Mall.pl wypłaci 50 zł wszystkim kupującym, do których przesyłka nie zostanie wysłana na czas

Z końcem maja 2016 Mall.pl wprowadził gwarantowaną, terminową wysyłkę do Klienta i wypłaca 50 zł wszystkim kupującym, do których przesyłka nie zostanie wysłana na czas.

Vít Endler, Dyrektor Generalny Netretail Holding Group
Vít Endler, Dyrektor Generalny Netretail Holding Group

Strategia na rok 2016 koncentruje się na systematycznym umacnianiu relacji
z Klientami i ulepszaniu procesu dostawy zamówień. Obserwowana dotychczasowa dynamika e-commerce, osiągnięty sukces w ilości prawie 400 tys. zamówień za rok ubiegły, stworzyły realne szanse na usprawnienie procesu dostawy zależnej od zewnętrznych firm kurierskich i dlatego też z przekonaniem wprowadzamy gwarancję wysyłki w terminie i odpłatną rekompensatę w razie braku spełnienia tego warunku
– mówi Vít Endler, Dyrektor Generalny Netretail Holding Group.

Firma planuje również poszerzyć ilości punktów odbioru osobistego jak i rozwijać możliwość zakupów online na raty oraz rozszerzyć gwarancję na zakupiony asortyment nawet o 5 lat. Usługa gwarantowanej, terminowej wysyłki z opcją zwrotu 50 zł jest szczególnie polecana wszystkim kupującym online, którzy do tej pory np. obawiali się o otrzymanie przesyłki na czas przed ważną okazją, świętem, jak i dla wszystkich, którzy rezygnowali z zakupów  w sieci z obawy przed zaginięciem przesyłki lub dostawy na czas.

Korzyści z wprowadzenia tej usługi są obopólne. Wdrożona usługa jest kolejnym etapem rozwijania synergii pomiędzy zakupem online w sieci, a realnym otrzymaniem złożonego zamówienia w domu, czyli integracji działań w dwóch obszarach: w świecie wirtualnych zakupów w internecie i w świecie realnym – offline.

– Zależy nam, by budować silniejszą relację z Klientami, której fundamentem jest pewność pełnej realizacji zamówienia zgodnie z oczekiwaniami, a co za tym idzie – budowanie zaufania i przywiązania do naszej handlowej galerii online – dodaje V. Endler.

PZL-Świdnik opracował śmigłowiec wsparcia bojowego dla Polskich Sił Zbrojnych. Obecnie Wojska Lądowe wykorzystują W-3PL Głuszec

Stanisław Wojtera, szef biura wydarzeń i komunikacji w PZL-Świdnik
Stanisław Wojtera, szef biura wydarzeń i komunikacji w PZL-Świdnik

Śmigłowiec W-3PL Głuszec, bojowa wersja sprawdzonego Sokoła, jest rezultatem współpracy między PZL-Świdnik, Polskimi Siłami Zbrojnymi a Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych. Obecnie jest on wykorzystywany przez polskie Wojska Lądowe. Maszyna wyposażona jest w nowoczesną awionikę i sprzęt, który znacząco zwiększa zdolności bojowe polskiego wojska.

PZL-Świdnik podczas 10. Międzynarodowej Wystawy AIR FAIR 2016 w Bydgoszczy zaprezentował śmigłowiec W-3PL Głuszec, który obecnie wykorzystywany jest przez 56. Bazę Lotniczą w Inowrocławiu.

To bardzo nowoczesny śmigłowiec odpowiadający światowym standardom. Mamy takie elementy jak semi glass cockpit, który ułatwia pilotowanie i zarządzanie w kokpicie, może być zintegrowany z różnymi rodzajami broni. To dowód na to, że jest to śmigłowiec, który może spełniać najwyższe wymagania stawiane przez siły zbrojne – mówi agencji Newseria Biznes Stanisław Wojtera, szef biura wydarzeń i komunikacji w PZL-Świdnik.

Śmigłowiec W-3PL Głuszec, zmodernizowana do wsparcia bojowego wersja śmigłowca Sokół, to efekt doświadczeń zdobytych przez Polskie Wojska Aeromobilne podczas działań bojowych w trakcie misji stabilizacyjnej w Iraku. Powstał dzięki współpracy między PZL-Świdnik, Polskimi Siłami Zbrojnymi a Instytutem Technicznym Wojsk Lotniczych. Mogą być na nim zainstalowane różne systemy uzbrojenia, które umożliwiają realizację różnych operacji, od wsparcia bojowego i ataku, przez misje poszukiwawczo-ratownicze, po transport żołnierzy.

Model, który prezentujemy w Bydgoszczy, na pewno nie jest wersją ostateczną. To śmigłowiec bardzo nowoczesny, a jednak cały czas pracujemy nad jego rozwojem – zaznacza Wojtera.

Cztery pierwsze Głuszce dostarczono Wojskom Lądowym pod koniec 2010 roku. PZL-Świdnik podpisał umowę na modernizację kolejnych czterech śmigłowców Sokół do wersji W-3PL. Jak wskazuje przedstawiciel producenta, w zakładzie trwają obecnie prace nad ukończeniem ostatniego z zamówionych śmigłowców.

Z tego, co wiemy, żołnierze są zadowoleni. Zgłaszają jeszcze pewne uwagi, my wprowadzamy poprawki, ale W-3PL Głuszec to niewątpliwie jeden z tych produktów, na które stawiamy. Uważamy, że może być naszą dumą, ale też przede wszystkim dobrze spełniać wymagania Polskich Sił Zbrojnych – ocenia Wojtera.

PZL-Świdnik został wyróżniony przez Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 w Bydgoszczy, organizatora targów w Bydgoszczy, za osiągnięcia w dziedzinie lotnictwa wojskowego i cywilnego oraz profesjonalne przygotowanie stoisk wystawowych i kompleksową prezentację firmy.

Wrocławski developer i2 Development przygląda się innym lokalnym rynkom, nie wyklucza też ekspansji zagranicznej

CEO Magazyn Polska

i2 Development, jeden z największych graczy lokalnego rynku nieruchomości w stolicy Dolnego Śląska, chce w tym roku sprzedać 1250 mieszkań w samym Wrocławiu. Planuje wypłacić dywidendę z tegorocznego zysku na poziomie minimum 50 proc. Myśli o wejściu na inne lokalne rynki i nie wyklucza ekspansji zagranicznej.

– Koncentrujemy się na inwestycjach premium, wysokomarżowych – informuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Misztal, wiceprezes zarządów w spółce i2 Development. – Nie interesują nas osiedla wieloetapowe powstające w okresach dziesięcioletnich. Zamiast jednego gruntu, który może przyjąć 1,5 tys. mieszkań wolimy wykonać trzy projekty, każdy na 500 lokali, żeby wszystko zamknąć w cyklu 4–5-letnim. Takie projekty będziemy realizować w przyszłości.

Obecnie flagowym przedsięwzięciem grupy i2 Development jest składająca się z czternastu niezależnych budynków o różnym charakterze inwestycja Bulwar Staromiejski. Realizowana jest na 2,5 hektarowej działce w ścisłym centrum Wrocławia, przy rzece i fosie. W rezultacie powstanie tam 30 tys. mkw. powierzchni użytkowej, z czego 20 tys. stanowić będą mieszkania (reszta to biura i usługi).

– To inwestycja charakteryzująca się marżą ekonomiczną przekraczającą 60 proc. – podkreśla wiceprezes Marcin Misztal. – Kończymy właśnie sprzedaż pierwszych budynków. W tym roku na rynek trafi cały kompleks. Ze względu na swoją specyfikę już teraz cieszy się on bardzo dużym zainteresowaniem – dodaje.

Działająca od 2012 roku i2 Development jest grupą deweloperską specjalizującą się w w budownictwie mieszkaniowym o podwyższonym standardzie i w mieszkaniach z segmentu premium, co stanowi około 75% jej działalności. Pozostałe 25% to powierzchnie biurowe i usługowe. W ciągu trzech lat przedsiębiorstwo stało się liderem deweloperskiego segmentu premium we Wrocławiu. Jak zapowiada wiceprezes Misztal, firma planuje wejście na inne lokalne rynki. Nie wyklucza też ekspansji.

– Firma rozwija się bardzo szybko – mówi Marcin Misztal. – Dzisiaj jesteśmy bezkonkurencyjni pod względem liczby mieszkań w inwestycjach. W tym roku uruchomimy 1250 mieszkań w stolicy Dolnego Śląska. Stale przyglądamy się innym lokalizacjom, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ale obecnie koncentrujemy się na Wrocławiu.

Firma zatrudnia 70 pracowników, a kolejne 600 osób pracuje przy jej projektach. Obecnie realizuje ponad 20 projektów we Wrocławiu o różnej wielkości, a posiadany bank ziemi pozwala jej na realizację niemal 100 tys. mkw. powierzchni mieszkalnej oraz biurowo-usługowej w ciągu najbliższych trzech lat. Swoje potrzeby inwestycyjne na najbliższe lata grupa szacuje na ok. 100 mln zł.

– Debiut był udany – mówi wiceprezes Marcin Misztal. – Chcemy być spółką dywidendową, to jedno z naszych głównych założeń. Zysk za 2016 rok będziemy chcieli wypłacić w co najmniej 50 proc. W przyszłym roku należy się więc spodziewać wypłaty dywidendy za ten rok.

W drugiej połowie maja akcje przedsiębiorstwa zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W ofercie publicznej spółka przydzieliła 1,7 mln akcji, a wartość oferty sięgnęła 34 mln zł. Podczas debiutu kurs akcji spółki był wyższy o 10 proc. Względem ceny odniesienia i wyniósł 22 zł. Dziś za jedną akcję trzeba płacić 20,15 zł.

Rynki finansowe liczą na mocne zobowiązania krajów G7. Oczekiwania mogą być jednak na wyrost

CEO Magazyn Polska

Najważniejsza będzie dyskusja o utrzymaniu sankcji gospodarczych wobec Rosji – mówi o trwającym szczycie G7 Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. Jego zdaniem z punktu widzenia Unii Europejskiej to kluczowa kwestia. Głównymi tematami przywódców USA, Japonii, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Kanady są m.in. znalezienie sposobów na pobudzenie światowej gospodarki, walka z terroryzmem czy przeciwdziałanie unikaniu płacenia podatków. Rynki finansowe liczą na mocne zobowiązania grupy G7. Eksperci uważają, że oczekiwania mogą być jednak na wyrost. 

– Przywódcy chcą się skupić na tym, co się dzieje na linii Rosja–Ukraina i Rosja–Unia Europejska. To będzie najważniejszy temat w kontekście dotychczasowych sankcji nałożonych na Rosję i tego, czy Unia Europejska te sankcje zmniejszy czy zniesie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej w Pioneer Pekao Investment.

Oficjalnym celem spotkania przywódców najbardziej uprzemysłowionych państw świata jest znalezienie sposobów pobudzenia globalnej gospodarki, przedyskutowanie sposobów walki z terroryzmem oraz zastanowienie się nad tym, jak przeciwdziałać unikaniu płacenia podatków w kontekście afery Panama Papers. Eksperci spodziewają się też, że liderzy będą dążyli do wypracowania wspólnego stanowiska w najważniejszych kwestiach międzynarodowych takich jak kryzys uchodźczy, konflikt na Ukrainie czy północnokoreańskie próby rakietowe i nuklearne.

– Szczyt G7 tak naprawdę będzie się skupiał na współpracy poszczególnych państw w zakresie większej kontroli nad centrami finansowymi, chociażby różnych grup terrorystycznych, czy większej współpracy wywiadów finansowych tych gospodarek – podkreśla Szulec.

Ekspert zaznacza, że w praktyce przywódcy G7 skupią się na zwiększeniu kontroli nad swoimi centrami finansowymi. Dodaje przy tym, że dyskusja o Ukrainie i Rosji będzie bardzo ważna z punktu widzenia Unii Europejskiej. Jak zaznacza Szulec, w dużej mierze wyznaczy ona kierunek dla wewnętrznych dyskusji w Unii na ten temat.

– W zakresie dalszej współpracy krajów wchodzących w skład G7, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na wypowiedzi przedstawicieli Japonii, którzy zaakcentowali, że wszyscy powinni nad wzrostem gospodarczym pracować, ale każdy kraj powinien to robić w kontekście własnych problemów i zdolności finansowych – wskazuje Szulec.

Podkreśla, że to sugerowałoby, że Japonia w zakresie dalszego luzowania polityki monetarnej chce podjąć kolejne kroki i słownie przygotowuje uczestników rynku do tych właśnie kroków. Piotr Szulec zaznacza jednocześnie, że takie sugestie Kraju Kwitnącej Wiśni mogą się spotkać z oporem innych członków grupy G7, choćby Stanów Zjednoczonych, które zaostrzają swoją politykę fiskalną.

– Bank Japonii będzie się starał osłabiać jena, to w kontekście poprawiania stanu całej japońskiej gospodarki – mówi. – Natomiast Stany Zjednoczone z pewnością poprzez swoje działania zaostrzania polityki monetarnej będą wpływały na silnego dolara – dodaje.

Szulec przypomina, że Japonia ma cały czas problem z osłabianiem własnej waluty. To, jak podkreśl, wpływa na ograniczenie przewagi konkurencyjnej eksporterów tego kraju. Jen jest jedną z najmocniejszych walut w tym roku w koszyku państw z rozwiniętymi gospodarkami. Od początku 2016 r. japońska waluta zdrożała względem dolara o ponad 9 proc., czym zaskakuje strategów, którzy pod koniec 2015 r. prognozowali jej osłabienie do 124 za dolara.

Szczyt G7 zbiega się z pogłębiającą niepewnością w globalnej gospodarce, konfrontowanej z terroryzmem, spowolnieniem m.in w Chinach, a także konsekwencjami spadających cen ropy naftowej i obawami przed wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Analitycy zwracają uwagę na to, że rynki finansowe liczą na mocne zobowiązania krajów G7 w kwestii ożywienia wzrostu.

J. Buzek: Czempiony narodowe muszą wygrywać konkurencję na europejskim rynku. Szansą może być ich umiędzynarodowienie

CEO Magazyn Polska

Zgodnie z rządowym Planem na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju ważną rolę w gospodarce mają odgrywać czempiony, czyli silne, krajowe przedsiębiorstwa, które są konkurencyjne za granicą. Zdaniem prof. Jerzego Buzka to trend, który widać w wielu europejskich krajach. Dodaje jednak, że nawet jeśli firma świetnie sobie radzi lokalnie, nie oznacza to, że poradzi sobie z konkurencją w UE. Wiele firm odkryło, że wzmocnieniem może być umiędzynarodowienie.

Wiele rządów europejskich stara się stworzyć u siebie coś w rodzaju czempionów narodowych. To nie jest polski pomysł. Trzeba jednak pamiętać o tym, że na dużym europejskim rynku taki narodowy czempion może sobie nie dać rady. Dlatego firmy europejskie już dawno odkryły, że warto się umiędzynarodowić po to właśnie, żeby te czempiony mogły wygrywać na europejskim rynku, skoro go otworzyliśmy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Jerzy Buzek, były premier RP i przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki w Planie na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju podkreślił, że w Polsce jest znacznie mniej czempionów niż na rynkach rozwiniętych. Podstawą krajowej gospodarki jest sektor małych i średnich przedsiębiorstw (99,8 proc. firm), który odpowiada za 70 proc. PKB oraz podobny odsetek miejsc pracy. Według przytaczanego w planie rankingu „Forbesa” tylko sześć polskich firm może być uznanych za światowe czempiony, podczas gdy w Wielkiej Brytanii jest ich 95, we Francji – 64, w Niemczech – 50, a w Hiszpanii – 28. Na całym świecie takie firmy najwięcej wydają na badania i rozwój, tworzenie innowacyjnych produktów i usług oraz chronią gospodarkę przed zjawiskiem tzw. drenażu mózgów.

Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego przedstawiciel węgierskiego rządu mówił o internacjonalizacji gospodarki, o internacjonalizacji małych i średnich przedsiębiorstw. A więc to jest nieco inne podejście niż polskie, być może Węgrzy mają doświadczenie z ostatnich paru lat i dlatego odchodzą nieco od tego narodowego podejścia, które polski rząd często proponuje. Ale oczywiście i jednego i drugiego musimy mieć odpowiednie proporcje. Żadnej z tych idei nie należy negować, tylko przyjąć właściwe proporcje – podkreśla prof. Buzek.

Autorzy Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju podkreślają, że rozwój polskich firm pociągnie za sobą rozwój całej gospodarki. Większe firmy mają bowiem lepsze warunki do wdrażania innowacji, tworzenia wysokojakościowych miejsc pracy czy ekspansji zagranicznej. Mają też dostęp do tańszego kapitału i większe możliwości fuzji i przejęć. W planie wskazano także na konieczność szukania rynków zbytu dla przedsiębiorstw, które mają potencjał uzyskania statusu czempiona.

Niewątpliwie jest stała zależność pomiędzy działalnością gospodarczą a tym, o czym decyduje i w jaki sposób działa państwo – podkreśla prof. Jerzy Buzek. – To wiąże się również z tym, czy kapitał ma swoją narodowość.

Zdaniem byłego premiera RP i przewodniczącego Parlamentu Europejskiego również ważnym wyzwaniem dla państwa jest takie ukształtowanie wzrostu gospodarczego, aby sprzyjał on obywatelom i żeby wszyscy mogli odczuć jego pozytywne skutki.

To jest problem, z którym borykamy się od lat. Dotyczy on pełnej liberalizacji czy daleko idącej liberalizacji gospodarki i tego, w jaki sposób odpowiedzieć na wyzwania, zagrożenia i oczekiwania społeczne – zauważa prof. Jerzy Buzek. – Gospodarka rynkowa od dawna próbuje odpowiedzieć na te pytania i ciągle nie ma ostatecznej odpowiedzi i zapewne nigdy jej nie będzie. Zawsze poruszamy się pomiędzy bardzo silnymi regułami liberalnymi a czymś, co można nazwać społecznym podejściem. W tych ramach należy szukać równowagi i najbardziej korzystnych rozwiązań, które mogłyby nam pomóc szybko się rozwijać, a równocześnie spełniać oczekiwania społeczne.

Rośnie wartość wypłat za szkody osobowe w wypadkach komunikacyjnych. Ceny polis OC mogą w efekcie wzrosnąć nawet o 50 proc.

CEO Magazyn Polska

OC komunikacyjne mogą wzrosnąć od 20 do nawet 50 proc. – prognozuje Andrzej Jarczyk, prezes UNIQA Towarzystwa Ubezpieczeń. To skutek dużych strat ubezpieczycieli na rynku OC, wzrostu wypłat za szkody osobowe mimo spadającej liczby wypadków, większej liczby uprawnionych osób i zmieniającego się prawa. W ubiegłym roku łączna wartość wypłat za szkody osobowe przekroczyła 1,3 mld zł.

– Cieszy fakt, że ofiar wypadków drogowych jest coraz mniej. Z drugiej strony świadczenia, które wypłacamy z tytułu zadośćuczynienia, uszczerbków na zdrowiu i rent bardzo dynamicznie rosną. Powodów jest wiele. To wzrost średniej szkody i liczby osób uprawnionych do skorzystania z zadośćuczynień. Od kilku lat działa też prawo i ubezpieczyciele wypłacają zadośćuczynienia za wypadki sprzed 2008 roku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Jarczyk, prezes UNIQA Towarzystwa Ubezpieczeń.

W ubiegłym roku z tytułu 170 tys. szkód osobowych ubezpieczyciele wypłacili świadczenia o łącznej wartości 1,3 mld zł. To 12 proc. więcej niż w 2014 roku. Dane Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego wskazują, że z każdych 100 zł wypłaconych z polis blisko 30 zł pokrywało szkody osobowe. To dwa razy więcej niż jeszcze siedem lat temu. Rośnie nie tylko liczba odszkodowań z tytułu szkód osobowych, lecz także ich wysokość.

– Czynników wpływających na wysokość odszkodowań z OC komunikacyjnego jest bardzo wiele. Dobrze uregulowane są odszkodowania z tytułu szkód materialnych. Z drugiej strony świadczenia z tytułu szkód osobowych zależą od bardzo indywidualnych czynników, np. tego, jaki był rozmiar szkody, uszczerbku na zdrowiu, jaka była sytuacja rodzinna osoby, która tego uszczerbku doznała, ile osób bliskich jest w rodzinie czy poszkodowany jest na tyle niesprawny, że pobiera rentę – wymienia Jarczyk.

Liczba i wysokość odszkodowań komunikacyjnych szybko rosną, choć spada liczba zabitych i rannych w wypadkach drogowych. W 2008 roku liczba wypadków oscylowała wokół 49 tys., zaś zgłoszonych szkód osobowych – ok. 52 tys. W 2014 roku było to już odpowiednio 35 i 98 tys. W dużej mierze to efekt zgłaszanych roszczeń za szkody osobowe, do których doszło nawet kilkanaście lat wcześniej. Jak podkreśla Jarczyk, dlatego szybko rośnie stosunek między liczbą szkód osobowych zgłoszonych do ubezpieczycieli w danym roku a liczbą szkód, do których faktycznie doszło. W 2015 roku na 140 zgłoszonych szkód, tylko 100 dotyczyło wypadków, do których doszło właśnie w tym roku, a 40 w latach ubiegłych. Jeszcze w 2014 roku było to odpowiednio 100 do 15.

– Branżę ubezpieczeniową kosztowało to już setki milionów złotych, a ubezpieczyciele borykają się z wypłatą odszkodowań czy zadośćuczynień za szkody, do których doszło w latach 90. Drugim elementem, który mocno wpływa na wysokość świadczeń, jest liczba osób uprawnionych. Ta kwestia jest nieuregulowana. Ani sądy, ani ubezpieczyciele nie wiedzą, kto jest uprawniony do zadośćuczynień, czy bliska, czy dalsza rodzina, czy może sąsiad – wskazuje prezes UNIQA.

To w znacznym stopniu przekłada się na wyniki ubezpieczycieli. W ubezpieczeniach komunikacyjnych strata techniczna sięgnęła na koniec 2015 roku niemal 1,2 mld zł, z czego ponad miliard w samych tylko OC. Jarczyk ocenia, że w najbliższych latach świadczenia będą nadal rosły, co przełoży się na wzrost cen polis.

– Ubezpieczyciele dużo tracą na ubezpieczeniach komunikacyjnych. W ubiegłym roku branża straciła na ubezpieczeniu OC ponad 1 mld zł. Ubezpieczenia muszą wzrosnąć o co najmniej 20-30 proc. i to się już dzieje. Każda zmiana legislacyjna, każda rekomendacja będzie wpływała na wzrost ceny. Musimy tylko wiedzieć, czy klienci są w stanie zapłacić za lepszą jakość, czy za wyższe jednorazowe świadczenia – podkreśla Andrzej Jarczyk.

Rewolucja na rynku telewizorów. W 2019 roku 7 mln sprzedanych na świecie urządzeń będzie wykonanych w technologii OLED

CEO Magazyn Polska

Stopniowo spadające ceny i rosnąca biblioteka treści powodują, że technologia OLED staje się coraz popularniejsza. Eksperci przekonują, że może ona całkowicie zmienić rynek telewizorów. Każdy piksel w takim ekranie włącza się i wyłącza samodzielnie, zapewniając dużo większy kontrast i lepsze odwzorowanie kolorów. Za cztery lata globalna sprzedaż takich urządzeń powinien wynieść ok. 7 mln sztuk. 

W tym roku pierwsze skrzypce będą grały telewizory OLED, które są rewolucją na rynku wyświetlaczy – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Kubiszak, menadżer kategorii Home Entertainment w firmie LG. – To zupełnie nowe podejście do konstruowania telewizora, które przypomina przeskok z urządzenia kineskopowego na płaski ekran.

OLED to telewizory zbudowane z diod organicznych. W odróżnieniu od paneli LCD nie wymagają dodatkowego podświetlenia. Dzięki temu, że diody OLED same są źródłem światła, zapewniają lepszy kontrast i odwzorowanie kolorów. Obraz jest dobrze widoczny pod różnymi kątami.

Ma to też wpływ na wzornictwo, bo telewizory OLED są dużo smuklejsze – zauważa Marcin Kubiszak. – Tak naprawdę możliwości wykorzystania tej technologii są nieograniczone.

Może ona służyć do produkcji nie tylko lepszych telewizorów, lecz także elastycznych wyświetlaczy w urządzeniach mobilnych, paneli samochodowych czy do celów przemysłowych. Przy tym trwałość urządzeń OLED jest porównywalna do wyświetlaczy ciekłokrystalicznych.

My gwarantujemy 30 tys. godzin wyświetlania obrazów bez zmiany jakości parametrów – podkreśla Marcin Kubiszak. – Jest to dziesięć lat oglądania telewizji po osiem godzin dziennie. Konsumenci wymieniają telewizory dużo częściej niż co dziesięć lat. Nie muszą więc obawiać się o trwałość tej technologii. OLED gwarantuje wrażenia z oglądania, których wcześniej nie można było doświadczyć na LCD. Jak ktoś raz zobaczy obraz w tej technologii, jego głębię, plastyczność, czernie, nie będzie chciał więcej niczego oglądać na LCD.

Dodatkowym, ale odgrywającym coraz większą rolę, parametrem jest technologia HDR (High Dynamic Range, z ang. szeroki zakres tonalny). Jak tłumaczy Marcin Kubiszak, ludzkie oko rejestruje rzeczywistość właśnie w takim zakresie. Dotychczas był on poza zasięgiem producentów telewizorów, bo stosowano paletę kolorów, jasności, kontrastów, która była ograniczana w procesie postprodukcji filmów. Ograniczenia technologiczne sprawiały, że ekrany nie mogły odtworzyć szerokiej rozpiętości tonalnej.

W tej chwili technologia HDR, w przypadku LG dostarczana przez Dolby Vision, umożliwia wyświetlanie treści w tak szerokim zakresie, w jaki widzi je ludzkie oko – wskazuje Marcin Kubiszak. – Taki obraz jest znacznie lepszy od standardowego.

Treści HDR jest także coraz więcej. Producenci sprzętu od lat współpracują z największymi studiami filmowymi na świecie, także z platformą Netflix, przygotowując zawartość o rozszerzonej rozpiętości tonalnej. Obecnie można zobaczyć sporo filmów HDR na Blu-ray lub platformach VOD.

W przypadku firmy LG wszystkie telewizory 4K obsługują standard HDR, natomiast najwyższe serie, czyli Super UHD oraz OLED, wspierają dodatkowo system HDR certyfikowany przez Dolby Vision. To jest nasz wyróżnik na rynku – mówi Kubiszak. – Różnica w cenie poszczególnych modeli nie zależy tylko od tego, czy mają HDR. Im wyższa linia, tym bardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania, wyższa jakość materiałów i tym samym wyższa cena telewizora.

Prognozy rynku telewizorów OLED są optymistyczne. Jak szacuje firma badawcza DisplaySearch, w ubiegłym roku na świecie sprzedano 400 tys. tego rodzaju ekranów. W 2019 roku liczba ta powinna wzrosnąć do 7 mln. W 2015 roku nabywców na świecie znalazło przeszło 226 mln telewizorów.

Telewizory OLED jeszcze trzy lata temu były cztery razy droższe niż w tej chwili. Teraz osiągnięcie pewnego pułapu produkcji pozwoliło na obniżenie ceny. Jest ona porównywalna z topowymi telewizorami LCD. Natomiast jakość telewizorów OLED jest dużo lepsza niż nawet najlepszych wyświetlaczy ciekłokrystalicznych – dodaje ekspert.

Jutro Światowy Dzień Walki z Nowotworami Krwi. W Polsce zarejestrowanych jest już ponad milion potencjalnych dawców szpiku kostnego

CEO Magazyn Polska

W rejestrze Bone Marrow Donor Worldwide (BMDW) umożliwiającym międzynarodową koordynację transplantacji komórek krwiotwórczych od dawców niespokrewnionych pojawił się milionowy dawca zrekrutowany w Polsce. Światowa społeczność dawców szpiku liczy już ponad 27 mln osób z 52 krajów. Polacy stanowią 4 proc. z nich. Zgromadzenie ponad miliona dawców w naszym kraju w dużej mierze stało się możliwe dzięki zaangażowaniu Fundacji DKMS Polska.

Co 35 sekund na świecie pacjent otrzymuje diagnozę – nowotwór krwi. Ten nowotwór może dotknąć każdego, bez względu na wiek czy płeć. Dla wielu chorych jedyną szansą na życie jest przeszczepienie komórek macierzystych od niespokrewnionego dawcy.

– Kiedy zaczynaliśmy, zarejestrowanych było nieco ponad 30 tys. potencjalnych dawców niespokrewnionych, dzisiaj mamy już ponad milion, z czego prawie 900 tys. to dawcy zarejestrowani przez Fundację DKMS Polska. Tym samym rejestr prowadzony przez Poltransplant stał się szóstym na świecie i trzecim w Europie pod względem wielkości. To pokazuje ogrom pracy, jaką wykonaliśmy na przełomie tych ostatnich 8 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Dorota Wójtowicz-Wielgopolan, rzecznik prasowy Fundacji DKMS Polska.

Misją Fundacji DKMS Polska jest znalezienie dawcy dla każdego, kto wymaga przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych krwi lub szpiku. W tym celu prowadzone są szeroko zakrojone kampanie edukacyjne, m.in. z udziałem gwiazd, autorytetów w dziedzinie transplantologii i osób, które dzięki przeszczepowi otrzymały drugie życie. DKMS zajmuje się edukacją społeczną w zakresie dawstwa krwiotwórczych komórek macierzystych , które zawsze jest dobrowolne i bezinteresowne, rejestracja potencjalnych dawców komórek macierzystych, opieką nad dawcami faktycznymi i wsparciem dla pacjentów chorych nowotwory krwi. Co 27. potencjalny dawca szpiku jest Polakiem.

– To, co najbardziej nas Polaków przekonuje do idei dawstwa szpiku, to opinia lekarzy, szczególnie lekarzy specjalistów, którzy informują precyzyjnie, o co chodzi w tej całej idei dawstwa, a także historie zasłyszane wśród znajomych, wśród rodziny, historie pacjenckie opowiadające o tym, że taki dar szpiku uratował czyjeś życie – podkreśla Dorota Wójtowicz-Wielgopolan.

W latach 2006–2015 ponad 4 tys. pacjentów w naszym kraju otrzymało alogeniczny przeszczep komórek krwiotwórczych w ramach terapii nowotworów krwi i wielu innych schorzeń szpiku kostnego. 2457 transplantacji odbyło się dzięki dawcom niespokrewnionym – zarówno tym mieszkającym w Polsce, jak i w tym mieszkających w innych częściach świata.

– Leczenie za pomocą komórek macierzystych krwi lub szpiku, to często terapia ratująca życie, stosuje się ją wtedy, kiedy już wiadomo, że inne terapie nie przyniosą efektów – tłumaczy Dorota Wójtowicz-Wielgopolan.

Motto Światowego Dnia Walki z Nowotworami Krwi brzmi: „Zostaw swój znak”, a jego symbolem jest &, który oznacza, że „Ty & Ja wspólnie możemy pokonać nowotwory krwi!”. Na znak solidarności z chorymi na stronie www.worldbloodcancerday.org potencjalni dawcy mogą dodać do mapy świata swoje zdjęcie, umieszczając na nim właśnie znak „&”.

Poszukiwaniem dawców i wymianą informacji w przestrzeni międzynarodowej zajmują się dwie organizacje: WMDA (World Marrow Donor Association) i BMDW (Bone Marrow Donor Worldwide). Tworzą one zasady współpracy dla sieci ośrodków i instytucji zaangażowanych w rozwój transplantacji szpiku na całym świecie. Dzięki takiej międzynarodowej kooperacji udało się pomóc setkom tysięcy pacjentów.

Lampy LED niezgodne z wymaganiami – odpowiedzialność sprzedawcy

Odpowiedzialność cywilno-prawna sprzedawcy/dystrybutora niebędącego wprowadzającym za sprzedaż konsumencką lamp LED niespełniających wymogów w Rozporządzeniu Komisji (WE) Nr 244/2009 z dnia 18 marca 2009 r. w sprawie wykonania dyrektywy 2005/32/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w odniesieniu do wymogów dotyczących ekoprojektu dla bezkierunkowych lamp do użytku domowego oraz Rozporządzeniu Delegowanym Komisji (UE) 874/2012 z dnia 12 lipca 2012 r. uzupełniające Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/30/WE w odniesieniu do etykietowania energetycznego lamp elektrycznych i opraw oświetleniowych.

Podmiotem wprowadzającym produkt oświetleniowy do obrotu na terenie EU/EFTA jest producent/upoważniony przedstawiciel producenta/importer. Produkt oświetleniowy, wyrób oświetleniowy jakim jest lampa LED zanim zostanie wprowadzona do obrotu na rynku musi spełnić określone prawem wymogi, które podzielić można na techniczne, funkcjonalne i informacyjne. Ja zwrócę uwagę głównie na wymogi informacyjne tj. jakie informacje o produkcie powinny się znaleźć na opakowaniu lub na samej lampie LED. Podstawowymi wymogami informacyjnymi na opakowaniu lampy LED użytecznymi dla konsumentów, zgodnie z zał. II pkt 3.1 Rozporządzenia Komisji (WE) Nr 244/2009 są:

  1. nominalna wartość strumienia świetlnego określonego poprzez jednostkę lumen (lm);
  2. nominalny okres trwałości lampy podany w godzinach,
  3. liczba cykli włącz/wyłącz;
  4. temperatura barwowa wyrażone w Kelwinach (K);
  5. deklarowana moc równoważna – jeżeli jest podawana powinna być zgodna z tab. 6 zał. II wspomnianego rozporządzenia;
  6. czas nagrzewania lampy itd.

Dla konsumentów najistotniejszym parametrem jest wartość strumienia świetlnego wyrażonego w jednostce lumen (lm) oraz parametr równoważności mocy wyrażony w Watach (W). Pierwszy z nich jest wartością obligatoryjną i wskazuje nam ilość światła dostarczaną przez produkt oświetleniowy jakim jest lampa LED. Drugi natomiast stanowi informację fakultatywną i jest informacją pomocniczą dla konsumenta, który w tradycyjnym oświetleniu kupując żarówkę kierował się wartością mocy wyrażonej w Watach. Jeżeli jednak producent/importer, postanowił wpisać wartość mocy równoważnej na opakowaniu, musi to zrobić w sposób zgodny z tabelą nr 6 zał. II pkt 3.1 Rozporządzenia 244/2009. Niestety większość wprowadzających zawyża moc równoważną wprowadzając konsumentów w błąd. Dlatego też sprzedawca będący przedsiębiorcą, jako profesjonalny uczestnik rynku, powinien posiadać wiedzę na temat wymogów informacyjnych dla produktów oświetleniowych w tym lamp LED, która pozwoliłaby mu szybko weryfikować nieprawidłowości i zwracać na nie uwagę importerom/producentom.

Dystrybutor, niebędący wprowadzającym sprzedając lampę LED konsumentowi powinien mieć na uwadze, że zgodnie z art. 5561 § 2 KC zapewnienie producenta co do ilości, jakości innych parametrów technicznych oznaczonych na opakowaniu traktuje się na równi z zapewnieniem sprzedającego. Dlatego też, ryzyko sprzedawcy w przypadku sprzedaży konsumenckiej jest istotnie podwyższone, gdyż to sprzedawca w szczególności ponosi odpowiedzialność za te zapewnienia składane przez producenta czy też importera rzeczy. Oznacza to, że zarówno sklep z wyrobami oświetleniowymi jak i wielkopowierzchniowy obiekt handlowy prowadzący we własnym imieniu działalność gospodarczą powinni weryfikować prawidłowość danych podawanych na opakowaniu przez producenta, importera.

Zakładam, że w tej chwili podniosą się głosy sprzedawców oświetlenia i działów wyrobów elektrycznych w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, skąd mianowicie mają uzyskać wiedzę na temat wymogów dotyczących lamp LED. Oczywiście co do zasady wiedzę o wymaganych parametrach technicznych, funkcjonalnych i informacyjnych musi posiadać producent/importer, który wprowadza towar do obrotu po raz pierwszy. Niemniej jednak, jeżeli sprzedawca, poweźmie informacje o tym, że w ofercie przedsiębiorstwa znajdują się produkty oświetleniowe, które nie spełniają wymagań np. informacyjnych, technicznych, to taki przedsiębiorca nie może podnosić później, że według kryterium „rozsądnej oceny” nie wiedział o nieprawidłowościach i zasłaniać się brakiem specjalistycznej wiedzy, tym samym uchylając się od odpowiedzialności.

Rzetelny przedsiębiorca powinien natychmiast powiadomić pisemnie producenta/importera o tym, że konkretna lampa LED nie spełnia wymagań, wskazać podstawę prawną i żądać dostarczenia wyrobu oświetleniowego zgodnego z wymaganiami prawnymi obowiązującymi na terenie RP. Naiwne jest twierdzenie, że przedsiębiorcy sprzedający lampy LED będą informowali o tym importerów/producentów, z którymi współpracują i zarabiają na tym krocie. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że postępowanie takie będzie postrzegane jako praktyka naruszająca zbiorowe interesy konsumentów. Zgodnie z art. 100 ust. 1 ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (Dz.U. 2007 Nr 50 poz. 331 z późn. zm.) praktykę taką może zgłosić każdy w tym także konsument do Prezesa UOKIK, jeżeli wykaże i uprawdopodobni, że działanie sprzedawcy jest sprzeczne z prawem i narusza zbiorowy interes konsumentów.

Prezes UOKIK w razie stwierdzenia takich praktyk może nałożyć dotkliwą karę na przedsiębiorcę w wysokości nie większej niż 10% obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary. Zgodnie z art. 557 § 3 KC sprzedawca może uchylić się od odpowiedzialności tylko jeżeli zostaną przez niego spełnione następujące przesłanki tj. musi wykazać, że ma brak wiedzy na temat treści publicznego zapewnienia przez producenta albo, że zapewnienie takie nie mogło mieć wpływu na decyzję kupującego/konsumenta o zawarciu konkretnej umowy, albo faktu sprostowania treści zapewnienia przed zawarciem umowy. Uchylanie się od odpowiedzialności poprzez twierdzenie braku wystarczającej wiedzy na temat oferowanych produktów oświetleniowych przez przedsiębiorcę prowadzącego działalność gospodarczą nie ma podstaw do obrony. Zgodnie bowiem z orzecznictwem SN brak specjalistycznej wiedzy nie może usprawiedliwiać przedsiębiorcy z uwagi na zawodowy charakter prowadzonej przez niego działalności.

To na sprzedawcy/dystrybutorze niebędącym wprowadzającym spoczywa obowiązek pozyskania informacji dotyczących zagrożeń wynikających ze sprzedaży lamp LED niespełniających wymagań informacyjnych i wprowadzonych po raz pierwszy do obrotu przez uczestnika rynku, jakim jest importer. Ponadto Sąd Najwyższy wielokrotnie w orzecznictwie uznał, że brak wiedzy może zostać uzupełniony w drodze skorzystania z usług oferowanych przez placówki badawcze lub naukowe takimi jak certyfikowane laboratoria. Sprzedawca (mały sklep z oświetleniem) a już na pewno posiadający wykwalifikowaną kadrę wielkopowierzchniowy obiekt handlowy powinien na bieżąco weryfikować jakość produktów stanowiących jego ofertę skierowaną do potencjalnych konsumentów.

Niezgodna ze stanem faktycznym deklaracja wartości strumienia świetlnego oraz oznaczona niezgodnie z przepisami wartość mocy równoważnej stanowi bowiem wadę fizyczną zgodnie z art. 5561 § 1, gdyż rzecz sprzedana nie posiada właściwości, o których istnieniu sprzedawca zapewniał kupującego tj. lampa LED nie ma takiej ilości światła, którą producent deklaruje na opakowaniu i nie nadaje się do celu, o którym kupujący poinformował sprzedawcę. Na podstawie wyników badań przeprowadzonych przez BBJ (Biuro Badawcze ds. Jakości) na zlecenie „Pol-lighting” niektórzy importerzy wprowadzają konsumentów, sprzedawców w błąd co do ilości dostarczonego światła zawyżając o około 30% deklarowaną wartość strumienia świetlnego na opakowaniu. W całej tej dyskusji istotny jest fakt, że sprzedawcy jako profesjonalni uczestnicy rynku, dbający o dobro konsumentów powinni prowadzić tą działalność z zachowaniem należytej staranności.

Zgodnie z tezami orzeczeń SN, „należyta staranność wymagana przy uwzględnieniu zawodowego charakteru prowadzonej działalności, uzasadnia zwiększone oczekiwania co do umiejętności, wiedzy, skrupulatności i rzetelności, zapobiegliwości i zdolności przewidywania. Obejmuje także znajomość obowiązującego prawa oraz następstw z niego wynikających w zakresie prowadzonej działalności gospodarczej (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 17.08.1993 r. pod sygn. akt III CRN 77/93”). Należy przez to rozumieć, że oczekiwania co do sprzedawcy i jego fachowej wiedzy są wyższe niż w stosunku do potencjalnego konsumenta, lub osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej. Uchylanie się od odpowiedzialności i zasłanianie brakiem wiedzy będzie traktowane przez sąd na niekorzyść strony, która podnosi tego typu argumenty. Zatem jakakolwiek informacja stwierdzająca, że produkt stanowiący ofertę sklepu nie spełnia określonych prawem wymogów/wymagań powinna zostać skrupulatnie przeanalizowana i zbadana przez jednostki wewnętrzne zajmujące się jakością produktów. Z powyższego wynika, że zapewnienia co do ilości, jakości produktu i jego zgodności z wymaganiami informacyjnymi i technicznymi określonymi w przytoczonych Rozporządzeniach Komisji Nr 244/2009 i 874/2012 obowiązują nie tylko producenta/importera jako pierwszych wprowadzających produkt na rynek ale również na sprzedawcy, dystrybutorze niebędącym wprowadzającym.

Procedura weryfikacji określona w zał. III Rozporządzenia Komisji Nr 244/2009 odnosi się jedynie dla organów nadzoru rynkowego na potrzeby badań. Według tej procedury, UOKIK podczas badania m. in. w przedmiocie wymagań prawnych dla lamp LED w tym spełnienia istotnego parametru technicznego, wartości strumienia świetlnego, bierze pod uwagę średnie wyniki spośród 20 losowo wybranych lamp tego samego modelu i producenta. Uzyskane wyniki nie powinny odbiegać od wartości granicznych, progowych lub zadeklarowanych o więcej niż 10%. Jeżeli odbiegają organ nadzoru rynku (UOKIK) uznaje, że model nie spełnia wymogów. Pamiętajmy jednak, że wyniki odbiegające o co najmniej 10% od wartości progowych/zadeklarowanych tylko i wyłącznie odnoszą się do weryfikacji mierzonych parametrów przez organy państw członkowskich. Oznacza to, że producent/importer nie może stosować takiej tolerancji przy wprowadzaniu do obrotu wyrobu oświetleniowego, gdyż jest ona przeznaczona jedynie dla organu nadzoru tj. UOKIK.

Michał Waloch

Prawnik w Związku Producentów Sprzętu Oświetleniowego „Pol-lighting”

Dlaczego powinieneś wykorzystać druk 3D w swoim biznesie?

Od kilku lat coraz większą popularnością wśród przedsiębiorców cieszy się drukowanie przestrzenne, czyli popularny druk 3D. W momencie, gdy do obrotu wchodziły zwykłe drukarki atramentowe czy laserowe, nikt nie mógł jeszcze marzyć, by kiedyś było możliwe drukowanie trójwymiarowych obiektów na podstawie komputerowego modelu. A jednak – technologia ta została rozwinięta do tego stopnia, że dziś nie stanowi problemu zrobienie niemal dowolnego cyfrowego prototypu, który następnie może być w 100% fizycznie stworzony przez drukarkę. Drukowanie przestrzenne wiąże się z wieloma szansami. Dziś skupimy się na nich i podpowiemy, jakie możliwości daje druk 3D niemal każdej firmie – bez względu na branżę.

Każdy może skorzystać z druku 3D

Prawdą jest, że praktycznie każda firma może osiągnąć wymierne korzyści dzięki zastosowania druku 3D w swoich procesach biznesowych. Ale też prawdą jest, że nie każde przedsiębiorstwo będzie go wykorzystywało w ten sam sposób. Jedni będą zainteresowani tylko masowym wydrukiem unikalnych akcesoriów ze swoim logo, inni skupią się raczej na stworzeniu precyzyjnego prototypu własnego produktu. Na rynku funkcjonują już firmy, które zajmują się profesjonalnym doradztwem i implementacją rozwiązań związanych z drukowaniem przestrzennym. Ich zadaniem jest dokładne rozpoznanie potrzeb klienta i zaproponowanie takich narzędzi oraz zarekomendowanie takich partnerów biznesowych, którzy wpłyną pozytywnie zarówno na wizerunek przedsiębiorstwa, jak i jego wyniki ekonomiczne.

Co dokładnie może biznesowi dać druk 3D?

Wszystko zależy od branży, w jakiej funkcjonuje Twoja firma. Inne będą bowiem potrzeby agencji reklamowej, a inne producenta dronów. Ogólnie rzecz ujmując, drukowanie przestrzenne może pomóc naszemu biznesowi na kilka głównych sposobów:

  • Budowa sklepu 3D lub dodanie funkcjonalności 3D do istniejącego e-sklepu – rozwiązanie szczególnie przydatne dla firm, które produkują niewielkie, ale unikalne, jedyne w swoim rodzaju przedmioty. Dzięki implementacji sklepu 3D klienci mogą w bardzo łatwy, intuicyjny sposób zamówić rzecz o konkretnych parametrach. Odpowiednio sformatowane zamówienie trafia do działu produkcji, który nawet w ciągu 24 godzin jest w stanie je zrealizować.
  • Niskonakładowa produkcja – to opcja dla tych, którzy chcieliby sprawdzić, czy ich produkt ma szansę zaistnieć na rynku. To coś więcej niż budowa prototypu, ale też mniej niż produkcja masowa. Chodzi o to, by za pomocą druku 3D stworzyć odpowiednią liczbę produktów, które będą stanowiły swego rodzaju partię testową, na podstawie której przedsiębiorstwo podejmie decyzję o ewentualnej dalszej produkcji seryjnej.
  • Prototypowanie – jest ono najczęściej ukoronowaniem wielotygodniowej lub nawet wielomiesięcznej pracy koncepcyjnej i projektowej. Dzięki drukarce 3D możliwe jest stworzenie w pełni zgodnego z projektem, dopracowanego w najmniejszych szczegółach prototypu, nawet jeśli jego struktura jest mocno skomplikowana. Zaletą wykonania prototypu w druku 3D jest również stosunkowo krótki czas jego stworzenia.
  • Produkcja spersonalizowanych akcesoriów promocyjnych – opcja bardzo przydatna szczególnie dla firm, które regularnie rozdają swoje gadżety i zależy im na tym, by były wykonane w jak najlepszej jakości oraz by były jak najbardziej spersonalizowane.

Efekt wykorzystania druku 3D

Jeśli Twoja firma jest zdecydowana rozpocząć współpracę z przedsiębiorstwem oferującym kompleksowe rozwiązania z zakresu druku 3D, to może liczyć na uzyskanie 3 efektów:

  • Efekt PR-owy – który polega na tym, że dzięki wykorzystaniu nowych technologii firma jest postrzegana jako nowoczesna, podążająca za najnowszymi trendami i dbająca o zaspokojenie potrzeb swoich klientów.
  • Zysk – prototypowanie i produkcja partii testowych za pomocą technologii drukowania przestrzennego jest świetną (i tańszą) alternatywą dla tradycyjnych metod produkcyjnych czy popularnego ostatnio zamawiania dużych ilości towarów z Chin.
  • Efekt walidacji produktu – dzięki szybkiemu i taniemu wytworzeniu partii testowej produktu, możemy w bardzo krótkim czasie wprowadzić go na rynek i sprawdzić, czy w wystarczającym stopniu zaspokaja potrzeby potencjalnych klientów i czy powinniśmy inwestować dalsze środki w jego udoskonalenie oraz masową produkcję.

Warto zaufać profesjonalistom

Kiedy już rozważysz wszystkie „za” i „przeciw” odnośnie wykorzystania druku 3D w swoim biznesie (w jakiejkolwiek formie) i jeśli decyzja jest pozytywna, warto zastanowić się czy posiadasz odpowiednią wiedzę, umiejętności i kontakty, które pozwolą Ci skutecznie i szybko rozpocząć odpowiednie działania. Wdrożenie poszczególnych rozwiązań może wymagać dużej wiedzy informatycznej i technicznej, a doświadczenie w branży, pozwalające między innymi wybrać odpowiednich partnerów, również może okazać się bezcenne. Dlatego jeśli jesteś całkowitym nowicjuszem w tej dziedzinie to rozważ współpracę z firmą, która zajmuje się profesjonalnym doradztwem w tym zakresie. Do jej obowiązków będzie należało rozpoznanie Twojego faktycznego zapotrzebowania na druk 3D (być może sam nie doszacowałeś lub przeszacowałeś konieczność użycia go), a także pomoc w podjęciu decyzji, w jaki sposób z niego skorzystać. Na tej podstawie wspólnie wybierzecie najlepsze rozwiązania i narzędzia, a Twój partner zapewni wsparcie logistyczne procesów implementacji sklepu 3D lub projektowania produktu. Dobry doradca pomoże Ci też w stworzeniu odpowiedniej strategii PR dla nowych funkcjonalności lub produktów z Twojego asortymentu

Eksperci są zgodni co do tego, że druk 3D jest przyszłością projektowania i produkcji prototypów. Technologia ta powinna w kolejnych latach być udoskonalana szczególnie w obszarze precyzji oraz zmniejszenia kosztów wytworzenia pojedynczego produktu. To dlatego tak żywo interesują się nią przedsiębiorcy różnych branż – zarówno Ci, którzy szukają taniego sposobu na produkcję spersonalizowanych gadżetów czy paczek promocyjnych, jak i Ci, którzy pragną stworzyć jedyny w swoim rodzaju prototyp lub testową partię towaru. Zalet inwestowania w drukowanie przestrzenne jest wiele i aby z nich w pełni skorzystać, warto na początku swojej przygody z nim zawierzyć radom profesjonalnych firm, zajmujących się implementacją, logistyką i promocją rozwiązań związanych z drukiem 3D.

Autor: Oskar Lis, Prototype Hub

Deweloperzy budują domy dla studentów

0

Deweloperzy szukają nowych pomysłów, aby budować i zarabiać na mieszkaniach. Taki pomysł to budowanie prywatnych akademików.
Mieszkania dla studentów już powstają. Zaczyna się w tym specjalizować kilka firm.
– Prywatny akademik z ponad 100 pokojami już powstaje, w Lublinie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson.

Ropa naftowa znowu drożeje. Wyjaśniamy dlaczego

0

Ceny za baryłkę ropy WTI zbliżyły się do poziomu 50 dolarów. Za cenami stoją czynniki podażowe, jak pożary lasów w Kanadzie, gdzie ropę wydobywa się w kopalniach odkrywkowych. Duże znaczenie miały również ataki rebeliantów na infrastrukturę petrochemiczną w Nigerii. Jednocześnie rośnie popyty na ropę naftową w Chinach. Jakich poziomów cenowych zatem możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Więcej w materiale wideo.

Wysyp nowych mieszkań, to tłusty okres dla branży wykończeniowej

0

O ponad 60 proc. wzrosła w tym roku liczba mieszkań wybudowanych z przeznaczeniem na sprzedaż. Dla branży zajmującej się wykończeniem mieszkań zaczyna się teraz tłusty okres.
Dane podsumowujące cztery pierwsze miesiące 2016 r. opublikowane przez GUS pokazują, iż w porównaniu do analogicznego okresu 2015 r. wyraźnie wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytkowania. Zmiana sięgnęła 18 proc. Nowych mieszkań przybyło więcej niż rok wcześniej w niemal każdej części Polski.
– Skokowy wzrost liczby mieszkań oddawanych do użytkowania był zasługą firm deweloperskich, które z początkiem 2014 r. rozpoczęły ofensywę inwestycyjną, trwającą zresztą do dziś – mówi w rozmowie z MarketNews24 Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson. – Duża część z rozpoczętych wtedy mieszkań jest właśnie teraz oddawanych do użytkowania, co przełożyło się to na ponad 61 proc. wzrost r/r liczby mieszkań oddanych do użytkowania w grupie lokali budowanych z przeznaczeniem na sprzedaż. Na ten moment z pewnością czekała branża wykończeniowa, dla której zaczyna się teraz tłusty okres.

Wyniki Sygnity za I-wsze półrocze roku obrotowego 2015/2016

Grupa Sygnity zaraportowała wyniki finansowe za I-wsze półrocze roku obrotowego 2015/2016, obejmujące okres od 1 października 2015 r. do 31 marca 2016 r. Na uwagę zasługują istotne elementy, które zdaniem Zarządu przyczyniać się będą do konsekwentnej poprawy rezultatów w kolejnych miesiącach bieżącego roku obrotowego.

Należą do nich:

  • wyższe przychody – 244,3 mln zł (+6,3% r/r),
  • poprawa zysków: EBITDA 15,6 mln zł (+17,8% r/r) i EBIT 7,2 mln zł (+29,8% r/r),
  • rentowność EBIT wyniosła 2,9% (+0,5 p.p. r/r),
  • wyższy backlog r/r na II półrocze roku obrotowego,
  • łączny portfel zamówień na II półrocze 2016 wynosi 160 mln zł, a na 2017 i kolejne lata to 256 mln zł, co oznacza, że obecny backlog na przyszłe okresy to 416 mln zł,
  • utrzymanie dyscypliny kosztowej – koszty ogólnego zarządu wyniosły 8,2% przychodów
    (-2,4 p.p. r/r),
  • zwycięstwo w 18 przetargach o łącznej wartości ponad 108 mln zł oznacza zdobycie pozycji lidera rynku pod względem wysokości budżetów wygranych postępowań przetargowych w sektorze IT rozstrzygniętych w administracji publicznej w I kwartale roku kalendarzowego 2016.

Poprawa perspektywy przychodowej to jeden z głównych celów, który dzięki intensywnej pracy udało się osiągnąć poprzez szeroką ekspansję biznesową w trzech sektorach – publicznym, bankowo-finansowym i utilities, w których Sygnity ma ugruntowaną pozycję.

Janusz R. Guy, Prezes Sygnity SA
Janusz R. Guy, Prezes Sygnity SA

Na sytuację w kluczowym dla nas sektorze publicznym duży wpływ miało przemodelowanie sceny politycznej. Zaskutkowało to spadkiem liczby postępowań przetargowych, a co za tym idzie także budżetów. Nie bez znaczenia jest wciąż przedłużającą się kwestia uruchomienia kolejnej transzy środków unijnych. Mimo niesprzyjających uwarunkowań w kalendarzowym
I kwartale 2016 r., Sygnity było liderem rynku pod względem łącznej wartości wygranych postępowań w IT w administracji publicznej. Wygraliśmy 18 przetargów
o łącznej wartości ponad 108 mln zł. Podkreśleniem naszej silnej pozycji w tym sektorze jest realizacja istotnych kontraktów dla administracji państwowej, jak
i pozyskiwanie nowych umów, w tym tak istotnych społecznie, jak Program „Rodzina 500 Plus” dla Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.
– komentuje Janusz R. Guy, Prezes Sygnity S.A.

W I półroczu bieżącego roku obrotowego Sygnity wykonało i wdrożyło system do obsługi rządowego programu „Rodzina 500 Plus”. Powstałe w relatywnie krótkim czasie rozwiązanie umożliwia pełną obsługę spraw związanych z realizacją świadczenia wychowawczego 500 Plus: od przyjęcia wniosku, poprzez wydanie decyzji i realizację świadczenia w formie gotówkowej lub bezgotówkowej.

Strategiczny dla administracji centralnej Program e-Podatki także realizowany jest zgodnie
z harmonogramem. W styczniu br. uruchomiony został Kanał Masowy dla Organów Rentowych, a w ślad za nim w marcu nowy moduł PFR, czyli wstępnie wypełnione zeznanie podatkowe, obejmujący zeznania PIT-37 i PIT-38, uzupełniony o informacje z Organów Rentowych. Także na początku roku Portal Podatkowy został poszerzony o konto podatnika, czyli zupełnie nową funkcjonalność dostępną dla użytkowników zalogowanych. Kolejnym elementem Systemu, który jest w trakcie przygotowania będzie Rejestr Pełnomocnictw Ogólnych.

Celem równoważenia wpływów do portfela przychodowego oraz ograniczenia fluktuacji backlogu spółka konsekwentnie dąży do zwiększania przychodów z sektora bankowo-finansowego. Wyrazem stabilnej pozycji Sygnity w tym segmencie rynku, jak również zaufania klientów jest fakt realizacji ważnych kontraktów, w tym m.in. dla Banku Gospodarstwa Krajowego. Dużym zainteresowaniem wśród klientów tego sektora cieszą się nowe, autorskie rozwiązania typu omnichannel (mutlikanałowość), które pozwalają na maksymalizację dostępu do oferty banku lub instytucji finansowej za pośrednictwem wybranych kanałów dostępu. Sygnity z nowymi produktami z tego obszaru planuje wyjść na rynek jeszcze w tym roku.

Dzięki podpisaniu szeregu istotnych kontraktów w sektorze utilities spółka osiągnęła zakładany poziom przychodów. Na szczególne wyróżnienie zasługuje wdrożenie autorskiego systemu SUS w Zakładzie Energetycznym Użyteczności Publicznej. System w kompleksowy sposób pokrywa główne procesy biznesowe związane z obsługą klienta na uwolnionym rynku energii i gazu, w trakcie całego cyklu sprzedażowego: od pozyskania klienta, przez realizację umowy, aż do jej zakończenia.

Nowe umowy i istotne kontrakty, m.in.: z ZUS, ARiMR, czy PSE Innowacje pozwalają konsekwentnie budować nasz portfel zamówień. Przychody na II połowę roku obrotowego 2015/2016 z umów podpisanych do 6 maja 2016 wynoszą 160 mln zł i są wyższe o ok. 3% rok do roku. Z kolei portfel zamówień na rok obrotowy 2017 i lata kolejne wynosi 256 mln zł, co oznacza że obecny backlog na przyszłe okresy to 416 mln zł. Ponadto portfel zamówień, zgodnie z naszymi zapowiedziami jest coraz bardziej zdywersyfikowany pod względem udziału w kluczowych sektorach, klientów, zakresu dostarczanych produktów i usług oraz wartości zamówień. Dzięki temu zakładamy lepszą rentowność naszych przyszłych realizacji. – podsumowuje Prezes Sygnity – Efektywność sprzedażowa, nowe prestiżowe kontrakty, poziom backlogu, dyscyplina kosztowa i trwałe obniżenie kosztów ogólnych, w ocenie Zarządu, przyczyniać się będą do osiągania dodatniej dynamiki zarówno w przychodach, jak i zyskach w kolejnych kwartałach bieżącego roku obrotowego.

Wyniki i-wszego półrocza 2015/2016.

Przychody Grupy Sygnity w I połowie roku obrotowego 2015/2016 wyniosły 244,3 mln zł (+6,3% r/r). Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 37,9 mln zł (-4,9% r/r), zysk EBITDA 15,6 mln zł (+17,8% r/r), zysk EBIT 7,2 mln zł (+29,8% r/r), a zysk netto 3,0 mln zł (-34,0% r/r). Rentowność EBITDA w I półroczu wyniosła 6,4%
(+0,7 p.p. r/r), rentowność EBIT wyniosła 2,9% (+0,5 p.p. r/r), a rentowność netto wyniosła 1,2% (-0,8 p.p. r/r).

Spółka utrzymuje dyscyplinę kosztową. Koszty ogólnego zarządu w I półroczu roku obrotowego 2015/2016 wyniosły 8,2% przychodów i w porównaniu do I półrocza ubiegłego roku, udział tych kosztów w przychodach spadł o 2,4 p.p. Koszty sprzedaży wzrosły do 13,5 mln zł (5,5% przychodów, +1 p.p.), jednak był to wzrost planowany, związany zarówno z intensyfikacją działań sprzedażowych, jak i optymalizacją Zespołu Sprzedażowego. Taka decyzja już znalazła odzwierciedlenie w widocznych efektach, którymi są m.in.: wysoka skuteczność zespołów w przetargach oraz zwiększenie rok do roku przychodów Grupy w tym okresie. Zoptymalizowana została także struktura finansowania, co wyraźnie zredukowało koszty finansowe – w I półroczu były niższe o 18% rok do roku.

Polacy szukają mieszkań z coraz wyższym standardem

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Na przykładzie naszych inwestycji widzimy, że wzrasta świadomość klientów, a co za tym idzie oczekiwania względem, nie tylko samych mieszkań, ale również części wspólnych, zagospodarowania terenów zielonych, czy wykonania elewacji. Rośnie także popyt na duże lokale praktycznie we wszystkich naszych projektach, zarówno typowo rodzinnych, jak i tych zlokalizowanych w centrach miast. Jest to spowodowane większą zdolnością nabywczą klientów, co jest następstwem niskich stóp procentowych.

Jacek Bielecki, dyrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.

Daje się zauważyć pewien wzrost zainteresowania większymi mieszkaniami w segmencie popularnym o niższych cenach jednostkowych. Poza tym, preferencje klientów nie zmieniają się od kilku lat. Podwyższonym standardem zainteresowanych jest ok. 25 proc. klientów. Cena jednostkowa wciąż jest podstawowym kryterium wyboru mieszkania.

Sylwester Wybranowski, dyrektor sprzedaży deweloperskiej w Mennica Polska S.A.

Mieszkania rodzinne, 4–5-pokojowe w budynkach o bardzo dobrym standardzie wykończenia i dobrej lokalizacji nieustannie cieszą się dużym zainteresowaniem wśród klientów. Takich mieszkań rynek dostarcza jednak niewiele. Wiele osób chwali sobie domy na przedmieściach lub pod Warszawą. Aby mogły przekonać się do zamieszkania w centrum miasta potrzebują podobnych wrażeń i komfortu. Wybór mieszkania w wyższym standardzie położonego w centrum to wybór wygodnego stylu życia. Zlokalizowana w rejonie ulicy Grzybowskiej i Żelaznej w Warszawie Mennica Residence zapewnia możliwość szybkiego dotarcia do różnych punktów w mieście bez korzystania z samochodu. Mieszkania rodzinne zostały zaprojektowane na najwyższych piętrach w budynku. Kanonem ich aranżacji jest wyraźny podział na strefę dzienną i nocną. W tego rodzaju mieszkaniach znajdziemy widne łazienki, obszerne werandy i kilkudziesięciu lub kilkusetmetrowe tarasy.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord

Zakup mieszkania to oczywiście bardzo indywidualna kwestia. Poza jakością, lokalizacją i ceną klienci przywiązują wagę także do wykończenia części wspólnych. Oczekują ciekawego zagospodarowania zieleni i miejsc do wypoczynku. Rodziny z dziećmi poszukują także przyjaznego i bezpiecznego miejsca do zabawy dla pociech. Staramy się jak najlepiej na te oczekiwania odpowiadać. W Warszawie szczególnie dużym zainteresowaniem cieszą się mieszkania w inwestycji Śródmieście Wilanów oraz projekcie Stacja Kazimierz, w którym nabywcy cenią sobie bliskość centrum, dobrą lokalną infrastrukturę, a także wysokiej jakości nowoczesne wykończenie. Bramą Sopocką w Gdyni interesują się także inwestorzy. Oferujemy tam przestronne apartamenty w cichej, kameralnej okolicy. Trójmiasto z roku na rok przeżywa coraz większe oblężenie turystów w okresie wakacyjnym, co sprawia, że inwestycja w apartament w nadmorskim kurorcie staje się coraz chętniej rozważaną lokatą kapitału.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży Wawel Service

Odnotowujemy coraz większy przyrost liczby klientów zainteresowanych inwestycjami o podwyższonym standardzie. Nabywcy zdecydowanie częściej niż jeszcze kilka lat temu przywiązują wagę do części wspólnych budynku, zaaranżowania przestrzeni wokół, czy jakości wykończenia projektu. Świadomi konsumenci coraz częściej porównują oferty firm, mając świadomość czego mogą oczekiwać, za jaką cenę i stają się coraz bardziej wymagający. Dotyczy to zwłaszcza osób poszukujących mieszkań z wyższej półki. Ze względu na cenę takich lokali wymagania nabywców są również odpowiednio większe. Z roku na rok wzrasta również metraż przeciętnego mieszkania sprzedawanego w Wawel Service. Staramy się dostosowywać naszą ofertę do potrzeb klientów, dlatego budujemy nie tylko większe mieszkania, ale także więcej inwestycji o prestiżowym charakterze, takich jak Osada Czorsztyn, czy Apartamenty Sowiniec.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Znaczny wzrost zainteresowania większymi, wygodnymi lokalami o podwyższonym standardzie był odczuwalny już kilka kwartałów temu. W tej chwili ze względu na dobrą sytuację gospodarczą, pociągającą za sobą większą dostępność kredytów i zamożność klientów, poziom chętnych na takie mieszkania utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie.

Aneta Michalska, reprezentująca Grupę Inwest

Przede wszystkim zauważamy wzmożenie zainteresowania zakupem lokali wykończonych „pod klucz”. Coraz więcej nabywców korzysta z usługi adaptacji lokali według uzgodnionego uprzednio projektu aranżacji. Szeroka gama materiałów możliwych do zastosowania oraz różnorodność w wyborze wyposażenia pozwala na wykończenie mieszkania w bardzo dobrej jakości i atrakcyjnej cenie.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Według danych GUS statystyczny Polak zarabia coraz więcej. Daje się to również zauważyć w przypadku klientów poszukujących mieszkań. Przybywa kupujących mniejsze mieszkania za gotówkę, ale także tych, którym poprawiła się zdolność kredytowa i mogą sobie pozwolić na zakup większego mieszkania w inwestycji o podwyższonym standardzie, po to by polepszyć jakość zamieszkania. Coraz większe znaczenie klienci przykładają do standardu nabywanej nieruchomości, ale przede wszystkim liczy się dla nich projekt i rozkład samego mieszkania. Ważna jest oczywiście też lokalizacja, infrastruktura i otoczenie inwestycji.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Coraz więcej osób interesuje się dużymi mieszkaniami o podwyższonym standardzie. To zjawisko jest szczególnie dobrze widoczne w sprzedaży największych mieszkań w naszych inwestycjach, które zlokalizowane są na ostatnich kondygnacjach w budynkach. Tego rodzaju lokale znikają z naszej oferty już w pierwszych tygodniach od momentu uruchomienia sprzedaży inwestycji. Ich nabywcami są osoby, które na pierwszym miejscu stawiają komfort, rozbudowane możliwości aranżacyjne oraz dodatkowe udogodnienia takie, jak m.in. przestronny taras na dachu budynku. Wyniki sprzedaży, jakie notujemy, jasno wskazują, że takich osób sukcesywnie przybywa.

Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates

Popyt na mieszkania o podwyższonym standardzie jest duży i od dłuższego czasu utrzymuje się na podobnym poziomie. W warszawskiej inwestycji Apartamenty Krasińskiego mieszkania o podwyższonym standardzie cieszą się zainteresowaniem klientów, ponieważ znajdują się na najwyższych piętrach i sąsiadują z mniejszą liczbą innych lokali. Mieszkania o większej powierzchni najczęściej kupowane są jako docelowe, dlatego klienci zwracają większą uwagę na standard i jakość wykończenia budynku, w tym elewacji i klatek schodowych.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

W ostatnim okresie odnotowaliśmy bardzo duże zainteresowanie inwestycjami w podwyższonym standardzie. Z naszych obserwacji wynika, że nabywcy wolą kupować mieszkania z rynku pierwotnego i jeśli już zdecydują się na inwestycję zaoszczędzonego kapitału w mieszkanie, chcą aby spełniało ich wszelkie potrzeby i oczekiwania. Komfortowe rozkłady mieszkań, duże drewniane okna, obszerne balkony i tarasy oraz duże przeszklenia elewacji przyciągają klientów do naszej warszawskiej inwestycji Bliska Wola. Jego mieszkańcy będą mieli do dyspozycji place zabaw dla dzieci, ścieżki spacerowe, bulwar z miejscem na ogródki kawiarniane oraz boiska do piłki nożnej.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Musimy przyznać, że daje się zauważyć większe zainteresowanie mieszkaniami w lepszym standardzie. Wzrost oczekiwań klientów to sytuacja zgodna z naszymi przewidywaniami i ważny element naszej strategii. Oferowane przez nas mieszkania mieszczą się zawsze w rozsądnych przedziałach cenowych, a jednocześnie dbamy o to, żeby dostarczyć przemyślany produkt. Zwracamy przy tym uwagę na oryginalność i dopracowanie projektu oraz wykończenie części wspólnych.

Ewa Skibińska, marketing manager w RED Real Estate Development

Na dobrze zaprojektowane przestrzenie wspólne zwraca uwagę coraz więcej klientów, którzy pytają głównie o małą architekturę, zieleń, patia, place zabaw dla dzieci, windy, czy wideodomofony. Dostrzegamy, że zwiększa się świadomość nabywców, że dobry projekt oraz wysoki standard oznacza zarówno komfort, jak i trwałość. Osób poszukujących loftów i soft loftów w podwyższonym standardzie w naszej, wrocławskiej inwestycji Nowa Papiernia rzeczywiście przybywa. Drugi etap osiedla już w czasie przedsprzedaży cieszył się dużą popularnością. Oryginalny projekt z designerskim wykończeniem przyciągnął osoby, które chcą mieszkać nieszablonowo i wygodnie.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Posiadamy w ofercie mieszkania na terenie warszawskiej Woli i Białołęki, a niebawem zaproponujemy je także w innych dzielnicach Warszawy. Mamy w ofercie także propozycje dla klientów pragnących zamieszkać w domach. Klientom poszukującym nieruchomości zapewniających większy komfort mamy do zaoferowania domy w zabudowie bliźniaczej o powierzchni 150 mkw. i ponad 500 m działkach w Osiedlu Olesin oraz domy o powierzchni 140 mkw. na działkach od 300 do 450 mkw. w osiedlu Park Dworski, w cenach zaczynających się od 653 tys. zł.

Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu Activ Investment

Od 20 lat działalności na rynku wyspecjalizowaliśmy się w budowie funkcjonalnych mieszkań z bardzo korzystnym stosunkiem jakości do ceny. Nie spotkaliśmy się z chęcią nabywania mieszkań o podwyższonym standardzie ze strony klientów.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

Księgowanie faktur korygujących od roku 2016

Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl
Andrzej Lazarowicz, Prezes wfirma.pl

Księgowanie faktur korygujących jeszcze do niedawna nastręczało przedsiębiorcom sporo problemów. Do końca roku 2015 dla celów podatku dochodowego przepisy nakazywały cofać się do okresu pierwotnego, co powodowało wiele trudności. Co zmieniło się od stycznia bieżącego roku? Jak obecnie powinno się księgować faktury korygujące?

Księgowanie faktur korygujących do roku 2016

O ile samo wystawianie faktur korygujących nie jest kłopotliwe, o tyle, jak już wspominaliśmy, ich poprawne rozliczanie nie jest takie proste. Do stycznia przy ich księgowaniu należało cofnąć się do okresu pierwotnego, który ich dotyczy, i to niezależnie od przyczyn. Nosiło to za sobą kłopotliwe konsekwencje, jak choćby konieczność złożenia korekty zeznania rocznego, czego zarówno przedsiębiorcy, jak i ich księgowi woleliby zapewne uniknąć.

Zmiana zasad księgowania korekt od 2016 – przychody

Nowelizacja przepisów dotyczących księgowania faktur korygujących z pewnością uprości ten proces – ustawa z dnia 24 lipca 2015 r. o zmianie niektórych ustaw w związku ze wspieraniem polubownych metod rozwiązywania sporów wniosła wiele nowych i, co ważniejsze, prostszych rozwiązań.

Art. 14 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych rozszerzono o nowe zapisy – ust. 1m–1p, dotyczące księgowania przychodowych faktur korygujących. Wskazują one, że jeżeli korekta przychodu nie została spowodowana błędem rachunkowym lub inną oczywistą omyłką, powinno się jej dokonać poprzez zmniejszenie lub zwiększenie przychodów, które podatnik osiągnął w okresie rozliczeniowym, w którym została wystawiona faktura korygująca. W przypadku natomiast, gdy nastąpi zmniejszenie przychodu w okresie, w którym nie występują żadne przychody lub ich wysokość jest niewystarczająca, przedsiębiorca może zwiększyć koszty o kwotę, o jaką nie mogły zostać pomniejszone przychody.

Jeżeli więc przyczyną złożenia przez podatnika korekty jest błąd rachunkowy lub oczywista pomyłka na fakturze pierwotnej, przychód powinien zostać skorygowany w dacie pierwotnej faktury sprzedaży. Jeśli natomiast podatnik był zmuszony złożyć korektę z innego powodu:

  • korekta zwiększa przychód i ujmuje się ją w dacie wystawienia po stronie przychodu,
  • korekta zmniejsza przychód w okresie, w którym została wystawiona:
    • wartość przychodu jest równa lub większa od kwoty korekty – następuje księgowanie w dacie wystawienia korekty zmniejszające przychód,
    • nie zaistniał przychód lub jest on niewystarczający – księgowania powinno się dokonać w dacie wystawienia korekty pomniejszającej przychód, a jeśli kwota ta jest niewystarczająca – pozostała wartość zwiększa koszty.

Podatnik powinien także zwrócić uwagę na fakt, że jeżeli korekta następuje po likwidacji działalności gospodarczej albo po zmianie formy opodatkowania na zryczałtowaną, zmniejszenia lub zwiększenia przychodów powinno się dokonać w ostatnim okresie rozliczeniowym przed likwidacją działalności gospodarczej lub przed zmianą formy opodatkowania.

Księgowanie faktur korygujących a ryczałtowcy

Także ryczałtowcy odczują różnicę, jeśli chodzi o księgowanie faktur korygujących. Nowe przepisy wskazują, że jeżeli w okresie rozliczeniowym, w którym powinni oni dokonać zmniejszenia przychodów, nie osiągnęli przychodów lub osiągnięte przychody są niższe od kwoty zmniejszenia, mogą dokonać zmniejszenia w kolejnych okresach rozliczeniowych.

To spore uproszczenie – podatnik nie tylko nie musi cofać się do okresu wystawienia faktury pierwotnej, ale dodatkowo, jeśli korekta związana jest ze zmniejszeniem przychodu, a w danym okresie one nie występują lub są zbyt niskie, zmniejszenia można dokonać dopiero w kolejnym okresie, w którym nastąpi przychód.

Jeżeli podatnik zmienia formę opodatkowania, zmniejszenia lub zwiększenia przychodów powinien dokonać w ostatnim okresie rozliczeniowym przed zmianą.

Księgowanie faktur korygujących a koszty

Ustawodawca wzbogacił art. 22 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych o ust. 7c–7g, określające sposób ujmowania kosztowych faktur korygujących. Według nowych przepisów, o ile korekta kosztu uzyskania przychodów, w tym odpisu amortyzacyjnego, nie jest spowodowana błędem rachunkowym lub inną oczywistą omyłką, dokonuje się jej poprzez zmniejszenie lub zwiększenie kosztów uzyskania przychodów, które podatnik poniósł w okresie rozliczeniowym, w którym otrzymał  fakturę korygującą.

Warunkiem jednak jest to, że jeżeli następuje pomniejszenie kosztów, kiedy w danym okresie rozliczeniowym podatnik nie poniósł kosztów uzyskania przychodów lub kwota ta jest niższa niż kwota zmniejszenia, podatnik jest obowiązany zwiększyć przychody o kwotę, o którą nie zostały zmniejszone koszty.

Jeżeli więc korekta spowodowana jest błędem rachunkowym lub oczywistą pomyłką na fakturze pierwotnej, koszt należy skorygować w dacie  pierwotnej faktury zakupu.

Jeśli natomiast:

  • korekta zwiększa koszt – podatnik ujmuje ją w dacie wystawienia po stronie kosztów,
  • korekta zmniejsza koszt, a w okresie, w którym ją wystawiono:
    • wartość kosztów jest równa lub większa od kwoty korekty – księgowanie powinno nastąpić w dacie wystawienia korekty zmniejszającej koszt,
    • nie ma kosztów lub są one niewystarczające – księgowania dokonuje się w dacie wystawienia korekty pomniejszającej koszt, zaś jeśli kwota ta jest niewystarczająca – pozostała wartość zwiększa przychody.

W przypadku, gdy korekta następuje po likwidacji działalności gospodarczej lub zmianie formy opodatkowania na zryczałtowaną, zmniejszenia lub zwiększenia kosztów uzyskania przychodów podatnik powinien dokonać w ostatnim okresie rozliczeniowym przed likwidacją pozarolniczej działalności lub zmianą formy opodatkowania.

Nowe przepisy dotyczące księgowania faktur korygujących z pewnością ułatwią pracę księgowym, a samym przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej. O ile złożenie korekty nie zostało spowodowane oczywistą pomyłką lub błędem rachunkowym, podatnik będzie mógł ją ująć zgodnie z datą wystawienia dokumentu. Inaczej będzie w przypadku korekt zmniejszających, jeżeli w okresie, w którym zostały wystawione, nie występują koszty lub przychody (zależy to od tego, czy korekta dotyczy kosztu czy przychodu). Wówczas podatnik powinien zastosować mechanizm odwrotny – jeżeli nie wystarczy przychodów, należy powiększyć koszty, jeśli natomiast kwota kosztu jest zbyt niska, podatnik powinien powiększyć przychody.

Dobre dane z polskiego rynku pracy

Bartosz ZawadzkiDzisiaj GUS opublikował dobre dane z polskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia w kwietniu spadła do 9,5%. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej szacuje, że pod koniec roku wskaźnik ten spadnie poniżej 9%.

Kondycja rodzimego rynku pracy jest jednym z bardziej pozytywnych sygnałów płynących z naszej gospodarki. Prawdopodobnie również po słabym pierwszym kwartale w kolejnych już będziemy mogli obserwować wyższe tempo wzrostu gospodarczego. Przyhamowanie dynamiki na początku br. może być związane rozliczeniem środków unijnych, które przypadło na czwarty kwartał ub.r. w związku z czym wiele projektów zostało przesunięta na ten okres.

Niestety łyżką dziegciu jest obecny klimat panujący w naszym kraju. Zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz przede wszystkim możliwe problemy z kształtem budżetu państwa, a dokładnie z przekroczeniem deficytu, co nam grozi w 2017 roku. Podkreśla to również analityk agencji ratingowej Fitch Armaud Louis. Wprawdzie zasugerował, że podczas lipcowego przeglądu Fitch nie zmieni swojej oceny, ale agencja będzie bacznie obserwować poziom deficytu w  2017 roku, gdyż jest to jedno z kluczowych ryzyk w najbliższym czasie.

Polski złoty od wczoraj odrabia straty. W mniejszym stopniu jest to związane z dobrymi danymi z rynku pracy, a w większym z poprawą nastrojów na rynkach globalnych. Wczoraj poznaliśmy cotygodniowe zapasy ropy wg API ((American Petroleum Institute), które spadły o ponad 5 mln baryłek. Odczyty spowodowały silny ruch wzrostowy cen ropy, co też poprawiło nastroje na rynkach akcji. Ponadto wczoraj poznaliśmy bardzo dobre dane dotyczące sprzedaży nowych domów w Stanach Zjednoczonych. Na fali tych dobrych informacji indeks S&P 500 urósł prawie 1,4%.

W najbliższym czasie powinniśmy obserwować stabilizację notowań EUR/PLN oraz CHF/PLN. Z kolei na parze z dolarem amerykańskim może dojść do ponownego ataku poziomu oporu w okolicach 3,97; gdyby EUR/USD ruszył w stronę 1,11; co jest obecnie bardzo prawdopodobnym scenariuszem.

Jutro i pojutrze publikowane będą ważne dane ze Stanów Zjednoczonych, zamówienia na dobra trwałe oraz rewizja PKB za pierwszy kwartał br. Dobre odczyty wzmocnią przekonanie, że w najbliższym czasie dojdzie do podwyżki stóp procentowych zza oceanem i tym samym powinny spowodować aprecjację amerykańskiej waluty.

Komentarz przygotował:
Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz
Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Tygodniowy przegląd rynku obligacji: Fed potencjalną przyczyną problemów dla obligacji rynków wschodzących

Michael Boye
Michael Boye, Saxo Bank
  • Ponownie rosnące ceny surowców i spadające stopy procentowe wzmogły optymizm dotyczący rynków wschodzących
  • Powrót Argentyny na międzynarodowe rynki obligacji spotkał się z olbrzymim popytem
  • Brazylijski Petrobras skutecznie powrócił na rynku obligacji po rocznej przerwie
  • Rosja walczy z amerykańskimi i unijnymi sankcjami za pomocą nowej emisji dziesięcioletnich obligacji w USD
  • Wzrost optymizmu w kwestii rynków wschodzących może zostać zniwelowany agresywną polityką pieniężną Stanów Zjednoczonych
  • Emitenci obligacji rynków wschodzących poradzą sobie ze stopniowymi podwyżkami amerykańskich stóp

W przeciwieństwie do tegorocznych dotychczasowych negatywnych nastrojów na rynkach rozwiniętych, na rynkach wschodzących panował optymizm, który ostatnio wzrósł po umocnieniu się cen surowców i spadkach stóp procentowych, w szczególności w Stanach Zjednoczonych.

Poza utrzymaniem niskich kosztów finansowania dla kredytobiorców, środowisko niskiego oprocentowania spowodowało również, że inwestorzy szukający wysokich rentowności podnoszą stawki w oczekiwaniu satysfakcjonujących zysków i wykazują zdrowy apetyt na nowe, egzotyczne obligacje. Nowa fala „strachu przed Fed” – tj. obawy przed dramatycznym wzrostem amerykańskich stóp procentowych – może jednak szybko zdusić ten nowy optymizm w zarodku.

Jak już wspominaliśmy, w ubiegłym miesiącu Argentyna powróciła na międzynarodowe rynki obligacji i spotkała się z olbrzymim popytem, natomiast w ubiegłym tygodniu największa prywatna spółka w Ameryce Łacińskiej – Petrobras – powróciła na rynki obligacji po rocznej przerwie, w trakcie której znalazła się w centrum poważnego kryzysu gospodarczo-politycznego w Brazylii.

Petrobras wyemitował warte 6,75 mld USD nowe pięcioletnie i dziesięcioletnie obligacje denominowane w USD, których rentowności wycenia się na 8,6% i 9,0%, wykorzystując zmianę nastrojów inwestorów po impeachmencie zawieszonej prezydent, Dilmy Rousseff. Wcześniejsze benchmarkowe dziesięcioletnie obligacje tej zmagającej się z problemami spółki naftowej – z zapadalnością w 2024 r. – już odnotowały poprawę rentowności: z maksimum w styczniu na poziomie 13% z powrotem poniżej 8% na początku maja. Biorąc pod uwagę, że ogólne zadłużenie spółki wynosi 126 mld USD, nowy prezes Pedro Parente, były minister energetyki, ma wolną rękę do restrukturyzacji finansów Petrobrasu i najprawdopodobniej jego sukces będzie zależał od dalszego wzrostu cen ropy.

W tym tygodniu na międzynarodowe rynki obligacji nieoczekiwanie powróciły obligacje kolejnego rynku wschodzącego w związku z faktem, że Rosja walczy z trwającymi od dwóch lat sankcjami Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, odmawiającymi jej dostępu do rynków kapitałowych.

Biorąc pod uwagę, że amerykańskie i europejskie banki otrzymały ostrzeżenie dotyczące zaangażowania w te transakcje, przez co rosyjskie obligacje stały się niekwalifikowalne na potrzeby systemów rozliczeń Euroclear i Clearstream (a w efekcie każdy inwestor zmuszony jest przechowywać swoje obligacje na terytorium Rosji), zainteresowanie rosyjskimi obligacjami było rzędu nawet do 7 mld USD. Wartość transakcji wyniosła ostatecznie 1,75 mld USD, a rentowność wyceniono na 4,75%, co stanowi znaczną poprawę w porównaniu z rentownością dziesięcioletnich rosyjskich obligacji w obrocie wtórnym zaledwie rok temu (8%).

Mimo iż kapitał zagraniczny z pewnością zada cios głęboko zależnej od ropy gospodarce rosyjskiej, zmagającej się z gigantycznym deficytem budżetowym, symboliczne aspekty tej emisji to być może największe zwycięstwo Kremla. Udowodnienie, że wrogie sankcje międzynarodowe nie zdołają odciąć Rosji dostępu do międzynarodowego finansowania, to kolejny sukces Władimira Putina odwracający uwagę od konsekwencji jego polityki na Ukrainie na gospodarkę Rosji. Ponadto rynki kapitałowe mogą pocieszyć się tym, że w przyszłości ryzyko refinansowania pozostałych głównych emitentów obligacji w Rosji może zostać znacznie obniżone.

Patrząc perspektywicznie nowy optymizm na rynkach wschodzących może jednak zostać poważnie naruszony ze względu na agresywną politykę pieniężną w Stanach Zjednoczonych, którą można było zaobserwować na rynkach finansowych w ubiegłym tygodniu. W związku z kolejnymi ustnymi wskazówkami ze strony kilku członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku, prawdopodobieństwo podwyżki stóp w czerwcu wycenia się obecnie aż na 34% w porównaniu z 4% zaledwie tydzień temu. Wbrew naszym ostatnim prognozom, według których do końca roku Fed miała być niezdecydowana co do terminu podwyżki, obecnie rynek wycenia, że szanse podwyżki do grudnia wynoszą nawet 78%.

Obniżyło to chwilowo zainteresowanie długiem zagranicznych rynków wschodzących i mimo, iż agresywna ścieżka podwyżek stóp amerykańskich to oczywiste zagrożenie, uważamy, że Rezerwa Federalna będzie dążyć do uniknięcia nowego kryzysu zadłużenia i że stopniowa trajektoria podwyżek zarówno znajduje uzasadnienie na rynkach, jak i umożliwia emitentom obligacji z rynków wschodzących poradzenie sobie z tym wyzwaniem.

Michael Boye, Saxo Bank

Na koniec 2016 r. bezrobocie może być rekordowo niskie

Stopa bezrobocia wyniosła w kwietniu 9,5 proc. – poinformował Główny Urząd Statystyczny.

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

prof. UW dr hab. Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan
prof. UW dr hab. Jacek Męcina – Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Rynek pracy znów pozytywnie zaskoczył i dzięki wzrostowi zatrudnienia stopa bezrobocia na koniec kwietnia wyniosła 9,5 proc., co oznacza spadek o 0,5 proc. w stosunku do marca. Ożywieniem na rynku prac sezonowych wzmacnia pozytywną tendencję wzrostu zapotrzebowania na pracowników, zwłaszcza w produkcji, handlu i transporcie. Według badań koniunktury na rynku pracy ponad 20 proc. firm planuje dalsze wzrosty zatrudnienia. Dlatego na koniec roku można spodziewać się stopy bezrobocia na poziomie 8,6 proc.

Ta pozytywna tendencja powinna zostać wykorzystana dla bardziej efektywnej aktywizacji bezrobotnych. Sytuacja młodych już się poprawia, także dzięki programowi subsydiowania zatrudnienia, poprawia się choć wolniej sytuacja osób 50+. Natomiast słabością polskiego rynku pracy jest wciąż wysoki udział długotrwałe bezrobotnych, którzy stanowią ponad połowę zarejestrowanych. Dodatkowo dominują w tej grupie osoby o niskich kwalifikacjach lub bez kwalifikacji. Aby wprowadzić ich na rynek pracy należy lepiej wykorzystywać dostępne instrumenty, jak trójstronne umowy szkoleniowe, zlecanie usług aktywizacyjnych, czy łączenie środków Krajowego Funduszu Szkoleniowego z formami subsydiowania pracy. Pomagać też mogą programy specjalne, czy szkolenia. Warunek jest jeden, wszystkie instrumenty muszą być realizowane we współpracy z pracodawcami.

Dobrej współpracy z pracodawcami sprzyja sytuacja rynkowa. Przedsiębiorcy mają coraz większe trudności z pozyskiwaniem pracowników i zasoby urzędów pracy mogą okazać się ważnym źródłem rekrutacji pracowników. Drugie źródło niewykorzystanych zasobów kapitału ludzkiego to osoby bierne zawodowo, zwłaszcza dobrze przygotowane do pracy kobiety, które częściej jednak wybierają przerwę w zatrudnieniu niż łączenie aktywności zawodowej z obowiązkami rodzinnymi.

Aby pozyskać dla rynku pracy przynajmniej część nieaktywnych osób musi być spełnionych co najmniej kilka warunków i to nie tylko po stronie państwa, ale i samych przedsiębiorców. Po pierwsze jakość usług rynku pracy oraz usług publicznych – dobrej jakości pośrednictwo i doradztwo zawodowe, zindywidualizowane podejście do pracodawcy i potencjalnego pracownika, lepsze i bardziej dostępne usługi opieki nad małymi dziećmi – żłobki, przedszkola i szkoły z dostępną infrastrukturą opieki nad dziećmi.

Po drugie przyjazne prawo pracy, które sprzyjając jakości zatrudnienia musi umożliwiać pracodawcy i pracownikom korzystanie z rożnych form elastyczności, zwłaszcza pod względem organizacji i czasu pracy, ale i miejsca jej wykonywania. Z kolei po stronie pracodawców leży tworzenie środowiska pracy sprzyjającego aktywności zawodowej łączonej z obowiązkami rodzinnymi, czy nauką lub podnoszeniem kwalifikacji. Tylko wtedy firmy poradzą sobie z rosnącą konkurencją o pracownika na rynku.

Łączenie stabilności i jakości zatrudnienia z elastycznością tylko pozornie oznacza same sprzeczności. Wiele krajów europejskich jak Niemcy, Dania czy Holandia znalazły receptę na wzrost zatrudnienia, trwałe ograniczanie bezrobocia i mądrą elastyczność.

Globalizacja i cyfryzacja wymuszają nowe podejście do rynku pracy, ale też do inwestowania w rozwój pracowników i efektywną pomoc w powrocie na rynek pracy. Wyzwania jakie stoją przed Polską to nie tylko kurczące się zasoby pracy, ale konieczność zwiększania inwestycji w podnoszenie kwalifikacji i rozwój szkolnictwa zawodowego, poprawa jakości ochrony i profilaktyki zdrowia, zwłaszcza w grupie starszych pracowników, wreszcie rozwój pracowniczych programów emerytalnych i innych form oszczędzania na starość. Te wyzwania stoją przed państwem, pracownikami i pracodawcami i wymagają nowych rozwiązań oraz kompromisów wypracowanych w dialogu społecznym.

Szansą na nowe propozycje rozwiązań i nowe idee oraz projekty jest organizowane przez Konfederację Lewiatan kolejne Europejskie Forum Nowych Idei w Sopocie, we wrześniu, poświęcone przyszłości pracy. Udział już potwierdzili kluczowi europejscy eksperci, przedstawiciele nauki, Komisji Europejskiej, BE i ETUC oraz rządu z wicepremierem M. Morawieckim i minister E. Rafalską. Obecni będą również reprezentanci organizacji pracodawców, związków zawodowych, wreszcie kluczowych firm.

 

Polityka wpływa na nastroje gospodarstw domowych

W maju br. nastroje konsumentów nieco się pogorszyły w stosunku do kwietnia. Wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej spadł do -7,7, a bieżący do – 6,7 – podał Główny Urząd Statystyczny.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Mamy wyraźnie poprawiającą się sytuację na rynku pracy i rosnące wynagrodzenia. Uruchomiony został program 500+, gospodarstwa domowe już zaczęły otrzymywać z niego dodatki na dzieci. Wiele rodzin wskazuje na większe możliwości oszczędzania. A mimo to gospodarstwa domowe w maju gorzej niż w kwietniu oceniają swoją sytuację finansową i kondycję gospodarki.

Nie ma żadnych przesłanek z gospodarki, które tłumaczyłyby takie pogorszenie nastrojów. Wydaje się, że na ocenach gospodarstw domowych zaważyła sytuacja polityczna. Jeśli tak, to może się okazać, że program 500+ nie spowoduje silnego wzrostu spożycia indywidualnego, albowiem gospodarstwa domowe otrzymywane pieniądze przeznaczą na spłatę kredytów czy zwiększenie oszczędności, a nie na konsumpcję.

Widać to już było w pierwszym kwartale br., kiedy PKB wzrósł tylko o 3 proc. Gdyby taka tendencja utrzymała się do końca roku, to osiągnięcie 3,8 proc. wzrostu gospodarczego w 2016 roku będzie niemożliwe.
Konfederacja Lewiatan

Marcin Krasoń, Home Broker: Ceny mieszkań – stabilizacja trwa

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Choć wokół rynku mieszkaniowego cały czas dużo się dzieje, ceny nieruchomości zdają się mieć to wszystko w poważaniu i już od niemal trzech lat utrzymuje się na tym polu stabilizacja. W Warszawie, która jest największym rynkiem mieszkaniowym w kraju, za metr kwadratowy mieszkania trzeba średnio zapłacić niecałe 7100 złotych.

818,7 punktów, o 0,61 proc. więcej niż przed miesiącem, wyniósł majowy odczyt Indeksu Cen Transakcyjnych, który Home Broker wylicza na podstawie median cen z transakcji mieszkaniowych dokonanych przez klientów Home Brokera i Open Finance. Już prawie trzy lata trwa stabilizacja tego wskaźnika, który przez ten czas praktycznie nie opuszcza przedziału 800-820 punktów. Cały czas jest tak, że ceny wahają się głównie w mniejszych ośrodkach, gdzie ze względu na mniejszą próbkę statystyczną łatwiej o zmiany średnich. W Warszawie czy Wrocławiu wahania cen są niewielkie.

Indeks Cen Transakcyjnych Home Broker i Open Finance
Marcin Krasoń, Home Broker: Ceny mieszkań – stabilizacja trwa 1
Źródło: Home Broker i Open Finance na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

 

Lekki spadek cen nieruchomości w Warszawie

7 089 zł za metr kwadratowy mieszkania w Warszawie to wartość najniższa od czerwca 2014 r. i stycznia 2015 r., w obu tych miesiącach średnia cena transakcyjna różniła się od obecnej raptem o kilka złotych. W ciągu ostatnich 12 miesięcy mieszkania w stolicy potaniały o 2,3 proc. Trzeba jednak zaczekać kilka miesięcy, by ocenić, czy to długotrwały trend, czy może zwykła korekta.

Warszawski rynek cechuje się dużym zróżnicowaniem zarówno jeśli chodzi o ofertę nieruchomości, jak i strukturę kupujących. W stolicy kupić można luksusowy apartament za 20-30 tys. zł za mkw., ale na rynku wtórnym znajdziemy mieszkania do remontu w cenie 4 tys. zł za mkw. W Warszawie za sporą część popytu odpowiadają inwestorzy, którzy kupują mieszkania na wynajem. Osoby takie często nie potrzebują finansowania bankowego, gdyż zakup nieruchomości jest dla nich lokatą kapitału. W niektórych inwestycjach deweloperskich nawet 60-70 proc. lokali kupowanych jest za gotówkę. Wśród takich kupujących najwięcej chętnych jest na relatywnie niewielkie mieszkania 2- i 3-pokojowe, które w oczach najemców cieszą się największym zainteresowaniem

Drożej w Krakowie i Poznaniu

Z dużych miast warto w tym miesiącu zwrócić uwagę także na Kraków i Poznań. W obu tych aglomeracjach (a są to rynki dość duże, więc próbka statystyczna jest wystarczająca – dane pochodzą z kilkuset transakcji) zanotowaliśmy spory jak na aktualny stan rynku wzrost cen. Aktualna średnia cena metra kwadratowego mieszkania w Krakowie to 6 492 zł, co oznacza rok do roku wzrost o 4,8 proc. W Poznaniu obecna średnia to 5 616 zł za mkw., o 6,7 proc. wyższa niż rok temu.

Miasto Mediana
ceny mkw.
Zmiana
ceny r/r
Białystok 3 986 zł -7,5%
Bydgoszcz 3 960 zł -9,0%
Gdańsk 5 085 zł -1,4%
Katowice 3 920 zł -6,5%
Kraków 6 492 zł 4,8%
Lublin 4 703 zł 1,0%
Łódź 3 486 zł -18,9%
Olsztyn 4 209 zł -5,2%
Poznań 5 616 zł 6,7%
Szczecin 4 293 zł 0,7%
Warszawa 7 089 zł -2,3%
Wrocław 5 606 zł -0,1%
Przeciętne ceny metra kwadratowego mieszkania w największych miastach Polski i ich zmiana w czasie
Źródło: Home Broker i Open Finance na podstawie transakcji przeprowadzonych przez klientów firm.

Spore obniżki w skali roku zanotowaliśmy z kolei w Białymstoku (-7,5 proc.), Bydgoszczy (-9 proc.) , Katowicach (-6,5 proc.) i Olsztynie (-5,2 proc.), ale najbardziej mieszkania potaniały w Łodzi. Z analizy transakcji klientów Home Brokera i Open Finance wynika, że za metr kwadratowy lokalu w tym mieście trzeba obecnie zapłacić 3486 zł, o 18,9 proc. mniej niż rok temu. Trzeci miesiąc z rzędu wskaźnik ten wyniósł mniej niż 3,5 tys. zł za mkw.

Deweloperzy wierzą w dobrą przyszłość

Mimo korekty cen w niektórych miastach i sygnałów o tym, że dobra passa może się kiedyś skończyć, deweloperzy nie obniżają poziomu swojej aktywności. Główny Urząd Statystyczny notuje rekordowe dane jeśli chodzi o rozpoczynane przez firmy budowy i pozwolenia na kolejne inwestycje. Nie brakuje jednak czynników, które nakazują coraz dalej idącą ostrożność. Negatywny wpływ na zainteresowanie mieszkaniami mają m.in. wprowadzenie podatku bankowego, utrudniony dostęp do dopłat w ramach Mieszkania dla Młodych i coraz wyższe wymagania dotyczące wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Ostatnio okazało się jeszcze, że dodatkowe problemy może powodować ustawa o obrocie ziemią rolną, która ogranicza możliwość zakupu działek pod nowe inwestycje.

Dla rynku zagadką jest nowy program wspierania mieszkalnictwa roboczo nazwany „Mieszkanie+”. Nadal nie znamy jego szczegółów, wiadomo jedynie, że ma opierać się na budowie tanich mieszkań na wynajem z możliwością wykupu oraz kasach oszczędnościowo-budowlanych. Z jednej strony to jakaś konkurencja dla deweloperów, ale z drugiej stymulacja dla rynku najmu, który w Polsce nadal ma ogromny potencjał rozwoju.

Na razie problemów z popytem nie ma, wyniki sprzedażowe za pierwszy kwartał 2016 r. znów były rekordowe, nic więc dziwnego, że deweloperzy próbują na tej fali płynąć dalej. Stabilne ceny sprzyjają rozwojowi rynku, bo dla inwestorów oznaczają przewidywalność i łatwiejsze podejmowanie decyzji.

Marcin Krasoń

Lewiatan: w 2017 r. płaca minimalna powinna wzrosnąć do 1900 zł

Minimalne wynagrodzenie w 2017 r. powinno wzrosnąć z 1850 zł do 1900 zł, czyli o 2,7 proc. – proponuje Konfederacja Lewiatan. To podwyżka ponad 4-krotnie wyższa niż wynikająca z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę.

Gdyby podwyższyć wynagrodzenie minimalne w przyszłym roku zgodnie z ustawą to wyniosłoby ono 1862 zł.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

– My proponujemy szybszy wzrost. Zakładamy bowiem, że w 2016 roku co najmniej o 2,7-2,8 proc. wzrośnie wydajność pracy. Jeszcze wyższa podwyżka płacy minimalnej byłaby niekorzystna dla mikrofirm, które są zwykle mniej efektywne, a średnie wynagrodzenie w nich niewiele przekracza 50 proc. płacy w dużych firmach, a jednocześnie jest tylko trochę wyższe niż płaca minimalna. Dla 96 proc. mikrofirm wysoka podwyżka płacy minimalnej będzie problemem i skłoni przynajmniej część z nich do przejścia do szarej strefymówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Trzeba też pamiętać o różnicach wynagrodzeń w poszczególnych branżach. Podniesienie płacy minimalnej nie będzie miało znaczenia w górnictwie i energetyce, ale będzie miało istotny wpływ na firmy prowadzące działalność hotelarską, gastronomiczną, handlową czy utrzymania czystości. Wzrost płacy minimalnej spowoduje podwyższenie pozostałych wynagrodzeń w przedsiębiorstwach ponieważ trzeba zachować właściwe relacje między wynagrodzeniami a kwalifikacjami i wydajnością pracy poszczególnych pracowników. To wywoła presję na wzrost wydajności pracy i redukcję zatrudnienia.

Wynagrodzenia znacznie się różnią także w poszczególnych regionach i powiatach. Na przykład, we wschodnich regionach kraju wynagrodzenia są o wiele niższe. Płaca minimalna w jednych będzie stanowiła zaledwie 30 proc. średniej, a w innych ponad 60 proc. W tych ostatnich można się spodziewać zmniejszenia zatrudnienia osób o niskich kwalifikacjach albo ucieczki do szarej strefy.

Konfederacja Lewiatan

Prawie połowa oprogramowania w Polsce jest wykorzystywana bez licencji

Według najnowszego badania BSA Global Software Survey, 48 proc. oprogramowania w Polsce jest używana bez licencji, pomimo jego ścisłego związku z cyberzagrożeniami, w tym złośliwym oprogramowaniem. Choć wynik ten oznacza spadek o 3 punkty procentowe w porównaniu z poprzednią edycją raportu z 2013 roku, to dane wciąż są alarmujące.

To najlepszy wynik Polski w historii badania BSA Global Software Survey, w tym roku opublikowanego pod tytułem „Wykorzystywanie szans poprzez zgodność z licencjami” (Seizing Oportunity Through License Compliance). W 2007, 2011 i 2013 roku ten niechlubny wskaźnik wyniósł odpowiednio: 57 proc., 53 proc. i 51 proc. Ogólna średnia w UE wynosi aktualnie 29 proc. Szacowana, łączna wartość rynkowa nielegalnego oprogramowania wykorzystywanego w Polsce w 2015 roku wyniosła 447 mln USD (536 mln USD w 2013 roku).

Na zmianę wysokości polskiego wskaźnika – według firmy badawczej IDC, współtwórcy raportu – mają wpływ trendy obserwowane w kraju: płaski pod względem cenowym rynek komputerów osobistych, stosunkowo długi okres użytkowania zakupionego urządzenia, spadek zainteresowania niemarkowymi urządzeniami często wyposażonymi w oprogramowanie wątpliwego pochodzenia oraz coraz większa popularność licencjonowanego oprogramowania wśród firm i przedsiębiorstw.

Jak podkreśla raport, bardzo ważnym jest, aby firmy miały świadomość z jakiego oprogramowania korzystają. Tymczasem wielu dyrektorów i managerów odpowiedzialnych za środowisko IT w swoich organizacjach nie wie, ile i jakie dokładnie oprogramowane jest zainstalowane w ich systemach oraz czy jest ono legalne – powiedziała Victoria A. Espinel, Prezydent i Dyrektor Generalny BSA | The Software Alliance.

Badania, w których wzięli udział prywatni użytkownicy, dyrektorzy IT i użytkownicy komputerów w firmach i korporacjach potwierdzają, że nielicencjonowane oprogramowanie jest nadal w powszechnym użyciu. Jednak korzystanie z niego to ryzykowna gra. Wynika to ze ścisłego związku między nielicencjonowanym a złośliwym oprogramowaniem, a co za tym idzie zagrożeniem cyberatakami. Koszty zainfekowania złośliwym oprogramowaniem są niestety ogromne. Dość powiedzieć, że tylko w 2015 roku cyberataki kosztowały firmy na świecie łącznie ponad 400 mld USD.

Główne ustalenia raportu:

  • 39 proc. oprogramowania zainstalowanego w 2015 roku na komputerach na całym świecie nie było prawidłowo licencjonowane. Oznacza to spadek w porównaniu z 43 proc. odnotowanymi w poprzednim badaniu BSA z 2013 roku.
  • Nawet w niektórych, krytycznych branżach wskaźnik wykorzystywania nielicencjonowanego oprogramowania jest zadziwiająco wysoki. Z raportu wynika, że w takich branżach jak bankowość, ubezpieczenia czy obrót papierami wartościowymi wynosi on aż 25 proc.
  • Dyrektorzy odpowiedzialni za środowiska IT szacują, że 15 proc. pracowników instaluje oprogramowanie w firmowej sieci bez ich wiedzy. Jednak nawet oni nie doceniają skali problemu bowiem aż 26 poc. pracowników przyznaje, że instaluje w firmowej sieci nieautoryzowane oprogramowanie.

Paradoksalnie, w świetle powyższych liczb, badanie pokazuje dużą świadomość problemu:

  • Dyrektorzy odpowiedzialni za środowiska IT twierdzą, że najbardziej niepokoi ich perspektywa utraty krytycznych danych wskutek naruszenia zabezpieczeń sieciowych.
  • Twierdzą także, że unikanie cyberzagrożeń to kluczowy powód, dla którego dbają o to, aby oprogramowanie wykorzystywane w ich sieciach było legalne i w pełni licencjonowane.
  • W szerszym sondażu przeprowadzonym wśród pracowników, 60 proc. z nich wskazało zagrożenia związane z nielicencjonowanym oprogramowaniem jako kluczowy powód w podjęciu decyzji o przejściu na legalne, w pełni licencjonowane oprogramowanie.

Jak podaje raport, firmy mogą ograniczyć cyberzagrożenia stwarzane przez nielicencjonowane oprogramowanie poprzez korzystanie z oprogramowania pochodzącego z legalnych źródeł oraz wdrożenie profesjonalnych procesów zarządzania oprogramowaniem SAM (Software Asset Management). Wdrożenie efektywnego programu SAM umożliwia stałą kontrolę nad stanem posiadania, w tym na eliminację oprogramowania nielicencjonowanego. Ponadto, optymalizuje koszty związane z niepotrzebnym oprogramowaniem, umożliwiając organizacjom wdrożenie systemów i aplikacji dostosowanych do charakteru ich działalności i realnych potrzeb, a także wprowadza zasady i procedury regulujące przyszłe nabywanie i implementowanie nowego oprogramowania oraz wycofywanie już niepotrzebnego.

Najważniejsze ustalenia tegorocznego badania:

  • Najwyższy ogólny odsetek nielicencjonowanego oprogramowania występuje w regionie Azji i Pacyfiku (61 proc.), co oznacza spadek o jeden punkt procentowy w porównaniu z raportem BSA z 2013 roku.
  • Drugi w kolejności najwyższy wskaźnik nielicencjonowanego oprogramowania występuje w Europie Środkowo-Wschodniej (58 proc. i spadek o trzy punkty od 2013 roku), trzecim w kolejności regionem jest Bliski Wschód i Afryka (57 proc. i spadek o dwa punkty od 2013 roku).
  • Ameryka Północna pozostaje regionem o najniższym wskaźniku (17 proc.). Należy jednak pamiętać, że region ten reprezentuje znaczną wartość handlową (10 mld USD).
  • W Europie Zachodniej ogólny wskaźnik spadł o jeden punkt procentowy w porównaniu do 2013 roku i wynosi obecnie 28 proc. Ogólna średnia w krajach UE wynosi natomiast 29 proc.

Spadek o trzy punkty procentowe skali korzystania z nielicencjonowanego oprogramowania komentuje Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA | The Software Alliance w Polsce: mimo, że – jak wynika z badania – nadal blisko połowa oprogramowania jest wykorzystywana w Polsce bez licencji, to jednak trudno byłoby powiedzieć, że spadek o 3 punkty procentowe nie cieszy. Gdybym miał powiedzieć, które czynniki miały największy wpływ na ten spadek, to wymieniłbym trzy. Po pierwsze, jest nim istotny wzrost skuteczności działań prawnych prowadzonych w ramach programu antypirackiego BSA w Polsce, czego dowodem są liczne ugody na poważne kwoty, w tym z jedną z firm na kwotę jednego miliona USD. Istotne znaczenie ma także fakt powołania i działania przy każdej komendzie wojewódzkiej, jak i na poziomie Komendy Głównej Policji, wydziałów do walki z cyberprzestępczością. Trzecim elementem jest obserwowany wzrost poziomu zarządzania oprogramowaniem, choć trzeba przyznać, iż polskich firm, które są gotowe sprostać wymaganiom normy ISO/IEC 1977-1 nie jest wiele. Totalizator Sportowy, który w zeszłym roku uzyskał certyfikat Verafirm, zdaje się być wyjątkiem od reguły.

W jego ocenie, wymienione trzy obszary mają nadal znaczne perspektywy rozwojowe: dla firm działających w Polsce znakomitą okazją do podniesienia poziomu zarządzania oprogramowaniem jest prowadzona obecnie przez BSA kampania Fakt czy fikcja. W jej ramach został utworzony portal bsapoland.com, gdzie zostały udostępnione bezpłatnie profile firmowe dla ponad 500 tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw. W ten sposób firmy mają możliwość uzyskania wielu przydatnych materiałów i narzędzi wspierających proces zarządzania oprogramowaniem. Pierwszym krokiem na tej drodze jest zawsze inwentaryzacja posiadanego oprogramowania i weryfikacja czy firma posiada na nie stosowne licencje. Z praktyki wiemy, że zadanie to należy powierzyć osobie, która na co dzień zajmuje się kontrolą stanu posiadania w zakresie zasobów informatycznych – dodaje Witucki.

Niemcy w formie

Europa wpadła w dobry nastrój po dzisiejszych danych z Niemiec. Indeks Ifo okazał się lepszy od prognoz, co po wczorajszym trochę rozczarowującym ZEW było miłą niespodzianką. Niemcy spodziewają się poprawy koniunktury, a to pozytywna wiadomość dla całego regionu. Dobry okazał się również indeks nastrojów konsumentów. Razem z poniedziałkowym PMI, dzisiejsze wskaźniki tworzą całkiem przyjemny obraz gospodarki niemieckiej.

W USA interesujące będą kolejne dane z rynku nieruchomości, choć już po wczorajszych informacjach o sprzedaży domów na rynku pierwotnym wiadomo, że branża ma się dobrze.  Dzisiaj szykuje się kolejna tura wypowiedzi członków Fed, którzy przed najbliższymi posiedzeniami starają się przekonać rynek, że Rezerwa Federalna trzyma rękę na pulsie. Sens ich deklaracji jest dość czytelny: podwyżki stóp są możliwe stosunkowo szybko, o ile nie zajdą niesprzyjające okoliczności. Na razie nic takiego nie pojawiło się na horyzoncie, a dzisiejsze wstąpienia (Patricka T. Harkera, a także  Neela Kashkari i Roberta Kaplana) powinny umocnić ten przekaz.

Wydarzeniem dnia jest posiedzenie Banku Kanady. Główna stopa procentowa pozostanie najpewniej  bez zmian, jednak komunikat po posiedzeniu będzie bardzo interesujący. Kanada pierwszy kwartał miała udany, ale w drugim było już gorzej. Pożary w Albercie musiały odcisnąć piętno na gospodarce, dane makro też miały słabe punkty. Dolar kanadyjski raczej nie pozostanie obojętny wobec stanowiska BoC.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Sentyment do dolara trwa w najlepsze

Poprawa nastrojów na rynkach wschodzących. Dolar rośnie w stosunku do walut defensywnych takich jak EUR, JPY i CHF. Trend spadkowy na EUR/USD. Indeks Ifo mile zaskoczył.

Dzisiejszy handel na polskim złotym przynosi lekkie odreagowanie, a w zasadzie wyhamowanie ostatnich spadków. Widać na rynkach spadek awersji do ryzyka, co przekłada się na ustabilizowanie kwotowań walut rynków wschodzących.

W przypadku polskiej waluty pomogły pogłoski o tym, że Komisja Europejska może nie być tak rygorystyczna dla Polski jak wcześniej się wydawało. Napięcie na linii KE-Polska z pewnością ciążyło polskiej walucie. O umocnienie złotego będzie jednak trudno, zważywszy na sygnalizowaną podwyżkę stóp procentowych w USA, a co za tym idzie ucieczkę kapitału w tamte rejony świata.

Korekty na parach USD/PLN i GBP/PLN możemy uznać za symboliczne bo jednak są silne fundamenty za wzrostem kursu (podwyżka stóp przez Fed, sondaże w Wielkiej Brytanii pokazujące, że Brexit jest mało prawdopodobny). Jeżeli chodzi o EUR/PLN i CHF/PLN wygląda na to, że te pary ustabilizują się w najbliższych dniach odpowiednio w rejonie 4,40-4,43 i 3,98-4,02. Dzisiejsze dane o bezrobociu w Polsce obyły się bez echa, mimo że spadło one do poziomu 9,5% czyli lepiej od prognoz.

Na szerokim rynku już od 3 tygodni obserwujemy tendencję spadkową na głównej parze walutowej świata, czyli EUR/USD. Wsparcie w postaci 1,1180-1,1190 wytrwało tylko kilka dni i zostało przebite. Dalsze umocnienie dolara wydaje się być przesądzone, biorąc pod uwagę praktycznie pewną podwyżkę stóp w USA jeszcze w czerwcu, podpierając się wypowiedziami członków Fed.

Wczorajsze dane o sprzedaży domów na rynku pierwotnym dodały kolejny argument za podwyżką, osiągając najwyższy poziom od 2008 roku. Dla przypomnienia dodajmy, że rynek pracy, konsumpcja i inflacja już są zaliczone jako takowe argumenty. Dolar z pewnością ma jeszcze spore pole do umocnienia, ale przydałby się jakiś “zapalnik” w postaci choćby lepszych danych. Dzisiaj będzie o to ciężko, gdyż danych z najwyższej półki nie będzie. Jutro jednak pojawią się dane na temat zamówień na dobra trwałe i warto na nie zwrócić uwagę.

Dzisiaj poznaliśmy wartość indeksu Ifo z Niemiec, który wyniósł 107,7, co wskazuje na poprawę nastrojów wśród przedsiębiorców. Było to pozytywne zaskoczenie biorąc pod uwagę wczorajszy słaby odczyt indeksu ZEW. Ale o odreagowaniu na EUR/USD nie było mowy, a raczej można mówić, że kolejna presja spadkowa na EUR nie została dorzucona.

Krzysztof Pawlak, dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Raport BIK: Portret statystyczny frankowicza

Biuro Informacji Kredytowej przekazuje najbardziej aktualne dane zbiorcze (stan na marzec 2016 r.),  dotyczące tego, kim jest statystyczny frankowicz i jak sumiennie reguluje raty kredytu we frankach.

Informacja ogólna

534,9 tys. – liczba czynnych na marzec 2016 r. kredytów we frankach
907,6 tys. osób – łączna liczba kredytobiorców frankowych

  • 454,3 tys. – liczba kobiet
  • 453,3 tys. – liczba mężczyzn
  • 96,6 proc. (877 tys.) osób – terminowo spłaca swój kredyt we frankach
  • 3,4 proc. osób ma przeterminowany kredyt we frankach (30,7 tys. osób)

232 tys. osób – ma tylko kredyt mieszkaniowy we frankach, co stanowi 26 proc. ogółu osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku

675 tys. osób – ma zarówno kredyt mieszkaniowy we franku jak i inne kredyty, stanowią oni 74 proc. ogółu osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku

  • 95 proc. osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku terminowo spłaca wszystkie swoje kredyty (866 tys. osób)
  • 5 proc. osób posiadających kredyt mieszkaniowy we franku ma przeterminowane kredyty, w tym kredyt mieszkaniowy we franku (to tylko 42 tys. osób)
  • 0,6 proc. osób z ogółu kredytobiorców frankowych ma 10 i więcej czynnych kredytów

136,8 mld zł – wartość czynnych kredytów mieszkaniowych (saldo do spłaty) we frankach (dane na marzec 2016)

163,2 mld zł – wartość wszystkich czynnych kredytów (saldo do spłaty) osób z kredytem mieszkaniowym w CHF (dane na marzec 2016)

Portret kredytobiorcy frankowego

  • 66 proc. osób posiadających kredyty mieszkaniowe we frankach pochodzi z Pokolenia X. Są to osoby urodzone w latach 1967 – 1981
  • 18% osób posiadających kredyty mieszkaniowe we frankach mieszka w aglomeracji warszawskiej
  • kredytobiorcy z Pokolenia X posiadają 74 proc. wartości wszystkich kredytów we frankach
  • osoby z Pokolenia X mają oprócz kredytów mieszkaniowych (we franku i kredytu mieszkaniowego w innych niż CHF, jeszcze inne czynne kredyty do spłaty na kwotę 6,45 mld zł.)

Kolejne pokolenia kredytobiorców, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy we franku to:

  • 25 proc. i druga w kolejności dominująca grupa pochodzi z Pokolenia osób dojrzałych – są to osoby urodzone w latach 1948-1966
  • 2 proc. – seniorzy (ur. przed 1948)
  • 7 proc. – młodzi tj. osoby z Pokolenia Y (ur. 1982 – 1995).

Źródło: BIK S.A.
Stan na marzec 2016 r.

Raport PMR: sytuacja na rynku płatnej telewizji w Polsce

Rynek płatnej telewizji w Polsce okrzepł po okresie presji związanej z uruchomieniem cyfrowej telewizji naziemnej. Obecnie rynek ten wykazuje wyraźne tendencje stabilizacyjne, zarówno w rozumieniu bazy abonenckiej, jak również na poziomie generowanych przychodów. Co więcej, uruchomienie nowych kanałów na MUX-8, w ramach oferty naziemnej telewizji cyfrowej, czy dalszy rozwój serwisów VOD oraz OTT nie jest w stanie w krótkim okresie zmienić układu i trendów widocznych na rynku.

Rynek płatnej telewizji w Polsce jest rynkiem w pełni dojrzałym. W świetle szacunków PMR, opublikowanych na łamach raportu „Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, penetracja tymi usługami w przeliczeniu na gospodarstwa domowe (z przynajmniej jedną osobą w wieku 16-74 lata) oscyluje wokół 75%.

Telewizja płatna w Polsce

We wspomnianym raporcie PMR wskazuje na obecny trend równowagi rynkowej w obszarze płatnej telewizji w Polsce. Według zawartych w nim danych, liczba abonentów płatnej telewizji ogółem w 2015 r., podobnie jak rok wcześniej, oscylowała wokół 11 mln, natomiast wartość rynku wyniosła ok. 6 mld zł i była minimalnie niższa niż rok wcześniej. Na stabilizację na rynku płatnej telewizji w znaczącym stopniu przełożyło się relatywnie wysokie nasycenie standardem DVB-T. W efekcie spadła presja na odpływ klientów w kierunku bezpłatnej telewizji naziemnej, a nawet zauważalny jest powrót części klientów do ofert komercyjnych w wyniku niezadowolenia z zakresu świadczonych usług telewizyjnych w ramach standardu DVB-T.

Na obecną sytuację rynku w pozytywny sposób przełożyły się także zabiegi operatorów lojalizujące klientów, w tym stosowana praktyka pakietyzowania usług. Dostawcy płatnej telewizji z powodzeniem bronią swojej pozycji, opierając się konkurencji w postaci serwisów VOD i OTT. W praktyce, na polskim rynku, serwisy tego typu nie mają jak do tej pory wyraźnego charakteru substytucyjnego wobec klasycznych usług płatnej telewizji. Dobrym przykładem jest Netflix, który zadebiutował na krajowym rynku na początku bieżącego roku. Za wcześnie na pełną ocenę tego wydarzenia w kontekście ewentualnej zmiany struktury rynku, jednak jak do tej pory wpływ serwisu na polski rynek pozostaje ograniczony. Co ciekawe, część dostawców, uciekając do przodu, rozwinęła własne platformy VOD jako usługi komplementarne wobec tradycyjnych usług telewizyjnych, nierzadko mając do dyspozycji lokalny kontent, co w przypadku usług OTT odgrywa kluczową rolę. Dodatkowo widoczne jest też wychodzenie poza obszar usług dostępnych tylko poprzez odbiorniki telewizyjne i oferowanie analogicznych usług na urządzenia przenośne.

Badania PMR pokazują, że telewizja i Internet – którego nasycenie w gospodarstwach domowych jest porównywalne z nasyceniem płatną telewizją – koegzystują, będąc nadal w dużej mierze usługami komplementarnymi. Jednym z kluczowych czynników, które w dalszym ciągu skłaniają Polaków do korzystania z płatnej telewizji jest bogata oferta kanałów. Z drugiej strony szczególną rolę odgrywają kanały tematyczne oraz kanały premium. Paradoksalnie, kanały te nierzadko są głównym powodem płacenia za dostęp do całego pakietu, co sugeruje potrzebę płacenia tylko za wybrany kontent.Płatna telewizja w Polsce

Zarówno w ujęciu wartościowym, jak i ilościowym usługi płatnej telewizji w Polsce zdominowane są przez cyfrowe platformy satelitarne – i dwóch głównych graczy, czyli Grupę Cyfrowego Polsatu i Platformę nc+ – które kontrolują około połowy krajowego rynku. W ostatnich latach ustabilizowały one swoją pozycję, tracąc przeciętnie po ok. 1% swojej bazy w skali roku. Dla porównania w roku 2013 spadek wyniósł 8%.

Polska to obecnie jeden z europejskich liderów, jeśli chodzi o popularność telewizji satelitarnej. Na większości rynków dominująca jest technologia kablowa. Jej mocna pozycja wynika m.in. ze sprzedaży pakietów, głównie z usługami dostępu do Internetu. W przypadku satelitarnych platform cyfrowych możliwości w tym zakresie są ograniczone, choć przykład Grupy Cyfrowego Polsatu na rynku polskim pokazuje, że oferta pakietowa może być mocną stroną również dostawcy DVB-S. Z drugiej strony, podczas gdy Europa Zachodnia stała się ośrodkiem dynamicznego rozwoju IPTV i migracji abonentów z ofert satelitarnych w kierunku światłowodów, w przypadku rynku polskiego trend ten jest nadal słabo widoczny, a udział technologii w bazie abonenckiej marginalny.

Aktualne prognozy PMR na lata 2016-2021 zakładają kontynuację trendów widocznych na rynku w ostatnim czasie. Najbardziej prawdopodobny naszym zdaniem scenariusz to dalszy spadek rynku, jednak średnioroczna stopa zmian, zarówno w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym będzie oscylować wokół 1%, co w kontekście zmian na rynku należy odczytywać jako sytuację stabilną dla obecnych uczestników rynku. Cyfrowe platformy satelitarne nadal będą stanowić największy pod względem liczby użytkowników i wartości segment  rynku płatnej telewizji w Polsce.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek płatnej telewizji w Polsce 2016.

Autor raportu:
Katarzyna Sacha

Raport VMware: ponad jedna trzecia dużych polskich firm spodziewa się poważnego cyberataku w ciągu najbliższych trzech miesięcy

VMware Inc., publikuje wyniki badań przeprowadzonych w marcu 2016 roku przez TNS Polska w dużych polskich przedsiębiorstwach.  Jak wynika z badań, ponad jedna trzecia (36 proc.) firm spodziewa się poważnego cyberataku w ciągu najbliższych trzech miesięcy.    

Pomimo tego, że prawie trzy czwarte (71 proc.) pracowników uważa, że firmowe działy IT nie są w stanie zapewnić skutecznej ochrony przed cyberatakami, jedynie 4 proc. decydentów IT jest świadomych konieczności utworzenia stanowiska Administratora Bezpieczeństwa Informacji (Data Protection Officer). Jednocześnie 18 proc. badanych decydentów IT jest przekonanych, że takie stanowisko już funkcjonuje w ich organizacjach.

Istniejące podatności wymagają nowego podejścia do kwestii bezpieczeństwa

Polskie firmy w coraz większym stopniu są narażone na poważne naruszenia prywatności oraz wyciek informacji. Obecne metody zabezpieczeń coraz częściej okazują się nieskuteczne wobec stale zmieniających się oraz coraz bardziej złożonych zagrożeń istniejących w cyfrowym świecie biznesu.  70 proc. decydentów IT w Polsce jest zdania, że jedną z największych słabości ich organizacji (z perspektywy możliwego ataku cybernetycznego) jest fakt, że zagrożenia ewoluują i rozprzestrzeniają się znaczenie szybciej niż mechanizmy obrony.

„Rozbieżność między opiniami pracowników i decydentów IT stanowi wyzwanie dla organizacji, które stoją w obliczu zmian, które niesie ze sobą cyfrowa transformacja biznesu” ­– mówi Paweł Korzec, Systems Engineering Manager – Eastern Europe, VMware. „Przedsiębiorstwa muszą zacząć kłaść nacisk na wypracowanie odpowiednich mechanizmów, które pozwolą im na skuteczną ochronę reputacji i które umożliwią utrzymanie zaufania klientów. Aktualnie pracownicy mają dostęp do danych i aplikacji z każdego miejsca i z poziomu wielu różnych urządzeń, a to wymaga zerwania z tradycyjnym podejściem do kwestii bezpieczeństwa IT, które dziś już nie wystarcza do zapewnienia skutecznej ochrony” – dodaje Paweł Korzec.

Pracownicy muszą być zaangażowani w kwestie utrzymania cyberbezpieczeństwa

Przebadani decydenci IT wśród najbardziej znaczących wewnętrznych przyczyn istniejących trudności w utrzymaniu wysokiego poziomu cyberbezpieczeństwa uznali pracowników, którzy lekceważą procedury bezpieczeństwa lub nie są odpowiednio przeszkoleni (55 proc.). Niniejsze badanie pokazuje także działania, które podejmują pracownicy w celu zwiększenia produktywności. Ponad połowa (56 proc.) badanych pracowników używa własnego urządzenia do uzyskania dostępu do danych służbowych, ponieważ jest lepsze niż to, które zostało zapewnione przez dział IT. Jednocześnie trzy czwarte (75 proc.) otwarcie przyznaje, że byliby gotowi na świadome podjęcie ryzyka związanego z naruszeniem bezpieczeństwa organizacji na rzecz zwiększenia efektywności wykonywanej pracy.

„Bezpieczeństwo informatyczne nie ogranicza się tylko do rozwiązań technologicznych. Bardzo ważne jest również zachowanie pracowników, a także działania zarządu i decydentów IT.  Mądrze zarządzana organizacja umożliwia zatrudnionym efektywną pracę, bez zbędnych ograniczeń na poziomie administracyjnym i bez zapominania o kluczowej roli bezpieczeństwa danych” – mówi Paweł Korzec.

„Przedsiębiorstwa, które są świadome możliwości, jakie wiążą się z zastosowaniem nowoczesnych technologii, wiedzą, że dotychczasowe metody ochrony nie są odpowiednie do zapewnienia bezpieczeństwa danych i aplikacji. Nowoczesne, definiowane programowo przedsiębiorstwa mają już dostęp do najnowszych rozwiązań chroniących dane i zapewniających im elastyczność – tak ważną dla rozwoju biznesu” – dodaje Paweł Korzec.

* * *

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w marcu 2016 roku przez agencję badawczą TNS Polska na próbie 50 decydentów IT oraz 100 pracowników w firmach działających w Polsce oraz zatrudniających powyżej 250 osób. Zastosowana metodologia obejmowała wywiady telefoniczne (CATI) oraz ankiety przeprowadzone online (CAWI).

Nowe przepisy mogą zepchnąć 450tys. pracowników sezonowych zza wschodniej granicy do szarej strefy

Proponowana przez rząd nowelizacja ustawy o promocji zatrudniania może w znaczący sposób utrudnić dostęp do polskiego rynku pracy obcokrajowcom, w tym ponad 450 tys. obywateli Ukrainy. Pracodawcy korzystający z usług pracowników sezonowych zza wschodniej granicy wskazują na nieadekwatne do rynkowych realiów wydłużenie oraz skomplikowanie procedury pozyskiwania zezwolenia na pracę dla obcokrajowców. Zdaniem specjalistów SAZ, przyjęcie propozycji noweli w obecnym kształcie może w najbliższych latach doprowadzić do zwiększenia zatrudnienia w szarej strefie. W zamian proponują utrzymać dotychczas wykorzystywaną procedurę oświadczeniową, wprowadzić zakaz wydawania zezwoleń na podstawie procedury oświadczeniowej dla osób fizycznych oraz limit niezatrudniania cudzoziemców dla podmiotów składających wnioski.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło propozycję zmiany przepisów o zatrudnianiu obcokrajowców. Nowela ustawy o promocji zatrudnienia ma na celu wdrożenie do polskiego systemu prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/36/UE z 26 lutego 2014 r. Zmieni także regulację krótkoterminowej pracy obywateli Ukrainy, Białorusi, Mołdawii, Gruzji, Armenii oraz Rosji. Istotą proponowanych zmian jest zastąpienie dotychczasowej elastycznej procedury składania oświadczeń przez pracodawców o zamiarze zatrudnienia obcokrajowca bardziej wymagającą procedurą uzyskiwania zezwoleń na prace sezonowe albo krótkoterminowe.

Zdaniem ekspertów Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, proponowane zmiany wiązać się będą z wydłużeniem procedury pozyskiwania pracowników zza granicy, ograniczeniem elastyczności zatrudniania pracowników sezonowych oraz zwiększeniem kosztów pracodawców. Zgodnie z nowymi przepisami, pozwolenia na pracę nie będę wydawane przez wojewodów, ale przez PUP. W ocenie pracodawców jest to zmiana korzystna merytorycznie. Zastanawia natomiast logistyka wydawania pozwoleń. Według nowych regulacji, pracownicy zza granicy będą musieli ubiegać się o nowe pozwolenie za każdym razem, kiedy będą chcieli zmienić pracodawcę czy warunki umowy w dotychczasowym miejscu pracy. Rodzi to obawy o wydajność nowego systemu oraz ograniczenie dopływu kadr zza granicy w najgorętszych okresach dla prac sezonowych.
Jarosław Adamkiewicz, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia
Jarosław Adamkiewicz, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia

“Z uwagi na likwidację procedury oświadczeniowej nie będzie możliwe szybkie wystąpienie o pozwolenie na pracę w przypadku ewentualnych zmian warunków zatrudnienia cudzoziemca, bowiem przy proponowanej procedurze zezwoleń na pracę sezonową czy też krótkoterminową nie dano możliwości modyfikacji tych warunków. Konieczne będzie złożenie od nowa wszystkich dokumentów, co może spowodować olbrzymi zator w pracy urzędów. Będzie to oznaczało przestój dla przedsiębiorcy oraz utratę części zarobku dla pracownika” – komentuje Jarosław Adamkiewicz, prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia i prezes Grupy Wadwicz.

“Dla prac sezonowych niezwykle istotna jest elastyczność zatrudniania. Kooperujący ze sobą pracodawcy często zatrudniają pracowników na okres 2-3 miesięcy, umożliwiając im kontynuację zatrudnienia we współpracującej firmie. Do tej pory „przerzucenie” pracownika do innego zakładu pracy trwało zaledwie kilka dni. Natomiast przy proponowanej obecnie formule zezwolenia na pracę trzeba będzie od nowa rozpocząć całą procedurę pozyskania zezwolenia na pracę, co znacząco ograniczy elastyczność zatrudnienia w sektorze”dodaje Adamkiewicz.
To nie koniec obaw. Z proponowanych przez rząd zapisów wynika, że zezwolenia na pracę obcokrajowców mają być wydawane jedynie na umowę o pracę. Natomiast pracownicy zza wschodniej granicy często wolą umowę zlecenie, co pozwala im na uzyskanie większego zarobku netto. Zatrudnienie pracowników krótkoterminowych oraz sezonowych na umowę o pracę zwiększy także koszty pracodawców.
Przedstawiciele Ministerstwa argumentują zasadność proponowanych ograniczeń potrzebą kontroli pracowników obcokrajowców po przekroczeniu granicy. Zdaniem ekspertów zaproponowane rozwiązanie nie jest jednak w pełni adekwatne do wymogów rynku oraz tempa rozwoju naszej gospodarki.
“Bez wątpienia proponowana zmiana ma szansę ograniczyć nadużycia związane z dotychczasową procedurą oświadczeniową” – komentuje dr Maciej Chakowski, wspólnik zarządzający w kancelarii C&C Chakowski & Ciszek. “W mojej opinii nadchodzące zmiany w przepisach dotyczących legalizacji zatrudnienia cudzoziemców w Polsce mogą jednak negatywnie wpłynąć na agencje zatrudnienia pozyskujące pracowników z Ukrainy, Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii oraz Rosji. W początkowym etapie obowiązywania nowych przepisów istnieje zagrożenie ograniczenia napływu pracowników zza naszej wschodniej granicy, co w obliczu sezonu prac krótkookresowych może doprowadzić do utrudnienia reakcji na potrzeby polskich przedsiębiorców. W efekcie dojść może do niedoboru kadr, zwłaszcza przy pracach sezonowych. Kolejnym niepożądanym skutkiem może być wzrost zatrudnienia w szarej strefie”mówi dr Maciej Chakowski.
Wykorzystywana do tej pory procedura oświadczeniowa znacznie uproszczała cudzoziemcom dostęp do polskiego rynku pracy i cieszyła się sporą popularnością. Pozytywną ocenę tego mechanizmu potwierdzono również w badaniach. Zdaniem pracodawców, wspomniane rozwiązanie gwarantuje odpowiednią elastyczność w zakresie zatrudniania cudzoziemców, potrzebną zwłaszcza przy pracach sezonowych. Natomiast zdaniem pracowników okresowych, po wprowadzeniu tego rozwiązania poprawiło się ich bezpieczeństwo oraz warunki pracy, co wiąże się z możliwością podjęcia pracy u innego pracodawcy, wymuszającą konkurencję między pracodawcami. Badania wykazały również, iż ograniczone zostało zjawisko zatrudniania cudzoziemcówów w szarej strefie.

Proponowane rozwiązania

Zdaniem ekspertów SAZ warto utrzymać dotychczas wykorzystywaną procedurę oświadczeniową, wprowadzając inne metody kontroli pracowników obcokrajowców po przekroczeniu granicy. Specjaliści SAZ proponują m.in. wprowadzenie monitoringu dla konsulatów RP do systemu PUP odnośnie złożonych wniosków oświadczeniowych, zakaz wydawania zezwoleń na podstawie procedury oświadczeniowej dla osób fizycznych, czy wprowadzenie limitu niezatrudniania cudzoziemców dla podmiotów składających wnioski (np. 10% – tzn. ilości zatrudnionych cudzoziemców w stosunku do złożonych i zarejestrowanych oświadczeń musi być na poziomie 90%). Istotne jest również aby podmioty składające wnioski o pracę na podstawie procedury oświadczeniowej, powinny prowadzić swoją działalność co najmniej od roku przed złożeniem takiego wniosku aby uniknąć nadużyć.
„Wypracowanie odpowiednich mechanizmów monitoringowych możliwe jest jedynie we współpracy rządu z pracodawcami oraz pozostałymi partnerami społecznymi. Jednym z takich instrumentów mogłoby być opracowanie i powołanie centralnego rejestru obcokrajowców. Rejestr umożliwiłby sprawny monitoring przepływu pracowników – obcokrajowców państw trzecich, pozwalając Państwu na prowadzenie obiektywnej i transparentnej polityki szczególnie wobec tych obywateli państw trzecich, którzy nie spełnili obowiązków wynikających z poprzednich decyzji w sprawie przyjęcia w charakterze pracownika sezonowego. Ograniczyłoby to nieprawidłowości oraz ewentualne nadużycia w stosowaniu procedur związanych z zatrudnianiem tych osób” – komentuje Jarosław Adamkiewicz.

Najcenniejsze marki motoryzacyjne w 2016 roku

Toyota ponownie zwiększyła swoją przewagę nad pozostałymi markami motoryzacyjnymi w rankingu najbardziej wartościowych globalnych marek wg Forbesa. Według analiz Forbesa wartość marki Toyoty wzrosła w ciągu roku o 11% do 42,1 mld dolarów.

Najcenniejsze marki motoryzacyjne w 2016 roku według Forbesa

Pozycja w rankingu ogólnym 2016 Pozycja w rankingu ogólnym 2015 Nazwa Wartość marki (w mld USD) Zmiana w stosunku do 2014 roku
6 8 Toyota 42,1 11%
14 16 BMW 28,8 4%
20 24 Mercedes-Benz 26 16%
23 23 Honda 25,2 8%
35 41 Ford 14,1 12%
36 39 Audi 14 10%
59 62 Chevrolet 9,8 10%
63 66 Lexus 9 13%
67 78 Porsche 8,3 18%
70 75 Nissan 8,2 13%
71 64 Hyundai 8,1 -4%
77 67 Volkswagen 7,6 -5%

Najcenniejsze marki w 2016 roku według Forbesa

Do czołówki najcenniejszych globalnych marek należą największe firmy technologiczne – Appe, Google, Microsoft, Facebook, a także Coca-Cola. Japońska marka awansowała w tym roku z 8. na 6. pozycję, wyprzedzając IBM i McDonalds.

Pozycja 2016 Pozycja 2015 Nazwa firmy Wartość marki Zmiana w stosunku do 2015 roku Branża
(w mld USD)
1 1 Apple 154,1 6% Technologie
2 3 Google 82,5 26% Technologie
3 2 Microsoft 75,2 9% Technologie
4 4 Coca-Cola 58,5 4% Napoje
5 10 Facebook 52,6 44% Technologie
6 8 Toyota 42,1 11% Motoryzacja
7 5 IBM 41,4 -17% Technologie
8 11 Disney 39,5 14% Rozrywka
9 6 McDonalds 39,1 -1% Restauracje
10 9 General Electric 36,7 -2% Różne

Majowy ranking krótkoterminowych kredytów hipotecznych

Dom, mieszkanie czy też działka budowlana to nie lada zakup, by wziąć na ten cel pieniądze niejedna osoba zdecyduje udać się do banku po kredyt hipoteczny. Dla osób, które liczą się z szybką jego spłatą Comperia.pl przygotowała majowy ranking najlepszych 10-letnich kredytów hipotecznych.

Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl
Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl

– Kredyty hipoteczne to dobry sposób na pozyskanie finansowania dla osób zainteresowanych przeprowadzeniem transakcji na rynku nieruchomości. Dzieje się tak dlatego, ponieważ produkty te mogą opiewać na wysokie kwoty oraz są teraz stosunkowo nisko oprocentowane. Przykładowo, średnie oprocentowanie rzeczywiste 10-letniego kredytu na kwotę 200 tys. zł z 10 proc. wkładem własnym wynosi dziś 4,69 proc., podczas gdy jeszcze kilka lat temu z powodzeniem przekraczało ono poziom 7 proc. – mówi Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Średnie RRSO kredytów hipotecznych

<!– zmiana kodu narusza licencje –><div style=”font-size: 32px; font-weight: bold; margin-bottom: 10px;”>Średnia RRSO kredytów hipotecznych</div><iframe src=”//www.comperia.pl/analytics/w/?v=10k4ibi5wqnmq5q_72″ style=”border:0px #FFFFFF none;” name=”wykresFrame_liniowy” scrolling=”no” frameborder=”0″ marginheight=”0px” marginwidth=”0px” width=”560″ height=”420″></iframe><div style=”text-align:center;width:560px;font-size:11px;line-height:13px;”><a  href=”http://comperia.pl/kredyty_hipoteczne”>Comperia.pl</a></div>

Gdzie znajdziemy najlepsze kredyty hipoteczne?

Porównując dostępne na rynku kredyty hipoteczne analitycy Comperia.pl wykorzystali parametry wybrane przez użytkowników Fast50Club w drodze ankiety. W maju Internautów najbardziej interesują kredyty 10-letnie na kwotę 200 tys. zł z 10 proc. wkładem własnym.  Tym samym, wyróżnionym bankiem w ramach Comperia Stars został Bank BPS.

TOP7 kredytów hipotecznych na kwotę 180 tys. zł (wartość nieruchomości 200 tys. zł), okres spłaty 10 lat, raty równe
Bank Nazwa oferty Rata Prowizja RRSO
Bank BPS Kredyt hipoteczny „Mój Dom” – oferta promocyjna z kartą kredytową BPS Visa 1 736,00 zł 1,90% 3,49%
PKO BP „WŁASNY KĄT hipoteczny” – oferta pakietowa 1 797,00 zł 0,00% 3,85%
BZ WBK Kredyt hipoteczny – oferta promocyjna 1 768,00 zł 2,00% 3,86%
Bank Pekao Kredyt hipoteczny – oferta promocyjna 1 793,00 zł 1,99% 4,20%
BOŚ Bank Kredyt hipoteczny 1 811,00 zł 2,00% 4,45%
mBank mPlan hipoteczny – oferta promocyjna 1 811,00 zł 4,00% 4,89%
Deutsche Bank Kredyt z prowizją 0% – oferta pakietowa 1 820,00 zł 0,00% 5,29%
Źródło: porównywarka finansowa Comperia.pl

 

Oprocentowanie rzeczywiste tego zobowiązania wynosi zaledwie 3,49 proc., pomimo tego, że za jego udzielenie pobierana jest prowizja w wysokości 1,9 proc. Trzeba jednak zaznaczyć, że aby móc się cieszyć z tak atrakcyjnych warunków przyszły kredytobiorca musi otworzyć w Banku BPS konto osobiste z kartą debetową i dostępem do bankowości internetowej, a także kupić kartę kredytową oraz ubezpieczenie mieszkania.

Drugie miejsce w zestawieniu zajęła oferta pakietowa „WŁASNY KĄT hipoteczny” dostępna w PKO BP z oprocentowaniem rzeczywistym 3,85 proc. Niestety, w jej przypadku, podobnie jak u zwycięzcy, konieczne jest skorzystanie z dodatkowych produktów bankowych typu konto osobiste, karta kredytowa oraz ubezpieczenia chroniącego przed utratą pracy i na życie.

Podium zamyka kredyt hipoteczny udzielany przez Bank Zachodni WBK. Tu także konieczny jest zakup dodatkowych produktów bankowych np. konta osobistego z regularnym wpływem. Oprocentowanie rzeczywiste tego rozwiązania wynosi 3,86 proc., a prowizja pobierana za jego udzielenie ma wysokość 2 proc.

Kolejne miejsca w rankingu zajęły zobowiązania mieszkaniowe oferowane przez Bank Pekao, BOŚ, mBank oraz Deutsche Bank. Oprocentowania rzeczywiste tych zobowiązań przyjmują wartości z przedziału 4,20 – 5,29 proc. Warto pamiętać, że każda z tych instytucji pobiera prowizję za udzielenie swojego zobowiązania.

Kredyty hipoteczne stanowią doskonałe wsparcie dla osób planujących zakup domu, działki czy mieszkania. Wynika to z faktu, że zobowiązania te nie tylko łatwo zaciągnąć (oferowane niemal przez wszystkie banki), ale są one teraz po prostu tanie (niskie oprocentowanie). Trzeba jednak pamiętać, że nic nie trwa wiecznie i wcześniej czy później powyższe atuty mogą ulec odwróceniu. – mówi Jacek Kasperczyk, Comperia.pl.

Czy Brexit może powstrzymać Fed?

Prawdopodobieństwo oraz termin kolejnych podwyżek stóp procentowych w USA szacuje Robert Ślepaczuk, Szef Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI.

Członkowie amerykańskiej Rezerwy Federalnej postraszyli inwestorów zapowiedzią wcześniejszych, niż oczekiwał rynek, podwyżek stóp procentowych w USA. Czy to nie nazbyt wiele dla wystawionych ostatnio na próbę nerwów inwestorów?

Reakcję Fed na ostatnie dane z amerykańskiej gospodarki, m.in. rosnącą sprzedaż detaliczną i inflację, trudno uznać za całkowite zaskoczenie. Na swoich wcześniejszych posiedzeniach, pomimo gołębiej retoryki, Fed wyraźnie dawał do zrozumienia, że wraz z potwierdzeniem poprawy w sferze makro powróci do dyskusji o dalszych podwyżkach stóp procentowych w USA. Jednocześnie nie da się ukryć, że moment na zaprezentowanie rynkom ostrzejszego, jastrzębiego nastawienia przez członków amerykańskiego banku centralnego oraz publikację raportu z kwietniowego posiedzenia okazał się niefortunny. Finalnie, zamiast jednej, dwóch podwyżek odsuniętych w czasie, rynek musi się oswoić z 35-procentowym prawdopodobieństwem zacieśnienia polityki pieniężnej już na czerwcowym posiedzeniu.

Co to oznacza dla rynków?

Wzrost ryzyka podwyżki stóp procentowych już w czerwcu spowodował wzrost rentowności (spadek cen) amerykańskich obligacji skarbowych oraz spadki na giełdach w USA. Akcjom nie pomogły też słabsze wyniki finansowe spółek za I kwartał tego roku. Patrząc globalnie, można zauważyć, że ryzyko w postaci działań Fedu ma negatywny wpływ na światowe rynki akcji oraz rynki wschodzące w ogóle.

Czy Brexit mógłby wpłynąć na decyzję Fedu?

Niewątpliwie tak. Opuszczenie UE przez Wielką Brytanię byłoby istotnym wydarzeniem na politycznej i gospodarczej mapie świata. W takiej sytuacji Fed na początku dokładnie przeanalizowałby konsekwencje takiego zdarzenia i dopiero później mógłby powrócić do tematu podwyżek w USA. Jeżeli do Brexitu nie dojdzie, przy dalszej poprawie danych z amerykańskiej gospodarki obstawiałbym podwyżkę stóp procentowych w USA w lipcu.

UNIMOT S.A. przejmuje spółkę handlującą energią elektryczną

UNIMOT S.A., niezależny dystrybutor paliw płynnych i gazowych, podpisał umowę w sprawie kupna 100 proc. udziałów w firmie Tradea Sp. z o.o., specjalizującej się w handlu energią elektryczną. O przejęciu spółki mówi nam Prezes Zarządu UNIMOT S.A., Robert Brzozowski.

Gett, spółka portfelowa MCI. TechVentures, z nowym inwestorem – Volkswagen Group

0

Gett (dawniej GetTaxi), spółka z portfela funduszu MCI.TechVentures, oraz Volkswagen Group ogłosiły utworzenie strategicznego partnerstwa oraz inwestycję w wysokości 300 mln USD w celu przyspieszenia dynamicznego rozwoju Gett.

  • Gett to lider europejskiego rynku usług transportowych na żądanie, w przeciwieństwie do innych tego typu firm korzystający tylko z licencjonowanych kierowców (taxi).
  • Gett powstał w 2010 w Izraelu. Obecnie prowadzi działalność także w Moskwie, Londynie, Nowym Yorku oraz w ponad 60 innych miastach.
  • Spółka jest obecna w portfelu funduszu MCI.TechVentures, zarządzanym przez Private Equity Managers, od 2015 roku.
  • Volkswagen Group był jedyną instytucją biorącą udział w tej rundzie finansowania.

– Gett jest liderem rynku przewozów osób w Europie, np. w samym Londynie ponad połowa wszystkich kierowców black cabów jeździ z Gett. W 2015 roku spółka koncentrowała się na rozwoju rynku w Nowym Jorku i widzimy tego efekty, w pierwszym kwartale 2016 roku taxi z logo Gett wykonały więcej kursów niż Lyft, nieznacznie tylko ustępując Uberowi. Gett działa jednak w innym modelu niż Uber i zatrudnia tylko licencjonowanych kierowców – to zapewnia odpowiednią jakość kierowców i bezpieczeństwo regulacyjne. Spółka rośnie bardzo szybko i z 500 milionami USD przychodów jest już zyskowna w swoich wcześniejszych lokalizacjach – powiedział Maciej Kowalski, Partner Inwestycyjny Private Equity Managers, firmy zarządzającej funduszami z Grupy MCI.

– Gett to doskonały przykład tego, jakie cechy powinien mieć kandydat na jednorożca, czyli spółki wycenianej na ponad 1 miliard dolarów . Przede wszystkim powinien działać w modelu typu „distruptive”, mieć świetny zespół odpowiednio zmotywowany. Ponadto niezbędne jest posiadanie przełomowej „obietnicy korzyści” (value proposition) dla klientów i odpowiedni model operacyjny oraz rozwiązania IT gwarantujące klientom rewelacyjne doświadczenia dodał Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu Private Equity Managers.

Dzięki 300 mln USD zainwestowanym przez Volkswagen Group, łączna kwota otrzymanego finansowania przez Gett przekroczyła już 520 mln USD.

Inwestycja wpisuje się w strategię VW, w ramach której znacząca część przychodów ze sprzedaży generowanych w przyszłości ma pochodzić z nowych modeli biznesowych działających w obszarze usług mobility services, m.in. takich jak te dostarczane przez Gett.

Gett jest największym dostawcą usług transportowych na żądanie w Europie. W skali globalnej, jest obecny w ponad 60 miastach, m.in. w Londynie, Moskwie, oraz Nowym Yorku. W stolicy Wielkiej Brytanii, ponad połowa sławnych czarnych taksówek jest połączona z siecią Gett. Przychody spółki przekraczają 500 mln USD.

– Jesteśmy zachwyceni partnerstwem z VW, największym na świecie producentem samochodów – powiedział Shahar Waiser, założyciel oraz CEO Gett. Dzięki tej inwestycji, Gett przyśpieszy ekspansję w Europie oraz w USA poza Nowym Yorkiem, gdzie już działamy obecnie – dodał.

Technologia Gett umożliwia usługi transportu na żądanie, dostawę i logistykę. Stale się rozwija, wykorzystując big-data, algorytmy predykcyjne oraz podstawy sztucznej inteligencji. Technologia ma służyć jako fundament dla funkcjonowania autonomicznych samochodów na żądanie.

To co wyróżnia Gett, to oferowane z sukcesem usługi zarówno dla klientów indywidulanych jak i korporacyjnych. – Posiadamy bardzo dobrą ofertę B2B – dodał Waiser. Współpracujemy z ponad 4.000 wiodących światowych instytucji, które odpowiadają obecnie za 30 proc. przychodów segmentu biznesowego.

Odnosząc się do zawartego z VW Group porozumienia, Waiser powiedział:

– Współpraca Volkswagena oraz Gett to przykład świetnego strategicznego partnerstwa. Sektor usług transportu na żądanie rośnie bardzo szybko. Gett udostępnia VW technologię, która pozwoli mu rozszerzyć działalność poza podstawowy biznes produkcji samochodów. Obie firmy odnoszą sukcesy zarówno w obsłudze klientów indywidualnych, jak również biznesowych. VW będzie teraz w stanie oferować usługi transportowe na żądanie na rynku B2B. W naszym modelu biznesowym od zawsze skupiamy się na rentowności i realizowaniu inicjatyw przekładających się na wzrost.– podsumował Waiser.

– Obok naszej wiodącej roli w świecie motoryzacji, chcemy być także jednym z największych globalnych firm oferujących usługi transportowe na żądanie do roku 2025 – powiedział Matthias Muller, prezes zarządu VW. – W ramach założeń nowej strategii grupy, ta kooperacja to krok milowy dla Volkswagena na drodze do oferowania zintegrowanych usług transportu, będących odpowiedzią na zmieniające się zapotrzebowanie konsumentów.

L. Balcerowicz (FOR): W Polsce nie w tej chwili miejsca na odpowiedzialne obniżki stóp procentowych

Ekonomiści są zgodni, że nowo mianowana Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni stóp procentowych w najbliższych miesiącach. Raczej skłaniają się do przekonania, że pierwszą zmianą będzie podwyżka, ale nastąpi ona najwcześniej w przyszłym roku. Zdaniem prof. Leszka Balcerowicza, który szefował Radzie w latach 2001–2007, na razie nie ma miejsca na kolejne obniżki stóp proc.

– Zgadzam się z tymi, którzy uważają, że nie ma miejsca dla odpowiedzialnego obniżania stóp procentowych, zwłaszcza że w Polsce nie cierpimy jak na razie na wzrost wydatków, jesteśmy w szczycie koniunktury – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący Forum Obywatelskiego Rozwoju i prezes NBP w latach 2001–2007. – Zgadzam się również z tymi, którzy słusznie twierdzą, że udało nam się zbudować zdrowy, zróżnicowany system bankowy, który jest bardzo ważny dla stabilności gospodarki, bo doświadczenie wielu krajów pokazuje, jak smutno się kończy dla ludzi kryzys bankowy. A kryzysy bankowe najczęściej się biorą z tego, że rządzący próbują dyrygować kredytem bankowym.

Główna stopa procentowa od ponad roku znajduje się na poziomie 1,5 proc. i jest najniższa w historii. W ciągu ostatnich trzech lat RPP obniżała ją dziesięć razy, poczynając od poziomu 4,75 proc. Na początku działalności RPP w 1998 roku stopa referencyjna wynosiła 24 proc.

– Nam udało się w Polsce m.in. zbudować fachowy i odpowiedzialny bank centralny. A to przejawiało się w tym, że zaczynając od bardzo wysokiej inflacji w 1989 roku, doszliśmy do inflacji bliskiej tej, która istnieje w krajach zachodnich między 0 a 2 proc. i to jest wielkie osiągnięcie dla ludzi i dla rozwoju przedsiębiorstw – przypomina Balcerowicz. – Po drugie udało nam się, i to nas wyróżnia spośród wielu innych krajów, uniknąć kryzysu bankowego. Uniknąć sytuacji, w której najpierw kredyt rośnie zbyt szybko, a potem się załamuje, czyli po boomie następuje krach.

Jeszcze w 2000 roku ceny w Polsce wzrosły dwucyfrowo, o 10,1 proc. Od 2004 roku Narodowy Bank Polski i Rada Polityki Pieniężnej mają wyznaczony cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc. z odchyleniem o jeden pkt proc. w górę i w dół. W ciągu tych dwunastu lat zmiany cen pozostawały w celu przez pięć lat. Nie było jednak skokowych odchyleń. Od połowy 2014 roku w Polsce występuje deflacja, czyli spadek cen rok do roku. W ubiegłym roku skurczyły się one całorocznie o 0,9 proc. Jednocześnie Polska notuje stosunkowo wysoki wzrost gospodarczy w porównaniu z innymi krajami, mimo że przeważnie niska inflacja idzie w parze z powolnym tempem rozwoju gospodarki.

– Konsumenci słusznie wolą niższe ceny, ceny wolniej rosnące niż wyższe ceny i tak jak powiedziałem, akurat w tej dziedzinie największa odpowiedzialność spada na Narodowy Bank Polski, który jak na razie od 1989 roku dobrze się z niej wywiązywał, bo przypomnę, startowaliśmy z inflacji, która wynosiła od 20 do 40 proc. miesięcznie w 1989 roku i udało nam się na początku 2000 r. dojść do poziomu około 2 proc. i oby to dalej było utrzymywane.

Jak przekonuje, kryzysy dotykają najczęściej banków podlegających wpływom politycznym, państwowych lub kontrolowanych przez polityków.

– Jest niesłychanie ważne, żeby nowe władze Narodowego Banku Polskiego, a także Komisji Nadzoru Finansowego utrzymywały te wielkie osiągnięcia – podkreśla były szef NBP. – To znaczy, żeby ich polityka była skierowana na niską inflację i na utrzymywanie zdrowia systemu bankowego. Jeżeli by się okazywało, że działania nowych rządzących idą w przeciwnym kierunku, to za to zawsze płaci społeczeństwo. I społeczeństwo ostatecznie za złą politykę gospodarczą rozlicza.

Branża budowlana wraca do formy po kryzysie. Polskie firmy mogą zaistnieć za oceanem

CEO Magazyn Polska

Nie ma już kryzysu w branży budowlanej i nie boimy się o zlecenia – mówi Arkadiusz Nagięć, prezes spółki PRO-INVEST.  Zaznacza jednak, że niektóre firmy budowlane wciąż odczuwają skutki gorszych czasów i wojny cenowej na rynku. Perspektywy są jednak dobre, bo w tym i przyszłym roku branża ma odnotować kilkuprocentowe wzrosty. Szansą dla firm jest też eksport usług – poza krajami europejskimi perspektywiczne są także rynki Ameryki Północnej.

Rynek budowlany najgorsze czasy ma za sobą, ale firmy budowlane jeszcze nie są w dobrej kondycji – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Arkadiusz Nagięć, prezes spółki PRO-INVEST SA. – Świadczy to też o tym, że trochę zabijamy się na ceny, rujnując własne firmy, co nie jest dobre ani dla firm budowlanych, ani dla rynku, ani tym bardziej dla inwestycji i samych inwestorów, bo odbija się to na jakości. Musimy zaprzestać takiego procederu, ponieważ już nie ma kryzysu i nie boimy się, że nie będziemy mieć pracy, bo inwestorzy potrzebują budować nowe fabryki czy osiedla.

Według obliczeń PMR miniony rok na rynku budowlanym przyniósł wzrost na poziomie 4 proc., a ten może się zakończyć 5 proc. na plusie. Według badań IBP Research rynek dystrybucji materiałów budowlanych w 2015 roku osiągnął sprzedaż ok. 40 mld zł. Zeszły rok zakończył się ok. 7-proc. wzrostem. To wyraźny odwrót tendencji z lat 2012–2013, kiedy rynek notował wyraźne spadki. Prezes spółki PRO-INVEST podkreśla jednak, że obecnie jeszcze potencjał firm budowlanych przewyższa poziom nakładów inwestycyjnych.

 W tym roku to zaczęło się już powoli zmieniać. Sądzę, że w przyszłym roku będzie już widać odwrotną sytuację – więcej będzie nakładów, a mniej potencjału. Na razie widać to w cenach materiałów budowlanych, chociaż niektóre ceny mogą być stymulowane tzw. sezonowością pracy – mówi Nagięć.

Największe triumfy polski rynek budowlany święcił na początku dekady, co było zasługą przede wszystkim ogromnych inwestycji związanych z mistrzostwami Europy w piłce nożnej. W tych latach na potęgę budowano stadiony, lotniska, autostrady, dworce, hotele. W 2013 roku rynek budowlany się załamał, a wiele firm zbankrutowało. Przełomowy okazał się jednak 2015 rok, kiedy budowlanka zaczęła notować regularne wzrosty. Eksperci prognozują, że 2017 rok może zakończyć się nawet 8-proc. wzrostem. To w dużej mierze zasługa unijnych funduszy.

Prezes PRO-INVEST podkreśla, że już dziś firmy budowlane powinny szukać rozwiązań na czasy, gdy skończą się pieniądze z UE (po 2020 r.). Zaznacza jednak, że stabilność polskiej gospodarki powinna zapewnić branży dalszy stabilny rozwój.

– Na razie słyszę, że wszyscy się boją. Natomiast już dzisiaj należy szukać rozwiązań i patrzeć, co może się zmienić. Musimy się zastanowić, gdzie możemy znaleźć jako inwestorzy i generalni wykonawcy środki na dalszy rozwój, kiedy już zabraknie funduszy z UE. Na szczęście polska gospodarka będzie już na tyle rozwinięta, że mam nadzieję, że nie będziemy się musieli martwić o dalszy rozwój – podkreśla ekspert.

Szansą dla polskich firm są także rynki zagraniczne. O ile branża jest silnie reprezentowana w krajach sąsiednich oraz w Europie Zachodniej, o tyle wciąż mało jest polskich firm za oceanem. W opinii Nagięcia amerykański rynek może być dla polskich firm bardzo perspektywiczny.

Należałoby się na tym rynku skupić. Zwłaszcza że reprezentujemy bardzo wysokim jakość w porównaniu do rynku usług tego typu np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie jakość budowlanki jest jeszcze na niezadowalającym poziomie. Na tym moglibyśmy skorzystać. Wciąż jednak brakuje nam kadry, która mogłaby z powodzeniem realizować projekty za oceanem, a także możliwości finansowych i produkcyjnych – mówi Arkadiusz Nagięć.

PRO-INVEST SA jest polską firmą ogólnobudowlaną, specjalizującą się nowoczesnych obiektach i realizującą wiele ekologicznych i ekonomicznych projektów z zakresu m.in. infrastruktury przemysłowej, biurowej, magazynowej czy użyteczności publicznej.

Blisko połowa Polaków akceptuje możliwość większej inwigilacji w sieci ze względów bezpieczeństwa. Zaostrzanie przepisów jednak nie wystarczy

0

CEO Magazyn Polska

Wraz z rosnącą skalą przestępczości w sieci rośnie też świadomość cyberzagrożeń nie tylko wśród użytkowników, lecz także firm i instytucji państwowych. Do skutecznej walki z cyberprzestępcami potrzebna jest ścisła współpraca sektora publicznego i prywatnego – mówili paneliści konferencji zorganizowanej przez Instytut Staszica i CMWP SDP. Ma to istotne znaczenie dla ochrony infrastruktury krytycznej, czyli sektora bankowego, energetycznego i telekomunikacyjnego. Blisko połowa Polaków akceptuje możliwość większej inwigilacji w sieci ze względów bezpieczeństwa.

Jest bardzo wiele zagrożeń, które czyhają na wszystkich użytkowników internetu: od kradzieży tożsamości, przez nieuprawniony dostęp do systemów i kradzieże haseł, po bardziej zaawansowane, czyli przejęcie kontroli nad komputerem albo po prostu zawirusowanie urządzeń – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Trąbiński, dyrektor Departamentu Santander Universidades, które wraz z BZ WBK było partnerem strategicznym konferencji.

Cyberprzestępcy coraz chętniej atakują instytucje państwowe i firmy z sektora finansowego. Jak wynika z badania firmy Fortinet, w Stanach Zjednoczonych tylko w ciągu czterech miesięcy 400 firmom wymierzono blisko 32 mln ataków, z czego 40 proc. w sektor finansowy. Również w Polsce branża ta jest narażona na ataki – w kwietniu, jak podał IBM X-force, złośliwe oprogramowanie GozNym zaatakowało 17 banków komercyjnych i 200 spółdzielczych.

Ataki zdarzają się bez przerwy i jest ich coraz więcej. Dlatego chcielibyśmy wiedzieć, jak broni się przed tym bankowość i jak wygląda współpraca państwa z bankami. Mamy wrażenie, że państwo nie reaguje dosyć szybko w tym obszarze. Ważne jest wywołanie debaty, żeby dziennikarze w większym stopniu się tym tematem interesowali i pisali, a tym samym wywierali presję na polityków i instytucje – podkreśla Wiktor Świetlik, dziennikarz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i wiceprezes Instytutu Staszica.

Z kontroli NIK dotyczącej obszaru bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych i przechowywanych w nich danych w instytucjach publicznych wynika, że procesy zapewnienia bezpieczeństwa informacji realizowane są w sposób chaotyczny. Brakuje również procedur, które regulowałyby cały proces. NIK ocenia też, że ograniczanie zakresu ochrony jedynie do niektórych istotnych informacji może mieć poważne konsekwencje przede wszystkim dla zapewnienia ciągłości działania instytucji mających istotne znaczenie dla funkcjonowania państwa. Część wniosków NIK pokrywa się z działaniami Ministerstwa Cyfryzacji w przygotowywanej strategii cyberbezpieczeństwa.

Cyberbezpieczeństwo to dziedzina, w której bez partnerstwa publiczno-prywatnego, bez ścisłej kooperacji pomiędzy instytucjami publicznymi i prywatnymi nie da się wiele zdziałać. Położenie większego nacisku na cyberbezpieczeństwo przez każdą instytucję publiczną jest bardzo pozytywnym sygnałem – ocenia przedstawiciel Santander Universidades.

Internet może też być wykorzystywany jako element cyberwojny, a eksperci zwracają uwagę na to, że zagrożenie rośnie, zwłaszcza w kontekście konfliktu na Ukrainie. Dlatego całkowita anonimowość w sieci może potencjalnie nieść ze sobą zagrożenie. Obecnie obowiązujące w Polsce przepisy nie pozwalają na łatwą identyfikację użytkowników sieci.

Z jednej strony należy wprowadzać mechanizmy, które monitorują przesył informacji w sieci, z drugiej strony nie można pójść za daleko i wylać dziecka z kąpielą. Nie możemy doprowadzić do tego, że internet będzie domeną ściśle inwigilowaną i reglamentowaną przez państwo, wówczas cała istota internetu nie będzie miała większego znaczenia – przekonuje Trąbiński.

Z sondażu CBOS wynika, że 46 proc. Polaków uważa, że policja i takie służby jak ABW czy CBA powinny mieć ułatwiony dostęp do danych internetowych, tak by skutecznie walczyć z cyberprzestępczością. 30 proc. opowiada się za ograniczonym dostępem, a w grupie tej dominują ludzie młodzi, którzy spędzają online dużo więcej czasu niż starsze pokolenia.

Ponad 60 proc. jest przekonanych, że ułatwienie służbom dostępu do danych przyczyni się do wzrostu wykrywalności przestępstw, jednocześnie jednak 70 proc. obawia się, że może to spowodować naruszenia prywatności użytkowników internetu, którzy nie złamali prawa.

Kwestie monitorowania publikowanych treści są też istotne dla przedstawicieli mediów.

Prawo prasowe kiedyś w większym stopniu regulowało to, z czym mieliśmy do czynienia, kiedy były instytucjonalne media i nie było takiej demokracji możliwości korzystania z wolności słowa. Dzisiaj internet demokratyzuje media, każdy może być jednocześnie nadawcą i odbiorcą informacji – wskazuje Piotr Waglowski, prawnik i autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet.

Jak przypomina ekspert, odpowiedzialność może ponosić autor materiału prasowego, redaktor naczelny i wydawca, przy czym autor może zachować anonimowość. Jeśli materiał był przygotowany nierzetelnie, było wiadomo, gdzie zwrócić się z roszczeniami. Internet obecnie takiej możliwości często nie daje, a autorzy publikujący anonimowo w sieci mogą pozostać bezkarni.

Moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak prawo do anonimowości w internecie. Jeżeli korzystam z wolności słowa, to muszę ponosić odpowiedzialność za to słowo, inaczej nie żyjemy w demokratycznym państwie prawnym. A to znaczy, że musi istnieć systemowe rozwiązanie, które wskaże, kogo należy pozywać w sytuacji, kiedy będzie się realizować swoją wolność słowa – przekonuje Waglowski. – Jestem daleki od tego, by proponować jakiekolwiek rozwiązania, które miałyby zmniejszać anonimowość. Wolność słowa musi być jednak związana z odpowiedzialnością, a w przypadku anonimowości takiej odpowiedzialności nie ma – wskazuje.

Tylko 15–20 proc. mieszkań w Polsce jest wynajmowanych. To ponad dwa razy mniej niż w Holandii czy Niemczech

CEO Magazyn Polska

W Polsce na rynek najmu komercyjnego trafia zaledwie około 4 proc. mieszkań. W dużych miastach razem z szarą strefą jest to 15–20 proc., ale to i tak ponad dwa razy mniej niż w Holandii czy Niemczech. – W Polsce brakuje najmu, w którym mieszkania oferowane byłyby nie tylko przez osoby prywatne, lecz także instytucje – przekonują przedstawiciele Banku Gospodarstwa Krajowego. Ożywienie rynku najmu mogłoby przyczynić się do rozwiązania problemu mieszkalnictwa, zwiększenia mobilności społeczeństwa i poprawienia sytuacji w budowlance.

Na polskim rynku mieszkalnictwa i budownictwa jest potrzeba stworzenia nowych standardów – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Kocon, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego. – Jednym z nich powinien być najem instytucjonalny, w odróżnieniu od zasobu mieszkań oferowanych przez osoby indywidualne, które mają niezajęte przez siebie bądź członków rodziny mieszkania.

Słabo rozwinięty rynek najmu rodzi konsekwencje np. dla rynku pracy, bo powoduje ograniczoną mobilność zawodową. Chociaż badania wskazują, że to powoli się zmienia. Stworzony przez Randstad indeks mobilności, śledzący stopień przygotowania osób fizycznych do zmiany miejsca pracy, ukształtował się w I kwartale na poziomie 107 punktów, podczas gdy w całej Europie miał wartość 102 punktów.

Zapewnienie dachu nad głową jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. W Polsce takie możliwości są mocno ograniczone. Mobilność społeczeństwa, zwłaszcza młodych ludzi, jest hamowana tym, że brakuje lokali na wynajem. Gdy młody człowiek decyduje się na podjęcie pracy, napotyka barierę mieszkaniową. Należy ją likwidować albo przynajmniej poważnie ograniczać – komentuje wiceprezes Włodzimierz Kocon.

Korzyści z takiego rozwiązania jest więcej. Rozpoczęcie programu budowy mieszkań na wynajem stanowiłoby istotny impuls rozwojowy dla wielu gałęzi krajowego przemysłu. Skorzystałyby na tym nie tylko firmy budowlane, lecz także producenci mebli, wyposażenia wnętrz, sprzętu elektronicznego. Trzecią korzyścią byłoby zwiększenie możliwości zaspokojenia przez społeczeństwo potrzeb bytowych.

Młody człowiek potrzebuje niewielkiego mieszkania, ale kiedy założy rodzinę, jego potrzeby stają się większe, konieczne są już dwa, może nawet trzy pokoje – tłumaczy Włodzimierz Kocon. – Osoby starsze z kolei nie muszą mieszkać w dużych lokalach, często nawet ich na to nie stać. Dajmy więc wszystkim możliwość zajmowania takiego mieszkania, które w danym momencie życia jest najbardziej potrzebne.

W Polsce wciąż brakuje mieszkań na wynajem. Na 100 lokali mieszkalnych zaledwie 4 proc. jest wynajmowanych na zasadach komercyjnych. W Niemczech i Holandii własność nieruchomości jest domeną najbogatszych, a około 50 proc. mieszkań jest wynajmowanych.

W dzisiejszych czasach przy obecnych kosztach budowy i kredytu rata kredytu hipotecznego nierzadko jest niższa niż czynsz płacony przez najemcę – zauważa Włodzimierz Kocon. – Dlatego zwłaszcza ludzie młodzi, którzy mają zdolność kredytową, preferują kupno, co też zmniejsza rynkową ofertę wynajmu.

Rynek najmu mają wspierać programy prowadzone przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Jednym z nich jest Fundusz Mieszkań na Wynajem. BGK Nieruchomości buduje nowe lokale, które potem udostępnia najemcom na preferencyjnych warunkach. Inwestycje prowadzone są m.in. w Warszawie, Katowicach, Krakowie i Gdańsku. W kwietniu ruszyła kolejna inwestycja w Poznaniu. Do 2018 roku ma powstać ok. 5,5 tys. mieszkań.

Warto wspomnieć także o ostatnio uruchomionym Funduszu Municypalnym. Ten fundusz nakierowany jest na wsparcie kapitałowe gmin również w projektach mieszkaniowych. Pierwszy list intencyjny został podpisany z gminą miejską Jarocin na budowę 400 mieszkań. To pokazuje, że potrzeba mieszkań na wynajem jest nie tylko w wielkich miastach, gdzie jest bardzo rozwinięty rynek pracy, lecz także w mniejszych miejscowościach – podkreśla Kocon.

Fundusz Municypalny współfinansuje gminne inwestycje w obszarze nieruchomości. Angażuje się zarówno w projekty modernizacji i rozbudowy istniejących nieruchomości, jak i w budowę nowych obiektów.