Skromne płace i wysokie wymagania zniechęcają do pracy w administracji publicznej

Kilkaset wakatów w służbie publicznej nie jest jeszcze dużym problemem, ale sygnalizuje wyraźny spadek zainteresowania pracą w administracji. Z kolei zarobki w sektorze prywatnym są o jedną czwartą wyższe. Z drugiej strony, na najwyższych stanowiskach w państwowych urzędach wzrost wynagrodzeń ogranicza ustawa kominowa. Widać też, że biznes skutecznie zabiega o nowych pracowników, wyprzedzając innych pracodawców. Do aplikowania na stanowiska państwowe zniechęca także niezrozumiały język ogłoszeń. A same etaty nie gwarantują już bezpieczeństwa i spokojnej kariery. O kwestiach kadrowych i posadach urzędników mówi Karolina Korzeniowska, Account Executive Europe z firmy rekrutacyjnej Antal Polska.

Służba cywilna stale potrzebuje pracowników, ale od dłuższego czasu odczuwa braki kadrowe. Czy w tym obszarze nie ma rąk do pracy, jak w całej gospodarce?

Według Biuletynu Informacji Prezesa Rady Ministrów, 7 czerwca tego roku brakowało tylko 642 pracowników. Poszukiwało ich 290 urzędów, w tym 204 w Warszawie i w województwie mazowieckim. Reszta dotyczyła 176 innych miejscowości. To niewiele biorąc pod uwagę, że całkowite zatrudnienie w służbie cywilnej wynosi ok. 119 tys. osób. Sądzę, że mamy do czynienia z normalną rotacją. Nie posiadamy natomiast danych o długości rekrutacji, ale jeśli przekracza ona trzy miesiące, to już oznacza problem.

Kilkaset wakatów w administracji odpowiada ok. 0,5 proc. zatrudnionych. W całej Polsce pracuje w przybliżeniu 16,5 mln ludzi, a na chętnych czeka mniej więcej 130 tys. miejsc pracy, czyli 0,78 proc. Służba publiczna na tym tle ma mniejsze problemy, ale jednak braki kadrowe są odczuwalne. Skąd może wynikać malejące zainteresowanie pracą w tym sektorze?

Wymagania dla potencjalnych urzędników rosną. Dziś oczekuje się od nich znajomości języków obcych i spełnienia kryteriów ustawowych, dotyczących m.in. poziomów i kierunków wykształcenia. Dotyczy to kandydatów do pracy np. w Głównym Urzędzie Skarbowym, w Ministerstwie Finansów czy Instytucie Weterynarii. Kompetencje pożądane w administracji są podobne do wymaganych przez prywatny biznes, ale dodatkowo także posiadają również własne obszary, np. księgowe lub referenckie. Uwzględniając proponowane wynagrodzenia oraz zbieżny zakres obowiązków, takie oferty mogą być nieatrakcyjne dla osób poszukujących pracy. Skoro oczekiwania w obu sektorach są podobne, to oferty komercyjne wypadają zdecydowanie lepiej.

Propozycje zatrudnienia w służbie publicznej często brzmią tajemniczo. Pojęcia referent czy naczelnik niewiele mówią kandydatom. A za nimi przecież idzie szereg poważnych wymagań. Jak to może wpływać na zainteresowanych zdobyciem posady?

Owszem, nazewnictwo jest skomplikowane i często niezrozumiałe, szczególnie dla osób młodych. Uzupełnienie, że chodzi o działania związane z postępowaniem administracyjnym, także nie jest wystarczające. Być może niewielkie zmiany, które w sposób bardziej przyjazny wyjaśnią potencjalnym pracownikom charakter pracy, skłonią więcej obywateli do starania się o stanowiska w sektorze publicznym. Dodatkowy problem dotyczy specjalistów konkretnych branż. Dla przykładu, prawnik lub weterynarz zwykle zarobi więcej, prowadząc prywatną praktykę, niż będąc na państwowej posadzie.

Kto może być zainteresowany takim zajęciem?

Oferta służb publicznych nie jest skierowana dla osób nastawionych na zysk, ale chętnych do działania na rzecz społeczeństwa, chcących pozytywnie wpływać na rzeczywistość, bądź zwyczajnie liczących na karierę polityczną. Sama pracuję z takimi ludźmi. To właśnie oni mają szansę zmienić na lepsze obraz administracji publicznej w Polsce. Procedury oraz przepisy zawsze pozostaną formalne i często restrykcyjne ze względu na obowiązujące prawo. Jednocześnie, uproszczenie komunikacji z obywatelami pozwoli przyciągnąć nowych kandydatów do pracy.

Swego czasu etat w administracji uważano za ostoję bezpieczeństwa. Powodzeniem cieszyła się Krajowa Szkoła Administracji Publicznej, niemal gwarantująca zatrudnienie w korpusie cywilnym. Jak wygląda to dzisiaj?

Przed laty, przy wysokiej stopie bezrobocia, praca w urzędach państwowych uchodziła za bezpieczną. Nawet jeśli nie wiązała się z wysokimi zarobkami, to zapewniała stabilizację i przywileje socjalne. Zdarzało się, że jedno z małżonków szukało zatrudnienia w służbie cywilnej, a drugie rozwijało karierę w prywatnej firmie. Takie rozwiązanie dawało poczucie komfortu, ale sytuacja uległa zmianie. Obecnie, mamy bardzo niskie bezrobocie i wciąż rosnące wynagrodzenia, przy czym płace w biznesie są ogółem wyższe o 25 proc. Podczas gdy KSAP odgrywała dużą rolę w przeszłości, to w dobie cyfryzacji i przy powszechnym dostępie do wiedzy traci na znaczeniu. Postęp techniczny widać także w urzędach. Dzięki niemu znacznie skraca się czas nauki i wdrożenia nowego pracownika. Warto też pamiętać, że transfer z administracji publicznej do biznesu jest bardzo trudny, a w odwrotnym kierunku skomplikowany. Powodem są różne reguły, panujące w obu obszarach, inne przyzwyczajenia czy procedury, a także wzajemny brak zrozumienia. Oczywiście, bariery te można pokonać. Przykładem jest odmiana zawodowa jednej z dyrektorów dużego oddziału banku, która była zmęczona karierą w branży finansowej i zdecydowała się na pracę w służbie cywilnej. I właśnie tam odżyła, z satysfakcją realizując nowe cele zawodowe. Bardzo często zdarza się, że dopiero w dojrzałym wieku poznajemy własne predyspozycje i cele życiowe. Co więcej, nie każdy chce zostać np. menedżerem, a z kolei wielu ludziom odpowiada pozycja specjalistów. To na nich powinny skupić się zespoły HR administracji państwowej, a co za tym idzie – przystosować ogłoszenia o pracę do potrzeb potencjalnych kandydatów. Zamiast podawania suchych komunikatów, warto wskazywać możliwości samorealizacji i dodatkowe benefity.

Wróćmy do spraw bezpieczeństwa. Zawsze uważano, że praca w urzędzie oznacza spokojne życie do emerytury. Czy to się zmieniło?

Ostanie lata pokazały, że ta teza jest już nieaktualna. Po zmianach politycznych, w ostatnich dwóch latach na rynek poszukujących pracy trafiło mnóstwo specjalistów z urzędów państwowych, rozglądających się za nowymi posadami. Często byli to wąsko wyspecjalizowani ludzie o umiejętnościach charakterystycznych dla organów publicznych, ale nie mających zastosowania na rynku komercyjnym.

Niezależnie od powołania czy chęci ograniczenia ryzyka zwolnienia, wciąż do najważniejszych kryteriów wyboru miejsca pracy należy wynagrodzenie. Jak wygląda porównanie stawek w sektorze prywatnym i w administracji publicznej?

Z naszych danych wynika, że płace specjalistów w biznesie wynoszą średnio 5133 zł, a w sektorze publicznym – 3851 zł brutto. Daje nam to różnicę aż 25 proc. Rozdźwięk szczególnie widać na niższych poziomach zatrudnienia. W przedsiębiorstwie osoba zarządzająca zespołem, który liczy 10-15 osób, otrzymuje średnio 8-10 tys. zł brutto, a takich płac może w służbie publicznej oczekiwać naczelnik obarczony znacznie większą odpowiedzialnością. Menedżer, nadzorujący kilku kierowników, zarabia 15-20 tys. zł brutto, a to są zarobki odpowiadające najwyższym stanowiskom w administracji. Prezesi spółek to już pułap powyżej 30 tys. zł, nieosiągalny dla sektora budżetowego ze względu na ustawę kominową.

Te różnice skłaniają do poszukiwania posad w sektorze prywatnym. Są w takim razie jakieś argumenty na rzecz budżetówki?

Wymagania oraz oferowane benefity znacznie się od siebie różnią. Służba cywilna oferuje np. trzynaste pensje czy ekwiwalent za tzw. wczasy pod gruszą oraz wywiera mniejszą presję w kwestiach urlopów macierzyńskich czy chorobowych. Z kolei w prywatnych spółkach mierzy się wydajność, a długa nieobecność w pracy obniża wynik i ocenę przez pracodawcę sprawdzającego opłacalność zatrudniania danego pracownika. Administracja uwzględnia takie zjawiska i jest na nie przygotowana. W sektorze publicznym nie ma również tak dużej presji na rezultaty. Urzędnik pracuje w stałych godzinach, natomiast w biznesie standardem są elastyczne godziny pracy lub tryb zmianowy. Korporacje jednak też zmieniają podejście do pracowników. Obecnie możemy obserwować spółki wprowadzające tzw. trzynastki czy dopłacające do wakacji, obok standardowych propozycji, jak np. karta na zajęcia sportowe czy prywatna opieka zdrowotna. Należy też zwrócić uwagę na różnice w kulturze pracy, języku i atmosferze w obu przypadkach. Pracownicy mają różne preferencje i jednym będzie pasował styl sformalizowany, a drugim – bezpośredni. Nie ma zatem rozwiązań uniwersalnych, dlatego wierzę, że każda praca ma potencjał na swojego człowieka.

Czy to wyjaśnia niedobór chętnych do służby publicznej?

Ale ilu ich potrzeba? Kilkuset, przy braku 120-130 tys. miejsc pracy w całym kraju. Jeśli administracja państwowa i samorządowa chce przyciągnąć nowych pracowników, to powinna prezentować oferty w sposób zrozumiały dla kandydatów i bardziej elastycznie podchodzić do wymagań. W ogłoszeniach często oczekuje się określonego, specjalistycznego wykształcenia. Lepiej jest spojrzeć szerzej, ograniczyć te restrykcje i nastawić się na doskonalenie umiejętności świeżo zatrudnionych. Tak działa biznes, współpracując z uczelniami czy technikami. W urzędach brakuje też określenia ścieżki kariery. Młodzi ludzie nie wiedzą, w jaki sposób mogą rozwinąć swoją karierę i pozycję oraz ile czasu muszą na to poświęcić. W sektorze prywatnym to wręcz priorytet, by wskazać cel, sposób jego osiągnięcia i potrzebny na to czas. Takie rozwiązania zachęcają do podjęcia pracy.

Te zawody wkrótce zanikną – ludzie ustępują miejsca maszynom

Postęp cywilizacyjny sprawia, że również w Polsce zanika część profesji. Pracownicy są stopniowo zmuszani do ustępowania miejsca maszynom, które szybciej i lepiej wykonują powierzone im zadania. Widoczne to jest w różnych branżach, a ten proces jeszcze nabierze tempa. W trudnym położeniu znajdują się rzemieślnicy. Z ich usług korzysta coraz mniej osób, ponieważ np. naprawa butów bywa droższa niż zakup nowej pary. Z drugiej strony, występuje niedobór fachowców. Sporo młodych ludzi łączy swoją przyszłość ze szkołami wyższymi, a nie z zawodowymi. Te ostatnie jeszcze do niedawna były likwidowane. Obecnie są otwierane nowe placówki, ale brakuje w nich kadry nauczycielskiej. Zmiany, związane z kształceniem, są więc nieuniknione. Zdaniem ekspertów, powstaną nowe zawody, bardziej odpowiadające aktualnym potrzebom rynku i klientów. Jednak na wybranych stanowiskach będzie trzeba łączyć kompetencje, które wcześniej mógł reprezentować cały zespół specjalistów.

Zagrożone zawody

Zmiany na rynku pracy zachodzą bardzo dynamicznie, zwłaszcza w ostatnich latach. Widać to także w Polsce, gdzie część pracodawców ma spore problemy z obsadzeniem stanowisk. Potencjalni kandydaci omijają szerokim łukiem wybrane profesje z różnych względów, m.in. finansowych. Jednocześnie przedsiębiorstwa chcą wykorzystywać nowe technologie, co przekłada się na politykę zatrudnienia. Rodzi się więc pytanie, których specjalistów najszybciej zabraknie.

Jeremi Mordasewicz Konfederacja Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, Konfederacja Lewiatan

– Amerykanie zrobili analizy dotyczące zawodów, jakie zanikną w przyszłości. Prognozy sprzed roku czy dwóch lat radykalnie różnią się od przedstawionych kilkanaście lat temu. To oznacza, że nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć, które profesje odejdą w niepamięć. Automatyzacja posuwa się bardzo do przodu, więc ludzie będą zastępowani przez maszyny. Tego się nie da uniknąć, ponieważ robotyzacja skraca wykonywanie prac, a ponadto w wielu przypadkach podnosi jakość produktów. Jednak trudno będzie zautomatyzować czynności, które są rzadko powtarzane przez pracowników – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Z kolei dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska z Uniwersytetu Warszawskiego, podkreśla, że rozwój automatyzacji występuje praktycznie we wszystkich dziedzinach. W efekcie wypierane mogą być różne profesje. Jeżeli w sklepie pojawiają się kasy samoobsługowe, to zostanie ograniczona rola kasjerek. Podobne zmiany następują w bankowości, a także w usługach pocztowych czy kurierskich. Według eksperta, na pewno zanikają zawody związane z przestarzałym przemysłem, gdzie jest praktykowana jeszcze ręczna obsługa parku maszynowego. W tym przypadku w sposób naturalny wprowadzane są nowocześniejsze rozwiązania.

– Wkrótce mogą stopniowo zanikać małe warsztaty samochodowe. Konieczne stanie się posiadanie coraz doskonalszych urządzeń do serwisowania. Pracownikowi, który ma duże doświadczenie w wymianie części mechanicznych czy opon, zabraknie wiedzy elektronicznej. Nie będzie miał komputera, bo koszty zakupu przekroczą jego możliwości finansowe lub firma samochodowa nie zechce mu go sprzedać. Jednak o przyszłość autoryzowanych serwisów nie trzeba się martwić – przekonuje Artur Grochowski, ekspert Pracodawców RP ds. kształcenia zawodowego.

W opinii Jeremiego Mordasewicza, transport autonomiczny wyprze część kierowców, ale nastąpi to dopiero w perspektywie kilkunastu lat. Względy bezpieczeństwa spowodują, że ten proces nie będzie przebiegał tak szybko, jak niektórym obserwatorom rynku się wydaje. Być może zostaną przygotowane odpowiednie trasy, jak np. ze Szwecji przez Danię do Niemiec, po których pojedzie jeden kierowca, a za nim 10 autonomicznych ciężarówek.

– Profesje schyłkowe obejmują w znacznej mierze te, w których mamy do czynienia z działalnością rzemieślniczą. Dobrym przykładem jest szewc, ponieważ coraz mniej osób korzysta z jego usług. Naprawianie obuwia stało się zwyczajnie nieopłacalne. W tej grupie można też wskazać zduna. Już nie używamy pieców kaflowych, ponieważ zmieniła się technologia. W takich zawodach pozostały osoby, które od wielu lat dysponują odpowiednimi kwalifikacjami i nie przekwalifikowały się do tej pory. Średnia wieku osób pracujących na tych stanowiskach jest dość wysoka – wyjaśnia Łukasz Arendt, dyrektor Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Edukacja do poprawki

Na sytuację na rynku pracy zdecydowanie wpływa także szkolnictwo, co podkreśla Jeremi Mordasewicz. Ekspert zaznacza też, że np. austriacka gospodarka jest bardziej nowoczesna od polskiej. Można byłoby więc postawić tezę, że bardziej potrzebuje ludzi z wyższym wykształceniem niż nasza. A jednak tam na studia wyższe idzie 25 procent młodzieży, a u nas ten odsetek wynosi prawie 50 procent. W Polsce dominują kierunki społeczne, pedagogiczne oraz humanistyczne. Po nich, pomijając jakość kształcenia, nie ma tak dużego zapotrzebowania na pracowników.

– Niewątpliwie problemem jest niedostosowanie systemu szkolnictwa do potrzeb rynku pracy. Chodzi m.in. o szkoły zawodowe, które zostały polikwidowane. Jest zapotrzebowanie na tradycyjne zawody, ale nie ma odpowiednio wykształconych ludzi. Młodzież chce też zdobywać wyższe wykształcenie, a nie typowo zawodowe, które wydaje się mniej atrakcyjną ścieżką rozwoju. Nie ma też takiej kultury przechodzenia zawodu z ojca na syna. Istnieją biznesy rodzinne, ale młodzi ludzie od razu chcieliby zajmować stanowiska kierownicze – dodaje dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska.

Szkoły zawodowe były zamykane, a teraz są stopniowo przywracane. Artur Grochowski podkreśla, że niewiele się dzieje wokół tego tematu, choć sporo osób twierdzi inaczej, wskazując projekty unijne czy zakup sprzętu. Zdaniem eksperta, przede wszystkim brakuje kadry pedagogicznej dla młodego pokolenia. Jeśli nawet pojawią się chętni do nauki danego zawodu, to nie będzie miał kto ich wykształcić. Wielu nauczycieli jest już w wieku emerytalnym, a na ich miejsce nie przychodzą kolejni. Doświadczony hydraulik, tapeciarz czy mechanik zarabia sporo w swoim fachu, więc nie zainteresuje go praca w szkole.

– Od wielu lat widoczne jest umasowienie edukacji na poziomie wyższym. Równocześnie na rynku brakuje osób z wykształceniem średnim, ale też zawodowym. Standardowo tacy pracownicy otrzymują niższe wynagrodzenia w porównaniu z absolwentami uczelni wyższych, zwłaszcza technicznych. Jednak różnica w płacach nie jest zbyt duża, dlatego popyt na tych specjalistów wciąż pozostaje spory. Dochodzi więc do paradoksów. Pracownik po szkole zawodowej może zarobić więcej niż osoba z dyplomem uniwersytetu, ponieważ ma wykształcenie w profesji, na którą jest dużo większe zapotrzebowanie. Najlepszy przykład to branża budowlana – stwierdza dyrektor Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.

Jak wskazuje Artur Grochowski, na wielu placach budowy w Warszawie słychać przede wszystkim języki ukraiński i białoruski. Ciężko znaleźć np. murarzy wśród Polaków, ale problem dotyczy też innych branż oraz regionów. W Łodzi wykształcono kilku techników mechaników w danym roku, a zapotrzebowanie było na 50-100. Z kolei w Mielcu jeden z dużych zakładów zmagał się z brakiem klasycznych mechaników. Firma podpisała umowę z Centrum Kształcenia Praktycznego i Doskonalenia Nauczycieli. W efekcie uruchomiono dwuletni kurs zawodowy, dzięki któremu utworzona zostanie kadra na miarę potrzeb przedsiębiorstwa.

Nowe perspektywy

– Mamy czwartą rewolucję przemysłową, a w niej olbrzymią rolę odgrywa Internet. Ten kierunek rozwoju, pokazywany chociażby przez premiera Morawieckiego, nie jest zaawansowaną technologią tylko dla dużych zakładów. Zmiany widoczne są też na poziomie naszego codziennego użytkowania. Z różnych szacunków wynika, że 40-60 procent zawodów, które mają mieć znaczenie w przyszłości, jeszcze nie powstało – informuje ekspert Pracodawców RP ds. kształcenia zawodowego.

Natomiast Łukasz Arendt przekonuje, że wdrażane technologie wpływają na nasz styl życia. Gdyby nie było bankomatów i rozwiniętych płatności kartami, to w bankach i obsłudze klientów wypłacających gotówkę pracowałoby więcej osób. Zatem powstające profesje są odpowiedzią na potrzeby rynku. Zarówno te faktyczne, jak i wykreowane przez krajowe firmy czy międzynarodowe korporacje. W ocenie dyrektora IPiSS, część nowych zawodów wymaga łączenia różnych kompetencji, które kiedyś funkcjonowały osobno. Przykładem tego jest mechatronik, a więc pracownik z umiejętnościami informatycznymi, technicznymi oraz inżynierskimi.

– Zmieniają się nasze przyzwyczajenia i zawody. Jeśli poszczególne prace stają się zbyt kosztowne, to spada zapotrzebowanie na nie. Rynek szuka czegoś lepszego i tańszego. Pracodawcy patrzą przede wszystkim przez pryzmat ograniczania kosztów. Wolą zatem człowieka, a niekiedy grupę ludzi, zastąpić maszyną. Do jej obsługi wystarczy jedna osoba. Nie jest potrzebny zespół, który taką pracę wykonuje ręcznie. W wielu przypadkach wynagrodzenia dla pracowników pozostają większym kosztem niż posiadanie profesjonalnego sprzętu – analizuje dr hab. Grażyna Spytek-Bandurska.

W Polsce proces robotyzacji przebiega bardzo wolno, co podkreśla Jeremi Mordasewicz. Wpływ na to ma struktura naszej gospodarki, w tym spory odsetek mikrofirm i małych przedsiębiorstw. Ekspert Lewiatana podsumowuje, że nie powinno zabraknąć usług, bo rynek wszystko koryguje na bieżąco. Z pewnością nowoczesne rozwiązania będą coraz szerzej wykorzystywane, chociażby w autonomicznych pojazdach. Bardziej istotne staną się kwestie zdrowotne ze względu na proces starzenia się społeczeństwa. Jednocześnie widoczna jest niechęć młodych osób do wykonywania czynności uważanych za brudne, niebezpieczne i nieatrakcyjne. Mogą się pojawić zakłócenia z dostępnością konkretnych specjalistów. Dojdzie do tego, jeżeli np. państwo przeznaczy zbyt mało środków na podwyżki dla lekarzy i pielęgniarek.

XI Gala Nagród PZWLP

22 listopada, podczas XI Gali Nagród PZWLP, poznaliśmy tegorocznych laureatów jednych z najbardziej prestiżowych na rynku flotowym w Polsce wyróżnień – Nagród PZWLP. Organizacja już po raz jedenasty wręczyła swoje statuetki firmie najbardziej zaangażowanej w edukację kierowców (Nagroda Bezpieczna Flota), dla przedsiębiorstwa użytkującego flotę samochodów najbardziej przyjazną środowisku (Nagroda Eko Flota), najlepszym serwisom napraw mechanicznych oraz blacharsko – lakierniczych, a także dealerowi samochodów najbardziej przyjaznemu branży flotowej. Do Nagród PZWLP, wraz z obecną edycją konkursu, zgłoszono na przestrzeni jedenastu lat już ponad 900 nominacji.

Nagrody PZWLP są obecnie uznawane za jedne z najbardziej prestiżowych wyróżnień na polskim rynku flotowym. Niezmiennie od 11 lat stanowią je unikalne, ręcznie wykonywane przez artystę rzeźbiarza Dariusza Zielińskiego, rzeźby z brązu. Laureaci Nagród PZWLP są wyłaniani w 2 – etapowych konkursach, na podstawie nominacji firm należących do organizacji oraz ocen przyznawanych według precyzyjnych, co roku aktualizowanych kryteriów. Laureat Nagrody Eko Flota jest wyłaniany przez jury złożone nie tylko z przedstawicieli Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, ale również Związku Polskiego Leasingu (ZPL) i Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych (SKFS). W przypadku Nagrody Bezpieczna Flota, w skład jury, poza przedstawicielami PZWLP, wchodzą również eksperci Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Nagrodę PZWLP „Mobilizator” w kategorii „Najlepszy Serwis Napraw Mechanicznych” otrzymała w tym roku firma Bawaria Motors Sp. z o.o.. W gronie najwyżej ocenionych przez jury konkursu serwisów w tej kategorii, poza laureatem, znalazły się jeszcze firmy Renault Retail Group Warszawa oraz Auto Plaza. Statuetkę „Protektor”, czyli Nagrodę PZWLP w kategorii „Najlepszy Serwis Napraw Blacharsko – Lakierniczych”, otrzymał z kolei serwis Auto Miras Autoryzowany Serwis Samochodowy Sp. z o.o., zlokalizowany w okolicach Gdańska. Wśród najwyżej ocenionych serwisów blacharsko – lakierniczych znalazły się poza tegorocznym zwycięzcą również firmy Car Lux ze Świdnika oraz Lacart z Wrocławia.

Przyznawana w tym roku dopiero po raz drugi Nagroda PZWLP „Kontraktor”, w kategorii „Dealer Samochodów Najbardziej Przyjazny Branży Flotowej”, została wręczona firmie Grupa PGD spółka z ograniczoną odpowiedzialnością s. k., a oprócz niej w gronie najwyżej ocenionych dealerów znalazły się firmy CARSED i Porsche Inter Auto Polska.

Nagroda PZWLP Eko Flota w kategorii „Flota Najbardziej Przyjazna Środowisku”, która jest przyznawana w oparciu o nominacje i oceny aż 3 organizacji branżowych – poza PZWLP także Związku Polskiego Leasingu i Stowarzyszenia Kierowników Flot Samochodowych – została w tym roku wręczona firmie Coca – Cola HBC Polska Sp. z o.o. Wśród najwyżej ocenionych firm w tej kategorii znalazły się poza laureatem firmy Bank BGŻ BNP Paribas i Grupa Eurocash.

Tegorocznym laureatem Nagrody PZWLP Bezpieczna Flota w kategorii „Firma Najbardziej Zaangażowana w Edukację Kierowców”, przyznawanej w drodze nominacji i ocen nie tylko PZWLP, ale również Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego, została firma Kompania Piwowarska SA. W gronie najwyżej ocenionych przez jury konkursowe firm znalazły się ponadto firmy Grupa Phillip Morris w Polsce oraz Carlsberg Polska.

Nagrody PZWLP to dzisiaj nie tylko prestiżowe wyróżnienie w branży, ale i silna marka na rynku flotowym w Polsce – mówi Grzegorz Szymański, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Nas cieszy jednak najbardziej fakt, że poprzez nasze Nagrody
i stymulowaną poprzez te wyróżnienia konkurencję rynkową, jesteśmy w stanie
w realny i zauważalny sposób przyczyniać się do podnoszenia na polskich drogach poziomu bezpieczeństwa drogowego, rozwoju ekologicznych rozwiązań we flotach,
a także podnoszenia jakości usług w serwisach samochodów w Polsce.

XI Gala Nagród PZWLP została zorganizowana w całkowicie nowym obiekcie na eventowej mapie Warszawy, charakteryzującym się niepowtarzalnym klimatem i scenerią warszawskiej Pragi, czyli Centrum Praskim Koneser. Patronem Honorowym wydarzenia został Wydział Transportu Politechniki Warszawskiej, a imprezę poprowadziła dziennikarka i prezenterka telewizyjna Ula Chincz. Gościem specjalnym Gali był Mahbod Asgari, Członek Zarządu ADAC SE, który zaprezentował uczestnikom wydarzenia trendy oraz kierunki rozwoju motoryzacji i szeroko pojętej mobilności w przyszłości.

W XI Gali Nagród PZWLP wzięli udział nie tylko najważniejsi przedstawiciele 20 firm wynajmu długoterminowego, Rent a Car oraz leasingowych, skupionych aktualnie w PZWLP, ale również goście reprezentujący producentów i importerów samochodów, przedstawiciele koncernów paliwowych, firm ubezpieczeniowych, serwisów i dealerów samochodów. Ponadto, wśród gości Gali znaleźli się także reprezentanci organizacji branżowych rynku paliwowego, motoryzacyjnego, bankowego, leasingowego, związanych z bezpieczeństwem drogowym, czy przedstawiciele instytucji publicznych.

Sponsorem Generalnym XI Gali Nagród PZWLP została firma Starter24, a tytuł Głównego Sponsora Automotive objęła firma Opel Poland. Sponsorami wydarzenia były natomiast firmy: Volvo Car Poland, Skoda Polska, Kia Motors Polska, Renault Polska oraz Inter Cars.

Work-life balance wg. PSL „rozreguluje” organizację pracy w firmach

  • Czas pracy pracownika, będącego rodzicem lub opiekunem dziecka do ukończenia przez nie 15 roku życia, nie będzie mógł przekraczać 7 godzin – zakłada poselski projekt zmian w kodeksie pracy.
  • Pracownik zachowa prawo do wynagrodzenia za czas nieprzepracowany w związku ze zmniejszeniem z tego powodu wymiaru jego czasu pracy.

Projekt ustawy przygotowany przez posłów PSL przewiduje również, że jeżeli oboje rodzice lub opiekunowie dziecka są zatrudnieni, z takiego uprawnienia będzie mogło korzystać jedno z nich. Pracownik będzie składał oświadczenie pracodawcy dotyczące wyboru osoby korzystającej ze skróconego czasu pracy. Propozycja sprowadza się zatem do wprowadzenia sztywnej, dobowej normy czasu pracy – 7 godzin, dla pracownika będącego rodzicem lub opiekunem dziecka do ukończenia przez nie 15 roku życia.

Autorzy nie analizują skutków takiej zmiany dla organizacji pracy oraz innych pracowników (bezdzietnych albo posiadających dzieci starsze niż 15 lat). W ostatnich 10 latach urodziło się ok. 3 mln. 471 tys. dzieci. Współczynnik dzietności wynosi 1,45. Przyjmując wyższy współczynnik dzietności – 1,5 oraz uwzględniając dwójkę rodziców, biorąc pod uwagę tylko okres 10 lat, otrzymujemy grupę ok. 1 mln 157 tys. osób potencjalnie objętych nowym przepisem. W grupie tej duża część osób jest pracownikami.

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

– W stosunku do grupy pracowników – rodziców dzieci do 15 roku życia, pracodawcy będą zmuszani do wprowadzenia szczególnych rozkładów czasu pracy. Do tych pracowników nie będzie mógł mieć zastosowania system równoważnego czasu pracy, a praca zmianowa straci sens. Powstaje pytanie jak mają zorganizować pracę pracodawcy, u których praca odbywa się w systemie pracy wielobrygadowej (ośmio i dwunastogodzinny cykl pracy)? W praktyce pracodawcy będą często zmuszeni do organizowania odrębnych zespołów złożonych z pracowników-rodziców dzieci do 15 roku życia – mówi Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Wprowadzenie takiego przepisu doprowadzi do „rozregulowania” organizacji pracy u poszczególnych pracodawców. Rzesza osób korzystających z obniżonej normy czasu pracy, podlegającej ciągłej rotacji, będzie wynosiła kilkaset tysięcy.

Następna kwestia, ale równie ważna, to kto i w jaki sposób będzie weryfikował, iż tylko jeden z rodziców skorzystał z nowego uprawnienia? Nowe rozwiązanie wywołujące szereg dalekosiężnych konsekwencji organizacyjnych i finansowych będzie się opierało na oświadczeniu pracownika.

Warto w tym momencie przypomnieć, iż kolejne nowelizacje Kodeksu pracy z 2013 i 2016 roku znacząco rozszerzyły uprawnienia rodzicielskie. Rodzice mają prawo korzystać z rocznych urlopów (macierzyński i rodzicielski), okres ten może być wydłużony o kolejne 32 tygodnie w przypadku łączenia urlopu rodzicielskiego z pracą, część urlopu rodzicielskiego może być wykorzystana do końca roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 lat.

Rozszerzono katalog osób, które w określonych okolicznościach mogą korzystać z uprawnień rodzicielskich – inny najbliższy członek rodziny. Ojcowie mają prawo do 2 tygodniowego urlopu ojcowskiego. Wykorzystanie przez pracownicę, pracownika uprawnień rodzicielskich wraz z urlopem wychowawczym może skutkować nabyciem dodatkowo 104 dni urlopu wypoczynkowego (przy stażu ponad 10 letnim pracy).

Niezależnie od powyższego wzmacnia się infrastrukturę opieki nad dziećmi. Kodeks pracy przewiduje także możliwość zatrudniania w ramach telepracy.

W III kw. realna dynamika inwestycji przedsiębiorstw wyniosła 9,9% r/r

GUS utrzymał swoje szacunki – nieodsezonowana dynamika PKB w trzecim kwartale br. wyniosła 5,1%. Na jej wysokość wpłynął przede wszystkim wyraźny wzrost w inwestycjach – ich wkład do wzrostu wyniósł 1,7 pkt. proc. Takiego wyniku nie widziano w całym szczycie koniunktury, a zbliżone wielkości (1,5-1,6 pkt proc.) zdarzyły się w ostatnich 3 latach ledwie dwukrotnie.

Realna dynamika inwestycji wyniosła 9,9% r/r – ten pułap przekroczono ostatnio na początku 2015 roku. Potwierdza to nasze przypuszczenia, że dalsze odraczanie inwestycji nie było uzasadnione ani czynnikami mikroekonomicznymi (zużyciem środków trwałych, potrzebą zwiększania mocy produkcyjnej), ani makroekonomicznie (niską atrakcyjnością alternatywnych opcji wykorzystania środków zarobionych w okresie dobrej koniunktury). W ten sposób sami przedsiębiorcy piszą scenariusz bardziej łagodnego spowolnienia.

Na to, że mamy do czynienia ze spowolnieniem, wskazują wyższe zapasy (wkład 1,0 pkt proc.), niższy wkład i dynamika konsumpcji prywatnej (odpowiednio: 2,7 pkt. proc. oraz 4,5%), a także negatywne saldo obrotów z zagranicą (-0,9 pkt proc.). W tym ostatnim przypadku wątpliwości rozwiewają dane o handlu zagranicznym. W ich świetle, za różnicę odpowiada relatywnie wysoki popyt na zagraniczne towary konsumpcyjne przy jednoczesnym spadającym zainteresowaniu produktami polskiego przemysłu w spowalniającej Europie (różnica dynamik sięga 2 pkt. proc.).

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Stan wojenny na Ukrainie bez wpływu na sytuację polskiego rynku pracy

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Wprowadzenie stanu wojennego na części terytorium Ukrainy na tę chwilę pozostaje bez wpływu na przepływ pracowników do Polski i nie stanowi zagrożenia dla polskiego rynku pracy. Nie dostrzegamy zmian w podaży pracowników oraz problemów z ich przyjazdem i zatrudnianiem w Polsce. Natomiast nie możemy wykluczyć takich problemów, jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu.

Obecna sytuacja nie jest niczym nowym. Konflikt na Ukrainie trwa od dłuższego czasu. Jak wynika z danych ONZ, od początku rozwoju kryzysu na Ukrainie w 2014 r. do dziś zginęło tam  ponad 3 tys. cywilów[1].

Warto zauważyć, że stabilna sytuacja polityczno-gospodarcza jest dla Ukraińców jednym z ważnych powodów wyboru Polski jako miejsca emigracji zarobkowej – wskazuje na to 12,5% naszych wschodnich sąsiadów przyjeżdżających do nas do pracy, zapytanych w ramach „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018”. Z naszych analiz wynika także, że już 21% firm zatrudnia Ukraińców. Pracowników z Ukrainy najczęściej znajdziemy w dużych firmach – 40% z nich deklaruje zatrudnianie kadry ze Wschodu. W średnich przedsiębiorstwach ten odsetek wynosi 29%, a w małych 18%. Poszukiwania Ukraińców w ciągu najbliższych 12 miesięcy planuje 17% przedsiębiorstw – 30% dużych, co piąte średnie i 15% małych. Jeżeli chodzi o branże dominuje produkcja – już co trzecia firma produkcyjna będzie poszukiwała kadry ze Wschodu.

[1] https://news.un.org/en/story/2018/11/1025861

Unia obniża ceny paliw, a Polska podnosi

Marcin Lipka
Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Polska jest jedynym państwem w Unii Europejskiej, gdzie cena detaliczna oleju napędowego wzrosła zarówno w odniesieniu do poprzedniego tygodnia, jak i miesiąca. Paliwa w naszym kraju, pomijając podatki, są droższe niż przeciętnie w Unii – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Benzyna na europejskim rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) kosztowała w ostatnim tygodniu ok. 1,42-1,46 zł za litr. To ceny najniższe od kilkunastu miesięcy. Na początku października litr paliwa był droższy o ok. 65-70 gr.

Bardzo podobny trend występuje też w krajowych rafineriach, gdzie popularna 95 kosztuje (bez rabatów) 3,46 zł za litr (razem z akcyzą oraz opłatą paliwową, ale bez podatku VAT i marży detalicznej). Podobnie jak na rynku europejskim, są to najniższe ceny od lipca 2017 r. oraz o ok. 65 gr poniżej tych widzianych w pierwszych dniach października.

Spadają także ceny oleju napędowego. Obniżki rozpoczęły się niecałe dwa miesiące temu, ale mocniejszego tempa nabrały 5 tygodni temu. W tym czasie ceny na rynku ARA zostały zredukowane o ok. 50 gr za litr i obecnie to paliwo kosztuje 1,84 zł.

Diesel wszędzie tanieje, a tylko w Polsce jest droższy

Najnowsze dane Komisji Europejskiej (z 26 listopada br.) pokazują, że w 27 z 28  unijnych krajów obniżyła się cena litra oleju napędowego w ostatnim miesiącu. Średnio było to 3,5 eurocenta, czyli 15 gr. Nie są to spektakularne spadki, ale paliwa w detalu zwykle reagują z opóźnieniem na ruchy cenowe w hurcie. W porównaniu do ubiegłego tygodnia spadek wyniósł 1,7 eurocenta (7,3 gr).

Jedynym wyjątkiem na unijnej liście została Polska. Tylko w naszym kraju w ostatnim miesiącu cena litra diesla podniosła się o 6,3 gr do 5,27 zł. Dodatkowo również w relacji do ubiegłego tygodnia (19 listopada) tylko w Polsce nastąpił wzrost cen. Był on niewielki (0,3 gr), ale biorąc pod uwagę, że cena hurtowa spada od kilku tygodni i we wszystkich unijnych krajach obserwowane są obniżki, może to być niepokojąca wiadomość.

Bez podatków polskie paliwa droższe niż w Unii

Koszt tankowania benzyny dla polskich kierowców się obniża, ale w ślimaczym tempie. W ciągu miesiąca cena spadła zaledwie o 8 gr i wg danych KE wynosi obecnie 5,00 zł za litr. Średnie ceny w Unii obniżyły się o 5,5 eurocenta (23,5 gr). Bardzo silne spadki nastąpiły np. w Bułgarii, gdzie popularna 95 staniała aż o 14 eurocentów (60 gr) i kosztuje ok. 4,50 zł za litr (2,06 lewa). W Belgii, Francji i Danii spadki sięgały 8-10 eurocentów. To akurat w trzech z czterech krajów mieliśmy protesty związane z wysokimi cenami paliw.

Bardzo powolne spadki cen na krajowych stacjach ujawniły także inną przykrą kwestię. Komisja Europejska publikuje ceny detaliczne paliw bez podatków, ale już z marżą detaliczną oraz hurtową.

Litr benzyna bezołowiowej w Polsce kosztuje 55,7 eurocenta (2,40 zł) i jest droższy niż w m.in. w Belgii (50 eurocentów), Estonii (51,6 eurocenta), Francji (52 eurocenty), Luksemburgu (52,5 eurocenta), Portugalii (54,4 eurocenta), Szwecji (52,1 eurocenta) czy na Węgrzech (51 eurocentów), a także w kilku innych krajach. Cena w Polsce jest także bardzo bliska średniej cenie ważonej w całej Unii (56,1 eurocenta).

Diesel w Polsce, pomijając podatki, jest jednym z droższych w całej Unii i kosztuje 65,6 eurocenta za litr (2,82 zł), przy średniej ważonej cenie w Unii na poziomie 64,9. Tylko w 10 z 28 unijnych krajów diesel jest droższy niż w Polsce. Biorąc pod uwagę, że oleju napędowego sprzedaje się 3-4 razy więcej niż benzyny bezołowiowej, średnia cena paliw bez podatków w naszym kraju stała się wyższa niż przeciętna w Unii.

Dane z polskiej gospodarki za III kw. 2018 zaskoczyły

Zarówno wstępny odczyt inflacji, jak i szczegółowy szacunek dynamiki PKB, w trzecim kwartale przynoszą zaskoczenia. Rynki również nie przechodzą nad nimi obojętnie.

Zgodnie ze wstępnym szacunkiem inflacja CPI w Polsce w listopadzie spadła do 1,2% (oczekiwano, że wyniesie 1,5% – miesiąc wcześniej wynosiła 1,8%). Tym samym w ujęciu rocznym była najniższa od grudnia 2016 r. W ujęciu miesięcznym ceny nie rosły, podczas gdy zakładano, że przyspieszą o 0,3%.

Nowe dane przekładają się na to, że perspektywy wzrostu stóp procentowych ze strony RPP stają się jeszcze słabsze niż były ostatnio. Inflacja CPI obecnie znajduje się poniżej dolnego poziomu widełek celu inflacyjnego (1,5-3,5%). W takiej sytuacji, aby realizować cel banku centralnego bardziej niż nad podwyżkami można zastanawiać się nad obniżkami stóp (w kontekście oczekiwanego wyraźnego wzrostu cen w 2019 r., taki scenariusz nie wydaje się być jednak w żadnej mierze realny ani w krótkim, ani średnim terminie).

Zgodnie ze wstępnym szacunkiem wzrost PKB Polski w trzecim kwartale br. wyniósł 5,1% w ujęciu rocznym. Największy wpływ na wzrost miała konsumpcja, której kontrybucja do PKB wyniosła 2,7 p.p. Na plus zaskoczyły inwestycje i zapasy, które dodały odpowiednio 1,7 i 1 p.p. Wydatki publiczne dołożyły 0,6 p.p., natomiast negatywny efekt przewagi importu nad eksportem odjął 0,9 p.p.

Odczyty (zwłaszcza ten o inflacji) wpłynęły na rynki finansowe: po publikacji nieco osłabił się złoty, jak również spadły rentowności krajowych papierów dłużnych. Wspomniane rentowności 10-letnich obligacji Polski na moment spadły poniżej 3%, tym samym schodząc do najniższego poziomu od kwietnia br.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,28-4,30.

Podobnie jak wczorajsze odczyty z Niemiec, tak dzisiejsze wstępne szacunki inflacji dla strefy euro w listopadzie rozczarowały. Inflacja w tym miesiącu wyniosła 2% wobec oczekiwanego poziomu 2,1% rocznie. Negatywnie zaskoczyła również bazowa dynamika cen, która niespodziewanie spadła z poziomu 1,1% do 1%, tym samym prawdopodobnie kontrybuując do nieco głębszego spadku inflacji CPI.

Co to oznacza? Odczyty potwierdzają, że presja inflacyjna we wspólnym bloku pozostaje niska. Perspektywy normalizacji polityki pieniężnej w strefie euro tym samym oddalają się. W obliczu słabnącego wzrostu gospodarczego i uporczywie niskiej inflacji EBC może opóźniać podnoszenie stóp procentowych (możliwe, że do 2020 r.). Nie jest to pozytywna wiadomość dla euro, dla którego zmiany perspektyw działań ze strony EBC w poprzednim roku stanowiły istotne paliwo do wzrostów. Reakcja rynku walutowego na nowe informacje była jednak dość ograniczona – z jednej strony dlatego, że rynek już obecnie ma względnie niskie oczekiwania względem działań banku centralnego, z drugiej natomiast dlatego, że perspektywy analogicznych działań po drugiej stronie Atlantyku również w ostatnim czasie zdają się ulegać pogorszeniu.

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,81-4,84. Funt w czwartek był słaby również w relacji do głównych walut. Brytyjskiej walucie cały czas ciążą informacje związane z Brexitem.

Do czasu głosowania w brytyjskim parlamencie nad porozumieniem z UE (11 grudnia) zmienność na parach z GBP powinna pozostać wysoka. O ile do momentu ostatecznego rozstrzygnięcia rynki nie zaczną wyraźnie wyceniać jednego z dwóch scenariuszy (akceptacji lub odrzucenie porozumienia) efekt decyzji prawdopodobnie wywoła znaczącą, skokową reakcję na parach z funtem. Obecnie sondaże sugerują, że porozumienie raczej zostanie odrzucone, jednak przewaga głosów za tym scenariuszem nie jest znacząca. Z naszych szacunków wynika, że rozkład oczekiwań wynosi ok. 60-40 za odrzuceniem. Jeśli taki stan rzeczy utrzyma się, akceptacja porozumienia powinna w pozytywny sposób wpłynąć na europejskie waluty, jego odrzucenie natomiast niemal na pewno doprowadzi do ich (aczkolwiek prawdopodobnie nieco łagodniejszej) wyprzedaży.

USD

Kurs USD/PLN w czwartek spadł o 0,2%, wahając się w widełkach 3,76-3,79. Czwartek przyniósł całą masę odczytów z USA. Wśród kluczowych informacji znalazły się dane o amerykańskiej dynamice cen. Podobnie jak niemieckie odczyty inflacji CPI/HICP w listopadzie, tak amerykańskie odczyty bazowej inflacji PCE w październiku rozczarowały o 0,1 p.p. w przypadku indeksu rocznego, jak i miesięcznego. Rozczarowały również dane z rynku pracy. Cotygodniowa liczba zadeklarowanych bezrobotnych dość gwałtownie wzrosła i w ostatnim okresie pomiarów wyniosła 234 tys. wobec oczekiwanego poziomu 221 tys. i 224 tys. notowanego tydzień wcześniej. Na plus zaskoczyły wczoraj z kolei dane o dochodach i wydatkach Amerykanów w październiku, nie przykuły one jednak zbyt dużej uwagi inwestorów. Po raz kolejny rozczarowały dane z rynku nieruchomości – indeks podpisanych umów kupna domów w październiku odnotował dość duży, niespodziewany spadek. W relacji do poprzedniego miesiąca odnotowano spadek umów o 2,6%.

Kluczowymi informacjami z USA nie były jednak dane makro, a „minutki” z ostatniego spotkania FOMC. Zdają się one potwierdzać, że kolejna podwyżka stóp procentowych w USA nastąpi w grudniu (dokument mówi o tym, że większość decydentów spodziewa się, iż nadejdzie ona „relatywnie szybko”). „Minutki” niespecjalnie pomogły jednak amerykańskiej walucie, która traciła niedługo po publikacji. Jest to prawdopodobnie związane z faktem, iż ostatnia komunikacja ze strony FED (włączając w to wczorajsze przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej) stawia pod znakiem zapytania utrzymanie wysokiego tempa podwyżek stóp procentowych w 2019 r.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 15:00 – przemawia John Williams z FOMC
  • 15:45 – indeks Chicago PMI w listopadzie

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Multi-Cloud: okazja do zmniejszenia światowej emisji CO2

Digitalizacja gospodarki pożera coraz więcej energii. W 2017 r. najpopularniejszy dostawca przeglądarki internetowej, za sprawą swoich serwerów i ich chłodzenia, zużył 7 mld KW/h, co odpowiada rocznemu zużyciu prądu przez cały amerykański stan Rhode Island – ponad milion ludzi i niemal sto tysięcy firm.

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland
Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland

Konsumenci korzystają z coraz większej liczby aplikacji w różnych chmurach oraz Internetu Rzeczy. Wraz z konsumentami na zwiększenie ruchu wpływają także administracja, przemysł i usługi: zjawisko multi-cloud jest faktem. Liczba serwerowni, centrów danych będzie rosła. Z nią zwiększy się potrzeba ilości energii elektrycznej, a w ślad za tym redukcji emisji CO2.

Sektor ICT się stara: wspomniany dostawca przeglądarki celuje w pozyskiwanie potrzebnej energii ze źródeł odnawialnych, producenci sprzętu stawiają na te coraz energo-oszczędniejsze. Już parę lat temu szacowało się[1], że możemy pomóc w redukcji emisji CO2 o 6-15% do 2030 r. dzięki inteligentnym aplikacjom i digitalizacji / wirtualizacji infrastruktury.

Gdy redukcja emisji ma dotyczyć organizacji i pozostałych sektorów biznesu, warto mieć na uwadze możliwości, jakie niesie w tym względzie zjawisko wielo-chmurowości. Już dziś funkcjonują przemysłowe i miejskie systemy energetyczne, z inteligentnymi czujnikami, oprogramowaniem, które może kierować ruchem, zużyciem, priorytetyzować dostawy, odnajdywać miejsca strat energetycznych w infrastrukturze. Skala wykorzystania multi-cloud i inteligentnych aplikacji nie jest jeszcze w tym obszarze powszechna.

Wydaje się przesądzone, że multi-cloud będzie w procesie redukcji emisji wykorzystywane. Wyobraźmy sobie wiele inteligentnych systemów miejskich, przemysłowych oraz prywatnych połączonych ze sobą i pracujących na rzecz zmniejszenia emisji dzięki Sztucznej Inteligencji i uczeniu maszynowemu.

Niemniej, zaprzęgniecie multi-cloud z SI do redukcji emisji CO2 musi uwzględniać kwestie ochrony infrastruktury oraz aplikacji. Sprawy sektora energetycznego to zawsze kwestie bezpieczeństwa narodowego. Od energii elektrycznej zależy dziś gospodarka oraz życie i zdrowie mieszkańców – czyli funkcjonowanie całych struktur państwowych.

Dlatego uwzględnienie cyberochrony musi być wbudowane w fundamenty rozbudowanych rozwiązań. Multi-cloud będzie efektywnie wspierać podobny cel tylko wtedy, gdy ruch sieciowy będzie sprawdzany pod względem bezpieczeństwa. Niemniej istotne będzie sprawne regulowanie obciążenia. Ponadto niezbędne będzie bezkompromisowe oraz proste uwierzytelnianie wszystkich użytkowników systemów i aplikacji. Najlepiej jednym podpisem, co znacznie zwiększa poziom bezpieczeństwa. Uwzględnienie przez wszystkich graczy wskazanych środków ochrony zapobiegnie potencjalnym wyłudzeniom danych, blokowaniu systemów, czy innym możliwym atakom hakerskim.

[1] Ericsson, Exploring the effect of ICT solutionson GHG emissions in 2030, 2015. R.

Autor: Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Poland, komentarz do szczytu ONZ COP24, Polska 2-14 XII 2018 r.

Jak rynki finansowe reagują na konflikt Ukrainy z Rosją

Ostatnie dni pokazały nam, że coroczne zaognienie relacji pomiędzy Rosją a Ukrainą w początkach głównego sezonu grzewczego można już wpisać do kalendarzy makroekonomicznych. Wschodnia granica Ukrainy i tamtejsze obwody wciąż mają nieuregulowany status i nie można wykluczyć, że aneksja Krymu nie była ostatnim krokiem Moskwy. W tekście tym skupimy się jednak na skutkach gospodarczych.

Geneza problemu

Tym razem nerwy puściły obu stronom na morzu. Nie będziemy tutaj rozstrzygać kto zawinił. Fakt jest taki, że Rosjanie ostrzelali i zajęli trzy jednostki marynarki Ukraińskiej.
W ramach eskalacji napięć prezydent Ukrainy wprowadził stan wojenny, którego nie należy mylić z wojną. Takiej nie ma i zdaniem większości analityków nie będzie. Będzie natomiast kolejna próba sił. Może się okazać również, że “ochotnicy” podejmą kolejne działania.

Dlaczego to ważne?

Tym razem powodem konfliktu były zajścia w okolicach Cieśniny Kerczeńskiej. Jest to połączenie pomiędzy Morzami Azowskim i Czarnym. Co ważniejsze, był to od zawsze problematyczny region w relacjach tych państw, gdyż leżał między kontynentalną Rosją,
a Krymem. Od czasu gdy Krym stał się de facto rosyjski, nie uregulowano formalnie statusu tego przejścia. Co więcej wybudowano na nim most by połączyć Krym z Rosją bez udziału drogowego Ukrainy. Cieśnina jest jedynym węzłem komunikacyjnym dla transportu morskiego ze Wschodniej uprzemysłowionej części Ukrainy na resztę świata.

Jakie konsekwencje dotychczas ma konflikt?

Ukraina po raz kolejny otrzymuje silny cios w swoją i tak nie najmocniejszą gospodarkę. Dla przypomnienia pierwsze edycja konfliktu z Rosją spowodowała bardzo poważne szkody. PKB spadało o ponad 4%, a zadłużenie państwa względem PKB wzrosło skokowo z 40% do 70%, by w szczycie dalej przekroczyć 80%. W szczytowym momencie inflacja dotarła do poziomu 60%. Efektem tak wysokiej inflacji były podnoszone stopy procentowe, które z kolei gwałtownie podnosiły koszty obsługi zadłużenia społeczeństwa. Problem w tym, że gospodarka Ukrainy jest dzisiaj w gorszej kondycji niż była wtedy.

Jak reaguje hrywna?

Nie bez znaczenia też był spadek wartości waluty. Od czasu odsunięcia od władzy Wiktora Janukowycza ukraińska waluta straciła względem złotego 60% wartości. Z czego większość w ciągu 2014 roku. Minima z tego roku nie zostały jeszcze przebite, ale od pierwszej korekty kurs wciąż pozostaje w trendzie spadkowym. Niewykluczone, że jeżeli problem będzie eskalował, szybko zobaczymy przebicie tych poziomów.

Nie tylko lokalny konflikt

Problemy Ukrainy odbijają się szerszym echem w regionie. Pieniądze lubią spokój,
a tego im konflikt na Wschodzie nie oferuje. Zablokowanie szlaków morskich powoduje, że te same towary do odbiorców będą musiały trafić drożej. Odbije się to z pewnością na eksporcie Ukrainy, a tym samym imporcie państw, które to dotychczas kupowały. Problemy gospodarcze to również spadek siły nabywczej społeczeństwa. Ukraina nie jest na szczęście głównym partnerem handlowym Polski, ale to nadal bardzo duży naród sąsiadujący z nami. Nie przejdzie to zatem bez echa dla złotówki. Mówimy tutaj oczywiście o scenariuszu eskalacji konfliktu. W sytuacji, gdy będziemy mieli prężenie muskułów złotówka powinna być bezpieczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl

Automatyzacja procesów podatkowych w polskich firmach – raport z badania

Najnowsze technologie stają się jednym z głównych czynników zmian w obszarze podatków. Blisko połowa firm działających w Polsce uważa, że automatyzacja procesów podatkowych będzie miała znaczący wpływ na ich pracę w ciągu najbliższych kilku lat. Aż 91% przedsiębiorstw spodziewa się, że nowe rozwiązania technologiczne pomogą w usprawnieniu procesu raportowania, a zdaniem 87% respondentów przyczynią się do zmniejszenia liczby ludzkich błędów. Większość badanych przedsiębiorstw sygnalizuje, że automatyzację procesów podatkowych utrudniają m.in. wysokie koszty wdrożenia technologii (86%), brak wiedzy o dostępnych rozwiązaniach (74%) i konieczność zmian w systemach księgowych (73%) – wynika z badania firmy doradczej KPMG.

Nowoczesne technologie przyczynią się do usprawnienia pracy działu podatkowego
Zaawansowane technologie podatkowe istotnie wpływają na otoczenie regulacyjne, prowadzą do zwiększenia znaczenia zespołów podatkowych w firmach, a także wymuszają na nich posiadanie zupełnie nowych kompetencji m.in. z zakresu IT oraz analizy dużych zbiorów danych. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez KPMG w Polsce, aż 91% firm twierdzi, że nowe technologie pomogą usprawnić pracę działu podatkowego w wielu obszarach. Podobny odsetek respondentów (87%) oczekuje, że nowe technologie przyczynią się do zmniejszenia liczby błędów ludzkich. Zaawansowane rozwiązania technologiczne pomogą także w zmniejszeniu zaangażowania pracowników w powtarzalne czynności. Przekonanie to jest zdecydowanie bardziej popularne wśród bardzo dużych firm, zatrudniających powyżej 500 osób, niż wśród małych podmiotów.Automatyzacja procesów podatkowych zmniejszy liczbę błędów

Co ciekawe, aż 64% badanych przedsiębiorstw wskazuje na wysoki lub bardzo wysoki poziom zautomatyzowania swoich procesów podatkowych. Jedną z przyczyn takiego wyniku może być ogólnie niski poziom automatyzacji tego obszaru, co powoduje, że już stosowanie standardowego programu księgowego lub bardziej zaawansowanych arkuszy kalkulacyjnych jest uznawane za wysoki poziom automatyzacji.

Koszt wdrożenia zaawansowanych technologii głównym wyzwaniem dla firm

Najczęściej wymienianym utrudnieniem w stosowaniu nowych technologii podatkowych jest koszt ich implementacji, na co wskazuje aż 86% przedsiębiorstw. Najwyższy wskaźnik odnotowano wśród małych firm (91%), co nie powinno zaskakiwać, ponieważ dla małych podmiotów koszt wdrożenia stanowi proporcjonalnie wyższe obciążenie finansowe, niż w przypadku dużych firm. Kolejnym często wskazywanym problemem jest brak wiedzy o dostępnych technologiach (74%), które pozwoliłyby na zaadresowanie istniejących potrzeb w przedsiębiorstwie. Podobny odsetek respondentów wskazuje na konieczność zmian w systemach księgowych (73%), a ponad dwie trzecie firm twierdzi, że konieczność zapewnienia szkoleń pracownikom może stanowić przeszkodę w automatyzacji procesów podatkowych.Automatyzacja procesów podatkowych zmniejszy liczbę błędów 2

Ponad połowa firm planuje wdrożyć nowe technologie związane ze split payment

Jedną z najważniejszych zmian w ostatnich latach z punktu widzenia działów podatkowych w firmach było wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK). Ponad 1/3 przedsiębiorców planuje zaimplementować w ciągu najbliższych 12 miesięcy zaawansowane rozwiązania technologiczne w tym obszarze, natomiast 14% firm zamierza to zrobić w dalszej perspektywie. Co trzecia firma planuje wdrożyć w ciągu najbliższego roku nowe narzędzia związane z wprowadzeniem listy należytej staranności w VAT, a nieco mniej badanych (28%) zamierza wprowadzić w tym czasie zaawansowane rozwiązania technologiczne w obszarze split payment.

Dla zdecydowanej większości badanych firm, rozliczanie podatków nie stanowi problemu. Stosunkowo największe trudności sprawia podatek VAT (27%), ceny transferowe (17%) oraz podatek CIT (13%).

W odpowiedzi na zmiany w przepisach podatkowych, firmy planują stosować narzędzia informatyczne wspierające wypełnianie obowiązków podatkowych. Jak pokazują wyniki badania, wprowadzenie Jednolitego Pliku Kontrolnego wymusiło na firmach największe zmiany. Respondenci najrzadziej rozważają wprowadzenie w ciągu najbliższego roku stałych narzędzi informatycznych związanych ze zmianami w CIT, polegających na wyodrębnieniu dwóch źródeł przychodów oraz ograniczeń w odliczeniach kosztów finansowania dłużnego usług niematerialnych (9%). Powodem jest relatywnie krótki czas obowiązywania nowych przepisów jak również trudności interpretacyjne. Narzędzia informatyczne wymagają natomiast pewnej stabilności środowiska podatkowego. Innym istotnym powodem, dla którego nawet co trzecie przedsiębiorstwo nie planuje wprowadzać nowych narzędzi informatycznych, jest outsourcing wypełniania części zobowiązań podatkowych na zewnątrz firmy – mówi Anna Sińczuk, partner w dziale doradztwa podatkowego w KPMG w Polsce.Automatyzacja procesów podatkowych zmniejszy liczbę błędów 3

Automatyzacja procesów podatkowych największym wyzwaniem dla przedsiębiorców

45% przedsiębiorstw uważa, że automatyzacja procesów podatkowych będzie miała duży lub bardzo duży wpływ na pracę działów podatkowych w przyszłości. Jedynie 7% wszystkich ankietowanych uważa, że zmiany technologiczne w bardzo niewielkim stopniu wpłyną na sposób pracy w ich firmach.

Rozwiązania informatyczne wspierające biznes cieszą się w ostatnich latach coraz większą popularnością, niemniej proces ich implementacji wymaga czasu. Firmy różnią się pod względem stopnia wdrożenia rozwiązań informatycznych. Najwięcej firm stosuje już od jakiegoś czasu narzędzia IT w obszarze wypełniania dokumentów lub deklaracji (65%) oraz dostępu do danych archiwalnych (52%). Równo połowa ankietowanych przedsiębiorstw zaimplementowała już rozwiązania informatyczne wspierające nadzór nad dotrzymaniem terminu – mówi Leszek Wroński, partner, szef działu usług doradczych w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:
Raport KPMG w Polsce pt. „Gotowi na zmiany. Technologie podatkowe w firmach działających w Polsce” powstał na podstawie badania, którego celem było poznanie poziomu automatyzacji procesów podatkowych w firmach działających w Polsce. Badanie zostało zrealizowane z udziałem firmy badawczej Norstat na grupie 300 przedsiębiorstw, z wyłączeniem sektora publicznego i finansowego. Respondentami były osoby na stanowiskach finansowych i związanych z rozliczaniem podatków: główni księgowi, dyrektorzy finansowi, kierownicy ds. obszaru finansów, członkowie zarządów, dyrektorzy ds. controllingu i inni. Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI (ang. Computer Assisted Telephone Interview) w marcu 2018 r.

(R)ewolucja na rynku leasingu pracowniczego

Dziś dobiega końca pierwszy, 18-miesięczny limit, na jaki pracownik tymczasowy mógł być zatrudniony przez agencję pracy w jednej firmie. Nowe zasady wprowadzone 1 czerwca 2017 r. były rewolucyjne i budziły wiele kontrowersji. Czy w ich wyniku zmniejszyła się liczba pracowników tymczasowych, tak jak zakładano? Jak branża ocenia te zmiany z perspektywy czasu i dlaczego krótkookresowa forma zatrudnienia nadal pozostaje w cenie?  

Leasing pracowniczy przez lata swojego istnienia na rynku zyskał dużą popularność wśród polskich pracodawców, którzy źródeł swojej konkurencyjności upatrują w dynamicznym uzupełnianiu braków kadrowych oraz w optymalizacji kosztów i procesu zatrudnienia. Szacuje się, że w całym kraju aż 860 tys. osób zatrudnionych jest właśnie na podstawie tej formy. Tak wielki i chłonny rynek oznacza, że agencje dostarczające pracowników tymczasowych muszą zmierzyć się z nowym wyzwaniem, jakie postawiła przed nimi nowelizacja ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych z 1 czerwca 2017 r. Wtedy to zaczął obowiązywać nowy, bardziej restrykcyjny limit kierowania pracownika tymczasowego do pracodawcy użytkownika. Ten sam zatrudniony może wykonywać dla niego zadania przez maksymalnie 18 miesięcy (w okresie 36 miesięcy).

Zeszłoroczna nowelizacja wymusi ewolucyjne zmiany na rynku pracy krótkookresowej i konieczność dostosowania się do nowej rzeczywistość około 9 tys. agencji pracy tymczasowej funkcjonujących w Polsce. Z doświadczenia wiemy jednak, że tymczasowa forma zatrudnienia jest konieczna dla sprawnego funkcjonowania rynku, stając się niemal jego naturalną i nieodzowną częścią. Jak dotąd, nie zauważyliśmy słabnącego popytu na nasze usługi. Wręcz przeciwnie. W ostatnich miesiącach udało nam się rozszerzyć portfolio o kolejnych dużych, międzynarodowych klientów, podnosząc systematycznie wyniki o 5 – 10% z miesiąca na miesiąc. Obecny wzrost to prawie 34% więcej niż w  zeszłym roku. Ekonomiczne korzyści płynące z tej formy zatrudnienia są wciąż niepodważalne  mówi Piotr Modliński, szef Działu Leasingu Pracowniczego ASM Sales Force Agency, spółki zależnej należącej grupy kapitałowej ASM Group, wspierającej  sprzedaż ponad 1500 klientów na 5  europejskich rynkach.

Czy dlatego krótkookresowa forma zatrudnienia nadal pozostanie w cenie? Za klucz do sukcesu eksperci uważają dynamiczny i umiejętny nabór kandydatów do pracy, także zza wschodniej granicy. Wśród największych zalet zatrudnienia tymczasowego wymienia się także  elastyczne  zwiększenie zatrudnienia z powodu intensyfikacji zadań, płynne zastąpienie nieobecnych pracowników, skuteczne zaangażowanie pracowników o odpowiednich kompetencjach oraz optymalizację zatrudnienia. Leasingobiorca, czyli pracodawca-użytkownik, może ponadto liczyć na udogodnienia w kwestii terminu płatności za dostarczoną pracę. Pozostaje on bowiem w gestii ustaleń między nim a agencją i  może zostać odroczony. Dlatego kluczowa jest tu współpraca z podmiotem dużym i  doświadczonym, o  mocnej pozycji finansowej i znaczących zasobach kapitałowych.

W trendzie leasingu pracowniczego nie jesteśmy sami. Z zalet tej dynamicznej formy zatrudnienia zdają sobie też sprawę pracodawcy w całej Europie. Odsetek pełnych etatów wypracowanych przez pracowników tymczasowych do ogółu zatrudnionych np. w Holandii stanowi 3,3 %, podczas gdy w Polsce jest znacznie niższy i wynosi 1,2%. Średnia unijna to z kolei 1,9% – dodaje Piotr Modliński.

Jednocześnie, utrzymująca się od kilku lat w Polsce niska stopa bezrobocia przynosi korektę w strukturze zatrudnionych przez agencje pracy, szczególnie w obrębie personelu zagranicznego. Rotacja i podejmowanie zatrudnienia w dalszych krajach UE powoduje wzrost obecności na rynku personelu z krajów azjatyckich, jak Indie, Pakistan, Kazachstan. Zdaniem ekspertów, umiejętność sprawnego pozyskiwania pracowników z tych regionów świata może już w perspektywie 2019 r. być fundamentalna dla biznesu agencyjnego.

Jaka alternatywa dla leasingu i samochodów firmowych?

Leasing drogich samochodów osobowych staje się mniej opłacalny, a utrzymywanie pojazdów dla pracowników będzie kosztowniejsze ze względów podatkowych. Czy zmiany w prawie spowodują, że firmy zaczną rezygnować z rozbudowanych flot samochodów?

Z pierwszym dniem 2019 roku wejdzie w życie zmieniona ustawa o podatku dochodowym, która może mieć wpływ na rynek leasingu i wynajmu długoterminowego w Polsce. Spowoduje ona, że w przypadku użytkowania samochodów osobowych o wartości przekraczającej 150 tys. zł (dla samochodów elektrycznych limit ten wynosi 225 tys. zł) nie będzie można wliczyć w koszty pełnej wartości rat leasingowych.

W praktyce koszty związane z wyborem auta przewyższającego limit 150 tys. zł, będą w większości sytuacji dużo bardziej niekorzystne w przypadku leasingu niż przy wynajmie długoterminowym. Z wyliczeń przeprowadzonych przez firmę Emotis wynika, że w przypadku umowy na 3 lata, klient poniesie ok. 3 razy większe koszty podatkowe, gdy zdecyduje się na leasing niż wówczas, gdy wybierze wynajem.

Natomiast ograniczenia w zakresie odliczenia kosztów eksploatacyjnych obejmą wszystkie samochody wykorzystywane do  celów mieszanych (służbowych i prywatnych). Od 2019 roku będzie można odliczać 75% takich wydatków. Warto przy tym zauważyć, że wydatki związane z wynajmem bądź leasingiem nie będą objęte limitem 75% za wyjątkiem tej części raty, która dotyczy opłat eksploatacyjnych, np. serwisu czy wymiany opon (gdy takie usługi zostały wliczone).

Eko-mobilność coraz popularniejsza

Zmiany w polskim prawie są zasadniczo zgodne z trendem zauważalnym także w wielu innych krajach. Nie tylko w Polsce ustawodawcy wprowadzają zmiany, które wpływają na wzrost kosztów utrzymywania samochodów firmowych, szczególnie takich, które bywają traktowane niczym bonus dla pracowników.

Na Zachodzie jednak częściej niż w Polsce podobne kroki uzasadnia się ekologią – rosnące obciążenia mają sprawić, że samochody służbowe staną się mniej popularne, a te, które pozostaną, będą miały mniejszą pojemność silników (co oznacza zazwyczaj niższy poziom emisji spalin) bądź napęd elektryczny.

W dużych miastach korki stały się uciążliwą codziennością, a miejsc parkingowych nie wystarcza dla wszystkich samochodów. Do tego rośnie zanieczyszczenie powietrza, coraz częściej doprowadzając do występowania smogu. W związku z tym władze rożnych państw coraz niechętniej patrzą na udostępnianie pracownikom samochodów służbowych do użytku prywatnego, za to gotowe są wspierać takie rozwiązania, które zachęcą pracowników do bardziej ekologicznego i ekonomicznego korzystania z transportu.

Efektem tych trendów jest wprowadzanie w wielu europejskich firmach budżetów na mobilność dla pracowników. Osoby, które w ramach swoich obowiązków muszą dużo podróżować, a szczególnie przemieszczać się w granicach jednego miasta, otrzymują dodatkowe środki, z których mogą finansować swoje przejazdy. Dużym udogodnieniem jest posiadanie specjalnej karty, którą można płacić wyłącznie za transport. Kartą na mobilność można opłacać zarówno taksówki, komunikację miejską, jak i rowery miejskie, pociągi oraz każdy inny środek służący przemieszczaniu się. Zdarza się też, że o ile pracownik zmieści się w przyznanym limicie, z karty może korzystać także podczas podróży prywatnych. Korzyść ta w pewnym stopniu rekompensuje brak samochodu służbowego.

Usługi MaaS (Mobility as a Service) szczególną popularność zdobywają w Belgii, Holandii, a także w krajach Skandynawii. W pierwszym z tych państw wprowadzono przepisy, które dają wyraźne korzyści finansowe pracownikom przesiadającym się z większych do mniejszych samochodów oraz korzystającym z publicznych środków transportu.

– Zmiany w trendach zauważają także twórcy aplikacji integrujących różne formy mobilności. W ramach jednej aplikacji możemy zaplanować podróż z wykorzystaniem wielu dostawców oferujących usługi rent a car, car sharing, wynajem rowerów i hulajnóg oraz transportu miejskiego. W Polsce to wciąż nowość, ale i na nią powinniśmy się przygotować – mówi Ireneusz Tymiński, prezes Emotis, firmy zajmującej się wynajmem samochodów.

Samochody prywatne jako służbowe

Innym trendem jest używanie przez pracowników samochodów prywatnych do celów służbowych w zamian za atrakcyjną finansowo rekompensatę. W Polsce dobrze znamy taką formę rozliczania przejazdów jak „kilometrówka” – pracodawca płaci wówczas za przejazdy zgodnie z ustawową stawką za każdy przejechany kilometr. Inny sposób rozliczania przejazdów to ryczałt samochodowy, obliczany wg stawki ministerialnej (stanowi on przychód pracownika i podlega opodatkowaniu).

Jednak na Zachodzie popularne stają się także inne rozwiązania – np. dodatek do pensji stanowiący rodzaj atrakcyjnej finansowo rekompensaty za rezygnację z samochodu służbowego. W takiej sytuacji pracownik otrzymuje wyższe wynagrodzenie, które może przeznaczyć np. na ratę kredytu bądź leasingu prywatnego samochodu. Takie rozwiązanie sprawia, że z jednej strony firma ogranicza koszty związane z utrzymywaniem rozbudowanej floty, a z drugiej pracownik (chcąc zostawić jak największą część dodatku dla siebie) często wybiera samochody mniejsze, o niższym poziomie emisji spalin, a do tego częściej korzysta z komunikacji miejskiej. Im taniej bowiem podróżuje, tym więcej zostaje mu w kieszeni.

Najbardziej skomplikowane wydają się systemy mieszane, ale i one znajdują coraz więcej zwolenników. Polegają one na tym, że umowa na samochód zawierana jest pomiędzy pracownikiem a firmą wyspecjalizowaną w wynajmie długoterminowym (ew. leasingową), ale za pośrednictwem pracodawcy. Ten, działając jednocześnie na rzecz wielu pracowników, jest w stanie wynegocjować lepsze warunki finansowe wynajmu auta i ubezpieczenia. Dodatkowo, jeśli jest to wynajem długoterminowy, oferta obejmuje pełny serwis i wymianę opon, co zmniejsza obowiązki pracownika. W takim przypadku również pracownik częściej zgadza się na samochody mniejsze, a przez to bardziej ekologiczne, ponieważ zależy mu na niskiej opłacie miesięcznej.

– Taki model wymaga przemyślanych rozwiązań w zakresie gwarancji płatności (jeśli pracownik przestanie płacić lub skorzysta z praw konsumenckich), cesji umów leasingu (gdy chcemy, żeby nowy pracownik przejął umowę po odchodzącym), czy też przyjmowania nowego pracownika z „jego” biegnącą umową. Jeśli jednak taki model wynajmu aut będzie się upowszechniał, na pewno dostosują się do tego zarówno rynkowe standardy, jak i przepisy – uważa Ireneusz Tymiński z Emotis.

Jak obniżyć koszty już teraz?

Polska wydaje się być dopiero na początku drogi prowadzącej w stronę nowoczesnej, bardziej ekologicznej mobilności pracowników. Ale i u nas, dzięki rozwijającym się usługom związanym z różnymi formami wynajmu samochodów, możliwa jest coraz większa elastyczność. Firmy, które będą z niej korzystały, mogą poczynić znaczne oszczędności.

Jedną z opcji może być ograniczenie firmowej floty i umożliwienie pracownikom korzystania ze wspólnych dla wszystkich samochodów wtedy, gdy ich potrzebują. Ma to sens szczególnie w odniesieniu do pracowników, którzy większą część czasu pracują stacjonarnie, a ich wyjazdy są sporadyczne. Gdy taki pracownik potrzebuje auta, korzysta z takiego, które stoi akurat na parkingu (z ang. auto „poolowe”) lub zamawia pojazd w ramach wynajmu krótkoterminowego. Wówczas firma świadcząca usługi rent a car podstawia pojazd pod firmę, a pracodawca płaci tylko za używanie auta w te dni, w które było faktycznie wykorzystywane.

Jeśli pracownik zatrudniany jest na kilkumiesięczny kontrakt (lub na okres próbny), a podróże stanowią ważną część jego pracy, wówczas, zamiast decydować się od razu na zakup lub leasing nowego samochodu, można wziąć pod uwagę wynajem średnioterminowy (na kilka miesięcy). Takie rozwiązanie może się sprawdzić również wówczas, gdy pracownik zostaje oddelegowany na miesiąc lub dwa do innego miasta.

Wreszcie, coraz popularniejszą alternatywą dla leasingu staje się wynajem długoterminowy, który jak wspomnieliśmy wcześniej, może okazać się korzystniejszy od leasingu pod względem podatkowym. Właściwie cała flota samochodów może pochodzić z wynajmu, w ramach którego pracodawca ma zagwarantowane także przeglądy, serwis i wymianę opon. Zdejmuje to z przedsiębiorstwa konieczność zarządzania serwisem i logistyką we własnym zakresie.

Elastyczne rozwiązania w zakresie mobilności dają nam możliwość korzystania z samochodu tylko wtedy, gdy jest to naprawdę konieczne i tylko wtedy ponosimy związane z tym koszty. Przy wynajmie krótkoterminowym możemy nawet dobrać rozmiar samochodu do potrzeb na konkretny dzień – np. jeśli dziś pracownik jedzie na drugi koniec Polski, przyda mu się większe, komfortowe auto, ale gdy następnego dnia będzie jeździł po centrum miasta, wybierze zwinny i ekonomiczny pojazd klasy miejskiej. A jeśli pozostałe dni tygodnia spędzi w biurze? Wtedy firma nie musi w ogóle płacić za pojazd. W ten sposób ograniczy nie tylko własne koszty, ale i  zanieczyszczenie środowiska.

Chris Brooke oficjalnie zaprzysiężony na prezydenta RICS

RICS wprowadza istotne zmiany na poziomie zarządzania organizacją, aby przygotować zawód dyplomowanych rzeczoznawców na wyzwania i szanse, jakie niesie ze sobą przyszłość.

Chris Brooke FRICS
Chris Brooke FRICS

Chris Brooke został oficjalnie zaprzysiężony na prezydenta RICS podczas tradycyjnej ceremonii w Hongkongu w dniu 27 listopada 2018 r., rozpoczynając tym samym kadencję na lata 2018-2019. Jednocześnie RICS ogłosił wyniki głosowania członków nad unowocześnieniem obchodzącej 150 lat istnienia globalnej organizacji.

Chris Brooke jest dyplomowanym rzeczoznawcą i współzałożycielem Brooke Husband Limited, firmy konsultingowej zajmującej się nieruchomościami z siedzibą w Hongkongu. Objął urząd po Johnie Hughes FRICS, który przewodził RICS w całym jubileuszowym roku. W ramach swojej prezydentury Brooke skupi się na trzech kluczowych obszarach – promowaniu zawodu dyplomowanych rzeczoznawców; zapewnianiu, że wykonujący go profesjonaliści są przygotowani na wyzwania, które niesie ze sobą przyszłość oraz zajmowaniu publicznego stanowiska wobec najważniejszych problemów naszych czasów.

W ramach głosowania nad specjalną rezolucją mającą zmienić Królewską Kartę i regulamin RICS, przedstawiciele zawodu zostali poproszeni o zagłosowanie za zmodernizowanym, przyszłościowym zarządem, na miarę globalnej zawodowej organizacji XXI wieku. Specjalne służby ds. reformy wyborczej (ERS) przeanalizowały i potwierdziły wyniki głosowania, ogłoszone następnie podczas dorocznego walnego zebrania RICS 27 listopada. Frekwencja wyborcza wyniosła 11%, a 86% uczestniczących w głosowaniu oddało głos za nowym zarządem.

Zatwierdzone propozycje zmian w zarządzaniu RICS zostaną teraz przekazane do Tajnej Rady w celu ich formalnego zatwierdzenia. Jest to pozytywny krok naprzód dla RICS, pozwalający na odpowiednie zorganizowanie struktury i dalsze budowanie globalnej organizacji zawodowej mogącej odpowiednio przygotować zawód dyplomowanego rzeczoznawcy do wyzwań i szans przyszłości. Umożliwi to także RICS spełnienie zmieniających się oczekiwań kluczowych interesariuszy, klientów i szerszej publiczności.

Rada zarządzająca RICS podejmie teraz prace nad kolejnym etapem reformy zarządzania, dbając o odpowiednie informowanie członków o postępach realizacji planów. Reformy te będą wymagały kolejnego głosowania przedstawicieli zawodu w 2019 r.

Komentując objęcie przez siebie funkcji nowego prezydenta RICS, Chris Brooke powiedział:

„Jestem dumny z tego, że mogę nazwać siebie dyplomowanym rzeczoznawcą oraz członkiem RICS, możliwość pełnienia funkcji prezydenta tej organizacji to dla mnie wielki zaszczyt i przywilej. To niesamowicie ekscytujący moment by przystąpić do naszego zawodu, w obliczu rozwijającego się i zmieniającego tak szybko świata. Profesjonaliści działający w środowisku naturalnym i budowlanym znajdują się w sercu niektórych wielkich wyzwań naszych czasów, w tym urbanizacji, zmian klimatu i rozwoju nowych technologii.

„Dyplomowani rzeczoznawcy oraz RICS jako ich globalna reprezentacja zawodowa mają do odegrania kluczową rolę w rozwiązywaniu tych problemów. Poprzez ustanawianie i egzekwowanie standardów, umacniających zaufanie do rynków, na których służymy oraz umieszczanie ludzi w centrum naszych działań, będziemy mieć pozytywny wpływ na kierunek rozwoju wszystkich regionów świata, w których działa RICS.

„Reprezentujemy jeden z najbardziej zaufanych zawodów na świecie, ale nie oznacza to, że tak będzie zawsze. Wraz ze zmieniającym się na tak wiele sposobów światem, ważne jest, abyśmy nigdy nie spoczywali na laurach.

„Dlatego podczas mojej kadencji skupię się na trzech kluczowych obszarach – promowaniu i podkreślaniu wartości pracy wykonywanej przez dyplomowanych rzeczoznawców, zapewnieniu, że nasz zawód jest odpowiednio przygotowany na nadchodzącą przyszłość i niesione przez nią wyzwania oraz zajmując publicznie głos na temat kluczowych problemów naszych czasów. Członkowie RICS kształtują świat od 150 lat. Szanse, które przed nami stoją, są ogromne i jestem przekonany, że możemy i będziemy potrafili z nich skorzystać”.

W wykonywaniu swojej kadencji Chris Brooke wspierany będzie przez prezydenta-elekta Tima Neala FRICS oraz starszego wiceprezydenta, Katha Fontany FRICS.

Chris Brooke urodził się w Wielkiej Brytanii i przeprowadził się z rodzicami do Hongkongu w 1979 roku, a lata 2002-2013 spędził pracując w Pekinie. Jest żonaty z Christine i ma dwoje nastoletnich dzieci.

Branża usług dla biznesu przy wspólnym stole

23 listopada odbyła się debata organizowana przez redakcję Business Services Magazine (Business Services Magazine zastąpi dotychczasowy tytuł, jakim był Outsourcing Magazine.). Spotkanie przeznaczone dla przedstawicieli branży nowoczesnych usług dla biznesu, zgromadziło blisko 20 uczestników, szefów globalnych centrów usług wspólnych, przedstawicieli firm konsultingowych oraz firm rekrutacyjnych.

Debata, która odbyła się w galerii sztuki „Tymczasowa” w kompleksie biurowym Business Garden w Warszawie, poświęcono roli polskich liderów w kreowaniu nowoczesnych, globalnych centrów usług wspólnych dla międzynarodowych marek. Bez dwóch zdań dyskusja była pragmatyczna, prowokacyjna i profesjonalna, a na celu miała poruszenie najważniejszych zagadnień związanych z przywództwem i transformacją modeli dostarczania usług, robotyzacją i automatyzacją.

Holendersko – polski duet, tj. Arjen Sader i Maciej Piwowarczyk – merytoryczny partner Business Services Magazine  – doskonale uzupełniali się,  moderując bardzo dynamiczną i momentami burzliwą dyskusję.

Najważniejsze tematy, jakie zostały poruszone podczas dyskusji to przede wszystkim próba znalezienia odpowiedzi na pytania: jaka będzie rola liderów  z Polski  ich wpływ na ewolucję globalnej branży SSC? Jaka będzie przyszłość świata nowoczesnych usług dla biznesu? Uczestnicy zastanawiali się także nad pytaniem czy GBS wpływający i współtworzący strategie firmy to tylko mit czy rzeczywistość?

Nowelizacja dyrektywy o efektywności energetycznej. Nadchodzi era Ekobudynków

Nowelizacja dyrektywy Unii Europejskiej[1] zakłada, że od końca 2020 r. wszystkie nowe budynki powinny być obiektami o niemal zerowym zużyciu energii. Schneider Electric podpowiada, jak zmienić zwykłe projekty w takie, które spełnią wszystkie wymogi.  

Koncepcja eko budynków opiera się na dążeniu do zmniejszania szkodliwego wpływu na środowisko m.in. poprzez zastosowanie inteligentnego sterowania. Zgodnie z nowymi wymogami obiekty będą musiały przejść szereg restrykcyjnych testów, które mają przede wszystkim wykazać, że są gotowe do obsługi właśnie takich sieci.

Ekobudynki to koncepcja, która wymaga, aby projekt budowlany zakładał zachowanie nienaruszonego środowiska naturalnego wokół miejsca realizacji i na każdym etapie budowy i eksploatacji. Najwięcej, bo aż 58 proc. budynków o podwyższonym standardzie ekologicznym to biurowce. Na drugim miejscu plasują się galerie handlowe.[2] Nowelizacja dyrektywy pozwoli rozszerzyć koncepcję eko budynków na szerszą skalę.

Oszczędność w każdym obszarze

Wśród zalet eko budynków można wymienić na przykład kontrolę zużycia wody. Inteligentne systemy zarządzania budynkiem pozwalają dokładnie mierzyć zapotrzebowanie na nią – mówi  Jacek Parys, Wiceprezes Partner Project & Eco Buildings w Schneider Electric.

Dzięki temu zaawansowane rozwiązania zarządzania budynkiem nie tylko monitorują zapotrzebowanie na energię, ale także kontrolują systemy oczyszczania powietrza i wody, jak również korygują współczynnik poboru mocy.

Innowacyjne rozwiązania zastosowane w ekobudynkach gwarantują ogromną oszczędność energii, dbałość o środowisko oraz poprawę komfortu dla użytkowników przestrzeni – mówi Jacek Parys.

Ekologiczne i inteligentne budynki cieszą się coraz większą popularnością zarówno na świecie, jak i w Polsce. Zaawansowana technologia, która gwarantuje większy komfort, a także niższe koszty eksploatacji, zdobywają coraz większą liczbę zwolenników. Nowelizacja dyrektywy z pewnością przyspieszy proces transformacji budownictwa tradycyjnego w ekologiczne.

[1] Dyrektywa 2018/844/UE, zmieniająca dyrektywę 2010/31/UE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD) I dyrektywę 2012/27/UE w sprawie efektywności energetycznej (EED)

[2] Green Projects, Zielone budynki z ekologicznym certyfikatem

Około 18% wartości sprzedaży w Polsce ma miejsce w galeriach handlowych

  • W sklasyfikowanych przez PRCH 520 centrach i parkach handlowych oraz wyprzedażowych w Polsce zatrudnionych jest ponad 400 000 osób;
  • Polska jest w środku europejskiej stawki pod względem wskaźnika nasycenia powierzchnią centrów handlowych;
  • Około 4,5 mln klientów rocznie odwiedza średniej wielkości centrum handlowe w Polsce, największe ponad 10 mln;

Z raportu Polskiej Rady Centrów Handlowych i EY „Społeczno-ekonomiczne znaczenie rozwoju nieruchomości handlowych w Polsce” wynika, że na koniec na koniec 1 połowy 2018 roku istniało w Polsce 11,9 mln m kw. nowoczesnej powierzchni handlowej w ponad 500 obiektach. W ostatnich 5 latach przybyło około 2,5 mln m kw. powierzchni najmu nieruchomości handlowych Na każde 100 m kw. powierzchni przypada 3,5 miejsca pracy a średnio w każdym centrum w Polsce zatrudnionych jest ok 800 osób.

Radosław Knap
Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych

„Branża nieruchomości handlowych nad Wisłą to od lat stabilny sektor zarówno pod kątem systematycznego rozwoju, zatrudnienia jak i inwestycji. Polska do tej pory cieszyła się najwyższym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej zainteresowaniem ze strony inwestorów jak i sieci handlowych” – komentuje Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Rosnące w ostatnich latach zainteresowanie Polską wśród inwestorów i deweloperów przełożyło się na wzrost średniego nasycenia powierzchnią centrów handlowych różnego typu – w latach 2012-2017 wzrosło z poziomu 239 m kw. GLA na 1 000 mieszkańców do 306 m kw. GLA na 1 000 mieszkańców (wzrost o 28%). Nasycenie powierzchnią handlową w Polsce na koniec 2017 roku było porównywalne do rynku czeskiego (280), słowackiego (264) czy włoskiego (267). Z krajów zachodniej Europy niższym wskaźnikiem nasycenia charakteryzują się jedynie rynek niemiecki (222) oraz belgijski (252), które mają jednak więcej ulic handlowych. Im dalej na północ Europy, tym więcej centrów handlowych w stosunku do liczby mieszkańców, co w dużej mierze tłumaczą względy pogodowe. Również Polacy odwiedzają centra handlowe częściej w miesiącach jesienno-zimowych. W odniesieniu do bardziej dojrzałych oraz porównywalnych demograficznie rynków handlowych takich jak Wielka Brytania (426), Francja (393) czy Hiszpania (311) widać, że nasz rodzimy rynek ma dodatkowy potencjał do rozwoju i daleko mu do poziomów nasycenia w Holandii (383), Szwecji (538) czy Norwegii (945)

Nowe formaty handlowe, nowe lokalizacje

„Porównując strukturę rynku retail w Polsce, okres ostatnich 6 lat to powolny wzrost udziału parków handlowych i centrów wyprzedażowych na tle dominujących do tej pory tradycyjnych galerii handlowo-rozrywkowych. Na przestrzeni ostatnich lat zmienia się coraz bardziej lokalizacja i rodzaj nowych obiektów. Deweloperzy stawiają na miasta poniżej 100 000 mieszkańców. Większe zainteresowanie budową nowych projektów w mniejszych miejscowościach wynika z wysokiego stopnia nasycenia powierzchnią handlową w większych miastach – mówi Anna Zachara Widła, Research & Education Manager, Polska Rada Centrów Handlowych.

W najmniejszych ośrodkach miejskich powstają głównie parki handlowe. W ciągu ostatnich 6 lat udział podaży tych obiektów w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców w stosunku do całego rynku wzrósł z 7% do 22%. Kolejnym trendem obserwowanym na rynku jest rozwój centrów wyprzedażowych poza głównymi aglomeracjami. W 2012 roku centra wyprzedażowe występowały wyłącznie w największym miastach. Na koniec 1 poł. 2018 roku już ¼ takich obiektów znajduje się w mniejszych miastach.

Odpowiedzialność i sprzedaż w centrach handlowych

„Średnioroczny wzrost sprzedaży detalicznej w latach 2012-2017 wyniósł w Polsce 3,2%. Natomiast w czerwcu br. kształtował się na znacznie wyższym poziomie 8,2% r/r. W 2017 roku szacunkowa wartość sprzedaży w centrach handlowych odpowiadała 18,1% wielkości sprzedaży detalicznej w Polsce, podczas gdy udział handlu w polskim PKB wynosi obecnie ponad 20% co jasno pokazuje jak istotnym elementem polskiej gospodarki są galerie handlowe” – wylicza Radosław Knap, Dyrektor Generalny, Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Rynek centrów handlowych doskonale podąża za zmianami preferencji zakupowych Polaków oraz struktury ich wydatków. Powiększające się strefy food court, coraz atrakcyjniejsze propozycje gastronomiczne obecne w nowych oraz przebudowanych centrach handlowych, jak również strefy wypoczynkowe czy szereg eventów odpowiadają na zwiększony udział wydatków na restauracje (zgodnie z danymi GUS udział wydatków gospodarstw domowych na restauracje i hotele wzrósł w latach 2012-2017 o ponad 60%).

„Rosnąca dynamika sprzedaży i wzrost obrotów punktów usługowych doskonale obrazuje zmieniającą się funkcję centrów handlowych w ostatnich latach. Ewoluują potrzeby klientów, którzy oczekują więcej od galerii handlowych, które nie są już tylko miejscem zakupów – podsumowuje Anna Zachara Widła, Research & Education Manager, Polska Rada Centrów Handlowych.

Według danych Polskiej Rady Centrów Handlowych średniej wielkości centrum handlowe odwiedzała około 4,2 – 4,8 mln klientów rocznie. Największe obiekty mogą liczyć na odwiedziny ponad 10 mln klientów rocznie. Bardzo wyraźna jest natomiast sezonowość odwiedzin klientów w ciągu roku. Tradycyjnie miesiącem z rekordowymi wynikami jest grudzień, kiedy odwiedzalność galerii jest przeciętnie o 26% wyższa niż w pozostałych miesiącach roku.

Wpływ galerii handlowych na rynek pracy

Zgodnie z danymi Międzynarodowej Rady Centrów Handlowych (ICSC), w centrach handlowych w Polsce w 2016 roku zatrudnionych było prawie 410 tys. pracowników co czyni Polskę 6. rynkiem Unii Europejskiej. Dodatkowo w firmach bezpośrednio związanych z obsługą centrów handlowych wg. szacunków ICSC zatrudnienie znajduje ponad 13 tys. pracowników. Mówimy tu m.in. o agencjach ochrony, zarządcach nieruchomości, agencjach reklamowych, firmach zajmujących się organizacją eventów, dostawcach itp. Zgodnie z danymi Eurostat sektor handlu, transportu, zakwaterowania oraz usług gastronomicznych zatrudniał aż 24,7% wszystkich pracowników w UE i był największym z sektorów pod względem zatrudnienia. W Polsce w 2017 roku w sektorze było zatrudnionych 22,8% pracujących i był on drugim po przemyśle sektorem pod względem zatrudnienia. Według GUS, zatrudnienie w sektorze w 2016 roku wynosiło 3,7 mln. Biorąc pod uwagę dane ICSC, centra handlowe generowały ponad 10% miejsc pracy w sektorze.

„Praca w centrach handlowych jest dobrą alternatywą dla studentów chcących dorobić w czasie studiów, dzięki elastycznemu grafikowi młodzi ludzie są w stanie połączyć pracę zawodową ze studiami. Zgodnie z wynikami badań Kantar Millward Brown przeprowadzonymi na zlecenie PRCH, aż 63% pracowników centrów handlowych ma mniej niż 30 lat i aż 1/3 z nich kontynuuje naukę” – podsumowuje Radosław Knap, Dyrektor Generalny, Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Długi odsprzedanego biznesu nie zmniejszą przychodu do opodatkowania

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Bydgoszczy oddalił niedawno skargę podatnika na interpretację w zakresie podatku dochodowego od osób prawnych. Zdaniem składu orzekającego w przychodzie do opodatkowania z tytułu zbycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa uwzględnić należy również związane z nią zobowiązania. Ustalenia między stronami transakcji nie mają znaczenia, jeśli wartość długów została już uwzględniona w cenie sprzedaży.

Długi poza podstawą opodatkowania?

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Pewna spółka zwróciła się z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji przepisów o podatku dochodowym od osób prawnych. Uważała bowiem, że do podlegającego opodatkowaniu tym podatkiem przychodu z tytułu sprzedaży swojej zorganizowanej części przedsiębiorstwa (dalej: ZCP) nie należy wliczać wartości jego zobowiązań. Z takim stanowiskiem nie zgodził się jednak Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej, argumentując, że w cenie sprzedaży ZCP uwzględniona została wartość zobowiązań, co oznacza, że kwota do zapłaty przez nabywcę pomniejszona będzie o przejęte przez niego zobowiązania. Jednak zdaniem organu interpretacyjnego nie oznacza to, że cena określona w umowie, stanowiąca zgodnie z art. 14 ust. 1 ustawy o CIT przychód do opodatkowania, może być pomniejszona o tę wartość zobowiązań. Przyjęty sposób działania Wnioskodawcy wynika bowiem jedynie z ustalonych w umowie wzajemnych rozliczeń stron transakcji. Według Dyrektora KIS taka sytuacja na gruncie prawa podatkowego nie może różnić się od sytuacji, w której spółka najpierw dokonuje sprzedaży ZCP, a w dalszej kolejności sama spłaca związane z nią długi.

Sąd przyznał rację fiskusowi

Podatnik zaskarżył otrzymaną interpretację do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, jednak ten w całości podzielił argumentację organu. W wyroku z 11 września 2018 r., sygn. I SA/Bd 470/18, skład orzekający uznał, iż przychód podatkowy nie może ograniczać się do kwoty uiszczanej przez nabywcę. W rozumieniu przepisu ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych przychodem z odpłatnego zbycia ZCP jest cena wynikająca z umowy sprzedaży, która powinna co do zasady odpowiadać wartości rynkowej. Zdaniem Sądu organ słusznie przyjął więc, że jeżeli spółka w cenie sprzedaży ZCP uwzględniła przejęte zobowiązania, to przychód z tego tytułu obejmuje należność od nabywcy, tj. kwotę do zapłaty przez nabywcę pomniejszoną o przejęte przez niego zobowiązania. W rezultacie Sąd, mając na uwadze opisane okoliczności, oddalił skargę podatnika, aczkolwiek wyrok w tej sprawie nie jest jeszcze prawomocny, a sprawa będzie rozpoznawana również przez Naczelny Sąd Administracyjny, który może zająć inne stanowisko.

Podatniku, radź sobie sam

Niejasne i mało precyzyjne przepisy podatkowe to niewątpliwie jeden z czynników utrudniających przedsiębiorcom prowadzenie działalności gospodarczej. Stanowisko zaprezentowane w omawianej sprawie przez fiskusa i sąd administracyjny nie jest bowiem do końca przekonujące, a z przedstawioną argumentacją można polemizować. Kwestia, czy zobowiązania związane ze zbywaną częścią przedsiębiorstwa, jakkolwiek uwzględnione w jego cenie, w istocie należy uwzględnić w przychodzie do opodatkowania z tego tytułu, wydaje się w tym przypadku dyskusyjna, a uzasadnienie wymienionego wyżej wyroku nie dostarcza definitywnej argumentacji na jej poparcie. Niestety w wielu tego rodzaju przypadkach podatnik pozostawiony jest sam sobie, gdyż wbrew ustawowej zasadzie rozstrzygania wątpliwości na jego korzyść, zarówno organy, jak i sądy niechętnie się na tę regułę powołują. Oczywiście nie oznacza to, że nie należy z fiskusem dyskutować. Warto jednak odpowiednio wcześnie „uzbroić” się w argumenty na obronę naszego stanowiska i nie zrażać się nieprzejednaną postawą urzędników. Każda sprawa podatkowa ma indywidualny charakter, dlatego w sporze z organem nie należy zatrzymywać się wpół drogi, lecz skorzystać ze wszystkich dostępnych środków. Orzecznictwo sądów administracyjnych, zarówno wojewódzkich, jak i NSA, zdecydowanie nie należy bowiem do stabilnych i może się okazać, że w naszym konkretnym przypadku sędziowie spojrzą na sprawę z nowej perspektywy, przełamując nieprzychylną linię orzeczniczą. Z tego względu kluczowe jest zaprezentowanie Sądowi mocnych argumentów na poparcie swoich racji, jak również przedstawienie okoliczności przemawiających na korzyść podatnika. Wsparcie doświadczonego pełnomocnika to niewątpliwie dobry środek do osiągnięcia tego celu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Szara strefa na rynku alkoholi to 2 mld złotych straty budżetu rocznie

Uregulowanie kwestii prawnych, podatkowych i akcyzowych dotyczących szeroko rozumianych alkoholi w Polsce jest bardzo pożądane. Uzyskany efekt – na co najmniej kilka lat – stabilizacji polityki w tym zakresie przyczyniłby się do produkcji i eksportu polskich produktów. W Stanach Zjednoczonych to właśnie prohibicja przyczyniła się do powstania słynnej mafii chicagowskiej. Nie ma oczywiście żadnych potwierdzonych danych na temat tego rodzaju działalności, ale szacuje się, że 15-20 proc. rynku wyrobów spirytusowych w Polsce to udział nielegalnej, nieopodatkowanej strefy produkcji i dystrybucji.

–  Rynek polski jest ustabilizowany, należy jednak szukać możliwości zwiększenia potencjału silnych rodzimych firm przez rozwój eksportu towarów na zagraniczne rynki – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Szumowski, prezes Stowarzyszenia Polska Wódka –  Stabilizacja to także walka z szarą strefą, która wzrasta wraz z wysokością podatków i akcyzy. Dotyczy to przemytu towarów zza wschodniej granicy i wytwarzania bimbru – nielegalnego alkoholu odkażanego ze spirytusu  technicznego. Taka sytuacja powoduje, że rocznie około 2 miliardy złotych nie trafiają do budżetu państwa z tytułu podatku akcyzowego. Dla producentów to utrata części rynku, ale także – w przypadku podrabianego alkoholu – uderzenie w dobre imię marek, często promowanych, o wysokiej renomie, które mogą na tym znacząco tracić – dodał Szumowski.

W centrum uwagi szczyt G20. Dojdzie do handlowego pojednania?

Publikacja inflacji w listopadzie i harmonogramu podaży obligacji w grudniu powinna okazać się wsparciem dla rynku długu. Niepewności dot. wyniku szczytu G20 ogranicza spadki dolara. Kurs EUR/USD zatrzymał się w okolicach 1,14 co pozwala EUR/PLN utrzymywać poziomy poniżej 4,29.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Czwartkowa sesja przyniosła wyhamowanie wzrostu kursu EUR/USD i ostatecznie pozwoliła na utrzymanie notowań EUR/PLN w okolicach 4,285 czemu towarzyszyła jednak bardzo duża zmienność. Po gołębich wypowiedziach J.Powella wyraźnie uderzających w nastroje względem dolara, waluta amerykańska wsparcie znalazła w publikacjach ze strefy euro wskazujących na pogarszanie się sentymentu w gospodarce (spadek indeksu do 109,5 w listopadzie). Dolarowi nadal pomagają też utrzymujące się obawy inwestorów przed rozpoczynającym się w piątek szczytem G20, podczas którego ma dojść do rozmów Trumpa z przywódcą Chin Jinpingiem dot. handlu. Mało prawdopodobne jest, że między Waszyngtonem a Pekinem szybko dojdzie do handlowego pojednania. Przy takim założeniu apetyt na ryzyko pozostaje ograniczony i dolar przynajmniej do końca roku nie powinien istotnie tracić na wartości, pomimo zmiany tonu Fedu.

Jeszcze dwa miesiące temu prezes Fed twierdził, że stopy procentowe znajdują się daleko od neutralnego poziomu, teraz widzi je nieco poniżej tego poziomu. Choć większość inwestorów w dalszym ciągu oczekuje, że w grudniu stopy w USA wzrosną o 25 pb, to jednak zaczynają zakładać ewentualne, szybsze niż dotychczas oczekiwano zakończenie cyklu podwyżek stóp. Na taką możliwość wskazywały też opublikowane minutes FOMC. Jak się okazało w listopadzie poruszano temat przerwy w podwyżkach stóp i zastanawiano się jak przekazać te plany rynkom. W ostatniej projekcji Fed sygnalizował, że w przyszłym roku dokona trzech podwyżek stóp procentowych. Rynek widzi szanse na jedynie 25 pb. Jeśli Fed rzeczywiście zszedłby z obranej dwa lata temu ścieżki, pokazując to w grudniowej projekcji, wówczas dolar mógłby znaleźć się pod presja, przynajmniej z monetarnego punktu widzenia. Obecnie wzrosty EURUSD zatrzymały się w okolicach 1,14. EUR/PLN po porannym zbliżeniu się do 4,297 czwartek zakończył przy 4,285 dodatkowo wspierany rozczarowującymi danymi inflacyjnymi z USA wspierającymi wolniejsze tempo podwyżek stóp przez Fed (bazowy indeks PCE w październiku na poziomie 1,8% wobec 1,9% oczekiwanych).

Na rynku stopy procentowej czwartek przyniósł spadek rentowności obligacji na całej długości krzywej jeszcze przed przetargiem zmiany. Była to reakcja na globalną zmianę nastrojów (dochodowości US Treasuries po wypowiedzi prezesa Fed spadły o 6-7 pb). Ostatecznie na aukcji MF sprzedało obligacje za 6,8 mld PLN (prognoza PKO: 6 mld PLN). Po porannym umocnieniu rynku uzyskano ceny znacznie wyższe niż można było zakładać w środę. Większość papierów uplasowano na środku i dłuższym końcu krzywej. W krótkiej perspektywie rynek może otrzymać wsparcie ze strony wstępnego odczytu inflacji w listopadzie i publikacji kalendarza grudniowych aukcji. Rynek oczekuje wzrostu inflacji o 1,5%-1,6% r/r wobec 1,8% w październiku. Biorąc pod uwagę trendy na rynku paliw, możliwe jest jednak zejście CPI poniżej dolnej granicy odchyleń od celu NBP (1,5%). To z kolei umożliwiłoby w grudniu spadek inflacji w pobliże 1,2-1,3%. Taka zmiana ścieżki inflacyjnej byłaby istotna, ponieważ przyszłoroczny wzrost cen energii nie byłby tak dotkliwy dla gospodarki, jak przewidują prognozy rynkowe. Wówczas nawet przy założeniu przyjęcia przez URE wniosków o podwyżki cen prądu, inflacja w 2019 r. wzrosłaby w okolice celu inflacyjnego, co umożliwi NBP utrzymanie stabilnej polityki pieniężnej.

W piątek poznamy harmonogram grudniowej aukcji. Prawdopodobnie MF zorganizuje aukcję zamiany (14 XII). Chociaż sprzedaż będzie uzależniona od popytu, to może wynieść 7-8 mld PLN. Umiarkowane plany emisyjne MF powinny średnioterminowo wspierać rynek długu.

Wykres dnia: Wartość wyemitowanych obligacji skarbowych na tegorocznych aukcjach zamiany (mld PLN).

Wartość wyemitowanych obligacji skarbowych na tegorocznych aukcjach zamiany
Źródło: Ministerstwo Finansów

Autorzy: Joanna Bachert, Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

Start szczytu G20. Nadzieje na kompromis USA i Chin

Koniec miesiąca i start szczytu G20 nakładają się na siebie, co może przynieść wszystko i nic w kwestii zmienności rynku. Nadzieje na kompromis w relacjach USA i Chin są wygórowane, a sprzeczne komentarze podnoszą niepewność. Kalendarz makro wygląda na obfity, ale raczej będzie stanowił tylko tło.

Szczyt G20 rzadko przynosi decyzje, które diametralnie odmieniają światową sytuację gospodarczą, więc zwykle ich wpływ na rynki finansowe jest znikomy. Ty razem sporo uwagi przywiązuje się do prywatnego spotkania prezydenta USA Trumpa z prezydentem Chin Xi, gdzie głównym tematem rozmów mają być relacje handlowe. W ostatniej puli prasowej otoczki spotkania, WSJ twierdzi, że strony szukają sposobów, by ostudzić napięcia handlowe. W grę może wchodzić zamrożenie do wiosny przez USA ceł na dobra z Chin, ale w zamian Pekin musi zrewidować swoją politykę gospodarczą. Na ile wydają się to sensowne postulaty, nie znajdują poparcia w aktywności Trumpa na Twitterze, gdzie wczoraj napisał, że cła przynoszą USA miliardy dolarów i jest daleka droga do ich odwołania. Im mniej przekonania będą mieli dziś inwestorzy, by wierzyć w kompromis, tym większe zaskoczenie po weekendzie, jeśli rozmowy przyniosą postęp. Byłby to istotny impuls dla walut rynków wschodzących i rynku akcji, a jednocześnie odbierający USD moc nadana przez napływ kapitału szukającego bezpiecznej przystani. Można by nawet było oczekiwać wyprzedającego budowania spekulacyjnych pozycji na weekend, gdyby prezes Powell swoim gołębim komentarzem ze środy nie zachwiał równowagą rynkową. Teraz porcja cofnięcia USD i umocnienia ryzykownych aktywów jest głębszym ryzykiem, jeśli szczyt G20 nie pójdzie po myśli optymistów. Oczekiwałbym, że rynek weźmie dziś na wstrzymanie i poczeka na fakty. Koniec miesiąca to też pretekst do przetasowań w pozycjach, ale większość decyzji została podjęta w ostatnich dwóch dniach.

Kalendarz publikacji jest bogaty, ale w rzeczywistości mało pierwszorzędnych pozycji, które mogłyby wyraźnie wpłynąć na rynek. Inflacja z Eurolandu jest na pierwszym miejscu, ale po wczorajszym rozczarowaniu w odczytach z Niemiec rynek już jest przygotowany na wynik poniżej konsensusu (2 proc. r/r). EUR/USD nie znajdzie impulsu do wzrostów z informacji powiązanych z Eurolandem i pozostają funkcją dolara i ogólnego sentymentu. W Polsce po raz pierwszy poznamy strukturę wzrostu gospodarczego w III kw., co będzie interesującym poszukiwaniem źródeł utrzymania imponującej dynamiki 5,1 proc. r/r. Silniejsze znaczenie odbicia inwestycji byłoby miłą niespodzianką. Po CPI za listopad spodziewamy się spadku do 1,7 proc. r/r (konsensus: 1,6 proc.), ale przy RPP na autopilocie pewnie aż do 2020 r., dane nie zmienią wiele. Po południu wrześniowy odczyt PKB z Kanady (prog. 2 proc.) będzie ostatnią publikacją z górnej półki przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Banku Kanady. Oznaki spowolnienia gospodarczego w ślad za sygnałami ze świata mogą przeważyć na rzecz złagodzenia stanowiska banku centralnego i podać w wątpliwość styczniową podwyżkę stopy procentowej. Poza tym na CAD ciąży załamanie ropy naftowej i zmienność tutaj mogą mieć większe znaczenie dla perspektywy loonie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Firma Rodzinna Roku 2018

Rodzinność mają we krwi, społeczną odpowiedzialność w swoim DNA, a zysk jest wynikową ich ciężkiej pracy. Poznaliśmy najbardziej odpowiedzialne społecznie firmy rodzinne w Polsce.

– Prawdziwi liderzy nie patrzą na to, co jest najlepsze dla ich firm. Patrzą na to, co jest najlepsze dla świata. Takich liderów spotykamy wśród uczestników konkursu Firma Rodzinna Roku – podsumowała tegoroczną edycję dr Adrianna Lewandowska, Prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego. Podczas uroczystej gali 29 listopada 2018 w Poznaniu nagrodzono kilkanaście firm rodzinnych, które swoją postawą udowadniają, że w dzisiejszym świecie da się prowadzić odpowiedzialny społecznie biznes oparty na wartościach – bo rodziny biznesowe nie pozostają obojętne na swoje otoczenie, dobro i rozwój lokalnej społeczności. Tytuł Firmy Rodzinnej Roku 2018 zdobyła firma TDJ.

W konkursie Firma Rodzinna Roku – kreator odpowiedzialności biznesowej i społecznej Instytut Biznesu Rodzinnego wyłania i promuje firmy, które znakomicie potrafią osiągnąć balans pomiędzy biznesową skutecznością a społeczną odpowiedzialnością – są to w większości firmy rodzinne, których działania społeczne są głęboko zakorzenione, a firmy nie zawsze chcą się nimi chwalić, uważając, że to coś naturalnego, to ich DNA. Częstokroć robią dla lokalnych społeczności więcej od szarych, anonimowych korporacji, które CSR wykorzystują do ocieplenia swojego wizerunku. Sekret odpowiedzialnych społecznie firm rodzinnych przejawia się przede wszystkim w zarządzaniu przez wartości – wartości, które przez lata i kolejne pokolenia właścicieli są krzewione i pielęgnowane w rodzinie biznesowej.

Jesteśmy firmą rodzinną aktywną na rynku od ponad 40 lat. Blisko 10 lat temu rozpoczęliśmy transformację TDJ w kierunku firmy inwestycyjnej, prowadzącej zdywersyfikowaną działalność biznesową. Obecnie realizujemy strategię na lata 2018-2022 z intencją dalszego rozwoju w kolejnych projektach i branżach, zarówno tradycyjnych jak i nowych, najbardziej perspektywicznych. Wraz z rozwojem biznesowym firmy, poprzez TDJ Foundation, z jeszcze większym entuzjazmem możemy angażować się w inicjatywy wspierające edukację i rozwój dzieci i młodzieży. Wyróżnienie, które zwraca uwagę nie tylko na efektywność naszej działalności, ale przede wszystkim na wartości, jakimi kierujemy się każdego dnia, ma dla nas wyjątkową wartość – powiedział Tomasz Domogała, właściciel i przewodniczący Rady Nadzorczej TDJ, laureata konkursu Firma Rodzinna Roku 2018.

Wspomniana troska o najbliższe otoczenie firmy częstokroć wpływa na budowę zaufania społecznego do rodzinnej firmy, tak w oczach pracowników, ich rodzin, jak i pozostałych członków lokalnych społeczności. Ma to wpływ również na kontekst planowanych zmian sukcesyjnych.

– Właściciele rodzinnych biznesów zdają sobie sprawę, że chcąc przekazać firmę w ręce następnego pokolenia powinni wypracować i utrzymywać silną reputację wśród klientów, pracowników, partnerów, a także lokalnego środowiska. Często inicjatywy rodzą się jednak w sposób naturalny, jako że firmy te świetnie zdają sobie sprawę z potrzeb swojego otoczenia, utożsamiają się z jego problemami. Pozwala to efektywnie na nie odpowiedzieć. Dzięki temu sukces przedsiębiorstwa rodzinnego nierzadko przekłada się na sukces miejsca, w którym ono działa – komentuje Piotr Michalczyk, Partner w PwC, Lider Praktyki Polskich Firm Prywatnych.

Bardzo zmienia się świadomość tego, czym jest firma rodzinna, również wśród samych właścicieli firm. Jednym z pierwszych właścicieli dużego biznesu w Polsce, który dostrzegł, że jego firma to tak naprawdę rodzinny projekt dla kolejnych pokoleń, jest Marek Piechocki, założyciel gdańskiej firmy odzieżowej LPP, laureat nagrody specjalnej za świadome budowanie marki firmy rodzinnej. Wyróżniona została filozofia zmiany świadomości i perspektywy patrzenia na swój biznes. – Wielu polskich przedsiębiorców, którzy podobnie jak my w LPP rozpoczynali działalność w Polsce na początku okresu transformacji, stoi obecnie przed wyzwaniem zachowania ciągłości swojego biznesu. To historyczny moment, ale i duża odpowiedzialność. Dla mnie gwarancją rozwoju firmy była decyzja o zachowaniu jej rodzinnego charakteru. Chcę zabezpieczyć firmę przed sprzedażą i zapewnić przyszłość jej pracownikom. W LPP wspólnie budujemy silne marki i zamierzamy stać się wizytówką Polski na świecie, udowadniając, że możemy nie tylko stworzyć coś wartościowego, z czego będziemy dumni, ale też przekazać to następnym pokoleniom – mówi Marek Piechocki, Prezes Zarządu LPP.

Nagrodę główną zdobył TDJ, a wśród nagrodzonych i wyróżnionych znalazły się m.in.:

  • Ceramika Paradyż sp. z o. o – nagroda w kategorii Duże Przedsiębiorstwo,
  • Fabryka Mebli Biurowych MARO sp. z o. o. – nagroda w kategorii Średnie Przedsiębiorstwo,
  • Nowatech Sp. z o.o. – nagroda w kategorii Małe Przedsiębiorstwo,
  • Dylczyk Business Art. – nagroda w kategorii Mikro Przedsiębiorstwo,
  • LPP S.A. – wyróżnienie specjalne za świadome budowanie marki firmy rodzinnej,
  • W.P.I.P. Sp. z o.o. Sp. k. – wyróżnienie specjalne za nieustanny rozwój społecznej odpowiedzialności biznesu w drugim pokoleniu.

Pozostali wyróżnieni to: ANDRE ABRASIVE ARTICLES Sp. z o.o. Sp. k., ZPUE S.A., Arche SP. z o.o., Grupa TENSE sp. z o.o. sp.k., Delia Cosmetics sp. z o.o., Elterm M. M. Kaszuba Sp. j., F.B.I. TASBUD S.A., Nexbud S. Kęska, Szkłoland Sp. z o.o., Dogmat Systemy S.A., Energika, M. Szamałek Z. Szamałek Sp. J. oraz Przetwórnia GIL Sp. z o.o.

– Firmy rodzinne swoją społeczną odpowiedzialność mają w swoim DNA, korzeniach i wartościach. To właśnie biznesy rodzinne często wspierają lokalne inicjatywy. I to bez wielkich akcji public relations czy kampanii marketingowych. Mamy nadzieję, że te piękne działania, szczególnie średnich i małych firm, nie zostaną ograniczone przez planowane zmiany związane z wprowadzeniem daniny solidarnościowej – mówi dr Adrianna Lewandowska.

Organizatorem Konkursu jest Instytut Biznesu Rodzinnego, a partnerami tegorocznej edycji są: UBS, PwC, CMT Advisory oraz Funk.

Do tej pory tytułem #FirmaRodzinnaRoku w Polsce zostały nagrodzone następujące przedsiębiorstwa:

Firma Rodzinna Roku 2015 – NOVOL Sp. z o.o., Firma Rodzinna Roku 2016 – Grupa Raben, Firma Rodzinna Roku 2017 – Oknoplast Sp. z o.o., Firma Rodzinna Roku 2018 – TDJ S.A.

Coraz więcej Polaków nie radzi sobie ze spłatą kwoty wyższej niż 10 tys. zł. Skuteczną metodą wyjścia z długów może być odpowiednie planowanie i zbieranie rachunków

Coraz więcej Polaków nie radzi sobie ze spłatą kwoty wyższej niż 10 tys. zł. Skuteczną metodą wyjścia z długów może być odpowiednie planowanie i zbieranie rachunków 1

Polacy mają coraz większe trudności ze spłatą kwoty wyższej niż 10 tys. zł. Na koniec ubiegłego roku taki problem miało około 39 proc. dłużników, z kolei na koniec września było ich już ponad 40 proc. Według ekspertów BIG InfoMonitora odpowiednia dyscyplina, planowanie i zbieranie przez kilka tygodni rachunków, mogą być skuteczną metodą na wyjście z długów.  

– Z długów można wyjść, trzeba próbować. Im mniejsze, tym większa szansa żeby to zrobić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor. – Psycholog, który prowadzi Program Wsparcia Zadłużonych zachęca, aby zdiagnozować się i zrobić sobie test 15 pytań. Jeśli na większość odpowiemy twierdząco, oznacza że powinniśmy się przyjrzeć bliżej finansom, zrobić porządek, zacząć od remanentu tego co mamy, pomyśleć, jakie mamy przyzwyczajenia, które mogą powodować, że te problemy finansowe się pogłębiają. Należy nauczyć się odróżniać potrzeby od zachcianek. Sprzedać zbędne rzeczy, co pomoże uregulować część długów, a także spróbować poszukać dodatkowych źródeł dochodu. 

Zdaniem ekspertki skuteczną metodą na wyjście z długów może być zbieranie przez kilka tygodni rachunków i refleksja, które wydatki są konieczne, a które zbędne. Można też poprosić o pomoc eksperta finansowego lub  fachowców z bezpłatnych punktów pomocy prawnej, lub wsparcia zadłużonych. Ważne jest, by ułożyć realistyczny plan spłat i konsekwentnie się go trzymać. Oczywiście w gorszej sytuacji są osoby, których długi znacząco przekraczają przychody.

– Osoby które mają już długi na ogromną skalę, powinny rozważyć ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Takie rozwiązanie jest możliwe, należy się zgłosić do sądu, wypełnić wcześniej odpowiedni wniosek, którego koszt to 30 zł – wyjaśnia Halina Kochalska. – Z prośbą do sądu o upadłość konsumencką mogą się zgłaszać osoby, które w raczej niezawiniony sposób wpadły w tarapaty finansowe. Życie potrafi negatywnie zaskakiwać, wypadki losowe się zdarzają. Upadłość to rozwiązanie dla osób, które nie są już w stanie z bieżących dochodów pokrywać swoich podstawowych potrzeb oraz spłaty zobowiązań które na nich ciążą.

Między czerwcem a wrześniem w Polsce przybyło 33,7 tys. nowych niesolidnych dłużników. Co prawda wzrósł w tej grupie udział osób, które mają do spłacenia 10 tys. złotych i więcej. Jednak na więcej niż co czwartym dłużniku ciąży kwota nieprzekraczająca 2 tys. zł.

– Z naszych danych w rejestrze dłużników BIG InfoMonitor oraz z bazy BIK widać, że większą część tej sumy, bo prawie 40 mld, stanowią zobowiązania pozakredytowe, czyli te, które wydają się często najdrobniejsze: bieżące płatności, rachunki różnego rodzaju, raty pożyczek na niższe sumy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert, Biuro Informacji Gospodarczej InfoMonitor. – Tutaj dokładają swoje żądania do rejestru dłużników firmy windykacyjne, które, trzeba zaznaczyć, mogą, owszem, windykować również na rzecz banków, ale nie tylko.

Średnia kwota zadłużenia przypadająca na jednego niesolidnego dłużnika wzrosła w ostatnim kwartale z 26 tys. zł do 26,6 tys. zł. Najgorzej wypada Polska Zachodnia, zwłaszcza województwa zachodniopomorskie, lubuskie i dolnośląskie, gdzie na 1000 osób, które ukończyły 18 lat, odpowiednio 114, 115 i 113 nie daje rady opłacać terminowo swoich zobowiązań. Przeciwieństwo stanowi Polska Wschodnia, gdzie w województwach podlaskim, lubelskim, podkarpackim, małopolskim oraz świętokrzyskim na 1000 osób przypada od 48 do 68 niesolidnych płatników – wynika z danych BIG InfoMonitor oraz BIK.

– Na liście rekordzistów, którzy mają problemy z obsługą bieżących zobowiązań, rat kredytów i pożyczek, jest mężczyzna, mieszkaniec województwa lubelskiego, 62-latek ma do oddania 68,5 mln złotych. Następny to mieszkaniec Podkarpacia, 56-latek ma do zwrotu niemalże 47 mln złotych – wylicza Halina Kochalska. – Kolejny rekordzista to też mężczyzna, mieszkaniec województwa mazowieckiego z długiem w granicach 46 mln złotych, ale warto zaznaczyć, że w pierwszej dziesiątce są też kobiety. Jedna z nich, mieszkanka Mazowsza, ma jedynie 36 lat, a już zgromadziła ponad 37 mln złotych długów. Takich milionowych rekordzistów mamy w bazach około 400.

Polskie wzornictwo przemysłowe zdobywa coraz większe uznanie. Dwa polskie projekty w finale prestiżowego konkursu

Polskie wzornictwo przemysłowe zdobywa coraz większe uznanie. Dwa polskie projekty w finale prestiżowego konkursu 2

Szybki rozwój internetu rzeczy przekłada się na rosnącą popularność rozwiązań typu smart home. Producenci takich urządzeń stawiają silny akcent już nie tylko na ich funkcjonalność, ale także unikalny design. Polskie wzornictwo przemysłowe cieszy się coraz większym uznaniem, co potwierdza fakt, że w finale tegorocznego konkursu DesignEuropa Awards znalazły się dwa polskie projekty. Jury doceniło system do samodzielnej kontroli piersi w domu firmy Braster oraz inteligentny wideodomofon firmy FIBARO, zaprojektowany przez Macieja Fiedlera.

– Internet rzeczy coraz bardziej się rozprzestrzenia, coraz więcej urządzeń pojawia się na rynku, ale też w naszych domach. Dlatego przykładamy szczególną uwagę do takiego projektowania ich, aby nie były widoczne w pomieszczeniach, aby dopasowywały się do otoczenia, tak żeby osoba, która wchodzi do pomieszczenia, na pierwszy rzut oka ich nie zauważała. Z drugiej strony te urządzenia pełnią funkcje bezpieczeństwa, pilnują naszego komfortu i dbają o nasze lepsze życie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Gdyk, design director FIBARO.

Szybki rozwój internetu rzeczy i miniaturyzacja, w połączeniu z zabieganym stylem życia konsumentów, przekładają się na rosnącą popularność rozwiązań z zakresu smart home. Według raportu opracowanego przez Lucintel rynek inteligentnych rozwiązań dla domu będzie rozwijać się w tempie 9,5 proc. rocznie i osiągnie wartość 107,5 mld dolarów do 2023 roku. Producenci urządzeń, które wpisują się w trend smart home, stawiają mocny akcent już nie tylko na ich funkcjonalność, ale także dobry design, dlatego takie sprzęty mogą nierzadko stanowią też ozdobę mieszkania.

– Od początku kładliśmy nacisk na design, od początku tworzenia naszych produktów zwracaliśmy uwagę na detale, ale i funkcjonalności, bo wysoka technologia ma dla nas ogromne znaczenie. Wszystko to łączymy tak, żeby nasze produkty były zaawansowane technologicznie, kompatybilne z innymi urządzeniami w internecie rzeczy, a zarazem pięknie wyglądały – mówi Łukasz Gdyk.

Jak podkreśla, w przypadku firm, dla których liczy się zarówno funkcjonalność, jak i design produktów, bardzo ważna jest ochrona własności intelektualnej i patentowanie swoich wzorów przemysłowych, ponieważ na rynku pojawiają się naśladowcy.

– Inne przedsiębiorstwa z branży zaczynają nas kopiować, podrabiać nasze urządzenia. Klientowi końcowemu może się wydawać, że to nasz produkt. Niestety bardzo często zdarzają się podróbki i to jest bardzo krzywdzące dla naszej marki – zarówno pod względem finansowym, jak i wizerunkowym. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby patentować wzory przemysłowe i to właśnie robimy. Obecnie posiadamy ponad 150 patentów – mówi Łukasz Gdyk.

Na światowym rynku design „made in Poland” cieszy się coraz większym uznaniem, co potwierdza fakt, że w finale tegorocznego konkursu DesignEuropa Awards znalazły się dwa polskie wzory przemysłowe. Jury doceniło system do samodzielnej kontroli piersi w domu firmy Braster oraz inteligentny wideodomofon firmy FIBARO, zaprojektowany przez Macieja Fiedlera.

FIBARO Intercom to urządzenie bardzo zaawansowane technologicznie – pierwsze w naszej firmie, które posiada tak dużą ilość technologii. Pozbawiliśmy to urządzenie wszelkich przycisków, został tylko jeden główny. Stworzyliśmy obracającą się tarczę, za pomocą której możemy otworzyć drzwi, furtkę czy bramę garażową. Samo urządzenie potrafi streamować wideo na naszą komórkę, posiada  technologię infrared, dzięki której jest wyposażone w tryb dzienny i nocny, co pozwala zobaczyć najmniejsze szczegóły nawet w środku nocy. Drzwi czy bramę można otworzyć za pomocą obrotowej obręczy poprzez wstukanie PIN-u, ale też poprzez zbliżenie smartfona lub z poziomu aplikacji – mówi Gdyk.

Prestiżowy konkurs DesignEuropa Awards jest zorganizowany przez Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO). Jego celem jest uhonorowanie dobrego wzornictwa oraz zarządzania wzorami przemysłowymi wśród właścicieli zarejestrowanych wzorów przemysłowych ZWW, niezależnie od tego, czy są oni prywatnymi właścicielami praw, małymi firmami czy dużymi przedsiębiorstwami. ZWW jest jednolitym prawem własności intelektualnej, regulowanym przez EUIPO, ważnym we wszystkich 28 państwach członkowskich UE.

Tegoroczna ceremonia wręczenia nagród DesignEuropa Awards odbyła się 27 listopada w Centrum Konferencyjnym POLIN w Warszawie. Nagrodę główną w kategorii dla małych i nowo utworzonych przedsiębiorstw zdobył Air.Go 2.0 – automatyczny system nadawania bagażu zaprojektowany przez firmę Marcus Pedersen ApS. W kategorii przemysł nagrodę zdobyło zrobotyzowane ramię C ARTIS pheno firmy Siemens Healthcare, natomiast nagroda za całokształt osiągnięć trafiła do Hartmuta Esslingera, który jest obecnie jednym z najbardziej wpływowych designerów. Jest znany m.in. ze współpracy ze Stevem Jobsem i firmą Apple, lecz również z Sony, Microsoft, Lufthansą czy Disneyem.

Ponad połowa Polaków chce pomagać w okresie przedświątecznym. Najchętniej wspierają oni chore i potrzebujące dzieci

Ponad połowa Polaków chce pomagać w okresie przedświątecznym. Najchętniej wspierają oni chore i potrzebujące dzieci 3

Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym Polakom łatwiej otwierają się serca i portfele. Pomaganie najczęściej jest działaniem spontanicznym – 65 proc. społeczeństwa przyznaje, że pomaga pod wpływem chwili. Najpopularniejszą formą działalności dobroczynnej jest wrzucanie pieniędzy do „puszki” ustawionej przy kasie w sklepie. Polacy najchętniej wspierają pokrzywdzone przez los dzieci. 

Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez Maison&Partners na zlecenie sieci SMYK, 51 proc. Polaków deklaruje chęć wspierania potrzebujących w okresie przedświątecznym. Najczęściej jest to działanie spontaniczne – 65 proc. badanych przyznaje, że decyzję o udzieleniu pomocy podejmuje pod wpływem chwili. Tylko 7 proc. ankietowanych stwierdziło, że ich działalność charytatywna jest zaplanowana i systematyczna. Najczęstszą, deklarowaną przez ponad 80 proc. respondentów, formą wspierania potrzebujących jest wrzucenie pieniędzy do „puszki” ustawionej przy kasie w sklepie. Zdaniem ekspertów wzmożona skłonność do działalności charytatywnej wiąże się z charakterem świąt Bożego Narodzenia.

 Te święta łączą się z otwartością na innych, na obcych. Drugi psychologiczny czynnik jest związany z pozytywnymi bodźcami, których ten okres nam dostarcza, chociażby pozytywne emocje związane z tym, że ktoś jest zadowolony, odczuwa wdzięczność, radość z naszego powodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Marta Marchlewska z Maison & Partners.

Zgodnie z badaniem Polacy najchętniej wspierają najmłodszych pokrzywdzonych przez los. 44 proc. respondentów zadeklarowało pomoc dla chorych dzieci, 35 proc. natomiast za swój cel uznało wsparcie dzieci znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Zdaniem ekspertów Polacy są szczególnie skłonni do przekazywania pomocy na konkretny cel.

– Jeżeli znamy dokładny cel tej pomocy i możemy później w jakiś sposób doświadczyć wdzięczności tych osób, czy zobaczyć, jak ta pomoc wygląda w rzeczywistości, to jesteśmy bardziej skłonni przeznaczać te środki dla innych – mówi Marta Marchlewska.

W kalendarz przedświątecznych akcji charytatywnych od 11 lat wpisana jest Wielka Zbiórka prowadzona przez Komitet Ochrony Praw Dziecka we współpracy z siecią SMYK. W trakcie jej trwania każdy klient przy okazji zakupów w jednym ze sklepów sieci może wrzucić pieniądze do znajdujących się przy kasach skarbonek. Puszki, oznaczone logiem KOPD, zostały ustawione w ponad 170 placówkach SMYK. Zebrane w ten sposób pieniądze Komitet Ochrony Praw Dziecka przeznaczy na kompleksowe wsparcie dzieciom, które doświadczyły agresji, oraz ich rodzinom.

 Zbieramy pieniądze na to, żeby dzieciom z trudnych, dysfunkcyjnych rodzin albo też z rodzin z problemami, żyło się lepiej, żeby te dzieci wiedziały, że zawsze jest ktoś do kogo się mogą zwrócić – mówi Karolina Malinowska, modelka.

Pomoc udzielana przez KOPD obejmuje opiekę psychologa, terapeuty mediatora, pedagoga, a także prawników i seksuologów. Komitet Ochrony Praw Dziecka istnieje od 1981 roku, zajmując się kompleksową pomocą dla dzieci i ich rodzin, w tym wsparciem psychologicznym i prawnym, organizacją warsztatów dla rodziców oraz grup wsparcia. Organizacja prowadzi również profilaktykę uzależnień i przeciwdziałania przemocy. Co miesiąc do KOPD trafia ok 220 sygnałów z prośbą o pomoc, także z tzw. dobrych rodzin, w których panuje przemoc fizyczna lub emocjonalna.

– Dzieci do nas same nie dzwonią, ale dzwonią nastolatkowie, rodzice, opiekunowie, nauczyciele, pedagodzy. Umawiamy się na konsultacje i potem podejmujemy decyzję, co dalej, czy jest to terapia krótko- czy długoterminowa, czy są to mediacje, czyli konflikty okołorozwodowe, czy wreszcie porada prawna – mówi Magdalena Stachowiak-Alexandrowicz z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Pomoc udzielana przez Komitet Ochrony Praw Dziecka zawsze jest bezpłatna. Stąd tak ważna jest współpraca z biznesem. Organizacji stale brakuje bowiem środków na zapewnianie jeszcze lepszego wsparcia ze strony ekspertów oraz prowadzenie kampanii edukacyjnych. Marka SMYK jest jednym z najstarszych i strategicznych partnerów Komitetu Ochrony Praw Dziecka, a prowadzona z nią akcja Wielka Zbiórka staje się coraz bardziej rozpoznawalna wśród Polaków.

Tegoroczna, jedenasta już, edycja akcji Wielka Zbiórka została zainaugurowana 28 listopada.

Ponad połowa Polaków chce pomagać w okresie przedświątecznym. Najchętniej wspierają chore i potrzebujące dzieci

Ponad połowa Polaków chce pomagać w okresie przedświątecznym. Najchętniej wspierają chore i potrzebujące dzieci 4

Święta Bożego Narodzenia to czas, w którym Polakom łatwiej otwierają się serca i portfele. Pomaganie najczęściej jest działaniem spontanicznym – 65 proc. społeczeństwa przyznaje, że pomaga pod wpływem chwili. Najpopularniejszą formą działalności dobroczynnej jest wrzucanie pieniędzy do „puszki” ustawionej przy kasie w sklepie. Polacy najchętniej wspierają pokrzywdzone przez los dzieci. 

Jak pokazuje badanie przeprowadzone przez Maison&Partners na zlecenie sieci SMYK, 51 proc. Polaków deklaruje chęć wspierania potrzebujących w okresie przedświątecznym. Najczęściej jest to działanie spontaniczne – 65 proc. badanych przyznaje, że decyzję o udzieleniu pomocy podejmuje pod wpływem chwili. Tylko 7 proc. ankietowanych stwierdziło, że ich działalność charytatywna jest zaplanowana i systematyczna. Najczęstszą, deklarowaną przez ponad 80 proc. respondentów, formą wspierania potrzebujących jest wrzucenie pieniędzy do „puszki” ustawionej przy kasie w sklepie. Zdaniem ekspertów wzmożona skłonność do działalności charytatywnej wiąże się z charakterem świąt Bożego Narodzenia.

 Te święta łączą się z otwartością na innych, na obcych. Drugi psychologiczny czynnik jest związany z pozytywnymi bodźcami, których ten okres nam dostarcza, chociażby pozytywne emocje związane z tym, że ktoś jest zadowolony, odczuwa wdzięczność, radość z naszego powodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Marta Marchlewska z Maison & Partners.

Zgodnie z badaniem Polacy najchętniej wspierają najmłodszych pokrzywdzonych przez los. 44 proc. respondentów zadeklarowało pomoc dla chorych dzieci, 35 proc. natomiast za swój cel uznało wsparcie dzieci znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej. Zdaniem ekspertów Polacy są szczególnie skłonni do przekazywania pomocy na konkretny cel.

– Jeżeli znamy dokładny cel tej pomocy i możemy później w jakiś sposób doświadczyć wdzięczności tych osób, czy zobaczyć, jak ta pomoc wygląda w rzeczywistości, to jesteśmy bardziej skłonni przeznaczać te środki dla innych – mówi Marta Marchlewska.

W kalendarz przedświątecznych akcji charytatywnych od 11 lat wpisana jest Wielka Zbiórka prowadzona przez Komitet Ochrony Praw Dziecka we współpracy z siecią SMYK. W trakcie jej trwania każdy klient przy okazji zakupów w jednym ze sklepów sieci może wrzucić pieniądze do znajdujących się przy kasach skarbonek. Puszki, oznaczone logiem KOPD, zostały ustawione w ponad 170 placówkach SMYK. Zebrane w ten sposób pieniądze Komitet Ochrony Praw Dziecka przeznaczy na kompleksowe wsparcie dzieciom, które doświadczyły agresji, oraz ich rodzinom.

 Zbieramy pieniądze na to, żeby dzieciom z trudnych, dysfunkcyjnych rodzin albo też z rodzin z problemami, żyło się lepiej, żeby te dzieci wiedziały, że zawsze jest ktoś do kogo się mogą zwrócić – mówi Karolina Malinowska, modelka.

Pomoc udzielana przez KOPD obejmuje opiekę psychologa, terapeuty mediatora, pedagoga, a także prawników i seksuologów. Komitet Ochrony Praw Dziecka istnieje od 1981 roku, zajmując się kompleksową pomocą dla dzieci i ich rodzin, w tym wsparciem psychologicznym i prawnym, organizacją warsztatów dla rodziców oraz grup wsparcia. Organizacja prowadzi również profilaktykę uzależnień i przeciwdziałania przemocy. Co miesiąc do KOPD trafia ok 220 sygnałów z prośbą o pomoc, także z tzw. dobrych rodzin, w których panuje przemoc fizyczna lub emocjonalna.

– Dzieci do nas same nie dzwonią, ale dzwonią nastolatkowie, rodzice, opiekunowie, nauczyciele, pedagodzy. Umawiamy się na konsultacje i potem podejmujemy decyzję, co dalej, czy jest to terapia krótko- czy długoterminowa, czy są to mediacje, czyli konflikty okołorozwodowe, czy wreszcie porada prawna – mówi Magdalena Stachowiak-Alexandrowicz z Komitetu Ochrony Praw Dziecka.

Pomoc udzielana przez Komitet Ochrony Praw Dziecka zawsze jest bezpłatna. Stąd tak ważna jest współpraca z biznesem. Organizacji stale brakuje bowiem środków na zapewnianie jeszcze lepszego wsparcia ze strony ekspertów oraz prowadzenie kampanii edukacyjnych. Marka SMYK jest jednym z najstarszych i strategicznych partnerów Komitetu Ochrony Praw Dziecka, a prowadzona z nią akcja Wielka Zbiórka staje się coraz bardziej rozpoznawalna wśród Polaków.

Tegoroczna, jedenasta już, edycja akcji Wielka Zbiórka została zainaugurowana 28 listopada.

Rak prostaty może stać się dominującym nowotworem u mężczyzn w Polsce. Świadomość choroby i jej profilaktyki wciąż jest bardzo niska

Rak prostaty może stać się dominującym nowotworem u mężczyzn w Polsce. Świadomość choroby i jej profilaktyki wciąż jest bardzo niska 5

Nowotwór gruczołu krokowego może być uleczalny, warunkiem sukcesu terapeutycznego jest jednak wczesne wykrycie choroby. Polscy mężczyźni niechętnie zgłaszają się jednak na badania profilaktyczne. Z jednej strony jest to dla nich krępująca kwestia, z drugiej – nie mają wystarczającej wiedzy o objawach i leczeniu tego nowotworu. Jak podkreślają eksperci, szeroka edukacja prozdrowotna jest w Polsce niezbędna na równi z dostępem do nowoczesnych leków i metod terapeutycznych.

Rak prostaty to drugi najczęściej rozpoznawany nowotwór u polskich mężczyzn, rocznie diagnozuje się go u blisko 14 tys. pacjentów. Rosnąca liczba nowych zachorowań sprawia, że wkrótce może on stać się dominującym nowotworem w populacji męskiej, nawet przed rakiem płuca. Choć co roku z powodu raka gruczołu krokowego umiera ok. 4 tys. Polaków, diagnoza nie musi być równoznaczna z wyrokiem śmierci. Badania pokazują, że mediana przeżycia pacjenta z dobrze zaplanowanym leczeniem wynosi nawet 5 lat, co czyni raka prostaty chorobą przewlekłą. Podstawą sukcesu terapeutycznego jest wczesne wykrycie nowotworu, świadomość Polaków w zakresie profilaktyki i diagnostyki nowotworu prostaty jest jednak bardzo niska.

 Jako parlamentarzyści z komisji zdrowia uważamy, że powinien być wprowadzony przedmiot do szkoły podstawowej o profilaktyce zdrowia. W przypadku chorób urologicznych to lekarz rodzinny powinien zwrócić uwagę na zachowania prozdrowotne i badania wczesnodiagnostyczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes poseł Marek Hok, przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. onkologii.

Podstawowym badaniem stosowanym w diagnostyce nowotworu prostaty jest badanie per rectum, wykonywane zarówno przez lekarza rodzinnego, jak i urologa. Znacznie lepsze efekty dają jednak badanie USG przez powłoki brzuszne oraz pomiar stężenia antygenu PSA we krwi. Mężczyźni niechętnie poddają się jednak badaniom profilaktycznym, a także lekceważą pierwsze niepokojące oznaki choroby. Stąd tak duża rola lekarza rodzinnego, który powinien przeprowadzać badanie per rectum u mężczyzn po 45. roku życia lub kierować do specjalisty urologa.

 To jest krępujące dla niektórych mężczyzn, ale edukacja i mówienie o tych chorobach może spowodować, że wykrywalność będzie większa, szybsza, jednocześnie koszty będą mniejsze, a przede wszystkim nasza starzejąca się populacja będzie zabezpieczona przed tak dramatyczną chorobą – mówi Marek Hok.

Równie istotny jak szybka diagnostyka jest dostęp do nowoczesnego leczenia. Zgodnie z ustawą o prawach pacjenta Polacy od 10 lat mają prawo do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną, praktyka pokazuje jednak, że nie zawsze tak właśnie się dzieje.

To prawo nie jest absolutnie przestrzegane, jednocześnie nikt nie monitoruje de facto, czy te standardy są przestrzegane i czy polscy pacjenci mogą żyć odpowiednio długo albo przynajmniej tak samo długo jak pacjenci w Europie Zachodniej – mówi Wojciech Wiśniewski z Fundacji Onkologicznej Alivia.

Problemem  polskiej urologii i uroonkologii jest także współpraca lekarzy specjalistów w zakresie wyboru odpowiedniej terapii oraz dostęp do nowoczesnych leków, co sprawia, że polscy pacjenci nie są leczenie zgodnie z europejskimi i światowymi standardami. Wbrew nadziejom pacjentów na listopadowej liście refundacyjnej nie pojawiły się nowe leki na zaawansowanego raka prostaty. Urolodzy i pacjenci zwracają również uwagę na potrzebę rozszerzenia programu lekowego przed chemioterapią – dziś do dyspozycji chorzy mają tylko jeden lek, który nie u wszystkich jest skuteczny. W tej sprawie pozytywną rekomendację wydała już Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

W ostatnim czasie zwiększyła się dostępność leków pierwszej linii, czyli duża grupa pacjentów może skorzystać z tego leczenia, natomiast wiemy, że nie wszystkie leki, które są w standardzie Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej są dostępne w Polsce. Jednocześnie nie znamy informacji na temat tego, kiedy by to miało się zmienić – mówi Wojciech Wiśniewski.

Podstawowymi metodami terapeutycznymi w przypadku raka gruczołu krokowego są: chemioterapia, radioterapia, hormonoterapia oraz leczenie chirurgiczne polegające na całkowitym usunięciu prostaty. Część z tych terapii jest w Polsce dostępna, wciąż istnieją jednak poważne problemy z wdrażaniem najnowszych zdobyczy nauki i medycyny.

 Bardzo istotnym postulatem jest to, aby nasi urolodzy, chirurdzy onkologiczni mogli korzystać z metody robotów medycznych, które dominują w Europie i na świecie w przypadku raka stercza. Około 80 proc. operacji na gruczole krokowym wykonywanych jest za pomocą laparoskopii albo robotów medycznych, my tego nie mamy – podkreśla Marek Hok.

Zdaniem ekspertów zmianie powinna ulec wycena operacji laparoskopowych. Obecnie nie pokrywa ona kosztów leczenia, mimo że tego rodzaju zabiegi przyspieszają powrót pacjenta do zdrowia, tym samym zmniejszając koszty związane z absencją w pracy i zasiłkami chorobowymi, obciążające budżet państwa.

Postęp w dziedzinie leczenia chorób nowotworowych mierzony jest nie tylko rozwojem technologii medycznych, ale także informatycznych, pozwalających porządkować dane dotyczące choroby i optymalizujących leczenie. W Polsce brakuje jednak dobrze funkcjonujących rejestrów medycznych, które wymagają konsolidacji różnych służb w ramach ochrony zdrowia zbierających dane. Istnieje wprawdzie Krajowy Rejestr Nowotworów, jednak zdaniem ekspertów trudno na jego podstawie jednoznacznie określić liczbę chorych z danym nowotworem złośliwym, sposób ich leczenia i efekty prowadzonej terapii. Informacje te potrzebne są nie tylko do poprawiania jakości leczenia, lecz także analizowania jego kosztów.

– Z mojego punku widzenia, jako że urolog odpowiada za rozpoznanie, ocenę stopnia zaawansowania, wybór strategii leczenia chorych na raka gruczołu krokowego, taki rejestr to potrzeba chwili. Bez tego w dalszej perspektywie nie będzie łatwo sterować procesami związanymi z rozwojem leczenia na tym polu – mówi prof. Artur Antoniewicz, konsultant krajowy w dziedzinie urologii.

Kwestie związane z opieką nad pacjentami chorymi na raka gruczołu krokowego były tematem kolejnego posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. onkologii.

Mamy nadzieję, że postulaty, które kierujemy z tych spotkań, związane z wprowadzeniem najnowszych technologii, nowych leków, trafią do ministra zdrowia i zostaną uznane, a pacjenci onkologiczni chorujący na raka stercza będą mogli z tego skorzystać – mówi Marek Hok.

Pracodawcy szukają sposobów na zatrzymanie pracowników tymczasowych. Część z nich przejdzie na etat

Pracodawcy szukają sposobów na zatrzymanie pracowników tymczasowych. Część z nich przejdzie na etat 6

Z końcem listopada upływa 18-miesięczny limit długości zatrudnienia pracownika tymczasowego u jednego pracodawcy. W wielu firmach, które opierają się w dużej mierze na pracownikach tymczasowych, może to oznaczać zmianę strategii zatrudnienia. 10 proc. tych pracowników prawdopodobnie znajdzie stałe zatrudnienie u danego pracodawcy – szacuje Polskie Forum HR. Problemem branży pozostaje dziś duża rotacja pracowników tymczasowych. Już teraz rynek kandydata powoduje, że utrzymanie pracownika przez 18 miesięcy jest sukcesem. 

– Po upływie 18 miesięcy pracodawca użytkownik będzie musiał zdecydować, czy przejmie pracownika na swój payroll, czy się z nim rozstanie, czy też ewentualnie skorzysta z innej formy usługi, np. outsourcingu pracowniczego. W szczególności w firmach, w których technologie są na tyle skomplikowane, że wdrożenie pracownika pochłania czas i pieniądze, po 18 miesiącach pracodawca musi podjąć trudną decyzję – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Ratajczyk, prezes Trenkwalder Polska, wiceprezes Polskiego Forum HR.

W listopadzie kończą się limity 18-miesięcznego zatrudnienia pracowników tymczasowych wprowadzone nowelizacją ustawy z 2017 roku. Limity te dotyczą zatrudnienia jednego pracownika tymczasowego u jednego pracodawcy użytkownika. Przed wejściem w życie tych przepisów pracownik mógł pracować nie dłużej niż 18 miesięcy dla danej agencji pracy tymczasowej. Teraz, nawet po zmianie agencji, nie może kontynuować pracy u dotychczasowego pracodawcy.

Jak szacuje Polskie Forum HR, na skutek tej regulacji rynek może utracić 10 proc. pracowników tymczasowych, którzy przejdą na stałe zatrudnienie u danego pracodawcy użytkownika. Bardziej drastycznych zmian rynek raczej nie odczuje, bo nie wszyscy pracodawcy chcą zwiększać etaty. Eksperci podkreślają, że 18-miesięczne limity nie są dziś największą bolączką rynku. Poważniejszym problemem jest duża rotacja pracowników.

– Mamy do czynienia z pewnym paradoksem. Z jednej strony po 18 miesiącach pracownicy muszą się rozstać lub przejść na stałe zatrudnienie u pracodawców, z drugiej strony borykamy się z olbrzymim problemem wielkiej rotacji pracowników tymczasowych, więc jak już osiągniemy sukces, że dany pracownik 18 miesięcy pracował u jednego pracodawcy, to musimy z nim coś zrobić – tłumaczy Wojciech Ratajczyk.

Niskie bezrobocie i brak rąk do pracy sprawiają, że coraz więcej firm decyduje się na zatrudnianie pracowników w sposób bezpośredni. Pokazują to najnowsze dane Polskiego Związku HR – w III kwartale liczba pracowników tymczasowych spadła o 16 proc. rdr. Całkowita liczba pracowników tymczasowych w Polsce wyniosła 335 tys. osób. Jeszcze w połowie 2017 roku było ich ponad 400 tys.

Konsekwencjami kończącego się z końcem listopada 18-miesięcznego limitu długości zatrudnienia u jednego pracodawcy użytkownika, może być dalszy spadek pracowników tymczasowych.

– Mimo wszystko w przyszłym roku może być to dość dobry rynek dla agencji w ogóle, ponieważ będziemy mogli rozwijać nowe usługi, np. wsparcie przy rekrutacjach – mówi prezes Trenkwalder Polska.

Niskie bezrobocie (5,7 proc. w październiku) i coraz większa liczba cudzoziemców pracujących w Polsce (w tym 600 tys. zatrudnionych jest legalnie) sprawiają, że sytuacja agencji pracy jest coraz lepsza.

– Jest jeszcze kilka niewiadomych, np. rynek niemiecki, który być może otworzy się szerzej na pracowników z Ukrainy. Wtedy to nas zaboli rzeczywiście, bo jednak różnice płacowe są dość znaczne – mówi Wojciech Ratajczyk.

W Polsce elastyczne formy zatrudnienia nie są jeszcze tak popularne jak na Zachodzie. Odsetek pełnych etatów wypracowanych przez pracowników tymczasowych do ogółu zatrudnionych w Polsce wynosi 1,2 proc. przy średniej europejskiej na poziomie 1,9 proc. W rekordowej pod tym względem Holandii jest to 3,3 proc.

ESET: Cyberprzestępcy to coraz częściej profesjonaliści. Trudno ich wyśledzić, a nowych metod ataków przybywa z każdym rokiem

ESET: Cyberprzestępcy to coraz częściej profesjonaliści. Trudno ich wyśledzić, a nowych metod ataków przybywa z każdym rokiem 7

W ubiegłym roku prawie 980 mln osób padło ofiarą cyberprzestępców, którzy ukradli i wyłudzili w sumie ponad 172 mld dolarów. Przestępcy w wirtualnym świecie stosują całe spektrum narzędzi: od phishingu i socjotechnik, po oprogramowania typu spyware i ransomware. Cały czas pojawiają się też nowe metody ataków. Walka z cyberprzestępczością jest bardzo trudna, ale jej podstawowym elementem pozostaje edukacja użytkowników sieci, ponieważ w dalszym ciągu to człowiek pozostaje najsłabszym ogniwem każdego systemu zabezpieczeń. 

– W ciągu ostatnich lat nastąpiła zdecydowana profesjonalizacja cyberprzestępczości. Są osoby, które traktują tego rodzaju działalność wręcz jako sposób zarabiania. Podjęcie działalności cyberprzestępczej jest dość łatwe i nadal całkiem bezpieczne. Jeśli ktoś naprawdę wie jak to robić – bardzo trudno jest go złapać i postawić przed sądem, choć oczywiście odnotowano na tym polu pewne sukcesy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Juraj Malcho, dyrektor ds. technologii ESET.

Jak wynika z raportu „Norton Cyber Security Insights Report” – w ubiegłym roku ofiarą cyberprzestępczości padło aż 978 mln osób w 20 krajach świata, a hakerzy ukradli w sumie ponad 172 mld dolarów. Tylko w  Stanach Zjednoczonych cyberprzestępczość dotknęła 143 mln osób – czyli ponad połowę całej dorosłej populacji USA. Z raportu wynika, że 81 proc. konsumentów na całym świecie uważa, że ​​cyberprzestępczość powinna być traktowana tak samo, jak zwyczajne przestępstwa.

Definicja cyberprzestępczości cały czas ewoluuje, ponieważ wciąż pojawiają się nowe metody ataków i wyłudzeń. Przestępcy w wirtualnym świecie stosują całe spektrum narzędzi: od phishingu i socjotechnik, po oprogramowania typu spyware i ransomware. Konsekwencją może być kradzież tożsamości, opróżnienie konta bankowego, blokada danych na komputerze do czasu zapłacenia żądanego okupu, oszustwa i kradzieże danych – nie tylko indywidualnych użytkowników, ale i tajemnic handlowych przedsiębiorstw.

– Prowadzone są kampanie ukierunkowane na eliminację złośliwego oprogramowania, a także ściganie i skazywanie osób stosujących i oferujących tego rodzaju oprogramowanie. Właśnie to powinniśmy robić. Nie wystarczy wyłącznie podejmować próby wykrywania określonego kodu czy podstawowych procedur na urządzeniach. Konieczne jest dotarcie do sedna problemu. Kolejną rzeczą, którą możemy zrobić, jest tworzenie systemów ułatwiających nam znajdowanie śladów, z których nie będzie można korzystać w sposób niepożądany. Jeśli dany system będzie mógł być użytkowany w taki sposób tylko przez nieliczne osoby – ich odnalezienie stanie się łatwiejsze – twierdzi Juraj Malcho.

Jak ocenia ekspert, namierzenie i ukaranie cyberprzestępców jest możliwe, choć niełatwe. Największy problem wynika z faktu, że zwykle znajdują się na terytorium innego państwa, co w dużym stopniu ogranicza możliwości egzekwowania prawa. Nie oznacza to jednak, że cyberprzestępcy pozostają bezkarni, bo każdorazowy incydent czy atak hakerski pozostawia po sobie ślad.

Dyrektor ds. technologii ESET podkreśla też, że podstawowym, niezbędnym elementem jest edukacja użytkowników sieci, ponieważ czynnik ludzki pozostaje najsłabszym ogniwem każdego systemu zabezpieczeń. Z raportu „Norton Cyber Security Insights Report” wynika, że ofiary cyberprzestępczości na całym świecie mają podobny profil – używają np. tego samego hasła na wszystkich kontach internetowych, co znacząco zmniejsza jego poziom bezpieczeństwa.

– Staram się zawsze zachęcać ludzi do myślenia, unikania lenistwa, zachowania zdrowego rozsądku i niewyłączania uwagi. Mam w zwyczaju porównywać cyberbezpieczeństwo do partii szachów. Jeśli ktoś nie zna zasad albo przestanie się skupiać, przeciwnik z łatwością wygra. Tak samo jest w przypadku cyberbezpieczeństwa. Brak uwagi może cię zgubić – podkreśla Juraj Malcho.

Z prognoz marketsandMarkets wynika, że rynek cyberprbezpieczeństwa osiągnie do 2023 r. wartość niemal 250 mld dol.

Aplikacja pozwoli opłacić nawet 500 faktur w 20 minut. Polacy coraz bardziej specjalizują się w rozwiązaniach fintech

Aplikacja pozwoli opłacić nawet 500 faktur w 20 minut. Polacy coraz bardziej specjalizują się w rozwiązaniach fintech 8

Opłacenie należności z 500 faktur w zaledwie 20 minut stanie się możliwe dzięki specjalnej aplikacji mobilnej wykorzystującej algorytmy uczenia maszynowego. Cyfryzacja i elektroniczna komunikacja staje się wśród przedsiębiorców coraz bardziej popularna, o czym może świadczyć błyskawicznie rosnąca ilość wystawianych e-faktur i składanych e-deklaracji. Tymczasem rozwiązania z zakresu fintechu pomagają zarówno w opłacaniu należności, jak i ich skutecznej, choć praktycznie pozbawionej czynnika ludzkiego windykacji.

– Stworzyliśmy aplikację mobilną, która jest czymś w rodzaju aplikacji płatniczej. Dzięki naszej aplikacji użytkownicy mogą opłacać faktury, rachunki bądź inne dokumenty płatnicze wygodnie, jednym kliknięciem na poziomie smartfona. Jesteśmy w stanie przetworzyć dzięki algorytmom sztucznej inteligencji, tzw. machine learning, do 500 faktur wgranych do aplikacji w ciągu 20 minut i później jednym kliknięciem poszczególne faktury opłacić – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marek Kuna, współwłaściciel Peyt Technologies.

Polskie startupy specjalizują się w rozwiązaniach agregujących faktury. Dzięki aplikacji NicePay otrzymywane na maila faktury po wprowadzeniu są opłacane automatycznie w ostatnim dniu terminu płatności. Faktury można również dodawać do niej fotografując dokument zawierający kod QR. Środki na realizację płatności są pobierane z podpiętej do aplikacji karty płatniczej. Korzystanie z aplikacji wiąże się z ponoszeniem kosztów transakcyjnych – złotówka od każdej faktury. Z kolei Scanye to aplikacja, która automatycznie odczytuje dane z faktur. Dzięki jej pomocy, księgi mogą zaksięgować nawet 400 dokumentów w godzinę.

Aplikacja opracowana przez Peyt Technologies umożliwia jeszcze szybszą obsługę zobowiązań, z każdego miejsca na Ziemi z dostępem do internetu. Aplikacja potrafi sama wprowadzić i opłacić faktury.

– Aplikacja działa w taki sposób, że można w prosty sposób wgrać do niej faktury. Można w niej integrować kilka kont, czyli jeden użytkownik może mieć w aplikacji swoje prywatne konto bądź kilka swoich firmowych kont i podaje dostawcom poszczególne maile, jak np. [email protected] albo [email protected]. W zależności od kogo oczekuje faktury, taki mail podaje i w ten sposób automatycznie faktury się znajdują w aplikacji – wyjaśnia Marek Kuna.

Tymczasem wśród przedsiębiorców obserwowany jest trend polegający dążeniu do prowadzenia biznesu przede wszystkim w formie elektronicznej. Według danych urzędów skarbowych lawinowo rośnie liczba składanych e-deklaracji. W 2008 roku było to nieco ponad 100 tys. egzemplarzy. Już po trzech latach było to 3 miliony, a w ubiegłym roku 68 milionów. Co więcej, rośnie też zainteresowanie przedsiębiorców jednolitym plikiem kontrolnym, czyli popularną e-fakturą.

– Większość przedsiębiorców po raz pierwszy widzi dokumenty płatnicze, takie jak faktury, na telefonie komórkowym, natomiast opłacane one są później z poziomu komputera. My chcemy tę drogę skrócić i dać użytkownikom możliwość, by mogli od razu takie dokumenty wprowadzić do aplikacji i je opłacić – mówi współwłaściciel Peyt Technologies.

Faktury do aplikacji można wprowadzić ręcznie w formie zdjęcia, lub w sposób automatyczny, definiując konkretne adresy mailowe na dedykowanej skrzynce w aplikacji. Wprowadzone faktury poddawane są obróbce z wykorzystaniem algorytmów OCR i AI do szybkiego wyodrębniania odpowiednich danych i przetwarzania faktur oraz innych dokumentów płatniczych. Później możliwe jest opłacenie wielu dokumentów w tym samym czasie za pomocą jednego kliknięcia.

– Aplikacja będzie dostępna w App Store od początku grudnia. W pierwszym okresie będzie darmowa dla naszych użytkowników, w późniejszym okresie chcemy wprowadzić subskrypcję i w zależności od liczby przetwarzanych dokumentów będą dane progi abonamentowe – mówi ekspert.

Za 2 miesiące dostępna będzie także wersja na Androida. Rozwiązania fintechowe z jednej strony pomagają w automatycznym regulowaniu płatności, dzięki czemu można unikać zatorów płatniczych, a z drugiej – pomagają zautomatyzować też proces windykacji. Stworzony przez Polaków windykator AsiaCollect sprawdza się w zautomatyzowanym ściąganiu należności w Wietnamie i Indonezji. Na podobnej zasadzie działa w USA TrueAccord, ściągający w oparciu o algorytmy uczenia maszynowego wierzytelności o wartości około 2 mld dol. od niemal 2 mln dłużników.

Z raportu Fintech in Poland opracowanego przez Flanders Investment & Trade wynika, że Polska jest największym rynkiem fintech w Europie Środkowo-Wschodniej. Jego szacunkowa wartość to 856 mln euro, podczas gdy całościowa wycena dla tej części Europy to 2,2 mld euro.

Grzegorz Szenejko: Białorusini potrzebują szansy i dostają ją w Polsce

Rynek pracownika z jednej strony cieszy każdego z nas, bo daje poczucie komfortu możliwości zmiany pracy i poprawy warunków zatrudnienia, a z drugiej strony przedsiębiorcom spędza sen z powiek, z powodu braku rąk do pracy. W tej sytuacji posiłkowanie się kadrą zza wschodniej granicy jest jednym z kluczowych rozwiązań. O ile możliwości zatrudnienia pracowników z Ukrainy znają już wszyscy, to w przypadku innych krajów np. Białorusi, wielu przedsiębiorców wciąż nie wie, jak się do tego zabrać i jak znaleźć odpowiednich kandydatów, a potem ściągnąć ich legalnie do Polski.

Grzegorz Szenejko, założyciel i właściciel Go Logis
Grzegorz Szenejko, założyciel i właściciel Go Logis

– Na rynku rekrutacyjnym niewiele jest firm profesjonalnie zajmujących się pozyskiwaniem pracowników z Białorusi – mówi Grzegorz Szenejko, prezes Optimum Go Sp. z o.o, agencji pracy tymczasowej specjalizującej się w pozyskiwaniu pracowników ze Wschodu. – Posiadamy swój oddział w Mińsku na Białorusi, gdzie nasi specjaliści znają lokalne prawo i procedury. To pozwala nam prowadzić legalnie działalność rekrutacyjną i pozyskiwać kandydatów do pracy w Polsce – podkreśla Grzegorz Szenejko.

Spółka Optimum Go świadczy usługi przedsiębiorcom, którzy potrzebują pracowników oraz osobom poszukującym pracy. Firma specjalizuje się w rekrutacji osób zarówno na stanowiska wymagające posiadania specjalnych uprawnień np. zawodowych kierowców albo spedytorów, jak i do pracy fizycznej np. pracowników produkcji czy magazynierów.

Ukraina. A co z pracownikami z Białorusi?

Według różnych szacunków, do Polski przybyło już od 1,5 do 2 mln pracowników z Ukrainy i powoli zasoby rąk do pracy z tego kraju kończą się. Wielu obywateli Ukrainy równie chętnie na miejsce zatrudnienia wybiera inne państwa. W świetle ostatnich doniesień z niemieckiego rynku pracy, który za chwilę otworzy się szerzej dla pracowników z Ukrainy, można spodziewać się, że część z nich wyjedzie na Zachód. Wstępne szacunki mówią o odpływie 0,5 mln pracowników z Ukrainy. Trudno jest w tej chwili powiedzieć, czy tak rzeczywiście będzie, z pewnością jednak wyjazd pracowników z Ukrainy na Zachód odczują polscy przedsiębiorcy. W tej sytuacji niezwykle pożądani mogą okazać się pracownicy z Białorusi. Dodatkowym atutem Białorusi jest to, że na tym rynku pracy wciąż jest dużo fachowców z wykształceniem technicznych, których drastycznie brakuje w Polsce i Europie, np. spawaczy, operatorów maszyn CNC czy elektryków. Co więcej, dla Białorusinów Polska pozostaje bardzo atrakcyjnym rynkiem pracy.

– W Grupie Go, do której należy Optimum Go i firma spedycyjna Go Logis, pracuje kilka osób z Białorusi. Są pracowici, komunikatywni, nie boją się nowych wyzwań i tak jak nam, zależy im na stabilizacji życiowej. Potrzebują szansy i dostają ją w Polsce. Cenią sobie nasze podejście do kultury pracy. Świetnie sprawdzają się w polskich zespołach i stanowią cenną wartość dodaną – mówi Grzegorz Szenejko.

– Polska umożliwia mi znalezienie dobrej pracy i adekwatne zarobki, mam tu szansę zarobienia na dom dla rodziny i zapewnienia lepszych warunków życia dla moich dzieci. Tu jest zupełnie inna atmosfera i inny poziom życia niż na Białorusi. Polska jest krajem, w którym można spełnić pragnienia, być szczęśliwym i realizować się. To kraj przyszłości, który się rozwija. I ja też chcę tak samo się rozwijać – mówi Vitalij, spedytor Go Logis. – W Polsce pracuje się bardzo dobrze. Ludzie są bardziej otwarci i komunikatywni, uśmiechają się. Jak poprosisz kogoś o pomoc, to zawsze ktoś jej udzieli. Wiem, że tu mam więcej możliwości niż na Białorusi, więcej „drzwi otwartych”, mogę prowadzić własny biznes – uzupełnia Viki, spedytorka z Białorusi, która też pracuje w Go Logis.

Niezależnie od tego, czy ktoś prowadzi małą czy dużą firmę, może znaleźć odpowiednich kandydatów do pracy na Białorusi. – Prowadzimy rekrutację pracowników z tego kraju, jeszcze na miejscu weryfikując ich umiejętności i uprawnienia. Po zatrudnieniu w Polsce, w przypadku, gdy pracownik nie sprawdzi się na powierzonym mu stanowisku, jak najszybciej proponujemy pracodawcy innych kandydatów – wyjaśnia Grzegorz Szenejko z Optimum Go.

Rekrutację trzeba zacząć już na Białorusi

Dzięki własnemu oddziałowi na Białorusi, Optimum Go może nadzorować od początku do końca cały proces rekrutacji. Z reguły zaproszenie pracownika z Białorusi do Polski zajmuje minimum miesiąc i wiąże się z różnymi formalnościami. Po rekrutacji trzeba dopilnować pozwoleń na pracę, wysłać odpowiednie dokumenty na Białoruś, zarejestrować pracownika w centrach wizowych, a nawet dopilnować, aby pojawił się w odpowiednim terminie i złożył dokumenty potrzebne do otrzymania wizy. Po załatwieniu formalności na Białorusi pracownik może przyjechać do Polski. Tu agencja zapewnia mu badania lekarskie i ogólne szkolenie BHP, pomaga też np. w znalezieniu zakwaterowania. Dzięki sprawnemu załatwieniu formalności, kandydaci od razu zaczynają pracę. Ale agencja nadal pozostaje z nimi w kontakcie. Pracownicy białoruscy mogą liczyć na jej wsparcie w sytuacjach awaryjnych i zadzwonić o każdej porze, dla nich telefon jest czynny 24 godziny na dobę.

– Najczęściej popełnianym błędem ze strony polskich pracodawców jest oczekiwanie, że pracownicy ze Wschodu będą mówić biegle po polsku. Takich osób jest niewiele. Dziś rynek pracy jest rynkiem kandydata, więc to pracodawcy muszą dostosować się do warunków. Podstawową komunikację między pracownikiem a pracodawcą ułatwia to, że języki polski i białoruski są do siebie podobne. Ale nie zawsze to wystarcza. Dlatego, jeśli jest taka potrzeba, Optimum Go zapewnia wsparcie koordynatora – tłumacza, który pomaga białoruskim pracownikom poznać nowe warunki pracy i porozumieć się z polskim pracodawcą – wyjaśnia Grzegorz Szenejko.

Jak wynika z danych Optimum Go, na polskim rynku obecnie można zaobserwować duży wzrost zapotrzebowania na pracowników budowlanych z Białorusi, także tych pracujących przy budowach dróg. Kolejną, najczęściej rekrutowaną grupą są operatorzy maszyn CNC i spawacze. Co ciekawe, podobne są oczekiwania białoruskich pracowników, którzy najchętniej gotowi są podjąć pracę w firmie z branży budowlanej. Jednocześnie dużą grupę Białorusinów poszukujących pracy w Polsce stanowią kierowcy kat. C+E oraz informatycy zainteresowani pracą zdalną. Najszybciej przeprowadzona rekrutacja przez Optimum Go polegała na znalezieniu 10 programistów, gotowych do podjęcia pracy zdalnej. To zlecenie zostało zrealizowane w ciągu dwóch dni.

Co to jest pożyczka odnawialna?

Pożyczka odnawialnaWiększość ludzi niechętnie zaciąga kredyty, obawiając się zadłużenia i potencjalnej niemożności spłaty należnych bankowi pieniędzy. Pomimo tego, nagłe, dodatkowe wsparcie finansowe często okazuje się absolutnie konieczne, szczególnie w dzisiejszym, dynamicznym świecie biznesu.

Co zazwyczaj odstrasza ludzi od pożyczek, to jednak odsetki – świadomość, że w ostateczności i tak będzie trzeba zapłacić więcej potrafi być bardzo zniechęcająca. Całe szczęście, alternatywa, jaką jest pożyczka odnawialna jest swojego rodzaju wyjątkiem od tej reguły. Usługę tą można określić jako dodatkowy fundusz, który oferuje nam bank za prowadzenie konta. W przypadku tego typu oferty odsetki są bardzo niskie albo kompletnie ich nie ma.

Pomimo to, przed podjęciem decyzji koniecznie należy dogłębnie przeanalizować proponowane nam warunki umowy. W zależności od konkretnego banku oraz naszej osobistej zdolności kredytowej, zasady pożyczki odnawialnej mogą się znacznie różnić.

Warte uwagi są:

  • Dostępna kwota
  • Termin spłaty
  • Wysokość odsetek
  • Dodatkowe opłaty

Na jakiej zasadzie działają pożyczki odnawialne?

Pożyczka odnawialna, jak sama nazwa wskazuje, umożliwia cykliczne zaciąganie niewielkich pożyczek. W praktyce jest to pewna rezerwa, którą oferuje nam bank w zamian za korzystanie z jego oferty. Kwota zazwyczaj nie przekracza 3000 złotych, lecz można pobierać ją bez obaw o poważne konsekwencje finansowe. Bardzo ważne jest, aby przystąpić do takiej umowy na dobrych warunkach – stąd duża popularność https://akredo.pl/ oraz innych, podobnych portali pomagających w uzyskiwaniu kredytów.

Komu poleca się pożyczki odnawialne?

Z uwagi na swoją unikalną formę, pożyczka odnawialna jest idealna dla osób bez stałych zarobków, na przykład freelancerów czy ludzi pracujących wyłącznie na zlecenia. Pozwala ona utrzymać stabilność finansową, głównie poprzez wyrównanie różnicy w wynagrodzeniu pomiędzy poszczególnymi miesiącami w roku. Jeśli podczas danego okresu pracy było mniej, można skorzystać z takiej pożyczki, a następnie spłacić ją w bardziej lukratywny miesiąc.

Podsumowanie Targów RetailShow 2018

9 edycja Międzynarodowych Targów Wyposażenia Sklepów RetailShow 2018 zakończyła się wielkim sukcesem. Pełna innowacji oferta wyposażenia, technologii i usług dla handlu zaprezentowana przez ponad 200 wystawców oraz inspirujące prelekcje pozwoliły wyobrazić sobie jak będzie wyglądał handel przyszłości. Tegoroczne wydarzenie odwiedziło 5,5 tys. managerów i specjalistów rynku retail. To dobry prognostyk dla jubileuszowej 10. edycji Targów RetailShow, która odbędzie się 20-21 listopada 2019 roku.

Targi RetailShow to bez wątpienia event, który wskazuje kierunek rozwoju handlu i wyznacza nowe trendy. Poza prezentacją innowacyjnych produktów i częścią merytoryczną bezcenne są spotkania z ekspertami, którzy prognozują zachowania konsumenckie. Na tej podstawie projektowane są rozwiązania spełniające potrzeby klientów i budujące przewagę konkurencyjną.

Wizjonerzy i eksperci

Podczas towarzyszącej targom konferencji Retail Congress Bogdan Łukasik, współzałożyciel Grupy Modern-Expo, zwrócił uwagę na czynniki wpływające na oczekiwania konsumenckie, takie jak procesy urbanizacji, starzenie się społeczeństwa czy zmiana modelu rodziny. Twierdzi on, że zakupy dzielą się na te, które musimy szybko zrobić, te, które chcemy zrobić oraz takie, które mają dostarczyć wrażeń. Detaliści muszą więc szukać sposobów, aby w każdej kategorii zwiększyć koszyk zakupowy, zbudować lojalność klienta, a przede wszystkim spowodować powtarzalność zakupów. Handel przyszłości będzie więc połączeniem świata fizycznego i cyfrowego. Ekspert przewiduje też, że nie zabraknie miejsca dla sklepów stacjonarnych, w których jednak nie tylko wygląd, ale i sposób sprzedaży bazujący na emocjach będą istotne.

O konsekwencjach rozwoju wielokanałowości zakupów mówił także Michał Górski, CEO Schwitzke Górski, który zwrócił uwagę na fakt, że walka o uwagę i zainteresowanie klienta nie toczy się już w obszarze cech produktu czy jego ceny, nie wystarczy również estetyczne i zgodne z trendami „podanie” produktu czy usługi. – Wyzwanie, które stoi przed nami, to kreowanie spójnego i angażującego doświadczenia zakupowego. Dlatego w Schwitzke Górski nie projektujemy sklepów, ale customer experience – podkreślił.

Interesującą prelekcję poprowadził Sasha Stockem, założyciel i CEO firmy Nethansa, która świadczy usługi zwiększające sprzedaż na Amazonie. Przedstawił dane, które potwierdziły wiodącą rolę tej platformy i jej potencjał dla polskiej branży. Jak się okazuje, udział polskich sprzedawców na amazon.de stanowi mniej niż 1%. – Już dziś warto rozpocząć tam sprzedaż. Nadal jest to szansa na tanią reklamę dla małych i średnich firm, aby skutecznie zaistnieć w tym ekosystemie – zachęcał.

Handel przyszłości

Tegoroczna oferta wystawców Targów RetailShow potwierdziła świadomość firm w zakresie konieczności podążania za klientami, którzy chcą kupować produkty w dowolnym miejscu i czasie. Tą filozofię wyraźnie prezentowała firma Zebra Technologies. Na stoisku eksponowała rozwiązania usprawniające zarządzanie procesami w sklepie i obsługę klienta. Ofertę uzupełniała szeroka gama produktów, tj. mobilnych komputerów i drukarek, tabletów, skanerów, kiosków interaktywnych oraz usług lokalizacji i technologii RFID. Jak potwierdziła Dagmara Kotlarska, Senior Field Marketing Team Manager na region EMEA, stoisko firmy odwiedziło wielu klientów. Część z nich była umówiona wcześniej, część zupełnie nowych. – Odwiedziło nas w tym roku także wielu gości z Rosji i Ukrainy. To dla nas interesujące, świadczy także o tym, że renoma RetailShow wykracza daleko poza granice Polski – dodała.

Jedno z największych stoisk na targach miała polska firma IGLOO, której przedstawiciele prezentowali ladę chłodniczą Samos Self Service Ready, unikalną dzięki zastosowaniu systemu prowadnic szyby frontowej. Dzięki temu rozwiązaniu w ciągu zaledwie kilku sekund ekspozycja lady chłodniczej może zostać zmieniona z wariantu tradycyjnego w ladę samoobsługową. – To rozwiązanie sprawia, że urządzenie zyskuje nową funkcjonalność bez konieczności udziału serwisu czy producenta. Co najważniejsze jednak, pozwala właścicielowi sklepu szybko reagować w zależności od aktualnego natężenia ruchu klientów w sklepie – argumentował Bartosz Mazurek, Marketing Manager firmy IGLOO.

Rodzimą myśl inżynierską prezentowała także firma ISS RFID działająca w obszarze inteligentnych systemów z wykorzystaniem technologii RFID. Rozwiązania firmy zapewniają oszczędności na poziomie kosztów inwentaryzacji, zwiększenie dokładności kontroli stanów magazynowych i mniejszy odsetek zagubionych towarów. Adam Silny, prezes zarządu, potwierdził, że branża retail rozwija się bardzo szybko, wymaga więc coraz nowocześniejszych rozwiązań usprawniających procesy w firmach. – Nasz know-how oraz świetne zasoby inżyniersko-diagnostyczne pozwalają coraz śmielej poruszać się po rynku. Już wkrótce będziemy mogli pochwalić się dużym wdrożeniem na rynku polskim – powiedział. Dodał także, że na RetailShow firma jest dopiero po raz drugi i potwierdził, że to dobra impreza wystawiennicza odwiedzana przez potencjalnych klientów firmy.

Zmiany i transformację cyfrową bardzo dobrze wyczuwa także firma Wanzl, która poza nowością produktową, tj. wózkiem sklepowym Salsa 200, zaprezentowała kompletny system zarządzania sklepem wanzl connect® oparty na technologii RFID, który tworzy swego rodzaju pomost pomiędzy właścicielami sklepów a ich klientami. Magdalena Skowrońska, manager ds. marketingu, potwierdziła, że wdrożenie tej nowości odbyło się już w Wielkiej Brytanii oraz Niemczech.

W Modelowym Sklepie panował ciągły ruch. Wyposażony w innowacyjne produkty i nowocześnie zaaranżowany market spożywczy stanowił świetną platformę do rozmów biznesowych. Był przeglądem najciekawszych nowości z oferty wystawców. Oferta RetailShow obejmowała m.in.: meble i wyposażenie sklepów, oświetlenie, kasy fiskalne i wagi, systemy informatyczne do zarządzania sieciami handlowymi, programy lojalnościowe, usługi outsourcingowe i finansowe, systemy zabezpieczeń i ochrony oraz usługi doradcze.

Jakość przyszłości

Jury pod przewodnictwem dra Marka Borowińskiego wyłoniło laureatów branżowych konkursów „Best Shop Concept” oraz „Innowacje Handlu”. Oba potwierdziły, że zarówno myśl architektoniczna i innowacyjna zespołów pracujących na rzecz branży retail sprawia, że jest to niezwykle dynamiczny sektor gospodarki.

Zwycięzcy konkursu „Best Shop Concept 2018”:

Delikatesy CHATA POLSKA

Kategoria: Supermarket

Firma: Ego-Studio

Sklep spożywczy LEWIATAN

Kategoria: Sklep typu convenience
Firma: MAGO PARTNER Wyposażenie Sklepów i Magazynów

Sklep koncepcyjny BYTOM

Kategoria: Sklep odzieżowy
Firma: lsd.studio

Sklep Home&You

Kategoria: Sklep specjalistyczny

Firma: Schwitzke Górski

Cukiernia Maja

Kategoria: Sklep specjalistyczny
Firma: ABM

TUTTI SANTI
Kategoria: Sklep specjalistyczny

Firma: lsd.studio

TUTLO

Kategoria: Punkt sprzedaży usług
Firma: A+D Retail Store Design

Zwycięzcy konkursu „Innowacje Handlu 2018”: 

Produkt: Inteligentna Półka NFC regału sklepowego oraz chłodniczego
Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych
Firma: Surge Cloud

Produkt: Komputer mobilny Zebra MC3300

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Zebra Technologies

Produkt: Mobilna drukarka etykiet i paragonów Zebra ZQ600

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Zebra Technologies

Produkt: Asystent zakupowy dla klientów i ekspedientów Zebra PS20

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Zebra Technologies

Produkt: Drukarki kart Zebra seria ZC

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Koncept-L

Produkt: Przenośny terminal danych CipherLab RK25

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Koncept-L

Produkt: Lada chłodnicza Samos Self Service Ready

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: IGLOO

Produkt: Witryna na lody INSÙ

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: ES System K

Produkt: Inteligentna półka Smart shelf

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: Modern-Expo

Produkt: Piec Eikon e2s Merrychef

Kategoria: Urządzenia gastronomiczne

Firma: Koree

Partnerem Strategicznym RetailShow 2018 była firma Modern-Expo, a Sponsorami Głównymi: Koncept-L z Godex; Ingram Micro z Zebra Technologies; Goldenore z Oracle i z Arrow oraz Bosch.

Do 2022 roku liczba internautów na świecie osiągnie 4,8 miliarda

Na Internet składają się tysiące sieci prywatnych i publicznych na całym świecie. Od 1984 roku wysłano za jego pomocą ponad 4,7 zettabajtów danych. Dla porównania, to tak jakby wszystkie wyprodukowane kiedykolwiek filmy były wysyłane w ciągu minuty.

Eksperci Cisco prognozują w najnowszym raporcie Visual Networking Index (VNI), że to dopiero początek. Już do 2022 roku, ruch IP w sieci będzie wyższy niż przez ostatnie 32 lata łącznie. Ten ogromny wzrost będzie pochodną tego, w jaki sposób korzystamy z naszych urządzeń i Internetu. Do 2022 roku, ponad 60% światowej populacji będą stanowili użytkownicy Internetu. Ponad 28 miliardów urządzeń oraz połączeń będzie online. Natomiast treści wideo będą stanowiły 82% całego ruchu IP.

„Rozmiar i złożoność Internetu postępują w taki sposób, jakiego wiele osób nie przewidywało. Od kiedy w 2005 roku opublikowaliśmy pierwszy raport z cyklu Cisco VNI, ruch sieciowy jest 56 razy większy, rosnąc przez ten czas średnio o 36% rocznie. Ma to związek z coraz większą liczbą ludzi, urządzeń i aplikacji połączonych z siecią IP” – mówi Jonathan Davidson, starszy wiceprezes oraz general manager Service Provider Business w Cisco. „Globalni dostawcy usług skupiają się na transformacji sieci, aby lepiej zarządzać kierunkami ruchu sieciowego, jednocześnie zapewniając wyjątkowe doświadczenia w korzystaniu z usług sieciowych. Prowadzone przez nas badania dają nam wyjątkowy wgląd w rynek technologii i pozwalają przewidzieć zmiany w architekturze, które nasi klienci powinni wdrożyć, aby odnieść sukces”.

Kluczowe prognozy na rok 2022

Raport Cisco VNI przedstawia jaki wpływ na globalne sieci IP będą mieli użytkownicy, urządzenia i inne trendy technologiczne kształtujące rynek w latach 2017 – 2022:

  1. Globalny ruch IP będzie ponad 3 razy wyższy
  • Specjaliści Cisco przewidują, że do 2022 roku globalny ruch IP osiągnie 396 eksabajtów miesięcznie i 4,8 zettabajtów rocznie. Dla porównania w 2017 roku wynosił on 122 eksabajtów miesięcznie.
  • Do 2022 roku, w ciągu godziny największej aktywności użytkowników, ruch sieciowy będzie sześć razy większy niż przeciętnie. Wzrośnie on niemal 5-krotnie w okresie 2017 – 2022 (średnio o 37% rocznie) i osiągnie 7,2 petabajtów na sekundę do 2022 roku. Dla porównania, przeciętny ruch internetowy wzrośnie niemal 4-krotnie (średnio o 30% rocznie) w ciągu tego samego okresu i osiągnie 1 petabajt do 2022 roku.
  1. 60% populacji będą stanowili użytkownicy Internetu
  • Do 2022 roku na świecie będzie 4,8 miliarda użytkowników Internetu. W 2017 roku było ich 3,4 miliarda, co stanowiło 45% populacji.
  1. Globalna liczba urządzeń i połączeń sieciowych osiągnie 28,5 miliarda
  • Do 2022 r. na świecie będzie 28,5 miliarda stacjonarnych i mobilnych urządzeń osobistych oraz połączeń, w porównaniu z 18 miliardami w 2017 r. Daje to 3,6 urządzeń / połączeń sieciowych na osobę. W 2017 roku było to 2,4 urządzenia na osobę.
  • Do 2022 roku ponad połowa wszystkich urządzeń i połączeń będzie związana z komunikacją M2M (machine-to-machine) w porównaniu do 34% w 2017 roku. Daje to 14,6 miliarda połączeń pochodzących od inteligentnych głośników, sparowanych urządzeń i innych połączonych sprzętów, w porównaniu do 6,1 miliarda w 2017 roku.
  1. Globalny Internet szerokopasmowy, Wi-Fi i prędkość sieci mobilnych wzrosną co najmniej dwukrotnie
  • Średnie globalne prędkości stacjonarnego Internetu szerokopasmowego ulegną podwojeniu, z 39 Mb/s do 75,4 Mb/s.
  • Średnie globalne prędkości połączeń Wi-Fi wzrosną ponad dwukrotnie, z 24,4 Mb/s do 54 Mb/s.
  • Średnie globalne prędkości połączeń mobilnych wzrosną ponad trzykrotnie, z 8,7 Mb/s do 28,5 Mb/s.
  1. Wideo, gry i multimedia będą stanowiły ponad 85% całkowitego ruchu w sieci
  • Do 2022 roku, ruch IP związany z wideo zwiększy się czterokrotnie. W rezultacie będzie stanowił jeszcze większy odsetek całkowitego ruchu IP niż wcześniej – wzrost z 75% do aż 82%.
  • Ruch sieciowy związany z grami wzrośnie w latach 2017-2022 dziewięciokrotnie. W 2022 roku będzie stanowił 4% całkowitego ruchu IP.
  • Ruch sieciowy wywołany przez wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość będzie gwałtownie wzrastać, ponieważ coraz więcej konsumentów i firm korzysta z tych technologii. Do 2022 r. osiągnie on poziom 4,02 eksabajtów na miesiąc, w porównaniu z 0,33 eksabajta na miesiąc w 2017 r.
  1. Kluczowe dane dotyczące Polski:
  • Do 2022 roku 60% populacji Polski będzie korzystać z Internetu.
  • Od 2017 do 2022 roku ruch IP wzrośnie w Polsce 3-krotnie (średnio o 23% rocznie), osiągając 2,7 eksabajta danych miesięcznie (980 petabajtów w 2017 roku).
  • W roku 2022 przesył danych pochodzących z urządzeń mobilnych będzie 4-razy większy niż w 2017 r. i 2-razy większy niż stały ruch IP w tym samym okresie. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu wyniesie 34%.
  • W 2017 roku przesył danych pochodzących z urządzeń mobilnych stanowił 14% całkowitego ruchu IP, w 2022 r. będzie stanowił 22%.
  • W roku 2022 ruch generowany przez treści wideo wzrośnie 4-krotnie w porównaniu z 2017 r. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu wyniesie 29%.
  • W 2022 roku ruch generowany przez treści wideo (publikowane przez konsumentów, przedstawicieli biznesu i połączony) będzie stanowił 73% całkowitego ruchu, co oznacza wzrost o 18% względem 2017 r. 63,5% będą stanowiły materiały wideo jakości HD, a 12,1% ultra HD.
  • W roku 2022 ruch generowany przez gry wzrośnie 5-krotnie w porównaniu z 2017 r. Skumulowany roczny wskaźnik wzrostu wyniesie 40%.
  • Eksperci Cisco przewidują, że do 2022 roku 31% ruchu IP będzie generowane przez komputery stacjonarne (w 2017 roku było to 58%), 10% przez telewizory, 36% przez smartfony (w 2017 roku było to 21%), 9% przez tablety, 14% przez modułu M2M – komunikajci na linii maszyna – maszyna (w 2017 roku było to 3%).
  • Do 2022 r. w naszym kraju będzie 5,5 urządzeń podłączonych do sieci na mieszkańca, w porównaniu z 3,1 w 2017 r., z czego 40% będą stanowiły urządzenia mobilne.
  • W Polsce moduły M2M będą stanowiły 51% (105,9 mln) wszystkich urządzeń podłączonych do sieci już do 2022 roku. Dla porównania, w 2017 stanowiły jedynie 28%.
  • Średnia prędkość stałego łącza szerokopasmowego wzrośnie 2,2-krotnie w latach 2017-2022, z 30,2 Mb/s do 65,2 Mb/s.
Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce
Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce

„Wzrost ruchu sieciowego jest pochodną 4 trendów: rosnącej liczby użytkowników Internetu, postępującej cyfryzacji wszystkich sektorów gospodarki, rozwoju Internetu rzeczy i większej popularności treści wideo, które wymagają odpowiedniej przepustowości. Jeżeli mamy sprostać rosnącym wymaganiom użytkowników musimy inaczej spojrzeć na zagadanienie sieci. Dziś nowoczesne rozwiązania sieciowe to inteligentne systemy, które ciągle się uczą, są w stanie lokalizować i zapobiegać cyberzagrożeniom” – tłumaczy Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce.

Badanie Cisco Complete VNI Forecast

Raport Cisco Complete VNI™ obejmuje globalne, regionalne i krajowe prognozy oraz trendy związane z sieciami stacjonarnymi i mobilnymi. Pełen raport zawiera dodatkowe informacje i analizy dotyczące Internetu Rzeczy według branży, poziomu przyjęcia IPv6, wzrostu ruchu wygnerowanego przez określone aplikacje, schematów ruchu, implikacji związanych z wdrażaniem sieci bezprzewodowych, hotspotów Wi-Fi, wydajności sieci szerokopasmowej i kwestii dotyczących bezpieczeństwa sieci.

Metodologia badania Cisco VNI

Cisco VNI™ Complete Forecast na lata 2017-2022 opiera się na niezależnych prognozach analityków i rzeczywistych danych dotyczących wykorzystania sieci. Wyniki tych badań zostają uzupełnione o szacunki dotyczące globalnego ruchu IP i poziomu adaptacji poszczególnych usług. Szczegółowy opis metodologii znajduje się w pełnym raporcie. W swojej 13-letniej historii badania Cisco® VNI stały się wysoko cenionymi indeksem wzrostu Internetu. Rządy, regulatorzy sieci, badacze akademiccy, firmy telekomunikacyjne, eksperci ds. technologii, a także prasa branżowa / biznesowa i analitycy polegają na corocznych badaniach, które mają pomóc w planowaniu przyszłości cyfrowej.

Państwa same nie poradzą sobie z cyfrowymi atakami

Brak prądu, połączeń telefonicznych i internetowych, komunikacyjny chaos na drogach i torach, sparaliżowane sklepy, stacje paliw i setki tysięcy ludzi spóźnione do pracy, gdzie i tak nie byłoby, na czym pracować – tak prawdopodobnie wyglądałby poranek przeciętnego obywatela, gdybyśmy padli ofiarą zmasowanego ataku elektronicznego. Bez aktywnej współpracy sektora obronnego z prywatnym taki scenariusz może być całkowicie realny.

W zasadniczej koncepcji prowadzenia wojny cyfrowej istnieją ogromne możliwości wykorzystania firm prywatnych, szczególnie w pierwszym obszarze działań wojskowych. Schemat ten był wielokrotnie używany i testowany w sposób mniej lub bardziej jawny przez federację rosyjską, Chiny oraz agencje rządowe USA. Model jest o tyle ciekawy, że sektor prywatny jest w stanie dostarczyć wysokiej klasy ekspertów oraz oprogramowanie ofensywne w ramach konkretnej operacji, na które armia nie posiada budżetu. Współpraca z zewnętrznymi firmami pozwala na efektywne przesunięcie środków na inne cele związane z obronnością kraju.

Urządzenia można „zbuntować”

Saleh Soltan, szef zespołu badawczego związanego z wydziałem inżynierii elektrycznej na uniwersytecie w Princeton, podkreśla, że infrastruktura energetyczna, w tym elektrownie, jest stabilna tak długo, jak wyrównane jest zapotrzebowanie na energię z możliwościami dostawy. Jego zdaniem niezwykle łatwo można manipulować zapotrzebowaniem na energię, o ile ma się do dyspozycji duży botnet urządzeń Internetu Rzeczy. Wówczas, jak tłumaczy Saleh Soltan, zapotrzebowanie na energię można modyfikować dowolnie, w każdej chwili. Wynikiem takiego działania mogą być przerwy w dostawie energii na terenie całych kompleksów miejskich. Zagrożenie należy traktować jako całkowicie realne, mając na uwadze na przykład skalę i wielkość botnetu stworzonego przez złośliwe oprogramowanie „Mirai” w 2016 r. Według danych firmy McAfee zainfekowanych zostało ponad dwa i pół miliona urządzeń. W samej Polsce w szczytowym okresie było infekowanych ponad czternaście tysięcy urządzeń dziennie.

Armia polska interesuje się tego typu rozwiązaniami co najmniej od 2013 r., kiedy został ogłoszony przetarg na „Projekt 29” (polski wirus wojskowy) oraz projekt MON o kryptonimie „ROTOR”, który jest rozwijany do dziś. W kontekście rynku oprogramowania, pisanego na potrzeby armii, należy także rozpatrywać zagrożenie całkowitego paraliżu płatności elektronicznych oraz sektora bankowego. Właściwie umiejscowione złośliwe oprogramowanie, jak na przykład wspomniany powyżej wirus wojskowy, może prowadzić do przejęcia kontroli nad systemem płatności danego banku lub grupy banków, a co za tym idzie uniemożliwić klientom jakąkolwiek formę płatności powiązaną z systemem bankowym. Osobnym tematem jest wpływ sektora wojskowego na firmy prywatne oraz możliwości, jakie stwarza dla armii takie połączenie.

Firmy ćwiczą z wojskiem od lat

W 2017 międzynarodowym środowiskiem bezpieczeństwa IT wstrząsnęła afera związana z firmą Kaspersky, która za pomocą swojego oprogramowania antywirusowego przekazywała informacje o swoich użytkownikach służbom bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Otwartym pozostaje pytanie, ile takich powiązań mają firmy prywatne na całym świecie i jakie możliwości operacyjne stwarza taka „symbioza” dla sektora wojskowego zainteresowanego kraju.

Problem ochrony cyberprzestrzeni został zauważony na szerszą skalę dopiero po 2007 r., czyli bezpośrednio po najbardziej do tej pory spektakularnym ataku na Estonię. Od 2008 r. zarówno sektor prywatny, jak i państwowy zaczął organizować ćwiczenia obronne dla specjalistów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Najczęstszym scenariuszem wykorzystywanym podczas takich ćwiczeń, jest podział uczestników na tak zwany Red oraz Blue Team (czyli odpowiednio zespół atakujący i zespół broniący), a następnie realizacja założonego scenariusza ćwiczeń. Mogą one przybierać różne formy, mogą być bardziej techniczne, lub skoncentrowane na realizowaniu właściwych procedur, jak gry decyzyjne czy ćwiczenia sztabowe.

Przełomem w tej dziedzinie było podpisanie w maju 2008 Memorandum o utworzeniu w Tallinie w Estonii Centrum Kompetencyjnego ds. Obrony Teleinformatycznej „The Concept for Cooperative Cyber Defense Centre of Excellence”. W październiku 2008 r. przyznano pełną akredytację dla Centrum jako „The NATO Centre of Excellence” oraz status „The International Military Organization” – IMO. Centrum w Tallinie nie jest jednostką operacyjną i nie podlega strukturom dowodzenia NATO.

Dla polskiego sektora prywatnego i państwowego przełomowy okazał się rok 2012, kiedy to według oficjalnego raportu z działalności ABW, „Cyber Coalition 2012” było pierwszym ćwiczeniem międzynarodowym, w którym wzięli udział Polacy. Od tego czasu nieprzerwanie duże ćwiczenia struktur NATO oraz struktur regionalnych odbywają się co roku. Z najistotniejszych wydarzeń krajowych należy wymienić Cyber-EXE, które odbywa się raz do roku.

Sprzęt do walki elektronicznej już jest

W dziedzinie sprzętu wojskowego dobrym przykładem współpracy sektora prywatnego z sektorem państwowym jest system rozpoznawczo-zakłócających KAKTUS-MO, przeznaczonych do prowadzenia walki elektronicznej w zakresie rozpoznania elektronicznego (ESM) i przeciwdziałania elektronicznego (ECM). System został opracowany przez Instytut Komunikacji Wydziału Elektroniki WAT w kooperacji z Wojskowym Instytutem Łączności oraz firmą KenBIT. Niestety, do dziś zamówione zostały jedyne dwa takie zestawy. To kropla w morzu w zestawieniu z potrzebami nowoczesnego pola walki. Na wyposażeniu armii znajduje się także system WE (walki elektronicznej) „Przebiśnieg”, zaprojektowany przez Wojskową Akademię Techniczną we współpracy z Wojskowymi Zakładami Elektronicznymi w Zielonce. Jedną z możliwości operacyjnych tego systemu jest wykrywanie i lokalizowanie źródła promieniowania radiowego, określanie jego parametrów oraz generowanie zakłóceń selektywnych, zaporowych i dezinformujących.

Obecny sposób prowadzenia wojny, a w szczególności doświadczenia wojny hybrydowej oraz operacji w Syrii, pokazują, jak ważnym elementem stała się walka elektroniczna. Jednym z najnowszych przykładów jest zestrzelenie Rosyjskiego samolotu walki elektronicznej Ił-20 we wrześniu tego roku nad Syrią. Już sama obecność samolotu tego typu w trakcie ataku konwencjonalnego pozwala wyciągnąć wnioski na temat zadań i znaczenia tego typu jednostek na współczesnym polu walki.

Sektor prywatny gotowy do współpracy

Polski przemysł zbrojeniowy oraz firmy sektora prywatnego są w stanie dostarczyć zarówno sprzęt, jak i usługi na dość wysokim poziomie zaawansowania technicznego oraz wiedzy eksperckiej. W 2015 r. wirus Black Energy spowodował długotrwałe braki w dostawach prądu na Ukrainie, w Polsce w 2017 r. mieliśmy znaczne nasilenie kampanii wymierzonych zarówno w firmy prywatne, jak i sektor państwowy pod postacią WannaCry i NotPetya.

Takich ataków będzie coraz więcej, będą one także coraz bardziej skoordynowane, bo liczba urządzeń elektronicznych podłączonych do sieci rośnie w ogromnym tempie. Niezbędna jest więc stała współpraca sektora prywatnego i państwowego celem skuteczniejszego przeciwdziałania tym zagrożeniom. Taka kooperacja jest w praktyce jedyną słuszną drogą rozwoju pozwalającą osiągnąć obopólne korzyści. Rozwój najnowszych technologii oraz procedur bezpieczeństwa jest praktycznie nieosiągalny dla sektora wojskowego na poziomie nakładów finansowych oraz specjalistów, których jedynie sektor prywatny jest w stanie zapewnić. Z drugiej strony zamówienia dla wojska są w stanie zapewnić siłę napędową sektorowi prywatnemu. Ta forma współpracy przynosi efekty widać to wyraźnie choćby na przytoczonym powyżej przykładzie projektu KAKTUS-MO.

O autorze

Dominik Lewandowski – specjalista w dziedzinie bezpieczeństwa i testów penetracyjnych, z wieloletnim doświadczeniem w sektorze instytucji finansowych. Członek ISACA Polska, IC2 i OWASP Poland. Praktyk bezpieczeństwa ofensywnego, administrator bezpieczeństwa informacji, Od sześciu lat związany z polskim i europejskim sektorem bankowym. Obecnie koordynator testów penetracyjnych w firmie Soflab Technology. Posiada certyfikaty bezpieczeństwa ofensywnego: OSCP (Offensive Security Certified Professional) oraz CEH (Certified Ethical Hacker).

W 2019 roku firmy czekają duże wyzwania

Po dwóch latach dynamicznego wzrostu, w 2019 roku gospodarka zwolni. Kilka przyczyn złoży się na spowolnienie. I nie chodzi tu jedynie o pogarszającą się koniunkturę w Unii Europejskiej, szczególnie w Niemczech oraz rosnące tendencje protekcjonistyczne na świecie.

Przedsiębiorcy coraz mocniej będą odczuwać brak pracowników, zwłaszcza wykwalifikowanych, a wzrost cen energii podniesie koszty funkcjonowania firm. W tej sytuacji spodziewane ożywienie w inwestycjach, szczególnie przedsiębiorstw prywatnych, może okazać się dosyć skromne.

Z powodu rosnących wydatków socjalnych i obniżenia wieku emerytalnego grozi nam również pogorszenie relacji deficytu do PKB. W 2019 roku wejdzie w życie wiele nowych regulacji, które zwiększą koszty funkcjonowania przedsiębiorców. (patrz raport).

Przy tak wielkiej niepewności pogarszają się nastroje przedsiębiorców. 95% firm boi się w 2019 roku zmian w podatkach i wysokich kosztów zatrudnienia – wynika z badania zrealizowanego przez Konfederację Lewiatan.

Wśród innych barier, których najbardziej obawiają się przedsiębiorcy, znalazły się także przepisy prawa dotyczące działalności gospodarczej (95 proc.), brak wykwalifikowanych pracowników (90 proc.), niepewność sytuacji gospodarczej (90 proc.), kontrole urzędów (90 proc.) czy pogarszająca się sytuacja rynkowa, słaby popyt (85 proc.).

Warto zauważyć, że aż 100 proc. firm dużych obawia się rosnących kosztów zatrudnienia pracowników, a 97 proc. niejasnych i niespójnych przepisów dotyczących działalności gospodarczej. Odsetek firm wskazujących na te bariery jest najwyższy od 2016 roku.95% przedsiębiorców boi się zmian w podatkach i wysokich kosztów zatrudnienia

Rosnących kosztów zatrudnienia (nasilenia tej bariery) spodziewają się zresztą wszystkie firmy, w tym 81 proc. dużych, 71 proc. średnich i 72 proc. małych. W przypadku innych barier, obawy o ich nasilenie w 2019 roku nie są już tak wysokie.

Badanie zrealizowała firma SMARTSCOPE w listopadzie br., na reprezentatywnej grupie 300 małych, średnich i dużych przedsiębiorców, zatrudniających przynajmniej 10 pracowników. Badanie zrealizowano na zlecenie Konfederacji Lewiatan.

Z 5 do 10 proc. mają wzrosnąć opłaty egzekucyjne

Sposób ustalania opłat egzekucyjnych przedstawiony w projekcie ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji spowoduje ich wzrost z 5 proc. do 10 proc. Maksymalna zaś wysokość opłat egzekucyjnych nie może przekroczyć 40.000,00 zł.

– W proponowanym kształcie sposób ustalania opłat egzekucyjnych oderwany jest od realnych nakładów pracy oraz poniesionych przez organ egzekucyjny kosztów. To wbrew zaleceniom Trybunału Konstytucyjnego, aby koszty egzekucyjne nie stanowiły dodatkowej sankcji, tylko zwrot ponoszonych przez organ egzekucyjny kosztów – mówi Jakub Rolczyński, ekspert Rady Podatkowej z kancelarii KNDP. Taka zmiana premiuje większych dłużników i pogarsza sytuację mniejszych. Grozi także dzieleniem postępowań, by koszty były wyższe. W przypadku dobrowolnej zapłaty, gdy organ nie poniesie większych kosztów niż koszty upomnienia, dłużnik będzie zobowiązany ponieść koszty w wysokości dotychczasowej (5%).

Niebezpieczne jest wprowadzenie regulacji dotyczącej sposobu ponownego wszczęcia postępowania egzekucyjnego, po umorzeniu poprzedniego. To rozwiązanie naganne z punktu widzenia zobowiązanego. Przepis dotyczy możliwości ponownego wszczęcia postępowania egzekucyjnego, w przypadku gdy poprzednie postępowanie egzekucyjne zostało umorzone z powodu braku majątku pozwalającego na zaspokojenie obowiązku. Podstawę wszczęcia kolejnego postępowania egzekucyjnego stanowić będzie poprzedni tytuł wykonawczy, w stosunku do którego zobowiązany nie będzie już uprawniony do zgłoszenia zarzutów w trybie art. 33 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji. W konsekwencji wierzyciel nie wystawi nowego tytułu wykonawczego, a organ egzekucyjny prowadzić będzie postępowanie na podstawie poprzednio wydanego tytułu wykonawczego zaaktualizowanego wyłącznie w zakresie odsetek od dochodzonej zaległości.

Uchylenie przepisu dotyczącego zaokrąglania należności pieniężnych będzie zbyt daleko idącym utrudnieniem dla przedsiębiorców, którzy niejednokrotnie będąc dłużnikami zajętych wierzytelności będą musieli dokonywać wyliczenia należności pieniężnej „co do grosza”.

Praktyką organów egzekucyjnych jest prowadzenie jednego postępowania administracyjnego na podstawie wielu tytułów egzekucyjnych. Jeden tytuł egzekucyjny stanowić może podstawę prowadzenia wyłącznie jednego postępowania egzekucyjnego. Powinno to być jednoznacznie wskazane, aby nie budziło wątpliwości organów egzekucyjnych oraz wierzyciela publicznoprawnego.

Projekt ustawy zawiera też nieprecyzyjne określenie terminu rozpoczęcia biegu terminu przedawnienia kosztów upomnienia.

– Konsekwencją nowych przepisów będzie o wiele częstsze umarzanie postępowań egzekucyjnych, aby możliwe stało się dochodzenie należności publicznoprawnych od osób ponoszących odpowiedzialność jako osoby trzecie, nawet jeśli dłużnik ma majątek, ale wystarczyłby on tylko na zapłatę części zaległości. Trudno to zrozumieć, najpierw należy ściągnąć od bezpośredniego dłużnika co tylko się da, zanim rozpoczniemy egzekucję osób trzecich, ich odpowiedzialność jest bowiem akcesoryjna – wskazuje Andrzej Nikończyk Przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Dobrym rozwiązaniem jest natomiast wprowadzenie katalogu okoliczności, których wystąpienie może spowodować, iż wierzyciel publicznoprawny, będzie mógł pomimo wymagalności obowiązku odstąpić od wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

Proponowana instytucja oparta jest na uznaniu administracyjnym, nie budzi to jednak wątpliwości, że stanowić będzie kolejną możliwość na dobrowolne wykonanie obowiązku publicznoprawnego przez zobowiązanego. Wprowadzenie jako jednej z przesłanek „szczególnie uzasadnionego przypadku” jest zbyt mało precyzyjnym sformułowaniem i powinno zostać doprecyzowane (np. w odniesieniu do sytuacji majątkowej zobowiązanego, faktu realnego prowadzenia działalności itp.).

Danfoss na COP24: Efektywność energetyczna jest koniecznością w zakresie redukcji emisji CO2

Mamy zaledwie 12 lat, aby zredukować globalną emisję dwutlenku węgla o ok. 45% (w porównaniu ze stanem w 2010 roku), a następnie kolejne 20 lat, aby osiągnąć około roku 2050 poziom net zeroemisyjny. Istnieje wiele ugruntowanych rozwiązań i technologii, które istotnie wspomagają ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Musimy jednak znacząco przyspieszyć proces ich wdrażania.

Głównym celem rozpoczynającego się 2 grudnia szczytu klimatycznego w Katowicach jest przyjęcie zasad wdrażających porozumienie paryskie z 2015 roku, które zakłada ograniczenie wzrostu globalnego ocieplenia do poziomu poniżej 2 st. C. Obecnie, z opublikowanego na początku października raportu specjalnego IPCC (Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu) wiemy już, że aby zminimalizować zagrożenia związane
z konsekwencjami zmian klimatu należy dołożyć jeszcze większych starań i nie dopuścić do wzrostu średniej globalnej temperatury o więcej niż 1.5 st. C.

Zdając sobie sprawę jak istotne wyzwania stają w najbliższych latach przed globalną społecznością, również firma Danfoss włącza się w dyskusje dotyczące zmian klimatu oraz działań mających na celu zatrzymanie ich pogłębiania się. Ambicją firmy jest zaangażowanie w debatę klimatyczną jak najszerszego grona. Ma temu służyć inicjatywa #ETtalks DRIVE, dzięki której kluczowi eksperci rozmów o klimacie przekażą swoją wiadomość do świata w ramach krótkich wywiadów video podczas COP24. Będziemy mogli usłyszeć m.in. Rachel Kyte, CEO organizacji Sustainable Energy for All i Specjalnego Reprezentanta Sekretarza Generalnego ONZ do spraw SEforALL; Marcene Mitchell, Global Head of Strategy International Finance Corporation; Michała Kurtykę, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Środowiska. Dodatkowo, 7 grudnia i 12 grudnia głos zabiorą m.in. Adam Jędrzejczak, prezes Danfoss Poland oraz Anton Koller, Prezydent Segmentu Ciepłownictwa, występując w kilku prelekcjach poświęconych budynkom i problemowi jakości powietrza.

Zdaniem ekspertów Danfoss, jednym z efektywnych ekonomicznie sposobów w zakresie redukcji emisji CO2 jest ograniczenie zużycia energii w budynkach, które obecnie odpowiadają za blisko 40% światowego zużycia energii. Przy gigantycznym wzroście populacji miejskiej na świecie presja na system klimatyczny będzie tylko rosnąć. Europejska Energetyczna Mapa Drogowa dekarbonizacji zakłada, że do roku 2050
w sektorze budownictwa i usług emisje dwutlenku węgla spadną do ok. 90%, a w opublikowanym zaledwie kilka dni temu komunikacie, Komisja Europejska proponuje scenariusze osiągnięcia net zero emisyjności gospodarki unijnej w połowie stulecia.  Czy uda nam się uzyskać takie redukcje?

W budynkach wciąż drzemie istotny nadal niewykorzystany potencjał efektywności energetycznej. Dzięki samej optymalizacji kontroli i sterowania przepływami energii w systemach technicznych budynków (ogrzewanie, chłodzenie, wentylacja i ciepła woda użytkowa) możemy w pełni wykorzystać potencjał postępującej cyfryzacji w budynkach oraz osiągnąć niebagatelną, bo średnio 30% oszczędność zużycia energii. To proste działanie, o okresie zwrotu nieprzekraczającym 2 lat, umożliwi redukcję emisji CO2 o 156 Mt w skali Europy. Aby to osiągnąć, musimy wyraźnie zwiększyć tempo modernizacji istniejących budynków.

Poprawa efektywności energetycznej to również najskuteczniejsze rozwiązanie problemu smogu, a także ubóstwa energetycznego, które wbrew pozorom są nierozerwalnie połączone z tematem zmian klimatu. Ponad 70% polskich domów jednorodzinnych ma niski i bardzo niski standard energetyczny, a tym samym wysokie zapotrzebowanie na ciepło. Ich ogólnokrajowa kompleksowa modernizacja przyczyniłaby się nie tylko do redukcji toksycznego benzo(a)pirenu o 44% i pyłów PM2,5 i PM10 o ok 22-23%, ale również zmniejszyłaby zużycie energii o 57% w całym sektorze domów jednorodzinnych.

„Efektywność energetyczna to warunek niezbędny do skutecznego przeprowadzenia transformacji energetycznej, która, biorąc pod uwagę zobowiązania międzynarodowe i wymogi redukcyjne, jest nieunikniona” – mówi Adam Jędrzejczak, prezes Danfoss Poland, prezydent regionu Europy Wschodniej.

Kolejnym naturalnym krokiem powinna być elektryfikacja, przede wszystkim transportu. Emisje z tego sektora stanowią jedną czwartą globalnych emisji CO2 i systematycznie rosną, znacząco wpływając na pogłębianie się zmian klimatu i przyczyniając się do powstawania smogu, zwłaszcza w dużych miastach. Według Światowej Organizacji Zdrowia około 90% ludzi na całym świecie oddycha powietrzem zawierającym duże ilości zanieczyszczeń, 7 milionów umiera z powodu narażenia na powietrze fatalnej jakości. Jeśli mamy dążyć do ograniczenia globalnego wzrostu temperatury do 1.5 st. C i zmniejszyć wpływ zanieczyszczenia powietrza na zdrowie, musimy zająć się również kwestią transportu miejskiego. Aby to osiągnąć, miasta powinny wyznaczyć nowe ambitne cele, aby szybciej neutralizować emisję dwutlenku węgla i stworzyć zachęty do przejścia na transport elektryczny. Przykładowo, Kopenhaga w Danii ma ambicje stać się pierwszym miastem na świecie, w pełni neutralnym pod względem emisji dwutlenku węgla. Miasto zamierza osiągnąć ten cel poprzez rozwijanie elektrycznego transportu, pozyskiwanie energii z wiatru i biomasy.

Obszarów wymagających działań jest dużo więcej, a czasu na ich podjęcie coraz mniej. Wymaga to kompleksowej strategii, obejmującej wszystkie sektory gospodarki. Mamy jednak ten komfort, że niezbędne technologie są dostępne na rynku i wystarczy je zaimplementować.

Liczba pracowników tymczasowych w II kw. 2018 spadła o 16% r/r

Rynek kandydata sprawił, że pracodawca przestał być tą silniejszą stroną stosunku pracy. Pracownicy częściej zmieniają zatrudnienie, w szczególności pracownicy tymczasowi, którym teraz łatwiej niż kiedykolwiek znaleźć jest stałą pracę. Duża rotacja pracowników tymczasowych sprawia, że okres zatrudnienia jednego pracownika staje się coraz krótszy. Sytuacja rynkowa sama zmniejszyła popyt na tę formę pracy. Duża część pracowników tymczasowych zostaje zatrudniona bezpośrednio przez pracodawcę użytkownika na długo przed osiągnięciem 18-miesięcznej długości zatrudnienia. Sytuacji nie ułatwia zbliżający się koniec limitów 18-miesięcznego zatrudnienia pracownika tymczasowego u jednego pracodawcy użytkownika. Szacujemy, że to ograniczenie długości zatrudnienia wpłynie na sytuację ok. 10% pracowników. Zatem w zbliżających się miesiącach możemy spodziewać się kolejnych spadków w tym zakresie.pracownicy tymczasowi

W zbliżonym tempie, bo o 13% spadła liczba pełnych etatów wypracowana przez pracowników tymczasowych w 3Q2018, osiągając w Polskim Forum HR poziom 54 tys.

Wartość rynku pracy tymczasowej w 3Q2018 spadła o 2% w stosunku do tego samego okresu poprzedniego roku. Firmy członkowskie PFHR w tym czasie wypracowały obroty na poziomie 907 mln PLN, szacowana wartość całego rynku pracy tymczasowej w Polsce wyniosła w tym czasie 1,65 mld PLN.pracownicy tymczasowi 2Nieco inaczej wygląda popyt na usługę rekrutacyjną. W 3Q 2018 roku firmy członkowskie wypracowały w tym zakresie obroty na poziomie 40,2 mln PLN, z czego 33,8 mln PLN (wzrost rok do roku na poziomie 1%, ale już w porównaniu do poprzedniego kwartału spadek 2%) na rzecz polskich i 6,4 mln PLN na potrzeby zagranicznych pracodawców.pracownicy tymczasowi 3Przygotowała: Agnieszka Zielińska, Kierownik Polskiego Forum HR

Biogazowe statki w trosce o klimat – norweskie działania ekologiczne

Według danych Światowej Organizacji Morskiej gdyby wszystkie jednostki pływające były państwem, zajmowałyby 6. miejsce w niechlubnym rankingu największych emitentów CO² do atmosfery, po Chinach, Stanach Zjednoczonych, Indiach, Rosji i Japonii.1 Z tego powodu redukcja spalin pochodzących z branży morskiej staje się jedną z kluczowych kwestii dla powstrzymania globalnego ocieplenia.

Norweski operator rejsów Hurtigruten planuje wykorzystać martwe ryby do zasilania niektórych swoich statków starając się zmniejszyć ślad ekologiczny i wpływ swoich jednostek na zmiany klimatyczne. Resztki martwych ryb z potężnego w Norwegii sektora rybołówstwa zostaną przetworzone wraz z innymi odpadami organicznymi w celu wytworzenia płynnego biogazu, który zostanie użyty zamiast ciężkiego oleju napędowego.2

– W przededniu konferencji COP24 Norwegia przedstawia kolejną ekologiczną inicjatywę, ugruntowując pozycję jednego z liderów osiągania celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. W najnowszym raporcie SPCC „NordicInsights – trendy, które kształtują przyszłość biznesu” przedstawiamy szereg ekologicznych koncepcji państw skandynawskich mających na celu
zmniejszenie zanieczyszczenia Ziemi. Norwegia, której ponad 80 proc. populacji mieszka niecałe 20 kilometrów od wybrzeża wykorzystuje potencjał morza w działaniach ekologicznych. Jest na przykład pionierem w dziedzinie akwakultury. Trend Blue Farming, czyli przemysłowa uprawa makroglonów daje możliwości produkcji biomasy, która może
przyczynić się do zwiększenia samowystarczalności Norwegii w zakresie produkcji żywności czy bioenergii – mówi Agnieszka Zielińska, dyrektor zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC).

Pierwszy statek biogazowy Hurtigruten będzie gotowy już pod koniec 2019 roku. Celem firmy jest posiadanie 6 (ze swoich 17 statków) zdolnych do użycia kombinacji biogazu, akumulatorów i skroplonego gazu ziemnego (LNG), czyli najczystszego paliwa kopalnego, do 2021 roku. Norwegia ustanawia cel, aby statki wycieczkowe i promy pływających po fiordach wpisanych przez Unesco na listę obiektów światowego dziedzictwa najpóźniej do 2026 roku były zeroemisyjne.

W raporcie SPCC „NordicInsights” najważniejsze trendy kształtujące kierunki rozwoju biznesu zostały oddzielone na trzy grupy tematyczne: Gospodarka i Technologia, Środowisko i Zrównoważony Rozwój oraz Społeczeństwo i Praca.