Najważniejsze czynniki wpływające na popularność cyfrowej reklamy zewnętrznej

Jak pokazują najnowsze badania, wydatki przeznaczone na reklamę zewnętrzną stale rosną i trend ten nadal będzie się utrzymywał. Według danych opublikowanych przez Magna i Zenith, w samych Stanach Zjednoczonych, między 2018 a 2021 przewiduje się wzrost wydatków o ponad 4 mld dolarów.

Wzrost wydatków przeznaczonych na reklamę zewnętrzną jest najlepszym dowodem na to, że DOOH jest coraz lepiej postrzeganym medium wśród reklamodawców i stanowi atrakcyjny kanał do komunikowania się z klientami. Dzięki nowym możliwościom, reklama OOH pozwala na wzbudzenie emocji i zaangażowanie odbiorcy, co przekłada się na lepszy i trwalszy odbiór treści.

Jakie czynniki wpływają na rosnący sukces medium OOH? Możemy wyróżnić trzy najważniejsze, które pokazują, dlaczego warto inwestować w reklamę zewnętrzną.

  1. Dynamiczny przekaz

Aby zrozumieć możliwości reklamy OOH zwróćmy się w stronę zmian, jakie zaszły w tym medium w przeciągu kilku ostatnich lat. Wyklejane billboardowe reklamy są coraz częściej zastępowane treściami video. Przejście ze statycznej reklamy do ruchomego obrazu jest oczywiście największą, ale nie jedyną zmianą. Cyfrowe reklamy oprócz dynamicznych spotów oferują nam możliwość zdalnego zarządzania parametrami kampanii. Korzystając z interfejsu API, nie ma żadnych ograniczeń dotyczących sposobu kreowania treści wyświetlanych na cyfrowych ekranach OOH. Spoty wyświetlane na nośnikach mogą być dynamicznie dostosowywane do potrzeb kampanii. Zarządzanie emisją reklamy DOOH w czasie rzeczywistym daje nam m.in.: możliwość pobierania różnego rodzaju wpisów pojawiających się w mediach społecznościowych, wiadomości, a nawet informacji na temat kursów wymiany walut czy zmian w kursowaniu lotów bądź innych środków komunikacji.

  1. Wygoda w zarządzaniu

Coraz więcej agencji reklamowych przechodzi na automatyzację w sposobie kupowania i sprzedawania mediów. Programowe kupowanie reklam wyświetlanych na cyfrowych ekranach jest nie tylko szybsze niż wcześniej ale wpływa również na wygodę i efektywność w kreowaniu kampanii. W praktyce oznacza to, że reklamodawca ma bardzo wiele możliwości w doborze miejsca i czasu wyświetlania spotów. Emisja kampanii DOOH oprócz geolokalizacji może być uzależniona również od wielu innych czynników  tj. pogoda, pora dnia, natężenie ruchu, natężenie alergenów w powietrzu itp. Co więcej, korzystanie z jednej platformy do planowania kampanii, oprócz możliwości zarządzania przebiegiem emisji wyświetlanych spotów, daje reklamodawcy dostęp do stałego monitoringu i wglądu w raporty z przebiegu kampanii.

  1. Zwiększony zasięg

Dynamiczny spot i możliwość zdalnego zarządzania parametrami kampanii to nie wszystko. DOOH pozwala reklamodawcom wyjść ze swoją kampanią poza ramy cyfrowego ekranu. Świetnym sposobem na zwiększenie skuteczności kampanii jest cross cyfrowej reklamy zewnętrznej z urządzeniami mobilnymi. Takie połączenie pozwala na wzrost zaangażowania wśród odbiorców w odbiór prezentowanych na ekranie treści. Potwierdza to IAB, według którego użytkownicy mobilni są o 48% bardziej skłonni do angażowania się w odbiór reklamy pojawiającej się na telefonie, z którą mieli już wcześniej styczność na cyfrowym ekranie zewnętrznym. Nie chodzi bowiem tylko o to, jak żywą i interesującą kreację reklamodawca przedstawi odbiorcom na dużym ekranie ale również, jak wykorzysta możliwość przypomnienia odbiorcy o zauważonej przez niego reklamie w równolegle prowadzonej kampanii mobilnej.

DOOH, czyli medium przyszłości

Cyfrowa reklama zewnętrzna cały czas się rozwija, oferując reklamodawcom coraz to nowsze rozwiązania. Dowolność w planowaniu terminu uruchomienia kampanii bez wcześniejszej rezerwacji nośników oraz możliwość zdalnego zarządzania parametrami reklamy DOOH podczas jej trwania sprawia, że cyfrowy outdoor będzie zyskiwał coraz większą popularność i stanie się jeszcze chętniej wybieranym medium.

Autor: Diana Polska – Marketing & PR Manager w MyLED, odpowiedzialna m.in. za public relations, budowanie komunikacji marketingowej firmy oraz kreowanie kampanii na nośnikach DOOH, dostosowanych do potrzeb klientów. Pasjonuje się innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi wykorzystywanymi w cyfrowej reklamie OOH oraz tworzeniem pozytywnego wizerunku marki.

Funt słabnie po rozpadzie rozmów May-Corbyn

W zeszłym tygodniu w centrum uwagi rynku walutowego po raz kolejny znalazł się Brexit, a funt brytyjski okazał się najgorzej radzącą sobie walutą G10.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Theresa May ogłosiła, że wraz z nadejściem lata może ogłosić rezygnację ze stanowiska. Przewodniczący Partii Pracy, Jeremy Corbyn, zareagował na powyższą wiadomość wycofaniem się z negocjacji dotyczących Brexitu. Tymczasem konflikt handlowy na linii USA-Chiny pozostaje nierozwiązany. Część niepewności generowanej przez protekcjonizm Stanów Zjednoczonych zdołała jednak osłabnąć – gabinet prezydenta Trumpa ogłosił, że jakiekolwiek cła na import samochodów nie zostaną nałożone wcześniej niż za sześć miesięcy.

Zeszły tydzień był trudny również dla walut gospodarek wschodzących. Do niepewności związanej z konfliktem handlowym doszło rosnące napięcie polityczne między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Prawie wszystkie ważniejsze waluty EM doświadczyły wyprzedaży. Od deprecjacji uchował się jedynie rubel rosyjski, który był wspierany przez wyższe ceny ropy naftowej. Najgorzej radzącą sobie istotną walutą gospodarek wschodzących był real brazylijski – oprócz niepewności na arenie międzynarodowej waluta Brazylii cierpiała ze względu na słabsze dane makroekonomiczne.

Kalendarz ekonomiczny w nadchodzącym tygodniu jest dość ubogi. W najbliższych dniach największy wpływ na kwotowania najważniejszych par walutowych naszym zdaniem będzie miała polityka, a zwłaszcza jakiekolwiek wiadomości o relacjach w handlu międzynarodowym, Brexicie oraz wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego. Z kolei najważniejszą publikacją makro w najbliższym tygodniu będzie wstępny odczyt wskaźników aktywności biznesowej PMI w strefie euro, które poznamy już w czwartek.

PLN
Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do euro i dolara amerykańskiego.

Wspominając o informacjach z Polski, które poznaliśmy ostatnio warto wspomnieć o trzech kwestiach. Po pierwsze, zgodnie ze wstępnymi danymi wzrost gospodarczy w Polsce w pierwszym kwartale roku wyniósł 4,6% w ujęciu rocznym i był nieznacznie wyższy od oczekiwanego. Jest to wysoki poziom ekspansji gospodarczej, który jest dość zbieżny z naszymi oczekiwaniami. Z uwagi na fakt, iż dane są wstępne nie wiemy co dokładnie stało za wyższym wzrostem. Szczegółowe szacunki poznamy na koniec miesiąca. W Polsce rośnie jednak nie tylko wzrost gospodarczy. Ostatnie dane o inflacji bazowej pokazały istotne przyspieszenie tej miary dynamiki cen. Na koniec ubiegłego roku inflacja bazowa wynosiła 0,6%, od początku tego roku nieprzerwanie rośnie, w kwietniu osiągając poziom 1,7% w ujęciu rocznym wobec 1,4% miesiąc wcześniej.

Wyraźny wzrost zarówno inflacji bazowej, jak i CPI może wspierać jastrzębi zwrot RPP, którego oczekujemy w okolicy końca roku. Prezes Glapiński cały czas powtarza, że stopy procentowe jeszcze długo powinny pozostać stabilne, jednak w Radzie zaczynają odzywać się głosy jastrzębi, które sugerują, że czas na podwyżkę może nadejść już wkrótce. Naszym zdaniem jeśli wzrost inflacji będzie kontynuowany i więcej członków RPP zacznie wspominać o możliwości podwyżek stóp procentowych, polska waluta powinna zyskiwać.

W tym tygodniu poznamy kolejne odczyty z Polski: wtorkowe dane z rynku pracy, środową dynamikę produkcji przemysłowej i czwartkowe dane o sprzedaży detalicznej. Odczyty nieco rozjaśnią nam kwestię tego, jak dobrze polska gospodarka radziła sobie w początkach drugiego kwartału.

GBP

Wiadomości związane z Brexitem przyćmiły pozytywne dane makroekonomiczne napływające z Wielkiej Brytanii. Brytyjski rynek pracy ma za sobą naprawdę dobry pierwszy kwartał – w pierwszych trzech miesiącach roku utworzono 100 tysięcy miejsc pracy. Optymistyczne dane gospodarcze okazały się jednak pozbawione większego znaczenia dla rynku w obliczu wiadomości o tym, że latem Theresa May zamierza ustąpić ze stanowiska. Upadek rozmów na linii May-Corbyn oraz rosnące prawdopodobieństwo, że Theresa May zostanie zastąpiona przez zwolennika „twardego” Brexitu, przyczyniły się do gwałtownego osłabienia szterlinga. Pod koniec tygodnia funt brytyjski doświadczył deprecjacji dochodzącej do 2% w relacji do pozostałych walut G10.

EUR

Publikacje makroekonomiczne w strefie euro nadal pozytywnie zaskakują konsensus ekonomistów. W ubiegłym tygodniu oczekiwania rynku przekroczyła dynamika cen – inflacja bazowa w strefie euro wyniosła 1,3% w ujęciu rocznym. O ile wskaźnik wzrostu cen nadal wypada poniżej celu inflacyjnego Europejskiego Banku Centralnego, to warto zwrócić uwagę, że ostatni odczyt inflacji w bloku walutowym jest najwyższy od dwóch lat. Trend wzrostowy w dynamice cen w strefie euro na pewno jest powodem do optymizmu dla Rady Prezesów EBC. Wyższa inflacja najpewniej ogranicza też prawdopodobieństwo, że bank centralny bloku walutowego zdecyduje się w najbliższym czasie wdrożyć pakiet stymulacyjny dla strefy euro. Mimo że wieści o wyższej inflacji są jednoznacznie pozytywnym sygnałem dla wspólnej europejskiej waluty, to nie miały one większego wpływu na kurs euro. Przez większość ubiegłego tygodnia waluta strefy euro utrzymała się w dość wąskim korytarzu wahań.

W najbliższym tygodniu czekamy na wstępne odczyty wskaźników aktywności biznesowej PMI w strefie euro. Jeżeli wspomniane dane okażą się lepsze od oczekiwań konsensusu, nie będziemy zaskoczeni jeśli kurs EUR w relacji do dolara amerykańskiego przekroczy poziom 1,13.

USD

Zeszły tydzień nie obfitował w istotne publikacje ze Stanów Zjednoczonych. W ostatnich dniach dolar amerykański reagował zatem przede wszystkim na wieści dotyczące konfliktu handlowego na linii USA-Chiny, jak i na wzrost napięcia w relacjach z Iranem. Rosnąca niepewność polityczna przyczyniła się do aprecjacji USD. Przez cały miniony tydzień dolar amerykański doświadczał stabilnego wzrostu w relacji do niemal wszystkich istotnych walut z wyjątkiem rubla rosyjskiego.

W najbliższym tygodniu również nie poznamy zbyt wielu danych makro z USA, które byłyby w stanie istotnie poruszyć rynkiem walutowym. Wyjątek stanowią tutaj “minutki” ze spotkania Rezerwy Federalnej, które zostaną opublikowane już w najbliższą środę. Na podstawie podsumowania dyskusji z posiedzenia FOMC będziemy mogli zweryfikować pogląd rynku, który z dość wysokim prawdopodobieństwem wycenia możliwość cięcia stóp procentowych przez Rezerwę Federalną podczas najbliższych spotkań. Nie przychylamy się do tej opinii.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

By odmówić przedsiębiorcy zwrotu VAT, fiskus zajął dwa wzajemnie sprzeczne stanowiska, a dla przedsiębiorcy wybrał to niekorzystne

Przedsiębiorca, który nie ma świadomości uczestnictwa w karuzeli VAT, dokonuje prawidłowych rozliczeń podatkowych dostawy. Stwierdzenie uczestnictwa przedsiębiorcy w karuzeli podatkowej nie jest wystarczające do zakwalifikowania go jako przestępcy, celowo dokonującego nieprawidłowych rozliczeń podatkowych. Zwłaszcza gdy same organy podatkowe takiego zamiaru przypisać mu nie potrafią. Dla obarczenia przedsiębiorcy odpowiedzialnością za błędne rozliczenie podatkowe konieczne jest ustalenie świadomego jego uczestnictwa w tzw. dostawie łańcuchowej – orzekł 4 marca 2019 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach (sygn. akt III SA/Gl 27/19).

Organ skarbowy, przeprowadzając u jednego z przedsiębiorców, zajmujących się dostawą oleju rzepakowego, kontrolę rzetelności deklarowanych podstaw opodatkowania oraz prawidłowości obliczania i wpłacania podatku od towarów i usług za okresy od lipca do grudnia 2013 r., stwierdził błędne zadeklarowanie przez niego nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. Jako przyczynę organ przyjął ujęcie przez przedsiębiorcę w rozliczeniu wewnątrzwspólnotowych dostaw (WDT) części dostaw dokonanych na rzecz czeskich podmiotów i opodatkowanie ich 0% stawką VAT, podczas gdy faktycznie to on był odbiorcą dostaw na terenie Czech. Zatem nie przysługiwało mu prawo do obniżenia podatku należnego o podatek naliczony z tytułu zakupu oleju w Polsce.

Przedsiębiorca nabywał olej od polskiej firmy Y, którą wcześniej zweryfikował m.in. poprzez dokumenty rejestracyjne, zaświadczenie o braku zaległości podatkowych i opłacie składek ZUS i bazy technicznej. Następnie zlecał tej samej firmie jego transport do Czech bądź też transport dokonywany był bezpośrednio z firmy Z, od której Y sam nabywał olej. W rzeczywistości olej wracał do Polski, o czym przedsiębiorca nie wiedział. Organ odmówił prawa do odliczenia VAT z tytułu wewnątrzwspólnotowej dostawy nie tyle ze względu na udział przedsiębiorcy w karuzeli podatkowej, ile z uwagi na to, że to nie on, a firma Y dokonywała faktycznej dostawy WDT.

Niezakwestionowany i potwierdzony wywóz towaru za granicę

Przedsiębiorca nie zgodził się z takim stanowiskiem organu, które odmawia rzetelności dokonanych przez niego rozliczeń z powyższych względów, nie kwestionując jego uprawnienia do odliczenia podatku naliczonego z tego tylko tytułu, że realizował on wewnątrzwspólnotowe dostawy w warunkach „karuzeli podatkowej”. Podatnik powołał się bowiem na zeznania świadków, a także listy przewozowe, które były dowodem na to, że faktycznie zgodnie z umową dokonał wewnątrzwspólnotowej dostawy. Sam organ nie podważył dokumentacji potwierdzającej wywóz oleju do Czech, a wręcz przeciwnie, wywóz ten został potwierdzony przez czeskie władze podatkowe.

Przedsiębiorca przywołał Konwencję o umowie międzynarodowego przewozu drogowego towarów (CMR), która w art. 12 ust. 1 stanowi, że „Nadawca ma prawo rozporządzać towarem, a w szczególności zażądać od przewoźnika wstrzymania przewozu, zmiany miejsca przewidzianego dla wydania towaru…” (Dz.U. z 1962 r. nr 49, poz. 238, sprost. Dz.U z 1995 r. nr 69, poz. 352). W liście przewozowym to on każdorazowo widniał jako nadawca, stąd to on był odpowiedzialny za transport.

Dokument pominięty przez organ

Dodatkowo skarżący wskazał na aneks do umowy przewozu, którego organ w ogólne nie wziął pod uwagę, a który stanowił wyraźnie, że to przedsiębiorca przejmował na siebie ryzyko utraty lub uszkodzenia towaru już od momentu postawienia mu go do dyspozycji w punkcie wydania zbywcy. Zatem do faktycznego władztwa nad dostarczanym do Czech olejem doszło już w magazynie sprzedającego, dopiero później występującego w roli przewoźnika towaru, na zlecenie władającego już towarem przedsiębiorcy. W aneksie strony zawarły również, że to przedsiębiorca będzie ponosił koszt transportu.

Organ, mając do wyboru dwie oceny prawne, przyjął tę niekorzystną dla podatnika

Regulacja art. 7 ust. 8 ustawy o podatku od towarów i usług przewiduje, że: W przypadku gdy kilka podmiotów dokonuje dostawy tego samego towaru w ten sposób, że pierwszy z nich wydaje ten towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności nabywcy, uznaje się, że dostawy towarów dokonał każdy z podmiotów biorących udział w tych czynnościach” (Dz.U. 2004 nr 54, poz. 535, ze zm.).

W wyroku z 21 kwietnia 2016 r. WSA w Gliwicach dokonał wykładni tego przepisu, stanowiąc, że „Mechanizmy oszustw podatkowych typu „karuzele podatkowe” wykorzystując konstrukcję transakcji łańcuchowych do celów sprzecznych z prawem, transakcjami łańcuchowymi w rozumieniu art. 7 ust. 8 ustawy VAT być nie mogą” (sygn. akt III SA/GL 2171/15). Uchylając tym wyrokiem zaskarżone przez przedsiębiorcę decyzje organów podatkowych, wskazał, że organ kontroli skarbowej, ustalając udział podatnika w karuzeli podatkowej, stwierdził zachowanie przez niego staranności kupieckiej w doborze kontrahentów, i nie zakwestionował jego prawa do odliczenia podatku naliczonego. Z kolei organ drugiej instancji, łamiąc zasady postępowania podatkowego, wziął pod uwagę jedynie negatywne dla sytuacji podatnika ustalenia organu pierwszej instancji. W toku postępowania odwoławczego nie rozpoznał sprawy ponownie, a milcząco zaakceptował fakt, że dokonane przez organ kontroli skarbowej ustalenia stanu faktycznego doprowadziły do dwóch sprzecznych i wzajemnie wykluczających się ocen prawnych – korzystnej i niekorzystnej dla podatnika, przy czym przyjął wersję dla podatnika niekorzystną.

Skarga kasacyjna fiskusa

Dyrektor Izby Skarbowej wniósł od tego wyroku skargę kasacyjną. Podniósł, że ustalenie braku świadomości podatnika co do jego uczestnictwa w karuzeli podatkowej, nie pozbawia organów możliwości zbadania prawidłowości dokonanego przez tego podatnika rozliczenia VAT w każdym innym aspekcie. Rozpatrujący skargę Naczelny Sąd Administracyjny zgodził się z organem, że w myśl art. 122 Ordynacji podatkowej ma on obowiązek podejmowania wszelkich niezbędnych działań w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego i nie ma przy tym mowy o działaniu na korzyść lub niekorzyść podatnika.

NSA zwrócił sprawę gliwickiemu sądowi, zalecając, by przy ponownym jej rozpatrzeniu wziął pod uwagę fakt, iż organy nie kwestionowały prawa do odliczenia przez skarżącego podatku naliczonego z tytułu realizacji przez niego wewnątrzwspólnotowych dostaw w warunkach „karuzeli podatkowej”, a z powodu uznania, że biorąc udział w transakcjach łańcuchowych, błędnie rozliczył podatkowo sporne transakcje jako WDT zamiast dostawy krajowe.

„Sąd oceni, czy trafne jest spójne i jednoznaczne stanowisko organów, że firma M. S. A. w sposób nieprawidłowy rozpoznała dokonane transakcje jako wewnątrzwspólnotowe dostawy oleju rzepakowego i w sposób nieuprawniony odliczyła podatek naliczony, bowiem błędnie określiła miejsce świadczenia usług biorąc udział w transakcjach łańcuchowych” (I FSK 1605/16).

Nieprawidłowe i wzajemnie sprzeczne stanowiska organów

WSA, stosując się do zaleceń Naczelnego Sądu Administracyjnego, ponownie uznał skargę przedsiębiorcy za zasadną. Zdaniem składu orzekającego prezentowane w tej sprawie stanowiska organów są nie tylko nieprawidłowe, ale wręcz wzajemnie sprzeczne. Z jednej strony nie podważają dowodów w postaci zeznań i dokumentów potwierdzających wywóz przez przedsiębiorcę oleju do Czech, z drugiej fakt ten negują. Uchylając decyzje organów podatkowych pierwszej i drugiej instancji, sąd orzekł, że podatnik niemający świadomości co do swojego uczestnictwa w karuzeli podatkowej, nie ma również świadomości, że dokonuje jej podatkowego rozliczenia w sposób nieadekwatny.

„Tym samym podatnik dokonał rozliczenia podatkowego realizowanych transakcji olejem rzepakowym, zgodnie z prowadzoną działalnością i realizowanymi kontraktami. (…) Jeżeli zatem olej był transportowany do Czech pod nadzorem skarżącego, rozładowany w jego obecności, pobierano jego próbki, które poddawano wyrywkowo analizie jakościowej, posiada potwierdzenie odbioru towaru, potwierdzenie dostawy w CMR, to trudno podzielić pogląd organu, że nie dokonywał WDT. Ustalenia faktyczne, które potwierdzają wykorzystanie karuzeli podatkowej zorganizowanej przez inne podmioty niż podatnik, do oszukańczych działań nie mogą obciążać podatnika, którego świadomy udział w karuzeli wykluczono. Po to twórcy karuzeli tworzą pozory legalnej działalności, aby takie podmioty jak skarżący, nie mogły się w ich działaniach orientować” (sygn. akt III SA/Gl 27/19).

Wszystkie chwyty dozwolone

Zajęcie w niniejszej sprawie nieprawidłowych, wzajemnie sprzecznych stanowisk, w sytuacji dokonania korzystnej i niekorzystnej dla przedsiębiorcy oceny prawnej stanu faktycznego, umożliwiło organom wybranie tej niekorzystnej oceny. Fiskus musiał doprowadzić do takiego kuriozum. Taki był jego pomysł na uzasadnienie odmowy zwrotu VAT przedsiębiorcy. W innym przypadku musiałby go zwrócić. Z pewnością bowiem znane jest jego organom, bo liczące już 13 lat rozstrzygnięcie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 12 stycznia 2006 r., stanowiące, że: „prawo podatnika dokonującego dostawy do odliczenia podatku naliczonego nie może ucierpieć tylko dlatego, że inna transakcja w łańcuchu dostaw, w której on uczestniczy, a o której nie ma świadomości, dokonana później lub wcześniej, stanowi oszustwo” (Wyrok w połączonych sprawach C-354/03, C-355 i C-484/03).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Brökelmann Polska z nowym zakładem w Opolu

Firma Brökelmann Polska zrealizuje nową inwestycję w Opolu. Nowoczesna zakład obróbki profili aluminiowych i stali m.in. dla branży motoryzacyjnej będzie miał 18 500 mkw. powierzchni magazynowo – produkcyjnej. Zakończenie budowy planowane jest na przełomie listopada i grudnia br. Dział BTS AXI IMMO wspierał klienta na poszczególnych etapach przygotowania inwestycji zarządza projektem i pełni nadzór inwestorski podczas budowy obiektu.

Brokelmann
Brokelmann

Firma Brökelmann Polska zajmuje się specjalistyczną obróbką profili aluminiowych i przetwórstwem stali. Jej głównymi klientami są wiodące marki producentów działających w branży samochodowej. Przedsiębiorstwo jest częścią koncernu Knauf Interfer. Na polskim rynku firma funkcjonuje od ponad 20 lat. Od 2011 roku ma swoją siedzibę w Opolu, na terenie Opolskiego Centrum Logistycznego.

Wraz z dynamicznym rozwojem firma zdecydowała się na budowę nowego, własnego obiektu w Opolu. Nowy zakład powstanie na 6 ha działce przy ul. Arka Bożki w Opolu. Nowa inwestycja będzie składała się z budynku produkcyjno-magazynowego o powierzchni 16 000 mkw. i biurowca o powierzchni 2 500 mkw.

Na etapie przygotowania inwestycji Dział BTS AXI IMMO wspierał klienta kompleksowo w procesie selekcji lokalizacji, konsultacjach technicznych, koordynacji prac projektowych oraz przeprowadzeniu przetargu na wybór generalnego wykonawcy. Obecnie pełni obowiązki koordynatora inwestycji oraz prowadzi z ramienia Brökelmann Polska nadzór inwestorski.

Firma Brökelmann Polska przy planowaniu nowego zakładu produkcyjnego chciała pozostać w Opolu, ze względu na pracowników i dobrą współpraca z lokalnym samorządem i instytucjami. Cieszę się, że udało się znaleźć odpowiednią działkę, gdzie w szczegółach została zaplanowana inwestycja. Nowy zakład pozwoli na zwiększenie możliwości produkcyjno-magazynowych firmy przy jednoczesnym wzroście efektywności przestrzeni operacyjnej i procesów produkcyjnych” – komentuje Marek Kosielski, Dyrektor Działu BTS w AXI IMMO.

Obecnie firma zatrudnia około 130 osób. Docelowo w nowej lokalizacji planuje zwiększyć zatrudnienie o 270 osób. Koszt realizacji inwestycji szacowany jest na 82 mln zł. Generalnym wykonawcą została  wybrana firma Adamietz ze Strzelec Opolskich.

Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną sprzeczna z RODO?

Od 4 maja obowiązuje w polskim prawie tzw. ustawa wprowadzająca. Znowelizowała ona m.in. Ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną (UŚUDE). Niezmienione w niej pozostały np. przepisy mówiące o konieczności uzyskania przez usługodawcę zgody od użytkownika w przypadku chęci wykorzystywania jego danych, które nie są niezbędne do świadczenia usług. Problem w tym, że może to być uznawane za niezgodne z RODO.

Zgoda nie zawsze konieczna

Już z dotychczasowych przepisów UŚUDE wynikało, że usługodawca, jeśli chce wykorzystywać m.in. w działaniach reklamowych dane użytkownika, które nie są niezbędne do świadczenia usług drogą elektroniczną, potrzebuje na to jego zgody. Na przykład sklep internetowy ma więc prawo korzystać w celach reklamowych bez otrzymanej zgody z historii zamówień klienta – są to bowiem dane, które były do świadczenia usług drogą elektroniczną niezbędne. Sytuacja jest bardziej skomplikowana w przypadku marketingu behawioralnego. Rzecz w tym, że dzięki plikom cookies są zbierane różne informacje o użytkowniku. Usługodawca może nie być zatem pewien, czy uzyskanie zgody jest konieczne.

Odpowiedzialność nie musi spoczywać na usługodawcy

„Zwracam uwagę na jeden aspekt. Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną dotyczy wyłącznie usługodawców. W praktyce bardzo często jest tak, że działania związane z profilowaniem, z przedstawieniem spersonalizowanej reklamy są wykonywane przez podmioty zewnętrzne, które same siebie widzą w roli administratorów. Tak że polecam mieć na uwadze i dokładnie przeanalizować cały proces tworzenia reklamy sprofilowanej i spersonalizowanej. Bo możliwe, że nie dotyczy on bezpośrednio usługodawcy, ale innego podmiotu, który jest odpowiedzialny za przetwarzanie danych osobowych, więc w ogóle nie będziemy mówili o problemie zgody” – stwierdza w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Milena Wilkowska, senior associate w kancelarii Maruta Wachta.

UŚUDE sprzeczna z RODO?

Warto przy tym zauważyć, że UŚUDE w obecnym kształcie budzi wątpliwości w kontekście obowiązującego już od roku RODO, które wprowadziło rewolucję w myśleniu administratorów danych osobowych. Spowodowało ono mianowicie stosowanie podejścia opartego na ryzyku (risk-based approach). Wiąże się to z tym, że administrator musi samodzielnie ocenić, którą z podstaw prawnych może w danym przypadku wykorzystać. Wydaje się, że rozporządzenie stosowane w polskim prawie w zakresie ochrony danych osobowych powinno opierać się właśnie na tej zasadzie. Oznaczałoby to, że administrator po przeprowadzeniu analizy dotyczącej tego, którą podstawę prawną wybrać, mógłby dojść do wniosku, że w danej sytuacji nie będzie najlepsza zgoda, wymagana przez UŚUDE, ale – np. prawnie uzasadniony interes. Nie da się więc wykluczyć, że ustawa ta zostanie w przyszłości zakwestionowana jako niezgodna z RODO.

Maczfit otwiera zakład produkcyjny i planuje podbój Europy

Nowa siedziba Maczfit to prawie 5 000 tys. m2 specjalnie wybudowanej przestrzeni, w której mieszczą się biura i hala produkcyjna. Każdego dnia przygotowywane jest kilkadziesiąt tysięcy posiłków. Ta najnowocześniejsza inwestycja branży cateringu dietetycznego znajduje się w podwarszawskim Szymanowie i kosztowała wiele milionów złotych. Funkcjonowanie rozpoczęła
w maju 2019r.

– W Polsce, jak nigdzie indziej na świecie, catering dietetyczny cieszy się ogromną popularnością. W innych krajach klienci mają znacznie bardziej ograniczone możliwości wyboru diet specjalnych i zróżnicowania kalorycznego. Stoimy na czele rynku europejskiego. Nowoczesny kompleks produkcyjny i centrum logistyczne Maczfit to projekt unikatowy na skalę globalną, jak również potwierdzenie naszej pozycji lidera branży cateringu dietetycznego w Polsce. Po kilkunastu miesiącach intensywnej pracy udało się stworzyć najwyższej klasy zakład, nie tylko spełniający restrykcyjne europejskie normy, ale też wdrażający zupełnie nowe rozwiązania w kwestii jakości i technologii. To pozwoli nam otworzyć się również na klientów z sąsiednich krajów. – mówi Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit

Zakład produkcyjny jakiego jeszcze w Europie nie było

Nieruchomość w której mieści się hala produkcyjna oraz biuro wraz z całą infrastrukturą techniczną ma łączną powierzchnię 5 000 tys. m2.  W nowej hali produkcyjnej zostały zainstalowane nowoczesne linie technologiczne i produkcyjne m.in. do odrębnego przygotowywania diet specjalnych, takich jak np. bezglutenowa, bez laktozy, czy Hypo–Hashimoto. Hala wyposażona jest w magazyn służący przechowywaniu produktów spożywczych, chłodnię dla gotowych do wyjazdu zestawów oraz centrum logistyczne, z którego wyjeżdżają posiłki do wszystkich klientów w blisko 300 miejscowościach w Polsce.

Najważniejsze założenie Maczfit to zapewnienie takiego samego smaku i jakości wszystkich przygotowywanych dań. Centralny zakład, w którym przygotowywane są posiłki trafiające do klientów z całego kraju, gwarantuje ścisłą kontrolę, dostosowaną do wysoko postawionych wewnętrznych norm jakości. Nowa hala produkcyjna nie jest jedyną inwestycją Maczfit w udoskonalaniu świadczonych usług. Wszystkie zachodzące procesy związane z zamówieniami i przygotowaniem jedzenia wykorzystują autorskie systemy MaczLogistic i MaczHub, stworzone specjalnie dla lidera branży. W najbliższym czasie zostanie również uruchomiona nowa platforma internetowa www.maczfit.pl, zawierająca jeszcze więcej informacji i pozwalająca na łatwiejsze zarządzanie zamówieniami.

Dzięki ambitnej inwestycji Maczfit jest już w stanie przygotować 20 tys,
5-daniowych pakietów na dobę, rocznie realizując ponad 30 mln posiłków i wciąż zachowywać wysokie standardy produkcji oraz jakości dań. Zapewnia to marce nie tylko pozycję niekwestionowanego lidera w Polsce i Europie, ale jest osiągnięciem
na skalę światową. Nowy zakład produkcyjny w znacznym wymiarze wpłynął także
na lokalny rynek pracy. Dotychczas zatrudnienie znalazło w nim ponad 250 osób.

Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit
Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit

– Nowa inwestycja to nie tylko miejsca pracy, to również cały szereg nowych technologii, których dotychczas nie wykorzystywała żadna firma. To nasze systemy logistyczne i przygotowane w oparciu o najlepsze praktyki user experience programy przetwarzające zamówienia. Dzięki skoordynowaniu wszystkich procesów, Maczfit może przyjąć większą liczbę zamówień, bez uszczerbku na czasie ich realizacji.
Ale to jeszcze nie wszystko.– mówi Maciej Lubiak, pomysłodawca i założyciel marki Maczfit.

Wyzwania w 2019 roku

Otwarcie nowej hali produkcyjnej zbiega się w czasie z uruchomieniem nowej platformy internetowych zamówień, która stanowi część intensywnego rozwoju marki. Niebawem oferta Maczfit poszerzy się również o kolejne programy dietetyczne, jednocześnie aktywnie pracując nad udoskonaleniem obecnego menu. Firma jest także w trakcie testowania nowych, ekologicznych rozwiązań m.in. opakowań biodegradowalnych, będących odpowiedzią na oczekiwania klientów.

Maczfit – sukcesu osiągnięty pracą organiczną

Maczfit jako jedyna firma z branży dowozi zestawy posiłków do prawie
300 miejscowości w całym kraju. Nad każdym daniem czuwa profesjonalny sztab kucharzy, dietetyków, managerów jakości i specjalistów zdrowego żywienia, którzy szukają inspirujących przepisów na całym świecie. Menu na tle konkurencji wyróżnia się doskonałym smakiem oraz restauracyjnym wyglądem dań. W ofercie jest
21 programów dietetycznych w kilku wariantach kalorycznych, a także soki typu cold press. Misją i celem firmy Maczfit jest wsparcie osób w codziennym zdrowym  odżywianiu i promocja zdrowego stylu życia. W zestawach dietetycznych znajduje się tylko to, co najlepsze i najzdrowsze we współczesnej kuchni, czyli najwyższej jakości składniki połączone w niebanalne kompozycje.

UseCrypt wykupiony przez LAZAR Vision Fund

Usecrypt, który stworzył zmieniający zasady mechanizm generowania klucza szyfrującego na urządzeniu użytkownika, eliminując pośredników (tzw. trzecią stronę) z procesu telekomunikacji, został przejęty przez amerykański fundusz LAZAR VISION FUND.

Sercem technologii Usecrypt – rozwiązania dedykowanego na komputery – jest opatentowana technologia szyfrowania informacji HVKM (Hybrid Virtual Key Management), gwarantująca brak technicznej możliwości dostępu do jakichkolwiek danych przez dostawcę chmury, producenta oprogramowania lub „pośredników” (np. dyrektorów i administratorów IT), którzy bardzo często mają wgląd w firmowe skrzynki mailowe i zasoby pracowników organizacji.

Usescrypt w grudniu ubiegłego roku ogłosił globalną ekspansję oraz nabycie 10% akcji przez funduszu LAZAR VISION FUND LP, otwierając pierwsze biuro w Nowym Jorku oraz kolejne oddziały w Tel-Awiwie i Nikozji. Dziś fundusz LAZAR zwiększa swoje zaangażowanie przekraczając próg 50% w kapitale spółki.  Wraz zez mianami właścicielskimi, do Rady Nadzorczej spółki dołączyło dwóch niezwykle doświadczonych inwestorów oraz ekspertów globalnego rynku IT – Yuval Rabin oraz Mike Mayer.

Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar
Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar

– Technologia Usecrypt tworzy nowe zasady telekomunikacji usuwając pośredników z tego procesu. Pierwotne prawo do prywatności oraz zdolność komunikacji stanowią podstawę człowieczeństwa. Usecrypt łączy te dwie własności – mówi Yuval Rabin, partner w funduszu Lazar, posiadający ponad 30-letnie doświadczenie w sprzedaży i wdrożeniach innowacyjnych systemów IT w USA, Europie Zachodniej oraz Izraelu. Yuval Rabin obecnie koncentruje się na wspieraniu spółek posiadających najbardziej innowacyjne technologie.

– W ostatnich latach aktywnie uczestniczyłem we wzroście firmy produkującej baterie elektryczne do samochodów, nabytej przez jeden z największych koncernów samochodowych. Inna spółka, w której jestem zaangażowany opracowała rozwiązania wydłużające żywotność satelitów krążących po orbicie. Produkty Usecrypt idealnie wpisują się w obecny trend decentralizacji usług.  Do tego spółka działa na jednym z trzech najszybciej rosnących rynków na świecie – cyberbezpieczeństwa – dodaje.

Drugim przedstawicielem funduszy, powołanym do RN jest Mike Mayer, wieloletni wiceprezes koncernu SAP, wcześniej przez długi czas pracujący dla amerykańskiego giganta ORACLE.

Test przedsiębiorcy. Jak rząd zbiera pieniądze na swoje obietnice

„Test przedsiębiorcy”, niezależnie czy jego wprowadzenie będzie miało charakter zmiany legislacyjnej, czy też zmiany sposobu stosowania prawa, może mieć fatalne skutki zarówno dla gospodarki, jak i dla dużej części przedsiębiorców – to podstawowy wniosek z raportu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców pt. „Test przedsiębiorcy. Jak rząd zbiera pieniądze na swoje obietnice”.

„Test przedsiębiorcy” miał być narzędziem służącym do weryfikacji, czy dany podmiot prowadzi rzeczywistą działalność gospodarczą, a co za tym idzie ma prawo do rozliczania się za pomocą liniowego PIT, a także korzystania z preferencji w zakresie składek na ubezpieczenia społeczne. Eksperci ZPP wskazują, że polityka informacyjna rządu w tym zakresie, zdefiniowana jest przez totalny chaos.

Cezary Kaźmierczak
Cezary Kaźmierczak

– Najpierw test pojawia się w jakiejś nieformalnej wypowiedzi wiceministra Świtały – przypomina Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP – Później resort dementuje tę informację i twierdzi, że nie ma w tej sprawie żadnego projektu. Następnie „test przedsiębiorcy” pojawia się w projekcie Wieloletniego Planu Finansowego Państwa po to, by być zastąpionym „uszczelnieniem klasyfikacji przychodów do źródła pozarolnicza działalność gospodarcza” w ostatecznym brzmieniu Planu. W międzyczasie minister Emilewicz i premier Morawiecki zarzekają się, że testu nie będzie. Przedsiębiorcy nie mają pojęcia czego się spodziewać.

Katalog niewiadomych nie zamyka się jednak wyłącznie w tym, czy test będzie wprowadzony. Wątpliwości budzi również potencjalna jego formuła, planowana przez pomysłodawców, czyli resort finansów. Z uwagi na mnogość zmian zarówno w medialnych przekazach przedstawicieli rządu, jak i w samym Wieloletnim Planie Finansowym Państwa, nie sposób jest dzisiaj stwierdzić, czy planowane jest (było?) wprowadzenie jakichkolwiek zmian legislacyjnych, czy „jedynie” zmiana sposobu stosowania już obowiązującego prawa. Podczas gdy minister Emilewicz twierdzi, że nie planuje się żadnych zmian legislacyjnych, w Wieloletnim Planie wprost napisane jest, że narzędziem które planuje się wykorzystać do uszczelnienia klasyfikacji przychodów do źródła „pozarolnicza działalność gospodarcza” jest m.in. zmiana ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Eksperci ZPP podkreślają, że niezależnie od wybranej metody, wprowadzenie testu będzie wiązało się z poważnymi konsekwencjami gospodarczymi i prawnymi.

Można stwierdzić nawet, że brak zmiany legislacyjnej byłby jeszcze groźniejszy, niż wprowadzenie nowych regulacji – twierdzi Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji Związku – W przypadku uchwalenia nowych przepisów, obowiązywałyby one od momentu ich wejścia w życie, bez możliwości zastosowania ich do okresów wstecznych. Podlegałyby ponadto procesowi konsultacji społecznych. Jeśli wybrany byłby wariant zmiany sposobu stosowania już obowiązujących regulacji, część przedsiębiorców mogłaby spodziewać się podważania ich deklaracji za okres do pięciu lat wstecz.

Zagrożenia związane z testem przedsiębiorcy niestety nie kończą się na samych konsekwencjach podatkowych i konieczności dopłacenia różnicy, między podatkiem obliczonym zgodnie ze skalą podatkową, a podatkiem liniowym. Stwierdzenie, że dany podmiot, kontrahujący z innym podmiotem, nie prowadził działalności gospodarczej, rodzi poważne skutki w zakresie podatku VAT, czy składek na ubezpieczenia społeczne, nie byłoby również obojętne z punktu widzenia karnoskarbowego. Gdyby zdecydowano się podważać rodzaj stosunku prawnego między dotychczasowymi kontrahentami i ustalać, że stosunek ten miał charakter stosunku pracy, test rodziłby również niemożliwe do przewidzenia komplikacje w zakresie prawa pracy.

– Pojawiłaby się konieczność rozliczania nieudzielonych urlopów, a „pracodawca”, czyli dotychczasowy kontrahent, odpowiadałby np. za nieodprowadzone składki i zaliczki na podatek, jako płatnik – podkreśla Cezary Kaźmierczak Skala zagrożeń jest ogromna, podczas gdy prawdopodobieństwo osiągnięcia zakładanego skutku finansowego oceniam jako niewielkie. Rząd twierdzi, że uzyska 1,2 mld zł, jednak wziąwszy pod uwagę deklarowany do tej pory kształt testu można łatwo wymyślić co najmniej kilka sposobów uniknięcia go. Przykład brytyjski pokazuje, że ściągnięcie w ten sposób pieniędzy z podatników wcale nie będzie tak proste, jak to sobie wyobrażają decydenci.

Grupa R22 notuje dwukrotny wzrost kwartalnego zysku netto

Grupa R22 osiągnęła rekordowe wyniki finansowe w III kwartale 2018/2019 r. obr., poprawiając zarówno przychody, jak i marżowość. Przychody wzrosły o 28 proc. i wyniosły 37,3 mln zł, skorygowana EBITDA wzrosła o 51 proc. i po raz pierwszy wyniosła ponad 10 mln zł, a zysk netto wyniósł 49 mln zł i był o 90 proc. wyższy niż rok wcześniej. Grupa kontynuuje międzynarodową ekspansję oraz rozwija portfolio usług i narzędzi automatyzujących procesy biznesowe.

Rok 2018/2019 jest okresem dynamicznego rozwoju R22 – zarówno w ujęciu operacyjnym, jak i finansowym. W tym czasie Grupa zdobyła pozycję lidera na rumuńskim rynku hostingu i domen, zainwestowała w perspektywiczne spółki technologiczne – User.com i Appchance, a z usług Grupy po raz pierwszy w historii korzystało ponad 250 tys. klientów. Równolegle do wzrostu skali działalności zespół prowadzi prace nad optymizacją oferty i budową synergii, co prowadzi do wzrostu ARPU i marżowości.

– Konsekwentnie pracujemy nad rozwojem Grupy, czego efektem są bardzo dobre dane finansowe. Poza kontynuacją wzrostu przychodów możemy pochwalić się rosnącą rentownością. Dzięki temu w III kwartale, po raz pierwszy w historii, wypracowaliśmy ponad 10 mln zł kwartalnej EBITDA. Na uwagę zasługuje również wysoki poziom generowanej gotówki, który umożliwia nam dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. – mówi Jakub Dwernicki, prezes R22.

W III kwartale Grupa osiągnęła prawie 3 mln zł nadwyżki gotówkowej. Wyniki Grupy charakteryzuje wysoka konwersja zysku EBITDA do przepływów z działalności operacyjnej, która w III kwartale wyniosła prawie 100 proc. Jednocześnie Grupa poprawia wskaźnik dług netto / EBITDA, który na dzień 31 marca 2019 r. wynosił 1,6 (1,4 z wyłączeniem długu podporządkowanego).

W okresie dziewięciu miesięcy zakończonym 31 marca 2019 r., Grupa osiągnęła 105,5 mln zł przychodów i 27,1 mln zł skorygowanej EBITDA – wzrost o ponad 30 proc. Zysk netto wzrósł o ponad 50 proc. do 11,9 mln zł, a zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł o 71 proc. i wyniósł 8,3 mln zł.

R22 kontynuuje ekspansje zagraniczną i buduje lidera rynku hostingu i domen w Europie Środkowo-Wschodniej. 17 maja br. Grupa poinformowała o trzech kolejnych transakcjach o łącznej wartości 4,2 mln euro, które zostaną sfinansowane kredytem bankowym. Dzięki nim R22 umocniła się na pozycji lidera, dystansując pozostałych rynkowych graczy i osiągając prawie 25 proc. udziałów w lokalnym rynku. Łącznie rumuńskie spółki obsługują ponad 50 tys. klientów.

Jakub Dwernicki, prezes R22
Jakub Dwernicki, prezes R22

– Naszym celem jest utrzymanie tempa wzrostu i rozwój na kolejnych rynkach. W ciągu 2 lat chcemy podwoić skalę biznesu, co możliwe jest dzięki rozwojowi organicznemu oraz przejęciom na kolejnych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. – dodaje Jakub Dwernicki.

W marcu br. R22 podpisała umowę wykupu mniejszościowych udziałów w segmencie hostingu. Transakcja o łącznej wartości 13,6 mln euro zostanie przeprowadzona w dwóch etapach – pierwszy do końca czerwca i drugi maksymalnie do 11 lutego 2020 r.

Tempo wzrostu PKB w Polsce pozostaje silne

Miniony tydzień był bogaty w makroekonomiczne statystyki z polskiej gospodarki. GUS opublikował wstępny szacunek wzrostu krajowego PKB za I kwartał tego roku w wysokości 4,6% r/r i potwierdził przyśpieszenie wzrostu kwietniowej inflacji konsumenckiej do poziomu 2,2% r/r. Na razie wymienione statystyki nie mają wpływu na politykę pieniężną NBP. Na majowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian, a na konferencji prasowej gubernator A. Glapiński powtórzył, że może sobie wyobrazić scenariusz, że stopy procentowe pozostaną stabilne aż do 2022 roku. Jednak opinia w tym zakresie w NBP nie jest jednolita. Jeżeli inflacja w ciągu roku zacznie wyraźnie rosnąć, zwiększy się szansa, że bank centralny jednak zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych. Jednak do takiej sytuacji nie powinno dojść wcześniej niż w 2020 roku.

Strukturę PKB GUS poda na koniec maja, ale statystyki kwartalne pokazują, że głównym źródłem wzrostu pozostaje konsumpcja gospodarstw domowych. Inwestycje oraz bardzo prawdopodobnie także handel zagraniczny, również miały pozytywny wpływ na wyniki. Dynamika polskiej gospodarki zwolniła w I kwartale br., ale biorąc pod uwagę skalę ryzyk polityczno-gospodarczych, wciąż jest bardzo solidna. Wzrost PKB, w połączeniu z ekspansją fiskalną i rozgrzanym rynkiem pracy, powinien w najbliższych kwartałach generować kolejną presję inflacyjno-cenową.

Złoty pomimo pozytywnych danych z polskiej gospodarki w ubiegłym tygodniu się osłabił i w stosunku do euro w zeszły piątek był na poziomie 4,31 EUR/PLN. Eurodolar na koniec minionego tygodnia wynosił 1,12 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTA.

Podatek katastralny w Polsce: co musimy wiedzieć?

podatkiPodatek katastralny wzbudza w Polsce mnóstwo emocji wśród osób posiadających nieruchomości. W wielu krajach Unii Europejskiej został on już wprowadzony i funkcjonuje od wielu lat. W Polsce takie rozwiązanie wydaje się kwestią czasu, choć na razie żaden rząd nie odważył się na jego wprowadzenie, ponieważ konsekwencje społeczne są trudne do przewidzenia.

Co to jest podatek katastralny?

Podatek katastralny jest podatkiem od nieruchomości. Jego wysokość zależy od tego, ile dana nieruchomość jest warta. Im większa jest wartość nieruchomości, tym wyższy podatek, który należy opłacić. Z tego wynika, że najwięcej zapłaciłyby osoby mające nieruchomości w dużych miastach, np. w Warszawie. W przypadku mieszkania, którego wartość wynosi np. 500 tysięcy złotych, wysokość podatku katastralnego to 10 tysięcy złotych. Jak więc widać jest to kwota bardzo wysoka, zwłaszcza że obecnie wartość podatku od nieruchomości nie przekracza kilkuset złotych rocznie. Więcej szczegółowych danych na temat katastru znajduje się na stronie https://www.nntfi.pl/finanse-po-godzinach/podatek-katastralny.

Podatek katastralny w Polsce

W Polsce nie prowadzi się katastru, czyli ewidencji zawierającej dane o budynkach, gruntach oraz inne informacje niezbędne do określenia wartości nieruchomości. Z tego właśnie względu, jeśli taki podatek miałby być wprowadzony, konieczne byłyby czasochłonne i bardzo kosztowne prace. Pierwszym krokiem byłoby oszacowanie wartości poszczególnych nieruchomości, ponieważ tylko wtedy możliwe by było nałożenie podatku. Co więcej, każdy obiekt musiałby być wyceniony przez rzeczoznawcę majątkowego, a to wiąże się z dużymi kosztami. Sporządzona dokumentacja byłaby opublikowana, aby właściciele mieli możliwość odwołania od wydanej decyzji. Co więcej, wprowadzenie podatku katastralnego wymaga sporządzenia ustawy według projektu Ministra Finansów. Nietrudno przewidzieć, że rząd, który podejmie się nałożenia podatku katastralnego, szybko straci poparcie społeczeństwa, dlatego trudno przewidzieć, czy takie rozwiązania w ogóle będzie wprowadzone.

Podatek katastralny – dla kogo?

Podatek katastralny dotknąłby właściwie każdego Polaka, nie tylko właścicieli nieruchomości. Wzrost podatku wiązałby się z podniesieniem stawek, np. za wynajem czy dzierżawę. Na pewno byłoby to duże obciążenie dla budżetów domowych – przewiduje się nawet, że opłacenie podatku katastralnego pochłonęłoby kwotę równą rocznej pensji jednego z domowników. W polskiej rzeczywistości wprowadzenie tak wysokiej opłaty miałoby bardzo poważne konsekwencje.

Wady i zalety podatku katastralnego

Na największe profity z tytułu wprowadzenia podatku katastralnego mogą liczyć samorządy. To do nich spływać będą opłaty, co pozwoli na sfinansowanie bieżących potrzeb i inwestycji. Zaletą wprowadzenia podatku katastralnego będzie z pewnością pozytywny wpływ na rozwój obszarów miejskich, ponieważ będzie on wywierał presję na efektywniejsze zagospodarowanie przestrzeni.

Niestety podatek katastralny miałby katastrofalne skutki dla domowych budżetów. Wielu osób po prostu nie byłoby stać na jego opłacanie. Co więcej, takie opodatkowanie znacząco zwiększyłoby koszty wynajmu i dzierżawy nieruchomości, przez co ten sektor mógłby mocno ucierpieć.

Twarda retoryka, mocny dolar

Nowy tydzień otwieramy bez przełomowych informacji w temacie sporu handlowego USA-Chiny, choć twarda retoryka Donalda Trumpa na wielu frontach pomaga dolarowi się umocnić. Dalsza eskalacja nie jest wykluczona, ale inwestorzy zdają się czekać na silniejszy impuls. Wygranym dnia jest AUD, który z zadowoleniem przyjmuje wynik wyborów w Australii.

Po weekendzie nie ma progresu w negocjacjach handlowych USA-Chiny, ale nie ma też zaostrzenia. Przynajmniej bezpośredniego ze strony administracji USA, gdyż w odpowiedzi na zeszłotygodniowe wpisanie przez Departament Handlu Huawei na czarną listę kilka firm z USA zawiesiło współpracę z chińską spółką technologiczną. By załagodził napięcia chiński bank centralny uznał za stosowne przypomnieć, że ma wszelkie narzędzia i siły, by stabilizować kurs juana. Mamy sygnały, że sprawy nie idą w dobrym kierunku, ale też żadna ze stron nie wykonuje kolejnego bezprecedensowego posunięcia. Dla inwestorów oznacza to czas na złapanie oddechu i przegrupowanie w oczekiwaniu na silniejsze impulsy. To w głównej mierze zaczyna pomagać dolarowi, gdyż buduje się narracja twardej postawy USA nie tylko wobec Chin, ale na wielu frontach. W ostatnich dniach słyszeliśmy o groźbach wyższych ceł na samochody importowane z UE i Japonii; Trump angażuje się też w konflikt z Iranem. Nikt nie wydaje się bezpieczny i niezależnie jak w dłuższym okresie sprawy miałyby się rozwikłać dla gospodarki USA i polityki Fed, w obecnym klimacie dolar znów przyciąga do siebie.

Wbrew wskazaniom sondaży dotychczas rządząca Australią Koalicja Liberalno-Narodowa wygrała sobotnie wybory i z bardzo dużym prawdopodobieństwem uzyska większość w Izbie Reprezentantów. Wynik zdjął z Australii ryzyko wygranej Partii Pracy i wprowadzenia przez nią nowej polityki gospodarczej, która byłaby mniej przyjazna dla biznesu i osłabiłaby wzrost gospodarczy. AUD skoczył pod wpływem powyborczego entuzjazmu, choć trzeba przypomnieć, dlaczego pod koniec ubiegłego tygodnia znalazł się na czteromiesięcznych dołkach. Nie była to zasługa premii za ryzyko wyborcze, ale w głównej mierze słabość AUD brała się rosnących oczekiwań, że kolejny raz RBA nie powstrzyma się od obniżki stopy procentowej. Nieoczekiwany skok stopy bezrobocia w ubiegłym tygodniu i narastające obawy o perspektywy chińskiej gospodarki przechylają bilans ryzyk na rzecz luzowania polityki monetarnej. Powyborcza euforia może szybko minąć i w ogólnym klimacie może być bardzo trudno zbudować większy zapał do wzrostów AUD. W nocy otrzymamy minutki z majowego posiedzenia RBA a także przemawiać będzie prezes banku Lowe. Polityka monetarna ponownie wskoczy na pierwszy plan, a ostatnio nie służy to walucie.

Dziś kalendarz jest ubogi, gdyż ani minutki RPP ani indeks aktywności biznesu w rejonie Chicago nie powinny ruszyć rynkiem. Mamy kilka wystąpień bankierów centralnych z zainteresowaniem dla EUR, SEK, USD i GBP. Dalej w tygodniu nie ma zbyt wiele kluczowych danych. W protokole po majowym posiedzeniu FOMC (śr) interesująca będzie ocena trendów inflacyjnych, w szczególności na ile Fed wierzy w „przejściowy” charakter czynników osłabiających inflację. Wstępne odczyty majowych indeksów PMI z Eurolandu (czw) mogą być istotnym determinantem ogólnego klimatu na rynkach. Z jednej strony jest możliwe, że przemysł pokaże skromną poprawę w ramach opóźnionego efektu silniejszych odczytów z Chin w marcu. Z drugiej strony ożywiony spór handlowy USA-Chiny może podnosić obawy firm o perspektywy globalnego ożywienia. Stąd dane mogą być źródłem zaskoczeń. W Polsce mamy główną paczkę kwietniowych danych z rynkiem pracy (wt), produkcją przemysłową (śr) i sprzedażą detaliczną (czw). W danych o aktywności oczekujemy zaburzeń związanych z Wielkanocą, tj. słabsza produkcja, ale silniejsza sprzedaż. Dla złotego dane dalej mają znaczenie drugorzędne, biorąc pod uwagę deklarowaną bierność RPP.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Już ponad 120 spółek zadeklarowało lub uchwaliło dywidendę z zysku za 2018 rok

II kwartał, czyli okres już po publikacji rocznego sprawozdania to czas, w którym spółki, przy okazji wyników rocznych, deklarują wysokość wypłaty z zysku za ubiegły rok. Inwestycja w spółki wypłacające dywidendę w teorii stabilizuje wyniki portfela, gdyż łagodzi ona negatywne skutki zmienności giełdowej. W praktyce stopa dywidendy powinna być tylko jednym z czynników, który decyduje o inwestycji. Obecnie już ponad 120 spółek zadeklarowało lub uchwaliło dywidendę z zysku za 2018 rok. Jest to więc dobry moment na chwilę zastanowienia.

Standardowo informacja o dywidendzie wpływa pozytywnie na kurs spółki. Dzieje się tak, gdyż może to świadczyć o dobrej kondycji finansowej spółki i wiary zarządu w utrzymanie dynamiki zysków w przyszłości. Dodatkowo, część środków z dywidendy może być przez inwestorów reinwestowana w akcje spółki, co również wspiera kurs. W przypadku dużych, stabilnych spółek wypłata dywidendy jest często lepszą opcją niż zaangażowanie spółki w projekty obarczone wysokim ryzykiem, które mogą okazać się nierentowne.

Pytanie kiedy informacja o dywidendzie może nie wpływać dobrze na wzrost kursu?

Przede wszystkim wówczas, gdy rynek oczekiwał, na podstawie historycznych wypłat oraz deklaracji zarządu, znacząco wyższej wypłaty z zysku. Informacja o obniżce dywidendy zawsze jest sygnałem alarmowym dla inwestorów, również dlatego, że jest ona uwzględniona w bieżącej wycenie rynkowej. Innym przypadkiem może być sytuacja, gdy spółka decyduje się wypłacić dywidendę pomimo pilnych potrzeb inwestycyjnych, które były już wcześniej komunikowane. Takie zaskoczenia nie zawsze są pozytywne. Z ciekawym zagadnieniem mamy do czynienia w przypadku spółek wzrostowych. Informacja o wypłacie dywidendy może wówczas oznaczać, że spółka nie ma aktualnie ciekawych alternatyw inwestycyjnych i woli oddać zysk akcjonariuszom. To może czasem budzić obawy o przyszłą dynamikę wzrostu spółki. Często jest to naturalny proces, jednakże taka informacja może powodować negatywne reakcje inwestorów, którzy klasyfikowali spółkę jako silnie wzrostową. Połączenie regularnej wypłaty dywidendy i dynamicznego wzrostu często bywa ryzykowne i niesie ze sobą ryzyko nadmiernego zadłużenia lub niewykorzystania w pełni potencjału wzrostu. Tylko części spółek udaje się łączyć te dwa zagadnienia i nie jest to przypadek, że są one liderami swoich branż.  Ostatnia sytuacja, najbardziej skrajna, gdy spółka jest w słabej sytuacji finansowej i wypłata dywidendy może być traktowana jako próba wyciągnięcia środków ze spółki, zwłaszcza w przypadku występowania jednego dominującego akcjonariusza.

Na co trzeba zwrócić uwagę poszukując spółek dywidendowych?

Przede wszystkim na wszystkie czynniki związane z inwestycjami na rynku, jak perspektywy wzrostu, wycena, zadłużenie, płynność rynkowa spółki, inne czynniki ryzyka etc. Dopiero pełna analiza pozwoli nam ocenić atrakcyjność oferowanego poziomu dywidendy. W przypadku krajowego rynku płynność może okazać się kluczowa. W odróżnieniu od rynków rozwiniętych, w Polsce najwięcej spółek dywidendowych znajdziemy w gronie mniejszych podmiotów. Wiąże się z tym szereg ryzyk związanych z płynnością i zmiennością tego segmentu i musi również być brane pod uwagę przy ocenie atrakcyjności inwestycji. Również w gronie dużych podmiotów znajdziemy spółki dywidendowe, ale często musimy liczyć się z niższą stopą wypłaty z zysku, kosztem niższego ryzyka niesystematycznego.

Budując krajowy portfel spółek dywidendowych, warto skupić się na 4 segmentach rynku.

Pierwszym z nich są duże spółki finansowe, czyli banki i PZU. Są to stabilne spółki, a w niektórych przypadkach stopa dywidendy oscyluje w przedziale 6-7%, co jest już atrakcyjnym poziomem. Drugim segmentem są spółki paliwowe, które średnio oferują ok. 4% wypłaty z zysku. Trzecim z nich będą więksi deweloperzy giełdowi, którzy mają przed sobą jeszcze parę lat dobrej koniunktury na rynku, a równocześnie oferują bardzo wysokie stopy dywidendy, nawet przekraczające 10%. Tutaj już jednak warto zwracać uwagę na płynność. Ostatnim segmentem są wybrane większe spółki przemysłowe i handlowe, które łączą stosunkowo wysoką dynamikę zysków z sowitą wypłatą dywidendy. Portfel spółek dywidendowych przy założeniu niskiej rotacji może pełnić alternatywę dla portfela obligacji, dając równocześnie szansę na zysk ze zmiany ceny spółek. W przypadku dłuższego horyzontu inwestycyjnego zmienność rynkowa przestaje mieć tak silne znaczenie w ocenie ryzyka inwestycji, gdyż przy założeniu utrzymania spółki przez dłuższy okres, zakładając brak istotnych zdarzeń wpływających na ocenę określonej spółki, bieżące zmiany notowań nie mają tak dużego znaczenia. Taki portfel może okazać się też efektywny kosztowo i podatkowo, właśnie z powodu wysokiej rotacji i rzadszej realizacji zysków kapitałowych.

Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TuŻ S.A

Szczecin na mapie nowoczesnych usług biznesowych

Szczecin należy do grona dziesięciu najważniejszych ośrodków nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Miasto ma duży potencjał inwestycyjny, o czym świadczyć może wzrost zatrudnienia w sektorze w ciągu ostatnich trzech lat, który wyniósł 47%. Obecnie działające tu 43 centra usług, zatrudniają̨ 5 600 osób, ale prognozy wskazują, że w 2025 roku może to być już 10 000 pracowników.

Miasto jest dynamicznym ośrodkiem, konkurencyjnym w zakresie obsługi szerokiego spektrum procesów biznesowych i rozwoju nowych technologii. – Szczecin buduje swoją pozycję na polskiej mapie nowoczesnych usług, które stają się̨ jednym z wyróżniających elementów jego krajobrazu gospodarczego. Rozwijający się w mieście sektor tworzą obecnie 43 centra usług zatrudniające 5600 osób. Wzrost zatrudnienia w tych jednostkach od początku 2016 r. wyniósł 47%. Oznacza to, że w okresie ostatnich 3 lat, w mieście powstało blisko 2 tys. nowych miejsc pracy w branży. Wzrost ten utrzyma się w kolejnych latach. Prognozujemy, że w 2025 roku liczba zatrudnionych w centrach usług biznesowych w Szczecinie sięgnie 10 000 pracowników – komentuje Janusz Górecki, szef zespołu badawczego ABSL.

Specjalizacje Szczecina

W Szczecinie funkcjonują centra usług z 11 państw. Poza polskimi podmiotami, największa część firm pochodzi z krajów nordyckich i Niemiec. Warto podkreślić, że Szczecin charakteryzuje się̨ najwyższym w Polsce udziałem firm z krajów nordyckich w strukturze zatrudnienia centrów usług. Podmioty z Danii, Szwecji, Norwegii czy Finlandii zatrudniają blisko 1/3 pracowników sektora w mieście (32%).

Największym pracodawcą z sektora są centra IT zatrudniające w Szczecinie 2,5 tys. osób, co oznacza 45% udział w strukturze zatrudnienia sektora w mieście (aż o 12 pp. więcej niż w skali całego kraju). Wartą podkreślenia specjalizacją szczecińskich centrów IT są usługi dla branży automotive – Szczecin pod względem liczby firm, które opracowują oprogramowanie dla tej branży jest znaczącym ośrodkiem w Polsce i Europie. Szczecińskie centra usług biznesowych rozwijają̨ się̨ nie tylko w zakresie poziomu zatrudnienia, ale też pod kątem zakresu i poziomu zaawansowania obsługiwanych procesów. Odchodzi się̨ od prostych procesów transakcyjnych na rzecz tych bardziej kompleksowych.

Dlaczego Szczecin? Talenty i czyste powietrze

Szybki rozwój usług biznesowych w mieście otwiera przed absolwentami uczelni wyższych nowe możliwości zawodowe, a specjalistów składnia do pozostania i rozwijania swojej kariery właśnie w stolicy województwa zachodniopomorskiego. Do Szczecina chętnie napływają̨ studenci z zagranicy, w tym głownie z Niemiec i Norwegii. Studiuje tu ponad 1 400 cudzoziemców. To ważna informacja dla przedsiębiorców poszukujących osób biegle posługujących się̨ w mowie i piśmie więcej niż̇ dwoma językami. W całym województwie zachodniopomorskim studiuje blisko 40 tys. osób o różnorodnych kompetencjach niezbędnych do pracy w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu. Szczecin to miasto, które wciąż̇ się̨ rozwija i rozszerza ofertę̨ edukacyjną wpływającą pozytywnie na poziom konkurencyjności miasta jako ośrodka nowoczesnych usług dla biznesu. Należy zaznaczyć, że szczeciński rynek pracy charakteryzują̨ niższe koszty operacyjne w porównaniu do większych ośrodków miejskich, w których rozwijają̨ się̨ centra usług w Polsce.

Jeśli przyjrzymy się bliżej jakości obsługiwanych procesów w szczecińskich centrach usług wspólnych, to zobaczymy, że powoli odchodzi się tu od prostych procesów transakcyjnych na rzecz tych bardziej kompleksowych. Prężnie rozwija się tu także sektor BPO. To też otwiera nowe możliwości zawodowe przed absolwentami zachodniopomorskich uczelni wyższych, a specjalistów z województwa skłania do pozostania w regionie – podkreśla Magdalena Gubska, team leader Professionals Randstad Polska. Należy zaznaczyć, że szczeciński rynek pracy charakteryzują̨ niższe koszty operacyjne w porównaniu do większych ośrodków miejskich, w których rozwijają̨ się̨ centra usług w Polsce.

Sukcesywnie poprawia się jakość życia jego mieszkańców. – Wyniki rankingów porównujących miasta w rożnych kategoriach i dane statystyczne potwierdzają, że w naszym mieście żyje się dobrze. Od dłuższego czasu obserwujemy wyraźny spadek poziomu bezrobocia, a to co nas wyróżnia na tle innych samorządów to racjonalnie prowadzona polityka finansowa i wysoki poziom bezpieczeństwa. Jesteśmy jednym z niewielu dużych polskich miast o bardzo dobrej jakości powietrza. Sprzyjają̨ temu tereny zielone czy rozbudowany system ścieżek rowerowych. Dobrze funkcjonująca oferta transportu publicznego, z nowoczesnymi autobusami i tramwajami pozwala naszym mieszkańcom wygodnie dojechać do pracy, bez korków – mówi Piotr Krzystek Prezydent Miasta Szczecin. Według danych GUS 18,5% powierzchni miasta zajmują̨ tereny zielone – lasy, parki, zieleńce i zieleń́ osiedlowa. Z kolei według danych zebranych przez Polski Alarm Smogowy, Szczecin należy do grupy 10 dużych polskich miast o najlepszej jakości powietrza. W ciągu ostatnich 6 lat sieć dróg rowerowych w mieście rozbudowano o 50%, uruchomiono także system rowerów miejskich, w ramach którego mieszkańcy miasta mogą̨ korzystać́ z 742 rowerów i 87 stacji.

Na wysoką jakość życia w mieście wpływa także bogata oferta kulturalna. Szczecin ma również dobrze rozwiniętą sieć hoteli i centrów konferencyjnych, co jest istotnym elementem dla inwestujących w mieście firm. Mieszkańcy Szczecina najbardziej doceniają̨ miasto w kategoriach: samorząd, środowisko i bezpieczeństwo. Działalność szczecińskiego samorządu zaliczana jest do grupy najlepiej ocenianych w Polsce. W Szczecinie znajduje się̨ wiele unikatowych w skali międzynarodowej obiektów, które zachęcają̨ turystów do wizyty w mieście, a także są̨ miejscem organizacji imprez kulturalnych.

Szczecin otwarty na nowe inwestycje

Szczecin wychodzi naprzeciw przedsiębiorcom, oferując im wszechstronne wsparcie na każdym etapie procesu inwestycyjnego. Odpowiadają̨ za to Wydział Zarządzania Projektami w Urzędzie Miasta Szczecin oraz Agencja Rozwoju Metropolii Szczecińskiej. Obsługa inwestorów na najwyższym poziomie w połączeniu z atrakcyjnym położeniem miasta i szerokim dostępem do kadry o wysokich kwalifikacjach sprawiają̨, że Szczecin jest bardzo interesującym miejscem dla działalności skupionych wokół nowoczesnych usług biznesowych.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Szczecinie sięgają 160 000 mkw., co daje miastu ósme miejsce pod względem wielkości rynku w Polsce. Kolejne 44 000 mkw. w budowie oznacza nowe możliwości rozwoju dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, na który obecnie przypada około 30% wynajętej powierzchni biurowej w mieście.

Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL
Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Rynek biurowy w Szczecinie jest najmniejszy wśród głównych aglomeracji w Polsce, jednak odznacza się znaczącym potencjałem rozwoju. Potwierdzeniem zapotrzebowania na nowoczesne biura w mieście jest jeden z najniższych poziomów pustostanów w istniejących projektach w Polsce, jak również wysoki stopień wynajęcia obecnie realizowanych projektów. Co więcej, stawki czynszu w Szczecinie pozostają̨ niezwykle atrakcyjne w porównaniu do największych lokalizacji biznesowych w kraju- dodaje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Młodzież masowo idzie na studia i wyjeżdża do dużych miast. Czy rynek pracy pomieści ich wszystkich?

Ogromna większość tegorocznych maturzystów wybiera się na studia wyższe, wynika z badań Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Chociaż tylko 3% z nich chce wyjechać w tym celu z Polski, z rodzinnego domu wyprowadzi się większość przyszłych studentów. To wynik migracji wewnętrznej, której skala jest dosyć duża w przypadku studiującej młodzieży. Tylko co czwarty maturzysta wybiera kierunek studiów osadzony w jego miejscowości. Większość wyjeżdża, by pobierać naukę w dużych miastach. Najczęściej jest to Warszawa, Kraków, Gdańsk, Wrocław i Poznań. Za taką decyzją stoją także marzenia maturzystów dotyczące zatrudnienia na rynku pracy, który jest większy i bardziej zróżnicowany w dużych metropoliach. Jednak badania wskazują, że część z nich będzie musiała te plany zweryfikować.

– Na rynku mamy dzisiaj niespełna 150 tysięcy nie obsadzonych miejsc pracy. Występują one głównie w tych zawodach, które nie wymagają wyższego wykształcenia – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, kierownik zespołu komunikacji Polskiego Instytutu Ekonomicznego i ekspert do sprawy rynku pracy. – Pomimo tego, że notujemy wciąż niż demograficzny, coraz więcej młodych osób chce podejmować prace wykwalifikowane, raczej te z kategorii białych kołnierzyków. Część tych osób będzie musiało zweryfikować swoje plany – ostrzega Kubisiak.

Ile pieniędzy Polska dostała od Unii Europejskiej

1 maja 2019 roku minęło dokładnie 15 lat od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Przez te lata Polska otrzymała z unijnych funduszy 100 miliardów euro. To więcej niż tegoroczny budżet naszego kraju.

Krzysztof Pawlak, dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak, dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dla wielu ludzi członkostwo w Unii Europejskiej to już niemal normalność. Nie da się jednak ukryć, że zmiany, które nastąpiły w 2004 roku wywarły w kolejnych latach duży wpływ na wszystkie dziedziny życia gospodarczego i społecznego w naszym kraju.

Korzyści z członkostwa są niezaprzeczalne. Wystarczy spojrzeć na bilans wpłat i wypłat z unijnej kasy. W ciągu tych 15 lat Polska otrzymała netto, czyli po uwzględnieniu transferów wynikających z unijnych traktatów ponad 100 mld euro czyli po dzisiejszym kursie EUR/PLN ponad 430 mld złotych!!! Żeby uzmysłowić jak to duża kwota wystarczy spojrzeć na tegoroczny budżet Polski, który wynosi 387 mld złotych.

Ile dostaliśmy od Unii EuropejskiejOpracowanie własne na podstawie danych MF

Jak pokazuje powyższa grafika, największe wpływy netto nasz kraj uzyskał w 2014 roku i było to blisko 13 mld euro. W poprzednim roku uzyskaliśmy netto 11,3 mld. Początkowo spora nadwyżka wynikała z różnic rozwojowych naszego kraju względem innych krajów członkowskich. Te różnice ma eliminować fundusz spójności. W ramach niego Polska w budżecie na lata 2014-2020 otrzyma 82 mld euro. Poza tym 31 mld trafi do nas w ramach polityki rolnej. Kolejny budżet unijny na lata 2021-2027 jest ciągle negocjowany, ale już wiemy wstępnie, że Polska otrzyma znacznie niższe środki w ramach wspomnianych funduszy nawet o około 20%. Wynika to z coraz mniejszych różnic w rozwoju w stosunku do pozostałych członków UE.

Trzeba też przyznać, że Polska, patrząc ogólnie na całe te 15 lat, środki unijne wykorzystała w zadowalający sposób. Początkowo były spore trudności formalne, chociażby z wypełnieniem wniosków, z czasem jednak krajowe instytucje nabrały doświadczenia, a również świadomość społeczeństwa w kontekście istnienia różnych form pomocy z UE się zwiększyła co pozwoliło optymalnie wykorzystywać środki. Środki z funduszu spójności były wykorzystywane przede wszystkim na infrastrukturę, w tym drogi i autostrady. Dla przykładu w momencie wstępowania do UE autostrad mieliśmy raptem 500 km, podczas gdy dzisiaj jest już to 1630 km.

Narzekać nie będą też rolnicy. Miliardy euro, które trafiły w ramach dopłat bezpośrednich, pozwoliły znacznie unowocześnić polską wieś, hodowlę, czy uprawę roślin. Zwiększył się też znacznie eksport produktów do UE. Wzrósł niemal 5-krotnie.

Rok 2019 jest w UE rokiem wyborczym. Już 26 maja odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Waga tego wydarzenia jest dość spora. Ten organ Unii jako jedyny jest wybierany w bezpośrednich wyborach przez obywateli krajów członkowskich UE. Organ ten decyduje de facto o kształcie budżetu Unii. A jak wspominaliśmy powyżej ten póki co jest jeszcze negocjowany na lata 2021-2027. Ma to niebagatelne znaczenie w kontekście naszego kraju i tego jakie środki otrzymamy.

Parlament Europejski zatwierdza i kontroluje działanie prac Komisji Europejskiej. Przed tym organem odpowiada również szef Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi. Bez wątpienia można go nazwać jednym z najważniejszych organów zaraz po Radzie UE, który bez skrupułów potrafi reagować w przypadku naruszenia prawa człowieka czy innych wspólnotowych postanowień. Parlament liczy 732 członków wybieranych na 5 letnią kadencję w Polsce wybiera się 50 posłów.

Polacy chcą być w UE, według sondaży CBOS tak deklaruje ponad 90%, i doceniają korzyści bycia członkiem. Głównie chodzi o wzrost polskiej gospodarki i rosnącą jakość życia. Coraz więcej Polaków docenia też rolę Parlamentu Europejskiego i tym samym deklaruje większą chęć uczestniczenia w wyborach do tego organu.

Europejska gospodarka traci na smogu setki miliardów euro rocznie. Innowacje w energetyce pomogłyby zaoszczędzić 180 mld w ciągu 7 lat

Europejska gospodarka traci na smogu setki miliardów euro rocznie. Innowacje w energetyce pomogłyby zaoszczędzić 180 mld w ciągu 7 lat 1

Smog – zgodnie z szacunkami Komisji Europejskiej – odpowiada za ok. 10 proc. przedwczesnych zgonów na świecie i kosztuje unijną gospodarkę nawet 475 mld euro rocznie. Wdrożenie innowacyjnych technologii w energetyce może przynieść nawet 183 mld euro oszczędności w ciągu nadchodzących 7 lat. Są wśród nich niskoemisyjne systemy grzewcze, tzw. generacja rozproszona, elektromobilność i niskoemisyjny transport czy wykorzystanie odpadów jako surowca do produkcji energii. – To na nich będzie się opierała ewolucja systemu energetycznego, która pozwoli nam zrealizować cele w obszarze jakości powietrza – podkreśla Marcin Lewenstein, dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy.

Nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, ale koszty związane z zanieczyszczeniem powietrza, jego wpływem na naszą kondycję i kondycję miast, są gigantyczne. W oparciu o dane Komisji Europejskiej szacujemy, że jest to poziom od 200 do 700 mld euro rocznie. To są bardzo poważne starty dla europejskiej gospodarki – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Lewenstein, dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy.

Według danych Komisji Europejskiej, przytaczanych w raporcie „Clean Air Challenge”, który został opracowany przez InnoEnergy we współpracy z Deloitte, smog może być przyczyną nawet 10 proc. przedwczesnych zgonów na świecie. Jedną z najbardziej poszkodowanych grup społecznych są młodzi – wraz ze wzrostem stężenia PM o 100 jednostek oczekiwana średnia długość życia dzieci do lat 5 ma się zmniejszać o ponad 2 lata. Szacuje się, że w Polsce co roku z powodu smogu umiera przedwcześnie ok. 40 tys. osób, a w całej Europie – dziesięciokrotnie więcej. To poważny problem zdrowotny, ale i gospodarczy. KE szacuje, że w latach 2018–2025 zanieczyszczenie powietrza będzie kosztować Unię Europejską 475 mld euro rocznie, co stanowi 2,9 proc. średniego rocznego PKB.

– Jest cały szereg technologii, które adresują problemy związane z jakością powietrza, może nie wprost, ale pośrednio mogą się przyczynić do poprawy sytuacji. Przykładowo, elektromobilność i rozwój zróżnicowanego transportu miejskiego, wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła w rozproszonych źródłach, które są blisko odbiorców końcowych, czy wreszcie systemy zarządzania energią w budynkach. To są technologie, których wykorzystanie może przynieść bardzo poważne oszczędności w najbliższych latach – mówi Marcin Lewenstein.

Jak wynika z raportu „Clean Air Challenge”, wdrożenie tego typu technologii może przynieść Europie nawet 183 mld euro oszczędności w ciągu nadchodzących 7 lat. Dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy wskazuje, że dla miast, które borykają się z konsekwencjami szybkiej urbanizacji, część tych rozwiązań i technologii przyniesie wymierne korzyści nie tylko w obszarze jakości powietrza. Przykładem jest efektywne zagospodarowanie odpadów, które mogą posłużyć jako surowiec do produkcji energii.

Poważnym problemem jest to, jak radzimy sobie z ogromnymi ilościami odpadów, które w miastach są efektem naszego korzystania z dóbr. Wykorzystanie odpadów w gospodarce obiegu zamkniętego może przyjmować różne formy, mówimy tu o recyclingu, lepszym wykorzystaniu zasobów, ale w niektórych przypadkach uzasadnione jest też wykorzystanie energetyczne odpadów. Nie chodzi tylko o produkcję ciepła, możliwa jest także produkcja energii elektrycznej czy paliw. Takie paliwa energetyczne mogą powstawać choćby w oparciu o odpady organiczne, ale też niektóre typy plastików czy RDF, którego mamy w Polsce nadwyżkę – mówi Marcin Lewenstein.

Przykładem takiego projektu jest Polygen, realizowany przy udziale InnoEnergy, w ramach którego opracowywana jest technologia wytwarzania syntetycznego gazu ziemnego, energii elektrycznej i ogrzewania z miejskich odpadów i biomasy. Energia powstająca w ten sposób może być dostarczana do domów i przedsiębiorstw i wykorzystywana np. w transporcie, co wpisuje się w koncepcję gospodarki w obiegu zamkniętym.

Innym projektem tego typu jest projekt CO2-SNG, który zakłada wykorzystanie dwutlenku węgla emitowanego podczas pracy elektrowni konwencjonalnych w mniejszej skali, np. w biogazowniach. Połączenie CO2 z wodorem produkowanym w procesie elektrolizy, czyli rozkładania wody na tlen i wodór, daje nadwyżkę energii, która najczęściej wiąże się z niezrównoważoną pracą odnawialnych źródeł energii. Ta technologia, którą nazywamy power-to-gas, może w perspektywie nadchodzących lat pomóc nam w lepszym wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii, a jednocześnie zapewnić spore ilości syntetycznych paliw, które możemy wykorzystywać w np. transporcie, ponieważ emisyjność wodoru czy gazu ziemnego jest dużo niższa niż benzyn czy diesla – mówi Marcin Lewenstein.

Jak podkreśla, istnieje również cały szereg prostych rozwiązań, które mogą być wykorzystywane zarówno w przedsiębiorstwach, jak i w gospodarstwach domowych w celu ograniczenia zużycia energii

To są lepsze systemy oświetleniowe, termoizolacja budynków, sprawniej działające systemy klimatyzacji i wentylacji, wykorzystanie pomp ciepła w domach i przemyśle, kolektory cieplne, a więc tańsza technologia pozyskiwania ciepła z energii słońca, czy wreszcie lokalne wykorzystanie biomasy, która może być z powodzeniem wykorzystywana jako paliwo zastępujące w pewnej mierze używane obecnie inne paliwa stałe – wylicza Marcin Lewenstein.

Dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy ocenia, że największą bolączką i wyzwaniem w walce o czystsze powietrze jest to, że większość kosztów, które są powiązane ze złą jakością powietrza, nie obciąża podmiotów, które realnie ponoszą odpowiedzialność za zanieczyszczenia.

My wszyscy – jeżdżąc samochodami, ogrzewając domy i mieszkając w miastach – generujemy to zanieczyszczenie, a jednocześnie jego koszt nie jest w pełni przenoszony na cenę produktów i usług, z których korzystamy. Oznacza to, że biznes realizuje cele związane z ochroną jakości powietrza niejako przy okazji. Stąd kluczowe jest stworzenie zachęt, żeby biznes widział potrzebę inwestowania w jakość powietrza. Można sięgnąć po rozwiązania legislacyjne, różnego rodzaju formy dofinansowania czy wsparcia. Ogromne znaczenie będzie miało pójście w kierunku trendów i nowych rozwiązań w energetyce. To na nich będzie opierała się ewolucja systemu energetycznego, która pozwoli nam zrealizować cele w obszarze jakości powietrza – podkreśla Marcin Lewenstein.

Ponad 80 proc. młodych firm jest zainteresowanych współpracą z korporacjami. To dla nich szansa na dostęp do nowych technologii i działań marketingowych

Ponad 80 proc. młodych firm jest zainteresowanych współpracą z korporacjami. To dla nich szansa na dostęp do nowych technologii i działań marketingowych 2

Wsparcie mentoringowe i pomoc w komercjalizacji nowych rozwiązań to główne potrzeby młodych przedsiębiorstw. Rozwój może umożliwić im współpraca z korporacjami i dużym biznesem, a – jak wynika z badań Fundacji StartUp Poland – ponad 80 proc. start-upów jest otwartych na takie rozwiązanie. Naprzeciw potrzebom w tym zakresie wychodzi zainicjowany przez UPC Polska program THINK BIG, który wspiera młode firmy rozwijające swój biznes w oparciu o nowe technologie. W tegorocznej, już szóstej edycji zostaną wyłonione najlepsze rozwiązania, które wspierają cyfrową transformację.

– Mali przedsiębiorcy potrzebują wielu elementów, żeby się rozwijać, realizować swoje pomysły i ambicje. Oczekują od partnerów, zarówno dużych korporacji, jak i instytucji publicznych, wsparcia mentoringowego, wsparcia w promocji i marketingu, ale przede wszystkim w testowaniu swoich pomysłów i ich komercjalizacji. Duże korporacje są w stanie zaoferować to małym przedsiębiorcom – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jerzy Gołębiowski, dyrektor segmentu B2B w UPC Polska.

Jak wynika z ostatniego raportu Fundacji StartUp Poland, 82 proc. młodych, innowacyjnych firm deklaruje, że chce współpracować z korporacją. Co trzeci start-up chętny do współpracy z dużym biznesem widzi wartość zarówno w promowaniu swojej technologii przy pomocy partnera korporacyjnego, jak i wspólnej pracy nad rozwijaniem innowacji. Co więcej, 58 proc. młodych przedsiębiorców wskazuje mentoring jako najważniejsze źródło biznesowej wiedzy i networku.

Współpraca korporacji ze start-upem może być korzystna dla obu stron. Małe, innowacyjne spółki są często bardziej elastyczne, szybsze w działaniu, bardziej otwarte na ryzyko i co najważniejsze, są bliżej trendów technologicznych. Ich współpraca z dużym biznesem sprzyja nieszablonowemu i odważniejszemu myśleniu. Korporacje czerpią od start-upów nowe, innowacyjne rozwiązania, dzięki którym mogą szybciej się rozwijać, zdobywać nowe rynki i klientów oraz poprawiać wyniki finansowe – podkreśla Jerzy Gołębiowski.

Na potrzeby przedsiębiorstw w tym zakresie odpowiada zainicjowany sześć lat temu przez UPC Polska program THINK BIG, objęty patronatem Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Tegoroczna edycja programu wspiera przedsiębiorców rozwijających się w oparciu o nowe technologie oraz innowatorów społecznych, którzy przyczyniają się do rozwoju ekosystemu innowacji w Polsce.

Zainicjowaliśmy program THINK BIG, żeby wspierać przedsiębiorców, którzy mają ciekawe pomysły na rozwój swojego biznesu, a jednocześnie inspirujące rozwiązania, mogące wspierać rozwój innych, na przykład korporacji, przyczyniać się do rozwoju gospodarki cyfrowej, a także innowacji dla wyzwań społecznych. Takich przedsiębiorców chcemy znajdować, wspierać, promować i co najważniejsze, dawać im możliwość komercjalizacji swoich projektów wspólnie z innymi firmami, w tym również z UPC Polska – mówi Jerzy Gołębiowski.

Tegoroczna edycja THINK BIG koncentruje się wokół hasła Grow Smarter. Oznacza to, że poszukiwane są zwłaszcza te firmy, których rozwiązania odpowiadają na jedno z największych wyzwań, jakim jest cyfrowa transformacja biznesu. Tym samym – dzięki wykorzystaniu potencjału nowych technologii – mogą pomóc innym rosnąć szybciej i odważniej. Dodatkowo UPC Polska wspólnie z Fundacją Polskiego Funduszu Rozwoju wyłonią i nagrodzą najlepsze, oparte na nowych technologiach rozwiązania dla wyzwań społecznych (w obszarach takich jak edukacja, środowisko, wykluczenie cyfrowe i kultura), które przyczyniają się do poprawy jakości życia społeczeństwa.

– Poszukujemy przedsiębiorców, którzy wykorzystują najnowocześniejsze technologie, w tym dostęp do internetu i technologie cyfrowe, żeby wspierać transformację i cele społeczne. Będą oni oceniani w trzech kategoriach: THINK COSTUMER, THINK TRANSFORMATION i THINK SOCIAL, w których jury przyzna nagrody. Przedsiębiorcy mogą również liczyć na wsparcie marketingowe, promocyjne i mentoringowe, a także finansowe – podkreśla Jerzy Gołębiowski.

Aby wziąć udział w programie, trzeba do 30 czerwca br. wypełnić formularz dostępny na oficjalnej stronie THINK BIG (www.thinkbig.upc.pl). W pierwszym etapie wyłonionych zostanie 18 najlepszych rozwiązań (po 6 z każdej kategorii). Na przełomie lipca i sierpnia odbędzie się faza półfinałowa, w której zostanie wybranych 9 najlepszych projektów. Te wezmą udział w gali finałowej, na której ogłoszeni zostaną zwycięzcy. W porozumieniu z Fundacją Digital Poland jury przyzna również nagrodę dla korporacji, która odznaczyła się najbardziej inspirującą transformacją cyfrową.

Pula nagród finansowych tej edycji THINK BIG wynosi 105 tys. zł, zwycięzca każdej kategorii otrzyma 35 tys. zł. Wygrani w dwóch kategoriach biznesowych dostaną możliwość znalezienia się w raporcie „TOP 40 Enterprise Tech. Technologie, które zmieniają korporacje”, przygotowanym przez The Heart i UPC Polska THINK BIG: Grow Smarter.

Polski rynek ubezpieczeń nadrabia zaległości wobec bardziej rozwiniętych krajów. Pomaga w tym proces łączenia się firm w duże grupy

Polski rynek ubezpieczeń nadrabia zaległości wobec bardziej rozwiniętych krajów. Pomaga w tym proces łączenia się firm w duże grupy 3

Polska to rynek z dużym potencjałem, ale również z dużym niedoubezpieczeniem – ocenia Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaer TU S.A. Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że pod względem wartości składki przypisanej brutto Polska plasuje się dopiero na 14. pozycji w Europie i wciąż ma do nadgonienia duży dystans względem Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Rodzimy rynek ubezpieczeniowy jest też w fazie dynamicznych zmian, a wiodącymi trendami są wszechobecna cyfryzacja i konsolidacja. W trakcie tego procesu jest też TU Gothaer, które lada moment pojawi się na rynku pod nowym brandem – Wiener Towarzystwo Ubezpieczeń SA Vienna Insurance Group.

– Polska jest dużym rynkiem ubezpieczeniowym. W ubiegłym roku zebraliśmy łącznie ponad 62 mld zł składki. Jednak Szwecja, gdzie mieszka czterokrotnie mniej osób, zbiera dwa razy większą składkę, a dwukrotnie mniejsza Holandia – pięć razy tyle, co Polska. Patrząc z innej perspektywy, na 50 mln polis, które polscy ubezpieczyciele wystawili w ubiegłym roku, ponad 30 mln to polisy samochodowe, ubezpieczenia OC bądź autocasco. Można więc wysnuć wniosek, że jeszcze długa droga przed nami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Gothaer TU SA.

Wartość zebranych składek ubezpieczeniowych w 2018 roku wyniosła 62,2 mld zł z czego ubezpieczenia na życie stanowiły prawie 35 proc., a ubezpieczenia majątkowe około 65 proc. Na 40,5 mld zł składek z ubezpieczeń majątkowych w ubiegłym roku większość (23,5 mld zł) przypada na segment ubezpieczeń komunikacyjnych – pokazują statystyki Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wynika z nich też, że pod względem wartości składki przypisanej brutto Polska jest dopiero 14. rynkiem w Europie, wyprzedzając Turcję, Portugalię i Czechy. Czołówkę zajmują Wielka Brytania, Francja i Niemcy, zaraz za nimi plasują się Włochy. Dla porównania, na największym, brytyjskim rynku ubezpieczyciele mieli w 2017 roku 283,6 mld euro składki przypisanej brutto (w Polsce – 14,4 mld euro).

– Patrząc na to, jak Polacy ubezpieczają swój majątek, możemy zauważyć raczej skupienie się na niskich sumach ubezpieczeniowych. To oznacza, że istnieje dość duża luka ubezpieczeniowa, czyli różnica pomiędzy wartością ekonomiczną danej rzeczy a kwotą, na którą ją ubezpieczamy. Ta oznacza realną stratę w przypadku wystąpienia szkody. Porównując krajowy rynek do rynków rozwiniętych, Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii, mamy więc co robić. Polska to rynek z dużym potencjałem, ale również z dużym niedoubezpieczeniem – ocenia Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Prezes Gothaer TU SA zauważa również, że obecnie rynek ubezpieczeniowy jest w fazie dynamicznych zmian, a kluczowym trendem jest wszechobecna w ubezpieczeniach cyfryzacja. Wymuszają ją zmiany technologiczne i rosnące oczekiwania klientów, którzy preferują cyfrowe usługi i kanały kontaktu.

Cyfryzacja w ubezpieczeniach opiera się m.in. na wykorzystaniu zaawansowanej analizy danych i uczenia maszynowego, blockchain, automatyzacji i robotyki, nowych sposobów sprzedaży polis, wykorzystaniu sztucznej inteligencji i nowoczesnych aplikacji. Dzięki takim wdrożeniom ubezpieczyciele mogą tworzyć spersonalizowane usługi i produkty, lepiej szacować ryzyko i usprawniać proces likwidacji szkód. Ubiegłoroczny raport „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce”, przygotowany przez Accenture dla PIU, pokazuje przykład szwajcarskiej firmy Zurich Insurance Group, która dzięki technologii skróciła proces likwidacji szkód z 52 minut do zaledwie 5 sekund, co pozwoliło zaoszczędzić ok. 40 tys. roboczogodzin w ciągu roku.

– Cyfryzacja to przede wszystkim usprawnienia i automatyzacja procesów wewnątrz firmy. Od dwóch lat bardzo aktywnie podchodzimy do tematu robotyzacji. W tej chwili pracuje u nas 25 robotów, które wykonują powtarzalne i żmudne zadania. To pozwala motywować naszych pracowników do tego, żeby te procesy robotyzować i mieć dodatkowy czas na zajęcie się tematami, które są bardziej wymagające – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Kilka ostatnich lat na polskim rynku ubezpieczeniowym upłynęło też pod znakiem kolejnego trendu – konsolidacji. Wynika ona m.in. z faktu, że proces cyfryzacji w ubezpieczeniach wymaga znaczących inwestycji.

– Rynek ubezpieczeń to statystyka, a statystyka potrzebuje skali. Konsolidują się zarówno małe, jak i duże podmioty, lokalne i międzynarodowe. Konsolidacja jest potrzebna wtedy, kiedy modele biznesowe wymagają wsparcia. W poszukiwaniu nowych rozwiązań, żeby nadążać za trendami, żeby być nowoczesnym ubezpieczycielem, który jest w stanie sprostać wymaganiom rynku i klientów, potrzebne jest silne zaplecze kapitałowe. To główny powód, dla którego zakłady ubezpieczeń się konsolidują – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

W trakcie tego procesu jest też TU Gothaer – 28 lutego tego roku została sfinalizowana transakcja sprzedaży 100 proc. udziałów spółki austriackiej Grupie Kapitałowej Vienna Insurance Group.

– To duża zmiana. Vienna Insurance Group, która podąża za strategią multibrandu, działa w ten sposób, że ma wiele marek na różnych rynkach, na których jest obecna. Tak jest również w Polsce, gdzie Grupa VIG obejmuje takie spółki, jak Compensa, InterRisk, Vienna Life. Teraz dołączamy my. Naturalną konsekwencją zmiany akcjonariusza jest to, że musimy zmienić nasze logo i nazwę. Markę Gothaer oddajemy naszemu poprzedniemu właścicielowi i startujemy z procesem rebrandingu. Właśnie wprowadziliśmy na rynek naszą nową markę, Wiener Towarzystwo Ubezpieczeń SA – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Jak podkreśla, dołączenie do dużej grupy kapitałowej dla klientów oznacza przede wszystkim większe bezpieczeństwo, bo Vienna Insurance Group operuje na 25 rynkach, skupiając 50 zakładów ubezpieczeń. Z kolei przejęcie TU Gothaer wzmocni pozycję rynkową VIG w segmencie ubezpieczeń majątkowych (udział grupy wzrośnie w Polsce do 9 proc.). Przejmowana spółka dziś obsługuje ponad 700 tys. klientów i zarządza ponad 2 mln polis ubezpieczeniowych, w ubiegłym roku wygenerowała składkę w wysokości ok. 170 mln euro.

– Właśnie zakomunikowaliśmy zmianę nazwy, ale to cały proces. Musimy jeszcze uzyskać wszystkie niezbędne zgody oraz zarejestrować nową markę. Wówczas zaczniemy działać pod nową nazwą. Wszyscy nasi klienci i nasi partnerzy mogą się czuć bezpieczni – zmiana marki nie oznacza zmiany naszych zobowiązań czy zmiany w umowach, które zawarliśmy. Kontynuujemy naszą działalność, tylko dodajemy pozytywnej energii pod nowym brandem –podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska.

80 proc. dużych firm angażuje się społecznie. Dla wielu staje się to ważnym elementem strategii

0

80 proc. dużych firm angażuje się społecznie. Dla wielu staje się to ważnym elementem strategii 4

Duże firmy angażują się w działania społecznej odpowiedzialności biznesu. Robi to już 80 proc. z nich. CSR zwiększa zaufanie do przedsiębiorstwa – 83 proc. przedstawicieli pokolenia Y uznaje, że sukces firmy powinien wykraczać poza wyniki finansowe. Zdecydowana większość uważa, że największe firmy mają odpowiedni potencjał, by rozwiązywać problemy gospodarcze i społeczne. Przykładem takiego przedsiębiorstwa, jest Benefit Systems. Firma jako pierwsza spółka publiczna z regionu Europy Środkowo-Wschodniej otrzymała tytuł B Corporation przyznawany organizacjom, które w strategie działalności trwale wpisują zasady społecznej odpowiedzialności biznesu.

– Rośnie społeczna odpowiedzialność biznesu, bo jak wskazują badania Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej, ponad 80 proc. respondentów uważa to za istotny element strategii firm i życia gospodarczego. W szczególności młodzi ludzie przywiązują do tego istotną wagę – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Izabela Walczewska-Schneyder, członek zarządu Benefit Systems.

Badanie „CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej” wskazuje, że firmy angażują się w działania CSR ze względu m.in. na zwiększające się zaufanie wśród pracowników (35 proc.) i klientów (32 proc.). Blisko 40 proc. firm ma świadomość korzyści z prowadzenia działalności zgodnie z zasadami CSR. Potwierdzają to wyniki badania The 2018 Deloitte Millennial Survey. Dla 83 proc. badanych przedstawicieli pokolenia Y sukces przedsiębiorstwa powinien oznaczać coś więcej niż tylko wyniki finansowe. Dla 75 proc. międzynarodowe korporacje mają potencjał, by rozwiązać problemy społeczne czy te związane z ochroną środowiska.

– Dodatkowo Unia Europejska w ramach swoich wytycznych oraz ONZ z Celami Zrównoważonego Rozwoju również zachęcają czy wręcz zobowiązują firmy do raportowania niefinansowego, czyli mówienia o tym, jak wygląda u nich strategia zrównoważonego rozwoju – wskazuje Izabela Walczewska-Schneyder.

W raporcie Forum Odpowiedzialnego Biznesu „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” jest już 1 549 praktyk zgłoszonych przez 229 firmy. W ciągu roku oznacza to ok. 30-proc. wzrost. Coraz więcej firm nie tylko angażuje się w dobre praktyki, lecz także rozwija całą strategię CSR. Tak robi m.in. Benefit Systems. Inicjatywy tej spółki zostały po raz pierwszy opisane w 17. edycji raportu.

– Benefit Systems to firma, w której odpowiedzialny rozwój jest wręcz wbudowany w model biznesowy. Jesteśmy operatorem kart MultiSport, odpowiadamy więc na istotny społeczny problem, który dotyczy niskiej aktywności fizycznej Polaków – podkreśla członek zarządu Benefit Systems.

Obecnie w Polsce z programu MultiSport korzysta ponad milion osób. Prawie 80 proc. użytkowników przyznaje, że karta motywuje ich do podejmowania aktywności fizycznej. A to istotna sprawa, bo brak ruchu Światowa Organizacja Zdrowia uznała za czwartą przyczynę śmiertelności na świecie.

– Z działaniami aktywizującymi fizycznie staramy się docierać do różnych grup społecznych. W zeszłym roku rozpoczęliśmy dwie nowe inicjatywy: to karta MultiSport Senior dla osób powyżej 60. roku życia, a także projekt Aktywne Szkoły MultiSport, w którym promujemy aktywność ruchową wśród uczniów szkół podstawowych – wymienia Izabela Walczewska-Schneyder.

Od 2015 roku Benefit Systems prowadzi też program filantropijno-wolontariacki Dobry MultiUczynek, który zachęca pracowników spółki do zgłaszania mikroprojektów wspierających osoby organizacje pozarządowe czy osoby potrzebujące. W ciągu trzech ostatnich lat pracownicy zrealizowali ponad 80 takich MultiUczynków. Od 2018 roku użytkownicy kart MultiSport mogą zgłaszać pomysły promujące aktywność fizyczną wśród lokalnych społeczności.

Pod koniec ubiegłego roku spółka Benefit Systems dołączyła do globalnego ruchu firm B Corp, otrzymując odpowiedni certyfikat. Potwierdza on społeczne zaangażowanie przedsiębiorstw w pięciu obszarach: ład korporacyjny, polityka zatrudnienia, wpływ na społeczności otaczające firmę, relacje z klientami i ochrona środowiska.

– Certyfikacja B Corp pokazuje, jaki wpływ mamy na świat. Organizacja B Lab, która prowadzi certyfikację, ma określone motto: Nie chodzi o to, żeby być najlepszym na świecie, ale żeby być najlepszym dla świata. W tej chwili jest blisko 2 800 firm z certyfikatem w 60 krajach świata. W Polsce i regionie Europy Środkowo-Wschodniej jesteśmy jedyną spółką publiczną, która uzyskała ten certyfikat – mówi Izabela Walczewska-Schneyder.

Członek RPP: nie obawiam się spowolnienia gospodarczego, a stopy procentowe być może będzie trzeba podnieść w II połowie tego roku

Członek RPP: nie obawiam się spowolnienia gospodarczego, a stopy procentowe być może będzie trzeba podnieść w II połowie tego roku 5

Przyspieszenie inflacji, zasygnalizowane przez Główny Urząd Statystyczny, może się okazać początkiem szybszego wzrostu cen, który skutkować będzie podniesieniem stóp procentowych jeszcze w tym roku. Zdaniem członka Rady Polityki Pieniężnej prof. Eugeniusza Gatnara taki scenariusz był do przewidzenia. Polskiej gospodarce nie zagraża rzekome spowolnienie światowych gospodarek, a PKB w naszym kraju przekroczy 4 proc. także w tym roku.

– Polska gospodarka jest w znakomitej formie. W ubiegłym roku rozwijaliśmy się najszybciej w Europie. Moje prognozy są takie, że w tym roku to tempo wzrostu nieco osłabnie, ale nieznacznie. Przewiduję, że to może być około 4 do 4,5 proc. wzrostu PKB w ciągu roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Eugeniusz Gatnar, członek Rady Polityki Pieniężnej. – Polska gospodarka, podobnie jak inne europejskie i światowe gospodarki, jest ciągnięta przez konsumpcję. Inwestycje też rosną, choć trochę wolniej, głównie za sprawą środków europejskich, ale przede wszystkim bardzo aktywnych polskich przedsiębiorców.

Zgodnie z odsezonowanymi danymi za marzec 2019 roku sprzedaż detaliczna w Polsce wzrosła o 6,1 proc. Średnia dla Wspólnoty w tym czasie wyniosła 2,9 proc., ale jeszcze wyższe wskaźniki odnotowano w Irlandii, Rumunii, Luksemburgu czy Chorwacji. Na początku maja konsumentów zaniepokoiła za to informacja o zdecydowanie wyższej niż w poprzednich miesiącach kwietniowej inflacji – według wstępnych danych GUS ceny wzrosły o 2,2 proc. W ostatnich latach wyższe wskazanie miało miejsce tylko w listopadzie 2017 roku (2,5 proc.). Taka dynamika to głównie „zasługa” cen żywności i paliw, najbardziej zmiennych i zarazem odpowiadających za ponad jedną trzecią wszystkich wydatków. Zdaniem prof. Gatnara taki rozwój wydarzeń był do przewidzenia.

Moim zdaniem za kilka miesięcy, w drugiej połowie roku, możemy osiągnąć cel inflacyjny, który wynosi 2,5 proc. To nie jest inflacja, której powinniśmy się obawiać, ale w porównaniu z tym, co mieliśmy w ostatnich latach, możemy mówić o wzroście cen, choć to jest chyba dla konsumentów wzrost niezauważalny. Taka inflacja nie jest dla gospodarki groźna. Natomiast przekroczenie celu będzie musiało zostać uwzględnione przez członków Rady Polityki Pieniężnej przy rozważaniu ewentualnego podwyższenia stóp procentowych – tłumaczy przedstawiciel RPP.

Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniała stóp od ponad czterech lat (marzec 2015 roku), a nie podnosiła ich od siedmiu (maj 2012 roku). Dzisiaj są one na historycznie najniższym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 proc., co sprawia, że oprocentowanie kredytów jest niższe niż jeszcze np. dekadę temu.

To dla gospodarki jest z jednej strony dobrze, ale z drugiej strony zachęca naszych konsumentów do zadłużania się. Zawsze martwiłem się rosnącymi szybko kredytami konsumpcyjnymi i hipotecznymi. Ten wzrost jest niesamowicie dynamiczny i będzie prawdopodobnie w przyszłości stwarzał problemy jeśli chodzi o stabilność sektora bankowego – przestrzega prof. Eugeniusz Gatnar. – Rozważam taką możliwość, że stopy należałoby podnieść w sytuacji, kiedy inflacja przekroczy 2,5 proc. i będzie na ścieżce wzrostu. Głównie będą o tym decydowały czynniki związane z rynkiem pracy, nośnikami energii i żywnością.

Wzrost inflacji zwykle idzie w parze ze wzrostem PKB, a wyższe stopy procentowe hamują ten ostatni. Jednak w Polsce deflacja i niewielka inflacja w ostatnich latach towarzyszyły solidnemu rozwojowi gospodarczemu. Według szacunków ekonomistów w I kwartale polska gospodarka rozwijała się rok do roku o 4,5 proc., nieco słabiej niż przed rokiem, gdy wzrost wahał się w granicach od 4,9 proc. do 5,3 proc., dając roczną dynamikę na poziomie 5,1 proc. W porównywalnym tempie rosły tylko niewielkie gospodarki, takie jak Litwa, Łotwa, Malta, Irlandia czy Węgry. Cała strefa euro wzbogaciła się o 1,8 proc., podczas gdy Unia Europejska – o 1,9 proc. To nieco wolniej niż rok wcześniej, gdy w obu obszarach zanotowano wzrost o 2,4 proc.

 Część ekonomistów mówi o spowolnieniu gospodarczym w Europie i na świecie, czegoś takiego nie widzę. To raczej przejściowe osłabienie tempa wzrostu – mówi prof. Eugeniusz Gatnar. – Nie boję się spowolnienia. Wydaje mi się, że gospodarka światowa, przede wszystkim strefy euro, być może jest na etapie spowolnienia, związanego z cyklem koniunkturalnym, ale to nie jest recesja czy załamanie gospodarcze. Myślę, że polscy przedsiębiorcy, nawet jeżeli zauważają osłabienie popytu u swoich odbiorców w Europie Zachodniej, to szukają rynków zbytu na Dalekim Wschodzie czy w Ameryce Południowej. Dla polskiego eksportu nie widzę żadnych złych sygnałów płynących z zewnątrz.

Znaczenie krajów europejskich, zwłaszcza zachodnich, dla polskiego eksportu wciąż jest ogromne, zarówno ze względów kosztowych i logistycznych, jak i kulturowych. Jednak w ciągu roku można było zaobserwować jego zmniejszenie. O ile w styczniu i lutym 2018 roku 88 proc. wartości polskiego wywozu trafiło do krajów rozwiniętych – w tym 81,8 proc. do Unii Europejskiej, a 58,6 proc. do strefy euro, o tyle w analogicznym okresie 2019 roku udziały te spadły odpowiednio o 0,2 pkt proc., 0,7 pkt proc. i 0,6 pkt proc. Zmniejszyła się również waga Niemiec jako głównego odbiorcy – z 28,3 proc. do 27,9 proc.

wypowiedź z dn. 07.05.2019

Nanosatelity pozwolą przetestować innowacyjne panele słoneczne w kosmosie. W planach jest też budowa konstelacji nanosatelitarnej do monitorowania poziomu zanieczyszczeń

Nanosatelity pozwolą przetestować innowacyjne panele słoneczne w kosmosie. W planach jest też budowa konstelacji nanosatelitarnej do monitorowania poziomu zanieczyszczeń 6

Rośnie liczba polskich projektów realizowanych z wykorzystaniem nanosatelitów. Pierwsze jednostki pozwolą przeprowadzić obserwacje powierzchni Ziemi i przetestować nowatorskie systemy zasilania pojazdów kosmicznych. Za kilka lat powstanie pierwsza polska konstelacja nanosatelitarna. Dzięki budżetowej i stosunkowo nieskomplikowanej konstrukcji po miniaturowe satelity sięgają duże firmy, urzędy czy uniwersyteckie zespoły naukowe.

– OpenSat to projekt realizowany przez Fundację OpenSpace. Młodzi ludzie z Polski postanowili zbudować całkowicie amatorskiego nanosatelitę o wielkości 10x10x10 cm w standardzie CubeSat. Wspieramy ten projekt poprzez wykonywanie niektórych badań, lotów elektroniki na pokładach rakiet sondujących oraz wykonanie struktury takiego mikrosatelity, czyli jego całego metalowego szkieletu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Damian Mayer, prezes Near Space Technologies.

Zespół licealistów i studentów w ramach Openspace Foundation chce wysłać w przestrzeń kosmiczną pojazd wykonany w standardzie CubeSat, który pozwoli przeprowadzić test kilku nowatorskich technologii. Kluczowym zadaniem nanosatelity będzie sprawdzenie funkcjonowania perowskitowych ogniw fotowoltaicznych wykonanych przez wrocławską firmę Saule Technologies. Przetestowany zostanie także autorski komputer pokładowy wraz z podsystemami komunikacji, zasilania i kontroli orientacji oraz system pasywnej kontroli termicznej wykorzystujący włókna grafitowe.

– Projekt ma na celu przetestowanie nowych paneli fotowoltaicznych, które mogą być używane w kosmosie. To jest nowa technologia, która jeszcze w kosmos nie poleciała i jednym z celów satelity, który jest realizowany przez Fundację OpenSpace, jest właśnie przetestowanie tej technologii – wskazuje ekspert.

Od momentu wstąpienia do Europejskiej Agencji Kosmicznej polska branża kosmiczna zaczęła dynamicznie rosnąć w siłę, czego najlepszym dowodem jest wzrost zainteresowania badaniami z wykorzystaniem nanosatelitów. W połowie kwietnia swoją misję rozpoczął pierwszy polski satelita obserwacyjny Światowid od firmy SatRevolution, który spędzi na orbicie kilkanaście miesięcy. W tym czasie wykona serię zdjęć o wysokiej rozdzielczości, z dokładnością nawet do 50 cm na piksel.

Celem misji będzie przetestowanie systemu do analizy danych satelitarnych na potrzeby lokalnych urzędów. Badania przeprowadzone przez Światowida mają posłużyć do stworzenia map zanieczyszczenia, monitorowania w czasie rzeczywistym wilgotności powietrza, jakości gleby czy natężenia ruchu kołowego. SatRevolution na bazie tego nanosatelity chce także oprzeć projekt pierwszej konstelacji satelitów obserwujących REC. Pierwsze 16 jednostek ma rozpocząć swoją misję w 2022 roku, a do 2026 roku sieć ma rozwinąć się do 1 000 nanosatelitów.

Firma Near Space Technologies specjalizuje się w dostarczaniu budżetowych rozwiązań na potrzeby projektów near space. Pomogła powołać do życia kilka projektów naukowych realizowanych m.in. przez amatorskie zespoły astronautyczne. Inżynierowie Near Space Technologies współpracowali m.in. ze studentami z Politechniki Wrocławskiej przy opracowywaniu rakiety badawczej PoliWRocket zaprojektowanej z myślą o zawodach SpacePort America Cup.

– Rolą Near Space Technologies w projekcie OpenSat jest wsparcie go poprzez wykonanie struktury satelity, poprzez loty testowe elektroniki na pokładach naszych rakiet i odwzorowanie tak na dobrą sprawę trudnych warunków, które towarzyszą startowi rakiety tak, aby elektronika faktycznie to przetrwała – wymienia Damian Mayer.

Według analityków z firmy Future Market Insights wartość globalnego rynku małych satelitów w 2018 roku wyniosła 2,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2028 roku wzrośnie ona do 8,9 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 13,5 proc.

Geoblockchain z nieograniczoną liczbą zastosowań. Może być wykorzystywany do śledzenia drogi produktów czy zawierania umów na odległość

Geoblockchain z nieograniczoną liczbą zastosowań. Może być wykorzystywany do śledzenia drogi produktów czy zawierania umów na odległość 7

Największe firmy na świecie inwestują w geoblockchain. Ze względu na zdolność do natychmiastowego rejestrowania transakcji oraz do pomocy w weryfikacji autentyczności produktu technologię stosują obecnie przede wszystkim firmy związane z handlem i e-commerce. Francuski supermarket Carrefour śledzi już kilkadziesiąt produktów w całym łańcuchu dostaw. Walmart wykorzystuje technologię blockchain do śledzenia przesyłek od swoich dostawców. Zdaniem ekspertów to jednak dopiero początek możliwości tej technologii. 

– Blockchain to stosunkowo nowa technologia zapisu danych nie w centralnej bazie danych, ale w systemie rozproszonym, czyli na różnych stacjach roboczych. Dodanie przedrostka to nic innego jak poszerzenie informacji o komponent związany z geografią, z lokalizacją, systemami informacji przestrzennej. Dodanie do rejestrów informacji pochodzących z czujników i sensorów IoT, pozwala sprawdzić nie tylko jakie towary zostały przekazane, lecz  także gdzie miało to miejsce i w jakich warunkach – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Walenko z Esri Polska.

Globalne korporacje wykorzystują technologię blockchain, ponieważ chcą przyspieszyć procesy biznesowe, zwiększyć przejrzystość i potencjalnie zaoszczędzić miliardy dolarów. Także technologię geoblockchain wykorzystuje coraz więcej firm na świecie. Choć początkowo na rozwiązanie stawiał przede wszystkim e-commerce, możliwości jej zastosowania są praktycznie nieograniczone. Przykładem może być Allianz, który testuje blockchain pod kątem różnych produktów. Jedna ze spółek, która sprzedaje ubezpieczenie od opóźnienia lotu, zastosowała inteligentną umowę, która inicjuje roszczenie, gdy tylko lot opóźni się o określony czas.

Jedna z firm piwowarskich prowadzi pilotaż, gdzie konsumenci przesyłają informacje o prawie jazdy do blockchainu, a następnie mogą zakupić piwo w automacie, skanując swój telefon.

– Geoblockchain w tym momencie jest wykorzystywany przez firmy takie jak Walmart np. do śledzenia konkretnych partii produktów. Produkty takie jak nabiał, które są wyprodukowane w mleczarni, transportowane są do hurtowni, a następnie z hurtowni do sklepów. Dzięki technologii geoblockchain Walmart może dokładnie śledzić każdą konkretną partię towaru w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że jeśli są jakieś problemy z danym produktem, to nie ma potrzeby wymiany w sklepie całej dostawy, tylko tę konkretną partię – wskazuje Piotr Walenko.

Dzięki geoblockchain można na bieżąco kontrolować jakość swoich produktów i śledzić cały łańcuch produkcji. Firma Bumble Bee Foods używa technologii, aby zapewnić pełną przejrzystość łańcucha dostaw tuńczyka od rybaków łowiących ryby na południowym Pacyfiku po sklepy spożywcze w Stanach Zjednoczonych. W ten sposób buduje zaufanie do swoich produktów. Z kolei Cargill, rolniczy gigant, zaczął testować Hyperledger Sawtooth Intela jeszcze przed Świętem Dziękczynienia w 2017 roku, aby śledzić indyki w łańcuchu dostaw od gospodarstwa do supermarketu.

– Firma Porsche eksperymentuje z geoblockchainem, dając na określony czas użytkownikom uprawnienia dostępu do samochodu albo np. do otworzenia samego bagażnika. Firmy takie jak Amazon czy UPS testują geoblockchain, aby realizować bezpośrednie dostawy dronami do odbiorców, czyli do jednego danego konkretnego miejsca, do konkretnej osoby, która może być w ruchu, a użytkownik może w czasie rzeczywistym śledzić, gdzie jest jego przesyłka – mówi ekspert.

W przyszłości geoblockchain może też usprawnić carsharing. Zarządzający flotą mogą wykorzystywać możliwości lokalizacji geoblockchaina do śledzenia lokalizacji i stanu samochodów. Technologia może wkrótce całkowicie zastąpić GPS. Dodanie informacji geograficznej do technologii blockchain umożliwia śledzenie wszystkich transakcji. Pozwala też zawierać kontrakty i umowy na odległość, weryfikuje tożsamość i zwiększa bezpieczeństwo transakcji.

– Geoblockchain jest kolejnym etapem ewolucji, jeśli chodzi o lokalizację. Tokeny blockchain mogą zastąpić GPS. Chodzi np. o lepszą weryfikację, czy dana osoba faktycznie była w danym miejscu o danej porze, nawet w sytuacji gdy znajdowała się pod ziemią czy na obszarze gęsto zabudowanym. Pozwoli to na ograniczenie manipulacji związanych np. z wystawianiem niepochlebnych opinii o danym lokalu przez konkurencję czy minimalizację oszustw w takich grach jak np. Pokemon Go  – zaznacza ekspert.

Choć geoblockchain rozwija coraz więcej firm, to wciąż jeszcze jesteśmy na początku drogi. W Polsce technologia jest dopiero sprawdzana, pracują nad nią przede wszystkim start-upy.

– Są już firmy, które testują rozwiązania związane z geoblockchainem. Tauron podpisał w zeszłym roku umowę na zastosowanie tej technologii w swoich stacjach ładowania aut elektrycznych i w całym procesie elektromobilności. Biznes przygląda się zarówno gigantom, jak i pierwszym małym wdrożeniom i start-upom, więc myślę, że w ciągu roku, dwóch lat technologia wejdzie do powszechnego użycia – ocenia Piotr Walenko.

International Data Corp podaje, że łączne wydatki korporacyjne i rządowe na blockchain sięgną 2,9 mld dol. w 2019 roku, o 89 proc. więcej niż w 2018 roku. Do 2022 roku ma to już być 12,4 mld dol.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przy podtrzymywanej niepewności o przyszłość negocjacji handlowych USA-Chiny ryzyka dla globalnych rynków pozostają asymetryczne z większą wrażliwością na negatywne informacje, które mogą wpłynąć na pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego. W tym kontekście będą też oceniane napływające dane o aktywności gospodarczej. Indeksy PMI z Eurolandu i USA oraz sprzedaż detaliczna z Wielkiej Brytanii i Kanady będą warte uwagi.

Przyszły tydzień: minutki FOMC, sprzedaż domów/PMI/zamówienia na dobra trwałe z USA, PMI z Eurolandu, Ifo z Niemiec, sprzedaż detaliczna z Wlk. Bryt./Kanady, produkcja/handel z Polski, PKB/CPI z Japonii, wybory w Australii

Stany Zjednoczone

Po ostatnich odczytach danych z USA wygląda, że dolar jest odporny na negatywne zaskoczenia (patrz: sprzedaż detaliczna), a pośrednio chroni go ucieczka w USD jako oazy bezpieczeństwa w okresach awersji do ryzyka. Mimo to namnożenie się rozczarowujących wyników będzie podsycać wątpliwość o stabilność ożywienia i w końcu uderzy w dolara relatywnie do innych bezpiecznych walut (JPY, CHF). W kolejnym tygodniu rynek skupi uwagę na danych o sprzedaży domów (wt, czw), PMI (czw) i zamówieniach na dobra trwałe (pt). W protokole po majowym posiedzeniu FOMC (śr) interesująca będzie ocena trendów inflacyjnych, w szczególności na ile Fed wierzy w „przejściowy” charakter czynników osłabiających inflację.

Strefa euro

Wstępne odczyty majowych indeksów PMI z Eurolandu (czw) mogą być istotnym determinantem ogólnego klimatu na rynkach. Z jednej strony jest możliwe, że przemysł pokaże skromną poprawę w ramach opóźnionego efektu silniejszych odczytów z Chin w marcu. Z drugiej strony ożywiony spór handlowy USA-Chiny może podnosić obawy firm o perspektywy globalnego ożywienia. Stąd dane mogą być źródłem zaskoczeń. To samo tyczy się niemieckiego indeksu Ifo (czw). Otrzymamy też protokół z ostatniego posiedzenia EBC (czw), ale nie spodziewamy się niespodzianek. Euro będzie wrażliwe na odczyty wyraźnie odbiegające od prognoz.

Wielka Brytania

Z Wielkiej Brytanii otrzymamy CPI (śr) i sprzedaż detaliczną (pt). Podwyżka cen energii przez regulatora wpłynie na podbicie CPI do 2,2 proc. r/r przy stabilizacji inflacji bazowej, zatem z raport nie będzie jastrzębim impulsem dla BoE. Sprzedaż już w marcu była mocna w związku ze świętami, ale też przez asekuracyjne gromadzenie zapasów na wypadek chaotycznego brexitu. To zachowanie może się negatywnie odbić na danych kwietniowych. W międzyczasie funt pozostaje pod presją, gdyż urealnia się wizja braku postępów w temacie brexitu nawet do jesieni.

Polska

W Polsce mamy główną paczkę kwietniowych danych z rynkiem pracy (wt), produkcją przemysłową (śr) i sprzedażą detaliczną (czw). W danych o aktywności oczekujemy zaburzeń związanych z Wielkanocą, tj. słabsza produkcja, ale silniejsza sprzedaż. Dla złotego dane dalej mają znaczenie drugorzędne, biorąc pod uwagę deklarowaną bierność RPP. Ryzykiem pozostają nastroje zewnętrzne.

Japonia

Jest mało realne, aby szacunki PKB (pon) lub CPI (pt) z Japonii mogły zachwiać statusem jena jako bezpiecznej przystani. Po PKB oczekuje się powrotu do kwartalnego spadku (-0,1 proc. k/k) w oparciu o globalne zahamowanie wymiany handlowej. Inflacja bazowa, która w kwietniu ma wynieść 0,6 proc. r/r), daleko jest od poziomów mogących skłonić Bank Japonii do zmiany nastawienia. Sądzimy, że JPY pozostaje największym beneficjentem napięć rynkowych.

Australia

W najbliższy weekend Australia idzie do wyborów, by wybrać siódmego premiera na przestrzeni 12 lat. Spodziewane zwycięstwo Partii Pracy jest oceniane jako początek nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej, stąd AUD już znajduje się pod presją. W następnym tygodniu nie ma kluczowych danych, za to uwagę skupi przemówienie prezesa RBA Lowe’a, gdzie rynek będzie szukał wskazówek, czy w czerwcu możemy spodziewać się obniżki stopy procentowej. Słowa Lowe’a będą decydować o kierunku dla AUD.

Nowa Zelandia

Z Nowej Zelandii otrzymamy sprzedaż detaliczną (wt) i bilans handlowy (pt). Jest bardziej prawdopodobne, że dane będą słabe, jednak biorąc pod uwagę, że RBNZ dopiero co jest po obniżce stopy procentowej i nie szykuje się prędko do kolejnej, dane musiałyby naprawdę zaskoczyć, by wpłynąć na wciąż gołębie oczekiwania rynku.

Kanada

W Kanadzie marcowa sprzedaż detaliczna (śr) będzie testem sentymentu po mieszanych danych z poprzednich dni. CAD potrzebuje dobrego impulsu z gospodarki krajowej, by wyrwać się z przeciwstawnego oddziaływania czynników zewnętrznych. Twarde stanowisko Trumpa wobec Chin podnosi obawy, że podobna taktyka może być ponownie użyta w negocjacjach z Kanadą. Z drugiej strony loonie znajduje wsparcie w wysokich cenach ropy w związku ze nasileniem ryzyka politycznego na Bliskim Wschodzie. Bez mocnych danych CAD pozostanie w defensywie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Marsh Global Insurance Market Index Q1 2019: rekordowy wzrost cen ubezpieczeń

Marsh opublikował wyniki cyklicznego raportu Global Insurance Market Index. Poniżej prezentujemy kluczowe trendy rynkowe obserwowane w pierwszym kwartale 2019 r.:

  • Średnie ceny ubezpieczeń wzrosły o 3%, co stanowi największy dotychczas zanotowany wzrost stawek (od 2012 r.).
  • Pierwszy kwartał 2019 r. kontynuuje wzrostowy trend cen ubezpieczeń.
  • Drugi kwartał z rzędu zakończono ze wzrostem stawek ubezpieczeniowych we wszystkich regionach na świecie, co spowodowane było wyższymi cenami ubezpieczeń majątkowych i D&O.
  • Region Pacyfiku ponownie odnotował największy, ponad 10% wzrost cen, utrzymując tendencję wzrostową z ostatnich ośmiu kwartałów. W Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej wzrost stawek wyniósł 2%.
  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń majątkowych wzrosły średnio o blisko 5%, przekraczając nieznacznie stawki obserwowane w ostatnich czterech kwartałach. Ceny ubezpieczeń od następstw nieszczęśliwych wypadków spadły natomiast średnio
    o prawie 1%, kontynuując tendencję spadkową, utrzymującą się od 2013 roku.
  • Średnie ceny ubezpieczeń finansowych i profesjonalnych wzrosły o blisko 6%. Wzrost cen dotyczył wszystkich regionów na świecie, głównie za sprawą wyższych stawek ubezpieczeń D&O.

Pomimo odnotowania największego w historii Indexu średniego wzrostu cen ubezpieczeń, możliwości rynkowe dla większości produktów i regionów nadal pozostają wysokie.

„W Polsce obserwujemy niezmienność stawek w ubezpieczeniach majątkowych, dotyczy to oczywiście Klientów bezszkodowych. Klienci szkodowi jak zawsze musza się liczyć ze wzrostem stawek – odpowiednio do wskaźnika szkodowości i wyniku technicznego na danym rachunku. Aktualny jest także trend w ubezpieczeniach dla trudnych branż (drewniana, chemiczna), które spotykają się z dużo wyższymi stawkami i zdecydowanie mniejsza ofertą rynkową „– podsumowuje Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska.

„W przypadku ubezpieczeń  finansowych naszych polskich klientów obserwujemy bardzo podobną tendencję, jak w Raporcie Marsh GIMI Q1 2019. Największy wzrost stawek widzimy w ubezpieczeniach OC członków władz (D&O), szczególnie, jeżeli polisy zawierane są na rynkach Europy Kontynentalnej i londyńskich. Tendencja wzrostu stawek polis D&O jest już też obserwowana w polisach D&O plasowanych przez polskich ubezpieczycieli, których trend światowy w żaden sposób nie omija. Wzrost stawek idzie w parze z zaostrzoną oceną ryzyka D&O. Istotną przyczyną wzrostu kosztów polis jest szkodowość, która wpłynęła na limitowanie pojemności ubezpieczycieli D&O, wycofywanie się wybranych rynków z oferowania tego ubezpieczenia, zaostrzoną oceną ryzyka. Ta sytuacja na rynku powoduje niestety opóźnienia w procesach ofertowania i plasowania programów.

Podobne wzrosty stawek widzimy w ubezpieczeniach ryzyk bankowych i transakcyjnych (M&A), gdzie szkodowość bardzo podobnie, negatywnie dla nas i klientów wpłynęła na procesy plasowania tych polis. Akurat w przypadku ubezpieczeń procesów M&A, główną przyczyną szkodowości było znaczące w ostatnim 1-1,5 roku rozszerzenie zakresów ochrony polis transakcyjnych i bardzo elastyczna ocena ryzyka, co wpłynęło na wzrost szkodowości, a to przekłada się i będzie w mojej opinii przekładać na coraz bardziej rosnące koszty” – dodaje Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia).

Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej Aviva TUnŻ

Mariusz Grendowicz został powołany na przewodniczącego rady nadzorczej Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie SA. Jest pierwszym niezależnym członkiem rady nadzorczej Avivy w Polsce, który objął stanowisko jej przewodniczącego. Zastąpił na tym stanowisku Maurice’a Tullocha, który w marcu został prezesem Aviva plc w Londynie.

Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej Aviva TUnŻ
Mariusz Grendowicz przewodniczącym rady nadzorczej Aviva TUnŻ

Mariusz Grendowicz wchodzi w skład rady nadzorczej Aviva TUnŻ od 2012 roku – przewodniczy Komitetowi Ryzyka Rady Nadzorczej i do momentu objęcia stanowiska przewodniczącego był członkiem Komitetu Audytu. Jest też członkiem rady nadzorczej Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych SA. Ma duże doświadczenie jako niezależny członek rad nadzorczych spółek, głównie w sektorze finansowym.

W latach 2013-14 był prezesem Polskich Inwestycji Rozwojowych. Wcześniej był czołowym menedżerem bankowym – jako prezes BRE Banku (obecnie mBank) w latach 2008-2010, wiceprezes Banku BPH (2001-2006) oraz członek zarządu, a następnie country manager ABN Amro Bank w Polsce (1997-2001).

Karierę w bankowości rozpoczął w Londynie, gdzie pracował w latach 1983-1992 (ANZ Bank i Citibank). Później pracował też w ING Banku na kierowniczych stanowiskach w Warszawie, a następnie jako wiceprezes ING w Budapeszcie (1992-1997).

Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego i studiów bankowych w Wielkiej Brytanii. Ma dyplom The Chartered Institute of Bankers w Londynie.

X, Y i Z – trzy pokolenia pracowników – trzy różne grupy problemów

  • Wśród prawie 16,5 mln pracujących znajdują się przedstawiciele trzech różnych pokoleń – X, Y i Z.
  • Każde pokolenie ma inne potrzeby zdrowotne, naprzeciw którym powinni wyjść pracodawcy.
  • Wybierając grupowe ubezpieczenie zdrowotne, przedsiębiorcy powinni zadbać o zestaw konsultacji i badań profilaktycznych odpowiedni dla każdej grupy wiekowej.

Zmieniająca się struktura demograficzna naszego społeczeństwa powoduje, że w coraz większej liczbie firm zatrudnieni są przedstawiciele aż trzech różnych pokoleń. Pod koniec zeszłego roku populacja osób pracujących wynosiła według GUS prawie 16,5 mln osób[1]. 68 tys. z nich to przedstawiciele najmłodszego pokolenia – Z, czyli osób urodzonych po roku 2000. Równolegle z nimi pracują przedstawiciele dwóch starszych pokoleń – Y i X, którzy stanowią odpowiednio 31,5% i 68% ogółu pracujących. Każde z tych pokoleń charakteryzuje się nie tylko różnym podejściem do wykonywania obowiązków, ale też ma odmienne problemy zdrowotne, którym w ramach medycyny pracy powinni sprostać pracodawcy.

Jednym z rozwiązań pozwalających skutecznie zarządzić niejednolitymi potrzebami medycznymi pracowników, jest zapewnienie im kompleksowej ochrony zdrowotnej w ramach medycyny pracy. Oprócz świadczeń przewidzianych w ramach ustawowo wymaganych badań okresowych i kontrolnych warto zapewnić im również pracownicze programy profilaktyczne, zapewniające dostęp do konsultacji i testów pozwalających wykryć i zwalczyć schorzenia najpowszechniejsze wśród danych grup wiekowych. Dlatego wybierając grupowe ubezpieczenie zdrowotne, pracodawcy powinni wnikliwie sprawdzić, czy oferta obejmuje świadczenia profilaktyczne odpowiednie dla struktury wiekowej zatrudnionych – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

Pokolenie X

Rola przedstawicieli tego pokolenia, tzw. Pokolenia PRL -u, czyli osób urodzonych pomiędzy 1961 a 1983 rokiem, w ostatnich latach znacząco wzrosła. Zmieniło się też podejście firm do pracowników 50+. Niskie bezrobocie oraz wysokie zazwyczaj kompetencje tych osób sprawiły, że są oni bardzo pożądaną przez pracodawców grupą. Ich pozyskanie i utrzymanie w przedsiębiorstwie jest niekiedy większym wyzwaniem w porównaniu z przedstawicielami młodszych pokoleń. Należy zatem odpowiednio o nich zadbać, m.in. wychodząc naprzeciw ich potrzebom zdrowotnym.

Do najczęstszych problemów, z jakimi boryka się ta grupa wiekowa, należą problemy kardiologiczne i onkologiczne. W związku z tym pracodawcy powinni zapewnić im sprawny dostęp do takich lekarzy specjalistów jak kardiolog, onkolog, ginekolog czy urolog oraz odpowiednich badań profilaktycznych, m.in. różnego rodzaju USG i EKG oraz badań poziomów markerów nowotworowych. Co więcej, warto też zadbać o pakiet dodatkowych usług wspierających pracownika w razie wykrycia choroby takich jak teleopieka kardiologiczna czy pomoc onkopsychologa.

Pokolenie Y – Millenialsi

Zapewnienie skutecznej ochrony osobom urodzonym w latach 1984 – 2000 może stanowić czasem jeszcze większe wyzwanie dla firm. Pokolenie Y jest pierwszym pokoleniem, które boryka się z większą liczbą problemów zdrowotnych niż ich rodzice i prawdopodobnie będzie żyło od nich krócej. Ponad połowa z nich ma przewlekłe problemy zdrowotne. Dotyczą one przede wszystkim kwestii neurologicznych i onkologicznych, ale także kardiologicznych oraz ortopedycznych wynikających z nabytych wad postawy. Pracodawcy powinni zatem zadbać, żeby osoby te miały ułatwiony dostęp nie tylko do tych samych programów profilaktycznych co ich starsi koledzy z pracy, ale również zapewnioną stałą opiekę neurologiczną i ortopedyczną. Nie bez znaczenia jest także fakt, że ok. 20% przedstawicieli tego pokolenia boryka się z stresu-nerwicy/”>zaburzeniami psychicznymi jak depresja czy nerwica lękowa, o które również trzeba zadbać.

Pokolenie Z

Najmłodszym pokoleniem wchodzącym na rynek pracy są osoby urodzone po roku 2000, nazywane czasem pokoleniem internetowym. Z jednej strony dbają one o zdrowie lepiej niż pokolenie Y, ale poprzez uzależnienie od technologii, prowadzą one w znacznej większości siedzący tryb życia, co ma odzwierciedlenie w problemach zdrowotnych. Dlatego do głównych ich problemów podobnie jak w przypadku Millenialsów należą nabyte wady postawy. Drugą kwestią, o którą ich pracodawcy powinni zadbać, jest profilaktyka zwalczania wad wzroku, czyli zapewnienie regularnego dostępu do konsultacji i badań okulistycznych. W ich przypadku również istotną kwestią jest odpowiednia opieka psychologiczna i przezwyciężanie stresu-nerwicy/”>problemów nerwicowych i depresyjnych.

Choć część problemów zdrowotnych poszczególnych pokoleń jest wspólna, to jednak każde z nich wymaga indywidualnego podejścia. Konstruując program ochrony dla pracowników, oprócz zróżnicowania wiekowego zatrudnionych, pracodawcy powinni mieć też na uwadze rodzaj wykonywanej przez nich pracy. Przykładowo, pracownikom wykonującym prace fizyczne warto też zapewnić pomoc w przezwyciężeniu następstw urazów, w postaci m.in. dostępu do rehabilitacji – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Autor: SALTUS Ubezpieczenia

[1] Aktywność ekonomiczna ludności Polski, IV kwartał 2018 r., Główny Urząd Statystyczny, Warszawa 2019.

Kurs franka najwyżej od początku kwietnia i to nie koniec

Frank szwajcarski, jedna z baczniej obserwowanych walut w Polsce, przez dwa minione tygodnie podrożał w zestawieniu ze złotym o ok. 2 proc. Kurs CHF wzbił się ponad 3,81 zł, osiągając poziom, który ostatnio obserwowaliśmy na początku kwietnia br. Niestety, frank wkrótce może być jeszcze droższy – pisze Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd.

Do franka traci nie tylko nasza rodzima waluta, ale także amerykański dolar czy euro. W dwa tygodnie CHF umocnił się w relacji do EUR o ok. 1,5 proc., a w relacji do USD o ok. 1,6 proc. Dlaczego?

Jednym z głównych powodów ostatniej aprecjacji szwajcarskiej waluty mogą być nie tyle czynniki wewnętrzne, ile zewnętrzne, w tym zaostrzenie retoryki w wojnie handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Podniesienie ceł na chińskie produkty wraz z brakiem postępów w rozmowach prowadzą do zwiększenia obaw inwestorów z jednej strony o dalszą eskalację konfliktu handlowego, a z drugiej o wzrost gospodarczy na świecie. To z kolei podnosi niepewność i wzmaga strach, a ten powodować może powrót kapitału w stronę bezpiecznego franka.

Według danych dotyczących międzynarodowej pozycji inwestycyjnej netto, które publikuje Międzynarodowy Fundusz Waluty, Szwajcaria zaangażowała więcej kapitału za granicą niż inwestorzy zagraniczni w Szwajcarii. Zatem w okresie zwiększonej niepewności na rynkach finansowych kapitał, wracając do kraju, z którego pochodzi, w większej kwocie wpłynie do Szwajcarii, niż z niej wypłynie, co finalnie może przekładać się na siłę franka.

Nawet wypowiedzi Thomasa Jordana, szefa banku centralnego Szwajcarii, nie doprowadziły ostatnio do wyhamowania wzrostu wartości waluty. Chociaż szef SNB mówił o tym, że obecna polityka monetarna z ujemnymi stopami procentowymi będzie prowadzona tak długo, jak to będzie konieczne ze względu na wciąż niskie oczekiwania inflacyjne. Co więcej, w opinii SNB frank szwajcarski ma wciąż wysoką wartość, a bank centralny jest gotów interweniować celem jego osłabienia, gdy tylko będzie to konieczne.

W konsekwencji kurs CHF/PLN może nadal znajdować się w przedziale 3,85-3,73, a pokonanie górne bariery staje się w tym momencie coraz bardziej prawdopodobne, ponieważ niepokój na światowych rynkach wciąż się utrzymuje.

Edyta Sadowska nowym prezesem zarządu oraz dyrektorem generalnym platformy nc+

Rada nadzorcza ITI Neovision S.A. powołała Edytę Sadowską na stanowisko prezesa zarządu oraz dyrektora generalnego platformy nc+ ze skutkiem od dnia 1 czerwca 2019 roku. Edyta Sadowska zastąpi na stanowisku Manuela Rougeron, który dołączył do firmy w grudniu 2013 roku.

Manuel Rougeron do końca lipca tego roku pozostanie specjalnym doradcą zarządu platformy nc+, a z dniem 1 sierpnia 2019 roku dołączy do zespołu CANAL+ International w Paryżu i obejmie stanowisko Executive Vice President na rynki Azji i Pacyfiku. Zostanie również powołany w skład rady nadzorczej platformy nc+.

Edyta Sadowska, platforma nc+
Edyta Sadowska, platforma nc+

Edyta Sadowska od lutego 2018 roku była członkiem zarządu platformy nc+ na stanowisku wiceprezesa zarządu ds. programowych.

Wcześniej była związana m.in. z Ringier Axel Springer Polska, gdzie zajmowała stanowisko prezesa zarządu spółki. Następnie jako członek zarządu połączonych struktur Grupy Onet-RAS Polska (Ringier Axel Springer, Onet.pl, Media Impact Polska) odpowiadała za budowę oraz realizację strategii rozwoju i transformacji cyfrowej największych tytułów prasowych i mediów online.

Manuel Rougeron
Manuel Rougeron

Manuel Rougeron rozpoczął swoją profesjonalną karierę zawodową w 1995 roku w Unifrance Film International. W 1998 roku został członkiem Komitetu Organizacyjnego piłkarskich Mistrzostw Świata we Francji, a rok później dołączył do zarządu TPS. W 2003 roku objął stanowisko dyrektora zarządzającego MULTIVISION / TPSVOD. W styczniu 2007 roku zaczął pracę w CANAL+ International jako dyrektor ds. programowych. W 2009 roku został dyrektorem wykonawczym w VSTV, przedstawicielstwie CANAL+ International w Wietnamie. Następnie, przed dołączeniem do platformy nc+ na stanowisko wiceprezesa ds. programowych, był dyrektorem zarządzającym w CANAL+ Caledonia.

Poziom bezrobocia w Polsce już nie spadnie

Tylko cztery kraje w UE mają niższe bezrobocie od Polski. Stopa bezrobocia nie będzie już spadać, choć firmom brakuje pracowników. To dlatego, że mamy bardzo niską aktywność zawodową, co program 500+ pogłębia.

– Uważam, że rynek pracy znajduje się obecnie w stanie równowagi, a to oznacza, że stopa bezrobocia będzie się utrzymywała na stabilnym poziomie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Krystian Jaworski starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski.

Według metodologii UE stopa bezrobocia w Polsce wynosi tylko 3,4 proc. Niższa jest w Czechach, Holandii, Niemczech i na Węgrzech.

Natomiast stosując metodologię GUS, stopa bezrobocia w 2018 r. wynosiła 5,8 proc. W ocenie ekonomistów Credit Agricole będzie taka sama w tym i przyszłym roku. Różnice pomiędzy GUS a Eurostatem wynikają m.in. z tego, że do urzędów pracy zgłaszać się niepracujący, aby zachować dostęp do bezpłatnej służby zdrowia, co jeszcze nie oznacza, że szukają pracy.

– Potencjał do spadku stopy bezrobocia będzie bardzo ograniczony – ocenia ekspert Credit Agricole Bank Polski. – To dlatego, że stopa aktywności zawodowej pozostaje na niskim poziomie.

Obniżenie wieku emerytalnego zmniejsza stopę aktywności zawodowej. Wpływ programu 500+ też nie jest pod tym względem pozytywny.

Zarobimy więcej, zapłacimy mniej. Szykuje się reforma systemu podatkowego

Po raz kolejny dostaliśmy potwierdzenie, że w Polsce będzie żyło się lepiej. Pensja minimalna wzrośnie bardziej niż wynika z ustawy, a podatek dochodowy spadnie, by zmniejszyć narzut na koszty pracy.

Płaca minimalna w górę

Ostatnio płaca minimalna w naszym kraju gwałtownie rośnie. Jeżeli utrzymamy ustawowy wskaźnik, to w przyszłym roku pójdzie w górę o 95 zł i osiągnie wartość 2345 zł. Jednak już teraz mówi się o tym, że średnia płaca w gospodarce rośnie jeszcze szybciej. Gdyby zatem płaca minimalna wzrosła zgodnie z parametrem “tylko” o 4,3%, wynosiłaby mniejszą część wynagrodzenia średniego niż obecnie. W tej sytuacji rząd rozważa większą podwyżkę. Warto zwrócić uwagę, że płaca minimalna to nie tylko podwyżki dla najgorzej zarabiających. To także wzrost opłat i podatków rozliczanych od tej wartości. Ekonomiści wskazują również na fakt, że jest to cios w szarą strefę i w zjawisko ustalania na umowie minimalnej pensji, a następnie wypłacania reszty “pod stołem”.

Rynek pracy w USA uspokaja

Zgodnie z przewidywaniami części analityków, ostatnie dane o zwiększonej liczbie zasiłków dla bezrobotnych nie utrzymały się przez kolejne siedem dni. W tym tygodniu wniosków było 212 tysięcy, wobec 228 tysięcy w zeszłym. Oczywiście nie znaczy to, że od teraz będzie tylko lepiej. Warto natomiast zwrócić uwagę, że połączony wpływ dwóch odczytów, czyli zgodnych z oczekiwaniami informacji z rynku pracy oraz lepszego od oczekiwań indeksu FED z Filadelfii, spowodował, że dolar jest najdroższy względem euro od kilku tygodni. Podobnie ma się sytuacja w relacji do złotego, gdyż nasza waluta jest silnie związana z europejską.

Czy nadchodzi reforma podatkowa?

Minister Finansów Teresa Czerwińska, w wywiadzie dla Super Expressu, potwierdziła potrzebę reformy systemu podatkowego w obszarze podatku dochodowego. Wskazuje również na konieczność zwiększania inwestycji przez Polskę, co delikatnie mówiąc nie jest spójne z obecną strategią rządu, wyraźnie stawiającą na konsumpcję. W rozmowie pojawiły się również standardowe już kwestie: uszczelnienie systemu i redukcja klina podatkowego. Najwyraźniej istnieje rozwiązanie, w którym zapłacimy mniej, a państwo będzie miało więcej dzięki kolejnemu “uszczelnieniu”. Gdyby ten manewr się udał, byłoby to z pewnością korzystne dla budżetu, a co za tym idzie dla złotego, będącego pod lekką presją zwiększonych wydatków socjalnych w ostatnim czasie.

Dzisiaj dzień wolny w Norwegii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Urzędnicy dostrzegli zalety e-Administracji

Polska administracja publiczna stawia na szybki i nowoczesny kontakt z petentem. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2018 roku aż 96,6 proc. urzędów, samorządów itd. udostępniało swoje usługi przez Internet. Liderami w tym podsumowaniu są Urzędy Marszałkowskie. Wszystkie poszły drogą digitalizacji.

W raporcie GUS czytamy, że 71,0 proc. jednostek korzystało z dostępu do Internetu za pomocą stałego łącza w technologii DSL. Wśród korzyści wynikających z jej zastosowania trzy czwarte badanych wskazywało na skrócenie czasu realizacji usług. Wykorzystanie szerokopasmowych łączy jest podstawowym warunkiem istnienia sprawnej  e-Administracji. W zeszłym roku dostęp do sieci poprzez łącze w technologii DSL najczęściej  deklarowały urzędy gmin – 75,1 proc. Jednostki administracji rządowej preferowały dostęp do sieci globalnej poprzez inne  szerokopasmowe łącza stałe – 91,1 proc. Coraz powszechniejsze staje się korzystanie  z Internetu za pomocą technologii mobilnych. Ten rodzaj dostępu deklarowało 70,5 proc. urzędów w Polsce. Kto z nas chociaż raz w życiu nie spędził kilku godzin na osobistym załatwianiu spraw urzędowych? Na staniu w kolejce po odbiór dokumentów, zaświadczeń itd. W cyfrowym świecie większość spraw można odhaczyć sprzed ekranu komputera. Do ideału jeszcze daleko, ale tzw. papierologia powoli odchodzi do lamusa. Rozwój e-Administracji dzieje się na naszych oczach, nie wszyscy jednak to dostrzegają lub dają się do tego przekonać – komentuje Bartosz Gadzimski, z firmy hostingowej Zenbox.

W dobie upowszechniania technologii cyfrowych, jednostki administracji publicznej czynią starania, aby jak najwięcej spraw można było załatwić online, pomijając osobisty kontakt. W 2018 r. 96,6 proc. jednostek administracji publicznej oferowało usługi elektroniczne dla obywateli. Najwięcej podmiotów świadczyło e-usługi w obszarze spraw obywatelskich (81,9 proc.). Czynności, które kilka lat temu zajmowały nam niezliczone godziny teraz możemy wykonać w kilka minut. Mam tu na myśli np. złożenie wniosku o nowy dowód osobisty, zawiadomienie o sprzedaży samochodu czy dopisanie się do rejestru wyborców – mówi Bartosz Gadzimski. Przełomem w Polsce była platforma ePUAP i możliwość założenia Profilu Zaufanego. Użytkownik Internetu może w ten sposób szybko i łatwo potwierdzać swoją tożsamość i elektronicznie podpisywać dokumenty oraz prowadzić korespondencję z podmiotami publicznymi.

Digitalizacja dotyka nie tylko osoby pragnące załatwiać sprawy w urzędach. Udogodnienia wynikające z korzystania z mobilnego dostępu do Internetu powodują  potrzebę wyposażania pracowników w odpowiednie urządzenia. Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że  w 2018 r. 80,5 proc. jednostek administracji publicznej zapewniało swoim pracownikom urządzenia przenośne pozwalające na mobilne łączenie się z Internetem w celach służbowych.

Paweł Jackowski w zarządzie LARTIQ TFI

LARTIQ TFI rozszerza zespół zarządzający aktywami i jednocześnie wzmacnia zarząd. Do Towarzystwa dołącza Paweł Jackowski – będzie pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu nadzorującego proces inwestycyjny. Bezpośrednio będzie mu podlegał pion zarządzania aktywami.

– Wzmacniamy zarząd i zespół inwestycyjny LARTIQ TFI w poczuciu odpowiedzialności za powierzone nam środki finansowe. Efektywne zarządzanie aktywami jest dla nas podstawą do budowania zaufania naszych klientów. Jestem przekonany, że wieloletnie doświadczenie Pawła Jackowskiego stworzy kolejne, nowe możliwości dla Towarzystwa i naszych klientów – powiedział Jakub Rajchman, członek zarządu LARTIQ TFI.

– Moim priorytetem będzie wdrożenie zespołowego modelu zarządzania aktywami, który pozwoli na lepsze wykorzystanie wiedzy i talentu zarządzających. Planuję wzmocnienie części analitycznej i uruchomienie nowych, innowacyjnych produktów. Skupimy się także na zwiększeniu kontroli ryzyka i optymalizacji portfeli, a także wprowadzeniu najlepszych standardów w systemie komunikacji z klientami funduszy. – dodał Paweł Jackowski.

Paweł Jackowski jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, gdzie w 1996 roku uzyskał tytuł magistra na Wydziale Handlu Zagranicznego. Od 1994 roku posiada licencję maklera papierów wartościowych. W latach 1994-2000 pracował w Biurze Maklerskim BGŻ S.A., początkowo w Wydziale Operacji Giełdowych, a od 1997 roku na stanowisku kierownika Zespołu Inwestycji Własnych Biura. Od 2001 do 2003 roku był zatrudniony w Powszechnym Towarzystwie Emerytalnym BPH CU WBK S.A. na stanowisku tradera akcji. W latach 2003-2006 pracował w Bankowym Domu Maklerskim PKO BP S.A. jako specjalista w Zespole Zarządzania Portfelem. W latach 2006-2008 pracował w TFI Opera na stanowisku zarządzającego funduszami, a następnie wicedyrektora w Departamencie Zarządzania Aktywami. W 2009 r. rozpoczął pracę w TFI Allianz, gdzie do marca 2012 r. zajmował stanowisko zarządzającego funduszami. Z IPOPEMA TFI oraz IPOPEMA Asset Management związany od kwietnia 2012 r. do sierpnia 2014 roku, zajmował stanowisko Dyrektora Biura Portfeli Akcyjnych i Zastępcy Dyrektora Inwestycyjnego. Od grudnia 2014 r. do grudnia 2018 r. w Domu Maklerskim TMS Brokers S.A. odpowiadał za uruchomienie usługi zarządzania aktywami, pełnił funkcję Dyrektora Departamentu Zarządzania Aktywami oraz Członka Zarządu.

Centralny Rejestr Faktur – nowe narzędzie kontroli przedsiębiorców

Polski aparat skarbowy niedługo dostanie nowe narzędzie do walki z nadużyciami podatkowymi. Będzie nim Centralny Rejestr Faktur, który ma zostać utworzony już 1 lipca. Jakie dane będą w nim gromadzone i czy na przedsiębiorców spadną w związku z tym kolejne obowiązki?

Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt
Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt

Komisja Europejska 1.12.2010 roku wydała dokument zwany „Zieloną Księgą” w sprawie przyszłości podatku VAT. Określała ona zalecenia, które były niezbędne do prostszego oraz wydajniejszego rozliczania podatku od towarów i usług. Dodatkowo jednym z narzędzi, które miało na celu zminimalizowanie oszustw podatkowych, miał być system monitorujący wszystkie faktury w zestawieniu z rozliczeniami dokonanymi przez przedsiębiorców z tytułu podatku VAT.

Takim narzędziem będzie w Polsce Centralny Rejestr Faktur. Jest to narzędzie umożliwiające sprawdzanie poprawności wystawiania faktur, analizy i wykrywanie karuzel podatkowych oraz eliminację między innymi tzw. pustych faktur, czyli dokumentujących fikcyjne transakcje. Dodatkowo CRF ma usprawnić oraz przyspieszyć kontrole podatkowe.

W Centralnym Rejestrze Faktur aparat skarbowy będzie gromadził wszystkie dane przesyłane w strukturach JPK oraz deklaracji VAT, a w późniejszym czasie dane przesyłane w nowej strukturze JPK_VDEK. Na podstawie tych informacji szef Krajowej Administracji Skarbowej będzie weryfikował dane na potrzeby związane z kontrolą. Sprawdzane będą rozliczenia, puste faktury, błędy. Obecnie przepisy nie wymieniają definicji błędu. W praktyce będzie chodziło o wszystkie uchybienia „utrudniające” analizę danych. Sankcje, np. mandat lub zablokowanie firmowych kont, będą uzależnione od wagi przestępstwa.

Warto podkreślić, że podatnicy nie będą mieć żadnych dodatkowych obowiązków związanych z Centralnym Rejestrem Faktur. Natomiast wprowadzenie narzędzia ułatwi oraz przyspieszy procedury kontrolne, przez co można się spodziewać ich wzmożonej liczby. W mojej opinii CRF jest kolejnym krokiem do wprowadzenia JPK_VDEK oraz eliminacji deklaracji VAT. W zamyśle ustawodawcy JPK_VDEK ma uprościć rozliczenia podatku od towarów i usług. Nowy plik odzwierciedli dane przesyłane obecnie w deklaracjach VAT oraz w pliku JPK_VAT. Dodatkowo będzie zawierał dane, które są potrzebne do analizy rozliczeń tego podatku i jego kontroli.

W mojej opinii bez CRF nie powstałaby nowa struktura JPK, ponieważ nie wiadomo byłoby, w jaki sposób kontrolować przesyłane dane.

Najem: podatnik musi wystawiać fakturę za usługę, mimo że faktycznie jej nie świadczy

Zasadniczo podatnicy są zobowiązani do wystawienia faktury dokumentującej dokonaną sprzedaż towaru lub usługi. Z uwagi na przepis art. 2 pkt 22 ustawy o VAT sprzedaż ta powinna być odpłatna. Przede wszystkim faktura powinna jednak dokumentować rzeczywiste zdarzenie gospodarcze. W wydanej 19 kwietnia 2019 r. interpretacji indywidualnej organ podatkowy na gruncie tej samej ustawy stwierdził, że podatnik może świadczyć usługę, mimo że faktycznie jej nie świadczy (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej, sygn. 0111-KDIB3-2.4012.44.2019.1.AZ).

W lipcu 2018 r. wynajmujący zawarł ze spółką z o.o. umowę najmu lokalu z przeznaczeniem na prowadzenie działalności gospodarczej na okres 5 lat. Zaledwie po miesiącu od przekazania lokalu najemca zgłosił zastrzeżenia co do jego stanu, który miał się różnić od tego, w jakim najemca widział go podczas oględzin przed zawarciem umowy najmu. W październiku 2018 r. spółka złożyła oświadczenie o odstąpieniu od umowy najmu, a w grudniu 2018 r. odesłała wynajmującemu fakturę VAT bez księgowania.

Wynajmujący stanął na stanowisku, że odstąpienie od umowy nie ma podstaw prawnych i uznał je za bezskuteczne. Wystąpił do organu podatkowego o potwierdzenie, że nie musi on kumulować kolejnych, comiesięcznych obowiązków VAT, skoro najemca zaprzestał płacenia czynszu, nie korzysta z lokalu ani nie rozpoczął w nim nawet prowadzenia jakiejkolwiek działalności. Powołując się na treść przepisów ustawy o VAT oraz interpretacji indywidualnej, wydanej przez inny organ podatkowy w podobnej sprawie, uznał, iż nie można wystawiać faktury VAT za usługę nie świadczoną. To dokumentowałoby bowiem nierzeczywiste zdarzenie gospodarcze, powodując przy tym konieczność wystawiania faktur VAT, a następnie korygowania deklaracji VAT wstecz za okresy, w których powstawał obowiązek podatkowy z tytułu czynszu najmu. To z kolei wiązałoby się z koniecznością zapłaty odsetek od zaległości podatkowych.

Najmu nie ma, ale fakturę wystawiać trzeba

Organ podatkowy uznał stanowisko wynajmującego za nieprawidłowe. Jednym z głównych tego powodów była sama wypowiedź wynajmującego o tym, że mimo wypowiedzenia umowy najmu przez najemcę, uznał je za bezskuteczne. Nie miało więc zdaniem organu decydującego znaczenia, czy wystawiana w opisanych przez wynajmującego okolicznościach faktura dokumentowałaby rzeczywiste zdarzenie gospodarcze, czyli najem lokalu.

„Postępowanie najemcy, który zaprzestał płacić czynsz najmu, nie rozpoczął również prowadzenia w lokalu jakiejkolwiek działalności i fizycznie nie korzysta z lokalu oraz zwrócił fakturę VAT bez księgowania, nie przesądza o tym, że umowę najmu skutecznie zakończono, tym bardziej że wypowiedzenie tej umowy przez najemcę, jak twierdzi Wnioskodawca, było pozbawione jakichkolwiek podstaw faktycznych i prawnych. Fakt, że najemca nie konsumuje usługi w postaci najmu, nie ma większego znaczenia w sprawie, gdyż lokal pozostawiony jest do jego dyspozycji i nie doszło do skutecznego rozwiązania stosunku najmu przez jego wypowiedzenie. Zatem z przedstawionego we wniosku opisu sprawy wynika, że w przedmiotowej sprawie pomiędzy Wnioskodawcą a najemcą nadal istnieje więź o charakterze zobowiązaniowym, która na gruncie ustawy o VAT wypełnia definicję świadczenia usług w rozumieniu art. 8 ust. 1 ustawy o VAT” (sygn. 0111-KDIB3-2.4012.44.2019.1.AZ).

Nie ma najmu, nie ma faktury

W niemal identycznej sprawie kilka lat wcześniej organ podatkowy stwierdził zupełnie odwrotnie. Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie, w interpretacji z 30 grudnia 2013 r. (sygn. IPPP1/443-1213/13-2/MP), zgodził się, że w obliczu opuszczenia lokalu przez najemcę, usługa najmu nie jest faktycznie przez wynajmującego świadczona. Stąd wystawianie faktur nie odzwierciedlałoby rzeczywistego zdarzenia gospodarczego.

W sprawie tej najemca również, mimo trwania wiążącej umowy najmu, wyprowadził się z lokalu, nie płacił czynszu, odesłał fakturę wynajmującemu bez księgowania, a wynajmujący wypowiedzenie umowy najmu uznał za bezskuteczne. Organ poinformował, że umowa najmu stanowi w takich warunkach jedynie podstawę do dochodzenia swoich roszczeń o zapłatę na drodze postępowania cywilnego. Właśnie na tę interpretację powołał się wnioskodawca w omawianej sprawie.

Konieczne odzwierciedlenie zaistniałego zdarzenia gospodarczego

W 2017 r. jeden z podwykonawców robót budowlanych świadczący usługę budowlaną na rzecz głównego wykonawcy wystąpił do organu podatkowego z zapytaniem, czy może wystawić fakturę za wykonane prace inwestorowi, w obliczu braku zapłaty wynagrodzenia przez wykonawcę. Inwestor nie negował faktu, iż doszło do bezpodstawnego wzbogacenia na jego rzecz, poprzez wykonanie tej usługi przez podwykonawcę. Inwestor chciał jedynie, by fakturę opiewającą na żądaną kwotę podwykonawca wystawił jemu, korygując jej wcześniejsze wystawienie głównemu wykonawcy.

Jednak wówczas fiskus nie wyraził na to zgody. Nawet w wydawałoby się oczywistej sprawie, gdzie przedsiębiorca mógł uzyskać zaspokojenie swej wierzytelności od dłużnika uznającego swój dług, organ stwierdził: „Wnioskodawca nie może wystawić dla Inwestora faktury VAT dokumentującej czynności wykonanych na rzecz Wykonawcy (…) Faktura taka nie odzwierciedlałaby zaistniałego zdarzenia gospodarczego, nie potwierdzałaby wykonania określonych czynności na rzecz Inwestora, a jedynie roszczenia Wnioskodawcy z tytułu należnej mu części wynagrodzenia (…)” (interpretacja indywidualna Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z 21.11.2017 r., sygn. 0112-KDIL1-1.4012.357.2017.1.RW).

Jak więc takie stanowisko fiskusa ma się do sytuacji, gdy w omawianej sprawie wynajmujący wystawiałby najemcy fakturę „nieodzwierciedlającą zaistniałego zdarzenia gospodarczego”? Czy nie odzwierciedlałoby jedynie roszczenia właściciela lokalu z tytułu należnego mu wynagrodzenia?

Hipokryzja i ignorancja

Dla podatników, a przede wszystkim przedsiębiorców, najbardziej bolesne w całej sprawie jest to, że to organy podatkowe stoją tak bacznie na straży rzetelności faktur. Zarzut, że przedstawiona przez przedsiębiorcę faktura nie dokumentuje rzeczywistego zdarzenia gospodarczego, jest najchętniej używany przez organy w celu wysunięcia wobec przedsiębiorcy oskarżenia o udział w karuzeli VAT. A interpretowanie procesów gospodarczych i prawa w sposób nakłaniający podatników do wystawiania faktur niedokumentujących rzeczywistego zdarzenia jest nakłanianiem do złamania tego prawa.

„(…) faktury VAT pełnią fundamentalną rolę na gruncie tego podatku. (…) Nie można uznać za prawidłową fakturę, gdy sprzecznie z jej treścią wykazuje ona zdarzenie gospodarcze, które w ogóle nie zaistniało…” (wyrok NSA z 02.10.2013 r., sygn. I FSK 1475/12).

„Nie sposób bowiem przyjąć, że podatnik odliczający podatek z takiej faktury nie jest świadomy swojego oszukańczego działania czy nadużycia prawa, skoro wystawieniu tego rodzaju faktury nie towarzyszy w ogóle żadna dostawa towaru lub świadczenie usług przez podmiot ją wystawiający, ani żaden inny (obrót istnieje tylko na fakturze)…” (wyrok NSA z 19.03.2015 r., sygn. I FSK 2205/13).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zmiany w ustawie o świadczeniu usług drogą elektroniczną i Prawie telekomunikacyjnym

Prośby o kolejne zgody na przetwarzanie danych osobowych i zmiany w procedurach wewnętrznych podmiotów świadczących usługi on-line to wynik nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną i Prawa telekomunikacyjnego. Wiele firm będzie musiało ponownie przeprowadzić analizę zgodności swoich działań z obowiązującym prawem oraz zmienić zasady przyjęte przy wdrażaniu RODO. Krajowe wymagania okazały się, wbrew oczekiwaniom, bardziej rygorystyczne niż unijne rozporządzenie. Na które nowe przepisy warto zwrócić szczególną uwagę? Wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Od kilku dni obowiązuje ustawa wdrażająca RODO, tj. ustawa o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem stosowania RODO. Ze względu na niewielką ilość przepisów przejściowych, większość zasad ma zastosowanie od 4 maja br., również te odnoszące się do usług on-line.

Zmiany w uśude a zasada minimalizacji

Podczas prac projektowych nad nowym kształtem ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (uśude) zakładano usunięcie szeregu dotychczasowych przepisów, w tym art. 18 ust. 1-4. Ostatecznie tego nie uczyniono i artykuł 18 ust. 1-2 zawiera katalog danych niezbędnych do realizacji usługi. W rzeczywistości przetwarzanie niektórych z nich, takich jak  np. numer PESEL, może naruszać zasadę minimalizacji, czyli przetwarzania przez administratora tylko adekwatnego, ograniczonego katalogu danych.

dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy
dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Traktowanie przepisu uśude jako zwalniającego z konieczności dokonywania odpowiedniej oceny w przypadku kontroli może być ryzykowne i należy być w tym przypadku ostrożnym. Dla przetwarzania innych danych dotyczących usługobiorcy, a które nie są niezbędne do świadczenia usług drogą elektroniczną wymagana jest zgoda. Według artykułu 18 ust. 4 stanowi ona podstawę przetwarzania  danych dla celów reklamy, badania rynku oraz zachowań i preferencji użytkowników z przeznaczeniem wyników tych badań na potrzeby polepszenia jakości świadczonych usług. Dlatego nie może być bez niej mowy np. o profilowaniu dla przyznania rabatu, czy oferowania zgodnej z preferencjami reklamy w oparciu o inne wcześniej dopuszczone przez RODO podstawy profilowania, np. uzasadniony interes administratora – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy. Zgoda będzie konieczna wbrew brzmieniu art. 22 RODO nawet wówczas, gdy kategoryzowanie nie prowadzi do automatycznego podjęcia decyzji – dodaje.

Nowy wymiar zgody

W dotychczasowym orzecznictwie polskiego organu ds. ochrony danych osobowych zgoda była traktowana w takich przypadkach jako jedna z podstaw przetwarzania danych, ale nie jedyna. Pojawienie się wymogu uzyskiwania zgody poprzez kolejne wyskakujące okienka wydaje się być nadmierne (kosztowne i uciążliwe), kiedy możliwe jest zastosowanie innego rozwiązania, np. gdy jest ona potrzebna do zawarcia lub wykonania umowy, a także wykonania obowiązków prawnych ciążących na administratorze – wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Wymóg zgody użytkownika – będącego osobą fizyczną – na przetwarzanie informacji pozostawiono również w art. 161 ust. 3 Prawa telekomunikacyjnego (PT). Ma ona zastosowanie do innych danych niż wymienione w tym przepisie w ust. 2. Ponadto, nie zawiera on katalogu danych, co oznacza, że zgoda jest konieczna do przetwarzania wszystkich informacji o użytkowniku.

Twarde wymagania odnośnie zgody w uśude i PT muszą być uwzględniane w procedurach wewnętrznych, rodząc poza dodatkowymi kosztami dla usługodawców, konieczność rozwiązywania praktycznych i formalnych problemów np. w przypadku cofnięcia zgody. Nadmierność oczekiwanych, ale i koniecznych do wyrażenia zgód, jest również odczuwana przez każdego użytkownika i w rzeczywistości może prowadzić do uśpienia jego czujności i wrażliwości na zagrożenia – mówi dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Warto dodać, że w świetle nowych przepisów warunki udzielenia zgody pozostają takie same, a każdy użytkownik w dowolnym momencie może cofnąć wcześniej udzieloną zgodę bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji.

Nie jest łatwo utrzymać optymizm

Najnowsze doniesienia związane z negocjacjami handlowymi USA-Chiny dają podstawy, by ponownie rozniecić awersję do ryzyka. Ponadto napięcia geopolityczne na Bliskim Wchodzie dodają powodów do nerwowości. W piątek ryzykiem jest, na ile inwestorzy będą obawiać się wydarzeń dwóch następnych dni?

Krótko panował entuzjazm wynikający z doniesień, że prezydent Trump panuje odroczyć wprowadzenie wyższych ceł na samochody sprowadzane z UE i Japonii. Nie jestem zaskoczony, a moje uzasadnienie przedstawiałem we wczorajszym komentarzu. Przestrzegałem też, że nastroje są na tyle kruche, że wciąż łatwiej będzie o pogorszenie sentymentu i dziś mamy tego dowód. Według komentarzy z chińskich mediów w piątek Pekin może nie być zainteresowany kontynuowaniem negocjacji, gdyż nie widzi „szczerości” w podejściu prezydenta USA Donalda Trumpa. Jest to reakcja na decyzję Waszyngtonu o wpisaniu na czarną listę chińskiej spółki technologicznej. Chociaż to wciąż nie wyklucza ostatecznego porozumienia (np. na szczycie G20 pod koniec czerwca), ale póki to nie nastąpi, rynki narażone są na nowe oznaki zaostrzenia sporu, gdyż żadna ze stron zdaje się nie chcieć łatwo ustąpić. Z perspektywą dwóch kolejnych dni, kiedy to rynki może nie funkcjonują, ale politycy bywają aktywni, strachliwe myśli inwestorów mogą ogarnąć piątkowy handel.

Rynki dodatkowo śledzą wydarzenia na Bliskim Wschodzie i interakcje USA z Iranem. Arabia Saudyjska oskarża Teheran o udział w akcjach sabotażowych na saudyjskie tankowce, a w spór angażuje się prezydent Trump. Prezydent USA twierdzi, że nie chce iść na wojnę, ale nie powstrzymało go to przed wysłaniem wojsk w rejon Zatoki Perskiej. Iran twierdzi, że nie szuka konfliktu, ale zamierza bronić swoich interesów. Trudno powiedzieć, w którym kierunku sprawy podążą, ale na razie dokłada to powodów do obaw do mieszanki czynników ryzyka. Podnosi też zmienność na rynku ropy naftowej, gdyż konflikt zbrojny jest zagrożeniem dla podaży, ale spór USA-Chiny podnosi wątpliwości o siłę popytu na ropę w przyszłości.

Kto się stęsknił za brexitowym bałaganem? Ja nie, ale dołujący funt wymaga komentarza. Ulatują ostatnie nadzieje, że najbliższe tygodnie przyniosą postępy w pracach nad umową wyjścia z UE. Międzypartyjne rozmowy rządu z laburzystami zostały zerwane, a Partia Pracy nie zamierza popierać projektu porozumienia w obecnej formie. W rezultacie głosowanie nad umową (po 3 czerwca) przyniesie kolejną klęskę premier May. Według wczorajszych informacji May otrzymała ultimatum ze swojej partii, według którego po przegranym głosowaniu odejdzie. To jednak oznacza, że Partia Konserwatywna przez kolejne 2-3 miesiące będzie zajęta wyborem nowego lidera partii i premiera. A następca May prędzej będzie orędownikiem ostrzejszego stanowisk wobec UE, co nie wróży dobrze przyszłym negocjacjom. I funtowi również.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inwestorzy niewrażliwi na zmiany klimatu

W badaniu przeprowadzonym przez RICS wśród blisko 4 tys. przedstawicieli branży nieruchomości na świecie 38% respondentów stwierdziło, że zagrożenia związane ze zmianami klimatu nie są dla nich ważne bądź istotne.

Kwestie odpowiedzialnego inwestowania oraz wpływu nieruchomości, technologii i infrastruktury na przyszłość naszej planety to tematy przewodnie tegorocznego szczytu RICS ‘World Built Environment Forum’, który odbył się w Nowym Jorku (13-14 maja 2019).

Marcene Mitchell, Senior Manager ds. Climate Business z International Finance Corporation (grupa Banku Światowego):

„Rozmaite wyzwania, z którymi w XXI wieku muszą się zmagać ludzie oraz miasta wymagają wspólnych, międzynarodowych i innowacyjnych działań. Podczas tegorocznego szczytu ‘World Built Environment Forum’ RICS liderzy sektorów związanych z nieruchomościami oraz środowiskiem naturalnym spotkali się, aby zastanowić się wspólnie nad kluczową rolą jaką pełnimy w tej łamigłówce. Jestem dumna z tego, że mogłam uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu”.

Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS:

Simon Rubinsohn_RICS Chief Economist (2)
Simon Rubinsohn

„Choć zagrożenia związane ze zmianami klimatu i odporność na te zmiany środowiska naturalnego mają dla inwestorów coraz większe znaczenie, przeprowadzone przez nas badanie pokazuje, że musi jeszcze upłynąć trochę czasu zanim kwestie te będą traktowane jako powszechne kryteria inwestycyjne. Niemała część respondentów z całego świata, a dokładnie 38% z nich, twierdzi bowiem, że omawiana kwestia „nie jest ważna” lub „nie ma znaczenia” w ich bieżącej działalności inwestycyjnej. Niemniej jednak coraz częstsze przekonanie o tym, że budynki o wysokiej wydajności energetycznej stanowią atrakcyjną inwestycję sugeruje, że istnieje solidny fundament, na którym można budować świadomość istoty postępu w zakresie zrównoważonego rozwoju”.

Podczas zakończonego właśnie szczytu ‘World Built Environment Forum 2019’ RICS omówiony został m.in. rosnący wpływ zmian klimatu na częstotliwość i intensywność skrajnych zjawisk pogodowych. Ed Walter, globalny CEO oraz Billy Grayson, dyrektor wykonawczy ds. zrównoważonego rozwoju i wydajności gospodarki instytutu Urban Land przedstawili wyniki najnowszych badań na temat tego, jakie miejsce w strategiach inwestycyjnych przygotowywanych przez menedżerów zarządzających inwestycjami zajmują zagrożenia klimatyczne.

Parag Khanna z kolei, w przemówieniu inaugurującym Szczyt RICS, stwierdził:

„Miasta krajów rozwiniętych i rozwijających się pełnią coraz większą rolę w zakresie ogólnego zdrowia, bogactwa i szczęścia mieszkańców planety. W tym kluczowym historycznie momencie zachodzi paląca potrzeba innowacyjnego, ambitnego, kompleksowego podejścia do takich kwestii, jak szybki wzrost liczby osób migrujących oraz zmian klimatycznych – w tym zakresie istotną rolę mają do odegrania zarówno sektor prywatny, jak i publiczny. Bardzo cieszę się z szansy uczestniczenia w tej istotnej dla przyszłości naszego świata dyskusji”.

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł

Polacy lubią rozmawiać przez telefon, porozmawiajmy więc o długach za te rozmowy. A jest o czym, zaległości za nieuregulowane rachunki wystawiane przez firmy telekomunikacyjne wzrosły przez rok o jedną szóstą i przekraczają już 1,3 mld zł. Tyle ma do zwrotu 372 tys. konsumentów i firm. Największa pojedyncza zaległość – ponad milion złotych należy do firmy, rekord osoby prywatnej to 189 tys. zł – obie kwoty pochodzą z Mazowsza – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przygotowanych z okazji Światowego Dnia Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego.

Według badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej* 9 proc. społeczeństwa korzysta z telefonii stacjonarnej. W przypadku telefonów komórkowych do 100 proc. brakuje już niewiele, bo ma je 93,1 proc. Polaków. Zapewne niewiele mniej osób jest też przekonanych, że nie da się funkcjonować bez telefonu, a mimo to wielu ryzykuje zepsucie dobrych relacji z firmami telekomunikacyjnymi i nie płaci rachunków.

Liczba dłużników telekomunikacyjnych, na koniec kwietnia br., wyniosła prawie 372 tys. Łącznie są oni winni ponad 1 333 mln zł. Za tą zawrotną sumą stoją przede wszystkim konsumenci, których jest ponad 337 tys. i mają niemal 995 mln zł przeterminowanych płatności wobec telekomów. Z kolei do ponad 34 tys. firm należy 339 mln zł długu. Choć kwota suma zaległości jest wysoka, nadal rośnie. W ciągu roku zwiększyła się o 185,6 mln zł. O 21 505 przybyło również dłużników, głównie za sprawą konsumentów, bo akurat liczba niepłacących firm zmniejszyła się o 3 010.

Średnia wartość długu osób to obecnie 2 944 zł, a firm 9 935 zł. To sporo biorąc pod uwagę, że z badania UKE wynika, iż średnie miesięczne wydatki na telefon wynoszą niespełna 50 zł. Niepłacący rachunków muszą jednak brać pod uwagę, że gdy nie wywiązują się z terminów firma dodaje do długu udzielone wcześniej rabaty na oferowaną taryfę czy telefon, a na poczet zaległości nalicza wszystkie płatności, które klient powinien uregulować do końca trwania umowy. Może również doliczyć opłatę karną za opóźnienie. W rezultacie dwa nieopłacone rachunki, które wynoszą średnio 49,9 zł miesięcznie, mogą uruchomić lawinę zaległości.

Na listę dłużników można trafić szybciej niż myślisz

Osobę niepłacącą rachunków operator telefonii komórkowej może wpisać do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor jeśli w grę wchodzi co najmniej 200 zł, firmę gdy 500 zł, a opóźnienie wynosi min. 30 dni. Zwykle dzieje się to później, bo na 30 dni przed wpisem wierzyciel musi jeszcze listownie uprzedzić dłużnika o takim zamiarze. W piśmie informuje, że jeśli dług nie zostanie spłacony to adresat znajdzie się w rejestrze. Wysłanie takiego pisma może też zlecić BIG-wi i ten zrobi to w imieniu wierzyciela. Jeśli pismo pozostaje bez reakcji, klient ma za sobą spalone mosty nie tylko w firmie, w której narobił długów, ale również w innych. Weryfikując rzetelność płatniczą potencjalnych klientów do rejestru zaglądają również banki, firmy pożyczkowe, operatorzy telewizji kablowych i wiele innych firm. One również mogą niesolidnemu dłużnikowi odmówić sprzedaży usług, czy towaru. Nie ma wątpliwości, że na takie informacje szczególnie czułe będą pozostałe telekomy, które mają w zwyczaju sprawdzać w Rejestrze Dłużników BIG czy zainteresowany daje radę regulować inne zobowiązania. Jeśli nie, to nie ma mowy o wręczeniu mu abonamentu z telefonem, czy tabletem, z wiarą, że spłaci to w ciągu kolejnych dwóch, trzech lat. Niesolidnemu dłużnikowi pozostanie więc zakup usług przedpłaconych, lub wniesienie kaucji. Tymczasem jak można zakładać z danych UKE, klienci wolą abonamenty, stanowią one 2/3 umów.

I w pracy i w domu – nie da się żyć bez telefonu

Z raportu zaprezentowanego na koniec listopada 2018 przez UKE* wynika, że Polacy w większości korzystają ze smartfonów. Z telefonii stacjonarnej jedyne 9 proc. Większość badanych posiada telefon stacjonarny z przyzwyczajenia. Dotyczy to również firm, bo blisko 80 proc., odchodzi już od telefonii stacjonarnej. Ponad 70 proc. posiadaczy telefonów komórkowych korzysta z usługi Internetu w telefonie, najczęściej w formie abonamentu. Internet mobilny w telefonie wykorzystywany jest głównie do przeglądania stron, portali społecznościowych oraz poczty elektronicznej. 36,8 proc. użytkowników Internetu w telefonie ma zainstalowaną aplikację bankową, z której korzysta zazwyczaj kilka razy w tygodniu. Płatności zbliżeniowej telefonem dokonuje z kolei trzech na dziesięciu (30 proc.) posiadaczy aplikacji bankowej.

Ankietowani zdecydowanie docenili też fakt, że opłaty za rozmowy na terenie Unii Europejskiej zrównały się z krajowymi, dlatego niemal 90 proc. osób skorzystało z roamingu podczas podróży po Europie.

Niebotyczne zaległości na Śląsku i Mazowszu

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Najwięcej dłużników telekomunikacyjnych mieszka na Śląsku – 55,4 tys., ich łączny dług również jest najwyższy, bo sięga 194 mln zł. Na drugie miejsce, jeszcze rok temu należące do Dolnego Śląska, wspięło się Mazowsze. Nieopłacone rachunki telefoniczne zgłoszone do BIG InfoMonitor ma tu ponad 42,5 tys. osób, kwota zaległości wynosi 193,7 mln zł. Na trzecim miejscu jest Dolny Śląska z liczbą 40,6 tys. dłużników i długiem 141,3 mln zł. Najmniej osób i firm niepłacących operatorom telekomunikacyjnym zamieszkuje Podlasie oraz Świętokrzyskie i Opolszczyznę.

Średnia wartość zadłużenia telekomunikacyjnego przypadająca na jedną osobę i firmę wynosi obecnie 3 584 zł i jest o 309 zł wyższa niż przed rokiem. Najwyższą średnią zaległość mają klienci telekomów z Mazowsza i Małopolski – odpowiednio 4 560 zł i 4 174 zł. Zdecydowanie zawyżają ją firmy, które choć są w mniejszości, to przeciętnie mają 9 935 zł zaległości, podczas gdy na osobę prywatną wypada 2 944 zł.

Młodzi nie płacą najczęściej

Dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wskazują, że najwięcej osób niepłacących rachunków ma między 25 a 34 lata – 88 964 z osób, choć niewiele mniej ma od 35 do 44 lat – 83 268 osób. Koniec końców osoby w wieku od 25 do 44 lat stanowią połowę dłużników telekomunikacyjnych wśród osób fizycznych. Jeśli chodzi o płeć, to w prawie każdym przedziale wiekowym dominują panowie, wyjątek stanowią osoby po 65 roku życia, gdzie jest więcej pań niepłacących rachunków za telefon.

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 2

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 3

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Ponad milion złotych – rekord firmy z Mazowsza

Największe długi względem operatorów komórkowych odnotowano na Mazowszu. Rekord należy do firmy, na temat której w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor znajduje się 89 informacji gospodarczych o zaległościach wobec telekomów – w sumie wynoszą one 1 088 964 zł. Z kolei rekord osoby prywatnej to 189 296 zł, złożyło się na niego 12 informacji gospodarczych o zaległościach w telekomach. Dług należy do 60-letniego mieszkańca również województwa mazowieckiego.

Rekordowe zaległości firm względem telekomów

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 4

Rekordowe zaległości konsumentów w firmach telekomunikacyjnych

Długi wobec operatorów telekomunikacyjnych przekraczają już 1,3 mld zł 5

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

*UKE – Badanie opinii publicznej w zakresie funkcjonowania rynku usług telekomunikacyjnych oraz preferencji konsumentów – listopad 2018

Czas na regulacje nad podwyżkami czynszów?

Jesteśmy świadkami szybkiego wzrostu czynszów, jakie muszą płacić najemcy prywatnych mieszkań. Takie zjawisko można zauważyć przede wszystkim na terenie największych miast. W 2018 r. przeciętny czynsz za wynajem mieszkania (M1, M2, M3) z sześciu polskich metropolii wzrósł o 4% (Kraków) – 13% (Łódź). Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl najemców irytuje to, że czynsze już od dłuższego czasu rosną szybciej niż inflacja. Dlatego rodzą się różne pomysły i propozycje związane z dodatkową regulacją poziomu czynszów. Zwolennicy takich rozwiązań powołują się między innymi na przykład naszych zachodnich sąsiadów. W tym kontekście warto jednak zdawać sobie sprawę, że opinie co do regulowania czynszów w Niemczech są podzielone.

Ustawa o ochronie praw lokatorów ogranicza podwyżki …

Propozycje dotyczące ustawowej regulacji czynszów w Polsce, dość często pomijają fakt, że już teraz obowiązują przepisy ograniczające tempo podwyżek. Są one zawarte w ustawie z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Wbrew temu, co sądzi wiele osób, ustawa z 21 czerwca 2001 r. reguluje również zasady najmu prywatnych mieszkań, a nie tylko lokali należących do zasobu mieszkaniowego gminy.

Ustawa o ochronie praw lokatorów wskazuje, że możliwe są co najwyżej dwie podwyżki czynszowe rocznie. Termin wypowiedzenia aktualnej wysokości czynszu powinien wynosić przynajmniej 3 miesiące. Właściciel lokalu (również prywatnego) może tylko w uzasadnionych przypadkach dokonać podwyżki, która skutkuje przekroczeniem przez czynsz poziomu 3,00% wartości odtworzeniowej mieszkania rocznie lub następuje z poziomu wyższego niż 3,00% wartości odtworzeniowej mieszkania. Wartość odtworzeniową lokum ustala się jako iloczyn jego powierzchni użytkowej oraz wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych (aktualizowanego raz na pół roku).

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl problem dotyczący obowiązujących przepisów jest trojaki. Po pierwsze, wielu najemców i wynajmujących w ogóle o nich nie wie. Po drugie, te regulacje nie są do końca precyzyjne. Pozwalają one bowiem wynajmującemu na podwyżki w celu osiągnięcia bliżej niesprecyzowanego „godziwego zysku” (patrz art. 8a ust. 4b pkt 2 ustawy o ochronie praw lokatorów). Po trzecie, ustawowe ograniczenia skali podwyżek czynszu nie dotyczą umów najmu okazjonalnego.

Niemiecki hamulec czynszowy wzbudza spore kontrowersje

Konstrukcja obowiązujących w naszym kraju przepisów sprawia, że zasadność podwyżek czynszu dość często jest badana przez sądy. Niektórzy zwolennicy mocniejszej ingerencji państwa w rynek najmu postulują wprowadzenie bardziej bezpośrednich rozwiązań. Często wykorzystywany jest przykład Niemiec. Ten kraj nawet jak na warunki europejskie cechuje się wysoce uregulowanym cenowo rynkiem najmu. Ze względu na duże polityczne i społeczne znaczenie wynajmu, w Niemczech już od dawna funkcjonuje system lustra czynszowego (niem. Mietspiegel). Pozwala on na łatwe porównanie czynszu za wynajem danego mieszkania do średniej stawki z danej okolicy. Stawki publikowane przez samorząd w ramach lustra czynszowego wykorzystuje się m.in. do określenia tego, czy wynajmujący wyzyskuje lokatora.

Pomimo istnienia systemu lustra czynszowego i ustawowego ograniczenia podwyżek czynszów (max. o 20% przez 3 lata), niemiecki rząd w 2015 r. na terenie 313 miast wprowadził dodatkowe ograniczenie. Mowa o tak zwanym hamulcu czynszowym (niem. Mietpreisbremse) ograniczającym poziom czynszu w nowych umowach do stawki nieprzekraczającej lokalnej średniej o więcej niż 10%. Nowe przepisy wzbudziły jednak spore kontrowersje, a we wrześniu 2017 r. berliński sąd uznał je za niezgodne z Ustawą Zasadniczą Republiki Federalnej Niemiec.

W naszych warunkach problemem jest niska podaż lokali

Przykład Niemiec w kontekście regulacji poziomu czynszów bez wątpienia jest bardzo ciekawy. Okazuje się bowiem, że wprowadzenie hamulca czynszowego nie spowolniło tempa wzrostu czynszów. To dobra lekcja również dla polskich polityków, ponieważ pokazuje ona, że ustawodawstwo bywa bezradne wobec procesów rynkowych. W przypadku Niemiec, szybki wzrost czynszów stanowi efekt długoletniego utrzymywania się liczby budowanych mieszkań na poziomie mniejszym od wymaganego. Warto również wziąć pod uwagę wpływ masowej imigracji (nie tylko w latach 2015 – 2016).

Jak wskazuje portal RynekPierwotny.pl w naszym kraju nie mamy do czynienia ze zbyt małą aktywnością inwestorów mieszkaniowych. Problemem pozostaje natomiast niewydolny system eksmisji. Sprawia on, że wielu właścicieli mieszkań w ogóle rezygnuje z wynajmu albo dolicza do czynszu swoistą premię za ryzyko. Takie zjawisko związane z obawami o trudną eksmisję niepłacącego lokatora występowało na długo przed niedawnym przyspieszeniem wzrostu czynszów (na wskutek podwyżek płac oraz imigracji zarobkowej). Niestety można oczekiwać, że ryzyko wynajmu w ocenie wielu osób wzrośnie, ponieważ 21 kwietnia 2019 r. wprowadzono niekorzystną dla właścicieli prywatnych mieszkań zmianę kodeksu postępowania cywilnego (patrz art. 1046 par. 4 KPC).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl