Uspokojenie po wczorajszych inflacyjnych emocjach

Początkowe silne wzrosty głównych indeksów rynków akcji w USA, które nastąpiły po publikacji danych na temat inflacji w listopadzie, wyniosły je początkowo do najwyższych od kilku miesięcy poziomów, ale później te zwyżki zostały w trakcie sesji znacząco skorygowane w dół (S&P 500 +0,73 proc., DJIA +0,3 proc., Nasdaq Composite +1,01 proc.). Ceny kontraktów na te indeksy notowały dziś rano niewielkie wzrosty.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii dominowały dziś wzrosty głównych indeksów. O ponad 1 proc. zwyżkowały dziś rano główne indeksy giełd na Tajwanie i w Korei Południowej. Minimalne spadki notowały dziś rano jedynie główne indeksy rynków akcji na Filipinach, w Indonezji oraz chiński SSE B-Share Index.

W Europie dziś rano przeważały dziś rano lekkie spadki (DAX -0,47 proc., CAC 40 -0,4 proc. ok. godz. 9:40).

Na początku środowej sesji WIG-20, który wyszedł wczoraj na najwyższy poziom od pół roku, notował minimalną zmianę (-0,07 proc. ok. godz. 9:45). Na najwyższy poziom od października 2021 wyszedł dziś rano WIG-Budownictwo. Wśród składników sWIG-u 80 kursy akcji spółek PCC Rokita i Torpolu osiągnęły dziś swe historyczne maksima, a ceny akcji Synektiku i Polimexu-Mostostal ustanowiły swe nowe cykliczne maksima.

Rentowność 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych wróciła dziś rano poniżej poziomu 3,5 proc. Rentowność tamtejszych 2-latek również dziś lekko spadała, ale nadal utrzymywała się na znacznie wyższym poziomie od rentowności obligacji 10-letnich. Spadała dziś rano polskich 10-latek wróciwszy poniżej poziomu 6,5 proc.

Cena kontraktów na ropę naftową spadła pod koniec minionego tygodnia spadła do najniższych w tym roku poziomów, a w tym tygodniu nadal próbuje odrabiać straty (WTI +0,12 proc., Brent +0,09 proc. ok. godz. 9:15). O 4,76 proc. spadała dziś ok. godz. 9:15 cena kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub) na NYMEX-ie.

Po wczorajszych danych na temat rocznej dynamiki CPI w USA w listopadzie (okazała się najniższa w tym roku i wyniosła +7,3 proc.) kurs EUR/USD wyszedł powyżej poziomu 1,06 po raz pierwszy od pół roku. Dziś rano kurs tej pary pozostawał w pobliżu poziomu wczorajszego zamknięcia (-0,02 proc. ok. godz. 9:10). Kurs USD/JPY nie zdołał wczoraj spaść do nowych kilkumiesięcznych minimów, a dziś rano pozostawał stabilny (+0,01 proc.).

Amerykański dolar był wczoraj najtańszy względem polskiego złotego od pół roku. Dziś rano ruchy kursów polskiego złotego względem głównych walut były kosmetyczne.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł wczoraj o 3,57 proc. do najwyższego poziomu od 11 listopada. Dziś ok. godz. 8:05 notowane były na tym rynku niewielkie zmiany (+0,13 proc.).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Pracownicy z Ukrainy wchodzą na polski rynek ambitnie, ale z problemami

Księgowi, nauczyciele, finansiści, osoby z doświadczeniem menedżerskim – to tylko kilka przykładowych zawodów, w których specjalizują się migranci z Ukrainy. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej podaje, że do sierpnia 2022 roku blisko 380 tysięcy Ukraińców znalazło pracę w Polsce. Teraz liczba legalnie zatrudnionych może być wyższa. Jednak czy wysokie kwalifikacje Ukraińców poszukujących pracy w swojej branży są wystarczające, aby wykonywać ich zawód w Polsce?

Zatrudnienie Ukraińców jest prostsze, ale…

Ustawa z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa sprawiła, że zatrudnienie Ukraińców przebywających legalnie na terenie Polski stało się łatwiejsze. Formalności związane z uzyskaniem numeru PESEL czy zdobyciem tytułu pobytowego sprowadzono do minimum, a sam proces zatrudnienia Ukraińca stał się niemal tak prosty jak przyjęcie do pracy obywatela Polski. Czy te zmiany sprawiły, że osobom z Ukrainy jest łatwiej o znalezienie zajęcia? Z pewnością tak, ale niekoniecznie w swoim zawodzie… Dlatego może zdarzyć się, że na kasie w supermarkecie będzie pracować osoba z doktoratem, a sprzątaniem biur zajmie się wyspecjalizowana księgowa z dużym doświadczeniem. Oszczędności szybko topnieją, a życie w Polsce jest droższe niż w Ukrainie. To sprawia, że specjaliści z Ukrainy są zmuszeni do podjęcia jakiegokolwiek zajęcia zarobkowego – często bez względu na dopasowanie go do ich profilu zawodowego.

Bariera językowa przeszkodą w znalezieniu pracy

Dla Ukraińców ukierunkowanych na znalezienie pracy zgodnej z ich kwalifikacjami jedną z najpoważniejszych przeszkód jest brak znajomości języka polskiego. Coraz więcej firm wychodzi naprzeciw tej sytuacji. Sposobem na szybkie pokonanie bariery językowej może być zatrudnienie native speakera lub zapewnienie pracownikom z Ukrainy narzędzi pracy, w tym oprogramowania, w języku ukraińskim.

– Już od wielu miesięcy w Polsce utrzymuje się trend dostosowywania informacji umieszczonych w przestrzeni miejskiej do potrzeb językowych naszych gości. To zjawisko przeniosło się także na sferę biznesową, bo bardzo szybko zauważyliśmy, że i ukraińscy pracownicy, i Ukraińcy prowadzący własną działalność gospodarczą w naszym kraju po prostu potrzebują takich ułatwień. My jeszcze wiosną zdecydowaliśmy się na przygotowanie ukraińskiej wersji językowej naszej platformy SaldeoSMART. Dzięki temu i księgowi zza naszej wschodniej granicy, którzy chcą rozpocząć pracę zgodną z ich wykształceniem i kwalifikacjami w naszym kraju, i ukraińscy przedsiębiorcy współpracujący z polskimi biurami rachunkowymi mają znacznie ułatwione zadanie – tłumaczy Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART.

Co trzeci pracodawca w Polsce chce zatrudnić Ukraińca

Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, chęć zatrudnienia Ukraińców wyraziło aż 31 proc. badanych firm. Do branż, w których zainteresowanie zatrudnieniem Ukraińców jest największe, zalicza się budownictwo, usługi czy produkcję przemysłową. PIE szacuje, że większym zainteresowaniem na polskim rynku pracy cieszą się Ukrainki. Dane Polskiego Instytutu Ekonomicznego sugerują, że na legalną pracę w Polsce może liczyć ponad 250 tys. z nich.

Co ciekawe, tylko 12 procent badanych przedsiębiorców wskazuje na to, że profil zawodowy migrantów nie odpowiada wymaganiom stawianym przez ich firmę. W tej grupie mogą się mieścić przedsiębiorstwa poszukujące specjalistów z biegłym językiem polskim. Dlatego część Ukraińców poszukujących pracy w Polsce bierze sprawy w swoje ręce i decyduje się na założenie własnej działalności gospodarczej.

Coraz więcej ukraińskich przedsiębiorców w Polsce

– Podczas konferencji organizowanej przez Międzynarodowy Kongres Biur Rachunkowych MKBR w Kielcach usłyszeliśmy, że w Polsce jest zarejestrowanych 93 tys. firm zagranicznych, z czego aż 23 tys. firm ukraińskich. To duża liczba – mówi Krzysztof Wojtas z SaldeoSMART.

Według szacunków PIB migrantom dużo łatwiej funkcjonować w sektorach hotelarsko-gastronomicznym i indywidualnej działalności usługowej, ale nie tylko! Duży sukces mają szansę odnieść również firmy świadczące usługi informatyczne. HTML i SQL nie zna barier językowych, dzięki czemu specjalistom z branży IT może być łatwiej na polskim rynku pracy niż np. wykwalifikowanym księgowym.

Ukraińscy księgowi mają jeszcze trudniej

Obywatele Ukrainy z doświadczeniem w księgowości mogą nie mieć tyle szczęścia co informatycy. Poza koniecznością opanowania języka muszą bowiem zapoznać się z przepisami podatkowymi obowiązującymi w Polsce. Nieustannie zmieniające się regulacje wprowadzane  przez kolejne nowelizacje Polskiego Ładu są trudne do opanowania przez polskich księgowych, a co dopiero przez obcokrajowców, którzy do tej pory mieli doświadczenie z innym systemem podatkowym.

Dużym ułatwieniem dla zatrudniania ambitnych migrantów może okazać się proponowanie im przyjaznego środowiska pracy:  dwujęzycznych współpracowników, dodatkowych wersji językowych branżowego programowania, a także kursów prowadzonych przez ukraińskich szkoleniowców. Coraz więcej firm decyduje się na taki krok, a to może wpłynąć na jeszcze większe ożywienie gospodarki, które w aktualnej sytuacji ekonomicznej Polski jest niezbędne.

Medicover przejmuje 18 klubów fitness w Krakowie i na Górnym Śląsku

W grudniu Medicover sfinalizował przejęcie spółki Smart Platinium – sportowego giganta klubów fitness i siłowni działających pod markami Platinium Fitness i Smart Gym. W wyniku akwizycji sportowe portfolio Medicover zwiększy się aż o dziesięć klubów Platinium Fitness w Krakowie i osiem klubów Smart Gym na Górnym Śląsku. To kolejna duża transakcja Medicover w tym roku, po przejęciu m.in. sieci McFIT, Fit Forma (obecnie Well Fitness), czy Premium Fitness&Gym. Nowa inwestycja w kluby fitness zdecydowanie wzmocni ofertę Medicover Sport w regionie Górnego Śląska i Krakowa.

Medicover konsekwentnie buduje swoją pozycję w świecie sportu, rozbudowując sieć klubów fitness i siłowni, jak również rozwijając markę Medicover Sport (operatora pakietów sportowych). Nowe przejęcie to pozyskanie mocnego gracza z południa Polski, a tym samym wzmocnienie oferty dla klientów pakietów sportowych Medicover Sport.

Włączenie do naszego portfolio sieci Platinium Fitness i Smart Gym to dla nas ważny krok inwestycji na południu Polski. Pozyskujemy do swojego portfolio osiemnaście prestiżowych, wysokiej jakości klubów fitness, obsługiwanych przez profesjonalnych trenerów i instruktorów. Tym samym bardzo wzmacniamy swoją pozycję w tym regionie – mówi Justyna Gościńska, Dyrektor Departamentu Sport i Fitness w Medicover w Polsce.

To dla nas także ważny akcent na koniec roku, w którym sfinalizowaliśmy wiele inwestycji w kluby sportowe. Myślę, że odczują to także klienci pakietów sportowych Medicover Sport, ponieważ nasze portfolio klubów dynamicznie się zwiększa – dodaje.

Dziesięć nowo przejętych przez Medicover klubów działa w Krakowie pod marką Platinium Fitness, a pozostałych osiem funkcjonuje w ramach górnośląskiej sieci Smart Gym (w Katowicach, Gliwicach, Zabrzu i Rudzie Śląskiej). Obie sieci cieszą się wieloletnią renomą na lokalnych rynkach fitness i kierują szeroką ofertę zajęć sportowych dla klubowiczów w różnym wieku, o różnym stopniu zaawansowania. Równolegle do aktywności ruchowych organizowanych stacjonarnie (tu m.in.: pilates, treningi EMS, „Full Body Workout”, „Płaski Brzuch”, „Fiesta Latino”, zajęcia z trenerem personalnym) kluby Platinium Fitness i Smart Gym organizują różnorodne zajęcia online z udziałem trenerów. Platinium Fitness świadczy ponadto usługi z zakresu fizjoterapii sportowej. W dwóch krakowskich klubach (przy ul. Bratysławskiej 4 i Al. Pokoju 16) prowadzona jest kompleksowa rehabilitacja urazów sportowych.

Medicover dąży do budowania silnej lokalnej pozycji w branży fitness. Widać to np. na przykładzie województwa łódzkiego, gdzie firma prowadzi aż 16 klubów (pod markami: Just GYM, McFIT i Calypso Fitness – w systemie franczyzowym). W Krakowie Medicover jest obecnie właścicielem 12 klubów: dziecięciu pod marką Platinium Fitness, jednego klubu McFIT i jednego klubu Just GYM, a na terenie województwa śląskiego prowadzi już kluby Smart Gym (osiem), Well Fitness (osiem), McFIT (jeden), Just GYM (pięć) i Calypso Fitness (trzy – w systemie franczyzy). Daje to łącznie 25 klubów w tym regionie.

Z oferty klubów fitness i siłowni należących do Medicover (w tym: klubów Platinium Fitness i Smart Gym) będzie można korzystać w ramach pakietów sportowych Medicover Sport. Obecnie całkowita baza Medicover Sport skupia 4623 obiekty partnerskie w całej Polsce (w tym: 1700 klubów fitness i siłowni, ponad 650 obiektów basenowych), a pakiety umożliwiają także udział w zajęciach m.in. jogi lub tańca.

Ekonomia wojny w Ukrainie i jej następstwa – analiza Allianz Trade

  • Wojny dezorganizują i reorientują produkcję
  • Zmieniają przepływy handlowe
  • Wywołują inflację
  • Są w większości przypadków opłacane przez monetyzację długu publicznego
  • Za cenę skrajnego ograniczenia wolności, kontrola cen i reglamentacja mogą skutecznie stłumić inflację do czasu powrotu pokoju.
  • Następstwa wojen są pełne wyzwań, a deflacja jest pierwszym z nich.
  • Gospodarczo i finansowo Ukraina jest zagrożona pyrrusowym zwycięstwem.
  • Ostatecznie jego koszty będą musiały ponieść kraje członkowskie NATO.

Wojna powróciła po siedemdziesięciu siedmiu latach pokoju

Od zakończenia II wojny światowej w maju 1945 roku do ataku Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku Europa cieszyła się wyjątkowo długim okresem pokoju na swojej ziemi: okres ten trwał 77 lat. Wojny dekolonizacyjne w Indochinach (1946-1954) i Algierii (1954-1962) toczyły się daleko, na terenach będących jeszcze francuskimi koloniami. Wojny jugosłowiańskie (1991-2001) były wojnami etnicznymi w granicach byłej Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii. Błyskawiczna aneksja Krymu w 2014 roku przez Rosję, a następnie mało intensywny, ale trwały konflikt pomiędzy Ukrainą a wspieranymi przez Rosję separatystami w południowo-wschodniej Ukrainie powinny w opinii Allianz Trade były bardziej przebudzić zachodnią opinię publiczną w kwestii ryzyka wojny, niż to się stało. Trzy pokolenia urodziły się i dorastały w czasie pokoju, który trwał siedemdziesiąt siedem lat, słysząc o wojnie od swoich rodziców, dziadków lub pradziadków i będąc świadkami pokojowego zakończenia zimnej wojny w 1989 roku. Przed lutym 2022 roku doświadczenie wojny, a dokładniej jej skutków ekonomicznych i finansowych, było na etapie wymazywania ze zbiorowej pamięci.

Ekonomia wojenna zapomniana po siedemdziesięciu siedmiu latach pokoju

Zapominanie lub ignorowanie tego, czego możemy się nauczyć z przeszłych doświadczeń, jest zawsze ryzykowne, nie tyle dlatego, że – jak podobno ujął to Mark Twain – „historia nie powtarza się, ale się rymuje”, ale raczej dlatego, że – jak twierdzi Santayana – „ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie”. Stąd nasz temat: czego możemy się nauczyć z historii o warunkach gospodarczych i finansowych w czasie wojen i po nich? W zależności od dostępności i dokładności danych, w jakim stopniu doświadczenia te rzucają światło na obecną wojnę w Ukrainie.?[i]

Ze względu na czas trwania, zasięg i skalę, niektóre wojny – takie jak wojny napoleońskie (1803-1815), I wojna światowa (1914-1918) oraz II wojna światowa (1939-1945) – stanowiły większe wyzwanie gospodarcze niż inne, zarówno dla stron walczących, jak i tych, które nie brały w nich udziału. Tego rodzaju wielkie konflikty zwiększają wpływ wymogów wojennych na wielkość i strukturę produkcji, ceny i płace, przepływy i bilans handlowy, kursy walutowe, finanse publiczne oraz charakter i ilość pieniądza. Dostarczają one materiału do określenia  ryzyk ogona związanych z wojnami. Dlatego też skupimy się na takich dużych konfliktach, a w szczególności na I wojnie światowej. Podobnie jak dzisiejsza wojna w Ukrainie, I wojna światowa wybuchła w epoce intensywnej globalizacji, a powszechna mądrość głosiła, że wzajemne powiązania gospodarcze i finansowe czynią wojnę absurdalną, a zatem mało prawdopodobną. Co więcej ii, choć debata na temat przyczyn Wielkiego Kryzysu wciąż nie została rozstrzygnięta, żaden historyk ekonomii nie będzie twierdził, że I wojna światowa nie odegrała żadnej roli w jego powstaniu. A okres międzywojenny wpłynął na porządek gospodarczy i finansowy ustanowiony po II wojnie światowej.

Dezorganizacja i reorientacja produkcji

Zdaniem niektórych wojny pobudzają gospodarkę. Jednak nie dotyczy to krajów, na których terenie toczy się wojna. W latach 1913-1919 produkcja przemysłowa spadła o 43% we Francji, 62% w Niemczech, ale tylko o 11,5% w Wielkiej Brytanii. Natomiast w USA iii wzrosła o 18,5%.  Jedną z kluczowych przyczyn jest niedobór siły roboczej spowodowany poborem do wojska: w czasie I wojny światowej na 39 mln mieszkańców Francji 8 mln mężczyzn (czyli 63% aktywnych zawodowo) zostało powołanych do wojska. iv

Pod koniec października 2022 roku bank centralny Rosji ostrzegł, że nabór wojskowy pogłębi niedobory siły roboczej. v Zniszczenie ukraińskiej sieci energetycznej wzmocni spadek aktywności gospodarczej w tym kraju. Jeśli chodzi o wartość tych pomiarów, szacuje się, że realny PKB zmniejszył się o około jedną trzecią w I i II kwartale 2022 r. na Ukrainie i tylko o 2,3% w Rosji (ale prawie 8% rocznie w samym II kwartale).

Z analiz Allianz Trade wynika, że wpływ wojny jest również bardzo zróżnicowany w poszczególnych sektorach, co ilustruje realokację zasobów na potrzeby wojenne. Podczas I wojny światowej wzrosła produkcja kilku francuskich sektorów przemysłowych (guma, skóra). Sprzedaż Renault wzrosła ponad czterokrotnie. Jednak w większości sektorów produkcja przemysłowa drastycznie spadła, co było wynikiem charakteru produkcji i odległości od pól bitewnych. Przed wojną północna i wschodnia część Francji, czyli ta, gdzie miały znajdować się pola bitew, produkowała 90% lnu i rudy żelaza, 80% stali, 70% cukru, 60% tkanin bawełnianych, 55% węgla, 43% energii elektrycznej.vi

Podobnie mocno ucierpiała produkcja rolna. W czasie I wojny światowej zbiory pszenicy spadły o 47% w Niemczech i 43% we Francji (gdzie 45% powołanych do wojska mężczyzn było rolnikami) vii.  W całej Europie areał upraw pszenicy zmniejszył się podczas wojny, szczególnie w krajach, które wcześniej były eksporterami pszenicy (Francja i carska Rosja, do której należały żyzne czarne ziemie Ukrainy) viii.  Dla carskiej Rosji możliwość eksportu zboża została dodatkowo ograniczona przez zainspirowaną przez Niemców blokadę cieśnin tureckich przez Turcję.

Krucha, wynegocjowana przez ONZ umowa o eksporcie zboża pomiędzy Ukrainą a Rosją przez Morze Czarne przypomina tamten okres i obrazuje trwałość geografii.

Zmiany w przepływach handlowych

Wojny zmieniają kształt przepływów handlowych, tworząc zwycięzców i przegranych. W istocie, często celem wojennym jest zablokowanie przepływów handlowych w celu osłabienia przeciwnika. Blokada kontynentalna Napoleona z 1806 r. skierowana przeciwko Anglii okazała się zbyt ambitna, by odnieść sukces. W 1914 roku, pewna przewagi w postaci Królewskiej Marynarki Wojennej na Morzu Północnym, Admiralicja Brytyjska rozważała nałożenie blokady na Niemcy, ale propozycja ta spotkała się ze skutecznym sprzeciwem Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które nie chciało niepokoić państw neutralnych (Norwegia, Szwecja, Dania, Holandia).ix

Nie było więc niczego nowego w wyłączeniu przez Rosję lub sabotowaniu głównego gazociągu Europy – Nord Stream 1 – we wrześniu 2022 roku x.  Nie ma też niczego nowego w blokowaniu przez Europę rosyjskiej ropy transportowanej drogą morską z kontynentu do krajów trzecich, chyba że kraje te zaakceptują cenę za ropę dyktowaną przez zachodnie mocarstwa xi. W takiej czy innej formie wojna gospodarcza i finansowa zawsze była częścią broni stosowanej podczas wojen.

W czasie I wojny światowej zmniejszenie areału pszenicy w Europie zostało zrównoważone gwałtownym wzrostem w Nowym Świecie (Argentyna, Australia, Kanada, USA). W latach 1913-1919 zbiory pszenicy w USA wzrosły o 27%. Obecnie widzimy, że Stany Zjednoczone, Katar, Algieria, by wymienić tylko kilka z nich, wkraczają do Europy z dostawami gazu, którego nie dostarcza już Rosja.

W rzeczywistości, gdy wybuchła I wojna światowa, Stany Zjednoczone były czymś, co dziś nazwalibyśmy bardzo dużym rynkiem wschodzącym. Były międzynarodowym dłużnikiem netto, potencjalnie narażonym – jak podczas kryzysu finansowego w 1907 roku – na nagłe zatrzymanie przepływu kapitału. Jego bilans handlowy ledwie wykazywał nadwyżkę (około 500 mln USD rocznie, rok po roku). Cztery lata później, dzięki trzykrotnemu wzrostowi wartości dolarowej eksportu, USA odnotowywały nadwyżkę w bilansie handlowym w wysokości ok. 4 mld USD rocznie i stały się międzynarodowym wierzycielem netto.  W międzyczasie, dla kontrastu, deficyt francuskiego bilansu handlowego skoczył z około 1,5 mld franków w latach 1913-14 do 7 mld w 1915 r., 14 mld w 1916 r. i 21 mld w 1917 r. Był on finansowany ze sprzedaży towarów i usług, a także z podatków. Finansowany był ze sprzedaży złota i aktywów zagranicznych oraz kredytów udzielonych przez USA i Wielką Brytanię. Pod koniec wojny Francja, która wcześniej była dużym wierzycielem międzynarodowym netto (45 mld franków w 1913 r.) stała się międzynarodowym dłużnikiem netto (bez reparacji wojennych) w wyniku sprzedaży złota i aktywów zagranicznych (3,5 mld franków), odpisanych aktywów rosyjskich, austriacko-węgierskich, niemieckich i tureckich (23 mld franków) oraz długu wobec Wielkiej Brytanii i USA (31,4 mld franków).xiii

Podobnie jak Francja podczas I wojny światowej, Ukraina płaci za to cenę: od lutego 2022 roku roczny deficyt handlowy Ukrainy wzrósł z 5,4 mld USD do 8,2 mld USD (czyli 5,5% przedwojennego PKB), a jej zadłużenie zagraniczne brutto wynosi już 85% przedwojennego PKB. W styczniu Rosja miała roczną nadwyżkę handlową w wysokości 200 mld USD (czyli 11,3% PKB). Od tego czasu przestała publikować swój bilans handlowy, ale wysokie ceny ropy i gazu musiały zwiększyć tę nadwyżkę.

Podnoszenie cen

Inflacja jest znana laikom jako kluczowy ekonomiczny atrybut wojny, a historycy określiliby ją zapewne jako jej najbardziej odwieczny atrybut. Występowała podczas wojny peloponeskiej (431-404 p.n.e.) pomiędzy Atenami a Spartą, drugiej wojny punickiej (218-202 p.n.e.) pomiędzy Rzymem a Kartaginą, wojen napoleońskich (1803-15), wojny secesyjnej w USA (1861-65) oraz wojny pomiędzy Francją a Prusami w latach 1870-71. Pod koniec 1918 roku ceny hurtowe w Wielkiej Brytanii, Niemczech, USA, Kanadzie i Japonii wzrosły mniej więcej dwukrotnie w stosunku do poziomu z 1913 roku. We Francji pomnożono je prawie 3,5 raza, we Włoszech – 4. Nawet Szwecja, kraj neutralny, odnotowała trzykrotny wzrost. xiv W tym okresie średnia stopa inflacji cen hurtowych wahała się od 15% do 30% rocznie. Bliżej naszych czasów, mierzona amerykańskim indeksem cen konsumpcyjnych, inflacja przyspieszyła również podczas II wojny światowej i wojny wietnamskiej.

Od lutego 2022 r. roczna stopa inflacji CPI w Rosji wzrosła z 8,7% do 12,7% (ze szczytem na poziomie 17,9% w kwietniu), natomiast w Ukrainie przyspieszyła z 10% do 26,6%. W strefie euro, w tym samym okresie, inflacja przyspieszyła z 5,1% do 10%.

Podczas I wojny światowej, podobnie jak dziś, rynki towarowe były kluczowym kanałem propagacji inflacji. Mierzone w dolarach ceny towarów zarówno rolnych, jak i przemysłowych podwoiły się między sierpniem 1914 a listopadem 1918 roku.

W kontekście niedoboru siły roboczej i rosnących cen, presja na podnoszenie płac była również bardzo duża. Między sierpniem 1914 a listopadem 1918 roku amerykański indeks płac złożonych wzrósł o prawie 60%, choć znacznie mniej niż ceny.

Płacenie za wojnę monetyzacją długu

Teoretycznie istnieje kilka sposobów płacenia za potrzeby wojenne: opodatkowanie, dobrowolne oszczędności, oszczędności przymusowe, opłata od pokonanych, oszczędności przymusowe poprzez kreację pieniądza i inflację.  xv

Pomijając zawsze „popularne” podatki od „nadwyżki” zysków wojennych (przyjęte w co najmniej 22 krajach w pierwszych latach I wojny światowej), historia ujawnia niechęć do opodatkowania. xvi  W rezultacie wojny zazwyczaj powodują deficyty i zadłużenie publiczne. We Francji zwykłe wpływy podatkowe pokryły jedynie 16% wydatków z okresu I wojny światowej. Podczas gdy w 1913 roku budżet państwa wykazywał niewielką nadwyżkę, w 1914 roku deficyt wzrósł do 5,5 mld franków, w 1915 roku 16,8 mld, w 1916 roku 22,9 mld, w 1917 roku 28,4 mld, a w 1918 roku 34,3 mld. Dług rządowy wzrósł o 135 mld franków. xvii   W Wielkiej Brytanii dług narodowy pomnożony został przez 12; w Niemczech dług zmienny przez 184. Bilans budżetu federalnego USA pozostawał bliski równowagi do czasu wypowiedzenia przez USA wojny Cesarstwu Niemieckiemu 06 kwietnia 1917 roku. Do końca wojny, 20 miesięcy później, deficyt wynosił 12,5 mld USD. Druga wojna światowa powtórzyła ten sam schemat: w 1939 roku rząd federalny USA miał deficyt w wysokości 3,6 mld USD; pod koniec 1941 roku deficyt wzrósł do 10,2 mld USD. Po zakończeniu wojny deficyt wyniósł 52 mld USD. Podczas I wojny światowej dług federalny USA wzrósł z 1 mld USD do 19 mld USD; podczas II wojny światowej z 36 mld USD do prawie 200 mld USD.xviii

Od lutego 2022 roku deficyt publiczny Ukrainy został pomnożony przez 4, z 153 mld hrywien ukraińskich do 606 mld (czyli 11% przedwojennego PKB), a dług publiczny wzrósł o 31%. Wzrost wydatków publicznych w całości wynika ze wzrostu wydatków na obronę, z których tylko jedna trzecia jest pokrywana przez zwiększone dochody. Budżet Rosji pozostawał w nadwyżce, do czego przyczyniały się wysokie ceny ropy i gazu.

Historia ujawnia preferencje dla prasy drukarskiej i inflacji, wielkiego zbieracza podatków, jak powiedział Keynes. Zwykle wprowadzane jako środek awaryjny w przypadku wybuchu wojny, osłabienie waluty i monetyzacja długu stają się normą, ponieważ wojny zwykle trwają dłużej niż oczekiwano lub planowano. Podczas wojny peloponeskiej Ateny zamieniły swoje wysokiej jakości srebrne monety na monety z brązu pokryte warstwą srebra. Podczas drugiej wojny punickiej rzymska moneta z brązu, as (lub assarius), straciła 83% swojej wagi. xix  Częściowo nakładająca się na wojnę trzydziestoletnią (1618-48), która miała miejsce w Świętym Cesarstwie Rzymskim, Kipper-und Wipperzeit (1619-23) była wyścigiem na dno pomiędzy wojownikami. Od 1789 do 1796 roku rewolucjoniści francuscy drukowali asygnaty, rodzaj papierowego pieniądza początkowo, a następnie rzekomo podpartego ziemiami kościelnymi skonfiskowanymi podczas rewolucji.  xx W latach 1797-1821 Bank Anglii zawiesił płatności w złocie; w latach 1797-1815 jego banknoty w obiegu zostały pomnożone przez 2,44 xxi.   Od 1861 do 1878 roku Skarb Państwa USA (System Rezerwy Federalnej jeszcze nie istniał) emitował greenbacki, papierowy pieniądz nie poparty ani złotem, ani srebrem i drukowany tylko na jednej stronie, druga była jednolicie zielona.

Kiedy wybuchła I wojna światowa, gospodarka światowa funkcjonowała w oparciu o standard złota. Banknoty i depozyty bankowe były zabezpieczone złotem i mogły być swobodnie na nie wymieniane. Wybuch wojny wywołał mało znany, ale dotkliwy kryzys finansowy w postaci masowego wycofywania wkładów z banków, ponieważ nagle okazało się, że wielu dłużników na kontynencie nie będzie w stanie regulować należności.  xxii Po próbach powstrzymania tego zjawiska poprzez podniesienie stóp procentowych, banki centralne państw biorących udział w wojnie szybko podjęły decyzję o zawieszeniu krajowej wymienialności banknotów na złoto. W Niemczech, podobnie jak we Francji, szybko uchwalono ustawy pozwalające bankowi centralnemu na dyskontowanie trzymiesięcznych bonów skarbowych. xxiii  Wiele krajów przyjęło moratorium na dług komercyjny i depozyty bankowe. W Wielkiej Brytanii, aby zabezpieczyć wypłacalność domów dyskontowych, Bank Anglii podjął śmiałą decyzję o zakupie jednej trzeciej zaległych weksli na rynku dyskontowym, gwarantując związane z tym ryzyko kredytowe za pieniądze podatników (tzw. program „cold storage”). Aby zapobiec monetyzacji aktywów finansowych (zarówno akcji, jak i obligacji), a tym samym zmniejszyć ryzyko odpływu kapitału, który uszczupliłby zasoby złota, wiele krajów zamknęło na kilka miesięcy swoje giełdy. xxiv

Ewolucja francuskiej podaży pieniądza i jej odpowiedników podczas I wojny światowej dostarcza bowiem faktów na temat kreacji pieniądza w czasach wojen. Po stronie zobowiązań suma M2 wzrosła prawie czterokrotnie, przy czym wartość banknotów rosła szybciej niż depozytów bankowych. Po stronie aktywów należności od rządu zostały pomnożone przez prawie 16, a należności od podmiotów prywatnych przez „tylko” xxv trzy.  Rezerwy międzynarodowe brutto (dewizy i złoto) podwoiły się, ale wzrosło też zadłużenie zagraniczne.

Od stycznia 2022 roku M1 Ukrainy wzrosło o 16,5%, a M3 o 13,6%; M2 Rosji wzrosło o 13,5%.

To, że przed 1914 r. gospodarka światowa była oparta na standardzie złota, oznaczało, że była również w systemie stałego kursu walutowego. Zawieszenie wymienialności walut krajów biorących udział w wojnie na złoto spowodowało, że znalazły się one w reżimie płynnego kursu walutowego i deprecjacji w stosunku do złota, a także dolara amerykańskiego, ponieważ waluta amerykańska pozostała jednoznacznie powiązana ze złotem. Do końca wojny funt brytyjski i frank francuski zdeprecjonowały się o około 5%, ale marka Rzeszy straciła już około połowy swojej przedwojennej wartości.

Od lutego 2022 roku ukraińska waluta straciła wobec dolara jedną piątą wartości, a wobec euro prawie jedną dziesiątą. Z kolei rosyjski rubel, po początkowym ostrym spadku, zdołał się ustabilizować na poziomie o około 20% wyższym niż przed wybuchem wojny, prawdopodobnie wspierany przez wysokie ceny ropy i gazu.

Zwalczanie objawów inflacji, a nie jej przyczyn, poprzez kontrolę cen i reglamentację

Przez większość I wojny światowej realne krótkoterminowe stopy procentowe były w dużej mierze ujemne. W głównych gospodarkach walczących wahały się one między 4% a 5%, podczas gdy inflacja rosła co najmniej trzy razy szybciej. Podczas II wojny światowej, w kwietniu 1942 r. (czyli krótko po japońskim ataku na Pearl Harbor w grudniu 1941 r.), USA jeszcze bardziej zwiększyły represje finansowe. Zgodnie z umową pomiędzy Ministerstwem Skarbu USA a Systemem Rezerwy Federalnej, rentowność trzymiesięcznych bonów skarbowych została ustalona na poziomie 3/8% (do czerwca 1947 r.), a rentowność długoterminowych obligacji skarbowych została ograniczona do 2,5% (do marca 1951 r.). Przez cały okres kontroli krzywej dochodowości inflacja CPI wynosiła średnio około 5% rocznie. W tym czasie realne stopy procentowe były mocno ujemne.

Rządy mają tendencję do finansowania wojen poprzez zadłużenie, drukowanie pieniędzy oraz inflację. Próbują jednak ograniczyć społeczne i polityczne koszty inflacji, tłumiąc jej objawy poprzez kontrolę cen i reglamentację. Niemcy pod rządami Trzeciej Rzeszy stanowią prawdopodobnie najbardziej ekstremalny przykład takiej strategii tłumienia inflacji. Wydatki wojenne Trzeciej Rzeszy (700 mld marek) równały się dziewięciokrotności przedwojennego nominalnego PKB. Finansowane były z opłat od podbitych państw (20%), podatków (28%) i długu (50%). Deficyt budżetowy Rzeszy wzrósł z 5,1 mld reichsmarek w latach 1938-1939 do 240 mld pod koniec wojny, a zadłużenie Rzeszy z 31 mld marek do 380 mld (średni roczny wzrost o 52%), z czego dwie trzecie przypadało na trzymiesięczne bony skarbowe. Trzy czwarte niespłaconych bonów znajdowało się w posiadaniu banków, stanowiąc 70% aktywów dziewięciu największych banków. Szacuje się, że w okresie od 1938 r. do maja 1945 r. podaż pieniądza wzrosła z 56,4 mld marek do co najmniej 300 mld (średnia roczna stopa wzrostu 32%), przy czym należności od rządu stanowiły 60% jej odpowiedników. Tymczasem ceny wyrobów gotowych wzrosły w latach 1939-1944 tylko o 10,8%. Trzy drastyczne środki zapewniły ten paradoksalny wynik: kontrola coraz większego zestawu cen, kontrola płac i reglamentacja (zwłaszcza żywności – 1900 kalorii dziennie). Te trzy środki razem wzięte uniemożliwiały ludziom wydawanie swoich dochodów na towary i usługi. Co więcej, handel wymienny i czarnorynkowy był surowo karany. Za cenę ograniczenia wolności, przymusowe (jeśli nie obowiązkowe) oszczędności skutecznie tłumiły inflację. xxvi

Od października 2022 roku energia elektryczna jest reglamentowana w Ukrainie poprzez przerwy w dostawie prądu (rolling blackouts).xxvii

Wyzwania związane z następstwami wojny

Wyzwania gospodarcze i finansowe związane z wojną nie znikają z dnia na dzień po jej zakończeniu. Powrót do pokoju wiąże się również z ryzykiem gospodarczym i finansowym. Podobnie jak wielu jemu współczesnych, Keynes spodziewał się deflacji po II wojnie światowej. xxviii Pamiętając mniej więcej epizody deflacyjne, które nastąpiły po wojnie siedmioletniej (1756-1763), wojnach napoleońskich, wojnie secesyjnej w USA, wojnie francusko-pruskiej i I wojnie światowej (w tym ostatnim przypadku, jeśli nie w Niemczech do 1923 r., to przynajmniej później i w skali globalnej), zdecydowana większość decydentów chciała zapobiec kolejnemu Wielkiemu Kryzysowi. xxix  Powrót do pokoju zwykle wiąże się z trzema problemami: przestawieniem zdolności produkcyjnych na zaspokajanie potrzeb ludności, uregulowaniem zadłużenia zagranicznego i reparacjami wojennymi oraz likwidacją nadwyżki pieniądza.

Po zakończeniu wojny produkcja wraca do normy zaskakująco szybko. W latach 1919-1923 produkcja przemysłowa wzrosła o 87% w Niemczech i 37% we Francji. Gdyby hiperinflacja nie przeszkodziła w odbudowie w 1923 roku, niemiecka produkcja przemysłowa prawdopodobnie podążyłaby tą samą drogą co francuska, gdzie w 1924 roku osiągnięto  poziom sprzed wojny. Dawno temu John Stuart Mill zakwestionował pojęcie powojennych „cudów” w słowach, które wciąż warto tu zacytować:

„[Nieustanna] konsumpcja i reprodukcja kapitału [wyjaśnia] wielką szybkość, z jaką kraje odbudowują się po … spustoszeniu wojennym… To, co zniszczył wróg, zostałoby w krótkim czasie zniszczone przez samych mieszkańców: bogactwo, które tak szybko odtwarzają, musiałoby zostać odtworzone i zostałoby odtworzone w każdym przypadku… Możliwość szybkiej naprawy … zależy głównie od tego, czy kraj został wyludniony [i czy] jego efektywna populacja [zachowuje] te same umiejętności i wiedzę, co przedtem.” xxx

We współczesnych słowach kapitał fizyczny jest cały czas „niszczony” przez deprecjację; ale jeśli wojna go oszczędzi, dostępny jest kapitał ludzki, który może go odbudować, być może lepiej. Odbudowa zniszczonych w czasie wojny zdolności produkcyjnych oznacza jednak, że przynajmniej w niektórych sektorach, zwłaszcza w rolnictwie, nadpodaż zastępuje niedobory i powoduje spadek cen. W 1921 roku zbiory pszenicy we Francji były na poziomie sprzed wojny, ale areały pszenicy w Nowym Świecie (Argentyna, Australia, Kanada, USA) były o 30% wyższe. Po zawieszeniu broni w listopadzie 1918 r. oraz aż do kwietnia-maja 1920 r. ceny USD towarów rolnych i przemysłowych nadal rosły, choć w wolniejszym tempie niż w czasie wojny. Jednak do końca 1921 roku spadły o połowę. Depresja w rolnictwie trwała.

Skomplikowana sieć zewnętrznych długów i roszczeń, w tym reparacji wojennych, jest kolejnym typowym następstwem wojen. Pod koniec I wojny światowej Francja była winna USA 4 mld USD, Wielka Brytania 4,7 mld. Francja była też winna Wielkiej Brytanii 3 mld USD. Jedna czwarta francuskich aktywów zagranicznych (głównie rosyjskie obligacje wyemitowane w czasach carskich) stała się i pozostanie bezwartościowa. W tym kontekście reparacje wojenne, jakie miały zapłacić Niemcy, mogły być jedynie kwestią bardzo drażliwą i kontrowersyjną. Rzeczywiście zatruła ona następstwa wojny, tym bardziej że USA odmówiły powiązania uregulowania długu międzysojuszniczego z uregulowaniem niemieckich reparacji.

Jak ujął to Kindleberger, „zapłaciwszy dwa razy [w 1815 i 1871 roku], [Francuzi] byli gotowi do przyjęcia”. xxxi Jeszcze zanim Komisja ds. Reparacji oszacowała wysokość reparacji w 1921 roku na 31,4 mld USD, Keynes głośno przekonywał, że ich wysokość znacznie przekracza możliwości płatnicze Niemiec. xxxii Jak można się było spodziewać, nie przekonał Francuzów. Ponad 20 lat później francuski historyk Mantoux podważył analizę Keynesa tak skutecznie, że uczniowie Keynesa starali się go uciszyć. xxxiii Kontrowersje związane z reparacjami dotyczą także kwoty ostatecznie zapłaconej przez Niemcy. W okresie od 1919 roku do moratorium Hoovera w czerwcu 1931 roku Niemcy wpłaciły, według Komisji Reparacyjnej, 5 mld USD (16% szacowanej sumy) lub, według rządu niemieckiego, 16 mld USD (51% szacowanej sumy).

Dziś znów pojawia się kwestia reparacji. Wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej powiedział, że stolice UE powinny rozważyć zajęcie zamrożonych rosyjskich rezerw walutowych na pokrycie kosztów odbudowy Ukrainy po wojnie. xxxiv Niedawna, rozwodniona propozycja sugeruje, aby zwrot z takich zamrożonych aktywów przeznaczyć tylko na odbudowę Ukrainy. xxxv  Niezależnie od tego, jak mocno należy potępić agresję Rosji na Ukrainę, potępienie to nie powinno przeszkadzać w starannym zaprojektowaniu i wyskalowaniu uzasadnionych reparacji wojennych, przy czym należy pamiętać, że jak dotąd Rosji udało się uniknąć bólu ekonomicznego dzięki wysokim cenom ropy i gazu.

Oprócz fatalnego wpływu na geopolitykę europejską i politykę wewnętrzną, zwłaszcza w Niemczech, kwestia reparacji miała istotny wpływ na kursy walut. Francja, przekonana, że Niemcy zapłacą, nie podjęła się uporządkowania swoich finansów. Jej płynne (czyli krótkoterminowe) zadłużenie wciąż rosło. W rezultacie na początku 1919 r. frank zaczął tracić na wartości. Do końca 1920 r. stracił on dwie trzecie swojej wartości w stosunku do dolara. xxxvi Do połowy 1926 roku stracił ponad połowę. W Niemczech powszechna mądrość Reichsbanku, kolejnych rządów, biznesmenów i prasy nakazywała sądzić, że przyspieszająca deprecjacja marki Rzeszy nie była spowodowana przyspieszającą inflacją niemieckiej podaży pieniądza, lecz raczej negatywnym wpływem reparacji na bilans płatniczy. xxxvii  Na konferencji w Genui w 1922 r., aby zwiększyć podaż międzynarodowej płynności po zgromadzeniu złota przez USA, uzgodniono, że udziały walut wspieranych przez złoto (tj. głównie dolara amerykańskiego, a w mniejszym stopniu funta brytyjskiego) będą zaliczane do rezerw międzynarodowych: narodził się system waluty złotej (Gold Exchange Standard). Trwał on do czasu, gdy kolejna wojna, wojna w Wietnamie, skłoniła prezydenta Nixona do zawieszenia zewnętrznej wymienialności dolara na złoto 15 sierpnia 1971 roku. Postrzegana przez większość londyńczyków jako „kwestia prestiżu [rzucenie wyzwania Nowemu Jorkowi jako nowemu światowemu centrum finansowemu], kwestia dogmatu… niemal kwestia religii”, decyzja podjęta w maju 1925 roku przez Churchilla, ówczesnego kanclerza skarbu, o przywróceniu wymienialności funta na złoto według przedwojennego parytetu, mimo że brytyjskie ceny wzrosły w międzyczasie o dwie trzecie, wygląda w tym kontekście na jeden z najgorszych błędów politycznych, jakie kiedykolwiek popełniono. xxxviii  Doprowadziło to do deflacji w kraju, który wciąż był potęgą gospodarczą.

Niemiecka hiperinflacja z lat 1920-23 pokazała, jak nie należy postępować z powojenną nadwyżką pieniądza. Reforma monetarna przeprowadzona 20 czerwca 1948 roku pod silnym amerykańskim przywództwem przez zachodnich aliantów w kraju, który miał stać się Republiką Federalną Niemiec, pokazała coś zupełnie przeciwnego. Naród niemiecki wiedział, że inflacja została stłumiona podczas II wojny światowej i że jego marki były bezwartościowe. W związku z tym nikt nie chciał przyjmować zapłaty w markach, a gospodarka stanęła w miejscu. Od maja 1945 roku normą stał się barter i alternatywne waluty (na przykład papierosy). Utrzymywana w tajemnicy do ostatniej chwili zamiana jednej marki niemieckiej na dziesięć marek Rzeszy natychmiast przywróciła zaufanie i uwolniła potencjał produkcyjny Niemiec. xxxix

Następstwa II wojny światowej zmyliły oczekiwania deflacyjne Keynesa i jego współczesnych. Natychmiastowy początek zimnej wojny i jej wczesne punkty zapalne, takie jak blokada Berlina (czerwiec 1948-maj 1949) oraz wojna koreańska (1950-1953), mogły złagodzić, przynajmniej częściowo, problemy z odbudową, które zwykle towarzyszą powrotowi do pokoju. Co więcej, wyciągnięto pewne wnioski z błędów politycznych popełnionych po I wojnie światowej: plan Marshalla sprawił, że dyskusje o reparacjach stały się bezprzedmiotowe; przynajmniej w zachodniej części Europy udało się poskromić przekleństwo hiperinflacji.

Ryzyko pyrrusowego zwycięstwa

Na polach bitewnych, przy wsparciu NATO, dzięki odwadze i pomysłowości Ukrainy udało się powstrzymać, a nawet częściowo odeprzeć rosyjską agresję. Jednak z wojskowego i politycznego punktu widzenia czas trwania i wynik konfliktu pozostają niepewne. Ostatecznie Ukraina może odnieść pewne cenne korzyści z członkostwa w UE i NATO. Natomiast z pewnością, oprócz ofiar w ludziach, koszty wojny dla Ukrainy są już teraz niebotycznie wysokie. Szacuje się, że PKB Ukrainy skurczył się o jedną trzecią. Prawie jedna piąta jej ludności uciekła do Europy Zachodniej. Inflacja sięga 26,6% rocznie. Ponadto jej sieć energetyczna jest w znacznym stopniu zniszczona; jej deficyt handlowy wynosi co najmniej 5,5% PKB; zadłużenie zewnętrzne brutto co najmniej 85%; deficyt budżetowy co najmniej 11%, a dług publiczny co najmniej 65%; jej waluta również straciła jedną piątą wartości. Jednocześnie Rosja nie zgodzi się łatwo na jakiekolwiek reparacje wojenne.  Bez ekonomicznego i finansowego wsparcia ze strony członków NATO, w postaci nowego planu Marshalla, Ukrainie grozi pyrrusowe zwycięstwo.  Ale cena, jaką zapłacą jej Sojusznicy, będzie warta zapłacenia.

[i] Szereg kluczowych ukraińskich i rosyjskich gospodarczych i finansowych szeregów czasowych nie było aktualizowanych od lutego 2022 r..

ii Norman Angell, (1909), The Great Illusion, A Study of the Relation of Military Power to National Advantage, Bottom of the Hill Publishing.

iii NBER Macrohistory database

iv Fernand Braudel and Ernest Labrousse, (1979), Histoire économique et sociale de la France, Presses Universitaires de France.

v FT, 28/10/2022.

vi Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

vii Fernand Braudel and Ernest Labrousse, (1979), Histoire économique et sociale de la France, Presses Universitaires de France.

viii Charles P. Kindleberger, (1986), The World in Depression, 1929-1939, Basic Books.

ix Nicholas A. Lambert, (2012), Planning Armageddon: British Economic Warfare and the First World War, Harvard University Press.

x FT, 05/09/2022 and 28/09/2022.

xi FT, 28/11/2022.

xii NBER Macrohistory Database.

xiii Fernand Braudel and Ernest Labrousse, (1979), Histoire économique et sociale de la France, Presses Universitaires de France.

xiv John M. Keynes, (1924), A Tract on Monetary Reform.

xv John M. Keynes, (1939), How to pay for the war in Essays in Persuasion, Cambridge University Press.

xvi IMF Working Paper/22/187, (2022), Excess Profit Taxes : Historical Perspective and Contemporary Relevance.

xvii Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

xviii NBER Macrohistory Database.

ix Bruno Théret, (2007), La monnaie dévoilée par ses crises, Editions de l’Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales.

xx Charles P. Kindleberger, (1986), A Financial History of Western Europe, Oxford University Press.

xxi David Ricardo (1811), The High Price of Bullion, University Press of The Pacific.

xxii Richard Roberts (2014), Saving the City: The Great Financial Crisis of 1914, Oxford University Press.

xxiii Costantino Bresciani-Turoni (1937), The Economics of Inflation, Augustus M. Kelley.

xxiv William L. Silber (2008), When Washington Shut Down Wall Street: The Great Financial Crisis of 1914 and the Origins of America’s Monetary Supremacy, Princeton University Press.

xxv Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

xxvi Bruno Théret, (2007), La monnaie dévoilée par ses crises, Editions de l’Ecole des Hautes Etudes en Sciences Sociales.

xxvii FT, 20/10/2022.

xxviii John M. Keynes, (1939), How to pay for the war in Essays in Persuasion, Cambridge University Press.

xxix Charles Gide, Charles Rist, (1944), Histoire des idées économiques, 6ème édition, Dalloz.

xxx John Stuart Mill, (1848), Principles of Political economy, Augustus M. Kelley.

xxxi Charles P. Kindleberger, (1986), The World in Depression, 1929-1939, Basic Books.

xxxii John M. Keynes, (1919), The Economic Consequences of the Peace.

xxxiii Etienne Mantoux, (1946), The Carthaginian Peace or the Economic Consequences of Mr Keynes, Oxford University Press.

xxxiivFT, 8/5/2022.

xxxv FT, 30/11/2022.

xxxvi Jean-Pierre Patat, Michel Lutfalla, (1986), Histoire monétaire de la France au XXème siècle, Economica.

xxxvii Costantino Bresciani-Turoni (1937), The Economics of Inflation, Augustus M. Kelley.

xxxviii Alfred Sauvy (1965), Histoire économique de la France entre les deux guerres, Economica

xxxix Jacques Rueff (1953), La résurrection de l’Allemagne, Revue des Deux Mondes.

Przed nami decyzja EBC: nadchodzi zwrot? Jak może zareagować kurs euro?

Po dwóch z rzędu podwyżkach stóp procentowych o 75 pb. Rada Prezesów prawdopodobnie spowolni tempo zacieśnia i podejmie decyzję o ruchu o 50 pb. Naszym zdaniem niższe ceny energii i ostatni spadek inflacji skłaniają do takiej skali podwyżki. Nie można jednak całkowicie wykluczyć ruchu o 75 pb., szczególnie biorąc pod uwagę względną odporność gospodarczą strefy euro. Pewna jest tylko wysoka zmienność euro w tym tygodniu.

Uważamy, że niższa od oczekiwań inflacja w listopadzie może być dla części decydentów argumentem za powrotem do podwyżek o 50 pb. Wzrost cen konsumenckich zwolnił bardziej niż oczekiwano i w listopadzie osiągnął 10% po wcześniejszych rekordowych 10,6%. Miara bazowa, zapewne istotniejsza dla decydentów, pozostaje jednak na rekordowych 5%, co sugeruje, że presja cenowa po wykluczeniu najbardziej zmiennych komponentów jeszcze nie maleje.

Spadek cen ropy, częściowa normalizacja cen gazu i niedawne odbicie pary EUR/USD również mogą skłaniać decydentów do spowolnienia tempa podwyżek. Jednocześnie dane gospodarcze ze strefy euro kształtują się lepiej niż oczekiwano. Rynek pracy jest ciasny, na co wskazuje rekordowo niska stopa bezrobocia, zaś odczyt PKB w III kwartale w skali kwartału został zrewidowany w górę do +0,3% ze wstępnego odczytu +0,2%.

Bardziej aktualne wyprzedzające wskaźniki PMI również ostatnio przekroczyły oczekiwania, wskazując na jedynie delikatne skurczenie się gospodarki. Poprawiły się nawet wskaźniki zaufania, choć wciąż pozostają słabe – szczególnie te bazujące na ankietach wśród konsumentów. 

Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2019 – 2022)Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2019 – 2022)

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 12.12.2022

Jak na wieści z EBC może zareagować euro?

Biorąc pod uwagę mieszane argumenty i rozbieżną retorykę poszczególnych decydentów, uważamy, że czwartkowa decyzja raczej nie będzie jednogłośna. Naszym zdaniem niższe ceny energii i ostatni spadek inflacji przechylą szalę na korzyść podwyżki o 50 pb. Nie można jednak całkowicie wykluczyć ruchu o 75 pb., szczególnie biorąc pod uwagę względną odporność gospodarczą strefy euro.

Od czasu ostatniego posiedzenia część jastrzębi w Radzie Prezesów opowiadała się za kolejną dużą podwyżką o 75 pb. i można wysuwać argument, że ostatnie dane wspierają to stanowisko. Nawet w przypadku podwyżki o 50 pb. spodziewamy się, że dojdzie do kompromisu i będą jej towarzyszyły bardziej jastrzębie sygnały dotyczące przyszłości.

Biorąc pod uwagę, że rynek wycenia tylko ok. 55 pb. podwyżek w grudniu, typowo oczekiwalibyśmy, że ruch o 50 pb. będzie miał raczej ograniczony wpływ na euro. Zauważamy jednak, że skala ostatniego wzrostu kursu EUR/USD – który obecnie kształtuje się o ponad 10% wyżej w stosunku do lokalnych minimów z końcówki września – może stwarzać przestrzeń do realizacji zysków. Ruch o 75 pb. prawdopodobnie pozwoliłby parze EUR/USD na osiągnięcie nowych lokalnych maksimów.

QT i nowy outlook, czyli na co jeszcze warto zwrócić uwagę

Poza decyzją odnośnie do stóp procentowych, decydenci będą prawdopodobnie dyskutować na temat zacieśniania ilościowego (quantitative tightening; QT) i przedstawią informacje na ten temat. Oczekuje się, że proces ten, będący w ujęciu ogólnym przeciwieństwem luzowania ilościowego, które obniżyło rynkowe stopy procentowe, rozpocznie się w nadchodzących miesiącach. Uważamy, że podwyżka stóp o 50 pb. otwiera drogę do bardziej jastrzębiego oświadczenia dotyczącego QT; spodziewamy się rozpoczęcia tego procesu w I kwartale 2023 r. Nie jest jednak jasne, jak dużo informacji na ten temat poznamy w czwartek. Może to być częściowo zależne od skali ruchu, choć oczekuje się, że EBC przedstawi chociaż ogólny plan, w jaki sposób zamierza zredukować ogromny zasób posiadanych obligacji.

EBC opublikuje także nowe projekcje makroekonomiczne. Podejrzewamy, że wszelkie zmiany będą niewielkie. Prognoza inflacji na 2023 r. może zostać nieco podniesiona z 5,5%, zaś prognoza wzrostu obniżona bliżej 0% z oczekiwanych we wrześniu 0,9%. Dodatkowo po raz pierwszy poznamy projekcje na 2025 r. – one również prawdopodobnie przyciągną uwagę.

Wszelkie wzmianki o QT również mogą być istotne dla euro, podobnie jak zrewidowane prognozy i retoryka banku centralnego w kontekście dalszych działań. Niezależnie od decyzji dotyczącej stóp i komunikacji EBC, spodziewamy się zwiększonej zmienności euro w okolicach posiedzenia, szczególnie że odbędzie się ono tuż po środowym oświadczeniu FOMC.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (15.12) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

CVI finalizuje pierwszy instytucjonalny fundusz private debt skoncentrowany na Europie Środkowej. EBOiR dołącza do grona inwestorów

CVI Dom Maklerski („CVI”), wiodąca firma zarządzająca funduszami private debt
z siedzibą w Polsce i działająca w Europie Środkowej, ma przyjemność ogłosić finalizację fundraisingu swojego pierwszego funduszu zamkniętego skoncentrowanego na inwestorach instytucjonalnych, CVI CEE Private Debt Fund („Fundusz”) na poziomie 132 mln EUR.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju („EBOR”) wraz z kilkoma inwestorami instytucjonalnymi oraz polskim family office uzupełnili grono inwestorów w ramach ostatecznego zamknięcia Funduszu. W sumie Fundusz przyciągnął inwestorów z ośmiu krajów Europy, w tym Europejski Fundusz Inwestycyjny, EBOR, PFR Ventures, a także fundusze emerytalne, firmę ubezpieczeniową, kilka family offices oraz zespół CVI.

Do końca października Fundusz dokonał już 23 inwestycji o wartości 70 mln euro. Finansowane przedsiębiorstwa pochodzą z wielu różnych branż, w tym budowy jachtów, turystyki, motoryzacji, e-commerce, energii odnawialnej, usług energetycznych, wellness, przewozów kolejowych, farmacji i budownictwa. Fundusz zamierza zrealizować ponad 40 inwestycji w całej Europie Środkowej, w tym w Polsce, Czechach, Słowacji, krajach bałtyckich, Rumunii i na Węgrzech.

Do tej pory CVI przeprowadziło blisko 700 inwestycji private debt, inwestując kapitał
w wysokości prawie 2,7 mld euro, który wsparł ponad 250 firm w Europie Środkowej. „Zainwestowaliśmy już ponad 53% funduszu, co potwierdza zapotrzebowanie rynku na finansowanie typu private debt, polegające na inwestowaniu w przedsiębiorstwa o średniej kapitalizacji oraz MŚP w wybranych krajach Europy Środkowej, przy wielkości inwestycji od
2 do 15 mln EUR” – skomentował Marcin Leja, Partner CVI.

Rafał Lis, partner zarządzający CVI: „Bardzo cieszy nas dołączenie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju do grona naszych inwestorów, co postrzegamy jako kolejny ważny kamień milowy i docenienie naszej strategii inwestycyjnej ze strony rozpoznawalnych na rynku inwestorów. Mamy nadzieję, że będzie to pierwszy krok w ramach nowego partnerstwa, ponieważ firmy i przedsiębiorcy z regionu Europy Środkowej potrzebują dostępu do kapitału dłużnego o wyższym apetycie na ryzyko”.

Radoslav Tausinger, dyrektor zarządzający CVI, dodał: „Fundusz zainwestował w spółki z czterech krajów regionu Europy Środkowej, a większość kapitału została przeznaczona na wsparcie inicjatyw rozwojowych naszych pożyczkobiorców. Fundusz zwiększa naszą skalę finansowania dobrze funkcjonujących firm z sektora MŚP w całym regionie, jednocześnie umożliwiając inwestorom szybkie zaangażowanie kapitału, jak również doskonałe stopy zwrotu”.

Anne Fossemalle, EBOR, dyrektor ds. funduszy kapitałowych: „EBOR z przyjemnością ogłasza swoje znaczące zaangażowanie w CVI CEE Private Debt Fund, wiodącego inwestora sektora private debt w Europie Środkowo-Wschodniej. Jest to pierwsza inwestycja EBOR w prywatny fundusz kredytowy o strategii skoncentrowanej na długu uprzywilejowanym, mająca na celu wsparcie rodzącej się klasy aktywów w regionie, w którym ewidentne jest zapotrzebowanie na elastyczne rozwiązania kredytowe, motywowane obecnymi warunkami rynkowymi. Współpraca ta umożliwi również CVI wykorzystanie wiedzy EBOR w zakresie przyjęcia standardów poprawiających różnorodności genderowej w branży kredytów prywatnych w regionie”.

Elisabetta Falcetti, EBOR, dyrektor, szef regionalny Europy Środkowej: „Dzięki inwestycji w CVI CEE Private Debt Fund, EBOR wzmacnia swoją misję poprawy lokalnych rynków kapitałowych poprzez oferowanie specjalistycznych produktów dla MŚP, dla których nie ma aktualnie ofert. Zaangażowanie to pozwoli również EBOR na wsparcie niezależnego
i doświadczonego zespołu z wieloma osiągnięciami i pomoże poprawić ogólną konkurencyjność sektora prywatnego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej”.

Bartłomiej Latoszek nowym Dyrektorem Generalnym Enefit Green w Polsce

Od grudnia działalnością Enefit Green w Polsce kieruje Bartłomiej Latoszek. Na stanowisku Dyrektora Generalnego zarządza zespołem i pracami Enefit Green w Polsce. Enefit Green to spółka wchodząca w skład estońskiej grupy Eesti Energia i największy producent energii wiatrowej w krajach bałtyckich.

Jak mówi Aavo Kärmas, prezes zarządu Enefit Green, Polska jest ważnym rynkiem dla spółki. – Enefit Green wszedł na polski rynek OZE w czerwcu 2019 roku i od tego czasu dynamicznie rozwija swoją działalność. Dziś zarządzamy w Polsce farmami fotowoltaicznymi o łącznej mocy ponad 18 MW, dodatkowo w budowie mamy dwa parki słoneczne o łącznej mocy ok. 15 MW. Dążymy do tego, aby do 2026 roku stać się liderem sektora zielonej energii w Polsce, a budowa nowych mocy ze źródeł odnawialnych będzie odgrywała w tym procesie istotną rolę – komentuje Aavo Kärmas.

Chcemy jeszcze sprawniej realizować nasze cele biznesowe, dlatego zdecydowaliśmy się na utworzenie nowego stanowiska w naszej strukturze, tj. Dyrektora Generalnego. Cieszę się, że to akurat Bartłomiej będzie kierował naszą działalnością w Polsce. Jest on doświadczonym menedżerem, posiadającym szeroką wiedzę na temat sektora odnawialnych źródeł energii w różnych krajach. Dzięki swojemu doświadczeniu i wiedzy będzie w stanie realizować plany rozwoju Enefit Green na polskim rynku – dodaje Aavo Kärmas.

Bartłomiej Latoszek posiada blisko 12-letnie doświadczenie w sektorze energii odnawialnej. Przed dołączeniem do zespołu Enefit Green, pracował w Grupie Iberdrola, gdzie zajmował stanowiska Offshore Wind Country Manager, Poland Developments Manager oraz Office Manager i Head of Electrical Engineering. Jest absolwentem Politechniki Warszawskiej na kierunku elektrotechnika.

Bardzo się cieszę, że dołączam do zespołu Enefit Green. W strategii spółki dostrzegam ciekawe wyzwania, a wyznaczone cele są jasno określone. Postawione przed nami zadania są ambitne, ale działania związane z zieloną transformacją zawsze były dla mnie ważne i motywujące – mówi Bartłomiej Latoszek i dodaje: – Wierzę, że połączenie mojego wykształcenia z zakresu energetyki z doświadczeniem zdobytym w międzynarodowej firmie z sektora OZE oraz jednoczesną koncentracją na realizacji długoterminowej strategii biznesowej, pozwolą mi być wartościową częścią zespołu Enefit Green i zapewnią dynamiczny rozwój firmy w Polsce.

Enefit Green posiada obecnie w Polsce 19 elektrowni słonecznych o łącznej mocy nieco ponad 18 MW i generujących rocznie ok. 19 GWh energii elektrycznej. Obecnie, trwają również prace nad inwestycjami fotowoltaicznymi w Zambrowie o mocy 8,8 MW oraz w Dębniku, o mocy 6 MW. W przyszłym roku spółka planuje zwiększyć portfel projektów z sektora energii odnawialnej.

ZPPHiU apeluje o zamrożenie indeksacji czynszów w 2023 roku

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) apeluje do właścicieli galerii handlowych o zamrożenie indeksacji czynszów w 2023 roku. Najemcy pokrywają wszystkie koszty funkcjonowania obiektów – w tym także koszty zarządzania, czyli koszty pracy. Ponadto czynsze – choć płacone w złotówkach – każdego miesiąca są przeliczane z ustalonej w umowie kwoty w euro. Ta praktyka przenosi na najemców ryzyko kursowe wynajmujących. Dlatego zamrożenie indeksacji inflacyjnej w 2023 roku jest fundamentalne dla najemców, których koszty zwiększą się drastycznie w wyniku wzrostu cen surowców, płac, logistyki dostaw i dystrybucji oraz opłat eksploatacyjnych płaconych przez sklepy czy punkty usługowe. Trzeba również uważnie obserwować osłabiającą się siłę nabywczą polskiego społeczeństwa, która skutkuje ograniczeniem zakupów – poza tymi niezbędnymi.

ZPPHiU wraz ze swoimi członkami – najemcami powierzchni w galeriach handlowych – przygotowują się do rozliczeń kosztów wspólnych za 2022 rok. Właściciele sklepów i punktów usługowych obawiają się, że będą musieli znowu dopłacać do wcześniej zapłaconych opłat. Z pewnością te dopłaty będą poddane szczegółowym analizom – najemcy oczekują transparentnego udokumentowania poniesionych wydatków. Ponadto ZPPHiU rozpoczyna wśród swoich członków badanie jakości zarządzania kosztami wspólnymi przez zarządców galerii handlowych. Celem badania będzie wskazanie najlepiej i najgorzej ocenianych firm odpowiadających za opłaty serwisowe w centrach handlowych.

„Najemcy w galeriach handlowych płacą czynsze w przeliczeniu z euro. W efekcie – w związku ze słabą złotówką – realny koszt płatności czynszowych w bieżącym roku wydatnie wzrósł. Do tego dochodzi niemal drastyczny wzrost innych kosztów prowadzenia działalności. Należy zaznaczyć, że w większości galerii handlowych czynsze i tak są na wysokich poziomach, obliczonych na dobre czasy. Tymczasem rynek oraz handel słabnie i z dużą dozą pewności można założyć, że w przyszłym roku przychody sklepów i punktów usługowych w centrach handlowych będą niższe niż w roku bieżącym. Dlatego zrezygnowanie z dodatkowego, istotnego obciążenia najemców indeksacją czynszów – w tak ciężkich czasach jak obecnie, przy ograniczanych przez konsumentów zakupach – jest konieczne. Uważam, że obie strony powinny współdziałać w szukaniu oszczędności i redukcji kosztów. Pamiętajmy przy tym, że najemcy pokrywają zwiększone koszty energii, mediów i obsługi całego obiektu handlowego. Żaden wynajmujący nie skorzysta na tym, jeśli jego partnerzy nie udźwigną tak dużych kosztów i będą zmuszeni zrezygnować z danej lokalizacji” – komentuje Stanisław Bogacki, prezes firmy Solar.

„Indeksacja czynszów o wskaźnik inflacji jest stałym elementem umów, a właściciele galerii handlowych co roku podwyższają z tego tytułu swoje wpływy i wyceny centrów. Nawet gdy inflacja była poniżej 2%, nasze czynsze rosły – bo taki był wymóg bardzo wielu wynajmujących. Co więcej – kiedy przez kilka lat notowana była deflacja – nasze czynsze wcale się nie obniżyły. W 2023 roku obawiamy się bardzo trudnych warunków dla prowadzenia sklepów i punktów usługowych. Wzrost kosztów surowców, cen energii, pracy, zmiany zachowań konsumenckich, pogorszenie nastrojów zakupowych, osłabienie siły nabywczej Polaków w wyniku inflacji – to wszystko czynniki, które mogą istotnie obniżyć nasze przychody. Dlatego indeksacja inflacyjna czynszów – która jest dla galerii handlowych dodatkowym czystym zyskiem – powinna być zamrożona. Pokrywamy wszystkie koszty funkcjonowania galerii handlowych – które systematycznie rosną. Nasze opłaty poza samym czynszem znacząco zwiększy choćby wzrost cen energii i płac. Nie widzimy zasadności tak drastycznego podwyższenia kosztów, przecież wartość i atrakcyjność centrów handlowych nie zwiększa się w wyniku wojny i inflacji – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Obecnie najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w większości galerii handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, ubezpieczenia, itp.

ZPPHiU stoi na stanowisku, że czynsz i opłaty w centrach handlowych powinny być obniżane w przypadku przestojów, utrudnień w działaniu jak choćby brak prądu. Obecnie takie zdarzenia, które nie pozwalają prowadzić najemcom sprzedaży, nie wpływają na obniżenie opłat. Co więcej – centra handlowe nigdy nie obniżyły ani czynszu, ani opłat eksploatacyjnych po zamknięciu handlu w niedziele – choć w te dni zrezygnowano z usług typu ochrona czy sprzątanie, a przychody najemców obniżyły się. Dlaczego najemcy muszą płacić tyle samo także za okresy, w których nie mogą prowadzić sprzedaży?

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) i Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU oraz PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.

Maroš Šefčovič: Bateryjna akademia utrwali konkurencyjność naszych firm

O potrzebie szkolenia specjalistów sektora bateryjnego w dobie transformacji napędowej, pozycji Polski w światowym łańcuchu dostaw akumulatorów Li-Ion oraz dużych pieniądzach zainwestowanych w rozwój zeroemisyjnej i zrównoważonej mobilności, z Marošem Šefčovičem, słowackim dyplomatą i politykiem, wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej ds. stosunków międzyinstytucjonalnych i prognozowania.

Panie Przewodniczący, jakie dostrzega Pan narzędzia, którymi Unia Europejska napędza innowacyjność i konkurencyjność Państw Członkowskich. Jaką rolę odgrywają European Battery Alliance i European Battery Academy?

Europa przechodzi obecnie przez bardzo gwałtowne zmiany, związane z destabilizacją geopolityczną wywołaną rosyjską inwazją w Ukrainie i spowodowan ym tym kryzysem energetycznym oraz trwającym wciąż procesem unormowania gospodarczego po pandemii COVID-19. W momencie, kiedy decydenci w innych regionach świata poszukują sposobów na ochronę gospodarki przez tymi trudnościami, niezbędne jest, abyśmy również my zapewnili konkurencyjność europejskiego przemysłu, przedsiębiorców i gospodarki.

Jeżeli uda nam się połączyć wszystkich interesariuszy i skupić łącznie nasz wysiłek, to możemy poczynić skokowe postępy we wszystkich strategicznych obszarach gospodarczych. Baterie to idealny przykład. Przez ostatnie 5 lat, odkąd wspólnie z Państwami Członkowskimi, interesariuszami oraz przemysłem uruchomiłem European Battery Alliance, Unia Europejska przeobraziła się z praktycznie nieistniejącego rynku bateryjnego w globalne centrum tych technologii. Polska jest jednym z liderów w tym procesie. Mamy już ponad 110 istotnych projektów bateryjnych w Europie, wliczając w to 40 gigafabryk. To wszystko wspiera niezrównana ilość inwestycji o wartości blisko 130 miliardów euro.

Dodatkowo, zdecydowaliśmy się przeznaczyć łącznie 925 milionów euro na badania i innowacje poprzez program Horizon Europe. Unia Europejska zaakceptowała też dwa projekty IPCEI, dostarczając 20 miliardów euro w postaci pomocy publicznej i prywatnych inwestycji, na cele wzmocnienia europejskiego ekosystemu bateryjnego, w tym 60 firm w 12 Państwach Członkowskich z Polską włącznie.

Ten sukces napędził utworzenie European Battery Academy, aby stawić czoła wyzwaniu rosnącego popytu na wyszkolonych pracowników w sektorze bateryjnym na kolejne lata. Sam przemysł sygnalizuje potrzebę 800 000 pracowników, którzy będą musieli być przeszkoleni ponownie lub doszkoleni do 2025 r. Akademia wspiera ten proces poprzez wdrażanie kompleksowej usługi szkoleniowej, z celem nadrzędnym, aby wesprzeć firmy bateryjne i utrwalić ich konkurencyjność i innowacyjność na scenie globalnej.

European Battery Academy ma szansę odegrać istotną rolę w Europie środkowo-wschodniej, jakie widzi Pan wyzwania w tym kontekście?

Baterie będą odgrywały kluczową rolę w gospodarce przyszłości i jestem zachwycony, że CEE jest w czołówce tego unijnego procesu, bo państwa tego regionu już są liderami pod względem produkcji baterii. Zarówno Polska, jak i Węgry są wśród 10 największych eksporterów baterii w skali globalnej. W każdym z tych państw mamy już ponad 10 tys. osób zatrudnionych w tym sektorze.

Polska, mając liderów takich jak LG Energy Solution Wrocław i Northovolt jest jednym z głównych dostawców baterii litowo-jonowych i magazynów energii w Unii Europejskiej.

Muszą istnieć zasoby ludzkie w całym łańcuchu wartości, również w recyklingu, aby ten dobry trend się utrzymał.

Cieszy mnie, że EBA nabiera tempa i wdrażana jest z coraz większym rozmachem. Cztery Państwa Członkowskie podpisały już na przykład porozumienia o wyszkoleniu dużej ilości pracowników. W Hiszpanii i Francji dotyczy to 150 tys. osób, na Węgrzech 40 tys., a w Rumunii 20 tys. Unia Europejska udzieliła wsparcia dla Akademii poprzez grant REACT-EU (Recovery Assistance for Cohesion and the Territories of Europe) w wysokości 10 milionów euro.

Sukces Akademii w postaci wyszkolonych i doszkolonych pracowników dla sektora baterii litowo-jonowych nie byłby jednak możliwy, gdyby nie partnerzy działający w Państwach Członkowskich, tacy jak PSPA, które wdraża program EBA w Polsce.

Jaką w Pana opinii rolę w rozwoju elektromobilności i dekarbonizacji może odegrać łańcuch wartości baterii litowo-jonowych?

Elektromobilności jest kluczowa dla dekarbonizacji transportu drogowego, co zaś stanowi strategiczny element unijnej ambicji klimatycznej i naszego dążenia do podwójnego celu zielonej i cyfrowej transformacji.

Europa stoi na czele rewolucji elektromobilności. W 2021 r., zarejestrowano ponad 2,2 miliona nowych pojazdów z wtyczką na naszym kontynencie. To potężny wzrost 66% w porównaniu do 2020 r. Łącznie rynek ten wzrósł do 19%, przy udziale 10% dla pojazdów bateryjnych elektrycznych i 9% dla PHEV.

To oznacza, że mamy dziś w Europie ponad 4 miliony pojazdów elektrycznych i spodziewamy się 50 milionów w 2030 r. Taki poziom przyrostu elektrycznej floty będzie wymagał 1,5 TWh baterii litowo-jonowych. Na przykładzie tej liczby widać, że bateryjny łańcuch wartości odegra bardzo istotną rolę w ogólnym procesie elektryfikacji i dekarbonizacji transportu drogowego.

Sektor baterii jest w dodatku tak zaawansowany technologicznie i nowoczesny, że pozwoli Unii Europejskiej zaznaczyć swoją eksperckość, zwiększyć moce wytwórcze i wesprzeć swoją autonomię gospodarczą.

Jest to również sektor tworzący zielone miejsca pracy i wspierający transformację starych regionów górniczych (związanych z węglem). Dzięki innowacyjności tego sektora, zmiany tę będą dynamiczne, sprawiedliwe i społecznie akceptowane.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że musimy inwestować w kolejne generacje technologii bateryjnych tak, aby miały one większą gęstość energii, mniejszy wpływ na środowisko i wymagały mniej metali ziem rzadkich.

Jak wielkie znaczenie ma rozwój transportu zeroemisyjnego w CEE i w jaki sposób może pomóc Państwom Członkowskim tego regionu w wypełnieniu unijnej strategii dekarbonizacji?

 

Transport jest obecnie jedynym obszarem unijnej gospodarki, w którym emisyjność jest wciąż wyższa niż w 1990 r. Pojazdy osobowe i lekkie dostawcze są obecnie odpowiednio odpowiedzialne za 12% i 2,5% całkowitej emisji CO2 w Unii Europejskiej. Transport ciężki, w tym również autobusy, odpowiada za około 6%.

Chcąc osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r. musimy więc zredukować całkowitą emisyjność transportu o 90%. W praktyce oznacza to, że wszystkie pojazdy osobowe i lekkie dostawcze będą musiały być w przyszłości zeroemisyjne.

To szczególne wyzwanie dla Polskie i innych Państw Członkowskich z regionu środkowo-wschodniej Europy, mają na uwadze ich silny udział w ciężkim transporcie drogowym i przemyśle motoryzacyjnym.

Dla Unii Europejskiej i naszej polityki klimatycznej jest więc niezmiernie istotne, aby zmiany w tym regonie były trwale realizowane, wyłączając z ruchu pojazdy napędzane silnikami wewnętrznego spalania.  W tym samym czasie, musi być zwiększone tempo przyrostu infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych. W ten sposób wszyscy obywatele Unii Europejskiej będą częścią pozytywnej zmiany na elektromobilność.

Rozwój zasobów ludzkich i edukacja są też narzędziami budowy świadomości, jak Pan ocenia obecny stan i wagę świadomości, jeśli chodzi o dekarbonizację transportu i rozwój elektromobilności w CEE?

 

Sektor elektromobilności będzie siłą napędową postępującej cyfryzacji i zielonych technologii. Będzie to też filar siły przemysłowej i gospodarczej Unii Europejskiej w przyszłości. Korzyści wynikające z tej transformacji dla regionu CEE będą olbrzymie.

Europa środkowo-wschodnia już teraz ma silny sektor motoryzacyjny z dobrze wyszkoloną kadrą, rosnący potencjał przemysłowy i obiecujące pokłady surowców. Okno do tych korzyści powoli się jednak zawęża wraz z przyspieszeniem działań innych gospodarek na świece dążących do elektryfikacji transportu.

Musimy więc cały czas łączyć siły i współpracować, aby rozpędzić te zmiany jeszcze bardziej w Europie. Większa świadomość tych fenomenów w CEE jest więc absolutnie kluczowa, aby to się powiodło.

Dlatego dostrzegamy i uznajemy za wyjątkowo ważne takie projekty jak rozwijane przez PSPA CEE Green Transport Initative. Mają one bowiem szanse zwiększyć tempo procesu podążania do zeroemisyjności transportu drogowego i zwiększenia wsparcia dla elektromobilności.

Eksperci o danych CEIDG: Mamy niewielki wzrost nowych firm. Sytuacja nie zmieni się do połowy przyszłego roku

W pierwszych dziesięciu miesiącach br. do rejestru CEIDG wpłynęło o 6% więcej wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej niż w analogicznym okresie ub.r. W tym samym czasie o przeszło 8% wzrosła liczba wniosków dotyczących wznowienia JDG. Najwięcej takich firm powstało i wznowiło swoją działalność w woj. mazowieckim. Jednocześnie sporo wnioskodawców nie wskazało miejsca wykonywanej działalności, na co zezwala prawo. Zdaniem ekspertów, w najbliższym czasie jednak nie należy spodziewać się wzrostu liczby zakładanych firm. Znawcy tematu dodają też, że względna stabilizacja może nastąpić dopiero w II lub III kwartale przyszłego roku.

Wejście na rynek

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, od stycznia do października br. do rejestru CEIDG wpłynęło prawie 263,7 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ponad 248,7 tys. Ten wzrost jest oczywiście dobrą informacją dla gospodarki, co podkreśla radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński. Jednak według eksperta, ta sytuacja w znacznej części może wynikać z konieczności optymalizacji kosztów pracy poprzez założenie tego typu działalności.

– W ub.r. pandemia nie sprzyjała otwieraniu firm. W tym roku warunki też są niekorzystne, głównie ze względu na inflację, a także wzrost kosztów surowców energetycznych i energii elektrycznej. Przedstawiony wzrost rok do roku nie jest duży. Na rynku działa przecież ponad 2 mln firm. Tego typu wahania nie wyznaczają jeszcze żadnych konkretnych trendów – komentuje Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Według tegorocznych statystyk, wniosków o założenie JDG było o ok. 106,6 tys. więcej niż wniosków dot. zamknięcia JDG (odpowiednio prawie 263,7 tys. – 157,7 tys.). Po pierwszych dziesięciu miesiącach 2021 roku różnica ta wyniosła ok. 114 tys. (ponad 248,7 tys. – blisko 134,7 tys.). Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, polska gospodarka hamuje. Nastroje przedsiębiorców i konsumentów są złe. Właściciele firm zmuszeni są do kończenia tego, co nie przynosi dochodu lub staje się zbyt trudne. Jednocześnie szukają nowych możliwości w myśl zasady, że kryzys to zmiana, czyli szansa.

– Wzrost liczby zakładanych JDG jest dość symboliczny i wynika raczej z tego, że przedsiębiorcy wciąż żyją w dużym zawieszeniu i niepewności. Obecna sytuacja w gospodarce jest dla nich mocno niekorzystna. I jak na razie nie widać jakichkolwiek symptomów poprawy. Proszę też zwrócić uwagę  na to, że mamy kolejne zapowiedzi o podnoszeniu składek na ZUS i przez to sprawa dodatkowo się komplikuje. Całość zamyka tzw. Polski Ład, który jest oceniany przez większość przedsiębiorców, szczególnie tych najmniejszych, jako niekorzystne i szkodliwe dla nich rozwiązanie – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Biorąc pod uwagę podział na województwa, w tym roku najwięcej JDG powstało w mazowieckim – 26 261 (rok wcześniej – 30 675). Dalej mamy małopolskie – 15 947 (17 996), śląskie – 15 453 (17 743), wielkopolskie – 14 769 (17 628) i dolnośląskie – 14 152 (14 637). Na drugim końcu zestawienia widzimy opolskie – 3 108 (3 503), podlaskie – 4 139 (4 420) i lubuskie – 4 309 (4 788). Natomiast w 104 029 przypadkach nie wskazano miejsca wykonywania działalności, więc pole dot. województwa pozostaje puste (rok wcześniej – 67 138). Jak informuje MRiT, jest to oczywiście zgodne z ustawą. Osoba zakładająca JDG nie musi wskazywać miejsca wykonywanej działalności. Wówczas domyślnie przyjmuje się, iż działalność jest wykonywana na terenie całego kraju.

– Mazowieckie to jest duży obszar. W samej Warszawie mieszka ok. 2 mln osób. Jednak chcąc wyciągnąć wnioski dotyczące tego zestawienia, musielibyśmy porównać liczbę zakładanych JDG z liczbą mieszkańców danego województwa. Natomiast wpływ na pozostawianie pustego pola ma zapewne kilka czynników. Niektórzy przedsiębiorcy wychodzą z założenia, że skoro nie muszą podawać tej informacji, to jej nie wpisują. Ale mamy też osoby świadczące usługi informatyczne, co często oznacza pracę na odległość. Do tego dochodzą np. budowlańcy, którzy jeżdżą po całym kraju. Swoje obowiązki wykonują tam, gdzie są potrzebni – opisuje Jeremi Mordasewicz.

Z kolei według Adriana Parola, w przedmiocie szczegółowych danych z województw sytuacja jest dość prosta. Otóż w dużej mierze pokrywa się ona w zakresie ilości prowadzonych firm na danym terenie. Najwięcej JDG otwiera się z reguły w miejscach, gdzie od wielu lat widzimy najszerszą aktywność społeczną, bo tam jest największa szansa na potencjalny zysk i powodzenie misji gospodarczej.

Wznowienie działalności

Z udostępnionych danych wynika także, że w pierwszych dziesięciu miesiącach br. wpłynęły 132 tys. wnioski dot. wznowienia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 8,1% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano ok. 122,1 tys.

– Wzrost liczby wniosków dotyczących wznowienia działalności gospodarczej to również dobra informacja dla gospodarki. Jednocześnie zestawiając powyższe dane czy te dotyczące otwarć JDG z zamknięciami i zawieszaniem, nasuwa się wniosek, że sytuacja gospodarcza nie stwarza dzisiaj korzystnych warunków do prowadzenia biznesu. Coraz więcej małych firm znika z rynku, a trend ten wydaje się być dość trwały – podkreśla Łukasz Goszczyński.

Uwzględniając podział na województwa, w tym roku najwięcej JDG wznowiono w mazowieckim – 16 470 (rok wcześniej – 15 947). Następne na liście są pomorskie – 11 986 (11 581), śląskie – 10 879 (10 417), małopolskie – 10 814 (10 208) i zachodniopomorskie – 9 252 (9 086). Na końcu zestawienia znajdują się opolskie – 2 145 (2 126), świętokrzyskie – 2 502 (2 471) oraz lubuskie – 2 571 (poprzednio 2 517). Natomiast najwięcej wniosków było bez wskazania miejsca wykonywanej działalności – 20 613 (15 352).

– Jest wiele zmiennych, które w nadchodzących miesiącach mogą wpłynąć na liczbę zakładanych czy wznawianych JDG. Obawiam się jednak, że wzrośnie bezrobocie, ale nie za dużo, ponieważ mamy taki trend demograficzny. Zwalniane osoby będą rejestrować się w urzędach pracy jako bezrobotne, aby pobierać zasiłek przez pewien czas. Część z tych ludzi zacznie nieoficjalnie pracować. Dopiero kiedy skończą pobieranie świadczenia, to przystąpią do pracy lub założą JDG – analizuje ekspert Konfederacji Lewiatan.

Zwrot w połowie roku

Jak stwierdza radca prawny Adrian Parol, pod koniec 2022 roku i na początku 2023 roku raczej nie nastąpi wzrost liczby zakładanych nowych JDG. Ekspert ostrożnie szacuje, że bilans będzie na zero lub na lekkim minusie. Natomiast względna stabilizacja powinna się pojawić się dopiero w okolicach II lub nawet III kwartału przyszłego roku. Przy założeniu, że nic negatywnego nie wydarzy się w tym czasie. Wówczas ten stan może się przedłużyć. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Obecna sytuacja pogorszenia nastrojów będzie widoczna przynajmniej do połowy 2023 roku. Jeżeli już coś się zadzieje na plus, to największy rozwój JDG powinniśmy obserwować w branżach usługowych oraz w obszarze szeroko rozumianych nowych technologii – twierdzi Marek Zuber.

Z kolei według radcy prawnego i doradcy restrukturyzacyjnego Łukasza Goszczyńskiego, obecnie szalejąca inflacja, wysokie ceny nośników energii i niepewna sytuacja polityczna mają bezpośredni wpływ na decyzje przedsiębiorców o otwieraniu lub odwieszaniu działalności gospodarczej. Wszystkie czynniki wskazują na to, że trend ten utrzyma się na wysokim poziomie również w przyszłym roku. A sytuacja przynajmniej do czerwca nie ulegnie poprawie.

– Prognozując rozwój sytuacji, trzeba też zaznaczyć, że przedsiębiorcy skrupulatnie liczą każdą złotówkę i szukają oszczędności. Jednak coraz ciężej im to idzie, bo mechanizmy optymalizacyjne zostały już wdrożone praktycznie na każdym etapie działalności. I de facto teraz nie ma już na czym oszczędzać. Widząc to, przyszli przedsiębiorcy są poniekąd przerażeni taką perspektywą i zaczynają myśleć raczej o możliwości przebranżowienia się, a w ostateczności idą do kogoś na etat, często chcąc przeczekać turbulencje i odsunąć decyzję o założeniu własnej działalności – podsumowuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Dezinflacja – ekonomiczne słowo 2023 roku?

Nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji za oceanem. Temat ten idealnie komponuje się z dzisiejszym oczekiwaniem na posiedzenie FOMC. Pytanie, czy wieczorem uda się podtrzymać euforyczne nastroje na rynkach.

Bal czas zacząć

Najważniejszym wydarzeniem tygodnia miała być dzisiejsza decyzja Rezerwy Federalnej w sprawie wysokości stóp procentowych. Niewykluczone jednak, że pozostanie ona w cieniu wczorajszego odczytu o dynamice cen w Stanach. Ta wyraźnie spada, szybciej nawet od wydawało się optymistycznych prognoz analityków. Od czerwcowego szczytu, kiedy inflacja była najwyższa od 1981 roku, oddała już 2 punkty procentowe. Obecnie dynamika cen wynosi 7,1% przy predykcjach 7,3% i poprzednim odczycie na poziomie 7,7%. Od razu w oczy rzuca się przyspieszenie tempa spadków, jak i nakręcające się oczekiwania dezinflacyjne analityków. Reakcja rynku była jednoznaczna. Dolar tracił na szerokim rynku, wybijając ostatnią konsolidację na głównej parze walutowej globu. Euro kosztuje już powyżej 1,06 $ i jest najdroższe od początku czerwca. Jeszcze większą euforię obserwowaliśmy na parkietach giełdowych. S&P 500 wczoraj nawet wyłamał tegoroczną linię trendu spadkowego, jednak ostatecznie nie był w stanie się utrzymać powyżej.

Co na to FED?

Kolejną szansę będzie miał już dziś wieczorem, gdy poznamy decyzję Komitetu Otwartego Rynku w sprawie wysokości stóp procentowych. Oczywiście nie można zakładać, że wczorajszy odczyt coś tu zmieni, rynek dalej jest przekonany o podwyżce o 50 p.b.. Wpływ może być jednak już widoczny na konferencji prasowej przewodniczącego Powella, jak i na popularnych fedokropkach. Z jednej strony więc mamy oczekiwanie na wieczór, z drugiej jednak inwestorzy są już przekonani o pewnych rzeczach. A ostatnie tygodnie pokazały, że wiary we własne predykcje nie są w stanie złamać nawet oficjalne dementi decydentów Rezerwy. Ciekawie wygląda sytuacja zwłaszcza na amerykańskich obligacjach. Rentowność tych dwuletnich wczoraj spadła do poziomu 4,13%, co oznacza, że już dziś wieczorem znajdzie się poniżej dolnego pułapu oficjalnych stóp procentowych. Taka inwersja przeważnie zwiastuje koniec restrykcyjnej polityki pieniężnej. Co więcej, rynek jest przekonany, że po zakończeniu cyklu podwyżek praktycznie od razu wejdziemy na drogę obniżek. I po raz kolejny niewiele tu zmieniają powtarzane jak mantra słowa Powella, że między jednym a drugim będzie musiał minąć “pewien czas”.

Czas odbudować rezerwę

Z pozostałych rynkowych informacji warto odnotować wczorajsze dane o zapasach ropy w Stanach. Te systematycznie w ostatnich miesiącach się kurczyły, dochodząc do najniższych poziomów od wczesnych lat 80’. Głównie za sprawą decyzji prezydenta Bidena, by w ten sposób wpływać na cenę paliwa, zwłaszcza przed wyborami. Nie ulegało jednak wątpliwości, że Amerykanie w końcu będą musieli zacząć odbudowywać rezerwy i wczorajszy odczyt sugeruje, że ten proces właśnie się zaczął. Trochę niespodziewanie, bo analitycy spodziewali się kolejnego ujemnego wyniku, zapasy wzrosły o blisko 8 mln baryłek. Oznacza to, że dołki z poprzedniego tygodnia, mogą przez dłuższy czas pozostać nienaruszone.

Złoty po wczorajszym umocnieniu dziś delikatnie się osłabia. Nieznacznie drożeje większość głównych walut. Euro średnio kosztuje 4,685 zł, frank wrócił do 4,75 zł, a funt 5,45 zł. Jedynie dolar po porannym ruchu w górę wrócił już w okolicę wczorajszego zamknięcia. Dopiero wieczorem po decyzji FOMC możemy spodziewać się większych ruchów, które jednak będą na tyle istotne, że prawdopodobnie wyznaczą kierunek na resztę sesji w tym roku.

Krzysztof Adamczak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Raport: III kwartał w polskiej gospodarce zaskoczył analityków

Zespół Badań Makroekonomicznych CEIC (ISI Emerging Markets Group) opublikował kwartalny raport „Poland Economy in a Snapshot”. To ogólny oraz gruntowny przegląd bieżących wydarzeń gospodarczych i finansowych wybranych przez polskich ekonomistów. Najnowsza edycja obejmuje podsumowanie trzeciego kwartału 2022 r. oraz przewidywania dot. czwartego.

Według wstępnych szacunków GUS, polska gospodarka wzrosła w III kwartale 2022 r. po wyrównaniu sezonowym o 1 proc. kw/kw, co przekłada się na roczne tempo wzrostu na poziomie 4,5 proc. r/r. Dane te są lepsze od oczekiwań, ponieważ w poprzednim kwartale pojawiły się prognozy, że Polska jest na drodze do technicznej recesji. Dodatnia dynamika pozwala oczekiwać, że gospodarka uniknie spowolnienia.

Polska w obliczu niepewnej gospodarki

W III kwartale 2022 r. tematem na pierwszych stronach gazet była przede wszystkim rekordowo wysoka inflacja. Wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w III kw. doprowadził do tego, że w październiku jego roczne tempo osiągnęło aż 17,9 proc. r/r – najwięcej od 1997 r. Z kolei w listopadzie było to 17,4 proc. r/r. Inflacja ciążyła na wydatkach i wywierała presję na polską walutę. Według NBP inflacja konsumencka wyniesie w tym roku średnio 14,5 proc. i 13,1 proc. w przyszłym, czyli wciąż znacznie powyżej celu inflacyjnego wynoszącego 2,5 proc.

Jak zaznaczają analitycy CEIC, gospodarka w III kwartale br. wysyłała mieszane sygnały. Chociaż statystyki dotyczące wzrostu gospodarczego i rynku pracy pokazywały przyzwoite wyniki (bezrobocie wyniosło 5,2 proc.), pewne wskaźniki makroekonomiczne pokazały, że spowolnienia gospodarki nie można wykluczyć całkowicie, mimo że jest mało prawdopodobne. Wzrost wydatków Polaków spowolnił do 2 proc. r/r w lipcu, 4,2 proc. r/r w sierpniu i 4,1 proc. we wrześniu po silnym skoku w poprzednim kwartale (nawet do 8,2 proc. w maju).

Starania o spokój

Choć polski rząd zdecydował o przedłużeniu tzw. tarczy antyinflacyjnej do końca 2022 r., media cytują wypowiedź szefa Państwowego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa o tym, że od stycznia pakiet nie zostanie przedłużony. W ramach tarczy obniżono VAT na energię, ciepło i paliwa z 23 proc. do 8 proc., zniesiono VAT na żywność oraz akcyzę na paliwa. Wygaśnięcie pakietu antyinflacyjnego może spowodować wzrost cen, ponadto wpłynie to na dobrobyt konsumentów (zmniejszy się dochód do dyspozycji).

Rząd w ramach reakcji na gwałtownie rosnące ceny energii zdecydował o wprowadzeniu limitów cen węgla i energii elektrycznej. Ustalono maksymalną cenę energii elektrycznej w kwocie 785 zł (156,61 dol.) za 1 MWh dla małych firm i podmiotów takich jak szpitale, a także w kwocie 693 zł za 1 MWh dla gospodarstw domowych. Jak zaznaczają eksperci Zespołu Badań Makroekonomicznych CEIC, omawiane decyzje rządu mogą podważyć dotychczasowe działania antyinflacyjne.

Gospodarcze przemiany

Najnowszy raport „Poland Economy in a Snapshot” jest kolejnym, który pokazuje, że jesteśmy świadkami historycznych wydarzeń gospodarczych. W III kwartale 2022 roku polska waluta przekroczyła rekordową granicę 5 zł za 1 dolara amerykańskiego, czyli najwięcej od denominacji w 1995 roku. Ponadto nasz kraj wciąż odczuwa skutki pandemicznego załamania. Analitycy nie wykluczają jednak, że pomimo trudności polska gospodarka ma szanse na unormowanie, a w pewnych obszarach nawet wzrost. Zespół Badań Makroekonomicznych CEIC na bieżąco obserwuje, jak kształtują się wskaźniki makroekonomiczne, aby w pierwszych tygodniach 2023 r. udostępnić raport „Poland Economy in a Snapshot” dot. IV kwartału 2022 r.

Najważniejsze informacje o III kwartale w polskiej gospodarce:

  • polska gospodarka wzrosła o 1 proc. kw/kw,
  • realny wzrost PKB osiągnął na koniec września 3,6 proc. r/r,
  • stopy procentowe pozostały od września na poziomie 6,75 proc.

Najważniejsze informacje o III kwartale w polskiej gospodarce

Źródło: CEIC Insights Report „Poland Economy in a Snapshot – Q4 2022”

Planujesz leasing nowego pojazdu? Sprawdź, czy warto wykupić ubezpieczenie GAP

Negocjując z doradcą warunki umowy leasingu nowego pojazdu lub przeglądając różne oferty, możesz spotkać się z propozycją dokupienia ubezpieczenia GAP. To dobrowolne ubezpieczenie cieszy się sporą popularnością wśród leasingobiorców, ponieważ w razie wystąpienia szkody całkowitej albo kradzieży pojazdu chroni przed stratą finansową. Czym dokładnie jest ubezpieczenie GAP i czy warto je wykupić? Wyjaśniamy!

Ubezpieczenie GAP w leasingu – co to jest?

Ubezpieczenie GAP w leasingu to ochrona od utraty wartości samochodu, w przypadku kradzieży lub wystąpienia szkody całkowitej. Pojazdy z czasem tracą na swojej wartości, nawet bardzo zadbane i młode auto może po 2, 3 czy 5 latach zostać przez rzeczoznawcę wycenione na kwotę kilkadziesiąt tysięcy złotych niższą od tej widniejącej na fakturze za jego zakup. A to sprawia, że odszkodowanie z AC lub OC nie zawsze pokryje całość pozostałego zobowiązania leasingowego.

Ubezpieczenie GAP stanowi idealne uzupełnienie OC/AC. Umożliwia uzyskanie dodatkowych środków, które w szczególności pomogą spłacić leasing w całości lub znacznej części. Celem produktu jest wyrównanie bądź częściowe zrekompensowanie różnicy między kwotą zakupu nowego auta w leasingu a jego wyceną sprzed szkody. Odpowiedź na pytanie, czy warto wybrać ubezpieczenie GAP, brzmi zatem: zdecydowanie tak!

Dodatkowe korzyści z ubezpieczenia GAP

GAP to nie tylko ochrona od straty finansowej, ale także szereg dodatkowych korzyści, czego doskonałym przykładem jest GAP od PKO Ubezpieczenia. W przypadku tego ubezpieczyciela polisa poza wypłatą odszkodowania może zapewnić także:

  • zwrot kosztów za najem pojazdu zastępczego nawet do 7. Dni,
  • refundację kosztów dodatkowych związanych z zakupem nowego pojazdu – można wybrać jedną z opcji:
    • refundacja wpłaty własnej na zakup nowego samochodu w leasing,
    • refundacja trzech pierwszych rat z nowej umowy leasingu,
    • refundacja opłaty wstępnej do nowej umowy leasingu albo
    • pokrycie kosztów ubezpieczenia nowego pojazdu: OC, AC, NNW.

Ubezpieczenie GAP – na jak długo?

O tym, na jak długo można zawrzeć ubezpieczenie GAP w leasingu, decydują Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU). W przypadku PKO Ubezpieczenia minimalny okres obowiązywania polisy to 12 miesięcy. Z kolei czas maksymalny jest uzależniony od wybranego wariantu polisy GAP, jednak nie może trwać dłużej niż 120 miesięcy.

Jeśli chcesz zawrzeć umowę ubezpieczenia na dłuższy czas lub podnieść kwotę refundacji kosztów dodatkowych, warto zapytać doradcę o możliwość otrzymania indywidualnych warunków.

Ubezpieczenie GAP może zatem obowiązywać nawet przez 10 lat, co zapewnia długotrwałą ochronę od utraty wartości pojazdu. Warto jednak pamiętać, że jego poszczególne warianty różnią się konstrukcją i przeznaczeniem, a co za tym idzie, sprawdzają się w nieco innych sytuacjach. Aby wybrać najlepszą dla siebie opcję, warto samodzielnie przeanalizować szczegóły konkretnej oferty, a następnie dopasować ochronę do własnych potrzeb i możliwości finansowych.

Inflacja gorsza niż recesja. Zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów

Inwestorzy obawiają się, że chińska gospodarka wpędzi świat w recesję z powodu polityki „zero covid” i wysoka inflacja pozostanie z nami na długo.

Bardzo restrykcyjne ograniczenia związane z koronawirusem w Chinach doprowadziły do fali protestów w wielu głównych miastach. Doszło również do starć z policją, co może prowadzić dodatkowo do jeszcze większego zatrzymania aktywności gospodarczej w Chinach. Pojawiły się na przykład obawy, że za listopad produkcja najpopularniejszego smartfona na świecie, czyli iPhone’a mogła spaść w fabryce Foxconn w Zhengzhou nawet o 30%.

– Cały świat niepokoi sytuacja w Chinach ponieważ pamiętamy, że inflacja, z którą borykamy się od ponad roku w dużej mierze wzięła się z tego, że mieliśmy problemy z produkcją wielu ważnych rzeczy, takich jak choćby półprzewodniki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Gdyby ta sytuacja w Chinach miała się powtórzyć, to wysoka inflacja pozostanie z nami na dłużej przy jednoczesnym spowolnieniu aktywności gospodarczej.

W Chinach liczba oficjalnie zarejestrowanych zachorowań wzrosła kilkuset przypadków w październiku do nawet 40-60 tys. To oczywiście grozi kompletnemu zamknięciu chińskiej gospodarki, która już w II kwartale tego roku w związku z covidem zaliczyła bardzo niski wzrost gospodarczy. To oczywiście rzutuje na całym świecie i ma spory wpływ na większość sektorów aktywów finansowych. Obserwujemy wyraźne osłabienie na rynku ropy naftowej oraz na rynku surowców rolnych. Natomiast cena złota w kontraktach terminowych przekroczyła 1 800 USD za uncję.

Chiny są bardzo ważne dla cen ropy naftowej, a ta spadła od rozpoczęcia się protestów i nie odbiła, gdy zaczęło się łagodzenie polityki zero-covid (spadki cen ropy brent pogłębiły się z 86 USD/baryłka do poziomów poniżej 80 USD.

– Chiny są zagadką na 2023 r. dla rynku ropy, są bardzo ważne jeśli chodzi o popyt na ropę, natomiast strona podażowa nie jest zależna od Chin – dodaje ekspert XTB.

Chińskie władze łagodzą restrykcje, prawdopodobnie nie ze względu na skalę protestów, ale z powodu obaw o spadające tempo PKB. Jednak nie osłabiło to w sposób przekonujący obaw inwestorów.

Niepokój inwestorów wywołuje wyraźny zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów. Wspomniane wcześniej złoto zachowuje się bardzo solidne, ale obserwujemy również spadek rentowności amerykańskich obligacji w związku ze wzrostem popytu na nie.

– Teraz inwestorzy swą uwagę koncentrują jednak na inflacji, która jest kluczowa dla oczekiwań na 2023 rok – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – W USA pod koniec roku lekko spadała inflacja, na takie „światełko w tunelu” od miesięcy oczekiwały banki centralne, pojawiły się więc nadzieje na mniejsze podwyżki stóp procentowych, co zwiększyłoby szanse na powrót do wzrostów indeksów giełdowych.

Dwa etaty w fizjoterapii to standard

System opieki zdrowotnej zdominowany jest przez pracę w różnych miejscach zatrudnienia, dotyczy to także fizjoterapeutów. Jej ograniczenie do jednego etatu przybliży dochody fizjoterapeutów do płacy minimalnej.

Zarobki fizjoterapeutów są znacząco różne pomiędzy publiczną i prywatną służbą zdrowia. Wiele osób łączy pracę w kilku miejscach zatrudnienia.

W Polsce zarejestrowanych jest prawie 75 tys. fizjoterapeutów. To trzecia co do liczebności medyczna grupa zawodowa.

– Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że 28-30 tys. fizjoterapeutów pracuje w ramach umów podpisanych z NFZ, jednocześnie mamy zarejestrowanych ok. 15 tys. prywatnych praktyk zawodowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Weronika Krzepkowska, starszy specjalista ds. współpracy międzynarodowej w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów (KIF). – Wielu fizjoterapeutów pracuje więc więcej niż na jednym etacie.

Żeby zostać fizjoterapeutą trzeba skończyć pięcioletnie studia magisterskie. Zarobki młodych fizjoterapeutów, pracujących w ramach umów podpisanych z NFZ, rosną doganiając wzrost płacy minimalnej. W 2023 r, płaca minimalna ma wzrosnąć dwukrotnie, a już obecnie jej relacja do średniego wynagrodzenia jest najwyższa w UE.

Gry napędzają rozwój metaverse i vice versa

Dynamiczny rozwój branży gier na poziomie 15,6 proc. rocznie w latach 2016-2021 powinien lekko spowolnić w 2022 r. by osiągnąć szacowane 211 mld USD w 2025 r. Branża gier jest również motorem innowacyjności – 97% respondentów badania EY uważa, że jest fundamentem rozwoju metaverse.

Światowe przychody sektora gier komputerowych przekroczyły 193 mld USD w 2021 roku, a w okresie od 2016 do 2021 roku skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w sektorze gamingowym wyniósł 15,6%, wynika z danych S&P Global Market Intelligence i analizy EY w badaniu What’s possible for the gaming industry in the next dimension?.

– Duże ożywienie w sektorze gier komputerowych nastąpiło w latach 2020 i 2021 w efekcie pandemii COVID-19, w trakcie której znacząco wzrosło korzystanie z technologii internetowych dla rozrywki i podtrzymania życia towarzyskiego. Spodziewamy się kontynuacji dynamicznego rozwoju branży gier komputerowych, pomimo chwilowej zadyszki w 2022 roku spowodowanej z jednej strony niedoborami chipów, które będą opóźniać dostawy urządzeń do gier komputerowych, z drugiej – wygaszaniem efektów pandemii i stopniowym powrotem do przed-pandemicznego stylu życia, wraz z zanikaniem pandemicznych ograniczeń – mówi Michał Płotnicki, Partner EY Polska.

Kluczowe dla rozwoju branży są korzystne zmiany w profilu demograficznym i wzrost liczby kobiet grających w gry komputerowe, rozwój technologii i zdolność do budowania społeczności. Przewidujemy, że do roku 2025 branża gier komputerowych wygeneruje szacunkowe przychody w wysokości 211 mld USD, z czego 116 mld USD będzie pochodzić z gier używanych na urządzeniach przenośnych, wynika z danych S&P Global Market Intelligence i analizy EY.

– Ten rozwój napędzają też zmiany technologiczne: coraz szybsze procesory, coraz lepsza grafika i nieustanna poprawa jakości doświadczeń klienta korzystającego z gier komputerowych. Postępujące upowszechnienie internetu stymuluje rozwój gier online. Spodziewamy się dalszego rozwoju gier wieloosobowych i mobilnych oraz dalszego wzrostu populacji graczy okazjonalnych. Rozwój sieci 5G upowszechni granie na urządzeniach przenośnych i w chmurze i umożliwi konsumentom zanurzenie się w trakcie gry w wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość (VR, AR) na urządzeniach przenośnych – mówi Bazyli Pietraszewski, Menedżer, EY Polska.

Rywalizacja kluczem do rozwoju branży

Branża gier komputerowych od początku charakteryzuje się wysokim stopniem konkurencyjności, która nasila się wraz z rozwojem rynku. To – paradoksalnie – zwiększa ilość wysokiej klasy specjalistów i menedżerów w niej działających.

Rywalizacja na tak dynamicznym rynku wymaga, aby działające na nim firmy posiadały żyłkę techniczną i artystyczną, jak również znakomite umiejętności biznesowe i operacyjne. W obliczu wciąż rosnących oczekiwań klientów, głównym filarem sukcesu będzie nieustanne tworzenie innowacyjnych rozwiązań i różnicowanie produktów – z czego wyraźnie zdaje sobie sprawę kadra zarządzająca z branży gier komputerowych: 83% ankietowanych mówi, że branża gier komputerowych znajduje się pod stałą presją, aby wykazywać się innowacyjnością i kreować nowe doświadczenia w obszarze gier komputerowych.

Na tropie metaverse

Branża gamingowa to sektor, który stoi na czele innowacyjności. Najlepszym przykładem jest rozwój metaverse, którego branża jest fundamentem: tak uważa 97% respondentów badania. Cieszące się dużą popularnością gry Minecraft i Fortnite, popularna platforma gamingowa Roblox, zawierają w sobie wiele aspektów metaverse, w tym wirtualne światy, w których gracze spotykają się, aby grać w gry i korzystać z funkcji społecznościowych takich jak wirtualne czaty.

Wiele firm gamingowych oferuje też wirtualne systemy płatności i wirtualne aktywa, takie jak ubrania i zmiana wyglądu, rekwizyty, broń i pojazdy, które przemieszczają się wraz z graczami po różnych platformach (np. PC, konsola, urządzenie mobilne). Coraz częściej gry pełnią rolę przestrzeni towarzyskiej, w której gracze nawiązują internetowe przyjaźnie i tworzą internetowe społeczności.

Realne doświadczenia z wirtualnego świata

Zapytani o potencjalne korzyści, które mogą wyniknąć z gry w metaverse, prawie połowa respondentów (48%) powiedziała, że daje ona możliwość stworzenia nowych modeli biznesowych; podczas gdy 40% respondentów wskazało na możliwość zacieśnienia relacji pomiędzy markami i klientami. Wskazali oni również na możliwość wdrożenia nowych produktów i usług, lepszego pozyskiwania klientów oraz tworzenia nowych społeczności w ramach posiadanej bazy klientów.

Metaverse drastycznie rozszerza możliwości rozwoju rynku gier o doświadczenia z pogranicza świata wirtualnego i rzeczywistości. W jaki sposób firmy z branży gier dowiedzą się, jakiego rodzaju spersonalizowanych doświadczeń pragną ich klienci? Będą musiały zbierać coraz więcej danych, aby lepiej zrozumieć, co robią ich klienci w świecie gier komputerowych i w świecie rzeczywistym. Użytkownicy będą grać w więcej gier na większej liczbie urządzeń; rosnąć też będzie ilość wirtualnych zakupów i wolumen zawieranych transakcji. Aby odnieść sukces, spółki gamingowe muszą na nowo przemyśleć, jak inwestować w produkty i w ludzi.

– Kompetencje posiadane przez spółki gamingowe już są i będą coraz częściej wykorzystywane w różnych gałęziach gospodarki. Przykładowo, gamifikacja procesu edukacji, czy szkoleń, powoduje rozwój nowej niszy jaką jest tworzenie gier, zarówno prostych mobilnych, jak i dużo bardziej zaawansowanych z użyciem rozszerzonej rzeczywistości, na potrzeby ich wykorzystania w procesie uczenia dzieci, szkolenia pracowników (np. policji, czy wojska), czy też trenowania umiejętności kognitywnych przez osoby starsze – mówi Bazyli Pietraszewski.

Jak utrzymać pracowników

Sektor gier jest atrakcyjnym pracodawcą i przyciąga młodych ludzi. Pokolenie Z częściej wybiera ten sektor niż bardziej tradycyjne obszary gospodarki, które oferują porównywalne zarobki. Spółki gamingowe potrzebują z kolei niezliczonych wykwalifikowanych programistów, koderów, projektantów i technologów. Metaverse przyspieszy wyścig o talenty ponieważ będzie o wiele bardziej ekspansywny niż obecnie istniejące środowiska gamingowe, zmuszając spółki z tego obszaru do pozyskiwania osób posiadających dodatkowy zestaw umiejętności. W naszej ankiecie, 40% przedstawicieli kadry zarządzającej stwierdziło, że priorytetem jest dla nich doskonalenie zdolności technologicznych obecnie zatrudnionych pracowników.

Fuzje i przejęcia przyspieszają wzrost

Jedną z metod umożliwiających tworzenie innowacji są fuzje i przejęcia, które mają na celu pozyskanie talentów, technologii oraz franczyz na popularne gry komputerowe. W roku 2021 było około 400 ogłoszonych lub zamkniętych transakcji gamingowych o wartości ok. 36,3 mld USD, wynika z analizy EY opartej o dane Capital IQ. Należy równolegle podkreślić, że tylko 16% respondentów badania uznało fuzje i przejęcia jako główne źródło sukcesu w ciągu najbliższych trzech lat. Firmy mają głównie apetyt na wzrost organiczny, umożliwiający opracowywanie i dostarczenie nowych produktów oraz usług: 50% ankietowanych przedstawicieli kadry zarządzającej z branży gamingowej w okresie następnych trzech lat planuje zwiększyć fundusze przeznaczone na działalność badawczą i rozwojową, podczas gdy podobna liczba respondentów (44%) planuje zainwestować w rozwój nowych technologii.

– Historycznie jedną z najczęściej wybieraną przez firmy gamingowe ścieżką rozwoju było pozyskanie środków na giełdzie papierów wartościowych. Natomiast, zmiana sentymentu ze strony inwestorów giełdowych w ostatnim czasie powoduje, że spółki gamingowe coraz częściej szukają nowych inwestorów i kapitału w transakcjach typu M&A z udziałem inwestorów branżowych lub wyspecjalizowanych inwestorów finansowych typu venture capital lub private equity inwestujących w sektor gier. Dotychczas, fundusze private equity stosunkowo często omijały sektor gier z uwagi na relatywnie trudny do zaakceptowania dla nich profil przepływów finansowych (tzn. duże nakłady na wyprodukowanie gry w początkowych latach i monetyzacja dopiero po premierze przez zwykle stosunkowo krotki okres). To się jednak zmienia z dwóch powodów, mianowicie, po pierwsze, na rynku jest sporo firm gamingowych produkujących gry mobilne, które cechują się dużą powtarzalnością przychodów (np. dzięki mikropłatnościom realizowanym w grze), a po drugie, producenci gier typu AAA starają się bardziej wydłużać cykl monetyzacji gry publikując dodatki pozwalające na rozszerzenie zawartości gry lub kreując wirtualne światy bazujących na szeregu mikropłatności jak i sprzedając licencje na przykład wytwórniom filmowym, czy markom odzieżowym. Od powyższych grup nie odstają również producenci gier o niższym budżecie, którzy pomimo istotnie niższych nakładów, ale m.in. dzięki wciągającej fabule i możliwości natychmiastowej sprzedaży nowopowstałego tytułu globalnie, są w stanie zapewnić imponującą sprzedaż i bardzo wysoki zwrot z zainwestowanego kapitału w krótkim czasie – mówi Michał Płotnicki.

O badaniu:
EY wraz firmą badawczą Oxford Economics przeprowadził badanie pod koniec 2021 r. na próbie ponad 200 firm – leaderów branży gamingowej z 12 krajów Europy, USA i Azji, od firm o przychodach powyżej 20 mln USD do podmiotów osiągających przychody powyżej miliardów dolarów. Badaniem objęto kompleksowy ekosystem firm z branży – od producentów konsoli, operatorów platform gamingowych, producentów gier i dostawców technologii. Odpowiedzi uzyskano od zarządów, dyrektorów, dyrektorów strategii i dyrektorów do spraw produktu.

62% Polaków wyda mniej na święta ze względu na inflację

*Wyniki ankiety PAYBACK Opinion Poll

Oblężenie galerii handlowych, tłok na bożonarodzeniowych jarmarkach czy pięknie przybrane choinki i uroczyste dekoracje w witrynach sklepów oznaczają jak co roku jedno – Polacy rozpoczęli już wielkie odliczanie do 24 grudnia. Jak jednak będą wyglądać nasze świąteczne zakupy w czasach prawie 18-proc. inflacji? Ile wydamy w tym roku na prezenty dla najbliższych i czy w ogóle je kupimy? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedzi w wynikach najnowszego badania PAYBACK Opinion Poll.

Czas polowania na świąteczne promocje – start!

Zacznijmy od tego, czego nie może zabraknąć na święta w każdym polskim domu, czyli jedzenia, którym zwykle suto zastawiamy nasze stoły. Gdzie wybierzemy się zatem po produkty spożywcze na święta? Jak wynika z badania PAYBACK, udamy się po nie przede wszystkim do dyskontów – tak wskazało 67% ankietowanych lub do super- i hipermarketów, które odwiedzi 65% respondentów. Targi i bazary wybierze co piąty konsument, a sklepy online – 15% badanych.

Gdzie-planujemy-zrobić-świąteczne-zakupy_PB

Wybierając sklep, w którym kupimy artykuły spożywcze na święta, najczęściej kierujemy się ceną, poszukując sklepów oferujących niskie ceny i promocje – wynika z odpowiedzi 70% ankietowanych. Wygoda i dostępność produktów w jednym miejscu jest kluczowa dla 51% respondentów, a dla 42% – ich jakość. Z kolei 40% konsumentów zwraca uwagę także na lokalizację i wybiera sklepy, które znajdują się blisko domu.

A ile w tym roku wydamy na świąteczne zakupy spożywcze? Ponad połowa ankietowanych przeznaczy na ten cel od 101 do 500 zł, 35% respondentów planuje wydać na takie zakupy od 501 do 1000 zł, a 8% – od 1001 do 1500 zł.Jaką-kwotę-planujemy-przeznaczyć-na-tegoroczne-zakupy-na-świąteczny-stół_PB

Mimo że 52% badanych zadeklarowało, iż na ich świątecznych stołach nie może niczego zabraknąć, to ponad 60% osób przyznało, że w tym roku ich zakupy będą skromniejsze. Z naszej ankiety wynika też, że Polacy coraz bardziej racjonalnie podchodzą do tematu świąt. Blisko 90% respondentów sfinansuje je z bieżących dochodów lub oszczędności, a tylko 10% skorzysta w tym celu z karty kredytowej. Jednocześnie kredyt lub pożyczkę planuje zaciągnąć zaledwie 1% ankietowanych – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.Czy-panująca-inflacja-wpłynie-na-nasze-zakupy-na-świąteczny-stół-i-ich-ilość_PB

Czy przyjdzie do nas św. Mikołaj?

Święta dla większości to czas obdarowywania innych prezentami. Te najczęściej kupujemy w sklepach online, które wybiera 57% ankietowanych. Z kolei 47% osób udaje się do galerii handlowych, a 31% z nas kupuje upominki w super- lub hipermarketach.Gdzie-planujemy-zakupić-prezenty-świąteczne_PB

Co ciekawe, 6% ankietowanych w ogóle nie planuje zakupów prezentów świątecznych. Głównym powodem jest w tym przypadku inflacja, na którą wskazało 55% respondentów z tej grupy. Warto też podkreślić, że wśród konsumentów, którzy planują zakup prezentów, aż 60% przeznaczy na nie niższe niż w poprzednich latach kwoty, a 16% ograniczy liczbę osób, którym sprawi podarunki – dodaje Katarzyna Grzywaczewska.

W tym roku pod naszymi choinkami najczęściej, podobnie jak w zeszłym roku, znajdą się kosmetyki i perfumy, które zamierza kupić blisko połowa badanych (47%). Bardzo popularną gwiazdkową kategorią zakupową są też gry i zabawki znajdujące się w koszykach co trzeciego respondenta, a także ubrania czy obuwie, które sprezentuje swoim najbliższym 27% ankietowanych. Wśród popularnych bożonarodzeniowych prezentów są też słodycze, wskazane przez co czwartego ankietowanego, książki i płyty (21% badanych) oraz elektronika (21%).Jakie-prezenty-świąteczne-najczęściej-wręczamy-najbliższym_PB

Na prezenty przeznaczymy zwykle od 101 do 500 zł (47% ankietowanych) lub między 501 a 1000 zł (32%).Jaką-kwotę-planujemy-przeznaczyć-na-wszystkie-prezenty-świąteczne_PB

Skoro mowa o budżecie, zwłaszcza w dobie wciąż rosnących cen, większości z nas włącza się syndrom szukania oszczędności i okazjizwłaszcza tych świątecznych, z których korzysta blisko 90% ankietowanych PAYBACK. Dodatkowo, ze względu na inflację, 71% respondentów robi zakupy w sklepach, które oferują niższe ceny lub regularne promocje. Równocześnie prawie jedna trzecia ankietowanych ogranicza zakupy wyłącznie do niezbędnych produktów – tłumaczy Katarzyna Grzywaczewska.

Czas w gronie bliskich

Świąteczne dni zamierzamy spędzić przede wszystkim we własnym domu, co zadeklarowało prawie 60% ankietowanych. Po 18% respondentów święta będzie celebrować częściowo we własnym zaciszu domowym i u rodziny/znajomych lub po prostu u rodziny. Jednocześnie wyjazdy turystyczne w Polsce albo za granicą planuje w tym czasie zaledwie 3% osób.

Dla ponad połowy respondentów (54%) ulubioną „aktywnością” podczas nadchodzących świąt będzie wspólne biesiadowanie z bliskimi. Co piąty badany postawi po prostu na odpoczynek przy dobrym filmie lub książce, a ok. 10% z nas wykorzysta świąteczny czas na różnego rodzaju aktywności sportowe.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 23-29 listopada 2022 r. metodą ankiety online na grupie 950 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

EFL: polski sektor budowalny zmierza w kierunku modelu zachodniego, gdzie więcej się wynajmuje, niż sprzedaje

Sytuacja finansowa firm budowlanych w Polsce jest dobra (30%) lub stabilna (46%), a 22% ankietowanych ocenia ją jaką trudną. Największe wyzwania stanowią rosnące koszty materiałów budowlanych (70%), sprzętu (65%) oraz jego dostępność (63%). Coraz niższa rentowność i spadek koniunktury sprawiają, że firmy zdecydowanie bardziej kontrolują koszty i szukają efektywnych finansowo rozwiązań. Wybór pada na najem. Z raportu EFL „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” wynika, że to najczęściej wybierany, obok gotówki, sposób finansowania maszyn budowlanych. Korzysta z niego aż 85% firm, najchętniej z wynajmu krótkoterminowego, do 30 dni. Najczęściej wypożyczane są zaawansowane urządzenia oraz duże maszyny jak koparki lub ładowarki.

– W pandemii branża budowlana, jako jedna z nielicznych, funkcjonowała praktycznie bez przestojów i nie została bezpośrednio dotknięte obostrzeniami. Rok 2022 jest jednak zdecydowanie trudniejszy. Branża mierzy się ze spowolnieniem inwestycyjnym wywołanym niepewną sytuacją polityczno-gospodarczą, odpływem pracowników z Ukrainy, wzrostem kosztów budowy czy zmianami podatkowymi. Koniunktura w budownictwie spada z miesiąca na miesiąc, między innymi w związku z wybuchem wojny w Ukrainie. Najnowsze dane GUS pokazują̨, że w październiku tego roku wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie kształtował się na poziomie minus 22,1 pkt. Miesiąc wcześniej wynosił minus 19,1 pkt., a rok temu minus 9,4 pkt. Widać wyraźnie pogarszający się klimat. Niska rentowność́ i spadek koniunktury wymagają̨ rozwiązań́, które pozwolą̨ na lepszą kontrolę kosztów i zwiększą bezpieczeństwo finansowe biznesu. Daje to duży potencjał do dynamicznego rozwoju branży najmu maszyn i urządzeń́ budowlanych, co potwierdzają wyniki naszej najnowszej analizy – mówi Wojciech Przybył, członek zarządu EFL.

Rosnące koszty osłabiają fundamenty branży

Z raportu EFL „MŚP wynajmują czy kupują. Pod lupą” wynika, że większość przedstawicieli sektora budowlanego uważa swoją sytuację finansową za dobrą lub stabilną (odpowiednio 30% i 46% wskazań). Co piąty zapytany określa ją jako ciężką lub bardzo ciężką (odpowiednio 18% i 4%). W kontekście pandemii COVID-19, trwającej wojny na terytorium Ukrainy oraz galopującej inflacji, największą bolączką są rosnące ceny. Wśród trzech największych wyzwań w budownictwie, dwa dotyczą właśnie cen. 70% przedsiębiorstw wskazało na rosnące koszty materiałów budowlanych, 65% na rosnące koszty sprzętu i maszyn, a 63% narzeka na problemy z dostępnością sprzętu.

Warto także zwrócić uwagę, że ponad połowa przedsiębiorców budowlanych już musi stawiać czoła spadającemu popytowi na ich usługi (54%). Więcej niż połowa obawia się także spadających marż (52%).

Polskę budują wynajęte maszyny

Wynajem, obok własnych środków finansowych, jest najczęściej wybieranym sposobem finansowania maszyn budowlanych. Dziś́ korzysta z niego aż 85% firm budowlanych, a w perspektywie najbliższych 3 lat niewiele się w tym zakresie powinno zmienić (84% wskazań). Zdecydowanie mniej popularnymi formami finansowania są kredyt i leasing. Dziś korzysta z nich odpowiednio 47% i 42% firm, a w perspektywie 3 lat zamierza odpowiednio 49% i 45%.

Najpopularniejszą formą najmu maszyn budowlanych jest wynajem krótkoterminowy
– na maksymalnie 30 dni (73% wskazań́). 62% przedstawicieli budownictwa korzysta z wynajmu średnioterminowego – od 1 do 24 miesięcy, a tylko 5% stawia na opcję długoterminową, czyli powyżej 24 miesięcy. – W branży budowlanej umów krótkoterminowych jest zdecydowanie więcej niż długoterminowych. Klienci, którzy zajmują̨ się̨ usługami, czyli wykorzystaniem obiektów ruchomych na wysokościach, często zmieniają̨ swoje lokalizacje, inwestycje, czasami jest to krótki strzał i potrzebują̨ takiego sprzętu na kilka dni, czy tydzień – zwraca uwagę Marek Moszczyński, dyrektor sprzedaży, Partner Maszyny Sp. z o. o.

Zaawansowane narzędzia i urządzenia (87% wskazań́) oraz duże maszyny jak koparki lub ładowarki (83% wskazań́) to zdecydowanie najpopularniejsze rodzaje wynajmowanego sprzętu budowlanego w branży. 16% pożycza podstawowe narzędzia.

Po zakończeniu umowy 54% przedsiębiorstw budowlanych najchętniej kupiłoby używaną maszynę na preferencyjnych warunkach, 26% zwróciłoby sprzęt, a 20% przedłużyłoby umowę.

Dostępna i serwisowana maszyna

Lista korzyści z wynajmu jest bardzo długa. Najwięcej firm docenia dostęp do maszyny bez potrzeby angażowania środków własnych (49%) oraz szybki serwis maszyn w razie awarii (48%). – Klienci branży budowlanej to osoby, dla których maszyna budowlana jest narzędziem pracy. Zwykle niezbędnym do zrealizowania wielkich kontraktów. Maszyny muszą być́ konserwowane przez uprawnionych serwisantów, którzy dzięki swojej wiedzy potrafią̨ przygotować́ maszynę̨ tak, by nie generowała strat w przypadku jej niesprawności – podkreśla Marek Moszczyński.

W branży budowlanej, a co za tym idzie w wynajmie sprzętu budowlanego widoczna jest bardzo duża sezonowość́. Szczyt przypada na okres od września do listopada, w okresie zimowym najczęściej magazyny i place są zajęte maszynami. Stąd aż 39% przedsiębiorców wskazuje na oszczędność na kosztach przechowywania maszyny, kiedy z niej nie korzystają, jako na dużą zaletę wynajmu.

Po 37% ankietowanych z sektora wskazuje na szybki dostęp do sprzętu oraz jego szeroką ofertę. W szczególności, 35% zwraca uwagę na dostęp do nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie urządzeń pozwalających na osiąganie lepszej wydajności.

– Polski sektor budowlany zmierza w kierunku modelu zachodniego, gdzie więcej się wynajmuje, niż sprzedaje maszyn i urządzeń́ budowlanych, np. w Niemczech czy Francji. I to nie tylko z uwagi na niską dostępność́ maszyn u producentów niemal od początku wybuchu pandemii, a wzmocnioną wybuchem wojny w Ukrainie. Świadomość korzyści z najmu i patrzenie na najem jako rozwiązanie większych zalet niż zakup na własność są kluczowe w prowadzeniu efektywnego przedsiębiorstwa budowlanego w obliczu obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej – mówi Wojciech Przybył z EFL.

Pełna wersja raportu „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” jest dostępna na stronie https://media.efl.pl/reports/16870.

Raport „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” jest dwunastym opracowaniem z serii „Pod lupą” wydanym przez Europejski Fundusz Leasingowy S.A. w ramach autorskiego projektu „Europejski Fundusz Modernizacji Polskich Firm”. Pierwszy opisywał kondycję sektora MŚP w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był gospodarstwom rolnym („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty działalności transportowej („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Szósty raport przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016). Siódme wydanie dotyczyło pokolenia milenialsów („Millenialsi w MŚP. Pod lupą”, 2017). Ósmy raport przedstawiał wielostronny obraz budownictwa („Budownictwo przyszłości. Pod lupą”, 2018). Dziewiąte wydanie pokazywało, ile MŚP wiedzą o społecznej odpowiedzialności biznesu („CSR w MŚP. Pod lupą”, 2019). Dziesiąta publikacja koncentrowała się na obszarze ekologii, energii odnawialnej, elektromobilności i aktywności MŚP na tych polach („Zielona energia w MŚP. Pod lupą”, 2020). Jedenaste wydanie przedstawiało 30 najważniejszych trendów, jakie w najbliższych latach mogą zdominować branżę leasingową w Polsce („Cyfrowa (r)ewolucja na rynku leasingu. Pod lupą”, 2021).

Tematem obecnej edycji są trendy w wynajmie samochodów osobowych i ciężarowych, maszyn rolniczych i budowlanych, wózków widłowych i robotów oraz sprzętu IT. W badaniu pod lupę wzięto takie zagadnienia jak sposoby finansowania inwestycji, postawy wobec najmu, poziom zainteresowania najmem w krótkiej i długiej perspektywie, korzyści z najmu.

Metodologia badania:

Badanie ilościowe „Pod lupą” zostało zrealizowane przez ICAN Institute na zlecenie EFL S.A. z właścicielami, współwłaścicielami i osobami odpowiedzialnymi za finanse w segmencie firm MŚP z całego kraju, z różnych branż. W sumie zrealizowano 500 wywiadów: 100 rozmów z przedstawicielami branży budowlanej, 100 rozmów z przedstawicielami branży handlowej, 100 rozmów z przedstawicielami branży produkcyjnej, 100 rozmów z przedstawicielami branży transportowej oraz 100 rozmów z przedstawicielami gospodarstw rolnych. Przygotowane w ten sposób dane pozwalają analizować i opisywać na poziomie całej populacji firm w Polsce. Badanie wykonano metodą telefonicznych ankiet (CATI) od 20 czerwca do 4 lipca 2022 roku.

Badanie jakościowe zostało zrealizowane w oparciu o scenariusz wywiadu. W badaniu brały udział osoby, które można nazwać liderami opinii – posiadające bogatą wiedzę dotyczące segmentu MŚP oraz branży wynajmu. W sumie przeprowadzono 22 wywiady pogłębione oraz analizę desk research.

Który impuls wyrwie EUR/USD z konsolidacji?

Rynki finansowe powoli zbliżają się do kluczowych godzin, które mogą nakreślić kierunek handlu na następne tygodnie. We wtorek gwoździem programu ma być amerykańska inflacja, rozpalająca apetyt przed środowym posiedzeniem FOMC. Konsolidacja na EUR/USD nie będzie trwała wiecznie, a jej koniec zdaje się już za rogiem.

Grudniowa gorączka rynkowa

Kurs EUR/USD już prawie od tygodnia porusza się w trendzie bocznym o zakresie 1,05$ – 1,06$, ale ta konsolidacja za chwilę może się stać jedynie wspomnieniem. Pierwszy impuls nadejdzie już dziś zza oceanu, gdy poznamy listopadową dynamikę cen w USA. Rynkowy konsensus zakłada spadek tempa inflacji do 7,3%, co byłoby potwierdzeniem zniżkowego trendu zapoczątkowanego w lipcu. Pomimo tego, że do celu inflacyjnego (w pobliżu 2%) droga wciąż daleka, to wynik zgodny z prognozami bądź niższy stanie się pożywką dla spekulacji co do kolejnych ruchów amerykańskich decydentów. Inwestorzy raczej nie czekają w napięciu na samą decyzję Komitetu Otwartego Rynku (+ 50 pb), ale chyba zdecydowanie bardziej wyglądają konferencji szefa Rezerwy. Jerome Powell przyniesie ze sobą także tzw. fed-kropki, czyli predykcje wszystkich członków FOMC odnośnie do poziomów stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. Powoli wyłaniać będzie się z tego obraz końca cyklu zacieśniania i wycena trwałości szczytu kosztu pieniądza za oceanem. W przypadku wyższego od oczekiwań rezultatu CPI rynki pozostaną w niepewności co do dalszych działań bankierów centralnych, którzy znajdą się ponownie pod większą presją inflacji.

Mieszane dane z Europy

Przed najważniejszym odczytem dzisiejszej sesji poznaliśmy, czy też zostały potwierdzone, inne dane inflacyjne. Istotne z punktu widzenia całej UE niemieckie CPI rzeczywiście „zwolniło” do 10%. Umieszczam pewne słowo w cudzysłowie, ponieważ to naprawdę nie jest jeszcze moment na ogłoszenie zwycięstwa w walce z wysoką dynamiką cen. Pozostaje liczyć, że taki sam pogląd wyrazi prezeska Lagarde po czwartkowym posiedzeniu Rady Prezesów EBC. Jak złudne może być nadinterpretowanie pojedynczych odczytów makro, przekonują się właśnie Rumuni. Po październikowym spowolnieniu tempa inflacji do 15,3% mogli na chwilę odetchnąć z ulgą. Niestety listopad to przyspieszenie i osiągnięcie wieloletniego rekordu na poziomie 16,8%. Co ciekawe, Bank Narodowy Rumunii po ostatniej podwyżce ustalił główną stopę procentową na 6,75%, czyli progu identycznym co w przypadku RPP.

Wycena ropy odbija

Niezmiennie ciekawie prezentuje się w ostatnich tygodniach rynek ropy. Teraz rozwija się na nim wzrostowa korekta, która we wtorkowe przedpołudnie za baryłkę Brent (notowaną w Londynie) każe płacić 79$. Korekta na wycenie czarnego złota nie powinna dziwić, skoro ostatnie dni sprowadziły wykresy na najniższe poziomy w tym roku. Impulsem do zmiany kierunku była awaria ropociągu Keystone, czyli najważniejszej tego typu instalacji na kontynencie północnoamerykańskim. Wznowienie przesyłu surowca wciąż jest oddalane w czasie, co podsyca obawy o zapewnienie wystarczającej podaży. W przypadku USA należy jeszcze dodać fakt, że rezerwy strategiczne są na najniższym poziomie od lat 80. Za baryłkę WTI (West Texas Intermediate) trzeba już płacić 74$.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Adam Fuchs – analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Czynsze nie rosną, rynek najmu wychodzi z gorączki

Oferta mieszkań na wynajem w największych miastach spada, ale ceny zaczęły się stabilizować. Zgodnie z danymi Otodom listopad był drugim z rzędu miesiącem, gdy wzrosty nie były już tak imponujące. Jednym z powodów może być mniejsza aktywność poszukujących – liczba wyszukiwań wróciła do tej sprzed wybuchu wojny.

Na poziomie całego kraju średnia wysokość czynszów ofertowych od września utrzymuje się na stabilnym poziomie: w październiku nastąpił spadek o 0,4% m/m, w listopadzie wzrost o 0,2% m/m. Na poszczególnych rynkach sytuacja jest zróżnicowana. W Krakowie i Wrocławiu czynsze były średnio niższe niż przed miesiącem o 1%, w Poznaniu i Gdańsku wzrosły o odpowiednio 1% i 2%, a w Warszawie i Łodzi nadal istotnie rosły (o 5% i 7%). Najwyższy wzrost nastąpił w Katowicach, gdzie odnotowano 12% podwyżkę średniego czynszu ofertowego.

Analizując wysokość czynszów trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy. Po pierwsze to, że średnia liczona jest na podstawie tego, co w ofercie zostało, a nie tego, co z niej zniknęło. Założyć można, że w pierwszej kolejności ubywa mieszkań najbardziej dostępnych cenowo, a to z kolei oznacza, że średnia cena tych, które zostały, wcale nie musiała wzrosnąć, by średnia dla wszystkich ogłoszeń wzrosła. Jeśli tak jak w przypadku Katowic, najmniejszego wg liczby ogłoszeń rynku najmu spośród analizowanych miast – z oferty, która w październiku br. wynosiła zaledwie 1,3 tys. ogłoszeń, ubywa 30% z nich, 12% wzrost wysokości czynszu może być czysto statystycznym efektem – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka Otodom.

Ekspertka Otodom zwraca również uwagę na to, że prezentowane w ogłoszeniach poziomy czynszów mogą się zmieniać również na etapie negocjacji z najemcą. Rosnące koszty utrzymania dotykają obie strony tej transakcji. Nie tylko najemcy szacują koszty związane z najmem lokalu. Wobec malejącego zainteresowania ze strony najemców, wynajmujący, którzy nie mogą lub nie chcą finansować utrzymania pustostanu, będą skłonni zmniejszać ceny.

Koniec sezonu na najem?

Na kategorię najem wpływała dotychczas w Polsce dość mocno sezonowość. Wysoki sezon definiowany jako pik w wyszukiwaniach ofert najmu przypada zgodnie z historycznymi danymi Otodom jesienią, i trwa od sierpnia do października. Zbiegał się dotychczas z powrotem studentów na uczelnie, odnowieniami umów. W tym roku mieliśmy jednak zbieg kilku czynników, które zupełnie zmieniły obraz tego rynku. Agresja Rosji na Ukrainę w lutym br. i związane z nią migracje ludności podniosły zainteresowanie rynkiem najmu na nowy wyższy poziom. W tygodniu kończącym marzec 2022 roku na portalu Otodom było dostępnych o prawie 60% mniej ofert mieszkań na wynajem niż w tygodniu poprzedzającym wybuch wojny.

Ostatnie 9 miesięcy było na rynku najmu wyjątkowym okresem. Nastąpiła niespotykana dotychczas kumulacja różnych grup popytowych, których dotychczas nie było, albo nie były tak aktywne w tym sektorze. Chodzi przede wszystkim o Ukraińców, którzy uciekli przed wojną, potencjalnych nabywców mieszkań, którzy muszą przeczekać ograniczenia w dostępie do kredytowania oraz studentów, którzy w większej niż w okresie pandemii liczbie wrócili do zajęć stacjonarnych na uczelniach – komentuje Ewa Tęczak.

W tym roku oznaki spowolnienia na rynku najmu analitycy Otodom zauważyli wcześniej, bo już w październiku, a 10% spadek liczby wyszukiwań w kategorii najem w listopadzie oznacza, że wróciliśmy do poziomu sprzed wybuchu wojny.

Czynsze nie rosną, ale znaleźć lokal nadal trudno

Fakt, że poziomy cen się stabilizują, a wyszukiwań jest mniej, nie oznacza jednak, że poszukujący mieszkania na rynku najmu łatwiej będą mogli znaleźć własne lokum. Ograniczone możliwości finansowe najemców i dość okrojona już oferta sprawiają, że najemcy muszą znacznie bardziej angażować się w poszukiwania. Świadczyć może o tym większa liczba wyświetleń poszczególnych ofert (+15% r/r) i częstsze odpowiedzi na ogłoszenia (+50% r/r). A oferta kurczy się z miesiąca na miesiąc.

Czynsze nie rosną

W listopadzie 2022 r. najwięcej ofert mieszkań na wynajem można było znaleźć nadal w Warszawie, ale w ujęciu rocznym liczba aktywnych ogłoszeń w serwisie Otodom była o 30% mniejsza niż przed rokiem.

W listopadzie 2021 r. wybierać można było spośród ponad 10 tys. ofert. Dziś jest to zaledwie 7 tys. Dwa lata temu natomiast aktywnych ogłoszeń było prawie 17 tys. To pokazuje również, że zainteresowanie rynkiem najmu nie pojawiło się w tym roku, a systematycznie rośnie. Mimo że jesteśmy poza szczytem sezonu, liczba dostępnych do wyboru mieszkań w większości największych miast nadal się kurczy – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka Otodom.

W porównaniu do października 2022 r. mieszkań na wynajem ubyło na niemal wszystkich spośród 7 największych rynków. Poziom aktywnych ogłoszeń utrzymał się tylko we Wrocławiu. Największy spadek w porównaniu do października nastąpił w Katowicach (-30%). W Krakowie, Warszawie i Poznaniu ubyło 10-13% ogłoszeń.

Co powinno znaleźć się na wyposażeniu szkoły? – kilka porad dotyczących umeblowania

Szkoła jest miejscem, które każdy z nas wspomina pozytywnie. Pomimo wzlotów i upadków, czas ten jest kojarzony przez wielu jako beztroskie lata, które nie powrócą. Ważne jest, aby każde dziecko zapamiętało ten etap swojego życia w taki sam sposób.

Dobrze zorganizowane placówki edukacyjne bez wątpienia pozytywnie wpływają na rozwój młodszego pokolenia. W skład dobrej organizacji wchodzi również wyposażenie takich miejsc. Chcąc sprawić, aby młodszym osobom nie brakowało niczego, warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych rzeczy.wyposazenie szkoły

Ławka, krzesełka, tablice – elementy najbardziej kojarzone ze szkołą

Sala lekcyjna jest miejscem kojarzonym wyłącznie z kilkoma rzędami ławek oraz tablicą. Rzadko kiedy zwraca się jednak uwagę na to, co znajduje się na samym końcu klasy. Zazwyczaj są tam jeszcze meble, w których przechowuje się różnego rodzaju pomoce naukowe czy mapy.

Krzesełka w szkole nigdy nie należały do najwygodniejszych. Uczniowie nie mają zazwyczaj sporych wymagań, choć mimo wszystko warto nabyć nawet lekko wyprofilowane do kształtu pleców oparcia. Ważniejszy jest natomiast dobór wysokości ławek i krzeseł, adekwatny do wieku młodzieży. Należy także pamiętać, aby wybierać dla uczniów meble wykonane z solidnych i trwałych materiałów. Są to osoby młode i niejednokrotnie zdarza się obserować różnego rodzaju bujanie na krześle. Nie zawsze nauczyciel jest w stanie wszystkich upilnować, a nikt nie chce w końcu spowodować kontuzji u dziecka.

Szatnia – kluczowe wyposażenie każdego ucznia

Niejednokrotnie zdarza się, że w wielu szkołach uczniowie nie przebierają butów w obawie o ich kradzież. Spowodowane jest to ograniczeniami w wyposażeniu szkoły, nieadekwatnymi do tego typu wymagań. Wiele szkół wciąż prowadzi politykę szatni w formie pomieszczeń dla poszczególnych klas. Współdzielenie jednej szatni z całą swoją klasą z pewnością nie zagwarantuje bezpieczeństwa i prywatności dla ucznia. Najlepszym rozwiązaniem jest więc szafka szkolna. Każdy uczeń otrzymuje swoją indywidualną szafkę, a wraz z nią klucz przeznaczony tylko dla niego. Może tam chować swoją ulubioną kurtkę buty i inne wyposażenie, bez obawy o niepowołaną ich stratę.

Szafki szkolne są dostępne w wielu sklepach niemal w każdym rozmiarze. Producenci doskonale rozumieją, że niewszystkie szkoły są nowymi budynkami, dostosowanymi do współczesnych wymogów.

Czym charakteryzują się szafki szkolne?

Takie wyposażenie zdecydowanie różni się od standardowych wieszaków. Uczeń jest w stanie zmieścić w szafce szkolnej niemal wszystkie swoje rzeczy, począwszy od stroju na wf, a kończąc na podręcznikach i obuwiu na zmianę. Dzięki drzwiczkom zamykanym na klucz, cały dobytek ucznia jest chroniony przed dostępem jego kolegów, co niejednokrotnie eliminuje też możliwość dokuczania.

Przeważnie, szafki szkolne posiadają konstrukcję metalową, dodatkowo wzmacnianą. Nie ma więc możliwości uszkodzenia takiej szafki, szczególnie przez osoby młodsze.

Proces PPAP – czym jest i z czego się składa?

PPAP to skrót od angielskiego „Production Part Approval Process”. Jest to proces zatwierdzania części do produkcji, stosowany głównie w branży motoryzacyjnej, z której bezpośrednio się wywodzi. Głównym celem tego procesu jest dostarczenie przez dostawcę dowodów na to, że zamówienie będzie w pełni zgadzało się z wymaganiami z zakresu jego specyfikacji. Stanowi to swoistą gwarancję, która pozwala przystąpić do produkcji z pewnością, że zamawiający otrzyma części w pełni zgodne ze specyfikacją techniczną. Proces PPAP jest realizowany przez specjalistów, a jego tajniki można zgłębić na specjalnych szkolenia z tego zakresu.Production Part Approval Process

Na czym polega proces zatwierdzania części do produkcji?

Proces PPAP jest najczęściej stosowany w branży motoryzacyjnej, w której istnieje szczególnie silne zapotrzebowanie na części idealnie odpowiadające specyfikacji technicznej. PPAP wywodzi się bezpośrednio z amerykańskiego systemu kontroli jakości QS-9000 i podobnie, jak on ma na celu udowodnić klientowi zamawiającego części, że podmiot odpowiedzialny za ich produkcję jest w stanie zrealizować zamówienie w sposób zgodny z ustaleniami. W tym celu wykonawca przedstawia klientowi dokument o nazwie Gwarancja Przedłożonej Części (PSW).

Wystawienie PSW przez dostawcę części oznacza jego pisemną akceptację wymagań klienta odnośnie zamówienia. To swoiste zobowiązanie dostawcy, które przedstawiając zamawiającemu PSW zobowiązuje się nie tylko do realizacji zamówienia w zgodzie o wcześniejsze ustalenia, ale także gwarantuje, że jest w stanie technologicznie podołać zamówieniu. Podpisanie Gwarancji Przedłożonej Części w sposób oficjalny wieńczy i kończy proces PPAP.

Dlaczego PPAP cieszy się tak dużym uznaniem?

Proces PPAP jest bardzo przydatnym narzędziem, dzięki któremu możliwe jest zapewnienie wysokiej jakości w rozproszonym łańcuchu dostaw. PPAP pozwala bowiem na sprawdzenie czy dostawca będzie w stanie fizycznie zrealizować zamówienie, a także dokonać tego w bezbłędny sposób, zgodny z wcześniejszymi ustaleniami i dokumentacją techniczną. To swoista gwarancja dla firmy, która dąży do nawiązania stałej współpracy z zaufanym i sprawdzonym dostawcą.

Proces PPAP jest złożony, wieloetapowy i skomplikowany. Standardowe procedury opierają się na 18 punktach, które tworzą poszczególne dokumenty dostarczane przez dostawcę części. Weryfikacja ich zawartości pozwala na sprawdzenie oraz ocenienie zdolności produkcyjnych danego podmiotu. Cały proces PPAP jest natomiast realizowany na jednym z 5 poziomów, a wybór konkretnego zależy od potrzeb zamawiającego. Może to być bowiem zarówno samo przesłanie gotowego PSW, jak i dostarczenie PSW z próbką części i pełną dokumentacją techniczną. To właśnie ten ostatni poziom jest najczęściej wybierany przez większość firm.

Tajniki procesu PPAP można poznać oraz zgłębić na specjalistycznych szkoleniach. Szkolenia PPAP są skierowane do wszystkich osób, które są zaangażowane proces zatwierdzania części do produkcji – m. in. do kierowników, szefów i liderów projektów, kierowników i pracowników działów jakości, a także właścicieli procesów oraz osób zaangażowanych w proces PPAP na obszarze produkcji, jakości i logistyki.

Wtorkowe emocje z amerykańską inflacją

W poniedziałek na rynkach finansowych przeważał apetyt na ryzyko. Indeksy z Wall Street przybrały kolor zielony. SP500 zyskał ponad 1,4 proc. Dow Jones urósł o 1,58 proc. a Nasdaq zamknął dzień wyżej o 1,26 proc. Dziś oczy inwestorów skierowane są na publikację amerykańskiej inflacji CPI, która pomoże w ustaleniu ścieżki stóp Fed w najbliższych miesiącach. EURUSD cały czas znajduje się w newralgicznym, pod kątem technicznym, miejscu. Przełamanie poziomu 1,06 jest dziś prawdopodobne. Muszą jednak zostać spełnione pewne warunki.

Już jutro Rezerwa Federalna podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych na zakończenia ostatniego w tym roku posiedzenia. Większa zmienność na rynkach może pojawić się jednak dziś, kiedy rynek otrzyma dane na temat dynamiki wzrostu cen w amerykańskiej gospodarce w listopadzie. Po emocjach wtorkowo-środowych czeka nas jeszcze decyzja w sprawie kosztu pieniądza, która podejmie EBC oraz Bank Anglii w czwartek. Potem zapanuje na rynku marazm, kiedy świat będzie przygotowywał się do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia.

Jeśli dziś zobaczymy kolejny spadek inflacji w USA (konsensus Bloomberga zakłada poziom 7,3 proc., odczyt za październik wskazuje 7,7 proc.), pozwoli to odetchnąć z ulgą wszystkim tym, którzy jeszcze niedawno spodziewali się, że inflacja wymknie się spod kontroli a amerykański bank centralny podejmie desperackie środki zaradcze. Pamiętajmy jednak, że aktualne poziomy wciąż jednak pokazują, że jest to dość daleko od celu 2 proc. Tendencja spadkowa odczytów CPI trwa już od czerwca. Uznaje się zatem, że szczyt inflacyjny został osiągnięty w wakacje na poziomie 9 proc. i teraz już tylko czeka nas tendencja spadkowa.

Tak jak w ostatnim czasie Powell musiał przypominać rynkowi, że tempo zacieśniania monetarnego zostanie od grudnia zmniejszone (co w konsekwencji dało kolejny impuls osłabienia dolara), tak tym razem rynek oczekuje kolejnego potwierdzenia, ze strony danych makro. Notowania EURUSD pokazują, że inwestorzy czekają na kolejny impuls. Kurs cały czas zbliżony jest do poziomu 1,06 i od kilku dni nie chce się od niego oddalić. Na wykresie widoczna jest formacja „trójkąta zwyżkującego”, która pokazuje większe szanse na kontynuację dalszych wzrostów. Żeby „przebić” wspomniany poziom najwyraźniej potrzeba pretekstu, a ten dzisiejszy w postaci danych inflacyjnych wydaje się być idealny. Spadek CPI ponownie osłabi USD. Odczyt pomiędzy 7,7 a 7,3 proc. spowoduje deprecjację dolara, jednak ruch będzie mniejszy niż ten, który pojawiłby się, gdyby liczby wskazały poziom mniejszy niż zakłada rynek. Całkiem odwrotną reakcję rynku można zakładać wówczas, gdyby jednak indeks CPI pokazał wartość większą niż w październiku. W takim scenariuszu zakładam spadki EURUSD nawet do poziomu 1,0350.

Łukasz Zembik
Oanda TMS Brokers

Cloud Technologies udanie debiutuje na głównym rynku GPW

Akcje Cloud Technologies, spółki roku 2021 na NewConnect*, 12 grudnia zadebiutowały na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W dniu debiutu kurs akcji spółki wzrósł na otwarciu o 2,5%. Przejście na główny parkiet GPW to jeden z kluczowych elementów strategii tej dynamicznie rozwijającej się spółki z segmentu DataTech. Przeniesieniu notowań nie będzie towarzyszyć emisja akcji.

Cloud Technologies zalicza się do wąskiego grona spółek, które debiut na głównym rynku GPW w 2022 r. mogą zaliczyć do udanych. W dniu debiutu kurs spółki wzrósł o 2,2%. Spółka, z segmentu DataTech prowadząca międzynarodową sprzedaż danych do targetowania reklamy internetowej debiutowała na NewConnect 18 maja 2012 r. Podczas ponad 10 lat obecności na rynku NewConnect, kurs ceny akcji Cloud Technologies wzrósł ponad 23 krotnie.

  – Bardzo się cieszę z przeniesienia notowań na Główny Rynek GPW w Warszawie, co jest jednocześnie realizacją jednego z głównych kamieni milowych naszej strategii rozwoju na lata 2021-2023. Obecność na głównym rynku GPW wzmocni postrzeganie Cloud Technologies oraz pozwoli nam w realizacji celu strategii, którym jest osiągnięcie statusu wiodącego dostawcy danych na globalnym rynku. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Wejście na główny rynek GPW to ważny etap w rozwoju każdej spółki, który potwierdza jej dojrzałość, stabilną sytuację finansową oraz transparentność działań i komunikacji z rynkiem. W związku z przejściem na główny parkiet, Cloud Technologies spodziewa się wzrostu płynności akcji oraz zainteresowania spółką ze strony inwestorów instytucjonalnych oraz inwestorów zagranicznych, którzy w przyszłości mogą stać się jej akcjonariuszami.

Cloud Technologies stworzyła jedną z największych na świecie hurtowni danych o zainteresowaniach użytkowników Internetu oraz autorską technologię do integracji i zarządzania danymi, czyli Data Management Platform (DMP). Spółka dostarcza wysokiej jakości dane do targetowania reklam cyfrowych, których odbiorcami są globalne domy mediowe i agencje marketingu online. Dane gromadzone i przetwarzane przez Cloud Technologies pozwalają marketerom na personalizację kampanii reklamowych. Jak wynika z prognoz firmy badawczej eMarketer, w tym roku już 2/3 globalnych budżetów reklamowych trafi właśnie do kanałów cyfrowych, co generuje rosnący popyt na wysokiej jakości dane o Internautach.

W III kwartale tego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł.

Tempo podwyżek stóp w USA powinno zwolnić

Choć Rezerwa Federalna jest w trakcie najbardziej agresywnego cyklu podnoszenia stóp procentowych od czasów prezydentury Jimmy’ego Cartera na początku lat 80., oczekuje się, że na kolejnym posiedzeniu, którego wynik poznamy w środę 14.12, zdejmie nieco nogę z gazu. Priorytetem dla Fedu prawdopodobnie nadal jednak będzie obniżenie inflacji i sądzimy, że może uznać recesję za zło konieczne, by ograniczyć presję cenową.

Sądzimy, że Fed powróci w tym tygodniu do podwyżek stóp procentowych o 50 pb., utrzymując jednocześnie w swoich komunikatach jastrzębi ton. Naszym bazowym scenariuszem na kolejne posiedzenia są dwie podwyżki o 25 pb. w I kwartale przyszłego roku. Nie zdziwilibyśmy się jednak, gdyby Fed zaskoczył bardziej jastrzębią postawą. Oczekujemy również, że Fed będzie sprzeciwiał się możliwości obniżek stóp w 2023 r. Może to przynieść pewien wzrost kursu dolara w najbliższym czasie, niemniej spodziewamy się, że będzie on niewielki. Jastrzębia komunikacja Fed mogłaby też niekorzystnie wpłynąć na polską walutę. Niemniej złoty w ostatnim czasie pozostaje stosunkowo odporny i nie spodziewamy się jego istotnego ani długotrwałego osłabienia.

Fed przyhamuje

Od ostatniego posiedzenia Fedu, które odbyło się na początku listopada, zaczęliśmy dostrzegać oznaki słabnięcia presji inflacyjnej w USA, co zdaniem rynków może prowadzić do bardziej ostrożnego podejścia banku centralnego. Zarówno główna, jak i bazowa miara inflacji CPI spadła w październiku bardziej niż oczekiwano. Stabilizację widać też ostatnio w danych o bazowej inflacji PCE, która jest preferowaną przez Fed miarą wzrostu cen.

Wszystkie powyższe wskaźniki inflacyjne pozostają jednak na zbyt wysokim poziomie i jasne jest, że Fed nie zakończył jeszcze podnoszenia stóp procentowych – zwłaszcza biorąc pod uwagę siłę amerykańskiego rynku pracy. Ostatni raport dotyczący sytuacji rynku pracy w sektorach poza rolnictwem (non-farm payrolls) po raz kolejny przekroczył oczekiwania i wciąż obserwujemy rozbieżność między liczbą wolnych miejsc pracy a liczbą bezrobotnych, co jest czynnikiem oddziałującym w kierunku wyższych płac.

Wykres 1: Inflacja PCE w USA (2012 – 2022)

Inflacja PCE w USA (2012 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.12.2022

Stosunkowo łagodny październikowy odczyt inflacji oraz gołębie uwagi Powella w ostatnim jego publicznym wystąpieniu utwierdzają nas w przekonaniu, że w tym tygodniu FOMC podniesie stopy o 50 pb. Co więcej, rynki finansowe nie widzą prawie żadnych szans (mniej niż 10%) na kolejny ruch o 75 pb.

 

W przypadku gdy Fed powróci do podwyżek o pół punktu procentowego, co naszym zdaniem jest niemal pewne, kluczowe dla rynku będą jego komunikaty dotyczące ścieżki polityki monetarnej w 2023 r. i później. Szczególną uwagę będziemy zwracać na wszelkie komunikaty, które mogłyby odpowiedzieć na poniższe pytania.

Czy FOMC powróci w lutym do standardowych podwyżek stóp procentowych o 25 pb.?

Rynki są obecnie równo podzielone w kontekście tego, czy Fed na kolejnym posiedzeniu, w lutym powróci do standardowych ruchów o 25 pb., czy też zdecyduje się na kolejną podwyżkę o 50 pb. Uważamy, że obie opcje są niemal równie prawdopodobne. Z jednej strony, członkowie FOMC są świadomi zagrożenia w postaci możliwego spowolnienia gospodarczego w 2023 r. – wskaźniki nastrojów pogorszyły się, odwróciła się także amerykańska krzywa rentowności, co często zwiastuje recesję. Z drugiej strony większość wskaźników aktywności utrzymuje się na dość dobrych poziomach. Ostatnie dane PMI dla usług od ISM, te dotyczące wydatków prywatnych oraz wysokości płac w sektorze przedsiębiorstw sugerują, że dodatkowe zacieśnienie prawdopodobnie jest uzasadnione.

Wykres 2: Wskaźniki PMI od ISM dla USA (2013 – 2022)

Wskaźniki PMI od ISM dla USA (2013 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.12.2022

Biorąc to pod uwagę, widzimy obecnie sporą szansę, że Fed zasygnalizuje, że w lutym możliwa jest jeszcze jedna podwyżka o 50 pb., a w marcu czeka nas ostateczny ruch o 25 pb. Wszelkie wskazówki, że tak się stanie, byłyby korzystne dla dolara amerykańskiego, biorąc pod uwagę obecne wyceny rynkowe. Priorytetem dla Fedu prawdopodobnie nadal będzie obniżenie inflacji i sądzimy, że może uznać recesję za zło konieczne, by osiągnąć cel ograniczenia presji cenowej.

Jak członkowie FOMC zapatrują się na ostateczny poziom stóp?

Grudniowe posiedzenie FOMC będzie szczególnie ważne dla rynków, ponieważ Fed opublikuje wtedy swoje kwartalne projekcje, w tym słynny dot plot. W ostatnich projekcjach stóp procentowych, opublikowanych we wrześniu, mediana oczekiwań członków Fedu względem stóp na koniec 2023 r. wyniosła 4,6% – to poziom uznawany za szacunek ostatecznej stopy – przy czym żaden z 19 członków komitetu nie oczekiwał, że docelowo przekroczy ona 5%. Komunikacja decydentów od tamtej pory wskazuje, że kolejna korekta tych prognoz w górę w tym tygodniu jest niemal pewna.

Opublikowany przez Fed dot plot nie da rozstrzygającej odpowiedzi co do wysokości ostatecznej stopy procentowej, ponieważ pokazuje on jedynie przewidywania członków komitetu w kontekście wysokości stóp na koniec kolejnych lat. Będzie jednak przynajmniej wskazówką co do ostatecznej wysokości stóp i zakresu łagodzenia polityki pieniężnej oczekiwanego w 2024 i 2025 r.

Rynki wyceniają obecnie docelową stopę Fed na poziomie nieco poniżej 5%. Jeśli mediana predykcji członków FOMC na 2023 r. znajdzie się powyżej tego poziomu, inwestorzy prawdopodobnie uznają to za korzystne dla dolara. W tym tygodniu Fed przedstawi również zaktualizowane prognozy dotyczące PKB, inflacji i bezrobocia, choć naszym zdaniem powinny one mieć marginalny wpływ na waluty.

Kiedy obniżki stóp?

Pomimo wszelkich ostrzeżeń o efektach drugiej rundy, rynki terminowe nadal wyceniają cięcia stóp pod koniec 2023 r. – dokładniej: w listopadzie. Uważamy, że może to być zbyt optymistyczne założenie. Skutki zacieśnienia polityki monetarnej nie będą odczuwalne w gospodarce przez kilka miesięcy, a ogólny konsensus zakłada, że potrzeba znacznie więcej czasu, aby amerykańska inflacja powróciła do docelowego poziomu Fedu wynoszącego 2%. Prezes Fedu w Nowym Jorku John Williams podczas niedawnego wystąpienia podkreślił, że nie przewiduje cięć stóp przed 2024 r. Dlatego też jesteśmy zdania, że faktyczny obrót spraw znajdzie się gdzieś pomiędzy tą wizją a obecną wyceną rynkową.

Wykres 3: Stopa procentowa implikowana przez kontrakty terminowe [fed funds futures na dzień 08.12] (2022 – 2024)

Stopa procentowa implikowana przez kontrakty terminowe
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.12.2022

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 14.12, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury

Umorzenie kredytu frankowego w niecałe trzy lata? Z Olsen Capital & Lex to możliwe!

Dane podane przez Biuro Informacji Kredytowej pokazują, że blisko 900 tysięcy Polaków boryka się ze spłacaniem kredytu zaciągniętego we frankach szwajcarskich. Na szczęście umorzenie kredytu frankowego jeszcze nigdy nie było tak proste jak teraz.

prawo

Skąd popularność kredytów frankowych?

Na początku XXI wieku Polacy masowo zaciągali kredyty we frankach. Biorąc pod uwagę bardzo niskie i stabilne stopy procentowe w Szwajcarii, oprocentowanie takich kredytów było o wiele niższe niż tradycyjnych kredytów złotówkowych. Niestety nagły i niespodziewany wzrost franka szwajcarskiego w połączeniu z osłabiającym się kursem złotego postawił pod ścianą wszystkich, którzy zdecydowali się zaciągnąć kredyt w obcej walucie. Zobowiązania frankowiczów zamiast maleć z każdą kolejną ratą, zaczynały rosnąć w ekspresowym tempie.

Co dalej zrobić z kredytem frankowym?

Odpowiedź na te pytanie jest prosta – należy jak najszybciej podjąć walkę z bankiem o umorzenie kredytu frankowego. Niektóre banki proponują swoim klientom zawarcie ugody, jednak na zasadach banku, co z perspektywy frankowicza jest zdecydowanie mniej korzystne niż sądowe umorzenie umowy kredytowej.

Naprzeciw wszystkim frankowiczom chcącym wygrać z bankiem, w którym zaciągnęli kredyt wychodzi Olsen Capital & Lex – spółka, która jest niezwykle skuteczna w swoich działaniach i całą swoją uwagę skupia na rozwiązywaniu niezgodnych z prawem umów kredytowych.

Co musisz wiedzieć o Olsen Capital & Lex?

Olsen Capital & Lex ma ponad 10 lat doświadczenia w branży i zatrudnia wykwalifikowanych w dziedzinie prawa finansowego pracowników. Ekspercki zespół z wysoką skutecznością pomógł już setkom osób w sporach z instytucjami rynku finansowego. Firma działała do tej pory przede wszystkim offline i lokalnie, jednak postanowiła wyjść naprzeciw potrzebom klientów i otworzyła się na działanie w sieci, aby maksymalnie zminimalizować angażowanie czasu osób, które się z nimi kontaktują w sprawie podjęcia współpracy. Główną misją spółki jest wygranie Twojej sprawy – bez przeciągania i ponoszenia przez Ciebie zbędnych, dodatkowych kosztów. W przeciwieństwie do tradycyjnej kancelarii zależy im na jak najszybszym uzyskaniu dla Ciebie pozytywnego orzeczenia w sądzie. Co ciekawe i bardzo istotne, Olsen Capital & Lex wynagrodzenie otrzymuje TYLKO w momencie wygranej w sądzie.

Olsen Capital & Lex

Jak działa Olsen Capital & Lex?

Z firmą można skontaktować się niezależnie od tego gdzie się mieszka – wszystko odbywa się poprzez internet. Wystarczy zostawić swoje dane kontaktowe i zaczekać na kontakt w sprawie umowy kredytowej. Zespół specjalistów całkowicie bezpłatnie analizuje umowę i przedstawia wszystkie możliwe rozwiązania problemu. Po podpisaniu przejrzystej dla klienta umowy prawnicy przystępują do działania i reprezentują swoich klientów w sądzie zarówno I, jak i II instancji. Ważny jest także fakt, że Olsen Capital & Lex zobowiązuje się do dalszego reprezentowania swoich klientów w przypadku wystąpienia roszczeń ze strony banku.

Czy to rozwiązanie dla Ciebie?

Jeśli zaciągnąłeś kredyt we frankach szwajcarskich skorzystanie z usług Olsen Capital & Lex jest dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Wszystko oparte jest na bardzo przejrzystych warunkach, spółka charakteryzuje się niezwykle wysoką skutecznością i dba o to, aby jak najszybciej doprowadzić do sądowego umorzenia umowy kredytowej.

Kliknij, aby skontaktować się z firmą i dowiedzieć się co możesz zrobić ze swoim kredytem frankowym

Ceny materiałów budowlanych – listopad 2022. Maleje dynamika wzrostów

Od szczytu cen materiałów budowlanych z tegorocznej wiosny, w listopadzie tempo drożyzny zniżkowało już do „zaledwie” jednej piątej. Półroczny trend hamowania parametrów materiałowej hossy jest już prawdopodobnie wystarczającym argumentem za powrotem rynku do choćby względnej normalności.

Rekordowy poziom dynamiki cen materiałów budowlanych rzędu 34 proc. rok do roku w tegorocznym kwietniu i maju, w listopadzie stopniał do 20 proc. Jak zauważyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl oznacza to, że już szósty miesiąc z rzędu w relacji miesiąc do miesiąca większość pozycji z grup towarowych PSB z wolna tanieje lub pozostaje na stałym poziomie cenowym. Tego typu sytuację można już wstępnie zakwalifikować jako stały trend powrotu parametrów tempa wzrostu cen do wartości jednocyfrowych w nadchodzącym roku. Pytanie, czy jest szansa na to, by w perspektywie kilkunastomiesięcznej uczestnicy rynku budowlanego doczekali się korekty cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku.Wyk. 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych z listopada br. autorstwa Grupy PSB potwierdza utrwalenie tendencji z ostatnich miesięcy. W dalszym ciągu jedyną pozycją coraz mocniej zwyżkującą jest cement z wapnem, drożejące rdr o 44 proc. Z kolei na drugim biegunie pozostają płyty OSB i drewno z ujemną dynamiką rzędu 14 proc.  Co ciekawe, dokładnie przed rokiem ta grupa towarowa była niekwestionowanym liderem wzrostów cen materiałów z wynikiem 63 proc. rdr., natomiast cement i wapno zamykały stawkę z jednocyfrową dynamiką zwyżki.

Zarówno powyższa „nieoczekiwana zmiana miejsc” jak i utrwalona tendencja wytracania impetu przez materiałową drożyznę, znajdują swoje pełne uzasadnienie, w pierwszym rzędzie rodem z trendów giełdowych, a następnie z sytuacji w krajowej budowlance i deweloperce.Tab. 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

I tak, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, notowania giełd surowcowych coraz wyraźniej sugerują zdecydowane zastopowanie hossy najważniejszych dla realizacji inwestycji budowlanych pozycji ze stalą, miedzią, aluminium czy tarcicą na czele. Indeks cen surowców CRB stracił na wartości od swojej górki z połowy czerwca br. już 18 proc., stal od początku maja 28 proc., aluminium 36 proc., a tarcica aż 72 proc.

Z kolei z surowców energetycznych tylko węgiel od marca utrzymuje relatywnie stały poziom cen w okolicach 400 USD za tonę, z kolei notowania ropy naftowej i gazu ziemnego spadają już w tym samym okresie po 40 proc. Tymczasem do niedawna to właśnie ceny energii i ich wpływ na produkcję materiałów budowlanych stanowiły największą rynkową niewiadomą.

Obserwowane słabnięcie wzrostowej dynamiki cen materiałów budowlanych ma – poza koniunkturą na giełdach towarowych – bezpośredni związek z sytuacją na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym, na którym załamanie sprzedaży nowych mieszkań skutkuje coraz bardziej drastycznym ograniczeniem aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Wg danych GUS budownictwa mieszkaniowego deweloperzy od sierpnia ograniczają wolumeny nowo rozpoczynanych budów do zaledwie kilku tysięcy lokali miesięcznie, co oznacza spadek rdr o około połowę. Tego typu statystyki mocno nadwyrężają popyt na materiały budowlane, co nie może pozostawać bez wpływu na ich ceny.

Tymczasem  bardzo ciekawą prognozę rocznej dynamiki cen materiałów budowlanych przedstawili ostatnio eksperci Credit Agricole. Zakładają oni mianowicie, że jej bieżąca tendencja spadkowa po osiągnięciu szczytu 34 proc. w tegorocznym maju będzie kontunuowania, by na przełomie lat 2022 i 2023 definitywnie zastopować wzrost cen materiałów budowlanych w ujęciu rocznym. Co więcej, w przyszłym roku ma nastąpić średnioroczny spadek stawek o około 5 proc.

Tego typu oczekiwania mogą wydawać się wręcz hurraoptymistyczne. Z tym większą ciekawością uczestnicy rynku budowlanego będą oczekiwać ich ewentualnej materializacji już w niedalekiej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Prace rządowe nad całkowitym wyeliminowaniem instytucji użytkowania wieczystego z polskiego porządku prawnego

Projekt ustawy zakłada, że również przedsiębiorcy będą uprawnieni do nabycia prawa własności gruntów stanowiących własność Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, w tym w szczególności gruntów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to kolejny etap porządkowania stanu prawnego nieruchomości w tym zakresie. Pierwszym etapem reformy była ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów. Ustawa ta spowodowała przekształcenie prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe we własność z mocy prawa z dniem 1 stycznia 2019 r. i wykluczyła, co do zasady, ustanawianie nowych praw użytkowania wieczystego na takie cele, jako wyraz dążenia ustawodawcy do stopniowej eliminacji tego prawa.

Chociaż użytkowanie wieczyste wprowadzone zostało do polskiego porządku prawnego w głębokim PRL-u, konstrukcyjnie nawiązuje do dzierżawy wieczystej regulowanej już prawem rzymskim. Polega bowiem na oddaniu nieruchomości gruntowej (położonej w granicach administracyjnych miast) będącej własnością Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego osobie fizycznej lub prawnej do korzystania z wyłączeniem innych osób, co do zasady na okres 99 lat. Z prawem do korzystania z nieruchomości powiązana jest również opłata za korzystanie z niej. Użytkowanie wieczyste, jako prawo rzeczowe, obok własności i rzeczowych praw ograniczonych, może być ustanawiane na cele niekomercyjne (np. garaże, zapewnienie obsługi komunikacyjnej, technicznej), jak i ustanowione na cele prowadzenia działalności gospodarczej.

Niemniej jednak obserwowana jest tendencja do przekształcania użytkowania wieczystego w prawo własności. Aktualnie plany takie dotyczą gruntów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej i umożliwienie użytkownikom wieczystym takich gruntów nabycia prawa własności tych nieruchomości. Korzystanie z cudzej nieruchomości obarczone jest bowiem ryzykiem inwestowania, celowością oraz bezpieczeństwem dokonywanych inwestycji, głównie w kontekście niepewności co do potencjalnych podwyżek opłat za korzystania z gruntów. Dodatkową barierę w nabywaniu prawa własności nieruchomości przez przedsiębiorców stanowiło ryzyko uznania go za formę niedozwolonej pomocy publicznej dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą.

Jak twierdzi ekspert naszej kancelarii r. pr. Anna Zabielska proponowana zmiana prawa ma docelowo doprowadzić do wyeliminowania użytkowania wieczystego z polskiego porządku prawnego poprzez zastosowanie mechanizmów rynkowych przy ustalaniu ceny nabycia prawa własności gruntów stanowiących własność Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, w tym w szczególności gruntów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. Projektowane rozwiązania przewidują możliwość wykupu gruntów Skarbu Państwa za 20 dotychczasowych opłat rocznych (do 60% wartości gruntu) w przypadku wykupu jednorazowego, lub na raty – wtedy wartość ta będzie wynosić 25 takich opłat. Inne natomiast zasady mają dotyczyć gruntów należących do jednostek samorządu terytorialnego, których samodzielność w zakresie ustalania ceny będzie większa.

Autor: r. pr. Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Tydzień bankierów centralnych

Zeszłotygodniowa decyzja RPP i wystąpienie prof. Glapińskiego były jedynie rozgrzewką przed kluczowymi dniami końca roku. Wszystkie światła zwrócone są na amerykański Komitet Otwartego Rynku, ale podobnie jak przy ostatnich posiedzeniach tego gremium jeszcze ważniejsza dla kierunku handlu może się okazać konferencja Powella. Po środowym wieczorze czeka nas kumulacyjny czwartek, gdyż decyzje monetarne podejmą wtedy strefa euro, Wielka Brytania i Szwajcaria.

Ścieżka zejścia?

Tak gęste nagromadzenie istotnych czynników fundamentalnych w zaledwie kilka dni, a nawet w mniej niż dobę w przypadku decyzji najważniejszych bankierów centralnych, to prawdziwy rarytas. Dodatkowo wszystko ma miejsce w dość ciekawym momencie na wykresach wielu aktywów, które coraz wyraźniej potrzebują impulsu dla rozwinięcia kontynuacji lub wdrożenia negacji kierunków zarysowanych przez ostatnie 2 miesiące. Na EUR/USD widoczne jest wygaszenie tempa marszu na północ, a kurs eurodolara nie potrafi oderwać się od 1,05$. O ile wśród inwestorów przekonanie o spowolnieniu tempa podwyżek stóp w USA do 50 pb jest dość powszechne, o tyle w przypadku Rady Prezesów EBC istnieje o wiele większa niepewność. Zgodna z oczekiwaniami decyzja Amerykanów przy większym od prognoz wzroście kosztu pieniądza w strefie euro może być wyraźnym sygnałem do popchnięcia głównej pary walutowej świata w górę, co otworzy ścieżkę nawet do okolic 1,08$. Może się jednak okazać, że od samych decyzji ważniejsze będą słowa prezesów banków centralnych. W tym przypadku możliwość silniejszego i trwalszego odciśnięcia piętna na rynkach jest po stronie szefa Fed, który niewykluczone, że dla pewnej równowagi przekazu (po pierwszej od pół roku podwyżce mniejszej niż 75 pb), wybierze jastrzębią narrację.

Grudniowa kumulacja

Chociaż niewątpliwie uwagę skupiają na sobie Waszyngton i Frankfurt, to nie tylko oni wezmą udział w grudniowej kumulacji podwyżek stóp procentowych. Również w czwartek swoje monetarne decyzje ogłoszą Bank Anglii i Szwajcarski Bank Narodowy, czyli światowa waga ciężka banków centralnych. Oczekiwania rynków co do samego wzrostu kosztu pieniądza są klarowne. Wszystkie najważniejsze instytucje zwiększą go o 50 pb, a jakakolwiek niespodzianka może wywołać gwałtowną reakcję inwestorów. Warto w tym miejscu spojrzeć na wykresy, gdzie GBP na parach z głównymi walutami znajduje się blisko 2-miesięcznych maksimów. Trochę bardziej mieszany obraz przedstawia CHF, które zachowuje się dosyć stabilnie na parze z EUR, ale z pełną energią korzysta z odpływu kapitału od dolara i na parze z USD frank jest najsilniejszy od marca. Niewykluczone, że najbliższe dni wyznaczą rynkową ścieżkę na nadchodzące tygodnie. Czy czeka nas wybicie istotnych poziomów i kontynuacja trwających trendów, czy kontra i rozwinięcie mocniejszych korekt? Ten tydzień to szansa dla dużej zmienności i jeszcze większych emocji.

Cisza przed burzą?

Otwarcie tygodnia w Europie nie przynosi na razie tej wspomnianej wyżej zmienności, ale indeksy giełdowe solidarnie pokazują czerwień. Nie powinno to dziwić po słabym zamknięciu w Azji i braku fundamentalnych impulsów w trakcie poniedziałkowej sesji. Istotne odczyty napłynęły dziś jedynie z Wielkiej Brytanii, gdzie tempo PKB przyspieszyło do 1,5%. Na rynku walutowym do południa mamy do czynienia z kolejną próbą wyjścia do góry na EUR/USD, ale powoli traci ona impet. To sprawia, że polski złoty ma trudności z obraniem kierunku i na parach z głównymi walutami jest blisko punktów odniesienia. Po godz. 11:30 kurs euro jest przy 4,69 zł, kurs dolara odbija od 4,44 zł, kurs franka balansuje na 4,76 zł, a kurs funta wraca w pobliże 5,46 zł. Senny poniedziałek może być jedynie ciszą przed burzą.

Adam Fuchs – analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Badanie EY: polski dyrektor finansowy żyje w świecie compliance

Wyniki badania EY – TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce – wskazują, że rzeczywistość rodzimych CFO często różni się od ich odpowiedników z innych państw. Podczas gdy aż 84% ankietowanych lokalnych dyrektorów finansowych wskazuje, że ich priorytetem na najbliższe 3 lata będzie compliance, średnia dla świata wynosi 27%. W efekcie zamiast na szukaniu oszczędności, częściej skupiają się oni na regulacyjnym bezpieczeństwie. Ma to bezpośrednie przełożenie na postrzeganie CFO przez osoby zarządzające firmami – jedynie 43% prezesów zdecydowanie potwierdza, że dyrektor finansowy jest dobrze przygotowany do wyzwań stojących w ciągu najbliższych 3 lat przed ich organizacją.

Nowe regulacje, wzrost znaczenia technologii, zmieniające się otoczenie biznesowe – to czynniki, na których skupia się uwaga dyrektorów finansowych (ang. Chief Financial Officer – CFO). Na tym jednak podobieństwa pomiędzy naszym krajem, a innymi państwami często się kończą. Polski CFO jest znacznie bardziej skupiony na obszarze compliance. Podczas gdy średnia dla świata wynosi 27%, nad Wisłą ten obszar jako swój priorytet na najbliższe 3 lata wskazuje 84% ankietowanych.

Wynika to wprost z dynamicznych zmian przepisów podatkowych oraz poziomu ich skomplikowania. W rezultacie dyrektorzy finansowi muszą być na bieżąco z regulacjami, których cykl od uchwalenia przez rząd do wejścia w życie trwał czasami mniej niż 3 miesiące. W bezpośredni sposób wiąże się to ze znaczącą odpowiedzialnością za zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa – zarówno dla siebie, jak i dla firmy.

Potwierdzają to wyniki badania EY. Wskazują one, że zdaniem dyrektorów finansowych aż 81% czasu i zasobów podlegających im działów przeznaczana jest na compliance, a tylko 19% to planowanie, analizowanie oraz wspieranie bieżącej działalności firmy. Tymczasem badani CFO chcieliby znacznie zmienić te proporcje. W optymalnych warunkach 47% alokowanego czasu powinno być poświęcone kwestii compliance, a 53% na inne działania wspierające wzrost firmy.

– Uwarunkowania regulacyjne sprawiają, że w Polsce dyrektor finansowy ma zupełnie inne priorytety niż jego odpowiednicy w innych państwach. W naszym kraju CFO przede wszystkim myśli o zgodności z przepisami. Minimalizując ryzyko własnego działania, redukując zagrożenia dla firmy i zdając sobie sprawę z potencjalnych kar, które mogą być nałożone na organizację i na niego indywidualnie, odpowiednio dużą część czasu alokuje na działania kontrolne. W ten sposób dba, aby wszystko na pewno było w zgodzie z polskimi przepisami. W efekcie ma bardzo ograniczone zasoby na inne działania, które powinny stanowić podstawę jego pracy. Zamiast poszukiwać operacyjnych oszczędności, dba o bezpieczeństwo rozliczeń – komentuje Zbigniew Deptuła, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Pierwszeństwo dla kwestii bezpieczeństwa firmy i osób odpowiadających za rozliczenia podatkowe potwierdzają również aspekty finansowe. Aż 85% przebadanych CFO nie zamierza obniżać kosztów działu podatkowo-księgowego w ciągu najbliższych trzech lat. Wyniki badania jakościowego, prowadzonego równolegle z wywiadami ankietowymi, wskazują że dyrektorzy finansowi zmniejszanie kosztów kojarzą z obniżeniem jakości, redukcją bezpieczeństwa, a w konsekwencji zwiększeniem ryzyka podatkowego firmy – a do tego nie chcą dopuścić.

Zmiana roli CFO – szansa czy zagrożenie

Silna koncentracja przez polskich dyrektorów finansowych na obszarze compliance stwarza ryzyko mniej efektywnego przygotowania na wyzwania przyszłości, w szczególności rozwój technologii. W efekcie w ramach badania EY – TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce – zweryfikowano ocenę gotowości CFO przez samych prezesów.

Na pierwszy rzut oka osoby zarządzające organizacjami ufają dyrektorom finansowym. Takie przekonanie wyraziło blisko 70% badanych. W tym kontekście warto jednak zaznaczyć, że 26% ankietowanych wskazało na odpowiedź – raczej tak – co może sugerować pewne wahanie. Z tej perspektywy blisko 60% CEO ma mniejsze lub większe wątpliwości co do przygotowania ich CFO do wyzwań, które stoją w ciągu najbliższych 3 lat przed przedsiębiorstwami.

Kolejne lata przyniosą znaczące zmiany dla roli dyrektorów finansowych. Należy spodziewać się, że aspekt compliance w dalszym ciągu będzie zajmował czołową lokatę na liście priorytetów CFO. Zmieni się jednak podejście. Będzie ono polegało na prognostyce i planowaniu, zamiast odtwarzania i raportowania wstecz dla organów podatkowych. Priorytetowe zadania realizowane będą w niedużych, wewnętrznych zespołach, natomiast usługi raportowania będą oparte w znacznie większym stopniu na outsourcingu.

Równocześnie znaczącemu przyspieszeniu ulegną procesy wynikające z rozwoju technologii, takie jak digitalizacja raportowania, cyfrowa transformacja działów podatkowo-księgowych, innowacje zwiększające wydajność firm. W efekcie CFO z osoby skupionej na finansach, stanie się menedżerem znającym się na technologii.

Dzięki uwolnieniu czasowej przestrzeni i rozwojowi kompetencji, zmienią się akcenty w pracy dyrektorów finansowych. W mniejszym stopniu będą one oparte na obszarach operacyjnych, a w większym na strategicznych. Sprawi to, że CFO staną się jeszcze ważniejszym partnerem dla zarządu.

W kolejnych latach rola CFO będzie zdecydowanie skierowana na wsparcie biznesu i wykorzystanie rozwiązań Big Data dostępnych w całym systemie finansowym organizacji. Umożliwi to obserwowanie i analizowanie trendów, przewidywanie zmian i czynników krytycznych dla biznesu. Opierając się na danych dyrektor finansowy będzie w stanie kreślić scenariusze wyprzedzające wydarzenia. W konsekwencji w znacznie szerszym stopniu będzie wspierał zarząd, a także koordynował outsourcing w zakresach podatków, księgowości lub płac. Przyszłość dla CFO wygląda optymistycznie – podsumowuje Marcin Jurczak, Partner oraz Lider Zespołu Usług Księgowych i Płacowych, EY Polska.

Biurowce rosną w Krakowie. Deweloperzy ogłaszają kolejne projekty

Jeśli deweloperzy dostarczą rozpoczęte projekty na czas, to w Krakowie nie powinno zabraknąć metrów biurowych. Najemcy w stolicy Małopolski są zainteresowani przede wszystkim powierzchnią w dzielnicach położonych blisko centrum i dobrze skomunikowanych z resztą miasta – mówi Anna Madejska, doradczyni w Newmark Polska.

Kraków, z zasobami ponad 1 mln 651 tys. mkw., jest największym regionalnym rynkiem biurowym w kraju. Przez wiele lat projekty biurowe powstawały w różnych częściach miasta. Ale to się zmienia. W ostatnim czasie najemcy zaczęli relokować się bliżej centrum, a najbardziej upodobali sobie dzielnice: Grzegórzki, Stare Miasto, Podgórze i Krowodrzę. Zainteresowanie najemców przyciągnęło do tych lokalizacji również deweloperów.

Biznes kwitnie w Grzegórzkach

W Grzegórzkach powstaje prawdziwa dzielnica biznesowa. Na poprzemysłowym terenie, po dawnej wytwórni wódek Polmos, w pobliżu dwóch węzłów komunikacyjnych – Ronda Mogilskiego oraz Ronda Grzegórzeckiego, rośnie wielofunkcyjny projekt Fabryczna City. W ramach inwestycji powstaje też kompleks biurowy – Fabryczna Office Park. W tym miesiącu (grudzień) na rynek trafił czwarty biurowiec o powierzchni 10 500 mkw., a w na początku 2023 r. piąty o powierzchni prawie 13 800 mkw. (przyszła siedziba Capgemini).  W całym wielofunkcyjnym kompleksie powstanie również część mieszkaniowa, a w budynkach zrewitalizowanych po Polmosie – gastronomia i usługi. W tej samej dzielnicy, przy ul. Mogilskiej, Strabag Real Estate rozpoczął już rozbiórkę, nieczynnej od miesięcy, Galerii Plaza. W jej miejsce, do 2025 roku, deweloper wybuduje wielofunkcyjny kompleks z powierzchnią biurową.

– Dzięki powstającym w dzielnicy wielofunkcyjnym obiektom, a także działalności władz miasta, w Grzegórzkach rozwinęły się funkcje usługowo-gastronomiczne, kulturalne, edukacyjne i rozrywkowe, co przyciąga tutaj kolejnych inwestorów, chcących zaoferować najemcom biura w ciekawym i komfortowym otoczeniu. Dużym atutem dzielnicy są również liczne tereny zielone oraz lokalizacja w sąsiedztwie Starego Miasta i doskonała komunikacja ze wszystkimi częściami Krakowa – wyjaśnia Anna Madejska.

Równie dużym zainteresowaniem wśród firm szukających biura cieszy się Podgórze. U zbiegu ulic Klimeckiego i Nowohuckiej, w czterech etapach, deweloper Cavatina Holding buduje Ocean Office Park. Docelowo w inwestycji powstanie ponad 52 tys. mkw. powierzchni biurowej. Pierwszy etap został już oddany do użytku, a na przyszły rok planowane jest dostarczenie drugiego, największego budynku, o powierzchni 28 600 mkw.

Wynajmują informatycy oraz centra usług wspólnych

W pierwszych trzech kwartałach tego roku Kraków odnotował najwyższy w regionach popyt na powierzchnie biurowe. Najemcy podpisali umowy w sumie na prawie 134 tys. mkw. Sektorem, który od lat rozwija się w Krakowie są centra usług wspólnych. W tej chwili w Krakowie funkcjonuje ponad  260 podmiotów z sektora BPO / SSC, które w sumie zatrudniają ponad 92 tys. osób. Powierzchni biurowej potrzebują tak centra obecne w Krakowie od lat, które się rozwijają, jak i nowe firmy BPO / SSC, które rozpoczynają działalność w mieście.

Największe umowy najmu w 2022 roku należą również do firm z branży informatycznej i nowych technologii. Prawie 13,8 tys. mkw. w Fabryczna Office Park B5 wynajęła firma Capgemini, natomiast Cisco Systems Poland renegocjowało kontrakt na ok. 12,5 tys. mkw. w Enterprise Park C. – W związku z wprowadzeniem hybrydowych systemów pracy oraz coraz większymi wymaganiami pracowników, co do jakości i lokalizacji biura, część najemców relokuje się do nowocześniejszych budynków bliżej centrum, jednocześnie optymalizując wynajmowane powierzchnie. Przykładem takiej relokacji jest właśnie wspomniana firma Capgemini, która przeprowadzi się do nowego wielofunkcyjnego kompleksu, położonego blisko centrum miasta – komentuje Anna Madejska. – Relokacje do nowszych budynków spowodowane są również szukaniem oszczędności w opłatach eksploatacyjnych. Nowoczesne budynki mają nie tylko lepszą izolację, ale w większości z nich zastosowano też zaawansowane rozwiązania technologiczne i ekologiczne, związane z oszczędzaniem wody i energii elektrycznej – wyjaśnia Anna Madejska.

Niemniej, nie wszystkie firmy, decydując o swoich lokalizacjach na najbliższą przyszłość, zdecydowały się na relokacje. W pierwszych trzech kwartałach tego roku renegocjacje dotyczyły prawie jednej trzeciej powierzchni, na którą podpisane zostały umowy najmu.

Światowe koncerny ciągną do miasta Kraka

Statystyki pokazują, że coraz więcej międzynarodowych korporacji decyduje się na przenosimy do Krakowa. W tym roku w stolicy Małopolski zadebiutowały między innymi amerykańskie koncerny – Grass Valley i Huntsman Coporation oraz indyjskie przedsiębiorstwo Larsen & Taubro. Co ich przyciąga? – Przede wszystkim młoda i wykwalifikowana kadra specjalistów. Liczba studentów i absolwentów w mieście ciągle rośnie, aktualnie w Krakowie studiuje prawie 130 tys. osób – wyjaśnia Anna Madejska i dodaje, że według badań, elementem konkurencji o najlepszych pracowników są m. in. nowoczesne, dobrze zlokalizowane miejsca pracy, które kandydaci wymieniają wśród swoich oczekiwań na równi z dobrym stanowiskiem i wysokim wynagrodzeniem. – Oczekiwania dotyczące biura znacząco wzrosły po pandemii. Kandydaci, już na etapie rekrutacji, liczą czas, jaki zajmą im dojazdy, nawet jeśli decydują się na pracę w systemie hybrydowym. Dodatkowo, wychodząc z domu, chcą po drodze zrobić zakupy i iść na fitness, co motywuje najemców do szukania biur z dostępem do odpowiedniej infrastruktury – wylicza ekspertka.

Deweloperzy podążają za popytem

Co w takim razie wynajmujący mają do wyboru? Od początku roku deweloperzy dostarczyli na rynek w sumie ponad 91 tys. mkw. powierzchni biurowej w ośmiu budynkach (dla porównaniu w całym 2021 r. – 60 700 mkw.). Największe z nich to oddane do użytku w ostatnim kwartale dwa budynki w inwestycji Brain Park (łącznie 29 600 mkw.) oraz czwarty biurowiec w kompleksie Fabryczna Office Park (B4, 10 500 mkw.). W budowie znajduje się kolejne ponad 125 tys. mkw. i jeśli tylko deweloperzy dotrzymają obietnic, to wiele z tych powierzchni zostanie dostarczonych już w przyszłym roku. Największe oczekiwane projekty to: Ocean Park B (28 600 mkw.), KREO (24 000 mkw.),  Fabryczna Office (B5, 13 800 mkw.), The Park Kraków 2 (12 500 mkw.) czy Mogilska 35 Office (10 600 mkw.).

Więcej okazji w budynkach klasy B

Czynsze w Krakowie od kilku kwartałów utrzymują się na stabilnym poziomie. W nowoczesnych projektach klasy A wynoszą miesięcznie od 13,5 do 16 euro za mkw., natomiast w starszych budynkach – od 10 do 13 euro za mkw. – Spodziewamy się, że ze względu na inflację i rosnące koszty budowy oraz duże zainteresowanie nową podażą, czynsze w budynkach klasy A zaczną rosnąć. Jednocześnie w starszych biurowcach, ze względu na bardzo dużą dostępność tych powierzchni oraz coraz mniejsze zainteresowanie nimi ze strony firm, możemy spodziewać się presji ze strony najemców na renegocjacje czynszów oraz pakietów zachęt – informuje Anna Madejska.

Kraków, jako największy biurowy rynek regionalny, jest ciągle atrakcyjnym wyborem dla inwestorów i najemców. – Przemawia za tym szeroki wybór powierzchni biurowej w istniejących projektach oraz inwestycjach w budowie, a także najwyższy wolumen transakcji najmu spośród sześciu największych miast regionalnych. Myślę, że dość wysoka nowa podaż przewidywana na najbliższy rok przyciągnie do Krakowa firmy nieobecne do tej pory na lokalnym rynku, a także zachęci dotychczasowych najemców do pozostania w mieście – podsumowuje ekspertka Newmark Polska.

Legalność nagrywania rozmów na gruncie karnym i cywilnym

Coraz większą popularność w ostatnim czasie zyskały urządzenia rejestrujące dźwięk czy aplikacje mobilne służące do nagrywania rozmów telefonicznych. Jednak czy korzystanie z takich rozwiązań jest legalne? Czy uzyskane w ten sposób nagrania mogą stanowić dowód w ewentualnym sporze sądowym? Odpowiedź na te pytania zależy od kilku czynników.

W pierwszej kolejności należy zastanowić się, czy korzystanie z urządzenia rejestrującego albo aplikacji służącej do nagrywania rozmów będzie wiązało się z ryzykiem poniesienia odpowiedzialności karnej. W myśl art. 267 § 1 Kodeksu karnego: „[k]to bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Z kolei zgodnie z § 3 cytowanego przepisu tej samej karze będzie podlegać osoba, która w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniona, zakłada urządzenie podsłuchowe, wizualne albo inne urządzenie lub oprogramowanie bądź posługuje się nimi.

Powyższe jednoznacznie potwierdza, że osoba, która jest uprawniona do uzyskania danej informacji, mimo korzystania z urządzenia podsłuchowego, rejestrującego lub aplikacji nie popełnia przestępstwa. Innymi słowy – jeżeli nagrywający utrwala rozmowę, w której uczestniczy (jako nadawca bądź odbiorca informacji), to nie będzie podlegać odpowiedzialności karnej (nawet jeśli rozmówca nie wyraził zgody na nagrywanie lub po prostu o nim nie wiedział).

A co w sytuacji, gdy podsłuch albo rejestracja dźwięku są stosowane wobec osoby trzeciej? Jeśli osoba ta wie, że jest nagrywana, i wyraża na to zgodę, to nagrywający nie będzie ponosił odpowiedzialności karnej w granicach udzielonej zgody. Inaczej sytuacja kształtuje się, jeżeli zgoda nie została udzielona albo osoba lub osoby nagrywane nawet nie mają świadomości, że ich wypowiedzi są rejestrowane. Taki przypadek wprost podlega pod hipotezę art. 257 § 3 Kodeksu karnego, w związku z czym nagrywający powinien się liczyć z ryzykiem, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Jeżeli jednak nagrywanie osób trzecich ma służyć celom ochrony własnych interesów (np. w sprawie pracowniczej), czyn taki może wcale nie zostać uznany za zabroniony, a to z uwagi na jego znikomą szkodliwość społeczną.

Jednocześnie nawet uzyskanie nagrania w drodze przestępstwa nie przesądza o zakazie posługiwania się zapisem rozmowy w postępowaniu sądowym. Ustawodawca w art. 168a Kodeksu postępowania karnego wyraźnie wskazał, że dowód nie może zostać uznany za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że uzyskano go z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego. Jedyną sytuacją wyłączającą wykorzystanie takiego dowodu będzie sytuacja, gdy dowód został uzyskany w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych albo w wyniku zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności.

Na gruncie procedury cywilnej opisywana tematyka kształtuje się bardzo podobnie. W przeciwieństwie do procedury karnej w Kodeksie postępowania cywilnego brak jest regulacji, które wskazywałyby wprost, na jakich zasadach dozwolone jest korzystanie z nagrań zdobytych w sposób niezgodny z obowiązującymi normami prawa. Nieobecność przepisów w tym zakresie uzupełnia stanowisko doktryny i orzecznictwa, które w zdecydowanej większości opowiada się za dopuszczeniem takiego środka dowodowego. Tak oto, jeżeli nagrywający występuje jako uczestnik rozmowy, to jest uprawniony do jej nagrywania niezależnie od zgody rozmówcy. Nagrywanie rozmów osób trzecich bez ich zgody co do zasady będzie traktowane jako bezprawne, jednak nadal nie wpływa to na możliwość wykorzystania nagrania jako środka dowodowego w postępowaniu cywilnym.

Ewentualne nadużycia wynikające z nagrywania rozmówców lub osób trzecich będzie należało rozpatrywać w kontekście naruszenia dóbr osobistych (np. prawa do prywatności, dobrego imienia i in.), a w przypadku rozmów o charakterze bardziej biznesowym – naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa.

Warta uwagi jest zwłaszcza druga ze wskazanych płaszczyzn naruszeń. Należy mieć na względzie, że niezależnie od tego, czy nagrywający uczestniczy w rozmowie ze swoim kontrahentem, czy też nagrywa rozmowę osób trzecich, jeżeli rozmowa dotyczy informacji poufnych lub innych stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, to nagrywający jest zobowiązany do zachowania tychże informacji w tajemnicy. W przeciwnym razie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności w związku z popełnieniem czynu nieuczciwej konkurencji. Czynem nieuczciwej konkurencji jest bowiem ujawnienie, wykorzystanie lub pozyskanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa. W myśl art. 23 Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji czyn ten podlega odpowiedzialności karnej. Jednocześnie przywołana ustawa przewiduje szereg roszczeń o charakterze cywilnoprawnym, jakie przysługują przedsiębiorcy, którego interes został zagrożony lub naruszony (m.in. o zaniechanie niedozwolonych działań, usunięcie ich skutków, naprawienie szkody czy wydanie bezpodstawnie uzyskanych w ten sposób korzyści).

Podsumowując, obowiązujące przepisy wprawdzie penalizują utrwalanie rozmów oraz stosowanie podsłuchu, jednak ustawa karna i orzecznictwo przewidują pewien zakres wyłączeń tej odpowiedzialności. Nie dotyczy ona bowiem sytuacji, w których nagrywający jest uczestnikiem nagrywanej rozmowy, nawet jeśli utrwala jej przebieg bez wiedzy swojego rozmówcy. W uzasadnionych przypadkach także nagrywanie wypowiedzi osób trzecich nie będzie traktowane jako bezprawne – są to przede wszystkim sytuacje, gdy uzyskane nagrania miałyby służyć obronie praw nagrywającego i sprawiedliwemu rozpoznaniu jego sprawy przez sąd. Oczywiście każdy z takich przypadków jest rozpatrywany indywidualnie, z uwzględnieniem okoliczności danej sprawy, i tylko po takiej analizie sposób uzyskania nagrań może zostać uznany za bezprawny bądź też pozbawiony tego przymiotu. W konsekwencji, na gruncie postępowań zarówno karnych, jak i cywilnych, nie ma większych przeszkód, aby nagrania uzyskane nawet bez zgody osoby nagrywanej zostały wykorzystane jako środek dowodowy służący do ochrony uzasadnionych interesów nagrywającego. Niemniej zawsze należy mieć na względzie, że zakres informacji uzyskanych w toku nagrań lub podsłuchu i sposób ich wykorzystania może prowadzić do naruszenia dóbr osobistych osób nagrywanych czy – na gruncie biznesowym – stanowić czyn nieuczciwej konkurencji, co będzie wiązać się z odpowiedzialnością odszkodowawczą oraz ryzykiem skierowania innych roszczeń względem nagrywającego.

Jak poprawić sytuację transplantologii w Polsce?

W ostatnich kilkunastu latach wskaźnik donacji w Polsce bardzo wolno rośnie lub utrzymuje się na tym samym poziomie. Wiele jest elementów, nad którymi należy w związku z tym pracować – jest to między innymi kwestia akceptacji społecznej dla transplantacji, która deklaratywnie jest w Polsce bardzo wysoka. Wiadomo jednak, że w praktyce nie jest to tak oczywiste. W związku z tym należy budować świadomość i wiedzę społeczeństwa na temat obowiązujących regulacji oraz pokazywać, że transplantacja jest często jedynym sposobem, aby ratować życie i zdrowie osób, które nie mogą być leczone innymi sposobami.

– Nie wiem, czy nie ważniejszy element – to jest kwestia aktywności ośrodków, które mają, jak to nazywamy w naszym transplantacyjnym slangu “potencjał donacyjny” – czyli ośrodki, oddziały intensywnej terapii, które mogą identyfikować i zgłaszać zmarłych dawców – powiedział serwisowi eNewsroom prof. dr hab. Roman Danielewicz, Przewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej. – Nierzadko są to ośrodki, które nie mają swoich programów transplantacyjnych, są czasem w małych szpitalach – ale bez aktywności takich ośrodków, transplantologia nie będzie miała co przeszczepiać. Więc musimy budować świadomość w tych zespołach, budować ich aktywność, dbać o to – bo tradycyjnie jest tak, że to ośrodki transplantacyjne są w kontakcie z jakąś liczbą szpitali działającą w tym regionie, i tam te narządy są pobierane. Musi być kontakt z tymi ośrodkami, musi być budowanie pozytywnej atmosfery w tym szpitalu, musi być – także w pełnym tego słowa znaczenia – altruizm tych lekarzy, żeby dokonywać czynności, które nie są potrzebne temu konkretnemu szpitalowi. Troszkę to biorę w cudzysłów – a więc działanie na rzecz szerzej pojętego systemu innych chorych, którzy niekoniecznie są leczeni w tym szpitalu. No i cały szereg rzeczy organizacyjnych, związanych z identyfikacją zmarłego dawcy, z możliwościami wykonania badań, finansowaniem tych procedur, które są potrzebne w opiece nad zmarłym dawcą i budowanie szpitalnego systemu jakości, którego centralną częścią jest koordynator transplantacyjny. Znowu – kwestia odpowiedniego umocowania, odpowiedniej roli tego koordynatora, żeby on nie był traktowany jako jakiś tam wymagany zobowiązaniami szpitala pracownik, tylko rzeczywiście żeby to była – jak to się mówi – kluczowa osoba z punktu widzenia donacji w tym konkretnym szpitalu. Żeby to był lider tej donacji, który odpowiada – najlepiej – tylko przed dyrektorem tego szpitala, nie przed ordynatorem któregoś z oddziałów. I żeby ta osoba była akceptowana w szpitalu, miała odpowiednio silną pozycję, ale też odpowiednie kompetencje – podkreśla Danielewicz.

Branża beauty odporna na kryzys. Na dbaniu o wygląd nie oszczędzamy

Branża beauty, jako jedna z niewielu, zdaje się nie odczuwać kryzysu gospodarczego. Galopującą inflację oraz rosnące ceny energii przedsiębiorcom z sektora rekompensuje fakt, że mimo rynkowych perturbacji Polacy nadal chętnie korzystają z ich usług i nie zamierzają ograniczać wydatków na ten cel. Mimo wysokiej inflacji wydajemy na ten cel więcej niż na kulturę, rozrywkę czy siłownię. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK wynika, że sytuacja fryzjerów i kosmetyczek – na tle innych profesji – jest stabilna. Zaległe zadłużenie tych biznesów w październiku 2022 r. wyniosło 109 mln zł. To wzrost o zaledwie 7,5 proc. względem analogicznego okresu w roku ubiegłym.

– Mimo że szeroko pojęta branża beauty zanotowała 7,5-proc. wzrost zaległości, to na tle całego sektora usług polskiej gospodarki, wypada wyjątkowo dobrze. Stąd nasz optymizm co do sytuacji branży. Są bowiem przedsiębiorcy, którzy w wyniku ostatnich perturbacji, ucierpieli zdecydowanie bardziej. Wśród nich są m.in. restauratorzy (dział 56), którzy powiększyli swoje zadłużenie o niemal 9 proc r/r. Nie najlepiej radzi sobie także transport (dział 49) – wzrost o 14 proc. r/r, działalność sportowa, rozrywkowa i rekreacyjna (dział 93) – 45 proc. oraz naprawa i konserwacja komputerów i artykułów użytku osobistego i domowego (dział 95) – ponad 160 proc., a przykłady można tylko mnożyć. Skala przyrostu przedawnionego zadłużenia jak w soczewce pokazuje nie tylko to, które branże mierzą się z największą presją kosztową, ale także to, na czym Polacy chcą oszczędzać, a gdzie wydatków nie ograniczają – mówi prezes BIG InfoMonitor, Sławomir Grzelczak.

Polacy nie zmieniają niektórych przyzwyczajeń

Galopująca inflacja dotyka każdego z nas. Jak pokazują najnowsze wskaźniki GUS[1], względem października 2021 r., podrożało niemal wszystko, co jest nam niezbędne do codziennego funkcjonowania. Żywność (22,8 proc.), benzyna (16 proc.), opał (147 proc.) czy usługi lekarskie (17 proc.), to tylko niektóre z produktów i usług, które z miesiąca na miesiąc kosztują nas coraz więcej. Ten stan rzeczy zdecydowanie wpłynął na podejście Polaków do oszczędzania i wydawania, jednak nie we wszystkich aspektach. Są bowiem obszary, które – na tę chwilę – zdają się pozostawać bez zmian, a wśród nich są właśnie zabiegi pielęgnacyjne.
Branża beauty odporna na kryzys

Inflacja wpływa na ograniczanie wydatków silniej niż pandemia, ale jej wpływ nie odbija się aż tak wyraźnie na korzystaniu z usług fryzjera czy kosmetyczki. Z badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor[2] wynika, że wydajemy na ten cel więcej niż np. na kulturę, rozrywkę, wyjścia do restauracji, siłownię czy krótkie wyjazdy. Co. 3 respondent (33 proc.) wydaje na fryzjera i kosmetyczkę tyle samo, a aż 17 proc. pytanych zdecydowało się przeznaczać na ten cel więcej (wzrost o 7 pkt. proc.). Tylko 26 proc. podjęło decyzję, by wydatki na poprawę wyglądu tymczasowo ograniczyć.

Co może wydawać się zaskakujące, więcej niż przed kilkoma miesiącami przeznaczają na upiększanie wyglądu mężczyźni (19 proc. pytanych) niż kobiety (15 proc.). Jeżeli natomiast podzielimy odpowiedzi według grup wiekowych, dostrzeżemy, że więcej zamierzają wydać przede wszystkim młodzi ludzie, w wieku od 18 do 24 lat (25 proc.), czyli w zdecydowanej większości studenci, których finanse nie są jeszcze stabilne. Kolejne miejsca zajmują osoby po 65 r.ż. – 21 proc., grupy 25-34 i 35-44 lat (16 proc.) oraz 45-54 i 55-64 lat (odpowiednio 14 i 13 proc.). Jeżeli spojrzeć na to, jak odpowiedzi kształtują się względem miejsca zamieszkania, to oszczędności nie planują głównie mieszkańcy wielkich miast powyżej 500 tys. mieszkańców (21 proc. pytanych), co nie powinno dziwić, bo w dużych ośrodkach miejskich mediany wynagrodzeń wyglądają najlepiej.

Duży popyt gwarancją płynności finansowej

Kryzys gospodarczy wywołany wojną w Ukrainie, a w szerszej perspektywie również pandemia, bez wątpienia wpłynęły na biznesy specjalizujące się w dbaniu o wygląd. Jednak nie w tak dużym stopniu, jak na inne branże. Polki i Polacy nie chcą odmawiać sobie drobnych przyjemności i mimo trudnej sytuacji finansowej nadal decydują się na wizyty u barbera, fryzjera czy kosmetyczki, mimo że – jak podaje GUS – ci dość mono podnieśli ceny, bo o 15,7 proc. r/r.Branża beauty zadłużenie

Dane pokazują, jak trudne dla fryzjerów i kosmetyczek były pierwsze pandemiczne miesiące. W październiku 2021 r. ich zaległy dług był już o 17 proc. wyższy niż w marcu 2020 r. i wynosił 101 mln zł. Wówczas nastroje nie były optymistyczne, szybko jednak uległo to zmianie. Polacy tłumnie wrócili do salonów i gabinetów urody i umożliwili zatrzymanie szybko nakręcającej się spirali zadłużenia. W efekcie, w ciągu ostatnich 12 miesięcy, dynamika przyrostu zobowiązań uległa już spowolnieniu i wyniosła 7 proc., a zaległy dług w październiku wyniósł niespełna 109 mln zł.

– Z całą pewnością możemy stwierdzić, że mamy w Polsce do czynienia z tzw. efektem szminki, czyli mechanizmem polegającym na zmianie preferencji konsumentów. Widocznie zmniejsza się konsumpcja dóbr luksusowych o dużej wartości przy jednoczesnym wzroście konsumpcji tych relatywnie tańszych luksusowych produktów i usług. Jeżeli nie stać mnie na drogą wycieczkę to swój status podkreślę chociażby wizytą weekendową w SPA. Trend obserwujemy także w danych GUS. W październiku 2022 r. największe wzrosty sprzedaży detalicznej r/r można było zaobserwować w przypadku odzieży i obuwia (14,3 proc.) oraz kosmetyków i leków (8,4 proc.). Spadła natomiast sprzedaż samochodów i motocykli[3]. Jest więc szansa, że branża beauty, mimo rynkowych zawirowań, może odetchnąć z ulgą i w miarę optymistycznie patrzeć w najbliższą przyszłość – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, Główny analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

[1]Główny Urząd Statystyczny, „Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w październiku 2022 r.”, 15.11.2022 r.
[2] Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 28-31 października 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: n=1064
[3] Główny Urząd Statystyczny, „Dynamika sprzedaży detalicznej w październiku 2022 r.”, 23.11.2022 r.

Zobowiązania wobec firm leasingowych – co robić w razie problemów ze spłatą?

Wymagające otoczenie rynkowe może powodować trudności ze spłatą rat leasingowych. Wyjściem z takiej sytuacji może być m.in. czasowe obniżenie opłat, wydłużenie okresu finansowania czy zmiana wartości końcowej przedmiotu leasingu.

W pierwszym półroczu 2022 roku zarejestrowano 212,4 tys. nowych pojazdów. Do nabywców instytucjonalnych trafiło 149,4 tys. sztuk, a do indywidualnych 63 tys. sztuk. Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), po trudnym początku roku dla rynku motoryzacyjnego, we wrześniu liczba rejestracji samochodów osobowych i dostawczych do 3,5t była pierwszy raz w tym roku wyższa niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku – o 5,8 proc. r/r. Duża część pojazdów jest finansowana poprzez leasing. Według danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL) za pomocą leasingu sfinansowano w tym roku 34,2 tys. sztuk pojazdów lekkich. Chociaż to o 10 proc. mniej niż w 2021 roku, to według badania koniunktury w branży leasingowej przeprowadzonego przez ZPL, w przypadku pojazdów lekkich oczekiwane są wyraźne wzrosty finansowania.

– W kontekście finansowania pojazdów może pojawić się temat potencjalnych problemów ze spłatą leasingu, zwłaszcza w odniesieniu do wysokiego poziomu stóp procentowych, który wpływa na wysokość rat. W PKO Leasing aktualnie nie obserwujemy pogorszenia spłacalności ani znaczącego wzrostu liczby wniosków o zmiany harmonogramów spłat. Biorąc jednak pod uwagę coraz bardziej wymagające otoczenie rynkowe, spodziewamy się wzrostu zapytań ze strony leasingobiorców o możliwość modyfikacji warunków rozliczania umów – mówi Kamil Piejka, Dyrektor Departamentu Zarządzania Ryzykiem Kredytowym w PKO Leasing.

Problem ze spłatą zobowiązań leasingowych – kiedy i jak reagować?

Firmy leasingowe proponują klientom wsparcie w rozwiązywaniu problemów ze spłatą zobowiązań. Jest ono dostosowywane do potrzeb i możliwości leasingobiorcy, ponieważ firmie finansującej pojazd zależy na regularnym wpływie środków wynikających z umowy.

– Na charakter propozycji, jaką dostaje przedsiębiorca zagrożony utratą płynności, ma wpływ przebieg dotychczasowej współpracy. Kształt propozycji wynika też z analizy sytuacji finansowej przedsiębiorcy oraz rodzaju finansowanych przedmiotów. Kluczową rolę odgrywa komunikacja klienta z firmą leasingową już na wczesnym etapie problemów finansowych – dodaje Kamil Piejka z PKO Leasing.

Z pewnością najgorszym rozwiązaniem jest udawanie, że problemu nie ma. Nie należy czekać, aż faktury będą przeterminowane, a umowa zagrożona rozwiązaniem. Wtedy przedsiębiorca ma znacznie słabszą pozycję negocjacyjną i mniej możliwości wyjścia z trudnej sytuacji. Zakres możliwych działań jest bardzo duży. W grę może wchodzić m.in. zmiana harmonogramu umowy, czasowe obniżenie opłat, wydłużenie okresu finansowania czy zmiana wartości końcowej przedmiotu leasingu.

Obniżenie opłat czy wydłużenie okresu finansowania – co jest lepsze?

Krótki termin spłaty zobowiązania finansowego to jednocześnie obniżenie kosztów. Trzeba mieć jednak świadomość, że im krótszy jest okres leasingu, tym wysokość rat wyższa. Oprócz tego, do jego uzyskania niezbędna jest odpowiednio wyższa zdolność kredytowa. Jeśli więc pojawiają się problemy ze spłatą, najczęściej stosowanym rozwiązaniem jest obniżenie opłat lub wydłużenie okresu finansowania.

– Jeszcze inną opcją jest zmiana wartości końcowej przedmiotu leasingu. Wartość końcowa w leasingu oznacza kwotę stanowiącą cenę wykupu przedmiotu leasingu wraz z prawem własności do niego. Najczęściej opłata ta uiszczana jest na zakończenie trwania umowy leasingowej. Zmniejszenie końcowej wartości przedmiotu może pomóc w czasowych trudnościach ze spłatą aktualnych zobowiązań – tłumaczy Kamil Piejka.

Trudno jednoznacznie wskazać, które rozwiązanie jest optymalne. Jest to indywidualna kwestia, uzależniona od sytuacji konkretnego klienta. Dlatego warto korzystać z usług doradców firm leasingowych, którzy pomagają w wyborze najlepszego rozwiązania.

Najgorszy scenariusz dla przedsiębiorcy to brak spłat i brak kontaktu z leasingodawcą. Takie działanie nie rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie przesuwa go w czasie. Zaległości w postaci trzech czy czterech rat leasingowych nie tylko uniemożliwiają negocjacje, ale także mogą się okazać dla przedsiębiorcy przytłaczające finansowo i psychicznie.

– Jeśli leasingobiorca nie reguluje terminowo płatności oraz unika kontaktu z nami, a przy okazji nie wnioskuje o zmianę harmonogramu umowy, podejmujemy wobec niego działania monitorująco-windykacyjne. W ostateczności mogą one doprowadzić do rozwiązania umowy, odbioru finansowanych przedmiotów i realizacji istniejących w umowie zabezpieczeń. Utrata w części spłaconego pojazdu z pewnością jest jednym z najgorszych rozwiązań dla przedsiębiorcy. Leasingodawcy także nie zależy na doprowadzeniu do takiego etapu, więc dla obu stron najlepszym wyjściem jest uczciwe przedstawienie sytuacji przez klienta – zauważa Kamil Piejka z PKO Leasing.

Ciężki rok na rynku kredytów hipotecznych. Konsumenci, firmy budowlane – w zasadzie ucierpieli wszyscy

Kończący się 2022 rok nie był łatwym rokiem dla kredytobiorców. 11 podwyżek stóp procentowych na przestrzeni roku[1], a także galopująca inflacja, która doszła już do poziomu 17,9% zdecydowanie pogorszyły sytuację finansową Polaków. Spadek siły nabywczej przełożył się na ograniczony dostęp do kredytów mieszkaniowych. Wprowadzenie przez banki nowych zasad wyliczania zdolności kredytowej narzuconych przez KNF również uniemożliwiło wielu osobom realizacji marzenia o posiadaniu własnego M. „Nowa” polityka banków i podwyżki, które dotknęły kredytobiorców, zaczęły wpływać negatywnie na branżę budowlaną – to system naczyń połączonych. Deweloperzy coraz głośniej mówią o tym, że jeżeli będą ich czekać kolejne podwyżki materiałów budowlanych i kredyty hipotecznie nie staną się bardziej dostępne dla „Kowalskiego”, branżę czeka kryzys, który tylko pogłębi impas związany ze zbyt małą liczbą mieszkań występujący w naszym kraju. 7 listopada dziesięć organizacji z branży budowlanej i działających na rynku mieszkaniowym wystosowało wspólny apel, w którym proponują rządowi pięć pomysłów na uzdrowienie sytuacji występującej na rynku nieruchomości i sektorze budownictwa.

Tak drogo jeszcze nie było – na przestrzeni roku RPP podniosła stopy procentowe już 11 razy

Do jesieni 2021 r. mieliśmy do czynienia ze stosunkowo tanimi kredytami hipotecznymi, a to za sprawą rekordowo niskich stóp procentowych. Wszystko zmieniło się we wrześniu ubiegłego roku, gdy Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o podniesieniu stóp procentowych. Celem była walka z rosnącą w szybkim tempie inflacją – podnoszenie stóp procentowych miało za zadanie wyhamować wzrost cen.

Przez długi okres stopa referencyjna utrzymywała się na poziomie 1,5%, pandemia Covid-19 spowodowała, że była ona nawet niższa, dochodząc nawet do 0,1%. Ten poziom był wynikiem kryzysu gospodarczego, powiązanego z pandemią i jej „konsekwencjami”, m.in. spadkiem popytu na niektóre usługi. Podwyżki stopy referencyjnej, która w dużej mierze odpowiada za wysokość spłacanej co miesiąc raty przed kredytobiorcę, a więc odpowiada pośrednio za koszt kredytu, zaczęły się w październiku ubiegłego roku z poziomu 0,1% na 0,5%, miały miejsc regularne i w styczniu 2022 r. stopa referencyjna wynosiła już 2,25%, a w maju – 5,25%. W sumie wysokość stóp procentowych była zmieniania na niekorzyść kredytobiorców 11 razy. W listopadzie Rada Polityki Pieniężnej ustaliła, że stopy procentowe pozostaną na tym samym poziomie co we wrześniu (6,75%), zaznaczając jednak, że dalsze decyzje Rady w tym przypadku będą uzależnione od dalszych wydarzeń geopolitycznych (m.in. chodzi o wpływ na gospodarkę wojny w Ukrainie) i sytuacji makroekonomicznej w naszym kraju.

W celu zobrazowania, jak bolesny dla konsumentów był wzrost rat kredytu hipotecznego, weźmy pod uwagę na przykład lipiec tego roku, gdy stopa procentowa wynosiła 6,5%. Rata kredytu hipotecznego na 400 tys. zł, w zależności od okresu kredytowania czy wysokości marży mogła powiększyć się nawet dwukrotnie: z 1785 do 3593 zł[2]. Dziś przy wyższej stopie procentowej wynoszącej 6,75% kwota ta wzrosłaby jeszcze bardziej. Spłata kredytu hipotecznego stała się wyzwaniem dla wielu kredytobiorców, bo ich budżety domowe nie były gotowe na takie podwyżki. Podwyżki stóp procentowych wpływające na wysokość raty, wpłynęły negatywnie na zdolność kredytową potencjalnych kredytobiorców.

Zmiany w sposobie wyliczania zdolności kredytowej zatrzymały Polaków na drodze do sięgnięcia po kredyt

Podwyżki stóp procentowych to nie wszystkie „problemy”, z którymi musieli mierzyć się kredytobiorcy w 2022 r. Wielu osobom na drodze do realizacji marzenia o posiadaniu własnych czterech kątów stanęła rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która zmieniła zasady wyliczania zdolności kredytowej. Banki miały czas na wprowadzenie zmian do końca marca 2022 roku. Główna i najważniejsza zmiana dotyczyła tego, że przy wyliczaniu zdolności kredytowej klientów, banki muszą brać pod uwagę zmianę poziomu stopy procentowej o nie mniej niż 5 pp., a nie jak wcześniej 2,5 pp. Dodatkowo, podczas procesu analizowania zdolności kredytowej mają przyjmować wyższe koszty utrzymania gospodarstwa domowego, niż wcześniej.

Nowelizacja zasad była naturalną konsekwencją kilkukrotnego podniesienia stóp procentowych w całym 2022 r. Głównym celem wprowadzenia rekomendacji przez KNF było poprawienie poziomu bezpieczeństwa udzielania kredytów mieszkaniowych. Rekomendacja KNF ma chronić konsumentów – dzięki bardziej rygorystycznej polityce przyznawania kredytów przez banki, zmniejsza się ryzyko, że kredytobiorcy nie wezmą na siebie zobowiązania, którego nie będą w stanie spłacić, a także banki – ograniczone zostaje ryzyko, że kredyt zostanie przyznany osobom, które nie będą w stanie go spłacać już od samego początku. Nie da się jednak ukryć, że wprowadzone zmiany dodatkowo ograniczyły dostępność kredytów mieszkaniowych.

W tym roku doszło do gwałtownego ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. Wprowadzenie w życie rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego zbiegło się ze wzrostem stóp procentowych. W rezultacie wartość kredytów hipotecznych udzielonych w całej Polsce w październiku br. była aż o 74% niższa niż przed rokiem[3]. To efekt m. in. tego, że osoby o przeciętnych i niższych dochodach mają niewielką szansę na uzyskanie kredytu hipotecznego. Tym samy są zmuszeni odłożyć marzenie o własnym domu czy mieszkaniu – tłumaczy Adrian Jarosz, Prezes Zarządu Expander Advisors, Prezes Zarządu ZFPF.

Czy inflacja wpłynęła na zdolność kredytową i stała się kolejnym problemem kredytobiorcy?

 Sytuację potencjalnych kredytobiorców, a także osób, które spłacają już zobowiązanie (w najgorszej sytuacji są ci, którzy zdecydowali się na kredyt ze zmiennym oprocentowaniem) skomplikowała także inflacja. W tym roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen, których nie obserwowaliśmy od przeszło dwóch dekad. W październiku tego roku 2022 inflacja w Polsce wyniosła 17,9%.

W jaki sposób inflacja wpływa negatywnie na sytuację potencjalnych kredytobiorców? Mechanizm jest prosty. Podwyżki cen i wyższe koszty życia zmniejszyły siłę nabywczą Polaków. Jeśli wynagrodzenie rośnie w wolniejszym tempie niż rachunki to, zostaje nam mniej pieniędzy w portfelu. To z kolei pogarsza zdolność kredytową. W rezultacie wielu konsumentów nie spełnia kryteriów banków dotyczących przyznawania kredytów hipotecznych, które, jak wspomniano, w 2022 r. zostały dodatkowo zaostrzone.  Ale „prawdziwe” problemy mają te osoby, które spłacają kolejne raty kredytu. Już przy wzroście stóp procentowych było to niemałym wyzwaniem, a galopująca inflacja sprawiła, że wiele osób rezygnuje świadomie z zapłaty mniej priorytetowych rachunków na rzecz terminowej spłaty kredytu.

Inflacja wpłynęła również na branżę budowlaną. Według analizy przeprowadzonej przez Grupę PSB
– ceny materiałów budowalnych w październiku 2022 r. wzrosły średnio o 22%, porównując
z analogicznym okresem w 2021 r. Przyczyny upatruje się we wzroście kosztów energii i transportu, które dotykają coraz więcej sektorów i branż. Wzrost cen materiałów budowlanych wpłynie na wzrost cen nowych nieruchomości. Jeżeli istotne podwyżki będą mieć miejsce w kolejnych miesiącach, spadnie popyt na mieszkania od deweloperów. A należy pamiętać, że i tak on został zachwiany z powodu, ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. Z danych BIK wynika, że we wrześniu liczba wypłaconych kredytów hipotecznych spadła o 70% w stosunku do poprzedniego roku[4]. Nieustanie duża grupa Polaków jest zainteresowania sfinansowanie zakupu mieszkania właśnie poprzez kredyt. Aby przystosować się do nowych warunków, deweloperzy ograniczą liczbę inwestycji. Już teraz spadek licznie powstających nowych mieszkań jest zauważalny. Uderza on w osoby, które stać na zakup nowego lokum (czy to na kredyt, czy za gotówkę).

Branża budowlana coraz głośniej mówi o tym, że jeżeli zła sytuacja na rynku będzie utrzymywać się w przyszłym roku, firmy będą musiały podjąć kolejne kroki. W grę wchodzą zwolnienia pracowników, a nawet w niektórych przypadkach upadłość.

Na ratunek branży budowlanej?

Związek Firm Pośrednictwa Finansowego wraz z najważniejszymi organizacjami działającymi na rynku mieszkaniowym i w branży budowalnej[5] wystosowali apel, w którym podpowiadają rządowi jak poprawić sytuację na rynku mieszkaniowym i wyhamować proces stopniowego ograniczania produkcji i zatrudnienia pracowników w sektorze budownictwa.

Wśród pięciu przedstawionych punktów, dwa są związane bezpośrednio z sytuacją konsumentów

– wsparcie konsumentów w tym, aby mieli większe szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego, poprawi kondycję branży budowlanej. Jednym z nich jest apel o pomoc dla młodych rodziców, wzorem obowiązujących w przeszłości programów „Rodzina na Swoim”, czy „Mieszkanie dla Młodych”. Sygnatariusze uważają, że podjęcie działań ułatwiających nabycie mieszkań młodym rodzinom jest niezbędne dla „uzdrowienia” rynku mieszkaniowego. Zaproponowano także wprowadzenie kredytów o stałej (np. 2%) stopie procentowej. Drugim punktem jest złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą stopą procentową. Organizacje proponują odstąpienie od zalecenia KNF, dla dobra zarówno konsumentów, jak i usługodawców, tłumacząc, że decyzja, aby w procesie oceny zdolności kredytowej wszystkie banki przyjmowały minimalną zmianę poziomu stopy procentowej o 5 p.p., została wprowadzona zbyt późno tj. wtedy, gdy stopy procentowe znajdowały się już na historycznie wysokim poziomie. W ich rozumieniu niezrozumiała jest także decyzja o doliczaniu wskazanego współczynnika, zakładającego wzrost stóp procentowych, do kredytów z okresową stałą stopą.

Wprowadzenie preferencyjnego kredytu o obniżonym oprocentowaniu i złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą procentową, to kluczowe działania, które należy podjąć, by przywrócić możliwość nabycia pierwszego w życiu mieszkania. Obecnie młodzi są zmuszeni mieszkać z rodzicami i odkładać decyzję np. o powiększeniu rodziny. Postulujemy znaczące złagodzenie zalecenia KNF, aby w procesie oceny zdolności kredytowej banki przyjmowały tym mniejszy bufor, im dłuższy jest okres obowiązywania stałego oprocentowania – komentuje Adrian Jarosz, Prezes Zarządu Expander Advisors, Prezes Zarządu ZFPF.

[1] Licząc od października 2021.

[2] Kredyt na 25 lat, marża 2,2 proc., WIBOR 6M. Wyliczenia własne po podwyżce stóp procentowych z lipca 2022 r.

[3] Newsletter kredytowy BIK – listopad 2022.

[4] Dane o sprzedaży kredytów w Polsce. Newsletter kredytowy BIK – 3 kw. 2022 r.

[5] APPLiA Polska, związek producentów AGD, Hutnicza Izba Przemysłowo Handlowa, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Polskie Stowarzyszenie Dekarzy, Polska Unia Ceramiczna, Polski Związek Firm Deweloperskich, Stowarzyszenie Producentów Cementu oraz POiD, Związek Polskie Okna i Drzwi.

Zakupy świąteczne będą wyjątkowo drogie. W listopadzie wzrost cen rdr. był na poziomie blisko 26 proc.

Według danych pozyskanych z blisko 41 tys. sklepów detalicznych, w listopadzie br. codzienne zakupy były droższe średnio o 25,8% niż rok temu, czyli nieco mniej niż miesiąc wcześniej, gdy zanotowano 26,1% rdr. Po raz kolejny podrożały wszystkie z dwunastu kategorii, a każda z nich ponownie odnotowała dwucyfrowy wzrost. Znów najmocniej poszły w górę ceny produktów tłuszczowych. Na drugim miejscu znalazło się mięso. Za nim widzimy chemię gospodarczą, która miesiąc wcześniej była dopiero na szóstej pozycji. Z kolei najmniej podrożały napoje i dodatki spożywcze. Eksperci komentujący najnowsze dane zwracają uwagę na to, że pomimo delikatnie mniejszego wzrostu dynamiki mdm. nie powinniśmy mieć złudzeń, co do realnego wyhamowania podwyżek cen. I dodają, że to jeszcze nie jest ten moment.

Drożyzna nie odpuszcza

Jak wynika z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w listopadzie br. zakupy były droższe średnio o 25,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. To nieznacznie mniej niż w październiku, kiedy rdr. ceny poszły w górę o 26,1%. Ostatnio znów podrożały wszystkie z dwunastu badanych kategorii, a każda z nich ponownie odnotowała dwucyfrowy wzrost. Analiza objęła 50 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 37 tys. cen z prawie 41 tys. sklepów detalicznych należących do 64 sieci handlowych.

– Nie miejmy złudzeń co do kwestii wyhamowania dynamiki wzrostu cen. To nie jest jeszcze ten moment. Brak jest bowiem realnych symptomów, aby mówić o takiej tendencji w chwili obecnej. Myślę, że o wyhamowaniu można będzie dopiero mówić, gdy Indeks Cen przez kilka miesięcy z rzędu będzie malał. Przyczyny wzrostu kosztów zakupów pozostają niezmienne. To przede wszystkim rozkręcona spirala inflacyjna, która wydaje się, że wrzuca z każdym miesiącem coraz wyższy bieg – komentuje dr Robert Orpych z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Z kolei Julita Pryzmont, ekspertka rynku retailowego z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland, dodatkowo zwraca uwagę na najnowsze dane FAO. Z nich wynika, że ceny żywności na świecie osiągnęły już swój szczyt i w końcu zaczęły się obniżać. Niestety będziemy musieli jeszcze poczekać, aby ten trend dotarł do Polski. Nie powinniśmy się spodziewać, że nastąpi to w najbliższym czasie. Pierwsze efekty odczujemy dopiero po pierwszym bądź nawet drugim kwartale przyszłego roku, o ile coś negatywnego znowu nie wydarzy się na rynku.

– Listopadowy wynik świadczy bezpośrednio o nasyceniu koszyka konsumpcyjnego oraz bardziej racjonalnej konsumpcji. Polacy zaczęli doceniać znaczenie oszczędności jako bufora bezpieczeństwa na przyszłość. Wyhamowanie cen bezpośrednio przed szczytem wydatków konsumpcyjnych, które nastąpi w grudniu, jest pozytywnym symptomem powolnych zmian w nawykach konsumpcyjnych. Daje to bardzo dobre prognozy na 2023 rok – analizuje dr Hubert Gąsiński z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Liderzy wzrostów

Patrząc na dane dotyczące dwunastu kategorii, zestawienie drożyzny po raz kolejny otwierają produkty tłuszczowe. W listopadzie ceny średnio poszły w górę o 37,2% rdr. (w październiku – 48,8% rdr.). Najmocniejszy wzrost odnotowała margaryna – o 49,8% rdr. (poprzednio – 51% rdr.), a we wcześniejszych miesiącach był to olej. Tym razem jego wynik wyniósł 35,9% rdr. (poprzednio – 53,6% rdr.). Dalej mamy masło – 25,9% rdr. (41,8% rdr.). Jak podkreśla dr Orpych, wynik dla tej kategorii jest niezwykle wysoki, ale z nieznaczną tendencją malejącą. Od sierpnia dynamika wzrostu cen z miesiąca na miesiąc jest niższa.

– Moim zdaniem, są dwie główne przyczyny tej sytuacji z produktami tłuszczowymi. Po pierwsze, wysokie ceny zredukowały popyt i wolumeny sprzedaży tłuszczów. Po drugie, po pandemii poprawiły się nieco warunki logistyczne i efektywność łańcuchów dostaw. Poza tym zbiory były niezłe, więc olej krajowy jest dostępny, a on pozostaje tańszy. Margaryna to przecież przetworzone oleje, a przetwórstwo kosztuje – podkreśla dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Na drugim miejscu najbardziej drożejących kategorii jest mięso, które miesiąc wcześniej było pozycję niżej. Ostatnio średni wzrost cen wyniósł 36,7% rdr. (w październiku – 31,7% rdr). W obrębie tej kategorii widzimy, że mięso drobiowe podrożało o 49,5% rdr. (poprzednio – 38,7% rdr.), wieprzowe – o 34,2% rdr. (26,7% rdr.),  a wołowe – o 26,3% rdr. (wcześniej – 29,5% rdr.).

– Mięso drożeje ze względu na zmniejszenie pogłowia zwierząt hodowlanych podczas pandemii, kiedy bardzo mocno spadł popyt. Do tego dochodzą rosnące koszty produkcji, m.in. paszy. Myślę, że w perspektywie kilku kwartałów można spodziewać się uspokojenia tego wzrostu cen, wraz z odbudową podaży i niższą presją kosztową – mówi Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska.

Trzecią pozycję w listopadowym Indeksie zajmuje chemia gospodarcza, która podrożała średnio o 33,6% rdr. (poprzednio – szóste miejsce i 24,3% rdr.). Wpływ na ten wynik miały przede wszystkim wzrosty cen papieru toaletowego – o 55,5% rdr. Mocno zdrożały też ręczniki papierowe – 38,9% rdr. Kolejna podwyżka dot. proszku do prania – 29% rdr.

– Branża papiernicza już od dłuższego czasu zapowiadała podwyżki cen produktów, spowodowane dużymi kosztami produkcji, a także niedoborami i wysokimi cenami celulozy. Chodzi tu nie tylko o papier toaletowy i ręczniki, ale również o papier biurowy, gazetowy i opakowania. Zakłócone dostawy celulozy z Chin, na skutek pandemii koronawirusa, czy z Rosji, z powodu wojny w Ukrainie, a tym samym konieczność poszukiwania nowych źródeł to praprzyczyny obecnego wysokiego poziomu cen. Dodatkowo sytuację potęguje drogie drewno – analizuje dr Orpych.

Najmniejsze skoki

Czwarte miejsce pod względem drożyzny w listopadzie br. zajęła kategoria tzw. innych produktów – 30,9% rdr. (poprzednio – piąta pozycja i 27,5% rdr.). Wpływ na ten wynik miały przede wszystkim ceny karmy dla zwierząt domowych. Pożywienie dla psów rdr. podrożało o 44,9%, a dla kotów – o 29,2%. Czołową piątkę zestawienia drożyzny zamyka nabiał – 29,8% rdr. (wcześniej – czwarta lokata i 30% rdr.). W tym przypadku największe wzrosty widać na mleku – 37,8% rdr. Dalej jest śmietana – 34,9% rdr. Potem są sery – biały i żółty – odpowiednio 32% i 27,2% rdr.

– Przy tak szybko rosnących cenach energii potrzebnej do produkcji karmy, przewiduję, że tak znaczący wzrost będzie się utrzymywał w tej kategorii produktów. Z kolei nabiał będzie się stawał powoli, choć sukcesywnie, coraz droższy. I tak będzie do czasu ustabilizowania cen produkcji mleka – dodaje ekspert z WSB w Warszawie.

Z kolei najmniej podrożały w listopadzie napoje – 16,5% rdr. (wcześniej – 14,8% rdr.). Przed nimi są dodatki spożywcze – 18,9% rdr. (14,1% rdr.), owoce – 20% rdr. (22,5% rdr.), a także warzywa – 20,1% rdr. (poprzednio 22,5% rdr.). W tych ostatnich kategoriach są produkty, których ceny rdr. poszły w dół, np. ziemniaki potniały o 4,6%, a winogrona – o 0,5%.

– Napoje wcześniej znacznie zdrożały, po wejściu podatku cukrowego i handlowego. Warzywa zaś po okresie szaleńczych cen włoszczyzny, cebuli, kapusty osiągnęły punkt nasycenia i doświadczyły efektu wysokiej bazy. Do tego stosunkowo niedrogi import zmitygował ambicje cenowe importerów i handlowców. Podobnie bodźcowane były owoce. Do tego niezły urodzaj skutkuje sporą podażą, więc ceny trzymają się blisko średniej inflacyjnej. W przypadku dodatków spożywczych mamy do czynienia z tym samym schematem co przy owocach i warzywach – podsumowuje dr Faliński.

Parki handlowe zwiększają swój udział w transakcjach inwestycyjnych w Polsce

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce pozostaje w fazie dynamicznego wzrostu, dzięki rozwojowi segmentu parków handlowych (powyżej 5000 mkw. GLA) i obiektów typu convenience (parki handlowe o GLA poniżej 5000 mkw.). Od 2016 roku zrealizowano ponad 160 transakcji tego typu aktywami.    

– Wśród inwestycji w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce wciąż dominują nieduże obiekty typu convenience. Obiekty tego typu często bazują na dyskontach spożywczych i tzw. „value retailers”, którzy niezmiennie cieszą się popularnością, również w czasach, kiedy konsumenci coraz większą uwagę zwracają na ceny towarów pierwszej potrzeby, a zakupy są często ograniczane do niezbędnego minimum. Jakkolwiek to nie brzmi, rosnąca inflacja i spadek siły nabywczej, będący jej konsekwencją, paradoksalnie działają na korzyść centrów convenience i parków handlowych, które charakteryzuje oferta dyskontowa – mówi Michał Ćwikliński, Principal, Managing Director – Poland w Avison Young.

Atrakcyjne stopy kapitalizacji w sektorze

W I-III kw. 2022 roku wartość wolumenu inwestycyjnego w sektorze handlowym w Polsce była o ponad 20 proc. wyższa niż w analogicznym przedziale 2021 roku. Jednakże ten wynik zawdzięczamy w głównej mierze projektom joint venture zrealizowanych przez firmę EPP w I kw., które odpowiadają za 75% wyniku sektora.

–  Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w Polsce wykazują tendencję wzrostową. Różnica pomiędzy stopami kapitalizacji dla najlepszych parków handlowych (6,8 proc.) a najlepszymi nieruchomościami magazynowymi (5 proc.) i biurowymi (4,7 proc.) przekracza 180 punktów bazowych, co jest wyjątkowym wynikiem w porównaniu ze stolicami Europy Zachodniej. W przypadku parków handlowych, Polska nadal oferuje inwestorom atrakcyjne stopy kapitalizacji. Na rynku Europy Środkowo-Wschodniej, również Węgry (7 proc.) i Rumunia (7 – 7,25 proc.) odznaczają się wysokimi stopami w sektorze – komentuje Michał Ćwikliński.

Jednak w związku z brakiem produktu i dużym zainteresowaniem parkami handlowymi i obiektami convenience, Avison Young spodziewa się dalszej kompresji stóp kapitalizacji w tym segmencie.

Liczba transakcji bije rekordy

W latach 2016-2019 udział transakcji parkami handlowymi i centrami typu convenience w całkowitym wolumenie sektora handlowego w Polsce nie przekraczał średnio 10 proc. W 2020 roku zarejestrowaliśmy jego dwukrotny wzrost (20 proc.), ponieważ wiele innych inwestycji zostało wstrzymanych w związku z pandemią. W 2021 roku był to wynik na poziomie 12 proc. (117 mln euro) a w I-III kw. 2022 – 15%. (127 mln euro).

Liczba transakcji w tym segmencie bije rekordy. Wysoka płynność przy niższym całkowitym wolumenie odzwierciedla zainteresowanie inwestorów małymi formatami, w tym zlokalizowanymi w mniejszych miastach. W I-III kw. 2022 aż 17 z 26 transakcji odnotowanych w sektorze handlowym dotyczyło parków handlowych i centrów typu convenience, co było najwyższym udziałem od początku istnienia rynku.

Dużo w rękach deweloperów

Dynamika rozwoju tego sektora jest względnie niewielka, ponieważ większość działających na nim inwestorów realizuje strategie długoterminowe. Dlatego też, wolumen transakcyjny zależy w dużej mierze od deweloperów i podaży nowych obiektów. W I-III kw. 2022, 40 proc. transakcji zrealizowano nowymi obiektami – obecnymi na rynku krócej niż 2 lata.

Coraz więcej nowych inwestorów

Sektor przyciąga niezmiennie nowych inwestorów. W 2022 roku w Polsce zadebiutowały firmy Lords LB i LEOFF Group, które nabyły nieruchomości we Wrocławiu i Opolu. Avison Young spodziewa się, że do końca roku na krajowym rynku inwestycyjnym pojawią się także kolejni gracze m.in. z Francji, Izraela i Czech, przyciągnięci atrakcyjnością sektora.

Na kształtowanie się rynku inwestycyjnego w sektorze największy wpływ na przestrzeni ostatnich dwóch lat miały głównie dwa podmioty inwestycyjne, odpowiadające łącznie za 36 proc. wolumenu transakcji w okresie 2021 – I-III kw. 2022.

W parki handlowe i centra convenience inwestowały w Polsce w ciągu ostatnich 2 lat głównie podmioty z Niemiec (76 mln euro łącznie) i Wielkiej Brytanii (54 mln euro łącznie). Inne, mniejsze już w skali zainwestowanego kapitału o połowę mniej, źródła kapitału to kraje Europy Zachodniej, USA, kraje Europy Środkowo-Wschodniej, Izrael, ale również Polska.

Co wpływa na wycenę parku handlowego

–  Ceny i szacunkowe wartości parków handlowych zależą szczególnie od struktury najemców, w tym obecności operatora spożywczego rozpoznawalnych sieci. Najwyższe ceny, a tym samym najniższe stopy kapitalizacji, osiągane są przez obiekty o WAULT powyżej 7 lat, z atrakcyjnymi operatorami spożywczymi z umowami najmu na dłużej niż 15 lat. W zależności od różnych czynników rynkowych oraz specyfiki nieruchomości, ceny wahają się od 800 do 2 000 euro/mkw. powierzchni najmu. Stopy zwrotu najczęściej mieszczą się w przedziale 7,00 – 8,5 proc. – komentuje Monika Bronicka, Director, Head of Valuation and Advisory w Avison Young.

Wśród największych, pojedynczych obiektów, które zmieniły właściciela w tym roku znalazł się Power Park Opole (20,7 tys. mkw.), Franowo Retail Park w Poznaniu (15,9 tys. mkw.), czy Młyn Retail Park we Wrocławiu (10,6 tys. mkw.).

Wygodne zakupy w okolicy – trend, który się umacnia

– Klienci szukają szybkich, codziennych i wygodnych zakupów w okolicy lub w drodze do domu. Tym samym, parki handlowe typu convenience stale się rozwijają, eksplorując również rynki handlowe mniejszych miast. W skład ich najemców wchodzi zwykle dyskont spożywczy, drogeria, podstawowe punkty usługowe oraz „value retailers”. Nowym graczem w tej grupie jest m.in. niemiecki Woolworth, który na początku 2023 roku wejdzie na polski rynek. Otworzy dwa pierwsze sklepy w parkach handlowych zlokalizowanych w Krakowie i Łodzi, ale plany ekspansji sieci obejmują ponad 400 lokalizacji. Co ciekawe, niższe czynsze i opłaty serwisowe skłaniają teraz marki sektora fast fashion do ekspansji poza tradycyjne, duże centra handlowe i lokowania swoich sklepów w mniejszych formatach handlowych. – informuje Artur Czuba, Associate Director w Avison Young.

E-commerce nie zawsze zadziała

– Do spontanicznych wizyt w parkach handlowych zachęca klientów tania i często zmieniająca się oferta. Pepco, jedna z najpopularniejszych sieci dyskontów niespożywczych wycofała się niedawno ze sprzedaży online po roku próbnym. Niska cena produktów, będąca podstawą działalności handlowej sieci, uniemożliwiła jej zbudowanie dochodowej sprzedaży internetowej. Okazało się, że klienci wolą odwiedzać sklepy stacjonarne, niż opłacać koszty dostaw – Artur Czuba, Associate Director w Avison Young.

Polaryzacja transakcji w sektorze

Inwestycje w sektorze są mocno spolaryzowane pod względem lokalizacyjnym między dużymi aglomeracjami a mniejszymi miastami poniżej 50 000 mieszkańców, których jest zdecydowanie więcej. Rozkład transakcji inwestycyjnych pokazuje, z jednej strony duży apetyt inwestorów na aktywa w najlepszych lokalizacjach, a z drugiej – intensywny rozwój nieruchomości handlowych typu convenience w coraz mniejszych miastach, które przyciągają klientów z okolicy.

Rynek nieruchomości w Polsce jest obecnie skoncentrowany na aktywach logistycznych

Rynek nieruchomości w Polsce jest obecnie skoncentrowany na aktywach logistycznych, a banki są bardziej ostrożne w przyznawaniu finansowania.

W pierwszym półroczu 2022 r. łączna wartość inwestycji w sektorze nieruchomości w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła ponad 5 mld euro, przy czym Polska odpowiadała za ponad połowę wolumenu (56%). Pomimo wzrostu inwestycji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w porównaniu do pierwszego półrocza 2021 r., inwestorzy są ostrożni z uwagi na sytuację ekonomiczną, geopolityczną czy wzrost kosztów finansowania. Już w drugim półroczu 2022 r. można zaobserwować spadek inwestycji na rynku nieruchomości, a czas pokaże czy to spowolnienie będzie długotrwałe.

W tegorocznej edycji badania KPMG „Property Lending Barometer” analizującego skłonność banków w Europie Środkowo-Wschodniej do finansowania inwestycji nieruchomościowych wzięło udział ponad 40 respondentów reprezentujących instytucje finansowe z 10 krajów Europy, w tym z Polski.

W pierwszej połowie 2022 r. finansowanie nieruchomości biurowych było najbardziej atrakcyjnym obszarem dla większości banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, głównie ze względu na duże inwestycje w Polsce. Oprócz finansowania nieruchomości biurowych, istotne z perspektywy banków, jest finansowanie aktywów logistycznych. Warto również podkreślić, że banki w Polsce wyrażają dużo większą chęć finansowania projektów generujących dochody (tzw. income generating projects) niż nowych inwestycji – mówi Katarzyna Nosal, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.Rynek nieruchomości w Polsce jest obecnie skoncentrowany na aktywach logistycznych

Finansowanie nieruchomości komercyjnych

Chociaż ponad 59% ankietowanych reprezentujących instytucje finansowe uważa, że trwająca wojna w Ukrainie miała wpływ na finansowanie nieruchomości komercyjnych przez ich bank, to wpływ ten nie był istotny. Poza oddziaływaniem na sektor nieruchomości, respondenci badania oczekują, że wojna będzie miała znaczący wpływ na sytuację gospodarczą w całej Europie.

Wskaźnik LTV (loan-to-value) w Europie Środkowo-Wschodniej kształtuje się na poziomie 0,54-0,71 dla inwestycji biurowych, logistycznych i handlowych, co oznacza, że inwestycje są finansowane długiem w 54-71%, a pozostała część kapitałem własnym inwestora. W Polsce można zaobserwować, że banki są w stanie zaakceptować wyższy wskaźnik LTV w przypadku inwestycji logistycznych i biurowych, podczas gdy jest on niższy dla inwestycji handlowych i hoteli. Jeśli chodzi o wskaźnik LTC (loan-to-cost) kształtuje się na poziomie 0,59-0,68 (średnio na poziomie 0,64 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej). W Polsce wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 0,60-0,65 dla aktywów innych niż hotele, dla których znajduje się on na poziomie 0,50.

Największy udział kredytów udzielonych w walucie krajowej, odnotowano w Bułgarii. Znaczący wzrost udziału kredytów w walucie obcej w porównaniu do przeszłości odnotowano w Chorwacji, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii. Z kolei niektórzy bankowcy z Bułgarii i Polski zgłosili nawet niewielki wzrost wolumenu transakcji w walucie krajowej.

Polska wciąż zajmuje kluczową pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem inwestycji w nieruchomości

Całkowity wolumen inwestycji w I półroczu 2022 r. w sześciu głównych krajach Europy Środkowo-Wschodniej (Czechy, Polska, Węgry, Rumunia, Słowacja i Bułgaria) wyniósł 5,3 mld euro, co stanowi wzrost o 8,2% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. W pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. inwestycje w Polsce stanowiły ponad połowę całkowitego wolumenu transakcji w regionie (56%), a w Czechach 22%, co łącznie stanowi blisko 80% wszystkich inwestycji w Europie Środowo-Wschodniej. Na trzecim miejscu znalazły się Węgry (12%).

Rynek nieruchomości w Polsce koncentruje się obecnie głównie na aktywach logistycznych. Inwestorzy są również zainteresowani projektami biurowymi oraz projektami Private Rental Sector (PRS). Chociaż obecne zawirowania rynkowe spowodowały, że sektor nieruchomości w Polsce nieco spowolnił pod względem liczby transakcji, wciąż pozostaje silnym i stabilnym miejscem do inwestycji – mówi Katarzyna Nosal, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Rosnące znaczenie zrównoważonego finansowania

Dwie trzecie ankietowanych przedstawicieli banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej posiada już strategię ESG w zakresie finansowania nieruchomości komercyjnych. Ponad połowa respondentów potwierdziła, że ich banki opracowały lub pracują nad wprowadzeniem specjalnych produktów zrównoważonego finansowania, które umożliwią im oferowanie niższych marż odsetkowych, dłuższych terminów zapadalności lub obniżenie stawek amortyzacyjnych dla projektów spełniających kryteria ESG.

****
O RAPORCIE:
Celem raportu KPMG pt. „Property Lending Barometer” była ocena perspektyw i nastrojów w zakresie finansowania nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, na podstawie opinii przedstawicieli banków. Badanie jest prowadzone i cyklicznie publikowane przez KPMG od 13 lat. W tym roku w badaniu, które odbyło się w okresie od czerwca do lipca 2022, wzięło udział ponad 40 banków z 10 krajów, w tym większość banków z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Nowe Prawo Pogrzebowe ograniczy szarą strefę w branży funeralnej?

Likwidacja szarej strefy lub choćby jej znaczne ograniczenie w branży funeralnej przynieść może dodatkowe, i to całkiem spore, przychody budżetowi Państwa. Stać się tak powinno za sprawą nowych, uzupełnionych w toku prac sejmowych, przepisów Prawa Pogrzebowego. Zobowiązywać mają one funeralnych przedsiębiorców m.in. do rejestracji w specjalnym systemie firm pogrzebowych, co wpłynie także na zwiększenie profesjonalizacji tej branży, a – w konsekwencji – na podwyższenie jakości usług związanych z pochówkiem. W ten sposób profesje funeralne zakwalifikują się do grona zawodów regulowanych. Nowelizacja Prawa Pogrzebowego ma wkrótce trafić do sejmu.

Aż do 2 miliardów złotych dodatkowych wpływów może uzyskać budżet Państwa z tytułu likwidacji lub znacznego ograniczenia szarej strefy w branży funeralnej – szacuje Polska Izba Branży Pogrzebowej. Stać się tak powinno za sprawą znowelizowanych przepisów Prawa Pogrzebowego. Warunkiem tego jednak jest konieczność dodania do nowej wersji projektu tej ustawy precyzyjnych regulacji dotyczących zatrudnienia w sektorze usług pogrzebowych. – Chodzi najogólniej rzecz biorąc o jego legalność. Jej brak cały czas prowadzi, a w przeszłości już doprowadził, do powstania ogromnej szarej strefy wycenionej przez Federację Przedsiębiorców Polskich i należącą do niej Polską Izbę Branży Pogrzebowej, w samym tylko roku 2019, na kwotę 960 mln złotych. Dziś uległa ona jeszcze bardziej drastycznemu wzrostowi, który spowodowała m.in. epidemia Covid-19, a także wojna w Ukrainie, ze wszystkimi jej konsekwencjami dla gospodarki – uważa Robert Czyżak.

Jak wskazuje, głównym obecnie problemem branży jest częsty brak deklarowania wszystkich należności do Skarbu Państwa – z tytułu podatków czy składek ubezpieczeniowych, wynikających np. z zatrudnienia określonych osób przy czynnościach związanych z pochówkiem. Chodzi np. o transport czy przechowywanie zwłok, a także ich kremację.

– Skarb Państwa wciąż traci z tego tytułu spore kwoty. Z samego zasiłku pogrzebowego może to być średnio nawet do 1 tysiąca złotych – szacuje Robert Czyżak. Jego zdaniem, dochodzić może tu do świadomego lub dokonywanego bez świadomości wystawiania błędnych kwot na fakturach za usługi pogrzebowe. – Podczas licznych wystąpień i konferencji, należąca do Federacji Przedsiębiorców Polskich Polska Izba Branży Pogrzebowej cały czas apeluje do organów administracji rządowej  o uważne monitorowanie i jak najszybsze zajęcie się pogłębiającą wręcz patologią w owym kierunku – relacjonuje działania Izby w tym obszarze jej prezes.

Jak uważa, dogodną okazją do uporania się z tym problemem stać się może sejmowy etap pracy nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego. Ma to być pierwsza tak kompleksowa i dogłębna kodyfikacja przepisów dotyczących prawie wszystkich aspektów związanych z pochówkiem od blisko 100 lat. Według Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, której propozycje znalazły się w skończonym już późną wiosną projekcie nowelizacji Prawa Pogrzebowego, warto byłoby uzupełnić go jeszcze o bardziej precyzyjne unormowania dotyczące zatrudnienia w firmach świadczących usługi funeralne. Chodzi przede wszystkim o rejestrację w specjalnym systemie przedsiębiorców pogrzebowych, co wpłynie także na zwiększenie profesjonalizacji tej branży, a – w konsekwencji – na podwyższenie jakości usług związanych z pochówkiem. Określałby on przede wszystkim zasady wymogi dotyczące osób pracujących w firmach świadczących usługi funeralne. Chodzi np. o określone uprawnienia, jakie powinny one posiadać, aby dokonywać poszczególnych czynności związanych z pochówkiem, jak również o minimalną wymaganą liczbę pracowników z takimi uprawnieniami, które można by uzyskiwać po skończeniu całego cyklu certyfikowanych, specjalistycznych, szkoleń. Organizowałyby je uprawnione do tego podmioty – np. Polska Izba Branży Pogrzebowej. Od blisko 2 lat jej przedstawiciele szkolą już funeralnych przedsiębiorców, propagując wiedzę dotyczącą np. nowych przepisów sanitarnych czy BHP, a także oczekiwanych przez branżę unormowań nowelizowanego Prawa Pogrzebowego. Profesja związana z usługami funeralnymi stałaby się w ten sposób zawodem regulowanym, poddanym nadzorowi urzędników państwowych.

– Dzięki temu ZUS, który wypłaca zasiłek pogrzebowy, zyskałby dodatkowe instrumenty do weryfikacji kwestii związanych z zatrudnieniem w przedsiębiorstwach zajmujących się usługami funeralnymi – twierdzi Robert Czyżak. Jak uważa, przyczyniłoby się też to do zwiększenia, może nawet znaczącego, przychodów Skarbu Państwa z tytułu likwidacji bądź ograniczenia szarej strefy w branży pogrzebowej. Zdaniem prezesa Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, uzyskane przez Państwo w ten sposób pieniądze można by przeznaczyć na zwiększenie wysokości zasiłku pogrzebowego. Dziś, tak jak w 2011 roku, wynosi on zaledwie 4 tysiące złotych. Polska Izba Branży Pogrzebowej szacuje, że – biorąc pod uwagę dzisiejsze realia rynkowe (np. inflację) – wartość jego powinna wzrosnąć do co najmniej 8 tysięcy, o czym informowała już wielokrotnie. Stoi ona na stanowisku, że pomysł podwyższenia go zaledwie do 5 tysięcy złotych daleki jest od spełnienia wymagań branży funeralnej, a zwłaszcza eliminacji patologii, jakie mają w niej miejsce. Do tego, ze względu na inflację, należy spodziewać się dalszego wzrostu cen nośników energii czy paliwa, a także surowców potrzebnych np. do produkcji trumien czy urn.

– Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost zasiłku pogrzebowego do 5000 złotych, to dodatkowy koszt stanowił będzie jedynie 40% kwoty, jaką traci Skarb Państwa – w tym ZUS – z tytułu funkcjonowania szarej strefy w branży pogrzebowej – wylicza Robert Czyżak. Według niego bowiem, uszczelnienie (głównie poprzez m.in. zapis w ustawie wskazujący na obowiązek zatrudnienia na umowę o pracę przez firmę pogrzebowa minimum 4 osób łącznie z właścicielem firmy) już w chwili obecnej (biorąc pod uwagę nasze wyliczenia sprzed 4 lat) pozwalałoby na bez kosztowe podniesienie kwoty zasiłku pogrzebowego do kwoty około 6500 złotych. Zwraca też uwagę na konieczność eliminacji innego, negatywnego zjawiska.

– Często zdarza się też tak, że rachunki za pogrzeb przedstawiane do ZUS w celu uzyskania zasiłku pogrzebowego są celowo zaniżane, a liczne pozycje, które powinny znaleźć się na fakturze są pomijane tak, aby uniknąć zapłaty należnego podatku oraz składki zdrowotnej – wymienia kolejną patologię w branży pogrzebowej, która zwiększa w niej szarą strefę, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Wskazuje on przy tym, że tak niestety działa wciąż bardzo dużo firm np. tzw.  jednoosobowych. – I tak np. aby rodzina mogła uzyskać pełne świadczenie ZUS na kwotę 4000 złotych, firma pogrzebowa wystawia fakturę na 2000 złotych, pobierając faktycznie pozostała kwotę już bez potwierdzenia. W taki oto sposób z jednego świadczenia nie zostają odprowadzone podatki i składki na łączna kwotę od 300-500 złotych – wylicza straty dla Skarbu Państwa Robert Czyżak. Uważa, że dlatego właśnie projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego powinien jeszcze precyzyjnie uregulować kto, w jakiej liczbie i na jakich warunkach może pracować w firmie funeralnej.

– Niezrozumiałym dla nas jest pominięcie w projekcie ustawy tak istotnego zapisu, jakim powinno być np. minimalne zatrudnienie. Nie da się przecież wykonać pełnych czynności pogrzebowych z udziałem np. tylko jednej osoby, a jest to w branży funeralnej praktyka na tyle częsta, że wzbudza liczne podejrzenia, a nawet staje się swoistą patologią, co wpływa na jakość usług i postrzeganie całego sektora usług funeralnych – sądzi prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Według niego, jest jeszcze czas, aby uzupełnić tę kwestię.

– Może zabrzmi to dziwnie, ale chcemy sami poddać się weryfikacji, aby uniknąć swoistej „przypadkowości” działających w naszej branży firm, często nadszarpujących nasze dobre imię, które wciąż zaniżają jakość wykonywanych usług, a nawet blokują wysiłki naszych przedstawicieli, aby wyeliminować różne patologie – także te związane z „lewym” zatrudnieniem – deklaruje Robert Czyżak.

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli strony rządowej, która przygotowała projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego, ma on znaleźć się w sejmie w najbliższych miesiącach. Ustawa ta ma precyzyjnie uregulować wszystkie aspekty dotyczące pochówku. Jak przypomina Polska Izba Branży Pogrzebowej, nowelizację należałoby jedynie uzupełnić o unormowania dotyczące zatrudnienia w firmach pogrzebowych – np. według proponowanych przez Izbę rozwiązań.