►
Zdecydowane pogorszenie klimatu
Notowania na rynkach Starego Kontynentu w środę nie były tak euforyczne, jak w pierwszej połowie tygodnia. Większość indeksów traciła na wartości. Powodem nieco chłodniejszych nastrojów na parkietach była w dużej mierze ropa naftowa, która oddała wzrosty z wtorku, kiedy to ceny surowca podskoczyły o ponad 4%.
Czarne złoto zareagowało spadkami na dane, wskazujące na niższy od oczekiwań spadek zapasów surowca w ubiegłym tygodniu w Stanach Zjednoczonych. Finalnie, niemiecki DAX stracił na koniec dnia 0,33%, brytyjski FTSE100 spadł o 0,15%, a francuski CAC40 wzrósł zaledwie o 0,09%.
Na warszawskim parkiecie sytuacja przedstawiała się nieco gorzej. Sesja toczyła się właściwie wokół jednego waloru, a mianowicie akcji Pekao SA. Po tym, jak główny akcjonariusz, włoski UniCredit sprzedał w nocy w przyspieszonym tempie 10% akcji, inkasując 750 mln euro (126 zł za akcję), nastąpił silny spadek cen akcji Pekao w trakcie sesji (ponad 6%) oraz rekordowe w historii tej spółki obroty sięgające 1,17 mld zł. Warto zaznaczyć, że obrót ten stanowił ponad 60% wszystkich transakcji na GPW. Finalnie, indeks WIG20 zakończył dzień spadkiem o 0,53% przy potężnych obrotach, które przekroczyły 1,9 mld zł.
W środę, kalendarium było wypełnione publikacjami makro. Warto zwrócić uwagę na słabsze od oczekiwań wyniki produkcji przemysłowej w Japonii i słabsze od prognoz dane o bilansie handlu zagranicznego Chin. W Państwie Środka eksport spadł w czerwcu o 4,8%, podczas gdy zakładano spadek na poziomie 4,1%. Słabsze od oczekiwań analityków były też wyniki produkcji przemysłowej w strefie euro. W maju spadła o 1,2%, w skali roku wzrosła raptem o 0,5%. Dwie godziny przed końcem sesji w USA została opublikowana Beżowa Księga, czyli raport o stanie gospodarki. Nie było w niej nic, co mogło pomóc stronie popytowej rynku. Praktycznie wszystko, co zostało w Beżowej Księdze opublikowane, zostało już powiedziane.
Dziś, oczy inwestorów będą skierowane głównie na Wielką Brytanię. Po pierwsze, Bank Anglii podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych, a po drugie poznamy skład osobowy tworzonego nowego rządu pani premier Theresy May.
Sesja w USA:
Na nowojorskich giełdach inwestorzy nie byli zdecydowani, co do kierunku, w którym powinien iść rynek. W ciągu dnia, giełdy rosły, żeby ostatecznie na zamknięciu zbliżyć się do zera lub nawet spaść. Indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł w środę o 0,13%, S&P500 zyskał 0,01%, natomiast Nasdaq Composite stracił 0,34%.
Waluty:
Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1095 i tym samym wzrósł o 0,33%. Para EURGBP wzrosła o 1,28% i osiągnęła poziom 0,84581, natomiast EURJPY spadła o 0,30%, osiągając 115,44.
Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,2025 PLN wobec euro, 3,9664 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0332 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,2484 PLN wobec funta szterlinga.
Surowce:
Notowania złota w środę wzrosły o 0,94% do poziomu 1346,70 USD za uncję. Srebro zyskało 1,74 % i było notowane po 20,48 USD za uncję.
Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, straciła 3,57%, docierając do poziomu 45,13 USD za baryłkę. Odmiana Brent spadła natomiast o 3,96% i była notowana po 46,55 USD za baryłkę.
Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX
Hiszpania: zwyżkowy trend w gospodarce
- Wzrost eksportu towarów oraz inwestycji zagranicznych w pierwszych czterech miesiącach 2016 roku.
- Wzrost produkcji przemysłowej w ujęciu rocznym w maj 2016 r.
Polsko-Hiszpańska Izba Gospodarcza (PHIG) informuje, że w I kw. br. hiszpański eksport wzrósł o 1.8 proc (r./r.) osiągając wartość 83,34 mld euro. Zdaniem Zuzanny Gołębiewskiej, Dyrektor Biura PHIG, ta pozytywna tendencja zostanie podtrzymana, dzięki wsparciu poprzez nowy program rządowy ICO „Eksporterzy 2016”, z którego funduszy zostaną pokryte m.in. koszty związane z transakcjami eksportu. „Hiszpańskie małe i średnie firmy otrzymają subwencje na wsparcie eksportu finansowane przez Europejski Bank Inwestycyjny oraz Instytut Kredytu Oficjalnego (ICO). Obie instytucje zadeklarowały wkład 250 mln euro w celu wsparcia internacjonalizacji firm” informuje Z. Gołębiewska PHIG.
W pierwszych czterech miesiącach 2016 roku odnotowano wzrost eksportu w najważniejszych sektorach:
- środków produkcji (inwestycyjnych dóbr kapitałowych), stanowiących 19.9 proc ogółu eksportu, wzrost o 3.2 proc;
- motoryzacyjnym, stanowiącym 18.9 proc ogółu eksportu, odnotowano silny wzrost w stosunku rocznym o 13.4 proc;
- żywności, napojów i wyrobów tytoniowych, stanowiącym 17.1 proc ogółu eksportu, wzrost o 4. 6 proc
- chemicznym, stanowiącym 14.5 proc ogółu eksportu, zwiększenie się o 0.8 proc.
Wzrost hiszpańskich inwestycji zagranicznych oraz branży budowlanej
W pierwszym kwartale br. odnotowano w Hiszpanii wzrost inwestycji produkcyjnych do 2,96 mld euro (wzrost o ok. 15 proc r/r). Wśród hiszpańskich regionów inwestycje o największej wartości przyciągnęła Wspólnota Madrytu, następnie Katalonia i Kraj Basków.
Również pod względem wzrostu inwestycji liderem jest Madryt – wzrost sięgnął 42.3 proc. W okresie od stycznia do marca 2016, wartość inwestycji w stolicy Hiszpanii wyniosła 2.097 mln euro, co stanowi wzrost o 42.3 proc w stosunku do analogicznego kwartału roku ubiegłego, jest to najwyższa suma od 2012 roku.
W opublikowanym raporcie fDi Finnancial Times, Hiszpania pod względem liczby projektów znalazła się na czwartym miejscu (227 projektów), jako kraj docelowy dla inwestycji typu greenfield. Pod względem wartości typu greenfield, z sumą 10,4 mld dol. Hiszpania plasuje się na trzecim miejscu po Wielkiej Brytanii (53,3 mld dol.) i Rosji (11,6 mld dol.)
Wartość hiszpańskich inwestycji w Europie wyniosła 20,5 mld dol, dzięki czemu Hiszpania zajęła czwarte miejsce pod względem wielkości inwestowania.
Umocnienie hiszpańskiej gospodarki obserwujemy również w sektorze budownictwa. Ministerstwo Rozwoju, poinformowało, że hiszpańskie firmy budowlane podjęły się w 2016 roku realizacji zleceń o łącznej wartości 11,8 milionów euro. Łączna wartość tegorocznych projektów oraz tych, które przyjęto do realizacji pod koniec zeszłego roku szacowana jest na około 76,5 milionów euro, co stanowi 87% wartości wszystkich zleceń wykonywanych przez hiszpańskie firmy budowlane.
„Te pozytywne rezultaty, świadczące niewątpliwie o stopniowym wzmacnianiu się hiszpańskiej gospodarki znalazły swoje odzwierciedlenie w ostatnio ogłoszonym przez AT Kearney raporcie „2016 Foreign Direct Investment Confidence Index”, obejmującej 25 najlepszych państw do inwestowania. Hiszpania zajęła 13 miejsce na tej prestiżowej liście”, dodaje Zuzanna Gołębiewska, Dyrektor Biura PHIG.
Wzrost produkcji przemysłowej w ujęciu rocznym
W maju 2016 r produkcja przemysłowa w Hiszpanii była o 1,0 proc wyższa w porównaniu z majem 2015 roku, jak wynika z danych opublikowanych przez Narodowy Instytut Statystyki.
Produkcja dóbr kapitałowych, najważniejszy wskaźnik inwestycji, wzrosła w ujęciu rocznym o 5,6 proc, zaś produkcja dóbr konsumenckich zwiększyła się o 1,7 proc. W obydwu sektorach odnotowano największy wzrost w skali roku.
„Dwanaście Wspólnot Autonomicznych osiągnęło dodatnie wyniki w skali roku. Największy wzrost odnotowano w Kastylii i León (12,2 proc), Wspólnocie Madrytu (8,2 proc) i w Kraju Basków (7,2 proc). Wyniki te są kompatybilne z opublikowanymi wyżej danymi wskazującymi na regiony, które przyciągnęły inwestycje o największej wartości”, komentuje Dyrektor Biura Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej.
USD/CAD – Bank Kanady bardziej jastrzębi
lipiec 14, 2016 08:05

Bank Kanady wczorajszego dnia pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Prezes Banku Centralnego, Stephen Poloz w dalszym ciągu pokłada nadzieje w ożywienie eksportu. Został obniżony również wzrost gospodarczy na 2016 oraz 2017 rok. Poloz dodał, że Brexit obniży PKB Kanady o 0,1% przez następne 2 lata.
Komunikat Banku Centralnego wydał się bardziej jastrzębi, wszystko znalazło odzwierciedlenie na wykresie pary walutowej USD/CAD. Dolar kanadyjski względem dolara amerykańskiego umocnił się o kilkadziesiąt pipsów. Została obroniona tygodniowa strefa podaży 1.314-1.329. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja ruchu spadkowego.
Rynek na następne posiedzenie obniżył swoje oczekiwania co do dalszych obniżek stóp procentowych. Tydzień temu szacował możliwość obniżki na 18%, teraz jest to jedynie 5%.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Dlaczego startup z Polski wystartował we Francji?
Polski startup zdobył francuski rynek i zaczął podpisywać kontrakty na dostarczanie technologii m.in. do Hiszpanii, Kongo, Polinezji Francuskiej czy na Haiti. Po dwóch latach funkcjonowania na zagranicznych rynkach zaproponował technologię polskim markom. Niektóre z nich już podpisały pierwsze zamówienia. Dlaczego startup wystartował we Francji, a nie w Polsce?
Prace nad technologią M2M (machine to machine) trwały wiele lat. Pomysł na opracowanie rozwiązań rynkowych związanych z kontrolą temperatury narodził się przypadkowo, a wypracowana wówczas technologia pozwoliła na stworzenie dokładnego systemu termometrycznego. W efekcie Zbigniew Bigaj postanowił założyć startup pod nazwą Blulog i ze swoją ofertą trafił do Francji. Rozwiązania do mierzenia i kontroli temperatur są tylko częścią projektów technologicznych startupu z siedzibą w Poznaniu.
Rynek
Blulog nie wybrał Francji przypadkowo. Głównym czynnikiem była struktura rynku. – Francja jest ojczyzną wielu dużych detalistów spożywczych. Są tam na przykład Carrefour czy Auchan, a także wiele firm farmaceutycznych i logistycznych – mówi Jeremy Laurens, który w Blulog odpowiedzialny jest za sprzedaż na zagranicznych rynkach. Bezpośrednie dotarcie do osób decyzyjnych w kontekście skorzystania z nowych rozwiązań technologicznych okazało się kluczowe. Francuski rynek pod kątem detalistów spożywczych czy farmaceutycznych jest jednym z najbardziej rozwiniętych na świecie. Dlatego rozpoczynanie działań w Polsce mogło być o wiele trudniejsze. – Polski rynek to głównie miejsce dystrybucji produktów, natomiast nasze działania muszą docierać bezpośrednio do producentów i detalistów, dlatego wystartowanie z ofertą we Francji wydawało się rozsądniejsze – dodaje Laurens.
Konsumenci
Kolejnym czynnikiem jest świadomość konsumentów. Francuzi o wiele chętniej skupiają się na jakości produktów, chcą mieć o nich więcej wiedzy podczas zakupu. Świadczy o tym zainteresowanie aplikacją Coldfinder, dzięki której za pomocą QR kodu mogą sprawdzić historię temperatury danego produktu spożywczego. Według Zbigniewa Bigaja, właściciela startupu Blulog, francuscy klienci są mniej wrażliwi na zmiany cenowe, w efekcie chętniej korzystają z nowych rozwiązań, także kosztem wyższych cen. Natomiast Jeremy Laurens zaznacza, że polscy klienci obawiają się podwyżek cen, dlatego z dużą ostrożnością patrzą na innowacje. Jednak i we Francji jest spora część klientów, których awersja do nowych technologii wynika z przywiązania do tradycji. – Pod tym kątem odsetek klientów w mojej ocenie jest taki sam we Francji i w Polsce – dodaje Laurens.
Partnerzy i kontakty
Bez dobrych kontaktów i partnerów w określonych branżach trudno zbudować sobie pole do rozmów na temat sprzedaży technologii. Blulog, zanim wszedł na francuski rynek, dobrze go rozpoznał. W firmie za kontakty zagraniczne odpowiada Jeremy Laurens, który pochodzi z Francji. Znajomość kultury i wiedza na temat funkcjonowania przedsiębiorstw znacząco pomagają w nawiązaniu dobrych relacji z osobami odpowiadającymi za wprowadzenie nowych technologii w firmach. Kolejnym czynnikiem jest dobrze oceniana przez Francuzów współpraca z polskimi firmami. – Francuskie firmy są zadowolone ze współpracy z polskimi dostawcami, a to zaufanie przekłada się na nas, dzięki temu nie jesteśmy postrzegani jako firma z odległego kraju, a jako wiarygodny partner. Dlatego też nasz produkt budzi zainteresowanie – mówi Laurens.
Dopiero połączenie wielu czynników powoduje, że dana firma może ze skutkiem walczyć o potencjalnych kontrahentów. Coraz częściej to właśnie startupy poszukują rynku dla swoich produktów poza Polską. To efekt specyfiki towarów, które są na tyle nowe, że stanowią niewiadomą pod kątem inwestycyjnym. Przykład zainteresowania francuskich firm technologią startupu Blulog pokazał, że warto szukać zagranicznych rynków jako miejsca dla lokowania innowacji.
Blulog jest polsko-francuską firmą. Polscy konstruktorzy od wielu lat prowadzą badania nad rozwojem technologii M2M. W efekcie marka tworzy rozwiązania monitoringu za pomocą urządzeń wielkości karty kredytowej o precyzyjnych i unikalnych funkcjach.
Czy Polacy oszczędzają? Wyniki najnowszego raportu
Oszczędzanie nie należy ani do najprzyjemniejszych, ani do najłatwiejszych obowiązków. Wymaga przede wszystkim sumienności, systematyczności i wytrwałości. Taka poduszka finansowa okazuje się jednak bardzo pomocna – nie tylko w rozwiązaniu nagłego i niezaplanowanego wydatku, ale także jako gwarancja wewnętrznego spokoju i poczucia bezpieczeństwa. A czy Polacy posiadają oszczędności? Firma Lindorff SA w najnowszym raporcie „Finansowe zwyczaje Polaków”[1] postanowiła to sprawdzić. Oto wyniki!
Czy Polacy mają oszczędności?
Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Lindorff SA, znaczna część Polaków nie posiada w ogóle oszczędności – taką odpowiedź wskazał aż co 3 ankietowany. Co ciekawe, pytanie o oszczędności sprawiło kłopot 20% badanych, którzy odmówili odpowiedzi lub wskazali odpowiedź „trudno powiedzieć”. Możemy zatem domniemywać, że odsetek osób nie posiadających żadnych „zaskórniaków” jest większy niż 33%. Brak jakichkolwiek oszczędności niewątpliwie ma związek z brakiem umiejętności zarządzania swoim budżetem domowym, dlatego przyznanie się do tego mogło okazać się kłopotliwe.
A jeśli już mamy, to ile?
Z osób deklarujących, że posiadają jakiekolwiek odłożone pieniądze, najwięcej respondentów twierdzi, że posiada niewielkie oszczędności do 1000 zł (13%). Około co dziesiąty zadeklarował, iż posiada wolne środki w kwocie od 1001 do 5000 zł (9%) oraz od 5001 do 10 000 zł (10%). Część badanych (17%) ma na koncie oszczędnościowym odłożone znaczne sumy: 4% od 10 001 do 20 000 zł, 7% od 20 001 do 50 000 zł, a 6% nawet powyżej 50 000 zł.
[1] Raport „Finansowe zwyczaje Polaków”, zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r. Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii, N=458, osoby w wieku 25-50 lat.
Co ciekawe, najwięcej oszczędności mają ankietowani z najmłodszej grupy wiekowej (25-32 lata), zarówno tych małych – 18% do 1000 zł i 14% do 5 000 zł, jak i znacznych – 7% od 10 001 do 20 000 zł oraz niemal co dziesiąty ankietowany od 20 001 do 50 000 zł.
Osoby, które są na początku swojej zawodowej kariery i ich sytuacja nie jest ustabilizowana, są bardziej zmobilizowane do regularnego odkładania pieniędzy. Poza tym posiadane kredyty np. hipoteczny , blokują ich przed zaciąganiem kolejnych zobowiązań, może ze względu na fakt, że dla Polaków nadal najważniejszym dobrem jest posiadanie własnego mieszkania czy domu. Młode osoby wybierają zatem bezpieczną opcję i na finansowanie swoich potrzeb (takich jak wyposażenie lub remont mieszkania, wakacje, kupno auta) przeznaczają oszczędności. Potwierdzają to także wyniki raportu przeprowadzonego na zlecenie firmy Lindorff SA – badani zadeklarowali, że niechętnie korzystają z możliwości zaciągania kredytu, czy pożyczki – 70% respondentów woli radzić sobie w inny sposób.
Czy oszczędzamy regularnie?
Ponad połowa Polaków oszczędza przynajmniej kilka razy do roku (58%). Regularne odkładanie pieniędzy dotyczy co czwartej osoby. Systematyczne oszczędzanie jest domeną osób młodszych. Częściej niż kobiety robią to także mężczyźni. Pośród tych, którzy zadeklarowali, że w ogóle nie oszczędzają, jest najwięcej mieszkańców wsi oraz osób o najniższych deklarowanych dochodach.
Chcemy oszczędzać, ale…
Mimo że ankietowani twierdzą, że warto oszczędzać (82%), to aż połowa z nich wydaje cały dochód na bieżąco, uważając, że nie stać ich na oszczędzanie. Ponadto, biorąc pod uwagę wyniki raportu, można wnioskować, że większość nie wie, jak może dobrze zainwestować swoje oszczędności – blisko 70% ankietowanych deklaruje, że robiliby to częściej, gdyby znali na to sposób. Wskazuje to na dużą potrzebę edukacji w tym zakresie – specjaliści twierdzą, że tylko część osób deklarujących „nie stać mnie na oszczędzanie” rzeczywiście nie ma z czego odkładać. Reszta po prostu nigdy nie wypracowała w sobie nawyku systematycznego odkładania kilku procent dochodów.
Diners Club Polska: Polacy na wakacjach. Profile urlopowiczów
Ponad połowa mieszkańców wsi w tym roku nie wyjedzie poza miejsce zamieszkania. Za to najbogatsi Polacy tego lata pozwolą sobie na wczasy
za kilkadziesiąt tys. zł – wynika z badań Diners Club Polska.
Jak wyglądają wakacje studenta, a jak seniora? Dokąd wyjeżdżają Polacy, którzy nie martwią się o finanse? Czym różni się urlop mieszkańców metropolii od osób
z małych miejscowości? Diners Club Polska przedstawia profile polskich urlopowiczów.
Wakacje po studencku, czyli dalekie podróże z małym budżetem
Na wakacje wyjedzie w tym roku 60 proc. osób w wieku od 18 do 24 lat. 30 proc. przedstawicieli tej grupy wiekowej na wyjazd zamierza przeznaczyć mniej niż tysiąc zł. Będą to przede wszystkim oszczędności (w ten sposób wyjazdy wakacyjne sfinansuje aż 76 proc. osób), a znacznie rzadziej pożyczka od rodziny i znajomych (24 proc.). Mimo niewielkiego budżetu wakacyjnego to właśnie młodzi ludzie najczęściej deklarują, że na wakacje wyjadą za granicę. (Prawie 50 proc.). Wśród nich najpopularniejszą destynacją są kraje znajdujące się poza Europą (aż 23 proc.). Jednocześnie w tej grupie wiekowej jest najmniej chętnych do spędzenia tegorocznego lata w kraju (tylko 10 proc.). Na urlopie młodzi przede wszystkim chcą zwiedzać i poznawać nowe miejsca (ponad 35 proc.). Żaden z respondentów w tej grupy wiekowej na wakacjach nie zamierza zdobyć dodatkowych umiejętności.
– Choć największy odsetek młodych ludzi planuje dalekie zagraniczne podróże, ubezpieczenie zapewni sobie jedynie połowa z nich. 27 proc. osób między 18 a 24 rokiem życie deklaruje, że przed podróżą skorzysta z usług ubezpieczyciela, a ok. 20 proc. zapewni sobie inną formę ubezpieczenia. Jeśli przyjrzymy się całej populacji to okaże się że za granicę wyjedzie 22 proc. z nas, a o ubezpieczenie zagranicznej podróży zadba 76 proc. – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.
Wakacje najzamożniejszych, czyli luksus i egzotyka
Jedynie niecałe 7 proc. Polaków wyda w tym roku na wakacje ponad 4 tys. zł. Jeszcze mniej – zaledwie 1 proc. najbogatszych – pozwoli sobie na wczasy za więcej niż 10 tys. zł.
– To naturalne, że wraz ze wzrostem zarobków rośnie skłonność do większych wydatków i rosną oczekiwania odnośnie jakości urlopu. Aż 22 proc. osób zarabiających powyżej 10 tys. zł miesięcznie deklaruje, że na ten cel przeznaczy więcej niż jedną miesięczną pensję. Zamożni Polacy szukają egzotyki, wyjątkowych wrażeń i luksusu – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club.
Z danych firmy Nielsen Polska wynika, że destynacje preferowane przez najzamożniejszych Polaków to przede wszystkim wyspy na Pacyfiku, Karaibach i Oceanie Indyjskim (m.in. Seszele, Malediwy i Sri Lanka) oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie i Lazurowe Wybrzeże we Francji.
Wczasy seniora, czyli blisko, spokojnie i bezpiecznie
Wyjazd wakacyjny w tym roku zaplanowało nieco ponad 40 proc. seniorów. Prawie połowa z nich na podróż chce wydać nie więcej niż 2 tys. zł. Większość na miejsce urlopu wybierze polski kurort. Za granicę tego lata wybiera się tylko 8 proc. osób
w wieku powyżej 65 lat. Niemal wszyscy przedstawiciele tej grupy wiekowej, którzy wyjadą poza Polskę zapewnią sobie ubezpieczenie – w biurze podróży,
u ubezpieczyciela lub w karcie kredytowej. Podczas wakacji reprezentanci grupy wiekowej 65 plus będą przede wszystkim odpoczywać stacjonarnie – np. w cieniu
na leżaku (31 proc.) oraz zwiedzając (21 proc.). Sport zamierza uprawiać 6,4 proc. osób starszych. Aż 67 proc. seniorów opłaci wakacje z oszczędności. Żaden
nie skusi się na zaciągniecie kredytu ani pożyczki, aby sfinansować wyjazd.
Urlop mieszkańców dużych miast, czyli aktywny wypoczynek w kraju
Prawie połowa reprezentantów największych polskich miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) spędzi urlop w Polsce. 18 proc. zamierza przeznaczyć na wyjazd nie więcej niż 2 tys. zł. Taki sam odsetek przyznaje, że ich wakacyjny budżet mieści się w granicach od 2 tys. zł. do 4 tys. zł, a 11 proc. deklaruje, że przekroczy on 4 tys. zł. Co ciekawe, mieszkańcy metropolii są najbardziej aktywną sportowo grupą Polaków. Prawie 23 proc. z nich na urlopie chce zadbać o swoją kondycje i deklaruje, że w tym czasie będzie uprawiać sport.
Wakacje mieszkańców małych miasteczek i wsi, czyli na bogato albo wcale
Wśród mieszkańców wsi i małych miasteczek największy jest odsetek osób, które wakacje spędzą w miejscu zamieszkania (odpowiednio 54 proc. i 41 proc.). Ci, którzy zdecydują się wyjechać nie zamierzają oszczędzać na podróżach. 19 proc. mieszkańców wsi swój wakacyjny budżet określa na poziomie od 2 tys. do 4 tys. zł. Podobną kwotę zamierza przeznaczyć na urlop 17 proc. mieszkańców miast do 50 tys. mieszkańców. Najczęściej wybierane destynacje to podróże po Polsce, jednak aż 6 proc. mieszkańców małych miast i taki sam odsetek mieszkańców wsi zdecyduje się w tym roku na daleką, egzotyczną podróż poza Europę. Mimo dużych wakacyjnych budżetów ponad połowa nie planuje skorzystać z żadnej oferty ubezpieczeniowej.
Nota metodologiczna:
Raport powstał na podstawie badań „Plany wakacyjne Polaków 2016 – wydatki
i finansowanie” oraz „Plany wakacyjne Polaków 2016 – destynacje, organizacja
i ubezpieczenie podróży” zrealizowanych przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych
na zlecenie Diners Club Polska w marcu i w czerwcu 2016 r. metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI),
na ogólnopolskich grupach 1100 osób.
Mikołaj Rubeńczyk w zarządzie Pylon S.A.

Mikołaj Rubeńczyk, dotychczasowy przewodniczący Rady Nadzorczej Pylon S.A – objął z dniem 14 lipca 2016 roku funkcję wiceprezesa zarządu spółki. Jednocześnie jego obowiązki w Radzie Nadzorczej przejęła Jolanta Srebnicka, dotychczas wiceprezes Zarządu Pylon S.A.
Mikołaj Rubeńczyk jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Poza pełnieniem funkcji wiceprezesa zarządu Pylon S.A. jest wspólnikiem i prezesem PH „Maks” Sp. z o.o.
– Mikołaj Rubeńczyk był nie tylko zaangażowany w stworzenie i powołanie Pylon S.A., ale od początku działalności spółki aktywnie uczestniczył w kreowaniu jej strategii biznesowej i rynkowym rozwoju marki Pylon Audio. Między innymi to dzięki jego inicjatywie upubliczniliśmy spółkę na rynku NewConnect, pozyskując 0,37 mln zł środków na dalszy rozwój. Jestem przekonany, że nowe uprawnienia, które Mikołaj Rubeńczyk nabywa dzięki wejściu do Zarządu Pylon S.A., znacząco ułatwią bieżącą działalność operacyjną spółki i mogą tym samym przyspieszyć wiele procesów związanych m.in. z pozyskiwaniem zewnętrznych źródeł finansowania czy międzynarodową ekspansją marki Pylon Audio – podsumowuje Mateusz Jujka, prezes zarządu Pylon S.A.
Do kompetencji Mikołaja Rubeńczyka na stanowisku wiceprezesa zarządu Pylon S.A. będzie należeć m.in.:
- kreowanie długoterminowej polityki inwestycyjnej Pylon S.A. oraz działalność operacyjna i nadzór nad realizacją strategii rozwoju Pylon S.A. i Pylon Sp. z o.o. na rynku kapitałowym
- zarządzanie projektami związanymi z procesami pozyskiwania funduszy unijnych i venture
- kierownictwo nad działem prawno-inwestycyjnym Pylon S.A.
- tworzenie i realizacja strategii sprzedaży zagranicznej – pozyskiwanie nowych rynków (od 2016 roku), w tym rozwój struktur sprzedażowych i kanałów dystrybucji produktów Pylon Audio na rynkach zagranicznych
- realizacja i nadzór nad obowiązkami informacyjnymi spółki Pylon S.A. w związku z obecnością na NewConnect oraz zarządzanie relacjami inwestorskimi
– Jestem niezwykle usatysfakcjonowany faktem wejścia do zarządu Pylon S.A., zwłaszcza w okresie tak intensywnego rozwoju spółki. Ze względu na zaangażowanie w powstanie i rozwój firmy, doskonale znam jej potencjał rynkowy, jak też specyfikę branży, w której działa. Rozszerzenie kompetencji – z nadzorczych na wykonawcze – jest więc dla mnie przede wszystkim dużym wyzwaniem biznesowym, ponieważ czuję się niezwykle odpowiedzialny za jak najlepsze wykorzystanie jej potencjału, jak też tworzenie nowych szans i warunków – już w oparciu o działania stricte operacyjne – do podnoszenia i wzmacniania konkurencyjności Pylon S.A. i tym samym aktywności na rzecz podnoszenia wartości spółki w kolejnych latach – dodaje Mikołaj Rubeńczyk, nowy wiceprezes Pylon S.A.
Poza zmianami na poziomie personalnym, 30 czerwca 2016 roku WZA Pylon S.A. zatwierdziło również uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego spółki w drodze emisji nowych akcji serii H, realizowanej w ramach subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Emisja zaplanowana została na przełom III i IV kwartału 2016 roku, przy cenie emisyjnej nie niższej niż 0,22 zł za jedną akcję. Kapitał zakładowy Pylon S.A. zostanie tym samym podwyższony – w drodze emisji akcji zwykłych na okaziciela o wartości nominalnej 0,1 zł – do kwoty nie większej niż 3.018.538,8 zł. Celem planowanej emisji jest pozyskanie kapitału na sfinansowanie zobowiązań wynikających z zakupu nieruchomości przemysłowej w Jarocinie, którą spółka nabyła w styczniu 2016 roku z zamiarem przeniesienia i rozszerzenia dotychczasowej działalności produkcyjnej.
Jednocześnie, w czerwcu 2016 roku Pylon Sp. z o.o. – spółka powiązana z Pylon S.A. – pozyskała 71 tys. zł dofinansowania z PARP w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014-2020, poddziałanie 3.1.5. „Wsparcie MSP w dostępie do rynku kapitałowego – 4 Stock”. Ewentualny debiut Pylon Sp. z o.o. na rynku NewConnect nastąpi w ciągu 28 miesięcy od dnia przyznania dotacji. Zarząd Pylon S.A. zakłada, że przekształcona Pylon Sp. z o.o. konsekwentnie będzie prowadziła wyspecjalizowaną działalność produkcyjną i badawczo-rozwojową w zakresie technologii audio. Tym samym, upublicznienie Pylon Sp. z o.o. – przewidywane w ramach dynamicznego rozwoju organicznego Pylon S.A. – ma na celu przede wszystkim zwiększenie skali i możliwości produkcyjnych w odniesieniu do autorskich przetworników elektroakustycznych.
W I kwartale 2016 roku Pylon S.A. odnotował 0,87 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów własnych w porównaniu do 0,55 mln zł rok wcześniej. Początek 2016 roku okazał się dla polskiego producenta niezwykle atrakcyjny pod względem zbytu – krajowi konsumenci kupili w tym czasie aż 625 autorskich zestawów głośnikowych marki Pylon Audio w porównaniu do 359 rok wcześniej i 233 w pierwszych trzech miesiącach 2014 roku.
Z kolei, w 2015 roku Pylon S.A. osiągnął 52 proc. wzrost sprzedaży produktów własnych w ujęciu ilościowym i 59 proc. pod względem przychodów. W tym okresie producent sprzedał łącznie 1455 zestawów głośnikowych w odniesieniu do 957 w 2014 roku, dzięki czemu przychody spółki wyniosły narastająco po czterech kwartałach 2015 roku 2,29 mln zł w porównaniu do 1,44 mln zł rok wcześniej.
Zniesienie bankowego tytułu egzekucyjnego, a perspektywy rynku wierzytelności
Zmiany regulacyjne w sektorze bankowym są już widoczne na rynku wierzytelności. Likwidacja bankowego tytułu egzekucyjnego oraz wprowadzenie podatku od aktywów skłaniają banki do wzmożonej sprzedaży portfeli wierzytelności wyspecjalizowanym podmiotom. Rosnąca wartość niespłacanych zobowiązań i liczba dłużników wpływają na wzrost rynku windykowanych wierzytelności.
Od początku 2015 roku doszło do wielu zmian w obszarze prawa bankowego: wzrosły wymogi kapitałowe, zniesiono bankowy tytuł egzekucyjny (BTE), a kilka miesięcy temu wprowadzono podatek od aktywów. Kolejnym wyzwaniem dla banków będzie oczekiwana ustawa regulująca status kredytów frankowych. Zdarzenia te wpływają na spadek indeksu WIG-BANKI – od kwietnia ub.r. spadł o blisko 26%.
Szczególnie dotkliwą dla bankowości, a zarazem dobrą dla dłużników zmianą była likwidacja BTE. Modyfikacje w tym zakresie były wynikiem decyzji Trybunału Konstytucyjnego, który w kwietniu 2015 roku uznał, że przepisy bankowe umożliwiające wystawianie BTE naruszają zagwarantowaną konstytucyjnie zasadę równego traktowania. 27 listopada ub.r. weszła w życie ustawa, która zniosła funkcjonujące od 20 lat prawo.
W poprzednim stanie prawnym banki mogły wystawiać BTE na podstawie własnych ksiąg, a cały proces przebiegał bardzo sprawnie i nie wiązał się z dużymi kosztami. Sąd weryfikował przesłane przez bank dokumenty tylko pod względem formalnym, nie badając kwestii merytorycznych. W razie stwierdzenia poprawności wniosku, sąd nadawał mu klauzulę wykonalności w ciągu trzech dni od złożenia przez bank dokumentów. Ta decyzja stanowiła wystarczającą podstawę do wszczęcia egzekucji sądowej przez komornika.
Dzięki nowelizacji prawa bankowego, dłużnicy nie muszą obawiać się już tak szybkiego i nieoczekiwanego rozwiązania swojej sprawy. Według obowiązujących przepisów bank zanim rozpocznie procedurę sądową powinien skierować do osoby zalegającą ze spłatą zobowiązań wezwanie do zapłaty wyznaczając termin nie krótszy niż 14 dni. Co więcej, w takim dokumencie bank powinien zawrzeć informację o możliwości złożenia przez kredytobiorcę wniosku o restrukturyzację zadłużenia. Obecny — rozbudowany proces obsługi odzyskiwania wierzytelności sprawia, że banki coraz częściej decydują się na outsourcing tzw. złych kredytów, czyli sprzedaż nieuregulowanych długów firmom windykacyjnym.
Zniesienie BTE oraz pozostałe zmiany w prawie bankowym tworzą pozytywne otoczenie rynkowe dla branży wierzytelności. Sprzyjające dla firm odzyskujących wierzytelności są również dane o wzrastającej liczbie niespłacanych portfeli. Aż 2 mln 150 tys. Polaków nie spłaca zobowiązań kredytowych i poza kredytowych. Łączna kwota zaległości wynosi 44,65 mld zł., co oznacza kolejny w tym roku wzrost[1].
Zarówno ubiegły jak i obecny rok przyniosły korzystne dla rozwoju branży wierzytelności wydarzenia. Zaliczam do nich zmiany regulacyjne w sektorze bankowym oraz poprawiające kondycję gospodarstw domowych: dobrą koniunkturę gospodarczą i towarzyszący jej wzrost, a także program 500+. Podaż portfeli masowych nie słabnie, a na rynku kapitałowym widać dużą aktywność firm windykacyjnych finansujących zakupy portfeli poprzez emisję obligacji – mówi Jacek Daroszewski, prezes FAST FINANCE S.A.
Podmioty z branży windykacyjnej decydują się obecnie na duże emisje obligacji korporacyjnych, które przeznaczane są na zakup dostępnych na rynku atrakcyjnych portfeli wierzytelności. Oczekiwana przez rynek windykacyjny wartość sprzedanych portfeli kredytowych banków do końca 2016 r. wynosi ponad 16 mld zł[2].
Co istotne, dla osób zalegających ze spłatą zobowiązań wzmożona sprzedaż ich długów do firm windykacyjnych to również dobra wiadomość. Prowadzenie postępowania przez firmę windykacyjną pozwala na uzyskanie korzystnych rat
i terminów spłaty, a także na uniknięcie egzekucji komorniczej.
[1] Raport InfoDług czerwiec 2016, Ogólnopolski raport o zaległym zadłużeniu i niesolidnych dłużnikach, 32 edycja, BIG InfoMonitor.
[2] Tamże.
Złoto błyszczy po Brexicie
Jeśli jest ktoś zadowolony z wyniku referendum w Wielkiej Brytanii to posiadacze złota. Cena kruszcu po Brexicie wzrosła do najwyższego poziomu od dwóch lat. Od początku roku zysk z inwestycji w metal wyniósł blisko 30 proc.
Dzień po referendum w sprawie Brexitu liczba wejść na stronę Royal Mint, brytyjskiej mennicy wzrosła o 550 proc. Ludzie szukali informacji jak kupić złoto i sprawdzali ceny. Jeśli ktoś na rynku finansowym cieszył się z wyniku głosowania na Wyspach to chyba tylko brokerzy handlujący żółtym kruszcem, kontraktami na metal i powiązanymi z nim ETF-ami. Złoto, które od początku roku znajduje się na trajektorii wznoszącej, po Brexicie poszybowało jeszcze mocniej w górę osiągając cenę 1 375 dolara za uncję. Potem ceny lekko spadły, ale nadal utrzymują się w granicach 1350 dolarów – poziom najwyższy od blisko dwóch lat. Kto na początku roku zainwestował w kruszec dzisiaj cieszy się z prawie 30-procentowego zysku. Licząc w dolarach. W funtach cena metalu poszła w górę o jedną trzecią.
Trudno w to uwierzyć, ale niemal równo rok temu, w lipcu 2015 r., złoto znajdowało się w silnym trendzie spadkowym, najdłuższym od lat 90., trwającym przez szereg sesji z rzędu i analitycy spodziewali się, że za uncję przyjdzie płacić mniej niż 1000 dolarów. Kilka tygodni później doszło do odbicia, a od grudnia 2015 r. surowiec systematycznie drożeje.
Przyczyną jest z jednej strony niedowartościowanie kruszcu, który po szczycie osiągniętym 25 lipca 2011 r., kiedy padł historyczny rekord ceny złota 1837,68 dolara za uncję, spadł 1 grudnia 2015 r. do 1061,98 dolara. Znacznie większy wpływ na notowania wywiera jednak otoczenie rynkowe. Złoto jest uważane za jeden z inwestycyjnych „bezpiecznych portów”, w których można zaparkować pieniądze w czasach niepewności. A niepewność jest chlebem powszednim na rynkach finansowych od ponad sześciu miesięcy ubiegłego roku. Zaczęło się od niepewnych prognoz co do wzrostu gospodarczego na świecie. Na początku tego roku mocno uderzone zostały kursy banków na całym świecie, co było reakcją na kiepskie perspektywy sektora w związku z ujemnymi stopami procentowymi. Potem pojawiły się obawy o losy Brexitu, a zza oceanu zaczęły napływać niepokojące informacje o rosnących szansach na nominację Donalda Trumpa w jesiennych wyborach prezydenckich.
Dolar kontra złoto
Pierwsze z ryzyk właśnie się zmaterializowało. Warto odnotować, że reakcja rynków finansowych na decyzję Brytyjczyków była równie mocna, a czasem mocniejsza niż po upadku banku Lehman Brothers. Obydwa wydarzenia bywają zresztą często zestawiane w poszukiwaniu analogii. Złoto zupełnie nie wpisuje się w ten schemat. Po bankructwie Lehmana jego kurs zanurkował w ślad za większością aktywów. Wyjątek stanowił dolar, postrzegany wówczas jako „safe haven”. Po Brexicie amerykańska waluta również zyskiwała na wartości, szczególnie do funta, ale złoto poszło mocniej w górę.
Dlaczego? Od początku tego roku na cenie metalu cieniem kładzie się kurs dolara. Jednym z czynników niepewności jeśli chodzi o notowania złota była prognozowana zwyżka stóp procentowych w USA. Analitycy spodziewali się co najmniej dwóch podwyżek w tym roku. Pierwsza miała zostać ogłoszona przez Fed w czerwcu. Wzrost stóp napędziłby popyt na dolara i prawdopodobnie uderzył w cenę złota. Po Brexicie jest to scenariusz raczej mało realny. W czerwcu podwyżki stóp nie było i wydaje się, że jesienią również do niej nie dojdzie.
Złotu odpadł zatem konkurent – dolar. Nie oznacza to jednak, że przed kruszcem jest już tylko marsz w górę. Po skoku ceny wywołanej szokiem referendalnym nastąpiła korekta i raczej nie zanosi się, żeby kurs przebił 1500 dolarów, czego spodziewali się po Brexicie optymiści. Analitycy RBS uważają, że margines do dalszych wzrostów notowań jest ograniczony. Podobnego zdania jest Goldman Sachs. Z kolei Fidelity Select Gold Portfolio uważa, że złoto jest dobrym sposobem na zabezpieczenie się przed ujemnymi stopami procentowymi.
Donald Trump na horyzoncie
Nastawienie rynku do wycen złota jest jednak mocno „bycze”. Według Commodity Futures Trading Commission po Brexicie inwestorzy przerzucili się z pozycji krótkich na długie i pod koniec czerwca zawarli kontrakty na 25,6 mln uncji, czyli 800 ton kruszcu. Mocno rośnie też popyt na ETF złota – 30 proc. od początku roku, osiągając poziom 53,3 mln uncji. To najwyższa wartość od 2013 r.
Część analityków studzi oczekiwania związane z dalszym wzrostem ceny złota, gdyż uważają, że nie ma większych podstaw do dalszych zwyżek, tym bardziej, że na wartości rośnie dolar. Optymiści uważają, że niepewność nadal będzie paliwem napędzającym notowania kruszcu. A tej nie zabraknie – przed nami jesienne wybory w USA. Jeśli wygra Donald Trump być może złoto przebije 1500 dolara za uncję.
***
Konrad Grzelec, BGŻOptima
B. Kielan, prezes GoTFI: atrakcyjną inwestycją mogą być małe spółki i obligacje firm
Rynki akcji są obecnie dość drogie, a obligacje skarbowe obarczone dużą zmiennością i sporymi ryzykami. Beata Kielan, prezes GoTFI, prognozuje, że atrakcyjną inwestycją w najbliższym czasie mogą być małe spółki na GPW lub obligacje korporacyjne.
– Polski rynek jest ciągle dość drogi, przynajmniej jeśli chodzi o pewne obszary spółek z WIG20 i WIG. Najtańsze są jednak mniejsze spółki i one prawdopodobnie będą się zachowywały lepiej – stwierdziła w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor, Beata Kielan, prezes GoTFI. – Na całym świecie spodziewam się, że z dużym prawdopodobieństwem najlepiej będą się zachowywały rynki akcyjne Ameryki, a i one raczej nie będą bardzo szybko wzrastały, bo patrząc na wyceny, są jednak w tej chwili dość drogie.
Na warszawskiej giełdzie indeks WIG stracił w czerwcu 3,69 proc, a WIG20 6,16 proc. Z kolei indeks sWIG80, grupujący mniejsze firmy, stracił jedynie 0,89 proc. Obok wielomiesięcznej słabości polskiego rynku akcji, na wynikach wskaźników w czerwcu odcisnął piętno brexit, czyli decyzja Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej. Pomimo czerwcowych turbulencji indeks amerykańskich blue chipów S&P 500 obronił wartość w minionym okresie i nadal znajduje się w okolicach swoich historycznych maksimów.
– Rynki obligacji skarbowych w zasadzie są w tej chwili obarczone dużą zmiennością i sporym ryzykiem – wskazuje Kielan. – To, co wydaje się najbardziej atrakcyjne, to jednak rynki obligacji korporacyjnych, dlatego że mają bardzo wysokie stopy zwrotu i wysokie marże w stosunku do ryzyka.
Wynik referendum istotnie zachwiał notowaniami obligacji. Uciekając przed widmem nowego ryzyka,inwestorzy zareagowali chociażby zwiększonym popytem na dwuletnie obligacje amerykańskie, a jednocześnie spadkiem cen i wzrostem rentowności polskich papierów dłużnych. Tymczasem w przypadku obligacji firm Kielan podkreśla, że spółki, chociażby w Polsce, nauczyły się, w jaki sposób korzystać z emisji obligacji. – Coraz lepiej tym zarządzają, więc ten rynek wydaje się na razie bardzo atrakcyjny – stwierdziła Kielan.
Według raportu Grant Thornton na temat stanu rynku polskich obligacji korporacyjnych łączna wartość wprowadzonych na Catalyst papierów nieskarbowych z wyłączeniem obligacji EBI, BGK euroobligacji i listów zastawnych przekroczyła 10 mld zł w 2015 i jest to jeden z najlepszych wyników w historii tego rynku. Jednocześnie eksperci zakładają, że bieżący rok na tym rynku nie powinien być gorszy pod względem potencjalnej liczby wprowadzonych serii obligacji firm niż rok poprzedni, kiedy zadebiutowało 131 serii wyemitowanych przez 87 podmiotów (w tym 28 debiutantów).
Start-upy w formie prostych spółek akcyjnych. Ministerstwo Rozwoju chce uprościć zakładanie i prowadzenie innowacyjnych firm
Resort rozwoju proponuje start-upom nowy typ działalności – prostą spółkę akcyjną, która będzie łączyć zalety spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjnej. Prosta, elastyczna i pozbawiona wygórowanych wymogów finansowych forma prawna działalności powinna się przyczynić do rozwoju przedsiębiorczości. Ma też zapobiegać eksportowaniu polskich pomysłów poza granice kraju.
– Wprowadzenie do Kodeksu spółek handlowych prostej spółki akcyjnej (PSA) jest elementem planu Morawieckiego, który zakłada uwolnienie polskiej innowacyjności. Założeniem jest takie, aby osoby, które mają dobre pomysły, chcą je realizować i komercjalizować, miały do tego odpowiednie instrumenty prawne, które im to ułatwią. Dzięki temu pojawi się na rynku wiele nowych, ciekawych przedsiębiorstw, które będą działały z pożytkiem dla polskiej gospodarki – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Radzym Wójcik, adwokat z Kancelarii Baker & McKenzie, która doradzała resortowi rozwoju przy tworzeniu założeń PSA.
W Polsce pojawia się coraz więcej start-upów. Dane fundacji Startup Poland z 2015 roku wskazują, że jest ich ok. 2,5 tys. W raporcie „Globalny Indeks Ekosystemów 2015”, który analizuje i klasyfikuje 20 miast o najlepszym dla start-upów otoczeniu, polskich miast zabrakło. Wiele do życzenia pozostawia otoczenie prawne dla działalności gospodarczej, w tym przede wszystkim dla działalności start-upów. Aby to zmienić, Ministerstwo Rozwoju pracuje nad Konstytucją Biznesu, przyjaznym prawem, które umożliwi rozwój innowacyjnych przedsiębiorstw. Jednym z pomysłów jest stworzenie nowego modelu spółki.
– Prosta spółka akcyjna powinna zainteresować środowisko start-upowe i młodych przedsiębiorców, którzy chcą rozpocząć swój biznes. Powinna być też interesująca dla wszelkich branż innowacyjnych, których przedsięwzięcia charakteryzują się wyższym ryzykiem oraz koniecznością ponoszenia wyższych nakładów kapitałowych w początkowych stadiach rozwoju, kiedy spółka nie generuje jeszcze zysków, i z pieniędzy pozyskiwanych od klientów nie można zasypywać dziury związanej z inwestycjami – przekonuje radca prawny.
Jak wynika z przeprowadzonego na zlecenie Ministerstwa Rozwoju przez PARP badania wśród przedsiębiorców, 73 proc. z nich popiera potrzebę wprowadzenia nowego typu spółki, w szczególności dla działalności innowacyjnej. Blisko 80 proc. wskazało na potrzebę obniżenia wymogów kapitałowych dla projektowanej uproszczonej spółki.
Prosta spółka akcyjna mogłaby stanowić wstępny etap rozwoju biznesu, w którym założyciele rozwijaliby innowacyjny pomysł i pozyskiwali potrzebne finansowanie, przygotowując się do wejścia w dojrzałą fazę rozwoju. Nowa forma spółki ma łączyć zalety spółki z o.o. (stosunkowo proste i mało kosztowne założenie, funkcjonowanie i likwidacja) oraz spółki akcyjnej (łatwość obrotu jednostkami udziału w spółce, różnorodne możliwości ich uprzywilejowania, w tym akcje nieme).
– Dotychczas start-upy wybierały głównie model spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, ewentualnie spółki komandytowo-akcyjnej, która umożliwiała podział odpowiedzialności między założycieli i inwestorów. Wydaje się, również dzięki obserwacjom trendów międzynarodowych, że model spółki akcyjnej byłby dla założycieli korzystniejszy – ocenia Wójcik.
Przewagą prostej spółki akcyjnej byłyby minimalne wymogi kapitałowe na etapie zakładania spółki – obniżenie minimalnej wysokości kapitału zakładowego do 1 zł czy uelastycznienie struktury majątkowej spółki. Uregulowane miałyby również być prawa między akcjonariuszami. Nowa forma spółki zakłada też wynagradzanie pracowników i doradców akcjami spółki, podobnie jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych czy Izraelu.
– Z jednej strony te dwie grupy – pracownicy i doradcy – będą uczestniczyły w ryzyku, ponieważ wiele innowacyjnych czy młodych przedsięwzięć jest obarczonych większym ryzykiem niż dojrzałe formy działalności. Z drugiej, będą też zmobilizowane do działania w interesie takiego przedsięwzięcia, ponieważ będą uczestniczyły w potencjalnym sukcesie – tłumaczy Wójcik.
Ministerstwo Rozwoju zakłada też umożliwienie odbywania walnych zgromadzeń i komunikacji z akcjonariuszami za pomocą internetu. Podobnie mógłby wyglądać kontakt z wierzycielami w przypadku ewentualnej likwidacji spółki.
Obecnie trwają konsultacje ze środowiskiem start-upowym i biznesowym, przez okres wakacji będzie można zgłaszać uwagi do projektu.
– Trzeba poczekać, aż powstaną konkretne rozwiązania prawne, czyli projekt zmian do Kodeksu spółek handlowych. Później zostanie ścieżka ustawodawcza, czyli Sejm i Senat. Dlatego trudno jest podać konkretną datę, kiedy polskie środowisko start-upowe i branże innowacyjne będą mogły z tej spółki korzystać. Natomiast obserwując dotychczasowe działania Ministerstwa Rozwoju, wydaje się, że będzie to raczej szybciej niż później – przekonuje Radzym Wójcik.
Reforma administracji podatkowej ma zwiększyć ściągalność podatków. Urzędnicy będą się specjalizować w określonych branżach

Przychody z podatków VAT i CIT są coraz niższe. W ubiegłym roku luka podatku od towarów i usług była szacowana na 53 mld zł, o 12 mld więcej niż rok wcześniej. Dzięki zmianom w organizacji podatkowej i częstszym kontrolom ściągalność podatków ma ulec poprawie. Przygotowany Krajowy Plan Działań Administracji Podatkowej na 2016 rok zidentyfikował newralgiczne branże, na których organy podatkowe powinny skupić uwagę.
– W Krajowym Planie Działania Administracji Podatkowej co roku określa się najbardziej newralgiczne punkty dla Skarbu Państwa, gdzie występują największe nadużycia i gdzie organy powinny zintensyfikować swoje działania, podjąć jak najwięcej kontroli i innych czynności, które wykryją te nieprawidłowości i tym samym przyniosą dochód dla budżetu – mówi agencji Newseria Biznes Monika Wolska-Bryńska, radca prawny z Kancelarii Prawno-Podatkowej Mariański Group
Branże, którym fiskus będzie się bacznie przyglądać, przydzielono tzw. pozostałym urzędom skarbowym. Najwyższe wartości ryzyka, przy jednocześnie najwyższych kwotach wyniku finansowego ujawnionych w kontrolach podatkowych stwierdzono m.in. w usługach finansowych i ubezpieczeniowych, usługach budowlanych, handlu elektroniką, motoryzacji, transporcie i branży paliwowej. W tym roku pod lupę fiskusa trafiła też opieka zdrowotna, w tym praktyka lekarska i pozostałe usługi medyczne.
– Spektrum branż jest bardzo szerokie, znalazł się tam też marketing i PR. Branża medyczna dotychczas nigdy nie była na celowniku fiskusa. Jesteśmy ciekawi, jak będą wyglądały kontrole w tej branży – zaznacza Monika Wolska-Bryńska.
Raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego jasno wskazuje, że przychody z podatku VAT i CIT są w Polsce coraz niższe. Łączna wydajność jeszcze w 2008 roku osiągnęła 16 punktów PKB, w 2014 już ok. 13,5. Różnica między oczekiwaną a faktycznie osiągniętą wartością dochodów z podatku VAT w większości krajów Unii Europejskiej spada. Rośnie m.in. w Polsce, Litwie, Rumunii, Grecji czy na Słowacji.
W tym roku zmieniła się również struktura i działanie administracji podatkowej.
– Powstać ma specjalistyczny urząd, który będzie się zajmował podatnikami z przychodami powyżej 50 mln euro. Hierarchicznie niższe urzędy będą zajmowały się podatnikami o przychodzie na poziomie 3 mln euro, a tradycyjne urzędy skarbowe zajmą się pozostałymi podatnikami i branżami wymienionymi w planie – tłumaczy radca prawny.
Pierwszy Mazowiecki Urząd Skarbowy w Warszawie przekwalifikowany na tzw. strategiczny urząd skarbowy będzie obsługiwał m.in. podatkowe grupy kapitałowe, banki (oprócz spółdzielczych), zakłady ubezpieczeń, firmy z rynku finansowego czy towarzystwa emerytalne. Pozostałe wyspecjalizowane urzędy skarbowe zajmą się bankami spółdzielczymi, oddziałami lub przedstawicielstwami przedsiębiorstw zagranicznych.
– Cel jest taki, żeby w strategicznym urzędzie skarbowym zgromadzić najbardziej wyspecjalizowanych urzędników. Ma się on docelowo zająć najbogatszymi podatnikami. Mniej wyspecjalizowane urzędy również mają się skupić na dość bogatych podatnikach, a dodatkowo ich zadaniem będzie również zgromadzenie specjalistów z danych dziedzin – zaznacza Monika Wolska-Bryńska.
Zmiany były konieczne, zwłaszcza że jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2015 roku, polska administracja podatkowa jest niewydajna, nieskutecznie walczyła też z transferem dochodów firm poza granice Polski. Szacuje się, że w 2014 roku budżet stracił z tego tytułu 10 mld euro.
Podział administracji podatkowej ma też ułatwić podział specjalizacji urzędników.
– Tym samym nie będzie dochodziło do sytuacji, w której jednego dnia urzędnik kontroluje firmę produkującą tkaniny, a drugiego dnia idzie na kontrolę do banku. To zmniejszało efektywność kontroli. Podział na specjalizacje ma też ukierunkować specjalizacje dla urzędników. Mają wejść w konkretne branże i w tym się specjalizować – tłumaczy Monika Wolska-Bryńska.
Sprzedaż samochodów ciężarowych w Europie może się okazać najwyższa od 9 lat. W Polsce wzrosty będą jeszcze większe

Popyt na pojazdy ciężarowe utrzymuje się na wysokim poziomie. W Europie w I kwartale zamówienia na najcięższe auta, powyżej 16 ton, były o 10 proc. wyższe niż rok wcześniej. Jeśli tempo zostanie utrzymane, to ten rok będzie najlepszy od 2007 roku. W Polsce dynamika wzrostu zamówień jest ponad trzykrotnie wyższa. Mająca przeszło 20 proc. udziałów w rynku Scania odnotowała wzrost na poziomie 50 proc.
– Popyt na pojazdy ciężarowe w pierwszym kwartale tego roku okazał się rekordowy, mówię to, oceniając to na tle całej nowoczesnej historię sprzedaży tego typu aut – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Paluch, dyrektor marketingu i komunikacji Scania Polska SA. – Istotny wpływ na pozytywne wyniki sprzedaży miały również niskie ceny paliw, dobry kurs złotego oraz wsparcie w postaci taniego finansowania pojazdów.
Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w okresie od stycznia do maja zarejestrowano w sumie 10741 nowych samochodów ciężarowych (wzrost o 31,4 proc.), wśród których było 8687 ciągników (o 35,9 proc. więcej niż rok temu).
Mająca przeszło 20 proc. udziałów w rynku Scania dostarczyła w tym czasie 2,1 tys. pojazdów, o 50 proc. więcej niż w ubiegłym roku.
– Polska jest dla nas bardzo perspektywicznym rynkiem z uwagi na to, że krajowi przedsiębiorcy działają bardzo aktywnie – wskazuje Paweł Paluch.
Dla Scanii, jednego z największych producentów samochodów ciężarowych w Europie, Polska jest czwartym rynkiem na Starym Kontynencie i piątym w skali globalnej. Jak podkreśla Paweł Paluch, w przyszłości pozycja ta może być jeszcze mocniejsza. Sprzedaż koncernu na rynku europejskim (UE plus Szwajcaria i Norwegia) w I kwartale tego roku ukształtowała się na poziomie 12,8 tys. pojazdów, o 32 proc. większym niż w tym samym okresie 2015 roku.
– Na rynku europejskim wciąż mamy bardzo dobry portfel zamówień. W I kwartale zamówienia wzrosły o 10 proc. w stosunku do roku ubiegłego i przewidujemy, że całkowity rynek w tym roku osiągnie poziom między 285 a 300 tys. sztuk – prognozuje Paweł Paluch. – Będą to najwyższe dostawy od 2007 roku. Rynek europejski wraca na bardzo dobre tory.
Scania Polska SA jest generalnym dystrybutorem i przedstawicielem Scania CV AB, światowego lidera w produkcji pojazdów ciężarowych przeznaczonych dla ciężkiego transportu, autobusów miejskich (również napędzanych etanolem) i turystycznych oraz silników przemysłowych i morskich.
Rynek pracy zaczyna należeć do pracownika. Prawdopodobna presja na wzrost wynagrodzeń

Bezrobocie w Polsce systematycznie spada. Rząd w swojej prognozie założył, że pod koniec przyszłego roku wyniesie niewiele ponad 8 proc. Rynek pracy zaczyna zatem należeć do zatrudnionych, których głos podczas negocjowania umów zaczyna się liczyć bardziej niż pracodawców. Możliwa jest zatem presja na wzrost wynagrodzeń.
– Rynek pracy powoli zaczyna należeć do pracownika – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Wołowicz, główny ekonomista BPS TFI SA. – Pociąga to za sobą rozliczne konsekwencje, chociażby w postaci większego prawdopodobieństwa presji płacowej.
Obecnie takie żądania, jak precyzuje Krzysztof Wołowicz, nie są jeszcze częste i nie mają dużego znaczenia dla gospodarki ze względu na utrzymującą się już drugi rok deflację, czyli spadek cen. Powoduje ona, że pracownicy nie odczuwają jeszcze tak dużej presji, aby domagać się podwyżek.
– Ale pojawiają się już symptomy tego rodzaju zachowań i są widoczne, chociażby ostatnie propozycje rządu dotyczące podniesienia płacy minimalnej i najniższej stawki godzinowej – wskazuje Wołowicz. – To czynniki, które w przyszłości będą coraz silniej oddziaływać na rynek pracy. Spodziewamy się, że wynagrodzenia będą się zwiększały systematycznie, podobnie jak zatrudnienie.
Jak informuje Główny Urząd Statystyczny w swojej ostatniej publikacji bezrobocie rejestrowane w maju tego roku wyniosło w Polsce 9,1 proc. i było niższe o 0,4 proc. w stosunku do kwietniowego odczytu. W maju 2015 roku bez pracy natomiast pozostawało 10,7 proc. osób czynnych zawodowo.
– Poprawa na rynku pracy jest wyraźna, co pokazują dane – mówi Wołowicz. – Potwierdza to również rząd, który w przyszłorocznych założeniach budżetowych podaje, że pod koniec 2017 roku bezrobocie ukształtuje się na poziomie 8,1 proc. Trend jest zatem wyraźny i systematyczny. Spodziewamy się, że w najbliższym czasie zostanie utrzymany i pod koniec br. osób bez pracy będzie wyraźnie poniżej 10 proc., może nawet w okolicach dziewięciu.
Według GUS w pierwszym kwartale bieżącego roku niewyrównany sezonowo, liczony w cenach stałych roku poprzedniego PKB Polski zwiększył się realnie o 3 proc. (wobec wzrostu o 4,3 proc. podczas poprzednich trzech miesięcy). Dynamika popytu krajowego wyniosła 4,1 proc., natomiast inwestycje spadły o 1,8 proc.
Zdaniem ekspertów na tempo rozwoju krajowej gospodarki pozytywny wpływ może mieć wzrost konsumpcji powodowany rządowym programem „Rodzina 500 plus”. Skorzystać na nim powinny przede wszystkim sektory przemysłowy oraz usługowy. Prawdopodobnie będzie również impulsem do wzrostu wolumenów importu.
– Jesteśmy raczej optymistycznie nastawieni do tempa wzrostu gospodarczego – informuje Krzysztof Wołowicz z BPS TFI SA. – Nasza pierwotna prognoza bazowa zakładała wzrost na poziomie 3,8 proc. Wszyscy jednak wiemy, że w pierwszym kwartale rozwój spowolnił wyraźnie do 3 proc. Obecnie wydaje się, że 3,8 proc. byłoby zbyt optymistycznym poziomem. Ale myślę, że wzrost o mniej więcej 3,6–3,7 proc. jest nadal możliwy do osiągnięcia.
Zdaniem Krzysztofa Wołowicza druga połowa roku powinna być wyraźnie lepsza niż pierwsza. Wynika to z pełnego wdrożenia rządowego programu pomocy gospodarstwom domowym wychowującym więcej niż jedno dziecko „Rodzina 500 plus”, który w najbliższych miesiącach powinien jeszcze bardziej pobudzić konsumpcję.
– Ostatnie dane o sprzedaży detalicznej są nie najgorsze, ale nadal wydaje się, że jest tam jeszcze potencjał do nieco większych dynamik wzrostu – tłumaczy Wołowicz. – Produkcja przemysłowa też rośnie w tempie kilkuprocentowym. W drugiej połowie roku zaczną się pojawiać już pierwsze realizacje projektów unijnych nowej perspektywy finansowej na lata 2014–2020, które powinny pomóc inwestycjom. Do tej pory były one najsłabszym elementem polskiego wzrostu gospodarczego. Natomiast eksport wygląda bardzo dobrze.
Jak podaje GUS, w pierwszym kwartale tego roku sprzedaż zagraniczna towarów z Polski osiągnęła wartość 43,9 mld euro, o 1,7 proc. wyższą niż przed rokiem. W tym czasie import wyniósł 42 mld euro i był o 0,8 proc. wyższy niż podczas pierwszego kwartału 2015 roku. Takie wyniki przełożyły się na zwiększenie nadwyżki obrotów towarowych Polski o ponad 0,4 mld euro, do 1,9 mld euro.
– Ostatnie obserwowane od wielu tygodni osłabienie złotego wydaje się czynnikiem wspierającym polski eksport i sądzimy, że jego wkład do PKB będzie dodatni i stopniowo powinien się zwiększać – twierdzi Wołowicz. – Większość czynników w tym roku jest zatem pozytywna. Pewne ryzyka związane są głównie z otoczeniem zewnętrznym, tzn. brexitem, wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych i spowolnieniem gospodarki chińskiej.
Wirtualna rzeczywistość to nie tylko rozrywka, lecz także nowe możliwości dla firm, m.in. deweloperów, firm motoryzacyjnych oraz handlowych

Wirtualna i rozszerzona rzeczywistość, które obecnie łączone są najczęściej z rozrywkową branżą gier wideo, dają także nowe możliwości firmom działającym w innych sektorach. Tego typu urządzenia mogą być wykorzystywane np. przez deweloperów, centra handlowe, hotele, biura projektowe, koncerny motoryzacyjne czy firmy i instytucje kultury. W ciągu najbliższych lat sprzedaż urządzeń VR i AR ma co roku dynamicznie rosnąć do ok. 24 mln w 2018 roku.
– Możliwości wykorzystania rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości dla firm są nieograniczone – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sylwia Machnik-Kochan, dyrektor sprzedaży i marketingu HTC Polska. – Może być ona eksploatowana przez kulturę i sztukę. Może służyć tworzeniu aplikacji pozwalających na przykład lepiej prezentować produkty, dawać klientowi możliwość oglądania gotowych wyrobów, które wcześniej można było obejrzeć tylko na stole kreślarskim, a tym samym przyczyniać się do wzrostu sprzedaży.
Jak wynika z raportu spółki The Farm 51, trudno określić, jaki jest obecny stan rynku VR i AR (Virtual i Augmented Reality, wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości). Większość dostępnych rozwiązań to bowiem dzisiaj prototypy lub tzw. wersje deweloperskie, na podstawie których nie można wskazać komercyjnego potencjału poszczególnych produktów. Analitycy firmy CCS Insight oceniają jednak, że VR może być jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się technologii w najbliższej dekadzie. Tym bardziej że coraz więcej firm odkrywa możliwości z nią związane. Przytaczane przez The Farm 51 szacunki mówią o wzroście wartości rynku do ok. 150 mld dolarów do 2020 roku.
– Firmy motoryzacyjne mogą umożliwić klientowi obejrzenie samochodu jeszcze zanim zostanie wyprodukowany. Klienci biur podróży będą mogli zobaczyć kurort czy hotel, do którego chcą się wybrać, dzięki czemu łatwiej będzie im podjąć decyzję. Z kolei kupujący mieszkanie mogą zobaczyć w VR wybrany lokal, nawet jeśli na razie jest on tylko narysowany i prezentowany przez sprzedawcę – wymienia Sylwia Machnik-Kochan. – W medycynie mamy możliwość rozwijania umiejętności przez lekarzy bez pracy na żywym pacjencie.
Szacunki CCS Insight mówią o sprzedaży ok. 2,5 mln urządzeń VR i AR do końca ubiegłego roku i prognozują wzrost do 24 mln w 2018 roku. Spodziewają się, że w 2017 roku sprzedaż gogli wirtualnej rzeczywistości osiągnie poziom 12 mln sztuk.
– HTC Vive to gogle, które jako jedyne na świecie pozwalają na poruszanie się w rzeczywistości wirtualnej, a dzięki zestawowi kontrolerów także na wchodzenie w interakcję z tą rzeczywistością. Dzięki temu nie tylko zanurzamy się w nowej rzeczywistości, lecz także możemy się bawić przedmiotami – wyjaśnia Sylwia Machnik-Kochan.
Rynkiem VR i AR interesują się zarówno najwięksi gracze z branży IT i producenci sprzętów, jak i start-upy. Wraz ze wzrostem sprzedaży urządzeń można się spodziewać rosnącego dynamicznie zapotrzebowania na kontent, czyli na aplikację.
– Na swojej półce HTC Vive nie ma konkurencji, natomiast rzeczywistością wirtualną zajmuje się także wiele innych firm. I bardzo dobrze. Chcemy, żeby ten rynek się rozwijał, bo jest przyszłościowy. W tym kierunku rozwija się świat – mówi Machnik-Kochan.
Dzięki goglom HTC, kontrolerom i specjalnej aplikacji „Horyzont Historii” stworzonej przez firmę Immersion trójwymiarowy świat mogą poznawać odwiedzający Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Turyści z tarasu widokowego na 30. piętrze mogą prześledzić dzieje stolicy na przestrzeni wieków, m.in. zobaczyć jej obraz z 1944 roku, a także wirtualnie przenieść się w dawne czasy.
– To nowa futurystyczna lekcja historii – chwali Sylwia Machnik-Kochan. – VR i AR pozwalają na nowe podejście nie tylko do eksplorowania historii, lecz także podwodnego świata czy kosmosu. Możliwości tego rozwiązania są nieograniczone.
Polscy chirurdzy przeprowadzili operację przedramienia z wykorzystaniem innowacyjnej technologii 3D

Polscy ortopedzi przeprowadzili innowacyjną operację kości przedramienia, w której wykorzystali możliwości wymiarowania i druku 3D. Na podstawie trójwymiarowej tomografii komputerowej stworzyli modele kości i narzędzia chirurgiczne. Posłużyły one m.in. do precyzyjnego zaplanowania przebiegu operacji. Metoda ta nie tylko znacznie skróciła czas zabiegu, lecz także wyeliminowała ryzyko błędów.
Celem operacji przeprowadzonej przez Roberta Śmigielskiego i Michała Drwięgę w Carolina Medical Center była korekta deformacji kątowej przedramienia u 10-letniej dziewczynki. Ręka pacjentki na skutek nabytej deformacji zginała się w zaledwie 60 proc. w stosunku do zdrowej kończyny – jej funkcjonalność była więc znacznie ograniczona. Dysfunkcja ta mogłaby się dodatkowo powiększać w przyszłości. W przygotowaniach do zabiegu chirurgicznego ortopedzi wykorzystali technologię 3D. Nie jest to technika nowa w medycynie, po raz pierwszy jednak została ona zastosowana do wirtualnego planowania operacji i druku przymiarów i implantów.
– Nasza próba stworzenia docelowych implantów i przymiarów, które będą służyły w trakcie zabiegu, powoduje, że sam zabieg staje się prosty, ponieważ już został przeprowadzony wcześniej w komputerze i potem na próbnych wydrukach – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Michał Drwięga, lekarz chirurg ortopeda traumatolog, Carolina Medical Center.
Dzięki trójwymiarowej tomografii komputerowej stworzono wizualizację zdeformowanej kończyny oraz ustalono jej prawidłowy wygląd. Następnie wykonano modele zdeformowanych kości, na których lekarze przećwiczyli kolejne etapy zabiegu. Ostatnim etapem przygotowań do operacji było wydrukowanie tytanowych implantów i przymiarów, które w czasie zabiegu posłużyły do zespolenia kości. Wykorzystanie wirtualnego planowania i druku 3D sprawiło, że w trakcie zabiegu nie było miejsca na pomyłkę, a także na improwizację ze strony lekarzy. Zabieg trwał godzinę, a zdaniem ekspertów możliwe jest skrócenie go do 45 minut.
– Gdybyśmy chcieli taką operację wykonywać w tradycyjny sposób, planować, gdzie przetniemy daną kość, potem dopiero dopasowywać, doginać płytki, które można standardowo wykorzystywać do złamań, zabieg mógłby trwać nawet około 1,5–2 godziny – mówi dr Michał Drwięga.
Przygotowania do zabiegu trwały ponad miesiąc ze względu na konieczność ustalenia zasad współpracy z firmą, która dostarczyła materiały drukowane w technologii 3D. Zdaniem dra Michała Drwięgi przygotowania do kolejnych operacji mogą zająć już tylko od 7 do 14 dni. Zastosowana przez polskich chirurgów metoda może pomóc wielu chorym ze skomplikowanymi deformacjami kątowymi. Nie nadaje się natomiast do zabiegów, w których niezbędne jest np. wydłużenie kości.
– Natomiast wszystkie korekty, które są np. złym zrostem po złamaniu, nie wymagają potem korekty długości, tylko precyzyjnego ustawienia końców tej kości tak, aby stawy były pod odpowiednimi kątami względem siebie, wtedy jest to idealna metoda – mówi dr Michał Drwięga.
10-latka zoperowana przez warszawskich lekarzy musi teraz przejść wielomiesięczną rehabilitację, aby całkowicie odzyskać sprawność w kończynie. Po roku przejdzie ponowny zabieg, tym razem usunięcia zespoleń.
Eksport nieco słabszy
Eksport po 5. miesiącach 2016 r. był wyższy o 1,2 proc. r/r (w euro), a wartość importu nie zmieniła się – podał GUS.
Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan
W ciągu 5. miesięcy 2016 r. polski eksport wzrósł jedynie o 1,2 proc. w stosunku do 5 miesięcy 2015 r. A jeszcze miesiąc temu, czyli na koniec kwietnia br., wzrost eksportu był silniejszy – bo o 4,2 proc.
Zastanawiający jest nie tylko 3,5-krotny spadek dynamiki eksportu, ale przede wszystkim silne zmniejszenie wzrostu eksportu do Niemiec, spadek eksportu do W. Brytanii i Holandii, a z drugiej strony – po raz pierwszy od wielu miesięcy wzrost eksportu do Rosji.
Po 4. miesiącach br. eksport do Niemiec był wyższy o 8,7 proc. r/r, a po 5 miesiącach – już tylko o 2 proc. Gdyby ta sytuacja utrzymywała się w kolejnych miesiącach mielibyśmy podstawy do niepokoju, bo Niemcy to dla nas poważny partner handlowy. Jednak patrząc chociażby na wskaźnik PMI za czerwiec widać, że polskie firmy przemysłowe nie mają problemu ze sprzedażą poza rynkiem polskim, bowiem liczba kontraktów eksportowych rosła w czerwcu szybciej niż liczba kontraktów z rynku polskiego. Patrząc także na sytuację w niemieckiej gospodarce nie widać w niej osłabienia eksportu i importu. Zatem te słabsze wyniki eksportowe po 5. miesiącach br. to prawdopodobnie efekt opóźnień w napływie dokumentów do GUS.
Jednak eksport do Holandii, a przede wszystkim do W. Brytanii to może być sygnał, że zaczynamy tam sprzedawać mniej. I na pewno nie jest to efekt referendum dotyczącego Brexitu, bo mówimy o zmianach w ciągu pierwszych 5. miesięcy, a referendum było w czerwcu.
Coś natomiast „drgnęło” w kontaktach handlowych z Rosją, bowiem eksport do tego kraju wzrósł po raz pierwszy od bardzo dawna (o 1,2 proc.). Czy jest to pozytywny sygnał informujący o rozpoczęciu poprawy wzajemnych relacji handlowych Polski i Rosji trudno jednoznacznie stwierdzić. Musimy poczekać na informacje dotyczące obrotów handlu zagranicznego w kolejnych miesiącach.
Generalnie jednak po 5. miesiącach 2016 r. nie ma powodów do zadowolenia. Słaba dynamika eksportu nie daje szans na wsparcie wzrostu PKB, nawet przy niskim wzroście importu.
Konfederacja Lewiatan
Popołudniowy komentarz walutowy z 13.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 13.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Stopy procentowe i rentowność obligacji = krach
Jakiś czas temu poruszyliśmy mit na temat trzech podwyżek stóp procentowych, które miałyby doprowadzić do krachu giełdowego. Obaliliśmy go, jednak nie odpowiedzieliśmy na pytanie, ile podwyżek kosztu pieniądza doprowadza do krachu. Zatem w bieżącym artykule przyjrzymy się związkowi pomiędzy stopami procentowymi ustalanymi przez Rezerwę Federalną, rentownością 10 letnich obligacji Stanów Zjednoczonych oraz S&P 500.
Banki centralne na całym świecie muszą kontrolować inflację poprzez podaż pieniądza. Jeżeli inflacja zaczyna rosnąć, to banki stosują politykę restrykcyjną, czyli ściągają walutę z rynku i utrudniają do niej dostęp. Jednakże w pewnym momencie zbyt szybkie i pochopne działanie władz monetarnych może doprowadzić do niechcianych konsekwencji, czyli spowolnienia gospodarczego oraz paniki. W bieżącym artykule odpowiemy na pytanie, kiedy osoby odpowiedzialne za politykę monetarną przesadzają z nadmierną podwyżką stóp procentowych.
2000 rok

Początek nowego milenium przyniósł w Stanach Zjednoczonych inflację, zatem Rezerwa Federalna była zmuszona do podniesienia stóp procentowych. Dokonała 6 podwyżek, co okazało się zbyt szokujące dla rynku. W pewnym momencie krótkoterminowe stopy procentowe ustalane przez władze monetarne były powyżej długoterminowych ustalanych przez rynek, czyli rentowności 10 letnich obligacji. Był to sygnał zapowiadający przyszłą bessę na rynku.
2004 rok
Rezerwa

Federalna od początku 2004 do 2007 roku podniosła stopy procentowe 17 razy. Dopiero po ostatniej podwyżce krótkoterminowe stopy procentowe okazały się wyższe od długoterminowych. Po kilku miesiącach doprowadziło to do wyprzedaży na amerykańskiej giełdzie.
Obecna sytuacja

Do sytuacji z 2000 oraz 2007 roku brakuje nam 4 podwyżek stóp procentowych, zakładamy, że każda wyniesie 25 punktów bazowych. Aktualna rentowność 10 letnich obligacji wynosi 1.47%, krótkoterminowe stopy procentowe ustalane przez FED znajdują się na poziomie 0,5%. Zatem nie musimy się przejmować następną podwyżką.
O co chodzi?
Wytłumaczenia należy szukać w krzywej dochodowości. W normalnie funkcjonującym systemie finansowym terminowa struktura stóp procentowych ma charakter rosnący. Inwestorzy oczekują w dłuższym terminie większej premii za ryzyko.
Natomiast w określonych, specyficznych warunkach rynkowych rentowność może przybrać charakter odwrócony. Oznacza to, że za obligacje o krótszym terminie wykupu inwestor otrzyma większa premie. Odwrócona krzywa rentowności oznacza również, że rynek oczekuje spadku stóp procentowych w przyszłości, co oznacza kłopoty gospodarcze. Inwestorzy boją się również pożyczyć kapitał na krótki termin, ponieważ nie są pewni najbliższej przyszłości, zatem rząd oraz inne instytucje finansowe są zmuszone zaproponować większe odsetki. Dodatkowo spora część inwestorów nie chce trzymać drogich akcji, które płacą małą dywidendę. Wolą je sprzedać i zainwestować na rynku pieniężnym, który charakteryzuje się mniejszym ryzykiem i większą dywidendą.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Za wcześnie na jednoznaczną ocenę wpływu programu 500+ na gospodarkę

Rząd podsumował dziś pierwszy etap obowiązywania programu „Rodzina 500+”. W ramach programu wpłynęło ponad 2,6 mln wniosków. Do rodzin trafiło już prawie 5 mld zł.
Komentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu pracy, dialogu i spraw społecznych Konfederacji Lewiatan
Program 500+ działa już od kilku miesięcy, jednak efekty w postaci wzrostu poziomu konsumpcji nie są jeszcze wyraźne. Natomiast, niestety, ujawniają się już pewne negatywne efekty związane z osłabieniem motywacji do podejmowania i utrzymywania pracy. Od pracodawców napływają sygnały o zwiększonej liczbie składanych przez pracowników wypowiedzeń. Przede wszystkim takie sygnały napływają z sektora handlowego i usługowego, ale również w ramach przetwórstwa przemysłowego jest to zjawisko zauważalne. Chociaż trudno jednoznacznie powiązać to z wypłatami świadczenia wychowawczego na dzieci, ale nie można też wykluczyć takiego trendu.
Sytuacja na rynku pracy uległa w ostatnim czasie wyraźnej poprawie i mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Na takim rynku rośnie skłonność pracowników do zmiany pracy. Zwiększona liczba wypowiedzeń może być zatem efektem skutecznego poszukiwania lepszych warunków zatrudnienia.
Wpływ programu 500+ będzie można oszacować dopiero kiedy pojawią się wyniki dotyczące przechodzenia z zatrudnienia do bierności szacowane w ramach Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności. Jednak te dane GUS publikuje z pewnym opóźnieniem.
Konfederacja Lewiatan
Innowacyjne usługi finansowe w świetle nowej dyrektywy w sprawie usług płatniczych (PSD2)

Bardzo istotna dla sektora finansowego i środowiska e-commerce dyrektywa PSD2 przyczyni się do rozwoju, integracji i zwiększenia bezpieczeństwa w handlu elektronicznym w Unii Europejskiej. Jest ona także reakcją władz Wspólnot na dynamiczne przemiany rynkowe i technologiczne. Stąd decyzja o wprowadzeniu nowych regulacji na rynku płatności internetowych to bardzo dobry ruch ze strony organów UE. PSD2 bowiem bierze pod uwagę współczesne potrzeby, możliwości technologiczne i dostępne rozwiązania, co w sumie wymagało przeprowadzenie zmian w regulacjach rynku.
Nowa dyrektywa w dużej mierze odnosi się także do nowych i innowacyjnych podmiotów oferujących usługi finansowe w Internecie, tzw. Third Party Providers (TPP). Pojawienie się nowego rodzaju graczy, a co za tym idzie – konieczność legislacyjnego odniesienia się do ich oferty i charakteru prowadzonej działalności, było jednym z kluczowych bodźców skłaniających europejskie władze do ponownego przyjrzenia się usługom finansowym w Internecie. W efekcie doszło do słusznej aktualizacji ładu prawnego, wyrażonej właśnie w dyrektywie PSD2.
PSD2 – wspólny standard, większe bezpieczeństwo
Wdrożenie PSD2 ma na celu nie tylko uporządkowanie i uregulowanie prawnej sytuacji nowych podmiotów typu TPP i ich relacji z tradycyjnymi dostawcami usług płatniczych. Zauważenie i włączenie TPP do szerszego ładu ma służyć również zapewnieniu bezpieczeństwa płatności i ochronie konsumentów. Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EUNB) został dedykowany do wypracowania standardu w tym zakresie. Ma on wypracować konkretne, obiektywne i wspólne standardy bezpieczeństwa. Oznacza to także równe szanse i niwelację występującej na niektórych rynkach dyskryminacji firm oferujących nowe rozwiązania.
Dyrektywa zakłada także obowiązek ustanowienia nadzoru przez państwa członkowskie nad działalnością podmiotów oferujących usługi płatnicze. Z jednej strony jest to podkreślenie i dodatkowy gwarant równości, a z drugiej wzmocnienie ochrony konsumentów, którzy zyskają lepszą możliwość zgłaszania ewentualnych skarg czy wyjaśniania sporów w obszarze płatności online.
Czym jest TPP i dlaczego konieczne były zmiany w prawie UE?
Third Party Providers, w przypadku płatności internetowych, to zewnętrzne, niezależne podmioty oferujące usługi z zakresu transferów środków. Są to stosunkowo nowe firmy z branży FinTech, które są w stanie zaproponować innowacyjne rozwiązania w obszarze usług finansowych, np. takich jak płatności czy zarządzanie finansami osobistymi. Nowe rozwiązania, oprócz zwiększania jakości dostępnych możliwości, pozytywnie wpływają też na wzrost konkurencyjności i rozwój sektora jako takiego.
Dyrektywa w sprawie usług płatniczych (w skrócie PSD, 2007/64/WE) z 2007 roku nie obejmowała swoim zakresem podmiotów TPP. Stało się tak z prostej przyczyny – tego typu rozwiązania w tym czasie dopiero się kształtowały. Bardzo dynamiczny rozwój niezależnych pośredników i ich rosnąca popularność sprawiły, że powstała konieczność modyfikacji istniejącego prawa. Stąd rewizji uległa PSD, tak aby dostosować regulacje do nowej rzeczywistości i podmiotów, które weszły na rynek.
Dwa główne rodzaje TPP
Wśród nowych rozwiązań z pewnością należy wyróżnić dwa typy tzw. Third Party Providers. Pierwszy z nich typu AIS (tzw. „Account Information Services”) specjalizuje się w usługach polegających na gromadzeniu i porządkowaniu danych z różnych kont bankowych klienta w jednym miejscu. Oznacza to, że korzystając z jednego narzędzia można mieć wgląd na ekranie w swoje rachunki znajdujące się w kilku bankach. Rozwiązanie to pomaga zachować kontrolę oraz ułatwia zarządzanie zgromadzonymi środkami czy domowym budżetem. Użytkownik nie musi się logować po kolei na swoje konta, które mogą mieć różne przeznaczenie i być rozsiane po kilku instytucjach. Dzięki AIS, ma wszystko obok siebie przed oczami.
Drugi typ to tzw. PIS („Payment Initiation Service Providers”). Są to pośrednicy techniczni, którzy zajmują się inicjowaniem przelewów bankowych. Podmioty tego typu w znaczny sposób przyczyniają się usprawniania i ułatwiania dokonywania wszelkich płatności w Internecie. Z jednej strony maksymalnie automatyzują i upraszczają cały proces finalizacji przelewu, ale także gwarantują wygodę i bezpieczeństwo. Innowacyjne metody płatności oznaczają także niższe koszty obsługi transferów, co w pozytywny sposób może przyczynić się do kształtowania się cen towarów i usług nabywanych online.
Dlaczego Unia Europejska wspiera TPP?
Unormowanie i określenie pozycji w systemie prawnym niezależnych dostawców usług finansowych w Internecie zostało spowodowane kilkoma czynnikami. Przede wszystkim zadecydował o tym fakt, że one istnieją, stale się rozwijają, a z ich usług korzystają miliony obywatelu UE. Boom nowych rozwiązań spowodował swoisty zamęt i konieczność odgórnego zarysowania regulacji wprowadzający ład w nowej rzeczywistości. To przyczyna naturalna i zrozumiała, lecz istnieją jeszcze inne czynniki uzasadniające wdrożenie nowej dyrektywy w sprawie usług płatniczych. Jednym z nich jest chęć pobudzania konkurencyjności w e-commerce. Nowi gracze oferują często lepsze, szybsze, wygodniejsze, i co ważne – tańsze rozwiązania, co w naturalny sposób spowoduje ożywanie gry rynkowej na zdrowych, równych zasadach. Dzięki temu handel w sieci będzie jeszcze atrakcyjniejszy nie tylko cenowo, lecz będzie prostszy w obsłudze i bardziej przyjazny. E-commerce z każdym rokiem staje poważniejszą składową PKB poszczególnych państw członkowskich, a także jest jednym z kół napędowych europejskich gospodarek. Stąd w tym względzie PSD2 i zapewnienie dostatecznie chronionej pozycji dla TPP ma te procesy tylko wesprzeć.
Georg Schardt, Managing Director, SOFORT GmbH
Alcoa – lepsze wyniki
lipiec 13, 2016 13:10

Akcje spółki Alcoa jednego z największych producentów aluminium otworzyły się wczoraj luką wzrostową przełamując poziom oporu w okolicach 10 USD. Obecnie najbliższym poziomem oporu jest strefa w pobliżu 11 USD, której przełamanie otworzy drogę do szczytu z czerwca 2015 roku w okolicy 12,50 USD.
Wczoraj spółka rozpoczęła sezon wyników kwartalnych zza oceanem. Zysk na akcję oraz przychody okazały się lepsze od rynkowych oczekiwań, choć trzeba przyznać, że te zostały obniżone ze względu na ogólnie słabe rezultaty osiągane przez amerykańskie spółki. Zyski na akcję spółek z indeksu S&P 500 spadają pięć kwartałów z rzędu. Niemniej jednak spółka korzysta na poprawie sytuacji na rynkach towarowych, w tym na rynku aluminium
Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz
CBRE rozwija dział powierzchni handlowych
Magdalena Frątczak awansowała w strukturze firmy CBRE na stanowisko Senior Director i odpowiada za kompleksowe zarządzanie działem powierzchni handlowych. W ramach nowej struktury działu, CBRE wzmacnia wszystkie linie serwisowe oferowane Klientom – reprezentacje klientów, reprezentacje wynajmującego oraz sektor zajmujący się najmem powierzchni na ulicach handlowych. Tym samym CBRE świadczy kompleksowe usługi dla rynku powierzchni handlowych. Rozwój działu jest odpowiedzią na modernizujący i zmieniający się rynek handlowy w Polsce oraz rosnące wymagania Klientów.
Dział Powierzchni Handlowych CBRE prowadzi obecnie proces komercjalizacji 26 centrów handlowych. W ramach 15 – osobowego zespołu świadczone są pełne usługi dla klientów. W ramach działu funkcjonują następujące linie serwisowe:
Reprezentacja Wynajmującego (L-Rep) – w ramach której Małgorzata Laskowska, Associate Director, odpowiada za obsługę klientów korporacyjnych działu. Małgosia posiada ponad 20 letnie doświadczenie na rynku handlowym w Polsce.
Mariusz Majkowski, który awansował na stanowisko Associate Director, odpowiedzialny jest za realizację strategii komercjalizacji dla pozostałych centrów handlowych, znajdujących się w portfolio działu. Mariusz posiada ponad 12 doświadczenie na tym rynku.
W portfolio działu znajdują się bardzo zróżnicowane projekty w całej Polsce, w tym regularne centra handlowe Galeria Sfera, Mazovia, Gemin Park Tychy oraz Tarasy Zamkowe, centra outletowe Outlet Center w Lublinie i Białymstoku, oraz koncepty jak Wars Sawa Junior i Centrum Praskie Koneser.
Reprezentacja Najemcy (T-Rep) – rozwojem tego sektora zajmuje się Szymon Łukasik, który dołączył do zespołu na stanowisko Associate Director. Szymon posiada ponad 15 letnie doświadczenie w pracy na rynku powierzchni handlowych w Polsce. W przeszłości, Szymon zajmował się współpracą z takimi markami, jak Foot Locker, TK Maxx, A. Blikle, SportsDirect.com.
Ulice Handlowe (High Streets) – nad którymi czuwa Renata Kamińska, Senior Property Negotiator. W ramach tej usługi prowadzone są projekty dla polskich oraz międzynarodowych marek modowych, usługowych i gastronomicznych z segmentu premium, dla których najważniejszym kryterium jest prestiżowa lokalizacja w centrum miasta jak Griffin House firmy GLL czy Nowy Świat 2.0 należący do CBF Nowy Świat.
Dzień 2 – Microsoft Worldwide Partner Conference 2016
Drugiego dnia Worldwide Partner Conference firma Microsoft ogłosiła innowacje technologiczne, które otwierają nowe możliwości biznesowe dla partnerów.
Jednym z głównych tematów drugiego dnia konferencji tematów była, zaplanowana na 2 sierpnia 2016 roku aktualizacja Windows 10 Anniversary Update.
Windows 10 pozostaje najszybciej implementowaną wersją systemu operacyjnego w historii firmy, także przez użytkowników biznesowych. Obecnie, ponad 350 milionów urządzeń pracuje pod kontrolą Windows 10, a więcej niż 96% klientów biznesowych testuje Windows 10 w środowiskach swoich firm.
Powód zainteresowania jest jasny: Windows 10 jest najbezpieczniejszym systemem w historii, z dodatkowymi udogodnieniami, takimi jak: efektywniejsze zarządzanie IT, czy optymalizacja produktywności.
Ponadto, według badania zrealizowanego przez Microsoft wspólnie z Forrester Research, Windows 10 pozwala użytkownikom zwiększyć produktywność przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów, uzyskując średni wzrost wskaźnika ROI na poziomie 188%, w ciągu 13 miesięcy.
Microsoft, z myślą o bezpieczeństwie i wygodzie użytkowników, przedstawił Windows 10 Enterprise E3 dla CSP (Cloud Solution Provider). Po raz pierwszy, za pośrednictwem partnerów CSP, przedsiębiorstwa będą mogły skorzystać z zabezpieczeń korporacyjnych na najwyższym poziomie, za jedyne 7$ za miesiąc od urządzenia.
Oferta jest przeznaczona przede wszystkim do firm, które mają ograniczone zasoby i zespół IT i chciałyby, aby ich systemem zarządzał zaufany i doświadczony partner.
Surface i Surface Hub są niezmiennie katalizatorami zmian w biznesie. Microsoft, przy współpracy z IBM i Booz Allen Hamilton będzie tworzyć wykorzystujące Surface rozwiązania biznesowe szyte na miarę dla: instytucji finansowych, rządów, firm dostarczających produkty konsumenckie i dla sektora medycznego.
Budowanie inteligentnych rozwiązań chmurowych
Zainteresowanie chmurą rośnie w rekordowym tempie. Co miesiąc ponad 120 tysięcy użytkowników decyduje się przenieść swoje dane do Microsoft Azure.
Na dzisiejszej konferencji, Microsoft poinformował, że tej jesieni wprowadzi Windows Server 2016 i System Center 2016. Stanie się to podczas konferencji Microsoft Ignite. Nowa wersja systemu operacyjnego Windows Server została istotnie przebudowana tak aby ułatwić jak najlepsze wykorzystanie technologii chmurowych.
Ponadto aby ułatwić klientom modernizację ich biznesu z wykorzystaniem analizy danych ogłoszono dostępność Azure SQL Data Warehouse.
Przykłady wykorzystania chmury zostały zaprezentowane pierwszego dnia konferencji. Należy wspomnieć o Schneider Electric, które za pomocą Microsoft Azure, w zrównoważony sposób dystrybuuje energię słoneczną do ponad 170 szkół i klinik w Nigerii.
Modernizacja produktywności i procesów biznesowych
Firmy stają przed coraz większymi wyzwaniami związanymi z nadmiarem informacji, pojawieniem się nowego, w pełni cyfrowego pokolenia na rynku pracy i wykorzystaniem urządzeń mobilnych w pracy.
Ogłoszono również, że Facebook wdrożył Office 365 w swojej organizacji dla ponad 13 000 pracowników na świecie. Implementacja zwiększy produktywność i innowacyjność firmy.
Ponadto, rola Skype dla firm staje się bezprecedensowa, powodując, że rynek komunikacji online, jest warty ponad 47 mld dolarów. Firma Microsoft, aby przyspieszyć rozwój Skype’a i chmury wykorzystywanych w biznesie, stworzyła Skype Operations Framework – metodologię wdrażania end-to-end przez partnerów.
Sukces w biznesie tworzy się wspólnie
W ciągu tego roku zostaną ogłoszone kolejne innowacje technologiczne, które stworzą nowe możliwości biznesowe dla partnerów. W drugiej połowie roku zostanie wprowadzony nowy model licencjonowania Secure Productive Enterprise (SPE). Rozwiązania łączące najbardziej zaawansowane możliwości Office 365, Windows 10 Enterprise i Enterprise Mobility Suite
w planach E5. SPE ułatwi klientom wykorzystanie podwyższonej produktywności
i bezpieczeństwa przy jednoczesnym zachowaniu elastycznego licencjonowania obejmującego rozwiązania on-premise i chmurowe.
Grupa Jaguar S.A. z terminowym wykupem obligacji serii C
Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, przeprowadziła terminowy wykup 30% obligacji serii C, który przypadał na dzień 30.06.2016 r. Środki z tej emisji zostały przeznaczone głównie na realizację pierwszego projektu deweloperskiego w Gdyni.
Emitent dokonał terminowego wykupu 30% obligacji serii C zgodnie z warunkami emisji oraz jej harmonogramem. W grudniu ub. roku Grupa Jaguar S.A. wykupiła w terminie 20% obligacji tej serii. Spółka wypłaciła także terminowo odsetki od obligacji serii C, E oraz F. Z przeprowadzonej w grudniu 2014 r. emisji obligacji serii C Emitent pozyskał łącznie blisko 2,7 mln zł. Środki te zostały wykorzystane przede wszystkim na realizację projektu rewitalizacji kamienic i sprzedaży apartamentów w Gdyni – „Kamienna Góra Lipowa”.
„Pozyskane środki z emisji obligacji serii C były wykorzystane do realizacji naszego pierwszego projektu rewitalizacyjnego. Z perspektywy ostatnich zmian związanych z handlem ziemią rolną widzimy, że nasza decyzja o wejściu w ten segment rynku była ze wszech miar słuszna. To właśnie dzięki rozszerzeniu naszej działalności o remonty modernistycznych kamienic Spółka ma się dobrze i zamierza dalej rozwijać się w tym kierunku.” – mówi Jacek Wieczorkowski, Członek Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.
W dniu 06.07.2016 r. do obrotu na rynku NewConnect wprowadzone zostały akcje serii D Spółki. W ramach emisji przeprowadzonej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy, Grupa Jaguar S.A. pozyskała łącznie ponad 600 tys. zł, dokonując przydziału wszystkich oferowanych akcji. Co istotne, w zapisach dodatkowych na akcje stopa redukcji wyniosła ponad 81%. Kapitał zdobyty przez Emitenta w trakcie emisji akcji serii D zostanie przeznaczony na kapitał obrotowy. Od lipca br. Spółka nie jest już kwalifikowana do segmentu SHLR na rynku NewConnect i opuściła również segment HLR, a jej akcje wróciły dzięki temu do notowań w systemie ciągłym.
„Dzięki emisji akcji serii D znacznie poprawiliśmy płynność obrotu. Duża redukcja zapisów w tej emisji jest dowodem zainteresowania Akcjonariuszy naszą Spółką. Będziemy kontynuowali ten kierunek pozyskania kapitału dla dalszego rozwoju Grupy Jaguar.” – dodaje Wieczorkowski.
Grupa Jaguar S.A. zakończyła 2015 r. zyskiem netto wysokości 57 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 1.930 tys. zł. Dla Spółki był to bardzo ważny rok, bowiem pierwszy raz w historii wypracowała przychody we wszystkich trzech obszarach prowadzonej działalności, a więc ze sprzedaży nieruchomości gruntowych, domów rekreacyjnych oraz apartamentów w rewitalizowanych kamienicach. W 1 kw. 2016 r. Emitent zanotował 344 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku było to 71 tys. zł.
Spółka realizuje aktualnie kilka projektów inwestycyjnych w zakresie nieruchomości, m.in. w kompleksie działek budowlanych Zdradzie, Odargowie oraz w Sznurkach. W tej ostatniej inwestycji Grupa Jaguar prowadzi także sprzedaż całorocznych domów rekreacyjnych. Emitent rozwija również działalność pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na rynku wtórnym, która jest realizowana przez spółkę zależną – Jaguar Inwestycje Sp. z o.o., w której posiada 100% udziałów.
Liczba MŚP na 1000 mieszkańców w Polsce najmniejsza w UE
Sektor małych i średnich przedsiębiorstw, zatrudniających od 10 do 249 pracowników, jest w Polsce dużo mniejszy niż w innych państwach unijnych. W naszym kraju na 1000 mieszkańców przypadają niespełna 2 firmy. Jest to najniższy wskaźnik w całej UE – wynika z raportu „Małe i średnie firmy w Polsce – bariery i rozwój” przygotowanego przez PI Research na zlecenie Banku Zachodniego WBK. Najwięcej MŚP zarejestrowanych jest w Wielkopolsce, Małopolsce, na Śląsku i Mazowszu.
Raport „Małe i średnie firmy w Polsce – bariery i rozwój” wyraźnie wskazuje na dużo niższe nasycenie polskiej gospodarki małymi i średnimi firmami w porównaniu ze średnią unijną oraz duży potencjał do wzrostu. Liczba MŚP po odjęciu mikrofirm w przeliczeniu na 1000 mieszkańców jest w Polsce najniższa wśród państw członkowskich i wynosi 1,9, podczas gdy na Węgrzech jest to 2,8, a w Niemczech 4,6. Średnia dla całej Unii to 3,1.[1] Natomiast biorąc pod uwagę przychody całego sektora przedsiębiorstw, polskie MŚP (bez mikrofirm) generują 36 proc. przychodów, podczas gdy udział dużych firm jest wyższy i wynosi 44 proc. Dla porównania, w aż piętnastu na dwadzieścia siedem zbadanych państw członkowskich UE, to sektor MŚP generuje większe przychody niż duże firmy.
– Z naszego raportu wynika także, że wzrost MŚP jest oparty na inwestycjach w znacznie mniejszym stopniu niż w przypadku dużych przedsiębiorstw. To świadczy o niskiej skłonności do zwiększania skali działalności i wysokiej awersji do podejmowania poważnych projektów rozwojowych. Żeby to zmienić, potrzebne jest finansowanie, ale przede wszystkim wiedza i konkretne narzędzia i rozwiązania, które pomagają ruszyć z własnym biznesem lub rozwinąć już ten prowadzony. Polska gospodarka potrzebuje więcej firm zakładanych i budowanych w oparciu o długoterminowe plany rozwoju – mówi Adrian Kaczmarek z Departamentu Dynamizacji Rozwoju Klientów MŚP w Banku Zachodnim WBK.
Najwięcej firm w Wielkopolsce…
Najwięcej MŚP na 1000 mieszkańców zarejestrowanych jest w województwach z dużymi ośrodkami miejskimi – wielkopolskim, małopolskim, śląskim, mazowieckim, łódzkim i pomorskim. W tych regionach przypada od 2,3 do 2 firm na 1000 mieszkańców. Z dużych aglomeracji najsłabsze nasycenie przedsiębiorczością jest na Dolnym Śląsku – na 1000 mieszkańców województwa dolnośląskiego przypada tylko 1,8 zarejestrowanych małych i średnich firm. Wielkopolska, Małopolska i Śląsk najmocniej przyciągają małe firmy zatrudniające od 10 do 49 pracowników (1,8 firmy na 1000 mieszkańców), natomiast Mazowsze i Wielkopolska mają najwięcej firm średnich zatrudniających od 50 do 249 pracowników (0,5). Jednak najsłabiej jest w województwach lubelskim, podlaskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim, gdzie wskaźnik przedsiębiorczości wynosi tylko 1,5.
… i w przemyśle
Najwięcej małych i średnich przedsiębiorstw działa w przemyśle (33 proc.) oraz handlu (29 proc.), głównie spożywczym, na co składają się liczne w Polsce piekarnie i masarnie. Inaczej przedstawia się udział poszczególnych sektorów, jeśli weźmiemy pod uwagę przychody. Niemal połowę przychodów sektora MŚP generują firmy handlowe (46 proc.), co wynika z charakteru ich działalności opartej na wysokich obrotach i niskich marżach. Co trzecia złotówka pochodzi z firmy przemysłowej (31 proc.), a co siódma z usługowej (15 proc.). Budownictwo generuje tylko niecałe 8 proc. przychodów.
Wszystko przed polskimi MŚP
Adam Czerniak, Główny Ekonomista Polityki Insight, podkreśla, że sprzyjanie rozwojowi małych i średnich firm jest w interesie gospodarczym Polski. – Wzrost ich liczby przekłada się bowiem na szybszy wzrost wynagrodzeń, podnosi innowacyjność i zmniejsza zależność krajowej koniunktury od kondycji globalnej gospodarki. Kluczowym elementem wsparcia powinna być edukacja właścicieli mikroprzedsiębiorstw – warto zachęcać ich do zwiększania skali działalności i wychodzenia poza swój lokalny, dobrze znany rynek zbytu. Duży nacisk należy położyć na szkolenia z zakresu zarządzania, księgowości i podatków, a także na pokazywanie pozytywnych doświadczeń firm, którym się udało. We wsparciu rozwoju sektora MŚP dużą rolę ma też do odegrania państwo, które musi ograniczyć bariery biurokratyczne i podatkowe związane ze zwiększaniem skali działalności, a także stymulować wzrost kredytów inwestycyjnych dla najmniejszych firm, na przykład poprzez system gwarancji – mówi Adam Czerniak.
Polskie MŚP mają ogromny potencjał, bo jak pokazują wyniki badania, sektor nie działa jeszcze na najwyższym biegu. – Jeśli firmy zostaną zainspirowane do zmiany sposobu myślenia i dostrzeżenia nowych możliwości, a jednocześnie dostaną konkretne wsparcie w realizacji nowego podejścia w prowadzeniu biznesu, to uwolnią swój potencjał. Wsparcie jest dostępne choćby na uruchomionym przez nas portalu Firmowe Ewolucje – podkreśla Adrian Kaczmarek z Banku Zachodniego WBK.
Firmowe Ewolucje (https://firmoweewolucje.bzwbk.pl/) to platforma online, na której przedsiębiorcy mogą znaleźć wiedzę i przydatne rozwiązania obejmujące praktycznie wszystkie obszary biznesu, w tym księgowość, prawo, marketing i wsparcie sprzedaży, HR czy monitoring płatności. Bank projektując Firmowe Ewolucje skupił się na narzędziach pozwalających przenieść firmę ze świata realnego do wirtualnego (digitalizacja) oraz wspierających ekspansję zagraniczną. Pomoc ma formę szkoleń rozwijających wiedzę i kompetencje małych i średnich przedsiębiorców oraz konkretnych usług partnerów oferowanych na atrakcyjnych warunkach.
Metodologia badania:
Badanie „Małe i średnie firmy w Polsce – bariery i rozwój” zostało przygotowane i opracowane na zlecenie Banku Zachodniego WBK przez centrum analityczne PI Research w marcu i kwietniu 2016 roku.
[1] Dane obejmujące 26 państw członkowskich UE, poza Irlandią i Cyprem.
Ranking OC, AC, NNW – czerwiec 2016 r./II kw. 2016 r.
Ranking porównywarki Ubea.pl z czerwca 2016 r. to już osiemnaste takie badanie, które na podstawie tysięcy indywidualnych kalkulacji internautów, prezentuje najtańsze polisy OC dla kierowców oraz pakiety (OC + NNW, OC + AC, OC + AC + NNW). Czerwcowa analiza stanowi dobrą okazję do tego, aby podsumować wyniki rankingowe z drugiego kwartału oraz całej pierwszej połowy 2016 roku.
Czerwcowy ranking porównywarki Ubea.pl został przygotowany na podstawie takiej samej metodologii, jak siedemnaście wcześniejszych analiz. W czerwcu 2016 roku, każde z klasyfikowanych towarzystw, ponownie oceniono w skali od 0,00 punktów do 5,00 punktów. Najniższy wynik oznacza, że dany ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach ulokował się na ostatniej pozycji. Firma z najwyższą liczbą punktów (5,00 pkt), musiałaby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji wykonanej przez internautów.
W połowie 2016 roku, żaden ubezpieczyciel znów nie uzyskał skrajnych wyników punktowych (0,00 pkt lub 5,00 pkt). Od 1 do 30 czerwca br. najwięcej punktów zebrały następujące towarzystwa:
- Aviva – 4,26 pkt w rankingu polis OC
- Link4 – 4,34 pkt w rankingu pakietów OC + NNW
- Link4 – 4,29 pkt w rankingu pakietów OC + AC
- Link4 – 4,53 pkt w rankingu pakietów OC + AC + NNW
Powyższe wyniki oznaczają, że polisy proponowane przez Avivę oraz Link4 najczęściej zajmowały pierwsze miejsca w kalkulacjach wykonywanych przez użytkowników porównywarki Ubea.pl.
Czerwcowy ranking Ubea.pl stanowi najlepszą okazję do podsumowania wyników z całego drugiego kwartału. Po wykonaniu odpowiednich obliczeń okazuje się, że najtańsze ubezpieczenia dla kierowców, od kwietnia do czerwca br. oferowały następujące firmy/marki ubezpieczeniowe:
- Aviva – 12,97 pkt na 15,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu polis OC
- Link4 – 12,95 pkt na 15,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + NNW
- Link4 – 13,10 pkt na 15,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC
- Link4 – 13,46 pkt na 15,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC + NNW
Jeszcze ciekawiej prezentują się wyniki z całego pierwszego półrocza 2016 r. W takiej półrocznej klasyfikacji, pierwsze miejsca zajęły następujące firmy/marki ubezpieczeniowe:
- Aviva – 25,90 pkt na 30,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu polis OC
- AXA Direct – 25,54 pkt na 30,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + NNW
- Liberty Ubezpieczenia – 26,93 pkt na 30,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC
- Liberty Ubezpieczenia – 26,86 pkt na 30,00 pkt możliwych do zdobycia w rankingu pakietów OC + AC + NNW
Po podsumowaniu wyników z pierwszej połowy 2016 r. okazało się, że czerwcowy lider nie zajął pierwszego miejsca w żadnej z kategorii. Trzeba jednak odnotować, że różnice między „najtańszymi” towarzystwami są minimalne. Przykładowo w klasyfikacji dotyczącej pakietów OC + NNW, marka Link4 przegrała z AXA Direct o jedynie 0,12 punktu.
Więcej o najtańszych polisach OC w czerwcu i pierwszej połowie 2016 roku: https://ubea.pl/Ranking-OC-AC-NNW-czerwiec-i-II-kwartal-2016%2Cartykul%2C1078/
Spada liczba bankructw w Europie Środkowo-Wschodniej
W 2015 r. korzystne warunki gospodarcze w krajach Europy Środkowej i Wschodniej miały pozytywny wpływ na poprawę sytuacji przedsiębiorstw w tym regionie. W minionym roku liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw spadła w 9 z 13 krajów, a ich średnia ważona pod względem PKB w regionie wyniosła -14 proc. Obraz niewypłacalnych przedsiębiorstw w regionie jest zróżnicowany: na Ukrainie i Litwie odnotowano dwucyfrowe pogorszenie, natomiast w Rumunii i na Węgrzech sytuacja znacznie się poprawiła. Coface przewiduje, że przedsiębiorstwa będą nadal korzystać ze sprzyjających warunków, a w 2016 r. liczba przypadków niewypłacalności spadnie o 5,3 proc.
Podczas gdy na największych rynkach wschodzących odnotowano spowolnienie wzrostu gospodarczego, a nawet recesję, gospodarki regionu Europy Środkowo-Wschodniej korzystały w zeszłym roku ze sprzyjających warunków ekonomicznych. Średnie tempo wzrostu PKB w regionie zwiększyło się z +2,6 proc. W 2014 r. do +3,3 proc. W 2015 r. W eksporcie zanotowano powolne, ale stopniowe ożywienie, szczególnie u głównego odbiorcy – strefy euro. Ponadto połączenie dalszego spadku stopy bezrobocia, wzrostu płac, niskiej inflacji, zaniżonych cen towarów oraz rekordowo niskich stóp oprocentowania sprawiło, że konsumpcja prywatna stała się głównym czynnikiem napędzającym wzrost gospodarczy. Chociaż w krajach Europy Środkowo-Wschodniej od kilku już lat prowadzone są inwestycje współfinansowane przez UE, w 2015 r. tempo wykorzystania środków unijnych wzrosło, ponieważ był to ostatni rok dostępu do funduszy UE przeznaczonych na lata 2007–2013. Takie inwestycje w znacznym stopniu przyczyniły się do wzrostu gospodarczego w minionym roku.
Zróżnicowana sytuacja w Europie Środkowo-Wschodniej: największa poprawa w Rumunii, znaczne pogorszenie na Ukrainie
Dynamika niewypłacalności jest zróżnicowana w poszczególnych krajach Europy
Środkowo-Wschodniej. Największy spadek liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw wynoszący prawie 50 proc. odnotowano w Rumunii, która znacznie zyskała na stymulacji fiskalnej. Natomiast największy wzrost – o 20,8 proc. – jest udziałem Ukrainy, gdzie kolejny rok trwa recesja będąca wynikiem konfliktu z Rosją.
Analiza sektorowa wskazuje, że w branżach zależnych bezpośrednio od konsumpcji w gospodarstwach domowych odnotowano rosnący popyt. Jednocześnie wysokie nasycenie rynku, silna konkurencja i niskie marże powodowały, że przedsiębiorstwa handlowe nadal miały duży udział w liczbie upadłości. W budowlance pozytywny wpływ miały prowadzone w zeszłym roku projekty współfinansowane przez Unię, jednak nadal często występują problemy z regulowaniem płatności, stąd przedsiębiorstwa budowlane są pozostają obecne w statystykach dotyczących niewypłacalności. W zeszłym roku prawie 1 proc. aktywnie działających przedsiębiorstw w regionie ogłosiło niewypłacalność.
W większości krajów liczba upadłości przedsiębiorstw nadal nie wróciła do poziomu sprzed kryzysu z 2008 r. W Czechach liczba niewypłacalnych firm była prawie czterokrotnie wyższa niż w 2008 r., w Polsce 1,8 razy, a w Słowenii – 2,2. Natomiast na Słowacji i w Rumunii wskaźniki bankrustw nadal wskazują poziom poniżej tego sprzed kryzysu.
Ogólnie obraz upadłości przedsiębiorstw w Europe Środkowo-Wschodniej w 2015 r. ukazuje się w jaśniejszych barwach. Taka tendencja powinna się utrzymywać ze względu na sprzyjające dla przedsiębiorstw warunki gospodarcze, szczególnie w porównaniu z kłopotami, jakich doświadcza wiele innych wschodzących rynków. Poprawę sytuacji w regionie potwierdzają też oceny ryzyka kraju przeprowadzone przez Coface, obejmujące w tym roku kilka przypadków podniesienia oceny. W styczniu ocena Węgier została podniesiona do poziomu A4, natomiast w czerwcu oceny Łotwy i Rumuni wzrosły do poziomu A4, a Litwy i Słowenii do A3. W konsekwencji ryzyko w większości krajów regionu zostało podniesione do dopuszczalnego poziomu.
Pozytywna perspektywa: sprzyjające warunki biznesowe w 2016 r.
Warunki biznesowe nadal będą korzystne, ale już nie w takim stopniu jak w zeszłym roku – powiedział Grzegorz Sielewicz, ekonomista Coface w Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Przewidujemy, że liczba niewypłacalnych przedsiębiorstw spadnie o 5,3 proc. przez cały rok 2016. Dalsza poprawa na rynku pracy wraz z rosnącym optymizmem wzmocni konsumpcję w gospodarstwach domowych, stanowiącą główny czynnik napędzający gospodarki regionu. Udział inwestycji nie będzie już tak wysoki jak w zeszłym roku z powodu powolnego uruchamiania nowych projektów współfinansowanych ze środków unijnych. To osłabi rozwój przemysłu budowlanego oraz innych sektorów z nim powiązanych.
Kraje Europy Wschodniej i Środkowej nadal będą aktywnie eksportować, chociaż spowolnienie światowego handlu może wyhamować ich ambicje. Globalne zawirowania, w tym szybsze spowolnienie rozwoju gospodarki Chin, które w szczególności odczuwają Niemcy – główny partner krajów Europy Wschodniej i Środkowej – mogą zahamować dynamikę eksportu.
Inwestycje w budowę nowoczesnych ukraińsko-polskich przejść granicznych
Część ze 100 mln euro kredytu jaki Polska udziela Ukrainie na modernizację infrastruktury drogowej granic oraz budowę ukraińsko-polskich przejść granicznych może zostać przeznaczona na systemy odprawy celnej. O tym co taka inwestycja mogłaby dać Ukrainie i Polsce mówi Andrzej Oliński z firmy T4B.
Nielegalny przywóz towarów i związany z tym brak opłat celnych to główne z nadużyć jakie mają miejsce na przejściach granicznych. W przypadku Polski, według danych Ministerstwa Finansów, w 2015 r. wpływy z cła do budżetu państwa stanowiły 2,93 mld zł, a szacowana łączna wartość towarów pochodzących z przemytu, jak podaje Straż Graniczna, wyniosła 1,14 mld zł.
– Na polskich przejściach granicznych od wielu lat funkcjonują systemy wspomagające odprawę celną. W przypadku Ukrainy, gdzie takich elektronicznych systemów jest brak, skala przemytu, a co za tym idzie strat dla budżetu naszego sąsiada, może być nieporównywalnie większa. Zastosowanie nowoczesnych systemów odprawy celnej oraz kontroli ruchu pojazdów i osób pozwoliłaby ograniczyć przemyt oraz skuteczniej walczyć z korupcją po obu stronach granicy – mówi Andrzej Oliński z firmy T4B, która realizuje inwestycje technologiczne na przejściach granicznych po stronie polskiej.
Systemy wspomagające odprawę celną oraz kontrolę ruchu usprawniają odprawę poprzez automatyczną ewidencję wszystkich podróżnych, pojazdów i towarów. Dla przykładu, możliwe jest elektroniczne powiadamianie celników czy odprawiany pojazd lub osoba już wcześniej nie chciały naruszyć prawa. System umożliwia automatyczne odczytywanie numerów tablic rejestracyjnych, skanowanie paszportów, ważenie pojazdów, wystawianie mandatów za przekroczenia norm. Wszystko to pozwala skrócić czas obsługi, uniknąć błędów oraz ułatwić służbom granicznym poszczególne zadania.
– Zastosowanie elektronicznych systemów wspomagania odpraw na ukraińskich przejściach granicznych pozwoliłoby na skrócenie czasu oczekiwania na przejściu, ale przede wszystkim znacząco wpłynęłoby na zwiększenie wpływów z cła do budżetu Ukrainy. Zwiększyłoby również możliwości w zakresie wymiany informacji między służbami polskimi i ukraińskimi o poszukiwanych osobach i pojazdach oraz analizę danych pozwalającą wykrywać korupcję. Byłoby to również korzystne w kontekście układu o partnerstwie i współpracy UE z Ukrainą – opowiada Andrzej Oliński.
Umowa o udzieleniu Ukrainie kredytu w ramach pomocy wiązanej w wysokości do 100 mln euro została zawarta we wrześniu 2015 r. Kredyt ma zostać przeznaczony na modernizację infrastruktury drogowej granic oraz budowę ukraińsko-polskich przejść granicznych lub innych projektów uzgodnionych między stronami. Wszystkie inwestycje mają być realizowane przez polskie firmy. Oprocentowanie kredytu wynosi 0,15 proc., a spłata pierwszej raty została odroczona o 5 lat.
Spekulacja kwitnie w Poznaniu
Region Poznania jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się lokalizacji magazynowych w Polsce. Zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w regionie na koniec czerwca br. przekroczyły 1,5 mkw. Poznań jest trzecim po względem wolumenu regionem, z wysoką dynamiką wzrostu zarówno po stronnie podaży, jak i popytu. Nowa podaż tylko w I połowie br. wyniosła blisko 128 tys. mkw., kolejne ponad 70 tys. mkw. jest w budowie, a w przygotowaniu ok. 50 tys. mkw. Aktywność deweloperska nie słabnie, czego najlepszym potwierdzeniem jest ilość inwestycji w trakcie realizacji.
Większość nowych projektów to inwestycje spekulacyjne, które w przeciągu kilku miesięcy znajdują najemców. Klienci coraz częściej ze względu na dynamiczne zmiany i potrzebę ekspansji w krótkim czasie poszukują powierzchni magazynowych od zaraz lub z dostępnością w krótkim terminie. Deweloperzy, aby sprostać tym oczekiwaniom decydują się na uruchamianie kolejnych projektów spekulacyjnych – komentuje Magda Twarowska, Senior Industrial & Logistic Consultant w AXI IMMO. Pomimo wysokiej liczy inwestycji spekulacyjnych poziom pustostanów w perspektywie roku utrzymuje się na niskim poziomie 3-4%. Obiekty budowane spekulacyjne zapełniają się w ciągu 3-4 miesięcy, dlatego w momencie oddania inwestycji często jest ona w całości lub w ok. 80% wynajęta – dodaje Magda Twarowska.
Dominującą pozycję w realizacji nowych projektów nie zabezpieczonych umowami najmu ma deweloper Panattoni Europe, który obecnie ma swoje inwestycje w gminach Gądki, Komorniki i Tarnowo Podgórne.
Wysoki popyt pomimo niższej dostępności kadr
Wysoki popyt w regionie jest generowany przez operatorów logistycznych i sieci handlowe związane z branżami: motoryzacyjną, dom i wnętrze, spożywczą oraz elektroniczną. Duża część nowych umów najmu i ekspansje związana jest z kanałem sprzedaży e-commerce. Atuty Poznania związane z położeniem blisko zachodniej granicy, silną aglomeracją i tradycjami logistycznymi sprawią, że region pomimo spadku dostępności siły roboczej nie traci na popularności. Poziom bezrobocia w Poznaniu i okolicy na koniec kwietnia br. wynosił 2,5% i był najniższy w kraju. Firmy, aby zatrzymać pracowników oferuję szersze pakiety socjalne w postaci dowozu do pracy, obiadów czy lepszych stawek za godzinę pracy. Koszty pracy to tylko jeden z czynników decydujących o atrakcyjności lokalizacji. Firmy w poszukiwaniu optymalizacji kosztów mogą liczyć na atrakcyjne stawki czynszów za mkw. powierzchni magazynowej w regionie. Przy dużych kontraktach powyżej 10 tys. mkw. deweloperzy oferują czynsz efektywny poniżej 2 euro za mkw.
W perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy możemy spodziewać się utrzymania tempa rozwoju inwestycji magazynowych w regionie. Do końca roku możliwe jest uruchomienie kolejnych 3-4 projektów. W II połowie roku poziom pustostanów wzrośnie do 5-6%, co nie wpłynie znacząco na strategie inwestycyjne deweloperów, gdyż jest to naturalna konsekwencja realizacji projektów spekulacyjnych.
R&D w obronności – jak kształtować współpracę przemysłu oraz NCBiR
Efektywna współpraca Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z małymi i średnimi przedsiębiorstwami z branży obronnej stanowi szansę na opracowanie, rozwój i wdrożenie rozwiązań nie tylko realnie zwiększających bezpieczeństwo narodowe oraz potencjał polskich sił zbrojnych, ale także napędzających rodzimą gospodarkę. O możliwościach współpracy Centrum i przemysłu dyskutowali z ministrem Jarosławem Gowinem oraz dyrektorem NCBiR Maciejem Chorowskim uczestnicy konferencji zorganizowanej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego (ZPP PO).

Brak zamówień ze strony Ministerstwa Obrony Narodowej w przypadku projektu zakończonego sukcesem, zmiany wymagań w trakcie trwania programu rozwojowego oraz opóźnienia resortu w ogłaszaniu i finalizowaniu przetargów to w ocenie uczestników spotkania zorganizowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego główne czynniki hamujące prace B+R w branży zbrojeniowej. W spotkaniu „R&D w obronności – jak kształtować współpracę przemysłu oraz NCBiR”, które odbyło się 13 lipca 2016 w warszawskiej siedzibie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, oprócz przedstawicieli przemysłu udział wzięli Jarosław Gowin, Wiceprezes Rady Ministrów i Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Maciej Chorowski, Dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Marcin Nowacki reprezentujący Związek Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego oraz Filip Seredyński, ekspert ZPP PO i portalu Defence24.pl.
Prywatny i państwowy przemysł zbrojeniowy powinny mieć równe szanse przy staraniu się o środki z NCBiR – mówi Marcin Nowacki ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Przemysłu Obronnego – Podczas spotkania omówiliśmy kilka propozycji, które naszym zdaniem mogą usprawnić współpracę NCBiR z przemysłem. Obecnie poszczególne elementy systemu B+R, na który składają się możliwości przemysłu, wysiłek wkładany w prace badawcze oraz w sprzedaż opracowanych produktów w Polsce i za granicą, nie działają harmonijnie.
To trafna diagnoza. System jest rozprzęgnięty, aby dobrze działał należy zbliżyć jego elementy – przyznaje Maciej Chorowski, Dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – Szansę na to daje doskonała współpraca Centrum z resortem nauki oraz założenia zawarte w planie premiera Morawieckiego.

Stawianie barier przed prywatnym przemysłem jest szkodliwe dla interesów Polski. Jesteśmy otwarci na spotkania z biznesem – mówi Jarosław Gowin, wicepremier oraz Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
W ocenie ZPP PO prace B+R muszą trafiać w zdolności przemysłu oraz być nastawione na efekt, zaś pomyślne zakończenie pracy rozwojowej powinno być równoznaczne z promesą zamówienia od Sił Zbrojnych RP. Należy również koordynować prace B+R z zamówieniami obronnymi a także ułatwiać sprzedaż wytworzonych produktów, także poza granicami Polski. Decyzję o ogłaszaniu konkursu na konkretny projekt badawczo-rozwojowy powinien poprzedzać dialog techniczny i rozpoznanie rynku. Inspektorat Uzbrojenia dopiero po rozeznaniu, co i za jaką ceną może nabyć na rynku krajowym i zagranicznym, powinien zgłaszać potrzebę rozpoczęcia prac B+R przez krajowy przemysł i wsparcie go środkami z NCBiR.
W tym celu konieczne jest mapowanie kompetencji i innowacji przemysłu. Bardzo istotne jest bieżące monitorowanie funkcjonowania systemu nadzoru realizacji programów na rzecz obronności i bezpieczeństwa we współpracy z MON oraz system tzw. kamieni milowych, weryfikujących postęp prac – uważa Filip Seredyński, ekspert ZPP PO oraz portalu Defence24.pl – Należy również ustanowić rekompensatę finansową dla przedsiębiorcy zbrojeniowego w przypadku ustanie możliwości finansowania w trakcie prac badawczych.
Według ZPP PO właścicielem wynalazku, wzoru użytkowego lub wzoru przemysłowego powstałego w wyniku prac rozwojowych na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa, finansowanych przez Centrum powinien być twórca, zaś MON powinien mieć prawo pierwokupu. NCBiR i Inspektorat Implementacji Innowacyjnych Technologii Obronnych (I3TO) MON wspólnie powinny również monitorować prace rozwojowe w zakresie obronności finansowane przez państwa sojusznicze oraz wspierać finansowo polskie firmy zainteresowane udziałem w międzynarodowych projektach. ZPP PO postuluje również konsultacje projektowanych konkursów NCBiR z organizacjami przedsiębiorców przemysłu zbrojeniowego.
Komentarz walutowy z 13.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 13.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
USD/CAD – przed Bankiem Kanady
lipiec 13, 2016 08:50
O godzinie 16:00 poznamy koszt pieniądza w Kanadzie, który ma pozostać na swoim poziomie. Stopy procentowe od dłuższego czasu znajdują się na 0,50%. Tym razem rynek nie widzi również miejsca na obniżkę stóp procentowych.

Według inwestorów prawdopodobieństwo mierzone za pomocą
overnight index swap wskazuje jedynie na 7,5% prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych, natomiast we wrześniu jest to 16,8%.

Brak obniżki stóp procentowych w Kanadzie działa na korzyść rodzimej waluty. Na parze walutowej
USD/CAD byki mierzą się z tygodniowym wsparciem 1.314-1.329, jednak któryś raz z rzędu przegrywają. Tworząca się formacja Pin Bara wskazuje na większe prawdopodobieństwo kontynuacji poprzedniego ruchu spadkowego. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia i zakończenie korekty trendu spadkowego.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Funt może mocniej pójść w górę
lipiec 13, 2016 10:55

Oczekiwanie wobec obniżki stóp procentowych na Wyspach są bardzo duże. W poniedziałkowym sondażu opublikowanym przez Bloomberg aż 30 z 54 ekonomistów przewiduje obniżkę o 25 p.b do poziomu 025%. Z kolei rynek na podstawie kontraktów terminowych szacuje prawdopodobieństwo obniżki na ponad 80%.
Oczekiwania rynku co do obniżek stóp procentowych już na jutrzejszym posiedzeniu jest bardzo duże, a sam gubernator Banku Anglii Mark Carney sugeruje, że bardziej prawdopodobny jest sierpniowy termin. Dodatkowo funt szterling jest mocno wyprzedany, choć trzeba przyznać, że nieco odrobił ostatnie spadki. Zatem brak jakichkolwiek decyzji przy tak nastawionym rynku może spowodować mocne odbicie brytyjskiej waluty.
Kolejną walutą, która traci na wartości w oczekiwaniu na dalszą ekspansję jest jen japoński. Po wygranej rządzącej koalicji oraz premiera Shinzo Abe w Japonii oczekuje się, że kraj ten dalej będzie stymulował swoją gospodarkę poprzez ekspansję fiskalną oraz monetarną. Na informacje o wynikach wyborów jen zaczął się osłabiać, a giełda w Tokio poszła w górę.
Bardzo spokojnie jest za to na głównej parze walutowej. EUR/USD konsoliduje się w okolicach obszaru 1,11 – 1,10. Również para USD/PLN nie wykazuje bardzo dużych ruchów nie mogąc trwale przełamać poziomu 4 złoty. Jednak w obecnej sytuacji rynkowej bardziej prawdopodobne jest umocnienie amerykańskiej waluty w dalszej przyszłości. W związku z poprawą nastrojów wczoraj poniżej 4,40 spadł kurs EUR/PLN, co może sugerować dalsze umocnienie rodzimej waluty, a najbliższym poziomem wsparcia są okolice 4,37. Na większy ruch raczej szanse są niewielkie. Również para CHF/PLN powinna zachowywać się stabilnie, a kurs prawdopodobnie pozostanie powyżej okrągłego poziomu 4 złoty.
Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz
Frank szwajcarski będzie tańszy
Ostatnie tygodnie były dla naszej waluty nie najlepsze. Złoty mocno tracił za sprawą zamieszania z Brexitem. Teraz wszyscy czekamy na agencję ratingową Fitch, która już 15 lipca może dokonać rewizji swojej oceny polskiej gospodarki.
– Polski złoty wykazuje obecnie bardzo dużą słabość, choć rynki raczej decydują się na aktywa bardziej ryzykowne. Wszyscy wydają się czekać na rewizję ratingu Polski . Myślę, że na naszej walucie możemy liczyć na korektę – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak z XTB. Więcej w materiale wideo.
S&P 500 i zyski spółek
lipiec 13, 2016 09:50

Po ponad rocznej konsolidacji indeks S&P 500 wybił nowe szczyty. Jest to historyczny moment, gdyż nigdy nie byliśmy tak wysoko. Wszystko jest dobrze, jednak należy pamiętać, że jest to hossa Banków Centralnych, a nie wzrostu gospodarczego czy też coraz wyższych zysków spółek. Na powyższym wykresie zobrazowano aktualne zyski przypadające na jedną akcje firm należących w skład indeksu S&P 500. Pomimo nowych, historycznych szczytów zyski spółek spadają 5 kwartał z rzędu. W normalnych warunkach rynkowych utrzymanie hossy byłoby niemożliwe, jednak dalsze luzowanie polityki monetarnej ze strony banków centralnych daje spore pole do popisu stronie kupującej. Jeżeli Bankom Centralnym wyczerpie się arsenał, a zyski przedsiębiorstw pozostaną na niezmienionym poziomie, to na rynek po raz kolejny zawitają spadki.
Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych
Podatek przeciw wzrostowi wynagrodzeń i obniżkom cen
6 lipca 2016 r., Sejm przyjął ustawę o podatku od sprzedaży detalicznej. Zgodnie z ustawą, opodatkowany będzie przychód ze sprzedaży detalicznej, czyli sprzedaży towarów dokonywanej na rzecz konsumentów, tj. osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej lub nabywających towary bez związku z prowadzoną działalnością gospodarczą oraz rolników ryczałtowych w rozumieniu ustawy o VAT. Opodatkowaniu podlegać będzie także świadczenie usług towarzyszących sprzedaży towaru, o ile nie zostaną one odrębnie ewidencjonowane. Ustawa nie przewiduje opodatkowania sprzedaży dokonywanej przez Internet.
W przyjętej ustawie nie ma przepisów dotyczących odmiennego opodatkowania sprzedaży w soboty, niedziele i dni ustawowo wolne od pracy.
Podatek od sprzedaży detalicznej będzie podatkiem progresywnym, obejmującym dwie stawki i progi podatkowe: 0,8 proc. od podstawy opodatkowania pomiędzy kwotą 17 mln zł i 170 mln zł, 1,4 proc. od nadwyżki podstawy opodatkowania ponad kwotę 170 mln zł. Podatnicy, których wartość sprzedaży detalicznej w danym miesiącu nie przekroczy 17 mln zł, będą zwolnieni z podatku oraz z obowiązku składania deklaracji podatkowych.
Nowy podatek jest dla firm karą za wydajność, wyższe wynagrodzenia i niższe ceny, tak ekspert FOR ocenia przyjęty przez Sejm projekt ustawy wprowadzającej dodatkowe opodatkowanie dla sklepów detalicznych, która w początkowych założeniach miała dotyczyć wielkich sieci handlowych.
-Największą wydajność mają duże sieci handlowe, dzięki temu mogą pozwolić sobie na wyższe wynagrodzenia i niższe ceny dla konsumentów, a najwięcej nadużyć według Państwowej Inspekcji Pracy jest w małych sklepach, dlatego ta ustawa jest niebezpiecznym precedensem. Skoro uderza w wydajność firm, to jest także szkodliwa dla całej gospodarki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aleksander Łaszek, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).
Firmy w Polsce wstrzymują swój rozwój
Inwestycje firm spadły o 9 proc. w I kw. br. Jest to konsekwencja narastającej niepewności, związanej z planami rządu. Rok wcześniej mieliśmy 12 proc. wzrost inwestycji po pierwszych trzech miesiącach. Rafał Trzeciakowski, ekspert Forum Obywatelskiego (FOR) w rozmowie z MarketNews24 wymienia kilka powodów wzrastającej niepewności. To paraliż Trybunału Konstytucyjnego, dodatkowe podatki wprowadzane w branżach o dużym udziale kapitału zagranicznego, obietnice obniżenia wieku emerytalnego.





