Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
JR HOLDING S.A. planuje wypłacić dywidendę za 2016 r.
JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., planuje wypłacić zaliczkę na poczet dywidendy z zysku za 2016 r. Podmioty wchodzące w skład Grupy Kapitałowej realizują przyjętą Strategię Rozwoju i notują stały wzrost osiąganych przychodów.
Podczas NWZA Spółki, które odbyło się w dniu 19.08.2016 r., Akcjonariusze podjęli Uchwałę w sprawie zmiany jej Statutu. Po zarejestrowaniu zmian przez Sąd, Zarząd JR HOLDING S.A. będzie tym samym upoważniony do wypłaty zaliczki na poczet przewidywanej dywidendy na koniec roku obrotowego. Wypłata dywidendy wymaga zgody Rady Nadzorczej. Zarząd Emitenta wystąpi na najbliższym posiedzeniu tego organu o rekomendację na wypłatę dla Akcjonariuszy zaliczki na dywidendę za 2016 r. w wysokości od 0,04 zł do 0,15 zł na 1 akcję. Środki przeznaczone na ten cel będą pochodziły ze sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze.
„Podjęta przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Uchwała w sprawie zmiany Statutu Spółki i upoważnienia Zarządu do wypłaty zaliczki na poczet dywidendy pozwoli nam realizować założenia Strategii Rozwoju w zakresie polityki dywidendowej. Coroczne dzielenie się wypracowywanym zyskiem stanowi istotny element planu rozwoju Spółki i powinno pozwolić na wzmacnianie naszej pozycji na rynku kapitałowym. Środki finansowe przeznaczone na planowaną zaliczkę na poczet dywidendy za 2016 r. będą pochodziły ze sfinalizowanej już transakcji sprzedaży Galerii Handlowej RAMZES w Zielonej Górze.” – mówi January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.
W lipcu 2016 r. przychody całej Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. z wynajmu nieruchomości komercyjnych sięgnęły blisko 290 tys. zł. Po siedmiu miesiącach tego roku łączna wartość skonsolidowanych przychodów Emitenta z wynajmu powierzchni komercyjnych przekroczyła 2.817 tys. zł. Spółka StepCloser S.A., w której JR HOLDING S.A. posiada akcje stanowiące 40% udziału w kapitale zakładowym, konsekwentnie rozszerza swoją sieć handlową oraz uruchomiła mobilne biura (StepBox’y) w największych miastach w Polsce.
Emitent rozwija także segment deweloperski i realizuje prace koncepcyjno-projektowe w związku z planowaną budową osiedla mieszkaniowego, w ramach której ma powstać ok. 15 tys. m2 PUM. Całkowita wartość tego projektu szacowana jest na kwotę ok. 100 mln zł brutto. JR HOLDING S.A. założył również spółkę zależną Palabra Sp. z o.o., w której posiada 100% udziałów w kapitale zakładowym. Została ona powołana w celu nabycia nieruchomości w Sosnowcu przy ul. Mieroszewskich. Łączna wartość transakcji zrealizowanej w lipcu br. wyniosła 9,84 mln zł brutto.
„Segment nieruchomościowy pozostaje dla nas niezwykle istotny, dlatego też realizujemy kolejne projekty inwestycyjne w tym obszarze. Doświadczenie oraz unikalne know-how zdobyte przez wiele lat działalności na tym rynku pozwala nam odpowiednio selekcjonować przedsięwzięcia biznesowe i oceniać ich potencjał. Jestem także przekonany, że prowadzone obecnie działania rozwojowe przez StepCloser S.A. pozwolą na dynamiczną ekspansję programu kart StepCloser, co przełoży się na wzrost wartości tej spółki.” – dodaje Ciszewski.
JR HOLDING S.A. wypracował w 2 kw. 2016 r. na poziomie skonsolidowanym prawie 4,6 mln zł zysku netto. W całym pierwszym półroczu 2016 r. skonsolidowany zysk netto Spółki sięgnął w 16,33 mln zł, a jej przychody finansowe wyniosły 25,6 mln zł netto. Grupa Kapitałowa JR HOLDING S.A. zakończyła 2015 rok skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 5,64 mln zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 4,58 mln zł. Emitent realizuje obecnie Program skupu akcji własnych, na który przeznaczone zostały środki w wysokości do 5 mln zł.
Zawirowania gospodarcze i polityczne nie odstraszają inwestorów
Po rekordowym 2015 roku polski rynek inwestycyjny nadal utrzymuje dynamiczny rozwój. Całkowity wolumen inwestycji w nieruchomości komercyjne w 1 połowie 2016 roku wyniósł ponad 2 miliardy euro, co oznacza 2,5-krotny wzrost aktywności inwestorów w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Aktywność na rynku inwestycyjnym w 1 połowie 2016 została zdominowana przez jedną transakcję korporacyjną, która stanowiła 44% całkowitego wolumenu i była największą pojedynczą transakcją na polskim rynku inwestycyjnym. Szczegółowa analiza rynku w pierwszej połowie 2016 oraz prognozy na nadchodzące miesiące prezentowane są w raporcie „Poland Investment MarketView H1 2016” przygotowanym przez ekspertów CBRE.
Zainteresowaniem inwestorów cieszą się niezmiennie wszystkie sektory rynku. Największy udział (48%) w całkowitym wolumenie inwestycyjnym odnotował sektor handlowy (1 miliard euro). Za nim uplasował się sektor biurowy, który z wynikiem na poziomie 0,8 miliarda euro zyskał 40% udziału w rynku. Najmniej transakcji dotyczyło obiektów magazynowych, łączna wartość transakcji odnotowana w tym sektorze wyniosła 0,25 miliarda euro, co daje 12% udział w wolumenie. Ze względu na ograniczoną ilość dostępnych najlepszych projektów na sprzedaż inwestorzy przekierowują swoją uwagę na mniej atrakcyjne projekty lub obiekty zlokalizowane w mniejszych miastach Polski. Prawie 60% transakcji w całkowitym wolumenie dotyczyło sektora biurowego na rynkach regionalnych.
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE, komentuje:

„Nie zauważyliśmy dotychczas istotnego wpływu BREXIT’u czy też politycznej niepewności na polski rynek inwestycyjny. Tematy te są jednak często poruszane i używane jako powody w ewentualnych opóźnieniach w przeprowadzaniu transakcji. Warto też podkreślić, iż krótkoterminowe prognozy dotyczące rozwoju gospodarczego zostały zrewidowane w Europie, a to może mieć bezpośredni wpływ na rynek inwestycyjny. Niemniej jednak sytuacja powinna się poprawiać, a gospodarka powinna się dalej rozwijać, włączając w to Polskę. Z uwagi na to, iż toczy się obecnie wiele transakcji spodziewamy się bardzo aktywnej drugiej połowy roku.”
Stopy kapitalizacji utrzymują tendencję zniżkową w praktycznie wszystkich sektorach. Stopy kapitalizacji dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie są obecnie szacowane na poziomie 5,50%, podczas gdy w miastach regionalnych są wyceniane na poziomie 6,25%.
Ropa naftowa tanieje bo rośnie jej eksport z Iraku
Ceny ropy naftowej WTI spadły już poniżej 47 dolarów za baryłkę ze względu na możliwość wzrostu eksportu surowca z Iraku i Nigerii.
Ropa naftowa Brent handluje już poniżej poziomu 49 dolarów za baryłkę. Nigeryjskie paramilitarne bojówki zaproponowały zakończenie działań wojennych, co może wpłynąć na znaczny wzrost wydobycia ropy w kraju. Irak natomiast planuje zwiększyć eksport ropy o około 5 proc. Na korektę cen ropy, które od początku sierpnia wzrosły o ponad 20proc., wpływ miało również osiągnięcie psychologicznego poziomu 50 dolarów za baryłkę, co wywołało u inwestorów realizację zysków z zajętych wcześniej długich pozycji. Oczywiście rynek oczekuje na wrześniowe nieformalne rozmowy członków grupy OPEC, co może doprowadzić do częściowego ograniczenia produkcji. Od wyniku tych posiedzeń oraz stanu, utrzymujących się blisko historycznych maksimów, amerykańskich zapasów surowca zależeć będzie czy ceny ropy naftowej trwale wzrosną powyżej poziomu 50 dolarów za baryłkę, czy raczej powędrują w stronę tegorocznych minimów poniżej 30 dolarów za baryłkę. Cynk handluje blisko tegorocznych maksimów cenowych na poziomie 2300 dolarów za tonę i jest już droższy o ponad 40 proc. niż na początku tego roku. Analitycy banku inwestycyjnego Morgan Stanley uważają, iż popyt z chińskiego rynku stalowego będzie dalej wspierał ceny metalu.
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital
EUR/USD – przewaga kupujących
sierpień 23, 2016 09:10

W piątek Janet Yellen będzie przemawiać na sympozjum ekonomicznym w Jackson hole, które będzie zorganizowane przez Fed w Kansas City. Jest to bardzo ważne wydarzenie dla rynków finansowych. Niektórzy spodziewają się bardzo jastrzębiej wypowiedzi, co mogłyby przełożyć się na wzrost wartości dolara amerykańskiego, który w ostatnim czasie jest wyprzedawany przez inwestorów. Natomiast drugim scenariuszem jest bardziej gołębia wypowiedź zapowiadająca kontynuację polityki „wait and see„.
Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że piątkowa sesja może przynieść podwyższoną zmienność na parach walutowych z dolarem amerykańskim.
Spoglądając na dzienny wykres pary walutowej EUR/USD powoli zbliżamy się do poziomu 1.142. Powodem ostatnich wzrostów nie jest siła euro lecz słabość dolara amerykańskiego. Na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja obecnych wzrostów w okolicę poziomu 1.14.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
MCI Capital S.A. wypracowała 48,2 mln zł zysku netto w I połowie 2016 r.
• Wskaźnik NAV na akcję wyniósł na 30.06.2016 r. 19,31 zł notując niewielki (3%) wzrost od poziomu na koniec 2015 (18,69 zł)
• W I połowie 2016 r. Spółka wypracowała 48,2 mln zł zysku netto i 46,3 mln zł zysku z inwestycji
• Wartość aktywów MCI wyniosła na 30.06.2016 r. 1 mld 438 mln zł
– Pomimo zróżnicowanej sytuacji na rynkach kapitałowych, udało nam się osiągnąć w ostatnim kwartale dobre wyniki, dzięki naszym aktywom niepublicznym. Na fundusze, których certyfikaty posiadamy, składają się już aktywa o wartości prawie 2,4 mld zł i wierzę, że będą one dalej rosły w szybkim tempie – powiedział Tomasz Czechowicz, Prezes Zarządu MCI Capital S.A. – Po rekordowych wyjściach zrealizowanych w czasie ostatnich 12 miesięcy mamy obecnie do dyspozycji znaczące środki pieniężne, co daje nam komfort w planowaniu kolejnych inwestycji. A warunki do tego są sprzyjające. W przypadku Polski, mamy grupę podmiotów o dobrych fundamentach, których obecne wyceny giełdowe mogą być atrakcyjne dla funduszy private equity. W ujęciu globalnym, rośnie znaczenie szeroko pojętej digitalizacji. Spółki, które działają w tym obszarze, a zwłaszcza te, które rewolucjonizują obowiązujący porządek (tzw. disruptors) notują dynamiczny wzrost wyceny z każdą kolejną rundą finansowania – dodał.
W I połowie 2016 r. MCI Capital S.A. wypracowała 48,2 mln zł zysku netto. Wskaźnik aktywów netto na akcję wyniósł 19,31 zł na koniec czerwca 2016 r. w porównaniu do 18,69 zł na koniec 2015 r. Wyniki finansowe spółki są przede wszystkim pochodną wzrostu wartości posiadanych certyfikatów inwestycyjnych. Wartość aktywów MCI na koniec czerwca 2016 r. wynosiła 1 mld 438 mln zł. Do wyniku GK MCI Capital kontrybuowały przede wszystkim wyniki następujących funduszy:
- TechVentures – wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu o 23 mln zł,
- EuroVentures – wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu o 34 mln zł,
- CreditVentures – wzrost wartości certyfikatów inwestycyjnych funduszu o 3 mln zł.
Potencjał portfela inwestycyjnego
MCI.EuroVentures i MCI.TechVentures, czyli największe fundusze, których certyfikaty inwestycyjne posiada MCI, dalej aktywnie działają na rynkach powiązanych z gospodarką cyfrową. W czasie ostatnich 12 miesięcy do portfela MCI.EuroVentures dołączyły spółki Lifebrain, Mobiltek/Dotpay, eCard i ATM.
– Dla nowych inwestycji w MCI.EuroVentures, proces aktywnego budowania wartości dopiero się rozpoczął. Bazując na historycznych wynikach tego funduszu, który zwykle na realizowanych inwestycjach osiągał zwroty między 2,5 a 4 CoC, można oczekiwać, że dla nowych projektów stopa zwrotu będzie podobna – powiedział Tomasz Czechowicz.
W skład funduszu MCI.TechVentures wchodzą natomiast spółki, które prezentują duży potencjał wzrostu na skalę regionalną i europejską. Do silnych regionalnych czempionów zalicza się Frisco.pl (supermarket online), morele.net (sprzedaż elektroniki użytkowej online) oraz Pigu.lt (lider e-commerce na Litwie, Łotwie i Estonii). Kandydatami do szybkich wzrostów, obejmujących zasięgiem nie tylko Europę, należą iZettle, Gett, Azimo i Auctionata.
– W naszej ocenie jednym z wiodących obszarów inwestycyjnych w czasie najbliższych 10 lat będzie fintech. Dlatego zamierzamy w dużej mierze budować nasz portfel w oparciu o ten segment. Dobre perspektywy wzrostu w dalszym ciągu widzimy też w e-commerce i marketplaces.– uzupełnił Czechowicz.
Buy back
Od początku 2016 r. Zarząd MCI realizuje skup akcji własnych w celu stabilizowania kursu i zmniejszenia dyskonta ceny rynkowej od NAV na akcję. Do dnia publikacji sprawozdania spółka wydała na buy back prawie 10 mln zł, nabywając 915.489 akcji własnych stanowiących 1,5% w kapitale zakładowym MCI. W celu zintensyfikowania skupu spółka planuje przeprowadzić skup w formule „mikro wezwania”, w którym planuje skupić z rynku akcje za około 10 mln zł.
– W ostatnich 3 latach obserwujemy bardzo dynamiczny, „dolny dwucyfrowy” wzrost NAV na akcję, za którym nie podąża wzrost kapitalizacji na giełdzie. Celem naszych działań jest zmniejszenie dyskonta i stabilny wzrost kursu giełdowego – skomentowała Ewa Ogryczak, Wiceprezes zarządu i CFO MCI Capital S.A.
GBP/USD – jak długo potrwa trend spadkowy?

Funt szterling po odbiciu od strefy popytu 1.279-1.288 powoli kontynuuje swoją powolną wspinaczkę na coraz wyższe poziomu. Aktualnie kupujący mogą celować w okolicę poziomu linii trendu spadkowego 1.333. Jeżeli uda im się pokonać ten opór, to kolejny celem będzie strefa podaży 1.344-1.353.

Warto zwrócić uwagę na ostatni raport commitments of traders, z którego wynika, że na rynku kontraktów terminowych mamy do czynienia z rekordową ilością pozycji krótkich na parę walutową GBP/USD. Kontynuacja obecnych wzrostów mogłaby zmusić graczy na kontraktach do szybkiego domykania pozycji, a tym samym odkupywania wcześniej sprzedawanego instrumentu, wszystko to przełożyłoby się na coraz wyższe wzrosty.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Radosław Kuczyński: w III kwartale MŚP spodziewają się spadku zamówień
Z najnowszego „Barometru EFL[1]” na III kwartał wynika, że prognozy przedsiębiorców dotyczące sprzedaży i inwestycji odwróciły się w porównaniu do poprzedniego kwartału. Podczas gdy trzy miesiące temu odsetek respondentów oczekujących dynamiki sprzedaży był wyższy k/k, a liczących na wzrost inwestycji niższy k/k, w sierpniu aż 22,3% przedsiębiorców mniej spodziewa się wzrostu zamówień, natomiast 5,8% osób więcej wyraża optymizm dotyczący poziomu inwestycji. Te czynniki łącznie wpłynęły na spadek głównego indeksu o 1,2 p.p. w ujęciu kwartalnym do poziomu 56,6 pkt.
– Opinie wyrażone przez samych przedsiębiorców w naszym cokwartalnym badaniu „Barometr EFL” po raz kolejny korespondują z obiektywnymi wskaźnikami makroekonomicznymi. Z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w lipcu tego roku produkcja sprzedana była niższa o 3,4% w ujęciu rocznym wobec jej wzrostu o 6% w czerwcu, a wzrost sprzedaży detalicznej był poniżej oczekiwań analityków. To oznacza, że choć wiele budżetów domowych zostało zasilonych dodatkowymi funduszami z programu 500+, ich spora część wstrzymała się z zakupami. To odczuwają przedsiębiorcy, którzy w naszym Barometrze zdecydowanie mniej optymistycznie niż kwartał temu podchodzą do prognoz dot. sprzedaży – zwraca uwagę Radosław Kuczyński, prezes EFL.
Słabsze nastroje w MŚP, bo firmy obawiają się niższej sprzedaży
Wynik „Barometru EFL” na III kwartał 2016 roku wyniósł 56,6 pkt. (-1,2 pkt. proc. w porównaniu do II kwartału br.) i znajduje się ponad progiem OR[2]. Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, pomimo odrobinę gorszych prognoz, widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach. Na spadek wartości „Barometru EFL” decydujący wpływ miało istotne pogorszenie się nastrojów pod względem planowanej sprzedaży produktów i usług. Odsetek osób, które spodziewają się mniejszych zamówień w ciągu III kwartału, spadł niemal o jedną czwartą (z 41,8 proc. do 19,5 proc.) i był najniższy od początku 2015 roku.
Szacowany spadek sprzedaży pociągnął za sobą mniej optymistyczne oceny dotyczące płynności finansowej w porównaniu nie tylko do ubiegłego kwartału, ale do wszystkich wartości subindeksu od początku realizacji pomiaru. Odsetek osób spodziewających się wzrostu płynności finansowej wyniósł zaledwie 14,3% (o 11,7 p.p. mniej w ujęciu kwartalnym).
Pozytywnie spośród wszystkich czterech składowych „Barometru EFL” wyróżnia się planowany poziom inwestycji w środki trwałe. Odsetek optymistów wyniósł 28,7% i wzrósł o 5,8 p.p. kwartał do kwartału, natomiast ponad połowa zapytanych przedsiębiorców przewiduje stabilną sytuacją pod względem inwestycji i jest to wzrost aż o 19,3 pkt. k/k. Spadek sprzedaży, mniej optymistyczne oceny dotyczące płynności finansowej oraz planowany wzrost poziomu inwestycji sprawiają, że MŚP wyrażają większe zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (+8,7 p.p. w ujęciu kwartalnym).
Gorzej niż w 2015 roku
Pomiędzy II a III kwartałem tego roku wartość „Barometru EFL” spadła, w przeciwieństwie do analogicznego okresu w 2015 roku, gdy nieznacznie, ale jednak wzrosła (o 0,6 pkt). Oznacza to, że pogorszenie nastrojów nastąpiło w tym roku wcześniej niż w roku ubiegłym, gdy spadek wartości głównego indeksu nastąpił dopiero między III i IV kwartałem. Równocześnie, porównując wartość „Barometru EFL” z trzech pierwszych kwartałów 2016 w ujęciu rok do roku, widać, że jest on wciąż o 1-3 pkt proc niższy niż w roku 2015.
– Jeżeli powtórzy się sytuacja z ubiegłego roku, gdy pomiędzy III a IV kwartałem wartość głównego indeksu wyraźnie spadła, wówczas w ostatniej części tego roku możemy spodziewać rekordowo niskiej wartości Barometru. – mówi Radosław Kuczyński z EFL.
[1]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 4 – 11.05.2016 r.
[2]Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.
Rośnie wartość nieruchomości inwestycyjnych MLP Group
MLP Group opublikowało skonsolidowane wyniki za I półrocze 2016 r. W tym okresie Grupa wypracowała 26,2 mln zł zysku netto. Wartość nieruchomości inwestycyjnych w ciągu pierwszego półrocza tego roku wzrosła o 5,5% do 892 mln zł.
MLP Group, deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, na koniec czerwca br. osiągnął wzrost wartości nieruchomości inwestycyjnych do poziomu 892 mln zł. To o 5,5% więcej niż na koniec minionego roku. „Wartość wszystkich naszych parków logistycznych zwiększyła się w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku. To oznacza, że realizowane przez nas projekty charakteryzują się bardzo dobrą lokalizacją i wysokim standardem, co jest doceniane przez niezależnych ekspertów. Ze względu na różne lokalizacje i cechy nieruchomości inwestycyjnych Grupy przyjęte przez rzeczoznawców yield rates dla poszczególnych naszych parków logistycznych znajdują się w przedziale 7,25%-8,50%” – podkreślił Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A. Jednocześnie wartość aktywów netto (NAV) na koniec czerwca br. wyniosła 632,9 mln zł i była na zbliżonym poziomie względem grudnia minionego roku.
W I półroczu 2016 roku Grupa wypracowała 26,2 mln zł zysku netto. Z kolei skonsolidowane przychody wyniosły 43,4 mln zł. W I półroczu 2016 r. Grupa prowadziła projekty inwestycyjne o łącznej powierzchni 61,6 tys. m2. Na koniec czerwca br. MLP Group wynajmowało łącznie 313,5 tys. m2 powierzchni komercyjnej. Łączna wielkość posiadanego przez MLP Group banku ziemi w Polsce to 93,9 hektarów.
„W II połowie tego roku zamierzamy znacznie zwiększyć naszą aktywność w zakresie komercjalizacji parków i w najbliższym okresie będziemy informować o kolejnych umowach, które w sposób znaczący powinny się przełożyć na zwiększenie wartości zarządzanych przez nas aktywów. Poza rozbudową posiadanych parków wystartujemy w okolicach Wrocławia oraz Gliwic. Powinniśmy również uruchomić projekt w Łodzi oraz kolejny na Górnym Śląsku w Czeladzi” – dodał Radosław T. Krochta.
Aktualnie w skład portfela nieruchomości MLP Group wchodzi pięć parków logistycznych zlokalizowanych w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań, MLP Lublin oraz MLP Teresin. W przygotowaniu są kolejne inwestycje w okolicach Wrocławia oraz Gliwic. W planie jest również uruchomienie projektów w Łodzi oraz kolejnego na Górnym Śląsku. Docelowa powierzchnia magazynowa MLP Group sięga blisko 1 mln mkw.
Kompap: wzrost sprzedaży o ponad 8% w I półroczu 2016
Grupa Kompap, do której należą dwie wiodące drukarnie dziełowe w Polsce – BZGraf i OZGraf, osiągnęła w I półroczu 2016 przychody ze sprzedaży na poziomie 32,37 mln zł, tj. o ponad 8% wyższe w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży w tym czasie wyniósł 7,86 mln zł w stosunku do 8,28 mln zł rok wcześniej. Jednocześnie w okresie od stycznia do czerwca 2016 r. grupa wypracowała zysk netto na poziomie 1,59 mln zł wobec 3,29 mln zł przed rokiem. We wrześniu spółka wypłaci dywidendę w wysokości 0,20 zł na akcję .
– W pierwszej połowie roku sprzedaliśmy ze stratą nieruchomość inwestycyjną w Otoczynie, co nie pozostało bez wpływu na wynik Kompapu. Biorąc też pod uwagę, że zazwyczaj lepsze dla branży poligraficznej jest drugie półrocze, poczyniliśmy pod tym kątem inwestycje w nowych pracowników, co przełożyło się na wzrost kosztów. Spodziewamy się jednak, że będą oni dla nas dużym wsparciem w kolejnych miesiącach roku – mówi Waldemar Lipka, prezes zarządu Kompap SA. – Najistotniejsze jest to, że efekty restrukturyzacji mają trwały charakter i nasza grupa systematycznie generuje zyski. Ponadto, wzrost przychodów o ponad 2,40 mln zł w okresie od stycznia do czerwca br. i to względem bardzo dobrego pierwszego półrocza 2015 r. pokazuje, jak bardzo nasze produkty cenione są przez klientów – zarówno w Polsce, jak i za granicą. To stwarza nam perspektywy do dalszych wzrostów, umacniania naszej pozycji na rynku oraz tworzenia wartości dla akcjonariuszy – dodaje prezes Kompapu.
Odbiorcami Kompapu w Polsce są renomowane wydawnictwa, takie jak Grupa PWN, Świat Książki, Wydawnictwo C.H. Beck, Wydawnictwo Olesiejuk, Prószyński Media, Publicat, Hachette Polska i in. Ponadto grupa z powodzeniem eksportuje swoje produkty do blisko 20 krajów europejskich, m.in. na tak wymagające rynki jak Finlandia, Niemcy czy Dania.
Podstawową działalnością Kompapu, w tym należących do grupy zakładów graficznych BZGraf i OZGraf, jest druk – przede wszystkim dziełowy. W pierwszej połowie roku z tytułu działalności produkcyjnej, tj. głównie sprzedaży gotowych książek, katalogów, czasopism i innych artykułów poligraficznych, a także usług introligatorskich, grupa osiągnęła przychody w wysokości 31,08 mln zł względem 29,06 mln zł rok temu.
– Kompap ma przed sobą pozytywne perspektywy rozwoju. Posiadamy stabilny portfel klientów, chcemy dalej umacniać swoją pozycję na rynku rodzimym i za granicą, poprawiając przy tym wydajność produkcji. Mając więc na uwadze bardzo dobrą kondycję firmy, zdecydowaliśmy podzielić się z akcjonariuszami zyskami wypracowanymi w poprzednich latach. We wrześniu z kapitału zapasowego spółki przekażemy im blisko 0,94 mln zł w postaci dywidendy, co oznacza 0,20 zł na akcję – kończy Waldemar Lipka.
R. Parvi (WSB): Stopy procentowe w Polsce mogą pójść w górę w pierwszej połowie 2017 roku

Rośnie prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA. Analitycy oceniają, że nastąpi to w grudniu. Wpływają na to coraz lepsze wyniki z tamtejszego rynku pracy. Gdyby Rada Polityki Pieniężnej podobnie jak Fed brała pod uwagę głównie spadek bezrobocia, a nie inflację, to też coraz częściej mówiono by o podwyżkach stóp procentowych. Zdaniem dra Rafała Parviego z Wyższej Szkoły Bankowej mimo wszystko takiego ruchu można się spodziewać dopiero w I półroczu 2017.
– Jeśli rozwija się rynek pracy, spada stopa bezrobocia i zwiększa płaca minimalna, to Fed w Stanach Zjednoczonych wspomina, że będzie podwyższał stopy procentowe. W Polsce również bierze się to pod uwagę, ale nasz rynek działa inaczej niż amerykański i bierze się pod uwagę inne aspekty, przede wszystkim inflację – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Rafał Parvi, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej.
Obecnie w Polsce stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie od marca 2015 roku (stopa referencyjna – 1,50 proc., lombardowa – 2,50, depozytowa – 0,50 proc. i redyskonta weksli – 1,75 proc.). Trudna sytuacja na rynkach finansowych sprawiła, że stopy procentowe pozostają bez zmian w Stanach Zjednoczonych od grudnia 2015 roku, a Europejski Bank Centralny utrzymuje je na poziomie bliskim zera.
– Rada Polityki Pieniężnej utrzymuje stopy procentowe na stałym poziomie. Niektórzy członkowie Rady chcieli je nawet obniżyć. Moim zdaniem nie należałoby tego robić, ponieważ jesteśmy rynkiem konkurencyjnym dla innych państw z Unii i inwestorów, którzy kupują nasze obligacje 10-letnie, a sprzedają się w przeciągu kilkunastu minut – przekonuje Parvi.
O stopach procentowych w Polsce decyduje się przede wszystkim w oparciu o prognozę inflacji na najbliższe 1,5 roku do 2 lat. Dane NBP wskazują, że w lipcu tego roku deflacja (po wyłączeniu cen podlegających kontroli państwa) wyniosła -0,9 proc. w skali roku. Jesteśmy wyraźnie poniżej celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. (z możliwością odchylenia o 1 pkt proc., czyli w przedziale 1,5–3,5 proc.). Ceny powinny jednak stopniowo rosnąć. Wedle NBP przy założeniu, że stopy procentowe się nie zmienią, roczna dynamika cen znajdzie się z 50 proc. prawdopodobieństwem w przedziale -0,9–0,3 proc. w tym roku, 0,3–2,2 proc. w 2017 roku oraz 0,3–2,6 proc. w 2018 roku.
– Jeżeli wejdziemy w inflację, która będzie sprzyjała rynkowi, to wówczas myślę, że w pierwszym półroczu 2017 roku zostaną podwyższone stopy procentowe – ocenia wykładowca WSB. – Będzie to też związane z tym, czy tempo wzrostu gospodarczego jest odpowiednie i jaka jest sytuacja na rynku pracy.
Amerykański Fed wskazał, że poprawia się sytuacja na tamtejszym rynku pracy. W sektorze pozarolniczym w lipcu przybyło ponad 255 tys. miejsc pracy, o 70 tys. więcej niż szacowano. Lepsze były także wyniki sektora prywatnego. Stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,9 proc. Po komunikacie Fed prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w grudniu, wyceniane przez kontrakty terminowe na stopę Fed, wynosi ok. 47 proc. wobec 35 proc. przed publikacją.
Według najnowszych prognoz Ministerstwa Rozwoju wzrost PKB w tym roku wyniesie 3,5 proc. Wcześniejsze analizy mówiły o 3,8 proc. Coraz lepsza sytuacja panuje na krajowym rynku pracy. W lipcu stopa bezrobocia wyniosła 8,6 proc. (przy 8,8 proc. w czerwcu). Bez pracy pozostaje ok. 1,3 mln osób. To najlepszy wynik od 1991 roku. Zdaniem resortu pracy trend spadkowy powinien się utrzymać również w najbliższych miesiącach. To wszystko zdaniem dra Parviego tworzy odpowiednie warunki do podniesienia stóp.
– Na podwyższeniu stóp procentowych zyskają depozytariusze, osoby, które inwestują w instytucjach finansowych, w bankach, na lokatach i innych produktach finansowych. Stracą, i to sporo, przedsiębiorcy, którzy i tak ponoszą wysokie koszty kredytu, czyli koszty związane z utrzymaniem firmy – mówi dr Rafał Parvi.
Organika zadowolona z ubiegłorocznych wyników finansowych. Firma zapowiada małe i średniej wielkości akwizycje w Europie Środkowo-Wschodniej

Malborska Organika, czołowy producent i przetwórca pianki poliuretanowej w Europie Centralnej i Wschodniej, w pierwszych miesiącach tego roku zwiększyła sprzedaż o przeszło 15 proc. i podwoiła wynik operacyjny. Spółka zapowiada dalsze akwizycje, najchętniej w promieniu 300–400 kilometrów od istniejących zakładów, oraz dywersyfikację odbiorców.
– Zakończyliśmy właśnie pierwszy etap realizacji naszej nowej strategii i zaczęliśmy wykorzystywać potencjał naszej organizacji – informuje agencję informacyjną Newseria Inwestor Dariusz Kwieciński, prezes Malborskich Zakładów Chemicznych Organika SA. – Podnosząc kapitał obrotowy, udało nam się w pierwszych kilkunastu miesiącach zwiększyć sprzedaż o ponad 15 proc., co jest rezultatem dobrym, oraz podwoić EBITDĘ.
Pod koniec lipca Organika ogłosiła nową strategię zakupową. Zakłada ona m.in. zwiększenie udziałów w rynku mimo osłabienia złotego i wzrostu niepewności oraz wzmocnienie siły nabywczej grupy poprzez dalszą centralizację zakupów surowca oraz wydłużanie horyzontu planowania (dokonywanie zakupów w większych partiach na lepszych warunkach).
W administrowaniu tym procesem, jak również w zarządzaniu ma pomóc inwestycja w zintegrowany system zarządzania SAP, dostosowany do charakterystyki prowadzonej przez spółkę działalności.
– W najbliższym czasie chcemy kontynuować realizację strategii, bo widzimy, że w tym roku trendy są dla nas pozytywne – zapowiada prezes Dariusz Kwieciński. – Obecnie skupiamy się na wykorzystaniu szans podczas zakupu surowców. Na rynkach, które obsługujemy, poza Rosją, widzimy bardzo duży popyt, który skutecznie możemy zaspakajać. Długofalowo chcemy szukać małych i średniej wielkości firm do akwizycji tam, gdzie obecnie pracujemy, czyli na terenie Europy Środkowo-Wschodniej.
Organika jest czołowym producentem elastycznej pianki poliuretanowej w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Skupiająca dziewięć zakładów produkcyjnych Grupa Kapitałowa działa na skalę międzynarodową, m.in. w Rosji, Czechach, Bułgarii, Rumunii, Serbii, Bośni i Hercegowinie oraz na Białorusi. Do największych placówek Grupy należą zakłady w Malborku, Pogalewie Wielkim oraz specjalistyczna przetwórnia w Częstochowie. Jednym z największych odbiorców produktów spółki jest przemysł meblowy.
– Jeden zakład od drugiego jest u nas oddalony o około 300–400 kilometrów – zauważa Dariusz Kwieciński. – Otwierając kolejne placówki, chcemy podążać za naszymi klientami. Meblarstwo jest bardzo pracochłonne, w związku z tym inwestuje w obszarach, gdzie jest tania siła robocza. Szukamy więc okazji na akwizycję w promieniu kolejnych 300–400 kilometrów, zapewne na południu bądź wschodzie Europy. Nie mamy jednak zdefiniowanych krótkofalowych celów. Akwizycje mamy zamiar robić na zasadzie oportunistycznej. Jesteśmy otwarci, rozmawiamy z kilkoma firmami. Natomiast decydować będziemy po analizie rynku, szczególnie jego potencjału.
Drugim kierunkiem rozwoju, jak wskazuje prezes Dariusz Kwieciński, ma być dywersyfikacja głównych odbiorców.
– Ostatnio z dużym sukcesem wyszliśmy z naszymi produktami do przemysłu motoryzacyjnego i budowlanego – zauważa prezes Dariusz Kwieciński. – Gdyby pojawił się mały bądź średniej wielkości partner z tych sektorów do potencjalnej akwizycji, to także jesteśmy otwarci na rozmowy. W każdym regionie wyrażamy gotowość współpracy.
Organika w ubiegłym roku osiągnęła znaczny wzrost rentowności i poprawiła płynność finansową. Przedsiębiorstwo odnotowało zysk netto na poziomie ponad 3,3 mln zł wobec niemal 4,8 mln zł straty w 2014 r. Wynik EBITDA (14,8 mln zł) był natomiast dwukrotnie wyższy (wzrost o 106 proc.).
Dwa lata temu Organika, której obligacje były notowane na rynku Catalyst, borykała się z problemem płynności finansowej. Mająca pokryć zobowiązania emisja nowej serii papierów nie doszła do skutku. Zarząd podjął wtedy negocjacje z wierzycielami, a w przygotowaniu planu restrukturyzacji nawiązał współpracę z firmą doradczą Ernst & Young. W rezultacie udało się zawrzeć porozumienia umożliwiające działalność operacyjną firmy.
Obecnie zobowiązania spółki są już spłacone.
Tysiąc miejsc pracy powstanie w okolicach Szczecina. Operator nowego magazynu Zalando rozpoczyna rekrutację

Ponad 130 tys. mkw. powierzchni magazynowej powstanie w Gryfinie w Zachodniopomorskiem na potrzeby Zalando. Magazyn od połowy przyszłego roku będzie obsługiwać rynki polski, niemiecki i skandynawski popularnej platformy odzieżowej. Jego obsługą logistyczna zajmie się firma Fiege, która zatrudni na prawie tysiąc osób. Rekrutacje na niektóre stanowiska ruszą jeszcze w sierpniu.
– Rekrutacje na stanowiska menadżerskie rozpoczną się już pod koniec sierpnia oraz na początku września, więc zachęcam do aplikowania. Rekrutacja na stanowiska liniowe rozpocznie się wiosną 2017 roku – mówi agencji Newseria Agata Wydmańska, marketing manager w Fiege.
Jak podkreśla, rynek pracy był – obok coraz lepszej infrastruktury drogowej i bliskości rynku niemieckiego – jednym z czynników decydujących o wyborze lokalizacji pod budowę nowego magazynu Zalando.
– Z naszego doświadczenia wynika, że uda nam się znaleźć pracowników w tym rejonie. Wierzę, że z pomocą gmin i urzędów pracy nie będziemy mieli problemu ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników – podkreśla Agata Wydmańska.
Z danych GUS wynika, że na koniec czerwca w powiecie gryfińskim zarejestrowanych było 3,6 tys. bezrobotnych, a stopa bezrobocia wyniosła 15,2 proc. W całym województwie zachodniopomorskim była ona nieco niższa – 11,2 proc. Dla dolnośląskiego i wielkopolskiego wskaźniki są zdecydowanie niższe – odpowiednio 7,8 proc. oraz 5,4 proc.
Budowa magazynu ma się rozpocząć jeszcze w tym miesiącu. Pierwsze wysyłki planowane są na lato 2017 roku. Wydmańska podkreśla, że będzie to jeden z najnowocześniejszych magazynów w Polsce – jego pełna automatyzacja zaplanowana jest na koniec 2018 roku.
– Miesięcznie dostarczamy kilka milionów przesyłek do naszych klientów w 15 krajach w Europie. W ciągu ostatniego roku Zalando zyskało aż trzy miliony nowych klientów. W odpowiedzi na tak intensywny wzrost wzmacniamy naszą europejską sieć logistyczną. Rynek e-commerce w Polsce rozwija się niezwykle dynamicznie. Oprócz strategicznej lokalizacji, dostępnej infrastruktury, kadry potencjalnych pracowników oraz kosztów konkurencyjność polskiego e-handlu była czynnikiem decydującym o lokalizacji nowego centrum logistycznego – mówi David Schröder, Senior Vice President Operations w Zalando.
Fiege będzie odpowiedzialne za obsługę logistyczną magazynu. Jak podkreśla Wydmańska, jest to rozwinięcie długoletniej współpracy obu firm. W portfolio Fiege są też inne firmy odzieżowe, m.in. Gerry Weber czy Esprit obsługiwane w Niemczech.
– Oczywiście taka obsługa logistyczna z każdym klientem ustalana jest indywidualnie, ponieważ każdy ma inne wymagania. Nasze usługi mogą dotyczyć przyjęcia, wydania towaru, kompletacji, etykietowania – wyjaśnia Agata Wydmańska.
Z raportu „E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska” wynika, że Zalando jest trzecim najbardziej rozpoznawalnym serwisem w e-handlu (znajomość spontaniczna) – wskazało na nią 13 proc. ankietowanych. Wśród serwisów odzieżowych zajmuje drugie miejsce, po Allegro, z 23 proc. wskazań.
Agroturystyka coraz popularniejszym sposobem na wypoczynek. Resort rolnictwa chce ją promować wśród turystów zagranicznych

W I kwartale liczba udzielonych noclegów w gospodarstwach agroturystycznych była o ponad 10 proc. wyższa niż przed rokiem, a największe obłożenie przypada na II i III kwartał. Resort rolnictwa i rozwoju wsi chce ten rodzaj turystyki w Polsce promować zarówno w kraju, jak i za granicą. Wraz ze wzrostem popularności agroturystyki rośnie też zainteresowanie rolników tym rodzajem działalności. W perspektywie na lata 2014–2020 będą oni mogli liczyć na wsparcie z UE w tym zakresie.
– Widać wyraźny wzrost w poszczególnych województwach – jest coraz więcej miejsc noclegowych, miejsc tematycznych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Coraz więcej osób korzysta z usług agroturystycznych, szczególnie w sezonie letnim – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Romanowski, wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi. – Co więcej, agroturystyka bardzo dobrze rozwija się również poza sezonem.
Jak wynika z danych GUS, z usług gospodarstw agroturystycznych w I kwartale tego roku skorzystało 17 tys. turystów, z czego 0,6 tys. zagranicznych.
– Obserwujemy tendencję wzrostową związaną z turystami zagranicznymi. Niestety, jest to poziom około 10 proc. w skali szeroko pojętego agroturyzmu. Myślę, że to się może zmieniać pod wpływem obecnej sytuacji geopolitycznej i dzięki prowadzonym kampaniom reklamowym. Polska Organizacja Turystyczna, resort turystyki i departament turystyki w resorcie rolnictwa wspólnie wypracowują kampanię, która pozwoli na mocną promocję wśród zagranicznych gości. Chcemy przyciągać gości zza Odry, z Francji i ze Skandynawii. Jest bardzo wiele takich miejsc, które na pewno zadowolą również gości zagranicznych – mówi Romanowski.
W I kwartale 2016 r. liczba udzielonych noclegów w kwaterach agroturystycznych przekroczyła 61 tys., podczas gdy rok wcześniej oscylowała wokół 55 tys. To ponad 10-proc. wzrost. Stopień wykorzystania miejsc noclegowych wyniósł ok. 7,7 proc.
Jednak szczyt zainteresowania przypada na sezon letni. W całym ubiegłym roku liczba udzielonych noclegów wzrosła o 17,5 proc. względem 2014 r. To obiekty noclegowe, które zanotowały najbardziej dynamiczny przyrost.
– Szczególna koncentracja tego typu miejsc przypada na województwo warmińsko-mazurskie, podkarpackie, małopolskie, ale ostatnio także na Mazowszu oraz w pozostałych województwach jest coraz więcej gospodarstw zajmujących się agroturystyką – mówi wiceminister.
Takich miejsc może przybywać także z uwagi na dofinansowanie, na jakie mogą liczyć rolnicy w tym zakresie. W ramach PROW 2014–2020 będą realizowane działania, które będą wspierać rozwój działalności pozarolniczej.
W I kwartale 2017 r. ma ruszyć nabór wniosków w ramach instrumentu „Premie na rozpoczęcie działalności pozarolniczej” realizowanego przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Rolnicy mogą liczyć na 100 tys. zł premii.
– Również w ramach tzw. osi Leader najbardziej społeczne, czyli lokalne grupy działania, organizowane jest wsparcie właśnie dla tego typu małych przedsiębiorców, małych gospodarstw, które nie są w stanie wygospodarować wartości dodanej wyłącznie z pracy w gospodarstwie – wyjaśnia Romanowski.
Wsparcie dla rozwoju lokalnego w ramach inicjatywy Leader zakłada m.in. dofinansowanie zakładania działalności gospodarczej i rozwój przedsiębiorczości oraz dywersyfikację źródeł dochodu.
– Lokalne Strategie Rozwoju w bardzo dużej części kraju zostały już zatwierdzone przez marszałków województw, więc nabory ruszają lub ruszą za chwilę. W tych mechanizmach mogą uczestniczyć gospodarstwa agroturystyczne – mówi wiceminister.
Jak podkreśla, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podejmuje także szereg innych działań, które mają promować agroturystykę. Jednym z nich są Targi Turystyki Wiejskiej i Agroturystyki, które co roku odbywają w Kielcach.
– Resort rolnictwa czynnie uczestniczy we wspieraniu tego typu inicjatyw poprzez wkład w organizację samych targów, a także w certyfikowanie i promowanie zdrowego wypoczynku, który jest coraz bardziej popularny wśród mieszkańców dużych aglomeracji miejskich – wyjaśnia Romanowski. – Poza tym w 11 szkołach rolniczych podlegających ministrowi rolnictwa kształcimy ponad 270 uczniów w zakresie technika agroturystyki. To są słuchacze ponadgimnazjalni i słuchacze techników dla dorosłych.
Po siedmiu miesiącach import samochodów używanych wzrósł o ponad 13 proc. Do Polski trafiają coraz starsze auta

11 lat i 8 miesięcy – to średni wiek importowanego w tym roku samochodu osobowego. To o 10 miesięcy więcej niż w 2015 roku – wynika z raportu Samar. Import w okresie od stycznia do lipca wzrósł o 13,4 proc. Liczba rejestracji nowych aut rośnie szybciej – o 17 proc., ale wciąż jest ich ponaddwukrotnie mniej niż importowanych sztuk. Dalsze proporcje będą zależeć od decyzji polityków – podkreśla Janusz Chodyła z Renault.
– Bardzo cieszy 17-proc. wzrost rynku samochodów osobowych przez pierwsze siedem miesięcy, ale dalsze perspektywy w dużym stopniu zależą od polityki w zakresie sprowadzania samochodów używanych – podkreśla w rozmowie z agencja Newseria Janusz Chodyła, attaché prasowy Renault Polska. – Wydaje się, że na razie ten suwak kompromisu między sprowadzaniem samochodów używanych, a rynkiem samochodów nowych jest na razie przesunięty w stronę samochodów używanych.
Jak wynika z raportu PZPM, liczba rejestracji nowych aut osobowych w ciągu siedmiu miesięcy sięgnęła prawie 242 tys., czyli o 16,7 proc. więcej niż rok wcześniej.
Z raportu Instytutu Samar (na podstawie danych CEPiK) wynika, że w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy tego toku Polacy zaimportowali ponad 527 tysięcy nowych samochodów, czyli o 13,4 proc. więcej niż przed rokiem. W samym lipcu import nieznacznie zahamował – zarówno w ujęciu miesięcznym, jak i rocznym, ale może to być tylko efekt układu kalendarza. Jednocześnie ostatnie miesiące przyniosły ponad 28-proc. wzrost samochodów w wieku powyżej 10 lat (ponad 334 tys.).
– Polska jest niechlubnym liderem, jeśli chodzi o park samochodów, który przekracza 10 lat. To ma przełożenie na ekologię i na bezpieczeństwo na drogach. Uregulowania w tym zakresie będą miały bezpośredni wpływ na sprzedaż i na rynek – mówi Janusz Chodyła.
Chodzi m.in. o propozycję wprowadzenia podatku ekologicznego dla samochodów starszych. Informacje na ten temat parokrotnie pojawiały się w mediach. W odpowiedzi na interpelację wniesioną przez poseł Barbarę Bartuś Wiesław Jasiński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów, w ubiegłym tygodniu podkreślił, że resort nie ma planów „związanych z wprowadzeniem nowego, tj. dodatkowego podatku dla posiadaczy samochodów osobowych”. Poinformował jednocześnie, że propozycja zastąpienia dotychczasowej formy opodatkowania podatkiem uzależnionym od czynnika środowiskowego pojawiła się w toku prac nad senatorskim projektem zmian w akcyzie.
– W związku z tym w Ministerstwie Finansów prowadzone są analizy dotyczące m.in. czynników, które mogłyby być wykorzystane jako podstawa opodatkowania na potrzeby nowego systemu podatkowego oraz zakresu ewentualnych zwolnień z podatku. Przedstawienie wyników tych analiz będzie możliwe pod koniec września br. – napisał Wiesław Jasiński w odpowiedzi na interpelację.
Zdaniem przedstawiciela Renault Polska decyzje polityczne będą też mieć istotny wpływ na dalszy rozwój segmentu samochodów elektrycznych.
– Rynek samochodów elektrycznych w Polsce jest marginalny. W zeszłym roku sprzedało się nieco ponad 120 samochodów i ten rok będzie bardzo podobny – ocenia Janusz Chodyła. – Doświadczenia na rynkach światowych pokazują, że samochody elektryczne sprzedają się tam, gdzie są zachęty do ich zakupu. Nas jako lidera samochodów elektrycznych w Europie cieszą zapowiedzi polskiego rządu wspomożenia tego segmentu. Tym bardziej że za kilka miesięcy czeka nas technologiczny przełom, ponieważ te samochody będą miały zakres przemierzanych odległości dwukrotnie większy niż obecnie.
Rządowy plan rozwoju elektromobilności zakłada, że za 10 lat na polskich drogach będzie milion samochodów elektrycznych.
Poza kwestią ekologii dominujące w motoryzacji będą prace nad autonomicznymi pojazdami.
– Prezes koncernu Carlos Ghosn zapowiedział, że alians Renault-Nissan wprowadzi do 2020 roku 10 samochodów autonomicznych. Ja na to czekam z niecierpliwością, ponieważ to zmieni życie kierowców i całych społeczeństw – mówi Chodyła.
Polska liderem produkcji pianki poliuretanowej w Europie. Producentom sprzyja dynamiczny rozwój rynku meblarskiego

Nasz kraj systematycznie umacnia pozycję na międzynarodowym rynku meblarskim. Otwiera to możliwości wzrostu nie tylko producentom mebli, lecz także ich kooperantom, takim jak producenci pianki poliuretanowej. Na fali mody na polskie meble awansowali oni na pozycję numer jeden w branży piankowej w Europie. W efekcie gracze tacy jak Grupa Organika mogą się cieszyć świetnymi wynikami i optymistycznie patrzeć w przyszłość.
– Jeszcze kilka lat temu Polska była numerem trzy lub cztery w Europie wśród producentów pianek dla meblarstwa. Podczas ostatniego spotkania branżowego okazało się, że w tej chwili Polska jest największym w Europie producentem pianek, co znaczy, że jest również największym w Europie producentem materacy, mebli tapicerowanych i nie tylko – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Kwieciński, prezes zarządu spółki Organika.
Polska jest szóstym producentem mebli na świecie. Wysoko jest też wśród eksporterów. W ubiegłym roku wartość eksportu sięgnęła ok. 9 mld euro, czyli o ok. 400 mln euro więcej niż rok wcześniej. Aż 90 proc. produkcji trafia za granicę, przede wszystkim do krajów rozwiniętych. Eksport materacy z Polski wyraźnie przekracza 2 mld zł rocznie. Na świecie ustępujemy tylko Chinom.
– Polska jest beneficjentem kryzysu w zachodniej Europie. Przez lata zbudowała sobie bardzo mocną pozycję – uważa Dariusz Kwieciński. – Mamy w tej chwili zasoby w postaci fabryk, wyszkolonych ludzi, rozwijającej się branży designerskiej mebli oraz inżynierów specjalizujących się w tym obszarze.
Według ostatnich danych GUS w I kwartale 2016 roku wartość polskiego eksportu w ramach kategorii „meble do siedzenia i ewentualnie do spania oraz ich części” przekroczyła 5,7 mld zł, o 15,6 proc. więcej rdr. Z kolei w kategorii „meble i ich części (bez mebli do siedzenia i lekarskich)” w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku łączny eksport sięgnął niemal 3,7 mld zł, o 9,5 proc. więcej rdr.
– Jest to świetna podstawa do dalszych wzrostów, które będą się dokonywały w najbliższych latach. Nie spodziewamy się tutaj znaczącej zmiany trendu czy obniżki popytu – ocenia Kwieciński. – Od początku lat 90. polski rynek meblarski rósł dwucyfrowo. Spodziewamy się kontynuacji wzrostu nieco poniżej 10 proc.
Rynek meblarski odpowiada za 80–90 proc. przychodu Organiki. Jednak pianki poliuretanowe stosuje się na szeroką skalę również w przemyśle motoryzacyjnym (gąbki tapicerskie, sztywne pianki do zderzaków), obuwniczym i tekstylnym, maszynowym i AGD.
– Ceny na rynku pianki podążają za cenami surowców ropopochodnych. Obniżka cen ropy, która się dokonała w ostatnich kilkunastu miesiącach, wpłynęła na nasze koszty, a co za tym idzie – na ceny. Pozwoliła zwiększyć konkurencyjność zarówno nam, jak i naszym klientom. W tej chwili nie widzimy ryzyka drastycznych zmian po stronie kosztowej – mówi prezes Organiki.
Organika skutecznie wykorzystuje korzystną koniunkturę na rynku meblarskim i motoryzacyjnym. Grupa dywersyfikuje produkcję do kolejnych gałęzi przemysłu oraz umacnia w strukturze sprzedaży udział produktów głębiej przetworzonych. Przełożyło się to na znaczny wzrost rentowności biznesu.
– Długofalowa analiza trendów na rynkach przeprowadzona przez naszych dostawców zaowocowała tym, że w najbliższym roku, dwóch latach zostaną otwarte 2–3 globalne fabryki surowców. Świadczy to o tym, że również nasi dostawcy i ich analitycy widzą dalszy systematyczny rozwój produkcji poliuretanów – podsumowuje Kwieciński.
Grupa Malborskie Zakłady Chemiczne Organika prowadzi produkcję nie tylko w Polsce, lecz także w Czechach, Rosji, Bułgarii, na Białorusi oraz w Bośni i Hercegowinie. Swoje wyroby oferuje także w Rumunii i Serbii.
Produkcja tworzyw jest ważnym segmentem przemysłu chemicznego. Jak podaje Organika za Eurostatem, producenci tworzyw zatrudniają łącznie 140 tys. pracowników w Europie, zaś ich przetwórcy aż 1 267 tys.
Fast Finance stawia na organiczny rozwój. Na poprawę wyników spółki ma wpłynąć poprawa procesów windykacyjnych

Specjalizująca się w obsłudze wierzytelności detalicznych spółka Fast Finance zmniejsza zadłużenie. W I półroczu wypracowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 13,2 mln zł. Zakup atrakcyjnych portfeli wierzytelności detalicznych w połączeniu z rozwojem organicznym ma zapewnić spółce dobrą pozycję na rynku.
– Jesteśmy zadowoleni z I półrocza. Utrzymaliśmy dobry poziom wyników w trakcie realizacji programu redukcji zadłużenia spółki, z czego jesteśmy zadowoleni – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jacek Daroszewski, prezes zarządu firmy Fast Finance we Wrocławiu.
Spółka zakończyła okres sprawozdawczy skonsolidowanymi przychodami na poziomie 13,2 mln zł, wynikiem netto w wysokości 4,1 mln zł oraz wzrostem wskaźników rentowności. Na koniec czerwca wskaźnik zadłużenia, długu netto do kapitału własnego spadł z poziomu 0,70 na koniec I kw. do 0,58. Spółka osiągnęła też wyższe niż w pierwszej połowie 2015 roku wskaźniki rentowności. Skonsolidowana marża operacyjna EBIT wyniosła 50,8 proc. (wzrost o 3,4 p.p. w skali roku), a rentowność netto wzrosła do 31,3 proc., przy 30,8 proc. w tym samym okresie 2015 roku.
– W drugim półroczu nie spodziewamy się wzrostu marży brutto, ale doskonalenie procesów windykacyjnych może doprowadzić do wzrostu marży netto i poprawy tego wyniku – ocenia Doroszewski. – Zakupy zawsze powodują wzrost przychodów. Gdybyśmy dokonali inwestycji w atrakcyjne portfele, tobyśmy mogli się spodziewać wzrostu – dodaje.
Spółka zapowiada też konsekwencje w realizowaniu strategii, nie wyklucza też wejścia w nowe segmenty działalności. Fast Finance ma wciąż nabywać atrakcyjne portfele wierzytelności, co w połączeniu z inwestycjami w rozwój organiczny powinno zapewnić mocną pozycję w branży.
– Prowadzone są różne rozmowy na temat pozyskiwania nowego finansowania dla spółki. Należy zauważyć, że mocno spadł wskaźnik zadłużenia do kapitałów własnych i możliwości tutaj są bardzo duże – ocenia prezes Fast Finance.
Pozytywny wpływ na rozwój firmy ma również dobra sytuacja na rynku wierzytelności. Badanie „Wielkość polskiego rynku wierzytelności” Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych wskazuje, że na koniec I kwartału 2016 roku firmy zarządzały łącznie 12,8 mln wierzytelnościami o łącznej wartości ponad 79 mld zł. W porównaniu do IV kw. 2015 roku oznacza to 6,3 proc. wzrostu wartości portfela (przy przeciętnym tempie 5,9 proc. na kwartał od 2013 roku). W ujęciu bezwzględnym wartość obsługiwanych wierzytelności wzrosła w stosunku do poprzedniego kwartału o ok. 4,7 mld zł.
– Branża windykacji rozwija się bardzo dynamicznie. Przejawia się to w różnych aspektach, przykładem może być konsolidacja rynku, doskonalone są procesy windykacyjne, zmienia się również percepcja całej branży – podkreśla Doroszewski.
Na korzyść zmieniło się również postrzeganie samej branży firm windykacyjnych.
– Branża przez ostatnich paręnaście lat, odkąd pracujemy na tym rynku, bardzo się zmieniła, i to bardzo pozytywnie. Postrzegana jest zdecydowanie dużo lepiej. Jesteśmy traktowani jako konieczny biznes na rynku – wskazuje prezes Fast Finance.
Dobry wpływ na sytuację na rynku wierzytelności mają też zmiany regulacyjne w sektorze bankowym. Likwidacja bankowego tytułu egzekucyjnego i wprowadzenie podatku od aktywów skłaniają banki do większej sprzedaży portfeli wierzytelności wyspecjalizowanym firmom. Szacuje się, że do końca tego roku wartość sprzedanych portfeli kredytowych banków sięgnie 16 mld zł. Dobra koniunktura gospodarcza wpływa też na większe zainteresowanie kredytami konsumenckimi. Rośnie jednocześnie liczba dłużników. BIK InfoMonitor w raporcie InfoDług wskazuje, że na czas nie spłaca długu ponad 2,1 mln Polaków, a łączna kwota zaległości wynosi ponad 44,5 mld zł.
Jak podkreśla Daroszewski, istnieje jeszcze wiele czynników, które mogłyby mieć pozytywny wpływ na rynek.
– To przede wszystkim działanie wymiaru sprawiedliwości, skrócenie czasu oczekiwania na nadanie klauzuli wykonalności wyrokom czy oczekiwania na wydanie wyroków nakazu zapłaty – wymienia Jacek Daroszewski.
Robert Łaniewski o planowanym wycofaniu papierowych paragonów
Gubisz często sklepowe paragony? Już niedługo przestanie to być twoim problemem, dlatego że zostaną one zastąpione elektronicznymi. Konsumentom ułatwi to składanie reklamacji i monitorowanie swoich wydatków, państwu – pomoże w walce z nieuczciwymi przedsiębiorcami.
„Ministerstwo Rozwoju planuje wprowadzenie elektronicznych paragonów. Oznacza to, że konsumenci będą mogli otrzymywać dowody zakupów esemesem, mejlem czy też ściągać je po zalogowaniu się do odpowiedniego portalu. To duże udogodnienie dla klientów, ponieważ dostęp do elektronicznych paragonów będzie możliwy w każdej chwili” – mówi serwisowi infoWire.pl Robert Łaniewski, prezes zarządu Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego.
Projektowane zmiany mają oczywiście bardzo duże znaczenie także dla przedsiębiorców. Będą oni musieli używać urządzeń fiskalnych z tzw. modułem komunikacyjnym, który będzie przekazywał elektroniczne paragony do systemów Ministerstwa Finansów (MF). Co ważne, moduły te zostaną dostosowane do terminali płatniczych, więc sprzedawcy i usługodawcy nie będą mieli problemów z przyjmowaniem płatności bezgotówkowych.
Wprowadzenie elektronicznych paragonów ułatwi ponadto walkę z przedsiębiorcami działającymi w szarej strefie. „Zmiany mają uszczelnić system. Przekazywane dane będą umożliwiały MF lepszy nadzór nad tym, co się dzieje w punktach handlowo-usługowych bez konieczności przeprowadzania fizycznych kontroli. Wystarczy, że będzie to sprawdzane w systemach Ministerstwa” – informuje ekspert.
Rynek chłodzonych dań gotowych w Polsce jest wart rocznie 1 mld zł
Z danych Panelu Gospodarstw Domowych GfK wynika, iż w okresie ostatnich 12 miesięcy polskie gospodarstwa domowe przeznaczyły na zakupy kategorii dań chłodzonych kwotę ponad 1 miliarda zł, co oznacza wzrost o 14,7 proc. w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej.
Z analiz zakupów polskich gospodarstw domowych wynika, że rynek dań chłodzonych z roku na rok odnotowuje wzrost zarówno w liczbie nabywców, jak i kupowanym wolumenie kategorii. W ciągu ostatnich 12 miesięcy 83 proc. gospodarstw sięgnęło po produkty z tej kategorii.
Analizowany rynek chłodzonych dań gotowych obejmuje wszystkie dania gotowe, takie jak np. pizza, kotlety, hamburgery, flaki oraz produkty mączne i ziemniaczane, np. pierogi, naleśniki, krokiety, kopytka, przechowywane w sklepach w lodówkach, które zaraz po podgrzaniu są gotowe do spożycia. Kategoria obejmuje zarówno produkty pakowane fabrycznie, jak i kupowane na wagę.
Polskie gospodarstwa domowe kupują gotowe dania chłodzone przeciętnie 11 razy w roku, sięgając podczas pojedynczej wizyty w sklepie po około 0,7 kilograma (bądź litra) tego typu produktu i wydając na to średnio 8,3 zł w ramach jednego aktu zakupu. Średnie wydatki na kategorię w ciągu ostatniego roku wyniosły około 93 zł na nabywcę i jest to 12 proc. więcej niż rok wcześniej.
Rosnąca z roku na rok częstotliwość zakupów jest jednym z głównych elementów przyczyniających się do obserwowanego pozytywnego trendu w zakupach i wydatkach na produkty chłodzone.
Najbardziej popularnym chłodzonym daniem gotowym są pierogi. Obecnie sięga po nie aż 49,1 proc. polskich gospodarstw. Jest to równoznaczne ze wzrostem o 5,3 pp. w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. W ujęciu ilościowym pierogi stanowiły aż 29,5 proc. zakupionego wolumenu. W dalszej kolejności konsumenci sięgali po: kotlety (6,4 proc.), pizzę (5,9 proc.), krokiety (5,4 proc.) oraz pampuchy – kluski na parze (5,1 proc.).
Biorąc pod uwagę miejsce zakupu, najważniejszym kanałem, w którym gospodarstwa zaopatrują się w tę kategorię są dyskonty. Obecnie 44,6 proc. wartości zakupów produktów chłodzonych dotyczy tego właśnie kanału. W dalszej kolejności dystrybucja opiera się na handlu tradycyjnym (22,1 proc. wartości zakupów), supermarketach (13,9 proc.) oraz hipermarketach (10,8 proc.). Warto podkreślić, iż wzrost zakupów produktów chłodzonych w ostatnim okresie obserwowany jest we wszystkich kanałach dystrybucji.
W kategorii chłodzonych dań gotowych spośród produktów markowych największe udziały w zakupach polskich gospodarstw domowych zanotowały produkty marki Virtu. Z kolei wśród marek własnych sieci liderem na rynku produktów chłodzonych są produkty sieci Biedronka.
Produkty marek własnych pakowane fabrycznie stanowią prawie 40 proc. zakupów kategorii i 37 proc. wydatków na kategorię, co jest znacząco wyższym udziałem w porównaniu do znaczenia marek własnych w zakupach całego rynku FMCG.
O badaniu
Powyższe analizy powstały na podstawie danych pochodzących z prowadzonego od ponad 20 lat Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia. Jego próbę stanowi 8 tys. polskich gospodarstw domowych, zbierających dane za pomocą skanerów i raportujących o dokonywanych przez siebie zakupach produktów FMCG.
China Brand Show Poland 2016 we wrześniu w Warszawie
W dniach 15-17 września br. odbędzie się VI edycja targów China Expo – China Brand Show Poland, czyli jednego z największych wydarzeń w Polsce poświęconych współpracy biznesowej z Chinami. Impreza będzie miała miejsce w warszawskim Centrum Targowo-Kongresowym MT Polska przy ul. Marsa 56c. Odwiedzający będą mieli okazję m.in. do nawiązania kontaktów biznesowych z przedsiębiorcami z Chin oraz poznania specyfiki funkcjonowania rynku Państwa Środka.
China Expo – China Brand Show Poland to cykliczna impreza targowa poświęcona współpracy biznesowej z Chinami. Wydarzenie będzie stanowiło okazję do nawiązania kontaktów handlowych z około 200 producentami i eksporterami z różnych regionów Chin, którzy będą gościć na imprezie w charakterze wystawców. Na stoiskach zostaną zaprezentowane m.in. produkty oświetleniowe, materiały budowlane i osprzęt, systemy alarmowe oraz zabezpieczeniowe, elektronika, wyposażenie wnętrz – w tym kuchni i łazienek, artykuły gospodarstwa domowego, części samochodowe oraz upominki.
Wsparcie dla polsko – chińskiego biznesu
Z myślą o rodzimych przedsiębiorcach, podczas VI edycji tragów China Expo – China Brand Show Poland zostanie utworzony również sektor usług dla biznesu polsko-chińskiego. Dedykowany jest on jest firmom związanym z rynkiem Dalekiego Wschodu, oferującym m.in. usługi prawne, consultingowe, spedycyjne, logistyczne, finansowe, telekomunikacyjne oraz tłumaczeniowe. W sektorze będą mogły zaprezentować swoją ofertę również szkoły językowe prowadzące kursy języka chińskiego, a także producenci biżuterii, kamieni szlachetnych – w tym bursztynów, a także wyrobów skórzanych.
Bogaty program konferencji oraz atrakcji dla odwiedzających
Podczas wydarzenia będą miały miejsce liczne prelekcje poświęcone tematom związanym z prowadzeniem biznesu we współpracy z Chinami. Odwiedzający targi China Expo – China Brand Show Poland będą mogli poznać specyfikę funkcjonowania chińskiego rynku oraz uzyskać pomoc w znalezieniu partnera biznesowego w Państwie Środka. Na uczestników wydarzenia będą czekały również dodatkowe, liczne atrakcje nawiązujące do tradycji i kultury Orientu.
Czy członek zarządu może być przedsiębiorcą odrębnym od spółki?
Czy menedżer spółki, pełniący funkcję członka zarządu oraz zatrudniony na podstawie kontraktu menadżerskiego prowadzi działalność gospodarczą w rozumieniu art. 15 ust. 2 ustawy o VAT i tym samym jest podatnikiem VAT?
Minister Finansów w wydanej interpretacji indywidualnej, odnosząc się do art. 15 ust. 1 oraz art. 15 ust. 3 pkt 3 ustawy o VAT, zaznaczył, że nie będzie podatnikiem VAT osoba, którą wiąże stosunek prawny podobny do stosunku pracy, w ten sposób, że nie ponosi ona żadnego ryzyka gospodarczego za wykonywane obowiązki.
Skoro osoba zatrudniona na podstawie kontraktu menadżerskiego może zostać pociągnięta do odpowiedzialności zarówno wobec kontrahentów, jak i osób trzecich, może ona również ponieść ekonomiczne ryzyko z tym związane. Tym samym podmiot podpisując umowę ubezpieczenia, jeśli ta będzie chronić ubezpieczonego w zakresie stosunków wynikających z zawartego kontraktu menedżerskiego, potwierdza pośrednio niezależny charakter swojej odpowiedzialności.
Stanowisko Ministra Finansów podzielił również Naczelny Sąd Administracyjny, który wskazał, że jeśli zakres obowiązków i odpowiedzialności ujęty w kontrakcie menadżerskim wykracza poza „standardowe” obowiązki członka zarządu, co wymaga zawarcia umowy ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej, a stosunek prawny łączący dany podmiot i spółkę przypomina stosunek cywilnoprawny, czynności wykonywane przez ten podmiot są wykonywane w ramach działalności gospodarczej i jest on podatnikiem podatku VAT.
Tym samym istnieje ryzyko wkroczenia w pewnego rodzaju podwójne opodatkowanie – VAT dla prowadzonej działalności gospodarczej i równocześnie PIT w ramach kontraktu menedżerskiego. Margines kreujący takie ryzyko może być trudny do uchwycenia. Na pewno osoby zawierające przytoczone umowy ubezpieczenia powinny przeanalizować swoją sytuację pod kątem nowego rozstrzygnięcia NSA.
Małgorzata Rusewicz o projekcie zmian w systemie emerytalnym
Projekt zmian w systemie emerytalnym odpowiada na potrzeby społeczne i ekonomiczne w Polsce
Program budowy kapitału jest kompleksowym projektem, zawierającym szereg propozycji zmian w systemie emerytalnym, które mają doprowadzić do długoterminowych oszczędności emerytalnych. Dla wysokości emerytur Polaków w przyszłości jest to niezwykle istotny projekt.
– Środki przeniesione z funduszy emerytalnych na konto IKE Bis będą miały charakter prywatny, a więc zmieni się ich status prawny, ponieważ wcześniej te środki były publiczne – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Małgorzata Rusewicz, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych – wydaje się, że z punktu widzenia klienta i ubezpieczonego jest to bardzo ważne. Istotny jest jednak brak doprecyzowanych kwestii związanych z wypłatą emerytur, chociażby z konta IKE Bis, co jest ważne przy wykupie emerytury dożywotniej.
Przy niewystarczającej wartości aktywów i zgromadzonych pieniędzy na koncie, wykup takiej emerytury będzie się mijał z celem. Jest szereg problemów technicznych, tj. zasady przeniesienia środków z konta do FRD, kolejności przekazywania tych funduszy, daty wejścia w życie przepisów, czy możliwości tworzenia subfunduszy w ramach IKE Bis. Patrząc na tę propozycję i zakładając, że zostanie ona wprowadzona w całości, projekt może doprowadzić do istotnego podniesienia poziomu długoterminowych oszczędności emerytalnych. Dla wysokości emerytur Polaków w przyszłości jest to niezwykle istotne. W takim kształcie projekt odpowiada na potrzeby społeczne i ekonomiczne w Polsce – podsumowuje Rusewicz.
Decyzja o zawieszeniu małego ruchu granicznego z Rosją nie znajduje uzasadnienia
Tak zwany mały ruch graniczny często jest postrzegany jako czynnik aktywizujący gospodarczo tereny, na których się odbywa. Na czas Światowych Dni Młodzieży mały ruch graniczny z Ukrainą, Rosją oraz Białorusią został wstrzymany. Odblokowano go z wyjątkiem Rosji.
– Pamiętam statystyki, zgodnie z którymi każdy obywatel Federacji Rosyjskiej przyjeżdżający do Polski na kilka godzin zostawia w tu średnio 500 złotych – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej – jest to suma duża, a głównymi jej beneficjentami są regiony przygraniczne i słabo rozwinięte. To tam zaczęły powstawać nowe sklepy, centra handlowe, a ożywieniu uległ także handel bazarowy. Dziwna jest argumentacja dla decyzji zablokowania handlu przygranicznego z Rosją. Urząd Wojewódzki w Olsztynie mówi, że na utrzymaniu ograniczenia nikt nie ucierpiał, a obroty w miejscowych sklepach utrzymały swój dotychczasowy poziom.
Zmalał ponoć także przemyt i spożycie nielegalnego alkoholu oraz papierosów. Inne stanowisko zajmują jednak komitety organizujące się wokół przywrócenia małego ruchu granicznego z Rosją. Należy pamiętać, że kontrole celne osób poruszających się w małym ruchu granicznym są dokładnie takie same, jak w przypadku posiadaczy wiz. Zasadność argumentów przedstawianych przez organy decyzyjne w tej sprawie jest więc wątpliwa i można przyjąć, że mija się w wielu aspektach z rzeczywistością – ocenił Arendarski.
Czarne złoto w korekcie
sierpień 22, 2016 10:00

Ropa naftowa jest w najdłuższym od 4 lat okresie wzrostów. Obecny ruch spadkowy spowodowany jest coraz to wyższym eksportem ze strony Iraku oraz zapowiedziami bojowników w Nigerii, który mają zaprzestać działań zbrojnych. Jednak motorem napędowym dalszych wzrostów mogą być plany dotyczące zamrożenia wydobycia ropy naftowej przez kraje należące do OPEC oraz Rosję. Bynajmniej podobny plan został zaproponowany w lutym, jednak bez powodzenia.
Wszystko to przełożyło się na powolny spadek notowań ropy naftowej, jednakże w dalszym ciągu możemy mówić jedynie o korekcie poprzednich wzrostów. Bardzo wątpliwe byłoby zejście po raz kolejny poniżej 39 USD za baryłkę ropy WTI. Bazowym scenariuszem będzie kontynuacja ostatnich wzrostów w okolicę czerwcowego maksimum.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 22.08.2016
Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
Srebro wkracza w korektę
sierpień 22, 2016 10:40

Po emocjonującej walce na wykresie srebra doszło do przełamania bronionego poziomu 19.162. Poniedziałkowa sesja otworzyła się z bardzo dużą luką spadkową, jakiej nie było od dawna. Wszystko to wskazuje na nadchodzącą korektę wzrostów, które rozpoczęły się na początku 2016 roku i były kontynuowane prawie do dnia dzisiejszego.
Dodatkowym czynnikiem wspierającym aktualna korektę na srebrze powinna być coraz to większy optymizm na rynkach finansowych, a także kontynuacja rynku byka na rynkach akcji. Jeżeli doszłoby do korekty, to nie powinna zejść poniżej poziomu 17.40.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Arkadiusz Taraszkiewicz o kondycji gospodarek państw zachodnioeuropejskich
Gospodarki krajów Europy Zachodniej mają się dobrze. Analitycy odnotowują zarówno wzrosty gospodarcze, jak i spadki liczby upadłości firm. To dobra wiadomość także dla polskich przedsiębiorców, którzy z coraz większym przytupem wkraczają na rynki zachodnioeuropejskie.
„Dla polskich firm największym i najbardziej znaczącym rynkiem są Niemcy. Zeszły rok był dla tamtejszej gospodarki dosyć solidny – wzrosła o 1,7%. Ten rok i następny to kolejny wzrost. Szacujemy, że wyniesie on ok. 2% PKB. Będzie napędzany głównie konsumpcją wewnętrzną” – mówi serwisowi infoWire.pl Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor regionalny ds. oceny ryzyka z firmy Atradius.
Na korzystną sytuację gospodarczą u naszych zachodnich sąsiadów wpływa między innymi spadające bezrobocie, które rodzi presję na płace i zwiększa tym samym siłę nabywczą konsumentów. Stymulującą rolę odegra też zwiększenie wydatków państwa w związku z kryzysem migracyjnym.
Wzrostu gospodarczego powodowanego przede wszystkim popytem wewnętrznym należy spodziewać się również w Austrii. Szacuje się, że w obecnym i przyszłym roku będzie to wzrost na poziomie 1,7–1,8%. W dużym stopniu przyczyni się do tego przeprowadzona w tym roku reforma podatkowa, która zwiększy realne dochody Austriaków.
„Inny ciekawy rynek, może nie największy i trochę niedoceniany, to Szwecja. W ostatnich latach rozwija się ona świetnie. Spada tam bezrobocie, a wzrastają siła nabywcza oraz popyt konsumpcyjny” – zauważa ekspert.
Umiarkowanie zadowalająco wygląda sytuacja Francji. Wzrost gospodarczy wciąż nie jest tam na takim poziomie, jakiego się oczekuje. Poza tym francuska gospodarka jest jedną z dwóch w Europie Zachodniej, w przypadku której w 2015 r. stwierdzono zwiększenie liczby upadłości firm.
Pewną ostrożność powinni zachować przedsiębiorcy inwestujący na rynku włoskim. Chociaż tamtejsza gospodarka się rozwija, jest to zdecydowanie mniejszy wzrost niż np. w Niemczech. Co gorsza, Włochy są państwem z najgorszymi wskaźnikami dotyczącymi regulowania płatności. Handlujący z włoskimi klientami muszą się liczyć z problemami ze ściągalnością należności.
Zmiana sił na indeksie DAX 30
sierpień 22, 2016 09:55

W ostatnich trzech tygodniach zaszło sporo zmian na tygodniowym wykresie indeksu DAX 30. Od kilku miesięcy niemiecki indeks poruszał się w kanale spadkowym. Po mocnej walce kupujący na dobre się zadomowili i udało im się pokonać górne ograniczenie kanału spadkowego oraz strefę oporu 10200-10525.
Ostatnie wzrosty spowodowane są przez dalsze luzowanie polityki monetarnej przez największe Banki Centralne na świecie oraz coraz to wyższe szczyty na indeksie S&P 500. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ostatnich wzrostów. Jednakże miejmy na uwadze korektę, która byłaby jak najbardziej uzasadniona, wskazuje na to chociażby poziom wykupienia na oscylatorze stochastycznym.
Mateusz Groszek
Analityk Admiral Markets
Wynajem długoterminowy to również korzyści podatkowe dla firmy
Popularność usługi wynajmu długoterminowego w Polsce systematycznie rośnie. Według danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów w ciągu ostatniego roku branża Car Fleet Management zanotowała ponad 9-procentowy wzrost. Jednym z elementów, które przekonały polskich przedsiębiorców do tego modelu finansowania firmowych flot pojazdów, są związane z nim korzyści podatkowe. Wynajem bowiem pozwala na optymalizację kosztów zarówno w dużych przedsiębiorstwach, jak i firmach z sektora MŚP.
Wynajem długoterminowy w praktyce
– Wynajem długoterminowy to bardzo wyrafinowane narzędzie, które można wykorzystać do zbudowania odpowiedniej struktury finansowania własnego biznesu. Pozwala ono nie tylko na dokonanie niezbędnych inwestycji, ale również na precyzyjną optymalizację kosztów – zarówno po stronie podatkowej, jak i bilansowej – mówi Jarosław Pleskot, Dyrektor Finansowy w Carefleet S.A., jednej z wiodących polskich firm specjalizujących się w wynajmie długoterminowym samochodów.
Najczęściej pod pojęciem wynajmu długoterminowego kryje się leasing operacyjny. Wspomniane rozwiązanie zakłada, że jedna ze stron, określana jako „finansujący”, oddaje do odpłatnego użytkowania drugiej stronie („korzystającemu”) środki trwałe lub wartości niematerialne i prawne (tu: pojazdy), które podlegają amortyzacji. Okres leasingu operacyjnego musi obejmować co najmniej 40 % normatywnego okresu amortyzacji, co w przypadku samochodów osobowych wynosi 2 lata. Kolejne wytyczne odnoszą się do sumy opłat, która nie powinna być niższa od wartości początkowej pojazdu.
– Sklasyfikowana w ten sposób umowa umożliwia przedsiębiorcom włączenie do kosztów uzyskania przychodów miesięcznej raty oraz innych opłat, które wynikają z umowy o leasingu operacyjnym, w tym czynszu inicjalnego. To stwarza możliwości pomniejszenia podstawy opodatkowania podatkiem CIT. Opisywany model, w przeciwieństwie do finansowania floty własnymi środkami, nie wymaga dużej ilości wolnych środków gotówkowych. Co więcej, leasing operacyjny cechuje prostota i możliwość ograniczenia wydatków na księgowość i cele operacyjne – dodaje Jarosław Pleskot.
Co z VAT-em?
Polskie prawo zezwala na odliczenie 50% podatku VAT na pojazdy użytkowane w tzw. trybie mieszanym, polegającym na jednoczesnym użytkowaniu prywatnym i służbowym. Istnieje również możliwość odliczenia całości wspomnianej opłaty, jednak należy spełnić 3 zasadnicze kryteria:
- prowadzić szczegółową ewidencję pojazdów;
- wyeliminować możliwość użytkowania pojazdu służbowego w celach prywatnych (na przykład zapisując stosowny punkt w regulaminie);
- zgłosić auto do urzędu skarbowego.
Leasing operacyjny nie jest jednak jedyną formą wynajmu długoterminowego. Inną opcją, która wchodzi w skład powyższego rozwiązania jest leasing finansowy. W tym przypadku przedsiębiorcy otrzymują na początku jedną fakturę za auto obejmujące sumę rat plus wykup z umowy. Podatek od wspomnianej faktury odliczany jest podobnie jak w przypadku leasingu operacyjnego (50% w trybie mieszanym i 100% przy użytkowaniu wyłącznie służbowym). Jak jest w przypadku CIT-u?
– Wprowadzamy leasingowane auto jako środek trwały i go amortyzujemy. Kosztem uzyskania przychodu jest zatem wartość odsetek zapłaconych oraz amortyzacja środka. W przypadku leasingu finansowego przedsiębiorcy podpisują również dodatkową umowę o serwisowanie auta i otrzymują jedną fakturę za pozostałe koszty – wyjaśnia Jarosław Pleskot.
Komfort i lepsza organizacja
Eksperci podkreślają także wygodę, którą gwarantuje przedsiębiorcom wynajem długoterminowy.
– Zaletą podatkową wynajmu długoterminowego z punktu widzenia służb księgowych jest także możliwość otrzymywania miesięcznie jednej faktury zbiorczej, obejmującej całokształt wydatków na auto. Często zawiera ona wszelkie istotne dla księgowych informacje, takie jak chociażby podział na samochody z 50% i 100% odpisem VAT, osobne zestawienia dla paliw, wydatków serwisowych itp. Tak duża szczegółowość danych możliwa jest dzięki dość specjalistycznym formułom fakturowania w firmach flotowych. Upraszcza to znacznie schemat rozliczeń i jasno go precyzuje – podsumowuje Jarosław Pleskot.
Spokojny początek tygodnia
Podsumowanie danych z polskiej gospodarki. Nowy budżet z większym deficytem. Co nas czeka w nadchodzącym tygodniu?
Poprzedni tydzień obfitował w wiadomości z rodzimej gospodarki. Praktycznie codziennie byliśmy świadkami nowych publikacji. We wtorek poznaliśmy słabszy odczyt inflacji bazowej. Wyniósł on rok do roku -0,4% wobec oczekiwanego rezultatu; na poziomie -0,3%. Środa to pozytywne dane z rynku pracy gdzie zanotowano wzrost zatrudnienia oraz średniego wynagrodzenia. Takich dobrych danych niestety nie oglądaliśmy już w czwartek. Produkcja przemysłowa z miesiąca na miesiąc spadła o ponad 10%, a w skali roku zamiast prognozowanego wzrostu obniżyła się o 3,4%. Również wyniki sprzedaży detalicznej nie napawają optymizmem. Zanotowano bowiem spadek z miesiąca na miesiąc oraz mniejszy od zakładanego wzrost w skali roku. Tydzień zakończyły dość pozytywne, lecz mało istotne dane dotyczące koniunktury konsumenckiej. Efektem słabych danych gospodarczych było osłabienie się złotówki względem głównych walut. W ciągu zeszłego tygodnia euro podrożało o 6 groszy, a jego aktualna cena wynosi 4,31 zł. Frank umocnił się względem złotówki o 5 groszy i kosztuje 3,96 zł. Od zeszłotygodniowego minimum funt zyskał na wartości 9 groszy. Za brytyjską walutę zapłacimy aktualnie 4,98 zł. Jedynie kurs dolara nie uległ znacznym zmianom. Amerykańska waluta wyceniana jest obecnie na poziomie 3,82 zł.
Jeszcze w tym tygodniu na posiedzeniu Rady Ministrów, które odbędzie się w czwartek ma zostać przyjęty nowy budżet zaprojektowany przez Ministra Finansów. Zanim jednak zostanie zatwierdzony trafi pod dyskusję na wtorkowym posiedzeniu rządu. Zanim poznamy oficjalne szczegóły mówi się, że deficyt budżetowy zaplanowany na 2017 rok wyniesie niecałe 60 miliardów złotych. Oznacza to, że różnica między przychodami a wydatkami budżetowymi w przyszłym roku będzie o 5 miliardów większa niż tegoroczna. Oczywiście wszystkie założenia i plany mogą ulec modyfikacjom.
Dzisiejsza karta z kalendarza makroekonomicznego przedstawia się bardzo ubogo. Jedynym odczytem, którym jakkolwiek mogą zainteresować się inwestorzy, jest wysokość sprzedaży hurtowników w Kanadzie. Publikacja przewidziana jest na godzinę 14:30 czasu polskiego.
Pomimo bardzo spokojnego poniedziałku pozostałe dni tygodnia prezentują się całkiem ciekawie. Już jutro poznamy szereg publikacji indeksów PMI dla przemysłu i usług w państwach europejskich. Z kolei druga część tygodnia zdominowana będzie licznymi wiadomościami ze Stanów Zjednoczonych.
Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Polscy rolnicy tracą unijne dopłaty, płacą za nadprodukcję. Czy zbliża się kryzys?
46 milionów euro kary muszą zapłacić polscy producenci mleka za nadprodukcję. Za 5 miesięcy nasi plantatorzy stracą dopłaty do uprawy malin. Unia radykalnie ograniczy też dopłaty do pomidorów, a hodowcy dostaną wsparcie jedynie na 20 sztuk bydła. Tym czasem ceny płodów rolnych dramatycznie spadają. Cena żyta w skupie to dziś jedynie 400 zł za tonę. Polskie rolnictwo czeka kryzys?
– Sytuacja jest trudna ze względu na światowe ceny żywności i nadprodukcję. Wiele branż, jak choćby sadownictwo, produkcja zbóż czy mleczarstwo boryka się z kłopotami. Winne są zarówno czynniki makroekonomiczne, jak i wciąż obowiązujące embarga – przyznaje w rozmowie z money.pl Jakub Olipra, ekspert sektora agro w banku Credit Agricole
Już wiadomo, że Komisja Europejska nie umorzy naszym rolnikom kar za nadprodukcję mleka. Będą musieli oni zapłacić około 46 milionów euro. Przekroczyli bowiem ustalony przez Brukselę limit o ponad 160 tysięcy ton – podaje Krajowa Rada Izb Rolniczych.
– Suma do zapłacenia przez polskich rolników w mlecznym roku kwotowym 2014/15 jest należna według prawa i nie jest możliwe, aby państwa członkowskie lub Unia odstąpiły od tego zobowiązania prawnego – nie pozostawia złudzeń Phil Hogan, unijny komisarz do spraw rolnictwa i rozwoju wsi, w odpowiedzi na pismo polskich organizacji rolniczych w sprawie interwencji na rynku mleka. – Po wpłaceniu do budżetu UE przez polskie władze, suma ta ma być w pełni odzyskana od rolników przyczyniających się do przekroczenia kwot – zapewnił.
Nie jesteśmy jednak jedyni. Niemcy, Holandia, Dania, Austria, Irlandia, Cypr i Luksemburg również je przekroczyły. Wszystkie te państwa muszą z tego powodu zapłacić kary o łącznej wysokości około 409 milionów euro.
Oprócz tego, Unia przeznaczyła prawie miliard euro interwencję na rynku mleka. Aż 150 mln euro – Unia przeznacza teraz na wyhamowanie produkcji. Unia będzie płacić mleczarzom za rezygnację z produkcji 60 gr za litr.
– Utrata rynku rosyjskiego, który był drugim importerem polskich produktów mlecznych oraz likwidacja kwot mlecznych w UE spowodowała nadpodaż i dramatyczny spadek cen. W tej branży sytuacja jest naprawdę poważna – komentuje analityk ryków agro Credit Agricole.
Ceny zboża zbyt niskie. To cena za Ukrainę
Również ceny płodów rolnych dramatycznie spadają. Przykładem niech będzie choćby cena żyta w skupie to dziś jedynie 400 zł za tonę. Dla porównania za sam pokos rolnik musi zapłacić 300 zł za hektar. Szacowane zbiory zbóż w Polsce w tym roku to około 30 milionów ton.
– Światowe zapasy zbóż w relacji do podaży są nieproporcjonalnie wyższe. Ceny spadają również przez prognozy wysokich zbiorów zarówno w kraju, jak i regionie Basenu Morza Czarnego, a co za tym idzie ich duży potencjał eksportowy – tłumaczy Jakub Olipra.
Wyższych cen skupu od rolników nie przysporzy również to, że na polskim rynku pojawia się dużo taniego ziarna z Ukrainy dostarczanego w ramach bezcłowego kontyngentu do Unii Europejskiej. – To cena za zbliżenie z Ukrainą. Ceny skupu są niskie, w magazynach są jeszcze zeszłoroczne zapasy, a zakłady przemysłowe nie muszą oferować Polakom wysokich stawek. Mogą sięgnąć po tani ukraiński towar – dodaje ekspert Credit Agricole.
– Żywność, której ceny od 2. połowy 2015 r. rosły, sezonowo miesiąc do miesiąca tanieje. W lipcu br. ceny żywności były niższe o 1,1 proc. niż w czerwcu. To efekt urodzaju owoców, a szczególnie warzyw – ich ceny spadły m/m o prawie 12 proc – komentuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.
Skalę problemu może obrazować cena owoców. Wiśnie już teraz kosztują 1 zł za kg przy kosztach produkcji sięgających około 2 zł. Podobne problemy mają również plantatorzy malin czy jagód. Kłopoty w dalszym ciągu dotykają również producentów jabłek. – Wciąż nie udało się zrównoważyć eksportu jabłek. Pomimo reeksportu przez Białoruś, zagospodarowaliśmy ledwie 20 proc. utraconego rynku w wyniku rosyjskiego embarga – wylicza analityk ryków agro Credit Agricole.
Skup interwencyjny, czy cena minimalna?
– Sytuacja jest fatalna, a rząd nie robi nic. Przedstawiciele PiS wielokrotnie mówili o potrzebie wprowadzenia cen minimalnych, dlaczego teraz, kiedy rządzą, ich nie wprowadzają. Dlaczego nie ma interwencyjnego skupu produktów rolnych? – pyta prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.
Okazuje się jednak, że nie jest to takie proste. Jak tłumaczy Marcin Wroński, prezes Instytutu Rozwoju Rolnictwa im. W. Grabskiego, Polska może robić tylko to na co pozwalają wspólnotowe przepisy.
– Jeżeli ktoś mówi o konieczności wprowadzenia cen minimalnych, skupów interwencyjnych to prawdopodobnie nie zna zasad Wspólnej Polityki Rolnej UE. Unia przez ostatnie lata odchodziła od mechanizmów interwencyjnych – zaznacza Wroński.
Jego zdaniem, to z czym mamy dziś do czynienia w rolnictwie to nie jest wina obecnego rządu, lecz głównie decyzji jakie podejmował rząd PO-PSL. – Odejście od kwotowania produkcji mleka, zgoda na bezcłowy kontyngent zboża z Ukrainy, za chwilę znikną kwoty cukrowe, to są decyzje które zapadły kilka lat temu, a dziś mamy tego efekty. Nie przypominam sobie, żeby przez 8 lat minister rolnictwa z PSL zabiegał o wprowadzenie skupu interwencyjnego wieprzowiny, czy podniesienie ceny interwencyjnej zbóż – odpowiada prezesowi PLS Wroński.
Polscy rolnicy stracą dopłaty
Pomimo że eksperci wskazują na wzrosty cen produktów rolnych w przyszłym roku, to sytuacja wielu branż rolniczych wcale nie musi się okazać lepsza. Zwłaszcza, że od stycznia 2017 roku zniknie część unijnych dopłat do produkcji rolnej.
Ministerstwo rolnictwa nie było w stanie uzasadnić konieczności dalszego prowadzenia dopłat na obecnym poziomie, dlatego, jak przekonuje PSL, musiało przyznać się do porażki i 1 sierpnia zgłosić do Komisji Europejskiej zmiany w systemie płatności związane z produkcją na lata 2017-2020.
– To, co PSL wywalczyło z tak wielkim trudem, rząd PiS, przez swój brak kompetencji niszczy. To katastrofa dla całych sektorów w rolnictwie, tragedia dla tysięcy rolników. Jeszcze nikt, nigdy w tak krótkim czasie nie zniszczył tak wiele. Na jakie ustępstwa wobec Brukseli pójdzie jeszcze rząd? – mówi prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz.
Resort tłumaczy to jednak tym, że uwzględnione zostały obserwowane trendy w produkcji w latach 2014 i 2015. i „w celu uniknięcia negatywnych konsekwencji finansowych, w przypadku kilku sektorów konieczne było ukierunkowanie wsparcia na tę grupę gospodarstw, w których sytuacja ekonomiczna (dochodowa) jest najtrudniejsza i gdzie utrzymuje się tendencja spadkowa w produkcji”.
W konsekwencji dotacje stracą plantatorzy malin. Do tej pory z uprawy do jednego hektara malin mógł dostać nawet 4 tys. zł dopłaty. Spowodowało to poprawę opłacalność produkcji, umocnienie się pozycji rodzimych producentów na międzynarodowym rynku. Od 2017 roku jednak nie dostaną ani złotówki.
O jedną trzecią zmniejszy się również dopłata do upraw pomidorów, a dla hodowców wsparcie będzie przysługiwało jedynie do 20 sztuk bydła. Dopłaty do produkcji stosowane są w Polsce od 2015 r. i, jak wylicza PAP, przysługują one do bydła, krów, owiec, kóz, roślin wysokobiałkowych, chmielu, ziemniaków skrobiowych, buraków cukrowych, pomidorów, owoców miękkich, lnu oraz konopi włóknistych.
Jak przekonuje Jakub Olipra, analityk z Credit Agricole, sytuacja części branż jest z pewnością trudna, ale o kryzysie, czy załamaniu jeszcze mówić nie możemy. – Dane makroekonomiczne wskazują na przełom. Przyszły rok ma szansę być lepszy dla rolników – wyjaśnia. – Oczywiście problemy nie rozwiążą się same. Jednak, podczas gdy dołuje np. branża wieprzowa, drobiarska i wołowa odnotowuje zyski. Podobnie jest w innych sektorach – uspokaja.
więcej: http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/unijne-doplaty-polscy-rolnicy,245,0,2139637.html
Kobiety coraz bardziej doceniane w środowisku IT
Kobieta informatyk jest jak świnka morska. Ani świnka, ani morska – to tylko jeden z żartów, które od lat krążą w środowisku informatycznym. Mówi on jednak sporo o tym, jak w wielu firmach myśli się o kobietach – programistkach. Jednak panie w środowisku IT osiągają coraz więcej i udowadniają, że mogą dorównać mężczyznom, a nawet być od nich lepsze – komentuje Maciej Aniserowicz, jeden z najpopularniejszych blogerów programistycznych w Polsce.
Kobieta w (jeszcze) męskim świecie
Problem dyskryminacji istnieje, tylko bardzo często jest bagatelizowany. Dyskryminacja niekoniecznie musi wiązać się z niższymi zarobkami czy gorszymi stanowiskami. To mogą być poniżające dowcipy, pełne niedowierzania pytania, spotykany na co dzień protekcjonalny stosunek do kobiet w tym zawodzie. Kolegę – programistę pyta się: nad jakim projektem ostatnio pracowałeś? Natomiast dziewczyna – programistka częściej słyszy pytania o atmosferę w zespole czy jakość kawy w biurze. – Na szczęście coraz mniej jest takich sytuacji. Managerowie i współpracownicy zaczynają dostrzegać, że liczą się tylko kompetencje i doświadczenie. A one nie mają płci – mówi najpopularniejszy polski bloger programistyczny, Maciej Aniserowicz. Różne osoby mogą mieć lepsze lub gorsze predyspozycje do pracy w środowisku IT. Niejednokrotnie w ciągu dnia pracownicy dostają do wykonania wiele bardzo różnorodnych zadań. Ich realizacja wymaga zaangażowania, a często też przełamywania własnych wewnętrznych barier. Nie jest to prosty kawałek chleba, jednak znowu: płeć nie ma tu znaczenia. Spotyka się zarówno doskonałe programistki jak i beznadziejnych programistów. Nie ma reguły. I nie ma podstaw, aby się takich doszukiwać.
Czego programista może nauczyć się od programistki?
– Przede wszystkim wytrwałości w dążeniu do celu. Kobieta musi pokonać sporo przeszkód, aby odnaleźć się w tym zawodzie i pokazać swoją wartość. Winne są temu stereotypy i zaszłości kulturowe. Programistki mają w dzisiejszych czasach trudniej – ocenia Maciej Aniserowicz. A zespoły „mieszane” wpływają pozytywnie na pracę całej firmy. Różnorodna grupa będzie bardziej kreatywna i produktywna niż zespół jednopłciowy, niezależnie od tego, czy patrzymy na samych mężczyzn czy same kobiety. Mężczyźni i kobiety równoważą się. Nieco inaczej podchodzą do codziennych wyzwań, kierują się innymi emocjami. To bardzo pomaga – spojrzeć na problemy projektowe z szerszej perspektywy.
Programistki potrzebne… od zaraz!
Choć kobiety nadal stanowią mniejszość w branży IT, wszystko wskazuje na to, że wkrótce może się to zmienić. Z raportu Fundacji Edukacyjnej Perspektywy i firmy Siemens „Potencjał kobiet dla branży technologicznej”[1] opublikowanego w 2015 roku wynika, że choć rośnie liczba kobiet zatrudnionych w STEM, czyli segmentach technologicznych science, technology, engineering and mathematics, to potencjał pań wciąż nie jest w pełni wykorzystany. – Zmiany muszą szybko nastąpić, zwłaszcza, że w najbliższych latach zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników będzie coraz większe. Warto więc już teraz podejmować działania, które będą zwalczać szkodliwe stereotypy zniechęcające kobiety do próbowania swoich sił w branży IT – dodaje Maciej Aniserowicz. Tym bardziej, że ten sektor to perspektywa sporych zarobków i stabilnej pracy. W Polsce można zauważyć trend zwiększenia zainteresowania młodych kobiet branżą IT. Startują w konkursach, prowadzą blogi, występują na konferencjach. Dzielą się swoją wiedzą i doświadczeniem, zachęcając kolejne dziewczyny do pójścia ich śladem.
***
. Autor najpopularniejszego dev-bloga: devstyle.pl. Twórca podcasta programistycznego: DevTalk. Prelegent na największych polskich konferencjach oraz grupach pasjonackich w całym kraju. Jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET oraz współorganizator konferencji Programistok.
[1] http://www.potencjalkobiet.pl/raport-program
Czy pracodawcy są gotowi na elastyczny model pracy?
Zmienia się sposób w jaki pracujemy i w jaki mierzymy efektywność naszych działań. Coraz więcej organizacji zdaje sobie sprawę, że osiem godzin spędzonych przy firmowym biurku nie zawsze przekłada się na produktywność i optymalne rezultaty. Dlatego organizacje na całym świecie szukają alternatywnych rozwiązań i skłaniają się w stronę smart workingu.
To podejście, które zakłada koncentrację na efektach. Taki model pracy przynosi obopólne korzyści. Dla pracodawców oznacza większą efektywność, a pracownikom ułatwia utrzymanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. A jak sytuacja wygląda w Polsce? Właśnie rusza projekt badawczy Mikomax Smart Office i ABSL diagnozujący gotowość polskich centrów usług dla biznesu do wprowadzenia smart workingu. Jego celem jest nie tylko ocena bieżącej sytuacji. To także zainicjowanie wymiany doświadczeń i stworzenie praktycznego przewodnika dla przedsiębiorców, którzy chcieliby wprowadzić zmiany w swojej organizacji, ale potrzebują wsparcia merytorycznego.
Projekt Smart Working Guidebook for modern service centers in Poland pozwoli na analizę tego, w jakim stopniu centra usług działające w Polsce mogą wdrażać rozwiązania z zakresu smart workingu. W rezultacie zostaną opracowane dobre praktyki i zestaw użytecznych wskazówek dla firm, które chciałyby w Polsce pójść w tym kierunku. Terminem smart working określa się model zarządzania zespołem, w którym nacisk położony jest na efekty, a nie fizyczną obecność przy biurku i ilość przepracowanych godzin. Korzyści płynące z takiego rozwiązania to zwiększenie innowacyjności, produktywności i poziomu satysfakcji pracowników. Czynnikiem, który skłania organizacje do wprowadzenia bardziej elastycznej organizacji pracy są badania, pokazujące, że długie godziny pracy nie sprzyjają wydajności i kreatywności, a wręcz przeciwnie – hamują je. Zmieniają się też oczekiwania pracowników, zwłaszcza tych z pokolenia Y, dla których zachowanie równowagi pomiędzy życiem prywatnym a pracą jest priorytetem. Międzynarodowe badanie The 2016 Deloitte Millennial Survey pokazuje, że elastyczność miejsca pracy jest dla tej grupy wiekowej podstawowym atutem firmy.

– Zapotrzebowanie na wprowadzenie nowego modelu pracy w organizacji wynika też m.in. ze zmian technologicznych, które sprawiają, że wiele obowiązków może być wykonywanych poza biurkiem.
Ale smart working to także metody zarządzania zespołem wyzwalające kreatywność współpracowników, odblokowanie zasobów energii i uwolnienie potencjału. To również odpowiednia kultura organizacyjna firmy, która daje osobom zatrudnionym wolność wyboru. I wreszcie to filozofia prowadzenia biznesu, co najważniejsze, mierzalna. Dzięki temu możemy pracować w przestrzeni zaaranżowanej tak, by odpowiadała naszym potrzebom. To nie tylko biuro, a miejsce do przebywania i życia na co dzień, w myśl idei, że praca powinna adaptować się do życia pracownika, nie odwrotnie – komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu oraz Członek Zarządu Mikomax Smart Office.
Wielu menedżerów nadal utożsamia zaangażowanych pracowników z tymi, którzy spędzają najwięcej czasu w biurze, a efektywność często mierzona jest liczbą przepracowanych godzin. Tymczasem badania pokazują, że dłuższa praca to niekoniecznie praca bardziej efektywna – po przekroczeniu 50 godzin tygodniowo nasza produktywność drastycznie spada. – Ważne jest zatem szukanie rozwiązań, które pozwolą nam działać w sposób optymalny, np. poprzez odpowiednią aranżację przestrzeni biurowej, w której wydzielone są strefy przystosowane do wykonywania różnego rodzaju zadań. Jednak wprowadzenie elastycznego modelu pracy to nie tylko kwestia dobrej woli osób zarządzających zespołami. Zwłaszcza w dużych organizacjach potrzebne są systemowe rozwiązania regulujące np. sposób rozliczania czasu pracy czy możliwość częściowego wykonywania zadań poza biurkiem przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa danych firmowych – dodaje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.
Inicjatywy związane ze smart workingiem są obecnie wdrażane w wielu krajach europejskich.
Nie dotyczą one jedynie pojedynczych przedsiębiorstw, ale często obejmują zmiany systemu legislacyjnego, które wpływają na cały rynek pracy. W październiku 2015 roku w UK firma BSI zajmująca się tworzeniem standardów przy współpracy z Urzędem Rady Ministrów stworzyła pierwszy Kodeks Postępowania PAS 3000, aby pomóc organizacjom wdrażać zasady smart workingu. Z kolei Szwecja przeprowadziła eksperyment, w ramach którego w wybranych miejscach pracy w Goteborgu skrócono tydzień roboczy do 30 godzin.
Pierwsze tego typu badanie na polskim rynku
W projekcie badawczym Smart Working Guidebook for modern service centers in Poland wezmą udział firmy reprezentujące sektor nowoczesnych usług dla biznesu, który jest jedną z gałęzi gospodarki generującej obecnie największy wzrost zatrudnienia w Polsce. Badanie skupi się na czterech obszarach związanych ze smart workingiem:
- technologii
- polityce wewnętrznej firm
- przywództwie
- aranżacji przestrzeni biurowej
– Firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu zatrudniają obecnie ponad 212 tys. specjalistów w Polsce. Do 2020 r. liczba ta wzrośnie do 300 tys. Centra usług znajdują się wśród wiodących pracodawców w naszym kraju nie tylko pod kątem skali zatrudnienia, ale także wdrażania najlepszych praktyk w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Projekt badawczy poświęcony smart workingowi jest ważnym krokiem w wyznaczaniu nowych standardów polityki HR zarówno w sektorze, jak i na polskim rynku pracy w ogóle – mówi Paweł Panczyj, Dyrektor Zarządzający ABSL.
Celem inicjatywy jest nie tylko diagnoza bieżącej sytuacji, ale także zainicjowanie dyskusji na temat najlepszych praktyk dotyczących smart workingu. Prace badawcze nad projektem są obecnie w toku. Pierwsze wnioski z ankiet wypełnionych przez uczestników projektu poznamy we wrześniu, a publikacja przewodnika dla pracodawców opartego na wnioskach płynących z badania przewidziana jest na październik.
Projekt badawczy realizowany jest przez Mikomax Smart Office we współpracy z ABSL. Partnerami projektu są Variazioni, odpowiedzialne za część badawczą, IBM, GSK, Luxoft, Transition Technologies i Wiewiórski Law Firm.
Inwestorzy podzieleni w ocenie sytuacji rynkowej
Przybywa inwestorów optymistycznie i bardzo optymistycznie zapatrujących się na przyszłość, ale rośnie też odsetek skrajnych pesymistów. W niepewnym otoczeniu spora część Polaków decyduje się po prostu trzymać pieniądze w banku. Nawet jeśli nie przynoszą żadnego zysku. Tymczasem na rynku TFI nie można mówić o nudzie. W ostatnich tygodniach w górę idą zwłaszcza aktywa funduszy surowcowych.

Podobno pamięć inwestora sięga pięć lat wstecz. Wygląda na to, że w Polsce inwestorzy indywidualni dłużej przeżywają spadki i straty kryzysowego 2008 r. Badania zrealizowane w 2009 r. przez Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami pokazały, że zaledwie 6 proc. ankietowanych kupiłoby jednostki TFI w razie niespodziewanego spadku lub premii w wysokości 50 tys. zł. 38 proc. beneficjentów wpłaciłoby pieniądze na lokatę, a 34 proc. zainwestowało w nieruchomość. W ubiegłym roku IZFiA opublikowała „Raport z badania wizerunku funduszy inwestycyjnych”, z którego wynika, że ci, którzy sparzyli się na rynku TFI do tej pory noszą w sobie uraz. Na pytanie „Jakie są według Pana/i największe bariery obecnie oferowanych funduszy inwestycyjnych?” 51 proc. osób, które kiedyś posiadało jednostki funduszy, odpowiedziało, że „złe doświadczenia z ostatnich lat”. Co piąty respondent z tej grupy uważa również, że inne formy inwestowania są bezpieczniejsze. Wśród obecnych klientów funduszy spory odsetek, bo 40 proc., również mówi o swoich negatywnych doświadczeniach inwestycyjnych, ale tylko 12 proc. wskazuje na inne produkty jako bezpieczniejszy sposób pomnażania pieniędzy.
RORy górą
Pozytywne wnioski z raportu są takie, że 23 proc. osób, które kiedyś miały jednostki funduszy inwestycyjnych jest zadowolonych z tej formy inwestowania, a jedna czwarta nie wyklucza w przyszłości powrotu na ten rynek.
Czerwcowa fala badań „Optymizmu inwestycyjnego”, które od początku tego roku prowadzi IZFiA wskazuje na systematyczny wzrost zainteresowania funduszami. W styczniu na pytanie „Na inwestycje w które obszary jest w Pana/i opinii obecnie dobry moment?”, 17 proc. ankietowanych wskazało na fundusze. W marcu odsetek wskazań wzrósł do 22 proc. W ostatniej fali badania 30 proc. respondentów stwierdziło, że moment na inwestycję w fundusze jest odpowiedni.
Co ciekawe, podobnie jak siedem lat temu dużym zainteresowaniem cieszą się inwestycje w nieruchomości. W maju aż 59 proc. badanych wskazało na kupno mieszkania czy działki jako optymalny sposób pomnażania kapitału. To o 21 pb więcej niż w marcu. W styczniu na nieruchomości wskazało 39 proc. ankietowanych.
Na liście godnych uwagi możliwości pomnażania oszczędności wskazywanych w badaniu nie ma lokat, co jest istotną zmianą w stosunku do wspomnianych badań z 2009 r. Mimo to, depozyty bankowe cieszą się nieustająca popularnością. W czerwcu, według NBP, poziom oszczędności osób prywatnych trzymanych w bankach wyniósł 645 779 mld zł i był wyższy o 1,1 proc. niż w maju. Tu ważna uwaga, ponieważ był to czwarty miesiąc z rzędu spadku wartości lokat bieżących i kolejny miesiąc przyrostu depozytów bieżących. W czerwcu na minimalnie oprocentowanych lub nieprzynoszących żadnego dochodu kontach osobistych leżało już 330 667 mld zł, aż o 7,6 mld zł więcej niż w maju.
Dla porównania, do funduszy inwestycyjnych napłynęło w czerwcu 1,4 mld zł, przyczyniając się do wzrostu wartości tego rynku o 0,5 proc. do 261 mld zł. Wzrost udało się osiągnąć tylko dzięki wpłatom do funduszy niepublicznych (ich udział w rynku wzrósł w czerwcu do 41,4 proc. z 39,8 proc. w styczniu). Spory odpływ odnotowały fundusze akcji (-5,5 proc.), mniejszy mieszane (-1,5 proc.). Najmocniej wzrosły aktywa funduszy surowcowych, bo aż o 15 proc. Przy niskiej bazie (0,4 proc. udziałów w rynku) rzeczywisty napływ pieniędzy nie jest jednak duży (niespełna 120 mln zł).
Aktywne zarządzanie
Dane NBP o gigantycznym napływie nowych środków na bieżące rachunki świadczy o niepewności wśród inwestorów, którzy wolą „zaparkować” pieniądze na nieoprocentowanym koncie, niż decydować się na potencjalnie ryzykowne inwestycje. Badania IZFiA sugerują, że stopniowo przybywa jednak bardziej optymistycznie nastawionych inwestorów. W marcu tego roku tylko 1 proc. ankietowanych uważał, że moment na inwestowanie jest bardzo dobry, 21 proc. oceniało sytuację jako dobrą. W maju odsetek największych optymistów wzrósł do 4 proc. Nadal 21 proc. ankietowanych twierdziło, że moment na inwestycje jest dobry. Powody? Wśród badanych 18 proc. uważa, że sytuacja gospodarcza w Polsce jest dobra, 19 proc. ocenia, że ceny akcji są niskie, 23 proc. wskazuje na atrakcyjną ofertę inwestycyjną, a 16 proc. na niskie stopy.
Z drugiej strony, od marca wzrósł odsetek skrajnych pesymistów. Na koniec I kwartału 3 proc. inwestorów uważało, że moment na inwestycje jest bardzo zły. W maju – 5 proc. Nieznacznie przybyło zwolenników tezy, że czasy są raczej złe: z 23 proc. do 24 proc.
Co ciekawe o ile optymiści sytuację w Polsce postrzegają jako okazję inwestycyjną, to pesymiści uważają, że to jedna z największych dla nich przeszkód (30 proc. wskazań). Do inwestowania zniechęca ich również sytuacja na giełdzie (17 proc.). Dla optymistów klimat na parkiecie stwarza okazję inwestycyjną.
Wszystko zależy zatem od punktu widzenia. Stare powiedzenie mówi, że jeśli taksówkarz doradza ci inwestycję w jakieś aktywo, jak najszybciej je sprzedaj. Obecnie rynek jest w takim miejscu, że trudno przewidzieć, w którym kierunku pójdzie. Fundusze inwestycyjne są doskonałym wehikułem do asekurowania ryzyka rynkowego. Wysoka zmienność ostatnich tygodni sprawiła, że sporą popularność zyskały rozwiązania o największym poziomie bezpieczeństwa. Aktywa funduszy gotówkowych i pieniężnych wzrosły w czerwcu o 120 mln zł do 30,6 mld zł (plus 0,4 proc.). Z kolei przykład funduszy surowcowych pokazuje, że nawet na tak niepewnym rynku można szukać okazji do maksymalizacji zysków. Aktywne zarządzanie inwestycją, przerzucanie środków z funduszu do funduszu, obserwacja rynku, pozwala pomnożyć kapitał, a na pewno ograniczyć ryzyko straty.
***
Konrad Grzelec, BGŻOptima
Polska A i B: Zachód spokojny o pracę, na Wschodzie najmniej rekrutacji
Z najnowszego Regionalnego Barometru Rynku Pracy przygotowanego przez Work Service S.A. wynika, że historycznie utrwalony podział na Polskę A i B nie traci na znaczeniu na rynku pracy. W województwach dolnośląskim i opolskim obawy o utratę pracy wskazuje 12 proc. badanych i są one najniższe w całym kraju. Z kolei w centralnej i północnej Polsce nastroje są dużo gorsze, bo tam już niemal 1/3 pracowników obawia się o zatrudnienie. Najwięcej rekrutacji planują pracodawcy z zachodniej części kraju, a najmniej bo 24% firm planuje zatrudniać w województwach świętokrzyskim, podkarpackim, lubelskim i podlaskim.
– Polski rynek pracy wykazuje bardzo duże zróżnicowanie terytorialne. Wystarczy chociażby spojrzeć na wskaźniki makroekonomiczne. Na wschodnich terenach, średnie bezrobocie jest wyższe niż w całej Polsce. W czerwcu, w województwach lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim oraz podlaskim wynosiło średnio 11 proc., podczas gdy ogólnopolski odsetek to 8,8 proc. – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A. – Z najnowszego raportu „Barometru Rynku Pracy VI”, który w całości opublikujemy na koniec sierpnia wynika, że na rynku pracy utrzymuje się historyczny podział na Polskę A i B. Co prawda granice tego podziału są elastyczne i się przesuwają, ale mimo to pozostają widoczne. Wynika to głównie z mniejszej aktywności inwestycyjnej firm na wschodnich terenach, co skutkuje m.in. mniejszą ilością nowych miejsc pracy – dodaje Maciej Witucki.
Spokojny zachód
W regionie południowo-zachodnim, czyli na Dolnym Śląsku i w Opolskiem, aż 88 proc. mieszkańców jest spokojnych o obecne miejsce pracy, a tylko co ósmy obawia się jego utraty. Równie optymistycznie wyniki prezentują się w województwach zachodnio-pomorskim, lubuskim i wielkopolskim, gdzie tylko 17 proc. pracowników nie jest pewnych swojego zatrudnienia. Warto dodatkowo zwrócić uwagę, że w regionach wschodnim, centralnym i północnym nastroje pracowników pogorszyły się w porównaniu do wyników poprzedniego Regionalnego Barometru Rynku Pracy. W I kwartale tego roku tylko co dziesiąty pracowników mieszkający na Wschodzie obawiał się straty pracy, w Centrum ten odsetek wynosił 15 proc., a na Północy 23 proc. Natomiast w regionach południowo-zachodnim i północno-zachodnim nastroje poprawiły się – w I kwartale 2016 roku odsetek obawiających się utraty pracy wynosił odpowiednio 26 proc. i 19 proc. Na Południu nastroje nie zmieniły się.
Zachód równie mobilny, jak Wschód
Mieszkańcy północno-zachodniej Polski najczęściej ze wszystkich deklarują chęć zmiany miejsca zatrudnienia (27 proc.), 24 proc. mieszkańców Małopolski i Śląska myśli o nowym pracodawcy oraz 22 proc. pracowników z regionu wschodniego, w skład którego wchodzą województwa lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie oraz podlaskie. – Duża gotowość do zmiany miejsca pracy na Wschodzie utrzymuje się od początku realizacji naszego badania. W związku z tym, że to właśnie w tym regionie wynagrodzenia nadal są najniższe, mieszkańcy tej części Polski wykazują większą gotowość podjęcia nowej, lepiej płatnej pracy – mówi Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A.
Gdzie pracodawcy będą rekrutować?
Zapotrzebowanie na pracowników będzie największe w zachodniej części Polski. W województwach wielkopolskim, zachodniopomorskim i lubuskim aż 36 proc. firm planuje rekrutacje, a na Dolnym Śląsku i w Opolskiem 35 proc. Nieznacznie mniej będzie ich w regionach kujawsko-pomorskim, pomorskim i warmińsko-mazurskim – 30 proc. firm. Najmniej procesów naboru, podobnie jak w poprzednich edycjach badania, będzie we wschodniej Polsce, czyli w województwach świętokrzyskim, podkarpackim, lubelskim i podlaskim, gdzie co czwarta firma planuje zwiększyć zatrudnienie. Warto jednak odnotować, że jest to wzrost o 9 p.p. w stosunku do I kwartału 2016 roku. – Niski poziom nowych rekrutacji na wschodzie Polski jest wynikiem wieloletnich uwarunkowań rynkowych i inwestycyjnych. Odpowiedzią na ten problem może być migracja pracowników z terenów nasyconych kadrą, do tych gdzie zapotrzebowanie jest większe. To w obecnych warunkach rynku pracownika powinno być prostsze, stąd istnieje duże prawdopodobieństwo, że zjawisko migracji wewnętrznej za pracą się spotęguje – podsumowuje Krzysztof Inglot.
***
Metodologia badania:
Dane zaprezentowane w materiale są częścią Barometru Rynku Pracy VI. Zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie:
- Pracowników (N=498) dobranej z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków N=1000 (dobranych zgodnie ze strukturą populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania), wyniki poddano procedurze ważenia. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących to +/-4,4 proc. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w czerwcu i lipcu 2016 roku
- Pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2 proc., a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2 proc. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w czerwcu i lipcu 2016 roku



