Kursy SEO, czyli jak nauczyć się pozycjonowania stron w Google

Profesjonalny kurs SEO pozwoli zgłębić Twojej osobie tajniki pozycjonowania stron internetowych. Decydując się na tzw. SEO szkolenie poszerzysz swoją wiedzę na temat tajników uzyskiwania wyższych pozycji w organicznych (naturalnych) wynikach wyszukiwania w Google (oraz innych wyszukiwarkach, np. Google, Bing czy też Yahoo!). Oferta szkoleniowa na polskim rynku jest bardzo szeroka, dlatego masz z czego wybierać.

Kurs SEO – jakie elementy zawiera standardowe szkolenie o pozycjonowaniu?

Kursy SEO nauczą Cię, w jaki sposób wykorzystać techniczne rozwiązania oraz content marketing i link building do zwiększenia pozycji swojej witryny w Google w ciągu kolejnych kilku lub kilkunastu miesięcy. Finalne efekty, jakie przyniesie kurs SEO zależą od konkurencyjności Twojej branży, rodzaju pozycjonowanych fraz kluczowych oraz budżetu.

Zatem, jakich 9 umiejętności nauczy Cię kurs pozycjonowania stron internetowych?

  • W jaki sposób budować profil linków swojej witryny?
  • Jak stworzyć kompleksową strategię SEO?
  • Jak dobierać frazy kluczowe zgodnie z potrzebami biznesowymi?
  • Jak utworzyć prawidłową strukturę witryny?
  • Jak linkować wewnętrznie?
  • W jaki sposób delegować zadania content marketingowe?
  • Skąd czerpać najnowszą wiedzę o aktualizacjach SEO?
  • Jak często aktualizować strategie SEO?

Darmowy kurs SEO może być w tym przypadku dobrym rozwiązaniem, jednak musisz pamiętać, że wiedza ogólnodostępna (za darmo, na blogach), obejmuje wyłącznie podstawowe informacje. Jeżeli chcesz nauczyć się SEO w 100%, powinieneś kupić kurs lub zdecydować się na podanie danych kontaktowych (np. w formie subskrypcji), aby otrzymać pełny egzemplarz danej formy edukacyjnej.

Kurs SEO z certyfikatem – gdzie taki znaleźć?

Darmowy kurs SEO z certyfikatem (darmowy, jednak wymagający podania danych kontaktowych) oferuje jedna z najbardziej znanych agencji marketingowych w Polsce – Octamedia.

Certyfikat ze szkolenia potwierdza Twoje umiejętności w zakresie pozycjonowania (inaczej SEO), dzięki czemu możesz nie tylko pozycjonować swoją witrynę, ale także oferować usługi dla klientów, których zdobędziesz. Co za tym idzie? Jeżeli chcesz „dorobić” do tzw. wypłaty, możesz oferować profesjonalne SEO jako freelancer. Oczywiście w pierwszej kolejności przetestuj wszelkie działania za pośrednictwem swojej strony. Gdy zobaczysz, że implementowane strategie przynoszą efekty – zacznij działać na szerszą skalę, obsługując osoby potrzebujące profesjonalisty.

Kurs pozycjonowania (SEO) – ile kosztują najwyższej jakości szkolenia?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, ile kosztują szkolenia SEO najwyższej jakości. W gruncie rzeczy mogą one być nawet darmowe, jednak w nieco okrojonej wersji. Wybierając kompleksowy kurs (np. od zagranicznych twórców), będziesz musiał zapłacić nawet do kilku tysięcy złotych za 50-70 godzin materiałów. Wiele zależy natomiast od konkretnej struktury szkolenia oraz przede wszystkim, czy jest to kurs SEO od podstaw, czy przykładowo od etapu dla średnio-zaawansowanych.

Szukając typowego kursu SEO dla początkujących, powinieneś wybrać szkolenie od Octamedia, które jest na bieżąco aktualizowane i zgodne z najnowszymi trendami SEO.

SEO szkolenie – kto na nim skorzysta?

Kurs pozycjonowania (SEO) jest dedykowany każdej osobie, która chce zmaksymalizować swoje dochody z e-commerce lub serwisu usługowego. To także doskonała opcja początkującym adeptom SEO marzącym o zarabianiu na pozycjonowaniu oraz zdobyciu pierwszej pracy w branży (np. w agencji marketingowej).

Osoby oraz firmy, które skorzystają na szkoleniach SEO, to m.in.:

  • Właściciele sklepów internetowych – rozszerzą swoją wiedzę o strategie pozycjonowania, umożliwiające zwiększenie widoczności ich produktów w sieci;
  • Pracownicy agencji marketingowych – zdobędą specjalistyczne umiejętności, pozwalające na efektywniejsze prowadzenie kampanii dla klientów;
  • Blogerzy i twórcy treści – nauczą się, jak tworzyć materiały przyjazne wyszukiwarkom, (poskutkuje to większym ruchem na ich stronach);
  • Osoby szukające pracy w branży SEO – zdobędą praktyczną wiedzę i doświadczenie, stanowiące solidną podstawę do rozpoczęcia profesjonalnej kariery.

Każdy uczestnik tego szkolenia otrzymuje narzędzia i wiedzę, niezbędne do efektywnego i skutecznego pozycjonowania stron internetowych. To inwestycja, która przekłada się na realne korzyści, zarówno dla osób indywidualnych (np. freelancerów), jak i pod kątem rozwoju biznesów.

Podsumowanie

Pamiętaj, że unikając szkoleń oraz różnego rodzaju kursów tak naprawdę cofasz się w rozwoju.

Aby być na bieżąco z najnowszymi trendami oraz newsami branżowymi, powinieneś regularnie się rozwijać. Dzięki temu pozwolisz uzyskać swoim klientom satysfakcjonujące efekty i wyskalujesz ich firmy. Jeżeli natomiast jesteś właścicielem e-commerce lub jakiejkolwiek witryny usługowej – wyskalujesz ją i wypracujesz solidną przewagę konkurencyjną, która pozwoli Ci zarabiać więcej niż tzw. branżowi rywale.

Artykuł powstał we współpracy z Maciejem Cherubinem z Octamedia.

Ceny w sklepach: 7 kategorii z dwucyfrowymi podwyżkami

W grudniu ub.r. spośród 17 analizowanych kategorii produktów codziennego użytku aż 7 zdrożało dwucyfrowo rdr. Do tego 5 grup artykułów wykazało jednocyfrowe podwyżki rdr. I tyle samo było na minusie. Po raz kolejny na szczycie drożyzny znalazły się dodatki spożywcze ze zwyżką o 15,3% rdr. Za nimi widać chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. o 14,1%, art. dla dzieci – 12,7%, środki higieny osobistej – 12,1%, a także słodycze i desery – 11,8%. Dwucyfrowo skoczyły też ceny napojów bezalkoholowych i pieczywa – odpowiednio o 11,4% i 10,7% rdr. Z kolei spadki rdr. zaliczyły art. tłuszczowe – o 25,9%, owoce – o 4,8%, jak również produkty sypkie – o 3,6% rdr. Do tego rdr. zmalały ceny nabiału i karm dla zwierząt – o 3,2% i 1,7% rdr.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w grudniu ub.r. codziennie zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. Na 17 monitorowanych kategorii 7 zaliczyło dwucyfrowe podwyżki cen rdr. (miesiąc wcześniej – 6). Ponadto 5 grup wykazało jednocyfrowe wzrosty rdr. (w listopadzie – 10) i tyle samo zanotowało spadki w relacji rocznej (poprzednio tylko 1 kategoria była na minusie).

– Te wyniki świadczą wyłącznie o pewnej korekcie trendu malejącego, bez zmiany jego kierunku. Jest on ciągle spadkowy, niemniej trzeba pamiętać o tym, że ceny podstawowych produktów wciąż są na wysokim poziomie w stosunku do dochodów Polaków. Co oczywiście stanowi poważny problem dla wielu rodzin – podkreśla dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Na froncie drożyzny już kolejny miesiąc z rzędu, znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) ze średnim wzrostem o 15,3% rdr. Dynamika wzrostu cen w tej grupie towarów wprawdzie nieco osłabła, bo wcześniejsze podwyżki były wyższe, ale ta kategoria wciąż jest liderem drożyzny w sklepach.

– Ceny surowców, z których produkowane są dodatki spożywcze, systematycznie drożeją od roku 2022. W przypadku pomidorów dodatkowo sytuację znacząco pogorszyły warunki pogodowe i związane z nimi problemy z dostępnością tego warzywa w pierwszym półroczu, ale również wysokie koszty energii, potrzebnej przy uprawach szklarniowych – tłumaczy dr Robert Orpych.

Na drugim miejscu w rankingu jest chemia gospodarcza – 14,1% rdr. Poprzednio była na trzeciej pozycji. – Na wzrosty cen zwłaszcza proszków i płynów do płukania wpływają utrzymujące się wysokie koszty produkcji. Sytuacja ta trwa od wielu miesięcy i trudno oczekiwać zmiany, z powodu niepewności co do przyszłych cen energii i surowców – zaznacza dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito.

Trzecią pozycję w zestawieniu zajmują art. dla dzieci – 12,7% rdr. Miesiąc wcześniej były czwarte w rankingu. – Poza czynnikami cenotwórczymi, dotykającymi całą gospodarkę, o wysokiej dynamice wzrostu cen może decydować fakt, że wydatki na art. dziecięce są traktowane priorytetowo w większości gospodarstw domowych. Nie są one zatem ograniczane, nawet pomimo znaczących podwyżek cen – przekonuje dr Robert Orpych.

Czwarte miejsce tym razem zajęły środki higieny osobistej – 12,1% rdr. Dla porównania w listopadzie zaliczyły jednocyfrowy wzrost rok do roku. – Dynamika podwyżek w tej kategorii utrzymuje się wolniej niż w innych grupach. Wynika to z niemalejących kosztów produkcji, znacznie powyżej przeciętnej – zwraca uwagę dr Tomasz Kopyściański.

TOP5 najbardziej drożejących kategorii zamykają słodycze i desery – 11,8% rdr. – Kluczowe zmiany są na rynku cukru. Wprawdzie jego ceny w ostatnich tygodniach nieco spadły z rekordowych poziomów, notowanych w drugim półroczu ub.r. Przez to cukier dla konsumenta wciąż jest drogi. W powiązaniu z utrzymującymi się wysokimi cenami innego ważnego surowca, czyli kakao, słodycze i desery pozostają jedną z najbardziej drożejących kategorii – objaśnia dr Tomasz Kopyściański.

Dwucyfrowo skoczyły jeszcze rdr. ceny napojów bezalkoholowych, tj. o 11,4%, a także pieczywa – o 10,7% rdr. – Znaczna dynamika wzrostu cen napojów bezalkoholowych związana jest z tym, że cukier jest drogi. A kiedy na to nałoży się wysokie ceny energii, paliw i kosztów pracy, to mamy efekt w postaci dwucyfrowego wzrostu rdr. Z kolei w branży piekarniczej koszty produkcji wręcz wystrzeliły w górę. Ceny gazu, węgla, energii, czyli surowców niezbędnych przy produkcji pieczywa, a także transportu są wyjątkowo wysokie i wciąż rosną, a presja inflacyjna wymogła podwyżki wynagrodzeń – wskazuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Nieznacznie wzrosły rdr. ceny mięsa – o 6,9%, warzyw – o 6,8%, używek – o 5,6%, wędlin – o 5,5%, a także ryb – o 4,4%. – Sytuacja na rynku mięsa ustabilizowała się z uwagi na niewielkie zmiany ceny skupu żywca. Natomiast łagodna klimatycznie jesień wpłynęła pozytywnie na zbiory i dostępność warzyw. To przełożyło się na niewielką podwyżkę. Inaczej jest w przypadku używek. Wyniki z końcówki 2023 roku oznaczały klasyczną ciszę przed burzą. Ceny w tej kategorii skokowo rosną na początku roku, co nie ominie konsumentów również w 2024 roku – opisuje dr Kopyściański.

Z kolei spadki rdr. zaliczyły art. tłuszczowe – o 25,9%, owoce – o 4,8%, a także produkty sypkie – o 3,6% rdr. Do tego rdr. zmalały ceny nabiału – o 3,2%, a także karm dla zwierząt – o 1,7% rdr. – W latach 2022-2023 tłuszcze długo znajdowały się na szczytach list podwyżek. Od kilku miesięcy obserwowany jest spadek przekraczający 20%. To świadczy o stabilizowaniu się sytuacji w tej kategorii. Pozostałe grupy produktów będące teraz na minusie trzeba obserwować pod kątem zmieniających się trendów – podsumowuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.


***
Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z grudnia 2023 r. i analogicznego z 2022 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 56 tys. cen detalicznych z prawie 30 tys. sklepów należących do 57 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Okiem ekspertów. Podatkowe podsumowanie 2023 roku

Nowa skala podatkowa i wyższa kwota wolna od podatku wskazywane są jako pozytywne zmiany ostatniego roku. Tak mniej więcej widzą to znani ekonomiści, doradcy podatkowi i prawnicy. Eksperci zwracają uwagę też na efekty wynikające z utrzymania zerowej stawki VAT na produkty spożywcze, ale krytykują choćby obowiązek wystawiania tzw. e-faktur. Zauważają także zalety wprowadzenia na rynek tzw. fundacji rodzinnych. Natomiast krytykują nowe zasady płacenia podatków od wynajmu mieszkań.

Eksperci, oceniając zmiany podatkowe do jakich doszło w 2023 roku, zauważają, że mimo wielu zawirowań, miało miejsce też sporo pozytywnych rozwiązań. Z opinii zebranych wśród ekonomistów i przedstawicieli organizacji przedsiębiorców można wysnuć wniosek, że niekorzystnych zmian także nie brakowało i było ich wciąż niestety dużo. Nawet z tymi pozytywnymi jest kłopot, jak zauważa Przemysław Pruszyński, ekspert Konfederacji Lewiatan. W większości przypadków „nowość” polega bowiem na korekcie rozwiązań wprowadzonych Polskim Ładem w 2022 roku.

– Sam fakt, że ustawodawca skorygował wadliwe przepisy i usunął nieprzemyślane rozwiązania, należy przyjąć za zmiany na korzyść podatników. Zostały odroczone i zmodyfikowane przepisy o podatku minimalnym CIT, uchylono przepisy o tzw. ukrytej dywidendzie czy doprecyzowano regulacje dotyczące estońskiego CIT – wylicza Pruszyński. – Jednak były to zmiany trochę na otarcie łez, ponieważ wcześniej te rozwiązania nie powinny być w ogóle wprowadzone. Gdyby nie zlekceważono głosu przedsiębiorców na etapie konsultacji społecznych, wiele wadliwych przepisów nie zostałoby wprowadzonych w 2022 roku i nie wymagałyby korekty w 2023 roku – dodaje ekspert.

Wśród ekspertów przeważa opinia, że bez wątpienia korzystną zmianą od 2023 roku było wprowadzenie nowej skali podatkowej i wyższej kwoty wolnej od podatku. Oczywiście zmiana ta nastąpiła już w zasadzie 1 lipca 2022 roku, jednak zaraz po wprowadzeniu ustawy występowały w tym zakresie pewne wątpliwości po stronie części podatników. – Na te zmiany czekało wiele osób. Korzystnie także należy ocenić bardziej elastyczne zasady składania oświadczeń płatnikom podatku przez osoby fizyczne (przyp. red. PIT-2), skutkujące obniżeniem kwot miesięcznych zaliczek na podatek – mówi dr Anna Wojciechowska, partner w SOLVEO ADVISORY i była naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

¬– Korzystnie należałoby również ocenić zmiany w 2023 roku w zakresie podatku od spadków i darowizn, które wpłynęły na finanse wielu osób planujących przekazać lub otrzymać majątek w formie darowizny. Zmiany te obejmują wzrost kwot wolnych od podatku oraz modyfikację skal podatkowych – mówi dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski oraz ekspert BCC. Z kolei sporo negatywnych głosów w zakresie zmian wprowadzonych w 2023 roku słychać od podatników, którzy wynajmują lokale lub budynki mieszkalne w ramach działalności gospodarczej.

Innych głosów krytycznych odnośnie zmian podatkowych nie brakuje. Według prof. Witolda Modzelewskiego, doradcy podatkowego i byłego wiceministra finansów, w ub.r. postanowiono wyrzucić do kosza całego polskiego systemu rozliczeniowego, czyli dokumentowania rozliczeń gospodarczych. – Chodzi o uchwalenie 16 czerwca 2023 roku, z mocą od 1 lipca 2024 roku, powszechnego obowiązku wystawiania e-faktur, czyli tzw. faktur ustrukturyzowanych i stosowania KSeF – mówi prof. Modzelewski.

Niektórzy eksperci zauważają jako plus to, że pewnych zmian – mimo zapowiedzi – nie wprowadzono. Od 2024 roku miał zacząć obowiązywać nowy, niższy, limit płatności gotówkowych w transakcjach pomiędzy przedsiębiorcami. Miał zostać obniżony z 15 tys. zł do 8 tys. zł.

Przedsiębiorcy w 2023 roku narzekali też na zwiększoną uciążliwość kontroli prowadzonych przez organy podatkowe. – Straszono przedsiębiorców, którzy decydowali się na spory z organami podatkowymi. W efekcie równolegle wszczynano i prowadzono postępowania karnoskarbowe, w związku z rzekomymi oszustwami podatkowymi, którymi miały być stwierdzane nieprawidłowości. Nierzadko karano właścicieli firm tymczasowymi aresztowaniami. Skala stosowania tego rodzaju środków była niepokojąco wzrostowa, na co uwagę zwracała m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ponadto przedsiębiorcy byli ofiarami niekorzystnych rozstrzygnięć organów podatkowych w sprawach dot. kontrowersyjnych interpretacji prawnych. Narażano ich więc na dodatkowe koszty obsługi prawnej – przypomina dr Jacek Matarewicz.

Natomiast zdaniem Jerzego Martiniego, partnera zarządzającego w Martini Tax, najważniejszą pozytywną zmianą w 2023 roku, mającą wpływ na podatki, było wprowadzenie fundacji rodzinnej. – Jest to rozwiązanie, dzięki któremu polscy przedsiębiorcy mogą w sposób optymalny podatkowo zrealizować sukcesję czy dokonać restrukturyzacji – mówi Martini. – Jest to też rozwiązanie, które co do zasady zwiększa bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej – dodaje ekspert. Z kolei w kontekście niekorzystnych zmian wskazuje np. zakaz amortyzacji mieszkań. Dotykały one jednak stosunkowo wąskiej grupy podatników.

Według innych ekspertów, najbardziej niekorzystną i kontrowersyjną zmianą podatkową 2023 roku było pozbawienie podatników wynajmujących mieszkania w ramach tzw. najmu prywatnego (bez rejestracji działalności gospodarczej) opodatkowania uzyskiwanych przychodów na zasadach ogólnych, wg. skali podatkowej i zobowiązanie ich do rozliczenia przychodów z najmu ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. – W praktyce pozbawiono część podatników możliwości uwzględniania w rachunku podatkowym ponoszonych kosztów, przez co najem mieszkania bez działalności gospodarczej stał się mniej opłacalny – mówi Przemysław Pruszyński z Konfederacji Lewiatan.

Bolesną dla przedsiębiorców zmianą był też zakaz uwzględniania składki zdrowotnej w kosztach uzyskania przychodów. Usunięcie go byłoby na pewno ważnym osiągnięciem podatników. Z ich perspektywy dużo większym problemem niż same przepisy jest brak ich stabilności oraz często wysoki poziom agresji po stronie fiskusa w przypadku kontroli. O ile „bieżąca” obsługa podatników stoi generalnie na wysokim poziomie, to niestety kontrole i postępowania podatkowe prowadzone są często w sposób tendencyjny i służący jedynie maksymalizacji wpływów budżetowych.

Prof. Witold Modzelewski z kolei zwraca uwagę na utrzymanie zerowej stawki VAT na większość produktów spożywczych. – Oczywiście to nie zahamowało wzrostu cen, bo żadna stawka podatkowa obniżona nie zahamuje podwyżek. Przerzucono tylko na budżet część wzrostu kosztów produkcji i importu tych wyrobów. Koszty wzrosły i ceny także, ale w tych ostatnich już nie było udziału budżetu w postaci stawki 5% VAT – podsumowuje były wiceminister finansów.

RAFAKO odstępuje od umowy na budowę Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II i żąda zapłaty prawie 25,5 mln złotych z tytułu całości przysługującego spółce wynagrodzenia z Umowy

Zarząd Spółki RAFAKO wypowiedział Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, które prowadzi Fundacja Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka umowę na budowę obiektu oraz ugodę na usunięcie usterek. Spółka żąda zapłaty prawie 25,5 mln złotych za dokończenie budowy i waloryzację. Jako główny powód Spółka podaje całkowity brak współdziałania a wręcz utrudnianie przez Inwestora wykonania umowy oraz ugody.  

Tuż przed wyborami parlamentarnymi poprzedni Zarząd RAFAKO zawarł ugodę z Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, którym zarządza Fundacja Lux Veritatis (Światło Prawdy) o. Tadeusza Rydzyka, co pozwoliło na wydanie zgody na użytkowanie budynku i otwarcie go zgodnie z intencją fundacji jeszcze przed wyborami. Równocześnie Inwestor przedstawił listę usterek, które miały być usunięte już po otwarciu muzeum. Usterek na tyle nieistotnych, że nie miały jakiegokolwiek wpływu na odbycie uroczystego otwarcia obiektu i późniejszych organizowanych w nim wydarzeń. Mimo wątpliwości jakie można mieć co do rzetelności listy tych usterek, Rafako zgodziło się na ich usunięcie oraz na przesunięcie płatności faktury za odbiór końcowy obiektu muzeum. RAFAKO w dobrej wierze opracowało również szczegółowy harmonogram dalszych prac. Jednak po ogłoszeniu wyniku wyborów do parlamentu Fundacja Lux Veritatis (Światło Prawdy) o. Tadeusza Rydzyka przestała całkowicie współpracować z Rafako, a wręcz zaczęła utrudniać realizację zobowiązań, które ta w interesie fundacji na siebie przyjęła.

Podpisana ugoda była wyjątkowo korzystna dla fundacji. Głównie dlatego, że pozwalała jej na pilne rozliczenie środków z pomocy publicznej ale także dlatego, że akceptowała wątpliwą listę usterek oraz znacznie przesuwała płatność mimo oddania obiektu do użytkowania oraz prace dodatkowe. Dzięki temu porozumieniu w blasku fleszy, z udziałem członków poprzedniego rządu, muzeum zostało otwarte. Mimo, że RAFAKO zrobiło w interesie fundacji znacznie więcej niż było zobowiązane a może i więcej niż powinno to po ogłoszeniu wyniku wyborów do parlamentu inwestor przestał z nami współpracować. Na teren budowy nie są wpuszczani nasi pracownicy w celu realizacji Planu Naprawczego polegającego na usuwaniu drobnych nieistotnych usterek, zdarza się, że zamawiający nie przyjmuje od nas korespondencji twierdząc, że została zniszczona, płaci uprzywilejowanym podwykonawcom bez naszej wiedzy i niezgodnie z zasadami zawartych umów, nie przyjmuje harmonogramu prac oraz co najważniejsze nie reguluje naszych faktur. Co ciekawe, z naszych informacji wynika, że w pierwszej kolejności są wypłacane niezgodnie z umową środki firmie budowlanej, co do której są wątpliwości związane z zawyżaniem przez nią cen rynkowych w celu nieuzasadnionego zwiększania swojego wynagrodzenia.

Budowa muzeum kosztowała ponad 170 mln złotych i była finansowana ze środków publicznych z dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie rozumiem postępowania Fundacji i tej obstrukcji przy dokończeniu prac, które jednakże nie przeszkadzają w funkcjonowaniu tego obiektu. Wygląda, że mimo otrzymania tak olbrzymiego wsparcia fundacja zamierza jeszcze „zaoszczędzić” na inwestycji kosztem RAFAKO. Dlatego odstąpiliśmy od umowy oraz niekorzystnej dla Spółki ugody i domagamy się zapłaty prawie 25,5 mln złotych tytułem należnego nam wynagrodzenia, ponieważ większa część tej kwoty obejmuje prace już wykonane, natomiast pozostała odnosi się do zakresu usterek, które RAFAKO zamierzała wykonać zgodnie z zawartą Ugodą, niestety Muzeum uniemożliwiło nam to” – komentuje Robert Kuraszkiewicz, Prezes RAFAKO.

Spółka RAFAKO nie uznaje jednocześnie wcześniejszego odstąpienia od umowy i ugody przez fundację Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka, która zarządza muzeum „Pamięć
i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II. Zarząd Spółki jest zdeterminowany, aby odzyskać należne Rafako środki i przedstawić opinii publicznej wszelkie okoliczności prowadzenia budowy obiektu finansowanego ze środków publicznych.

Rekrutacje w sektorze usług dla biznesu wyhamowały, natomiast jest szansa na ożywienie w roku 2024

Na powrót dynamicznego tempa rozwoju polskiego rynku nowoczesnych usług dla biznesu najprawdopodobniej trzeba będzie dłużej poczekać. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla sektora centrów usług dla biznesu (BSS), mimo że w 2024 rekrutować planuje 83 proc. firm z branży, to odsetek ten jest niższy od ubiegłorocznego o 8 pkt proc. Wciąż jednak większość z nich spodziewa się trudności. Wyzwaniem będzie bowiem pozyskiwanie i zatrzymywanie pracowników posiadających wiedzę ekspercką oraz wysokospecjalistyczne kompetencje. Te bowiem są najcenniejsze w obliczu postępującej profesjonalizacji polskiej branży BSS.

W minionym roku rekrutacji w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu (Business Services Sector, BSS) było mniej niż w latach 2021-2022. Jednak jak zauważają eksperci Hays, wyhamowanie jest zrozumiałe w kontekście wręcz bezprecedensowego ożywienia rekrutacyjnego w okresie post-pandemicznym. Nie zmienia to jednak faktu, że Polski sektor BSS jest w dobrej kondycji i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała ulec pogorszeniu. Mimo że wiele firm z branży w ostatnim czasie przyglądało się bliżej swojej strategii, aby znaleźć usprawnienia i wyeliminować straty, to rok 2024 może przynieść nowe otwarcie.

Rozwój sektora nowoczesnych usług dla biznesu rzadziej będzie przejawiał się tworzeniem nowych centrów, natomiast częściej rozbudową jednostek już działających na polskim rynku. Będą one poszerzać zakres realizowanych procesów lub przejmować kluczowe zadania od innych centrów. Polska przez inwestorów postrzegana jest bowiem jako zaufany partner do zadań specjalnych. Dzięki bogatemu portfolio projektów oraz dostępności wykształconych i uzdolnionych językowo pracowników, nasz rynek wciąż wzmacnia swoją renomę atrakcyjnej lokalizacji dla usług wysokospecjalistycznych – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, CEE Executive Director – Enterprise Solutions w Hays.

Rekrutacji będzie mniej niż przed rokiem, lecz firmy wciąż oczekują wyzwań

Jak pokazują wyniki badania opisanego na łamach Raportu płacowego Hays 2024 dla rynku nowoczesnych usług dla biznesu, ten rok będzie czasem dalszego rozwoju. Należy jednak podkreślić, że tempo wzrostu nie będzie równie imponujące, co w okresie post-pandemicznym. Chociaż rekrutować planuje 83 proc. firm z branży, to jest to wynik o 8 pkt proc. niższy od ubiegłorocznego.

Wciąż większość pracodawców (56 proc.) oczekuje, że pozyskanie pracowników będzie przysparzało wyzwań. Przy czym rekordowo dużo, bo aż 32 proc. ankietowanych firm, nie potrafi jednoznacznie określić, czy rekrutacje w branży BSS będą wiązały się z trudnościami.

Rekrutacji będzie mniej niż przed rokiem, lecz firmy wciąż oczekują wyzwań

Źródło: Raport płacowy – Centra usług biznesowych 2024, Hays Poland

Pracodawcy z sektora usług dla biznesu mierzą się zatem z niepewnością. Z uwagą obserwują rozwój sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, podejmując decyzje kadrowe w oparciu o najbardziej aktualne prognozy. Wiele podmiotów z branży oczekuje zatem, że w roku 2024 będzie prowadzić rekrutacje, natomiast ostateczna skala ich aktywności na rynku pracy lub wyzwań związanych z zabezpieczeniem w organizacjach niezbędnych kompetencji, jest dla nich trudna do oszacowania. Wiele z planowanych rekrutacji będzie również dotyczyła wypełnienia wakatów powstałych w wyniku rotacji pracowników. Nie zawsze będą one równoznaczne ze zwiększaniem zatrudnienia.

Polski rynek bss doświadcza postępującej specjalizacji

W nadchodzących miesiącach do Polski będą napływać głównie inwestycje dotyczące kompleksowych procesów biznesowych. Intensywny rozwój będzie dotyczył m.in. bezpieczeństwa IT. W sektorze stale rośnie liczba procesów z zakresu cybersecurity przy jednoczesnym trendzie wzmacniania bezpieczeństwa systemów oraz wrażliwych danych przetwarzanych przez centra usług. Specjalizacjami o największym potencjale do dalszego rozwoju są ponadto finanse, IT, HR oraz kadry i płace.

Potwierdzają to wyniki badania Hays. Pracodawcy, którzy w roku 2024 mają w planach rekrutacje, najczęściej deklarują, że będą one dotyczyły ról w obszarze IT (67 proc. wskazań). Na kolejnych miejscach uplasowały się finanse i księgowość (44 proc.), obsługa klienta (38 proc.), usługi finansowe (29 proc.) oraz HR (26 proc.).

Jednocześnie są to obszary, które doświadczają postępującej specjalizacji. Do polskiego sektora BSS trafia coraz więcej zaawansowanych ról, wymagających wysoko rozwiniętych kompetencji, zaawansowanej wiedzy i doświadczenia. Podobny trend dotyczy ról eksperckich i menedżerskich o międzynarodowym zakresie odpowiedzialności. W konsekwencji zatrudnienie w centrach usług zyskuje na atrakcyjności w oczach tych kandydatów, którzy do tej pory nie brali pod uwagę takiej ścieżki kariery.

Postępująca specjalizacja polskiego sektora usług niesie za sobą również zagrożenia. Może się bowiem zdarzyć, że Polska będzie traciła proste procesy na rzecz innych, mniej dojrzałych rynków. – Z uwagi na zaawansowane kompetencje pracowników, ale też wysoką w ostatnich latach inflację, Polska definitywnie przestała być postrzegana jako tani rynek. Wciąż jednak oferuje atrakcyjny stosunek jakości do ceny. Ten argument będzie natomiast w mniejszym stopniu przemawiał do inwestorów planujących otwarcie centrum z prostymi procesami, które poza znajomością języka angielskiego nie wymagają od pracowników specjalistycznych umiejętności – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Planowany wzrost płac

Wysoka inflacja przełożyła się na podwyżki wynagrodzeń oferowanych pracownikom centrów usług dla biznesu. W minionym roku wzrost płac odnotowało aż 86 proc. pracodawców biorących udział w badaniu Hays, natomiast podwyżki najczęściej nie przekraczały poziomu 10 proc. Plany na rok 2024 rysują się nieco mniej ambitnie, ponieważ zwiększyć wynagrodzenia planuje 84 proc. firm.

Należy oczekiwać, że podwyżki będą rzadsze i bardziej umiarkowane. Jest to podyktowane faktem, że w wyniku zmian gospodarczych firmy uważniej przyglądają się kosztom, koncentrując się na zwiększaniu efektywności i produktywności pracy. Organizacje chcą się upewnić, że w pełni wykorzystują potencjał swoich zespołów i zasobów, oraz szczególnie doceniać tych najbardziej utalentowanych, którzy dają z siebie jak najwięcej – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2023 r.

Inflacja miała spadać bardziej. Eksperci: „Za wcześnie na pożegnania”

Ostatni odczyt Głównego Urzędu Statystycznego w kontekście inflacji pozwala na wysnucie wniosków optymistycznych i pesymistycznych. Za dobrą monetę należy obrać fakt nominalnego spadku inflacji do nieco ponad 6%. Kolejne odczyty są wielką niewiadomą. Przedsiębiorców i ekspertów martwi średnia roczna inflacja, a także fakt, że koszty wszystkich produktów i usług poza transportem rosły miesiąc do miesiąca.

  • Inflacja w Polsce w grudniu 2023 wyniosła 6,2%
  • Inflacja w całym roku 2023 wyniosła 11,4%
  • Rosną ceny nieruchomości
  • Więcej – porównując rok do roku płacimy za żywność i usługi
  • Spadła cena transportu

Inflacja spada, ale ceny rosną. Mniej płacimy tylko za transport, ale i tu jest pułapka

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują w jakim stanie jest gospodarka w Polsce. Rok 2023 był prawdziwym rollercasterem. Po fatalne wskaźniki inflacyjne w styczniu oraz w lutym, po najlepsze nastroje konsumenckie w ostatnim kwartale tego roku. Po wzrost popytu na turystykę i usługi, przez kryzys przemysłu, jakiego nie widzieliśmy już dawno. Wszystko to odbywało się w czasie, gdy Polska pozbawiona była środków z KPO i odbudowywała się po pandemii COVID-19 oraz wojnie w Ukrainie.

–  Nie mam żadnych wątpliwości, że za wcześnie na pożegnanie z inflacją – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Nawet jeżeli statystycznie wchodzimy w nowy rok w dużo lepszych nastrojach niż wchodziliśmy w rok 2023, to nie możemy zapominać, że wzrost cen produktów i usług jest widoczny niemal w każdej przestrzeni gospodarczej. Poprawne nastroje konsumenckie pozwalają na pewien optymizm, ale przedsiębiorcy do potencjalnej gospodarczej odwilży podchodzą z rezerwą. Najbardziej martwi nas sytuacja takich sektorów jak transport, budownictwo i przede wszystkim przemysł – mówi Hanna Mojsiuk.

– Spadek cen w transporcie w ostatnim kwartale 2023 roku to efekt politycznego sterowanie cenami paliw. Podobnie jest ze wzrostem cen mieszkań, który został wygenerowany przez program „Bezpieczny kredyt 2%”. Pozostaje wierzyć, że interwencjonizm Państwa w gospodarce już się skończył – mówi Hanna Mojsiuk.

Wzrost płacy minimalnej najbardziej proinflacyjny

Jakie są perspektywy inflacyjne na rok 2024? Jak mówi ekonomistka dr Katarzyna Kazojć scenariusz utrzymania inflacji na obecnym poziomie jest prawdopodobny, podobnie jak jej wzrost, gdyż w Polsce nie brakuje obecnie czynników proinflacyjnych.

– Takim czynnikiem na pewno jest wzrost płacy minimalnej, który obecnie jest czynnikiem wyraźnie napędzającym inflacje lub zatrzymującym jej dalszy spadek. Większe zarobki skłaniają nas do szerszych wydatków. To z jednej strony czynnik pobudzający handel i usługi, a z drugiej element, który nie zatrzymuje inflacji – mówi dr Katarzyna Kazojć.

– Nie spodziewam się więc imponujących spadków inflacji. Najbardziej kluczowy w roku 2024 będzie kwartał III, gdzie w życie wejdzie kolejna tura wzrostu płacy minimalnej. Nie bez znaczenia będą także środki unijne i to, jak będą one dysponowane w Polsce. Przedsiębiorcy w ostatnim czasie mocno wstrzymują się z planami inwestycyjnymi, co przy większej podaży pieniądza, mogłoby wygenerować zwolnienia pracowników, a to przy wciąż relatywnie wysokiej inflacji poważny problem społeczny – dodaje dr Kazojć.

Prognozy sieciowe na 2024 r. – 3 najważniejsze trendy wg Cisco

Cisco wskazuje trzy kierunki w rozwoju sieci, które zdominują najbliższe dwanaście miesięcy. Autorem prognozy jest Jonathan Davidson, wiceprezes wykonawczy i dyrektor generalny Cisco Networking.

Prognoza 1: Ewolucja Ethernetu. Będą pojawiać się kolejne innowacje wymyślające na nowo technologię Ethernet, by zapewnić jej większą wydajność i odporność, gdyż staje się ona w istocie budulcem dla sieci wspieranych sztuczną inteligencją.

Większość klientów chce rozbudowywać swoje sieci tak, by obsługiwały nowe rodzaje obciążeń i większą ich liczbę. Jednocześnie, oczekują oni pojedynczej architektury, która zmniejszy złożoność operacyjną i koszty – jednej struktury sieciowej do obsługi wszystkiego. Technologią preferowaną do trenowania sztucznej inteligencji i poprawy umiejętności wnioskowania SI okazał się Ethernet, stanowiąc ustandaryzowaną, elastyczną i opłacalną alternatywę dla technologii zastrzeżonych, takich jak InfiniBand.

Aby zrozumieć dlaczego, należy przypomnieć ewolucję Ethernetu i rolę, jaką technologia odegrała w utorowaniu innych ważnych zmian technologicznych. Tradycyjne obciążenia, takie jak dźwięk, wideo, składowanie danych, obliczenia wysokiej wydajności i wysokowydajne bazy danych sprawiły, że Ethernet musiał stać się „bezstratny” i znacząco poprawić niezawodność i wydajność oraz obniżyć opóźnienia. Dzięki Ethernetowi możliwe jest też oszczędne skalowanie do dużych klastrów centralnych i mniejszych klastrów brzegowych.

O znaczeniu wszechstronnych rozwiązań przełączeniowych będzie świadczyć ewolucja sieci korporacyjnych wspieranych sztuczną inteligencją w kierunku jednoczesnej obsługi obciążeń tradycyjnych, jak i tych związanych z Al i uczeniem maszynowym. W związku z nowymi pomysłami na rozwiązywanie problemów związanych z operacjami wejścia/wyjścia branżę czekają cykle rozwoju technologii zastrzeżonych i standardów, czego rezultatem będzie zmiana krajobrazu struktur wewnątrz serwerów i pomiędzy nimi. Przykładowo, szybsze i wydajniejsze przenoszenie danych między modelami i magazynami danych upodobni procesory graficzne do systemów podstawowej pamięci masowej, a w projektowaniu serwerów zatrze granice między strukturami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Cisco wierzy, że w zakresie rozwiązań sieciowych opartych na sztucznej inteligencji pojawi się ostatecznie szeroki zakres zastosowań i potrzeb klientów. Chcąc uwolnić potencjał sztucznej inteligencji, branża musi znaleźć rozwiązania wspierające rozwój sieci Sl i ich konfigurację przy użyciu wielu architektur, w tym opartych na telemetrii oraz Ethernet.

Prognoza 2: Modernizacja infrastruktury sieci i centrów danych pozostanie priorytetem inwestycyjnym przedsiębiorstw, chcących nadążyć za wzrostem obciążeń, zwiększyć wydajność i efektywność operacyjną.

Technologia sieci 100G jest obecnie powszechna, ale nietrudno założyć, że branża wkrótce osiągnie punkt krytyczny, w którym architektury sieciowe będą wymagały większej wydajności aby obsłużyć nowe aplikacje, dane i przepływy pracy, w tym sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Rośnie zapotrzebowanie na wyższą przepustowość sieci, towarzyszące innowacjom w procesorach graficznych i kartach sieciowych, których szybkość sięga już 400G i 800G.

Potrzeba ta oznacza fundamentalną zmianę w sposobie budowania i funkcjonowania centrów danych. Rozwój architektur 400G/800G typu „leaf-spine” z układami 100G SerDes odpowiada na wzrost zapotrzebowania na większą przepustowość po stronie serwera i klienta. Będziemy też obserwować rosnący nacisk na bezpieczeństwo i wielodostępność w celu segregacji danych pod kątem obciążeń SI. A w celu zapewnienia optymalnego zużycia energii przez infrastrukturę SI klienci – tam, gdzie będzie to możliwe – będą też stosować systemy chłodzenia cieczą.

Inicjatywy ESG (środowiskowe, społeczne i ładu korporacyjnego) są obecnie najważniejszymi priorytetami firm, co wytworzyło dodatkową presję na organizacjach IT, włączając w to zespoły odpowiedzialne za funkcjonowanie sieci, celem wsparcia inicjatyw zrównoważonego IT i centrów danych.  Modernizacja infrastruktury sieciowej i centrum danych może być kluczowym krokiem, gdyż wiele najnowszych produktów zostało zaprojektowanych do wydajniejszego działania na poziomie architektury.

Prognoza 3: Rok 2024 podkreśli znaczenie widoczności i pewności sieci. Dynamiczna natura i zmienna wydajność internetu będą wymagać stałego i kompleksowego podejścia w celu planowania i minimalizowania nieuniknionych zakłóceń.

Internet w dzisiejszej gospodarce cyfrowej jest tkanką łączną między klientami, aplikacjami i markami. W miarę jak w organizacjach upowszechniają się rozwiązania chmurowe, SaaS i SD-WAN, firmy borykają się ze złożonością wynikającą z uzależnienia od sieci zewnętrznych, nad którymi nie mają kontroli. Awarie i inne zakłócenia są kwestią tego „kiedy”, a nie „czy”. Łączność, bezpieczeństwo i pewność dostarczania cyfrowych doświadczeń niezależnie od infrastruktury są niezwykle ważne dla łagodzenia wszelkich zakłóceń w działalności biznesowej.

Badania przeprowadzone przez zespół Cisco ThousandEyes Internet Intelligence wskazują dwa nowe trendy, odróżniające się od tendencji z lat wcześniejszych, jeśli chodzi o ich wielkość i zakres. Otóż za wyjątkiem bardzo nielicznych wielogodzinnych awarii, kondycję internetu w 2023 r. można opisać jako większą liczbę przerw, ale o mniejszym zakresie.

Duży przestój, gdzie zakłócenie działania sieci lub chmury będzie miało kaskadowy wpływ na dziesiątki innych ważnych aplikacji lub usług, można wyjaśnić działaniem siły wyższej. Z drugiej strony mniejsze przerwy oznaczają, że obowiązek wskazania źródła pogorszenia jakości usługi lub zakłóceń mających wpływ na operacje spada na same organizacje.

W świecie mniejszych, ograniczonych przestojów pytanie: „Czy pierwotna przyczyna leży po mojej stronie, czy u kogoś innego?” nadal wymaga odpowiedzi, ale z dodatkiem aspektu praktycznego, ponieważ użytkownicy końcowi chcą to wiedzieć oraz zależy od tego ciągłość działania biznesu.

Raport cen domów po IV kwartale 2023 r.

Domy utrzymują wysokie ceny, ale nie było gwałtownych wzrostów w IV kwartale 2023.

Choć ceny domów z rynku wtórnego wciąż są wysokie, to temperatura w tym segmencie jest o wiele niższa niż w rozgrzanej mieszkaniówce. Jak wskazują dane Nieruchomosci-online.pl, w IV kwartale 2023 r. spośród wszystkich miast wojewódzkich tylko w Białymstoku i Toruniu zaobserwowano mocniejszy wzrost średnich cen ofertowych.

Średnie ceny domów w IVQ2023

Jest drogo, ale nie ma szokujących wzrostów

W IV kwartale 2023 r. sytuacja cenowa w segmencie domów z drugiej ręki była zbliżona do tej z III kwartału. Wówczas blisko połowa miast wojewódzkich nie zanotowała podwyżki średniej ceny ofertowej. Tym razem podwyżki ominęły 8 z 18 stolic regionów.

Jak wskazują dane Nieruchomosci-online.pl, w IV kwartale ub.r. największe wzrosty średnich cen ofertowych domów wolnostojących z rynku wtórnego zaobserwowano w Białymstoku (7,5 proc. k/k) i w Toruniu (8,1 proc. k/k). W pozostałych miastach wojewódzkich oczekiwania osób sprzedających nie zmieniły się już tak bardzo w porównaniu do III kwartału. W Olsztynie i Szczecinie przeciętna stawka ofertowa wzrosła w ciągu kwartału o 4 proc., a w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Katowicach, Opolu i Zielonej Górze zaledwie o 1-2 proc.

IV kwartał ub.r. przyniósł też spadek średnich cen ofertowych w Kielcach (prawie 4 proc. k/k), Bydgoszczy (1,5 proc.) i Rzeszowie (1 proc.). O stabilizacji można mówić natomiast w przypadku Wrocławia, Łodzi, Poznania, Lublina i Gorzowa Wlkp. (wahania mniejsze niż 1 proc.).

– Oczywiście oczekiwania osób sprzedających wciąż pozostają wysokie, ale w odróżnieniu od rynku mieszkaniowego, ceny domów rosną rzadziej i nie aż tak dynamicznie. Nasze portalowe dane wskazują, że tylko cztery miasta konsekwentnie utrzymują się na ścieżce wzrostu cen. Mowa o Krakowie, Warszawie, Toruniu i Opolu – tam średnia cena ofertowa rosła w II, III i IV kwartale ubiegłego roku. Warto również pamiętać o tym, że z rynku zniknęły już najatrakcyjniejsze cenowo oferty – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

– Rynek domów cechował się pewną stabilizacją w ciągu ostatniego roku. Chociaż oczywiście sytuacja nie jest czarno-biała i wiele zależało od specyfiki lokalnego rynku. Są regiony, w których domy sprzedawały się na niezłym, stabilnym poziomie. Szczególnie dotyczyło to budynków o mniejszej powierzchni i kwalifikujących się pod limity programu rządowego wsparcia – dodaje.

Podaż trzyma się stabilnie

W IV kwartale zainteresowanie ofertami domów na sprzedaż zwykle jest mniejsze niż w III kwartale i tak było również tym razem. Jak pokazuje analiza liczby kontaktów, jakie za pośrednictwem Nieruchomosci-online.pl nawiązywały osoby poszukujące ze sprzedającymi, poziom zainteresowania ogłoszeniami był mniejszy o 19 proc. k/k.

Ta znaczna różnica nie wzięła się jednak wyłącznie z sezonowości, czyli tego, że jesienią i zimą generalnie rzadziej oglądamy domy. Trzeba pamiętać, że zainteresowanie tą kategorią nieruchomości w III kwartale podbijał także Bezpieczny Kredyt 2%. Owszem, program dopłat do kredytów był impulsem głównie dla mieszkaniówki, ale i segment domów do pewnego stopnia na nim skorzystał. Część domów z drugiej ręki, głównie na mniejszych rynkach, wpisywała się cenowo w założenia rządowego programu.

Na marginesie warto też zauważyć, że IV kwartał okazał się pod względem poziomu zainteresowania ogłoszeniami nawet nieco słabszy niż I i II kwartał 2023 r.

– Z relacji wielu pośredników, którzy wzięli udział w naszym badaniu nastrojów w IV kwartale wynika, że ciężko sprzedają się domy wycenione znacznie powyżej 1 mln zł. Szczególnie te starsze, wykończone w estetyce lat 90. i 00., nie wspominając już o bardziej wiekowych budynkach. Osoby poszukujące celują dziś najczęściej w domy o mniejszym metrażu, często pod miastem, ale dobrze skomunikowane. Kupujący bardzo zwracają też uwagę na koszty utrzymania nieruchomości ze względu na obawy dotyczące zużycia energii. Stąd więc trudno znaleźć nabywców na domy słabo ocieplone, niedoinwestowane – dodaje Rafał Bieńkowski.

Natomiast podaż w kategorii domów wciąż trzyma się stabilnie. Taka sytuacja utrzymuje się praktycznie od wiosny. W IV kwartale liczba aktywnych ogłoszeń na Nieruchomosci-online.pl była mniejsza zaledwie o 1,9 proc. w porównaniu do III kwartału.

Opóźnienia w płatnościach w 2023 roku: poprawa, ale nie wszędzie

Ujemna dynamika PKB w pierwszej połowie 2023 roku oraz niekorzystna sytuacja makroekonomiczna negatywnie wpłynęły na polską gospodarkę minionych 12 miesięcy. Mimo tych trudności średni termin płatności polskich firm w 2023 roku wyniósł 48,7 dni, czyli o 3 dni mniej niż w roku 2022. Choć jest on najniższy od 2020 roku, kiedy to wynosił 48 dni, eksperci ostrzegają przedsiębiorców przed zbytnim optymizmem. Z 8. edycji badania płatności przeprowadzonego przez firmę Coface wynika, że pomimo ogólnej poprawy, nie wszystkie sektory odnotowały skrócenie czasu spływania należności.

Miniony rok przyniósł wzrost odsetka przedsiębiorstw, które oferowały krótsze terminy płatności. 44,9% firm proponowało swoim klientom zwrot należności w ciągu 30 dni (w 2022 roku współczynnik ten wyniósł 41,3%), a 31,1% w ciągu 60 dni (w 2022 roku 28,7%).

– W porównaniu z naszym poprzednim badaniem ze stycznia 2023 roku, udział terminów nieprzekraczających 90 dni nieznacznie się zwiększył i wyniósł 89,7%. Mniej niż 1% firm, które wzięły udział w badaniu, oferowało terminy płatności przekraczające 6 miesięcy – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Warto zauważyć, że opóźnienia płatności stały się standardową praktyką w polskim biznesie. 49,3% przedsiębiorstw doświadczyło zaległości w spływie opłat od kontrahentów w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Jest to jednak wyraźna zmiana w porównaniu z badaniem z 2022 roku, kiedy to 61,2% firm zadeklarowało takie opóźnienia – podkreśla ekspert.

Opóźnienia w płatnościach zależne od branży

Sektorem, w którym opóźnienia płatności w 2023 roku były najkrótsze, jest branża farmaceutyczna (33 dni). Tuż za nią uplasował się przemysł rolno-spożywczy (38,8 dni). Zanotował on jednocześnie największą redukcję opóźnień w płatnościach – z 60 dni w 2022 roku do 38,8 dni w 2023. Na trzecim miejscu wśród branż o najkrótszych płatnościach znalazł się handel (42,6 dni). Z kolei najwięcej przeterminowanych płatności odnotowała metalurgia i sektor papierniczo-drzewny (odpowiednio 69,0 i 70,7 dni).

Znaczne skrócenie czasu regulowania płatności jest zauważalne m.in. w branży chemicznej (z 68,6 dni w 2022 roku do 50,5 dni w 2023). Z poważnym wzrostem opóźnień zmagał się natomiast sektor energetyczny. Zaległości płatnicze które w 2022 roku wynosiły 36,4 dni, w ciągu minionych 12 miesięcy powiększyły się do 58,2 dni.

– Z licznymi problemami spotkała się także branża teleinformatyczna (wydłużenie czasu płatności o 7,9 dni w porównaniu z 2022 rokiem). Przemysł ten nadal mierzy się z obniżeniem dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych, które koncentrują się na zakupach produktów pierwszej potrzeby, a nie dóbr trwałego użytku, takich jak elektronika – mówi Grzegorz Sielewicz.

Opóźnienia w płatnościach sprawiły, że firmy wprowadzały działania mające na celu odzyskanie należności. Jako najbardziej skuteczną metodę w tej kwestii respondenci wskazywali mediacje i arbitraż (40% odpowiedzi). Pojawiły się również takie rozwiązania jak monitoring i windykacja wewnętrzna (36%) oraz zewnętrzna windykacja polubowna lub sądowa (24%).

Nastroje i prognozy na przyszłość

Większość przedsiębiorstw (72%), zarówno tych małych, średnich, jak i dużych, spodziewa się, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy nie dojdzie do zmian w poziomie nieterminowych płatności. 21% firm, które wzięły udział w badaniu Coface, podejrzewa, że opóźnienia będą rosły. 7% ma nadzieję, że zmaleją. Respondenci przewidują również, że problemy z płatnościami dotkną przede wszystkich mniejszych kontrahentów.

Porównując badanie płatności z 2023 roku z edycją z 2022 roku, możemy zauważyć zmiany
w czynnikach najbardziej zagrażających działalności przedsiębiorstw. Rok temu respondenci najczęściej wskazywali na wyższe koszty energii, podatki i opłaty fiskalne oraz wysokie koszty pracy i surowców. W tegorocznym raporcie największymi przeszkodami w prowadzeniu biznesu okazały się: ograniczony popyt (44% odpowiedzi) i zbyt duża konkurencja (40% odpowiedzi). Problemem nadal pozostają także podatki (41% odpowiedzi).

–  Tym razem nie wymieniono wyższych stóp procentowych jako dużej przeszkody dla firm, co obrazuje stosunkową odporność przedsiębiorstw na zewnętrzne koszty finansowania i rozpoczęte we wrześniu 2023 luzowanie polityki pieniężnej w Polsce – mówi Grzegorz Sielewicz. – Przedsiębiorstwa w naszym kraju względnie przystosowały się do prowadzenia biznesu w cieniu wojny w Ukrainie. Niemniej jednak, konsekwencje gospodarcze i biznesowe nadal są dla nich odczuwalne – podsumowuje ekspert.

W oczekiwaniu na zmiany

Ekonomiści prognozują, że rok 2024 będzie czasem wzrostu gospodarczego, którego przedsmak stanowiły ostatnie miesiące roku 2023. Obecnie niemal jedna trzecia przedsiębiorców pozytywnie ocenia perspektywy swojej działalności biznesowej w przyszłości. Należy jednak pamiętać, że firmy nadal zgłaszają wiele istotnych trudności. Wysokie koszty redukujące marże, ograniczony popyt czy obciążenia fiskalne to tylko niektóre z nich. Myśląc o właśnie rozpoczętym roku 2024, trzeba też wziąć pod uwagę spowolnienie gospodarcze, które ma miejsce w Europie Zachodniej.

Hitachi Energy finalizuje przejęcie COET

Firma Hitachi Energy ogłosiła dziś finalizację przejęcia COET – firmy zajmującej się projektowaniem i produkcją urządzeń zasilających dla elektromobilności, kolei i przemysłu. Transakcja wzmacnia globalną pozycję i ofertę Hitachi Energy w zakresie infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych o dużej mocy, energoelektroniki i grid edge.

Hitachi Energy i posiadająca siedzibę główną w Mediolanie firma COET od dawna współpracują nad portfolio rozwiązań Hitachi Energy dla infrastruktury ładowania dużej mocy – Grid-eMotion®. COET jest również wiodącym projektantem, producentem i dostawcą produktów oraz komponentów trakcyjnych DC dla kolei, a także urządzeń AC i DC do zastosowań przemysłowych o dużej mocy.

Ponieważ energia elektryczna będzie w przyszłości podstawą całego systemu energetycznego i pomoże napędzać zieloną transformację energetyki, globalne zapotrzebowanie na energoelektronikę i rozwiązania o dużej mocy będzie stale rosło. Aby odnieść sukces w dążeniu do osiągnięcia neutralnego węglowo społeczeństwa, wzbogacona oferta Hitachi Energy będzie służyć obecnym i przyszłym klientom, wykraczając poza sieć elektroenergetyczną – otwierając szerokie możliwości w obszarach takich jak zrównoważona mobilność, smart life i centra danych.

– Cieszymy się, że możemy powitać naszego wieloletniego partnera w rodzinie Hitachi Energy – powiedział Niklas Persson, dyrektor zarządzający biznesem Stacji i Systemów Elektroenergetycznych w Hitachi Energy. – Przejęcie wzmocni naszą pozycję globalnego lidera w dziedzinie technologii sieci energetycznych i infrastruktury energetycznej dla elektromobilności, transportu i przemysłu, podczas gdy COET i jego klienci odniosą znaczne korzyści z naszego globalnego zasięgu i wiedzy w zakresie energetyki.

COET będzie działać jako samodzielna firma pod kierownictwem obecnego zarządu i zachowa obecną działalność biznesową. Obecnie zatrudnia około 80 wysoko wykwalifikowanych i wyspecjalizowanych pracowników.

Oferta Grid-eMotion firmy Hitachi Energy w zakresie infrastruktury ładowania o dużej mocy dla flot elektrycznych autobusów i ciężarówek szybko rozwija się w skali globalnej. Te wiodące w branży rozwiązania grid-to-plug i ultraszybkiego ładowania zostały już wdrożone m.in. w projektach zrównoważonego transportu dla flot autobusów i ciężarówek w Australii, Kanadzie, Dubaju, Francji, Niemczech, Włoszech, Szwecji, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii.

Dodanie COET do portfolio Hitachi Energy jest wyrazem przyspieszenia realizacji strategicznego planu rozwoju firmy do 2030 roku. Hitachi Energy stale wzmacnia swoją podstawową działalność w zakresie sieci elektroenergetycznych, jednocześnie rozwijając światowy system energetyczny, aby był bardziej zrównoważony, elastyczny i bezpieczny. Przejęcie to zwiększa nasze podstawowe możliwości w zakresie grid edge, w tym energoelektroniki, technologii cyfrowych i serwisu, wspierając większy cel, jakim jest rozwój zrównoważonej przyszłości energetycznej dla wszystkich.

Transakcja została sfinalizowana 28 grudnia 2023 r., po zatwierdzeniu przez organy regulacyjne umowy sprzedaży ogłoszonej w sierpniu 2023 r.

Columbus Energy przyspiesza ekspansję na czeskim rynku

Czeska spółka Columbus Energy a.s. wygrała przetarg na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych dla miasta Brna.

Columbus Energy a.s. zawarł umowę na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków należących do miasta Brna. Czeska Spółka znalazła się wśród trzech podmiotów, które zostały wyłonione przez władze miasta w ramach ogłoszonego przetargu. Łączna, maksymalna wartość inwestycji opiewa na kwotę w 2,2 mld czeskich koron, co w przeliczeniu daje niemal 390 mln zł.

– Cieszymy się, że wieloletnie doświadczenie Columbus, a także wypracowana pozycja Grupy na rynku czeskim pozwoliły nam nie tylko na wzięcie udziału w przetargu, ale też na zakwalifikowanie się jako jedyny dostawca systemów fotowoltaicznych, który formalnie nie wymagał utworzenia konsorcjum i mógł z sukcesem wystartować samodzielnie. Czujemy, że wygrany przetarg stanowi znakomitą szansę przyspieszenia ekspansji Columbus na czeskim rynku. To wielka satysfakcja, że spełniliśmy wszystkie wymogi proceduralne i możemy zaprezentować nasze możliwości realizacyjne w tak ciekawym i znaczącym projekcie. Nasze know-how i wieloletnie doświadczenie z polskiego rynku – jak już się przekonaliśmy przy innych inwestycjach – są w Czechach poważane, więc mamy ambicję zrealizować jak najwięcej zamówień. A potencjał tego projektu jest naprawdę duży, bo łącznie trzeba zaopatrzyć w fotowoltaikę ok. 675 budynków. Szacujemy, że Columbus wykona ok. ⅓ kontraktumówi Michał Gondek, wiceprezes zarządu Columbus Energy S.A., prezes zarządu Columbus Energy a.s.

– Rok 2023 to nowe otwarcie rynku energii odnawialnej w segmencie B2B i B2C w Czechach, co pokazują wyniki sprzedaży Columbus Energy a.s. jako lidera tego rynku. Cieszymy się, że początek bieżącego roku zaowocował podpisaniem tak ważnej umowy. Tym bardziej jest to dla nas prestiżowe, że dotyczy budynków użyteczności publicznej dla miasta Brna – komentuje Arleta Czekaj-Kwiecień, Dyrektor Zarządzająca Strategii Sprzedaży w Columbus Energy a.s.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni, że będziemy jednym z dostawców fotowoltaiki dla budynków miejskich w Brnie. To dla nas wielka szansa i zobowiązanie. To także kolejny krok w realizacji naszej strategii, który pomoże nam w dalszym rozwoju działalności Columbus Energy w Czechach – wskazuje Simona Labudová, Dyrektor Zarządzająca Columbus Energy a.s.

Przypomnijmy, że ekspansja Columbus na prosumenckim rynku w Czechach rozpoczęła się pod koniec roku 2022. W maju 2023 r. Columbus Energy wykupił udziały w spółkach zależnych w Czechach i Słowacji, i zdecydował się zwiększyć działalność operacyjną w segmentach inwestycyjnym, B2B oraz B2G.

Inflacja w Polsce niższa, ale wciąż wysoka

Ceny rosły w 2023 roku jednak o 6,2%. To i tak olbrzymia poprawa względem 2022 roku, ale nadal wielu obserwatorów liczyło na szybszy spadek tempa wzrostu cen.

Strefa euro pisze historię

Wczorajsze dane na temat produkcji przemysłowej w strefie euro nie napawają optymizmem. W ciągu roku spadła ona aż o 6,8%. Czy to bardzo źle? Wygląda na to, że tak. Rynek spodziewał się spadku o 5,9%. By lepiej zobrazować, jak duży jest to spadek, należy wskazać, że w historii strefy euro były tylko dwa większe okresy spadków. Był to kryzys z 2008 roku oraz pandemia koronawirusa. W obydwóch przypadkach szczytowy spadek był jednak ponad 20%. Można się zatem pocieszać, że jesteśmy w jednej trzeciej drogi. Z drugiej strony, gdybyśmy mieli przed sobą dalszą część takiego ruchu, byłaby to bardzo zła wiadomość. Już teraz zresztą rynki dużo przychylniej patrzą na dolara niż do euro. Kurs dolara jest najsilniejszy względem europejskiej waluty od 5 stycznia.

Inflacja w Polsce

Grudniowy odczyt inflacji wyniósł 6,2%. Oczekiwania mówiły o 6,1%, więc różnica jest niewielka, aczkolwiek w niekorzystną dla naszych portfeli stronę. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że rok temu inflacja wynosiła 16,6%, była zatem 2,5 raza większa niż obecnie. Jest jednak również zła wiadomość. Projekcja inflacji pokazuje wyraźny spadek tempa wzrostów cen w tym roku. Z drugiej strony ta sama projekcja sugeruje przyspieszenie tempa wzrostu PKB, co już nie stawia nas w tak złym świetle. Jaką wiadomością dla złotego jest wyższy od oczekiwań wskaźnik inflacji? Wbrew pozorom – dobrą. Im wyższa inflacja, tym dłużej utrzymane zostaną wysokie stopy procentowe. Wysokie stopy procentowe z kolei wpływają korzystnie na wartość waluty. Wpływają niestety również bardzo niekorzystnie na raty kredytów o zmiennym oprocentowaniu.

Gaz szuka dna

Ceny gazu na giełdzie w Amsterdamie przebiły kolejny ważny poziom. Od wczoraj znajdujemy się poniżej pułapu 30 euro za megawatogodzinę. Jest to najniższy poziom od sierpnia. Powodem spadków jest niższe od oczekiwań zużycie gazu z powodu cieplejszego, niż przewidywano, początku sezonu grzewczego. Analitycy zwracają jednak uwagę, że o ile sytuacja pogodowa pomaga Europie, to wcale nie jest to prawdą względem USA. Tam ceny już zaczęły iść w górę z powodu rosnącego zapotrzebowania na ten surowiec. Można zatem oczekiwać, że wzrosty za oceanem przełożą się prędzej czy później na sytuację u nas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

EUR/USD spada do najniższego poziomu od 5 stycznia. Złoto traci

Wczoraj giełda z Wall Street była zamknięta. Amerykanie świętowali dzień Martina Luthera Kinga. Kurs EUR/USD dziś w nocy spadł w stronę 1,0910 i znalazł się najniżej od 5 stycznia. W Europie akcje spadały a rentowności obligacji wzrosły po tym, jak jeden z przedstawicieli EBC zanegował możliwość szybkich obniżek stóp procentowych, mimo, że niemiecka gospodarka odnotowała spadek o 0,3 proc. w całym 2023 roku. Ropa naftowa traciła wczoraj. Spadki zostały jednak odwrócone na skutek wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Złoto zyskało na poniedziałkowej sesji, aktualnie jednak dominują spadki. Uncja kosztuje obecnie ok 2045 USD.

Wczoraj głos zabrał jeden z przedstawicieli Rady Prezesów EBC – Robert Holzman. Powiedział on, że ryzyko wynikające z utrzymującej się inflacji uniemożliwi EBC obniżenie stóp procentowych w tym roku, nawet jeśli nie można już wykluczyć recesji. Z kolei Joachim Nagel z tej samej instytucji zasugerował, że lato może być odpowiednim momentem, aby zacząć rozważać obniżenie kosztów pożyczek. Dołączyli oni do innych przedstawicieli banku (Christine Lagarde, Constantinos Herodotou, Philipa Lane), ostrzegając, że jest zbyt wcześnie, aby mówić o obniżkach w najbliższych miesiącach.
W tym momencie rynek OIS wycenia niespełna 80 proc. szans na to, że do kwietnia koszt pieniądza w strefie euro zostanie obniżony o 25 punktów bazowych i zakłada łącznie ponad 140 pb redukcji do końca 2024 roku.

Rynek jest moim zdaniem zbyt optymistyczny co do terminu pierwszej decyzji luzowania polityki monetarnej. Wszystko będzie zależeć od danych więc uwaga teraz będzie skupiona na środowym odczycie inflacji finalnej ze strefy euro. Dziś otrzymaliśmy wyniki z Niemiec. Wskaźniki CPI i HICP rok do roku urosły zgodnie z oczekiwaniami do poziomów odpowiednio 3,7 proc. oraz 3,8 proc. W ujęciu miesięcznym otrzymaliśmy również zwyżkę do 0,1 proc. z -0,4 proc. (CPI) oraz do 0,2 proc. z -0,7 proc. (HICP).

Wczoraj natomiast inwestorzy dowiedzieli się jak radziła sobie niemiecka gospodarka. Ta skurczyła się w ubiegłym roku o 0,3 proc. co było powszechnie oczekiwane. Inne dane też wskazują na słabą kondycję naszego zachodniego sąsiada. Wskaźniki nastrojów, takie jak klimat biznesowy Ifo, pozostają w terytorium recesji. Niedawny spadek liczby nowych zamówień ma coraz większy wpływ na produkcję przemysłową. Badania sugerują, że firmy w dużej mierze zrealizowały zaległe zamówienia z okresu pandemii. Tymczasem produkcja przemysłowa również wykazuje tendencję spadkową. Wszystko to sugeruje, że niemiecka gospodarka prawdopodobnie skurczy się jeszcze bardziej w pierwszym kwartale.
Pomimo jastrzębich wypowiedzi z EBC kurs EUR/USD nie zyskał na wartości. Dzienne minima zostały wyznaczone tuż poniżej 1,0940 a dziś rano spadki są pogłębiane i wsparcie na poziomie 1,09 zostaje „przełamywane”.

W nocy oraz dziś rano zyskiwała ropa naftowa i kontynuowała odrabianie strat po wczorajszych spadkach. To pokłosie wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Bojownicy Houthi uderzyli w należący do USA statek komercyjny za pomocą przeciw-okrętowej rakiety balistycznej. Baryłka brent kosztuj dziś rano ponad 78,5 USD a WTI 72,8 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czy kryzys na Morzu Czerwonym to czerwona flaga dla globalnej gospodarki?

  • Kryzys na Morzu Czerwonym: to jeszcze nie jest czerwona flaga dla globalnej Ataki Huti na Morzu Czerwonym zakłóciły kluczowy szlak handlowy, prowadząc do droższych i czasochłonnych zmian tras wokół Afryki.
  • Ceny transportu morskiego, w tym frachtu kontenerowego, wzrosły o +240% od listopada 2023 r., osiągając poziomy obserwowane w IV kwartale 2022 r., ale na razie znacznie poniżej szczytu z 2021 r.
  • Krótkotrwałość zakłóceń ograniczyłaby wpływ na globalną gospodarkę. Ponieważ popyt w Stanach Zjednoczonych i Europie jest o -10% niższy od przedkryzysowych poziomów, zapasy pozostają wysokie, a marże firm przemysłowych pozostawiają margines na wchłonięcie podwyżek cen nakładów produkcyjnych.
  • Jeśli jednak kryzys utrzyma się przez kilka miesięcy, podwojenie cen transportu spowodowałoby wzrost globalnej inflacji o +0,5 punktu procentowego, co skutkowałoby spadkiem wzrostu PKB o -0,4 punktu procentowego.
  • Ceny energii są najbardziej wrażliwym czynnikiem, ponieważ 12% ropy morskiej i 8% skroplonego gazu ziemnego przepływa przez Kanał Sueski, co powoduje, że ceny energii w Europie pozostają bardzo niestabilne.

Żegluga: spodziewaj się dłuższych tras i wyższych kosztów. Ataki Huti na statki handlowe na Morzu Czerwonym spowodowały znaczne zakłócenia w branży żeglugowej. Sytuacja pozostaje płynna i napięta, ponieważ koalicja pod przywództwem USA rozpoczęła naloty na Huti. Firmy żeglugowe zostały zmuszone do wyboru droższych i bardziej czasochłonnych tras wokół Afryki, aby uniknąć ryzyka w regionie Morza Czerwonego. Morze Czerwone jest ważnym szlakiem, odpowiadającym za jedną trzecią światowego ruchu kontenerowego i 40% handlu między Azją a Europą. Około 12% ropy naftowej i 8% skroplonego gazu ziemnego (LNG) przepływa przez Kanał Sueski.

Co więcej, ataki miały zauważalny wpływ na wielkość transportu morskiego. W ciągu dziesięciu dni poprzedzających 7 stycznia wolumen żeglugi w Kanale Sueskim spadł o -15% rok do roku, podczas gdy cieśnina Bab-el-Mandeb prowadząca do Morza Czerwonego odnotowała większy spadek o -53%. Liczba statków towarowych przepływających przez Kanał Sueski spadła o -30% dla ładunków i -19% dla tankowców. Z kolei wolumen żeglugi wokół Przylądka Dobrej Nadziei niemal podwoił się w tym samym okresie, przy czym liczba statków towarowych wzrosła o +66%, a tankowców o +65%. Podczas gdy ceny transportu morskiego, zwłaszcza frachtu kontenerowego, znacznie wzrosły od listopada 2023 r. (+240% na początku stycznia – patrz wykres 1), nadal stanowią one zaledwie jedną czwartą szczytowego poziomu z 2021 r.. Wynika to częściowo ze słabego popytu i wyższych zapasów w większości segmentów dóbr konsumpcyjnych (np. od III kwartału 2023 r. zapasy zachodnioeuropejskich korporacji wzrosły o 2 dni obrotu w sektorze motoryzacyjnym do +14 dni obrotu w przypadku firm produkujących sprzęt transportowy). Sektor żeglugowy również zwiększył swoje moce produkcyjne o nowe kontenerowce, więc ryzyko wzrostu (cen frachtu), choć znaczące, wydaje się dziś niższe niż w 2021 r. Jeśli jednak kryzys utrzyma się po pierwszym półroczu, wpływ na globalne łańcuchy dostaw może stać się poważniejszy.

Wykres 1: Wskaźniki cen kontenerówWskaźniki cen kontenerów

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Długoterminowość absorbcji wzrostu cen transportu sprawia, że wpływ rosnących kosztów logistycznych na inflację, PKB i handel pozostanie możliwy do opanowania, jeśli tylko zakłócenia pozostaną krótkotrwałe. Nic dziwnego, że wpływ rosnących kosztów transportu na inflację jest najwyższy w Europie i Stanach Zjednoczonych, gdzie podwojenie kosztów transportu może spowodować wzrost inflacji o +0,7 punktu procentowego w porównaniu do +0,3 punktu procentowego w Chinach. Oznaczałoby to wzrost globalnej inflacji o +0,5 punktu procentowego do 5,1% w 2024 roku. W opinii Allianz Trade negatywny wpływ na wzrost PKB może wynieść -0,9 punktu procentowego w Europie i -0,6 punktu procentowego w Stanach Zjednoczonych, co potencjalnie przełoży się na spadek globalnego wzrostu PKB o -0,4 punktu procentowego, do 2%. Pozytywną wiadomością jest to, że czasy dostaw dostawców znormalizowały się i są niższe niż średnie sprzed pandemii (patrz wykres 2). Jeśli jednak kryzys ten przedłuży się na kilka miesięcy, może to mieć wpływ na wzrost wolumenu światowego handlu, potencjalnie zmniejszając go o -1,1 punktu procentowego do +1,9%. Zwiększa to ryzyko opóźnionego odbicia po recesji w 2023 roku. Z perspektywy przedsiębiorstw marże mogą spaść nawet o -1,8 punktu procentowego w Europie i -0,9 punktu procentowego w Stanach Zjednoczonych, jeśli firmy zaabsorbują 50% wzrostu cen czynników produkcji. Niemniej jednak takie spadki nadal oznaczałyby rentowność nieco niższą niż w 2019 roku.

Europejskie ceny energii pozostają bardzo niestabilne. Allianz Trade uważa, że ceny energii są najbardziej wrażliwym kanałem, przez który trwający kryzys może wpłynąć na światową gospodarkę, a zwłaszcza na Europę. Rzeczywiście, w okresie od 17 listopada do 22 listopada , po pierwszych doniesieniach o atakach rebeliantów Huti, cena Brent – europejski punkt odniesienia dla cen ropy naftowej – wzrosła o blisko 2%, podczas gdy amerykańska cena WTI pozostała zasadniczo niezmieniona. W ciągu pięciu dni wokół tej daty ceny gazu ziemnego w Europie również wzrosły o +3,6%. Widzieliśmy podobne wzorce okresowych napięć w handlu dziennym, gdy pod koniec grudnia odnotowano ataki. Ceny ropy naftowej nadal jednak spadają. Wynika to z kilku czynników (i) inwestorzy na rynku ropy pozostają skupieni na ostatnich wiadomościach wskazujących na wyższą niż oczekiwano podaż, (ii) obaw o globalny popyt oraz (iii) tankowce nadal pływają po Morzu Czerwonym. Jeśli chodzi o ceny gazu ziemnego w Europie, nie spodziewamy się, by napięcia podażowe miały znaczący wpływ na ceny w perspektywie krótkoterminowej, ponieważ rezerwy są wysokie, a sezon grzewczy dobiega już końca (pomimo trzaskającego niedawno mrozu).

Rysunek 2: Czasy dostaw od dostawców w sektorze produkcyjnym, poniżej 50 = dłuższe czasy dostawCzasy dostaw od dostawców w sektorze produkcyjnymŹródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Cyfrowi liderzy zauważają znaczący wpływ makrotrendów na ich organizacje

Miniony rok upłynął pod znakiem napięć geopolitycznych znacząco wpływających na kondycję gospodarczą i poczucie stabilności przedsiębiorstw. Z przeprowadzonego przez CGI badania wynika, że liderzy wskazują inflację jako najbardziej dynamiczny wskaźnik w najbliższym czasie. Jako największe wyzwanie określają  zachowanie równowagi pomiędzy rosnącymi kosztami prowadzenia działalności a wydajnością operacyjną.

Cykliczne, globalne badania CGI oparte na wywiadach z kadrą kierowniczą wyższego szczebla, odpowiadającą w firmach za decyzje biznesowe i technologiczne wskazują najnowsze trendy i wyzwania związane z prowadzeniem działalności biznesowej w obecnym czasie. Aż 72 proc. badanych przyznało w ostatniej edycji, że digitalizacja będzie kluczowa dla zaspokojenia potrzeb konsumentów, a 53 proc. z nich przyznaje, że zmiany demograficzne mogą znacznie wpłynąć na prowadzenie efektywnej działalności biznesowej. Jeśli na to wszystko narzuci się rosnącą inflację i ryzyko globalnej recesji, rozwiązaniem będzie rekonfigurowanie dotychczasowego modelu biznesowego i dokładna analiza wydajności wszystkich procesów w organizacji.

Rok 2024 będzie dalej rokiem rosnących napięć geopolitycznych, które wpłyną zarówno na krajobraz biznesowy, jak i samych konsumentów. Stabilność i bezpieczeństwo będą wynikać bezpośrednio z umiejętności adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia. Respondenci naszego globalnego badania, wskazując ważność transformacji cyfrowej procesów, czy zauważając wpływ makrotrendów na kondycję biznesu, pokazują, że mają tego świadomość – Bartłomiej Nieścierowicz, CGI Senior Vice President & Business Unit Leader w Polsce Litwie Łotwie i Estonii (PLLE).

To co było ważne, stanie się jeszcze ważniejsze

Badanie pokazuje, że w porównaniu do 2022 roku, w 2023 szczególny priorytet zyskało cyberbezpieczeństwo,  zgodność z regulacjami i zauważenie potencjału działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. To znacząca zmiana punktu ciężkości. O ile na liście najważniejszych priorytetów w 2022 roku pozostawała głównie poprawa doświadczeń konsumentów, o tyle teraz biznes skupia się bezpośrednio na operacjach i jak największym zabezpieczeniu procesów wewnątrz organizacji.

Nic nie wskazuje na to, żeby w nadchodzącym roku miało się to zmienić. Globalne trendy, które obserwowaliśmy dotychczas, będą nabierały na sile. Silne organizacje w pierwszej kolejności będą skupiać się na własnej infrastrukturze i odporności na ryzyka – mówi Nieścierowicz.

Transformacja cyfrowa wpływała i wpływa na rozwój organizacji

Ponad 90 proc. respondentów przyznało, że ich organizacje mają strategie cyfrowe, a 31 proc. z nich rozszerza je obecnie na swój zewnętrzny ekosystem. I choć mamy tutaj znaczący postęp w porównaniu z odpowiedziami respondentów z poprzednich lat, zaledwie 30 proc. ankietowanych decydentów twierdzi, że ich organizacje osiągają oczekiwane wyniki dzięki strategiom cyfrowym – firmy te identyfikuje się jako cyfrowych liderów.

Tylko 1 na 5 dyrektorów, z którymi przeprowadzono wywiady, rozszerza swoją strategię dotyczącą danych na cały łańcuch wartości i partnerów. Dwa najczęstsze obszary inwestycji to poprawa jakości pozyskiwanych danych oraz inwestycje w ich zarządzanie i analitykę – wskazało je aż 83 proc. decydentów.

Badanie CGI wykazało również korelacje pomiędzy elastycznością modelu biznesowego, a wynikami, jakie przynosi wdrożenie strategii cyfrowej. Menedżerowie, którzy wskazują, że elastyczność modelu biznesowego ich organizacji jest na wysokim poziomie, mają trzy razy większe szanse na osiągnięcie oczekiwanych rezultatów.

Dostarczenie rozwiązań, pozwalających na przeprowadzenie transformacji cyfrowej skupiającej się na oczekiwanym zwrocie z inwestycji jest podstawą naszego podejścia do Klientów. Różnica pomiędzy organizacjami, które mają strategię cyfrową, a tymi, które osiągają pożądane wyniki, pokazuje, że jesteśmy na wczesnym etapie całościowej cyfryzacji firm. Trudne i nieprzewidywalne warunki gospodarcze wymagają dużej elastyczności i szukania rozwiązań, których implementacja będzie zgodna ze strategią danej organizacji, a przede wszystkim przyniesie oczekiwany zwrot. W 2024 roku jeszcze bardziej skupimy się na całościowym podejściu do organizacji – podsumowuje Bartłomiej Nieścierowicz.

INFORMACJA O BADANIU

Każdego roku CGI przeprowadza badanie wśród kadry kierowniczej, odpowiedzialnej za decyzje biznesowe i IT w swoich organizacjach. Insighty od decydentów pozwalają pozyskać pogłębiony i rzeczywisty obraz procesu transformacji cyfrowej organizacji. W 2023 roku przebadanych zostało 1764 menedżerów wysokiego szczebla z całego świata.

DM INC: Dywersyfikacja biznesu i rozwój

Dom Maklerski INC, należący do Grupy INC, z sukcesem wdrożył nowe usługi. W minionym roku uzyskał zezwolenie na trzy nowe zakresy działalności maklerskiej i m.in. rozpoczął pełnienie funkcji depozytariusza dla FIZ. Na koniec 2023 r. obsługiwał w tym obszarze 4 fundusze, a do końca obecnego kwartału ich liczba ma wzrosnąć ponad trzykrotnie. DM INC w ubiegłym roku przeprowadził 12 transakcji i przygotował prospekty dla 30% spółek debiutujących na głównym rynku GPW. W tym roku szykuje kolejne oferty publiczne.

Ubiegły rok był przełomowy dla Domu Maklerskiego INC w kontekście dywersyfikacji biznesu. W II kwartale 2023 r. broker rozpoczął świadczenie usług depozytariusza funduszy inwestycyjnych i obsługiwał na koniec roku 4 fundusze. – Cały czas przejmujemy do obsługi kolejne fundusze. Mamy rozpoczęte procesy przenoszenia FIZ i podpisane listy intencyjne, na mocy których szacujemy, że na koniec I kwartału powinnyśmy mieć minimum 15 funduszy w obsłudze. Do końca roku chcemy, aby było ich około 25. Pozwoli to nam na generowanie istotnych przychodów z tej działalności – zaznacza Paweł Śliwiński, Prezes DM INC.

Dom maklerski był również aktywny na rynku pierwotnym. W 2023 r. przygotował prospekty dla debiutujących na debiutujących na GPW: Drago Entertainment, Genomtec oraz Movie Games, czyli 30% ubiegłorocznych debiutantów na głównym rynku GPW. W ramach grupy kapitałowej INC, INC S.A. wspierał również 4 debiuty na rynku NewConnect oraz 9 wprowadzeń wtórnych. – Ten rok przy założeniu ożywienia na rynku powinien być dużo lepszy dla naszej grupy kapitałowej. Mamy już zaplanowane oferty na I półrocze, a na drugą połowę roku również transakcje IPO na głównym rynku. Ich realizacja jest oczywiście zależna od koniunktury na giełdzie, ale jesteśmy w tym zakresie umiarkowanymi optymistami – komentuje Paweł Śliwiński.

Równolegle ze wsparciem transakcji i debiutów oraz rozwojem biznesu depozytariusza broker coraz mocniej rozbudowuje też inne usługi. W drugiej połowie 2023 roku Dom Maklerski rozpoczął z powodzeniem działalność na rynku analiz spółek giełdowych. Pod koniec roku wydał dwa raporty analityczne – dla Plot Twist oraz Medinice. Firma w IV kwartale rozpoczęła świadczenie usługi pośrednika rejestracyjnego przy rejestracji akcji w KDPW, a także agenta emisji obligacji. Rośnie również liczba spółek w rejestrze akcjonariuszy prowadzonym przez DM INC.

– W związku z rozwojem nowych usług, a przede wszystkim z rozwojem usługi depozytariusza funduszy, wzmacniamy kapitały naszego domu maklerskiego. Dokonane w grudniu i zaplanowane w styczniu podwyższenia kapitału DM INC to łącznie 1,5 mln zł ze środków z Grupy INC, tak ażeby zapewnić odpowiednie bufory kapitałowe na rosnącą działalność – wyjaśnia prezes.

Największe firmy w Polsce spodziewają się zwrotu z inwestycji w generatywną sztuczną inteligencję po 5 latach

Wyzwania etyczne towarzyszące tematowi wdrażania rozwiązań opartych na generatywnej sztucznej inteligencji (AI), nie hamują inwestycji. 68% prezesów z Polski twierdzi, że sztuczna inteligencja jest ich głównym priorytetem inwestycyjnym. Największymi atutami płynącymi z wdrożenia AI w ich organizacjach są personalizacja usług uwzględniająca zaangażowanie klientów oraz nowe produkty i możliwości rozwoju rynku. Jednocześnie z badania „KPMG CEO Outlook” wynika, że blisko 9 na 10 respondentów z Polski uważa, że brak aktualnych przepisów i kierunków rozwoju dla generatywnej sztucznej inteligencji w branży, w której działają, będzie barierą dla sukcesu ich organizacji.

Generatywna sztuczna inteligencja (genAI) jest coraz częściej wykorzystywana w wielu różnych sektorach, a większość firm skupia się na możliwościach rozwoju jakie daje genAI. Potwierdzają to wyniki badania KPMG, w którym 68% prezesów z Polski oraz 69% CEO z największych światowych gospodarek stwierdziło, że pomimo trwającej niepewności gospodarczej sztuczna inteligencja jest w ich firmie głównym priorytetem inwestycyjnym. Liderzy potwierdzają, że każdy kolejny model generatywnej sztucznej inteligencji, który do tej pory powstał, jest lepszy od poprzedniego. Według respondentów z Polski największymi atutami płynącymi z wdrożenia AI w ich organizacjach są personalizacja usług uwzględniająca zaangażowanie klientów oraz nowe produkty i możliwości rozwoju rynku. Natomiast CEO z największych światowych gospodarek swoją uwagę skupiają bardziej na walorach finansowych wynikających z zastosowań AI – wskazując wzrost rentowności jako największą korzyść z wdrożenia generatywnej sztucznej inteligencji w ich organizacji.

Sztuczna inteligencja otwiera przed nami nieograniczone możliwości, które zmieniają sposób, prowadzenia biznesu. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, korzystanie z inteligentnych algorytmów, uczenia maszynowego i automatyzacji procesów może zrewolucjonizować nasze przedsiębiorstwa. AI pozwala nam zrozumieć dane w sposób, który był nieosiągalny wcześniej, przewidzieć trendy rynkowe, personalizować doświadczenia klientów i optymalizować operacje. Jednakże kluczowe jest odpowiednie wykorzystanie tej technologii. Nie chodzi tylko o implementację genAI, ale o integrowanie jej z wartościami i strategią firmy. Bezpieczeństwo danych, przejrzystość procesów oraz odpowiedzialne podejście do etyki są kluczowymi aspektami, które muszą temu towarzyszyć – mówi Łukasz Dylewski, Dyrektor, Lider Data Science & AI w KPMG w Polsce.

Gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji budzi obawy etyczne związane z jej wykorzystaniem, własnością, odpowiedzialnością i długoterminowymi konsekwencjami dla społeczeństwa. Z badania KPMG w Polsce wynika, że pomimo gotowości do inwestowania w tę rewolucyjną technologię, dyrektorzy generalni dostrzegają zagrożenia, które mogą się wiązać z jej gwałtownym rozwojem. Osoby zarządzające największymi firmami wśród najważniejszych problemów wiążących się z wdrażaniem sztucznej inteligencji w organizacjach podkreślali wyzwania etyczne – wskazało na nie 52% respondentów z Polski i 57% z największych gospodarek świata. To jednak nie wyzwania etyczne zajęły w Polsce miejsce w rankingu trudności związanych z wprowadzeniem rozwiązań genAI do firm. Według polskich prezesów największym wyzwaniem okazały się możliwości techniczne i umiejętności wdrożenia sztucznej inteligencji w ich organizacjach, co podkreśliło 80% respondentów. Innymi dylematami z jakimi mierzą się liderzy biznesu w tym obszarze są brak regulacji, koszt i czas wdrażania czy adaptacja wśród pracowników. Co więcej, aż 88% respondentów z Polski uważa, że brak aktualnych przepisów i kierunków rozwoju dla generatywnej sztucznej inteligencji w branży, w której działają, będzie barierą dla sukcesu ich organizacji. Wskazują jednocześnie, że stopień regulacji dotyczących genAI powinien odzwierciedlać ten dotyczący zobowiązań klimatycznych.

Prezesi z Polski sceptycznie podchodzą do przewidywanego czasu oczekiwania na uzyskanie znaczącej stopy zwrotu z inwestycji we wdrożenie generatywnej sztucznej inteligencji. Największy odsetek ankietowanych twierdzi, że na zysk płynący z zastosowania rozwiązań AI będzie trzeba czekać przynajmniej pięć lat. Przedstawiciele największych światowych gospodarek są bardziej optymistyczni pod tym względem i ponad połowa badanych oczekuje zwrotu z inwestycji w genAI w przedziale od trzech do pięciu lat.

W miarę jak sztuczna inteligencja staje się coraz bardziej wszechobecna, pojawia się szereg pytań odnośnie jej zastosowania zarówno w kontekście biznesowym, jak i etycznym. Firmy z jednej strony wierzą, że technologia ta przyniesie ogromne korzyści a z drugiej strony nieustająco poszukują obszarów zastosowań dla których stopa zwrotu będzie najwyższa. Bardzo ważny pozostaje też aspekt etycznego zastosowania AI, nad którym pracują zarówno dostawcy technologiczni, jak i regulatorzy – mówi Radosław Kowalski, Partner, Zespół Data Intelligence Solutions w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Kolejnym wyzwaniem wiążącym się z wdrażaniem sztucznej inteligencji w organizacjach jest kwestia związana z cyberbezpieczeństwem. Według 92% osób zarządzających największymi firmami w Polsce generatywna sztuczna inteligencja może z jednej strony pomóc w wykrywaniu potencjalnych incydentów, z drugiej natomiast wyposażyć hakerów w nowe strategie i zwiększyć możliwości do cyberataków. Z roku na rok rośnie jednak świadomość cyberzagrożeń wśród polskich CEO, jednocześnie zwiększa się poziom przygotowania firm na ewentualność cyberataku – 80% respondentów zdeklarowało, że ich organizacja jest dobrze przygotowana na przyszłe ataki cyfrowe.

2023 rok na rynku nieruchomości. Dobry dla deweloperów, gorszy dla ich klientów

W 2023 roku sprzedaż nowych mieszkań w siedmiu największych metropoliach była największa od co najmniej pięciu lat. Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o podaży lokali. Duża nierównowaga między popytem i podażą była główną przyczyną dwucyfrowych podwyżek średniej ceny metra kwadratowego. Czy w 2024 r. historia może się powtórzyć?

Najpewniej nikt się nie spodziewał, że po załamaniu sprzedaży mieszkań w 2022 r., już w pierwszych miesiącach 2023 r. nastąpi aż tak potężne jej odbicie – przyznaje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ubiegłym roku najwięcej umów deweloperzy zawarli w trzecim kwartale. Okazuje się, że czwarty kwartał ub. roku nie był już dla nich aż tak dobry. Wciąż można jednak mówić o spektakularnym wzroście sprzedaży nowych mieszkań, bo w całym 2023 r. w siedmiu największych metropoliach (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Łódź, Poznań, Górnośląsko – Zagłębiowska Metropolia) deweloperzy znaleźli chętnych na ok. 65,7 tys. mieszkań. To wynik aż o dwie trzecie lepszy od ubiegłorocznego i najlepszy od pięciu lat.Wyk. 1 - Liczba mieszkań sprzedanych w 2023 roku

Zdecydowanie najwięcej mieszkań – blisko 20,8 tys. – sprzedali w ubiegłym roku warszawscy deweloperzy. Lepszy wynik udało im się osiągnąć po raz ostatni w 2019 r. Z kolei w Krakowie, Trójmieście, Łodzi i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można mówić o absolutnie rekordowych wynikach rocznych sprzedaży mieszkań.

Nie ma wątpliwości, że to rządowy program „Bezpieczny Kredyt 2%” był tym przysłowiowym kamieniem, który uruchomił lawinę popytu. Należy przy tym zaznaczyć, że był on kumulowany przez kilkanaście miesięcy, bo wiele osób wstrzymywało się za zakupem mieszkania. Jedni z powodu utraty zdolności kredytowej, którą „Bezpieczny Kredyt 2%” im przywrócił. Inni, aby skorzystać z rządowego dofinansowania. Decyzję zakupową przyspieszyło także wiele osób, które mogły sobie pozwolić na zwykły kredyt hipoteczny, ale nie kwalifikowały się do dofinansowania.  I nie byłoby problemu, gdyby firmy deweloperskie zareagowały odpowiednim zwiększeniem podaży. Niestety, tak się nie stało. W 2023 r. wprowadziły one do sprzedaży łącznie ok. 43,9 tys. lokali. W ostatnich pięciu latach nieznacznie gorszy był pod tym względem covidowy rok 2020. Najmocniej zaciągnęli hamulec deweloperzy w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu.

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl efektem tego była potężna nierównowaga między popytem a podażą.  Szczególnie dramatyczną sytuację odnotowano w Krakowie, gdzie pod koniec ubiegłego roku w ofercie firm deweloperskich było aż o 45% mniej mieszkań niż 12 miesięcy wcześniej. We Wrocławiu oferta lokali skurczyła się w tym okresie o 41%, w Trójmieście – o 39% a w Warszawie – o 34%.  Na tle tych miast Łódź w wydaje się być oazą stabilności. Oferta mieszkań wzrosła tam o 27% , a co najważniejsze dla kupujących w tym mieście nowe mieszkania, ich ceny wzrosły w ubiegłym roku najmniej. Wyk. 2 - Mieszkania w ofercie deweloperów

Główną przyczyną lawinowo rosnącej średniej ceny metra kwadratowego lokali była kurcząca się podaż. Nie dość, że deweloperzy podnieśli ceny, to w sytuacji, gdy po kredyty sięgało coraz więcej osób, z oferty znikały w pierwszej kolejności najtańsze mieszkania. Średnią cenę m kw. podnosiły zaś te, które w niej zostały. Od pojawienia się w ofercie banków „Bezpiecznego Kredytu 2%”, w niemal wszystkich metropoliach nastąpiło wyraźne przyspieszenie cenowe.

Jeszcze w październiku Kraków był liderem podwyżek średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Po szalonym trzecim kwartale, w którym średnia cena metra kwadratowego w tym mieście wzrosła aż o 11%, końcówka ubiegłego roku przyniosła pierwsze symptomy stabilizacji cen. W grudniu średnia cena krakowskich lokali, w przeliczeniu na metr kwadratowy, utrzymała poziom z listopada, a w całym czwartym kwartale ub. roku wzrosła o 2%.  Za to w Trójmieście wzrosty cen przyspieszyły w drugiej połowie ubiegłego roku, a czwarty kwartał był wręcz rekordowy pod tym względem. Średnia cena metra kwadratowego wzrosła tu bowiem aż o 10%. Jej skok odnotowano także w Łodzi, co było spowodowane wprowadzeniem w grudniu do sprzedaży drogich – jak na ten rynek – mieszkań ze średnią ceną  11,6-14,1 tys. zł za m kw.Wyk. 3 - Ceny mieszkań - 2023-wzrost cen

Ubiegły rok zakończył się więc w Łodzi dwucyfrową podwyżką średniej ceny metra kwadratowego (o 11%). Jednak najbardziej, bo aż o 27% wzrosła ona w 2023 r. w Trójmieście. W Krakowie podwyżka wyniosła 24%, a w Warszawie – 23%.Wyk. 4 - Ceny mieszkań - 2023-cena m kw.R

Lekkim optymizmem mogą jednak napawać wyniki podażowe z  czwartego kwartału ub. roku. Widać wyraźnie, że deweloperzy włączyli wyższy bieg. Na siedmiu rynkach nowa podaż wzrosła aż o 78% w porównaniu z trzecim kwartałem. I co ważne, mieszkań wprowadzonych na rynek było wreszcie wyraźnie więcej niż sprzedanych.Wyk. 5 - Mieszkania sprzedane i wprowadzone w 2023 roku

Grudzień ubiegłego roku przyniósł też pierwsze symptomy stabilizacji cen. Ich średnia w przeliczeniu na metr kwadratowy utrzymała w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu poziom z listopada, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii minimalnie spadła.Wy. 6 - Ceny mieszkań - 2023-cena m kw.M

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl

STS z sześcioletnim zezwoleniem od Ministra Finansów

STS odebrał kolejne – sześcioletnie – zezwolenie Ministra Finansów na urządzanie oraz prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przez sieć internet. Obecnie zdecydowana większość obrotów bukmachera generowana jest przez kanał online, w tym za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Nowe technologie i kanały sprzedaży online to przyszłość branży zakładów wzajemnych. Obecnie już ponad  80% naszych obrotów generowanych jest właśnie przez internet. Cały czas rozwijamy się w tym aspekcie, by oferować klientom coraz więcej usług i funkcjonalności o najwyższej jakości. STS to lider w swojej branży, nie będziemy jednak osiadać na laurach. Naszym celem jest dalszy rozwój oraz inwestycje w technologię i innowacje. Będziemy dalej oferować naszym klientom najlepszy produkt na polskim rynku – mówi Mateusz Juroszek, przewodniczący Rady Nadzorczej STS.

Sklepy przed świętami wystraszyły się mniejszego ruchu

Monitoring blisko 56 tys. cen w sklepach wykazał, że w zeszłym miesiącu codzienne zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. To mniejszy wzrost, niż się spodziewano. Według szybkiego szacunku, w pierwszych dniach grudnia ceny skoczyły bowiem o 7,9% rdr. Ale w drugiej połowie miesiąca podwyżki zostały wyhamowane przez retailerów. Autorzy analizy uważają, że bez ww. spowolnienia finalny wynik byłby w granicach o 8-9% rdr. I dodają, że najprawdopodobniej wynikało to z obawy branży przed reakcjami konsumentów oraz spadkiem ruchu w sklepach. Ponadto autorzy analizy dodają, że od 1 do 24 grudnia ub.r. w gazetkach ubyło 19% promocji rdr. Z kolei rok wcześniej było ich o 16% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku.

Jak wynika z najnowszej odsłony cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w grudniu br. codziennie zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. Dla porównania, w listopadzie wzrost rdr. wyniósł 6,7%, w październiku – 8,1%, a we wrześniu – 10,1%.

– Z miesiąca na miesiąc dynamika podwyżek dalej spada, a do tego jednocyfrowy wzrost stabilnie utrzymuje się już trzeci miesiąc z rzędu. Ten trend pozostanie z nami w 2024 roku, przynajmniej dopóki nie zniknie zerowa stawka podatku VAT i będą obowiązywały programy osłonowe chroniące przed podwyżkami cen energii elektrycznej, gazu ziemnego i ciepła – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Według szybkiego szacunku autorów raportu, w pierwszych dziesięciu dniach grudnia ub.r. ceny w sklepach wzrosły o 7,9% rdr. Jednak później ta dynamika wyhamowała. Jak wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH, sieci handlowe odpuściły podwyżki, prawdopodobnie nie chcąc drażnić przed świętami konsumentów. I jak dodają, gdyby nie ww. aktywność branży retailowej, to średni wzrost cen w sklepach w grudniu wyniósłby prawdopodobnie 8-9% rdr. Do tego widać, że sieci handlowe zrobiły też mniej akcji promocyjnych niż rok wcześniej. Od 1 do 24 grudnia ub.r. ubyło ich 19% rdr.

– Sieci handlowe, na bieżąco obserwując ruch w swoich placówkach, szybko podejmowały zmienne decyzje o obniżaniu cen. Musiały obawiać się spadku sprzedaży. Inaczej rozpęd z początku grudnia nie wyhamowałby. Co prawda, w skali całego miesiąca nie jest to duża różnica, ale dla portfeli konsumentów to naprawdę spore oszczędności, szczególnie przed świętami. Dla sklepów to oczywiście niższe zyski, ale – z ich perspektywy – pewniejsze – komentuje dr Krzysztof Łuczak, jeden z zewnętrznych konsultantów „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”.

Z kolei dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że zmniejszenie liczby promocji nie zmieniło tego, iż sprzedawcy intensywnie konkurowali cenami w okresie zwiększonych obrotów. To powstrzymywało wzrosty i było widoczne w ogólnym wyhamowaniu cen w sklepach detalicznych w grudniu ub.r.

– Można spotkać się z opinią, że retailerzy uratowali handel, wyhamowując podwyżki cen. Rzeczywiście sklepy detaliczne są najbliżej klienta. To one w pierwszej kolejności wyczuwają nastroje konsumenckie i odpowiadają na nie, kształtując odpowiednią politykę cenową. A trzeba pamiętać o tym, że możliwości zakupowe Polaków są coraz mniejsze na skutek utrzymującej się już od lat wysokiej inflacji. Jednocześnie żywność stanowi podstawową potrzebę, z której ludzie nie zrezygnują, a głosy z branży spożywczej wyraźnie akcentują zmiany w nawykach zakupowych. Dlatego też chcąc uniknąć pogorszenia nastrojów, sklepy nie zdecydowały się na istotne podwyżki cen na koniec roku – dodaje dr Robert Orpych.

Autorzy raportu wskazują też, że analitycy z UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland wyliczyli, że od 1 do 24 grudnia 2022 roku przybyło w sklepach średnio 16% promocji rdr. Natomiast w zeszłym roku sieci handlowe wyjątkowo zwlekały z prezentowaniem nowych akcji rabatowych w gazetkach. Ostatecznie pod tym względem były na minusie. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, przed samymi świętami retailerzy mocno wyhamowali z podwyżkami, by ratować swój wizerunek. Gdyby tak się nie zachowali, wzrost cen na pewno byłby wyższy.

– Spadek liczby promocji w grudniu ub.r. wynikał z kilku powodów. Wzrosły koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto konsumenci stali się bardziej wymagający, nie tylko względem cen, ale też wysokiej jakości obsługi. Sprostanie ich oczekiwaniom wymaga kolejnych nakładów finansowych. ¬Jednak, moim zdaniem, najważniejszym czynnikiem było wejście w życie w 2023 roku Dyrektywy Omnibus. Wielu sprzedawców, musząc podawać najwyższe ceny promowanych produktów z ostatnich 30 dni, zrezygnowało z pseudopromocji, jakich było mnóstwo w poprzednich latach. Do tego niektóre sklepy ominęły nowe przepisy, nie stosując klasycznych promocji, za to wykorzystując w szerszym zakresie politykę kodów rabatowych – wyjaśnia dr Kopyściański.

Eksperci z Uniwersytetu WSB Merito nie przewidują, by retailerzy dalej decydowali się na hamowanie podwyżek cen, nawet przed Wielkanocą. Jak podkreśla dr Robert Orpych, sklepy detaliczne muszą zarabiać, a skoro w całej gospodarce drożeją surowce, zasoby energetyczne i paliwa, to na ich półkach te wzrosty wcześniej czy później się znowu pojawią. Trudno oczekiwać od sieci handlowych, aby w dłuższej perspektywie nie podniosły cen.

– Cenowa walka konkurencyjna sprzedawców jest charakterystyczna dla grudnia i początku stycznia, czyli tradycyjnego okresu wyprzedaży. Ale to zjawisko nie trwa cały rok. Dlatego też w drugiej połowie stycznia i kolejnych miesiącach odnotujemy zapewne znaczne zmniejszenie aktywności branży retailowej w oddziaływaniu na ceny – przekonuje dr Tomasz Kopyściański.

Podsumowując, dr Krzysztof Łuczak zwraca uwagę na to, że od grudnia ub.r. nastroje konsumenckie raczej się lekko poprawiły. Jeszcze nie wiadomo, jak długo ten stan potrwa. Prognozuje się, że w drugiej połowie roku inflacja – po wyhamowaniu – ponownie przyspieszy. Wówczas retailerzy znowu będą musieli zmienić optykę w kwestii cen. Na pewno będą bacznie obserwować sytuację. Stąd trudno już teraz stawiać pewną i na 100% wiarygodną długoterminową prognozę. W szczególności dotyczy to przewidywań co do tego, jak branża handlowa będzie reagowała na sytuację w gospodarce, w tym również jak finalnie będzie to przekładała na ceny w sklepach. Natomiast jedno jest niemal pewne, że kolejny raz może się nie skusić na sztuczne hamowanie cen. Prędzej nadwyżki zostaną przerzucone na konsumentów.


***
Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z grudnia 2023 r. i analogicznego z 2022 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 56 tys. cen detalicznych z prawie 30 tys. sklepów należących do 57 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

W I kwartale br. ceny w sklepach nadal będą rosły, tylko wolnej niż rok temu. Później sytuacja się zmieni

W I kwartale br. ceny w sklepach nadal będą rosły, tylko wolniej niż rok temu. Natomiast Polacy wciąż będą odczuwać drożyznę. Jej poziom w dużej mierze będzie zależał od działań rządu i reakcji producentów na bieżącą sytuację, w tym wzrost płacy minimalnej. Istotne będą też podwyżki cen surowców, energii, ropy i gazu. Żywność i napoje rdr. mogą w tym czasie zdrożeć średnio o 6-8%, o ile inflacja nadal będzie spadać i żadne nowe czynniki nie zachwieją rynkiem. Drożyzna najbardziej będzie odczuwalna w takich kategoriach, jak dodatki spożywcze, pieczywo, mięso czy nabiał. Z kolei większy skok cen może nastąpić w kolejnych kwartałach, na przykład po wycofaniu zerowego VAT-u. I ten proces może się rozpocząć już z końcem marca. Do tego przed Wielkanocą, jak co roku, wzrosną ceny typowo świątecznych produktów.

Od stycznia do marca tego roku ceny w sklepach w dużej mierze mogą zależeć od zachowań producentów i działań nowego rządu. – Jeżeli takie czynniki, jak np. wzrost płacy minimalnej lub ceny surowców, nie wpłyną negatywnie na sytuację producentów i sprzedawców, to wówczas ten okres będzie w miarę stabilny. Ceny oczywiście dalej będą rosły, ale z pewnością wolniej niż rok temu – mówi Robert Biegaj z Grupy Offerista.

Ekspert rynku retailowego uważa też, że producenci będą mocno obserwować swoją sytuację i analizować ją długoterminowo, a decyzje o ewentualnych podwyżkach będą podejmować raczej z końcem bieżącego kwartału. – Producenci w zeszłym roku już podnosili swoje ceny i jeśli nie będą musieli, to na pewno tego nie zrobią, żeby jeszcze bardziej nie rozdrażnić konsumentów zmęczonych drożyzną. Choć sama inflacja będzie w trendzie spadkowym, to nie bardzo będzie się to przekładać na ceny w sklepach – przewiduje Biegaj.

Znawca rynku retailowego dodaje, że konsumenci nie mają podstaw, by oczekiwać spadku cen w sklepach. Po stronie producentów i samego handlu nie wystąpiły żadne czynniki, które mogłyby obniżyć ich bieżące koszty operacyjne. I póki co nie zapowiada się, że taki scenariusz będzie w ogóle możliwy w tym roku. Stan zerowego VAT-u został utrzymany do końca pierwszego kwartału br. na niektóre produkty żywnościowe.

– Gdy już przestanie obowiązywać zerowy VAT, ceny będą musiały pójść w górę co najmniej o wartość wynikającą z tego podatku. Handel wszelkie dodatkowe koszty i obciążenia przeniesie na konsumentów, bo nie ma innego wyjścia. Stąd o spadkach cen w sklepach nie ma mowy. Trzeba też pamiętać o tym, że producenci są narażeni na anomalia pogodowe, które również przekładają się na późniejsze ceny – przekonuje ekspert z Grupy Offerista.

Czynników rosnących kosztów zakupów w sklepach może być oczywiście zdecydowanie więcej. Wśród nich należy wymienić podwyżki cen surowców stricte przeznaczonych do produkcji, w tym komponentów i półproduktów, a także energii, ropy i gazu. Należy też wspomnieć o umocnieniu złotego, a także o wzrostach płacy minimalnej – pierwszym w styczniu br. i kolejnym, zaplanowanym na drugą połowę roku, do którego przedsiębiorcy już teraz muszą się przygotować.

– Jak bardzo wzrosną ceny, to również zależy od wielu czynników, ale w dużym skrócie można powiedzieć, że żywność i napoje średnio mogą w I kw. br. zdrożeć o 6-8% rdr. To oczywiście optymistyczny scenariusz zakładający, że inflacja nadal będzie spadać i nie wystąpią inne negatywne czynniki, które w krótkim okresie zachwieją rynkiem – podkreśla ekspert.

Wśród kategorii towarów, które najbardziej mogą pójść w górę w ww. okresie w relacji rocznej, mogą być przede wszystkim dodatki spożywcze (m.in. majonezy, ketchupy, musztardy). Do tego można wymienić pieczywo, mięso i nabiał. Podobnie może to wyglądać w przypadku chemii gospodarczej oraz warzyw i tłuszczy zwierzęcych. Warto przypomnieć, że w ostatnich okresach ub.r. dodatki spożywcze, chemia gospodarcza i pieczywo to były kategorie znajdujące w TOP5 najbardziej drożejących, według raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito.

– Podwyżki cen we wszystkich ww. kategoriach, zwłaszcza pod koniec marca, nie będą przypadkowe. Na przełomie tego miesiąca i kwietnia wypada bowiem Wielkanoc, która co roku podbija ceny żywności. Natomiast prognozuję, że od stycznia do marca na minusie nadal będą produkty tłuszczowe, chociaż już pewnie na sporo mniejszym niż w ub.r. Wśród nich mamy przecież margarynę czy masło, a to są niezbędne produkty do przygotowania świątecznych specjałów – podsumowuje ekspert z Grupy Offerista.

Lex deweloper: dobry pomysł, ale źle wykonany

Dla branży budowlanej i deweloperskiej rok 2023 był kolejnym, w trakcie którego następowały istotne zmiany, zarówno w sferze ekonomicznej, jak i w otoczeniu prawnym biznesu. Po bardzo słabym roku 2022, kiedy rosnąca inflacja i koszt pieniądza uderzyły zarówno w przedsiębiorców, jak i nabywców, a liczba nowych pozwoleń na budowę, jak również sprzedawanych lokali dramatycznie spadły, w ostatnich kwartałach minionego roku ww. czynniki ekonomiczne zaczęły się poprawiać.

W 2023 roku zwiększyła się też dostępność kredytów hipotecznych. Istotny wpływ na sprzedaż mieszkań miał wprowadzony w połowie roku rządowy program „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, który miał pozwolić na zawarcie w latach 2023 i 2024 ok. 50 tysięcy umów kredytowych z państwowym dofinansowaniem. Cała pula środków została jednak wyczerpana przed końcem 2023 r. dając rynkowi solidny zastrzyk gotówki. Większość deweloperów kończyła rok nadspodziewanie dobrymi wynikami sprzedaży.

Jeśli chodzi o uwarunkowania prawne to miniony rok, podobnie jak poprzednie, cechował brak stabilności, częste i nagłe zmiany przepisów, niejednokrotnie dokonywane na zasadzie „wrzutek”. Pojęcie to przyjęło się dość powszechnie dla określenia zmian legislacyjnych przeprowadzanych w sposób nie spełniający elementarnych standardów: w błyskawicznym tempie, bez realnych konsultacji, poprzez dopisywanie w ostatniej chwili zmian przepisów nie związanych z zakresem wprowadzanej ustawy, a przez to bardzo nieprzejrzystych. Nadpodaż legislacji i jej słaba jakość są przedmiotem krytyki od lat. Odnoszę jednak wrażenie że szczególnie od czasu wprowadzania kolejnych tzw. tarcz anty-covidowych (które siłą rzeczy przyjmowano w bardzo dużym tempie) ustawodawca przyjął taki tryb prac prawodawczych jako standard. To bardzo zła praktyka.

Spośród wielu zeszłorocznych nowelizacji regulujących zagadnienia ważne dla branży budowlanej i deweloperskiej warto zwrócić uwagę na dwie ustawy, dotyczące problematyki planistycznej. Zła jakość norm regulujących planowanie przestrzenne ma znacznie poważniejszy, negatywny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej (ale także na inne obszary życia społecznego) niż, np. często następujące zmiany w prawie budowlanym (szczególnie, gdy chodzi o warunki techniczne).

W 2023 r. kilkukrotnie nowelizowano, m.in. ustawę o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, zwaną potocznie ”Lex deweloper”. Początkowo, wprowadzona w 2018 r. ustawa miała ułatwiać zagospodarowywanie pod budownictwo mieszkaniowe niektórych niewykorzystanych terenów w miastach. Niestety w praktyce działała słabo, głównie dlatego, że samorządy podchodziły do jej rozwiązań z rezerwą. Kiedy stopniowo zaczęto przekonywać się do nowych rozwiązań i coraz częściej pojawiały się projekty przygotowywane w tym trybie, nagle w maju 2023 r. wprowadzono do ustawy wymóg nakazujący realizację miejsc postojowych w liczbie nie mniejszej niż 1,5 miejsca postojowego na jedno mieszkanie. Wcześniej to samorządy samodzielnie mogły określać ten współczynnik. Ta z pozoru drobna zmiana (w dodatku wprowadzona z zachowaniem ultrakrótkiego vacatio legis) – można powiedzieć – „położyła” ideę Lex deweloper. Ustawodawca jnie wziął pod uwagę, że narzucanie wskaźnika miejsc postojowych i to o tak wysokiej wartości, spowoduje, że wiele projektów stanie się nierentownych. W ramach możliwej do wybudowania powierzchni inwestycji, udział miejsc postojowych rósł, zmniejszając możliwą do uzyskania powierzchnię mieszkań, dodatkowo zwiększając koszty budowy. To absurdalne rozwiązanie miało zostać zniesione ale nadal obowiązuje, skutecznie zniechęcając do realizacji inwestycji. Ustawa ma przestać obowiązywać 1 stycznia 2026 r. czyli za dwa lata.

Drugą kluczową zmianą prawną w 2023 r., jest nowelizacja ustawy o planowaniu    i zagospodarowaniu przestrzennym, która w zasadniczej części wchodzi w życie na początku 2026 r. i której przepisy skróciły obowiązywanie wspomnianego wyżej Lex deweloper do tej samej daty.

Jedną z ważnych przeszkód w działalności deweloperów jest niedobór działek budowlanych. Pokrycie planami miejscowymi jest niewystarczające, ich uchwalanie trwa w nieskończoność, a zastępujące je w praktyce WZ-ki mają wiele wad i są coraz trudniej dostępne. Gruntowna nowelizacja w tym obszarze była konieczna. Finalnie uchwalona ustawa jest, niestety, mocno zubożona w stosunku do jej pierwotnych założeń ale moim zdaniem idzie w dobrym kierunku. Niewielka część nowych rozwiązań obowiązuje od września minionego roku jednak clou reformy nastąpi w roku 2026. Daje to jeszcze pewien czas na – z jednej strony – przemyślane korekty, z drugiej zaś – na dostosowanie się rynku.

Marcin Nosiński ekspert BCC prawo budowlane, prawo zamówień publicznych i nieruchomości

Brak apetytu RPP na obniżki może być szansą dla złotego

Ton zawoalowanych komunikatów prezesa Glapińskiego uznajemy za nieco jastrzębi – nie widzimy szans na obniżki stóp procentowych wcześniej niż w II kwartale. Rynek zaczyna mieć coraz większe wątpliwości dotyczące tego, czy skala cięć w obecnym roku będzie znacząca. Wygranym w tej sytuacji może być złoty, jeśli brak obniżek wytworzy presję aprecjacyjną na walutę.

Uwagę na rynkach walutowych zwróciła niespotykanie niska zmienność. Niemal wszystkie główne waluty zakończyły tydzień ruchem nie większym niż 0,5% względem jego początku, co jest niezwykłym zjawiskiem. Wyższa od oczekiwań inflacja CPI (konsumencka) w USA początkowo wywołała zamieszanie i wsparła aprecjację dolara. Przed końcem tygodnia jego kurs uległ jednak pewnej normalizacji, rynki wróciły bowiem do wyceniania marcowej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej w 80% po niższym od oczekiwań piątkowym odczycie inflacji PPI (producenckiej). Doprowadziło to także do spadków rentowności obligacji skarbowych oraz wzrostu aktywów ryzykownych.

Ten tydzień będzie pod względem odczytów makroekonomicznych i oświadczeń banków centralnych dość spokojny, odbędą się jednak liczne wystąpienia oficjeli EBC i Fedu. Przemówienia przedstawicieli Rezerwy Federalnej będą szczególnie istotne – przekonamy się, czy bank w dalszym ciągu będzie odsuwać rynkowe oczekiwania dotyczące cięcia stóp w marcu oraz 165 pb. obniżek w 2024 r. Naszym zdaniem są one zdecydowanie zbyt agresywne. Co tyczy się danych z tego tygodnia, które jeszcze przed nami, najważniejsza będzie grudniowa inflacja w Wielkiej Brytanii (środa 17.01).

PLN

Złoty w ubiegłym tygodniu kontynuował stonowaną deprecjację. Kurs EUR/PLN uplasował się w piątek tuż powyżej poziomu 4,35, który staje się dla pary coraz bardziej ugruntowanym punktem odniesienia. Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła wysokości stóp procentowych NBP. Prezes Adam Glapiński zasugerował nie wprost, że nie powinno się oczekiwać cięć w I kwartale roku, i podkreślił niepewność w kontekście zmian inflacji w II połowie 2024 r. Inwestorzy mają coraz większe wątpliwości dotyczące skali rozluźnienia polityki, a część ekonomistów sądzi, że bank pozostawi stopy na niezmienionym poziomie aż do końca roku. Wciąż uważamy, że istnieją przesłanki ku pewnemu rozluźnieniu polityki w 2024 r., wysoka niepewność w kontekście inflacji znacznie jednak utrudnia precyzyjne prognozy. Sytuacja ta stanowi szansę dla złotego – brak obniżek stóp NBP może wywrzeć presję aprecjacyjną na walutę.

Spośród danych makro najistotniejsze w ubiegłym tygodniu były te dotyczące rachunku bieżącego. Nadwyżka wynosząca w listopadzie 1,3 mld EUR była nieco niższa, niż oczekiwano, podniosła jednak jego 12-miesięczną sumę. Kolejne nadwyżki są dobrą informacją dla złotego i wspierają przekonanie, że polska waluta pozostanie silna.

W tym tygodniu skupimy się na dynamice cen. Zaczęliśmy od nieznacznej rewizji w górę grudniowej inflacji CPI (z 6,1% do 6,2%). We wtorek (16.01) zostanie opublikowana jej miara bazowa, w piątek (19.01) zaś PPI. Losy złotego będą jednak zależały w większym stopniu raczej od wieści spoza kraju.

EUR

Dane gospodarcze ze strefy euro nie ulegają istotnej poprawie i w dalszym ciągu obrazują stagnację, nie przełożyło się to jednak jeszcze na zwolnienia i zatrudnienie utrzymuje się na dobrym poziomie. Ubiegłotygodniowy odczyt sprzedaży detalicznej był nieco lepszy, niż oczekiwano, znalazł się jednak na ujemnym poziomie w ujęciu rocznym (-1,1%), notując jednocześnie czwarty na przestrzeni ostatnich pięciu miesięcy spadek w ujęciu miesięcznym.

Jastrzębiość widoczna na grudniowym posiedzeniu EBC powoli zanika pośród gołębich głosów licznych członków Rady. Odczyt listopadowej produkcji przemysłowej z początku tego tygodnia rozczarował pokazując jej spadek rzędu 6,8% w ujęciu rocznym. Liczne przemówienia oficjeli banku zaplanowane w najbliższych dniach, w tym prezeski Christine Lagarde w środę (17.01), powinny zaś rozjaśnić obraz w kontekście planów EBC. Publikowane we wtorek (16.01) minutki z ostatniego posiedzenia banku również rzucą nieco światła na grudniowe komunikaty.

USD

Niewielkie zaskoczenie w górę odczytem grudniowej inflacji CPI nie przekonało rynków do zrewidowania oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej już w marcu. Wydaje się, że momentum najważniejszej, bazowej miary wzrostu cen stabilizuje się tuż poniżej 4%, co jest wartością zdecydowanie zbyt wysoką – ostatnia prosta w walce z inflacją może okazać się trudniejsza do pokonania, niż oczekują inwestorzy. Pod koniec tygodnia rynki na chwilę jednak o tej kwestii zapomniały, skupiając się zamiast tego na niższym od konsensusu piątkowym odczycie inflacji PPI.

Dane z rynku pracy o wysokiej częstotliwości w dalszym ciągu wskazują na niewielkie poluzowanie lub jego brak, a najbardziej godne zaufania wskaźniki sugerują, że w obliczu silnego wzrostu gospodarczego i bardzo ciasnego rynku pracy płace rosną w tempie powyżej 5%. Wciąż liczymy, że oczekiwania dotyczące marcowej obniżki stóp Fedu się nie zmaterializują, a dolar będzie w związku z tym w krótkim terminie silnie wspierany względem walut europejskich.

GBP

Odczyt listopadowego PKB zaskoczył na plus, zmniejszając obawy dotyczące wystąpienia w IV kwartale technicznej recesji. Gospodarka wzrosła o 0,3% m/m po tym, jak w październiku skurczyła się o taką samą wartość. Jeśli wierzyć ostatnim odczytom wskaźników PMI, prawdopodobne wydaje się, że w grudniu aktywność gospodarcza ponownie wzrosła. Pomogłoby to brytyjskiej gospodarce uniknąć technicznej recesji. Na potwierdzenie tej tezy przyjdzie nam jednak poczekać do połowy lutego, kiedy opublikowany zostanie raport kwartalny. Reakcja funta na te dane była jednak ograniczona.

Publikowane w tym tygodniu dane wystawią na próbę niedawną jastrzębiość Banku Anglii. Poza odczytem grudniowej inflacji CPI (środa 17.01) poznamy listopadowe dane o płacach i grudniowe o zatrudnieniu (wtorek 16.01). Oczekuje się, że odczyty dynamiki cen i płac wykażą trend spadkowy, pozostając jednak na poziomach istotnie wyższych niż w strefie euro i USA. Inflacja bazowa utrzymuje się blisko poziomu 5%, płace rosną zaś w tempie niemal 7% – zanim Rada będzie mogła rozpocząć obniżanie stóp procentowych, obie wartości muszą odnotować znaczne spadki.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Jak inwestować w złoto? Inwestowanie w złote monety i sztabki

Lekcja dla początkujących inwestorów.

Inwestowanie w złoto to sposób na ochronę kapitału przed inflacją, a także metoda dywersyfikacji portfela inwestycyjnego opartego również o inne aktywa. Nabywając kruszec królewski, nie trzeba w większości przypadków uiszczać podatku VAT, podatku dochodowego i podatku PCC, co sprawia, że takie lokowanie własnych zasobów staje się jeszcze bardziej atrakcyjne. Zwrócić uwagę należy również na dynamiczny wzrost wartości złota, które pod koniec 2024 roku może kosztować za uncję nawet 2100 USD! W jaki sposób warto zatem inwestować w złoto? Z artykułu dowiesz się kilku przydatnych informacji o złotych monetach bulionowych i szczerozłotych sztabkach.

Inwestowanie w monety bulionowe

Jednym z produktów inwestycyjnych w złocie są monety bulionowe. Mowa o numizmatach, które wybijane są przede wszystkim przez mennice zrzeszone w prestiżowej organizacji LBMA. Monety te swoją wartość opierają na próbie czystości kruszcu, a także na jego wadze. Występują w różnych rodzajach i nie stanowią numizmatów kolekcjonerskich – ich nakład nie jest ograniczony, a cena zależy od popytu. Oznacza to, że są dostępne w ofertach licznych dealerów złota oraz w certyfikowanych mennicach takich jak Mennica Skarbowa z oddziałami stacjonarnymi we wszystkich dużych miastach Polski. O czym warto pamiętać przy inwestowaniu w monety bulionowe? Poznaj 10 faktów!

5 faktów ważnych przy inwestowaniu w złote monety bulionowe

  1. Do najpopularniejszych złotych monet bulionowych zaliczyć można: Wiedeńskich Filharmoników, Krugerrand, Amerykańskiego Bizona, Kanadyjski Liść Klonowy, monetę Britannia, Amerykańskiego Orła, Australijskiego Kangura czy Chińską Pandę.
  2. Wartość monet bulionowych określa próba złota (najwyższą jest 999.9), a także gramatura kruszcu np. 1/10 uncja złota; 1/4 uncja złota; 1/2 uncja złota; 1 uncja złota.
  3. Ceny złotych monet bulionowych w 2023 kształtowały się na poziomie od kilkuset złotych za monetę 1/25 uncji złota do przeszło 8 tysięcy za numizmat 1-uncjowy.
  4. Monety bulionowe najlepiej kupować z certyfikowanych mennic, które współpracują z producentami – mennicami i rafinerami – zrzeszonymi w organizacji LBMA. Jest to gwarancja autentyczności kupowanego złota inwestycyjnego.
  5. Każdy, kto nie chce uiścić podatku VAT przy zakupie monety bulionowej, musi pamiętać o kilku zasadach: 1) moneta nie może być starsza niż numizmaty wybijane przed 1800 rokiem; 2) moneta musi mieć nominał tj. musi być legalnym środkiem płatniczym w kraju wybicia; 3) próba czystości monety bulionowej musi być równa lub wyższa wartości 900; 4) nabyta moneta bulionowa musi być zdobyta po cenie nie wyższej, niż 80% rynkowej wartości kruszcu zawartego w monecie.

Inwestowanie w złote sztabki

Drugim produktem inwestycyjnym w złocie są oczywiście złote sztabki, których wartość może być znacznie wyższa od wartości monet bulionowych. Produkowane są one przez uznane w świecie mennice i doskonale sprawdzają się przy zabezpieczaniu przed inflacją domowego budżetu czy przy dywersyfikacji rozbudowanych portfeli inwestycyjnych. Co warto zatem wiedzieć  o złotych sztabkach przed ich zakupem?

5 faktów ważnych przy inwestowaniu w złote sztabki

  1. Autentyczne sztabki złota posiadają akredytację LBMA. Mają na swojej powierzchni wytłoczoną nazwę mennicy, wagę, próbę, a także numer seryjny oraz znak certyfikacyjny.
  2. Wartość sztabek złota zależy od ich wagi i próby złota (na ogół wynosi ona 999.9). W sprzedaży znaleźć można m.in.: sztabkę złota 2 g; sztabkę złota 20 g; sztabkę złota 50 g; sztabkę złota 100 g; sztabkę złota 250 g; sztabkę złota 1 kg.
  3. Cena sztabek złota zaczyna się od kilkuset złotych, a kończy na przeszło 260 tys. złotych!
  4. Sztabki złota można kupić również w specjalnych zestawach sztabek. Dla przykładu Mennica Skarbowa oferuje: 10 x 1 g sztabka złota MultiDisc; 10 x 1 g Sztabka złota SmartPack czy 100 x 1 g Sztabka złota CombiBar.
  5. Aby nie musieć płacić podatku VAT przy zakupie sztabek złota, muszą one być zaliczane do złota wysokich prób. Mowa o próbie nie niższej niż 995.

Pamiętaj! Każde inwestowanie, nawet w tak stabilne produkty inwestycyjne, jak złoto i srebro, niesie ze sobą ryzyko. Jeśli nie masz pewności co do swoich planów i ich skuteczności, skorzystaj ze wsparcia doradców finansowych, ekspertów zajmujących się szeroko rozumianą ekonomią lub specjalistów zatrudnianych przez mennice.

Grupa Klepsydra zawarła porozumienie inwestycyjne ze spółką Global Funeral Services i może pozyskać ponad 23 mln zł

Grupa Klepsydra poinformowała, że 15 stycznia 2024 roku, w wyniku prowadzonych negocjacji, spółka oraz jej główni akcjonariusze, czyli Pan Tomasz Salski oraz Pan Marek Cichewicz, zawarli ze spółką Global Funeral Services z siedzibą w Barcelonie porozumienie, w sprawie określenia głównych warunków potencjalnej inwestycji tej spółki w Grupę Klepsydra. W przypadku realizacji transakcji Grupa pozyska blisko 23,3 mln zł. Nowy inwestor obejmie w sumie ponad 3,3 mln akcji Grupy, które łącznie będą stanowiły blisko 14-proc. udział w kapitale zakładowym Grupy.

Realizacja transakcji będzie oznaczała pozyskanie przez Grupę Klepsydra zakładanych środków na zapowiedziane akwizycje i związaną z tym konsolidację rynku funeralnego w Polsce.

Porozumienie ma charakter niewiążący, jednak strony zadeklarowały, że będą dążyły do zawarcia finalnych umów do 18 stycznia 2024 roku.

„Zawarliśmy właśnie porozumienie inwestycyjne z liderem rynku pogrzebowego w Katalonii, firmą Global Funeral Services z Barcelony, która ma nie tylko olbrzymie, kilkusetletnie doświadczenie w branży pogrzebowej, ale też doświadczenie w konsolidacji rynku. Obecnie jesteśmy w trakcie finalizacji umowy, po podpisaniu której powitamy na naszym pokładzie istotnego dla nas inwestora branżowego oraz zdobędziemy dalsze środki na konsolidację rynku pogrzebowego w Polsce” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

2/3 Polaków uważa, że ceny nieruchomości są zbyt wysokie

Bijące rekordy ceny nieruchomości sprawiają, że coraz więcej Polaków nie może sobie pozwolić na zakup nowego mieszkaniu lub domu. Aż 62% z nich ocenia obecne ceny nieruchomości jako ekstremalnie wysokie – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie rankomat.pl. 67% ankietowanych uważa, że spadek cen to główny czynnik, który pomógłby im w zakupie własnego M. Tylko co czwarty z nich liczy wsparcie w ramach nowego publicznego programu.

25 tys. zł za metr kwadratowy – nawet tyle trzeba już zapłacić za mieszkanie w Warszawie. W innych miastach ceny nieruchomości także biją rekordy – w ostatnim roku podrożały o średnio 30%. To efekt olbrzymiej popularność programu Bezpieczny Kredyt 2%, który spowodował nie tylko drastyczny wzrost cen, ale także wydrenował rynek z nieruchomości na sprzedaż. Eksperci rankomat.pl – porównywarki produktów finansowych i ubezpieczeń – sprawdzili jak Polacy oceniają aktualne ceny. 62% uważa je za ekstremalnie wysokie. Na przeciwległym biegunie znalazło się tylko 1% badanych, którzy twierdzą, że zakup mieszkania czy domu jest obecnie atrakcyjny cenowo.

Co może pomóc w zakupie nieruchomości?

W ocenie ankietowanych najważniejszy czynnik, który mógłby ich przybliżyć do nowego mieszkania lub dom to… spadek cen. Wskazuje na niego aż 67% badanych. Równo połowa z nich liczy również na wzrost wynagrodzeń. Dla 41% istotnym ułatwieniem byłby tańsze kredyty mieszkaniowe, 28% wskazało na rozwój taniego budownictwa spółdzielczego, a 21% na rozwój publicznego programu budowy mieszkań na wynajem. Tylko 26% ankietowanych swoją szansę na zakup nowego mieszkania lub domu upatruje w kolejnym programie publicznego wsparcia, będącego następcą programu Bezpieczny Kredyt 2%.

– Trudno jednoznacznie ocenić program Bezpieczny Kredyt 2%. Z jednej strony był to szansą dla ponad 100 tys. osób na zakup pierwszej nieruchomości w życiu na preferencyjnych warunkach. Natomiast z drugiej strony zaburzył równowagę na rynku nieruchomości i spowodował skokowy wzrost cen do niespotykanych wcześniej poziomów. Osoby, które myślą o zakupie nowej nieruchomości to wiedzą, dlatego obawiają się, że uruchomienie kolejnego programu może jeszcze bardziej podnieść ceny – mówi Konrad Pluciński, ekspert ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

„Mieszkanie na Start” – co wiemy o programie?

Na początku stycznia Ministerstwo Rozwoju i Technologii przedstawiło zarys programu, który ma zastąpić Bezpieczny Kredyt 2%. Program ma być wsparciem w zakupie pierwszego mieszkania przede wszystkim dla osób o niższych dochodach i rodzin z dziećmi. Kredyty w ramach programu mają być udzielane od drugiej połowy 2024 roku oraz w 2025 roku. Dopłaty do rat kredytu mają obowiązywać przez 10 lat. W tegorocznym budżecie na dopłaty przewidziany został budżet w wysokości 500 mln złotych, a to oznacza, że osoby, które będą chciały skorzystać z dopłat i spełnią założenia programu, znów będą musiały się śpieszyć ze składaniem wniosków kredytowych. Eksperci rankomat.pl zebrali wszystkie dostępne informacje, które zostały podane do publicznej wiadomości.

Wsparcie bardziej atrakcyjne

Kredyt w nowym programie będzie tańszy od swojego poprzednika, a oprocentowanie będzie uzależnione od liczby osób w gospodarstwie domowym. Zgodnie z założeniem im więcej dzieci, tym tańszy kredyt. Oprocentowanie, po dopłacie wyniesie:

  • 1,5% w przypadku jednoosobowego i dwuosobowego gospodarstwa domowego,
  • 1% w przypadku trzyosobowego gospodarstwa domowego,
  • 0,5% w przypadku czteroosobowego gospodarstwa domowego,
  • 0% w przypadku pięcioosobowego i większego gospodarstwa domowego

– Kredyt z zerowym oprocentowaniem będzie dostępny również na pokrycie kosztów partycypacji w SIM lub TBS albo wkładu mieszkaniowego w spółdzielni mieszkaniowej – uzupełnia Konrad Pluciński, ekspert rankomat.pl.

Limity wiekowe i dochodowe – czy będą przeszkodą?

Z kredytu skorzystają single do 35 roku życia, a w przypadku osób z dziećmi limit wieku został zniesiony. W przypadku Bezpiecznego Kredytu 2% wynosił on 45 lat.

Według założeń twórców projektu nowego programu ma on ograniczyć liczbę beneficjentów do osób najbardziej potrzebujących wsparcia, jednak przewidziane progi dochodowe, uzależnione od liczby osób w gospodarstwie domowym są bardzo wysokie i mają wynosić:

  • 10 tys. zł brutto miesięcznie dla jednoosobowego gospodarstwa domowego,
  • 18 tys. zł brutto miesięcznie dla dwuosobowego gospodarstwa domowego,
  • 23 tys. zł brutto miesięcznie dla trzyosobowego gospodarstwa domowego,
  • 28 tys. zł brutto miesięcznie dla czteroosobowego gospodarstwa domowego,
  • 33 tys. zł brutto miesięcznie dla pięcioosobowego albo większego gospodarstwa domowego.

O ile w przypadku jednego kredytobiorcy może pojawić się problem ze zdolnością kredytową, to w przypadku większych gospodarstw proponowane limity nie powinny negatywnie wpływać na możliwość zakupu mieszkania preferencyjnym kredytem.

Dodatkowo projekt zakłada, że przekroczenie określonego limitu nie będzie wykluczać z programu, a jedynie będzie sprawiać, że dopłata będzie mniejsza. W przypadku singla dopłata zostanie pomniejszona o 50 groszy za każdą złotówkę przekroczenia, w przypadku większych gospodarstw o 25 groszy za każdą złotówkę.

Ceny nieruchomości mogą dalej rosnąć

Wprowadzenie dodatkowych ograniczeń, których nie było w poprzednim programie, ma spowodować, że wzrost cen nieruchomości wyhamuje. Może to być jednak trudne do zrealizowania, ponieważ z nowego programu jeszcze w tym roku będzie mogło skorzystać około 50 tys. kredytobiorców. Wartość ta, podobnie jak w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2%, może być niedoszacowana. Tymczasem na rynku już teraz brakuje nieruchomości, które można kupić. To może napędzić dalszy wzrost cen – ocenia Konrad Pluciński.

Mieszkanie na Start nie wprowadza też limitów ceny mieszkania dostępnego w ramach programu, ograniczenie będzie jednak dotyczyło dostępnej kwoty kredyt z dopłatą. Wysokość kredytu z dopłatą ma być uzależniona od liczby osób w gospodarstwie domowym i będzie wynosić:

  • 200 tys. zł w przypadku singla,
  • 400 tys. zł w przypadku 2 osób w gospodarstwie domowym,
  • 450 tys. zł w przypadku 3 osób w gospodarstwie domowym,
  • 500 tys. zł w przypadku 4 osób w gospodarstwie domowym,
  • 600 tys. zł w przypadku 5 osób w gospodarstwie domowym i będzie rosnąć o 100 tys. zł z każdą kolejną osobą w gospodarstwie.

Kredytobiorca będzie mógł skorzystać z wyższego kredytu, jednak nadwyżka będzie udzielona na standardowych warunkach. To sprawia, że praktycznie każda nieruchomość, przynajmniej w części, będzie mogła zostać sfinansowana kredytem Mieszkanie na Start.

Program ma być też dopasowany do specyfiki naszego rynku mieszkaniowego i w przypadku niektórych lokalizacji limit kredytu z dopłatą będzie wyższy ze względu na wysokość cen odbiegających od średniej. Kupując mieszkanie w mieście na prawach powiatu będącego stolicą województwa, dla którego ogłoszona przez wojewodę wartość odtworzeniowa 1 metra kwadratowego lokalu mieszkalnego jest o co najmniej 15% wyższa niż wartość ogłoszona dla całego kraju, dostępna kwota kredytu będzie wyższa o 10 proc. W miastach, w których wartość odtworzeniowa 1 metra kwadratowego nieruchomości będzie wyższa o co najmniej 30%, dostępny limit będzie zwiększony o 20 proc.

Bezpieczny Kredyt 2% oficjalnie zakończony

Ze względu na wyczerpanie przewidzianych limitów na dopłaty banki przestały przyjmować wnioski o Bezpieczny Kredyt 2% i program został zawieszony. W 6 miesięcy został wykorzystany budżet przewidziany na 2023 i 2024 rok. Ogromne zainteresowanie preferencyjnym kredytem doprowadziło do zatorów w bankach, które nie były w stanie przetwarzać wniosków kredytowych oraz spowodowało gwałtowny wzrost cen nieruchomości.

– Wysoka kwota kredytu dostępna w ramach programu, brak limitów ceny nieruchomości oraz progów dochodowych sprawiło, że z kredytu skorzystały osoby, które nie mogły sobie pozwolić na tradycyjny kredyt hipoteczny, ale również te, które bez problemu dostałyby finansowanie na standardowych warunkach – komentuje Konrad Pluciński, ekspert rankomat.pl.

***

Badania na zlecenie rankomat.pl zostały przeprowadzone przez Wavemaker 22.12.2023 roku na ogólnopolskiej grupie 973  osoby.

10 wyzwań, z jakimi muszą zmierzyć się operatorzy telekomunikacyjni w 2024 r.

Zmieniające się wymogi w zakresie prywatności, bezpieczeństwa i budowania zaufania będą największymi ryzykami, z jakimi muszą zmierzyć się firmy telekomunikacyjne w 2024 roku. Według corocznego raportu EY, zapewnienie cyberodporności stanowi największe wyzwanie, a generatywna sztuczna inteligencja wystawia na próbę istniejące strategie zarządzania danymi. Zdecydowana większość badanych z branży telekomunikacyjnej (68%) uważa, że nie robi wystarczająco dużo, aby zapobiec niezamierzonym skutkom wykorzystania AI. Z kolei 74% twierdzi, że musi zacząć działać intensywniej, aby zapobiec wykorzystaniu tej technologii do przeprowadzania cyberataków i innych złośliwych działań.

W raporcie EY – Top 10 risks in telecommunications 2024 – czytamy, że zdaniem 53% operatorów telekomunikacyjnych koszt naruszenia zasad cyberbezpieczeństwa w ich organizacji przekroczy w 2023 r. 3 mln USD (rok wcześniej uważało tak 40%). Rosnąca liczba zagrożeń to nie jedyne zmartwienie branży – rozwój AI wpływa na tak ważne obszary, jak prywatność i etyka. Zdaniem 78% ankietowanych biznes powinien bardziej skupić się na tych kwestiach, co oznaczałoby m.in. lepszą ochronę danych osobowych i ograniczanie ich gromadzenia.

Sztuczna inteligencja stanowi zarówno szansę, jak i zagrożenie dla operatorów telekomunikacyjnych, a branża ma tego świadomość. Zdaniem dwóch trzecich badanych (68%) firmy telco nie podejmują wystarczających działań, aby zapobiec niezamierzonym skutkom wykorzystania sztucznej inteligencji. Jeszcze większa liczba ankietowanych z tego sektora (74%) uważa, że powinna pójść dalej, jeśli chodzi o zapobieganie cyberatakom przy użyciu AI. Co ważne, przedmiotem debaty nie jest pytanie o zasadność wykorzystania tej technologii, gdyż branża zdaje sobie sprawę, że nie ma od niej odwrotu.

– Firmy telekomunikacyjne cechuje duża złożoność, a osiągnięcie sukcesu w znaczącej mierze zależy od wydajności operacyjnej różnych jednostek biznesowych. Sztuczna inteligencja stała się obiecującym narzędziem upraszczającym i optymalizującym wiele zadań, zwłaszcza w zakresie poprawy obsługi klienta. Wiodący operatorzy już teraz wykorzystują AI, aby zachować swoją konkurencyjność i zwiększyć efektywność działań. Jednak w wyścigu o pozycję lidera nie można zapominać o sprawach podstawowych, takich jak kwestie etyczne dotyczące sposobu funkcjonowania sztucznej inteligencji. Ważne, aby nie generowała ona fałszywych informacji oraz by w odpowiedni sposób chroniła dane wrażliwe – zauważa Mateusz Mazur, Partner EY, lider zespołów Cloud Enablement oraz IT Advisory.

Przyciąganie talentów i rozwój biznesu

Zagrożenia związane z cyberbezpieczeństwem i AI to nie jedyne ryzyka, jakim musi stawić czoło sektor telco. Na liście dziesięciu największych zagrożeń znalazło się również niewystarczające zarządzanie talentami i umiejętnościami pracowników, zajmując wysokie, trzecie miejsce. Jednak i na to ryzyko duży wpływ ma sztuczna inteligencja – jej rozwój wymusza większe zapotrzebowanie na talenty cyfrowe, których brakuje. Z drugiej strony ponad połowa pracodawców z branży telekomunikacyjnej (55%) zamroziła zatrudnienie – to prawie dwukrotnie więcej niż we wszystkich pozostałych sektorach (28%).

Kolejnym wyzwaniem jest skuteczne wykorzystywanie nowych modeli biznesowych, w tym usług B2B, takich jak internet rzeczy. Firmom telekomunikacyjnym brakuje wiarygodności w roli doradców cyfrowych. Z badania EY wynika, że co prawda 53% dużych przedsiębiorstw postrzega operatorów jako ekspertów w dziedzinie IoT, to zaledwie 22% uważa ich również za specjalistów w obszarze transformacji cyfrowej. W efekcie sektor telco ma trudności w sprzedaży dodatkowych usług doradczych lub związanych z oprogramowaniem dla firm.

– Cięcia budżetowe ograniczają poszukiwanie talentów o kluczowych umiejętnościach cyfrowych. Dlatego operatorzy telekomunikacyjni muszą dokładać jeszcze większych starań, by wzmacniać kompetencje u obecnych pracowników, także w zakresie nowych, przyszłościowych obszarów działania, takich jak usługi cyfrowe. Przesunięcie akcentów bardziej w stronę biznesu B2B jest wyzwaniem, ale w obliczu coraz większego wykorzystania rozwiązań AI stanowi naturalny etap rozwoju branży telekomunikacyjnej. Posiada ona wystarczające zasoby i kompetencje, aby stać się zaufanym partnerem w obszarze cyfryzacji i internetu rzeczy dla innych firm – komentuje Tadeusz Kurdziel, Manager EY, lider zespołu Telco.

Konsumenci szukają lepszych ofert

Zeszłoroczny lider na liście największych ryzyk, czyli właściwa reakcja na potrzeby konsumentów w związku z rosnącymi kosztami życia, tym razem znalazł się na drugim miejscu. Tym samym nadal pozostaje jednym z największych wyzwań dla całej branży. Podczas gdy 16% konsumentów aktywnie zmniejsza swoje wydatki na łączność stacjonarną i mobilną, aż 60% ankietowanych przyznało, że z uwagi na wysokie koszty utrzymania wyszukują najbardziej atrakcyjne oferty. Odsetek gospodarstw domowych korzystających z porównywarek cen lub proszących znajomych i rodzinę o rekomendację wzrósł z 19% w ubiegłym roku do 30% w 2023 roku.

Z badania EY wynika również, że tylko jedna trzecia gospodarstw domowych uważa, że operatorzy telekomunikacyjni okazali im wsparcie i zrozumienie w czasie kryzysu związanego z rosnącymi kosztami życia. Natomiast zdaniem trzech czwartych respondentów dostawcy usług szerokopasmowych powinni oferować więcej gwarancji stałych cen, a prawie połowa (49%) uznała wyjaśnienia dotyczące zmian cen za trudne do zrozumienia. Te zjawiska są dostrzegalne zwłaszcza w krajach Europy Zachodniej. Z kolei w szczególności na rynku polskim, odczucia te były wytłumione ze względu na jedne z najniższych stawek za usługi telekomunikacyjne w Europie, które były efektem walki cenowej w ubiegłych latach. Dodatkowo przedstawienie pakietów łączonych na usługi mobilne, stacjonarne i telewizję IP, pozwoliło na wprowadzenie rabatów na ofertach łączonych w pakiety, co jest wysoko oceniane przez klientów na rynkach masowym i biznesowym.

– Walka o klienta wśród operatorów komórkowych jest coraz bardziej zacięta, a do tego doszedł kolejny ważny czynnik – konkretne wymagania konsumentów. Z jednej strony chcą oni otrzymywać jak najatrakcyjniejsze oferty cenowe, które mieszczą się w ich domowym budżecie, a z drugiej strony – bardzo doceniają pozytywne doświadczenia zakupowe. Minęły już czasy, kiedy klient był tylko statystycznym numerem. Teraz proces sprzedaży powinien być jak najbardziej zindywidualizowany i opierać się na hiperpersonalizacji, która bierze pod uwagę potrzeby i oczekiwania konsumentów oraz ich poprzednie interakcje z marką. Aby skutecznie agregować tak duże ilości danych, niezbędne jest stosowanie rozwiązań z zakresu AI i uczenia maszynowego – podkreśla Michał Kopyt, Partner EY Polska, Lider obszaru inżynierii cyfrowej.

10 największych globalnych zagrożeń sektora telco w 2024 r.

  1. Niedocenianie zmieniających się wymogów w zakresie prywatności, bezpieczeństwa i zaufania
  2. Niewystarczająca reakcja na potrzeby klientów podczas kryzysu związanego z kosztami życia
  3. Nieodpowiednie zarządzanie talentami i umiejętnościami pracowników
  4. Słabe zarządzanie programem zrównoważonego rozwoju
  5. Niewykorzystywanie nowych modeli biznesowych
  6. Nieodpowiednia jakość sieci i propozycja wartości dla klientów
  7. Brak poprawy kultury i sposobów pracy
  8. Nieskuteczne zaangażowanie w zewnętrzne ekosystemy
  9. Niemożność dostosowania się do zmieniającego się otoczenia regulacyjnego
  10. Brak maksymalizacji wartości aktywów infrastrukturalnych

O raporcie
Raport Top 10 risks in telecommunications 2024 jest częścią serii raportów mających na celu wskazanie najbardziej palących zagrożeń stojących przed sektorem telekomunikacyjnym. Przedstawiona analiza opiera się na programie badań sektorowych EY (Decoding The Digital Home, EY Work Reimagined Survey, CEO Outlook Pulse, EY Reimagining Industry Futures , EY Sustainable Value Study, Tech Horizon Study, Global Climate Risk Disclosure Barometer, Global Cybersecurity Leadership Insights Study), które wykorzystują spostrzeżenia z ankiet branżowych i konsumenckich EY oraz zestawiają je z opiniami praktyków z sektora telco. Wyniki zostały skategoryzowane przy użyciu radaru ryzyka EY, który dzieli czynniki ryzyka na cztery kategorie: zagrożenia związane z przestrzeganiem przepisów, zagrożenia operacyjne, strategiczne i finansowe.

W 4 kw. deweloperzy giełdowi sprzedali o 60% więcej mieszkań niż rok wcześniej

Tradycyjnie z początkiem nowego roku spółki deweloperskie notowane na GPW publikują raporty ze sprzedaży mieszkań za ostatni kwartał oraz cały miniony rok. Zaprezentowane przez giełdowych tuzów statystyki kontraktacji osiągnęły tym razem rekordowy stopień progresu w relacji rok do roku. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl to efekt wyjątkowo niskiej bazy oraz solidnego odreagowania ubiegłorocznej kontraktacji stymulowanej rządowym dopalaczem popytu w postaci BK2%. Pytanie, na ile realne jest utrzymanie tak jednoznacznie pozytywnej tendencji w bieżącym roku.

Optymistyczne podsumowanie udanego roku

Zaprezentowana stawka czternastu czołowych firm krajowej branży deweloperskiej o profilu mieszkaniowym, spółek notowanych na rynku podstawowym oraz Catalyst warszawskiej GPW, w ostatnim kwartale ub. roku zakontraktowała sprzedaż w sumie 6014 lokali, co jest wynikiem, bagatela, nie tylko o imponujące 60 procent lepszym w relacji rok do roku, ale i jednym z najlepszych w historii analogicznych okresów kwartalnych. Z jednym wyjątkiem potwierdzającym regułę, pozostała trzynastka zaprezentowała dość imponujący progres w relacji rok do roku, liczony nie tylko w dziesiątkach, ale w pięciu przypadkach nawet w setkach procent.

Sęk w tym, że tak znaczący statystycznie wzrost deweloperskiej kontraktacji, to efekt bardzo niskiej bazy roku 2022, czyli początkowego okresu cyklicznego spowolnienia koniunktury, następnie w roku ubiegłym odwołanego inicjatywą poprzedniej koalicji rządowej, która w ramach kampanii wyborczej zadysponowała kolejny program dopłat do kredytów mieszkaniowych w postaci Bezpiecznego kredytu 2%. W jego efekcie, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, ceny nowych mieszkań poszybowały średnio o ponad 20 proc. w głównych rodzimych metropoliach, a oferta deweloperów uległa dotkliwemu wydrenowaniu.

Mieszane uczucia

Ogólny wynik ubiegłorocznej kontraktacji, choć wydaje się ponadprzeciętny i zdecydowanie satysfakcjonujący jak na obecne trudne gospodarczo czasy, może jednak budzić dość mieszane odczucia. Rezultat ogółem na poziomie 23 tys. sprzedanych lokali jest o dokładnie 5 tys. jednostek gorszy od rekordowego wyniku z roku 2021, co uwzględniając fakt silnej stymulacji popytu w postaci BK2%, rodzi obawy o kontynuację dobrej passy sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego w roku bieżącym.

Trzy spółki: Develia, Victoria Dom i Ronson zakomunikowały historycznie rekordowe roczne wyniki sprzedaży. Z drugiej strony jednak z czwórki rynkowych liderów, do których zaliczyć należy Dom Development, Atal, Robyg i Murapol, tylko pierwsza z wymienionych firm zbliżyła się do poziomu 4 tys. zakontraktowanych lokali, który dwa lata temu został wyraźnie przez nie wszystkie przekroczony.Tab. 1 - Zestawienie sprzedaży mieszkaniowych deweloperów giełdowych

WIG-Nieruchomości na rozdrożu

Pomimo obiecujących perspektyw rozwoju koniunktury na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym, potwierdzonym deklaracją nowych władz o kontynuacji silnego stymulowania popytu mieszkaniowego kolejną sowitą transzą dopłat do hipotek, tym razem pod szyldem Mieszkania na start, wskaźnik giełdowej koniunktury spółek deweloperskich i nieruchomościowych od blisko czterech miesięcy realizuje się w dość wyraźnym trendzie spadkowym. Co jednak ciekawsze jak i dosyć niepokojące, tym samym pozostaje on w jednoznacznej kontrze do zdecydowanie „byczych” tendencji głównych indeksów GPW z WIG i WIG-20 na czele. Pytanie, skąd tego typu sytuacja?
Wygląda na to, że inwestorzy giełdowi nie są do końca pewni pozytywnych skutków teoretycznie zbawczej roli polityki mieszkaniowej kolejnych rządów, polegającej na dość bezrefleksyjnym dosypywaniu miliardów złotych publicznych pieniędzy do preferencyjnych kredytów mieszkaniowych. Tego typu ścieżka rozwoju krajowej mieszkaniówki, polegająca na ciągłej stymulacji popytu bez aktywnego wsparcia dla kreacji adekwatnej podaży, to dość ryzykowna gra do jednej bramki, która już w przewidywanej perspektywie może zaprowadzić pierwotny rynek mieszkaniowy w ślepą uliczkę.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Tajwan: zwycięstwo Lai Ching-te ucieszyło Amerykanów i Europę

Wybory na Tajwanie po myśli Amerykanów i Europejczyków, groźba podporządkowania Chinom oddalona. Spotkanie finansjery w szwajcarskim kurorcie Davos. Początek tygodnia na rynkach w sennej atmosferze, powód? Święto w USA.

Na przekór Państwu Środka

Czynnikiem ryzyka dla optymizmu rynkowego były weekendowe wybory prezydenckie na Tajwanie. Ten autonomiczny okręg od wielu miesięcy budzi ogromne emocje, szczególnie że stał się walką o wpływy dwóch wielkich mocarstw, a więc USA i Chin. Wspomniane wybory również odbywały się pod dyktando dwóch kandydatów: Lai Ching-te z partii rządzącej, opowiadającej się za niepodległością Tajwanu i Hou Yu-ih z partii opozycyjnej, wyrażający chęć zacieśnienia współpracy z Chinami. Ku uciesze Amerykanów i Europy wygrał pierwszy wymieniony kandydat i już zdążył wysłać apel do Państwa Środka o uznanie tego wyboru. Chińskie władze od dawna podgrzewały atmosferę, choćby przed wyborami, głosząc, że Tajwan wybiera między wojną a pokojem. Warto więc śledzić ten temat, gdyż kolejne godziny mogą przynieść wzrost napięcia w regionie, co biorąc pod uwagę zgrzyty w geopolityce z tym związane, mogą być zarzewiem pogorszenia nastrojów na rynkach.

„Ważni” ludzie w jednym miejscu

W tym tygodniu oczy inwestorów będą zwrócone na szwajcarski kurort Davos, gdzie odbędzie się coroczne spotkanie świata finansów, miliarderów, polityków, którzy zapewne będą chcieli wskazać, w którą stronę podążamy. Co ciekawe, tematem tegorocznego szczytu jest enigmatyczne hasło „przywracanie zaufania”. Do kogo bądź jakiej instytucji, tego nie wiemy, można by domniemać, że powinno chodzić o bankierów centralnych, którzy powinni posypać głowy popiołem i przyznać się do błędów, które popełnili w ostatnich miesiącach w walce z inflacją. Sporo się jednak mówi, że tematem przewodnim ma być fala poparcia dla Ukrainy w walce z Rosją, czy padną jakieś większe deklaracje, tego nie wiemy, niemniej jednak warto śledzić to wydarzenie.

Gorący tydzień

Początek tygodnia na rynkach nie zapowiada się zbyt spektakularnie, gdyż dzisiaj handel odbywa się bez Amerykanów w związku ze Świętem Martina Luthera Kinga. Wydaje się jednak, że dalsza część tygodnia powinna rozgrzać inwestorów na dobre w Nowym Roku. Wspomniany temat Tajwanu czy forum ekonomicznego w Davos to jedna sprawa, po drugiej stronie mamy sporo danych makro na czele z CPI z Europy, czy PKB za IV kwartał z Chin. Ciągle też mamy napięcie na Bliskim Wschodzie, gdzie koalicja państwa na czele z USA i Wielką Brytanią atakuje cele plemienia Huti w Jemenie, co może rodzić wystąpienie akcji odwetowej i eskalację napięcia, które przełoży się choćby na notowaniach ropy naftowej. Jeśli chodzi o krajową walutę, to handel w tym tygodniu powinien odbywać się pod dyktando czynników zewnętrznych, bo brakuje danych czy wydarzeń z rodzimego rynku.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Rentowności obligacji spadają. Eskalacja na Bliskim Wschodzie podbija ceny ropy naftowej

Na Wall Street w miniony piątek panował mieszany nastrój. Dziś ze względu na święto (dzień Martina Luthera Kinga) handel nie odbędzie się. Indeksy giełdowe pozostały w obrębie historycznych maksimów. Dow Jones stracił 0,3 proc., SP500 zyskał 0,1 proc. a Nasdaq Composite zamknął dzień na poziomie otwarcia. Raport o inflacji z USA (CPI oraz PPI) okazał się mieszany. Ceny konsumenckie urosły a producenckie spadły. Kurs EURUSD znajduje się w konsolidacji pomiędzy poziomami 1,0990 a 1,0935. Ropa naftowa zyskała w piątek 0,9 proc. choć początkowe wzrosty były zdecydowanie większe.

W piątek poznaliśmy dane o cenach producenckich w USA. Wskaźnik PPI spadł o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca (konsensus Bloomberga +0,1 proc.) wobec zrewidowanego w dół do -0,1 proc. wyniku listopadowego. To przełożyło się na wynik PPI na poziomie 1 proc. w ujęciu rocznym (oczekiwano 1,3 proc.). Bazowa inflacja miesiąc do miesiąca nie zmieniła się w porównaniu do poprzedniego wyniku. W relacji rok do roku wskaźnik okazał się niższy od prognoz oraz wyniku sprzed miesiąca i uplasował się na poziomie 1,8 proc.

Na skutek danych rentowności amerykańskich obligacji skarbowych spadły. 2-letnie obniżyły się o 10 punktów bazowych a w ciągu tygodnia o ok 24 pb i wynosiły w piątek 4,14 proc. 10-letnie zniżkowały o zaledwie 3 pb i zakończyły tydzień w okolicy 3,94 proc.

Kurs EURUSD po wzroście ponownie w okolice 1,0980 spadł do poziomu 1,0950. Na głównej parze walutowej w krótkim terminie trwa konsolidacja i dopiero przełamanie dolnej lub górnej bariery (1,0990 od góry oraz 1,0900 od dołu) może spowodować większy ruch.

W ubiegły piątek kontrakty terminowe Fed Fund wyceniały 79 proc. szans na obniżkę stóp procentowych o 25 pb do marca, w porównaniu z 67 proc. tydzień wcześniej. Wyceniły one łączną obniżkę o 168 pb do końca roku, w porównaniu z 138 pb tydzień wcześniej.

Mocno zyskiwała w piątek ropa naftowa a cena opuściła górą kanał trendu spadkowego. Na koniec dnia mocne zwyżki zostały w dużej części zredukowane. Wzrost ceny był spowodowany kolejną już eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. USA oraz Wielka Brytania zdecydowały się na atak na cele Huti w Jemenie. Wydarzenia te zwiększają obawy rynku, że wojna między Izraelem a Hamasem przerodzi się w szerszy konflikt, który może odcisnąć piętno na dostawach ropy z regionu. Dotyczy to głównie te transporty, które przechodzą przez cieśninę Ormuz. Jest ona bowiem strategicznym miejscem na handlowej mapie świata. Silna zwyżka cen może wynikać z faktu, że przez Ormuz przepływa mniej więcej 20 mln baryłek tego surowca dziennie. Pojawiają się opinie, że w przypadku wstrzymania przepływów przez nią lub w momencie mocnego ograniczenia transportu, szok cenowy na rynku może być większy niż ten z lat 70-tych ubiegłego wieku czy ten obserwowany po wybuchu wojny w Ukrainie. Notowania surowca opuściły kanał trendu spadkowego, co przynajmniej w teorii wskazuje na kontynuację zwyżek.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wall Street wysoko, ropa rośnie, gorąco na bitcoinie

Wall Street wciąż jest wysoko. Główne indeksy zyskały w ostatnich dniach. Dow Jones, SP500 oraz Nasdaq100 znajdują się ponownie w obrębie rekordowych poziomów. Dolar ostatecznie stracił lekko po zanotowaniu dobrego pierwszego tygodnia nowego roku. Rentowności amerykańskich obligacji 2 letnich znalazły się najniżej od maja 2023 roku. Rynek wciąż wierzy, że Fed obniży stopy procentowe w marcu, mimo, że proces dojścia inflacji do celu będzie długotrwały i mozolny. Napięcia na Bliskim Wschodzie powodują, że ropa naftowa odnotowuje drugi z rzędu wzrostowy tydzień. Gorąco jest na bitcoinie. SEC w końcu zatwierdził pierwszego spotowego ETF-a.

Kluczowe dane, które poznaliśmy w czwartek, wskazały wciąż wysoką dynamikę wzrostu cen w USA w ujęciu miesięcznym (0,3 proc.). Wskaźnik zasadniczych CPI w relacji rok do roku urósł do 3,4 proc. czyli bardziej niż oczekiwano. Bazowa miara jednak wpisał się w trend spadkowy i obniżyła się z 4,0 proc. do 3,9 proc. Dane na temat cen producentów pokazały jednak dużo bardziej postępujący spadek inflacji. W tym przypadku wskaźniki PPI uplasowały się poniżej konsensusu, na co mocno zareagował rynek długu w USA (spadek rentowności) a dolar osłabił się. Inwestorzy zatem w piątkowych liczba zobaczyli potwierdzenie tego, że scenariusz szybkich obniżek stóp w USA jest jak najbardziej realny.

Ropa naftowa w końcu „wyrwała się” z kanału spadkowego. Początek tygodnia był negatywny, ponieważ w niedzielę Saudi Aramco obniżyła ceny ropy Arab Light we wszystkich regionach. Argumentowano tę decyzję niskimi cenami na globalnych rynkach oraz zwiększoną produkcją krajów spoza OPEC. Cena na koniec tygodnia jest jednak zdecydowanie wyżej. To m.in. efekt kolejne eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. USA oraz Wielka Brytania zdecydowały się na atak na cele Huti w Jemenie. Wydarzenia te zwiększają obawy rynku, że wojna między Izraelem a Hamasem przerodzi się w szerszy konflikt, który może odcisnąć piętno na dostawach ropy z regionu. Dotyczy to głównie te transporty, które przechodzą przez cieśninę Ormuz. Jest ona bowiem strategicznym miejscem na handlowej mapie świata. Silna zwyżka cen może wynikać z faktu, że przez Ormuz przepływa mniej więcej 20 mln baryłek tego surowca dziennie. Pojawiają się opinie, że w przypadku wstrzymania przepływów przez nią lub w momencie mocnego ograniczenia transportu, szok cenowy na rynku może być większy niż ten z lat 70-tych ubiegłego wieku czy ten obserwowany po wybuchu wojny w Ukrainie. Notowania surowca opuściły kanał trendu spadkowego, co przynajmniej w teorii wskazuje na kontynuację zwyżek.

ETF spot na bitcoin w USA jest już dostępny. Nowy instrument uruchomiony m.in. przez Grayscale odnotowała 2,3 mld USD wolumenu obrotu w pierwszym dniu notowań na nowojorskiej giełdzie. Zatwierdzenie może okazać się przełomowym wydarzeniem w przyjęciu kryptowaluty przez główny nurt finansów, ponieważ struktura ETF daje instytucjom i doradcom finansowym znany i regulowany sposób kupowania ekspozycji na bitcoin. Cena głównej kryptowaluty wyznaczyła w ostatnich dniach nowy, wielomiesięczny szczyt i osiągnęła wartość prawie 49 tys. dolarów. Panujący trend wzrostowy jest silny i niezaprzeczalny. Co prawda jeden temat, który napędzał kupujących w ostatnich miesiącach w pewnym stopniu się zmaterializował, ale przed nami kolejny o nazwie „halving”, który może wciąż napędzać wycenę wirtualnej waluty.

Łukasz Zembik Onada TMS Brokers

Grupa TAG Immobilien: Rekordowe wyniki sprzedaży w 2023 roku

W 2023 roku ROBYG z Grupy TAG podpisał 2808 umów przedwstępnych i deweloperskich. Dodatkowo ROBYG ma 680 umów rezerwacyjnych, które zostaną sfinalizowane jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG ma bank ziemi na ponad 23.000 lokali.

W 2023 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien podpisał 2808 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych, które zostaną sfinalizowane jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG podpisała łącznie 3324 umowy przedwstępne i deweloperskie oraz 680 umów rezerwacyjnych. ROBYG zrealizował i przekazał 3359 lokali, Grupa TAG zrealizowała i przekazała 4298 lokali, z czego 3777 lokali zostało przekazanych klientom, a 521 lokali wprowadzono na wynajem. Łącznie w 2023 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 7000 mieszkań i lokali komercyjnych. Bank ziemi Grupy obejmuje potencjał budowy około 23.000 lokali w całej Polsce. Portfolio mieszkań na wynajem Grupy wyniosło 2559 lokali na dzień 31.12.2023.

„Rok 2023 skończyliśmy z bardzo dobrymi wynikami sprzedaży. Nasza pozycja gotówkowa jest bardzo mocna, co pozwala na dalszy rozwój Grupy. Oczekiwania wobec rynków na 2024 r. są pozytywne – niższa inflacja, środki płynące z UE oraz ustabilizowana gospodarka. W 2024 roku planujemy rozpocząć nowe projekty i etapy na ok. 4900 mieszkań. Mamy duży bank ziemi i wprowadzamy cały czas nowe inwestycje do sprzedaży. Pozytywnym trendem jest to, że sytuacja na rynku jest dobra i widać wyraźny popyt. Niestety nadal podaż jest niska – brakuje mieszkań, zwłaszcza w Warszawie, gdzie zainteresowanie zakupem jest największe. Na pewno ważne jest także pozyskiwanie nowych gruntów. Grupa TAG ma jeden z największych banków ziemi wśród deweloperów w Polsce – umożliwiający budowę około 23 tys. mieszkań. Nasze grunty są bardzo dobrze zlokalizowane w pięciu aglomeracjach, w których działamy: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Trójmieście. W Gdańsku kończymy nasz największy historycznie projekt – Lawendowe Wzgórza, które realizujemy od 14 lat i przekazaliśmy na tym osiedlu 3800 mieszkań. Cały czas szukamy nowych gruntów, bo popyt na mieszkania rośnie i chcielibyśmy wprowadzać jeszcze szybciej kolejne inwestycje do sprzedaży. Dostępność gruntów w największych miastach jest obecnie mniejsza – ale nadal jest ogromny potencjał dla zagospodarowania przestrzeni miejskich i dostarczania ciekawej oferty mieszkaniowej przez deweloperów. W długim terminie chcemy być największa deweloperską grupą mieszkaniową w Polsce, z ofertą 10 tysięcy mieszkań na wynajem i sprzedażą na poziomie kilku tysięcy lokali rocznie” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

„Rok 2023 był pełen wyzwań, ale zakończyliśmy go z doskonałymi wynikami. Synergie we współpracy ROBYG i Vantage były systematycznie większe – chciałbym podziękować wszystkim naszym pracownikom i kontrahentom za dobrą współpracę oraz wyrazić uznanie dla ich zaangażowania. Niezależnie od inflacji czy utrudnień w finansowaniu mieszkań potrafimy przygotować atrakcyjną ofertę dla naszych klientów, a także wspierać ich w procedurach kredytowych. Ostatnio największe zainteresowanie dotyczyło mieszkań w ramach rządowego programu Bezpieczny kredyt – co generowało większy popyt także w pozostałych segmentach oferty mieszkaniowej. W każdej inwestycji proponowaliśmy nabywcom szeroki wachlarz opcji do wyboru. Ponadto aktywnie budujemy rynek PRS w ramach działalności Vantage. Proces integracji ROBYG i Vantage w ramach Grupy TAG jest zakończony i widzimy rosnące synergie we wszystkich departamentach” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

W 2022 roku ROBYG i VANTAGE rozpoczęły budowę synergii w ramach Grupy TAG Immobilien, a ROBYG przejął kompetencje nadzorcze i zarządcze w Vantage. Na stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek został powołany Eyal Keltsh. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG od ponad 20 lat, przejął dodatkowo funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Niezależnie od połączonego zarządu oraz nadzoru każda ze spółek kontynuuje swoją dotychczasową działalność. ROBYG buduje i sprzedaje mieszkania, a także zarządza generalnym wykonawstwem oraz sprzedażą inwestycji Vantage. Spółka Vantage Rent prowadzi działalność w segmencie PRS – czyli mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.

W 2022 roku Grupa TAG Immobilien na rynku polskim sprzedała 2419 mieszkań i przekazała klientom ponad 4500 lokali (wraz z mieszkaniami na wynajem).

Najnowocześniejsze techniki nadruku stosowane w odzieży ochronnej i roboczej

W dzisiejszym świecie, w którym technologia stale ewoluuje, odzież ochronna i robocza przeszła długą drogę od prostych ubrań z logo po zaawansowane rozwiązania łączące bezpieczeństwo z stylem. Jednym z kluczowych czynników decydujących o jakości i atrakcyjności takiej odzieży są techniki nadruku, które odgrywają kluczową rolę zarówno w zapewnieniu trwałości, jak i estetyki. Przejrzyjmy zatem, jak najnowocześniejsze techniki nadruku nadają nowy wymiar odzieży ochronnej.

Sublimacja – wielokolorowy wydruk na tkaninie

Technika sublimacji to nie tylko proces, ale prawdziwa sztuka. Atrament przenoszony na tkaninę w postaci gazu tworzy trwałe, odporne na blaknięcie wzory. W odzieży ochronnej sublimacja jest często stosowana do tworzenia pełno kolorowych wzorów i grafik. To nie tylko estetyczne rozwiązanie, ale również praktyczne, zapewniające trwałość i odporność na warunki środowiskowe. Idealna opcja dla firm, które chcą wyróżnić się unikalnym stylem, jednocześnie zachowując wysoką jakość i trwałość nadruków.

Sitodruk – klasyczna wytrzymałość i nowoczesna precyzja

Sitodruk, choć to jedna z najstarszych technik, wciąż imponuje swoją wytrzymałością i precyzją. To doskonały wybór do wielokolorowych, wyrazistych wzorów. Możliwość precyzyjnego nanoszenia farby sprawia, że sitodruk doskonale sprawdza się na trudnych do nadruku materiałach, np. na materiałach syntetycznych. Jego uniwersalność i trwałość czynią go solidnym partnerem dla odzieży ochronnej.

Haft komputerowy – elegancja i trwałość w jednym

Haft komputerowy to nie tylko technika, ale także sztuka zdobienia odzieży ochronnej. Często wybierany do nanoszenia logotypów, nazw firm czy oznaczeń, haft nadaje odzieży ochronnej profesjonalny wygląd. Wykorzystując komputerowe algorytmy, haft łączy elegancję z trwałością, co sprawia, że nadruk wytrzymuje nawet najbardziej wymagające warunki pracy.

Termotransfer – szybkość i dostępność

Termotransfer to szybki i stosunkowo ekonomiczny sposób na personalizację odzieży ochronnej. Poprzez przenoszenie wzoru z papieru na tkaninę za pomocą podgrzewanej prasy, termotransfer jest idealny dla firm, które potrzebują niewielkich nakładów nadruków. Choć może być mniej trwały niż niektóre techniki, termotransfer świetnie sprawdza się w przypadku odzieży tymczasowej lub promocyjnej.

Druk cyfrowy – precyzja i wielokolorowe detale

Technologia zdobienia drukiem cyfrowym to nowy gracz na polu nadruków na odzieży ochronnej. Wykorzystując precyzyjne mechanizmy drukujące, pozwala na nanoszenie skomplikowanych, wielokolorowych wzorów bez konieczności korzystania z matryc. Druk cyfrowy daje nieograniczone możliwości personalizacji, co sprawia, że jest doskonałym rozwiązaniem dla firm, które chcą w pełni wyrazić swoją tożsamość w każdym detalu odzieży.

Nanotechnologia – nadruk, który chroni

Nanotechnologia zyskuje na popularności w branży odzieży ochronnej. Opracowane specjalnie dla tej dziedziny nanomateriały pozwalają na nanoszenie grafik, które jednocześnie spełniają funkcje ochronne. Odzież ochronna z nanotechnologicznymi nadrukami może być bardziej odporna na substancje chemiczne, promieniowanie UV czy bakterie.

Podsumowując, najnowocześniejsze techniki nadruku w odzieży ochronnej to nie tylko sposób na zabezpieczenie pracowników, ale również szansa na stworzenie unikalnej i stylowej identyfikacji wizualnej firm. Wybierając odpowiednią technikę, producenci odzieży ochronnej mogą sprostać zarówno wymaganiom estetycznym, jak i funkcjonalnym swoich klientów. W końcu, bezpieczna i wygodna odzież robocza to nie tylko kwestia norm bezpieczeństwa, ale także dumy z przynależności do profesjonalnej i nowoczesnej branży.

Po więcej informacji na temat nowoczesnych metod zdobienia i znakowania odzieży roboczej zapraszamy na stronę firmową HFT71.

Słabszy złoty, ale rozstrzygnięć brak

Dzisiejszy pakiet danych z Chin sugeruje, że powrót drugiej gospodarki świata na tory stabilnego rozwoju nie będzie łatwy do osiągnięcia. Natomiast brytyjskie odczyty wskazują na jeszcze trudniejszą ścieżkę Wyspiarzy. Inflacyjne publikacje z USA, które miały zatrząść rynkiem, okazały się kapiszonem. Czy dzisiejsza dynamika cen producentów wyrwie kursy z konsolidacji?

Inflacja w USA

Wydarzenie tygodnia, najważniejsza publikacja, kierunkowskaz dla inwestorów. Wczorajsze dane inflacyjne z USA rozpalały wyobraźnię, tym bardziej że na rynku walutowym od początku roku panuje marazm. Stety i niestety trudno o lepsze określenie dla efektu odczytów niż z dużej chmury mały deszcz. Stało się tak pomimo faktu, że zauważalnie przekroczono prognozy, co mogłoby sugerować odsunięcie w czasie pierwszej obniżki stóp za oceanem (CPI w ujęciu rocznym odbił do 3,4%). Nie można zaprzeczyć, forex zareagował na dane, tyle że ostatecznie rynek nie zmienił swojego zasadniczego obrazu. Kurs EUR/USD pozostał w konsolidacji i wciąż nie potrafi oddalić się od poziomu 1,095 $. Przekłada się to na brak rozstrzygnięć także na złotym, który na parach z głównymi walutami utrzymuje trendy boczne, chociaż zbliża się do ich górnych ograniczeń. W piątek przed południem kurs dolara znajduje się blisko 3,98 zł, a kurs euro sięga 4,36 zł. Jeszcze dziś poznamy informację o inflacji producenckiej za oceanem, ale skoro wskaźnik konsumencki nie był w stanie wpłynąć na rynek, to trudno oczekiwać tego po PPI. Mimo wszystko moment rozstrzygnięć musi nastąpić, ale co będzie skutecznym impulsem i kiedy on nadejdzie, pozostaje zagadką.

Chiński smok bez pary

Duża część państw musi się zmagać z podwyższoną dynamiką cen (nawet w obliczu procesów dezinflacyjnych), ale druga gospodarka świata ma diametralnie inne zmartwienie, czyli deflację. Już trzeci miesiąc z rzędu ceny konsumenckie w Państwie Środka spadają, w grudniu w ujęciu rocznym było to -0,3%. Jeszcze gorzej wygląda to w przypadku cen producentów, które zaliczyły właśnie 15. zniżkowy miesiąc z rzędu (tym razem -2,7%). Chociaż niemało krajów chciałoby w tej chwili zobaczyć u siebie spadki cen, to chiński trend deflacyjny jest ostatecznie znakiem problemów tamtejszej gospodarki, która w postpandemicznym świecie nie jest w stanie wygenerować odpowiedniego dla siebie wzrostu gospodarczego. Odpowiedzialne za taki stan rzeczy są zarówno czynniki wewnętrzne, jak i zewnętrzne, czego świetnym przykładem jest bilans handlowy. Co prawda w grudniu chiński eksport poszedł w górę o 2,3% w ujęciu rocznym, ale jest to pierwszy znaczący wzrost od kwietnia zeszłego roku. Natomiast zwyżka importu o skromne 0,2% to dopiero drugi odczyt na plusie w przeciągu ostatnich 14 miesięcy. Problemy partnerów handlowych Chin i w dalszym ciągu chimeryczny popyt wewnętrzny nie są zwiastunami radykalnej zmiany sytuacji.

(Nie)Wielka Brytania

Chociaż już mocno historyczne, bo listopadowe, to dzisiejsze publikacje z Wielkiej Brytanii potwierdzają spowolnienie dotykające tamtejszą gospodarkę. Tempo PKB w ujęciu rocznym wyniosło jedynie +0,2% (w ujęciu miesięcznym +0,3%), a produkcja przemysłowa rok do roku spadła o 0,1% (mimo prognoz na +0,7%). Mimo wyhamowania inflacji do 3,9% w przedostatnim miesiącu zeszłego roku, pozostaje ona wyraźnie powyżej celu i to przy już mocno schłodzonej gospodarce. Dlatego już niedługo (jeśli dynamika cen odbije, jak ma to miejsce w innych państwach rozwiniętych) w mediach mogą pojawić się nagłówki o brytyjskiej stagflacji. Czy nowe działania rządu Jego Królewskiej Mości (m.in. obniżki podatków) przyniosą pozytywny skutek, dowiemy się dopiero za kilka miesięcy, ale zbliżająca się kampania wyborcza może już wtedy przysłonić dane makro. Funt szterling zareagował spokojnie na piątkowe odczyty, ale kurs GBP/PLN próbuje wybić 5,07 zł i tym samym pokonać górne ograniczenie konsolidacji na tej parze.

Adam Fuchs – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Monzer Elabrashy nowym Prezesem FoodWell, Marian Owerko przechodzi do Rady Nadzorczej

Zgodnie z założeniami przyjętymi w procesie odkupu Bakalland Sp. z o.o. i późniejszej akwizycji Purella Sp. z o.o., Marian Owerko przechodzi ze stanowiska Prezesa Zarządu na stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej.

– W 2022 r. odkupując Spółkę od Innova Capital zakładaliśmy, że do czasu znalezienia następcy będę pełnił funkcję Prezesa Zarządu. Proces poszukiwania mojego następcy trwał dłużej niż zakładaliśmy, ale jesteśmy zadowoleni z wyniku, który jest przedmiotem niniejszego komunikatu – mówi Marian Owerko, Założyciel i nowy Przewodniczący Rady Nadzorczej.

Od 1 stycznia 2024 r. nowym Prezes Zarządu FoodWell jest Monzer Elabrashy, doświadczony lider z 15-letnim doświadczeniem w sprzedaży, marketingu i zarządzaniu ogólnym w Coca-Cola na Białorusi, Ukrainie, w Polsce, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii, Szwecji i Norwegii. Jego doświadczenie zawodowe to również 3 lata w Red Bull, gdzie Monzer nadzorował ekspansję na Europę Wschodnią i Azję, a także prawie 5 bardzo udanych lat jako Dyrektor Generalny i Prezes Zarządu CEDC. Następnie Monzer objął stanowisko SVP w Juul Labs, będąc odpowiedzialnym za ekspansję marki w regionie EMEA. Monzer dołączył do FoodWell jako dyrektor generalny w sierpniu 2023 roku.

W ciągu ostatnich 5 miesięcy uzgodniliśmy z Monzerem cel, strategię i okres przejściowy. Obecnie Monzer, z pełnym zaangażowaniem, wiedzą i odpowiedzialnością, rozpoczyna nowy rok jako Prezes Zarządu – mówi Marian Owerko, Założyciel i nowy Przewodniczący Rady Nadzorczej.

W portfolio FoodWell mamy wspaniałe marki: Bakalland, Delecta, Purella, Anatol, BeRaw, które uwielbiają nasi konsumenci. Moim zadaniem będzie wzmocnienie ich pozycji na polskim rynku, a także ekspansja naszej obecności na rynkach międzynarodowych. Wierzę w siłę rozwijania naszych Talentów, Kultury organizacyjnej, dostarczania odpowiednich innowacji, znajdywania nowych okazji do konsumpcji oraz dążenia do doskonałości operacyjnej i realizacyjnej – mówi Monzer Elabrashy, Prezes Zarządu FoodWell.

Brown-Forman wśród najbardziej tolerancyjnych pracodawców na świecie

Brown-Forman, międzynarodowa firma branży dystrybucji alkoholu, uzyskała najwyższą ocenę w rankingu Human Rights Campaign Foundation 2023–2024 Corporate Equality Index (CEI). Oznacza to, że firma spełnia wszystkie 200 kryteriów ISE, które odnoszą się do polityki i praktyk korporacyjnych związanych z poszanowaniem praw osób LGBTQ+ w miejscu pracy.

„W Brown-Forman dbamy o to, aby dla każdego pracownika firma była naturalnym środowiskiem, które stwarza poczucie bezpieczeństwa i przynależności” – powiedziała Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR Brown-Forman Polska.

Wyniki badania CEI 2023–2024 obrazują stan przygotowania i realizacji polityki tolerancji w firmach, które mają siedzibę w USA i promują politykę miejsca pracy przyjazną osobom LGBTQ+ w swoich placówkach w USA i za granicą. Badanie stanowi obraz polityki firm obejmujący grupę 21 milionów pracowników w USA i na całym świecie.

„Od ponad dwudziestu lat firmy odgrywają ważną rolę w promowaniu równości osób LGBTQ+, koncentrując się na potrzebach i głosach pracowników, jeśli chodzi o szacunek w miejscu pracy. Chociaż jest jeszcze wiele do zrobienia, rosnący z roku na rok udział ISE jest dowodem na to, że społeczność biznesowa dostrzega odpowiedzialność i wartość w utrzymywaniu równości i włączenia społecznego” – powiedział RaShawn „Shawnie” Hawkins, Human Rights Campaign, starszy Dyrektor, Równość w miejscu pracy.

Nagroda Human Rights Campaign Foundation jest kolejnym potwierdzeniem zaangażowania Brown-Forman w budowanie przyjaznego i otwartego środowiska pracy dla wszystkich pracowników, bez względu na orientację seksualną lub tożsamość płciową.

Fundacja Kampanii Praw Człowieka jest ramieniem edukacyjnym Kampanii Praw Człowieka (HRC), największej amerykańskiej organizacji praw obywatelskich, działającej na rzecz zapewnienia równości osób lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer (LGBTQ+). Poprzez swoje programy Fundacja HRC stara się dokonać transformacyjnych zmian w codziennym życiu osób LGBTQ+, rzucając światło na nierówności i ucząc zrozumienia kwestii LGBTQ+. Dorobek Fundacji obejmuje zmianę warunków pracy dla ponad 15 milionów pracowników, 11 milionów uczniów, 1 miliona klientów w systemie adopcji i pieczy zastępczej i nie tylko.

https://www.hrc.org/resources/corporate-equality-index

Inflacja z USA nie wywołała przełomu

Wczorajsze dane o inflacji z USA wywołały podwyższoną zmienność na rynku. Otrzymaliśmy kilka zaskoczeń, ale skala ich była na tyle mała, że na koniec dnia niewidoczna była zmiana wartości USD czy indeksów z Wall Street. Rentowności amerykańskich obligacji zyskały tuż po danych, po czym dynamicznie spadały w kolejnych godzinach. Rynek wciąż zakłada, że marcowa obniżka stóp przez Fed jest wysoce prawdopodobna.

Przyjrzyjmy się liczbom z bliska. Wyniki nie były przełomowe, lekko odbiegały od konsensusu rynkowego. Ceny konsumpcyjne w Stanach Zjednoczonych wzrosły w grudniu o 0,3 proc. w porównaniu z listopadem, mowa tu o wskaźniku CPI zasadniczym, jak i z wyłączeniem zmiennych cen energii i żywności. Wskaźnik rok do roku wzrósł z 3,1 proc. do 3,4 proc. (prognoza 3,2 proc.) a „core” spadł z 4,0 proc. do 3,9 proc. Zakładano tu zniżkę do 3,8 proc.

Ogólny trend umiarkowanego spadku inflacji nie uległ zmianie. Świadczy o tym przede wszystkim wskaźnik bazowy. Nadal stosunkowo silnie rosną przede wszystkim ceny usług, na które duży wpływ mają koszty wynagrodzeń.

Dla Rezerwy Federalnej ważne jest to, że ostatni etap przywracania inflacji do celu wydaje się być trudniejszy. Moim zdaniem Fed nie obniży stóp procentowych w marcu, jak oczekuje tego rynek, ale dopiero w maju lub czerwcu.

Reakcja rynkowa nie była jednoznaczna. Dolar na początku zyskał na wartości ale w kolejnych godzinach oddał cały wypracowany zysk. EURUSD dziś rano wciąż jest powyżej 1,0950. Indeksy z Wall Street ostatecznie zamknęły dzień w okolicy poziomów otwarcia. Rentowności długu USA wzrosły po czym dynamicznie spadły i zbliżyły się do minimów wyznaczonych pod koniec minionego roku.

Na dziś zaplanowany jest odczyt inflacji producenckiej w USA. Głos zabierze – zaliczany do obozu „jastrzebi” – Neel Kashakari z Fed.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynek pracy w Polsce w 2023 roku: spowolnienie rekrutacji, ale nadal duży popyt na pracowników

Rok 2023 zakończył się w Pracuj.pl z 844 159 opublikowanych ofert pracy, rekordową liczbą klientów serwisu oraz rekordową liczbą aplikacji złożonych przez kandydatów. Wiodącą specjalizacją pozostawała sprzedaż, a na kolejnych miejscach uplasowały się IT, praca fizyczna, finanse oraz inżynieria. 2023 rok cechowała wzmożona aktywność kandydatów – o 14% wzrosła liczba złożonych aplikacji rok do roku. Pomimo widocznego spowolnienia gospodarczego, dużą aktywnością wykazywali się  pracodawcy, których liczba w 2023 r. wyniosła rekordowe 59 tysięcy aktywnych klientów, wzrastając o 40% w skali pięciu lat. Zapraszamy do lektury raportu Rynek Pracy Specjalistów 2023.

Wyników zestawienia 2023 roku nie należy odnosić bezpośrednio do raportów Rynek Pracy Specjalistów z wcześniejszych lat z uwagi na zmianę metodologii liczenia, która została wprowadzona od pierwszego półrocza 2023. Obecnie dane obejmują zestawienia udziału ogłoszeń według kategorii wiodącej, czyli określonej przez pracodawcę jako najważniejsza przy danej ofercie. Z kolei dane dotyczące poziomu stanowisk prezentują wyniki, klasyfikując każde ogłoszenie według najniższego poziomu zaawansowania kandydata, dopuszczalnego przez ogłoszeniodawcę. Dane porównawcze dla poprzednich lat zostały przygotowane według obecnego sposobu prezentacji danych.

Niniejsze zestawienie odzwierciedla liczbę ofert, które są dostępne i widoczne powszechnie dla użytkowników serwisu Pracuj.pl i liczba ta nie jest tożsama z liczbą projektów rekrutacyjnych, prezentowaną w raportach okresowych Grupy Pracuj S.A.

Najważniejsze informacje:

  • W 2023 roku w Pracuj.pl opublikowano 844 159 ofert pracy.
  • 2023 odznaczył się w serwisie rekordową liczbą aktywnych klientów – 59 000.
  • O 14% wzrosła w Pracuj.pl liczba aplikacji złożonych przez kandydatów rok do roku.
  • TOP5 poszukiwanych specjalizacji w Pracuj.pl to: sprzedaż, IT, praca fizyczna, finanse oraz inżynieria.
  • Najbardziej aktywne pod kątem rekrutacji były firmy z sektora finansów i bankowości (11% ofert pracy).
  • 35% ogłoszeń to stanowiska umożliwiające przynajmniej jeden z elastycznych modeli pracy: zdalny lub hybrydowy.
  • 94 000 ofert było kierowanych do pracowników fizycznych.
  • 15% udziału stanowiły oferty dotyczące osób na początkowych szczeblach zatrudnienia.

Znaczące zmiany w rekrutacyjnym krajobrazie

Ostatnie 12 miesięcy to czas zauważalnej zmiany na rynku pracy. Widoczne jest bardziej ostrożne podejście pracodawców do poszukiwania pracowników względem lat ubiegłych. Nie oznacza to jednak zupełnego spowolnienia rynku, a raczej dostosowanie tempa tych procesów do wyzwań, z jakimi mierzą się dziś organizacje. Widać to między innymi we wzroście liczby klientów serwisu Pracuj.pl. Jednocześnie zauważalne były duże wzrosty aktywności kandydatów,wskazujące na umocnienie proaktywnej postawy osób poszukujących pracy.

Na początku 2024 roku patrzymy na rynek z wyjątkowej perspektywy: kontrast pomiędzy minionymi latami jest uderzający. Rok 2022 charakteryzował się niezrównaną aktywnością w zakresie rekrutacji, a firmy intensywnie poszukiwały talentów w wysoce konkurencyjnym środowisku. W 2023 roku trend ten uległ jednak znacznej zmianie, podążając w kierunku bardziej zracjonalizowanego podejścia do rekrutacji. Firmy nie przestały zatrudniać, co widać między innymi w rekordowej liczbie klientów, jaką notujemy w tym roku – jest ich 59 tysięcy. Ta liczba cieszy, bo pokazuje, z jak szerokiego wyboru ofert mogą korzystać użytkownicy Pracuj.pl. Widzimy jednak, że zapał do intensywnego rekrutowania ustąpił miejsca bardziej wyważonej i strategicznej postawie. Zmianę tę można przypisać splotowi wielu czynników, przy czym niewątpliwie istotną rolę odgrywają trudne warunki gospodarcze i inflacja. Jedno pozostaje niezmienne – potrzeba partnerskiej rekrutacji i nowych rozwiązań, dopasowanych do zmieniających się oczekiwań pracodawców i kandydatów ​- komentuje Rafał Nachyna, Dyrektor Operacyjny ​w Pracuj.pl

Specjalizacje poszukiwane w 2023 roku

Na czele zestawienia najczęściej poszukiwanych specjalizacji znajduje się sprzedaż, która kolejny rok z rzędu utrzymuje się na stabilnym poziomie 19% udziału spośród wszystkich ogłoszeń opublikowanych w Pracuj.pl. Sprzedawcy byli poszukiwani przez pracodawców w czasach, gdy inflacja i wyzwania gospodarcze wymagały wzmożonych i sprawnych działań działów sprzedaży, osób pracujących z klientami czy odpowiadających za budowę zysków firmy.

2023 rok przyniósł natomiast mniejszą aktywność wśród stanowisk związanych z IT niż obserwowana w minionych latach. Jednak mimo szerokiej dyskusji o spowolnieniu rekrutacyjnego boomu w tej grupie, specjaliści IT wciąż stanowili drugą najczęściej poszukiwaną specjalizację w Pracuj.pl.

Na trzecim miejscu pod kątem najpopularniejszych specjalizacji znaleźli się pracownicy fizyczni, do których kierowano co dziewiąte ogłoszenie w serwisie. Na stosunkowo stabilnym poziomie utrzymują się finanse i bankowość (8%), a dokładnie taki sam udział jak w 2022 roku zanotowały: inżynieria oraz obsługa klienta (po 6%).

Najbardziej aktywne branże w 2023 roku

W zestawieniu najaktywniejszych branż w Pracuj.pl w okresie minionych 12 miesięcy, na szczycie utrzymują się finanse i bankowość, zachowując rok do roku ten sam udział, wynoszący 11%. Branża handlu detalicznego i sprzedaży B2C zanotowała delikatny wzrost i odpowiadała za co dziesiąte ogłoszenie w serwisie. Na trzecim miejscu, z takim samym udziałem rok do roku (7%) znalazła się produkcja FMCG i dóbr użytkowych.

Widoczne było mniejsze niż w poprzednich latach zaangażowanie w rekrutację w branży IT. O ile w wyżej zaprezentowanym zestawieniu specjalizacji dostrzegalne jest zapotrzebowanie na stanowiska związane z nowymi technologiami (także funkcjonujące w firmach spoza branży IT), o tyle w zestawieniu branż są to rekrutacje prowadzone bezpośrednio przez firmy IT. W obliczu zmian zachodzących w branży, wieloletni czempion w obszarze rekrutacji wyraźnie ograniczył zapotrzebowanie na nowych pracowników.

Jeśli chodzi o inne typy pracodawców – czołówka jest podobna, jak w minionych latach. Przyciąga uwagę utrzymująca się duża rola firm zajmujących się handlem jako pracodawców – przedsiębiorstwa sprofilowane w kierunku handlu B2C i B2B odpowiadały łącznie za 15% wszystkich ogłoszeń.

Aktywność kandydatów – znaczny wzrost liczby aplikacji

W ciągu ostatniego roku serwis Pracuj.pl odnotował znaczny wzrost zaangażowania kandydatów, co widoczne jest w godnym uwagi wzroście liczby kliknięć w przycisk „Aplikuj”. O 14% wzrosła liczba kliknięć w „Aplikuj” w ostatnich 12 miesiącach w porównaniu do 2022 roku. W grudniu 2023 serwis zanotował także duży wzrost pod kątem nowo otwartych i potwierdzonych kont użytkowników na Pracuj.pl. W ostatnim miesiącu roku założono o jedną trzecią kont więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Ten wzrost aktywności kandydatów potwierdzają także deklaracje składane przez respondentów w badaniu „Mobilność zawodowa Polaków w 2023 roku” przeprowadzonym przez zespół Pracuj.pl w marcu 2023 roku. Wynikało z niego, że 41% respondentów aktywnie poszukiwało w 2023 roku pracy lub planowało w najbliższym czasie zmienić obecną. Liczba ta wzrosła o pięć punktów procentowych w porównaniu z badaniem z analogicznego okresu 2022 roku. Ponadto 84% badanych było otwartych na otrzymanie nowej, ciekawej oferty zatrudnienia, gdyby taka pojawiła się w nadchodzących miesiącach.

Jakiej pracy szukali kandydaci?

Kandydaci najchętniej aplikowali na stanowiska związane ze sprzedażą, która w mijającym roku odpowiadała za 17% udziału wśród wszystkich złożonych aplikacji. W 2022 roku stanowiła ona nieco większy udział we wszystkich zgłoszeniach – 1/5 złożonych wówczas aplikacji. Kolejną najpopularniejszą specjalizacją wśród kandydatów była administracja biurowa, która zanotowała istotny wzrost z 14% w 2022 roku do 16% w 2023. Na trzecim miejscu z niezmiennym udziałem na poziomie 9% znalazła się praca fizyczna.

Z pewnością warta odnotowania jest zmiana w zakresie IT – specjalizacji, która choć utrzymała się na tym samym miejscu na liście, to ze znacznie lepszym wynikiem niż rok wcześniej. W ostatnich 12 miesiącach kandydaci chętniej aplikowali na stanowiska z zakresu IT – na ten obszar przypadło 9% wszystkich aplikacji wysłanych w serwisie w 2023 roku w porównaniu do 5% w roku 2022. Widzimy więc, że mimo spadków udziału samych ogłoszeń o pracę w sektorze technologicznym, wśród kandydatów panuje ożywienie w tym zakresie.

Piąte miejsce – również bez zmian rok do roku przypadło obsłudze klienta, która w każdym z analizowanych okresów obejmowała 8% wszystkich złożonych aplikacji, a tuż za nią znalazły się finanse i ekonomia oraz notujący spadek rok do roku łańcuch dostaw.

Powrotów do biur ciąg dalszy

Pod koniec 2023 roku wśród organizacji widoczna była tendencja do zwiększania zakresu wymaganego czasu wykonywania obowiązków z biura.

Choć praca poza siedzibą firmy jest nadal powszechna, to widać, że pracodawcy oczekują, by pracownicy częściej wykonywali zadania z biura, a zespoły angażowały się w ramach hybrydowych środowisk pracy. Co ciekawe, zmiana na rzecz odchodzenia od zdalnego wykonywania obowiązków widoczna jest w zdecydowanej większości analizowanych branż. Wśród nielicznych przypadków, w których ma miejsce odmienna sytuacja, największą specjalizacją pozostaje IT, w którym udział procentowy ofert pracy zdalnej utrzymuje się na podobnym poziomie w stosunku do lat ubiegłych. Najwięcej możliwości pod kątem pracy zdalnej mają właśnie pracownicy IT (54% ogłoszeń z tej grupy), osoby zainteresowane kategorią internet / e-Commerce / nowe media (51%) oraz pracownicy call center (40%).

Pracownicy fizyczni niezmiennie w TOP3

Niezmiennie od lat praca fizyczna utrzymuje się w czołówce poszukiwanych pracowników. Pomimo dynamicznego rozwoju technologii i wzrostu znaczenia sektora usług, istnieje stałe zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników fizycznych.

W obszarze pracy fizycznej, zwłaszcza w kontekście zatrudniania wykwalifikowanych osób z odpowiednimi certyfikatami, pracodawcy napotykają pewne trudności, co nie jest zaskakujące w świetle utrzymującego się znacznego popytu na fachowców. Warto zaznaczyć, że specjalizacje związane z pracą fizyczną od dłuższego czasu figurowały jako deficytowe według Barometru Zawodów opracowywanego na zlecenie resortu pracy.

Więcej pracy dla wkraczających na rynek

Nacisk pracodawców na kluczowych i doświadczonych pracowników w 2023 roku mógł sugerować, że osoby młodsze stażem będą mierzyć się z większymi wyzwaniami związanymi z wkraczaniem na rynek. Jak się jednak okazało, w tym czasie nie brakowało dla nich pracy. Ogłoszenia do nich skierowane stanowiły w 2023 roku 15% wszystkich ofert opublikowanych na Pracuj.pl.

Badanie przeprowadzone przez Pracuj.pl we wrześniu 2023 roku wskazało, że generacja Z pod kątem mobilności zawodowej przewyższa wszystkie pozostałe grupy wiekowe. Najlepiej obrazują to liczby – w ciągu roku od prowadzonego badania pracę zmieniło aż 62% badanych przedstawicieli najmłodszego pokolenia rynku pracy. 56% badanych najmłodszych uczestników rynku deklaruje, że szuka obecnie nowej pracy lub planuje w najbliższym czasie zmienić obecną. To stawia przed pracodawcami wyzwania związane z dostosowaniem miejsc pracy do wymagań najmłodszych pracowników, ale daje także nowe możliwości sukcesu i rozwoju nowoczesnych firm.

O RAPORCIE

Niniejsze zestawienie oparte zostało na danych wewnętrznych Grupy Pracuj, przedstawiających statystyki ofert pracy zamieszczonych w serwisie między styczniem i grudniem 2023 roku. Dane w niniejszym zestawieniu obejmują wszystkie oferty pracy opublikowane w serwisie Pracuj.pl w omawianym okresie widoczne dla użytkowników serwisu jako pojedyncze ogłoszenie w jednej lokalizacji. Prezentowanych danych nie należy utożsamiać z liczbą projektów rekrutacyjnych oferowanych przez Grupę Pracuj swoim klientom (pracodawcom), na które składają się: ogłoszenia o pracę (jedno lub więcej w ramach jednego projektu rekrutacyjnego) oraz dodatki budujące zasięg i zwiększające liczbę CV wysyłanych przez kandydatów (ang. add–ons).

Inflacja w USA zaskoczyła negatywnie

Inflacja w USA zaskoczyła negatywnie. Inflacja r/r wyniosła 3,40 proc., a m/m 0,3 proc. i w obu przypadkach odczyt okazał się powyżej oczekiwań na poziomie odpowiednio 3,20 proc. i 0,20 proc. Odczyt inflacji bazowej natomiast m/m zgodnie z oczekiwaniami na poziomie 0,30 proc. oraz także delikatnie powyżej prognoz 3,9 proc. r/r (prognoza 3,80 proc.).

W obliczu tego lekko negatywnego zaskoczenia dolar, amerykańskie obligacje skarbowe oraz kontrakty futures na amerykańskie indeksy – zareagowały na dane o inflacji bez większych zmian.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Maszyny rolnicze w 2023: spadek zakupu nowych, wzrost w segmencie używanych

Maszyny rolnicze w 2023: gorzej niż rok wcześniej, choć grudzień z lekkim polepszeniem wyników.

10 300 – tyle nowych ciągników zarejestrowano (czyli de facto kupiono) w Polsce w 2023 roku. To o ponad 12 procent mniej niż rok wcześniej, czego przyczyną może być m.in. obniżenie nastrojów w branży maszyn i urządzeń rolniczych –wynika z analizy Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR). Podobna tendencja rysuje się też w innym podstawowym segmencie maszyn rolniczych, jakim są przyczepy. Lekkie polepszenie wyników w obu tych kategoriach przyniosła końcówka ubiegłego roku. Stały wzrost widoczny jest natomiast w rejestracji ciągników i przyczep używanych.

W całym 2023 roku zarejestrowano 10 300 nowych ciągników. Było to mniej o 12,2 procent niż w 2022 roku, kiedy liczba zarejestrowanych (czyli de facto kupionych) nowych tego typu maszyn rolniczych wynosiła 11 727, czyli o 1427 więcej niż we właśnie zakończonym roku.

Nowe maszyny rolnicze: tendencja spadkowa się utrzymuje

Dane o tym, na podstawie CEPiK, przygotowała Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych, która co miesiąc monitoruje ten rynek w naszym kraju.

– Mamy ewidentną tendencję spadkową wśród nowych maszyn rolniczych, bowiem już rok 2022 okazał się gorszy od – co prawda rekordowego – 2021. Wynik za 2023 nie jest zaskoczeniem dla branży. Już w ciągu roku mówiło się przecież, że rejestracji będzie około 10 tys. sztuk – zauważa Wojciech Bury, prezes PIGMiUR.

Zaznacza jednak, że końcówka roku budzić może, co prawda, umiarkowany optymizm, choć i tak gorsza ona okazała się niż ostatni miesiąc 2022 roku. Z danych PIGMiUR wynika bowiem, że w grudniu 2023 zarejestrowano 1338 szt. nowych tego rodzaju maszyn. – Była to najwyższa liczba zarejestrowanych ciągników w ciągu jednego miesiąca w 2023 roku. W minionym roku jeszcze tylko w marcu udało się przekroczyć liczbę 1000 rejestracji. Zarejestrowano wówczas 1011 ciągników. Przed rokiem, o tej samej porze, było to 1115 sztuk – przeczytać można w raporcie PIGMiUR.

Nowe ciągniki: liderzy

Pozycję lidera zajęła na koniec roku New Holland. W ciągu dwunastu miesięcy zarejestrowano 1794 ciągników tej marki. To o 51 mniej niż w 2022. Jej udziały w całym 2023 roku wyniosły 17,4 procent, a więc o 1,7 pp więcej niż przed rokiem. Drugie miejsce zajął ostatecznie (choć jego poszczególne modele plasują się na szczycie najpopularniejszych wśród polskich nabywców w ubiegłym roku) John Deere, z liczbą 1555 rejestracji. To 62 sztuk mniej niż przed rokiem. Jego udziały wyniosły to 15,1 proc. czyli o 1,3 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej. Kubota zajęła trzecie miejsce z 1195 zarejestrowanymi maszynami. To o 50 szt. więcej niż przed rokiem. Udziały tej marki wynoszą 11,6 procent – to więcej niż w 2022 roku o 1,8 pp. Na czwartym miejscu uplasował się Deutz Fahr., a dalej m.in. Case IH.

Geograficznie na pierwszym miejscu było województwo mazowieckie, drugie przypadło wielkopolskiemu, zaś małopolskie i śląskie to jedyne, w których PIGMiUR zanotowała wzrost liczby rejestracji. We wszystkich zaś pozostałych regionach w roku 2023 zarejestrowanych ciągników było mniej niż w 2022.

Jeszcze w sierpniu Izba notowała niemal 20 proc. spadek sprzedaży rok do roku, choć – jak wynika z danych PIGMiUR – wrzesień i październik przyniósł niewielkie odbicie, a więc wyniki w tych miesiącach okazały się lepsze niż w poprzednich.

– Prawdopodobnie część rolników po dobrym sezonie zdecydowało się jeszcze na inwestycje. W grudniu zaś sprzedawcy wszystkich marek walczyli o jak najlepszy wynik na koniec roku, stąd ponad 1000 zarejestrowanych ciągników w ostatnim miesiącu – uważa Wojciech Bury.

Nowe przyczepy rolnicze – tak jak nowe ciągniki

Podobną tendencję zaobserwować można w segmencie innej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, jaką  stanowią przyczepy. W samym grudniu 2023 r. zarejestrowano 409 nowych maszyn tego typu. Rok wcześniej o tej samej porze zarejestrowano ich 536, zatem o 127 więcej niż w minionym miesiącu. Od stycznia do końca grudnia 2023 roku zarejestrowano zaś 6227 nowych przyczep rolniczych, czyli o 1869 mniej niż rok wcześniej. – Wynik ten oznacza spadek rok do roku o 23,1 proc. – informuje w swoim opracowaniu PIGMiUR. Liderem był tu Pronar (32,7 proc. udziałów i 2037 szt. zarejestrowanych nowych przyczep), drugie miejsce zajął Metal-Fach z (12,3 proc. udziałów i 765 rejestracji), a trzecie przypadło marce Metaltech (8,2 proc. udziałów i 512 szt. zarejestowanych przyczep). Kolejne miejsca zajęły Wielton
i Wodziński.

– Wszystko wskazuje na to, że pogłębiająca się tendencja spadkowa to wynik pogarszających się nastrojów w branży. Potencjalni nabywcy maszyn wykazują się coraz większą ostrożnością w inwestowaniu w nowoczesny park maszynowy dla swoich gospodarstw – wskazuje Wojciech Bury.

Według bowiem najnowszego badania PIGMiUR, negatywne nastroje w branży maszyn i urządzeń rolniczych – w stosunku do sytuacji z początku 2023 roku – jeszcze bardziej się pogłębiają.

Mniej rejestracji nowych maszyn to wynik coraz gorszej oceny rzeczywistości i pesymizmu. Nowe kłody pod nogi potencjalnych nabywców maszyn rolniczych

Coraz gorsza ocena rzeczywistości i pesymistyczne przewidywania przyszłości wśród ankietowanych przedsiębiorców to – jak wskazywała Izba – wynik m.in. rosnących cen energii, inflacji, niepewności związanej z wojną w Ukrainie czy trudności ze sprzedażą płodów rolnych (np. zboża). – Dodatkowe kłody pod nogi rolników rzuciła też przyjęta pośpiesznie na wiosnę 2023 roku ustawa o pożyczkach lombardowych, która wprowadza chaos na rynku sprzedaży nowych maszyn rolniczych, de facto uniemożliwiając w znacznym stopniu ich leasing, a to on stanowi w wielu przypadkach wkład własny konieczny do ich zakupu – dowiedzieć się można z ostatniego dokumentu PIGMiUR na ten temat. Ustawa, o której tu mowa, wchodzi właśnie w życie i – jak prognozuje Izba – jeszcze bardziej ograniczyć może teraz sprzedaż nowych maszyn rolniczych, pozostawiając w coraz większym stopniu nietknięte fundusze europejskie przeznaczone na modernizację rolnictwa.

Mimo wszystko do przodu. Rośnie rejestracja maszyn „z drugiej ręki”

Mimo takiej sytuacji, a także gorszych niż rok wcześniej wyników w tym segmencie, branża maszyn rolniczych stara się zachować poprawny nastrój.

– Biorąc pod uwagę, jak kształtowała się sprzedaż nowych ciągników w ciągu roku, uznać można, że wynik na tym poziomie jest całkiem dobry – sądzi prezes PIGMiUR.

Na pogląd ten wpływają także dane z rynku wtórnego. Tu, z kolei, zauważalna jest właściwie już stała tendencja wzrostowa.

– Użytkownicy maszyn, a więc gospodarze, którzy prowadzą działalność w branży rolnej, i to w różnej skali, zdają sobie sprawę, że ich konkurencyjna pozycja wobec producentów w innych krajach europejskich zależy w znacznej mierze od stopnia mechanizacji i modernizacji. Dlatego sprzęt kupować muszą, nawet jeśli jest on starszy niż ten zupełnie nowy, na który mieliby dodatkowo dofinansowanie z UE – twierdzi Wojciech Bury.

W 2023 roku Izba zanotowała 22 599 zarejestrowanych ciągników używanych. To o 2162 więcej niż w 2022. Wzrost wynosi tu więc 10,6 procent. Liderem rynku wtórnego w 2023 roku jest John Deere – z 3585 ciągnikami tej marki i 15,9 proc. udziałów w tym rynku. Marka ta to lider w dwóch kategoriach wiekowych: 6-10 i 11-20 lat. W kategorii młodszej – 3-5 lat liderem jest Fendt. W najstarszej zaś, a więc powyżej 20 lat liderem jest Ursus. W segmencie przyczep używanych, zarejestrowano ich w 2023 roku 6462 – o 345 szt. więcej niż przed rokiem, co oznacza, że notowany jest tu obecnie wzrost o 5,6 procent.