Wojna handlowa cd. Przewidywalna gospodarka Chin

Amerykanie zamiast ceł zaczynają ograniczać dostęp chińskich spółek do zaawansowanych technologii. Gospodarka Chin rozwija się zgodnie z planem.

Kolejny krok w wojnie handlowej

Cła nie są jak widać jedynym elementem, który może zostać wykorzystany w takim sporze. Amerykanie zaczęli egzekwować właśnie karę nałożoną na ZTE – chińskiego giganta telekomunikacyjnego. Co prawda powodem jest eksport technologii importowanej z USA do Korei Północnej i Iranu. Nie zmienia to faktu, że konsekwencje nie byłyby tak duże, gdyby nie zaogniają się spór handlowy. Amerykanie dążą do zmniejszenia eksportu zaawansowanych technologii do Chin, gdyż nie mają kontroli nad ich dalszym wykorzystaniem. Biorąc pod uwagę, że wojna przechodzi poza cła można spodziewać się, że odpowiedź Chin również będzie mocna. Analitycy obawiają się uderzenia w amerykańskie obligacje.

Gospodarka Chin nie zwalnia

Dzisiaj rano poznaliśmy wzrost PKB Chin za pierwszy kwartał 2018 roku. Wbrew oczekiwaniom analityków tempo rocznego wzrostu nie spowolniło do 6,7% ale nadal utrzymuje się na 6,8%. Analitycy patrzą na te dane z pewnym przymrużeniem oka. W ciągu ostatnich trzech lat parametr wzrostu PKB wahał się pomiędzy 6,7% a 6,9%. Tak niska zmienność nie jest notowana nigdzie w zachodnich gospodarkach, a tym bardziej nie w takich co rozwijają się stabilnie powyżej 5%. Inwestorzy przyjęli te dane dobrze. Równolegle poznaliśmy w miarę zgodne z oczekiwaniami dane na temat produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Widać w nich wyraźnie wizję Partii przeniesienia akcentu z eksportu na konsumpcję wewnętrzną. Sprzedaż detaliczna rośnie wyraźnie szybciej od produkcji przemysłowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – budowy domów,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

VI edycja dwudniowego kongresu European Executive Forum już za nami!

Dwa dni, pięć paneli dyskusyjnych, trzydziestu prelegentów, osiem godzin wystąpień Gości Specjalnych i dyskusji panelowych oraz uroczysta gala – tak w skrócie wyglądała VI edycja międzynarodowego kongresu o tematyce przywództwa, zarządzania i innowacji. Wydarzenie miało miejsce 9 i 10 kwietnia w hotelu Sheraton w Warszawie i odbyło się pod Patronatem Honorowym Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina. Po raz kolejny przyznano też prestiżowe statuetki ,,European Leadership Awards”.

Dzień 1

Pierwszy dzień konferencji otworzyło wystąpienie inauguracyjne Gościa Specjalnego Sony’ego Kapoora – Dyrektora think tanku Re-Define, który w swoim przemówieniu podkreślał znaczenie rozwoju technologii jako jednego z dwóch (poza wzrostem liczby pracowników) motorów napędowych rewolucji technologicznych. Zaznaczył także że rozwój, który dzieje się na naszych oczach ma zarówno dobrą jak i złą stronę. Rzeczy które wydawały się nowoczesne 10 lat temu dziś są nierzadko bezużyteczne, a z drugiej strony rozwój sztucznej inteligencji oraz groźba wycieków danych osobowych (jak w przypadku Facebooka) stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi. Mówca zakończył swój wykład stwierdzeniem, że należy wspólnie reagować na wielu polach na wielkie wyzwania, które rzuca nam postępujący rozwój technologii.

Panel 1: Technologiczny róg obfitości

Podczas pierwszego panelu dyskusyjnego moderowanego przez Prof. Piotra Płoszajskiego (Szkoła Główna Handlowa), prelegenci debatowali o postępującej cyfryzacji biznesu oraz o szansach i zagrożeniach jakie stwarza rozwój digitalizacji i automatyzacji. Moderator zainicjował część dyskusyjną zapraszając na scenę panelistów wśród których byli: Zsolt Fekete (Algotech Polska), Tomasz Gościniak (Microstrategy Poland), Sony Kapoor (Re-Define), Marcin Lewandowski (Grupa GPEC) oraz Michał Sieczko (Canon Polska). Eksperci poruszyli w swojej dyskusji kluczowe zagadnienia dotyczące rozwoju technologicznego, wskazali technologie, które ich zdaniem będą odgrywać kluczową rolę w przyszłości m.in.: cyfrowe odwzorowanie obrazu, drukowanie 3D, blockchain oraz Big Data. Wskazali również branże, które rozwijają się równocześnie z rozwojem technologii oraz te, które nie nadążają (służba zdrowia oraz administracja publiczna) za postępującą rewolucją i należy dołożyć wszelkich starań aby to zmienić. Podczas dyskusji padło również stwierdzenie, które w pełni może posłużyć jako podsumowanie niezwykle ciekawego panelu: „Big Data is a new oil”.

Panel 2: Ekonomia współdzielenia

Dyskusja dotycząca ekonomii współdzielenia nadała ton debacie prowadzonej przez Prof. Witolda Orłowskiego (Akademia Finansów i Biznesu Vistula). O sharing economy jako gospodarce dostępu mówił Prof. Bolesław Rok (Akademia Leona Koźmińskiego).  Przekonywał, że obszarami gdzie znacząco się to zagadnienie rozwija, są rozrywki, którym towarzyszą takie serwisy i wypożyczalnie jak Spotify, czy Netflix oraz crowdfunding, który powoduje, że banki tracą kolejne pole do finansowania różnego rodzaju projektów. Na zagadnienie współdzielenia z perspektywy branży nieruchomości i wspólnego dostępu spojrzał Bartłomiej Zagrodnik (Walter Herz). Przywołał przykład przebudowy centów handlowych w odpowiedzi na nowe oczekiwania oraz zmianę postrzegania spędzania czasu. Pojawiają się coraz to nowe miejsca, które umożliwiają dzielenie się i wymianę własnymi produktami np. bookcrossing czy targi śniadaniowe. Prelegenci wśród których byli również Władysław Grochowski (Grupa Arche), Maciej Panek (Panek S.A. i UAB PANEK) oraz Dariusz Żuk (Business Link Poland) zgodnie uważali, że świat powinien się rozwijać w kierunku wymiany wiedzy i zasobów oraz ich efektywniejszego wykorzystania a nie w kierunku posiadania rzeczy.

STATUETKI „EUROPEAN LEADERSHIP AWARDS” ROZDANE PO RAZ KOLEJNY

Punktem kulminacyjnym wieczoru była gala rozdania „European Leadership Awards”, która odbyła się już po raz szósty. Jej celem było uhonorowanie najlepszych przedsiębiorstw, wybitnych menedżerów i liderów biznesu, którzy wdrażają nowe technologie i innowacje, przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju oraz odznaczają się szczególną dbałością o najwyższe standardy przywództwa.

Laureatami European Leadership Awards zostali:

Industry Leader – MAN Truck & Bus Polska
Innovation Leader – URSUS S.A.
Technology Leader – Canon Polska
CEO of The Year – Jan Motz, Prezes Zarządu Capital Park
Global Success Leader – Maspex-GMW oraz Nowy Styl Group
Personality of the Year – Joanna Erdman, Wiceprezes Zarządu, ING Bank Śląski S.A.
Investment Leader – Griffin Real Estate
Financing Leader – Bank Pekao S.A. oraz Polski Fundusz Rozwoju S.A.
Export Ambassador – Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych S.A.
Charity Leader – Pfizer Polska

Dzień 2

Drugi dzień konferencji zainicjował swoim przemówieniem Pan Bernd Lucke – prof. ekonomii oraz niemiecki europoseł. Przemówienie niezwykle ciekawie zarysowało sytuację wewnętrzną w Unii Europejskiej, wzajemne interakcje między państwami oraz obecne problemy wspólnoty. Wśród najpoważniejszych z nich można wymienić kryzys imigracyjny, Brexit oraz trudności legislacyjne, które wynikają z zapisów Traktatu Lizbońskiego odnośnie jednomyślności podczas głosowań nad zmianą/wprowadzeniem nowych uregulowań prawnych. Wszystkie te problemy osłabiają jedność organizacji a brak liderów, którzy mogliby pomóc w poradzeniu sobie z tymi problemami nie napawa optymizmem. Rozwiązaniem tych problemów według europosła jest skupienie się na integracji gospodarczej poprzez rozwój wspólnego rynku.

Panel 1: Zrównoważony rozwój w biznesie

Pierwszy panel prowadzony przez Agatona Kozińskiego (Polska The Times) poświęcony był zagadnieniom związanym z budowaniem zrównoważonego rozwoju w biznesie oraz innowacyjnym rozwiązaniom biznesowym prowadzącym do efektywnego wykorzystania zasobów. Prof. Michał Kleiber (The European Community on Computational Methods in Applied Science) zauważył, że największą szansą jak i również wyzwaniem w tworzeniu zrównoważonego biznesu jest wykorzystanie wielkich zasobów danych płynących z Big Data, których efektywne wykorzystanie pozwoliłoby określić skutki najróżniejszych elementów działalności w biznesie. Rozmówcy wśród których byli Jean-Andre Barbosa (Future Pipe Industries), Łukasz Czepiel (Pfizer Trading i Pfizer Consumer Healthcare), Joanna Erdman (ING Bank Śląski S.A.) oraz prof. Bernd Lucke, wspólnie uznali, że zysk nie jest jedyną wartością w korporacjach. Coraz więcej przedsiębiorców zwraca uwagę na dialog z interesariuszami takimi jak pracownicy, dostawcy czy klienci oraz dostosowuje prowadzone działania firmy do ich oczekiwań.

Drugi panel dyskusyjny zainicjowało przemówienie Prof. Santiago de la Cierva, wykładowcy IESE Business School, który przybliżył słuchaczom zagadnienia dotyczące nowoczesnego przywództwa. Mówca już na wstępie zaznaczył iż bycie liderem w dzisiejszych czasach jest dużo trudniejsze i wymaga od samego lidera znacznie więcej niż zaledwie kilkanaście lat temu. Wobec rozwoju social media i wchodzenia na rynek pracy millenialsów, lider powinien być osobą wszechstronną i biegłą w komunikacji wielokanałowej.

Panel 2: Wizjonerskie organizacje

Goście mieli możliwość wysłuchania panelu moderowanego przez Prof. Cezarego Wójcika (Center for Leadership), który dotyczył budowania wizjonerskich organizacji. Dyskutanci wśród których byli: Prof. Santiago de la Cierva (IESE Business School), Anna Jakób (Grupa GPEC), Piotr Paszczyk (APN Promise S.A.), Anna Poliszkiewicz (Vistra Corporate Services) oraz Rafał Trusiewicz (Katharsis Development) wspólnie zauważyli, że aby tworzyć wizjonerskie organizacje trzeba oddać władzę i wyzwolić rozproszone przywództwo. „Rolą każdego wizjonera jest pokazywanie ludziom kierunków rozwoju oraz przekonywanie, że zakładane cele są osiągalne” – mówił Prezes Piotr Paszczyk. Eksperci wskazali: wizjonera, szczęście, zespół oraz strategię jako czynniki warunkujące sukces. Natomiast jako podstawę do odkrywania nowych możliwości biznesowych wymienili budowanie zaufania.

Panel 3: Wpływ robotyki i automatyki na rozwój gospodarki

Wprowadzeniem do ostatniego panelu dyskusyjnego było wystąpienie Dr Pawła Urbańskiego – Dyrektora Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, który podjął temat relacji pomiędzy rozwojem techniki a wzrostem gospodarczym. Jedną z konkluzji z prezentacji jest nieco pesymistyczna wizja przyszłości – nawet 50% zawodów w gospodarkach rozwiniętych będzie narażonych na automatyzację.

Paneliści ostatniej dyskusji moderowanej przez Prof. Cezarego Zielińskiego (Politechnika Warszawska) w której udział wzięli Krystyna Boczkowska (Robert Bosch), Piotr Czarnecki (Raiffeisen Bank Polska), Michal Kreczmar (PwC), Artur Pollak (APA Group) oraz wcześniej występujący Dr Paweł Urbański debatowali o technologicznej rewolucji oraz inwestowaniu w nowe technologie i cyfryzację. Zdaniem Krystyny Boczkowskiej robotyka i automatyzacja nie oznacza rezygnowania z pracowników, ponieważ rozwój technologii wprowadza nowe zawody, które odpowiedzialne są za cyberbezpieczeństwo, Big Data czy Internet rzeczy. Z kolei Piotr Czarnecki zaznaczył, że na konkurencyjnym rynku oraz w obecnej gospodarce, która zmierza w kierunku gospodarki cyfrowej następują dwa procesy – walka o koszty oraz zmiana paradygmatu działania na linii z klientem. Prelegenci jednogłośnie podkreślali ogromną wagę kształcenia i dostosowywania kadry pracowniczej do wymagań jakie stawia obecnie

rynek pracy.

Patron Honorowy: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

Partner Główny: Canon Polska, Pfizer Polska

Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, MicroStrategy Poland, Skanska

Partnerzy: Algotech Polska, APA Group, Arche, British Automotive Centrum, Robert Bosch, Enea, Grupa GPEC, ING Bank Śląski, Katharsis Development, Lyreco Polska, MasterCard, APN Promise, PwC, Raiffeisen Polbank, SPAR, Vistra Corporate Services, Walter Herz

Gala Partners: Globe Trade Centre, Panek CarSharing

Jak obniżenie wieku emerytalnego wpływa na wysokość emerytur kobiet?

dr hab. Monika Lewandowicz-Machnikowska, prof. Uniwersytetu SWPS – Dziekan Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej, Filia we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.
dr hab. Monika Lewandowicz-Machnikowska, prof. Uniwersytetu SWPS – Dziekan Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej, Filia we Wrocławiu Uniwersytetu SWPS.

Od października 2017 roku kobiety, które ukończyły 60 lat, a mężczyźni 65, uzyskali prawo do emerytury. Obniżenie wieku emerytalnego powoduje wzrost liczby wypłacanych emerytur i wiąże się również z konsekwencjami dla samych uprawnionych do świadczeń. W jaki sposób obniżenie wieku emerytalnego wpłynie na wysokość świadczeń kobiet w porównaniu do wysokości świadczeń mężczyzn? Jakie działania mogą podwyższyć wysokość wypłacanej kwoty? – tłumaczy prof. Monika Lewandowicz-Machnikowska ze Szkoły Prawa Uniwersytetu SWPS.

Brak wiedzy na temat oszczędzania na starość oraz polityki społecznej wspierającej długoterminowe gromadzenie funduszy lub niskie zarobki sprawiają, że środki emerytalne, jakimi będą dysponować przyszli emeryci, w tym zwłaszcza kobiety będą niewystarczające.

Emerytura jest finansowana ze składek na ubezpieczenie społeczne odprowadzanych do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, którym dysponuje ZUS. To czy składka jest odprowadzana i w jakiej wysokości, zależy od tego, jaka umowa jest podstawą świadczenia pracy. Przykładowo, osoby zatrudnione na umowę o pracę podlegają ubezpieczeniu emerytalnemu. Oznacza to, że pracodawca odprowadza za nie co miesiąc składki na ubezpieczenie emerytalne. Wykonawca umowy o dzieło nie podlega ubezpieczeniu społecznemu i nie odprowadza się za niego składek do ZUS, i tym samym musi samodzielnie zabezpieczyć swoje dochody na przyszłość.

Utrata pracy, poważna choroba czy też konieczność opieki nad osobami zależnymi sprawiają, że część kobiet ma znaczącą przerwę w okresie odprowadzania składek. Również uelastycznianie rynku pracy powoduje, że coraz częściej kobiety pracują na podstawie różnych typów umów np. umowy zlecenia, umowy o pracę i umowy o dzieło. Choć stale otrzymują wynagrodzenie za wykonywaną pracę, to jednak nie zawsze wiąże się to z opłacaniem składek emerytalnych.

Niepokojący jest fakt, że wiele kobiet dobrowolnie decyduje się na brak aktywności na rynku pracy, za źródło utrzymania wybierając świadczenia społeczne. Według danych GUS za III kwartał 2017 r. aktywność zawodowa kobiet w wieku 25-34 lata spadła do najniższego poziomu od 2003 r. i wynosi 74,2 proc.[1] To sprawia, że wiele z nich nie będzie mogło liczyć na odpowiednie zabezpieczenie finansowe w podeszłym wieku.

Kiedy można przejść na emeryturę?

W obecnie obowiązującym systemie emerytalnym (nazywanym często systemem zdefiniowanej składki) nabycie prawa do emerytury uzależnione jest tylko od osiągnięcia wieku emerytalnego. Po nowelizacji Ustawy[2], osobom urodzonym po 31 grudnia 1948 roku, emerytura przysługuje po osiągnięciu wieku co najmniej 60 lat u kobiet i 65 lat u mężczyzn.

Kluczowe znaczenie dla wysokości świadczenia emerytalnego ma staż ubezpieczeniowy i wysokość opłacanej składki. System emerytalny promuje osoby o wysoko i długo opłacanej składce. Osoby opłacające krótko składkę emerytalną lub opłacające niskie składki, będą mieć zatem niskie emerytury. Należy jednak pamiętać, że bez uzyskania wymaganego przez ustawodawcę stażu pracy (20 lat dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn), nie powstaje prawo do emerytury minimalnej, która od 1. marca 2018 wynosi 1029,80 zł. To znaczy, że nie podwyższa się świadczenia do kwoty emerytury minimalnej, jeśli środki zgromadzone przez konkretną osobę nieposiadającą minimalnego stażu nie pozwolą na uzyskanie tej kwoty.

W obowiązującym systemie wysokość emerytury ustala się, dzieląc podstawę wymiaru przez tak zwane średnie dalsze trwanie życia osób w wieku równym wiekowi przejścia na emeryturę osoby, która składa wniosek o świadczenie. Średnie dalsze trwanie życia to liczba miesięcy, przez które według danych Głównego Urzędu Statystycznego średnio żyje osoba z rocznika ubezpieczonego. Ustala się je wspólnie dla mężczyzn i kobiet urodzonych w danym roku. Dzięki temu, że średnie liczy się wspólnie dla obu płci, a nie dla kobiet i mężczyzn osobno, emerytura kobiet jest nieco wyższa, gdyż zazwyczaj mężczyźni żyją krócej.

Podstawę obliczenia emerytury stanowi kwota: 1) składek na ubezpieczenie emerytalne, z uwzględnieniem waloryzacji składek zewidencjonowanych na koncie ubezpieczonego do końca miesiąca poprzedzającego miesiąc, od którego przysługuje wypłata emerytury, 2) zwaloryzowanego kapitału początkowego określonego w ustawie oraz 3) środków zewidencjonowanych na tzw. subkoncie.

Biorąc pod uwagę powyższy sposób obliczenia świadczenia, wiek emerytalny może wpływać znacząco na wysokość emerytury. Wiek emerytalny decyduje o długości okresu pobierania świadczenia – im niższy tym przeważnie dłużej osoba korzysta z emerytury i tym samym na więcej miesięcy trzeba podzielić to, co zgromadziła w ZUS w okresie aktywności zawodowej. Ponadto wiek ma w takiej sytuacji znaczenie dla długości okresu odkładania składki. Im wyższy wiek emerytalny tym zazwyczaj dłużej osoba odprowadza składki (o ile do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego jest objęta obowiązkiem ubezpieczenia emerytalnego). Warto mieć również na uwadze to, że w ostatnim okresie aktywności zawodowej, zarobki osób pracujących są zwykle wyższe niż na początku ich kariery. Oznacza to, że okres odkładania składki przed przejściem na emeryturę może mieć duże znaczenie dla wysokości podstawy wymiaru emerytury, czyli środków zgromadzonych w ZUS na wypłatę emerytury.

Obniżenie wieku emerytalnego dla kobiet ma zatem duże znaczenie dla wysokości ich świadczenia emerytalnego. Jeśli kobiety mają niski wiek emerytalny, to zwykle zaraz po jego osiągnięciu przechodzą na emeryturę i odpowiednio krócej odkładają składki emerytalne i dłużej pobierają świadczenie.

To czy system emerytalny spełnia społeczne oczekiwania, ubezpieczeni oceniają różnie w zależności od tego, w jakim są momencie życia. Jeśli są przed emeryturą, to biorą pod uwagę dostępność świadczeń emerytalnych (a więc to, jak trudno spełnić warunki, aby uzyskać świadczenie). Kiedy są na emeryturze, oceniają system przede wszystkim biorąc pod uwagę wysokości samych świadczeń emerytalnych, w tym gwarantowanej przez niego stopy zastąpienia. W przypadku kobiet stopa zastąpienia dotychczasowego wynagrodzenia przez świadczenie emerytalne po obniżeniu wieku emerytalnego będzie się z dużym prawdopodobieństwem obniżać. Warto zauważyć, że według danych ZUS z 2017 r. większy odsetek kobiet (tj. 29,5 proc.) niż mężczyzn pobiera świadczenia niskie w przedziale od 1400,01 do 1600,00 zł[3].

Obniżenie wieku emerytalnego kobiet, bez jednoczesnej zmiany sposobu obliczania emerytury, sprawia, że świadczenie to nie może stanowić realnego zabezpieczenia dochodów na starość. Dotyczy to zwłaszcza kobiet, które przerwały (poza przypadkami urlopów przeznaczonych na ten cel np. urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego, wychowawczego) aktywność zawodową i pozostają dłuższy czas w domu, aby opiekować się dziećmi lub rodzicami. Nic nie zastąpi kobietom, które odeszły z pracy np. przy okazji wejścia w życie programu 500+ różnicy w przyszłych dochodach emerytalnych. W odróżnieniu bowiem od sytuacji, kiedy są na urlopie wychowawczym, państwo nie opłaca za nie w okresie pobierania tych świadczeń składek na ubezpieczenie społeczne.

[1] Aktywność ekonomiczna ludności Polski. III kwartał 2017, Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2018, file:///C:/Users/MT/Downloads/aktywnosc_ekonomiczna_iii_kw_2017.pdf

[2] Ustawa z dnia 16 listopada 2016 r. o zmianie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych oraz niektórych innych ustaw, (Dz. U. z dnia 5 stycznia 2017 r. , poz. 38).

[3] Zob. opracowanie: Struktura wysokości emerytur i rent wypłacanych przez ZUS po waloryzacji i podwyższeniu świadczeń najniższych w marcu 2017 roku, www. zus.pl.

Notowania ropy z sygnałem do kupna, soja z realnym zagrożeniem trwałości trendu wzrostowego

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Napięta sytuacja w Syrii oraz aktualnie największa od 2015 roku liczba wiertni ropy z łupków znacząc wpłynęły na notowania ropy w ubiegłym tygodniu. Stabilizujące się jednak warunki geopolityczne na Bliskim Wschodzie – przy trwałym wybiciu strefy 65.70 – 66,10 USD w odniesieniu do notowań ropy – mogą wywołać lokalną korektę na rynku, a tym samym dać inwestorom sygnał do kupna.

Odmiennie wygląda natomiast sytuacja na rynku soi. Tu lokalny opór w cenie 389.5 USD nie tylko pokrywa się z maksimum z listopada 2014 roku, ale może być sygnałem do szerokiej formacji prospadkowej RGR. Dopiero trwałe pokonanie bariery psychologicznej 400 USD będzie wiarygodnym impulsem do trwałych wzrostów, ale zanim to nastąpi, możliwe są lokalne korekty, zagrażające aktualnemu kanałowi wzrostowemu.

ROPA (OIL.WTI) – jest wstępny sygnał kupna z potencjałem do 79,50 USD

Trwałe wybicie strefy 65.70 – 66.10 USD oznacza, że mamy do czynienia ze wstępnym sygnałem kupna o potencjale w okolice poziomu 79.50 USD. Trzeba zakładać jednak górne ograniczenie szerokiego kanału wzrostowego, które może wywołać lokalną korektę na rynku. Jeżeli wspomniany zakres utrzyma się w nadchodzącym tygodniu, sygnał kupna potwierdzi się.

notowania ropy w układzie miesięcznym
Źródło: Aforti Exchange – notowania ropy w układzie miesięcznym

SOJA (SOYMEAL) – istnieje realne zagrożenie trwałości trendu wzrostowego

Kolejne tygodnie przynoszą lokalne cofnięcia notowań soi, które wykorzystywane są
do powrotu do wnętrza aktualnego kanału wzrostowego. Kupujący mają jednak utrudnione zadanie, gdyż lokalny opór w cenie 389.5 USD nie tylko pokrywa się z maksimum z listopada 2014 roku, ale może okazać się prawym „ramieniem” szerokiej formacji prospadkowej RGR.

Wszystko to sprawia, że pokonanie wspomnianego poziomu nie będzie proste, a nawet –
w przypadku jego przekroczenia – skutecznym oporem może okazać się już strefa 394 – 398 USD, wynikająca z oporów w długim terminie, nie wspominając o górnym ograniczeniu aktualnego kanału wzrostowego. Dopiero trwałe pokonanie bariery psychologicznej 400 USD będzie wiarygodnym sygnałem na trwałe wzrosty. Do tego czasu należy liczyć się z lokalnymi korektami, mogącymi zagrozić aktualnemu kanałowi wzrostowemu i trwałości tego trendu.

notowania ropy w układzie miesięcznym 1
Źródło: Aforti Exchange

Treści przedstawione w niniejszym komentarzu eksperckim są prywatnymi opiniami nadawcy i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715). Autor nie ponosi odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie niniejszej wiadomości, ani za szkody poniesione w wyniku decyzji inwestycyjnych.

GUS: najnowsze dane dot. wypadków przy pracy

GUS podał najnowsze dane dotyczące wypadków przy pracy. Wprawdzie ich liczba w 2017 roku wzrosła w porównaniu do roku 2016, to jednak zmalał wskaźnik wypadkowości. Branża budowlana znalazła się w środku stawki, co oznacza podtrzymanie trendu wzrostu bezpieczeństwa pracy w tym sektorze. Niepokoją dane dotyczące wypadków ciężkich i śmiertelnych.

Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce w 2017 roku miało miejsce ponad 88 tys. wypadków. To jest ok. 0,5 proc. więcej niż w roku 2016. Zmalał jednak wskaźnik wypadkowości, czyli liczba poszkodowanych na 1000 pracujących – z 7,07 do 6,84. Spadek wskaźnika wypadkowości przy jednoczesnym wzroście liczby wypadków, oznacza w ubiegłym roku powstało więcej stanowisk pracy. W podziale terytorialnym kraju, najwyższe wskaźniki wypadkowości odnotowano w województwach: dolnośląskim (8,98), warmińsko-mazurskim (8,44) i wielkopolskim (8,15), najniższe w województwie mazowieckim (4,76) i małopolskim (5,16). Wśród najbardziej narażonych na wypadki przy pracy branż znalazły się: dostawa wody, gospodarowanie odpadami i ściekami oraz górnictwo i wydobywanie. Najniższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w sekcji Informacja i komunikacja. Budownictwo znalazło się mniej więcej w połowie stawki. Do niedawno było w czołówce. – Fakt, że branża budowlana odnotowuje spadek liczby wypadków cieszy, jednak należy pamiętać, że specyfiką tego sektora jest stosunkowo wysoki odsetek wypadków ciężkich i śmiertelnych. Nie powinniśmy popadać zatem w przesadną euforię, aby nie uśpić czujności – przestrzega Marek Maszewski, Dyrektor Działu Nadzoru SEKA S.A.

A płynące z GUS informacje dotyczące wypadków śmiertelnych i ciężkich nie są optymistyczne. Pierwsza kategoria zanotowała wzrost o ok. 12 proc., natomiast wypadków, w których doszło do ciężkich urazów ciała było aż o ok. 42 proc. więcej niż w roku 2016. Eksperci jednak uspokajają. – Tak wysoki wzrost w tej kategorii może być wynikiem zawiłości statystycznych wynikających ze wzrostu inwestycji i zatrudnienia  oraz dodatkowo najprawdopodobniej „ukrycia” wypadków lekkich. Stąd tak dramatycznie wyglądająca tendencja nie musi wcale oznaczać załamania bezpieczeństwa na rynku pracy. Należy poczekać na podsumowanie roku pozostałych instytucji badających wypadkowość. Po odniesieniu się do danych przez Państwową Inspekcję Pracy i Centralny Instytut Ochrony Pracy będziemy mogli powiedzieć więcej – uważa Witold Polkowski, Ekspert Pracodawców RP.

Nadal potrzebna jest edukacja i szkolenia, ponieważ pozytywnie wpływa to na świadomość pracowników i pracodawców. Zresztą ZUS idzie na rękę tym, którzy chcą poprawić stan bezpieczeństwa w swoich przedsiębiorstwach i finansuje w całości ze środków Funduszu Wypadkowego w ramach Funduszu Ubezpieczeń Społecznych okresowe szkolenia bhp. Każdy przedsiębiorca oraz osoba indywidualna reprezentująca firmę z branży budowlanej, może ubiegać się o skorzystanie z tych szkoleń – dodaje Maszewski.

Na pracodawcach w sposób szczególny spoczywa obowiązek dbania o bezpieczeństwo pracowników. Do dyspozycji jest wiele narzędzi, jednym z nich jest personalizacja bezpieczeństwa. – Jeżeli firmy, szczególnie te z branży budowlanej, chcą zmniejszyć liczbę wypadków przy pracy, muszą konsekwentnie budować kulturę personalizacji bezpieczeństwa wewnątrz organizacji. Niepokojące nas liczby będą zmniejszać się tylko wtedy, kiedy pracownicy z własnego przekonania będą dbać o bezpieczeństwo swoje i innych. Rolą organizacji jest w tym przypadku budowanie świadomości, a także zapewnienie odpowiednich narzędzi oraz dostępu do wiedzy – mówi Jarosław Wilk, Dyrektor ds. Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia Lafarge Polska.

Przybywa firm czekających na płatności

Lepsza koniunktura gospodarcza nie poprawia dyscypliny płatniczej firm – uważa 47 proc. przedsiębiorców i jest ich nieznacznie więcej niż uznających, że sytuacja wygląda inaczej – 44 proc. Potwierdza to powiększającą się grupa firm, którym odbiorcy nie płacą za towar i usługi nawet – 60 dni po terminie wymagalności. Obecnie problemy z uzyskiwaniem należności w ciągu sześciu minionych miesięcy zgłasza już 53 proc. przedstawicieli MSP. To trzecia z kolei fala badania BIG InfoMonitor, pokazująca rozprzestrzenianie się kłopotów.

Mimo, że szacunkowy wzrost PKB w ostatnim kwartale 2017 r. przebił 5 proc. r/r, a wzrost gospodarczy w całym minionym roku osiągnął 4,6 proc. i był najwyższy od 6 lat, to zdaniem 47,2 proc. reprezentantów mikro, małych i średnich przedsiębiorstw nie wpłynęło to korzystnie na wzajemne płatności firm. Dlaczego? – Niestety niska moralność płatnicza wielu przedsiębiorstw, które opóźnianie płatności mają już w DNA, bez względu na to ile pieniędzy jest na koncie, nie pozwalają wielu przedsiębiorcom na optymistyczną ocenę sytuacji – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Na rynku funkcjonuje sporo firm, które nie regulują zobowiązań, ponieważ w swojej polityce działania mają kredytowanie się kosztem innych i koniunktura nic tu nie zmienia, uważa 44,5 proc. badanych przedsiębiorstw, które są zdania, że lepsza koniunktura gospodarcza nie poprawia dyscypliny płatniczej. Jednocześnie niemal co czwarty przedstawiciel mikro, małych i średnich firm jest przekonany, że moralność płatnicza nie zależy od koniunktury gospodarczej, częściej uważają tak reprezentanci firm usługowych oraz małych zatrudniających od 10 do 49 osób. Podobny odsetek (ok. 23 proc.) stwierdza, że firmy same nie otrzymują płatności, więc nie płacą innym.

Nie wszyscy w ogóle odczuwają pozytywną zmianę w gospodarczym otoczeniu. W opinii ponad 29 proc. badanych koszty ogólne prowadzenia biznesu są tak wysokie, że pochłaniają zysk, w związku z czym wynik firmy nie poprawia się. Dokładnie tyle samo przedsiębiorców, nie wchodząc w szczegóły, informuje, że po prostu nie dostrzega poprawy koniunktury ekonomicznej. A zdaniem blisko 16 proc. wzrost gospodarczy jest za niski aby wpływać na poprawę płatności. 8,5 proc. uważa, że lepsza koniunktura dotyczy innych branż i dużych firm, ale nie ich.Kolejny raz przybywa firm czekających na płatności

Źródło: BIG InfoMonitor

– W efekcie, co może się wydać zaskakujące, nieznacznie ale jednak wzrósł odsetek firm skarżących się na problemy z płatnościami od kontrahentów. Na przełomie IIV kw. 2017 r. oraz I kw. 2018 r. wyniósł 53 proc. wobec 52 proc. w III kw. zeszłego roku – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak. Wśród firm informujących o problemach z płatnościami, szczególnie wyróżniają się firmy handlowe oraz zatrudniające od 10 do 49, obie grupy istotnie częściej podają, że w ostatnim półroczu miały w portfelu należności nieopłacone przez ponad 60 dni.

To już trzecie z kolei wyższe wskazanie badania na temat problemów z wzajemnymi płatnościami przedsiębiorstw, od I kw. 2017 r. kiedy to o tego rodzaju kłopotach mówiło 45 proc. badanych.Prawie co piąta firma nie płaci, bo jej też nie płacą

Źródło: BIG InfoMonitor

Prawie co piąta firma nie płaci, bo jej też nie płacą

Nieznacznie więcej reprezentantów firm MŚP deklaruje też obecnie, że na skutek nieuregulowanych należności ze strony kontrahentów sami zalegają z płatnościami. Aktualnie takich firm jest 19 proc., podczas gdy dwa kwartały wcześniej było 17 proc. – Problem opóźnionych płatności, niestety często daje efekt domina. I jak widać, optymistyczne dane nadchodzące z różnych stron, w obszarze płatności przedsiębiorstw nie zawsze się sprawdzają. Podstawą jest rzetelne sprawdzenie potencjalnego kontrahenta m.in. w bazach BIG, a także w BIK, gdzie można zobaczyć, czy firma terminowo spłaca kredyty – przestrzega Sławomir Grzelczak.Pesymistyczni handlowcy, optymistyczni producenci

Źródło: BIG InfoMonitor

Pesymistyczni handlowcy, optymistyczni producenci

Prezentowany wzrost kłopotów z rozliczeniami między przedsiębiorstwami może nie być ostatni, bo w porównaniu do poprzedniej fali badania przybyło firm, które prognozują dalsze pogorszenie się sytuacji.niezaplacone

Źródło: BIG InfoMonitor

Wśród firm, które doświadczały opóźnionych płatności, już 15 proc. zamiast 10 proc. podczas poprzedniego pomiaru uważa, że liczba opóźnianych faktur wzrośnie. Większy pesymizm widać w branży handlowej. Z drugiej strony – 22 proc., o 4 pkt. proc. więcej niż po trzecim kwartale zeszłego roku, oczekuje spadku liczby przeterminowanych faktur. Zmiany na lepsze w rozliczeniach spodziewają się głównie producenci. Ponad 55 proc. przedsiębiorców nie przewiduje żadnych zmian w obszarze przeterminowanych należności w nadchodzącym półroczu (spadek o ponad 5 pkt. proc. do poprzedniego okresu). 8 proc. nie podejmuje się prognozowania.

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, luty 2018 r. 

Programmatic idzie jak burza. W tym roku zagospodaruje ponad 80 proc. reklam typu display

W Stanach Zjednoczonych, które wyznaczają światowe trendy na rynku reklamy internetowej, programmatic buying rozpycha się rękami i nogami. Już w tym roku aż 82,5 proc. reklam typu display kupionych będzie w tym zautomatyzowanym modelu – donosi serwis eMarketer. Również w Polsce zakup powierzchni reklamowej w modelu aukcyjnym bardzo szybko się rozwija. Do końca roku pochłonie on aż 193 mln dolarów. Oznacza to wzrost na poziomie 91,2 proc. rdr.

Programmatic buying to forma zakupu powierzchni reklamowej w Internecie. Jego siła polega na tym, że kupno odbywa się automatycznie w modelu aukcyjnym. W ten sposób reklamodawcy mogą nabywać pojedyncze odsłony na aukcjach prowadzonych w czasie rzeczywistym i docierać z przekazem do mocno wyselekcjonowanej grupy odbiorców. Selekcja odbywa się za sprawą narzędzi do analityki danych, bez których precyzyjne targetowanie byłoby niemożliwe. Według Laurena Fishera, głównego analityka seriwsu eMarketer, swój dynamiczny rozwój model aukcyjny zawdzięcza mechanizmom precyzyjnego targetowania. — Dla reklamodawców programmatic jest podstawowym sposobem na wzmocnienie kampanii reklamowych danymi 2nd party i 3rd party — zauważył Fisher. Na zakup powierzchni w tym modelu amerykanie przeznaczą w 2018 r. 46 miliardów dolarów. To 82,5 proc. wszystkich budżetów na display. Do roku 2020 kwota ma urosnąć o kolejne 19 miliardów dolarów, z których większość powędruje do prywatnych startupów oraz platform PMP i DMP.

Również w Polsce programamatic cieszy się coraz większym zainteresowaniem reklamodawców. Wydatki na display urosną w 2018 r. o 5,4 proc rdr i wyniosą 460,3 mln dolarów, podczas gdy środki przeznaczone na zakup powierzchni reklamowej w modelu programmatic sięgną 193 mln dolarów, co oznacza wzrost o 91,2 proc. rdr — czytamy w raporcie „Global Data Market Size” opracowanym przez OnAudience.com z grupy Cloud Technologies.

Piotr Prajsnar – CEO Cloud Technologies
Piotr Prajsnar – CEO Cloud Technologies

Skuteczność kampanii realizowanych w modelu programmatic zależy od jakości posiadanych danych. Wykorzystując platformy DMP, które stosują uczenie maszynowe i analizują aktywność internautów w czasie rzeczywistym, marketerzy mogą nawet kilkukrotnie zwiększyć liczbę konwersji. Bez jakościowych danych targetowanie przypomina poszukiwanie zgubionego samochodu na parkingu w galerii handlowej – błądzi się wśród innych pojazdów nim trafi się na ten właściwy. Analityka Big Data pozwala trafiać do celu z niespotykaną dotąd precyzją i reagować na bieżącą aktywność użytkowników sieci – przekonuje Piotr Prajsnar, Prezes Zarządu Cloud Technologies, do której należy jedna z największych hurtowni anonimowych danych o Internautach na świecie oraz platforma DMP OnAudience.com.

Potwierdza to raport „Global Data Market Size”, z którego wynika, że globalne wydatki na dane w minionym roku wyniosły 13,5 mld dolarów, co oznacza niemal 40-procentowy wzrost rdr. W tym roku tempo wzrostu wciąż będzie imponujące i ma wynieść ponad 34 proc., a wartość rynku danych osiągnie 18,2 mld dolarów.

Również w Polsce apetyt na dane rośnie z zawrotną prędkością. W 2016 roku nad Wisłą dokonano zakupu cyfrowych informacji o Internautach za kwotę 2,2 mln dolarów. Jeśli spełnią się przewidywania analityków, to w tym roku wydatki na cyfrowe informacje sięgną już 30,4 mln dolarów. Daje to 1281-procentowy wzrost w stosunku do 2016 roku. W raporcie przeanalizowano 28 najważniejszych rynków świata, które łącznie generują około 90 proc. światowych wydatków na dane. Jest to pierwszy na świecie dokument przedstawiający globalne zestawienie w tym obszarze. Raport powstał na podstawie danych firmy Cloud Technologies oraz badań takich podmiotów jak eMarketer czy IAB Europe. Ten ostatni opublikował ostatnio badanie, z którego wynika, że wydatki marketerów, wydawców i twórców technologii na dane o internautach i rozwiązania oparte o ich analitykę wciąż rosną. Ponad 60 proc. respondentów przyznało, że w 2017 ich organizacja wydała na dane i powiązane z nimi usługi więcej niż w roku poprzedzającym. Z kolei ponad 80 proc. ankietowanych przewiduje dalsze wzrosty w roku 2018.

Dane robią różnicę

Rosnące znaczenie analityki Big Data i coraz większa świadomość w zakresie monetyzacji danych skłaniają firmy do wprowadzania modernizacji. – Data Driven Business to dużo więcej niż kolejny trend, o którym za chwilę wszyscy zapomną. Przetwarzanie danych i ich monetyzacja leżą u podstaw cyfrowej gospodarki, a w taką się właśnie stajemy. Przedsiębiorstwa cechujące się cyfrową dojrzałością wykorzystują analitykę danych w podejmowaniu decyzji biznesowych i generowaniu nowych strumieni przychodów. Funkcjonowanie na takim poziomie jest możliwe, gdy firma okiełzna dane generowane wewnętrznie i wykształci zdolność zestawiania ich z cyfrowymi informacjami pochodzącymi od jej partnerów oraz wolumenami Big Data. Dopiero takie połączenie pozwala na realizację kampanii digitalowych o najwyższych współczynnikach konwersji – zauważa Grzegorz Kosiński, Prezes Zarządu Audience Network, agencji specjalizującej się w data consultingu.

Podobnego zdania jest Maciej Sawa, Chief Commercial Officer w OnAudience.com. Według eksperta dane i ich analiza z wykorzystaniem uczenia maszynowego będą ważnym elementem zwiększania skuteczności kampanii w modelu programmatic. – Im więcej informacji o kliencie uzyska reklamodawca, tym efektywniejsze będą jego aktywności, a tym samym wzrośnie dynamika sprzedaży. Dlatego korzystanie z wielu źródeł danych i integracja 1st, 2nd i 3rd party data będą coraz bardziej popularne w nowoczesnych metodach prowadzenia kampanii online – przewiduje Maciej Sawa.

Nadchodzi fala ataków hakerskich V generacji. 97% firm nie jest przygotowanych

W najbliższym czasie cyberprzestępcy zmienią formę ataków sieciowych. Wielowektorowe kampanie, rozprzestrzeniające się bardzo szybko i na ogromną skalę to nowa fala ataków V generacji. Z badań firmy Check Point wynika, że 97% organizacji nie jest przygotowana do zabezpieczenia danych przed takimi działaniami hakerów, ponieważ korzystają ze starych systemów bezpieczeństwa.

genV

W samym regionie EMEA dynamika ataków ransomware podwoiła się z 28% w 2016 do 48% w 2017 roku. 20% firm padło ofiarą Fireballa, który na całym świecie zainfekował 250 milionów komputerów. Obecnie 59% firm na świecie najbardziej obawia się właśnie ataków ransomware – wynika z najnowszych analiz Security Report 2018 firmy Check Point.

Raport Bezpieczeństwa 2018 analizuje nowoczesne zagrożenia w różnych branżach, między innymi opieki zdrowotnej, wytwórczej i administracyjnej. Z raportu ponadto wynika, iż ponad 300 mobilnych aplikacji z popularnego Google Play zostało zarażone złośliwym oprogramowaniem, które pobrane zostało przez 106 milionów użytkowników na świecie. Co więcej, w 2017 roku praktycznie wszystkie (100%) urządzenia mobilne padły ofiarą ataków malware, natomiast coraz popularniejsze staje się również wykorzystanie cryptominerów, czyli nielegalnych koparek kryptowalut. Aby naprawić skutki ataków i przywrócić systemy do działalności operacyjnej firmy musiały poświęcić od 2 tygodni w skali roku!

77% menedżerów ds. bezpieczeństwa potwierdziło, że nie są odpowiednio przygotowani na odparcie tych nowoczesnych ataków (V generacji – przyp. red.), gdyż infrastruktury bezpieczeństwa ogromnej większości organizacji są przestarzałe -podkreśla Peter Alexander, kierownik działu marketingu firmy Check Point Software Technologies.

Analitycy Check Point zwracają uwagę na zagrożenie takich sektorów jak bankowość, handel i produkcja. W 2017 roku ponad 30% firm handlowych padło ofiarą ataków, w konsekwencji 20% klientów nie chciała ponownie skorzystać z usług ich oferty. W tym samym czasie 82% firm produkcyjnych i 32% instytucji rządowych utraciło dane w wyniku działań cyberprzestępców. Skala zagrożeń jest zatem ogromna – biją na alarm autorzy Security Report 2018.

– Raport prezentuje czytelny przegląd aktualnej sytuacji cyberbezpieczeństwa na świecie, w którym ataki V generacji stają się coraz częstsze – twierdzi Doug Cahill, dyrektor grupy i starszy analityk bezpieczeństwa internetowego w firmie Enterprise Strategy Group zajmującej się analizą rynku. – Żadna publiczna czy prywatna organizacja nie jest odporna; szpitale, zarządy miast i globalne korporacje są zagrożone, lecz 97% z nich nie jest odpowiednio wyposażona, by poradzić sobie z atakami V generacji, musi się to zmienić

Aktualna sytuacja fundamentalna giełdy amerykańskiej

Od początku 2018 roku jeden z najpopularniejszych indeksów na świecie, S&P 500 zanotował wzrost rzędu 10 procent. Aktualna hossa trwa już ponad dziewięć lat, dlatego warto spojrzeć na podstawowe wskaźniki indeksu S&P 500 oraz zadać pytanie, czy aktualne wzrosty mogą potrwać kolejne kilka lat?

S&P 500 – podstawowe wskaźniki wyceny

Zanim przejdziemy do indeksu S&P 500 warto spojrzeć na kapitalizację amerykańskiego rynku akcji w stosunku do PKB, jest to tzw. wskaźnik Buffeta.

cap to gdp

Źródło: Advisor Perspectives

Powyższy indeks pokazuje kapitalizację indeksu Wilshire 5000 w stosunku do gospodarki USA. Obecna wartość wskaźnika wskazuje, iż kapitalizacja indeksu jest o 38 procent większa niż cała gospodarka USA. Z kolei rekord został zanotowany w 2000 roku, gdzie wartość spółek była o 51 procent większa niż gospodarka USA.

Zatem po 18 latach giełda USA po raz kolejny wkroczyła w bardzo niebezpieczne rejony przewartościowania. Wskaźnik może zostań obniżony na dwa sposoby. Pierwszym z nich będzie spadek cen akcji, co zmniejszy wartość spółek w stosunku do PKB. Z kolei drugi jest o wiele trudniejszy, gospodarka USA przyspieszy i będzie rosnąć szybciej niż wycena akcji.

Spoglądając tylko na ten wskaźnik możemy dojść do wniosku, że na chwile obecną amerykańska giełda jest bardzo przewartościowana.

Cena do zysku

Przechodząc do samego indeksu S&P 500 wycena spółek również znalazła się na bardzo wysokim poziomie. Wskaźnik P/E wynosi 22, natomiast 5 oraz 12 letnia średnia wynoszą odpowiednio 19 oraz 17. Natomiast powyżej pułapu 17 mamy do czynienia z bardzo drogimi akcjami. Pomimo wzrostu notowań indeksu analiza fundamentalna się nie zmieniła, akcje dalej pozostają drogie i aktualnie znajdują się na przewartościowanym poziomie.

S&P 500 Trailing 12 moth

Źródło: Factset

Stopy procentowe

Rezerwa Federalna w dalszym ciągu podwyższa stopy procentowe i nie zamierza zaprzestać. Jeżeli jednak obawiamy się, że prześpimy wyprzedaż na rynku akcji to niekoniecznie. W trakcie ostatnich dwóch cykli zacieśniania monetarnego nie doszło do wyprzedaży amerykańskich akcji. Wzrost stóp procentowych nie może być rozpatrywany bez inflacji, jednak kiedy dochodziło do mocniejszej przeceny?

stopy procentowe SP500

Źródło: Bloomberg

Prawdziwa wyprzedaż przychodziła razem z obniżką stóp procentowych. Dlaczego? Obniżka stóp procentowych sugeruje kilka rzeczy. Po pierwsze spadającą inflację oraz spowolnienie gospodarczej. Spowolnienie gospodarcze wywołuje szereg negatywnych czynników w gospodarce, a to wszystko przekłada się na spadek inflacji spowodowanym spadkiem zamówień na dobra trwałe, spadkiem wynagrodzeń oraz wzrostem bezrobocia.

Oprócz tego obniżka stóp procentowych jest swoistym sygnałem Rezerwy Federalnej dla inwestorów, że gospodarka ma się źle i po raz kolejny wkraczamy w obniżki stóp procentowych. Zatem potwierdzeniem przyszłej bessy może być obniżka stóp procentowych, a nie sama kontynuacja zacieśniania monetarnego.

Dział Analiz Admiral Markets

Czy grozi nam globalny kryzys?

Końcówka 2017 roku na rynkach finansowych całego świata przyniosła sporo zamieszania. Po dwóch latach pełnych wzrostów notowań na nowojorskiej giełdzie, nastąpiło nieoczekiwane załamanie. Można to odczuć także w Europie, wskaźniki aktywności finansowej PMI od miesięcy wskazują znaczące spadki, a ich tempo jest szybsze niż przewidywali analitycy. Czy zbliża się kolejny globalny kryzys?

Eksperci już od jakiegoś czasu wskazują na czarne chmury zbierające się nad rynkami finansowymi i coraz bardziej otwarcie mówią o zbliżającym się kryzysie. Podczas ostatniej konferencji European Executive Forum „Technologia – Innowacje – Inwestycje”, polscy i zagraniczni eksperci z zakresu nauki, biznesu i polityki poruszyli ten problem i rozmawiali o przyszłości europejskiej gospodarki. Jednym z gości specjalnych wydarzenia był Sony Kapoor, specjalista w dziedzinie makroekonomii sektora finansowego, który także przewiduje załamanie rynku. Czy dojdzie do kolejnego kryzysu? Oczywiście. Historia pełna jest kryzysów finansowych i gospodarczych, które mają miejsce co 10, 20, 30 lat. Pytanie brzmi raczej jak duży będzie to kryzys, kiedy się wydarzy i jaka będzie na niego reakcja – wyjaśnia Sony Kapoor – Dyrektor think tanku Re-Define.

Jakie są realne szanse na to, że kryzys jednak się pojawi?

Według eksperta, Europa jest obecnie w fazie gigantycznych zmian, co faktycznie może mieć wpływ na pojawienie się niestabilności gospodarczej. Zdolność podatkowa i fiskalna rządów europejskich jest aktualnie znacznie mniejsza niż w 2008 roku, ponieważ od tamtego czasu w strefie euro powstał dług w wysokości około 30% PKB. Co więcej, w roku 2008 stopy procentowe były wysokie, dzięki czemu banki centralne mogły je obniżać i stymulować gospodarkę. Obecnie stopy procentowe są już tak niskie, że nie ma miejsca na cięcia. W 2008 polityka była też mniej populistyczna i bardziej centrowa – dodaje Sony Kapoor.

O ile są spore szanse, że kryzys na rynkach nie pojawi się w tym roku, to jednak zgodnie z opinią eksperta powinniśmy się go obawiać bardziej, niż poprzednich. Aktualnie jest znacznie mniej przestrzeni monetarnej, fiskalnej i politycznej, aby zareagować na kryzys finansowy, gdyby do niego doszło. Prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu w najbliższym czasie jest niskie, jednak może być on o wiele bardziej niebezpieczny, ponieważ nie mamy odpowiednich narzędzi, aby zareagować.

Czy grozi nam kryzys, jaki miał miejsce w 2008 roku?

Ogólnoświatowy kryzys z lat 2008-2009, pomimo, że rozpoczął się w Stanach Zjednoczonych, to jednak miał wpływ na gospodarki większości krajów. Czy istnieje szansa, że tym razem kryzys uda się ominąć lub chociaż zminimalizować jego wpływ? Jeżeli do kryzysu dojdzie za 10 lat, być może będziemy mieli czas na poprawę bilansów państw i zmniejszenie długów, podwyższenie stóp procentowych, wzmocnienie gospodarek – wtedy będziemy w stanie skutecznie reagować. Jeżeli kryzys wydarzy się jutro, będziemy w znacznie poważniejszych tarapatach – podsumowuje Sony Kapoor.

Twitterowa makroekonomia

Rynki w Europie otrząsają się z lekkiej awersji do ryzyka, jaka oplotła handel w Azji, a bez eskalacji konfliktu syryjskiego łatwiej jest wrócić do optymizmu. Na FX słabszy jest USD i NZD, silny GBP, EUR i PLN, choć bez większych emocji. Zgodny z oczekiwaniami odczyt PKB Chin przeszedł bez echa. Dziś przed dnami dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii, niemiecki ZEW i produkcja przemysłowa z USA.

Ostatnie 24 godziny nie przyniosły kontynuacji napięć geopolitycznych dotyczących weekendowych nalotów rakietowych na Syrię, więc dla rynków oznaczało to zielone światło, by powrócić do optymistycznego handlu. Tymczasem konto twitterowe prezydenta USA Donalda Trumpa nie pozostało milczące. Trump wprowadził w konsternację wiadomością, że Rosja i Chiny „rozgrywają grę na dewaluację kursową”, w czasie gdy USA podnoszą stopy procentowe i jest to „nieakceptowalne”. Konsternacja nie wynikała z obaw o nowy rozdział wojen handlowych/walutowych, ale z faktu, że treść tweeta jest pozbawiona sensu. Po pierwsze od czasu zaprzysiężenia Trumpa w styczniu 2017 rosyjski rubel i chiński juan zyskiwały do dolara, więc jeśli Moskwa i Pekin są zaangażowane w sztuczne zaniżanie wartości swojej waluty, to robią to źle. Po drugie, co mogło przykuć uwagę Trumpa, to silne osłabienie rubla w ubiegłym tygodniu, które jednak nie miałoby miejsca, gdyby USA nie ogłosiły świeżych sankcji na rosyjskie spółki, co uruchomiło lawinową ucieczkę kapitału z rosyjskiej giełdy. Po trzecie, Trump przeczy własnemu Departamentowi Skarbu, który w opublikowanym w piątek raporcie stwierdził, że żaden z partnerów handlowych USA nie manipuluje swoim kursem. Wreszcie po czwartek, kompletnie bez sensu jest oskarżenie, że Rosja i Chiny wykorzystują fakt, że Fed podnosi stopy procentowe. Zapewne doradcom prezydenta Trumpa gdzieś umknęło, że zacieśnianie monetarne jest możliwe dzięki ekspansywnej polityce fiskalnej. Uspokajające jest, że inwestorzy potrafią odfiltrować populizm z twitterowego przekazu Trumpa, a wczorajszy brak reakcji jest tego dobrym dowodem.

Pozostajemy w generalnie pozytywnym klimacie, choć spora część rynku walutowego czeka na ważne wydarzenia w dalszej części tygodnia. Dziś test czeka brytyjskiego funta. Dynamika wynagrodzeń (bez bonusów) na 2,8 proc. r/r może w końcu wyjść ponad stopę inflacji (2,7 proc.). Byłby to pierwszy raz od stycznia 2017 r., co podkreśliłoby, że presja płacowa nabiera tempa i może przejąć od efektu kursowego rolę determinanta trendów cenowych. Silny odczyt powinien przesądzić o podwyżce stopy procentowej BoE w maju i wpisywać się w generalnie pozytywny sentyment, jaki w ostatnich dniach zbudował się wokół GBP.

Niemiecki indeks ZEW może dalej obniżać swoje poziomy, gdyż obawy o napięcia handlowe z USA oraz pogorszenie warunków finansowych mogą ciążyć na nastrojach analityków i ekonomistów. Podczas gdy indeks nie mówi wiele o faktycznym stanie gospodarki (lepszym barometrem jest indeks Ifo), tak kolejny słaby odczyt będzie wzmacniał sceptycyzm względem EUR.

W USA produkcja przemysłowa ma wzrosnąć o 0,3 proc., ale dane te cechują się dużą zmiennością. Jak pokazał jednak wczorajszy raport o sprzedaży detalicznej, USD w małym stopniu śledzi dane. Po południu mamy też serię wystąpień przedstawicieli Fed: Williams, Quarles, Harker, Evans i Bostic.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Eesti Energia wchodzi na szwedzki rynek energii elektrycznej

Eesti Energia, największy wytwórca energii elektrycznej w krajach bałtyckich, rozpoczyna sprzedaż energii elektrycznej w Szwecji za pośrednictwem spółki Enefit. Oferta kierowana do gospodarstw domowych oraz do przedsiębiorstw będzie opierać się o rozwiązania cyfrowe oraz proste i elastyczne umowy usprawniające zarządzanie zużyciem energii elektrycznej. Szwecja jest już szóstym rynkiem w Europie, na którym Eesti Energia sprzedaje energię elektryczną.

 – Wspólny nordycko-bałtycki rynek energii elektrycznej umożliwia poszerzenie działalności również o Szwecję, której mieszkańcy w porównaniu do innych państw w Europie, bardzo często zmieniają sprzedawców energii. Ponadto, Szwedzi są bardzo otwarci na nowe i innowacyjne usługi, a ich zainteresowanie nowymi graczami na rynku jest dużepowiedział Hando Sutter, prezes zarządu Eesti Energia. 

Oferta Enefit w Szwecji opiera się o rozwiązania cyfrowe, takie jak przyjazny dla użytkownika proces sprzedaży cyfrowej i aplikacja mobilna, która pozwala klientom wykorzystać swoje smartfony do lepszego zarządzania zużyciem energii elektrycznej. Dzięki takiemu rozwiązaniu Estończycy zdołali zmniejszyć rachunki za prąd o 15%.  

– W Estonii właściwie wszystkie usługi funkcjonują już na poziomie cyfrowym. Wybory parlamentarne odbywają się u nas online, a zagranicznym przedsiębiorcom funkcjonującym na estońskim rynku przyznajemy e-obywatelstwo. Jako jedni z pierwszych na świecie przenieśliśmy w sferę cyfrową odczyt energii elektrycznej. Bardzo mocno wierzymy w cyfryzację i jej pozytywny wpływ zarówno na codzienne życie konsumentów, jak i konsumpcję energii elektrycznej. W tym obszarze, szwedzki rynek jest na bardzo wysokim poziomie zaawansowania. Stale jednak pracujemy nad rozwiązaniami, które do tego rozwoju również mogą się przyczynićdodaje Sutter.

Oprócz usług cyfrowych, Enefit w Szwecji skupi się również na zaawansowanej obsłudze klienta opartej o doradztwo przy wyborze odpowiedniej umowy, oferując m.in. zarządzenie strategią zakupu energii elektrycznej klientom korporacyjnym. W przypadku klientów indywidualnych, Enefit na pierwszym miejscu postawi na szwedzkie rodziny. Klienci indywidualni będa mieć możliwość zawarcia nowej umowy przy użyciu telefonu komórkowego. Oprócz doradztwa przy podejmowaniu decyzji, Enefit udostępni również nowoczesną metodę płatności, która umożliwi wyrównanie miesięcznych kosztów energii elektrycznej w ciągu roku. Takie rozwiązanie ma pozwolić gospodarstwom domowym na jeszcze większą kontrolę wydatków.

Rosnąca pozycja w regionie

Wejście na szwedzki rynek to element strategii Eesti Energia, zakładającej przejście z roli dostawcy energii elektrycznej w krajach bałtyckich do sprzedawcy i dostawcy tych usług w regionie Morza Bałtyckiego. Obecnie Eesti Energia prowadzi sprzedaż energii elektrycznej w Estonii, Polsce, na Łotwie i Litwie oraz od marca br. w Finlandii.

Lepiej kupić własne M, czy też postawić na bardziej elastyczny wynajem?

Zakończenie programu wsparcia Mieszkanie dla Młodych oraz nabierający kształtów rządowy projekt Mieszkanie Plus skłania wielu Polaków do zadania sobie ważnego pytania: wynajmować, czy zakupić własne M? Która opcja opłaca się najbardziej? Z jakim ryzykiem powinniśmy się liczyć? Na co najczęściej stawiają Polacy? Na te i inne pytania odpowiadają eksperci z firmy OPG Property Professionals.

Jak wynika z danych Eurostatu[1], blisko 84% Polaków posiada mieszkanie lub dom na własność. To jeden z najwyższych wskaźników na terenie zjednoczonej Europy. Tak silną potrzebę posiadania można tłumaczyć na kilka sposobów, a niebagatelną rolę odgrywają tutaj kwestie psychologiczne. Po pierwsze, zakup własnych czterech kątów zapewnia poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji życiowej, dla wielu z nas oznaczając symboliczny moment wejścia w dorosłość.

Prawdopodobnie nie bez znaczenia pozostają także wspomnienia poprzedniego ustroju, który ogólnie rzecz ujmując, nie sprzyjał pojęciu własności. Wniosek ten zdają się uzasadniać liczby. Niecała połowa Niemców i blisko 40% Austriaków mieszka w lokalach wynajmowanych; obok Polski, największy odsetek ludności zamieszkującej lokale własnościowe przypada na Rumunię, Litwę, Słowację i Węgry, a więc byłe republiki Bloku Wschodniego.

Oczywiście, kwestią kluczową pozostaje rachunek ekonomiczny. Co bardziej opłaca się dziś Polakom – zakup czy wynajem mieszkania?

Zakup mieszkania a kwestie ekonomiczne

Popyt na mieszkania zależy od trzech podstawowych czynników: średniego poziomu dochodów, cen nieruchomości oraz dostępności kredytów hipotecznych. Jak wynika z informacji NBP, od pięciu lat rosną pensje Polaków, co zwiększa ich zdolność konsumpcyjną, także na rynku mieszkaniowym. Ceny lokali, pomimo wzmożonej aktywności deweloperów, utrzymują się na względnie stabilnym poziomie, a ewentualne podwyżki mieszczą się w marginesie inflacji.

Zdaniem Tomasza Jęczkowskiego, analityka z biura sprzedaży inwestycji ART MODERN, kwestią kluczową przy zakupie własnego M pozostaje koszt kredytu hipotecznego. A ten prezentuje się dziś nader korzystnie. – Minęły już 3 lata, odkąd mamy w Polsce najniższe w historii stopy procentowe, a to zachęca inwestorów do podjęcia zobowiązania hipotecznego. Z uwagi na zrównoważoną inflację oraz utrzymującą się, pozytywną dynamikę zarobków i konsumpcji, ewentualnych podwyżek można spodziewać się dopiero na początku, a być może nawet pod koniec przyszłego roku – wyjaśnia.

Jak wskazują eksperci, kiedy do wzrostu stóp procentowych w końcu dojdzie, nie powinien on znacząco wpłynąć na stan budżetu kredytobiorców. – Przewidujemy, że wzrost oprocentowania kredytów mieszkaniowych o 25 punktów bazowych spowoduje podwyższenie równej raty kredytu o około 20-50 zł. Dlatego też wysokość comiesięcznego zobowiązania, spłacanego przez ponad 20 lat, będzie niższa od standardowych stawek najmu w polskich miastach. Na koniec zostajemy zaś z mieszkaniem, którym możemy swobodnie dysponować i które może być naszą wieloletnią inwestycją – dodaje Tomasz Jęczkowski.

Wynajem popularny, ale coraz droższy

Niskie stopy procentowe z jednej strony oznaczają tańsze kredyty, z drugiej – mniej korzystne oprocentowanie na lokatach bankowych, co wielu inwestorów skłania do poszukiwania alternatywnych metod na ulokowanie swoich środków. W ostatnich latach sporo mówi się o rynku mieszkań na wynajem. Kuszeni wysokimi stopami zwrotu i rosnącym zapotrzebowaniem na mieszkania, Polacy coraz częściej wolą zainwestować swoje oszczędności w nieruchomości, niż trzymać je w banku. Na sytuację reagują również deweloperzy, którzy powoli wprowadzają na rynek stosunkowo nowy w naszym kraju format, jakim są całe osiedla „do wynajęcia”.

Każdy układ ma jednak dwie strony. Michał Styś, szef firmy doradczej OPG Property Professionals zwraca uwagę na fakt, że właściciele mieszkań mogą dziś relatywnie łatwo znaleźć najemcę, a to pozwala im na dyktowanie wyższych stawek. – Landlord może podnieść czynsz, bo wie, że szybko znajdzie chętnych na przykład wśród pracowników dużych centrów outsourcingowych, których w miastach przybywa – wyjaśnia. – Rodzinom, które zarabiają zbyt mało, aby uzyskać kredyt mieszkaniowy, lecz zbyt dużo, by starać się o lokal komunalny lub socjalny, z pomocą powinien przyjść program Mieszkanie Plus. Nie są to typowi odbiorcy rynku pierwotnego, dlatego lokale państwowe nie powinny kolidować z interesami inwestorów – dodaje ekspert OPG.

Początek tygodnia jeszcze z mocniejszym złotym

Czynniki lokalne powinny powstrzymywać pole do istotnego wzrostu rentowności obligacji skarbowych w Polsce. Spadek awersji do ryzyka wspiera euro i złotego. Przy EURUSD powracającym pod 1,24 kurs EURPLN zszedł do 4,15. Przestrzeń do dalszej aprecjacji złotego wydaje się ograniczona.

Rynek walutowy i stopy procentowej

EURPLN spadł do 4,15. Po piątkowej decyzji agencji S&P o podniesieniu perspektywy dla ratingu Polski na poziomie BBB+ do pozytywnej i przy umacniającym się euro do dolara, popyt na złotego nadal utrzymywał się. W poniedziałek kurs EURUSD powrócił pod 1,24 po tym jak wzrósł apetyt na ryzyko dzięki złagodzeniu napięć geopolitycznych (rynek liczy, że temat eskalacji konfliktu wokół Syrii został na jakiś czas zamknięty, po tym jak koalicyjny atak na cele Assada nie spotkał się z kontruderzeniem Rosji, której reakcja ograniczyła się na razie do słownych deklaracji). Choć niskie już notowania EURPLN oraz perspektywa publikacji słabszych krajowych danych makro (wspierających oddalającą się perspektywę podwyżek stóp w Polsce) mogą ograniczać silniejsze wzrosty naszej waluty, nie przeszkodziły jednak w zejściu kursu EURPLN do wspomnianych 4,15.

W poniedziałek NBP opublikował dane o inflacji bazowej za marzec. Jak można było się spodziewać raport pokazał spadek indeksu z 0,8% r/r do 0,7% co częściowo wpłynęło na niski roczny 1,3% wzrost wskaźnika cen konsumpcyjnych. Dane nie znalazły jednak odzwierciedlenia w notowaniach złotego, który pozostawał wczoraj pod wpływem czynników globalnych osłabiających dolara.

Na rynku stopy procentowej kontynuowane były wzrosty rentowności polskich obligacji skarbowych. Obserwowane od piątku spadki cen obligacji nie wiążą się z istotną zmianą nastawienia ze strony inwestorów w stosunku do polskich papierów, gdyż krzywa dochodowości wciąż znajduje się blisko 10pb wyżej niż na początku miesiąca. Czynnikiem, który przemawiał ze spadkiem cen instrumentów dłużnych była realizacja zysków przez inwestorów, zwłaszcza w przypadku dłuższych tenorów, gdzie papiery są nadal notowane około 50pb niżej niż na początku lutego tego roku. W najbliższych tygodniach pole do istotnego przesunięcia się krzywej dochodowości w Polsce powinno być ograniczone w związku z ostatnim spowolnieniem inflacji oraz towarzyszącym mu gołębim stanowiskiem RPP. Dodatkowo wciąż utrzymuje się dobra sytuacja budżetowa, gdzie według informacji Jacka Sasina z KPRM po pierwszym kwartale wciąż obserwowana była nadwyżka w budżecie centralnym.

Na globalnych rynkach dłużnych wobec braku publikacji ważniejszych danych uwaga koncentrowała się na wydarzeniach geopolitycznych. Jednak nie był obserwowany istotny zwrot w stronę aktywów bezpiecznej przystani, co prowadziło do odbicia rentowności obligacji w USA. Jednak pomimo przesunięcia się w górę krzywej UST, nadal pozostaje ona bardzo płaska, gdyż notowania papierów 2-letnich zbliżyły się do 2,40% a ich spread do papierów 10-letnich to obecnie mniej niż 50pb.

W weekend połączone siły USA, Francji i Wielkiej Brytanii dokonały serii nalotów na cele wojskowe w Syrii związane z bronią chemiczną zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami. Przeciwko działaniom USA i sojuszników opowiedziała się Rosja wskazując na poważne naruszenie Karty ONZ i zasad prawa międzynarodowego i jednoczesnej sugerując, że „świat będzie świadkiem chaosu, jeżeli atak na Syrię powtórzył się”. Ryzyko eskalacji konfliktu politycznego „wisi więc w powietrzu” dosłownie i w przenośni. Do tego na ten tydzień administracja Trumpa zapowiedziała uszczegółowienie nowego planu taryfowego przeciwko Chinom (wcześniej zapowiadanego na kwotę 100mld USD). Stąd, w najbliższych dniach powrót awersji wobec aktywów ryzykownych jest więc jak najbardziej możliwy.

Ponadto, w bieżącym tygodniu opublikowana zostanie seria danych sfery realnej gospodarki polskiej. Z uwagi na wysokie bazy odniesienia oraz negatywne efekty kalendarzowe oczekuje się niższej dynamiki produkcji przemysłowej i budowlanej oraz wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw. Słabsze dane nie będą wspierać złotego, umacniając dotychczasową linię RPP, czyli odsuwać perspektywę podwyżek stóp NBP. Ponieważ decyzja S&P jest już raczej cała w notowaniach złotego, stąd patrząc ogólnie w perspektywie tygodnia na pogłębianie spadku EURPLN może nie być dużo miejsca. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to przejście notowań w fazę stabilizacji, bądź ewentualnie łagodnej korekty (2-3 groszowej) w przypadku pogorszenia sentymentu globalnego.Początek tygodnia jeszcze z mocniejszym złotymAutorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

e-Pity – sprawdź czy to bezpieczne

Przemysław Gąsiorowski, ochrona danych osobowych i bezpieczeństwo informacji, ODO 24
Przemysław Gąsiorowski, ochrona danych osobowych i bezpieczeństwo informacji, ODO 24

Nieubłaganie zbliża się termin składania corocznych zeznań podatkowych. Warto jednak zrobić to wcześniej, zwłaszcza że dokumenty potrzebne do wypełnienia deklaracji, powinniśmy otrzymać od pracodawców już w lutym. Pamiętajmy, że im szybciej się rozliczymy, tym szybciej możemy liczyć na zwrot nadpłaconego podatku. Polacy coraz chętniej korzystają z możliwości składania swoich zeznań przez Internet (jak podaje Ministerstwo Finansów do końca 2017 roku w formie elektronicznej złożonych zostało ponad 68 mln dokumentów). Dzięki e-Pitom można zaoszczędzić czas rezygnując z kalkulatora i żmudnych wyliczeń. Jednak czy wszystkie dostępne aplikacje są bezpieczne?

Rozwój e-Pitów w Polsce

Od 2009 roku w Polsce stało się możliwe rozliczanie przez Internet. Jednak na samym początku było to stosunkowo trudne ze względu na różne wymagania np. posiadanie bezpiecznego podpisu elektronicznego czy zaświadczenia od naczelnika Urzędu Skarbowego. Z upływem czasu korzystanie z e-Pitów stało się łatwiejsze. Obecnie wystarczy pobrać odpowiednią aplikację, wypełnić wybrany formularz i wysłać. Niestety ma to również swoje złe strony. Okazuje się, że internetowe deklaracje przyciągają nie tylko podatników, ale również cyberprzestępców.

Coraz więcej firm udostępnia aplikacje lub platformy online do złożenia elektronicznego zeznania zachęcając użytkowników do skorzystania z ich usług. Warto jednak wybrać sprawdzone i polecane rozwiązania, np. te oferowane przez ministerstwo finansów www.szybkipit.pl które zapewnia odpowiedni poziom ochrony naszym danym osobowym – mówi Przemysław Gąsiorowski, ochrona danych osobowych i bezpieczeństwo informacji, ODO 24.

Jak nie dać się oszukać

Chcąc mieć pewność, że bezpiecznie rozliczymy nasz PIT i nasze dane nie zostaną wykorzystane przez osoby nieupoważnione, musimy przede wszystkim skorzystać z programu  z odpowiednimi zabezpieczeniami.

Niestety nasze dane osobowe są łakomym kąskiem dla cyberprzestępców, którzy wymyślają coraz to nowe metody na uzyskanie informacji, które następnie mogliby wykorzystać np. do kradzieży naszej tożsamości.

Najpopularniejszymi sposobami na oszukanie podatnika są:

  • Fałszywe strony internetowe. Są one niemal identyczne jak witryny, dzięki którym możemy wypełnić odpowiednią deklarację, jednak zamiast wysłać swoje informacje – jak w przypadku prawdziwego e-Pitu – do Ministerstwa Finansów, przekazujemy je wprost do hakera;
  • Aplikacje z wirusem. Kolejną popularną metodą stosowaną przez cyberoszustów jest wykorzystywanie fałszywego programu. Użytkownicy pobierając go na komputer nieświadomie instalują wirusa, który następnie przechwytuje wszystkie dane osobowe i co gorsza, zapisane hasła;

Jeżeli już zdecydowaliśmy się na internetowe rozliczenie z urzędem skarbowym, warto również sprawdzić dostępne w Internecie opinie o wybranym programie.

Ponadto należy pamiętać, aby podczas składnia elektronicznego zeznania podatkowego korzystać z zabezpieczonego Wi-Fi. Zaoszczędzimy dzięki temu swój czas i nerwy. Publiczne sieci mogą narazić nas na wiele niebezpieczeństw, w tym na wykorzystanie danych w celach niezgodnych z prawem. Warto również zadbać o aktualny program antywirusowy na komputerze, który posiada rozszerzenie na strony internetowe. Ostatnim, ale równie ważnym zabezpieczeniem jest szyfrowany dysk naszego komputera. Nawet program antywirusowy nie pomoże jeśli nasze rozliczenie będziemy przechowywać na dysku do którego, w momencie zgubienia bądź kradzieży, każdy ma dostęp. Dzięki temu dane będą bezpieczne i ryzyko kradzieży danych ograniczymy do minimum – podsumowuje Przemysław Gąsiorowski, ochrona danych osobowych i bezpieczeństwo informacji, ODO 24.

Dziś w centrum uwagi

  • Marcowe dane z Chin przypieczętowały solidny obraz gospodarki w 1q18. Wzrost PKB utrzymał się na poziomie 6,8% r/r. W strukturze widać relatywnie lepszą kondycje popytu wewnętrznego (sprzedaż detaliczna) niż zagranicznego (produkcja przemysłowa), co jest zgodne z prowadzoną przez władze polityką gospodarczą. Chińskie PKB może stopniowo spowalniać zważywszy na osłabienie globalnego popytu (i działania USA) oraz hamowanie cyklu kredytowego.
  • Dane o produkcji przemysłowej z USA powinny potwierdzić pozytywny obraz amerykańskiego przetwórstwa jaki wyłania się z badań nastrojów firm.
  • Kwietniowy odczyt indeksu ZEW może pokazać dalszy jego spadek na fali słabnących oczekiwań potwierdzając, że niemiecka gospodarka minęła szczytowy punkt cyklu koniunkturalnego.
  • Dane z brytyjskiego rynku pracy pokażą kontynuację wzrostu wynagrodzeń wskazując na potencjał do odbicia konsumpcji.
  • Wystąpienia publiczne członków FOMC: R. Quarlesa, P. Harkera i Ch. Evansa powinny się wpisać w dotychczasową narrację Komitetu (z wyjątkiem ostatniego) o wzroście prawdopodobieństwa osiągnięcia przez inflację celu.

Przegląd wydarzeń:

Inflacja bazowa spadła w marcu do 0,7% r/r z 0,8% r/r w lutym (spadek o 0,19pp.), tj. najniższego poziomu od roku. Spadły wszystkie miary inflacjibazowej, a do ich obniżenia przyczynił się cały szereg kategorii (od ubezpieczeń, przez detergenty oraz leki, po usługi transportowe i turystykę zorganizowaną). Odczyt pokazuje, że rosnące napięcia na rynku pracy (w tym rosnące wynagrodzenia) nie przekładają się (póki co) na procesy inflacyjne. Pozostajemy jednak przy dotychczasowej prognozie, że inflacja bazowa będzie rosnąć w kolejnych miesiącach (do powyżej 1,5% w 4q18), a do czynników wspierających jej wzrost (obok rynku pracy) zaliczamy również zmiany metodyczne w kategorii odzież i obuwie.inflacja

Pomimo solidnego wzrostu sprzedaży detalicznej w USA w marcu, dane sugerują, że w całym kwartale wzrost konsumpcji spowolnił z 4,0% k/k saar w 4q17. Marcowy odczyt został podbity przez sprzedaż samochodów, ale nawet bez tej kategorii wzrost był silny. Dane miesięczne wskazują na narastający impet konsumpcji, która jest wspierana przez ostatnie cięcia podatkowe i rozgrzany rynek pracy. Wzwiązku z tym oczekujemy, że po słabszym 1q18 kolejne kwartały pokażą jej rosnącą kontrybucję do PKB.

J. Sasin poinformował, że budżet państwa odnotował nadwyżkę po 1q18.

Autor/Źródło: Centrum Analiz PKO Bank Polski

Browar Jastrzębie S.A. chce wejść w 2018 r. na rynek NewConnect

Browar Jastrzębie S.A., Spółka działająca w branży piwowarskiej, zamierza zadebiutować w 2018 r. na rynku NewConnect. Spółka liczy, że wejście na alternatywny rynek umożliwi jej realizację planów rozwoju oraz pozwoli na umacnianie pozycji rynkowej.

Browar Jastrzębie S.A. to spółka założona w 2017 r., która planuje zrealizować  inwestycję polegającą na budowie browaru rzemieślniczego, wykorzystując do tego posiadany majątek, m.in. nieruchomość, prawa własności technologii produkcji piwa oraz projektu wykonania instalacji technologicznej, a także wypracowany know-how. Po zakończeniu budowy browaru, co ma nastąpić w 2 kw. 2019 r., Emitent rozpocznie produkcję wysokogatunkowego piwa na zlecenie browarów kontraktowych oraz pod marką własną. Zarząd Browaru Jastrzębie S.A. oczekuje, że dzięki upublicznieniu Spółki na rynku NewConnect będzie ona mogła efektywnie realizować założenia przyjętej strategii rozwoju i budować swoją rozpoznawalność zarówno wśród inwestorów, jak i potencjalnych partnerów biznesowych oraz klientów.

„Rynek NewConnect stwarza możliwość pozyskania kapitału przez perspektywiczne spółki, które posiadają dobrze skonstruowany model biznesowy. Liczymy, że dzięki wejściu na alternatywny rynek będziemy mogli uwiarygodnić naszą spółkę oraz budować pozycję rynkową poprzez jeszcze lepszą transparentność. To z kolei powinno pozytywnie wpłynąć na naszą współpracę z kontrahentami oraz z innymi browarami.” – ocenia Piotr Piekarski, Prezes Zarządu Spółki Browar Jastrzębie S.A.

Strategia rozwoju Spółki zakłada przede wszystkim oferowanie na rynku produktów i usług wysokiej jakości. Działalność Browaru Jastrzębie S.A. będzie skoncentrowana na produkcji i sprzedaży piwa, ze szczególnym uwzględnieniem dwóch segmentów biznesowych: produkcji piwa na zlecenie browarów kontraktowych oraz produkcji i sprzedaży wysokogatunkowego piwa pod marką własną. Uzupełnieniem tych obszarów biznesowych będzie także oferowanie przez Emitenta innowacyjnych rozwiązań sprzedażowych, np. współtworzenie krótkich serii piwa wraz ze społecznością – klientów końcowych oraz nabywców kontraktowych, a także tzw. „kooperatywa piwna”. Głównymi kanałami dystrybucyjnymi piwa marki własnej będzie jego sprzedaż poprzez małe sklepy, sklepy specjalistyczne, hurtownie rzemieślnicze oraz segment HoReCa, m.in. puby i restauracje. Browar Jastrzębie S.A. zamierza w strategii marketingowej swoich produktów podkreślić przede wszystkim ich regionalne i rodzime pochodzenie oraz naturalność, wyselekcjonowane surowce, a także powolny i unikalny proces produkcji. Duże znaczenie w komunikacji będzie miało również wykorzystanie twarzy piwowara jako elementu wpływającego pozytywnie na wiarygodność.

„Naszym głównym celem jest zbudowanie silnej marki oraz stworzenie własnego piwa. Będzie to oczywiście długotrwały proces, dlatego w początkowym etapie funkcjonowania browaru będziemy sprzedawali wolne moce produkcyjne browarom kontraktowym. Nastawiamy się głównie na współpracę z małymi sklepami, bowiem analizy rynkowe wskazują, że odpowiadają one za bardzo wysoki udział w sprzedaży piwa ogółem. Dodatkowo, piwo rzemieślnicze nie jest tak trwałe jak koncernowe, więc ważnym czynnikiem jest również duża rotacja. W naszym planie marketingowym chcemy się skoncentrować na bezpośrednim dotarciu do klientów.” – zakończył Prezes Piekarski.

Na koniec stycznia 2018 r. kapitały własne Emitenta wynosiły ponad 4,69 mln zł. Browar Jastrzębie S.A. podpisał już także kilka listów intencyjnych z podmiotami zainteresowanymi nawiązaniem długoterminowej współpracy w zakresie wykorzystania mocy produkcyjnych Spółki do świadczenia usług warzenia piwa na zlecenie.

Polscy eksporterzy wychodzą poza Strefę Euro – czas na USA i Azję

Polscy eksporterzy korzystają z dobrego otoczenia gospodarczego na rynkach światowych. Obserwujemy przyspieszenie globalnego wzrostu gospodarczego do poziomu 3,1 proc. w ubiegłym roku, oraz 3,2 proc. w 2018. Dla nas najważniejsze jest jednak to, co dzieje się w Strefie Euro, która jest głównym odbiorcą polskiego eksportu. Wskaźniki koniunktury są zadowalające – tutaj wzrost gospodarczy przyspieszył do 2,4 proc., co stanowi najlepsze tempo od 10 lat. Tegoroczny wynik przewidywany jest na poziomie 2,2 proc. – nadal dobry jak na rozwinięte gospodarki. Polska jest zaangażowana w tzw. międzynarodowe łańcuchy dostaw, współpracując blisko z innymi państwami. Dostarczamy półprodukty i komponenty do produkcji i eksportu wielu innych gospodarek, m.in. niemieckiej.Dla polskiego eksportu atrakcyjnym kierunkiem są także rynki azjatyckie. Prognozy mówią, że w najbliższych latach takie kraje, jak Chiny i Indie – ale i mniejsze gospodarki w Azji, jak Wietnam – będą rozwijać się w dosyć szybkim tempie.

– Polscy eksporterzy nie korzystają tylko z popytu płynącego ze Strefy Euro. Zwiększają swoją obecność także na innych rynkach – odległych i egzotycznych. Obecnie jednym z 10 głównych partnerów handlowych Polski są Stany Zjednoczone – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Ich obecna polityka może jednak stanowić zagrożenie dla eksporterów. Ostatnio wprowadzone cła na stal i aluminium nie dotkną w szczególny sposób naszego kraju, ponieważ nie eksportujemy dużej ilości tych produktów. Obawy budzi ewentualny wybuch typowych wojen handlowych, czyli wprowadzenie działań odwetowych przez inne kraje, także Unię Europejską. Możliwe jest też wprowadzenie ceł na kolejne produkty przez Stany Zjednoczone. Dla polskiego eksportu atrakcyjnym kierunkiem są także rynki azjatyckie. Udział klasy średniej będzie w nich wzrastał, co jest kluczowe dla eksporterów podczas kierowania tam swoich produktów i usług. Z drugiej strony wiele tych krajów wciąż wiążę się z dużym ryzykiem w sektorze przedsiębiorstw. W zeszłym roku ocena Chin pod tym względem została obniżona do poziomu B – oznacza to dosyć duże ryzyko. Podobnie jest w przypadku innych państw tego regionu. Tamtejsi kontrahenci i współpracujące z nimi firmy muszą być tego świadomi – ocenia Sielewicz.

Od września pracę będą mogli podejmować już 15-latkowie. Niska świadomość prawa może skutkować problemami młodych pracowników z przyszłymi pracodawcami

Od września pracę będą mogli podejmować już 15-latkowie. Niska świadomość prawa może skutkować problemami młodych pracowników z przyszłymi pracodawcami 1

Młodzi pracownicy, ze względu na brak doświadczenia na rynku pracy, mogą być bardziej narażeni na problemy z pracodawcami. Dlatego przed podjęciem pierwszej pracy muszą poznać prawa i obowiązki, które będą ich dotyczyć. Dotyczy to zarówno osób dorosłych wchodzących na rynek pracy, jak i pracowników młodocianych, czyli osoby między 16. a 18. rokiem życia. Od września tego roku zostanie obniżona granica wieku i pracę będą mogły podjąć osoby, które ukończyły 15. rok życia.

 Pracownik młodociany może być zatrudniony albo w charakterze przygotowania zawodowego, albo w celu wykonywania pracy zarobkowej, ale tylko przy pracach lekkich, czyli takich, które nie nadwyrężają rozwoju psychofizycznego młodocianego. Wykaz takich prac powinien być zaakceptowany przez okręgowego inspektora pracy i przez lekarza medycyny pracy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dominika Zielińska, radca prawny, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu i Bydgoszczy.

Zgodnie z Kodeksem Pracy, pracownikiem może być osoba, która ukończyła 18 lat, czyli każdy pełnoletni obywatel. Jednak przepisy uwzględniają również drugą grupę, czyli pracowników młodocianych. To osoby w przedziale wiekowych 16–18 lat. Od 1 września 2018 roku ta granica wieku zostanie obniżona – pracę będą mogły podjąć już osoby po 15 roku życia.

Młode osoby rozpoczynające zatrudnienie muszą zwrócić uwagę na kilka elementów, z których najważniejszym jest sama umowa o pracę. Ta – zgodnie z Kodeksem Pracy – powinna być przedstawiona pracownikowi na piśmie i to najpóźniej w dniu, w którym następuje rozpoczęcie pracy.

 Co do zasady, nie powinniśmy rozpoczynać pracy, nie mając na piśmie dokumentu, z którego wynika, że taka praca jest nam zlecona. Rodzaje umów mogą być różne – mamy umowę na okres próbny, na czas określony i na czas nieokreślony. Umowa na okres próbny ma na celu sprawdzenie kwalifikacji pracownika, poprzedza zawarcie z nim kolejnych umów. Może być zawarta na okres maksymalnie trzech miesięcy i tylko raz z tym samym pracownikiem. Po tym okresie pracodawca powinien zaproponować inną umowę bądź się z pracownikiem pożegnać – tłumaczy Dominika Zielińska.

Umowa między pracownikiem a pracodawcą, aby była ważna z punktu widzenia prawa pracy, musi zawierać kilka elementów. Po pierwsze, musi określać strony umowy, czyli kto jest pracodawcą i kto jest pracownikiem, i wskazywać datę jej zawarcia oraz rodzaj umowy. Ponadto, powinna się w niej znaleźć się informacja dotycząca wysokości wynagrodzenia, zakres obowiązków, jakie godziny i jaki czas pracy obowiązują pracownika oraz informacja o przysługującym mu urlopie.

W przypadku umowy zlecenia kodeks cywilny nie przewiduje obowiązku zawierania jej na piśmie, jednak – dla ochrony swoich interesów – pracownik powinien sam do tego dążyć.

 W przypadku umowy ustnej pamiętajmy o tym, że zawsze jest to słowo przeciwko słowu. Mamy słowo pracodawcy i słowo pracownika. Tutaj pojawiają się najczęściej spory sądowe, jesteśmy zobowiązani do tego, aby przedstawić ewentualnie świadków czy dowody na to, że ta praca została wykonana. Dlatego nakłaniam do zawierania umów w formie pisemnej – podkreśla Dominika Zielińska.

Należy pamiętać, że przypadku umowy o pracę obowiązują minimalne, gwarantowane progi wynagrodzenia. Pracodawca nie może zaproponować mniej niż 2100 zł brutto w przypadku zatrudnienia w pełnym etacie. W przypadku umowy zlecenia minimalna stawka godzinowa, która obowiązuje od 2018 roku, wynosi 13,70 zł brutto za godzinę.

 W przypadku nieuczciwych praktyk pracodawcy czy zleceniodawcy, jeżeli nie otrzymamy wynagrodzenia, możemy się przed tym ochronić. W pierwszej kolejności kierujemy się do okręgowego inspektora pracy, którego informujemy o tym, że taka sytuacja miała miejsce. Dalej mamy możliwość ewentualnego sądowego dochodzenia naszych praw na gruncie prawa pracy przed sądem pracy – wskazuje Dominika Zielińska.

Radca prawny podkreśla, że w przypadku umowy zlecenia pracownik może zwrócić się bezpośrednio do sądu cywilnego z wnioskiem o nakazanie wypłaty należnego mu wynagrodzenia.

– Już na etapie ewentualnego podpisywania umowy czy negocjacji z przyszłym pracodawcą powinniśmy ustalić również kwestie organizacyjne – aby nie wynikły one dopiero na etapie wypłaty wynagrodzenia. Jeżeli jesteśmy zatrudnieni w gastronomii czy pizzerii, powinniśmy ustalić kwestię związaną z ewentualnym korzystaniem z napojów czy jedzenia. Jeżeli tego nie ustaliliśmy, może się okazać, że wypłata zostanie nam obniżona właśnie o wartość wypitych napojów – mówi Dominika Zielińska.

Kluczowa w umowie jest też kwestia przysługującego urlopu. Młodym pracownikom, którzy podejmują pierwszą pracę na etacie w danym roku kalendarzowym przysługuje w nim 20 dni urlopowych (1/12 urlopu przysługuje po każdym przepracowanym miesiącu).

 W przypadku umów zlecenia sytuacja nieco się komplikuje, ponieważ nie mamy zagwarantowanych uprawnień pracowniczych, które są przewidziane na gruncie prawa pracy. Prawo do urlopu nam po prostu nie przysługuje. Możemy się umówić z naszym zleceniodawcą, że przez okres tygodnia czy dwóch nie będziemy wykonywać pracy, ale nie możemy wymóc, aby nam za ten czas zapłacił – mówi Dominika Zielińska.

Polacy chętnie płacą telefonem, również za ubezpieczenia. Bank Zachodni WBK chce w ten sposób sprzedawać 2 tys. polis miesięcznie

Polacy chętnie płacą telefonem, również za ubezpieczenia. Bank Zachodni WBK chce w ten sposób sprzedawać 2 tys. polis miesięcznie 2

Bankowość mobilna zdobywa w Polsce coraz szersze grono użytkowników, którzy tabletem czy smartfonem płacą za codzienne zakupy, bilety do kina, a nawet ubezpieczenia. Oferta produktów finansowych w kanale mobile jest coraz większa. Ubezpieczenia komunikacyjne, które można wykupić i opłacić w aplikacji mobilnej wprowadził niedawno również Bank Zachodni WBK. Chce w ten sposób sprzedawać 2 tys. polis miesięcznie. Bank zapowiada, że docelowo wszystkie dostępne w ofercie produkty ubezpieczeniowe mają być dostępne w tym kanale sprzedaży.

Potencjał sprzedaży ubezpieczeń w kanale mobilnym jest bardzo duży. Smartfony to już dziś codzienność, klienci korzystają z nich w każdych okolicznościach. To najbardziej spersonalizowany przedmiot, który w badaniach wygrywa nawet ze szczoteczką do zębów. Przewidujemy przyrost klientów korzystających z aplikacji mobilnych na ok. 100 tys. użytkowników rocznie. Ten kanał będzie więc zyskiwał na znaczeniu i jeśli chodzi o sprzedaż produktów finansowych i ubezpieczeniowych, potencjał jest bardzo duży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Borysiewicz, dyrektor departamentu produktów ubezpieczeniowych w Banku Zachodnim WBK.

Liczba użytkowników bankowości mobilnej rośnie w Polsce lawinowo. Na koniec IV kwartału 2017 roku blisko 9 mln klientów regularnie logowało się do swojego konta w banku za pośrednictwem smartfona lub tabletu. W porównaniu z 2016 rokiem przybyło ich prawie 2 mln. Bank Zachodni WBK na koniec 2017 roku miał ponad 1 mln aktywnych użytkowników aplikacji BZWBK24 mobile, którzy wykonali przeszło 23,5 mln transakcji.

Bankowość mobilna zdobywa w Polsce coraz szersze grono zwolenników, którzy przez telefon płacą nie tylko za codzienne zakupy, ale także aktywnie korzystają z produktów finansowych. Dlatego w połowie marca BZ WBK wprowadził do oferty mobilne ubezpieczenia komunikacyjne – to rozwiązanie umożliwia wykupienie polisy OC, AC, NNW i assistance za pośrednictwem aplikacji BZWBK24 mobile, bez konieczności wizyty u agenta.

– Oferujemy ubezpieczenia we współpracy z firmami Benefia oraz Compensa Towarzystwo Ubezpieczeń Vienna Insurance Group. Liczymy, że w pierwszym roku będziemy oferować około 1000 polis miesięcznie. Docelowo chcielibyśmy, żeby sprzedaż wynosiła ok. 2 tys. polis komunikacyjnych miesięcznie – mówi Joanna Borysiewicz.

Kupno polisy z poziomu aplikacji przebiega szybko i wygodnie, a kierowca nie musi wypełniać online skomplikowanych wniosków. Nie musi nawet być klientem banku, wystarczy ściągnąć na telefon aplikację BZWBK24 mobile i aparatem w smartfonie zeskanować znajdujący się w dowodzie rejestracyjnym kod AZTEC, zawierający najważniejsze informacje o samochodzie. Dane pojazdu zostaną automatycznie skopiowane do systemu, który po kilku chwilach przygotuje spersonalizowaną ofertę ubezpieczenia.

Polisy są dostępne w różnych konfiguracjach (np. OC, OC+AC, OC+AC+NNW), a ich cena uwzględnia wszystkie zniżki wynikające z historii ubezpieczenia – w tym nawet do 65 proc. upustu za bezwypadkową jazdę.

 Polisę można w wygodny sposób opłacić – w aplikacji mobilnej, z konta osobistego lub za pośrednictwem PayU, jeżeli kupujący nie jest naszym klientem. Można opłacić ją w całości lub w 2 albo 4 ratach. Ubezpieczenie można też kupić przez naszą stronę internetową – wyjaśnia Joanna Borysiewicz.

W aplikacji mobilnej BZWBK24 klienci mogą w podobny sposób – bez konieczności logowania – wykupić również ubezpieczenie turystyczne. Bank zapowiada, że docelowo wszystkie produkty ubezpieczeniowe z oferty mają być dostępne w każdym kanale sprzedaży.

– Nieustannie pracujemy nad naszą ofertą, aby przygotować najlepsze rozwiązania, najbardziej nowoczesne i takie, które spełniają oczekiwania klientów. Kanał mobilny cieszy się wśród nich ogromną popularnością. Daje możliwość „bycia na bieżąco” ze swoim bankiem i swoimi finansami. Osób, które korzystają tylko z tego kanału, mamy dziś ok. 170 tys. Nasza aplikacja jest wyróżniana m.in. za bogaty wachlarz możliwości płatniczych oraz dodatkowych funkcji samoobsługowych – wyjaśnia dyrektor departamentu produktów ubezpieczeniowych BZ WBK.

Brakuje innowacyjnych rozwiązań do walki z problemem smogu w miastach. Trwają poszukiwania start-upów mogących dostarczyć takie technologie

Brakuje innowacyjnych rozwiązań do walki z problemem smogu w miastach. Trwają poszukiwania start-upów mogących dostarczyć takie technologie 3

Ubóstwo energetyczne, które dotyka w Polsce nawet 4,6 mln osób, problem smogu w miastach, cyberbezpieczeństwo elektrowni i digitalizacja całego sektora energetycznego – to tylko część wyzwań, które można częściowo rozwiązać poprzez innowacje w energetyce. Start-upy wnoszą zupełnie nowe rozwiązania i inne postrzeganie biznesu niż tradycyjne, konserwatywne przedsiębiorstwa energetyczne. Najlepsze pomysły w regionie Europy Środkowo-Wschodniej poszukiwane są w ramach konkursu PowerUp!, organizowanego przez EIT InnoEnergy. Zgłoszenia przyjmowane są do 19 kwietnia.

– W EIT InnoEnergy staramy się, działając z innowatorami i przedsiębiorcami z całej Europy, tworzyć nowe rozwiązania, które pozwolą odpowiedzieć na wyzwania sektora energetycznego, a jest ich bardzo wiele. Jednym z nich jest zanieczyszczenie powietrza. Kluczowymi czynnikami, które tworzą ten problem są transport i ciepłownictwo, a w zasadzie indywidualne źródła spalania, czyli to czym ogrzewamy się w domach. Ten problem można rozwiązać przez innowacyjne rozwiązania w energetyce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lewenstein, Innovation Officer w EIT InnoEnergy.

Na tle Europy Polska jest niechlubnym liderem w rankingu państw z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. Ilość dni, w których dopuszczalny poziom zanieczyszczeń w powietrzu zostaje przekroczony, jest w polskich miastach rekordowa. Smog to nie jedyny problem, który można częściowo rozwiązać poprzez innowacje w energetyce – należą do nich również np. ubóstwo energetyczne, które według Instytutu Badań Strukturalnych dotyka 12 proc. mieszkańców Polski (ok. 4,6 mln osób), czy cyberzagrożenia, ponieważ celem ataków hakerskich coraz częściej stają się także elektrownie. W czerwcu 2017 roku hakerzy zaatakowali nieczynną elektrownię w Czarnobylu, miesiąc później miała miejsce nieudana próba przejęcia kontroli nad przepływem energii w całej Irlandii.

 Kolejny aspekt to kwestia kosztów wytwarzania energii i ceny, jaką musimy zapłacić za korzystanie z niej. Innowacje w energetyce i sektorze cleantech pozwalają obniżyć te koszty, dzięki czemu energia staje się bardziej dostępna. To szczególnie istotne w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie ubóstwo energetyczne jest istotnym problemem – mówi Marcin Lewenstein. – To także kwestie związane z rynkiem pracy i kondycją gospodarki. Konkurencyjność w zglobalizowanym świecie zależy od wielu aspektów, jednym z nich jest właśnie dostęp do taniej i czystej energii.

Ekspert EIT InnoEnergy podkreśla, że innowacje w energetyce w tym cleantech (red. działania, które wdrażają produkty czy procesy, które przyczyniają się do produkcji energii odnawialnej lub materiałów ekologicznych) to szansa sprostania wyzwaniom cywilizacyjnym i globalnym megatrendom – takim jak przenoszenie się ludności do miast, które wymusza inwestycje w rozwiązania z zakresu smart cities, czy gospodarka w obiegu zamkniętym.

 To drugi megatrend, który zwraca uwagę innowatorów z całego świata. Wykorzystanie energii, ciepła z odpadów, pozyskiwanie energii tam, gdzie mamy jej nadwyżki. Kolejny obszar to inżynieria materiałowa, bo ona może mieć spore znaczenie w kwestiach związanych z magazynowaniem i pozyskiwaniem energii. Wreszcie mamy kwestię cyfryzacji energetyki. To nie tylko blockchain czy IoT, ale też diagnostyka predykcyjna, automatyka, robotyka, a przede wszystkim cyberbezpieczeństwo. Na te rozwiązania mocno stawiamy – mówi Marcin Lewenstein.

Jak podkreśla, start-upy wnoszą zupełnie nowe pomysły i rozwiązania niż tradycyjne konserwatywne przedsiębiorstwa energetyczne. Przewagą młodych innowacyjnych firm są m.in. zdolność adaptacji, szybkość uczenia się, podejmowania decyzji i prototypowania, umiejętność uczenia się na własnych błędach, a także otwartość na współpracę międzynarodową.

– W InnoEnergy stworzyliśmy konkurs PowerUp! m.in. dlatego, żeby znaleźć najlepsze start-upy i umożliwić im współpracę z największymi graczami rynku energii poprzez akcelerator, który daje możliwość skorzystania z całej sieci powiązań stworzonej w Europie przez InnoEnergy w tym sektorze. To ostatni moment, bo aplikacje można składać do 19 kwietnia. Nagrodą w konkursie jest m.in. możliwość wejścia do naszego akceleratora Highway – mówi Marcin Lewenstein.

 Konkurs PowerUp! kierowany jest w tym roku do nie tylko start-upów z branży energii, ale też z branży cleantech, mobility, cybersecurity czy smart city. Poprzez cybersecurity mamy na myśli cyberbezpieczeństwo w obszarze energii i bezpieczeństwa w sieci. Cleantech to wszelkiego rodzaju czyste technologie zwalczające smog. Mobility to technologie związane z mobilnością. Smart city to technologie, które uczynią nasze miasta i domy inteligentnymi – uzupełnia Michał Kraszewski, Business Creation Manager w EIT InnoEnergy.

PowerUp! to jeden z największych konkursów dla start-upów z sektora cleantech i energetyki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Aby się zgłosić, należy mieć projekt związany z energią i prototyp oraz wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie internetowej konkursu. Po ich weryfikacji wybrane zespoły wezmą udział w krajowych bootcampach, czyli warsztatach biznesowych z mentorami.

 Są to warsztaty, na których przedsiębiorcy mają okazję sprawdzić swoje prezentacje i podszkolić się pod względem swoich wystąpień publicznych, ale także mają możliwość ocenić swoje pomysły biznesowe z ekspertami. Kolejna korzyść to możliwość zaprezentowania się przed naszymi przedstawicielami, a być może przyciągnąć naszą inwestycję. W tym roku – z racji dużej liczby chętnych i aby wzmocnić wolę walki – podnieśliśmy główną nagrodę z 20 do 30 tys. euro. Poza tym, pierwsze trzy miejsca otrzymają od nas propozycję inwestycyjną – mówi Michał Kraszewski.

Nagrody za drugie i trzecie miejsce w konkursie PowerUp! Wynoszą kolejno 10 i 5 tys. euro. Najlepiej rokujące zespoły zostaną zaproszone do akceleratora Highway by InnoEnergy, w którym na rozwinięcie działalności można zdobyć aż 150 tys. euro.

To już czwarta edycja konkursu. Jak podkreślają przedstawiciele organizatora, laureaci poprzednich świetnie radzą sobie na rynku, sprzedając swoje rozwiązania.

 Pierwszy przykład to spółka Sepin, która produkuje czytniki do odczytu energii lub gazu z licznika, a następnie przekazujące odczyt do chmury. Dostęp do tych danych ma nie tylko klient, który kontroluje w ten sposób swoje zużycie mediów, ale także gazownia czy elektrownia, która oszczędza na tym, że nie musi wysyłać lokalnych ekip do spisywania liczników. Druga spółka Bin-e produkuje inteligentne kosze na śmieci. Odpady są przez nie automatycznie rozpoznawane i wrzucane do odpowiedniej przegrody. Firma nie musi płacić za wywóz śmieci, ale może sprzedawać surowce wtórne. Spółka Bin-e przyciągnęła drugą rundę finansowania i podpisała umowę z dużym dystrybutorem na sprzedaż swoich urządzeń – mówi Michał Kraszewski.

InnoEnergy jest wspierane przez EIT (Europejski Instytut Innowacji i Technologii), podmiot Unii Europejskiej.

W Europie w 2020 roku co czwarte euro ma być wydawane online. Operatorzy telekomunikacyjni chcą wspierać proces cyfryzacji polskich firm

W Europie w 2020 roku co czwarte euro ma być wydawane online. Operatorzy telekomunikacyjni chcą wspierać proces cyfryzacji polskich firm 4

Małe i średnie przedsiębiorstwa w niewielkim stopniu wykorzystują cyfrowe możliwości. Tylko co czwarta firma korzysta z e-commerce, blisko 60 proc. nie używa mediów społecznościowych, a tylko 9 proc. oferuje cyfrowe usługi. To jednak będzie się stopniowo zmieniać. Z badań T-Mobile wynika, że już w 2020 roku w Europie co czwarte euro ma być wydawane online. Dlatego operator telekomunikacyjny zapowiada nową strategię na rzecz wspierania cyfryzacji małych i średnich firm i startuje z nową ofertą dla tego segmentu klientów.

– W Polsce wciąż jest duże pole do wykorzystywania cyfrowych rozwiązań, szczególnie w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw. Wielu klientów B2B korzysta z cyfrowych narzędzi, m.in. w zakresie e-commerce, chcąc zaoferować dodatkowe korzyści swoim klientom. Ale jesteśmy dopiero na początku drogi i mamy duży potencjał rozwoju. Jako T-Mobile Polska chcemy być partnerem firm, który pomaga im budować własne rozwiązania lub korzystać z naszych, również tych opartych o chmurę, żeby budować cyfrowe doświadczenia swoich klientów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjnej Newseria Biznes Andreas Maierhofer, prezes zarządu T-Mobile Polska.

Z analizy DESI – Indeksu Gospodarki Cyfrowej i Społeczeństwa Cyfrowego – wynika, że pod względem cyfryzacji jesteśmy w ogonie Europy, za nami w rankingu jest tylko 5 krajów. O ile e-administracja nie wygląda bardzo źle, to na tle europejskiej konkurencji słabo wypadają nasze przedsiębiorstwa. Im mniejsze, tym gorzej u nich z cyfryzacją. W Polsce działa ok. 2 mln małych firm, które stanowią 96 proc. ogółu przedsiębiorców. Badanie Banku Pekao S.A. wskazuje, że blisko 60 proc. z nich nie używa mediów społecznościowych, 75 proc. nie prowadzi sprzedaży przez internet, a zaledwie 9 proc. oferuje produkty cyfrowe.

– Małe i średnie firmy potrzebują przede wszystkim najlepszej możliwej łączności. Platforma cyfrowa musi być dostępna dla klientów zawsze i wszędzie. Nie można więc już dłużej polegać wyłącznie na łączach stacjonarnych, ale trzeba zapewniać łączność drogą mobilną. T-Mobile jest niekwestionowanym liderem, jeżeli chodzi o  prędkość i przepustowość sieci mobilnej. Druga kwestia to uproszczenie procesów. Nawet najlepsze połączenie na nic się przyda, jeżeli nie zapewnimy prostych usług naszym klientom, by mogli za pomocą dwóch kliknięć zrealizować transakcję – wyjaśnia Andreas Maierhofer.

Najwięksi operatorzy zaczęli dostrzegać potrzeby małych przedsiębiorstw i dostosowywać do nich swoją ofertę. Dla T-Mobile również jest to jeden z priorytetowych kierunków. Jak podkreśla prezes spółki, w segmencie klientów indywidualnych pozycja została już wypracowana, przyszedł czas na dopracowanie oferty dla segmentu B2B.

– Dużym firmom dedykujemy potencjał niedawno przejętej spółki T-Systems, a więc skrojone na miarę rozwiązania informatyczne zarówno w segmencie stacjonarnym, jak i mobilnym. Drugi element to oferta dla małych i średnich przedsiębiorstw. Chcemy być dla nich partnerem w cyfryzacji biznesu, tak by ich klienci odnieśli z tego największe możliwe korzyści – podkreśla Andreas Maierhofer.

Nowa oferta T-Mobile dla najmniejszych firm – Magenta Biznes – startuje 18 kwietnia. Z założenia ma w dużym stopniu przypominać oferty dostępne wcześniej tylko dla dużych przedsiębiorstw. Dotychczas małe podmioty musiały wybierać między różnymi propozycjami. Teraz w ramach zryczałtowanej opłaty wszystkie usługi będą dostępne w opcji no-limits. Magenta Biznes to jednak nie tylko rozwiązania telekomunikacyjne, ale również dodatkowe usługi cyfrowe, które mają pomóc firmom w prowadzeniu działalności gospodarczej.

Oferta T-Mobile zmienia całkowicie zasady, które do tej pory obowiązują na rynku dla małych firm. Przede wszystkim nie ma już rozróżnienia na promocje głosowe czy na internet. Wszystkie taryfy, które proponujemy, są kompleksowe. Klient jednorazowo decyduje się na pewną wysokość opłaty za dostęp do internetu i do rozwiązań głosowych, a potem tylko podłącza poszczególne karty SIM – tyle, ile w danym momencie potrzebuje – przekonuje Marta Szwakopf, dyrektor ds. marketingu B2B w T-Mobile Polska.

Na nową ofertę składają się cztery podstawowe plany taryfowe (od 40 do 120 zł miesięcznie). W każdej przedsiębiorca otrzymuje dwie karty SIM – jedną do smartfona, która umożliwia prowadzenie rozmów, wysyłanie wiadomości SMS/MMS i korzystanie z internetu mobilnego, oraz drugą kartę internetową, którą można umieścić w tablecie lub routerze. Dodatkowo, można dokupić karty SIM dla pracowników, nawet tych sezonowych. Jeśli karta nie będzie używana, po pół roku od zakupu miesięcznie będzie kosztować tylko złotówkę. W ramach oferty można też korzystać z internetu w roamingu UE.

Kolejne istotne rozwiązanie to możliwość dokupowania sprzętów w dowolnym momencie trwania kontraktu. Te ceny są łatwe do porównania na rynku, klient deklaruje, jaką ratę miesięczną za sprzęt chce płacić – wskazuje Marta Szwakopf.

Wysokość dodatkowej raty za urządzenie wyniesie od 5 do 180 zł za sprzęt, niezależnie od abonamentu. Sprzęt można kupić przy podpisaniu umowy lub pół roku później.

Kolejnym krokiem, jakim chcemy wspierać cyfryzację polskich firm, jest wprowadzenie usług z zakresu IT, które klienci deklarują jako podstawowe i z których chcą lub muszą korzystać. To przede wszystkim pakiet Office, najczęściej potrzebny firmom. Nie tylko wprowadzamy ten pakiet w dobrej cenie, ale również dajemy wsparcie IT – konsultantów, którzy pomogą zdalnie rozwiązać ewentualne bieżące problemy – mówi Szwakopf.

W codziennym prowadzeniu biznesu pomogą też księgowość online, która umożliwi m.in. samodzielne prowadzenie księgowości oraz generowanie i przekazywanie Jednolitego Pliku Kontrolnego. Dla przedsiębiorców przydatne mogą się też okazać rozwiązania, które pomogą w promocji firmy w sieci, czy wirtualna centrala – gdy pracownik nie może odebrać, rozmowa zostaje przekierowana do kolejnego pracownika.

Chorzy na zaawansowanego Parkinsona mogą normalnie pracować. Szansą dla nich są terapie infuzyjne

Choroba Parkinsona to jedno z najczęstszych schorzeń neurologicznych na świecie, a wyzwania rosną wraz z procesem starzenia się naszego społeczeństwa. Nowoczesne terapie infuzyjne są w stanie utrzymać sprawność nawet u pacjentów z zaawansowaną postacią choroby, pozwalając im na prowadzenie normalnego życia. W Polsce od blisko roku refundacją objęta jest jedna z nich, czyli system dojelitowych wlewów leków.

Choroba Parkinsona to schorzenie ośrodkowego układu nerwowego, polegające na zaniku zlokalizowanych w mózgu komórek dopaminergicznych. Jej objawy to spowolnienie ruchowe, sztywność mięśni oraz drżenie kończyn. Według statystyk w Polsce każdego roku chorobę tę diagnozuje się u kilku tysięcy osób – obecnie cierpi na nią ok. 80 tys. pacjentów. Schorzenie to częściej dotyka  mężczyzn, zazwyczaj między 50. a 60. rokiem życia, zdarzają się jednak również przypadki zachorowań u osób znacznie młodszych. Pacjenci poniżej 65. roku życia stanowią 18 proc. wszystkich chorych.

 Jeden z czynników ryzyka tej choroby to podeszły wiek, ale wiemy, że ona często zaczyna się w wieku produkcyjnym, czyli system musi być nastawiony na rozpoznanie, wdrożenie terapii, rehabilitację oraz przywrócenie człowieka do normalnego funkcjonowania, niezależnie od wieku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Król, wiceminister zdrowia.

Z raportu Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego wynika, że w 2016 roku koszty bezpośrednie ponoszone przez NFZ w związku z chorobą Parkinsona wyniosły blisko 67 mln zł, natomiast koszty pośrednie transferowe ponoszone przez ZUS ponad 50 mln zł. Dodatkowo schorzenie to wygenerowało w badanym okresie koszty pośrednie z tytułu utraty produktywności na poziomie ok. 113 mln zł, które to w ciągu ostatnich 5 lat wzrosły o 19 proc.

Choroba Parkinsona jest nieuleczalna, odpowiednie terapie mogą jednak spowolnić jej rozwój i znacznie poprawić jakość życia pacjentów. Przy właściwej terapii wielu chorych jest w stanie prowadzić normalny tryb życia i pracować zawodowo.

– Jednym z bardzo istotnych instrumentów terapeutycznych jest rehabilitacja. Parkinson to choroba, której przebieg można spowolnić, a objawy ograniczyć poprzez dedykowaną, profesjonalną i nakierowaną na potrzeby pacjenta rehabilitację, która powinna mieć charakter ciągły – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Właściwa rehabilitacja jest w stanie spowolnić rozwój  choroby, ma więc równorzędne znaczenie jak terapie farmakologiczne, które  dobrze sprawdzają się w leczeniu początkowego stadium choroby i są dostępne dla polskich pacjentów. W przypadku osób z zaawansowaną postacią choroby Parkinsona stosuje się inwazyjne metody chirurgiczne i terapie infuzyjne

 Jest DBS, czyli głęboka stymulacja mózgu, która pomaga około 120 chorym rocznie. Ci, którzy się na nią nie kwalifikują, od niedawna mają system dojelitowego podawania leku. To około 30 chorych rocznie – mówi Wojciech Machajek, wiceprezes Fundacji Parkinsona.

Szansą na normalne życie dla tych pacjentów są również nowoczesne terapie infuzyjne systemem Duodopa oraz apomorfina, stanowiące alternatywę dla leczenia operacyjnego. System Duodopa polega na podawaniu L-dopy w formie żelu do jelita cienkiego. Lek podawany jest poprzez pompę, wymaga więc wykonania stomii, jest jednak niezwykle skuteczny. Dojelitowe wlewy L-dopy powodują, że poziom leku w surowicy utrzymuje się na stałym poziomie, co zapobiega wielu  skutkom ubocznym pozwalając na aktywne życie.

 To daje pacjentowi, który nie zakwalifikuje się do zabiegów głębokiej stymulacji mózgu, szansę na  normalne życie przez wiele lat trwania choroby. Do tej pory chorzy, którzy już nie odpowiadali na leczenie farmakologiczne, byli skazani na spędzanie większości dnia w fotelu, związane z tym powikłania, upadki, zakażenia, infekcje, częste hospitalizacje – mówi prof. Jarosław Sławek, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Od maja 2017 roku system Duodopa jest dostępny dla polskich pacjentów w ramach programu lekowego. Od tego czasu pompę do dojelitowych wlewów L-dopy włączono u kilkunastu chorych. Zdaniem ekspertów objęcie refundacją jednej z terapii infuzyjnych stanowiło milowy krok dla polskiej neurologii w zakresie leczenia choroby Parkinsona.

– Udało się zrefundować jedną z dwóch głównych terapii. Bardzo się cieszę, że to się dokonało, bo to zbliża nas do nowoczesności. Mam nadzieję, że ten krok z ubiegłego roku będzie teraz kontynuowany poprzez drugą terapię – mówi Marek Tombarkiewicz, były wiceminister zdrowia.

Zdaniem ekspertów opieka nad pacjentami z chorobą Parkinsona w Polsce ulega stałej poprawie, choć wciąż zauważalnych jest wiele braków. Niezbędna jest zwłaszcza skoordynowana opieka nad chorymi. W jej ramach jeden ośrodek, a więc oddział neurologii z poradnią przyszpitalną, sprawowałby nadzór nad postępowaniem diagnostyczno-terapeutycznym, specjalistycznymi świadczeniami ambulatoryjnymi oraz różnymi formami rehabilitacji.

 Niezbędna jest lepsza organizacja opieki nad pacjentem, stąd nasza rekomendacja, aby stworzyć nowe rozwiązanie organizacyjne w systemie, jakim byłyby wyspecjalizowane do leczenia choroby Parkinsona poradnie przyszpitalne, ulokowane przy ośrodkach najwyższej referencyjności, które dysponują wiedzą ekspercką w leczeniu tej właśnie choroby neurologicznej, mają oddział nie tylko neurologiczny, ale również oddział neurochirurgiczny – mówi Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od 1997 roku symbolem choroby Parkinsona jest czerwony tulipan. Z okazji przypadającego 11 kwietnia Światowego Dnia Choroby Parkinsona, Fundacja Parkinsona wręczyła nagrody osobom, które zasłużyły się w pomocy polskim pacjentom. „Tulipany Nadziei” otrzymali  prof. Jarosław Sławek, prof.  Dariusz Koziorowski i dr Marek Tombarkiewicz.

Marcin Szlenk w Radzie Nadzorczej TAURON

Zwyczajne Walne Zgromadzenie na posiedzeniu 16 kwietnia br. podjęło decyzję o poszerzeniu składu Rady Nadzorczej TAURON Polska Energia S.A. o Marcina Szlenka.

Rada Nadzorcza piątej kadencji będzie pracowała w składzie: Beata Chłodzińska (Przewodnicząca), Teresa Famulska (Wiceprzewodnicząca), Jacek Szyke (Sekretarz), Radosław Domagalski-Łabędzki, Barbara Katarzyna Łasak-Jarszak, Paweł Pampuszko, Jan Płudowski, Agnieszka Woźniak oraz Marcin Szlenk.

Inwestorzy z zadziwiająco chłodnymi głowami

Trendy wzrostowe na parach złotowych przyspieszyły. Zawirowania polityczne na świecie nie stanowią zagrożenia dla walut rynków wschodzących. Również gołębie nastawienie RPP jest ignorowane przez inwestorów. Waluty safe haven w odstawce. Zbliżamy się do ważnych wsparć na EUR/PLN i CHF/PLN. Frank szwajcarski najtańszy od 3 lat. Słabość dolara w powiązaniu z mocnym złotym pozwoliła spaść USD/PLN poniżej 3,36. GBP/PLN w skutek braku impulsów dryfuje w wąskim paśmie wahań.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.02.2017-16.04.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1551 3,5000 3,3560 4,6770
Maksimum 4,2380 3,6480 3,4550 4,8530

 

EUR/PLN

EURPLN..H1Dobra passa na złotym trwa w najlepsze. EUR/PLN właśnie przebił 4,16. Trend spadkowy nabrał więc rozpędu i kieruje się w okolicę minimów tego roku. I tak naprawdę w rejonie 4,15 należy szukać pierwszych technicznych wsparć. Bez wątpienia paliwem do spadków złotówki w relacji do głównych walut była piątkowa decyzja S&P. Agencja podniosła perspektywę ratingu ze stabilnej na pozytywną. Co również istotne podwyższone zostały perspektywy gospodarcze naszego kraju. Pozytywny sentyment dla krajowej waluty trwa w najlepsze mimo sporych zawirowań geopolitycznych na świecie. Również wewnętrzne argumenty nie przemawiają za umocnieniem złotego. Dane GUS potwierdziły spadek inflacji CPI do 1,3% w marcu. Do tego NBP podał kiepskie dane na temat rachunku handlowego. Co istotne słabo zachowuje się eksport, który wpłynął na ujemne saldo. Mimo wszystko nawet te czynniki nie przeszkadzają złotówce.

CHF/PLN

CHFPLN..H1Identyczną sytuację mamy na CHF/PLN. Trend spadkowy przybrał na sile i obecnie testujemy poziom 3,50. Biorąc pod uwagę pod jaką presją spadkową jest frank szwajcarski to są spore szanse na przebicie tego poziomu. Za słabość szwajcarskiej waluty odpowiadają kolejne słabe dane o inflacji oraz słowa prezesa SNB. Thomas Jordan wskazał na kompletny brak potrzeby zacieśniania monetarnego w Szwajcarii w obecnej chwili. I nie wydaje się, by taka sytuacja miała się zmienić. SNB z pewnością poczeka na pierwsze ruchy EBC ale to już raczej w 2019 roku. Również sytuacja techniczna na EUR/CHF czyli ruch w kierunku 1,20 może wywindować CHF/PLN w okolice 3,40. I tam tak naprawdę należy szukać pierwszego wsparcia. Nie podlega jednak dyskusji, że frank powoli przestaje pełnić rolę bezpiecznej przystani. W obliczu takich zawirowań jak wojna handlowa USA-Chiny czy konflikt na linii USA-Rosja inwestorzy w ogóle nie zajmują pozycji na franku. Pytanie więc czy to zbyt optymistyczne podejście inwestorów czy jednak trwała zmiana na rynkach. Póki co nawet atak połączonych sił USA, Francji i Wielkiej Brytanii na Syrię nie wywołał fali umocnienia franka. Z pewnością kredytobiorców frankowych to cieszy, i nagle nie są zainteresowani już tematem przewalutowania swoich kredytów bo im się to nie opłaca.

EUR/PLN

EURPLN..H1Rosnący w siłę złoty wraz z osłabieniem dolara na szerokim rynku spowodował spadek USD/PLN poniżej granicy 3,36. W efekcie minima z początku marca zostały pokonane. Złożyło się to z brakiem siły pokonania 1,23 na EUR/USD. W efekcie analitycy oczekują wejścia w trend wzrostowy głównej pary nawet z poziomem docelowym powyżej 1,25. Gdyby tak się stało USD/PLN może znów kilka groszy spaść. Należy jednak pamiętać iż złoty w ostatnich tygodniach zachowuje się nad wyraz dobrze. Mimo szeregu ryzyk niemal nie traci na wartości ewentualnie w chwili risk-off na rynkach trzyma się w konsolidacji. Taka sytuacja oczywiście powoduje, że ryzyko realizacji zysków rośnie. Tym bardziej jeśli nastąpi odwrót na rynkach i dolar znów odzyska blask. Szczególnie, że w tym tygodniu szereg wystąpień członków Fed. Dzisiejsza sprzedaż detaliczna nie okazała się wsparciem dla amerykańskiej waluty. Trzeba też wskazać jedno spore ryzyko dla aprecjacji dolara. Przedłużający się konflikt w Syrii na pewno nie będzie sprzyjał wybieraniu akurat tej waluty.

GBP/PLN

GBPPLN..H1Od ubiegłego tygodnia tak naprawdę na GBP/PLN nic się nie zmieniło. Kurs nadal porusza się w ramach wyrysowanego kanału o ograniczeniach na poziomie 4,7850 i 4,8550. Od poziomu maksimum z połowy marca złotówka zyskała kilka groszy. Złożyło się to z lepszym czasem krajowej waluty ale też widoczną realizacją zysków na funcie po sporej fali umocnienia. Do tego z Wielkiej Brytanii nie docierają żadne nowe informacje czy też z gospodarki czy związane z brexitem. Inwestorzy więc czekają szczególnie na dane mogące potwierdzić planowaną podwyżkę stóp na majowym posiedzeniu BoE. I w tym tygodniu kilka takich pozycji w kalendarzu makro będzie. We wtorek średnie wynagrodzenie za luty, i wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. W środę kluczowa pozycja w kontekście polityki monetarnej a więc inflacja CPI. W piątek natomiast sprzedaż detaliczna. Impulsy więc dla funta mogą się pojawić. Możliwe także, że w przypadku realizacji zysków na złotym  kurs GBP/PLN nieco drgnie w górę.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kurs franka w dół. Perspektywy Polski w górę

Kolejny dzień CHF zbliża się do psychologicznej granicy. Agencja ratingowa podniosła perspektywę ratingu Polski. Premier Morawiecki zapowiedział kolejny pakiet reform.

Frank szturmuje 3,50 zł!

Dzisiejszego ranka frank szwajcarski zatrzymał się mniej niż pół grosza od symbolicznej granicy 3,50 zł. Powodem tego zbiegu okoliczności jest szczęśliwy zbieg okoliczności na rynkach. Z jednej strony frank traci ostatnio do euro. Z drugiej euro traci do złotego. W rezultacie frank jest najsłabszy względem złotego od ponad 3 lat. Od pamiętnego stycznia 2015 kiedy doszło do wybicia kursu szwajcarskiej waluty. Gdyby frank powrócił do poziomów sprzed tej decyzji względem euro, a złoty pozostał na obecnych poziomach względem euro, można spodziewać się franków nawet po 3,45 zł.

Perspektywa ratingu Polski w górę

W piątek agencja ratingowa S&P podniosła perspektywę ratingu Polski ze stabilnej do pozytywnej. Oznacza to, że agencja spodziewa się poprawy sytuacji w Polsce a tym samym wzrostu ratingu w przyszłości. Warto zwrócić uwagę, że jest to najostrzej oceniająca nasz kraj agencja, zatem podwyżka będzie zaledwie normalizacją do poziomu reszty oceniających nasz kraj. Decyzja wpisała się w trend umacniania się złotego. Po samej decyzji nie było widać wyraźnego ruchu na walutach. Głównym powodem jest fakt, że to na razie zaledwie zmiana perspektywy na zmianę ratingu przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać.

Zmiany zapowiedziane przez premiera

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział preferencje podatkowe dla małych i średnich przedsiębiorców. Stawka CIT ma zostać obniżona do 9%. Specjaliści zwracają uwagę, że bardzo szybko może się to skończyć sytuacją, gdzie większość pracowników będzie mieć firmy by zmniejszyć opodatkowanie. Pojawiły się również zapowiedzi kolejnych programów z plus w nazwie. Te zapowiedzi wzbudziły pewien niepokój analityków. Oznaczają bowiem, że budżet będzie transferował kolejne kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie. Nie znamy jeszcze źródeł finansowania tych przedsięwzięć. Dopiero jak je poznamy będzie możliwa ocena wpływu dla budżetu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja bazowa,
  • 14:30 -USA – sprzedaż detaliczna,

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Centra handlowe w erze nowoczesnych technologii

Marta Machus-Burek, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International
Marta Machus-Burek, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International

Rynek detaliczny oraz branża centrów handlowych przechodzi transformację. Jednym z czynników wpływających na metamorfozę w tym sektorze jest rozwój technologii. Dotyczy on wszystkich uczestników rynku – właścicieli centrów handlowych, najemców i klientów. Zmiana stylu życia, oczekiwań, preferencji i potrzeb konsumentów, spowodowana między innymi ich rosnącą aktywnością w świecie wirtualnym, determinuje rozwój technologii także w branży centrów handlowych. Dziś klienci odwiedzający centra handlowe poszukują już nie tylko sklepów pod jednym dachem, ale także nowych doświadczeń i emocji, które wychodzą poza obszar związany z klasycznymi zakupami.

Mobilne możliwości

Aby odnaleźć swoje miejsce w erze digitalizacji, centra handlowe na nowo definiują siebie i jednym z elementów nowych strategii czynią wykorzystanie mobilnych i lokalizacyjnych technologii. W praktyce oznacza to systematyczne budowanie i zwiększanie aktywności w przestrzeni wirtualnej, czyli tam, gdzie spędzają czas ich klienci.

Jedną z odpowiedzi na te potrzeby było stworzenie i uruchomienie wszelkiego rodzaju aplikacji mobilnych, które nie ograniczają się tylko do mobilnej wersji strony internetowej. Prócz tego posiadają wyszukiwarki sklepów czy ofert, umożliwiają identyfikację samochodu na parkingu lub oferują programy lojalnościowe oraz komunikatory i chatboty.

Siła lokalizacji

Przyszłość handlu koncentruje się na rozwoju personalizowanych ofert i doświadczeń. W ich tworzeniu kluczowe są właśnie aplikacje mobilne centrów handlowych, które stanowią ważne źródło danych na temat preferencji i nawyków klientów, ale także technologie lokalizacyjne, takie jak: geolokalizacja, bluetooth, beacony czy wi-fi. Analiza danych zgromadzonych za ich pomocą pozwala nie tylko zrozumieć zachowania konsumenckie, ale także przygotować dla każdego klienta spersonalizowaną ofertę, czyniąc jego doświadczenie zakupów bardziej indywidualnym. Takie działania mogą wpływać na wybór danego miejsca na zakupy, zwiększając penetrację danego centrum w określonej strefie oddziaływania, utrzymywać zaangażowanie klienta w markę czy stymulować do zakupów.

Rozumie to coraz więcej właścicieli centrów handlowych. Przykładem jest Simon Property Group w USA, jedna z największych firm na rynku nieruchomości handlowych, która zainstalowała prawie 5000 beaconów w 192 centrach. Ponadto jako pierwsza firma wprowadziła własny komunikator mobilny dla klientów, który umożliwia natychmiastową komunikację z obsługą centrum handlowego.

Lokowanie zintegrowanych z aplikacjami beaconów w centrach handlowych daje także możliwość ich integracji z aplikacjami najemców w celu osiągnięcia lepszej synergii działań skierowanych na klienta.

Ekrany LED są już standardem

Dla poprawy doświadczeń przebywania w obiektach handlowych, ich właściciele inwestują także w rozwiązania związane z wystrojem wnętrz czy digital signage (digital merchandising). Wszelkiego rodzaju ekrany stają się ważnym elementem brandingu obiektu, wystroju wnętrza budującym jego atmosferę, ale i platformą przekazów wizerunkowo-słownych. Obecne technologie LED potrafią stworzyć widowisko wizualne wpływające na pozytywne emocje klientów i ich doświadczenie przebywania w danym miejscu. Mają je zarówno nowo oddane do użytku obiekty, np. Posnania czy Wroclavia, jak i starsze, zmodernizowane centra handlowe. Rozwój technologii LED przekłada się także na konkretne oszczędności związane ze zużyciem energii w oświetlaniu czy dekorowaniu obiektów handlowych i sklepów.

Sieci handlowe też działają

Najemcy, podobnie jak właściciele centrów handlowych, stoją przed wyzwaniem, aby przyciągnąć do sklepów klientów, którzy coraz więcej czasu spędzają w świecie wirtualnym. Wprowadzanie digitalizacji i digital experience jest jednym ze skuteczniejszych elementów takiej strategii.

Przykładem firmy wykorzystującej nowoczesne technologie do aktywizacji klientów jest Neiman Marcus, amerykański dom towarowy, który wprowadził do swoich sekcji z kosmetykami MemoryMirror.  Technologia zapisuje sesje stylizacji odbywające się w sklepie, aby klienci mogli je odtworzyć w domu i krok po kroku nauczyć się rekomendowanego makijażu. Takie samo rozwiązanie jest stosowane przy wyborze okularów, gdzie po przymiarce kilku par oprawek klient na jednym ekranie może porównać, w których prezentuje się najlepiej.

W przyszłości można się spodziewać, że kolejne technologie takie, jak sztuczna inteligencja czy virtual i augmented reality także staną się standardem w centrach handlowych, jako efekt rozwoju tych technologii w każdej dziedzinie biznesu.

Marta Machus-Burek, Senior Partner, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International

Cena ropy wzmacnia waluty krajów eksportujących surowce, ale nie rubla

Miniony tydzień zakończył się osłabieniem rosyjskiej waluty, mimo, iż pozostałe waluty krajów eksportujących surowce zyskiwały z uwagi na wzrost cen ropy naftowej. Rublowi nie sprzyjały informacje o kolejnych rosyjskich sankcjach, które objęły część rosyjskich spółek i wybranych biznesmenów.

Kurs euro w stosunku do dolara amerykańskiego utrzymywał się w ostatnim tygodniu w wąskim korytarzu wahań, stąd wzrostu zmienności na rynku walutowym trzeba było szukać wśród bardziej egzotycznych walut. Sytuacja geopolityczna (m.in. wzrost napięć na linii USA-Rosja) spowodowała wzrost cen surowców, w konsekwencji umocniły się waluty krajów eksportujących towary podstawowe. W przypadku krajów G10 oznacza to aprecjację dolara australijskiego, kanadyjskiego i nowozelandzkiego. Największym zmianom uległy jednak waluty Kolumbii i Rosji. Peso kolumbijskie umocniło się dzięki nagłemu wzrostowi cen ropy naftowej, z kolei rubel rosyjski osłabił się o ponad 7% z uwagi na informacje o surowych sankcjach ze strony Stanów Zjednoczonych.

Najbliższy tydzień przyniesie kilka kluczowych informacji dla kształtowania się kursu funta brytyjskiego w relacji do głównych walut i złotego. We wtorek zostanie opublikowany raport o dochodach z rynku pracy, natomiast w środę zapoznamy się z danymi dotyczącymi inflacji w marcu. Raporty z brytyjskiej gospodarki są jedynymi istotnymi publikacjami makroekonomicznymi w tym tygodniu, stąd na zmiany na rynku walutowym mogą przekładać się inne kwestie, takie jak geopolityka.

PLN

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w kwietniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes i towarzyszący mu podczas konferencji członkowie (prof. Łon i prof. Ancyparowicz) powtarzają, że obecnie nie ma powodu do podniesienia stóp procentowych. Zgodnie z komentarzami członków RPP powodów do zacieśnienia polityki monetarnej może nie być nawet na przestrzeni dwóch kolejnych lat.

Przechodząc do informacji bardziej pozytywnych dla złotego: agencja S&P nie zawiodła naszych oczekiwań. Wprawdzie pozostawiła rating dla Polski na poziomie BBB+, podniosła jednak perspektywę ze stabilnej na pozytywną. W oficjalnym komunikacie prasowym wyraziła również opinię że ekspansja polskiej gospodarki powinna trwać dłużej niż początkowo zakładano co mogłoby skutkować podniesieniem ratingu w 2018 roku. Decyzja agencji ratingowej nie była w pełni wyceniana, tym samym wspierała polską walutę.

Bieżący tydzień zapowiada się dość spokojnie. Głównym czynnikiem wpływającym na rynki EM pozostaje napięta sytuacja na linii Pekin – Waszyngton i decyzje podejmowane za oceanem.

GBP

Funt szterling był jedną z najlepiej radzących sobie walut G10 ostatniego tygodnia – sile waluty sprzyjał spadek politycznej niepewności związanej z negocjacjami ws. Brexitu. Rosną też oczekiwania na to, że Bank Anglii w maju zdecyduje się na kolejną podwyżkę stóp procentowych – wzrost tych oczekiwań również przyczynił się do umocnienia funta. Dane dotyczące inflacji oraz rynku pracy, które zostaną opublikowane w tym tygodniu, to ostatnie kluczowe informacje z którymi organ decyzyjny BoE zapozna się przed swoim majowym spotkaniem. Uważamy, że wtorkowe i środowe dane musiałyby się okazać zaskakująco negatywne, aby istniała szansa na odroczenie podwyżek stóp procentowych. Jesteśmy również zdania, że funt będzie nadal umacniał się względem wspólnej europejskiej waluty i złotego.

EUR

Informacje o spadku dynamiki produkcji przemysłowej w lutym ściągnęły euro w dół. To już kolejne dane ze Starego Kontynentu, które zaskoczyły negatywnie, sugerując, iż ekspansja europejskich gospodarek może spowalniać. W tym momencie jednak nie planujemy zmian naszej prognozy dla euro, biorąc pod uwagę, iż dane ze strefy euro, mimo, iż gorsze od oczekiwań nadal są wyjątkowo dobre.

Kalendarz ekonomiczny dla strefy euro pozostaje w tym tygodniu względnie pusty, stąd w oczekiwaniu na kluczowe spotkanie Europejskiego Banku Centralnego (26 kwietnia) kurs euro powinien być zależny od czynników zewnętrznych.

USD

Minutki z marcowego spotkania Rezerwy Federalnej opublikowane w zeszłym tygodniu można określić jako dość jastrzębie. Wydaje się, że większość członków FOMC ma obecnie większe oczekiwania zarówno co do perspektyw amerykańskiego rynku pracy jak i spodziewa się szybszego tempa podwyżek stóp procentowych.

Według raportu o dynamice cen w marcu, inflacja bazowa (przy której obliczaniu nie uwzględnia się zmian cen niektórych komponentów, np. żywności i energii) przekroczyła wartość 2% w ujęciu rocznym. Oznacza to, że po raz pierwszy od 2016 r. dynamika cen osiągnęła poziom wyższy od celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej.

Pod nieobecności istotniejszych danych gospodarczych, w tym tygodniu uwaga rynków powinna być skupiona na pozostałych kwestiach, w szczególności geopolitycznych. Dla inwestorów w USA istotne będą również wypowiedzi członków FED, w które będzie obfitował bieżący tydzień.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Anonimizacja przedsiębiorstwa – przeniesienie spółki za granicę

Dynamicznie postępująca fiskalizacja obrotu gospodarczego i coraz bardziej represyjna polityka podatkowa państwa zmuszają przedsiębiorców do szukania skutecznych w tych warunkach sposobów ochrony majątku. Firmy wolą unikać zainteresowania ze strony fiskusa, bo skutkować ono może wszczęciem postępowań podatkowych czy kontroli skarbowych. Jednym ze skutecznych sposobów na to, by nie zostać wziętym na celownik przez organy podatkowe, jest anonimizacja biznesu, np. poprzez przeniesienie siedziby spółki za granicę.

Przeniesienie działalności za granicę, formalnie rzecz biorąc, wiąże się ze zmianą rezydencji podatkowej, czyli zmianą miejsca siedziby spółki. W obliczu niekorzystnych zmian prawnych, mających wpływ na pogorszenie się warunków do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, na takie rozwiązanie decyduje się coraz więcej rodzimych przedsiębiorców. Nic w tym dziwnego – wiele krajów, również europejskich, oferuje swoim rezydentom podatkowym nie tylko bardzo korzystne warunki ekonomiczne, ale także przyjazne otoczenie biznesowe, sprzyjające rozwojowi firmy.

Ważny wybór jurysdykcji

Lista państw, których regulacje prawne zachęcają do emigracji podatkowej, jest długa, a oferowane udogodnienia – rozmaite. Przed przeniesieniem siedziby spółki za granicę trzeba więc dokładnie przeanalizować, którą z docelowych jurysdykcji najlepiej wybrać w konkretnej sytuacji przedsiębiorcy. Jedne jurysdykcje nie wymagają prowadzenia ksiąg rachunkowych czy sprawozdawczości finansowej, inne oferują ulgi w zakresie VAT, podatku dochodowego lub od nieruchomości… A wybór jest coraz większy – popularnym kierunkom do założenia lub przeniesienia spółki za granicę, takim jak Wyspy Marshalla, Malta, Cypr, Gibraltar, spółkom amerykańskim czy spółkom brytyjskim, z roku na rok przybywa konkurencji. W styczniu Unia Europejska usunęła z listy tzw. „rajów podatkowych” kolejnych 8 państw. Utworzenie na ich terenach spółki nie tylko służy anonimizacji przedsiębiorstwa, ale również niesie ze sobą wiele innych korzyści.

Zalety przeniesienia działalności za granicę

Przeniesienie działalności gospodarczej za granicę pozwala skorzystać z uproszczonych procedur administracyjnych i zmniejszyć liczbę formalności, które trzeba załatwić. Za granicą proces rejestracji nawet najbardziej skomplikowanego podmiotu trwa zazwyczaj nie więcej niż kilka dni, łącznie z wpisem spółki do stosownego rejestru. W Polsce zaś sam wniosek o rejestrację spółki sąd rejestrowy może rozpoznawać przez przynajmniej kilka tygodni.

Najważniejszym czynnikiem przemawiającym za przeniesieniem spółki za granicę są jednak korzyści podatkowe. Polskie prawo nakłada na przedsiębiorców liczne i coraz to nowe obciążenia podatkowe. Wskutek tego oddają oni sporą część zarobionych przez firmę pieniędzy fiskusowi, niejednokrotnie tracąc w ten sposób szanse na inwestycje, a w ekstremalnych przypadkach – tracąc samą firmę. Tymczasem systemy podatkowe innych, m.in. przywołanych wyżej, państw tworzą znacznie bardziej przychylne dla biznesu środowisko.

W Unii lub poza nią

Fundacje prywatne prawa maltańskiego, jako podlegające ustawie o organizacjach pożytku publicznego, są całkowicie zwolnione od podatku dochodowego. Jednocześnie ich beneficjenci mają zagwarantowaną pełną poufność. To samo dotyczy spółek typu non-resident company w Gibraltarze, całkowicie wolnych od podatku dochodowego w przypadku dochodów osiąganych poza terytorium Gibraltaru.

Duże znaczenie ma również wielkość kwoty wolnej od podatku. Przykładowo w Wielkiej Brytanii kształtuje się ona na poziomie 45 tys. zł. Między innymi dlatego prowadzenie działalności w formie spółki w Wielkiej Brytanii, zwłaszcza spółki typu limited liability partnership, cieszy się dużą popularnością wśród przedsiębiorców. Niewykluczone, że w obliczu brexitu i uzyskania przez Wielką Brytanię statusu państwa spoza Unii Europejskiej ta popularność będzie rosnąć.

Unikalny system opodatkowania w odniesieniu do niektórych dziedzin, np. własności intelektualnej, oferuje Cypr. Niskie koszty utrzymania, bezpieczeństwo inwestycji oraz liczne korzyści podatkowe czynią ten kraj idealnym miejscem do ulokowania centrum holdingowego dla działalności gospodarczej prowadzonej zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Poza tym w niektórych państwach poziom poufności jest wyższy niż u nas i lepiej chronione są tajemnice bankowe i handlowe. Informacje o udziałowcach i członkach zarządu nie są w ogóle zbierane i przetwarzane np. przez administrację Wysp Marshalla. Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej poza granicami kraju może nawet sięgać możliwości obrotu środkami pochodzącymi z nieudokumentowanych źródeł.

Środki ostrożności

Przeniesienie spółki za granicę obarczone jest jednak ryzykiem. Cały proces bazuje na prawie obcym, a zatem konieczna jest dobra znajomość procedur i przepisów niejednokrotnie bardzo odległych konstrukcyjnie od tych znanych w Polsce. Może się to okazać bardzo skomplikowane.

Zresztą, polskie przepisy nie ułatwiają podatnikom zmiany rezydencji podatkowej. Zgodnie z art. 3 ust. 1 i 2 ustawy o CIT podatnicy mający siedzibę lub zarząd na terytorium RP podlegają obowiązkowi podatkowemu od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania. Jeżeli natomiast podatnicy nie mają na terytorium RP siedziby lub zarządu, podlegają obowiązkowi podatkowemu tylko od dochodów, które osiągają na terytorium RP. Miejscem faktycznego zarządu spółki jest miejsce, w którym odbywa się faktyczne zarządzanie podmiotem. Oznacza to, że warunek posiadania zarządu należy odczytywać nie tylko w znaczeniu formalnym, ale także w znaczeniu sprawowania na terytorium Polski zespołu czynności, które funkcjonalnie składają się na całokształt procesu zarządzania jego działalnością i majątkiem. Jeżeli zatem ciąg przyczynowo-skutkowy wskazywał będzie na Polskę, dochody spółki zagranicznej będą opodatkowane w Polsce. Jeżeli natomiast wszelkie dochody spółki zagranicznej nie będą opodatkowane na terytorium Polski, to pojawia się niebezpieczeństwo narażenia się na tzw. podatek u źródła, uregulowany w art. 3 ust. 2 ustawy o CIT.

W konsekwencji prowadzenie działalności gospodarczej za granicą może skutkować koniecznością nieustannego udowadniania, że faktyczną siedzibą spółki jest któraś z położonych za granicą rezydencji. To może nie tylko być uciążliwe, ale także generować dodatkowe koszty.

Remedium na wszystkie wymienione trudności jest odpowiednia pomoc merytoryczna, udzielana przez specjalizujące się w międzynarodowym planowaniu podatkowym kancelarie prawnopodatkowe. A sprawna i skuteczna zmiana rezydencji podatkowej pozwoli m.in. uniknąć negatywnych reakcji ze strony polskich organów podatkowych, które nie są zbyt przychylne przedsiębiorcom przenoszącym siedzibę spółki za granicę.

Anonimizacja przez powiernictwo

Korzystnym i sprawdzonym modelem anonimizacji biznesu jest konstrukcja powiernictwa. Polega ona na przekazaniu przez właściciela należącego do niego majątku pod zarząd komu innemu, tzw. powiernikowi, który choć rozporządza nim we własnym imieniu, to jednak czyni to na rzecz właściciela. Powiernictwo idealnie sprawdza się w procesie zakładania spółki i przy nabyciu udziałów lub nieruchomości. Ta instytucja prawna pozwala na realizację transakcji przy zachowaniu wysokiego poziomu anonimowości dokonujących jej podmiotów.

Ważne, by zrobić to właściwie

Niewątpliwie anonimizacja przedsiębiorstwa poprzez przeniesienie spółki za granicę daje wiele korzyści. Może nie tylko polepszyć sytuację finansową firmy, ale także zapewnić ochronę jej majątku. Trudno jednak zmienić rezydencję podatkową całkowicie samodzielnie – przede wszystkim ze względu na bariery proceduralne i brak orientacji w obcym systemie prawnym. Chcąc poprawić sytuację przedsiębiorstwa, należy zatem być ostrożnym, by nie osiągnąć przypadkiem odwrotnego rezultatu. Dobrze jest skorzystać z profesjonalnej pomocy. Specjalizująca się w międzynarodowym planowaniu podatkowym kancelaria prawna nie tylko skutecznie i bezpiecznie przeniesie działalność przedsiębiorcy za granicę, ale i zaoferuje później bieżącą obsługę zagranicznej spółki.

Korzyści z przeniesienia spółki za granicę:

  • wzmocniony system ochrony majątku firmy;
  • korzystne otoczenie biznesowe sprzyjające rozwojowi firmy;
  • minimalizacja formalności administracyjno-organizacyjno-prawnych przedsiębiorstw;
  • liczne zwolnienia i ulgi podatkowe;
  • uproszczona procedura założenia spółki (m.in. dzięki oferowanym przez specjalizujące się w tym kancelarie prawne gotowym strukturom korporacyjnym, w które można „wstąpić”, a potem zdalnie zarządzać nimi z Polski).

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Polacy szukają banku, który skredytuje najszybciej

Szukając kredytu aż 35% Polaków wybrało bank, który zaoferuje środki najszybciej – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Nest Banku. Kolejne 28% wybrało ofertę z minimalną liczbą formalności. Co ciekawe, koszty kredytu znalazły się poza podium w kredytowej hierarchii wartości. Brak wiedzy czy duża odwaga? – Mamy zaufanie do banków, ale też jesteśmy świadomi, że ceny kredytu są w nich coraz bardziej zbliżone. Dlatego gdy potrzebujemy kredytu, to chcemy otrzymać pieniądze szybko i prosto – mówi Bartłomiej Babicz z Nest Banku.

Decyzja kredytowa czynnikiWedług danych NBP, aż 69% Polaków ma zaufanie do banków. Co więcej, 72% z nas jest przekonana, że są one odpowiednio nadzorowane i działają uczciwie. Zapewne dlatego korzystając z ich usług nie zawsze jesteśmy dociekliwi. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy potrzebujemy zastrzyku gotówki. Jak pokazują badania przeprowadzone na zlecenie Nest Banku, szybkość udzielenia kredytu (35%) i minimum formalności (28%)  są najważniejszymi argumentami przy podejmowaniu decyzji kredytowej.

Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku
Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku

– Jeśli potrzebujemy zastrzyku gotówki, to zwykle nie mamy czasu na czekanie. Idziemy więc tam, gdzie dostaniemy pieniądze szybko. Chcemy też aby bank dopasował swój sposób działania do naszej sytuacji. Na przykład, żeby uwzględnił dodatkowe dochody lub oszczędności – zauważa Bartłomiej Babicz, Dyrektor Zarządzający Obszarem Bankowości Detalicznej w Nest Banku. – Na szczęście banki to rozumieją. Wiele z nich już usprawniło procesy weryfikacyjne i uprościło procedury, co skróciło czas oczekiwania na decyzję kredytową. Sprawiło to także, że „szybka pożyczka” przestała kojarzyć się wyłącznie z „niebezpiecznymi” ofertami – tłumaczy Bartłomiej Babicz.

Badanie Nest Banku pokazało, że wysokość raty była najważniejsza dla 24% Polaków, a oprocentowanie dla 21%. Tylko 5% badanych zwróciło uwagę na dodatkowe korzyści, które otrzyma jeżeli zdecyduje się na kredyt. Niespełna 7% uległo namowom doradcy, a 8% skorzystało z rady członka rodziny. Tylko 10% badanych zadeklarowało, że skorzystali z kredytu dlatego, że był dostępny przez Internet.

* Na podstawie raportu NBP: Postawy Polaków wobec obrotu bezgotówkowego luty 2017

** Na podstawie badania „Eksploracja postaw i potrzeb klientów indywidualnych oraz mikroprzedsiębiorców w kategorii bankowej” przeprowadzonego przez instytut Kantar Millward Brown na zlecenie Nest Banku

Długi czynszowe Polaków sięgają 136 mln zł

Łączna kwota długów czynszowych osób i firm zgromadzonych w BIG InfoMonitor sięga 136 mln zł. Średnio na osobę przypada ponad 11,1 tys. zł. Z powodu nieopłaconego czynszu do rejestru częściej trafiają kobiety, co czwarty dłużnik ma między 55 a 64 lata. Najmniej zamożnym w spłacie czynszów zamierza ulżyć państwo, ale tylko w pierwszych 9 latach najmu.

928 tys. zł – to dług 37-letniej mieszkanki z Podlasia. 60-latka z Legnicy zalega na kwotę 544 tys. zł. Ze względu na to, że kobiety przeważają wśród czynszowych dłużników (52 proc.) BIG InfoMonitor, to dwa pierwsze miejsca na podium czynszowych rekordzistów należą do nich. Dopiero na trzecim jest mężczyzna, 51-latek z województwa kujawsko-pomorskiego z długiem na prawie 420 tys. zł. To również długi za lokal. Łączna kwota zaległości czynszowych osób i firm zgromadzonych w BIG InfoMonitor wynosi ponad 135,8 mln zł. Zaległości dotyczą głównie osób prywatnych, bo udział firm wśród 10 385 tego typu dłużników stanowi 6,4 proc. W ciągu roku, zaległości czynszowe osób oraz firm zmniejszyły się o prawie 8,5 mln zł (z 144,4 mln zł do 135,8 mln zł), a liczba dłużników o 305 podmiotów. Dane o niepłacących za lokal trafiają jednak do BIG InfoMonitor coraz częściej. Jedna z łódzkich spółdzielni mieszkaniowych tylko w tym roku wpisała do bazy BIG-u ponad 600 dłużników, osób fizycznych. Wartość zaległości? 15 mln zł, z czego udało się odzyskać prawie 7 mln zł. Inna spółdzielnia, z Gdańska, w ciągu trzech lat wprowadziła do rejestru 3,1 tys. osób. Wartość zadłużenia to 14,7 mln zł, z czego odzyskała 13 mln zł. Nawet dla największych spółdzielni to ogromne pieniądze.Długi czynszowe sięgają 136 mln zł

Trudne Mazowsze

Czynszowe zaległości, widoczne w BIG InfoMonitor to dopiero czubek góry lodowej. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2016 r. wynika, że co czwarte z ok. 7,56 mln poddanych analizie mieszkań ma nieuregulowane opłaty. Wraz z odsetkami około 4,6 mld zł. 2,25 mld to długi lokatorów mieszkań komunalnych, 1,25 mld zł spółdzielni mieszkaniowych, 0,76 mld zł winni są niepłacący wspólnotom mieszkaniowym, 0,2 mld zł zamieszkujący lokale zakładowe i po 0,06 mld zł TBS-y oraz mieszkania Skarbu Państwa. Przeciętna kwota zaległości sięgała 2,4 tys. zł. Z analizy GUS wynika, że największy udział niepłacących czynszu, bez względu na formę własności lokalu, występuje w województwach: mazowieckim, lubelskim, lubuskim i zachodniopomorskim.

Mazowsze wypada najgorzej również w bazie BIG InfoMonitor. Długi lokatorów i firm wynoszą tu 32,9 mln zł. Ich liczba to niecałe 1,4 tys. Najwięcej dłużników czynszowych ponad 3,2 tys. ma natomiast woj. kujawsko-pomorskie. Wartość zaległości w tym regionie zbliżyła się do 22 mln zł.Długi czynszowe

Niepłacony czynsz jak darmowy kredyt

– Problem długów mieszkaniowych to nie tylko kwestia sporu na linii mieszkaniec – zarządzający.
Niepłacący to również kłopot dla innych właścicieli lokali, którzy muszą rezygnować z różnych udogodnień lub godzić się na usługi gorszej jakości. Niekiedy nieuchronne jest podniesienie zaliczek dla wszystkich. Rachunki regulujemy przecież za całe osiedle, a nie tylko za osoby, które wywiązują się z tego obowiązku w terminie
 – informuje Dominik Olechowski, wiceprezes firmy Lux Dom z Warszawy, która administruje kilkuset wspólnotami mieszkaniowymi. – Bez terminowych wpłat od mieszkańców, spółdzielnia czy wspólnota nie ma pieniędzy na bieżące opłaty, np. sprzątanie, oświetlenie, niezbędne naprawy i remonty – podkreśla. W opinii Dominika Olechowskiego część mieszkańców zwyczajnie zapomina zapłacić, ale niektórzy z premedytacją traktują to jako okazję do wzięcia darmowego kredytu, który można spłacać po kilku tygodniach. Jeszcze inni zupełnie odmawiają współpracy. Dlaczego? – Wyjaśnienia są różne: ktoś wyjechał za granicę, innemu nie podoba się ochroniarz albo sprzątaczka na osiedlu, często też mylone są zasady najmu z obowiązkami właściciela mieszkania funkcjonującego we wspólnocie. A w przypadku własności, jak wynika to z obowiązków ustawowych właściciela lokalu, konieczna jest partycypacja w utrzymaniu części wspólnych – dodaje.

Z obserwacji spółdzielni i firm zarządzających nieruchomościami widać, że problem z opóźnieniami w spłacie czynszów nasila się w wakacje oraz w grudniu.

Spółdzielnie, zarządzający nieruchomościami zazwyczaj odzywają się do dłużników po kilkunastu dniach. Po miesiącu zaczynają się przypominać. Gdy to nie skutkuje, niektóre sięgają po mocniejsze środki, jak wezwanie do zapłaty z informacją, że nieopłacenie czynszu grozi wpisem do Rejestru Dłużników np. BIG InfoMonitor. Osoby zgłoszone z długiem do BIG InfoMonitor mogą mieć kłopoty z wzięciem kredytu, pożyczki, zawarciem umowy z dostawcą internetu czy operatorem telefonii komórkowej. Wpisany do rejestru może też zapomnieć o ratach na np. nowy komputer, czy pralkę, jeśli sprzedawca prowadzący taką sprzedaż sprawdza swoich klientów w BIG-u. – Dlatego też już samo pismo sygnowane znakiem BIG-u może zmobilizować do zapłacenia zaległego czynszu. Jak wynika z naszych danych pierwsze wezwanie do zapłaty, o ile jest wysłane szybko, skłania do działania aż dwie trzecie czynszowych dłużników. Ważne aby windykowany dług powstał niedawno, wówczas łatwiej go odzyskać. Z pewnością reagowanie dopiero wtedy, gdy lokatorowi czy właścicielowi uzbiera się kilka tysięcy złotych zaległości to błąd – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Rząd chce dopłacać do czynszów

Rząd pracuje obecnie nad „Ustawą o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania”. Dokument trafił do konsultacji publicznych. Proponowane w projekcie rozwiązania przewidują dopłaty do czynszu w pierwszych 9 latach najmu, a ich wysokość ma zależeć od osiąganych dochodów przez gospodarstwo domowe. Jednoosobowe gospodarstwo domowe, mogłoby się ubiegać o dopłatę, jeżeli jego średni miesięczny dochód nie przekraczałby 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, publikowanego przez GUS (według GUS w ub.r. było to 4271,51 zł brutto). Za każdą kolejną osobę w gospodarstwie domowym limit 60 proc. jest byłby powiększany o 30 pkt proc. Oznacza to, że w przypadku dwuosobowego gospodarstwa limit dochodowy wynosiłby 90 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, a w przypadku trzyosobowego – 120 proc.

Wysokość dopłat ma zależeć również od kosztów budownictwa mieszkaniowego na danym terenie, powierzchni mieszkania i liczebności gospodarstwa domowego. Ich wartość będzie jednak co trzy lata obniżana. Rząd planuje, że pierwsze dopłaty miałyby być przyznawane w 2019 r. W przyszłym roku na ten cel przewidziano 400 mln zł, w każdym kolejnym roku po 400 mln zł więcej. Od 2023 r. do 2027 r. miałoby to być – 2 mld zł rocznie.

Misja wykonana

USA przeprowadziły atak rakietowy na Syrię, ale rynki nie robią sobie z tego zbyt wiele. Strategia ataku „raz, a dobrze” zdaje się dawać inwestorom powód, by nie marnować budowanego w ubiegłym tygodniu apetytu na ryzyko. Obawy o rozwój sytuacji geopolitycznej nie znikają jednak całkowicie, więc pozostaniemy na pastwie niespodziewanych nagłówków w serwisach informacyjnych.

W piątek niestety miałem dobre przeczucie, że temat syryjski może mieć przykre rozwinięcia w weekend, jednak reakcja rynku jest zdumiewająco niemal niewidoczna. Cofnięcie USD/JPY o 30 pipsów, czy wahania ceny złota w granicach 0,5 proc. nie są warte opisywania. Sugestie, że działania militarne nie przerodzą się w dłuższą kampanię (prezydent Trump stwierdził, że „misja została wykonana”) pomagają uspokoić reakcję. Mimo to kontynuacja konfliktu nie jest wykluczona: Trump ostrzegł, że odpowie na kolejny atak z wykorzystaniem broni chemicznej; prezydent Putin przestrzega przed „chaosem”, który może wyniknąć z kolejnych ataków na Syrię; USA jest gotowe na nałożenie sankcji na kolejne spółki rosyjskie, które mogą być podejrzewane o powiązania z syryjskim reżimem. W przerwach między publikacjami danych makro pozostaje śledzić serwisy informacyjne (i portale społecznościowe) na wypadek niespodziewanych komunikatów.

Możliwe, że poniedziałek zostanie wykorzystany przez inwestorów na potwierdzanie, czy rzeczywiście można zignorować weekendowe wydarzenia, czy jednak jest powód do redukcji ryzykownych pozycji. Obraz techniczny na parach z AUD, NZD i JPY wskazuje na brzydkie korekty i nieudane wybicia istotnych poziomów techniczne. To przynajmniej może ostudzić zapał do kontynuacji trendów z zeszłego tygodnia. Jeśli jednak najbliższa doba pozostanie spokojna, powrót risk-on jest drogą po linii najmniejszego oporu.
Głównym punktem kalendarza w poniedziałek jest sprzedaż detaliczna z USA. Oczekiwania są po pozytywnej stronie (0,4 proc. m/m) po serii trzech odczytów po -0,1 proc. Mimo to nie można zapominać, że USD ma problem, by wyraźnie zyskiwać po dobrych publikacjach, za to rozczarowania są skrzętnie odzwierciedlane przez rynek.

Wbrew naszym i większości rynku oczekiwaniom agencja S&P zdecydowała się na podwyższenie perspektywy ratingu Polski ze stabilnej do pozytywnej. Agencja spodziewa się mocnej ekspansji gospodarki w 2018 r. wobec solidnego popytu zewnętrznego, hojnych transferów z UE oraz odporności fundamentów Polskiej gospodarki. Rewizja wskazuje również na rosnące przekonanie, że reformy administracji podatkowej wygenerowały sekularny wzrost dochodów publicznych na poziomie ok. 0,5 proc. PKB. Ta ostatnia kwestia mogła przeważyć o zmianie oceny, pomimo podtrzymania zdania o obecności szeregu ryzyk, w tym wzrost presji na sytuację budżetową ze strony kurczącej się i starzejącej populacji w wieku produkcyjnym. Stabilność EUR/PLN dziś rano sugeruje, że za część umocnienia złotego pod koniec ubiegłego tygodnia mogło odpowiadać pozycjonowanie się inwestorów na wypadek rewizji perspektywy, w efekcie czego kontynuacja umocnienia nie jest pewna. Złoty pozostaje zdane na wahania sentymentu zewnętrznego i ostatnia poprawa nastrojów sprzyja osuwaniu EUR/PLN, choć w szerszym ujęciu nie widać, aby rynek nabierał wyraźnego kierunku.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs euro do złotego spadł poniżej 4,165 dyskontując m.in. decyzję agencji S&P

Złoty utrzymuje okolice z końca piątkowej sesji, kiedy to dalej umacniał się, pod koniec dnia testując wsparcie na 4,165. W całym ub. tygodniu waluta nasza w relacji do euro zyskała prawie 3,5 grosza pomimo nadal obecnego ryzyka związanego z wojną handlową i geopolityką (Syria).

GUS potwierdził finalny marcowy szacunek inflacji CPI na poziomie 1,3% r/r. Jak się okazało główną przyczyną spadku cen była niższa inflacja bazowa, której odczyt NBP opublikuje w najbliższy poniedziałek (prognoza PKO: 0,7% r/r). Szczegółowe dane wskazują, że do spadku inflacji przyczyniły się w szczególności obniżki cen środków czystości, ubezpieczeń, usług transportowych i wycieczek zagranicznych. W ocenie ekonomistów PKO, kolejne miesiące powinny przynieść umiarkowany wzrost inflacji, w głównej mierze ze względu na niską bazę cen paliw. Dane inflacyjne (podobnie jak publikowane pod koniec dnia C/A) pozostały jednak bez wpływu na notowania złotego, który już od początku tygodnia oczekiwał na decyzję agencji S&P dot. ratingu i oceny perspektywy Polski. Niemniej warto wspomnieć, że w lutym deficyt obrotów bieżących Polski wyniósł 1,017 mld euro wobec 2,072 mld euro nadwyżki w styczniu. Jak wynika z danych NBP czynnikiem, który odpowiadał za zaskoczenie w relacji do prognoz (PKO: -197 mln EUR), było ujemne saldo transferów z UE.

Na początku kwietnia S&P podniósł prognozy dla Polski w tym dla PKB z 3,8% do 4,8%. Jednocześnie obniżył też prognozę długu sektora rządowego i samorządowego z 51,8% do 49,5% PKB. Obecnie agencja ocenia nasz kraj na poziomie BBB+ (najniżej ze wszystkich trzech głównych agencji ratingowych). Według Fitcha rating Polski to A- (czyli o poziom wyżej), a według Moody’s – A2 (a więc dwa poziomy wyżej niż S&P). Perspektywy wszystkich ocen do piątku były stabilne. O ile do zmiany ratingu Polski nie doszło (tak jak oczekiwano), ale agencja S&P zaskoczyła większość ekonomistów podwyższając perspektywę ratingu do pozytywnej. W komentarzu do oceny agencja napisała, że oczekuje, iż dzięki solidnemu popytowi zewnętrznemu, dużym transferom z UE oraz odporności polskiej, zróżnicowanej i otwartej gospodarki, utrzymana zostanie silna ekspansja w dalszych okresach 2018 r.

W ostatnich dniach, obok oczekiwań na pozytywne komentarze ze strony S&P, wsparciem dla złotego był też ruch kursu EURUSD do 1,24 (w połowie ub. tygodnia). Impuls do wzrostu euro dała wypowiedź członka EBC E. Nowotnego, w której wskazywał on m.in. na możliwe w tym roku rozpoczęcie normalizacji polityki pieniężnej, co torowałoby drogę do pierwszej podwyżki stóp w strefie euro. Ponadto, marcowe minutes Fedu pokazały, że co prawda w USA stopy będą dalej rosły (nie jest wykluczone, że jeszcze trzykrotnie), to jednak członkowie FOMC zaczynają obawiać się o wpływ polityki fiskalnej i handlowej administracji prezydenta Donalda Trumpa na gospodarkę, co może mieć wpływ na politykę pieniężną Fed-u w kolejnych latach. Tym samym rosnące ryzyko polityczne przeważyło prawdopodobnie nad fundamentami szczególnie, że ostatnio nie dostarczały one nowych informacji, a jedynie potwierdzały już wycenione.

W tym tygodniu złoty nadal będzie pozostawał pod wpływem geopolitycznych wydarzeń na rynkach bazowych, ale uwagę przyciągać będą też krajowe dane makro (inflacja bazowa, produkcja przemysłowa praz płace i zatrudnienie), których wydźwięk raczej nie będzie sprzyjał umacnianiu PLN. Decyzja S&P jest już w notowaniach złotego, stąd na utrzymanie zeszłotygodniowego trendu raczej są małe szanse.

rating

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Nowy koncept marki Volvo w centrum Warszawy. To pierwszy na świecie salon samochodowy połączony z kawiarnią i centrum kulturalnym

Nowy koncept marki Volvo w centrum Warszawy. To pierwszy na świecie salon samochodowy połączony z kawiarnią i centrum kulturalnym 5

Pierwszy na świecie Downtown Store marki Volvo został właśnie otwarty w ścisłym centrum Warszawy. To nowy koncept salonu samochodowego, połączonego z kawiarnią i centrum kulturalnym, gdzie – obok dobrej kawy i koncertów muzycznych – można też skorzystać z jazdy próbnej i od ręki kupić samochód. Grupą docelową marki są zabiegani, pracujący mieszkańcy Warszawy, którzy często nie mają czasu odwiedzić salonu położonego na obrzeżach miasta.

– W naszym Downtown Store będą odbywały się koncerty muzyczne – będzie to wiodące wydarzenie artystyczne, które będzie miało swoją cykliczność, a ponadto konferencje prasowe, spotkania z żeglarzami lub z ludźmi mającymi różne pasje. Oferta kulturalna będzie bogata i nie będzie się ograniczać tylko do muzyki – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Dojs, rzecznik prasowy Volvo Car Poland.

W samym centrum Warszawy, przy ul. Marszałkowskiej blisko skrzyżowania z Żurawią, marka Volvo otworzyła właśnie swój pierwszy Downtown Store, w którym – obok ekspozycji samochodów – będzie funkcjonować także kawiarnia i centrum kulturalne.

To taki salon samochodowy w miniaturce, ale także zwykła kawiarnia, która żyje w centrum miasta. Można wpaść i kupić samochód, albo po prostu posiedzieć przy kawie – mówi Stanisław Dojs.

Warszawski Downtown Store to pierwszy taki punkt Volvo na całym świecie, gdzie obok dobrej kawy i wydarzeń kulturalnych, będzie można również obejrzeć i od razu kupić samochód tej marki. Grupą docelową marki są w tym przypadku zabiegani mieszkańcy miasta, którzy nie mają czasu, żeby odwiedzić tradycyjny salon sprzedażowy.

Przede wszystkim, chcemy sprzedawać samochody, chcemy dotrzeć do klientów pracujących i mieszkających w centrum Warszawy poprzez zaprezentowanie naszych modeli, ale także poprzez rożnego rodzaju wydarzenia kulturalne związane ze Szwecją, naszą marką i kulturą szwedzką. Nasza grupa docelowa, czyli potencjalni klienci, którzy kupują Volvo, to kobiety, mężczyźni, rodziny, aktywni mieszkańcy Warszawy. Downtown Store jest pierwszym takim miejscem stworzonym przez Volvo na świecie, wyprzedziliśmy Nowy Jork czy Tokio – mówi Mariusz Nycz, dyrektor ds. marketingu w Volvo Car Poland.

– Wygraliśmy dlatego, że zaproponowaliśmy najbardziej spójną i najładniejszą koncepcję. Zresztą, wystarczy do tego miejsca przyjść i zobaczyć. To jest miejsce, gdzie można zobaczyć, jak wygląda szwedzki design i luksus po szwedzku, luksus minimalistyczny, nie rzucający się w oczy, ale objawiający się w konsekwentnej linii stylistycznej, a także w zastosowaniu naturalnych materiałów, takich jak drewno, metal czy kryształ – dodaje Stanisław Dojs.

Rzecznik prasowy marki podkreśla, że od lat 90. salony samochodowe bardzo się zmieniły – obecnie wracają do centrów dużych miast, dostosowują się do zmieniającego rynku i potencjalnych klientów, dysponujących mocno ograniczoną ilością czasu.

Salony samochodowe przebyły długą drogę. We wczesnych latach 90. znajdowały się w centrum, potem wędrowały na obrzeża miast, teraz do centrów znów wracają, ale w trochę innej formie – bardziej luksusowej, wysublimowanej, bo też ludzie, którzy samochody kupują, często mają duże środki, ale mają mało czasu, nie chcą podróżować poza miasto. Tutaj można nie tylko przyjść i zobaczyć, jak takie auto wygląda, ale również z podziemnego garażu wyjechać na jazdę próbną – mówi Stanisław Dojs.

Pracowity czas dla inwestujących w fundusze

Lutowa korekta była odczuwalna dla posiadaczy funduszy akcyjnych, których wyniki poszły w ślad za indeksami giełdowymi. Jednak nie wszyscy inwestorzy tracili. Były też takie fundusze, które wybroniły się przed spadkami – zaznaczają eksperci BGŻOptima. W  pierwszym kwartale tego roku zysk dla klientów wypracowały fundusze: dłużne, polskich papierów skarbowych, dłużne polskie uniwersalne, dłużne polskich korporacji gotówkowe i pieniężne. Warto zauważyć, że istnieją również fundusze akcyjne, które mimo chwilowych zawirowań pozwoliły klientom zarobić.

Choć pierwszy kwartał 2018 r. zaczął się bardzo pomyślnie dla funduszy inwestycyjnych, to jego zakończenie przyniosło mało zadowalające wyniki. W styczniu tylko fundusze zaangażowane w krajowe i zagraniczne papiery skarbowe odnotowały straty, pozostałe wypracowały spore zyski dla inwestorów. Błyszczały przede wszystkim fundusze akcyjne, których wyniki napędzała hossa na krajowych i zagranicznych giełdach: od rynków globalnych wschodzących (odnotowały najwyższy zwrot w miesiącu – 5,3 proc.), akcji spółek japońskich (5 proc.), polskich uniwersalnych (3 proc.), akcji amerykańskich (2,9 proc.), aż po rynek turecki, choć tu wzrosty były najniższe – 0,3 proc.

Wyceny funduszy pieniężnych i gotówkowych wzrosły o 0,2-0,3 proc., podobnie było w przypadku funduszy dłużnych. Na niewielkim minusie znalazły się tylko fundusze papierów skarbowych polskich i globalnych: -0,1 proc.

Nieoczekiwana zamiana miejsc

W lutym wraz ze spadkami na światowych giełdach, wywołanymi gwałtowną wyprzedażą akcji na Wall Street w pierwszych dniach lutego, wyceny jednostek funduszy akcyjnych poszły w dół. Przecena objęła też inne klasy aktywów: fundusze mieszane, polskie i zagraniczne oraz globalne dłużne: uniwersalne i korporacyjne. Korekta najmocniej dotknęła fundusze uniwersalne polskich akcji, które straciły 5,4 proc. w ciągu miesiąca. Fundusze akcji małych i średnich spółek potaniały o 4,3 proc., akcji azjatyckich (bez Japonii) 3,8 proc., akcji amerykańskich 3 proc. Stosunkowo największą odpornością na światowa korektę wykazały się akcje spółek tureckich, notując umiarkowane straty w wysokości 0,7 proc.

Na drugim biegunie znalazły się natomiast fundusze obligacyjne, które po styczniowych spadkach, w lutym znalazły się na plusie. Fundusze polskich papierów skarbowych zyskały 0,5 proc., a polskie dłużne uniwersalne 0,4 proc.

Mniej i bardziej odporne fundusze

Przecenie w styczniu i w lutym oparła się jeszcze jedna grupa funduszy: gotówkowe i pieniężne. Jak wspomniano, w styczniu wyceny jednostek wzrosły o 0,2-0,3 proc. W lutym również znalazły się na plusie, zyskując średnio 0,3 proc. Swoją odporność na rynkowe zawirowania potwierdziły w marcu, kiedy obok funduszy dłużnych, skarbowych, obligacji korporacyjnych zakończyły miesiąc z zyskiem. Średnie stopy zwrotu funduszy pieniężnych wyniosły 0,2 proc. Dłużne skarbowe i uniwersalne zarobiły dla klientów 0,4 proc. w miesiącu.

– W czasach niepokojów na giełdach fundusze pieniężne i dłużne często traktowane są przez inwestorów jako bezpieczna przystań. Te rozwiązania cieszą się dużą popularnością nie tylko wśród osób na co dzień inwestujących konserwatywnie, ale również tych z większą skłonnością do ryzyka. W momencie spadków, „na przeczekanie” przenoszą tam aktywa na krótki okres – mówi Jonasz Druzgała, ekspert BGŻOptima. – To tłumaczy znaczny wzrost napływów do tego typu funduszy zaobserwowany w lutym. W funduszach dłużnych o przeszło +0,5 mld zł (+1,1%), a pieniężnych o +2,2 mld zł (+5,1%). Trend ten był kontynuowany również w marcu – zauważa.

Fundusze akcyjne w marcu nadal znajdowały się pod silną presją sytuacji na światowych rynkach kapitałowych, kontynuując spadki z lutego. Największa przecena dotknęła tym razem akcje spółek tureckich, które odnotowały ponad 7-procentowy spadek. Nadal taniały jednostki uczestnictwa w funduszach akcji polskich uniwersalnych oraz małych i średnich spółek (odpowiednio 5,1 proc. i 3,6 proc.). W dół poszły zarówno fundusze europejskich i globalnych rynków wschodzących (3,6 proc. i 2,7 proc.), jak i globalnych i europejskich rynków rozwiniętych (3,1 proc. i 2,5 proc.).

Na spadkach też można zarobić

Skala przeceny jednostek funduszy akcyjnych jest bardziej zrozumiała, jeśli spojrzymy na sytuację na giełdach w I kwartale. Główny indeks warszawskiej giełdy WIG stracił od stycznia do końca marca 8,42 proc. Przecena najmocniej uderzyła w blue chipy, największe spółki z indeksu WIG20, który skurczył się o 10,19 proc. Indeks średnich spółek mWIG40 stracił 6,03 proc. Najbardziej odporne na zimową bessę okazały się małe spółki. Strata indeksu sWIG80 wyniosła 2,85 proc.

Niewiele mniejsza była skala wyprzedaży na światowych giełdach. Brytyjski indeks FTSE100 stracił w I kwartale 8,08 proc., niemiecki DAX 6,35 proc., japoński Nikkei 5,79 proc. Stosunkowo najmniejsze spadki dotknęły indeks największych amerykańskich spółek S&P500 – 1,22 proc.

Pomimo tak nieprzyjaznego otoczenia znalazły się fundusze akcyjne, które wypracowały dodatni zwrot z inwestycji. Przykładowo Investor Akcji Spółek Dywidendowych zakończył I kwartał wynikiem 0,61 proc. Nie jest to dużo, ale zarządzającym udało się uchronić kapitał przed stratami.

Jeszcze lepiej poradziły sobie niektóre fundusze akcji zagranicznych. Skarbiec Spółek Wzrostowych zyskał 8,24 proc., Skarbiec Top Brands 5,75 proc., a Investor Rosja 4,44 proc. Warto zwrócić również uwagę na dwa fundusze: Quercus Short oraz Ipopema Short Equity. Wynik pierwszego z nich to +8,97 proc., drugiego + 8,14 proc. – Ich strategia polega na zarabianiu na spadkach giełdowych indeksów. Dzięki włączeniu ich do portfela możemy nie tylko zrekompensować sobie straty na innych instrumentach finansowych czyli zabezpieczyć posiadane aktywa, ale również zarabiać w momencie gorszej sytuacji na rynkach akcji. Kluczem jest przesunięcie pieniędzy w tego typu produkty inwestycyjne w odpowiednim momencie – mówi Jonasz Druzgała.

Wyniki funduszy inwestycyjnych w pierwszym kwartale tego roku pokazują, że istnieją rozwiązania, które nawet podczas zachwiania na giełdzie dobrze sobie radzą i są w stanie ochronić kapitał przed stratą. Jak podkreślają eksperci BGŻOptima, w czasie bessy również można osiągać zyski. Jednak kluczowe jest, żeby lokować pieniądze w różnego rodzaju aktywa. Zróżnicowanie portfela pod kątem potencjalnego ryzyka pozwoli naszym zainwestowanym oszczędnościom pracować i niwelować ewentualne straty.

Poparcie ze strony związków zawodowych pomoże odnieść sukces PPK

Jest wiele istotnych czynników sukcesu Pracowniczych Planów Kapitałowych, lecz jeden z tych czynników wydaje się szczególny. Jest nim poparcie ze strony partnerów społecznych – przede wszystkim związków zawodowych – do idei PPK. Jeżeli będziemy mieli na terenach zakładów pracy poparcie związków zawodowych, które będą namawiały do przemyślenia wystąpienia z PPK, istnieje szansa na jak największe oszczędności naszych rodaków na dodatkową emeryturę.

– Efekty dodatkowego oszczędzania zobaczymy dopiero po latach – powiedział agencji eNewsroom.pl dr Marcin Wojewódka, radca prawny, członek zarządu Instytutu Emerytalnego – Doświadczenie ostatnich 20 lat – chociażby w zakresie pracowniczych programów emerytalnych – pokazuje, że osoby oszczędzające w dodatkowym filarze nie muszą dzisiaj martwić się o godziwą emeryturę. Terminowość i rozpoczęcie regularnego opłacania składki jest kolejnym czynnikiem sukcesu w ramach PPK. Jestem przekonany, że ten pomysł – o ile nie zostanie zepsuty na ostatniej prostej – ma dużą szansę powodzenia – stwierdził Wojewódka.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na Silver oraz USDJPY

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Według poprzedniego raportu Commitments of Traders bardzo ciekawie przedstawia się para walutowa USDJPY oraz srebro.

USDJPY – fundusze powróciły do sprzedaży JPY

Ostania aprecjacja jena japońskiego względem dolara amerykańskiego była spowodowana wyprzedażą na rynku akcji oraz zamykaniem krótkich pozycji w JPY przez fundusze lewarowane na rynku kontraktów terminowych. Teraz, po tak mocnej wyprzedaży USDJPY sytuacja zdaje się odwracać.

Według ostatniego raportu COT fundusze lewarowane otworzyły ponad 1 600 krótkich pozycji w JPY. Oprócz tego zarządzający kapitałem lewarowanym zdecydowali się na zmniejszenie ekspozycji po długiej stronie rynku o ponad 2000 tysiące kontraktów terminowych.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Po tak mocnej deprecjacji USDJPY korekta jest jak najbardziej wskazana, co wspierane jest przez raport COT.

Oprócz tego warto spojrzeć na analizę techniczną, która również daje duże prawdopodobieństwo nadejścia mocniejszej korekty. Stronie kupującej udało się obronić strefę wsparcia 104.50-105.50. Aktualnie zmierzają w okolicę poziomu oporu utworzonego przez minimum z kwietnia oraz września 2017 roku. Jeżeli uda im się pokonać wspomniane wsparcie, to ich celem stanie się poziom 110.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

W krótkim terminie bazowym scenariuszem pozostanie korekta, która wspierana jest przez pozycjonowanie funduszy lewarowanych. Natomiast w długim terminie notowania USDJPY prawdopodobnie będą kontynuować trend spadkowy.

Silver – duże prawdopodobieństwo wzrostów

Według ostatniego raportu COT duzi gracze otworzyli tylko 292 pozycji długich na rynku kontraktów terminowych oraz zniwelowali zaangażowanie po krótkiej stronie rynku o prawie 3 000 kontraktów. Aczkolwiek nie jest to najważniejszy czynnik, który zwiększa prawdopodobieństwo wzrostów na rynku srebra.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Jest nim linia netto, która pokazuje różnicę pomiędzy długimi oraz krótkimi pozycjami. Linia netto znalazła się na najniższym poziomie w historii, co przekłada się na zbyt duży pesymizm na rynku srebra.

W takim otoczeniu bazowym scenariuszem pozostanie redukcja krótkich pozycji, co prawdopodobnie doprowadzi do wzrostu notowań srebra. Podobnie było w lipcu oraz grudniu 2017 roku, gdzie również mieliśmy zbyt duży pesymizm.

Według analizy technicznej powyższy scenariusz jest potwierdzony. Notowania metalu szlachetnego znalazły się tuż ponad tygodniową strefą wsparcia 15.50-16.00. Na chwile obecną wsparcie powinno zostać obronione. Celem kupujących jest linia trendu spadkowego. Jeżeli stronie popytowej uda się pokonać wspomnianą linię trendu, to ich celem stanie się poziom oporu w okolicy 18 USD.

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Identyfikacja radiowa ułatwi automatyzację przemysłu. Nowa, tańsza technologia RFID pozwoli także na identyfikację przedmiotów i ludzi, np. w sklepach

Identyfikacja radiowa ułatwi automatyzację przemysłu. Nowa, tańsza technologia RFID pozwoli także na identyfikację przedmiotów i ludzi, np. w sklepach 6

Technologia RFID służy automatyzacji przemysłu nie tylko poprzez identyfikację towarów, lecz także przez umożliwienie monitorowania i zarządzania procesami produkcyjnymi. Ten typ komunikacji znalazł już powszechne zastosowanie w handlu, hotelarstwie, zabezpieczeniach pomieszczeń czy przemyśle. Znajdziemy go między innymi w zabezpieczeniach sklepowych towarów przed kradzieżą, systemach elektronicznej ewidencji czasu pracy czy kartach magnetycznych umożliwiających otwarcie drzwi w firmie lub hotelowym pokoju. Przyszłością są znaczniki RFID bez kontrolerów, których znacznie mniejszy koszt pozwoli na implementację w wielu różnych dziedzinach, jak np. sklepy detaliczne.

– RFID jest jedną z ważniejszych technologii związanych z komunikacją i identyfikacją w przemyśle. Technologię możemy stosować zamiennie z kodami kreskowymi, ale jest to komunikacja o wiele bardziej zaawansowana, bo jest to komunikacja dwustronna. W przypadku kodów kreskowych mamy tylko odczyt raz już zapisanej informacji, w przypadku RFID może być to odczyt i zapis, możemy zmieniać te dane, wykasowywać, zastępować nowymi informacjami. Jest to swoisty pendrive dla przemysłu, czyli jesteśmy w stanie te informacje wymiennie, dwukierunkowo, w czasie rzeczywistym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Banakiewicz, menedżer ds. rozwoju w firmie Balluff, zajmującej się automatyzacją fabryk.

Technologia RFID (ang. Radio Frequency Identification) polega na wykorzystaniu fal radiowych do identyfikacji osób i przedmiotów. Działa to w ten sposób, że do przedmiotów przyczepia się specjalne znaczniki z wbudowaną anteną nadawczo-odbiorczą i układem elektronicznym, na którym są zakodowane dane. Z drugiej strony systemu komunikacji znajduje się czytnik z anteną. Początki tej technologii znajdziemy w wykrywaczach metalu z lat 40. ubiegłego wieku. Jej dalszy rozwój przypadł na lata 60., kiedy to w sklepach pojawiły się pierwsze oparte na komunikacji radiowej systemy antykradzieżowe. Obecnie powszechnie stosuje się ją w różnego rodzaju kartach identyfikacyjnych, np. w hotelach zamiast kluczy, w klubach i obiektach sportowych czy w firmach, gdzie możemy przydzielić danej osobie dostęp do infrastruktury lub pomieszczeń.

– W przemyśle ta technologia znajduje różne zastosowania, począwszy od identyfikacji w trakcie różnego rodzaju czynności montażowych, która pozwala nie tylko zidentyfikować, lecz także śledzić produkt. Możemy technologię użyć również do monitorowania i zatwierdzania kolejnych operacji, czyli jeżeli operacja jest wykonana prawidłowo, robimy zapis, dopuszczamy do kolejnego etapu produkcji. Jeżeli zależy nam na tym, żeby np. wybrać odpowiednie narzędzie do odpowiedniego procesu, mogą być zapisane i dopuszczone tylko te narzędzia z odpowiednią referencją – wymienia Grzegorz Banakiewicz.

RFID znajdzie zastosowanie jednak nie tylko w przemyśle. Rozwój internetu rzeczy pozwoli tej technologii na zupełnie nową gamę zastosowań. Znaczniki RFID można umieścić niemal wszędzie – w różnego rodzaju urządzeniach IoT, ale również np. w koszulkach, co pozwoli oznaczyć przybyłych np. na konferencję uczestników. Dzięki temu organizator konferencji będzie dokładnie wiedział, kto w niej uczestniczy. RFID może znaleźć zastosowanie wszędzie, gdzie wymagana jest identyfikacja – zarówno przedmiotów, jak i ludzi.

Największą barierą przy wprowadzaniu technologii radiowej identyfikacji na rynek jest jej koszt. Tradycyjny tag RFID, używany np. w kartach magnetycznych, kosztuje ok. 10 centów. To stosunkowo dużo, jeśli ma być wykorzystywany np. w sklepach, gdzie niejednokrotnie otagowany towar będzie tańszy od samego znacznika. Odpowiedzią mają być tagi RFID, które nie wymagają użycia mikrokontrolera w nadajniku. Ich koszt maleje do 1 centa, ponieważ tagi mogą być w całości drukowane na drukarkach RFID. To zaś otwiera pole do zastosowania technologii w wielu innych niż przemysł, dziedzinach, jak np. sklepy detaliczne czy logistyka.

SBB Cargo wdraża infrastrukturę RFID dla ponad 10 tys. wagonów towarowych i pasażerskich, a także całej szwajcarskiej sieci kolejowej, w celu optymalizacji procesów logistycznych. Kirschenhofer Maschinenbau wykorzystuje automatyczną identyfikację narzędzi do produkcji katalizatorów ciężarówek. W ten sposób do każdego zadania używane są odpowiednie narzędzia. Airbus z kolei korzysta z rozwiązania RFID w wewnętrznym zestawie kabinowym modelu A380, do automatycznego sprawdzania urządzeń testowych.

Z raportu opracowanego przez IDTechEx wynika, że szacunkowa wartość światowego rynku RFID w 2017 roku wyniosła 11,2 mld dol. Do 2022 roku rynek ten ma osiągnąć wartość 14,9 mld dol. W 2017 roku na rynek mogło trafić ponad 18 mld tagów RFID.

Według Technavio rynek tagów RFID bez kontrolerów będzie się rozwijał w najbliższych latach w tempie 27 proc. średniorocznie.

Inteligentny projektor zamieni każdą powierzchnię w dotykowy ekran i rozpozna gesty. Technologie rozszerzonej rzeczywistości i rozpoznawania dłoni to przyszłość interakcji

Inteligentny projektor zamieni każdą powierzchnię w dotykowy ekran i rozpozna gesty. Technologie rozszerzonej rzeczywistości i rozpoznawania dłoni to przyszłość interakcji 7

Rozszerzona rzeczywistość bardzo prężnie wchodzi do świata nowych technologii. Technologia AR pozwala na połączenie świata realnego z wirtualną rzeczywistością oraz pełną kontrolę nad nim. Prezentowane są coraz bardziej zaawansowane urządzenia AR. Nowe gogle North Star nie tylko wyświetlają obraz w rozszerzonej rzeczywistości, lecz także rozpoznają gesty dłoni. Zaprojektowane specjalnie do obsługi dronów okulary Moverio pozwalają oglądać na żywo obraz z drona. Inteligentny projektor Xperia Touch zamienia natomiast ścianę w ekran dotykowy.

Technologia rozszerzonej rzeczywistości rozwija się w wysokim tempie. Coraz więcej producentów jest zainteresowanych jej rozwijaniem, a na rynek trafiają coraz bardziej zaawansowane technologicznie urządzenia. Jedną z podstawowych zalet rozszerzonej rzeczywistości jest możliwość wykorzystania własnych rąk jako kontrolera. Umożliwia to technologia śledzenia ruchów dłoni.

Firma Magic Leap pracuje nad projektem North Star. To okulary do rozszerzonej rzeczywistości, które mają kosztować tylko ok. 350 zł, a które wyróżniać się mają właśnie technologią rozpoznawania gestów dłoni. Korzystanie z platformy dzięki temu ma jeszcze bardziej przypominać rzeczywistość. Jak na razie gotowy jest prototyp urządzenia, a firma zamierza udostępnić kod źródłowy swojej technologii.

Technologią rozpoznawania gestów interesuje się również Sony. Projektor Xperia Touch nie tylko wyświetla obraz na ścianie, który możemy kontrolować za pomocą dotyku, lecz także rozpoznaje gesty dłoni.

– Xperia Touch to bardzo inteligentny projektor mający interfejs, który pozwala nie tylko na oglądanie wideo, lecz także kontrolowanie gestami poziomu głośności, przewijanie do przodu i do tyłu wyłącznie za pomocą ruchów rąk – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Diana Hernandez z Sony Mobile Communications.

Urządzenie Xperia Touch przekształci dowolną powierzchnię w interaktywny ekran dotykowy o przekątnej nawet 80 cali. Za pomocą urządzenia możemy wyświetlać prezentacje oraz filmy, a nawet grać w gry czy prowadzić wideokonferencje. Jego zastosowań jest jednak znacznie więcej.

– Możemy np. przeprowadzać wideokonferencje, grać w gry czy grać na wirtualnym pianinie. Powiedzmy, że chcesz się nauczyć grać na pianinie. Bierzesz więc lekcję, a następnie możesz powtórzyć ją na wirtualnej klawiaturze. Xperia Touch to również produkt biznesowy, oferujemy go już w niektórych sieciach hotelowych w Niemczech, pracujemy również z Mercedesem, by za pomocą tego projektora można było pokazywać video w jego salonach  przekonuje Diana Hernandez.

Inteligentne projektory wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość są dostępne na rynku już od kilku lat. W 2015 roku firma ZTE wprowadziła do sprzedaży model Spiro 2 z łącznością WiFi i pięciocalowym, dotykowym wyświetlaczem. Natomiast w 2016 roku, dzięki kampanii w serwisie crowdfundingowym Indiegogo, powstało pracujące pod kontrolą Androida urządzenie Lazertouch, które potrafi wyświetlić dotykowy obraz w rozdzielczości 1280 x 720 pikseli.

Analitycy firmy IDC szacują, że sprzedaż urządzeń AR w porównaniu z ubiegłym rokiem wzrośnie o około 30 proc.

Polacy otrzymują średnio nawet 20 e-maili reklamowych dziennie. Tych trafiających do SPAM-u większość adresatów nigdy nie przeczyta

Polacy otrzymują średnio nawet 20 e-maili reklamowych dziennie. Tych trafiających do SPAM-u większość adresatów nigdy nie przeczyta 8

Co trzeci Polak dostaje codziennie od 10 do 20 e-maili promocyjnych, a ponad połowa co najmniej 10 – wynika z badania Redlink. To powoduje, że firmy reklamujące się w ten sposób muszą zwrócić uwagę na kilka elementów, aby ich e-mail został odczytany. Przede wszystkim na nazwę nadawcy oraz tytuł e-maila. Powinny także postawić na dobrą infrastrukturę, żeby ich wiadomości nie były traktowane jako SPAM. Do tego folderu odbiorcy bardzo rzadko zaglądają, a to oznacza pieniądze reklamodawców wyrzucone w błoto.

Statystyczny Polak otrzymuje średnio 20 e-maili reklamowych dziennie. Jest to naprawdę duża liczba, bo gdy dodamy do tego e-maile prywatne oraz służbowe, daje nam to kilkadziesiąt, a nawet kilkaset wiadomości e-mailowych dziennie. Dlatego firmom, które prowadzą działania e-mail marketingowe, jest coraz trudniej wyróżnić się na tle konkurencji – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Pakulski, dyrektor zarządzający Redlink.

Z badania ARC Rynek i Opinia dla REDLINK wynika, że 44 proc. Polaków otrzymuje mniej niż 10 e-maili ofertowych dziennie. Co trzeci Polak (32 proc.) codziennie znajduje w skrzynce od 11 do 20 takich wiadomości, a co dziesiąta osoba więcej niż 20.

Firma, która chce zwrócić uwagę odbiorcy na swoją ofertę, musi pamiętać o trzech elementach decydujących o wskaźniku otwarć. Dla połowy badanych najważniejszym czynnikiem jest nazwa nadawcy.

Tę informację widać w każdym programie pocztowym, czy to desktopowym, czy dostępnym online, nieważne od jakiego dostawcy. Trzeba zawsze zwracać uwagę na to, żeby zawrzeć tam informację o tym, z jakiej firmy jest e-mail reklamowy. Jeśli będziemy umieszczać tam nic niemówiące nazwy, np. imię i nazwisko pracownika albo w ogóle jakieś fikcyjne dane, to jest duże prawdopodobieństwo, że użytkownicy nie zwrócą uwagi na naszego e-maila – tłumaczy Tomasz Pakulski.

Drugim elementem decydującym o wskaźniku otwarć jest tytuł, na który uwagę zwraca 49 proc. ankietowanych.

– Temat powinien być stosunkowo krótki, mieć mniej niż 50 znaków, ponieważ coraz częściej otwieramy wiadomości na urządzeniach mobilnych. Powinien też zawierać konkretne informacje o tym, co użytkownik zyska, otwierając e-maila. Jeśli mamy promocję 20 proc. na nasze produkty, to zawrzyjmy to w formie liczbowej, ponieważ użytkownicy lubią liczby, przykuwają ich wzrok – podkreśla Tomasz Pakulski.

Na treść e-maila uwagę zwraca 36 proc. pytanych. Elementami mniej istotnymi dla odbiorców są grafika i kolory użyte w wiadomości.

Bardzo często marketingowcy wpadają w pułapkę – próbują włożyć w przygotowanie kreacji e-mailowej bardzo dużo środków, angażują grafików, koderów, działy kreatywne, agencje reklamowe, wszystko, żeby przygotować interesującą kreację e-mailową. Natomiast, jak pokazują nasze badania, jest ona wymieniana na trzecim miejscu wśród elementów, na które użytkownicy zwracają uwagę – mówi Tomasz Pakulski.

E-maile reklamowe mogą trafić w trzy miejsca: do skrzynki głównej, do specjalnych segregatorów, tzw. zakładek ofertowych, lub do skrzynki na wiadomości niechciane, czyli SPAM. E-maili, które trafiają do SPAM-u, nie czyta jedna trzecia pytanych Polaków. By skutecznie dotrzeć do klientów, firma musi więc zadbać także o odpowiednią infrastrukturę do wysyłek.

Powinniśmy korzystać z rozwiązania do e-mail marketingu, które zapewnia najwyższą dostarczalność i najwyższą jakość serwerów wysyłkowych. Dzięki temu wiadomości nie będą wpadać do SPAM-u. Jeśli mamy bardzo niską reputację naszych serwerów wysyłkowych, udostępnianych nam przez providerów, to już siłą rzeczy na samym starcie tracimy, ponieważ część wiadomości od razu wpada do SPAM-u i użytkownicy ich nigdy nie zauważą – dodaje Tomasz Pakulski.