Kompap z 2,78 mln zł zysku netto po III kw. 2016

Grupa Kompap, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, wypracowała po 9 miesiącach 2016 roku przychody ze sprzedaży w wysokości 47,82 mln zł, co oznacza wzrost o 5% r/r. Jednocześnie skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży w tym okresie wyniósł 11,32 mln zł, zaś zysk netto sięgnął 2,78 mln zł. Przed rokiem grupa notowała na tych poziomach kolejno 12,45 mln zł i 4,76 mln zł.

– Po raz kolejny wyniki pokazują, że nasz biznes jest uporządkowany i konsekwentnie się rozwijamy. Nie tylko zwiększamy sprzedaż, ale i wypracowujemy z niej pokaźne zyski. Po 9 miesiącach przy 47,8 mln zł przychodów wygenerowaliśmy skonsolidowany zysk netto w wysokości blisko 2,8 mln zł, co oznacza rentowność netto na poziomie 6%. Mamy też przed sobą pozytywne perspektywy rozwoju. Naszym klientom oferujemy wysokiej jakości druk, za co jesteśmy cenieni nie tylko w Polsce, ale i za granicą. Cały czas też pracujemy nad umacnianiem swojej pozycji na obu rynkach – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu grupy Kompap.

– W tym roku poczyniliśmy duże inwestycje w maszyny introligatorskie, zwiększając w ten sposób w dużym stopniu możliwości obu naszych drukarni. W BZGraf uruchomiliśmy linię do produkcji książek w oprawie BF 513 Kolbus, w OZGraf zaś ruszyła linia do oprawy klejonej Kolbus KM 600. Montaż obu maszyn czasowo wiązał się jednak z utrudnieniami w produkcji w III kwartale. Od stycznia do września br. o 22% wzrosła też amortyzacja grupy, co przełożyło się na nasze wyniki. Spodziewamy się, że w kolejnych miesiącach, kiedy nowe linie pracują już pełną parą, widoczne będą pozytywne efekty naszych inwestycji – dodaje Waldemar Lipka.

Podstawą działalności grupy, w tym należących do niej zakładów graficznych BZGraf i OZGraf, jest druk, przede wszystkim druk dziełowy. Po 9 miesiącach 2016 roku skonsolidowane przychody z tytułu działalności produkcyjnej, tj. głównie sprzedaży gotowych książek, katalogów, czasopism i innych artykułów poligraficznych, a także usług introligatorskich, wyniosły 45,89 mln zł w stosunku do 44,28 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego. Klientami Kompapu są renomowane wydawnictwa w Polsce. Grupa eksportuje też swoje produkty na blisko 20 rynków w Europie, w tym do Niemiec czy do krajów skandynawskich.

Przypominamy: obowiązek JPK dla MŚP już od 1 stycznia 2017

Od stycznia 2017 małe i średnie firmy będą musiały przekazywać plik JPK_VAT do Ministerstwa Finansów. Wymóg przesyłania danych we wskazanym formacie obowiązuje duże przedsiębiorstwa od lipca tego roku, dlatego na rynku są już gotowe rozwiązania informatyczne obsługujące JPK – zarówno pod względem generowania, jak i transmisji pliku. A ponieważ czasu do wejścia obowiązku JPK zostało niewiele, Infinite podpowiada małym i średnim przedsiębiorcom, jak przygotować się na tak poważną zmianę pod kątem oprogramowania, bazując na doświadczeniach zgromadzonych podczas współpracy w zakresie JPK z dużymi przedsiębiorstwami.

Podczas przygotowań do wdrożenia JPK małe i średnie przedsiębiorstwa powinny się skupić nie tylko na procedurze transmisji pliku, ale również na samym procesie przygotowania danych do transmisji. Okazuje się, że nie wszystkie systemy ERP czy FK są w stanie generować struktury zgodnie z wymogami Ministerstwa, co pociąga za sobą konieczność wprowadzania aktualizacji oprogramowania. Niejednokrotnie aktualizacja wykorzystywanego systemu informatycznego okaże się niewystarczająca, aby spełnić wymogi MF bądź też będzie bardziej kosztowna niż wdrożenie zewnętrznego narzędzia, wpierającego zarówno generowanie, jak i transmisję plików JPK.

Czym kierować się podczas wyboru aplikacji do wysyłania czy wysyłania i generowania plików? „Analizując zakres funkcjonalny warto zwrócić uwagę, czy rozwiązanie umożliwia translację na plik JPK z danych wyeksportowanych w formacie innym niż CSV – przykładowo XLS lub XML. Przydatną funkcjonalnością jest archiwum UPO (Urzędowe Poświadczenie Odbioru), ponieważ pozwala dowolnie sortować, grupować, filtrować i wyszukiwać dane. Warto zapytać przyszłego dostawcę rozwiązania o możliwości aplikacji w zakresie weryfikacji błędów w strukturze JPK. Chodzi tu o dokładną walidację, dzięki czemu będziemy od razu wiedzieć, gdzie znajduje się błąd. Ważnym elementem jest również umowa SLA, a więc szczegółowy opis usług w zakresie wsparcia i utrzymania aplikacji.” – komentuje Zbigniew Kulma, Dyrektor Utrzymania i Rozwoju Produktów Infinite ECM.

Bezpieczeństwo danych pozostaje jednym z kluczowych zagadnień w przypadku tego typu aplikacji, dlatego dużą popularnością cieszą się rozwiązania desktopowe, ponieważ wszystkie kluczowe operacje odbywają się na serwerach i infrastrukturze klienta. Na serwerze dostawcy aplikacji do przesyłania plików JPK, tj. Infinite, znajduje się jedynie log wysyłki, czyli informacja o rodzaju wysyłanego pliku, treść odpowiedzi z MF, UPO. Sam Jednolity Plik Kontrolny jest zaszyfrowany i może go odczytać jedynie Ministerstwo Finansów.

CFI HOLDING SA – wyniki po Q3 2016 r.

Grupa Kapitałowa CFI HOLDING SA opublikowała wyniki po III kw. 2016 r. Narastająco skonsolidowane przychody wzrosły o blisko 34% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.

Po trzech kwartałach br. GK CFI HOLDING SA odnotowała przychody netto w wysokości ponad 91,2 mln zł. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (ponad 68,2 mln zł) oznacza to wzrost rdr o prawie 34%. Skonsolidowany zysk operacyjny w omawianym okresie wyniósł ponad 78 mln zł, w porównaniu do ponad 17 mln zł po trzech kwartałach roku ubiegłego (354% wzrostu).

„Konsekwentnie realizowane założenia rozwoju przynoszą widoczne efekty. Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni. Obecnie realizujemy kilkanaście bardzo ciekawych inwestycji w wielu obszarach naszej działalności. Inwestycje te, po ich zakończeniu, przyczynią się – w naszej ocenie – do jeszcze dynamiczniejszego wzrostu wartości CFI dzięki pozytywnemu wpływowi na wzrost przychodów i, tym samym, zysków operacyjnych.” – powiedział Michał Kawczyński, wiceprezes zarządu CFI HOLDING SA.

Na wzrost przychodów w omawianym okresie miały wpływ rozpoczęte jeszcze w roku ubiegłym inwestycje. Są one obecnie kontynuowane przez GK. W przyjętych założeniach ich zakończenie przewidziano na rok przyszły. Inwestycje te dotyczą przede wszystkim modernizacji posiadanych już przez GK CFI HOLDING nieruchomości biurowych i handlowych, a ich celem jest możliwość długoterminowego najmu. Działania te, w ocenie zarządu CFI HOLDING, powinny w wieloletniej perspektywie pozytywnie wpływać na stabilny wzrost przychodów Grupy. Podobnie zarząd ocenia inwestycje czynione w branży hotelarskiej.

„W tej chwili realizujemy inwestycje hotelowe w naszych własnych obiektach, umiejscowionych na Śląsku, we Wrocławiu, Gdańsku oraz Łodzi. Jest to nasza odpowiedź na dość dynamiczny rozwój rynku usług hotelowych, który w naszej ocenie w okresie najbliższych kilku lat nie powinien znacząco spowolnić. Widzimy tu sporą przestrzeń do działania ze względu na stały wzrost turystyki oraz rosnącego zapotrzebowania na usługi hotelarsko-konferencyjno-szkoleniowe ze strony firm. Wyniki finansowe CFI Holding SA potwierdzają słuszność obranego przez nas kursu.” – dodał Michał Kawczyński.

W III kw. 2016 r. spółka CFI HOLDING informowała m.in. o: 

  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, Central Fund of Immovables sp. z o.o., umowy ze spółką Viart o sfinansowanie połowy wartości inwestycji (10,5 mln zł) w Apartamenty Mackiewicza w Łodzi. Szacunkowa wartość sprzedaży mieszkań, w ocenie zarządu spółki Viart sp.z o.o. zweryfikowana przez Central Fund of Immovables sp. z o.o., winna sięgnąć kwoty ok. 30-31 milionów złotych netto, z czego 50 % przypadnie Central Fund of Immovables. To z kolei powinno przełożyć się na wyniki finansowe tej spółki, a tym samym wyniki całej Grupy Kapitałowej CFI HOLDING SA.
  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, Central Fund of Immovables sp. z o.o., umowy z biurem projektowym ZYXAK Architektura o opracowanie koncepcji zagospodarowania oraz dokumentacji w celu uzyskania ostatecznej decyzji o pozwoleniu na budowę w Łodzi budynku o funkcji biurowo-mieszkalno-użytkowej typu aparthotel, o łącznej powierzchni całkowitej wynoszącej według wstępnych szacunków około 42 tys. m2.
  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, Central Fund of Immovables sp. z o.o., umowy ze spółką Food Market o współpracy, związanej z rozpoczęciem przez Central Fund of Immovables działalności na rynku usług gastronomicznych, przewidującej uruchomienie na przestrzeni 2016 oraz 2017 r. nowych restauracji, przy wykorzystaniu potencjału technicznego, kadry oraz doświadczenia Food Market, w nieruchomościach stanowiących własność Central Fund of Immovables. Zawarcie tej umowy jest wyrazem woli uczestnictwa Central Fund of Immovables w rynku usług gastronomicznych i tworzenie w jego ramach nowych brandów restauracji oraz ich rozwój w dalszej perspektywie przy wykorzystaniu komercyjnego potencjału nieruchomości CFI, co powinno przełożyć się na wyniki całej GK CFI HOLDING SA.
  • podpisaniu przez swoją spółkę zależną, TBS „Nasze Kąty” sp. z o.o., umowy ze spółką Viart o realizacji wspólnej inwestycji obejmującej modernizację należącego do TBS „Nasze Kąty” sześciokondygnacyjnego obiektu mieszkalnego w Bełchatowie. Szacowana przez TBS „Nasze Kąty” wartość inwestycji określona w I etapie wynosi około 16,4 mln zł netto.

W III kw. br. CFI HOLDING SA dokonała również splitu akcji (1:40). W ocenie zarządu spółki, przeprowadzenie podziału akcji powinno pozytywnie wpłynąć na płynność oraz dostępność akcji spółki na rynku.

GIC nabywa P3 od TPG Real Estate i Ivanhoe Cambridge za 2,4 mld EUR

P3 Logistic Parks („P3” lub „Grupa”), wiodący ogólnoeuropejski  właściciel, deweloper oraz zarządca nieruchomości logistycznych, poinformował dzisiaj, że GIC, singapurski państwowy fundusz majątkowy, podpisał ostateczną umowę nabycia P3 od TPG Real Estate i jego partnera Ivanhoe Cambridge. Transakcja opiewa na 2,4 mld EUR i jest największą transakcją na europejskim rynku nieruchomości w tym roku. Transakcja musi zostać zatwierdzona przez organy regulacyjne i powinna się zamknąć do końca 2016 r.

TPG Real Estate i Ivanhoe Cambridge nabyły P3 w 2013 r. Od tego czasu Grupa rozrosła się do jednej z największych w pełni zintegrowanych platform logistycznych i deweloperów w Europie z 3,3 mln metrów kwadratowych w portfolio. W ciągu ostatnich trzech lat, P3 zakończyło serię przejęć na kluczowych rynkach europejskich, dzięki czemu portfolio zostało co najmniej podwojone. Obecnie obejmuje ono 163 wysokiej jakości magazyny, w 62 lokalizacjach, w dziewięciu krajach. W tym samym czasie, Grupa trzykrotnie zwiększyła swoją bazę klientów, wykazując silne i rosnące zapotrzebowanie na powierzchnie logistyczne najwyższej jakości.

P3 zakończyło niedawno proces długoterminowego refinansowania w wysokości 1,4 mld EUR z grupą wiodących międzynarodowych instytucji finansowych, zapewniając działalności dodatkową elastyczność, która pozwoli na wspieranie strategii wzrostu.

Dzięki wsparciu swojego nowego akcjonariusza, P3 jest dobrze przygotowane, aby przejść do następnego etapu rozwoju z bankiem gruntów o potencjale zabudowy do 1,4 mln metrów kwadratowych. Obecnie, w budowie jest 11 nowych inwestycji, stanowiących 300 000 metrów kwadratowych, których zakończenie zaplanowane jest do końca roku.

Ian Worboys, CEO w P3 powiedział: „Ze wsparciem TPG Real Estate i Ivanhoe Cambridge udało nam się znacznie rozszerzyć działalność na naszych głównych rynkach, stać się liderem na rynku, a także wyraźnie wyróżnić się jako firma zorientowana na klienta. Jesteśmy bardzo podekscytowani perspektywą współpracy z jednym z największych państwowych funduszy GIC, liczymy na odniesienie podobnego sukcesu wspólnie z naszym nowym akcjonariuszem. Długoterminowa strategia inwestycyjna GIC jest bardzo zbliżona do naszego podejścia, jako długoterminowego właściciela i dewelopera wysokiej jakości aktywów.”

Anand Tejani, Partner w TPG Real Estate powiedział: „P3 jest dobrym przykładem naszej strategii inwestycyjnej opartej na platformie, jesteśmy bardzo dumni z tego, co razem osiągnęliśmy. Będąc naszą własnością, firma przeszła znaczące zmiany, wyrastając na jedną z wiodących w pełni zintegrowanych platform logistycznych w Europie. P3 wzrosło ponad dwukrotnie i wzmocniło swoje możliwości w zakresie zarządzania aktywami, zarządzania nieruchomościami i rozwoju. Wierzymy, że P3, będąc własnością GIC, będzie dobrze przygotowane do dalszego wzrostu.”

Meka Brunel, Prezydent na Europę, Ivanhoe Cambridge, dodała: „Mamy ogromną satysfakcję, że w tak krótkim czasie P3 zmieniło się w wiodącą platformę logistyczną. Ta transakcja pokrywa się z naszą strategią inwestycyjną w Europie, gdzie oczekujemy kolejnych sukcesów.”

Lee Kok Sun, Dyrektor inwestycyjny w GIC Real Estate, powiedział: „Wierzymy, że P3 będzie kontynuowało silny wzrost dzięki zróżnicowanemu portfelowi nieruchomości i znacznemu bankowi ziemi. Jesteśmy przekonani o długoterminowym potencjale sektora logistycznego w Europie i czekamy z niecierpliwością na dalsze możliwości rozbudowy tej platformy z bardzo zdolnym zespołem zarządzającym P3. Rozległe doświadczenie GIC w inwestowaniu w logistykę globalnie pozwala nam wnieść dodatkową wartość do tej współpracy.”

Misją P3 jest zapewnienie najemcom magazynów doskonałych możliwości najmu w obiektach o wysokiej jakości w kluczowych lokalizacjach logistycznych. P3 buduje zrównoważone ekologicznie magazyny, spełniające najwyższe standardy międzynarodowe.

Czy edukacja dziecka dużo kosztuje? Wyniki najnowszego badania

Posiadanie dzieci, obok ogromnej satysfakcji, wiąże się z szeregiem poważnych zobowiązań finansowych. Aby zapewnić swoim pociechom oczekiwany standard życia i pozwolić na rozwój zawodowy w wybranym przez nie kierunku, kwestię finansowania edukacji należy potraktować priorytetowo. Nie są to wydatki, z których chcemy łatwo zrezygnować, nawet jeśli nie mamy odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Najnowszy raport „Ważne wydarzenia w życiu Polaków”[1], wykonany na zlecenie Lindorff SA ukazuje, co według Polaków wymaga największych nakładów w finansowaniu edukacji dziecka.

Jesteśmy świadomi zobowiązania

Zdecydowana większość ankietowanych stwierdziła, że w ich mniemaniu edukacja dzieci generuje wysokie koszty. Niemal 1/3 respondentów zdecydowała się także zaciągnąć kredyt na edukację swojej latorośli. Na pytanie „czy uważasz, że edukacja dzieci dużo kosztuje?” aż 49% respondentów udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”, a 37% „raczej tak”. Wśród badanych grupa wiekowa 30-39 lat okazała się tą, która w największym stopniu edukację dziecka postrzega jako spory wydatek. W tej grupie powyższe odpowiedzi („zdecydowanie tak” i „raczej tak”) pojawiły się kolejno w 51 i 41 procentach. Można wnioskować, że na tak wysoki poziom wskazań może mieć wpływ zarówno wysokość zarobków tych osób (często osoby w tym wieku są dopiero w trakcie budowania swojej pozycji zawodowej), jak i inne zobowiązania. 30-39 lat – to przedział wiekowy, który często wiąże się z pierwszymi kredytami czy wydatkami na mieszkanie, dom itd. Na ich tle regularny obowiązek finansowania edukacji dziecka może bardzo odczuwalnie uszczuplić rezerwy konta bankowego. Tylko 7% wszystkich ankietowanych stwierdziło, że edukacja dzieci raczej nie jest droga, zdecydowane zaprzeczenia prawie nie wystąpiły.

Czy edukacja dziecka dużo kosztuje?

Książki i zajęcia dodatkowe

Ankietowani zostali również poproszeni o sprecyzowanie, na co w kontekście edukacji swoich dzieci wydają najwięcej pieniędzy. Najpopularniejszą odpowiedzią wśród wszystkich respondentów okazały się książki (29%) oraz wydatki na zajęcia pozalekcyjne, w tym korepetycje i naukę języków obcych (15%). Kolejne na liście odpowiedzi to przybory szkolne (14%) czy ubrania szkolne (11%).

Proporcje w odpowiedziach badanych zmieniają się w przypadku podkategorii, segregujących wybory ankietowanych ze względu na poziom edukacji ich dzieci. Dane te wykazały, iż rodzice dzieci ze szkół podstawowych najczęściej wybierali odpowiedzi wskazujące na książki i przybory szkolne, natomiast rodzice dzieci w wieku gimnazjalnym po książkach wymieniali ubrania szkolne (mundurki, zmienne obuwie, stroje na zajęcia sportowe), a rodzice studentów – jedzenie. Wybory rodziców dzieci uczęszczających do szkół średnich pokrywają się natomiast z wynikiem ogólnym wskazującym na najwyższy koszt książek, korepetycji i dodatkowych zajęć.Czy edukacja dziecka dużo kosztuje?

Czy myślimy o tych wydatkach wcześniej?

Blisko 60% ankietowanych w badaniu zrealizowanym dla firmy Lindorff SA przyznało, że nie odkłada środków na przyszłość czy edukację swojego dziecka. Jedynie 1/3 respondentów (34%) zadeklarowała gromadzenie środków na przyszłość czy edukację swoich dzieci i częściej byli to mężczyźni (44% oszczędzających wśród mężczyzn versus 26% oszczędzających wśród kobiet).

Aż 44% badanych, którzy odkładają fundusze z myślą o edukacji swoich dzieci, robi to regularnie co miesiąc, 13% kilka razy do roku, a niespełna co dziesiąta osoba raz na kwartał. Spora część respondentów (28%) robi to także w przypływie wolnej gotówki. Znaczna grupa ankietowanych – blisko 1/3 – odkłada rocznie „na dzieci” mniej niż 500 zł, a blisko co piąta osoba od 500 do 999 zł. Nieco bardziej obiecujące dane wskazują, że co czwarta osoba rocznie oszczędza z myślą o potomstwie od 1000 do 2000 zł. Całkiem niemałe sumy – do 3000 zł oraz 4000 zł i więcej – gromadzi 10% badanych.

Jednocześnie blisko 70% badanych nigdy nie zadłużało się na edukację swojego dziecka, czyli umie sfinansować wydatki z bieżących zarobków lub oszczędności. Z jednej strony ma to związek z faktem, że edukacja w Polsce nadal postrzegana jest jako bezpłatna, a mało kto decyduje się wysyłać dzieci na studia za granicę. Wstrzemięźliwość w korzystaniu z edukacji na kredyt nie przeszkadza nam jednak zaciągać zobowiązań na inne potrzeby dzieci. Najczęściej deklarowaną przyczyną kredytu związanego z potrzebami naszych najmłodszych są wesela, komunie, chrzciny i rocznice 18. urodzin, czyli raczej wydarzenia rodzinne i towarzyskie niż związane z inwestycją w przyszły zawód dziecka. Aż 41% rodziców deklaruje gotowość wzięcia pożyczki gotówkowej na ważne wydarzenia w życiu dzieci, typu wesele, komunia, jeśli nie wystarczyłoby im bieżących dochodów.

Motywacja do oszczędzania?

Jak pokazują wyniki raportu „Finansowe zwyczaje Polaków[1], większość ankietowanych uważa, że warto oszczędzać (82%), nawet jeśli nie robi tego regularnie. Co więcej, blisko 70% ankietowanych deklaruje, że robiliby to częściej, gdyby znali na to sposób. Można zatem wnioskować, iż odkładanie na edukację dziecka mogłoby stać się rutyną, a co za tym idzie mniej odczuwalnym zobowiązaniem finansowym, jeśli skutecznie wyrobilibyśmy w sobie nawyk oszczędzania. Jeśli nasza wewnętrzna motywacja nie wystarcza do odkładania miesięcznej sumy, z pomocą przychodzą rozwiązania bankowe. Bardzo popularne jest automatyczne odliczanie małych kwot na rachunek oszczędnościowy przy płatnościach kartą lub funkcja automatycznego, comiesięcznego przelewu na zdefiniowaną przez nas kwotę – regularnej „raty” na konto oszczędnościowe. Determinacja i cierpliwość mogą zaowocować zbudowaniem solidnych finansowych fundamentów edukacji i przyszłości naszych dzieci. W tym wszystkim dodatkowo pomogą codzienne rutyny – analizowanie bieżących wydatków oraz rezygnacja z niepotrzebnych zakupów. Kilka przemyślanych decyzji w ciągu miesiąca może poskutkować dodatkowymi cyframi zaoszczędzonej kwoty, a te w kilkuletniej perspektywie mogą skumulować dużo poważniejsze sumy.

[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.

Niedowartościowana złotówka

Złotówka radzi sobie słabo biorąc pod uwagę inne waluty rynków wschodzących. EUR/PLN w konsolidacji między 4,30 a 4,35. Wybory w USA decydujące dla rynku walutowego. Wygrana Hillary Clinton nadzieją na poprawę nastrojów na rynkach globalnych. Funt brytyjski pod pozytywnym wpływem decyzji Sądu Najwyższego. Podejście Theresy May sporym hamulcem dla dalszych wzrostów na GBP.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 15.09-07.11.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2650 3,9350 3,8820 4,6910
Maksimum 4,3440 4,0150 3,9880 5,0100

 

EUR/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

EUR/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

EUR/PLN pozostaje cały czas w lekkim trendzie wzrostowym. Od dłuższego już czasu złoty pozostaje w ramach poziomów 4,30-4,35. Póki co mimo poprawy nastrojów na rynkach globalnych nie widać odreagowania na polskiej walucie. Szansa taka istnieje w postaci wyborów w USA, gdyby wygrała kandydatka demokratów, a są na to spore szanse możliwa jest poprawa sentymentu do rynków wschodzących. Wtedy możliwe jest zejście do wsparcia w postaci linii trendu wzrostowego na poziomie 4,30. Oporem w przypadku ruchu w górę pozostaje ostatnie maksimum na poziomie 4,3450.

CHF/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

CHF/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

Od początku października na CHF/PLN możemy zaobserwować trend wzrostowy. Kurs już kilkukrotnie przebijał psychologiczną wartość 4,00. Obecnie również kurs znajduje się powyżej tej granicy. Spora niepewność związana z wyborami w USA spowodowała, że waluty uważane za bezpieczne w tym frank szwajcarski zyskiwały na wartości. Kurs EUR/CHF, który determinuje ruchy na CHF/PLN spadł poniżej granicy 1,08. Ulga dla kredytobiorców frankowych może przyjść w postaci zwycięstwa Hillary Clinton w wyborach. Wtedy możliwy jest spadek gdzieś w okolice linii trendu wzrostowego w okolicach 3,97.

USD/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

USD/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

Jeszcze całkiem niedawno na parze USD/PLN możliwy był test psychologicznej wartości 4,00. Wraz jednak ze wzrostem na parze EUR/USD póki co możemy o tym zapomnieć. Słabość dolara spowodowana rosnącym poparciem Donalda Trumpa w wyborach w USA wydaje się jednak zmierzać do końca. Dzisiaj rano mieliśmy do czynienia ze sporym odreagowaniem. Konsekwencją ruchu spadkowego EUR/USD był wzrost USD/PLN w krótkim czasie o ponad 3 grosze. Zwycięstwo Hillary Clinton w wyborach z pewnością wesprze dalej dolara co może skutkować dalszymi wzrostami na USD/PLN. Niemniej jednak granica 4,00 wydaje się jednak zbyt odległa i kurs nie powinien szybko tam dotrzeć. Oporami będą kolejne zniesienia Fibonacciego. Wsparciem natomiast będzie ostatnie minimum.

GBP/PLN – analiza od 15 września do 7 listopada

GBP/PLN - analiza od 15 września do 7 listopada

Sytuacja na funcie brytyjskim cały czas pozostaje bardzo dynamiczna. Kolejne pojawiające się informacje przesuwają szalę raz na jedną stronę raz na drugą. Po posiedzeniu Banku Anglii i projekcjach makro między innymi dotyczących inflacji funt sporo stracił, w efekcie na GBP/PLN nastąpił spadek w okolice 4,75. Wraz jednak z pojawieniem się informacji, że to parlament będzie decydował o wszystkich sprawach związanych z Brexitem funt mocno zyskał na wartości. Poskutkowało to ruchem w relacji do złotówki w okolice 4,88. Ta informacja powoduje oczywiście opóźnienie w sprawie wyjścia z UE, ale pamiętajmy, że premier Wielkiej Brytanii Theresa May nie daje za wygraną. Z pewnością nastąpi odwołanie od decyzji Sądu Najwyższego. Szczególnie po wypowiedzi pani premier z dzisiaj, które ewidentnie wskazuje, że ma podejście by wyjść z UE “twardo”. A podejścia nie musi zmieniać bo ma wyższe poparcie wyborców niż podczas zeszłorocznych wyborów. W krótkim terminie decyzja sądu może być wsparciem dla funta. Możemy na GBP/PLN dotrzeć nawet pod granicę 5,00. Natomiast początek roku 2017 i uruchomienie artykułu 50 plus twarde podejście Theresy May mogą spowodować, że zobaczymy wieloletnie minima na funcie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

10 mobilnych udogodnień z Helsinek

Koncepcja „inteligentnych miast“ obecnie coraz bardziej zyskuje na popularności. Opiera się ona na rzeczywistości, w której rozwiązania cyfrowe i mobilne uzupełniają, a w niektórych przypadkach całkowicie zmieniają doświadczenia, jakich mieszkańcy i turyści doznają w rzeczywistości tradycyjnej.  Czy Helsinki są „inteligentnym miastem“? Odpowiedź to prawdopodobnie „jeszcze nie“ – jednak stolica Finlandii zmierza w tym kierunku, a zarówno rząd, jak i wielkie korporacje oraz startupy przyczyniają się do szybkiego rozwoju cyfrowych udogodnień w mieście.

Inteligencję miasta zazwyczaj mierzy się oceniając łatwość, z jaką dana osoba jest w stanie znaleźć to, co miejsce ma najlepszego do zaoferowania, oraz z tej oferty skutecznie skorzystać. Rozwiązania mobilne zazwyczaj pełnią rolę „bramy wejściowej“ do bardzo realnych i potrzebnych usług dostępnych zarówno dla mieszkańców, jak i gości.

Helsinki dokonały dość dużego postępu w zakresie dostarczania infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania inteligentnego miasta – od gęstej sieci darmowych hot-spotów, po szereg podstawowych usług dostępnych dzięki telefonom komórkowym, np. parkowanie i usługi transportu publicznego, czy udostępnianie danych na temat miasta w formie otwartego, analitycznego interfejsu API.

Jednak samo to nie czyni Helsinek szczególnie inteligentnym miastem – żyjemy w czasach, w których mobilne usługi publiczne są dla miasta czymś oczywistym a nie wyróżniającym. W stolicy Finlandii atmosfera wypełniona wiedzą o najnowszych technologiach, wysoki poziom innowacyjności oraz typowy dla Helsinek duch przedsiębiorczości przyczyniają się do szybkiego rozwoju mobilnych Helsinek i uzupełniają wysiłki podejmowane przez rząd.

Poniższej przedstawiamy listę subiektywnie wybranych dziesięciu udogodnień mobilnych, dzięki którym Helsinki są miastem bardziej zrównoważonym, zdrowszym i ogólnie bardziej przyjaznym dla mieszkańców i turystów.

Żywność

Dostarczanie posiłków na stół w Helsinkach w coraz większym stopniu bazuje na usługach mobilnych – zarówno kiedy chcemy zjeść poza domem, jak też wtedy, kiedy wolimy przygotować posiłek sami.

  1. Wolt – startup z siedzibą w Helsinkach, w szybkim tempie przekształcił się z firmy dostarczającej wcześniej złożone zamówienia z kilkunastu kawiarni i restauracji w centrum miasta w firmę świadczącą usługi w zakresie jedzenia na miejscu, na wynos i dostaw domowych, obsługującą ponad 400 restauracji (głównie w Helsinkach, ale też w Tampere i Turku w Finlandii – aktualnie firma rozwija się z powodzeniem także w krajach ościennych). Wolt chlubi się doskonałą obsługą klienta – tego lata firma dostarcza jedzenie także do lokalizacji występujących w grze Pokémon GO.
  2. Mieszkańcy Helsinek są także klientami usługi mobilnej S-Group Foodie.fi. Aplikacja jest wprowadzonym ostatnio rozszerzeniem internetowego sklepu spożywczego prowadzonego przez firmę Prisma, zyskującym popularność wśród klientów dzięki funkcji udostępniania (np. między członkami rodziny) oraz aktualizacji cen w czasie realnym, które natychmiast pokazywane są w zapisanej liście zakupów.

Zrównoważony rozwój

  1. W 2016 roku Helsinki uruchomiły system rowerów miejskich – oferuje on rowery, które można (za opłatą) wypożyczyć z 50 stacji zlokalizowanych w całym mieście. Dzięki współpracy między Regionalną Izbą Transportu w Helsinkach, siecią Alepa i startupami, dostępne w Helsinkach system ten sam w sobie stanowi inteligentne rozwiązanie – użytkownicy mogą sprawdzić dostępność rowerów za pomocą mobilnej aplikacji (Kaupunkifillarit), która wykorzystuje dane przekazywane przez miasto.
  2. Kolejnym elementem strategii zrównoważonego rozwoju miasta jest kwestia recyklingu. Zadaa – innowacyjny startup z siedzibą w Helsinkach –  dzięki kojarzeniu ze sobą osób o podobnych kształtach i rozmiarze za pomocą opracowanej przez siebie aplikacji, wydłuża czas, przez jaki można używać odzieży. Aplikacja umożliwia sprzedaż i zakup używanych ubrań oraz obejmuje płatność i dowóz przez kuriera.
  3. Aplikacja służąca dokonywaniu płatności za parkowanie jest jednym z podstawowych udogodnień w inteligentnym mieście, a w Helsinkach dostarcza ją międzynarodowa firma EasyPark.  Natomiast posiadająca siedzibę w Helsinkach firma Enterlot  podchodzi do kwestii parkowania w sposób futurystyczny i planuje zaoferować możliwość obserwacji miejsc parkingowych w czasie rzeczywistym dzięki aplikacji wykorzystującej publiczne API, aspekty związane z IoT (Internetem rzeczy, ang. Internet of things) na obszarze nieruchomości oraz dane z mediów społecznościowych. Jest to przykład firmy, która powstała w związku z finansowanym publicznie projektem badawczym prowadzonym na Uniwersytecie Aalto.

    Lokalny biznes

    W inteligentnych miastach świetnie rozwijają się małe i średnie firmy – czerpią one korzyści z łatwiejszego sposobu zakładania i prowadzenia przedsiębiorstwa w internecie oraz wykorzystują istniejącą infrastrukturę dostaw, do  której mogą się włączyć.

    1. Założona w Helsinkach firma Zervantstara się maksymalnie ułatwić prowadzenie małych firm  – dzięki oferowanym przez siebie i dostosowanym do lokalnych realiów usługom na obszarze fakturowania oraz kontroli czasu i zużywanych materiałów pozyskuje klientów w całej Europie.
    2. Po stronie klienta, aplikacja Cardu pełni rolę mobilnego pośrednika między rzeczywistością realną i światem cyfrowym w mieście – aplikacja przechowuje karty lojalnościowe w telefonie i powiadamia użytkownika a specjalnych ofertach sklepów, które mija idąc ulicą.
    3. Aby dać przykład tego, jak mała lokalna firma działa w świecie mobilnym i realnym, aplikacja Jevelo tworzy biżuterię z obrazów z bazy i tych przesyłanych przez użytkowników, co pozwala przygotować bardzo spersonalizowane prezenty.

    Zdrowie

    Bardzo ważnym użytkownikiem technologii i systemów wymiany informacji jest cały sektor ochrony zdrowia. Jednak jednym z głównych założeń usług medycznych jest konieczność bezpośredniego kontaktu lekarza z pacjentem w celu uzyskania porady.

    1. Mający siedzibę w Helsinkach startup MeeDoc wprowadził niemałe zamieszanie w usługach służby zdrowia, kiedy wprowadził na rynek mobilną aplikację dla lekarzy i pacjentów o nazwie MeeDoc. Dzięki niej lekarze udzielają porad przez czat i wideo, nie łamiąc przy tym zasad etycznych, ponieważ zakres symptomów i chorób, jaki może być konsultowany w ten sposób, został określony zgodnie ze standardami obowiązującymi w tej profesji. W tym zakresie lekarze mogą komunikować się ze swoimi pacjentami w sposób bezpieczny i pracować z dowolnego miejsca.

    Efektem jest bardziej demokratyczna służba zdrowia po przystępnych cenach – idea powstała w Helsinkach, a dziś realizowana jest w sześciu krajach poza Finlandią.

    Edukacja

    Uznany na całym świecie sukces fińskich szkół jest w dużej mierze zasługą wolności i niezależności, jakimi cieszą się szkoły i nauczyciele. Nauczyciele mają swobodę w wyborze metod, pod warunkiem że ich uczniowie zrealizują przewidziany program nauczania.

    1. Dzięki tak pojętej definicji nauczania, dobrze rozwija się branża technologii edukacyjnych, której celem jest wsparcie i zrewolucjonizowanie systemu edukacyjnego – dlatego startup z Helsinek o nazwie Seppo opracował usługę umożliwiającą przygotowywanie mobilnych i realnych zabaw edukacyjnych.  Pomysł jest prosty –  należy umieścić odpowiednie zagadki w budynkach i w ich otoczeniu a następnie namówić podopiecznych, aby szukali łamigłówek i rozwiązywali zadania – co motywuje i inspiruje uczniów na różne sposoby.

    Duża konkurencja między dostawcami i coraz lepsza funkcjonalność aplikacji oznaczają, że rozwiązania mobilne staną się coraz bardziej wiarygodne i będą oczywistym elementem życia w inteligentnych miastach, podobnie jak wcześniej miało to miejsce w przypadku Internetu.

    Autor:  Karina Terekhova, Intellectsoft Finland

    Źródło: SPCC/ helsinkibusinesshub.fi

    Zdjęcia: absfreepic.com

Liczba aut w wynajmie długoterminowym rośnie coraz szybciej

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów, tempo rozwoju rynku wynajmu długoterminowego aut w Polsce ciągle rośnie. W trzecim kwartale roku dynamika wzrostu liczby pojazdów użytkowanych w wynajmie długoterminowym osiągnęła już dwucyfrową wartość 11% r/r. Oznacza to, że branża rozwijała się szybciej o ponad półtora punktu procentowego, niż na koniec I półrocza 2016r. oraz aż o ponad dwa procent w porównaniu do pierwszego kwartału. Rosnąca wśród przedsiębiorców w Polsce popularność wynajmu długoterminowego samochodów wynika z coraz większego zainteresowania takim sposobem finansowania aut służbowych w sektorze małych i średnich firm. Bardzo dobre wyniki w trzecim kwartale osiągnęła także reprezentowana w PZWLP branża Rent a Car, w przypadku której tempo wzrostu wyniosło 17,8% r/r.  

Na koniec trzeciego kwartału 2016 roku należące do PZWLP firmy wynajmu długoterminowego samochodów (CFM), reprezentujące ok. 80% tego rynku w Polsce, finansowały i zarządzały ponad 126,5 tys.  (126.763) pojazdów użytkowanych przez przedsiębiorców w kraju w usługach Full Serwis Leasingu i Leasingu z Serwisem. Jak wynika z danych opublikowanych przez PZWLP, tempo wzrostu liczby aut w wynajmie długoterminowym jest w każdym kolejnym kwartale bieżącego roku coraz szybsze. W trzecim kwartale bowiem łączna flota firm PZWLP w usłudze Full Serwis Leasingu była większa o 11.327 aut, niż rok wcześniej. Oznacza to, że dynamika rozwoju branży wyniosła aż 11% r/r i była tym samym jeszcze wyższa, niż na koniec czerwca (9,4% r/r) oraz w pierwszym kwartale roku (8,9% r/r).

Sławomir Wontrucki
Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska

Wciąż rosnące tempo wzrostu rynku CFM wynika przede wszystkim z faktu, że obecnie z wynajmu długoterminowego korzystają nie tylko duże przedsiębiorstwa, ale dynamicznie rozwija się także sprzedaż tej usługi wśród klientów z sektora małych i średnich firm – mówi Sławomir Wontrucki, Prezes Zarządu PZWLP, Prezes LeasePlan Polska. – Jeszcze kilka lat temu wynajem długoterminowy był postrzegany jako rozwiązanie zarezerwowane dla dużych korporacji. Obecnie oferta firm CFM jest już jednak w pełni dostosowana także do potrzeb i możliwości nawet najmniejszych przedsiębiorców, korzystających w swojej działalności choćby tylko z 1 samochodu.  

Wzrost branży po III kw. 2016 r. osiągnął już dwucyfrową wartość 11% r/r

Kompleksowo, prościej i taniej – małe i średnie firmy coraz bardziej przekonane do wynajmu długoterminowego samochodów

Znaczący był również udział branży wynajmu długoterminowego w całkowitej sprzedaży nowych samochodów osobowych do firm w Polsce, czyli w kluczowym już od dłuższego czasu segmencie dla kondycji całego rynku motoryzacyjnego. Zgodnie z danymi IBRM Samar bowiem, w trzecim kwartale 2016r. firmy były nabywcami więcej niż 2/3 (aż 70,5%) wszystkich sprzedanych nowych aut osobowych w salonach w naszym kraju. Jak podaje PZWLP, w wynajmie długoterminowym znalazło się w tym czasie co piąte nowe auto osobowe (19,8%) kupowane przez firmy, czyli ponad 12,8 tys. samochodów. Większość z nich, bo nieco ponad 10 tys. pojazdów, została zakupiona przez firmy członkowskie PZWLP.

Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management
Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management

Dane po trzecim kwartale roku już po raz kolejny w ostatnim czasie uświadamiają, że rynek flotowy jest obecnie filarem rozwoju branży motoryzacyjnej w Polsce – mówi Leszek Pomorski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Alphabet Polska Fleet Management. – Nowe samochody są bowiem kupowane w zdecydowanej większości przez firmy. Wynajem długoterminowy ma już obecnie znaczący, bo na poziomie 20%, udział w tym segmencie. Jesteśmy przekonani, że w perspektywie najbliższych kilku lat, znaczenie wynajmu długoterminowego jeszcze bardzo urośnie, a usługa ta stanie się jedną z głównych form finansowania samochodów służbowych w Polsce. Rynek flotowy przechodzi bowiem w Polsce od kilku lat dużą transformację. Pierwszy jej etap, a więc przejście na zewnętrzne finansowanie aut służbowych, przedsiębiorcy w naszym kraju mają już w zasadzie za sobą. Obecnie firmy poszukują jednak już nie tylko możliwości finansowania swoich samochodów poprzez zewnętrzne źródła, czyli np. poprzez kredyt czy klasyczny leasing, ale oczekują usług kompleksowych – zarówno finansowania floty, jak i jej pełnej obsługi. Wynajem długoterminowy stanowi nie tylko odpowiedź na takie potrzeby rynkowe, ale gwarantuje firmom również jeszcze kilka innych ważnych korzyści. Przede wszystkim usługa ta zapewnia stałe, całkowite koszty związane z finansowaniem i użytkowaniem aut, w całym okresie ich eksploatacji, co nie występuje w innych formach finansowania. Ponadto, wynajem długoterminowy jest też rozwiązaniem po prostu tańszym, dzięki optymalizacji kosztów wynikających z ekonomii skali.

Znaczący wzrost liczby aut ekologicznych – rodzący się trend czy jednorazowe zjawisko?

W liczącej na koniec trzeciego kwartału flocie ponad 126,5 tys. samochodów firm PZWLP zdecydowanie dominuje najbardziej rozbudowana pod względem obsługi aut służbowych forma wynajmu długoterminowego, a więc usługa Full Serwis Leasingu, w której znajdowało się aż 90,3% wszystkich aut. Leasing z Serwisem, który jest uproszczoną wersją najchętniej stosowanej usługi Full Serwis Leasingu, stanowił natomiast 9,7% łącznego parku pojazdów Członków PZWLP.

Jeśli zaś chodzi o strukturę jednostek napędowych stosowanych w autach flotowych, znajdujących się w wynajmie długoterminowym, to wciąż najpopularniejszym pozostaje silnik Diesla, który występuje w przypadku 72,4% aut. Na drugiej pozycji pod względem popularności znajduje się natomiast silnik benzynowy, który napędza nieco ponad ¼ samochodów (27,3%).

Auta ekologiczne, a więc napędzane silnikami hybrydowymi i elektrycznymi, mają wciąż bardzo niski udział w łącznej flocie, na poziomie 0,3%, jednakże ich liczba na koniec trzeciego kwartału znacząco wzrosła –  do łącznie 410 pojazdów (394 samochody hybrydowe i 16 elektrycznych). Dla porównania, w drugim kwartale aut tego typu było 296 (286 hybrydy, 10 elektryczne).

Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska
Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska

Zdecydowany wzrost liczby samochodów ekologicznych tylko w ciągu ostatnich trzech miesięcy to bardzo dobra informacja, która może wskazywać, że auta przyjazne środowisku mogą wreszcie zacząć upowszechniać się w polskich flotach. Na razie jednak jest zbyt wcześnie na jednoznaczną ocenę, czy mamy do czynienia z od dawna oczekiwanym trendem rynkowym, czy też jest to jednorazowe zjawisko – komentuje Grzegorz Szymański, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Arval Service Lease Polska.  

Wśród najbardziej popularnych modeli samochodów na koniec trzeciego kwartału znalazły się: Skoda Octavia, Ford Focus, Skodia Fabia, Toyota Yaris oraz Opel Astra.

Branża Rent a Car rośnie 17,8% r/r po trzecim kwartale

Wysoką dynamikę rozwoju na koniec trzeciego kwartału odnotowała również, reprezentowana w PZWLP w funkcjonującej od półtora roku odrębnej strukturze organizacyjnej, branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów). Należących do organizacji 8 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów dysponowało razem ponad 14,2 tys. aut (14.266), oferowanych klientom zarówno indywidualnym, jak i firmowym w wynajmie krótkoterminowym (1 – 30 dni) oraz średnioterminowym (1 miesiąc – 2 lata). Tym samym liczba aut w branży Rent a Car w PZWLP wzrosła o 17,8% r/r. W okresie od początku lipca do końca września wypożyczalnie skupione w organizacji zakupiły razem prawie 1,9 tys. nowych aut osobowych.

Członkowie PZWLP kupują 4 na 10 nowych aut osobowych nabywanych przez firmy

Duża dynamika wzrostu liczby aut w wynajmie długoterminowym, a także w usługach Rent a Car, czyli branżach reprezentowanych w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w efekcie wpływa na coraz większą rolę organizacji na rynku flotowym i motoryzacyjnym w Polsce. Biorąc pod uwagę całokształt działalności 22 firm należących do Związku, a więc przede wszystkim usługi wynajmu krótko-, średnio- i długoterminowego samochodów, ale również klasyczny leasing finansowy aut, firmy PZWLP zakupiły w trzecim kwartale łącznie ponad 24,5 tys. samochodów osobowych. Oznacza to, że 4 na 10 (37,9%) nowych aut osobowych kupowanych w tym czasie
w polskich salonach zostało nabytych przez Członków organizacji*.

*– Firmy PKO Leasing, Volkswagen Leasing, mLeasing i Raiffeisen Leasing Polska  są również członkami ZPL (Związku Polskiego Leasingu).

Oświadczenie FBI wspiera Hillary Clinton, giełdy, surowce i dolara

Dyrektor FBI James Comey wysłał wczoraj list do Kongresu, w którym stwierdził, iż dochodzenie w sprawie e-mailów, które Hillary Clinton wysyłała z prywatnej skrzynki mailowej podczas sprawowania urzędu Sekretarza Stanu, nie wskazuje znamion popełnienia przestępstwa. Zwiększa to oczywiście szanse na wygraną kandydatki demokratów we wtorkowych wyborach prezydenckich. Wywołało to ulgę na rynkach finansowych, dzięki czemu zyskują globalne indeksy giełdowe, surowce, meksykańskie peso i amerykański dolar do reszty walut, a tracą obligacje, japoński jen i złoto.

Meksykańskie peso zyskuje ponad 2,2 proc. do dolara amerykańskiego po ogłoszeniu stanowiska FBI. Para USDMXN handluje już w okolicy 18,60 peso, korygując 2-tygodniową zwyżkę wywołaną wznowieniem dochodzenia przez FBI odnośnie maili Hillary Clinton.   Amerykański dolar zyskuje natomiast do reszty walut, wsparty przez przekonanie, iż zwiększające się prawdopodobieństwo prezydentury Hillary Clinton, wzmocni tylko przekonanie Fed-u odnośnie konieczności podwyżki stóp procentowych w grudniu. Para EURUSD traci obecnie około 0,8 proc. handlując w okolicy poziomu 1,1050, para USDJPY zyskuje obecnie 1,4 proc. handlując w pobliżu poziomu 104,50 a para GBPUSD traci obecnie około 1 proc. handlując w okolicy poziomu 1,2390. Również polski złoty traci dziś ponad 1 proc. do dolara, a para USDPLN handluje już w okolicy poziomu 3,92.

Ropa naftowa WTI zyskuje ponad 1 proc., odbijając się od osiągniętego w piątek 2-miesięcznego dołka, po tym jak niedzielne trzęsienie ziemi w stanie Oklahoma zmusiło firmy naftowe do zamknięcia części wiertni ze złóż łupkowych ze względów bezpieczeństwa. Ropa Brent również zyskuje na wartości, handlując w pobliżu poziomu 45,80 dolarów za baryłkę. Miedź, notowana na amerykańskiej giełdzie COMEX, zyskuje dziś aż 1,6 proc. handlując już powyżej poziomu 2,30 dolarów za funta, niewiele poniżej poziomu ostatnio widzianego w marcu. Surowcem tracącym na rosnącej przewadze wyborczej Clinton jest złoto – traci ono dziś najmocniej od miesiąca, czyli ponad 1,7 proc. handlując już w pobliżu poziomu 1280 dolarów za uncję.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Sukces oferty publicznej BIK S.A.

W ramach oferty publicznej Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. przydzielono wszystkie oferowane akcje. Wartość oferty wyniosła 20,34 mln zł brutto.

W ramach prowadzonej pierwszej publicznej oferty Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. przydzielono inwestorom wszystkie z oferowanych 1.130.000 nowych akcji serii I. Z tego Inwestorom Indywidualnym przydzielono 200 tys. akcji (ok. 17,7%). Stopa redukcji w transzy Inwestorów Indywidualnych wyniosła 9,11%. Z kolei Inwestorzy Instytucjonalni objęli 930 tys. akcji (ok. 82,3%) w pełni wyczerpując pulę oferowanych im walorów.

Objęte przez inwestorów walory stanowią łącznie 27,4% podwyższonego kapitału zakładowego dewelopera powierzchni magazynowych i handlowych. Po podwyższeniu kapitału będzie się on dzielił na 4,13 mln akcji.

 „Jesteśmy bardzo zadowoleni z dużego zainteresowania inwestorów zakupem oferowanych przez nas akcji w ramach IPO. Bardzo dziękujemy za okazane zaufanie. Pozyskane środki zamierzamy od razu wykorzystać na realizację przygotowanych projektów deweloperskich. W efekcie oczekujemy szybkiego wzrostu skali działania i wartości Spółki” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Akcje w IPO były sprzedawane po 18 zł. To oznacza, że wartość oferty wyniosła 20,34 mln zł brutto. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozbudowę Centrum Logistycznego w Sosnowcu, budowę Centrum Logistycznego Kraków III oraz budowę Parku Handlowego w Dzierżoniowie. Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Dotychczas zrealizowane zostały dwa retail parki: w Puławach i Bielsku-Białej.

Wkrótce aby wynająć mieszkanie będzie potrzebny raport z BIK-u, lub zaświadczenie o dochodach

W opinii ekspertów, właściciele mieszkań na wynajem w większości działają nieprofesjonalnie. Zadają potencjalnym klientom pytania osobiste, ale rzadko wymagają od nich udokumentowania wiarygodności finansowej. Nie wiedzą także, w jaki sposób należy sprawdzać przyszłych lokatorów. Jednak to powoli zaczyna się zmieniać.

Zdaniem Janusza Gutowskiego, dyrektora działu zarządzania AXII MMO, rynek wynajmu mieszkań w Polsce wciąż ma odmienny charakter, niż w Europie Zachodniej. Tu właścicielem nieruchomości jest zazwyczaj osoba fizyczna, a nie firma. W związku z tym, jej relacje z najemcą są na mniej profesjonalnym poziomie. Jednak zdarza się, że posiadacz lokalu oczekuje od przyszłego użytkownika udokumentowania jego wiarygodności finansowej, np. poprzez przedstawienie zaświadczenia z Biura Informacji Kredytowej.

–  Wydaje się, że standardy, które obowiązują w innych krajach Unii Europejskiej, prędzej czy później, upowszechnią się w Polsce. Coraz częściej zdarzają się inwestorzy, którzy kupują pakiety lokali na wynajem. Podchodzą do tej działalności w bardzo profesjonalny sposób, tym samym, zakres ich wymagań w stosunku do potencjalnych klientów, jest sporo większy. Wówczas najem mieszkania niczym nie różni się od dzierżawy powierzchni komercyjnej, np. w centrum handlowym – mówi serwisowi agencyjnemu MondayNews, Janusz Gutowski.

Ekspert z AXII MMO przewiduje, że w przyszłości osobom bez udokumentowanej wiarygodności finansowej, będzie dużo trudniej wynająć mieszkanie. Najem lokalu to przecież transakcja o określonym ryzyku, które należy wliczyć w koszty. Dlatego, jeśli zagrożenie jest wyższe, to cena również powinna być większa. Dla wyjaśnienia, Janusz Gutowski podaje przykład hotelu, w którym właściciel nie pyta klienta o stan jego konta bankowego czy też ubezpieczenie. Ponosi więc ryzyko finansowe, ale od razu otrzymuje stosowną opłatę za czasowe użytkowanie przestrzeni. Według eksperta, za kilkanaście lat w podobny sposób może wyglądać wynajem mieszkania lokatorom o niepewnych dochodach.

– Owszem zdarza się, że właściciel mieszkania samodzielnie sprawdza przyszłego lokatora, ale dzieje się to niezwykle rzadko. W ten sposób postępują raczej osoby reprezentujące wyższą świadomość ekonomiczną. Jednak coraz częściej wynajmujący lokale mieszkalne zadają potencjalnym klientom pytania głęboko ingerujące w prywatność. Dotyczą one m.in., stanu cywilnego, planów na przyszłość itd. – twierdzi Janusz Gutowski.

Jak podsumowuje specjalista z AXII MMO, przeważnie właściciele lokali na wynajem nie zastanawiają się nad ryzkiem i liczą tylko na zysk. Tymczasem, chcąc w pełni wykorzystać potencjał rynku najmu mieszkań, należy uświadomić sobie, w jakim kierunku on zmierza. Można prognozować, że w najbliższych latach nabierze bardziej profesjonalnego charakteru. Zacznie być zbliżony do systemu dzierżawy powierzchni biurowych czy handlowych.

Jaki jest wpływ FBI na wyniki wyborów? Karta rosyjsko-chińska

Komunikat szefa FBI spowodował ulgę w sztabie demokratów. Rynki zareagowały entuzjastycznie. Moskwa i Pekin chcą integrować własne systemy kartowe.

Komunikat FBI na temat zarzutów

Na dzień przed wyborami na rynki trafiła informacja od dyrektora FBI, że przegląd nowych maili, które zostały odkryte nie zmienia wniosków agencji. Dla przypomnienia jest to brak podstaw do postawienia zarzutów karnych. Dlaczego w ogóle piszemy o postępowaniu FBI w komentarzu walutowym? Sam fakt stawiania kandydatowi na prezydenta USA zarzutów karnych był szeroko komentowany i wykorzystywany w kampanii prezydenckiej. Od czasu nawrotu tej afery Hillary Clinton zaczęła tracić swoją przewagę nad Donaldem Trumpem. Rynki odczytały ten komunikat jako wzrost szans kandydatki demokratów na urząd prezydencki. W rezultacie dolar umocnił się o około 0,5% względem euro. To odpowiednik mniej więcej 2 groszy na EUR/PLN. Czy to dużo? Tak, był to bardzo silny ruch biorąc pod uwagę zmiany na kontraktach terminowych, które pokazują, że coraz mniej inwestorów wierzy w podwyżkę stóp procentowych w grudniu. W rezultacie ruch ten również zanegował straty dolara wynikające z 5% zmniejszenia szans na podwyżkę stóp w grudniu. To zresztą nie koniec reakcji rynków. W górę poszły również surowce przemysłowe. Miedź jest najdroższa od ponad roku.

Sojusz finansowy Moskwy i Pekinu

Oba te kraje znane są z tworzenia równoległych rozwiązań do zachodniego świata. Nie inaczej jest tym razem. Właśnie rozważane jest połączenie systemów płatności kartą obydwu tych krajów. Powodem rozwoju rosyjskiej technologii kartowej jest wpływ sankcji zachodnich. W ten sposób powstał MIR, który na rynku jest już niemal rok. Wskazuje się na zyski z uniezależnienia od światowego systemu rozliczeń, a mówiąc wprost na nieskuteczność sankcji zachodnich. Dotychczas rosyjskie banki, które były najbardziej zaangażowane we wspieranie władz miewały problemy z blokowaniem ich transakcji. Wątpliwym jest by ten ruch uniezależnił Rosję od zachodnich systemów. Nie zmienia to faktu, że chiński Unionpay jest przyjmowany w większości państw na świecie w tym w niektórych placówkach w Polsce.

Dane makroekonomiczne

Od rana poznaliśmy słabsze od oczekiwań dane z Niemiec. Zamówienia w przemyśle spadły w ujęciu miesięcznym o 0,6% podczas gdy zdaniem analityków miały wzrosnąć o 0,3%. Dane te trafiły jednak na rynek, który właśnie dyskontował powrót Hillary Clinton co tylko wsparło ten ruch.

Dzisiaj w kalendarzu brak ważnych danych makroekonomicznych, aczkolwiek przypadające na jutro wybory w USA z pewnością nie spowodują, że na rynkach zapanuje nuda.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Jednolity podatek ukryje wiele elementów obecnego systemu

Z jednej strony jednolity podatek będzie formą uproszczenia płacenia daniny, jednak ukrywanie mechanizmów utrudni rozeznanie się w tym, jakie jako podatnicy mamy przywileje i czy państwo traktuje nas jednakowo.

– Wygląda na to, że ta efektywna stawka podatkowa, będzie rosła wraz z dochodami. Czy to jest słuszne czy nie zależy od preferencji społecznych – mówi w rozmowie z MarektNews24 Grzegorz Ogonek z XTB.

Najbardziej ekspansywne branże polskiego biznesu

Aż 80 proc. firm działających w Polsce związanych z rolnictwem i przemysłem spożywczym eksportuje swoje produkty. 60 proc. produktów eksportują firmy branży motoryzacyjnej. Ekspansywna jest też branża IT.
– W branży IT są firmy, których w Polsce nikt nie zna, bo działają jedynie na rynkach zagranicznych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank Polska SA.

To wynika z raportu „Polskie firmy w obliczu wyzwań – Plany, rozwój, finansowanie” ogłoszonego przez Deutsche Bank Polska SA. Badaniami objęto 500 przedsiębiorstw działających w Polsce.

Program 500+ zwiększa presję na wzrost wynagrodzeń

Program 500+ spowodował zwiększenie presji na wzrost wynagrodzeń. Jednak nie tak intensywną, aby destabilizować rynek pracy. Zmieniają się preferencje dotyczący wydatków beneficjentów programu.

– Początkowo beneficjenci programu zwiększali swe oszczędności, w kolejnym etapie zwiększali wydatki na podstawowe artykuły konsumpcyjne, na które wcześniej nie było ich stać – mówi w rozmowie z MarketNews24 Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska SA. – Teraz program coraz bardziej będzie wpływał na wzrost popytu.

BioMaxima S.A. z dotacją na innowacyjną technologię

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, otrzymała dofinansowanie na stworzenie innowacyjnej technologii testów do oznaczania lekowrażliwości. Emitent bardzo dobrze ocenia potencjał sprzedażowy nowego produktu.

Spółce przyznana została dotacja w wysokości ponad 584 tys. zł w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Lubelskiego na lata 2014-2020, Działanie 1.2 Badania celowe. Całkowita wartość projektu wynosi prawie 932 tys. zł. Dofinansowanie zostanie przeznaczone na opracowanie technologii ilościowych testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (MIC) antybiotyku hamującego wzrost mikroorganizmów. Przyznana dotacja pozwoli Emitentowi na stworzenie innowacyjnej technologii testów do oznaczania lekowrażliwości i wprowadzenie ich do powszechnego stosowania w diagnostyce mikrobiologicznej, co będzie pozytywnie wpływało na racjonalną suplementację antybiotyków, a tym samym ograniczenie ich stosowania. Po zakończeniu procesu opracowywania testów BioMaxima S.A. planuje sprzedawać je na rynku krajowym oraz na rynkach eksportowych. Spółka szacuje, że potencjał rynku polskiego wynosi rocznie od 2 do 3 mln testów, a cena rynkowa 1 testu zawiera się w przedziale od 10 do 18 zł. Planowane wprowadzenie testów do sprzedaży ma nastąpić w ciągu najbliższych dwóch lat. Warto także dodać, że realizowany projekt przewiduje ścisłą współpracę pomiędzy Emitentem a UMCS Lublin – Wydział Biologii i Biotechnologii.

„Opracowanie technologii MIC testów pozwoli Spółce posiadać wszystkie dostępne na rynku technologie testów do oznaczania lekowrażliwości, począwszy od krążków bibułowych, testów tabletkowych i właśnie MIC testów. Liczymy na duży sukces sprzedażowy z uwagi na potencjał zarówno rynku polskiego, jak i rynków zagranicznych.” – ocenia Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. wypracowała po trzech kwartałach 2016 r. zysk netto w wysokości 827 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 17.197 tys. zł. Spółka kontynuuje również proces konsolidacji sektora biotechnologicznej. W dniu 24.10.2016 r. Rada Nadzorcza Emitenta wyraziła zgodę na nabycie 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach: QIAS MED oraz ISTAR. BioMaxima S.A. zamierza w najbliższych dniach podpisać umowę zakupu przedmiotowych udziałów, a łączna cena ich nabycia została ustalona na kwotę 160 tys. EUR. Z kolei na dzień 25.11.2016 r. zwołane zostało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Spółki, które podejmie decyzję w sprawie połączenia z Biocorp Polska Sp. z o.o. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Biocorp Polska Sp. z o.o. jako spółki Przejmowanej na BioMaxima S.A. jako spółkę Przejmującą w zamian za nowe akcje spółki Przejmującej, które zostaną wydane dotychczasowym wspólnikom spółki Przejmowanej.

„Przed nami spore wyzwanie w zakresie ułożenia właściwych relacji biznesowych z przejmowanymi spółkami. Pozwoli nam to jednak zoptymalizować strukturę handlową, jak i produkcyjną. Liczymy też na efekty finansowe synergii związanych z połączeniem z Biocorpem.” – podsumowuje Prezes Lewczuk.

Spółka otrzymała dofinansowane w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, Działanie 2.1 „Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw” w kwocie blisko 2,3 mln zł na budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie. Planowana inwestycja pozwoli Emitentowi opracowywać nowe oraz innowacyjne produkty.

BioMaxima S.A. wypłaciła swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku osiągniętego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.

Fundusz bValue.vc inwestuje 2,3 mln zł w rekrutacyjnego Tindera, aplikację Jobsquare

Fundusz bValue.vc inwestuje 2,3 mln zł w rekrutacyjnego Tindera, aplikację Jobsquare 1
Pracodawcom trudno jest dotrzeć do młodego pokolenia z ofertą pracy, mimo że stopa bezrobocia w grupie osób do 25 roku życia przekracza 25 proc. Na polskim rynku powstała innowacyjna aplikacja do rekrutacji, która korzysta z mechanizmów działania takich popularnych wśród młodzieży aplikacji jak Tinder czy Uber. Inwestor, fundusz venture capital bValue.vc, wierzy, że Jobsquare może zrewolucjonizować sposób poszukiwania pracy tymczasowej, nie tylko w Polsce, lecz także za granicą. Inwestuje w nią 2,3 mln zł.

Celem funduszu jest stworzenie polskich czempionów technologicznych, którzy osiągną sukces na rynkach krajowym i zagranicznych.

– Fundusz założyłem wspólnie z uznanymi polskimi przedsiębiorcami oraz akademickim inkubatorem przedsiębiorczości. Inwestujemy w firmy we wczesnej fazie rozwoju, firmy technologiczne o dużym potencjale wzrostu. Ostatnia inwestycja funduszu to Jobsquare, czyli aplikacja do poszukiwania pracy przez młodych ludzi. To atrakcyjny segment dla pracodawcy, bo wszyscy mają problem z dotarciem do osób z grupy wiekowej do 25 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prezes bValue.vc, Maciej Balsewicz.

Jobsquare to nowatorska aplikacja na smartfona, na razie wyłącznie z systemem Android. Ułatwia rekrutację w zawodach niewymagających dużego doświadczenia. Aplikacja ma pomóc głównie osobom młodym w znalezieniu pierwszej pracy, a przedsiębiorcom, zwłaszcza małym i średnim, ma ułatwić dotarcie do młodego pokolenia pracowników. W działaniu nawiązuje do sprawdzonych wzorców Tindera czy Ubera.

– Aplikacja wzorowana na znanej aplikacji do umawiania się młodych ludzi Tinder. Tutaj ten koncept został wykorzystany do umawiania pracownika i pracodawcy. Głównie na razie jest wykorzystywany do pracy w restauracjach, do pracy tymczasowej w usługach i handlu – mówi Balsewicz.

W Jobsquare pracownik tworzy profil, w którym może opisać swoje doświadczenie zawodowe, oczekiwania finansowe czy preferencje zawodowe. Z kolei pracodawca na swoim profilu zamieszcza informacje o ofertach pracy. Pracownicy mogą następnie przeglądać propozycje zatrudnienia według swoich kryteriów, a pracodawcy – kandydatów pasujących do oferty. Jeżeli obie strony zadeklarują podczas przeglądania chęć współpracy, aplikacja umożliwia natychmiastowy kontakt na wewnętrznym czacie.

Jak zaznaczają przedstawiciele bValue.vc, Jobsquare pozwala korzystać poszukującym pracy oraz pracodawcom z tej formy zatrudnienia w zasadzie od ręki i bez kosztów. Tym bardziej że w Polsce działa zaledwie 5 tys. agencji pracy, a komórkę ma każdy. Dotychczasowe wyniki w Polsce są bardzo obiecujące, aplikacja działa od marca 2016 roku, na razie wyłącznie na smartfony z systemem Android. Mimo to spółka ma już ok. 1000 klientów (pracodawców) oraz ok. 20 tysięcy profili kandydatów.

Pierwszą inwestycją funduszu była inwestycja w CallPage. To aplikacja służąca do generowania sprzedaży. Polega na tym, że klient zostawia swój numer telefonu, a firma do niego oddzwania w ciągu 28 sekund.

– bValue.vc jest unikatową platformą, ponieważ dajemy przede wszystkim, oprócz kapitału, merytoryczne wsparcie. Przedsiębiorcy, którzy stoją za nami, to firmy, które dzisiaj są wyceniane na polskiej giełdzie na ponad 3 miliardy złotych, więc jest to ogromne doświadczenie, jeżeli chodzi o tworzenie biznesu, o rozwój międzynarodowy – podkreślił Balsewicz.

K. Maliszewski (DM mBank): przebieg wyborów prezydenckich w USA znacząco wpłynie na wyceny światowych aktywów

K. Maliszewski (DM mBank): przebieg wyborów prezydenckich w USA znacząco wpłynie na wyceny światowych aktywów 2
Zbliżające się wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych mają duży wpływ na wyceny światowych aktywów. Ewentualna wygrana Donalda Trumpa spowodowałaby silny, negatywny impuls na rynkach akcji i byłaby niekorzystna dla światowego handlu. Zdaniem Kamila Maliszewskiego z Domu Maklerskiego mBanku zarówno zwycięstwo kandydata republikanów, jak i Hillary Clinton powinno umocnić dolara.

– Na rynku walutowym dolar będzie zwycięzcą w obu scenariuszach, niezależnie od tego, czy w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych wygra Hillary Clinton, czy Donald Trump – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Kamil Maliszewski, analityk Domu Maklerskiego mBank-u. – Gdy inwestorzy uciekają od ryzyka, zawsze kupują dolara.

Według najnowszego sondażu, przeprowadzonego po ujawnieniu informacji o wznowieniu śledztwa przez FBI dotyczącego korespondencji mailowej Hillary Clinton, kandydatka demokratów może liczyć na 46-proc. poparcie, tylko o jeden proc. większe niż Donald Trump. Jeszcze w ubiegłym tygodniu Clinton, według sondażu stacji telewizyjnej ABC News, miała dwunastoprocentową przewagę. Notowania republikańskiego kandydata spadały wtedy po tym, gdy kolejne kobiety oskarżały go o molestowanie seksualne.

– Ewentualne zwycięstwo Donalda Trumpa z pewnością spowodowałoby bardzo silny, negatywny impuls na rynkach akcji – uważa Kamil Maliszewski. – Wydaje się, że jest to także zagrożenie dla handlu międzynarodowego. Donald Trump wiele razy mówił, że chciałby wypowiedzieć umowy takie jak NAFTA (skrót od ang. North American Free Trade Agreement, czyli Północnoamerykański Układ Wolnego Handlu – umowa zawarta pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem, tworząca strefę wolnego handlu miedzy tymi krajami), osłabić pozycję Chin. Nie sprzyjałoby to inwestorom, którzy w perspektywie kolejnych lat obawialiby się o swoje zyski. To czynnik, który paradoksalnie może umocnić amerykańską walutę.

Wycena aktywów, a szczególnie surowców oraz akcji, jest bardzo wrażliwa na wyniki wyborów prezydenckich za oceanem. Jak zauważa Kamil Maliszewski zdecydowane zwycięstwo Donalda Trumpa dałoby w krótkim terminie silny, negatywny impuls. Wygrana Hillary Clinton jest obecnie w większym stopniu wyceniona przez rynek, gdyż sondaże wskazują jednak na jej zwycięstwo. Powinno ono dać mniejszy, ale wzrostowy impuls i przyczynić się do aprecjacji cen.

W przypadku cen czarnego złota natomiast duże znaczenie będzie mieć listopadowy szczyt Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC). Podczas ostatniego spotkania, które odbyło się pod koniec września w stolicy Algierii, Algierze, członkowie kartelu po raz pierwszy od ośmiu lat osiągnęli porozumienie w sprawie ograniczenia wydobycia tego surowca. Ustalono, że dzienny limit zostanie ograniczony do 32,5 mln baryłek, czyli o prawie 750 tys. mniej niż miesiąc wcześniej. Było to jednak tylko tzw. wstępne porozumienie. Ostateczne ma być ogłoszone podczas oficjalnego spotkania OPEC w Wiedniu pod koniec listopada.

– Sukces w tych rozmowach mógłby mieć wpływ na szeroki rynek, windując za sprawą wzrostu cen ropy naftowej wartość innych ryzykownych aktywów – wskazuje Kamil Maliszewski. – Jestem jednak w tej kwestii dość sceptyczny. Wydaje się, że czarne złoto nie będzie już drożeć i za baryłkę odmiany WTI nie będziemy płacić więcej niż 50 dol. W tej sytuacji wpływ ropy na ceny ryzykownych aktywów powinien być dość neutralny.

Rośnie sprzedaż pasz. De Heus liderem w segmencie płynnego żywienia trzody chlewnej w Polsce

Rośnie sprzedaż pasz. De Heus liderem w segmencie płynnego żywienia trzody chlewnej w Polsce 3
Firma De Heus, międzynarodowy wiodący producent pasz dla drobiu, bydła i trzody chlewnej, dominuje na polskim rynku płynnego żywienia trzody chlewnej. Przedsiębiorstwo obecnie obsługuje już blisko połowę polskich hodowców zajmujących się płynnym żywieniem trzody.

– Na polskim rynku obsługujemy już około 50 proc. hodowców, którzy zajmują się płynnym żywieniem trzody chlewnej. Dysponujemy wykwalifikowanym zespołem. Jesteśmy świetnie przygotowani do tego, by odgrywać na tym rynku wiodącą rolę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Szafryna, kierownik produktu ds. drobiu w firmie De Heus.

Płynne żywienie trzody to inaczej żywienie na mokro. W tego rodzaju systemie stosowane są produkty uboczne przemysłu spożywczego, np. odpady piekarnicze, mleczarskie, cukiernicze (m.in. wafle, ciastka). Pozwala to zaoszczędzić hodowcy od 20 do 60 zł na sztuce tucznika. Zużycie paszy w karmieniu na mokro może być niższe niż w żywieniu na sucho ze względu na możliwość restrykcyjnego żywienia. Hodowcy w ten sposób mają szansę uzyskać współczynnik zużycia paszy (FCR) nawet poniżej 2,5 kg przy bardzo niskim koszcie paszy.

Holenderska firma rodzinna De Heus największe przychody uzyskuje z produkcji i sprzedaży paszy dla drobiu. Co roku przedsiębiorstwo wytwarza około 1,2 mln ton paszy dla zwierząt.

– Specjalizujemy się w produkcji pasz dla brojlerów i indyków. Obecnie mamy około 15 proc. polskiego rynku pasz dla brojlerów i około 8 proc. rynku pasz dla indyków. Jesteśmy jedynym w Polsce producentem paszy dla stad prarodzicielskich brojlerów kurzych – mówi Michał Szafryna.

Firma De Heus ma jedną z najnowocześniejszych w Europie fabryk pasz. Obiekt w Mieścisku dysponuje specjalną instalacją (tzw. sanityzacją termiczną), która pozwala na produkcję paszy w stu procentach wolnej od salmonelli. To właśnie ta fabryka zaspokaja 30 proc. zapotrzebowania na pasze dla stad prarodzicielskich firmy Aviagen, która dominuje na rynku europejskim.

Przedsiębiorstwo istnieje od 100 lat, a w Polsce od 25 lat. Według zestawień branżowych pism i organizacji rolniczych jest 13. największą firmą na świecie produkującą pasze dla zwierząt. Na polskim rynku De Heus jest producentem numer jeden lub dwa, w zależności od zestawienia i stosowanej metodologii. Co ciekawe, w 2011 r. działalność firmy została doceniona i wyróżniona przez królową Niderlandów. Od tamtej pory firma może określać się jako „królewska” oraz wykorzystywać wizerunek holenderskiej korony w zestawieniu ze swoim logo.

W 2015 roku polski rynek pasz dla zwierząt hodowlanych miał wartość 12,54 mld zł, czyli mniej więcej taką samą co w 2014 roku – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Co prawda w ubiegłym roku sprzedaż pasz wyniosła łącznie 9 394 tys. ton, więc wzrosła rok do roku o 3,8 proc., ale ceny spadły o 2,8 proc. Największy popyt jest na pasze dla drobiu (64,8 proc. sprzedaży w 2015 roku). Trzoda chlewna ma 20,1 proc. rynku pasz, a bydło 9,3 proc.

Przybywa inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce. W pierwszej połowie roku aktywność inwestorów wzrosła 2,5-krotnie

Przybywa inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce. W pierwszej połowie roku aktywność inwestorów wzrosła 2,5-krotnie 4
Rośnie zainteresowanie nieruchomościami komercyjnymi w Polsce. Po rekordowym 2015 roku wciąż utrzymuje się dynamiczny rozwój. Całkowity wolumen inwestycji w nieruchomości komercyjne w pierwszej połowie 2016 roku przekroczył 2 mld euro, co oznacza 2,5-krotny wzrost aktywności inwestorów. Perspektywy na najbliższe lata są równie dobre, nie tylko dla Polski, lecz także dla całego regionu, który na tle zawirowań na Zachodzie wydaje się stabilny i bezpieczny.

– Inwestorzy koncentrują się na trzech segmentach rynku nieruchomości komercyjnych: największym są biura, za nimi powierzchnie handlowe i magazyny. Trzecie miejsce magazynów nie wynika z mniejszego zainteresowania, tylko z niższych cen. Jednocześnie ten sektor bardzo dynamicznie rośnie, w dużej mierze dzięki e-commerce. Biura z kolei zawdzięczają swój rozwój najemcom z branży centrów usług wspólnych i outsourcingu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Craig Smith, założyciel i wydawca EuropaProperty.

Z raportu „Poland Investment MarketView H1 2016” przygotowanym przez ekspertów CBRE wynika, że ten rok na rynku powierzchni nieruchomości komercyjnych może być jeszcze lepszy niż rekordowy 2015 rok. Całkowity wolumen inwestycji w nieruchomości komercyjne w pierwszej połowie 2016 roku przekroczył 2 mld euro, co oznacza 2,5-krotny wzrost aktywności inwestorów. Największy udział (48 proc.) w całkowitym wolumenie inwestycyjnym odnotował sektor handlowy (1 mld euro). Sektor biurowy z wynikiem na poziomie 0,8 mld euro zyskał 40 proc. udziału. Najmniej transakcji dotyczyło obiektów magazynowych (0,25 mld euro, 12 proc. udział).

 Mówiąc o perspektywach dla regionu, mamy dwa podejścia wśród inwestorów. Część z nich twierdzi, że mamy do czynienia z dużą niestabilnością. To jednak opinia mniejszości. Większość inwestorów uważa, że na tle brexitu i innych zawirowań w Europie Zachodniej, region środkowo-wschodni wypada znacznie lepiej. Moim zdaniem perspektywy na najbliższe 18 miesięcy są bardzo dobre dla polskiego, czeskiego, węgierskiego, a w szczególności rumuńskiego rynku – ocenia Smith.

Dane firmy doradczej JLL wskazują, że wartość transakcji inwestycyjnych zrealizowanych na rynkach nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej (bez Rosji) w I półroczu 2016 roku sięgnęła ok. 5,1 mld euro. To wynik o blisko 70 proc. wyższy niż w analogicznym okresie 2015 roku i najlepsze pierwsze półrocze od 2007 roku. Łączna wartość transakcji w regionie na koniec roku może przekroczyć 10 mld euro.

Europa Środkowo-Wschodnia, zwłaszcza Polska, dzięki rosnącym gospodarkom i niskim cenom nieruchomości pozostaje stabilnym celem inwestycji nieruchomościowych.

– Jeśli są możliwości zarobienia na rynku nieruchomości komercyjnych, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał je wykorzystać. Oczywiście, pozostają kwestie polityczne związane z podatkami i regulacjami prawnymi. Pomijając je jednak, Polskę i region czeka świetlana przyszłość – przekonuje założyciel EuropaProperty.

Podczas spotkania EuropaProperty dla liderów branży inwestycji nieruchomościowych aktywnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, jakie odbyło się 27 października w Warszawie, Smith podkreślił duże zainteresowanie inwestycjami w ekologiczne budownictwo. Z raportu Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego wynika, że pod koniec lutego tego roku w kraju istniało 328 certyfikowanych obiektów. To ponad 30-proc. wzrost względem 2015 roku (wtedy było ich 249).

Outsourcing pracowników nadużywany przez nieuczciwe firmy

Outsourcing pracowników nadużywany przez nieuczciwe firmy 5
Na polskim rynku pracy tzw. outsourcing pracowników nie jest regulowany szczegółowymi przepisami prawa. Dla wielu pracodawców jest to korzystne, umożliwiające elastyczność narzędzie, ale nieuczciwe firmy wykorzystują tę furtkę, obchodząc dzięki niej przepisy o pracy tymczasowej. Skorzystanie z usług takiej firmy może okazać się dla pracodawcy kosztowne.

Praca tymczasowa i outsourcing to często mylone pojęcia. Pierwsza ma swoją definicję prawną i może być wykonywana pod warunkiem, że pracownik jest zatrudniony przez agencję zatrudnienia. Natomiast outsourcing może praktykować każda firma i to w różnych postaciach. Może to być umowa o pracę, zlecenie, ale niestety również umowa o dzieło. Nieuczciwe firmy, które chcą obejść ustawę o pracy tymczasowej, stosując outsourcing personalny, zatrudniają pracowników właśnie w oparciu o umowę o dzieło – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Adamkiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Jak podaje ZUS, outsourcing pracowniczy może być zdefiniowany m.in. jako przekazanie przez firmę innym podmiotom niektórych zadań w procesie działalności tej firmy, a podmioty przejmujące wykonują zadanie, wykorzystując własne zasoby, lub też jako przekazanie wszystkich pracowników firmie oferującej outsourcing. Eksperci podkreślają, że może to być przydatne narzędzie, które m.in. pozwala przedsiębiorcom elastycznie reagować na trudną sytuację na rynku pracy.

Jednocześnie bywa ono wykorzystywane, by omijać przepisy. Chodzi o sytuacje, kiedy firmy dokonujące przejęcia pracowników nie odprowadzają składek na ubezpieczenia społeczne za nich. Odpowiedzialność za to często spada na faktycznego pracodawcę. Przed takimi sytuacjami ostrzega także Najwyższa Izba Kontroli. W wyniku kontroli Izba zidentyfikowała 317 pracodawców, którzy na przestrzeni ostatnich kilku lat zawarli umowy z podmiotami oferującymi zniżki (sięgające 40-60 proc.) w obowiązkowych składkach na ubezpieczenie społeczne pracowników w ramach outsourcingu pracowniczego. Firmy te z czasem w ogóle zaprzestały odprowadzać składki i podatki. Problemy z tego tytułu miało 15,3 tys. ubezpieczonych.

Chciałbym przestrzec pracodawców, którzy będą chcieli korzystać z tańszych usług. Nie zawsze opłaca się tanio, bo potem trzeba będzie płacić. W tej chwili jest bardzo duży szkopuł dla tych firm, które korzystały cztery lata temu z usług Centrum Niderlandzkiego czy Royal, teraz muszą płacić do ZUS-u te składki, które wcześniej zapłaciły tamtym firmom – mówi Jarosław Adamkiewicz.

NIK wskazał, że potrzebne są mechanizmy, które umożliwiłyby państwu skuteczną reakcję w przypadku wykorzystywania outsourcingu pracowniczego do omijania prawa.

Przeciwdziałać nieprawidłowościom zamierza Zakład Ubezpieczeń Społecznych, który podczas zorganizowanego na początku października Forum Współpracy zaproponował, aby zdefiniować dokładne pojęcie outsourcingu pracowniczego. Wśród omawianych pomysłów było też wprowadzenie obowiązku podawania powodu wyrejestrowania płatników składek i ponownej rejestracji z powodu outsourcingu zatrudnienia.

Żaden kraj na świecie nie ma wypracowanej definicji outsourcingu. Pojawiła się jednak inicjatywa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i gdyby udało się to zmienić, bylibyśmy pierwsi. Problem jest palący, chociażby z uwagi na to, że niedługo wejdzie w życie nowelizacja ustawy o pracy tymczasowej, bardzo ściśle związana z outsourcingiem – podkreśla Jarosław Adamkiewicz.

Celem nowelizacji przepisów, która ma wejść w życie w 2017 roku, jest większa ochrona praw pracowników tymczasowych oraz przeciwdziałanie nadużyciom stosowanym przez nieuczciwe agencje zatrudnienia i pracodawców. Jednak organizacje zrzeszające pracodawców przestrzegają, że aktualne propozycje zawierają wiele nieścisłości, a wprowadzenie ich w obecnym kształcie spowoduje wzrost zainteresowania usługami outsourcingu pracowniczego.

ZUS radzi, by firmy, które zamierzają skorzystać z usługi outsourcingowej zwróciły szczególną uwagę na skutek zawierania tego typu umów w kontekście opłacania składek. Adamkiewicz podkreśla, że chcąc skorzystać z usług agencji zatrudnienia bądź pracy tymczasowej, pracodawcy powinni dokładnie sprawdzić jej renomę, cennik oraz wybierać podmioty zrzeszone w organizacjach branżowych.

Jeżeli agencja jest zrzeszona w związku branżowym, to podbija to jej wiarygodność, ponieważ związek monitoruje jej pracę na bieżąco i przyznaje certyfikaty. Przykładowo, każdy członek naszej organizacji podpisał zobowiązanie, że nie będzie używał umów o dzieło w celu dumpingowania usług. W przypadku firm czy agencji niezrzeszonych istnieje pewne ryzyko, przed podjęciem współpracy trzeba więc zasięgnąć języka i sprawdzić, czy nie obchodzą one prawa. Zazwyczaj cena pokazuje, czy jest to przekręt, czy rynkowa usługa – mówi Jarosław Adamkiewicz.

Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia skupia ponad 60 agencji specjalizujących się w rekrutacji, doradztwie personalnym, pracy tymczasowej i outsourcingu.

Coraz więcej firm wprowadza zaawansowane narzędzia do analizy zachowań konsumentów. To buduje ich przewagę konkurencyjną

Coraz więcej firm wprowadza zaawansowane narzędzia do analizy zachowań konsumentów. To buduje ich przewagę konkurencyjną 6
Na polskim rynku rośnie zapotrzebowanie na rozwiązania z zakresu customer intelligence, które umożliwiają firmom reagowanie na potrzeby klientów w czasie rzeczywistym, przez co budują one swoją przewagę konkurencyjną. Analityka wykorzystywana w marketingu, sprzedaży i obsłudze klienta coraz częściej przechodzi w obszar kompetencyjny osób, które podejmują kluczowe decyzje biznesowe.

– Firmy zauważają potrzebę nadążania za zmianami w oczekiwaniach klienta. Widzą, że klient jest niecierpliwy i transformują swój biznes, swoje działy wsparcia analityką. Inwestują w analitykę zarówno kliencką, która służy do tego, żeby szybciej dotrzeć z lepszą ofertą do klienta, jaki i w obszary czysto operacyjne: poprawiają produkty, dostosowują je do potrzeb klienta, optymalizują procesy operacyjne takie jak zarządzanie łańcuchem dostaw oraz lepiej planują i prognozują popyt, aby towar jak najszybciej dotarł do klienta – mówi Miłosz Trawczyński, business consulting manager w SAS Polska.

Rozwiązania customer intelligence wykorzystywane do przetwarzania i analizy danych o konsumentach zdobywają coraz większą popularność na polskim rynku. Przekształcenie danych w informacje o klientach pozwala firmie w maksymalnym stopniu zaadaptować się do ich oczekiwań i efektywniej realizować procesy marketingowo-sprzedażowe. Wartość tego rynku jest trudna do oszacowania, ale eksperci są zgodni, że rośnie on w coraz szybszym tempie.

– Nowoczesna analityka to ciągłe podążanie za klientem, ciągła adaptacja do tego, jak klient się zachowuje, jakie decyzje podejmuje. To wejście w taki tryb, w którym my, jako ludzie, zwykle próbujemy podejmować decyzje tu i teraz, w czasie rzeczywistym, wykonując pewną analitykę czy analizę sytuacji i otoczenia całego świata w trybie ad hoc. Nowoczesna analityka dzięki nowym technologiom oraz dostępnym dzisiaj wolumenom danych pozwala nam przeanalizować wszystkie interakcje z klientem, zarówno te historyczne, jak i te, które dzieją się tu i teraz – wyjaśnia Miłosz Trawczyński.

Ekspert zauważa, że na przestrzeni ostatnich lat widać, że coraz więcej firm i dużych przedsiębiorstw wpisuje analitykę w swoją strategię jako element budujący przewagę konkurencyjną. Dlatego osoby podejmujące strategiczne decyzje w organizacjach są coraz częściej aktywnie zaangażowane w wykorzystanie analityki do optymalizacji procesów biznesowych. To istotne o tyle, że sponsoring z najwyższego szczebla zapewnia szersze spojrzenie i harmonijne godzenie interesów w całej organizacji.

Jedną z firm, które dostrzegły korzyści płynące z zastosowania systemów customer intelligence, jest Orange, największy na polskim rynku telekom, z którego usług korzysta ponad 20 mln klientów. Tomasz Czerski, dyrektor Zarządzania Utrzymaniem i Analityką Omnichannel w Orange Polska podkreśla, że klienci oczekują od telekomu nie tylko sprawności operacyjnej, lecz także spersonalizowanych, dopasowanych do ich potrzeb rozwiązań. Pomaga w tym analityka, która pozwala wykryć istotne zdarzenia w relacji klientów z firmą i odpowiednio zareagować w krótkim czasie.

– Orange ma w tej chwili jedną z największych sieci sprzedaży w Polsce i jedną z największych w Europie, dlatego analityka jest dla nas kluczowa, zwłaszcza w pierwszej linii sprzedażowej. Pomaga nam w przygotowywaniu handlowców do rozmów z klientami. Bez tego kroku nadal bylibyśmy o kilka lat do tyłu, jeśli chodzi o sprostanie obecnym oczekiwaniom klientów – mówi Tomasz Czerski.

Analityka wykorzystywana wcześniej w obszarze marketingu wraz z ewolucją zachowań klientów stała się niezbędna w sprzedaży i obsłudze klientów. Dlatego w Orange w ramach pionu sprzedażowego powołano wyspecjalizowane struktury odpowiedzialne za digitalizację i wielokanałowy kontakt z klientami.

Największy w Polsce telekom wdraża obecnie projekt, który pozwoli zwiększyć wiedzę o klientach i lepiej ją wykorzystywać.

– Polega on na zbudowaniu dużej maszyny analitycznej, takiego silnika, dzięki któremu będziemy w stanie wyłapać każdy tzw. event, czyli zdarzenie klienta w kontaktach w firmą i zarządzić nim w adekwatny sposób. Będziemy wiedzieć, kiedy klient potrzebuje pewnych usług czy produktów, a kiedy lepiej wręcz nie kontaktować się z nim bez potrzeby – mówi Tomasz Czerski, dyrektor Zarządzania Utrzymaniem i Analityką Omnichannel w Orange Polska.

O zastosowaniach analityki w marketingu, sprzedaży i obszarze obsługi klienta ponad 900 ekspertów i gości z całej Europy rozmawiało podczas SAS Forum Polska 2016, które odbyło się 17 października w warszawskim Hotelu Hilton. Organizator wydarzenia, SAS Institute, jest światowym liderem w zakresie analityki biznesowej oraz największym niezależnym dostawcą oprogramowania Business Intelligence, z którego korzysta ponad 80 tys. firm i instytucji w prawie 150 krajach świata. Na polskim rynku SAS działa od dwudziestu pięciu lat.

Nowotwory jąder i prostaty to temat tabu. Polscy mężczyźni zbyt rzadko się badają

Nowotwory jąder i prostaty to temat tabu. Polscy mężczyźni zbyt rzadko się badają 7
Rak prostaty jest drugim, zaraz po raku płuc, najczęściej zabijającym mężczyzn schorzeniem. Rak jąder, choć stosunkowo rzadki, nieleczony potrafi doprowadzić do śmierci w ciągu kilku miesięcy. Chociaż to właśnie nowotworów mężczyźni obawiają się najczęściej, świadomość dotycząca regularnych badań jest wciąż niewielka. Podnieść ją chcą organizatorzy międzynarodowej kampanii Movember, która po raz trzeci w tym roku odbędzie się w Polsce. Panowie przez cały listopad mogą skorzystać z bezpłatnych badań USG w kilku polskich miastach.

Liczba zachorowań na nowotwory prostaty i jąder wzrasta. Raka prostaty co roku diagnozuje się u około 11 tys. mężczyzn, a umiera z tego powodu 4–4,5 tys. z nich. W ciągu ostatnich trzech dekad liczba zachorowań na raka jąder wzrosła 20-krotnie. Jest to stosunkowo rzadki nowotwór (w Polsce stanowi około 1 proc. przypadków), ale bardzo szybko się rozwija. Wcześnie wykryty jest jednak uleczalny w 92 proc. przypadków. Dlatego lekarze podkreślają, że najważniejsze są regularne badania.

 Nowotwory jąder i prostaty to choroby, o których mężczyźni mają nikłe pojęcie, obawiają się tego tematu. To jest tabu, ponieważ dotyczy chorób intymnych. Tymczasem są to nowotwory, które można w bardzo łatwy sposób wyleczyć. Najważniejsze jest to, aby wykryć je wcześnie. Chcemy pokazać facetom, że regularne poddawanie się badaniom, to ich największa szansa, żeby żyć dalej w dobrym zdrowiu i bez inwazyjnego leczenia – mówi Jakub Kajdaniuk z Fundacji Kapitan Światełko.

Z raportu „Miej serce dla zdrowia” przeprowadzonego dla Nationale-Nederlanden przez Millward Brown wynika, że to właśnie nowotworów mężczyźni obawiają się najczęściej. Przyznało to 41 proc. badanych. I chociaż zdecydowana większość panów (79 proc.) wierzy, że można przeciwdziałać chorobom nowotworowym, to tylko co czwarty zdaje sobie sprawę z tego, że kluczowe są tutaj regularne badania.

 W grupie wiekowej 15–35 lat panuje przekonanie, że nowotwory dotyczą tylko starszych mężczyzn, ale to niestety nie jest prawda – mówi Jakub Kajdaniuk.

Obaleniu mitów związanych z „męskimi” nowotworami i zwiększeniu świadomości dotyczącej profilaktyki służy kampania Movember Polska, która stanowi niezależny element międzynarodowej kampanii zachęcającej mężczyzn do profilaktyki. Jej organizatorem jest Fundacja Kapitan Światełko przy wsparciu Nationale-Nederlanden.

– Dla młodszych mężczyzn najistotniejsze jest samobadanie. Czyli raz w miesiącu wychodzimy spod prysznica i bierzemy sprawy w swoje ręce. Jeżeli znajdziemy coś niepokojącego, udajemy się do urologa bądź lekarza pierwszego kontaktu, który pokieruje na dalsze badania. Dla panów po 45 roku życia istotne jest to, aby raz w roku wybrać się na ogólny przegląd zdrowotny i przy okazji morfologii oznaczyć również poziom PSA [białka produkowanego przez komórki prostaty – red.]. Dzięki temu wiemy, czy z prostatą jest wszystko w porządku i czy konieczna będzie dalsza, szczegółowa diagnostyka – wskazuje Jakub Kajdaniuk.

Nowotwór jąder dotyka w szczególności bardzo młodych mężczyzn. Grupa ryzyka to wiek 14–35 lat. Tymczasem z badań wynika, że właśnie w tym przedziale wiekowym mężczyźni niezbyt przejmują się profilaktyką zdrowotną i są przeświadczeni, że to ich jeszcze nie dotyczy. Z raportu „Miej serce do zdrowia” wynika, że dopiero koło 30 roku życia mężczyźni zaczynają interesować się profilaktyką nowotworową, ale tylko jedna trzecia poddaje się badaniom profilaktycznym. Zdaniem Jakuba Kajdaniuka to zdecydowanie za późno.

W ramach akcji Movember, która będzie trwała przez cały listopad, mężczyźni będą mogli się poddać bezpłatnym badaniom USG jąder. Na terenie całej Polski zorganizowane zostaną punkty, w których będzie można nie tylko się zbadać, lecz także porozmawiać ze specjalistami zajmującymi się zdrowiem intymnym, nauczyć się samobadania i zasięgnąć wiedzy na temat raka jąder i prostaty oraz ich diagnostyki. Akcja obejmie zasięgiem Sopot, Warszawę, Wrocław, Lublin, Kraków, Kędzierzyn-Koźle, Opole oraz Katowice.

– Z kampanią Movember połączył nas wspólny cel, mianowicie chęć przekonania mężczyzn do profilaktyki zdrowia i pokazania, że to nie jest takie straszne. Kampania przełamuje pewne tabu. W sposób niestandardowy, nietuzinkowy mówi o tym problemie i zachęca mężczyzn do zdrowego stylu życia, a przede wszystkim do poddawania się regularnym badaniom – mówi Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik prasowy Nationale-Nederlanden.

Movember odbywa się cyklicznie od kilku lat w 21 państwach świata (m.in. w Australii i Wielkiej Brytanii). W Polsce startuje po raz trzeci. Organizatorzy kampanii zachęcają, aby mężczyźni zapuszczali przez listopad wąsy, by wyrazić swoją solidarności i sprowokować do dyskusji na temat męskiego zdrowia. Wąsy zapuścili również ambasadorzy listopadowej kampanii, czyli siatkarze Mistrza Polski, drużyny ZAKSA Kędzierzyn-Koźle.

– Jako sportowcy chcemy pokazać, że łatwiej jest przeciwdziałać, niż leczyć. Żaden sportowiec nie chce być kontuzjowany, tak samo jak żaden mężczyzna nie chce być chory. Dlatego lepiej się przebadać i sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Chcemy pokazać, że mężczyźni nie powinni się tego bać – mówi Sebastian Świderski, prezes ZAKSA i przedstawiciel siatkarskich ambasadorów kampanii Movember w Polsce.

Co roku polska rodzina wyrzuca żywność o wartości 2 tys. zł. Konieczne listy zakupowe i planowanie posiłków

Co roku polska rodzina wyrzuca żywność o wartości 2 tys. zł. Konieczne listy zakupowe i planowanie posiłków 8
Czteroosobowa rodzina w skali roku wyrzuca do kosza żywność wartą nawet 2 tys. zł – podkreślają przedstawiciele Federacji Polskich Banków Żywności. Aby temu zapobiec, trzeba m.in. racjonalnie planować zakupy. Wystarczy raz w tygodniu zrobić listę produktów, które rzeczywiście zostaną wykorzystane do przyrządzenia posiłków i ściśle trzymać się tej rozpiski w sklepie. Do promocji powinno się podchodzić z dużą dozą ostrożności, bo często prowadzą one do gromadzenia zbędnych zapasów, które w końcu wyrzuca się na śmietnik.

– Starajmy się kupować tyle, ile potrzebujemy, i przygotowywać tyle jedzenia, ile jesteśmy w stanie zjeść, oczywiście stawiając na racjonalne odżywianie. To przekłada się na zasoby naszego portfela, bo pamiętajmy, że wyrzucanie jedzenia to przede wszystkim wyrzucanie naszych własnych pieniędzy. Z niektórych szacunków wynika, że wyrzucamy średnio nawet od 20 do 50 zł na osobę na miesiąc, co w skali roku na 4-osobową rodzinę daje nawet 2 tys. zł, które można wykorzystać zupełnie w inny sposób – mówi agencji Newseria Lifestyle Maria Kowalewska z Federacji Polskich Banków Żywności.

Blisko 1/3 Polaków przyznaje, że zdarza im się wyrzucać żywność – wynika z raportu „Nie marnuj jedzenia 2016” Federacji Polskich Banków Żywności. Wśród produktów, które najczęściej lądują w koszu są wędliny (43 proc.), pieczywo (36 proc.), warzywa (32 proc.), owoce (27 proc.), jogurty (23 proc.), ziemniaki (20 proc.), mięso (17 proc.), mleko (17 proc.), ser (12 proc.), ryby (8 proc.), dania gotowe (8 proc.) oraz jaja (4 proc.).

Najważniejsze jest planowanie swojego menu na cały tydzień bądź na kolejne 3–4 dni. To pozwala nam przygotować listę zakupów. Wcześniej możemy też przejrzeć lodówkę, szafki, żeby sprawdzić, co już mamy. Bardzo prostym sposobem na to, żeby uniknąć zbyt dużych zakupów jest po prostu zrobienie zdjęcia swojej lodówki. Dzięki temu w sklepie możemy bardzo szybko przypomnieć sobie, co w niej jest – mówi Maria Kowalewska.

Lista pozwala nam określić liczbę produktów, których rzeczywiście potrzebujemy. Poprzez zbyt duże zakupy robimy zapasy w lodówkach i nie zawsze jesteśmy w stanie wszystko zjeść przed upływem terminu przydatności do spożycia.

Lista pozwala nam wybrać naprawdę tylko to, czego potrzebujemy. Oczywiście można korzystać z promocji, ale wtedy musimy wziąć pod uwagę, że często produkty przecenione mają krótszy termin przydatności do spożycia. Musimy zadać sobie pytanie, czy zdążę ten produkt w tym terminie zjeść, albo może zamiast kupić cztery opakowania, wybrać jedno, zwłaszcza jeśli to są jakieś nowe smaki, których nie próbowaliśmy wcześniej – radzi Maria Kowalewska.

Bardzo ważne jest również umiejętne przechowywanie żywności. Takie produkty jak niektóre owoce, warzywa, nabiał, wędliny czy mięso wymagają niskich temperatur i dlatego idealnym miejscem dla nich jest lodówka.

Są natomiast produkty, które wcale nie lubią zimna. Przykładem jest pieczywo wielu z nas trzyma chleb w lodówce, a wtedy szybciej czerstwieje i przez to nie nadaje się do spożycia. Podobnie banany, które szybciej czernieją w lodówce, albo cytrusy czy pomidory, które też raczej wolą trochę cieplejszą temperaturę – tłumaczy Maria Kowalewska.

Dobrym sposobem na oszczędzanie jest zakup dużych paczek produktów spożywczych. Ekonomiczne opakowania to zazwyczaj mniejsze koszty nawet o kilkanaście procent.

Bardzo ważne jest to, żeby dzielić się jedzeniem. Więc jeśli mamy jakieś wydarzenie rodzinne, urodziny czy imprezę, można zabrać jedzenie ze sobą i podzielić się z innymi albo zabrać przygotowane potrawy na wynos. Podobnie w restauracji to, czego nie zjemy, możemy zabrać ze sobą – mówi Maria Kowalewska.

Podczas gdy w Polsce rocznie ok. 9 milionów ton żywności trafia na śmietnik, wiele osób wciąż nie stać na zakup podstawowych produktów. W tzw. skrajnym ubóstwie żyje ponad 2,5 mln tych, którzy są zmuszeni korzystać z pomocy Banków Żywności.

– Odbieramy żywność często z krótkim terminem ważności, ale cały czas pełnowartościową, zdatną do spożycia i przekazujemy na rzecz organizacji społecznych po to, żeby ta żywność mogła trafić do osób najbardziej potrzebujących. Odbieramy żywność ze sklepów, od producentów żywności, od rolników. Te darowizny szybko są przekazywane dalej. Każdy darczyńca, który zdecyduje się na przekazanie darowizny żywności, jest zwolniony z podatku VAT od darowizn, czyli słynny piekarz może już spać spokojnie – dodaje Maria Kowalewska.

Ł. Bugaj: Listopad będzie na rynkach akcji słabszy niż zazwyczaj. Poprawa spodziewana na przełomie roku, o ile wygra Clinton

Ł. Bugaj: Listopad będzie na rynkach akcji słabszy niż zazwyczaj. Poprawa spodziewana na przełomie roku, o ile wygra Clinton 9
Wyborcze listopady są gorsze dla indeksów giełdowych niż te same miesiące w latach bez wyborów, wynika z analizy DM BOŚ. To, jak będą sobie radziły akcje w następnych tygodniach, uzależnione jest od wyniku wyborów w USA. Jeśli wygra Donald Trump, nie ma co liczyć na poprawę. Odbije się to także na rynkach wschodzących.

– Na koniec tego roku, a także równocześnie na początek przyszłego roku duży wpływ na klimat inwestycyjny mogą mieć wybory w Stanach Zjednoczonych. Zrobiliśmy badanie na podstawie danych historycznych, jak wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wpływają na rynek kapitałowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ. – Rynek dosyć dobrze dyskontuje przyszłość, czyli już przed wyborami widać ich wpływ, a mianowicie wtedy, kiedy oczekiwania rosną na zwycięstwo kandydata obecnie rządzącego obozu. Rynek w stosunku do Hillary Clinton zachowuje się lepiej niż w przypadku rosnących szans oponenta, czyli Donalda Trumpa.

Po piątkowej informacji o wznowieniu śledztwa w sprawie e-maili wysyłanych przez Hillary Clinton z prywatnego konta i opublikowaniu sondażu wskazującego na jednopunktową przewagę kandydata republikanów rynki zanotowały spadek. S&P 500 spadł poniżej 2100 pkt i jest na najlepszej drodze do ustanowienia najdłuższej serii spadkowych sesji od ośmiu lat. Za to tzw. indeks strachu (VIX) zyskał od tej pory 22 proc.

– Szczególnie interesujące jest to, co się dzieje już po wyborach – zauważa Łukasz Bugaj. – Okres listopada generalnie jest całkiem korzystny na rynku kapitałowym, natomiast ten listopad wyborczy wygląda już słabiej pod tym względem i nawet w przypadku zwycięstwa kandydata obecnie rządzącej partii rynek nie zachowuje się szczególnie silnie. Dopiero w grudniu i na początku kolejnego roku widać powrót sezonowego, lepszego zachowania, czyli mówimy tutaj o tym tradycyjnym rajdzie Świętego Mikołaja oraz tzw. efekcie stycznia.

Na wzrosty na przełomie roku można jednak liczyć tylko w wypadku zwycięstwa Hillary Clinton, która jako kontynuatorka działań Baracka Obamy odbierana jest przez rynki jako osoba gwarantująca utrzymanie status quo oraz przewidywalna. Lubiący szokować Donald Trump, który dodatkowo jako reprezentant opcji przeciwnej do tej, która rządziła przez ostatnie osiem lat, będzie wprowadzał zmiany, nie zachęci inwestorów do inwestowania w akcje czy aktywa rynków wschodzących i raczej powoduje ich ucieczkę od ryzyka.

– Zatem jeżeli chodzi o koniec tego roku, czyli grudzień oraz styczeń, to ja bym musiał wskazać na wynik wyborów, ponieważ w przypadku zwycięstwa Donalda Trumpa dane historyczne przynajmniej tak wskazują, że grudzień i styczeń wyglądać będą dosyć słabo. Przeważnie notowane są spadki i to oczywiście by również pogorszyło nastroje generalnie na świecie, w tym na rynkach wschodzących – podkreśla Bugaj.

Przestrzega też przed optymizmem płynącym z szybkiego otrząśnięcia się rynków z szoku wywołanego wynikiem referendum w Wielkiej Brytanii w czerwcu. Wówczas po chwilowym spadku indeksów nastąpiło odbicie, a S&P 500 bił kolejne rekordy wszech czasów. Niemal tak samo było z londyńskim indeksem FTSE 100 (do rekordu zabrakło niewiele) czy niemieckim DAX-em, który wprawdzie szczytów z ubiegłego roku nie pobił, ale najwyższy tegoroczny poziom osiągnął w październiku.

– Niektórzy mogą mówić, że to może być podobne do brexitu, kiedy był taki strach na początku, a potem lepsze zachowanie, ale brexit to jest zupełnie coś innego, ponieważ brexit się nie wydarzył i nie wiemy, kiedy się wydarzy – mówi analityk DM BOŚ. – Natomiast nowy prezydent zostanie zaprzysiężony w styczniu przyszłego roku, czyli te wydarzenia szybciej następują po sobie i to jest realna zmiana władzy już na początku przyszłego roku, więc te ewentualne perturbacje będą postępowały zdecydowanie szybciej niż w przypadku brexitu, kiedy de facto to była tylko jedna gorsza sesja.

W czwartek brytyjski Wysoki Trybunał orzekł, że do rozpoczęcia procesu wyjścia z Unii Europejskiej brytyjski rząd potrzebuje zgody parlamentu, co opóźni cały proces i praktycznie uniemożliwi przeprowadzenie go w zapowiadanym przez Theresę May terminie, tzn. do końca I kw. 2019 r. Wprawdzie władze w Londynie zamierzają się odwołać od wyroku Trybunału (efekt będzie znany prawdopodobnie 7 grudnia), nie wiadomo jednak, z jakim skutkiem ani czy nawet w razie uwzględnienia skargi uda się zdążyć to zrobić w zaplanowanym terminie.

Polacy chętnie podróżują jesienią. W czołówce popularnych kierunków lotów Warszawa, Gdańsk i Bangkok

Polacy chętnie podróżują jesienią. W czołówce popularnych kierunków lotów Warszawa, Gdańsk i Bangkok 10
Jesień sprzyja podróżom. Polacy wykorzystują ten czas na zwiedzanie polskich miast, ale chętnie odwiedzają także daleką Azję i europejskie stolice. Egzotyki szukają w Bangkoku. Z kolei najczęściej wybieranymi kierunkami lotów w Europie były w ostatnich tygodniach Kijów, Praga i Ateny.

– Statystyki naszego biura podróży wskazują, że Polacy jesienią wybierają najprzeróżniejsze kierunki. Bardzo dużo rezerwacji zostało dokonanych na loty krajowe, najpopularniejszymi kierunkami były Warszawa, Gdańsk oraz na dalszym miejscu Kraków. Jak widać złota polska jesień jest jak najbardziej w modzie – mówi agencji Newseria Biznes Joanna Szpatowicz z biura prasowego internetowego biura podróży tripsta.pl.

Jesień to także dobry czas na egzotyczne kraje. Statystyki rezerwacji Travelplanet.pl pokazują, że popularność takich kierunków rośnie z roku na rok, zwłaszcza w okresie od jesieni do wiosny. W sezonie 2014–2015 udział wyjazdów egzotycznych w ogólnym ruchu turystycznym wynosił 6 proc., a rok później wzrósł do 11 proc. W tym sezonie – jak prognozują eksperci Travelplanet.pl – ten poziom na pewno zostanie przekroczony.

 Często chcemy uciec od naszej pogody, już bardziej deszczowej, i chętnie udajemy się do cieplejszych krajów. Tutaj Azja jest najpopularniejsza. Przede wszystkim jest bardzo dużo nowych połączeń, siatki połączeń się zwiększają, coraz to nowe kierunki otwierane są z polskich lotnisk. To świetna okazja, żeby spróbować czegoś nowego – mówi Joanna Szpatowicz.

Ze statystyk tripsta.pl wynika, że najpopularniejszym egzotycznym kierunkiem jest Bangkok, który znalazł się już na trzecim miejscu w rankingu najchętniej wybieranych miast w ostatnich miesiącach roku.

Rosnącej popularności egzotycznych wakacji sprzyjają nie tylko coraz bogatsze siatki połączeń, lecz także coraz niższe ceny lotów czy wycieczek zorganizowanych przez touroperatorów. Travelplanet.pl wskazuje, że w sezonie 2014–2015 za egzotyczną wycieczkę turyści płacili średnio ponad 7,1 tys. zł, podczas gdy średni wyjazd kosztował 2,3 tys. W kolejnym sezonie było to odpowiednio 5,9 tys. zł oraz 2,4 tys. zł.

Poza podróżami po kraju i do chętnie odwiedzanego Bangkoku Polacy coraz częściej wyruszają pod koniec roku na popularne city breaki do europejskich stolic. Sprzyjają temu m.in. długie listopadowe weekendy.

– W okresie jesienno-zimowym Polacy chętnie wyjeżdżają na przedłużone weekendy, które trwają mniej więcej trzy–cztery dni. Najpopularniejszymi kierunkami city breaków są Kijów, Praga oraz Ateny – wskazuje Szpatowicz. – Łatwo znaleźć ciekawe połączenia w atrakcyjnych cenach, więc jest to naprawdę bardzo ciekawa opcja na spędzenie długiego weekendu i przy okazji poznanie nowego miejsca. Dodatkowy dzień wolny na pewno da nam możliwość, żeby trochę więcej zobaczyć.

Polskie firmy nie planują zwiększać zatrudnienia

Większość firm działających w Polsce nie planuje już zwiększania zatrudnienia. To konsekwencje pogorszenia się nastrojów wśród menedżerów, ale także stawiania na nowe technologie.

– Zwiększanie zatrudnienia jest pochodną poziomu optymizmu przedsiębiorstw co do rozwoju sytuacji gospodarczej – mówi w rozmowie z MarketNews 24 prof. dr hab. Małgorzata Bombol z Szkoły Głównej Handlowej (SGH).

To wynika z raportu „Polskie firmy w obliczu wyzwań – Plany, rozwój, finansowanie” ogłoszonego przez Deutsche Bank Polska SA. Badaniami objęto 500 przedsiębiorstw działających w Polsce.

-Nasze badania przeprowadzone dla Deutsche Bank Polska wyprzedzają wskaźniki koniunktury, a świadczą o tym, że przedsiębiorstwa ostrożnie planują swoją przyszłość.

Ceny złota rosną wraz ze wzrostem szans D.Trumpa

Ceny złota rosły bardzo szybko. Do granicy 1 300 USD za uncję. Te zmiany cen są skorelowane ze wzrostem szans D.Trumpa na prezydenturę.
Więcej na temat cen złota w materiale video przygotowanym przez MarketNews24.

Przedsiębiorcy boją się inwestować. Jak wpłynie to na wzrost gospodarczy

Deutsche Bank Polska przeprowadził badania wśród 500 firm, dotyczące ich planów inwestycyjnych. Tylko 34 proc. firm działających w Polsce planuje inwestycje w najbliższych sześciu miesiącach.

– Są powody do obaw czy polski wzrost gospodarczy utrzyma się na dotychczasowym poziomie przy tak ostrożnym podejściu do inwestycji ze strony przedsiębiorstw – mówi w rozmowie z MarketNews24 Leszek Niemycki, wiceprezes Deutsche Bank Polska SA.

Mediacje sposobem na zmniejszenie ilości bankructw

Co najmniej 589 firm ogłosiło upadłość od początku tego roku, jest to liczba większa niż w 2015 r. Bankructw mogło być mniej, a procedury sądowe mogłyby być znacznie krótsze. Nie trzeba też zaostrzać kar, a koszty dla firm byłyby niższe. Pod warunkiem, że Ministerstwo Sprawiedliwości będzie zainteresowane rozwiązaniem rekomendowanym przez UE.

– Upadłości mogłoby być znacznie mniej, gdyby mediacje odgrywały większą rolę w wymiarze sprawiedliwości. W Polsce do sądów rocznie trafia 1,5 miliona spraw gospodarczych, poprzez mediacje rozwiązywanych jest tylko 1 promil takich spraw – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Wąsowska, ekspert FOR.

Negocjacje to sposób na przyśpieszenie procedur sądowych, które w Polsce są zbyt długie. Wiele firm zagrożonych bankructwem można byłoby uratować, gdyby nie wielomiesięczne oczekiwanie na decyzje sądów. Negocjacje to rozwiązanie rekomendowane przez Unię Europejską.

Wierzyciel w świetle nowych przepisów restrukturyzacyjnych i upadłościowych

Znowelizowana ustawa upadłościowa wraz z nowymi przepisami prawa restrukturyzacyjnego mają istotny wpływ na sytuację podmiotów zagrożonych upadłością lub niewypłacalnych, jak i również, w wielu aspektach, zmieniają sytuację ich wierzycieli.
Zapraszamy do udziału w warsztacie ,,Wierzyciel w świetle nowych przepisów restrukturyzacyjnych i upadłościowych”, który będzie dla Państwa możliwością zapoznania się ze zmianami wynikającymi z nowych aktów prawnych. W trakcie spotkania Eksperci omówią zwiększoną rolę wierzyciela w trakcie postępowania restrukturyzacyjnego oraz istotne dla jego kompetencji zagadnienia, m.in. pojawienie się przygotowanej likwidacji – tzw. pre – pack – oraz postępowanie sanacyjne. Przekazana w trakcie warsztatu wiedza pozwoli Państwu na zwiększenie efektywności funkcjonowania w oparciu o nowe regulacje.

Warsztat odbędzie się 7-8 listopada 2016r. w Centrum Konferencyjnym GOLDEN FLOOR.

Szczegóły programu >>

Główne zagadnienia:

  • Wpływ nowych przepisów na postępowanie restrukturyzacyjne
  • Nowe możliwości wierzyciela
  • Metody zawarcia przez dłużnika układu z wierzycielami – case study
  • Prawo restrukturyzacyjne a egzekucja
  • Przygotowana likwidacja „pre pack” na gruncie znowelizowanego prawa upadłościowego
  • Doradca restrukturyzacyjny w obliczu nowych przepisów

Prowadzący:

  • Wojciech Bokina – Kancelaria BWHS Bartkowiak Wojciechowski Hałupczak Springer
  • Piotr Grabarczyk – WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k.
  • Adam Miłosz – Kancelaria GALT
  • Łukasz Mróz – Kancelaria Nikiel i Wspólnicy sp.j.
  • Izabela Rajczyk – Kancelaria Bętkowska Rajczyk Adwokaci i Radcowie Prawni sp. j.
  • Bartosz Sierakowski – Kancelaria Zimmerman i Wspólnicy sp.k.,Zimmerman Filipiak Restrukturyzacja SA

Anna Bartoszewicz-Wnuk dyrektorem Workplace Advisory w JLL

Firma JLL ogłosiła nominację Anny Bartoszewicz-Wnuk na stanowisko Dyrektora ds. Workplace Advisory (Dział Doradztwa ds. Miejsca Pracy). Anna Bartoszewicz-Wnuk poprzednio zajmowała stanowisko Dyrektora Działu Badań Rynku i Doradztwa.

Anna Bartoszewicz-Wnuk, dyrektor Workplace Advisory w JLL
Anna Bartoszewicz-Wnuk, dyrektor Workplace Advisory w JLL

„Anna Bartoszewicz-Wnuk to najlepszy wybór na szefa Działu Workplace Advisory”, powiedział Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce. “Jako Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, Anna opracowywała badania dotyczące środowiska pracy, najnowszych trendów oraz specyfiki działalności największych firm – najemców powierzchni biurowych. Zna i rozumie ten sektor bardzo dobrze. Jej badania i raporty są wysoko cenione przez klientów. Anna będzie dynamicznie rozwijać nasze usługi związane z opracowywaniem strategii miejsca pracy”.

JLL oferuje swoim klientom kompleksową usługę związaną z analizą miejsca pracy, używając najnowszych technologii do analiz danych. Firma doradza klientom jak zaprojektować i urządzić biuro, aby przestrzeń była efektywna, elastyczna i sprzyjała produktywności.

„Dzięki połączeniu ekspertyzy JLL z takich obszarów jak m.in. zarządzanie projektami, doradztwo budowlane czy badania rynku, doświadczenia Tétris oraz przy wsparciu ze strony JLL Centre of Excellence, Anna Bartoszewicz–Wnuk będzie oferować naszym klientom kompleksowe wsparcie w zakresie workplace advisory”, dodał Tomasz Trzósło.

Anna Bartoszewicz-Wnuk przez 10 lat była Dyrektorem Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL. Pracowała głównie na rzecz inwestorów/właścicieli i deweloperów powierzchni komercyjnych. Zajmowała się wszystkimi sektorami rynku nieruchomości – biurowym, handlowym i magazynowym. Od 2009 roku jest mocno zaangażowana w prace ABSL (Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych) – wiodącej organizacji branżowej reprezentującej sektor nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Dzięki partnerstwu strategicznemu JLL/ABSL, Anna Bartoszewicz-Wnuk miała okazję współpracować z największymi korporacjami, poznając strukturę tych organizacji, ich sposób funkcjonowania oraz wymagania dotyczące nieruchomości.

Anna jest także inicjatorką, autorką lub współautorką takich publikacji i raportów jak „Onshore, Nearshore, Offshore – Unsure?”, „Made in Poland”, „Poland’s Big 7” czy „BPO i Centra Usług Wspólnych: Pracownicy sektora zabierają głos w sprawie swojego miejsca pracy”. Wielokrotnie prowadziła warsztaty dla firm – najemców powierzchni biurowych, podczas których prezentowała globalne i ogólnopolskie badania JLL.

Ukończyła Szkołę Główną Handlową w Warszawie na wydziale Bankowości i Finansów. Jest także absolwentką studiów magisterskich w dziedzinie inwestycji w nieruchomości na City University (CASS Business) w Londynie, które ukończyła z wyróżnieniem. Anna jest laureatką europejskiej nagrody JLL za wybitne osiągnięcia związane z badaniami rynku.

Zakupy Polaków w zagranicznych sklepach internetowych

Rozwój polskiego sektora e-commerce jest powszechnie znanym faktem. Szczęśliwie dwucyfrowy wzrost każdego roku sprawia, że konsumenci mają coraz szerszy wybór towarów i usług, które mogą kupić przez Internet. Samo poruszanie się po wirtualnych sklepach także staje się coraz wygodniejsze i bardziej dostępne. Oczywiście często z tym kanałem sprzedaży przemawiają również korzystne ceny. Warto się jednak przyjrzeć konsumentom korzystającym z usług sklepów zagranicznych – może być to cenna podpowiedź dla rodzimy przedsiębiorców, jak pozyskać nowych klientów.

Skala

Z pewnością pozytywną informacją jest to, że Polacy w zdecydowanej większości korzystają z polskich sklepów. Według ostatniego raportu Gemius[1] praktycznie co drugi internauta robi zakupy przez sieć, z czego praktycznie wszyscy z nich szukają towarów i usług w rodzimych firmach. Zamawianie z zagranicy dotyczy 10% internautów. Oznacza to, że około co piąty użytkownik Internetu robiący zakupy, jest uczestnikiem handlu transgranicznego. Należy też wskazać, że póki co tendencja ta się generalnie utrzymuje, co pokazuje poniższy wykres[2]:

zakupy w sklepach zagranicznych

Może być to również delikatny sygnał, że polskie firmy w skuteczny sposób „obroniły” się przez zagraniczną konkurencją i z powodzeniem w dużej mierze odpowiadają na lokalne zapotrzebowanie. Jeśli jednak w Polsce jest obecnie około 25,8 mln internautów, z których ponad 12 mln regularnie kupuje przez sieć (z czego 2,5 mln z nich za granicą), to liczba ta jest znacząca. Należy również założyć, że wraz ze wzrostem penetracji Internetu w Polsce, i przy utrzymaniu obecnych proporcji preferencji wyboru sklepu, tego typu klientów także będzie przybywać.

Kto jest w tych 10% i co kupują?

Poświęcenie większej uwagi polskim klientom sklepów zagranicznych może być tym cenniejsze ze względu na społeczno-ekonomiczne cechy tej grupy. Tegoroczny raport Gemius wskazuje, że są to przede wszystkim osoby młode, dobrze wykształcone, mające ponadprzeciętne dochody (powyżej 5000 PLN), zamieszkujące średnie i większe miasta. Ponadto, co ciekawe osoby te w zauważalnie większym stopniu korzystają z urządzeń mobilnych podczas odwiedzania sklepów zagranicznych. Stąd można założyć, że są to osoby mające większą świadomość konsumencką, a także wymagania (sam fakt robienia zakupów za granicą, mają porównanie „Zachód vs. Polska”, wyższe zarobki i wykształcenie, urządzenia mobilne).

Warto również się przyjrzeć, które kategorie produktowe cieszą większą popularnością polskich konsumentów w sklepach zagranicznych. W zasadzie rozkład jest tu bardzo równy, choć można przyjąć, że najczęściej są to „odzież, dodatki, akcesoria” (30%). Druga w zestawieniu kategoria „książki, płyty, filmy” to już tylko 20%. „Obuwie”, „Podróże, rezerwacje”, „Artykuły dla kolekcjonerów”, „Odzież sportowa” i „Gry komputerowe” to już odpowiednio: 19, 17, 16, 15 i 14%. Co ciekawe, pod tym względem nie ma wielkich różnic, pod kątem najpopularniejszych kategorii produktowych wybieranych w polskich sklepach. Tam również najpopularniejsze są „Odzież, akcesoria i dodatki” i „Książki, płyty, filmy”. Na kolejnych miejscach są „Telefony, smartfony, tablety, akcesoria GSM” oraz „Sprzęt RTV/AGD”. Pokazuje to być może, że bardziej wartościowe sprzęty wolimy kupować w Polsce.

Czy da się na tym zarobić?

Wyniki badania jednoznacznie pokazują, że osoby robiące zakupy za granicą należą do kategorii klientów bardziej pożądanych (większa otwartość oraz zasobniejszy portfel). Są to jednocześnie klienci bardziej świadomy i wymagający. Stąd należy zauważyć, że być może trudniej go pozyskać i utrzymać, lecz staranie te powinny zostać odpowiednio wynagrodzone. Walka o tę kategorię klientów powinna być tym bardziej kusząca, gdyż szukają oni podobnych kategorii produktowych. Stąd być może decyzja o zakupie w zagranicznym sklepie jest spowodowana brakiem danego towaru w Polsce? To kolejny argument, aby badać preferencje i oczekiwania klientów, tak aby w miarę możliwości spełniać ich oczekiwania i zadbać o asortyment, którego szukają. Trzeba także pamiętać, że w niektórych przypadkach sklepy spoza Polski wygrywają także ceną czy standardem obsługi. Stąd można stwierdzić, że grupa osób kupująca zagranicą to doskonały przykład tego, że aby osiągnąć sukces w e-commerce należy trzymać się kilku żelaznych zasad: niskie ceny, szeroki asortyment, wysoka jakość obsługi klienta, dostępność, otwartość na uwagi i sugestie klienta, czy szybki czas dostawy. Można się więc pokusić o stwierdzenie, że z powodzeniem przyciąganie klientów, którzy dotychczas preferowali robienie zakupów np. na niemieckich czy angielskich stronach, może stanowić swoisty wyznacznik sukcesu i sygnał, że sklep rozwija się w dobrym kierunku.

To może w drugą stronę?

Na koniec można zadać sobie pytanie – skoro możemy kupować na całym świecie, i wielu Polaków tak czyni, to czy warto skupić się też na klientach z innych państw. Odpowiedź jest jedna: zdecydowanie warto, choć wiąże się to z dużymi nakładami pracy i zainwestowaniem. Próba zachęcenia np. Czechów, Litwinów czy Niemców, aby korzystali z usług naszego sklepu może być bardzo opłacalna, szczególnie w długim okresie. Warto zwrócić uwagę, że aktualnie polskie firmy w bardzo niewielkim stopniu podejmują starania o pozyskanie klienta zagranicznego. Jak podaje Sociomantic Labs jedynie niecałe 15% polskich sklepów jest dostępnych w innej niż polska wersji językowej, a to przecież jeden z pierwszych kroków w ekspansji międzynarodowej. Wobec tak niskiej aktywności lokalnej branży i w perspektywie postępującej integracji europejskiego e-commerce (dyrektywa PSD2), być może teraz jest bardzo dobry moment, aby pomyśleć o poszerzeniu zasięgu funkcjonowania sklepu. Szczególnie, że polskie e-commerce ma wiele do zaoferowania.

Dagmara Kruszewska, Country Manager SOFORT GmbH

[1] E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska

[2] Wykres opracowany na podstawie danych z raportów: „E-commerce w Polsce 2014. Gemius dla e-Commerce Polska”, „E-commerce w Polsce 2015. Gemius dla e-Commerce Polska” oraz „E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska”

Rynek Big Data wart jest ponad 130 mld dolarów

Według raportu „Worldwide Semiannual Big Data and Analytics Spending Guide”, autorstwa firmy analitycznej IDC, wartość globalnego rynku Big Data w tym roku przekroczy próg 130,1 mld dolarów. W najbliższych latach będzie zaś rosnąć w tempie dwucyfrowym, by w 2020 roku osiągnąć poziom ponad 203 mld dolarów. Oznacza to, że globalny rynek danych rozwija się dziś w tempie niemal sześciokrotnie szybszym, niż cała branża IT. Koniunkturę napędzają zwłaszcza dwie branże: bankowość oraz przemysł.

Zdaniem analityków firmy IDC motorem napędowym wzrostu wydatków na analitykę Big Data będą duże firmy, rozumiane jako przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 500 pracowników. W 2020 roku skala ich inwestycji w analitykę biznesową prognozowana jest na poziomie aż 154 mld dolarów, co stanowi około 75,8 proc. całego rynku. Pozostała część przypadnie w udziale małym i średnim firmom, które zdaniem IDC pozostaną jednak kluczowymi podmiotami inwestującymi w analitykę danych.

Banki prześwietlą klienta

– Dostępność danych, pojawienie się technologii nowego typu oraz biznesowa transformacja, polegająca na stale rosnącym udziale danych w procesach biznesowych, sprzyjają rozwojowi całego tego rynku i usług w obszarze Big Data – mówi Dan Vesset, Group Vice President z działu Analityki i Zarządzania Informacją w IDC – Prognozujemy, że w tym roku rynek Big Data wzrośnie o 11,3 proc w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wówczas globalne wydatki firm na analitykę danych wyniosły 122 mld dolarów. Średnie tempo wzrostu tego rynku do 2020 roku szacujemy na poziomie 11,7 proc. rocznie – dodaje Dan Vesset.

Największym odbiorcą Big Data będzie sektor bankowy. Na zakup tych rozwiązań banki mają przeznaczyć jeszcze w tym roku ponad 17 mld dolarów. Nie bez powodu – dzięki danym, bank ma nie tylko możliwość przeprowadzenia procesu scoringowego klienta w ciągu dosłownie kilku minut. Big Data pozwala też na zautomatyzowanie procesów bankowych i usprawnienie pracy samego banku. Jednak, jak przekonują eksperci, analityka oznacza szereg korzyści przede wszystkim dla klienta.

– Jeszcze kilka lat temu osoby ubiegające się o kredyt musiały przedstawić w placówce banku mnóstwo dokumentów. Dzisiaj całym procesem zarządzają skomplikowane algorytmy, które analizują wiele różnych parametrów za nas, oszczędzając nasz czas – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, największej platformy Big Data Europie, specjalizującej się w analityce i monetyzacji danych – Profil internauty często dostarcza bankowcom cenniejszych informacji, niż dokumenty o klientach zgromadzone w teczkach czy w bankowych systemach CRM. Dlatego kluczowe dla banku jest pozyskiwanie danych o swoim kliencie z wielu różnych źródeł. Nie tylko własnych, lecz również tych zewnętrznych. To zaś wymaga integracji bankowych CRM-ów z systemami klasy DMP, czyli Data Management Platforms, pozwalających branży bankowej na lepsze rozpoznanie potrzeb klienta – dodaje Piotr Prajsnar.

Według raportu „Banks Betting Big on Big Data and Real-Time Customer Insight”, autorstwa SAP, aż 86 proc. największych banków na świecie deklaruje, że w najbliższych latach priorytetem będzie dla nich zorientowanie działań na konsumenta („customer centricity”), w tym przede wszystkim: dopasowanie oferty do konkretnych osób. Klucza do sukcesu banki upatrują właśnie w wykorzystaniu analityki Big Data.

– Integracja bankowego systemu CRM z platformą DMP ma dziś newralgiczne znaczenie. Załóżmy, że w swoim systemie CRM bank posiada 10 mln potencjalnych klientów. Przeważnie nie wie jednak dokładnie, którzy z nich mogą być aktualnie zainteresowani ofertą kredytową czy zakupem mieszkania. Dzięki wymianie informacji pomiędzy CRM i DMP, czyli uwzględnieniu analityki Big Data w relacjach z klientami, odsłaniają się przed bankiem nowe zależności, które wcześniej nie były mu znane – mówi Piotr Prajsnar – Wykorzystując Big Data, systemy scoringowe banku mogą przetwarzać informacje o internautach, pozyskane przede wszystkim z plików cookies, jak również profili w mediach społecznościowych czy portali zakupowych (np. historii zakupów). Analiza profilu internauty na Facebooku, a także np. grona jego znajomych, może pomóc bankowi w ocenie wiarygodności finansowej klienta i zminimalizować ryzyko związane np. z udzieleniem pożyczki klientowi, który może jej nie spłacić – dodaje Piotr Prajsnar.

Big Data w produkcji

Ale nie tylko banki będą odbiorcą rozwiązań Big Data. Firma IDC prognozuje również duży popyt na technologie analityczne ze strony przemysłu. Do końca tego roku firmy zajmujące się produkcją dyskretną i procesową będą odpowiadały za ponad 20 proc. wydatków na analitykę biznesową.

Firmy będą sukcesywnie wdrażać narzędzia analityczne. Choćby po to, by skuteczniej przewidywać zakłócenia produkcji – prognozuje Andrzej Morawski, wiceprezes zarządu śląskiej firmy BPSC, która zrealizowała do tej pory blisko 700 wdrożeń systemów ERP, m.in. w firmach produkcyjnych.

Popyt na rozwiązania analityczne napędzał będzie Przemysł 4.0, idea, która opiera się m.in. na analizie danych oraz Internecie Rzeczy. Przemysł 4.0 zakłada wytworzenie danego produktu najpierw w wirtualnym świecie. Dzięki przetwarzaniu danych z wielu źródeł może być on dowolnie konfigurowany i co najważniejsze – opłacalny w produkcji. Jeśli udałoby się w pełni zautomatyzować przepływ informacji, analizować dane z wielu źródeł, to produkt można byłoby wytworzyć znacznie taniej i szybciej, do minimum zmniejszając jednocześnie liczbę awarii czy zużytego do produkcji materiału.

Zainteresowanie analityką biznesową jest już wyraźnie widoczne. Na przestrzeni ostatnich lat w polskich zakładach produkcyjnych zrealizowano ogromną liczbę inwestycji informatycznych, podnoszących poziom automatyzacji produkcji czy robotyzacji. Dzięki nim, przedsiębiorstwa produkcyjne wytwarzają dziś ogromne ilości danych. I odczuwają coraz silniejszą potrzebę otwarcia świata maszyn – zarówno tych na produkcji, jak i w przestrzeni magazynowej czy logistycznej – na komunikację z oprogramowaniem wspierającym zarządzanie oraz analizę danych.

– Coraz częściej skupiamy się z jednej strony na automatyzacji procesu planowania produkcji oraz zarządzania jej procesami z poziomu platformy ERP, a z drugiej strony na dostępie oprogramowania biznesowego do pełnej i przekrojowej informacji o realizacji produkcji poprzez zastosowanie rozwiązań klasy MES. Dopiero w takiej rzeczywistości informatycznej możliwe będzie m.in. skrócenie czasu wprowadzania nowych produktów na rynek czy obniżenie kosztów produkcji, co pozwoli nam zwiększyć konkurencyjność w stosunku do azjatyckich gospodarek – zwraca uwagę Adam Stańczyk, analityk biznesowy z BPSC.

Big Data zwiększy inwestycje w bezpieczeństwo

Rosnące uzależnienie od informatyki ma jednak swoją cenę. Nawet minuta przerwy w dostępie do cyfrowych informacji oznacza bowiem wymierne straty dla przedsiębiorstw. Zdaniem ekspertów z Ponemon Institute minuta niedostępności globalnej sieci kosztuje przedsiębiorstwa na świecie średnio 9 tys. dolarów, godzina zaś – 540 tys. dolarów. W przypadku największych korporacji kwoty te będą odpowiednio wyższe.

Zapotrzebowanie na technologie Big Data może więc wpłynąć także na inwestycje w bezpieczeństwo IT. Zwłaszcza, że problemy z zachowaniem ciągłości funkcjonowania biznesu (BCM) nie są obce również polskim firmom. Jak wynika z danych Atmana, największego operatora centrum danych w Polsce, w pierwszym półroczu minionego roku ponad połowa badanych firm doświadczyła przerw w dostępie do Internetu lub energii elektrycznej. Aż 41 proc. przedsiębiorstw musiało z tego powodu poważnie ograniczyć bądź całkowicie wstrzymać działalność. I to nie na kilkanaście minut czy kilka godzin. Zdarzało się, że nawet na kilka dni.

Z jednej strony Internet to same korzyści, jak obniżenie kosztów i przyśpieszenie wymiany informacji. Jednak warto pamiętać o tym, że w im większym stopniu gospodarka jest uzależniona od Internetu, tym straty związane z brakiem dostępu do niego są wyższe. W dobie rosnącej cyberprzestępczości bez redundancji sieci telekomunikacyjnych, bez backupu danych gromadzonych na serwerach i bez stosowania zaawansowanych zabezpieczeń, na przykład przed atakami DDoS, ryzyko przerw w ciągłości biznesowej będzie rosło. A wraz z nim rosnąć mogą także straty – zauważa Ewelina Hryszkiewicz z Atmana.

Mateusz Polkowski nowym Dyrektorem Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

Mateusz Polkowski objął funkcję Dyrektora Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL, kierującego siedmioosobowym zespołem analityków – ekspertów z obszaru rynku nieruchomości komercyjnych.

Mateusz Polkowski związany jest z JLL od 2007 r. Jest autorem i współautorem szeregu raportów badawczych, doradczych i studiów opłacalności dla takich firm jak m.in. Skanska, Echo Investment, Ghelamco, Hines, Penta, HB Reavis, jak również publikacji JLL dotyczących rynku, trendów i prognoz. Główne obszary kompetencji Mateusza Polkowskiego to specjalistyczne analizy rynku biurowego oraz współpraca z sektorem nowoczesnych usług dla biznesu. Ma ponad 15 lat doświadczenia na rynku nieruchomości komercyjnych zdobywanego zarówno po stronie dewelopera jak i firmy doradczej. Mateusz jest absolwentem Wyższej Szkoły Gospodarowania Nieruchomościami w Warszawie ze specjalizacją w Zarządzaniu Nieruchomościami. Posiada tytuł LEED Green Associate.

„Jestem przekonany, że Dział Badań Rynku i Doradztwa pod kierownictwem Mateusza Polkowskiego będzie kontynuował prace jako wiodący zespół ekspertów rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, dostarczający klientom JLL szczegółowych danych i prognoz, będących kluczem do podejmowania właściwych, strategicznych decyzji biznesowych ”, komentuje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Mateusz Polkowski zastąpił na stanowisku Dyrektora Działu Badań Rynku i Doradztwa Annę Bartoszewicz-Wnuk, która objęła nową funkcję w strukturze firmy – Dyrektora ds. Workplace Advisory.

Sfinks rozmawia z Fabryką Pizzy

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami restauracji Sphinx, Chłopskie Jadło i WOOK, podpisała z właścicielem spółki Fabryka Pizzy dokument określający wstępne parametry możliwej współpracy ukierunkowanej na rozbudowę sieci restauracji pod tą marką w formacie franczyzy. Porozumienie przewiduje także możliwość zakupu przez Sfinks całości udziałów w Fabryce Pizzy.

Fabryka Pizzy zarządza siecią restauracji działających pod tą samą marką, specjalizujących się w kuchni włoskiej. Na sieć składa się obecnie 10 lokali, z których dwa to restauracje własne, a pozostałe prowadzone są w ramach franczyzy. Sfinks ma do 16 grudnia br. wyłączność negocjacyjną na uzgodnienie warunków umowy inwestycyjnej oraz umowy masterfranczyzy i umów franczyzy.

Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.
Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

 – Współpraca z siecią pizzerii oraz możliwość jej przejęcia jest dla nas atrakcyjna, gdyż – jak wiadomo – już od jakiegoś czasu analizujemy rynek kuchni włoskiej. Jest ona drugą najpopularniejszą kuchnią wśród Polaków, dlatego wciąż weryfikujemy możliwości zaistnienia szerzej z taką ofertą. W przypadku Fabryki Pizzy mamy przekonanie, że posiadane know-how będzie pozwalało na dynamiczny rozwój tej sieci. Dlatego zdecydowaliśmy się na zawarcie umowy intencyjnej, zbadanie spółki i podjęcie szczegółowych negocjacji. Jeśli wyniki audytu i rozmowy zakończą się pomyślnie, z pewnością zawrzemy umowę – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

Większość firm nie chce już zwiększać zatrudnienia

Większość firm działających w Polsce nie planuje już zwiększania zatrudnienia. To konsekwencje pogorszenia się nastrojów wśród menedżerów, ale także stawiania na nowe technologie.

– Zwiększanie zatrudnienia jest pochodną poziomu optymizmu przedsiębiorstw co do rozwoju sytuacji gospodarczej – mówi w rozmowie z MarketNews 24 prof. dr hab. Małgorzata Bombol z Szkoły Głównej Handlowej (SGH).

To wynika z raportu „Polskie firmy w obliczu wyzwań – Plany, rozwój, finansowanie” ogłoszonego przez Deutsche Bank Polska SA. Badaniami objęto 500 przedsiębiorstw działających w Polsce.

-Nasze badania przeprowadzone dla Deutsche Bank Polska wyprzedzają wskaźniki koniunktury, a świadczą o tym, że przedsiębiorstwa ostrożnie planują swoją przyszłość.

Są przedsiębiorstwa, które można ocalić przed bankructwem

Co najmniej 589 firm ogłosiło upadłość od początku tego roku, jest to liczba większa niż w 2015 r. Bankructw mogło być mniej, a procedury sądowe mogłyby być znacznie krótsze. Nie trzeba też zaostrzać kar, a koszty dla firm byłyby niższe. Pod warunkiem, że Ministerstwo Sprawiedliwości będzie zainteresowane rozwiązaniem rekomendowanym przez UE.
– Upadłości mogłoby być znacznie mniej, gdyby mediacje odgrywały większą rolę w wymiarze sprawiedliwości. W Polsce do sądów rocznie trafia 1,5 miliona spraw gospodarczych, poprzez mediacje rozwiązywanych jest tylko 1 promil takich spraw – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Wąsowska, ekspert FOR.
Negocjacje to sposób na przyśpieszenie procedur sądowych, które w Polsce są zbyt długie. Wiele firm zagrożonych bankructwem można byłoby uratować, gdyby nie wielomiesięczne oczekiwanie na decyzje sądów.
– Negocjacje to rozwiązanie rekomendowane przez Unię Europejską.

Trump odzyskuje poparcie. Jak przebiegnie Brexit?

Republikanom udaje się podtrzymać zainteresowanie mediów wokół afery z serwerem pocztowym Hillary Clinton. Zgoda obu izb brytyjskiego parlamentu jest wymagana aby rozpocząć Brexit. Słabsze dane z USA dodatkowo uderzyły w dolara.

Kampania wyborcza w USA już na ostatniej prostej

W sondażach co prawda nadal prowadzi kandydatka demokratów Hillary Clinton, ale coraz częściej oddaje pole republikanom. Na 12 ogólnokrajowych sondaży opublikowanych wczoraj w 7 wciąż prowadzili demokraci. Trump miał przewagę zaledwie w dwóch. Nie zmienia to faktu, że jest obecnie na fali atakując cały czas argumentami z afery z serwerem pocztowym. Rynki coraz bardziej nastawiają się na zwycięstwo kandydata partii republikańskiej. Widać to również w sondażach, gdzie za jednego postawionego dolara na Trumpa można już otrzymać zaledwie 2,3-2,6 dolara. Jak reagują rynki? Dolar osłabia się względem innych walut, a giełda w USA notuje kolejną spadkową sesję z rzędu. Skumulowany spadek nie jest co prawda porównywalny z innymi pasmami sprzed lat, aczkolwiek wyraźnie widać brak entuzjazmu u inwestorów spowodowany niepewną sytuacją.

Jak przebiegnie Brexit?

Wczoraj brytyjski Wysoki Trybunał wydał werdykt mówiący o tym, że aby rozpocząć realizację Brexitu potrzeba zgody zarówno izby niższej, jak i wyższej parlamentu brytyjskiego. Jest to nowy pogląd względem wcześniej przedstawionego, że proces może zainicjować rząd. Jaki ma to wpływ na rynek? W izbach dominują jednak politycy prounijni. Zwiększa to zatem szanse na uniknięcie tzw. twardego Brexitu. Znacznie bardziej prawdopodobne jest opóźnianie negocjacji aż wynegocjowane zostanie korzystne porozumienie dla obydwu stron. W rezultacie orzeczenie ma spore szanse wydłużyć całą procedurę. Jak zareagowały rynki? Widać było wzrost zaufania do funta, dla którego Brexit jest mniejszym zagrożeniem. Waluta Wielkiej Brytanii zyskała na wartości niemal 1%. Na notowanie nie miała wpływu decyzja banku centralnego. Bank Anglii nie zmienił wczoraj stóp procentowych i pozostawił je na poziomie 0,25%.

Dane makroekonomiczne

Również Czeski Bank Narodowy nie zmienił stóp procentowych pozostawiając je na rekordowo niskim poziomie 0,05%. Ważne dane nadeszły z USA. O 13:30 poznaliśmy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Dane te publikowane były zwyczajowo o 14:30, jednakże ze względu na to, że Amerykanie zmieniają czas na zimowy później niż europejczycy mamy taką rozbieżność. Liczba wniosków wyniosła 265 tysięcy i była o 10 tysięcy wyższa od oczekiwań. Słabiej od oczekiwań wypadły dane z 15:00: zamówienia na dobra oraz raport ISM na temat usług. Efektem było osłabienie się dolara względem głównych walut.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Absencja uderza po portfelu – miliardowe koszty absencji chorobowej

Gdy przedsiębiorstwa zastanawiają się, w jaki sposób zwiększyć swoje wpływy, często zapominają o najprostszych rozwiązaniach. Tymczasem zwykłe działania ograniczające absencję chorobową w polskich przedsiębiorstwach mogą nie tylko przynieść miliardowe oszczędności dla gospodarki, ale również wpłynąć na rozwój gospodarczy polskich spółek.

Prawo do zwolnienia lekarskiego przysługuje każdemu zatrudnionemu na etat pracownikowi
w Polsce. Wszystkim na zdrowie i z korzyścią dla portfela wyszłoby jednak ograniczenie liczby zwolnień chorobowych. Dlatego przedsiębiorstwa powinny jak najbardziej dbać o swoich podwładnych i ich zdrowie, a co za tym idzie, ograniczać zjawisko absencji chorobowej skutecznie wykrywając oraz niwelując jej przyczynę. Zadanie to powinno zyskać na ważności, gdyż dane związane z absencją chorobową wskazują, że jest ona z roku na rok coraz bardziej kosztowna dla polskiej gospodarki.

Absencja uderza po portfelu

Firmy, w których absencja kształtuje się na średnim poziomie około 5%, wydają na koszty z nią związane nawet od 3 do 4,5 tysiąca PLN rocznie w przeliczeniu na jednego pracownika.
Z danych ZUS-u wynika, że wielu Polaków bierze zwolnienie lekarskie, chociaż nie są chorzy. Dzięki kontrolom Zakładu, przeprowadzonym w 2015 roku, odzyskano aż 195,8 miliona PLN poprzez obniżenie lub cofnięcie nieprawidłowo przyznanych świadczeń pieniężnych pochodzących z ubezpieczenia społecznego, przewidzianych na okoliczność choroby. Z innych danych ZUS wynika, że w 2014 roku na zwolnieniu lekarskim Polacy przebywali 212 milionów dni, co wygenerowało koszty 13,5 miliarda PLN. W 2015 roku absencja chorobowa trwała już 266 milionów dni, a więc jej koszty mogły wynieść prawie 17 miliardów PLN. To wydatki większe o prawie 26% – podkreśla Mikołaj Zając z firmy Conperio. Jakie jednak dokładnie są koszty absencji – nie wiadomo, bo nie można ich w pełni oszacować. Można posługiwać się danymi GUS, ZUS lub Eurostatu, ale nie uwzględniają one kosztów rekrutacji lub przeszkolenia nowych pracowników zastępujących na danym stanowisku chorych kolegów, kosztów zlecenia wykonania określonych produktów lub usług na zewnątrz, kosztów wynikających z opóźnionej lub niewykonanej pracy czy obsługi administracyjnej zwolnień. Dlatego tak ważne jest, by skutecznie wykrywać przyczyny absencji i tam, gdzie to możliwe – eliminować je.

Diagnoza przyczyn absencji

Absencja chorobowa dotyczy głównie takich gałęzi gospodarki jak przetwórstwo przemysłowe oraz handel. Co ważne, jej powodem wcale nie muszą być wypadki przy pracy. Eksperci z Conperio informują, że często wskazywaną przyczyną są choroby układu kostno-stawowego, mięśniowego i tkanki łącznej (14,7 % dni absencji ogółem w skali roku), choroby układu oddechowego (12,8%) czy choroby układu nerwowego (8,5%). Warto też zwrócić uwagę na dane Eurostatu, który wśród powodów absencji chorobowej wymieniają również stres. W ciągu roku może on odpowiadać za około 20 dni nieobecności pracownika w pracy. Kolejne ciekawe informacje można znaleźć w publikacjach Centralnego Instytutu Ochrony Pracy. Z danych, które Instytut przytacza wynika, że 25% Polaków, w ciągu ostatnich 12 miesięcy, zaraziło się chorobą, taką jak na przykład grypa, od swoich współpracowników, którzy pomimo infekcji przychodzili do pracy. Zjawisko przychodzenia do pracy pomimo choroby nazywa się prezenteizmem i to właśnie może być przyczyną zwiększonej absencji chorobowej, ponieważ ostatecznie na zwolnienie lekarskie pójdą zarówno nowo zarażeni, jak i ci, którzy infekcję rozprzestrzenili w pracy. Powyższe dane wskazują, jak ważna jest kontrola absencji chorobowej. Poprzez efektywne monitorowanie i próby zdiagnozowania jej przyczyn można znacząco ograniczyć liczbę pracowników przebywających na zwolnieniu lekarskim, a nawet przyczynić się do poprawy stanu ich zdrowia ogólnego.

Jak zapobiegać absencji?

Pracodawcy mogą starać się ograniczyć absencję chorobową na wiele sposobów. Może to być m.in. tworzenie zdrowych i bezpiecznych warunków pracy, większe angażowanie się w sprawy BHP, sprawna komunikacja kierownictwa z resztą zespołu, lepszy proces planowania, zakupów, zapewnienie pracownikom lepszego dostępu do pomocy medycznej, wprowadzenie elastycznych godzin pracy lub bardziej optymalne rozmieszczenie narzędzi pracy – mówi Mikołaj Zając z firmy Conperio zajmującej się pomaganiem przedsiębiorcom borykającym się z problemem wzrastającej absencji pracowniczej. Rozwiązania są różne i zależą od przyczyn nieobecności pracowników w pracy. Sztuką jest ich zidentyfikowanie, opisanie za pomocą wskaźników statystycznych i przedstawienie w formie raportu wraz z wnioskami pomagającymi ograniczyć absencję – Zdarzają się przypadki, w których wystarczy porozmawiać z pracownikami, by zidentyfikować problem. Czasem trzeba przeprowadzić bardziej szczegółowy audyt. Warto się na to zdecydować, bo odpowiednio dobrane działania w tym zakresie mogą ograniczyć wydatki przedsiębiorstwa ponoszone w związku z absencją od kilku do nawet 70%. – tłumaczy Mikołaj Zając z Conperio.