Nowa metoda leczenia dla osób z problemami słuchu. W Polsce przeprowadzono pierwszą w regionie operację wszczepienia nowoczesnych implantów

Nowa metoda leczenia dla osób z problemami słuchu. W Polsce przeprowadzono pierwszą w regionie operację wszczepienia nowoczesnych implantów 1

W Polsce sukcesem zakończyła się pierwsza w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a czwarta w ogóle na świecie operacja wszczepienia implantu słuchowego najnowszej generacji. Implant działa na zasadzie przewodnictwa kostnego, a pacjent odbiera naturalny, czysty dźwięk. To nadzieja dla pacjentów z wadami słuchu, u których inne terapie nie przynosiły efektów – podkreślają laryngolodzy. Z nowego urządzenia będzie mogło skorzystać kilkanaście procent chorych – przede wszystkim z wrodzonymi i nabytymi uszkodzeniami słuchu czy po nieudanych próbach ratowania słuchu klasycznymi aparatami słuchowymi.

– Zastosowane urządzenie jest implantem wykorzystującym przewodnictwo kostne. Każdy z nas, jeżeli dotykamy do kości czaszki, odbiera dźwięki, te dźwięki są przenoszone na ucho wewnętrzne i potem drogą słuchową do ośrodków centralnych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Implant słuchowy Cochlear OSIA OSI100 to duży krok naprzód w leczeniu wad słuchu. Urządzenie składa się z dwóch części – pierwsza mocowana jest magnetycznie na skórę, druga zaś wszczepiana pod skórę. Ta mocowana na skórę zbiera dźwięk, który za pośrednictwem przewodnictwa kostnego przekazywany jest do części zamocowanej pod skórą.

– Przewodnictwo kości zapewnia czysty dźwięk, dzięki czemu to, co słyszy pacjent, zwłaszcza mowa czy muzyka, brzmi bardzo naturalnie. Zwiększa to komfort odbierania muzyki, zarówno niskich, średnich, jak i wysokich częstotliwości – przekonuje prof. Henryk Skarżyński.

Jeszcze przed operacją przeprowadza się symulację, pacjent wie, na jaki zabieg się zgadza. Nie musi wierzyć opisom urządzenia, ale sam sprawdza jakość słyszenia dźwięków.

– Wiedza pacjenta, którą on zdobywa, korzystając z tego urządzenia, to jednocześnie wiedza dla nas, jak rozszerzać wskazania. Często bardzo niewielkie, subtelne różnice decydują o tym, czy rozumiemy 70 proc. czy 90 proc. mowy ludzkiej, czy rozumiemy swobodnie muzykę w zakresie określonego pasma częstotliwości czy pełnego pasma – mówi prof. Henryk Skarżyński.

Nowe urządzenie pozwala przywrócić słuch na takim poziomie, jaki mają zdrowi ludzie. Skorzystają z niego ci chorzy, u których dotychczas stosowane metody leczenia nie przynosiły oczekiwanych efektów.

– Urządzenie jest dedykowane tej grupie pacjentów, która nie miała korzyści z dotychczasowych rozwiązań, czy to klasycznych, takich jak aparaty słuchowe, czy urządzeń wszczepialnych do ucha środkowego bądź do ucha wewnętrznego. Identyfikujemy nową grupę pacjentów, którzy mogą mieć uszkodzenia wrodzone, nabyte, pourazowe, pozapalne lub po wcześniejszych operacjach, kiedy dochodziło do różnych zmian zarostowych, niepozwalających na swobodne przechodzenie dźwięku przez ucho środkowe, gdzie ten dźwięk powinien ulec wzmocnieniu – podkreśla prof. Skarżyński.

Z badań przeprowadzonych w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu wynika, że z implantu może skorzystać kilkanaście procent pacjentów, przede wszystkim dorosłych. Urządzenie jest jednak dopiero sprawdzane, a po badaniach grupę docelową będzie można rozszerzyć. Operacja przeprowadzona w Światowym Centrum Słuchu była pierwszą w kraju i regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Dotychczas implanty były wszczepione tylko w kilku krajach na świecie.

– Jesteśmy czwartym na świecie ośrodkiem, który wprowadza to do codziennej praktyki klinicznej. Obserwacje sprawią, że będziemy tę grupę docelowo jeszcze bardziej analizowali, definiowali, a jednocześnie prawdopodobnie będziemy rozszerzali granice wiekowe. Dziś stosujemy to u dorosłych, a myślę, że w niedalekiej przyszłości będzie miało to zastosowanie w wieku nastoletnim, a być może również u dzieci, dla których rozwój słuchowy jest niezwykle ważny, zwłaszcza na początku edukacji szkolnej – ocenia dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu.

Pierwsze implanty słuchowe Cochlear OSIA OSI100 są wszczepiane polskim pacjentom w ramach programu badawczego. W przyszłości będę one również refundowane, dzięki czemu będą z nich mogli skorzystać wszyscy kwalifikujący się pacjenci.

– Za każdą nową procedurą, rozwiązaniem, technologią, którą stosowaliśmy, szły nasze konkretne działania organizacyjne, żeby te urządzenia były dostępne. Dzisiaj rzeczywiście wszystkie one są dostępne w ramach obowiązującego systemu NFZ – podkreśla prof. Henryk Skarżyńki.

Szacuje się, że problem ze słuchem ma w Polsce ok. 900 tys. osób, a 40–50 tys. nie słyszy niemal w ogóle. Problem coraz częściej dotyka najmłodszych. Ostatnie badania przesiewowe wykazały, że w szkołach podstawowych nawet co 5–6 dziecko ma problem ze słuchem, który może utrudnić naukę i przeszkodzić w prawidłowym rozwoju.

Port Gdańsk stawia na rozwój turystyki. Zwiększy częstotliwość połączeń do Szwecji

Port Gdańsk stawia na rozwój turystyki. Zwiększy częstotliwość połączeń do Szwecji 2

Liczba połączeń pasażerskich do Skandynawii na razie nie jest imponująca, natomiast znaczenie tej gałęzi transportu dla turystyki stale rośnie. Trójmiasto stoi przed dużą szansą, żeby ten segment rynku zagospodarować – uważa Marcin Osowski, wiceprezes Portu Gdańsk. Port, który realizuje olbrzymi program inwestycyjny, współfinansowany z unijnych środków, stawia też na rozwój turystyki. Na początek zwiększy częstotliwość połączeń promowych do Szwecji.

– Na razie z Gdańska do Sztokholmu kursuje tylko jeden prom. W przyszłym kwartale uruchomiony zostanie drugi. Dzięki temu to połączenie będzie codzienne, a nie co dwa dni, jak dotychczas. Myślę, że to jest początek dalszego rozwoju połączeń pasażerskich pomiędzy Polską, a ściślej Gdańskiem, a Skandynawią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Osowski, wiceprezes zarządu ds. infrastruktury Zarządu Morskiego Portu Gdańsk.

Regularne połączenia pasażersko-samochodowe do Nynäshamn w Szwecji (ok. 60 km od Sztokholmu) obsługuje Terminal Promowy Westerplatte – część Portu Gdańsk. Terminal znajduje się blisko wejścia do portu i zarazem w niewielkiej odległości od centrum Gdańska, jest dobrze skomunikowany z krajową i międzynarodową siecią dróg, w szczególności z trasą Gdańsk – Warszawa (odległość do Warszawy wynosi 345 km) i autostradą A1 przez Obwodnicę Południową Gdańska.

Na trasie Gdańsk – Nynäshamn o długości 283 mil kursuje na razie tylko jeden prom M/F „Wawel”. Jednostka, która może przewieźć jednorazowo około tysiąca pasażerów i do 75 samochodów ciężarowych, oferuje na pokładzie wiele atrakcji dla turystów i podróżnych: restauracje, kawiarnię, kilka klepów, salę konferencyjno-kinową i grill bar. Prom należy do Polskiej Żeglugi Bałtyckiej – Polferries, to obecnie jedyny operator obsługujący połączenia z Gdańska do Skandynawii.

Na linii Gdańsk – Nynäshamn zacznie kursować w czerwcu kolejna jednostka – „Nova Star”, także należąca do Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Prom zbudowany w 2011 roku osiąga prędkość 21 węzłów, mieści na pokładzie ponad 1,2 tys. pasażerów i o wiele więcej miejsc kabinowych, ma podobne parametry ładunkowe co „Wawel” i także zapewnia podróżnym szereg atrakcji na pokładzie. Aktualnie „Nova Star” cumuje w gdańskim porcie, gdzie przechodzi prace remontowe zlecone przez właściciela.

– Najbardziej zaawansowany pod względem połączeń ze Skandynawią jest port w Świnoujściu, gdzie działa kilkanaście dziennych serwisów. Gdynia również ma sześć codziennych serwisów – zarówno do Sztokholmu, jak i do Karlskrony. Polskie porty mają jednak jeszcze dużo do zrobienia, a Gdańsk ma najwięcej. Myślę, że jest potencjał jeszcze na kilka dodatkowych linii w relacji północ-południe – mówi Marcin Osowski.

Wprowadzenie kolejnej jednostki obsługującej połączenie z Gdańska do Skandynawii pozwoli zwiększyć częstotliwość kursów (codzienne odejścia w sezonie) i sprostać oczekiwaniom turystów i rosnącego rynku. Jak podkreśla wiceprezes Portu Gdańsk, potencjał rozwoju turystyki leży jednak nie tylko w promach, lecz także w połączeniach wycieczkowych.

– Im więcej tych połączeń, tym bardziej cała branża turystyczna w Gdańsku może skokowo rosnąć i zyskiwać olbrzymie przychody. Wyobraźmy sobie, że turysta, który może wsiąść w Gdańsku na wycieczkowiec, przylatuje samolotem, zostawia tutaj pieniądze w hotelach, restauracjach, w muzeach, korzysta ze wszystkich rozrywek. Gdańsk staje się portem przesiadkowym, a nie tylko punktem kilkugodzinnych postojów dużych wycieczkowców. Turysta w takim rejsie zostawia od kilkuset do kilku tysięcy euro – to przemnożone przez kilkadziesiąt tysięcy turystów przekłada się na naprawdę olbrzymie wpływy i polepszanie wizerunku Gdańska, wybrzeża i całego Pomorza – mówi Marcin Osowski.

Znaczenie Polski na wycieczkowej mapie świata cały czas rośnie liczba zawinięć wycieczkowców do gdańskiego portu w ciągu ubiegłego roku zwiększyła się dwukrotnie. W 2017 roku na pokładzie 64 wycieczkowców przypłynęło do Gdańska około 32 tys. osób. Do Portu Gdynia zawijają największe wycieczkowce, jakie pływają po Bałtyku – w zeszłym roku najbardziej imponującą jednostką w gdyńskim porcie był Norwegian Getaway o długości ponad 325 metrów.

– Liczba połączeń pasażerskich z Trójmiasta, w tym z Gdańska, na razie nie jest imponująca, natomiast znaczenie tej gałęzi transportu dla turystyki jest olbrzymie i stale rosnące. W przeładunkach morskich to właśnie segment turystyczny rośnie nieustannie, bez względu na kryzysy czy pewną obniżkę w morskich przewozach handlowych. Dlatego Trójmiasto, Gdańsk, cała Polska stoją przed olbrzymią szansą, żeby ten segment rynku zagospodarować – zarówno od strony wody, jak i od strony potencjału turystycznego miast i regionów – podkreśla Marcin Osowski.

Port Gdańsk jest ważnym międzynarodowym węzłem komunikacyjnym i ogniwem Transeuropejskiego Korytarza Transportowego nr I, łączącego kraje skandynawskie z południowo-wschodnią Europą. W 2017 roku Zarząd Morskiego Portu Gdańsk zrealizował inwestycje za łączną kwotę przekraczającą ponad 29 mln zł. W bieżącym wystartowała realizacja ogromnego programu inwestycyjnego współfinansowanego z funduszy unijnych (łączna kwota dofinansowania to ok. 600 mln zł), który w większości ma zakończyć się do 2020 roku.

Na początku marca br. Zarząd Morskiego Portu Gdańsk ogłosił również przetarg na koncepcję budowy Portu Centralnego. Flagowa inwestycja obejmie ok. 500 ha, na których ma powstać kilka terminali o różnym przeznaczeniu (m.in. masowy, drobnicowy, pasażerski czy dla terminal dla ładunków ro-ro). Inwestycja ma zostać zrealizowana w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Koncepcja, którą zaproponuje wykonawca, musi zawierać m.in. analizę popytu na towarowo-pasażerski transport morski oraz prognozy długookresowych zmian popytu na ten transport do 2050 roku.

Ponad 80 proc. firm na całym świecie chce przejść cyfrową transformację. To dla nich szansa na budowanie lepszej pozycji rynkowej

Ponad 80 proc. firm na całym świecie chce przejść cyfrową transformację. To dla nich szansa na budowanie lepszej pozycji rynkowej 3

Liczba przedsiębiorstw, które opracowały cyfrową strategię, wzrosła o połowę w ciągu ostatnich trzech lat. Cyfryzacja zmienia wszystkie branże: od handlu i finansów po sektor produkcyjny, a w ostatnich pięciu latach globalne wydatki na digitalizację fabryk przekroczyły 100 mld dol. Aby była skuteczna, wymaga współdziałania wielu podmiotów. Współpraca w obszarze cyfrowej transformacji to główny motyw tegorocznego Fujitsu World Tour, który w ubiegłym tygodniu wystartował w Warszawie. W kolejnych miesiącach odwiedzi blisko 30 miast w 20 krajach świata. 

– Transformacja cyfrowa dotyka wszystkich: małe, średnie i duże firmy. Potrzebują jej wszystkie przedsiębiorstwa. Nasze statystyki pokazują, że ponad 80 procent wszystkich firm na świecie chce przejść cyfrową transformację – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Juan Maria Porcar, Vice President, Eastern Europe, Russia & CIS, and Africa, Fujitsu.

Cyfrowa transformacja firmy jest kluczowa w budowaniu jej pozycji rynkowej i konkurencyjności. Coraz częściej eksperci podkreślają, że przedsiębiorstwa, które nie dostosują się do jej wymogów, skazują się na rynkowy niebyt. Dlatego – jak szacuje globalna firma doradcza IDC – większość największych firm postawiła już technologie cyfrowe w centrum swojej strategii biznesowej, a w 2019 roku wydatki na inicjatywy z tym związane mają już przekroczyć na całym świecie 2,2 bln dol. Głównym czynnikiem, który motywuje przedsiębiorstwa do cyfrowej transformacji, jest chęć zwiększania przychodów – wynika z badania „Digital IQ 2017” firmy doradczej PwC. Tak twierdzi 49 proc. polskich i 57 proc. globalnych firm.

Cyfryzacja zmienia wszystkie branże: od usług, handlu i finansów aż po sektor produkcyjny – z wyliczeń Capgemini wynika, że globalne wydatki na digitalizację fabryk przekroczyły 100 mld dol. w ostatnich 5 latach. Z kolei według ubiegłorocznego badania KPMG i Harvey Nash liczba firm, które mają cyfrową strategię, wzrosła o połowę w ciągu ostatnich trzech lat. Jednocześnie prawie połowa organizacji w Polsce i pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej zatrudnia lub planuje powołać szefa do spraw cyfryzacji (ang. Chief Digital Officer, CDO).

– Cyfrowa rewolucja będzie napędzana przez transfer w chmurę, sztuczną inteligencję, internet rzeczy i cyberbezpieczeństwo. Wszystkie technologie są równie istotne. Gdybym miał wskazać najważniejsze, wybrałbym sztuczną inteligencję, zmierzanie w stronę robotyzacji produkcji. To będzie miało znaczący wpływ na społeczeństwo, w którym roboty będą przejmowały od nas coraz więcej funkcji. Ten trend stawia nowe wyzwania przed ludźmi, których trzeba będzie na nowo wyszkolić, nauczyć ich nowych umiejętności. Dziś, kiedy dane odgrywają coraz większą rolę, ich zabezpieczenie i ochrona mają kluczowe znaczenie. Te dwie kwestie: sztuczna inteligencja i bezpieczeństwo, są moim zdaniem najważniejsze – podkreśla Michael Keegan, Senior Vice President, Head of Product Business EMEIA, Fujitsu.

Cyfryzacja ma mieć też pozytywne przełożenie na światową gospodarkę (według Światowego Forum Ekonomicznego cyfrowa transformacja przyniesie światowej gospodarce ok. 100 bln dol.) oraz całe społeczeństwo. Z raportu MGI (A future that works: Automation, employment, and productivity) wynika, że już prawie połowa zadań wykonywanych przez ludzi może zostać zautomatyzowana dzięki technologii, a to z kolei może znacznie zwiększyć efektywność przedsiębiorstw. Z kolei raport „Future of Skills. Employment in 2030” Pearson wskazuje, że do 2030 roku aż 90 proc. znanych obecnie zawodów może zniknąć z rynku. Technologie na nowo kształtują rynek pracy, ale i przyczyniają się do rozwoju cywilizacyjnego.

– Innowacyjne firmy z branży IT dostarczają rozwiązania i możliwości do współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami, do optymalizacji procedur, obniżania kosztów i tworzenia nowych modeli biznesowych. Jaki to ma związek ze społeczeństwem? Wraz z rozwojem biznesu musi się rozwijać również społeczeństwo. Widzimy, że wszelkie wysiłki – podejmowane w ostatnich latach przez branżę IT i firmy technologiczne – przyczyniają się w ogromnym stopniu do rozwoju społeczeństwa. Rozwijane technologie pomagają społeczeństwu stawać się lepszym, wpływają na dobrostan wszystkich jego członków – nie tylko firm, lecz także obywateli – mówi dr Joseph Reger, Chief Technology Officer (CTO), Fujitsu EMEIA.

Cyfryzacja oraz innowacje technologiczne i ich przełożenie na biznes to przewodni motyw tegorocznej konferencji Fujitsu World Tour 2018. To jedno z największych na świecie wydarzeń poświęconych zastosowaniu IT w biznesie. Roadshow odbywa się na sześciu kontynentach, w 20 krajach świata, gromadząc co roku około 15 tys. gości, ekspertów, pasjonatów technologii i szefów globalnych firm. Pierwszym przystankiem na trasie była Warszawa, gdzie konferencja Fujitsu World Tour zagościła 10 kwietnia.

– Warszawa zawsze była ważna na mapie Fujitsu World Tour. Zgromadziliśmy tu ok. 800 osób, więc efekt mnożnikowy takiego spotkania jest znaczny. Dzięki działaniom PR-owym docieramy do wielu ludzi w Polsce, a w ramach Fujitsu World Tour odwiedzimy w tym roku 28 miast na całym świecie – mówi Joseph Reger.

Globalne wydarzenie to okazja, żeby na przykładzie case study zobaczyć, jak współpraca biznesu i technologii wpływa na budowanie wartości i konkurencyjności przedsiębiorstw. Podczas Fujitsu World Tour japoński koncern technologiczny – na konkretnych przykładach – pokazuje, jak stworzone przez niego innowacje i rozwiązania pomagają rozwijać potencjał i usprawnić funkcjonowanie firm na całym świecie. Hasłem przewodnim tegorocznego roadshow jest „Human Centric Innovation: Co-creation for Success”, czyli współpraca jako sposób na sukces.

– Fujitsu prezentuje metodologię, którą nazywamy współtworzeniem na rzecz transformacji cyfrowej. Współtworzenie to mechanizm, przepracowywany na warsztatach i spotkaniach, pozwalający realizować te usługi połączone, zaspokajać potrzeby firm i realizować wizję biznesu przyszłości. Poprzez serię wdrożeń łączymy ludzi biznesu i specjalistów od technologii i dzięki temu tworzymy nowe możliwości biznesowe. Czasami są to pewne usprawnienia, a czasami całkowita zmiana modelu biznesowego, ale w obu przypadkach kluczowa jest współpraca – mówi Juan Porcar.

Japoński gigant sektora technologii podkreśla, że cyfrowa transformacja wymaga zaangażowania i przede wszystkim współpracy wielu stron. Jedną z najlepszych metod jest stworzenie multidyscyplinarnego zespołu, w którym znajdą się zarówno osoby mające dużą wiedzę o danej branży, organizacji i jej strukturach, jak i specjaliści z zakresu wdrażania cyfrowych innowacji.

– Cyfrowa współpraca jest wtedy, kiedy Fujitsu i jeden z naszych klientów wspólnie zastanawiają się nad tym, jak stworzyć najlepsze rozwiązanie. W ten sposób pomagamy im przejść przez cyfrową rewolucję. Doświadczenie technologiczne w połączeniu z dogłębną znajomością poszczególnych branż, którą mają nasi klienci, mogą przynieść lepsze rozwiązania – dodaje Michael Keegan.

Rośnie wartość inwestycji na rynku funduszy private equity. Coraz częściej służą jako lokata pieniędzy dla zamożnych

Rośnie wartość inwestycji na rynku funduszy private equity. Coraz częściej służą jako lokata pieniędzy dla zamożnych 4

Rozwój funduszy private equity nabiera w Polsce tempa – wartość inwestycji na naszym rynku w 2017 roku sięgnęła blisko 7 mld euro, ale patrząc na rynki rozwinięte jesteśmy jeszcze w fazie wczesnego wzrostu – ocenia Michał Staszkiewicz, wiceprezes zarządu Private Equity Managers oraz MCI Capital TFI. Fundusze, które inwestują w spółki prywatne, są dobrą alternatywą dla nisko oprocentowanych lokat i niepewnego rynku akcji. Są bardziej odporne na turbulencje i wahania koniunktury, a ich strategia jest nastawiona na długi horyzont czasowy i podzieloną budowę portfela. Nie jest to jednak rodzaj inwestycji przeznaczony dla każdego inwestora.

 Fundusze private equity są atrakcyjną formą inwestowania kapitału dla osób, które mają doświadczenie w inwestowaniu, które prowadziły własną działalność gospodarczą, ale w szczególności dla inwestorów, którzy myślą o sukcesji swojego majątku. Są to klienci private bankingu o dłuższym horyzoncie inwestycyjnym, którzy są gotowi zainwestować pieniądze nawet na 10 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Staszkiewicz, wiceprezes zarządu Private Equity Managers i MCI Capital TFI.

Private equity nie jest produktem masowym – to bardziej elitarna forma pomnażania nadwyżek pieniężnych i dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Ta forma inwestowania jest tworzona z myślą o bardziej świadomym, doświadczonym inwestorze i klientach zamożnych z sektora private bankingu.

 Są to osoby, które rozumieją inwestycje, własny biznes i chcą skorzystać ze wsparcia profesjonalistów, którzy są w stanie pomnożyć ich pieniądze – mówi Michał Staszkiewicz.

Strategia inwestycyjna funduszy private equity jest nastawiona na długoletni horyzont czasowy i zdywersyfikowaną budowę portfela. To inwestycje odporne na cykle koniunkturalne, bezpieczne i zyskowne przy inwestycjach długoterminowych – według firmy badawczej Preqin, zyski z funduszy private equity w latach 2001–2018 oscylowały na poziomie ok. 280 proc. Dla porównania indeks giełdy amerykańskiej wzrósł w tym czasie o ok. 160 proc.

W ubiegłym roku bardzo atrakcyjne stopy zwrotu wypracowały fundusze MCI – jednego z najszybciej rosnących funduszy private equity w Europie Środkowo-Wschodniej, który jako jedyny w regionie umożliwia inwestorom indywidualnym uczestniczenie w projektach o dużym wzroście wartości w spółki niepubliczne. MCI zarządza ona aktywami o wartości przekraczającej 2,3 mld zł, które w skali ostatnich 4 latach urosły o 151 proc.

W 2017 roku fundusz MCI.TechVentures zapewnił zysk w wysokości ok 6 proc., MCI.EuroVentures – ok. 10 proc., a MCI.CreditVentures – ok. 7 proc. W portfelu MCI jest m.in. internetowy sklep z elektroniką Morele.net, który w 2017 miał 720 mln zł obrotów netto i 1,5 mln klientów, oraz Answear.com, w który fundusz zainwestował w 2013 roku, a od tamtego momentu wartość firmy wzrosła kilkukrotnie.

 Przewagą funduszy private equity jest dostęp do inwestycji w spółki niepubliczne. To unikatowe i specyficzne rozwiązanie, oznacza współdziałanie z zarządami tych spółek, wpływ na rozwój ich działalności. Jest to główna różnica względem inwestycji w spółki publiczne, notowane na giełdach. Interesują nas sektory, które korzystają z globalnych trendów, np. technologiczny, a w niedalekiej przyszłości atrakcyjny może się okazać sektor przemysłowy oparty na innowacyjnych rozwiązaniach – mówi wiceprezes zarządu Private Equity Managers i MCI Capital TFI.

W sektorach, które znajdują się w obszarze zainteresowania MCI, są również usługi finansowe, handel oraz cyfrowe technologie w usługach czy FMCG.

Jarosław Dubiński, partner zarządzający Kancelarii Dubiński, Jeleński, Masiarz i Wspólnicy, podkreśla, że inwestycja funduszu private equity w przedsiębiorstwo oznacza nie tylko zastrzyk finansowy. Oprócz środków na rozwój, fundusze transferują do portfelowych spółek know-how, doświadczenie menadżerskie, doradzają konkretne rozwiązania, szukają przewagi konkurencyjnej i tworzą nową strategię. Dzięki temu przedsiębiorstwo zyskuje dużo szersze możliwości rozwoju.

 Ta współpraca możliwa jest w modelu, w którym private equity nie wykupuje w 100 proc. dotychczasowych właścicieli. Fundusz wchodzi na mniejszościowy pakiet albo porównywalny z tym, który ma dotychczasowy właściciel. W oparciu o umowę inwestycyjną wspierają operacje spółki w taki sposób, który pozwala private equity kontrolować zainwestowany kapitał, a właścicielowi pozwala rozwijać kierunki, które wspólnie z funduszem zostały ustalone. Następnie private equity wybiera optymalny sposób wyjścia z inwestycji z zyskiem dla inwestorów – mówi mecenas Jarosław Dubiński.

Jak podkreśla, aby zwiększyć dostępność produktów oferowanych przez fundusze Private Equity na polskim rynku, potrzebne są zmiany w zakresie legislacji i podejściu organów, które nadzorują działalność instytucji regulowanych na rynku finansowym.

– Powinny się pojawić czytelne zapisy pozwalające funduszom emerytalnym na inwestowanie w fundusze private equity. Co prawda, w dzisiejszej ustawie o organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych taka możliwość jest przewidziana, ale stanowisko nadzorcy nie jest przychylne i praktycznie nie ma żadnych inwestycji z poziomu funduszy emerytalnych – dodaje Jarosław Dubiński.

Również w przypadku funduszy, które działają w formule otwartych funduszy inwestycyjnych, teoretycznie przewidziana jest możliwość inwestowania w private equity. Natomiast ani fundusze, ani nadzorca nie patrzą na tego typu inwestycje przychylnym okiem.

– To zdecydowanie poprawiłoby dywersyfikację tych portfeli i otworzyło je na aktywa uniezależnione od wahań na rynkach giełdowych. To są potrzebne  zmiany, które powodowałyby, że fundusze private equity mocniej zaistniałyby na naszym rynku finansowym – wskazuje partner zarządzający Kancelarii Dubiński, Jeleński, Masiarz i Wspólnicy.

W ubiegłym roku wartość inwestycji private equity na polskim rynku sięgnęła poziomu ok. 7 mld euro, do czego przyczyniły się dwie duże transakcje – sprzedaż Allegro grupie funduszy PE oraz przejęcie Żabki przez fundusz CVC Capital Partners.

Moda i naśladownictwo

Targowisko próżności – tak często mówi się o modzie. Nic dziwnego, mechanizm naśladownictwa tkwiący u jej podstaw generuje ogromną ilość tzw. ofiar mody. To często bohaterowie prześmiewczych memów, które obiegają internet z szybkością błyskawicy. Czy jednak naśladownictwo może mieć dobre strony, a moda być narzędziem inicjowania pozytywnych zmian społecznych? I co w tym zakresie mają do powiedzenia konsumenci? – pisze dr Piotr Szaradowski, wykładowca na specjalności fashion design w poznańskiej School of Form Uniwersytetu SWPS.

Balansowanie między naśladownictwem a indywidualizmem

Karykatury, prześmiewcze wierszyki, złośliwe komentarze – to wszystko od zawsze spotykało ślepo podążających za modą. Nawet w „Panu Tadeuszu” Adama Mickiewicza możemy znaleźć niepochlebne przecież zdanie wypowiedziane przez Podkomorzego: „Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi; A co Francuz wymyśli, to Polak polubi”. Bezrefleksyjne naśladownictwo łączy się z określeniem „ofiara mody”. W dzisiejszym świecie ofiar mody jest niemało. Dowodem niech będą liczne memy, które dzięki internetowi obiegają świat z zawrotną prędkością.

W ramach samego zagadnienia mody również dostrzega się ten problem. Już ponad wiek temu Georg Simmel, filozof i socjolog, pisał o napięciu pomiędzy naśladownictwem a indywidualizmem. To pierwsze zaspokaja pragnienie adaptacji społecznej, podążania bezpiecznym szlakiem przetartym przez poprzedników.

Jednak potrzeba jednostkowego wyróżnienia się w tłumie także nie pozostaje uśpiona. Ważne, aby zachować między nimi balans. Gdy przesuniemy się zbyt mocno w stronę naśladownictwa, możemy zostać ofiarami mody bez własnej osobowości. Albo wręcz przeciwnie, stać się wyobcowanymi, nierozumianymi indywidualistami.

Gdyby jednak odrzucić mechanizm naśladowania, czy można by w ogóle mówić o modzie? Może właśnie o to chodziłoby przeciwnikom mody – żeby jej po prostu nie było? Niestety nie jest to takie proste, gdyż pojęcie mody nie ogranicza się ubiorów i tego, jak wyglądamy. To mechanizm bardziej powszechny, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Są przecież także modne kawiarnie, modni artyści, modne miejsca na wakacyjny wyjazd, itd. Ale nie tylko to. Dzięki mechanizmowi naśladownictwa i procesowi powtarzania możliwe jest uczenie się.

I nie musi to przeszkadzać w zachowaniu własnej indywidualności. Chodzi jedynie o to, by utrzymywać rozsądne granice.

Moda godna naśladowania

Mówienie o rozsądku w przesiąkniętym konsumpcjonizmem świecie może zakrawać na heroizm. Ilość towaru dostępnego na rynku wystarczyłaby na znacznie dłużej niż jeden sezon. Poza tym, nawet jeśli myślimy rozsądnie, to wszechobecne reklamy przekonują nas, że „rozsądnie” jest kupić więcej, bo teoretycznie dzięki temu zaoszczędzimy. Nie wszyscy jednak zachłystują się konsumpcjonizmem, mało tego, wiele postaci, także z show biznesu i branży modowej, zaczyna go krytykować.

Warto tutaj wspomnieć chociażby o Livii Firth, założycielce konsultingowej platformy ECO-AGE, która wraz ze swoim zespołem pomaga firmom, m.in. wdrażać programy zrównoważonej, odpowiedzialnej produkcji. Na swoim koncie instagramowym zamiast słynnego „Black Friday” propaguje hasło „Block Friday”.

Vivienne Westwood, zbuntowana projektantka mody punk i nowej fali, już w 2014 r. mówiła wyraźnie: „Kupujcie mniej, wybierajcie staranniej, zwracajcie uwagę na jakość”. Czy nie brzmi to jak godne naśladowania hasło? I dokładnie ten sam mechanizm, wcześniej poddawany krytyce, może pomóc w popularyzowaniu pozytywnych wartości właśnie w obrębie mody. Tym bardziej, że negatywnych zjawisk towarzyszących globalnej produkcji nie brakuje.

Odpowiedzialna moda – trwała zmiana?

Nadmierny konsumpcjonizm to mocny przeciwnik i zapewne niełatwo będzie się z nim zmierzyć, bo o pokonaniu na razie nie ma co marzyć. Są jednak pewne zjawiska w modzie, które można ograniczyć, a w dalszej perspektywie nawet wyrugować. Chodzi przede wszystkim o używanie naturalnych futer.

Duże liczące się domy mody, projektanci i firmy rezygnują z ich stosowania. Od lat w czołówce jest brytyjska projektantka Stella McCartney, ale dołączyli do niej już m.in. Tom Ford, Giorgio Armani, Gucci czy Hugo Boss, i z pewnością będą następni. Pojawiają się także prototypy coraz doskonalsze zamienniki skóry, które mogłyby być na szeroką skalę wykorzystywane przy producji obuwia czy akcesoriów.

Nowe technologie pozwalają również na przetwarzanie i wykorzystywanie plastiku. Na przykład Adidas wykorzystuje wyłowione z oceanu plastikowe opady, by tworzyć (na razie krótkie) serie butów. Inne, cieszące się długoletnią tradycją i jednocześnie uznaniem, firmy także starają się iść z duchem czasu.

Słynna firma Levi Strauss & Co. (producent znanej marki jeansów Levi’s) poszukuje rozwiązań, dzięki którym produkcja ubrań byłaby bezpieczniejsza dla środowiska naturalnego. Kolekcja „Levi’s Water<Less Jeans” została wyprodukowana przy znacznie mniejszej ilości wody, w przypadku niektórych modeli jej zużycie ograniczono nawet do 96 proc. To znakomity rezultat, biorąc pod uwagę, że produkcja jednej pary jeansów standardową metodą pochłania 45 litrów wody. Oszczędność była możliwa dzięki zastosowaniu kilku prostych metod: ograniczeniu liczby prań oraz wykorzystaniu technologii „stone wash”, czyli prania kamieniami.

Niestety w tej grze chodzi nie tylko o ochronę zasobów ziemi. Równie istotne jest położenie pracowników, zwłaszcza tych pracujących niemal niewolniczo. Nieustannie apeluje się o zwrócenie uwagi na proces produkcji odzieży. Głos zabierają nie tylko aktywiści i celebryci. Artyści także wypowiadają się na ten temat.

W 2017 roku, cztery lata po katastrofie na terenie kompleksu Rana Plaza, nieopodal Dhaki w Bangladeszu (zginęło wtedy 1127 osób, a ponad 2500 odniosło obrażenia), w wielu polskich miastach zawisły billboardy autorstwa Igora Dobrowolskiego. Pokazywały one nie tylko to w jak katastrofalnych warunkach przebywają pracownicy fabryk odzieżowych, ale również fakt, że część z nich to dzieci.

Czy taka akcja może zmienić świadomość konsumentów i zwrócić ich uwagę na proces produkcji ubrań? Na pewno trzeba myśleć o zmianach jako procesie mocno rozciągniętym w czasie. Ale rezygnować z dotarcia do konsumentów nie można. Oni bowiem jako ostatnie, docelowe ogniwo procesu produkcji, mają wpływ na realną zmianę w przemyśle odzieżowym poprzez swoje wybory. Dlatego tak istotne jest, by pokazywać pozytywne przykłady działań. A przy kształtowaniu tych nowych, dobrych nawyków mechanizm naśladowania szybko okaże się pożądany.

NETskaner wspiera przedsiębiorców w aktualizacji danych po dekomunizacji nazw ulic

NETskaner to unikalne na polskim rynku narzędzie dla małych i średnich firm, które pozwala na szybką aktualizację danych w wielu serwisach (np. Google, Facebook, Panorama Firm, Yelp czy Cylex). Rozwiązanie wdrożone przez Eniro Polska wspiera właścicieli firm w zarządzaniu spójnym wizerunkiem i jednolitym standardem danych przedsiębiorstwa w Internecie. Jest to szczególnie ważne w perspektywie zmian adresów, które wprowadza tzw. ustawa dekomunizacyjna.

W całym kraju do zmiany nazwy zaopiniowano ponad 1000 ulic. Zmiana danych adresowych na mocy wyżej wymienionej ustawy nie wymaga natychmiastowej wymiany dokumentów, a dodatkowo państwo zwolniło przedsiębiorców od opłat za zmianę wpisów w rejestrach, ewidencjach czy księgach wieczystych. Wyzwaniem dla przedsiębiorców jest natomiast aktualizacja danych adresowych w sieci. W tej kwestii z pomocą przychodzi im NETskaner, który umożliwia zarządzanie danymi każdej lokalizacji firmy w Internecie. Na stronie netskaner.pl przedsiębiorca może wykonać samodzielnie bezpłatny audyt sprawdzający aktualność danych firmy w popularnych serwisach internetowych czy aplikacjach m.in. Google, Google Mapy, Facebook, Panorama Firm, Yelp, Waze czy Navmii.

Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl
Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl

Z analizy naszych danych wynika, że zmiana adresu związana z dekomunizacją ulic obejmie ponad 29 tysięcy firm. Przez jakiś czas użytkownicy Internetu mogą spotykać się z podwójnymi adresami tych przedsiębiorstw, a to utrudnia znalezienie firmy lub zniechęca do skorzystania z jej usług. NETskaner to jedyne na rynku rozwiązanie, które pomaga właścicielom małych i średnich firm kompleksowo zarządzać prezentacją firmy w popularnych serwisach typu Google czy Facebook. Zarządzanie danymi firmy odbywa się przez wygodny w obsłudze panel, dostępny dla klientów usługi NETskaner. W panelu można aktualizować nie tylko dane teleadresowe, ale również branżę, logo, zdjęcia, godziny otwarcia czy sposób płatności. – mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl.

Już prawie 3 000 firm założyło profile w usłudze NETskaner, dbając o aktualność informacji na temat własnej firmy i jej lokalizacji. Założenie profilu w usłudze NETskaner zapewnia stałą kontrolę nad aktualnością danych oraz pozwala reagować na opinie na temat firmy w mediach społecznościowych. Pomaga też chronić dane firmy przed czynami nieuczciwej konkurencji czy niepożądanymi działaniami osób niepowołanych.

Na stronie netskaner.pl można łatwo sprawdzić aktualność danych firmy. Po wpisaniu podstawowych informacji o firmie, serwis szybko przygotowuje bezpłatny audyt obecności w sieci. Błędy w danych firmy lub jej brak oznaczają, że jest ona rzadziej znajdowana przez potencjalnych klientów, a w konsekwencji sprzedaje mniej.

Aktualne dane kontaktowe prezentowane w profesjonalny i spójny sposób z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi internetowych, pomagają przedsiębiorcom w prowadzeniu biznesu.

Nowy system recenzji w wyszukiwarce PanoramaFirm.pl

Eniro Polska, właściciel wyszukiwarki lokalnej Panorama Firm, w kwietniu br. wprowadza nowy system recenzji. Jest to odpowiedź na potrzeby zgłaszane zarówno przez użytkowników, jak i klientów serwisu. Od teraz użytkownicy mogą publikować opinie na temat firm oraz oferowanych przez nie produktów i usług. Z kolei reklamodawcy serwisu uzyskali możliwość reagowania na recenzje.

Jak pokazują wyniki wielu badań, konsumenci przed zakupem produktów i usług sprawdzają opinie innych internautów. Co więcej, postrzegają je jako informacje pomocne w podjęciu decyzji zakupowej. Komentarze klientów, dostępne w serwisach działają podobnie jak rekomendacje od znajomych – dzięki nim jesteśmy skłonni, aby chętniej nabyć produkt lub skorzystać z usług danej firmy.

Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Rozwoju Rynku w Eniro Polska
Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Rozwoju Rynku w Eniro Polska

Zdecydowaliśmy się rozbudować system recenzji, bo tego oczekują od nas użytkownicy i klienci. Dzięki opiniom możemy dowiedzieć się więcej na temat firmy, którą znaleźliśmy lub też porównywać ją z innymi właśnie pod kątem recenzji. Treści generowane przez użytkowników to cenne źródło informacji, wspierających decyzję zakupowe konsumentów. Z kolei dla przedsiębiorców to dodatkowe narzędzie promocji i audytu. Pozytywne recenzje są wskazówką, co firma robi dobrze, a sugestie dotyczące poprawienia poziomu obsługi to sygnał, co należy szybko zmienić, żeby nie stracić klientów. Z satysfakcją obserwujemy, że blisko 60% recenzji stanowią te pozytywne. – mówi Magdalena Wypychowicz, Dyrektor Rozwoju Rynku w Eniro Polska.

Nowością jest możliwość reagowania na opinie – funkcja ta jest dostępna tylko dla klientów Panoramy Firm. Właściciel firmy posiadającej wizytówkę w Panoramie Firm, może odpowiedzieć na recenzje – podziękować za pochwały lub ustosunkować się do zgłoszonych uwag. Może także zrezygnować z publikowania recenzji – wówczas funkcjonalność zostaje wyłączona. Firma, która nie jest klientem Panoramy Firm, a chciałaby reagować na opinie, może to zgłosić przez odpowiedni formularz. To istotna informacja biorąc pod uwagę fakt, że opinie o produktach i usługach publikowane w popularnych wyszukiwarkach i serwisach internetowych, mają realny wpływ na zwiększanie sprzedaży.

System wdrożony przez firmę Eniro Polska, właściciela wyszukiwarki lokalnej Panorama Firm, został zaprojektowany z myślą o dodawaniu wiarygodnych i merytorycznych opinii. Dlatego recenzje zawierające wulgaryzmy lub personalne ataki na konkretne osoby, bez merytorycznego odniesienia do działalności firmy, nie będą publikowane.

Obecnie w serwisie mamy już ćwierć miliona recenzji, ale chcemy, żeby było ich znacznie więcej. Użytkownicy mogą je dodawać i przeglądać zarówno w wersji mobilnej, jak i desktopowej. Dzięki wdrożonej funkcjonalności Panorama Firm będzie jeszcze lepszym źródłem aktualnych informacji lokalnych o firmach, produktach i usługach. – dodaje Magdalena Wypychowicz.

Konsumenci poszukujący w sieci informacji na temat firm czy produktów bardzo często kierują się opiniami innych internautów. Kto jest w stanie lepiej ocenić jakość usług niż osoba, która sama z nich skorzystała? Opinie są powszechnym źródłem informacji w serwisach aukcyjnych, porównywarkach cen, sklepach internetowych czy wyszukiwarkach lokalnych takich jak PanoramaFirm.pl, z której korzysta miesięcznie ponad 4 mln użytkowników.

OSE Gdańsk 2018 – relacja

W dniach 16-17 kwietnia 2018 r. w Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności odbyła się VI edycja Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego – OSE GDAŃSK 2018, poświęconego wyzwaniom stojącym przed rozwojem polskiej energetyki. Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Energii, Henryka Kowalczyka, Ministra Środowiska, Andrzeja Adamczyka, Ministra Infrastruktury, Marka Gróbarczyka, Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Macieja Bando, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, Alicję Adamczak, Prezesa Urzędu Patentowego RP, Dariusza Drelicha, Wojewodę Pomorskiego, Mieczysława Struka, Marszałka Województwa Pomorskiego, Piotra Całbeckiego, Marszałka Województwa Kujawsko- Pomorskiego, Adama Jarubasa, Marszałka Województwa Świętokrzyskiego, Adama Struzika, Marszałka Województwa Mazowieckiego, Dorotę Arciszewską-Mielewczyk, Przewodniczącą Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Jacka Jaśkowiaka, Prezydenta Miasta Poznania, Piotra Krzystka, Prezydenta Miasta Szczecin, Janusza Kubickiego, Prezydenta Miasta Zielona Góra, Ryszarda Nowaka, Prezydenta Miasta Nowy Sącz, Wojciecha Szczurka, Prezydenta Miasta Gdynia, Tadeusza Truskolaskiego, Prezydenta Miasta Białystok, Krzysztofa Żuka, Prezydenta Miasta Lublin. Szczyt objęty został także Patronatem Honorowym przez: Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Parlamentarny Zespół ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej, Parlamentarny Zespół ds. Energetycznego Pakietu Zimowego, Miasto Gdańsk, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu, Instytut Kolejnictwa, Główny Instytut Górnictwa, Fundację na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, Izbę Gospodarczą Ciepłownictwo Polskie, Krajową Izbę Biopaliw, Krajową Izbę Gospodarczą, Krajową Organizację Innowatorów Przemysłu INNOVO, Narodową Agencję Poszanowania Energii S.A., Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, Polską Organizację Przemysłu i Handlu Naftowego, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej, Polską Izbę Magazynowania Energii, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej, Pomorskie Dni Energii, Towarzystwo Elektrowni Wodnych, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych, Związek Miast i Gmin Morskich.

Szczyt oficjalnie zainaugurował Minister Energii Krzysztof Tchórzewski, który zwracając się do uczestników podkreślił, że Polska stoi obecnie przed kluczowymi wyzwaniami w obszarze energetyki, które z jednej strony muszą uwzględniać rosnące potrzeby gospodarki kraju, jeżeli chodzi o zapotrzebowanie na energię, z drugiej istotne jest, aby przyszłe inwestycje uwzględniały politykę ochrony klimatu oraz redukcji emisji realizowaną przez Unię Europejską.

Debatą otwierającą OSE GDAŃSK 2018 była Sesja Plenarna pt. „Polska polityka energetyczna – priorytety unijne vs polskie cele strategiczne”. Moderatorami debaty byli dr Paweł Grzejszczak – Partner, Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka oraz dr hab. Filip M. Elżanowski – Radca Prawny, Kancelaria ECh&W, zaś udział w niej wzięli: Henryk Kowalczyk – Minister Środowiska; Jerzy Kwieciński – Minister Inwestycji i Rozwoju; Krzysztof Tchórzewski – Minister Energii; Stefan Gullgren – Ambasador Królestwa Szwecji w Polsce; Hanna Lehtinen – Ambasador Republiki Finlandii w Polsce; Ole Egberg Mikkelsen – Ambasador Królestwa Danii w Polsce; Maciej Bando – Prezes Urzędu Regulacji Energetyki; Kazimierz Kujda – Prezes NFOŚiGW. Początek debaty został zdominowany przez pytanie o strategię bezpieczeństwa energetycznego Polski na tle innych krajów UE. W szczególności zastanawiano się nad najważniejszymi rodzajami źródeł wytwarzania energii, jakimi są atom, gaz i węgiel – zarówno w odniesieniu do polskich możliwości, jak miksów energetycznych krajów sąsiadujących z Polską. Następnie omówiono inicjatywę Trójmorza jako platformę do współpracy w dziedzinie energetyki gazowej, transportu oraz gospodarki. Stanowiło to wstęp do dyskusji nad kierunkami partnerstwa w najbliższych latach; czy Polska powinna bardziej kierować się w stronę Stanów Zjednoczonych, czy raczej Unii Europejskiej. W tym kontekście nie bez znaczenia była także kwestia priorytetów współpracy w basenie Morza Bałtyckiego (ropa, gaz, a może też energia) oraz stopnia zaawansowania projektu Baltic Pipe jako elementu współpracy w ramach basenu Morza Bałtyckiego. Na koniec zaś odniesiono się do  przyszłości OZE wobec zmian ustawodawczych, jak i również wpływu polityki klimatycznej i surowcowej na politykę energetyczną. Z uwagi na obecność gości  zagranicznych ważnym tematem było także stanowisko poszczególnych krajów do Nord Stream 2 szczególnie odniesieniu do wstępnych deklaracji krajów bałtyckich wobec nacisków ze strony rosyjskiej.

 

Po Sesji Plenarnej odbyła się Gala Wręczenia statuetek „Bursztyn Polskiej Energetyki 2018”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Energetyki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki i energetyki w kraju i zagranicą. Laureaci w/w statuetki dzięki tej nagrodzie zostali uhonorowani za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy. W tym roku statuetka została wręczona Ministerstwu Energii za skuteczne i konsekwentne wdrożenie mechanizmu rynku mocy w Polsce, Henrykowi Baranowskiemu, Prezesowi Zarządu PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. za skuteczne i konsekwentne działania zwiększające bezpieczeństwo i niezależność energetyczną Polski poprzez przejęcia aktywów ciepłowniczych i kogeneracyjnych oraz  utworzenia spółki dedykowanej PGE Energia Ciepła S.A., Grupie ENEA za skuteczne i konsekwentne wspieranie rozwoju polskiej energetyki poprzez oddanie do eksploatacji najnowocześniejszej konwencjonalnej jednostki wytwórczej w Polsce – bloku energetycznego B11 o mocy 1075 MW w Elektrowni Kozienice, Spółce Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A. za skuteczne i konsekwentne realizowanie polityki dywersyfikacji źródeł oraz kierunków dostaw gazu do Polski, Polskiemu Komitetowi Energii Elektrycznej za konsekwentne i skuteczne reprezentowanie interesów branży energetycznej w zakresie polityki energetycznej i gospodarczej na arenie międzynarodowej, Gminie Pruszcz Gdański za konsekwencję w działaniach w zakresie zrównoważonego rozwoju energetyki na terenie Gminy i poprawę bezpieczeństwa ekologicznego.

Następnie odbyła się ceremonia wręczenia statuetki „Fale Innowacji 2018”, w ramach konkursu „Laboratorium Innowacyjności” przygotowanego w ramach OSE GDAŃSK 2018 z inicjatywy Grupy GPEC. W tym roku statuetkę otrzymała firma ENETECH Sp. z o.o. za projekt zbiornika do magazynowania oraz transportu ciepła.

 

Po wręczeniu nagród „Bursztyn Polskiej Energetyki 2018” oraz „Fale Innowacji 2018” debaty Szczytu odbywały się w dwóch równolegle trwających częściach. W ramach części pierwszej odbyły się debaty „Strategia rozwoju polskiej energetyki – między polityką, bezpieczeństwem a biznesem”, „Współpraca energetyczna państw basenu Morza Bałtyckiego” oraz „Ciepło, kogeneracja i efektywność energetyczna – Polska bez smogu”. W drugiej zaś części odbyły się debaty „Gospodarka 4.0 – energetyka i przemysł”, „Rynek energii elektrycznej, ropy i gazu – uwarunkowania dalszego rozwoju” oraz panel prezentacyjny „Laboratorium Innowacyjności – prezentacje innowacyjnych rozwiązań w przemyśle”.

 

Debatę pt. „Strategia rozwoju polskiej energetyki – między polityką, bezpieczeństwem a biznesem” poprowadzili  dr Jerzy Baehr – Partner Zarządzający, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr oraz Maciej Szambelańczyk – Partner, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr, zaś w roli prelegentów wystąpili: Mateusz Aleksander Bonca – p.o. Prezesa Zarządu, Grupa LOTOS S.A.; Wojciech Hann – Członek Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego; Anna Jakób – Członek Zarządu, Grupa GPEC; Paweł Jakubowski – Prezes Zarządu, Polskie LNG S.A.; Jacek Kościelniak – Wiceprezes Zarządu ds. Finansowych, ENERGA S.A.; Mirosław Kowalik – Prezes Zarządu, Enea S.A.; prof. UAM dr hab. Maciej Mataczyński – Partner Zarządzający, Kancelaria SMM Legal; Rafał Miland – Wiceprezes Zarządu, PERN S.A.; Piotr Woźniak – Prezes Zarządu, PGNiG S.A.; Paweł Ostrowski – Wiceprezes Zarządu, Towarowa Giełda Energii S.A. Jeden z kluczowych tematów dyskusji dotyczył gospodarki paliwowej, energetycznej i gazowej jako czynników mobilizujących rozwój. Omawiano także zagadnienia przejęć kapitałowych w strategii bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz najważniejszych projektów infrastrukturalnych w Polsce i ich efektów. W dalszej kolejności analizowano, jakie niezbędne inwestycje i źródła finansowania muszą zostać poczynione w obszarze sieci przesyłowych i magazynów gazu. Równie ważne było omówienie docelowego modelu gazu dla Polski w kontekście krajowych zasobów i uwarunkowań ich eksploatacji. Z drugiej strony zaproszeni goście przyjrzeli się sektorowi paliwowemu i jego strategii wobec wyzwań przyszłości, co stanowiło wstęp do rozmów na temat terminala naftowego i gazowego jako elementu strategii bezpieczeństwa energetycznego Państwa.

 

Debata Oksfordzka pt. „Współpraca energetyczna państw basenu Morza Bałtyckiego” poprowadzona została przez Herberta Leopolda Gabrysia – Przewodniczącego Komitetu ds. Energii i Polityki Klimatycznej, Krajowa Izba Gospodarcza oraz prof. Waldemara Kamrata – Politechnika Gdańska. Do dyskusji zaś zostali zaproszeni: dr. inż. Graham M. Butt – Kierownik referatu ds. energii odnawialnej, Ministerstwo Energetyki, Infrastruktury, Digitalizacji Meklemburgii Pomorza Przedniego; Krzysztof Figel – Konsul Honorowy Republiki Łotewskiej w Gdańsku; Daniel Larsson – Radca Handlowy, Ambasada Szwecji w Polsce; Mieczysław Struk – Marszałek Województwa Pomorskiego; Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej; Marcin Wiśniewski – Starszy Doradca Handlowy ds. Energetyki i Środowiska Ambasada Królestwa Danii w Polsce. Tematy, jakie zostały poruszone w ramach dyskusji to m.in. Alternatywne, sprawdzone modele rozwoju rynków energii, paliw, gazu i OZE w krajach ościennych, a także obszary współpracy pomiędzy krajami basenu Morza Bałtyckiego. Równie ważną kwestią były wspólne projekty i efekty synergii, jak i dyskusja nad projektem Nord Stream 2 z perspektywy interesów Polski i krajów sąsiadujących. Na koniec zaś przyjrzano się perspektywicznym projektom off-shore oraz e-mobility.

 

Debata „Ciepło, kogeneracja i efektywność energetyczna – Polska bez smogu” moderowana była przez dr Dariusza Gulczyńskiego – Auditing Committee Member, Associate Expert, Światowa Rada Energetyczna. W roli prelegentów wystąpili: Jan Krzysztof Ardanowski – Poseł na Sejm RP, Komisja do Spraw Energii i Skarbu Państwa; Bogusław Białowąs – Prezes Zarządu, Bank Ochrony Środowiska S.A.; Wojciech Dąbrowski – Prezes Zarządu, PGE Energia Ciepła S.A.; Piotr Górnik – Prezes Zarządu, Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o.; Maciej Kazienko – Prezes Zarządu, WFOŚiGW w Gdańsku; Kazimierz Kujda – Prezes NFOŚiGW; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Małgorzata Mika-Bryska – Dyrektor ds. Regulacji i Relacji Publicznych, Veolia Energia Polska; Jacek Szymczak – Prezes, Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie; Krzysztof Zborowski – Prezes Zarządu, Radomskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej „RADPEC” S.A. Panel rozpoczął się od prezentacji dotyczącej możliwości modernizacyjnych elementów urządzeń ciepłowniczych pod kątem mniejszego zużycia energii, co pozwoliło odnieść się do tematu inwestycji w ciepłownictwie. W dalszej kolejności  zastanawiano się nad kwestią polityki antysmogowej i roli ciepłownictwa w walce z zanieczyszczeniem powietrza. W tym kontekście kluczowe było przeanalizowanie kierunków regulacji i rozwoju ciepła systemowego z punktu widzenia URE i przedsiębiorstw. Kolejna część dyskusji dotyczyła sieci ciepłowniczych, jako elementu ekorozwoju i kogeneracji w Polsce, a także możliwości wsparcia ciepłownictwa ze środków pochodzących z Unii Europejskiej, jak i również środków krajowych. Na koniec zaś odniesiono się do możliwości współpracy ciepłownictwa z samorządami oraz OZE.

 

Debata „Gospodarka 4.0 – energetyka i przemysł”, poprowadzona została przez Marka Króla – Radcę Prawnego i Partnera w Kancelarii MAGNUSSON, zaś w dyskusji wzięli udział: Daniel Betke – Wiceprezes Zarządu, BSiPE „ENERGOPROJEKT POZNAŃ” S.A.; Sławomir Brzeziński – Wiceprezes Zarządu, Grupa Azoty ZAK S.A.; dr Adam B. Czyżewski – Główny Ekonomista, PKN ORLEN S.A.;  Marcin Lewandowski – Członek Zarządu, Grupa GPEC; dr hab. inż.  Krzysztof Madajewski, Prof. IEn. – Przewodniczący Rady Inteligentnej Specjalizacji Pomorza ISP3, Dyrektor Instytutu Energetyki Oddział Gdańsk; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Artur Sadowski – Dyrektor Zarządzający Pionem Ryzyka Kredytowego, Bank Gospodarstwa Krajowego; dr inż. Tomasz Zieliński – Prezes Zarządu, Polska Izba Przemysłu Chemicznego. Dyskusja rozpoczęta została od przybliżenia zgromadzonym na Sali, czym jest Gospodarka 4.0. Następnie starano się odpowiedzieć na pytanie, czy z punktu widzenia przedsiębiorstw lepsze jest radykalne wdrażanie rozwiązań przełomowych czy lepszy jest jednak rozwój poprzez optymalizację. W tym kontekście podjęto także temat inwestycji w bezpieczeństwo. Druga część dyskusji poświęcona była aspektom prawno-regulacyjnym – odniesiono się w niej do rynku mocy, dynamiki otoczenia regulacyjnego w aspekcie bezpieczeństwa projektów inwestycyjnych oraz ogólnej roli Państwa w kreowaniu, wspieraniu i regulowaniu nowych modeli biznesowych. Dzięki wyciągniętym wnioskom możliwe było odniesienie się do rozwoju gospodarki narodowej w czasach globalnej konkurencji, jak i również procesu przeobrażeń polskiego przemysłu na przykładzie przemysłu chemicznego.

 

Debata „Rynek energii elektrycznej, ropy i gazu – uwarunkowania dalszego rozwoju” odbyła się pod opieką merytoryczną dr Przemysława Zaleskiego – Prezesa Zarządu, InfoEngine S.A. W dyskusji zaś wzięli udział: Adam Burda – Dyrektor Departamentu Klienta Strategicznego – Energetyka, Paliwa i Nowe Technologie, PKO Bank Polski S.A.; Henryk Kaliś – Przewodniczący, Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu; Piotr Kasprzak – Członek Zarządu, Hermes Energy Group S.A.; Kazimierz Rajczyk – Dyrektor Zarządzający Sektorem, Departament Klientów Strategicznych ING Bank Śląski S.A.; Andrzej Sikora – Prezes Zarządu, Instytut Studiów Energetycznych; Grzegorz Żarski – Dyrektor Biura Rozwoju Rynku i Analiz, Towarowa Giełda Energii S.A. Zaproszeni goście w pierwszej kolejności odnieśli się do stanu zawansowania prac nad rynkiem mocy, nie bez znaczenia była także kwestia łącznej sprzedaży energii i gazu. Wnioski pozwoliły prelegentom odnieść się do pytania, czy lepiej radzą sobie przedsiębiorstwa Skarbu Państwa czy prywatni operatorzy. W dalszej kolejności podniesiono temat efektywności energetycznej z perspektywy ponoszonych kosztów. Równie ciekawym zagadnieniem była kwestia kierunków rozwoju rynku energii (koncentracja, czy liberalizacja) z punktu widzenia doświadczeń dostawców oraz rola Towarowej Giełdy Energii w kreowaniu zmian na rynku. Na koniec uczestnicy dyskusji rozważali  tematy tradingu jako największej wartości dodanej i elementu budowania przewagi konkurencyjnej, podjęto także kwestie modeli współpracy prosumentów z grupami energetycznymi.

 

Laboratorium Innowacyjności – prezentacje innowacyjnych rozwiązań w przemyśle” był panelem prezentacyjnym w ramach którego uczestnicy mogli zapoznać się ze zgłoszonymi projektami do konkursu „Laboratorium Innowacji”, organizowanego z inicjatywy Grupy GPEC. W panelu swoje wystąpienia mieli: Mateusz Lisowski – Enetech Sp. z o.o. (tytuł prezentacji: Zbiornik do magazynowania oraz transportu ciepła); Damian Szewczyk – Gradis (tytuł prezentacji: Zwiększenie zwrotu z inwestycji w oświetlenie dróg i ulic); Aron Michalczyk – SAL MULTIROTOR POWERLINE STRINGING (tytuł prezentacji: Wykorzystanie dronów latających w celu przygotowania prac naciągu przewodów roboczych i światłowodowych podczas budowy linii wysokiego napięcia w trudnym terenie); Paweł Orlof – Veolia Energia Polska (tytuł prezentacji: Ekologiczne Ciepło dla Poznania); Piotr Szymański – Sabur Sp. z o.o. (tytuł prezentacji: System zarządzania i monitoringu zużycia mediów); Tomasz Siudyga – COBANT Sp. z o.o. Sp. K. (tytuł prezentacji: Zagospodarowanie odpadów z przetwórstwa węgla kamiennego zdeponowanych w osadnikach i rekultywacja terenów zdegradowanych). Moderatorem dyskusji był Marek Dawidowski – Kierownik Działu Nowych Biznesów, Grupa GPEC

 

W drugim dniu Szczytu odbyły się cztery debaty, które rozpoczęły się od panelu „Status inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych i pochodnych (z)realizowanych przez samorządy do 2018 r.” – jego moderatorem był Tomasz Balcerowski – Wiceprezes, Pracodawcy Pomorza, zaś w roli prelegentów wystąpili: Michał Glaser – Dyrektor Obszaru Metropolitarnego Gdańsk-Gdynia-Sopot; Piotr Grzelak – Zastępca Prezydenta ds. Polityki Komunalnej, Miasto Gdańsk; Jarosław Jóźwiak – Adwokat w Kancelarii Prof. Marek Wierzbowski i Partnerzy – Adwokaci i Radcowie Prawni; Janusz Kubicki – Prezydent Miasta Zielona Góra; Ryszard Świlski – Członek Zarządu Województwa Pomorskiego; Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor, Związek Miast i Gmin Morskich. Na początku debaty każdy z zaproszonych gości krótko przedstawił kluczowe inwestycje, jakie obecnie trwają lub w najbliższym czasie mają się rozpocząć na terenie ich samorządów. Pozwoliło to odnieść się do pytania o rolę jednostek samorządowych przy realizacji projektów infrastrukturalnych, w tym m.in. o zakres współpracy z OSD przy wyznaczaniu kierunków inwestycji sieciowych. W tym kontekście starano się także przeanalizować kwestie podłączenia OZE do sieci, w kontekście lokalnej konkurencji i bezpieczeństwa systemu. Na koniec odniesiono się do przyszłości projektów dotyczących spalarni odpadów oraz biogazowni.

 

Debata „Elektromobilność” odbyła się przy wsparciu merytorycznym Jakuba Wiecha – Zastępcy Redaktora Naczelnego, Energetyka24.com, zaś w dyskusji wzięli udział: Rafał Budweil – Prezes Zarządu, Triggo S.A.; Piotr Cieśliński – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Podkomisji stałej do spraw polityki rozwoju inteligentnych miast i elektromobilności; Rafał Czyżewski   – Prezes Zarządu, GreenWay Polska Sp. z o.o.; Anna Jakubowska – Dyrektor Departamentu Środków Zagranicznych, NFOŚiGW; prof. dr hab. inż. Jacek Kijeński – Instytut Chemii Przemysłowej; Sylwia Koch-Kopyszko – Prezes Zarządu, Unia Producentów i Pracodawców Przemysłu Biogazowego, Prezes Zarządu, Polskie Stowarzyszenie Elektromobilności; Krzysztof Kochanowski – Prezes Zarządu PIME; Adam Stępień – Dyrektor Generalny, Krajowa Izba Biopaliw; Robert Zasina – Prezes Zarządu TAURON Dystrybucja, Prezes PTPiREE. Zaproszeni goście na początku dyskusji odnieśli się do problemu rozbudowy infrastruktury ładowania z perspektywy OSD i samorządów, jednocześnie wskazując na kluczowe szanse dla inwestorów w sektorze elektromobilności, w tym także możliwości zysków komercyjnych w tym obszarze. Nie bez znaczenia była także kwestia E-mobility jako elementu koncepcji smart city. W dalszej części dyskusji skoncentrowano się na Ustawie o elektromobilności w kontekście pytania o to, jak spopularyzować samochody elektryczne i utworzyć rynek na inwestycje w infrastrukturę ładowania pojazdów elektrycznych. Na koniec zaś zastanawiano się nad koncepcją polskiego projektu samochodu elektrycznego na tle konkurencji oraz wykorzystania paliw alternatywnych – a w szczególności wodoru i biopaliw – jako możliwych i najbardziej realnych ścieżek rozwoju.

 

W debacie „Miejsce odnawialnych źródeł energii w nowej Polityce energetycznej Polski” wzięli udział prof. dr hab. inż. Janusz T. Cieśliński –  prof. zw. PG – Prorektor ds. Organizacji Politechniki Gdańskiej; Andrzej Czerwiński – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Energetycznego Pakietu Zimowego; Ewa Malicka – Prezes Zarządu, Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych; Magdalena Mitas – Adwokat / Partner, Magnusson, Tokaj i Partnerzy Adwokaci i Radcowie Prawni Sp.p.; Janusz Steller – Prezes Zarządu, Towarzystwo Elektrowni Wodnych; Mariusz Witoński – Prezes Zarządu, Polskie Towarzystwo Morskiej Energetyki Wiatrowej; Maciej Szambelańczyk – Partner, Kancelaria WKB Wierciński Kwieciński Baehr. Moderatorem panelu był Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej. Dyskusja rozpoczęła się od nakreślenia miejsca odnawialnych źródeł energii w polityce energetycznej Polski, co pozwoliło odnieść się do zagadnienia kierunków rozwoju technologii w obszarze OZE. Następnie przeanalizowano skutki nowelizacji ustawy o OZE dla branży wiatrowej, biogazowej, słonecznej i wodnej, w podsumowaniu debaty zaś zastanawiano się, czy pakiet zimowy UE jest szansą czy zagrożeniem dla polskiej energetyki.

 

Dyskusja zamykająca tegoroczną edycję Szczytu została zatytułowana „Morska energetyka wiatrowa i przemysł energetyki morskiej – nową polską specjalizacją”. Jej moderatorem był ponownie Maciej Stryjecki – Prezes Zarządu, Fundacja na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, zaś w roli prelegentów debaty wystąpili: Andrzej Czech – Prezes Zarządu, Energomontaż-Północ Gdynia S.A; Zbigniew Gryglas – Poseł na Sejm RP, Przewodniczący Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Marcin Horała – Poseł na Sejm RP, Wiceprzewodniczący Zespołu ds. Morskiej Energetyki Wiatrowej; Jacek Kopczyński – Dyrektor ds. Inwestycji i Biznesu Stalowego, MARS Shipyards & Offshore; dr Michał Michalski – Członek Zarządu, Polenergia S.A.; dr Arkadiusz Sekściński – Wiceprezes Zarządu, PGE Energia Odnawialna S.A.; Jakub Wnuczyński – Dyrektor Handlowy, GSG Towers Sp. z o.o. W pierwszej kolejności zaproszeni goście podjęli temat potencjału morskiej energetyki wiatrowej i przemysłu morskiego w Polsce, co stanowiło wstęp do analizy planów inwestycyjnych krajowych liderów w rozwoju morskich farm wiatrowych. Ważnym elementem debaty było omówienie szans, doświadczeń i wyzwań dla polskiego przemysłu energetyki morskiej. W podsumowaniu odniesiono się do Narodowego Programu Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej.

 

Interesująca dyskusja, zarówno pomiędzy uczestnikami paneli, jak i dzięki licznym pytaniom z sali świadczy o dużym zainteresowaniu poruszonymi tematami i stanowi punkt wyjścia do debaty w kolejnej edycji Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego, który odbędzie się już na wiosnę przyszłego roku. Więcej szczegółów można znaleźć na stronie internetowej www.osegdansk.pl.

 

Ogólnopolski Szczyt Energetyczny był wspierany przez liczne grono firm partnerskich oraz partnerów medialnych, które angażowały się w przygotowania wspomnianego przedsięwzięcia.

 

Europejskie Centrum Biznesu główny organizator OSE GDAŃSK 2018 pragnie szczególnie podziękować Partnerom Głównym: PGE Polskiej Grupie Energetycznej S.A. oraz Polskiemu Koncernowi Naftowemu ORLEN S.A., Partnerom: Bankowi Gospodarstwa Krajowego, BELSE Sp. z o.o., Fortum Power and Heat Polska Sp. z o.o., Gaz-System S.A., Grupie GPEC, ING Bankowi Śląskiemu S.A., Grupie LOTOS S.A., PERN S.A., Towarowej Giełdzie Energii S.A., VEOLIA Energia Polska S.A., Kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Spółka komandytowa, Gospodarzowi Gali Bursztyn Polskiej Energetyki Miastu Gdańsk, Sponsorom: Polskiemu Górnictwu Naftowemu i Gazownictwu S.A., Energoprojekt Poznań S.A., Bankowi Ochrony Środowiska S.A., Urzędowi Dozoru Technicznego, Kancelarii Magnusson. Pragniemy także podziękować za współpracę Fundacji na Rzecz Energetyki Zrównoważonej, Krajowej Organizacji Innowatorów Przemysłu INNOVO, Pracodawcom Pomorza oraz firmie UpLive.

 

Podziękowania należą się także Głównemu Patronowi Medialnemu Portalowi Energetyka24.com oraz Patronom Medialnym: Portalowi BiznesAlert, Magazynowi Biomasa, Portalowi CEO.com.pl, Centrum Informacji o Rynku Energii CIRE.PL, Czasopismu Energetyka Wodna, Portalowi Energetykon.pl, Magazynowi Energetyka Cieplna i Zawodowa, Portalom z Grupy Xtech: energetykacieplna.pl. elektroinzynieria.pl, srodowisko.pl, Portalowi EnergiaDirect.pl, Portalowi Ekorynek.com, Magazynowi Energia i Recycling, Portalowi ESCO w Polsce, Magazynowi Express Przemysłowy, Gazecie Polskiej Codziennie, Portalowi Energia Gigawat, Portalowi GlobEnergia, Portalowi Inzynieria.com, Portalowi Investing.com, Magazynowi Law Business Quality, Liderom Innowacyjności, Magazynowi Nowoczesne Technologie w Przemyśle, Portalowi Nuclear.pl, Radiu Gdańsk, Magazynowi Smart Grids Polska, Portalowi Strategie i Biznes, TVP 3 Gdańsk, Portalowi Teraz Środowisko, Warsaw Business Journal, Wiadomościom Naftowym i Gazowniczym, Portalowi WysokieNapiecie.pl.

Wenezuela jest bankrutem. Stoi na ropie i tonie

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Kraj z największymi na świecie złożami ropy naftowej spada w gospodarczą otchłań. W Wenezueli przerażać może jednak nie tylko fatalna sytuacja gospodarcza, ale przede wszystkim dramatyczny kryzys humanitarny spowodowany brakiem leków czy powszechnym niedożywieniem dzieci – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Wenezuela jest bankrutem. Państwo nie spłaca zagranicznych zobowiązań, a inflacja przekracza 10 tys. proc. rocznie. Jeszcze w 2012 r. za jednego amerykańskiego dolara można było kupić 10 boliwarów (VEF), a teraz 400 tys. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, że PKB uległo obniżeniu o 25 proc. tylko w ostatnich dwóch latach, a spada już piąty rok z rzędu. Wszystko to dzieje się w kraju, gdzie potwierdzone zasoby ropy naftowej wynoszą według Amerykańskiej Agencji Energetycznej (EIA) 301 mld baryłek. Jak to możliwe, że Wenezuelczycy zamiast pławić się w bogactwie leczą się medykamentami dla zwierząt, a dzieci umierają z niedożywienia?

Utopijny socjalizm

Niespotykany w rozwiniętym świecie kryzys, który trapi Wenezuelę, zbiegł się z powołaniem na stanowisko prezydenta Nicolasa Maduro w 2013 r. Faktycznie jednak źródła tego załamania można znaleźć znacznie wcześniej. Już za czasów jego poprzednika, czyli Hugo Chaveza, państwo coraz bardziej przesuwało się w stronę utopijnego socjalizmu, gdzie wszystko musi być darmowe, całą gospodarkę kontroluje państwo, a zagraniczny kapitał jest największym złem, mimo że bez niego nie można efektywnie wykorzystać zasobów naturalnych.

Dobrym dowodem na przekroczenie granicy zamknięcia się kraju na zewnętrzne otoczenie jest fakt, że władze w Caracas od 12 lat nie pozwalają na przybycie misji MFW w celu oceny gospodarczej sytuacji. Dopóki jednak ceny ropy naftowej były wysokie, większość problemów udawało się „zamiatać pod dywan”, a rynek, głównie poprzez zadłużenie państwowego koncernu wydobywczego, pożyczał pieniądze na finansowanie niewydolnego systemu. Gdy jednak ceny ropy zaczęły spadać, pojawiły się prawdziwe kłopoty.

Gospodarczy upadek

Zwykle pierwsze oznaki problemów gospodarczych pokazuje zachowanie się waluty. Już pod koniec 2012 r. kurs czarnorynkowy bolivara zaczął odbiegać od oficjalnego, stałego poziomu wymiany z dolarem. Na początku były to różnice kilkudziesięciu proc. W kolejnych kwartałach kurs oficjalny nie miał już żadnego powiązania z rzeczywistością. Pod koniec 2014 r. amerykańska waluta była warta 100 VEF na czarnym rynku, po kolejnych 12 miesiącach było to już prawie 1000 VEF, a na początku 2018 r. trzeba było zapłacić za dolara 100 tys. VEF. Kurs oficjalny cały czas wynosił 9,95 VEF.

W lutym rząd zdecydował się na dewaluację i obecnie za dolara oficjalnie trzeba płacić prawie 50 tys. VEF. Kurs czarnorynkowy (dane „Dolartoday”) wynosi już jednak ok. 400 tys VEF. Tak gwałtowna przecena lokalnej waluty sugeruje, że bank centralny finansuje rząd, drukując pusty pieniądz.

Potwierdza to poziom inflacji, który według szacunków przedstawionych przez lokalny parlament wynosił w marcu 8878 proc. MFW ocenia, że w tym roku ceny mogą wzrosnąć o ok. 13 tys. proc. Fundusz także prognozuje, że poziom PKB w przyszłym roku będzie o ok. 40 proc. niższy niż w momencie dojścia przez Maduro do władzy.

Skalę gospodarczej katastrofy dobrze pokazują także dane o imporcie. Według szacunków wiodącego amerykańskiego think-tanku Council on Foreign Relations (CFR) import Wenezueli wynosił jedynie 18 mld dol. rocznie, podczas gdy w 2012 r. było to 66 mld. Z kolei załamanie popytu konsumpcyjnego idealnie potwierdzają dane o sprzedaży nowych samochodów. W 2012 r. średnio nabywano miesięcznie ok. 10 tys. aut. Ostatnie dane (z połowy 2017 r.) pokazują, że miesięczna sprzedaż nie przekracza 300 sztuk przy populacji kraju na poziomie 30 mln.

Gdzie się podziała ropa?

Ropa oczywiście jest, i to ponad 300 mld baryłek, a przy ostrożnej wycenie jej wartość można oszacować na 15 bln dol. Kłopot w tym, że brak inwestycji, wyrzucenie z kraju zagranicznych firm wydobywczych oraz przejęcie władzy w sektorze naftowym przez członków armii powodują dramatyczny spadek jej produkcji.

Marcowe dane OPEC pokazują, że Wenezuela wydobywała dziennie tylko 1,5 mln baryłek. To nie tylko o 900 tys. baryłek mniej niż pod koniec 2015 r., ale także najmniej od pół wieku, pomijając kilka miesięcy 2002 r., gdy Wenezuelę trapiły strajki związane z nieudanym zamachem stanu na prezydenta Chaveza i chęcią przejęcia władzy przez środowisko związane z zarządzającymi sektorem naftowym.

Kryzys humanitarny

Mieszkańcy krajów rozwiniętych są przyzwyczajeni do tego, że co jakiś czas pojawia się kryzys. Rzadko jednak ma on wymiar katastrofy humanitarnej. W Wenezueli jest jednak inaczej.

Kraj dramatycznie ograniczył import, a sprawujący realną władzę oficjele nie wpuszczają zagranicznych organizacji humanitarnych. W poruszający sposób skala problemu została opisana w analizie The New York Times („As Venezuela Collapses, Children Are Dying of Hunger”).

Pięciomiesięczna obserwacja pracy 21 publicznych szpitali w Wenezueli przeprowadzona przez NYT pokazuje szokujący wzrost śmiertelności niemowląt w wieku do czwartego tygodnia z powodu niedożywienia oraz chorób. Potwierdzają to oficjalne dane Ministerstwa Zdrowia, gdzie od 2012 r. odsetek zgonów niemowląt do czwartego tygodnia życia wzrósł  100-krotnie (z 0,02 proc. do 2 proc. populacji). Śmiertelność matek w tym samym okresie wzrosła 5-krotnie.

Kryzys ekonomiczny oraz wojny gangów przemycających narkotyki powodują, że w okresie ostatnich 10 lat liczba zabójstw prawie potroiła się (dane „Financial Times”) i wynosi obecnie blisko 30 tys. rocznie.

Pustki w państwowej kasie prowadzą także do szokujących zachowań obywateli. W jednym z reportaży agencji Bloomberg „Life in Caracas” możemy przeczytać, że w związku z brakiem leków mieszkańcy kraju masowo kupują i zażywają medykamenty przeznaczone dla zwierząt.

Czy jest wyjście z zapaści?

Teoretycznie kraj mógłby bardzo szybko stanąć na nogi. Znaczne zasoby ropy naftowej i otwarcie granic dla kapitału zagranicznego oraz organizacji humanitarnych spowodowałoby gwałtowną poprawę sytuacji mieszkańców. Również MFW przygotowuje pomoc dla Wenezueli, która według Funduszu potrzebuje ok. 30 mld dol. Kiedy to nastąpi? Wszystko zależy od woli politycznej sprawującej władzę ekipy prezydenta Maduro.

Zmiany w składzie Zarządu Alior Banku

13 kwietnia br. Rada Nadzorcza Alior Banku powołała Agatę Strzelecką, Mateusza Poznańskiego oraz Macieja Surdyka w skład Zarządu Alior Banku. Wcześniej Rada przyjęła rezygnacje Urszuli Krzyżanowskiej-Piękoś oraz Celiny Waleśkiewicz. 

Rada Nadzorcza Alior Banku powołała w skład Zarządu Agatę Strzelecką, dotychczas Dyrektora Zarządzającego Pionem Operacji, Mateusza Poznańskiego, dotychczas Dyrektora Zarządzającego Pionem Rozwoju Bankowości Detalicznej oraz Macieja Surdyka, dotychczas Dyrektora Zarządzającego Pionem Rozwoju Bankowości Przedsiębiorstw. Wcześniej Celina Waleśkiewicz i Urszula Krzyżanowska-Piękoś zrezygnowały z pełnionych funkcji w Zarządzie Alior Banku, a Rada Nadzorcza ich rezygnacje przyjęła.

Bardzo dziękuję Celinie i Uli za ich ponad 10-letni, trudny do przecenienia wkład w budowę, a następnie w rozwój i umacnianie pozycji Alior Banku w sektorze bankowym. Ich wiedza i doświadczenie w istotny sposób przyczyniły się do powodzenia realizacji strategicznych przedsięwzięć: integracji Banku z wydzieloną częścią Banku BPH oraz opracowania założeń i wdrażania strategii „Cyfrowego buntownika” – mówi Katarzyna Sułkowska, wiceprezes Zarządu Alior Banku pełniąca obowiązki prezesa. Serdecznie gratuluję nowo powołanym członkom Zarządu. Jestem przekonana, że połączenie kompetencji dotychczasowego składu z awansami wewnętrznymi osób, które kierowały i aktywnie uczestniczyły w najważniejszych projektach Banku w ostatnich latach stanowi gwarancję realizacji strategicznych celów banku do 2020 r. i przyczyni się do dalszego budowania wartości dla akcjonariuszy – dodaje Katarzyna Sułkowska.

Agata Strzelecka będzie nadzorować Pion IT, Pion Operacji oraz Pion Bankowości Cyfrowej i Sprzedaży Zdalnej. Mateusz Poznański pokieruje jednostkami organizacyjnymi Banku odpowiedzialnymi za sprzedaż
w obszarze klienta detalicznego, działalność maklerską, sieci zewnętrzne, produkty klienta indywidualnego, consumer finance oraz za relacje z klientem indywidualnym. Z kolei Maciej Surdyk będzie zarządzał jednostkami organizacyjnymi Banku odpowiedzialnymi za sprzedaż w obszarze klienta biznesowego, produkty klienta biznesowego, działalność skarbową, biznes AGRO i leasing, fundusze Unii Europejskiej
i programy publiczne oraz relacje z klientem biznesowym.

Zarząd Alior Banku od 13 kwietnia br. kształtuje się następująco:

  • Katarzyna Sułkowska – wiceprezes Zarządu pełniąca obowiązki prezesa Zarządu,
  • Filip Gorczyca – wiceprezes Zarządu,
  • Sylwester Grzebinoga – wiceprezes Zarządu,
  • Marcin Jaszczuk – wiceprezes Zarządu,
  • Mateusz Poznański – wiceprezes Zarządu,
  • Agata Strzelecka – wiceprezes Zarządu,
  • Maciej Surdyk – wiceprezes Zarządu.

Inflacja wyhamowuje

Inflacja w marcu br., w ujęciu rocznym wyniosła 1,3 proc. W lutym wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych osiągnął 1,4 proc. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny obniżyły się o 0,1 pkt proc. – podał GUS, potwierdzając dane z szybkiego szacunku.

Ostatnio niższą inflację mieliśmy w grudniu 2016 roku. Wtedy ceny wzrosły o 0,8 proc. W marcu decydujący wpływ na spadek inflacji miały niższe ceny paliw do środków transportu oraz ceny użytkowania mieszkania oraz nośników energii. Obserwowany w ostatnim tygodniu marca wzrost cen paliw na stacjach benzynowych nie był już w stanie przełożyć się na wyższą inflację. Z kolei wzrost cen odzieży i obuwia (o 2,3 proc.), zapewne związany z wiosennymi już zakupami, przyczynił się do podwyższenia marcowego wskaźnika.

W ujęciu rocznym największy wpływ na wskaźnik cen i towarów konsumpcyjnych miały wyższe ceny żywności (o 3,9 proc.) i użytkowania mieszkania (o 1,6 proc.). W najbliższych miesiącach możemy się jednak spodziewać obniżenia cen wielu produktów spożywczych, m.in. masła, jaj, mleka, co niewątpliwie wpłynie na wyhamowanie tempa wzrostu cen żywności.

Nie znaczy to jednak, że inflacja dalej będzie się kurczyła. Przede wszystkim ze względu na sytuację na rynku pracy. Już teraz co trzeci pracodawca ma kłopoty ze znalezieniem pracowników. Aby ich pozyskać przedsiębiorstwa będą musiały więcej im zapłacić. Tym bardziej, że rynek pracy cudzoziemców (głównie Ukraińców) nie jest bez dna i już widać na nim pierwsze objawy zadyszki. A to przełożyć się może na wzrost popytu konsumpcyjnego, a w konsekwencji na wyższe ceny towarów.

Spadek inflacji, z którym mamy do czynienia od grudnia ubiegłego roku, to dobra informacja dla wszystkich, którzy swoje oszczędności gromadzą w bankach. Ich pieniądze przestaną tracić na wartości, ponieważ realne oprocentowanie lokat jedno i trzymiesięcznych jest już dodatnie, chociaż zysk z lokat jest minimalny i raczej nie zachęci nowych klientów do masowego przenoszenia pieniędzy do banków.

Spadek inflacji oddala też perspektywę podwyżki stóp procentowych. Po ostatniej wypowiedzi prezesa NBP, można się spodziewać, że podwyżki stóp może nie być ani w tym, ani przyszłym roku. To ucieszy osoby mające kredyty złotowe, ponieważ nie będą musiały przeznaczać więcej pieniędzy na spłatę rat kredytowych.

Komentarz Zbigniewa Maciąga, eksperta Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W następnym tygodniu pozytywny sentyment rynkowy może być poddawany próbie zarówno przez politykę (spory USA z Chinami i Rosją), jak i przez dane. Siłę globalnego ożywienia będzie można ocenić w oparciu o twarde dane z USA, Chin, Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady. Bank Kanady decyduje o stopach procentowych, a w Nowej Zelandii inflacja może być wskazówką dla polityki RBNZ.

Przyszły tydzień: sprzedaż detaliczna z USA, ZEW z Niemiec, rynek pracy z Wlk. Bryt./Australii, CPI z Wlk. Bryt./NZ, Bank Kanady

W USA mamy sprzedaż detaliczną (pon), produkcję przemysłową (wt), dane z rynku budowlanego (wt) i regionalne indeksy koniunktury (pon, czw). Silne dane tylko potwierdza to, co wiadomo – ożywienie utrzymuje solidne tempo, ale na ten moment nie da się przesądzić, czy Fed zdecyduje się na cztery podwyżki w całym 2018 r., czy zostanie przy obiecanych trzech. W efekcie USD ma problem, by wyraźnie zyskiwać po dobrych publikacjach. Jednak rozczarowanie w danych, szczególnie w sprzedaży detalicznej, może obudzić wyprzedaż dolara, głównie względem walut ryzykownych. Spośród przedstawicieli Fed w przyszłym tygodniu aż ośmiu będzie się wypowiadać – do ważniejszych będą należeć wystąpienia Williamsa (wt) i Brainard (czw).

W strefie euro zanosi się na ubogi w dane tydzień. Indeks ZEW z Niemiec może dalej obniżać swoje poziomy, gdyż obawy o napięcia handlowe z USA oraz pogorszenie warunków finansowych mogą ciążyć na nastrojach analityków i ekonomistów. Podczas gdy indeks nie mówi wiele o faktycznym stanie gospodarki (lepszym barometrem jest indeks Ifo), tak kolejny słaby odczyt będzie wzmacniał sceptycyzm względem EUR. Pozostajemy negatywnie nastawieni do unijnej waluty w krótkim terminie.

Przyszły tydzień jest napakowany publikacji z Wielkiej Brytanii – raport z rynku pracy (wt), CPI (śr), sprzedaż detaliczna (czw). Silny odczyt dynamiki wynagrodzeń powinien przesądzić o podwyżce stopy procentowej BoE w maju, choć przy niemal pełnej wycenie rynkowej nie ma tu impulsu do wyraźnego skoku funta. Mimo to obraz makro przy osłabieniu ryzyk Brexitu buduje pozytywny klimat wokół GBP i dalsza, powolna aprecjacja ma rację bytu.

W Polsce startujemy z trzonem danych o aktywności gospodarczej w marcu. Stabilne zatrudnienie i wysoka dynamika płac (śr) potwierdzą dobrą sytuację na rynku pracy. Produkcja przemysłowa (czw) powinna wzrosnąć na większej liczbie dni roboczych m/m. Obniżenie się inflacji bazowej do 0,6-0,7 proc. zostało już przewidziane przez publikację pełnych statystyk o CPI. Złoty pozostaje zdane na wahania sentymentu zewnętrznego i ostatnia poprawa nastrojów sprzyja osuwaniu EUR/PLN, choć w szerszym nie widać, aby rynek nabierał wyraźnego kierunku.

Kalendarz w Japonii oferuje odczyty produkcji przemysłowej (wt) i CPI (pt). Ten drugi jest ważniejszy, gdzie konsensus zakłada osłabienie inflacji bazowej bez świeżej żywności z 1,0 proc. do 0,9 proc. Cel inflacyjny Banku Japonii wciąż jest odległy, co powinno osłabiać spekulacje o zwrocie w polityce monetarnej. O ile napięcia geopolityczne nie eskalują, JPY pozostanie w defensywie.

W następnym tygodniu w Australii minutki RBA (wt) powinny przejść bez echa w związku z pasywną postawą banku. Dane z rynku pracy (czw) nie zdziwią, jeśli kolejny raz wskażą na wzrost zatrudnienia, ale słabszy wynik może zatrzymać ostatnie wzrosty AUD generowane przez szeroki, rynkowy apetyt na ryzyko. Spadek stopy bezrobocia będzie neutralizował rozczarowanie w zatrudnieniu, ale mimo to ryzyka dla AUD rozkładają się asymetrycznie. Podobnie NZD będzie wrażliwy na odczyt CPI (czw) – biorąc pod uwagę, że RBNZ nie spieszy się z podwyżką, pozytywne zaskoczenie w CPI nie zmieni wiele w perspektywach polityki monetarnej, ale słabszy wynik podkopie zapał do kupowania kiwi. Ale do czasu publikacji dane sentyment zewnętrzny będzie determinował zmiany kursów.

W Kanadzie zapowiada się gorący tydzień z decyzją BoC (śr) oraz danymi o sprzedaży detalicznej i inflacji (pt). Kanadyjska gospodarka ma się dobrze, a przy rosnących szansach na pomyślnym zakończeniu negocjacji NAFTA, BoC ma argumenty, by powrócić do podwyżek stóp procentowych. Z drugiej strony mając na uwadze nieobliczalność Donalda Trumpa, lepiej nic z góry nie zakładać i poczekać na wyschnięcie atramentu na dokumencie porozumienia. Ponadto, inaczej niż poprzednimi razy, przedstawiciele banku nie dawali ostatnio wskazówek, że podwyżka jest blisko. Rynek też nie daje dużych szans na zmianę. Mimo to konstruktywny komunikat może otworzyć drogę dla dalszego umocnienia CAD. Silna sprzedaż i odbicie inflacji będą tutaj pomocne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

PKN ORLEN: Irańska ropa dopłynęła do Polski

Do gdańskiego Naftoportu dotarła dostawa irańskiej ropy przeznaczona dla rafinerii PKN ORLEN. Wcześniejsze testy surowca z tego kierunku potwierdziły jego duży potencjał. 130 tys. ton ropy zostanie przerobionych w Płocku jeszcze przed okresem majówkowych wyjazdów.

Ropa z Iranu jest lżejsza od rosyjskiej, zawiera także mniej siarki. Daje to możliwość wyprodukowania relatywnie dużej ilości tzw. produktów białych, takich jak benzyna, nafta i olej napędowy. Zanim surowiec trafi do przerobu w rafinerii przechodzi wieloetapowy proces analiz. Najpierw na bazie teoretycznych danych dostarczonych przez dostawcę, za pomocą zaawansowanych modeli i narzędzi, badane jest bezpieczeństwo i opłacalność przerobu. W przypadku pozytywnych wyników, na bazie próbek dostarczonych do laboratorium, ustalane są szczegółowe parametry procesu przerobu, między innymi optymalna mieszanka z rosyjską ropą REBCO.

Dostawa z Iranu stałą się faktem. Ropa z kierunku bliskowschodniego daje nam wiele możliwości. Przede wszystkim umożliwia dywersyfikację kierunków dostaw i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego państwa. Nie mniej istotne jest jednak to, że jest gatunkiem w pełni bezpiecznym dla przerobu w naszej płockiej rafinerii, pozwalając na uzyskanie bardzo zadawalających efektów ekonomicznych – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN konsekwentnie bada możliwości zakupu i stopień komplementarności różnych gatunków ropy ze stosowanymi technologiami w swoich europejskich rafineriach. Rafinerie z GK ORLEN, poza irańskim przerabiały już m.in. surowiec pochodzący z Iraku, Azerbejdżanu, Kazachstanu, Nigerii, Wenezueli czy Norwegii. W październiku ubiegłego roku do przerobu w Płocku trafiła zaś amerykańska ropa WTI z pierwszego ładunku po zniesieniu przez ten kraj wieloletniego embarga na eksport tego surowca.

Orlen Kanal Sueski 4 26 03 1Obecnie rafinerie Grupy ORLEN zaopatrywane są ropę na bazie kontraktów długoterminowych z Rosneft Oil Company, Tatneft Europe AG oraz Saudi Arabian Oil Company oraz dostaw spotowych.

Orlen Iran INFGR 23 03 2Dostawa irańskiej ropy płynęła z wyspy Kharg i jej transport do Polski zajął niespełna miesiąc. Ładunek transportowany był tankowcem Delta Kanaris, należącym do kategorii Suezmax, czyli największych okrętów, które są w stanie przepłynąć Kanał Sueski. Wybudowany w 2010 roku tankowiec ma wyporność blisko 158 tys. ton, a jego całkowite wymiary to 274 m długości i blisko 50 m szerokości.

Rynek ubezpieczeń transakcyjnych w Polsce wkracza w fazę dojrzałości

W 2017 roku oraz po pierwszym kwartale 2018 roku wciąż obserwujemy dynamiczny wzrost liczby aranżowanych za naszym pośrednictwem polis transakcyjnych – według danych Marsh dla regionu EMEA wzrost o ponad 10% w stosunku do roku poprzedniego (2016). W Polsce, w 2017 roku pracowaliśmy przy ponad 30 projektach transakcyjnych, co w stosunku do roku 2016 stanowi o około 50% więcej – wzrost ten jest zatem jeszcze bardziej dynamiczny niż dla całego regionu EMEA.

Średnie stawki w ubezpieczeniach transakcyjnych spadły, co spowodowane jest rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli (aktualnie to już 22 rynki transakcyjne dla regionu EMEA) oraz coraz większym apetytem na ryzyko. Od 2 lat transakcje polskie traktowane są w tym zakresie bardzo podobnie do transakcji zachodnioeuropejskich.

Średnia stawka dla polis Warranty & Indemnity, a więc czołowego produktu ubezpieczeń transakcyjnych, spadła dla polis w regionie EMEA z poziomu 1,25% do 0,93% (od kupowanego limitu ochrony).

Dla transakcji polskich przedział kosztowy dla polis z roku 2017 był podobny.

Szkodowość w ubezpieczeniach transakcyjnych rośnie. Aktualnie zgłaszana jest 1 szkoda na 5 zawartych polis (jeszcze rok temu była to 1 szkoda na 7 polis) – są to szkody wciąż wysokie kwotowo, zgłaszane w ciągu pierwszego cyklu audytowego po fuzji prawnej. Wzrost liczby szkód jest oczywiście pośrednio powodowany coraz większą ilością zawieranych polis transakcyjnych.

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) oraz PEMA (fuzje i przejęcia)

Aforti Holding sprzedał w ofercie prywatnej akcje Aforti Finance za 6,9 mln zł

Aforti Holding – spółka notowana na NewConnect od sierpnia 2011 roku, oferująca przedsiębiorcom z sektora MSP usługi pożyczkowe, windykacyjne i faktoringowe oraz zarządzająca platformą wymiany walut online dla firm – sprzedała w ramach oferty prywatnej 1.334.872 akcje spółki zależnej Aforti Finance za 6,9 mln zł.

Cena sprzedaży za jedną akcję wyniosła 5,20 zł, a tym samym Aforti Finance wycenione zostało na 57,2 mln zł. Przed transakcją Aforti Holding posiadał 9.262.632 akcje spółki zależnej Aforti Finance, stanowiących 84,21 proc. jej kapitału zakładowego, a obecnie kontroluje 72,07 proc. kapitału. Debiut Aforti Finance na New Connect jest planowany na przełom II i III kwartału 2018 roku.

Aktywność Aforti Finance na rynku kapitałowym jest jednym z elementów realizacji strategii Grupy Aforti na lata 2018-2020, która zakłada – poza przejściem Aforti Holding na rynek główny GPW na przełomie 2018 i 2019 roku oraz debiutem Aforti Finance na New Connect – również upublicznienie na rynku zagranicznym spółki fintechowej Aforti Exchange.

Internetowa platforma wymiany walut dla firm, zarządzana przez Grupę AFORTI, jest dostępna aktualnie na rynku polskim i rumuńskim, a niebawem spółka rozpocznie działalność operacyjną w Bułgarii. Kolejnym etapem rozwoju będzie ekspansja zagraniczna e-kantoru do co najmniej 7 kolejnych krajów, tj.: Czechy, Węgry, Chorwacja, Serbia, Bośnia i Hercegowina, Albania oraz Macedonia. Finalnie – w ciągu najbliższych lat – w lokalizacjach, w których działalność rozpocznie Aforti Exchange, planowany jest również rozwój międzynarodowy Aforti Finance, specjalizującej się w finansowaniu pozabankowym firm z sektora MSP. Od 2016 roku do końca I kwartału 2018 roku wartość pożyczek udzielonych przedsiębiorcom przez Aforti Finance wyniosła niemal 55 mln zł.

Doskonała pozycja Aforti Finance na krajowym rynku pożyczkowym, a tym samym mocna kondycja finansowa spółki sprawiają, że jest to idealny moment na jej upublicznienie. Wycena akcjisprzedawanych w ofercie prywatnej za 5,2 zł za akcję – potwierdza, że decyzja o ich wprowadzeniu do obrotu w Alternatywnym Systemie Obrotu na rynku NewConnect jeszcze w 2018 roku pozwoli na dywersyfikację źródeł finansowania, a tym samym przeznaczenie części pozyskanych środków na dalszy dynamiczny rozwój Aforti Finance w Polsce i poza jej granicami. Co istotne – strategia Aforti Holding jasno i wyraźnie zakłada, że sprzedaż akcji Aforti Finance, jak też potencjalnie innych spółek zależnych, będzie prowadzona tylko w takim stopniu, który nie spowoduje utraty kontroli i pozycji dominującej Aforti Holding względem podmiotów zależnych podkreśla Klaudiusz Sytek, prezes zarządu Aforti Holding.

W 2018/2019 roku Grupa Aforti – w odniesieniu do Aforti Finance – planuje m.in. wprowadzenie usługi składania wniosków online oraz uruchomienie własnego call center, dzięki któremu możliwa będzie sprawna i efektywna obsługa klientów.

W 2017 roku wartość pożyczek udzielonych przez Aforti Finance dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw wyniosła niemal 36,23 mln zł przy 465 pozytywnie zaopiniowanych wnioskach (z 2317 złożonych w tym okresie na łączną kwotę ponad 191 mln zł).2018-04-13 Aforti Finance – wartość sprzedanych pożyczek

Tym samym spółka Aforti Finance odnotowała ponad 867 proc. wzrost pod względem wartości udzielonego przedsiębiorcom wsparcia finansowego, przy jednoczesnym wzroście ilościowym na poziomie 347 proc. w odniesieniu do liczby wniosków, które zostały sfinalizowane wypłatą pożyczki.

Przedawnienie straty podatkowej

„Nie jest dopuszczalne prowadzenie postępowania podatkowego i orzekanie o wysokości straty w podatku dochodowym od osób prawnych za rok podatkowy, w którym została ona poniesiona, w sytuacji gdy upłynął termin przedawnienia zobowiązania podatkowego za ten rok” – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie rozpoznanej przez Naczelny Sąd Administracyjny w uchwale z 6 listopada 2017 r., sygn. akt II FPS 3/17, dyrektor izby skarbowej w Warszawie utrzymał w mocy decyzję dyrektora urzędu kontroli skarbowej, w której wskazano, że strata spółki w podatku dochodowym od osób prawnych za 2007 r. wynosi 826 135,28 zł. Zdaniem organów podatkowych spółka zaniżyła przychody o kwotę nieodpłatnych świadczeń z tytułu korzystania ze znaków towarowych i zawyżyła koszty uzyskania przychodów o wydatki na marketing i wypłatę odpraw dla spółki.

Wojewódzki sąd administracyjny uznał skargę podatnika za uzasadnioną w części. Sąd nie podzielił zarzutu dotyczącego przedawnienia straty. Zdaniem sądu strata nie stanowi zobowiązania podatkowego, dlatego też nie podlega przedawnieniu, jak zobowiązanie podatkowe. W konsekwencji sąd pierwszej instancji uznał, że organy podatkowe mogą prowadzić postępowanie w sprawie straty do czasu, gdy możliwe jest sprawdzenie deklaracji za rok podatkowy, w którym strata została odliczona.

Spółka złożyła skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

NSA przekazał sprawę do rozstrzygnięcia poszerzonemu składowi tego sądu, ponieważ dotychczas w sprawach analogicznych do rozpoznawanej wykształciły się dwa rozbieżne stanowiska sądów administracyjnych.

W sprawie Prokurator Krajowy podniósł, że „nie jest dopuszczalne prowadzenie postępowania podatkowego i orzekanie o wysokości straty w podatku dochodowym od osób prawnych za rok podatkowy, w którym została ona poniesiona, w sytuacji gdy upłynął termin przedawnienia zobowiązania podatkowego za ten rok.”

W ocenie NSA stanowisko wojewódzkiego sądu administracyjnego w omawianej sprawie nie znajduje oparcia w przepisach. NSA podkreślił, że strata nie jest zobowiązaniem podatkowym.

„Przedawnienie jest jedną z podstawowych instytucji prawa podatkowego chroniących pewność obrotu. W związku z tym wydłużanie okresu przedawnienia w drodze rozszerzającej interpretacji przepisów jest niedopuszczalne.” Strata podatkowa nie jest zobowiązaniem podatkowym. Jeżeli zatem przedawnia się zobowiązanie główne, to przedawniają się również związane z nim lub towarzyszące mu inne prawa lub obowiązki.

NSA wskazał, że powszechność opodatkowania oznacza opodatkowanie wszystkich podatników danym podatkiem na tych samych zasadach, a więc również kwestie związane z przedawnieniem muszą być takie same dla wszystkich. Różnicowanie zasad przedawnienia w zależności od tego, czy wystąpił dochód, czy strata podatkowa, naruszałoby zasadę demokratycznego państwa prawa i zasady równości i sprawiedliwości – uznał NSA.

Do omawianej uchwały zgłoszono zdanie odrębne.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Shadow IT – furtka do firmy dla cyberprzestępców

Według przewidywań firmy Gartner do 2020 roku co trzeci udany cyberatak skierowany przeciwko firmie będzie przeprowadzony za pomocą tzw. Shadow IT. Eksperci Fortinet wyjaśniają, czym jest to zjawisko i w jaki sposób można minimalizować jego szkodliwy wpływ na bezpieczeństwo cyfrowe.

Wiele firm mierzy się z konsekwencjami Shadow IT każdego dnia, często nie zdając sobie z tego sprawy. Zjawisko polega na tym, że pracownicy firmy korzystają z niezatwierdzonych programów i aplikacji na urządzeniach, które są podłączone do firmowej sieci. Co ważne, Shadow IT w ostatnich latach spektakularnie rośnie. Według badania firmy Skyhigh aż 72% menedżerów nie zdawało sobie sprawy ze skali tego zjawiska w swoich firmach, a jest ona znaczna – w przeciętnej firmie z sektora finansowego używanych jest ponad 1000 aplikacji w chmurze. To 15 razy więcej niż szacowały działy IT firm biorących udział w badaniu.

Skąd się bierze Shadow IT?

Dlaczego w ogóle pracownicy sięgają po rozwiązania inne niż zatwierdzone przez firmę? – Pracownicy znajdują aplikacje czy programy, które pomagają im sprawniej realizować codzienne zadania. Jeśli dział IT w firmie nie jest świadomy, że takie rozwiązania są stosowane, nie jest w stanie nimi skutecznie zarządzać i zadbać o bezpieczeństwo organizacji – mówi Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet na Polskę, Białoruś i Ukrainę.  Ryzyko związane z Shadow IT  Podstawowe zagrożenia związane z Shadow IT dotyczą zarządzania danymi. Tworząc strategię cyberbezpieczeństwa, należy wiedzieć, jakie dane firma posiada i gdzie są one przechowywane. Shadow IT utrudnia ustalenie tego. Dodatkowo dane mogą nie być aktualizowane tak często, jak dane z oficjalnych baz. W rezultacie pracownicy korzystający z danych przechowywanych w cieniu mogą przeprowadzać operacje biznesowe w oparciu o nieaktualne informacje, zagrażając w ten sposób bezpieczeństwu całej organizacji. Alarmujące są również inne wyniki badania Skyhigh. Tylko 7% aplikacji w modelu SaaS (Software-as-a-Service) spełnia standardy bezpieczeństwa dla przedsiębiorstw. Oznacza to, że aplikacje używane przez pracowników mogą nie odpowiadać wymogom w zakresie aktualizacji, dostępnych łatek czy szyfrowania danych.

Konsekwencje związane z Shadow IT są poważniejsze w przypadku firm świadczących usługi finansowe. Dzieje się tak ze względu na ilość wrażliwych danych, którymi administrują oraz surowe standardy regulacyjne. Eksperci z Fortinet  zwracają uwagę, że wraz z rozwojem infrastruktury IT sektor finansowy musi nieustannie poszerzać wiedzę na temat ryzyka związanego z Shadow IT, a także zdawać sobie sprawę ze sposobów jego zmniejszania.

Zabezpieczanie Shadow IT Co prawda organizacje starają się zminimalizować zakres Shadow IT, ale mało prawdopodobne jest, że uda się całkowicie wyeliminować to zjawisko. W pierwszej kolejności firmy powinny zadbać o dostarczenie pracownikom odpowiednich narzędzi pracy, tak aby nie musieli oni poszukiwać dodatkowych aplikacji, które lepiej odpowiadałyby ich potrzebom. Kolejna sprawa to szkolenia pracowników i podnoszenie ich świadomości. Często nie muszą oni zdawać sobie sprawy z tego, że zainstalowany przez nich program może obniżać cyberbezpieczeństwo firmy. Mając na uwadze skalę zjawiska Shadow IT, administratorzy sieci i działy IT powinni aktualizować zabezpieczenia oraz poprawiać widoczność ruchu przepływającego w sieci. Konieczne będą także odpowiednie rozwiązania sprzętowe, jak firewalle czy rozwiązania ochrony dostępu do chmury i do wewnętrznej segmentacji sieci.

Sektor handlowy redukuje bieg

Z jednej strony mniejsza podaż i wolniejsze tempo wzrostu w porównaniu ze średnią z ostatniej dekady, a z drugiej utrzymująca się wiodąca pozycja najlepszych centrów handlowych i przewidywane otwarcia nowych sklepów w dotychczasowych lokalizacjach sieci Praktiker – to jedne z kluczowych wniosków płynących z najnowszej analizy sektora handlowego przygotowanej przez ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland. Autorzy raportu szacują, że w 2018 roku na rynku pojawi się ponad 500 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej, a największe otwarcia będą domeną dużych miast.

Podaż – mniejszy wolumen, małe rynki

Na koniec I kwartału całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej nad Wisłą przekroczyły poziom 14,3 miliona m kw., z czego 73 proc. stanowią centra handlowe w tradycyjnym formacie. Najnowsze dane BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że do końca marca na rynek oddane zostały 92 tys. m kw. – otwarcia siedmiu nowych obiektów i ukończenie rozbudowy dwóch istniejących – co stanowi około 20 proc. całkowitej podaży prognozowanej na 2018 rok. Co istotne, 76 proc. nowej podaży z pierwszego kwartału przypadło na centra handlowe zlokalizowane w głównych obszarach metropolitalnych – Gemini Park Tychy w konurbacji katowickiej i Rondo Wiatraczna w Warszawie. W miejscowościach do 100 tys. mieszkańców deweloperzy stawiają na małe parki handlowe, będące uzupełnieniem istniejącej oferty i dobrze wpisujące się zarówno w oczekiwania lokalnych odbiorców jak i operatorów poszukujących możliwości rozszerzenia swojej obecności na rynku.

Ograniczona podaż w minionym roku i nieco wolniejsze tempo rozwoju prognozowane w 2018 roku są forpocztą nadchodzących zmian w handlu stacjonarnym i kurczącej się chłonności tradycyjnego rynku, który w wielu polskich miastach jest już w pełni ukształtowany i dojrzały. W ciągu kilku najbliższych lat będziemy obserwować ograniczoną podaż dużych projektów w największych aglomeracjach i w miastach średniej wielkości. Do wykorzystania pozostaje jeszcze pewien potencjał małych miejscowości, jednak poruszanie się po tych rynkach wymaga szczegółowej analizy lokalnych uwarunkowań i przygotowania dobrze „skrojonego” projektu. Umacniającym się trendem jest i będzie modernizowanie funkcjonujących już obiektów, bardzo często połączone z rozbudową stref restauracyjnych i rozrywkowych i zmianą profilu oferty. – Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Popyt – zmiany rynkowe stawiają nowe wyzwania

Autorzy raportu podkreślają niewielki – o 0,1 p.p. – spadek współczynnika powierzchni niewynajętej na koniec 2017 roku w porównaniu z wynikiem odnotowanym w połowie minionego roku. Na koniec grudnia poziom handlowych pustostanów oscylował wokół 4 proc. W ciągu najbliższych kilku kwartałów może on ulec istotnej redukcji, a wpływ na to mogą mieć otwarcia sklepów przez nowych operatorów w lokalizacjach dotychczas zajmowanych przez sklepy sieci Praktiker.

To, co z pewnością będzie wpływać na kierunek rozwoju sektora to wprowadzony niedawno zakaz handlu w niedzielę i związane z nim spadki poziomu odwiedzalności i obrotów będące realnym problemem dla obciążeń czynszowych. Aspekt ten nakłada się na wcześniej już oddziałujące czynniki, jak np. wzrost konkurencji, rozwój e-commerce a także nowe zwyczaje i potrzeby zakupowe charakterystyczne dla klientów młodszej generacji. Istotnym zjawiskiem, które obecnie obserwujemy jest powiększające się rozwarstwienie pomiędzy renomowanymi obiektami o ciekawej i zróżnicowanej ofercie, a obiektami niższej klasy mającymi poważne trudności w przyciąganiu popularnych najemców. Innym wartym odnotowania trendem jest powstawanie   obiektów wielofunkcyjnych, w których współgrają obok siebie funkcje handlowe, biurowe, mieszkaniowe i rozrywkowe. Takie projekty to domena dużych aglomeracji. – Natasa Mika, Dyrektor, Dział Wynajmu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Z raportu wynika, że w gronie aglomeracji dysponujących największą ilością wolnej powierzchni handlowej znajdują się obecnie Katowice, Poznań i Kraków. Na drugim końcu bieguna tradycyjnie już znalazła się Warszawa, a także stolica Dolnego Śląska i Szczecin.

Stawki czynszu – stabilizacja i oczekiwanie na efekty wpływu zakazu handlu w niedziele

Najlepsze obiekty handlowe z dominującą pozycją rynkową utrzymują stawki czynszowe typu “prime” w granicach 110-130 € / m kw. / m-c w Warszawie i pomiędzy 45 € a 60 € m kw. / m-c w pozostałych głównych miastach. Patrycja Dzikowska podkreśla, że malejące znaczenie niektórych obiektów i rosnąca konkurencyjność mogą oznaczać dla ich właścicieli presję ze strony najemców na obniżanie czynszów i podnoszenie kwot przeznaczanych na wyposażanie lokali.

Obiekty w budowie – głównie aglomeracje i małe rynki

Obecnie, nad Wisłą buduje się około 550 tys. m kw. powierzchni handlowej, z czego 70 proc. deweloperzy zamierzają dostarczyć na rynek do końca tego roku. Największymi debiutami zaplanowanymi na rok 2018 będą otwarcia Forum Gdańsk (64 tys. m kw.) i Galerii Libero, pierwszego centrum handlowo – rozrywkowego w południowej części Katowic. Zgodnie z szacunkami, w przyszłym roku należy spodziewać się spadku podaży spowodowanego ograniczoną liczbą dużych realizacji w głównych aglomeracjach. Ważnym debiutem zapowiadanym na pierwszą połowę 2019 jest otwarcie Galerii Młociny – o łącznej powierzchni najmu 81 tys. m kw., z czego 71 tys. m kw. zostanie przeznaczonych na handel, rozrywkę i gastronomię – realizowanej przez joint venture Echo Investment i EPP. Autorzy raportu podkreślają, że w najbliższych kwartałach konsekwentnie swoją pozycję będą wzmacniały miasta z liczbą mieszkańców nieprzekraczającą 100 tys. To w nich pojawi się około jednej trzeciej tegorocznej nowej podaży.

Główne trendy i wyzwania

  • Najbardziej istotnym wyzwaniem z którym przyjdzie się zmierzyć branży handlowej są obowiązujące od 1 marca br. nowe regulacje prawne ograniczające prowadzenie działalności handlowej w niedziele. Pierwsze sygnały pokazują, że sektor będzie musiał znaleźć odpowiedzi na kwestie związane z niższą odpowiedzialnością oraz nowym spojrzeniem na kwestie stawek czynszu, zwłaszcza w segmencie gastronomii.
  • Pomimo stale rosnącej wartości sprzedaży przez Internet, jej wpływ na obroty w handlu tradycyjnym jest w pewnym stopniu łagodzony przez znaczący wzrost wartości całej sprzedaży detalicznej – o 8,4% w 2017 roku – silnie stymulowanej przez pozytywną kombinację spadającej stopy bezrobocia oraz rosnącego poziomu wynagrodzeń i siły nabywczej.
  • Zróżnicowanie w poziomie powierzchni niewynajętej pomiędzy obiektami handlowymi o ugruntowanej pozycji rynkowej a tymi gorszej klasy będzie się pogłębiać za sprawą rosnącej konkurencji i słabnącej pozycji starszych nieruchomości. Rynek warszawski, jako najsilniejszy i najbardziej zrównoważanym, będzie radził sobie najlepiej, natomiast właściciele obiektów handlowych na rynkach o nasilającej się konkurencji (np. w Poznaniu, Wrocławiu, Trójmieście i Katowicach) muszą szybko znaleźć odpowiedź na szereg strategicznych pytań.
  • Trend przebudowy i renowacji starszych obiektów, często przeprowadzanych przy okazji ich rozbudowy, będzie stawał się głównym bodźcem rozwoju i zmian na rynku. Bardziej zróżnicowana i szersza oferta rozrywkowa, strefy rekreacji dla całych rodzin, szeroki wybór oferty gastronomicznej od stoisk w tzw. strefie food court do wyodrębnionych restauracji, ogrody na dachach i inne komponenty rozrywki mają pomagać w zdobywaniu klientów.

Granty Europejskiej Rady ds. Innowacji nową szansą na rozwój dla polskich firm

Europejska Rada ds. Innowacji (European Innovation Council – EIC) to nowy projekt Komisji Europejskiej, który integruje wybrane instrumenty Programu Ramowego Horyzont 2020. Jego celem jest wspieranie przedsiębiorców – zwłaszcza z segmentu MŚP – i naukowców w realizacji innowacyjnych projektów badawczo-rozwojowych oraz w ich wdrożeniu i wypromowaniu na skalę międzynarodową. Pula grantów, jakie z EIC można pozyskać do 2020 roku, wynosi 2,7 mld euro.

Europejska Rada ds. Innowacji wspiera najbardziej perspektywiczne projekty badawczo-rozwojowe, których potencjał pozwala na wdrożenie innowacji na skalę międzynarodową. Wsparcie, jakie przedsiębiorcom oraz naukowcom oferuje EIC, daleko wykracza poza możliwość pozyskania grantu finansowego. W ramach EIC wyselekcjonowani eksperci oferują  również mentoring i coaching, możliwość nawiązania nowych kontaktów biznesowych, strategiczne doradztwo na rzecz rozwoju ekosystemu sprzyjającego innowacjom oraz pomoc w projektowaniu nowych procesów i modeli biznesowych. Eksperci to osoby z bogatym doświadczeniem, którzy z powodzeniem realizowali międzynarodowe projekty biznesowe, dotyczące innowacji.

Wsparcie EIC skierowane jest przede wszystkim do firm oraz innowatorów, mających pomysł na rozwój nowych technologii, które istotnie różnią się od rozwiązań już funkcjonujących na rynku i których realizacja charakteryzuje się wysokim ryzykiem biznesowym. Granty EIC są rozwiązaniem dla tych przedsiębiorstw, w których konieczne jest poniesienie nakładów inwestycyjnych w celu wejścia na rynek z produktem lub technologią. Europejska Rada ds. Innowacji wspiera innowacje rozwijane w każdej dziedzinie technologii, w każdym sektorze biznesowym.

Oferta EIC dla firm i naukowców łączy w sobie instrumenty Programu Ramowego Horyzont 2020 (Instrument MŚP, Szybka ścieżka do innowacji, Przyszłe i powstające technologie), a także przewiduje nagrody dla podmiotów, które wdrożyły najbardziej przełomowe rozwiązania technologiczne. Nagrody te są przewidziane dla przedsiębiorstw działających
w wybranych sektorach, o ile wdrażane przez nie rozwiązania przynoszą istotne korzyści
dla społeczeństwa. Indywidualne nagrody wynoszą od 5 do 10 mln euro, a ich całkowita pula do 2020 roku wynosi 40 mln euro.

Europejska Rada ds. Innowacji to projekt pilotażowy. W jej ramach testowane są instrumenty wspierania innowacji, które są dostosowane do potrzeb współczesnych innowacyjnych firm, środowisk naukowych oraz startupów. Doświadczenia zebrane w ramach EIC do 2020 roku będą stanowiły podstawę do budowy programu ramowego w nowej perspektywie budżetowej – tłumaczy Katarzyna Walczyk-Matuszyk, zastępca dyrektora Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej (KPK).

KPK jest instytucją wspierającą polskie podmioty w pozyskiwaniu środków finansowych z Programu Ramowego Horyzont 2020, także w ramach EIC. W kwietniu br. Komisja Europejska ogłosiła wyniki pierwszego konkursu organizowanego w ramach Europejskiej Rady ds. Innowacji. Dotyczył on I fazy Instrumentu MŚP (grant w wysokości 50 tys. euro
na realizację studium wykonalności projektu), a finansowanie pozyskały cztery polskie firmy: Loglab Sp. z o.o., ZAZ Sp. z o.o., Onco Scanner Sp. z o.o. oraz Pomelody Sp. z o.o.

To dobra wiadomość dla polskiego biznesu – mówi Katarzyna Walczyk-Matuszyk – Chcemy jednak zwiększyć aktywność krajowych podmiotów w pozyskiwaniu środków na badania i rozwój. Historie firm, które pozyskały finansowanie z programu Horyzont, wskazują, że skuteczna aplikacja jest dźwignią rozwoju biznesu, a także czynnikiem budującym wizerunek oraz markę przedsiębiorstwa – dodaje.

Dotychczas polskie podmioty w ramach Programu Ramowego Horyzont 2020 pozyskały
w sumie ponad 291,8 mln euro. Fundusze te pozyskały 564 podmioty, które wzięły udział
w 943 projektach.

Dotychczas w Horyzoncie wydano ok. 32 mld euro. Do wykorzystania
w okresie do 2020 roku pozostaje zatem znacząca część, z czego 2,7 mld euro zostanie przeznaczone za pośrednictwem Europejskiej Rady ds. Innowacji na wsparcie najbardziej perspektywicznych i zaawansowanych projektów. To szczególna szansa dla polskich innowacyjnych przedsiębiorstw
– podkreśla zastępca dyrektora KPK Katarzyna Walczyk-Matuszyk. – Zachęcamy firmy, zwłaszcza małe i średnie, do składania aplikacji w konkursach unijnych. Jako Krajowy Punk Kontaktowy udzielamy profesjonalnego wsparcia wszystkim podmiotom zainteresowanym pozyskaniem finansowania na rozwój innowacji – dodaje.

12 kwietnia br. w Warszawie odbyła się zorganizowana przez Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej konferencja pt. „Europejska Rada ds. Innowacji – nowa szansa dla polskiego przemysłu w Horyzoncie 2020”. Honorowym patronatem objął ją Wiceprezes Rady Ministrów oraz Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosław Gowin. Patronami konferencji były również Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju oraz Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Partnerem strategicznym wydarzenia została KGHM Polska Miedź S.A.

***

O Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE (KPK)

Krajowy Punkt Kontaktowy dla programu ramowego Horyzont 2020 (pełna nazwa: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej) działa przy Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk. Wspiera uczestnictwo polskich jednostek naukowych i przedsiębiorstw w programach ramowych, a obecnie w ósmym programie ramowym „Horyzont 2020”. Instytucja organizuje dni informacyjne, konferencje, oferuje usługi konsultacyjne, bezpośrednie doradztwo w zakresie przygotowania wniosków oraz mentoring. Działania Krajowego Punktu Kontaktowego dla programu ramowego Horyzont 2020 wspomaga 11 Regionalnych Punktów Kontaktowych w największych ośrodkach akademickich i kilkanaście Branżowych Punktów Kontaktowych przy polskich platformach technologicznych i kluczowych klastrach. Instytucja jest koordynatorem sieci
dla mobilnych naukowców EURAXESS.

Bitcoin a PCC – czy coś naprawdę się zmieni?

Niedawna informacja Ministerstwa Finansów na temat skutków podatkowych obrotu kryptowalutami zelektryzowała fanów cyfrowego pieniądza. Wielu użytkowników obawia się, że –  zgodnie z najnowszym obwieszczeniem –  będzie musiało zapłacić bardzo wysokie podatki od czynności cywilnoprawnych za obrót Bitcoinem i innymi kryptowalutami. Ministerstwo wskazało również na nowe warunki rozliczania tychże w podatku dochodowym. Czy jednak rzeczywiście stanowisko MF coś w tym zakresie zmienia?

Bitcoin a PCC i podatek dochodowy

Aby dobrze naświetlić temat, należałoby cofnąć się do 2014 roku i decyzji dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie. Była to jedyna interpretacja dotycząca opodatkowania zakupu kryptowalut podatkiem od czynności cywilnoprawnych (PCC) i wskazująca na taką konieczność. W dodatku wydana została w czasie, kiedy organy podatkowe skłaniały się raczej ku stanowisku, że sprzedaż Bitcoinów podlega 23% opodatkowaniu VAT.

Tę interpretację powtórzyło przed kilkoma dniami Ministerstwo Finansów. Podstawę opodatkowania w przypadku obrotu Bitcoina będzie stanowiła wartość rynkowa transakcji, a stawka PCC wyniesie 1% podstawy opodatkowania.

Ponadto MF odniosło się także do rozliczania przychodów z obrotu kryptowalutami i wskazało, że jest on generowany także w przypadku:

  • sprzedaży kryptowaluty (zamiany kryptowaluty na walutę tradycyjną, np. złotówki (PLN), euro (EUR), dolara amerykańskiego (USD);
  • zamiany kryptowaluty na inną kryptowalutę, na towar lub na usługę. Zamianę kryptowaluty należy traktować jako formę jej odpłatnego zbycia, analogicznie jak zamianę jakichkolwiek innych praw majątkowych, np. wierzytelności.

– Trudno jednoznacznie wskazać, czy Polska ma najbardziej opresyjne podejście do opodatkowania kryptowalut. Warto natomiast podkreślić, że są kraje, które dość preferencyjnie podchodzą do tego tematu. Warto tutaj wskazać chociażby Niemcy – gdzie, jeżeli ktoś zakupi kryptowaluty i sprzeda je dopiero po roku, jest zwolniony z opodatkowania – mówi Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w firmie inFakt. – Ostatnio pojawiła się też informacja, że Białoruś zwalnia z opodatkowania obrót kryptowalutami do roku 2023. Ze względu na to, że w polskich ustawach podatkowych nie ma rozwiązań, które przystawałyby do tak innowacyjnych tematów jak obrót kryptowalutami, w temacie opodatkowania opieramy się przede wszystkim na interpretacjach. Jako takie, nie są one po pierwsze wiążące, a po drugie – jak widać w podejściu do tematu opodatkowania zamiany jednej kryptowaluty na drugą – organy podatkowe zmieniają swoje stanowiska nawet w obrębie jednego roku podatkowego.

Przy okazji należy podkreślić, że zakup kryptowalut traktowanych jako prawo majątkowe lub przedmiot prawa majątkowego będzie podlegał opodatkowaniu na terytorium Polski. Bez znaczenia będzie fakt, czy zakup odbył się na giełdzie z siedzibą w Polsce, czy w innym państwie.

Jak traktować stanowisko Ministerstwa?

Eksperci z firmy inFakt wskazują jednak, że informacja opublikowana przez MF nie jest wiążąca ani dla podatnika, ani dla organów podatkowych. – Informacja nie jest wiążąca i ani podatnicy, ani urzędy skarbowe nie mają obowiązku stosowania zawartych tam informacji w praktyce – wyjaśnia Magda Sławińska-Rzemek. – Informacja ma za to na celu pokazać, jak organy skarbowe będą prawdopodobnie interpretowały przepisy podatkowe dotyczące obrotu Bitcoinem i innymi kryptowalutami. Nie ma również gwarancji, że w przyszłości stanowisko MF nie zmieni się po raz kolejny.

Jak więc podatnicy powinni traktować informację Ministerstwa? – Na pewno warto mieć ją na uwadze – dodaje ekspert firmy inFakt. – Jednak w mojej opinii to stanowisko nie zmienia niczego, a zawarte w nim informacje pojawiały się już wcześniej w interpretacjach podatkowych. Podatnik, rozliczając obrót kryptowalutami, może zastosować się do wskazanej interpretacji, może również postąpić w sposób odmienny i nie rozliczać przychodu z wymiany jednej kryptowaluty na inną. Wówczas musi liczyć się z tym, że organ podatkowy zakwestionuje jego postępowanie. W najgorszym wypadku zapłaci wtedy zaległy podatek dochodowy z odsetkami za zwłokę.

Z drugiej strony podatnik może liczyć także na pomyślny obrót sprawy po skardze na decyzję organu podatkowego, sąd administracyjny zajmie stanowisko, że wymiana kryptowaluty na inną nie stanowi przychodu. Ponadto podatnicy, którzy uzyskują przychód z obrotu Bitcoinami na giełdzie, powinni wystąpić z wnioskiem o wydanie interpretacji indywidualnej w zakresie kursu kryptowalut, jaki należy zastosować przy obliczaniu przychodu, oraz na temat sposobu udokumentowania kosztów.

Nic negatywnego w piątek 13

Nastroje rynkowe na koniec tygodnia pozostają dobre. Mimo że ryzyka związane z wojną handlową i geopolityką (Syria) wciąż są obecne, ostatnie 24 godziny przynoszą raczej uspokajające komentarze, co wspiera apetyt na ryzyko. Nadchodzi jednak weekend, w którym zawsze coś może się wydarzyć, więc niezerowe są szanse na realizację zysków dla świętego spokoju.

Na razie jednak Europa stara się wykrzesać wybicie USD/JPY ponad 107,50, a także wyjście AUD/USD ponad strefę 0,7770/80. Jeśli te bariery pozostaną „pod spodem” po weekendzie, otworzy to drogę dla dalszych wzrostów. Oba ruchy są spójne z wzmocnieniem apetytu na ryzyko i odrzuceniem obaw o konflikty na linii USA-Chiny i USA-Rosja. Prześciganie się na cła importowe teraz przycichło i, jak to ująć wczoraj prezydent Trump, teraz rozmowy z Chinami „idą dobrze”, a USA czyni „postęp”. Ten sam Trump wycofał się ze swoich tweeterowych gróźb w stronę Rosji dotyczących wystrzelenia rakiet nad Syrię, co potwierdził też sekretarz obrony USA Mattis, według którego „USA nie zamierzają uczestniczyć w wojnie domowej w Syrii. Ogólnie zatem sprawy zdają się iść w dobrym kierunku, co zachęca do tonowania nerwów. Z drugiej strony zbliżający się weekend to zawsze okres, kiedy inwestorzy są mniej skłonni przetrzymywać pozycje, wszak rynki może wtedy nie pracują, ale politycy i żołnierze są aktywni. Asekuracyjne realizowanie zysków dziś po południu nie jest do wykluczenia, co w poniedziałek w optymistycznym przypadku może też dać krótki moment na złapanie lepszych poziomów.

W protokole z marcowego posiedzenia EBC dominował ostrożny ton i wskazanie ryzyk dla perspektyw gospodarczych. Zaznaczono, że usunięcie gołębiego nastawienia z forward guidance w odniesieniu do programu skupu aktywów „nie powinno być mylnie rozumiane” i Rada wciąż pozostawia sobie opcję reakcji na potencjalne szoki. Panuje „szeroka zgoda”, że nie ma wystarczających dowodów stabilizacji trendów inflacyjnych. Ogólny wydźwięk dokumentu sugeruje, że EBC nie ma silnych argumentów za przyspieszaniem normalizacji polityki, za to poważnie analizuje ryzyka. Tym samym protokół staje w mocnym kontraście do jastrzębich komentarzy słów członka EBC Ewalda Nowotnego sprzed trzech dni. „Short sqeeze” na crossach z EUR z wtorku we wtorek nie znajduje poparcia w minutkach EBC, a w połączeniu z serią słabych danych ze strefy euro (jak dzisiejsza produkcja przemysłowa), krótka pozycja jest bardziej przekonująca.

Dziś agencja ratingowa S&P dokona rewizji oceny wiarygodności kredytowej Polski (BBB+/A-2, stabilna perspektywa). Dodatnie saldo na rachunku bieżącym oraz spadek długu publicznego w 2017 r. są czynnikami wymienianymi ostatnio przez agencję jako warunki dla podwyżki ratingu. Nie ma jednak gwarancji, że nadwyżka handlowa nie jest zdarzeniem jednorazowym (prognozy na kolejne lata wskazują na powrót deficytu), podczas gdy w temacie finansów publicznych S&P oczekuje poprawy w kwestii zabezpieczenia przed efektami starzenia się społeczeństwa i ograniczenia populacji w wieku produkcyjnym. Wyższymi wpływami z podatków tego problemu sienne rozwiąże. Dlatego spodziewamy się, że S&P utrzyma ocenę bez zmian.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Frank po 3,50. Czy będzie jeszcze tańszy?

Frank Szwajcarski jest walutą, która niezmiennie budzi w Polsce ogromne zainteresowanie. Powodem tego fenomenu nie jest ani wymiana handlowa pomiędzy naszymi krajami, ani ruch turystyczny, ale kredyty, które ponad 700 000 Polaków wzięło w tej walucie w pierwszej dekadzie XXI wieku. Nie może zatem dziwić, że wielu naszych rodaków bardzo często sprawdza jej notowania, zastanawiając się dlaczego akurat kurs rośnie lub spada.

Od początku kwietnia kurs CHF/PLN systematycznie spada. Na początku miesiąca trzeba było płacić za jednego franka niemal 3,60 zł. Dzisiaj zbliżamy się już do poziomu 3,50 zł. W tym miejscu warto spytać, co takiego dzieje się w Polsce i na świecie, że złoty jest tak mocny względem franka. By zrozumieć tę relację należy najpierw spojrzeć na to jaką rolę pełni frank szwajcarski w światowym systemie finansowym. Dla wielu inwestorów jest on instrumentem inwestycyjnym na trudne czasy. W rezultacie, gdy na rynkach pojawia się niepokój, przenoszą oni swoje inwestycje do bezpiecznej Szwajcarii. Relację tę widać najlepiej względem euro. Jeżeli w Europie pojawiają się problemy, inwestorzy sprzedają euro, a kupują franki.

I to ta relacja właśnie była głównym powodem gwałtownego wzrostu ceny franków w styczniu 2015 roku. W ciągu jednego dnia frank gwałtownie zyskał względem euro. Dzień wcześniej za jedno euro można było otrzymać 1,2 CHF. Pod koniec dnia już zaledwie 1,05. W tym miejscu warto zwrócić uwagę na drugą ważną zależność. Złotówka ostatnimi latami bardzo mocno podąża wartością za euro, a na pewno znacznie mocniej niż za frankiem. W rezultacie frank podrożał również do złotego. Różnica pomiędzy poziomem 3,65zł a 4,30zł była zauważalna dla właściwie wszystkich budżetów domowych.

Co jednak spowodowało, że frank spadł z owych 4,30 zł w okolice dzisiejszego 3,50 zł? Po pierwsze w Szwajcarii od ponad 3 lat obowiązują istotnie ujemne stopy procentowe. Inwestorzy płacą zatem za trzymanie swoich inwestycji. Również oprocentowanie obligacji przez większość tego okresu było ujemne. Drugim ważnym czynnikiem było uspokajanie się sytuacji w naszej części świata. To już nie czasy bankructwa Grecji. Nie mówi się o kryzysie strefy euro. Teraz ryzyka w światowej gospodarce wziął na siebie nowy prezydent USA. Po trzecie gospodarka szwajcarska przy tak drogim franku miała realne problemy z eksportem, był on po prostu znacznie mniej opłacalny. Produkcja na rynek wewnętrzny po porównaniu cen dóbr importowanych też ucierpiała. W rezultacie nie może dziwić, że frank zaczął tracić to, co wcześniej zyskał.

Dzisiaj właśnie obserwujemy zbliżanie się franka względem euro do poziomu 1,19. Jeżeli osiągnie poziom 1,20 sprzed pamiętnego 15 stycznia 2015 roku oznaczać to będzie, że przy niezmienionym kursie euro względem dzisiaj franki powinny stanieć w okolice 3,48 zł. Nie są to oczywiście jeszcze poziomy, po których większość tych kredytów była zaciągana. Ale skoro już teraz frank jest najtańszy od trzech ponad 3 lat, taka perspektywa musi dawać z pewnością odrobinę ulgi kredytobiorcom.

Maciej Przygórzewski – główny ekspert walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polskie start-upy z coraz większymi szansami na sukces rynkowy. Od wyboru branży, ważniejsza jest pro-kliencka postawa

Polskie start-upy z coraz większymi szansami na sukces rynkowy. Od wyboru branży, ważniejsza jest pro-kliencka postawa 5

Polskie start-upy są coraz dojrzalsze, a stosowane w nich modele prowadzenia biznesu odpowiadają często tym, na które stawiają duże firmy europejskie – twierdzą specjaliści pomagający w uzyskaniu unijnego finansowania innowacji. Polacy są mocni zwłaszcza w tworzeniu aplikacji wspierających branżę medyczną, fintechu, a także technologii cyfrowej. Zmieniają się źródła finansowania młodych firm. Chętnie korzystają one z pomocy zagranicznych inwestorów, ale coraz częściej wykorzystują własny kapitał, a osiągane przychody inwestują w rozwój.

– Rynek start-upów w Polsce jest bardzo zróżnicowany, zmienia się dynamicznie. To rynek coraz dojrzalszy, ponieważ start-upy, które na nim się znajdują, są coraz dojrzalsze – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Gzyl z Zafiro Solutions, funduszu pomagającemu młodym polskim firmom technologicznym uzyskać dofinansowanie.

Z raportu Polskie Startupy 2017 wynika, że polskich start-upów jest nie tylko coraz więcej (o 15 proc. więcej firm wzięło udział w badaniu, w porównaniu z poprzednim rokiem), ale są też coraz to dojrzalsze. Może o tym świadczyć wiek ich twórców. Największą grupę, liczącą 58 proc. stanowią osoby po 30. roku życia. Coraz częściej są to profesjonaliści. 82 proc. z nich legitymuje się wyższym wykształceniem, a 7 proc. to osoby z tytułem naukowym. Dojrzałość firm przejawia się też w ich ogólnej filozofii.

– Jeszcze do niedawna start-up kojarzył się z grupą entuzjastów, którzy gdzieś w laboratorium, w piwnicy, w garażu rozwijali swoje produkty i po kilku miesiącach albo latach wychodzili z tym produktem na rynek i okazywało się, że nikt nie jest tym produktem zainteresowany. W tym momencie myślenie bardzo się zmieniło. Firmy starają się zarysować plan wejścia na rynek, pytają swoich klientów o to, czego oni potrzebują i dopasowują swój produkt do ich potrzeb. To myślenie, które cechuje najlepsze firmy w całej Europie – mówi Michał Gzyl.

Ze statystyk wynika, że najwięcej polskich start-upów buduje technologie w obszarach takich jak big data, internet rzeczy, a także narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze. Firmy, które osiągają obiecujące wyniki działają ponadto w obszarze aplikacji mobilnych, transportu czy szeroko rozumianej technologii cyfrowej. Wśród polskich start-upów, które w najbliższym czasie mogą odnieść duży rynkowy sukces, ekspert z Zafiro Solutions zwraca uwagę na cztery.

– W pierwszej kolejności wymieniłbym firmę Harimata, która stworzyła pierwszą na świecie aplikację na urządzenia mobilne do diagnostyki autyzmu u dzieci. Kolejnym start-upem jest firma SDS Optics, która stworzyła unikalną mikrosondę do wczesnej diagnostyki raka piersi. Ta technologia w bardzo krótkim czasie ma szansę po pierwsze rozwinąć się nie tylko do diagnostyki, ale również do terapii raka piersi. Kolejną firmą jest Billon, która stworzyła swoją własną technologię blockchainową, zgodną z wszelkimi regulacjami unijnymi oraz prawem polskim, co daje im ogromną przewagę na tym rynku. Torqway zaś to firma, która stworzyła bardzo unikalne urządzenie do przemieszczania się – wymienia Michał Gzyl.

Z raportu Polskie Startupy 2017 wynika, że przy zatrudnianiu, właściciele start-upów coraz chętniej stawiają na osoby z zagranicy. Obcokrajowców zatrudnia 28 proc. badanych firm. Co ósme przedsiębiorstwo ma wśród założycieli obywatela innego państwa. W Dolinie Krzemowej taka sytuacja notowana jest w co drugim start-upie. Za granicą polskie młode firmy technologiczne często szukają też inwestorów.

Z zagranicznego źródła finansowania już korzysta co piąty polski start-up, a aż 44 proc. z nich planuje rozpocząć współpracę z zagranicznym inwestorem. Co ciekawe, coraz częściej start-upy decydują się na własne źródło finansowania. Dominującym modelem jest w Polsce bootstrapping, czyli inwestowanie własnych oszczędności i reinwestowanie przychodów. W takim modelu działa 62 proc. badanych firm.

– W każdej branży można osiągnąć sukces, nie ma znaczenia czy działa się w branży zdrowotnej, finansowej, czy radiowej. Bardzo istotny jest natomiast pomysł, istotne jest żeby mieć bardzo wiarygodny biznesplan i kompetentnych ludzi, którzy będą ten plan realizować – podkreśla ekspert.

Ataki cyberprzestępców są coraz trudniejsze do wykrycia, rosną także ich koszty. Szansą na walkę z destrukcją usług jest uczenie maszynowe

Ataki cyberprzestępców są coraz trudniejsze do wykrycia, rosną także ich koszty. Szansą na walkę z destrukcją usług jest uczenie maszynowe 6

Cyberataki stają się coraz bardziej wyrafinowane, a ich celem nierzadko jest wyłudzenie okupu, wypłacanego w postaci kryptowalut. Często chodzi również o zatarcie śladów wcześniejszej działalności. Internetowi przestępcy prawie zawsze korzystają z legalnego oprogramowania. Ataki cyberprzestępców polegają najczęściej na destrukcji usług, czyli niszczeniu usługi lub uniemożliwieniu dostępu do niej. W wyniku takiego działania bardzo często dochodzi do bezpowrotnej utraty danych. Ponad połowa cyberataków spowodowała u firm straty w wysokości ponad 500 mln dolarów. W walce z nimi coraz bardziej docenia się sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe.

– Przykładem destrukcji usług są działania ransomware, czyli programów szyfrujących, których celem jest zaszyfrowanie porcji danych, niezbędnych dla danej instytucji bądź dla danego użytkownika, a następnie opłata okupu w celu ich odzyskania. Do tej pory ransomware był takim podstawowym wehikułem do zarabiania pieniędzy, najczęściej płatności odbywały się za pomocą bitcoina. W ostatnim czasie ransomware nie ma już na celu tylko zarabiania pieniędzy, ale też zatarcie śladów wcześniejszej działalności. Przykładem takim był atak na Ukrainie, gdzie celem było zatarcie log-ów działalności, która zainfekowała wielu użytkowników – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Ceklarz z Cisco Systems Polska.

Pierwsze znane oprogramowanie szantażujące, AIDS, powstało w 1989 roku. Od ofiary żądano wpłaty w wysokości 189 dolarów.  Jak zauważa specjalista, schematy działania cyberprzestępców pozostają od tego czasu właściwie niezmienne. Ich ewolucja wynika między innymi z dostępu do nowych narzędzi płatniczych, takich jak kryptowaluty. Trudności z wykrywaniem ataków wynikają natomiast z postępu technologicznego.

– Na pewno z uwagi na wzrost wydajności komputerów czy wzrost łącz internetowych, coraz trudniej jest wykrywać tego typu zagrożenia. Mało tego, te zagrożenia coraz lepiej się maskują przed wykrywaniem, chociażby szyfrując komunikację. Widzimy, iż ta tendencja ma na celu zarabianie pieniędzy. To jest konkretny biznes, który zakłada zwrot z inwestycji. Jest to biznes oparty w 100 proc. o infrastrukturę, która jest bardzo często legalna. Do cybernetycznych ataków są wykorzystywane legalne SaaS czy IaaS – mówi Michał Ceklarz.

Szansą na skuteczną walkę z cyberprzestępczością ma być przede wszystkim wzrost świadomości co do związanych z nią zagrożeniami. Dzięki temu użytkownicy, a zwłaszcza firmy, będą chętniej wykorzystywać technologie skutecznie wykrywające cyberprzestępcze działania.

– Firmy które mają swoje działy cybernetyczne, będą musiały z jednej strony zdecydowanie popracować nad jakością swoich produktów. Z drugiej strony współdzielenie tych informacji pomiędzy poszczególnymi instytucjami staje się coraz bardziej krytyczne – zauważa specjalista.

Jak wynika z raportu Cisco 2018 Annual Cybersecurity Report, 39 proc. organizacji polega na automatyzacji procesów związanych z cyberbezpieczeństwem, 34 proc. wykorzystuje uczenie maszynowe, a 32 proc. jest zależna od funkcjonalności sztucznej inteligencji. Wśród specjalistów ds. zabezpieczeń widoczna jest tendencja do wdrażania zestawów rozwiązań i zabezpieczeń od różnych dostawców. Jednocześnie zdecydowana większość z nich dostrzega wysoką wartość narzędzi do analizy behawioralnej w lokalizowaniu autorów ataków sieciowych. Ich skuteczność w działaniu potwierdziło 92 proc. z nich.

Według danych Cisco, ponad połowa cyberataków w 2017 roku spowodowała straty finansowe wysokości ponad 500 tys. dol., wliczając w to m.in. utratę przychodu, klientów i okazji biznesowych oraz koszty operacyjne.

Dane medyczne pod obstrzałem hakerów

Branża medyczna, poza finansową, jest najbardziej narażona na dotkliwe skutki utraty dostępu do danych oraz kradzieży cyfrowych informacji. Jak wynika z ostatniego raportu „2018 Impact of Cyber Insecurity on Healthcare Organizations”, w 2017 r. aż 62% placówek medycznych doświadczyło cyberataku. Wyzwaniem jest też zapewnienie biznesowej ciągłości, której koszty mają sięgnąć do 2021 r. 65 mld dolarów. To jeden z powodów dla których firmy coraz chętniej migrują do chmury.

Ponad połowa ankietowanych przyznała, że konsekwencją włamań do wewnętrznych systemów IT była trwała utrata wrażliwych danych pacjentów. Wbrew pozorom nie jest to jedyny skutek braku przygotowania środowiska informatycznego na sytuacje kryzysowe. Ponemon Institute, który wraz z Merlin International opracował badanie, zwraca uwagę, że koszty związane z przywróceniem pełnej funkcjonalności po cyberataku wynoszą średnio 4 mln dolarów dla każdej instytucji ochrony zdrowia. Biorąc pod uwagę fakt, iż każda z nich przeznaczyła średnio 30 mln dolarów na wszystkie zakupy i operacje związane z IT w ubiegłym roku, skala strat mocno oddziałuje na wyobraźnię.

Placówki na celowniku

W lutym ubiegłego roku o znaczeniu odpowiedzialnego tworzenia planów zabezpieczania danych przekonał się na własnej skórze Hollywood Presbyterian Medical Center. W wyniku cyberataku typu ransomware wymierzonego w infrastrukturę IT, placówka musiała na tydzień wstrzymać działanie we wszystkich obszarach. Powód był prozaiczny – całkowita utrata dostępu do elektronicznych rekordów medycznych. Przywrócenie działania nastąpiło dopiero po zapłacie cyberprzestępcom żądanego okupu w wysokości 17 tysięcy dolarów.

Nie jest to oczywiście odosobniony przypadek – miniony rok obfitował w przypadki kradzieży wrażliwych danych medycznych, w których łupem cyberprzestępców padały setki tysięcy a nawet miliony rekordów. Przykładem może być szeroko nagłośniony na początku bieżącego roku fakt włamania do systemów największej instytucji z sektora medycznego w Norwegii – Helse Sør-Øst RHF – w wyniku którego w niepowołane ręce dostało się nawet blisko 3 miliony cyfrowych profili pacjentów. Powód jest prosty: rekordy zawierające dane medyczne osiągają największe ceny na internetowych czarnych rynkach. Głównie ze względu na znaczącą liczbę informacji przechowywanych w bazach danych, poczynając od danych personalnych, przez numery kart kredytowych używanych do dokonywania płatności w prywatnych klinikach, po całą historię hospitalizacji. Dlatego zainteresowanie cyberprzestępców danymi przechowywanymi w bazach placówek medycznych nie będzie spadać. Jak informowała firma Cryptonite, w 2017 r. odnotowano o 89% więcej ataków na firmy z sektora opieki zdrowotnej przy użyciu złośliwego oprogramowania niż w 2016 roku. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie ich więcej. A to tylko wierzchołek góry problemów z jakimi musi mierzyć branża medyczna.

Brak dostępu do danych może nastąpić nie tylko w wyniku cyberataku, ale też z powodu niespodziewanej awarii dostępu do sieci. Jest wiele przykładów, które pokazują, że ciągłość funkcjonowania biznesu staje się wyjątkowo palącym wyzwaniem dla branży medycznej.

Na ratunek chmura

Potwierdzeniem powyższych wniosków mogą być prognozy firmy Cybersecurity Ventures, która szacuje, że światowe nakłady firm z branży medycznej na rozwiązania w zakresie cyberbezpieczeństwa i utrzymania ciągłości biznesu wzrosną o 65 miliardów dolarów w okresie 2017 – 2021 r.

Nie sposób nie wspomnieć o tym, że sektor ten jako jeden z nielicznych przechowuje oraz przetwarza dane o najwyższym stopniu wrażliwości, a zapewnienie im odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa jest regulowane prawnie. – W Polsce, placówki medyczne objęte są obowiązkiem przechowywania elektronicznej dokumentacji medycznej od 20 do nawet 25 lat, w zależności od ich kategorii. Poza ryzykiem dużych strat finansowych czy utraty zaufania klientów uwzględniamy także konsekwencje niespełnienia regulacji prawnych. Wszystko to sprawia, że wykorzystanie bardziej zaawansowanych rozwiązań tworzących kopie zapasowe baz danych oraz zabezpieczających je przed kradzieżą informacji staje się standardem – tłumaczy Robert Tomaka, zastępca kierownika działu IT w firmie Diagnostyka.  Stosowany przez firmę wewnętrzny system odtwarzania danych w przypadku sytuacji kryzysowej, mimo posiadania dwóch poziomów zabezpieczeń i dotychczasowej niezawodności, potrzebował pewnych usprawnień. Poza tym dużym wyzwaniem była centralizacja baz danych z 70 lokalizacji na terenie Polski i możliwość wykonywania operacji z jednego miejsca. Diagnostyka zdecydowała się więc na chmurowy backup w modelu usługowym.   – Dostarczony przez Oracle Database Backup Cloud Service pozwolił nam na odtwarzanie danych w czasie o połowę krótszym niż przedtem, zapewniając także szyfrowanie baz danych już na etapie tworzenia kopii zapasowych, przez co ani przez sekundę nie są one narażone na działania cyberprzestępców. Nie ukrywam, iż podobnie jak w przypadku innych branż sektor medyczny także w dużym stopniu liczy się z kosztami przeznaczanymi na IT. Według naszych najnowszych szacunków, TCO w przypadku usługi Oracle będzie o 56% niższe w porównaniu do backupu wykonywanego „u siebie” – dodaje Robert Tomaka.

In cloud we trust?

Jak ustalili analitycy firmy Zetta, zaufanie przedsiębiorstw do rozwiązań typu Disaster Recovery jest znacząco większe w przypadku,  gdy uwzględniają one odtwarzanie zapasowego środowiska IT z chmury. Zaufanie do takich rozwiązań miało 90% badanych firm, zaś metodzie awaryjnego odtworzenia zasobów przy wykorzystaniu wyłącznie wewnętrznej, fizycznej infrastruktury IT w pełni ufało 74% respondentów.

Obowiązki pracodawcy dotyczące ochrony danych osobowych pracownika

W związku z zapewnieniem stosowania RODO, szykowane są zmiany w polskim Kodeksie pracy. W przepisach ma zostać uregulowana możliwość stosowania monitoringu w miejscu pracy, w szczególności monitoringu wizyjnego oraz monitoringu służbowej korespondencji pracownika.

Monitoring wizyjny będzie dopuszczalny, ale w określonych przypadkach,  jeżeli to będzie dotyczyć zapewnienia bezpieczeństwa pracowników, ochrony mienia pracodawcy, kontroli produkcji, ochrony tajemnic firmy.

Projektowane zmiany w Kodeksie Pracy wskazują konkretne miejsca, w których monitoring wizyjny nie może być prowadzony, to stołówki czy pomieszczenia sanitarne, palarnie, a także pomieszczenia udostępnione związkom zawodowym.

– Zdefiniowano też okres, przez jaki pracodawca nagrania takie będzie mógł przechowywać – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Gwiazda – radca prawny, partner, szefowa Praktyki Prawa Pracy w Kochański Zięba i Partnerzy (KZP). – To maksymalnie trzy miesiące, chyba że nagrania są dowodem w postępowaniu sądowym, wtedy będą przechowywane do czasu zakończenia takiego postępowania.

Pracodawca będzie musiał poinformować pracowników o stosowaniu monitoringu. Pomieszczenia, w których monitoring będzie stosowany, będą musiały zostać w wyraźny sposób oznakowane.

– Monitorowanie mailowej korespondencji służbowej pracowników będzie możliwe w szczególności dla zapewnienia takiej organizacji pracy, która gwarantować ma pełne wykorzystanie czasu pracy pracowników – wskazuje  Anna Gwiazda z KZP.

Zaproponowane zmiany prawne KZP ocenia pozytywnie.

Adam Kruszewski: Czeka nas prawdziwa rewolucja technologiczna w medycynie

Nie ulega wątpliwości, że proces leczenia będzie przesuwać się z osobistego kontaktu lekarza z pacjentem w stronę samoleczenia, korzystania z Internetu, przesyłaniu informacji i tzw. stewardshipie ze strony medyków. Czeka nas olbrzymi postęp technologiczny w zakresie medycyny. Należy jednak przyciągać know-how z zagranicy i rozciągnąć do granic możliwości definicję polish nexus.

– Istnieją bardzo duże nadzieje i widać rosnący entuzjazm – z drugiej strony zespoły zarówno po stronie startupów, jak i funduszy venture capital są bardzo młode – powiedział serwisowi eNewsroom Adam Kruszewski, prezes KCR SA – Większość z nich, niestety, poniesie porażkę. Dlatego trzeba szukać zespołów zarządzających z Zachodu oraz pozyskać międzynarodowe środki dla rozwoju nowoczesnej opieki zdrowotnej, która obejmuje także medycynę, farmację czy medical devicesTrwa dyskusja, czy pieniądze publiczne zepsują czy stworzą prawdziwy, duży rynek w Polsce. Zaobserwować można było to firmach, które prowadzą badania kliniczne. Jednak zaistnienie i odniesienie sukcesu wymaga podejmowania prób – ocenił Kruszewski.

W ostatnim sezonie infekcyjnym Polacy wydali na farmaceutyki 3,3 mld zł. Te bez recepty stanowią blisko 90 proc.

W ostatnim sezonie infekcyjnym Polacy wydali na farmaceutyki 3,3 mld zł. Te bez recepty stanowią blisko 90 proc. 7

Prawie 3,3 mld zł wydali Polacy na produkty na infekcje – wynika z analizy firmy IQVIA. To nieco ponad 4 proc. więcej niż w poprzednim sezonie infekcyjnym. Leczymy się przede wszystkim lekami dostępnymi bez recepty. Spośród wszystkich sprzedanych opakowań ich udział wyniósł 89 proc. Średnio za jedno opakowanie preparatu stosowanego w leczeniu infekcji płaciliśmy ponad 14 zł. Równocześnie na grypę szczepi się zaledwie 2–3 proc. populacji.

– W 2018 roku sprzedaż produktów związanych z infekcją w tym z przeziębieniami osiągnęła wartość ok. 3,3 mld złotych. Jest to wzrost w porównaniu do roku poprzedniego. Sezon rozłożył się na przestrzeni od września do lutego, ale był dłuższy niż w roku poprzednim. To drugi sezon, który pokazuje dosyć duże tempo wzrostu sprzedaży leków na infekcje – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Czarnocki, dyrektor sprzedaży w IQVIA.

Tegoroczny sezon infekcyjny był dłuższy niż poprzedni (skokowy wzrost zachorowań od września), choć miał nieco łagodniejszy przebieg. Wartość sprzedanych produktów przeciwinfekcyjnych we wrześniu i w lutym była wyższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku – wyższa jest też całkowita wartość sprzedaży produktów przeciwinfekcyjnych za cały sezon.

– Oprócz tego, że Polacy leczą się przeciwinfekcyjnie, próbują stosować profilaktykę, a więc szczepią się przeciw grypie. Od dłuższego czasu obserwujemy jednak trend spadkowy w tym zakresie – tłumaczy Czarnocki.

Ocenia się, że szczepi się zaledwie 2–3 proc. ogółu populacji. Od początku sezonu infekcyjnego, czyli jesieni 2017 roku, zachorowało w Polsce ponad 3,5 mln osób, z czego blisko 2 mln od stycznia tego roku. Większa jest liczba łagodniejszych infekcji, którym sprzyjała pogoda – temperatury oscylujące wokół 0 st. C i duża wilgotność. Jak wynika z badań IQVIA, najczęściej leczymy się na własną rękę.

 W pewnych kategoriach, takich jak ból gardła, kaszel suchy, kaszel mokry, bardzo często posiłkujemy się rekomendacją lekarza, bo nie jesteśmy pewni przyczyny naszej choroby. W przypadku leczenia wieloobjawowego, czyli tzw. koktajli przeciwprzeziębieniowych, pacjent podejmuje decyzję najczęściej sam, bez decyzji lekarskiej – mówi dyrektor IQVIA. – W większości przypadków Polacy leczą się produktami bez recepty, takimi, które znają i o których wiedzą z telewizji, radia, czasami od lekarza. To prawie 90 proc. sprzedaży wszystkich produktów na infekcje. Pozostałe niemal 10 proc. to produkty na receptę wymagające interwencji lekarza i przepisania produktów.

Z danych IQVIA wynika, że spośród wszystkich sprzedanych opakowań, leki wydawane bez recepty stanowiły 89 proc., produkty znajdujące się na liście leków refundowanych – 8 proc., a produkty nierefundowane, dostępne na receptę – 3 proc. Niemal 9 na 10 paragonów (87 proc.) zawierało tylko produkty bez recepty, 11 proc. paragonów – antybiotyk, z czego 42 proc. zawierało dodatkowo probiotyk.

Rośnie też sprzedaż opakowań na jednego pacjenta – w tym sezonie wyniosła 1,5 opakowania (wzrost o 0,9 proc.).

– Kategoria preparatów na infekcje jest tą, gdzie firmy najwięcej inwestują, zwłaszcza w komunikację bezpośrednią z konsumentem. Świadomość tych produktów w społeczeństwie jest dosyć duża, nie potrzebujemy często rekomendacji lekarza albo potrzebujemy bardzo szybkiej reakcji na przeziębienie, stąd też nie mamy czasu, żeby pójść do lekarza – wskazuje ekspert.

Z ubiegłorocznego badania CBOS wynika, że leki dostępne bez recepty i suplementy diety stosuje 89 proc. dorosłych Polaków. Najczęściej są to środki przeciwbólowe i przeciwzapalne oraz łagodzące objawy przeziębienia lub grypy (po 68 proc.). Przy zakupie leku po raz pierwszy blisko połowa badanych konsultuje stosowanie z lekarzem lub farmaceutą. W sezonie infekcyjnym sięgamy nie tylko po preparaty, które łagodzą objawy choroby, lecz także po suplementy, które mają zapobiec przeziębieniu.

– Preparaty na wzmocnienie to segment rynku, który może nie jest bezpośrednio związany z infekcją, a bardziej z profilaktyką. Możemy tu mówić o multiwitaminach, witaminie D3 czy o produktach, które w składzie mają rutynę albo witaminę C. Tego typu produkty również bardzo dobrze się sprzedają –mówi Jacek Czarnocki.

80 proc. polskich dzieci ma swojego smartfona, a co drugie korzysta z własnego laptopa. Nie wszyscy rodzice są świadomi związanych z tym zagrożeń

80 proc. polskich dzieci ma swojego smartfona, a co drugie korzysta z własnego laptopa. Nie wszyscy rodzice są świadomi związanych z tym zagrożeń 8

Polskie dzieci powszechnie korzystają z własnych smartfonów i laptopów. Wyróżniają się pod tym względem na tle swoich europejskich rówieśników, są też w czołówce pod względem dostępu do internetu. Wiąże się z tym szereg zagrożeń: poczynając od pornografii i hazardu, po ataki hakerskie i wyłudzenia danych osobowych. Rodzice nie do końca są ich jeszcze świadomi – zdecydowana większość dba o bezpieczeństwo dziecka w internecie, zaglądając mu przez ramię albo kontrolując czas przed monitorem, a tylko co piąty korzysta z profesjonalnych rozwiązań do filtrowania treści.

– Polskie dzieci są w europejskiej czołówce pod względem dostępu do internetu, a 97 proc. korzysta z niego codziennie – z czego znakomita większość na swoich urządzeniach. Jesteśmy również w czołówce – zaraz obok Szwecji – jeżeli chodzi o odsetek dzieci, które mają własne laptopy i samodzielnie z nich korzystają, bardzo często u siebie w pokoju. To ważne, dlatego że w tym momencie dziecko samo wybiera strony, które ogląda, ma też poczucie, że nikt inny do tego laptopa nie zagląda na co dzień, więc różne rzeczy mogą się zdarzyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Małagocka, ekspert do spraw prywatności w F-Secure.

Raport opublikowany przez UKCCIS (UK Council for Child Internet Safety) w końcówce ubiegłego roku pokazał, że ponad połowa polskich dzieci ma swojego laptopa – to najwyższy wynik wśród wszystkich przebadanych krajów (dalej plasują się Szwecja, Wielka Brytania, Niemcy i Hiszpania). Polskie dzieci mają też najwięcej telefonów w porównaniu do swoich rówieśników z Niemiec, Włoch i Holandii, które zajęły kolejne miejsca.

Internet jest dla współczesnych dzieci odpowiednikiem boiska czy placu zabaw. Jak wynika z badania „Bezpieczny smartfon dla dziecka” przeprowadzonego przez firmy F-Secure i Polkomtel, głównym zajęciem najmłodszych w mediach społecznościowych jest oglądanie filmów w serwisie YouTube. Co istotne, 25 proc. internautów przed 9 rokiem życia ma własne konta na Facebooku, mimo że minimalny wiek pozwalający na korzystanie z portalu zgodnie z regulaminem to 13 lat. Polscy rodzice deklarują, że chcą dbać o bezpieczeństwo swoich dzieci w internecie, jednak 69 proc. stara się to robić, patrząc dziecku przez ramię lub kontrolując czas, a tylko co piąty (22 proc.) korzysta z gotowych rozwiązań do ochrony dziecka w sieci czy filtrowania treści.

– Ten odsetek bardzo urósł w ciągu ostatnich lat, również dzięki temu, że takie rozwiązania są coraz bardziej dostępne i coraz tańsze. Z drugiej strony, niestety, znakomita większość rodziców nadal uważa, że jeżeli od czasu do czasu spojrzą dziecku przez ramię, to wystarczy. Dokładając do tego informację, że połowa dzieci ma własnego laptopa, a ponad 80 proc. własnego smartfona i korzysta z niego najprawdopodobniej w swoim pokoju albo w szkole, kiedy dorosły nie patrzy przez ramię, to taka kontrola jest niewystarczająca – podkreśla Karolina Małagocka.

Również świadomość rodziców dotycząca zagrożeń, z jakimi dziecko może się zetknąć w internecie, jest nadal niewystarczająca – ale z roku na rok coraz większa. Potwierdza to fakt, że już ponad 70 proc. rodziców deklaruje, że bezpieczeństwo dziecka w sieci to dla nich temat bardzo ważny. Jak wynika z badania „Bezpieczny smartfon dla dziecka”, 80 proc. rodziców przeprowadziło już rozmowę na temat bezpieczeństwa w sieci ze swoimi dziećmi.

– Większość rodziców deklaruje, że rozmawiała ze swoim dzieckiem o bezpieczeństwie w internecie i byłoby naprawdę fantastycznie, gdyby to była prawda. Niestety, kiedy zaczynamy dopytywać o szczegóły, czy stosują jakiekolwiek filtry treści, czy mają świadomość tego, że dziecko korzysta z Facebooka, to sytuacja wygląda dużo gorzej. Większość rodziców przyznaje, że ich dziecko korzysta już z Facebooka – to też pokazuje, że świadomość dotycząca zagrożeń nie jest pełna – mówi ekspert do spraw prywatności w F-Secure.

Najczęstsze zagrożenia, na które najmłodsi mogą natknąć się w sieci, to między innymi przemoc, pornografia, hazard. Są narażone także na ujawnianie informacji prywatnych, próby wyłudzeń pieniędzy czy niebezpieczeństwa związane z cyberprzestępczością.

– Nasi podopieczni powinni wiedzieć, czego mogą się spodziewać. Potrzebna jest rozmowa z dzieckiem na temat tego, jak zachowywać się w sieci, stopniowe wdrażanie dziecko w to, z czego i jak może korzystać. To spowoduje, że dziecko, kiedy napotka na nieznajomego, który nagle zacznie do niego wypisywać na czacie czy w e-mailach, będzie nieufne, być może przyjdzie do nas i podzieli się tą informacją – mówi Marek Nowowiejski, kierownik ds. rozwoju usług w Plus.

Dobrą praktyką jest ustalenie z młodym internautą, jak długo i w jakich godzinach może korzystać z internetu. Przy obecnym, powszechnym dostępie do portali społecznościowych konieczne jest też uczulenie dzieci na to, jakie treści i informacje udostępniają na swoim profilu.

– Równie ważne jak rozmowa, wprowadzenie limitów w korzystaniu z internetu i uświadomienie dziecka, jest także stosowanie odpowiednich narzędzi. Służy do tego specjalne oprogramowanie na smartfony z modułem ochrony rodzicielskiej, które chroni dziecko. Tam ustawiamy odpowiednie limity dostępu dla dziecka, pozwalamy na wprowadzenie pory nocnej, udostępniamy odpowiednie aplikacje i blokujemy te nieodpowiednie, tak żeby dziecko było bezpieczne – mówi Marek Nowowiejski.

Plus przygotowuje internetowy poradnik dla rodziców, w którym znajdą się treści pomocne w zadbaniu o bezpieczeństwo dziecka w internecie oraz wskazówki krok po kroku, co zrobić, kiedy zetknie się ono z zagrożeniem w sieci.

– Na stronach internetowych będziemy umieszczali informacje, co rodzic powinien zrobić w sytuacji, gdy dziecko zwróci się do niego z informacją o tym, że coś się dzieje. Musimy się upewnić, że dziecko jest bezpieczne, następnie powinniśmy dokładnie dopytać, na czym polegało zagrożenie, co dziecko zaniepokoiło, w jaki sposób zareagowało i stosownie do tego podjąć decyzję oraz poinformować odpowiednie służby. Z drugiej strony powinniśmy pamiętać, że to jest duże zaufanie ze strony dziecka, jeśli przyjdzie do nas z takim problemem – mówi Marek Nowowiejski.

Właściciel największego producenta prefabrykowanych domów drewnianych chce sprzedać duży pakiet akcji. Wartość oferty może wynieść 360 mln zł

Właściciel największego producenta prefabrykowanych domów drewnianych chce sprzedać duży pakiet akcji. Wartość oferty może wynieść 360 mln zł 9

Firma Danwood Holding, dostawca prefabrykowanych domów o konstrukcji drewnianej wykańczanych pod klucz, rozpoczyna pierwszą ofertę publiczną akcji. Właściciel chce sprzedać do 50 proc. akcji z możliwością zwiększenia o 10 proc. W przypadku sprzedaży 60 proc. wartość oferty – po cenie maksymalnej – może wynieść 360 mln zł. Spółka ma dziś portfel zamówień sięgający ponad 2,2 tys. domów. Roczna sprzedaż sięga 1,2 tys. domów (2017 rok) i obejmuje głównie rynek niemiecki. Jednak zapotrzebowanie na domy prefabrykowane rośnie w Europie, w tym również w Polsce.

 Właściciel zdecydował się na sprzedaż części posiadanych akcji, co przy cenie maksymalnej wyznaczonej na 15 zł daje wartość emisji 360 mln zł. Od 12 kwietnia trwa budowanie księgi popytu dla inwestorów instytucjonalnych, od 13 kwietnia ruszają zapisy dla inwestorów indywidualnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Jurak, prezes zarządu Danwood Holding.

Oferta publiczna będzie obejmować wyłącznie istniejące akcje – do 20 mln akcji (50 proc. w kapitale) należących do Enterprise Investors, z opcją powiększenia puli do 4 mln walorów (10 proc. w kapitale). Zapisy inwestorów indywidualnych mają potrwać do 23 kwietnia. Najpóźniej do 24 kwietnia ma zostać opublikowana cena sprzedaży, ostateczna liczba akcji oferowanych w ramach oferty oraz ostateczna liczba akcji oferowanych poszczególnym kategoriom inwestorów.

 Mamy bardzo dobry portfel zamówień. To ok. 2,2 tys. domów, głównie dla klientów na rynku niemieckim – mówi Jarosław Jurak. – Na wszystkich rynkach na których działa firma – w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Irlandii i Polsce – domy prefabrykowane cieszą się coraz większą popularnością. Ten rynek rozwija się szybko, szczególnie w segmencie domów wykańczanych pod klucz – podkreśla prezes Danwood Holding.

Obecne moce produkcyjne Danwood pozwalają na wytworzenie 1,5 tys. domów rocznie.

W 2017 roku firma przekazała nieco ponad 1,2 tys. domów, przy 995 rok wcześniej (wzrost o 22 proc.). Spółka planuje rozbudowę mocy produkcyjnych w latach 2018–2019 o kolejne 500 domów rocznie, czyli do 2 tys. domów do roku 2019. Z tegorocznego raportu firmy Roland Berger wynika, że udział domów prefabrykowanych wśród oddawanych do użytku nowych domów systematycznie rośnie. Na rynkach, na których działa Danwood Holding, średni roczny wzrost w latach 2014–2017 dla domów prefabrykowanych w standardzie pod klucz wyniósł 7,3 proc., dla domów jednorodzinnych prefabrykowanych nieco ponad 6 proc., przy 5,3 proc. dla domów jednorodzinnych ogółem.

Obecnie ponad 84 proc. wszystkich zamówień spółki pochodzi z Niemiec, realizacje w Polsce stanowią 6,4 proc.

 Najwięcej domów sprzedajemy właśnie w południowych i południowo-zachodnich Niemczech. To regiony, gdzie rynek jest najsilniejsi. Tam udział domów prefabrykowanych konstrukcji drewnianej sięga ok. 30 proc. ogółu budynków – mówi Jarosław Jurak. – W Polsce rynek rozwija się nieco wolniej niż w  Europie. Widać jednak, że młodzi Polacy, którzy wyjeżdżają na Zachód, spotykają tam takie domy, coraz częściej po powrocie decydują się na taki zakup.

Z danych Roland Berger wynika, że w Polsce udział domów prefabrykowanych wynosi 1,9 proc. Dla porównania w Skandynawii to już 42 proc., w Austrii – 35 proc., a w Niemczech czy Szwajcarii – ok. 20 proc. Przewagą takich domów jest szybki czas realizacji projektu – nawet w kilka miesięcy, niższy koszt niż przy budowie klasycznych domów (w Niemczech Danwood Holding oferuje domy w cenie 150–250 tys. euro) i realizacja domu przez jeden podmiot, który udziela gwarancji.

 Domy prefabrykowane oferują klientom dużo większą jakość. Poza tym w odpowiedzi na aktualną sytuację rynkową w Polsce i na Zachodzie ich budowa wymaga mniejszego zaangażowania pracowników bezpośrednio na budowie. Wykonanie wielu czynności w hali produkcyjnej, przy zastosowaniu nowoczesnych maszyn, nadzorze i właściwym przeszkoleniu pracowników, pozwala na to, by wszystkie produkowane elementy miały bardzo dokładne wymiary i wysoką jakość – podkreśla Jarosław Jurak.

Resort rolnictwa: Wspólna polityka rolna kluczowa dla rozwoju całego sektora rolno-spożywczego. Konieczne jest wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników

Resort rolnictwa: Wspólna polityka rolna kluczowa dla rozwoju całego sektora rolno-spożywczego. Konieczne jest wyrównanie dopłat bezpośrednich dla rolników 10

Wspólna polityka rolna jest kluczowa. To ona decyduje o opłacalności, poziomie dochodów polskich rolników i zysku przedsiębiorstw sektora rolno-spożywczego – przekonuje Henryk Wronowski, prezes zarządu Krajowej Spółki Cukrowej. Obecnie trwają prace nad kształtem Wspólnej Polityki Rolnej po 2020 roku. Dla Polski priorytetem jest wyrównanie dopłat bezpośrednich. Tylko w ten sposób polscy rolnicy będą mogli być konkurencyjni na rynku europejskim. Obecnie w niektórych przypadkach dopłaty są nawet trzykrotnie mniejsze niż na Zachodzie. Jednocześnie w ciągu ostatniej dekady wsparcie bezpośrednie stanowiło średnio niemal połowę dochodu rolników.

– Rząd już w ubiegłym roku przyjął priorytety wspólnej polityki rolnej z punktu widzenia Polski po 2020 roku. Po komunikacie Komisji Europejskiej z 30 listopada 2017 roku przyjęliśmy stanowisko, które jest nie tylko stanowiskiem resortu, lecz także całego rządu, więc mamy przygotowane stanowisko i przygotowujemy się do negocjacji wieloletnich ram finansowych, czyli budżetu Unii w swoim wydaniu na nowy okres 2021–2026 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Zarudzki, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.

Przygotowany przez Komisję Europejską komunikat „Przyszłość rolnictwa i produkcji żywności” określa, że WPR powinna się przyczynić do zwiększenia odporności sektora, wspierać dochody rolników i rentowność ich działalności, a przy tym w pełni korzystać z innowacji cyfrowych. Nie znalazły się tam jednak informacje dotyczące wysokości budżetu. Dla Polski, jak wynika z przyjętego przez Radę Ministrów dokumentu, kluczowe jest, aby nowe rozwiązania zapewniały równe warunki konkurencji na jednolitym rynku. Do tego zaś konieczna jest stabilizacja rynków rolnych, wsparcie dla małych i średnich gospodarstw, wyrównanie konkurencyjności i dopłat dla rolników oraz poprawa jakości życia na obszarach wiejskich.

– Trzeba pamiętać o tym, że polskie rolnictwo jest zróżnicowane regionalnie, każde ma swoją specyfikę i chcemy tę terytorialność uwzględnić w nowym okresie. Rolnicy chcą godnie żyć za środki, które mają, i chcą stabilnych cen na swoje produkty, żeby ich praca była godziwie wynagradzana, a wspólna polityka rolna umożliwia rekompensowanie tych niedoborów. Przecież zależy nam na tym, żeby była to zdrowa, bezpieczna żywność wysokiej jakości, więc musimy tutaj patrzeć w dwie strony – na rolników i na konsumentów – podkreśla wiceminister rolnictwa.

Europejskie rolnictwo charakteryzuje się wysokimi standardami jakościowymi i klimatycznymi. WPR ma chronić rynek przed zalewem tańszej, ale gorszej jakości żywności i produktów rolnych.

Polski rząd postuluje, by polityka spójności w większym zakresie koncentrowała się na obszarach wiejskich tak, by zapewnić równomierny rozwój całego kraju. Obecnie tylko dwa województwa (podlaskie i kujawsko-pomorskie) przeznaczają na ten cel środki z funduszy unijnych.

– Musi być zabezpieczone, że będzie pierwszy filar, czyli płatności, i drugi filar, czyli program rozwoju obszarów wiejskich. Muszą być stabilne zasady rynkowe, aby dochody rolników były gwarantowane, i to, co jest najważniejsze, aby rolnik na równych zasadach mógł konkurować z rolnikiem europejskim i regulacje rynku w sytuacjach kryzysowych – to są najważniejsze czynniki. Rolnika interesuje stabilność, przewidywalność i trwałość tej pracy, którą wykonuje na co dzień – tłumaczy Ryszard Zarudzki.

Dla Polski, podobnie jak dla państw bałtyckich, priorytetem w WPR jest wyrównanie dopłat bezpośrednich. Nowe podejście do wspólnej polityki rolnej zakłada, że działalność rolnicza ma być powiązana z ochroną środowiska, i od tego będą zależeć dochody rolników. Obecnie na zazielenienie, czyli utrzymywanie terenów zielonych i różnorodność upraw, trafia ok. 30 proc. dopłat bezpośrednich.

W perspektywie finansowej 2014–2020 Polska na WPR otrzymała około 32 mld euro. W najbliższej perspektywie środków nie powinno być mniej, jednak dla Polski istotnej jest przede wszystkim wyrównania poziomu dopłat dla rolników, tzw. konwergencji. Dopłaty z WPR wynoszą ok. 58 mld euro rocznie, jednak ich wysokość jest różna w zależności od kraju. Polscy rolnicy w niektórych przypadkach otrzymują nawet kilkukrotnie mniej niż rolnicy na Zachodzie.

– Wspólna polityka rolna to bardzo istotny wyznacznik prowadzenia biznesu w polskim rolnictwie, ma odniesienie do przedsiębiorców, producentów w sektorze rolno-spożywczym, ale przede wszystkim odnosi się do polskich rolników, w związku z tym pośredni wpływ na przemysł rolno-spożywczy jest bardzo duży. Wspólna polityka rolna jest tutaj kluczowa ze względów przede wszystkim ekonomicznych, bo to ona przy dzisiejszych relacjach cenowych decyduje o opłacalności w ogóle, poziomie dochodów polskich rolników, a także o zysku przedsiębiorstw sektora rolno-spożywczego – ocenia Henryk Wronowski, prezes zarządu Krajowej Spółki Cukrowej.

Zarząd Modlina: Sprzeciw dla rozbudowy lotniska odbije się na pasażerach i zmieni polski rynek lotniczy. To naturalne lotnisko zapasowe dla Warszawy

Zarząd Modlina: Sprzeciw dla rozbudowy lotniska odbije się na pasażerach i zmieni polski rynek lotniczy. To naturalne lotnisko zapasowe dla Warszawy 11

Od kliku miesięcy rozbudowa podwarszawskiego lotniska jest blokowana przez PPL, która chce, aby to Radom przejął w przyszłości rolę zapasowego lotniska dla Warszawy. Większość ekspertów rynku lotniczego ocenia to jako błąd. Modlin, nie dość, że położony bliżej, jest też dobrze skomunikowany, leży daleko od osiedli, może pracować w godzinach nocnych, ma odpowiednią infrastrukturę i dostęp do atrakcyjnego rynku. Jesteśmy otwarci na różne rozwiązania, nawet takie, w którym Państwowe Porty Lotnicze przejmują pełną kontrolę nad lotniskiem w Modlinie albo wychodzą ze spółki – deklarują przedstawiciele władz lotniska.

Radom i Modlin mogą rozwijać się niezależnie, równolegle. Rozwój rynku lotniczego zaskakuje ekspertów, jest o wiele szybszy, niż wynikało to z prognoz. Jeżeli dalej będzie rósł w tym tempie – zarówno na Mazowszu, jak i w całej Polsce – to prawdopodobnie znajdzie się miejsce dla obu portów lotniczych. Modlin z racji swoich przewag pewnie będzie większym portem, komplementarnym dla Centralnego Portu Komunikacyjnego. Natomiast Radom też może znaleźć swoje miejsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Miesztalski, przewodniczący rady nadzorczej  Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin.

Port lotniczy Warszawa-Modlin, obsługujący głównie tanie linie, działa od pięciu lat. Liczba pasażerów stale rośnie. W 2014 było ich nieco ponad 1,7 mln, w ubiegłym roku ponad 2,9 mln, a w tym roku będzie to ponad 3 mln pasażerów. Lotnisko ma duży potencjał – może zwiększyć przepustowość do 6-7 mln pasażerów rocznie, ale wymaga rozbudowy. Modlin jest na nią przygotowany, jedynym problemem jest uzyskanie zgody na finansowanie.

Pieniądze na inwestycje, rozbudowę terminala i płyt postojowych dla samolotów, port lotniczy miał pozyskać z emisji obligacji na kwotę 60 mln zł, które miały być spłacane z wypracowanych zysków. Jednak weto od kilku miesięcy stawia państwowa spółka Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze – jeden z udziałowców, który zdecydował się zainwestować i rozwijać oddalone od Warszawy o 100 km lotnisko w Radomiu. Zgodnie z planami PPL to właśnie Radom, a nie Modlin, miałby w przyszłości przejąć czartery i tanie linie. Większość ekspertów rynku lotniczego ocenia to jako błąd.

Są obiektywne czynniki, które powodują, że to Modlin jest naturalnym portem zapasowym dla zarówno Okęcia, jak i Centralnego Portu Lotniczego. Po pierwsze odległość – 35 km, a nie ponad 100 km, po drugie – możliwości dojazdu, samochodem, autobusem i pociągiem. W trakcie realizacji jest dobudowa brakującej linii kolejowej, więc niedługo pociągiem będzie można podjechać pod sam terminal. Modlin jest położony na terenach z rzadką, rozproszoną zabudową, w sferze ograniczeń hałasu jest kilkuset mieszkańców. W Radomiu tuż obok lotniska jest 20-tysięczne osiedle mieszkaniowe. To będzie generowało wysokie koszty odszkodowań – wylicza Marek Miesztalski.

Modlin, z racji położenia, ma dostęp do atrakcyjnego, dużego rynku klientów, jest dostępny non-stop (brak ograniczeń w godzinach nocnych i brak koordynacji slotów) i wyposażony w system ILS drugiej kategorii, dzięki czemu ma znikomy odsetek rejsów przekierowanych i odwołanych z powodu złych warunków atmosferycznych (0.29 proc. w 2017 roku).

Jak zauważył niedawno marszałek Mazowsza Adam Struzik, w przypadku marginalizacji portu lotniczego w Modlinie istnieje realna groźba, że Unia Europejska zażąda zwrotu 157 mln zł dotacji, którą przeznaczono na budowę tego lotniska. Co istotne, chęć rozwoju wyraziły popularne linie lotnicze Ryanair, które po rozbudowie lotniska zadeklarowały otwarcie nowych tras i zwiększenie liczby pasażerów. Ryanair to największe w Polsce linie lotnicze (przed LOT-em) pod tym względem – w I półroczu 2017 miały jedną trzecią udziałów w rynku rejsów regularnych (5,32 mln pasażerów).

Władze Modlina podkreślają też, że jedynym istotnym powodem braku kolejnych przewoźników jest obecne ograniczenie przepustowości lotniska i zablokowana przez PPL możliwość jego rozbudowy. Konflikt udziałowców z państwową spółką PPL, które posiada 30,39 proc. udziałów w porcie, hamuje rozwój podwarszawskiego lotniska.

– Pozostali udziałowcy, samorząd Mazowsza, Agencja Mienia Wojskowego i miasto Nowy Dwór Mazowiecki, mają podobny pogląd jak my. Spór toczy się pomiędzy PPL a pozostałymi udziałowcami i aby go załagodzić, wymaga zmiany podejścia przedsiębiorstwa. My jesteśmy otwarci na różne rozwiązania, nawet takie, w którym  Porty Lotnicze przejmują pełną kontrolę nad Modlinem. Jednak takie rozwiązanie wymaga również przejęcia odpowiedzialności za port lotniczy, a trzeba pamiętać, że ciągle do spłacenia jest około 100 mln zł obligacji. Innym rozwiązaniem jest wyjście Portów Lotniczych ze spółki – podkreśla przewodniczący rady nadzorczej  Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin.

Na początku kwietnia, na zlecenie Państwowych Portów Lotniczych, firma doradcza Arup przedstawiła analizę, z której wynika, że rozbudowa portu w Modlinie pochłonęłaby ponad 1 mld zł i zajęła 45 miesięcy.

– Koszty w tym raporcie są bardzo zawyżone. To samo jesteśmy w stanie zrobić o połowę taniej. Podejrzewamy, że ten raport robiony był pod tezę, że to Radom ma być lotniskiem zapasowym i wyłączono tam ekonomię, a włączono polityczne decyzje – podkreśla Marcin Danił, wiceprezes zarządu ds. korporacyjnych Portu Lotniczego Warszawa-Modlin.

Władze lotniska w Modlinie podkreślają, że za podaną w raporcie kwotę można by zwiększyć przepustowość lotniska nie do planowanych 7 mln, ale nawet do 17 mln pasażerów rocznie.

– Raport nie uwzględnia naszych planów rozwoju, które zatwierdził Urząd Lotnictwa Cywilnego. Te plany rozwoju do 2028 roku również znają właściciele. W tym raporcie nikt tego kompletnie nie wziął pod uwagę, natomiast zaproponowano rozwiązania, które są drogie i które nie pasują do charakteru lotniska niskokosztowego w Modlinie – wyjaśnia Marcin Danił.

Port Lotniczy w Modlinie zakończył 2017 rok z zyskiem EBITDA na poziomie 12 mln zł, przychodami 60 mln zł i stratą netto na poziomie 0,5 mln zł. Gdyby plan inwestycyjny ruszył w zaplanowanym terminie, w 2020 roku szacowane przychody miały wynieść 90 mln zł, a zysk netto 2,2 mln zł.

– Mamy co miesiąc zysk w kwocie 800 tys. zł, za cały rok to było 12 mln zł. Jak na obecny etap rozwoju – lotnisko jest w bardzo dobrej kondycji finansowej i część inwestycji w kwocie 13 mln zł przeprowadziło już z własnych środków – podkreśla Marcin Danił.

Kurs franka najniżej od „czarnego czwartku”

Szwajcarska waluta w relacji do euro jest najtańsza od połowy stycznia 2015 r. Analogiczną sytuację obserwujemy także w zestawieniu franka ze złotym. Jakie są szanse kontynuacji spadkowego trendu? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Ostatnie dni pozytywnie zaskoczyły spłacających kredyty denominowane we franku (CHF). Helwecka waluta traci na wartości mimo geopolitycznych niepokojów, zagrożeń związanych z wojną handlową oraz ochłodzeniem sentymentu na giełdowych parkietach. Z czego wynika presja na wyprzedaż franka?

Zagrożenie nie dotyczy strefy euro

Wzrosty franka w poprzednich latach wynikały przede wszystkim z ryzyka rozpadu strefy euro. Inwestorzy lokowali kapitał w Szwajcarii, wiedząc, że w razie poważniejszych perturbacji w Europie, znajdą tu bezpieczną przystań chroniąca ich aktywa.

Gdy strach powoli ustępował (ostatnie napięcie towarzyszyło zeszłorocznym wyborom we Francji), frank tracił cenę wraz ze zmniejszającym się ryzykiem systemowym dla strefy euro.

Bieżące wydarzenia (Syria, napięta sytuacja na linii Rosja – Stany Zjednoczone, potyczki dyplomatyczne Chińczyków oraz Amerykanów) nie stanowią wielkiego gospodarczego zagrożenia dla Europy, a już na pewno zagrożenie jest relatywnie mniejsze niż w przypadku innych regionów. Ucieczka do franka przez kapitał ze starego kontynentu w tym momencie wydaje się więc nieuzasadniona.

Bank centralny trzyma rękę na pulsie

Przedstawiciele szwajcarskich władz monetarnych cały czas trzymają rękę na pulsie, by nie pojawiły się zachęty do nieuzasadnionego przepływu kapitału do helweckiej waluty.

Andrea Maechler, członkini zarządu Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), mówiła pod koniec marca w wywiadzie dla Handelszeitung, że jeżeli zakończymy „naszą ekspansywną politykę pieniężną, zagrożone byłyby pozytywne wydarzenia w naszej gospodarce”. Dodała również, że SNB ma cały czas przestrzeń, by zwiększać swój bilans. To oznacza, że ani polityka ujemnych stóp procentowych, ani interwencji na rynku walutowym w celu osłabienia franka nie zostaną na razie zakończone.

Z kolei tydzień temu w Zurychu inny członek SNB, Dewet Moser zwracał uwagę, że sytuacja na rynku fanka cały czas jest „krucha” i bank centralny musi pozostawać „czujny”. To również był sygnał dla rynku, by inwestorzy nie traktowali franka jako bezpiecznej przystani, bo mogą się natknąć np. na interwencję w celu jego osłabienia.

Dobre wiadomości dla frankowiczów

Brak napływu kapitału do franka w czasie ostatniego wzrostu globalnych ryzyk i wyczulona postawa szwajcarskich władz monetarnych mogą cieszyć spłacających kredyty denominowane w tej walucie. Wprawdzie dziś trudno liczyć na powrót wyceny CHF poniżej 3,00 zł. Jednak chęć SNB do utrzymywania stóp procentowych na ujemnym poziomie oraz sugerowanie kolejnych interwencji mogą sprawić, że para EUR/CHF wybije się powyżej granicy 1,20. To z kolei oznaczałoby, że frank jeszcze spadnie i zacznie być wyceniany w przedziale 3,40-3,50 zł.

Pseudonimizacja danych – co to właściwie jest?

Pseudonimizacja danych nie jest jedynie pojęciem wprowadzanym przez RODO. Już od pewnego czasu stała się np. częstą praktyką stosowaną w szkołach, w celu nieujawniania danych osobowych uczniów. Po 25 maja br. wszystkie firmy będą musiały zadbać o odpowiednią ochronę przetwarzanych informacji. Jak przedsiębiorcy mają sobie poradzić z takim wyzwaniem w przypadku braku szczegółowych wytycznych? Czy pseudonimizacja może być odpowiedzią na to pytanie?

RODO kontra firmy

Marcin Kujawa, WTB
Marcin Kujawa, WTB

Europejskie rozporządzenie narzuca wszystkim administratorom – czyli organom, jednostkom organizacyjnym, podmiotom lub osobom decydującym o celach i środkach przetwarzania danych – obowiązek odpowiedniego zabezpieczenia danych osobowych. Obecnie firmy muszą jedynie wykazać zgodność stosowanych środków bezpieczeństwa z rozporządzeniem o środkach zabezpieczających z 2004 r. Po 25 maja br. sytuacja się zmieni. To organizacje będą zobowiązane do samodzielnego ocenienia ryzyka naruszenia ochrony danych. RODO jedynie wskazuje ogólne obowiązki wdrożenia środków technicznych i organizacyjnych przetwarzania informacji, uwzględniających m.in. charakter, zakres, kontekst, a także wprowadzenia polityk ochrony – wskazuje Marcin Kujawa, WTB.

Pseudonimizacja jako złoty środek?

RODO wprowadza pojęcie pseudonimizacji, które oznacza przetworzenie danych osobowych w taki sposób, by nie można ich było przypisać konkretnej osobie, której one dotyczą, bez użycia dodatkowego „klucza”. Mówiąc prościej, to użycie zamiast np. imienia i nazwiska – liczby. Wymóg jest jeden, klucz z właściwymi danymi do odszyfrowania powinny być przechowywane osobno. Dzięki czemu nawet jeśli doszłoby do wycieku, osoba nieupoważniona niewiele by się z tych danych dowiedziała.

Ciekawe jest to, że pseudonimizacja od pewnego czasu stosowana jest w szkołach, gdzie oceny publikuje się wraz z identyfikatorem ucznia zamiast jego imienia i nazwiska. Może być ona wygodnym sposobem na zabezpieczenie również wrażliwych danych, ponieważ znacznie złagodzone będą wymogi dotyczące ochrony informacji zapisanych w ten sposób. Warto wspomnieć, że można również zastosować anonimizację informacji, po której nie da się ich przypisać  do konkretnych osób. Przez co nie muszą być zabezpieczane na tak wysokim poziomie jak te które nie podlegają procesowi anonimizacji – mówi Marcin Kujawa, WTB.

Co więcej?

Należy pamiętać, że pseudonimizacjia to nie to samo co  anonimizacja, która jest  modyfikacją danych uniemożliwiającą identyfikację osoby fizycznej, pseudonimizacja jest procesem odwracalnym. Zwiększa ona bezpieczeństwo informacji, przez co pozostają one według prawa nadal danymi osobowymi. Należy zauważyć, że rozporządzenie traktuje to narzędzie jako pomocnicze, które może być wykorzystane przez Administratorów.

Przedsiębiorcy powinni zwrócić uwagę, że to jakie narzędzie ochrony zastosują wynikać będzie z analizy ryzyka w danej firmie. Należy zauważyć, że rozporządzenie traktuje pseudonimizację jako narzędzie pomocnicze, które może, ale nie musi być wykorzystane przez Administratorów. Zasadność użycia danego sposobu bezpieczeństwa powinno być uwzględnione już w samej fazie projektowania nowego systemu   – podsumowuje Marcin Kujawa, WTB.

Polski rynek inwestycyjny i gruntów wciąż na fali wznoszącej

Wysoka aktywność deweloperów, dalszy wzrost cen gruntów oraz popularność najmu mieszkań – to główne cechy pierwszego kwartału 2018 roku. W kolejnych miesiącach eksperci Colliers prognozują dalszą wysoką dynamikę zakupów w sektorze mieszkaniowym i hotelarskim, a jednocześnie spadek zainteresowania gruntami pod biura i magazyny. Istnieje szansa na znaczne przekroczenie wartości transakcji z ubiegłego roku.

Polski rynek inwestycyjny i rynek gruntów w 2017 r. biły kolejne rekordy. Dzięki znakomitym wynikom Polska, ze swoim 40% udziałem, ponownie zajęła pozycję lidera wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wyprzedzając m.in. Czechy (26%) i Węgry (13%).

Piotr Mirowski, Senior Partner w Colliers International i Szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego
Piotr Mirowski, Senior Partner w Colliers International i Szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego

— Polski rynek inwestycyjny wciąż jest na fali wznoszącej. Całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w 2017 roku osiągnął historyczny pułap 5.1 mld euro. Wysoki popyt odnotowaliśmy we wszystkich głównych klasach aktywów, z rekordami w sektorze hotelowym i magazynowym. Obserwujemy też dalszą aktywność transakcyjną w I kw. 2018 r. – w toku są liczne transakcje i umowy przedwstępne, co zwiastuje kolejny dobry rok pod względem wartości transakcji. Co warto podkreślić, z roku na rok coraz większy udział w rynku mają miasta regionalne – 75% wolumenu z 2017 r. zainwestowane zostało poza stolicą — mówi Piotr Mirowski, Senior Partner w Colliers International i Szef Działu Doradztwa Inwestycyjnego.

Zagraniczni inwestorzy dominują

W ubiegłym roku ponad połowa całkowitego kapitału na polskim rynku została zainwestowana w transakcje portfelowe i transakcje korporacyjne, co wskazuje na stale rosnące zainteresowanie dużych, paneuropejskich i globalnych inwestorów instytucjonalnych.

Najbardziej aktywnymi graczami na polskim rynku w ciągu ostatnich 3 lat byli inwestorzy
i menedżerowie inwestycyjni z USA, RPA, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Polscy inwestorzy stanowią w tej grupie margines, chociaż każdego roku zwiększa się zaangażowanie rodzimego kapitału. Najbardziej aktywni w 2017 roku byli: CIC, Union Investment, Globalworth, REICO, Echo Polska Properties (Redefine), Pradera, DAW oraz Octava FIZAN (Elliott).

Rekordowy rynek gruntów inwestycyjnych

Również dla rynku gruntów inwestycyjnych ubiegły rok okazał się rekordowy – zanotowano najwyższy wolumen transakcyjny od 2006 r., zakończony wynikiem ok. 3,5 mld złotych. Pozytywne wskaźniki makroekonomiczne wskazywały na dobrą kondycję gospodarki
i przyciągały inwestorów.

Emil Domeracki, Dyrektor ds. Gruntów w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International
Emil Domeracki, Dyrektor ds. Gruntów w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International

— Rozgrzany do czerwoności rynek mieszkaniowy, na którym pobito kolejne rekordy budowy i sprzedaży mieszkań, oraz bardzo dobra kondycja rynku biurowego z rekordowym poziomem wynajmu i spadkiem pustostanów, przełożyły się na wzmożone zakupy gruntów inwestycyjnych przez inwestorów i deweloperów — mówi Emil Domeracki, Dyrektor ds. Gruntów w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International. — Wart odnotowania jest również fakt, że malejąca dostępność gruntów w Warszawie i rozwój miast regionalnych wpłynął na większą aktywność inwestorską poza stolicą, w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się Kraków, Łódź i Trójmiasto — dodaje Domeracki.

W 2017 roku znacznie zwiększyła się aktywność deweloperów, przede wszystkim mieszkaniowych. Wpływ na to miały m.in. rekordowo niskie stopy procentowe oraz realizacja programu MDM i rekomendacji KNF dotyczących kredytów hipotecznych.

Gigantyczny wzrost zakupu nowych gruntów zanotowano również na rynku hotelarskim, na którym pojawili się nowi inwestorzy. Z kolei rynek handlowy charakteryzował się stabilizacją cen i niską aktywnością inwestorską. Wysokie nasycenie powierzchnią handlową w największych miastach Polski powodowało, że deweloperzy i właściciele centrów handlowych koncentrowali się na remodelingu i odmładzaniu istniejących obiektów.

Dariusz Forysiak, Dyrektor ds. Obiektów Handlowych w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International
Dariusz Forysiak, Dyrektor ds. Obiektów Handlowych w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International

— Duże zainteresowanie budzi wpływ ograniczeń handlu w niedziele na rynek centrów handlowych. Po kilku tygodniach od jego wprowadzenia nie odnotowaliśmy bezpośredniego przełożenia na wyceny nieruchomości handlowych. Według naszych danych, najemcy jeszcze nie odczuli znaczącego spadku obrotów, co ma bezpośredni wpływ na wycenę obiektów. Jednak na efekty funkcjonowania nowego prawa dla rynku będziemy musieli poczekać przynajmniej do następnego roku — mówi Dariusz Forysiak, Dyrektor ds. Obiektów Handlowych w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego Colliers International.

Na rynku magazynowym notowany jest spadek aktywności deweloperskiej, który utrzymuje się od 2015 roku. Wciąż jednak zauważalny jest wysoki poziom transakcji oraz większa gotowość do zakupów i realizacji projektów spekulacyjnych. Warte odnotowania jest skierowanie zainteresowania inwestorów ku obszarom nadgranicznym i okolic Trójmiasta, co wynika z poprawy regionalnej infrastruktury.

2018 z doskonałymi perspektywami

Eksperci Colliers International prognozują, że w tym roku przekroczona zostanie wartość transakcji z roku ubiegłego.

— Szacujemy, że w 2018 roku dynamika zakupów w sektorze mieszkaniowym i hotelarskim będzie nadal rosnąć, spadnie natomiast zainteresowanie gruntami biurowymi i magazynowymi. Inwestorzy poszukują rynków z szybszym zwrotem kapitału — mówi Emil Domeracki.

Rok 2018 upłynie również pod znakiem zmian legislacyjnych. Mają się zmienić m.in. przepisy budowlane, a także przygotowano Kodeks urbanistyczno-budowlany, który ma ukrócić biurokrację i usprawnić realizację inwestycji. Duże emocje będzie budził temat tzw. dużej ustawy reprywatyzacyjnej, uchwalonej pod koniec ubiegłego roku, do której już zapowiadane są zmiany.

Łódzcy przedsiębiorcy coraz lepiej oceniają koniunkturę gospodarczą kraju

W mikro i małych firmach po raz pierwszy od ośmiu lat dominują optymiści – takie wyniki przynosi raport o sytuacji mikro i małych firm przygotowywany przez Bank Pekao S.A. Co raz bardziej optymistyczni stają się też łódzcy przedsiębiorcy, zachowując przy tym ostrożność ocen własnego otoczenia biznesowego.

Ósmy rok z rzędu, Bank Pekao S.A. przygotował raport o sytuacji mikro i małych firm (zatrudniających nie więcej niż 49 osób). Tegoroczny „Raport o sytuacji mikro i małych firm w roku 2017” stoi pod znakiem rekordowych wyników. Właściciele małego biznesu w Polsce od lat nie byli takim optymistami, zarówno jeśli chodzi o ich biznes i perspektywy jego rozwoju, jak i sytuację gospodarczą w kraju.

W ramach prowadzonych badań przeprowadzono wywiady telefoniczne z właścicielami 6901 mikro i małych przedsiębiorstw z całej Polski. Ankietowanych poproszono o odpowiedzi na 71 pytań, które dotyczyły sytuacji gospodarczej, sytuacji finansowej firmy, zatrudnienia, inwestycji czy innowacyjności – łącznie osiem zagadnień tematycznych.

Przedsiębiorcy, którzy w skali kraju zatrudniają łącznie ponad 5 mln osób, ocenili lepiej niż przed rokiem każde z ośmiu zagadnień będących przedmiotem badania. Dobrze oceniana jest zarówno sytuacja firmy i perspektywy biznesu, jak i sytuacja gospodarcza. W tegorocznym badaniu ocena gospodarki była obszarem, który najbardziej zyskał w ocenie właścicieli firm w stosunku do poprzedniego badania. Różnica rok do roku wyniosła aż 10,5 punktu. Nie sprawdziły się zatem pesymistyczne oceny perspektyw z ubiegłorocznego badania.

Średnia wartość Ogólnego Wskaźnika Koniunktury (głównego miernika nastroju przedsiębiorców będącego wynikiem raportu) w roku 2017 wyniosła 100,8 punktu. Po raz pierwszy w historii badań wskaźnik ten przekroczył barierę 100 punktów, poziomu neutralnego, czyli statystycznie po raz pierwszy dominowali w badaniu optymiści. Wynik ten był wyższy od najlepszego dotąd roku badawczego 2015 o 2,5 punktu i wyższy od najsłabszego 2012 aż o 11,3 punktu.

Analiza wyników pod kątem branż jest potwierdzeniem sytuacji panującej na rynku – najlepiej swoją sytuację i perspektywy ocenia branża budowlana. Ocena koniunktury w budownictwie jest obecnie na najwyższym od dziewięciu lat poziomie. Ciekawie prezentuje się także geograficzna analiza wyników. W tegorocznej edycji najlepiej sytuację swoich firm oraz otoczenia gospodarczego ocenili przedsiębiorcy z województwa podlaskiego. Wynik 104 punkty to najwyższy wynik wojewódzki w historii badań. Duży wzrost optymizmu odnotowano w większości województw wschodniej Polski. W sumie aż dla 11 województw wskaźnik koniunktury przekroczył „psychologiczną” granicę 100 punktów, czyli poziom neutralny badania. W przypadku 14 województw tegoroczne wyniki są̨ najwyższe w historii badań.

Wskaźnik koniunktury mikro i małych firm w woj. łódzkim osiągnął historycznie rekordowy poziom 98,9 punktu. Ocena ta jest niższa niż średnia w kraju, jednakże dane historyczne pokazują, że przedsiębiorcy w woj. łódzkim reprezentują dużo ostrożniejsze stanowisko niż pozostała część Polski.

Właściciele firm w województwie łódzkim zdecydowanie lepiej niż w zeszłym roku ocenili ogólną sytuację gospodarczą oraz sytuację branży. Po raz pierwszy w historii badania sytuacja firmy i zatrudnienie zostały ocenione na powyżej 100 punktów, co oznacza, że więcej przedsiębiorców postrzega te obszary optymistycznie niż pesymistycznie. Przedsiębiorcy w tym regionie są zdecydowanie bardziej ostrożni niż pozostali w Polsce w ocenach obszarów bezpośrednio związanych z firmą – przychody firmy oraz sytuacja branży.

Łódzkie mikro i małe firmy, w porównaniu z ich odpowiednikami w innych regionach, niżej oceniają swoje wyniki finansowe w ostatnich 12 miesiącach: 96,1 pkt, co było najniższym wskaźnikiem w kraju, ex equo z woj. świętokrzyskim (wobec 99,7 pkt. średniej krajowej i 105,2 pkt. w najbardziej optymistycznym pod tym względem Podlasiu). Podobnie ma się sprawa z oceną sytuacji firmy w ostatnich 12 miesiącach: w porównaniu z innymi regionami w kraju, łódzkie mikro i małe firmy najgorzej oceniają swoją sytuację w ostatnich 12 miesiącach – najniższy wskaźnik w kraju: 98,1 pkt., przy średniej 100,9 pkt. i najwyższym wskaźniku na Podlasiu w wys. 106,6 pkt. Również ocena sytuacji w branży zarówno w ostatnich, jak i przyszłych 12 miesiącach nie wypada nader optymistycznie w oczach łódzkiej drobnej przedsiębiorczości (oba wskaźniki poniżej średniej krajowej, odpowiednio 94,1 vs. 98,1 oraz 97,3 vs. 99,2). Z drugiej strony, łódzcy przedsiębiorcy i tak oceniąją sytuację branży lepiej niż rok temu (wrost oceny o 4,7 pkt. między 2016 a 2017 rokiem).

Należy jednak pamiętać, że nastroje łódzkich przedsiębiorców poprawiają się z roku na rok i obecnie są na najwyższym historycznym poziomie. Wskaźnik oceny ogólnej sytuacji gospodarczej mimo, że niższy od średniej krajowej, wzrósł o 9,1 pkt. między 2016 a 2017 rokiem.

Nastroje właścicieli firm w województwie łódzkim są najwyższe w ciągu ośmiu lat badań. Determinuje to ogólna ocena sytuacji makroekonomicznej, co jest również charakterystyczne dla ocen przedsiębiorców w pozostałych regionach. Ogólny wskaźnik koniunktury był relatywnie najniższy w podregionie piotrkowskim, mimo najwyższego udziału firm inwestujących oraz eksportującyc. Natomiast relatywnie najwyższy wskaźnik był w podregionie łódzkim, gdzie znajduje się największy odsetek innowacyjnych firm – powiedziała Małgorzata Wróblewska z Biura Funduszy UE i Programów Publicznych Banku Pekao S.A.

Zapewne rosnący ostrożny optymizm łódzkich przedsiębiorców przekłada się na poziom inwestycji. Chęć do inwestowania jest jednak dość zróżnicowana w całym regionie. W województwie łódzkim odsetek firm inwestujących wyniósł 44%, co stanowi wynik niższy o 5 p.p w stosunku do średniej ogólnokrajowej. Wyjątkiem jest podregion piotrowski, gdzie udział nakładów (50%) był wyższy niż średnia dla Polski. W podregionie łódzkim i sieradzkim planowany jest w 2018 roku wzrost inwestycji do poziomu powyżej planowanej średniej ogólnopolskiej (43%). W podregionie piotrowskim także odsetek eksporterów (17%) jest wyższy niż średnia krajowa (16%).

Łódzcy przedsiębiorcy zdają się też doceniać siłę networkingu oraz współpracy branżowej. Sugeruje to najwyższy w kraju wskaźnik zadowolenia z przynależności do organizacji biznesowej w kraju (109,1 pkt., średnia krajowa 100,2 pkt.). Dobrze też oceniają swoje przychody z eksportu w ostatnich 12 miesiącach – najwyższy wskaźnik (107,1 pkt. ) w kraju za województwem podlaskim (107,6 pkt.) i świętokrzyskim (108,6 pkt.).

Banki – ubezpieczyciele – fintechy – czyli Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń 2018

10-11 kwietnia 2018 roku, w Westin Warsaw Hotel odbyło się Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń, składające się z: XV Banking Forum, XI Insurance Forum oraz VII Wielkiej Gali Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń. To prestiżowe wydarzenie stanowi miejsce wymiany wiedzy, doświadczeń i dyskusji o przyszłości rynku finansowego. W konferencji wzięli udział kluczowi reprezentanci branży bankowej i ubezpieczeniowej, administracji centralnej oraz najważniejszych firm dostarczających usługi i rozwiązania dla tych sektorów. Wydarzenie zgromadziło 656 uczestników w ciągu dwóch dni, którzy mieli okazję wziąć udział w 14 dyskusjach panelowych, 4 firechatach oraz 18 wystąpieniach indywidualnych.

Spotkanie Liderów rozpoczęło się od części wspólnej dla Banking Forum i Insurance Forum. W roli gościa honorowego wystąpił Dr Korbinian Ibel, Managing Director – Microprudential Supervision, European Central Bank. Prelegenci debatowali nad trójkątem Banki – ubezpieczyciele – fintechy i zastanawiali się nad możliwością współpracy tych trzech ważnych sektorów. Następnie eksperci z branży z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości podsumowali jak wygląda temat bankowości i ubezpieczeń w Polsce oraz jak może się to zmienić w najbliższym czasie. W dalszej części, już w dwóch równoległych ścieżkach tematycznych na Banking Forum zastanawiano się nad nowymi regulacjami na rynku oraz poruszono kwestię wkraczania w erę bezgotówkową, a podczas Insurance Forum dyskutowano o rynku bancassurance oraz wpływie jaki wywiera i będzie wywierać regulacje prawne oraz czy jest to już czas na rozpoczęcie deregulacji rynku.

Drugi dzień traktował m.in o konsolidacji sektora bankowego, czy też zagrożeniu dla banków ze strony gigantów technologicznych i fintechów. Część ubezpieczeniową rozpoczęła debata dotycząca nowoczesnego systemu emerytalnego i zróżnicowania pomiędzy PPK a PPE. Poruszono też praktyczny aspekt współpracy Ubezpieczycieli ze Start-upami. Dzień zakończył się dyskusją o najnowszych trendach technologicznych dla branży, w której wzięli udział przedstawiciele kilku towarzystw ubezpieczeniowych i dostawców. Na obu wydarzeniach odbyły się także bloki tematyczne dedykowane współczesnemu klientowi i budowaniu relacji z nim dzięki możliwościom, jakie niosą ze sobą nowe technologie.

W Spotkaniu Liderów Bankowości i Ubezpieczeń udział wzięli m.in. Paweł Bandurski, Joao Bras Jorge, Krzysztof Charchuła, Piotr Czarnecki, Rafał Hiszpański,  Krzysztof Kalicki, Jacek Iljin, Leszek Skiba i Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Zwieńczeniem wiosennej edycji Banking i Insurance Forum była VII Wielka Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń, podczas której niezależna Kapituła Konkursowa, składająca się z uznanych autorytetów w branży, nagrodziła osoby i instytucje za szczególne osiągnięcia dokonane w 2017 roku.

Partnerzy Spotkania Liderów Bankowości i Ubezpieczeń 2018:

  • Partnerzy Strategiczni Spotkania Liderów: Atende, ProService Finteco, Dell EMC.
  • Partnerzy Strategiczni Banking Forum: Asseco Poland , Bank BPH , Vivus Finance, Visa Inc., Simon-Kucher & Partners
  • Partnerzy Banking Forum: Dorsum, Cloudware Polska, iwoca, Alfavox, CallPage, Confirmation.com, Abak, PROFESCAPITAL, Gamfi
  • Sponsorzy: BankMail, Nespresso
  • Partner Merytoryczny: KPMG
  • Partnerzy Strategiczni Insurance Forum: Starter24
  • Partnerzy Insurance Forum: COMADSO, Skarbiec TFI, Attis Broker Bacca, Abak, PROFESCAPITAL, CallPage,

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

Rzecznik Praw Podatnika, czyli koń trojański fiskusa

„Timeo Danaos et dona ferentes” – tymi łacińskimi słowami, które znaczą: „boję się Greków nawet, gdy składają dary”, kapłan Laokoon ostrzegał Trojan przed prezentem, jaki w postaci drewnianego konia sprawili im Grecy. Idealnie oddają one też nastawienie podatników do pomysłu nowej minister finansów o powołaniu instytucji Rzecznika Praw Podatnika.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Teresa Czerwińska przyznała, że Ministerstwu Finansów znana jest skala problemu podatników z interpretacją przepisów podatkowych. Remedium na tę niedoskonałość systemu podatkowego ma być powołanie Rzecznika Praw Podatnika (dalej: „RPP”). A wszystko to w ramach strategii 3xP: Prostota, Przejrzystość i Przyjazność systemu, na który stawia resort.

Projekt z 2012 r.

Pomysł powołania RPP nie jest nowatorski. W 2012 r. został zgłoszony poselski projekt ustawy o Rzeczniku Praw Podatnika (druk 669 z 21 czerwca 2012 r.). Upadł on wówczas na wniosek Komisji Finansów Publicznych. W uzasadnieniu ówczesnego projektu RPP miał stać na straży praw podatnika. Było to determinowane skalą dysproporcji pomiędzy siłą działań organów skarbowych a możliwościami obrony, jakie posiadają podatnicy. Już wtedy dostrzegano więc patologię działań fiskusa i konieczność zabezpieczenia praworządności w procesie egzekwowania danin publicznych.

Marionetkowy urząd

Co ciekawe, pomysł powołania RPP to swego rodzaju strzał do własnej bramki. Według „Kierunkowych założeń nowej ordynacji podatkowej” z 24 września 2015 r., opracowanych przez Komisję Kodyfikacyjną Ogólnego Prawa Podatkowego, nie było potrzeby ujmowania w ordynacji podatkowej regulacji dotyczących funkcji Rzecznika Praw Podatników. Powołanie go prowadziłoby bowiem do powielania zadań i kompetencji należących do Rzecznika Praw Obywatelskich. Poza tym, jak słusznie zauważa Zbigniew Ofiarski w komentarzu krytycznie odnoszącym się do utworzenia urzędu kolejnego (obok Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Ubezpieczonych czy Rzecznika Praw Pacjenta) rzecznika, zawartym w „Uwagach do założeń nowej ordynacji podatkowej” z lutego 2015 r., „Mnożenie takich instytucji nie prowadzi do istotnej poprawy sytuacji różnych kategorii podmiotów”.

Koń trojański

Bez względu na to, czy urząd RPP będzie instytucją marionetkową, czy też nie, prawdziwym zagrożeniem jest to, że może się on stać wspomnianym we wstępie koniem trojańskim. Wiele zależy od tego, kto i w jakim trybie będzie powoływał osoby na stanowisko rzecznika. Według pierwotnego projektu z 2012 r. miał to robić sejm za zgodą senatu na wniosek marszałka sejmu lub grupy 35 posłów. Jeśli tryb ten zostanie zdublowany w nowym projekcie powołania instytucji RPP, to podatnikom pozostaną przynajmniej iluzoryczne nadzieje, że osoba na tym stanowisku będzie niezależna i neutralna. A można mieć co do tego uzasadnione wątpliwości.

Być sędzią w swojej sprawie

30 kwietnia 2018 r., wejdzie w życie Konstytucja Biznesu, czyli pakiet pięciu ustaw wprowadzających zmiany w prawie gospodarczym. W  jej skład wchodzi rządowy projekt ustawy o Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorstw (dalej: „RMŚP”) z 21 listopada 2017 r. (druk 2052). RMŚP ma stać na straży praw przedsiębiorców, w szczególności poszanowania zasad wolności działalności gospodarczej, pogłębiania zaufania przedsiębiorców do władzy publicznej oraz bezstronności i równego traktowania. Trudno jednak w możliwość spełnienia tych postulatów uwierzyć, bo rzecznika powołuje prezes Rady Ministrów na wniosek ministra właściwego ds. gospodarki. Ten sposób obsadzania urzędu sprawi, że przyszły rzecznik de facto powinien zostać wyłączony od udziału w sprawie – zgodnie z ideą instytucji wyłączenia pracownika lub organu. Jej treść wynika m.in. z art. 24 § 1 pkt 7 Kodeksu postępowania administracyjnego: „Pracownik organu administracji publicznej podlega wyłączeniu od udziału w postępowaniu w sprawie, w której jedną ze stron jest osoba pozostająca wobec niego w stosunku nadrzędności służbowej”. Tak samo stanowi art. 130 § 1 pkt 8 Ordynacji podatkowej, który nakazuje wyłączenie organu podatkowego z udziału w postępowaniu podatkowym, w którym stroną jest osoba pozostająca wobec organu w stosunku nadrzędności służbowej.

Kto odważy się ugryźć rękę, która ją karmi?

Nowe ustawodawstwo wykazuje tendencję do powoływania organów czy instytucji, które z założenia mają być neutralne i stać na straży praworządności, a tak naprawdę okazują się szpiegiem zrzuconym na tyły wroga. Przykładowo Rada ds. Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania zgodnie z art. 119m Ordynacji podatkowej jest niezależnym organem, którego zadaniem jest opiniowanie zasadności zastosowania przepisów klauzuli obejścia prawa podatkowego. Czy możliwe jest zachowanie tej niezależności, jeśli radę powołuje minister właściwy ds. finansów publicznych, a na dodatek jej skład w prawie 1/4 tworzą osoby przez niego wskazane? Nawet projekt zmian dotyczący Polskiej Agencji Kosmicznej z 30 czerwca 2017 r. przewiduje, że jej prezesa powołuje minister właściwy ds. gospodarki spośród osób co prawda wyłonionych w drodze otwartego konkursu, ale po zasięgnięciu opinii Rady Agencji oraz ministra właściwego ds. gospodarki. Ten sam minister odwołuje również prezesa PAK, po zasięgnięciu opinii… samego siebie.

Kij i marchewka

Minister finansów, zapytana w styczniu 2018 r., o konkrety planu powołania Rzecznika Praw Podatnika, odpowiedziała, że jest jeszcze za wcześnie na podawanie szczegółów. Warto przywołać też jej krótką wypowiedź na inny temat podatkowy. Pytana o obiecywaną od dawna obniżkę VAT z 23% na 22%, stwierdziła: „Takie prace nie są prowadzone”. W marcu 2018 r., ministerstwo zadeklarowało, że do końca 2018 r., w sejmie zostanie złożony projekt nowej ordynacji podatkowej, w której ma się znaleźć instytucja Rzecznika Praw Podatnika.

Hasło powołania stojącego na straży praworządności marionetkowego rzecznika strzegącego dobra podatników jest niczym przysłowiowa marchewka. Brak obiecanej obniżki stawki najważniejszego dla obrotu gospodarczego podatku jest zaś kijem na podatnika, który musi ciągnąć wciąż tak samo ciężki wózek.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Sporo informacji, ale bez wpływu na waluty

Dane makroekonomiczne, informacje z banków centralnych, a nawet groźba eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie nie przełożyły się na wzrost zmienności na rynku walutowym. Wahania na głównych parach były w środę wyjątkowo małe.

Wczorajszy dzień był wypełniony istotnymi publikacjami. Poznaliśmy marcowe odczyty amerykańskiej inflacji, które pokazały silny wzrost dynamiki cen. Mieliśmy również okazję zapoznać się z “minutkami” z ostatniego posiedzenia FOMC, które potwierdziły optymistyczne nastawienie członków decyzyjnego skrzydła Rezerwy Federalnej względem perspektyw amerykańskiej gospodarki i wzrostu dynamiki cen w Stanach Zjednoczonych.

Z USA (a uściślając: z konta na Twitterze prezydenta USA) nadeszły również wieści o planowanych nalotach na Syrię, co – po ostatnich sankcjach – zostało zinterpretowane jako kolejne potwierdzenie zmian w relacjach USA z Rosją.

Pojawiła się także informacja o tym, iż przewodniczący Izby Reprezentantów, Paul Ryan nie będzie ubiegał się o reelekcję w listopadzie. Jego decyzja miała być  spowodowana brakiem zaufania do obecnej administracji oraz spadkiem szans Republikanów na uzyskanie większości w Izbie podczas wyborów w tym roku.

Oprócz tego wczoraj zakończyło się decyzyjne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej podczas której RPP utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, sugerując, że koszty kredytu jeszcze długo mogą pozostać stabilne.

Reakcja rynków finansowych na powyższe kwestie była różna – najbardziej wyraźne były spadki na amerykańskich parkietach, wywołane obawami o eskalację konfliktu w Syrii i “jastrzębią” oceną sytuacji członków FOMC, widoczną we wczorajszych “minutkach”. Reakcja rynku walutowego na wczorajsze informacje była jednak dość ograniczona, a główne pary zakończyły dzień na niemal niezmienionym poziomie, przez cały dzień pozostając w stosunkowo wąskich widełkach.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,1%, wahając się w widełkach 4,18 – 4,20.

We wczorajszym przemówieniu we Frankfurcie, Mario Draghi z EBC optymistycznie wyrażał się o przyszłej dynamice płac i inflacji, które zgodnie z jego opinią mają rosnąć wraz z poprawą w gospodarce. Draghi zwrócił uwagę na napięcia handlowe między USA i Chinami, stwierdzając jednak, że nie obawia się, że ich wpływ na strefę euro będzie istotny. Podkreślił jednak, że w tym kontekście warto będzie obserwować wskaźniki sentymentu (które ostatnio rozczarowują właśnie w związku z obawami o wojnę handlową).

Dzisiejsze dane o produkcji przemysłowej w krajach strefy euro mocno zawiodły oczekiwania. Dynamika produkcji w lutym spadła do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy. Produkcja skurczyła się o 0,8% w porównaniu z poprzednim miesiącem, konsensus zakładał, że dynamika będzie bliska zeru. Dane przełożyły się na słabość wspólnej waluty.

Dziś po południu poznamy „minutki” z ostatniego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (13:30). Oprócz tego, po raz kolejny w tym tygodniu przemawiać będzie Benoit Coeure z EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,78 – 4,82. Wczoraj brytyjska waluta w relacji do ważonego koszyka walut na moment wzbiła się do najwyższego poziomu od czerwca 2016 r. Na przestrzeni ostatnich dni szterlingowi sprzyjały oczekiwania związane z podwyżką stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, do której ma dojść podczas spotkania BoE w maju.

Na półtorej godziny przed południem kierunek uległ jednak odwróceniu: brytyjska waluta osłabiła się po publikacji rozczarowujących danych dotyczących produkcji przemysłowej. Dynamika produkcji w brytyjskich fabrykach spadła w lutym o 0,2% w porównaniu do poprzedniego miesiąca, podczas gdy konsensus spodziewał się, że w tym interwale czasowym wzrost wyniesie 0,2%.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 3,38 – 3,39.

Zgodnie z oczekiwaniami dynamika cen w marcu w USA doświadczyła wyraźnego przyspieszenia. Inflacja CPI znalazła się na poziomie 2,4% w ujęciu rocznym, tym samym była najwyższa od roku. Inflacja bazowa również wzrosła, osiągając poziom 2,1% rocznie. Dobre dane inflacyjne w połączeniu z “jastrzębimi” minutkami ze spotkania FOMC utwierdzają nas w przekonaniu, że tempo zacieśniania polityki monetarnej w USA może być nieco szybsze niż sugerowałby ostatni “dot plot”.

Dziś poznamy informacje o cenach eksportowych i importowych w USA w marcu (14:30). Oprócz tego opublikowane zostaną również cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA (14:30)

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:30 – “minutki” z ostatniego spotkania EBC
  • 14:15 – przemawia Benoit Coeure z EBC
  • 14:30 – indeks cen eksportowych i importowych w USA w marcu
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 18:00 – przemawia Jens Weidmann, prezes Bundesbanku
  • 21:00 – przemawia Mark Carney z BoE
  • 23:00 – przemawia Neel Kashkari z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Komentarz ZPP ws. tekstu rewizji dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników

Ambasadorowie państw członkowskich UE zaakceptowali kompromisowy tekst rewizji dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników (PWD – Posting Of Workers Directive 96/71/EC) wynegocjowany z Parlamentem Europejskim.

Tekst rewizji dyrektywy PWD uzgodniony w trilogach został zaakceptowany w COREPER I 11 kwietnia. W następnym kroku draft trafi do Parlamentu Europejskiego (EP) do finalnej adopcji – głosowanie w Komitecie Employment możliwe jest jeszcze w kwietniu, adopcja przewidziana jest najprawdopodobniej 21 czerwca.

Prace nad rewizją dyrektywy trwały ponad dwa lata od przedstawienia przez Komisję Europejską (KE) propozycji dotyczącej kształtu rewizji dyrektywy w marcu 2016 roku – 10 lat od przyjęcia dyrektywy. Rewizja dyrektywy jest jednym z elementów realizacji zapowiedzi postulatów Komisji Europejskiej o dążeniu do zrównania wynagrodzenia pracowników wykonujących tą samą pracę na terenie Wspólnoty – „Equal pay for equal work”, które wielokrotnie było powtarzane przez Prezydenta Komisji Europejskiej – Jean Claude Juncker’a w orędziach „State of the Union”, jak również przez Komisarzy Marianne Thyssen, czy Violetę Bulc.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) włączył się w europejską dyskusję na temat delegowania pracowników we wrześniu 2017 roku przedstawiając stanowisko oraz potencjalne skutki wprowadzenia proponowanych zapisów na funkcjonowanie małych i średnich przedsiębiorstw wraz z organizacjami z 16 krajów. Podczas ponad 60 spotkań z Komisją Europejską, posłami do Parlamentu Europejskiego, a także innymi europejskimi organizacjami sektorowymi, pracodawców, a także małych i średnich przedsiębiorstw ZPP promował postulaty polskich przedsiębiorców wskazując na wpływ zapisów na funkcjonowanie m.in. europejskiego wspólnego rynku.

Mieliśmy przyjemność współpracować w Brukseli z think tankami – Bruegel, Globsec i ECIPE, komunikując gospodarcze potencjalne skutki wprowadzenia regulacji, a także z organizacjami eksperckimi takimi jak Inicjatywa Mobilności Pracy. Braliśmy udział w spotkaniach, przygotowywaliśmy materiały, w tym broszury wyjaśniające skutki wprowadzenia regulacji. Promowaliśmy je podczas spotkań i wydarzeń w Parlamencie Europejskim w Brukseli i Strasburgu – mówi Agata Boutanos, Dyrektor Przedstawicielstwa ZPP w Brukseli. – Wydarzenie zorganizowane 21 października przez Pana Profesora Zdzisława Krasnodębskiego i ZPP o Delegowaniu Pracowników i Pakiecie Mobilności w Parlamencie Europejskim było również początkiem naszej współpracy z organizacjami transportu na temat delegowania pracowników w sektorze – debaty, która nadal trwa – dodała.

Rewizja dyrektywy z 1996 roku wprowadza koncept delegowania długoterminowego, który oznacza, że po upływie 12 miesięcy lub 18 (jeśli wyrażona zostanie zgoda na przedłużenie o kolejne 6 miesięcy), pracownik będzie delegowany długoterminowo i będzie podlegał praktycznie wszystkim regulacjom prawa pracy obowiązującym w państwie przyjmującym.

Agencje pracy tymczasowej mają zagwarantować takie same warunki zatrudnienia dla pracownika delegowanego jak dla pracowników tymczasowych, wykonujących pracę w tym samym kraju. Dla transportu międzynarodowego regulacje zostaną ustalone osobno – w Pakiecie Mobilności procedowanym w tej chwili na poziomie Parlamentu Europejskiego i Rady. Czas na transpozycję dyrektywy na temat delegowania pracowników do prawa krajowego wynosi 2 lata od momentu wejścia w życie dyrektywy.

Proces prac nad rewizją dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników wykazał, że polski lobbying w UE jest cały czas słaby. Brakuje nam aktywnych instytucjonalnych uczestników w Brukseli. Należy z tego wyciągnąć wnioski, tak aby aktywność lobbingowa i komunikacyjna polskiej strony była adekwatna do wielkości Polski w UE. Bardzo ważną regulacją z punktu widzenia polskich przedsiębiorców jest druga, tocząca się obecnie, część dyskusji na temat delegowania pracowników w transporcie międzynarodowym. Cały czas podejmujemy wysiłki, aby decyzja w tej sprawie była jak najmniej dotkliwa dla polskich transportowców – komentuje Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP.

Zmiana przepisów, polegająca na skróceniu obecnie obowiązującego okresu delegowania z 24 miesięcy do 12 (lub 18) jest niekorzystna z punktu widzenia polskich przedsiębiorców. Należy mieć nadzieję, że nie wpłynie to w sposób krytyczny na funkcjonowanie polskich firm na rynkach innych krajów wspólnoty. Jedną z konsekwencji będzie prawdopodobnie częstsza rotacja pracowników, poprzez skrócenie czasu delegowania.