AWBUD z kontraktem na generalne wykonawstwo o wartości blisko 21 mln zł netto

Grupa AWBUD podpisała umowę na realizację robót budowlanych w systemie generalnego wykonawstwa na rzecz Hosso Star Sp. z o.o., właściciela galerii handlowych w kilku miastach Polski. Przedmiotem kontraktu jest wykonanie budynku handlowo-usługowego wraz z kompleksowym zagospodarowaniem terenu inwestycji w Gubinie. Prace budowlane rozpoczną się w lipcu br., zaś ich zakończenie przewidziano na maj 2018 r. Umowa opiewa na kwotę 20,96 mln zł netto.

W ramach generalnego wykonawstwa Grupa AWBUD wykona i przekaże inwestorowi budynek wraz z pełną dokumentacją niezbędną do uzyskania pozwolenia na jego użytkowanie. Ponadto w ramach współpracy AWBUD wystąpi w imieniu inwestora z wnioskiem o uzyskanie tej decyzji administracyjnej dla wybudowanego obiektu.

Awbud konsekwentnie rozwija kompetencje w budowie i rewitalizacji obiektów handlowych. Hosso Star to kolejny, po m.in. Unibail Rodamco czy Ikea, klient tego sektora w naszym portfelu. Liczymy, że najbliższe lata przyniosą istotnie więcej zleceń w tej specjalizacji, szczególnie w zakresie rewitalizacji już istniejących obiektów komercyjnych. – mówi Michał Wuczyński Prezes Zarządu AWBUD S.A. – Projekt w Gubinie ma dla nas bardzo duże znaczenie, gdyż ze względu na lokalizację, pozwoli nam zaprezentować inwestorom z Niemiec, posiadane know-how oraz zaplecze techniczne i kompetencyjne. Jestem przekonany, że dysponując takimi zasobami jesteśmy w stanie sprostać oczekiwaniom klientów nie tylko krajowych, ale i potencjalnych zza zachodniej granicy. – dodaje Michał Wuczyński.

Tylko w bieżącym roku Grupa AWBUD zakontraktowała zlecenia na kwotę 73,5 mln zł netto. W ramach podpisanych umów AWBUD przygotuje dokumentację projektową oraz wykona prace budowlane zarówno dla projektów z zakresu budownictwa przemysłowego, jak i inwestycji mieszkaniowych. Wśród tegorocznych zleceniodawców Grupy Awbud, poza Hossa Star Sp. z o.o., są Genfer Hotel Łódź Sp. z o.o. w Warszawie, Biuro Inwestycji Kapitałowych Sosnowiec 2 Sp. z o.o. w Krakowie, Śląskie Centrum Logistyczne w Sosnowcu, ale także  Asetino Sp. z o.o. w Krakowie oraz holding Murapol.

Kurs dolara australijskiego spada. Udana próba rakietowa w Korei Północnej

Sytuacja w Korei Północnej wydaje się być dosyć napięta. Dziś rano Kim Jong Un przeprowadził jeden z najbardziej udanych testów rakietowych. Rakieta leciała przez ponad 37 minut, zanim wylądowała około 200 mil od wybrzeża Japonii. Prezydent Trump szybko zareagował dwoma tweetami, wzywając Chiny do „podjęcia kroków”, aby „zakończyć te absurd raz na zawsze”. Jednak odpowiedź Chin wydawała się nieco bardziej spokojna. Chińska Republika Ludowa planuje kontynuować swoją obecną strategię i rozmawiać z Kim Jong Unem.

Korea_Północna_próba_rakietowa_04_07_2017Jest to bardzo gorący temat, ponieważ światowi przywódcy zbierają się w piątek, by przez cały weekend debatować na spotkaniu G20 w Hamburgu. Podczas kongresu zostało zaplanowane, wyczekiwane i (prawdopodobnie) pierwsze, spotkanie Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Prezydent Xi Jinping spotka się dziś z Putinem w Moskwie, przypuszczalnie, aby omówić stosunki chińsko-rosyjskie przed tym wielkim wydarzeniem. Relacje pomiędzy Chinami i Rosją nigdy nie były lepsze, a stosunki z administracją Trumpa powoli się pogarszają.

Wykres_szans_04_07_2017Wczoraj w nocy Nasdaq przypadkowo wysłał błędne wyceny akcji niektórych firm. Akcje Apple, Google, Amazon, Netflix, eBay, Zynga i wielu innych były wyświetlane na poziomie dokładnie 123.47 dolarów. Dla niektórych z tych firm ten ruch to ponad 3000% zysku, dla innych poważna strata. Te akcje były już pod naciskiem i pomimo tego, że takie błędy mogą się zdarzyć każdemu, nie zwiększają zaufania do rynków, które wiele osób i tak już nazywa zbyt wysoko wycenianymi. Zaledwie wczoraj legendarny inwestor Merrilll Lynch opublikował post, w którym podkreślił, że szansa każdego inwestora leży w rozpaczy, desperacji i depresji.

AUDUSD_04_07_2017Jeszcze jeden ogromny ruch warty wspomnienia został zanotowany na dolarze australijskim, który ostatniej nocy przebył długą drogę. Nikt nie spodziewał się, że Bank Rezerwy Australii podniesie stopy procentowe na swoim wczorajszym spotkaniu, spodziewano się raczej, że podążą za resztą światowych banków centralnych. W ciągu ostatnich kilku tygodni widzieliśmy ogromne poparcie ze strony Europejskiego Banku Centralnego, Banku Anglii, Rezerwy Federalnej i innych, aby zmniejszyć ilość pieniądza i podnieść stopy procentowe. Wydawać by się mogło, że te instytucje wydrukowały wystarczająco dużo pieniędzy od 2009 roku, aby wystarczyło nam ich na dłuższy czas. Teraz nadeszła pora, aby zatrzymać drukowanie i powrócić do normalnej polityki gospodarczej.

Bank Rezerwy Australii wydaje się nie mieć żadnego z powyżej wymienionych elementów. Chociaż nieco się ostatnio zmienili, nadal ostrożnie błądzą i chcą zwiększyć zarobki przed zaciśnięciem pasa. Para walutowa AUD/USD zwiększyła swoją wartość przed spotkaniem, a następnie gwałtownie spadła. Dla inwestujących w walutach obcych i carry-traderów, jest to znaczne wycofanie na wysokodochodowym składniku aktywów.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Giełdy zniżkują, turystyka pada. Kto za to płaci, czyli skutki terroryzmu

Krzysztof Sadecki, analityk biznesowy
Krzysztof Sadecki, analityk biznesowy

Terroryzm to ekstremalna próba wywarcia presji na światowy pokój. Widzimy przede wszystkim niewinne ofiary, lecz terroryzm ma wpływ również na sferę polityczną, ekonomiczną i społeczną oraz turystykę i transport. Głównym celem zamachów jest wpływ polityczny na rządy państw dla celów istotnych z punktu widzenia terrorystów.

W potocznym rozumieniu gospodarka nie jest czymś specjalnie skomplikowanym czy wymagającym interwencji ekspertów, ale w rzeczywistości to złożony mechanizm, w którym nic nie zmienia się przy pomocy jednej decyzji. Destabilizacja gospodarcza i trudności z przywróceniem równowagi to drugi obok politycznego bezpośredni skutek ataków terrorystycznych. Do czasu tragedii World Trade Center 11 września 2001 roku terroryzm uważano za marginalne zjawisko, które nie stanowi większego zagrożenia dla zachodniego świata. Spojrzenie to zmieniło się we wrześniu 2001, a jednym z powodów tej zmiany jest czynnik ekonomiczny.

Trudno byłoby dziś znaleźć państwo, którego terroryzm w żadnym stopniu, by nie dotykał. A wszystkie kraje ponoszą w ten sposób znaczne koszty, których nakład w innych warunkach mógłby wspierać procesy ważne dla wzrostu gospodarczego. Nie jest to jedyny powód, dla którego terroryzm uznaje się za tendencję do destabilizacji gospodarczej. Jego antyekonomiczne oblicze widać mocno na rynkach walutowych i giełdach papierów wartościowych, gdzie ataki generują przede wszystkim znaczne spadki indeksów – twierdzi Krzysztof Sadecki, analityk biznesowy.

Po tragedii WTC drugi raz w historii nowojorskiej giełdy nie prowadzono sesji na Wall Street – trwało to siedem dni. Wcześniej taką sytuację odnotowano w 1914 r., gdy po wybuchu wojny przez kilka miesięcy nie handlowano na parkietach. Ta analogia uzmysławia rozmiar problemu. Nie koniec na tym – eksperci odkryli, że gdy w 2001 roku spadki na rynkach były duże, grupy terrorystyczne mogły na tym zyskać. Akcje straciły, to prawda, ale kontrakty terminowe zareagowały inaczej. Jeśli ktoś zajął w nich odpowiednią pozycję i zagrał na przykład na straty, to jego zyski mogły sięgnąć pułapu konkretnych milionów. Inicjatorzy zamachów, z góry znając scenariusz wydarzeń, otwierali odpowiednie pozycje na rynku terminowym. Gdy spojrzy się na reakcję rynków na akty terroru, to zawsze jest ona zgodna z oczekiwaniami.

Spada zaufanie do zastanej rzeczywistości, maleje przekonanie o bezpieczeństwie. W 2004 r. po zamachach w Madrycie, rynek gwałtownie nie zniżkował, choć wielu uważa, że zmiany polityczne w Hiszpanii spowodowały późniejszy spadek na madryckim rynku. Rok później w Londynie w zamachu zginęły 52 osoby a rynek zareagował bardzo mocno – dzienne wahanie indeksu FTSE przekraczało 4%. Organizatorzy zamachów nie żyją w izolacji i podobnie jak ich mocodawcy mają dobre rozeznanie w prawidłach makroekonomicznych. Doskonale wiedzą, że sianie terroru to okazja nie tylko do generowania strachu, lecz także zysk. – kontynuuje biznesman.

Gospodarczy szok

Umowny początek globalnej interakcji z zagrożeniem terrorystycznym czyli atak 11 września 2001 roku na Stany Zjednoczone był przede wszystkim wielkim szokiem dla amerykańskiej gospodarki. Miał również wymierny wpływ na rozwój sytuacji gospodarczej na świecie. Wywołał pogorszenie wskaźników makroekonomicznych oraz nastrojów konsumenckich. Nastąpił w bardzo znaczącym momencie – gospodarka amerykańska i światowa przeżywały recesję wywołaną „pęknięciem bańki internetowej”, czyli spadkami wywindowanych kursów akcji spółek z sektora nowoczesnych technologii informatycznych. 11 września pogłębił dekoniunkturę, szczególnie w USA. Po nałożeniu się obydwu negatywnych czynników Stany odnotowały w tym roku rekordowo niski wzrost gospodarczy na poziomie 0,8%. Według szacunków IMF oraz OECD, ataki terrorystyczne przyczyniły się do spadku amerykańskiego PKB o 0,3 %[1].

W 2001 roku odnotowano jeszcze nadwyżkę budżetową w kwocie 128 mld USD, jednak rok następny zamknął się deficytem 158 mld, a w 2005 roku wyniósł on już 347 mld USD. Deficyt budżetowy ma bezpośredni wpływ na wzrost zadłużenia państwa. Na koniec września 2001 roku dług publiczny Stanów Zjednoczonych wynosił 5,1 bln dolarów. Seria obniżek stóp procentowych przeprowadzonych przez Fed do poziomu najniższego od pół wieku, czyli 1 proc. przyczyniła się w kolejnych latach do wzrostu PKB, który osiągnął pierwszy szczyt w 2004 roku (4,2 proc.). Kilka branż gospodarki amerykańskiej odczuło wówczas skutki wydarzeń z 11 września, najdotkliwiej – amerykańskie linie lotnicze, firmy turystyczne oraz ubezpieczeniowe. Stracili też brokerzy i giełdy funkcjonujące na Wall Street. A wpływ sytuacji na giełdach amerykańskich na procesy rynku światowego odbija się w każdym zakątku globu – potwierdza Sadecki.

Kluczowy wpływ na wzrost deficytu miały wydatki związane z wojnami przeciwko państwom sprzyjającym terroryzmowi, a także budowa systemu bezpieczeństwa wewnętrznego. Posunięto się do drastycznego ograniczenia swobód demokratycznych oraz łamania praw człowieka u siebie i w innych krajach. To poważne obciążenie finansowe i moralne dla społeczeństwa amerykańskiego. Kwota wydatków na wojnę w Iraku i Afganistanie poniesiona przez Stany Zjednoczone zbliża się do biliona. Strat w ludziach nie da się wycenić. Dzisiejsze problemy gospodarki amerykańskiej to również w pewnej mierze efekt tamtych wydarzeń. Pokazuje to z jak potężnym atakiem miała w 2001 roku do czynienia Ameryka, skoro zachwiał w takim stopniu jej gospodarką. Dla porównania można zwrócić uwagę na rok 2002, kiedy to indonezyjscy terroryści islamscy dokonali masowego mordu na turystach odpoczywających na bajecznej wyspie Bali. Skutki dla gospodarki tego regionu były dotkliwe, ponieważ podstawą dochodów tamtejszej ludności są wpływy z turystyki, a ta otrzymała najsilniejszy cios. Promocja rajskiego miejsca znalazła się w martwym punkcie, a leczenie ran było trudniejsze, niż w krajach z wieloma rozwiniętymi sektorami gospodarki. Z podobnym problemem spotkała się Hiszpania. W przypadku zamachów bombowych w Madrycie w 2004 r. terroryści działali w celu wymuszenia wycofania wojsk hiszpańskich z Iraku. Cel został osiągnięty i rząd Hiszpanii kierując się rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności za los swego narodu w krótkim czasie wycofał swój kontyngent. Nie poniósł przy tym uszczerbku w opinii światowej a przyczynił się do poprawy bezpieczeństwa swych obywateli. Negatywny wpływ ataku na gospodarkę Hiszpanii, opartej w znacznej mierze na sektorze turystycznym, był bardzo widoczny.

Wszystko co prawda powróciło do normy i kraj dalej doskonale się rozwijał przyciągając z każdym rokiem coraz więcej turystów, ale powrót do normy trwał aż rok. W lipcu 2005 roku serię zamachów przeżył Londyn. Podobnie jak w USA również i w tym przypadku gospodarka szybko odczuła skutki tych wydarzeń – zareagowały natychmiast rynki finansowe i towarowe. Złoto drożało z minuty na minutę, jednak po kilku godzinach jego cena powróciła do wcześniejszego poziomu – kontynuuje analityk biznesowy.

Skutki ataków terrorystycznych

Kursy akcji, szczególnie linii lotniczych, firm turystycznych i ubezpieczeniowych zaczęły gwałtownie spadać. Osłabieniu uległ również funt brytyjski, chociaż nikt nie zdawał sobie jeszcze sprawy z rozmiaru szkód. Szczególnie wrażliwy na takie incydenty jest kapitał spekulacyjny. Gospodarka brytyjska należy do najsilniejszych na świecie, po kilku dniach sytuacja zaczęła się stabilizować. Patrząc na tak nakreślony obraz wpływu na mechanizmy makroekonomiczne warto pamiętać, że terroryzm to nie tylko dzieło ekstremistów islamskich. Walkę terrorystyczną prowadzą przedstawiciele różnych narodów i wyznań. Współczesny terroryzm to także narzędzie walki o niepodległość. W jej imię zamachów dokonywała IRA i czeczeńscy bojownicy. Co pewien czas uaktywniają się separatystyczne organizacje baskijskie. Walczące ugrupowania starają się osiągnąć określone cele polityczne: niepodległość, autonomię lub usunięcie obcych wojsk ze swego terytorium. W każdym z tych przypadków działania terrorystów wywołują określone skutki ekonomiczne i psychologiczne. Trzeba też dodać, że wbrew potocznemu rozumieniu zjawiska, terroryści nie oszczędzają również krajów islamskich. Przykładem mogą być zamachy w kurortach w Egipcie i Turcji. Turystyka jest motorem tamtejszych gospodarek, stąd dotkliwe straty. W Iraku natomiast celem ataku są wojska koalicji oraz ropociągi, co ma wpływ na cenę ropy naftowej.

Negatywny wpływ terroryzmu na branżę turystyczną wydaje się być oczywisty – po atakach trudno znaleźć miejsca, do których zaczną przyjeżdżać turyści nawykli do tradycyjnych i sławnych kurortów. Niezależnie od turystyki po każdym zamachu kłopoty przeżywają transport i handel, których dochody nagle spadają, przy czym terroryzm stoi też za stratami związanymi z pogorszeniem się jakości życia ludzi, których charakter pracy wymaga ciągłego przemieszczania się – twierdzi Krzysztof Sadecki.

Można odnieść wrażenie, że branża bezpieczeństwa korzysta na atakach, ale to tylko pozory. Owszem, państwo natychmiast zasila ją dodatkowymi środkami, a firmy prywatne znajdują pieniądze na zwiększanie własnego bezpieczeństwa. Wznosi się nowe bariery i przyspiesza rozwój już istniejących, które miałyby chronić przez zagrożeniem, ale często pod pretekstem dbania o bezpieczeństwo na lotniskach lub w innych miejscach dochodzi do nadużyć wywołanych przez służby uprawnione do kontroli. Zarówno członkowie tych służb, jak i ich klienci są zmęczeni sytuacją. Komfort kojarzony z lataniem należy do przeszłości, został zastąpiony lękiem przed podróżowaniem samolotami. Kolejne konsekwencje terroryzmu dotykają  towarzystw ubezpieczeniowych. Wypłacają one ubezpieczonym niemałe odszkodowania, nagła konieczność wypłaty sporej kwoty rozregulowuje je finansowo. Rozmiar i zakres oddziaływań na ekonomię każe zmienić spojrzenie nie tylko na samo zjawisko terroru, ale i na wywoływaną przezeń wizję przyszłości. Do tragedii WTC terroryzm był uważany za zagrożenie mało znaczące wśród wielu nieprzewidywalnych zjawisk, które mogą spowodować istotne ekonomicznie straty i takie podejście jeszcze długo będzie się utrzymywać.

W 2016 roku specjaliści z Uniwersytetu Cambridge i firmy ubezpieczeniowej Lloyd’s przeprowadzili analizę wpływu na gospodarkę zjawisk nieprzewidywalnych. Wzięli pod uwagę 301 miast z całego świata i oszacowali, jaka część wytwarzanych w nich dóbr i usług może zostać utracona w efekcie klęsk naturalnych lub katastrof wywołanych przez człowieka w latach 2015–2025. Według badaczy ryzykiem są objęte dobra i usługi o łącznej wartości 4,6 biliona dolarów (12 proc. średniego rocznego PKB wytwarzanego w analizowanych miastach), z czego około jednej czwartej potencjalnych strat może być spowodowana przez krach na rynku akcji. W dalszej kolejności na liście zagrożeń plasują się pandemie, huragany, trzęsienia ziemi, powodzie, wzrost cen ropy – kontynuuje.

Na te sześć kategorii przypada ponad 3/4 potencjalnych strat. Terroryzm z ekonomicznego punktu widzenia znajduje się na 9. miejscu zagrożeń i jest w stanie zniszczyć dochód o wartości 98 mld dolarów (2,5 proc. ryzyka w najbliższej dekadzie). O wysokości strat decyduje nie tylko częstotliwość występowania nieprzewidywalnych zdarzeń, ale i zdolność do radzenia sobie z nimi. Najlepiej przygotowane są miasta o najwyższym poziomie rozwoju, a więc położone w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej, dlatego ewentualne straty z tytułu zamachów terrorystycznych, które mogą ponieść miasta Europy Zachodniej, zostały oszacowane na zaledwie 2,2 mld dolarów. Wszystko to wygląda nader optymistycznie, ale rzeczywistość pokazała, że terroryzm może być niedoszacowany jako czynnik ekonomicznego ryzyka. Francuskie ministerstwo finansów podało przecież, że w wyniku zamachów w Paryżu gospodarka francuska straciła ok. 2,2 mld dolarów z powodu spadku ruchu turystycznego[2].

Problem istnieje i niebezpiecznie ewoluuje. Inicjacja zmian na Bliskim Wschodzie dokonana przez prezydenta USA Donalda Trumpa podczas niedawnej wizyty w tym regionie jest być może początkiem procesu pokojowego zdolnego objąć cały nowoczesny świat. Gdyby się udało, poprawie uległaby również ekonomia i warunki życia we wszystkich krajach zaangażowanych w walkę z terroryzmem, dlatego pokój leży w interesie nas wszystkich. Dopóki tego nie zrozumiemy świat nie dysponuje żadną bezpieczną oazą, a nowoczesne systemy obronne są bezużyteczne wobec nowych zagrożeń.

[1] http://www.bankier.pl/wiadomosc/Terroryzm-a-gospodarka-2016231.html

[2] http://www.forbes.pl/terroryzm-wplyw-na-gospodarke-ekonomiczne-ryzyko-i-zagrozenie,artykuly,201283,1,1.html

Zagraniczne oferty pracy kuszą Polaków

Sezon wakacyjny to nie tylko wzmożone podróże po Europie, ale też dobra okazja do podjęcia pracy poza granicami Polski. Z ostatnich badań Work Service wynika, że emigrację zarobkową planuje blisko 14% osób,  z czego 3 na 10 myśli o wyjeździe na 3 miesiące czyli sezonowo. Na tych, którzy zdecydują się na zatrudnienie za granicą czekają różnorodne i dobrze płatne oferty m.in. w Niemczech, Francji, Holandii, a nawet w Czechach. Polaków kuszą wysokie zarobki – na Zachodzie kilka razy wyższe niż w kraju.

Wakacje to doskonała okazja dla pracowników, żeby wyjazd za granicę połączyć z pracą. W wielu krajach, podobnie jak w Polsce, letnie miesiące to czas zwiększonego zapotrzebowania na pracowników w takich branżach, jak gastronomia, hotelarstwo, rolnictwo, budownictwo, ale też coraz częściej pojawiają się oferty np. z sektora handlowego, produkcyjnego i transportowego. Sprzyja temu zwiększający się popyt na pracowników. Dla przykładu w Niemczech już teraz mówi się o boomie na rynku. Do końca roku u naszych zachodnich sąsiadów ma powstać pół miliona miejsc pracy. Polaków na wyjazd właśnie do tego kraju kusi nie tylko bliskość i dobry dojazd, ale też wysokie zarobki – płaca minimalna jest tam prawie 3-krotnie wyższa. Na pracę mogą liczyć chociażby opiekunki czy pielęgniarki i pielęgniarze. Pensje tych drugich zaczynają się od 18,06 euro za godzinę. Ale zatrudnienie można też znaleźć u naszych innych sąsiadów – Czechów.

Od początku roku widzimy coraz większe zainteresowanie naszych rodaków wyjazdem do Czech. To kraj, który w tej chwili ma najmniejsze bezrobocie w całej Unii Europejskiej i duże zapotrzebowanie na ręce do pracy. Przede wszystkim potrzeba tam dziś kandydatów w sektorze produkcyjnym, gdzie zarobki wahają się między 22,6 a 31,5 zł za godzinę brutto. Do tego często należy też doliczyć różnego rodzaju premie. Wyjazdowi za pracą do Czech sprzyja nie tylko niewielka odległość, ale również wspólnota kulturowa i językowa. Polak, który zdecyduje się podjąć tam zatrudnienie nie powinien mieć kłopotów z komunikacją. Może też liczyć na ciepłe przyjęcie – zachęca Agata Zdybicka, Dyrektor ds. Klientów Międzynarodowych z Work Service S.A.Zagraniczne oferty pracy kuszą Polaków

Zagranica kusi nie tylko pieniędzmi

Okres wakacyjny powoduje, że Polacy mają dziś szeroki wybór ofert w różnych krajach europejskich. Na tych stanowiskach można zarobić kilka razy więcej niż w Polsce. W Belgii i we Francji potrzebne są osoby w sektorze budowlanym m.in. malarze i tynkarze. Ci pierwsi mogą liczyć na stawkę godzinową zaczynającą się od ok. 9,75 euro za godzinę, ci drudzy na 4,5 euro więcej. Praca jest również dla recepcjonistek i operatorów wózków widłowych. W sezonie kusi też Holandia, która tradycyjnie potrzebuje pracowników do ogrodnictwa. Wśród ogłoszeń można znaleźć i inne oferty – dla pokojówek i kierowców, z których dostępnością jest coraz gorzej. Z kolei na Islandii poszukiwani są kolporterzy gazet, których wynagrodzenie zaczyna się od 13,57 euro na godzinę.

Od zeszłego roku widzimy, że Islandia kusi wysokimi zarobkami Polaków. Nie dzieje się tak bez przyczyny, bo z racji małej populacji i bardzo niskiego bezrobocia potrzebuje ludzi do pracy głównie w sektorze budowlanym i to nie tylko w okresie sezonowym. W przypadku podjęcia pracy jako stolarz budowlany można liczyć tam na wynagrodzenie miesięczne sięgające ponad 8100 złotych. Oczywiście wiąże się to z dość odległą wyprawą, ale na miejscu można spotkać już wielu Polaków, którzy obecnie stanowią największą mniejszość narodową na tej wyspie – komentuje Magdalena Kwiecień Manager z Work Service Express.

Nie daj się oszukać

Wybierając ofertę pracy za granicą trzeba być szczególnie ostrożnym. Należy korzystać tylko ze sprawdzonych firm albo agencji zatrudnienia o ugruntowanej pozycji na rynku. To może oszczędzić nieporozumień i rozczarowań na miejscu. Dlatego należy pamiętać przede wszystkim o umowie, w której powinny być zapisane nie tylko obowiązki i rodzaj stanowiska, ale i określone wynagrodzenie oraz czas trwania zatrudnienia. Trzeba ustalić czy stawka jest wypłacana za godzinę, za dzień a może miesiąc lub w formie prowizji. Należy także zwrócić szczególną uwagę z kim zawieramy umowę – czy firma ma adres, siedzibę, dane kontaktowe i stronę internetową. Jeśli nie jesteśmy w stanie tego sprawdzić lub np. już sam adres mailowy osoby, z którą się kontaktujemy wyda się podejrzany to lepiej zrezygnować niż później dać się oszukać.

Wystartowała 2 edycja Konkursu Osobowość polskiej gospodarki cyfrowej

„Osobowość polskiej gospodarki cyfrowej” jest konkursem Izby Gospodarki Elektronicznej towarzyszącym konkursowi „e-Commerce Polska awards”. W tamtym roku w I edycji – „Osobowością Polskiej Gospodarki Cyfrowej” została Minister Cyfryzacji Anna Streżyńska. W tym roku nowością w konkursie będzie wybór „Osobowości Polskiej Regionalnej Gospodarki Cyfrowej”.  Termin nadsyłania zgłoszeń upływa 1 września.

Warunki Konkursu:

Konkurs składa się z dwóch kategorii:

  •         „Osobowość Polskiej Gospodarki Cyfrowej”,
  •         „Osobowość Polskiej  Regionalnej Gospodarki Cyfrowej”.

Uczestnikiem Konkursu może być każda osoba fizyczna, działająca w branży gospodarki cyfrowej, nie wyłączając osób działających w administracji publicznej. Zgłoszenie do Konkursu jest bezpłatne, wymaga spełnienia poniższych formalności:

  • zgłoszenie powinno zawierać: imię i nazwisko osoby zgłaszanej do Konkursu oraz opis jej zasług dla rozwoju polskiej gospodarki cyfrowej lub rozwoju polskiej regionalnej gospodarki cyfrowej (do 500 słów),
  •   zgłoszenie powinno być przesłane mailowo na adres: [email protected] z dopiskiem w tytule: „Osobowość Polskiej Gospodarki Cyfrowej” lub „Osobowość Polskiej Regionalnej Gospodarki Cyfrowej”.

Zgłoszenia Uczestników do Konkursu można przesyłać do 1 września 2017 r.

Każdą osobę można zgłaszać do obu kategorii w konkursie.

Zgłoszenia do Konkursu będzie oceniać Jury składające się z członków Rady Izby Gospodarki Elektronicznej.

Skład Kapituły:

Przewodnicząca kapituły: Justyna Skorupska, e-point SA

jurorzy

Ocena zgłoszeń będzie dokonywana w skali  od 1 do 5,  gdzie 5 oznacza najwyższą liczbę punktów. Laureatem każdej z kategorii zostanie ten spośród Uczestników, który uzyskał największą łączną liczbę punktów w swojej kategorii. W przypadku uzyskania przez Uczestników równej łącznej liczby punktów, o wyborze Laureata kategorii decyduje Przewodniczący Jury.

Harmonogram Konkursu:

od 30 czerwca 2017 r. do 1 września 2017 r. do godziny 23:59:59  – przyjmowanie zgłoszeń,

  • od 4 września do 2017 5 września 2017 r. – weryfikacja zgłoszeń,
  • od 6 września 2017 r. do 14 września 2017 r. do godziny 23:59:59 głosowanie Jury,
  • od 14 września 2017 do 16 września 2017 r. – weryfikacja wyników przez audytora,
  • 19 września 2017 r. – ogłoszenie Nominacji,

9 listopada 2017 – ogłoszenie Laureatów w kategorii Osobowość Polskiej Gospodarki Cyfrowej: centralnie oraz w kategorii Osobowość Polskiej Regionalnej Gospodarki Cyfrowej regionalnie – i wręczenie nagrody na uroczystej Gali Konkursu e-Commerce Polska awards 2017

Nominowanych w poszczególnych kategoriach poznamy 19 września, a zwycięzców 9 listopada podczas uroczystej gali w Hotelu Novotel w Warszawie.

Koniec QE w Japonii, optymizm w Europie

Zapowiada się, że w ciągu najbliższych miesięcy będziemy świadkami końca polityki skupu aktywów w Japonii. Dobre dane z ankiet PMI w Europie. Porozumienie Kraju Kwitnącej Wiśni z UE.

Spekulacje na temat końca luzowania ilościowego w Japonii?

Wśród analityków coraz popularniejszy jest pogląd, że Japonia w najbliższych miesiącach skończy ze stymulowaniem gospodarki w ramach operacji skupu aktywów. A nawet jeżeli nie, to zacznie ograniczać jej skalę. W obecnej sytuacji, kiedy wzrost gospodarczy trwa już 2 lata, co w Japonii jest bardzo dobrym wynikiem, a inflacja zbliża się do 2%, pojawia się przestrzeń do zmian polityki monetarnej. Warto zwrócić uwagę, że Japonia jest silnie powiązana gospodarczo z USA, w których to nie tylko zakończono już dawno operacje skupu aktywów przez bank centralny, ale rozpoczął się wzrost stóp procentowych. W rezultacie różnica w stopach rośnie, co powoduje nierównowagi. Koniec programu powinien być sygnałem umacniającym jena.

Indeksy PMI z Europy

Wczoraj poznaliśmy wyniki indeksów PMI dla przemysłu z głównych gospodarek europejskich. Są to badania ankietowe sprawdzające optymizm menedżerów z określonej branży. Wynik neutralny to 50 pkt. Wskazania powyżej sugerują rozwój, a poniżej recesję. Polski wskaźnik wyniósł 53,1 pkt ale był gorszy o 0,6 pkt od oczekiwań. Rewelacyjnie wypadła Szwajcaria. Wynik 60,1 pkt był gorszy tylko od Szwecji. Obydwa te kraje znacznie przekroczyły oczekiwania analityków. Odczyt dla strefy euro wyniósł 57,4 pkt. Głównym składowym był lepszy od oczekiwań wynik Niemiec i gorszy od optymistycznych prognoz wynik Francji.

Porozumienie handlowe UE i Japonii?

Rozmowy na najwyższym szczeblu pomiędzy przedstawicielami struktur europejskich a rządem Japonii zmierzają do zawarcia umowy o wolnym handlu. Jest to ważna informacja dla rynków, gdyż jest to umowa pomijająca głównego rozgrywającego w światowej gospodarce, czyli USA. Porozumienie tego typu powinno w długiej perspektywie negatywnie wpływać na dolara, a korzystnie na waluty państw zaangażowanych.

Dzisiaj 4 lipca – dzień niepodległości w USA.

W kalendarzu makroekonomicznym brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sylwester Śmigiel: Ceny gazu pozostaną stabilne

W ostatnich latach zaobserwować można wzrost konsumpcji, ale i produkcji gazu płynnego. Zainteresowanie jego nowymi źródłami powoduje dużą presję na ceny. Są one związane z kosztami ropy naftowej. Przez zwiększenie produkcji korelacja ta nie zawsze jest liniowa. Silna presja spowodowała odnotowanie przez polskich konsumentów korzystnych spadków cen zaopatrzenia.

– Tendencja ta powinna utrzymywać się w kolejnych latach – powiedział serwisowi eNewsroom Sylwester Śmigiel, prezes Gaspol – Podaż i popyt na gaz będą podtrzymywać presję cenową. Dochodzi do tego gaz płynny pochodzący z Ameryki, który obecnie nie jest do nas sprowadzany, ale może jednak niedługo się pojawić. Jego produkcja powiązana jest także z wydobyciem gazu łupkowego, które aktualnie wzrasta. Ceny powinny pozostać stabilne. Będą kształtować się analogicznie do poprzednich okresów. Podrożenie możliwe jest jedynie w okresie zimowym, ze względu na ograniczenia logistyczne – dodał Śmigiel.

Co drugi kandydat nie kupi w firmie, która źle go potraktowała

Firma, która zostawia negatywne wrażenia z procesu rekrutacyjnego, ponosi straty nie tylko kadrowe, ale też biznesowe. Aż 47% osób zniechęca się do zakupu produktów lub usług firmy, która zawiodła podczas rekrutacji – wynika z 4. edycji badania „Candidate Experience”, zrealizowanego przez eRecruiter i Koalicję na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Eksperci zwracają uwagę, że na negatywne odczucia kandydatów wpływają czynniki ludzkie, gdy rekruter m.in. zapomni poinformować o powodach niezatrudnienia lub zakończeniu procesu. Wtedy z pomocą przychodzi jednak technologia, która pozwala skupić się na obszarze candidate experience.

– Trzech przedsiębiorców na czterech wie, że negatywne wrażenia z rekrutacji mogą mieć wpływ na decyzje zakupowe kandydatów. Taka świadomość przekłada się na większą dbałość pracodawców o prowadzone procesy rekrutacyjne, m.in. coraz więcej firm deklaruje, że kontaktuje się z aplikującymi na każdym etapie procesu. Częściej też w rekrutacji wykorzystuje się nowoczesne technologie, które wspierają rekruterów i pomagają im skupić się na wrażeniach kandydatów. Odpowiedni system m.in. umożliwia automatyczne wysyłanie informacji zwrotnych po zakończeniu danego etapu rekrutacji, a nawet jest w stanie wygenerować automatycznego SMS-a z przypomnieniem o spotkaniu. Te wszystkie drobne rzeczy składają się na ostateczną opinię kandydatów, o którą warto dbać – zwraca uwagę Julia Urbańska, marketing manager w eRecruiter oraz koordynatorka Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji.

Niezadowolony kandydat nie pozostaje bierny

Skutki negatywnych doświadczeń wyniesionych przez uczestnika procesu rekrutacyjnego, firma może odczuć na kilku płaszczyznach. Po pierwsze, dotkliwe mogą okazać się straty personalne. Z badania „Candidate Experience” wynika, że co trzeci kandydat nie zaaplikuje więcej do firmy, która nie zrobiła dobrego wrażenia w procesie rekrutacji, a co piąty odradzi aplikowanie innym. To natomiast w momencie utrudnionego dostępu do kadry, może spotęgować trudności rekrutacyjne. Po drugie, nieprzyjazna rekrutacja może przynieść straty biznesowe. Aż 47% kandydatów, którzy wynieśli negatywne wrażenia z rekrutacji u danego pracodawcy, zmienia nastawienie do jego produktów lub usług i rezygnuje z ich zakupu. Po trzecie, ucierpieć może wizerunek firmy. 28% niezadowolonych kandydatów dzieli się złą opinią o miejscu pracy z innymi. A to oznacza, że nie tylko sam zainteresowany będzie niekorzystnie nastawiony do produktów i usług w konkretnej firmie, ale też może przekonać do tego inne osoby.

Wrażenia kandydatów z rekrutacji mają duży wpływ na postrzeganie produktów oraz usług firmy. Dobrze przeprowadzony proces gwarantuje, że nawet pomimo negatywnej odpowiedzi, kandydat wróci do nas jako klient. Ważną rolę odgrywa tutaj komunikacja na każdym etapie, którą ułatwia nam system eRecruiter. Dzięki niemu dużo łatwiejsze jest np. wysyłanie informacji zwrotnej do aplikujących. A to właśnie brak feedbacku stwarza zagrożenie, że kandydat będzie odbierał firmę jako nierzetelną i przełoży swoje doświadczenia również na opinię o produktach czy usługach – mówi Jagoda Haczyk, Specjalista ds. Rekrutacji w AGATA S.A.

Za przyjazną rekrutacją stoją człowiek i technologia

Aż 75% przedsiębiorców zgadza się ze stwierdzeniem, że wrażenia kandydatów z procesu rekrutacji mają wpływ na postrzeganie produktów i usług danej firmy. Co piąty twierdzi, że ma to zastosowanie tylko w przypadku wybranych sektorów. Na realizację profesjonalnej rekrutacji, która przekłada się na pozytywne doświadczenia jej uczestników, wpływają przede wszystkim dwa rodzaje czynników. Pierwsze związane są z pracownikami firmy odpowiedzialnymi za proces naboru. Rekruterzy, którzy są przygotowani do rozmowy kwalifikacyjnej są lepiej postrzegani przez kandydatów. Warto też pamiętać o dobrej atmosferze – zaproponowanie szklanki wody czy rozmowa w sprzyjających warunkach to proste sposoby na wywarcie dobrego wrażenia. Kandydaci doceniają też przesyłanie szczegółów spotkania rekrutacyjnego SMS-em. Z badania eRecruiter wynika, że już 8 na 10 preferuje taką formę komunikacji[1].

Po drugie, ogromny wpływ na jakość procesów rekrutacyjnych mają nowoczesne technologie, które w znaczącym stopniu wpływają na opinię kandydata do pracy. Profesjonalną rekrutację, pod względem jej jakości, efektywności i czasu, pomagają prowadzić systemy ATS, takie jak eRecruiter. Wspierają one rekruterów na każdym etapie procesu, w efekcie skracając czas trwania rekrutacji, obniżając jej koszty i co istotne, pozytywnie przekładając się na candidate experience, czyli pozytywne wrażenia kandydatów.

Budowanie pozytywnych relacji z kandydatami do pracy to coś więcej niż dobra praktyka rekrutacyjna. Kandydat wchodząc w relacje z firmą staje się nie tylko potencjalnym pracownikiem, ale może być też klientem czy ambasadorem marki. Od tego, jak go potraktujemy, będzie zależeć nie tylko końcowy efekt procesu naboru, ale i wynik sprzedażowy organizacji. Bo jak wynika z naszego badania, niezadowolony kandydat, „nie kupuje” pracodawcy – mówi Julia Urbańska z eRecruiter.

[1] Badanie „Komunikacja z kandydatem” zostało przeprowadzone przez eRecruiter metodą ankiet online i obejmowało 424 kandydatów do pracy. Badanie zrealizowano w marcu 2017 roku.

***

Metodologia badania

  1. edycja badania „Candidate Experience” składa się z dwóch części. Opinie kandydatów na temat rekrutacji zostały zebrane na zlecenie eRecruiter i przeprowadzone na użytkownikach portalu Pracuj.pl  zajmujących stanowiska specjalistyczne, menedżerskie i wyższe, posiadających co najmniej 2-letnie doświadczenie zawodowe. Badanie zostało zrealizowane w dniach 11-26.01.2017. Ankietę wypełniło łącznie 1961 osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy brały udział w procesie rekrutacyjnym. Opinie pracodawców zostały zebrane w ramach badania „Candidate Experience”, przeprowadzonego przez eRecruiter, wśród osób zajmujących się procesami rekrutacyjnymi w firmach. Badanie zostało zrealizowane metodą ankiety online w dniach 19.01-7.02.2017. Ankietę wypełniło łącznie 536 osób.

Badanie „Candidate Experience” zostało przeprowadzone z inicjatywy eRecruiter oraz Koalicji na rzecz Przyjaznej Rekrutacji. Partnerem badania jest Great Digital. Koalicja istnieje od kwietnia 2013 r. i liczy ponad 300 firm, które chcą promować dobre praktyki w rekrutacji.

Marcin Roszkowski: Embargo Kataru szansą dla innych eksporterów gazu

Katar został uznany przez sąsiednie kraje za państwo, które wspiera terroryzm. Wpływa to bardzo mocno na popyt i podaż surowców energetycznych, którymi ten kraj handluje. Katar jest jednym z głównych eksporterów gazu naturalnego w rejonie.

– Inni eksporterzy gazu będą w lepszej pozycji, jeśli embargo zostanie rozszerzone – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Retorsja wobec Kataru została zastosowana po wizycie Donalda Trumpa w Arabii Saudyjskiej. Inne kierunki – takie jak Stany Zjednoczone – jeszcze mocniej otwierają się dla Europy oraz dla polskiego Gazoportu. W zeszłym tygodniu wpłynął pierwszy gazowiec z USA, ale sytuacja to pomaga również Gazpromowi, który jest dużym eksporterem gazu dla Europy. 

Pierwsza weryfikacja jastrzębich oczekiwań

W ostatnim tygodniu inwestorzy zaczęli wyceniać globalny zwrot w polityce pieniężnej. O ile było to uzasadnione w przypadku korony norweskiej, dolara kanadyjskiego, funta i częściowo euro, to „rozlewanie się” tych oczekiwań na inne waluty było naszym zdaniem zbyt pochopne.

Dowody otrzymaliśmy dziś rano ze strony RBA. Wbrew rozpoczętemu przez rynek zdecydowanemu dyskontowaniu zacieśniania (wzrost wyceny zacieśniania o 6 pb w horyzoncie końca roku w zaledwie kilka dni), władze monetarne zachowały ostrożne podejście (inflacja rosnąć będzie stopniowo, dynamika wynagrodzeń pozostawać będzie niska) jednocześnie utyskując na siłę waluty. Rezultat to silny zwrot w notowaniach dolara australijskiego, który ma potencjał by być kontynuowanym. Dziś z rynkowymi oczekiwaniami zmierzyć będzie musiał się też szwedzki Riksbank. Naszym zdaniem rozczarowanie będzie znacznie mniejsze niż w przypadku RBA.

Władze pozostawią stopę procentową na -0,5 proc.. Są jednak silne podstawy dla porzucenia gołębiego nastawienia. Rynek pozycjonuje się na taki scenariusz od kilku dni, co podnosi ryzyko „sprzedaż faktów” dla SEK we wstępnej reakcji, ale w dłuższym horyzoncie polityka monetarna powinna być coraz bardziej wspierająca dla korony i możemy być u progu startu większego trendu aprecjacyjnego.

Na ostatnim posiedzeniu w kwietniu Riksbank zdecydował o kolejnym wydłużeniu programu skupu aktywów do końca roku, odpowiadając tym samym na podobną decyzję Europejskiego Banku Centralnego. Riksbank dba bowiem o to, aby relacja między polityką monetarną obu instytucji pozostawała stabilna i w ten sposób uniknąć powstania presji aprecjacyjnej korony, co dławiłoby inflację w Szwecji. Jednak teraz sytuacja wygląda zupełne inaczej. Po pierwsze sygnały z ECB wskazują na odchodzenie od ultra-luźnej polityki pieniężnej i przygotowywanie do ograniczania programu skupu aktywów od 2018 r. Po drugie SEK ma za sobą tygodnie osłabienia i tylko pod koniec ubiegłego tygodnia zauważalne jest przebudzenie siły korony, co można wiązać z rosnącymi oczekiwaniami przed wtorkową decyzją.

W związku z powyższym uważamy, że w tym tygodniu Riksbank utrzyma główną stopę procentową bez zmian na -0,5 proc., ale zdecyduje się na usunięcie z przekazu części gołębiego nastawienia. Przede wszystkim bank może usunąć z komunikatu fragment, że obniżki stóp procentowych są bardziej prawdopodobne niż podwyżki. Jako że porzucenie gołębiego nastawienia wobec stóp nie będzie już wielką niespodzianką i jest już zdyskontowane, „sprzedaż faktów” po decyzji może przejściowo osłabiać SEK. Jednak w dłuższym horyzoncie polityka monetarna powinna być coraz bardziej wspierająca dla korony i oczekujemy wyraźnego umocnienia w kolejnych miesiącach.

Dziś rynki powinny być skupione na doniesieniach o próbach rakietowych przeprowadzanych przez Koreę Północną, co może przekłada się na lekką awersję do ryzyka i korekcyjne cofnięcie windowanego ostatnio przez wzrost dochodowości długu USD/JPY pod 113,00. Poza tym święto w USA ograniczać będzie zmienność.

Warto zwrócić też uwagę na świetny odczyt ISM dla przemysłu USA, który zwiastowały regionalne wskaźniki koniunktury, i który doskonale wpisuje się w szablon sezonowy – w miesiącach letnich dane z USA wypadały powyżej oczekiwań. To kolejny pozytywny sygnał dla amerykańskiej waluty, która po długim okresie słabości, w końcu zaczęła odrabiać straty. Największy potencjał do umocnienia USD widzimy względem funta, dolara australijskiego, jena, ale zwłaszcza walut EM. Pierwsza połowa roku wybitnie sprzyjała walutom zaliczanym do tego grona. Wśród nich można wytypować takie, które zyskiwały wbrew niestabilności politycznej i pogarszającym się fundamentom makroekonomicznym i wzrostem ryzyka kredytowego (TRY, ZAR). Wszystko za sprawą pogoni za stopą zwrotu wynikającą z pozytywnych nastrojów inwestycyjnych. Wystarczy powiedzieć, ze w drugim kwartale indeks S&P 500 pomimo zagrożenia impeachmentem Trumpa oraz turbulencji w notowaniach technologicznych gigantów i silnych spadków cen surowców energetycznych ani razu nie odpadł od historycznych maksimów na więcej niż 2,5 proc. Zmienność na rynku walutowym również wygasła do pułapów najniższych od trzech lat. Końcówka czerwca to jednak silne dyskontowanie przez rynek normalizacji polityki przez banki centralne gospodarek rozwiniętych i wystrzał rentowności długu, czy to USA, czy to Niemiec. Widzimy też pierwsze oznaki poprawy sentymentu względem wyraźnie przecenionego dolara amerykańskiego. Wszystko to powinno wywrzeć silną presję na waluty gospodarek wschodzących. Wśród nich najgorzej powinien radzić sobie bardzo ryzykowny południowoafrykański rand. Spodziewamy się, że kryzys na scenie politycznej, próby zamachu na niezależność cenionego w oczach instytucji międzynarodowych banku centralnego (pomimo nacisków politycznych i słabnącego wzrostu SARB nie ściął stóp i sprowadził dynamikę inflacji do celu) doprowadzą do silnej przeceny. Złoty również będzie znajdować się pod presją, spodziewamy się wzrostu EUR/PLN do 4,28 i znacznych zwyżek USD/PLN. Dziś spodziewamy się jednak skromnej korekty wczorajszego osłabienia i przede wszystkim: niskiej zmienności.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

SferaNET S.A. otrzyma dotację z POPC w kwocie 33,6 mln zł

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, otrzymała informację o uwzględnieniu jej protestu w zakresie wniosku złożonego w ramach POPC Działanie 1.1 na obszar Bielski część A. Tym samym został on rekomendowany do podpisania umowy i Emitent otrzyma dofinansowanie na jego realizację w wysokości ponad 33,6 mln zł.

Spółka uzyskała informację o uwzględnieniu przez Centrum Projektów Polska Cyfrowa złożonego przez nią protestu dotyczącego projektu budowy sieci światłowodowej w ramach Działania 1.1. Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa – obszar BIELSKI część A. Komisja Oceny Projektów dokonała aktualizacji projektów wyłonionych do dofinansowania i z obecnej listy rankingowej wynika, iż SferaNET S.A. w obszarze Bielsko-Biała A jest podmiotem o najwyższej punktacji, co oznacza, że jej projekt jest rekomendowany do podpisania umowy. Całkowita wartość przyznanego dofinansowania dla Emitenta na realizację tego zadania wynosi ponad 33,6 mln zł. W ramach tego projektu Spółka zamierza wybudować sieć światłowodową (za wyjątkiem przyłączy do klientów) w powiecie bielskim oraz cieszyńskim o długości ok. 1.300 kilometrów.

„Otrzymanie tak wysokiej dotacji jest dla Spółki ogromną szansą. Nie ukrywam też, że będzie to potężne wyzwanie dla Spółki, ale równocześnie zwielokrotniony skok m.in. wartości przedsiębiorstwa czy liczby klientów. Początek realizacji może być trudny, ponieważ pojawi się sporo kosztów operacyjnych, które nie są kosztami kwalifikowanymi w dofinansowaniu. Mamy jednak dużą szansę na rozsądne finansowanie zewnętrzne, dlatego jestem pewna, że Spółka udźwignie to wyzwanie i będzie dominującym podmiotem na danym terenie.” – podkreśla Anna Stanaszek, Prokurent SferaNET S.A.

Wybranie projektu złożonego przez SferaNET S.A. należy uznać za ogromny sukces, zwłaszcza, że Spółka rywalizowała z bardzo mocnymi konkurentami. Na uwagę zasługuje również wysoki udział przyznanej dotacji w całym zadaniu inwestycyjnym, który sięga 78%. Realizacja tego projektu pozwoli Emitentowi umocnić pozycję rynkową na obszarze, gdzie będzie prowadzona inwestycja oraz umożliwi mu osiągnięcie dużo wyższej skali działalności po zakończeniu całego przedsięwzięcia. SferaNET S.A. stanie się tym samym atrakcyjnym podmiotem do przejęcia przez potencjalnego inwestora branżowego.

„Przyznaję, że proces dochodzenia do wyłonienia SferaNET jako podmiotu rekomendowanego do zawarcia umowy przebiegał jak thriller. Po otrzymaniu wyników wiedzieliśmy, że ekspert w ocenie popełnił oczywisty błąd. Regulamin konkursu jednak nie wstrzymuje zawarcia umów z wyłonionymi podmiotami z powodu prowadzenia ścieżki odwoławczej. Nasza determinacja i postawa pokazuje tylko, jakim jesteśmy zespołem oraz że potrafimy pracować pod presją czasu. Cieszę się jednak, że to nam przypadnie realizacja projektu w powiecie bielskim i cieszyńskim. Oczywiście to nigdy nie była tajemnica, że w przyszłości Spółka będzie na sprzedaż, po osiągnięciu odpowiedniej liczby klientów i wartości.” – zakończyła Anna Stanaszek.

Spółka wypracowała w 2016 r. zysk netto w kwocie 302 tys. zł, a jej zysk EBITDA sięgnął 1.130 tys. zł. Wartość osiągniętych przychodów netto ze sprzedaży wyniosła 4.508 tys. zł. SferaNET S.A. przekroczyła tym samym podwyższone prognozy finansowe na 2016 r., które zakładały wypracowanie przez nią zysku EBITDA na poziomie 1.000 tys. zł oraz przychodów netto ze sprzedaży w kwocie 4.400 tys. zł. Rok wcześniej Emitent zanotował 167 tys. zł zysku netto oraz 532 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 2.365 tys. zł. SferaNET S.A. koncentrowała swoje działania na rozbudowie sieci światłowodowej oraz zwiększaniu liczby klientów indywidualnych i biznesowych, co przełożyło się na osiągnięcie rekordowych wyników finansowych w historii Spółki.

Początek tego roku należy do bardzo udanych dla Emitenta. SferaNET S.A. w 1 kw. 2017 r. zanotowała prawie 270 tys. zł zysku EBITDA oraz 64 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 695 tys. zł. W lutym br. w akcjonariacie Spółki pojawił się nowy inwestor branżowy – Spółka 3S S.A., która przekroczyła próg 5% głosów na WZA. Jednym z akcjonariuszy SferaNET S.A. jest również notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ABS Investment S.A., który posiada akcje, stanowiące 11,12% udziałów w ogólnej liczbie głosów na WZA oraz tyle samo udziałów w jej kapitale zakładowym.

Firmy mają 19 mld do oddania, należności rosną zamiast maleć

  • Mniej niż co drugie przedsiębiorstwo płaci w Polsce w terminie, dla porównania w Niemczech 8 na 10.
  • Zaległości firm wobec banków i kontrahentów to już 19 mld złotych.
  • Pomimo wzrostu PKB i dobrej sytuacji w gospodarce należności firm wobec ich kontrahentów rosną zamiast maleć.

Zatory płatnicze to jeden z największych problemów polskiej gospodarki. Z danych BIG InfoMonitor i BIK wynika, że zaległości firm wobec kontrahentów i banków wynoszą już 19 mld zł.

Biznes najlepiej robić z Duńczykiem

Najbardziej komfortowo (i uczciwie) według raportu Bisnode działają firmy duńskie, aż 86,5% z nich płaci zobowiązania w terminie. Robi tak też 8 na 10 przedsiębiorstw w Niemczech. Szybciej od nas płacą też Węgrzy (55% terminowych rozliczeń). W Polsce ustaleń dotyczących terminu płatności dochowuje znacznie mniej niż połowa firm (jeszcze gorzej jest we Francji, Grecji czy Portugalii). W 2016 r. nad Wisłą w terminie zapłacono 43,5 proc. faktur. To podobnie jak w 2015 roku, ale wzrosła liczba najmocniej opóźnionych płatności. W ubiegłym roku, aż 12% faktur zapłacono 120 (lub więcej) dni po terminie określonym na dokumencie. W tym zakresie „przodujemy” w całej Europie. Od Grecji, gdzie tylko 4,1% faktur jest przeciąganych ponad 120 dni, czy Portugalii (6,6%) moglibyśmy się uczyć terminowości. W Polsce w ciągu dwóch lat, od 2014 roku, zanotowano wzrost udziału płatności z najdłuższym terminem – o 4 pkt. proc.

– Nazwałbym to raczej pogłębieniem się problemów trapiących polski biznes od lat. Nie dość, że więcej niż co drugi przedsiębiorca nie płaci w terminie, to jeszcze co dziesiąty na pieniądze każe czekać ponad 120 dni. To 4 miesiące od wykonania pracy czy wyprodukowania towaru! Wiele firm, szczególnie o krótkim stażu, bez ugruntowanej pozycji i dużej ilości rezerwowych środków na rachunku, ma kłopoty z przetrwaniem w takich realiach. Dlatego coraz popularniejsze są rozwiązania finansowe – jak np. faktoring – pozwalające prowadzącym firmę znacznie szybciej otrzymać zasłużone pieniądze. Widzimy stale rosnące zainteresowanie przedsiębiorców takim wspieraniem ich rozwoju i bieżącej działalności. Ten trend pokrywa się z rosnącymi problemami z płatnościami – ocenia Piotr Gąsiorowski – Prezes Zarządu eFaktor S.A.

Firm z nieco krótszymi zobowiązaniami opóźnionymi o 60 dni (na kwotę co najmniej 500 zł) było w bazach BIG i BIK aż 183,2 tys.

Uwaga szczególnie na handel hurtowy czy transport

Nieterminowe płatności są przez przedsiębiorców wymieniane jako jedna z najpoważniejszych barier rozwoju biznesu. W dodatku problem jednej firmy przenosi się na inne, bo żeby opłacić swoich podwykonawców, zarządzający biznesem musi otrzymać należne mu pieniądze. 23,9 proc. ankietowanych przez firmę Atradius przedsiębiorstw podało, że ze względu na opóźnienia w płatnościach od kontrahentów zmuszeni byli przełożyć regulację zobowiązań na rzecz swoich dostawców.

Przeciętne terminy oczekiwania na płatności są coraz dłuższe, choć nie świadczy to o tarapatach finansowych przedsiębiorstw, bo według szacunków Atradius całkowity brak zapłaty dotyczy w Polsce tylko ok. 1 proc. wszystkich faktur z ostatnich 12 miesięcy. Opóźnianie przelewu stało się więc raczej normą i modelem biznesowym. Powody do zmartwień mają szczególnie przedsiębiorcy działający w handlu hurtowym, górnictwie i transporcie. Dla firm z tych branż to ogromny problem, a skutki są długofalowe.

Dla przykładu przedsiębiorstwa transportowe wprawdzie zazwyczaj mogą serwisować pojazdy na kredyt, ale płacąc z opóźnieniem, po otrzymaniu przelewu od klienta, wydają na te i inne usługi znacznie więcej. To zmniejsza ich zyskowność i szanse na rozwój. Dlatego z pewnością przy istniejących realiach w gospodarce warto wcześniej zabezpieczyć środki na bieżącą działalność.

– Problemem są nie tylko opóźniane płatności, ale same terminy zapłaty wpisywane na fakturach. Bardzo często to 90 czy nawet ponad 100 dni. Jeśli do tego dodamy ilość dni „przetrzymania” należności w wielu przypadkach okres oczekiwania na zapłatę wynosi nawet 8 miesięcy. Przedsiębiorcy działający w handlu hurtowym czy transporcie są naszymi częstymi klientami. Chcielibyśmy, aby wynikało to z ich dalekowzroczności i planowania rozwoju, bo w takim przypadku faktoring także spełnia swoją rolę. Częściej jednak zgłaszają się do nas, bo szukają szybszego dostępu do gotówki ze względu na brak środków. Przetrzymują je ich partnerzy biznesowi, a warto dodać, że są to należności za usługi już wykonane i do których zamawiający nie miał żadnych zastrzeżeń.

mówi Piotr Gąsiorowski – z eFaktor.

W przypadku małych firm – a badania pokazują, że właśnie te z wyegzekwowaniem płatności mają największy problem – szybkie otrzymanie przelewu może oznaczać być albo nie być. Silna pozycja dużych firm powoduje, że potrafią zmienić terminy płatności na fakturze jednostronną decyzją, nawet bez konsultacji z partnerami. W takich realiach biznesowych, w Polsce lepiej wcześniej zabezpieczyć środki niż ryzykować utratę płynności.

Sebastian Buczek: Quercus TFI zadowolony ze zmian w RN Skarbiec

Quercus TFI, którego fundusze posiadają prawie 7 proc w kapitale Skarbiec Holding S.A., z zadowoleniem przyjął decyzję Walnego Zgromadzenia Skarbiec akcjonariuszy w sprawie powołania do składu Rady Nadzorczej spółki dwóch, nowych członków: Raimondo Egginka oraz Andrzeja Sołdka.

To pozytywny sygnał dla spółki i rozsądny kompromis. Nowi członkowie zapewnią profesjonalny nadzór nad działalnością zarządu oraz gwarancję poszanowania większościowych oraz mniejszościowych akcjonariuszy. To jednocześnie czytelny, pozytywny sygnał dla pracowników i klientów Skarbca, świadczący o stabilizacji sytuacji w spółce.’’ – podkreśla Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI.

RODO – zmiany dla przedsiębiorców w obszarze ochrony danych osobowych od 2018 r.

W dniu 4 maja 2016 r. ogłoszony został tekst Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uczelnia dyrektywy 95/45/WE – w Polsce bliżej znanego jako Rozporządzenie o ochronie danych osobowych, w skrócie RODO. Rozporządzenie weszło w życie przy czym, zgodnie z przepisami przejściowymi, będzie mieć zastosowanie od 25 maja 2018 r. Warto już dziś zapoznać się z nowymi regulacjami i przygotować do zmian, gdyż prowadzenie działalności niezgodnie z przepisami RODO będzie skutkowało obciążaniem karami administracyjnymi sięgającymi nawet kilkudziesięciu milionów euro.

RODO znacznie poszerza definicję danych osobowych, określając je jako informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej („osobie, której dane dotyczą”); możliwa do zidentyfikowania osoba fizyczna to osoba, którą można bezpośrednio lub pośrednio zidentyfikować, w szczególności na podstawie identyfikatora takiego jak imię i nazwisko, numer identyfikacyjny, dane o lokalizacji, identyfikator internetowy lub jeden bądź kilka szczególnych czynników określających fizyczną, fizjologiczną, genetyczną, psychiczną, ekonomiczną, kulturową lub społeczną tożsamość osoby fizycznej. Dane osobowe przetwarzane przez przedsiębiorstwa nie dotyczą tylko klientów. Są to również dane osobowe pracowników i innych osób świadczących usługi. Wszystko to sprawia, że prawie każdy przedsiębiorca zbierający jakiekolwiek dane od osób fizycznych, będzie objęty obowiązkami wynikającymi z RODO.

Ustawodawca unijny ostatecznie zdecydował o uregulowaniu kwestii profilowania, wykorzystywanego obecnie przez banki czy firmy marketingowe. Od maja 2018 r. profilowanie będzie dopuszczalne jedynie po spełnieniu ściśle określonych warunków. Doprecyzowane zostały także zasady pozyskiwania zgody osoby fizycznej na przetwarzanie jej danych osobowych. Preambuła RODO wskazuje, że zgoda powinna być wyrażona w drodze jednoznacznej, potwierdzającej czynności, która wyraża odnoszące się do określonej sytuacji dobrowolne, świadome i jednoznaczne przyzwolenie osoby, której dane dotyczą, na przetwarzanie dotyczących jej danych osobowych i która ma na przykład formę pisemnego (w tym elektronicznego) lub ustnego oświadczenia. Co więcej, jeżeli przetwarzanie odbywa się na podstawie zgody, Administrator musi być w stanie wykazać, że osoba, której dane dotyczą, wyraziła zgodę na przetwarzanie. Zapytanie o zgodę musi odbyć się w sposób jasny, językiem prostym, odróżniając się od pozostałych kwestii. Osoba udzielająca zgody ma jednak prawo w dowolnym momencie ją wycofać – musi to zostać jej umożliwione w tak samo łatwy sposób, w jaki ją wyrażała.

RODO przyznaje więcej praw osobom fizycznym, których dane są przetwarzane. Głównie są to:

  • prawo dostępu do danych przysługujące osobie, której dane dotyczą,
  • prawo do sprostowania i uzupełnienia danych,
  • prawo do usuwania danych (tzw. „prawo do bycia zapomnianym”),
  • prawo do ograniczenia przetwarzania danych,
  • prawo do przenoszenia danych,
  • prawo do sprzeciwu (w razie sprzeciwu Administrator danych będzie musiał wykazać m.in. nadrzędne prawnie uzasadnione podstawy do przetwarzania danych).

Elementem, na który RODO kładzie największy nacisk, jest zwiększona transparentność przedsiębiorstw w zakresie sposobu przetwarzania przez nie danych osobowych. Poza podstawowymi informacjami o tożsamości Administratora, danych kontaktowych czy celu przetwarzania, przedsiębiorstwa będą zobowiązane również m.in. do informowania osób fizycznych o okresie, przez który ich dane osobowe będą przechowywanie, konsekwencjach braku podania danych, zasadach profilowania, prawie wniesienia skargi do organu nadzorczego (UODO). Administratorzy wraz z Inspektorami (obecnymi ABI) będą również zobowiązani do oceny ryzyka związanego z przetwarzaniem, a także do tworzenia tzw. kodeksów postępowań lub zatwierdzonych mechanizmów certyfikacji. Na przejrzystość przetwarzania danych będzie mieć też wpływ obowiązek rejestrowania czynności przetwarzania danych, który dotknie wszystkich Administratorów danych, gdyż w rezultacie jedynie sporadyczny charakter przetwarzania lub brak ryzyka naruszenia praw i wolności osób może zwolnić przedsiębiorców od tworzenia rejestrów. Ewentualne naruszenia ochrony danych osobowych w firmach będą musiały być zgłaszane Prezesowi UODO a także osobie, której naruszenie danych dotyczy.

Nowe przepisy będą mieć bezpośrednie zastosowanie, nie wymagają implementacji. Niemniej jednak, ustawodawca krajowy może ustalić własne regulacje w poszczególnych kwestiach. Polski ustawodawca skorzystał z tego uprawnienia czego rezultatem jest projekt ustawy o ochronie danych osobowych opublikowany przez Ministerstwo Cyfryzacji w dniu 28 marca 2017 r. Najważniejszą zmianą, jaką wprowadza projekt ustawy jest likwidacja Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych i utworzenie w jego miejsce nowego organu – Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Zmiana jest uzasadniona przepisami unijnymi, które wprowadzają Inspektora Ochrony Danych Osobowych w miejsce obecnego Administratora Bezpieczeństwa Informacji. Stosowanie dotychczasowej nazwy organu mogłoby wprowadzać w błąd. Obecnie wyznaczenie ABI jest uprawnieniem, a nie obowiązkiem Administratora danych. Po wejściu w życie przepisów RODO, powołanie Inspektora Ochrony Danych będzie w niektórych przypadkach obowiązkiem Administratora. Zrezygnowano również z dwuinstancyjności postępowań przed wspomnianym organem, co w rezultacie ma przyspieszyć procedurę. Ministerstwo Cyfryzacji skorzystało także z możliwości obniżenia granicy wieku dziecka, które będzie potrzebowało zgody rodzica na przetwarzanie swoich danych w Internecie. Wiek ten będzie wynosić 13 lat, a więc 3 lata mniej niż obecnie. Kwestia sposobu wyrażenia takiej zgody przez opiekuna prawnego wymaga jeszcze doprecyzowania w przepisach krajowych.

Najistotniejszym dla przedsiębiorców będzie jednak nowe uprawnienie, jakie RODO przyznaje Prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Zostaje on wyposażony kompetencję do nakładania kar finansowych na przedsiębiorców, a także podmioty sektora publicznego. Obecnie GIODO nie dysponuje takimi uprawnieniami. Kary nakładane na przedsiębiorców będą mogły wynosić maksymalnie 20 milionów euro albo do 4% światowego obrotu danego przedsiębiorstwa.

Wobec złożoności omawianej tematyki oraz ilości obowiązków jakim sprostać musi każdy Administrator danych, zalecamy korzystanie z pomocy profesjonalnych doradców.

Autor: WFY Group

Nowa ustawa o kredycie hipotecznym już 22 lipca

Wsparcie banku jest dla wielu Polaków jedynym sposobem na zakup własnego mieszkania. Od lipca 2017 obowiązują nowe zasady udzielania jednego z najpopularniejszych kredytów. Czytelne reklamy, jasne oferty banków, komplet informacji, dokładny termin oczekiwania na decyzję kredytową oraz zakaz udzielania finansowania w obcej walucie – to tylko część zmian, które wprowadza ustawa.

Zasady korzystania z popularnego produktu bankowego – kredytu hipotecznego – zostały zebrane w akt prawny: Ustawę o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami. Dokument od lipca 2017 r. ma być głównym wyznacznikiem działań dla banków, pośredników oraz źródłem informacji o prawach i obowiązkach dla kredytobiorców. Wprowadza szereg regulacji, które mają zwiększyć ich bezpieczeństwo i rozjaśnić oferty banków.

Jasne, czytelne, konkretne informacje o kredycie

Z tego powodu ustawa o kredycie hipotecznym precyzuje zasady budowy komunikatów reklamowych. Banki i pośrednicy muszą zadbać o to, by wszelkie informacje o charakterze reklamowym i marketingowym dotyczące kredytów hipotecznych były jednoznaczne, rzetelne, zrozumiałe i widoczne oraz nie wprowadzały konsumenta w błąd . Wszelkie dwuznaczności i zapis drobnym druczkiem znikną z plakatów i ulotek reklamowych. Dzięki zmianom w sposobie informowania o cechach oferty finansowania nieruchomości kredytobiorca od razu pozna cechy produktu bankowego, a wartości procentowe będą dla niego jednoznaczne z konkretną informacją np.: o rzeczywistej stopie procentowej, stałym oprocentowaniu lub koszcie zobowiązania. Już na początku klient banku lub firmy świadczącej usługi pośrednictwa otrzyma cały pakiet informacji o kredycie w oparciu o reprezentatywny przykład, czyli taki, który odnosi się do sytuacji kredytobiorcy. Gdy klient zainteresuje się ofertą kredytowania zakupu mieszkania, kredytodawcy będą obowiązani przekazać konsumentowi, na trwałym nośniku, zindywidualizowane informacje niezbędne do porównania kredytów hipotecznych dostępnych na rynku, oceny konsekwencji ich zaciągnięcia i podjęcia przez konsumenta świadomej decyzji dotyczącej zawarcia umowy o kredyt hipoteczny.

21 dni na rozpatrzenie wniosku, 14 dni na decyzję

Ustawa określa również czas, w jakim bank może wydać decyzję kredytową. Do 21 dni wnioskujący o finansowanie zakupu nieruchomości musi otrzymać odpowiedź. Natomiast odmowę udzielenia kredytu kredytodawca powinien uzasadnić, by klient wiedział, gdzie leży problem. Po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku kredytowego i podpisaniu umowy klient ma 14 dni na przemyślenie decyzji i może skorzystać z możliwości wycofania się z układu.

Restrukturyzacja jako ratunek dla klienta

Gdyby natomiast kredytodawcy przydarzyły się problemy z terminową spłatą zadłużenia, nowe regulacje narzucają bankom obowiązek współpracy z nim w szukaniu przyczyn problemu. Pierwszym krokiem jest wezwanie do zapłaty: bank wyznacza termin nie krótszy niż 14 dni roboczych, a następnie razem z kredytobiorcą ustalenie warunków restrukturyzacji: kredytodawca informuje konsumenta o możliwości złożenia, w terminie 14 dni roboczych od dnia otrzymania wezwania, wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Spłacający może liczyć na czasowe zawieszenie kredytu, zmianę wysokości rat i wydłużenie okresu spłaty.

Wcześniejsza spłata kredytu w dowolnym czasie

Kolejna zmiana zawarta w nowym akcie prawnym daje kredytobiorcom prawo do wcześniejszej regulacji zobowiązania. Do tej pory banki same określały warunki zamknięcia kredytu przed czasem lub w pierwszych latach regulacji długu. Teraz mają 7 dni na określenie kosztów tej zmiany. W przypadku kredytu hipotecznego oprocentowanego zmienną stopą procentową kredytodawca może pobierać rekompensatę wyłącznie, gdy spłata całości lub części kredytu hipotecznego nastąpiła w okresie 36 miesięcy od dnia zawarcia umowy o kredyt hipoteczny. Opłata pobierana jako rekompensata nie będzie mogła być wyższa niż 3% całej pożyczonej kwoty. Z kolei przy kredycie ze stałym oprocentowaniem opłata może być pobierana w całym okresie pod jednym warunkiem: nie może być wyższa niż koszty kredytodawcy bezpośrednio związane z przedterminową spłatą. Jednak to wyjaśnienie ustawodawcy wymaga doprecyzowania.

Ustawa o kredycie hipotecznym definitywnie zamyka temat kredytów walutowych, które w praktyce są już rzadkością. Wskazuje również sposób prowadzenia sprzedaży wiązanej: kredytodawca nie może dokonywać sprzedaży wiązanej w związku z zawarciem umowy o kredyt hipoteczny, chyba że sprzedaż wiązana dotyczy prowadzonego bezpłatnie rachunku płatniczego lub rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego. Dzięki nowym regulacjom kredytodawcy otrzymują cały pakiet obowiązków, które porządkują usługi świadczone na rzecz kupujących mieszkania na kredyt oraz wyjaśniają charakter działań pośredników i agentów.

Marta Sewerynek-Otwinowska
Dyrektor Działu Analiz
Futuro Finance

Prezydent USA coraz mniej szokuje rynki walut. Wizyta w Polsce będzie bez znaczenia dla kursu złotego

Jak zapewnia dr Przemysław Kwiecień, Donald Trump przyzwyczaił już rynki finansowe do swoich zaskakujących wypowiedzi. Dlatego, jego wystąpienia przestają na nie wpływać. Nawet, gdyby powiedział w Warszawie coś sprzecznego z interesami Europy Środkowo-Wschodniej lub mocno zaakcentował przyjaźń polsko-amerykańską, waluty i tak nie powinny na to zareagować.

Do tej pory dwa rodzaje wypowiedzi Donalda Trumpa faktycznie wpływały na rynki finansowe. Dotyczyły one kursu dolara lub polityki gospodarczej USA. Można przytoczyć sytuację z początku kwietnia, kiedy to prezydent Trump w wywiadzie dla „Wall Street Journal” powiedział, że dolar jest zbyt mocny. Notowania amerykańskiej waluty momentalnie straciły 0,7%. W innych okolicznościach Donald Trump mówił też, że partnerzy handlowi Stanów Zjednoczonych, np. Niemcy, prowadzą politykę, która zaniża wartość euro względem dolara. I tego typu stwierdzenia istotnie wpływały na kurs amerykańskiej waluty, szczególnie w pierwszych tygodniach prezydentury. Jednak jego postać wywołuje coraz mniejsze emocje na rynkach finansowych.

– Nie sądzę, aby w trakcie swojej wizyty w Warszawie Donald Trump odnosił się do kursu złotego. Polska jest na tyle nieistotnym partnerem handlowym dla Stanów Zjednoczonych, że kondycja naszej waluty może być mu kompletnie nieznana. Dlatego, nie spodziewałbym się, żeby przywódca USA w rozmowie z naszym rządem poruszał akurat kwestie kursu walutowego. Natomiast, naturalnie każda wypowiedź Trumpa na temat wartości dolara może mieć chwilowy, nieznaczny wpływ na rynki finansowe – zaznacza dr Przemysław Kwiecień, Główny Ekonomista X-Trade Brokers.

Z kolei, kwestie dotyczące bezpieczeństwa międzynarodowego czy NATO, które mogą zostać podjęte w trakcie spotkania polskich polityków z amerykańskim prezydentem, mają duże znaczenie polityczne. Jednak, te tematy nie wpływają istotnie na notowania rynkowe. Zdaniem eksperta, nawet zadeklarowanie przez Trumpa tego, że Stany Zjednoczone są bliskim i strategicznym sojusznikiem Europy Środkowo-Wschodniej nie wywoła euforii na rynkach walut. Wizyta przywódcy USA w Polsce zapewne podniesie nasz prestiż, ale to wydarzenie będzie miało znaczenie stricte medialne. Dr Kwiecień nie spodziewa się najmniejszej reakcji złotego.

– Jesteśmy w tej korzystnej sytuacji, że liczy się to, ile płacimy za euro, a zmienność kursu jest naprawdę nieduża. On wprawdzie w ostatnich miesiącach spadał, więc opłacalność eksportu nieco się obniżyła. Ale mówimy o zmianach rzędu 4-5% w ciągu kilku miesięcy. To nie jest dużo dla polskich przedsiębiorstw. Kurs walutowy na chwilę obecną nie jest zagrożeniem dla koniunktury gospodarczej w Polsce. Według badań Narodowego Banku Polskiego, kurs opłacalności eksportu dla polskich firm jest nadal poniżej 4 złotych za euro – podsumowuje dr Kwiecień.

Odbicie na ropie

Poniedziałki zazwyczaj charakteryzują się ograniczoną zmiennością. Trochę inaczej było jednak wczoraj. Na rynku walutowym dolar odzyskał wigor, a ropa ponownie zyskiwała na sile.

O ile większość poniedziałków charakteryzuje się ograniczoną dynamiką ruchów na rynkach finansowych, o tyle tym razem zmiany były widoczne. Działo się tak przy ograniczeniach związanych ze świętem w Kanadzie oraz przygotowaniami do Święta Niepodległości w USA, które ma miejsce dzisiaj. Dolar zyskał ponad 0.5% do euro, natomiast do jena japońskiego zyskał już ponad 0.8%. Również i funt brytyjski był wyraźnie słabszy tego dnia. Kolejny dzień z rzędu zyskiwała w cenie ropa. To już ósmy dzień z rzędu wzrostów, co jest chyba najlepszym wynikiem na tym rynku od kilku lat.

Nieco mniejszy impas przełamano na warszawskim parkiecie giełdowym. Po trzech dniach spadków indeks WIG20 odnotował pierwsze dzienne wzrosty, zyskując na zamknięciu ponad 1%. W skróconej sesji za oceanem indeks SP500 odnotował niewielkie wzrosty. Przy nieobecności amerykańskich inwestorów, dzisiejszy handel na wielu rynkach będzie ograniczony, a w wielu przypadkach zwyczajnie zamknięty. Oprócz porannej decyzji RBA o pozostawieniu stóp procentowych na tym samym poziomie, w dniu dzisiejszym nic ciekawego na uczestników rynku czekać już nie będzie.

Odbicie na ropie 1

Wczorajsze wzrosty na rynku ropy doprowadziły jej kurs(WTI) do pierwszego oporu na 47$. Było to klasyczne odbicie od środkowej linii dużego kanału wzrostowego. Kolejny opór znajduje się na wysokości 50$. Wskaźnik RSI przeciął pułap 50pkt i sygnalizuje trend boczny. Można oczekiwać jeszcze jednego zejścia w okolice 42.50$-44.0$ i jakiejś formy konsolidacji.

Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Za opóźniony, odwołany lot lub zgubiony bagaż przysługuje odszkodowanie. Ubiega się o nie tylko 1 proc. uprawnionych do tego Polaków

Za opóźniony, odwołany lot lub zgubiony bagaż przysługuje odszkodowanie. Ubiega się o nie tylko 1 proc. uprawnionych do tego Polaków 2

W przypadku zgubienia bagażu, opóźnienia lotu czy niewpuszczenia na pokład samolotu pasażerowie mają swoje prawa, także finansowe. Odszkodowanie w razie problemów z lotem może sięgać 600 euro, za zagubienie lub zniszczenie bagażu przysługuje do ok. 6 tys. zł. W Polsce o odszkodowania ubiega się zaledwie 1 proc. uprawnionych. W Europie tylko co czwarty pasażer uzyskuje przysługujące odszkodowanie, a 15 proc. rekompensatę za zgubiony lub zniszczony bagaż.

– Niewielu podróżujących zdaje sobie sprawę z tego, że w przypadku problemów z bagażem oraz problemów z opóźnieniami lotów czy z niewpuszczeniem na pokład samolotu przysługują im roszczenia, również finansowe, w dość wysokich kwotach. Problemy tego typu zdarzają się często, ale niewielu konsumentów korzysta z takich możliwości – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Górna, adwokat w kancelarii Affre i Wspólnicy.

W przypadku problemów z bagażem należy działać natychmiast po wylądowaniu na lotnisku docelowym. Jeśli bagażu nie można odnaleźć na lotnisku, należy z obsługą ustalić, gdzie walizka w rzeczywistości poleciała. Jednak w sytuacji, gdy bagaż zostanie faktycznie zgubiony lub uszkodzony, trzeba złożyć reklamację do przewoźnika. Wysokość odszkodowania zależy od zawartości bagażu.

– Kwestię bagażu reguluje konwencja montrealska. W przypadku zagubionego, zniszczonego bądź opóźnionego bagażu możemy się domagać odszkodowania w kwocie maksymalnie ok. 6 tys. zł. Dokładna kwota zależy od kursu walut, natomiast w konwencji jest zawarty przelicznik, według którego można to obliczyć – tłumaczy Katarzyna Górna.

W przypadku zniszczenia bagażu pasażer powinien jeszcze na lotnisku wypełnić protokół niezgodności, następnie ma 7 dni na zgłoszenie roszczeń przewoźnikowi. Jeśli bagaż został zgubiony lub dotarł z opóźnieniem, na zgłoszenie roszczeń podróżny ma 21 dni. Na rozpatrzenie skargi linie lotnicze mają 30 dni, w przypadku niedotrzymania terminu pasażer może złożyć skargę w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego.

– Niektóre kosztowne przedmioty przewożone w bagażu mogą być jednak wyłączone z tego typu roszczeń w regulaminach linii lotniczych. Przed podróżą powinniśmy to dokładnie zweryfikować – przypomina adwokat.

Prawa pasażerów w transporcie lotniczym określa wprowadzone w 2004 roku rozporządzenie unijne WE 261/2004. W przypadku odwołania rejsu lub opóźnienia przekraczającego trzy godziny pasażerom przysługuje szereg przywilejów, m.in. prawo do zwrotu kosztów zakupionego biletu i odszkodowanie za niemożność kontynuowania podróży do kwoty 600 euro. Jeżeli zaszła konieczność oczekiwania na lot w nocy, wówczas przewoźnik musi zapewnić opiekę, wyżywienie i nocleg w hotelu oraz darmowy transport na lotnisko.

– W przypadku, gdy lot jest opóźniony bądź linia lotnicza go odwoła lub odmówi nam wejścia na pokład w sytuacji tzw. overbookingu, również przysługują nam różne rodzaje roszczeń. Jest to prawo do opieki, mamy prawo do otrzymania napojów, posiłków w ilości zależnej od okresu oczekiwania oraz do wykonania dwóch telefonów czy wysłania e-maila. Są też pewne roszczenia odszkodowawcze – wymienia Górna.

Przepisy mają zastosowanie w przypadku korzystania z usług przewoźników zarejestrowanych w Unii Europejskiej oraz gdy podróż odbywa się innymi liniami lotniczymi, ale lot rozpoczyna w jednym z państw unijnych.

Na odszkodowanie można liczyć, jeśli opóźnienia lub odwołany lot nastąpiły z przyczyn zależnych od przewoźnika (np. niesprawny samolot). Jeśli jednak przyczyna nie leży po stronie linii lotniczych, a np. jest skutkiem klęski żywiołowej, rekompensata nie przysługuje.

– W takiej sytuacji przewoźnik również powinien zapewnić klientom zabezpieczenie w postaci posiłków czy możliwość wykonania telefonu. Również gdy mamy do czynienia ze strajkiem na lotnisku lub poważną usterką samolotu, nie możemy dochodzić takich roszczeń odszkodowawczych. We wszystkich innych przypadkach, kiedy opóźnienie jest winą linii lotniczych, jak najbardziej powinniśmy dochodzić swoich roszczeń – podkreśla ekspertka.

W Polsce tylko niewielki odsetek podróżujących stara się o odszkodowania. Firma AirHelp, która wspiera pasażerów w dochodzeniu swoich praw, obliczyła, że w 2016 roku 1,1 tys. lotów w Polsce miało utrudnienia. O rekompensatę z tego tytułu o łącznej wartości 50 mln euro mogłoby się ubiegać 124 tys. polskich pasażerów. Robi to jednak tylko 1 proc. z nich.

Dane europejskiej organizacji konsumentów BEUC wskazują zaś, że połowa pasażerów otrzymała od przewoźnika posiłek i napój w przypadku opóźnienia lub odwołania lotu. Co czwarty dostał przysługujące odszkodowanie przy odwołanym locie, a jeszcze mniej (15 proc.) uzyskało rekompensatę za zgubiony czy zniszczony bagaż.

– Według statystyk świadomość jest niska, niewiele osób z tego korzysta. Działają na rynku firmy, które zajmują się dochodzeniem takich roszczeń. Można jednak zgłosić się do linii lotniczych samodzielnie, nie jest to bardzo skomplikowana procedura, warto z niej korzystać – ocenia Katarzyna Górna.

Polski rynek ociepleń należy do największych i najbardziej nowoczesnych w Europie. Do 2020 roku może być wart 4,5 mld zł

Polski rynek ociepleń należy do największych i najbardziej nowoczesnych w Europie. Do 2020 roku może być wart 4,5 mld zł 3

Krajowy rynek ociepleń z ponad 40 mln mkw. powierzchni ścian plasuje się w europejskiej czołówce. Według prognoz firmy badawczej PMR do 2020 roku rynek ten może być wart 4,5 mld zł. Obecnie stosowana technologia ETICS należy do bardziej nowoczesnych na świecie. Duża jest też skala docieplania, a to za sprawą modernizacji ociepleń wykonanych w latach 90., które nie spełniają dzisiejszych wymogów energooszczędności. W Polsce problemem są jednak tzw. „składaki”, czyli ocieplenia zrobione z materiałów od różnych producentów. Tylko kompletny system, dla którego została wydana ocena techniczna, gwarantuje skuteczność i trwałość ocieplenia – przekonują eksperci.

– Polska należy do liderów rynku ociepleń. W 2016 roku w naszym kraju ocieplono około 40 mln mkw. ścian. To drugi rynek w Europie po Turcji. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że polski rynek jest liderem w ociepleniach. Rynek niemiecki, który przez lata był większy od polskiego, przeżywa pewien kryzys i tamten rok zamknął z powierzchnią ok. 37 mln mkw. – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Michalak, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Systemów Ociepleń.

W 2015 roku wartość polskiego rynku ociepleniowego wyniosła 3,9 mld zł (dane firmy badawczej PMR). Do 2020 roku ma wzrosnąć do blisko 4,5 mld zł.

W Europie ocieplenia budynków są wykonywane od 60 lat. Do Polski technologia dotarła pod koniec lat 80. Stosowane wówczas systemy ociepleń nie spełniają jednak obecnych wymogów.

– Ocieplaliśmy, mając inne materiały i nieco inną technologię. W efekcie mamy sporo budynków, które zostały ocieplone w latach 90. przez dobrych wykonawców, ale wymagania, standardy i jakość materiałów była inna. Te budynki nie spełniają dzisiejszych wymogów. To istotny problem. Z technicznego punktu widzenia najlepszym rozwiązaniem byłoby usunięcie tego materiału – tłumaczy Michalak.

Jeszcze w latach 90. ocieplenie miało przede wszystkim zwiększyć energooszczędność ścian. Obecnie obowiązujące poziomy współczynników przenikania ciepła ścian nowych domów stopniowo stają się coraz bardziej rygorystyczne. Od 2017 parametr ten może wynosić maksymalnie 0,23 W/m²K. Od 2021 roku będzie to już 0,2 W/m²K. Równie ważne co energooszczędność jest spełnianie zaostrzających się wymagań związanych z ochroną środowiska. Nie bez znaczenia jest również estetyka czy odporność budynków na zniszczenia.

– Polski rynek ociepleń jest wiodący i w aspekcie technicznym porównywalny z rynkiem niemieckim czy innych krajów zachodniej Europy – podkreśla prezes Stowarzyszenia na Rzecz Systemów Ociepleń. – W systemie ETICS jednym z zasadniczych elementów jest materiał termoizolacyjny. Tym najpowszechniej stosowanym jest ekspandowany polistyren, czyli styropian. Innym materiałem jest wełna mineralna, ale też polistyren ekstrudowany.

Z badania TNS Polska przeprowadzonego pod patronatem Stowarzyszenia na Rzecz Systemów Ociepleń wynika, że w Polsce w ponad 80 proc. do ocieplania ścian budynków wykorzystuje się styropian. Pozostałe materiały, przede wszystkim ze względu na cenę, są stosowane znacznie rzadziej. Wełna mineralna stanowi kilkanaście procent rynku.

Jak zaznacza ekspert, polski rynek ociepleniowy jest bardzo rozdrobniony. Działają na nim nie tylko rodzime przedsiębiorstwa, lecz także zagraniczne firmy, a różnorodność oferowanych wyrobów jest bardzo duża.

– Rynek powinien być dobrze uporządkowany. Aby wprowadzić do obrotu cały złożony system izolacji cieplnej, należy mieć stosowne dokumenty, które go dopuszczają do obrotu. Tymi dokumentami, w zależności od tego, czy jest to system krajowy, czy system unijny z oznakowaniem CE, jest albo krajowa, albo europejska ocena techniczna – podkreśla Michalak.

W Polsce praktyka znacznie odbiega od teorii. Częstym zjawiskiem są tzw. „składaki”, czyli sytuacja, w której przy jednej inwestycji stosuje się materiały od różnych producentów. Najważniejszym kryterium przy wyborze materiału jest cena.

– Stowarzyszenie na Rzecz Systemów Ociepleń w swojej działalności popularyzującej systemy ETICS ogromną wagę przywiązuje do edukowania. Jeżeli chcemy, aby efekt ociepleniowy był jak najkorzystniejszy, pamiętajmy, że tylko kompletny system od jednego producenta jest przebadany i na podstawie wyników tych badań dopuszczony do obrotu – podkreśla Jacek Michalak.

Nowe zasady segregacji odpadów mają poprawić działanie systemu. Terminy narzucone przez UE są zagrożone

Nowe zasady segregacji odpadów mają poprawić działanie systemu. Terminy narzucone przez UE są zagrożone 4

1 lipca weszły w życie nowe przepisy dotyczące segregacji odpadów. Mieszkańcy stopniowo będą musieli zacząć segregować śmieci na cztery frakcje: szkło, papier, tworzywa sztuczne z metalami oraz bioodpady i odpady zmieszane. Gminy mają czas na dostosowanie się do nowych przepisów do czerwca 2022 roku, ale do końca tego roku powinny odpowiednio oznakować pojemniki. Zmiany mają podnieść efektywność systemu gospodarki odpadami. To jednak może nie wystarczyć, żeby spełnić rygorystyczne unijne normy – podkreślają eksperci.

Od lipca zaczynają obowiązywać zasady segregacji odpadów na cztery frakcje: szkło, papier, tworzywa sztuczne z metalami oraz bioodpady. Określona jest jednocześnie kolorystyka worków i pojemników – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Władysław Kącki, prezes Miejskiego Zakładu Oczyszczania w Pruszkowie, członek zarządu Krajowej Izby Gospodarki Odpadami.

Według nowych zasad do pojemnika niebieskiego trafi papier, do zielonego – szkło (ewentualnie szkło bezbarwne do białego i kolorowe do zielonego pojemnika), do żółtego – metale i tworzywa sztuczne, a do brązowego – odpady, które ulegają biodegradacji.

Do tej pory praktyka była taka, że mieszkańcy mieli trzy frakcje: odpad komunalny, tworzywo i papier w jednym worku, a szkło osobno – mówi Władysław Kącki. – Teraz mieszkańcy muszą dostosować swoje miejsca do składowania odpadów tak, aby można było złożyć tam cztery worki do selektywnej zbiórki plus odpady komunalne, czyli piąty pojemnik, którego wszyscy używamy.

Gminy mają obowiązek dostosowania się do nowego systemu w ciągu 5 lat, ale na oznakowanie pojemników mają czas do 6 miesięcy od wejścia w życie przepisów, czyli do końca 2017 roku. Z analiz Ministerstwa Środowiska wynika, że nawet połowa gmin segreguje odpady w sposób, jaki przewiduje nowe prawo.

Jak wskazuje Kącki, do nowych przepisów trudno będzie się dostosować sortowniom. Przede wszystkim będą musiały zmienić ustawienia techniczne.

– Pracujemy na częściowo lub całkowicie automatycznych liniach, które dostosowane są do obsługi całego strumienia odpadów. Z tego strumienia jeden separator odbiera papier, drugi tworzywo, trzeci szkło, w związku z tym będziemy musieli zmienić pewien cykl. Takie przestawienie to proces długotrwały i drogi. Najlepsze w Polsce sortownie praktycznie muszą zmieszać te odpady, aby potem rozdzieliły je automaty – tłumaczy przedstawiciel Krajowej Izby Gospodarki Odpadami.

Obecnie sortownie średnio odzyskują ok. 20 proc. odpadów opakowaniowych, najlepsze blisko 30 proc. Trudno jednak będzie zwiększyć ten odsetek.

Jeżeli odpady opakowaniowe nie zostaną posortowane w miejscu ich powstania, nie jesteśmy w stanie wydobyć ich z odpadów komunalnych. Istnieje wielki problem sortowania odpadów w blokach, gdzie nie ma indywidualnej oceny, czy dany mieszkaniec wysortował odpady. Powstaje więc pytanie, jak wyedukować mieszkańców bloków. W selektywnej zbiórce w blokach mamy zanieczyszczenie na poziomie ponad 50 proc. – ocenia Kącki.

Resort środowiska przekonuje, że nowe zasady mają poprawić efektywność systemu segregacji odpadów. Obecnie recykling odpadów komunalnych wynosi 26 proc.

W 2017 roku musimy odzyskać 20 proc. odpadów opakowaniowych, w 2018 – 30 proc., w 2019 – 40 proc. a w 2020 roku 50 proc. Dyskutuje się, aby jeszcze podnieść ten procent do poziomu 70 proc. w 2030 roku – przypomina prezes MZO w Pruszkowie.

Jak podkreśla, o ile limity na ten i kolejny rok są do osiągnięcia, o tyle od 2019 roku będzie coraz trudniej. A nieosiągnięcie w 2020 roku wymaganych przez UE poziomów recyklingu będzie skutkowało nałożeniem na Polskę wysokich kar finansowych. Może też skutkować wstrzymaniem unijnych środków na inwestycje proekologiczne.

Zdążymy z dostosowaniem worków i pojemników w terminach, które określają przepisy. Myślę jednak, że na pewno nie zdążymy z przystosowaniem całej gospodarki. Już w tej chwili mamy ogromny problem ze zbyciem posortowanych odpadów. W zeszłym roku mieliśmy zbycie papieru w granicach 200 zł za tonę, w tej chwili ceny spadają poniżej 100 zł. Za folię mamy cenę na poziomie 10–15 zł, wcześniej było to 400 zł – mówi Kącki.

Członek zarządu KIGO podkreśla, że problem leży w opłacie produktowej, którą powinni uiszczać producenci.

Producenci nie pokrywają kosztów odbierania odpadów i selektywnej zbiórki. Mimo że jest określona wielkość opłaty, my dostajemy tylko szczątkowe kwoty. Za odzyskanie tony tworzywa z odpadów komunalnych powinniśmy dostać 2400 zł, a dostajemy 7 zł – mówi Władysław Kącki. – Systemowo powinno się wprowadzić odgórną, bardzo dokładną kontrolę opłaty produktowej, którą mają pokryć producenci za wprowadzenie odpadów opakowaniowych. Jeżeli te pieniądze nie wejdą do systemu, Polska nie da sobie z tym rady.

Korupcja w Polsce wciąż jest problemem. Co czwarty pracownik gotowy wręczyć łapówkę za utrzymanie relacji biznesowych

Korupcja w Polsce wciąż jest problemem. Co czwarty pracownik gotowy wręczyć łapówkę za utrzymanie relacji biznesowych 5

38 proc. Polaków postrzega korupcję jako poważny problem w naszym kraju – wynika z danych EY. To znacznie mniej niż w Europie Środkowo-Wschodniej. Mimo to skala tego zjawiska wciąż jest niepokojąco duża – ok. 25 proc. pracowników przyznaje, że są gotowi wręczyć łapówkę, jeśli to pozwoli utrzymać relacje biznesowe. Jednak badania pokazują, że praktyki korupcyjne w dłuższym terminie są nieopłacalne: kary mogą pogrążyć biznes, a sama korupcja negatywnie wpływa na pracowników. Blisko połowa rozważa odejście z pracy w przypadku podejrzenia firmy o nieetyczne praktyki.

– Według Transparency International 2016 aspekt korupcji w Polsce z roku na rok się poprawia. Obecnie zajmujemy 29. miejsce na 176 krajów. Podobnie według ostatnich badań EY pracownicy firm stwierdzają, że korupcja stanowi mniejszy problem niż rok temu czy jeszcze kilka lat wstecz – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bejnarowicz, szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Raport EY 2017 „Ludzki instynkt czy logika maszyn – czemu ufasz bardziej w walce z korupcją i nadużyciami?” wskazuje, że coraz mniej Polaków postrzega korupcję jako duży problem w naszym kraju. Wskazuje na to 38 proc. osób, przy 59 proc. w 2013 roku i 43 proc. w 2015 roku. Dla porównania, średnia dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej wynosi 64 proc.

– Bank Światowy stwierdził, że problem korupcji w 2016 roku znacznie wzrósł w stosunku do tego, co było w ostatnich pięciu latach. Według niego korupcja to 5 proc. światowego PKB, co daje około tryliona dolarów. To ta, jakby nagle z gospodarki światowej wyparowało PKB Niemiec. Proporcjonalnie to tak, jakby w Polsce nagle wyparowałby budżet w skali rocznej Warszawy i Krakowa – analizuje szef CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej.

Choć zdarza się, że przypadki korupcji zamiatane są pod dywan, firmy zdają sobie sprawę z tego, że w dłuższym okresie jest to postępowanie nieopłacalne.

– Harvard Bussines School stwierdziło na podstawie swoich badań, że działalność korupcyjna nie opłaca się firmie długoterminowo, ponieważ zysk jest praktycznie zerowy, a jeśli nieprawidłowość wyjdzie na jaw, kary mogą pogrążyć przedsiębiorstwo ­– mówi Jakub Bejnarowicz.

Jak wynika z obliczeń CIMA, korupcja zwiększa koszty prowadzenia firmy o ok. 10 proc. Ponadto, jeśli korupcja wyjdzie na jaw, firmy muszą się liczyć z wysokimi kosztami. Indeks egzekwowania prawa dotyczącego spraw zagranicznych i korupcyjnych wskazuje, że w 2016 roku 27 firm zapłaciło blisko 2,5 mld dol. kary za dopuszczenie się działań korupcyjnych.

– Przed nami wciąż jednak duże wyzwania. Około 25 proc. pracowników przyznaje się, że są gotowi wręczyć łapówkę, aby utrzymać relacje biznesowe. Połowa ankietowanych stwierdziło, że nie informuje o takich zjawiskach, ponieważ obawia się o swoje bezpieczeństwo. Blisko 70 proc. respondentów stwierdziło, że ich manager bądź zarząd byłby gotowy do nadużyć, aby uzyskać wyniki krótkoterminowe – wskazuje Bejnarowicz.

Jak wynika z danych EY, do nadużyć gospodarczych i nieetycznych zachowań skłonni są przede wszystkim przedstawiciele pokolenia Y. Ponad 70 proc. przyznaje, że nieetyczne postępowanie można wytłumaczyć, jeśli pomoże ono firmie przetrwać kryzys. Połowa twierdzi, że ich współpracownicy, aby przyspieszyć swoją karierę, byliby gotowi do nadużyć. Z drugiej strony ok. 50 proc. pracowników nie zgłosiłoby nadużyć w firmie ze względu na swoje bezpieczeństwo.

Z badań Instytutu CIMA „Anti-corruption landscape 2017” wynika, że co trzecia osoba, która zgłasza nieprofesjonalne zachowania w pracy, spotyka się z ostracyzmem. 40 proc. zatrudnionych czuje presję ze strony współpracowników, by naginać standardy.

Aby radzić sobie ze zjawiskiem korupcji, przedsiębiorstwa coraz częściej wdrażają kodeksy postępowania i etyczne, które mają stanowić mapą drogową dla zatrudnionych.

– Wszystko zależy od osób zarządzających organizacjami, od wprowadzania odpowiednich kodeksów etycznych, ładu korporacyjnego, od promowania odpowiednich zachowań w organizacji, monitoringu i kontrolowania. Dużą rolę odgrywają finansiści, którzy mają na co dzień do czynienia z informacją, która napływa nie tylko z działów finansowych, ale również z otoczenia przedsiębiorstwa i są w stanie wyłapać nieprawidłowości przy użyciu nowych technologii. Istotna jest ocena ryzyka, bez niej nie będziemy w stanie tego kontrolować – ocenia Jakub Bejnarowicz.

CIMA inicjuje wiele aktywności związanych z ulepszeniem praktyk w przedsiębiorstwach, organizuje szkolenia, a także wykłady dla młodych finansistów. Angażuje się w działania mające na celu walkę z ciemną stroną biznesu, np. poprzez usystematyzowanie Globalnych Zasad Rachunkowości Zarządczej.

– Razem z naszym amerykańskim partnerem American Institute of Certified Public Accountants, stworzyliśmy przewodnik dla finansistów, jak powinni postępować, aby wyeliminować wszelkie nadużycia z działalności przedsiębiorstw. Nasi członkowie są zobowiązani do przestrzegania wysokich standardów etycznych. Robimy wszystko, aby stworzyć mapę drogową dla finansistów. Im więcej firm i organizacji będzie inwestować w kwalifikacje i tego typu umiejętności, tym większe szanse powodzenia dla przedsiębiorstwa i gospodarki – przekonuje Jakub Bejnarowicz.

Komputronik chce być prywatną firmą i wycofuje się z giełdy. Zapisy na sprzedaż akcji spółki potrwają do 7 lipca

Komputronik chce być prywatną firmą i wycofuje się z giełdy. Zapisy na sprzedaż akcji spółki potrwają do 7 lipca 6

Większościowi akcjonariusze firmy Komputronik, polskiej sieci sklepów oferujących m.in. sprzęt komputerowy, podjęli decyzję o zamiarze całkowitego przejęcia spółki i wycofaniu jej z warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Rodzina Buczkowskich chce długoterminowo zaangażować się w rozwój firmy, ale już jako spółki prywatnej. Jak zaznacza prezes, firma od wielu lat nie przynosi oczekiwanych zwrotów z inwestycji mniejszościowym akcjonariuszom. Ponadto niełatwa sytuacja branżowa powoduje, że spółka nastawiona jest na zatrzymanie zarobionych środków i nie zamierza w najbliższym czasie wypłacać dywidendy.

Marinera Invest postanowiła zorganizować wezwanie na sprzedaż wszystkich akcji spółki Komputronik, ponieważ moja rodzina chce wycofać spółkę z giełdy i skupić się na jej rozwoju w taki sposób, aby prowadzona przez nas działalność była związana z większą poufnością – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Buczkowski, prezes zarządu Komputronika.

Ogłoszenie wezwania przez Marinera Invest, spółkę należącą do Moniki i Krzysztofa Buczkowskich, nastąpiło w połowie kwietnia. Skup akcji rozpoczął się 8 czerwca od ceny 6,50 zł za akcję. Po tym, jak kurs poszedł w górę (obecnie przekracza 7 zł), cenę w wezwaniu podniesiono do 7,18 zł.

Jeśli uda nam się zorganizować wezwanie, które zakończy się skupieniem co najmniej 90 proc. wszystkich akcji w Marinera Invest, wtedy spółka ogłosi wezwanie na sprzedaż wszystkich akcji poprzez przymusowy wykup i dojdzie do delistingu spółki – mówi Wojciech Buczkowski. – Jeśli natomiast nie uda się osiągnąć co najmniej 90 proc. akcji w wezwaniu, wtedy wezwanie się nie powiedzie i powrócimy do sytuacji z początku kwietnia, spółka nadal będzie normalnie notowana na giełdzie.

Największymi akcjonariuszami Komputronika są obecnie spółki WB iTotal, kontrolowana przez Wojciecha Buczkowskiego (28,51 proc. udziału w kapitale) oraz EKB (26,71 proc.) Ewy Buczkowskiej. Wojciech Buczkowski już wcześniej zapowiadał, że termin w wezwaniu na akcje nie zostanie przedłużony.

– Wycofanie spółki z GPW wynika z tego, że prowadzona przez nas dzisiaj działalność nie wiąże się z poufnością, nasza konkurencja wie o nas więcej, niż byśmy chcieli – tłumaczy Buczkowski. – Jednocześnie nie dostrzegamy innych korzyści wynikających z notowania papierów na giełdzie – jest to dużo obowiązków, wiele obostrzeń i wysokie koszty prowadzenia spółki giełdowej.

Na tydzień przed upływem terminu wezwania Marinera Invest podniosła cenę do 7,18 zł za jedną akcję. To stanowiło premię ponad 20 proc. wobec średniej ceny notowań spółki sprzed okresu wezwania i ponad 16 proc. więcej niż minimalna ustawowa cena.

Polska giełda jest w momencie, który nie rodzi dobrych perspektyw dla rynku – ocenia prezes Komputronika. – Następuje całkowita nacjonalizacja OFE, ale też odpływ z TFI. To skłania mnie do wniosku, że w najbliższej przyszłości giełda będzie raczej w trendzie spadkowym.

Przyjmowanie zapisów na sprzedaż akcji Komputronika w ramach wezwania potrwa do 7 lipca 2017 r. Zapisy przyjmowane są przez Dom Maklerski mBanku w punktach usług maklerskich.

IT Security Management 29.11- 01.12 2017, Hotel Mercure Karpacz Resort

Zapraszamy do udziału w kolejnej edycji konferencji IT Security Management, która odbędzie się w dniach 29 listopada – 1 grudnia w Karpaczu w przepięknym sąsiedstwie gór Sudetów. 5 sesji, panele dyskusyjne, imprezy integracyjne w uroczym górskim klimacie – to wszystko czeka na naszych gości. Konferencja poświęcona systemom zarządzania bezpieczeństwem w przedsiębiorstwie.

IT Security Management 29.11- 01.12 2017, Hotel Mercure Karpacz ResortZarządzanie bezpieczeństwem informacji w organizacjach obejmuje zespół wytycznych zmierzających do osiągnięcia i utrzymywania optymalnego poziomu bezpieczeństwa, m.in. poziomu poufności, integralności oraz dostępności danych. Dotyczy to głównie informacji zawartych w bazach danych oraz komputerach.

Poprzez wykłady ekspertów i ekspozycje produktów zostanie zaprezentowana wiedza na temat strategii i zagadnień technicznych, które pomogą zbudować kompleksowy i niezawodny system zabezpieczający sieć i dane firmowe.

TEMATYKA KONFERENCJI:

Sesja I: Bezpieczeństwo danych w obliczu nowych technologii: Mobile Security, Bezpieczeństwo danych w chmurze
Sesja II: Plany awaryjne (disaster recovery, ciągłość działania) oraz bezpieczeństwo infrastruktury dostępowej
Sesja III: Audyt i wykrywanie oszust i nadużyć firmowych
Sesja IV: Informatyka śledcza
Sesja V: Zarządzanie tożsamością, systemy kontroli dostępu, ochrona danych wrażliwych

UCZESTNIKOM ZAPEWNIAMY:

– bezpośredni kontakt z ekspertami z branży
– materiały konferencyjne oraz prezentacje z wykładów
– konsultacje z prelegentami oraz dużo czasu na rozmowy
– pyszne lunche oraz przerwy kawowe
– zakwaterowanie w pokoju jednoosobowym lub dwuosobowym
– udział w dwóch wieczorach integracyjnych
– atrakcje hotelowe oraz te przygotowane przez organizatorów

KONFERENCJA SKIEROWANA DO:

– kierowników działów IT;
– oficerów bezpieczeństwa;
– administratorów sieci i systemów zabezpieczeń;
– wszystkich innych osób odpowiedzialnych za strategię i utrzymanie bezpieczeństwa systemów w firmie

Wszystkie informacje o wydarzeniu, prelegentach oraz cennik dostępne na stornie:
http://gigacon.org/event/itsec_17/

Konferencja Summit EOIF GigaCon 2017 – Elektroniczny Obieg Informacji w Firmie

Chcesz dowiedzieć się dlaczego w dzisiejszych, mobilnych czasach digitalizacja dokumentów jest tak ważna? Raporty mówią, że firmy zmagają się nawet z 20% spadkiem efektywności spowodowanym pracą nad dokumentacją papierową. Co trzecia europejska firma planuje w najbliższym czasie całkowicie przejść na elektroniczną dokumentację.

Konferencja Summit EOIF GigaCon 2017 Już teraz usprawnij obieg informacji również w swojej firmie! Gorąco zachęcamy do udziału w wyjątkowej dwudniowej konferencji poświęconej właśnie tej tematyce – Elektroniczny Obieg Informacji w Firmie – Summit EOIF GigaCon. To największa taka konferencja organizowana w Polsce – nie może Cię na niej zabraknąć!

Data: 26-27.07.2017r.
Miejsce: Warszawa, PGE Narodowy

Zapraszamy do  bezpłatnego udziału wszystkie osoby zainteresowane narzędziami do usprawnienia i zautomatyzowania działań związanych z zarządzaniem przedsiębiorstwem.

Uczestnictwo w konferencji zapewni uczestnikom przegląd nowoczesnych dostępnych na rynku rozwiązań w tym zakresie. Jak co roku przedstawiciele wiodących firm zaprezentują swoje produkty oraz zaproponują narzędzia dotyczące obiegu dokumentów, przetwarzania i składowania informacji.

W roli Wystawców wystąpią: 
Sponsor Główny konferencji – WEBCON
Sponsorzy – DSA i Paperless
oraz: elliteq, Tecna, Konica Minolta Business Solutions Polska, XSystem, Axence, Connect Distribution, HP, Astrafox, ELO Digital Office, Kofax, Ipopema Business Consulting, BeOne, SaldeoSMART, SkanSerwis, Kodak Alaris  i skanowanie.pl.
A także ODO 24 i Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo z kącikiem porad o RODO!

Każdy uczestnik będzie miał również możliwość wysłuchania prelekcji merytorycznych przygotowanych przez doświadczonych ekspertów. Wsród tematów m.in.: JPK, podpis elektroniczny, RODO, praktyczne przykłady wdrożeń, prezentacja narzędzi itp..

W agendzie pojawiły się już niektóre tematy prelekcji i można je znaleźć tutaj:
http://gigacon.org/event/eoif_summit_17/#agenda
Kolejne tematy już wkrótce!

Szykujemy dla uczestników również inne atrakcje, czyli pokaz technologii (m.in. gogle wirtualnej rzeczywistości, druk 3D, drony), strefę relaksu oraz konkursy z atrakcyjnymi nagrodami.

Cały czas uzupełniamy wydarzenie – pojawiać się będą nowi wystawcy, tematy prelekcji i inne informacje. Zachęcamy do śledzenia strony internetowej konferencji na bieżąco.

Udział w wydarzeniu jest całkowicie bezpłatny, aczkolwiek jedynym warunkiem uczestnictwa jest wcześniejsza rejestracja, którą wraz z innymi szczegółami znajdą Państwo na stronie:  http://gigacon.org/event/eoif_summit_17/

Inflacja zwalnia

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w czerwcu 2017 r. o 1,5 proc. r/r, a w stosunku do maja br. spadły o 0,2 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Inflacja zaczęła w czerwcu zwalniać, mimo że z reguły jest to miesiąc „nowalijkowy” (podobnie jak maj), w którym ceny żywności są nieco wyższe ze względu na początek sezonu owocowego i warzywnego. Tym razem wzrost cen żywności mógł być niższy, w tym także ze względu na wyższą bazę – w czerwcu 2016 r. ceny żywności wzrosły o 1,1 proc., podczas gdy w ciągu 5. miesięcy 2016 r. – jedynie o 0,6 proc.

Niższa dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu niż w pierwszych 5. miesiącach 2017 r. (średni wzrost o 2 proc.) wynika zapewne przede wszystkim z dość silnego spadku cen paliwa na rynkach światowych (z 52 USD za baryłkę ropy, na 45 USD, z lekkim odbiciem do 48 USD w końcu czerwca), a także utrzymywania się spadku cen odzieży i obuwia. Niewykluczone, że obniżenie stawek roamingowych przez operatorów telekomunikacyjnych od 15 czerwca (do poziomu krajowego – konsekwencja wejścia zasad ustalonych przez UE) spowodowało także spadek cen na usługi łączności.

Dla pracowników do dobry sygnał, bo ich realne dochody będą wyższe niż na początku roku. Jeśli wynagrodzenia będą dalej rosły w tempie 5 proc. i więcej, na co wszystko wskazuje, a inflacja będzie się zmniejszała, to należy oczekiwać dalszej poprawy optymizmu konsumentów, a tym samym silnego wsparcia wzrostu PKB ze strony spożycia indywidualnego. Tylko, żeby inwestycje jeszcze chciały silniej ruszyć.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W 2016 roku agencje pomogły zatrudnić ponad 1,2 mln osób

Według opublikowanego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej raportu „Informacja o działalności agencji zatrudnienia w 2016 roku” liczba osób, które znalazły zatrudnienie za pośrednictwem agencji wyniosła 1 219 139.

Największą grupę stanowią pracownicy tymczasowi, których liczba w 2016 roku wyniosła 796 tys. osób, o 0,5% mniej niż w ubiegłym roku. Firmy członkowskie Polskiego Forum HR, członka Konfederacji Lewiatan, zatrudniały w tym czasie 264 tys. osób, czyli 33% wszystkich pracowników tymczasowych w Polsce.

W ramach pośrednictwa pracy na terenie RP pracę znalazło 275 tys. osób, a 149 tys. zostało skierowanych do pracy za granicę.

Liczba agencji zatrudniania w Polsce w 2016 roku

Jak podaje Ministerstwo, liczba agencji w ubiegłym roku wyniosła 7484, to aż o 24% więcej niż w poprzednim roku. Jako obszar swojej działalności 34% wskazało pośrednictwo pracy na terenie RP, 30% pracę tymczasową. Watro zauważyć, że na dzień 30 czerwca br. liczba agencji wynosi już 8330 podmiotów.

– Bardzo duży wzrost liczby agencji, obserwujemy od wielu lat. Jeśli miernikiem wielkości rynku byłaby liczba podmiotów na niej działających, Polska zajmowałaby w tej klasyfikacji trzecie miejsce w Europie. Jest to efektem bardzo liberalnych przepisów dotyczących zakładania agencji. Szkoda, że przy ostatniej nowelizacji przepisów nie został wprowadzony, postulowany przez partnerów społecznych obowiązek posiadania zabezpieczenia finansowego przez podmioty działające w obszarze pracy tymczasowej, która jest usługą wymagającą bardzo dobrego przygotowania nie tylko merytorycznego ale również kapitałowego – mówi Anna Wicha, Prezes Polskiego Forum HR

Jeśli chodzi o formę działalności to 42% stanowią spółki z ograniczona odpowiedzialnością i aż 37% osoby fizyczne. Co ciekawe na liście podmiotów posiadających certyfikat znalazły się również: związki zawodowe, w liczbie 9 oraz kościół katolicki w liczbie 6 podmiotów.

Praca tymczasowa w Polsce

Agencje zatrudniały w ubiegłym roku łącznie 796 tys. pracowników tymczasowych, 50% z nich w oparciu o umowy o pracę, co jest lepszym wynikiem niż poziom osiągnięty w ubiegłym roku (47%), ale daleko odbiega od standardów wytyczanych przez firmy członkowskie Polskiego Forum HR, gdzie odsetek umów o prace stanowił w 2016 roku 92%.
Nadal największa grupa pracowników zatrudniana jest przez łączny okres nieprzekraczający 3 miesięcy – 56% wszystkich zatrudnionych, odsetek osób zatrudnionych na okres dłuższy niż 12 miesięcy wyniósł 9%.

Łącznie w ubiegłym roku zawarto ponad 2 mln umów – średnio na jednego pracownika tymczasowego przypadało 2,5 umowy o pracę lub umowy prawa cywilnego. Ponad połowa liczby wszystkich umów dotyczyła zatrudnienia w pięciu grupach zawodów:

1. Pracownicy wykonujący dorywcze prace proste
2. Robotnicy wykonujący prace proste w przemyśle gdzie indziej niesklasyfikowani
3. Magazynierzy i pokrewni
4. Pracownicy wykonujący prace proste gdzie indziej niesklasyfikowani
5. Monterzy gdzie indziej niesklasyfikowani

Blisko 19 tys. firm korzystających z pracy tymczasowej

Liczba firm korzystających z pracy tymczasowej wyniosła w 2016 roku 18 608 podmiotów, to o 9% więcej niż w ubiegłym roku. Największa liczba pracodawców zlokalizowana była w województwie mazowieckim (5950 firm), dolnośląskim (2005), śląskim (1774) oraz wielkopolskim 1688).

Huebner zdradza kulisy negocjacji ws. Brexitu

Dzisiaj ciągle mamy ogromną niepewność i właściwie nie wiadomo jak będą wyglądały przyszłe relacje – mówi newsrm.tv o negocjacjach ws. Brexitu prof. Danuta Huebner, posłanka do Parlamentu Europejskiego. Zgodnie z harmonogramem negocjacje powinny trwać dwa lata. Rozmowy podzielona na etapy. W pierwszym z nich poruszone zostaną tematy dotyczące ochrony obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii.

– Ten pierwszy etap to będą negocjacje o ochronie obywateli Unii Europejskiej, tych z 27 państw członkowskich, którzy znajdują się na Wyspach Brytyjskich, bo podjęli prace, są połączenie więzami rodzinnymi, studiują. Negocjacje dotyczą także obywateli brytyjskich w tych 27 państwach Unii Europejskiej. Już widać, że dwa stanowiska negocjacyjne to europejskie i to brytyjskie są bardzo daleko od siebie. To będzie taka pierwsza próba. Już w lipcu zaczną się negocjacje. Zobaczymy czy uda się rzeczywiście znaleźć wspólne pole dla kompromisu – mówi Danuta Huebner.

W lipcu poruszony także zostanie temat finansów. Unia i przedstawiciele Wielkiej Brytanii będą rozmawiali o zobowiązaniach takich jak emerytury. – Te negocjacje również będą bardzo trudne. Zaczynamy rzeczywiście mocnym uderzeniem. Do końca tego roku mamy nadzieję osiągnąć postęp w tych negocjacjach dotyczących obywateli i finansów, ale także granicy na wyspie Irlandia. Wtedy jeżeli ocenimy, że zaawansowanie jest dostateczne rozpoczniemy także myślenie o przyszłości, ale dzisiaj przyszłość jest zupełnie nieznana – dodaje Danuta Huebner.

Rozbrat Wielkiej Brytanii z Unią Europejską niesie ze sobą też obawy o przyszłość działania firm. Przedsiębiorcy już teraz obawiają się, że będą musieli np. płacić cło. Kolejny problem to podatki: czy VAT pozostanie bez zmian i jak będzie wyglądał jego zwrot. Wielka Brytania i Unia Europejska mają także wspólny system patentowy i ochrony znaków towarowych. Przedsiębiorcy obawiają się czy zostanie to utrzymane czy może jeszcze raz będą musieli swoje znaki zastrzegać.

– Są obawy o to, że w momencie rozpoczęcia wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej to przedsiębiorcy będą mieli utrudnione kontakty z partnerami w Wielkiej Brytanii. To będzie oznaczało nie tylko wzrost kosztów ale także wydłużanie się całego procesu współpracy biznesowej z Wielka Brytanią a to będzie oczywiście wpływać na wyniki finansowe – dodaje dr. Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Jak wynika z danych Konfederacji Lewiatan najbardziej zaniepokojone są branża samochodowa, kosmiczna, kosmetyczna oraz sektor telekomunikacji satelitarnej.

Po co pracownikowi poczucie własnej wartości?

Jeśli chcesz mieć naprawdę dobrego pracownika, zadbaj o jego poczucie własnej wartości. Dzięki większej samoświadomości i pewności siebie, stanie się lepszym partnerem do wspólnej i twórczej pracy. A właśnie na takich pracownikach firma może najwięcej zyskać.

Wokół koncepcji poczucia własnej wartości nagromadziło się wiele mitów i nieporozumień. Pewność siebie bywa wymieniana w jednym rzędzie z wybujałym ego, a asertywność mylona z postawą roszczeniową, a nawet agresywną. Tymczasem poczucie własnej wartości to realistyczna, choć zarazem doceniająca opinia o sobie. „Realistyczna” to taka, kiedy nie oszukujemy siebie, jesteśmy uczciwi i szczerzy przed samym sobą, mamy świadomość swoich słabych i mocnych stron. „Doceniająca” oznacza natomiast, że nasza ogólna opinia o sobie jest dobra. Zdrowe poczucie własnej wartości to przekonanie, że jest się wartym tyle samo, co każdy inny człowiek.

– Mając adekwatne poczucie własnej wartości, z jednej strony czujemy spokojne zadowolenie z tego kim jesteśmy, mamy też poczucie godności płynące z przekonania, że posiadamy wewnętrzną wartość. Z drugiej strony, pozostajemy pokorni, gdyż zdajemy sobie sprawę, że każdy z nas musi wiele się nauczyć – mówi Marta Bober-Lal, trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group.

Niektórzy wierzą, że z pewnością siebie trzeba się urodzić, i że jest to szczególna umiejętność, dostępna jedynie nielicznym. Na szczęście nie jest to prawdą. Poczucie własnej wartości można w sobie wykształcić oraz wzmocnić.

Pewny siebie pracownik – lepsza firma

Gdyby zapytać o to pracodawców, wielu z nich odpowiedziałoby, że zależy im na pracownikach pewnych siebie, asertywnych. Niestety, w rzeczywistości wielu z nich bardziej odpowiadają pracownicy ulegli, cisi i posłusznie wykonujący wszystkie polecenia. W efekcie blokują oni samodzielność i rozwój zatrudnionych osób.

Tymczasem, jeśli spełnione zostaną odpowiednie warunki, dobrze zorganizowana praca będzie podnosiła samoocenę pracownika, a wyższa samoocena sprzyjać będzie podnoszeniu kwalifikacji i kompetencji. A w takiej sytuacji następuje sprzężenie zwrotne – satysfakcja z pracy wpływa na zadowolenie z siebie i odwrotnie.

Marta Bober-Lal wymienia następujące korzyści z adekwatnego poczucia własnej wartości u pracowników:

  • osoby mające poczucie własnej wartości zdecydowanie lepiej radzą sobie w nowych sytuacjach, mniej się też obawiają oceny innych ludzi;
  • pracownik skupia się raczej na zadaniu niż na sobie i swoich nieprzyjemnych uczuciach, co z kolei sprzyja skuteczności działania;
  • człowiek z poczuciem własnej wartości szanuje siebie, zatem szanuje również innych ludzi;
  • lider zespołu z poczuciem własnej wartości stara się włączać ludzi zarówno w proces rozwiązywania problemów, jak i podejmowania decyzji – korzysta z ich wiedzy, co prowadzi do osiągnięcia efektu synergii (uzyskuje się efekty wyższe niż wyniosłaby suma wkładu poszczególnych osób);
  • pracownicy są mocniej zaangażowani w pracę, bardziej samodzielni, a gdy czują się doceniani i bezpieczni, są w stanie naprawiać własne błędy oraz zdobywać nowe umiejętności;
  • mając takich pracowników, organizacje są lepiej przygotowane do działania w trudnych warunkach.

Te same cechy powinien wyrabiać w sobie także sam lider czy menedżer. Badania dotyczące porażek w biznesie wskazują, że ich przyczyną bardzo często jest lęk szefa przed podejmowaniem decyzji. W wielu przypadkach menedżerowie także powinni popracować nad poczuciem własnej wartości.

Wyobraźmy sobie jednak firmę, w której ludzie faktycznie działają na wysokim poziomie świadomości – akceptują siebie i innych, są odpowiedzialni, asertywni, realizują jasno wyznaczone cele i robią to w zgodzie z poczuciem osobistej uczciwości. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że byłaby to firma o niezwykłych wynikach i efektach pracy. Ale to nie utopia! Aby taką firmę stworzyć, wystarczy zadbać o kilka aspektów.

  • Poczucie bezpieczeństwa – pracownicy muszą być pewni, że nikt ich nie wyśmieje, nie zlekceważy i nie upokorzy za ich otwartość i szczerość.
  • Akceptacja – pracownicy powinni móc liczyć na wysłuchanie ich pomysłów; należy ich zachęcać do wyrażania autentycznych myśli i opinii.
  • Stawianie wyzwań – pracownikom warto powierzać zadania, które dadzą im okazję do poszerzania umiejętności.
  • Konstruktywna informacja zwrotna – zamiast krytykować, lepiej uczciwie wskazać, co zostało wykonane dobrze, a co wymaga poprawy.
  • Wyraźnie określone zasady i wskazówki – polecenia powinny być wydawane w taki sposób, aby pracownik nie tracił czasu i energii na domyślanie się lub zgadywanie, czego oczekują od niego przełożeni.
  • Zachęcanie do samodzielności – dzięki nim pracownik sam będzie potrafił rozwiązywać problemy i podejmować wyzwania związane z pracą.

Co zrobić, by mieć takich pracowników?

W jaki sposób pracodawca może wspierać pracowników i wzmacniać ich poczucie wartości? Trenerka Effect Group przywołuje pięć zasad, o których powinien pamiętać każdy menedżer.

Zasada nr 1: Umacniam i podnoszę poczucie wartości ludzi, z którymi pracuję. Jak menedżer może to zrobić na co dzień? Poprzez chwalenie swoich pracowników, okazywanie im szacunku, konstruktywną krytykę, wspieranie w trudnych zadaniach, czy też przydzielanie nowych zadań.

Zasada nr 2: Słucham uważnie i reaguję z empatią. Menedżer powinien cierpliwie wysłuchać problemu, z jakim przychodzi do niego pracownik, w razie potrzeby może spróbować mu doradzić lub udzielić innej pomocy, okazać współczucie i zrozumienie a także cieszyć się sukcesami pracownika.

Zasada nr 3: Potrafię poprosić o pomoc i zachęcam do udziału. Najlepszym przykładem będzie rozmowa z pracownikiem lub burza mózgów; w trakcie wspólnej dyskusji szef może np. delegować zadania, podziękować zespołowi za podjęcie wspólnych działań lub obiecać nagrodzenie najlepszego pomysłu.

Zasada nr 4: Dzielę się informacjami, mówię o faktach i odczuciach. Ważnym elementem będzie tutaj zlecanie pracownikowi zadań przewyższających jego aktualny zakres obowiązków, poświęcanie czasu na spotkania z pracownikami, wysłuchiwanie propozycji rozwiązania rozmaitych problemów, czy też otwarte podejmowanie tematów trudnych i zarazem ważnych dla firmy.

Zasada nr 5: Daję wsparcie bez odbierania odpowiedzialności. Najważniejsze w tej zasadzie jest to, aby menedżer nie wykonywał zadań za pracownika, a jednocześnie dzielił się wiedzą. Chodzi o to, aby wskazywał kierunek, ale nie dokładną drogę.

Bardzo dobrą praktyką może się okazać rozpoczynanie ścieżki szkoleniowej dla każdego pracownika właśnie od warsztatu budowania poczucia własnej wartości. Takie szkolenie pomoże otworzyć pracowników na zmiany, a firmie umożliwi lepsze, bardziej aktywne korzystanie z ich potencjału.

– Dla uczestników warsztatu najważniejsze jest poczucie, że zmiana jest możliwa, a to przekonanie będzie silniejsze, jeśli w jakimś obszarze już nastąpiła. Praca nad podniesieniem poczucia własnej wartości jest długa, kręta, ale też daje ogromną satysfakcję – mówi Marta Bober-Lal. – Od lat przekonuję pracodawców, że jest to podstawowy warsztat rozwojowy dla pracowników. Powoduje wzrost efektywności, poczucia zadowolenia i pozwala budować lepsze relacje w zespole – przekonuje trenerka.

Jeśli nad poczuciem własnej wartości chciałby popracować sam pracownik, zacząć może choćby od próby zwiększenia poziomu samoakceptacji. Samoakceptacja to postawa zaufania, wiary i szacunku wobec samego siebie. A aby siebie pokochać, przede wszystkim należy zaakceptować swoje ograniczenia, poznać własne potrzeby, aspiracje i marzenia. Trzeba także pozwolić sobie na popełnianie błędów.

Jak powiedział psycholog Fritz Perls, „bądź tym, kim jesteś i mów to, co czujesz, ponieważ ci, którzy mają z tym problem nie są ważni, a ci, którzy są ważni, nie mają z tym problemu”. Trudno o bardziej trafne wyrażenie istoty poczucia własnej wartości.

Analiza pozycji dużych graczy 03.07.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 03.07.2017 7– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 03.07.2017 8-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/US

Po dokładnym przeanalizowaniu raportu COT nasza uwaga powinna zostać skierowana w stronę dolara nowozelandzkiego. Powinniśmy wypatrywać ewentualnej dywergencji na wykresie, bowiem optymizm na tej parze walutowej musi zostać przyhamowany mocniejszą korektą lub nawet załamaniem kursu walutowego. W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane po raz kolejny powiększyły swoje długie pozycje na dolarze nowozelandzkim. Pozycje długie znalazły się najwyżej w historii, co sugeruje skrajny optymizm żywiony do dalszych wzrostów.

Pozycje funduszy zarządzających, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy zarządzających, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cme Group

Warto zauważyć, że wzrostowi pozycji długich towarzyszył także wzrost pozycji krótkich, niektórzy już zaczęli wyceniać możliwą wyprzedaż omawianej pary walutowej.

Na wykresie tygodniowym notowania dotarły w okolicę strefy oporu 0.731-0.739. Po siedmiu tygodniach nieustannych wzrostów powinna zawitać korekta, która może przerodzić się w większy ruch spadkowy. Dodatkowym czynnikiem wspierającą korektę jest wyprzedaż metali przemysłowych, które stanowią duży odsetek eksportu Nowej Zelandii. Ewentualna wyprzedaż mogłaby znieść kurs po raz kolejny w okolicę strefy wsparcia 0.686.

NZD/USD, interwał tygodniowy

NZD/USD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Kolejnym ciekawym instrumentem do obserwacji jest dolar kanadyjski, o którym już kilka razy wspomnieliśmy. Scenariusz szybkiej redukcji krótkich pozycji i mocnego umocnienia CAD został zrealizowany. W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zredukowały krótką pozycję o 32 tysiące, z kolei długą o 1,5 tysiąca. W nadchodzących tygodniach zjawisko powinno być kontynuowane.

Pozycje funduszy zarządzających, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy zarządzających, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cme Group

Na wykresie tygodniowym analiza techniczna potwierdza trend spadkowy. Bowiem została przerwana dolna lbanda kanału wzrostowego, w nadchodzących tygodniach wyprzedaż USD na rzecz CAD powinna być kontynuowana. Niemniej jednak należy spodziewać się odreagowania ostatnich spadków. Ewentualnym poziomem korekty może być test dolnej bandy kanału wzrostowego.

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Notowania USD/CAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

 

Importerzy gazu piszą skargę do Premiera Morawieckiego na projekt nowelizacji Ustawy

Brak konsultacji projektu Nowelizacji ustawy o zapasach ropy i gazu z prywatnymi importerami gazu i obawa o negatywne efekty dla całego rynku – to główne argumenty, które podnosi Hermes Energy Group – jeden z czołowych importerów gazu w Liście Otwartym do Premiera Mateusza Morawieckiego. Importer ostrzegają przed konsekwencjami prawnymi ze strony Urzędu Regulacji Energetyki oraz Komisji Europejskiej.

Występując w imieniu setek przedsiębiorców oraz tysięcy pracowników zatrudnionych w sektorze HEG zwraca się ”…z wnioskiem o pilną reakcję na sposób działania procesu legislacyjnego Sejmowej Komisji Energii i Skarbu Państwa, która dotychczas nie przesłała żadnych projektów dokumentów do przedstawicieli branży jak i Urzędu Regulacji Energii przed głosowaniem w Sejmie RP.”

W opinii importera nowe, proponowane przez rząd zasady utrzymywania rezerw są nierynkowe i dyskryminują mniejsze podmioty, gdyż koszty przechowywania gazu, czy to w kraju czy zagranicą, są bardzo wysokie i nieopłacalne dla niezależnych firm. Konsekwencją tych zmian prawnych będzie podwyżka cen gazu o 5 do 8 proc.

„Szacujemy, że rocznie rachunki za gaz w skali kraju pójdą w górę o ok. 1 mld zł, z czego połowę pokryje ok. 7 mln gospodarstw domowych’’ – podkreśla image001 z Hermes Energy Group, jednego z sygnatariuszy Listu.

Importerzy proszą o pomoc UOKiK

Importer gazu zwraca uwagę Premiera Morawieckiego na fakt, iż projekt ustawy został przyjęty przez rząd w „trybie odrębnym”, czyli nie był wcześniej poddany konsultacjom i uzgodnieniom.

‘’Proces legislacji nie jest przejrzysty, ani uczestnicy rynku ani Prezes URE nie otrzymali dokumentu do wglądu przed głosowaniem. To budzi nasz sprzeciw i zamierzamy poprosić UOKiK o wydanie w tym zakresie opinii prawnej’’ – podkreśla przedstawiciel HEG.

Importerzy poddają krytyce argumenty Ministerstwa Energii mówiące o tym, że znacząca część surowca już dziś obecna na rynku, zawiera w sobie koszt utrzymywania zapasów. *

‘’Wystarczy spojrzeć na różnice w cenach gazu między Polską a Niemcami przed lipcem 2016 i obecnie 2017. Kolejne zaostrzenie spowoduje kolejne podwyżki, choć już dziś widać, że ceny na TGE są o ponad 10 proc. wyższe niż w Niemczech’’ – dodają przedstawiciele HEG.

…i Trybunał Sprawiedliwości UE

Przedstawiciele HEG w imieniu branży informują Premiera, że jeśli rząd nie podda w najbliższych dniach nowych zapisów konsultacjom z branżą, zamierzają wystosować skargę do Komisji Europejskiej i Strasburga.

‘’Już dziś prowadzimy konsultacje z kancelariami prawnymi w Brukseli i Warszawie. Jeśli okaże się, że nowe rząd pominie nas w procesie legislacji, będziemy zmuszeni do złożenia skargi w Strasburgu’’ – dodają przedstawiciele branży.

* Projekt, przyjęty przez Sejmową Komisję Energii i Skarbu Państwa, zakłada m.in., że importerzy gazu, którzy obowiązkowe zapasy utrzymują poza granicami kraju muszą  (w celu zapewnienia zdolności ich przesyłu do Polski w razie kryzysu energetycznego) zarezerwować tzw. zdolności przesyłowe ciągłe na połączeniach transgranicznych (interkonektorach). Zarezerwowane zdolności mają pozwalać na przesłanie całości zapasów w ciągu maksimum 40 dni i dodatkowo nie mogą być wykorzystywane w żadnych innych celach.

Polska na szóstym miejscu w Europie pod względem zagrożenia atakami hakerów

Polska szóstym najbardziej zagrożonym cyberatakami krajem w Europie, natomiast malware WannaCry oraz Fireball zaraziły już ponad 25% światowych sieci korporacyjnych – to wnioski comiesięcznego raportu dotyczącego cyberbezpieczeństwa firmy Check Point Software Technologies. 

ThreatcloudMapFirma Check Point przedstawiła kolejny ranking państw, w których sieci firmowe ulegały atakom hakerskim. W skali europejskiej najbardziej zagrożonymi są Macedonia (69,6), Gruzja (62,6) i Albania (53,3). Coraz bardziej niepokoi sytuacja polskich sieci firmowych – ulokowaliśmy się na 6 miejscu w Europie wśród krajów z największą liczbą ataków, z indeksem zagrożenia na poziomie 34,4 pkt. Poza czołową trójką gorszymi wskaźnikami charakteryzują się tylko Rosja i Rumunia (odpowiednio 38,8 i 35,9). Na przeciwnym biegunie znalazły się Mołdawia (20,4), Islandia (20,7) oraz Luksemburg (21,9), które w maju odnotowały najmniejszą liczbę incydentów bezpieczeństwa wśród 42 sklasyfikowanych państw Europy.

rankCo ciekawe, analizy Threat Cloud Map wskazują, że największa część ataków na Polskie komputery pochodziła z amerykańskich IP. Wg Check Pointa aż 1/4 sieci korporacyjnych na całym świecie została w maju zainfekowana przez dwie rodziny malware „zero-day” – Fireball oraz WannaCry, które zostały sklasyfikowane jako dwa z trzech najpopularniejszych typów malware. Fireball, będący ostatnio najpopularniejszym typem złośliwego oprogramowania, odpowiada za infekcję ponad 20% sieci firmowych. Drugi w klasyfikacji – RoughTed – zainfekował 16% sieci korporacyjnych, natomiast WannaCry blisko 8% z nich.

Według Check Point codziennie doświadczamy ponad 26 tys. ataków na świecie. Jak wynika z badań PwC w Polsce 96% firm doświadczyło co najmniej 50 ataków w ciągu roku, jednocześnie wzrosły koszty wynikające z cyberataków. Średni koszt jednorazowego ataku na polską firmę sięga 1,5 mln złotych!

Dobry koniec kwartału w polskim sektorze przemysłowym

W czerwcu indeks PMI® polskiego sektora przemysłowego (Wskaźnik Managerów Logistyki) zarejestrował 53,1 punktu, co wskazuje na przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego w polskim sektorze przemysłowym.

Jak podała firma badawcza IHS Markit, wskaźnik PMI dla Polski był wyższy niż w maju br. (52,7 pkt.) i wskazywał na mocne zakończenie drugiego kwartału 2017 roku.

W minionym miesiącu w wyniku wzmożonej liczby zamówień z sektora wytwórczego  odnotowano wzrost wielkości produkcji, a jej dynamika była nieznacznie wyższa niż w maju. Pomimo większej liczby nowych zleceń ogólna liczba kontraktów pochodzących z rynków zagranicznych zwiększyła się w umiarkowanym tempie, które było niższe niż miesiąc wcześniej.

Po raz kolejny wzrósł poziom zatrudnienia w sektorze, ale dynamika tego wzrostu była najwolniejsza od 34 miesięcy. Okres nieprzerwanego zwiększania zatrudnienia trwa już prawie cztery lata.

Ceny wyrobów wzrosły, ale w tempie najniższym od siedmiu miesięcy. Wyhamowała również inflacja kosztów produkcji, przy czym zwiększenie ogólnych obciążeń wciąż było gwałtowne i odczuwalne dla firm z sektora.

Czerwcowy poziom indeksu PMI zakończył pozytywnie drugi kwartał w polskim przemyśle, co odzwierciedla poprawę warunków gospodarczych. Przełożyło się to na optymizm polskich przedsiębiorców, którzy oczekują dalszego przyspieszenia wzrostu w kolejnych kwartałach.

Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Upadłości i restrukturyzacje firm w Polsce w I półroczu 2017 roku

  • W pierwszej połowie 2017 r. łączna liczba upadłości i restrukturyzacji polskich firm wyniosła 387, czyli o 18 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2016 r. (wg danych na dzień 29 czerwca br.)
  • Wśród rodzajów postępowań upadłościowych najwięcej ogłoszono upadłości w celu likwidacji majątku (238 tj. 61 proc.). Jest to jednak o 11 mniej niż w I połowie 2016 roku.
  • Upadłości z możliwością zawarcia układu nie są możliwe od momentu wprowadzenia nowego prawa restrukturyzacyjnego.
  • Świadomość przedsiębiorców w wykorzystaniu prawa restrukturyzacyjnego cały czas rośnie.
  • W I połowie 2017 r. ogłoszono łącznie 149 postanowień restrukturyzacyjnych (z czego najwięcej, bo 88 stanowią przyspieszone postępowania układowe), podczas gdy w analogicznym okresie rok temu było ich 57. Wynik pierwszego półrocza 2016 r. stanowi niską bazę do porównania, ponieważ były to pierwsze miesiące funkcjonowania nowego prawa restukturyzacyjnego.
  • Najwięcej upadłości i restrukturyzacji nastąpiło w produkcji (106). Natomiast największy skok postępowań odnotowaliśmy w handlu (+ 23 proc.) oraz w budownictwie (+19 proc.).
  • W I półroczu 2017 roku najwięcej upadłości i restrukturyzacji było w województwie mazowieckim (76). Znaczny wzrost postępowań odnotowaliśmy natomiast w województwie podlaskim (+ 400 proc.)
  • Coface prognozuje, że w kolejnych miesiącach 2017 r. dostępne formy restrukturyzacji nadal będą zyskiwać na popularności.
Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej
Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej

Komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Polsce

W pierwszej połowie tego roku nasza gospodarka rozwijała się w solidnym tempie. Już w pierwszym kwartale 2017 r. wzrost gospodarczy Polski przyspieszył do 4 proc. r/r, a dalsze zwiększanie się konsumpcji gospodarstw domowych umocniło ją na miejscu głównej siły napędowej naszej gospodarki. Dostępne dane za drugi kwartał 2017 roku potwierdzają, że ożywienie jest kontynuowane. Dobra sytuacja na rynku pracy nadal wspiera konsumpcję prywatną. Produkcja przemysłowa notuje dynamikę wzrostową nie tylko dzięki popytowi krajowemu, ale także przyspieszeniu gospodarczemu w strefie euro, zwłaszcza Niemczech, a dynamika produkcji budowlano-montażowej wreszcie jest dodatnia po zastoju budowlanym, jaki miał miejsce w 2016 roku.

Otoczenie makroekonomiczne sprzyja przedsiębiorstwom, a wiele branż notuje wyższe wskaźniki rentowności sprzedaży i obrotu. Jednak sytuacja płynnościowa firm w Polsce jeszcze w pełni nie odzwierciedla przyspieszenia gospodarczego. W pierwszej połowie tego roku ogłoszono 387 postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, co stanowi 18-proc. wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Na dynamikę zmian rocznych nadal duży wpływ ma zmiana prawa upadłościowego i wprowadzenie odrębnego prawa restrukturyzacyjnego, jakie miało miejsce na początku 2016 r. W pierwszej połowie ubiegłego roku nowo wprowadzone rodzaje postępowań restrukturyzacyjnych powoli i stopniowo zaczęły zyskiwać na popularności stając się w kolejnych miesiącach 2016 roku coraz powszechniejszym środkiem próby naprawy przedsiębiorstwa borykającego się z trudną sytuacją płynnościową. W drugiej połowie tego roku jeszcze ciężko jest ocenić czy wprowadzone rozwiązania prawne pomagają firmom powrócić do efektywnej działalności biznesowej. Wiele z tych postępowań jest w trakcie procesów „uzdrawiania” przedsiębiorstw. Bez wątpienia restrukturyzacje są i będą dość często wykorzystywanym środkiem w przypadku trudności płynnościowych. W pierwszej połowie tego roku ich udział we wszystkich postępowaniach był bliski 40 proc. i wydaje się, że poziom równy liczbie około 70-80 restrukturyzacji kwartalnie będzie utrzymywał się w kolejnych statystykach.

Jako, że nasz scenariusz bazowy zakłada utrzymanie przyzwoitego tempa wzrostu gospodarczego w drugiej połowie 2017 r., odnotowany zostanie dalszy spadek liczby upadłości przedsiębiorstw, a łączna liczba upadłości i restrukturyzacji będzie obniżać się w kolejnych miesiącach i na koniec roku będzie niższa o 6 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Nie oznacza to jednak, że kolejne miesiące będą idealne dla polskiego biznesu. Już bieżące statystyki wskazują na wzrost liczby upadłości i restrukturyzacji w branży handlowej, pomimo bardzo dobrej sytuacji na rynku konsumenta. Duża konkurencja, presja na marże i trudności w obsadzeniu wakatów nadal będą obecne w handlu. Ponadto, wyższa inflacja, którą nadal można określać jako umiarkowaną, powoduje, że wzrost wynagrodzeń w ujęciu realnym nie będzie już taki znaczny jak w latach 2014-2016, a konsumenci mogą być mniej skłonni do zwiększania wydatków. Z kolei w budownictwie nastąpił dalszy wzrost liczy postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych, pomimo poprawy dynamiki produkcji budowlano-montażowej. Wzrost tej ostatniej nadal w dużej mierze pozostaje zasilany tzw. efektem bazy statystycznej, jako że odnosi się do mizernych wyników roku poprzedniego. Na realną poprawę sytuacji budownictwa trzeba jeszcze poczekać. Gdy w pierwszej połowie tego roku dane makroekonomiczne wskazywały wyższą aktywność sektora budowalnego, jego sytuacja płynnościowa nadal była dosyć trudna. Liczba upadłości i restrukturyzacji przedsiębiorstw budowlanych wzrosła o 19 proc. w pierwszej połowie 2017 r. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Zeszłoroczne zahamowanie inwestycji infrastrukturalnych nadal znajduje odzwierciedlenie w spadku przychodów wielu firm budowlanych, a zyski z nowych kontraktów jeszcze nie są widoczne w wynikach finansowych.

Upadłości i restrukturyzacje według branż

branża liczba**
upadłości i restr.I-VI 2016
liczba**
upadłości  i restr.I-VI 2017
 

zmiana

PRODUKCJA, w tym: 92 106 +15%
Przetwórstwo przemysłowe, w tym m.in.: 78 95 +22%
         Produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych 13 24 Wzrost
         Produkcja artykułów spożywczych i napojów 14 10 Spadek
         Produkcja maszyn, urządzeń i urządzeń elektrycznych 7 12 Wzrost
         Produkcja wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych 4 6 Wzrost
         Poligrafia i reprodukcja 5 1 Spadek
         Produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych 0 5 Wzrost
         Produkcja papieru i wyrobów z papieru 1 2 Wzrost
         Produkcja odzieży i wyrobów tekstylnych 5 3 Spadek
         Produkcja mebli 0 3 Wzrost
         Produkcja wyrobów z drewna, z wyłączeniem mebli 9 12 Wzrost
         Produkcja wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych (w tym materiały budowlane) 7 6 Spadek
         Przetwórstwo pozostałe 13 11 Spadek
HANDEL, w tym m.in.: 79 97 +23%
          Handel hurtowy 48 57 Wzrost
          Handel detaliczny 21 29 Wzrost
BUDOWNICTWO 57 68 +19%
TRANSPORT 13 13 bez zmian
POZOSTAŁE, w tym m.in.: 87 103 +18%
         Obsługa rynku nieruchomości 16 19 Wzrost
         Zakwaterowanie i gastronomia 9 8 Spadek
ogółem 328 387 +18%

** Stan wg wiedzy na koniec pierwszego półrocza.

Charakterystyka upadłości i restrukturyzacji w wybranych sektorach

Komentuje Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface

Przetwórstwo przemysłowe

Gospodarka polska rozwija się ostatnio w dość szybkim tempie, co nie jest sytuacją wyjątkową na tle innych gospodarek regionu. Koniunktura gospodarcza w Europie jest ostatnio dość sprzyjająca, co odzwierciedlają wzrosty PKB poszczególnych krajów. Nie zmienia to jednak faktu, że zmiany w polskim prawie upadłościowym i restrukturyzacyjnym sprzyjają wzrostowi liczby tychże upadłości i restrukturyzacji. W pierwszym półroczu 2017 roku wzrosty pojawiły się w większości sektorów produkcyjnych i jest to związane po części z wciąż słabymi inwestycjami, które nie wspierają wzrostu produkcji dóbr wykorzystywanych właśnie przy inwestycjach, a z drugiej strony, słabsze firmy mają łatwiejszy dostęp do ochrony przed wierzycielami i coraz częściej z tego korzystają.

Handel

Przedsiębiorstwa z sektora handlowego stanowią nadal liczną grupę w statystykach upadłościowych, odpowiadając za blisko ¼ wszystkich postępowań. Duża ilość podmiotów z tej branży w polskiej gospodarce przyczynia się do konieczności akceptacji niskich marż, które dla niektórych przedsiębiorstw, zwłaszcza tych mniejszych, o słabszej pozycji negocjacyjnej, mogą decydować o prowadzeniu biznesu na granicy rentowności. Wzrost konsumpcji prywatnej wspiera handel, ale jest to skutecznie neutralizowane przez konsolidację rynku i bardzo dużą konkurencję. Dodatkowo firmy wskazują na problemy fiskalne, długotrwałe i kończące się często negatywnymi dla podmiotów gospodarczych decyzjami kontrole urzędów skarbowych, które w wielu przypadkach są również powodem ogłaszania przez firmy upadłości czy też rozpoczynania procesów restrukturyzacyjnych. Dynamika wzrostu upadłości i restrukturyzacji w handlu jest obecnie wyższa niż w pozostałych sektorach gospodarki.

Budownictwo

Trudna sytuacja płynnościowa w budownictwie utrzymuje się pomimo poprawy dynamiki produkcji budowlano-montażowej. Wpływ na to mają dwa podstawowe czynniki: przychodzące ze znacznym opóźnieniem ożywienie w inwestycjach (zakładano, że pojawi się już pod koniec roku 2016, a sytuacja nie zmienia się zasadniczo do tej pory) oraz wprowadzenie odwróconego VATu na usługi budowlane. Popyt na materiały budowlane, stal i usługi budowlane stopniowo rośnie, co świadczy o tym, że rynek inwestycyjny wreszcie nieco się ożywia. Nie uratowało to jednak wielu firm, które oczekując na to ożywienie musiały rozpocząć restrukturyzację. Odwrócony VAT powoduje, że wiele firm usługowych ma duże problemy z utrzymaniem płynności: muszą kupić towary z VAT, a sami wystawiają je netto czekając na zwroty – to często wydłuża obrót gotówką do poziomów, które utrudniają normalne regulowanie własnych zobowiązań. Można się spodziewać, że sytuacja w budownictwie w kolejnym półroczu nieco się poprawi, ale sektor nadal będzie się borykał z problemami płynnościowymi.

Upadłości i restrukturyzacje według regionów

województwo liczba**
upadłości i restr.I-VI 2016
liczba**
upadłości i restr.I-VI 2017
zmiana
mazowieckie 57 76 wzrost
śląskie 57 52 spadek
dolnośląskie 40 36 spadek
wielkopolskie 26 32 wzrost
małopolskie 37 27 spadek
zachodniopomorskie 14 26 wzrost
podkarpackie 11 20 wzrost
podlaskie 4 20 wzrost
warmińsko-mazurskie 11 18 wzrost
lubelskie 10 17 wzrost
pomorskie 12 17 wzrost
kujawsko-pomorskie 19 14 spadek
opolskie 7 10 wzrost
lubuskie 9 9 bez zmian
łódzkie 9 8 spadek
świętokrzyskie 5 5 bez zmian
ogółem 328 387 +18%

Wzrost liczby upadających oraz objętych restrukturyzacją firm widać w większości województw. Listę otwiera województwo mazowieckie, gdzie upadłości i restrukturyzacji jest najwięcej, bo aż 76. Ich liczba wzrosła o 33% w porównaniu do analogicznego okresu w 2016 roku. Największy skok odnotowano natomiast w województwie podlaskim, gdzie liczba postępowań restrukturyzacyjnych i upadłości wzrosła aż o 400 proc. (z 4 do 20). W 5 województwach (śląskim, dolnośląskim, małopolskim, kujawsko-pomorskim oraz łódzkim) liczba postępowań spadła, ale nieznacznie. Najmniej postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych zanotowano natomiast w woj. świętokrzyskim i łódzkim i sytuacja na przestrzeni roku prawie się nie zmieniła.

Biorąc pod uwagę formy prawne upadających i restrukturyzowanych przedsiębiorstw w zdecydowanej większości grup sytuacja pogorszyła się. Tylko grupie spółdzielni odnotowano spadek, jednak nieznaczny, bo tylko o 1. Największą grupę wśród firm objętych postępowaniami stanowią spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (55 proc.), na drugim miejscu znalazła się grupa przedsiębiorców (27 proc.), która pozostaje na podobnym poziomie jak w analogicznym okresie w 2016 roku.

Upadłości a wiek firmy

Analizując wiek upadających i objętych postępowaniami restrukturyzacyjnymi przedsiębiorstw dominują firmy z kilku- i kilkunastoletnim stażem działalności, jest ich ponad 60 proc. Przedsiębiorstwa założone przed 1990 rokiem stanowią tylko około 6 proc. Najstarszym przedsiębiorstwem borykającym się z problemami jest firma założona na początku lat 50. XX wieku.

Konflikt interesów Starej i Nowej Europy?

Jak pokazują wyniki raportu pt. „Transport na Drogach Europy”, polscy przewoźnicy najczęściej jeżdżą do krajów Starej UE, takich jak: Niemcy, Francja czy Austria. Jednak Zachodnia Europa poprzez tworzenie nowych barier prawnych: wprowadzenie płacy minimalnej, wzmożone kontrole drogowe czy wymogi administracyjne, stara się minimalizować konkurencyjność innych krajów. Czy wpływa to na delegowanie polskich pracowników za granicę?

Według wyników raportu „Transport na Drogach Europy”[1], przeprowadzonego na zlecenie Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców, kierowcy zawodowi najwięcej czasu podczas delegacji zagranicznych spędzają na terenie Francji. Średni czas pobytu w tym kraju wynosi około 49 godzin miesięcznie. Koszty związane z delegacją pracownika do Francji są jednymi z najwyższych w Europie, ponieważ stawka minimalnego wynagrodzenia wynosi tam co najmniej 9,76 €, a do tej kwoty należy doliczyć także diety i ryczałty noclegowe. Co więcej, obowiązująca od 1 lipca 2016 roku ustawa Loi Macron, wymaga od firm transportowych nie tylko posiadania przedstawiciela na terenie kraju, ale także wymusza m.in. konieczność uzupełnienia zaświadczenia o delegowaniu dla każdego z pracowników. Dokument ten powinien być przygotowany w języku francuskim i zawierać dane kontaktowe firmy, osób zarządzających, informacje z systemu ubezpieczeń społecznych oraz dane pracowników, a także stawki godzinowe kierowców brutto w przeliczeniu na euro.

„Dane zebrane przez OCRK jasno wskazują, że pomimo ogromnych barier administracyjnych stawianych przez Francję, jest to kraj, w którym polscy kierowcy spędzają średnio najwięcej czasu. Wysoki poziom rejestracji pracy kierowców we Francji może wynikać z faktu, że przewoźnicy zdają sobie sprawę ze skrupulatności i bezwzględności francuskich organów kontrolnych, które nakładają wysokie kary finansowe na przedsiębiorców” – komentuje wyniki Łukasz Włoch, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. „Główny Urząd Statystyczny opublikował w ostatnim czasie dane, które pokazują, że nasze rodzime firmy transportowe w ubiegłym roku wykonały o 11 proc. więcej przewozów towarów krajowych i międzynarodowych, niż w roku poprzednim. Świadczy to o stale rosnącej pozycji lidera Polski wśród innych krajów Europy” – dodaje Włoch.

Drugim krajem, w którym polscy kierowcy przebywają znaczną część delegacji są Niemcy. Zgodnie z wynikami badania, średni czas, jaki kierowcy zawodowi spędzają w ciągu miesiąca na terenie tego państwa to 44 godziny. Na trzecim miejscu pod względem czasu spędzonego za granicą, zajmuje Austria, z liczbą 31 godzin w skali miesiąca.  „Niemcy, a także Francja, Austria i Wielka Brytania to kraje, które odznaczają się najwyższym poziomem protekcjonizmu w Europie i z tego też powodu chcą zamknąć rynek usług transportowych dla konkurencyjnych firm z Europy Wschodniej. Pomimo, że kraje Unii Europejskiej funkcjonują w ramach jednolitego rynku, nie dotrzymują one początkowych ustaleń dotyczących wspierania eksportu oraz propagowania otwartych rynków dla krajów członkowskich” – wyjaśnia Łukasz Włoch.

Wyniki raportu „Transport na Drogach Europy”, odnoszące się do czasu pracy kierowców na terytorium Niemiec i Austrii, już niedługo mogą ulec zmianie. Co ciekawe, zmiany proponowane przez rządy niemiecki i austriacki idą w dwóch różnych kierunkach.

Niemcy, na wzór Belgii i Francji, od 25 maja 2017 roku, uchwałą parlamentu wprowadziły zmiany dotyczące odpoczynku w kabinie pojazdu. Zgodnie z art. 8 ust. 8 rozp. WE 561/2006, wprowadzone sankcje oznaczają dla kierowców całkowity zakaz odbioru 45-godzinnego, tygodniowego odpoczynku w kabinie pojazdu „Wprowadzone zmiany, najprawdopodobniej zmuszą właścicieli firm transportowych do zmiany organizacji tras, w taki sposób, aby zapewnić kierowcom nocleg w innym miejscu, niż ciężarówka. Spowoduje to wydłużenie tras oraz pobytu na terytorium Niemiec” – mówi Łukasz Włoch, ekspert OCRK.

Austria, wprowadzając zmiany, od dnia 1 czerwca 2017 roku złagodziła procedury delegowania pracowników. Nowelizacja ustawy o zwalczaniu dumpingu socjalnego i społecznego znacznie ograniczy złożone procesy administracyjne. Zmianie uległ m.in. formularz zgłoszeniowy ZKO3-T, który został dopasowany do działalności transportowej, pozwala za pomocą jednego formularza delegować kilku pracowników, przedłużając okres zadeklarowanego oddelegowania do 6 miesięcy. Zminimalizowana została także ilość dokumentów wymaganych w kabinie pojazdu, od 1 czerwca niezbędne są: umowa o pracę (przetłumaczona na język angielski lub niemiecki), zaświadczenie A1, karta kierowcy, wykresówki, zaświadczenie o delegowaniu. Pozostałe dokumenty należy przesłać stronie austriackiej do 14. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym odbyła się ewentualna kontrola.

[1] Raport pt. „Transport na drogach Europy”. Badanie zostało przeprowadzone na próbie 800 firm oraz 7239 kierowców w I kwartale 2017 roku. Dane liczbowe zawarte w raporcie pochodzą z wewnętrznej ewidencji OCRK.

MŚP: im większa firma, tym częściej korzysta z leasingu

W związku z rosnącą liczbą inwestycji, w II kwartale br. co piąty przedsiębiorca z sektora MŚP oczekiwał, że będzie więcej korzystać z finansowania zewnętrznego – wynika z „Barometru EFL[1]”. Najpopularniejszym instrumentem finansowym, podobnie jak w poprzednim kwartale, pozostaje leasing – wybiera go 58% firm. Biorąc pod lupę branże, z leasingu najchętniej korzystają firmy budowlane (73,8%), transportowe (73,8%) i produkcyjne (73%).

Podstawowym źródłem finansowania inwestycji zarówno w mikro, małych jak i średnich firmach pozostają niezmiennie środki własne. Korzysta z nich 9 na 10 zapytanych przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę zewnętrzne wsparcie, po raz kolejny leasing dominuje nad kredytem bankowym (58,1% vs. 54,4%). Co szósta firma korzysta z ubezpieczenia majtku firmy (17,4%), a co dziesiąta z faktoringu.

Najmniejsze firmy sięgają do portfeli, większe stawiają na leasing

Podobnie jak w poprzednich kwartałach, widać wyraźną tendencję w korzystaniu z instrumentów finansowych spoglądając na wielkość podmiotów. Im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z leasingu. Podczas gdy wśród mikro firm 45,5% zarządzających bazuje na leasingu, to wśród małych ten odsetek wynosi 61,4%, a wśród średnich podmiotów aż 71,7% przedsiębiorców finansuje swoją działalność leasingiem. Podobną zależność mamy również w przypadku ubezpieczenia majątku oraz faktoringu.

Jak podkreśla Radosław Kuczyński, prezes EFL, takie wyniki z jednej strony korespondują z największym optymizmem wśród „średniaków” dotyczącym planów inwestycyjnych w II kwartale br. – Średnie przedsiębiorstwa najczęściej zgłaszali wzrost planowanych inwestycji, małe i mikro zdecydowanie mniej. Z drugiej zaś, w przypadku tych najmniejszych firm możemy mówić o mniejszej skłonności do ryzyka finansowego, czego konsekwencją jest korzystanie przede wszystkim ze zgromadzonej gotówki – podkreśla Radosław Kuczyński, prezes EFL.

Firmy budowlane, transportowe i produkcyjne leasingują najczęściej

Na tle sześciu badanych branż, wyróżniają się trzy, których przedstawiciele najczęściej do finansowania swoich inwestycji wykorzystują leasing. Są to branża budowlana (73,8%), transportowa (73,8%) oraz produkcyjna (73%).Wyraźnie większe znaczenie środków własnych, a mniejsze leasingu i kredytu bankowego, widać natomiast w branży handlowej – aż 92,4% stawia na gotówkę, 49,2% na kredyt, a 48,3% na leasing. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w usługach, gdzie tylko 46% stawia na kredyt, a 40,3% na leasing.

Ponad 300 tys. Polaków ma długi w telekomach

Regulacje unijne sprawiły, że za wakacyjne rozmowy w krajach UE po raz pierwszy klienci telekomów zapłacą jak w ojczyźnie. Jest więc szansa, że miłośnicy zagranicznych urlopów i telefonicznych pogaduszek rzadziej będą trafiali do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Aktualnie w bazie jest blisko 302 tys. dłużników telekomów. Przeciętny dług wynosi 2 357 zł, ale rekordzista ma na minusie rachunki telefoniczne o wartości 189,5 tys. zł. Całość zaległości przekracza 711 mln zł – wynika z danych BIG InfoMonitor.

Wysokie rachunki telefoniczne, przywożone z zagranicznych wojaży wpędziły w tarapaty niejedną osobę. Jak wynika ze statystyk BIG InfoMonitor, na początku jesieni zwykle przybywało więcej dłużników telekomunikacyjnych niż w innych okresach roku. Warunkiem wpisu dłużnika do BIG jest bowiem przeterminowanie płatności o co najmniej 60 dni (na kwotę min. 200 zł), stąd w październiku wpisy długów powstałych latem. Przy okazji warto zauważyć, że większa liczba telekomunikacyjnych dłużników trafia do rejestru także w lutym, gdy mija 60 dni od terminu zapłaty rachunków wystawionych w grudniu. W tym przypadku powodem są wydatki związane ze świętami Bożego Narodzenia.

– Użytkownicy telefonów powinni mieć świadomość, że operatorzy telefonii komórkowych chętnie korzystają z usług BIG-ów. Sprawdzają potencjalnych klientów, a gdy pojawią się problemy z uzyskaniem płatności wpisują dłużników do rejestru – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Osoba znajdująca się w BIG może mieć problem z otrzymaniem kredytu, pożyczki gotówkowej, z zakupem sprzętu na raty, czy też podpisaniem kolejnej umowy na telefon, czy telewizję kablową. Najwyraźniej dłużnikom dokuczają konsekwencje obecności w BIG i spłacają dług dzięki czemu są skreślani z rejestru. Starają się też rzetelniej płacić telekomunikacyjne zobowiązania, bo jak widać z danych BIG InfoMonitor liczba osób winnych pieniądze telekomom spadła w ciągu roku z blisko 314 tys. do niecałych 302 tys. Wartość zaległości obniżyła się w nieco mniejszym stopniu, bo z 720 mln zł do 711 mln zł.

W Unii jak w Polsce, ale są wyjątki

– Obecnie jest szansa, że przynajmniej przyczynę letnich kłopotów użytkowników telefonów zmieni regulacja unijna wprowadzająca zasadę „roam like at home” (RLAH) – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Od 15 czerwca za korzystanie z usług operatorów telefonii komórkowych podczas podróży po Europejskim Obszarze Gospodarczym czyli UE oraz Norwegii, Islandii i Lichtensteinie, klient powinien zapłacić dokładnie tę samą cenę, jaką zapłaciłby, gdyby był w swoim kraju. Operator po prostu odlicza: rozmowy, SMS-y i jeśli w pakiecie są wyszczególnione to także MMS-y – wykonane zagranicą z puli krajowego planu taryfowego/pakietu. Zasada ta nie dotyczy jednak wszystkich operatorów, a także każdego pakietów transmisji danych. Specjalne oferty cenowe dla rozmów w roamingu przygotowała np. część operatorów wirtualnych (nieposiadających własnej infrastruktury sieci telefonii komórkowej). Poza tym unijne zalecenia pozwalają telekomom na wprowadzenie pewnych ograniczeń dla pakietów transmisji danych.

W efekcie nowa regulacja nie jest tak prosta w zastosowaniu jak wynikałoby to z założenia. Dlatego zanim znajomi w Warszawie otrzymają z kawiarenki w Porto czy Atenach – MMS-y (które wiążą się z transmisją danych), albo codzienną relację wydarzeń w rozmowach czy SMS-ach warto upewnić się jakie są faktyczne warunki posiadanej taryfy. Choć należy zauważyć, że nawet po wyczerpaniu krajowych pakietów ceny naliczane za korzystanie z telefonu na obszarze Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie będą wysokie. Minuta rozmowy wykonywanej przez osobę, która przebywa poza Polską, a dzwoni do kraju lub też na inne numery strefy roamingowej EOG, kosztuje obecnie 0,3 zł, SMS 0,2 zł, a 1 MB max. 0,21 zł – wynika z wyliczeń portalu rpkom.pl. Podczas gdy przed 15 czerwca w UE za 1 minutę rozmowy w zależności od operatora i oferty, klient płacił ok. 0,54 zł, za SMS-a w granicach 0,30 zł, a 1 MB – ok. 0,83 zł, trzeba też było ponosić koszty rozmów przychodzących, o czym obecnie nie ma już mowy.

Oczywiście cały czas muszą się mieć na baczności wyjeżdżający poza UE. Minuta rozmowy na turecki numer może kosztować w zależności od operatora od 2,3 do 2,90 zł, a na egipski nawet ponad 8 zł. Trzeba będzie również zapłacić za odebrane połączenia. A co równie ważne dla kosztów, opłaty za połączenia międzynarodowe naliczane są za każdą rozpoczętą minutę.

Najczęściej nie płacą mężczyźni około 30-tki

Najczęściej nie płacą mężczyźni około 30-tki

Przeciętny dług osoby, która znajduje się w BIG InfoMonitor z powodu niezapłaconego rachunku telefonicznego wynosi obecnie 2 357 zł. Jednak rekordzista 44-letni mieszkaniec woj. podkarpackiego ma do oddania 189,5 tys. zł. Kolejna osoba to również mężczyzna 32-letni kaliszanin z kwotą ponad 104 tys. zł. Trzeci dłużnik pochodzi z woj. mazowieckiego i winny jest telekomom prawie 94 tys. zł. Co dostrzegalne już wśród rekordzistów województw, w grupie wszystkich dłużników telekomunikacyjnych przeważają mężczyźni (stanowią 58 proc.), a także osoby między 25 a 44 rokiem życia. Dopiero na ósmej pozycji wojewódzkich rekordzistów jest pierwsza kobieta, a wszystkich pań w tym gronie można naliczyć jedynie cztery.Przeciętny dług osoby, która znajduje się w BIG InfoMonitor z powodu niezapłaconego rachunku telefonicznego

Nie bez znaczenia jest fakt, że większość rekordzistów z województw ma również inne nieopłacone zobowiązania wpisane do rejestru. Z jednym wyjątkiem są to znacznie mniejsze zaległości niż te wobec telekomów.

W lubuskim i kujawsko-pomorskim 14 dłużników na 1000 mieszkańców

Na czele województw z największą liczbą dłużników telekomunikacyjnych znalazł się Śląsk. Stamtąd pochodzi niemal 43 tys. osób z niezapłaconymi rachunkami Na Śląsku jest więcej dłużników telekomunikacyjnych niż w pięciu ostatnich w zestawieniu województwach razem, choć liczba ich mieszkańców jest o ponad 40 proc. wyższa niż liczba Ślązaków. Imponująca jest też łączna wielkość nieopłaconych przez Ślązaków rachunków telekomunikacyjnych oraz średnia na osobę. Całość zaległości przekracza 110,6 mln zł, a średnia wynosi 2 579 zł i jest o 319 zł wyższa niż dla kraju. Na Mazowszu,  drugim pod względem liczby dłużników jest blisko 33,2 tys. osób, które nie zapłaciły rachunku telefonicznego. Ich łączny dług sięga 82,3 mln zł. Dalej jest Dolny Śląsk, gdzie mieszka prawie 32 tys. zgłoszonych przez telekomy do BIG InfoMonitor, z zaległościami na kwotę 76,2 mln zł. W licznie zamieszkałych województwach działa efekt dużych liczb, jednak gdy przyjrzeć się ilu dłużników przypada na 1000 dorosłych mieszkańców poszczególnych regionów to okazuje się, że z pozoru skromnie prezentujące się woj. lubuskie wygląda najgorzej, bo wypada tam 14 dłużników na 1000 osób. Podobnie jest w woj. kujawsko-pomorskim, a w dalszej kolejności dolnośląskim i zachodniopomorskim. Jedynie po 5-6 dłużników przypada natomiast na 1000 mieszkańców woj. podkarpackiego i podlaskiego.Co robić, aby z powodu telefonu komórkowego nie wpaść w finansowe tarapaty

Co robić, aby z powodu telefonu komórkowego nie wpaść w finansowe tarapaty

Najczęstszą przyczyną kłopotów jest roaming, czyli możliwość korzystania z telefonu w innym kraju i brak świadomości wiążących się z tym niebezpieczeństw. Choć dla zdecydowanej większości podróżujących po UE roaming nie będzie już problemem, to jednak poza Unią może okazać się dokuczliwy cenowo.

Włączany jest jeśli klient sobie tego życzy, czasami do jego uruchomienia wystarczy terminowe opłacenie trzech faktur za abonament. Gdy na roamingu nam zależy zawsze warto się wcześniej upewnić, czy mamy dostęp do takiej usługi i przy okazji sprawdzić jakie są ceny rozmów i pobierania danych w kraju, do którego wyjeżdżamy. Informacje takie operatorzy przesyłają też na telefon. Niejednokrotnie, przy przekraczaniu kolejnych granic, przestajemy zwracać uwagę na masę otrzymywanych komunikatów i ostatecznie nie zawsze mamy świadomość cen, czy też takiego szczegółu jak możliwości naliczania w danym kraju opłaty za całą rozpoczętą minutę, zamiast za wykorzystane sekundy. A to poza znacznie wyższymi stawkami poza Unią również może znacząco podbić rachunek, podobnie jak korzystanie z danych, które jeśli nie są kupowane w pakietach również mogą być liczone co 1 MB, mimo wykorzystania 100 kB.

Wyłącz „dane komórkowe” i korzystaj z darmowego Wi-Fi

Najbezpieczniej za granicą jest w ogóle wyłączyć „dane komórkowe” i logować się do darmowego Wi-Fi. Funkcję danych komórkowych uruchamiać tylko na moment korzystania z sieci czy też wysyłania lub pobierania ważnych dla nas informacji, gdy nie ma dostępu do Wi-Fi.

Tym bardziej, że telefony samoczynnie co jakiś czas aktualizują swoje oprogramowanie, gdy przeprowadzą taką aktualizację poza Unią, korzystając z transmisji danych komórkowych, może to słono kosztować. Pobieranie danych bez kontroli limitów to właśnie jedna z głównych przyczyn wysokich rachunków telefonicznych. Poza Unią 1MB w zależności od operatora i rodzaju abonamentu może kosztować ponad 20 zł.

Kosztowne może się okazać nawet wymienianie ze znajomymi widokami znad basenu i morza. Zarówno wysyłanie jak i odbieranie MMS-ów to transmisja danych, chyba, że robimy to korzystając z darmowego Wi-Fi.

Aby się w komórkowym internecie nie zasiedzieć i nie nabić wysokiego rachunku, zgodnie z unijnymi zaleceniami każdy klient korzystający z roamingu, po wyczerpaniu danych z pakietu, ma ustalony z góry limit wydatków na transmisję danych za granicą. Jest to kwota 265 zł, chyba, że klient sam zdecyduje inaczej. Po przekroczeniu 80 proc. limitu właściciel telefonu zostanie o tym poinformowany. Może wówczas uruchomić dalej usługę pobierania danych bez limitu, ale lepiej wyznaczyć pułap wydatków, przy którym transmisja danych znów się wyłączy, aby nie ryzykować, że opłaty wymkną się spod kontroli.

Unikaj polskich znaków w SMS-ach

Polskie znaki w SMS-ach mogą okazać się pułapką. Wysłane z zagranicy jedno „ś” czy „ą” mogą być policzone nawet jako kilkanaście znaków. Pisząc wiadomość z dużą liczbą polskich liter przekroczony zostanie limit 160 znaków, który uznawany jest za jeden sms, dlatego za wiadomość, która wydawałoby się jest jednym sms-em, trzeba będzie zapłacić jak za kilka.

Zlikwiduj pocztę głosową

Za rozmowy przychodzące za granicą też można zapłacić. Jeśli jesteś za granicą i dzwoni do ciebie ktoś z Polski, płaci jak za zwykłe połączenie na terenie kraju, a dodatkowe opłaty ponosi odbierający, są to koszty połączenia przychodzącego. Cena naliczana jest według cennika operatora w którym wykupimy jest abonament lub karta. Odebranie telefonu z Polski w Europejskim Obszarze Gospodarczym będzie bezpłatne, ale już w Egipcie, Indiach czy Tajlandii na pewno nie.

Dlatego warto rozważyć likwidację poczty głosowej, bo użytkownik poczty, nawet jeśli nie odbiera przychodzących rozmów i tak umożliwia dzwoniącym połączenie z pocztą i nabijanie rachunku.

Jeśli zmieniłeś operatora nie zakładaj, że cennik rozmów poza UE jest taki sam. Stawki operatorów potrafią się różnić.

Cube.ITG planuje emisję do 10 mln akcji celem obniżenia zobowiązań i pozyskania kapitału obrotowego

Cube.ITG, dostawca rozwiązań z zakresu IT i data center, oglosił projekty uchwał na Nadzwyczajne Zgromadzenie Akcjonariuszy, które ma na celu uchwalić emisję maksymalnie do 10 mln szt. akcji serii C. Środki zostaną przeznaczone na poprawę sytuacjo dłużno-płynnościowej, czyli spłatę zobowiązań w celu poprawy kapitałów własnych i wskaźników zadłużenia oraz kapitał niezbędny do realizacji oczekiwanych przyszłych kontraktów.

W projektach uchwał zwołanego na 31 lipca Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia zakłada się podwyższenie kapitału zakładowego o kwotę nie wyższą niż 20 000 000 zł (wobej obecnej wartości 19 887 694 zł) w drodze emisji bez prawa poboru nie więcej niż 10 000 000 akcji (zwykłych na okaziciela), zaoferowanych w drodze subskrypcji prywatnej do nie więcej niż 149 podmiotów.

Zdecydowaliśmy się na emisję akcji ze względu na to, iż struktura długu Grupy nie jest dziś zadawalająca i wymaga poprawy w okresie krótko i długoterminowym. Taki model emisji jest najbardziej optymalny dla relatywnie szybkiego pozyskania finansowania, a  równocześnie daje silną pozycję do realizacji dużych kontraktów – powiedział Marek Girek, Prezes Zarządu i główny Akcjonariusz Cube.ITG.

Inwestorami mającymi prawo pierwszeństywa do wzięcia udziału w emisji będą podmioty, które zarejestrowały swoje uczestnictwo w NWZ 31 lipca.

Na koniec I kwartału 2017 roku zadłużenie krótkoterminowe wynosiło 147,2 mln zł, z czego krótkoterminowy dług odsetkowy z tytułu kredytów i pożyczek to ok. 57 mln zł. Z kolei aktywa obrotowe wynosiły 88,2 mln zł. Spółka dąży do konwersji części długo krótkoterminowego na dlugoterminowy i tym samym optymalizację źródeł finansowania.

Planuję zwiększenie swojego osobistego zaangażowania w firmę w trakcie tej emisji – dodał Marek Girek.

Spółka rozpoczyna realizację pozyskanych w II kwartale kontraktów z sektora administracji publicznej (COI i NASK), co poprawi cash flow (w minionym tygodniu otrzymała pierwsze zamówienie na 2 mln zł). Z drugiej strony do końca zbliża się proces sprzedaży nieruchomości biurowej we Wrocławiu, należącej do DTP, z czego oczekiwane wpływy mogą wynieść ok. 6 mln zł.

Pierwszy krok do otwarcia chińskiego rynku

Mamy dziś obfitujący w wydarzenia dzień w Azji. Trochę pozytywnych danych na temat produkcji zostało ujawnionych zarówno w Chinach, jak i Japonii, ale są one tylko wisienką na torcie. Chiny właśnie otworzyły swój, wart 9 bilionów dolarów, rynek papierów dłużnych dla zagranicznych kupców za pośrednictwem Hong Kongu. Teraz każdy, kto chce kupić chińskie obligacje może to zrobić nawet jeżeli nie jest obywatelem Chin. Jest to duża zmiana w kierunku otwarcia chińskich rynków dla globalnych inwestorów.

W Japonii, nastrój nie jest już tak uroczysty. Premier Shinzo Abe poniósł porażkę w wyborach lokalnych w Tokio i najprawdopodobniej będzie musiał dokonać pewnych zmian w rządzie w najbliższej przyszłości, aby umocnić swoją pozycję. Polityka premiera Abe jest jednym z głównych powodów, dla których japoński jen był tak słaby w ciągu ostatnich kilku lat.

Po wprowadzającym w zakłopotanie zwycięstwie Theresy May w wyborach przedterminowych z ubiegłego miesiąca, łagodniejszy Brexit wydaje się być oczywisty. Minister finansów, Philip Hammond, wprowadzi nas dziś w jego istotne szczegóły. Czuje on dużą presję przed wyborami, ponieważ ma on, w przeciwieństwie do innych, łagodne podejście do Brexitu. Teraz, gdy opinia publiczna, również jest za łagodniejszym Brexitem, jego pozycja nieco się umocniła.

GBPUSD_03_07_2017Duże firmy, które bardzo bały się opuszczenia UE, teraz mogą czuć się spokojniejsze po bardziej spokojnych wypowiedziach ministra, zwłaszcza po tym, co pokazał Bank Anglii w zeszłym tygodniu. Para GBP/USD naciska na swój psychologiczny punkt oporu 1.3000. Pod niewielkim wpływem Brexitu, funt jest teraz o wiele tańszy, niż ktokolwiek mógłby sobie to wyobrazić dwa lata temu. Obecnie, za pośrednictwem Banku Anglii, który chce umocnienia funta oraz z rządem, który nie chce jego gwałtownego spadku, niewielkie wyłamanie może mieć przed sobą długą drogę.

Ethereum_03_07_2017BTC_03_07_2017BTC_03_07_2017Wygląda na to, ze zarówno Bitcoin, jak i Ethereum znalazły się w komfortowym przedziale cenowym. Przyglądając się ich analizie technicznej, możemy zauważyć kilka formujących się trójkątów na rynkach. Tego typu wzór zazwyczaj oznacza, że przedział cenowy będzie nadal zmniejszał się, aż w końcu będzie zmuszony się wyrwać. Na przykład, Litecoin miał wczoraj małe przełamanie, które bardzo szybko przerodziło się w ogromny wzrost. Przy braku podstawowych informacji, te techniczne ruchy są niezwykle istotne dla handlujących w pozycjach krótkoterminowych.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

PLAY publikuje prospekt emisyjny i rozpoczyna pierwszą ofertę publiczną akcji

PLAY Communications S.A.[1] („Spółka”) będąca właścicielem 100% udziałów w P4 sp. z o.o. („PLAY”), która jest operatorem telefonii komórkowej PLAY, jednej z najszybciej rozwijających się firm telekomunikacyjnych w Europie, opublikowała dziś prospekt emisyjny oraz cenę maksymalną i rozpoczyna pierwszą ofertę publiczną akcji („IPO” lub „Oferta”).

Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Jørgen Bang-Jensen, Prezes Zarządu PLAY, powiedział:

W ciągu najbliższych dwóch tygodni będę miał przyjemność spotkać się z potencjalnymi inwestorami i zaprezentować im historię unikalnego sukcesu na europejskim rynku telekomunikacyjnym. W ciągu dziesięciu lat od pojawienia się w Polsce nowego operatora, PLAY zdobył ponad 27% udział w rynku pod względem liczby klientów, generując przy tym marże EBITDA i wskaźniki konwersji gotówki na najwyższych poziomach w branży. Wierzymy, że nasza pierwsza oferta publiczna stwarza inwestorom możliwość skorzystania ze stałego wzrostu naszej firmy, osiąganych wartości przepływów pieniężnych i rentowności„.

Informacje ogólne

  • Cena maksymalna została ustalona na 44,00 PLN za jedną akcję
  • W ramach IPO oferowane będą wyłącznie  istniejące akcje zwykłe luksemburskiej spółki PLAY Communications S.A., należącej do spółki Play Holdings 1 S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”), będącej własnością i kontrolowanej przez spółkę Tollerton Investments Limited i Telco Holdings S.à r.l.
  • Docelowa wielkość Oferty ma wynieść od ok. 38% do 44% akcji Spółki, z wyłączeniem opcji dodatkowego przydziału (stabilizacyjnej), lub między ok. 42% a 48% akcji Spółki, z uwzględnieniem opcji dodatkowego przydziału
  • Zakładając sprzedaż maksymalnej liczby 121,6 mln[2] akcji oferowanych po cenie maksymalnej oczekuje się, że wpływy z Oferty wyniosą ok. 5,3 mld PLN (ok. 1,3 mld EUR)[3], przy założeniu pełnego wykonania opcji dodatkowego przydziału i braku transakcji stabilizacyjnych
  • Akcjonariusz Sprzedający przyzna Globalnym Koordynatorom opcję (stabilizacyjną) nabycia do 11,1 mln istniejących akcji zwykłych w celu pokrycia dodatkowych przydziałów
  • Oczekuje się, że po przeprowadzeniu Oferty free float Spółki będzie kształtował się na poziomie do ok. 48%[4], przy założeniu pełnego wykonania opcji dodatkowego przydziału i nie zawierania transakcji stabilizacyjnych
  • Na podstawie ceny maksymalnej zakłada się, że kapitalizacja rynkowa Spółki powinna kształtować się na poziomie ok. 11,2 mld PLN (ok. 2,6 mld EUR)[5]
  • Na podstawie planowanej wartości dywidendy PLAY za rok obrotowy kończący się 31 grudnia 2017 r. wynoszącej 650 mln PLN, dla której obecni akcjonariusze deklarują poparcie, zakładana wysokość stopy dywidendy wynosi 5,8% przy założeniu ceny maksymalnej
  • Wyłącznie Akcjonariusz Sprzedający otrzyma wpływy z Oferty i zamierza wykorzystać część tych wpływów, by przedterminowo wykupić obligacje Senior PIK Toggle Notes, o zapadalności w 2022 r., wyemitowane przez Impera Holdings S.A., swoją spółkę dominującą. Akcjonariusz Sprzedający wykorzysta pozostałą część uzyskanych środków na sfinansowanie dystrybucji do swoich akcjonariuszy i częściowe rozliczenie pieniężne istniejących programów motywacyjnych, które zostaną zakończone w związku z Ofertą w zakresie w jakim nie będą one reinwestowane w akcje przez menadżerów
  • Oferta obejmuje ofertę publiczną skierowaną do inwestorów indywidualnych, uprawnionych pracowników i inwestorów instytucjonalnych w Polsce oraz ofertę skierowaną do inwestorów międzynarodowych zgodnie z Regulacją S i Przepisem 144A
  • Spółka i Akcjonariusz Sprzedający zgodzili się na wprowadzenie zwyczajowego zobowiązania do niesprzedawania akcji Spółki przez 180 dni od momentu debiutu (tzw. lock-up). Nowe akcje, które zostaną wyemitowane, dla zarządu oraz około 100 menedżerów i kluczowych pracowników w pierwszym dniu notowania, lub wkrótce po, będą również podlegały lock-upowi do 3 lat[6]
  • J.P. Morgan, BofA Merrill Lynch oraz UBS Investment Bank działają jako Globalni Koordynatorzy i Współprowadzący Księgę Popytu. Bank Zachodni WBK S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego działają jako Współprowadzący Księgę Popytu i Współoferujący.

Oferta dla inwestorów indywidualnych

  • Inwestorzy indywidualni mogą składać zapisy na akcje w terminie od 4 do 12 lipca br.
  • Okres zapisów dla inwestorów indywidualnych został podzielony na dwie części: zlecenia zakupu złożone w pierwszym okresie zapisów (4-7 lipca 2017 r.) uzyskają przydział preferencyjny, który w przypadku redukcji zapisów na akcje, co do zasady będzie dwukrotnie wyższy niż przydział dla zleceń złożonych w drugim okresie zapisów (8-12 lipca 2017 r.)
  • Zlecenia zakupu akcji w odniesieniu do oferty detalicznej można składać za pośrednictwem Współoferujących oraz innych firm inwestycyjnych i banków („Członkowie Konsorcjum Detalicznego”)
  • Szczegółowa lista punktów obsługi klienta Członków Konsorcjum Detalicznego, którzy przyjmują zapisy dostępna jest na stronie internetowej Spółki www.playcommunications.com oraz stronie dedykowanej zapisom dla inwestorów indywidualnych www.akcjeplay.pl
  • By złożyć zapisy na akcje, inwestorzy indywidualni muszą posiadać otwarty rachunek inwestycyjny prowadzony przez Członka Konsorcjum Detalicznego. Osoba, która nie posiada takiego rachunku, a chce złożyć zapisy na akcje, powinna otworzyć taki rachunek najpóźniej przed złożeniem zapisu
  • Zapisy na akcje należy składać na formularzach udostępnianych przez punkty obsługi klienta Członków Konsorcjum Detalicznego osobiście lub faksem, telefonicznie lub za pomocą innych środków komunikacji elektronicznej, o ile dany Członek Konsorcjum Detalicznego dopuszcza taki sposób składania zapisów
  • Zakłada się, że ok. 5% ostatecznej ogólnej liczby akcji będzie zaoferowane inwestorom indywidualnym i uprawnionym pracownikom

Oferta dla uprawnionych pracowników

  • Uprawnieni pracownicy, czyli głównie pracownicy Spółki i jej spółek zależnych, mogą składać zapisy pomiędzy 4 a 12 lipca br., do maksymalnej liczby 668 akcji na pracownika
  • Uprawnieni pracownicy mogą uczestniczyć w IPO po cenie akcji z oferty z 15% dyskontem, (tj. 37,40 PLN za akcję przy założeniu ceny akcji z oferty równej cenie maksymalnej), otrzymają też przydział gwarantowany akcji (tj. zapisy nie będą podlegać redukcji), który nie będzie przekraczał 668 akcji na każdego uprawnionego pracownika, z zastrzeżeniem zobowiązania się do niesprzedawania akcji przez rok od momentu debiutu
  • Składanie zapisów na akcje przez uprawnionych pracowników może odbywać się wyłącznie za pośrednictwem Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego. Szczegółowy wykaz punktów obsługi klienta Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego, które będą przyjmować zapisy, dostępny jest na stronie internetowej Spółki www.playcommunications.com
  • By móc złożyć zapisy na akcje, uprawnieni pracownicy muszą mieć otwarty rachunek inwestycyjny w Domu Maklerskim PKO Banku Polskiego. Uprawniony pracownik, który nie posiada takiego rachunku, a chce złożyć zlecenie zakupu akcji, powinien otworzyć taki rachunek najpóźniej przed złożeniem zapisu
  • Zapisy na akcje należy składać na formularzach dostępnych w punktach obsługi klienta Domu Maklerskiego PKO Banku Polskiego lub telefonicznie

Harmonogram

  • Prospekt emisyjny dotyczący IPO został opublikowany w dniu dzisiejszym
  • Budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych rozpoczyna się dzisiaj i zakończy się 13 lipca 2017 roku. Cena oferowanych akcji zostanie ogłoszona 13 lipca br., a przydział akcji oferowanych zostanie dokonany do 20 lipca 2017 r.
  • Zakłada się, że pierwszy dzień debiutu akcji Spółki na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odbędzie się 27 lipca 2017 r.

Więcej informacji można znaleźć na stronie Spółki: www.playcommunications.com oraz na stronie www.akcjeplay.pl

[1] Przed rozpoczęciem pierwszej oferty publicznej spółka Play Holdings 2 S.à r.l. została przekształcona w Play Communications S.A.

[2] Wliczając opcję akcji dodatkowych

[3] Wszystkie przeliczenia między PLN a EUR zostały wykonane przy zastosowaniu kursu średniego NBP na poziomie PLN/EUR 4,2265 z 30 czerwca 2017 r.

[4] Zakładając, że wyemitowana zostanie maksymalna liczba nowych akcji dla zarządu i około 100 menedżerów i kluczowych pracowników w dniu, wkrótce po pierwszym notowaniu

[5] W oparciu o wartość 250 mln akcji wyemitowanych przed przeprowadzeniem IPO i nowych akcji wyemitowanych dla Zarządu PLAY oraz około 100 menedżerów i kluczowych pracowników w dniu, lub wkrótce po pierwszym notowaniu (przy założeniu ceny maksymalnej)

[6] Z następującym harmonogramem: 100% lock-up do 1-ej rocznicy debiutu, 80% lock-up do 2-giej i 40% lock-up do 3-ciej rocznicy debiutu

Akcjonariusze GK IMMOBILE S.A. zdecydowali o wypłacie ponad 4,5 mln zł dywidendy

Grupa Kapitałowa IMMOBILE S.A. wypłaci akcjonariuszom 4,52 mln zł dywidendy, co oznacza, że dywidenda na jedną akcję wyniesie 0,06 zł. Według kursu zamknięcia z 30 czerwca daje to 1,6 proc. stopy dywidendy. Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy wybrało również dwóch nowych członków Rady Nadzorczej. Dzień po WZA odbył się Dzień Inwestora. W obu wydarzeniach wzięło udział ponad 80 inwestorów.

Akcjonariusze GK IMMOBILE S.A. zdecydowali o wypłacie dywidendy, zgodnie z rekomendacją Zarządu, Spółka wypłaci 4,52 mln zł z kapitału zapasowego z niepodzielonych zysków z lat ubiegłych. Dzień dywidendy wyznaczono na 31 sierpnia, natomiast jej wypłata nastąpi 30 września. To druga z rzędu dywidenda w giełdowej historii Spółki.

 „Nasi akcjonariusze są dla nas niezmiernie ważni, dzięki ich zaangażowaniu możemy realizować strategię i cele biznesowe. Dlatego chcemy, aby partycypowali w naszych sukcesach i po raz kolejny dzielimy się z nimi dywidendą. Chcemy być spółką dywidendową i również w przyszłości dzielić się zyskiem z akcjonariuszami.” – powiedział Rafał Jerzy, prezes zarządu GK IMMOBILE.

W trosce o wysoką frekwencję inwestorów indywidualnych na Walnym Zgromadzeniu, Zarząd Spółki pierwszy raz zorganizował Dzień Inwestora. Podczas dwudniowego wydarzenia inwestorzy mieli możliwość poznać przedstawicieli spółek z Grupy IMMOBILE oraz zobaczyć aktywa Grupy. 1 lipca uczestnicy odwiedzili zakład produkcji systemów przeładunkowych w Koronowie, plac budowy inwestycji deweloperskiej Platanowy Park i biurowca IMMOBILE K3 w Bydgoszczy oraz hale produkcyjne Makrum. Inwestorzy zapoznali się również z ofertą systemów parkingowych Modulo.

„Od kilku lat budujemy relacje z inwestorami indywidualnymi i angażujemy ich w życie Grupy. W tym roku połączyliśmy Walne Zgromadzenie z Dniem Inwestora, dzięki czemu wszyscy zainteresowani mogli zobaczyć najważniejsze aktywa Grupy zlokalizowane w okolicach Bydgoszczy. Cieszymy się, że nasza inicjatywa spotkała się z pozytywnym odzewem inwestorów i z pewnością będziemy kontynuować nasze działania.” – dodał Rafał Jerzy.

Walne Zgromadzenie odbyło się 30 czerwca w należącym do Grupy hotelu Focus Premium Pod Orłem w Bydgoszczy. Uczestniczyło w nim ponad 60 osób, w tym 40 akcjonariuszy z łączną liczbą 40 899 615 głosów. W jego trakcie Akcjonariusze m.in. powołali do składu Rady Nadzorczej Roberta Dziubłowskiego i Andrzeja Paczuskiego oraz udzielili absolutorium członkom Zarządu i Rady Nadzorczej.