Ronson Development prezentuje wyniki finansowe za I kwartał 2018 r.

W pierwszym kwartale 2018 r. zaraportowane przez Ronson Development przychody ze sprzedaży wyniosły 80,2 mln zł, a uwzględniając wartość lokali przekazanych klientom w projekcie joint venture City Link I, całkowite przychody sięgnęły 103,4 mln zł. Dla porównania, w pierwszym kwartale 2017 r. przychody wyniosły 110,1 mln zł.

  • W ciągu pierwszych trzech miesięcy br. Ronson przekazał klientom 304 lokale wobec 299 w analogicznym okresie ubiegłego roku.
  • Spośród lokali przekazanych klientom w pierwszym kwartale tego roku, 243 dotyczyło projektów objętych pełną konsolidacją, natomiast 61 lokali przekazano nabywcom w projekcie City Link I, w którym udział Ronson Development wynosi 50%.

Rozpoznany przez Spółkę w I kwartale 2018 r. zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 10,6 mln zł, a całkowity wynik ekonomiczny (uwzględniając 100% zysku brutto z projektu City Link I) wyniósł 16,6 mln zł, wobec 18,6 mln zł zysku brutto ze sprzedaży w I kwartale 2017 r.

Średnia marża brutto na projektach mieszkaniowych przekazanych klientom w pierwszym kwartale 2018 r. (uwzględniając City Link I) wyniosła 17% i była na porównywalnym poziomie jak w analogicznym okresie 2017 r.

  • Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej za pierwszy kwartał 2018 r. wyniósł 3,9 mln zł wobec 5,9 mln zł w tym samym okresie ubiegłego roku.

Komentarz dot. wyników finansowych

– W pierwszym kwartale tego roku nasi klienci otrzymali klucze łącznie do 304 lokali, co jest jednym z najlepszych kwartalnych wyników w historii Ronson Development. Największy udział w rozpoznanych w omawianym okresie wynikach finansowych miał projekt Espresso na Woli, ukończony w lutym, gdzie przekazaliśmy klientom 59 lokali o łącznej wartości 23,5 mln zł i marży brutto na poziomie 21,5%. Znaczący udział w wypracowanym zysku brutto miał również projekt Moko na Mokotowie, gdzie przekazaliśmy klientom co prawda „tylko” 10 lokali o wartości 9,3 mln zł, ale marża brutto w tym projekcie wynosi aż 29,9%. Bardzo podobną, 30-proc. marżę osiągnęliśmy także w projekcie City Link I, w ramach którego w pierwszym kwartale przekazaliśmy klientom 61 lokali o łącznej wartości 23,2 mln zł. Z uwagi na to, że udział Ronson Development w tym projekcie wynosi 50%, w naszym rachunku wyników rozpoznajemy jedynie połowę wyniku operacyjnego z tego joint venture oraz wynagrodzenie za zarządzanie projektem – wskazał Rami Geris, członek zarządu i dyrektor finansowy Ronson Development.

– Istotny udział w liczbie lokali przekazanych klientom w I kwartale br. miały również nasze nisko marżowe projekty, takie jak Młody Grunwald w Poznaniu oraz Panoramika w Szczecinie, które natomiast pozytywnie przełożyły się na przepływy pieniężne z działalności operacyjnej. W efekcie, średnia marża brutto na projektach mieszkaniowych przekazanych klientom w tym okresie (uwzględniając City Link I) wyniosła 17% i była na porównywalnym poziomie jak w pierwszym kwartale 2017 r. – dodał Rami Geris.

Wyniki sprzedaży w I kwartale 2018 r.

W pierwszym kwartale br. Ronson Development zakontraktował sprzedaż łącznie 188 lokali, w tym 174 o wartości 63,5 mln zł w ramach projektów objętych pełną konsolidacją, oraz 14 lokali o wartości 8,4 mln zł w ramach City Link I i II, gdzie udział Spółki wynosi 50%.

– Wyniki sprzedaży za pierwszy kwartał tego roku są wyższe od naszych założeń na ten kwartał, aczkolwiek zarazem trochę niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Nie uwzględniają one jeszcze wyników sprzedaży w projekcie Nova Królikarnia na Mokotowie, który w wyniku transakcji zawartej z Global City Holdings trafił do naszego portfela na początku kwietnia br. W pierwszym kwartale, pełniąc rolę menedżera tego projektu, sprzedaliśmy 16 apartamentów w Novej Królikarni – powiedział Andrzej Gutowski, członek zarządu oraz dyrektor sprzedaży i marketingu Ronson Development.

Na koniec marca, bez uwzględnienia Novej Królikarni, oferta sprzedaży Spółki obejmowała łącznie 788 lokali.

W kwietniu Ronson Development rozpoczął przedsprzedaż mieszkań w zupełnie nowej lokalizacji – w projekcie Grunwald2 przy ul. Świerzawskiej w Poznaniu, gdzie powstanie 268 lokali. – Ten wyczekiwany przez klientów projekt cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, o czym świadczy fakt, że w ramach przedsprzedaży blisko 30% ze 133 lokali oferowanych w pierwszym etapie tego projektu zostało już zarezerwowanych – wskazał Andrzej Gutowski.

Plany na pozostałą część 2018 r.

Plany Ronson Development na 2018 rok, zaprezentowane przy okazji publikacji wyników finansowych za 2017 rok, obejmowały osiągnięcie sprzedaży na poziomie ponad 750 lokali oraz przekazanie klientom około 800 lokali. Po pierwszym kwartale realizacja tych zamierzeń sięgnęła zatem odpowiednio 25% i 38%.

Nir Netzer, prezes Ronson Development
Nir Netzer, prezes Ronson Development

– Gdy prezentowaliśmy nasze plany na bieżący rok, projekt Nova Królikarnia, ta prestiżowa inwestycja zlokalizowana w sercu starego Mokotowa, była w naszych zamysłach, ale jeszcze nie w naszym portfelu. Jesteśmy przekonani, że teraz, gdy już sfinalizowaliśmy zakup tego projektu, pozytywnie przełoży się on zarówno na nasze wyniki sprzedażowe, jak i finansowe, począwszy od drugiego kwartału tego roku. 80% lokali oferowanych w pierwszym etapie zostało już sprzedanych przed końcem marca – wskazał Nir Netzer, prezes Ronson Development.

Ponadto, na koniec pierwszego kwartału br. w ukończonych projektach Ronson Development znajdowało się łącznie 275 lokali, które nie zostały jeszcze przekazane klientom, z czego 148 o łącznej wartości 65,5 mln zł było już sprzedanych. Większość z tych lokali zostanie przekazana klientom w ciągu drugiego kwartału.

Polscy producenci cukru zostali z 600 tys. ton nadwyżki. Poszukują nowych rynków eksportowych

Polscy producenci cukru zostali z 600 tys. ton nadwyżki. Poszukują nowych rynków eksportowych 1

Po zniesieniu kwotowania na rynku buraka cukrowego i cukru ubiegłoroczna produkcja w Polsce wyniosła 2,3 mln ton cukru. Na krajowym rynku powstała nadwyżka przekraczająca 600 tys. ton. Ratunkiem dla branży może być eksport na rynki pozaunijne. Wymaga on jednak odpowiedniego zaplecza logistycznego i infrastrukturalnego. Krajowa Spółka Cukrowa wybuduje w gdańskim porcie nowy terminal, który umożliwi wysyłkę za granicę ok. 300 tys. ton cukru rocznie.

– Biznes cukrowniczy w Polsce od 1 października 2017 roku znajduje się w zupełnie nowej rzeczywistości. Zniesione zostały kwoty produkcyjne, przez co wszyscy mogą produkować tyle, ile uważają za stosowne i ile sobie skalkulują. Przełożyło się to na rynek w ten sposób, że bardzo wyraźnie wzrosła produkcja cukru – w minionej kampanii wyprodukowano w Polsce ponad 2,3 mln ton cukru – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Henryk Wnorowski, Prezes Zarządu Krajowej Spółki Cukrowej SA.

Z początkiem października ubiegłego roku przestało obowiązywać kwotowanie na rynku cukru. Zniesiona została cena minimalna na buraki (26,29 euro za tonę) oraz cena referencyjna cukru (404 euro za tonę). Mimo zniesienia kwot produkcyjnych nadal obowiązują jeszcze dopłaty bezpośrednie do upraw buraków cukrowych. Polska jeszcze przez dwa lata będzie otrzymywać 82 mln euro, które zostaną rozdzielone pomiędzy krajowych plantatorów buraka cukrowego.

– Ci, którzy posieją buraki cukrowe, poza „normalnymi” dopłatami obszarowymi, które otrzymuje każdy rolnik, mogą liczyć też na dopłaty do produkcji buraka cukrowego. Prawdopodobnie wyniosą one – w zależności od tego, jak ukształtuje się kurs euro 30 września – około 1,7–1,8 tys. zł do 1 ha –prognozuje Henryk Wnorowski.

Polska jest trzecim największym producentem cukru w Unii Europejskiej, po Francji i Niemczech. Średnioroczna konsumpcja w kraju sięga 1,7 mln ton cukru. Prezes KSC zwraca uwagę na to, że przez zwiększoną produkcję powstała nadwyżka w wysokości 600–650 tys. ton cukru, która powinna zostać wyeksportowana na rynki zagraniczne.

– Jest to łatwe i trudne jednocześnie. Łatwe, ponieważ światowy rynek cukru jest rynkiem zorganizowanym. W Londynie funkcjonuje giełda cukru, gdzie codziennie ustalane są ceny i jeśli producent je zaakceptuje, może de facto sprzedać wszystko. Jednak musi spełnić jeszcze drugi, trudniejszy warunek – zorganizować się tak, żeby maksymalnie tanio i szybko ten cukier wywieźć z kraju. Cukier to produkt masowy, a więc można go wywieźć tanio tylko drogą morską – mówi Henryk Wnorowski.

Krajowa Spółka Cukrowa, która ma w rodzimym rynku 40-proc. udział, buduje terminal cukrowy w porcie morskim w Gdańsku, który ma umożliwić eksportowanie za granicę nawet pół miliona ton cukru rocznie. Na inwestycję składa się silos na cukier luzem o pojemności 50 tys. ton oraz magazyn płaski wraz z pakownią, w którym będzie można dodatkowo zgromadzić około 10 tys. ton cukru pakowanego – w zależności od potrzeb rynków zagranicznych.

– Ten terminal będzie naszym oknem na świat i pomoże nam – zgodnie z naszą strategią – wywozić za granicę przynajmniej 300 tys. ton, a docelowo może nawet 0,5 mln ton cukru. Takie są nasze optymistyczne założenia. Chcemy produkować więcej cukru, a polski rynek jest jednak zbyt mały dla naszych możliwości produkcyjnych. Z drugiej strony odpowiednia skala produkcji jest nam potrzebna po to, żeby produkować tanio. Dlatego szukamy oszczędności skali i stąd taki kierunek działania – mówi prezes Krajowej Spółki Cukrowej.

Mundial już za nieco ponad miesiąc. Trwają przygotowania w hotelach goszczących sportowców i kibiców z całego świata

Mundial już za nieco ponad miesiąc. Trwają przygotowania w hotelach goszczących sportowców i kibiców z całego świata 2

To już ostatnie odliczanie do mistrzostw świata w piłce nożnej. Do mundialu szykują się hotele marki Novotel, które będą gościć kibiców z całego świata. Wyzwaniem, przy całkowitym obłożeniu hotelu, jest koordynacja wydawania posiłków. Natłok gości hotelowych nie musi jednak oznaczać marnowania jedzenia – dzięki zasadzie zero waste cooking, czyli ekonomicznemu podejściu do wykorzystywania produktów podczas przygotowywania posiłków.

Do mundialu w Rosji został już tylko nieco ponad miesiąc. Dla hoteli, które będą gościć piłkarzy i kibiców, to już ostatnia chwila na przygotowania. Wielkie imprezy sportowe to duże wyzwanie zwłaszcza dla hotelowych kuchni, które muszą nie tylko przygotować inne posiłki dla poszczególnych kadr, lecz także być gotowe na ich podanie o każdej porze dnia i nocy.

– Największym wyzwaniem dla hoteli przy goszczeniu sportowców jest ustalenie diet i późniejsza koordynacja czasu wydawania posiłków. Tym bardziej że spotkania często się przedłużają – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Emanuel Malec, szef kuchni w Novotel Warszawa Centrum.

Odpowiednia dieta ma dla sportowców olbrzymie znaczenie. W zależności od pory dnia czy harmonogramu gier posiłki mogą się znacząco różnić.

– Za dietę sportowców odpowiada zazwyczaj dietetyk drużyny. My jesteśmy po to, żeby koordynować działania razem z dietetykiem. Dieta sportowców składa się przede wszystkim z węglowodanów, chudego mięsa, makaronów, sosów warzywnych, ale nie na śmietanie, z dużej ilości owoców, a z deserów tylko ciasta piaskowe – wymienia Jakub Emanuel Malec.

Już kilka tygodni przed przyjazdem drużyny do hotelu szefowie kuchni są w stałym kontakcie ze sztabem szkoleniowym i dietetykami drużyny.

– Ustalamy wówczas wszystkie posiłki, które ma zawierać menu. Jeżeli dana drużyna ma swojego szefa kuchni, przyjeżdża, robi rekonesans i dogrywamy wszystkie szczegóły – tłumaczy szef kuchni w Novotel Warszawa Centrum.

Marka Novotel na czas mundialu zorganizuje strefy kibica we wszystkich dwudziestu trzech hotelach w Polsce i całej Europie Środkowo-Wschodniej, a w trakcie mistrzostw wprowadzi ofertę dla kibiców – w tym także specjalne przekąski. W Polsce podczas spotkań kibice będą mogli m.in. spróbować potraw z krajów, z którymi zmierzy się polska reprezentacja – Senegalu, Kolumbii i Japonii.

 Jesteśmy przygotowani na wyzwania związane z goszczeniem dużej liczby fanów w trakcie mistrzostw w hotelach Novotel. Zazwyczaj przez trzy dni w tygodniu mamy jakieś wydarzenia sportowe, dlatego mamy już doświadczenie w organizacji i planowaniu tego typu wydarzeń. Na mistrzostwa szykujemy specjalne menu typowo przekąskowe. Są w nim potrawy z całego świata, m.in. sataye z Azji, kanapki z antrykotem argentyńskim, nachosy z guacamole czy tureckie oliwki i orzechy – przekonuje Malec.

Duże imprezy sportowe i pełne obłożenie hotelowych restauracji nie muszą oznaczać ton odpadków w hotelach. Umożliwia to zasada zero waste cooking, która zakłada ekonomiczne podejście do gotowania – wykorzystanie w całości produktów spożywczych i dokładne planowanie ilości przygotowanego jedzenia. Nowe metody zarządzania kuchnią i restauracją pozwoliły na redukcję ilości odpadów aż o 60 proc.

– Połączenie organizacji takich dużych wydarzeń z zasadą zero waste cooking opiera się przede wszystkim na planowaniu ilości jedzenia i zakupów. 95 proc. dań z naszego menu składa się z produktów wykorzystywanych w 100 proc. – podkreśla Jakub Emanuel Malec.

Dr M. Grzesiak: Pracodawcy powinni postawić na budowanie relacji z pracownikami. Podnosi to produktywność zatrudnionych o ponad 1/3

Dr M. Grzesiak: Pracodawcy powinni postawić na budowanie relacji z pracownikami. Podnosi to produktywność zatrudnionych o ponad 1/3 3

Świadomość potrzeb pracownika i zbudowanie z nim pełnej relacji to klucz do sukcesu firmy – przekonuje dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu. Szczęście pracownika przekłada się na jego produktywność i kreatywność. Z badań wynika, że zadowolony pracownik jest o 43 proc. bardziej produktywny. Młode pokolenie ceni przede wszystkim możliwość samorealizacji, podnoszenia kwalifikacji i dobre relacje w firmie, w tym partnerskie z przełożonym. Polskie firmy rzadko jednak inwestują w budowanie nowoczesnej relacji z pracownikiem. Rocznie na szkolenia wydają nieco mniej niż 200 zł, kuleją też relacje interpersonalne.

– Nowoczesna relacja to taka, w której pracodawca jest świadomy wielowymiarowych potrzeb pracownika, w związku z czym jest w stanie zadbać o jego finansowy byt, emocjonalne samopoczucie, relacje w pracy, klimat, szeroko pojętą kulturę. W ten sposób potrafi stworzyć jak najlepsze warunki do holistycznego, całościowego rozwoju pracownika, a nie tylko traktować go jako trybik w maszynie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu.

Jak przekonuje ekspert, nowoczesna firma to zespół ludzi, którzy realizują wspólny cel pod wodzą charyzmatycznego lidera, a jednocześnie każdy czuje się ważny i potrzebny. W takim przedsiębiorstwie pracodawca wie, jak stworzyć przyjazne miejsce pracy, gdzie pracownicy będą mogli się realizować, a jednocześnie czuć się docenieni, być motywowani. Istotne jest budowanie długoterminowej relacji z pracownikiem, bo dzięki niej mniejsza będzie rotacja kadry. Prawidłowe relacje z pracownikami przekładają się zaś na przewagę konkurencyjną na rynku.

– Budowanie nowoczesnej relacji z pracownikiem sprowadza się do wykorzystania świadomych narzędzi z różnych nauk. Po pierwsze z psychologii, żeby wiedzieć, w jaki sposób za pomocą inteligencji emocjonalnej czy społecznej wpływać na pracownika w odpowiedni sposób, a także nowoczesnych narzędzi zarządzania, które pozwalają poprzez pryzmat planowania, organizowania i delegowania w fachowy sposób zarządzać organizacją od strony twardej – tłumaczy dr Grzesiak.

Dzięki kompleksowemu podejściu do relacji w miejscu pracy pracodawca zyskuje szczęśliwych pracowników. Z raportu „Cała Polska tworzy idealne miejsce pracy” firm EY oraz Employer Branding Institute jasno wynika zaś, że szczęśliwy pracownik oznacza dla firmy większe zyski. Zadowolony pracownik jest o 43 proc. bardziej produktywny i o 86 proc. bardziej kreatywny, rzadziej korzysta ze zwolnień lekarskich (o 36 proc.) i generuje mniejszą rotację (nawet o 61 proc.). W Polsce jednak zaledwie 37 proc. pracowników jest szczęśliwych.

– Mamy 1,8 miliona prywatnych przedsiębiorców, którzy wydają statystycznie 194 zł na szkolenia pracownika rocznie, z tego większość dotyczy BHP. Biorąc pod uwagę to, jakie są potrzeby pracowników dotyczące inteligencji emocjonalnej, komunikacji interpersonalnej, to dopiero budzimy się do budowania takich relacji z pracownikiem. Penetracja coachingu wynosi 15 proc. w firmach polskich, przy 80 proc. w firmach brytyjskich, jesteśmy więc na początku tej drogi – ocenia psycholog biznesu.

W przypadku millenialsów, a tych jest obecnie na rynku ok. 8,5 mln, o podjęciu pracy decyduje m.in. możliwość samorealizacji, doskonalenia zawodowego, pogłębiania kompetencji. Wynagrodzenie jest drugorzędne, znacznie bardziej cenione są dobre relacje w pracy, poczucie sensu i docenienie.

W Polsce problemem jest też przestarzała, pionowa struktura zarządzania, gdzie pracownika widzi się tylko przez pryzmat zajmowanego stanowiska, a nie możliwości i umiejętności. Brakuje też zaufania, w związku z tym niechętnie oddaje się zadania innym pracownikom, w ten sposób blokując wszelkie ambicje.

– Polacy mają wysoki PDI (Power Distance Index – wskaźnik dystansu władzy – red.), są społeczeństwem hierarchicznym, przez co polski pracownik, mimo że 20 lat pracuje z jakimś szefem, ciągle potrafi trzymać do niego dystans, mało go zna, mówi do niego „panie prezesie”. Na Zachodzie te relacje są zdecydowanie bliższe. Druga kwestia to unikanie ryzyka, polski pracownik przede wszystkim kieruje się poczuciem bezpieczeństwa, jest nieufny. W niektórych kontekstach przeszkadza to biznesowi, który przecież może oszczędzić pieniądze w chwili, gdy ta relacja jest bliższa, bardziej oparta o dobre intencje – przekonuje dr Mateusz Grzesiak.

Klienci banków stawiają na płatności bezgotówkowe. W szybkim tempie rośnie popularność przelewów natychmiastowych

Klienci banków stawiają na płatności bezgotówkowe. W szybkim tempie rośnie popularność przelewów natychmiastowych 4

W ubiegłym roku klienci polskich banków dokonali w sumie 1,8 mld przelewów na łączna kwotę 4,7 bln zł – wynika z Raportu NetB@nk Związku Banków Polskich. Wśród usług bankowych najszybciej rośnie popularność transferów natychmiastowych – w 2017 roku było ich o 80 proc. więcej niż rok wcześniej. Równocześnie maleje liczba wypłat z bankomatów i liczba samych bankomatów. Jednocześnie Polacy coraz chętniej korzystają z bankowości internetowej.

Liczba przelewów wykonywanych przez Polaków rośnie proporcjonalnie do wzrostu aktywności gospodarczej. Z rozliczeń gotówkowych rezygnują zarówno firmy, jak i osoby fizyczne. Liczba przelewów w 2017 roku wyniosła 1,8 mld, a ich wartość to 4,7 bln zł. Średnia wartość przelewu sięgnęła 2 647 zł – to wzrost o 70 zł w stosunku wartości z 2016 roku.

 Widzimy, że wprowadzane są na polski rynek nowe produkty, które zyskują bardzo szybko uznanie naszych bankowych klientów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Kiciński, wiceprezes Związku Banków Polskich.

Rośnie popularność przelewów natychmiastowych. W  2017 roku odnotowano niemal 5 mln takich zleceń – to o ponad 2,2 mln więcej niż przed rokiem. Popularność zyskuje także system Euro Elixir umożliwiający dokonywanie szybkich i tanich przelewów międzybankowych w euro w ramach Jednolitego Obszaru Płatności w Euro (SEPA). Zaletą tej usługi jest szybkość i niski koszt: przelew dociera do odbiorcy zazwyczaj w ciągu jednego dnia roboczego i kosztuje około 5 zł.

 Wzrasta rola obrotu bezgotówkowego, który doceniają zwłaszcza nowi, młodzi klienci banków – mówi Włodzimierz Kiciński.

Potwierdzają to także statystyki dotyczące wypłat z bankomatów. W 2017 roku ich liczba spadła o prawie 30 mln w porównaniu do danych za 2016 roku – chociaż wypłacona z pośrednictwem bankomatów kwota była wyższa o ponad 15 mld zł niż przed rokiem.

– Jeśli w 2017 roku było na polskim rynku o dwieście trzynaście bankomatów mniej, to oznacza, że w ślad za likwidowaniem placówek bankowych nasi obywatele przekonują się coraz bardziej do tego, by dokonywać obrotu w sposób bezgotówkowy, który jest i bezpieczny, i tańszy – dodaje Włodzimierz Kiciński.

Statystycznie na milion mieszkańców przypada sześćset pięć bankomatów. Średnia w UE wynosi blisko trzysta maszyn więcej. Wciąż operacje gotówkowe trzymają się mocno.

– Obrót gotówkowy w Polsce to kwota ok. 190 mld zł, a więc to jest nadal potężna kwota w zestawieniu z tym, co stanowi polski PKB – ok. 1,7 bln zł. Jeśli weźmiemy to pod uwagę, to nadal mamy do czynienia z utrzymującym się wysokim obrotem gotówki w polskiej gospodarce – tłumaczy Włodzimierz Kiciński.

Polacy coraz chętniej korzystają z bankowości internetowej. W 2017 roku przybyło ponad 2,3 mln nowych umów dotyczących usług bankowości internetowej. Wzrosła też liczba jej aktywnych użytkowników, logujących się przynajmniej raz w miesiącu – w grudniu 2017 roku było ich 15,89 mln osób.

– Wzrost o ponad 0,5 mln aktywnych klientów bankowości internetowej to dobry wynik 2017 roku. Polski aktywny klient internetowy dokonuje sześciu płatności miesięcznie, natomiast przedsiębiorca – osiemnastu. To ważny element nowej ery gospodarki cyfrowej w Polsce – podkreśla Włodzimierz Kiciński.

Liczba klientów biznesowych korzystających z bankowości internetowej jest stabilna. Na koniec 2017 roku, dostęp do konta z obsługą bankowości internetowej posiadało ponad 2,3 mln przedsiębiorców z sektora MŚP, a aktywnie swoje konto wykorzystywało niecałe 1,5 mln przedsiębiorców. Średnia wartość miesięcznych rozliczeń takiego klienta wyniosła 73 137 zł.

26 mld zł w budżecie państwa i 170 tys. miejsc pracy. Branża eventowa coraz ważniejsza dla polskiej gospodarki

26 mld zł w budżecie państwa i 170 tys. miejsc pracy. Branża eventowa coraz ważniejsza dla polskiej gospodarki 5

Polska branża eventowa rośnie w siłę. Szacunkowy udział przemysłu spotkań w polskim PKB to ok. 1 proc. Wkład w gospodarkę szacuje się na ok. 26 mld zł i 171 tys. miejsc pracy. To rynek, który dynamicznie się rozwija i ma duży potencjał, również związany z przyciąganiem zagranicznych gości. Zdaniem ekspertów branża eventowa przede wszystkim powinna działać razem. Dopóki nie będziemy promowali i przekazywali wspólnej wiadomości, dopóty klienci zagraniczni będą wybierali inne destynacje – oceniają eksperci.

– Branża eventowa w Polsce ma się dobrze. 2018 rok to rok kolejnych wyzwań. Musimy się odnaleźć na mapie europejskich rozwiązań, przede wszystkim globalnych wyzwań, natomiast polscy przedsiębiorcy mają się bardzo dobrze, hotelarze jeszcze lepiej, więc wszystko skłania się ku temu, że to będzie świetny rok dla branży – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Celuch, prezes zarządu Celuch Consulting.

Ubiegłoroczny raport „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” wskazuje, że w 2016 roku odbyło się 40 tys. spotkań. Sektor ten ma duże znaczenie dla branży hotelarskiej, a częściowo także dla gastronomicznej. Gospodarka zyskuje na wpływach ze sprzedaży usług noclegowych, cateringowych, konferencji, wystaw czy targów. Największą grupę spotkań stanowią targi (36 proc.). Konferencje i kongresy stanowią 34 proc., zaś wydarzenia korporacyjne, motywacyjne – 30 proc.

Z raportu „Wpływ ekonomiczny przemysłu spotkań na gospodarkę Polski” wynika, że w 2015 roku było to blisko 26 mld zł. W spotkaniach i wydarzeniach, które trwały średnio dwa dni, wzięło udział 12 mln uczestników. W przemyśle spotkań pracuje ok. 171 tys. osób.

Europejski rynek jest najsilniejszym rynkiem spotkań na całym świecie. W Polsce wpływ ekonomiczny branży spotkań na polską gospodarkę sięga 1 proc. Zobaczymy, jak będzie w tym roku, aczkolwiek jesteśmy silnym graczem w kwestii organizacji konferencji, kongresów i podróży motywacyjnych – ocenia Celuch.

Zdecydowana większość spotkań odbyła się w hotelach (77 proc.). Na drugim miejscu znalazły się obiekty i sale wynajmowane na specjalne wydarzenia (14 proc.), a na trzecim centra wystawienniczo-kongresowe (6 proc.), zaś 4 proc. przypadło na uczelnie wyższe.

W rankingu miast liderem jest Warszawa (45 proc.), następnie Kraków i Poznań (po 13 proc.) oraz Gdańsk (9 proc.).

Baza obiektów w Polsce to zarówno obiekty niezrzeszone, jak i sieciowe. Te pierwsze cieszą się coraz większą popularnością, a te drugie rozwijają się coraz prężniej w kluczowych miastach – Warszawa, Kraków, Gdańsk, Poznań, Wrocław. Obiekty niezrzeszone, hotele, w dużej mierze 3–4 gwiazdkowe, przeżywają renesans, coraz więcej organizatorów wybiera właśnie tego rodzaju miejsca na swoje spotkania – mówi ekspert.

Baza obiektów z roku na rok się powiększa. Powstaje coraz więcej nowoczesnych centrów konferencyjnych, obiektów wystawienniczych, a także hoteli z funkcją konferencyjną. Także infrastruktura komunikacyjna jest już dobrze rozbudowana. Na rynku działa wiele organizacji i firm, które wyspecjalizowały się w obsłudze dużej liczby spotkań biznesowych o różnej skali.

Branża spotkań to nie turystyka, to zupełnie oddzielna dziedzina gospodarki – turystyka to turyści indywidualni, branża spotkań to pieniądze, finanse. Dzięki przemysłowi spotkań miasta się rozwijają, kluczowe miasta na świecie, które postawiły na gościa biznesowego, teraz są dużo dalej niż polskie miasta – przekonuje Krzysztof Celuch.

Opracowanie „Trendy 2018 – Wiedza, Produkt, Motywacja, Wpływ” wskazuje, że aby branża w pełni wykorzystała potencjał, konieczne jest m.in. angażowanie lokalnych społeczności, stawiania na unikatowe obiekty, powrót do łączenia wyjazdów biznesowych z wypoczynkiem (tzw. bleisure), koncentracja na jakości doświadczenia, dbałość o relacje między organizatorami a uczestnikami czy optymalizacja budżetu.

– Jeśli będziemy na tyle mocni, jak przez ostatnie 6 lat Meetings Week Poland, to kolejne stowarzyszenia będą brały pod uwagę Polskę pod kątem organizacji kongresów międzynarodowych, a kolejne globalne agencje eventowe będą otwierały tu swoje oddziały. Polacy potrafią ciężko pracować i organizować świetne eventy, pytanie, czy nadal będziemy odkrywani, czy już wskoczymy do pierwszej ligi – ocenia Krzysztof Celuch i przekonuje, że najważniejsza jest współpraca. – Mamy w Polsce osiem międzynarodowych stowarzyszeń i trzynaście regionalnych Convention Bureau. Dopóki nie będziemy promowali i przekazywali wspólnej wiadomości, dopóty klienci zagraniczni będą wybierali inne destynacje, które już ze sobą współpracują.

Terapie genowe to przyszłość medycyny. Modyfikacja genów pozwoli na skuteczne leczenie wielu chorób, w tym nowotworów

Terapie genowe to przyszłość medycyny. Modyfikacja genów pozwoli na skuteczne leczenie wielu chorób, w tym nowotworów 6

Choroby takie jak nowotwory, wrodzona ślepota czy choroby neurologiczne będzie można wyleczyć dzięki terapiom genowym. W sprzedaży już są leki, które służą do leczenia dziedzicznej choroby siatkówki, a także inne, w których modyfikacjami genetycznymi zwiększa się szanse wyleczenia białaczki. Prowadzone są też terapie genetyczne niedoborów odporności u dzieci. Kwestią przyszłości jest pojawienie się kolejnych skutecznych terapii. Terapie genowe to przyszłość medycyny, ale na ich zastosowanie duży wpływ mają wysokie koszty i wątpliwości natury etycznej w przypadku modyfikacji eugenicznych.

– Terapia genowa polega na tym, że za pomocą metod inżynierii genetycznej dokonujemy jakiejś zmiany w komórce. Zmiana może polegać na dodaniu czegoś do sekwencji genetycznej, zabraniu jakiejś sekwencji genetycznej, na zmianie wewnątrz chromosomów, choć nie tylko w nich – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Radosław Zagożdżon, kierownik Zakładu Immunologii Klinicznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Obecnie prowadzone są dwa główne typy terapii genowej: zmiana genetyczna w samym organizmie poprzez np. wprowadzenie wirusa do organizmu oraz modyfikacja komórek poza organizmem człowieka, a następnie ich wszczepienie. Terapia genowa może mieć na celu wprowadzenie materiału genetycznego do komórek, aby kompensować nieprawidłowe geny lub wytworzyć korzystne białko. Jeśli zmutowany gen powoduje, że niezbędne białko jest wadliwe lub go brakuje, to terapia genowa może wprowadzić prawidłową kopię genu lub jego uproszczony odpowiednik. Stosuje się przy tym m.in. zmodyfikowane wirusy, tzw. wektory wirusowe, wyposażone w sekwencje genetyczne, które zastępują uszkodzone geny powodujące choroby w komórkach.

– Na obecnym etapie, główne cele terapii genowej to korekta prostych schorzeń, gdzie uszkodzony jest jeden konkretny gen. W przypadku niedoborów odporności są już prowadzone zaawansowane, bardzo skuteczne terapie. Między innymi we Francji u dzieci na bardzo wczesnym etapie pobierane są ich komórki macierzyste ze szpiku, następnie są one modyfikowane i zwracane. Dzieci nagle zdrowieją. Z osób, które na pewno nie przeżyłyby długo ze względu na rozwój zakażeń, nagle stają się praktycznie zdrowe. Są też już terapie modyfikacji struktur oka w okulistyce, żeby przywrócić wzrok, bajecznie drogie i bardzo trudne terapie, ale w teorii w pełni wykonalne – podkreśla dr Radosław Zagożdżon.

W ubiegłym roku amerykański Urząd ds. Żywności i Leków (FDA) zatwierdził terapię genową Luxturna. Ma ona pomóc w leczeniu dziedzicznej choroby siatkówki – wrodzonej ślepoty Lebera. Za pomocą zmodyfikowanego genetycznie wirusa można naprawić genom komórek siatkówki. Lek trafił już do sprzedaży w lutym tego roku i obecnie jest najdroższym lekiem świata – cena za pojedynczą terapię sięga 850 tys. dol. FDA zatwierdziła też terapię genową modyfikująca układ odpornościowy chorego, którą można stosować u chorych na oporną białaczkę limfoblastyczną.

Wady genetyczne są odpowiedzialne m.in. za chorobę Parkinsona, Huntingtona, mukowiscydozę, szereg chorób nowotworowych i sercowo-naczyniowych. Terapie genowe mogą pomóc wyleczyć je wszystkie lub przynajmniej poprawić jakość życia chorego. Obecne możliwości nauki są jednak ograniczone. Powstają terapie i leki, które są w stanie naprawić pojedynczy gen. W przypadku większości schorzeń odpowiedzialny za nie jest cały zespół uszkodzonych genów.

– W większości przypadków choroba nie polega na uszkodzeniu jednego genu, tylko na tzw. predyspozycji, gdzie człowiek rodzi się z pewnym zestawem genów, ale później środowisko modyfikuje tkankę człowieka, jego organizm i stąd wynika choroba. Jeżeli palimy papierosy, u części z nas rozwinie się nowotwór, u części osób nie – za to odpowiada nasz kod genetyczny. Teoretycznie możemy naprawić każdy gen, w praktyce najpierw musimy go znać, co jest bardzo trudne. Jeżeli to jest wielogenowe uszkodzenie, praktycznie w tej chwili nie mamy żadnych możliwości – przyznaje dr Radosław Zagożdżon.

Jak wskazuje ekspert, modyfikacje genetyczne niosą za sobą różnego rodzaju zagrożenia i skutki uboczne. Dużo zależy od modyfikowanego genu. Także stosowanie wektorów wirusowych może się okazać szkodliwe dla organizmu. Nie wiadomo, jak zareaguje dany organizm, który broni się przed wirusem.

– Zawsze ryzykujemy, że naprawiając jedną strukturę, uszkodzimy inną strukturę naszego genomu, co samo z siebie powoduje możliwość powstania chociażby nowotworu. Znane są przykłady zgonów po wprowadzeniu wektora wirusowego do człowieka, bo jego układ odpornościowy odpowiedział dramatycznie silnie na wprowadzoną strukturę. Jeżeli terapie są wprowadzone poza ustrojem człowieka, ryzyko skutków ubocznych samej terapii genetycznej maleje, co nie znaczy, że terapie są bezpieczne – mówi ekspert.

Modyfikacje genetyczne mogą też budzić wątpliwości natury etycznej. W Europie czy USA przeprowadza się modyfikacje embrionów zwierzęcych w celach wyłącznie naukowych. Chińscy badacze próbowali zaś skorygować wady genetyczne embrionów ludzkich, co wzbudziło wówczas negatywną reakcję części naukowców zachodnich. Na Zachodzie takie eksperymenty do niedawna były zabronione. Nadal trwa debata nad ich dopuszczeniem.

– Prawdopodobnie nie uda się rozwiązać wszystkich problemów medycznych za pomocą modyfikacji genetycznych, jednak trzeba mieć nadzieję, że wiele chorób w ten sposób zostanie wyleczonych lub że organizm człowieka będzie dzięki nim znosił skutki choroby w miarę łagodnie. Przed tymi terapiami w tej chwili istnieją dramatyczne wyzwania natury technologicznej, istnieje dużo wątpliwości natury etycznej, plus jeszcze olbrzymie koszty związane ze stosowaniem tej terapii. Przełamanie tych wyzwań jest pierwszym etapem, abyśmy w ogóle mogli mówić o skuteczności terapii genetycznych – podsumowuje dr Radosław Zagożdżon.

Egzotyczne kierunki polskiego eksportu nadal dość ryzykowne

Polscy eksporterzy są i będą obecni na dalekich rynkach egzotycznych – w Ameryce Południowej i Afryce. Przykładem jest Ursus, nasza rodzima firma, która rozwija się w Etiopii. To głównie jego kontrakty podwyższają wartość eksportu w przypadku tego kierunku. Do wzrostu polskich i innych zagranicznych firm na rozwijających się rynkach południowoamerykańskich i afrykańskich nadal potrzebna jest większa transparentność tamtejszych podmiotów.

–  Należy mieć świadomość, że z tymi regionami wciąż wiąże się dosyć duże ryzyko. Wskaźniki korupcji są wysokie, a do tego spotkać się można z dość niską transparentnością firm – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej –  To zupełnie inne warunki niż te, które panują w Europie, gdzie mamy dostęp do szeregu informacji o firmach, istnieją wywiadownie gospodarcze. Przedsiębiorstwa mogą sprawdzić kontrahentów zanim podejmą z nimi współpracę. Jest to niezbędne do zmniejszenia ryzyka, a tym samym zwiększenia zainteresowania inwestycjami i eksportem produktów i usług w tamtym kierunku – ocenił Sielewicz.

Prezydent Andrzej Duda na Forum Ekonomicznym w Gruzji

Prezydenci Gruzji, Polski i Słowacji: Griorgi Margwelaszwili, Andrzej Duda i Andrej Kiska oraz premier Gruzji Griorgi Kwirikaszwili spotkają się na Forum Ekonomicznym w Tbilisi. Obrady odbędą się w dniach 25-26 maja.  

Gospodarze spodziewają się około 250 ważnych gości, którzy będą reprezentować sektor gospodarczy, władze: wykonawczą, ustawodawczą oraz samorządową, ekspertów i dziennikarzy z Unii Europejskiej, Kaukazu Południowego, Iranu oraz Azji Centralnej. Dyskusje będą prowadzone w dwóch ścieżkach – politycznej i gospodarczej.

Najważniejsze tematy, które zostaną poruszone podczas Forum:

  • Stowarzyszenie Gruzji z Unią Europejską – szanse i wyzwania DCFTA, co dalej?
  • Okrągły stół: Wyzwania dla bezpieczeństwa regionalnego i cele euroatlantyckie Gruzji
  • Prowadzenie biznesu w Gruzji: plusy i minusy
  • Wyzwania bezpieczeństwa energetycznego w krajach Unii Europejskiej i Partnerstwa Wschodniego
  • Gruzja i obszar południowego Kaukazu perspektywicznym obszarem tranzytowym
  • Polska i Gruzja na arenie międzynarodowej w 100 lat po odzyskaniu niepodległości

Forum w Tbilisi to nie tylko rozmowy na temat najważniejszych zagadnień dotyczących makroekonomii, energetyki oraz wizji Południowego Kaukazu w najbliższych dekadach. To także bogaty program kulturalny ze zwiedzaniem Starego Miasta w stolicy Gruzji oraz wyjazd do jednego z najstarszych miast w tym kraju – Mcchety. Historycznej stolicy kraju i kolebki narodu gruzińskiego, której zabytki wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Honorowy patronat nad wydarzeniem objął prezydent Gruzji Griorgi Margwelaszwili. Organizatorami są – Fundacja Instytut Studiów Wschodnich, Organizator Forum Ekonomicznego w Krynicy oraz Gruzińska Izba Przemysłowo-Handlowa.

Polski rynek powierzchni magazynowych nie zwalnia tempa. Prawie dwa mln. m kw. powierzchni w budowie w 56 inwestycjach

  • Obserwowany dalszy wzrost popytu wynikający z ekspansji najemców obecnych na rynku oraz całkiem nowych podmiotów, w tym zagranicznych firm z sektora produkcyjnego i e-commerce;
  • Zauważalny wzrost stawek czynszu efektywnego efektem rosnących kosztów budowlanych, wysokiego popytu i malejącej dostępności powierzchni magazynowej;
  • Optymistyczne prognozy rozwoju rynku ze względu dobrą koniunkturę gospodarczą z prognozowanym w wzrostem PKB o 4,1% w 2018 roku;
  • Rynek pracy oraz dalsze inwestycje w sieć drogową determinują rozwój rynku magazynowego w Polsce. Na mapie pojawiają się całkiem nowe lokalizacje logistyczne, takie jak: Zielona Góra, Świecko, Olsztynek, Zgorzelec, Białystok i Kielce.

Aktywność najemców na rynku powierzchni magazynowych w Polsce osiągnęła rekordowy wynik w pierwszych trzech miesiącach roku, co przełożyło się na najniższy w historii wskaźnik powierzchni niewynajętej. Popyt kształtowali przede wszystkim najemcy z branży e-commerce (24%), operatorzy logistyczni (23%) oraz sieci handlowe (19%). Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowuje pierwszy kwartał na rynku nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej w raporcie „MARKETBEAT: RYNEK MAGAZYNOWY W POLSCE”.

Ukończenie 12 projektów inwestycyjnych o powierzchni 388 000 mkw. pozwoliło zakończyć pierwszy kwartał 2018 roku na rynku powierzchni magazynowej i produkcyjnej z wynikiem 13,9 miliona mkw. Najaktywniejszym regionem była Polska Centralna, gdzie oddano do użytku aż 213 000 mkw. powierzchni, w tym pierwszy etap Central European Logistics Hub w Łodzi (79 000 mkw. dla firmy BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego). Na pozostałych rynkach najwięcej nowej powierzchni przybyło w regionie Szczecina (52 000 mkw.), okolicach Warszawy (33 000 mkw.), Polsce Zachodniej (33 000 mkw.) oraz Krakowie (31 000 mkw.).

– W Polsce na rynku magazynowym pozostaje w realizacji 56 projektów o łącznej powierzchni 1,91 miliona mkw. To rekordowy wynik aktywności deweloperskiej odnotowany na koniec kwartału, z czego prawie 75% powierzchni zostało już zabezpieczone umowami najmu. Najaktywniejszymi rynkami były Górny Śląsk, Polska Centralna, Polska Zachodnia oraz okolice Warszawy, gdzie znajduje się 64% inwestycji w budowie – komentuje Adrian Semaan, konsultant w dziale Powierzchni Magazynowych i Logistycznych w firmie Cushman & Wakefield, autor raportu.

Aktywność najemców utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. W pierwszym kwartale 2018 roku wynajęto łącznie ponad 1,18 mln mkw., co jest najlepszym wynikiem zanotowanym na początku roku w historii. Największym popytem cieszyły się główne rynki magazynowe, tj.: Polska Centralna (20% wszystkich transakcji), rynek Warszawy i okolic (18%), region Poznania (12%), Górny Śląsk (11%) oraz region Wrocławia (9%). W strukturze transakcji 80% to nowe umowy najmu i ekspansje, a pozostałe 20% to renegocjacje. Popyt kształtowały głównie trzy branże: e-commerce (24%), operatorzy logistyczni (23%) oraz sieci handlowe (19%). Aktywne były również firmy z branży produkcyjnej (5%), a także farmaceutycznej (4%), motoryzacyjnej (3%), AGD (3%) i elektronicznej (3%).

Na koniec pierwszego kwartału 2018 r. zarejestrowano najniższy od 2004 r. poziom wskaźnika pustostanów wynoszący 4,7%. W Szczecinie, Polsce Zachodniej oraz w rejonie Bydgoszczy i Torunia obiekty logistyczne były w pełni skomercjalizowane. Najniższy wskaźnik powierzchni niewynajętej odnotowano w Polsce Centralnej (1,9%), a najwyższy w Krakowie (11,1%) oraz w strefie Warszawa – miasto (8,5%).

Wzrost kosztów generalnego wykonawstwa oraz niski wskaźnik pustostanów w lokalizacjach cieszących się największym zainteresowaniem najemców, utrudniają negocjowanie atrakcyjnych stawek czynszu. W pierwszym kwartale 2018 roku czynsz efektywny wzrósł średnio o około 0,10 EUR/mkw./miesiąc.

Najwyższy czynsze bazowe i efektywne (uwzględniające zachęty finansowe dla najemców) tradycyjnie obowiązują w strefach Warszawa – miasto odpowiednio 4,00 – 5,25 EUR/mkw./miesiąc i 3,50 – 4,80 EUR/mkw./miesiąc oraz Krakowie 3,50 – 4,50 EUR/mkw./miesiąc i 2,60 – 4,00 EUR/mkw./miesiąc. Na pozostałych rynkach stawki utrzymują się w zakresie od 2,40 do 3,60 EUR/mkw./miesiąc za czynsz bazowy i 1,90 – 3,20 EUR/mkw./miesiąc za czynsz efektywny.

PROGNOZA

W kolejnych miesiącach 2018 roku aktywność najemców powinna utrzymać się na wysokim poziomie. Rosnące zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową oraz wyspecjalizowane usługi logistyczne sektora e-commerce będą motorem napędowym rynku. Wśród realizowanych projektów dominującym trendem pozostaną inwestycje w parki logistyczne oraz projekty typu BTS zlokalizowane przy głównych trasach i węzłach komunikacyjnych. Spodziewany jest także wzrost aktywności deweloperskiej w segmencie mniejszych obiektów oferujących powierzchnie logistyczne wpisujące się w tzw. „usługę ostatniej mili”. Obiekty te pozwolą zapewnić szybszą i efektywniejszą obsługę rosnącej bazy konsumentów sektora e-commerce. Nowe projekty tego typu planowane są m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi i Szczecinie.

Wpływ elektromobilności na gospodarkę

  • do 2023 roku sprzedaż samochodów elektrycznych podwoi się
  • cena będzie stopniowo spadać, wraz z rozwojem technologicznym. Obecnie próg rentowności jest osiągany dopiero po przejechaniu 50 tys. km rocznie
  • jeśli Polska chce konkurować z potęgami motoryzacyjnymi, powinna radykalnie przyspieszyć działania na rzecz elektromobilności.

Z raportu „Którym pasem zamierzamy jechać” przygotowanego przez EY i ING Bank Śląski wynika, że jeszcze przed 2023 rokiem podwoi się liczba sprzedawanych samochodów elektrycznych (EV). Jest wiele powodów takiego przyspieszenia – rozwój technologii produkcji baterii, a co za tym idzie spadek cen EV, a także rosnące wymogi środowiskowe związane z emisją gazów cieplarnianych. Eksperci EY i ING szacują, że w 2023 roku około 6% sprzedawanych aut to będą EV.Elektromobilność zmieni wiele sektorów gospodarki w Polsce i na świecie

Bariery rozwoju

Największą przeszkodą jest cena samochodów elektrycznych, w tym cena baterii, która odpowiada nawet za połowę całego kosztu auta. Eksperci EY i ING uważają, że nowe technologie produkcji baterii Li-ion z jednej strony spowodują spadek ceny, z drugiej odpowiedzą na oczekiwania użytkowników – czyli pozwolą na swobodne przejechanie 600 km.

Drugą najpoważniejszą barierą jest infrastruktura. Użytkownicy EV oczekują większej liczby miejsc do ładowania, zwłaszcza szybkiego. Z badania przeprowadzonego przez ING w Holandii wynika, że prawie 75% kierowców oczekuje, że ładowanie baterii będzie trwać maksymalnie 15 minut.

Ekonomika użytkowania

Koszt użytkowania, poza ceną samego auta – czyli w dużej mierze ceną baterii, obejmuje także różnicę pomiędzy ceną energii elektrycznej, a ceną innych paliw (benzyny, ropy czy gazu).

– EV mają prostszą budowę od samochodów spalinowych (ICE). Sam system przeniesienia napędu w EV składa się z 320 komponentów w porównaniu z 4000 w ICE. To przekłada się na niższe koszty utrzymania auta. Na razie jednak próg rentowności, przy braku akcyzy, jest osiągany dopiero po przejechaniu 50 tys. km rocznie – mówi Kazimierz Rajczyk, Dyrektor Zarządzający Sektorem Energetycznym w ING Banku Śląskim.

Wg ekspertów EY pomóc mogłoby, poza niższą ceną baterii, zwolnienie z podatku VAT – wtedy próg rentowności byłby osiągany już przy 30 tys. kilometrów rocznie.

– Oczekujemy, że w ciągu następnych 7 lat większość barier dla EV związanych z infrastrukturą, pojemnością i ceną baterii oraz łącznym kosztem użytkowania EV, zostanie pokonana – mówi Jarosław Wajer, Partner w Dziale Doradztwa Biznesowego EY. – Aby tak się stało, producenci muszą wzmocnić konkurencyjność EV poprzez rosnącą ekonomikę skali i malejące koszty systemu przeniesienia napędu, w tym głównie koszty baterii – dodaje.

Wpływ elektromobilności na gospodarkę

Rosnąca produkcja EV, przy malejącym udziale ICE, zmieni łańcuch dostaw, co będzie miało wpływ na producentów podzespołów. Firmy wytwarzające lub transportujące elementy systemu przeniesienia napędu muszą się liczyć ze spadkiem przychodów. Prostsza produkcja samochodów elektrycznych będzie także oznaczać spadek zatrudnienia w sektorze oraz zmiany funkcjonowania sieci dealerskich (ze względu na łatwiejszy serwis aut).

– Rozwój sektora EV i wynikająca z tego spadająca liczba samochodów spalinowych wymusi na sektorze paliwowym przestawienie produkcji, np. w stronę sztucznych tworzyw. Bez wątpienia powstanie rozbudowanej infrastruktury ładowania, zwłaszcza w miastach, będzie wyzwaniem dla sieci elektroenergetycznej i całego sektora energetycznego – dodaje Kazimierz Rajczyk z ING Banku Śląskiego.

– Różnice w opodatkowaniu paliw i energii elektrycznej spowodują, że rozwój EV wpłynie także na budżety państw. Efekt może być wzmocniony w przypadku, gdy rządy zdecydują się na ulgi podatkowe, mające wzmocnić rozwój EV – mówi Jarosław Wajer. – W dłuższej perspektywie można oczekiwać zmian w opodatkowaniu, np. energii elektrycznej – dodaje.

Elektromobilność w Polsce

Jeśli Polska chce konkurować z potęgami motoryzacyjnymi, powinna radykalnie przyspieszyć działania na rzecz elektromobilności.

– Jeśli zakładamy, że za 10 lat większość kupowanych samochodów będzie elektryczna, to już teraz musimy zdobywać doświadczenie konieczne do konkurowania z innymiAle inwestycja w cały łańcuch wartości nie jest najlepszą strategią – warto skupić się na tych elementach, które obiecują największą innowacyjność i wzrost w przyszłości – uważa Jarosław Wajer.

– Warto również zastanowić się nad optymalnym dla Polski modelem rozwoju sektora elektromobilności, w szczególności nad rozłożeniem odpowiedzialności za rozwój infrastruktury na poszczególnych jego uczestników. To oczywiście wymaga dialogu i dalszej współpracy regulatora ze środowiskami naukowym, prawniczym i biznesem nad możliwymi zmianami w ustawie o elektromobilności i paliwach alternatywnych– dodaje Dorota Zabłocka, Prawnik i Doradca Regulacyjny w Zespole Energetyki Innowacyjnej EY Law.

Rozwój infrastruktury jest wyzwaniem dla wszystkich krajów. Duża grupa państw europejskich wprowadza rozmaite ulgi – zachęty finansowe przy zakupie EV czy ulgi w akcyzie oraz innych podatkach.wsparcie dla elektromobilności

Bill Gates i Warren Buffett kontra bitcoin

Bill Gates i Warren Buffett, czyli drugi i trzeci na liście najbogatszych ludzi świata, wbijają szpile w kryptowaluty. Buffett dość obrazowo przyrównał bitcoina do trucizny na szczury… Czy negatywne komentarze rekinów biznesu wpływają na notowania kryptowalut i czy mogą stanowić element biznesowej strategii? – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Od dwóch miesięcy bitcoin nie może zdecydowanie oderwać się od granicy 10 tys. dolarów. A na horyzoncie nie widać wydarzeń, które byłyby w stanie przyczynić się do nagłego wzrostu czy też spadku cen.

Ankieta i… brak reakcji

Wpływu na notowania kryptowalut nie wywarła publikacja wyników ankiety Reutersa. Przedstawiciele instytucji finansowych anonimowo opowiadali w niej o planach wprowadzania możliwości handlu kryptowalutami w bankach. I chociaż 20 proc. z 400 ankietowanych instytucji zadeklarowało, że wprowadzi taką możliwość już w najbliższym roku, to bitcoin nadal kosztuje zaledwie połowę tego ile jeszcze pół roku temu.

Podobnie jak w przypadku instytucji finansowych czy rządów poszczególnych państw, podzielone zdania o kryptowalutach wyrażają też najbogatsi ludzie świata. Elon Musk, założyciel m.in. SpaceX, deklaruje stonowaną przychylność. Ale już np. legendarny inwestor Warren Buffett, nazywany potocznie Wyrocznią z Omahy, czy też Bill Gates, założyciel Microsoftu, stoją po drugiej strony barykady.

Wyrazista stałość Buffetta i zwrot Gatesa

W sobotę na corocznym spotkaniu swojego holdingu Berkshire Hathaway Buffett powiedział akcjonariuszom, że najpopularniejsza z kryptowalut jest prawdopodobnie trucizną na szczury do kwadratu. Trzeba oczywiście brać poprawkę na jego awersję do nowych technologii. W ostatnim wywiadzie dla CNBC przyznał, że boi się używać najnowszego telefonu Apple’a. Nie przeszkadza mu to jednak w chęci posiadania 100 proc. udziału w spółce, która produkuje iPhone’y. A przydomek Wyroczni z Omahy zyskał przecież nie dlatego, że dokonywał w większości złych decyzji inwestycyjnych.

Bill Gates, prywatnie przyjaciel Buffetta, również w wywiadzie dla CNBC, stwierdził, że dokonałby krótkiej sprzedaży bitcoina (czyli liczył na jego spadki wartości), “gdyby istniał prosty sposób, żeby to zrobić”. Dodał także, że kryptowaluta, jako klasa aktywów, “nic nie produkuje”.

Warto wiedzieć, że o ile Buffett jest stały w swojej opinii o kryptowalutach, o tyle guru Microsoftu wyraźnie stonował optymizm sprzed czterech lat, kiedy nazywał bitcoina “ekscytującym” – o czym przypomina agencja informacyjna Bloomberg.

Czas oczekiwania

Czy te komentarze Buffetta i Gatesa negatywnie wpływają na ceny bitcoina, a pośrednio innych kryptowalut? Popatrzmy na to z innej strony – co by się stało, gdyby obaj przyznali, że to obiecująca klasa aktywów, w którą śmiało inwestują? Ceny prawdopodobnie poszybowałyby w górę.

Tymczasem krytyczne stwierdzenia nie skutkują spadkami cen, ale mogą ograniczać potencjalne wzrosty.

W kwestii przyszłości kryptowalut i ich notowań znajdujemy się okresie przejściowym. Inwestorzy, mniejsi i więksi, czekają prawdopodobnie na to, w jakim stopniu rynek zostanie uregulowany i jak będzie wyglądała implementacja kryptowalut w życie codzienne.

Wszystkie obligacje PKN Orlen serii C objęte zapisami ​w ciągu jednego dnia

​W ciągu jednego dnia przekroczona została liczba zapisów na obligacje detaliczne PKN ORLEN o łącznej wartości 200 mln zł. Oznacza to, że inwestorzy mają bardzo duże zaufanie do Koncernu. Intencją Koncernu jest uplasowanie wszystkich papierów dłużnych w ramach programu o łącznej wartości 1 mld zł.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Ponownie udowodniliśmy, że jesteśmy wiarygodnym partnerem biznesowym i warto nam zaufać. Kolejna emisja obligacji została przygotowana na podstawie diagnozy trendów rynkowych, a jej sukces jest dowodem, że bardzo dobrze dopasowaliśmy naszą ofertę do oczekiwań rynku – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.  – Zdajemy sobie sprawę, że w obecnej sytuacji na rynkach finansowych, obligacje PKN ORLEN stanowią atrakcyjną alternatywę dla lokowania oszczędności gospodarstw domowych. Dlatego nie wykluczamy emisji kolejnych serii w ramach obecnego programu– dodał Prezes Zarządu PKN ORLEN.

To już trzecia seria  w ramach  programu emisji papierów dłużnych PKN ORLEN skierowanych do inwestorów indywidualnych, gdzie zainteresowanie znacznie przewyższyło pulę dostępnych obligacji. W przypadku serii C oferowane były obligacje o wartości 200 mln zł, oprocentowane według zmiennej stopy procentowej, na którą składa się WIBOR 6M i marża  w wysokości 1,20%.

Intencją Koncernu jest notowanie papierów dłużnych na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Obligacje detaliczne otrzymały ocenę agencji Fitch Ratings, która przyznała całemu programowi rating na poziomie A(pol).

Novaturas zwiększa sprzedaż i poprawia rentowność

Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, którego akcje od marca tego roku notowane są na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie, w pierwszym kwartale 2018 r. odnotował wzrost sprzedaży o 49% r/r. Grupa wypracowała w tym okresie wynik EBITDA na poziomie 1,3 mln EUR oraz 0,9 mln EUR zysku netto, co w obu przypadkach oznacza kilkukrotny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

W pierwszym kwartale 2018 r. z usług Grupy Novaturas skorzystało 37,6 tys. pasażerów, co oznacza wzrost o 51% rok do roku. Przełożyło się to na 49-proc. wzrost przychodów ze sprzedaży, które w omawianym okresie wyniosły 25,8 mln EUR. Coraz większy udział w sprzedaży ma kanał online – w pierwszym kwartale br. odpowiadał on za ponad 16% łącznej sprzedaży (wobec 14,4% w analogicznym okresie 2017 r.), a na stronach internetowych Spółki odnotowano w tym okresie ponad milion unikalnych wizyt użytkowników.

W parze z rosnącą sprzedażą Grupa Novaturas zanotowała również istotną poprawę na wszystkich pozostałych poziomach rachunku wyników. Zysk brutto ze sprzedaży w pierwszym kwartale 2018 r. wyniósł 4,8 mln EUR (wzrost o 67% r/r), EBITDA sięgnęła 1,3 mln EUR i była niemal 4-krotnie większa niż rok wcześniej, a zysk netto przekroczył 0,9 mln EUR, wobec nieco ponad 0,1 mln EUR w pierwszym kwartale 2017 r.

Grupa Novaturas – wybrane wyniki finansowe

(tys. EUR) I kw. 2018 I kw. 2017 Zmiana r/r
Przychody 25 845 17 308 49%
Zysk brutto 4 801 2 884 67%
EBITDA 1 287 334 286%
Zysk netto 945 136 595%

 

Spółka posiada zróżnicowaną ofertę produktów dostępnych w różnych, uzupełniających się kanałach dystrybucji, dzięki czemu trafia do szerokiej grupy klientów i elastycznie reaguje na ich zmieniające się preferencje.

W pierwszym kwartale br. Novaturas zanotował istotny wzrost sprzedaży na wszystkich trzech głównych rynkach działalności: na Litwie z jego usług skorzystało o 68% pasażerów więcej niż przed rokiem, na Łotwie wzrost sięgnął 42%, a w Estonii 36%.

Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

– Obserwujemy stały wzrost zainteresowania lotniczymi wczasami zorganizowanymi. W sezonie zimowym najpopularniejszym miejscem wypoczynku dla mieszkańców krajów bałtyckich od lat jest Egipt. Kolejne miejsce zajmuje Hiszpania, w tym Wyspy Kanaryjskie – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

Ze względu na sezonowość, która cechuje branżę turystyczną, największy popyt i przychody Grupa Novaturas notuje tradycyjnie w drugim i trzecim kwartale roku. A tegoroczny sezon letni zapowiada się dla Spółki bardzo udanie. Obserwując rekordową aktywność klientów, Novaturas zdecydował się istotnie zwiększyć swoją ofertę wyjazdów zorganizowanych w ramach programu Lato 2018. Jest on o 34% większy niż ubiegłoroczny program wakacyjny Spółki.

– Wyniki przedsprzedaży wyjazdów zorganizowanych na sezon letni 2018 na koniec marca br. były o 51% wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku, a trzeba pamiętać, że był to rekordowy rok w naszej dotychczasowej działalności. Cieszą nas również utrzymujące się na wysokim poziomie wskaźniki efektywności, m.in. dalszy wzrost zysku na jednego pasażera czy wskaźnik obłożenia lotów czarterowych, który w pierwszym kwartale br. wyniósł ponad 98%. Tym samym cały rok 2018 dla Grupy Novaturas zapowiada się bardzo obiecująco, zarówno pod względem sprzedaży, rentowności, jak i generowania gotówki – podsumował Linas Aldonis.

Grupa OEX przejmuje w zarządzanie 48 sklepów od Orange

W dniu 7 maja  2018 roku Tell Sp. z o. o. z Grupy OEX podpisał umowę dzierżawy, na podstawie której przejmie w zarządzanie 48 punktów sprzedaży od Orange Retail S.A., spółki zależnej od Orange Polska S.A. Umowa wchodzi w życie z dniem 1 lipca 2018 roku i została podpisana na okres 4 lat. W przypadku zamiaru kontynuowania dzierżawy przez Orange Retail, Grupa OEX będzie miała pierwszeństwo w zawarciu kolejnej umowy.

Jest nam niezmiernie miło, że Orange pozytywnie zweryfikował naszą efektywność oddając nam zarządzanie blisko połową sieci prowadzonej do tej pory przez własną spółkę zależną. Jesteśmy firmą wyspecjalizowaną w tego typu działalności, posiadamy 20 letnie doświadczenie we współpracy z operatorami sieci komórkowych, a nasze usługi są bardzo konkurencyjne jeśli chodzi o jakość i efektywność zarządzania punktami sprzedaży. Model outsourcingu w odniesieniu do prowadzenia sieci sklepów sprawdził się w okresie wielu lat naszej współpracy z Orange Polska, a w ostatnim czasie, wobec wzrastającej konkurencji i trudnego rynku pracy zyskał na znaczeniu – powiedział Rafał Stempniewicz, członek zarządu OEX S.A.

Docelowo wszystkie punkty Orange Retail S.A. będą prowadzone przez agentów zewnętrznych. Liczba punktów Orange zarządzanych przez Grupę OEX wzrośnie w wyniku transakcji o 37% do 178. Sklepy prowadzone dla Orange stanowiły na koniec 2017 roku ponad 43% liczby wszystkich punktów sprzedaży zarządzanych przez Grupę OEX.

Nasze wynagrodzenie będzie zależało od osiągania określonych celów sprzedażowych, co – tak jak do tej pory – będziemy realizować przede wszystkim dzięki skutecznemu zarządzaniu zasobami ludzkimi oraz wdrażaniu odpowiednich systemów i procesów, które poprawiają efektywność całego modelu – powiedział Rafał Stempniewicz, członek zarządu OEX S.A.

W wyniku transakcji Grupa OEX będzie drugim pod względem liczby sklepów agentem Orange w Polsce.

Wykorzystaj Insider Trading

Od dawien dawna na rynku kapitałowym najważniejsza jest informacja. Niektórzy z nas za szybszy dostęp do informacji płacą dużo. Jednak jest pewien sposób, aby zobaczyć co się dzieje wewnątrz spółki oraz jak postrzegają przyszłość przedsiębiorstwa osoby pracujące na najwyższych stanowiskach. Chodzi o śledzenie ruchów Insiderów, czyli osób wchodzących w skład kierownictwa lub tez większych udziałowców firmy.

Zaraz po dokonaniu transakcji Insiderzy są zobligowani do pokazania ilości zakupionych/sprzedanych akcji. Jeżeli osoby wchodzące w skład np. rady nadzorczej widzą świetlaną przyszłość przedsiębiorstwa i wiedzą, że akcje są niedowartościowanie, to przeważnie skupują akcję. Jednak gdy wiedzą, że akcje są już przewartościowane, to zaczynają je wyprzedawać.

Zatem dzięki ruchom Insiderów możemy sprawdzić jak przedsiębiorstwo postrzegane jest przez najważniejsze osoby w firmie.

Home Depot – Insider Trading – Przykład

Sprawdźmy, co robili Insiderzy spółki Home Depot przed kryzysem z 2007 roku. Poniższa grafika przedstawia transakcję osób wchodzących w skład przedsiębiorstwa na tle notowań spółki. Kolor czerwony oznacza transakcję sprzedaży, natomiast kolor zielony – kupna.

Home Depot insider trading

Od początku 2005 do końca 2006 roku Insiderzy na potęgę wyprzedawali akcje. Co kilka tygodni osoby najlepiej poinformowane wyprzedawały akcje o wolumenie przekraczającym 40 tysięcy. Pojawiały się także okolicznościowe transakcję kupna, ale bardzo można to odebrać jako zasłonę ciemnej chmury. Sprzedajemy milion, kupujemy pięć tysięcy i nikt nie powinien się zorientować.

Po dwóch latach od początku mocnej wyprzedaży spółki Insiderzy zaprzestali swojego działania, przyszła bessa. Cena akcji spadła z 40 USD do 20 USD. Przed osiągnięciem dołka Insiderzy zaczęli skupywać swoje akcje, znali dokładną wartość przedsiębiorstwa. Notowania Home Depot odbiły.

Insider Trading – gdzie szukać informacji?

Informacje na temat Insider Tradingu najszybciej pozyskamy ze strony gurufocus. Jest jeden minus, strona oferuje dostęp za darmo tylko do rynku amerykańskiego. Drugim ograniczeniem konta darmowego jest historia, możemy zobaczyć tylko 3 ostatnie lata transakcji Insiderów. Teraz spójrzmy na aktualne transakcję na Tesli.

Tesla Insider Trading

Tesla – od początku 2016 roku mieliśmy tylko dwie transakcję kupna, natomiast transakcji sprzedaży było o wiele więcej, pojawiały się w każdym miesiącu. Wniosek? Osoby wchodzące w skład spółki sądzą, że akcje są przewartościowane. Każde wynagrodzenie w postaci opcji na akcję lub też samych akcji są wystawiane na sprzedaż.

Z drugiej strony, gdy wierzymy w przedsiębiorstwo i uważamy, że spółka jest bardzo tania, to dlaczego mamy pozbawiać się przyszłych zysków?

Podsumowanie

Dzięki wgląd w transakcje Insiderów możemy uzyskać dostęp do długoterminowej perspektywy spółki giełdowej. Warto również zauważyć, że pomimo wyprzedaży akcji przez osoby dobrze poinformowane mija sporo czasu, zanim zobaczymy spadki. Z tego względu badanie ruchów Insiderów jest dla osób, które patrzą na rynek z kilkuletnią perspektywą, a nie tygodniową czy miesięczną.

Fiskus może zabrać 1/3 bitcoinowych dochodów

Dochody ze sprzedaży bitcoina uzyskiwane przez nieprowadzących działalności gospodarczej nie mogą być opodatkowane 19% ryczałtem. Należy je opodatkować na zasadach ogólnych, a więc według stawki progresywnej. Takie jest stanowisko wynikające z wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 6 marca 2018 r., potwierdzającego stanowisko Ministra Finansów. Fiskus będzie zatem mógł domagać się nawet 32% daniny z kryptowalutowych dochodów.

17 marca 2014 r. podatnik wystąpił do Ministra Finansów o wydanie interpretacji indywidualnej w sprawie ustalenia obowiązków fiskalnych wynikających ze sprzedaży bitcoinów. Najbardziej interesowała wnioskodawcę odpowiedź na pytanie, czy dochód ze zbycia kryptowaluty podlega w ogóle opodatkowaniu, a jeśli tak, to czy zastosowanie ma 19% stawka ryczałtowa od przychodów od środków pieniężnych, czy też rozliczenie powinno nastąpić wg skali podatkowej – z tytułu odpłatnego zbycia praw majątkowych. Co ważne, podatnik zaznaczył, że sprzedawał bitcoiny prywatnie, a nie w ramach działalności gospodarczej, mimo iż w samym tylko 2013 r. zrealizował kilkanaście tysięcy tego typu transakcji.

Bitcoin to nie pieniądz

W udzielonej interpretacji indywidualnej (IPPB1/415-276/14-4/EC) Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie działający w imieniu Ministra Finansów stwierdził, że bitcoin nie jest instrumentem rynku pieniężnego. Dlatego też dla celów podatkowych przychód uzyskany z tytułu jego sprzedaży stanowi przychód z praw majątkowych. Pomniejszony o koszt jego uzyskania podlegać będzie opodatkowaniu na zasadach ogólnych w progresywnej skali 18% i 32%.

Podatek jest regułą

Mimo wezwania do usunięcia naruszenia prawa Minister Finansów podtrzymał swoje stanowisko. Podatnik wniósł więc skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W odniesieniu do argumentacji skarżącego o braku obowiązku podatkowego w zakresie bitcoina, jako wymykającego się kwalifikacji prawnej, WSA stwierdził, że zastosowanie wobec tej kryptowaluty konstytucyjnego wymogu nakładania nowych obowiązków fiskalnych tylko w drodze ustawy (art. 217 Konstytucji RP) nie ma zastosowania: „Obłożenie dochodu daniną publiczną w postaci podatku jest (…) regułą, natomiast wyjątkiem jest sytuacja, gdy dochód opodatkowaniu nie podlega” (sygn. III SA/Wa 3374/14).

Sąd w zupełności zgodził się ze stanowiskiem zaprezentowanym przez organ, potwierdzając również obowiązek rozliczania przychodów z tytułu obrotu bitcoinem wg skali podatkowej. Taki sam skutek odniosła skarga kasacyjna podatnika wniesiona do Naczelnego Sądu Administracyjnego, którego wyrok z 6 marca 2018 r. ostatecznie przesądził o konieczności uiszczania progresywnej stawki 18% i 32% od dochodów z bitcoinowych transakcji (sygn. II FSK 488/16).

Wyjątek od reguły – trust

Odmawiając słuszności stanowisku podatnika, Minister Finansów odwołał się do łączącej Polskę i Wielką Brytanię umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania (Dz.U. 2006 nr 250, poz. 1840). Wywiódł z niej, że obowiązek opodatkowania dochodów w państwie umawiającym się jest wyłączony tylko w odniesieniu do dochodów wypłacanych przez trust lub z majątku spadkowego w wyniku zarządzania tym majątkiem (art. 21 ust. 1 ww. umowy). Tym samym fiskus wskazał podatnikowi, jakie konstrukcje prawne zwolniłyby go z obowiązku płacenia podatku.

Trusty w Anglii, na Malcie, Wyspach Cooka…

Majątek spadkowy i trust mają ze sobą wiele wspólnego. Ściśle rzecz biorąc, umowa trustu doskonale służy przeprowadzeniu planowania spadkowego. Tak jak spadkodawca chroni gromadzony przez całe życie majątek, tak środki pozyskane z bitcoinowych transakcji mogą być zabezpieczone przy wykorzystaniu konstrukcji trustu.

Umową trustu donor przekazuje określone środki majątkowe, w tym również finansowe, pod zarząd powiernikowi (trustee), sprawującemu nad nimi kontrolę wyłącznie na rzecz określonych w umowie beneficjentów, do których może należeć sam donor. Powiernikiem trustu może również zostać powołana w tym celu spółka, w której donor jest członkiem zarządu.

Nasz system prawny nie przewiduje możliwości powołania trustu. Dopuszcza jedynie funkcjonowanie części jego struktur w postaci zarządu powierniczego. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by polski obywatel utworzył trust za granicą, wybrawszy jedną z wielu jurysdykcji oferujących znikome lub zerowe opodatkowanie tej instytucji.

Malta kocha bitcoina

Nie ma chyba bardziej przyjaznego bitcoinowi miejsca na świecie niż Malta. Tamtejszy rząd od kwietnia 2017 r. realizuje narodowy projekt strategii promowania bitcoina i widzi w nim, zwłaszcza w obliczu brexitu, ogromną szansę na przyciągnięcie zagranicznych przedsiębiorców i ich kapitałów. Dlatego też obrót bitcoinem pod maltańską jurysdykcją korzysta z licznych przywilejów proceduralnych oraz, co najważniejsze, podatkowych – i to nie tylko dzięki strukturze trustu.

System tzw. pełnej refundacji umożliwia przedsiębiorcom uzyskanie dla spółki utworzonej na Malcie rzeczywistej stawki opodatkowania CIT w wysokości ok. 5%. Wykorzystanie konstrukcji holdingu pozwoli nawet na całkowite zwolnienie z podatku dochodowego wypłacanej udziałowcowi maltańskiej spółki dywidendy.

Wyłączenie z progresją

Takie korzystne rozwiązania dostępne są dla polskich przedsiębiorców dzięki obowiązującej pomiędzy Polską a Maltą umowie o unikaniu podwójnego opodatkowania i funkcjonującej w jej ramach zasadzie odliczania proporcjonalnego. W umowach międzynarodowych o tym charakterze obowiązuje jeszcze druga zasada, pod pewnymi względami nawet korzystniejsza dla polskich rezydentów podatkowych. To zasada wyłączenia z progresją, na mocy której wyłączeniu od opodatkowania w Polsce będą podlegać w całości dochody opodatkowane w innym kraju. Taka reguła obowiązuje m.in. w umowach Polski z Cyprem czy Wielką Brytanią.

Przemilczenie

W zakończonej wyrokiem NSA sprawie na uwagę zwraca brak odniesienia organu podatkowego do deklaracji podatnika o niewykonywaniu przez niego działalności gospodarczej przy handlu bitcoinem. Zawarcie kilkunastu tysięcy transakcji w jednym roku podatkowym, zapewne w ramach działalności zarobkowej, handlowej, wykonywanej we własnym imieniu bez względu na jej rezultat, w sposób zorganizowany i ciągły (art. 5a pkt 6 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych), mogłoby dać podatnikowi legitymację do rozliczenia bitcoinowych dochodów 19% podatkiem liniowym. Nie naraziłby się on wtedy na wyższą, 32% stawkę obarczającą dochody osób fizycznych w obrocie kryptowalutą. Zastosowanie tego rozwiązania przez innych graczy wirtualną walutą może jednak nie być w interesie fiskusa.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Upadłość przedsiębiorcy, co robić w przypadku niewypłacalności?

Powstanie stanu niewypłacalności w kontekście jednoosobowej działalności gospodarczej jest podstawą do złożenia wniosku o upadłość. Jak pokazuje praktyka, jedynie nieliczne grono małych i średnich przedsiębiorców wie co robić w sytuacji, gdy ich firma traci zdolność do wykonywania wymagalnych zobowiązań pieniężnych.

Dlaczego należy składać wniosek o upadłość przedsiębiorcy?

Obowiązek złożenia wniosku o upadłość przedsiębiorcy wynika z art. 21 ustawy Prawo upadłościowe. Zgodnie z jego brzmieniem, dłużnik jest obowiązany, nie później niż w terminie trzydziestu dni od momentu, w którym wystąpiła podstawa do ogłoszenia upadłości, zgłosić w sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości. Z kolei warunkiem determinującym moment złożenia wniosku jest powstanie stanu niewypłacalności.

W kontekście osoby fizycznej prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą stan niewypłacalności może powstać na skutek utraty płynności finansowej. Ma to miejsce z reguły wtedy, gdy przedsiębiorca nie ma zdolności do wykonywania wymagalnych zobowiązań pieniężnych i opóźnienie w spłatach przekracza trzy miesiące.

Brak reakcji ze strony przedsiębiorcy w odpowiednim terminie został obwarowany szeregiem sankcji. Warto nadmienić, że niezłożenie wniosku o upadłość przedsiębiorcy może skutkować m.in.: odpowiedzialnością odszkodowawczą, czy karną, a także zakazem prowadzenia działalności gospodarczej. Może również negatywnie wpłynąć na ewentualne szanse w kontekście ogłoszenia upadłości osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej, tzw. upadłość konsumencka, gdy jest ona konieczna do uzyskania oddłużenia.

Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby sąd ogłosił upadłość przedsiębiorcy?

Podstawową przesłanką jest zaistnienie wcześniej już wspomnianego stanu niewypłacalności. Nie ma bowiem takiej możliwości, aby upadłość została ogłoszona wobec podmiotu, który jest wypłacalny lub chwilowo utracił zdolność do wywiązywania się z zobowiązań.

Kolejną istotną kwestią jest posiadanie co najmniej dwóch wierzycieli. Ustawa stanowi wprost, iż postępowanie upadłościowe jest wspólnym postępowaniem wierzycieli, tym samym akcentując tzw. wielość wierzycieli. W przypadku przedsiębiorców, którzy są niewypłacalni, a posiadają tylko jednego wierzyciela, konieczne będzie przeprowadzenie upadłości konsumenckiej.

Ponadto, niewypłacalny przedsiębiorca powinien posiadać odpowiednie środki na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego oraz na zaspokojenie w jakimś stopniu wierzycieli. W innym wypadku, sąd oddali złożony wniosek. Tzw. ubóstwo masy upadłościowej nie utrudnia jednak dostępu od uzyskania oddłużenia w toku konsumenckiego postępowania.

Czy wniosek o upadłość to jedyne wyjście?

Alternatywą dla niewypłacalnego przedsiębiorcy może się okazać restrukturyzacja firmy na gruncie przepisów Prawa restrukturyzacyjnego. Ustawodawca rozszerzył zakres zastosowania przepisów w kontekście firm, które są nie tylko niewypłacalne, ale też zagrożone niewypłacalnością. Restrukturyzacja firmy może się odbyć w ramach czterech procedur:

  • postępowania o zatwierdzenie układu;
  • przyspieszonego postępowania układowego;
  • postępowania układowego;
  • postępowania sanacyjnego.

Wybór odpowiedniej procedury pozostaje w gestii samego dłużnika i jest w głównej mierze zależny od m.in. sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa, czy ilości wierzytelności spornych. Podstawowym celem postępowań restrukturyzacyjnych jest uniknięcie ogłoszenia upadłości. Jest to możliwe z uwagi choćby na wstrzymanie postępowań egzekucyjnych, uzyskanie dodatkowych źródeł finansowania, optymalizację zadłużenia, czy zatrudnienia. W toku postępowań restrukturyzacyjnych nieoceniona jest rola osób posiadających licencję doradcy restrukturyzacyjnego, którzy posiadają odpowiednie przygotowanie merytoryczne oraz teoretyczne do prowadzenia tego typu spraw.

Przykładową kancelarią zajmującą się sprawami upadłościowymi, czy restrukturyzacyjnymi, jest Kancelaria prawna KL Law Polska Sp. z o.o. Więcej informacji na www.kancelaria-kllaw.pl

Raport: Przemysłowy internet rzeczy jest już wszędzie. W większości w powijakach

Internet rzeczy to jedna z najważniejszych technologii czwartej rewolucji przemysłowej, pozwalająca na śledzenie pracy maszyn, które za jej sprawą zyskały zdolność komunikowania się między sobą. Jak podaje raport Annual IIoT Maturity Study, w takich branżach, jak produkcja, wydobycie paliw czy transport, poziom implementacji IIOT jest wyjątkowo wysoki i w tym roku wyniesie 98 proc.

Internet rzeczy idzie jak burza – wynika z badania przeprowadzone przez Bsquare wśród kadry zarządzającej w firmach produkcyjnych, transportowych i specjalizujących się w wydobyciu paliw. Wzięło w nim udział ponad 310 amerykańskich przedsiębiorstw z przychodami przekraczającymi 250 mln dolarów. Z badania wynika, że aż 86 proc. z nich posiada już rozwiązanie oparte o przemysłowy internet rzeczy, a 84 proc. uznaje wdrożenie za sukces, przypisując posiadanemu narzędziu wysoką skuteczność. Oznacza to, że IIOT przeszedł drogę od ekscytującej nowinki do technologii będącej w powszechnym użytku. Widać to również w Polsce, szczególnie w branży produkcyjnej, gdzie komunikacja między maszynami zyskuje coraz większą popularność. – Internet rzeczy zmienia oblicze przemysłu, co do tego nie ma wątpliwości. Systemy klasy MES czy SFC dzięki tej technologii potrafią znacząco zwiększyć efektywność linii produkcyjnej. Śledząc zachowania maszyn możemy skalibrować je w taki sposób, by dawały z siebie 100 proc. Internet rzeczy umożliwia również prowadzenie konserwacji predyktywnej. Zapobiegając awariom utrzymujemy ciągłość produkcji. W tej branży przestoje oznaczają straty, a tych należy unikać – tłumaczy Jan Skowroński z DSR, firmy wspierającej producentów w cyfrowej transformacji.

Rynek wciąż niedojrzały

Z badania Annual IIoT Maturity Study wyłania się pewien schemat działania: firmy zaczynają przygodę z internetem rzeczy na poziomie podstawowej łączności z maszynami i szybko dostrzegają płynące z tego korzyści. Zachęcone efektami sięgają po bardziej zaawansowane rozwiązania, takie jak analityka danych, automatyzacja czy edge computing, czyli zaawansowana komunikacja na linii maszyna – maszyna, z pominięciem centralnego systemu. Takim wdrożeniom towarzyszą różne potrzeby i cele. Na pierwszym miejscu statystycznie znajduje się utrzymanie odpowiedniej kondycji monitorowanych urządzeń. Następna na liście znajduje się logistyka, gdzie IoT pomaga w lokalizacji komponentów, rozlokowanych w zakładzie produkcyjnych czy też wysłanych przez dostawców. Po technologię pozwalającą na komunikację z maszynami sięga się również w celu redukcji kosztów operacyjnych i zwiększenia wydajności produkcji.

Z badania Bsquare wynika, że 54 proc. maszyn będących na stanie respondentów podłączona jest do sieci. To dobra wiadomość dla firm realizujących wdrożenia narzędzi opartych o przemysłowy internet rzeczy. Penetracja przekraczająca 50 proc. świadczy o jego rosnącej popularności, z drugiej strony wciąż pozostaje spora przestrzeń do zagospodarowania.  — Jest to wciąż młody rynek i minie jeszcze sporo czasu nim osiągnie dojrzałość. Wraz z rosnącym nasyceniem rozwiązaniami tej klasy, zarówno w dużych przedsiębiorstwach, jak i tych z sektora MŚP, doświadczać będziemy coraz więc zmian w sposobie funkcjonowania organizacji. To co widzimy obecnie to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Kolejne etapy to rozwój edge computing i projektów opartych o szeroko pojęty blockchain. takich jak IOTA, Walton czy Vechain. Kładą one podwaliny pod inteligentna miasta i tworzą praktyczne zastosowania dla komunikacji machine-to-machine — prognozuje kierownik działu badań i rozwoju w firmie DSR S.A. Jego słowa znajdują odzwierciedlenie w wynikach badania. Wskazują one jasno, że większość wdrożeń można zaklasyfikować, jako podstawowe. Tymczasem największy zwrot inwestycji w internet rzeczy odbywa się na wyższych szczeblach dojrzałości, takich jak np. automatyzacja prostych procesów czy edge computing.

Ramię w ramię z chmurą

Niewątpliwie ogromny wpływ na rozwój Internetu Rzeczy miała i cały czas ma chmura obliczeniowa. Przede wszystkim dlatego, że jest to względnie tani i swobodnie skalowalny sposób przechowywania dużych ilości danych generowanych przez technologię IoT. Firmy odczuwając rosnącą presję, by coraz szybciej testować i wdrażać nowe rozwiązania, odważnie inwestują w chmurę obliczeniową, która im to zadanie ułatwia, gwarantując zarazem nieporównywalnie większą dostępność niż tradycyjna infrastruktura IT.  — Firmy zaczęły zdecydowanie chętniej sięgać po chmurę, co ma związek m.in. z deficytem specjalistów IT i dążeniem do obniżenia kosztów oraz uzyskania błyskawicznego dostępu do infrastruktury. Dlatego chmura coraz częściej staje się naturalnym wyborem nie tylko dla najlepiej wyedukowanych technologicznie branż, czyli IT, e-commerce czy medialnej, ale także start-upów przywiązujących szczególną uwagę do kosztów, fintechów i producentów gier potrzebujących większej mocy obliczeniowej — zwraca uwagę Jakub Bryła z Atmana, lidera polskiego rynku data center.  Jak wynika z analiz firmy doradczej IDC, średnie tempo inwestycji rozwiązania chmurowe w Polsce sięgnie do 2019 r. 18,6 proc.

Silny dolar nie pomógł złotemu

W przeciwieństwie do ostatnio obserwowanego trendu, w zeszłym tygodniu największą zmiennością spośród wszystkich rynków finansowych charakteryzował się rynek walutowy, podczas gdy wahania na rynku akcji i obligacji pozostawały dość niewielkie. Wraz z początkiem tygodnia dolar amerykański po raz kolejny umacniał się względem każdej z walut krajów G10 i rynków wschodzących.

Jako, że ani ostatnie spotkanie Rezerwy Federalnej, ani nowy raport z amerykańskiego rynku pracy nie przyniosły wielu nowych informacji, głównej przyczyny umocnienia dolara należy doszukiwać się w pozycjonowaniu rynku. Spekulanci, czyli całkiem liczne grono inwestorów nadal utrzymuje znaczące, krótkie pozycje przeciwko dolarowi amerykańskiemu, a osłabienie rajdu wzrostowego na wspólnej walucie sprawiło, że aby ograniczać straty, część z nich pokrywa krótkie pozycje, tym samym wypychając kurs dolara w górę.

Sytuacja na rynku walutowym w tym tygodniu również powinna być interesująca – w środę opublikowany zostanie raport o inflacji w Stanach Zjednoczonych. Z kolei w czwartek odbędzie się spotkanie decyzyjne Banku Anglii, po którym rynki oczekują utrzymania obecnego poziomu stóp procentowych. Jesteśmy jednak zdania, że nie należy zbyt pochopnie odrzucać możliwości podniesienia stóp przez decydentów banku centralnego – aczkolwiek taka decyzja byłaby zaskakująca.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł osłabienie polskiej waluty. Złoty był słabszy z uwagi na siłę dolara amerykańskiego, jednak skala wyprzedaży PLN była duża nawet w porównaniu ze spadkami na innych walutach rynków wschodzących. Prawdopodobnie było to związane z niższą płynnością na parach z PLN w okresie przerwy majowej. Ostatecznie polska waluta w relacji do euro pod koniec tygodnia powróciła do bardziej “uzasadnionych” poziomów. W parze z dolarem amerykańskim polski złoty nadal pozostaje jednak bardzo słaby.

Krajową publikacją z zeszłego tygodnia, na którą powinniśmy zwrócić uwagę jest wstępny szacunek inflacji. Zgodnie z nim, dynamika cen w kwietniu w Polsce wyniosła 1,6% wobec oczekiwanych 1,5%. Tym samym była o 0,3 p.p. wyższa niż miesiąc wcześniej. Wzrost inflacji (która ponownie znajduje się w widełkach celu inflacyjnego) powinien sprzyjać perspektywie podwyżek stóp procentowych w Polsce. Na nie jednak przyjdzie nam poczekać do 2019 r. lub później. W bieżącym tygodniu polski złoty powinien reagować przede wszystkim na informacje z zewnątrz.

GBP

W zeszłym tygodniu szterling osłabił się względem dolara (w związku z jego ogólną wyprzedażą), pozostawał jednak stabilny w relacji do euro. Biorąc pod uwagę dość rozczarowujące odczyty indeksów PMI i niewielki postęp w negocjacjach w sprawie Brexitu, stabilność waluty można interpretować dość pozytywnie.

Obecnie uwagę wszystkich obserwatorów przykuwa czwartkowe spotkanie Banku Anglii. Na przestrzeni dwóch ostatnich tygodni konsensus odroczył swoje oczekiwania co do wyższych stóp procentowych, w reakcji na gołębią retorykę Carneya jak i słabe dane makroekonomiczne. Kluczowy dla nas będzie podział głosów w kwestii zmian stóp procentowych – szterlinga powinna wesprzeć sytuacja, w której więcej niż dwóch decydentów zdecydowałoby się zagłosować za natychmiastową podwyżką stóp procentowych.

EUR

Zeszły tydzień przyniósł kolejne słabe dane makroekonomiczne ze strefy euro. Nieoczekiwany spadek inflacji bazowej w kwietniu (z poziomu 1,0 do 0,7% w ujęciu rocznym) można częściowo przypisać efektom sezonowym, związanymi ze świętami Wielkanocy. Niemniej, do pewnego stopnia poddaje w wątpliwość prognozę Europejskiego Banku Centralnego zakładającą wzrost inflacji w bieżącym i przyszłym roku, a tym samym również perspektywę zakończenia programu skupu aktywów w 2018 r.

Najbliższy tydzień nie będzie zbyt obfity w nowe dane makroekonomiczne. Wewnętrznym czynnikiem najmocniej wpływającym na euro powinny pozostać komentarze członków EBC odnoszące się do kwestii nadal rozczarowującej inflacji i jej perspektyw.

USD

Zarówno spotkanie Rezerwy Federalnej w zeszłą środę jak i piątkowy raport z rynku pracy nie przyniosły większych zaskoczeń. FED nie rozwiał wątpliwości rynku dotyczących tego, czy w ciągu bieżącego roku FOMC zdecyduje się na dwie, czy też trzy podwyżki stóp procentowych. W kwietniu w Stanach Zjednoczonych utworzono nieco mniej miejsc pracy, niż szacowali ekonomiści – niemniej, korekta danych z poprzednich miesięcy równoważy ten „spadek”. Reszta raportu nie przynosi wielu nowych informacji – stopa bezrobocia po raz kolejny spadła (do 3,9%), aczkolwiek tempo wzrostu wynagrodzeń utrzymuje się w okolicy poziomu 2,6% rocznie.

W tym tygodniu jednym z kluczowych wydarzeń dla rynków finansowych będzie środowa publikacja wskaźnika CPI. Jakikolwiek wzrost indeksu bazowego powyżej bieżącego poziomu 2,1% (a tym samym powyżej celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej) niemal na pewno przełoży się na wyraźny wzrost stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, a tym samym na umocnienie dolara.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Chiny wracają do normy. Sankcje na Iran

Po przejściowym deficycie handlowym znów mamy nadwyżkę w Chinach. Wenezuela dalej w kłopotach gospodarczych. Dzisiaj poznamy stanowisko USA wobec Iranu.

Chiny znów z nadwyżką handlową

Ze względu na specyficzne ułożenie w kalendarzu nowego roku chińskiego odnotowaliśmy w marcu deficyt handlowy w Chinach. Powodem był spadek eksportu wywołany dniami wolnymi. To samo zjawisko nie przeszkodziło importerom. W kwietniu sytuacja “wróciła do normy”. Warto natomiast zwrócić uwagę, że eksport rośnie obecnie o 12,9% z kolei import o 21,5%. Jeżeli ta tendencja utrzyma się coraz częściej będziemy obserwować deficyt handlowy w Chinach. W tej chwili uwagę inwestorów przykuwa pierwsza od początku stulecia kwartalna nadwyżka importu nad eksportem. Przy utrzymaniu trendu niewykluczone, że do końca dekady zobaczymy to samo zjawisko w ujęciu rocznym. Wyrównywanie się bilansu powoduje, że spadają również rezerwy walutowe.

Wenezuela dalej się pogrąża

To, że kraj tak bogaty w surowce ma takie problemy gospodarcze jest ewenementem. Ostatnimi dniami komisja parlamentu, skonfliktowanego z prezydentem, ogłosiła realne dane na temat zmian cen. Inflacja w ujęciu rocznym wynosi podobno 13 779%. Jest to obecnie najwyższy wynik na świecie. Co gorsza ostatnie miesiące były okresem przyspieszonego wzrostu cen zatem wskaźnik ten prawdopodobnie będzie rósł. Proporcjonalnie na wartości traci boliwar, który jak zawsze w takiej sytuacji ma kurs oficjalny i czarnorynkowy. Różnica jest już przeszło 10 krotna.

Czy USA przywrócą sankcje na Iran

Wedle zapowiedzi dzisiaj o godzinie 20:00 czasu polskiego Donald Trump ogłosił czy Waszyngton bierze dalej udział w porozumieniu nuklearnym z Teheranem. Oznacza to realnie, że groźba wisząca nad rynkiem ropy od kilku dni może się zmaterializować. Jaka będzie reakcja rynków? Trudno powiedzieć. Od kilku dni ropa codziennie drożeje przez obawy inwestorów o zmniejszenie dostaw surowca. Z drugiej strony zaczynamy docierać z ceną do pułapu kiedy to wydobycie ze złóż łupkowych znów powinno być opłacalne. To z kolei powinno równoważyć zniknięcie dostaw z Iranu z rynku.

Dzisiaj w Czechach i na Słowacji dzień wolny, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Na rynku IT powiało niespotykanym od 2007 r. optymizmem

Gartner przewiduje, że globalne wydatki na rozwiązania IT wzrosną w tym roku o 6,2% i zamkną się w kwocie 3,7 bln USD. Ten optymistyczny scenariusz jest o tyle znaczący dla branży, że tak dobrych prognoz nie było od ponad dekady. Analizy Gartnera są zbieżne z nastrojami ekspertów z polskiego rynku IT, którzy także dostrzegają wiele nowych możliwości i wyzwań w najbliższej przyszłości.

Przemysł 4.0 w natarciu

Gartner najwyższych wzrostów spodziewa się w segmencie oprogramowania dla biznesu. Wydatki na takie rozwiązania wzrosną aż o 11,1 proc., osiągając wartość ponad 390 mld dolarów. Według analityków taki stan rzeczy wynika przede wszystkim z przyspieszającej cyfrowej transformacji przedsiębiorstw. Firmy coraz mocniej rozumieją, że konkurencyjność idzie w parze w inwestycją w technologie. W tym kontekście jednym z czołowych odbiorców zaawansowanych technologii jest dynamicznie rozwijający się przemysł, który coraz mocniej stawia na  oprogramowanie klasy ERP i MES.

– Reindustrializacja Europy i wcielanie idei Przemysłu 4.0 znacząco wpływają na rozwój branży IT. Wystarczy przywołać statystyki EuroStatu dotyczące nasycenia systemami klasy ERP z ostatnich lat. W 2015 roku tylko 16% dużych firm w Polsce posiadało system wspierający zarządzanie produkcją, a nasz kraj był w cyfrowym ogonie Unii. W ciągu dwóch lat sytuacja zmieniła się diametralnie. Z zaawansowanych rozwiązań IT w grudniu 2017 roku korzystało już 26% dużych polskich przedsiębiorstw. Tym samym Polska wyprzedziła nie tylko Czechów i Słowaków, ale także Francję i Niemcy – komentuje Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem z BPSC.

Duży wpływ na rynek systemów IT mają również zmiany dotyczące sposobu kupowania oprogramowania.

– Wcześniej za takie zakupy odpowiadał dział IT, a dziś w dużej mierze dokonywane są one przez poszczególne departamenty, które coraz bardziej rozumieją wpływ technologii na realizowane przez nie procesy biznesowe. Taki stan rzeczy wynika również z popularyzacji rozwiązań działających w chmurze obliczeniowej. Od zespołu IT oczekuje się przede wszystkim integracji oprogramowania – tłumaczy Piotr Rojek z DSR, firmy specjalizującej się w zaawansowanych rozwiązaniach IT dla branży produkcyjnej.

Era kognitywna

Analitycy Gartnera w kontekście oprogramowania zwracają uwagę również na rozwój technologii następnej generacji, które uzupełniają, a niekiedy zastępują tradycyjne środowiska IT.

– Na dzisiejszym rynku modernizacja to już nie tylko chmura czy Internet Rzeczy. Szczególnej uwagi wymaga także cognitive computing i sektor sztucznej inteligencji. Wydatki na te rozwiązania zgodnie z prognozą IDC wzrosną w tym roku o ponad połowę względem 2017 r., zbliżając się do kwoty 20 mld dolarów. Narzędzia zdolne do „rozumienia danych” gromadzonych w rozrastających się korporacyjnych, cyfrowych bibliotekach będą pomocne nie tylko w przygotowaniach do RODO i automatyzacji wyszukiwania danych osobowych, ale także w szybszym dochodzeniu do właściwych wniosków analitycznych – tłumaczy Jacek Grzyb z firmy teamLeaders. Poza tym umożliwiają one znacznie lepsze poznanie klientów, poddając analizie większą liczbę związanych z nimi danych – choćby z mediów społecznościowych czy forów internetowych – tworząc kompletne 360-stopniowe profile klientów, „mówiące” wprost czego oczekuje, jakie wyraża opinie i jakimi produktami czy usługami będzie zainteresowany w najbliższym czasie – dodaje Jacek Grzyb z teamLeaders.

Zgodnie z wcześniejszymi doniesieniami Gartnera i Deloitte, przedsiębiorstwa korzystają jedynie z 10-20 proc. posiadanych cyfrowych informacji. Eksperci nie mają wątpliwości, że firmy będą chciały znacznie efektywniej wykorzystywać potencjał drzemiący w danych. Według Gartnera to właśnie ten pęd do zwiększenia efektywności i konkurencyjności sprawi, że trend wzrostowy w sektorze oprogramowania utrzyma się co najmniej do 2019 roku, a być może jeszcze dłużej.

Centra danych mają się dobrze

Na prognozy Gartnera narzekać nie mogą także przedstawiciele innych segmentów rynku. I tak wydatki na usługi telekomunikacyjne wzrosną o 4,3 proc., a wydatki na centra danych o 3,7 proc.

– Firmom coraz trudniej polegać wyłącznie na własnych zasobach, szczególnie w sytuacji rosnącego deficytu specjalistów. Dlatego rynek centrów danych – szczególnie w szerszym niż kolokacja ujęciu, czyli z uwzględnieniem hostingu i clouda – jest w bardzo dobrej kondycji. W 2017 r. odnotowaliśmy 20-procentowy wzrost przychodów z dzierżawy serwerów dedykowanych (rok do roku). Rośnie także zainteresowanie tzw. managed services. Klienci płacą nie tylko za konkretne rozwiązanie technologiczne, ale także za stałą opiekę dedykowanego opiekuna technicznego. To model atrakcyjny dla firm, bo mogą w pełni skupić się na rozwoju biznesu. Według Gartnera wydatki na tego typu usługi informatyczne w 2018 roku mają wzrosnąć o 7,4 proc. – wyjaśnia Robert Mikołajski z Atmana, polskiego operatora data center.

Chmura w centrum zainteresowania

Nie będzie zaskoczeniem, że na dalsze wzrosty mogą liczyć także dostawcy m.in. publicznych chmur obliczeniowych. Zdaniem analityków Gartnera rynek ten wzrośnie o 21,4 proc., osiągając wartość 186,4 mld dolarów.

– Coraz więcej usług bez chmury obliczeniowej nie miałoby racji bytu. Weźmy przykład z rynku Big Data. Analizujemy różnorodne dane pochodzące z ponad 12 miliardów urządzeń, dane te są przesyłane w formie zaszyfrowanej i przetwarzane w czasie rzeczywistym przez algorytmy uczenia maszynowego. Chmura umożliwia sprawne i efektywne działanie. Ta usługa jest adekwatna do potrzeb rynku i będzie coraz bardziej popularna wśród polskich przedsiębiorstw. Ma to swoje uzasadnienie w prostym rachunku zysków i strat. Tych pierwszych jest zdecydowanie więcej – wyjaśnia Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Analitycy Gartnera wskazują, że rynek IT może doświadczyć mocnych zmian ze względu na czynniki polityczne i ekonomiczne, np. niestabilność dolara, lub spodziewane wojny handlowe i celne. O ile jednak światowej gospodarki nie dotknie poważny kryzys, firmy będą dalej inwestować w IT.

Ponad 1,6 miliarda złotych obrotów Grupy Muszkieterów w Polsce w pierwszym kwartale 2018 roku

W pierwszym kwartale 2018 roku obroty wypracowane przez Grupę Muszkieterów w Polsce przekroczyły 1,6 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 10,1 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. W omawianym okresie obroty Intermarché i Bricomarché  wzrosły w ujęciu rok do roku odpowiednio o 11,4 proc. oraz 6,8 proc., co przekłada się na bardzo dobry wynik całej Grupy zrzeszającej polskich przedsiębiorców.

Udany kwartał dla sieci Intermarché

Sieć supermarketów Intermarché wraz z przymarketowymi stacjami paliw wypracowała w pierwszym kwartale 2018 roku ponad 1,2 miliarda złotych obrotów, odnotowując tym samym wzrost o 11,4 proc. r/r.

Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce
Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce

Układ kalendarza w pierwszym kwartale tego roku mocno sprzyjał naszemu biznesowi spożywczemu. Kolejne trzy miesiące zapewne nie będą tak korzystne ze względu na liczbę niedziel z zakazem handlu. Niemniej jednak dynamikę sprzedaży wykazaną przez Intermarché oceniamy bardzo pozytywnie, szczególnie, że w pierwszym kwartale nie wdrożyliśmy jeszcze inicjatyw handlowych, nad którymi obecnie intensywnie pracujemy komentuje Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce.

Aktualnie sieć spożywcza Grupy Muszkieterów obejmuje 229 supermarketów oraz 63 przymarketowe stacje paliw. Intermarché jest liderem w tym segmencie, a jego wiodącą pozycję potwierdzają bardzo dobre wyniki za okres od stycznia do marca br. – z oferty stacji skorzystało blisko 2,5 miliona klientów.

Bricomarché odnotowuje kolejne wzrosty

Pierwszy kwartał bieżącego roku był udany także dla supermarketów działających pod szyldem Bricomarché. Obroty sieci z sektora „dom i ogród”, liczącej obecnie 152 punkty handlowe, wyniosły ponad 416 milionów złotych i były wyższe o blisko 6,8 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Z oferty sklepów skorzystało w tym czasie blisko 8 milionów klientów, co oznacza wzrost o niemal 5 proc rok do roku. Wpływ na dobre wyniki sieci miały przede wszystkim efektywna i spójna polityka handlowa, dobrze dopasowana oferta oraz skuteczne akcje promocyjne, skierowane do klientów.

W przypadku naszych marketów DIY, w przeciwieństwie do sklepów spożywczych, rozwojowi sprzedaży nie sprzyjały zarówno kalendarz, jak i pogoda w marcu. Mimo to sieć Bricomarché utrzymała bardzo pozytywny trend wzrostowy i potwierdziła, iż rośnie znacznie szybciej niż rynek. To optymistyczny prognostyk na kolejne kwartały. Fundamenty przyjętej strategii są solidne i pozwalają generować dodatnią dynamiką like-for-like. Przekłada się to na rosnące zainteresowanie potencjalnych franczyzobiorców oraz planowane przez nas kolejne otwarcia sklepów ocenia Marc Dherment.

Dużym sukcesem mogą poszczycić się otwarte w ostatnim czasie sklepy Bricomarché w Poznaniu – obiekt uruchomiony w lutym br. w miejsce dawnej Castoramy – oraz nowo otwarty market we Wrocławiu. Dobre wyniki obu punktów handlowych potwierdzają, że sieć również cieszy się zainteresowaniem i zaufaniem konsumentów dużych miast.

Sieć systematycznie zwiększa swoją obecność także w mediach społecznościowych – profil „Bricomarché po sąsiedzku” na Facebooku śledzi obecnie ponad 30 000 fanów. W najbliższym czasie planowane jest również uruchomienie kanału poradnikowego w serwisie YouTube – dzięki niemu klienci będą mogli skorzystać z eksperckich porad m.in. Wiesława Skiby, Dominika Strzelca, a także czołowych blogerów DIY.

Równolegle z rozwojem kanałów komunikacji z klientem, sieć intensywnie wdraża rozwiązania służące zniwelowaniu konsekwencji wejścia w życie przepisów o zakazie handlu w niedzielę. W tym celu aktywnie przygotowuje się do sezonów zakupowych m.in. dzięki Targom Branżowym Bricomarché dla swoich franczyzobiorców. Wydarzenie ma charakter cykliczny, a jego głównym atutem jest możliwość nawiązania przez franczyzobiorców bezpośrednich kontaktów z dostawcami, poznanie oczekiwań i trendów rynkowych, a w efekcie stworzenie „szytej na miarę” i atrakcyjnej oferty.

Stały rozwój Grupy Muszkieterów w Polsce jest wspierany przez inwestycje – te w ubiegłym roku wyniosły ponad 60 milionów złotych, a w roku bieżącym mają wynieść ponad 100 milionów złotych.

Obciążenie demograficzne w Polsce mniejsze niż w Unii Europejskiej, ale i tak jesteśmy w tarapatach

Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że w 2017 roku wskaźnik obciążenia demograficznego w Polsce wyniósł 24,2%. Oznacza to, że na jedną osobę w wieku powyżej 65 lat przypadają cztery osoby w wieku produkcyjnym (15-64 lata). W całej Unii Europejskiej ten wskaźnik jest wyższy i wynosi 29,9%. Eksperci Personnel Service zwracają uwagę, że niepokojący jest stały wzrost wskaźnika obciążenia demograficznego, który jeszcze 10 lat temu w Polsce wynosił zaledwie 19%. 

Prawie co piąta osoba w Unii Europejskiej ma 65 lat i więcej (19,4%). Stanowi to populację prawie 100 milionów ludzi. Przekłada się to na wysoki wskaźnik obciążenia demograficznego, który w 2017 roku w krajach Wspólnoty wyniósł aż 29,2%. Innymi słowy, na jedną osobę w wieku 65 lat lub więcej przypadały mniej więcej trzy osoby w wieku produkcyjnym.

Wskaźnik obciążenia demograficznego w Unii Europejskiej rośnie konsekwentnie od wielu lat. Jeszcze dwadzieścia lat temu na jedną osobę powyżej 65. roku życia przypadało ok. pięciu osób w wieku produkcyjnym. Dziesięć lat później stosunek ten wynosił 1:4, a dziś jest zbliżony do 1:3 – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service.

Najwyższy wskaźnik obciążenia demograficznego wśród krajów Unii Europejskiej odnotowano we Włoszech  (34,8%), Grecji (33,6%) i Finlandii (33,2%), następnie w Portugalii (32,5%) i w Niemczech (32,4%). Na drugim krańcu skali znajdują się Luksemburg (20,5%), Irlandia (20,7%), Słowacja (21,5%) i Cypr (22,8%). W tych państwach członkowskich na jedną osobę w wieku 65 lat i więcej przypadało około pięciu osób w wieku produkcyjnym.

Polska w tym zestawieniu plasuje się w połowie stawki ze wskaźnikiem obciążenia demograficznego na poziomie 24,2%.

Już od jakiegoś czasu mówi się o tym, że Polska znajduje się w demograficznych tarapatach. Najnowsze dane tylko to potwierdzają. Stały wzrost wskaźnika obciążenia demograficznego powinien być alarmujący. Z tej perspektywy przyciąganie młodych pracowników m.in. z Ukrainy wydaje się świetnym wyjściem. I to z dwóch powodów. Z jednej strony, brakuje rąk do pracy i właśnie te luki wypełniają cudzoziemcy. Z drugiej strony, Ukraińcy coraz częściej pracują m.in. w opiece nad osobami starszymi, a takich pracowników będziemy potrzebowali coraz więcej – podsumowuje Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Kurs dolara i euro – aktualne prognozy Ebury

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne osłabienie walut rynków wschodzących w relacji do głównych walut. Ebury, firma oferująca rozliczania transakcji walutowych, przedstawia swoje aktualne prognozy. Szacunki na koniec roku: USD/PLN – 3,60, EUR/PLN – 4,15.

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne osłabienie walut rynków wschodzących w relacji do głównych walut.Przerwa majowa zaszkodziła złotemu

Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/05/18

Kurs EUR/PLN na początku tygodnia wzrósł z poziomu 4,21 do 4,29 (niemal o 2%). Ostatecznie jednak w piątek złoty odrobił część strat, schodząc w parze z euro do poziomu 4,24. Złoty gwałtownie osłabiał się przede wszystkim w relacji do głównego „winnego” owego zamieszania na rynku walutowym, czyli dolara amerykańskiego. Kurs USD/PLN w ostatnim tygodniu zyskał ponad 2,5% i obecnie znajduje się na najwyższym poziomie od grudnia ubiegłego roku. Na przestrzeni dwóch tygodni kurs USD/PLN zyskał ok. 6%.

Wykres 2. Kurs USD/PLN i kurs USD/EUR

Przerwa majowa zaszkodziła złotemu 2Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/05/2018

​Dlaczego USD zyskuje?

Umocnienie dolara amerykańskiego jest związane ze:

  • zmianami na rynku obligacji: wzrostem atrakcyjności Stanów Zjednoczonych jako miejsca do lokowania kapitału (Wykres 3);
  • wyższymi oczekiwaniami względem działań FOMC (cztery podwyżki stóp procentowych w bieżącym roku są oceniane jako realna możliwość);
  • ogólną poprawą sentymentu względem USD, co widać po zmianach pozycjonowania inwestorów na rynku (spada wartość krótkich pozycji na USD);
  • pogorszeniem sentymentu w relacji do EUR, związanego ze słabszymi perspektywami gospodarczymi (spada wartość długich pozycji na EUR).

Wykres 3. Spread między rentownościami 10-letnich obligacji rządu USA i Niemiec (1993 – 2018)

Przerwa majowa zaszkodziła złotemu 3Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 07/05/2018

Prognozy Ebury

Skala spadków na złotym w ubiegłym tygodniu była spora prawdopodobnie również z uwagi na fakt, iż płynność na polskiej walucie była niższa ze względu na weekend majowy.

Podtrzymujemy nasze prognozy zakładające trwające osłabienie pary EUR/USD i względną stabilizację kursu EUR/PLN w najbliższych kilku kwartałach. Mimo ostatniego osłabienia, należy zwrócić uwagę, że polski złoty jest fundamentalnie silną walutą i większość czynników wewnętrznych powinna nadal go wspierać.

W naszej opinii największymi zagrożeniami dla złotego pozostają: silniejsza od oczekiwanej aprecjacja dolara amerykańskiego oraz uporczywe utrzymywanie stóp procentowych w Polsce na niezmienionym poziomie (które sprawia, że złoty traci na atrakcyjności względem innych „wyżej oprocentowanych” walut).

Oprócz tego, warto mieć na uwadze sytuację w gospodarkach krajów strefy euro – ostatnie, słabsze dane makroekonomiczne (w tym w szczególności rozczarowujące odczyty PMI i niepokojące odczyty indeksów nastrojów inwestorów i biznesu) sugerują, że „koniunkturalna górka” prawdopodobnie przypadła na ostatni kwartał ubiegłego roku, co mogłoby sugerować, iż w kolejnych kwartałach, zewnętrznego „schłodzenia” może doświadczyć również krajowa gospodarka.

Na koniec 2018 r. zakładamy:

  • EUR/USD – 1,16
  • USD/PLN – 3,60
  • EUR/PLN – 4,15

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Jedno ogłoszenie, garść pytań

Prezydent Trump zapowiedział, że dziś ogłosi decyzję odnośnie przyszłości porozumienia nuklearnego z Iranem, zagadką pozostaje jednak, w która stronę Trump będzie chciał pójść? Rynek FX czeka w skupieniu, za to nerwowo jest na rynku ropy naftowej. Rozstrzygnięcie ma nastąpić o 20:00 polskiego czasu.

Wiemy, że Trump nie jest fanem obecnego porozumienia i wielokrotnie wspominał, że trzeba je dorzucić, jednak wachlarz opcji jest szerszy niż zwykłe tak lub nie.

Nieprzedłużenie porozumienia oznacza przywrócenie sankcji gospodarczych na Iran, w tym najważniejsze zamknięcie drogi do eksportu ropy naftowej dla trzeciego co do wielkości producenta OPEC. Ale to także impuls do wzrostu napięć na Bliskim Wschodzie, zachęcenie Teheranu do budowy islamskiego sojuszu w regionie i ryzyko pogłębienia konfliktu z Izraelem. Ostatnie ataki wojsk izraelskich na irańskie oddziały w Syrii jak na razie nie spotkały się z odzewem Teheranu, ale zaraz może się to zmienić.

Jednak sam Trump może wcale nie zyskać na podtrzymywaniu twardego stanowiska wobec Iranu, a przecieki prasowe mogą mieć w sobie ziarno prawdy donosząc, że Trump szuka pośredniego rozwiązania. Odcięcie dostaw ropy od tak wielkiego gracza, jakim jest Iran, może zakotwiczyć ceny surowca na wysokim poziomie, a wyższe ceny paliw trudno będzie przekuć w sukces gospodarczy, szczególnie przed wyborami uzupełniającymi do Kongresu. Ceny ropy tąpnęły wczoraj o ponad 1 proc. po tym, jak Trump zakomunikował, że dziś ogłosi decyzje, ale pozostaje tajemnicą, czy to zwykła sprzedaż faktów, czy ktoś ma dostęp do poufnych informacji. Poza tym zerwanie umowy z Iranem wysyła zły sygnał do Pekinu i Pjongjangu – jak zaufać ustaleniom z administracją, która w tak łatwy sposób potrafi zerwać wcześniejsze ustalenia? W czarnym scenariuszu wojny handlowe i ryzyka geopolityczne mogą ponownie wybuchnąć.

Fakt, że rynki finansowe (nie licząc ropy) pozostają względne spokojne, świadczy tylko o tym, że inwestorzy za kadencji Trumpa nauczyli się, żeby czekać na oficjalne stanowisko, zamiast reagować na każdy tweet. Oznacza to też, że każdy scenariusz reakcji jest możliwy, od rajdu ulgi, po skok awersji do ryzyka, a nawet zduszenie zmienności w ciągu pierwszej godziny od komunikatu. Po tym, co widziałem w ostatnich miesiącach, nie wykluczam niczego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Technologia rozszerzonej rzeczywistości wkrótce zastąpi smartfony. Zamiast telefonu w ręku, będziemy nosić specjalne okulary

Technologia rozszerzonej rzeczywistości wkrótce zastąpi smartfony. Zamiast telefonu w ręku, będziemy nosić specjalne okulary 7

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość nie jest tylko chwilową modą – przekonują specjaliści zajmujący się jej tworzeniem i zapowiadają dalsze wzrostowe trendy w branży. W rozwój wirtualnej, rozszerzonej i mieszanej rzeczywistości włączają się informatyczni giganci, tacy jak Google, Microsoft, Facebook czy Apple. VR i AR może być wykorzystywana nie tylko w grach, ale i w szkoleniach, symulacjach na potrzeby przemysłu, a nawet w medycynie. Przełomem może się okazać debiut VR w e-sporcie. Już niebawem, zamiast smartfona w ręku, będziemy nosić okulary z rozszerzoną rzeczywistością.  W przyszłości okulary zastąpią specjalne soczewki.

– Technologia rozszerzonej rzeczywistości zdecydowanie jest przyszłością. Już niedługo będziemy nosić na głowie okulary z rozszerzoną rzeczywistością, które zastąpią nam tradycyjne smartfony. Wielkie koncerny takie jak Facebook, Google, czy Apple, inwestują w tę technologię. Pojawia się też coraz więcej patentów, co pokazuje, że niedługo będzie wysyp takich okularów i będzie to technologia, która zamieni to co trzymamy teraz w ręce, na to przez co będziemy patrzeć – twierdzi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Damian Karczewski, współwłaściciel studia wirtualnej rzeczywistości Ignibit.

Rozszerzona rzeczywistość to technologia łącząca świat rzeczywisty z tym, który jest generowany cyfrowo w technologii 3D. W rozwiązania dla rozszerzonej rzeczywistości inwestują najwięksi giganci branży technologicznej. Facebook udostępnia deweloperom produkt o nazwie AR Studio, stanowiący część platformy Camera Effects. AR Studio pomaga tworzyć kreatywne efekty dla kamery Facebooka. Dzięki tej platformie można łączyć tekstury i obiekty z narzędziami do modelowania 3D. Pozwala to tworzyć zarówno proste maski, jak i interaktywne gry.

AR Core dostarczana przez Google jest z kolei platformą służącą do budowania aplikacji rozszerzonej rzeczywistości dla Androida. Treści wirtualne są w tym przypadku integrowane ze światem rzeczywistym widzianym poprzez obiektyw kamery smartfona. Podobnie wygląda to w przypadku platformy ARKit od Apple, która jest dedykowana użytkownikom iOS. Oprócz oprogramowania, które tworzą największe firmy technologiczne na świecie, rozwijany jest także innowacyjny sprzęt.

– Już teraz prowadzone są badania nad soczewkami, które wkładamy sobie do oka i które wyświetlają obraz, jednak nie jest to technologia, która ujrzy światło dzienne w najbliższym czasie. Jeżeli chodzi o technologie hologramowe, największym problemem w zakresie projekcji jest medium – trzeba mieć na czym wyświetlać ten obraz. Jeśli chodzi o technologie rozszerzonej rzeczywistości, najłatwiej jest użyć okularów, które będą pomagały nam wyświetlić te hologramy – twierdzi ekspert.

Zastosowaniami, jakie mogą być kluczowe dla rozwoju branży VR są szkolenia i e-sport. Dzięki wirtualnej rzeczywistości szkoleni strażacy mogą przećwiczyć na przykład schemat zachowania w zadymionym pomieszczeniu. Z uwagi na wysoki stopień niebezpieczeństwa, takie szkolenie nie mogłoby być zorganizowane w świecie rzeczywistym. Z kolei e-sport, polegający na rywalizacji komputerowych i konsolowych graczy, jest jednym z najszybciej rozwijających trendów branży rozrywkowej. Specjaliści z Newzoo twierdzą, że rynek ten w 2020 roku może być warty nawet 2,4 mld dol. W 2017 roku przychody z e-sportu wyniosły globalnie 660 mln dol. 32 proc. z tej kwoty wypracowano w Europie.

– Myślę, że przełomem będzie wirtualna rzeczywistość w e-sporcie, ponieważ gracze będą musieli grać tak jak w realnym świecie. Będą musieli mieć tężyznę fizyczną, żeby przez ileś godzin trzymać karabin i może nawet w przyszłości z nim biegać. Obecnie pracujemy nad grą Zero Killed, która jest podobna do Counter Strike albo Rainbow Six Siege. Gra będzie multiplayer’ową strzelanką, gdzie gracze będą rywalizować w wirtualnej rzeczywistości zarówno na konsolach, jak i na PC – zapowiada szef Ignibit.

Według Newzoo przychody ze światowego rynku gier wyniosły w 2017 roku 116 mld dol. Do 2020 roku rynek będzie rósł średniorocznie o 8 proc. aż do 143,5 mld dol. Według analityków z Technavio globalny rynek gier VR będzie rósł w najbliższych trzech latach w średniorocznym tempie na poziomie 67 proc.

Gothaer poprawia wyniki finansowe

  • W 2017 roku składka przypisana brutto wyniosła 622 890 tys. złotych, podczas gdy w 2016 roku uplasowała się na poziomie 619 055 tys. złotych.
  • Wskaźnik wypłacalności wzrósł ze 130 proc. w 2016 roku do 153 proc. w 2017 roku
  • W 2017 roku wskaźnik mieszany netto wyniósł 102 proc. względem 116 proc. w roku 2016
  • Wynik finansowy netto za 2017 rok wyniósł -6 188 tys. złotych i był istotnie lepszy od wyniku z roku poprzedniego, który ukształtował się na poziomie -38 173 tys. złotych
  • W roku 2018 spółka kontynuuje trend znaczącej poprawy wyników technicznych i finansowych

Rok 2017 był dla Gothaer TU S.A. znaczący nie tylko ze względu na cele operacyjne, które zrealizowała spółka, ale również na osiągnięcia związane z realizacją strategii Go2021. W okresie sprawozdawczym spółka spełniła wszystkie ustawowe wymogi w zakresie bezpieczeństwa finansowego i wypłacalności oraz zrealizowała, a w wielu obszarach przekroczyła plany dotyczące przypisu składki, poprawy rentowności oraz zmian strukturalnych w portfelu. Koncentracja na jakości zaowocowała szeregiem  nagród, które Gothaer otrzymał w 2017 roku. Spółka zyskała tytuł Instytucji Roku 2017 oraz Mistrza Biznesu 2017. Otrzymała również nagrodę za „Najlepszą jakość obsługi w zdalnych kanałach kontaktu”.

– Biorąc pod uwagę zmiany zachodzące w otoczeniu rynkowym, postawiliśmy na to, by zwiększyć bezpieczeństwo klientów. Wzmocniliśmy poziom rezerw oraz poprawiliśmy wskaźniki wypłacalności. Współczynnik wypłacalności, który w 2016 roku  kształtował się na poziomie 130 proc. wzrósł do 153 proc. w 2017 roku, co stanowi gwarancję, iż Gothaer dysponuje środkami własnymi adekwatnymi do skali prowadzonej działalności operacyjnej oraz powiązanych z nią ryzyk – podkreśliła Anna Włodarczyk-Moczkowska, Prezes Zarządu Gothaer TU S.A. – Dzięki konsekwentnej polityce cenowej, uwzględniając proces transformacji spółki, doprowadziliśmy do znaczącego wzrostu rentowności linii ubezpieczeń komunikacyjnych – dodała Prezes.

Wyniki finansowe za 2017 rok wraz z komentarzem

W 2017 roku spółka poprawiła wyniki finansowe z roku ubiegłego. Jednocześnie wdrożono program oszczędnościowy po stronie wydatków operacyjnych i dokonano zmian organizacyjnych, które przyniosły dalszą poprawę wskaźników związanych z działalnością operacyjną.

  • Składka przypisana brutto wyniosła 622 890 tys. złotych (619 055 tys. złotych w 2016 roku). Największa dynamika wystąpiła w ubezpieczeniach finansowych, osobowych i majątkowych, w przypadku których składka przypisana brutto wzrosła odpowiednio o 33 proc., 13 proc., 9 proc. W przypadku ubezpieczeń komunikacyjnych składka przypisana brutto zmniejszyła się o 4 proc. głównie z uwagi na restrukturyzację portfela flotowego
  • Wynik techniczny ubezpieczeń majątkowych i osobowych za 2017 rok był ujemny i wyniósł -13 186 tys. złotych wobec wyniku -76 983 tys. złotych uzyskanego w 2016 roku. Najistotniejszy wpływ na ujemny wynik techniczny spółki miały ubezpieczenia w grupie 10 (OC komunikacyjne), których wynik wyniósł -14 469 tys. złotych (-62 239 tys. złotych w 2016 roku). Zmniejszenie strat w tym obszarze jest wynikiem konsekwentnej polityki cenowej, nakierowanej na redukcję zaangażowania w nierentowne segmenty portfela komunikacyjnego. Jednocześnie w tym obszarze spółka zdecydowanie wzmocniła poziom rezerw
  • Wynik finansowy netto za 2017 rok wyniósł -6 188 tys. złotych i był istotnie lepszy od wyniku z roku poprzedniego -38 173 tys. złotych oraz przekroczył wynik planowany. Głównym czynnikiem polepszenia wyniku finansowego netto była poprawa wyniku technicznego ubezpieczeń majątkowych i osobowych
  • W 2017 roku wskaźnik mieszany netto wyniósł 102 proc. podczas gdy w 2016 roku kształtował się na poziomie 116 proc. Polepszenie wskaźnika wynika głównie z niższej szkodowości ubezpieczeń komunikacyjnych.

W I kwartale 2018 roku Gothaer kontynuuje poprawę wyników

Składka przypisana brutto wzrosła w stosunku do roku ubiegłego o 23 proc. (wzrost z 158 136 tys. złotych w I kwartale 2017 roku do 194 505 tys. złotych w I kwartale 2018 roku). Spółka osiągnęła również dodatni wynik techniczny ubezpieczeń majątkowych i osobowych w wysokości 2 640 tys. złotych, w porównaniu do -8 793 tys. złotych w I kwartale 2017 roku.

Na koniec marca 2018 roku spółka wykazała zysk netto w wysokości 5 208 tys. złotych (-7 696 tys. złotych w I kwartale 2017 roku). Na poprawę wyniku finansowego wpłynęło przede wszystkim polepszenie wyniku technicznego ubezpieczeń komunikacyjnych, majątkowych i osobowych.

W I kwartale 2018 roku wskaźnik mieszany netto wyniósł 96 proc. podczas gdy w analogicznym okresie roku ubiegłego kształtował się na poziomie 108 proc. Polepszenie wskaźnika wynika przede wszystkim ze wzrostu składki przypisanej brutto przy jednoczesnej poprawie szkodowości.

Rośnie rynek urządzeń do stabilizacji obrazu podczas filmowania w ruchu. Urządzenia są coraz tańsze i pozwalają na realizacje profesjonalnych filmów nawet amatorom

Rośnie rynek urządzeń do stabilizacji obrazu podczas filmowania w ruchu. Urządzenia są coraz tańsze i pozwalają na realizacje profesjonalnych filmów nawet amatorom 8

Systemy stabilizacji obrazu są już nie tylko w kamerach, aparatach czy obiektywach, ale także w smartfonach, które potrafią nagrywać filmy w coraz lepszej jakości. „Hollywoodzka” jakość wymaga jednak stosowania specjalistycznego sprzętu. Profesjonalne stabilizatory obrazu wytłumią wszystkie, nawet najmniejsze drgania. Kiedyś taki sprzęt wymagał od operatora założenia specjalnej kamizelki z ciężkim stelażem, dziś mieści się w dłoni i skorzystać może z niego nawet amator ze smartfonem. W przyszłości gimbale będą jeszcze mniejsze i mogą integrować wiele różnych urządzeń.

– Jeżeli filmujemy telefonem z ręki, stoimy nieruchomo i minimalnie nam drga, to nagranie będzie w miarę stablilne, ale jeżeli pojawiają się jakieś większe drgania w trakcie chodu, to ta stabilizacja w telefonie nie zadziała i musi być dodatkowo kolejne urządzenie, które odpowiada za stabilizację. Stabilizatory najpierw pojawiły się w dronach, ale klienci chcieli urządzenie, które można wziąć do ręki. Gimbale są znacznie mniejsze i wygodniejsze, znacznie lepiej się nimi pracuje – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Szymon Budzyn, założyciel firmy G-Motion.

Gimbal to urządzenie przypominające selfie-sticka, ale służące do stabilizowania obrazu. W typowym gimbalu znajdziemy żyroskop oraz bezszczotkowe silniki poziomujące aparat w trzech osiach. Układ elektroniczny w czasie rzeczywistym analizuje położenie sprzętu i tak manipuluje silnikami, aby zminimalizować wszelkie drgania obrazu. Na rynku dostępne są różnego rodzaju stabilizatory – zarówno do użytku z profesjonalnymi kamerami, jak również dla amatorów, posługujących się smartfonem. Gimbal do smartfona można kupić już za 200-300 złotych. Sprzęt dla profesjonów to koszt nawet kilku tysięcy złotych.

– Ceny gimbali są różne, można kupić takiego nawet za 100 tys. One różnią się przede wszystkim jakością wykonania i sztywnością. Jeżeli mamy miękki gimbal i idziemy z cięższym aparatem, to on pracuje, ugina się, silniki dają radę, wydaje się że gimbal funkcjonuje prawidłowo, ale na filmie mikro drgania są widoczne. Istotna jest także możliwość upgrade’u gimbali, można wymienić np. pałąk z innym kątem nachylenia. Ponadto jeżeli ktoś ma zlecenia jedno za drugim, to ważny jest także szybki serwis – wymienia ekspert.

Wraz z postępującą miniaturyzacją systemów rejestracji obrazu profesjonaliści coraz częściej będą sięgać po małe, poręczne gimbale, umożliwiające nagrywanie filmów w najwyższej jakości bez konieczności sięgania po nieporęczne akcesoria.

– Na pewno rynek gimbali pójdzie w kierunku miniaturyzacji i usztywnienia. Pracuje się też np. nad sterowaniem telefonem czy aparatem z pozycji gimbala, żeby kable nie wisiały na wierzchu, żeby można było puścić złącze HDMI, jakieś mikrofony i zamocować do niego np. monitor. Żeby wszystko było bardziej kompaktowe i dostępne w jednym urządzeniu – prognozuje Szymon Budzyn.

Inżynierowie firmy DJI zaimplementowali w stabilizatorach z serii Osmo oprogramowanie do automatycznego śledzenia obiektów w ruchu. System sprawdza się głównie w zastosowaniach amatorskich, gdyż zdarza mu się gubić obiekt, jeśli np. zlecimy mu podążanie za biegnącym człowiekiem. Firma Taro rozwiązała ten problem projektując stabilizator Tracking. Sprzęt składa się z dwóch elementów: modułu podczerwieni przytwierdzanego do smartfona, kamery sportowej bądź aparatu oraz opaski IR zakładanej przez osobę, za którą podąża gimbal.

Popularyzacji gimbali może sprzyjać dynamiczny rozwój serwisów takich jak YouTube i niemal lawinowo rosnąca liczba vlogerów, czyli osób prowadzących wideoblogi. Według raportu opublikowanego przez Technavio, na przestrzeni najbliższych lat rynek stabilizatorów będzie rósł w tempie 11 proc. średniorocznie.

Połączenie przełomowych technologii wewnątrz firmy kluczem do zwiększenia jej wartości

Firmy, które dążą do bycia liderem w sferze technologii, będą skupiać się na połączeniu przełomowych innowacji wewnątrz organizacji. W ciągu najbliższych dwóch lat większość z nich nastawia się na rozpowszechnienie robotyzacji i automatyzacji. Działy HR będą rozwijać nowe strategie współpracy pomiędzy ludźmi a maszynami. Jak pokazuje raport firmy Deloitte „Tech Trends 2018. The symphonic enterprise”, rola działów IT rośnie dynamicznie. Aby przeprowadzić skuteczną transformację technologiczną, firmy będą musiały zadbać przede wszystkim o swoje zaplecze administracyjne.

Rzeczywistość cyfrowa, inteligencja kognitywna oraz blockchain to dziś główne innowacje w sferze technologii biznesu. W przeszłości firmy wdrażały zmiany w pojedynczych obszarach technologicznych. Szybko jednak uświadomiły sobie, że traktowanie tych systemów jako niezależne części jest nieopłacalne. – Obecnie patrzące w przyszłość firmy muszą myśleć bardziej kompleksowo, skupiając się na tym, jak przełomowe technologie mogą uzupełniać się wzajemnie, przynosząc większą wartość. Tegoroczna edycja raportu Deloitte Tech Trends porównuje tę ideę do symfonii, w której strategia, technologie i procesy operacyjne działają wspólnie i synchronicznie – tłumaczy Daniel Martyniuk, Partner, Lider Programu CIO, w Deloitte Consulting.

Więcej „ludzkich” obowiązków dla pracowników

Większość firm przewiduje, że automatyzacja i robotyzacja procesów rozpowszechni się w ciągu najbliższych dwóch lat. Pośród organizacji już implementujących automatyzację procesów z wykorzystaniem robotów, 78 proc. zakłada istotne zwiększenie nakładów inwestycyjnych na tę technologię w przeciągu następnych trzech lat. Firmy poddane analizie Deloitte prowadzące projekty pilotażowe planują zainwestować średnio półtora miliona dolarów w automatyzację, natomiast te, które już zdecydowały się na wdrożenie i rozszerzenie zakresu automatyzacji, dotychczas zainwestowały przeciętnie trzy i pół miliona dolarów w robotykę. Nieco więcej czasu zajmie popularyzacja sztucznej inteligencji i systemów obliczeniowych – od dwóch do pięciu lat. W Europie Środkowej oczekuje się, że robotyka i automatyzacja kognitywna dotknie dużą liczbę centrów usług wspólnych oraz lokalnych dostawców outsourcingu biznesowego. Jak wynika z badania na temat usług wspólnych przeprowadzonego przez Deloitte w 2017 roku, już 26 proc. centrów usług wspólnych rozważa lub prowadzi projekt pilotażowy wykorzystujący robotykę i automatyzację, a 24 proc. ankietowanych rozważa wdrożenie. Nie ominie to również Polski.

Zadania przydzielane będą zarówno ludziom, jak i maszynom. Część zadań pracownicy i roboty będą wykonywać wspólnie. W praktyce wdrożenie robotów oznacza automatyzację powtarzalnych i żmudnych procesów. Pozwoli to pracownikom skupić się na aspektach bardziej „ludzkich”, czyli takich, które wymagają umiejętności rozwiązywania wrażliwych problemów, kompetencji społecznych oraz inteligencji emocjonalnej. – W najbliższej przyszłości ludzie i roboty prawdopodobnie będą pracować razem, uzupełniając się. Pracownicy, którzy posiadają dogłębną wiedzę na temat automatyzacji, będą w stanie postrzegać tę transformację w jej właściwym strategicznym kontekście. Działy HR z kolei zaczną rozwijać nowe strategie i narzędzia rekrutacji, zarządzania i uczenia zarówno ludzkiej, jak i maszynowej siły roboczej – mówi Daniel Martyniuk.

Firmy zadbają o serce organizacji

Pierwsza fala cyfryzacji na świecie koncentrowała się na wizerunku firmy wśród klientów. Wysiłki skupiały się wokół działań marketingowych. Jednak dyrektorzy działów IT uświadamiają sobie, że skuteczne przekształcenie obszaru obsługi klienta możliwe jest tylko wtedy, kiedy serce organizacji, tzw. back-office, oparte jest o nowe systemy cyfrowe. – Chodzi o zbudowanie nowego centrum w firmie, w którym połączenie automatyzacji, analizy w czasie rzeczywistym i raportowania wplecione będą w systemy i procesy, które fundamentalnie zmieniają sposoby wykonywania pracy. Trend ten odzwierciedla inicjatywy na rzecz cyfryzacji, które są już w trakcie realizacji w innych działach firm, takich jak HR, sprzedaż czy marketing – mówi Daniel Martyniuk.

Jak pokazuje raport Deloitte, rewolucja cyfrowa w pierwszej kolejności powinna objąć działy finansowe, które jako tradycyjni dostawcy analiz, mogą stać się źródłem doradztwa strategicznego dla całej organizacji oraz działy zakupów, odpowiadające za łańcuchy dostaw. To sprawi, że te ostatnie przekształcą się w efektywne cyfrowe sieci dostaw (ang. Digital Supply Networks, DSNs).

Badanie Deloitte pokazuje również, że firmy na całym świecie mają jednak poważne obawy co do potencjalnego wpływu transformacji technologicznej na kulturę, ekspertów w organizacji i struktury wewnętrzne. Na brak gotowości wpływają także koszty oraz złożoność utrzymywania już istniejących systemów.

Działy IT motorem napędowym transformacji biznesu

W związku z tym, że strategie biznesowe są ściśle związane z technologią, wiodące organizacje wymyślają na nowo podejścia i metodyki planowania, dostarczania i rozwoju rozwiązań technologicznych. Z jednej strony firmy automatyzują i modernizują infrastrukturę i architekturę IT. Z drugiej strony organizują, obsługują i dostarczają rozwiązania technologiczne. Prowadzone równolegle procesy są w stanie zapewnić znacznie więcej niż tylko efektywność – oferując narzędzia, prędkość i wzmocnienie działań, które zdefiniują technologiczną organizację przyszłości.

Respondenci badania wskazują na rosnący autorytet i ambicje dyrektorów IT, którzy chcą być liderami innowacyjności w swoich firmach. Wspominają również o skali i złożoności wielu istniejących portfeli IT i zasobów technologicznych. Jak pokazują wyniki badania Deloitte, gotowość firm do wdrożenia tego trendu różni się w poszczególnych regionach. W Europie Południowej i Ameryce Łacińskiej spadki koniunktury ekonomicznej w ostatnich kilku latach i słabość walut obniżyły budżety na rozwiązania IT. Z kolei w Europie Zachodniej poziom ten gotowości jest bardzo różny. W niektórych firmach są opóźnienia z powodu braku zgodności wśród kadry kierowniczej. Te, którym udało się przezwyciężyć te bariery, wprowadzają wymagane zmiany.

API szansą na zwiększenie zysku z inwestycji w technologie

Przez wiele lat interfejsy programowania aplikacji (API) umożliwiały interakcję pomiędzy systemami informatycznymi. Coraz częściej jednak firmy doceniają tę często pominiętą technologię za jeszcze jedną zaletę. API pozwala na współdzielenie zasobów technologicznych w ramach całej organizacji i poza nią. Dostrzegając rosnący trend popularyzacji API, firmy zaczęły badać nowe sposoby na wykorzystanie i zarządzanie tego typu interfejsami. Badanie Deloitte pokazuje, że adaptacja API rozwija się w niektórych krajach wyjątkowo szybko w dwóch sektorach: finansowym (w Wielkiej Brytanii, USA, Brazylii, Kandzie i regionie Azji i Pacyfiku) oraz w TMT (w Niemczech, Irlandii, Włoszech i Ameryce Łacińskiej). Widać również postępy z wykorzystaniem rozwiązań API w sektorze publicznym.

Podstawą transformacji technologicznej jest API. Wraz z przekształceniem działów IT, API urzeczywistnia zobowiązanie nie tylko do rozwoju nowoczesnej architektury IT, ale także do podniesienia potencjalnego zysku z inwestycji w technologie – mówi Daniel Martyniuk.Daje to podstawy do spełnienia dużych ambicji w świecie cyfrowym, przedstawia systemy zarządzania i architekturę techniczną umożliwiającą większą efektywność biznesu, współdzielenie zasobów technologicznych oraz nowe sposoby na zaprezentowanie i spieniężenie własności intelektualnej – dodaje.

Podaż nowej powierzchni w centrach handlowych Europy niższa o 23%

  • W 2017 roku deweloperzy dostarczyli na rynek 3,8 mln m kw. nowej powierzchni handlowej – o 23% mniej niż rok wcześniej
  • Na początku 2018 roku łączne zasoby powierzchni w centrach handlowych Europy wyniosły 166,5 mln m kw., czyli powiększyły się w ubiegłym roku o 2,3%
  • W latach 2018-2019 powstanie 6,6 mln m kw. nowej powierzchni

Z najnowszego raportu „European Shopping Centres”, przygotowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że tempo rozwoju centrów handlowych w Europie spowalnia – w 2017 roku oddano do użytku 3,8 mln m kw. nowej powierzchni, czyli o 23% mniej rok do roku.

Na początku 2018 roku łączne zasoby powierzchni w centrach handlowych Europy wyniosły 166,5 mln m kw., co oznacza, że powiększyły się w poprzednich 12 miesiącach o 2,3% rok do roku. Zdecydowanie najwięcej powierzchni handlowej, bo aż 109,7 mln m kw., znajduje się w Europie Zachodniej, a pozostałe 56,8 mln m kw. przypada na Europę Środkowo-Wschodnią. Pod względem nowej podaży w ubiegłym roku Rosję wyprzedziła Turcja, gdzie w drugim półroczu powstało 495 000 m kw. nowej powierzchni. Na kolejnych miejscach znalazły się Rosja (330 000 m kw.) i Polska (298 000 m kw.).

Ewolucja zachowań konsumentów i rozwój handlu internetowego stwarzają zarówno wyzwania, jak i szanse dla właścicieli oraz najemców centrów handlowych. W kolejnych dwóch latach ilość nowej powierzchni dostarczonej na rynek może wynieść 6,6 mln m kw., jednak przy znacznym zróżnicowaniu wielkości podaży pomiędzy Wschodem a Zachodem. Nowa podaż zmniejszy się o 21,3% w Europie Zachodniej, natomiast wrośnie o 12,3% w Europie Środkowo-Wschodniej. Świadczy to o utrzymywaniu się trendu zapoczątkowanego dziesięć lat temu, zgodnie z którym w Europie Zachodniej powstaje mniej nowej powierzchni handlowej niż w Europie Środkowo-Wschodniej.Podaż nowej powierzchni w centrach handlowych

Silvia Jodlowski, starszy analityk w firmie Cushman & Wakefield, autorka raportu, powiedziała: „Ekspansja sektora e-commerce, zmieniające się zachowania i oczekiwania konsumentów, postęp technologiczny oraz rosnąca podaż wpływają na rozwój centrów handlowych w Europie, powodując spadek ilości nowopowstającej powierzchni handlowej. Dotyczy to w szczególności bardziej rozwiniętego rynku Europy Zachodniej, ale także regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Poprawa jakości powierzchni i placemaking to obecnie najważniejsze trendy na rynku. Zdaniem deweloperów placemaking ma decydujące znaczenie dla sukcesu centrum handlowego, ponieważ połączenie funkcji handlowych, rekreacyjnych i rozrywkowych pozwala stworzyć miejsce, którego nie można odtworzyć w sferze wirtualnej. Odpowiednio zaprojektowane i dynamiczne przestrzenie wysokiej jakości umożliwiają właścicielom zwiększenie odwiedzalności i przyciąganie klientów oraz wydłużenie ich czasu pobytu w galerii handlowej”.

Justin Taylor, dyrektor działu powierzchni handlowych w regionie EMEA w firmie Cushman & Wakefield, powiedział: „Dzisiejsze centra handlowe różnią się diametralnie od tych, które powstały dwadzieścia lat temu, i będą nadal ewoluować, aby spełniać oczekiwania coraz bardziej świadomych i wymagających konsumentów. Wraz z upływem czasu wyrażenie »centrum handlowe« przestanie w pełni oddawać charakter tego typu obiektów, których główną funkcją nie będzie już tylko funkcja zakupowa. Będą to raczej »centra doznań«, łączące tradycyjny handel z ofertą gastronomiczno-rozrywkową, sklepami pop-up oraz punktami usługowymi.

Dominującym trendem na rynku w kolejnych kilku latach będzie placemaking. Ze względu na zacieranie się granic pomiędzy poszczególnymi sektorami już teraz nie można sobie wyobrazić wybudowania obiektu handlowego bez funkcji rozrywkowych i mieszkaniowych czy też bez powierzchni biurowej lub co-workingowej. Obecnie galerie handlowe to miejsca, które łączą różne funkcje i tętnią życiem. Wychodzą naprzeciw różnym oczekiwaniom klientów w sferze handlu i rozrywki oraz potrzebom społecznym”.

Europa Zachodnia

Spośród krajów Europy Zachodniej najwięcej nowej powierzchni handlowej w 2017 roku powstało we Francji – ponad 326 000 m kw. Jednak ze względu na dojrzałość tego rynku i znaczne istniejące zasoby wielkość ta jest niższa o 28% w porównaniu z 2016 rokiem. W tym samym czasie w Wielkiej Brytanii wybudowano zaledwie 120 000 m kw. nowej powierzchni w centrach handlowych, czyli o 23% mniej niż rok wcześniej. Wynikało to z mniejszego popytu wśród sieci handlowych poza głównymi lokalizacjami oraz nadpodaży powierzchni handlowej. Z kolei w Niemczech wolumen nowej powierzchni dostarczonej na rynek w 2017 roku zmniejszył się aż o 82%, ponieważ wprowadzenie restrykcyjnych przepisów dotyczących planowania i zagospodarowania przestrzennego spowodowało spowolnienie rozwoju nowych centrów handlowych na terenach pozamiejskich.

W 2017 roku Hiszpanię odwiedziła rekordowa liczba turystów (82,4 mln), co wpłynęło korzystnie na rozwój sektora centrów handlowych. Dodatkowym czynnikiem był wzrost popytu ze strony sieci handlowych i inwestorów. W ubiegłym roku Hiszpania zajęła drugie miejsce pod względem aktywności deweloperskiej dzięki oddaniu do użytku 210 000 m kw. nowej powierzchni handlowej. Uplasowała się także na drugim miejscu zestawienia krajów według ilości podaży przygotowywanej na lata 2018-19.

W rankingu poszczególnych miast, w pierwszej piątce lokalizacji w Europie Zachodniej o największej aktywności deweloperskiej znalazły się Helsinki, Paryż, Luksemburg, Madryt i Marsylia. Podaż nowej powierzchni w centrach handlowych 2

Europa Środkowo-Wschodnia

W 2017 roku drugie miejsce w Europie pod względem aktywności deweloperskiej zajęła Rosja, pomimo spadku nowej podaży powierzchni handlowej w ujęciu rocznym do 0,6 mln m kw. z 1,6 mln m kw. rok wcześniej. Wynikało to częściowo ze spowolnienia gospodarczego w 2014 roku, w którym znacząco zmniejszyła się liczba nowych rozpoczynanych inwestycji, a także względnej równowagi popytu i podaży w 2017 roku. Struktura podaży w przygotowaniu na rok 2018 świadczy o reorientacji deweloperów, którzy obecnie chętniej realizują mniejsze inwestycje.

W ubiegłym roku największą aktywność deweloperską w Europie odnotowano w Turcji, gdzie znacząco wzrosła podaż nowej powierzchni w centrach handlowych dzięki oddaniu do użytku 1,1 mln m kw. powierzchni, co stanowiło 47% łącznego wolumenu przypadającego na region Europy Środkowo-Wschodniej. Na lata 2018-19 deweloperzy planują wybudowanie 1,4 mln m kw. nowej powierzchni, z czego ok. 70% w Ankarze i Stambule. Jednak tempo rozwoju może spowolnić ze względu na stosunkowo słabą koniunkturę i wysokie wskaźniki nasycenia powierzchnią handlową w niektórych segmentach rynku.

W 2017 roku podaż nowej powierzchni handlowej wybudowanej w galeriach handlowych Europy Środkowej zmniejszyła się o blisko 20%. Jednak w całym regionie rosną zarówno płace, jak i sprzedaż detaliczna dzięki coraz lepszej koniunkturze gospodarczej. Czynniki te wpływają korzystnie na popyt ze strony międzynarodowych sieci handlowych oraz rozwój sektora handlowego w Polsce, Czechach i na Słowacji.Podaż nowej powierzchni w centrach handlowych 3

Ile będzie wart bitcoin? – Szczepan Bentyn

Rok 2017 na rynku kryptowalut był bardzo optymistyczny. Ceny poszybowały do niewyobrażalnych – jeszcze na początku roku – poziomów. Dla tak szybko rozwijających się, zwłaszcza młodych rynków naturalne jest, że po pewnym czasie następuje korekta. Mogło się to wiązać ze stratami i oszustwami, jednak w przypadku tego typu zjawisk i nowych rynków jest to normalne. Kiedyś nie robiło się zakupów przez Internet w obawie o zgodność towaru. Dziś większość produktów nabywa się online. Jako ludzkość uczymy się technologii i popełniamy też błędy.

– Taka korekta jest bardzo dobrym okresem – oddechu dla uczciwych firm z branży oraz oczyszczenia rynku. Znikają z niego naciągacze i oszuści oraz piramidy finansowe, które też niestety w tym przypadku się zdarzają – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Moment ten oznacza wycenienie w postaci wartości kryptowalut globalnego zaufania wobec branży. Zawsze jest on naturalny, a nawet pożądany w przypadku bitcoina, aby mógł się dalej rozwijać. Perspektywy rozwoju kryptowalut i potencjał wzrostu branży w kolejnym roku, jak i najbliższych kilku latach są nie do oszacowania. Najnowsze technologie i funkcje blockchainów dopiero wychodzą na światło dzienne. Takie innowacje jak kanały transakcyjne czy smart contractu, czyli inteligentne, programowalne umowy być może zastąpią pracę ludzi na całym świecie, którzy nagle staną się niepotrzebni. Tego w tej chwili nie da się oszacować, ponieważ zmiany postępują w niewyobrażalnym tempie. Wielu ekspertów nie zdziwiłoby się, gdyby bitcoin pod koniec roku kosztował nawet milion dolarów – dodał Bentyn.

Majowy weekend nie do końca leniwy

Najważniejszymi wydarzeniami pierwszego tygodnia maja były posiedzenie FOMC oraz dane z amerykańskiego rynku pracy. Zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi relatywnie jastrzębi przekaz banku dotyczący dalszego systematycznego wzrostu stóp procentowych został utrzymany, a same stopy procentowe po ostatniej podwyżce w marcu pozostały na niezmienionym poziomie. Dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się jednak nieco poniżej oczekiwań, zwłaszcza dynamika płacy godzinowej, która wyniosła 2,6% rdr wobec oczekiwań na poziomie 2,7%. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym również nie sprostała oczekiwaniom, natomiast stopa bezrobocia spadła z 4,1% do 3,9%, wobec oczekiwanych 4%.

W Polsce ubiegły tydzień charakteryzował się znacznie mniejszą aktywnością inwestorów, co związane było z długim weekendem majowym. W tym czasie jednak, indeks szerokiego rynku WIG stracił -1,15%, w głównej mierze z powodu spadków cen największych spółek – indeks WIG20 skurczył się o -1,89%. Indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikami odpowiednio 0,20% oraz -0,20%. Warto zwrócić uwagę na silną przecenę złotego w skali poprzedniego tygodnia. USDPLN znalazł się na poziomie 3,57, a EURPLN tymczasowo osiągał wartości wynoszące nawet 4,29, widziane ostatnio w październiku ubiegłego roku.

W tym tygodniu w Polsce jedynym odczytem wartym uwagi będzie finalny odczyt inflacji CPI, który zostanie opublikowany w piątek. Na globalnych rynkach kalendarz makroekonomiczny również nie jest wypełniony po brzegi. Rynki czekają przede wszystkim na kwietniowe odczyty inflacyjne ze Stanów Zjednoczonych (w środę inflacji PPI, a w czwartek inflacji CPI). W Europie warto zwrócić uwagę na odczyty produkcji przemysłowej (we wtorek Niemcy, w środę Francja, a w czwartek Wielka Brytania) oraz na decyzję Banku Anglii w czwartek.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Rośnie zapotrzebowanie na wielojęzyczną dokumentację. Wykorzystanie nowych technologii pozwala firmom skrócić czas potrzebny na jej przygotowanie

Rośnie zapotrzebowanie na wielojęzyczną dokumentację. Wykorzystanie nowych technologii pozwala firmom skrócić czas potrzebny na jej przygotowanie 9

Działalność międzynarodowa firm wymusza na nich, by wszelkie produkty i usługi miały dokumentację wielojęzyczną. Dziś dokumenty dostępne w więcej niż jednym języku stanowią zaledwie 0,01 proc. wszystkich treści tworzonych na świecie – wynika z danych firmy XTRF. Ogromnym ułatwieniem dla firm może być automatyzacja procesu tłumaczenia. Wykorzystanie nowych technologii w zarządzaniu projektami tworzenia dokumentacji wielojęzycznej pozwala zwiększyć efektywność zarządzania projektem nawet pięciokrotnie. Firmy, które z takich rozwiązań korzystają, osiągają nawet kilkusetprocentowy wzrost marży.

– Rynek się zmienia, przyspiesza, globalizacja wymaga, by coraz więcej produktów miało dokumentację wielojęzyczną. Firmy muszą umieć odpowiedzieć na wymóg coraz szybszej realizacji projektów, na coraz większy popyt i dostosować się do tempa, jakie narzucają klienci – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Nedoma, prezes XTRF, firmy z sektora nowych technologii, która zajmuje się optymalizacją zarządzania projektami.

Bariera językowa jest tym, co oprócz braku zaufania i różnych systemów płatniczych, najmocniej hamuje branżę transgranicznego e-commerce. Według szacunków Ecommerce Europe na koniec 2017 roku internetowy handel osiągnął wartość 602 mld euro, przy 530 mld euro rok wcześniej. W Polsce rynek e-commerce ocenia się na 40 mld zł. Ponad połowa internautów kupuje online, ale tylko 16 proc. w zagranicznych e-sklepach – wynika z raportu „E-commerce w Polsce 2017. Gemius dla e-Commerce Polska”. Odsetek ten mógłby być bardziej okazały, gdyby klienci mieli dostęp do pełnych informacji o interesującym ich produkcie w ojczystym języku.

– Rynek globalnych treści wielojęzycznych na świecie jest warty ponad 40 mld dol. To rynek cały czas rosnący, ponieważ wpisuje się w trend globalizacji. Globalizacja powoduje, że więcej przedsiębiorców chce sprzedawać międzynarodowo, a z tym związana jest konieczność przygotowywania dokumentacji w wielu językach. Podsumowując, ten rynek rośnie, jest coraz więcej treści tłumaczonych na coraz więcej języków, przy każdej usłudze czy produkcie dostępnym w wielu krajach. Nasza firma dostarcza narzędzia, które pozwalają uprościć i zautomatyzować ten proces. – mówi Andrzej Nedoma.

Rośnie także wartość rynku tłumaczeń w Polsce. Coraz więcej firm wybiera nasz kraj jako siedzibę swojej firmy. Także polscy przedsiębiorcy chętniej sprzedają swoje produkty na zagranicznych rynkach, a to dodatkowo napędza rynek tłumaczeń.

– Polska ma ok. 5 proc. udziału w rynku treści, które powstają na całym świecie. To odzwierciedla także nasz portfel klientów – 5 proc. klientów pochodzi z rynku polskiego, a reszta z zagranicy – wskazuje prezes XTRF.

Z danych XTRF wynika, że obecnie zaledwie 0,01 proc. wszystkich treści dostępnych jest w więcej niż jednym języku. Coraz większe zapotrzebowanie na tłumaczenia sprawia, że przyszłością rynku jest możliwie jak największa automatyzacja całego procesu.

– Staramy się wyeliminować te czynności, które zazwyczaj realizowane są manualnie, po to, by przyspieszyć cały proces i pomóc firmom pracować szybciej. Osoba zarządzająca procesem decyduje o tym, które czynności chciałaby zrealizować samodzielnie, które mają być wspierane przez system, a które chciałaby zautomatyzować całkowicie – tłumaczy Andrzej Nedoma.

Firma XTRF specjalizuje się w technologiach automatyzacji czynności manualnych, a dodatkowo wzmacnia wykorzystanie tłumaczenia maszynowego, co pozwala zwiększyć efektywność pracy.

– Można zautomatyzować np. wybór dostawców, samą analizę wielkości zlecenia, jego wycenę, zarówno po stronie kosztu dla klienta, jak i kosztów podwykonawców zaangażowanych w proces. Możemy zautomatyzować cały przepływ plików czy treści, które podlegają tłumaczeniom, pomiędzy tłumaczem, weryfikatorem, operatorem składu tekstu a wszystkimi innymi osobami zaangażowanymi w proces – wymienia prezes XTRF.

Dzięki automatycznemu zarządzaniu tłumaczeniami organizacja jest bardziej odporna na rotację pracowników i ich nieobecność bądź niedostępność. Wszystkie informacje o sposobie realizacji projektów są zapisane w postaci cyfrowej. Jak przekonuje Nedoma, dodatkową przewagą takiego rozwiązania jest centralizacja danych.

– Aby poprawić swoje działanie, firmy najpierw powinny scentralizować wszystkie procesy na jednej platformie, a później analizować, które z nich są na tyle kosztowne w realizacji ręcznej, że warto je zautomatyzować i od nich należy rozpocząć cały ten proces – mówi Andrzej Nedoma.

Z danych firmy wynika, że wdrożenie takiego rozwiązania pozwala osiągnąć prawie pięciokrotny wzrost marży i efektywności zarządzania projektem.

Kobiety w ciąży edukują się na forach i w mediach społecznościowych. O badaniach USG i KTG powstaje miesięcznie ok. 3 tys. publikacji

Kobiety w ciąży edukują się na forach i w mediach społecznościowych. O badaniach USG i KTG powstaje miesięcznie ok. 3 tys. publikacji 10

Przyszłe mamy to duża, dojrzała i zaangażowana społeczność internetowa. Chętnie dzielą się ze sobą doświadczeniami dotyczącymi ciąży i okresu poporodowego. Są grupą, która bardzo chętnie korzysta z forów internetowych. Polki szukają w internecie głównie informacji dotyczących badań związanych ze zdrowiem i stanem dziecka. Jak wynika z raportu Instytutu Monitorowania Mediów i marki Pregnabit, o samym USG i KTG powstaje miesięcznie około 3 tys. publikacji.

Mamy stanowią w internecie liczną, bardzo aktywną i dojrzałą społeczność. Chętnie dzielą się swoją wiedzą, doświadczeniami i zadają wiele pytań. Myślę, że to stanowi ogromną wartość dla tej grupy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jolanta Bylica, dyrektor komunikacji w Nestmedic, firmy, która opracowała teleKTG Pregnabit.

– Z racji tego, że mamy są bardzo aktywną grupą w internecie, także na etapie ciąży, IMM sprawdził, jak ta aktywność dotyczy tematu badań prenatalnych. Okazuje się, że w internecie i mediach społecznościowych średnio co miesiąc powstaje prawie tysiąc publikacji – mówi Magdalena Pawłowska z Instytutu Monitorowania Mediów.

Fora internetowe to najpopularniejszy wśród mam sposób komunikacji w internecie i to na nich najczęściej pojawia się temat badań medycznych w czasie ciąży. Z analizy ponad 5 tys. publikacji internetowych dotyczących tego tematu wynika, że 34 proc. z nich powstaje na portalach internetowych, 28 proc. – na forach, a kolejne 28 proc. na Facebooku. To o tyle ciekawe, że w innych kategoriach dyskusji fora zdecydowanie przegrywają z serwisami społecznościowymi.

Powodów popularności forów może być kilka. Jednym z głównych na pewno jest anonimowość, ponieważ kobiety podejmują tam bardzo intymne tematy. Można też wymienić wsparcie, jakie otrzymują od współużytkowniczek, oraz bardzo szybkie odpowiedzi na zadawane tam pytania – tłumaczy Magdalena Pawłowska.

To może oznaczać, że informacje dostępne w mediach nie wystarczają kobietom w ciąży lub wolą one porozmawiać z kimś, kto miał podobne doświadczenia.

Najbardziej interesujące badania to – według analizy IMM – USG i KTG. To o nie najczęściej dopytują przyszłe mamy. Miesięcznie w sieci pojawia się ponad dwa tysiące publikacji dotyczących badania USG i tysiąc dotyczący KTG. Dużo trudniej znaleźć w sieci informacje i dyskusje dotyczące innych badań dla kobiet w ciąży: TSH, morfologii czy glukozy.

Kobiety zadają pytania o to, jak się przygotować do badań, kiedy je wykonywać. Często też porównują swoje wyniki oraz szukają drugich opinii na temat diagnoz stawianych przez lekarzy – mówi Magdalena Pawłowska.

Publikacje dotyczące kardiotokografii (KTG) pojawiają się zwykle w kontekście porównywania doświadczeń i wyników badań. We wpisach kobiety zdają relacje z wizyt lub polecają innym przyszłym mamom wykonanie tego badania jako odpowiedź na opisywane dolegliwości i niepokoje. Jak podkreślają eksperci, tego typu rozmowy nie zastąpią jednak wizyty u lekarza.

– Warto namawiać mamy do tego, aby wiedzę, zwłaszcza tę związaną ze zdrowiem czy z aspektami medycznymi, weryfikowały u ekspertów. W przypadku kobiet w ciąży na pewno taką okazją są regularne wizyty u lekarza ginekologa czy spotkania z położną – podkreśla Jolanta Bylica.

Kobiety w ciąży mogą monitorować stan dziecka o dowolnej porze także dzięki zdobyczom telemedycyny. W ramach usługi mają możliwość zdalnej konsultacji z ekspertem.

– Kontakt z konsultantem telemedycznym jest na pewno bardzo cenny. Przykładem tego może być usługa teleKTG. Mama jest w stanie wykonać badanie w domu na własnej kanapie czy innym miejscu, a wyniki są analizowane i interpretowane przez Medyczne Centrum Telemonitoringu, które pracuje 24 godziny na dobę – mówi Jolanta Bylica.

W ramach przenośnego urządzenia i usługi Pregnabit kobiety mogą zdalnie i o dowolnej porze dnia i nocy wykonać badanie KTG. Urządzenie można wypożyczyć u wybranych podmiotów medycznych nie tylko w naszym kraju – korzystają już z niego także pacjentki z Norwegii czy afrykańskiej Kenii.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyzna pięćset stypendiów i dofinansowań infrastruktury badawczej

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przyzna pięćset stypendiów i dofinansowań infrastruktury badawczej 11

Do 28 maja potrwa druga edycja programu doktoratów wdrożeniowych. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ma do dyspozycji pięćset stypendiów i dofinansowań wykorzystania infrastruktury badawczej. Stypendium wynosi 2450 zł miesięcznie. Drugą część wynagrodzenia doktorant otrzymywać ma od pracodawcy. Doktoraty wdrożeniowe wprowadzone w ubiegłym roku cieszyły się zainteresowaniem ponadsześciokrotnie wyższym od zakładanego. W tej edycji zainteresowanie powinno wzrosnąć o kolejne 25 proc.

– Mamy pulę pięciuset stypendiów dla doktorantów, którzy będą prowadzić swoje studia w bardzo specyficzny sposób, a mianowicie będą zatrudnieni w przedsiębiorstwie, w którym wspólnie z pracodawcą ustalą plan badawczy, który jest interesujący dla tego przedsiębiorstwa i który zostanie w nim wdrożony – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Piotr Dardziński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. – Równocześnie ta agenda musi być zatwierdzona przez promotora na uczelni, który ma uprawnienia do tego, żeby prowadzić studia doktoranckie. Jeśli te trzy strony, czyli przedsiębiorca, doktorant i uczelnia, się dogadają, to wtedy występują do ministerstwa z wnioskiem o dofinansowanie wynagrodzenia tego doktoranta.

Druga edycja programu wystartowała 29 marca i potrwa do 28 maja. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ma do dyspozycji pięćset stypendiów i dofinansowań wykorzystania infrastruktury badawczej. Stypendium wynosi 2450 zł miesięcznie i jest to kwota nieoskładkowana. Drugą część wynagrodzenia doktorant otrzymywać ma od pracodawcy, który dzięki temu też nie będzie przesadnie obciążony kosztami pensji takiej osoby. Czas tworzenia doktoratu wdrożeniowego nie może przekroczyć czterech lat, co jednak powinno wystarczyć, bo dla doktoranta praca badawcza będzie jednocześnie zarobkową, nie będzie więc konieczności dorabiania na życie.

Z kolei roczna kwota dofinansowania uczelni za wykorzystanie infrastruktury badawczej w celu realizacji badań naukowych przez jednego doktoranta stanowi iloczyn dwunastu miesięcy, kwoty 2450 zł, współczynnika kosztochłonności prowadzonych badań naukowych lub prac rozwojowych w poszczególnych dziedzinach nauki lub sztuki w obszarach wiedzy (określonego przez ministra właściwego do spraw nauki, w drodze rozporządzenia) oraz współczynnika 15 proc.

– Dzięki doktoratom wdrożeniowym w polskiej nauce i w polskiej gospodarce pojawiają się młodzi, ambitni badacze, którzy są bardzo zmotywowani, bo mają dobrą pierwszą pracę po zakończeniu studiów, realizują coś sensownego, co może być wykorzystywane przez przedsiębiorców, którzy korzystają z ich dorobku naukowego. Równocześnie nie muszą rezygnować ze swoich ambicji naukowych, bo zdobywają stopień doktorski – tłumaczy wiceminister. – Doktoranci na swoich studiach mają takie same obowiązki jak wszyscy inni studenci doktoranccy, dlatego że oni muszą być przygotowani do tego, że w przyszłości będą mogli być także wykładowcami, poza tym muszą prowadzić samodzielne badania.

Dodatkową korzyścią przedsiębiorcy poza nowatorskim i dostosowanym do potrzeb firmy rozwiązaniem jest fakt, że wszystkie koszty badań, które prowadzi doktorant, mogą być równocześnie potraktowane jako koszty do ulgi badawczo-rozwojowej. Ponadto gotowy projekt staje się własnością intelektualną przedsiębiorcy.

W ubiegłym roku, choć była to inauguracyjna edycja, zgłosiło się czterysta osób, choć ministerstwo szacowało, że w programie weźmie udział ok. sześćdziesięciu osób. W tym roku prawdopodobnie więc zostanie wykorzystana cała pula miejsc.

– Jestem pewien, że w tym roku ta pięćsetka pęknie, a podejrzewam, że zainteresowanie będzie zdecydowanie większe – mówi Piotr Dardziński. – Przedsiębiorcy widzą już doktorantów, którzy pracują w innych firmach. To ludzie bardzo mocno zmotywowani do pracy, identyfikujący się zarówno ze swoimi przedsiębiorstwami, jak i z dyscyplinami nauk, które uprawiają, więc każdy chce takiego człowieka mieć. Będziemy mieli raczej kłopot z tym, że będziemy musieli wybierać. Mamy też wstępne deklaracje, że jeśli będzie bardzo duże zainteresowanie, to możemy też zwiększyć pulę stypendiów.

Rząd zwiększy wydatki na sport powszechny. Chce zachęcać Polaków do aktywności fizycznej

Rząd zwiększy wydatki na sport powszechny. Chce zachęcać Polaków do aktywności fizycznej 12

W 2018 roku rząd planuje przeznaczyć rekordowe środki na kulturę fizyczną. W stosunku do 2015 roku wydatki na ten cel wzrosną o 93 proc. i obejmą inwestycje w infrastrukturę sportową oraz projekty skierowane zarówno do dzieci, jak i seniorów. Resort Witolda Bańki chce w ten sposób zachęcać Polaków do większej aktywności fizycznej, a to ma się przełożyć na sytuację gospodarczą kraju. Zwiększenie aktywności sportowej Polaków było jednym z tematów omawianych podczas II Kongresu Zdrowia Pracodawców RP.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by dzieci i młodzież w wieku 5–17 lat wykonywały przynajmniej 60 minut ćwiczeń aerobowych dziennie. Osobom starszym WHO rekomenduje natomiast wprowadzenie ruchu o umiarkowanej intensywności w wymiarze 150 minut tygodniowo. Taka porcja ruchu ma pomóc w utrzymaniu prawidłowej wagi oraz zapobieganiu wielu chorobom niezakaźnym. Jak pokazują badania przeprowadzone przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, wymogów tych nie spełnia nawet połowa Polaków.

Tylko 39 proc. Polaków deklaruje, że takie normy wypełnia, czyli de facto można powiedzieć, że są w jakiejś formule aktywni fizycznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Bańka, minister sportu i turystyki.

Witold Bańka nie ma wątpliwości, że aktywność fizyczna Polaków ma ogromny wpływ na sytuację systemu ochrony zdrowia oraz całą gospodarkę. Zdrowi obywatele nie tylko nie stanowią obciążenia dla budżetu państwa, lecz także dodatkowo generują przychody – mogą bowiem pracować dłużej i nie korzystają w nadmiarze ze zwolnień lekarskich. Według resortu sportu i turystyki wyższy poziom aktywności fizycznej Polaków przyczyniłby się do znacznego spadku osób ulegających m.in. chorobom układu krążenia.

Gdyby ta część Polaków, którzy deklarują brak aktywności fizycznej – choćby połowa tych Polaków – zdecydowała się być aktywna fizycznie, to miałoby to ogromny wpływ na gospodarkę: spadek kosztów absencji pracowniczych o ok. 3 mld zł, spadek i zaoszczędzenie w budżecie służby zdrowia 440–500 mln zł – mówi Witold Bańka.

Minister przekonuje, że zachęcenie Polaków do większej aktywności fizycznej to jeden z priorytetów w działalności jego resortu. W 2018 roku ministerstwo ma w planach inaugurację szeregu projektów, które mają sprzyjać propagowaniu sportu w różnych grupach wiekowych: zarówno dzieci, jak i osób dorosłych oraz seniorów. Witold Bańka liczy na współpracę na tym polu ze środowiskiem biznesu, bo zdrowe i aktywne społeczeństwo to także ogromne korzyści dla przedsiębiorców.

– Środowisko biznesowe powinno dostrzegać rolę społecznej odpowiedzialności biznesu właśnie w projektach sportowych, w sponsoringu. Zdrowy i aktywny pracownik dużo lepiej pracuje dla swojego pracodawcy, to jest coś normalnego – mówi minister.

Resort sportu już jesienią informował o rekordowych środkach, które zamierza przeznaczyć na sport powszechny w 2018 roku.

– W tym roku w stosunku do 2015 roku zwiększyliśmy o 93 proc. środki tylko na sport powszechny, w tym na sport dzieci i młodzieży. Dziś to grubo ponad 330 mln zł, które przeznaczamy na różnego rodzaju projekty wsparcia w różnych kategoriach wiekowych – od najmłodszych, dzieci i młodzieży, po seniorów – mówi Witold Bańka.

Oprócz tego rodzaju projektów Ministerstwo Sportu i Turystyki ma w planach także remonty obecnie istniejących obiektów sportowych oraz inwestycje w nowe placówki tego rodzaju. Resort zaczął także realizację programu Otwartych Stref Aktywności polegający na rozwoju małej infrastruktury sportowo-rekreacyjnej w samorządach.

Milenialsi za 7 lat przejmą 75 proc. całego rynku pracy. Pracodawcy muszą zapewnić im szansę rozwoju i elastyczność pracy

Milenialsi za 7 lat przejmą 75 proc. całego rynku pracy. Pracodawcy muszą zapewnić im szansę rozwoju i elastyczność pracy 13

W 2025 roku przedstawiciele pokolenia Y będą odpowiadać za 75 proc. całego rynku pracy. A im bardziej niż na finansach zależy na możliwości rozwoju, elastyczności  i realnym wpływie na firmę. Przywiązują także znaczenie do etycznego działania przedsiębiorstwa. W przeciwieństwie do wcześniejszych pokoleń bardzo istotny jest dla nich work-life balance. Jednocześnie milenialsi przygotowują rynek pracy na pokolenie Z, które dopiero wchodzi na rynek. Tych zaś charakteryzuje przywiązanie do najnowszych technologii.

– Milenialsi na rynku pracy to osoby, które przede wszystkim kierują się bardzo mocno swoimi pasjami. Szukają w pracy możliwości realizacji swoich pasji i realizują to albo otwierając swoje firmy, albo zatrudniając się w takich przedsiębiorstwach, które w jakiś sposób będą to umożliwiały – podkreśla w rozmowie z agencja informacyjną Newseria Liwia Kwiecień, członek zarządu ds. HR w Europejskim Funduszu Leasingowym, jedną z firm nagrodzonych podczas gali „Inspiratorzy Biznesu 2018 Najlepszy Pracodawca”.

Milenialsi, czyli pokolenie Y, to osoby urodzone w ostatnich 20 latach XX wieku. Z prognoz PwC wynika, że pokolenie Y w 2020 roku będzie stanowić połowę globalnej siły roboczej, zaś według Deloitte – do 2025 roku przejmą już 75 proc. całego rynku pracy.

Przedstawiciele pokolenia Y to w dużej mierze idealiści przekonani, że sukcesu w biznesie nie można mierzyć jedynie wynikami finansowymi. Wierzą, że firma może mieć pozytywny wpływ na społeczeństwo, dlatego przy ocenie pracodawcy zwracają uwagę na jakość świadczonych usług, satysfakcję pracowników i lojalność klientów. Co więcej, jak wynika z raportu CBRE „Wellness. Poznaj biurową przyszłość”, za nieco ponad 20 lat granice między pracą a życiem prywatnym zostaną zatarte. Dlatego milenialsi oczekują elastyczności i zamiast korporacji chętniej wybierają mniejsze firmy albo nawet własny biznes.

– To osoby, które wychowały się na mediach społecznościowych. Dla nich sieć kontaktów i możliwość współpracy są bardzo ważnym elementem, którego szukają. Potrzebują też balansu pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Ja wywodzę się z pokolenia wcześniejszego, które żyło wartością oddawania się pracy, życiu zawodowemu, teraz to się bardzo mocno zmienia – ocenia Liwia Kwiecień.

Z raportu „Milenialsi w MŚP. Pod lupą” opracowanego przez Europejski Fundusz Leasingowy wynika, że miarą sukcesu dla pokolenia Y jest stabilność finansowa (89 proc.) i stabilność materialna rodziny (87 proc.), ale nie mniej istotne jest zachowanie równowagi między pracą a życiem osobistym (86 proc.).

– Milenialsi oczekują możliwości rozwoju i regularnego feedbacku, pochwał. To dwie rzeczy, które ich dość mocno odróżniają od poprzednich pokoleń. Oceniają swoje kompetencje wyżej niż osoby z mojego pokolenia, mają odpowiednie poczucie własnej wartości. Wchodząc do pracodawców, mają też takie oczekiwanie, że będą ich kompetencje odpowiednio doceniali, a następnie rozwijali – tłumaczy członek zarządu ds. HR w EFL.

Pokolenie to zna swoje mocne strony. Choć potrafią się dostosować do potrzeb pracodawców, chcą robić to, w czym czują się mocni. Jak pokazuje badanie Deloitte „Pierwsze kroki na rynku pracy 2018”, młodzi ludzie wysoko oceniają swoje kompetencje miękkie – umiejętność analizy informacji oraz wyciągania wniosków (65 proc.), radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych (41 proc.), odporność na stres (co trzeci badany).

Jak podkreśla Liwia Kwiecień, oczekiwania pokolenia Y wymuszają zmiany w podejściu pracodawców.

– Staramy się bardzo mocno tworzyć takie środowisko, które będzie dla nich atrakcyjne, w którym zauważamy ich pasje, pozwalamy się rozwijać, prowadzić projekty, środowisko kreatywne, znetworkowane, bo to jest dla osób z tego pokolenia bardzo ważne. To osoby, które korzystają na co dzień z Siri, a jak widzą dyskietkę, raczej kojarzą ją z funkcją save w Windowsie niż z przedmiotem – przekonuje Liwia Kwiecień.

Jednocześnie igreki przygotowują rynek pracy na kolejne pokolenie Z, urodzonych po 2000 roku. Raport firmy Accenture Operations „Gen Z Rising” ocenia, że tym osobom bliżej jest jednak do pokolenia baby boomers niż pokolenia Y. Chcą stabilizacji, możliwości wykorzystania wiedzy nabytej podczas studiów, ale są też gotowe do pracy w korporacji i jasnej ścieżki kariery. W jeszcze większym stopniu niż milenialsi oczekują pracy z wykorzystaniem nowych technologii.

– To, co będzie charakteryzowało „zetki”, to hiperświadomość, autentyczność i przede wszystkim praca na platformach. Dużo większe znaczenie będą miały wszelkiego rodzaju wirtualne zespoły. To się już zaczyna pojawiać, ale wraz z wejściem na rynek pracy pokolenia Z, to znaczenie pracy wirtualnej, zespołów pod pewne projekty, będzie jeszcze większe z punktu widzenia pracodawców. Będą oni musieli tworzyć takie rozwiązania, które będą pokolenie Z do nich zachęcać i przyciągać – ocenia Liwia Kwiecień.

Bankowość i ubezpieczenia też walczą o pracowników

Od dawna słyszy się o redukcji etatów oraz automatyzacji procesów w sektorze finansowym, które zmierzają w stronę wykluczenia czynnika ludzkiego. Jednocześnie banki i towarzystwa ubezpieczeniowe nieustannie zwiększają liczbę realizowanych rekrutacji i prowadzą otwartą batalię o pracowników. Jak naprawdę wygląda sytuacja na rynku pracy w branży finansowej?

W ostatnich latach sektor finansowy w Polsce kojarzony jest przede wszystkim z redukcją etatów, fuzjami, przejęciami i likwidowaniem części polskiego biznesu w ramach globalnych organizacji. Banki i towarzystwa ubezpieczeniowe dotąd cieszące się znakomitą renomą zaczęły być utożsamiane z niezbyt stabilnym pracodawcą. Dlaczego wciąż pada stwierdzenie, że sektor finansowy kurczy się i większość procesów zmierza w stronę robotyzacji z wykluczeniem czynnika ludzkiego, podczas gdy banki i towarzystwa ubezpieczeniowe nieustannie zwiększają liczbę realizowanych rekrutacji i prowadzą otwartą batalię o pracowników?

Kto stracił, a kto skorzystał?

Kilka lat temu pierwsze zwolnienia grupowe zasiały strach wśród specjalistów i menedżerów w obszarach, które do tamtego momentu wydawały się nietykalne. Redukcja kadr nie skupiała się jedynie na działach sprzedaży, które charakteryzują się wysoką rotację oraz częstymi zmianami organizacyjnymi w niemal każdej branży. Likwidacje stanowisk dotknęły m.in. takie obszary jak: ryzyko, aktuariat, underwriting – czyli zespoły, bez których bank czy towarzystwo ubezpieczeniowe nie jest w stanie funkcjonować. W efekcie znacząco zwiększyła się liczba osób aktywnie poszukujących pracy. Dzięki temu wiele firm zdobyło niskim kosztem cenne, nowe talenty. Sytuacja jednak uległa względnej stabilizacji, firmy zredefiniowały swoje cele biznesowe i powróciły do walki o odbudowę swoich struktur. Rzesze ekspertów od employer brandingu, silne zaplecze marketingowe i gotowe do działania działy personalne zaczęły odbudowywać struktury w ramach polskiego biznesu, starając się przyciągnąć nowych pracowników do organizacji.

Jak znaleźć pracownika, który nie szuka pracy?

Głównym problemem w rekrutacji na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie w branży bankowej i ubezpieczeniowej jest pasywność najlepszych kandydatów. Wpływ na zainteresowanie ich zmianą pracy ma przede wszystkim marka potencjalnego pracodawcy oraz znaczący wzrost wynagrodzenia. Niestety, coraz częściej brakuje granicy, w której kończy się słuszne podejście do podwyższenia pensji przy zmianie pracy, a zaczynają absurdalne oczekiwania finansowe. Największym wyzwaniem działów personalnych jest rekrutacja na stanowiska specjalistów do działu aktuarialnego, underwritingu w towarzystwie ubezpieczeniowym lub specjalistów w zakresie produktu, audytu czy modelowania ryzyka w banku. Kandydaci są świadomi stawek rynkowych, oferowanych przez firmy. Problem polega na tym, że nie zwracają uwagi na kwotę minimalną czy nawet medianę – większość celuje w wartość maksymalną.

Pracodawcy przepłacają

Analizując zmienność wynagrodzeń pomiędzy różnymi bankami i towarzystwami ubezpieczeniowymi w ramach najistotniejszych dla tych organizacji stanowisk, można porównać ją do wojny cenowej na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, która trwała jeszcze do niedawna. Analogicznie przedstawiciele sektora finansowego, aby pozyskać wykwalifikowanych kandydatów gotowi są ich mocno przepłacić – tak, by trafili właśnie do ich organizacji. Rynek pracownika nie dotyczy wyłącznie finansów, ale jest w tym obszarze wyjątkowo uciążliwy. Każda z organizacji stara się na swój sposób poradzić sobie z tym zjawiskiem. Jednocześnie, jak wynika z raportu „Aktywność specjalistów i menedżerów” przeprowadzonego przez Antal – niezmiennie to finanse są głównym motywatorem pracowników.

Kontroferta ostatnią deską ratunku?

Dla dopełnienia obrazu rynku pracownika należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden fenomen, który urósł na sile w ostatnim czasie: kontroferty. Zmiana pracy oznacza nowe stanowisko, firmę o większym prestiżu i co najważniejsze – dużo większe wynagrodzenie. Jednocześnie, pracodawcy bojąc się utraty najlepszych specjalistów coraz częściej decydują się na składanie kontrofert. Okazuje się, że firmy często wolą leczyć niż zapobiegać, co w konsekwencji prowadzi do kontynuacji wzrostu oczekiwań pracowników. Motywacja finansowa jest jedną z najmniej wiążących, ponieważ w dobie rynku kandydata zawsze może pojawić się lepsza oferta. Pracodawcy powinni zatem zacząć od budowania lojalności pracowników nie tylko poprzez aspekty finansowe, ale przede wszystkim skupić się na inwestycji w rozwój merytoryczny kadr, nowe narzędzia pracy i ogólną poprawę wizerunku pracodawcy.

Dagmara Moczarska, konsultant Antal, Banking & Insurance

FinTech & InsurTech Digital Congress 2018 – Trendy w sektorze FinTech i InsurTech

Krajowe sektory FinTech oraz InsurTech dynamicznie się rozwijają. Polskie firmy stają się atrakcyjnymi partnerami biznesowymi na arenie międzynarodowej. Jakie są aktualne trendy światowego rynku? 10 i 11 maja podczas wiosennej edycji FinTech & InsurTech Digital Congress światowi eksperci będą rozmawiać na temat przyszłości sektora finansów i ubezpieczeń.

05.10-11-III-InsurTech-KF1043,-05.10-11-IV-Fintech-KF1042_grafika-social-media-1200×900Odpowiedź na zmiany rynku

10 i 11 maja 2018 w The Westin Warsaw Hotel odbędzie się IV edycja elitarnego forum wiedzy FinTech & InsurTech Digital Congress. Wydarzenie jest odpowiedzią na zapotrzebowanie rynku na merytoryczną wiedzę z zakresu nowych technologii oraz finansów. “Uważam, że tego typu wydarzenia jak FinTech & InsurTech Digital Congress są bardzo wartościowe. Tu można w szybki i efektywny sposób zapoznać się z najnowszymi trendami i ich wpływem na klientów i biznesy. Ilość i tempo powstawania nowych rozwiązań, często wzajemnie powiązanych, otwiera olbrzymie szanse, ale może być także przytłaczająca. Taka konferencja, skupiona na aspektach praktycznych,  daje szanse na głębsze poznanie tych trendów, wymianę doświadczeń, poznanie innych osób, które być może w tej samej technologii eksperymentują i nawiązywanie wzajemnie synergii biznesowych, które pomagają z tych technologii skorzystać najbardziej efektywnie.”“- mówi Dorota Zimnoch, Międzynarodowy Ekspert branży FinTech oraz InsurTech.

Solidna dawka wiedzy

FinTech & InsurTech Digital Congress organizowany przez MMC Polska to elitarny szczyt biznesowy, na którym podejmowane są zagadnienia dotyczące szans i zagrożeń cyfrowego świata, technologii blockchain, zastosowania chatbotów, sztucznej inteligencji, regulacji, machine learning czy sposobów transakcji. FinTech & InsurTech Digital Congress to solidna dawka merytorycznej wiedzy.

Wśród Prelegentów tej edycji Kongresu znajdują się m.in.: dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu, BIK, Sonia Wędrychowicz-Horbatowska, Former COO DBS Digital Bank and Head of API and Singapore Consumer Bank Technology, Janusz Cieszyński, Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Zdrowia, James Hickson, CEO MASH, Laurent Nizri    CEO, Alteir Consulting (France), Adam    Rozwadowski, Prezes Zarządu, Enel-Med SA, Tobias Sonndorfer, Client Executive, Munich Re, Ewa    Wernerowicz, Prezes Zarządu, Vivus Finance.

Rozdanie nagród FinTech & InsurTech Awards

10 maja podczas Wielkiej Gali FinTech & InsurTech Night zostaną przyznane nagrody w konkursie FinTech & InsurTech Awards. Wyróżnienia przyznawane są zarówno firmom oraz ich przedstawicielom z branży fintech, insurtech, bankowości tradycyjnej, ubezpieczeń i branży pożyczkowej, którzy zaproponowali najciekawsze rozwiązania technologiczne w swoich branżach. Zwycięzcy zostaną wybrani przez niezależna Kapitułę Konkursową w poniższych kategoriach:

  • FINTECH AWARD
  • INSURTECH AWARD
  • BLOCKCHAIN TECHNOLOGY AWARD
  • BEST LENDING SOLUTION
  • BEST PAYMENT SOLUTION

Zapraszamy do odwiedzenia strony wydarzenia www.fintechdigitalcongress.pl oraz mediów społecznościowych: Facebook, Twitter, LinkedIn.