowiązaną w rozumieniu nowej ustawy

Nowa ustawa posługuje się pojęciem „instytucji obowiązanej”, na której ciążą określone obowiązki wynikające z przeprowadzania transakcji oraz nawiązywania stosunków gospodarczych. W porównaniu do uchylonej ustawy rozszerzono krąg podmiotów posiadających status „instytucji obowiązanej”. Zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 12 nowej ustawy instytucjami obowiązanymi są podmioty świadczące usługi w zakresie:

  1. a) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi i środkami płatniczymi,
  2. b) wymiany pomiędzy walutami wirtualnymi,
  3. c) pośrednictwa w wymianie, o której mowa w lit. a lub b,
  4. d) prowadzenia rachunków, będących prowadzonym w formie elektronicznej zbiorem danych identyfikacyjnych zapewniających osobom uprawnionym możliwość korzystania z jednostek walut wirtualnych, w tym przeprowadzania transakcji ich wymiany.

Uprzedzając ewentualne pytania i wątpliwości, czy dotyczy to również kryptowalut, w uzasadnieniu do projektu ustawy uchwalonej w dniu 1 marca 2018 r. wskazano: „W art. 2 ust. 2 pkt 26 zdefiniowano pojęcie waluty wirtualnej. Intencją projektodawcy było objęcie zakresem tej definicji zarówno tzw. kryptowalut, jak i scentralizowanych walut wirtualnych. Użyte pojęcie jest dosłownym tłumaczeniem pojęcia „virtual currencies” stosowanego przez FATF dla określenia walut niebędących prawnymi środkami płatniczymi i obejmującego zarówno kryptowaluty (takie jak np. Bitcoin, Monero, Litecoin itp.), jak również dla określenia scentralizowanych walut wirtualnych (takie jak np. WebMoney czy PerfectMoney). Scentralizowana waluta wirtualna posiada jednego centralnego administratora, który zarządza ich wydawaniem i dystrybucją, a także prowadzi centralny rejestr płatności i posiada uprawnienie do wykupu jednostek danej waluty wirtualnej. Zgodnie z klasyfikacją FATF „virtual currencies” wraz z e-money należą do tzw. „digital currencies”. Pojęciem „virtual currencies” posługuje się również projekt V AMLD”.

Obowiązki instytucji obowiązanej

Zaklasyfikowanie do grona instytucji obowiązanych łączy się z obowiązkiem stosowania wobec swoich klientów środków bezpieczeństwa finansowego, polegających na rozpoznaniu i udokumentowaniu rozpoznanego ryzyka prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu związanego ze stosunkami gospodarczymi lub transakcją okazjonalną – art. 33 i n. ustawy z 1 marca 2018 r. Zgodnie z art. 34 ust. 1 ustawy środki bezpieczeństwa obejmują m.in. identyfikację klienta oraz weryfikację jego tożsamości, identyfikację beneficjenta rzeczywistego, badanie źródeł pochodzenia wartości majątkowych będących w dyspozycji klienta.

W przypadku transakcji z udziałem kryptowalut środki bezpieczeństwa finansowego powinny być stosowane w sytuacji:

  1. nawiązywania stosunków gospodarczych;
  2. przeprowadzania transakcji okazjonalnej:
  3. o równowartości 15 000 euro lub większej, bez względu na to, czy transakcja jest przeprowadzana jako pojedyncza operacja, czy kilka operacji, które wydają się ze sobą powiązane, lub
  4. która stanowi transfer środków pieniężnych na kwotę przekraczającą równowartość 1000 euro;
  5. podejrzenia prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu;
  6. wątpliwości co do prawdziwości lub kompletności dotychczas uzyskanych danych identyfikacyjnych klienta.

Ciekawe rozwiązanie przyjęto w nowym przepisie art. 35 ust. 2 stanowiącym, iż środki bezpieczeństwa finansowego powinny być również stosowane wobec klientów, z którymi instytucje obowiązane utrzymują stosunki gospodarcze, z uwzględnieniem rozpoznanego ryzyka prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu w szczególności, gdy doszło do zmiany uprzednio ustalonego charakteru lub okoliczności stosunków gospodarczych. Przedsiębiorcy powinni zwrócić uwagę, iż mimo przejścia pozytywnej weryfikacji zmiana biznesowego modelu działania może sprowadzić wzmożone zainteresowanie ze strony różnych organów.

W przypadku braku możliwości zastosowania jednego ze środków bezpieczeństwa finansowego zgodnie z art. 41 ust. 1 ww. ustawy podmiot zajmujący się wymianą kryptowalut nie powinien nawiązywać stosunków gospodarczych, odmówić przeprowadzenia transakcji okazjonalnej lub transakcji za pośrednictwem rachunku bankowego, rozwiązać stosunku gospodarczego.

Co ciekawe przepisy nowej ustawy wskazują, iż w zależności od rodzaju okoliczności stosuje się uproszczone lub wzmożone środki bezpieczeństwa finansowego. Zastosowanie określonego rodzaju środków wynika ze stopnia ryzyka prania pieniędzy lub finansowania terroryzmu. Należy spodziewać się, iż transakcje z udziałem kryptowaluty zostaną zakwalifikowane do tych wymagających wzmożonych środków bezpieczeństwa finansowego. Świadczy o tym wskazany przez ustawodawcę w art. 43 ust. 2 ustawy katalog okoliczności wskazujących na wyższe ryzyko prania pieniędzy oraz finansowania terroryzmu, takich jak m.in.: „nawiązywanie stosunków gospodarczych w nietypowych okolicznościach”; „nietypowa lub nadmiernie złożona struktura własnościowa”; „korzystanie przez klienta z usług lub produktów oferowanych w ramach bankowości prywatnej”.

Określenie w tak enigmatyczny sposób przesłanek do zastosowania wzmożonych środków bezpieczeństwa finansowego będzie umożliwiać zaklasyfikowanie niemal każdej transakcji do tej grupy. Instytucje obowiązane powinny wdrożyć właściwe środki prawne i procedury umożliwiające realizację nowych obowiązków ustawowych, w tym ocenę, jakiego rodzaju środki bezpieczeństwa finansowego powinny zostać przeprowadzone.

Wewnętrzna procedura instytucji obowiązanej

Przepisy nowej ustawy dla wszystkich rodzajów instytucji obowiązanych (w tym również podmioty zajmujące się wymianą waluty wirtualnej) przewidują obowiązek wprowadzenia wewnętrznej procedury w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Przepis art. 50 ust. 2 nowej ustawy stanowi „otwarty” katalog postanowień, koniecznych do ujęcia w tym wewnętrznym akcie. Obejmuje on m.in. określenie zasad stosowania środków bezpieczeństwa finansowego, a także zasad przechowywania dokumentów oraz informacji.

Co więcej, przepisy nowej ustawy nakazują wdrożenie wewnętrznej procedury anonimowego zgłaszania naruszeń przepisów z zakresu przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.

W 2018 r., obok przepisów dotyczących RODO, jest to kolejny obowiązek co do sporządzenia wewnętrznych procedur i dokumentacji, tym razem w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Cała medialna akcja poświęcona wdrażaniu RODO niejako przysłoniła inne ważne obowiązki przedsiębiorców do zrealizowania w 2018 r. Kolejną ważną datą w tym roku jest 12 lipca 2018 r., tj. moment wejścia w życie przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Do tego dnia, instytucje obowiązane powinny wprowadzić w ramach prowadzonych działalności gospodarczych wewnętrzne procedury w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Instytucja obowiązana, która nie dopełnia obowiązku wprowadzenia którejkolwiek z procedur, podlega karze administracyjnej.

Kryptowaluciarzu strzeż się!

Podmioty chcące spieniężyć swoją inwestycję w kryptowalutę powinny być przygotowane na możliwe do wystąpienia komplikacje. Instytucja obowiązana w przypadku powzięcia uzasadnionego podejrzenia, iż zlecona transakcja lub określone wartości majątkowe mogą mieć związek z praniem pieniędzy, zawiadamia o tym Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Jednocześnie instytucja obowiązana powinna wstrzymać transakcję do czasu podjęcia właściwych działań przez GIIF, nie dłużej niż 24 godziny od chwili przyjęcia przez GIIF zawiadomienia. W takim wypadku GIIF przekazuje instytucji obowiązanej żądanie wstrzymania transakcji lub blokady rachunku na okres nie dłuższy niż 96 godzin lub zwalnia instytucję z realizacji tego obowiązku. Po przekazaniu żądania wstrzymania transakcji lub blokady rachunku GIIF zawiadamia właściwego prokuratora o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a prokurator może postanowieniem wstrzymać transakcję lub dokonać blokady rachunku na czas oznaczony, nie dłuższy niż 6 miesięcy.

Z drugiej strony wprowadzono liczne obostrzenia, które mają na celu zapewnienie wywiązania się z obowiązków ciążących na giełdach pośredniczących w wymianie kryptowaluty – jako instytucji obowiązanych. Przykładowo z tytułu braku stosowania podstawowych środków bezpieczeństwa finansowego z art. 33 ustawy oraz wzmożonych środków bezpieczeństwa finansowego istnieje możliwość nałożenia kary administracyjnej w wysokości do dwukrotności kwoty korzyści osiągniętej lub straty unikniętej przez instytucję obowiązaną w wyniku naruszenia albo – w przypadku, gdy nie jest możliwe ustalenie kwoty tej korzyści lub straty – do wysokości równowartości kwoty 1 000 000 euro. Kara pieniężna w wysokości 1 000 000 euro może zostać nałożona również w przypadku braku wprowadzenia wewnętrznej procedury instytucji obowiązanej bądź procedury anonimowego zgłaszania naruszeń przepisów z zakresu przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Dodatkowo brak realizacji obowiązku przekazywania GIIF informacji o okolicznościach tudzież transakcjach mogących mieć związek z praniem pieniędzy lub finansowaniem terroryzmu albo przekazywanie nieprawdziwych lub zatajanie prawdziwych danych dotyczących transakcji, może spotkać się z odpowiedzialnością karną przewidującą możliwą do wymierzenia karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Kryptowaluta potrzebuje cieplejszego klimatu

Na dzień dzisiejszy w Polsce nie widać perspektyw na stworzenie dogodnych warunków dla dalszego rozwoju bitcoina. Świadczą o tym m.in. niespójne interpretacje podatkowe organów w zakresie skutków rozliczeń za pomocą bitcoin na gruncie VAT lub podatku dochodowego, a także komunikaty docierające z Ministerstwa Finansów.

Są natomiast państwa, które traktują bitcoin, jako ważny filar dalszego rozwoju ich gospodarek. Przykładowo na Malcie przyjęto narodowy projekt strategii promowania bitcoina i technologii blockchain. Zagorzały zwolennik bitcoina, premier Joseph Muscat, w skierowanych do Unii Europejskiej słowach przekonywał, że Europa powinna stać się „kontynentem bitcoina”. W przypadku Malty za słowami zdecydowanie poszły czyny. I tak kraj ten pracuje nad stworzeniem systemu podatkowego wychodzącego naprzeciw rozliczeniom w kryptowalucie, a także stosuje przepisy CRS w sposób bardziej przyjazny dla inwestorów.

Inną jurysdykcją przychylnie patrzącą na bitcoina są Wyspy Marhshalla. To wyspiarskie państwo położone na Oceanie Spokojnym, pozostające w luźnym związku ze Stanami Zjednoczonymi, rozważa emisję krajowej kryptowaluty, która ma stać się oficjalnym środkiem płatniczym.

Być może polscy bitcoinowcy powinni podążać za jurysdykcjami krajów otwartych na rozwój kryptowaluty i w tym celu zmienić miejsce zamieszkania oraz centrum interesów życiowych i gospodarczych. Połączenie rejestracji spółki offshore ze zmianą rezydencji podatkowej jej beneficjenta rzeczywistego np. na maltańską może stanowić alternatywę dla krajowego systemu fiskalnego.

Bitcoinie Quo vadis?

W miarę wzrostu wartości poszczególnych kryptowalut polski rząd zaczął baczniej przyglądać się temu rynkowi. Premier Mateusz Morawiecki zapytany w styczniu 2018 r. o to, jak Polska zamierza walczyć z zagrożeniami, jakie niosą ze sobą kryptowaluty, odpowiedział wprost, że rozważa zakazanie kryptowaluty lub jej uregulowanie. Zresztą w celu przeprowadzenia stosownej regulacji powołano specjalny zespół ds. niebezpiecznych instrumentów finansowych, do którego weszli m.in. szefowie UOKiK i KNF. Przyjęcie przez Sejm w dniu 1 marca 2018 r. przepisów nowej ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu całkowicie wpisuje się w trend „regulowania” rynku inwestowania w kryptowalutę. Najprawdopodobniej po wejściu w życie nowych przepisów, do inwestowania i poruszania się po rynku kryptowaluty nie będzie już wystarczała sama żyłka inwestora i śledzenie wskaźników obrazujących wartość waluty, lecz solidne przygotowanie się, zarówno od strony prawnej, jak i informatycznej – szczególnie przez podmioty zajmujące się wymianą kryptowaluty. Zgłaszane do realizacji transakcje w pierwszej kolejności będą badane przez instytucje obowiązane i to na nich będzie ciążyć ewentualna odpowiedzialność z tytułu nienależytej weryfikacji.

Z drugiej strony inwestorzy, zgłaszając do realizacji transakcję wymiany kryptowaluty, powinni rozważyć i ewentualnie przeprowadzić stosowny due diligence w celu zbadania, czy ich zlecenie nie zostanie objęte wstrzymaniem lub blokadą.

Postawione pytanie – Quo vadis? – jest całkowicie uzasadnione. W przypadku wprowadzenia tak nieprecyzyjnie brzmiących przepisów, przy jednoczesnej, znaczącej ingerencji w stosunki gospodarcze występujące pomiędzy uczestnikami rynku, można tylko liczyć, iż zostanie wykształcona jednolita praktyka stosowania przedmiotowych przepisów i przynajmniej określone czynności podejmowane przez przedstawicieli aparatu państwowego, w tym GIIF i prokuraturę, będą przewidywalne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

W Krakowie powstaje Centrum Badawczo-Rozwojowego Innowacyjnych Leków firmy Selvita S.A.

Mota-Engil Central Europe przejęła w czwartek (16.08.2018 r.) plac budowy Centrum Badawczo-Rozwojowego Innowacyjnych Leków. Nowoczesny obiekt badawczy stanie przy ul. Podole w Krakowie-Ruczaju, w sąsiedztwie siedziby inwestora firmy Selvita S.A. To polska, jedna z największych w Europie firm biotechnologicznych, zajmująca się badaniami nad nowymi lekami onkologicznymi. Mota-Engil Central Europe na realizację inwestycji ma 15 miesięcy.

Zadanie postawione przed Generalnym Wykonawcą polega na budowie nowoczesnego, 6-kondygnacyjnego budynku laboratoryjno-biurowego o powierzchni całkowitej ok. 10 000 m2, z garażem podziemnym, zagospodarowaniem terenu oraz magazynami zewnętrznymi. Główny budynek zaprojektowano w formie prostopadłościennej bryły z płaskim dachem oraz nowocześnie zaprojektowaną elewacją, w całości wykonaną w systemie fasadowym. Budynek, co jest typowe dla nowoczesnych obiektów badawczych, będzie posiadał instalacje spełniające wysokie rygory bezpieczeństwa (instalacje gazów technicznych, automatyki, BMS w elektryce). Ponadto pomieszczenia laboratoryjne, poprzez zastosowanie materiałów o odpowiednich parametrach, będą spełniały najwyższe wymagania higieniczno-sanitarne.

– Współpraca z firmą biotechnologiczną, specjalizującą się w realizacji innowacyjnych projektów badawczych doskonale wpisuje się w naszą strategię dywersyfikacji działalności firmy. Jako Grupa Mota-Engil mamy bardzo szerokie doświadczenia w realizacji skomplikowanych i imponujących przedsięwzięć kubaturowych w Europie. Współpraca z Selvita S.A. pozwala nam poszerzyć naszą ofertę skierowaną do klienta komercyjnego w Polsce, ale daje też coś więcej – przywilej wzięcia udziału w przedsięwzięciu o doniosłej misji społecznej. Skuteczne terapie przeciwnowotworowe stanowią bowiem jedno z największych wyzwań współczesnej medycyny – mówi Piotr Bienias CFO Mota-Engil Central Europe.

Docelowo na terenie nieruchomości powstać ma kompleks laboratoryjno-biurowy składający się z trzech budynków, które umożliwią zatrudnienie ok. tysiąca osób. Inwestycja zostanie podzielona na trzy etapy. Budowa realizowana przez Mota-Engil Central Europe jest pierwszym z nich.

– Dostęp do wysokiej jakości powierzchni laboratoryjnych jest jednym z kluczowych wymagań Selvity na drodze do budowy jednej z największych w Europie firmy drug discovery. Wynajmujemy obecnie ok. 4 500 m2 przestrzeni badawczej w ośrodkach laboratoryjnych w Krakowie i Poznaniu. Planujemy rozwijać się głównie w tej pierwszej lokalizacji, a w realiach polskiego rynku nieruchomości laboratoryjnych gwarantuje nam to jedynie budowa nowego obiektu. Z pewnością będzie to jeden z najnowocześniejszych tego typu budynków na terenie kraju – tłumaczy Bogusław Sieczkowski, współzałożyciel, znaczący akcjonariusz i wiceprezes zarządu Selvity.

Obecnie Selvita S.A. zajmuje przestrzeń w Jagiellońskim Centrum Innowacji przy ul. Bobrzyńskiego. Na realizację własnego obiektu laboratoryjno-biurowego pozyskała dotację w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020 współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego oraz budżetu państwa.

Płatności mobilne na celowniku hakerów – zagrożeni nie tylko klienci

Liczba użytkowników urządzeń mobilnych na świecie wynosi już 4,9 miliarda[1]. Usługi mobilne są dynamicznie rozwijane m.in. przez branżę finansową, z powodzeniem konkurując z bankowością tradycyjną. łatności mobilne to duża wygoda dla klientów, jednak należy pamiętać, że są one narażone na działania cyberprzestępców.

Liczba użytkowników bankowości mobilnej w Polsce przekroczyła 9,3 mln – to aż o 2 mln więcej niż w roku 2017. Już co czwarty z nich płaci zbliżeniowo swoim smartfonem[2], a z aplikacji BLIK tylko w ubiegłym roku skorzystano 33 mln razy[3]. W efekcie ponad połowa instytucji z branży finansowej jako główny obszar innowacji w ostatnich trzech latach wskazuje rozwijanie swojej oferty cyfrowych portfeli.

Podążając za wygodą, pamiętajmy o bezpieczeństwie

Rozwój możliwości dokonywania mobilnych płatności sprawił, że cyberprzestępcy nasilają i różnicują swoje działania. Banki i firmy z sektora FinTech są narażone m.in. na różne ataki na aplikacje, ataki typu DDoS oraz ataki z wykorzystaniem botnetów lub złośliwego oprogramowania. Metody te stają się coraz bardziej zautomatyzowane, a hakerzy mogą podczas jednego ataku zdobyć dane dużej liczby klientów, dzięki czemu zyski z tego procederu wciąż rosną. Do ochrony nie wystarczą tylko nawet tak zaawansowane zabezpieczenia jak autoryzacja przez rozpoznawanie odcisku palca czy logowanie głosem.

Każdego dnia sektor finansowy jest celem cyberataków. Z naszych danych wynika, że aż 36% z nich skutkuje utratą danych[4] – mówi Wojciech Ciesielski, manager ds. klientów sektora finansowego w firmie Fortinet. – Luki w aplikacjach, smartfonach i systemach POS (np. terminalach w placówce) umożliwiają hakerom wejście na konta poszczególnych klientów, a nawet do całej systemów finansowych. Zagraża to prywatnym danym i otwiera drogę do oszustw finansowych, gdyż cyberprzestępcy są coraz bardziej wyspecjalizowani i potrafią omijać systemy wykrywania nadużyć.

Jednocześnie kwestie bezpieczeństwa danych osobowych klienci zostawiają w gestii banków i instytucji finansowych, ufając ich systemom ochrony transakcji mobilnych. W wyniku ataków banki mogą więc stracić nie tylko pieniądze, ale także, co w niektórych przypadkach może być nawet bardziej dotkliwe, zaufanie konsumentów.

Sztuczna inteligencja na straży bezpieczeństwa

Rozwój płatności mobilnych tworzy konieczność szybszej analizy i podejmowania decyzji dotyczących transakcji w czasie rzeczywistym, a to zwiększa ryzyko niezauważenia błędów czy oszustw. Kontrola i systemy wykrywania zagrożeń muszą być zatem: zintegrowane, szybkie i zautomatyzowane. Takie możliwości daje sztuczna inteligencja, która dzięki uczeniu maszynowemu na bieżąco analizuje zachowania klientów i rozpoznaje m.in. przeciętny czas korzystania z usługi. Działania odbiegające od normy, np. wielokrotne próby logowania na różne konta z tego samego zestawu adresów lub urządzeń, są wykrywane i analizowane w czasie rzeczywistym, zapewniając bezpieczeństwo transakcji.

– Działania instytucji finansowych mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa bankowości mobilnej, chociaż wiele zależy też od samych użytkowników. Trzeba pamiętać, że cyberprzestępcy mogą naruszyć proces płatności za pomocą wielu kanałów: strony www sprzedawcy, systemu POS, banku przetwarzającego transakcję, ale też smartfona użytkownika. Mimo nowych, bardziej zaawansowanych zagrożeń, nadal najskuteczniejsze i najbardziej dochodowe są socjotechniki takie jak np. phishing. Hakerzy wciąż wykorzystują ludzką nieświadomość jako najsłabszy element, dlatego bardzo istotna jest edukacja i uświadamianie klientów oraz pracowników banków w kwestii zagrożeń – zaznacza Wojciech Ciesielski.

[1] https://wearesocial.com/special-reports/digital-in-2017-global-overview

[2] Raport PRNews.pl: Rynek bankowości mobilnej – I kw. 2018

[3] Dane Polskiego Standardu Płatności (operator systemu BLIK) za rok 2017

[4] “The risks mobile payments present to financial services”, J. Nguyen-Duy, VP Fortinet, MobilePaymentsToday.com, kwiecień 2018

Wolfs Technology Fund S.A. poprawia wyniki finansowe w 2 kw. 2018 r.

Wolfs Technology Fund S.A. (dawniej Graphic S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem i zarządzaniem nieruchomościami oraz prowadzeniem projektów inwestycyjnych, zakończyła 2 kw. 2018 r. zyskiem netto w wysokości 25 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 137 tys. zł. Emitent kontynuuje realizację przyjętej strategii rozwoju, co przekłada się na coraz lepsze wyniki finansowe.

W 2 kw. 2017 r. Spółka zanotowała stratę netto w kwocie 117 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wynosiły 171 tys. zł, więc tegoroczny wynik wykazuje istotną poprawę. W całym pierwszym półroczu 2018 r. zysk netto Wolfs Technology Fund S.A. sięgnął blisko 83 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 266 tys. zł wobec straty netto w analogicznym okresie ub. roku na poziomie 163 tys. zł. Osiągnięcie przez Emitenta dodatniej rentowności netto jest rezultatem zapoczątkowanej w zeszłym roku reorganizacji działalności i jej rozszerzeniu o segment nieruchomości. Obecnie głównym źródłem przychodów Spółki jest najem powierzchni biurowych i lokali mieszkalnych oraz zarządzanie nieruchomościami i świadczenie usług doradztwa na rzecz podmiotów zewnętrznych. Zarząd Wolfs Technology Fund S.A. jest zadowolony z wypracowanych wyników i będzie dążył do ich dalszej poprawy w kolejnych kwartałach.

Spółka w minionym kwartale koncentrowała się na realizowaniu działań inwestycyjnych, które pozwoliły na zwiększenie jej aktywów poprzez zakup nieruchomości pod inwestycje deweloperskie oraz z przeznaczeniem na najem. Dzięki bieżącej działalności w obszarze wynajmu posiadanych nieruchomości oraz wykonywaniu zawartych umów doradczych i zarządczych Emitent mógł zanotować dodatni wynik finansowy. Wolfs Technology Fund S.A. sfinalizowała w 2 kw. 2018 r. zakup nieruchomości zlokalizowanej w Katowicach, która jest zabudowana budynkiem biurowym oraz podpisała umowy na realizacje inwestycji deweloperskich w Gdyni. Spółka zawarła także umowy przedwstępne nabycia nieruchomości z przeznaczeniem na dalsze inwestycje deweloperskie.

W lipcu br. Wolfs Technology Fund S.A. poinformowała o zakończeniu z sukcesem emisji akcji serii E, z której pozyskała ponad 15 mln zł. W ramach przeprowadzonej emisji akcji serii E Spółka wyemitowała 7.543.092 szt. akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 2,00 zł za akcję. Pozyskane przez Emitenta środki zostaną przeznaczone na dalszy zakup, rozbudowę oraz udoskonalanie posiadanych nieruchomości, a także na rozwój kanałów sprzedaży.

Niewypłacalność firm w Polsce – lipiec 2018 r.

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W okresie styczeń–lipiec 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 580 przypadkach niewypłacalności polskich przedsiębiorstw wobec 511 w analogicznym okresie ub. roku, co oznacza wzrost r/r o 14%. Najgorzej na tle wszystkich sektorów wypada branża transportowa – wzrost r/r liczby niewypłacalności wyniósł w niej 29%.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Liczba opublikowanych niewypłacalności wciąż rośnie, od początku roku do końca lipca 2018 roku było to już 580 firm.
  • Najwyższy wzrost liczby niewypłacalności odnotowujemy w branży transportowej. Dynamika +29 proc. w porównaniu do okresu styczeń-lipiec 2017 r.
  • 20 % wzrost liczby niewypłacalności odnotowano w sektorze produkcyjnym, który dusi presja cenowa ze strony branży budowlanej oraz handlu, występująca w momencie wzrostu kosztów produkcji i wynagrodzeń.
Niska rentowność wciąż palącym problemem polskich firm
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Od początku roku do końca lipca 2018 roku opublikowano informacje o niewypłacalności 580 podmiotów. Oznacza to 14% wzrost ich liczby w porównaniu do analogicznego okresu 2017 roku. Znamiennym dla zobrazowania obecnej kondycji polskich przedsiębiorstw jest fakt, iż ubiegłoroczny wynik liczby niewypłacalności po 7 miesiącach tj. 511 podmiotów, w tym roku został osiągnięty miesiąc wcześniej, już w I półroczu 2018 roku.

Rozkład liczby niewypłacalności, z uwagi na specyficzne uwarunkowania każdej z branż, nie jest równomierny. W tym momencie największy od początku roku procentowy wzrost ich liczby ma miejsce w branży transportowej (+ 29% r/r) oraz w sektorze produkcyjnym (+ 20% r/r.).

Niska rentowność wciąż palącym problemem polskich firm 2
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Transport z wydłużonym terminem spłaty należności

Polski sektor transportu drogowego charakteryzuje się dużą fragmentacją, dużą konkurencyjnością i znaczną wrażliwością na czynniki zewnętrzne. Poniósł on już znaczne straty kilka lat temu z powodu wprowadzenia sankcji UE wobec Rosji. Obecne problemy polskiego sektora transportowego to efekty wprowadzonych regulacji na rynkach unijnych (płaca minimalna oraz standard pracy kierowców), wzrostu kosztów (przede wszystkim płac) oraz niskich marż, co wynika z ogromnego rozdrobnienia branży i związanej z tym walki cenowej. Polskie firmy transportowe muszą również walczyć o pracowników, którzy podobnie jak w budownictwie dyktują obecnie warunki, mając możliwość wykonywania podobnej pracy w przedsiębiorstwach transportowych na terenie całej UE.

W konsekwencji, na podstawie danych z Programu Analiz Należności Euler Hermes zauważyliśmy w ciągu ostatniego roku wydłużenie się średniego DSO (okresu obiegu należności, czyli sumy udzielonego odbiorcy kredytu i opóźnienia w jego spłacie) o tydzień, z 54 dni w połowie ub. roku do 61 dni obecnie.

„Wydłużenie czasu spłaty należności w transporcie stwarza zagrożenie nie tylko wyższych kosztów, ale także większej ekspozycji na ryzyko braku zapłaty. Szczególnie, gdy w ostatnim czasie aktualna płynność finansowa w wielu branżach uległa pogorszeniu, jak choćby w branży konsumpcyjnej. To wszystko dzieje się w sytuacji, gdy walka cenowa wymusza niskie marże, a wypracowywany zysk nie wystarcza na pokrycie kosztów związanych ze wzrostem wynagrodzeń pracowników, cen paliwa, czy modernizacją floty i jakości usług. Sytuacja staje się patowa, gdyż przełożenie większych kosztów na podwyżkę cen usług generalnie jest niełatwe, jeśli oferujemy podstawowy serwis transportowy. Jedynie usługodawcy transportu wyspecjalizowanego mogą sobie na to pozwolić. – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.

Poprawa w sektorze transportu i logistyki uzależniona będzie m.in. od dynamiki robót budowlanych współfinansowanych ze środków unijnych na lata 2014-2020 i związanych z transportem materiałów i kruszyw budowlanych, a także z kondycją sektora górniczego.

Produkcję dusi presja cenowa ze strony budownictwa i handlu

Wysoki wzrost liczby niewypłacalności w sektorze produkcyjnym (+20% r/r), podobnie jak w budownictwie (+17% r/r) to głównie efekt niskiej rentowność – słabej kondycja finansowej wielu polskich firm.

„Przyczyny problemów w produkcji są powszechnie znane i występują niezależnie od profilu produkcji. To wzrost kosztów materiałów, wynagrodzeń pracowniczych i generalnie niedobór pracowników, wsparte niską rentownością. Do tego dodać można specyficzne dla branż problemy – wzrost kosztów działalności w budownictwie czy koncentracja w handlu, skutkująca dodatkową presją cenową na producentów. Znaczna część tegorocznych upadłości firm produkcyjnych to m.in. producenci konstrukcji metalowych oraz wyrobów budowlanych” – dodaje Tomasz Starus.

Świętokrzyskie ze 180% wzrostem liczby niewypłacalności

Największy wzrost liczby niewypłacalności w okresie styczeń-lipiec 2018 roku odnotowano w województwie świętokrzyskim – 14 wobec 5 w tym samym okresie ubiegłego roku (wzrost +180% r/r). Następnie w wielkopolskim i kujawsko-pomorskim – odpowiednio 63 niewypłacalności (wobec 33 w okresie I-VII 2017) i 31 (wobec 20 w I-VII 2017), co oznacza wzrost odpowiednio o 91% w woj. wielkopolskim i o 55% w woj. kujawsko-pomorskim. Tylko w trzech województwach zmalała liczba niewypłacalności względem analogicznego okresu roku ubiegłego – w województwie warmińsko-mazurskim (12 niewypłacalności wobec 24 – spadek o 50%), zachodniopomorskim (22 wobec 30 przed rokiem) i podlaskim (12 wobec 14).

Niska rentowność wciąż palącym problemem polskich firm 3
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Auxilia S.A. publikuje wyniki za 2 kwartał 2018 r.

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, zanotowała w 2 kw. 2018 r. 0,43 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto w wysokości 1,97 mln zł. Spółka konsekwentnie zwiększa wartość zakontraktowanego portfela roszczeń odszkodowawczych i realizuje założenia przyjętej strategii rozwoju.

Zysk netto Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. wyniósł w 2 kw. 2018 r. ponad 430 tys. zł przy przychodach netto sięgających 1.973 tys. zł. W analogicznym okresie ubiegłego roku Spółka zanotowała stratę netto w kwocie 674 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 2.192 tys. zł. W całym pierwszym półroczu 2018 r. zysk netto Grupy ukształtował się na poziomie blisko 685 tys. zł przy przychodach netto wynoszących 4.003 tys. zł. Rok wcześniej skonsolidowana strata netto Spółki sięgnęła 986 tys. zł, a przychody netto ze sprzedaży 4.552 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych przez Grupę Kapitałową Auxilia S.A. w ujęciu rdr. jest efektem przeprowadzanych zarówno w I, jak i w II kwartale 2018 r., transakcji zbycia wierzytelności, z których przychody ujmowane są jako przychody finansowe. Zarząd Spółki jest przekonany, że przyjęty kierunek jej rozwoju pozwoli na dalsze umacnianie pozycji rynkowej.

„Na wynik finansowy Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. w I półroczu 2018 r. znaczący wpływ miały przeprowadzone w tym okresie transakcje zbycia wierzytelności, które wygenerowały w tym okresie przychód finansowy na poziomie 1.596.934,04 zł. Przeprowadzane przez Spółkę transakcje sprzedaży wierzytelności w wypracowanym modelu quasi – sekurytyzacyjnym mają na celu skrócenie cyklu konwersji gotówki w sprawach, w których nie występuje element wypłaty bezspornej części odszkodowania na etapie polubownym.” – komentuje Kamila Barszczewska, Członek Zarządu Spółki Auxilia S.A.

W 2 kw. 2018 r. Auxilia S.A. utrzymała stabilną wartość sprzedaży w segmencie odszkodowań dla biznesu i zakontraktowała w ramach tej linii biznesowej roszczenia o wartości ponad 6.530 tys. zł. Łączny poziom portfela zakontraktowanych przez Spółkę roszczeń odszkodowawczych wyniósł w minionym kwartale ponad 13.432 tys. zł, co było wynikiem o 72% wyższym od analogicznego okresu ub. roku. Emitent zrealizował również kolejną transakcję zbycia wierzytelności o łącznej wstępnej szacowanej wartości ok. 978 tys. zł, kontynuując w ten sposób przyjęty model monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu. Auxilia S.A. podjęła także działania w zakresie obsługi prawnej zmierzające do skrócenia czasookresu trwania postępowań likwidacyjnych poprzez intensyfikację działań mających na celu polubowne zakończenie sporów z zakładami ubezpieczeń.

„W zakresie obsługi prawnej działania Grupy Kapitałowej koncentrują się z jednej strony na skróceniu okresu uzyskania odszkodowania m.in. poprzez intensyfikację działań związanych z polubownym zakańczaniem sporów z zakładami ubezpieczeń, a z drugiej strony na rozbudowie portfela sądowego spraw odszkodowawczych z segmentu odszkodowań dla biznesu.” – podsumowuje Barszczewska.

Deloitte: Internet Rzeczy połączy kibica ze światem sportu

Coraz lepsza jakość sprzętu RTV w gospodarstwach domowych i rosnące ceny biletów powodują coraz niższą frekwencję na wydarzeniach sportowych. Nie oznacza to jednak, że sport traci na wartości. Jak wskazują autorzy raportu „Internet of Things in Sports. Bringing IoT to Sports Analytics, Player Safety, and Fan Engagement” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, Internet Rzeczy (IoT) i poprawa łączności na stadionach zapewnią kibicom spersonalizowaną obsługę w czasie rzeczywistym, wzmacniając ich wrażenia. Stworzą także dodatkowe źródło przychodów dla organizatorów.

Mimo, że firmy z branży sportowej coraz więcej inwestują w innowacyjne rozwiązania – chcąc uniknąć ryzyka pozostania w tyle konkurencji – potrzebują jasnej i przemyślanej strategii na ich zastosowanie. Docelowo stadiony będą działać jako platformy zrzeszające kluby, zawodników i fanów w jednym miejscu. Obecnie starsze obiekty tracą na atrakcyjności pod względem infrastruktury i technologii. Jednocześnie wraz ze wzrostem cen biletów i coraz lepszą sytuacją gospodarstw domowych, które stać na dobry sprzęt RTV, zauważalny jest ciągły spadek frekwencji na meczach.

Kibice chcą odgrywać coraz większą rolę w życiu ulubionych graczy, zarówno na stadionie, jak i poza nim. Umożliwienie im tego za pomocą sieci IoT, pozwoli na zwiększenie frekwencji na stadionie, zbudowanie mocnej pozycji poszczególnych drużyn oraz zapewni stały strumień dochodu organizatorom. Stadiony jednak wciąż nie wykorzystują w pełni opcji wbudowanej łączności, co skutkuje brakiem zasięgu i Wi-Fi podczas meczu. To znacząco ogranicza doświadczenie kibica, a organizacje sportowe tracą możliwość wczesnego wykrywania usterek i ryzykują kosztowną awarią sprzętu – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor, Sports Business Group Deloitte.

Aplikacje mobilne staną się asystentem kibica

Choć boisko nadal pozostaje centrum zainteresowania większości kibiców, kilka ulepszeń, takich jak statystyki w czasie rzeczywistym, aplikacje mobilne i integracja mediów społecznościowych zmieniają sposób, w jaki cieszą się oni sportem. W najbliższej przyszłości organizacje będą coraz bardziej wykorzystywać IoT do usprawnienia rozwiązań logistycznych przed, podczas i po meczach. Będzie to obejmowało m.in. cyfrowe nawigatory pokazujące najkrótszą drogę do wejścia i wyjścia, znalezienie parkingu oraz przemieszczanie się po stadionie za pomocą aplikacji mobilnych, kamer i czujników. Aplikacje mobilne tworzone przez zarządców stadionów i drużyny sportowe będą udostępniać szczegółowe instrukcje dotarcia do poszczególnych punktów, czas oczekiwania w kolejce, a także statystyki i filmy z gry w czasie rzeczywistym. W celu zapewnienia bezpieczeństwa podczas wydarzenia, Internet Rzeczy będzie wspomagał w obserwowaniu zachowania tłumu za pomocą monitorujących kamer oraz narzędzi do rozpoznawania twarzy.

Kluczowe sieci Internetu Rzeczy, takie jak Wi-Fi, sprzęt sieciowy i wizualny (wyświetlacze) oraz systemy ERP (ang. Enterprise Resource Planning umożliwiają szczegółową analizę danych całej lokalizacji. Dopasowują także oferty do indywidualnych potrzeb każdego kibica w czasie rzeczywistym. – Poprzez programy lojalnościowe organizatorzy mogą nagradzać fanów za obecność i dokonywanie zakupów na terenie stadionu. IoT umożliwia śledzenie ich zwyczajów zakupowych oraz oferowanie kuponów i rabatów na ulubione przez kibica towary czy usługi – wyjaśnia Wojciech Górniak. – W dniu meczu organizatorzy mogą wyświetlać na powieszonych monitorach cyfrowych wybrane posty z mediów społecznościowych w celu zachęcania gości do większej interakcji, udzielenia opinii na temat udogodnień i doświadczeń z tego dnia oraz informować o kolejnych wydarzeniach – dodaje.

Nowe źródło przychodów

IoT pozwala firmom wykorzystywać inteligentne technologie i generować przychody w nowy i innowacyjny sposób. Stadiony są przekształcane w centra rozrywkowe i gastronomiczne, otwarte przez cały rok. Coraz większa liczba ekranów cyfrowych oferuje szereg nowych możliwości dla sprzedaży miejsca na reklamę i praw sponsorskich. Podmioty sportowe mogą także sprzedawać partnerom dane zebrane za pomocą czujników i sygnałów nawigacyjnych do przeprowadzenia badań. Inteligentne stadiony sprawią, że kupno biletów, żywności i towarów stanie się łatwiejsze i szybsze dzięki aplikacjom mobilnym. Niemniej ważne będą pakiety spersonalizowane oferujące wejście na boisko przed rozpoczęciem gry, zwiedzanie stadionu i inne wyjątkowe doświadczenia przed i po meczu.

Kurs dolara pod presją. Trump kolejny raz skrytykował Fed

Prezydent USA Trump kolejny raz skrytykował politykę Fed, przez co USD znalazł się pod wyraźną presją. Choć niezależność Fed nie została podkopana i faktyczny wpływ prezydenta na politykę monetarna jest znikomy, inwestorzy najwyraźniej nie chcą nie doceniać Trumpa. Skutkiem jest kolejny bałagan na rynku.

Trumpowi nie podoba się, że mianowany przez niego prezes Powell nie jest zwolennikiem taniego finansowania a forsuje politykę podwyżek stóp procentowych. Tych samych podwyżek, które stały się konieczne, aby uchronić gospodarkę przed przegrzaniem po tym, jak dostała paliwa w postaci reformy podatkowej, którą to wprowadził sam Trump. No ale prezydent USA nie słynie z tego, że przyznaje się do własnych błędów, więc wskazywanie innego kozła ofiarnego bardziej mu pasuje. Prezydent może być niezadowolony z polityki podwyżek, ale jego wpływ na Fed kończy się na nominowaniu kandydatów na prezesa i innych członków zarządu, ale do zmiany mandatu Fed konieczna jest zgoda Kongresu. W obecnym układzie jest to nierealne, a Fed (nie tylko oceny skład) nie raz podkreślał swoją niezależność od nacisków z Białego Domu.

Dlaczego zatem dolara w ogóle reaguje? Jakkolwiek można racjonalnie wyceniać szans wpływania na Fed, to jednak nieobliczalność Trumpa jest czynnikiem, którego nie można ignorować. Wszak ledwo co mieliśmy do czynienia z zaostrzeniem polityki wobec Turcji, która boleśnie odbija się na kondycji gospodarczej tego kraju. Ponadto rynek dolara zdaje się wykorzystać pretekst do korekty po tym, jak ostatnie dni nie przyniosły kontynuacji aprecjacji USD. EUR/USD ostatnie dołki zaliczył w zeszłą środę i od tamtego czasu kurs powoli wspinał się w górę. Sugeruje to, że kolejny raz część inwestorów zaangażowała się w sprzedaż za późno i za nisko i stała się podatna na cofnięcia, szczególnie w warunkach, kiedy nie wiadomo co i kiedy uderzy w rynek. Domykanie stratnych pozycji spotęgowało teraz odbicie do 1,15. Podobnie można opisać zmiany na crossach z GBP, AUD i NZD. Skłaniamy się do opinii, że fundamentalnie nic niedobrego dla dolara się nie stało i osłabienie powinno być wygaszane. Ale ryzykiem jest kolejna tura narzekań ze strony Trumpa, więc warto śledzić jego aktywność na portalach społecznościowych. Jedynie miejsce, gdzie sytuacja wydaje się bardziej klarowana, jest USD/JPY. Kurs był oporny zeszłotygodniowej sile dolara, jak również pozostał niewrażliwy na poprawę rynkowego sentymentu, kiedy obudziły się spekulacje o powrocie USA i Chin do negocjacji handlowych. Tutaj rynek chce sprzedawać, a ostatni szum informacyjny temu sprzyja.

Niewiele dzieje się na rynku złotego i EUR/PLN przykleił się do 4,30. Korekta dolara z założenia jest pozytywnym impulsem dla rynków wschodzących, ale ostatnie kłopoty Turcji osłabiły zapał inwestorów do angażowania się w ten segment. To będzie hamować popyt na złotego i utrudni zejście pod 4,30. Jeśli dodatkowo EUR/USD ponownie odpadnie pod 1,15, zarysuje się presja na wzrost USD/PLN z powrotem w stronę 3,76.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

O rynku złota napisano wiele, natomiast sporo z tego to mity!

W 2018 roku inwestorzy zostali zaskoczeni przez niemal wszystko. Od kłopotów na rynkach wschodzących przez siłę dolara amerykańskiego po wojny handlowe, który być może przybiorą na sile. Oprócz tego zastanawiają się i pytają, dlaczego w trakcie narastania problemów gospodarczych oraz ryzyka geopolitycznego złoto znalazło się pod presją sprzedających. Poniżej przedstawiamy pięć mitów na temat złota według agencji informacyjnej Bloomberg.

MIT 1: Podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych doprowadzają do zwyżki cen złota.

Według ostatnich doniesień na rynku podwyżki stóp procentowych doprowadzały do wzrostu cen złota. Teoria była prosta. Wzrost rentowności obligacji doprowadzał do wyprzedaży złota, ponieważ sam metal szlachetny nic nie płacił. Natomiast rosnąca rentowność obligacji skorygowana o inflację wcale nie rosła.

120 dniowa korelacja dla rentowności 10 -letnich obligacji (skorygowanych o inflację) wynosiła jedynie -0.2, zatem nie za dużo.

podwyzki stop i zloto

Głównym motorem napędowym ostatnich spadków cen złota był indeks dolara. 120-dniowa korelacja aktywów wynosi -0.6, czyli o wiele więcej niż w przypadku rentowności obligacji.

MIT 2: Notowania złota rosną, gdy akcje spadają.

Nie do końca. W ostatniej dekadzie korelacja metalu szlachetnego z indeksem Dow Jones oraz Nasdaq była mniejsza niż 0,03. Zarządzający mogą obniżyć ryzyko inwestycyjne poprzez ulokowanie kapitału w aktywa, które wykazują brak korelacji. Poniżej przedstawiono regresję S&P 500 względem złota, aczkolwiek nic nie mówi o ujemnej korelacji S&P 500 z Nasdaq.

S&P 500 i regresja liniowa

Źródło: Bloomberg

Mit 3: Rynek fizyczny się nie liczy

Kolejny mit jest bardzo ważny, ponieważ mówił, że nabywcy fizycznego metalu nie wpływają pozytywnie na jego cenę. W ostateczności złoto jest zdominowane przez przepływ globalnego kapitału. Co prawda fizyczni nabywcy nie są kluczem do napędzania głównych rajdów na złocie, aczkolwiek spadek fizycznego popytu wspierał wyprzedaż na rynku złota.

Mit 4: Popyt oraz podaż ze strony funduszy ETF nie wpływają na notowania złota

Niektórzy uważają, że fundusze ETF nie wpływają na rynek złota. Jednakże w samym 2017 roku fundusze ETF skupiły ok. 2/3 nowo wydobytego złota.

tail wings

Powyżej przedstawiono dwie zmienne. Pierwsza (czarna) oznacza wzrost bądź spadek przetrzymywanego przez fundusze typu ETF złota. Natomiast druga – zmianę ceny złota na rynku spot. Jak widać wzrost popytu ze strony funduszy ETF charakteryzował wzrost ceny złota i odwrotnie.

MIT 5: Banki centralne sprzedają złoto, aby uniknąć zapaści finansowej

Wreszcie, czy wyprzedaż złota może ratować kraje, w których występuje presja na płynność finansowa? Przez lata zawirowania finansowe na rynkach wschodzących sprzyjały spekulacjom na temat nagłej wzrostu wyprzedaży złota przez władze monetarne. Aczkolwiek bardzo rzadko do tego dochodziło.

Analiza techniczna – złoto

Przez ostatnie sześć tygodni złoto spadało i to bez korekty. Żaden poziom wsparcia nie wytrzymał, sprzedający zdominowali rynek w 100 procentach. Aktualnie notowania znalazły się na kolejnym wsparciu 1 180 USD. W poprzednim tygodniu kupującym udało się je obronić, przez co powstał duży Pin Bar zapowiadający możliwość mocniejszej korekty.

Notowania złota, interwał tygodniowy

Notowania złota, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Wsparciem dla tego scenariusza jest oscylator stochastyczny, na którym została wyrysowana pozytywna dywergencja. Gdyby doszło do korekty, to mogłaby zawędrować w okolicę linii trendu spadkowego lub strefy oporu w okolicy 1 240 USD.

Dział Analiz Admiral Markets

Europejskie laboratorium sztucznej inteligencji zwiększy konkurencyjność Europy w tym zakresie. Do programu może jeszcze przyłączyć się Polska

Europejskie laboratorium sztucznej inteligencji zwiększy konkurencyjność Europy w tym zakresie. Do programu może jeszcze przyłączyć się Polska 8

W Europie przyspieszą prace nad sztuczną inteligencją. Powstanie Europejskiego Laboratorium Uczących się i Inteligentnych Systemów pozwoli zwiększyć inwestycje oraz połączyć siły między ośrodkami akademickimi. ELLIS miałby główne ośrodki w kilku krajach, każdy zatrudniałby setki najlepszych specjalistów. Dzięki temu Europa ma szansę utrzymać się w czołówce badań nad sztuczną inteligencją. Co roku na aktywizację działań w obszarze sztucznej inteligencji Europa chce przeznaczyć 20 mld euro. W tej chwili liderami w zakresie badań nad SI są Stany Zjednoczone i Chiny.

– ELLIS, czyli Europejskie Laboratorium Uczących się i Inteligentnych Systemów, to projekt oddolny, który powstał z ramienia naukowców. Sama idea jest dosyć podobna do CERN ze Szwajcarii. Polega to na tym, aby największe ośrodki akademickie połączyły siły i wspierały badania w UE. Jesteśmy w tym momencie na etapie dyskusji, czy taki ośrodek powinien w ogóle mieć miejsce. Polska ma jeszcze czas wziąć w tym udział – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Piotr Mieczkowski, dyrektor wykonawczy w Fundacji Digital Poland.

Europa, na tle światowych liderów jak USA i Chiny, ma słabą pozycję w zakresie sztucznej inteligencji. Nie tylko pod względem poziomu inwestycji. Brakuje wiodących instytucji naukowych, a najlepsi specjaliści są rekrutowani przez amerykańskie firmy, gdzie otrzymują znacznie lepsze warunki. Dlatego naukowcy z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Izraela, Holandii oraz Szwajcarii wezwali do stworzenia międzynarodowej jednostki naukowej wspierającej inwestycje w obszarze SI. Prace mogłyby ruszyć jeszcze w tym roku.

Stworzenie ośrodka, który koordynowałby prace nad SI w Europie, jest kluczowe.

– Prace nad sztuczną inteligencją są bardzo rozproszone. Sztuczna inteligencja to nie pojedynczy obszar, który można rozwijać. To autonomiczne pojazdy, systemy uczące się, uczenie maszynowe. Wiele ośrodków specjalizuje się w różnych obszarach, ale nie ma skoordynowanych działań badawczych. ELLIS mógłby koordynować takie prace, być elementem współpracy i wymiany akademickiej ze światem – przekonuje Piotr Mieczkowski.

Europa dostrzega, że bez większych środków na rozwój SI, stoi na straconej pozycji nie tylko względem Stanów Zjednoczonych, lecz także Chin. Stworzenie laboratoriów w poszczególnych państwach zaangażowanych w inicjatywę, uruchamianie programów naukowych ze wsparciem stypendialnym, czy tworzenie start-upów na bazie wypracowanych rozwiązań mogłoby wzmocnić pozycję Europy. Po przyłączeniu się do inicjatywy zyskałaby także Polska.

– W tej chwili Europa nie przeznacza tyle środków, ile Stany Zjednoczone czy Chiny na rozwój sztucznej inteligencji, jest to bardzo uzależnione od środków na badania i rozwój, ale też na rozwój start-upów. Unia Europejska zaproponowała w nowym budżecie ponad 9 mld euro na rozwój cyfrowych technologii, przy czym nie jest jeszcze powiedziane dokładnie, na co te środki będą wydane w szczegółach, możliwe że na ELLIS – zaznacza ekspert.

Raport Digital Poland „Przegląd strategii rozwoju sztucznej inteligencji na świecie” podaje, że Chiny na rozwój sztucznej inteligencji w 2017 roku wydały 28 mld dol. W USA tylko na jawne badania nad SI rząd wydał w 2016 roku 1,2 mld dol., a dodatkowe 30 mld dol. stanowiły inwestycje sektora prywatnego.

Komisja Europejska planuje uruchomić program „Cyfrowa Europa” (w perspektywie 2021–2027), na który przeznaczone zostanie 9,2 mld euro, z czego 2,5 mld na projekty związane z rozpowszechnianiem sztucznej inteligencji. Z kolei do końca 2020 roku łączna kwota obejmująca inwestycje w SI sektora prywatnego i publicznego powinna osiągnąć 20 mld euro.

– Faktycznie środków będzie więcej, ale to ciągle jest nie tak dużo, ile wydają konkurencyjne państwa, zwłaszcza Chiny, które są de facto liderem rozwoju sztucznej inteligencji na świecie. UE to wiele krajów, które mają swoje partykularne interesy i kluczem będzie najpierw wypracowanie kierunku – ocenia Piotr Mieczkowski.

Według analityków MarketsandMarkets rynek sztucznej inteligencji do 2025 roku osiągnie wartość 190 mld dol. Tempo średniorocznego wzrostu przekroczy w tym czasie 36 proc.

Miasta będą zasilane zieloną energią z przezroczystych paneli słonecznych montowanych w oknach domów i wieżowców

Miasta będą zasilane zieloną energią z przezroczystych paneli słonecznych montowanych w oknach domów i wieżowców 9

Naukowcy od kilku lat pracują nad stworzeniem przezroczystych paneli fotowoltaicznych, które pozwolą jednocześnie przepuszczać światło widzialne oraz pobierać energię z promieni słonecznych. Jednym z prekursorów tej technologii jest polska firma. Opracowane przez nią panele z wykorzystaniem kropek kwantowych są całkowicie przezierne, szczelne termicznie i mogą filtrować szkodliwe promieniowanie UV, jednocześnie dostarczając prąd. Zamontowane na oknach domów i wieżowców, mogłyby zasilić energią całe miasta.

– Rewolucję stanowi powłoka z kropek kwantowych, którą stworzyliśmy na szybach. Zamierzamy ją wdrożyć na masową skalę w ciągu dwóch lat. To jest produkt, dzięki któremu nie ma powodu do stosowania normalnych, tradycyjnych szyb budowlanych – powiedział w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Dawid Cycoń, prezes zarządu ML System podczas wydarzenia inaugurującego kampanię „Podkarpackie. Wyższy Poziom Innowacji”.

Kropki kwantowe to miniaturowe (wielkości rzędu kilku nanometrów), niewidzialne gołym okiem kryształki, które emitują światło o innej długości fali, niż absorbują. Szacuje się, że dzięki wykorzystaniu organicznych kropek kwantowych w przyszłości uda się stworzyć panele fotowoltaiczne o efektywności rzędu 5 proc., wystarczającej, aby rozpocząć masową produkcje transparentnych paneli na użytek komercyjny.

– Jeżeli dostajemy cechę i funkcję w postaci zatrzymania ciepła wpadającego do budynku i to ciepło zamieniamy na prąd, a nie odbijamy tak jak tradycyjne szyby budowlane, to dostajemy produkt, dla którego produkty alternatywne nie mają sensu zastosowania – twierdzi Dawid Cycoń.

Największym problemem, z jakim muszą zmagać się projektanci przezroczystych paneli fotowoltaicznych, jest opracowanie takiego materiału, który przepuszczałby jak najwięcej światła słonecznego, jednocześnie wykazując dużą sprawność energetyczną. Naukowcy z Michigan State University już w 2014 roku opracowali przezroczyste tworzywo pokryte cienką warstwą cząsteczek organicznych. Dzięki nim tafla szkła była zdolna do absorpcji promieniowania podczerwonego oraz ultrafioletowego przy jednoczesnym przepuszczaniu światła widzialnego. Efektywność energetyczna takiego rozwiązania jest zbyt niska, aby opłacało się wdrożyć je do masowej produkcji.

Z kolei naukowcy z National Renewable Energy Laboratory opracowali materiał fotowoltaiczny, który zachowuje się tak jak szkła fotochromatyczne w okularach, zmieniając swoją przezroczystość w zależności od natężenia światła. Kiedy jest go zbyt mało i budynek potrzebuje doświetlenia, materiał przepuszcza 68 proc. promieni słonecznych, pobierając niewiele energii. Za to w gorący dzień panel przyciemnia się, absorbując znacznie więcej energii. Dzięki takiemu rozwiązaniu prototypowe modele termochromatycznych paneli wykazały efektywność energetyczną na poziomie 11,3 proc.

Na rynkowy debiut przezroczystych paneli słonecznych trzeba jednak jeszcze zaczekać.

– Dzisiaj mówimy o technologiach laboratoryjnych, nie o masowej produkcji. Otrzymaliśmy kapitał na wdrożenie technologii, ale zrobienie tego na masową skalę będzie trwało dwa lata. Technologię tworzyliśmy 5–6 lat, wydając kilkanaście milionów złotych, więc trzeba mieć świadomość, że technologia musi mieć swój czas utworzenia, wytworzenia, a później cyklu życia produktu – tłumaczy ekspert.

Mimo stosunkowo niskiej efektywności energetycznej transparentne panele fotowoltaiczne mogą się okazać dobrą alternatywą dla energii pozyskiwanej za pośrednictwem paliw kopalnych. W przeciwieństwie do klasycznych paneli można stosować je na znacznie szerszą skalę. Sprawdzą się zarówno w szybach okien mieszkalnych, jak i w wielkich, szklanych biurowcach.

Według wyliczeń przeprowadzonych przez naukowców z Michigan State University w samych tylko Stanach Zjednoczonych jest od 5 do 7 mld metrów kwadratowych szklanych powierzchni. Gdyby wszystkie pokryto fotowoltaiczną powłoką z nanocząsteczek, wygenerowałyby blisko 40 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną w USA. W połączeniu z klasycznymi panelami montowanymi na dachach domów mogłyby niemal całkowicie uniezależnić kraj od energii pochodzącej z paliw kopalnych.

– Wszystkie paliwa kopalne kiedyś zostaną odłożone na półkę. Oczywiście w miarę zużywania tych paliw ich cena będzie rosła. Mamy technologie, które w miarę popularyzacji tanieją, w związku z tym ta krzywa w którymś momencie się przecina i w pewnym momencie brak opłacalności paliw kopalnych spowoduje, że zostaną wyeliminowane – podsumowuje Dawid Cycoń.

Analitycy Research and Markets wyliczyli, że wartość rynku paneli fotowoltaicznych do 2023 roku przekroczy wartość 390 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Samodzielnie wydawanie książek daje duże szanse debiutantom. Publikacja własnym sumptem szybko przynosi wymierne korzyści

Samodzielnie wydawanie książek daje duże szanse debiutantom. Publikacja własnym sumptem szybko przynosi wymierne korzyści 10

Książki wydane w modelu self-publishingu i dostępne wyłącznie w sklepie internetowym bloga mogą być świetnym sposobem na zarabianie. Ich autorzy w ramach swoich kompetencji zajmują się większością działań – opracowują treści, zdjęcia, grafiki, skład tekstu, materiały na stronę oraz promocję. Sami też finansują druk i organizują dystrybucję. Jedynymi usługami zewnętrznymi, z jakich najczęściej korzystają, są korekta tekstu oraz programowanie strony sprzedażowej. Dzięki temu, że książki wydają i sprzedają, ich zysk stanowi ok. 50 proc. przychodów ze sprzedaży. Gdyby zdecydowali się na model współpracy z wydawnictwem, byłoby to ok. 5–10 proc.

Self-publishing to model wydawania – w naszym przypadku książki – samemu, nie z wydawnictwem. Sami zajmujemy się całym procesem – od napisania książki, przez skład, zrobienie okładki, do załatwienia druku i dystrybucji książek. Główną korzyścią jest to, że na tej książce zarabiamy o wiele więcej, czyli jeżeli sprzedajemy w księgarniach książkę za 50 zł, mamy z tego około 5–10 proc. W naszym przypadku zarabiamy na książce prawie połowę tej kwoty. To wiąże się z tym, że książka może mieć np. o wiele lepszą jakość druku, jakość wydania, kontrolujemy cały proces tworzenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Mateusz Żłobiński, autor książki „Dieta odżywcza”, współautor bloga salaterka.pl.

Zaletą, ale też i wadą self-publishingu, jest to, że autor sam za wszystko odpowiada. Zaletą, bo to autor ma wpływ na ostateczny wygląd swojej książki, nie będąc zmuszonym iść na ustępstwa dotyczące treści czy czekać miesiącami, aby po podpisaniu umowy książka znalazła się w księgarniach. Ostatecznie też autor uzyskuje znacznie większy procent ze sprzedaży. Wadą, bo to autor sam szuka specjalistów, którzy zajmą się redakcją, korektą, opracowaniem graficznym, składem, dystrybucją, promocją i sprzedażą.

Wydając w wydawnictwie, napiszemy książkę i wszystkim innym zajmuje się wydawnictwo. Wydając sami, mamy wszystko na swojej głowie. To jest i plus, i minus. Jeżeli ktoś chce z tego żyć, to według mnie jest to jedyny w tej chwili sposób, który daje możliwość początkującym twórcom zarabiania na tym. Pod warunkiem jednak, że taka debiutująca na rynku osoba zbuduje sobie wcześniej bazę odbiorców – mówi Mateusz Żłobiński.

Eksperci radzą więc, aby najpierw stworzyć dobrego merytorycznie bloga, regularnie dostarczać coraz więcej treści i budować społeczność w portalach społecznościowych. Dzięki temu produkt wydany w modelu self-publishingu może przynieść wymierne korzyści.

Żeby książka miała możliwość stania się popularną, najlepiej zbudować społeczność, która może być zainteresowana taką książką i po prostu promować ją wśród tej społeczności. Na takim modelu wszyscy zyskują. My mamy dla nich wartościową książkę, oni mają produkt, któremu ufają i który ich cieszy. Nie jest konieczne zaistnienie w księgarniach, tym bardziej że księgarnie biorą bardzo dużą prowizję za to. My tę prowizję możemy przeznaczyć na promocję książki we własnym zakresie – mówi Mateusz Żłobiński.

Swoją pierwszą książkę pt. „Dieta odżywcza” Mateusz Żłobiński, współautor bloga salaterka.pl, wydał jesienią 2016 roku. Dzięki temu, że blog ma grupę lojalnych odbiorców, wydanie publikacji było możliwe bez większych inwestycji ze strony autora – koszty druku pokryła bowiem przedsprzedaż. To bardzo cenna wskazówka dla każdego, kto tworzy wartościowe treści, ma stałych czytelników i myśli o stworzeniu produktów.

Przy pierwszej publikacji martwiłem się trochę, czy nie zostanę z książkami w domu. Zamówiłem więc tylko tysiąc egzemplarzy i o tyle było to ciekawe, że zanim zleciłem druk zrobiłem przedsprzedaż książki. Ona zwróciła koszt druku, więc zanim drukowałem książkę, miałem już wszystko opłacone. Nie musiałem mieć właściwie żadnego wkładu własnego – mówi Mateusz Żłobiński.

Salaterka.pl to projekt z misją budowania świadomości na temat odżywczej diety roślinnej. Blog zapoczątkowany przez Mateusza Żłobińskiego z czasem stał się projektem rodzeństwa. Mateusz sam bowiem opracowuje treści merytoryczne, badania, analizy, wyliczenia, zaś jego siostra – Agnieszka Żłobińska – zajmuje się częścią praktyczną, opracowaniem prostych i smacznych przepisów. Zdobyte w korporacjach i agencjach kompetencje z zakresu marketingu, biznesu i projektowania graficznego wykorzystują do promowania zdrowego odżywiania. Salaterka.pl to również wydawnictwo, które ma na swoim koncie dwie książki: „Dieta odżywcza” autorstwa Mateusza Żłobińskiego oraz „Jadłospisy odżywcze” autorstwa obojga rodzeństwa. W opracowaniu są również kolejne publikacje: „Atlas odżywczy”, kurs online oraz książka z prostymi przepisami dla zabieganych. Dotychczasowe przychody uzyskane przez nich ze sprzedaży książek  to w sumie ok. 190 tys. zł w okresie dwudziestu miesięcy.

Freelancerzy i menadżerowie wyższego szczebla szczególnie narażeni na pracoholizm. To grozi wypaleniem zawodowym i problemami zdrowotnymi

Freelancerzy i menadżerowie wyższego szczebla szczególnie narażeni na pracoholizm. To grozi wypaleniem zawodowym i problemami zdrowotnymi 11

Pracoholizm to coraz poważniejszy problem społeczny. Może prowadzić do szybkiego wypalenia zawodowego oraz kłopotów ze zdrowiem, m.in. zawału serca i udaru mózgu. Podatność wynika z indywidualnych cech osobowości, np. skłonności do perfekcjonizmu, i przynależności do określonych grup zawodowych. Na uzależnienie od pracy narażeni są przede wszystkim freelancerzy oraz menadżerowie wyższego szczebla, mający elastyczny czas pracy i zmuszani do stałego wykazywania osiągnięć. Pracoholizm jest groźny nie tylko dla pracownika, lecz także dla pracodawcy.

Pracoholizm to rodzaj zaburzenia psychicznego definiowanego jako obsesyjny, wewnętrzny przymus wykonywania pracy zawodowej lub czynności z nią związanych. Uzależnienie od pracy to także poczucie dyskomfortu w momencie, gdy zajmowanie się tego rodzaju aktywnością nie jest możliwe, np. podczas urlopu. Powszechnie przyjmuje się, że pracoholik to człowiek uwielbiający swoją pracę. Jest to jednak mit, w miarę pogłębienia się zaburzenia początkowa euforia zamienia się bowiem w obsesyjny, dręczący psychicznie przymus. Entuzjasta pracy jest w stanie jasno wytyczyć granice między życiem zawodowym a prywatnym i z obu czerpać satysfakcję, tymczasem pracoholik podporządkowuje życie osobiste pracy i nie potrafi odpoczywać.

– Jest kilka symptomów, które mogą wskazywać, że dana osoba zbyt mocno angażuje się w obowiązki zawodowe. Są to m.in. problemy w relacjach z najbliższymi, problemy zdrowotne spowodowane pracą, nadmierny stres, problemy z wysypianiem się, uczucie ciągłego zmęczenia i zaniedbywanie wszystkich innych aspektów życia – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Kołodziejczyk, dyrektor rozwoju projektów międzynarodowych w Grupie Progres.

Zdaniem ekspertów pracoholizm wynika przede wszystkim z indywidualnych cech osobowości – szczególnie podatne są osoby przejawiające skłonności do perfekcjonizmu, odznaczające się zaburzonym poczuciem własnej wartości oraz odczuwające emocjonalne niespełnienie w niektórych dziedzinach życia. Istnieją jednak również grupy zawodowe predysponowane do pracoholizmu – należą do nich menadżerowie zajmujący wysokie stanowiska, a także tzw. wolni strzelcy. Ten drugi rodzaj zatrudnienia często wymaga elastycznych godzin pracy, wypełniania obowiązków zawodowych w dni wolne lub późnymi wieczorami, co często prowadzi do zaburzenia równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

– Mówimy także o kadrze menadżerskiej, osobach, które są przyzwyczajone do tego, żeby pracować na celach, które muszą się mocno wykazywać albo których praca pełni ważne funkcje społeczne, albo przynajmniej tak im się wydaje. To przede wszystkim właściciele firm, przedsiębiorcy – mówi Marcin Kołodziejczyk.

Rynek pracy przeszedł w ostatnich latach ogromne zmiany, nasiliła się konkurencja, pojawiły się nowe formy zatrudnienia i stylu pracy, co sprawiło, że pracoholizm zaczął dotykać coraz większą liczbę osób. Paradoksalnie zaburzenie to stanowi istotny problem nie tylko dla osoby nim dotkniętej, lecz także dla jego zwierzchników. Pracoholik tylko z pozoru stanowi bowiem wzór idealnego pracownika, chętnie angażującego się w nowe projekty, z entuzjazmem podejmującego się kolejnych obowiązków oraz bez narzekania poświęcającego dużo czasu na aktywność zawodową.

– Takie osoby dość szybko ulegają wypaleniu zawodowemu i to przekłada się bardzo często na innych członków zespołu, na atmosferę w firmie, a także koniec końców na efektywne zamykanie projektów – mówi Marcin Kołodziejczyk.

Pracoholizm może prowadzić nie tylko do szybkiego wypalenia zawodowego, lecz także problemów zdrowotnych, m.in. agresji, otyłości, udaru mózgu oraz zawału serca. Z problemem tym można walczyć, niezbędna jest jednak świadomość, że faktycznie jest się uzależnionym – ten sam mechanizm działa w przypadku innych nałogów. Istnieje wiele sposób radzenia sobie z pracoholizmem, a ich wybór zależny jest od stopnia uzależnienia. Pierwszym krokiem powinien być dzień offline, w którym wyłącza się telefon i laptop, wyjeżdża na łono natury lub oddaje wyłącznie jakiemuś hobby.

Robimy cokolwiek, byleby nie zajmować się pracą, natomiast w przypadkach bardziej skrajnych stosujemy rozwiązania takie jak w każdym innym uzależnieniu, czyli w grę wchodzi terapia – mówi Marcin Kołodziejczyk.

Celem psychoterapii jest opanowanie umiejętności rozładowywania negatywnych emocji w zdrowy sposób i delegowania poszczególnych obowiązków zawodowych innym osobom w firmie, a także rozdzielenia życia osobistego od zawodowego. Jest to długotrwały proces, wymagający całkowitego zaangażowania pacjenta, dający jednak bardzo dobre efekty.

Wzrost cen materiałów budowlanych i brak pracowników przekładają się na rosnącą popularność budownictwa modułowego. Ta metoda jest znacznie szybsza w porównaniu z tradycyjną

Wzrost cen materiałów budowlanych i brak pracowników przekładają się na rosnącą popularność budownictwa modułowego. Ta metoda jest znacznie szybsza w porównaniu z tradycyjną 12

Z modułów powstaje szereg obiektów, przy czym prym na świecie wiodą hotele, szkoły czy budynki o funkcji akademików. Jednym z ciekawych trendów opartych na tej technologii jest dogęszczanie tkanki miejskiej poprzez lokalizowanie modułów mieszkalnych na dachach centrów handlowych czy wielokondygnacyjnych parkingów. – Mówimy o budownictwie, które niczym nie odstaje od technologii tradycyjnej, a wręcz ją przewyższa w zakresie jakościowym – mówi Ewelina Woźniak-Szpakiewicz, prezes spółki DMDmodular.

Budownictwo modułowe przeżywa w tym momencie dynamiczny rozwój. Zainteresowanie tą technologią wzrasta i jest to trend obecny na całym świecie. Bardzo ciekawymi rynkami są USA, kraje azjatyckie, ale również unijne. W Stanach Zjednoczonych mówi się o 60-proc. wzroście przychodów firm z tego segmentu, porównując 2015 i 2016 rok – mówi agencji Newseria Biznes Ewelina Woźniak-Szpakiewicz, prezes DMDmodular. – W Polsce mamy coraz więcej zapytań ofertowych. Ich liczba lawinowo wzrasta. O ile dotychczas dominowały zapytania z rynków zagranicznych, głównie z USA i krajów zachodnich UE, tak w tym momencie mamy również bardzo wiele zapytań pochodzących z Polski.

W tej technologii obiekt-moduł powstaje w zakładzie produkcyjnym, a dopiero później jest dostarczany na plac budowy i przyłączany do infrastruktury podziemnej. Poszczególne moduły można ze sobą łączyć w większe obiekty.

Najprościej tłumacząc, jest to budowanie oparte na gotowych komponentach, jak klocki Lego. Przygotowane wcześniej w zakładzie produkcyjnym moduły przestrzenne jadą na plac budowy i tam są składane. Oczywiście proces jest bardziej skomplikowany, ale można go sobie wyobrazić właśnie w ten sposób – mówi Ewelina Woźniak-Szpakiewicz.

Prefabrykowane moduły przestały być już tylko symbolem architektury tymczasowej i nie mają nic wspólnego z blaszanymi kontenerami technicznymi czy wystawowymi. Obecnie w tej technologii buduje się także mieszkania, hotele, a nawet przedszkola i szkoły.

Obecnie mówimy o budownictwie, które niczym nie odstaje od technologii tradycyjnej, a w niektórych elementach wręcz ją przewyższa. Mamy do czynienia z zainteresowaniem obiektami jakościowymi, eleganckimi, w których wartości estetyczne odgrywają bardzo istotną rolę. Technologia modułowa bardzo dobrze sprawdza się w tych obiektach, w których mamy do czynienia z pewną powtarzalnością układu funkcjonalnego. W tej chwili prym na świecie wiedzie branża hotelowa, w tym condohotele, hostele, aparthotele, ale technologie modułowe świetnie sprawdzają się też w obiektach edukacyjnych, takich jak szkoły i  przedszkola – wymienia Ewelina Woźniak-Szpakiewicz.

Budownictwo modułowe ma wiele zalet, a do najważniejszych należy skrócenie czasu inwestycji. Ta metoda jest nie tylko znacznie szybsza, lecz dzięki skróceniu czasu prac na placu budowy również tańsza. Zaletą jest także ograniczenie uciążliwości prac budowlanych oraz uwarunkowań środowiskowych. Prowadzenie prac produkcyjnych w zakładzie, a nie na otwartym terenie, powoduje ograniczenie emisji dwutlenku węgla i pyłów, co bezpośrednio wpływa na jakość powietrza.

Bardzo istotną zaletą budownictwa modułowego jest kontrola jakości, której w technologii tradycyjnej nie można osiągnąć na takim poziomie. Jest to związane z tym, że produkcja odbywa się w zakładzie zgodnie z procedurami kontroli jakości, które obecne są np. w branży automotive. Każdy etap realizacji produkcji jest analizowany zgodnie z dokumentacją jakościową przygotowaną dla konkretnego projektu. To niewątpliwie ogranicza ryzyko błędu i problemy, które mogłyby się pojawić na terenie tradycyjnej budowy. Generalnie podnosi to jakość wykonania obiektu – mówi Ewelina Woźniak-Szpakiewicz.

W tej chwili do wzrostu popularności budownictwa modułowego przyczynia się sytuacja rynkowa. Szybki wzrost cen materiałów budowlanych i brak pracowników przekładają się na większe koszty po stronie deweloperów, dlatego na rynku pojawiają się kolejne usprawnienia technologii modułowej, innowacyjne rozwiązania, które umożliwiają na przykład budowanie obiektów wysokościowych.

– Ciekawym trendem jest dogęszczanie tkanki miasta, które polega na lokalizowaniu modułów na dachach istniejących obiektów, np. centrach handlowych, które dysponują dużymi przestrzeniami powierzchni dachu. Takie obiekty są przeznaczone na funkcje hostelowe, obiekty o funkcji akademickiej czy mieszkania pod wynajem. W Nowej Zelandii czy w USA obiekty modułowe lokalizowane są na terenach parków narodowych – właśnie dlatego, że taki obiekt można zainstalować w sposób nieuciążliwy, nie zaburzając naturalnego ekosystemu miejsca – mówi Ewelina Woźniak-Szpakiewicz.

Protekcjonizm hamuje rozwój m.in. firm transportowych i producentów żywności. To zagrożenie dla globalnej gospodarki

Protekcjonizm hamuje rozwój m.in. firm transportowych i producentów żywności. To zagrożenie dla globalnej gospodarki 13

W ocenie OECD i Europejskiego Banku Centralnego narastający protekcjonizm to obecnie największe zagrożenie dla światowej gospodarki. Z tegorocznego raportu Euler Hermes wynika, że tylko w 2017 roku na całym świecie wdrożono 467 nowych środków protekcjonistycznych. Z problemem mierzą się już m.in. polskie firmy transportowe i producenci żywności. Rosnąca skala protekcjonizmu w światowym handlu i gospodarce oraz przyczyny tego zjawiska będą jednym z zagadnień szeroko omawianych podczas tegorocznego 28. Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju. Największa konferencja w Europie Środkowo-Wschodniej odbędzie się w dniach 4–6 września.

– Każdy, kto obserwuje, co dzieje się w gospodarce światowej, ma świadomość, że po bardzo szybkim postępie, po otwarciu granic – tak jak w strefie Schengen w Europie – jest wielu takich, którzy nie radzą sobie w tych warunkach. Zazwyczaj w takich sytuacjach robi się mniejszy lub większy krok do tyłu. Jednym słowem, ten krok do tyłu, czyli protekcjonizm – czy to w wydaniu europejskim, amerykańskim, chińskim czy rosyjskim – to jest reakcja na przyspieszone procesy globalizacji i konsolidacji ostatnich lat. W niedalekiej przyszłości pewnie zrobimy jeszcze krok do tyłu, ale potem zrobimy większy krok naprzód – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zygmunt Berdychowski, przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdrój.

Narastający protekcjonizm w handlu to w tej chwili największe zagrożenie dla światowej gospodarki – wskazuje OECD w marcowym raporcie. Organizacja podwyższyła co prawda prognozy wzrostu światowego PKB na lata 2018–2019 do 3,9 proc., jednak z drugiej strony wskazała, że protekcjonizm może niedługo negatywnie wpłynąć na zaufanie, inwestycje i miejsca pracy. Tego samego zdania jest Europejski Bank Centralny, który groźbę protekcjonizmu uznał za jedno z największych zagrożeń dla unijnej i światowej gospodarki. W kwietniu br. dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde ostrzegała przed narastającym protekcjonizmem i wezwała rządy państw, żeby się go wystrzegały.

Z raportu Euler Hermes wynika, że w 2017 roku na całym świecie wdrożono 467 nowych środków protekcjonistycznych. Za 20 proc. odpowiadają Stany Zjednoczone, które w ciągu ostatnich czterech lat wprowadziły w sumie najwięcej tego typu inicjatyw (164). W pierwszej dziesiątce krajów protekcjonistycznych plasują się też Niemcy i Szwajcaria (odpowiednio na 4. i 6. miejscu). Obydwa kraje stosują politykę finansowania handlu w celu ochrony rozwiniętych gałęzi przemysłu, takich jak produkcja maszyn i urządzeń.

– Niedawno byliśmy świadkami głośnego sporu, w którym polska firma Fakro oskarżyła największego w Europie i na świecie producenta okien dachowych o praktyki monopolistyczne. Ta skarga skierowana do KE została oddalona, nie została nawet rozpatrzona. Kolejny przykład to sytuacja polskich przewoźników i spedytorów, którzy po wejściu na rynki Europy Zachodniej zdobyli tam na tyle dobrą pozycję, że nasi zachodni partnerzy postanowili wprowadzić – pod hasłem wyrównywania szans – rozwiązania mocno ograniczające rozwój tej części naszej gospodarki. Jednym słowem – zarówno poza Unią, jak wewnątrz Unii – pełno jest dzisiaj protekcjonizmu, zabiegania o własne interesy, walki i determinacji, żeby bronić swojego interesu – mówi Zygmunt Berdychowski.

O narastającym protekcjonizmie od miesięcy mówi się już w kontekście polskich firm transportowych, które napotykają bariery w Niemczech czy we Francji. W kwietniu o rosnącym zagrożeniu, jakie stanowi protekcjonizm dla polskiego eksportu żywności, alarmowała również Polska Federacja Producentów Żywności. W ocenie organizacji największe bariery stanowią m.in. zaostrzone kontrole sanitarne, negatywne kampanie medialne, czyli czarny PR, obowiązek posiadania dodatkowych certyfikatów czy skrócone terminy ważności zezwoleń. Z dyskryminacją spotyka się nawet 30 proc. polskich produktów eksportowanych do Czech, Niemiec, Słowacji, Węgier, Hiszpanii, Holandii czy Wielkiej Brytanii.

– Nie tylko my mamy problem – każdy z partnerów w UE chce bronić swojego interesu i rozwoju swojej gospodarki. To jest naturalna część składowa tego krajobrazu, który dzisiaj widzimy. Nie należy dziwić się temu, że Francuzi zabiegają o interesy swoich kierowców i organizatorów turystyki, a Polacy zabiegają o interes polskich firm transportowych, które chcą poprawić swoją pozycję na rynku europejskim – mówi Zygmunt Berdychowski.

Rosnąca skala protekcjonizmu w światowym handlu i gospodarce oraz przyczyny tego zjawiska będą jednym z zagadnień szeroko omawianych podczas tegorocznego 28. Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju, które w tym roku odbędzie się w dniach 4–6 września pod hasłem „Europa wspólnych wartości czy Europa wspólnych interesów?”.

Forum Ekonomiczne w Krynicy to największa i najbardziej prestiżowa konferencja w Europie Środkowo-Wschodniej, która przyciąga co roku ponad 4 tys. gości z Europy, Azji i USA – ministrów, szefów rządów, parlamentarzystów z krajów regionu CEE, prezesów największych spółek, wybitnych ekspertów i ekonomistów, przedstawicieli biznesu, świata nauki i mediów.

 Organizujemy to spotkanie w taki sposób, żeby mogli w nim wziąć udział ludzie, którzy rzeczywiście mają realny wpływ na podejmowanie decyzji dotyczących życia gospodarczego i politycznego – podkreśla Zygmunt Berdychowski.

Na tegorocznym forum zaplanowanych jest w sumie sześć sesji plenarnych oraz ponad sto osiemdziesiąt paneli dyskusyjnych, wykładów, warsztatów i debat. Tradycyjnie w ramach trzydniowych obrad zaplanowane są również imprezy tematyczne (m.in. Forum Ochrony Zdrowia, Forum Polonijne, Forum Młodych Liderów, Forum Regionów).

 Zmiany, które będą widoczne w tym roku, to przede wszystkim otwarte strefy, gdzie będzie można spotkać i porozmawiać z najważniejszymi gośćmi Forum Ekonomicznego. W tym roku organizujemy je po raz pierwszy. Już w tej chwili mamy także pięć raportów przygotowanych przez naszych partnerów specjalnie na Forum Ekonomiczne. Przygotowujemy ciekawe wydarzenia merytoryczne, które mają pokazać rolę tego regionu Europy, rolę Polski w regionie oraz rolę biznesu jako pociągu do rozwoju regionalnego tej części kontynentu – podkreśla Zygmunt Berdychowski.

Forum i międzynarodowym debatom od 9 lat towarzyszy Festiwal Biegowy (w dniach 7–9 września), który co roku przyciąga kilkanaście tysięcy biegaczy z całej Europy.

Konsumenci oczekują już nie tylko dobrej jakości za odpowiednią cenę. Głównym motorem decyzji zakupowych staje się wygoda

Konsumenci oczekują już nie tylko dobrej jakości za odpowiednią cenę. Głównym motorem decyzji zakupowych staje się wygoda 14

Konsumenci są dziś bardziej zabiegani niż kiedykolwiek wcześniej, a z drugiej strony dzięki dostępowi do technologii coraz bardziej świadomi. Dlatego oczekują rozwiązań wygodnych, użytecznych, które ułatwiają im życie i oszczędzają czas, a przy tym zdrowych i ekologicznych. Te oczekiwania to wyzwanie dla branży FMCG i handlu detalicznego. Obok dobrej jakości za odpowiednią cenę, to właśnie wygoda staje się dziś głównym motorem decyzji zakupowych – wynika z globalnego raportu Nielsena „The Quest for Convenience”.

 Trend dążenia do wygody w handlu i branży FMCG polega na zapewnieniu konsumentom tego, czego chcą w danym miejscu, w danym czasie i w sposób, w jaki tego żądają. Wygoda staje się dziś najważniejszym czynnikiem wyboru sklepu, tuż obok zapewnienia dobrej jakości za dobrą cenę. To stawia wyzwania przed branżą FMCG i handlem detalicznym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Konrad Wacławik, ekspert rynku detalicznego Nielsen Polska.

Istnieje kilka czynników, które napędzają rosnący, globalny popyt na udogodnienia. Jednym z kluczowych jest dostęp do technologii (według Raportu Trendów Internetowych Kleiner Perkins 2018 55 proc. konsumentów kupuje produkt po zapoznaniu się z nim w mediach społecznościowych) oraz urbanizacja. Według ONZ do 2025 roku dwie trzecie światowej populacji będzie już mieszkać w miastach – to o 755 mln więcej niż dzisiaj. Zmieniająca się struktura ośrodków miejskich oznacza szybsze tempo życia i większe zapotrzebowanie konsumentów na technologie, które pomagają oszczędzać czas.

Kolejnym zjawiskiem jest zmniejszanie się gospodarstw domowych (z 3,1 osoby obecnie do 2,4 przed 2025 rokiem według Economist Intelligence Unit), co powoduje zmianę zachowań konsumenckich. W mniejszych domach przygotowywanie i przechowywania jedzenia musi być zracjonalizowane, przez co konsumenci muszą na nowo rozważyć wybór produktów. Firmy FMCG będą musiały się skoncentrować na opakowaniach mniejszych, zajmujących niewiele miejsca, produktach o wielu zastosowaniach czy ofertach posiłków dla jednej osoby. Życie w mieście pociąga też za sobą konieczność spędzania czasu na dojazdach do pracy czy staniu w korkach (w skali globalnej konsumenci spędzają na dojazdach średnio dwie godziny dziennie), przez co konsumenci mają mniej czasu w domu na gotowanie, a posiłki są często spożywane w drodze lub na mieście.

Urbanizacja, szybszy styl życia i dostęp do technologii powodują również, że dziś konsumenci czują się bardziej zabiegani i zestresowani. Dlatego szukają wygodnych rozwiązań, które ułatwią im codzienne życie. Potencjalni klienci oczekują dziś przede wszystkim wygody, prostoty, oszczędności czasu i użyteczności – wynika z globalnego raportu „The Quest for Convenience”, przygotowanego przez firmę badawczą Nielsen.

– Konsumenci z jednej strony przywiązują bardzo dużą wagę do tego, żeby rozwiązanie było proste, łatwe i wygodne w użyciu. Stąd trend rozwijających się produktów gotowych do konsumpcji, takich jak dania gotowe, pierogi chłodzone czy desery w saszetkach dla dzieci i dorosłych – mówi Konrad Wacławik.

Szybko rozwija się kategoria produktów gotowych, takich jak dania mrożone, do mikrofalówki. Popyt na gotowe do spożycia posiłki z restauracji szybkiej obsługi, fast foodów i u sprzedawców ulicznych również wzrasta – według Nielsena 57 proc. konsumentów na całym świecie odwiedziło restaurację fast food w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Jedna trzecia globalnych konsumentów korzysta z usług restauracji lub dostarczanych posiłków, a 11 proc. robi to przynajmniej raz w tygodniu. Według badań Nielsena 39 proc. konsumentów online globalnie decyduje się jeść poza domem co tydzień, a prawie połowa (48 proc.) konsumentów w regionie Azji i Pacyfiku i 47 proc. w Północnej Ameryce kupuje posiłki w podróży. Obiad i kolacja to posiłki, które niedługo najprawdopodobniej całkiem zostaną zastąpione jedzeniem poza domem.

 Konsumenci przywiązują też dużą uwagę do tego, w jaki sposób produkty są opisane, jaka jest ich etykieta – mówi Wacławik. – Poszukują rozwiązań zdrowych, zarówno w przekąskach, jak i w daniach gotowych.

Przekąski często zastępują pełne posiłki i stały się czymś więcej niż tylko słodkim lub słonym przysmakiem. Producenci i sprzedawcy detaliczni mają więc możliwość tworzenia świeżych i zdrowszych opcji przekąsek w mniejszych opakowaniach.

 Przekąski są bardzo ważne dla polskich konsumentów. Blisko połowa konsumentów przekąsek deklaruje, że czasem zastępują im lunch. Zdecydowana większość konsumentów szuka przekąsek zdrowych, co jednak nie oznacza, że batony słodzone czy chipsy będą traciły na znaczeniu. Wręcz przeciwnie, one również znajdują swoje miejsce na rynku jako odskocznia od zdrowych przekąsek, których poszukujemy na co dzień – mówi Konrad Wacławik.

Wygoda, której oczekują konsumenci, to wyzwanie nie tylko dla producentów, lecz także dla sieci detalicznych. Do tego trendu w coraz większym stopniu dostosowują się zarówno sklepy małoformatowe, które de facto kojarzą się przede wszystkim z wygodą i łatwością dotarcia, jak i sklepy wielkopowierzchniowe.

 Sieci hipermarketów skracają czas, który trzeba poświęcić na stanie przy kasach. To jest bardzo ważne z punktu widzenia konsumentów, bo nikt nie lubi spędzać dużo czasu w kolejce. Około 9 proc. konsumentów w Polsce deklaruje, że ten czas oczekiwania powinien wynosić dokładnie 0 sekund. Z drugiej strony sieci wielkoformatowe również inwestują w żywność gotową czy kanapki, które można kupić na miejscu. Powstają również food courty, czyli strefy gastronomiczne, gdzie można wypić kawę i coś zjeść na miejscu – mówi ekspert rynku detalicznego Nielsen Polska.

Trend convenience stwarza również pole do rozwoju dla e-commerce. Ten rynek rośnie w Polsce bardzo szybko, ale nadal istnieją pewne bariery, które powstrzymują konsumentów przed korzystaniem z internetowych zakupów. Przede wszystkim jest to wyższa cena produktów i koszt dostawy zamówionych produktów do domu, a także brak możliwości bezpośredniego dotknięcia i obejrzenia wybranych produktów. Jedna trzecia polskich konsumentów deklaruje, że jest to powód, dla którego nie robią zakupów w internecie. Trzecia rzecz, która determinuje rozwój tego kanału zakupów, to czas dostawy, który dla wielu konsumentów jest zbyt długi.

– Te trzy czynniki, czyli dodatkowe opłaty, czas dostawy i możliwość rozpoznania produktu, są kluczowe z punktu widzenia konsumenta. Oczywiście, na polskim rynku to się poprawia. Natomiast fakt, że konsument oczekuje wygody, chce oszczędzić czas, stwarza wielkie pole rozwoju dla rynku e-commerce i będziemy obserwować jego rozwój bacznie. Mamy tu jeszcze spore pole do popisu – mówi Konrad Wacławik.

Według prognoz Nielsena sprzedaż internetowa FMCG rośnie szacunkowo pięć razy szybciej niż sprzedaż offline, a do 2020 roku globalny rynek handlu elektronicznego w tej branży będzie wart ponad 400 mld dol. i będzie stanowił 10–12 proc. całkowitego udziału w rynku FMCG.

Systemowa reforma ubezpieczeń społecznych zamiast składki od przychodów

Celem proponowanych ostatnio zmian w obszarze składek na ubezpieczenie społeczne płaconych przez przedsiębiorców jest wsparcie prowadzących działalność gospodarczą przez okres dłuższy niż 2,5 roku. To czas, w którym mogli płacić obniżone składki. Nowy projekt dotyczy osób, które uzyskują niski przychód – poniżej poziomu 2,5-krotności płacy minimalnej. Rozwiązanie to wiąże wysokość zobowiązań z wielkością przychodu w proporcjonalny do niego sposób. Na tych zmianach ma skorzystać ok. 170 tys. osób prowadzących własną działalność. Bardziej pożądanym kierunkiem byłoby wprowadzenie całościowej reformy systemu ubezpieczeń społecznych w taki sposób, aby wysokość należnych składek była wprost proporcjonalna do wykazywanego w deklaracjach podatkowych dochodu.

– Powiązanie wysokości składki i poziomu przychodów jest głównym zastrzeżeniem w stosunku do nowego projektu. Może ono prowadzić do innego traktowania różnych form prowadzenia działalności gospodarczej  powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Osoby prowadzące przedsiębiorstwo handlowe czy związane z usługami materialnymi w bardzo niewielu przypadkach będą miały okazję skorzystania z nowych udogodnień. Największą korzyść będą czerpać ci, którzy w ramach prowadzonego biznesu wnoszą wkład w postaci własnej pracy – czyli samozatrudnieni. Kolejnym problemem jest to, że możliwość płacenia niższych składek pojawi się dopiero po roku, w którym uzyskany został stosunkowo niski przychód. Przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą, który doświadcza nagłego pogorszenia sytuacji biznesowej, może liczyć na wsparcie w postaci obniżenia zobowiązań dopiero po upływie przynajmniej kilkumiesięcznego okresu. Niższe składki będzie płacić dopiero w kolejnym roku, kiedy być może wyjdzie już na prostą i taka forma wsparcia niekoniecznie będzie mu już potrzebna. Proponowane zmiany spowodują obniżenie obciążeń dla pewnej części firm, jednak bardziej pożądanym kierunkiem byłoby wprowadzenie całościowej reformy systemu ubezpieczeń społecznych w taki sposób, aby wysokość należnych składek była wprost proporcjonalna do wykazywanego w deklaracjach podatkowych dochodu – ocenił Kozłowski.

Kurs euro: Dobry odczyt polskiej produkcji przemysłowej za lipiec może pomóc utrzymać kurs euro na dotychczasowych poziomach

Dalszy wzrost awersji do ryzyka może osłabiać polskie obligacje skarbowe. Odczyt polskiej produkcji przemysłowej może nieco wesprzeć złotego ale wydarzenia w dalszej części tygodnia raczej będą mu szkodzić.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł niewielką zmienność notowań. Krajowe dane pozostawały neutralne z punktu widzenia wycen polskich obligacji, a uwaga inwestorów zwrócona była na rynki bazowe, gdzie głównym tematem pozostawała pogarszająca się sytuacja ekonomiczna Turcji. Chociaż rosnąca awersja do ryzyka wpływała negatywnie na krajowy rynek długu powiększając premię za ryzyko kredytowe, to ten wpływ był neutralizowany przez spadek rentowności US Treasuries i Bundów.

Krótkoterminowo spodziewać się można utrzymania niekorzystnego otoczenia rynkowego. Trudno zakładać, aby w najbliższych dniach Turcja zmieniła retorykę czy priorytety w polityce wewnętrznej i zewnętrznej, a tym samym transfer kapitału w kierunku aktywów bezpiecznych powinien być utrzymany. Nasilająca się awersja do ryzyka na świecie może determinować wzrosty rentowności polskich obligacji. Rentowności 2-letnich papierów powinny stabilizować się blisko 1,65%, natomiast 10-letnich lekko wzrosnąć do 3,20%-3,25%. Skalę przeceny ograniczać będzie fakt, że miejsce wycofującego się kapitału zagranicznego zajmuje kapitał krajowy (w br. portfele nierezydentów obniżyły się o 10,6 mld PLN, a banków wzrosły o 19,3 mld PLN).

Wycenom polskich obligacji nie będzie też sprzyjać zbliżający się termin aukcji zamiany (23 VIII). Spodziewać się bowiem można, że Ministerstwo Finansów będzie starało się emitować długoterminowe obligacje, co może determinować lekkie wystromienie się krzywej dochodowości.

Piątek przyniósł stabilne notowania kursu euro wobec dolara (EUR/USD w okolicach 1,14) oraz kursu złotego wobec euro (EUR/PLN w strefie 4,30 – 4,31).

Czwartkowa informacja o mających się rozpocząć pod koniec sierpnia chińsko-amerykańskich rozmów na niższym szczeblu odnośnie możliwości wznowienia negocjacji handlowych na szczeblu wyższym pomogły powrócić kursowi  EUR/USD z okolic 1,13 w okolice 1,14. Rodzący się optymizm został jednak szybko przygaszony przez samego D. Trumpa, który na Twitterze napisał, że Chiny nie są w stanie zaproponować USA akceptowalnego porozumienia w kwestiach handlu. Skutkiem tego EUR/USD zaczął się stabilizować wokół poziomu 1,14 i nawet nieco gorsze dane o nastojach konsumentów w USA (ankieta Uniwersytetu Michigan), które z ok. 97,9 w lipcu, są na sierpień szacowane jedynie na poziomie 95,3 (oczekiwano 98) nie były w stanie znacząco zmienić obrazu rynku. Podobnie sytuacja wyglądała na rynku EUR/PLN, który od kilku dni fluktuuje wokół 4,31. W przyszłym tygodniu sytuacja może się jednak nieco zmienić. Co prawda poniedziałkowa publikacja polskiej produkcji przemysłowej za lipiec może być pewnym wsparciem dla złotego, jednak wydarzenia w dalszej części tygodnia takie jak sprawozdanie z ostatniego posiedzenia Fed-u, czy też sympozjum w Jackson Hole z udziałem szefa Fed-u Powella powinny raczej sprzyjać dolarowi innym walutom bezpiecznej przystani kosztem walut rynków wschodzących, w tym złotego.

Wykres dnia: Dobry odczyt polskiej produkcji przemysłowej za lipiec może pomóc utrzymać kurs EUR/PLN na dotychczasowych poziomach.

Dobry odczyt polskiej produkcji przemysłowej za lipiec może pomóc utrzymać kurs EUR
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Mirosław Budzicki, Jarosław Kosaty / PKO Bank Polski

Kryzys w Turcji wpływa na rynek walutowy

Lira turecka nadal znajduje się w centrum uwagi inwestorów. Wraz z rozwojem sytuacji waluta Turcji odnotowuje wahania o dużej skali – to w górę, to w dół. A co przyniesie nowy tydzień?

O ile waluty krajów G10 zakończyły miniony tydzień na zbliżonym poziomie do tego, na którym go rozpoczęły, zmienność waluty Turcji odstraszyła sporą część inwestorów od rynków wschodzących. Odbicie liry względem dolara amerykańskiego o 6% nie wywarło ruchów o odpowiadającej skali na walutach gospodarek EM – większość z nich zakończyła tydzień osłabieniem w stosunku do dolara.

Najbliższy tydzień nie będzie obfitował w publikacje zbyt wielu istotnych danych makroekonomicznych. Dla rynku walutowego kluczowe będą kolejne wieści polityczne z Turcji, jak i rozwój sytuacji w kwestii handlowych relacji USA i Chin. Warto będzie również zwrócić na konferencję banków centralnych w Jackson Hole, która rozpocznie się w drugiej części tygodnia.

PLN

Z uwagi na sytuację w Turcji ubiegły tydzień był trudny dla polskiego złotego, ostatecznie jednak PLN w relacji do innych walut był w stanie skończyć go na lekkim plusie.

Ostatnie dni przyniosły wstępne dane o ekspansji polskiego PKB w drugim kwartale. Zgodnie z oczekiwaniami dynamika wzrostu gospodarczego wyniosła 5,1% w ujęciu rocznym. Niestety, nie znamy jeszcze szczegółów pokazujących jaka dokładnie była struktura wzrostu – tego dowiemy się pod koniec miesiąca, przy okazji kolejnej publikacji GUS-u. Oprócz danych o wzroście poznaliśmy również informacje o inflacji w lipcu, która wyniosła 2% i 0,6% (odpowiednio CPI i bazowa CPI), a także odczyty z polskiego rynku pracy, które nieco rozczarowały.

Ten tydzień przyniesie dość dużo danych z gospodarki. Rozpoczniemy go od odczytów produkcji przemysłowej i inflacji PPI w lipcu. W połowie tygodnia poznamy dane o dynamice sprzedaży detalicznej w lipcu, dzień później opublikowany zostanie protokół z ostatniego posiedzenia RPP. Tydzień zakończymy z kolei publikacją stopy bezrobocia w lipcu.

GBP

Zarówno raport o rynku pracy jak i dane dotyczące inflacji były w większości zbliżone do oczekiwań. Płace rosły nieco szybciej niż dynamika cen, a bezrobocie spadło do najniższego w bieżącym cyklu poziomu 4%. Nie miało to jednak większego znaczenia dla funta brytyjskiego, podobnie jak lepsze od oczekiwań konsensusu dane dotyczące sprzedaży detalicznej. Kurs szterlinga pozostaje w miejscu głównie ze względu na obawy rynkowe przed niekorzystnym Brexitem, które uważamy za przesadne. Sądzimy, że jakiekolwiek pozytywne wieści dotyczące stanu negocjacji mogą spowodować wyraźne umocnienie waluty Wielkiej Brytanii.

EUR

Niepokój związany z kryzysem w Turcji przeważał nad wyraźnie lepszymi danymi makroekonomicznymi dla strefy euro z ostatnich kilku tygodni. Inwestorzy zdają się obawiać, że europejskie banki mogą być eksponowane na pogarszającą się sytuację gospodarczą Turcji. Ze względu na ograniczoną ilość istotnych informacji z głównych gospodarek wspólna waluta doświadczyła względnej stabilizacji.

W tym tygodniu opublikowane zostaną minutki ze spotkania EBC, opublikowane zostaną również nowe wskaźniki aktywności biznesowej PMI. Obydwie informacje poznamy w czwartek i z pewnością na nich skupią się inwestorzy.

USD

W zeszłym tygodniu jedyną istotną publikacją z gospodarki Stanów Zjednoczonych były dane o sprzedaży detalicznej, które zdecydowanie przerosły oczekiwania konsensusu. Średnie dla 3-, 6- i 12 miesięcy wzrosły powyżej poziomu 0,5%, co sugeruje utrzymanie wysokiej dynamiki popytu konsumenckiego. Ostatnia publikacja potwierdza, że na ten moment trudno spodziewać się spowolnienia gospodarczego w USA. Podobnie jak w poprzednim, również w tym tygodniu nie pojawi się zbyt wiele danych z amerykańskiej gospodarki, niemniej w środę opublikowane zostaną minutki ze spotkania Rezerwy Federalnej. Nie spodziewamy się, żeby FED miał w jakikolwiek sposób sugerować zmianę oczekiwań względem perspektyw amerykańskiej gospodarki. Sądzimy również, że bank centralny utrzyma swoje stanowisko dotyczące stopniowego podnoszeniu stóp procentowych.

Pod koniec tygodnia warto będzie zwrócić uwagę na konferencję banków centralnych w Jackson Hole. Istotne dla rynków będą wszelkie informacje z konferencji, szczególnie warto obserwować piątkowe przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Cyberprzestępcy bogacą się na technologii blockchain. Nowy raport McAfee

Eksperci McAfee biją na alarm: Nie zaczynajcie rewolucji blockchainowej bez odpowiednich procedur bezpieczeństwa

Rynek technologii blockchain rośnie i do 2024 roku ma osiągnąć wartość 9,6 miliarda USD. Rozwój ten wykorzystują także cyberprzestępcy. Jak podaje McAfee w raporcie Blockchain Threat Report, w I kwartale 2018 r. liczba próbek złośliwego oprogramowania do „kopania” kryptowalut (tzw. coin miner) wzrosła o 629%. Hakerzy atakują też giełdy wirtualnych pieniędzy – tylko japoński Coincheck na początku tego roku stracił w wyniku ich działań 532 miliony USD. Jedna z kampanii phishingowych przeprowadzonych w 2017 roku przyniosła atakującemu 4 miliony dolarów.

Popyt na technologię blockchain nieustannie rośnie w największych sektorach na całym świecie, w tym również w sektorach publicznym, finansowym, detalicznym, medycznym i motoryzacyjnym. W rzeczywistości każda branża inwestuje w blockchain, pozyskuje lub wdraża tę technologię w mniejszym lub większym stopniu. Jednocześnie rośnie wymierzona w nią aktywność cyberprzestępców.

Eksperci McAfee podkreślają, że cyberprzestępcy coraz agresywniej wykorzystują popularność kryptowalut. Hakerzy zdobywają wirtualne pieniądze, stosując cztery kluczowe rodzaje ataków: ataki phishingowe, złośliwe oprogramowanie (takie jak ransomware czy coin miner), wykorzystanie luk w zabezpieczeniach oraz wykorzystanie samej technologii (np. ataki większościowe, polegające na tym, że atakujący w danym momencie posiada więcej niż 50% mocy całej sieci i może dzięki temu choćby podwójnie wydać te same środki).

Blockchain Threat Raport szczegółowo opisuje między innymi oszustwo phishingowe z 2017 roku, które polegało na udostępnieniu fałszywej strony generatora kluczy dla portfeli kryptowaluty IOTA. Strona działała 6 miesięcy i przez ten czas haker zgromadził dane uwierzytelniające użytkowników. Wykorzystał je 19 stycznia tego roku, kradnąc z rachunków niczego niepodejrzewających klientów niemal 4 miliony dolarów.

Arkadiusz Krawczyk, Country Manager McAfee Poland
Arkadiusz Krawczyk, Country Manager McAfee Poland

– Potencjał technologii blockchain jest ogromny, nic dziwnego zatem, że rośnie jej popularność. Wiele ostatnich ataków na kryptowaluty pokazuje jednak, że nie jest to rozwiązanie całkowicie niezawodne i wolne od wewnętrznych słabości. A to oznacza, że bezpieczeństwo musi stać się priorytetem w pracach nad jego rozwojem. Blockchain jest dziełem ludzi, a ludzie popełniają błędy – tłumaczy Arkadiusz Krawczyk, Country Manager, McAfee Poland.

Nowa technologia, nowe możliwości dla cyberprzestępców

Popularność kryptowalut daje cyberprzestępcom zupełnie nowe możliwości. W ostatnich latach doprowadziła między innymi do eksplozji ataków typu ransomware, które pozwalają cyberprzestępcom żądającym zapłaty okupu ukryć swoją tożsamość. Dziś coraz częściej stosowany jest przez nich cryptojacking, czyli wykorzystanie do kopania wirtualnej waluty mocy obliczeniowej komputera łączącego się z zainfekowaną stroną. Według raportu McAfee Labs Threats Report: June 2018, liczba próbek złośliwego oprogramowania typu coin miner wzrosła w pierwszym kwartale 2018 roku o 629%, osiągając rekordowy poziom 2,9 miliona.

Cyberprzestępcy uderzają także w giełdy kryptowalut. W przeprowadzonym na początku tego roku ataku na japońską giełdę Coincheck ucierpiało aż 260 000 inwestorów, którzy stracili w sumie 532 miliony dolarów. Wszystkie te przypadki tylko potwierdzają, że cyberbezpieczeństwo musi stać u podstaw rozwoju i wdrażania technologii blockchain.

– Tak jak wiele innych przełomowych technologii blockchain może mieć rewolucyjny wpływ na rozwiązanie bardzo istotnych problemów biznesowych, ale pod warunkiem, że w imię jak najszybszego wdrożenia tej technologii nie zostanie poświęcone bezpieczeństwo – mówi Raj Samani, główny specjalista w McAfee. – Nie ma żadnych wątpliwości, że cyberprzestępcy będą szukać wszelkich możliwych sposobów, aby wykorzystać luki techniczne oraz błędy ludzkie w ekosystemie blockchain. Rządy państw, dostawcy rozwiązań w zakresie cyberbezpieczeństwa oraz firmy muszą znać zagrożenia i minimalizować czynniki ryzyka. Bez odpowiedniej edukacji użytkowników i branży, bezpiecznego wdrożenia najlepszych praktyk i solidnych standardów bezpieczeństwa technicznego stosowanie technologii blockchain na szeroką skalę przez największe sektory i rządy państw może skończyć się miliardowymi stratami, które pogrążą miliony ludzi.

Cały raport McAfee Blockchain Threats Report jest dostępny na stronie: https://www.mcafee.com/enterprise/en-us/assets/reports/rp-blockchain-security-risks.pdf.

Gartner prezentuje 10 największych zagrożeń dla biznesu. Na szczycie chmura

Nieustający rozwój technologii przynosi nowe ryzyka dla prowadzenia działalności gospodarczej. Firma analityczna Gartner zdiagnozowała dziesięć obszarów, na które musi zwrócić uwagę każdy szybko rozwijający się biznes. Zaskakiwać może wysokie pierwsze miejsce dla chmury obliczeniowej. Eksperci jednak uspokajają – nowoczesne rozwiązania zapewniają pełne bezpieczeństwo i integralność danych. Naprzeciw obawom przychodzą także nowe rozwiązania regulacyjne, szczególnie uchwalona właśnie ustawa o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa.

Rynek chmury wart będzie w 2021 r. 300 miliardów dolarów – twierdzi Gartner. Mimo to, to właśnie cloud computing został zdefiniowany jako technologia, z którą wiąże się największe ryzyko biznesowe.  Finansiści obawiają się GDPR i wycieków danych  Dlaczego chmura obliczeniowa znalazła się na szczycie listy zagrożeń? Menedżerowie odpowiedzialni za obszar zarządzania ryzykiem, audytu, zgodności z regulacjami i finanse, zwracają przede wszystkim uwagę na możliwość wycieku danych i ryzyko niespełnienia wymagań związanych z GDPR (w Polsce – RODO). To główna obawa związana z chmurą obliczeniową.   Według Gartnera nieautoryzowany dostęp do informacji umieszczonych w chmurze obliczeniowej oraz potrzeba zapewnienia stałego i nieprzerwanego dostępu do danych, będą stanowić największe wyzwanie dla przedsiębiorstw. Dość wspomnieć, iż przerwy w dostępie do sieci kosztują światową gospodarkę blisko 2,5 miliarda dolarów rocznie, a mimo nakładów na bezpieczeństwo, na przestrzeni 2 lat blisko 400 mld dolarów z powodu fraudów i rosnących cyberzagrożeń.

Obawy finansistów z jednej strony nie dziwią biorąc pod uwagę widmo kar jakie grożą za niespełnienie wymagań GDPR, z drugiej są jednak mocno przesadzone – komentuje Andrzej Stella-Sawicki, wiceprezes i COO CloudFerro, firmy, która jest operatorem jednej z największych w Europie platform chmurowych CREODIAS, przetwarzającej blisko 9 PB danych – Zagrożenia związane z naruszeniem bezpieczeństwa danych w wyniku awarii, błędów ludzkich lub cyberprzestępstw występują niezależnie od tego, czy dane są przetwarzane na serwerach własnych, czy w chmurze. Natomiast operatorzy chmur publicznych dysponują procesami i personelem, które to ryzyko minimalizują.

Koncentrują się na zachowaniu ciągłości działania i bezpieczeństwie i podchodzą do tego procesu w sposób znacznie bardziej systematyczny niż niejedno przedsiębiorstwo, dla którego bezpieczeństwo IT jest tylko procesem pomocniczym – istotnym, ale niezwiązanym bezpośrednio z biznesem – dodaje Andrzej Stella-Sawicki.

Słabym punktem człowiek, nie technologia

Sam Gartner zwraca uwagę, że słabym punktem chmury, nie jest bynajmniej infrastruktura, ale człowiek. Do 2022 roku, co najmniej 95 procent awarii zabezpieczeń w chmurze będzie właśnie efektem błędów organizacji i człowieka. Firma analityczna zwraca uwagę, że wykorzystywanie bardziej wyrafinowanych taktyk, sięganie do inżynierii społecznej wymaga poszerzenia zespołu zajmującego się cyberbezpieczeństwem.

Z pomocą przychodzi także prawo. Interesy klientów usług umieszczonych w chmurze zostały niedawno dostrzeżone także przez polskiego ustawodawcę. W lipcu br. Sejm RP przyjął ustawę o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, implementującą do polskiego prawa unijną dyrektywę NIS. Operatorzy będą zobowiązani do wdrożenia skutecznych zabezpieczeń, szacowania ryzyka oraz raportowania poważnych incydentów we współpracy z tzw. CSIRT (Zespoły Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego).

Inwestycje mimo zagrożeń

Mimo obaw, rynek chmury rośnie. Zdaniem IDC już w przyszłym roku dziewięć na dziesięć przedsiębiorstw będzie korzystać z rozwiązań opartych w części lub w całości na chmurze obliczeniowej. W 2025 roku biznes będzie tam umieszczał już 60% ogółu swoich cyfrowych informacji.

– Za oceanem Pentagon szykuje się do przeniesienia swojej infrastruktury IT do chmury. Dostawcą będzie prywatna firma wyłoniona w drodze przetargu. W Europie z kolei na chmurę zdecydowała się Europejska Agencja Kosmiczna. Podobnie sprawa wygląda z rodzimą administracją publiczną. Dla niej rozwiązania chmurowe są po prostu idealne – nie tylko bezpieczne, ale też bardziej elastyczne, tańsze, wydajniejsze – zwraca uwagę Andrzej Stella-Sawicki z CloudFerro.

Obok chmury, wśród innych największych zagrożeń, Gartner wymienia m.in.: naruszenia cyberbezpieczeństwa, problemy związane z wdrożeniem GDPR, niedobór specjalistów w zakresie sztucznej inteligencji i robotyki czy zaawansowane techniki szkodliwej inżynierii społecznej.