Optymalizacja stron internetowych z SEOKitten

Właśnie wystartowało nowe e-narzędzie do rozwiązywania problemów z optymalizacją stron internetowych pod kątem wyszukiwarki Google – SEOKitten. Jest to darmowa aplikacja, dostępna pod adresem seokitten.com, która w kilka sekund pozwoli na sprawdzenie najważniejszych parametrów każdej strony www, takich jak chociażby prędkość wyświetlania witryny, meta informacje, błędy w kodzie i nagłówkach, ilość backlinków, rankingi Alexa i Moz, a także sygnały w mediach społecznościowych.

Logo z kotkiem ubranym w trykotowy strój superbohatera oraz zabawna parafraza wierszyka z bajki o Królewnie Śnieżce (Kitty, Kitty on the wall who’s got the best site of them all?) kryją narzędzie najzupełniej poważne, a co najistotniejsze – niezwykle przydatne programistom zajmującym się projektowaniem witryn internetowych, webmasterom, marketingowcom, pozycjonerom czy specjalistom od e-commerce.

Dlaczego warto dołożyć szczególnych starań, by strona internetowa była jak najlepiej oceniana przez Google? Przede wszystkim dlatego, żeby zajmowała jak najwyższe pozycje w wynikach wyszukiwania Google dla najtrafniej opisujących ją wyrażeń kluczowych. Jeśli twoja witryna nie pokazuje się na pierwszej stronie wyników wyszukiwania to tak jakby twój e-biznes nie istniał, a szanse na pozyskanie klientów z najpopularniejszej wyszukiwarki dramatycznie maleją. Google od kilku lat sukcesywnie ulepsza stosowany przez wyszukiwarkę algorytm, dzięki czemu internauci otrzymują coraz lepsze i bardziej wyselekcjonowane wyniki wyszukiwania, lecz właściciele stron internetowych są zmuszeni do zwiększenia uwagi na zawartość swoich stron www zarówno pod kątem treści i kodu.

Google cały czas dąży do stosowania coraz inteligentniejszego algorytmu obsługującego zachowanie wyszukiwarki oraz zwracanie wyników wyszukiwania. Kiedyś o wysokiej pozycji witryny w wynikach wyszukiwania decydowała liczba odnośników z innych stron. Ale te czasy już dawno minęły.

Aktualizacja Google nazwana pieszczotliwie Pandą sprawiła, że o pozycji strony w wynikach wyszukiwania decyduje jej zawartość. Innymi słowy, Google wprowadziło Pandę, aby zmniejszyć widoczność witryn niskiej jakości. Stąd unikalne, rozbudowane i przydatne dla użytkowników treści zamieszczone na stronie www i jej podstronach mają kluczowe znaczenie dla rankingu w wyszukiwarce. Pingwin z kolei zmusił pozycjonerów do zadbania o jak najwyższą jakość linków przychodzących, które powinny pochodzić z wartościowych dla internautów treści i tematycznie skorelowanych miejsc o dobrej reputacji. Najnowsza aktualizacja Koliber zapoczątkowała dominację wyszukiwania semantycznego w Internecie. Oznacza to, że Google dokonuje analizy znaczeniowej zawartości strony, a frazy kluczowe będą odczytywane w związku z kontekstem, w którym występują. Co to oznacza dla twórców stron internetowych oraz specjalistów od pozycjonowania i w jaki sposób pomoże im SEOKitten?

Największym atutem aplikacji SEOKitten jest błyskawiczne wychwytywanie najważniejszych błędów na stronie wpływających na jej widoczność w Google – kanonicznych, związanych z indeksacją, kodem HTML czy nagłówkami, itp. oraz wykrywanie potencjalnie niebezpiecznych domen z tym samym IP co badana witryna www. SEOKitten dostarczy też danych o prędkości ładowania się strony, informacji META, liczbie backlinków prowadzących do sprawdzanej strony internetowej z podziałem na dofollow i nofollow (czyli takich, które wpływają na pozycję w wynikach wyszukiwania i takich, które są dla rankingu neutralne). To jednak nie wszystko. SEOKitten informuje również o rankingu Alexa analizowanej przy pomocy tego e-narzędzia witryny, a więc wskaźniku popularności, na którą składa się ilość jej użytkowników oraz przeglądanych podstron serwisu. SEOKitten pokazuje rezultat uzyskany w rankingu Moz, którego wysokość świadczy o użyteczności i popularności witryny w sieci. Aplikacja SEOKitten pozwala jednocześnie na zbadanie sygnałów pochodzących z mediów społecznościowych takich jak Facebook, Google+ oraz Twitter (like’ów, komentarzy, fanów, tweetów, itd.). Wszystkie te informacje pozwolą programistom oraz specjalistom od SEO na jak najlepsze zoptymalizowanie witryn pod kątem Google, co w połączeniu z dobrymi jakościowo treściami na nich publikowanymi wpłynie znacząco na widoczność, wiarygodność i popularność.

Kolejne aktualizacje i zmiany algorytmu Google zmusiły specjalistów od pozycjonowania i webmasterów do dbałości o bardzo szeroko rozumianą jakość stron internetowych. Poprzez analizę semantyczną zawartości witryn Koliber w jeszcze większym stopniu, niż kiedykolwiek wcześniej, inspiruje do tworzenia treści dobrze przemyślanych, użytecznych internautom i spójnych tematycznie. SEOKitten jest narzędziem, które pozwala na maksymalnie sprawne i efektywne radzenie sobie z wyzwaniami stawianymi przez Google, a jednocześnie ułatwia tworzenie stron www kompletnie przygotowanych do konkurowania o najwyższe pozycje w SERPach.

Czego obawiają się twoi klienci?

Sektor usług rządzi się swoimi prawami. Bezwzględna era prosumenta, w której to klient posiada wiedzę o produktach i usługach oraz chętnie się z nią dzieli, zobowiązuje nas do ciągłego monitorowania informacji pojawiających się w sieci. Okazuje się bowiem, iż opinie w Internecie to najcenniejsze źródło informacji oraz czynnik warunkujący sukces bądź porażkę poszczególnych usług.

O ile, w przypadku sprzedaży lub zakupu sprzętu elektronicznego decyzja podejmowana przez klienta wydaje się być dziecinnie prosta, o tyle zlecając np. remont mieszkania ciężko przewidzieć oczekiwany rezultat. Decyzję o zakupie danego produktu ułatwia fakt, iż dobra można wypróbować, dotknąć. Równocześnie, ciężko byłoby „zmierzyć” nowy, zgrabniejszy nos lub poprosić ogrodnika o próbne koszenie trawnika. Nie sposób pójść do kina na kilka seansów, płacąc tylko za ten, który przypadnie nam do gustu. Według ostatnich publikacji GUS, firmy usługowe wytworzyły w ubiegłym roku ok. 63,6 % wartości dodanej w całej gospodarce krajowej. Tendencja zwyżkowa nie traci impetu. Dbając o sukces marki, pamiętajmy zatem o tym, iż dobra komunikacja marketingowa w przypadku usług powinna różnić się od tej „produktowej”.

Sprzedaż produktu opiera się na jednej prostej zasadzie. Podkreślamy zalety w taki sposób, aby potencjalny klient, pomimo tego, iż nie jest ekspertem, porzucił obawy i zdecydował się potwierdzić walory za pomocą własnego doświadczenia. Uwydatniamy zatem te aspekty, które konsument może sam zweryfikować. Wyjątkowo komfortowy zestaw wypoczynkowy okraszony hasłem „Usiądź i doznaj przyjemności” to równocześnie komenda oraz ciche przyzwolenie na wzbudzenie pozytywnych emocji względem naszego produktu.

Prowadząc firmę usługową jesteśmy zmuszeni do ciągłego dostarczania argumentów dla swoich potencjalnych klientów. O ile klient nie czuje potrzeby informowania go o wszystkich parametrach usługi, chciałby mieć pewność, iż zostanie ona dostarczona przez eksperta w danej dziedzinie.

Redukując troski swoich klientów warto postawić na dwa atrybuty. Pierwszym z nich jest bogate doświadczenie, czyli przedstawienie siebie, usługodawcy jako mistrza, profesjonalisty. Drugim z nich, jest poszczycenie się poparciem zadowolonych klientów. Nienaganna opinia to klucz do sukcesu. – mówi Kamila Szwagiel, Product Manager GRUPA365NET.

Najlepszym sprzymierzeńcem kreowania takiego zaplecza jest bez wątpienia Internet. Jego rozwój nie tylko ułatwił aktywną wymianę informacji, ale również uaktywnił grę zwaną marketingowym szumem. Ponad 57% Internautów przyznaje się, iż to właśnie sieć stanowi dla nich najcenniejsze źródło informacji.

Wzrastająca w siłę postawa konsumenta aktywnego, który chętnie dzieli się wiedzą o produktach, przez co wpływa na ich jakość, daje ogromne pole do popisu. Wielu producentów bagatelizuje taki potencjał i rezygnuje z monitoringu głosu prosumentów, dochodzącego z sieci. Niesłusznie. Głos internautów z dnia na dzień nabiera coraz większego znaczenia. Coraz częściej pełnią oni role najlepszych ambasadorów marki. Opinie i rekomendacje klienta są nie tylko główną determinantą zakupu, ale stanowią również swoistą przeciwwagę dla przekazu reklamowego. To właśnie tutaj, w sposób szybki i wygodny potencjalny klient przekona się lub zniechęci do zakupu.

Partnerstwo publiczno-prywatne

Mieszkania socjalne, parkingi czy obiekty sportowe oraz drogi – to inwestycje realizowane w ramach tzw. finansowania PPP. Co się kryje za tym tajemniczym skrótem? Nic innego jak współpraca sektora publicznego z prywatnym.

Nowy rok, nowe wyzwania – również dla samorządów w Polsce. Te często borykają się z istotnym problemem. Oczekiwania społeczności wobec rozwoju miejscowości, w których mieszkają, rosną. Budżety natomiast są niejednokrotnie napięte do kresów wytrzymałości. Samorządy poszukują zatem alternatywnych źródeł finansowania swoich zadań. Jedno z nich to partnerstwo publiczno-prywatne. Istotą tego narzędzia finansowego jest współpraca pomiędzy jednostkami administracji publicznej i samorządowej a podmiotami prywatnymi, w sferze świadczenia usług publicznych. Partnerstwo może dotyczyć infrastruktury mieszkaniowej, drogowej, sportowo-rekreacyjnej czy gospodarki komunalnej.

Mimo że współpracę w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego reguluje ustawa sprzed sześciu lat, to narzędzie, jakim jest PPP, nadal nie jest w pełni wykorzystywane. Jak podkreśla Robert Kałuża z Departamentu Wsparcia Projektów PPP w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego „W Polsce nadal można mówić o bardzo płytkim rynku PPP. Jednak pojawiły się też projekty – jaskółki i mamy nadzieję, że ten rynek będzie się rozwijał. Przede wszystkim z punktu widzenia większej wiedzy, którą zdobywają samorządy i na podstawie doświadczeń pewnych projektów, które są w Polsce realizowane.”

Niewątpliwie kluczem do sukcesu jest wiedza, którą warto wykorzystać podczas rozpoczynającego się nowego unijnego programowania finansowego na lata 2014-2020. Warto zaznaczyć, że finansowanie inwestycji z udziałem środków prywatnych i pochodzących z Unii Europejskiej jest możliwe. Nie jest to proste rozwiązanie, ale może przynieść ogromne korzyści. „Mówimy o tzw. projektach hybrydowych. Łączą one finansowanie unijne z Funduszy Spójności czy Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego z kapitałem prywatnym. Tych środków do tej pory było wykorzystywanych niewiele, ale w najbliższym czasie powinno się to zmienić” – twierdzi Robert Kałuża.

I musi się zmienić, bo – jak podkreślają eksperci – w nadchodzących latach będziemy cierpieć z powodu deficytu środków finansowych na realizację inwestycji. Polskie samorządy nie będą mogły pozwolić sobie na rezygnację z korzyści, jakie płyną z partnerstwa publiczno-prywatnego.

Poczta Polska zapowiada rewolucję w systemie dostaw paczek. Ma być szybciej, sprawniej i taniej

CEO Magazyn Polska

Największy na polskim rynku dostawca listów i przesyłek wprowadza zmiany w dostawach. Paczki, w zależności od wybranej usługi, mają docierać do adresatów w ciągu 24 lub 48 godzin. Poczta Polska zapewnia również bezpłatne ubezpieczenie i elektroniczny monitoring przesyłki.

Operator pocztowy wprowadził nowy podział usług. Od stycznia klienci mogą korzystać z Paczki 24, Paczki Ekstra 24 i Paczki 48. Wszystkie przesyłki objęte są gwarantowanym terminem doręczenia i ubezpieczeniem. 

 – Paczka Ekstra 24 gwarantuje dostarczenie przesyłki następnego dnia na terenie całego kraju, natomiast Paczka 24 – w wyznaczonej strefie A. Pokrywa ona 70 proc. Polski – tłumaczy Sławomir Żurawski, dyrektor obszaru paczkowego Poczty Polskiej.

Usługa Paczka Ekstra 24 daje możliwość zdefiniowania czasu doręczenia. To oznacza, że nadawca może określić zarówno dzień, jak i godzinę dostarczenia przesyłki. Zmieniły się również ceny tych usług, Jak podkreślają przedstawiciele firmy, nowe stawki są o wiele bardziej konkurencyjne i dostosowane do rynku.

Poczta Polska modernizuje również swoje usługi kurierskie. Od stycznia Pocztex odbierze przesyłkę bezpośrednio od klienta – po złożeniu zamówienia telefonicznego lub online – i dostarczy do adresata, bez konieczności wizyty w placówce. Tym samym Poczta startuje z pełnowartościowym produktem kurierskim.

 – Pocztex stanie się usługą stricte kurierską. Nie będzie obsługiwany w placówkach pocztowych. Zdecydowanie chcemy pozycjonować tę usługę dla klientów biznesowych – mówi Żurawski.

Poczta Polska proponuje także aplikację e-Nadawca, dzięki której klient może przygotować przesyłkę do nadania, zarządzać nią, wydrukować etykietę, a później śledzić, sprawdzać terminowość i otrzymywać raporty dostarczenia.

ePoczta

Obecnie co piąta paczka w kraju przesyłana jest za pośrednictwem Poczty Polskiej. Zmiany mają pomóc w zwiększeniu liczby paczek oraz w coraz aktywniejszym działaniu w obszarze e-commerce. Podobne przeprowadzili już najwięksi europejscy operatorzy.

 – Poczta Polska zakłada bardzo duży wzrost swoich udziałów w tym rynku. I tym samym strategicznie zakłada, że przychody z niego będą w znacznej mierze pokrywać tendencje spadkowe w tradycyjnych przesyłkach, szczególnie w przesyłkach listowych – wyjaśnia dyrektor obszaru paczkowego.

Rynek e-commerce, czyli handel internetowy, ma pozwolić Poczcie Polskiej odnaleźć się w nowej sytuacji i dać spory wzrost. Portfel operatora ma powiększyć się o usługi finansowe, wsparcie firm i udział bezpośredni w sprzedaży produktów.

 – Nie chcemy być tylko operatorem dla e-commerce. Poczta Polska chce być e-commerce. Chcemy nie tylko uczestniczyć w prostym przesyle paczek, lecz także w całym łańcuchu dostaw wraz z usługami dodatkowymi takimi jak: finansowanie przedsiębiorców, finansowanie zakupów, obsługa płatności, obsługa zwrotów oraz wsparcie działalności firm e-commerce – twierdzi Sławomir Żurawski.

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju określiło swoje priorytety

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju planuje inwestować w spójność społeczno-terytorialną, a także w poprawę konkurencyjności. Służyć temu ma wspieranie komercjalizacji wyników badań naukowych i wsparcie przedsiębiorczości. W ramach nowej perspektywy budżetowej UE więcej pieniędzy zostanie przekazanych regionom do zarządzania, co jest szansą dla Polski Wschodniej. 

 – Bardzo mocno stawiamy na konkurencyjność i spójność społeczno-terytorialną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wiceminister infrastruktury i rozwoju Paweł Orłowski. – Musimy inwestować w te potencjały, które są unikatowe dla regionów oraz wspierać przedsiębiorczość, która tworzy PKB i daje miejsca pracy.

Kolejnym priorytetem ma być zwiększenie komercyjnego wykorzystania wyników polskich prac badawczo-rozwojowych. Dlatego znacząca część środków z UE będzie przeznaczana na badania i rozwój.

 – Nie inwestujemy już w budowę nowych uczelni czy rozbudowę już istniejących – mówi Orłowski. – Ta baza została już zbudowana i teraz trzeba ją wykorzystać w gospodarczej praktyce.

W ramach  budżetu unijnego  na lata 2014-20 więcej środków zostanie przeznaczonych do zarządzania przez regiony. Jest to szansa dla Polski Wschodniej, która zmaga się z problemem zapóźnienia gospodarczego i infrastrukturalnego w porównaniu do reszty kraju.

 – Część regionów Polski Wschodniej ma bardzo silny przemysł rolno-spożywczy. To dziedzina, w którą warto zainwestować, która ma szansę być konkurencyjną w skali europejskiej – zauważa Orłowski.

Zdaniem wiceministra w tym regionie istnieje potencjał dla rozwoju innych branż, takich jak odnawialne źródła energii czy technologie komunikacyjne. Potrzebne są także inwestycje w infrastrukturę kolejową czy drogową, która jest słabo rozwinięta w porównaniu do innych części kraju, a także w kapitał ludzki.

 – Środki unijne to mniej więcej 1/3 środków rozwojowych – mówi Orłowski. – Mają one wyzwalać pewien impuls, ale potrzebne są zmiany w wielu dziedzinach, takich jak edukacja czy szkolnictwo wyższe, które trzeba powiązać z potrzebami pracodawców.

Ministerstwo Gospodarki: Polska i Niemcy powinny współpracować w rozwijaniu technologii węglowych

CEO Magazyn Polska

Korzystając z węgla, można zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych do atmosfery. Trzeba tylko rozwijać najnowsze technologie węglowe, a Polska z Niemcami powinny być tu wiodące, ponieważ są państwami, które zużywają najwięcej tego surowca w Europie – uważa Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Górnictwa w resorcie gospodarki. 

Jak przekonuje dyrektor w Ministerstwie Gospodarki, węgiel jest jednym z najtańszych surowców energetycznych. Myśląc więc o konkurencyjności na globalną skalę, na tym źródle Polska powinna oprzeć swoje bezpieczeństwo energetyczne. Zwłaszcza, że jak podkreśla Kaliski, odnawialne źródła energii (OZE) są zbyt drogie, ponieważ Polska nie ma odpowiednich technologii. W miksie, jego zdaniem, powinny znaleźć się więc także i te źródła, ale to węgiel ma mieć zapewnioną dominującą pozycję. 

 – Na wiatrakach czy na fotowoltaice zarabia się bardzo dobre pieniądze. Niestety energetyka oparta na tych surowcach jest kilkukrotnie droższa niż produkcja energii ze źródeł konwencjonalnych. Polska w Unii Europejskiej postrzegana jest jako czarna owca, kraj spalający węgiel i emitujący dwutlenek węgla. Ale jeżeli przeliczymy emisję na głowę mieszkańca, zużycie węgla dwukrotnie większe jest w Niemczech – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Kaliski, dyrektor Departamentu Górnictwa w resorcie gospodarki. 

Dlatego postuluje, by Polska i Niemcy współpracowały ze sobą w zakresie polityki węglowej. Jednak do tej pory, gdy na unijnym forum Polska blokowała przyjęcie planów ws. zwiększania celu redukcji emisji CO2 w UE, Niemcy były orędownikiem bardziej ambitnych celów. Na przestrzeni zaledwie dziesięciu lat udział OZE w bilansie energetycznym Niemiec wzrósł z 6 proc. do 25 proc., a do roku 2020 kraj ten ma czerpać z tych źródeł przeszło 40 proc. energii. Natomiast Polska do tego czasu chce zrealizować cel 10-proc. udziału energii z odnawialnych źródeł i już trzeci rok spóźnia się z implementacją unijnej dyrektywy o OZE.

Ministerstwo Gospodarki przygotowuje „Politykę Energetyczną Polski do 2050 roku”, która ma być gotowa w ciągu kilku miesięcy. Z dotychczasowych zapowiedzi wynika, że będzie ona kontynuacją obecnie funkcjonującego dokumentu – „Polityka Energetyczna Polski do 2030 roku”. Oznacza to oparcie miksu energetycznego w maksymalnym stopniu na zasobach własnych, czyli utrzymanie dominującej roli energii z węgla, rosnące znaczenie gazu oraz energetyki odnawialnej.

 – Nowe technologie pozwalają spalać węgiel ze sprawnością 46 proc., a blok energetyczny w projekcie budowy Kompanii Węglowej w Kopalni Czeczott ma osiągnąć 46,2 proc. To oznacza zredukowanie emisji dwutlenku węgla o 30 proc. Jeżeli więc wszystkie nowe bloki energetyczne będą budowane w oparciu o najnowsze technologie, to emisja gazów cieplarnianych znacząco spadnie – mówi Maciej Kaliski. 

PKP Cargo: jesteśmy gotowi na przyspieszenie gospodarki i ewentualne przejęcia

CEO Magazyn Polska

W ostatnich miesiącach na polskich torach można zaobserwować wzmożony ruch. W ocenie PKP Cargo druga połowa roku była pod tym względem wyjątkowo korzystna dla całej branży. W 2014 roku przewoźnik oczekuje dalszej poprawy sytuacji. Chce przede wszystkim zwiększać udziały w polskim rynku przewozów, ale skupi się na ekspansji zagranicznej.

PKP Cargo po udanym debiucie na warszawskim parkiecie szykuje serię zmian optymalizujących koszty działania spółki i zwiększających konkurencyjność firmy. Między innymi w ramach tych zmian trwają prace analityczne nad zapowiadanym połączeniem zakładów spółki i zmniejszeniem ich liczby z obecnych 10.

 – Spółka się zmienia i będzie się zmieniać w roku 2014. To realizacja naszej strategii – wyjaśnia Adam Purwin, członek zarządu ds. finansowych, pełniący obowiązki prezesa. – Wzmacniamy nasz zespół najlepszymi zarządzającymi z rynku, poprawiamy jakość monitorowania procesów w spółce, co ułatwi nam optymalizację działań. Pracownicy nie muszą się jednak obawiać, bowiem działa Pakt Gwarancji Pracowniczych. Optymalizacja oznacza zmianę sposobu działania, korzystanie z dobrych praktyk rynkowych przy jednoczesnym wykorzystaniu ogromnego doświadczenia naszych pracowników.

Dziś przewoźnik umacnia swoją pozycję. Do użytku trafią w tym roku nowe i zmodernizowane wagony. Kontynuowane będą również inwestycje związane z rozwojem transportu intermodalnego. PKP Cargo nie wyklucza również przejęć na rynku polskim. Ale kluczowym elementem strategii jest rozwój międzynarodowy – przewoźnik chce również w coraz większym stopniu zaznaczać swoją obecność na rynkach zagranicznych, szczególnie w krajach graniczących z Polską. 

 – To będzie rok ekspansji na rynki międzynarodowe. Chcemy rozwijać się trójtorowo: po pierwsze, wzmacniając nasz zespół pracowników odpowiedzialnych za rozwój poza granicami, po drugie kontynuować rozwój organiczny poprzez zdobywanie przyczółków w ważnych z punktu widzenia naszej działalności krajach, a po trzecie – poprzez uczestniczenie w potencjalnych fuzjach i przejęciach. Nie ukrywam, że mamy na naszym radarze kilka ciekawych obiektów, które mogą być naszymi realnymi celami akwizycyjnymi w 2014 roku, natomiast dziś jest zdecydowanie za wcześnie, żeby wymienić nazwy i opisać rynki, na których w ten sposób chcemy zaistnieć. Status spółki giełdowej stwarza dla nas nowe możliwości ekspansji zagranicznej i jeszcze bardziej zwiększa naszą wiarygodność na europejskim rynku – tłumaczy Adam Purwin.

Trudny, ale lepszy rok

Największy kolejowy przewoźnik towarów w Polsce zamyka rok z zadowoleniem. Przede wszystkim na rynku przewozów towarowych znów widoczny jest wzmożony ruch. Co oznacza, że z trudniejszego okresu wychodzi nie tylko branża, lecz także cała gospodarka. 

 – Często mówimy o tym, że PKP Cargo jest barometrem polskiej gospodarki, w związku z czym optymistyczne prognozy rozwoju makro i PKB na poziomie 2 proc. w kolejnym roku w naszej ocenie są absolutnie zasadne – twierdzi Adam Purwin. – Oczekujemy dobrego roku, jeżeli chodzi o poziom dostępnej na rynku masy do przewiezienia, ale i roku pełnego wyzwań, jeżeli chodzi o średnią prędkość handlową w polskiej sieci kolejowej.

Trudny okres czeka wszystkich przewoźników działających na polskich torach. Dziś średnia prędkość handlowa to 23 km/h. Po przeprowadzeniu wszystkich koniecznych modernizacji ma ona się podnieść do 60 km/h, a na niektórych odcinkach pociągi będą mogły jechać z prędkością 120 km/h.

 – To będzie rok wzmożonego wysiłku, jeżeli chodzi o przygotowanie taboru PKP Cargo, dobre przygotowanie logistyki i współpracy z klientami, jeżeli chodzi o terminowość dostaw, i z PKP PLK, jeżeli chodzi o minimalizację uciążliwości na sieci. Od kilku miesięcy przygotowujemy się na pełen wyzwań rok 2014, usprawniamy przede wszystkim kwestie związane z podstawieniem większej liczby taboru, tak by utrzymać odpowiednio wysoki poziom usług dla klientów. Współpracujemy także z PKP PLK w celu wymiany informacji na temat utrudnień na sieci. Mimo tych wyzwań jestem przekonany, że pod względem przewiezionej masy rok 2014 będzie lepszy niż 2013 z powodu przyspieszającej gospodarki. Jesteśmy na to przyspieszenie gotowi – wyjaśnia członek zarządu ds. finansowych.

W składach należących do PKP Cargo wożony jest dziś głównie węgiel i koks, następnie materiały budowlane i paliwa. Spółka wozi dziś prawie 60 proc. towarów na terenie Polski i jest drugim największym przewoźnikiem w Europie.

Giełdowe złote dziecko

Pod koniec października spółka zadebiutowała na warszawskim parkiecie. Do obrotu trafiło prawie 21 mln akcji. Zainteresowanie nimi przerosło oczekiwania i w pierwszym dniu obecności na GPW PKP Cargo odnotowała prawie 20 proc. wzrost. Spółka zapisała w prospekcie, że polityka wypłacania dywidendy będzie zakładać dzielenie się nawet połową zysków z akcjonariuszami. Rok 2013 jest jednak wyjątkowy, ponieważ PKP Cargo poniosło koszty związane z wypłatą premii prywatyzacyjnej w wysokości ok. 200 mln zł.

 – Nie oznacza, to, że zarząd nie może rekomendować wypłaty dywidendy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że ewentualna dywidenda może nie odzwierciedlać potencjału firmy. Ostateczna decyzja oczywiście i tak należy do akcjonariuszy spółki, po uprzedniej rekomendacji zarządu – wyjaśnia Adam Purwin.

Rosną oszczędności Polaków. Głównie na czarną godzinę

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej Polaków oszczędza. Rosną także odkładane przez nich kwoty. Zwykle oszczędzamy na wypadek nieprzewidzianych wydatków i zdarzeń. Motywująco na Polaków podziałały też przepisy dotyczące kredytów hipotecznych, które zakładają, że począwszy od tego roku każdy kredytobiorca będzie musiał zgromadzić 5-procentowy wkład własny.

Sześć na dziesięć osób nie posiada żadnych oszczędności – wynika z tegorocznego raportu „Diagnoza Społeczna 2013”. Kryzys finansowy podziałał jednak na Polaków motywująco. Jeszcze 4 lata temu oszczędności miała jedynie jedna trzecia społeczeństwa. 

 – Trend jest bardzo korzystny i to jest najważniejsze. Oszczędzamy głównie na czarną godzinę, odkładamy pieniądze, tworząc poduszkę finansową – mówi Jacek Kur, ekspert Expandera, firmy będącej członkiem Związku Firm Doradztwa Finansowego.

Co czwarty z oszczędzających na nieprzewidziane wydatki czy z obawy o utratę pracy zgromadził oszczędności w wysokości jednego miesięcznego dochodu – wynika z raportu „Oszczędzanie i wydatki mieszkaniowe Polaków” Expander Advisors, Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych i Domu Kredytowego Notus. Większość ekspertów podkreśla jednak, że tzw. oszczędności buforowe powinny stanowić równowartość co najmniej trzykrotności miesięcznych wydatków gospodarstwa domowego. Najbezpieczniejsza opcja to zgromadzenie sześciokrotności wydatków.

Drugi najbardziej popularny cel oszczędzania to wydatki mieszkaniowe. Według raportu aż 34,7 proc. respondentów odkłada pieniądze z takim przeznaczeniem. 

 – Oszczędzamy na wkład własny. Od nowego roku jest wymagane 5 proc. wkładu własnego przy kredytach mieszkaniowych. Odkładamy też na remont mieszkania. Według badań, jedna trzecia osób oszczędzających odkłada właśnie na ten cel – podkreśla Jacek Kur.

Polacy chętnie oszczędzają na bieżące wydatki. Dużo gorzej wyglądają ich oszczędności przeznaczone na przyszłą emeryturę. Badania pokazują, że Polacy nie mają tendencji do myślenia perspektywicznego i odkładania pieniędzy na starość. Tylko 4,3 proc. respondentów przyznało, że oszczędza na emeryturę. 

 – To jest bardzo niski odsetek, biorąc pod uwagę fakt, że obecny system emerytalny jest niewydolny, z pewnością nie zapewni godziwych emerytur. W związku z tym zastanawiające jest to, dlaczego tylko co dwudziesta osoba oszczędzająca ma taki cel zbierania pieniędzy – mówi Jacek Kur.

Według ekspertów najlepszy system to odkładanie 10 procent swoich dochodów. Ale warto oszczędzać nawet mniejsze kwoty. 

 – Minimum, które przyjmuje się na ten cel, to jest 200 złotych miesięcznie. Ponieważ przy oszczędzaniu przez około 30 lat w sumie niewielkiej kwoty, jesteśmy w stanie sobie zapewnić dość pokaźny dodatek do emerytury państwowej – dodaje Jacek Kur.

Grunty rolne wciąż drożeją, choć wolniej niż w ciągu poprzednich 8 lat

CEO Magazyn Polska

Ceny gruntów rolnych w ubiegłym roku po raz kolejny bardzo dynamicznie rosły. Choć wzrost był niższy niż średnia od 2004 r., to w pierwszych trzech kwartałach i tak sięgnął 11 proc. Najlepiej sprzedają się grunty o niskiej jakości i w pobliżu dużych miast, które łatwo przekształcić na tereny budowlane. Tego typu grunty w ubiegłym roku średnio kosztowały prawie 20 tys. zł za hektar.

 – W przypadku gruntów rolnych mieliśmy dobry rok, trochę gorszy niż poprzedni, ale cały czas dobry. Jeżeli spojrzymy na dotychczas posiadane dane ostatnie za III kwartał 2013 roku to okaże się, że przeciętna cena transakcyjna wzrosła w ciągu 12 miesięcy o prawie 11 proc. Od 2004 roku średnia roczna to było 17 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości z Lion’s Bank.

Dynamiczny wzrost cen spowodował, że kupujący średnio płacili 25,3 tys. zł za hektar. Najlepiej sprzedawały się jednak tańsze grunty o najniższej jakości. Inwestorzy przekształcają je w tereny budowlane. To szczególnie opłaca się w pobliżu dużych miast. Jak podkreśla Turek, największym zainteresowaniem cieszyły się grunty w odległości do 50-60 km od aglomeracji.

Za grunty o najniższej klasie bonitacyjnej, czyli określającej przydatność do uprawy, inwestorzy płacili w ubiegłym roku niemal 20 tys. zł za hektar. To bardzo duży wzrost, bo jeszcze w grudniu 2004 r. tereny z tej kategorii kosztowały jedynie 4,2 tys. zł za hektar.

 – Mówimy tutaj o skali całego kraju. Inaczej ceny się kształtują w okolicach największych miast. W przypadku Warszawy 100, 150, a nawet 200 tys. zł za hektar  takie ceny są jak najbardziej możliwe – zaznacza Turek. – Oczywiście ceny się różnią w zależności od tego, czy mówimy o dobrych, czy o słabych gruntach. Te dobre cały czas są najdroższe, przeciętna cena transakcyjna to około 35 tys. zł. A przypomnijmy, że jeszcze pod koniec 2004 roku to było mniej niż 10 tys. zł za hektar.

W przypadku gruntów słabej jakości najlepiej sprzedają się tereny w okolicach Warszawy, a także innych dużych miast. Pod względem lepszych gruntów, które będą wykorzystywane rolniczo, dużym zainteresowaniem cieszy się województwo dolnośląskie. Ceny są tam jednak najwyższe. Jak zaznacza Turek, dolnośląskie oferuje nie tylko grunty dobrej jakości, lecz także dobrą infrastrukturę dojazdową. Według niego inwestorzy zwracają także uwagę na środowisko naturalne oraz lokalne uwarunkowania.

 – Im dalej od Warszawy, tym relatywnie taniej – podsumowuje Turek.

Koleje Mazowieckie prognozują zwiększenie liczby pasażerów

CEO Magazyn Polska

Świętujące dziesięciolecie działalności Koleje Mazowieckie liczą na dalszy wzrost liczby pasażerów w 2014 r. Samorządowa spółka nie obawia się o przyszłość pomimo trudnej sytuacji finansowej województwa i obniżenia jego ratingu oraz umieszczenia spółki na liście obserwacyjnej z perspektywą negatywną. W tym roku dzięki unijnym dotacjom modernizowany będzie tabor przewoźnika.

 – Ten rok dla Kolei Mazowieckich na pewno będzie lepszy niż 2013, chociaż to też był dobry rok. Przewidujemy, że rok 2014 będzie kolejnym, w którym będzie nam przybywało pasażerów. Liczymy również na to, że w tym roku uda nam się dokończyć modernizację 74 elektrycznych zespołów trakcyjnych i zakupić nowoczesne pociągi piętrowe, 22 wagony – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dariusz Grajda, członek zarządu Kolei Mazowieckich.

Przetarg na 22 wagony piętrowe, w tym dwa sterownicze, oraz dwie lokomotywy został ponownie ogłoszony w listopadzie. Spółka planuje również zakup 20 elektrycznych zespołów trakcyjnych, a także modernizację starych pociągów. Koszty związane z odnową taboru to ok. 250 mln zł. To właśnie na nowe pociągi i modernizację starych zostanie przeznaczona większość środków, które spółka otrzyma z Brukseli.

W ubiegłym roku spółka przewiozła rekordową liczbę pasażerów – 62 mln. Grajda podkreśla, że na plany związane z taborem i wzrostem liczby pasażerów wpływu nie będzie miała trudna sytuacja finansowa województwa mazowieckiego. Samorząd jest właścicielem Kolei Mazowieckich.

 – Mamy podpisaną wieloletnią umowę z samorządem województwa i zamawiający nie obcina nam środków. To, co mamy zapisane w umowie na 2014 rok, zostanie nam przekazane – mówi Grajda. – Jesteśmy prawie jedyną firmą kolejową, która na czas płaci wszystkie rachunki. Mamy ugruntowaną pozycję, a wzrost liczby podróżnych jest stały.

Dodaje, że zmiana perspektywy ratingu obligacji Kolei Mazowieckich przez agencję Fitch na negatywną, co oznacza możliwe obniżenie samego ratingu, nie wynika bezpośrednio z sytuacji spółki. Ekonomiści uznali, że przewoźnik może ucierpieć w związku z zadłużeniem i słabymi wynikami budżetowymi samorządu. Ocenione przez Fitcha obligacje mają wartość 100 mln euro i zapadają w 2016 r. Grajda zapewnia jednak, że finanse Kolei Mazowieckich nie są zagrożone.

Zapowiada także, że spółka będzie poprawiać ofertę dla pasażerów w województwie mazowieckim. Oznacza to m.in. nowe ulgi, a także konkursy dla podróżnych z okazji dziesięciolecia spółki, która jest najstarszym przewoźnikiem samorządowym w Polsce.

 – Chociaż w tym roku to będzie trudne, bo na torach trwają modernizacje i remonty, utrzymujemy pozycję przede wszystkim dzięki zwiększeniu i poprawie oferty, poprzez podnoszenie jakości świadczonych usług, czyli poprzez lepszą obsługę podróżnych, lepszy system sprzedaży biletów, wprowadzanie udogodnień, nowoczesności, wprowadzenie Wi-Fi w niektórych pociągach – wylicza Grajda.

Dodaje, że pozycji spółki nie osłabi konkurencja ze strony przewoźników autobusowych, którzy przygotowują nowe oferty dla pasażerów. Grajda przyznaje, że kolej jest mniej elastyczna m.in. z uwagi na ograniczenia wynikające z układu torowego, ale równocześnie podkreśla, że pasażerowie mieszkający w odległości 50-80 km od Warszawy dojeżdżający do stolicy wybierają kolej.

Od maja wejdą w życie ułatwienia dla cudzoziemców studiujących i pracujących w Polsce

CEO Magazyn Polska

Cudzoziemcy, którzy chcą osiedlić się w Polsce, tu studiować i pracować, od maja będą mieli ułatwione zadanie – znikną niektóre ograniczenia, a biurokracja zostanie zmniejszona. Jednak nie wszystkie bariery ograniczające wjazd do kraju i pracę cudzoziemcom znikną, a Polacy nadal będą chronieni przed konkurencją ze strony pracowników spoza UE.

 – Cudzoziemiec, który przyjeżdża do Polski w celu wykonywania pracy, już nie będzie musiał stać w dwóch kolejkach, uzyskiwać dwóch osobnych zezwoleń na pracę i na pobyt. Będzie więc mniej stresu i mniej czasu poświęconego na ich zdobycie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców. – Do tej pory, jeśli ktoś stracił pracę, to tracił zezwolenie na pobyt. Teraz taka osoba będzie miała miesiąc na to, żeby znaleźć nowe miejsce zatrudnienia, nie tracąc zezwolenia.

Co więcej wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy będzie można złożyć w dogodnym dla siebie momencie, ale nie później niż w ostatnim dniu legalnego pobytu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Obecnie, aby przedłużyć pobyt, należy złożyć dokument przynajmniej 45 dni przed końcem ważności wizy lub aktualnego zezwolenia na pobyt.

Zmiany wprowadzane w ustawie dotyczą też wydłużenia z 2 do 3 lat zezwolenia na pobyt czasowy dla cudzoziemców oraz zezwolenia na pobyt czasowy do 3 lat dla cudzoziemców kontynuujących w Polsce studia.

 – Do tej pory cudzoziemiec, który kończył w Polsce studia, automatycznie tracił powód swojego przebywania w Polsce, który zadeklarował w zezwoleniu pobytowym. Teraz absolwent polskiej uczelni będzie mógł starać się o zezwolenie roczne, które umożliwi mu szukanie pracy w naszym kraju. Jeśli więc ktoś się u nas wykształci, to także będzie miał szansę podjąć w naszym kraju pracę – wyjaśnia Ewa Piechota.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami to pracodawca, który chce zatrudnić w Polsce cudzoziemca, musi ubiegać się o zezwolenie dla niego. A dopiero po jego uzyskaniu, obcokrajowiec może wystąpić o zezwolenie na pobyt. To się zmieni, dzięki wprowadzeniu wspomnianej jednej procedury ubiegania się o pobyt czasowy i zezwolenie o pracę.

 – Jeśli chodzi o pracodawców, to nie wszystko będzie łatwiejsze. Pewne procedury muszą zostać zachowane ze względu na ochronę polskich pracowników. Natomiast samo to, że cudzoziemcom będzie łatwiej, czasami też ułatwi sprawy pracodawcy. Musimy się skupiać na tym, aby chronić zarówno cudzoziemca, który jest zatrudniony, jak i miejsca pracy dla naszych rodaków – uważa Ewa Piechota.

Stąd nadal pracodawca, chcąc zatrudnić osobę spoza UE, będzie musiał wykazać, że nie ma możliwości zaspokojenia potrzeb kadrowych na lokalnym rynku pracy. Poza tym ubiegając się o pozwolenie na pobyt czasowy w Polsce, cudzoziemiec będzie musiał przejść przez machinę biurokratyczną i podać m.in. informacje o posiadanym ubezpieczeniu zdrowotnym i szczegółowe dane z zakładu pracy, a także informacje o środkach finansowych na pokrycie kosztów utrzymania swojego i rodziny. Oznacza to na przykład, że wysokość miesięcznego dochodu powinna być wyższa niż wysokość dochodu uprawniającego do świadczeń pieniężnych z pomocy społecznej w odniesieniu do cudzoziemca oraz każdego członka rodziny pozostającego na jego utrzymaniu.

Wkrótce ma zostać uruchomiona strona internetowa poświęcona ustawie o cudzoziemcach pod adresem www.cudzoziemcy.gov.pl.

W piątek 27 grudnia prezydent podpisał ustawę o cudzoziemcach, którą Sejm uchwalił na początku listopada. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zawarło w niej wszystkie regulacje związane z pobytem cudzoziemców w Polsce, które dotychczas znajdowały się w różnych aktach prawnych. Dostosowuje też polskie prawo do unijnych dyrektyw.

Najbardziej poszukiwani na rynku pracy są technicy, ale humaniści mają większy wybór ofert

CEO Magazyn Polska

Absolwenci kierunków technicznych zarabiają więcej i wciąż jest na nich zapotrzebowanie, za to humaniści mają większe możliwości w wyborze zatrudnienia ze względu na bardziej ogólne wykształcenie. Bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem jest o połowę niższe niż wśród tych, którzy nie kontynuowali nauki.

Ponad ćwierć miliona Polaków z wyższym wykształceniem jest bezrobotna – wynika ze statystyk GUS z czerwca 2013 roku. W III kwartale ub.r. bezrobocie wśród absolwentów szkół wyższych wynosiło ok. 24 proc. 

 – Bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem jest o połowę niższe niż wśród osób bez wykształcenia. Czyli jeśli zadajemy sobie pytanie, czy warto się kształcić, to odpowiedź jest jedna: oczywiście, że warto. Kontynuując jakąkolwiek edukację zwiększamy swoje szanse na rynku pracy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria dr Kazimierz Sedlak, dyrektor firmy Sedlak & Sedlak.

Jak wskazuje raport Narodowego Banku Polskiego, ok. 60 proc. tych, którzy po wyższej uczelni wchodzą na rynek pracy, znajduje zatrudnienie. Znacząca część absolwentów decyduje się jednak na kontynuację nauki. Dr Kazimierz Sedlak wylicza, że dzięki wyższej edukacji budujemy kapitał intelektualny kraju oraz doskonalimy i rozwijamy samego siebie.  Niezależnie od wybranego kierunku studiów. To jednak ma decydujący wpływ na szanse absolwentów na rynku pracy.

 – Humaniści mają większe szanse na rynku pracy, ponieważ mają wykształcenie ogólne i mogą pracować w wielu zawodach o charakterze ogólnym. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko wykształcenie techniczne, to zakres specjalności jest bardzo wąski – wyjaśnia ekspert.

Dodaje, że to właśnie specjalistów technicznych wciąż brakuje w kraju. Technicy mają też lepsze możliwości zarobkowe.

 – Zdecydowanie wyższe wynagrodzenia otrzymują osoby, które ukończyły kierunki techniczne.  Inżynierowie zarabiają w granicach 6-8 tys. zł. Natomiast po studiach humanistycznych niestety zwykle zarobki są znacznie mniejsze i rzadko przekraczają 3-4 tys. zł – mówi Sedlak.

Jego zdaniem, nie należy jednak obwiniać uczelni wyższych o to, że kształcą zbyt wielu humanistów. Nie powinno się również nakłaniać młodych ludzi do zdobywania technicznego wykształcenia za wszelką cenę, wbrew ich zainteresowaniom.

 – Warto, jeżeli mamy zdolności techniczne, wybierać kształcenie w tym kierunku, bo to zdecydowanie zwiększa nasze szanse na rynku pracy i myślę, że przez najbliższe lata tak będzie – mówi dr Sedlak. – Ale humaniści też są potrzebni.

Połączenie ENEA Wytwarzanie S.A. z Elektrociepłownią Białystok S.A., Elektrowniami Wodnymi Sp. z o.o. i Dobitt Energia Sp. z o.o.

Z dniem 31 grudnia 2013 r. ENEA Wytwarzanie S.A. połączyła się z Elektrociepłownią Białystok S.A., Elektrownie Wodne Sp. z o.o., Dobitt Energia Sp. z o.o. Połączenie Spółek zostało dokonane poprzez przeniesienie całego majątku Spółek Przejmowanych na ENEA Wytwarzanie S.A.. Jednocześnie, z dniem 31 grudnia 2013 r., ENEA Wytwarzanie S.A. wstąpiła we wszystkie prawa i obowiązki Spółek Przejmowanych.

Polscy przedsiębiorcy czują się dyskryminowani przez prawo o jednolitej ochronie patentowej

Nie wiadomo, kiedy wejdzie w życie system jednolitej ochrony patentowej. Przeciwko niemu protestują polskie organizacje biznesowe i przemysłowe. Ich zdaniem umowa o Jednolitym Sądzie Patentowym wiąże się z ryzykiem naruszenia cudzych praw poprzez fakt, że patenty będą dostępne tylko w trzech językach, bez publikacji po polsku. Ponadto podkreślają, że wprowadzenie tego systemu oznacza dostępność patentów tylko dla dużych, międzynarodowych firm oraz wymuszanie wysokich opłat licencyjnych za ich wykorzystywanie.

– Sama idea jednolitego systemu patentowego w Europie nie jest zła, natomiast sposób, w jaki ona jest w tej chwili zrealizowana, wydaje się, że może nam przynieść więcej szkód i problemów niż korzyści. Uprzywilejowane są trzy języki: niemiecki, francuski, angielski, co oznacza, że łatwiej będzie trzem nacjom, które zgłaszają najwięcej patentów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Maciej Gawroński, partner zarządzający kancelarii Bird & Bird w Polsce.

Podpisanie umowy międzynarodowej o Jednolitym Sądzie Patentowym (JSP) odbyło się 19 lutego br. Umowę podpisały 24 państwa członkowskie UE – bez Polski, Hiszpanii i Bułgarii.

Umowa o JSP to część pakietu patentowego, w skład którego wchodzą dwa unijne rozporządzenia w dziedzinie jednolitej ochrony patentowej, których przepisy mają być stosowane od 1 stycznia 2014 r. lub od dnia wejścia w życie Porozumienia w sprawie Jednolitego Sądu Patentowego. Umowa o JSP zacznie obowiązywać dopiero po jej ratyfikacji przez 13 państw.

Kłopoty z językiem procedury patentowej

Do systemu JSP wiele zarzutów zgłaszają organizacje biznesowe w Polsce. Podstawowy to ten, że w odróżnieniu od obecnie obowiązujących europejskich patentów, jednolite patenty nie będą wymagały tłumaczenia na język polski, lecz będą obowiązywały w języku, w którym zostały udzielone (angielskim, francuskim albo niemieckim). W tych trzech językach będzie można składać zgłoszenia patentowe.

// Więcej na ten temat: tłumaczenia jednolity patent europejski //

– Sądy patentowe, które mają rozstrzygać sprawy, również będą w tych trzech krajach, co oznacza, że trzeba podróżować daleko w sprawach patentowych i sporów z tym związanych. Istnieje też obawa, że zostaniemy zalani patentami z zagranicy Z szacunków wynika, że co roku w Polsce obowiązywałoby 65 tysięcy patentów więcej, gdyby Polska przystąpiła do systemu jednolitej ochrony patentowej – uważa Maciej Gawroński.

Obecnie europejskie patenty wymagają tzw walidacji, która polega na dostarczeniu przez właściciela do polskiego Urzędu Patentowego tłumaczenia opisu patentowego na język polski. Tłumaczenia są następnie publikowane, dzięki czemu polskie firmy mogą zapoznać się z patentami i uniknąć odpowiedzialności za ich naruszenie. Jednolite patenty nie będą podlegały tej procedurze i będą obowiązywały automatycznie.

Zniesienie obowiązku tłumaczenia patentów oznacza przerzucenie kosztów tłumaczenia na przedsiębiorców w krajach, w których językiem urzędowym nie jest angielski, francuski czy niemiecki. Wiąże się to także z ryzykiem naruszenia cudzych praw patentowych w razie błędnego tłumaczenia opisu patentu.

– W związku z tym istnieje obawa, że nie będziemy na równych prawach jak te uprzywilejowane nacje, które będą miały bliżej sądy i postępowanie w swoim języku. Prawda jest też taka, że od 20 lat staramy się nadrobić nasze różnice gospodarcze, społeczne, więc startujemy z nieco gorszego miejsca, a i tak chyba idzie nam całkiem nieźle. Polska do porozumienia nie przystąpiła, ale to da nam czas na przyjrzenie się, jak ten system funkcjonuje – podsumowuje Maciej Gawroński.

Inne zarzuty wobec umowy o JSP

Polskie organizacje biznesowe i przemysłowe obawiają się także, że wejście w życie umowy o JSP może spowodować unieważnienie części dotychczasowych patentów europejskich, bo JSP zyska także kompetencję w tym zakresie. Ponadto uważają, że system ten doprowadzi do monopoli patentowych i ich dostępności tylko dla dużych firm. JSP ma być bowiem dostępny nie tylko dla firm z Europy, ale z całego świata.

Niepewność co do ochrony patentowej spowoduje także, ich zdaniem, pogorszenie warunków prowadzenia działalności gospodarczej i rozwoju badawczego – a to z kolei będzie miało wpływ na ceny towarów i usług. Ponadto polskie firmy obawiają się, że właściciele patentów będą wymuszali zawieranie umów licencyjnych, z wysokimi opłatami licencyjnymi, pod groźbą procesu za naruszenie patentu.

Podkreślany jest także fakt, że Jednolity Sąd Patentowy nie jest ani sądem, ani trybunałem, co oznacza sprzeczność przepisów o jego powołaniu z polską konstytucją, która stanowi, że wymiar sprawiedliwości sprawują jedynie sądy i trybunały.

Korek, worek i rozporek. Na czym wpadają politycy

Adam Hofman ostatnio zaliczył wszystkie trzy przypadki. Tomasz Kaczmarek, czyli słynny agent Tomek, uszkodził luksusowe czarne porsche cayenne S. I wtedy okazało się, że auto nie należy do niego. W najnowszym wydaniu tygodnika WPROST – dziewczyny, samochody, pieniądze i pistolety, czyli jak żyją królowie życia.

Ponadto w nowym WPROST: mistrz nie zawsze czystych zagrywek, czyli jaki jest nowy minister sportu, jak polska prokuratura walczy z faszyzmem, kto w Polsce czerpie największe korzyści z unijnych miliardów i dlaczego nieautoryzowana monografia Lady Pank budzi mieszane uczucia.

Nie mam wątpliwości, jakie zarzuty spotkają nas po dzisiejszej publikacji ze strony tak zwanych elit. Że szukamy dziury w całym. Że czepiamy się porządnych facetów, którzy przecież „od czasu do czasu muszą”. Wystarczy przypomnieć reakcje po naszych tekstach o Wojciechu Fibaku, który z podstarzałymi biznesmenami „kojarzył miłe młode panie”. Wtedy to nas oskarżono o nieprzyzwoitość. Choć przecież już Norwid pytał retorycznie: „Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, czy ten, co mówić o tym nie pozwala?” – pisze we wstępniaku do najnowszego wydania tygodnika WPROST redaktor naczelny Sylwester Latkowski.

A w nowym numerze m.in. o lśniącym czarnym porsche cayenne S, którym jeździł poseł Tomasz Kaczmarek. Jego samochód wzbudzał zainteresowanie w Sejmie, ale przecież poseł Kaczmarek lubił zwracać na siebie uwagę. Zwłaszcza epatując luksusem, nawet jeśli to luksus pożyczony. Kiedy na jednym z warszawskich rond Kaczmarek wjechał w tył innego samochodu, okazało się, że samochód nie należy do Kaczmarka, tylko do jego narzeczonej. A ściślej – do spółki Orix, od której firma narzeczonej je leasinguje. Umowę podpisała zaledwie kilka dni przed stłuczka. Sama spółkę założyła niewiele wcześniej. Na jakiej zasadzie polityk używa cudzego luksusowego auta? Kim jest jego tajemnicza narzeczona, do której zresztą samochód formalnie nie należy? Tygodnik WPROST sprawdził te spekulacje.

A przy okazji pisze o zażyłych relacjach byłego agenta z tzw. grupą Hofmana – najbardziej rozrywkową frakcją PiS. Widać to na ujawnionych kilka miesięcy temu przez WPROST taśmach z imprezy na Podkarpaciu, gdzie Hofman i agent świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Poseł Hofman ostatnio zaliczył trzy poważne wpadki. O ile sama sprawa taśm mu nie zaszkodziła i nawet na jakiś czas umocnił swoja pozycję, o tyle sprawa pożyczek kosztowała go stanowisko. Gdy tylko w związku z pożyczkami Hofmana pojawiło się nazwisko Roberta Pietryszyna, w PiS ruszyła lawina plotek. Pietryszyn to najbliższy przyjaciel Hofmana. Kiedy zaczął rządzić PiS, Pietryszyn został prezesem klubu sportowego Zagłębie Lubin, z wielkim budżetem na wydatki… Przed Euro 2012 został prezesem spółki Wrocław 2012. Czy swoją karierę zawdzięcza znajomości z posłami PiS? O królach życia z Prawa i Sprawiedliwości – w najnowszym WPROST.

We WPROST także sylwetka nowego ministra sportu. Na rządowy fotel zaprowadziły go bezwzględność i spryt. Teraz z byłym wuefistą spod Łodzi musi się liczyć sam premier. Kim jest Andrzej Biernat? Jakim jest człowiekiem i politykiem? Poprzednia kadencja sejmu. Bar Za Kratą w Nowym Domu Poselskim, późny wieczór. Kilka posłanek PO siedzi przy stoliku, popijając piwo. Nagle pojawia się wstawiony Andrzej Biernat. Zaczyna się łapać za genitalia, wykonywać dziwne ruchy, a to, co mówi, nie nadaje się do powtórzenia. Wiele kobiet w PO narzeka na zachowanie Biernata i stwierdza, że jak ognia unika spotkań z nowym ministrem. Zwłaszcza gdy nie jest w pełni dysponowany. Co prawda koledzy bronią ministra, twierdząc, że w tej kadencji bardzo się zmienił. Przestał zaczepiać kobiety, spoważniał i nawet kupił sobie okulary dla poprawy wizerunku. O mistrzu politycznych, nie zawsze czystych, zagrywek pisze we WPROST Agnieszka Burzyńska.

Na łamach WPROST również o tym, jak polska prokuratura walczy z faszyzmem. Mija sześć miesięcy od czasu, kiedy Bartłomiej Sienkiewicz, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wypalił do neofaszystów: „Idziemy po was”. Na razie skończyło się na zapowiedziach. Najnowszy pomysł MSW na walkę z neofaszystami to powołana specgrupa złożona z oficerów policji i ABW. W walkę ze skinami zaangażowała się też Prokuratura Generalna, tworząc specjalne zespoły śledcze do zwalczania przestępstw o podłożu rasistowskim i faszystowskim. Działania te nie przynoszą jednak żadnych efektów. Dlaczego naziskini cały czas czują się bezkarni – o tym w nowym WPROST.

Na łamach tygodnika także o tym, kto w Polsce czerpie największe korzyści z funduszy europejskich. Właśnie zagwarantowaliśmy sobie ponad 100 mld euro funduszy Unii Europejskiej na kolejne siedem lat. Najwięcej ze wszystkich państw członkowskich. Zdaniem premiera, nowy zastrzyk unijnej kasy to szansa dla Polski na drugi skok cywilizacyjny. Ale czy unijne miliardy rzeczywiście zmieniają życie zwykłych obywateli? A jeśli, to w jaki sposób? Na takie pytania próbowali odpowiedzieć badacze z Instytutu Spraw Publicznych. I przygotowali ranking pokazujący, kto w Polsce jest mistrzem w „wyciskaniu brukselki”, a kto na Unii zyskał dotąd najmniej. Na pierwszym miejscu znaleźli się… politycy. Od lewa do prawa trudno znaleźć europosła, którego majątek byłby mniejszy niż milion złotych. Kto jeszcze skorzystał na milionach z Brukseli – ranking w nowym WPROST.

We WPROST także o nieautoryzowanej monografii zespołu Lady Pank. Napisał ją Michał Grzesiek, śląski politolog, który deklaruje, że jest wielbicielem zespołu i napisał książkę, żeby oddać hołd artystom i pokazać fenomen ponad trzydziestoletniej historii jednej z najbarwniejszych grup na polskiej scenie muzycznej. Problem w tym, że autor nie zadał sobie trudu, by zebrane informacje wzbogacić i uzupełnić o opowieści najbardziej zainteresowanych: Jana Borysewicza, Janusza Panasewicza czy Andrzeja Mogielnickiego. Autor tłumaczy, ze nie próbował rozmawiać z artystami, bo zna podejście Borysewicza i pamięta jego stanowisko sprzed kilku lat, że dopóki istnieje Lady Pank, dopóty nie powstanie na ten temat żadna publikacja. Czy autor miał prawo wydać taką książkę? I komu w ten sposób wystawił świadectwo – artystom czy sobie? Gdzie jest granica dowolności autora? O sporze o książkę – w nowym WPROST.

Już 21,5 miliona osób ma dostęp do bankowości internetowej

Bankowość internetowa niezależnie od zmian sytuacji gospodarczej dynamicznie rośnie. Na koniec III kw. Ponad 21,5 miliona osób i blisko 1,9 miliona firm miało dostęp do swojego banku drogą elektroniczną. Prawdziwym hitem wśród klientów są karty zbliżeniowe, jest ich blisko 20 milionów sztuk, a wszystkich kart płatniczych około 35 milionów – wynika z 12. edycji raportu netBank przygotowanego przez Związek Banków Polskich i zaprezentowanego na wtorkowej konferencji prasowej.

W Konferencji wzięli również udział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP, Jerzy Bańka, Wiceprezes ZBP, Mieczysław Groszek, Wiceprezes ZBP oraz Marcin Idzik z TNS Polska.

W III kwartale bieżącego roku liczba klientów indywidualnych mających dostęp do bankowości internetowej wzrosła o 1,64% w porównaniu do II kwartału i aż o 8,75% w ujęciu rocznym. Po raz pierwszy od 2009 roku nieznacznie spadła liczba aktywnych klientów indywidualnych bankowości internetowej (0,5%). Jednak w ujęciu rocznym nadal mamy do czynienia ze wzrostem o prawie 1 milion osób (8,5%).

„Rozwój rynku bankowości internetowej trudno porównać do któregokolwiek obszaru działalności bankowej. Zarówno stabilność jak i dynamika wzrostu tego segmentu nie ma precedensu. To doskonały przykład na to, że wspólne działania uczestników rynku mogą dawać bardzo pozytywne rezultaty. Mamy dobre regulacje, najnowsze i przyjazne klientom technologie co skutkuje ogromnym wzrostem popularności korzystania z internetowego kanału dostępu do banków.”– mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Warta odnotowania jest zmniejszająca się średnia wartość przelewów wśród klientów indywidualnych, co może świadczyć o większej popularności przelewów opiewających na mniejsze kwoty. Spadek średniej wartości płatności dokonywanych kanałem internetowym na jednego aktywnego klienta wynika z gwałtownego wzrostu liczby aktywnych klientów indywidualnych.

Na koniec III kwartału 2013 roku liczba klientów z sektora małych i średnich przedsiębiorstw mających możliwość korzystania z usług bankowości internetowej wyniosła ponad 1,88 miliona, co, w porównaniu do II kwartału 2013 roku, stanowi wzrost o 26 tysięcy (1,43%). W ujęciu rocznym wzrost liczby użytkowników wyniósł prawie 45 tysięcy (2,45%).

Kolejny kwartał z rzędu polski rynek kart płatniczych bije rekord w liczbie wydanych kart. W porównaniu końca pierwszego półrocza, ogólna liczba kart płatniczych wzrosła o prawie 0,5 miliona sztuk (1,42%) i wynosi teraz 34,89 milionów. W odniesieniu do analogicznego okresu 2012 roku ogólna liczba kart płatniczych wzrosła o 1,72 miliona (5,20%).

„Nasycenie kartami płatniczymi w Polsce nadal nie jest duże, liczba kart per capita wynosi około 0,90. Odstajemy od europejskiego poziomu, gdzie średnia wynosi 1,46 kart per capita. Można jednak powiedzieć, że goni europejską czołówkę, szczególnie dzięki kartom zbliżeniowym. Obecnie jest ich blisko 20 milionów sztuk, tylko w ciągu minionego roku ich liczba wzrosła po ponad 6,5 miliona sztuk. Co szczególnie ważne dla klientów, równie dynamicznie rośnie liczba terminali akceptujących zbliżeniowe transakcje, stanowią one już blisko połowę z ponad 300 tysięcy urządzeń.”– dodaje Mieczysław Groszek, Wiceprezes ZBP

W III kwartale wzrosła ogólna liczba (o ponad 21 mln, 3,81%) oraz wartość (o prawie mld PLN, 5,38%) transakcji wykonanych kartami płatniczymi. Systematycznie zmienia się sposób w jaki klienci korzystają z kart płatniczych. Ilościowo coraz rzadziej wykorzystują je do płatności gotówkowych (np. wypłata gotówki w bankomacie) – już niemal 65% procent transakcji to transakcji bezgotówkowe. Mimo to transakcje gotówkowe stanowią prawie 70% wartości wszystkich transakcji. Długoterminowe trendy wskazują jednak na rosnące znaczenie obrotu bezgotówkowego.

Od początku roku, systemy Krajowej Izby Rozliczeniowej S.A. przetworzyły ponad 1,26 mld transakcji, z czego 378 mln przypadło na III kwartał. Wszystkich bezgotówkowych transakcji kartowych było w tym okresie 301 mln. Wartość obrotów od początku roku to 3,17 bln zła więc ponad dwukrotność PKB Polski za 2012 r. Zarówno liczba, jak i wartość transakcji bezgotówkowych w 2013 r. systematycznie rosną – w podstawowym systemie rozliczeń ELIXIR®, wartości te były odpowiednio wyższe o 6% i 4% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Pengab: Rok 2013 dobry ale wymagający

Mijający rok w opiniach środowiska bankowego oceniono jako wymagający, a jednocześnie korzystany dla branży bankowej. Wzrost optymizmu był powszechny lecz jego dynamika powolna. Pengab r/r wzrósł o 9 p. do 26,3 w grudniu br. Nastąpiła również poprawa oceny sytuacji ekonomicznej banków z 19 pp. do 35 pp. Pomimo trudnej sytuacji na rynku kredytów po pierwszym półroczu 2013 r. nastąpiła dynamiczna poprawa, kluczowa dla wzrostu koniunktury w bankowości. Pomimo tego dopiero w IV kw. 2013 r. można mówić o upowszechnieniu pozytywnych kierunków. Za główne źródło zysków banków w 2013 r. uważa się bardziej redukcję kosztów niż wzrost przychodów. Za największe stymulanty rozwoju bankowości w mijającym roku uznano fuzje i przejęcia banków, wzrost gospodarczy, poziom centralnych stóp procentowych oraz wysokość marż odsetkowych.

Półroczny wzrost indeksu Pengab jest dowodem stale poprawiających się nastrojów bankowców. Niespełna połowa sądzi, że miniony rok był dobry dla bankowości, niewielu mniej uważa go za porównywalny do poprzedniego. Wydaje się, że dobre nastroje utrzymają się również w 2014 roku czemu sprzyjać może prognoza makroekonomiczna gospodarki. Poziomy optymizmu w perspektywie półrocznej stanu sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, gospodarstw domowych i stanu polskiej gospodarki konsekwentnie zwyżkują. Wszystkie te wskaźniki od początku roku zanotowały kilkudziesięciopunktowy wzrost. Ostatni miesiąc przyniósł natomiast korektę prognoz kredytów i depozytów bankowych. Spadki te w większym stopniu odnoszą się jednak do gospodarstw domowych niż do podmiotów gospodarczych.

Innowacyjne polskie firmy rozwijają się dzięki współpracy z nauką

27 polskich spółek, które znalazły się w tegorocznym rankingu firm technologicznie innowacyjnych „Deloitte Technology Fast 50 CE”, prowadzą działalność na terenie całej Polski, również z dala od największych aglomeracji miejskich. Do nich po 2014 roku będą skierowane środki unijne w ramach regionalnych programów operacyjnych. Aż 16 laureatów było beneficjentami dofinansowania w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

W tym roku najwięcej swoich przedstawicieli w rankingu Deloitte, bo aż ośmiu, ma Warszawa. Siedem spółek pochodzi z Wrocławia, a Poznań i Gliwice mają po dwóch reprezentantów. Poza tym w rankingu znalazły się również firmy z Krakowa, Białegostoku, Lublina, Radomia, Łodzi, Szczecina, Rzeszowa oraz Gdyni. „Innowacje mogą rozwijać się wszędzie. Sukces naszych laureatów wynika ze sprawnego i szybkiego wdrożenia projektu, niejednokrotnie we współpracy z publicznymi jednostkami badawczymi. Sukces był możliwy, bo decyzja o podjęciu prac nad nową usługą czy produktem wynikała ze zdiagnozowanych potrzeb rynkowych” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider zespołu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej w Deloitte.

W tegorocznym rankingu znalazło się 16 beneficjentów Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Były to: Billennium sp. z o. o., Comperia.pl S.A., DCC Labs sp. z o. o., eSky sp. z o. o., Future Processing sp. z o. o., Goclever sp. z o. o., IAI S.A., Inwestycje.pl S.A., ITMAGINATION sp. z o. o., LGBS Polska sp. z o. o., Morizon S.A., P.H. Elmat sp. z o. o., SMT Software S.A., Softhis sp. z o.o., Technitel Polska i Xi Investment sp. z o. o. „W ubiegłym roku w rankingu Deloitte było dwanaście firm, które skorzystały z naszych środków. Teraz mamy ich o cztery więcej. To najlepszy dowód na to, że program z roku na rok przynosi coraz lepsze efekty. Wieloletnie doświadczenie PARP oraz prowadzone badania wskazują, że rozwój innowacyjnych firm wpływa korzystnie na całą polską gospodarkę” – mówi Bożena Lublińska-Kasprzak, prezes PARP.

W latach 2007-2013 w ramach Programu przedsiębiorcy, instytucje otoczenia biznesu, jednostki badawcze i naukowe oraz instytucje administracji publicznej na realizację różnego rodzaju projektów uzyskali wsparcie w wysokości ponad 10 mld euro.

„Gospodarka polska i europejska nie staną się innowacyjne bez przedsiębiorców, którzy jednak potrzebują wsparcia zarówno finansowego, jak i instytucjonalnego. Wtedy jest szansa na stopniowe odrabianie dystansu do światowych liderów innowacji” – podsumowuje Magdalena Burnat-Mikosz.

Większość Polaków woli energię odnawialną od energii z węgla i atomu

Jak pokazują wyniki najnowszego badania opinii publicznej przeprowadzonego przez CBOS, aż 89% Polaków chce, aby więcej energii pochodziło ze źródeł odnawialnych.

Ponadto, ponad 2/3 respondentów (70%) chce polityki energetycznej wspierającej rozwój odnawialnych źródeł energii w porównaniu z węglem kamiennym i brunatnym (18%) i energią jądrową (16%). 73% Polaków chciałoby, żeby Polska była bardziej zaangażowana w działania przeciwdziałające negatywnym skutkom zmian klimatu.

Badanie opinii publicznej przeprowadzono pomiędzy 2 a 11 października 2013r. przez CBOS w całej Polsce, na reprezentatywnej i losowo wybranej próbie dorosłych Polaków w oparciu o metodę badań ilościowych CAPI (bezpośredni wywiad ankieterki wspomagany komputerowo). Badanie przeprowadzone zostało na zlecenie Greenpeace. Łącznie przebadanych zostało 1066 respondentów.

Wyniki badania pokazują silne poparcie społeczne w Polsce dla energii odnawialnej i działań na rzecz klimatu. Ponadto wskazują ogromną różnicę pomiędzy oczekiwaniami obywateli a działaniami polskiego rządu, który planuje rozwijać energetykę w oparciu o spalanie paliw kopalnych.

Prezentacja planów rozwoju Wind Mobile 2014+

W warszawskim hotelu Sheraton, w dniu 15 stycznia 2014, Zarząd Wind Mobile SA przedstawi strategię rozwoju na najbliższe lata.

Podczas kwietniowej konferencji prezes Igor Bokun przedstawił plany rozwoju Spółki zakładające kilka możliwych scenariuszy dotyczących zagranicznych akwizycji i partnerstw. Przez kolejny okres zainteresowanie inwestorów realizacją tych planów było ogromne. W związku z tym 15 stycznia 2014 Wind Mobile zorganizuje konferencję dla inwestorów, analityków i przedstawicieli mediów, na której zostaną zaprezentowane zarówno plany na nadchodzący rok, a także efekty prac związanych z akwizycjami.

„Po prezentacji strategii na rok 2013, inwestorzy z niecierpliwością oczekiwali finalizacji zapowiadanych wydarzeń. Cieszę się, że nie tylko bieżący rok wieńczymy wieloma sukcesami, ale że kolejne lata zapowiadają się wyjątkowo dla Wind Mobile. Podczas konferencji przedstawimy szczegóły przełomowych projektów.” – mówi Tomasz Kiser, wiceprezes zarządu Wind Mobile.

Spotkanie odbędzie się 15 stycznia 2014 roku w warszawskim hotelu Sheraton, o godzinie 10.00, sala Warsaw, I piętro. Rejestracja osób zainteresowanych odbywa się pod mailem [email protected] lub telefonem +48 505 107 411.

PKB wyraźnie przyspiesza. Gospodarka wychodzi z dołka

Poprawia się kondycja polskiej gospodarki. Zatrudnienie w przedsiębiorstwach, w ujęciu rocznym, wzrosło w listopadzie 2013 roku o 0,1 procenta. W górę poszły również płace. Przeciętne wynagrodzenie brutto w listopadzie 2013 roku było o 3,1 procent wyższy niż rok wcześniej.

Na bardzo niskim poziomie utrzymuje się inflacja. W listopadzie 2013 roku wyniosła ona 0,6 procent w relacji rocznej. Nieznacznie wzrosło bezrobocie. Według GUS, w listopadzie 2013 r. odnotowano wzrost liczby bezrobotnych i stopy bezrobocia zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Stopa bezrobocia wyniosła w listopadzie 13,2 procent, miesiąc wcześniej, w październiku 2013 roku wyniosła ona 13,0 proc. a rok wcześniej, w listopadzie 2012 roku 12,9 procent. W listopadzie było prawie 60 tys. więcej zarejestrowanych bezrobotnych niż w analogicznym okresie 2012 roku i ponad 40 tys. więcej niż w październiku 2013 roku.

Listopad był kolejnym, szóstym z rzędu miesiącem, w którym zanotowano dodatnią roczną dynamikę liczby zamówień na prace budowlane. Liczba ogłoszeń na prace budowlano-remontowe była w listopadzie 2013 najwyższa na przestrzeni analogicznych miesięcy ostatnich sześciu lat. Utrzymujący się wzrost budowlanych zamówień publicznych, w połączeniu z danymi z sektora komercyjnego wskazującymi na powolne poprawianie się kondycji sektora budowlanego, może oznaczać początek powrotu dobrej passy budownictwa. Oczywiście nie należy oczekiwać gwałtownego boomu budowlanego, ale raczej stabilizacji na niezbyt wysokim poziomie.

W relacji miesięcznej, w porównaniu z październikiem 2013, w listopadzie spadła jedynie liczba zamówień na prace budowlane (o 49,27 procent). Spadek ten jest jednak zjawiskiem typowo sezonowym, tak znaczne spadki występują bowiem cyklicznie od wielu lat i są spowodowane końcem sezonu budowlanego oraz początkiem zimy. W pozostałych dwóch analizowanych kategoriach, czyli dostawach towarów oraz dostawach usług, w listopadzie 2013 roku zanotowano miesięczny wzrost, odpowiednio o 17,99 proc. (dostawy towarów) oraz 4,66 procent (dostawy usług). Wzrost liczby zamówień w segmentach niebudowlanych pod koniec roku jest w sektorze publicznym również zjawiskiem sezonowym. Z jednej strony instytucje tego sektora wykorzystują pozostałe fundusze z bieżącego roku budżetowego (w przypadku ich niewykorzystania najczęściej środki te są zobowiązane zwrócić do organu założycielskiego), z drugiej zaś rozpoczynają procedury dostaw środków i usług na rok kolejny, niezbędnych do zapewnienia ciągłości działania.

Przetargi: w budowlance najlepiej od lat

W listopadzie 2013 roku ogłoszono w Biuletynie Zamówień Publicznych 17 tys. 522 postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, o 2,83 proc. mniej niż w analogicznym miesiącu roku ubiegłego – wynika z opracowania wykonanego przez serwis eGospodarka.pl. Kolejny miesiąc w relacji rocznej rosła za to liczba przetargów na prace budowlano-remontowe. Publiczne inwestycje budowlane zaczynają powoli wychodzić z głębokiego dołka.

Serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl opracował dane udostępniane w Biuletynie Zamówień Publicznych. Wynika z nich, że w listopadzie 2013 roku pojawiły się 17 tys. 522 ogłoszenia o wszczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. To o 2,83 procent mniej niż rok wcześniej, w listopadzie 2012 ukazały się bowiem w BZP 18 tys. 32 ogłoszenia. W listopadzie 2014 wystąpił ponadto spadek liczby ogłoszeń w relacji miesięcznej, wyniósł on 2,95 procent, w październiku 2013 roku opublikowano bowiem 18 tys. 54 ogłoszenia.

W porównaniu z listopadem 2012 wzrost liczby postępowań o ZP zanotowano jedynie w segmencie zamówień na prace remontowo-budowlane, których w listopadzie 2013 było 2 tys. 215, o 4,83 procent więcej niż rok wcześniej (w listopadzie 2012 w BZP opublikowano 2.113 ogłoszenia na prace budowlano-remontowe). W pozostałych dwóch analizowanych kategoriach, liczba ogłoszeń przetargowych spadła w relacji rocznej o 3,43 procent (dostawy usług) oraz 4,16 proc. (dostawy towarów).

13 stycznia dowiemy się, które miasto w Polsce świeci się najpiękniej

Warszawa, Gdynia, Szczecin, Bielsko-Biała, Bartoszyce…Kto z finałowej szesnastki zwycięzców wojewódzkich zdobędzie tytuł najpiękniej świątecznie rozświetlonego miasta w Polsce? Rozpoczyna się ogólnopolski etap Plebiscytu Miast „Świeć Się z ENERGĄ”. O tym komu przypadnie tytuł oraz nagrody zadecydują Internauci, którzy do 12 stycznia głosować mogą na swoich faworytów na SwiecSie.pl oraz za pośrednictwem mediów społecznościowych. Oprócz świątecznej rywalizacji zabawa ma także charakter charytatywny, zwycięzca otrzyma energooszczędny sprzęt AGD o wartości 10 tys. zł, z przeznaczeniem dla domu dziecka, lub na inny wybrany cel społeczny.

Piąta edycja świątecznej zabawy „Świeć Się z ENERGĄ” wkracza w etap ogólnopolski. Spośród ponad 130 miejscowości do finałowej szesnastki weszły: Bielsko-Biała, Szczecin, Rzeszów, Warszawa, Gdynia, Bielsk Podlaski, Legnica, Bartoszyce, Toruń, Piła, Zamość, Nysa, Skarżysko-Kamienna, Gorzów Wielkopolski, Łódź, Nowy Sącz.

Wśród pokonanych znalazły się takie miasta jak Kraków, Wrocław, Poznań, czy Gdańsk. Najczęściej to nie liczba mieszkańców, a determinacja sympatyków miejscowości i ich świątecznych iluminacji zadecydowała o tym, które miasta uzyskały najwięcej głosów internautów i pokonały lokalną konkurencję. Dlatego to m.in. Bartoszyce, czy Nowy Sącz będą reprezentować swój region w ostatnim etapie świątecznej zabawy. O tym, kto zdobędzie tytuł najładniej oświetlonej przestrzeni miejskiej w Polsce zadecydują głosujący na SwiecSie.pl oraz za pośrednictwem aplikacji na facebooku i nk.pl. W ubiegłym roku wygrało Bielsko-Biała. Komu tym razem przypadnie zwycięski laur? Odpowiedź poznamy już 13 stycznia.

Na triumfatora plebiscytu na najpiękniejsze świąteczne iluminacje miejskie czeka ufundowany przez spółkę ENERGA Oświetlenie zestaw nowoczesnego, energooszczędnego sprzętu AGD o wartości ponad 10.000 zł., który urząd miasta przeznaczy na wybrany przez siebie cel społeczny.

Kto ze laureatów wojewódzkich Plebiscytu Miast zaświeci najjaśniej w finale?

Po podliczeniu ponad 80 353 głosów internautów wśród finalistów z poszczególnych województw znalazły się następujące miasta:

woj. dolnośląskie: Legnica
woj. kujawsko-pomorskie: Toruń
woj. lubelskie: Zamość
woj. lubuskie: Gorzów Wielkopolski
woj. łódzkie: Łódź
woj. małopolskie: Nowy Sącz
woj. mazowieckie: Warszawa
woj. opolskie: Nysa
woj. podkarpackie: Rzeszów
woj. podlaskie: Bielsk Podlaski
woj. pomorskie: Gdynia
woj. śląskie: Bielsko-Biała
woj. świętokrzyskie: Skarżysko-Kamienna
woj. warmińsko-mazurskie: Bartoszyce
woj. wielkopolskie: Piła
woj. zachodniopomorskie: Szczecin

Laureaci wojewódzcy obok tytułu zwycięzcy swojego regionu, otrzymają od serwisu sklep.energa.pl zestaw małego, energooszczędnego sprzętu AGD o wartości 1 tys. zł każdy, z przeznaczeniem dla domu dziecka, lub na inny wybrany cel społeczny.

Jak zwiększyć szanse na wygraną swojego miasta w finale?

Kluczem do sukcesu i zwycięstwa w plebiscycie jest wykorzystanie potencjału mediów społecznościowych i lokalny patriotyzm. Szczególnie, że w trwającym etapie ogólnopolskim, oddane głosy internautów na nowo zasilają pulę punktów każdego z miast.

– Miasta z każdym rokiem przygotowują coraz bardziej okazałe i fantazyjne, świąteczne iluminacje swoich ulic, placów i miejskich choinek. Budują one świąteczny nastrój i robią wrażenie w większości polskich miast, jednak to od zaangażowania mieszkańców i sympatyków zależy najbardziej, która z miejscowość zwycięży w piątej edycji zabawy „Świeć Się z ENERGĄ” – mówi Jarosław Kozłowski, koordynator projektu „Świeć Się z ENERGĄ”. – Żeby odnieść sukces w zabawie, jaką jest plebiscyt, bardzo ważna jest promocja swojej kandydatury poprzez aktywny udział urzędów miejskich, lokalnych mediów, jak i mieszkańców, szczególnie w mediach społecznościowych. Na samym facebooku profil „Świeć Się z ENERGĄ” liczy już ponad 140 tys. fanów. Mamy nadzieję, że w finale internauci będą równie aktywnie wspierać swoich faworytów, jak w etapie wojewódzkim – dodaje.

Głosy na ulubione miasto można oddać raz dziennie za pomocą aplikacji na http://www.facebook.com/swiecsie oraz www.nk.pl/#aplikacje/plebiscyt-miast lub na serwisie konkursowy www.SwiecSie.pl.

Pozwól fanom współtworzyć markę

User generated content jest przez wszystkich specjalistów od promocji oceniany jako najbardziej atrakcyjny rodzaj treści w Internecie, który jest często wykorzystywany w regularnej komunikacji marki. Jak nakłonić swoich odbiorców do czynnego wzięcia udziału w tworzeniu zawartości dla nas i najważniejsze – czy jest to w ogóle możliwe?

User generated content to nic innego jak treść tworzona przez samych odbiorców marki. Charakteryzuje się on przede wszystkim odniesieniem do aktualnych wydarzeń zarówno w świecie wirtualnym jak i rzeczywistym. Prostym przykładem mogą być różnego rodzaju parodie teledysku Miley Cyrus, które w 2013 roku dosłownie podbiły sieć. Na osobną uwagę zasługuje również Pieseł, którego prosta forma i abstrakcyjny content zawojował serca internautów.

Oczywiście, nie jest możliwe bezpośrednie nakłonienie użytkowników do wykazywania tego typu inicjatywy, ponieważ powinna wychodzić ona w całości od nich samych. Z tego względu również wynika unikatowość i siła tego typu treści – dotyczy bowiem ona codziennego życia internautów, tego co w sieci ich wzrusza, śmieszy i interesuje. Co więcej, tego typu inicjatywy pokazują głęboką identyfikację z marką, jej ideą i założeniami. W jaki sposób to osiągnąć?

Warto przede wszystkim przyjrzeć się swoim odbiorcom, dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Nie chodzi tutaj o dane demograficzne, ale przede wszystkim o ich preferencje, zainteresowania, słowem – to czym lubią się dzielić z innymi. Kiedy już usystematyzujemy tę wiedzę, czas by ją zacząć wykorzystywać. Wplatanie tego typu niuansów do codziennej komunikacji marki, poprzez reakcja na virale, trendy w social media, może odnieść oczekiwany skutek poprzez silniejsze związanie odbiorców z nami.

Odbiorca musi widzieć, że nasza marka nie żyje w odosobnieniu, że tak jak on sam z uwagą śledzimy najnowsze zdarzenia w Internecie – komentuje Bartłomiej Pałacki, Social Media Manager GRUPA365NET – Jest to dla naszych konsumentów sygnał, że interesujemy się nimi samymi, dzięki czemu możemy w przyszłości liczyć na tego typu inicjatywy jak user generated content.

Najważniejsze, żeby nie stawiać sobie na siłę celu jakim jest nakłonienie internautów do współtworzenia komunikacji marki. Tego typu inicjatywy wypływają oddolnie, samoistnie, dzięki czemu nie ponoszą ryzyka uznania je za nieszczere. Pamiętajmy dodatkowo, że jest to miecz obosieczny – wyłącznie od użytkownika zależy jakie treści przekaże dalej w świat i nigdzie nie jest powiedziane, że będą one pochlebne.

Pionierska pamięć DRAM dla urządzeń mobilnych od Samsunga

Firma Samsung ogłosiła, że opracowała LPDDR4 (Low Power Double Data Rate 4) – pierwszą na świecie 8-gigabitową kość DRAM przeznaczoną dla urządzeń mobilnych.

Nowa pamięć DRAM typu LPDDR4 znacząco przyczyni się do szybszego rozwoju globalnego rynku pamięci DRAM dla urządzeń mobilnych, który już niedługo będzie stanowił największą część całego rynku pamięci DRAM – powiedział Young-Hyun Jun, główny wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu pamięci w Samsung Electronics. Chcemy pozostawać o krok przed konkurencją oferując najbardziej zaawansowane kości DRAM dla systemów mobilnych, które pozwolą światowym producentom OEM możliwie najszybciej wprowadzać na rynek innowacyjne urządzenia mobilne, charakteryzujące się niezwykłą wygodą użytkowania.

8-gigabitowa kość LPDDR4 firmy Samsung zapewni najwyższą gęstość zapisu, szybkość i wydajność energetyczną wśród pamięci mobilnych. Dla użytkowników urządzeń przenośnych będzie to oznaczało szybsze, lepiej reagujące aplikacje, więcej zaawansowanych funkcji i ekrany o wyższej rozdzielczości przy zachowaniu maksymalnej wydajności baterii.

8-gigabitowa kość LPDDR4 jest wykonana w procesie technologicznym 20-30 nanometrów i mieści 1 gigabajt (GB) danych, co stanowi największą gęstość dostępną obecnie wśród układów DRAM. Pojedynczy 4-gigabajtowy moduł LPDDR4, zawierający cztery kości 8 Gb, zapewnia najwyższy poziom wydajności.

Dodatkowo, 8-gigabitowa kość LPDDR4 wykorzystuje interfejs wejścia-wyjścia typu LVSTL (Low Voltage Swing Terminated Logic). Został on zaproponowany przez firmę Samsung stowarzyszeniu JEDEC, które ustala standardy dla technologii pamięci. Stworzyszenie zatwierdziło go jako część podstawowej specyfikacji pamięci LPDDR4. Dzięki nowemu interfejsowi kość LPDDR4 umożliwi transfer danych z prędkością 3200 megabitów na sekundę (Mbps) na pin, czyli dwukrotnie szybszy niż oferowany przez produkowane aktualnie masowo w procesie 20-30 nm pamięci LPDDR3. Kość LPDDR4 zapewni o 50 procent wyższą wydajność niż najszybsze dostępne obecnie pamięci LPDDR3 i DDR3. Co więcej, nowa pamięć pracuje pod napięciem 1,1 wolta i pobiera aż 40 procent mniej energii. Planowane zastosowanie dla nowej pamięci to przede wszystkim najwyższej jakości sprzęt mobilny jak smartfony, tablety i supercienkie notebooki z wyświetlaczami Ultra HD, oferującymi czterokrotnie wyższą rozdzielczość niż rozdzielczość HD, a także wysokowydajne systemy sieciowe.

Samsung jest liderem na rynku pamięci DRAM do zastosowań mobilnych, zarówno jeśli chodzi o wprowadzanie nowych technologii, jak i wyniki sprzedaży. Przodującą pozycję na rynku zapewniły jej 4- i 6-gigabitowe kości LPDDR3. W listopadzie 2013 roku Samsung wprowadził na rynek najcieńszy i najmniejszy 3-gigabajtowy moduł LPDDR3 (oparty na kościach 6 Gb), a w nowym roku zamierza zacząć dostarczać nowe 8-gigabitowe kości LPDDR4. 8-gigabitowa kość DRAM do zastosowań mobilnych przyczyni się do szybkiego rozwoju rynku dla wysokiej gęstości układów DRAM w urządzeniach mobilnych nowej generacji.

Komentarz indeksowy BossaFX 3 stycznia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 3 stycznia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

W 2013 r. upadło prawie tysiąc firm. Dwa razy więcej niż pięć lat temu

W ubiegłym roku upadłość ogłosiło 926 firm. W porównaniu  do 2012 r. ich liczba była mniejsza, ale tylko o 15 firm. Jeszcze pięć lat temu rocznie upadało o połowę mniej firm. Najgorzej było wśród firm produkcyjnych skoncentrowanych na rynku wewnętrznym, a także w budownictwie. Rok 2014 może przynieść ponowny wzrost liczby upadłości.

W ubiegłym roku upadły firmy o łącznym obrocie ok. 14,1 mld zł, zatrudniające ponad 42 tysiące osób. W samym grudniu ogłoszono upadłość 58 przedsiębiorstw.

 – Liczba upadłości, która w dosyć wyraźny sposób odzwierciedla kondycję przedsiębiorstw, w roku 2013 była bardzo zbliżona do tego, co się działo w roku 2012. Monitory Sądowe i Gospodarcze opublikowały 926 upadłości orzeczonych przez polskie sądy. Rok wcześniej ta liczba była niewiele większa – 941 upadłości. Widać więc, że przełomu jeszcze nie ma, nie ma dużego spadku, ale także liczba upadłości już nie rośnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Błachnio z Euler Hermes.

Choć ich liczba nieznacznie spadła, wciąż jest ponad dwa razy większa niż pięć lat temu. W 2008 roku odnotowano 420 upadłości. Podobnie wygląda sytuacja w całej Europie. Liczba upadłości jest ok. jedną czwartą wyższa niż cztery lata temu.

W pierwszej połowie roku dominowały upadłości firm produkcyjnych. Jednak ich kondycja poprawiła się w kolejnych miesiącach wraz ze wzrostem eksportu. Druga połowa roku była znacznie gorsza dla firm produkujących na rynek wewnętrzny. Wzrost sprzedaży za granicę przyniósł ulgę m.in. dla firm wytwarzających części maszynowe, elektryczne, a także z branży spożywczej. W sumie upadłość ogłosiły 233 firmy produkcyjne (wobec 220 w 2012 roku).

Wciąż upada także dużo firm budowlanych (253 wobec 273 przed rokiem). W ubiegłym roku nie były to już duże przedsiębiorstwa, których wiele miało kłopoty rok wcześniej. W 2013 r. z problemami zmagały się głównie małe firmy, działające na rynkach lokalnych i regionalnych. Sytuacja w budownictwie powinna poprawić się jednak w tym roku.

 – Te inwestycje cały czas jeszcze się nie odbudowały i wciąż jest czkawka po Euro. Spodziewany jest wysyp nowych inwestycji wraz z nową perspektywą. W ubiegłym roku były już ogłaszane i rozstrzygane nowe przetargi. Ale rozpoczęcie tych inwestycji i  napływ nowych środków do firm budowlanych to jest najwcześniej połowa dopiero tego roku – przewiduje Błachnio.

Dodaje, że w produkcji i handlu większym problemem niż inwestycje są niestabilne rynki finansowe. Firmom trudniej zdobyć kredyty, a należności są płacone z opóźnieniem. Pomaga nieco wsparcie państwa, które gwarantuje pożyczki bankowe, ale to zbyt mały napływ środków.

 – Wzrost sprzedaży, który oddaje produkt krajowy brutto rzędu 1-2, nawet 3 proc. to cały czas jest zbyt mało, żeby napływ gotówki na rynek przyspieszył rozliczenia pomiędzy firmami i zahamował ich upadłości – ocenia Błachnio. – Niestety w Europie w 2014 roku spodziewany jest wzrost liczby upadłości, może niewiele, bo około 1-2 proc., ale jednak. I nie będzie to dotyczyło tylko Hiszpanii, Włoch czy krajów Beneluksu, ale także Europy Środkowo-Wschodniej.

W Polsce w 2014 r. liczba upadłości może wzrosnąć o ok. 3 proc. Jest to związane z wciąż osłabioną europejską gospodarką, która jest głównym rynkiem dla polskich eksporterów. Euler Hermes prognozuje, że w Czechach wzrost liczby upadłości będzie na poziomie 10 proc., a w Rosji – 5 proc.

W ubiegłym roku najwięcej firm upadło na Mazowszu (169), ale i tak było ich mniej niż w 2012 roku – w I połowie roku spadek liczby upadłości wynosił nawet 30-40 proc. Drugie miejsce zajęło woj. dolnośląskie (145), ale tu wzrost w porównaniu z ubiegłym rokiem wyniósł 23 proc. Jeszcze szybciej rosła liczba upadłości w woj. kujawsko-pomorskim, małopolskim i świętokrzyskim.

Giełda 2014: więcej debiutów, więcej obligacji, więcej zysków

Ten rok na warszawskiej giełdzie ma być lepszy niż 2013 – uważa prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych. Powinno być więcej debiutów, więcej ma być także emisji obligacji korporacyjnych. Inwestorzy i emitenci przygotowują się do zmian w raportowaniu spółek, które mają wejść w życie w kolejnych latach.

 – Końcówka roku na giełdzie była bardzo optymistyczna. Pojawiło się kilka istotnych ofert i mam nadzieję, że to jest dobra zapowiedź na rok 2014 mówi Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.  Od dawna wiemy, że giełda w pewnym sensie wyprzedza koniunkturę gospodarczą i dzisiejsza sytuacja zdawałaby się to potwierdzać. Mamy pewien wysyp ofert na giełdzie, mamy pewne zwyżki notowań na giełdzie i mam nadzieję, że to dobrze prognozuje na rozwój gospodarczy w roku przyszłym, a przez to na kolejne oferty.

Jak dodaje Kachniewski, swój impet stracił nieco NewConnect. Wciąż jest na nim więcej debiutów niż na głównym parkiecie (tam w ubiegłym roku było ich 23, w tym kilka przejść z NewConnecta), jednak nie ma już takiej dynamiki jak w latach poprzednich. W kończącym się roku na NC weszło 40 spółek.

 – Rynek NewConnect tradycyjnie jest rynkiem dużo bardziej obfitym niż rynek regulowany. Z tego względu, że tamte oferty są dużo łatwiejsze, tańsze i mniejsze, a więc ten wolumen jest stosunkowo duży, choć wartość mała – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kachniewski.

Ten rok może również przynieść rozwój obligacji korporacyjnych. Te wśród inwestorów cieszą się coraz większą popularnością. W 2013 roku było wprawdzie kilka bardzo udanych emisji, jak choćby papierów Orlenu, ale finansowanie długiem wciaż nie jest szczególnie popularne wśród firm.

 – O ile wydaje mi się, że inwestorzy dojrzali już do obligacji, jest na nie coraz większy popyt, o tyle nie ma jeszcze istotnej podaży. Emitenci wciąż wstrzymują się z takimi decyzjami i, choćby końcówka roku pokazała, że wiele spółek zdecydowało się na finasowanie poprzez emisje akcji – odkreśla prezes SEG. 

Nadchodzące lata będą dla giełdy czasem wielu zmian regulacyjnych. W 2015 i 2016 roku wejdą w życie przepisy w istotny sposób zmieniające formułę raportowania spółek. Za dwa lata zniknąć mają raporty kwartalne, zostaną tylko półroczne i roczne. Rok później prawdopodobnie zaczną obowiązywać przepisy (jeszcze ostatecznie nieogłoszone), które dotyczą samej treści raportów.

 – Dzisiaj jest to uregulowane w ten sposób, że mamy dość szczegółowe rozporządzenie, które określa, co spółka powinna raportować. Po wejściu w życie regulacji tego rozporządzenia nie będzie, pozostanie bardzo gumowa definicja informacji cenotwórczej i na tej podstawie emitenci będą musieli określać, co powinni publikować, a czego nie mówi ekspert. 

Jak podkreśla Kachniewski, Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych chce, żeby po wejściu w życie tych zmian inwestorzy dostawali lepsze informacje niż do tej pory. I żeby dotyczyły one rzeczywiście istotnych dla spółek spraw.

 – Są spółki, które wysyłają setki raportów rocznie i trudno się przez to przedrzeć, żeby znaleźć coś rzeczywiście ważnego. Z drugiej strony, będziemy starali się motywować emitentów, aby informowali o wszystkim, co jest dla spółki i dla inwestorów ważne – mówi prezes SEG. Jesteśmy w trakcie przygotowywania pewnych rekomendacji, które mam nadzieję zostaną właściwie przyjęte przez rynek i w szczególności przez emitentów.

 

Poprawia się sytuacja na rynku pracy, ale zatrudnienie będzie zwiększać się bardzo powoli

Na rynku pracy panuje umiarkowany optymizmu. Wartość opublikowanego przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych Wskaźnika Rynku Pracy od lipca ubiegłego roku spada, co jest oznaką poprawy nastrojów i stabilizacji wśród pracodawców. Poprawa w tym roku będzie jednak nieznaczna, a trwała nastąpi dopiero w przyszłym roku.

Publikowany przez BIEC Wskaźnik Rynku Pracy to tzw. wskaźnik wyprzedzający, czyli informujący o przewidywanych zmianach na rynku pracy. W grudniu jego wartość wyniosła 90,6 i był to kolejny miesiąc spadków jego wartości od lipca ubiegłego roku. Im niższa wartość WRP, tym lepsza sytuacja na rynku pracy.

 – Można się spodziewać, że stopa bezrobocia w 2014 roku w okresach letnich może spadać głównie ze względów sezonowego ożywienia. Natomiast na jakąś radykalną poprawę na rynku pracy na razie nie możemy liczyć. Trzeba pamiętać, że ten rynek reaguje z ogromnym opóźnieniem w stosunku do tego, co się dzieje w sferze realnej gospodarki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Maria Drozdowicz-Bieć z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych.

Podkreśla, że umiarkowany optymizm na rynku pracy ma związek z poprawą koniunktury w gospodarce. Ale pracodawcy nie od razu zareagują na wzrost PKB.

 – Pracodawcy mają możliwości zwiększania nakładów pracy nie zwiększając etatów. Czyli mogą wydłużać czas pracy, mogą zatrudniać na formy nieetatowe, czyli na przykład na umowę zlecenie, o dzieło. W związku z tym te przesunięcia na rynku pracy czasami zajmują rok, nawet dwa lata, kiedy widać trwałą i naprawdę wyraźną poprawę. Tego w 2014 roku prawdopodobnie jeszcze nie zobaczymy – przewiduje prof. Drozdowicz-Bieć.

Dodaje, że problemem polskiego rynku pracy nie są koszty pracy, bo te są na poziomie średniej europejskiej. Opodatkowanie pracy to 22-23 proc. – dokładnie tyle, ile średnia całej UE. Jednak niezbędna jest poprawa warunków dla małych i średnich przedsiębiorstw, które dają ponad 60 proc. miejsc pracy w gospodarce.

 – I po to, żeby miejsca pracy były tam kreowane, to małe przedsiębiorstwa muszą zacząć myśleć o ekspansji. Czyli po prostu muszą zacząć inwestować. Dopóki borykają się z wysokimi kosztami, dopóki to ożywienie jest tak niemrawe, jak widzimy w tej chwili, to niestety nie będą kreować nowych miejsc pracy, a w związku z tym również i zmiany w stopie bezrobocia będą właściwie niewielkie – mówi prof. Drozdowicz-Bieć.

Podkreśla, że nieznaczna poprawa na rynku pracy to zbyt mało, by realnie wzrosła siła nabywcza Polaków. Do tego niezbędne są, oprócz niskiej inflacji, także wzrost wynagrodzeń oraz większy spadek bezrobocia. Jak zauważa ekonomistka, z tych trzech warunków polska gospodarka na razie spełnia jedynie ten związany z niską inflacją. W jej ocenie inflacja, czyli wzrost cen, utrzyma się na niskim poziomie w najbliższych miesiącach (według GUS w trzecim kwartale 2012 r. w porównaniu z poprzednim rokiem wyniosła 4 proc.). Jednak wynagrodzenia nie rosną, a miejsc pracy przybywa zbyt wolno.

 – Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to one rosną bardzo umiarkowanie, właściwie można mówić bardziej o stabilizacji niż o wzroście wynagrodzeń i to samo dotyczy rynku pracy. Tutaj wielkość zatrudnienia się nie zwiększa. Dopóki będzie niska inflacja, jeśli będą rosły w tym roku, przynajmniej w drugiej połowie, wynagrodzenia, to jest szansa na to, że konsument będzie chętniej kupował. Jesteśmy społeczeństwem, które ma głód konsumpcyjny, bo to jest taki etap rozwoju gospodarki – prognozuje prof. Drozdowicz-Bieć.

Według niej właśnie w tym można upatrywać szansy na wzrost znaczenia konsumpcji dla całej gospodarki.

W biurach podróży większość oferty na ferie już wyprzedana

Choć do ferii zimowych pozostały jeszcze ponad dwa tygodnie, to w wielu biurach oferta na ten czas została wyprzedana. Ogromnym powodzeniem cieszą się również propozycje na tegoroczne lato. Biura podróży notują wysokie dwucyfrowe wzrosty sprzedaży zarówno oferty zimowej, jak i letniej.

Poprawiają się nastroje konsumenckie, a to przekłada się na zainteresowanie ofertą biur podróży. Wiodący przedstawiciele tego rynku informują, że ofertę zimową sprzedali już w całości, a oferta wakacyjna cieszy się ogromną popularnością. Rynek informuje o wzroście sprzedaży, w porównaniu do ubiegłego roku, nawet o 50 proc.

 – Lato sprzedaje się u nas z dynamiką wzrostu znacząco powyżej 20 proc., również dzięki temu, że oferta została rozszerzona – wyjaśnia Krzysztof Piątek, prezes Neckermann Polska. – Widać, że oferta znajduje oddźwięk ze strony klienta, stąd ta dynamika wzrostu.

Największą popularnością cieszą się takie kierunki, jak: Grecja, Turcja, Hiszpania. W tym roku do łask wraca również Afryka Północna, w tym Egipt.

 – Znajdujemy się dopiero w bardzo początkowym okresie sprzedaży oferty letniej, która dominuje w roku turystycznym. Te sześć miesięcy wokół lipca i sierpnia, tzw. wyższy sezon, przyciąga ponad 80 proc. wszystkich klientów. Na razie prognozy są optymistyczne – mówi Krzysztof Piątek agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Biura podróży zachęcają do planowania wakacji i kupowania wyjazdów w ofercie first minute. Dzięki temu klienci mają szeroki wybór kierunków i oferty hotelowej, dostęp do ofert promocyjnych, czy możliwość bezkosztowej zmiany rezerwacji.

W nadchodzącym sezonie ceny wyjazdów zagranicznych powinny utrzymać się na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Mimo że ceny usług spadają, a inflacja utrzymuje się na niskim poziomie.

 – Nie chcę spekulować na temat tego, czy ceny mogą spaść. Nie ma historycznych przesłanek ku temu – mówi szef Neckermann Polska. – Mogłyby spaść istotnie, gdyby złoty bardzo mocno umocnił się w stosunku do innych walut, albo gdyby ceny paliw lotniczych gwałtownie spadły. To by znalazło odzwierciedlenie w cenach imprez turystycznych, jako że koszty te stanowią kluczową część kosztów tych imprez. Ale ku temu też nie ma przesłanek.

Rynek paczkowy czekają zmiany. E-sklepy będą oferować bezpłatną dostawę i to w dniu zamówienia

Rozpoczynający się rok przyniesie znaczące zmiany na rynku pocztowym. W przesyłkach będą dominować dwa procesy: same-day delivery, czyli dostawa tego samego dnia, oraz free shipping delivery, czyli darmowa dostawa. Prywatni operatorzy szykują się także do ostrzejszej walki w przetargach ogłaszanych przez instytucje publiczne. 

 – Każdy sklep w Wielkiej Brytanii oferuje dostawę za darmo, co w praktyce oznacza, że bierze na siebie koszt transportu. W Polsce ponad 90 proc. sklepów nie oferuje darmowej dostawy, czyli przerzuca koszt na klienta, co więcej czasami zarabiając na tym transporcie, dodając swoją własną marżę – tłumaczy Rafał Brzoska, prezes Integer.pl.

Początek ubiegłego roku to liberalizacja rynku pocztowego, która wymusiła zmiany na dotychczasowym monopoliście. Prywatni operatorzy są jednak zawiedzeni efektami wprowadzenia wolnego rynku.

 – To uwolnienie rynku było pozorne. Nowa ustawa, która weszła w życie 1 stycznia 2013 roku paradoksalnie monopolizowała wiele jego obszarów, chociażby w zakresie przekazów pieniężnych wysyłanych z ZUS-u, czy KRUS-u. Nie możemy więc mówić o demonopolizacji, raczej o umacnianiu monopolu Poczty Polskiej, z którym skutecznie walczymy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Brzoska.

Przypomina orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej z października ub. r., która stwierdziła, że „żaden sąd i prokuratura w Polsce nie może domagać się, by dowód nadania przesyłek poleconych ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru, nadawanych przez sądy lub prokuratury, był wystawiany z mocą urzędową stempla pocztowego”. To otworzyło prywatnym operatorom pocztowym nieograniczony dostęp do przetargów na rzecz wszystkich instytucji publicznych. Integer.pl zamierza sięgnąć i po tę część rynku.

 – Jeżeli patrzymy przez pryzmat listów, to kluczem jest poszerzenie zasięgu, a jeśli przez pryzmat wzrostu wolumenu listów, to decydujące jest podpisanie umowy przez naszego partnera, czyli Polską Grupę Pocztową w zakresie doręczenia przesyłek Ministerstwa Sprawiedliwości – wymienia prezes grupy.

Chodzi o dwuletni kontrakt, który wszedł w życie od nowego roku i jest wart ok. 500 mln zł. PGP złożyła ofertę niższą o ponad 84 mln zł od Poczty Polskiej.

 – To powinno spowodować skokowy wzrost przychodów i wyniku finansowego Inpostu w roku 2014. Liczymy na znacznie więcej, nie ukrywamy, że poszerzenie zasięgu, obalenie instytucji stempla pocztowego to są te elementy, które będą miały kolosalny wpływ na to, że będziemy mogli wystartować w przetargach ogłaszanych przez większość instytucji publicznych, które korzystają z usług Poczty Polskiej – podkreśla Rafał Brzoska.

2014 rok to kolejne upadki małych sklepów

To będzie kolejny trudny rok dla małych sklepikarzy i należy spodziewać się ich dalszych upadków. Szansą na ich przetrwanie jest integracja, wchodzenie we franczyzę czy w segment sklepów typu convenience, czyli zlokalizowanych blisko klientów i oferujących dodatkowe usługi, np. ciepłe jedzenie.

 – Handel będzie powoli wychodził z dołka. Nie spodziewamy się, że ten rok będzie czasem wielkiego boomu gospodarczego, w szczególności dla mniejszych sklepów. Tutaj nadal mamy do czynienia ze stagnacją i lekkimi spadkami sprzedaży – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

W ocenie dyrektora PIH w tym roku to głównie drobni sklepikarze będą musieli zamykać firmy. Są wypierani głównie przez centra handlowe, które od lat zwiększają swój udział w rynku. Z raportu firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że Polska jest na 4. miejscu wśród krajów, w których w I połowie ubiegłego roku zbudowano najwięcej powierzchni handlowych. I zajmuje 5. lokatę pod względem powierzchni, która ma zostać oddana do użytku od połowy 2013 roku do końca 2014 roku.

Zagrożenie dla małych sklepów niesie również rozwój sieci dyskontowych.

 – One wciąż rosną, choć z trochę z mniejszą dynamiką. Dlatego szczególnie najmniejsze sklepy będą musiały próbować temu zapobiec poprzez integrację, rozważenie udziału w systemach franczyzowych, przejście na asortyment typu convenience, czyli wprowadzenie na przykład gotowych ciepłych dań do kupienia w sklepach – uważa Maciej Ptaszyński.

Liczba sklepów convenience, takich jak Żabka, Freshmarket czy Małpka Express na zakończenie 2015 r. ma przekroczyć liczbę 4400 według prognoz firmy Kondej Marketing, zajmującej się badaniami rynkowymi. Wraz ze sklepami spożywczymi działającymi na stacjach paliwowych, które również pełnią funkcję convenience, udział w rynku sklepów tego konceptu jest niewielki. Na koniec 2012 roku wynosił 1,4 proc., a do końca 2015 r. ma urosnąć do 2,3 proc. Są to więc sklepy niszowe, które nie zagrożą dyskontom, ale uzupełniają rynek.

Sytuację drobnych sklepikarzy mogą poprawić nowe regulacje dotyczące obniżki opłat interchange. Zgodnie z nowelizacją ustawy dotyczącej usług płatniczych od stycznia 2014 r. organizacje płatnicze, jak Visa czy Mastercard, będą miały sześć miesięcy na obniżenie stawek opłat interchange z dzisiejszych 1,2-1,3 proc. do 0,5 proc. wartości transakcji.

 – Spodziewamy się pozytywnych efektów zmiany ustawy o interchange, która mamy nadzieję obniży koszty transakcji kartami kredytowymi – komentuje Maciej Ptaszyński.

Ta opłata pobierana jest od każdej transakcji dokonywanej kartą płatniczą. Jej koszty ponoszą sklepy.

mBank Hipoteczny szykuje się do pierwszej emisji listów zastawnych. Mogą one zastąpić obligacje w portfelu OFE

mBank Hipoteczny w tym roku dokona pierwszej emisji listów zastawnych, których zabezpieczeniem będą kredyty hipoteczne dla osób fizycznych pozyskane we współpracy z mBankiem. Te dłużne papiery wartościowe mają zastąpić depozyty jako źródło refinansowania kredytów hipotecznych udzielanych przez mBank. Listy zastawne w trakcie kryzysu okazały się jednym z najbezpieczniejszych instrumentów finansowych w Europie.

 – Po raz pierwszy w polskim sektorze bankowym wkomponowaliśmy się w proces sprzedaży kredytu hipotecznego w ramach grupy bankowej, to znaczy: sprzedaż jest prowadzona przez sieć banku uniwersalnego i my oferujemy w istocie taki sam produkt, tylko pod innym brandem. Oferujemy go po to, żeby zrefinansować listem zastawnym i odciążyć bank uniwersalny od tego, by te kredyty refinansował depozytami jak dotychczas – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Cyburt, prezes zarządu mBanku Hipotecznego.

mBank i mBank hipoteczny rozpoczęły przygotowania do emisji listów zastawnych, zabezpieczonych wspólnie sprzedawanymi kredytami już rok temu. Pierwsze emisje oparte na nowym rozwiązaniu są planowane na pierwszy kwartał tego roku. Jesienią emisja listów zastawnych powinna już przebiegać na większą skalę.

Cyburt podkreśla, że listy zastawne są bezpieczniejsze od innych instrumentów finansowych. Są to papiery dłużne, które mogą być emitowane jedynie przez banki hipoteczne. Podstawę emisji i zabezpieczenie stanowią wierzytelności banku zabezpieczone hipotekami.

 – W momencie, kiedy rząd wycofuje z funduszy emerytalnych kilkadziesiąt miliardów złotych obligacji, aż się prosi, żeby te obligacje czymś zastąpić. I nie ma lepszego instrumentu niż list zastawny. Np. listy zastawne w Grecji, Portugalii czy Hiszpanii obroniły się przed kryzysem i zwłaszcza te, które miały bardzo dobry rating, uzyskiwały korzystne ceny – przekonuje Cyburt.

Zmiana modelu refinansowania kredytów hipotecznych dla osób fizycznych to jeden z celów mBanku. Jak podkreśla Cyburt, w konsekwencji kryzysu banki w większości wykorzystują krótkoterminowe depozyty oraz pożyczki od zagranicznych akcjonariuszy do refinansowania kredytów hipotecznych. Zastąpienie tych instrumentów listami zastawnymi powinno poprawić sytuację i możliwości rozwoju rynku hipotecznego. Cyburt dodaje, że wprowadzenie takiego modelu wymuszają skutki kryzysu i nowe regulacje płynnościowe dla banków. Sytuacja na rynku 10 lat temu wykluczała obrót listami zastawnymi, choć było to teoretycznie możliwe. W wyniku załamania rynku mBank Hipoteczny zyskał szansę zmiany modelu refinansowania kredytów hipotecznych.

Powodzenie zmian – jeśli chodzi o popyt na rynku polskim – opiera się w pewnym stopniu na zmianach w OFE. Cyburt liczy, że zamiast inwestowania w obligacje skarbowe, fundusze będą mogły kupować na większą skalę listy zastawne.

 – Specyfika listów zastawnych polega na tym, że one są głównie kupowane przez inwestorów lokalnych. Więc jeśli myślimy o systemie bezpiecznego refinansowania kredytów hipotecznych i w ogóle bezpiecznym systemie funkcjonowania banków, to powinniśmy sprzyjać również temu, żeby rynek od strony popytu był wystarczający – przekonuje Cyburt. – Mam nadzieję, że postulaty środowiska i bankowego, i rynku kapitałowego, żeby list zastawny mógł zastąpić w jakiejś mierze wycofane obligacje, zostaną uwzględnione. I te ustawowe limity, które istnieją w tej chwili w OFE, będą zmienione w taki sposób, by zachęcać do inwestowania w listy zastawne.

Reklamy wideo i w aplikacjach mobilnych napędzają przychody portali internetowych

Reklamy wideo i w aplikacjach mobilnych rosną najszybciej na rynku reklamy internetowej. Jednak wciąż większość przychodów portali generują reklamy graficzne oraz tradycyjny marketing. Portale korzystają na spadkach wpływów z reklam w telewizji i liczą na jeszcze lepsze wyniki w tym roku. Wirtualna Polska chce dalej rozwijać aplikacje mobilne.

 – Wideo jest siłą pociągową, oprócz obszaru mobile. Oczywiście w obu tych obszarach mówimy o niskiej bazie, więc wzrosty są imponujące, ale w ogólnych cyfrach nie aż tak ważące jak nasze dotychczasowe konie pociągowe, czyli display [reklama graficzna – red.] i marketing – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Tomasiak, prezes zarządu Wirtualnej Polski.

Portale internetowe korzystają na problemach telewizji. Reklamodawcy przenoszą się do internetu między innymi z uwagi na proces cyfryzacji. Jak podkreśla Tomasiak, przed cyfryzacją telewizji trzy największe stacje, czyli TVP, TVN i Polsat, dawały łącznie 75-80 proc. zasięgu. Teraz Polacy oglądają znacznie więcej kanałów, a największe mają jedynie kilkanaście procent udziału.

Ta sytuacja nie tylko wymusza na reklamodawcach poszukiwanie nowych kanałów dotarcia do widzów, lecz także prowadzi do rozwoju rynku reklamy wideo w internecie.

 – W związku z tym niejako reklamodawcy zostali zmuszeni do poszerzenia bazy, chociażby o te wszystkie kanały tematyczne, a również o internet. Więc my skorzystaliśmy na tej cyfryzacji w dosyć niespodziewany sposób, bo reklamodawcy zostali zmuszeni do stworzenia szerszego spektrum oferty wideo – podkreśla Tomasiak.

W jego ocenie 2014 rok może być dla portali internetowych jeszcze lepszy. Prognozowane ożywienie gospodarcze powinno skłonić reklamodawców do zwiększenia wydatków. W ubiegłym roku, choć niektóre obszary rozwijały się bardzo dynamicznie, firmy niechętnie wydawały pieniądze na reklamy. Urosły jedynie rynki reklamy w aplikacjach mobilnych, wideo oraz w wyszukiwarkach. Wszystkie inne obszary, jak podkreśla Tomasiak, notowały gorsze wyniki. Ma jednak nadzieję, że w tym roku trend się zmieni.

Zapowiada również rozwój aplikacji mobilnych. Jest to jednak trudny obszar działalności.

 – To jest trudny temat, bo z uwagi na liczbę tych platform: mamy iOS, Androida, Windows Phone, tych aplikacji trzeba mieć kilka. One nie są elastyczne jak ta wersja przeglądarkowa. Bo żeby wprowadzić jakieś nowe rozwiązanie reklamowe w te aplikacje, to one muszą przejść ścieżkę akceptacji przez sieć Apple czy Google, a to wydłuża rozwiązanie – mówi Tomasiak.

Wirtualna Polska zamierza na razie skoncentrować się na rozwoju trzech aplikacji – programu telewizyjnego, aplikacji informacyjnej i aplikacji sportowej. Tomasiak podkreśla, że wszystkie trzy są udane, jednak wciąż wymagają poprawy.

W 2014 roku pracownicy odbiorą dwa wolne dni za święta przypadające w soboty

W tym roku pracownicy zatrudnieni na umowę o pracę będą mogli skorzystać z prawa do odebrania dnia wolnego za przypadające w sobotę święto. Taka możliwość to efekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października 2012 roku. W tym roku w sobotę wypadają dwa dni świąteczne. W ubiegłym nie było takiego przypadku.

Ten rok będzie pierwszym okresem rozliczeniowym, w którym pracodawcy będą musieli rozliczać się z dni wolnych przypadających w sobotę. W październiku 2012 roku Trybunał Konstytucyjny podważył przepisy, które nie nakazywały tego robić. Działały one na mocy zmian wprowadzonych w 2011 roku, kiedy jako dzień wolny wprowadzono 6 stycznia, czyli święto Trzech Króli.

  Jeśli chodzi o święto, które wypada w weekend, to dzień może być odebrany jako dzień wolny tylko i wyłącznie w przypadku, gdy święto przypada w sobotę. Co oznacza, że te święta, które notujemy w niedzielę, są normalnym dniem świątecznym, i nie ma tutaj prawnego uzasadnienia do tego, żeby za taki czas odebrać wolne godziny pracy – przypomina Ewa Wardak, HR Manager w firmie Adecco Poland.

W ubiegłym roku żaden dzień świąteczny nie wypadł w sobotę. W 2014 roku pracownicy będą mogli skorzystać z tego prawa dwa razy. W sobotę wypada 3 maja i 1 listopada. W związku z tym o dwa dni zwiększa się pula dni urlopowych dla tych, dla których sobota zwyczajowo jest dniem wolnym od pracy. Czas ich wykorzystania należy uzgodnić z pracodawcą. Jednak musi on udzielić ich do końca okresu rozliczeniowego.

 – Zgodnie z obowiązującymi przepisami najpierw oddajemy godziny wolne – mówi Ewa Wardak. – W ostateczności, jeżeli do końca okresu rozliczeniowego pracodawca nie ma możliwości, żeby ten ekwiwalent w naturze został pracownikowi udzielony, wówczas musi to rozliczyć w formie dodatkowego wynagrodzenia.

Ten przywilej nie przysługuje jednak pracownikom przebywającym w danym momencie na zwolnieniu lekarskim lub urlopie macierzyńskim. Oni otrzymują świadczenie za każdy dzień zwolnienia.

Firmy inwestują w wysoko wyspecjalizowaną kadrę

Na rynku pracy trudno o specjalistów w wąskich dziedzinach, dlatego firmom zależy na utrzymaniu wyspecjalizowanych pracowników. Elementem motywującym i lojalizującym są benefity pracownicze. Wśród nich coraz popularniejszym rozwiązaniem stają się ubezpieczenia grupowe z opcją inwestycyjną.

Każdy pracodawca musi zmierzyć się z zadaniem utrzymania kluczowych pracowników. Osoby, które posiadają specjalistyczną wiedzę w wąskiej dziedzinie, są bardzo pożądane na rynku pracy i często są kuszone propozycjami przejścia do konkurencji. Odejście wysoko wykwalifikowanego pracownika to nie tylko utrata know-how firmy, ale również dodatkowe koszty związane z przeprowadzeniem procesu rekrutacji. Eksperci twierdzą, że rotacja na stanowisku pracy to średnio od 90% do 200% rocznego wynagrodzenia na tym stanowisku. Jak zatem zatrzymać wartościowych pracowników? Oprócz atrakcyjnego wynagrodzenia, narzędziem motywacyjnym są także benefity pracownicze. Karnety na siłownię, kurs angielskiego czy abonamenty medyczne są bardzo popularne, ale oferuje je praktycznie każda korporacja czy duża firma. Coraz popularniejszym rozwiązaniem dla kadry zarządzającej czy istotnych pracowników są polisy łączące ochronę ubezpieczeniową z możliwością inwestowania, pozwalające gromadzić środki na dowolny cel. Według badań, ubezpieczenie ochronno–inwestycyjne jest wskazywane przez pracowników jako pożądany benefit już na trzecim miejscu, zaraz po podwyżce i samochodzie służbowym.

Ubezpieczenia ochronno-inwestycyjne a pracodawcy

Coraz więcej firm korzysta z benefitów, które z jednej strony są atrakcyjne dla pracownika oraz na dłuższy czas wiążą go z miejscem pracy. Rozwiązaniem są polisy na życie z opcją inwestycyjną, które w długiej perspektywie mogą wypracować zysk i pozwalają na gromadzenie środków na przyszłość, np.: emeryturę, podróż marzeń, czy samochód. Ubezpieczenia ochronno-inwestycyjne to również bardzo dobry sposób nie tylko na zyskanie lojalności pracowników, ale też na ich motywowanie. Pracodawca może uzależnić wysokość składki i zakres ochrony np.: od stażu pracy, zakresu wykonywanych zadań i ich wyników. Może być ono również traktowane jako okresowa nagroda, bądź jako stała, comiesięczna kwota. Co ważne zakres ochrony można dostosować do poszczególnych grup pracowniczych. Co o tego typu produktach sądzą działające w Polsce firmy?

„Mamy świadomość, że rozwiązania ubezpieczeniowe oraz ubezpieczeniowo-kapitałowe, to długofalowe zobowiązania. Jednocześnie jednak w praktyce oznaczają one długoterminową inwestycję w kapitał ludzki i szansę na pozyskanie zmotywowanego zespołu na długi czas” – mówi Piotr Ciski, Managing Director w Cybercom Poland. Rolę polis inwestycyjnych podkreśla również dr Piotr Skaldawski, Dyrektor ds. Personalnych 3M w Polsce. – „Zależy nam na byciu dobrze postrzeganymi przez pracowników. W naszym interesie leży, aby dostarczać im efektywne i atrakcyjne rozwiązania inwestycyjno – ubezpieczeniowe. Po to, aby samym pracownikom, jak i ich rodzinom zapewnić bezpieczeństwo, przede wszystkim finansowe”.

Mocne strony polis inwestycyjnych

Ubezpieczenia grupowe z opcją inwestycyjną wiążą się z wyższymi kosztami, ponieważ oprócz składki ochronnej dodatkowo opłacana jest część przeznaczana na inwestycję. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że element podstawowy ubezpieczenia stanowi dla pracodawcy koszt uzyskania przychodu i może być rozliczony. Ważne jest także to, że w ramach jednej umowy część pracowników może posiadać polisę tylko ochronną, a kadra zarządzająca – także z opcją inwestycyjną.

„W ramach inwestycyjnego ubezpieczenia grupowego pracodawca ma możliwość dowolnego sterowania wysokością wpłaconej kwoty na konto pracownika, np. w zależności od stanowiska czy też osiąganych wyników. Może to być stała kwota, powiązana np. z nagrodą roczną, lub uzależniona od realizacji planów sprzedażowych” – mówi Tomasz Knapiński, Dyrektor Departamentu Klientów Korporacyjnych w ING Życie.

Pakiety ubezpieczeniowe, zwłaszcza te z opcją inwestycyjną, pozwalają na związanie pracownika z firmą na lata, a przez to zmniejszają rotację oraz sprzyjają stabilności. Mogą także stać się magnesem, który przyciągnie do przedsiębiorstwa nowych specjalistów.

ENERGA-Operator chce rozwinąć konkurencyjny rynek usług budowlano-energetycznych

Nawet 37 tysięcy prac związanych z rozbudową i modernizacją sieci na łączną kwotę 550 mln zł planuje zlecić ENERGA-OPERATOR w 2014 r. Spółka zaprasza do współpracy przedsiębiorstwa realizujące roboty budowlane elektroenergetyczne oraz usługi projektowe. Również takie, które nie dysponują długoletnim doświadczeniem na rynku.

ENERGA-OPERATOR zbadała, co jest postrzegane przez kooperujących z nią przedsiębiorców jako bariera współpracy. Okazało się, że dominuje obawa przed tym, iż firmy zbyt wiele czasu muszą poświęcić na kompletowanie wielu dokumentów przy okazji każdego postępowania. Drugą istotną barierą okazał wymóg wieloletniego doświadczenia na rynku usług energetycznych.

– Celem naszej akcji skierowanej do przedsiębiorców, w tym – mniejszych, lokalnych firm, jest budowa konkurencyjnego rynku usług budowlano-energetycznych, dotychczas w znacznym stopniu zarezerwowanych dla spółek z grup energetycznych – mówi Robert Świerzyński, wiceprezes ENERGA-OPERATOR. – Stąd zaproszenie do współpracy kierujemy również do podmiotów, których pracownicy dysponują stosownymi uprawnieniami i szkoleniami, ale które nie mają doświadczenia w realizacji podobnych prac. Umożliwimy im współpracę, ale także otoczymy większym nadzorem.

Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że wykonywane przez firmy zewnętrzne, prace budowlane czy projektowe charakteryzują się wymaganą przez nas jakością, przy cenach, pozwalających na poprawę efektywności wydatkowanych środków na inwestycje.

– Budując rynek lokalnych wykonawców dużą wagę będziemy przywiązywać do przestrzegania przez kontrahentów zasad bezpieczeństwa i higieny pracy. Firmy lekceważące przepisy nie będą miały możliwości współpracy z nami – podkreśla Robert Świerzyński.

Aby przedsiębiorcy nie musieli poświęcać czasu na kompletowanie stosownej dokumentacji przy każdym postępowaniu, Energa-Operator stworzyła w ub. r. Rejestr Kwalifikowanych Wykonawców ENERGA-OPERATOR. Obecność w rejestrze gwarantuje m.in.: uproszczenie i przyspieszenie procesów formalnych udzielania zamówień, otrzymywanie bieżących informacji o planowanych inwestycjach, uczestnictwo w jasnych i konkurencyjnych procedurach przetargowych, możliwość otrzymania naszych referencji jako kwalifikowany wykonawca.

Wpis do rejestru jest bezpłatny. Zasady obecności w rejestrze omówione zostaną na spotkaniach organizowanych przez spółkę w dniach 8-17 stycznia 2014 r. Daty i miejsca spotkań, a także regulamin Rejestru Kwalifikowanych Wykonawców ENERGA-OPERATOR opisano tutaj: http://www.energa-operator.pl/centrum_informacji/informacje/komunikaty.xml?id=3664

ZUS w telewizji za unijne pieniądze

„Jeżeli wolne chwile spędzasz w internecie i zajmujesz się w nim mało pożytecznymi rzeczami, to wpadnij lepiej do e-ZUSu i zobacz czy pracodawca odprowadza za ciebie składki, albo czy twoje dzieci są zgłoszone do ubezpieczenia zdrowotnego” – zachęca ruszająca właśnie telewizyjna kampania informacyjna Platformy Usług Elektronicznych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Pieniądze na kampanię PUE ZUS pozyskał z funduszy unijnych.

To pierwsza telewizyjna kampania informacyjna, jaką prowadzi Zakład Ubezpieczeń Społecznych, ale nie jest to kampania reklamowa ZUS, lecz Platformy Usług Elektronicznych, czyli e-urzędu, który zakład uruchomił w czerwcu 2012 r. za fundusze Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

 – Ważne jest nie tylko to, by ta platforma działała, ale także, by ludzie o niej wiedzieli. Bardzo dobrym przykładem jest ePUAP, w którym jest zarejestrowana mała liczba użytkowników, czyli ok. 30-40 tys. osób, a miała być to platforma obejmująca pół Polski. I to nie jest tak, że ludzie nie chcą się tam rejestrować lub mają z tym problemy, tylko najczęściej nie wiedzą w ogóle o tym, że taka platforma istnieje – uważa Agata Dąmbska, socjolożka, ekspertka think-tanku Forum Od-nowa, organizacji zajmującej się projektowaniem zmian systemowych w sektorze publicznym.

Walorem nadawanych od wczoraj w większości stacji telewizyjnych spotów ma być pokazanie całego przekroju dorosłej części społeczeństwa, co ułatwia trafienie z przekazem do grup, które powinny być zainteresowane korzystaniem z elektronicznej platformy. Spoty są proste w formie i przekazie, w jasny sposób komunikują, jaką korzyść użytkownik może uzyskać z PUE.

 – Sama forma tych spotów zwraca uwagę, wyróżnia się z bloku reklamowego. W intrygujący sposób przemawia do zwykłego człowieka. Mówi, że można kilka minut poświęcić na to, by wejść na platformę ZUS-owską i dowiedzieć się czegoś więcej – czegoś, co może zmienić przyszłość, a na pewno ubezpieczonego uspokoić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Pitura, dyrektor kreatywny Agencji JWT

Kampania, w każdym z pięciu telewizyjnych spotów odnosi się do aktywności Polaków w internecie w chwilach wolnych. Przekaz jest jasny „Jesteś w sieci? Wpadnij do ZUS!”.

 – W dosyć zgrabnej formie spoty mówią o tym, że i tak spędzamy czas w internecie, więc być może warto poświęcić 10-15 minut, by sprawdzić, czy wszystkie nasze składki są przekazywane do ZUS-u. Nas to nie kosztuje nic, a możemy się dowiedzieć, czy pracodawca jest wobec nas fair – podkreśla Mariusz Pitura.

Koszt stworzenia Platformy Usług Elektronicznych to ponad 200 mln zł, z czego 85 proc. pochodzi ze środków unijnych, a 15 proc. z budżetu państwa. Wdrożenie platformy zostało dobrze ocenione i ZUS otrzymał z UE dodatkowe 15 mln zł na jej rozbudowę i promocję. Kampania informacyjna jest jednym z wymogów wykorzystania funduszy unijnych. 

Platforma, dostępna pod adresem www.pue.zus.pl, jest na bieżąco przez ZUS rozbudowywana i oferuje kolejne możliwości. Za jej pomocą przedsiębiorcy mogą już opłacać składki a wkrótce jej użytkownicy będą mogli także dokonać wyboru, czy w ramach II filaru chcą być w ZUS czy w OFE.

Chiński bank chce wspierać polską zieloną energetykę

CEO Magazyn Polska

Industrial and Commercial Bank of China jest zainteresowany finansowaniem zielonych inwestycji. Czeka jednak na wejście w życie ustawy regulującej zielone inwestycje. Bank jest jednym z aktywniejszych graczy na rynku odnawialnych źródeł energii w samych Chinach.

 – Jesteśmy zainteresowani finansowaniem odnawialnych źródeł energii, jak również w ogóle infrastruktury i energetyki – mówi Newserii Biznes Szymon Ostrowski, dyrektor Industrial and Commercial Bank of China w Polsce. 

Przeszkodą jest brak regulacji prawnych. Resort gospodarki przygotowuje trzecią w ciągu trzech lat wersję ustawy o odnawialnych źródłach energii. Za brak tych regulacji w postaci unijnej dyrektywy o OZE, grozi Polsce kara w wysokości 130 tys. euro za jeden dzień zwłoki (liczony od dnia wydania decyzji przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości, przed którym toczy się to postępowanie).

 – Tak jak każdy bank komercyjny, patrzymy na zwrot z inwestycji, na kontekst polityczny i prawny. A sytuacja jest taka, że od trzech lat nie ma ustawy, więc nowe inwestycje są bardzo skomplikowane inwestowanie w coś, co dziś się nie spina, nie jest rozwiązaniem – podkreśla dyrektor banku.

ICBC chce być aktywnym graczem na rynku energii odnawialnej w Polsce, podobnie jak jest w Chinach. Trzy lata temu na przykład podpisał umowę o współpracy strategicznej z Ming Yang Wind Power Group, w ramach której wspiera inwestycje związane z energetyką wiatrową. 

 – Jednym z elementów działalności ICBC w Polsce jest wspieranie tutejszego biznesu i bycie mostem łączącym Chiny i Polskę. Jeżeli więc w jakimś projekcie będzie zaangażowany partner chiński jako wykonawca lub dostawca technologii, wtedy tym bardziej będziemy zainteresowani takim projektem – zapewnia Szymon Ostrowski.

Dodaje, że znalezienie takiego partnera w Chinach nie będzie trudne, ponieważ wśród pięciu największych na świecie producentów technologii związanych z elektrowniami wiatrowymi, są dwie firmy z Państwa Środka. Z tej współpracy mogą skorzystać więc polskie firmy także poprzez uczenie się know-how, którego jeszcze nie posiadają. 

Ostrowski rysuje scenariusz, w którym możliwe jest wykorzystanie Stoczni Gdańsk do produkcji podzespołów do elektrowni wiatrowych.

 – Polska stocznia produkuje słupy, chińska firma dostarcza turbiny i wspólnymi siłami projekt jest zrealizowany, a także wymiana wiedzy  oraz doświadczeń – uważa Szymon Ostrowski.

Bezrobocie powinno wyraźnie spaść na wiosnę

CEO Magazyn Polska

Dzięki ożywieniu gospodarki bezrobocie ma wyraźnie spaść na wiosnę. Już w trzecim kwartale 2013 roku gospodarka rozwijała się niemal 2,5 razy szybciej niż w drugim i niemal cztery razy szybciej niż w pierwszym. Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego z PwC, na wiosnę bezrobocie spadnie poniżej 12 proc.

 – Wreszcie zaczęły wzrastać inwestycje i  popyt krajowy. To są symptomy tego że ożywienie zaczyna nabierać trwałości. Cały czas przyspiesza eksport, a to dobrze z punktu widzenia tego, co może się dalej dziać w gospodarce. Wszystko wskazuje na to, że czwarty kwartał był jeszcze lepszy – prognozuje dla agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny z PwC.

Niestety, ekonomiści często sami korygują swój optymizm, dodając, że bardzo dużo zależy od pogody, nastroju konsumentów oraz wielu innych zmiennych, które trudno prognozować. Nie są to silne podstawy i równie dobrze trend może okazać się odwrotny. 

 – Odbudowa aktywności inwestycyjnej zależy w sporej mierze od pogody. Jak są mrozy, to dróg się nie buduje, więc budownictwo jest bardzo podatne na czynniki sezonowe. W związku z tym pierwszy kwartał jest zawsze zagadką. Choć w budownictwie sytuacja poprawia się, to jeszcze cały czas jest gorsza niż rok temu – studzi nieco entuzjazm Witold Orłowski.

Jest ożywienie, ale wskaźniki zamarły

Jednym z filarów tego optymizmu jest ożywienie gospodarcze na zachodzie Europy a szczególnie w najbardziej dla Polski istotnych Niemczech. 

 – Wcześniej byliśmy liderem wzrostu, teraz to raczej my patrzymy na Europę jako na nadzieję, na to co się dzieje w Niemczech. Myślę że Niemcy w solidny sposób przeszły przez okres recesji, chociaż pewnie bardzo powoli będą odbudowywać swoją aktywność gospodarczą.  Bardzo delikatne ożywienie, jakie tam obserwujemy od lata, jest niesłychanie wrażliwe, wskaźniki gospodarcze nie chcą się dobrze odbić. Już nasze wyglądają znacznie lepiej, bardziej obiecująco – mówi Witold Orłowski.

Najważniejsze jest, że to ożywienie powinniśmy zaobserwować na rynku pracy, czyli w sferze, która najbardziej interesuje przeciętnego Polaka. 

Bezrobocie będzie jeszcze leciutko wzrastało w pierwszym kwartale, a w drugim dość wyraźnie spadnie. Myślę, że z tych 13 proc. pewnie zejdziemy poniżej 12 proc. Nie oczekiwałbym cudów, bo nie sądzę, żeby ten rok był wystrzałowy, chociaż powinien być czasem zauważalnego wzrostu. Jest znacznie większa szansa przekroczenia zakładanych w budżecie 2,5 proc. Ja bym strzelał, że będzie poniżej 3 proc. – prognozuje Witold Orłowski.

To będzie trudny rok dla euro. Bez zmian dla franka

CEO Magazyn Polska

To może być trudny rok dla euro. Decydujące znacznie będą miały działania europejskiego banku i sytuacja w gospodarce strefy euro, ale można oczekiwać niewielkiego osłabienia tej waluty w stosunku np. do dolara. Z kolei złoty może nieco stracić względem euro.

 Euro ma przed sobą trudny rok na rynku światowym, dlatego że europejska gospodarka jest ciągle w nienajlepszej sytuacji, choć widać pewne oznaki poprawy. Na rynkach finansowych jest spokojniej, w dużym stopniu dzięki akcjom Europejskiego Banku Centralnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers.

Jednak, jak wyjaśnia, „w gospodarce realnej ożywienie jest niemrawe”. Co oznacza, że EBC będzie musiało przez długi czas utrzymywać bardzo niskie stopy, żeby wspomóc wzrost gospodarczy. Dodatkowo europejska gospodarka zmaga się z problemem zbyt niskiej inflacji, zwłaszcza na południu Europy, gdzie popyt konsumpcyjny jest bardzo słaby. To przekłada się na niemożność podnoszenia cen przez firmy, a wręcz ich obniżanie by zachęcić klientów do zakupów.

 – To nie sprzyja aktywności gospodarczej i sprawia, że ich problemy w finansach publicznych mimo reform nie maleją. Dzieje się tak, ponieważ dochody budżetowe zależą od wzrostu gospodarczego, ale też i od inflacji. A jeśli inflacji nie ma, dochody podatkowe rosną bardzo wolno albo wcale – przypomina ekonomista.

To może oznaczać, że Europejski Bank Centralny będzie starał się wpłynąć na poprawę sytuacji gospodarczej. 

 – A to nie będzie sprzyjało notowaniom euro, które jest dość mocne względem dolara i innych walut. Raczej oczekiwałbym osłabienia euro do dolara, osłabienia euro do jena japońskiego, chociaż nie do złotego. Złoty może względem euro nieco stracić – prognozuje Przemysław Kwiecień.

EBC rozważa kilka możliwości działania. Jedną z nich jest obniżenie stopy depozytowej o wartości negatywnej. Według Kwietnia, to byłby najczarniejszy scenariusz dla euro

 – Wtedy wszelkiego rodzaju nadwyżki będą lokowane gdzie indziej, również pieniądze europejskie będą szukały gdzie indziej pozytywnej rentowności – mówi ekonomista. – Nie jest jednak powiedziane, że EBC zdecyduje się na takie rozwiązanie. Rozważa również wprowadzenie pewnego wariantu pożyczek dla sektora bankowego, które byłyby uwarunkowane tym, że zostaną wykorzystane na rozwój akcji kredytowej. EBC może też jeszcze raz obniżyć stopę refinansową, która obecnie wynosi 0,25 proc. i w ten sposób skłonić banki, żeby sobie nawzajem taniej pożyczały.

Frank będzie się zachowywał w stosunku do złotego podobnie jak euro, czyli nie należy spodziewać się większych zmian.

 – Zakładam niewielkie osłabienie złotego względem euro, więc złoty w bardzo minimalnym stopniu straci do franka. Jeśli sprawdzi się pozytywny scenariusz dla Europy, gdzie ożywienie w strefie euro będzie trochę silniejsze, to wtedy jest szansa na to, że kurs frank-złoty nie zmieni się albo nawet złoty minimalnie zyska – mówi Przemysław Kwiecień.

Wracają odliczenia VAT na auta z kratką. Będzie trudniej z nich skorzystać

CEO Magazyn Polska

Nowe regulacje umożliwiające pełne odliczenie podatku VAT od nowo zakupionych samochodów będą dotyczyć tylko części pojazdów. Jeszcze w ubiegłym roku auta o masie do 3,5 tony wykorzystywane w działalności gospodarczej umożliwiały odliczenie 60 proc. podatku, ale nie więcej niż 6 tys. zł. W roku 2014 będzie możliwe pełne odliczenie VAT, ale przy znacznie wyższych wymaganiach.

 Zmieniają się przepisy dotyczące rozliczania VAT-u przy nabyciu i użytkowaniu samochodów osobowych i zmian jest całkiem sporo. Pewnych koncepcji Ministerstwa Finansów Komisja Europejska nie zatwierdziła. Na razie wracają przepisy uchwalone przy okazji wcześniejszej nowelizacji, ale należy się spodziewać dalszych prób modyfikacji zasad odliczania VAT-u od paliwa, od użytkowania aut osobowych i od samego nabywania samochodów osobowych – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Borowski, partner zarządzający w kancelarii Ożóg i Wspólnicy.

Wracają przepisy dotyczące tzw. aut z kratką, która umożliwiała homologację na samochód ciężarowy. Jednak tym razem, samo wmontowanie kratki nie wystarczy, ponieważ zmieniły się zasady dotyczące wydawania homologacji i część aut homologowanych w przeszłości jako ciężarowe utraciła taką kwalifikację.

 Wpływają one na zakres prawa od naliczenia od nabycia tego typu pojazdów, czyli, innymi słowy, wiele aut już nie otrzyma homologacji ciężarowej na gruncie nowych przepisów i nie będą miały równego prawa do odliczania VAT-u – wyjaśnia partner w kancelarii Ożóg i Wspólnicy.

Zmienia się także kwestia odliczania kosztów paliwa. Wniosek derogacyjny do KE w tej sprawie (obok odpisów na zakup lub leasing samochodów) złożyło Ministerstwo Finansów: odliczenia 50 proc. VAT miałyby dotyczyć kosztów zakupu paliwa oraz wydatków eksploatacyjnych, jak np. naprawa czy zakup opon.

 – W tym przypadku mamy podobną sytuację. Oczywiście czekamy na rozstrzygnięcia Komisji Europejskej, moim zdaniem bardzo korzystne. Komisja wskazała, że jeżeli użytkujemy auto wyłącznie na cele związane z naszą działalnością gospodarczą, to prawo do odliczania zarówno od nabycia auta, jak i kosztów związanych z jego eksploatacją, więc również od paliwa, VAT z tego typu kosztów powinien być odliczany w całości – tłumaczy Michał Borowski.