Auxilia S.A. kończy 2018 r. bardzo dobrymi wynikami

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, zakończyła 2018 rok skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości ponad 1,33 mln zł, a jej przychody netto ze sprzedaży wyniosły w minionym roku blisko 11 mln zł. Spółka skoncentrowała się na realizacji celów strategicznych, które mają pozwolić na umacniania pozycji w branży odszkodowawczej.

W całym 2018 r. Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. zanotowała ponad 1.334 tys. zł zysku netto wobec straty netto w 2017 r. na poziomie 2.131 tys. zł. Skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży Spółki sięgnęły w minionym roku 10.989 tys. zł, podczas gdy rok wcześniej było to 8.711 tys. zł. Wyraźna poprawa wyników finansowych w ujęciu rdr. jest efektem m.in. działań prowadzonych w obszarze sprzedażowym, które zaowocowały wzrostem wartości zakontraktowanego portfela roszczeń odszkodowawczych w 2018 r. o 60% do poziomu 59.913 tys. zł. Zarząd Spółki jest niezwykle zadowolony z wyników finansowych uzyskanych w minionym roku i zamierza kontynuować realizowane działania, bowiem przynoszą one oczekiwane rezultaty.

„Spółka działa w obszarze cechującym się dynamicznie zmieniającym się otoczeniem prawnym i rynkowym, niemniej jednak oceniamy, że w roku 2019 zostanie zachowana tendencja wzrostowa zarówno w zakresie realizowanych przychodów, jak i kontraktacji portfela roszczeń odszkodowawczych.” – wyjaśnia Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A. – Pod koniec 2017 r. Spółka wprowadziła do swojego portfolio nowy produkt, który istotnie przyczynił się do realizacji wyników w 2018 r., co jednak nie oznacza, że nie podejmujemy działań ukierunkowanych na organiczny rozwój segmentów, w których Spółka historycznie była obecna od początku swojej działalności.” – dodaje Kamila Barszczewska.

W poprzednim roku Auxilia S.A. dokonała transakcji sprzedaży wierzytelności przyszłych, stanowiących jej wynagrodzenie ze spraw odszkodowawczych, na łączną wstępnie szacowaną wartość ok. 5,14 mln zł. Z kolei w grudniu 2018 r. Emitent podpisał z PHI Wierzytelności S.A. umowę ramową o współpracy, która określa ogólne zasady i warunki zawierania transakcji pomiędzy podmiotami w zakresie nabywania wierzytelności Emitenta przez kontrahenta. Spółka szacuje, że planowane przychody z tytułu realizacji postanowień tej umowy wyniosą ok. 9,24 mln zł w ujęciu rocznym, co powinno mieć pozytywny wpływ na jej przychody ze sprzedaży oraz wynik netto. Auxilia S.A. przygotowywała się także do wykupu obligacji serii A o łącznej wartości nominalnej na poziomie 2.773 tys. zł, który nastąpił terminowo na początku stycznia br. W grudniu 2018 r. Spółka przeprowadziła emisję obligacji serii B i pozyskała z niej środki w wysokości 1.320 tys. zł.

Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.
Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.

„Na wynik w 2018 r. wpłynęło kilka czynników. Najważniejsze z nich to: zrealizowanie transakcji sprzedaży w ramach wypracowanego modelu quasi-sekurytyzacyjnego oraz przeprowadzenie procesów restrukturyzujących koszty stałe ponoszone na działalność operacyjną.” – omawia wyniki Spółki za rok 2018 Kamila Barszczewska – „Istotne było również zawarcie ramowej umowy o współpracę z PHI Wierzytelności S.A. Na dzień dzisiejszy Spółka ocenia tą współpracę bardzo dobrze i zakłada jej kontynuację w dłuższej perspektywie czasowej. Od początku roku zostały zawarte już 4 transakcje zbycia wierzytelności, co niewątpliwie ma pozytywne przełożenie na wynik finansowy zarówno samej Spółki jak i Grupy Kapitałowej. W styczniu 2019 r. Spółka dokonała terminowej spłaty obligacji serii. To działanie było dla nas priorytetem.  Bardzo cenimy sobie zaufanie, którym obdarzyli nas Obligatariusze powierzając nam swój kapitał, dzięki któremu możliwy był dalszy rozwój Spółki i uruchomienie nowych linii biznesowych.” – o pozostałych działaniach Spółki mówi Kamila Barszczewska.

Emitent bardzo dobrze rozpoczął 2019 rok i w 1 kw. wypracował zysk netto na poziomie skonsolidowanym w kwocie 1.204 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 3.618 tys. zł. W analogicznym okresie ubiegłego roku Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. zanotowała 254 tys. zł zysku netto, a jej przychody netto ze sprzedaży wynosiły 2.924 tys. zł.

Pierwszy kwartał tego roku przyniósł również aktualizację strategii rozwoju Spółki, zgodnie z którą będzie się ona koncentrować na aktywności w segmentach rynku, w których zidentyfikowano istnienie wysokowartościowych należności wymagających: innowacyjnego rozwiązania prawnego lub ekonomicznego, specjalistycznej wiedzy lub zapotrzebowania na kapitał przy opracowaniu strategii, metodologii działań czy też przy wdrożeniu dochodzenia należności. Strategia Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. zakłada dalszy rozwój dotychczas prowadzonej działalności w kilku najważniejszych obszarach, do których można zaliczyć: obszar sprzedaży, obszar oferty produktowej, obszar finansów, obszar obsługi prawnej oraz obszar procesów wewnętrznych.

Zarząd Spółki przyjął również politykę dywidendową, której głównym założeniem w zakresie rekomendowania WZA wypłaty dywidendy jest realizowanie przez Spółkę wypłat stosownie do wielkości wypracowanego zysku i możliwości finansowych. Zgodnie z przyjętą polityką, jeśli Spółka osiągnie wystarczające wyniki finansowe, to Zarząd będzie corocznie przedkładał WZA propozycję podziału zysku z uwzględnieniem przeznaczenia części lub całości zysku na wypłatę dywidendy.

Ciałem na urlopie, głową nadal w pracy. Jak odpoczywają polscy pracownicy?

W Polsce aktywnych zawodowo jest obecnie ponad 17 miliona osób. Każda z nich potrzebuje urlopu i odpoczynku, tym bardziej, że zgodnie z danymi Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Polacy należą do narodowości, które pracują najwięcej – niemal 2000 godzin rocznie. Bez znaczenia jest w tym wypadku rodzaj umowy, wykonywanej pracy czy zakres obowiązków. Odpoczynek jest ważny, potrzebny i konieczny, by każdy mógł zmienić otoczenie, odciąć się od zawodowej codzienności i „naładować baterie” na kolejny okres, mniej lub bardziej wytężonej aktywności zawodowej. Czas wolny od świadczenia pracy, to okres w którym każdy powinien zapomnieć o tym, czym zajmuje się każdego dnia, nie myśleć o konsekwencjach swojej absencji i skupić się na dostarczeniu wytchnienia swojemu ciału i umysłowi. Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna. Większość osób pracujących w Polsce, również podczas urlopu, wykonuje przynajmniej część swoich obowiązków. Spora grupa nie wykorzystuje w pełni przysługujących dni wolnych, a część – szczególnie menadżerowie i przedsiębiorcy, w ogóle z nich nie korzysta, a jeśli nawet decyduje się na dłuższy, niż kilka godzin, odpoczynek, nadal zarządza biznesem lub zespołem zdalnie. Jak wynika z danych zebranych przez firmę Tax Care wśród przedsiębiorców robi tak aż 46%. Jak zatem nauczyć się odpoczywać i efektywnie spożytkować urlop? Co mogą zrobić same organizacje, by ich pracownicy potrafili skutecznie zagospodarować przysługujące im wolne dni i wrócić do pracy z nową siłą i zapałem?

Czym tak naprawdę jest urlop?

Zgodnie z definicją zawartą w Encyklopedii Zarządzania urlop to – „czas wolny od świadczenia pracy przez pracownika, przewidziany przepisami prawa. Zależnie od rodzaju urlopu, pracownik może dostawać w okresie urlopu wynagrodzenie lub nie. Każdy zatrudniony w ramach stosunku pracy, tj. na podstawie umowy o pracę, powołania, wyboru, mianowania lub spółdzielczej umowy o pracę, ma prawo do corocznego, nieprzerwanego, płatnego urlopu wypoczynkowego. Pracownik nie może zrzec się tego prawa.”[1] To niestety tylko definicja. Jak pokazują dane, pochodzące z różnych badań, osoby zatrudnione często nie korzystają z tego prawa i mimo, iż potrzebują odpoczynku nadal pozostają w pełni zaangażowane w swoje codzienne, zawodowe obowiązki. Zgodnie jednak z zaleceniami naukowców i lekarzy każdy pracujący powinien przynajmniej raz w roku udać się na kilkudniowy, nieprzerwany urlop.

Ile powinien trwać urlop?

Długość urlopu, jaki powinien wykorzystać pracownik, nie jest określona, ani przez przepisy prawa, ani też przez pracodawców, choć w przypadku niektórych firm może ona wynikać z wewnętrznego regulaminu. Co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje dotyczącego tego, ile dni potrzebują zatrudnieni, by móc wypocząć efektywnie. Liczby te są bardzo różne. Jedni uważają, że absolutne minimum to 4-5 dni, inni że to 8-10 dni, jeszcze inni twierdzą, że zatrudnionym potrzebne jest przynajmniej 12-14 dni, a kolejna grupa uważa że, by móc odczuć faktyczne skutki płynące z odpoczynku trzeba spędzić na urlopie przynajmniej 3 tygodnie. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Jessicę de Bloom, Sabine Geurts i Michiela Kompie’a, z fińskiego Uniwersytetu w Tampere, efektywny, „jednorazowy” i skuteczny wypoczynek może trwać zaledwie 8 dni i to razem z weekendem. Podczas przedłużonego tygodnia zatrudnieni są w stanie osiągnąć optymalny poziom wypoczęcia. W trakcie pierwszych dni odpoczynku znacznie wzrasta bowiem poczucie szczęścia, które swój najwyższy poziom osiąga właśnie po 8 dniach. Po tym czasie zaczyna spadać, bez względu na to, jakie aktywności wykonuje odpoczywający. Podczas bardzo krótkich urlopów znacznie skraca się jednak czas potrzebny na aklimatyzację, uregulowanie snu czy dostosowanie się do funkcjonowania w innej strefie czasowej. Długość wypoczynku powinna zależeć od potrzeb jednostki. Każdy zatrudniony najlepiej zna swoje potrzeby, dlatego pracownicy powinni sami decydować, ile dni odpoczynku pozwoli im po powrocie do środowiska pracy czuć, że są zregenerowani i zmotywowani. A stan ten zależy nie od tego, ile czasu się odpoczywa, ale w jaki sposób?

Według naukowców najlepsze efekty w obszarze skutecznego wypoczywania daje – pełna swoboda przyprawiona odrobiną lenistwa. Chodzi głównie o regularny odpoczynek, odpowiednią ilość i jakość snu, relaks przeplatany aktywnościami fizycznymi, delektowanie się miejscem, pogodą czy jedzeniem oraz towarzystwem innych. Przerażający jest jednak fakt, że stopień zrelaksowania, dobre samopoczucie i pozytywny nastrój, tak ciężko osiągane podczas urlopu, wracają do standardowego poziomu już po tygodniu od powrotu do codzienności.

Jak w praktyce wygląda urlopowe lenistwo?

Urlop to dla pracujących czas wymagający zmiany nawyków. Nawyków, które raczej ciężko jest zmieniać, tym bardziej na zwykle krótki okres. Ludzie to istoty lubiące rutynę, stały rytm, w którym funkcjonują oraz powtarzalność czynności w określonym miejscu i czasie. Urlop jest dla nich zatem wyzwaniem i chwilowym zburzeniem ładu, w którym funkcjonują na co dzień. A dopasowanie się do nowych warunków zwykle wymaga jednak czasu. Podczas pierwszych dni odpoczynku osoby pracujące zerkają jeszcze zwykle do poczty, czuwają przy telefonie, przynajmniej pozostawiają go w pobliżu, a myślami nadal są ze swoimi współpracownikami. To „syndrom początku urlopu” i związana z nim solidna dawka stresu. Po 2-3 dobie przychodzi zwykle spokój, który pozwala zwolnić i odciąć się od zawodowych obowiązków. Efektem prawdziwego wejścia w tryb „na urlopie” jest wydłużony czas poświęcany na spożywanie posiłków oraz chęć do robienia czegoś fajnego. Gdy podczas urlopu zaczynamy obserwować pewien schemat, to znak, że urlop przyniósł pożądane efekty i powoli można myśleć o powrocie do codzienności. Wielu pracujących nie potrafi jednak odłożyć telefonu, wyłączyć komputera, odciąć się od myśli o pracy i w pełni skoncentrować się na sobie, bliskich czy otoczeniu. A to właśnie relacje społeczne pozwalają odpoczywać efektywnie i redukować poziom stresu. Dobrze pożytkowany wypoczynek wpływa na lepsze funkcjonowanie całego organizmu – inaczej zaczyna pracować serce, mięśnie, układ trawienny oraz nerwowy. Człowiek czuje się spokojny i wypoczęty. U osób, które nie korzystają z urlopu obserwować można natomiast przeciążenie organizmu, stresu-nerwicy/”>depresje i choroby somatyczne wywołane stresem.

Urlop to czas na odczuwanie radości z małych rzeczy i pozwalanie sobie na luz w tych obszarach, w których nie możemy pozwolić sobie na niego na co dzień. Dłuższy odpoczynek to nasza inwestycja we własną energię, a w zasadzie jej kumulację, tak by po powrocie do pracy móc funkcjonować z nową siłą i zapałem. Jeśli nie poszukujemy zmian, czujemy, że nasze życie i praca dają nam satysfakcję i jest nam dobrze w otoczeniu, w którym funkcjonujemy, nie potrzebujemy bardzo długiego urlopu, a tym bardziej nie powinniśmy przedłużać go na siłę. W takich sytuacjach 8 czy 10 dni powinno być najbardziej optymalnym czasem na regenerację i odświeżenie myśli. Jeśli jednak myślimy o poważnych zmianach w życiu zawodowym, dobrze jest „odciąć się” od rzeczywistości na dłużej. W trakcie 3-4 tygodniowego odpoczynku jesteśmy bowiem w stanie znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytanie związane z przyszłościąkomentuje Grzegorz Święch, Wiceprezes i Partner Grupy Nowe Motywacje.

Jak odpoczywać efektywnie… bez pracy?

W tym roku na wakacje planuje wyjechać ponad 20 milionów Polaków. Niestety w grupie tej nie zabraknie osób, które siedząc na leżaku, leżąc na plaży czy przy basenie, spacerując w górach, jeżdżąc na rowerze czy spędzając czas z bliskimi, nie będzie rozstawać się z telefonami i nerwowo sprawdzać skrzynki mailowej, zastanawiając się jednocześnie nad rozmiarem zaległości po powrocie. Jak zatem dobrze przygotować się do wypoczynku, by nie dołączyć do tego grona?

Warto zastosować się do kilku prostych wskazówek:

  1. zadbać o przekazanie obowiązków współpracownikom;
  2. odpowiednio wcześnie poinformować współpracowników i partnerów biznesowych o urlopie;
  3. przełączyć się na tryb odpoczywania;
  4. odciąć się od firmowej elektroniki – work digital detox;
  5. nie ściągać i nie czytać firmowych maili;
  6. zostawić sobie dzień na powrót myślami do pracy po powrocie.

Mentalne i praktyczne przygotowanie do urlopu pozwala przestawić na inne tory, nie tylko życie zawodowe, ale również rodzinne, co umożliwia skupienie się na relacjach z bliskimi w czasie wypoczynku, a po powrocie do codzienności pozwala poczuć przypływ chęci i nowej motywacji do pracy.

Jak pracodawcy mogą pomóc swoim pracownikom odpoczywać?

W prewencyjnym zapobieganiu unikaniu urlopów lub ich niewłaściwemu wykorzystywaniu w znacznym stopniu mogą pomóc zatrudnionym sami pracodawcy.  Odpowiednia strategia edukacyjna w obszarze umiejętności związanych z zarządzaniem czasem i projektami, efektywnym planowaniu pracy czy delegowaniu obowiązków oraz zarządzaniu zmianą może bowiem wspierać kapitał ludzki w skutecznym odpoczywaniu podczas urlopu. Wiedza i doświadczenia w z tych zakresów są niezwykle przydatne w takim planowaniu wykonywanych zadań, by móc eliminować konieczność pracy nie tylko w godzinach nadliczbowych czy zabierania jej do domu, ale przede wszystkim pakowania jej w wakacyjny bagaż. Dodatkowo firmy mogą wprowadzać określone wymogi regulowane przepisami wewnętrznymi, które wymuszają na zatrudnionych korzystanie z dłuższych urlopów, a nawet zabraniają im w tym czasie logowania się do wewnętrznych systemów czy korzystania ze sprzętu, który musi pozostać w biurze, na czas ich odpoczynku. Coraz więcej firm decyduje się również na organizowanie wyjazdów dla pracowników (czasem wraz z członkami ich rodzin) na zorganizowane kilkudniowe wyprawy, podczas których mogą oni odetchnąć od obowiązku i skupić się na innych aktywnościach.

Rola pracodawców w obszarze dbania o zdrowie i dobre samopoczucie zatrudnionych oraz świadome i skuteczne wykorzystywanie dni wolnych staje się coraz większa. Określone działania podejmowane przez organizacje na polu edukacji zatrudnionych związanej z odpowiednim planowaniem i wykorzystaniem czasu, radzeniem sobie ze stresem, ćwiczeniem skupienia czy zarządzaniem zespołem i delegowaniem obowiązków mogą mieć nieoceniony wpływ na ich podejście do korzystania z dni wypoczynku. Wiele pracujących osób nie zdaje sobie sprawy jak ważne dla skutecznego wypoczywania jest ich własne podejście i stosunek do pracy oraz wykonywanych na co dzień obowiązków  – dodaje Grzegorz Święch.

[1] https://mfiles.pl/pl/index.php/Urlop

Dogrywka Draghiego

Szerszy rynek pozostaje w uśpieniu przed jutrzejszą decyzją FOMC. W międzyczasie uwaga zwrócona jest ku portugalskiej Sintrze, gdzie prezes EBC Mario Draghi będzie miał dwie okazje (o 10:00 i 16:00), by rozwinąć się na temat strategii banku centralnego po tym, jak ostatnia konferencja po posiedzeniu EBC pozostawiła niedosyt. Dla EUR będą to prędzej negatywne impulsy.

Przemówienia prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego podczas organizowanej przez EBC konferencji w Sintrze w tym tygodniu mogą być źródłem zaskoczeń. Przede wszystkim rynek ma wiele pytań do EBC odnośnie dalszych poczynań banku, gdyż konferencja prasowa po posiedzeniu przez dwoma tygodniami pozostawiła spory niedosyt. Wprawdzie Draghi chciał dać do zrozumienia, że bank w żadnym razie nie jest w trybie zacieśniania polityki i ma jeszcze duży arsenał narzędzi do zastosowania, by luzować politykę, a jednak nic konkretnego nie zostało wówczas zapowiedziane. Tymczasem sytuacja po stronie aktywności gospodarczej nie poprawia się, ryzyka na horyzoncie piętrzą się (wojny handlowe, brexit), a oczekiwania inflacyjne są najniższej w historii. Szczególnie te ostatnie (długoterminowe dla okresu 5-10 lat) zaczęły silnie dołować po tym, jak czerwcowe posiedzenie EBC nie dało sygnałów pogłębienia ekspansji monetarnej. Rynek pamięta też, że w przeszłości przynajmniej dwukrotnie (w 2015 r. i 2017 r.) konferencja w Sintrze posłużyła Draghiemu jako platforma do nakreślenia strategii banku. Osobiście mam zastrzeżenia, czy Draghi może pozwolić sobie na prezentowanie długoterminowej wizji ścieżki EBC, kiedy jego kadencja dobiega końca w październiku. Z drugiej strony werbalne sterowanie rynkami na najtańsza forma polityki pieniężnej, więc czemu Draghi miałby z tego nie skorzystać?

GBP/USD dał kolejnego nura na najniższe poziomy od czasu styczniowego flash crash, a funt nie może znaleźć żadnej pozytywnej informacji do złapania się. Ostatnim ciosem są informacje o kipiącym sporze między premier Theresą May a kanclerzem skarbu Phillipem Hammondem. Według doniesień Hammond jest gotowy złożyć rezygnację, gdyż nie zgadza się planami nowych wydatków fiskalnych, jakie forsuje May. Premier chce przeznaczyć 27 mld GBP w ciągu trzech lat na projekty związane z edukacją, a środki na to chce pozyskać ze specjalnego funduszu utworzonego dla radzenia sobie ze skutkami bezumownego brexitu. Zakusy May na środki z funduszu miałyby jakiś sens, gdyby premier była przekonana, że bezumowny brexit to nieprawdopodobny scenariusz. Jednak May musi być jedyną osobą na świecie, która tak myśli. Wszyscy dookoła (i na rynkach też) widzą tylko rosnące ryzyko chaotycznego rozwodu z UE. Trwający proces wyłaniania nowego lidera Partii Konserwatywnej i premiera w jednej osobie nieuchronnie prowadzi do wygranej Borisa Johnsona, który jasno stwierdził, że zamierza zostawić opcję „no deal” jako narzędzie negocjacyjne w rozmowach UE. Naiwnym jest jednak myśleć, że Bruksela ugnie się pod szantażem Johnsona i w ostateczności prędzej pozwoli Wielkiej Brytanii odejść bez umowy. To jest największa obawa inwestorów i perspektywa drenowania funduszu ratunkowego bynajmniej nie zachęca do kupowania GBP, a nawet kusi spekulacyjną scenę do szukania szczęścia w ściąganiu funta niżej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nie tylko Warszawa. Kraków, Poznań i Wrocław wśród najbardziej akademickich miast w Polsce

W Polsce funkcjonuje 369 uczelni wyższych umiejscowionych w 97 miastach. Studiuje na nich 1,3 mln studentów, z czego 235,5 tys. w samej Warszawie. Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego wskazali, że poza stolicą najbardziej akademickie miasta w Polsce to Kraków, Poznań i Wrocław. Zbudowany przez nich model pokazuje, że akademickość w niemal 80% wpływa na rozwój społeczno-gospodarczy miast.

Choć stolica i Kraków przodują pod względem liczby studentów, to w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców najlepiej wypadają Podkowa Leśna (332), Poznań (221) i Rzeszów (211). W Warszawie przypada 134 studentów na 1000 mieszkańców. W skali kraju ta relacja wynosi 34 studentów na 1000 mieszkańców.

Warszawa jest drugim miastem w Europie pod względem liczby studentów, z wynikiem 235 tys. osób. Wyprzedza przy tym m.in. Rzym, Madryt i Barcelonę, a w skali europejskiej więcej osób studiuje tylko w Paryżu – mówi Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Top26 Akademickości

Nie tylko Warszawa. Kraków, Poznań i Wrocław wśród najbardziej akademickich miast w PolsceW raporcie Polskiego Instytutu Ekonomicznego wyróżniono 26 najbardziej akademickich miast w Polsce, których uczelnie brały udział w rankingu „Perspektyw”. Bazując na siedmiu kryteriach: prestiżu, sytuacji absolwentów na rynku pracy, innowacyjności, potencjale naukowym, efektywności naukowej, warunkach studiowania oraz umiędzynarodowieniu uczelni utworzono rankingi Top26 Akademickości miast we wszystkich kryteriach. Przyjęto, że poziom liczbowy danego kryterium oceny dla miasta uwzględnia sumę ocen wszystkich uczelni z danego ośrodka. Miasto, którego uczelnie otrzymały łącznie najwięcej punktów, zajęło pierwsze miejsce pod względem danego kryterium i otrzymywało maksymalną notę 100. Wszystkie wymienione kryteria pozwoliły na stworzenie Indeksu Akademickości Miast.

Zdecydowanie najwyższą pozycję w Indeksie Akademickości Miast zajęła Warszawa. Dystans dzielący pozostałe miasta od tej pozycji jest duży, a najmniejszy (aż 44 punkty) w przypadku uczelni Krakowa.). Zaraz za Krakowem (56 pkt) uplasowały się uczelnie Wrocławia (52 pkt.). Ocena czwartego miejsca – uczelnie Poznania (42 pkt.) – jest znacznie wyższa niż kolejnego w rankingu Lublina (29 pkt.). Ogólną ocenę przekraczającą 25 pkt. uzyskały uczelnie z Gdańska, Łodzi i Katowic.

Jak uczelnie wpływają na rozwój miast?

Nie tylko Warszawa. Kraków, Poznań i Wrocław wśród najbardziej akademickich miast w Polsce 2Analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego stworzyli również model miękki badający wpływ akademickości miast na rozwój społeczno-gospodarczy, który opisano za pomocą 17 wskaźników pozyskanych z Banku Danych Lokalnych GUS. Wskaźniki te odnosiły się zarówno do sytuacji gospodarczej, demograficznej, warunków życia czy też zasobów miast. Po szczegółowej analizie wszystkich zmiennych opisujących akademickość i  rozwój społeczno-gospodarczy  dokonano estymacji parametrów modelu, który pokazał, że rozwój społeczno-gospodarczy miast jest determinowany akademickością w 78 proc.

W naszym modelu rozwój społeczno-gospodarczy miast był zmienną bezpośrednio nieobserwowalną, ale za pomocą odpowiednich wskaźników mogliśmy go opisać. Największy pozytywny wpływ na rozwój społeczno-gospodarczy miast miały zmienne dotyczące PKB na mieszkańca, dostępności żłobków, liczby lekarzy oraz udziału zatrudnionych w usługach finansowych. Umiarkowany wpływ mają migracje ludności oraz wskaźnik obrazujący zaawansowanie technologiczne firm, a negatywnie na rozwój społeczno-gospodarczy miast wpływa stopa bezrobocia oraz udział zatrudnionych w przemyśle – podsumowuje Katarzyna Dębkowska.

Nowe regulacje dot. sprzedaży konsumenckiej treści cyfrowych i usług cyfrowych w Internecie

Obok dyrektywy w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym (tzw. ACTA 2), przyjęto ostatnio dwie inne unijne dyrektywy, które również będą miały znaczenie dla prowadzenia przez przedsiębiorców działalności w Internecie.

Dyrektywy te regulują niektóre aspekty umów sprzedaży towarów oraz dostarczania treści cyfrowych i usług cyfrowych w obrocie konsumenckim, i weszły w życie 11 czerwca br. Dyrektywy są przykładem harmonizacji maksymalnej, co oznacza, że przepisy krajowe nie mogą wprowadzać odstępstw od materii uregulowanej dyrektywami, chyba, że przepisy dyrektyw wyraźnie na to zezwalają. Państwa członkowskie mają teraz 2 lata na transpozycję przepisów tych dyrektyw do porządku krajowego.

W przypadku dyrektywy w sprawie niektórych aspektów umów sprzedaży towarów, większość postanowień dyrektywy funkcjonuje już w polskim porządku prawnym m.in. w zakresie uprawnień kupującego w przypadku niezgodności towaru z umową.

– Warto zwrócić uwagę na przepisy dotyczące tzw. towarów z elementami cyfrowymi, czyli rzeczy ruchomych, które zawierają w sobie treści cyfrowe lub usługę cyfrową lub są z nimi wzajemnie połączone w taki sposób, że ich brak uniemożliwiłby tym towarom pełnienie ich funkcji (np. smartfony lub smartwatche), w stosunku do których przewidziano stosowanie wskazanej dyrektywy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Jussak, prawnik z kancelarii Zięba & Partners. – Przesądzono, że w przypadku tego typu produktów zastosowanie powinny znajdować przepisy dotyczące sprzedaży, pomimo mieszanego charakteru takiej umowy. W tym kontekście należy również wskazać, że o ile nie nastąpi wyraźne wyłączenie w umowie, sprzedawca będzie musiał zapewnić, aby konsument był informowany o aktualizacjach, w tym aktualizacjach zabezpieczeń, które są niezbędne do zachowania zgodności takiego towaru z umową.

Jeśli chodzi o drugą ze wskazanych dyrektyw – dyrektywę w sprawie niektórych aspektów umów o dostarczanie treści cyfrowych i usług cyfrowych, dyrektywa ta obejmuje: dane wytworzone i dostarczane w formie cyfrowej (np. muzyka, wideo), usługi pozwalające tworzyć, przetwarzać lub przechowywać dane w formie cyfrowej (np. przechowywanie w chmurze), usługi pozwalające dzielić się danymi (np. Facebook, YouTube). Jednocześnie, dyrektywa znajduje zastosowanie niezależnie od nośnika użytego do przekazania bądź do udostępnienia treści cyfrowych lub usługi cyfrowej.

Pomimo tego, że dyrektywa nie określa charakteru prawnego umów o dostarczanie treści cyfrowych i usług cyfrowych, zawiera ona bardzo podobne regulacje do dyrektywy dotyczącej umów sprzedaży towarów, dokonując harmonizacji praw wynikających z umowy w pewnych głównych obszarach dostarczania treści cyfrowych lub usług cyfrowych. Harmonizacja dotyczy m.in. zgodności treści lub usług cyfrowych z umową, środków prawnych w przypadku braku takiej zgodności, lub niedostarczenia treści cyfrowych lub usługi cyfrowej, sposobu korzystania z tych środków oraz zmiany treści lub usług cyfrowych.

– Warto również zwrócić uwagę, że dopuszczona została możliwość wyrażenia ceny nie tylko w pieniądzu, ale też jako „cyfrowe odwzorowanie wartości” (np. bony elektroniczne, e-kupony, waluty wirtualne – jeśli są uznawane przez prawo krajowe) – wyjaśnia prawnik z Zięba&Partners.

Ponadto, wprost przewidziano możliwość „płacenia” za usługi oraz treści swoimi danymi osobowymi, czyli sytuację w której przedsiębiorca wykorzystuje dane w innym celu niż dla świadczenia usługi lub wykonywania ciążących na nim obowiązków.

W kontekście danych osobowych warto także podkreślić, że w dyrektywie wskazano, iż okoliczności prowadzące do braku zgodności z wymogami RODO, w tym z podstawowymi zasadami, takimi jak zasada minimalizacji danych, uwzględniania ochrony danych w fazie projektowania i domyślnej ochrony danych mogą w określonych sytuacja zostać uznane za brak zgodności treści lub usług cyfrowych z umową.

W przepisach dyrektywy zawarto również postanowienia dotyczące odwrócenia ciężaru dowodu – przedsiębiorca w przypadku umów o dostarczanie treści lub usług cyfrowych w sposób ciągły jest zobowiązany wykazać, że były one zgodne z umową przez okres przez który miały być dostarczane. Z kolei w przypadku pojedynczej dostawy, przedsiębiorca jest obowiązany wykazać, że usługi lub treści cyfrowe były zgodne z umową, jeśli niezgodność ujawniła się w ciągu roku od dostarczenia treści lub usług cyfrowych.

Jak zatrzymać zmiany klimatyczne? Konieczne ograniczenie wysokoemisyjnych źródeł energii

Jak wytłumaczyć rządom państw, że same muszą stawiać sobie ograniczenia? Jak zarządzać konfliktem między posiadającą już Północą, a aspirującym Południem? To główny dylemat w kwestii przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Przy okazji szczytów klimatycznych największa oś sporów ma miejsce właśnie pomiędzy bogatymi krajami Północy, a umownie biednym Południem. Północ charakteryzuje wyższy poziom jakości życia w stosunku do półkuli południowej, z wyłączeniem kilku państw. Regiony te także mają prawo do korzystania z zachodniego modelu konsumpcji. Gdyby jednak kraje wysokozaludnione zaczęły rozwijać się i osiągnęły poziom dobrobytu równy Szwecji, doprowadziłoby to do ogromnych zmian klimatycznych. Pojawia się więc temat zielonej ekonomii i solidaryzmu globalnego, w którym chodzi o wyrównywanie poziomów rozwoju. To bardzo trudne zadanie. Rozwiązaniem jest wyjście z pułapki wysokoemisyjnych źródeł energii. Ludzkość posiada do tego odpowiedni technologie. Pozwoliłyby one na globalne i szybkie przejście na zeroemisyjne systemy energii. Najlepszym przykładem jest energetyka jądrowa.

– Bardzo dużym wyzwaniem jest solidarnościowe zarządzaniem tym kryzysem. Trzeba prosić kraje Południa, aby nie rozwijały się w modelu zachodnioeuropejskim, a tym samym były biedniejsze – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, reprezentant i prezes Generalny Global Compact w Polsce. – Spór odbywa się więc wokół wysokiego poziomu emisji gazów cieplarnianych na Północy i relatywnie niższego ze strony Południa, które chce go jednak zwiększać, aby podnosić jakość życia i zapewniać społeczeństwu dobrobyt. W perspektywie 10-20 lat zaprzestanie wydobywania paliw kopalnych i przejście na w pełni bezpieczne technologie atomowe, mogłoby zabezpieczyć całość potrzeb ludzkości na energię. Alternatywą jest czekanie na rozwój OZE. To jednak potrwa zdecydowanie dłużej – przynajmniej do 2060 roku. Według modelu temperaturowego NASA nie mamy tyle czasu. Do 2100 roku ma dojść do tak poważnych globalnych migracji klimatycznych i konfliktów o zasoby wody, że o rozwój ten będzie coraz trudniej zadbać – ostrzegał Wyszkowski.

Obywatele Ukrainy mogą już przesyłać pieniądze do swoich bliskich poprzez bankomaty. Nie muszą mieć konta czy karty

0

Obywatele Ukrainy mogą już przesyłać pieniądze do swoich bliskich poprzez bankomaty. Nie muszą mieć konta czy karty 1

Według szacunków Narodowego Banku Polskiego w Polsce przebywa obecnie ok. 1,2 mln Ukraińców, z czego ok. 800 tys. na stałe. W związku z zarobkowym charakterem ich pobytu w Polsce chcą mieć stałą możliwość przesyłania pieniędzy rodzinom i bliskim, którzy pozostali na Ukrainie. Do tej pory było to znacznie utrudnione. Dlatego Euronet Polska, we współpracy z Ria Money Transfer, uruchomił w połowie czerwca usługę szybkiego transferu środków na Ukrainę za pomocą aplikacji myRia – cały proces odbywa się intuicyjnie i szybko, a środki są do podjęcia w zasadzie od ręki.

– Obcokrajowcy, którzy mieszkają w Polsce, mają potrzebę transferowania pieniędzy do innych krajów. Często nie mają własnego konta bankowego, więc potrzebują szybkiego i bezpiecznego sposobu przesyłania środków bez chodzenia do banków, bez pośrednictwa kanałów bankowych czy korzystania z rachunku. Niezbędne jest rozwiązanie, które pozwoli im przesyłać pieniądze do domu, do swoich bliskich bez udziału standardowych kanałów bankowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ignacio Reid, Chief Operations Officer w Ria Money Transfer.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, w ubiegłym roku wydano blisko 329 tys. zezwoleń na pracę dla cudzoziemców, a w ujęciu rocznym ich liczba wzrosła o 40 proc. Zdecydowana większość (238 tys.) została wydana obywatelom Ukrainy – liczba zezwoleń na pracę dla Ukraińców w ubiegłym roku zwiększyła się o niemal 1/4. Dane ZUS pokazują z kolei, że składki na ubezpieczenia społeczne w Polsce płaci już ok. 610 tys. obcokrajowców – pięciokrotnie więcej niż jeszcze w 2014 roku. Na przestrzeni tych pięciu lat liczba płacących składki Ukraińców zwiększyła się blisko 13-krotnie (z 35,5 tys. na początku 2014 roku do 454,5 obecnie).

Polska jest od kilku lat najbardziej atrakcyjnym rynkiem dla migrantów zza wschodniej granicy – zarówno pod względem zarobkowym, jak i kulturowym. Liczba pracowników – fizycznych i umysłowych – z Ukrainy stale rośnie. NBP szacuje, że obecnie przebywa ich w Polsce w sumie ok. 1,2 mln – z czego ok. 800 tys. na stałe. W związku z zarobkowym charakterem ich pobytu w Polsce – chcą oni mieć stałą możliwość przesyłania pieniędzy bliskim, którzy pozostali na Ukrainie – najczęściej są to osoby z najbliższej rodziny.

– Od kilku lat obserwujemy stale rosnący udział obywateli Ukrainy, którzy mieszkają i pracują w Polsce. Mają oni swoje potrzeby związane z pomocą bliskim, rodzinom i przyjaciołom, którzy pozostali na Ukrainie. Dlatego Euronet Polska i Ria Money Transfer wprowadzają przekazy na Ukrainę, które mają im to umożliwić w łatwy i szybki sposób – mówi Robert Midura, Country Manager Euronet Polska.

– Ta usługa pozwoli obcokrajowcom mieszkającym w Polsce przesyłać pieniądze do domu bez potrzeby zakładania konta w banku czy nawet posiadania karty kredytowej – dodaje Ignacio Reid.

Usługa przekazów pieniężnych, skierowana głównie do obywateli Ukrainy pracujących w Polsce, ruszyła w połowie czerwca, ale już na początku tego roku bankomaty Euronetu zostały przystosowane do obsługi obywateli Ukrainy w ich ojczystym języku. Dzięki tym modyfikacjom i specjalnej aplikacji mobilnej myRia – przekazywanie gotówki na Ukrainę ma odbywać się intuicyjnie i w zasadzie natychmiastowo.

Usługa jest efektem współpracy dwóch największych dywizji grupy kapitałowej Euronet Worldwide, czyli największego operatora bankomatów w Europie i jego siostrzanej spółki Ria Money Transfer, jednego z liderów oferowania przekazów pieniężnych na świecie.

– Opracowaliśmy aplikację dla obcokrajowców mieszkających w Polsce, którzy chcą przesyłać pieniądze do domu, np. na Ukrainie. Wystarczy ją pobrać, zarejestrować się i wykonać transakcję – w tym celu należy podać miejsce przesłania pieniędzy, adresata, kwotę i sposób odbioru w miejscu docelowym. Gdy użytkownik poda już wszystkie te informacje – aplikacja wygeneruje kod kreskowy. Z nim należy się udać do dowolnego bankomatu Euronetu, żeby opłacić transakcję. Jeśli nadawca dysponuje kartą kredytową lub debetową, może z jej pomocą dokonać płatności. Jeśli takiej karty nie ma, może zapłacić gotówką w jednym z bankomatów Euronetu pozwalających na wpłacanie pieniędzy – tłumaczy Ignacio Reid, Chief Operations Officer w Ria Money Transfer.

Aplikację mobilną myRia – dostępną w języku polskim, angielskim i ukraińskim – można pobrać z App Store lub Google Play. Następnie trzeba się zalogować i utworzyć konto klienta. Po pozytywnym procesie weryfikacji, można zlecić transfer pieniędzy na Ukrainę – w tym celu wystarczy wskazać odbiorcę, kwotę przekazu i wygenerować kod transakcji. Następnie przekaz trzeba opłacić – można to zrobić kartą płatniczą lub gotówką w bankomacie Euronetu.

– Przekaz na Ukrainę będzie można nadać we wszystkich bankomatach. Obecnie Euronet Polska ma ponad 7,7 tys. urządzeń i we wszystkich taki przekaz będzie można opłacić z wykorzystaniem karty płatniczej, a w ponad 3 tys. urządzeń także w formie gotówkowej – precyzuje Robert Midura, Country Manager Euronet Polska.

Przy bankomacie lub wpłato-bankomacie Euronet konieczne jest wybranie opcji „myRia&Euronet” na ekranie powitalnym lub na ekranie „Transakcje bez karty”. Następnie należy podać wygenerowany kod transakcji (lub zeskanować kod kreskowy z aplikacji myRia przy użyciu czytnika zainstalowanego na bankomacie) i opłacić przekaz. Po akceptacji transakcji wydrukowanie zostanie potwierdzenie.

– Zaznaczę, że należy uregulować transakcję przed północą w dniu jej wykonania. W przeciwnym wypadku transakcja zostanie anulowana, co spowoduje konieczność przeprowadzenia nowej, następnego dnia. To oznacza, że w dniu zlecenia transakcji mamy czas do północy, żeby udać się do jednego z bankomatów Euronetu – tłumaczy Ignacio Reid – Po przejściu przez wszystkie etapy transakcji aplikacja wygeneruje numer PIN, który posłuży do odbioru środków. PIN należy przekazać beneficjentowi na Ukrainie, który uda się z nim do jednego z punktów, gdzie wypłaci pieniądze w gotówce. Aplikacja ma funkcję przekazywania informacji, więc kod PIN można przesłać za pośrednictwem usługi WhatsApp lub SMS-em.

– Przekaz w bankomacie lub wpłato-bankomacie będzie można zlecić w języku ukraińskim. Taka funkcjonalność istnieje w naszych urządzeniach już od końca lutego br. Oprócz języka polskiego urządzenia wspierają również angielski i niemiecki – dodaje Robert Midura.

Usługa transferu środków na Ukrainę jest dostępna 24/7, a opłata za każdy przekaz pieniędzy jest uzależniona od wysokości przekazu i wyświetlana w aplikacji myRia. Po zaakceptowaniu transakcji jest ona automatycznie potrącana z kwoty przekazu.

– Koszty ponoszone przez klienta zaczynają się od 9 zł, co nie jest wygórowaną kwotą. Ten koszt wrasta nieznacznie – w zależności od kwoty transakcji. Ponadto maksymalna kwota transakcji wynosi 3 tys. euro, przy czym limit transakcji przeprowadzanych w okresie 90 dni wynosi 13 tys. euro. Istnieje możliwość przesłania większej sumy, ale w takim przypadku klient musi się z nami skontaktować i przedłożyć dodatkowe dokumenty – mówi Ignacio Reid.

Przekaz można zrealizować bez konieczności posiadania rachunku bankowego. Wszelkie formalności załatwia się za pośrednictwem aplikacji myRia, a przekazane środki można odebrać w którymkolwiek z 20 tys. punktów partnerskich Ria na Ukrainie. Co istotne, pieniądze są dostępne w zasadzie od ręki.

– Ria ma na Ukrainie rozległą sieć ponad 20 tys. punktów, w których można odbierać pieniądze. Są to oddziały banków i innych instytucji, gdzie klienci mogą pobrać przesłane im środki. Jeżeli mają jakiekolwiek wątpliwości lub pytania dotyczące ich lokalizacji – zważywszy że nasza usługa może być dla nich nowością – mogą skorzystać z bardzo przydatnej funkcji aplikacji, czyli lokalizatora punktów odbioru pieniędzy. Pozwala on na odnalezienie konkretnego punktu spośród tych 20 tys. Wystarczy wpisać nazwę miejscowości lub swój adres, żeby uzyskać informacje o najbliższym punkcie, gdzie można się udać po odbiór środków – mówi Ignacio Reid.

200 tys. specjalistów pilnie poszukiwanych w dziedzinie sztucznej inteligencji. Bez nich nie uda się rozwój cyfrowej gospodarki w Polsce

200 tys. specjalistów pilnie poszukiwanych w dziedzinie sztucznej inteligencji. Bez nich nie uda się rozwój cyfrowej gospodarki w Polsce 2

Ministerstwo Cyfryzacji prognozuje, że do 2025 roku w Polsce będzie potrzebnych ok. 200 tys. specjalistów aktywnie pracujących przy budowie i wdrożeniach sztucznej inteligencji. Wykwalifikowane kadry to jedno z głównych wyzwań dla cyfrowej gospodarki. Odpowiada na nie Szkoła Doktorska TIB PAN NASK, która będzie kształcić w obszarze cyberbezpieczeństwa, sztucznej inteligencji i nowych technologii oraz inżynierii biomedycznej. Szkoła ma przygotowywać do samodzielnego prowadzenia badań naukowych, zaoferuje też program staży międzynarodowych i niemal zagwarantowane zatrudnienie po zakończeniu nauki.

– Istnieje błędne przekonanie, że sztuczna inteligencja zabierze miejsca pracy. Jest dokładnie na odwrót. Mamy wielkie zapotrzebowanie na wykształcone kadry – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jacek Leśkow, dyrektor NASK. – W Polsce nie mamy specjalistów reprezentujących umiejętności z obszaru sztucznej inteligencji, których można by od razu zatrudnić. To obejmuje trochę programowania, trochę informatyki, statystyki, modelowania i znajomość pewnego sektora gospodarki – finansów, energetyki czy zdrowia. Chcemy kształcić takich specjalistów i Szkoła Doktorska jest odpowiedzią na potrzeby rynku. 

Na każde sto miejsc pracy, które zostaną wyparte przez sztuczną inteligencję, pojawi się blisko 140 nowych. Natomiast do roku 2025 roku w Polsce będzie potrzebnych około 200 tys. specjalistów aktywnie pracujących przy budowie i wdrożeniach sztucznej inteligencji – wynika z raportu „Założenia do strategii AI w Polsce”, opracowanego przez Ministerstwo Cyfryzacji. Trzy kluczowe zawody to architekci AI, specjaliści data mining/analitycy danych i developerzy software, których rolą będzie włączenie nowych rozwiązań w istniejące systemy IT. Jak wynika z raportu, zapewnienie wystarczającej liczby wykwalifikowanych specjalistów to jedno z głównych wyzwań dla rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce.

– Nigdy dotąd nie mówiono tyle o nowych technologiach, ile na przestrzeni dwóch ostatnich lat. Ten temat będzie się dalej rozwijał, bo nowe technologie są w zasadzie wszędzie, dotyczą każdego aspektu naszego życia prywatnego i zawodowego. Do tego wszystkiego potrzebne jest zaplecze ludzi – mówi dr Maciej Kawecki, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji. – Polska jest postrzegana – nie tylko w Unii Europejskiej, lecz także na świecie – jako ośrodek kształcenia bardzo wykwalifikowanej kadry w oparciu o nową technologię. Warto jest ten trend podtrzymywać.

Na tę potrzebę odpowiada Szkoła Doktorska TIB PAN NASK, której działalność została zainaugurowana w ubiegłym tygodniu.

– Mamy w Polsce bardzo dobrze rozwinięte nauki medyczne, całkiem nieźle rozwiniętą informatykę, ale brakuje interdyscyplinarności. Mamy specjalistów w tych dziedzinach, natomiast oni między sobą nie współdziałają w pewnych programach krytycznych, choćby dla potrzeb państwa. W moim przekonaniu to właśnie gwarantuje sukces takim krajom, jak Stany Zjednoczone czy Wielka Brytania. Szkoła Doktorska może być miejscem, gdzie będziemy tworzyć takie środowisko interdyscyplinarne – mówi prof. Jacek Leśkow.

– Widzimy ciekawe nowe kierunki rozwoju informatyki połączonej z biologią czy medycyną, związane ze sztuczną inteligencją, uczeniem maszynowym czy cyberbezpieczeństwem. Będziemy je rozwijali w ramach naszej Szkoły Doktorskiej – dodaje Tadeusz Burczyński, dyrektor Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN.

Szkoła Doktorska TIB PAN będzie prowadzić kształcenie interdyscyplinarne, przygotowujące do uzyskania stopnia doktora w zakresie informatyki technicznej i telekomunikacji, inżynierii biomedycznej oraz nauk medycznych. W ramach studiów trwających osiem semestrów każdy doktorant będzie realizował program kształcenia i indywidualny plan badań pod kierunkiem promotora. Szkoła ma przygotować młodych badaczy do samodzielnego prowadzenia i publikacji swoich badań naukowych oraz do pracy w zespołach interdyscyplinarnych. Cel to wypełnienie luki na rynku pracy specjalistami w dziedzinach kluczowych dla cyfrowej gospodarki.

Rekrutacja do Szkoły Doktorskiej TIB PAN NASK ruszy w czerwcu tego roku. Jak informuje prof. Jacek Leśkow, poszukiwani są głównie absolwenci kierunków technicznych, którzy mają zainteresowania naukowe. Placówka będzie współpracować z zagranicznymi uczelniami i jednostkami naukowymi, studenci mogą więc liczyć na staże i wymiany międzynarodowe.

– NASK ma umowy partnerskie z wieloma instytutami na świecie. Dla przykładu ostatnio podpisaliśmy umowę o współpracy z University of California w San Diego – mówi prof. Jacek Leśkow. – Tym, co będzie nas odróżniać od innych studiów doktoranckich, jest fakt, że absolwent Szkoły Doktorskiej może mieć od razu zagwarantowane miejsce pracy, i to niekoniecznie na uczelni, ale w przemyśle.  

Szkoła Doktorska to wspólna inicjatywa PIB NASK oraz Instytutu Badań Systemowych PAN, Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej im. M. Nałęcza PAN, Instytutu Informatyki Teoretycznej i Stosowanej PAN, Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN, Instytutu Podstaw Informatyki PAN i Instytutu Podstawowych Problemów Techniki PAN.

– Takich inicjatyw powinno być zdecydowanie więcej, jeśli są tworzone na odpowiednim poziomie, przez tak wykwalifikowane instytuty, jednostki naukowe i badawcze. My staramy się je wspierać i sami podejmujemy inicjatywy, jak np. projekt Wirtualnej Katedry, która powstaje z udziałem ministra cyfryzacji i będzie inicjować działania związane z edukowaniem specjalistów w obszarze nowych technologii – mówi dr Maciej Kawecki.

Brak kadr w dziedzinach kluczowych dla cyfrowej gospodarki to nie tylko problem Polski. Jak pokazuje raport Ministerstwa Cyfryzacji, Francja zamierza do 2022 roku wykształcić milion specjalistów AI. Do tego czasu również Stany Zjednoczone potrzebują dodatkowego miliona absolwentów kierunków STEM (ang. Science, Technology, Engineering, Mathematics), żeby odpowiedzieć na potrzeby rozwijającej się cyfrowej gospodarki. Z kolei rząd japoński szacuje, że już w 2020 roku zabraknie 50 tys. inżynierów IT ds. wysoko rozwiniętych technologii oraz 300 tys. inżynierów IT o ogólnych umiejętnościach. Aby ich wykształcić powołano nowy program edukacyjny. W Chinach plan działania zakłada utworzenie na uniwersytetach ok. 100 kierunków, które integrują AI z innymi dziedzinami, m.in. matematyką, statystyką, fizyką, biologią, psychologią i socjologią. Natomiast w Finlandii podjęto decyzję o stworzeniu Center of Excellence w zakresie AI, w ramach którego powstanie też wirtualny uniwersytet.

Rozwój e-medycyny zapewni oszczędności w budżecie i umożliwi przyjęcie więcej pacjentów. Cyfryzacja służby zdrowia nie może jednak nikogo wykluczać

Rozwój e-medycyny zapewni oszczędności w budżecie i umożliwi przyjęcie więcej pacjentów. Cyfryzacja służby zdrowia nie może jednak nikogo wykluczać 3

Resort zdrowia prognozuje, że rozwój e-zdrowia w Polsce może zapewnić oszczędności rzędu 0,35 proc. PKB oraz umożliwić przyjęcie więcej pacjentów. Informatyzacja ma wpłynąć na efektywne wydawanie środków, usprawnić leczenie i zadbać o bezpieczeństwo pacjentów oraz ułatwić pracę personelu medycznego. Wyzwaniem jest jednak zapewnienie, aby proces cyfrowej transformacji służby zdrowia nikogo nie wykluczył – zarówno pacjentów, jak i lekarzy, którzy powinni być przygotowani na nadchodzące zmiany. Takie założenie przyświeca kampanii edukacyjno-informacyjnej „Niewykluczeni z cyfryzacji”.

– Informatyzacja służby zdrowia jest sposobem na to, aby móc obiektywnie porównać jakość udzielanych świadczeń, być w stanie zmierzyć, za co płacimy w systemie ochrony zdrowia, i wiarygodnie dysponować tym budżetem, który wynosi ponad 100 mld zł każdego roku. Jest to kwota ze środków Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia, która trafia na leczenie Polaków – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia.

Informatyzacja ma zwiększyć efektywność systemu opieki i poprawić jakość świadczeń oraz poprawić komfort pracy lekarzy. Resort zdrowia prognozuje, że rozwój e-zdrowia w Polsce może zapewnić oszczędności rzędu 0,35 proc. PKB oraz umożliwić przyjęcie 2 proc. więcej pacjentów. Natomiast z raportu „Zdrowe oszczędności”, opracowanego przez Polską Unię Onkologii i ekspertów Pracodawców RP, wynika, że efektywniejsze wydatkowanie środków na służbę zdrowia mogłoby ograniczyć niezbędny wzrost publicznych nakładów na ten cel o około 0,5 proc. PKB rocznie.

– Oprócz lepszego niż do tej pory wykorzystania środków przeznaczanych na ochronę zdrowia podstawowe korzyści dla pacjenta płynące z informatyzacji to niewątpliwie możliwość uzyskania dostępu do historii choroby. Z doświadczenia wiemy, że jest to bardzo pożądana informacja. Poza tym pacjent, korzystając z rozwiązań elektronicznych, ma znacznie większy komfort leczenia. E-recepta, e-zwolnienie, e-skierowanie czy elektroniczna dokumentacja medyczna –  to kolejne kroki do tego, aby pacjentowi było wygodniej. Dzięki takim rozwiązaniom lekarz będzie poświęcał mniej czasu biurokracji, a więcej pacjentowi. Jest to też sposób na to, żeby dyrektorzy szpitali jeszcze lepiej niż do tej pory rozumieli, co dzieje się w ich placówkach – mówi wiceminister Janusz Cieszyński.

– Cyfryzacja w odczuciu lekarzy to zjawisko bardzo pozytywne. Biurokratyzacja, która łączy się z dotychczasową służbą zdrowia, pochłania gros czasu. W związku z tym odciążenie nas od biurokracji, a poświęcenie więcej czasu pacjentowi jest priorytetem, a takie możliwości daje cyfryzacja. Pozwala nam szerzej spojrzeć na pacjenta, ponieważ mając wspólne dane, lekarze różnych specjalności będą wiedzieć o nim więcej, będą znać jego historię choroby – dodaje prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, specjalista chorób wewnętrznych i geriatrii, członek Zespołu ds. Ochrony Zdrowia Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP.

Jak podkreśla, wyzwaniem w nowym modelu służby zdrowia będzie integracja wszystkich usług, nie tylko medycznych, lecz także z zakresu m.in. opieki społecznej, zwłaszcza w przypadku pacjentów starszych. Jednak cyfryzacja – która już zaistniała w postaci e-zwolnień, e-recept czy e-skierowań, które pojawią się lada moment – ostatecznie ułatwi nie tylko pracę lekarzy, lecz także pozwoli pacjentom płynniej i łatwiej poruszać się w systemie ochrony zdrowia.

– Wprowadzając narzędzia informatyczne do ochrony zdrowia, musimy zadbać, żeby nikogo nie wykluczać. Dotyczy to zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego. Dlatego te rozwiązania muszą być odporne na różnego rodzaju sytuacje losowe, takie jak: brak internetu czy awaria prądu – mówi wiceminister Janusz Cieszyński. I dodaje: Wdrożenie musi się odbywać z udziałem najważniejszych interesariuszy. Każdego dnia CSIOZ prowadzi w całej Polsce szkolenia z lekarzami. W każdym z miast wojewódzkich przeprowadziliśmy także spotkania dla lekarzy i dyrektorów największych podmiotów. Jesteśmy do dyspozycji wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć, jak działa e-recepta, prowadzimy intensywną kampanię marketingową promującą korzystanie z portalu Pacjent.gov.pl i cyfrowe rozwiązania e-zdrowia, które proponujemy lekarzom i pacjentom.

Eksperci podkreślają, że cyfryzacja służby zdrowia w Polsce jest procesem, od którego nie ma odwrotu. Są na nią gotowi zarówno lekarze, jak i sami pacjenci. Jak wynika z badania LekSeek „E-zdrowie oczami Polaków”, 67,4 proc. pacjentów w Polsce jest przekonanych, że rozwój telemedycyny będzie mieć dla nich pozytywne skutki. Tego samego zdania jest aż 58 proc. lekarzy. Eksperci podkreślają, że informatyzacja ma zwiększyć efektywność systemu opieki i poprawić jakość świadczeń, ale w centrum cyfrowej rewolucji musi być przed wszystkim dobro pacjentów. Takie założenie przyświeca kampanii edukacyjno-informacyjnej „Niewykluczeni z cyfryzacji”.

W ramach kampanii powołano Gabinet Ekspertów, składający się głównie z lekarzy będących, m.in. członkami Okręgowej Rady Lekarskiej, Kolegium Lekarzy Rodzinnych. Eksperci to ciało doradcze, wspierające prace nad programem do kompleksowej i bezpiecznej opieki nad pacjentem, który jako jedyny na rynku jest bezpłatny.

– Kampania ma przygotować lekarzy i pacjentów do nadchodzących zmian w służbie zdrowia. Staramy się prezentować służbę zdrowia w takim świetle, aby lekarze i pacjenci wiedzieli, że np. przechowywanie dokumentacji w chmurze jest czymś, co daje im wymierne korzyści. Nowoczesne rozwiązania dają równy dostęp do świadczeń zdrowotnych. E-zwolnienia pozwalają skupić się pacjentom na leczeniu – nie trzeba dostarczać dokumentów dla pracodawcy. Zwracamy też uwagę na osoby wykluczone ze społeczeństwa, np. niedowidzące, które w obecnym systemie mogą powiększyć e-receptę na urządzeniach mobilnych. Jednocześnie w ramach kampanii chcemy zorganizować szereg szkoleń i spotkań dla lekarzy, gdzie będziemy przybliżać im najnowsze rozwiązania – mówi Piotr Miluski, project manager w LekSeek Polska, która organizuje kampanię „Niewykluczeni z cyfryzacji”.

Jak podkreśla, Polska zmierza w dobrym kierunku we wdrażaniu elektronicznej dokumentacji medycznej. Informatyzacja może być remedium m.in. na niedobory lekarzy, bo akurat pod tym względem Polska znajduje się w ogonie państw OECD.

– Na tysiąc pacjentów w Polsce przypada 2,4 lekarza, podczas gdy np. w Rumunii jest ich 3, dlatego musimy doścignąć europejskie standardy – tłumaczy Piotr Miluski.

To też odpowiedź na najbardziej palące problemy w polskiej służbie zdrowia: starzejące się społeczeństwo, wzrost występowania chorób przewlekłych, błędy farmakologiczne czy ograniczone środki na opiekę.

– Elektroniczna dokumentacja będzie gwarantować bezpieczeństwo lekowe pacjentów. Mamy wielu przewlekle chorych, którzy przemieszczają się pomiędzy różnymi specjalistami, a dokumentacja medyczna nie idzie razem z nimi. Elektronizacja spowoduje, że każdy z lekarzy będzie znał pełną historię choroby pacjenta, co może go uchronić przed błędami farmakologicznymi. Natomiast takie elementy, jak e-zwolnienia i e-recepty, pozwalają na korzystanie z pełnej funkcjonalności elektronicznej służby zdrowia, co pozwala lekarzowi skupić się na leczeniu pacjenta  – podsumowuje Piotr Miluski.

Tylko innowacje pozwolą sprostać nowym regulacjom emisji spalin. Dzięki produkowanym w Polsce nowoczesnym katalizatorom ekologiczne mogą być także silniki diesla

Tylko innowacje pozwolą sprostać nowym regulacjom emisji spalin. Dzięki produkowanym w Polsce nowoczesnym katalizatorom ekologiczne mogą być także silniki diesla 4

Co roku z powodu chorób wywołanych zanieczyszczeniem powietrza w UE umiera około 400 tys. osób. Normy dotyczące ograniczenia szkodliwych substancji w powietrzu ustanowione przez KE przekracza 23 z 28 krajów członkowskich. Za dużą część odpowiada transport. Nowe technologie pozwalają jednak znacznie zmniejszyć emisję szkodliwych związków do atmosfery. Dzięki produkowanym w Polsce innowacyjnym katalizatorom nawet silniki diesla mogą być ekologiczne i spełniać wyśrubowane unijne normy spalin. Dyrektor BASF Polska podkreśla, że tylko dzięki innowacjom można skutecznie odpowiedzieć na wyzwania regulacyjne i znacznie zmniejszyć szkodliwą emisję.

Głównym trendem w branży motoryzacyjnej jest trend środowiskowy, który wiąże się z emisją dwutlenku węgla, dużo też mówi się o elektromobilności. Innowacje są w dużym stopniu odpowiedzią na regulacje, tzn. nie da się w skuteczny sposób odpowiedzieć na wymagania regulacyjne dotyczące np. redukcji emisji dwutlenku węgla bez nowych technologii. Stawiamy na innowacje, które pomagają w znacznym stopniu osiągnąć te cele – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Byczkowska, dyrektor zarządzająca BASF Polska.

Z danych WHO wynika, że co roku z powodu zanieczyszczeń powietrza na świecie umiera 7 mln osób. Pył PM2,5 tylko w Unii Europejskiej przyczynia się do 470 tys. zgonów, z czego ok. 10 proc. z nich – w Polsce. Dla porównania nowotwory odpowiadają za ok. 100 tys. zgonów. Miasta odpowiadają za 75 proc. emisji dwutlenku węgla, zaś transport za 20–25 proc. światowej emisji. Dlatego branża motoryzacyjna stawia na rozwiązania, które mają zmniejszyć szkodliwy wpływ samochodów na środowisko.

Carbon Tracker przewiduje, że do 2035 roku co trzeci pojazd może być już zasilany energią elektryczną, a do 2050 roku udział pojazdów elektrycznych w rynku globalnym przekroczy 60 proc.

– Niedawno ogłosiliśmy budowę ogniw do baterii wykorzystywanych w elektromobilności. Innym trendem jest lightweight, tzn. obniżanie mas. Wiadomo, że ciężkie samochody potrzebują więcej energii, więcej spalają paliwa, więc dążymy do tego, żeby tę masę jak najbardziej obniżyć i można to zrobić poprzez zastąpienie ciężkich metalowych elementów kompozytami z tworzyw. Wpływ mają także farby i lakiery, które odbijają promienie słoneczne, powodując, że wnętrze samochodu nagrzewa się w mniejszym stopniu, co obniża zużycie energii – wymienia ekspertka. – W ograniczeniu emisji spalin i dwutlenku węgla pomagają także katalizatory – podkreśla Katarzyna Byczkowska.

BASF zakończył właśnie rozbudowę swojego zakładu produkcji katalizatorów samochodowych w Środzie Śląskiej. Niedaleko Wrocławia powstają innowacyjne rozwiązania dla branży motoryzacyjnej. To m.in. katalizatory spełniające najsurowsze normy emisji. Podgrzewany wstępnie katalizator natychmiastowo obniża emisję tlenków azotu i tlenków węgla. W ten sposób silniki diesla mogą być znacznie bardziej ekologiczne.

– Silnik diesla jest bardzo wydajny i w krótkim czasie może pozwolić nam na osiągnięcie globalnych celów ochrony środowiska. Dzięki nowym technologiom możliwa jest produkcja samochodów z silnikami diesla o wyższej wydajności. Musimy udoskonalić wszystkie nasze technologie pod kątem emisji spalin, w tym emisji cząstek stałych i tlenków azotu, by sprostać najnowszym wymogom unijnym, w tym normie Euro 7 – wskazuje Jan Garbe, dyrektor zakładu produkcji katalizatorów BASF.

Dzięki nowoczesnym katalizatorom samochody mogą spełniać coraz bardziej wyśrubowane normy emisji spalin. Wielu potentatów branży motoryzacyjnej zaopatruje się w katalizatory właśnie w zakładzie BASF w Środzie Śląskiej. Firma zwiększyła powierzchnię fabryki o 14 tys. mkw., a moce produkcyjne o dwie nowe linie. To jeden z najnowszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie zakładów BASF na całym świecie.

– Produkujemy tu katalizatory dla przemysłu motoryzacyjnego zarówno dla pojazdów lekkich, jak i ciężkich. Zakład charakteryzuje się najwyższą możliwą wydajnością, a praca w nim jest w wysokim stopniu zautomatyzowana. Produkujemy katalizatory metalowe i ceramiczne, które znajdują zastosowanie w branży motoryzacyjnej, przy czym korzystamy z oddzielnych linii dla poszczególnych technologii. Obecnie w zakładzie znajduje się osiem linii do produkcji katalizatorów, ale cały czas się rozwijamy i uruchamiamy kolejne dwie linie – zaznacza Jan Garbe.

Reputacja marki przekłada się na finanse i sprzedaż. Zbudowanie dobrego wizerunku to proces obliczony na lata

Reputacja marki przekłada się na finanse i sprzedaż. Zbudowanie dobrego wizerunku to proces obliczony na lata 5

Dobra reputacja w oczach konsumentów pozwala marce bądź firmie wyróżnić się na rynku, zbudować sobie grono lojalnych klientów, zwiększyć sprzedaż i poprawić wyniki finansowe. Stąd coraz więcej przedsiębiorstw poświęca budowaniu swojej reputacji wiele czasu i nakładów. Jak podkreślają eksperci – jest to ciągły, złożony proces, na który nie ma jednego przepisu i który wymaga pracy we wszystkich aspektach funkcjonowania firmy: od CSR po employer branding. Te, które cieszą się najlepszą reputacją w oczach konsumentów, wyłania coroczne, ogólnopolskie badanie reputacji marek i firm Premium Brand. 

– Coraz więcej przedsiębiorców zwraca uwagę na reputację i nie myśli już tylko takimi kategoriami, że trzeba o nią dbać, bo to przełoży się na większą sprzedaż. Dzisiaj rynek idzie trochę w innym kierunku. Firmy dbają o reputację i wiedzą, że ona jest bardzo ważna, bo niesie ze sobą historię, która jest niewiarygodnie ważna przy sprzedaży produktów i usług. Konsumenci ją zapamiętują i chętnie wracają ponownie na zakupy albo stają się wiernymi, lojalnymi klientami – mówi Beata Kolterman, prezes Fundacji Na Rzecz Reputacji Marki Premium Brand.

Jak podkreśla, reputacja marki to jej kapitał, który przekłada się na wymierne korzyści sprzedażowe i finansowe. Pozwala wyróżnić się na rynku i skutecznie konkurować o klientów, budując ich lojalność. Dlatego dbałość o wizerunek i postrzeganie firmy na zewnątrz powinna być jednym z priorytetowych działań każdego przedsiębiorstwa.

– Jeżeli firma nie dba o reputację – trudno jej będzie osiągnąć jakiekolwiek sukcesy. Ostatni rok pokazał, że firmy poświęcają temu coraz więcej czasu, zainteresowania i coraz większe budżety. Nie inwestują dziś już tylko w zwiększanie sprzedaży, lecz przede wszystkim przechodzą do dbałości o własny wizerunek – mówi Beata Kolterman.

Na wizerunek marki składa się wiele czynników – zarówno jakość samego produktu bądź usługi, jak i spójna komunikacja z klientami, jej wiarygodność, wpływ na otoczenie społeczne czy relacje z pracownikami. Eksperci podkreślają, że dobrej reputacji danej marki czy firmy nie da się zbudować w ciągu dni, tygodni, a czasem nawet lat – jest to ciągły, złożony proces, na który nie ma jednego przepisu.

– Marki i firmy przez wiele lat konkurowały o jakość. Jednak w momencie, kiedy jakość jest wyrównana, inne rzeczy nabierają znaczenia. W tej chwili coraz większe znacznie ma właśnie reputacja marki. Nie tylko to, co jej twórca chce powiedzieć konsumentom, lecz także to, co konsumenci sami widzą, sami odbierają. Liczy się chociażby to, czy dana marka jest wiarygodna, czy cieszy się zaufanie albo czy ma pozytywny wpływ na społeczeństwo, co też zaczyna się w coraz większym stopniu liczyć we współczesnym świecie – dodaje prof. Dominika Maison, prezes Domu Badawczego Maison & Partners, autorka i pomysłodawczyni badania reputacji marek Premium Brand.

Ogólnopolskie, cykliczne badanie Premium Brand bada reputację działających na polskim rynku firm i marek od 2006 roku. W tym roku objęło zasięgiem niemal 300 takich podmiotów w różnych kategoriach, przypisanych konkretnym produktom i usługom. Jest realizowane metodą CAWI (wywiadu internetowego) na ogólnopolskiej próbie 10 tys. konsumentów w wieku powyżej 15 lat, dobranych w ten sposób, aby wyniki miały przełożenie na całą populację polskich konsumentów.

Badanie Premium Brand sprawdza pięć wskaźników: zaufanie, jakim cieszy się firma, atmosferę medialną, jaka ją otacza, referencyjność (lojalność klientów), CSR, czyli zaangażowanie społeczne, oraz employer branding, czyli wizerunek firmy jako pracodawcy. Na tej podstawie wyliczany jest wskaźnik reputacji, który mieści się w skali 1–100. Te, które uzyskają najlepsze wyniki, mogą się pochwalić tytułem Marki/Firmy Wysokiej Reputacji Premium Brand.

– Po raz kolejny przebadaliśmy w tym roku niemalże 300 różnych marek i firm. Wyróżniliśmy te, które spełniły kryterium Marki Wysokiej Reputacji, czyli osiągnęły odpowiednią wartość wskaźnika. Konkurs Premium Brand i nagroda Marki Wysokiej Reputacji jest przyznawana wyłącznie tym markom i firmom, które uzyskują odpowiedni wskaźnik obliczony na podstawie ocen konsumentów – podkreśla dr Tomasz Baran z Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna.

W tegorocznej, 14. edycji badania wyróżniono łącznie 14 marek i firm, które według Polaków cieszą się najlepszą reputacją. Uhonorowano marki: Apap, naturalna woda mineralna Cisowianka, Drutex, Europejski Fundusz Leasingowy, Goplana, Oranżada Hellena, Ibuprom, InPost, Lotto, Nestlé Pure Life, Oponeo, Polpharma, RTV EURO AGD, Śliwka Nałęczowska. Tytuł Miasta Wysokiej Reputacji trafił do Wrocławia, z kolei statuetkę kategorii Osoba Wysokiej Reputacji Premium Brand 2019 odebrała dziennikarka i podróżniczka Martyna Wojciechowska.

Co istotne, wyróżnienie Premium Brand stanowi dowód zaufania konsumentów do marki bądź firmy, której renoma na rynku stanowi o jej przewadze konkurencyjnej. Jednak udział w badaniu ma dla nich jeszcze inny walor – to źródło szczegółowych, wiarygodnych informacji dotyczących jej pozycji na tle bezpośredniej konkurencji oraz postrzegania przez konsumentów. Mając takie dane, firma może zdefiniować swoje mocne i słabe strony oraz wypracować rekomendacje na przyszłość. Najlepsze, uhonorowane marki i firmy mogą również liczyć na wsparcie promocyjne Premium Brand – otrzymują certyfikat i licencję na użytkowanie godła promocyjnego w komunikacji promocyjnej i marketingowej.

Prywatne firmy będą wykorzystywać poligony wojskowe do prowadzenia badań kosmicznych. W przyszłości jednak koniecznością będzie zbudowanie polskiego kosmodromu

Prywatne firmy będą wykorzystywać poligony wojskowe do prowadzenia badań kosmicznych. W przyszłości jednak koniecznością będzie zbudowanie polskiego kosmodromu 6

W ramach Krajowego Programu Kosmicznego na lata 2019–2021 polskie poligony wojskowe otworzą się na suborbitalne projekty badawcze. Polscy naukowcy już teraz pracują nad rakietami, które umożliwią przekroczenie umownej granicy kosmosu. Innowacyjne moduły rakietowe drastycznie zmniejszą koszty przeprowadzania misji suborbitalnych, a co za tym idzie – ułatwią testowanie polskich technologii kosmicznych. Według ekspertów w Polsce niezbędna jest budowa pierwszego portu kosmicznego.

– Projekt PERUN ma na celu zbudowanie rakiety suborbitalnej, która będzie zdolna do wyniesienia ładunku komercyjnego o wadze do 50 kg na wysokość do 150 km. Wyniesienie takiego ładunku zapewnia nam kilka minut stanu obniżonej grawitacji, dzięki któremu można będzie testować różne urządzenia lub zjawiska w stanie nieważkości, co jest niemożliwe na Ziemi – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Sarnowski, dyrektor sprzedaży i marketingu firmy SpaceForest.

Suborbital Inexpensive Rocket to jeden z kluczowych projektów realizowanych obecnie przez specjalistów ze Space Forest. Firma prowadzi przekrojowe badania z zakresu lotów kosmicznych, które mają umożliwić polskim naukowcom prowadzenie badań w warunkach mikrograwitacji. Pierwsze loty testowe zostaną wykonane z wykorzystaniem silnika o mniejszej mocy i posłużą do przetestowania układów elektronicznych oraz aerodynamicznych.

Docelowy hybrydowy układ SF1000 będzie pięciokrotnie wydajniejszy, dzięki czemu pozwoli wynieść 50-kilogramowy ładunek na wysokość co najmniej 100 km. Pierwsze loty próbne rakiety PERUN nowej generacji mają wystartować w 2021 roku.

– W tej chwili jesteśmy już po pierwszym etapie projektu, czyli stworzeniu testowej rakiety BIGOS w skali 1:2, którą wystrzeliliśmy na wysokość 15 km i odzyskaliśmy wszystkie jej komponenty. Zaprojektowaliśmy silnik SF200, który będzie służył do testowania pełnoskalowego modelu rakiety PERUN, który w założeniu ma być skonstruowany na koniec tego roku. Sam projekt ma trwać do 2022 roku –  wskazuje Marcin Sarnowski.

Badania tego typu prowadzone są przez prywatne ośrodki naukowe z całego świata. W tym roku japoński start-up Interstellar Technologies po dwóch nieudanych próbach zrealizował misję suborbitalnej rakiety Momo-3, której udało się przekroczyć Linię Karmana, czyli umowną granicę kosmosu.

Dotychczas wystrzeliwanie rakiet na taką wysokość na terenie Polski było utrudnione ze względów prawnych. Dopiero wprowadzenie w życie nowego rozporządzenia w sprawie zakazów lub ograniczeń lotów na czas dłuższy niż 3 miesiące zniesie limit wysokości lotów badawczych przeprowadzanych na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Wicku Morskim, co ułatwi przeprowadzanie misji suborbitalnych. Zgodnie z nowym rozporządzeniem podniesiony zostanie także maksymalny pułap startów na poligonie w Drawsku Pomorskim do 22 km.

– Chcielibyśmy, aby w Polsce powstał kosmodrom, natomiast możliwości Polski są ograniczone do kosmodromu dla lotów właśnie suborbitalnych. Na razie mamy możliwość korzystania z poligonów wojskowych przy okazji manewrów wojskowych. Po przejściu wszystkich niezbędnych procedur wojskowych możemy wziąć udział w takim teście. One nie są zbyt przyjazne dla późniejszych lotów komercyjnych, dlatego mam nadzieję, że zostanie jeszcze wykonana ciężka praca, aby również loty komercyjne i cywilne mogły się odbywać z takich miejsc jak poligony. Na razie cieszymy się z tego, co mamy, dzięki coraz większej otwartości wojska możemy w ogóle korzystać z tych poligonów i to już jest naprawdę znacząca pomoc – twierdzi ekspert.

Wdrożone zmiany prawne są elementem projektu Krajowego Programu Kosmicznego na lata 2019–2021. Skorzystają na nich nie tylko inżynierowie SpaceForest; zniesienie limitów wysokości startu oraz otwarcie się polskich poligonów na kosmiczne programy badawcze pozwoli także dokończyć warszawskiemu Instytutowi Lotnictwa prace nad rakietą ILR-33 Bursztyn, zaprojektowaną w celu rozwoju technologii rakietowych.

Tymczasem w ramach europejskiego programu REXUS / BEXUS studenci z Politechniki Gdańskiej wystrzelili na pokładzie rakiety REXUS 25 eksperyment naukowy HEDGEHOG. Posłużył on do zbadania drgań oraz przepływu ciepła w trakcie lotów suborbitalnych. Misję zrealizowano z wykorzystaniem szwedzkiego kosmodromu Esrange. Docelowo takie projekty mają być realizowane przy wykorzystaniu technologii od SpaceForest. Kiedy w 2022 roku rakieta PERUN wejdzie do powszechnego użytku, pozwoli znacząco ograniczyć koszty polskich misji kosmicznych. Dzięki modułowej konstrukcji oraz silnikowi hybrydowemu ma być najtańszą metodą na przeprowadzanie suborbitalnych badań naukowych.

Według analityków z firmy Research and Market wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniosła 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Ze sztuczną inteligencją szybko nie porozmawiamy w języku polskim. Brakuje wystarczającej liczby danych, w tym tysięcy godzin nagrań mowy

Przetwarzanie języka naturalnego umożliwia maszynom czytanie i rozumienie języków ludzkich. Obecnie NLP pozwala np. na rozpoznawanie i przewidywanie chorób w oparciu o elektroniczne dane medyczne i mowę pacjenta. Największe firmy analizują e-maile za pomocą NLP i zatrzymują spam. Siri i Alexa to przykłady inteligentnych interfejsów sterowanych głosem, które wykorzystują NLP do reagowania na komunikaty głosowe. Pojawiają się też pierwsze przykłady sztucznej inteligencji mówiącej po polsku, jednak na razie jedynie w prostych i ograniczonych komunikatach. Główną barierą jest niewystarczająca baza danych.

– Szacowałbym poziom zaawansowania rozwoju technologii dla języka polskiego gdzieś w połowie krajów europejskich. Nie jest to już złym wynikiem, jeszcze 10 lat temu byliśmy na jednym z ostatnich miejsc, jeśli chodzi o dostępność słowników, zbiorów tekstów, rozwiązań dla języka polskiego. Wykorzystanie technologii dla języka polskiego w rozwiązaniach czołowych komercyjnych firm jest bardzo niskie, ponieważ one bazują wyłącznie na swoich językach, nie postrzegają języka polskiego jako wyróżniającego się w masie innych języków niż angielski – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. inż. Maciej Piasecki z Katedry Inteligencji Obliczeniowej na Politechnice Wrocławskiej.

Przetwarzanie języka naturalnego (NLP) reprezentuje automatyczną obsługę naturalnego języka ludzkiego, takiego jak mowa lub tekst. Prawdziwa wartość tej technologii wynika jednak z możliwości zastosowania. NLP umożliwia np. rozpoznawanie i przewidywanie chorób w oparciu o elektroniczne dane medyczne i mowę pacjenta – od chorób układu krążenia do depresji czy schizofrenii. Amazon Comprehend Medical wykorzystuje z kolei NLP do wyodrębniania stanów chorobowych, leków i wyników leczenia z raportów z badań klinicznych. IBM opracował asystenta kognitywnego, który działa jak spersonalizowana wyszukiwarka, uczy się wszystkiego o użytkowniku, a następnie przypomina potrzebne informacje. LegalMation, obsługiwana przez technologię IBM Watson NLP, opracowała zaś platformę do automatyzacji rutynowych zadań sądowych, pomaga zaoszczędzić czas i obniżyć koszty.

Chociaż możliwości NLP są praktycznie nieograniczone, to wciąż brakuje jeszcze rozwiązań bazujących na języku polskim. Sytuacja jednak powoli się zmienia.

– Coraz więcej polskich start-upów, małych i średnich firm zidentyfikowało niszę, jaką są systemy, które są stworzone dla języka polskiego czy obsługują język polski w bardziej świadomy sposób. Liczba rozwiązań rośnie. Rośnie też liczba projektów, które wspólnie realizujemy, m.in. dzięki finansowaniu unijnemu – zaznacza Maciej Piasecki.

Jak wskazuje ekspert, problemem dla szerszego wprowadzenia rozwiązań bazujących na języku polskim, jest stosunkowo niewielka baza danych. Choć nasz język stwarza ogromne możliwości, zwłaszcza w kontekście innych języków o rozbudowanej morfologii, to większość rozwiązań dostępnych w Polsce bazuje na przetworzonym języku angielskim.

– Niewiele jest firm, które gromadzą takie liczby danych jak czołowe firmy na świecie. Paradoksalnie te firmy, które działają na polskim rynku, mają trochę trudniej, ponieważ polskie prawo jest dość restrykcyjne, jeśli chodzi o wykorzystanie danych. Natomiast wielkie firmy światowe trochę nie przejmują się polskimi ograniczeniami i trudno z tym cokolwiek zrobić. Zbierają dane, które chcą, i nie sposób tego zablokować – twierdzi ekspert.

Podobny problem mają też inne kraje regionu. Liczba rozwiązań wykorzystujących rodzimy język jest jeszcze niewielka, pojawiają się dopiero pierwsze rozwiązania, najczęściej opracowane przez rodzime start-upy. Tym samym ich zasięg jest dość mały.

– Jest duży problem w zbudowaniu zasobów, na których można trenować. Potrzebujemy tysięcy godzin nagrań mowy opisanych za pomocą tzw. transkrypcji czy opisanych tekstem ilustrującym, przy czym obecnie całkowity zasób takich nagrań mowy dla polszczyzny dostępnych publicznie to sto kilkadziesiąt godzin. Dopóki nie ma dostatecznie dużego zbioru danych, dopóty jakość będzie trochę niższa – ocenia dr hab. inż. Maciej Piasecki.

Według analityków MarketsandMarkets rynek przetwarzania języka naturalnego (NLP) osiągnie do 2021 r. wartość ponad 16 mld dol.

Inflacja w Polsce. Bitcoin znów drożeje

GUS podał najnowszy odczyt inflacji. Co prawda jest on wyższy, niż przewidywano, ale pułap 2,4% nie powinien być jeszcze powodem do niepokoju. Jednak rosnąca inflacja może zawężać możliwości kształtowania polityki stóp procentowych.

W Polsce coraz drożej

Po wielu latach przyzwyczajenia do niewielkich zmian cen w polskiej gospodarce zaczynamy obserwować przyspieszenie inflacji. Wczorajsze dane GUS potwierdziły, że wynosi ona już 2,4%. To o 0,1% więcej niż oczekiwali analitycy. Ostatni raz tak wysoki odczyt był dostrzegalny przez chwilę w czwartym kwartale 2017 roku, a wcześniej w roku 2013. Oczywiście ten poziom to nie powód do paniki. Problemem może okazać się sytuacja, gdy będziemy chcieli obniżyć stopy procentowe w momencie faktycznego spowolnienia gospodarczego, które coraz wyraźniej rysuje się w Europie. W takim wypadku obecny poziom inflacji nie daje nam zbytniego pola do manewru. Jaki ma to wpływ na walutę? Jeżeli rosnące ceny zapobiegną obniżce stóp, to złoty będzie się umacniał. Jednak dalszy wzrost inflacji nie będzie zjawiskiem dobrze postrzeganym na rynkach.

Boris Johnson o twardym Brexicie

W mediach szeroko komentowana jest wypowiedź najpoważniejszego kandydata do objęcia szefostwa w Partii Konserwatywnej, czyli byłego burmistrza Londynu Borisa Johnsona. Podzielił się opinią, że tzw. “twardy Brexit” może w początkowej fazie odbić się negatywnie na Wielkiej Brytanii. Komentatorzy zwracają uwagę, że po tym stwierdzeniu funt zyskiwał na wartości. Może to oznaczać, że szansa na najbardziej radykalny scenariusz Brexitu spada. Niemniej ruch na walutach był wyjątkowo słaby. Należy też przyznać, że jedno zdanie wyrwane z dłuższej wypowiedzi nie może być powodem do wykluczenia drastycznej opcji. Lider torysów po prostu wskazuje, że zawsze lepiej jest negocjować, ale jeżeli nie uda się osiągnąć porozumienia, to Zjednoczone Królestwo i tak powinno opuścić UE do 31 października, niezależnie od ostatecznych warunków i okoliczności.

Bitcoin znów drożeje

Najpopularniejsza kryptowaluta świata cały czas zyskuje na wartości. Po tym jak na przełomie maja i czerwca ocierała się o poziom 9000 USD, w miniony weekend przebiła tę wartość. Jest zatem najdroższa od 13 miesięcy. Warto zwrócić uwagę, że to nadal jedynie niewiele ponad połowa maksimów tej kryptowaluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Złoty testuje ważne techniczne maksima. Posiedzenie Fed wydarzeniem tego tygodnia

Na krajowym rynku walutowym popyt na złotego nie spada, piątek przyniósł podtrzymanie siły naszej waluty. W poniedziałek z rana kurs EUR/PLN nadal oscylował w okolicach 4,255 utrzymując się blisko 10-miesięcznego minimum.

W najbliższych dniach EUR/PLN powinien utrzymywać poziomy bliskie 4,26. Silniejsze umocnienie PLN powinna ograniczać niepewność, co do globalnego wzrostu w wyniku eskalacji sporów handlowych między USA a Chinami. Słabną bowiem oczekiwania na postępy w rozmowach podczas czerwcowego szczytu G20, co powoduje, że otoczenie staje się coraz bardziej niekorzystne dla walut EM, w tym złotego.

Ogólnie, w ostatnich dniach rynki finansowe pozostawały pod wpływem ryzyka związanego z amerykańsko-chińskimi rozmowami handlowymi, co nasilało oczekiwaniami na obniżki stóp w USA. Obok oczekiwań na gołębie działania Fed, ryzykowne aktywa wspierane były przez sugestię D.Trumpa, że nowe taryfy wobec Meksyku zostaną bezterminowo zawieszone, co z kolei zmniejszyło w ocenie inwestorów obciążenie dla globalnego wzrostu gospodarczego. Obok czynników zewnętrznych wsparcie naszej walucie dodatkowo dały publikacje krajowych danych nt. rachunku obrotów bieżących za kwiecień i ostatecznego odczytu majowego CPI. W rezultacie, pomimo rosnącego w siłę dolara amerykańskiego (kurs EUR/USD spadł do 1,12), złoty sukcesywnie umacniał się w ostatnich dniach.

W kwestii amerykańsko-chińskiego konfliktu handlowego mocno wyczekiwany jest zaplanowany na koniec miesiąca (28-29 czerwca) szczyt G20 w Japonii. D.Trump postawił Chińczykom warunek, uzależniając wprowadzenie kolejnych ceł na import z Chin od przebiegu rozmów. W piątek wycofał się jednak z tych słów, wskazując, że „nie ma znaczenia”, czy chiński przywódca weźmie udział w szczycie i wyraził przekonanie, że porozumienie handlowe USA z Chinami tak, czy inaczej zostanie kiedyś zawarte. Trump utrzymuje na rynku dużą niepewność, co pod koniec ub. tyg. zwiększyło popyt na dolara, który wcześniej wyraźnie tracił osłabiany rosnącymi oczekiwaniami na obniżki stóp w USA w br. Do tego doszedł wzrost napięcia politycznego na Bliskim Wschodzie, gdzie dwa tankowce – norweski i japoński – stały się w czwartek celem niezidentyfikowanego ataku u wybrzeży Iranu w Zatoce Omańskiej.

Najbliższe posiedzenie FOMC planowane jest na 19 czerwca, czyli dzień po oficjalnym rozpoczęciu kampanii wyborczej przez D.Trumpa. Jeśli Fed rzeczywiście myśli o obniżkach powinien to zasygnalizować właśnie na tym spotkaniu. To mogłoby oznaczać, początek cyklu łagodzenia polityki pieniężnej na świecie. Pomimo że ostatnie dane inflacyjne potwierdziły brak presji cenowej w gospodarce rynek nie zakłada cięcia stopy Fed już w czerwcu, wskazując, że dla członków Rezerwy Federalnej ważniejsze może być to, co dzieje się na płaszczyźnie amerykańsko-chińskich negocjacji handlowych. Inflacja w maju w USA spadła do 1,8% z pięciomiesięcznego maksimum w kwietniu, co było odczytem poniżej oczekiwań rynku rzędu 1,9%. Z kolei inflacja bazowa, która wyklucza ceny żywności i energii, obniżyła się do 2,0%, również poniżej konsensusu rynkowego będącego na poziomie 2,1%.

Lokalnie, pozytywnie inwestorów zaskoczyły publikacje dot. kwietniowego wyniku na rachunku obrotów bieżących (niespodziewanie wysoka nadwyżka na poziomie 718 mln euro) oraz zrewidowane w górę dane inflacyjne za maj (do 2,4% r/r z 2,3% podawanych w opublikowanym przez GUS flash CPI). Jak się okazało, wzrost eksportu przyspieszył do dwucyfrowego poziomu 10,3% r/r, potwierdzając odporność krajowych producentów na osłabienie koniunktury w strefie euro. Przyspieszył również wzrost importu ( do 8,7% r/r), jednak w kwietniu pozostawał on w tyle za eksportem. Po publikacji C/A złoty nasilił wzrost, dodatkowo wspierany przez rosnącą inflację. Po publikacji danych, J.Osiatyński (RPP) zasugerował, że choć w tym roku stopy procentowe raczej pozostaną bez zmian, to jednak w 2020 roku pojawią się warunki, w których powinny być one podniesione i to raczej wcześniej niż później. Inflacja w Polsce nadal pozostaje jednak na najniższym poziomie w regionie, co wspiera stabilne podejście do polityki monetarnej NBP w perspektywie nawet 2022 roku (wg prezesa A.Glapińskiego).

Wykres dnia: Złoty testuje ważne techniczne maksima. Poniżej kurs EUR/PLN.

kurs EUR-PLN
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

SEAT przedstawia swój pierwszy w pełni elektryczny samochód – Mii electric

SEAT przedstawia swój pierwszy w pełni elektryczny samochód, który trafi do masowej produkcji – Mii electric. SEAT Mii electric to kolejny krok w realizacji elektrycznej ofensywy marki, w ramach której już niebawem hiszpańska marka zaprezentuje kolejne modele korzystające z ekologicznych rozwiązań. W Polsce Mii electric pojawi się w 2020 roku.

SEAT Mii Electric SEAT Mii electric -2 SEAT Mii electric – samochódTylko innowacyjny samochód elektryczny SEAT Mii electric łączy w sobie komfort, dynamikę oraz zwinność. Samochód przyciąga uwagę eleganckim designem, zaawansowanym układem napędowym i nowoczesnym systemem Connectivity. Dzięki zastosowaniu elektrycznej technologii wpływa pozytywnie na stan środowiska.

Rynek się zmienia, a elektromobilność rozwija się w szybkim tempie. Udział pojazdów elektrycznych w europejskim rynku wzrósł w ciągu pierwszych 4 miesięcy 2019 roku o 46%. W porę wzbogaciliśmy naszą ofertę o elektrycznego Mii electric, który dopiero rozpoczyna naszą zasilaną prądem podróż. Oczekujemy, że przystępna cena i niskie koszty utrzymania naszego Mii electric zachęcą wielu zmotoryzowanych do wyboru tego ekologicznego środka transportu – mówi Luca de Meo, Prezes SEAT-a.

Design i technologia

Elektryczny pojazd SEAT-a wyróżniają kompaktowe wymiary, które zapewniają doskonałą zwrotność w czasie jazdy i łatwość w parkowaniu. W porównaniu do spalinowej wersji karoseria elektrycznego Mii została subtelnie odświeżona o akcenty podkreślające nowy napęd. Samochód będzie dostępny w pięciu kolorach: Deep Black, Candy White, Tornado Red, Costa Blue i Tungsten Silver.

Wnętrze Mii electric wyróżnia się nastrojowym oświetleniem przestrzeni pojazdu oraz skórzaną kierownicą i podgrzewanymi fotelami, utrzymanymi w sportowym duchu. Pojazd został ponadto wyposażony w zaawansowany system bezpieczeństwa Lane Assist, który ostrzega kierowcę przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu, a także jest w stanie samodzielnie, przez ograniczony czas, korygować tor jazdy.

Silnik elektryczny Mii zapewnia moc 61 kW (83 KM) i osiąga moment obrotowy 212 Nm. Oznacza to, że ten pięciodrzwiowy samochód miejski może rozpędzić się do 50 km/h w zaledwie 3,9 sekundy. Z kolei litowo-jonowy akumulator o pojemności 36,8 kWh po jednym ładowaniu zapewnia zasięg do 260 km (WLTP).

W pełni elektryczny samochód hiszpańskiej marki będzie posiadał również system SEAT CONNECT, umożliwiający zdalne zarządzanie pojazdem. Z poziomu aplikacji na smartfona, kierowca może sprawdzić dane dotyczące jazdy, miejsce zaparkowania oraz stan pojazdu. Oprócz tego aplikacja pozwala na kontrolowanie blokady drzwi i działania świateł, a także zapewnia dostęp do zdalnego sterowania klimatyzacją.

Elektryczny przodek

SEAT Mii electric to najnowsza, ale nie pierwsza odsłona elektrycznego ducha SEAT-a. W 1992 roku hiszpańska marka wyprodukowała napędzanego prądem Toledo, który służył personelowi i sportowcom biorącym udział w XXV igrzyskach olimpijskich w Barcelonie. Pojazd ten mógł pochwalić się zaskakującym jak na tamte czasy zasięgiem 64 km, zapewnianym przez półtonowy akumulator, który ładowano przy użyciu zasilacza prądu przemiennego o mocy 2 kW.

Niedawno SEAT wystartował z pilotażowym projektem, w ramach którego 5 prototypów Mii electric pojawiło się ulicach Barcelony. Pojazdy udostępniono pracownikom SEAT Metropolis:Lab Barcelona i Pier 01 Barcelona Tech City w ramach usługi carsharingu. Projekt nie tylko ułatwił testującym poruszanie się po mieście, ale przede wszystkim umożliwił poznanie zalet elektrycznego pojazdu w mieście.

SEAT Mii electric będzie produkowany w Bratysławie od IV kwartału 2019 roku. W Polsce samochód będzie można zamówić w 2020 roku.

Dane techniczne SEAT-a Mii electric:

  • Max. Moc silnika: 61kW (83KM)
  • Max. moment obrotowy: 212 Nm
  • Bateria: litowo-jonowa
  • Pojemność 36,8 kWh
  • Czas ładowania przy 7,2 kW do 80%, ~ 4 godziny
  • Czas ładowania przy 40kW DC do 80%, 1 godzina
  • Zasięg: 260 km (WLTP)
  • Wydajność:
  • Przyspieszenie: 0-50 km/h w 3,9 sekundy
  • Prędkość maksymalna: 130 km / h
  • Wymiary:
  • Długość: 3,557 mm
  • Szerokość: 1645 mm
  • Wysokość: 1,478 mm
  • Rozstaw osi: 2420 mm
  • Pojemność bagażnika: 251 litrów (do 923 litrów przy złożonych tylnych siedzeniach)

Biurowa Łódź przyspiesza

Łódź ma szansę w tym roku zwiększyć swoje zasoby biurowe o prawie jedną piątą. Takie projekty jak Fuzja, Nowe Centrum Łodzi, HI Piotrkowska, czy Monopolis pozwolą podbić pozycję miasta na biznesowej mapie Polski   

Łódź jest siódmym rynkiem biurowym w kraju. Dziś miasto może się pochwalić dużymi, miastotwórczymi realizacjami i wielofunkcyjnymi projektami, w których rewitalizowana jest historyczna zabudowa dawnych fabryk. Stąd w łódzkiej ofercie znaleźć można wiele ciekawych powierzchni o charakterze loftowym.

0,5 mln mkw. powierzchni biurowych

Już niebawem całkowite zasoby biurowe Łodzi przekroczą 500 tys. mkw. powierzchni. W realizacji i w fazie przygotowania do budowy jest w aglomeracji ponad 100 tys. mkw. biur, podają analitycy Walter Herz. Specjaliści szacują, że w projektach, których budowa ma zostać ukończona jeszcze przed końcem bieżącego roku do użytkowania oddane zostanie łącznie ponad 70 tys. mkw. powierzchni. Wśród budynków, których ukończenie planowanie jest  w tym roku znajduje się m.in. biurowiec, powstający w pierwszej fazie Bramy Miasta, oferujący ponad 27,8 tys. mkw., Imagine A&B z przeszło 17 tys. mkw. biur, czy pierwszy budynek realizowany w kompleksie Monopolis, który przyniesie 8,6 tys. mkw.

Mateusz Strzelecki – Partner w Walter Herz
Mateusz Strzelecki, Partner i Head of Regional Markets w Walter Herz

Dzięki wyraźnemu przyspieszeniu rozwoju segmentu biurowego w ciągu ostatnich lat miasto  stale umacnia swoją pozycję wśród największych centrów biznesowych w Polsce. – Zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię w Łodzi jest coraz większe, dlatego mimo szybszego przyrostu podaży współczynnik pustostanów w tym regionie utrzymuje się na bardzo niskim poziomie wynoszącym 8,6 proc. Podobnie, jak w innych największych miastach regionalnych, większość zapotrzebowania na biura zgłaszają tu firmy z sektora usług dla biznesu. W 85 centrach BPO, SSC/GBS, IT, R&D zatrudnionych jest już 23,2 tys. osób. Roczny wskaźnik wzrostu zatrudnienia w tej branży sięga w Łodzi 14 proc. – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Regional Markets w Walter Herz.

Unikalne na skalę światową rewitalizacje

– Na dynamikę wzrostu rynku biurowego w regionie wpływa również pozytywie rozwój sektora mieszkaniowego i magazynowego, a także rozbudowa połączeń drogowych. Rynkowi łódzkiemu sprzyja również dobra dostępność atrakcyjnie położonych działek inwestycyjnych oraz szeroko zakrojony, miejski plan rewitalizacyjny. To w Łodzi znajdziemy takie unikalne realizacje, jak OFF Piotrkowska Center w zabudowaniach XIX wiecznej fabryki Ramischa, Monopolis w miejscu dawnego Monopolu Wódczanego, czy Fuzja w fabryce Scheiblera. Na terenie aglomeracji prowadzone są także duże, miastotwórcze projekty, jak Nowe Centrum Łodzi. Decydujące znaczenie dla rozwoju segmentu biurowego w mieście ma także szeroki dostęp do wykwalifikowanych pracowników oraz niższe w porównaniu z innymi regionami stawki czynszu, kształtujące się w przedziale 11,5 – 13,5 € / mkw. / miesiąc – dodaje Mateusz Strzelecki.

Przebudowa całych kwartałów miasta

Z danych Walter Herz wynika, że Łódź dysponuje dziś blisko 475 tys. mkw. powierzchni biurowych. Jej zasoby wzbogaciły się w zeszłym roku o biura oddane m.in. w inwestycji Ogrodowa Office, biurowcu TME, czy Sepia Office.

W budowie pozostają obecnie takie projekty jak Brama Miasta Łódź B1&B2 (41,4 tys. mkw.), Hi Piotrkowska 155 (21 tys. mkw.), Imagine A&B (17,2 tys. mkw.), czy biurowo-handlowy budynek Fern Office na terenie Off Piotrkowska Center, w którym znajdzie się ponad 3,6 tys. mkw. powierzchni.

Ponadto, w sercu miasta, pomiędzy ulicami Piotrkowską, Tymienieckiego, Kilińskiego i Milionową, na terenie dawnej fabryki Karola Scheiblera firma Echo Investment rozpoczęła niedawno budowę wielofunkcyjnego projektu Fuzja. Na niespełna ośmiu hektarach znajdzie się tam 20 budynków o różnorodnych funkcjach, z których 14 to zaadoptowane obiekty historyczne. Sercem kwartału, który zyska nowe życie będzie zabytkowy budynek dawnej elektrociepłowni. Powstaną także place miejskie, przestrzenie wspólne i tereny zielone.

Dwa główne huby biurowe

Przy rogu ulicy Kilińskiego i alei Piłsudskiego deweloper prowadzi równocześnie budowę pierwszego budynku w kompleksie biurowym REACT, który w 2020 roku dostarczy blisko 15 tys. mkw. powierzchni. Realizacja całej inwestycji przynieść ma Łodzi blisko 50 tys. mkw. powierzchni.

Na start realizacji czeka też inwestycja P22 przy alei Piłsudskiego firmy Ghelamco i projekt HB Reavis na terenie Nowego Centrum Łodzi. Firma JJ Invest planuje natomiast budowę Centrum Biurowego Fabryczna przy rogu Kilińskiego i Narutowicza.

Biurowe huby w Łodzi rozwijają się głównie w dwóch lokalizacjach. Pierwszy znajduje się przy Centralnej Osi Łodzi, głównie w rejonie tzw. skrzyżowania marszałków, gdzie powstaje Monopolis oraz Imagine i mieszczą się takie biurowce jak Symetris Business Park, Forum 76, Łódź 1, Łódzkie Centrum Biznesu. Drugie zagłębie biurowe rozbudowuje się w okolicy dworca Łódź Fabryczna, gdzie tworzy się Nowe Centrum Łodzi. Powstaje tam m.in. Brama Miasta i funkcjonuje biurowiec Nowa Fabryczna oraz Przystanek mBank.

W ciągu ostatnich 4 lat Kraków dokonał największego skoku rozwojowego spośród 12 największych miast w Polsce

W ciągu ostatnich 4 lat Kraków dokonał największego skoku rozwojowego spośród 12 największych miast w Polsce w siedmiu analizowanych przez PwC kapitałach. Oznacza to, że obok Warszawy, jest on najbardziej rozwiniętą metropolią – wynika z czwartej edycji analizy pt. „Raport o stanie polskich metropolii”, przygotowanej przez PwC.

Kraków to europejska metropolia i ośrodek potrafiący łączyć tradycję z nowoczesnością. Jesteśmy znaczącym ośrodkiem turystycznym oraz biznesowym rozpoznawalnym już na całym świecie, co potwierdza nie tylko rokrocznie zwiększająca się liczba turystów czy nowych firm przybywających do Krakowa, ale także wysokie pozycje w wielu rankingach. Jednak głównym celem dobrego zarządzania miastem pozostaje podnoszenie jakości życia jego mieszkańców, tak aby sprostać ich oczekiwaniom i potrzebom. Jak wskazuje raport PwC, nadal dużym problemem naszego miasta jest smog. Kraków jako pierwszy rozpoczął zdecydowane i skoordynowane działania na rzecz poprawy jakości powietrza, stając się tym samem liderem i wzorem dla innych polskich miast. Nie poprzestajemy jednak na walce ze smogiem, ale staramy się rozwijać całe miasto w zrównoważony sposób, dlatego nie osiadamy na laurach, ale ciągle mierzymy wyżej, dążąc do bycia nowoczesną metropolią, oferującą wysoką jakość życia, przyjazne warunki dla innowacyjnej gospodarki, uwzględniając przy tym potrzeby i głos krakowian.

Jerzy Muzyk, Zastępca Prezydenta Miasta Krakowa ds. Zrównoważonego Rozwoju
Według danych zebranych w raporcie PwC, w 12 miastach objętych badaniem (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Katowice, Poznań, Bydgoszcz, Szczecin, Lublin, Białystok, Rzeszów i Łódź) mieszka 6,7 mln osób, czyli 18% całej ludności kraju, wytwarzając 32% całkowitego PKB. Z kolei biorąc pod uwagę obszary metropolitalne ukształtowane wokół tych miast, mieszka w nich aż 16,1 mln osób, czyli 42% całej ludności, wytwarzając aż 55% całkowitego PKB Polski. Dodatkowo, jak podkreślają autorzy opracowania, w analizowanych obszarach metropolitalnych zlokalizowane jest 76% wszystkich polskich firm informatycznych i zdecydowana większość firm z obszaru innowacji i nowych technologii.

Kraków rozwija się najszybciej

Patrząc na rozwój wszystkich analizowanych Kapitałów w ciągu ostatnich 4 lat, Kraków dokonał największego skoku spośród 12 miast. Także pod względem wzrostu PKB, Kraków znajduje się w czołówce zestawienia, za Wrocławiem, Rzeszowem i Warszawą.- Bartosz Jasiołek, partner w PwC, lider krakowskiego biura firmy

Miasto dysponuje dziś jednymi z najlepiej rozbudowanych kapitałów rozwojowych spośród badanych 12 polskich metropolii – wszystkie znajdują się powyżej średniej.

Prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie
Prof. Witold Orłowski, rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie, główny doradca ekonomiczny PwC

Kraków, obok Warszawy, jest najlepiej rozwiniętą polską metropolią, centrum wiedzy, edukacji i kultury. Miasto ma ugruntowany wizerunek oraz ogromny potencjał rozwojowy, m.in. w obszarze budowania nowoczesnej, opartej na wiedzy gospodarki. Warto jednak zauważyć też, że oceny rozwoju samego miasta są znacznie lepsze niż całego krakowskiego obszaru metropolitalnego, co sugeruje nieco wyspowy charakter metropolii. Lepsze zrównoważenie rozwoju miasta i jego otoczenia leży w interesie rozwoju całego obszaru metropolitalnego. prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC

Najmocniej rozwiniętymi kapitałami miasta są Kapitał Kultury i Wizerunku oraz Kapitał Atrakcyjności Inwestycyjnej. Kraków jest zdecydowanie najpopularniejszą destynacją turystyczną w Polsce. Średnio na 100 mieszkańców przypada tu w ciągu roku 146 turystów – dwa razy więcej niż w Warszawie czy Gdańsku. Wynika to m.in. z jednego z największych w kraju zagęszczenia atrakcji turystycznych (2,5 razy więcej niż średnia dla 12 metropolii), liczby i różnorodności imprez kulturalnych oraz doskonałej bazy noclegowej. Z kolei na atrakcyjność inwestycyjną miasta wpływa najwyższa w kraju liczba studentów kierunków ścisłych i informatycznych, a także znacząca innowacyjność gospodarki, w tym rosnący od wielu lat rynek centrów usług wspólnych.

Jak wynika z najnowszych danych ASPIRE, które regularnie przygotowuje prognozy dotyczące rynku usług biznesowych i IT w Krakowie, zatrudnienie w tym sektorze wynosi obecnie ok. 80 tys. osób, a do końca roku powstanie ponad 10 tys. kolejnych miejsc pracy.

Ostatnie 10 lat to czas bardzo dynamicznego rozwoju firm z krakowskiego sektora IT i usług biznesowych. W 2009 roku kiedy powstało ASPIRE, zadawaliśmy sobie pytanie: czy w 2019 nadal tu będziemy? Jest 2019 rok i nie tylko nadal tu jesteśmy, ale w tym czasie dodaliśmy ponad 60 tys. miejsc pracy, które z roku na rok stają się coraz bardziej wykfalifikowane. Dzisiaj nasza branża jest prężnie działającą częścią biznesowego ekosystemu metropolii, pozytywnie oddziałującą na małopolski rynek pracy. Każde nowe 100 miejsc pracy w przedsiębiorstwach tej branży tworzy co najmniej kolejnych 25 w całej lokalnej gospodarce. Globalne centra operacyjne działające w Krakowie – a jest ich obecnie ponad 100 – przyciągają do miasta kolejne firmy i kolejnych utalentowanych ludzi, dlatego nasze prognozy wskazują, że trend wzrostowy zostanie zachowany. – Andrew Hallam, sekretarz generalny ASPIRE

Eksperci PwC zwracają także uwagę na inne mocne strony miasta w pozostałych kapitałach. Wśród wymienionych przez nich przewag znajdują się m.in. duży odsetek nowych mieszkań, rozbudowywana sieć dróg ekspresowych i autostrad wokół i do miasta, wysoka aktywność społeczeństwa obywatelskiego oraz jedno z najlepszych w Polsce wykorzystanie funduszy europejskich.

Najsłabszym z kapitałów Krakowa, poniżej średniej dla 12 metropolii, jest natomiast Kapitał Jakości Życia. Zdaniem autorów raportu PwC jedną z najważniejszych przyczyn takiego stanu rzeczy jest bardzo niska jakość powietrza. Na niekorzyść działa także uciążliwość ruchu drogowego, a także niskie poczucie bezpieczeństwa i porównywalnie słabsza jakość opieki zdrowotnej. Poprawa tych elementów wymaga znacznych, wieloletnich inwestycji. Z kolei pozytywny wpływ na jakość życia ma bardzo wysoka jakość edukacji na wszystkich poziomach kształcenia oraz większy niż w innych miastach dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej.

Pełne wykorzystanie ogromnego potencjału Krakowa będzie zależeć od szybkości i sprawności działania. Najpilniejszym wyzwaniem nadal pozostaje – mimo wielu podejmowanych działań w tym zakresie – walka ze smogiem. W obliczu rosnącej konkurencji innych regionów istotne wydaje się także wzmocnienie promocji gospodarczej całego obszaru metropolitalnego, m.in. w celu przyciągania dużych inwestorów zagranicznych. Miasto powinno też zadbać o rozwój w kierunku smart city, realizując zrównoważone podejście do wdrożeń nowych technologii ze zrozumieniem długoterminowych efektów, tak, by w pełni wykorzystać potencjał całej metropolii. – Dionizy Smoleń, dyrektor w zespole ds. sektora publicznego w PwC

Akcjonariusze KUKE powołali zarząd spółki na nową kadencję

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy KUKE S.A. powołało zarząd spółki w dotychczasowym składzie na nową, trzyletnią kadencję. W skład zarządu wchodzą: Janusz Władyczak – prezes, Katarzyna Kowalska – wiceprezes, Tomasz Ślagórski – wiceprezes.

Janusz Władyczak, Katarzyna Kowalska, Tomasz Ślagórski – Zarząd KUKE
Janusz Władyczak – prezes, Katarzyna Kowalska – wiceprezes, Tomasz Ślagórski – wiceprezes – KUKE

„Cieszymy się, że efekty naszych działań zostały pozytywnie ocenione przez właścicieli i otrzymaliśmy nowy mandat do kontynuowania zmian w spółce zgodnie z przyjętą na początku tego roku trzyletnią strategią. Skupia się ona na transformacji cyfrowej, optymalizacji procesów oraz dalszej poprawie jakości obsługi klientów, co w konsekwencji powinno ugruntować naszą pozycję wśród liderów ubezpieczeń należności handlowych i sprawić, że będziemy najczęściej polecanym przez przedsiębiorców towarzystwem ubezpieczeniowym w tym segmencie. W centrum tych zmian jest wprowadzenie nowego systemu informatycznego, dzięki któremu możliwe będzie docelowo m.in. obniżenie kosztów działania, skrócenie procesów biznesowych oraz udostępnienie narzędzi wspierających firmy z sektora MŚP szukające swoich szans w eksporcie” – powiedział Janusz Władyczak, prezes KUKE.

W ubiegłym roku należności eksportowe i krajowe ubezpieczone przez KUKE w tzw. części komercyjnej – a więc tam, gdzie spółka konkuruje z innymi ubezpieczycielami kredytu kupieckiego – rosły dwa razy szybciej niż średnia rynkowa. 20-proc. wzrost w ujęciu rocznym pozwolił zbliżyć się znacząco do prawie 50 mld zł wartości ubezpieczonych obrotów przez KUKE.

W zakresie ubezpieczeń eksportowych gwarantowanych przez Skarb Państwa, gdzie KUKE jest jedynym podmiotem oferującym takie instrumenty w kraju, wartość udzielonej ochrony w przypadku średnio- i długoterminowych transakcji wyniosła 2,07 mld zł, czyli była aż o 58,2 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Akcjonariuszami KUKE są: Skarb Państwa reprezentowany przez Prezesa Rady Ministrów (63,3 proc.) oraz Bank Gospodarstwa Krajowego (36,7 proc.).

Spada liczba osób zadłużonych w ZUS. Ale kwota zobowiązań się powiększa

Na koniec lutego 2019 r. liczba dłużników ZUS-u przekroczyła 560 tys. osób. Zaległości na aktywnych kontach wyniosły nieco ponad 14,1 mld zł. Rok wcześniej było to odpowiednio ponad 613 tys. oraz 14 mld zł. W 2017 r. wpłynęło ok. 67 tys. wniosków z prośbą o rozłożenie długu na raty, finalnie zawarto ok. 45 tys. ulg. Statystyki za ubiegły rok wskazują odpowiednio ok. 70 tys. wniosków i 49 tys. takich układów. Z kolei w celu uzyskania informacji m.in. o majątku dłużników w 2018 r. Zakład skierował do instytucji zagranicznych 1864 wniosków. W 956 przypadkach zwrócono się do tych instytucji o doręczenie dokumentów służących odzyskaniu należności. W 171 sprawach wystąpiono o zwrot zobowiązań na łączną kwotę 5,504 mln zł.

– Trzeba wyjaśnić, że wskazana wysokość długu przedsiębiorców wobec ZUS-u na tle ogółu przychodów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych nie jest kwotą, która mogłaby zaburzyć jego płynność. Rosnąca wartość jest alarmująca, ale co do zasady nie wywołuje istotnych perturbacji w funkcjonowaniu FUS-u – analizuje Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert Pracodawców RP.

Andrzej Sadowski
Andrzej Sadowski, Prezydent Centrum im. Adama Smitha

Jak zaznacza Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha, często następuje zmiana interpretacji przepisów. W efekcie pojawia się sztucznie, administracyjnie wykreowana nowa kategoria dłużników. Później rząd, w wyniku batalii społecznej, likwiduje ją i ogłasza amnestię. Ekspert podkreśla, że trudno ocenić, ilu płatników faktycznie zalega ze składkami, a ilu przedsiębiorców ma problemy ze względu na podejście urzędników.

– Aktualnie widoczne jest tzw. zjawisko odmłodzenia struktury zadłużenia. Przedsiębiorcy nie spłacają bieżących zobowiązań, lecz redukują najstarsze zaległości. Przyczyną tego stanu rzeczy w dużej mierze jest wprowadzenie systemu e-składki, tj. jednego konta, które obliguje płatników do obsługi najdłużej istniejących długów. To rozwiązanie skutkowało też wyeliminowaniem niezdefiniowanych wpłat – dodaje Katarzyna Siemienkiewicz.

ZUS w swoich działaniach wobec dłużników nie ogranicza się tylko do zastosowania krajowych przepisów egzekucyjnych. Wykorzystuje uprawnienia określone w Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 883/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. w sprawie koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego (Dz. U. UE L 166 z dnia 30 kwietnia 2004 r.). W ubiegłym roku Zakład wystąpił do innych państw o udzielenie wzajemnej pomocy w zakresie odzyskiwania należności z tytułu składek od osób przebywających na terenie ww. państw.

– W celu pozyskania informacji m.in. o składnikach majątkowych dłużników w 2018 r. skierowano do instytucji zagranicznych dokładnie 1864 wniosków. W 956 przypadkach zwrócono się do tych instytucji o doręczenie dokumentów służących odzyskaniu należności. W 171 sprawach wystąpiono z wnioskami o odzyskanie zadłużenia na łączną kwotę 5,504 mln zł – komentuje Maria Kuźniar z biura prasowego centrali ZUS-u.

Należności z tytułu składek są egzekwowane nie tylko w ramach egzekucji krajowej czy wewnątrzwspólnotowej (UE), ale także od osób przebywających poza państwami Wspólnoty. Jest to jednak nieco utrudnione ze względu na koszty ponoszone w związku z licznymi procedurami, nierzadko sądowymi, które mają udowodnić zasadność roszczenia. Na każdym etapie takich postępowań wymagane jest ustanowienie i opłacenie pełnomocnika, a także innych kosztów procesu i egzekucji.

– Przedsiębiorcy mogą złożyć wniosek o zawarcie układu ratalnego. Pozwala on płatnikowi na uporządkowanie jego sytuacji. Choć ciąży na nim zobowiązanie, to jeśli spłaca kolejne raty w terminie i reguluje składki, nie jest traktowany jako dłużnik. Procedura jest taka sama niezależnie o tego, czy zadłużenie dotyczy polskiego przedsiębiorcy czy cudzoziemca – informuje Maria Kuźniar.

Do zawarcia układu ratalnego ZUS potrzebuje informacji o kondycji finansowej dłużnika. Wymagane jest oświadczenie o stanie majątkowym płatnika i członków jego rodziny. Należy też poinformować o przychodach i ewentualnej pomocy publicznej. W 2017 roku do Zakładu wpłynęło ok. 67 tys. wniosków, a zawarto ok. 45 tys. układów. Statystyki za ubiegły rok wskazują odpowiednio ok. 70 tys. wniosków i 49 tys. udzielonych ulg.

– Skoro przedsiębiorcy masowo starają się o zawarcie układu ratalnego, to mamy problem. Dziś przedsiębiorca, niezależnie od przychodów, musi miesięcznie zapłacić ok. 1317 zł zryczałtowanego podatku na rzecz ZUS-u. To jest szczególnie dotkliwe dla mikroprzedsiębiorstw i małych firm. Rzecznik MŚP Adam Abramowicz, kiedy był jeszcze posłem PiS-u, twierdził, że ryczałtowy ZUS jest zabójcą miejsc pracy w Polsce. Tej sytuacji nie rozwiąże tzw. mały ZUS, bo nie jest w tej wysokości, który płacą polscy przedsiębiorcy w Anglii. Tam w ciągu roku podatek socjalny dla nich wynosi tyle, ile w Polsce za jeden miesiąc – stwierdza Andrzej Sadowski.

Zadłużenie przedsiębiorców to złożony problem. Jak stwierdza Katarzyna Siemienkiewicz, traci na tym gospodarka, a ZUS nie otrzymuje środków do FUS-u. Ekspert zaznacza, że posiadanie długów wpływa na wiarygodność firmy w oczach potencjalnych kontrahentów. Ponadto może prowadzić do niewypłacalności, zajęcia majątku, a także do wzrostu zadłużenia, co zaistnieje w przypadku kar za zwłokę.

– W tym systemie dłużnikiem może stać się każdy i to w dowolnej chwili. Urzędy mają przyzwolenie na swobodną interpretację przepisów. Ostatnio ogłoszono przeprowadzenie tzw. testu przedsiębiorcy.  Jeżeli mikro firma świadczy usługi dla jednego podmiotu, to według władz powinna ona, jak i zatrudniająca ją firma zapłacić wyższy ZUS. Tym samym statystyki będą stale rosły, a nie malały. Przecież co jakiś czas pojawiają się działania, których jest celem podwyższenie opodatkowania pracy i objęcie umów o dzieło podatkiem, jakim jest ZUS – podsumowuje prezydent Centrum im. Adama Smitha.

TAURON podsumowuje okres grzewczy 2018 – 2019

W zakończonym w tym roku w maju okresie grzewczym TAURON wyprodukował w swoich elektrociepłowniach w Katowicach, Tychach, Bielsku- Białej, ciepłowniach lokalnych oraz w elektrowniach w Jaworznie, Stalowej Woli, Łaziskach, Będzinie i Trzebini łącznie prawie 10 milionów GJ ciepła.

Z punktu widzenia producentów ciepła sezon grzewczy trwa tak długo, jak długo życzą sobie tego klienci, którym zapewniane są dostawy ciepła zarówno na potrzeby centralnego ogrzewania jak i ciepłej wody użytkowej.

W Grupie TAURON producentami ciepła są nie tylko elektrociepłownie, ale także elektrownie. Elektrownia Stalowa Wola jest głównym dostawcą ciepła dla miast Stalowa Wola i Nisko, Elektrownia Jaworzno III grzeje mieszkańców Jaworzna, Elektrownie Łaziska i Siersza dostarczają ciepło w swojej okolicy, a Elektrownia Łagisza jest źródłem ciepła dla mieszkańców konurbacji śląsko-dąbrowskiej.

– W TAURON Ciepło praktycznie u wszystkich klientów zakończyliśmy już okres grzewczy. – mówi Piotr Zalejski, dyrektor Departamentu Przesyłu w TAURON Ciepło. Nie oznacza to jednak, że wszyscy odbiorcy zamknęli dopływ ciepła do swoich obiektów. Z ciepła sieciowego można korzystać przez cały rok –  zarówno do celów ogrzewania mieszkań – co w pełni reguluje automatyka pogodowa,  jak i do ogrzewania ciepłej wody sieciowej.

– Obecnie nie stosujemy z góry określonego terminu zakończenia okresu grzewczego. Dostawy ciepła uruchomiane i wstrzymywane są „na żądanie” w dowolnym terminie, na wniosek klienta – spółdzielni lub zarządcy – wyjaśnia dyrektor Zalejski. Sezon grzewczy 2018/2019 był o 10 dni dłuższy w porównaniu z ubiegłym sezonem, a średnia temperatura była o 0,44 stopni C wyższa niż w analogicznym okresie poprzedniego sezonu.

TAURON Ciepło to największy dostawca ciepła sieciowego w konurbacji śląsko – dąbrowskiej i jedna z największych spółek ciepłowniczych w Polsce. W skład spółki wchodzą: Zakład Wytwarzania Katowice, Zakład Wytwarzania Tychy, Zakład Wytwarzania Bielsko-Biała oraz Obszar Ciepłowni Lokalnych.

Łączna moc cieplna zainstalowana zakładów wytwórczych wchodzących w skład TAURON Ciepło, pochodząca w większości z wysokosprawnych źródeł kogeneracyjnych, wynosi ok. 1170 MW. Całkowita wartość mocy zamówionej wynosi około 2000 MW. Łączna długość sieci ciepłowniczej w systemie TAURON Ciepło wynosi około 1000 km. Poprzez prawie 4000 węzłów cieplnych spółka dostarcza ciepło do 250 tys. gospodarstw domowych, czyli około 800 tys. mieszkańców. TAURON Ciepło obsługuje łącznie około 3300 klientów (spółdzielnie, wspólnoty mieszkaniowe itp.).

TAURON Wytwarzanie jest trzecim co do wielkości producentem energii elektrycznej w kraju. W jego skład wchodzi pięć elektrowni zlokalizowanych na południu Polski: w Jaworznie, Będzinie, Łaziskach Górnych, Trzebini oraz Stalowej Woli. Łączna osiągalna moc cieplna TAURON Wytwarzanie wynosi prawie 1237 MW.

Leć teraz, zapłać później – Flymble startuje w Polsce

W czerwcu wystartowała platforma Flymble – usługa nowej generacji, która jako pierwsza w Polsce umożliwia zakup biletów lotniczych i rozłożenie ich ceny na miesięczne płatności. Rozwiązanie pozwala wybrać się w wymarzoną podróż bez obawy o nadszarpnięcie oszczędności czy wzrost cen lotów.

Inicjatywą do stworzenia Flymble była sytuacja, która z pewnością spotkała wielu podróżnych. Zanim Vincent Hus i Henry Wynaendts – ówcześnie 21-letni studenci Uniwersytetu Technologicznego w Delft – uzbierali pieniądze na loty do Azji, ich cena wzrosła o niemal jedną trzecią. Stworzona przez nich usługa jest na to odpowiedzią. Pozwala kupić bilety lotnicze i zapłacić za nie później w wygodnych miesięcznych płatnościach. Od czerwca usługa jest dostępna także w Polsce.

Vincent Hus i Henry Wynaendts, założyciele Flymble
Vincent Hus i Henry Wynaendts, założyciele Flymble

– Polski rynek jest jednym z najbardziej nowoczesnych w Europie pod względem dostępności innowacyjnych rozwiązań FinTech. Polacy są też bardzo otwarci na nowości, o czym świadczy m.in. tak duża popularność płatności zbliżeniowych czy telefonem. Dlatego też widzimy ogromny potencjał dla Flymble w Polsce – komentują Vincent Hus i Henry Wynaendts, założyciele FlymbleMamy bardzo ambitne plany rozwoju – w ciągu najbliższych miesięcy chcemy stać się jedną z ulubionych platform podróżniczych Polaków. Wierzymy, że pozwoli na to fakt, że dzięki naszej usłudze wymarzone wakacje stają się możliwe dla każdego.

Flymble działa w oparciu o silnik wyszukiwarki Kiwi.com, co daje użytkownikom dostęp do lotów najpopularniejszych przewoźników i nawet najbardziej egzotycznych tras. Jak to działa? W wyszukiwarce serwisu wystarczy znaleźć wymarzony lot i następnie dostosować plan spłat do indywidualnych możliwości. Koszt lotów rozłożyć można na 3 do 36 rat – w zależności od wybranej opcji spłat, na stronie wyświetlona zostanie miesięczna wysokość raty. Po przejściu do transakcji zostanie sprawdzona zdolność kredytowa użytkownika, a po pomyślnej weryfikacji, nastąpi zakup biletów, które trafią na skrzynkę mailową kupującego. Transakcja obsługiwana jest przez zaufanego partnera finansowego – PayU – co gwarantuje bezpieczeństwo, przejrzystość i szybkość procesu.

Jak podkreśla Tim van Opstal, Global Sales Executive PayU – Nasze płatności ratalne cieszą się coraz większą popularnością wśród użytkowników i partnerów biznesowych. Usługa jest obecnie dostępna w ponad 9000 e-sklepów. Bardzo cieszymy się, że dzięki współpracy z Flymble będziemy mogli pomóc Polakom realizować ich kolejne podróżnicze marzenia. 

Cena biletu wzrasta o koszty finansowania, na które składa się m.in. oprocentowanie raty, wynoszące od 6.5%, a w okresach promocyjnych 0%. Samo Flymble prowizję pobiera bezpośrednio od partnerów – PayU oraz Kiwi.com. Rozłożenie płatności na raty dostosowane do indywidualnych możliwości ułatwi użytkownikom decyzję o zakupie, pokazując realne dla nich koszty miesięczne, pozwoli im także utrzymać cenę biletu, bez obawy przed jej zmianą w późniejszym terminie.

Bank BNP Paribas opublikował Raport CSR za 2018 rok

Opublikowany Raport CSR pod hasłem „W zmieniającym się świecie, Odpowiedzialność ma znaczenie”, podsumowuje działania na rzecz społeczeństwa i zrównoważonego rozwoju, podjęte przez Bank BNP Paribas w 2018 roku. To już ósmy niefinansowy raport Banku, który swoje działania CSR prezentuje w tej formie.

– Ubiegły rok to intensywny czas dla naszej organizacji, ambitnie wkroczyliśmy w realizację ogłoszonej w maju 2018 strategii Fast Forward, rozpoczęliśmy również proces integracji. Okres pełen zmian ale tez wytężonej pracy owocował w wiele wydarzeń szczególnie istotnych z perspektywy zrównoważonego rozwoju naszego biznesu, to m.in powołanie jednostki dedykowanej rozwojowi finansowania programów zrównoważonego rozwoju, w szczególności efektywności energetycznej. Rok 2018 pozwolił wzmocnić działania Banku na rzecz dostępności, poprzez między innymi certyfikację oddziałów. To również okres rekordowego zaangażowania społecznego naszych pracowników i dynamiczny rozwój aktywności Banku w ramach partnerstw i inicjatyw wspierających zrównoważony rozwój, w tym UNGC czy KPI – mówi Maria Krawczyńska, Menedżer ds. Społecznej Odpowiedzialności Biznesu w Banku BNP Paribas.

W nowo opublikowanym raporcie zostały omówione cztery główne filary odpowiedzialności BNP Paribas: gospodarcza, w miejscu pracy, społeczna, wobec środowiska naturalnego. W każdym z obszarów Bank realizuje szereg strategicznych działań wzmacniających odpowiedzialność prowadzonego biznesu i pozytywnie wpływających na otoczenie.

Dodatkiem do publikacji jest quiz, który pozwala każdemu zidentyfikować własny typ osobowości w zakresie odpowiedzialności oraz doprecyzować, które z działań CSR prowadzonych przez bank są najbliższe jej lub jego wartościom.

– Zachęcamy wszystkich odbiorców Raportu do rozwiązania quizu osobowości, który pozwoli każdemu poznać mocne strony w zakresie poczucia odpowiedzialności, a tym samym mamy nadzieję, że przełoży się na wzmocnienie działań realizowanych we własnym najbliższym otoczeniu – dodaje Maria Krawczyńska.

Raport CSR Banku BNP Paribas został opracowany zgodnie z międzynarodowymi standardami w zakresie raportowania danych niefinansowych Global Reportive Inititaive GRI Standards. Dokument w wersji online jest zgodny ze standardem WCAG 2.0. na poziomie AA, określającym wymagania dla serwisów teleinformatycznych, warunkujące ich dostępność.

Raport dostępny jest online: https://www.bnpparibas.pl/raportcsr2018/

Kluczowe inicjatywy zrealizowane w 2018 roku:

Odpowiedzialność gospodarcza:

  • Pierwsza w Polsce oferta dla przedsiębiorstw ekonomii społecznej
  • 16 434 rachunków dla NGO: Konto otwarte na biznes non profit
  • Stały proces monitorowania transakcji oraz finansowania firm pod kątem kryteriów społecznych, ekonomicznych i środowiskowych oraz wyjście z finansowania sektora tytoniowego
  • Polityki CSR obowiązujące w sektorach wrażliwych: energetyki węglowej, wydobywczym, obronnym i bezpieczeństwa, leśnym, energii jądrowej, rolno-spożywczym
  • 7 wdrożeń innowacyjnych rozwiązań, dzięki współpracy ze startupami
  • 70 warsztatów i szkoleń dla pracowników w ramach Transformation Week
  • 700 uczestników III edycji Agro Akademii
  • Blisko 9 000 wywiadów z klientami w ramach prowadzonego dialogu
  • Nawiązanie partnerstwa z Koalicją na Rzecz Polskich Innowacji

Odpowiedzialność w miejscu pracy:

  • 23 godziny szkoleniowe na jedną osobę zatrudnioną w Banku
  • 1 022 pracowników przeszkolonych 88 sesjach szkoleniowych w ramach programu Kultura Feedbacku
  • Nasza organizacja realizowała programy wewnętrzne wzmacniające satysfakcję i zaangażowanie pracowników – m.in. Ambasadorzy Digital, Kultura Feedbacku oraz Program Rozwoju Potencjału Prestiż
  • 3 740 pracowników skorzystało z programu „Dwie godziny dla rodziny”
  • Nowa platforma kafeteryjna My Benefit w ramach programu BEneFIT
  • Różnorodność:
    • 19 lat wiek najmłodszego pracownika Banku
    • 71 lat wiek najstarszego pracownika Banku
    • 38 lat średnia wieku pracowników Banku
    • 67% kobiety
    • 33% mężczyźni

Odpowiedzialność społeczna:

  • W listopadzie 2018 roku dołączyliśmy do Partnerstwa na rzecz dostępności – programu Dostępność Plus
  • Certyfikaty „Obiekt bez barier” przyznawane przez Fundację Integracja posiada 6 oddziałów (w Warszawie, Białymstoku i Myśliborzu), a w kolejne są w procesie certyfikacji
  • 3 220 pracowników zaangażowanych społecznie
  • 50 Lokalnych Ambasadorów Banku aktywnie działało na rzecz lokalnych społeczności w całym kraju
  • Rekord w pomaganiu: ponad 2000 pracowników przygotowało paczki dla 100 rodzin potrzebujących wsparcia w ramach strategicznego partnerstwa ze Szlachetną Paczką
  • 60 wolontariuszy przeprowadziło 187 lekcji dla ponad 3700 uczniów w ramach programu BAKCYL – Bankowcy dla Edukacji Finansowej Młodzieży Warszawskiego Instytutu Bankowości
  • 140 pracowników przekazało ponad 50 000 złotych na wsparcie ważnych celów społecznych w ramach programu pay-roll Wspieram cały rok
  • Pokonane 27 643 „Dobre kilometry” przeliczone na finansowe wsparcie Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce
  • 16 edycja programu stypendialnego Klasa Fundacji BNP Paribas
  • Wiedza do potęgi – nowy program Fundacji BNP Paribas i Fundacji Ocalenie w celu wsparcia młodzieży uchodźczej

Odpowiedzialność wobec środowiska naturalnego:

  • Proekologiczne produkty i usługi: Fotowoltaika dla prosumentów, Kredyty termoizolacyjne dla wspólnot mieszkaniowych, EKO Leasing PolSEFF, Kredyt Zielona Energia, Kredyt Unia+, Program Własna Energia.
  • Powołanie Biura ds. Międzynarodowych Instytucji Finansowych i Programów Zrównoważonego Rozwoju, którego celem jest rozpoznanie i wdrażanie w Banku programów związanych z efektywnością energetyczną, wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii, elektromobilnością i ochroną środowiska naturalnego przy współpracy z krajowymi i międzynarodowymi instytucjami finansowymi.
  • 39% zakupionej przez Bank energii pochodziło z odnawialnych źródeł.
  • 64 auta hybrydowe we flocie Banku
  • 30 000 wspólnie przejechanych kilometrów, dzięki wdrożeniu carsharingu
  • 180 przeszkolonych użytkowników samochodów służbowych w ramach 22 szkoleń Akademii Bezpiecznej Jazdy
  • 90 kg miodu wyprodukowanych w „Pasiecie pod gwiazdami” na dachu Centrali przy ul. Kasprzaka w Warszawie
  • Nawiązanie partnerstwa z United Nations Global Compact Network Poland „SDG 11 – Zrównoważone miasta”

Co Polacy myślą o zakazie handlu w niedziele? Wyniki ankiety PAYBACK Opinion Poll

Zakaz handlu w niedzielę budzi wiele kontrowersji: ma zarówno zagorzałych zwolenników, jak i stanowczych krytyków. PAYBACK, który na bieżąco śledzi postawy i zachowania konsumentów w Polsce, w swoim najnowszym badaniu PAYBACK Opinion Poll sprawdził, co polscy konsumenci sądzą na temat niehandlowych niedziel i jak wprowadzone dotychczas zmiany wpłynęły na ich zachowania zakupowe.

Zakaz handlu? Tak, ale nie w każdą niedzielę

Z badania wynika, że dość łatwo pogodziliśmy się z rozszerzeniem zakazu handlu na pierwsze niedziele miesiąca: aż dla 60% z nas nie jest dużym utrudnieniem. Co trzeci respondent deklaruje, że zwykle i tak robił zakupy w inne dni tygodnia, a 23% po prostu odzwyczaiło się od niedzielnych zakupów.

O ile ograniczenie liczby handlowych niedziel przyjmowane jest w miarę pozytywie, to już całkowite ich wyeliminowanie w 2020 roku budzi obawy badanych. Takie rozwiązanie nie odpowiada większości respondentów – przeciwnych jest 60% Polaków. Co ich niepokoi? 34% przeciwników tego rozwiązania wskazuje, że zaostrzenie zakazu wpłynie niekorzystnie na gospodarkę, pracowników i konsumentów, a dla 26% takie ograniczenie będzie dużym utrudnieniem. Co trzecia badana osoba uważa jednak, że całkowity zakaz handlu w niedziele jest dobrym pomysłem.

Nie wszystko online

Alternatywą dla zamkniętych w niedziele sklepów stacjonarnych mogą być zakupy online, do których podchodzimy jednak z dużą rezerwą. Tylko 4% badanych przyznało, że ograniczenie liczby handlowych niedziel skłoniło ich do zrobienia zakupów w Internecie. Większość badanych wyraźnie jednak podkreśla, że nigdy nie  kupuje żywności  w ten sposób. Jakie są bariery? Okazuje się, że powstrzymują nas trzy główne powody: nie możemy samodzielnie wybrać produktu i ocenić jego jakości (65% wskazań), nie wiemy, w jakich warunkach była transportowana żywność (15%) i nie mamy możliwości sprawdzenia daty przydatności do spożycia (12% ankietowanych).

Osoby, które kupują artykuły spożywcze online, płacą jednorazowo za swój koszyk od 100 do 200 zł (42%), do 100 zł – 35%, a 23% deklaruje, że wydaje na takie zakupy powyżej 200 zł.

Zdecydowanie chętniej kupujemy przez Internet produkty inne niż żywność. W tym przypadku, zakaz niedzielnego handlu skłonił do zakupów online co piątego pytanego Polaka. Najczęściej kupujemy w sieci odzież i akcesoria (takich zakupów dokonuje 71% ankietowanych), kosmetyki i artykuły chemiczne (58%), elektronikę (49%), książki (38%), sprzęt RTV i AGD (35%), a także meble i artykuły wyposażenia wnętrz (27%).

Robert Olędzki
Robert Olędzki, Digital Business Director w PAYBACK Polska

Badania rynkowe potwierdzają, że w Polsce mamy do czynienia z coraz silniejszym trendem e-commerce. Mając na uwadze, że od początku przyszłego roku zakaz handlu zostanie rozszerzony na wszystkie niedziele, możemy się spodziewać większej częstotliwości zakupów online. Już teraz w PAYBACK widzimy, że oferty 300 firm umożliwiających zakupy internetowe, przy okazji których można zbierać nasze punkty, cieszą się ogromnym zainteresowaniem. W tym roku „internetowi”  PAYBACKOWICZE zebrali już ponad 170 milionów punktów. To bardzo ważne, że coraz częściej uczestnicy Programu zakupy online zaczynają właśnie z naszą aplikacją lub na naszym portalu, bo dzięki korzystaniu z eKuponów ich salda punktowe rosną jeszcze szybciej – mówi Robert Olędzki, Digital Business Director w PAYBACK Polska.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 3-9 kwietnia 2019 r. metodą ankiety online na grupie 512 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Luksus się sprzedaje – ponad trzy czwarte producentów dóbr luksusowych zwiększyło swoją sprzedaż

Branża dóbr luksusowych nie ma powodu do narzekań. Wyniki sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym najpóźniej 30 czerwca 2018 roku) 247 mld dolarów, o blisko 11 proc. więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z raportu Deloitte „Global Powers of Luxury Goods 2019. Bridging the gap between the old and the new” marki luksusowe, by sprostać wymaganiom młodych klientów z pokolenia Y i Z, muszą na nowo zbudować swoją tożsamość, opartą do tej pory na długoletniej historii i tradycji. Branża ta otwiera się na nową grupę konsumentów. Są to tzw. HENRY, czyli klienci osiągający wysokie zarobki, ale jeszcze nie zaliczający się do najbardziej zamożnych.

Wzrost sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 10,8 proc. To ogromny skok w porównaniu do 1 proc. osiągniętego rok wcześniej. Wartość zysku netto TOP100 wzrosła o 9,8 proc. Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 2,47 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu wystarczyło osiągnąć minimum 218 mln dolarów. W tym roku na liście pojawiło się osiem nowych firm.

Pomimo spowolnienia gospodarczego na głównych rynkach, w tym USA, Chinach i strefie euro, sytuacja sektora dóbr luksusowych jest naprawdę bardzo korzystna . Aż 76 spółek spośród 100 obecnych w rankingu zwiększyło sprzedaż, z czego blisko połowa zanotowała dwucyfrowy wzrost – mówi Michał Pieprzny, Partner, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Deloitte.

Jak zyskać nowych klientów i nie stracić starych?

Eksperci Deloitte dostrzegli, że w ostatnich latach producenci dóbr luksusowych zaczęli elastycznie podchodzić do zmieniających się trendów konsumenckich. Jednym z przejawów tej ewolucji jest otwarcie się na nowe grupy klientów. Są to tzw. HENRY (High Earners Not Rich Yet), których roczne zarobki mieszczą się w przedziale pomiędzy 100 a 250 tys. dolarów. Statystyczny Henry ma 43 lata i majątek mniejszy niż milion dolarów. Wydaje dużo, uwielbia zakupy online i korzysta z mediów społecznościowych.

Klienci ci są pod silnym wpływem nowoczesnych technologii i oczekują kontaktów z markami niezależnie od czasu i miejsca, w którym się znajdują. Zmusza to sprzedawców produktów luksusowych do inwestycji w rynek cyfrowy – mówi Kamil Kucharczyk, Dyrektor w dziale doradztwa finansowego Deloitte.

Obecnie niemal wszystkie firmy z tego segmentu w swej strategii mają wpisany rozwój mediów społecznościowych. Niektóre, takie jak Chanel czy Gucci, rozpoczęły współpracę z blogerami i influencerami, by dotrzeć do nowych grup konsumentów. Inne, takie jak Louis Vuitton, Burberry, Tommy Hilfiger, Dior i Estée Lauder, zainwestowały w technologie, takie jak: sztuczna inteligencja, Big Data i analityka predykcyjna, które wspierają je w obsłudze i analityce zachowań konsumentów.

Liderzy umacniają swoją pozycję

W minionym roku obrotowym pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął francuski koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się m.in. Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także koncern kosmetyczny Estée Lauder oraz producent, m.in. biżuterii i zegarków Compagnie Financiere Richemont. W TOP 10 zadebiutowała firma Chanel Limited, a z kolei wypadł z niej Ralph Lauren Corporation. Pierwsza dziesiątka zanotowała wzrost na poziomie 14,2 proc., a więc większy niż wzrost przychodów TOP 100. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 48,2 proc. sprzedaży całej pierwszej setki.

W raporcie znalazło się również podsumowanie TOP 20, przedstawiające najszybciej rozwijające się firmy w tej branży. W tym roku miejsce lidera ponownie zajęła firma Canada Goose Holdings Inc., której przychody w ciągu roku wzrosły o 46,4 proc., a w latach 2015-2017 o 42,6 proc. Drugie miejsce zajął amerykański koncern Coty Luxury ze wzrostem na poziomie 25,1 proc.

Najwięcej spółek w zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (38 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowali producenci kosmetyków i perfum (o 16,1 proc.). Z kolei najwyższą rentowność sprzedaży tradycyjnie osiągnęły firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (13,3 proc.).

Najliczniejszą reprezentację stanowią firmy z Włoch (24 ), USA (14) oraz Wielkiej Brytanii (10). Producenci z Włoch odpowiadają jednak za zaledwie 14 proc. przychodów ze sprzedaży dóbr luksusowych, gdyż są to przede wszystkim dużo mniejsze firmy rodzinne, w których średnia wartość sprzedaży dóbr luksusowych wynosi 1,4 mld dolarów. Największy udział w sprzedaży mają firmy francuskie (23,5 proc.), które zanotowały także największy wzrost rok do roku (o 18,7 proc.)

Transakcje M&A na rynku dóbr luksusowych

Podobnie jak w poprzednich latach sektor dóbr luksusowych może się pochwalić dużą aktywnością na rynku fuzji i przejęć. Jednym z najbardziej aktywnych graczy był już tradycyjnie koncern LMVH, który przejął 100 proc. udziałów w firmie Christian Dior za 6 mld euro. Z kolei firma Kate Spade trafiła do koncernu Tapestry (wartość transakcji wyniosła 2,4 mld dolarów), a marka Jimmy Choo została przejęta przez Michaela Korsa za 1,2 mld dolarów.

W tym sektorze bardzo aktywni są inwestorzy branżowi. W ostatnich latach można mówić o trendzie polegającym na budowaniu imperiów, skupiających kilka lub kilkanaście firm oraz kilkadziesiąt marek. Takim przykładem jest niewątpliwie koncern LVMH zarządzany przez rodzinę Arnault – wyjaśnia Kamil Kucharczyk.

TOP 10 rankingu „Global Powers of Luxury Goods”

Miejsce w rankingu Nazwa firmy Wybrane marki Kraj pochodzenia Przychody ze sprzedaży netto (mln dolarów) Wzrost przychodów ze sprzedaży netto rok do roku (w proc.)
1 LVMH Moët Hennessy Louis Vuitton SA Louis Vuitton, Fendi,
Kenzo
Francja 27 995 17,2
2 Estée Lauder Companies Inc. Estée Lauder, Tom Ford, Jo Malone USA 13 683 15,7
3 Compagnie Financiere Richemont SA Cartier, Montblanc Szwajcaria 12 819 3,1
4 Kering S.A.  Gucci, Yves Saint Laurent Francja 12 168 27,5
5 Luxottica Group SpA Ray-Ban, Oakley Włochy 10 322 0,8
6 Chanel Limited Chanel Wielka Brytania 9 623 11,5
7 L’Oréal Luxe Biotherm, Lancôme Francja 9 549 10,6
8 Swatch Group Ltd. Longines, Omega,
Rado
Szwajcaria 7 819 5,4
9 Chow Tai Fook Jewellery Group Limited Hearts on Fire Hong Kong 7 575 15,4
10 PVH Corp. Tommy Hilfiger, Calvin Klein USA

O raporcie „Global Powers of Luxury Goods 2019. Bridging the gap between the old and the new”.
Raport skupia się na czterech szeroko pojmowanych kategoriach dóbr luksusowych: ekskluzywnej odzieży, torebkach i akcesoriach, biżuterii i zegarkach oraz kosmetykach i perfumach. W raporcie nie uwzględnia się luksusowych samochodów, podróży i obsługi turystycznej, łodzi i jachtów, sztuki i kolekcjonerstwa oraz luksusowych win, wódek i koniaków.

Compliance – kontrowersje i wyzwania stojące przed polskimi przedsiębiorcami

Treść nowej ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych rodzi więcej pytań niż odpowiedzi. Perspektywa ogromnych odszkodowań za niewystarczające dopilnowanie wymaganych procedur wzbudza emocje wśród opinii publicznej. Czy nowe przepisy związane z compliance odświeżą dyskusję o rozszerzeniu zakresu interwencji organów publicznych w działalność zakładów pracy? I co tak naprawdę czeka polskich przedsiębiorców?

„Jednym z najważniejszych aspektów planowanej ustawy jest wyraźne podkreślenie odpowiedzialności członków zarządu za wprowadzenie odpowiednich procedur zapobiegania nieprawidłowościom. Ryzyko naruszenia prawa może pojawić się bez wiedzy osób zarządzających, jednak to właśnie one poniosą odpowiedzialność za wywołane szkody wobec spółki, jeśli nie dołożyły należytej staranności w zabezpieczeniu organizacji. Zaniedbanie procesów bezpieczeństwa skutkować może konsekwencjami prawnymi, jak i ekonomicznymi i wizerunkowymi. Od członków zarządu wymaga się nie tylko sumienności w wykonywaniu zadań, ale także określnego poziomu fachowości i znajomości regulacji prawnych i mechanizmów zarządzania, w tym krytycznej weryfikacji rezultatu prac zleconych profesjonalnym doradcom.” – zauważa mecenas Jeremiasz Kuśmierz z kancelarii Magnusson. Dla przedsiębiorców i członków spółek ważna jest świadomość w zakresie wymaganych procedur i ewentualnych konsekwencji w przypadku niewywiązania się z ich wdrożenia.

Zmiany wprowadzane przez nową ustawę

W przypadku średnich i dużych przedsiębiorstw wymogiem stanie się powołanie osoby lub komórki organizacyjnej nadzorującej przestrzeganie przepisów i zasad regulujących działalność spółki. W obecnym kształcie ustawy unikną tego jedynie mikroprzedsiębiorstwa. Ponadto zdecydowanie większą ochroną objęci zostaną sygnaliści (tzw. whistleblowers), czyli osoby decydujące się na zgłaszanie nieprawidłowości w funkcjonowaniu zakładu. To od nich rozpoczyna się proces odnotowywania, reagowania i późniejszego zapobiegania takim zjawiskom jak mobbing, dyskryminacja czy korupcja. Rozbieżności w regulacjach dotyczących ochrony sygnalistów w różnych krajach członkowskich zostały zauważone przez Parlament Europejski, który w kwietniu bieżącego roku przyjął projekt dyrektywy o ochronie osób zgłaszających przypadki naruszenia prawa Unii.

Ważną kwestią poruszaną w ustawie jest odpowiedzialność spółki za czyny popełnione przez powiązane z nią osoby trzecie – pracowników, podwykonawców spółki i osoby uprawnione do jej reprezentowania. Odpowiedzialność wynikać będzie w tym przypadku z niewystarczającej dokładności w nadzorowaniu prac prowadzonych przez osoby popełniające czyn zabroniony. „Może to rodzić w przedsiębiorcach obawy związane z szerszym niż dotychczas zakresem odpowiedzialności za osoby trzecie i koniecznością wdrożenia dodatkowych programów zapobiegjących nadużyciom. Dlatego ważne jest nie tylko zareagowanie na ustawę po jej wejściu w życie, ale przyjrzenie się, w którym miejscu znajdujemy się jako organizacja obecnie, jakie praktyki będą wymagały długofalowych zmian, a które procedury możemy wprowadzić od zaraz.” – dodaje Kuśmierz.

Aby skutecznie chronić organizację przed nieprawidłowościami, niezbędne jest działanie nie tylko na szczeblu menadżerskim i zarządzającym, ale zaangażowanie wszystkich pracowników. To oni często jako pierwsi zauważają niewłaściwe procedery, takie jak prześladowanie współpracowników czy korupcja. Dzięki zapewnianiu im bezstronnego, bezpiecznego i ogólnodostępnego systemu raportowania nieprawidłowości, zarząd zdobywa wiedzę o negatywnych praktykach panujących wśród podwładnych i zyskuje możliwość szybkiego reagowania na sytuację.

Czy konieczna jest nowa treść ustawy?

Zmiany w międzynarodowych regulacjach w prawie przekładają się na codzienność polskiego przedsiębiorcy, nadzorującego spółkę z segmentu MSP. Prawodawstwo unijne dotychczas nadzorowało zarządzanie ryzykiem wystąpienia nadużyć w sposób wybiórczy, skupiając się na konkretnych sytuacjach i wrażliwych sektorach – instytucjach finansowych, bankowych i ubezpieczeniowych. Ma to jednak zmienić nowa forma ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych. „Ustawa w jej aktualnym brzmieniu zmierza w stronę rozwoju dobrych praktyk w przedsiębiorstwie i zbliża polskie ustawodawstwo do powszechnie akceptowanych międzynarodowych standardów, obecnych już w innych krajach Unii Europejskiej. Jednak zmiany docierają do nas również za sprawą aktywności samych przedsiębiorców i korporacji, które prowadząc działalność na szczeblu międzynarodowym, same wdrażają nowe modele zarządzania w podległych im polskich spółkach.” – wyjaśnia Kuśmierz.

Przedsiębiorców do nowej treści ustawy może przekonać postulowana możliwość zwolnienia z odpowiedzialności, gdy nieprawidłowości wystąpią pomimo wdrożenia odpowiednich mechanizmów zabezpieczających. W wielu przypadkach wykluczy to również odpowiedzialność członków zarządu wobec samej spółki.  Podstawowym zabezpieczeniem członków zarządu przez zbyt daleko posuniętą odpowiedzialnością jest miernik zachowania należytej staranności w zarządzaniu organizacją – narzędzie nieprecyzyjne i interpretowane w kontekście charakteru działalności, zmiennych regulacji i standardów rynkowych. Interpretacja należytej staranności członków organów spółek w kontekście obowiązujących standardów zarządzania zgodnością w firmie pozwoli zbliżyć Polskę do nowych trendów i zintegrować z ustawodawstwem stosowanym w innych krajach.

Zainteresowanie inwestorów warszawskim Służewcem nie słabnie

Najemcy nadal chętnie wybierają stołeczny Służewiec jako siedzibę dla swoich biur, intensywnie rozwija się tam również sektor mieszkaniowy. To wszystko będzie sprzyjać postrzeganiu tej dzielnicy jako atrakcyjnego miejsca do życia.

Blisko 35 000 mkw. wynajętych biur w I kw. 2019 roku, 3 900 mieszkań oddanych do użytku w ostatnich trzech latach i ponad 600 milionów euro w transakcjach na rynku biurowym od 2015 roku – międzynarodowa agencja doradcza JLL przeanalizowała aktywność inwestorów na warszawskim Służewcu Przemysłowym.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Warszawski Służewiec to jeden z najważniejszych hubów biurowych w stolicy i Polsce. Świadczą o tym liczby – od 2013 roku wynajęto tam ponad 1 mln mkw. biur, a w samym pierwszym kwartale prawie 35 000 mkw., co było najwyższym wynikiem spośród wszystkich stołecznych dzielnic biurowych. W ostatnich latach największe umowy w tej części stolicy podpisały globalne marki takie jak AstraZeneca, Ringier Axel Springer Polska, Nestle, Nokia czy Schneider. Jeśli wysokiej aktywności najemców będą towarzyszyć działania mające na celu kreowanie większej liczby zielonych skwerów i projektów miastotwórczych oraz dalsze usprawnienia infrastrukturalne, Służewiec nadal będzie zyskiwał w oczach inwestorów i mieszkańców. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa, JLL

Również na ryku mieszkaniowym popyt w tej części Warszawy jest duży. W ostatnich trzech latach deweloperzy oddali tam do użytku 3 900 mieszkań (z tego 44% stanowiły lokale o podwyższonym standardzie), czyli o blisko 1 000 więcej niż w latach 2010-2015. Dzielnica ta jest też często rozważana przez inwestorów planujących zakup „pod wynajem” ze względu na dużą liczbę miejsc pracy tworzonych przez lokalnych pracodawców. W kolejnych latach będziemy obserwować dalszy intensywny rozwój budownictwa mieszkaniowego w tej części miasta – w latach 2019 – 2021 deweloperzy zamierzają wybudować tam blisko 4 000 mieszkań.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL

Warto jednak podkreślić, że dostępność niezabudowanych gruntów w stolicy jest coraz mniejsza, co w przyszłości będzie generować konieczność zmiany funkcji wielu nieruchomości, również tych, które zostały już zrealizowane na Służewcu. W cenie będą zwłaszcza wielofunkcyjne kompleksy z budynkami biurowymi, mieszkalnymi i szeroką ofertą gastronomiczno-handlową, które stworzą atrakcyjne miejsce do życia. Doskonałym przykładem stołecznej dzielnicy, która pełni funkcję samowystarczalnego osiedla jest Miasteczko Wilanów. Służewiec ma jednak tę przewagę, że zadomowiło się tam wiele międzynarodowych pracodawców. Jego mieszkańcy mogą więc tutaj zarówno mieszkać, jak i pracować. – Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych, JLL

Wszystko wskazuje na to, że inwestorzy doskonale rozumieją, co musi się wydarzyć, aby rozwój tej dzielnicy nie stracił swojej dynamiki. Świadczą o tym niektóre z transakcji inwestycyjnych na Służewcu, które są dokonywane z myślą o rozbudowie czy zmianie funkcji budynków. Przykładem jest niedawny zakup dwóch biurowców przy ul. Cybernetyki 7 i 7a przez firmę White Stone. Nowy właściciel planuje gruntowną modernizację budynków, tak aby spełniały aktualne wymagania rynku.

Niewątpliwie w tym momencie potencjał tej części stolicy nie jest wystarczająco dobrze wykorzystany. Jeśli jednak za działaniami deweloperów i inwestorów pójdą również konkretne strategie celujące w dalsze usprawnianie transportu publicznego oraz infrastruktury parkingowej, Służewiec zyska dodatkowe możliwości rozwoju. – Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych, JLL

Jantoń zmienia nazwę na JNT Group

Zarząd firmy Jantoń, jednego z największych na polskim rynku producentów i dystrybutorów win oraz wyrobów winiarskich, podjął decyzję o zmianie nazwy spółki na JNT Group S.A. Sp.K. Przyjęcie nowej nazwy związane jest z dynamicznym rozwojem firmy oraz jej ekspansją na rynki międzynarodowe. Zmiana wejdzie w życie z dniem 1 lipca br.

Po licznych akwizycjach dokonanych przez firmę Jantoń, w skład przedsiębiorstwa obecnie wchodzi również spółka Platinum Wines oraz marka Wino Makłowicz czy Makłowicz Poleca. Nowa nazwa podkreśla więc rozbudowaną strukturę grupy. Jednocześnie ułatwi ona komunikację i ekspansję na rynkach międzynarodowych.

Firma Jantoń od dwóch lat bardzo dynamicznie rozwija się nie tylko na rynku polskim, ale także rozbudowuje sieć sprzedaży eksportowej, wchodząc na kolejne rynki zagraniczne. W 2018 roku podwoiliśmy wartość eksportu, co więcej, nasza strategia zakłada ponowne jej podwojenie w roku bieżącym – mówi Jakub Nowak, Prezes Zarządu Jantoń S.A. Sp.K. – Nowa nazwa odzwierciedla więc nasze potrzeby i kierunek, w którym zmierza spółka a jej międzynarodowe brzmienie znacząco ułatwi nam budowanie naszej marki na rynkach zagranicznych.

W związku z tą zmianą od 1 lipca br. modyfikacji ulegnie również logo firmy.jnt group

Grupa Eesti Energia rusza z produkcją paliwa ze zużytych opon

Grupa Eesti Energia rusza z produkcją paliwa ze zużytych opon

Eesti Energia, spółka macierzysta operującego na polskim rynku Enefitu, rozpoczęła produkcję paliwa płynnego i energii elektrycznej ze zużytych opon, których w Estonii przybywa 12 tys. ton rocznie. Między innymi w ten sposób firma chce przyczyniać się do promowania gospodarki o obiegu zamkniętym oraz do ochrony środowiska.

Grupa Eesti Energia dysponuje kogeneracyjną technologią, która umożliwia jednoczesne wytwarzanie paliwa płynnego i energii elektrycznej. Technologia ta jest unikalna na skalę światową oraz stanowi najbardziej efektywną i przyjazną dla środowiska metodę wzbogacania łupków bitumicznych. Dodatkowo, pozwala między innymi na wytworzenie paliwa poprzez zastąpienie do 10% łupków zużytymi oponami.

Eesti Energia jest jednym z największych wydobywców i przetwórców łupków bitumicznych na świecie oraz największym producentem energii elektrycznej w krajach bałtyckich. Przy tak dużej skali produkcji Grupy, technologia Enefit w znaczny sposób przyczynia się nie tylko do zagospodarowania powstałych odpadów w postaci zużytych opon, ale również do ograniczenia wykorzystania zasobów naturalnych, jakimi są łupki.

Jak zauważa Hando Sutter, prezes zarządu Grupy, produkcja paliwa z opon jest bardzo ważna dla rozwoju przemysłu opartego na łupkach bitumicznych, ponieważ pokazuje, jak przemysł energetyczny może uczestniczyć we wdrażaniu rozwiązań z zakresu gospodarki obiegu zamkniętego i wspomagać ochronę środowiska.

Hando Sutter, CEO, Eesti Energia
Hando Sutter, CEO, Eesti Energia

Pomagamy ponownie wykorzystać cenne zasoby, a tym samym produkujemy energię i jednocześnie redukujemy ślad środowiskowy oraz przyczyniamy się do rozwiązania problemu ekologicznego mówi Hando Sutter, prezes zarządu Grupy Eesti Energia.

Jak pokazuje przykład Grupy, wdrożenie elementów gospodarki obiegu zamkniętego jest możliwe także w przypadku bardzo dużych koncernów – również tych energetycznych – operujących na szeroką skalę. Technologia Enefit pozwala na poddanie recyklingowi do 260 000 ton zużytych opon rocznie. Początkowo spółka skupi się na przetwarzaniu odpadów zebranych na terenie Estonii. Wydajność elektrowni umożliwia rozważenie pozyskania opon także z innych krajów.

Rozwiązanie wspiera także Ministerstwo Środowiska w Estonii, które zaapelowało do Unii Europejskiej o pozwolenie na wykorzystanie opon w powyższy sposób. Minister Środowiska, Rene Kokk, podkreśla, że wykorzystanie zużytych opon, które dotychczas nie znajdowały zastosowania, jest bardzo ważnym elementem recyklingu odpadów.

Nowy Kantor Internetowy TMS Brokers

Dom Maklerski TMS Brokers poszerzył właśnie swoją ofertę o możliwość wymiany walut online. TMS Kantor jest narzędziem przeznaczonym przede wszystkim dla firm. Intuicyjna platforma pozwala na skorzystanie z jednych z najkorzystniejszych kursów na rynku przy zachowaniu maksymalnego bezpieczeństwa i szybkości przeprowadzanych transakcji.

TMS Kantor powstał w odpowiedzi na potrzeby klientów TMS Brokers, poszukujących zaufanego partnera biznesowego do wymiany walutowej, płatności międzynarodowych oraz doradztwa w zakresie zarządzania ryzykiem finansowym w firmie.

– Mając na uwadze sygnały dochodzące z rynku, jak i bezpośrednio od naszych klientów, postanowiliśmy stworzyć rozwiązanie, które maksymalnie upraszcza procesy wymiany walut. Dodatkowo, otwiera możliwości nawiązania współpracy także na płaszczyźnie zarządzania ryzykiem finansowym w przedsiębiorstwie. To właśnie głównie dla firm stworzyliśmy darmową, intuicyjną i prostą w obsłudze internetową platformę – mówi Tomasz Stosio, Dyrektor Departamentu Klienta Korporacyjnego w TMS Brokers.

Prostota i personalizacja

Wyróżnikiem TMS Kantor jest indywidualne podejście. Każda osoba fizyczna bądź firma, która dołączy do platformy online może liczyć na wsparcie dedykowanego opiekuna, niezależnie od wymienianych wolumenów. Choć oferowane kursy walutowe są jednymi z najniższych na rynku, klient dodatkowo może negocjować je ze swoim dealerem.

Ponadto, rejestracja na platformie nie wymaga podpisywania dodatkowych dokumentów i trwa zaledwie kilka minut, podobnie jak samo przesłanie środków. Bezpieczeństwo zapewnia TMS Brokers, podlegające nadzorowi Komisji Nadzoru Finansowego. Transakcje są raportowane do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, a pieniądze klientów nie opuszczają polskiego systemu bankowego. Dzięki współpracy z największymi polskimi instytucjami finansowymi, istnieje możliwość rozliczenia transakcji pomiędzy rachunkami w różnych bankach, co często okazuje się przydatnym narzędziem do zarządzania płynnością.

Usługi szyte na miarę

Kantor TMS oferuje możliwość realizacji transakcji kupna i sprzedaży waluty w trzech możliwych datach rozliczenia: dziś (D+0), jutro (D+1), bądź pojutrze (D+2). Umożliwia to zarezerwowanie kursu walutowego już dziś, a rozliczenia transakcji w przeciągu następnych dwóch dni roboczych. Klient może skorzystać także ze zlecenia oczekującego, określając satysfakcjonujący kurs wymiany waluty w przyszłości.

Dodatkowymi usługami są rozliczenia NETTO i SWAP. W pierwszym przypadku klient otrzymuje możliwość otrzymania różnicy pomiędzy kursem zawartej transakcji a obecną ceną, bez wykonywania przelewu do TMS Brokers. Druga usługa pozwala na otrzymanie dodatkowych 2 dni roboczych na przesłanie środków pod zrealizowanie danej transakcji.

Prawidłowe umocowanie pełnomocnika przez spółkę kapitałową przy umowach i sporach z członkami zarządu

Sąd Najwyższy przedstawił uzasadnienie do uchwały z dnia 30 stycznia 2019 r., która rozstrzygnęła wątpliwości interpretacyjne odnośnie do zagadnienia zakresu pełnomocnictwa przy reprezentacji spółek kapitałowych w relacjach z członkami zarządu. Orzeczenie potwierdziło, że pełnomocnik powołany przez walne zgromadzenie spółki może legitymować się również pełnomocnictwem rodzajowym, które pozwala na podejmowanie działań prawnych bez obowiązku uzyskiwania zgody wspólników odrębnie dla każdej z czynności.

Wątpliwości interpretacyjne Sądu Okręgowego w Poznaniu odnosiły się do odpowiedzi na pytanie prawne: Czy pełnomocnik powołany w trybie art. 210 § 1 ustawy z dnia 15 września 2000 r. – Kodeks spółek handlowych (Dz.U. z 2019 r., poz. 505, dalej jako: „k.s.h.”) może podejmować w stosunku do członka zarządu ściśle określone czynności, czy jego umocowanie ma charakter szerszy i dotyczy wskazanej kategorii działań? Kluczowa pozostawała również kwestia, czy przedmiotowe pełnomocnictwo może zostać udzielone na czas nieoznaczony?

Dopuszczalny zakres pełnomocnictwa – praktyczne wątpliwości Sądu Okręgowego w Poznaniu

Istota zagadnienia prawnego, które zostało przedłożone przez Sąd Okręgowy w Poznaniu do rozstrzygnięcia Sądowi Najwyższemu, dotyczyła konieczności wyjaśnienia prawidłowego stosowania art. 210 § 1 k.s.h. w aspekcie dopuszczalnego zakresu pełnomocnictwa, który to przepis w dotychczasowej praktyce rodził wiele trudności interpretacyjnych. Pomimo że przedmiotowa regulacja Kodeksu spółek handlowych stanowi jednoznacznie, że w umowie między spółką a członkiem zarządu oraz w sporze z nim spółkę reprezentuje rada nadzorcza lub pełnomocnik powołany uchwałą zgromadzenia wspólników, w obrocie gospodarczym zjawiskiem dość nierzadkim było naruszanie przez spółki dyspozycji art. 210 k.s.h., co stanowiło bezpośrednią przyczynę występowania bezwzględnej nieważności czynności prawnych.

Na gruncie analizowanej sprawy, rozbieżności prawne powstały w związku ze złożonym do Sądu Okręgowego w Poznaniu zażaleniem na odmowę podjęcia czynności notarialnej (sygn. akt II Cz 1834/17). Notariusz uznał, iż niezgodne z regulacją art. 210 k.s.h. byłoby powołanie pełnomocnika do reprezentowania spółki w umowach, które będą zawierane w przyszłości pomiędzy spółką a prezesem jej zarządu oraz do dokonywania wszystkich czynności faktycznych i prawnych, które okażą się niezbędne do wykonania pełnomocnictwa, również podczas zgromadzeń wspólników. Ponadto notariusz wskazał, że udzielenie pełnomocnictwa w sposób określony przez spółkę miałoby charakter blankietowy, natomiast przedmiotowy przepis dotyczy reprezentowania spółki w sprawie konkretnej umowy oraz w ściśle określonym sporze między członkiem zarządu a spółką. Z takim stanowiskiem nie zgodziła się spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która złożyła zażalenie.

Rozpoznający sprawę sąd pierwszej instancji powziął poważne wątpliwości interpretacyjne w zakresie prawidłowej wykładni przepisu art. 210 k.s.h., podejmując decyzję o przedłożeniu Sądowi Najwyższemu do rozpoznania zagadnienia prawnego, mającego bardzo istotne znaczenie z punktu widzenia aktualnego obrotu prawnego i gospodarczego.

Decyzję odnośnie do pełnomocnictwa podejmuje zgromadzenie wspólników

W pierwszej kolejności Sąd Najwyższy zdecydował się przeprowadzić analizę prawną i rozstrzygnąć kwestię tożsamości pełnomocnictwa regulowanego w Kodeksie spółek handlowych (art. 210 § 1 k.s.h.), jak również na gruncie art. 98 i następne ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz.U. z 2018 r., poz. 1025 ze zm., dalej jako: „k.c.”). Sąd Najwyższy w tym zakresie trafnie powołał się na regulację art. 2 k.s.h. nakazującego odpowiednie stosowanie przepisów Kodeksu cywilnego w sprawach nieuregulowanych. Skład orzekający podkreślił, iż z uwagi na brak kompleksowości Kodeksu spółek handlowych, zwłaszcza w zakresie instytucji pełnomocnictwa, prawidłowym jest odwoływanie się do regulacji statuowanych na gruncie cywilistycznym, w celu właściwej wykładni obowiązujących przepisów. Sąd Najwyższy nie podzielił zatem stanowiska wyrażającego przekonanie o autonomiczności konstrukcji prawnej pełnomocnictwa z art. 210 § 1 k.s.h. wobec pełnomocnictwa regulowanego przez Kodeks cywilny.

Przedstawiając powyższą argumentację, Sąd Najwyższy w dalszej kolejności rozstrzygnął najważniejszą kwestię związaną z zagadnieniem prawnym przedstawionym przez Sąd Okręgowy w Poznaniu, wskazując, że przy zawieraniu umowy w sporze z członkiem zarządu spółki kapitałowej spółkę tę może reprezentować pełnomocnik umocowany rodzajowo albo do określonej umowy lub określonego sporu. Decyzja o wyborze zakresu pełnomocnictwa pozostawiona została zatem wspólnikom spółek kapitałowych podejmujących stosowną uchwałę na zwołanym zgromadzeniu. Dokonując przeglądu stanowisk, jak również ważąc podnoszone argumenty, Sąd Najwyższy uznał, że praktyczne aspekty działalności spółek, sposób funkcjonowania zgromadzenia wspólników, a w szczególności trudności i koszty częstego jego zwoływania przemawiają za dopuszczalnością podejmowania czynności na gruncie art. 210 § 1 k.s.h. w oparciu o pełnomocnictwo rodzajowe. W przeciwnym wypadku każdorazowe powoływanie pełnomocnika przez zgromadzenie wspólników byłoby nieopłacalne i trudne do zrealizowania przez spółki kapitałowe.

Sąd Najwyższy wskazał również, że nie ma przeszkód prawnych, aby wspólnicy spółki mogli określać umocowanie pełnomocników w ten sposób, iż jedna z osób będzie upoważniona do ich reprezentacji w umowach z członkiem zarządu, a druga lub jeszcze kolejne do prowadzenia sporów spółki z członkami jej zarządu. Niezbędne jest również podkreślenie, iż uzasadnienie Sądu Najwyższego w sposób szczególny zwraca uwagę na możliwość udzielenia osobie wskazanej przez zgromadzenie wspólników bezterminowego pełnomocnictwa rodzajowego na podstawie art. 210 § 1 k.s.h. Uchwała wspólników spółki może zatem wskazywać na konkretny termin wygaśnięcia umocowania pełnomocnika lub w ogóle go nie określać. W przypadku pominięcia w uchwale zgromadzenia wspólników zagadnienia terminu, na jaki udzielone zostało pełnomocnictwo, należy je uznać za bezterminowe z uwzględnieniem ogólnych reguł jego odwołania. Tym samym, do samodzielnej decyzji wspólników spółki kapitałowej Sąd Najwyższy pozostawił kwestię, czy uchwała odnośnie do pełnomocnictwa powinna wskazać termin wygaśnięcia przedmiotowego upoważnienia.

Sąd Najwyższy z proprzedsiębiorczą wykładnią przepisów

Uzasadnienie uchwały Sądu Najwyższego z dnia 30 stycznia 2019 r. (sygn. akt III CZP 71/18) potwierdza, że zgromadzenie wspólników spółki kapitałowej może udzielić pełnomocnictwa rodzajowego, a więc do reprezentowania spółki w zakresie określonej kategorii umów lub sporach z członkiem zarządu. W ten sposób skład orzekający jednoznacznie opowiedział się za rodzajowym i możliwym bezterminowym umocowaniem pełnomocnika na podstawie art. 210 § 1 k.s.h. Tym samym zgromadzenie wspólników nie będzie zobowiązane do powoływania pełnomocnika na gruncie przedmiotowego przepisu osobno dla każdej z czynności. Uznać należy, że jest to trafna wykładnia przepisów, a przede wszystkim jest to przejaw interpretacji dostrzegającej oraz rozstrzygającej występujące problemy prowadzonej działalności gospodarczej. Przedstawienie przez Sąd Najwyższy istoty dopuszczalnego zakresu pełnomocnictwa, który w dotychczasowej praktyce powodował wiele wątpliwości interpretacyjnych, z całą pewnością doprowadzi do zmniejszenia liczby przypadków występowania bezwzględnej nieważności czynności prawnych podjętych z naruszeniem art. 210 k.s.h.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wszystkie oczy zwrócone na środowe spotkanie Rezerwy Federalnej

W połowie tygodnia inwestorzy skupią się na spotkaniu amerykańskiego Fed-u. Retoryka banku centralnego powie nam, czy rynek ma rację spodziewając się nawet kilku obniżek stóp procentowych w tym roku.

Jedną z najlepiej radzących sobie walut świata w minionym tygodniu było meksykańskie peso. Waluta zyskała po tym, jak Donald Trump zapowiedział, że deklaracja ze strony Meksyku o współpracy w kwestii kontroli na granicy USA i Meksyku jest wystraczająca, żeby USA nie nakładały ceł na meksykański eksport. W minionym tygodniu dobrze radził sobie również sam dolar amerykański, który był najlepszy z grupy walut G10.

Uwaga rynku w nadchodzącym tygodniu skupi się na środowym spotkaniu Rezerwy Federalnej. Konsensus nie oczekuje wprawdzie cięcia stóp procentowych, aczkolwiek inwestorzy z pewnością będą analizować każde słowo z komunikatów FOMC w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek co do prawdopodobieństwa i skali przyszłych zmian w poziomie stóp procentowych.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w relacji do euro do najwyższego poziomu od sierpnia 2018 r., a to pomimo umocnienia dolara amerykańskiego. Wśród informacji z Polski z minionego tygodnia warto wspomnieć o danych o inflacji CPI w maju, które pokazały kontynuację ostatniego odbicia dynamiki cen. W ostatnim miesiącu pomiarów indeks CPI wzrósł do poziomu 2,4% w ujęciu rocznym. W istotnym stopniu było to związane ze wzrostem cen żywności. Jednak uwzględniając ostatnie zmiany indeksu bazowego, warto będzie jeszcze uważniej obserwować, jak na wspomniane zmiany zapatruje się Rada Polityki Pieniężnej.

Bieżący tydzień przyniesie wyjątkowo dużo informacji opisujących sytuację w polskiej gospodarce w maju. Zaczniemy od poniedziałkowych danych o inflacji bazowej, w środę poznamy dane o płacach i zatrudnieniu w przedsiębiorstwach, w piątek z kolei dane o produkcji przemysłowej i „minutki” z ostatniego spotkania RPP.

GBP

W zeszłym tygodniu dane makroekonomiczne z Wielkiej Brytanii po raz kolejny wysyłały sprzeczne sygnały. Z jednej strony rozczarowały słabe odczyty dynamiki PKB w kwietniu oraz produkcja przemysłowa, z drugiej jednak do optymizmu skłaniały dane z rynku pracy (zarówno wysoka dynamika wynagrodzeń, jak i dobry poziom kreacji miejsc pracy). Wspomniane odczyty nie wpływały jednak w istotnym stopniu na rynki finansowe. Na ten moment wszystkie oczy zwrócone są bowiem na kwestię wyboru lidera Partii Konserwatywnej i to jak to wpłynie na dalszy przebieg negocjacji w sprawie Brexitu. Na ten moment rynki wyceniają niemalże pewną wygraną Borisa Johnsona, stąd w nadchodzącym tygodniu ich uwaga powinna koncentrować się na spotkaniu decyzyjnym Banku Anglii. Konsensus nie oczekuje istotnych zmian w polityce monetarnej w Wielkiej Brytanii, aczkolwiek większość ekonomistów uważa, że oczekiwania banku centralnego względem perspektyw brytyjskiej gospodarki zostaną obniżone. Jeżeli jednak nie dojdzie do realizacji takiego scenariusza, naszym zdaniem kurs GBP/PLN w krótkim okresie powinien kierować się na północ.

EUR

W zeszłym tygodniu w kalendarzu ekonomicznym dla strefy euro jedynym istotnym odczytem były słabe dane o produkcji przemysłowej w kwietniu, która w ujęciu rocznym spadła o 0,5%. Wspomniane dane są odczytami stosunkowo zmiennymi i najpewniej zostaną jeszcze zrewidowane, niemniej brak jednak sygnałów sugerujących poprawę w europejskim przemyśle. Poza piątkowymi, wstępnymi danymi PMI w czerwcu, również nadchodzący tydzień nie obfituje w zbyt wiele publikacji. Warto jednak zwrócić uwagę na forum Europejskiego Banku Centralnego o bankowości centralnej w portugalskiej Sintrze. Liczymy, że podczas tego wydarzenia decydenci EBC rzucą nieco więcej światła na swoje oczekiwania dotyczące kształtowania się polityki monetarnej w strefie euro w przyszłości.

USD

W związku z tym, że kwestia wyższych opłat celnych, które miały zostać nałożone na Meksyk przez USA, została odsunięta na boczny tor, Donald Trump ma zdecydowanie więcej czasu na to, żeby – za pomocą Twittera – nawoływać Rezerwę Federalną do cięcia stóp procentowych.

W środę dowiemy się, jak FOMC poradzi sobie ze wspomnianą presją polityczną na obniżkę stóp procentowych. Konsensus nie oczekuje jakichkolwiek natychmiastowych zmian w polityce monetarnej po środowym spotkaniu Rezerwy Federalnej. Dużo ważniejszą rolę odegrają tutaj komunikaty FOMC po samym spotkaniu, dotyczące planów banku centralnego na najbliższą przyszłość. Jesteśmy zdania, że rynkowa wycena trzech obniżek stóp procentowych przed końcem 2019 roku jest zdecydowanie przesadzona, a tym samym może ulec zmianie w konsekwencji mniej gołębiej od oczekiwanej retoryki Fedu. Jeżeli oczekiwania rynków się nie zrealizują, z pewnością warto będzie obserwować, do jakiego stopnia w krótkim okresie umocni się dolar amerykański.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

R22 inwestuje w Blugento – narzędzie SaaS do prowadzenia e-sklepów

R22 konsekwentnie rozszerza portfolio usług i narzędzi wspierających firmy w obecności w Internecie oraz automatyzacji procesów komunikacji, marketingu i sprzedaży. Grupa R22 zainwestuje w Blugento – rozwiązanie e-commerce do budowy sklepów internetowych. Dzięki wsparciu finansowemu oraz know-how Grupy R22, Blugento przyśpieszy międzynarodową ekspansję.

17 czerwca 2019 r. Grupa R22 podpisała umowę inwestycyjną na mocy której zainwestuje 1 mln euro w spółkę Blugento. To rumuński start-up oferujący stworzenie oraz utrzymanie sklepów internetowych w oparciu o platformę Magento. Blugento oferuje rozwiązanie, które posiada wszystkie zalety indywidualnego rozwiązania zbudowanego przez agencję, w przystępnym cenowo modelu subskrypcji, który obejmuje hosting, monitoring i wsparcie.

Jakub Dwernicki, prezes R22
Jakub Dwernicki, prezes R22

– Rozwijamy się zarówno w zakresie nowych rynków, jak i kolejnych produktów. Zbudowaliśmy kompleksowe portfolio usług i narzędzi, które umożliwiają przedsiębiorcom rozwój działalności online i wspierają ich w automatyzacji procesów biznesowych. Blugento to unikalne narzędzie pozwalające szybko i tanio stworzyć profesjonalny sklep internetowy, które sprawdziło się na rynku rumuńskim i jest gotowe do międzynarodowej ekspansji. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

Blugento działa w modelu SaaS, spółka ma ponad 350 klientów w Rumunii i zagranicą. Jeszcze w 2019 r. spółka chce wejść na kilka zagranicznych rynków, w tym polski.

– Cieszymy się, że dołączamy do Grupy R22, która pomoże nam osiągnąć nasz cel – budowy najlepszego rozwiązania e-commerce dla małych i średnich firm oraz międzynarodowej ekspansji. Wsparcie R22 obejmuje nie tylko finansowanie rozwoju, ale przede wszystkim dostęp do know-how oraz bazy ponad 250 tys. klientów. – mówi Sandu Băbășan, prezes i założycieli Blugento. – W Rumunii jesteśmy już jednym z domyślnych rozwiązań, które każdy sprzedawca bierze pod uwagę przy tworzeniu nowego sklepu internetowego. Nasz rozwój napędzany jest przede wszystkim przez polecenia od klientów.

W wyniku transakcji R22 wykupi akcje dotychczasowych inwestorów finansowych oraz dokapitalizuje spółkę. R22 będzie posiadać 31 proc. udziału w kapitale zakładowym. Strony przewidziały kolejne rundy dokapitalizowania oraz zakupu akcji, w wyniku których R22 obejmie większościowy pakiet akcji w Blugento.

Setanta S.A. ma list intencyjny w sprawie połączenia z ALL IN! GAMES

Setanta S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, podpisała list intencyjny z ALL IN! GAMES Sp. z o.o. w sprawie połączenia obu podmiotów. ALL IN! GAMES prowadzi działalność wydawniczą na rynku gier komputerowych.

Setanta S.A. oraz ALL IN! GAMES Sp. z o.o. dostrzegają korzyści płynące z zacieśnienia współpracy i chcąc wykorzystać efekty synergii, wynikające z posiadanego doświadczenia oraz potencjału obu spółek zdecydowały się podpisać list intencyjny w sprawie połączenia. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku spółki ALL IN! GAMES Sp. z o.o. (spółka przejmowana) na spółkę Setanta S.A. (spółka przejmująca) w zamian za wydanie dotychczasowym udziałowcom spółki ALL IN! GAMES Sp. z o.o. akcji Setanta S.A. Obecnie oba podmioty będą prowadziły proces due diligence oraz przygotowywały Term Sheet, którego podpisanie zostało przewidziane do dnia 30.06.2019 r. Niezależnie od kwoty wyceny wartości Emitenta, która zostanie dokonana przez niezależnego biegłego rewidenta wybranego przez obie strony transakcji, dotychczasowi Akcjonariusze Setanta S.A. będą posiadali udział nie mniejszy niż 9% akcji w kapitale zakładowym Spółki po połączeniu. Zarząd Setanta S.A. jest przekonany, że połączenie spółek przyniesie im korzyści dzięki wykorzystaniu ich obustronnego potencjału oraz doświadczenia.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z podpisania listu intencyjnego w sprawie połączenia z ALL IN! GAMES Sp. z o.o., które prowadzi działalność wydawniczą na rynku gier komputerowych. Rozpoczęcie działalności w tym segmencie biznesowym pozwoli nam skutecznie wykorzystać nasz status spółki publicznej notowanej na rynku głównym GPW w Warszawie do budowy silnego podmiotu w branży wydawniczej na rynku gier komputerowych. Warto dodać, że obecni Akcjonariusze Setanta S.A. niezależnie od wyceny biegłego rewidenta będą mieli co najmniej 9% udział w kapitale zakładowym połączonej Spółki. Naszym nadrzędnym celem jest stworzenie silnego wydawnictwa w branży gier komputerowych, które wykorzysta potencjał rynku kapitałowego i obecności na GPW w Warszawie.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Setanta S.A.

Połączenie obu Spółek nastąpi po ustaleniu parytetu wymiany akcji i pod warunkiem wyrażenia zgody przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Setanta S.A. oraz Zgromadzenie Wspólników ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Główną przesłanką podjętej decyzji o przygotowaniu procesu połączenia jest przekonanie Zarządów obu Spółek, iż po połączeniu powstanie podmiot o mocnej pozycji konkurencyjnej na rynku gier komputerowych, który będzie w stanie wykorzystać efekty synergii wynikające m.in. z wykorzystania i wzajemnego uzupełnienia potencjałów, optymalizacji i zwiększenia skali działania, a także redukcji kosztów działalności.

ALL IN! GAMES Sp. z o.o. to wydawnictwo różnorodnych gier przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste. Dotychczas pozyskało ono aż 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich oraz zagranicznych deweloperów, m.in. Destructive Creations, PolyAmorous czy The Knights of Unity, w tym także zagraniczne produkcje, takie jak Fort Triumph tworzony przez zespół deweloperski z Izraela. W 2019 r. ALL IN! GAMES planuje aż 6 premier gier, a w 2020 r. będzie ich co najmniej 10. Tytuły te pojawiają się na wszystkich ważnych imprezach międzynarodowych, a obecność na eventach rangi GDC, PAX, Gamescom, Tokyo Game Show czy EGX jest na stałe wpisana w politykę budowania rozpoznawalności marki ALL IN! GAMES.

„W portfolio wydawnictwa ALL IN! GAMES znajduje się wiele zróżnicowanych i perspektywicznych gier typu Indie AAA przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste. Wydawnictwo konsekwentnie pracuje również nad pozyskiwaniem kolejnych tytułów. Ze strony ALL IN! GAMES studia produkcyjne otrzymują niezbędne finansowanie dalszej produkcji gier, profesjonalną kampanię marketingową, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie oraz premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie. Uważamy, że taki model biznesowy pozwoli osiągnąć sukces rynkowy i zbudować silną pozycję w branży gier komputerowych.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.

Setanta S.A. zadebiutowała na Głównym Rynku GPW w styczniu 2017 r., przechodząc na niego z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r.

W ciągu ośmiu lat średnie wynagrodzenie wzrosło o 42%

Przeciętne wynagrodzenie w 2018 r. wyniosło 4585 zł – podał dziś GUS, publikując wstępne dane. To wzrost o 7% r/r i aż 42% więcej, niż w 2010 r. Największy skok r/r odnotowano w górnictwie i wydobywaniu oraz opiece zdrowotnej i pomocy społecznej. Liczba osób pracujących w gospodarce narodowej wzrosła o 2% r/r i wynosi obecnie 16 mln.[1] Zdaniem ekspertów Personnel Service w 2019 r. wzrosną i pensje, i zatrudnienie. Pracownicy z Ukrainy nadal rozwiązują bieżące problemy polskiego rynku pracy, ale jeśli nie wprowadzimy ułatwień dla ich zatrudniania, 2020 r. może wyglądać zdecydowanie mniej optymistycznie.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy

Wzrost wynagrodzeń stymuluje nie tylko wyższa płaca minimalna, ale przede wszystkim pogłębiające się deficyty rąk do pracy. Przewidujemy, że w latach 2019 i 2020 te niedobory jeszcze się zwiększą – będzie brakować szczególnie wykwalifikowanych pracowników. Cały czas obserwujemy falę inwestycji, dzięki której powstają nowe miejsca pracy. Na szczęście dla polskich firm na bieżące problemy rynku pracy wciąż odpowiadają Ukraińcy, ale jeśli nie wprowadzimy zmian w prawie ułatwiających ich zatrudnianie, to na 2020 rok powinniśmy spojrzeć zdecydowanie mniej optymistycznie – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Górnicy i opiekunowie z wyższymi pensjami

Największy wzrost przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w porównaniu do zeszłego roku widać w branżach „Górnictwo i wydobywanie” (10,7%), „Opieka zdrowotna i pomoc społeczna” (10,3%) oraz „Administrowanie i działalność wspierająca” (8,3%) a najmniejszy w obszarach „Pozostała działalność usługowa” (2,6%) i „Administracja publiczna i obrona narodowa; obowiązkowe zabezpieczenia społeczne” (4,7%).

Od 2012 r. pracuje nas coraz więcej

Przeciętna liczba osób zatrudnionych w 2018 r. wyniosła 16 mln osób, co oznacza wzrost o 2,0% w stosunku do ubiegłego roku. Jak wskazuje GUS, liczba osób pracujących rośnie systematycznie od 2012 r. Najwyższy wzrost liczby osób pracujących zanotowano w sekcjach „Transport i gospodarka magazynowa” (5,2%), „Informacja i komunikacja” (4,8%) i „Działalność profesjonalna, naukowa i techniczna” (4,5%). Mniej osób, niż przed rokiem, pracowało w branżach „Rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo” (0,3%) oraz „Administrowanie i działalność wspierająca” (2,2%).

Mniej osób z wynagrodzeniem minimalnym

Płaca minimalna w 2018 r. wzrosła o 100 zł r/r i wynosiła 2100 zł brutto. Liczba osób zarabiających nie więcej niż minimalne wynagrodzenie spadła o ponad 15% r/r i wyniosła 423 tys. Jak wskazują eksperci Personnel Service, niedobory na rynku pracy wymuszają na pracodawcach zdecydowanie wyższe podwyżki, niż ustanawiane odgórnie wzrosty płacy minimalnej.

[1] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/pracujacy-zatrudnieni-wynagrodzenia-koszty-pracy/pracujacy-i-wynagrodzenia-w-gospodarce-narodowej-w-2018-r-dane-wstepne,18,1.html

Droższe grunty, to droższe mieszkania zarówno dla dewelopera, jak i kupującego

Rosnące ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną to jeden z głównych czynników napędzających wzrost cen mieszkań w Polsce. W 2018 r. w najatrakcyjniejszych dzielnicach Warszawy i Wrocławia, podrożały one nawet o 20% w skali roku, odnotowali eksperci Emmerson Evaluation w swoim najnowszym raporcie. Przy rosnących jednocześnie kosztach budowy, deweloperom coraz trudniej osiągnąć opłacalną marże na inwestycjach. To realny problem, w ubiegłym roku z tego powodu część transakcji gruntami nie zostało sfinalizowanych.

W raporcie dotyczącym gruntów inwestycyjnych przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną Emmerson Evaluation przeanalizował rynki największych polskich miast z najbardziej rozwiniętymi rynkami deweloperskimi. W opracowaniu przyjęto faktyczne ceny sprzedaży gruntów dla transakcji dokonanych w 2018 roku, zebranych w autorskiej bazie Evaluer i przedstawiono je w przeliczeniu na cenę 1 mkw. powierzchni użytkowej mieszkalnej (PUM). To wskaźnik, który odnosi się do potencjalnej zabudowy możliwej do zrealizowania na danym gruncie. Analiza wykazała, że w większości ujętych w raporcie miast ceny gruntów wzrosły.

Największe podwyżki Emmerson Evaluation odnotował na rynku warszawskim i wrocławskim. Najbardziej stabilne ceny utrzymał Kraków i Szczecin. Najdrożej grunty sprzedały się w Warszawie, Krakowie i Trójmieście. Według raportu średnie ceny 1 mkw. PUM w tych miastach w 2018 r. wynosiły odpowiednio 2100 zł, 1650 zł i 1500 zł. Z analizowanych w raporcie rynków najniższą cenę za grunt inwestycyjny należało zapłacić w Łodzi, gdzie średnio kształtowała się ona na poziomie 650 zł/mkw. PUM. Najmniejszą ofertą gruntów dostępnych na sprzedaż charakteryzował się Kraków i Sopot. Natomiast największą dostępność gruntów inwestycyjnych można było zaobserwować w Szczecinie i Łodzi.Droższe grunty

Mimo przeszkód deweloperzy budują

Wysokie wyniki sprzedaży mieszkań skłaniały i nadal zachęcają deweloperów do realizacji nowych inwestycji i tym samym do zakupu nowych terenów na ten cel. Nie wszystkie ich plany i projekty dochodzą jednak do skutku. Dynamika wzrostu kosztów budowy spowodowała, że wiele transakcji gruntami w 2018 roku nie zostało sfinalizowanych. Przy ich wysokich cenach oraz rosnących kosztach budowy deweloperzy muszą też podnosić ceny mieszkań, aby realizować marże na zadowalającym poziomie. – W najlepszej sytuacji są inwestorzy, którzy posiadają duże banki ziemi. Mniejsi deweloperzy kupując obecnie grunt są skazani na duże ryzyko nieosiągnięcia zakładanej rentowności inwestycji – zauważa Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation.

Na skutek braku możliwości zakupu atrakcyjnych gruntów inwestycyjnych w zadowalających cenach, deweloperzy coraz śmielej inwestują w grunty poindustrialne, wymagające np. remediacji, czy w nieruchomości zabudowane obiektami objętymi ochroną konserwatorską czy nawet w nieruchomości z problemami prawnymi, wskazują eksperci Emmerson Evaluation. Tego typu grunty, z uwagi na ryzyko inwestycyjne, miały niskie ceny. Jednak obecnie także one drożeją.

Według danych zebranych w raporcie „Grunty pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną”, średni udział ceny gruntu w wartości całkowitej inwestycji w miastach takich jak Warszawa, Trójmiasto, Kraków nieznacznie przekracza poziom 20%, natomiast w najdroższych lokalizacjach może osiągnąć nawet 37%. We Wrocławiu czy Poznaniu udział ceny gruntu w wartości całkowitej inwestycji wynosił średnio 16%. Najniższy poziom analitycy firmy odnotowali w Łodzi i Szczecinie – średnio 13% i 14%.ceny grunty

Grunty pozostaną w cenie

Emmerson Evaluation prognozuje, że do końca 2020 roku ceny gruntów pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną będą jeszcze rosły, jednak ich tempo będzie znacznie niższe niż dotychczas. Kluczowa dla cen gruntów będzie sytuacja na rynku budowlanym oraz skłonność do akceptacji podwyżek cen mieszkań ze strony kupujących, wskazują analitycy firmy. – Spodziewamy się również, że na rynku coraz częściej będą pojawiać się transakcje gruntami, na których deweloperzy będą realizować inwestycje typu „brownfield”. Wśród mniejszych deweloperów spodziewamy się natomiast większego niż dotychczas zainteresowania terenami położonymi w sąsiedztwie dużych miast. To z kolei spowoduje wzrost cen na tych obszarach. Najwięksi gracze pozostaną zainteresowani dużymi terenami inwestycyjnymi, gdzie może powstać nawet kilkaset mieszkań. Z uwagi na skalę inwestycji daje im to możliwość uzyskania zysku na wysokim poziomie – podsumowuje Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Erik Drukker mianowany na stanowisko Prezesa Zarządu BNP Paribas Real Estate Poland i na region Europy Środkowo-Wschodniej

Erik Drukker przejął z dniem 31 maja 2019 roku dowodzenie jako nowy Prezes Zarządu – Dyrektor Generalny na Europę Środkową i Wschodnią w BNP Paribas Real Estate.

Z punktu widzenia obecnej strategii BNP Paribas Real Estate zmierzającej do wdrożenia nowych usług w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, stały wzrost gospodarczy i rozwój rynków w tym regionie stanowią idealne tło dla realizacji naszych planów. Erik Drukker, dzięki swojej dogłębnej znajomości specyfiki krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej – Lauric Leclerc, Zastępca Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate odpowiedzialny za międzynarodowe doradztwo i zarządzanie nieruchomościami

Erik Drukker piastował stanowisko Dyrektora Zarządzającego w BNP Paribas Real Estate Poland od 6 lat, a pod koniec roku 2018 objął również pozycję Dyrektora Generalnego na Czechy oraz Członka Zarządu polskiego i czeskiego oddziału BNP Paribas Real Estate.

Przez cały okres jego dotychczasowej pracy dla BNP Paribas Real Estate, Erik sprawował nadzór nad działami Wynajmu i Wycen w Polsce, Czechach i Rumunii.
Wraz z objęciem przez Erika stanowiska Prezesa Zarządu na Europę Środkowo-Wschodnią do pełnionych przez niego obowiązków dojdzie nadzór nad działami Rynków Kapitałowych, Zarządzania Nieruchomościami, Badań i Analiz Rynkowych oraz Doradztwa i Zarządzania Projektowego. Ponadto będzie on odpowiedzialny za opracowywanie i wdrażanie nowych inicjatyw na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej.

Erik Drukker, Prezes Zarządu, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland
Erik Drukker, Prezes Zarządu, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Okazane mi zaufanie, jakim jest powierzenie mi tego stanowiska, jest dla mnie ogromnym zaszczytem. Przyjęta przeze mnie nowa rola oznacza pracę nad nowymi rozwiązaniami i ofertą usług spełniających rosnące oczekiwania rynku i naszych klientów. Branża nieruchomości odchodzi teraz od tradycji, obecnie inwestujemy w innowacyjność – czy to z perspektywy stosowanych narzędzi czy też przyjmowanego podejścia. Dlatego też ogromnie cieszy mnie możliwość pracy z tak utalentowanym zespołem, którego członkowie tak jak i ja są pasjonatami rynku nieruchomości. Jestem pewien, iż wspólnie uda nam się zrealizować nasze coraz ambitniejsze cele dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. – Erik Drukker, Prezes Zarządu, Europa Środkowo-Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland

Erik jest specjalistą o bogatym doświadczeniu, znanym i rozpoznawalnym na rynku nieruchomości na terenie całej Europy. Przez większość trwającej 23 lata kariery na rynku polskim pracował głównie dla firmy DTZ, gdzie piastował stanowisko Zastępcy Dyrektora Generalnego i Członka Zarządu. Jego rozległa wiedza na temat dynamicznie zmieniających się realiów rynku nieruchomości pozwoliła na opracowanie szeregu innowacyjnych narzędzi wykorzystywanych przy wdrażaniu i świadczeniu nowych usług na rzecz klientów BNP Paribas Real Estate na terenie Europy Środkowo-Wschodniej.

Trzy top trendy na rynku handlowym

Gastronomia zawłaszcza przestrzenie zewnętrzne obiektów, do wewnątrz wchodzą coworkingi, a klienci chcą mieć dostęp do szerszej oferty nie tylko przez internet – to trzy główne nurty dominujące obecnie na polskim rynku centrów handlowych, na które wskazują eksperci CBRE. Rynek stabilnie rośnie i nie przestanie – z raportu CBRE „Poland Market Outlook 2019” wynika, że na koniec marca br. całkowita przestrzeń obiektów handlowych w Polsce wynosiła 12 mln mkw., a do końca 2019 ma wzrosnąć o około 370 tys.

Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE
Magdalena Frątczak, Szef Działu Powierzchni Handlowych w CBRE

Większość centrów handlowych w ostatnim czasie zdecydowała się na odnowienie swojej części restauracyjnej, dzięki czemu dotychczas duże i bezosobowe, usiane głównie stolikami i krzesłami przestrzenie nabrały bardziej relaksującego i intymnego charakteru. Potrzebą chwili jest również nowa przestrzeń na coworkingi – to kolejna funkcja, która uzupełnia szeroką ofertę obiektów zakupowo-rozrywkowych o aspekt biznesowy. Z kolei ogromna oferta e-commerce wywiera na sklepy stacjonarne presję rozszerzania listy produktów – klient widząc rzecz w internecie chce ją sprawdzić na żywo, co nie zawsze jest możliwe i może wywoływać frustrację – mówi Magdalena Frątczak, szefowa sektora handlowego w CBRE.

W galerii i relaks, i praca

Obszar gastronomiczny w galeriach handlowych nie tylko zmienia swoje oblicze, ale często również zajmuje coraz więcej przestrzeni. Nie dzieje się to jednak kosztem sklepów – w tym celu wykorzystywane są np. zewnętrzne tarasy jak w Vivo! Lublin czy w Galerii Młociny – w której wyciszona jest nawet część fastfoodowa, czy powierzchnia tuż za drzwiami centrów, obejmująca odnowiony plac miejski – jak w przypadku Galerii Kazimierz. To zmiany, które miały na celu podarować klientom więcej komfortu i prywatności po wizytach w głośnych sklepach. Są również nakierowane na osoby, które ciężko znoszą takie hałaśliwe i zmieniające się szybko otoczenie, np. osoby starsze i bardzo małe dzieci. Dzięki tym modyfikacjom mogą spędzić więcej czasu w obiektach handlowych i wyjść zrelaksowanymi.

Kolejnym przykładem rozszerzania funkcji galerii jest pojawianie się coworkingów. Przykładem jest bardzo dobrze zaaranżowana powierzchnia w nowej Galerii Młociny w Warszawie, czy w Vivo! Lublin. Przestrzenie do pracy są zazwyczaj tworzone w tych częściach centrów, które z obiektywnych przyczyn nie mogą być przeznaczone na handel czy rozrywkę. Centra stają się nie tylko handlowo-rozrywkowe, ale również biznesowe. Dzięki temu są w stanie zatrzymać klientów na jeszcze więcej godzin.

Nie ma to jak zobaczyć na żywo

Jak wskazują eksperci CBRE, obiekty handlowe zdecydowanie dominują nad e-commerce pod względem konwersji zakupowej – wynosi ona między 12-20% w zależności od kategorii obiektu, w outletach nawet 75%, a w internecie jedynie 1-2%. E-commerce stoi w służbie sprzedaży stacjonarnej, wpływając na postrzeganie marek i implikując zakupy w realu. Widząc szeroką ofertę w internecie klienci chcą mieć taki sam wybór w sklepach stacjonarnych, co często nie jest możliwe i powoduje dyskomfort zakupowy.

Galerie w rozkwicie

Rynek tradycyjnych powierzchni handlowych w Polsce jest dojrzały, lecz wciąż stabilnie rośnie. Odzwierciedlają to coraz wyższe wskaźniki nasycenia powierzchnią handlową. Jak wskazuje raport CBRE „Poland Market Outlook 2019” za I kwartał br., całkowita przestrzeń obiektów zakupowych wynosi ponad 12 mln mkw. Składało się na nią 438 centrów handlowych, 77 parków handlowych i 16 centrów wyprzedażowych. W 2019 r. wzrost nowoczesnej powierzchni handlowej szacuje się na około 370 tys. mkw. Aktywność deweloperów koncentruje się obecnie głównie w mniejszych miastach. Zdecydowana większość nowych projektów (ok. 80%) powstaje w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców.

Tik tak, tik tak

Zaczyna się odliczanie do środowej decyzji FOMC, która może zdefiniować, jakie dla rynków będą kolejne miesiące. Rynek liczy na dużą dawkę gołębiości, ale mocno wykrystalizowane oczekiwania często stają się przeszkodą do jednoznacznej interpretacji przekazu. W odwodzie rusza konferencja EBC w Sintrze i prezes Draghi będzie miał kilka okazji, by „uzupełnić” stanowisko banku.

Aktualnie rynek daje 12 proc. szans na obniżkę stóp procentowych Fed o 25 pb w tym tygodniu, 90 proc. dla posiedzenia w lipcu, cięcia o 43 pb do września i o 65 pb do końca roku (czyli prawie trzy obniżki). To dość bogata wycena gołębiego zwrotu Fed oparta o oczekiwania schłodzenia aktywności gospodarczej USA w obliczu eskalacji wojen handlowych i ich negatywnego wpływu na perspektywy wzrostu i inflację. Oczekiwania te były jeszcze silniejsze, ale osłabły w piątek, kiedy dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej pokazały lepsze odczyty za maj i pozytywne rewizje wcześniejszych odczytów za kwiecień, tym samym argumentując za silniejszą postawą konsumentów i biznesu. Ale raport Uniwersytetu Michigan zmącił wcześniejszy entuzjazm, wskazując na najsłabsze oczekiwania inflacyjne od 40 lat (2,2 proc. dla okresu 5-10 lat). Fed bez wątpienia ma o czym myśleć i środowa decyzja nie będzie łatwa. Zagrożenia dla inflacji, niespokojne otoczenie polityczne i presja ze strony rynków (ważny element polityki Fed) przemawiają za tym, by zasygnalizować gotowość do działania w przyszłości. Gołębi Fed jest zły dla dolara, ale przy tak wysokich oczekiwaniach posiedzenie FOMC jest naszpikowane jastrzębimi pułapkami. Fed wcale nie musi zapewnić rynku, że lipcowe cięcie jest pewne, może starać się nakierować oczekiwania na wrzesień, albo w projekcji wcale nie zasugerować aż trzech obniżek w tym roku. Jeśli Fed nie da czegoś mocnego za dalszą sprzedażą USD, rozczarowanie może przynieść odbicie, nawet jeśli ogólny przekaz będzie wskazywał na nasilenie gołębiego nastawienia. Bo punktem odniesienia nie jest środek osi między gołębi/jastrzębi, ale oczekiwania rynkowe i ocena, czy wydźwięk był słabszy/silniejszy.

Zjazd EUR/USD w piątek dobitnie pokazuje, jak krucha jest pewność siebie inwestorów lub jak duże jest zagrożenie, że Fed nie przebije się ponad wyśrubowane oczekiwania rynku. Jakkolwiek EUR/USD jest wskazywany jako barometr sentymentu i miejsce pierwszego wyboru do dyskontowania czynników ryzyka wokół dolara, to też oznacza, że lawinowy efekt bywa mocniejszy. Jakby tego było mało, handel na EUR/USD może być w tym tygodniu obciążony przez czynniki związane z euro. Dziś w portugalskiego Sintrze startuje doroczna konferencja Europejskiego Banku Centralnego, gdzie prezes Draghi będzie miał kilka okazji, by dodać więcej do przekazu sprzed dwóch tygodni, który przez wielu jest oceniany za zbyt optymistyczny względem panujących warunków. Podobnie, jak w USA, w strefie euro oczekiwania inflacyjne drenują dno. Jeśli teraz Draghi zbuduje przekonanie, że EBC ma narzędzia, by bardziej łagodzić politykę monetarną, EUR będzie cierpieć z tego powodu.

Złoty ma za sobą dobrą passę, ale w obliczu ryzyk z „pierwszej ligi” (powyżej) możemy być u kresu umocnienia. Pozytywna reakcja dolara na decyzję Fed nigdy nie jest dobrą wiadomością dla walut rynków wschodzących, a przy innych hamulcach dla apetytu na ryzyko (wojny handlowe, konflikt USA-Iran) może być łatwiej o słabszą postawę aktywów emerging markets. Dla złotego dodatkowym ryzykiem jest nieobecność polskich banków w czwartek, co pogorszy płynność.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wzrost cen mieszkań wyhamował. Czas na spadki?

Wzrost cen mieszkań w skali roku jest dwukrotnie niższy w porównaniu do ostatnich kilku lat. Dynamika cen będzie nadal spadać. To powinno osłabić presję, aby szybko kupować mieszkania.

– Powróciliśmy do 5-6 proc. wzrostu cen mieszkań w skali roku, gdy jeszcze niedawno były to wzrosty 9-10 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Furga, prezes AMRON.

I kwartał 2019 roku przyniósł kolejne niewielkie podwyżki cen mieszkań. Spadek średniej transakcyjnej ceny 1 m2 powierzchni użytkowej lokalu mieszkalnego zanotowano jedynie w aglomeracji katowickiej – do poziomu 3 172 zł/m2, czyli o 70 zł (2,15%) w porównaniu do wartości zanotowanej w IV kwartale 2018 roku. Można uznać, że w Gdańsku przeciętnie za mieszkanie w I kwartale bieżącego roku płacono tyle samo co kwartał wcześniej – 6 821 zł/m2. W pozostałych badanych miastach średnie ceny mieszkań były wyższe w porównaniu do poprzedniego kwartału. Największy wzrost zanotowano we Wrocławiu, gdzie nabywcy płacili średnio 6 275 zł/m2, czyli więcej o 125 zł (2,04%) w ujęciu kwartalnym. W stolicy przeciętna cena mieszkania w I kwartale 2019 roku wyniosła 8 247 zł/m2, co oznacza wzrost o 130 zł, czyli 1,60% w odniesieniu do IV kwartału ubiegłego roku.

W odniesieniu do analogicznego kwartału 2018 roku we wszystkich badanych lokalizacjach za- notowano wzrost średniej ceny zakupu 1 m2 powierzchni mieszkania. Najbardziej podrożały lokale w Poznaniu (o 441 zł/m2, czyli 7,78%), w Krakowie (o 493 zł/m2, czyli 7,67%) oraz w Gdańsku (o 606 zł/m2, czyli 9,75%).

– Oceniamy, że dynamika wzrostu cen będzie malejąca – mówi J.Furga.

Jak wynika z najnowszego raportu AMRON, dotyczącego I kw. br. w porównaniu do IV kwartału 2018 roku wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytkowania i liczba rozpoczętych budów – odpowiednio o 11,54% i 8,63%, natomiast liczba pozwoleń na budowę mieszkań uzyskanych przez deweloperów spadła o 20,60%.