Złoty odrabia straty. Rynek się uspokaja

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy poranek pozwoliły złotemu odrobić większość ostatnich strat. Donald Trump zapowiada dalsze sankcje dla Iranu. Jest perspektywa utworzenia rządu we Włoszech.

Rynki się uspokajają

Po tym jak wczoraj oglądaliśmy złotówkę na dawno niewidzianych maksimach dzisiaj znów rodzima waluta znalazła się na bardziej standardowych dla niej poziomach. 4,25 zł za euro nie jest niskim kursem, ale to 5 groszy poniżej wczorajszych maksimów. Frank za 3,56 zł też był już widywany tańszy, z drugiej strony wczoraj osiągnął 3,62 zł. Dolar skoczył z 3,63 zł na 3,58 zł, z kolei funt z 4,91 zł na 4,84 zł. Tak duża zmienność jest rzeczą mało spotykaną na polskiej walucie. Wszystko jednak wskazuje na fakt, że jest ona efektem nie czynników wewnętrznych z Polski a zewnętrznych. Im więcej niepewności na rynkach światowych tym bardziej cierpią waluty krajów rozwijających się. Dobrym dowodem na ucieczkę inwestorów było zachowanie się obligacji. Rentowność obligacji 10 letnich od początku maja wzrosła o 0,3%. Oznacza to, że tyle więcej chcą zarobić inwestorzy by wciąż być zainteresowani naszymi papierami dłużnymi.

Trump i sankcje na Iran

Wycofanie się USA z porozumienia nuklearnego z Iranem było jedną z najgorętszych informacji na rynku ostatniego czasu. Okazuje się, że na razie wcale nie stało się nic takiego złego, więc rynki powoli wracają do normy. Wczoraj co prawda zapowiedziano kolejne sankcje, ale rynek walutowy już na nie nie zareagował tak gwałtownie. Reakcja za to była widziana na rynku ropy naftowej. Wzrost cen czarnego złota wspomagany był spadającym rezerwami ropy naftowej w USA. Dzięki temu europejska ropa osiągnęła niemal 78 dolarów, a amerykańska 72.

Dobre informacje z Włoch

Wczoraj niespodziewanie pojawiła się informacja o możliwej koalicji pomiędzy zwycięskim blokiem Ligi oraz antysystemowym ruchem pięciu gwiazd. Alternatywą były bowiem kolejne wybory i ryzyko nieuchwalenia budżetu na 2019 rok. Koncepcję poparł nawet dotychczas mocno przeciwny były premier Silvio Berlusconi. Poparł to zresztą bardzo naciągane określenie na to, że jego formacja i tak nie poprze ale też nie zawetuje nowego gabinetu. Alternatywą był rząd techniczny proponowany przez prezydenta. Jak widać miał mało entuzjastów skoro nagle pogodził strony, które w kampanii wyborczej nie przebierały w atakach na siebie wzajemnie. To to porozumie dodatkowo uspokoiło właśnie rynki walutowe.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Grupa Energa wyniki po I kwartale 2018 r.

Grupa Energa w I kwartale 2018 r. wypracowała lepsze niż rok wcześniej wyniki finansowe. EBITDA Grupy wzrosła o 4 proc. do 626 mln zł. Na dobrym poziomie utrzymała się EBITDA kluczowej Linii Biznesowej Dystrybucja, wyższą EBITDA zanotowano w Linii Biznesowej Sprzedaż, natomiast Linia Biznesowa Wytwarzanie powtórzyła wynik ubiegłego roku. Grupa odnotowała wzrost wolumenu produkcji, dystrybucji i sprzedaży energii elektrycznej w ujęciu rok do roku.

W I kwartale szczególnie wysoki wzrost EBITDA – o 63 mln zł do poziomu 53 mln zł – zanotowała Linia Biznesowa Sprzedaż. Rok temu jej wartość była ujemna (-10 mln zł). Tak dobry wynik to przede wszystkim efekt ograniczenia dodatkowych obciążeń prawno-umownych, w związku z podjętą we wrześniu 2017 roku decyzją o uznaniu za nieważne długoterminowych umów na zakup zielonych certyfikatów, oraz znacznie niższych obciążeń wynikających z pełnienia funkcji Sprzedawcy Zobowiązanego. Wynik Linii Biznesowej Dystrybucja nieznacznie się obniżył w efekcie niższych przychodów z przyłączy oraz marży na usłudze dystrybucyjnej (brak korzystnego zdarzenia jednorazowego, które poprawiło wyniki roku 2017). Wynik Linii Biznesowej Wytwarzanie pozostał na stabilnym, dobrym poziomie w stosunku do ubiegłego roku, m.in. dzięki zwiększonej produkcji.

Zysk netto Grupy Energa za okres od stycznia do marca 2018 wyniósł 277 milionów złotych, a zysk z działalności operacyjnej 388 mln zł, tj. o 9 proc. więcej niż rok wcześniej. Na poziomie porównywalnym do ubiegłorocznego były skonsolidowane przychody, które wyniosły 2,64 mld zł.

Kontynuowane były inwestycje Grupy Energa, przede wszystkim w dalszą poprawę jakości sieci dystrybucyjnej. W I kw. 2018 r. wydatki inwestycyjne wyniosły ponad ćwierć miliarda złotych. Wskaźnik dług netto do EBITDA na koniec pierwszego kwartału został utrzymany na bezpiecznym poziomie 1,9 w stosunku do stanu na dzień 31 grudnia 2017r.

– Satysfakcjonujące wyniki pierwszego kwartału pokazują, że skutecznie wdrażamy naszą strategię rozwoju. Wzrost EBITDA Grupy w warunkach silnej konkurencji rynkowej, a zwłaszcza wysoki wzrost w Linii Sprzedaż, to dobre wskazania na dalszą część roku. Osiągnięte rezultaty budują dobrą pozycję do realizacji zaplanowanych na ten rok projektów. W dystrybucji realizujemy zakrojony na szeroką skalę program inwestycyjny, który zapewni nam mocne podstawy wzrostu EBITDA na kolejne lata. Skutecznie wykorzystujemy warunki zewnętrzne, aby osiągnąć dobre wyniki w Liniach Biznesowych Wytwarzanie i Sprzedaż. Mając dodatkowo bardzo dobre zabezpieczenie finansowe pozyskane na dogodnych warunkach możemy bez obaw planować niezbędne inwestycje związane z rozwojem technologicznym naszej oferty i konieczną modernizacją sieci – podkreśla Alicja Barbara Klimiuk, p.o. prezesa Zarządu Energa SA.

Wyniki w poszczególnych liniach biznesowych

Linia Biznesowa Dystrybucja – tradycyjny motor rozwoju Energi – wypracowała w I kwartale 2017 roku 81 proc. EBITDA Grupy, tj. 509 mln zł. Dla porównania, w pierwszym kwartale 2017 roku udział Dystrybucji wyniósł 88 proc. EBITDA spadła o 22 mln zł w porównaniu do pierwszego kwartału 2017 roku, co jest efektem m. in. niższej marży na dystrybucji (ze stratami sieciowymi) spowodowanej przede wszystkim  brakiem korzystnego zdarzenia, jakie miało miejsce w I kwartale 2017 tj. korekty opłaty przejściowej PSE. Dodatkowo na wynik wpłynął spadek przychodów z przyłączy oraz wzrost kosztów podatku od nieruchomości, a także wyższy niż w roku poprzednim poziom kosztów OPEX.

Linia Biznesowa Wytwarzanie miała w I kwartale tego roku 16-proc. udział w EBITDA Grupy (rok wcześniej było to 17 proc.). EBITDA Linii wyniosła 103 mln zł (w I kwartale 2017 roku to 104 mln zł). Wzrost przychodów ze sprzedaży energii elektrycznej oraz praw majątkowych został pomniejszony czynnikami niezależnymi od Spółki, jak wyższy koszt zakupu uprawnień do emisji CO2 oraz koszt zużycia kluczowych paliw do produkcji energii.

Linia Biznesowa Sprzedaży wypracowała w I kwartale 53 mln zł, czyli 8 proc. EBITDA Grupy. Jest to, aż o 63 mln zł więcej w porównaniu z ujemnym wynikiem (-10 mln zł) w I kwartale 2017 roku. Przychody Linii w I kwartale 2018 roku wyniosły 1 423 mln zł, co oznacza, że ich poziom uległ zwiększeniu o 73 mln zł (o 5 proc.) w porównaniu z I kwartałem 2017 roku. Największy udział w przychodach ma sprzedaż energii elektrycznej, a ich poziom w I kwartale 2018 roku był wyższy o 7 proc. w ujęciu r/r (tj. o 90 mln zł). Wzrosły one zarówno na rynku hurtowym, jak i detalicznym.

Jacek Kościelniak
Jacek Kościelniak

– Rezultaty poszczególnych linii biznesowych i ciągły monitoring realizowanych w tych liniach zadań, dają nam wskazówki do podejmowania ewentualnych korekt w celu lepszego wykorzystania zarządzanych aktywów. Stosunkowo stabilne notowania spółki na giełdzie na tle sektora są potwierdzeniem dobrej oceny decyzji Zarządu przez inwestorów. Spółka prowadzi transparentną komunikację, aby rynek mógł zrozumieć cel konkretnych działań. Teraz koncentrujemy się na zwiększeniu efektywności inwestowanych środków szczególnie w Linię Biznesową Dystrybucja, bo to gwarantować nam będzie w długim terminie odpowiedni strumień przychodów, niezbędnych dla realizacji zaplanowanych w strategii zadań. Planowo postępują działania związane z przygotowaniem do rozpoczęcia kolejnego etapu realizacji projektu Ostrołęka C. Wykorzystując współpracę ze środowiskiem naukowym intensyfikujemy działania dotyczące wprowadzania nowych innowacyjnych rozwiązań, wzbogacających ofertę dla ponad 3 mln naszych klientów – ocenia Jacek Kościelniak, wiceprezes Zarządu ds. Finansowych.

Produkcja, sprzedaż i dystrybucja energii

Aktywa wytwórcze w Grupie Energa w I kwartale 2018 roku wyprodukowały 1 039 GWh energii elektrycznej, o 2 proc. więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Wzrost produkcji dotyczył głównie elektrowni wodnych. Nieco słabsza była produkcja energii w pozostałych źródłach, m.in. elektrowni w Ostrołęce, elektrociepłowniach oraz źródłach wiatrowych.

W pierwszych trzech miesiącach tego roku łączny wolumen sprzedanej energii elektrycznej przez Linię Biznesową Sprzedaż uległ zwiększeniu o 5 proc. (tj. o 0,3 TWh) w porównaniu do I kwartału 2017 roku. Jest to efektem wzrostu wolumenu sprzedaży zarówno na rynku detalicznym o 3 proc. (tj. o 0,15 TWh), jak i na rynku hurtowym o 15  proc. (tj. o 0,1 TWh).

W I kwartale 2018 roku wolumen dystrybuowanej energii wzrósł o 233 GWh, czyli o 4 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku, przy średniej stawce sprzedaży usług dystrybucyjnych niższej o 1 proc. r/r.

Inwestycje

W I kwartale 2018 roku Grupa Energa zrealizowała inwestycje na poziomie 256 mln zł, z czego prawie 222 mln zł w Linii Biznesowej Dystrybucja. Obejmowały one rozbudowę sieci w celu przyłączania nowych odbiorców i wytwórców, a także modernizacje, których zadaniem jest poprawa niezawodności dostaw energii elektrycznej. Poniesione także zostały nakłady na innowacyjne technologie i rozwiązania sieciowe. W wyniku przeprowadzonych inwestycji, w I kwartale br. przyłączono blisko 12 tys. nowych klientów, wybudowano i zmodernizowano 931 km linii wysokiego, średniego oraz niskiego napięcia i przyłączono do sieci 9 MW nowych źródeł OZE.

Spółka Energa Operator w I kwartale 2018 roku poprawiła wskaźniki SAIDI i SAIFI. Wyniosły one odpowiednio 33,2 min./odb. i 0,4 przerwy/odb. Poprawa wskaźników SAIDI i SAIFI w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego wynika z wystąpienia w I kwartale 2017 roku zwiększonej liczby awarii w sieci elektroenergetycznej spowodowanych niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi (śnieżyca, szadź i oblodzenie oraz wiatr huraganowy i spadające w wyniku jego działania drzewa i gałęzie).

GK OPONEO.PL publikuje wyniki za I kwartał 2018 r.

W I kwartale 2018 roku Grupa OPONEO.PL sprzedała w sumie 485,4 tys. opon i uzyskała przychody ze sprzedaży wielkości 125,1 mln zł.

Przychody ze sprzedaży za I kwartał 2018 roku ukształtowały się na poziomie 125,1 mln zł wobec 134,8 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku, co oznacza spadek o 7,1%.

Na wielkość przychodów uzyskanych w ubiegłym kwartale wpłynęły niesprzyjające warunki atmosferyczne do wymiany opon na letnie. Spowodowały one przesunięcie sezonu związanego z wymianą opon zimowych na początek II kwartału 2018 roku, co potwierdzają wstępne przychody uzyskane w kwietniu br. wielkości 114,6 mln zł, wyższe o 52% od przychodów z kwietnia 2017 roku.

Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.
Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.

– Spadek przychodów Grupy OPONEO.PL w I kwartale 2018 roku jest ponadto mniejszy o 1,6 p.p. w stosunku do spadku sprzedaży na całym rynku opon osobowych w Polsce – informuje Dariusz Topolewski, Prezes Zarządu OPONEO.PL S.A.

Przychody z zamówień krajowych wyniosły 94,7 mln zł i stanowiły 75,7% udziału w przychodach ogółem zaś przychody ze sprzedaży zagranicznej stanowiły 24,3% przychodów ogółem i wyniosły 30,4 mln zł.

Dominującym elementem przychodów Grupy OPONEO.PL były wpływy z tytułu sprzedaży opon, które w I kwartale 2018 roku wyniosły 113,1 mln zł. Stanowiły one 90,5% całości przychodów z tytułu sprzedaży towarów.

W I kwartale 2018 roku wynik netto wyniósł -4,7 mln zł wobec -0,9 mln zł straty netto w I kwartale 2017 roku.

W najbliższych planach OPONEO.PL, poza ciągłym rozwojem sprzedaży opon i felg na obecnych rynkach, jest udoskonalanie procesów logistycznych mających wspierać podstawową działalność Spółki oraz rozwój sprzedaży rowerów, części i akcesoriów rowerowych za pośrednictwem spółki Dadelo S.A.

Polska liderem rynku magazynowego w Europie Środkowo-Wschodniej

Polska magazynami stoi, a będzie ich jeszcze więcej. Obecnie w budowie znajduje się ponad 1,8 mln mkw. powierzchni magazynowych, co jest najwyższym wynikiem w historii – wynika z raportu CBRE „Rynek magazynowy w Polsce w I kwartale 2018”. Rosnące tempo rozwoju rynku logistycznego potwierdza również aktywność najemców, którzy w I kwartale wynajęli prawie 1,3 mln mkw., czyli o ponad 25% więcej niż rok temu. Eksperci CBRE zwracają uwagę, że rośnie zainteresowanie nowymi lokalizacjami przy zachodniej granicy oraz takimi miastami jak Kielce, Białystok i Olsztynek.

Beata Hryniewska
Beata Hryniewska

– Uczestnicy rynku logistycznego nie zwalniają tempa i zgodnie z naszymi ubiegłorocznymi prognozami, 2018 rok zaczęli bardzo intensywnie. Wystarczy spojrzeć na powierzchnie magazynowe w budowie, aktywność najemców czy spadający wskaźnik pustostanów. Ważny jest również fakt, że magazynowa mapa Polski się rozrasta i na radarze inwestorów pojawia się coraz więcej nowych, dotąd nieeksplorowanych lokalizacji. To dobra wiadomość dla ich rynku pracy. Na przykład w powiecie białostockim stopa bezrobocia w marcu br. wyniosła 10,1%, a w pobliskim powiecie kolneńskim – 15,1%, podczas gdy wskaźnik ogólnopolski był na poziomie 6,6%. Inwestycje logistyczne i przemysłowe oznaczają dziesiątki czy setki nowym miejsc zatrudnienia – komentuje Beata Hryniewska, Dyrektor działu Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w CBRE.

Według raportu CBRE „Rynek magazynowy w Polsce”, który podsumowuje polski rynek przemysłowo-logistyczny w I kwartale 2018 roku, na rynku znajduje się obecnie 13,9 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, czyli o ponad 20% więcej niż w analogicznym okresie 2017 roku. W ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku deweloperzy dostarczyli na rynek ponad 370 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej. Efektem dużej aktywności inwestorów jest podpisanie umów najmu na 1,26 mln mkw., co oznacza ponad 25% wzrost rok do roku.  Dostępność wolnej powierzchni magazynowej jest wciąż bardzo ograniczona. Wskaźnik pustostanów w I kwartale wyniósł 4,8%, co oznacza spadek o 1,3 pp. w stosunku do tego samego okresu 2017 roku.

Polska w regionie CEE nie ma sobie równych

Polska jest nadal najbardziej atrakcyjnym rynkiem wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Popyt na powierzchnie magazynowe w pierwszym kwartale w Czechach –  drugim z kolei kraju Europy Środkowo-Wschodniej był prawie trzykrotnie mniejszy (420 tys. mkw.), a podaż niemal dwukrotnie mniejsza (7,2 mln mkw.). Z kolei kraje takie jak Rumunia, Węgry czy Słowacja to już znacznie mniejsze rynki – z podażą w okolicach 2 mln mkw.

Nowe lokalizacje na magazynowej mapie Polski

W 2018 roku w centrum zainteresowania inwestorów nadal będą tereny przy zachodniej granicy, m.in. okolice Zielonej Góry, Świebodzina i Świecka. Jednak deweloperzy wciąż poszukują nowych atrakcyjnych lokalizacji. Na radarze znajdują się takie miasta jak Białystok, Kielce i Olsztynek przede wszystkim z uwagi na dostępność pracowników, których w wielu regionach Polski brakuje.

Magazyny szyte na miarę

Eksperci CBRE zwracają uwagę, że na polskim rynku logistycznym przybywa budynków zaprojektowanych i zrealizowanych z myślą o ich późniejszej funkcjonalności. Magazyny BTS (ang. build-to-suit), czyli obiekty projektowane i budowane według indywidualnych preferencji i na potrzeby konkretnego klienta, odpowiadały za aż 1/3 całego popytu w I kwartale 2018 roku. To przede wszystkimi wielkie inwestycje takie jak magazyn Zalando w Olsztynku czy centrum dystrybucyjne Leroy Merlin w środkowej Polsce, ale także dwa centra przeładunkowo-dystrybucyjne DHL w okolicach Warszawy.

Dziś ważny dzień dla funta

Realizacja zysków na rynku walutowym odbyła się z korzyścią dla niektórych walut względem USD, ale nie można mówić o większym odwrocie, zanim nie poznamy danych o kwietniowej inflacji CPI z USA. Rentowności 10-latek USA ponownie atakują 3 proc. i podkreślają, że różnice rynkowych stóp procentowych są tematem przewodnim dla FX. W nocy przekonał się o tym NZD po gołębim wydźwięku posiedzenia RBNZ. Dziś decyzja BoE będzie testem dla GBP.

Środowe zachowanie rynku FX (głównie odreagowanie słabości części walut G10 vs USD) pokazuje, że ostatnia sprzedaż w jakimś stopniu była podyktowana nerwowością przez decyzją prezydenta Trumpa w sprawie porozumienia nuklearnego z Iranem. Ponieważ finalne postanowienia nie okazały się takie straszne, inwestorzy mogli odetchnąć z ulgą. Po ostatniej fali wyprzedaży walut ryzykownych, gdzie trzeba podjąć decyzje o realizacji zysków i tak bym traktował odbicie z ostatnich kilkunastu godzin. Nie zapominajmy jednak, że główny argument stojący za marszem USD jest gdzie indziej. To rozdźwięk w siły gospodarki USA na tle osłabienia reszty świata i konsekwencje z tego płynące dla perspektyw polityki monetarnej i różnicy w rynkowych stopach procentowych. W tej kwestii nic się nie zmieniło od wczoraj, a nawet przypomina o swoim znaczeniu z rentownościami 10-latek USA ponownie zbliżającymi się do 3 proc. Dziś decydującym czynnikiem powinien być odczyt CPI i inflacji bazowej z USA. Pozytywne zaskoczenie (inflacja bazowa powyżej 2,2 proc.) podkreśli odstawanie USA jako jednej z nielicznych gospodarek, gdzie pojawia się presja inflacyjna. Słabszy odczyt z kolei napędzi dalszą korektę.

Jak ważne są perspektywy polityki monetarnej pokazała wczoraj reakcja NZD na postanowienia RBNZ. Zaskoczeniem w komunikacie było umiarkowane złagodzenie nastawienia. Bank utrzymał stopę OCR bez zmian na 1,75 proc., ale w projekcji osunął prognozę pierwszej podwyżki na odleglejszy termin w 2019 r. Obniżono też prognozę CPI do 1,6 proc. z 1,8 proc. w czerwcu 2019 r. Zmienił się też język opisujący neutralne nastawienie i od teraz bank dopuszcza scenariusz zarówno dla obniżki, jak i podwyżki. Choć sądzę, że w przyszłości podwyżka jest bardziej prawdopodobna, RBNZ wczoraj nie zaoferował nic, aby w tym momencie zachęcić do polowania na atrakcyjny poziom do kupna NZD.

Dziś po południu decyzję podejmuje Bank Anglii. Szanse na podwyżkę stopy procentowej w tym miesiącu kompletnie wyparowały po tym, jak ostatnie odczyty danych o aktywności gospodarczej wyraźnie zawiodły. Mimo tego jastrzębie wciąż mają oparcie w rynku pracy. Stąd jakkolwiek w opisie już opublikowanych danych komunikat BoE powinien zawierać gołębi język w odniesieniu do wzrostu i inflacji, tak jest wątpliwe, aby bank zdecydował się na wyraźną rewizję perspektyw pod wpływem jednej słabszej serii. Potencjalnym jastrzębim ryzykiem jest zbagatelizowanie odczytów z pierwszego kwartału jako obciążonych zdarzeniami jednorazowymi. Nowa projekcja zakładająca odbicie ożywienia w drugim kwartale będzie dodatkowym argumentem, że bank będzie szukał okazji do podwyżki we wcześniejszym terminie. Oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych odsunęły się w czasie i rynek dyskontuje pełną podwyżkę dopiero w listopadzie 2018 r. Trudno sobie wyobrazić, aby na konferencji prezes Carney chciał jeszcze bardziej osłabić te oczekiwania i w najgorszym wypadku powtórzy, że podwyżka w tym roku jest „prawdopodobna”. Biorąc pod uwagę, z jakim impetem rynek porzucał długie pozycje w funcie w drugiej połowie kwietnia, teraz poprzeczka dla jastrzębich zaskoczeń powinna być zawieszona dość nisko i pozostawienie otwartej furtki dla podwyżki w sierpniu może dać impuls do umocnienia funta.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Włochy wprowadzają kary za odpoczynek kierowcy w kabinie pojazdu

Od początku maja, firmy transportowe wysyłające kierowców do Włoch czeka jeszcze więcej obostrzeń. Dołączyły one bowiem do grona państw egzekwujących zakaz odpoczynków 45-godzinnych w kabinie pojazdu.

30 kwietnia 2018 r. włoskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wydało dokument, który daje służbom kontrolnym możliwość nakładania kar za odbiór regularnych odpoczynków tygodniowych (45 h) w kabinie pojazdu.

Nowe włoskie wytyczne są następstwem wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który wyjaśnia w jaki sposób powinny być interpretowane przepisy w tym zakresie. 20 grudnia 2017 r. w swoim wyroku TSUE potwierdził, że kierowcy nie mogą odbierać odpoczynków tygodniowych regularnych (45 h) w kabinie pojazdu. Stwierdził też, że kary za to naruszenie są zgodne z przepisami rozporządzenia 561/2006/WE i mogą być egzekwowane przez służby kontrolne.

Wytyczne włoskiego MSW nie wprowadzają dodatkowych kar, a jedynie wyjaśniają, że odpoczynek tygodniowy regularny odebrany w kabinie może zostać potraktowany jako brak odpoczynku. Za co z kolei mogą grozić sankcje w wysokości nawet do 1700 euro oraz konieczność odebrania pełnego odpoczynku tygodniowego poza kabiną pojazdu.

Dotychczas sankcje za nieprzestrzeganie zakazu wprowadziły u siebie Francja, Belgia, Niemcy i Wielka Brytania. Po ogłoszeniu wyroku TSUE dołączyła do nich Holandia, która rozpoczęła od poinformowania kierowców o powyższych zakazie i ewentualnych konsekwencjach poprzez publikację specjalnej ulotki informacyjnej, a następnie rozpoczęła regularne kontrole dotyczące przestrzegania przepisu. Egzekwowanie zakazu planuje również w najbliższym czasie Hiszpania.

Zgodnie z art. 8 p. 8 rozporządzenia 561/2006: „Jeżeli kierowca dokona takiego wyboru, dzienne okresy odpoczynku i skrócone tygodniowe okresy odpoczynku poza bazą można wykorzystywać w pojeździe, o ile posiada on odpowiednie miejsce do spania dla każdego kierowcy i pojazd znajduje się na postoju.”

Przytoczony artykuł wymienia odpoczynki dozwolone do odebrania w pojeździe. Wśród nich nie ma odpoczynku regularnego tygodniowego. Tym samym, jego wykorzystanie w kabinie pojazdu jest zakazane we wszystkich krajach UE. W przepisach europejskich taki zakaz istnieje już zresztą od 1985 roku (patrz art. 8 p. 7 Rozporządzenia Rady (EWG) nr 3820/85 z dnia 20 grudnia 1985 r.). Do tej pory jednak, ze względu na różne interpretacje ww. zapisów niewiele krajów go egzekwowało – komentuje Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

Produkcja drobiu jednym z najszybciej rozwijających się segmentów polskiej branży rolno-spożywczej

Polska od kilku lat jest niepokonanym liderem produkcji drobiu na terenie Unii Europejskiej. Komisja Europejska wskazuje, że w 2017 r. wyeksportowaliśmy ponad 3 mln ton drobiu, tym samym rodzima produkcja wyprzedziła takich producentów, jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Analizy wskazują, że w 2018 r. możemy liczyć na 7-procentowy wzrost produkcji w kraju.

`Łukasz Czech, specjalista ds. analiz agro Banku BGŻ BNP Paribas S.A.
Łukasz Czech, specjalista ds. analiz agro Banku BGŻ BNP Paribas S.A.

Drób jest jednym z najbardziej perspektywicznych i najszybciej rozwijających się segmentów polskiej branży rolno-spożywczej.Według danych Eurostatu, wartość eksportu tego sektora stanowiła aż 7,1 proc. całej wartości eksportu artykułów rolno-spożywczych a wartość eksportu drobiu poza Unię Europejską w ciągu ostatnich 6 lat uległa potrojeniu. Zmiany po stronie sprzedaży zagranicznej, ale też w konsumpcji krajowej, idą w parze z regularnym wzrostem wylęgu oraz uboju kurcząt. Ilość piskląt przeznaczonych na tucz w 2017 r. była o 4,3 proc. wyższa niż w 2016 r, co pokazuje, że rolnicy w Polsce intensywnie rozwijają produkcję – komentuje Łukasz Czech, specjalista ds. analiz agro Banku BGŻ BNP Paribas S.A. 

Wylęgi piskląt przeznaczonych na tucz (tys. szt.)

Wylęgi piskląt przeznaczonych na tucz (tys. szt.)Źródło: opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych GUS.

Ekspert przekonuje, że aktualna sytuacja na rynku drobiarskim daje podstawy do umiarkowanego optymizmu. Jednak w najbliższych latach należy spodziewać się wyhamowania wzrostu produkcji. Według danych Komisji Europejskiej w ostatnim roku produkcja drobiu w Unii zwiększyła się o 0,8 proc. Przewidywany wzrost w 2018 r. wynosi 1,3 proc., a w 2030 zaledwie 0,4 proc. Przyrost ten będzie w dużej mierze związany z rozwojem sektora drobiarskiego w Polsce.

Produkcja oraz konsumpcja drobiu w Unii Europejskiej (tys. t)

Produkcja oraz konsumpcja drobiu w Unii Europejskiej (tys. t)Źródło: opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych Komisji Europejskiej.

Pojawia się zatem pytanie, gdzie szukać rynku zbytu dla polskiego drobiu. Zważywszy, że w krajach „starej Unii” konsumpcja drobiu rośnie szybciej niż produkcja, na pewno część mięsa będzie mogła zostać tam ulokowana – dodaje Czech.

Polski drób umacnia się również w Japonii, Arabii Saudyjskiej, Meksyku oraz Iraku. Poza UE, to te kraje importują najwięcej mięsa z brojlerów kurzych (dane za 2017 r., USDA). – Sytuacja ta ma jednak niedługo się zmienić – według prognoz już za 5 lat Japonia będzie szóstym co do wielkości importerem drobiu. Kraj Kwitnącej Wiśni zostanie w tym rankingu wyprzedzony przez kraje takie jak Arabia Saudyjska, Wietnam, czy Chiny – dodaje.

Najwięksi importerzy mięsa drobiowego w 2022 r. według prognoz OECD-FAO. (tys. t)

importerzy mięsa drobiowegoŹródło: opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych OECD-FAO.

Wojciech Kapusta, kierownik ds. drobiu De Heus
Wojciech Kapusta, kierownik ds. drobiu De Heus

– W obliczu zmieniającej się genetyki ptaków, rozwoju rynku produkcji oraz zmieniających się oczekiwań finalnego konsumenta stosowane dotychczas metody tuczu mogą okazać się niewystarczające. Hodowca, który kto chce wykorzystać potencjał genetyczny brojlerów i osiągnąć maksymalne wyniki produkcyjne powinien zastosować własną, indywidualną strategię żywienia brojlerów, dopasowaną do bieżących warunków i możliwości dostępnych na danej fermie. Konieczna jest nieustanna obserwacja zachowania  stada  i reagowanie na każdą zmianę – komentuje Wojciech Kapusta, kierownik ds. drobiu De Heus.

– Monitorowanie parametrów produkcyjnych stada będącego w tuczu stanowi fundament do prawidłowego – efektywnego zarządzania żywieniem – podkreśla ekspert. – Pozwalają one hodowcom czuwać nad postępem oraz analizować powtarzalność produkcji. Tym samym pozwalają na osiąganie lepszych wyników, generowanie postępu i szukanie oszczędności. W analizie  i odpowiednim reagowaniu na zmieniające się parametry produkcyjne pomagają doświadczeni doradcy żywieniowi. Partnerska współpraca oraz wymiana doświadczeń sprawia, że wspólnie pokonywane są problemy, jakie pojawiają się na fermach, które nie są możliwe do przeskoczenia dla każdej strony z osobna – podpowiada Kapusta.

Polscy producenci, by móc rozwijać sprzedaż zagraniczną, muszą pozostać konkurencyjni kosztowo. – W 2015 r. koszty produkcji drobiu w Polsce były o 9 proc. niższe niż w UE, jednak w porównaniu z krajami z poza UE sytuacja nie jest już tak korzystna. Koszt produkcji w Rosji jest niższy o 2 proc. oraz aż o 24 proc. w przypadku Ukrainy i 31 proc. w przypadku Brazylii. Zmiany zachodzące na rynku światowym stwarzają wiele szans dla polskiego sektora drobiarskiego, kluczowe jednak będzie zachowanie restrykcyjnych standardów jakościowych z zachowaniem przewag kosztowych – podsumowuje Łukasz Czech.

Koszt produkcji kilograma kurcząt brojlerów w wadze żywej w 2015 r. (eurocenty)

koszt produkcji kurcząt brojlerówŹródło:  opracowanie BGŻ BNP Paribas na podstawie danych Competitiveness of the EU poultry meat sector, base year 2015.

Rekordowy rok Astri Polska. Aż 10 produktów dla ESA w 2018 r.

W 2018 roku, Astri Polska dostarczy aż 10 gotowych produktów dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Jest to rekordowy rok pod tym względem, jednocześnie wyróżniający Astri Polska w Polsce i w regionie. Pod koniec kwietnia firma przekazała drugie urządzenie testowe dla europejskich satelitów meteorologicznych. Do końca roku dostarczy m.in.: rozwiązania dla sondy, która zbada Jowisza, kolejne systemy do testowania satelitów oraz środowiska testowe dla kosmicznych odbiorników nawigacyjnych.

Urządzenie przekazane ESA pod koniec kwietnia będzie wykorzystywane głównie dla potrzeb testów awioniki europejskich satelitów meteorologicznych MetOp-SG. To drugie z docelowych 4 urządzeń dla tego programu. W lutym, firma z Warszawy przekazała drugie urządzenie dla europejskich satelitów telekomunikacyjnych Eurostar Neo. Na tym jednak, nie kończą się plany firmy na ten rok.

– Bieżący rok zapowiada się dla nas bardzo owocnie, ponieważ planujemy dostarczyć najwięcej produktów dla Europejskiej Agencji Kosmicznej w historii naszej ośmioletniej działalności – powiedział Jacek Mandas, Prezes Astri Polska. – W planie mamy przekazanie urządzeń testowych dla m.in.: sondy JUICE, która zbada Jowisza, kolejne urządzenia dla satelitów Eurostar Neo i MetOp-SG oraz system do walidacji optycznej głównego sensora misji Sentinel-5. Cieszymy się, że możemy realizować dla ESA coraz więcej projektów  – pokreślił.

W tym roku, firma dostarczy ESA także rozwiązania z dziedziny nawigacji i aplikacji satelitarnych.

– W chwili obecnej, jesteśmy w trakcie testów radiacyjnych układu scalonego AGGA-4, który będzie wykorzystywany w odbiornikach nawigacyjnych na satelitach i rakietach nośnych. Testy planujemy zakończyć w przeciągu kilku miesięcy. Do końca roku przekażemy ESA także środowisko testowe dla odbiorników nawigacji satelitarnej przeznaczonych do zastosowań kosmicznych. – wymienił Karol Brzostowski, Kierownik działu Aplikacji i Usług Satelitarnych Astri Polska. – W dziedzinie aplikacji satelitarnych, finalizujemy projekt EO4EP, w ramach którego dostarczymy serwisy do zdalnego monitoringu lodu na głównych rzekach w Polsce – dodał.

Każdy z produktów dostarczanych ESA jest wynikiem wielomiesięcznej pracy wysoko wykwalifikowanych inżynierów, pracujących dla polskiej firmy. Rozwiązania Astri Polska znajdują zastosowanie w wiodących misjach Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Astri Polska to pierwsza polska firma, której 100% przychodu pochodzi z sektora kosmicznego. Specjalizuje się w elektronice, optomechatronice, GNSS, satelitarnych obserwacjach Ziemi i aplikacjach satelitarnych. W portfolio firmy znajduje się ok. 50 projektów związanych z rozwojem technologii kosmicznych realizowanych dla m.in.: ESA, Komisji Europejskiej i Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Od momentu powstania w 2010 roku firma rozwija się dynamicznie, zatrudniając obecnie ok. 80 osób – większości polskich inżynierów.

Deloitte: W walce o klientów sklepy muszą łączyć zalety sprzedaży stacjonarnej i internetowej

Dziś już coraz rzadziej się mówi, że sklepy tradycyjne są zagrożone przez e-commerce. Coraz popularniejsza jest za to idea, tzw. connected stores, łączących zalety sklepu tradycyjnego z możliwościami jakie daje handel w kanałach cyfrowych. Raport „Retail 360 / Connected Stores. Transforming store fleet through technology”, przygotowany przez Deloitte Digital przekonuje, że detaliści muszą odpowiednio planować oraz funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w Internecie. Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi, a kilka lat temu było to 36 centów. O przyszłości handlu będzie mowa podczas przyszłotygodniowego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.  

Co oznacza pojęcie „connected stores”, czyli „połączonych sklepów”? – Jest to synergia wyjątkowych cech kanałów on-line i handlu tradycyjnego. Dziś sprzedawcy e-commerce, dzięki możliwościom jakie daje technologia, wiedzą o swoich klientach znacznie więcej niż sprzedawcy tradycyjni. I to będzie się zmienić – mówi Olgierd Cygan, Lider Deloitte Digital w Polsce i Europie Środkowej. – Sprzedawcy stacjonarni powinni zrozumieć, że lojalności klientów nie zdobywa się dzięki promocjom czy obniżkom, a relacja z konsumentami budowana jest w oparciu o wartość marki – dodaje.

Zacieranie granic

Eksperci Deloitte wskazują, że dziś rózważnice pomiędzy sprzedawcami a producentami z punktu widzenia konsumentów są coraz mniej zauważalne. – Wchodząc na stronę internetową producenta obuwia czy kosmetyków klient oczekuje, że w tym samym miejscu będzie mógł nie tylko obejrzeć towar, ale również go kupić. Coraz więcej firm rozumie ten mechanizm i wykorzystuje możliwości, które on daje – mówi Olgierd Cygan.

Aż 90 proc. sprzedaży detalicznej na świecie nadal odbywa się w sklepach tradycyjnych. Jednak aby sprostać konkurencji ze strony przyjaznych w obsłudze sklepów online, które mogą zaoferować ogromny asortyment, zasadniczą rolę odgrywa doświadczenie klienta i zaangażowanie marki.

Sprzedawcy tradycyjni powinni uświadomić sobie, że kontakt klienta z marką nie zaczyna ani nie kończy się na wejściu i wyjściu ze sklepu. Raport Deloitte wylicza etapy „podróży” klienta. Jest to uświadomienie sobie potrzeby posiadania jakiegoś produktu lub usługi, poszukiwanie informacji o sprzedawcy, spełnienie celu, czyli zakup, uczucie satysfakcji oraz podzielenie się wrażeniami z innymi.

Aż 56 centów z jednego dolara wydanego w sklepie stacjonarnym to efekt kontaktu klienta z kanałami cyfrowymi. Kilka lat temu było to 36 centów. Ci którzy kupują w różnych kanałach wydają ponad dwa razy więcej, niż ci, którzy robią zakupy jedynie w sklepach tradycyjnych. – Oznacza to, że detaliści muszą odpowiednio i całościowo planować i funkcjonować we wszystkich kanałach, niezależnie od tego, czy ostateczna sprzedaż odbywa się w sklepie czy w internecie – mówi Olgierd Cygan.

Różne modele działalności

Eksperci Deloitte uważają, że w przyszłości największy sukces osiągną sklepy, które będzie można określić mianem „placu zabaw dla zmysłów”. Będą one potrafiły zaspokoić wszystkie potrzeby klientów. Na przeciwległym biegunie znajdzie się sprzedawca, któremu będzie zależało jedynie na zawarciu transakcji, nie zważając na potrzeby konsumentów. 

Jedną z koncepcji, która będzie miała coraz większe znaczenie w handlu jest wykorzystywanie sklepów jako centrów dystrybucyjnych. W ten sposób ogranicza się koszty, a także czas dostarczenia towaru zamówionego przez konsumenta. Takie rozwiązanie zastosowała ostatnio firma eobuwie.pl, która we Wrocławiu otworzyła innowacyjny sklep, w którym klienci wybierają buty za pomocą tabletów, a sprzedawcy dostarczają im w ciągu trzech minut od złożenia zamówienia.

Kluczowa technologia

Funkcjonowanie nowoczesnego sklepu nie jest i nie będzie możliwe bez technologii. Według raportu Deloitte szczególnie cztery z nich będą miały duże znaczenie dla handlu: biometria, sztuczna inteligencja, internet rzeczy oraz computer vision (komputerowe rozpoznawanie obrazu). Dzięki tej ostatniej technologii za pośrednictwem obrazów i filmów wideo sprzedawcy zyskają informacje w czasie rzeczywistym na temat potrzeb i zachowań klientów. – Tradycyjna sprzedaż detaliczna nie była branżą, która w jakimś znaczącym stopniu była uzależniona od technologii. To się jednak zmieniło. Sprzedawcy muszą zrozumieć, że technologia będzie odgrywała coraz większą rolę nie tylko w ich relacjach z klientami, ale zarządzaniu całą firmą – mówi Olgierd Cygan.

Czy to oznacza również, że w bliżej nieokreślonej perspektywie sprzedawców zastąpią roboty? Zdaniem ekspertów Deloitte tak się nie stanie. Ludzie nadal chcą mieć kontakt z ludźmi, a technologie mają ich tylko wspomagać i wpływać na efektywność kosztową.

Trudne czasy dla złotego

Jeszcze nie tak dawno zaczęliśmy przyzwyczajać się do euro po 4,15 zł, a frank ku uciesze kredytobiorców schodził do poziomu 3,50 zł. Co takiego dzieje się na rynku, że w ciągu 3 tygodni złoty stracił kilkanaście groszy na wartości?

Ostatnie tygodnie dla osób zainteresowanych mocnym złotym musiały być trudne. W ciągu krótkiego czasu kredyty frankowe stałe się kilka procent większe, a zagraniczne wakacje wyraźnie podrożały. Co leży u podstaw takich zmian?

Od czego zależy wartość złotego?

To na ile rynek wycenia rodzimą walutę, zależy od wielu czynników. Z tych najważniejszych warto wymienić oczywiście kondycję gospodarki. Im lepiej sobie radzi, tym chętniej inwestorzy u nas inwestują. W tym celu muszą kupić złotówki co powoduje, że złoty umacnia się względem walut obcych. Drugim ważnym czynnikiem jest to ile można zarobić w danej walucie na inwestycjach o bardzo niskim ryzyku. Mowa tutaj realnie o poziomie stóp procentowych i oprocentowaniu obligacji. Na polu danych makroekonomicznych nie było ostatnimi tygodniami zmian, a nawet jeśli to nie negatywnych, bo kilka instytucji podniosło nam prognozy wzrostu PKB.

Powiązania pomiędzy walutami

Bardzo często jest tak, że niektóre waluty są od siebie zależne. Szczególnie jeżeli organizmy gospodarcze są mocno połączone lub działają w bardzo podobnym otoczeniu. W ten sposób właśnie złoty jest silnie związany z euro. W rezultacie jeżeli euro traci, to traci również złoty. Dobrym dowodem jest to co właśnie działo się na dolarze i franku. W tym samym czasie gdy inwestorzy wycofywali się ze złotego, wycofywali się przede wszystkim z euro. Skoro złoty do euro stracił niecałe 12 groszy, ale euro do dolara straciło około 5 centów, to strata złotego do dolara będzie łączyć w sobie oba te zjawiska. Z tego właśnie powodu w ciągu trzech tygodni dolar podskoczył z 3,35 zł do 3,61 zł.

Ryzyko na rynku

Najgorętsze wiadomości ostatniego czasu na rynkach światowych to konflikt handlowy głównie na linii USA i Chiny oraz wyjście USA z porozumienia nuklearnego z Iranem. Oba te zjawiska w ostatnim czasie rozwinęły się na korzyść Donalda Trumpa. Nie zmienia to faktu, że ogólny poziom ryzyk na rynkach rośnie. Gdy czasy stają się niepewne wielu inwestorów stara się przenieść środki w bezpieczniejsze miejsca. Złoty nie jest już tak źle oceniany jak jeszcze kilkanaście lat temu, ale w dalszym ciągu jest w koszyku Europy Środkowo-Wschodniej. Powoduje to, że jeżeli na świecie zaczyna się dziać naprawdę źle, inwestorzy zmniejszają zaangażowanie w naszym regionie, a inwestują w tzw. bezpieczne waluty. To dlatego strata procentowa względem franka przekracza stratę względem euro.

Co dalej ze złotówką?

Przy obecnych poziomach złotego inwestycje w Polsce stają się bardziej opłacalne. W rezultacie przy uspokojeniu się rynków można spodziewać się powrotu w stronę poprzednich poziomów. Z wydarzeń globalnych najważniejsze będzie rozwiązanie sporu wokół Iranu. Wraz z uspokojeniem sytuacji złoty powinien się umacniać. Najprawdopodobniej ruch będzie silniejszy względem franka niż euro. Warto tutaj zwrócić uwagę, że analiza ta zakłada nie pojawianie się nowych czynników ryzyka. Na horyzoncie jest jednak przynajmniej 13 czerwca. Analitycy są zgodni, że dojdzie wtedy do podwyżki stóp procentowych w USA. Większość tego ruchu jest już co prawda uwzględniona w cenach, ale powiększy to różnicę w oprocentowaniu między USA i Europą na korzyść Stanów. Już teraz mamy stopy procentowe na poziomie USA, a obligacje dają niewiele większy procent zwrotu. Taki ruch będzie zachęcał jeszcze bardziej inwestorów do przenoszenia kapitału za ocean co z kolei może ciążyć złotemu szczególnie wobec dolara.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyszkolić przyszłych kosmonautów

Wirtualna rzeczywistość pomoże wyszkolić przyszłych kosmonautów 1

Możliwości, jakie daje wirtualna rzeczywistość są nieograniczone. Coraz częściej wykorzystywana jest w edukacji, a dzięki wiernemu odwzorowaniu niemal każdej przestrzeni, pozwala też przybliżyć kosmos. Specjalne symulatory lotów kosmicznych to nie tylko świetna zabawa, ale też element szkoleń dla przyszłych astronautów. Na rynku pojawia się też coraz więcej gier wykorzystujących VR, dzięki którym można np. sprawdzić jak wygląda stacja kosmiczna. Dzięki polskiej firmie można też wylądować kapsułą kosmiczną na Ziemi, zobaczyć jak wyglądają wszystkie procedury.

Wirtualna rzeczywistość zrewolucjonizuje system szkoleń. Już teraz coraz częściej sięgają po nią twórcy gier i coraz chętniej jest wykorzystywana w edukacji. Pozwala przybliżyć miejsca, gdzie trudno dotrzeć – np. w głąb wulkanu, na dno oceanu, lub w przestrzeń kosmiczną. Pojawiają się gry, dzięki którym można sprawdzić jak wygląda stacja kosmiczna, a nawet przeżyć wirtualny kosmiczny spacer. Niedawno odwzorowano Międzynarodową Stację Kosmiczną w wirtualnej rzeczywistości, a aplikacja umożliwiająca kosmiczny spacer oparta jest na programach treningowych używanych przez NASA oraz Europejską Agencją Kosmiczną.

Pojawiają się też symulatory, dzięki którym można poczuć się jak w kapsule kosmicznej, bezpiecznie sprowadzić ją na ziemię i sprawdzić, jak przebiegają wszystkie procedury. Taką możliwość stworzyła polska firma i gra Interkosmos.

– Wirtualna rzeczywistość daje nowe możliwości pokazania, jakim doświadczeniem jest bycie w metalowej puszce w kosmosie. Chcieliśmy też przedstawić procedury lądowania taką kapsułą. Znamy z materiałów filmowych wielkie kule ognia, ale VR daje możliwość przeżyć to, co się dzieje wcześniej, w trakcie i później. Interkosmos jest grą, która upraszcza i skraca to doświadczenie. Normalne lądowanie z ISS trwa około sześć godzin, nasze doświadczenie trwa od 45 minut do godziny i w uproszczony sposób pozwala przeżyć i zrozumieć jakie etapy są potrzebne żeby wylądować na Ziemi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jaq Chojecki z Ovid Works.

Statek kosmiczny, który obsługuje gracz, jest w pełni interaktywną kapsułą inspirowaną technologią z lat 70-tych. Zadaniem gracza jest bezpieczne sprowadzenie kapsuły na Ziemię. Choć może liczyć na pomoc operatorów z NASA i Roscosmos, to na nim spoczywa większość obowiązków.  Musi szybko podejmować decyzje, dostosować się do problemów, a wszystko w ramach ustalonych procedur. Aparatura zainstalowana na pokładzie kapsuły jest w pełni interaktywna. Obecnie gra pozwala przeżyć lądowanie kapsułą kosmiczną na Ziemi, twórcy opracowują też start kapsuły z Ziemi, a docelowo gra ma być nastawiona na tryb multiplayer.

– Myślimy o tym, żeby w przyszłości stworzyć wersję, która będzie pozwalała komunikować się dwóm graczom. Jeden gracz będzie tzw. command center, drugi będzie siedział w puszce w VR i musiał wykonywać rozkazy, które przekaże mu inny gracz. Chcemy pokazać, jak taka komunikacja wygląda. Daje to też nowe możliwości rozgrywki dla większej liczby osób – zapowiada Jaq Chojecki.

Choć Interkosmos to gra i ma stanowić przede wszystkim rozrywkę, daje też wiele możliwości, także szkoleniowych. Dzięki oprogramowaniu i przeniesieniu do wirtualnej rzeczywistości będzie można szkolić się niemal za darmo, nabrać odpowiednich nawyków i poznać procedury. To szansa na przeszkolenie polskich astronautów. Wirtualna rzeczywistość może też pobudzić wyobraźnię młodych ludzi, co w przyszłości pozwoli na dalszą eksploracją kosmosu.

– Tego typu projekty pozwalają rozpowszechnić podstawową wiedzę na temat pewnych operacji w kosmosie, ale też dają nadzieję na zainteresowanie przyszłej generacji kosmosem i wykształcenie przyszłej generacji kosmonautów – wskazuje przedstawiciel Ovid Works.

Analitycy Technavio szacują, że globalny rynek gier VR będzie rósł w najbliższych trzech latach w tempie 67 proc. średniorocznie. Grand View Research podaje, że do 2025 roku osiągnie wartość 45 mld dolarów. Abi Research prognozuje zaś, że wartość rynku szkoleń z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości do 2022 roku wzrośnie do poziomu 6,3 mld dolarów. Tempo wzrostu może być jednak znacznie szybsze.

– Stworzenie symulatorów na VR jest przede wszystkim dużo tańsze niż tworzenie fizycznych symulatorów, które są problematyczne, wymagają specjalnych techników do obsługi. Tego typu rozwiązania dają możliwość każdemu. Tworzenie symulatorów w pełni odtwarzających sytuacje które mogą się zdarzyć to przyszłość. Mamy przygotowaną ofertę dla agencji kosmicznych i prywatnych agencji, które mają za zadanie wykształcić dużo mniejszym kosztem przyszłych pilotów tego typu urządzeń – podkreśla Jaq Chojecki.

Transmisje w jakości 4K nie wymagają już korzystania z wozów transmisyjnych. Przyszłością streamingu są technologie 360 stopni i wirtualnej rzeczywistości

Transmisje w jakości 4K nie wymagają już korzystania z wozów transmisyjnych. Przyszłością streamingu są technologie 360 stopni i wirtualnej rzeczywistości 2

Możliwe są już transmisje wideo na żywo w jakości 4K z wykorzystaniem niewielkich gabarytowo urządzeń pozwalających nie tylko na przesyłanie, lecz także realizację materiału w czasie rzeczywistym. Przyszłością streamingu ma być jednak strumieniowe przesyłanie materiałów w technologii 360 stopni i w wirtualnej rzeczywistości. Telewizyjne relacje na żywo, które jeszcze do niedawna wymagały wozów transmisyjnych, dziś można wykonać, korzystając z urządzeń przypominających gabarytowo jednostkę centralną komputera.

Rynek transmisji wideo rozwija się bardzo dynamicznie, a prezentowanych jest coraz więcej innowacyjnych urządzeń. Niedawno zaprezentowany nadajnik Aeon TX jako pierwszy na świecie bezprzewodowo przesyła obraz w jakości 4K. Sygnał można już przesyłać bezprzewodowo bezpośrednio z kamery. Nowy model JVC HC900 stworzono z myślą o przesyłaniu obrazu na żywo za pośrednictwem łączności internetowej. Zastosowanie nowego silnika pozwala przesyłać dane z prędkością nawet 20 Mb/s.

Do prowadzenia relacji telewizyjnej nawet w jakości 4K nie jest potrzebny już wóz transmisyjny. Wystarczy specjalna walizka wielkości komputera, by relacjonować np. wydarzenia sportowe z kilku kamer i z wykorzystaniem tak wymagających efektów, jak slow motion. Streamstar Case 710 to jeden z najbardziej zaawansowanych, mobilnych systemów transmisji, który może zastąpić wóz transmisyjny. Obsługuje sześć kamer z możliwością emisji powtórek i technologii slow motion. Cena urządzenia to około 100 tys. zł, przez co jest on dostępne raczej dla większych firm produkcyjnych.

– Nowy rodzaj transmisji odbywa się poprzez zdalny system zarządzania streamem, który jest przekazywany z punktu A do punktu B. W dzisiejszych czasach nie potrzebujemy już wyjeżdżać dużym wozem do tego, aby móc zrobić realizację live z meczu, wydarzenia czy koncertu. Wszystko odbywa się za pomocą połączenia internetowego poprzez tunel VPN. Jest on przystosowany do rodzaju kamery, którą bezpośrednio zarządzamy z punktu realizacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Łukasz Bem z Bemix Media.

Producenci rozwiązań do streamingu idą jednak o krok dalej i w planach mają rozszerzenie spektrum działania o niezwykle rozwojową technologię wirtualnej rzeczywistości. Jeszcze w tym roku za sprawą izraelskiej firmy Mantis Vision mają być przeprowadzone pierwsze transmisje z wielkich koncertów i wydarzeń sportowych w technologii VR, bezpośrednio do gogli wirtualnej rzeczywistości.

W mniejszej skali przesyłanie strumieniowe treści wideo w formacie 360 stopni i rzeczywistości wirtualnej jest już możliwe, m.in. za sprawą platformy Wowza Streaming Cloud, dzięki której wystarczy podłączyć źródło transmisji (np. smartfon), by móc relacjonować online. Technologia VR Stream z kolei pozwala przesyłać strumień wideo z komputera do urządzenia mobilnego przez lokalne Wi-Fi i przekształca go w tryb rzeczywistości wirtualnej. Pozwala to odtwarzać praktycznie każdą zawartość komputera na urządzeniu mobilnym, bez konieczności kupowania gogli VR.

– Technologia VR w niedługim czasie wejdzie w nasz świat. Trwają już prace nad wykonywaniem transmisji VR-owych, a nawet spotkań VR-owych, za pomocą awatarów. Możemy założyć sobie profil awatarowy i spotykać się w  stworzonym świecie VR – mówi przedstawiciel Bemix Media.

Streaming wideo będzie w najbliższych latach notował dynamiczny rozwój – wynika z badań PR Newswire. Globalna wartość rynku oprogramowania do strumieniowej transmisji wideo w latach 2017–2022 wzrośnie ponaddwukrotnie. W 2022 r. wartość tego rynku ma osiągnąć 7,5 mld dol. przy średniorocznym wzroście na poziomie 18,2 proc.

Ataki hakerów stają się coraz bardziej wyrafinowane. Mogą doprowadzić nawet do upadku firmy

Ataki hakerów stają się coraz bardziej wyrafinowane. Mogą doprowadzić nawet do upadku firmy 3

Cyberbezpieczeństwo staje się jednym z kluczowych obszarów inwestowania każdej firmy, bo ataki hakerów są coraz bardziej wyrafinowane i kosztowne. Z badania Cisco wynika, że w ubiegłym roku ponad połowa cyberataków spowodowała straty finansowe w wysokości ponad 500 tys. dol. Obejmuje to zarówno koszty związane z utratą dochodów, klientów, jak i koszty operacyjne. Niekiedy może się to zakończyć upadłością firmy.

Cyberzagrożenia są coraz bardziej skomplikowane. Mamy nowe trendy związane z rozprzestrzenianiem się zagrożeń. Z jednej strony to wykorzystywanie starych metod, takich jak robaki internetowe, a z drugiej strony zagrożenia związane z IoT, czyli ataki na infrastrukturę, która jest krytyczna z punktu widzenia działania przedsiębiorstwa czy bezpieczeństwa kraju – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Ceklarz z Cisco Systems Polska.

Raport „Global Risks Report 2018”, przygotowany przez Marsh we współpracy ze Światowym Forum Ekonomicznym, wskazuje, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba ataków hakerskich wzrosła dwukrotnie. Z kolei z raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwo. Cyberatak zjawiskiem powszechnym” wynika, że w 2017 roku 82 proc. przedsiębiorstw zanotowało przynajmniej jeden taki incydent, ale już co czwarta firma – co najmniej dziesięć. Najbardziej dotkliwe finansowo dla firm były ataki ransomware, które szyfrują dostęp do danych w zamian za okup. Ataki Petya i NonPetya spowodowały kwartalne straty w wysokości 300 mln dol., WannaCry zainfekował zaś w sumie 300 tys. komputerów w stu pięćdziesięciu krajach. Z badania Cisco „Annual Cybersecurity Report 2018” wynika, że ponad połowa cyberataków spowodowała straty finansowe wysokości ponad 500 tys. dol., włączając w to m.in. utratę przychodu, klientów, okazji biznesowych oraz koszty operacyjne.

– W tej chwili cyberbezpieczeństwo staje się jednym z krytycznych pól działania firmy. Trudno sobie wyobrazić, żeby bank nagle utracił możliwość kontaktu z klientami za pomocą internetu, co już może świadczyć o tym, że ten problem może być bardzo brzemienny w skutkach – mówi Michał Ceklarz. – W najczarniejszym scenariuszu może to nawet doprowadzić do upadku firmy. Są to realne przykłady z innych krajów. W Polsce na szczęście nie mieliśmy do czynienia z tak drastycznym zagrożeniem, niemniej jednak jest ono możliwe.

Z raportu „Global Risks Report 2018” przygotowanego przez Marsh wynika, że choć dla 70 proc. firm największym zagrożeniem związanym z atakiem hakerskim jest przerwa w działalności i utrata zysku, to tylko 19 proc. organizacji jest przygotowanych na zarządzanie ryzykiem cybernetycznym i ma gotowy scenariusz na wypadek takiego incydentu.

Eksperci Cisco podkreślają, że cyberataki skierowane na łańcuchy dostaw mogą zainfekować komputery na ogromną skalę lub na długi czas. Ale wśród osób odpowiadających w firmach za cyberbezpieczeństwo świadomość zagrożeń rośnie. Raport „Annual Cybersecurity Report 2018” wskazuje, że często – by zapewnić bezpieczeństwo w firmie – wdrażają one zestawy rozwiązań pochodzących od różnych dostawców. Ta złożoność może mieć jednak negatywne skutki dla obrony przed atakami. Specjaliści ds. bezpieczeństwa przyznali, że jedna trzecia naruszeń dotyczyła ponad połowy systemów, podczas gdy w 2016 roku odsetek wynosił 15 proc.

Często atak na firmę może się zaczynać od ataku na pojedynczego pracownika. Ta metoda staje się coraz bardziej skuteczna dzięki profilowaniu użytkowników internetu na podstawie dostępnych na ich temat danych. Wiedza o przyzwyczajeniach użytkownika, ulubionych stronach i zainteresowaniach sprawiają, że ataki można dopasować do każdego indywidualnie, tym samym zwiększając ryzyko zainfekowania komputera.

– Podłączając się do internetu, wszyscy jesteśmy poddawani masie różnego rodzaju prób ataku. To może być atak celowany, tzw. targetowany. Jeżeli profilowanie użytkownika będzie wykorzystywane do ataków cybernetycznych, cel może być skutecznie zaatakowany, a co za tym idzie – całe firmy mogą zostać skompromitowane. Dlatego bardzo często atak na firmę zaczyna się od pojedynczych pracowników – wyjaśnia Michał Ceklarz.

Obserwacje Cisco potwierdzają, że o ile organizacje mają dużą świadomość zagrożeń, o tyle wśród użytkowników indywidualnych sytuacja wygląda nieco gorzej.

Bardzo często użytkownicy domowi jeszcze sobie nie zdają z tego sprawy. Dla nich często ta kłódka w przeglądarce jest wystarczającym gwarantem bezpieczeństwa, co jest złudne. Niemniej jednak coraz więcej ludzi aktualizuje swoje systemy operacyjne, choć nie zawsze robi to na czas, co wykorzystują chociażby takie zagrożenia jak Petya bądź WannaCry. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, natomiast idziemy w dobrym kierunku – mówi przedstawiciel Cisco Systems Polska.

FOR: Przez niższy wiek emerytalny coraz więcej osób będzie otrzymywać minimalne świadczenia. Ratunkiem może być system kapitałowy

FOR: Przez niższy wiek emerytalny coraz więcej osób będzie otrzymywać minimalne świadczenia. Ratunkiem może być system kapitałowy 4

Obniżenie wieku emerytalnego, zaniżanie przewidywanej długości trwania życia czy zbyt hojnie przyznawane renty wdowom przyczyniają się do problemów w obecnym systemie emerytalnym – ocenia Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji FOR. Niski wiek emerytalny i wciąż mała aktywność zawodowa kobiet oznaczają, że nawet 40 proc. z nich będzie w przyszłości otrzymywało minimalną emeryturę. Ratunkiem może się okazać – poza wydłużaniem czasu pracy – zwiększanie oszczędności pracowników na emeryturę, czemu sprzyjać będzie utworzenie pracowniczych planów kapitałowych. O ile środki na nich gromadzone nie będą upolitycznione – podkreśla ekonomista.

Zgodnie z reformą z 1999 roku system emerytalny jest oparty o bardzo zdrową zasadę – ile wpłacimy do systemu, tyle z niego pobierzemy. Kiedy wpłacamy składki do ZUS, są one tam indeksowane i w momencie przechodzenia na emeryturę suma wpłaconych składek jest dzielona przez oczekiwaną długość trwania życia i tak otrzymujemy emeryturę. Niemniej jednak, żeby ten system działał, trzeba jeszcze dopracować szereg parametrów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Biznes dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Jak przekonuje ekspert, reforma emerytalna z 1999 roku okazała się sukcesem. Wcześniej funkcjonujący system groził załamaniem finansowym, wysokość emerytury nie była powiązana z sumą wpłaconych składek. W efekcie, żeby pokryć rosnącą dziurę w budżecie ZUS, podnoszono składki. O ile jeszcze w latach 80. wszystkie składki na ubezpieczenia społeczne wynosiły 15,5 proc., o tyle w latach 90. już 45 proc. System wciąż jednak wymaga szeregu zmian.

– ZUS zaniża oczekiwaną długość życia, nie bierze pod uwagę tego, że z roku na rok ona rośnie, emerytury są więc wyższe, niż powinny być. Po drugie, hojnie przyznajemy renty wdowom. Kiedy mężczyzna przechodzi na emeryturę, system nie bierze pod uwagę sporego prawdopodobieństwa, że jego świadczenie w przyszłości będzie pobierała wdowa. Po trzecie, mamy techniczne szczegóły, które też obciążają system, takie jak brak ujemnej waloryzacji kont w ZUS-ie, co sprawia, że dochody ZUS-u odrywają się od zobowiązań. Mamy też kwartalną waloryzację, która sprawia, że osoba odchodząca na emeryturę w konkretnych miesiącach, otrzymuje wyższą emeryturę niż osoba odchodząca w innych miesiącach – wymienia dr Aleksander Łaszek.

Z informacji o wykonaniu planu finansowego FUS opublikowanego przez ZUS wynika, że 2017 rok zakończył się deficytem na poziomie 2,19 mld zł (wpływy ze składek wyniosły nieco ponad 166,6 mld zł przy planowanych 164,8 mld zł). Wydatki z FUS przekroczyły 212 mld zł. W ostatnich latach pokrycie wydatków FUS wpływami jest jednak coraz większe. Z danych ZUS wynika, że w 2017 roku wyniosło 78,5 proc., rok wcześniej – 74,2 proc. W 2010 roku było to nieco tylko powyżej 55 proc. Zdaniem ekonomisty FOR problem będzie jednak się pogłębiał.

– Przy tak niskim wieku emerytalnym kobiet – 60 lat – bardzo dużo osób będzie otrzymywało emeryturę minimalną. Zasady jej przyznawania są bardzo łagodne, a to znaczy, że do tych emerytur minimalnych będą dopłacali podatnicy, co będzie powodowało utrzymywanie się deficytu i konieczność wzrostu podatków – ocenia ekonomista.

Obecnie emeryturę niższą niż minimalna otrzymuje 250 tys. Polaków, a emeryturę minimalną – 150 tys. osób. Aby ją otrzymać, należy wykazać 20-letni okres składkowy w przypadku kobiet i 25 lat dla mężczyzn. Obniżenie wieku emerytalnego sprawia, że liczba osób pobierających minimalne świadczenie będzie jednak rosnąć. Przykłada się do tego m.in. stosunkowo niska aktywność zawodowa kobiet. Według różnych analiz nawet 40 proc. pań może w przyszłości otrzymywać minimalną emeryturę.

Jeżeli chcemy, żeby system ZUS nie generował deficytu, czyli nie obciążał pracujących, musimy wprowadzić tablice trwania życia uwzględniające rosnącą długość życia, doprecyzować renty wdowie, doprecyzować waloryzacje i indeksacje świadczeń, ale też zastanowić się nad konstrukcją emerytury minimalnej i sposobami dopłaty do niej, a także – od tego nie uciekniemy – podnosić wiek emerytalny, szczególnie w przypadku kobiet – przekonuje Łaszek.

Problemem systemu będą też coraz większe różnice w wysokości otrzymywanych świadczeń. Z analizy GRAPE „Wiek emerytalny i wydatki na emerytury. Jakie będą skutki obniżenia wieku emerytalnego” wynika, że w 2020 roku, przy zachowaniu obecnego wieku emerytalnego, świadczenie blisko 70 proc. seniorów nie przekroczy minimalnego (przy wieku emerytalnym 67 lat niezależnie od płci – nieco ponad 30 proc.). Jednocześnie propozycja zniesienia limitu trzydziestokrotności składek na ZUS dla najlepiej zarabiających sprawią, że będą rosły napięcia społeczne.

– To będzie podważało polityczną stabilność systemu, bo system będzie wypłacał z jednej strony bardzo dużo bardzo niskich emerytur, a z drugiej strony mało, ale bardzo wysokich. Będzie to tworzyło polityczną presję na zmianę systemu – albo obniżenie najwyższych emerytur i dofinansowanie najniższych, albo zwiększenie opodatkowania pracujących, żeby podnosić te najniższe emerytury – ocenia ekonomista FOR.

Ratunkiem dla polskiego systemu emerytalnego mogą być – pod pewnymi warunkami – pracownicze plany kapitałowe (PPK), zwłaszcza w kontekście zmian w OFE. Dopóki fundusze mogą inwestować za granicą, dopóty wysokość emerytury będzie w pewnym stopniu uniezależniona od krajowego rynku, a ten zależy od demografii.

– OFE zakładało budowę systemu kapitałowego w oparciu o obowiązkową składkę. Wpływy ZUS spadły, były refundowane przez budżet państwa, ale nie obciążało to dodatkowo pensji netto. PPK wychodzi z innej zasad – składka ZUS cała jest konsumowana na bieżące wydatki emerytalne, natomiast budowa systemu kapitałowego ma być finansowana z dodatkowej składki obciążającej dochody netto emerytów. Przez to ten system będzie mniej powszechny, nie wszyscy w nim będą uczestniczyć, i bardziej ograniczony, ale też może się przyczynić do szybszego wzrostu, o ile – to kluczowe założenie – te środki nie będą upolitycznione – tłumaczy dr Aleksander Łaszek.

Nadchodzą biometryczne dowody osobiste i karty płatnicze. Biometria może już wkrótce zastąpić tradycyjne zabezpieczenia, takie jak PIN i hasła

Nadchodzą biometryczne dowody osobiste i karty płatnicze. Biometria może już wkrótce zastąpić tradycyjne zabezpieczenia, takie jak PIN i hasła 5

Skanery linii papilarnych, tęczówki czy głosu coraz częściej zastępują tradycyjne metody weryfikacji tożsamości. Wiele wskazuje na to, że wkrótce biometria stanie się standardem nie tylko w smartfonach, lecz także we wszystkich dziedzinach naszego życia. Na rynek wkrótce trafią pierwsze karty płatnicze z wbudowanym czytnikiem odcisków palców. Komisja Europejska rekomenduje wprowadzenie we wszystkich krajach członkowskich biometrycznych dowodów osobistych, które uniemożliwiłyby kradzież tożsamości.  ​ 

– Do uwierzytelniania transakcji wciąż używamy haseł, tokenów, PIN-ów oraz innych rozwiązań, które nie są ani bezpieczne, ani wygodne dla klienta. Warto odejść od takich metod na rzecz biometrii rozumianej bardzo szeroko, jako dziedzina nauki zajmująca się uwierzytelnianiem za pomocą wzorów głosu, twarzy, tęczówki oka czy linii papilarnych. Biometria pozwala uwierzytelnić klienta dzięki stworzeniu jego cyfrowej tożsamości – mówi Grzegorz Ficowicz, Business Solutions Architect z Dimension Data Polska.

Czytniki linii papilarnych, najpopularniejszy rodzaj zabezpieczenia biometrycznego, spowszedniały. Kiedy kilka lat temu wchodziły na rynek smartfonowy, mogliśmy mówić o nich w kategorii innowacji, a dziś znajdziemy je nawet w najtańszych urządzeniach z budżetowej półki cenowej. Pozwalają zabezpieczyć telefon przed dostępem niepowołanych osób i sprawdzają się w roli systemu weryfikacji tożsamości podczas dokonywania zakupów w internecie lub za pośrednictwem terminali bezprzewodowych.

Prawdziwym przełomem w tej branży mogą się okazać karty płatnicze od JCB opracowane we współpracy z firmą IDEMIA, specjalizującą się w zabezpieczeniach biometrycznych. Wyposażono je w zintegrowany czytnik linii papilarnych, który autoryzuje tożsamość klienta, analizując odcisk jego palca. Ich największą zaletą jest proste, intuicyjne działanie. Wystarczy zarejestrować wzór papilarny za pomocą aplikacji mobilnej, a podczas dokonywania płatności przytrzymać palec na czytniku. Co ważne, system ten działa ze wszystkimi terminalami akceptującymi karty JCB.

Do wprowadzenia kart biometrycznych przymierza się także Mastercard. Firma w przyszłym roku uruchomi pilotażowy program weryfikacji tożsamości za pośrednictwem odcisku palca oraz zdjęcia twarzy. Zabezpieczeniami tego typu interesuje się również Komisja Europejska, która zarekomendowała krajom członkowskim wprowadzenie dowodów tożsamości przechowujących dwa rodzaje danych biometrycznych – cyfrowy wizerunek twarzy oraz odcisk palca. Rozwiązanie to miałoby uniemożliwić przestępcom podszycie się pod inną osobę i np. zaciągnięcie kredytu na skradziony dowód.

– Dotychczas do otworzenia konta w banku lub udzielenia kredytu wystarczyło pokazać dowód osobisty. Przy obecnym stopniu zaawansowania technologii biometrycznej oferujemy klientom możliwość identyfikacji w kanałach zdalnych, potwierdzając jego tożsamość automatycznie. Dane przesyłane są w formie zdjęć do platformy biometrycznej, która porównuje autentyczność fotografowanego dokumentu oraz przechwyconego zdjęcia twarzy. Jeśli użytkownik zostanie pozytywnie uwierzytelniony, uzyskuje dostęp do usługi, w innym przypadku może być poproszony o dodatkowy składnik autoryzujący, np. odcisk palca, frazę głosową lub klasyczne jednorazowe hasło SMS – komentuje Grzegorz Ficowicz.

Na świecie uruchomiono także kilka pilotażowych programów wykorzystujących do realizowania płatności wyłącznie skaner twarzy. Pierwsze kioski biometryczne postawiono m.in. w burgerowni CaliBurger w Pasadenie oraz w restauracji KFC w chińskim mieście Hangzhou.

Według raportu Global TMT Predictions 2018 opracowanego przez Deloitte do końca roku 29 proc. użytkowników smartfonów będzie weryfikować swoją tożsamość za pośrednictwem odcisku palca, a 42 proc. wszystkich urządzeń mobilnych będzie wyposażonych w czytnik linii papilarnych. Analitycy przewidują, że do 2023 roku aż 80 proc. telefonów będzie oferować co najmniej jedno zabezpieczenie biometryczne – skaner twarzy albo czytnik linii papilarnych. W krajach rozwiniętych 75 proc. posiadaczy smartfonów będzie na co dzień korzystać z zabezpieczeń biometrycznych.

Prognozy Markets and Markets wskazują, że rynek systemów biometrycznych do 2022 roku będzie warty niemal 33 mld dol.

Profesjonalny sprzęt kluczowy dla bezpieczeństwa ratowników i strażaków. Rocznie dochodzi do kilkuset wypadków z ich udziałem

Profesjonalny sprzęt kluczowy dla bezpieczeństwa ratowników i strażaków. Rocznie dochodzi do kilkuset wypadków z ich udziałem 6

Strażacy ze względu na specyfikę pracy są jedną z grup zawodowych najbardziej narażonych na poważne wypadki przy pracy. W 2016 r. doszło do 480 wypadków z ich udziałem w trakcie akcji ratowniczych. Bezpieczny i wysokospecjalistyczny sprzęt to jeden z głównych czynników wpływających na ich bezpieczeństwo pracy. Najnowsze, zaawansowane technologicznie rozwiązania prezentowała specjalizująca się w innowacjach firma 3M podczas poznańskich targów SAWO poświęconych bezpieczeństwu pracy i ratownictwu.

 Strażacy narażeni są na szereg niebezpieczeństw. Zaczynając od oparzeń, upadków z wysokości, kontaktu ze środkami chemicznymi, kończąc na porażeniach prądem czy utonięciach. I absolutnie wszystkie inne niebezpieczeństwa możliwe do wymyślenia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kevin Aiston, strażak Państwowej Straży Pożarnej.

Według statystyk Państwowej Straży Pożarnej w 2016 roku miało miejsce nieco ponad 446 tys. akcji ratowniczych, w trakcie których doszło do 489 wypadków, a poszkodowanych zostało 470 strażaków. Łącznie – podczas pracy i służby w PSP – doszło do 1859 wypadków z udziałem strażaków, w których obrażenia odniosło 1880 funkcjonariuszy. Te, które spowodowały ciężkie obrażenia, najczęściej były wywołane upadkiem z wysokości albo uderzeniem przez spadający konar drzewa. W przypadku Ochotniczej Straży Pożarnej w 2016 roku doszło do 220 wypadków, w których obrażenia odniosło 223 strażaków.

Jak podkreśla Kevin Aiston, jednym z głównych czynników wpływających na bezpieczeństwo pracy w tym zawodzie jest wysokospecjalistyczny sprzęt.

– Bez dobrego sprzętu możliwości działania każdego strażaka są mocno ograniczone. Jeżeli mam wisieć pod dachem, kiedy wieje wiatr, muszę mieć na sobie dobre szelki, linkę do zawieszenia i chcę wiedzieć, że klamra wytrzyma, nie otworzy się nagle i nie spadnę. My, strażacy, myślimy przede wszystkim o bezpieczeństwie własnym, bo jeżeli strażak nie będzie w stanie pomóc, to kto pomoże poszkodowanemu. Sprzęt jest więc dla nas na pierwszym miejscu – mówi Kevin Aiston.

Zaawansowane technologicznie rozwiązania sprzętowe były prezentowane w kwietniu w Poznaniu na Międzynarodowych Targach Ochrony Pracy, Pożarnictwa i Ratownictwa SAWO. To największe branżowe wydarzenie w Europie Środkowo-Wschodniej połączone z prezentacją innowacyjnych rozwiązań podnoszących jakość i bezpieczeństwo pracy.

– Wśród sprzętu elektronicznego, który zapewnia nam bezpieczeństwo, mamy aparat bezruchowy, który wysyła sygnał GPS, pika i mruga różnymi kolorami, kiedy leżę bez ruchu przez 15–20 sekund. To jest absolutnie niezbędne strażakom. Na rynku dostępne są też inne nowoczesne rozwiązania, np. maska Scott Sight produkowana przez 3M, gdzie po prawej stronie jest kamera termowizyjna, a strażak widzi wszystko od środka na małym monitorze – mówi Kevin Aiston.

Scott Sight to system termowizyjny montowany do maski aparatu powietrznego, który pozwala na wizualizację termiczną zagrożeń podczas pożaru i lokalizację poszkodowanych. Dużą jej zaletą jest to, że daje strażakom dużo większą swobodę działania podczas akcji ratunkowej niż ręczna kamera termowizyjna.

 To jedno z najnowszych rozwiązań na rynku, jeszcze nikt dziś takiego systemu nie ma. Zwykle jest tak, że strażak, wchodząc w ogień czy inną niebezpieczną przestrzeń, trzyma kamerę termowizyjną w ręku. Scott Sight ma wbudowaną w środku kamerę, dzięki czemu strażak czy ratownik obie ręce ma wolne i widzi nawet w całkowitym zadymieniu i ciemności. Jest to bardzo ciekawe rozwiązanie, które właśnie wprowadzamy na polski rynek – mówi Piotr Mikłaszewicz, dyrektor Grupy Biznesowej Bezpieczeństwo i Grafika 3M Poland.

Scott Safety to marka jeszcze mało znana na rynku polskim, natomiast w USA i Wielkiej Brytanii jest liderem w kategorii specjalistycznego sprzętu dla straży pożarnej. W ubiegłym roku została przejęta przez firmę 3M.

 W USA 3M bardzo blisko współpracuje ze strażą pożarną. Dla strażaków w Stanach „scott” jest synonimem aparatu powietrznego. Dla nich jest oczywiste, że jeżeli mają maskę z butlą na sprężone powietrze, to musi to być produkcja Scott – mówi Piotr Mikłaszewicz.

3M, jeden z największych wystawców na poznańskich targach SAWO, ma w portfolio szeroką gamę innowacyjnych rozwiązań do ochrony życia i zdrowia. Przykładem jest RoofSafe – nagrodzony Złotym Medalem MTP i Grand Prix SAWO asekuracyjny system linowy przystosowany do montażu na różnego typu dachach i wykorzystywany, aby zabezpieczyć przed upadkiem z wysokości i zapewnić wolne ręce do pracy. Z kolei opracowany przez 3M, autorski Hearing Conservation Program, promujący zintegrowane podejście do ochrony słuchu, został już wprowadzony w ponad 40 zakładach w Polsce i wciąż jest rozwijany.

 Dysponujemy sprzętem, który służy do akcji ratowniczych lub pracy w ekstremalnych warunkach. Na przykład, gdy pracownik wchodzi do pomieszczenia i nie ma pojęcia, jakie panują tam warunki, czy są szkodliwe gazy, powinien to sprawdzić i odpowiednio się zabezpieczyć. Mamy różnego rodzaju detektory gazów i płomieni, aparaty powietrzne na sprężone powietrze, aparaty butlowe czy maski ucieczkowe dla pracowników, które to umożliwiają – mówi Piotr Mikłaszewicz.

– Sprzęt jest bardzo ważny nie tylko dla strażaków, lecz także pracowników branży przemysłowej. Oni też pracują na wysokości, dlatego potrzebują niezawodnego komfortowego sprzętu – podkreśla Kevin Aiston.

3M przeznacza około sześć proc. swoich rocznych obrotów na działalność badawczo-rozwojową, a na całym świecie zatrudnia przeszło dziewięć tysięcy inżynierów. W polskim centrum R&D 3M pracuje ich około pięćdziesięciu. Dzięki akwizycjom Scott Safety i Capital Safety firma ma szerokie portfolio rozwiązań w zakresie prac na wysokości, ewakuacji pracowników, detekcji gazu, a także maski ucieczkowe i aparaty na sprężone powietrze.

 Od niedawna mamy również największe w Europie Wschodniej Centrum Szkoleniowe 3M we Wrocławiu. Takich centrów mamy już dziewiętnaście na całym świecie. Zaczynamy od profesjonalnych szkoleń bezpiecznej pracy na wysokości, bo poza tym, że oferujemy klientom sprzęt, to chcemy ich również profesjonalnie przeszkolić. Pracownik, który przejdzie szkolenie, otrzymuje certyfikat 3M, który jest rozpoznawalny na całym świecie. W Centrum znajdują się m.in. jedenastometrowa wieża oraz tzw. komora dymowa, gdzie uczymy, jak bezpiecznie pracować na wysokości, jak dobierać odpowiedni sprzęt, jak ewakuować pracowników z wysokości czy z ciasnych przestrzeni – mówi Piotr Mikłaszewicz.

 Dla nas, strażaków, szkolenia są bardzo ważne, mamy je prawie non stop. Zarówno prowadzone przez Państwową Straż Pożarną, Ochotnicze Straże Pożarne, jak i producentów. Chodzi o to, żebyśmy znali sprzęt, wiedzieli, do czego służy i jak go używać podczas pożaru, wypadku samochodowego i innych akcji ratunkowych – dodaje Kevin Aiston.

Wyniki finansowe Banku Pekao S.A. po pierwszym kwartale 2018 r.

  • Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao S.A. wyniósł w pierwszym kwartale 2018 r. 392 mln zł, co przełożyło się na solidny wzrost o +12% w ujęciu r/r1
  • Wzrost zwrotu na kapitale (RoE) +35pb do 8,7%
  • Utrzymanie wiodącej na rynku pozycji kapitałowej – współczynnik wypłacalności 17,1% oraz współczynnik Tier 1 16,0%
  • Polityka dywidendowa zgodnie z zapowiedziami – PLN7,90 za akcje (99,3% współczynnik wypłaty)
Michał Krupiński
Michał Krupiński

– To był kolejny kwartał rekordowego wzrostu zgodnego z strategią Banku skupiającej się na inteligentnym wzroście w produktach wysokomarżowych oraz efektywności operacyjnej. Wdrażamy produkty, które już dziś są liderem rynku – takie jak Konto Przekorzystne, co pozwoliło przyspieszyć akwizycję nowych klientów o ponad 50%. Szereg wprowadzonych inicjatyw w nowym obszarze MŚP przekłada się na doskonałą dynamikę 41% w ujęciu rocznym sprzedaży kredytów oraz produktów leasingu i faktoringu. Widzimy, że w kluczowych obszarach zdobywamy udziały w rynku przy zachowaniu silnej dyscypliny kosztowej i ten trend będziemy chcieli utrzymać – powiedział Michał Krupiński, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

Po rekordowym 2017 roku, Bank Pekao S.A. raportuje kolejne rekordy konsekwentnie wdrażając Strategię „Siły Żubra”. Zysk netto 392 mln zł (+12% r/r) jest osiągnięty dzięki wyższym dochodom z działalności podstawowej we wszystkich segmentach oraz silnej dyscyplinie kosztowej. Bank pokazał poprawę kluczowych wskaźników rentowności – wzrost RoE +35pb do 8,7% oraz marży odsetkowej o 6pb do 2,82%.

– Systematycznie poprawiamy osiągane wyniki, zarówno jeśli chodzi o wzrost biznesu, dochodowość oraz wskaźniki efektywności. Poprawiliśmy zysk netto, wskaźnik ROE, wzrosła marża odsetkowa. Utrzymujemy wysoki, dwucyfrowy wzrost portfela kluczowych kredytów detalicznych oraz stabilny wzrost bazy depozytowej. Jesteśmy jednym z najsilniejszych banków w Polsce o czym świadczą nasze wysokie wskaźniki kapitałowe i możliwości dywidendowe Banku. Świadczy o tym również nasza decyzja o rekomendacji 99,3% zysku Banku za rok 2017 w formie dywidendy dla naszych akcjonariuszy – powiedział Tomasz Kubiak Wiceprezes Zarządu Banku, nadzorujący Pion Finansowy.

Rekordowe wyniki sprzedaży bankowości detalicznej. W pierwszym kwartale 2018 r. Bank Pekao S.A. kolejny raz osiągnął rekordowy poziom sprzedaży nowych, kluczowych kredytów detalicznych, których wolumen w ujęciu rocznym wzrósł o +14%, do 59,3 mld zł przy silnej dyscyplinie cenowej. Dzięki sprzedaży 2,8 mld zł kredytów hipotecznych w pierwszym kwartale roku, dynamika nowych kredytów wyniosła +26,6% w ujęciu kwartalnym i +13,8% w ujęciu rocznym, co przełożyło się na udziały rynkowe nowej sprzedaży na poziomie 22% i pozycję lidera sprzedaży w lutym 2018 r. Osiągnięcie tak dobrych wyników sprzedaży było możliwe nie tylko dzięki zaoferowaniu klientom konkurencyjnej oferty, ale także dzięki optymalizacji procesu przyznawania kredytu, co skróciło czas potrzebny na wydanie decyzji kredytowej. Kolejny raz Pekao S.A. został liderem sprzedaży kredytów mieszkaniowych udzielonych w ramach rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych” (MdM). Dodatkowo, rozwój oferty produktów inwestycyjnych przełożył się na wzrost sprzedaży 8,3x do 659mln zł.

Nowa oferta produktowa daje 100 000 Kont Przekorzystnych[1]. Osiągaliśmy 4x wyższą miesięczną sprzedaż i +400mln PLN od premiery, dzięki nowej ofercie konta oszczędnościowego i działaniach marketingowych skupionych na akwizycji.

Lider bankowości mobilnej. Konsekwentnie poprawiamy doświadczenie użytkownika i funkcjonalności w bankowości mobilnej i internetowej. W I kwartale wzrost aktywnych użytkowników bankowości mobilnej o 40% oraz wysoka dynamika sprzedaży w kanałach elektronicznych (+28%) pokazały siłę zdalnych kanałów Banku Pekao. Bank Pekao S.A. może pochwalić się największą liczbą klientów płacących smartfonami zbliżeniowo. W ciągu kwartału urosła ona o ponad 70 tys. W IV kw 2017 stanowiła 168 tys. użytkowników, by  wzrosnąć do 244 tys. w I kw 2018.

Inteligentny wzrost w bankowości korporacyjnej. Wykorzystujemy siłę relacji i modelu banku uniwersalnego by utrzymywać poprawę cross-sellu w bankowości korporacyjnej. Świadczy o tym wzrost leasingu oraz factoringu o ~20% r/r. Na tym samy poziomie utrzymana jest dynamika wzrostu procesów rozliczeniowych (+19,6%).

Przyspieszenie w bankowości MŚP. Bank Pekao S.A. planuje silny wzrost wolumenów kredytowych i akwizycji nowych klientów w utworzonym Pionie do obsługi Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Wsparciem dla realizacji tego celu jest uruchomienie 61 dedykowanych Centrów Biznesowych MŚP na terenie całej Polski. Bardzo dynamiczny rozwój biznesu i szereg inicjatyw, które wspierają skuteczny model akwizycji oraz szeroką ofertę produktową, przełożyły się na wzrost klientów 3x r/r oraz wzrost sprzedaży kredytów o 40%.

Bank Pekao S.A. pozostaje liderem sektora w zakresie jakości aktywów i profilu ryzyka. Koszt ryzyka w pierwszym kwartale spadł w ujęciu kwartalnym do poziomu 41 pkt bazowych. Zgodnie z  „MSSF 9” wskaźnik kredytów nieregularnych wyniósł 5,0%, natomiast wskaźnik pokrycia rezerwami osiągnął poziom 76,7%.

[1] Od rozpoczęcia kampanii w styczniu 2018 r.

Wynagrodzenie stało się dla pracowników drugorzędne. Najważniejsza jest perspektywa rozwoju i awansu

Wynagrodzenie stało się dla pracowników drugorzędne. Najważniejsza jest perspektywa rozwoju i awansu 7

Blisko połowa polskich firm nie ma strategii kształtowania wizerunku pracodawcy, z czego tylko część zauważa potrzebę jej posiadania i nad nią pracuje. Zaledwie 14 proc. przedsiębiorstw ma sprecyzowaną strategię w tym obszarze. Bez niej trudne jest przyciągnięcie pracowników, zwłaszcza z młodego pokolenia. Eksperci podkreślają, że pracodawcy, odpowiadając na potrzeby pracowników, powinni się wsłuchać w ich głos. Dla pracowników kwestie finansowe są drugorzędne. Liczy się możliwość rozwoju, zyskania nowych umiejętności i perspektywa awansu czy nagrody.

Firma, która dba o swoich pracowników, powinna wiedzieć, jakie są ich oczekiwania, poznać je i zdefiniować, powinna zadbać o to, żeby pracownicy mieli swoją reprezentację, z którą zarząd czy menadżerowie firmy mogą rozmawiać. To, czego oczekują pracownicy, to przede wszystkim dobra atmosfera w pracy, transparentność celów, oczekiwań, muszą wiedzieć, jaka jest strategia firmy, jakie są jej wartości, w co wierzy, co chce osiągnąć, jaka jest jej misja, nie tylko biznesowa, lecz także społeczna – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Wicha, dyrektor generalny Adecco Poland.

Z raportu Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018” wynika, że najważniejszym czynnikiem, który decyduje o wyborze pracy, jest możliwość rozwoju i zyskania nowych umiejętności (51 proc.). Dopiero drugim czynnikiem jest kwestia wynagrodzenia. Istotna jest też dobra atmosfera w miejscu pracy i dobre relacja między pracownikiem a pracodawcą oraz między współpracownikami. Do pracy motywuje szansa nauczenia się czegoś nowego, rozwijanie wiedzy eksperckiej i dostępność różnych form uznania, liczy się też zgodność wykonywanej pracy z dalszymi planami rozwoju kariery zawodowej.

Ważna jest też kultura organizacyjna, dzięki której ludzie mają do siebie zaufanie, współpracują ze sobą i która umożliwia podważanie status quo. Chyba nie ma nic gorszego, aniżeli przebywanie w firmie, w której są pewne tematy tabu niszczące organizację. Dlatego otwartość, zaufanie, angażowanie ludzi w strategie, projekty to w mojej ocenie jest tym, co powoduje, że firma jest dobrym pracodawcą – mówi Liwia Kwiecień, członek zarządu ds. HR w Europejskim Funduszu Leasingowym.

Pokolenie Igreków znacznie bardziej niż pokolenie ich rodziców przywiązuje wagę do work-life balance, czyli rozdzielenia życia zawodowego i prywatnego. Chcą mieć czas dla siebie i rodziny. Z raportu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą”, opracowanego przez Europejski Fundusz Leasingowy, wynika, że zachowanie równowagi między pracą a życiem osobistym jest ważne dla 86 proc. z nich.

Pokolenie obecnych 25-latków określane jest mianem pokolenia „nie” – nie dla pracy ponad siły i nie dla konsumpcji.

Dla nich nie jest ważna ilość zarobionych pieniędzy, ale raczej możliwość wszechstronnego rozwoju. Jeśli pracodawca potrafi to zrozumieć, że taki pracownik chce mieć stabilną pracę, osiem godzin wykonywać swoją pracę rzetelnie i dobrze, ale po godzinie 16.00 nie chce odbierać e-maili i telefonów. Drugie „nie”, to nie dla konsumpcji, nie chcą kupować coraz to nowszych wyjazdów, rzeczy, gadżetów, żyją w pewnym minimalizmie, ważniejsze jest spotkanie z przyjaciółmi, rozmowa, relacja. Stąd rodzi się przesłanie, że najważniejszą potrzebą, jaką mają obecnie ludzie, jest potrzeba relacji, w których są wysłuchani, zrozumiani, w których wiedzą, że ktoś dba o ich samopoczucie, że ktoś rozumie przekazywane przez nich wiadomości – tłumaczy dr Bogusław Feder, założyciel Fundacji Akademii Liderów Innowacji i Przedsiębiorczości.

To właśnie możliwość komunikacji, przeświadczenie, że jest się słuchanym, jest dla Igreków najważniejsza. Nawet jeśli pracują na niższym szczeblu, chcą mieć przekonanie, że mają wpływa na działalność firmy i jej wizerunek.

Potrzeby pracowników przede wszystkim trzeba dokładnie poznać, komunikować się z pracownikami na różnych szczeblach, trzeba wyłonić ich reprezentację. Pracownicy oczekują respektu, szacunku i zdefiniowania swojego miejsca w firmie, tego, w jaki sposób mogą współuczestniczyć w budowaniu sukcesu firmy, w jaki sposób mogą się wpisać w jej misję – tłumaczy Wicha.

Żeby dzisiaj pracodawca odpowiedział na potrzeby pracowników, powinien się wsłuchać w ich głos, nie mam na myśli koncertu życzeń, ale ważne, by np. benefity i świadczenia kierowane do pracowników rzeczywiście były tym, czego oni potrzebują. Jeżeli wiemy, że nasz system publicznej opieki zdrowotnej jest taki sobie, jest trudno z dostępem do specjalistów, to warto stworzyć np. dodatkową opiekę medyczną, bo to jest ludziom potrzebne – wskazuje Agnieszka Łukawska, dyrektor ds. programów emerytalnych w firmie Skarbiec TFI.

Raport „Świadczenia dodatkowe w oczach pracowników w 2017 roku” firmy Sedlak & Sedlak wskazuje, że ok. 75 proc. osób przysługują w swoich miejscach pracy świadczenia dodatkowe. Najpopularniejsze są karnety na siłownię czy do fitness, także prywatna opieka medyczna. Jak jednak pokazują badania, dodatkowe benefity nie zawsze są trafione, bo brakuje jasnej komunikacji między pracodawcą a pracownikiem, a pracodawca często nie jest zainteresowany, aby poznać potrzeby zatrudnionych osób.

Raport Employer Branding w Polsce 2017 wskazuje, że choć strategia employer brandingowa wpływa na łatwość przyciągania kandydatów do firmy, to tylko 14 proc. polskich firm deklaruje, że ma już jasno sprecyzowaną strategię. Blisko połowa jej nie ma, z czego 21 proc. nic z tym faktem nie robi. Co trzecia organizacja pracuje nad strategią, aby ją dopracować i rozbudować.

Jeżeli wiemy, czego firma oczekuje od pracowników, jasno to komunikuje, potrafi z pracownikiem rozmawiać i wesprzeć go, kiedy pracownik ma kłopot w osiąganiu celu. To sprawia, że tworzą się relacje, które procentują w długiej perspektywie, zarówno w realizacji celów biznesowych, jak i celów społecznych. Zyskują również te firmy, które mają swoją strategię odpowiedzialnego rozwoju, które poza bieżącymi celami biznesowymi również angażują pracowników w to, że mają poczucie, że nie tylko pomagają firmie, lecz także zmieniają świat na lepsze – tłumaczy Anna Wicha.

Do 2030 roku koszt zakupu elektrycznego auta będzie niższy niż spalinowego. Samochody te zmienią polską gospodarkę

Do 2030 roku koszt zakupu elektrycznego auta będzie niższy niż spalinowego. Samochody te zmienią polską gospodarkę 8

Najpóźniej do 2030 roku większość barier dla samochodów elektrycznych zostanie zlikwidowana, a koszt zakupu elektryka będzie niższy niż samochodu spalinowego – wynika z raportu „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?” firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego. Eksperci szacują, że za pięć lat auta elektryczne będą odpowiadać za ok. 6 proc. ogółu sprzedaży. Rozwój tego rynku zmieni branżę motoryzacyjną, paliwową, elektryczną i transportową, a w niektórych krajach będzie mieć wpływ na zatrudnienie i całą gospodarkę. Eksperci podkreślają, że Polska musi dobrze przemyśleć, jak odnaleźć swoje miejsce na rynku elektromobilności.

Z opublikowanego raportu „Samochody elektryczne. Którym pasem zamierzamy jechać?”, który powstał przy współpracy firmy doradczej EY i ING Banku Śląskiego, wynika, że samochód elektryczny już dzisiaj stanowi ekonomiczną alternatywę dla spalinowego, pod warunkiem pokonywania nim kilkudziesięciu tysięcy kilometrów rocznie. Przy krótszych dystansach koszt jego użytkowania nie rekompensuje jeszcze ceny nabycia takiego pojazdu.

Zakładając, że samochodem elektrycznym będziemy jeździć tylko po mieście, do 10 tys. kilometrów rocznie, to do 2023 roku powinno już bardziej opłacić się posiadanie samochodu elektrycznego niż spalinowego. Zakup takiego pojazdu będzie bardziej opłacalny przed 2030 rokiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Wajer, partner w dziale doradztwa biznesowego EY.

Analitycy wskazują, że wysokie koszty zakupu samochodów elektrycznych – w dużej mierze warunkowane kosztem baterii – stanowią dziś jedną z głównych barier dla rozwoju tego rynku.

– Dostosowanie samochodu elektrycznego do potrzeb i możliwości portfela klienta końcowego to największe wyzwanie. Obecnie dużą część ceny, około 50 proc., stanowi bateria. Jednak tutaj obserwujemy szybki rozwój i ta technologia dosyć szybko tanieje – mówi Kazimierz Rajczyk, dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Pozostałe bariery to m.in. mało rozwinięta infrastruktura ładowania, wciąż niewielki zasięg i długi czas ładowania baterii.

– Jesteśmy przyzwyczajeni, że na stację benzynową przyjeżdżamy tylko na kilka minut. Natomiast dzisiaj ładowanie samochodu elektrycznego ze średniej szybkości ładowarki o mocy 20 kW trwa kilkadziesiąt minut. Poziom akceptowalny dla klientów to poniżej 15 min. Technicznie mamy już takie ładowarki. Do rozwiązania pozostają kwestie związane z dostarczeniem odpowiedniej mocy i rozwiązanie problemu skracania żywotności baterii przy ładowaniu wysokim prądem – wyjaśnia Kazimierz Rajczyk.

Zdaniem ekspertów większość tych barier zostanie zlikwidowana najpóźniej do 2030 roku, a udział rynkowy samochodów elektrycznych będzie rósł, i to bez względu na postęp w zakresie baterii. Wtedy też koszt zakupu samochodu elektrycznego powinien być już niższy niż spalinowego. Część państw (m.in. Norwegia i Niemcy) planuje już całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030.

Samochody elektryczne są z całą pewnością przyszłością rynku motoryzacyjnego. Jedyne wątpliwości dotyczą tego, czy inne paliwa – na przykład wodór – nie wyprą ich z czasem. Na dziś wszystko wskazuje na to, że na przestrzeni następnego dziesięciolecia samochody elektryczne będą dużo bardziej opłacalne niż samochody spalinowe – podkreśla Jarosław Wajer.

Elektromobilność – w połączeniu z takimi trendami jak samochody autonomiczne i współdzielone – mocno zmieni oblicze branży motoryzacyjnej, ale i energetycznej, paliwowej oraz transportowej. Zdaniem analityków te zmiany mogą mieć też zauważalny wpływ na całe gospodarki i poziom zatrudnienia w niektórych krajach.

– Samochody elektryczne to zupełnie inny łańcuch dostaw, zupełnie inna produkcja. W związku z tym mogą wystąpić problemy dla obecnych producentów podzespołów i komponentów do samochodów spalinowych, nie tylko w naszym kraju – mówi Jarosław Wajer.

Pojawienie się elektryków zmieni łańcuch wartości w przemyśle motoryzacyjnym – spowoduje, że wiele komponentów, produkowanych dziś dla samochodów spalinowych, będzie niepotrzebnych. Straci na tym Europa, która jest jednym z liderów w produkcji silników spalinowych, ale już w przypadku baterii do elektryków polega na dostawcach z Azji.

– Europa dostarcza trochę powyżej 25 proc. wartości do silników spalinowych. Natomiast w przypadku baterii litowo-jonowych ma nie więcej niż 2 proc., natomiast Chiny mają powyżej 50 proc. Jeżeli dodamy Koreę i Japonię, może się okazać, że w samochodzie elektrycznym duża część wartości przechodzi z Europy do Azji. To jest wyzwanie dla całego kontynentu, również dla Polski. Aby sobie z nim poradzić, musimy się zastanowić, w którym miejscu łańcucha wartości chcemy zaistnieć – produkcji samochodów czy komponentów? Pamiętajmy, że dzisiaj nie ma problemu ze sprzedażą samochodów elektrycznych. Dużo większy problem jest z tym, żeby producenci pozyskali komponenty i dostarczyli ten samochód klientowi na czas – mówi Jarosław Wajer.

Elektromobilność to jedyny obszar, w którym Polska może konkurować z największymi potęgami motoryzacyjnymi. Ale niekoniecznie musimy konkurować w zakresie budowy całego samochodu – i to na dodatek w segmencie popularnym. Łatwiej byłoby znaleźć swoje miejsce w niszy: w budowie samochodów wyspecjalizowanych dla przemysłu, dla wąskich branż albo w obszarze budowy komponentów dla szeroko rozumianej elektromobilności. W tym tkwi duży potencjał dla naszych firm i inżynierów – żeby dostarczać rozwiązania, które będą unikalne i które będziemy mogli sprzedawać na świecie – dodaje dyrektor zarządzający sektorem energetycznym w ING Banku Śląskim.

Eksperci EY i ING Banku Śląskiego prognozują, że w ciągu najbliższych pięciu lat elektromobilność będzie się rozwijać w dość dynamicznym tempie – do roku 2023 samochody elektryczne będą stanowić około 6 proc. ogółu sprzedaży.

– Jest to obszar nowych technologii, a z naszych doświadczeń i obserwacji wynika, że nowe technologie rozwijają się nawet szybciej, niż oczekują tego specjaliści. Plany Polski w zakresie elektromobilności są z pewnością ambitne, wymagają podjęcia szybkich działań. Jednak jest to raczej plan polityczny, a nie gospodarczy. Nie zinwentaryzowaliśmy jeszcze wszystkich zasobów i nie określiliśmy celów – ocenia Kazimierz Rajczyk.

Na termomodernizację potrzeba 200 mld złotych

W ciągu 10 lat kwota dotacji na termomodernizację polskich domów sięgnie nawet 30 miliardów złotych. Rządowa inicjatywa może stać się katalizatorem niezbędnych inwestycji w budownictwo mieszkaniowe, o ile termomodernizacja odbywać się będzie w sposób kompleksowy.  

Rządowy program „Czyste powietrze”, którego celem jest walka ze smogiem, został przyjęty w kwietniu 2017 roku. Przyczyną złej jakości powietrza w dużej mierze jest niski poziom efektywności energetycznej domów jednorodzinnych, co przekłada się na duże zapotrzebowanie na energię. Dotacje mają zachęcić Polaków do inwestycji w energooszczędność.

Błędne koło

Wśród priorytetów znajduje się walka z ubóstwem energetycznym. Duża energochłonność budynków to wysokie koszty eksploatacyjne, a więc części społeczeństwa zwyczajnie nie stać na ogrzanie budynku o tak złym bilansie energetycznym. Inwestycje w poprawę efektywności energetycznej przełożą się na spadek kosztów ogrzewania, a więc ograniczą tzw. ubóstwo energetyczne. Z raportu „Barometr zdrowych domów 2017” przeprowadzonego na zlecenie Grupy VELUX wynika, że 26 proc. gospodarstw domowych zmaga się z problemem niedogrzania. Z kolei badanie „Budownictwo energooszczędne oczami Polaków” pokazuje, że aż 1/4 Polaków jest niezadowolona z poziomu zużycia energii w ich domu lub mieszkaniu. Zgodnie z zapowiedzią Piotra Woźnego, pełnomocnika rządu odpowiedzialnego za program „Czyste powietrze”, trwają prace nad projektem pilotażowym ustawy o wspieraniu remontów i termomodernizacji wśród najuboższych dla dwóch gmin w Małopolsce i na Śląsku. Na ten cel będzie przeznaczone 180 mln zł.

Zapowiadane 30 miliardów na termomodernizację budynków w całej Polsce w ciągu 10 lat to jednak kropla w morzu potrzeb. Eksperci uważają, że zaproponowany program to dopiero początek, ponieważ na poprawę bilansu energetycznego budynków potrzeba 200 mld. Termomodernizacja jest jednak niezbędna. Oprócz wyraźnego spadku kosztów eksploatacyjnych i ograniczenia ubóstwa energetycznego, tego typu inwestycja znacząco ograniczy emisję zanieczyszczeń i wpłynie na poprawę stanu zdrowia Polaków. Dziś aż 12 proc. zgonów w Polsce jest spowodowanych chorobami układu oddechowego, których przyczyną jest zła jakość powietrza.

Dotować, ale we właściwej kolejności                      

Według najnowszego badania CBOS 45 proc. Polaków uznaje ograniczenie dostępności złej jakości węgla za kluczowe działania w celu zmniejszenia smogu. Niemal tyle samo (44 proc.) opowiada się za dopłatami dla najuboższych na wymianę kotłów oraz do opału (35 proc.). Tymczasem wymiana kotła bez uprzedniej poprawy efektywności energetycznej budynku powoduje wzrost kosztów ogrzewania. W nowych kotłach stosuje się wysokiej jakości drogie paliwa, a przez nieocieplone ściany i stare okna nadal ucieka ciepło – sama wymiana kotła jest więc rozwiązaniem krótkotrwałym i pogłębia zjawisko ubóstwa energetycznego. – Bardzo istotną kwestią jest właściwa kolejność termomodernizacji, ponieważ tylko ona gwarantuje optymalny bilans energetyczny budynku, a tym samym skutecznie ogranicza smog i zmniejsza koszty ogrzewania – mówi Piotr Pawlak, ekspert kampanii Nie trać energii z firmy ROCKWOOL. – W nowym budownictwie dbałość o energochłonność jest standardem. Problemem są budynki starsze, a w Polsce jest ich aż 3,6 mln – to na nich powinny być skoncentrowane wysiłki związane z termomodernizacją. To zresztą długofalowy proces. Do realizacji tego planu potrzebne jest wsparcie rządowe, ale i skupienie różnych środowisk, także producentów, na pogłębianiu społecznej świadomości na temat  zrównoważonego rozwoju i poprawy efektywności energetycznej. Ważne, że rząd wykonał ten pierwszy krok i dostrzegł potencjał termomodernizacji. Teraz ważne jest, by procedury uzyskania wsparcia były proste i przejrzyste, dostosowane do możliwości właścicieli domów – dodaje Piotr Pawlak.

Kompleksowa termomodernizacja

Jak zatem powinna wyglądać termomodernizacja? Pierwszym krokiem jest termoizolacja ścian zewnętrznych, dachu, stropu nad nieogrzewaną piwnicą lub podłogi na gruncie, wymiana stolarki okiennej i drzwi. Kolejnym istotnym działaniem jest optymalizacja pracy istniejących instalacji wewnętrznych, m.in. poprzez montaż rekuperatora, który odzyskuje ciepło z wentylacji mechanicznej, a także modernizację systemu ogrzewania. – Ważnym elementem tego etapu jest zadbanie o możliwość regulacji temperatury na grzejnikach, aby dostosować jej wysokość w  poszczególnych pomieszczeniach do sposobu ich użytkowania oraz naszego trybu życia. Mamy tendencję do przegrzewania pomieszczeń, co nie tylko niekorzystnie odbija się na naszym portfelu, ale również zdrowiu i samopoczuciu – tłumaczy Aleksandra Stępniak z firmy Danfoss Poland. – Trzeba pamiętać, że jeden stopień Celsjusza mniej, to do 6 proc. oszczędności energii cieplnej – dodaje. Dopiero na końcu powinna mieć miejsce wymiana źródła ciepła i wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, takich jak panele fotowoltaiczne czy solary. Termomodernizacja przyniesie oczekiwany skutek ekologiczny, społeczny i ekonomiczny tylko wtedy, kiedy zostanie przeprowadzona w sposób kompleksowy i przemyślany.

Wysokie rachunki nie tylko za ogrzewanie

Jako społeczeństwo płacimy wysoki rachunek za zaniedbania względem efektywności energetycznej budynków w postaci tzw. niskiej emisji, głównej przyczyny smogu. Kluczowe jest długofalowe myślenie o konsekwencjach – również w kontekście budowy domu. Zła jakość powietrza ma bezpośredni wpływ na nasze zdrowie. – Czas najwyższy uświadomić Polakom, że smog jest przyczyną wielu hospitalizacji, których można by uniknąć. Doświadczenia innych krajów wskazują, że działania edukacyjne, choć niezbędne, nie są jednak wystarczające i konieczne są motywacje finansowe promujące odpowiednie postawy i rozwiązania – ocenia Tadeusz Zielonka, lekarz pulmonolog, wykładowca akademicki.

Coinfirm: Blockchain bezpieczniejszy niż tradycyjny system finansowy

W ostatnim czasie Coinfirm uruchomił serwis komplementarny do przeciwdziałania praniu pieniędzy. Chodzi o zwalczanie nadużyć oraz analizy typu source of wealth, pozwalające ocenić pochodzenie i legalność środków.

– Jako całość serwisy te stanowią kompleksowe pokrycie ryzyka, z jakim zmagają się obecnie banki i instytucje finansowe, chcące np. obsługiwać klientów w zakresie kryptowalut – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Aleksander, CIO Confirm – Dotyczy to także sytuacji, kiedy chcą zaangażować się w rozwój technologii do przesyłania wartości opartych na blockchain. Coinfirm jako projekt powstał z wizją tego, że blockchain jest najbardziej transparentnym systemem, jaki kiedykolwiek został stworzony. Wraz z narzędziami przeciwdziałającymi praniu pieniędzy i nadużyciom, ma on szansę stać się systemem bezpiecznym w użytkowaniu i transparentnym na takim poziomie, jaki w tradycyjnym systemie finansowym jest nieosiągalny – ocenił Aleksander.

Bezrobocie w Polsce najniższe od 27 lat

W kwietniu br. stopa bezrobocia wyniosła 6,3 proc., wobec 6,6 proc. w marcu – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Kwietniowe dane dotyczące rynku pracy oznaczają kolejne bicie rekordów – mamy najniższą od 1991 roku stopę bezrobocia wynoszącą 6,3%, przy znaczącym spadku liczby osób bezrobotnych.

Mimo spadku liczby osób bezrobotnych w rejestrach powiatowych urzędów pracy nadal przeważają kobiety. Odpływ mężczyzn z bezrobocia rejestrowanego jest silniejszy niż w przypadku kobiet. Liczba mężczyzn zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy zmniejszyła się o 6%, podczas gdy w przypadku kobiet było to 3,3%.

Świadectwem dobrej sytuacji na rynku pracy są również dane wskazujące na spadek stopy bezrobocia i liczby zarejestrowanych bezrobotnych we wszystkich województwach. Mimo, iż wskaźnik stopy bezrobocia wykazuje duże zróżnicowanie terytorialne (województwo warmińsko – mazurskie – 11,1 proc. versus województwo wielkopolskie 3.6 proc.), województwa o wyższym bezrobociu charakteryzuje również większa dynamika jego spadku. W województwie warmińsko – mazurskim stopa bezrobocia spadla aż o 0,7 pkt proc, w kujawsko – pomorskim o 0,4 pkt proc, a dla porównania w województwie wielkopolskim, czy śląskim o 0,2 pkt proc. Powyższe dane wskazują więc, że poprawa sytuacji na rynku pracy jest odczuwalna na terenie całego kraju.

Niewątpliwie, powyższe dane potwierdzają wcześniejsze, optymistyczne prognozy. Jest jeszcze druga strona medalu. Według tych samych danych na koniec miesiąca w powiatowych urzędach pracy z terenu całego kraju było łącznie ponad 110 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej. Z uwagi na ograniczenie środków Funduszu Pracy na subsydiowanie zatrudnienia, można założyć, iż większość tych miejsc pracy to wakaty zgłoszone przez pracodawców.

Dodatkowo, należy zauważyć, że znaczna część informacji o wolnych miejscach pracy nie jest zgłaszana do publicznych służb zatrudnienia. Są to kolejne dane wskazujące na niewystarczające zasoby pracowników w stosunku do zapotrzebowania krajowej gospodarki. Od wielu miesięcy pracodawcy wskazują, że bariery w pozyskaniu pracowników stanowią jeden z najpoważniejszych problemów w prowadzeniu i rozwoju ich przedsiębiorstw. Sytuacja ta utrzymuje się mimo zwiększenia wysiłków na rzecz ułatwienia przyjmowania cudzoziemców, głownie z Ukrainy. W kontekście dobrej sytuacji w polskiej gospodarce należy rozważyć wprowadzenie programów mających na celu efektywne zwiększenie liczby pracujących osób – w tym kontekście nie można nie zauważyć ponad miliona osób zarejestrowanych jako bezrobotni.

Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Widmo utworzenia eurosceptycznego rządu we Włoszech

We Włoszech realizuje się scenariusz polityczny, który jeszcze pół roku temu był najmniej prawdopodobny. Po dwóch miesiącach impasu populistyczne ugrupowania rozmawiają o utworzeniu eurosceptycznego rządu. To może być gwóźdź do trumny włoskiej gospodarki, która już teraz jest unijnym maruderem – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Po wyborach przeprowadzonych 4 marca we Włoszech nadal nie ma rządu. Na dniach prezydent Sergio Mattarella miał ogłosić technicznego premiera, by powoli wyprowadzić kraj z politycznego kryzysu i uspokoić sytuację przed przedterminowymi wyborami. Niewykluczone jednak, że władzę w Italii podzieli między siebie prawicowa oraz  eurosceptyczna Liga Północna i lewicowy oraz populistyczny Ruch 5 Gwiazd (R5G). To może być fatalna informacja dla niezwykle słabej gospodarki Italii.

Marne prognozy gospodarcze

Większość krajów, widząc kwietniowe prognozy makroekonomiczne z MFW, mogła być zadowolona. Ta reguła nie dotyczy jednak Włoch. Kraj, według Funduszu, ma się rozwijać w tempie jedynie 1,1 proc. w przyszłym roku, a od 2020 r. tempo wzrostu nie przekroczy 0,9 proc.

Nawet biorąc pod uwagę wprowadzone kilka lat temu reformy emerytalne, do 2023 r. relacja długu do PKB ma przekraczać 115 proc. Ciekawostką może być fakt, że jeszcze w 2010 r. ten wskaźnik dla Niemiec wynosił 80 proc., a dla Włoch właśnie 115 proc. Teraz MFW oczekuje, że niemiecki wynik obniży się do 42,4 proc. PKB, czyli będzie ponad 70 pkt proc. niższy ten dla Italii.

Włoski rynek pracy także pozostaje w fatalnej kondycji. Zatrudnienie do populacji dla wieku 15-64 lata było pod koniec 2017 r. drugim najniższym w UE i wyniosło jedynie 58,2 proc. Z kolei według ostatniego Eurobarometru aż 74 proc. Włochów źle ocenia sytuację gospodarczą swojego kraju. To drugi najgorszy rezultat w strefie euro po Grecji.

Poza bieżącą fatalną sytuacją gospodarczą Italia zmaga się z jeszcze jednym problemem. Dochody emerytów ze świadczeń społecznych są praktyczne równe tym otrzymywanym z pracy przez resztę społeczeństwa i średnio na gospodarstwo domowe wynoszą niespełna 30 tys. euro – według urzędu statystycznego Italstat. Włochy, według OECD, przeznaczają prawie 32 proc. wydatków publicznych na świadczenia emerytalne. To najwięcej wśród 35 państw analizowanych przez OECD. Z tego również wynika, że brakuje środków na inne cele, czyli m.in. inwestycje, edukację czy badania oraz rozwój. Niestety, ten regres gospodarczy może pogłębić kiełkująca w ostatnich godzinach populistyczna oraz eurosceptyczna koalicja.

Najgorsza możliwa koalicja

Poirytowanie Włochów sytuacją gospodarczą jest zrozumiałe. Jednak z 20 lat stagnacji gospodarczej i zmarginalizowania na arenie międzynarodowej raczej nie wyprowadzi ich koalicja złożona z populistów oraz eurosceptyków. Przede wszystkim dlatego, że przedstawiane przed wyborami plany ekonomiczne bardziej pogłębią obecną zapaść, niż wskrzeszą rozwój.

Zarówno Ruch 5 Gwiazd, jak i Liga Północna planują cofnąć reformy emerytalne z 2011 r., które m.in. podnosiły minimalny wiek świadczeniobiorców oraz zmniejszały zbyt hojny przelicznik przyszłych świadczeń. Lewicowy „R5G” także ma zamiar podnieść minimalną emeryturę do 780 euro oraz wprowadzić dochód gwarantowany. Ten drugi element na tę chwilę jest jedynie testowany na niewielkim odsetku społeczeństwa w bogatych krajach.

Kolejny ułudą ekonomiczną dla Włochów może być bliższa relacja z Rosją. Nieco ponad rok temu Liga Północna podpisała porozumienie z partią Jedna Rosja, a jej lider – Matteo Salvini fotografował się w koszulce z Władimirem Putinem na tle Kremla (zdjęcie zamieszczał między innymi „Financial Times”). Zresztą również „R5G” jest za zniesieniem sankcji gospodarczych na Federację Rosyjską.

Godziny na decyzję

Według doniesień medialnych włoski prezydent dał populistycznym ugrupowaniom w środę 24 godziny na utworzenie rządu. Gdyby jednak nie doszło do porozumienia, to i tak wynik kolejnych wyborów oznacza dalsze zwiększenie siły politycznej populistycznych partii. Sondaże pokazują, że zarówno „R5G”, jak i Liga Północna mogą liczyć na więcej głosów niż w marcowym głosowaniu i prawdopodobnie mają w sumie 55-60 proc. poparcia.

Sytuacja we Włoszech staje się coraz bardziej skomplikowana, a szanse na jakiekolwiek pozytywne wydarzenia ekonomiczne maleją. Rośnie natomiast ryzyko, że przy większych turbulencjach rynkowych kondycja gospodarcza Italii zacznie się bardzo szybko pogarszać. Przy silnych eurosceptycznych i populistycznych rządach może to doprowadzić do kolejnego kryzysu gospodarczego w tym kraju, a nawet następnego zachwiania się w posadach całej Unii.

Co dalej z kursem złotego?

Na przełomie kwietnia i maja złoty zaczął się szybko osłabiać. Byliśmy przyzwyczajeni do kursu euro poniżej 4,20 zł i kursu dolara w okolicach 3,40 zł. Polska waluta powróci do takich poziomów czy raczej powinniśmy oczekiwać dalszego jej osłabienia?

– Główną przyczyną osłabienia złotego jest odpływ kapitału z rynków wschodzących – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Co dalej? Wiele będzie zależeć od cen ropy naftowej i inflacji w USA. Rosnąca inflacja w USA powoduje, że inwestorzy oczekują większej ilości podwyżek stóp procentowych niż się to wydawało na początku roku.

– Sile złotego najbardziej zaszkodziłoby załamanie cen na rynku akcji – ocenia ekspert XTB.

Firmy zmieniają swoje podejście do zakupu usług hotelowych

Stowarzyszenie ACTE Global (Association for Corporate Travel Executives) ogłosiło rezultaty najnowszego badania, przeprowadzonego na zlecenie HRS, skupiającego się na ewolucji praktyk związanych z zakupem usług hotelowych w firmach.

Badanie Sourcing usług hotelowych – nowe horyzonty, przeprowadzone wśród członków ACTE, wyraźnie pokazuje, jakie zmiany zachodzą w odniesieniu do procesów przetargowych i negocjacji w zakresie zakupu usług hotelowych. 51% uczestników badania, czyli osób zarządzających podróżami służbowymi w firmach, stwierdziło, że w ciągu ostatnich trzech lat dzięki zmianom strategii negocjacyjnej uzyskało oszczędności.

Pod wpływem wielu czynników, między innymi, wzrostu stawek hotelowych, fragmentacji rynku hotelowego i czasu, jaki zajmuje tradycyjny sourcing, 48% managerów odpowiedzialnych za podróże zdecydowało się zmienić metody i outsourcować część lub całość działań związanych z zakupem usług hotelowych, oddając je w ręce międzynarodowych dostawców usług lub specjalistów z innych firm doradczych.

Negocjacje z hotelami i proces przetargowy

Badanie pokazało kilka innych, wartych uwagi trendów, podkreślających zmianę podejścia do negocjacji hotelowych wśród firm,  szczególnie dużych, międzynarodowych korporacji.

  • Firmy, które pracują z globalnymi dostawcami usług albo firmami konsultingowymi notują oszczędności na poziomie 7% w skali roku, podczas gdy te, które pracują z agencjami (Travel Management Companies – TMC) notują oszczędności na poziomie 4% w skali roku.
  • W około jednym na dziesięć firmowych programów hotelowych (11%) wprowadzono ciągły sourcing – stosunkową nową praktykę, która pozwala negocjować stawki hotelowe stale przez cały rok w opozycji do trwającego krotko procesu przetargowego, trwającego pod koniec każdego roku. Firmy, które wprowadziły nowe rozwiązania zanotowały pozytywne zmiany – większe przywiązanie pracowników do rezerwowania hoteli w ramach programu hotelowego i większe zadowolenie podróżujących pracowników, oszczędności finansowe i większą elastyczność w doborze hoteli.
  • Jedną z głównych przeszkód na drodze skutecznej implementacji ciągłego sourcingu jest brak odpowiedniej edukacji w tym zakresie. 42% osób zarządzających podróżami, które do tej pory nie wprowadziły nowego rozwiązania, po prostu do tej pory o nim nie słyszały. Około jednej trzeciej (31%) badanych, jako powód niewprowadzenia tego rozwiązania podała brak czasu lub zasobów.
  • Jedna piąta osób odpowiedzialnych za podróże twierdzi, że jest na bieżąco ze zmianami w zakresie podróży służbowych, które mogłyby wpłynąć na ich program hotelowy m.in potrzeba włączenia do programu nowych rynków poza sezonem przetargowym. Stąd wynik, że pozostała grupa managerów dzięki korzystania z ciągłego sourcingu może szybciej reagować na zmiany biznesowe w firmie.

“Żyjemy w czasach nadmiaru informacji i ciągłych zmian. Porażka przy szybkim reagowaniu na zamiany na rynku może być bardzo kosztowna dla osób zarządzających podróżami i to zarówno w zakresie finansów, jak i morale pracowników” – powiedział Greeley Koch, dyrektor wykonawczy stowarzyszenia ACTE Global. “Ponad połowa osób, które szybko przystosowują się do zmian może równie szybko zauważyć oszczędności. Dzięki temu można zaobserwować, jaki wpływ mogą mieć travel managerowie, jeżeli wprowadzają innowacyjne praktyki – pozycjonują się w czołówce zmieniającego się biznesu jako liderzy w swojej organizacji.”

„Sourcing usług hotelowych daje szanse wprowadzić w firmie finansowe i strategiczne zmiany.” – mówi Marco D’Ilario, vice president of sourcing w firmie HRS. „To ogólnoświatowe badanie wyraźnie pokazuje, że w obszarze podróży służbowych ciągle szuka się nowych możliwości i niepodważalnych danych, aby uzyskać nie tylko oszczędności, lecz także jak najlepsze wyniki w ramach programu hotelowego. To nic innego jak przedefiniowanie procesu przetargowego.”

Po więcej informacji odsyłamy do raportu Sourcing usług hotelowych – nowe horyzonty. Warto pobrać kompletną treść raportu, klikając w powyższy link. Wyniki opisanych badań będą również omawiane podczas ACTE New York City Global Summit & Corporate Loadging Forum 30 kwietnia.

O badaniu

W badaniu brali udział członkowie stowarzyszenia ACTE na całym świecie (28% z Ameryki Północnej I Południowej, 38% z Europy i 24% z regionu Azji i Pacyfiku). Badanie przeprowadzono od 20 lutego do 5 marca 2018 roku w formie elektronicznej ankiety. Obszar tematyczny, który był badany to strategie i wyzwania w procesie sourcingu usług hotelowych. W badanie wzięło udział w sumie 226 osób zarządzających podróżami w firmach. Za przeprowadzenie badania odpowiedzialna była niezależna firma badawcza Rockbridge Associates.

Wzrost wartości transakcji inwestycyjnych w sektorze prywatnych akademików w Europie o 29% rok do roku

  • W 2018 roku wzrośnie aktywność deweloperska na całym kontynencie dzięki zaangażowaniu kapitału instytucjonalnego
  • Cushman & Wakefield tworzy nowy dział usług doradztwa inwestycyjnego w zakresie prywatnych akademików w Europie ze względu na rozwój tego sektora rynku na całym kontynencie

Z najnowszego przewodnika inwestycyjnego „Student Accommodation Guide”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że ze względu na rosnące zainteresowanie wyższym wykształceniem wartość kapitału instytucjonalnego zainwestowanego w mieszkania dla studentów w Europie w 2017 roku wzrosła o 29% rok do roku do ok. 13,6 mld euro.

Najnowszy raport prezentuje trendy w Europie i rynki, na których inwestycje w mieszkania dla studentów stają się coraz bardziej popularne. Wynika z niego, że prywatne akademiki (Purpose Built Student Accommodation -PBSA) nie są już uważane za „alternatywne” nieruchomości, ale za istotny składnik portfeli inwestycyjnych inwestorów na całym świecie.

Autorzy raportu podkreślają, że sektor ten będzie w najbliższej przyszłości rozwijać się dzięki rosnącemu zainteresowaniu wyższym wykształceniem w skali globalnej, co wynika ze zmian demograficznych i w dystrybucji bogactwa. Z tego względu na europejskich rynkach nieruchomości rośnie zarówno konkurencja, jak i aktywność inwestycyjna. Inwestorzy poszukują możliwości inwestowania w mieszkania dla studentów w wielu krajach i na rynkach o różnym stopniu ryzyka.

W Europie nadal brakuje przejrzystych danych dotyczących tego sektora, zwłaszcza że w wielu krajach do prywatnych akademików zalicza się także inne rodzaje mikromieszkań. Niemniej jednak zainteresowanie globalnych inwestorów prywatnymi akademikami na kontynencie europejskim wyraźnie wzrosło w ostatnich 12 miesiącach.

Wśród szybko rozwijających się rynków europejskich wymienionych w raporcie znalazły się Niemcy, które mają największą populację studentów w Europie i w ostatnich 10 latach odnotowały znaczny wzrost liczby studentów w porównaniu z innymi krajami. Silny popyt i stabilne warunki inwestycyjne zachęcają międzynarodowy kapitał do inwestowania w ten sektor  – w minionych 18 miesiącach na tym rynku zadebiutowali inwestorzy tacy jak Brookfield, GIC, Allianz, BVK i Harrison Street.

Znaczny wzrost aktywności inwestycyjnej odnotowano także w Hiszpanii, gdzie w 2017 roku sfinalizowano transakcje o wartości ok. 600 mln euro, głównie w ramach sprzedaży dwóch dużych portfeli debiutantom na rynku: GSA oraz konsorcjum AXA, CBRE GIP i Greystar. Hiszpania jest nadal atrakcyjnym rynkiem ze względu na renomowane uniwersytety, rosnącą liczbę studentów zagranicznych i niewielką podaż mieszkań dla studentów.

W Europie kontynentalnej zawarto dotychczas niewiele transakcji portfelowych ze względu na brak podaży istniejących obiektów, ale eksperci firmy Cushman & Wakefield przewidują wzrost aktywności deweloperskiej w 2018 roku dzięki wsparciu kapitału instytucjonalnego.

Przewodnik inwestycyjny został opracowany przez nowoutworzony przez firmę Cushman & Wakefield dział usług doradztwa inwestycyjnego w zakresie prywatnych akademików w Europie.

Paddy Allen, Partner w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „We współczesnym świecie studenci charakteryzują się większą mobilnością i elastycznością oraz mają większe możliwości wyboru tego, co i jak studiują. Z tego względu w najbliższym czasie popyt klientów na prywatne akademiki będzie nadal rósł.

Wobec zmieniającego się oblicza tego sektora w całej Europie oraz coraz większej alokacji kapitału inwestorzy muszą wykazywać się większą kreatywnością przy dokonywaniu inwestycji. Strategia operacyjna jest tak samo ważna, jak nieruchomości, a inwestowanie w ten sektor wiąże się zarówno z ryzykiem, jak i szansami. Kluczowe znaczenie ma zwiększanie efektywności aktywów oraz wykorzystywanie dostępnych możliwości.

Wiele lokalizacji w Europie nadal oferuje szansę uzyskania przewagi konkurencyjnej wynikającej z wczesnego wejścia oraz możliwości wprowadzenia nowych produktów na rynkach, które charakteryzują się niewystarczającą podażą mieszkań. Firma Cushman & Wakefield stworzyła specjalny zespół ds. inwestycji w prywatne akademiki w Europie, aby wspierać inwestorów w wykorzystywaniu szans oferowanych przez ten ewoluujący rynek”.

Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużego i finansowa strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce
Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużego i finansowa strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce

Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa kapitałowego, dłużnego i finansowania strukturyzowanego w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce, dodaje: „Rynek mieszkań dla studentów w Polsce w ramach sektora najmu prywatnego rozwija się dynamicznie. Jest to bardzo interesujący sektor dla inwestorów, zwłaszcza z uwagi na dużą liczbę studentów zagranicznych, którzy zazwyczaj mają problemy z wynajęciem mieszkań od prywatnych właścicieli. Dodatkową grupę najemców stanowią studenci krajowi zarówno kilku prywatnych uczelni, jak i uczelni państwowych, które nie zapewniają odpowiedniej ilości łóżek w domach studenckich.

Pomimo niewielkiego zaangażowania banków w finansowanie budowy tego typu obiektów w miastach uniwersyteckich, zyski są bardzo atrakcyjne dla deweloperów, którzy korzystając ze wsparcia inwestorów instytucjonalnych mogą uzyskać dostęp do alternatywnych źródeł finansowania i możliwości wyjścia z inwestycji.

Grupa Emirates opublikowała wyniki za rok 2017-18

Grupa odnotowuje zysk 30. rok z rzędu – 4.1 mld AED (1.1 mld USD)

  • Stały rozwój działalności w miarę wzrostu zdolności przewozowej przyniósł rekordowy przychód powyżej 100 mld AED (27.2 mld USD)
  • Wyższe saldo gotówkowe na poziomie 25.4 mld AED (6.9 mld USD)
  • Grupa ustaliła dywidendę Investment Corporation of Dubai na poziomie 2 mld AED (545 mln USD).

Linie Emirates odnotowały zysk w wysokości 2.8 mld AED (762 mln USD), czyli o 124% większy niż w roku ubiegłym

  • Oferowanie linii przekracza poziom 61 mld tonokilometrów (ATKM) dzięki powiększeniu floty o dziewięć nowych samolotów netto
  • Przychód wzrósł o 9% do 92.3 mld AED (25.2 mld USD), w czym pomogły dobre wyniki w segmencie cargo

Rekordowy zysk dnata – 1.3 mld AED (359 mln USD)

  • Przychód na poziomie 13.1 mld AED (3.6 mld USD)odzwierciedleniem dalszego rozwoju spółki – ponad 68% przychodu z działalności międzynarodowej
  • Zwiększenie obecności grupy na rynku globalnym dzięki pozyskaniu przedsiębiorstw obsługi naziemnej na kontynentach amerykańskich oraz rozbudowie infrastruktury i możliwości usługowych działów Airport Operations, Catering i Travel Services 

Grupa Emirates poinformowała dzisiaj, że 30. rok z rzędu odnotowała zysk i stabilny rozwój firmy.

W opublikowanym dziś sprawozdaniu rocznym za 2017-18 r. Grupa Emirates wykazała zysk w wysokości 4.1 mld AED (1.1 mld USD) za rok finansowy trwający do 31 marca 2018 r., co stanowi wzrost o 67% w stosunku do zeszłego roku. Przychód grupy wyniósł 102.4 mld AED (27.9 mld USD), o 8% więcej niż w roku ubiegłym, a jej saldo gotówkowe wzrosło o 33% do 25.4 mld AED (6.9 mld USD), m.in. dzięki emisji obligacji w marcu i bardzo dobrych wynikach sprzedaży, do których przyczyniło się wcześniejsze w tym roku nadejście okresu wielkanocnego pod koniec marca.

Na podstawie całkowitych zysków Grupa ustaliła dywidendę Investment Corporation of Dubai na poziomie 2 mld AED (545 mln USD).

Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates
Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates

Jego Wysokość Szejk Ahmed bin Saeed Al Maktoum, prezes zarządu Grupy Emirates, powiedział: – Mimo poprawy warunki gospodarcze w roku 2017-18 pozostały trudne. W dalszym ciągu obserwowaliśmy niestabilność polityczną, gwałtowne wahania i dewaluacje walut w Afryce, wzrost cen ropy, przez co zwiększyły się nasze koszty, czy presję na obniżanie marż ze strony bezlitosnej konkurencji. Z drugiej strony skorzystaliśmy z poprawy koniunktury globalnej branży lotniczych przewozów cargo i względnego umocnienia kluczowych walut w stosunku do dolara amerykańskiego.

– Zawsze reagowaliśmy na wyzwania kolejnych cykli gospodarczych w sposób elastyczny, nigdy jednak nie tracąc z oczu przyszłości – także i ten rok nie był wyjątkiem. W roku 2017-18 Emirates i dnata przyniosły zysk po raz 30. z rzędu, rozwinęły działalność i zrealizowały kolejne inwestycje w inicjatywy i infrastrukturę, które zapewnią nam sukces w przyszłości.

W roku 2017-18 Grupa przeznaczyła łącznie 9 mld AED (2.5 mld USD) na nowe samoloty i wyposażenie, przejęcia spółek, nowoczesną infrastrukturę, najnowsze technologie i inicjatywy na rzecz pracowników.

W ciągu roku linie Emirates dokonały dwóch znaczących zamówień na nowe samoloty, zawierając wartą 15.1 mld USD umowę na 40 Boeingów 787-10 Dreamliner z terminem dostawy wyznaczonym na 2022 r. i umowę o wartości 16 mld USD na 36 Airbusów A380, która obejmuje opcję zakupu 16 samolotów.

Wśród głównych inwestycji spółki dnata należy wymienić: przejęcie AirLogistix USA i tym samym wejście na amerykański rynek cargo, rozwój możliwości przeładunkowych poprzez budowę nowych magazynów i zaplecza na lotniskach Londyn-Gatwick, Amsterdam-Schiphol i Adelaide, stworzenie nowych obiektów cateringowych w Dublinie i Melbourne oraz nowych poczekalni Marhaba Lounge w Karaczi i Melbourne.

Szejk Ahmed powiedział: – Rozwijając naszą działalność i zwiększając przychody, jednocześnie wprowadziliśmy ściślejszą dyscyplinę kosztową. W całej grupie zaczęliśmy wprowadzać inicjatywy mające na celu usprawnienie działania naszego zaplecza administracyjnego poprzez nowe technologie, systemy i procesy. W roku 2017-18 wolniejsze tempo rekrutacji w połączeniu z reorganizacją pracy przyniosło nam większą wydajność i zahamowało wzrost kosztów siły roboczej.

W wyniku działań na rzecz poprawy wydajności w liniach Emirates i dnata całkowita liczba pracownikówzatrudnionych w przeszło 80 podmiotach należących do grupy spadła o 2% do 103 363 przedstawicieli ponad 160 różnych narodowości.

– W przyszłości głównym celem Emirates i dnata pozostanie konsekwentne świadczenie naszym klientom bezpiecznych, efektywnych usług wysokiej jakości. Nieustanne inwestycje w naszych pracowników, technologie i infrastrukturę pozwolą nam zachować przewagę konkurencyjną, skutecznie wykorzystywać pojawiające się możliwości oraz utrzymać zrównoważony i dochodowy rozwój grupy – podsumował szejk Ahmed.

 

Linie Emirates – wyniki

Całkowite oferowanie połączeń pasażerskich i cargo Emirates przekroczyło poziom 61 mld ATKM, wynosząc na koniec roku 2017-18 61.4 mld ATKM, co umocniło pozycję Emirates jako największych linii lotniczych na świecie. W ciągu roku przewoźnik nieznacznie zwiększył oferowanie o 2% w stosunku do roku 2016-17, koncentrując się na zwiększeniu zysku z przewozów.

Po zeszłorocznej rekordowej dostawie w ciągu jednego roku finansowego linie Emirates otrzymały w tym roku 17 nowych samolotów, w tym osiem Airbusów A380 i dziewięć Boeingów 777-300ER. Jednocześnie wycofano osiem starszych maszyn, wobec czego stan floty przewoźnika na koniec marca wyniósł 268 samolotów. Wymiana floty, która objęła łącznie 25 samolotów, była jednym z największych tego rodzaju przedsięwzięć zrealizowanych w ciągu jednego roku. W jej wyniku średni wiek floty Emirates utrzymuje się na niskim poziomie 5,7 lat, co wpisuje się w strategię Emirates, która zakłada utrzymanie młodej, nowoczesnej floty z korzyścią dla środowiska, działalności przewoźnika i klientów. Linia pozostaje największym na świecie operatorem Boeinga 777 i A380 – oba samoloty są dziś jednymi z najbardziej nowoczesnych i wydajnych szerokokadłubowych maszyn tego typu.

W ciągu roku linie Emirates otworzyły dwa nowe kierunki dla pasażerów: Phnom Penh (Kambodża) i Zagrzeb (Chorwacja). Ponadto przewoźnik zwiększył oferowanie na 15 dotychczasowych trasach, zapewniając pasażerom jeszcze większy wybór godzin lotu i połączeń przesiadkowych.

Linie Emirates rozszerzyły także swoją ofertę dla pasażerów poprzez umowy z partnerami strategicznymi. W ciągu roku 2017-18 przewoźnik zawarł ważne porozumienia z liniami flydubai i Cargolux, zwiększając wybór dostępnych połączeń – odpowiednio pasażerskich i towarowych. W dodatku linie Emirates zostały upoważnione do przedłużenia współpracy z liniami Qantas do 2023 r.

Pomimo sytuacji politycznej, która wpływała na zapotrzebowanie na loty i korekty cen biletów wywołane silną konkurencją, linie Emirates zdołały zwiększyć przychód do 92.3 mld AED (25.2 mld USD). Pierwszy od wielu lat spadek dolara amerykańskiego względem walut na większości spośród kluczowych rynków, na których działa przewoźnik, przyniósł zwiększenie przychodu Emirates o 661 mln AED (180 mln USD).

Z kolei całkowite koszty operacyjne wzrosły o 7% w porównaniu z rokiem finansowym 2016-17. Średnia cena paliwa lotniczego w ciągu roku wzrosła gwałtownie o 15%. Ze względu na większe o 3% dostawy paliwa związane ze wzrostem oferowania wydatki na paliwo wzrosły aż o 18% w stosunku do roku ubiegłego do 24.7 mld AED (6.7 mld USD). Paliwo stanowi obecnie 28% kosztów operacyjnych w porównaniu z 25% w roku 2016-2017 i pozostaje znaczną częścią wydatków ponoszonych przez linie.

Linie Emirates z powodzeniem wytrzymały silną presję konkurencji na wszystkich rynkach, zwiększając zyskdo 2.8 mld AED (762 mln USD), co stanowi wzrost o 124% w stosunku do zeszłorocznych wyników, oraz odnotowując marżę zysku w wysokości 3.0%.

Całkowity wzrost liczby pasażerów odzwierciedla zapotrzebowanie wśród pasażerów na loty supernowoczesnymi samolotami Emirates na dogodnych trasach przez port przesiadkowy w Dubaju.

Linie Emirates przewiozły rekordową liczbę 58.5 mln pasażerów (wzrost o 4%) i uzyskały współczynnik wypełnienia miejsc (Passenger Seat Factor) na poziomie 77.5%. Wyższy współczynnik wypełnienia miejsc w porównaniu z zeszłorocznym (75.1%) to wynik skutecznego zarządzania oferowaniem w obliczu braku stabilności politycznej i silnej konkurencji na wielu rynkach pomimo nieznacznego wzrostu (2%) zdolności przewozowej.

Wobec osłabienia dolara amerykańskiego względem większości walut, zysk z przewozu pasażerów wzrósł do 25.3 fils (6.9 centów amerykańskich) na przychód z pasażerokilometra (RPKM).

W celu sfinansowania rozbudowy floty, w związku z wysokim tempem dostaw nowych samolotów, linie Emirates zebrały 17.9 mld AED (4.9 mld USD) poprzez różne struktury finansowania. Wśród nich warto wymienić pomyślną sprzedaż obligacji sukuk o wartości 600 mln USD w marcu, która pomogła sfinansować zakup dwóch samolotów A380, których dostawę przewidziano na 2018 r.

Przewoźnik w dalszym ciągu korzysta z japońskiego rynku instrumentów strukturyzowanych w połączeniu z zaciąganiem kredytów w rozmaitych instytucjach na terytorium Chin, Francji, Wielkiej Brytanii i Japonii. Właśnie z tego źródła spółka pozyskała w ciągu roku przeszło 3.7 mld AED (1 mld USD). Ponadto linie Emirates refinansowały komercyjny kredyt pomostowy (ze względu na brak możliwości zabezpieczenia przez agencję kredytów eksportowych) w wysokości 3.8 mld AED (1 mld USD), korzystając z innowacyjnego funduszu leasingowego na zakup pięciu samolotów A380-800 za pośrednictwem inwestora instytucjonalnego i banków z Korei, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Bliskiego Wschodu.

Transakcje te odzwierciedlają strategię finansową Emirates i świadczą o umiejętnej dywersyfikacji źródeł finansowania poprzez dostęp do globalnej płynności finansowania. Stanowią również potwierdzenie dobrych wyników finansowych oraz wiarygodności modelu biznesowego linii w oczach inwestorów.

Emirates zamknęły rok finansowy na bardzo dobrym, wyższym niż w roku ubiegłym poziomie 20.4 mld AED (5.6 mld USD) aktywów pieniężnych.

Przychody uzyskane z sześciu regionów Emirates pozostają zrównoważone, a żaden region nie przynosi więcej niż 30% całkowitych przychodów. Regionem przynoszącym najwyższe przychody jest Europa – 26.7 mld AED (7.3 mld USD), o 12% więcej w porównaniu do roku 2016-2017. Zaraz za nią plasuje się region Azji Wschodniej i Australazji, gdzie przychody wyniosły 25.4 mld AED (6.9 mld USD), o 12% więcej niż w roku poprzednim. Region kontynentów amerykańskich odnotował wzrost przychodów o 7% do poziomu 13.4 mld AED (3.7 mld USD). Przychód w regionie Zatoki Perskiej i Bliskiego Wschodu spadł o 2% do 8.5 mld AED (2.3 mld USD), natomiast w Afryce wzrósł o 8% do poziomu 9.4 mld AED (2.6 mld USD). Przychód w regionie Azji Zachodniej i Oceanu Indyjskiego wzrósł o 5% do poziomu 7.8 mld AED (2.1 mld USD).

W trakcie roku linie Emirates wprowadziły szereg ulepszeń produktów i usług pokładowych i naziemnych.

Wśród nich warto wymienić: całkowicie zamknięte prywatne kabiny w klasie pierwszej wraz z nowymi kabinami w klasie biznes i ekonomicznej na pokładzie samolotów 777-300ER, nowe, szersze fotele w układzie 2-2-2 w klasie biznes na pokładzie samolotów 777-200LR oraz nową odsłonę popularnego salonu pokładowego na pokładzie Airbusa A380 Emirates.

Oprócz tego linie Emirates otworzyły nową poczekalnię na lotnisku w Bostonie dla pasażerów premium i członków programu lojalnościowego, odnowiły istniejące już poczekalnie w Singapurze i Bangkoku, a także wyremontowały  za kwotę 11 mln USD poczekalnie w hali przylotów B na lotnisku w Dubaju.

Przewoźnik zainwestował także w nowe kanały i technologie, aby zapewnić jeszcze lepszą i bardziej spersonalizowaną obsługę klienta przez Internet, urządzenia mobilne oraz punkty handlowo-usługowe i centra obsługi.

Na rok 2018-19 linie Emirates zapowiedziały otwarcie nowych połączeń do Londynu-Stansted w Wielkiej Brytanii i Santiago w Chile oraz wprowadzenie dodatkowego lotu Dubaj-Auckland przez Bali, a także zwiększenie oferowania na dotychczasowych trasach.

Emirates SkyCargo zanotowała bardzo dobre wyniki w okresie ożywienia na rynku i nadal odgrywa ważną rolę w rozwoju działalności firmy, przynosząc 14% całkowitego przychodu linii z transportu.

Pomimo trudności na rynku i przy stale zmieniającym się zapotrzebowaniu na przewozy towarowe linie lotnicze cargo Emirates odnotowały przychód w wysokości 12.4 mld AED (3.4 mld USD), co stanowi wzrost o aż 17% w porównaniu z rokiem poprzednim. Natomiast pojemność samolotów przewoźnika wzrosła nieznacznie o 2% do poziomu 2.6 mln ton.

W tym roku zysk z przewozu towarów w przeliczeniu na tonokilometr (FTKM) zwiększył się o 14%, co wiązało się z bardzo korzystnymi warunkami rynkowymi dla branży i osłabieniem dolara amerykańskiego względem najważniejszych walut.

Flota towarowa Emirates SkyCargo liczyła łącznie 13 Boeingów 777F. Oprócz usług cargo w nowo otwartych rejsach pasażerskich, linie Emirates SkyCargo uruchomiły nowe połączenia towarowe do Maastricht (Holandia), Luksemburga i Aguadilli (Portoryko).

Emirates SkyCargo wciąż opracowuje innowacyjne, zindywidualizowane produkty skierowane do najważniejszych sektorów przemysłu. W listopadzie przewoźnik podpisał list intencyjny ze strefą Dubai CommerCity w celu opracowania nowych rozwiązań dla branży e-commerce z wykorzystaniem Dubaju jako węzła komunikacyjnego.

W ciągu roku linie Emirates SkyCargo wprowadziły Emirates Fresh – usługę transportu produktów łatwo psujących się takich jak świeże kwiaty cięte, owoce i warzywa. Z myślą o lekach wrażliwych na temperatury przewoźnik zainaugurował program korytarzy farmaceutycznych, zapewniając lepszą ochronę na każdym etapie przewozu, a we współpracy z firmą DuPont opracował powłokę termoizolacyjną najnowszej generacji White Cover Xtreme, która chroni wrażliwe towary.

Hotele Emirates odnotowały przychód w wysokości 746 mln AED (203 mln USD), co stanowi nieznaczny wzrost o 1% w porównaniu z rokiem poprzednim w warunkach silnej konkurencji na rynku, zwłaszcza w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Nanovo rozpoczęło współpracę z siecią RTV EURO AGD

Sieć reklamowa RIJA działa już w 270 sklepach. Oferuje emisję treści na 23 tysiącach ekranów w salonach RTV Euro AGD – wiodącej sieci specjalizującej się w sprzedaży elektroniki użytkowej i produktów gospodarstwa domowego. Wdrożeniem i utrzymaniem systemu emisyjnego zajmują się specjaliści z Nanovo – jednej z wiodących firm Digital Signage w Polsce

RIJA doskonale wykorzystuje potencjał, jaki oferuje RTV EURO AGD. Sieć rocznie odwiedza 58 mln Klientów, co daje 4,8 mln kontaktów z emitowanym na nośnikach przekazem miesięcznie (w okresie przedświątecznym nawet dwa razy tyle). Ekrany zlokalizowane są blisko wejścia do sklepu i wzdłuż głównego ciągu komunikacyjnego, co zapewnia doskonałą ich widoczność przez cały pobyt klienta w salonie. W wielu przypadkach można je też zobaczyć przed sklepem. Kasy, gdzie umieszczono dodatkowe ściany video, mieszczą się na końcu głównego ciągu komunikacyjnego, dzięki czemu ściany video również są dobrze widoczne już od wejścia do sklepu. Zasięg i widoczność to atuty wyróżniające RIJA na tle konkurencji.

– Bardzo cieszymy się z tej współpracy. RTV Euro AGD, lider w swojej branży, już od lat dostarcza Polakom nowoczesność, od teraz, dzięki naszemu systemowi, również w obszarze reklamy cyfrowej. To kolejna sieć handlowa, w której wdrażamy rozwiązanie oparte na naszym autorskim oprogramowaniu, realizowane według wyśrubowanych wymagań zleceniodawcy – mówi Dariusz Sobczak z zarządu Nanovo, odpowiedzialny za rozwój nowych projektów.

Wspomagające sprzedaż treści, głównie reklamowe, emitowane są na kilkudziesięciu monitorach w każdym salonie należącym do RTV Euro AGD. Istotna jest zmiana modelu emisyjnego w stosunku do typowych systemów Digital Signage. Dzięki oprogramowaniu, emisje są planowane dynamicznie, a ich finalna liczba w ramach kampanii jest zagwarantowana. To milowy skok w stosunku do standardowej obecności w stałych pętlach emisyjnych, z którą użytkownicy dotychczasowych systemów tego typu mieli do czynienia.  To, co widać na każdym z ekranów, może być uzależnione od aktualnych promocji na określonego typu artykuły, stanów magazynowych, a także danych z zewnętrznych źródeł. Dzięki zaawansowanym funkcjom, system umożliwia tworzenie mechanizmów reklamowych dotychczas niedostępnych, np. emitowana reklama oczyszczaczy powietrza wtedy i tam, gdzie stacje smogowe sygnalizują znaczące przekroczenie norm ekologicznych czy streaming video na żywo.

Kontent taki emituje w sumie ponad 23 tysiące monitorów we wszystkich punktach sprzedaży tej sieci.

Nanovo dostarcza rozwiązanie w formule end-to-end czyli realizuje wdrożenie w całości. Składa się ono z dostawy oprogramowania – autorskiej platformy SIGNIO S2, dedykowanych player’ów Signio HD, jak również wdrożenia systemu w całej sieci RTV Euro AGD wraz z zagwarantowaniem łączności internetowej dla systemu oraz utrzymaniem systemu SLA & hosting.

Zaletą RIJA jest fakt, iż jest to sieć, którą RTV EURO AGD wdrożyło tylko z partnerem technologicznym – Nanovo. Brak pośredników reklamowych daje sieci przewagę nad konkurentami i możliwość wpływania na koszt oraz czas przygotowania i realizacji kampanii dla reklamodawców.

Samo wdrożenie systemu w całej sieci trwało około 3 miesiące. Zastąpiło ono dwa dotychczas używane przez sieć rozwiązania Digital Signage. Realizowany dla RTV Euro AGD projekt to kolejna implementacja systemu reklamowego Nanovo. Wcześniej specjaliści z firmy współpracowali w podobnym obszarze m.in. z sieciami Medicover, Lux Med czy Sephora.

1 miliard dolarów – tyle ma być warta branża e-sportu w 2019 r.

O ile zdążyliśmy przyzwyczaić się do rekordowych zarobków piłkarzy i już nas nie szokują, to statystyki branży e-sportu mogą wprawić wiele osób w zdumienie. Zapewne część z nas nie zdaje sobie sprawy jak prężnie rozwija się ta gałąź przemysłu rozrywkowego.

E-sport w pigułce

Historia e-sportu zaczyna się na początku lat 90. Na przełomie lat powstawały nowe ligi graczy online, a coraz to inne gry zyskiwały swoich fanów. The Esports Observer, w skrócie TEO, publikuje co tydzień w social mediach infografiki z aktualnymi danymi na temat najpopularniejszych gier w e-sporcie. Według raportu TEO najpopularniejszymi grami w połowie kwietnia 2018 roku były Fortnite, League of Legends oraz God of War. Należy dodać, że brane pod uwagę są jedynie te kanały, które wyświetlają e-sport przed minimum 50 proc. czasu. Głównymi kanałami komunikacji graczy są dwie platformy: Twitch.tv, kupiony przez Amazona w 2014 roku za 970 mln dolarów[1] oraz YouTube. Twitch.tv pozostaje najpopularniejszą platformą do transmitowania i śledzenia rozgrywki na żywo. Wykorzystują ją zarówno profesjonalni streamerzy, jak i amatorscy gracze.

Imponujące prognozy – 1 mld dolarów?

Jak przewiduje Newzoo[2] w swoim dorocznym raporcie „2018 Global Esports Market Report”[3] widownia e-sportu sięgnie w tym roku 380 milionów widzów, z czego 165 milionów będą stanowili prawdziwi entuzjaści tej dziedziny sportu, a 215 milionów to widzowie okazjonalni. W 2018 roku globalna gospodarka e-sportowa wzrośnie do 905,6 miliona dolarów, co stanowi wzrost o 38 proc. rok do roku. W raporcie pojawia się magiczna liczba 1 miliarda dolarów – tyle ma być warta branża e-sportu w 2019 roku.

Przyjrzyjmy się jak rozkładają się dochody z e-sportu w ujęciu geograficznym. Największym rynkiem nadal jest Ameryka Północna – 38 proc. światowych udziałów, 18 proc. to dochody z rynku chińskiego, 6 proc. z koreańskiego. Pozostałe kraje zostały ujęte wspólnie – 38 proc. udziałów globalnych. Aż 40 proc. dochodu z e-sportu pochodzi ze sponsoringu, 19 proc. z reklam, na trzeciej pozycji plasują się dochody osiągane z tytułu praw autorskich – 18 proc., około 13 proc. to dochód ze sprzedaży gier i 11 proc. ze sprzedaży biletów na turnieje. Eksperci przewidują, że w 2018 roku największy wzrost dochodów branża będzie zawdzięczać sponsoringowi. A sponsorzy w tym sektorze są potężni. Przykładem mogą być takie marki T-Mobile i Toyota, które sponsorują graczy w Overwatch League. Activision Blizzard, holding będący właścicielem Overwatch League, poinformował o swoich wynikach w IV kw. 2017 roku, a mógł się pochwalić 10 milionami unikalnych widzów i utrzymywaniem średniej widowni powyżej 280 000 osób na minutę.[4] Taka widownia jest dla sponsorów łakomym kąskiem.

O zmianach w sektorze cybersportu świadczą nie tylko rosnące słupki statystyk streamingu, ale także rozmach z jakim organizowane są finałowe turnieje graczy. Od kilku lat stają się widowiskami porównywalnymi z tymi, jakie przyciągają sporty tradycyjne. Przez kilka lat rozgrywki e-sportu przeniosły się dosłownie z piwnic i sal gimnastycznych na ogromne stadiony, które mieszczą nawet kilkadziesiąt tysięcy kibiców. Jedną z ważniejszych imprez w skali światowej są organizowane od kilku lat w Katowicach Intel Extreme Masters World Championship. Na przełomie lutego i marca br. w dwóch imprezach w katowickim Spodku wzięło udział 169 000 osób, a zmagania czołowych e-sportowców można było oglądać na 38 kablowych i cyfrowych platformach na całym świecie. Nie tylko rośnie ranga e-sportowych imprez organizowanych w Polsce, sukcesy odnoszą także polscy zawodnicy. W 2017 roku Team Kinguin zajęła drugie miejsce w międzynarodowym turnieju rozgrywanym w Chinach z pulą nagród 5,5 mln dolarów. Według raportu Newzoo z 2017 roku Polska plasuje się jako 23 rynek[5] na świecie, a polscy gracze wydają rocznie 489 mln dolarów. Dane wskazują, że aż 56 proc. polskich gamerów, którzy oglądają gry w sieci szuka także w internecie porad i tricków potrzebnych do gier. Z kolei 27 proc. z nich przyznaje się do grania na różnym sprzęcie (cross-platform gamers): PC-y, smartfony oraz konsole. Aż 63 proc. posiada specjalną myszkę do gier.

Warto się przyjrzeć kim są ludzie tworzący społeczność e-sportowców i w jaki sposób zarabiają. Średni wiek fana e-sportu to 26 lat, w większości są to mężczyźni – 71 proc.[6]. Dochody zawodowych drużyn e-sportowych pochodzą z czterech głównych źródeł. Po pierwsze z intratnych umów sponsoringowych, po drugie ze streamingu np. z platformy Twitch.tv. Dużą część zarobków stanowią zyski z udziału w turniejach. I wreszcie dotacje online na własnej stronie internetowej, czyli darowizny innych graczy pragnących podejrzeć mistrzów. Należałoby zwrócić uwagę, że na streamingu gier zarabiają nie tylko topowi gracze. Nie trzeba wygrywać światowych turniejów, by mieć płatnych subskrybentów, a także otrzymywać dotacje od widzów. Oprócz niezawodnego sprzętu (np. odpowiedniego procesora i karty graficznej) a także szybkiego internetu, trzeba wybrać grę, która w danym momencie jest popularna. Do zarabiania pieniędzy na streamingu brakuje już tylko umiejętności gry, odrobiny charyzmy oraz dodania płatności online. Wpłaty podczas streamów mogą być pokaźnie. Oczywiście początkujący gracze mogą liczyć na drobne kwoty, zaś topowi gracze już na sumy pozwalające się utrzymać. Przykładem jest polski gracz – Jarosław „Pasha” Jarząbkowski – który otrzymał od jednego hojnego widza 45 tys. dolarów. Warto używać szybkich i bezpiecznych płatności w przeciwnym razie obserwatorzy nie zdecydują się na dotację. Nie ma problemu ze znalezieniem w sieci instrukcji dodawania płatności do konta streamowego. Gracz niezależnie czy używa do streamowania Youtube czy Twich.tv może w łatwy sposób umożliwić fanom przekazywanie pieniędzy poprzez dodanie do swojego profilu płatności m.in. Paypal, Sofort, Dotpay, BLIK, a także SMS.

E-sport na Olimpiadzie?

Analizując przyszłość cybersportu należy zwrócić uwagę na czynniki, które mogą stać się siłą napędową tego sektora. Przede wszystkim na napływ kapitału. On bowiem zadecyduje w jakim tempie będzie rozwijała się branża. W grudniu 2017 roku Activision Blizzard Inc. powołał do życia Overwatch League (ligę gry Overwatch). Kilku innych wydawców gier także założyło własne ligi. Dzięki tym inwestycjom, a także profesjonalnej opiece nad graczami branża zacznie przyciągać inwestorów spoza cybersportu. Zaś inwestorzy ze światowej czołówki z pewnością będą mieli wpływ na sponsorów poszczególnych drużyn.

Drugi czynnik to globalny zasięg e-sportu. Nie bez powodu PwC w 2017 roku po raz pierwszy w opracowaniu z serii „Global Media & Entertainment Outlook” wyróżniło e-sport jako oddzielny segment współtworzący sektor mediów i rozrywki. Popularność cybersportu w Stanach Zjednoczonych czy Korei Południowej nie jest nowością, jak podkreśla w swoim raporcie PwC novum stanowi rosnąca skala globalnego zainteresowania, jaką zaczyna się cieszyć ta forma rywalizacji wśród młodych odbiorców. Ważne jest także coraz głębsze zaangażowanie globalnych marek. Przewiduje się, że pomiędzy 2012 i 2021 rokiem wartość 10 kluczowych rynków e-sportów zwiększy się ponad 20-krotnie.[7] Na wzrost globalnego wzmocnienia e-sportu kluczowe znaczenie będzie miało włączenie gier do sportów olimpijskich. Według raportu Nielsena „The Esport Playbook”[8] (opisującego rynek e-sportu w czterech państwach: Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Niemczech i Francji) aż 71 proc. fanów e-sportu popiera ten pomysł. Pierwsze kroki w tym kierunku zostały już poczynione. Chociaż wypowiedzi przedstawicieli Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego były raczej sceptyczne, to jednak e-sport pojawi się w 2022 roku w chińskim Hangzhou jako oficjalna dyscyplina na Igrzyskach Azjatyckich. Udział w tej imprezie może być dla e-sportowców pierwszym krokiem na drodze do dołączenia do prestiżowej grupy olimpijczyków.

[1] Businessinsider.com.pl,  Rynek e-sportu rozwija się coraz szybciej. Do gry wchodzą nowi gracze [https://businessinsider.com.pl/technologie/rynek-e-sportu-na-swiecie-i-jego-przyszlosc/wz1rvtj, dostęp: 27.04.2018]

[2] Newzoo jest globalnym liderem rynku gier, e-sportu i urządzeń mobilnych, dostarcza swoim klientom dane dotyczące trendów rynkowych, analiz finansowych a także prognoz przychodów i spostrzeżeń konsumenckich. Siedzibą Newzoo jest Amsterdam, firma posiada także biura w Szanghaju i San Francisco.

[3] Newzoo.com, Global 2018 Global Esports Market Report [https://newzoo.com/insights/trend-reports/global-esports-market-report-2018-light/, dostęp: 27.04.2018]

[4] Forbes.com,  Report: Esports To Grow Substantially And Near Billion-Dollar Revenues In 2018  [Forbes, https://www.forbes.com/sites/mattperez/2018/02/21/report-esports-to-grow-substantially-and-near-a-billion-dollar-revenues-in-2018/#572815812b01, dostęp: 27.04.2018]

[5] Newzoo.com, Polish Gamer 2017 [https://newzoo.com/insights/infographics/the-polish-gamer-2017/, dostęp: 27.04.2018]

[6] Nielsen.com, The Esport Playbook, Maximizing your investment through understanding fans [http://www.nielsen.com/us/en/insights/reports/2017/the-esports-playbook-maximizing-investment-through-understanding-the-fans.html, dostęp: 27.04.2018]

[7] Pwc.pl Perspektywy rozwoju branży rozrywki i mediów w Polsce 2017-2021 [https://www.pwc.pl/pl/publikacje/2017/media-outlook-2017.html dostęp 27.04.2018]

[8] Nielsen.com, The Esport Playbook, Maximizing your investment through understanding fans [http://www.nielsen.com/us/en/insights/reports/2017/the-esports-playbook-maximizing-investment-through-understanding-the-fans.html, dostęp 27.04.2018]

Złotówka w odwrocie. Argentyna na skraju bankructwa

Od początku tygodnia złotówka straciła do każdej z głównych walut 1-2% na wartości. Trump wycofuje USA z porozumienia z Iranem. Argentyna na skraju bankructwa.

Złoty w odwrocie

Od początku tygodnia widzimy wyraźny odwrót inwestorów ze złotego. tydzień zaczynał się z  euro poniżej 4,25 zł dzisiaj zbliżamy się do 4,30 zł. Frank szwajcarski zaczynał za 3,55 zł dzisiaj jest 3,62 zł. Dolar z kolei z 3,55 zł dotarł do 3,63 zł stając się ponownie droższym od franka. Największa zmiana miała miejsce na funcie. Z 4,80 zł dotarł dzisiaj powyżej 4,90 zł. Co się tak naprawdę dzieje na rynkach, że trwa odwrót od rodzimej waluty? Po pierwsze na rynku pojawiły się strach. W efekcie inwestorzy uciekają od bardziej ryzykownych walut. W odwrocie są właściwie wszystkie waluty naszego regionu świata z euro włącznie. Powodem jest przeniesienie uwagi inwestorów za ocean. Jak to często bywa w takich sytuacjach zyskał również funt.

Trump wycofał się z układu z Iranem

Tym samym zapowiedział sankcje gospodarcze na Teheran. To właśnie to jest jednym z głównym powodów napięć na światowych rynkach obecnie. Całe to zamieszanie pcha w górę dolara, który od wielu dni konsekwentnie umacnia się w porównaniu do euro. Drugim ważnym beneficjentem jest ropa naftowa, która drożeje pomimo umacniającego się dolara tym bardziej podnosząc zyski eksporterów. Na razie w porozumienie wciąż jest pozostałych 5 mocarstw gospodarczych. Ich ewentualne odejście powinno pogłębić problem.

Kryzys walutowy w Argentynie

Argentyńskie peso od początku roku straciło względem dolara około 20%. Kłopoty są na tyle poważne, że kraj wystąpił o pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dzięki pożyczce planowana jest stabilizacja waluty aby uniknąć bankructwa. W tym wypadku ryzyko jest poważne, gdyż ostatnimi czasy kraj ten bankrutuje co kilkanaście lat. Od ostatniego minęły zaledwie 4 lata, zatem statystyka jest po stronie Argentyńczyków. Waluta osłabia się pomimo wzrostu stóp procentowych do imponujących 40%. Tylko w ciągu ostatnich tygodni wzrosły one o 12%. Powodem problemów są nadmierne wydatki budżetowe oraz inflacja wynosząca 25% w skali roku. W ramach ciekawostek warto przypomnieć, że w zeszłym roku Argentyna wyemitowała stuletnie obligacje. Wszystko wskazuje na to, że będą złą inwestycją kapitału.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja producencka,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Cały świat zapłaci za decyzję Trumpa

Wkrótce znów wyraźnie wzrosną ceny paliw i usług transportowych. Trzeba się także liczyć z tym, że spowolni wzrost gospodarczy, będzie mniej pieniędzy na konsumpcję i podwyżki płac. Oto prawdopodobne następstwa decyzji prezydenta Trumpa, rekordów na rynku ropy i silnego dolara – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Przez pierwsze godziny po decyzji Donalda Trumpa o wycofaniu się z porozumienia nuklearnego rynek ropy naftowej nie mógł się zdecydować, w którą stronę podążyć. Niestety, inwestorzy dość szybko się zorientowali, że jeszcze nie wszystkie ryzyka są wkalkulowane w ceny ropy, co spowodowało, że w połowie tygodnia baryłka odmiany Brent osiągnęła poziom 77 USD.

Warto zauważyć, że konsekwencje wtorkowej decyzji nie ograniczają się tylko do tego popularnego surowca energetycznego. Od kilku tygodni amerykańska waluta zyskuje na wartości ze względu na perspektywę szybszych od oczekiwań podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. W niecały miesiąc dolar zyskał do złotego ok. 25 gr, czyli ponad 7 proc. i przekroczył granicę 3,60 zł.

Poza kwestią wyższych cen ropy i droższego dolara wprowadzenie sankcji na Iran powoduje ogólny wzrost napięcia geopolitycznego w Zatoce Perskiej. Nie jest to dobry scenariusz dla gospodarek krajów rozwijających się, a zwłaszcza tych, które są importerami surowców energetycznych. Powoduje to wyższe koszty ich funkcjonowania, a zmniejsza zdolności konsumpcyjne gospodarstw domowych oraz inwestycyjne przedsiębiorstw. Kreuje to również zagrożenie dla wzrostu gospodarczego dla większości świata.

Podwyżki cen paliw ciągną za sobą inne podwyżki

Średnia cena litra ropy Brent od maja do września ub.r. wynosiła 1,18 zł. Teraz notowania tego surowca wahają się blisko poziomu 1,75 zł/litr, co oznacza wzrost na poziomie prawie 50 proc. Przekładając to na koszty tankowania w analogicznym okresie, dojdzie do wzrostu cen przy dystrybutorach na poziomie ok. 15 proc. w przypadku benzyny bezołowiowej i ok. 20 proc. w przypadku diesla. W najbliższym czasie na większości stacji ceny popularnej „95” przekroczą 5 zł, a diesel będzie bardzo blisko tej granicy.

Każdy tysiąc km przejechany podczas nadchodzących wakacji będzie nas kosztował ok. 60 zł więcej niż w ubiegłym roku w przypadku samochodu napędzanego silnikiem benzynowym oraz 70 zł w przypadku diesla.

Ponieważ cena detaliczna oleju napędowego już teraz jest najwyższa od końca 2014 r., trzeba się liczyć wyższymi kosztami usług transportowych – zarówno tych skierowanych dla konsumentów, jak i przedsiębiorstw. To oznacza ogólny wzrostu poziomu kosztów funkcjonowania gospodarki. Ile dokładnie?

Polska, według danych Komisji Europejskiej, zaimportowała 177 mln baryłek ropy naftowej w 2017 r. To mniej więcej 15 mln baryłek miesięcznie. W czerwcu baryłka kosztowała ok. 180 zł, a teraz jest to 278 zł. Daje to ok. 1,5 mld zł więcej kosztów, biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie ropę naftową i jeden miesiąc. Te pieniądze zostaną bezpowrotnie stracone przez konsumentów, przedsiębiorstwa, a także instytucji publiczne, co oznacza również, że będzie mniej środków na inne cele.

Mniej pieniędzy na konsumpcję i podwyżki płac

Poza wyższymi cenami paliw w transporcie lądowym czy lotniczym można oczekiwać także słabszych wyników PKB. Wyższy import przy ostatnio kulejącym eksporcie będzie oznaczać ujemny wkład do wzrostu ze strony handlu zagranicznego. Mniej środków na konsumpcję czy niższe marże przedsiębiorstw oznaczają redukcję inwestycji w stosunku do pierwotnych planów czy mniej środków na podwyżki dla pracowników. Konsekwencją tego są m.in. negatywne sygnały dla wzrostu gospodarczego. Dodatkowo podobne trendy będą obserwowane w większości krajów europejskich, co również  oznacza wolniejszy od oczekiwań przyrost PKB.

W rezultacie można oczekiwać, że praktycznie wszyscy zapłacimy za wyższe ceny ropy i silniejszego dolara. Z tego powodu gospodarstwa domowe będą miały mniej środków na konsumpcję, a przedsiębiorstwa na inwestycje. Gorszy bilans handlu zagranicznego oraz analogiczne trendy w Europie spowodują, że perspektywy wzrostu gospodarczego pogorszą się i spowolnienie może nadejść znacznie szybciej niż tego jeszcze niedawno oczekiwano.

Kurs euro i dolara do złotego najniżej od 6 miesięcy

We wtorek złoty, podobnie jak inne waluty rynków wschodzących, znacząco osłabił się w relacji do głównych walut, kontynuując trend spadkowy z ostatnich tygodni. Kurs EUR/PLN jest w tym momencie najwyższy od października ubiegłego roku, a kurs USD/PLN znajduje się z kolei najwyżej od listopada.

Jednym z głównych powodów stojących za słabością złotego było umocnienie dolara amerykańskiego, jednak zdaje się to nie w pełni tłumaczyć skali spadków na polskiej walucie. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na ostatnią rozbieżność między odwróconym kursem EUR/USD, z którym wyjątkowo silnie skorelowana jest para USD/PLN (kurs USD/PLN w przypadku analogicznego umocnienia w normalnej sytuacji powinien znajdować się nieco niżej) oraz na fakt, iż złoty w maju jest wyraźnie słabszy niż pozostałe waluty regionu: od początku miesiąca złoty w relacji do CZK i HUF osłabił się o ok. 1%.

Czym sobie złoty zasłużył na ostatnią wyprzedaż? Niekoniecznie czymkolwiek, poza znajdowaniem się w koszyku walut rynków wschodzących i niższą płynnością w okresie przerwy majowej. Polska gospodarka (mimo niektórych negatywnych sygnałów płynących przede wszystkim z zewnątrz) ma się wyśmienicie, a jej perspektywy, przynajmniej na kilka kolejnych kwartałów pozostają bardzo dobre. Narodowy Bank Polski wprawdzie pozostaje bierny, jednak był on tak samo bierny jeszcze w kwietniu, kiedy kurs EUR/PLN spadł w okolice poziomu 4,15. Stanowisko RPP jest uzasadnione, jeśli zwrócimy uwagę na to, iż inflacja w ostatnim czasie dopiero co powróciła do widełek akceptowanych przez bank centralny w ramach celu inflacyjnego. W związku z czym inwestorzy nie mają powodów do obaw o niezależność NBP.

Kurs EUR/USD ostatecznie skierował się w prognozowanym przez nas kierunku, skala umocnienia dolara zaskoczyła jednak nawet największych dolarowych optymistów. Reakcja głównych par ze złotym na zmiany na globalnych rynkach finansowych, z których kluczową jest umocnienie dolara w obecnym momencie wydaje się jednak nieco przesadzona.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek umocnił się o 0,5%, wahając się w widełkach 4,25-4,29.

Nowe informacje sugerują, że włoskie partie nie są w stanie porozumieć się w kwestii utworzenia koalicji rządzącej. Oznacza to, że prawdopodobnym jest, iż jeszcze w tym roku czekają nas kolejne wybory we Włoszech (możliwe, że latem). Tym samym wzrosła premia za ryzyko inwestowania w Italii, co odbiło się na rynku papierów dłużnych – rentowności 10-letnich obligacji rządu Włoch na przestrzeni jednego dnia wzrosły z poziomu w okolicy 1,76% do okolic 1,87%. Tym samym są najwyższe od marca – miesiąca, w którym miały miejsce ostatnie włoskie wybory.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek umocnił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,84-4,89. Wczoraj brytyjska waluta reagowała przede wszystkim na zmiany układu sił na parze EUR/USD – traciła w relacji do silniejszego dolara, zyskiwała natomiast wobec słabszego euro.

W czwartek odbędzie się spotkanie Banku Anglii, podczas którego BoE opublikuje również kwartalny raport o inflacji. W kontekście ostatnich, rozczarowujących danych i gołębiej retoryki prezesa Banku rynkowe prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych spadło do ok. 10%. Mimo to (a raczej właśnie dlatego), jeśli doszłoby do podwyżki, ruch w górę na parach z GBP byłby odpowiednio większy. W kontekście spotkania warto obserwować przede wszystkim dwie kwestie: rozkład głosów za zmianami stóp procentowych (więcej niż 2 głosy za podwyżką powinny wspierać GBP) oraz publikację kwartalnego raportu o inflacji BoE, która rzuci więcej światła na to, jak Bank zapatruje się na perspektywy gospodarcze i rozwój dynamiki inflacji w kontekście ostatnich gorszych informacji z gospodarki Zjednoczonego Królestwa.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek umocnił się aż o 1%, wahając się w widełkach 3,57-3,61. Amerykańska waluta wyraźnie zyskiwała w relacji zarówno do walut G10, jak i walut rynków wschodzących.

Wczorajsze przemówienie prezesa FED przeszło bez większego echa. Jerome Powell zwracał uwagę, że działania Rezerwy Federalnej w kwestii normalizacji polityki monetarnej są oczekiwane przez rynek. Poinformował, że zacieśnianie polityki monetarnej w USA nie powinno przełożyć się na znaczące problemy krajów EM, jednocześnie podkreślił, że nie należy przeceniać wpływu FED na na globalne rynki finansowe.

Publikacja marcowych danych JOLT z USA przyniosła bardzo dobre informacje – mamy kolejny rekord. Liczba ofert pracy w Stanach Zjednoczonych w marcu wzrosła do najwyższego poziomu w historii badania. W górę zaktualizowano również odczyt z poprzedniego miesiąca. Oprócz głównego odczytu warto zwrócić uwagę na część danych szczegółowych, które pokazały m.in. wyraźny wzrost liczby osób dobrowolnie odchodzący z pracy oraz spadek liczby osób zwalnianych z pracy. Dane potwierdzają siłę amerykańskiego rynku pracy, jednak w momencie publikacji nie miały istotnego przełożenia na wycenę dolara amerykańskiego.

Uwagę inwestorów pod koniec dnia skupił prezydent USA, który – zgodnie z oczekiwaniami – ogłosił zerwanie porozumienia nuklearnego z Iranem z 2015 r. Jednocześnie Trump podpisał memorandum, które przywróci dotychczas zawieszone sankcje. Reakcja rynków finansowych nie była gwałtowna – największą uwagę warto zwrócić uwagę na trwający wzrost cen ropy naftowej. Obecnie kontrakty futures wskazują, że cena baryłki ropy WTI z dostawą na lato wynosi ok. 71 USD, ropy Brent – ok. 77 USD. Oprócz faktu wzrostu cen ropy naftowej, co może generować wyższą inflację, wpływając na tempo normalizacji polityki pieniężnej w krajach świata (włączając Polskę) warto zwrócić uwagę na wzrost ryzyka w regionie. Zerwanie porozumienia z Iranem przez USA stawia w trudnym położeniu partnerów z Wielkiej Brytanii, Francji, Rosji i Chin, sprawiając, że ze stabilnej, sytuacja na Bliskim Wschodzie może przerodzić się nawet w otwarty konflikt.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:30 – inflacja PPI w USA w kwietniu

19:15 – przemawia Raphael Bostic z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Fiskus kupi puste faktury

Być ponad prawem w imieniu prawa – fiskus chce kupować faktury dokumentujące fikcyjne transakcje, czyli w praktyce brać czynny udział w nielegalnym obrocie tzw. pustymi fakturami. Jak duże mogą być konsekwencje balansowania na granicy nakłaniania przedsiębiorców do popełnienia przestępstwa?

Od 1 marca 2017 r. obowiązują w Polsce przepisy zaostrzające odpowiedzialność za wykorzystywanie w obrocie gospodarczym pustych faktur. Kary przewidziane przez znowelizowany Kodeks karny mogą sięgać nawet 25 lat pozbawienia wolności. Z końcem 2017 r. Ministerstwo Finansów poszło o krok dalej – przygotowało regulacje zezwalające na zastawianie pułapek na wszystkich uczestników transakcji z udziałem fikcyjnej faktury przy pomocy metod przypominających w swym kształcie tzw. zakup kontrolowany.

Za zgodą prokuratora

Znane dotąd przede wszystkim służbom policyjnym metody zaliczane są do grupy czynności operacyjno-rozpoznawczych. Ustawa z dnia 16 listopada 2016 r. o Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) (Dz.U. 2016 poz. 1947) przyznała uprawnienie do dokonywania zakupu kontrolowanego także funkcjonariuszom Służby Celno-Skarbowej. Mogą oni jednak skorzystać z niego jedynie wtedy, gdy będzie to mieć na celu wykrycie i ustalenie sprawców oraz uzyskanie i utrwalenie dowodów przestępstw na znaczną szkodę, z reguły przekraczającą pięćdziesięciokrotną wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę, czyli 105 000 zł (od 1 stycznia 2018 r. płaca minimalna w Polsce wynosi 2100 zł brutto). Dodatkowo służby skarbowe muszą uzyskać uprzednią zgodę prokuratora generalnego.

Urzędnicy bez nadzoru… i z bronią

Fiskus miałby kupować puste faktury incognito, a dzięki temu – wykrywać nie tylko ich wystawców, ale także tych, którzy z takich kosztów korzystają w celu obniżenia obciążeń podatkowych. To oni mają być głównym celem kontrolowanego zakupu. Ponadto jeszcze w 2018 r. resort finansów chce zrezygnować z wymogu uzyskania zgody prokuratora, by organy fiskusa miały do tej formy prowokacji łatwiejszy dostęp, oraz ją rozpowszechnić – umożliwić stosowanie jej również do spraw dotyczących faktur o niższej wartości. To kolejny z kontrowersyjnych i budzących spore obawy pomysłów przyznawania urzędnikom ogromnej władzy. Nie można bowiem zapomnieć, że ustawa o KAS, przyznająca funkcjonariuszom celno-skarbowym uprawnienia stosowania środków przymusu bezpośredniego, nie wyłączyła z ich katalogu prawa użycia broni.

Istnienie dobrej wiary

Zgodnie ze stanowiskiem Naczelnego Sądu Administracyjnego „[w] wypadku ustalenia, że w danej sprawie wystąpił rzeczywisty obrót towarami lub usługami, ale ten, który według faktury miał być świadczącym usługę lub dostarczającym towar okazał się być jedynie firmantem ukrywającym wobec nabywcy dane określające rzeczywistego podatnika (…), dobra wiara ma znaczenie. Sąd powinien (…) dokonać wyczerpującej oceny, czy w swoich działaniach Skarżąca dochowała należytej staranności, co powinno ją uchronić przed utratą prawa do odliczenia” (wyrok NSA z 5 grudnia 2013 r., sygn. I FSK 1687/13).

Innymi słowy, istnienie dobrej wiary po stronie nabywcy pustej faktury pozwoli mu uniknąć nie tylko utraty prawa do obniżenia podatku należnego, ale też odpowiedzialności na trzech płaszczyznach: podatkowej, karnej i karnoskarbowej (porównywalnej do tej, która spaść może na wystawcę takiej faktury).

Zaostrzone sankcje

Sankcja wynikająca z ustawy o podatku od towarów i usług nakłada na wystawcę faktury obowiązek zapłaty podatku z samego tylko tytułu wystawienia faktury, bez względu na to, czy dokumentuje ona rzeczywiste zdarzenie, czy nie (art. 108 ust. 1). Dodatkowo fiskus może naliczyć tzw. stawkę sankcyjną w wysokości 100% podatku naliczonego wynikającego z pustych faktur (art. 112c).

Z kolei przepisy Kodeksu karnego skarbowego oraz Kodeksu karnego w przypadku nierzetelnej, fałszywej dokumentacji za pomocą faktur zdarzeń gospodarczych ze szkodą Skarbu Państwa przewidują bardzo wysokie kary – odpowiednio:

– karę grzywny do 720 stawek dziennych albo karę pozbawienia wolności na czas nie krótszy od roku, albo obie te kary łącznie (art. 62 § 2 k.k.s.);

– karę do 25 lat pozbawienia wolności z możliwością orzeczenia obok kary grzywny do 3000 stawek dziennych (art. 277a § 1 i art. 277b k.k.).

Wbrew ustawie o prokuraturze

Idea eliminowania z obrotu gospodarczego fikcyjnych faktur nie jest oczywiście sama w sobie zła. Niemniej jednak, w obliczu tak wysokich sankcji, kontrowersje budzi pomysł przyznawania urzędnikom równie dużych kompetencji bez wprowadzenia odpowiedniego nadzoru nad ich wykonywaniem. Konieczność jego zapewnienia wynika z ustawy Prawo o prokuraturze (Dz.U. 2016 poz. 177), która stanowi, że prokuratura stoi na straży praworządności m.in. poprzez koordynowanie ścigania przez inne organy państwowe przestępstw skarbowych. Zgodnie bowiem z art. 57 § 2 Prawa o prokuraturze „Prokurator Generalny, Prokurator Krajowy lub upoważniony przez nich prokurator sprawuje kontrolę nad czynnościami operacyjno-rozpoznawczymi poprzez wgląd w materiały zgromadzone w toku kontroli operacyjnej, zakupu kontrolowanego (…)”.

Również sama ustawa o KAS nakazuje uzyskanie pisemnej zgody prokuratora generalnego. Wymaga ona też, by czynności operacyjno-rozpoznawcze były podejmowane tylko, jeśli inne środki okażą się bezskuteczne (art. 118 ust. 1).

Brak nadzoru prokuratorskiego nad czynnościami kontrolnymi fiskusa może prowadzić do jeszcze gorszych konsekwencji – w wyroku z 28 stycznia 2016 r. Sąd Najwyższy orzekł, że skarga na przewlekłość postępowania prowadzonego m.in. przez urząd skarbowy w sprawach o przestępstwa skarbowe trwające dłużej niż 6 miesięcy przysługuje tylko, gdy było one prowadzone lub nadzorowane przez prokuratora (I KZP 13/15).

Podsumowanie

Przedsiębiorcy, którzy świadomie lub nieświadomie padną ofiarą firmanctwa, mogą ponieść tego dotkliwe konsekwencje – wstrzymanie zwrotów VAT, odmowa prawa do odliczeń, kontrole skarbowe, grzywny, a nawet kary pozbawienia wolności. W przypadku ujęcia w kosztach pustej faktury nawet przesłanka dobrej woli może nie mieć żadnego znaczenia. Zgodnie bowiem ze stanowiskiem sądów administracyjnych, potwierdzającym stanowisko organów podatkowych, „to na podatniku ciążył obowiązek dołożenia należytej staranności w transakcjach handlowych, w tym obowiązek wykazania należytej staranności w doborze kontrahenta” (wyrok WSA w Warszawie z 18 marca 2014 r., sygn. III SA/Wa 2870/13).

Z punktu widzenia etyki zakup pustych faktur przez fiskusa, i to bez nadzoru prokuratorskiego – a więc nadzoru nad nadużyciami, a nawet bezprawiem urzędniczym – budzi wątpliwości. Niezależnie od tego warto mieć się po prostu na baczności. Gdy więc fiskus szykuje się do wypróbowania nowej broni w walce o uszczelnienie systemu podatkowego, dobrze zadbać o swoje narzędzia obrony – o przeprowadzenie w firmie audytu podatkowego czy też profesjonalnego wywiadu gospodarczego. Gorzej, jeśli na środki prewencyjne już za późno. Wtedy pozostaje nam przedsięwziąć środki zarządzania kryzysowego, by poradzić sobie nie tylko z kontrolą podatkową, ale i z grożącymi sankcjami karnymi skarbowymi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Elektrobus od Rafako

Firma, która nie nadąża za zmieniającym się otoczeniem, i nie dostosowuje do nowych czasów, musi zniknąć. My nie boimy się zmian, a projekt autobusu elektrycznego RAFAKO jest tego najlepszym dowodem – mówi Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes zarządu RAFAKO S.A.

Michał Maćkowiak, lider projektu w RAFAKO S.A.
Michał Maćkowiak, lider projektu w RAFAKO S.A.

Według raportu „Electric Buses 2018-2038” do 2028 roku rynek autobusów elektrycznych będzie wart 500 miliardów dolarów na całym świecie[1]. – Za rozwojem tego segmentu przemawia wiele korzyści. Elektryczne pojazdy są ciche i nie zanieczyszczają powietrza, co znacznie poprawia komfort życia w miastach. Kolejnym argumentem jest specyfika wykorzystania autobusu w ruchu miejskim – komentuje Michał Maćkowiak, lider projektu w RAFAKO S.A. – Jazda komunikacją miejską związana jest z częstymi postojami, a najczęściej stosowane w autobusach silniki spalinowe najbardziej zużywają się i spalają najwięcej paliwa właśnie podczas ruszania z miejsca. Silniki elektryczne są pod tym względem znacznie bardziej wydajne i dynamiczniejsze, a dodatkowo dają możliwość odzyskiwania energii przy hamowaniu i umożliwiają płynne przyspieszanie bez szarpnięć w całym zakresie prędkości , przez co autobusy elektryczne są bardziej komfortowe.

Niebagatelną zaletą wprowadzania do komunikacji miejskiej pojazdów elektrycznych jest także uniezależnienie się od światowych cen ropy naftowej.

– Nawet drobne niepokoje na Bliskim Wschodzie czy w Rosji powodują skok cen ropy naftowej, a co za tym idzie oleju napędowego lub benzyny. Dla przewoźników publicznych jest to spore wyzwanie, gdyż z tygodnia na tydzień z dobrze prosperującego biznesu ich działalność może stać się ledwo opłacalna – podkreśla Michał Maćkowiak.

– W naszym kraju toczy się dyskusja na temat kosztów i ekologii wytwarzania energii do napędzania pojazdów elektrycznych, jednak ostatnie propozycje mówiące o tym, aby ceny energii dla gospodarstw domowych i do ładowania pojazdów elektrycznych w nocy były znacznie niższe, mogą spowodować zwiększenie zainteresowania tymi pojazdami.

Od kotłów do autobusów

RAFAKO to znany na świecie producent kotłów energetycznych oraz instalacji dla elektrowni, elektrociepłowni i spalarni. A droga od energetyki do „elektryki” to tylko mały krok. RAFAKO od zawsze śledziło nowe trendy na rynku i obserwowało nowoczesne wdrożenia w zakresie swojej głównej działalności, przy czym preferowało rozwiązania pro-ekologiczne. Firma ewoluuje i szuka nowych kierunków rozwoju, w dużej mierze powiązanych z energetyką.

Wcześniej firma nie działała na rynku motoryzacyjnym, jednak rozpoczęte parę lat temu obserwacje rynku elektromobilności skłoniły Zarząd RAFAKO do stworzenia komórki, a następnie całego zespołu odpowiedzialnego za projekt autobusu elektrycznego. Zespół ten budowany jest  już od dwóch lat,
a składają się na niego specjaliści od IT, elektroniki i mechaniki o bogatym doświadczeniu na rynku motoryzacyjnym i transportowym. W ciągu ostatnich dwóch  lat spółka RAFAKO dokonała dogłębnej analizy rynku autobusowego i nawiązała współpracę z firmami projektowymi i badawczymi oraz kluczowymi producentami na rynku Automotive.

– Historia biznesu wyraźnie wskazuje, że takie wolty to nic niezwykłego. Nokia Corporation, gigant technologii telekomunikacyjnych, powstał z połączenia fabryki papieru, zakładów gumowych
i producenta kabli[2] – wskazuje Michał Maćkowiak.

W przypadku RAFAKO, zainteresowanie autobusami elektrycznymi wynika przede wszystkim ze wzrastającego zapotrzebowania rynkowego na taki produkt oraz zauważalną w ostatnim okresie ciągle wzrastającą dynamikę tego rynku, zarówno w zakresie popytu jak i rozwiązań technicznych. Producentów jest wielu, ale zapotrzebowanie jest jeszcze większe, zarówno liderzy, jak i inni uczestnicy, w tym RAFAKO, będą mieli szansę urosnąć na fali rozpędu, a kluczowe jest zdobycie pierwszych kontraktów i referencji.

Dlatego spółka monitoruje i analizuje zapotrzebowanie tego nowego, dynamicznie rozwijającego się rynku oraz nawiązuje kontakty z gminami w zakresie potencjalnej współpracy w  zakresie wymagań rynkowych i testowania autobusów, czego efektem są podpisane listy intencyjne z zainteresowanymi gminami.

– Nasz projekt ma wiele zalet, z których najistotniejszą  jest to , że powstaje całkowicie od zera, a nie w wyniku adaptacji pod potrzeby „elektryka” konstrukcji pojazdu spalinowego. Dzięki temu nasze rozwiązanie uwzględnia wszystkie specyficzne dla napędu eklektycznego potrzeby i wykorzystuje najnowsze trendy na rynku światowym, nadając nowym pojazdom zalety , które  będą w stanie sprostać wysokim wyzwaniom technicznym i wymaganiom klienta – komentuje Michał Maćkowiak.

Jednocześnie RAFAKO postawiło na rozwiązania sprawdzone i niezawodne, ponieważ wysoka jakość i bezpieczeństwo nowego autobusu ma być kojarzona z marką RAFAKO.

W ciągu najbliższych kilku miesięcy gotowe będą 3 prototypy pojazdów elektrycznych, w odpowiednich konfiguracjach rynkowych, przygotowane do testów w różnych warunkach komunikacyjnych, a wśród nich przygotowywana jest także wersja pojazdu szkolnego jako alternatywa dla dawnego „gimbusa”.

– Dzięki testom terenowym uda nam się wybrać optymalne parametry napędu i baterii, przeanalizować oprogramowanie zarządzające energią, zmaksymalizować osiągi i zminimalizować zużycie energii. W praktyce w pracach projektowych jesteśmy na ostatniej prostej i nie mogę się doczekać, kiedy autobusy z logo RAFAKO wyjadą na ulice – cieszy się Michał Maćkowiak.

[1]      https://www.researchandmarkets.com/research/6b8td9/electric_buses

[2]      https://pl.wikipedia.org/wiki/Nokia

Jakie hotele zostaną otwarte w Warszawie

W Warszawie wciąż brakuje miejsc noclegowych. Wkrótce otworzy się wiele nowych obiektów.

Zdaniem specjalistów Walter Herz, warszawski rynek hotelowy jest ciągle nienasycony. Eksperci obliczają, że w obiektach, które mają zostać ukończone tym roku w Warszawie przybędzie ponad 2 tysiące pokojów. To jedna czwarta nowej oferty, planowanej do oddania w 2018 roku na największych rynkach hotelowych w kraju. Inwestycje, które mają być gotowe w 2019 roku przyniosą Warszawie kolejne 2 tysiące miejsc hotelowych. Tym samym, jak podają analitycy Walter Herz, zasoby stołecznego rynku zwiększą się do około 18 tys. pokojów hotelowych.

W tym roku w Warszawie planowane jest otwarcie m.in. zlokalizowanego w dzielnicy Włochy hotelu Krakowska Residence z ponad 350 pokojami, hotelu Four Points by Sheraton na warszawskim Służewcu Przemysłowym, który mieścił będzie 192 pokoje, hotelu Vienna House ze 164 pokojami, luksusowego hotelu Raffles Europejski na Krakowskim Przedmieściu ze 106 pokojami, czy 163 pokojowego Hampton by Hilton przy ulicy Postępu i hotelu Moxy na terenie kompleksu Koneser na warszawskiej Pradze, w którym znajdzie się 141 pokojów, informują specjaliści Walter Herz.

Konna linia tramwajowa z 1866 roku motywem wystroju hotelu ibis Styles Warszawa City

Jedno z hotelowych otwarć, zapowiadanych na ten rok w Warszawie, miało miejsce w połowie marca, kiedy przy ulicy Grzybowskiej otwarty został hotel ibis Styles Warszawa City z 220 pokojami. To pierwszy w stolicy obiekt tej marki. Motywem przewodnim wystroju hotelowych wnętrz jest wątek komunikacyjny starej Warszawy, a przede wszystkim pierwsza, konna linia tramwajowa, która została uruchomiona w mieście 1866 roku.

Niedawno gości zaczął przyjmować także pięciogwiazdkowy hotel Renaissance Warsaw Airport Hotel zlokalizowany bezpośrednio przy warszawskim Lotnisku Chopina. Poza 225 pokojami hotel mieścił będzie wysoką na 5,5 metra salę balową, wyposażoną w zintegrowany systemem świetlny, pozwalający na uzyskanie 16 milionów kolorów podświetlenia. Obiekt zapewni również zaplecze konferencyjne z ośmioma salami oraz ekskluzywną strefę SPA i basen, a także Executive Lounge na najwyższym piętrze, z obszerną ofertą gastronomiczną i niepowtarzalnym widokiem na płytę lotniska.

Noc w apartamencie prezydenckim za ponad 16 tys. zł

Trwa również końcowe odliczanie do otwarcia hotelu Raffles Europejski Warsaw, który mieści się w historycznym budynku dawnego Hotelu Europejskiego przy Krakowskim Przedmieściu. To pierwszy hotel o standardzie pięciu gwiazdek plus w Polsce, który poza 106 pokojami i apartamentami zaoferuje SPA z basenem, klub fitness, palarnię cygar, cukiernię i restaurację. Na terenie obiektu dostępna będzie również najwyższej klasy przestrzeń biurowa i handlowo-usługowa.

Jak twierdzą przedstawiciele obiektu, perłami w koronie hotelu Raffles Europejski Warsaw będą apartamenty raffles i prezydencki, które liczą prawie po 300 mkw. powierzchni. Wyposażone są w wykonane na zamówienie meble, a częścią apartamentu prezydenckiego jest sala pompejańska, która została opisana i pokazana w ekranizacji Lalki Bolesława Prusa. Ceny noclegów w prestiżowych apartamentach zaczynają się od ponad 16 tys. zł za dobę. Goście będą mogli m.in. korzystać z hotelowych limuzyn, usług kamerdynera i art consjerża, który oprowadzi po kolekcji dzieł sztuki Hotelu Europejskiego, czy zarekomenduje wystawy w warszawskich muzeach i galeriach.

Służewiec biurowy z obiektami hotelowymi

Na warszawskim Służewcu przemysłowym dobiega też końca budowa pierwszego etapu kompleksu P4, który tworzyć będą cztery budynki, z których dwa wyższe, siedmiokondygnacyjne są obecnie w realizacji. W jednym z nich powstaje czterogwiazdkowy hotel biznesowy Vienna House Mokotów ze 164 pokojami, przestronnymi salami konferencyjnymi i częścią rekreacyjną. Otwarcie obiektu przewidziane jest na koniec tego roku.

W największej dzielnicy biurowej w Polsce, u zbiegu ulicy Cybernetyki i Postępu na przełomie maja i czerwca otwarty ma zostać również hotel Hampton by Hilton Warsaw Mokotow. Dołączy do czterech innych warszawskich placówek działających pod trzema różnymi markami sieci Hilton, oferując 163 pokoje.

Na warszawskim Mokotowie w ostatnim kwartale br. zaplanowane zostało też otwarcie hotelu Four Points by Sheraton Warsaw Mokotów, w którym na gości czekać będzie 190 pokojów, część konferencyjna o łącznej powierzchni około 400 mkw., restauracja z barem i centrum fitness.

Hotele dla gości biznesowych

Wkrótce nastąpi również otwarcie warszawskiego hotelu AC Hotels by Marriott. Pierwszy hotel tej marki w mieście zlokalizowany będzie przy Alejach Jerozolimskich 144, w sąsiedztwie Dworca Zachodniego oraz centrum handlowego Blue City. Zaoferuje około 260 pokojów, przestrzeń konferencyjną oraz restaurację i sky bar na ostatnim piętrze z panoramicznym widokiem na miasto. Hotele tej marki znane są z nowoczesnego wystroju i hollu AC Lounge, który funkcjonuje jako przestrzeń co-workingowa w ciągu dnia i miejsce tętniące życiem wieczorami.

Jesienią br. w wielofunkcyjnym Centrum Praskim Koneser zostanie otwarty natomiast hotel Moxy (marka Marriott International). W części komercyjnej kompleksu, w zrewitalizowanym budynku destylarni dawnej wytwórni wódek na gości czekać będzie 141 pokojów.

W drugim półroczu tego roku w Warszawie oddany zostanie ponadto położony przy alei Krakowskiej czterogwiazdkowy hotel Krakowska Residence. Na terenie obiektu znajdzie się nowoczesna restauracja z barem i duża sala konferencyjna. Niedaleko, przy ulicy Geologicznej w tym samym czasie inwestor planuje otworzyć również Hotel Geologiczna. Sześciopiętrowy budynek w minimalistycznej formie i industrialnych wnętrzach mieścił będzie 70 pokojów dla gości biznesowych.

W następnych latach

Jak podają specjaliści Walter Herz, pod koniec przyszłego roku na warszawskim Ursynowie ma zostać oddany pierwszy hotel marki Staybridge Suites, należącej do Grupy InterContinental, który dostarczy 190 pokojów.

Na warszawskim rynku pojawić się ma również hotel Focus Hotel z 238 pokojami na Służewcu, Holiday Inn z 217 pokojami przy Dworcu Zachodnim i centralnie położony, 149 pokojowy hotel Puro Warszawa Centrum.

Wśród planowanych otwarć w kolejnych latach eksperci Walter Herz wyliczają także 330 pokojowy Motel One w Śródmieściu, Port Praski ze 120 pokojami, hotel marek Residence Inn i Moxy z 300 pokojami, a także następne hotele ibis Styles.

Hotelowa wieża

Luksusowy hotel ma znaleźć się też w nowoczesnej, wielofunkcyjnej wieży Roma Tower, zlokalizowanej u zbiegu ulicy Nowogrodzkiej i Emilii Plater. Uchwalony po 7 latach oczekiwania plan zagospodarowania dla Śródmieścia Południowego zakłada powstanie na działce archidiecezji warszawskiej wysokiego na 170 metrów wieżowca. Projekt Romy Tower obejmuje budowę budynku wielofunkcyjnego o powierzchni użytkowej najmu około 55 tys. mkw.

W centrum Warszawy otworzyć ma się również drugi hotel marki Puro, znajdujący się obecnie w fazie projektowej. Obiekt będzie większy od hotelu tej marki powstającego teraz przy ulicy Widok, który liczył będzie 149 pokojów i ma ruszyć w pierwszym kwartale 2019 roku.

Autor: Walter Herz

Grupa Enea ogłasza wyniki za I kwartał 2018 r.

Wstępne wyniki za I kwartał 2018 r. Grupy Enea wskazują na poprawę EBITDA o 5,4% r/r. Wyraźnie widoczne są też efekty zwiększenia mocy wytwórczych Grupy za sprawą uruchomienia nowego bloku o mocy 1075 MW w Elektrowni Kozienice oraz przejęcia Elektrowni Połaniec – wytwarzanie energii elektrycznej w I kwartale wzrosło o 68,7% r/r, wynika ze wstępnych danych.

Według szacunkowych danych za okres styczeń-marzec 2018 r. EBITDA Grupy Enea wyniosła 702 mln zł, czyli 5,4 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Grupa poprawiła wynik EBITDA w trzech obszarach działania. Najwyższa EBITDA, 297 mln zł zrealizowana została w obszarze dystrybucji (wzrost o 13,4%). EBITDA obszaru wytwarzanie wyniosła 227 mln zł (wzrost o 12,4%), zaś obszaru obrotu 53 mln (wzrost o 3,9%). Jedynie obszar wydobycie, gdzie natrafiono na przejściowe trudności geologiczne, miał gorszy wynik EBITDA niż przed rokiem. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 240 mln zł wobec 295 mln zł rok wcześniej.

I kwartał tego roku wyraźnie wskazuje na efekty przejęć i inwestycji w aktywa wytwórcze. Grupa Enea wytworzyła 6,3 TWh energii elektrycznej, czyli aż o 68,7% więcej niż w analogicznym okresie 2017 r. Wzrósł również wolumen sprzedaży energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym do 5,6 TWh z 5,0 TWh (o 11,4% r/r), a sprzedaż usług dystrybucji odbiorcom końcowym zwiększyła się do 5,18 TWh z 4,98 TWh (o 4,2% r/r).

– Wyniki należy oceniać jako satysfakcjonujące w świetle przejściowych zdarzeń w segmencie wydobycia i remontów modernizacyjnych w segmencie wytwarzania. Informacje z LW Bogdanka wskazują, że trudności geologiczne skończyły się, zatem w kolejnych kwartałach oczekujemy powrotu do założonego poziomu wyników. Wysoki wzrost wytwarzania energii elektrycznej pokazuje zasadność dokonanej akwizycji Elektrowni Połaniec. Widać również potencjał do podnoszenia wyników w tym segmencie, także w oparciu o blok 11 w Elektrowni Kozienice – powiedział Piotr Olejniczak, wiceprezes Enei ds. finansowych. – Cieszy poprawa i zanotowany wzrost EBITDA w obszarze dystrybucji, gdzie konsekwentnie poprawiamy jakość sieci i prowadzimy szereg projektów innowacyjnych – dodał Piotr Olejniczak.

Ostateczne wyniki zostaną przedstawione w rozszerzonym skonsolidowanym raporcie kwartalnym Grupy Kapitałowej Enea za I kwartał 2018 r., którego publikację zaplanowano na 24 maja br.

TABELA: Szacunki wybranych skonsolidowanych danych finansowych i operacyjnych Grupy Enea za I kwartał 2018 r.

GK ENEA Jednostka I kw. 2017 I kw. 2018 zmiana % r/r
Przychody ze sprzedaży netto mln zł 2 710 2 989 10,3%
EBIT mln zł 383 339 -11,5%
Zysk netto mln zł 321 254 -20,9%
Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej mln zł 295 240 -18,6%
EBITDA, w tym: mln zł 666 702 5,4%
Obrót mln zł 51 53 3,9%
Dystrybucja mln zł 262 297 13,4%
Wytwarzanie mln zł 202 227 12,4%
Wydobycie mln zł 178 123 -30,9%
Produkcja węgla netto mln ton 2,4 2,1 -12,5%
Całkowite wytwarzanie energii elektrycznej TWh 3,756 6,335 68,7%
Sprzedaż usług dystrybucji odbiorcom końcowym TWh 4,975 5,182 4,2%
Sprzedaż energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym TWh 5,023 5,597 11,4%

Zaawansowana analityka zwiększa skuteczność leczenia i jakość opieki zdrowotnej

Przedstawiciele sektora ochrony zdrowia na całym świecie od lat mierzą się z wyzwaniami związanymi m.in. z efektywnością operacyjną, zmieniającym się zakresem realizowanych świadczeń, zarządzaniem i wykorzystaniem budżetu, problemami kadrowymi, a także rosnącymi oczekiwaniami ze strony chorych i ich rodzin. Pacjenci są coraz bardziej świadomi swoich praw, oczekują zaangażowania osób odpowiedzialnych za ich stan zdrowia i chcą mieć realny wpływ na przebieg procesu leczenia. Lekarze i placówki medyczne znajdują się pod coraz większą presją dotyczącą szybkiego i trafnego diagnozowania pacjentów, optymalnego doboru terapii i upowszechniania nowych metod leczenia. Aby sprostać tym wyzwaniom, konieczne jest wprowadzenie istotnych zmian i usprawnień, których nie uda się wdrożyć bez nowoczesnych technologii, w tym zaawansowanych systemów analitycznych.

Rosnąca rola danych

W dobie rozkwitu gospodarki cyfrowej mamy dostęp do olbrzymiego zakresu danych medycznych o pacjentach, badaniach, diagnozach i terapiach. Wykorzystanie tych danych to duże wyzwanie dla placówek medycznych i instytucji naukowych, ale również ogromna szansa na rozwój innowacyjnych terapii i poprawę jakości świadczeń lekarskich. Wykorzystanie wysokowydajnych narzędzi do zaawansowanej analizy szerokiego spektrum danych medycznych w takich dziedzinach, jak na przykład genetyka, epidemiologia czy onkologia, zwiększa zakres badań naukowych, pomaga w opracowaniu nowych metod diagnostycznych i skutecznych terapii, zapewnia poprawę opieki zdrowotnej nad pacjentem oraz kompleksowo wspiera i standaryzuje procesy badawczo-rozwojowe nowych leków. Bardzo ważnym kierunkiem są również systemowe działania profilaktyczne, rozwój telemedycyny i tzw. medycyny spersonalizowanej, która daje lekarzom możliwość dopasowania leczenia do danej osoby, a nie do jednostki chorobowej.

Komputer zaplanuje terapię

Wykorzystanie danych dotyczących uwarunkowań genetycznych, przebytych chorób i indywidualnych cech pacjenta pozwala przewidzieć, czy dany lek zadziała u konkretnej osoby. Wykorzystanie analityki do stworzenia indywidualnego planu leczenia umożliwia wyeliminowanie tych leków, które nie są skuteczne lub wywołują u pacjenta poważne efekty uboczne, co może przynieść wielomilionowe oszczędności. Szpitale zyskują także cenny czas, efektywnie zwalczając chorobę od momentu jej zdiagnozowania, co jest szczególnie istotne m.in. w przypadku nowotworów, gdzie każdy dzień skutecznej walki z nimi ma ogromne znaczenie.

Zapobieganie zamiast leczenia

Koszty, które ponosimy na leczenie są bardzo wysokie, mimo że pakiet świadczeń gwarantowanych przez państwo jest niezwykle rozbudowany. Korzystanie z prywatnych usług medycznych często jest koniecznością, a nie dobrowolnym wyborem. Wynika to głównie z chęci zapewnienia sobie krótszego czasu oczekiwania na wizytę lekarską. Jak wynika z badania Barometr WHC, w Polsce wynosi on ok. 3 miesięcy. Wydatki na prywatną służbę zdrowia mogłyby być znacznie mniejsze, gdyby działania były w większej mierze skoncentrowane na profilaktyce i skutecznym przeciwdziałaniu problemom zdrowotnym różnych grup i całych społeczeństw.

Z pomocą przychodzą zaawansowane technologie analityczne. Algorytmy umożliwiają określenie ryzyka danego problemu zdrowotnego zanim on wystąpi. Przykładem wykorzystania analityki w działaniach profilaktycznych jest inicjatywa Healthy Nevada Project, mająca na celu ocenę, jak różne czynniki wpływają na stan zdrowia społeczności lokalnej. W ramach badania analizowane są dane genetyczne, kliniczne, środowiskowe i społeczno-ekonomiczne w celu lepszego zrozumienia złożonej zależności między tymi czynnikami i związanymi z tym skutkami dla zdrowia populacji. Dzięki analizie danych dotyczących m.in. płci, wieku czy historii chorób, rozwiązania SAS umożliwiają:

  • określenie, które grupy są szczególnie narażone na problemy zdrowotne,
  • szybszą diagnostykę w oparciu o dane dotyczące objawów i cech pacjenta,
  • optymalizację procesu leczenia.

Zastosowanie zaawansowanej analityki i sztucznej inteligencji w sektorze ochrony zdrowia nie oznacza zastąpienia personelu medycznego przez komputery i roboty. Jednak lawinowo rosnąca ilość danych medycznych generowanych przez różne aparaty diagnostyczne, a także urządzenia typu wearables, takie jak Apple Watch czy Fitbit, może być szybko i skutecznie przetworzona w użyteczną wiedzę i wykorzystana do przygotowywania zaleceń medycznych tylko przy wsparciu technologii analitycznych. Co ciekawe, wśród większości uczestników badania przeprowadzonego przez SAS w tym roku, wykorzystanie sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia budzi mniej obaw niż w innych branżach – mówi Marek Frysz, Menedżer ds. Sektora Ochrony Zdrowia w SAS.

Źródła:

  • Data-driven management in the healthcare sector – inspiration for change
  • Healthy Nevada Project looks to SAS® Analytics to unlock health insights
  • Badanie SAS: Wykorzystanie sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia budzi mniej obaw niż w innych branżach

Ograniczona siła rażenia

Prezydent Trump wycofał USA z porozumienia nuklearnego z Iranem, ale inni sygnatariusze na razie pozostają, co dla rynków finansowych ogranicza siłę rażenia, choć też nie można powiedzieć, że nic się nie stało. Na rynku akcji przeważają spadki, USD zyskuje a rentowności 10-latek USA podbiły do 3 proc. Ropa WTI wraca ponad 70 USD/b.

Przecieki się sprawdziły, a nieobliczalność Trumpa nie pokazała swojej największej siły. USA jednostronnie wycofuje się z umowy z Iranem i w przeciągu 3-6 miesięcy przywraca sankcje gospodarcze. Dobra wiadomość jest taka, że USA nie nakłada dodatkowych sankcji, za to sekretarz skarbu Mnuchin powiedział, że celem wczorajszej decyzji jest otwarcie procesu do nowego porozumienia. To kolejny raz pokazuje, że krowa, która dużo muczy, mało mleka daje. Nie zmienia to jednak faktu, że rośnie premia za ryzyko geopolityczne na Bliskim Wschodzie. Inwestorzy będą się też zastanawiać, jakie środki nacisku Waszyngton zastosuje wobec państw podtrzymujących relacje gospodarcze z Iranem. Wcześniejsze działania Trumpa na polu ceł importowych pokazują jedną drogę wywierania wpływu.

Główna reakcja dotyczy cen ropy naftowej, które zaliczyły wczoraj nie lada huśtawkę w związku ze sprzecznymi doniesieniami prasowymi. Jednak zerwanie porozumienia oznacza, że w pół roku dostępność surowca spadnie o około pół miliona baryłek na dzień – import z Iranu będą ograniczać Korea, Japonia, Włochy czy Holandia. Arabia Saudyjska już zapowiedziała, że nie zamierza z tego powodu poluzować umowy o ograniczeniu wydobycia, choć inne kraje z OPEC (+Rosja) mogą teraz nie być takie sumienne w przestrzeganiu postanowień. Zatem finalnie rajd cen ropy może się zatrzymać i szybko odwrócić, ale na razie inwestorzy są w gorączce zakupowej dodatkowo wspieranej pozytywnymi danymi o zapasach z USA (spadek w ub. tyg. o 1,85 mln baryłek wg API).

Z perspektywy FX więcej sprzyja podtrzymaniu dominacji USD. Napięcia geopolityczne albo zachęcają do ściągania kapitału z rynków schodzących, albo najzwyczajniej skłaniają inwestorów do redukcji pozycji spekulacyjnych, gdzie wciąż przeważają te na sprzedaż dolara. Poza tym świat nie zawalił się po decyzji Trumpa, więc biznes może wracać do normy, a tą normą w ostatnich dniach jest miłość do dolara. EUR/USD pogłębia tegoroczne dołki, choć największym przegranym jest AUD. Wypychanie USD/JPY ponad 109,50 tylko potwierdza, że na rynku nie ma paniki. Ale silny dolar w tandemie z rosnącymi rentownościami długu USA to zawsze zła wiadomość dla walut rynków wschodzących, co podkreśla zbliżanie się EUR/PLN do 4,30. W utrzymującym się klimacie psychologiczna bariera może nie wytrzymać.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

BIK i Billon: Unikalna na światową skalę, pro-kliencka implementacja technologii blockchain w obszarze finansów

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) wraz z firmą technologiczną Billon wprowadzają na rynek unikalne na światową skalę rozwiązanie blockchainowe opracowane przez polskich inżynierów. Dzięki technologii stworzonej przez Billon dwie polskie firmy dokonują „kopernikańskiego przewrotu” w obrocie dokumentami wyrównując szanse klienta wobec  wielkich instytucji.  Na początek klienci banków otrzymają gwarancję niezmienności dotyczących ich dokumentów oraz dostęp do nich nawet po ustaniu relacji z bankiem.

W IV kwartale 2017 r. BIK i Billon rozpoczęły prace nad sektorowym rozwiązaniem problemu tzw. trwałego nośnika informacji, zdefiniowanego przez szereg regulacji i dyrektyw unijnych, takich jak  RODO oraz najnowszych rozporządzeń MIFID II i IDD. Obie firmy już w tym roku wprowadzą – nie tylko w instytucjach finansowych – nowoczesną i unikalną technologię blockchain Billona do przechowywania i przesyłania dokumentów na trwałym nośniku z pełnym zabezpieczeniem przed ingerencją jednej strony w treść dokumentu. Software Billona pozwala też  na realizację usług elektronicznego potwierdzenia doręczenia oraz zdalnego zawierania umów online.

Podczas gdy wspólna inicjatywa wypłynęła z potrzeby regulacyjnej, korzyści z tego rozwiązania odczują także klienci indywidualni, korzystający z usług bankowych. W partnerstwie z BIK, który w ciągu 20 lat obecności na polskim rynku zgromadził w swojej bazie około 146 milionów historii kredytowych ponad 24 milionów Polaków, stwarza to niespotykaną dotąd przestrzeń do ochrony tożsamości i nową jakość zarządzania dokumentami klientów. Wykorzystanie technologii blockchain zagwarantuje klientowi banku niezmienność opublikowanego dokumentu. Dodatkowo klient będzie miał łatwy dostęp do tego dokumentu nawet po ustaniu jego relacji z bankiem, poprzez portal bik.pl.

Zarówno BIK, jak i Billon są przekonane o możliwości wprowadzenia technologii blockchain firmy Billon do powszechnego użytku w Polsce, co wykazał przeprowadzony w IV kwartale 2017 r. pilotaż tego rozwiązania. Testy, w których aktywnie uczestniczyły polskie banki, potwierdziły, że blockchain opracowany przez Billon spełnia wymogi trwałego nośnika informacji. Ponadto przeprowadzone testy dowiodły łatwość implementacji rozwiązania, jak również jego dużą wydajność na poziomie 5 milionów publikacji dokumentów w ciągu 1 doby, co spełnia potrzeby największych instytucji finansowych w Polsce.

Warte podkreślenia jest to, że wdrażany system blockchain jest otwarty i może być wykorzystywany również poza sektorem finansowym, czyli przez takie instytucje, jak firmy telekomunikacyjne, ubezpieczeniowe czy energetyczne. Współpraca Billon i BIK to pierwszy krok do wprowadzenia masowego wykorzystania technologii blockchain w zakresie zarządzania dokumentami.

Mariusz Cholewa– Współpraca BIK z firmą Billon ma charakter długofalowy. Wierzymy, że wykorzystanie technologii blockchain, opracowanej wedle wspólnych innowacyjnych założeń, pomoże sektorowi finansowemu zoptymalizować i unowocześnić efektywną komunikację z klientem. Nasze rozwiązanie będzie można wykorzystać także do realizacji innych usług, m.in. elektronicznego doręczenia z aktywnym potwierdzeniem oraz zdalnego zawierania umów online. Istotne jest również to, że rozwiązanie spełnia wymogi prawne trwałego nośnika informacji, jak również wymogi unijnej dyrektywy RODO, która zacznie obowiązywać już wkrótce – mówi prezes BIK Mariusz Cholewa.

Billon jest zorientowany na dalszy rozwój autorskiej technologii blockchain, w kierunku masowej adopcji i przyszłych wymagań regulatora.

Andrzej Horoszczak
Andrzej Horoszczak

– Dzięki naszemu wspólnemu rozwiązaniu każda firma jest w stanie zaadresować wymogi RODO. Nasza technologia w unikatowy sposób usprawnia procesy obsługi klienta i wyśmienicie radzi sobie z realizacją praw klienta, a w szczególności z niezwykle trudnym z technicznego punktu widzenia prawem do bycia zapomnianym. Z Billonem po raz pierwszy możliwe jest jednoczesne i natychmiastowe zarządzanie danymi klienta we wszystkich kopiach, w których były one zapisane. To prawdziwy kopernikański przewrót w zarządzaniu informacją. Odchodzimy od ograniczeń hermetycznych centralnych baz danych na rzecz nowego paradygmatu: demokratycznego „blockchainowego” internetu, gdzie każdy użytkownik będzie mógł kontrolować swoją tożsamość. mówi Andrzej Horoszczak, założyciel i prezes firmy Billon.

Rozwiązanie opracowane przez Billon oparte jest na rozproszonej księdze głównej, w której w formie kolejnych bloków rejestrowane są wszystkie zdarzenia oraz obiekty. Każdy z nich zawiera odnośnik kryptograficzny do bloku poprzedzającego. Dodatkowo, dzięki rozproszeniu dokumentów do wielu miejsc przechowywania (u różnych interesariuszy) rozwiązanie gwarantuje integralność i niezaprzeczalność zapisanych informacji. Usunięcie któregokolwiek bloku nie pozostanie bez śladu w systemie. Czas przechowywania i dostęp do informacji są niezależne od czasu trwania stosunku umownego łączącego dostawcę usług z użytkownikiem. Technologia stworzona przez Billon jest gotowa do wdrożenia na poziomie wydajności odpowiadającym tradycyjnym, scentralizowanym bazom danych.

Handel na kroplówce finansowej producentów żywności

Euler Hermes zbadał sytuację finansową jednego z kluczowych sektorów – spożywczego, w kwestii tego jak długo producenci art. spożywczych w Polsce czekają na swoje należności. Wnioski nie są pozytywne – pomimo wzrostu gospodarczego wiążącego się z wysokim wzrostem konsumpcji, producenci żywności muszą czekać na swoje należności coraz dłużej, ponosząc przy tym wyższe straty (dane z Programu Analiz Branżowych Euler Hermes).

Kluczowe wnioski:

  • Wzrost konsumpcji wspiera także wydłużenie kredytu udzielanemu hurtowniom i sklepom przez producentów żywności, co służy utrzymaniu konkurencyjności cenowej detalistów. Producenci żywności na swoje należności czekają średnio o tydzień dłużej w stosunku do średniej z 5 ostatnich lat.
  • Dłuższe kredytowanie odbiorców nie wystarcza – pomimo tego płacą oni zauważalnie gorzej, o czym świadczy wzrost strat, jakimi są znacznie przeterminowane należności w branży spożywczej. Jedyny wyjątek – większą dyscyplinę płatniczą przejawiają oni w okresie przedświątecznym w celu uzyskania dodatkowego dyskonta bądź też zwiększenia dostaw.
  • Koncentracja w handlu – koncentracja potencjalnych (i częściowo już realnych) strat, do czego dochodzi także kumulacja problemów małych podmiotów.
  • To w handlu miały miejsce m.in. dwie największe niewypłacalności w marcu firm o obrotach ponad 200 mln złotych, z czego jedna miała profil spożywczy. Podobnie było w poprzednich miesiącach. Połowa niewypłacalności w handlu dotyczy firm sprzedających art. konsumpcyjne, w tym najczęściej – żywność.
  • Trend, który rozpoczął się rok temu – średnio dłuższego kredytowania sprzedaży przez producentów spożywczych z mniejszym lub większym natężeniem będzie miał kontynuację.

Handel na kroplówce finansowej producentów żywności

Źródło: Program Analiz Branżowych Euler Hermes z grupy Allianz

Wzrostowi konsumpcji sprzyja również kredyt udzielany na większą skalę hurtownikom i detalistom przez producentów żywności

Producenci żywności kredytują odbiorców przez coraz dłuższy okres czasu (otwarte jest pytanie na ile są do tego zmuszeni, a na ile sami kreują ten trend biorąc udział w wojnie o udziały w rynku). W tej branży zaliczanej do bądź co bądź „dóbr szybko zbywalnych” średni czas obiegu należności wynosi obecnie już blisko dwa miesiące (54-59 dni)… Przez poprzednie pięć lat był to w analogicznych miesiącach o około tydzień krótszy okres, zbliżający się raczej do 45, maksymalnie 50 dni. Czy mamy do czynienia z powrotem do sytuacji sprzed 5-6 lat, gdy DSO (okres obiegu należności – zsumowany okres kredytu handlowego i opóźnienia w jego spłacie) wynosiło ok. 60 dni i więcej? Trudne długi, czyli de facto straty stanowiły wtedy odpowiednio 2-3% wartości ogółu należności. Obecnie straty osiągają już nawet ok. 1,8%, podczas gdy w ostatnich latach było to zdecydowanie mniej – ok. 1%.

Czy jest to efekt odejścia od trendu koncentracji dystrybucji i produkcji żywności (który pociągał za sobą większa dyscyplinę płatniczą), czy może odwrotnie – skutek koncentracji na coraz wyższych poziomach dystrybucji, co pociąga za sobą problemy coraz większych odbiorców? Odpowiedź ze wskazaniem na to drugie wytłumaczenie – problemy coraz większych odbiorców, czego świadkami byliśmy w ostatnich kwartałach.

Handel na kroplówce finansowej producentów żywności 2Źródło: Program Analiz Branżowych Euler Hermes z grupy Allianz

Niezależnie od przetasowań w gronie większych hurtowników i dystrybutorów detalicznych żywności wciąż obserwujemy problemy istotnej grupy małych przedsiębiorców uczestniczących w handlu żywnością. Świadczy o tym coraz większa ilość spraw kierowanych do windykacji przez producentów art. spożywczych. Jednocześnie spada średnia wartość takich zleceń, co wskazuje na problemy handlu tradycyjnego – najmniejszych sklepów, mających problem z regulowaniem coraz mniejszych kwot.

Koncentracja w handlu – koncentracja potencjalnych (i częściowo już realnych) strat

Dwudziestu największych dystrybutorów detalicznych kontroluje od 50 do 60% polskiego rynku. Duża jest więc skala strat w następstwie upadłości firm z tego grona – strat nie tylko potencjalnych, ale i już realnych (w ubiegłym roku dwa znaczące podmioty). Mamy do czynienia z przetasowaniami na rynku dystrybucji, zwłaszcza w segmencie tuż za plecami największych graczy, czyli o polskim kapitale lub przynajmniej korzeniach: pojawiają się nowi gracze, znikają inni (lub potrzebują oni dokapitalizowania – i nie ukrywajmy – nowego pomysłu na biznes).

Efektem dominującej pozycji odbiorców – oprócz potencjalnie dużych strat w przypadku ich kłopotów jest to, iż to oni dyskontują obniżki cen surowców, natychmiast żądając jej od dostawców, nie zgadzając się w tym samym stopniu (powołując się na umowy długoterminowe i możliwość zmiany dostawcy) na analogiczną podwyżkę cen w przypadku podniesienia kosztów… To dodatkowo zmniejsza rentowność producentów żywności, zmagających się przecież także m.in. z jej nadprodukcją w Europie, co utrzymuje marże na niskim poziomie.

 

W tej chwili gremialnie branża producentów żywności jako całość nie odczuwa jednakowych problemów ze spływem należności za swoje towary. Sygnalizowane opóźnienie jest efektem serii mniejszych i większych problemów odbiorców – dystrybutorów hurtowych i detalicznych (dużych, jak i skumulowanego efektu znikania małych podmiotów), które mocno uderzyły w ich dostawców. Ponieważ rentowność hurtowników, będących pod presją oczekiwań ostro konkurującego ceną detalu jest minimalna, często poniżej kosztu pieniądza, ich kondycja finansowa nie jest stabilna. Należy się więc spodziewać następnych głośnych wydarzeń na tym rynku. Nie będą przy tym to raczej wieści o udanych sojuszach i działaniach konsolidacyjnych w odpowiedzi na konsolidację i usieciowienie detalu, ale raczej informacje z sądów o postępowaniach restrukturyzacyjnych lub upadłościowych. Trend, który rozpoczął się rok temu – średnio dłuższego kredytowania sprzedaży przez producentów spożywczych z mniejszym lub większym natężeniem będzie kontynuowany – ocenia Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka.