Grudzień będzie rekordowy dla leasingu aut. Rynek napędzają zmiany podatkowe od 2019 roku

Grudzień będzie rekordowy dla leasingu aut. Rynek napędzają zmiany podatkowe od 2019 roku 1

Branża leasingowa bije rekordy. Po trzech kwartałach tego roku odnotowała wzrost wynoszący 18,7 proc. i sfinansowała aktywa warte 58,2 mld zł. Za blisko połowę rynku odpowiada segment samochodów osobowych i pojazdów do 3,5 tony. Wyniki Santander Leasing w tym segmencie są lepsze od rynku i pokazują blisko 35-proc. wzrost w ujęciu rocznym. Eksperci prognozują, że w grudniu rynek napędzać będą zmiany podatkowe, które wejdą w życie z początkiem 2019 roku.

– Rynek motoryzacyjny wygląda w tym roku znakomicie. W stosunku do poprzedniego, który był historycznie najlepszy w XXI wieku w segmencie samochodów osobowych do 3,5 t, padły kolejne rekordy. Dane z października wskazują, że liczba rejestracji samochodów osobowych wyniosła 498 tys. pojazdów, co stanowi wzrost o 11,9 proc. rok do roku. Na rynku leasingowym również padł historyczny rekord – 45 proc. portfela leasingowego w Polsce stanowią właśnie samochody osobowe, dlatego wzrost rynku bezpośrednio przekłada się na wzrost finansowania w tym segmencie – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Poręcki, dyrektor sprzedaży vendorsko-dealerskiej w Santander Leasing.

Samochody do 3,5 tony są niezmiennie najpopularniejszym aktywem finansowanym przez branżę leasingową. Dane Związku Polskiego Leasingu pokazują, że po trzech kwartałach tego roku wartość aktywów sfinansowanych przez branżę w Polsce sięgnęła 58,2 mld zł, z czego za blisko połowę (45,9 proc.) odpowiadał właśnie ten segment. Cała branża odnotowała w tym okresie wzrost wynoszący 18,7 proc.

 Czynnikami sprzyjającymi rozwojowi rynku jest na pewno niskie bezrobocie, wysokie PKB oraz – w tym ostatnim kwartale – zmiany podatkowe, które wchodzą od stycznia 2019 roku. One  powodują bardzo dużą sprzedaż samochodów w segmencie premium. Mając na uwadze zapowiadane zmiany oraz fakt, że od przyszłego roku najwięcej stracą klienci kupujący samochody warte powyżej 150 tys. zł, w ostatnim kwartale tego roku obserwujemy bardzo wzmożone zainteresowanie zakupami i finansowaniem samochodów z segmentu premium. To zjawisko spowoduje, że ostatni kwartał na pewno będzie rekordowy dla branży dla tego segmentu  samochodów – ocenia Jakub Poręcki.

Z początkiem stycznia przyszłego roku wejdą w życie zmiany w ustawie o podatku PIT i CIT, które dotyczą leasingu, kupna i użytkowania samochodów osobowych w celach firmowych i prywatnych. Zmiana dotyczyć będzie m.in. tych przedsiębiorców, którzy po 1 stycznia wezmą w leasing lub wynajem samochód osobowy, którego wartość będzie przekraczać 150 tys. zł. W takim przypadku raty leasingowe do kosztów podatkowych będzie można zaliczyć w proporcji (a nie w 100 proc. jak dotychczas). Dlatego umowę leasingu na luksusowy samochód warto podpisać jeszcze w tym roku, wówczas możliwe będzie zaliczenie do kosztów podatkowych pełnych rat leasingowych. Eksperci Santander Leasing spodziewają się bardzo intensywnych ostatnich tygodni roku.

– W Santander Leasing wartość udzielonego przez nas finansowania w segmencie pojazdów wyniosła dotychczas 2 mld zł, przy czym samochody osobowe przekroczyły wartość 1 mld zł. To dla nas jest historyczny wynik – mówi dyrektor sprzedaży vendorsko-dealerskiej Santander Leasing.

Wyniki Santander Leasing osiągnięte w trzech pierwszych kwartałach br. są zbliżone do rynkowych i jednocześnie najwyższe w historii firmy. Spółka sfinansowała przedmioty o łącznej wartości 3,65 mld zł – czyli 18,5 proc. więcej w ujęciu rocznym. Natomiast w segmencie pojazdów dynamika wzrostu jest lepsza od wyników rynkowych – od styczna do września spółka sfinansował pojazdy o wartości blisko 2 mld zł, co oznacza wzrost o 27,2 proc. Dla porównania, w skali całego rynku ten segment urósł o 19 proc. W segmencie aut osobowych wzrost Santander Leasing jest jeszcze wyższy i sięga 34,5 proc. w ujęciu rocznym.

Zagraniczni inwestorzy idą w Polsce na rekord. Pojawiają się zainteresowani z nowych kierunków

Zagraniczni inwestorzy idą w Polsce na rekord. Pojawiają się zainteresowani z nowych kierunków 2

Wartość bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Polsce obsłużonych przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu wzrosła po trzech kwartałach tego roku o 70 proc. rok do roku. Największymi inwestorami w tym roku są Belgowie, ale rosnące zainteresowanie widać ze strony państw Zatoki Perskiej, szczególnie rynkiem nieruchomości. Sektorem, który przyciąga w ostatnim czasie wiele inwestycji, jest elektromobilność.

– Wśród zalet inwestycji międzynarodowych w Polsce przede wszystkim można wskazać szybkość rozprowadzania dóbr i usług po krajach UE. Jesteśmy bardzo dobrym miejscem z perspektywy geograficznej. Bliskość jednolitego rynku europejskiego to jedna z przewag. Szczególne zalety Polski to dostęp do wysoko wykwalifikowanej kadry, która bardzo szybko dostosowuje się do wszystkich standardów związanych z pracą w międzynarodowych korporacjach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Senger, wiceprezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

Na koniec III kwartału 2018 roku Polska Agencja Inwestycji i Handlu obsłużyła 36 projektów o wartości 1,2 mld euro. PAIH obsługuje średnio rocznie 30 proc. wszystkich inwestycji zagranicznych w Polsce.

– Jeżeli chodzi o największych inwestorów, to z państw azjatyckich na przestrzeni lat Korea Południowa jest wiodącym inwestorem wspólnie z Japonią. Po drugiej stronie globu mamy przede wszystkim Stany Zjednoczone, które wiodą prym pod względem liczby projektów. Nie są one aż tak kapitałochłonne, ale są duże pod względem liczby miejsc pracy tworzonych w Polsce przez instytucje finansowe, ale również przez centra usługowe dużych korporacji amerykańskich – zaznacza Krzysztof Senger.

Spośród państw europejskich prym wiodą Niemcy i Francja.

– W tym roku do tej pory największą inwestycją greenfieldową, czyli produkcyjną w Polsce, jest belgijska inwestycja firmy Umicore, która zainwestowała w produkcję elementów do baterii samochodów elektrycznych – mówi Senger.

Nowoczesny zakład belgijskiej firmy o wartości blisko 1,4 mld zł powstanie w Nysie. Produkcja ma ruszyć pod koniec 2020 roku, a zatrudnienie przy niej znajdzie ponad 400 osób. Jak podkreśla Krzysztof Senger, branża motoryzacyjna zdecydowanie wyróżnia się w portfelu PAIH, szczególnie elektromobilność, czyli ta część branży, która jest najbardziej zaawansowana technologicznie.

Rosnące zainteresowanie inwestowaniem w Polsce widać także ze strony państw Zatoki Perskiej.

– Coraz bardziej interesują się polskim rynkiem nieruchomości, szczególnie w tej części, która związana jest z rozwojem nowych projektów komercyjnych czy mieszkaniowych. Dla inwestorów z Zatoki Perskiej, którzy naturalnie na świecie nie inwestują w produkcję, a patrzą na inne grupy aktywów, takie jak nieruchomości czy turystyka i rekreacja, jesteśmy coraz bardziej atrakcyjnym państwem – mówi wiceprezes PAIH.

Z drugiej strony są to też rynki atrakcyjne dla krajowych przedsiębiorstw. Senger podkreśla, że powinny one wykorzystać szansę, jaką pod względem promocji da im Expo 2020, które odbędzie się w Dubaju.

– Będzie to świetna platforma do ekspozycji dla polskich firm, które będą chciały zaistnieć w Zatoce. Zjednoczone Emiraty Arabskie to miejsce, które otwiera dostęp na całą Zatokę do dystrybucji usług, produktów, a Expo 2020 będzie następnym krokiem w tej współpracy handlowo-inwestycyjnej z Zatoką – mówi Krzysztof Senger.

W tym roku 10 proc. więcej firm ogłosi bankructwo. To często indywidualny dramat dla przedsiębiorcy

W tym roku 10 proc. więcej firm ogłosi bankructwo. To często indywidualny dramat dla przedsiębiorcy 3

Mimo stosunkowo dobrej koniunktury i wprowadzanych przez rząd ułatwień dla biznesu, po III kwartałach br. dynamika wzrostu niewypłacalności polskich firm wyniosła 7 proc. rok do roku, a bankructwo ogłosiły 723 przedsiębiorstwa – wynika z analiz Euler Hermes. Trener biznesu Dorota Szczepan-Jakubowska zwraca uwagę, że bankructwa to także problem społeczny – kłopoty z płynnością finansową oznaczają dla przedsiębiorcy konsekwencje finansowe, ale i psychiczne, kończące się skrajnym stresem, a nawet depresją. Dotyczy to zwłaszcza firm rodzinnych. 

 Osoby bliskie bankructwa, których przedsiębiorstwo znalazło się w bardzo trudnej sytuacji, są poddane ogromnemu stresowi. Dla nich oznacza to nie tylko utratę twarzy, ale również poczucia bezpieczeństwa, mają wrażenie, że znaleźli się w matni. Towarzyszy temu często poczucie bezradności, co jest w tej sytuacji najgorsze. Takie osoby sądzą w głębi duszy, że czegokolwiek by nie zrobiły, nie osiągną zamierzonego rezultatu. Często są przyciskane telefonami z banków, ponagleniami z ZUS i innych instytucji, nastrajają się obronnie i nie są zdolne do twórczego znalezienia wyjścia z tej sytuacji – mówi agencji Newseria Biznes psycholog społeczny i trener biznesu Dorota Szczepan-Jakubowska.

Według prognoz Euler Hermes, ten rok zamknie się około 10-proc. wzrostem liczby niewypłacalności przedsiębiorstw. Liczba bankructw rośnie już trzeci rok z rzędu. W ocenie ekspertów w dużej mierze jest to winą niedopasowania modelu biznesowego firm do wyzwań rynkowych.

Skutki niepowodzeń w prowadzeniu własnego biznesu miewają poważne konsekwencje – nie tylko finansowe, ale i psychiczne. Mogą prowadzić do depresji, przewlekłego stresu, w skrajnych przypadkach nawet załamania nerwowego. Dorota Szczepan-Jakubowska ocenia, że wiąże się to w pewnym stopniu z czynnikami kulturowymi. W Polsce bankructwo firmy jest traktowane jako porażka i wielkie niepowodzenie. Natomiast w USA przedsiębiorca, który spróbował i mu się nie powiodło, wyciąga z tego lekcję i podejmuje kolejną próbę.

Ostre reakcje emocjonalne wynikają też z ogromnego ciśnienia, pod jakim znajdują się przedsiębiorcy. Dobrze widać to na przykładzie firm rodzinnych, których jest w Polsce ok. 600 tys. (ok. 36 proc. ogółu polskich przedsiębiorstw) i – jak wynika z „Badania firm rodzinnych” Blackpartners – w zarządzaniu częściej kierują się intuicją niż z góry określoną strategią. Upadek rodzinnej firmy przeważnie pociąga za sobą konsekwencje i utratę źródła dochodów dla całej rodziny. W tych warunkach bardzo trudno stanąć na nogi, dlatego przedsiębiorcy rodzinni w czasie niepowodzenia przeżywają stany depresyjne i często nie są w stanie znaleźć rozwiązania problemu.

 Większość ludzi jest przekonana, że uczymy się nowych zachowań i szukamy nowych rozwiązań wtedy, kiedy jest nam trudno. To nieprawda. Z psychoneurologicznego punktu widzenia stres powoduje jedynie powtarzanie tych samych zachowań. Natomiast sukces wywołuje takie reakcje emocjonalne, nawet na poziomie chemicznym, że zaczynamy czuć się zdolni do wyjścia poza utarte schematy. Dlatego przedsiębiorca, który znajduje się w kłopotach, prawdopodobnie ciągle popełnia te same błędy. To pułapka. Zmieniają się uwarunkowania, więc za każdym razem potrzebujemy nowych rozwiązań. Dlatego właśnie o bankructwie mówi się jako o spirali w dół – tłumaczy Dorota Szczepan-Jakubowska.

Jak podkreśla, w takiej sytuacji warto przede wszystkim złapać chwilę oddechu i na spokojnie zastanowić się, co można w danej sytuacji zrobić albo skąd zaczerpnąć pomoc.

Czasami to jest niezbędny warunek. Kiedy znajdujemy się w skrajnym stresie, nie jesteśmy w stanie myśleć otwarcie ani odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie szukać pomocy, pogłębia się poczucie osamotnienia. Dlatego wsparcie ze strony innych ludzi, również instytucji finansowych i wierzycieli, jest rodzajem zaufania, którego przedsiębiorca potrzebuje, żeby nie czuć się samotnym. To z kolei powoduje, że jego mózg zaczyna pracować inaczej – mówi Dorota Szczepan-Jakubowska.

Takim impulsem do działania dla przedsiębiorcy, który znajduje się w trudnej sytuacji, mogą być na przykład wakacje kredytowe albo ugoda z ZUS-em, który zgodzi się rozłożyć zadłużenie na raty. Co prawda nie rozwiązuje to jeszcze wszystkich problemów przedsiębiorcy, ale pozwala mu złapać oddech, żeby zastanowić się, co dalej.

– To często jest moment, kiedy możemy odbić się od dna psychicznego i pomyśleć, skąd czerpać wsparcie. Na przykład zastanowić się, czy znamy ludzi, którzy mogą pomóc, doradzić, zostać inwestorami albo pokazać, jak inaczej prowadzić ten biznes, czy znamy instytucje, które są w stanie wesprzeć nas finansowo, albo co zrobić po zamknięciu przedsiębiorstwa. Do tego potrzeba świeżej myśli i poczucia minimalnego bezpieczeństwa społecznego – mówi psycholog społeczny i trener biznesu.

Według danych Euler Hermes – w całym 2017 roku niewypłacalność ogłosiło 900 firm, co stanowiło 12-procentowy wzrost r/r. Najbardziej ucierpiały transport, usługi i produkcja.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii pracuje nad projektem nowej ustawy o udzielaniu pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorstw. Ma ona pomóc firmom zagrożonym niewypłacalnością i umożliwić im dalsze funkcjonowanie na rynku. Resort przewiduje wsparcie głównie w postaci pożyczek lub zwiększenia wartości zakładu kapitałowego w zamian za udziały lub akcje. Rocznie chce przeznaczać na to 153 mln zł, z czego 100 mln zł miałoby być przeznaczane na wsparcie finansowe dla firm, a 53 mln zł na restrukturyzację należności publiczno-państwowych (np. zaległości podatkowych).

Nawet 7 mln Polaków to osoby niepełnosprawne. Dwie trzecie z nich nie ma pracy

Nawet 7 mln Polaków to osoby niepełnosprawne. Dwie trzecie z nich nie ma pracy 4

Według różnych szacunków liczba osób niepełnosprawnych w Polsce wynosi od 5 do ponad 7 mln. Zaledwie 28 proc. z nich jest aktywnych zawodowo, przy średniej unijnej na poziomie 40 proc. Aktywizacja zawodowa i zmniejszenie bezrobocia w tej grupie jest jednym z najpilniejszych wyzwań. Podobnie jak dostęp do informacji, bo osoby niepełnosprawne nie do końca są świadome, jakie przysługuje im wsparcie. 

– Osoby niepełnosprawne na rynku pracy są dziś w dużo lepszej sytuacji niż jeszcze kilka lat temu. Niemniej jednak pracodawcy nadal preferują zatrudnianie innych grup pracowników. Wynika to z faktu, że niektóre przepisy dotyczące zatrudniania osób niepełnosprawnych są zbyt skomplikowane – to często powtarzany przez pracodawców argument. Osoby niepełnosprawne są coraz lepiej przygotowane do wejścia na rynek pracy i ci, którzy chcą pracować, odnajdują swoje miejsce na rynku pracy. Olbrzymim wyzwaniem pozostaje aktywizacja grupy osób biernych zawodowo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kosiński, wiceprezes Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych.

Według danych GUS osób niepełnosprawnych jest w Polsce ok. 5 mln (co stanowi ok. 14 proc. ogółu społeczeństwa). Wyższe szacunki podaje Eurostat, według którego na koniec 2014 roku z niepełnosprawnością borykało się 7,7 mln Polaków (badanie EHIS – European Health Interview Survey). Z szacunków PFRON wynika, że zaledwie 28 proc. osób niepełnosprawnych w Polsce jest aktywnych zawodowo – przy średniej unijnej na poziomie 40 proc. Wśród osób głuchych i niedosłyszących bezrobocie przekracza 70 proc.

 Dużym wyzwaniem dla osób z niepełnosprawnościami jest znalezienie odpowiedniej pracy szytej na miarę niepełnosprawności, bo każdy ma inne potrzeby, kwalifikacje i umiejętności. Znalezienie takiej oferty i przygotowanie pracodawców jest ciągle dużym wyzwaniem – dodaje Aneta Olkowska, ekspertka ds. doradztwa personalnego w Fundacji Aktywizacja.

Obecnie podstawowym instrumentem wsparcia osób z niepełnosprawnościami na rynku pracy są dofinansowania dla pracodawców. To dość drogi instrument, który kosztuje ponad 3 mld zł rocznie.

 Ten system utrzymuje miejsca pracy, ale raczej nie tworzy nowych. Potrzebne są proaktywne programy, które wyciągną te 1,6 mln osób z niepełnosprawnościami w wieku produkcyjnym, które dziś nie są aktywne zawodowo. Potrzeba nowych typów usług, długoterminowych rozwiązań, które spowodują, że co najmniej pół miliona spośród tych osób niepracujących wejdzie na rynek pracy – podkreśla Przemysław Żydok, prezes Fundacji Aktywizacja.

Osoby niepełnosprawne nie do końca są świadome, jakie mają możliwości, jakie przysługuje im wsparcie i gdzie zgłosić się po pomoc. Liczba form wsparcia, narzędzi i programów jest taka duża, że wiele osób się w nich gubi.

 W Polsce system wsparcia osób z niepełnosprawnościami jest bogaty. Istnieje 110 instrumentów wsparcia przez państwo, całość kosztuje rocznie ok. 50 mld zł. Natomiast ten system ma problem ze spójnością. Te instrumenty, takie jak program Dostępność+, są dokładne, ale nie zawsze widzą się nawzajem, brakuje dobrego przepływu informacji, żeby móc maksymalnie uaktywniać osoby z niepełnosprawnościami – mówi Przemysław Żydok.

Eksperci podkreślają też, że systemowe wsparcie powinno być uzależnione od rodzaju niepełnosprawności, z jaką boryka się dana grupa. Część osób niepełnosprawnych może się bez większych kłopotów kształcić i podejmować pracę zawodową, z kolei inni – na przykład ze względu na ograniczenia ruchowe – w ogóle nie mają takiej możliwości.

– Dzisiaj już widzimy pewne symptomy, które zmierzają do tego, żeby rzeczywiście stawiać na aktywizację zawodową. Bardzo dużo programów zwiększających poziom wykształcenia, edukacji osób niepełnosprawnych tutaj odgrywa olbrzymią rolę, ale także same rozwiązania związane z tzw. pułapką aktywności, czyli taką sytuacją, w której bardziej opłaca się być nieaktywnym, bo wtedy mogę korzystać z instrumentów wspierających, niż być aktywnym, bo wtedy te instrumenty przestają być dla mnie dostępne – mówi Krzysztof Kosiński.

 Warto oddziaływać systemowo na obie strony rynku pracy. Na pracodawców, bo tutaj istnieje dużo barier mentalnych i brak jest wsparcia merytorycznego w całym procesie zatrudnienia, od rekrutacji, selekcji, poprzez zatrudnienie danej osoby, przeszkolenie zespołu pracowniczego, przygotowanie HR-ów itd. Z drugiej strony trzeba w jakiś sposób oddziaływać na osoby z niepełnosprawnościami. To nie jest wyłącznie doradztwo czy pośrednictwo zawodowe, ale potrzeba dla takich osób wsparcia psychologicznego, prawnego, trenera pracy, na którego systemowo czekamy od wielu lat w Polsce – podkreśla Przemysław Żydok.

Lotniska stają się coraz bardziej inteligentne. Dzięki biometrycznej kontroli bezpieczeństwa można skrócić odprawę do kilkunastu sekund

Lotniska stają się coraz bardziej inteligentne. Dzięki biometrycznej kontroli bezpieczeństwa można skrócić odprawę do kilkunastu sekund 5

Lotniska są coraz bardziej naszpikowane nowoczesnymi technologiami. Automaty do odprawy, tomografia komputerowa w kontroli bezpieczeństwa, roboty, które pomagają dźwigać bagaże, czy samoobsługowa automatyczna odprawa bagażu, gdzie wystarczy położyć walizkę na taśmie, a odprawa trwa maksymalnie 20 sekund. Nowe rozwiązania mają wyeliminować konieczność stania w kolejkach. Na części lotnisk można się umówić na odprawę na konkretną godzinę, inne wprowadzają automatyczny biometryczny boarding.

– Air.Go 2.0 to samoobsługowy punkt zrzutu bagażu, w którym wystarczy zostawić walizkę i o nic więcej nie trzeba się martwić, bagaż transportowany jest na pokład samolotu. Bagaż kładziemy na przenośnik, który sprawdza parametry bagażu. Następnie skanowana jest umieszczona na bagażu zawieszka, po czym trafia on do systemu transportującego. Dzięki temu rozwiązaniu nie musimy już poświęcać tyle czasu na stanie w kolejkach do odprawy bagażowej – mówi agencji Newseria Innowacje Niels Marcus Pedersen, właściciel firmy Marcus Pedersen ApS.

Podróżowanie samolotem staje się coraz łatwiejsze. Lotniska coraz chętniej wprowadzają nowe technologie, dzięki którym praktycznie nie trzeba już stać w kolejkach. Choć wciąż jeszcze na większość z nich trzeba przybyć minimum dwie godziny przed odlotem, bo tyle mogą trwać wszystkie procedury, to niektóre pozwalają to skrócić do absolutnego minimum. Pierwszym krokiem jest samodzielne nadanie bagażu. Umożliwia to Air.Go 2.0, który zastępuje tradycyjną odprawę. Proces rozpoczyna się automatycznie, gdy pasażer stawia swoją walizkę na taśmie. System może przyjąć nowego pasażera co 10–20 sekund.

– Przychodzimy na lotnisko i zostawiamy tylko bagaż, co oznacza brak kolejek. Poza tym dużą zaletą jest łatwość obsługi po stronie pasażera oraz brak hałasu i zgiełku. Wystarczy zostawić bagaż i nie martwić się o resztę, od razu udając się w kierunku hali odlotów, aby zrelaksować się przy kawie lub zrobić zakupy przed wylotem na wakacje lub w podróż służbową – tłumaczy Niels Marcus Pedersen.

Na niektórych lotniskach można zapomnieć o wielometrowych kolejkach do odprawy bezpieczeństwa. Zamiast bramek z promieniowaniem rentgenowskim wystarczy tomografia komputerowa, która znacznie przyspieszy odprawę, a przy tym znacznie ją ułatwi. Przy wejściu na pokład coraz częściej stosowany jest automatyczny biometryczny boarding. Specjalna bramka skanuje twarz pasażera i porównuje z biometrycznymi danymi z dokumentów tożsamości, takie rozwiązanie wprowadziły już np. lotniska w Londynie czy Los Angeles.

Lotnisko w Dubaju poszło jeszcze o krok dalej. Zamiast stać w kolejce, pasażerowie przechodzą przez specjalny biometryczny tunel, gdzie kontrola paszportowa trwa kilkanaście sekund. Inteligentny tunel z technologią rozpoznawania twarzy i sztuczną inteligencją otwarto testowo w terminalu 3. dubajskiego lotniska.

System automatycznego nadawania bagażu Air.Go 2 działa już z kolei na lotniskach m.in. w Bengaluru, Hamburgu oraz duńskim Aalborgu, gdzie system zadebiutował.

– Pracowaliśmy na tym lotnisku, dzięki czemu zyskaliśmy wiedzę na temat funkcjonowania lotnisk oraz przepływu pasażerów i możliwości wprowadzenia udoskonaleń w tym zakresie. Pierwszy samoobsługowy punkt zrzutu bagażu, który zamontowaliśmy w Aalborgu, okazał się sukcesem. Kolejnym naszym klientem było lotnisko Pearson International Airport w Toronto, a wkrótce z naszego rozwiązania korzystać będzie również lotnisko w Minneapolis w Stanach Zjednoczonych – mówi ekspert.

Według analityków Grand View Research rynek inteligentnych lotnisk w 2025 r. osiągnie wartość ponad 25 mld dol.

Elektroniczny pierścionek pozwoli zapłacić w sklepie czy otworzyć i uruchomić auto. W przyszłości płacić będziemy za pomocą wszczepianych pod skórę chipów

Elektroniczny pierścionek pozwoli zapłacić w sklepie czy otworzyć i uruchomić auto. W przyszłości płacić będziemy za pomocą wszczepianych pod skórę chipów 6

Inteligentny pierścionek z nadajnikiem NFC pozwoli na dokonywanie płatności zbliżeniowych, otworzenie i uruchomienie samochodu czy posłuży jako klucz do drzwi wejściowych w inteligentnym domu. Urządzenie jest testowane w Wielkiej Brytanii, a w przyszłym roku ma trafić również do Polski. Tymczasem coraz więcej urządzeń wearables jest wyposażonych w technologię pozwalającą na płatności zbliżeniowe. Przyszłość tego segmentu należy jednak najprawdopodobniej do rozwiązań bionicznych – wszczepianych pod skórę mikrochipów.

– Produkujemy inteligentne pierścionki, które dzięki zastosowaniu technologii NFC i RFID dają użytkownikom szereg możliwości. Można np. otwierać drzwi do samochodu czy uruchamiać silnik. Dają również możliwości w zakresie kontroli dostępu, np. jeśli uczestniczymy w programie lojalnościowym hotelu, to mając pierścionek, możemy skorzystać z apletu, dzięki któremu wystarczy jedno dotknięcie pierścionka, by zapłacić za pobyt i przekazać dane osobowe potrzebne do zameldowania – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Daniel Blondell, dyrektor operacyjny w firmie McLear.

Technologie NFC i RFID zaczynają być obecne w coraz większej liczbie urządzeń i gadżetów. Po zastosowaniu ich w telefonach i smartwatchach, teraz dostępne są już także w biżuterii. Inteligentny pierścionek McLear oprócz możliwości otwarcia domu czy uruchomienia silnika samochodu pozwala także na płatności zbliżeniowe. Urządzenie jest zatwierdzone przez firmę Visa, co oznacza, że można autoryzować nim płatności wszędzie tam, gdzie obecny jest terminal obsługujący płatności zbliżeniowe kartami Visa.

– Każdy pierścionek ma przypisany niepowtarzalny numer identyfikacyjny. Najpierw ściągamy aplikację McLear ze sklepu z aplikacjami na Androida lub iOS, a następnie wprowadzamy do niej numer identyfikacyjny, tym sposobem uzyskując połączenie z pierścionkiem. W aplikacji mobilnej wybieramy naszą kartę debetową lub kredytową i przekazujemy z niej dowolną kwotę na znajdujący się w pierścionku portfel, by płacić za jego pośrednictwem w każdym miejscu, w którym jest to możliwe, wystarczy przyłożyć dłoń zaciśniętą w pięść do terminala – wyjaśnia Daniel Blondell.

Pierścionki są hipoalergiczne, wodoodporne i odporne na zarysowania, a ponadto nie wymagają stosowania wymiennych baterii czy ładowania. Jak zapewniają twórcy, dokonywanie zbliżeniowych płatności z ich użyciem nie wiąże się też z obniżeniem poziomu bezpieczeństwa pieniędzy użytkownika.

– Technologia, na której bazują stosowane przez nas obecnie karty płatnicze, a także sposób kodowania danych w celu ich zabezpieczenia, są dokładnie takie same jak w naszych pierścionkach. Mówimy o jednym i tym samym standardzie płatności, jedyna różnica jest taka, że zamieniamy kawałek plastiku na element eleganckiej biżuterii ceramicznej – twierdzi ekspert.

Produkt jest już dostępny w Wielkiej Brytanii. Można go kupić przez Internet za 129 funtów. Debiut na rynku polskim przewidywany jest natomiast na 2019 rok. Tymczasem podobne rozwiązania do zbliżeniowych płatności były już testowane na zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Pjongczangu. Opracowane przez Visę rękawiczki zbliżeniowe NFC są wyposażone w mikroprocesor z podwójnym interfejsem i antenę zbliżeniową, co umożliwiało dokonywanie płatności za ich pomocą na wszystkich obiektach olimpijskich.

Przyszłością płatności zbliżeniowych mogą być jednak rozwiązania bioniczne. Szwedzka firma BioHax opracowała mikrochipy bazujące na technologii RFID lub NFC przeznaczone do wszczepiania pod skórę. Ich wielkość można porównać do ziarenka ryżu. Wszczepia się je pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Tego typu implanty znane są przede wszystkim z zastosowania do oznaczania zwierząt domowych. Szwedzka firma technologiczna Epicenter postanowiła pilotażowo zastosować je u swoich pracowników. Używają ich do otwierania drzwi, udostępniania elektronicznych wizytówek czy dokonywania zakupów w automatach z przekąskami.

Według firmy analitycznej Tractica transakcje dokonane za pomocą urządzeń wearables do 2020 r. będą opiewać na kwotę ponad 500 mld dol. Ich wartość rośnie lawinowo w tempie 177 proc. średniorocznie.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – listopad 2018 r.

Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń  na Głównym Rynku o 16,7% rdr do 17,8 mld zł w listopadzie 2018 r.

  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu kontraktami terminowymi o 14,9% rdr do poziomu 664,3 tys. szt. w listopadzie 2018 r.
  • Wzrost łącznej wartości obrotu akcjami na rynku NewConnect o 80,0% rdr do poziomu 176,2 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 11,4% rdr do 95,4 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 110,7 % do poziomu 22,6 TWh w listopadzie 2018 r.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym r. o 8,9 % rdr do 13,4 TWh w listopadzie 2018 r.
  • Spadek wolumenu obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia  na rynku spot o 25,1% do 2,8 TWh w listopadzie 2018 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 18,0 mld zł w listopadzie 2018 r., czyli o 17,9% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła w listopadzie 2018 r. o 16,7% rdr, do poziomu 17,8 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w listopadzie 2018 r. 889,8 mln zł, o 12,5% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec listopada 2018 r. wyniosła 58 203,39 pkt i była o 6,8% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w listopadzie 2018 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 80,0% rdr do poziomu 176,2 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w listopadzie wzrosła o 111,2% rdr i wyniosła 173,2 mln zł.

W listopadzie 2018 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 664,3 tys. szt., o 14,9% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami terminowymi na waluty wzrósł o 109,7% do poziomu 162,8 tys. szt. Kontrakty na indeksy – wolumen wzrósł o 2,8% rdr do poziomu 343,9 tys. szt.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 86,5 mld zł na koniec listopada 2018 r. wobec 72,3 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku . Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła w listopadzie 2018 r. o 11,6% rdr, do poziomu 170,1 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP sięgnęła w listopadzie tego roku 39,9 mld zł i była o 18,2% niższa niż rok wcześniej.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w listopadzie 2018 r. wyniósł 22,6 TWh, co oznacza wzrost o 110,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku forward wzrósł o 133,0% rdr do poziomu 20,0 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wyniósł w listopadzie 2018 r. 13,4 TWh, o 8,9% mniej niż rok wcześniej. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 25,5% do poziomu 2,7 TWh. Na rynku terminowym odnotowano natomiast spadek o 14,8% do poziomu 10,7 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) , na rynku spot wyniósł w listopadzie 2018 r. 2,8 TWh, co oznacza spadek o 25,1% rdr. Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 67,9 % rdr osiągając w listopadzie 2018 r. poziom 16,3 ktoe .

We listopadzie 2018 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, w porównaniu do 21 sesji rok wcześniej.

Kapitalizacja 420 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku wyniosła na koniec listopada 2018 r. 619,30 mld zł (144,34 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 467 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec listopada tego roku 1 215,79 mld zł (283,37 mld EUR).

Na NewConnect w listopadzie 2018 r. zadebiutowała spółka Pointpack.pl (oferta prywatna o wartości 2,13 mln zł).

Na rynku Catalyst w listopadzie tego roku zadebiutowały obligacje firmy JHM Development  o wartości 10,5 mln zł.

Deficyt pracowników coraz bardziej daje się we znaki. PMI najgorszy od 4 lat

W świetle opublikowanych dzisiaj wyników badania IHS Markit, wskaźnik PMI dla polskiego sektora przemysłowego wyniósł w listopadzie br. 49,5 pkt w porównaniu do 50,4 pkt miesiąc wcześniej. To przełamanie granicy 50 pkt ma charakter symboliczny – sygnalizuje, że w opinii menedżerów logistyki (odpowiedzialnych m.in. za zakupy i zarządzanie zapasami) w sektorze nastąpiło pogorszenie. Rosnący pesymizm widoczny był w ostatnich miesiącach, ale to pierwszy raz od połowy 2014, kiedy jesteśmy „na minusie”.

Za tak słaby rezultat odpowiedzialne są: spadek liczby nowych zamówień (po raz drugi w ostatnim kwartale), spadek zamówień eksportowych (szósty w tym roku, chociaż spadek spowalnia), wielkość produkcji (w niewielkim stopniu). W ich konsekwencji spada też liczba odnotowanych zaległości, które pociągają za sobą spadek zatrudnienia (drugi miesiąc z rzędu).

W aspekcie zatrudnienia analitycy IHS Markit wyraźnie zaznaczają, że spadki odzwierciedlają nie tylko stronę popytową, ale również podażową, tj. długotrwałe trudności ze znalezieniem pracowników z odpowiednimi kwalifikacjami. W tym kontekście nie dziwią dalsze opóźnienia w dostawach przy względnie niewielkiej presji wokół łańcucha dostaw. Potwierdzają się zatem nasze przewidywania, że deficyt kompetentnych pracowników wykracza poza czynniki koniunkturalne, a emigracja ponad dwóch milionów Polaków w wieku produkcyjnym do innych krajów Europy daje się we znaki.

W dzisiejszym raporcie sygnalizuje się też rosnącą aktywność zakupową wśród producentów, a także rosnącą inflację cenową przy niezmienionej inflacji kosztowej. Bardzo prawdopodobne jest, że firmy zaczynają przenosić rosnące w pierwszej części roku koszty produkcji na konsumentów, ale nie można również wykluczyć, że antycypują nowe kategorie kosztów wynikające ze zmieniających się obciążeń podatkowych i składkowych.

Prognozy roczne menedżerów logistyki uległy pogorszeniu trzeci miesiąc z rzędu, co czyni wynik najsłabszym od początku 2013. Jest to ósme pogorszenie w tym roku i obecnie znajdujemy się poniżej długookresowego trendu. Słabe perspektywy uzasadniane są spowolnieniem gospodarczym w Polsce i Niemczech. W istocie, aktywność gospodarcza Niemiec jest blisko czteroletniego minimum, za które odpowiada głównie przetwórstwo, a inne gospodarki strefy euro nie dostarczają wyraźnych powodów do optymizmu. Brak nowych zamówień w strefie euro z pewnością nie będzie sprzyjał polskiemu przemysłowi z jego miejscem w łańcuchu dostaw.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Wysoki odsetek wypadków przy pracy Ukraińców. Połowa nie przechodzi szkolenia bhp

Dane z raportu „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2018” przygotowanego na zlecenie Koalicji Bezpieczni w Pracy pokazują, że aż 56 proc. pracowników z Ukrainy nie odbyło szkolenia bhp. Tak niski odsetek przeszkolonych pracowników znajduje odzwierciedlenie w statystykach wypadków: 18 proc. respondentów zadeklarowało, że w ciągu ostatnich dwóch lat uległo takiemu wypadkowi.

pracownik praca bhp (2)Według szacunków Departamentu Statystyki NBP w 2017 r.  w Polsce przebywało średnio około 900 tys. obywateli Ukrainy. Eksperci szacują, że liczba ta może sięgać nawet 2 mln. Niezmiennie rośnie dynamika wydawanych przez państwo polskie zezwoleń na pobyt. Dane GUS pokazują, że w 2017 r. wydano ich 235,6 tys. Było to o 108,2 tys. więcej niż w 2016 r. oraz 196,5 tys. więcej niż w 2012 r. Zezwolenia dotyczyły najczęściej obywateli Ukrainy. – Sytuacja na rynku pracy jest niezwykle dynamiczna. Polscy pracodawcy chyba po raz pierwszy od przemian transformacyjnych z ’89 muszą mierzyć się z wyzwaniem braku rąk do pracy. Naturalną drogą jest otwarcie na imigrantów ekonomicznych, których napływ, w szczególności z krajów byłego ZSRR, zintensyfikował się w ostatnich trzech latach. Zmiana struktury narodowościowej i kulturowej pracowników ma z kolei wpływ na bezpieczeństwo pracy w polskich firmach. Stąd decyzja, aby w tym roku przygotować badanie w oparciu o najliczniejszą na polskim rynku mniejszość narodowościową – obywateli Ukrainy – mówi Andrzej Smółko, prezes CWS-boco, przewodniczący Koalicji Bezpieczni w Pracy.Połowa Ukraińców zatrudnionych w Polsce nie przechodzi szkolenia bhp

Większość Ukraińców ma umowę o pracę

Badanie zostało przeprowadzone we wrześniu 2018 r. przez agencję ARC Rynek i Opinia na próbie 300 obywateli Ukrainy pracujących w Polsce, z sektorów: HORECA (23 proc.), handel (17 proc.), przemysł (12 proc.), budowlany (12 proc.), transport i logistyka (6 proc.), pomoc w gospodarstwie domowym (8 proc.), opieka nad starszymi (6 proc.), rolnictwo (2 proc.) i motoryzacja (1 proc.). Zdecydowana większość respondentów (66 proc.) jako formę zatrudnienia wskazała umowę o pracę (na czas określony lub nieokreślony). 14 proc. obywateli Ukrainy pracuje bez żadnej umowy. – Stosunkowo wysoki odsetek cudzoziemców pracujących bez umowy można tłumaczyć nadreprezentacją w badanej próbie pracowników z sektorów, gdzie rzeczywiście taki problem występuje, również w odniesieniu do polskich pracowników. Są to sektory takie jak gastronomia, hotelarstwo czy pomoc w gospodarstwie domowym – uważa Jan Obojski, pełnomocnik ds. Zarządzania Logistycznego w ILS Grupa Inter Cars.

Połowa Ukraińców zatrudnionych w Polsce nie przechodzi szkolenia bhp 3Co ciekawe, jedynie 5 proc. respondentów wskazało, że są zatrudnieni przez agencję pracy tymczasowej. Praktyka rynkowa, w szczególności w odniesieniu do dużych firm, wskazuje, że outsourcing w tym wypadku jest popularnym rozwiązaniem. Wydaje się zatem, że obywatele Ukrainy nie interesują się i nie wnikają w kwestie tego, jaki faktycznie podmiot ich zatrudnia. Warto zauważyć, że odsetek umów o pracę w firmach 10-50 pracowników i 50 lub więcej wyniósł kolejno 78 proc. i 74 proc. – dodaje.

Szkolenia bhp. W jakim języku?

Polskie przepisy prawa pracy nie precyzują języka, w jakim pracodawca jest zobowiązany przeprowadzić szkolenie bhp. Ważne, aby szkolenie było przeprowadzone w sposób zrozumiały. Tegoroczny raport Koalicji pokazuje, że 85 proc. szkoleń bhp odbywało się w języku polskim, a 16 proc. w języku ukraińskim. Podobnie wygląda kwestia języka materiałów szkoleniowych. – W polskich firmach pojawia się coraz więcej materiałów szkoleniowych tłumaczonych na język rodzimy pracowników. Dane z raportu pokazują, że taka praktyka występuje w niemal co czwartej polskiej firmie, a odsetek ten zapewne będzie nadal rósł. W DHL często sięgamy również po rozwiązania graficzne, stanowią bowiem uniwersalny język zrozumiały dla wszystkich pracowników, niezależnie od narodowości – mówi Łukasz Włodyga, SHEQ & BCM Lead CEE w DHL Supply Chain. Jednak to nie język szkoleń może negatywnie wpływać na bezpieczeństwo pracy cudzoziemców w polskich firmach, a po prostu brak takich szkoleń.

Mniej niż połowa firm organizuje szkolenia

Połowa Ukraińców zatrudnionych w Polsce nie przechodzi szkolenia bhp 4Raport „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2018” pokazał, że polskie firmy mają ogromny problem pod względem przygotowania cudzoziemca do wykonywania obowiązków. Okazuje się, że jedynie 44 proc. respondentów zadeklarowało, że brało udział w szkoleniu bhp. Głównym powodem był brak organizacji takiego szkolenia (67 proc.). Wprawdzie w badanej grupie obowiązek ten dotyczył tylko zatrudnionych na umowę o pracę, nadal jednak liczba ta budzi poważne wątpliwości odnośnie kultury bezpieczeństwa w polskich firmach. Niestety za tym idą statystyki wypadkowości. – Aż 18 proc. respondentów – pracowników z Ukrainy – w ciągu ostatnich dwóch lat uległo wypadkowi przy pracy. Ten wskaźnik dla ogółu pracowników w kraju jest ponad dziesięciokrotnie niższy, nie przekracza 1 proc. Według danych GUS, w 2017 r. było to 6,84 osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy na 1000 zatrudnionych. Zatem 18 proc. wypadków przy pracy to wielka liczba – pytanie, czy wszystkie z tych wypadków zostały formalnie zgłoszone i opracowano dokumentację powypadkową – mówi Marek Maszewski, dyrektor Działu Nadzoru w firmie SEKA S.A.

– Przestrzegałbym jednak przed nadmiernym pesymizmem. Kluczowa może być odpowiedź na pytanie, w jaki sposób respondent definiował „wypadek przy pracy”, ponieważ przy okazji takich badań jest to rzecz nieco uznaniowa. Z drugiej strony – można te dane traktować jako przyczynek do rozważań na temat skrupulatności w zgłaszaniu przez pracodawców wypadków przy pracy do GUS, zwłaszcza tych o lżejszych skutkach – dodaje Maszewski.

Raport „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2018” pokazuje, że występują znaczne różnice pod względem dbania o kulturę bezpieczeństwa w zależności od wielkości firmy i sektora. – Jedynie 32 proc. respondentów deklaruje, że bezpieczeństwo pracy cudzoziemców jest dla ich pracodawców tak samo ważne jak bezpieczeństwo rodzimych pracowników, co poniekąd znajduje potwierdzenie w obserwowanym przez nas utrudnionym dostępie do środków ochrony indywidualnej dla cudzoziemców. W badaniu kształtuje się ona na poziomie 33 proc., a w przypadku branż o wysokim ryzyku wypadku jak branża budowlana, rośnie do 56 proc. Nadal jednak 44 proc. obywateli Ukrainy pracujących w tym sektorze ma problem z dostępnością ŚOI. Wśród tendencji widać również, że im większa firma, tym standardy związane z bezpieczeństwem wyższe. Jednak w gospodarce narodowej ponad 70 proc. stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa, dlatego tak ważna jest edukacja przedsiębiorców w zakresie zapewnienia bezpiecznych warunków pracy – tłumaczy Elżbieta Rogowska, wiceprezes Zarządu ds. Operacyjnych w PW Krystian.

Koalicja Bezpieczni w Pracy zawiązana została z inicjatywy firm CWS-boco Polska, PW Krystian, LafargeHolcim oraz TenCate Protective Fabrics w 2014 roku, w celu promowania kultury bezpieczeństwa w miejscu pracy wśród pracowników i pracodawców. W 2015 roku do grona Koalicjantów dołączyła firma SEKA S.A., w 2017 firma Inter Cars, a w 2018 DHL w Polsce, reprezentowany przez trzy dywizje: DHL Express, DHL Parcel i DHL Supply Chain. Cel Koalicji realizowany jest poprzez działalność edukacyjną na temat obowiązujących norm i procedur oraz pokazywanie dobrych praktyk oraz informowanie o korzyściach wynikających z wdrażania wysokich standardów bezpieczeństwa w miejscu pracy.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej po III kw. 2018

Alior Bank sponsorem oraz partnerem merytorycznym konferencji „Blockchain – Bariery i Transformacje”

W opinii wielu ekspertów ze świata biznesu dziś jesteśmy świadkami przełomu technologicznego i ekonomicznego, który można już nazwać tzw. IV Rewolucją Przemysłową. Wiąże się to z coraz szybszym rozwojem nowych technologii, takich jak m.in. blockchain. By przybliżyć tematykę tego zagadnienia, Towarzystwo Ekonomistów Polskich (TEP) organizuje konferencję pt.: „Blockchain – bariery i transformacje”, która się odbędzie 5 grudnia w Warszawie. Partnerem głównym wydarzenia jest Komisja Europejska, a partnerem merytorycznym oraz jednym ze sponsorów – Alior Bank.

Blockchain to w najprostszej definicji technologia, która służy do przechowywania zmian stanu dowolnego rejestru danych poprzez grupowanie zmian (zwanych transakcjami) w bloki o określonym rozmiarze. Fundamentem technologii jest fakt, że każdy blok wskazuje poprzedni, co powoduje utworzenie swoistego łańcucha. W tego typu łańcuchu mogą być przesyłane informacje o różnych rodzajach transakcji, np. handlowych czy kupnie lub sprzedaży walut, a także o popularnych ostatnio walutach wirtualnych.

Technologia blockchain nazywana jest technologią przyszłości, jednak w Polsce jest wciąż stosunkowo mało spopularyzowana i kojarzona głównie z walutami wirtualnymi, które stanowią tylko jedną z wielu zastosowań tej technologii.. Organizatorzy stawiają sobie za cel, aby konferencja nie tylko zainicjowała szeroką debatę publiczną dotyczącą technologii blockchain, wyjaśniła zjawiska gospodarcze i społeczne, które ta technologia napędza, ale przede wszystkim wykreowała platformę współpracy pomiędzy praktykami, teoretykami, światem biznesu, regulatorami czy w końcu pasjonatami tego zagadnienia.

Alior Bank, chcąc aktywnie poszerzać wiedzę społeczną na temat nowych technologii, będzie nie tylko sponsorem tego wydarzenia, ale także wesprze je wiedzą merytoryczną swoich ekspertów. Na konferencji pojawią się Robert Pakla, który w Alior Banku zajmuje się analizą prawną treści związanych z Fin-Tech oraz technologią Blockchain, a także Tomasz Sienicki, Menedżer ds. Strategii Technologii Blockchain odpowiedzialny za jej wdrażanie w Alior Banku. Pierwszy z nich zmierzy się z kwestiami prawnymi związanymi z tą technologią na poziomie krajowym w panelu „Blockchain – wyzwania dla regulatorów”, natomiast Tomasz Sienicki podzieli się swoją wiedzą ze słuchaczami w trakcie sesji „Blockchain – praktyka biznesu i wyzwania dla otoczenia”.

– Realizując strategię Cyfrowego Buntownika, Alior Bank chce wspierać wszelkie inicjatywy, które mają na celu rozwój wiedzy społecznej na temat nowych rozwiązań technologicznych. Zależy nam zwłaszcza na dotarciu do administracji publicznej, środowiska akademickiego oraz do młodych ludzi, bo to oni będą decydować o tym, w którym kierunku te technologie będą się rozwijać i jak będziemy z nich w przyszłości korzystać – powiedział Tomasz Sienicki, Menedżer ds. Strategii Technologii Blockchain w Alior Banku. – W technologii blockchain dostrzegamy wielką szansę rozwoju, zwłaszcza rynku finansowego. Jako liderzy bankowości na polskim rynku, już dziś badamy możliwości wykorzystania tej technologii na wielu płaszczyznach, np. przy realizacji transakcji międzybankowych czego wyrazem jest udział Aliora w międzynarodowym projekcie prowadzonym przez bank JP Morgan – Interbank Information Network wykorzystującym technologię blockchain do zapobiegania procederu prania brudnych pieniędzy. Wierzymy, że ta konferencja będzie dla nas oraz dla wszystkich zebranych źródłem nowych doświadczeń” – dodał przedstawiciel Alior Banku.

Konferencja realizowana jest we współpracy ze Szkołą Główną Handlową, Wydziałem Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziałem Ekonomii Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Inicjatywę objął honorowym patronatem United Nations Global Compact Poland, a także Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii, której Alior Bank jest członkiem i współzałożycielem.

Konferencja „Blockchain – Bariery i Transformacje” odbędzie się 5 grudnia 2018 r., w godzinach 8:30-17:15, w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, w Auli VII, na al. Niepodległości 162.

WEI: Unijny podatek cyfrowy. Duże zagrożenia, małe korzyści

Unijni decydenci stoją przed decyzją wprowadzenia nowego podatku od usług cyfrowych. Warsaw Enterprise Institute w krytycznym opracowaniu wskazuje, że nowe obciążenia dla tak rozwojowej branży stoją w jawnej sprzeczności z ambitnymi planami polskiego rządu na rozwój innowacyjności i poprawę konkurencyjności polskiej gospodarki.

W długoterminowej propozycji Komisji Europejskiej podatek cyfrowy miałby być pobierany przez kraje członkowskie, lecz tymczasowo byłby jednolitym podatkiem dla całej Wspólnoty Europejskiej. Podatek stanowiący 3% przychodu przedsiębiorstwa, miałby dotyczyć podmiotów zajmujących się takimi usługami jak sprzedaż powierzchni reklamowych online, generowania danych przez użytkowników czy pośrednictwem cyfrowym, które umożliwia użytkownikom interakcje z innymi użytkownikami.

„Definicja podmiotów, które podpadają pod nowy rodzaj podatku jest sztuczna i budzi obawy z uwagi na szeroką przestrzeń do interpretacyjności i urzędniczej arbitralności. Może dojść do sytuacji wśród dwóch firm konkurującym ze sobą na jednym rynku, gdy jedna podpada pod definicje zawartą w dyrektywie, a druga nie” – mówi Maciej Letkiewicz, ekspert Fundacji WEI i autor raportu. „Podobnego podatku nie ma nigdzie indziej na świecie. W praktyce, więc europejskie firmy staną się mniej konkurencyjne w stosunku do swoich rywali z innych części świata”.

Teoretycznie, proponowany podatek ma dotyczyć wyłącznie korporacji oraz dużych firm. W praktyce, nowe prawo uderzy rykoszetem w małe i średnie przedsiębiorstwa, dopiero startujące na naszym rynku. Firmy cyfrowe sektora MŚP zwykle współpracują z dużymi, międzynarodowymi koncernami. Jako podwykonawcy, kontrahenci, nie tylko korzystają z międzynarodowych zamówień, ale też przejmują bezcenne know-how i zwiększają przestrzeń dla rodzimej innowacyjności.

Podatek sprawi, że koncerny albo zmniejszą ilość inwestycji albo przerzucą część kosztów na swoich mniejszych współpracowników. W jednym i drugim przypadku ofiarą regulacji staną się niewielkie, młode firmy chcące dołączyć do szybko rozwijającej się branży.

Nowy podatek nie będzie miał znaczącego wpływu na budżet państwa. Najbardziej optymistyczne prognozy mówią o wpływach nieprzekraczających pół miliarda złotych. Dla porównania dochody państwa w 2017 roku wyniosły ponad 315 mld złotych. W dodatku zwiększenie obciążeń podatkowych spowodować może spowolnienie całej branży i proporcjonalny spadek wpływów podatkowych.

Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute
Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute

„Rząd Mateusza Morawieckiego tak pięknie potrafi mówić o innowacji, szkoda, że równie pięknie niszczy podatkami to co już powstało i to bez udziału państwa” – stwierdził Tomasz Wróblewski, prezes Warsaw Enterprise Institute.

Fundacja WEI rekomenduje odstąpienie od pomysłu wprowadzenia tego podatku i liczy na to, że polski rząd zajmie jednoznacznie negatywne stanowisko w sprawie jego wdrożenia.

Czy w najbliższych miesiącach DevOps i developerzy cloud mogą spodziewać się podwyżek?

Jak szacują analitycy rynku pracy, zarobki DevOps i cloud developerów będą systematycznie wzrastać, a hossa na ich wynagrodzenia właśnie się rozpoczęła i będzie pędzić do przodu w najbliższych miesiącach. Rozwiązania w chmurze zyskały sobie na świecie pełne zaufanie instytucji publicznych i przedsiębiorców, a obecnie trend ten dociera błyskawicznie do Polski. Wiąże się to m.in. z niedoborem liczby programistów i DevOps’ów.cloud computing chmura

Inżynierowie oprogramowania działający w obszarze zarządzania chmurą, czyli cloud developerzy i DevOps’i, to grupa zawodów zajmujących się między innymi zarządzaniem danymi w aplikacjach, wśród nich uprzywilejowaną pozycję w najbliższych miesiącach będą – niezmiennie– zajmować specjaliści w obszarze rozwoju platform aplikacji chmurowych. Już dziś mogą oni liczyć na wynagrodzenia od 10 000 złotych brutto aż do 20 000 złotych i więcej. Zapotrzebowanie na cloud developing w sytuacji rynków dopiero adaptujących się do tego typu rozwiązań lawinowo rośnie. Trzeba przyznać jednak, że przedsiębiorcy stawiają developerom naprawdę wysokie wymagania – praca ta wymaga elastycznego łączenia praktycznych umiejętności biznesowych, operacyjnych oraz sprawnego posługiwania się narzędziami integrującymi.

Globalny raport Harvey Nash Technology Survey już w roku 2017 przewidywał rosnące zapotrzebowanie na zatrudnienia nowych DevOpsów i cloud developerów, a tendencja ta uległa w roku 2018 znacznemu pogłębieniu. Zatem inżynierowie pracujący w chmurze mogą być spokojni o wzrost swoich wynagrodzeń, który już następuje i będzie im towarzyszył nie tylko w najbliższych miesiącach, ale nawet latach.

Czego oczekują dziś rekruterzy od specjalistów w dziedzinie cloud developingu i DevOps?

Warto przede wszystkim zauważyć, że cloud developerzy są grupą niejednorodną, o różnych kompetencjach i doświadczeniach, co jest konsekwencją dość płynnej i ciągle zmieniającej się definicji samej chmury. Oczekiwania stawiane kandydatom w obszarze cloud developingu i DevOps łączą dotychczasowe dziedziny: zarządzania projektami, projektowania i zarządzania bazami danych takimi jak big data oraz zarządzanie i integracja aplikacji w środowiskach rozproszonych. Rekruterzy coraz częściej wymagają już na wstępie od inżynierów oprogramowania wiedzy z dziedzin: Java, certyfikacji Hadoop dla określonych i konkretnie profilowanych produktów, dobrego lub bardzo dobrego radzenia sobie z oprogramowaniem do zarządzania danymi w chmurze, sprawnych umiejętności obsługi bazy danych NoSQL jak MongoDB czy Apache CouchDB, tak zwanego zaciągania danych (data ingestion), mapowania danych, a także biegłości w ich katalogowaniu, wreszcie znajomości technologii sieciowych w rodzaju REST i Grails. Dużym atutem podczas rozmowy kwalifikacyjnej będzie też znajomość innych języków programowania niż klasyczna już Java takich jak Python. To spory zestaw wiedzy, kompetencji i umiejętności, jednak wynagrodzenia, które można dzięki niemu uzyskać są naprawdę atrakcyjne, a w Polsce należą one do górnej półki poborów. Dodatkowo kolejnym elementem oczekiwanym przez pracodawców jest doświadczenie w pracy z rozwiązaniami chmurowymi takimi jak AWS lub Azure.

Ile zarabiają już dziś cloud developerzy i DevOps w Polsce? 

Globalny trend wzrostu wynagrodzeń cloud developerów dotarł już do Polski i dziś początkujący inżynier pracujący w chmurze jako młodszy specjalista może liczyć na pensję w wysokości 10 000 zł i więcej. Dla osób z kilkuletnim doświadczeniem w branży cloud developingu i DevOps widełki zarobków wahają się od 15 000 do 20 000 złotych miesięcznie. Przy czym nie brakuje już u nas specjalistów, których miesięczne wynagrodzenia przekraczają tę wartość. Analitycy rynku informują, że sytuacja ta będzie jeszcze korzystniejsza w najbliższych miesiącach. Jeśli jeszcze nie wiesz, w którym kierunku rozwijać swoje kompetencje zawodowe, cloud developing wydaje się niezwykle przyszłościowy.

Źródło: TeamQuest.pl – Praca w IT

Postawy i opinie wobec ograniczenia handlu w niedziele

71 proc. Polaków uznaje, że państwo nie powinno ustalać, jak obywatele spędzają niedziele, a zakaz handlu odbierają jako naruszanie ich swobody konsumenckiej – wynika z badania Maison & Partners, przeprowadzonego na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Co istotne, bardzo dużym poparciem, bo aż 65 proc. respondentów cieszy się podnoszony przez ZPP i branżę handlową postulat, by zamiast sektorowych przepisów, wprowadzić ustawową gwarancję dwóch wolnych niedziel dla każdego pracownika w Polsce. W ten sposób, dzięki umiejętnemu ustawieniu grafików, kupujący mieliby możliwość robienia zakupów w niedziele, a pracownicy – wolny dzień.

Z zaprezentowanych badań wynika ponadto, że jakkolwiek by nie były odbierane przez społeczeństwo, regulacje dotyczące ograniczania handlu w niedziele wydają się być całkowicie nieskuteczne. Okazuje się bowiem, że tak jak przed wprowadzeniem nowych przepisów zakupy w niedziele robiło 88 proc. Polaków, tak w tej chwili jest to 80 proc., ale narzekają na wysokie ceny oraz ograniczony asortyment. Ubytek rzędu zaledwie 10 proc. oznacza, że ograniczenie obejmuje jedynie wycinek branży handlowej.

Co ciekawe, wśród przeciwników ograniczeń handlu w niedziele, istotną grupę stanowią ci, którzy w tej chwili w tym sektorze pracują – podkreśla prof. Dominika Maison. – 44 proc. z nich negatywnie ocenia jakiekolwiek ograniczenia. Wśród grupy, która nigdy w tej branży nie pracowała zaś, odsetek przeciwników ograniczeń wynosi 37 proc. Podobnie, ograniczenie handlu w niedziele jako utrudnienie postrzega 51 proc. pracowników z tej branży i jedynie 36 proc. ankietowanych, którzy nigdy w handlu nie pracowali.

Jak można przeczytać w raporcie z wyników badania, obowiązujące w 2018 roku regulacje ograniczające handel w niedziele, popiera 43 proc. respondentów, a sprzeciwia się im 42 proc. ankietowanych. Jednocześnie, rozwiązanie mające wejść w życie w roku 2020, polegające na niemal całkowitym zakazie handlu w niedziele, spotyka się z negatywnym odbiorem aż 65 proc. Polaków. Ciekawe jest to, że wśród tych przeciwników, podzielonych ze względu na miejsce zamieszkania, dominują dwie grupy. Nie powinno zaskakiwać, że jedną z nich są mieszkańcy dużych miast, powyżej 500 tysięcy mieszkańców, spośród których równo co drugi sprzeciwia się ograniczeniom handlu w niedziele w jakiejkolwiek formie. Okazuje się jednak, że największymi przeciwnikami ograniczeń są mieszkańcy małych miast, do 20 tysięcy mieszkańców.

– W tej grupie ponad połowa ankietowanych negatywnie odnosi się do jakichkolwiek ograniczeń handlu w niedziele – zauważa Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Oznacza to, że im dalej będzie to ograniczenie szło, z tym gorszym odbiorem spotka się w mniejszych miejscowościach. Wynik może być zaskakujący, ale musimy pamiętać, że w niewielkich miastach wizyta w centrum handlowym to niejednokrotnie jedyna forma rozrywki dostępna w weekend dla przeciętnego mieszkańca. Skoro zabiera się ludziom możliwość spędzania w ten sposób wolnego czasu, nic dziwnego że oceniają to negatywnie.

Uwaga inwestorów skupiona na FED

Zmiany w oczekiwaniach względem działań banków centralnych po obu stronach Atlantyku wpływają na główne waluty. Złoty rozpoczyna tydzień umocnieniem.

Zdaje się, że ostatni tydzień przyniósł potwierdzenie sugestii, że FED rozważa wstrzymanie cyklu zacieśniania polityki monetarnej, w wyniku czego rentowności obligacji w Stanach Zjednoczonych obniżyły się na całej krzywej dochodowości. Dolar przyjął jednak ten cios zaskakująco dobrze, nawet w obliczu równoległego wzrostu ryzykownych aktywów – ożywienie zapanowało zarówno na rynkach akcji, jak i wspominanych papierów dłużnych. Pewnym wyjaśnieniem dla względnej siły dolara w ostatnim czasie (mimo spadku rentowności obligacji) mogą być dość słabe odczyty makroekonomiczne w innych istotnych gospodarkach, wywołujące obawy o ich perspektywy gospodarcze, czego najbardziej widocznym przykładem może być niska inflacja w strefie euro.

W tym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych makroekonomicznych. W piątek opublikowany zostanie raport o sytuacji na rynku pracy, który jak zwykle znajdzie się w centrum uwagi. Będziemy również obserwować publikacje „drugiej kategorii” ze strefy euro. W Wielkiej Brytanii uwaga inwestorów będzie skupiona na polityce – debata parlamentu nad tekstem porozumienia ws. Brexitu będzie najpewniej głównym czynnikiem wpływającym na zmiany wyceny szterlinga.

PLN

Polski złoty w ubiegłym tygodniu pozostawał względnie stabilny w relacji do głównych walut. Bieżący tydzień złoty rozpoczyna jednak umocnieniem, czemu sprzyja poprawa sentymentu do aktywów ryzykownych związana z pozytywnymi informacjami ze szczytu G20.

Dane z Polski – z minionego tygodnia – dość mocno zaskoczyły. Wstępny odczyt inflacji w listopadzie pokazał, że dynamika cen w Polsce wyniosła 1,2% i była wyraźnie niższa od oczekiwań i odczytu z poprzedniego miesiąca. Jednocześnie, zgodnie z nowymi szacunkami, inflacja w listopadzie spadła poniżej dolnych widełek celu inflacyjnego (1,5-3,5%) co może oznaczać, że RPP będzie jeszcze bardziej niechętna do podwyżek stóp procentowych niż wcześniej. Spadek inflacji przełożył się na obniżkę rentowności krajowych obligacji, jednak miał ograniczony wpływ na złotego. W minionym tygodniu nieco zaskoczyła również struktura dynamiki PKB, którą poznaliśmy przy okazji rewizji danych. Jak się okazało, za istotnie wyższy wzrost gospodarczy od prognoz w III kwartale odpowiadała kontrybucja inwestycji i zapasów. Z uwagi na fakt, iż nie były to złe informacje oraz biorąc pod uwagę, że sama dynamika PKB nie została poddana rewizji, dane raczej nie miały zbyt dużego wpływu na rynki finansowe.

Oprócz dzisiejszego odczytu PMI dla przemysłu, który był najgorszy od czterech lat i ponowił obawy o sytuację w sektorze, w tym tygodniu warto będzie zwrócić uwagę na środowe spotkanie oraz konferencję prasową po posiedzeniu decyzyjnym Rady Polityki Pieniężnej.

GBP

W obliczu debaty nad porozumieniem ws. Brexitu wszelkie dane makroekonomiczne schodzą na drugi plan. Unia Europejska i Wielka Brytania ustaliły szkic porozumienia, jednak szterling nie zyskał istotnie z powodu tych wieści – dopóki umowa nie zostanie akceptowana przez brytyjski parlament, nic nie jest przesądzone. Głosowanie nad porozumieniem odbędzie się 11 grudnia, niemniej spodziewamy się, że zmiany w oczekiwaniach względem jego rezultatów na przestrzeni powinny determinować większość wahań funta na przestrzeni najbliższych kilku dni.

EUR

Wieści makroekonomiczne ze strefy euro nie przestają rozczarowywać. Inflacja bazowa spadła z 1,1% w październiku do 1,0% rocznie w listopadzie i nie wykazuje, jak na razie, jasnego trendu wzrostowego w kierunku celu inflacyjnego EBC, czyli okolic 2%. Ten kluczowy wskaźnik pozostaje na podobnie niskim poziomie już od kilku lat. Zaczynamy podejrzewać, że nasze oczekiwania względem podwyżek stóp Europejskiego Banku Centralnego w trzecim kwartale 2019 r. były zbyt optymistyczne, i najpewniej będziemy zmuszeni zaktualizować je w najbliższych tygodniach. Wspólna europejska waluta nie reagowała jednak na wspomniane, słabe dane w stopniu, w jakim można by się było tego spodziewać. W części można to przypisać temu, że ubiegły tydzień obfitował w gołębie komunikaty ze strony Rezerwy Federalnej, które niejako „wyrównywały szale”.

USD

Ubiegły tydzień przyniósł kilka odczytów makroekonomicznych z USA. Uwaga inwestorów skupiała się jednak przede wszystkim na komunikacji ze strony Rezerwy Federalnej. Przemówienia prezesa Powella oraz Richarda Claridy, jak i „minutki” z ostatniego spotkania Rezerwy Federalnej sugerują, że członkowie FOMC sądzą, że stopy procentowe są bliskie neutralnego poziomu. Grudniowa podwyżka jest niemal pewna, jednak obecnie rynki spodziewają się, że przyszły rok przyniesie wyhamowanie tempa zacieśniania polityki monetarnej w USA. Zgodnie z obecną wyceną inwestorzy spodziewają się, że w 2019 r. czeka nas najwyżej jedna podwyżka stóp procentowych w USA. Sądzimy, że taka ocena jest realistyczna, biorąc pod uwagę, że w Stanach Zjednoczonych nie widać rosnącej presji inflacyjnej, w związku z czym FED może pozwolić sobie na zaczekanie na kolejne dane przed podejmowaniem działań. W związku z tym sądzimy, że USD może oddać część ostatnich zysków. Waluta USA, jako waluta „safe haven”, może tracić również z uwagi na informacje o tymczasowym „zawieszeniu broni” w konflikcie handlowym USA i Chin w następstwie rozmów na szczycie G20 i rozpoczęciu 90-dniowych negocjacji. W poniedziałek rano z tego tytułu dolar oddał bowiem część zysków.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

Polska jedną strefą inwestycyjną – nowe formy wsparcia polskich i zagranicznych inwestorów. Raport Colliers, EY i PAIH

Uchwalona w maju br. Ustawa o wspieraniu nowych inwestycji ma szansę pobudzić innowacyjność firm i zachęcić krajowych i zagranicznych inwestorów do inwestowania w Polsce. Obszar, na którym firmy mogą uzyskać ulgi podatkowe, objął blisko 100% terenów inwestycyjnych w Polsce. To zasadnicza zmiana w stosunku do poprzednich przepisów. Nowemu prawu przyjrzeli się eksperci Colliers International, EY oraz Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w przygotowanym przez nich raporcie pt. „Polska strefa inwestycji. Zmiany prawne i organizacyjne”.

Dotychczasowym narzędziem wspierającym w sposób systemowy przedsiębiorczość w Polsce były Specjalne Strefy Ekonomiczne (SSE) powołane do życia na mocy ustawy z 1994 r. Miały one na celu przyspieszenie rozwoju najuboższych regionów kraju, przyciągnięcie kapitału i zmniejszenie bezrobocia. Założenia te udało się w znacznym stopniu zrealizować. Dzięki SSE w okresie 1995–2017 na ich terenach powstało 2000 firm, stworzono i utrzymano ponad 350 tys. miejsc pracy i pozyskano kapitał o łącznej wartości ponad 120 mld PLN. Analiza wartości przemysłowych projektów inwestycyjnych wspartych przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu w latach 2015 – 2018, pokazuje, że aż 80% z nich ulokowana została na terenie Specjalnych Stref Ekonomicznych.

Łukasz Pańczyk, Senior Associate w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International
Łukasz Pańczyk, Senior Associate w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International

Inwestorzy prowadzący działalność w Specjalnych Strefach Ekonomicznych mogli korzystać z preferencyjnych warunków dla biznesu, w szczególności z zwolnień z podatku dochodowego, o ile inwestycje przez nich prowadzone znajdowały się w lokalizacji objętej statusem SSE. Terytorialnie był to jednak bardzo niewielki obszar obejmujący swoim zasięgiem jedynie 0,08% powierzchni Polski. Stanowiło to znaczne ograniczenie dla inwestorów, którzy nie mogli skorzystać ze wsparcia dla inwestycji w wybranych przez siebie lokalizacjach. Część z nich na nowo poszukiwała miejsca dla inwestycji, niektórzy wstrzymali projekty – mówi Łukasz Pańczyk, Senior Associate w Dziale Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Z biegiem lat i gromadzonych doświadczeń zapisy ustawy z 1994 r. zaczęły budzić coraz bardziej ożywioną dyskusję. Zarówno samorządy, jak i przedsiębiorcy, zwłaszcza rodzimi, zwracali uwagę na to, że o możliwości skorzystania z ulg strefowych decyduje kryterium geograficzne. W konsekwencji były one niedostępne dla ogromnej większości potencjalnie zainteresowanych nimi inwestorów. Ponadto brak powiązania zapisów ustawy z polityką gospodarczą państwa prowadził do polaryzacji i efektu nasycenia. W wyniku tego szczególnym zainteresowaniem biznesu zaczęły cieszyć się tereny strefowe w regionach dobrze rozwiniętych gospodarczo, co jeszcze bardziej napędzało ich wzrost. Natomiast biedniejsze obszary kraju, dla których strefy w założeniu miały być bodźcem gospodarczym, przyciągały mniej projektów lub projekty o mniejszym kapitale i skali zatrudnienia. Tym samym rozwijały się zdecydowanie wolniej.

Wsparcie o większym zasięgu

Okazją do modyfikacji dotychczasowych przepisów stała się zainicjowana przez rząd Strategia Odpowiedzialego Rozwoju. W maju 2018 Sejm RP przyjął Ustawę o wspieraniu nowych inwestycji, będącą bardziej dostosowanym do współczesnych potrzeb narzędziem wspomagania przedsiębiorców, uwzględniającym wiele z ich wcześniejszych postulatów.

Po pierwsze, ustawodawca zapewnił im wiekszą elastyczność co do wyboru miejsca prowadzenia działalności. Na mocy nowych przepisów stworzono Polską Strefę Inwestycji, w ramach której, po spełnieniu określonych kryteriów, możliwe jest uzyskanie zwolnienia z CIT lub PIT na terenie niemal całego kraju, a nie jedynie wydzielonych stref. Wysokość ulgi podatkowej zależy od lokalizacji inwestycji i wielkości przedsiębiorstwa. Może ona wynosić 10-50% dla dużych firm, 20-60% dla średnich, 30-70% dla mikro- i małych przedsiębiorstw.

Paweł Tynel,  Partner Działu Ulg i Dotacji Inwestycyjnych EY
Paweł Tynel,  Partner Działu Ulg i Dotacji Inwestycyjnych EY

– Obszary o wyższym bezrobociu, niewielkie i średniej wielkości miasta oraz tereny wiejskie otrzymają większe wsparcie. Ponadto decyzja o udzieleniu pomocy może zostać wydana nie tylko na realizację nowych projektów, ale także w związku z planowanym rozwojem już istniejących przedsiębiorstw, np. utworzeniem nowego zakładu, zwiększeniem zdolności produkcyjnej, wprowadzeniem nowych produktów oraz wdrożeniem innowacji. Wyjątek stanowi województwo mazowieckie, gdzie na wsparcie mogą liczyć jedynie nowe inwestycje – mówi Paweł Tynel,  Partner Działu Ulg i Dotacji Inwestycyjnych EY.

Jedną z największych zalet Polskiej Strefy Inwestycji jest znacznie dłuższy okres zwolnienia podatkowego. Dotyczy to szczególnie projektów prowadzonych na obszarze Specjalnych Stref Ekonomicznych lub w regionie z najwyższą (50%) intensywnością pomocy. Okres zwolnienia wynosi w tych przypadkach 15 lat, a zatem jest prawie dwukrotnie dłuższy niż ten przyznawany w ostatnim czasie w ramach SSE (8,5 roku). Dotychczasowe zezwolenia na prowadzenie działalności gospodarczej w Specjalnych Strefach Ekonomicznych są ważne maksymalnie do końca 2026 roku.

Eksperci zwracają też uwagę, że można się ubiegać o pomoc na realizację projektów zarówno produkcyjnych, jak i usługowych. W odniesieniu do tej drugiej kategorii rozszerzono zakres działalności, która ma szansę być objęta zwolnieniem podatkowym. Znacznie niższym kryteriom ilościowym – tzn. określającym minimalną wartość nakładów inwestycyjnych – podlegają projekty związane z badaniami i rozwojem, a także z nowoczesnymi usługami dla biznesu. Wyjściowy poziom kosztów kwalifikowanych obniżono też dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw w zakresie od 80 do 98%.

Polska bardziej konkurencyjna

Zdaniem ekspertów nowa ustawa poprawia również pozycję Polski w rywalizacji o inwestycje zagraniczne w regionie. Nasi główni konkurenci w wyścigu o projekty inwestycyjne, tj. Czechy, Słowacja i Węgry, stosują zachętę dla inwestorów zagranicznych w postaci zwolnienia z podatku dochodowego na obszarze całego kraju, z wyłączeniem najbardziej rozwiniętych obszarów w okolicach stolic.

Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu SA
Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu SA

Założenia Polskiej Strefy Inwestycji sprzyjają budowaniu przez Polskę konkurencyjnej oferty inwestycyjnej na mapie Europy. Zwłaszcza kryteria jakościowe nowego instrumentu zachęcają inwestorów do realizacji projektów tworzących wysokopłatne miejsca pracy, realizujących sprzedaż eksportową i współpracujących z jednostkami badawczo – rozwojowymi. Rozwiązanie to pozwala PAIH przyciągnąć takie inwestycje, które zapewnią Polsce długoterminowy wzrost i rozwój gospodarczy – mówi Tomasz Pisula, prezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu SA.

W polskim przemyśle nadchodzi recesja? Katar ma opuścić OPEC

Indeksy PMI straszą słabą perspektywą dla Polski. Chiny i USA zawiesiły na 90 dni wprowadzanie sankcji handlowych. Katar zamierza opuścić OPEC już w styczniu 2019 roku.

Czy w przemyśle nadchodzi recesja?

Wskaźnik PMI pokazujący nastroje wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia spadł poniżej symbolicznej granicy 50 pkt. Poziom ten to taka sama ilość pozytywnych jak i negatywnych odpowiedzi. Spadek poniżej to znak, że więcej osób przewiduje pogorszenia niż poprawę sytuacji. Dane te stoją co prawda w dużej sprzeczności z obecnymi wynikami polskiej gospodarki, która ma szansę jeszcze przez jakiś czas utrzymać 5% tempo wzrostu. Waluty wyraźnie nie przejęły się tymi danymi. Polski złoty od rana umacnia się względem zarówno euro, jak i dolara, franka oraz funta. Problemem może być sytuacja gdy więcej danych zacznie pokazywać ten negatywny scenariusz.

Rozejm na wojnie handlowej

Prezydenci Chin oraz USA zapowiedzieli zawieszenie broni w trwającej wojnie handlowej. Porozumienie dotyczy wstrzymania na 90 dni nakładania kolejnych taryf. Wielu obserwatorów zwraca uwagę, że jest to zaledwie kupienie dodatkowego czasu by konflikt nie eskalował za szybko. Rynki przyjęły jednak tą informacje bardzo dobrze. W górę idą indeksy giełdowe. Na wartości wyraźnie zyskuje również juan dotychczas duszony przez potencjalne konsekwencje konfliktu.

Wyłom w OPEC

W styczniu kartel OPEC ma opuścić Katar. Jest to stowarzyszenie państw produkujących i eksportujących ropę naftową. Jego głównym celem jest regulowanie wydobycia w celu utrzymywania cen surowca na pożądanym poziomie. Katar był członkiem stowarzyszenia przez ponad pół wieku. Oficjalnym powodem jest chęć skupienia się na eksporcie gazu ziemnego, którego państwo już jest największym eksporterem na świecie. Wielu analityków wskazuje jednak na bliskie związki Kataru z Iranem oraz jawną niechęć innych państw regionu. Jaki będzie to miało wpływ na ceny ropy? Ograniczenia wydobycia surowca bez Kataru nie będą już tak skuteczne. Nie będzie to jednak rewolucyjna zmiana.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:30 – Kanada – indeks PMI dla przemysłu,
  • 15:45 – USA – indeks PMI dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pogorszenie nastrojów w polskim przemyśle. PMI poniżej 50 pkt.

Listopadowy odczyt PMI wyniósł 49,5 (vs 50,4 w październiku) i po raz pierwszy od września 2014 r. był poniżej 50,0, co oznacza pogorszenie nastrojów w sektorze. Tym samym skończył się najdłuższy w historii okres nieprzerwanego wzrostu w polskim sektorze przemysłowym.

W listopadzie liczba nowych zamówień ogółem spadła drugi raz w ciągu ostatnich trzech miesięcy, a liczba nowych zamówień eksportowych spadła czwarty miesiąc z rzędu (aczkolwiek w wolniejszym tempie niż w październiku) i szósty raz w tym roku.

Spadek liczby nowych zamówień przełożył się na pierwszy od lipca 2016 r. spadek wielkości produkcji. Z kolei polscy producenci zmniejszyli zatrudnienie drugi miesiąc z rzędu, co częściowo wynika z trudności związanych ze znalezieniem nowych pracowników.

Prognozy odnośnie przyszłej dwunastomiesięcznej produkcji pogarszają się od kwartału i są na pesymistycznym poziomie nieobserwowanym od stycznia 2013 r. Pogorszenie nastrojów wynika m.in. z oczekiwanego spowolnienia gospodarczego zarówno w kraju, jak i w Europie.

Piotr Ludwiczak, Zarządzający funduszem, Michael/Ström Dom Maklerski

Odstępne z tytułu przedterminowego rozwiązania umowy stanowi koszt uzyskania przychodu

W wyroku z 4 października 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że wydatek firmy poniesiony na odstępne, stanowiące rekompensatę za wcześniejsze – zgodne z ugodą – przedterminowe rozwiązanie umowy, stanowi koszt uzyskania przychodu. Jak wskazał w uzasadnieniu: „Interpretując przepis art. 15 ust. 1 u.p.d.o.p., należy kierować się przesłankami zdrowego rozsądku przy dokonywaniu oceny racjonalności poniesienia przez danego podatnika kosztu …” (sygn. akt II FSK 2840/16).

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Zgodnie z art. 15 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych: „Kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wymienionych w art. 16 ust. 1” (Dz.U. 1992 nr 21, poz. 86 ze zm.).

Zmiana prawa przyczyną załamania cen na rynku świadectw pochodzenia

Przedsiębiorca wytwarzający energię elektryczną z odnawialnych źródeł energii uzyskuje świadectwo jej pochodzenia. To właśnie te świadectwa były przedmiotem umowy sprzedaży, jaką zawarły między sobą dwie spółki z o.o. w 2010 r. Wskutek wejścia w życie rozporządzenia Ministra Gospodarki z dnia 18 października 2012 r. w sprawie szczegółowego zakresu obowiązków uzyskania i przedstawienia do umorzenia świadectw pochodzenia, uiszczania opłaty zastępczej, zakupu energii elektrycznej i ciepła wytworzonych w odnawialnych źródłach energii oraz obowiązku potwierdzania danych dotyczących ilości energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnym źródle energii (Dz.U. z 2012 r., poz. 1229) doszło do załamania cen na rynku tych świadectw. Umowa zawarta przez spółki na czas określony do 31 grudnia 2021 r. nie przewidywała możliwości jej wcześniejszego rozwiązania.

Ugoda i 1,55 mln EUR odstępnego z tytułu przedterminowego rozwiązania umowy

Obowiązywanie nowych regulacji prawnych sprawiło, że cena nabycia świadectw okazała się zdecydowanie wyższa od ich wartości rynkowej. Spółka, która zobowiązała się je nabyć, zaczęła ponosić więc z tego tytułu znaczne straty. Uznała, że w obliczu zaistniałej sytuacji wystąpiły okoliczności uzasadniające renegocjacje warunków umowy. W obliczu nieprzystąpienia do nich sprzedającej spółka wypowiedziała umowę. W grudniu 2013 r. sąd arbitrażowy wezwał strony do zawarcia ugody, co nastąpiło w lutym 2014 r. Nabywająca świadectwa pochodzenia zobowiązała się do zapłaty tzw. odstępnego w wysokości 1 mln 550 tys. EUR, co miało zrównoważyć sprzedającej straty z tytułu przedterminowego rozwiązania umowy.

Lepiej zapłacić niż ponosić coraz większe straty

Po spełnieniu zobowiązania i dokonaniu wpłaty odstępnego, spółka wystąpiła do Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z wnioskiem o wydanie interpretacji podatkowej, czy słusznie stoi na stanowisku, że poniesiony przez nią wydatek stanowi koszt uzyskania przychodu, inny niż koszt bezpośrednio związany z jej przychodami i jako taki, zgodnie z art. 15 ust. 4d u.p.d.o.p., podlega zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodów w dacie jego poniesienia.

W uzasadnieniu swojego stanowiska spółka argumentowała, że poniesienie wydatku z tytułu wcześniejszego rozwiązania niekorzystnej dla niej umowy uchroniło ją przed poniesieniem większych strat. Dalsze jej wykonywanie zagroziłoby bowiem stabilności i płynności finansowej spółki, zarówno wskutek nierentowności działalności polegającej na odsprzedaży świadectw, jak i poprzez konieczność ponoszenia kosztów obsługi procesowej sporu ze spółką sprzedającą. Stąd też poniesiony na zapłatę odstępnego wydatek miał nie tyle związek z osiąganiem przez spółkę przychodów, ile z zachowaniem lub zabezpieczeniem ich źródeł.

Zabezpieczać trzeba się przed a nie w trakcie

Organ podatkowy uznał stanowisko spółki za nieprawidłowe. Zdaniem Dyrektora Izby Skarbowej nie przedstawiła ona przekonującej argumentacji, że przedterminowe rozwiązanie umowy jakkolwiek wpłynie na przychód podatkowy. Jak wskazał organ: „…działanie polegające na ograniczeniu uszczuplenia majątku Spółki nie stanowi wystarczającej podstawy do uznania, iż mamy do czynienia z zabezpieczeniem źródła przychodów” (interpretacja indywidualna Dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 2 lutego 2015 r. nr IPPB3/423-1136/14-3/PK1).

Dyrektor IS stwierdził, że działania mające na celu zabezpieczenie lub zachowanie źródeł przychodów należy podejmować już na etapie kontraktowania. Zatem to w umowie, do której spółka przystępowała przecież dobrowolnie, należało zastrzec możliwość wcześniejszego jej rozwiązania za zapłatą określonej sumy pieniędzy. I ta właśnie suma, zabezpieczająca spółkę przed ewentualną nierentownością wykonywania umowy, spełniałaby przesłanki uznania jej za koszt poniesiony w celu zabezpieczenia lub zachowania źródła przychodu. „W sytuacji zaś, gdy do owego „zabezpieczenia” dochodzi już w wyniku zdarzeń, które nie były przewidywane przy zawieraniu kontraktu (…), to wówczas w istocie mamy do czynienia nie z zabezpieczeniem źródła przychodów lecz z uchronieniem Spółki przed ryzykiem gospodarczym zawartego kontraktu, który nie może obciążać Skarbu Państwa lecz przedsiębiorcę, skoro ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej jest wpisane w istotę tejże działalności” (nr IPPB3/423-1136/14-3/PK1).

WSA poparł stanowisko fiskusa

WSA przyznał rację fiskusowi, zgadzając się, że koszty poniesione na zapłatę przedmiotowego odstępnego nie wypełniły wszystkich przesłanek zawartych w art. 15 ust. 1 u.p.d.o.p.: „Skutki podjętych przez Spółkę działań nie mają ani pozytywnego wpływu na przychód podatkowy, ani charakteru prewencyjnego (nie chronią źródła przychodów przed jego zmniejszeniem)” (wyrok WSA w Warszawie z 3 czerwca 2016 r., sygn. akt III SA/Wa 1551/15). Spółka wniosła skargę kasacyjną.

Przedsiębiorca walczy o byt prowadzonej działalności

Naczelny Sad Administracyjny wskazał na dwie linie orzecznicze. Według pierwszej z nich odstępne rozumiane jest jako rekompensata za przedterminowe rozwiązanie umowy, co mieści się w dyspozycji art. 15 ust. 1 u.p.d.o.p. (np. w wyrokach NSA: z 11.12.2013 r., sygn. akt II FSK 478/12; z 27.06.2013 r., sygn. akt II FSK 2192/11; z 19.06.2012 r., sygn. akt II FSK 2486/10 oraz z 03.10.2012 r., sygn. akt II FSK 2597/11). Według drugiej z uwag na niewypełnianie przez tego typu „odszkodowania” przesłanki działania w celu osiągnięcia, zabezpieczenia lub zachowania przychodu (np. w wyrokach WSA z 20.07.2011 r., sygn. akt II FSK 460/10; 27.10.2011 r., sygn. akt II FSK 840/10 oraz z 04.04.2012 r., sygn. akt II FSK 1770/10) nie można uznać odstępnego mieszczącego się w dyspozycji art. 15 ust. 1 u.p.d.o.p.

W obliczu tych rozbieżności NSA podkreślił znaczenie prawidłowej wykładni rozumienia terminów „zachowanie” i „zabezpieczenie” źródła przychodów. Zdaniem Sądu w definicjach tych mieści się każdy koszt poniesiony na ochronę podstawowego źródła przychodów, zapewniający jego bezpieczeństwo. Zatem uwzględniając dynamikę obrotu gospodarczego, jak i ewentualne niekorzystne dla przedsiębiorcy zmiany w przepisach prawa, należy przyjąć, że w wyniku ich następstw przedsiębiorca może być zmuszony do ponoszenia wydatków nie tyle na zdobycie nowego źródła przychodu, ile przede wszystkim na zachowanie już istniejącego. NSA nie zgodził się tym samym ze stanowiskiem sądu pierwszej instancji o konieczności istnienia bezpośredniego związku między poniesionym kosztem a konkretnym źródłem przychodu. Zdaniem NSA przepisy ustawy podatkowej takiego ograniczenia nie zawierają. „Negatywna zmiana przepisów wywołała konieczność podjęcia przez Spółkę działań zmierzających przede wszystkim do zachowania lub zabezpieczenia źródeł przychodów. Decyzja o kontynuowaniu wykonania umowy na warunkach pierwotnie ustalonych zagrażała jej stabilności i płynności finansowej, co w dalszej kolejności zagrażało utrzymaniu źródła przychodów” (II FSK 2840/16).

Apel o zdrowy rozsądek. Działalność gospodarczą prowadzi się dla zysku, a nie dla strat

Przyznając rację spółce, NSA obalił także stanowisko fiskusa o przerzucaniu ryzyka gospodarczego podejmowanych przez spółkę działań na Skarb Państwa. Sąd kasacyjny podzielił stanowisko skarżącej, że nieponiesienie kosztu odstępnego i kontynuowanie przez nią wykonywania nieracjonalnej z punktu widzenia ekonomicznego umowy generowałoby po jej stronie nie tylko stratę finansową, ale i podatkową. I właśnie wówczas, z uwagi na brak wpływów podatkowych ze strony spółki, negatywnymi tego konsekwencjami zostałby dotknięty Skarb Państwa.

„Interpretując przepis art. 15 ust.1 u.p.d.o.p., należy kierować się przesłankami zdrowego rozsądku przy dokonywaniu oceny racjonalności poniesienia przez danego podatnika kosztu przez pryzmat faktów zaistniałych po dacie podjętych decyzji o charakterze gospodarczym. (…) Postulowany jest sposób interpretowania prawa podatkowego oparty na tzw. wykładni gospodarczej, tzn. takiej, która przewiduje, m.in. przyjęcie założenia, że podatnik działa i powinien działać w sposób typowy dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, tj. przykładowo dąży do osiągnięcia zysku, a nie strat” (II FSK 2840/16).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Condohotele i apartamenty wypoczynkowe: zysk vs. ryzyko

W raporcie „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018” eksperci Emmerson Evaluation przeprowadzili kompleksową analizę rynku lokali na wynajem krótkoterminowy w formule condo oraz apartamentów wypoczynkowych. Gwarantowane, wysokie stopy zwrotu z tego typu inwestycji, sięgające od 5 do nawet 8-8,5% przyciągają do niego coraz więcej kupujących. Te cyfry nie powinny jednak przysłaniać inwestorom ryzyka, które wiąże się z takim zakupem, zaznaczają eksperci Emmerson Evaluation.

Rynek condohoteli oraz obiektów z apartamentami wypoczynkowymi w Polsce jest wciąż relatywnie młody. Na Zachodzie pierwsze obiekty tego typu zaczęły pojawiać się kilkadziesiąt lat wcześniej, w połowie XX w., w Polsce zaś dopiero po 2000 r. Według szacunków Emmerson Evaluation w III kw. 2018 r. w najważniejszych turystycznych regionach Polski (nad morzem, w górach, na Warmii i Mazurach) oraz w największych polskich aglomeracjach funkcjonowało 224 takich obiektów. Do 2020 r. ich liczba ma wzrosnąć o ponad połowę (o 115 obiektów). Łącznie nowa podaż pokoi w condohotelach i apartamentach wypoczynkowych wyniesie prawie 16 tys.

Inwestycja inwestycji nie równa

Rynek condohoteli i apartamentów wypoczynkowych w Polsce jest aktualnie w fazie szybkiego rozwoju. – Inwestycje tego typu cały czas zyskują na popularności i coraz częściej są obiektem zainteresowania inwestorów indywidulanych, którzy zamiast na kolejne mieszkanie na wynajem decydują się na zakup apartamentu wakacyjnego lub lokalu w condohotelu. Często związane jest to nie tylko z zamiarem osiągania dochodu z nieruchomości, ale również z prestiżem jaki daje posiadanie apartamentu w miejscowości wypoczynkowej – wskazuje Rober Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation.

Zachęt do inwestowania w rynek condohoteli i apartamentów wypoczynkowych nie brakuje. Obecnie oferowane są już produkty z gwarantowaną stopą zwrotu, gdzie inwestor dokonujący zakupu lokalu ma zapewniony w umowie zysk. Niekiedy jest on dość wysoki i sięga nawet 8-8,5%, co jest znacznie wyższym wynikiem niż ten, który można uzyskać w przypadku wynajmu lokalu mieszkalnego na dłuższy okres, zauważają w swoim raporcie eksperci Emmerson Evaluation. Jednocześnie wskazują oni, że istnieje wiele czynników, które należy uwzględnić przy wyborze tego rodzaju inwestycji i konkretnej oferty na tym rynku.

W opinii Emmerson Evaluation kluczowym elementem, poza lokalizacją obiektu, jest doświadczenie  dewelopera w realizacji podobnych przedsięwzięć. W przypadku condohoteli najlepsze obiekty muszą spełniać wymogi sieci hotelowych, oferować szeroki wachlarz usług dostępnych na miejscu. Korzystnie oceniają inwestycje, które mogą zapewnić długoterminową umowę z operatorem – powszechnie rozpoznawalną siecią hotelową. To powinno zagwarantować zwrot z inwestycji w apartament wakacyjny również w dłuższym okresie. Konieczność utrzymania standardów sieci hotelowej będzie bowiem pozytywnie wpływać na stan budynku i infrastruktury również za kilka, a nawet kilkanaście lat, twierdzą eksperci firmy. W miarę rozwoju i dojrzewania rynku condohoteli oraz apartamentów wakacyjnych obiekty niespełniające powyższych kryteriów mogą stracić na atrakcyjności w konfrontacji z nowopowstającą konkurencją. Mniej doświadczeni w tym segmencie rynku deweloperzy, niedywersyfikujący i nieulepszający swojej oferty, mogą nie poradzić sobie z narastającą konkurencją oraz innymi czynnikami występującymi na rynku, zaznaczają autorzy raportu.

Umowy o zarządzanie

Warunki umowy o zarządzanie są niezwykle ważnym elementem inwestycji w rynek condohoteli lub apartamentów wypoczynkowych. Umowy z operatorami mogą mieć różne zapisy, które także mogą decydować o atrakcyjności danego obiektu dla kupującego.

Wg raportu „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce 2018” dla obiektów z apartamentami wypoczynkowymi najczęściej w zakres usług operatorów wchodzi obsługa najmu poprzez portale internetowe i własną stronę internetową operatora (rzadziej obiektu), zapewnienie stałej i kompleksowej obsługi gości oraz nadzór techniczny nad apartamentami. – Z właścicielem apartamentu podpisywana jest umowa najmu najczęściej na czas nieokreślony z 3-6 lub 12-miesięcznym okresem wypowiedzenia. Zgodnie z zapisami takiej umowy, koszty związane z bieżącą obsługą gości, w tym sprzątanie apartamentów, pranie ręczników i pościeli, ponosi firma zarządzająca. Natomiast pozostałe nakłady, m.in. koszty mediów i czynszu do wspólnoty, pozostają po stronie właściciela apartamentu. Musi się on więc liczyć z okresowym kosztem odświeżenia apartamentu, a także (w dłuższej perspektywie) z wymianą wyposażenia – zaznacza Roksana Pachałko-Ciołkowska, dyrektor sopockiego oddziału Emmerson Evaluation. Najczęściej stosowanym modelem rozliczeniowym z firmą zarządzającą apartamentem wypoczynkowym jest podział przychodów, gdzie prowizja firmy zarządzającej z reguły wynosi 25 – 30% przychodu netto (bez VAT, po odliczeniu prowizji pobieranych przez portale internetowe). W niektórych przypadkach, gdy operator jest dedykowanym i dominującym operatorem w danym budynku, oferuje on czynsz gwarantowany przez kilka pierwszych lat funkcjonowania inwestycji (najczęściej 3 lata). Spotyka się również połączenie czynszu gwarantowanego z dodatkowym czynszem „od obrotu”, jednakże są to bardzo sporadyczne przypadki, wskazuje ekspertka.

W przypadku condohoteli oferta obsługi wynajmu przez dedykowanego danemu obiektowi operatora z reguły przedstawiana jest już na etapie zakupu lokalu. – Najnowszą tendencją, w szczególności w najatrakcyjniejszych inwestycjach, jest oferowanie długoletnich umów najmu (10-30 lat) z czynszem gwarantowanym na poziomie od 6 do nawet 8-8,5% ceny zakupu netto (w stanie deweloperskim lub wykończonym) – zauważa Roksana Pachałko-Ciołkowska. Ekspertka poleca kupującym zwrócić również uwagę na zapisy umowy najmu dotyczące kosztów bieżących remontów i napraw lokalu oraz jego wyposażenia. Te co do zasady, powinny leżeć po stronie operatora. Ponosi on zwykle praktycznie wszystkie opłaty związane z obsługą lokalu, jego promocją i reklamą. Właściciel uiszcza z kolei opłaty z tytułu ubezpieczenia, podatku od nieruchomości oraz ewentualne opłaty za użytkowanie wieczyste gruntu. Odpowiada finansowo także za szkody wyrządzone w trakcie swojego pobytu w lokalu lub pobytu osób z nim związanych. Najczęściej właściciel ma prawo skorzystać z lokalu na własne potrzeby jedynie przez ściśle określony w umowie okres w roku (tzw. pobyt właścicielski, który najczęściej wyłącza okres świąt oraz wysokiego sezonu).

ANALIZA UMÓW O ZARZĄDZANIE

ŹRÓDŁO: RAPORT EMMERSON EVALUATION – „RYNEK HOTELI I CONDOHOTELI W POLSCE 2018”

RODZAJ UMOWY NAJMU UMOWA Z CZYNSZEM GWARANTOWANYM UMOWA Z CZYNSZEM GWARANTOWANYM
I CZYNSZEM ZMIENNYM
UMOWA Z CZYNSZEM ZMIENNYM
RODZAJ OBIEKTU Umowa typowa dla condohoteli oraz obiektów z condo-apartamentami o podwyższonym standardzie z rozbudowaną strefą wspólną. Typ umowy najrzadziej występujący, spotykany zarówno w przypadku condohoteli, jak i obiektów z condo-apartamentami. Umowa typowa dla większości obiektów z condo-apartamentami. W przypadku najlepszych condohoteli brak możliwości zawarcia tego rodzaju umowy.
OKRES NAJMU Czas oznaczony od 3 do 30 lat. Czas oznaczony od 3 do 30 lat. Czas nieokreślony, sporadycznie umowa zawierana na czas oznaczony.
OKRES NAJMU W POSZCZEGÓLNYCH REGIONACH PAS GÓRSKI 3-15 lat 3-15 lat nieokreślony
PAS NADMORSKI 3-30 lat 3-30 lat nieokreślony
WARMIA
I MAZURY
5-15 lat 5-15 lat nieokreślony
AGLOMERACJE 4-30 lat 4-30 lat nieokreślony
GWARANTOWANA STOPA ZWROTU PAS GÓRSKI 6-8% 6-8% nd
PAS NADMORSKI 5-8% 5-8% nd
WARMIA
I MAZURY
6-8% 6-8% nd
AGLOMERACJE 6,5-8% 6,5-8% nd
PODSTAWA USTALENIA CZYNSZU Stały czynsz ustalany jako określony w umowie procent netto od ceny netto zakupu lokalu (najczęściej w stanie deweloperskim, bez wyposażenia) oraz ceny netto zakupu miejsca postojowego. Spotykane są dwa warianty:                                                                                                                    1. Czynsz gwarantowany przez pierwsze kilka lat umowy (najczęściej 3 lata), który następnie przechodzi w czynsz zmienny (np. ustalany jako procent – najczęściej 50-70% od przychodów netto z wynajmu apartamentu).                                                            2. Czynsz gwarantowany przez cały okres umowy + dodatkowo czynsz zmienny (np. ustalany jako % od zysku netto z działalności obiektu, który dzielony jest pomiędzy inwestorów zgodnie z przyjętym kryterium, np. udziałem powierzchniowym). Operator pobiera prowizję ustaloną jako określony procent (najczęściej 25-30%) od przychodów netto z najmu apartamentu.
POZOSTAŁE WARUNKI
UMÓW NAJMU
OKRES PŁATNOŚCI CZYNSZU kwartalny lub miesięczny kwartalny lub miesięczny miesięczny
INDEKSACJA Część umów najmu zawiera zapisy dot. indeksacji czynszu. Część umów najmu zawiera zapisy dot. indeksacji czynszu. Brak zapisów dot. indeksacji czynszu.
POBYT WŁAŚCICIELSKI Ściśle określona liczba dni
w roku, najczęściej 14-21 dni, z wyłączeniem jasno wskazanych w umowie okresów.
Ściśle określona liczba dni
w roku, najczęściej 14-21 dni,
z wyłączeniem jasno wskazanych w umowie okresów.
Dowolna liczba dni w roku.
KOSZTY POKRYWANE PRZEZ OPERATORA Koszty obsługi najmu oraz koszty funkcjonowania całego obiektu, w tym koszty mediów oraz napraw bieżących lokalu. Koszty obsługi najmu oraz koszty funkcjonowania całego obiektu, w tym koszty mediów oraz napraw bieżących lokalu. Koszty obsługi najmu, w tym koszty sprzątania lokalu.
KOSZTY POKRYWANE PRZEZ WŁAŚCICIELA Podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste (jeśli dotyczy), ubezpieczenie lokalu. W części przypadków pobierana jest przez operatora stała opłata na cele okresowych remontów lokalu i wymiany wyposażenia. Podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste (jeśli dotyczy), ubezpieczenie lokalu. W części przypadków pobierana jest przez operatora stała opłata na cele okresowych remontów lokalu i wymiany wyposażenia. Podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste (jeśli dotyczy), ubezpieczenie lokalu, czynsz do wspólnoty, opłaty za media, koszty konserwacji oraz bieżących napraw i remontów lokalu.

 

Ryzykowne gwarancje

Jak wskazuje analiza Emmerson Evaluation, aktualnie oferowana stopa zwrotu z najmu znajduje obecnie potwierdzenie w wynikach osiąganych przez część lokali funkcjonujących w condohotelach czy apartamentów wypoczynkowych z czynszem zmiennym (stanowiącym udział w faktycznych wynikach). Zdaniem ekspertów firmy więcej kontrowersji budzi natomiast moda na wieloletnie umowy najmu z czynszem gwarantowanym przez cały okres trwania umowy. Zdarza się bowiem, że zawierane są one z operatorem nieposiadającym odpowiedniego doświadczenia. – Biorąc pod uwagę, że znajdujemy się aktualnie w górnym przedziale cyklu koniunkturalnego (na co wskazują uwarunkowania rynku) utrzymanie tak wysokiej stopy zwrotu w dłuższej perspektywie może okazać się niemożliwe. Gdy rynkowi przyjdzie się zmierzyć ze spowolnieniem, część operatorów może nie być w stanie wywiązać się ze swoich obietnic – ostrzega Robert Korczyński z Emmerson Evaluation.

Jakub Nieckarz: Rynek nieruchomości traci impet

Dobre prognozy dla przemysłu maszynowego

Krótkoterminowe prognozy dla przemysłu maszynowego są dobre – wynika z najnowszego raportu z cyklu Market Monitor opublikowanego przez firmę Atradius. Producenci maszyn zyskują dzięki zwiększonym inwestycjom zwłaszcza w sektorze górniczym, a kluczowy dla branży popyt w budowlance jest stabilny na wielu rynkach. Analitycy zwracają uwagę na problemy w Polsce w przypadku maszyn rolnicze i dobrą sytuację, podobnie jak w większości krajów omówionych w raporcie, w sektorze górniczym.

Analitycy zwracają uwagę, że przedsiębiorstwa z sektora maszyn na całym świecie związanych z sektorem ropy i gazu w dalszym ciągu odczuwają spowolnienie wzrostu inwestycji w przemyśle energetycznym. Ponadto jako przemysł cykliczny i kapitałochłonny, sektor maszyn jest bardzo wrażliwy na zmiany priorytetów i zachowania klientów końcowych. Negatywny wpływ na branżę ma geopolityczna niepewność oraz niestabilność światowych warunków gospodarczych, w tym zagrożenie rosnącym protekcjonizmem i barierami w handlu międzynarodowym.

Rozwój nowych technologii napędza globalny przemysł maszynowo-inżynieryjny, ale istnieją również wyzwania z tym związane, szczególnie w przypadku przedsiębiorstw, które nie mają zasobów na badania i rozwój. Nowoczesne technologie produkcji, takie jak druk 3D, są coraz częściej stosowane w komercyjnych środowiskach inżynieryjnych, postępuje również robotyka i automatyzacja zakładów. Coraz większy wpływ na branżę ma również popularyzacja tzw. internetu rzeczy (ang. IoT), który rozszerza funkcjonalność maszyn dla finalnych odbiorców.

Rozwój w Chinach, ale i nadchodzące wyzwania

W ubiegłym roku systematycznie rozwijał się sektor maszyn w Chinach.  Napędzany był w dużej mierze przez przyspieszoną modernizację przemysłu i wzrost gospodarczy. Przychody sektora w 2017 roku wzrosły o 9,5 proc. względem 2016 r. W tym roku nastąpiła kontynuacja wzrostu produkcji i przychodów, choć w wolniejszym tempie. Ponad 70 proc. głównych podsektorów odnotowało wzrost produkcji w 2017 r., w szczególności produkty związane z rozwojem infrastruktury w Chinach (np. produkcja koparek wzrosła o 70 proc. w miarę przyspieszenia urbanizacji), rynku konsumenckiego i usług logistycznych.

W raporcie wskazano, że rozwój infrastruktury w Chinach, będący kluczową siłą napędową chińskiego segmentu maszynowego związanego z budownictwem, może zostać negatywnie dotknięty przez ściślejszy nadzór nad projektami partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Ponadto trwający spór o handel chińsko-amerykański zwiększył niepewność gospodarczą. Dostawy chińskich maszyn do USA wyniosły w 2017 r. 110 mld USD (93 mld EUR), co stanowi 27 proc. całkowitego chińskiego eksportu maszyn. Jednak bezpośredni wpływ amerykańskich karnych ceł na branżę w Chinach powinien być ograniczony, ponieważ wielkość wywozu do Stanów Zjednoczonych stanowi zaledwie 3 proc. całkowitego eksportu chińskich maszyn. Mimo to może dojść do dalszej eskalacji sporu handlowego.

Polska – problemy z maszynami rolniczymi i wyzwanie dla sektorze górniczego

Analitycy wskazują, że sytuacja w polskim przemyśle maszynowym w sektorze rolniczym nie wygląda za dobrze – rejestracje ciągników spadły o 39 proc. rok do roku. Również liczba rejestracji przyczep rolniczych spadła o 10 proc. rok do roku. Na taki stan rzeczy może mieć wpływ nasycenie rynku oraz terminarz naborów do Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich („Modernizacja Gospodarstw Rolnych”). Przemysł maszyn górniczych jest w lepszej sytuacji. Inwestycje firm wydobywczych, zarówno w Polsce, jak i na świecie, wzrastają w związku ze wzrostem cen węgla. Pomimo stopniowego odchodzenia od czarnego paliwa w Europie, polskie firmy starają się kierować swoją sprzedaż na rynki rozwijające się, gdzie wydobycie i wykorzystanie węgla nadal jest rozwijane. Dla takich rynków polskie maszyny prezentują bardzo dobry stosunek jakości do ceny. Najwięksi producenci planują ekspansję zagraniczną, co może wpływać negatywnie na osiągane marże.

Według danych następuje wzrost

Wg wrześniowych danych GUS-u, wartość produkcji sprzedanej przemysłu wzrosła o ponad 11 proc., porównując do analogicznego okresu z roku poprzedniego i wyniosła prawie 36 mld złotych. W skali kraju, średnie zatrudnienie wzrosło o 5 proc. (do 124 tys. osób z 118 tys. osób). Z kolei przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto wzrosło z 4716 zł do 5044 zł (wzrost o prawie 7 proc.), co jest bliskie z ogólnemu trendowi wzrostu płac w gospodarce.

Sektor maszynowy w Polsce, poza rolnictwem, jest w dobrej kondycji, nadal występują dość wysokie marże. Gros całego sektora stanowią podmioty z obszaru małych i średnich, które osiągają bardzo dobre wyniki finansowe mają bardzo stabilną strukturę bilansu oraz dość niski poziom zadłużenia. Jednym z największych zmartwień przedsiębiorców jest problem sukcesji. W przypadku braku spadkobierców, nie ma zbyt wielu opcji, ponieważ fundusze „private equity” nie są zainteresowane sektorem, a przejęcia wewnątrz branż nie zdarzają się za często z uwagi na skalę i możliwości inwestycyjne takich firmpodsumowuje Arkadiusz Taraszkiewicz, regionalny dyrektor ds. oceny ryzyka w Atradius.

Deloitte: Cyfryzacja otwiera nowe możliwości rozwoju branży sportowej

Cyfryzacja otwiera niespotykane dotąd możliwości rozwoju branży sportowej. Nie tylko oferuje fanom nową jakoś doświadczeń, ale też zmienia funkcjonowanie organizacji sportowych. W globalnym raporcie pt.: „A whole new ball game. Navigating digital change in the sports industry” eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że warunkiem pozwalającym na pełne wykorzystanie możliwości technologii cyfrowych przez organizacje sportowe są zmiany w każdym aspekcie ich działalności.

Cyfrową transformację kluby i związki sportowe powinny zacząć od ustalenia priorytetów. – Do wprowadzenia strategii odpowiadającej potrzebom biznesowym całej organizacji kluczowe jest określenie jej ogólnych celów. Rewolucja cyfrowa powinna wspierać cały obszar działalności, a nie tylko poszczególne jego części. Kolejne kroki to określenie planów cyfrowych i inwestycyjnych możliwości – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Deloitte.

Większy zasięg to więcej odbiorców

Spadająca frekwencja na stadionach i kibiców przed telewizorami nie oznaczają zmniejszającego się zainteresowania sportem, a jedynie fakt, że fani wybierają bardziej elastyczne możliwości śledzenia wydarzeń sportowych. Dzięki dobrej jakości transmisji i braku dodatkowych kosztów, coraz częściej korzystają z urządzeń mobilnych. W 2016 roku poświęcali im około 29 godzin tygodniowo, co stanowi wzrost w ciągu dwóch lat o średnio 3 godziny.

Kiedy oglądalność największych zawodowych lig sportowych w telewizji spada, motorem wzrostu stają się platformy OTT (Over The Top), dostarczające dodatkowego kontentu od nadawców, np. w postaci programów na żywo lub filmów na życzenie.

Dlatego też w 2017 roku ogólna liczba kibiców największej zawodowej ligi futbolu amerykańskiego –NFL– wzrosła o 25 proc., mimo, że ubyło osób oglądających rozgrywki przed telewizorem. Współpraca organizacji sportowych z nadawcami cyfrowych mediów i platformami dystrybucyjnymi daje tym ostatnim także duże możliwości marketingowe i oddziaływania na doświadczenia kibiców w czasie rzeczywistym – mówi Wiesław Kotecki, Dyrektor odpowiedzialny za obszar Experience Strategy and Design w Deloitte.

Gra to za mało

Wielu fanów sportu pragnie ekskluzywnych i wzmocnionych przez technologię doświadczeń. Zdaniem ekspertów Deloitte organizacje sportowe mogą zwiększać frekwencję na stadionach, wykorzystując takie rozwiązania jak na przykład rozszerzona i wirtualna rzeczywistość, które zapewnią kibicom ekscytujące wrażenia. W dostosowaniu oferty do indywidualnych preferencji fanów, a tym samym zwiększeniu ich zaangażowania, pomocne są również dane pozwalające analizować poziom lojalności kibiców w stosunku do danej dyscypliny.

Sponsor na wagę złota

Od 2014 do 2016 roku czas spędzony przed telewizorami wzrósł średnio o około dwie godziny tygodniowo. W przypadku aplikacji wzrost ten wyniósł średnio trzy godziny. To daje reklamodawcom możliwość dotarcia do widzów w większym niż dotąd wymiarze. Według ekspertów Deloitte precyzyjnie zaadresowane reklamy są dwa razy bardziej skuteczne.

Aż 71 proc. badanych deklaruje, że wolałoby oglądać reklamy dotyczące ich zainteresowań. Z kolei 60 proc. mówi, że jest gotowe udostępnić swoje dane w zamian za kupony lub promocje. Cyfrowe narzędzia pozwalają lepiej zrozumieć, co ekscytuje fanów sportu, dając tym samym sponsorom wgląd w to jakie typy reklam i sposoby angażowania fanów są najskuteczniejsze – mówi Wojciech Górniak.

Ten rodzaj analityki dostarcza też takich informacji o fanach, które ułatwią określenie jaki rodzaj treści, kontaktu i jego czas preferują.

Bank danych

Lepsze adresowanie ofert organizacji sportowych ułatwi gromadzenie danych kibiców, umożliwiających poznanie nie tylko ich demografii, ale także zwyczajów i preferencji. Dzięki temu możliwe będzie dotarcie do fanów w innowacyjny sposób, na przykład dodając nowe spersonalizowane usługi do istniejących ofert. Gromadzone dane mogą zostać wykorzystane także do poprawy podstawowej działalności biznesowej, budowania i umacniania relacji partnerskich, a nawet opracowywania nowych modeli biznesowych. Ostatecznym argumentem dla tego rozwiązania może być możliwość zarabiania na anonimowych danych. Obecnie jedna trzecia firm komercjalizuje lub udostępnia dane w celu tworzenia nowych źródeł przychodów.

Przeszkody na drodze zmian

Do przejścia przez transformację cyfrową konieczne są zmiany trzech kluczowych elementów organizacyjnych – procesów, technologii i ludzi, czyli zdobywania talentów i dbania o ich rozwój poprzez ciągłe zapewnianie im szkoleń. Organizacje przeprowadzając transformację cyfrową powinny być gotowe na przeszkody jakie pojawiają się w każdym z transformowanych obszarów.

W przypadku pracowników to brak wizji przywództwa, utarte zwyczaje, starzejący się zespół, który nie posiada odpowiednich umiejętności niezbędnych do korzystania z nowych narzędzi czy niechęć do zmiany zachowań. Na drodze stanąć mogą także, m.in. procesy niedopasowane do nowej cyfrowej wizji, produktów czy platform, wielość aktualnych systemów cyfrowych i odłączona architektura IT – mówi Wiesław Kotecki.

Przepis na sukces

Współcześni konsumenci są w stałej łączności. Organizacje sportowe muszą zastanowić się jak wykorzystać tę łączność, by bardziej zaangażować fanów, a tym samym zapewnić bezproblemową obsługę ich marki. Stawanie się przedsiębiorstwem cyfrowym oznacza bowiem także wykorzystanie technologii w celu uproszczenia operacji, zidentyfikowania wąskich gardeł procesów i zminimalizowania manualnej pracy. Cyfrowa transformacja polega na powtarzaniu i ciągłym ulepszaniu tych samych procesów. Kluczem jest stworzenie podstaw do tego, aby inicjatywy cyfrowe mogły być przeprowadzane na coraz większą skalę, a firma mogła szybko korzystać z wprowadzonych zmian. Organizacje sportowe, które poczują się komfortowo jako przedsiębiorstwa cyfrowe, nie tylko zbliżą się do swoich fanów, ale mogą także łatwiej tworzyć innowacyjne i dostosowane do potrzeb doświadczenia, które poszerzą i wzmocnią bazę klientów.

Santander Bank Polska – Bankiem Roku według magazynu „The Banker”

Santander Bank Polska otrzymał tytuł „Bank of the Year in Poland” w jednym z najbardziej prestiżowych konkursów branżowych, organizowanym przez magazyn „The Banker”. Nagroda potwierdza silną pozycję banku oraz sukces strategicznych projektów zrealizowanych przez Santander Bank Polska.

Decyzja kapituły konkursu o przyznaniu tytułu „Bank Roku w Polsce”, to wyjątkowe wyróżnienie w branży finansowej. Wcześniej bank został tym tytułem uhonorowany dwukrotnie – w 2010 i 2012 r.

Santander Bank Polska – Bankiem Roku według magazyn „The Banker”Transakcje zrealizowane w tym roku, a także rebranding naszego Banku dodatkowo umacniają naszą pozycję na polskim rynku. Nowa marka Santander otwiera przed nami nowe możliwości, szczególnie w zakresie innowacyjnych metod płatności i rozwiązań wspierających finansowanie handlu zagranicznego. Jestem przekonany, że dzięki połączeniu tych wszystkich atutów i wyjątkowego zaangażowania naszych pracowników również w przyszłym roku będziemy mogli świętować podobne sukcesy – dodaje Gerry Byrne, Country Head Santander Bank Polska.

Jury konkursu w uzasadnieniu decyzji o wyróżnieniu Santander Bank Polska wskazało na sukcesy w poprawie efektywności i zyskowności, a także innowacyjność oferowanych produktów i usług. Podkreślono również znaczący postęp w rozwoju strategicznym oraz zajęcie pozycji lidera w kategorii obsługi klientów private banking, za sprawą przejęcia wydzielonej części Deutsche Bank Polska.

– Jesteśmy szczególnie dumni z tej nagrody, ponieważ udało nam się ją zdobyć w jednym z najbardziej intensywnych okresów w naszej dotychczasowej historii. Przez ostatnich wiele miesięcy musieliśmy dzielić naszą uwagę pomiędzy codzienną działalność biznesową i wielkie strategiczne projekty: włączenie wydzielonej części Deutsche Bank Polska, zmiana marki oraz kolejny etap naszej cyfrowej transformacji. Dzięki tym inicjatywom, wyznaczamy standardy w nowych obszarach polskiego sektora bankowego – podkreśla Michał Gajewski, Prezes Santander Bank Polska.

W tym roku tytuły Banku Roku w swoich krajach zdobyły także inne banki z Grupy Santander. Oprócz Santander Bank Polska tytuł najlepszego banku w kraju od „The Banker” otrzymały również: Santander Chile, Santander Argentina i Santander Portugal.

„Bank of the Year” to prestiżowe wyróżnienie przyznawane co roku najlepszym instytucjom sektora bankowego. Stanowi ono ważny punkt odniesienia w świecie finansów i bankowości. Przyznawane jest przez redaktorów miesięcznika „The Banker” na podstawie wskaźników takich jak: rentowność, wzrost i efektywność, jak oraz bardziej subiektywnych kryteriów: realizowanej strategii, prezentowanego modelu przywództwa i innowacyjności ofertowanych produktów i usług.

Miesięcznik „The Banker” jest wydawanym od ponad 90 lat opiniotwórczym magazynem poświęconym tematyce globalnego sektora bankowego i gospodarki światowej. „The Banker” wchodzi w skład brytyjskiego wydawnictwa Financial Times Ltd.

Kursy EURPLN i USDPLN mogą lekko wzrosnąć w najbliższych dniach

W piątek uwaga rynku koncentrowała się na szczycie G20. Niewiadomy do końca wynik oczekiwanych rozmów Trumpa z przywódcą Chin Jinpingiem powodował, że inwestorzy nie byli skłonni zwiększać ekspozycji na ryzyko. W rezultacie podczas sesji europejskiej kurs EUR/USD konsolidował na poziomach lekko poniżej 1,14 do którego para dotarła w reakcji na zaskakującą zmianę tonu amerykańskiej Rezerwy Federalnej. G2 nie zmieniło obrazu rynku i w poniedziałek od rana EUR/PLN nadal utrzymuje okolice 4,29 przy EUR/USD lekko poniżej 1,14. Jak nieoficjalnie podano, spotkanie przywódców Chin i USA przebiegło „bardzo dobrze”, przynosząc „konsensus”. Wynik rozmów Trumpa z Jinpingiem wydaje się chwilowo oddalać obawy o wojny handlowe.

Niemniej jeszcze w pierwszych dniach tygodnia dolar triumfował, a EUR/USD spadł do poziomu najniższego od dwóch tygodni (1,126). Popyt na waluty bezpiecznej przystani zwiększały komentarze D.Trumpa wskazujące, że do porozumienia handlowego z Chinami może być jeszcze daleko. Rosnąca awersja do ryzyka przyczyniła się do osłabienia złotego i innych walut CEE. Tygodniowe maksimum para EUR/PLN wyznaczyła na poziomie bliskim 4,30. Gwałtowna zmiana nastawienie względem dolara nastąpiła w połowie tygodnia, po zaskakująco łagodnym w tonie komentarzu prezesa J.Powella. EUR/USD wzrósł do 1,14. Zwrot w gołębią stronę w polityce Fed potwierdziła też publikacja protokołu z listopadowego posiedzenia FOMC. Choć Fed pozostaje w ramach cyklu zacieśniania monetarnego, jednak coraz wyraźniejsze głosy o potencjalnej przerwie w podwyżkach stóp w obawie przed spowolnieniem w Europie oraz Chinach (co mogłoby też wpłynąć na amerykańskie PKB), ciążyły dolarowi. W piątek EUR/USD utrzymywał notowania lekko poniżej 1,14 wspierany kolejnymi, słabszymi danymi z Europy wspierającymi z kolei gołębie komentarze prezesa EBC z początku tygodnia (sprzedaż detaliczna w Niemczech na poziomie -0,3% m/m w październiku i spadek inflacji HICP w EZ w listopadzie do 2% r/r z 2,2% wcześniej). Występując w PE M.Draghi przyznał, że dla zapewnienia stabilnej realizacji celu inflacyjnego, również po planowanym na grudzień br. zakończeniu QE może być konieczne utrzymanie znaczącego poziomu stymulacji monetarnej.

Na wzroście EUR/USD skorzystał złoty. Pomimo znacznie niższych niż oczekiwał rynek wstępnych danych inflacyjnych kurs EUR/PLN utrzymywał okolice 4,29. Według pierwszego szacunku GUS w listopadzie inflacja konsumencka obniżyła się do 1,2% r/r z 1,8% miesiąc wcześniej i była najniższa od grudnia 2016 roku. Polska gospodarka rozwija się bezinflacyjne, co wspiera stabilny pogląd RPP na stopy procentowe NBP. GUS potwierdził, że PKB Polski już piąty kwartał z rzędu przekracza 5,0% r/r (w 3q18 5,1%).

Zaplanowane na ten tydzień posiedzenie RPP, potwierdzając stabilizację stóp NBP w najbliższych kwartałach (wspieraną listopadowym CPI), nie powinno znaleźć przełożenia w notowaniach złotego. Zmiany PLN nadal zależeć powinny od czynników globalnych (środowe wystąpienie J.Powella i piątkowy US NFP). Spodziewamy się, że w półrocznym raporcie dla Kongresu szef Fed potwierdzi „stopniowe podwyżki stóp”, co w połączeniu z solidnymi danymi z pracy w USA powinno przekonać rynki, że dalsze podwyżki stóp w USA nie są zagrożone. W związku z powyższym, pomimo pojawiającej się niepewności, co do dalszej ścieżki stóp Fed, oczekujemy, że kursy EURPLN i USDPLN mogą lekko wzrosnąć w najbliższych dniach.

Wykres dnia: Szczyt G20 istotnie nie zmienił nastrojów na rynku pomimo pozytywnego przebiegu spotkania Trumpa z przywódcą Chin Jinpingiem dot. handlu. Poniżej kurs EUR/PLN na tle indeksu dolarowego.

kurs EUR-PLN na tle indeksu dolarowego
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

150 mln euro od Banku Rozwoju Rady Europy dla EFL na finansowanie inwestycji MŚP

Europejski Fundusz Leasingowy pod koniec listopada br. podpisał kolejną umowę kredytową z Bankiem Rozwoju Rady Europy (CEB). Leasingodawca otrzymał najwyższą do tej pory pożyczkę w wysokości 150 mln euro na finansowanie inwestycji mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Współpraca EFL i CEB trwa już od 2004 roku – w sumie instytucje podpisały siedem umów o łącznej wartości 740 mln euro.

CEB od wielu lat ułatwia dostęp do finansowania dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw w państwach członkowskich Unii Europejskiej. Tegoroczna umowa pożyczki dla EFL dotyczy realizowanego przez CEB programu „Tworzenie i utrzymanie miejsc pracy w Polsce” („Job Creation and Preservation in Poland”).

Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL
Radosław Kuczyński Prezes Zarządu EFL

– Podpisanie kolejnej umowy potwierdza stabilną pozycję EFL i jest przejawem zaufania oraz reputacji, jaką cieszymy się wśród międzynarodowych instytucji finansowych. EFL jest wiarygodnym i odpowiedzialnym partnerem, który gwarantuje bezpieczeństwo realizowanych transakcji. Mamy nadzieję, że dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli jeszcze bardziej wspierać polskich przedsiębiorców i przyczyniać się do rozwoju ich biznesu. Obecne fundusze zostaną wykorzystane na finansowanie inwestycji produkcyjnych mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, w tym zakupu pojazdów, maszyn i innych urządzeń – powiedział Radosław Kuczyńskiprezes EFL.

Po podpisaniu umowy, gubernator CEB, Rolf Wenzel, powiedział: „Wspieranie MMSP jako sposobu tworzenia miejsc pracy jest priorytetowym obszarem działania CEB na tle uporczywie wysokiego bezrobocia w Europie, szczególnie wśród ludzi młodych. Dzięki tej pożyczce tysiące małych polskich przedsiębiorstw i lokalnych przedsiębiorców, którzy mają niewielki lub żaden dostęp do finansowania, mogą uzyskać fundusze, których potrzebują, aby poszerzyć i stworzyć miejsca pracy. Cieszymy się z dalszego wzmacniania naszej współpracy”.

Współpraca EFL z Międzynarodowymi Instytucjami Finansowymi ma długoletnią tradycję. Początki współpracy sięgają 2001roku, kiedy to EFL zawarł dwie umowy z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w ramach projektów wspomagających rozwój sektora MŚP. Wkrótce potem, w 2004 roku, podpisana została duża umowa z Bankiem Rozwoju Rady Europy (CEB). Od 2005 roku firma współpracuje również z Europejskim Funduszem Inwestycyjnym (EBI). W ramach międzynarodowej współpracy, EFL w ciągu 16 lat pozyskał łącznie ponad 2 mld euro (2122 mln euro). W tym z EBI 1237 mln euro, EBRD 145 mln euro i z CEB 740 mln euro.

Holenderski Axell Logistics umacnia pozycję w Polsce

Grupa Axell, holenderski operator logistyczny, wynajęła 5 000 mkw. powierzchni magazynowej w SEGRO Logistics Park Gliwice. 

„Nasza firma inwestuje w Gliwice – z lokalizacji satelitarnej stają się niezależną jednostką, hubem dystrybucyjnym w ramach sieci palet drobnicowych o funkcji cross-docka. Wybraliśmy SEGRO Logistics Park Gliwice, ponieważ chcemy rozwijać się na Śląsku, zaś park ten daje możliwość dalszej ekspansji”, mówi Remigiusz Gumowski, Dyrektor Zarządzający Axell Logistics. Z SEGRO Logistics Park Gliwice firma będzie obsługiwała klientów z branży retail, FMCG oraz dystrybuowała elektronikę.

„W związku z dynamicznym rozwojem swojej działalności, firma Axell Logistics podjęła decyzję o uruchomieniu kolejnej lokalizacji w Polsce. Ze względu na strategiczną pozycję Górnego Śląska na mapie magazynowej kraju, wybór padł na SEGRO Logistics Park Gliwice”, tłumaczy Ludwika Korzeniowska, Business Development Manager w Dziale Powierzchni Magazynowo – Przemysłowych, JLL.

„Axell Logistics dołącza do grona logistycznych klientów SEGRO Logistics Park Gliwice, co pokazuje, że Górny Śląsk to lokalizacja, która stale się rozwija. Dostosowaliśmy istniejącą powierzchnię magazynową pod kątem potrzeb nowego klienta, jesteśmy także gotowi na ekspansję firmy w przyszłości”, dodaje Joanna Janiszewska, Dyrektor Regionalna SEGRO.

Zlokalizowany na 48 – hektarowej działce SEGRO Logistics Park Gliwice zaoferuje docelowo 200 000 mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej i produkcyjnej. SEGRO Logistics Park Gliwice jest położony w bezpośrednim sąsiedztwie autostrady A4, łączącej Kraków z Wrocławiem, dochodzącej do zachodniej granicy Polski. Kilka kilometrów od parku znajduje się natomiast skrzyżowanie A4 z autostradą A1, łączącą północ i południe Polski. W pobliżu parku znajduje się również alternatywna sieć dróg, w tym DK 88, która pozwala na wygodną komunikację z całą aglomeracją śląską.

Tech Data Polska i Sharp Electronics CEE podpisują umowę

Tech Data podpisała umowę z Sharp Electronics na dystrybucję rozwiązań visual solutions na polskim rynku.

Mariusz Ziółkowski, Country General Manager, Tech Data Polska, komentuje: „Nasza firma oferuje wszystko, począwszy od zarządzania danymi i od wizualnych paneli, po rozwiązania IoT i przetwarzania kognitywnego. Dlatego tak istotna jest dla nas możliwość współpracy z Sharp i korzystania z zaawansowanych technologicznie i jakościowo urządzeń oraz rozwiązań tego producenta.”

Połączenie technologii AIoT oraz 8K to kierunek rozwoju nowych produktów i rozwiązań biznesowych Sharp, który wspiera klientów biznesowych w zakresie integracji procesów IT, a także pomaga tworzyć, wizualizować i udostępniać informacje w formie analogowej i cyfrowej.

Krzysztof Nikisz, Sales Manager VS, Sharp Electronics CEE
Krzysztof Nikisz, Sales Manager VS, Sharp Electronics CEE

Krzysztof Nikisz, Sales Manager VS, Sharp Electronics CEE, mówi: „Cieszymy się, że firma Tech Data przez podpisanie umowy trafiła do grona autoryzowanych dystrybutorów Sharp Electronics. Tech Data to cenny partner biznesowy z uwagi na swoje ponad 30-letnie doświadczenie i liczne realizacje w branży IT. Gwarantuje nam fachową wiedzę i znajomość zmieniającego się dynamicznie rynku technologicznego. Podpisanie tej umowy to konsekwencja najnowszej strategii Sharp, jeśli chodzi o rozwój naszych działań na rynku sprzedaży oraz nawiązywanie współpracy z doświadczonymi integratorami i dostawcami rozwiązań”.

Rafał Szarzyński, Country Sales & Marketing Manager, Sharp Electronics CEE
Rafał Szarzyński, Country Sales & Marketing Manager, Sharp Electronics CEE

Rafał Szarzyński, Country Sales & Marketing Manager, Sharp Electronics CEE, dodaje: “Podpisanie umowy z Tech Data to konsekwencja naszej nowej strategii biznesowej, której pierwsze efekty są już widoczne. Stawiamy na współpracę z firmami doświadczonymi, posiadającymi wysoko specjalistyczną wiedzę i nowoczesną ofertę urządzeń oraz rozwiązań, pozwalających na przeprowadzenie zaawansowanych technologicznie wdrożeń u naszych klientów biznesowych.

Współpraca z Tech Datą daje nam szerokie możliwości działań i rozwijania biznesu na rynku. Nasze połączone siły, doświadczenie w branży i oferta rozwiązań dają nam naprawdę duże możliwości dalszego rozwoju oraz potencjał do wspólnych, skutecznych działań w biznesie.”

Mariusz Ziółkowski, Country General Manager, Tech Data Polska
Mariusz Ziółkowski, Country General Manager, Tech Data Polska

Mariusz Ziółkowski, Country General Manager, Tech Data Polska, podsumowuje: „Nasza firma dostosowuje się do nieustannych zmian w światowym popycie na technologię. Nasi dostawcy, w których gronie znalazł się Sharp Electronics, gwarantują jakość i fachową wiedzę na dynamicznie zmieniającym się rynku technologii, oferując doskonałą obsługę i światowej klasy realizacje.”

Toyota i PSA zacieśniają współpracę

Toyota Motor Corporation (TMC) i Grupa PSA (PSA) ogłosiły, że zacieśniają współpracę. Pod koniec 2019 roku PSA rozszerzy gamę samochodów dostawczych produkowanych wspólnie z Toyotą na europejski rynek. Toyota rozpocznie sprzedaż modelu z segmentu C-Van, produkowanego w fabryce w Vigo w Hiszpanii.

Toyota Motor Europe i PSA rozpoczęły współpracę od średniej wielkości lekkich samochodów użytkowych. Toyota PROACE pierwszej generacji była produkowana we francuskiej fabryce Hordain należącej do PSA. Celem obecnego rozszerzenia współpracy jest wykorzystanie atutów każdego z koncernów na rynku samochodów użytkowych CDV i LDV (kompaktowych i średniej wielkości) w Europie, aby obniżyć koszty projektowania i produkcji. Toyota będzie uczestniczyć w kosztach inwestycyjnych nowego modelu użytkowego CDV.

W styczniu 2021 roku Toyota stanie się właścicielem fabryki Toyota Peugeot Citroën Automobile Czech s.r.o. (TPCA) w Kolinie, spółki należącej obecnie do obu koncernów, produkującej samochody segmentu A – Toyotę Aygo, Peugeota 108 i Citroëna C1.

Spółka TPCA została założona przez PSA i TMC w 2002 roku. Zawarta wówczas umowa stwarza możliwość renegocjacji udziału w firmie każdego z partnerów. Według ostatnich ustaleń zawartych między obiema stronami, zakład w Kolinie przejdzie na wyłączną własność Toyota Motor Europe i zwiększy liczbę fabryk Toyoty w Europie do ośmiu. W TPCA nadal będą produkowane aktualne generacje modeli segmentu A obu koncernów.

Didier Leroy, wiceprezes Toyota Motor Corporation (TMC)
Didier Leroy, wiceprezes Toyota Motor Corporation (TMC)

„Dzisiejsze porozumienie odzwierciedla bardzo dobre relacje między Grupą PSA i Toyotą. Nowa umowa pozwala naszym przedsiębiorstwom korzystać ze swoich atutów, dzielić się technologią i kosztami. Nasze zaangażowanie w fabryce w Kolinie to kolejny przykład realizacji zasady Toyoty, by produkować samochody tam, gdzie są sprzedawane. Potwierdza także, że planujemy długofalową obecność na europejskim rynku produkcji samochodów” – powiedział podczas ogłaszania nowego porozumienia Didier Leroy, wiceprezydent Toyota Motor Corporation.

„Otwieramy nowy rozdział udanego i korzystnego dla obu stron partnerstwa. Nasza relacja opiera się na zaufaniu i przynosi korzyści zarówno naszym klientom, jak i naszym firmom” – dodał Carlos Tavares, prezes zarządu Grupy PSA.

Informacje o fabrykach:

Zakład TPCA w Kolinie w Czechach działa od 2005 roku. W 2017 roku wyprodukował 199 000 samochodów 3 marek. Obecnie powstają w nim roczniki 2018 modeli Peugeot 108, Citroën C1 i Toyota Aygo.

Fabryka Hordain we Francji Grupy PSA powstała w 1992 roku. W 2017 roku wyprodukowała 135 000 aut 3 marek. Obecnie powstają w niej Peugeot Expert/Traveller, Citroën Jumpy/Spacetourer oraz Toyota PROACE.

Zakład Vigo w Hiszpanii grupy PSA działa od 1958 roku. W 2017 roku opuściło go 434 000 nowych samochodów. Powstają w nim modele Peugeot Partner/Rifter, Citroën Berlingo Van/Berlingo, Opel/Vauxhaul Combo, Citroën C4 Spacetourer, Citroën C Elysées oraz Peugeot 301.

Rajd św. Mikołaja

Tradycyjnie na przełomie listopada i grudnia pojawia się temat rajdu św. Mikołaja na globalnych rynkach akcji. Choć nie jestem entuzjastą tego terminu – to nie ma co ukrywać – początek miesiąca na giełdach to mały wybuch euforii. O 1,8 -2,5 proc. rosną kontrakty na najważniejsze wskaźniki giełdowe. Futures na S&P500 powraca ponad 2800 pkt. DAX odzyskuje 11500 pkt i na początku dnia zwyżkuje nawet 300 pkt. WIG20 otwiera się w okolicy 2335 pkt, czyli najwyżej od pierwszych dni września. Mocne są waluty naftowe i silnie powiązane z chińskim wzrostem gospodarczym, tj. CAD, AUD, NZD, NOK.

Oczywiście taki obraz rynku należy wiązać nie z samym rozpoczęciem nowego miesiąca, ale informacjami, które napłynęły w weekend na rynek. Trump i Xi Jinping zdecydowali się na zawieszenie broni w wojnie handlowej. Oznacza to nienakładanie żadnych nowych ceł przez 90 dni. Jednocześnie komentarze wokół porozumienia utrzymane były w przyjaznym, koncyliacyjnym tonie. Obie strony mają także zintensyfikować rozmowy. Dodatkowo Donald Trump na swoim kanale tweeterowym poinformował, że Chiny zgodziły się na obniżenie/ zniesienie ceł na amerykańskie auta (obecna stawka to 40 proc.) Rynek widzi w tym sygnał, że Państwo Środka jest gotowe na głębokie ustępstwa w negocjacjach.

Pozytywne informacje płyną również z Włoch: rząd jest skłonny przemodelować budżet tak by deficyt zmieścił się w przedziale 1,9 – 2,0 proc. Negocjacje z liderami Ligi Północnej i Ruchu Pięciu Gwiazd przejął z rąk ministra finansów premier Conte. Co więcej, notowania ropy wystrzeliły główni producenci nasilą swoje wysiłki na rzecz redukcji globalnej nadpodaży surowca. Porozumienie pomiędzy Arabią Saudyjską a Rosją dotyczące współpracy w zarządzaniu poziomem wydobycia (a dokładnie jego przedłużenie na 2019 rok) jest interpretowane jako kamień milowy na drodze do ogłoszenia redukcji wydobycia na szczycie OPEC, który odbywa się pod koniec tygodnia.

W dalszej części dnia należy zwrócić uwagę na cały wysyp wystąpień decydentów z Fed. Przedstawiciele FOMC z prezesem Powellem na czele podkreślili ostatnio przejście do trybu silniejszego uzależnienia swoich decyzji od danych, co ożywiło debatę o skali podwyżek w przyszłym roku. Taką zmianę komunikacji ze strony Fed odebrano jako zaproszenie do kontestowania projekcji FOMC zakładających jeszcze pięć podwyżek w cyklu (uwzględniając przesądzone podniesienie stóp w grudniu). Zmiana nastawienia Fed wymusza zmianę podejścia rynku, który nie będzie skory z dużym wyprzedzeniem wyceniać kolejnych ruchów, niezależnie od tego ile ich ostatecznie ich będzie (naszym zdaniem zapewne trzy).

Pozytywny sentyment ma szansę się utrzymać przez dłuższy czas. Wall Street w październiku zostało objęte solidną wyprzedażą, w listopadzie szukało kierunku. Splot łagodniejszej retoryki Fed z optymistyczniejszym podejściem do czynników ryzyka (wojny handlowe, Włochy, brexit) daje szansę na trwalszą poprawę nastrojów inwestycyjnych. Na grudzień zakładamy osłabienie dolara, które najsilniej powinny wykorzystać ryzykowne waluty G-10 z walutami skandynawskimi na czele. Euro również powinno zyskiwać a długoterminowo najlepszym wehikułem powinna być para EUR/CHF. Przed złotym nie widzimy natomiast potencjału do znacznego umocnienia względem wspólnej waluty i zakładamy powrót w kierunku 4,30.

Bartosz Sawicki
Kierownik Departamentu Analiz
DM TMS Brokers S.A.

Niedobór pracowników nie poprawił sytuacji zawodowej osób niepełnosprawnych

Od trzech lat liczba pracowników z niepełnosprawnością nie przekroczyła 460 tysięcy, a firmy, które decydują się na ich zatrudnienie, to nadal tylko niewielki odsetek na tle polskiego biznesu. 3 grudnia, czyli w Międzynarodowy Dzień Osób Niepełnosprawnych przyglądamy się ich sytuacji zawodowej na polskim rynku pracy oraz przypominamy o tym, dlaczego w strategii personalnej firmy warto uwzględnić temat zarządzania niepełnosprawnością.

Wydawałoby się, że narastający w Polsce niedobór pracowników będzie sprzyjał otwartości pracodawców na zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami, tymczasem to nadal rzadko spotykana praktyka.

– Na statystyki aktywności osób z niepełnosprawnościami patrzę z przekonaniem, że możemy zrobić więcej. Nie ma diametralnej poprawy sytuacji osób niepełnosprawnych aktywnych zawodowo, choć obserwujemy większą liczbę ofert pracy. Pracodawcy zatrudniający pracowników z niepełnosprawnością w dalszym ciągu stanowią elitarny klub – mówi Łukasz Kubiak z agencji zatrudnienia Manpower, menedżer projektu związanego z zatrudnianiem osób z niepełnosprawnościami. – W Polsce nadal pokutuje strach przed nieznanym i stereotypowe myślenie o możliwościach takich pracowników. Przecież w związku z problemami w wyszukaniu odpowiednich talentów na rynku, w przededniu otwarcia się niemieckiego rynku pracy na pracowników z Ukrainy, naturalnym powinno być zwróceniem się w kierunku osób z niepełnosprawnością – dodaje Łukasz Kubiak.

Praktyka pokazuje, że osoby niepełnosprawne to wartościowi pracownicy, którzy na swoich stanowiskach pracy niejednokrotnie radzą sobie lepiej niż ich pełnosprawni koledzy. Są lojalni, zmotywowani i zaangażowani w wykonywanie swoich obowiązków. To nie wszystkie korzyści płynące z ich zatrudnienia. Obok poprawy wizerunku pracodawcy, możliwości realizacji działań CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu) stoją niemałe korzyści finansowe, które doceni każdy biznes.

– Nie wystarczą pojedyncze zrywy, ale polityka nastawiona na promocję zatrudnienia osób z grup defaworyzowanych, nie wykluczając zachęty finansowej. Przyszły rok może być wyzwaniem, gdyż docierają do nas głosy o spowolnieniu gospodarki, a co za tym idzie, mniejszej liczbie nowych miejsc pracy i jeszcze mniejszej liczby miejsc pracy dla osób z niepełnosprawnościami – podsumowuje Łukasz Kubiak.

Bezpieczeństwa w IT nie da się kupić raz. Trzeba nad nim pracować

Najsłabszym ogniwem każdego systemu teleinformatycznego jest jego użytkownik. Dlatego atakujący najczęściej nie wybierają żmudnej drogi pokonywania zabezpieczeń. Skupiają się na ludziach. Przy wystarczająco dużej próbie zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie przestrzegał procedur bezpieczeństwa i otworzy feralny załącznik.

W firmie dzwoni telefon. Odbiera go recepcjonistka, strażnik, czy inny pracownik, którego numer telefonu jest łatwo dostępny na stronie internetowej organizacji. Jeżeli atakujący ma szczęście, będzie to ktoś nowy, nie zorientowany jeszcze we wszystkich procedurach firmy, nieznający większości współpracowników. Dzwoniący przedstawia się jako pracownik tej samej firmy, podwykonawca, dostawca, partner, zastępca prezesa, administrator IT, czy pracownik helpdesku. Prosi o pewne informacje, albo o wykonanie jakiegoś działania. Jest całkowicie wiarygodny, używa określeń i zwrotów charakterystycznych w danej branży, operuje swobodnie nazwiskami, telefonami. I to właściwie wszystko, co jest niezbędne do wykonania skutecznego ataku socjotechnicznego.

Ludzki odruch, naturalna chęć pomocy może zdecydować. Pracownik otworzy przesłany przez atakującego załącznik poczty e-mail, lub wejdzie na wskazaną podczas rozmowy stronę internetową ze służbowego komputera. W rezultacie firmowy sprzęt zostaje zainfekowany złośliwym oprogramowaniem, które łączy się sesją zdalną z komputerem atakującego, siedzącego wygodnie w zupełnie innym miejscu. Zanim ktokolwiek zdąży zareagować, rozmowa telefoniczna dobiega końca, a pracownik z poczuciem dobrze spełnionego zadania pogrąża się w swojej codziennej rutynie.

Praca u podstaw

Zabezpieczenia zabezpieczeniami, ale to świadomość pracowników oraz egzekwowanie wewnętrznych polityk bezpieczeństwa firmy mają kluczowe znaczenie. Według badań firmy Gemius, w czasie pracy w celach prywatnych korzysta z Internetu prawie 93 proc. pracowników umysłowych w Polsce. 43 proc. deklaruje korzystanie z prywatnej poczty oraz portali społecznościowych (na podstawie badań Cisco z 2015). Niby wszyscy wiedzą, na jakie ryzyko takie podejście wystawia dane firmowe oraz bezpieczeństwo struktury IT organizacji. Mimo to prywatne pamięci przenośnie, ładowanie prywatnego, być może zainfekowanego telefonu przez port USB firmowego komputera, czy inne nośniki danych użytkowane na firmowych stacjach roboczych to nadal codzienność.

Niezwykle rzadko przychodzi refleksja na temat potencjalnej szkodliwości tego typu zachowań. Wiele organizacji zmienia politykę bezpieczeństwa firmy, tak aby umożliwić korzystanie przez swoich pracowników z dobrodziejstwa portów USB, czy to do ładowania sprzętu, czy też wymiany danych pomiędzy komputerem a pamięcią przenośną.

Świadomość ogranicza ryzyko

60 procent internautów otrzymało w ciągu ostatniego roku wiadomość e-mail z próbą wyłudzenia danych – jednocześnie 15 procent ankietowanych nie wie, jak rozpoznać tego typu zagrożenie. Według badań firmy Intel, ponad 90 procent użytkowników komputerów PC typu desktop przyznało, że ich urządzenie było kiedykolwiek zainfekowane złośliwym oprogramowaniem – w przypadku użytkowników notebooków odsetek ten wynosi około 75 procent.

Czynnikiem, który bezwzględnie powinien znaleźć się w polityce bezpieczeństwa każdej firmy, jest zarządzanie hasłami. Jeżeli nie posiadamy systemu, który wymusza na użytkowniku zmianę hasła po upływie danego okresu czasu oraz nie forsuje jego odpowiedniej złożoności (wielkie oraz małe litery, znaki specjalne, cyfry i minimalna ilość znaków), to zalecane jest aby odpowiednie wytyczne znalazły odzwierciedlenie w polityce bezpieczeństwa. Metody profilowania haseł użytkowników, dostępne w sieci tak zwane wordlisty (listy najczęściej używanych haseł) oraz rosnąca moc obliczeniowa komputerów pozwalają na efektywne i relatywnie mało czasochłonne łamanie prostych metod uwierzytelniania. W połączeniu z metodami socjotechnicznymi, daje to atakującemu pełne spektrum możliwości włamania bez potrzeby przełamywania zabezpieczeń, czy szukania luk w oprogramowaniu.

Do dobrych praktyk biznesowych należy również personalizacja kont pracowników (każdy użytkownik systemu posiada własny login oraz hasło, którym nie wolno dzielić się z innymi użytkownikami). Pozwala to nie tylko na łatwą identyfikację odpowiedzialności osoby wykonującej operacje w systemie, ale także znacząco zmniejsza ryzyko wystąpienia incydentu bezpieczeństwa spowodowanego wyciekiem lub złamaniem hasła.

Efektywnym sposobem na zarządzanie kontami jest także tak zwane rozdzielenie obowiązków zalecane między innymi przez ISC2 (wystawcę certyfikatu CISSP – przyp. autor). Technika ta polega na rozbiciu zakresu uprawnień oraz wykonywanych czynności na dwóch lub więcej pracowników, tak aby każda decyzja lub akcja (wykonanie przelewu, lub nadanie uprawnień) musiała być zatwierdzona przez inną osobę.

Regularne testy potrzebne

Na rynku polskim działa obecnie wiele firm zajmujących się testami penetracyjnymi oraz socjotechnicznymi. W bardzo dużym uproszczeniu – taka usługa polega na kontrolowanej próbie włamania do danej firmy lub organizacji celem sprawdzenia jakości i skuteczności zastosowanych zabezpieczeń oraz polityk bezpieczeństwa. Klient po przeprowadzonym teście otrzymuje raport, którego elementem są rekomendacje zmian mające na celu niedopuszczenie do powstania realnego incydentu bezpieczeństwa. Wiele standardów i organizacji zaleca takie okresowe testy (w Polsce między innymi KNF w rekomendacji D – przyp. autor). Praktyka taka niesie za sobą szereg korzyści i pozwala sprawdzić realne bezpieczeństwo naszych systemów IT oraz zweryfikować stopień przestrzegania procedur przez pracowników.

Szyfrowanie danych oraz bezpieczne kanały komunikacji stanowią podstawę bezpiecznego przepływu informacji. Jako standard firmowy powinniśmy przyjąć ograniczenie nieszyfrowanej korespondencji mailowej zawierającej dane wrażliwe do absolutnego minimum. Techniki polegające na bardzo często używanym hasłowaniu przesyłanego pliku załącznika niestety nie spełniają praktycznie żadnej normy ochrony, którą moglibyśmy uznać za zadowalającą.

Dział bezpieczeństwa IT powinien dążyć do eliminacji jak największej ilości czynników błędu ludzkiego, starając się jednocześnie zapewnić jak najszerszy i najefektywniejszy dostęp do zasobów IT firmy dla pracowników. W wielu instytucjach znalezienie takiego „złotego środka” pomiędzy tym co jest niezbędne do prawidłowego działania organizacji, a tym czego kategorycznie zabrania procedura bezpieczeństwa, nie jest łatwe. Należy jednak pamiętać, że bezpieczeństwo to nie jednorazowe działanie, lub usługa, którą można kupić, jest to proces ciągłego samodoskonalenia organizacji poprzez osiąganie coraz lepszych wyników w świadomości pracowników i bezpieczeństwie samych systemów informatycznych.

O autorze

Dominik Lewandowski – specjalista w dziedzinie bezpieczeństwa i testów penetracyjnych, z wieloletnim doświadczeniem w sektorze instytucji finansowych. Członek ISACA Polska, IC2 i OWASP Poland. Praktyk bezpieczeństwa ofensywnego, administrator bezpieczeństwa informacji, Od sześciu lat związany z polskim i europejskim sektorem bankowym. Obecnie koordynator testów penetracyjnych w firmie Soflab Technology. Posiada certyfikaty bezpieczeństwa ofensywnego: OSCP (Offensive Security Certified Professional) oraz CEH (Certified Ethical Hacker).

Ceny energii pójdą w górę? Jak można temu zapobiec?

Cena energii jest elementem składowym każdej kalkulacji przy produkcie czy usługach wykonywanych w Polsce. Jeśli wzrośnie dla odbiorców przemysłowych, to znajdzie to też wyraz w kosztach produktów na półkach sklepowych. Nie ma możliwości, aby taka sytuacja nie dotknęła zwykłego konsumenta. Każdy zauważy zmianę podczas zakupów. Doświadczenie poprzedniego systemu pokazuje, że rekompensaty, które miały złagodzić regularnie wprowadzane przez władzę podwyżki, nie działały.

– Wzrost cen energii dotknie wszystkich, nawet jeżeli rząd zapowiedziałby rekompensatę z tego tytułu dla części odbiorców – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha – W czasach Polski Ludowej taka rekompensata dotyczyła niewielu i zazwyczaj starczała na krótki czas, a za chwilę podwyżka dotykała wszystkich. Miała element inflacjotwórczy, o czym bardzo szybko będzie można przekonać się w 2019 roku. Mając na uwadze uniknięcie tego scenariusza przy planach na 2019 rok, polski rząd może zrobić tylko jedno. Należy uwolnić produkcję energii. Jej nadprodukcja to jedyny sposób, aby doprowadzić do spadku cen. Dzisiejsze niedobory będą miały jednokierunkowy wpływ – wyłącznie na podwyżki. Nie są one spowodowane jedynie kwestią zwiększonych cen za certyfikaty, które Polsce każe płacić Unia Europejska – wskazał Sadowski.

Co 5 mieszkaniec Europy pożycza pieniądze, by opłacić rachunki

Wzrost gospodarczy, który utrzymuje się w Europie już od dłuższego czasu i stabilność rynków finansowych na starym kontynencie sprawiły, że wzrosły również oszczędności Europejczyków. Niestety, tak samo szybko rośnie poziom naszego zadłużenia. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Intrum we wrześniu tego roku, coraz więcej osób zmaga się z problemami finansowymi:
co 5 ankietowany przyznał, że pożycza pieniądze, by zapłacić rachunki. Jeszcze trzy lata temu, co 7 badany udzielał takiej odpowiedzi. Największy problem z „przeżyciem do pierwszego” mają rodzice. Aż 1/3 osób w tej grupie korzysta z zewnętrznych źródeł finansowania, by załatać dziury w domowym budżecie. Rodzice również zapożyczają się, by kupić coś dla własnych dzieci.

Przybywa oszczędności na koncie… i długów

Firma Intrum jako globalny ekspert w obszarze zarządzania wierzytelnościami, która pomaga każdego dnia zadłużonym konsumentom wyjść z kłopotów finansowych, dostrzega rosnące dysproporcje, jeżeli chodzi o poziom zamożności mieszkańców Europy i radzenia sobie z zarządzaniem domowym budżetem. Jak wynika z przygotowanego raportu, liczba osób, które są w stanie oszczędzać każdego miesiąca wzrosła z 50 proc. do 59 proc. w ciągu dwóch lat (porównując dane z 2016 i 2018 r.), natomiast grupa, która musi pożyczać pieniądze na pokrycie rachunków, od 2015 roku do dziś wzrosła z 15 proc. do 20 proc.

Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia
Krzysztof Krauze, prezes Intrum Justitia

Podczas gdy coraz więcej osób jest w stanie odkładać pieniądze każdego miesiąca, powiększa się również grupa, która musi się zapożyczać, by zapłacić rachunki na czas lub kupić niezbędne rzeczy dla swoich dzieci. Największy odsetek zadłużonych obywateli przypada na Wielką Brytanię – blisko 30 proc. mieszkańców tego kraju biorących udział w badaniu potwierdziło, że w ostatnim czasie pożyczyło pieniądze, aby zapłacić rachunki. Na drugim końcu skali znajdują się Estończycy – „tylko” 12 proc. z nich zadłużyło się na wspomniany cel. Estonia wraz z sąsiadami znad Bałtyku należy do krajów, w których obywatele mają najbardziej pozytywne nastawienie co do planowania i zarządzania budżetem domowym oraz najmniejsze długi – komentuje Krzysztof Krauze, prezes Intrum.

Europejczycy czują się zmuszani, by wydawać coraz więcej

Czynniki, które odpowiadają za wzrost gospodarczy, czyli np. rozwój i duże zyski rynku e-commerce oraz presja mediów, aby kupować coraz więcej, jednocześnie paradoksalnie przyczyniają się do zadłużania się Europejczyków. 1 na 3 respondentów biorących udział w badaniu Intrum uważa, że łatwość zakupów online sprawia, że kupuje jeszcze więcej. Przybywa także osób (42 proc. w 2018 roku), które są zdania, że portale społecznościowe wywierają na nich presję, by kupować więcej niż powinni.

Brak edukacji przyczyną długów?

Wyniki badania wskazują również, że ponad połowa ankietowanych konsumentów, którzy mają długi, chciałaby dowiedzieć się więcej o zarządzaniu budżetem domowym, będąc jeszcze w szkole. Z kolei ponad 7 na 10 rodziców z małoletnimi dziećmi stwierdza, że szkoła powinna przekazywać więcej informacji na temat umiejętności zarządzania własnymi pieniędzmi. – Te dane nie tylko pokazują, jak duża odpowiedzialność leży po stronie szkół, które według badanych już na początku edukacji powinny przekazywać najmłodszym podstawowe pojęcia z zakresu finansów osobistych i uczuć „dobrych” nawyków, jeżeli chodzi o zarządzanie budżetem domowym. Podmioty należące do sektora finansowego także powinny robić więcej, aby wspierać właściwe wybory finansowe konsumentów, organizując chociażby inicjatywy, które np. informowałyby, jakie są konsekwencje nieterminowych płatności i nadmiernego zadłużania się – zauważa Krzysztof Krauze, prezes Intrum.

Liczba wypadków kolejowych najniższa od lat. Większość tego typu zdarzeń to wina kierowców oraz pieszych

Liczba wypadków kolejowych najniższa od lat. Większość tego typu zdarzeń to wina kierowców oraz pieszych 7

Z roku na rok spada liczba wypadków na kolei. W 2018 roku wskaźnik wypadkowości osiągnął rekordowo niski poziom nieco ponad 2,5 proc. Winę za większość niepożądanych zdarzeń ponoszą piesi oraz kierowcy samochodów, nieznający lub lekceważący przepisy ruchu drogowego. Aby zwiększyć świadomość Polaków, zwłaszcza najmłodszych, Urząd Transportu Kolejowego prowadzi Kampanię Kolejowe ABC.

Dane Urzędu Transportu Kolejowego pokazują, że do końca października 2018 roku na kolei doszło do 537 wypadków. Ponad 70 proc. z nich to zdarzenia niezawinione przez system, a więc wypadki na przejazdach, do których doszło na skutek nieprzestrzegania przepisów przez kierowców samochodów, oraz potrącenia osób przechodzących przez tory w miejscach niedozwolonych. Przez pierwsze dziesięć miesięcy roku w wypadkach kolejowych zginęły 172 osoby. Liczba niepożądanych zdarzeń na kolei sukcesywnie jednak spada, osiągając rekordowo niski wynik w 2018 roku – wskaźnik wypadkowości wyniósł niespełna 2,6 proc.

 Ten wskaźnik pokazuje wykonaną pracę przewozowa w zderzeniu z ilością zaistniałych zdarzeń kolejowych. To świadczy o tym, że z roku na rok liczba zdarzeń kolejowych jest na coraz mniejszym poziomie. To jest oczywiście trend bardzo pozytywny – mówi agencji informacyjnej Newseria Ignacy Góra, prezes Urzędu Transportu Kolejowego.

Aby liczba wypadków mogła nadal maleć, niezbędne jest zwiększenie świadomości Polaków, także tych najmłodszych, w zakresie bezpieczeństwa transportu kolejowego. Lukę w edukacji dzieci chce wypełnić Urząd Transportu Kolejowego, prowadząc Kampanię Kolejowe ABC, której nowa odsłona ruszyła pod koniec listopada. Organizator pozyskał na ten cel prawie 23,5 mln zł ze środków Funduszu Spójności w ramach programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Kampania ma przekazywać najmłodszym istotne informacje w przyjemnej dla nich formie.

 Chodzi o to, żeby dzieci wiedziały, na czym polegają te zagrożenia, w jaki sposób powinny się zachowywać, czy to na dworcu, czy w pobliżu torów kolejowych, czy też pokonując przejazd kolejowy – mówi Ignacy Góra.

W ramach kampanii emitowane będą m.in. spoty edukacyjne w stacjach telewizyjnych, w kinach, na portalach internetowych oraz w pociągach i na dworcach kolejowych. Będą one uczyć dzieci prawidłowego zachowania w pobliżu torów, w pociągu i na peronie oraz zasad postępowania w sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia. Kampania będzie prowadzona także za pośrednictwem kanałów społecznościowych przy współpracy ze znanymi vlogerami. Edukacji w zakresie bezpieczeństwa dzieci na kolei będzie poświęcony także mural, którego projekt zostanie wyłoniony w konkursie. Po całej Polsce poruszać będzie się lokomotywa oklejona logiem i hasłem kampanii.

– Kampania jest skierowana przede wszystkim do dzieci szkół przedszkolnych i podstawowych, ale nie tylko. Jest adresowana również do rodziców, opiekunów, nauczycieli. Chcemy, żeby całe społeczeństwo miało wiedzę, która z jednej strony jest związana z zagrożeniami, ale z drugiej strony z właściwym postępowaniem – mówi Ignacy Góra.

Na stronie internetowej Kampanii Kolejowe ABC www.kolejoweabc.pl znajdują się materiały multimedialne oraz quizy, a wkrótce dla dzieci dostępna będzie także gra edukacyjna, którą można pobrać na urządzenia mobilne. Nadal prowadzone będą także zajęcia edukacyjne w szkołach i przedszkolach w gminach, w których doszło do niebezpiecznych zdarzeń na przejazdach kolejowo-drogowych. Od kwietnia edukatorzy odwiedzili już ponad 80 szkół i przedszkoli.

PFR: Liczymy, że co najmniej połowa zatrudnionych będzie oszczędzać na emeryturę w pracowniczych planach kapitałowych. Dziś na ten cel odkłada tylko 1,5 proc.

PFR: Liczymy, że co najmniej połowa zatrudnionych będzie oszczędzać na emeryturę w pracowniczych planach kapitałowych. Dziś na ten cel odkłada tylko 1,5 proc. 8

Wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych to najważniejsza zmiana, jaka czeka pracodawców i pracowników w 2019 roku. Z początkiem lipca do programu zostaną włączone duże przedsiębiorstwa, zatrudniające powyżej 250 pracowników. Wtedy też pierwsi pracownicy rozpoczną oszczędzanie w ramach PPK. Uprawnionych jest 13 mln osób, ale dużym sukcesem będzie osiągnięcie już 50 proc. czy 75 proc. poziomu partycypacji. Tego typu rozwiązania funkcjonują z powodzeniem na innych rynkach. To, czy sprawdzą się w Polsce, będzie zależało m.in. od podejścia pracodawców, którzy powinni zaangażować się w edukację pracowników.

– Ustawa o PPK wejdzie w życie 1 stycznia 2019 roku, natomiast od 1 lipca ruszy nabór dużych firm do programu. Od tego momentu firmy zatrudniające powyżej 250 osób muszą podpisywać umowy z instytucjami, które będą zarządzać pieniędzmi ich pracowników. To jest data graniczna. Później kolejno do programu będą dołączać coraz mniejsze firmy i na końcu strefa budżetowa. Ważne jest to, że pracownicy będą automatycznie zapisywani do tego programu, czyli jeżeli nie złożą rezygnacji, to tym samym automatycznie stają się uczestnikami PPK – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Marczuk, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

PPK, czyli pracownicze plany kapitałowe, to program dodatkowego dobrowolnego oszczędzania na emeryturę. Ma on podnieść jakość życia Polaków po zakończeniu zawodowej aktywności. Dziś podobnym instrumentem są pracownicze programy emerytalne (PPE), w których pracodawca pomaga pracownikom oszczędzać na przyszłość. Nie cieszą się one jednak dużą popularnością – należy do nich raptem ok. 1,5 proc. zatrudnionych. Wprowadzenie PPK to najważniejsza zmiana, jaka czeka pracodawców i pracowników w 2019 roku.

– Oszczędzanie na emeryturę to nieodłączny element funkcjonowania w społeczeństwie w Danii, Francji czy Wielkiej Brytanii. Z drugiej strony rozumiemy, że jest to kontrowersyjna kwestia. Jeśli ktoś otrzymuje wynagrodzenie w określonej wysokości i potrzebuje go, żeby zapewnić sobie wygodne życie i zrealizować wszystkie zobowiązania, płacić czynsz i rachunki, czasami może być trudno odłożyć część tych pieniędzy na fundusz, żeby z niego skorzystać za wiele lat – podkreśla David Briggs, prezes zarządu Grupy VELUX.

Kapitał gromadzony w PPK będzie pochodził zarówno od pracowników, jak i pracodawców. Wysokość wpłaty podstawowej została określona na 2 proc. wynagrodzenia pobieranego od pracownika oraz 1,5 proc. od pracodawcy (od podstawy wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe). Obie strony mogą też zadeklarować wpłaty dodatkowe (do 2 proc.), co oznacza, że na konto PPK pracownika może wpływać w sumie od 3,5 proc. do maksymalnie 8 proc. jego wynagrodzenia. Państwo dołoży każdemu uczestnikowi 250 zł tzw. „wpłaty powitalnej” na start oraz dodatkowe 240 zł rocznie jako zachętę do systematycznego oszczędzania. Te wpłaty zostaną sfinansowane z Funduszu Pracy i będą uzależnione od spełnienia określonych warunków przewidzianych w ustawie.

Zgromadzone środki będą wypłacane pracownikowi po osiągnięciu przez niego 60 roku życia (25 proc. jednorazowo i reszta w miesięcznych ratach obliczonych na min. 10 lat), aczkolwiek ustawa przewiduje wyjątki, np. w przypadku poważnego zachorowania i trwałej niezdolności do pracy.

Wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju podkreśla, że uprawnionych do włączenia w program PPK jest około 13 mln Polaków. Przy 75-proc. poziomie partycypacji skorzysta z niego ponad 8,5 mln. Jednak satysfakcjonującym poziomem będzie już 50 proc., co daje około 6,5 mln osób.

– Są to pracownicy bądź zleceniobiorcy – ważne, że opłacają składkę na ubezpieczenie społeczne do ZUS. Biorąc pod uwagę, że w tej chwili zaledwie 1,5 proc. zatrudnionych należy do PPE, więc jeżeli 50 proc. Polaków zacznie dodatkowo oszczędzać na swoją jesień życia, będzie to duży przeskok – podkreśla Bartosz Marczuk.

Ostateczne efekty programu PPK będą uzależnione od tego, w jaki sposób będzie przebiegać jego wdrożenie.

– Wspieramy inicjatywę oszczędzania, pamiętając jednak, że należy zostawić pewną swobodę wyboru w tym zakresie. Naszym zadaniem jako pracodawcy jest pomoc w edukowaniu pracowników i uświadamianie im, że warto oszczędzać na przyszłość. Jednak ostatecznie to pracownik powinien decydować, czy może sobie na to pozwolić w danej chwili – mówi David Briggs.

– Bardzo ważne jest właściwe wdrożenie tego programu i wytłumaczenie jego zasad wszystkim potencjalnym beneficjentom. Tutaj duża odpowiedzialność spoczywa zarówno na instytucjach, które go stworzyły – głównie na PFR, lecz również na pracodawcach. Teraz należy skupić się przede wszystkim na dobrej implementacji tego programu. Trzeba mocno wziąć się do pracy – dodaje Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

Jak zauważa, doświadczenia innych państw, w których funkcjonują podobne programy, pokazują że z czasem partycypacja jest coraz większa, a liczba rezygnacji ze strony uczestników spada.

– Podejmowanie wyzwań związanych z finansowaniem polskiego systemu emerytalnego czy zwiększaniem obiegu kapitału w gospodarce jest wspólną odpowiedzialnością – nie tylko rządu, pracodawców, ale i każdego obywatela. Ten projekt łączy działania wszystkich tych grup na rzecz wspólnych rozwiązań. Ma wiele zalet – chociażby automatyczne zapisy, jak również cały system zachęt do długofalowego oszczędzania, przy jednoczesnym zachowaniu elastyczności dysponowania tymi środkami – wymienia Jacek Siwiński.

W tworzeniu programu Pracowniczych Planów Kapitałowych ważną rolę ma do odegrania Polski Fundusz Rozwoju, którego zadaniem jest stworzenie elektronicznej ewidencji PPK oraz portalu, na którym uczestnicy programu znajdą informacje m.in. o podmiotach uczestniczących czy wartości zgromadzonych środków.

– Przy okazji tworzenia portalu chcielibyśmy stworzyć też call center do obsługi telefonicznej zarówno pracodawców, jak i pracowników. Chodzi o to, aby osoby, które zastanawiają się nad przystąpieniem do programu, i pracodawcy, którzy nie wiedzą, jak sporządzić umowę, z kim negocjować czy gdzie się odwołać, mieli możliwość dopytania o szczegóły. Kolejna rzecz to cała akcja informacyjno-edukacyjna. Musimy poinformować pracodawców, czym jest ten program, musimy zapewnić im komfort wiedzy. Będziemy też zatrudniać trenerów, żeby informować pracodawców o nowej rzeczywistości – podkreśla Bartosz Marczuk.

Firmy wdrażające cyfrowe technologie rosną o 1/4 szybciej. Polskie przedsiębiorstwa muszą cyfrowo przyspieszyć, jeśli chcą się rozwijać

Firmy wdrażające cyfrowe technologie rosną o 1/4 szybciej. Polskie przedsiębiorstwa muszą cyfrowo przyspieszyć, jeśli chcą się rozwijać 9

Sztuczna inteligencja, wykorzystanie danych czy machine learning będą mieć w przyszłości przełożenie nie tylko na biznes i gospodarkę, lecz także na funkcjonowanie całych społeczeństw. Eksperci podkreślają, że już w tej chwili postęp technologiczny wyprzedza prawo i zmiany zachodzące w społeczeństwie, co grozi pogłębiającymi się nierównościami. Z drugiej strony cyfryzacja to ogromna szansa dla przedsiębiorstw, które mogą tworzyć nowe modele biznesowe, produkty i usługi, oraz całych gospodarek. Zdaniem ekspertów cyfryzacja zwyczajnie się firmom opłaca, ale w Polsce nadal jest domeną głównie dużych firm. 

Mogłoby się wydawać, że w ostatnich latach postęp technologiczny był niezwykle szybki, pojawiało się wiele nowych innowacji. Jednak my jesteśmy dopiero na początku przemian związanych z rozwojem nowych technologii. W najbliższych latach należy się spodziewać tego, że będziemy mieć coraz więcej sensorów, coraz więcej urządzeń, które będą się ze sobą komunikować. Będzie postępowała również integracja technologii z biologią. W coraz większym stopniu rozwój technologiczny będzie dotyczył również organizmu człowieka. To wszystko będzie przekładało się na daleko posunięte zmiany społeczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Dominik Batorski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Już 72 proc. organizacji na całym świecie prowadzi projekty z zakresu sztucznej inteligencji – wynika z tegorocznego badania SAS, Accenture Applied Intelligence, Intela i Forbes Insights. Sztuczna inteligencja, wykorzystanie danych, IoT czy machine learning będą mieć w przyszłości przełożenie nie tylko na biznes i gospodarkę, lecz także na funkcjonowanie całych społeczeństw. Zmiany wspiera dynamiczny rozwój sieci teleinformatycznych, coraz powszechniejszy dostęp do światłowodów, a wkrótce – sieci 5G. Pierwsze terenowe testy tej technologii, która pozwoli na lepsze dopasowanie łączności do potrzeb firm i przemysłu, firma Orange Polska przeprowadziła w Gliwicach. Z prognoz Dell Technologies wynika, że do końca przyszłej dekady nowe technologie i roboty będą już obecne niemal w każdej dziedzinie życia, a ludzie będą pełnić rolę cyfrowych dyrygentów, zarządzających pracą maszyn.

Ekspert Uniwersytetu Warszawskiego podkreśla, że w tej chwili postęp technologiczny przebiega znacznie szybciej i nie nadążają za nim ani zmiany społeczne, ani zmiany w prawie. To rodzi szereg wyzwań związanych na przykład z nierównościami społecznymi.

Zagrożenia związane z nierównościami są istotne, ponieważ ci, którzy mają zasoby i kompetencje będą w stanie w znacznie większym stopniu pozwolić sobie na wykorzystanie tych nowych technologii. Różnice pomiędzy osobami, które są w lepszej sytuacji i będą mogły poprawić możliwości swojego ciała i umysłu przy użyciu technologii, sztucznej inteligencji czy robotyki, będą znacznie większe niż wśród osób, których nie będzie na to stać – prognozuje dr Dominik Batorski.

Zmiany i zagrożenia wywoływane postępem technologicznym dobrze widać na przykładzie rynku pracy: World Economic Forum szacuje, że do 2025 roku roboty przejmą ponad połowę obecnych miejsc pracy, a robotyzacja może objąć nawet 75 mln stanowisk (raport „The Future of Jobs 2018”). Do podobnych wniosków doszli naukowcy z Yale i Oxford University, według których mechaniczne, powtarzalne czynności zostaną całkowicie zautomatyzowane w ciągu najbliższych 10 lat. Szef Tesli i SpaceX Elon Musk już od kilku lat podkreśla, że w przyszłości – kiedy automatyzacja wyprze większość siły roboczej z rynku pracy – koniecznością stanie się wprowadzenie przez rządy państw gwarantowanego, podstawowego dochodu, żeby zapobiec nierównościom społecznym.

Technologia cyfrowa dopiero zaczyna zmieniać naszą rzeczywistość, bo na razie odczuwamy tylko to, że mamy nowe produkty, nowe usługi, które adoptowane są do tradycyjnej gospodarki. Tak naprawdę dopiero za chwilę – dzięki danym, które zaczynamy zbierać i analizować, dzięki rozwojowi algorytmów – wejdziemy w zupełnie nowa erę organizacji gospodarki i przedsiębiorstw, produkcji, zarządzania tą produkcją, a także zasobów ludzkich, organizacji państwa, organizacji wszelkich instytucji. To będzie ta faktyczna zmiana, która dopiero nadchodzi. Ona doprowadzi do tego, że zmieni nam się paradygmat produkcji, produktu, państwa, szkolnictwa – wylicza dr hab. Katarzyna Śledziewska, dyrektor zarządzająca DeLab na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak podkreśla, krajobraz po transformacji cyfrowej w Polsce będzie zależał głównie od tego, w jaki sposób polskie firmy zaadaptują się do nowych realiów rynkowych i będą wdrażać rozwiązania technologiczne. Konsumenci z całą pewnością mogą się jednak spodziewać nowych produktów i usług spełniających zupełnie inne funkcje niż obecnie.

– Widzimy to teraz na przykładzie telefonów komórkowych, które przestały być wyłącznie telefonem, a stały się platformą, na której mamy wszystkie potrzebne nam usługi. Mamy już nie tylko aparat fotograficzny, lecz także album, którym się dzielimy z innymi członkami rodziny. Podobna transformacja nastąpi jeśli chodzi o budynki czy samochody. Nie wiemy jeszcze dokładnie, w jakim kierunku pójdzie ten rozwój. Nie wiemy również, jaką technologię my, jako ludzie, będziemy teraz najważniejsze jest to, żeby biznes był otwarty na te wyzwania i żeby w jak największym stopniu wdrażał nowości, nie bał się eksperymentować – podkreśla dr hab. Katarzyna Śledziewska.

Z danych przytaczanych w tegorocznym raporcie Manpower Group („From C-Suite do Digital Suite”) wynika, że cyfryzacja zwyczajnie się firmom opłaca – te, które wdrażają transformację cyfrową, odnotowują średnio o 26 proc. większe zyski od konkurencji i osiągają o 12 proc. wyższą wycenę rynkową. Z raportu wynika, że do 2020 roku 30 proc. dochodów w przemyśle będzie pochodzić z nowych modeli biznesowych, a już teraz 89 proc. liderów biznesu planuje, testuje i wdraża cyfrowe rozwiązania.

W Polsce – jak wynika z badania Orange Insights, zrealizowanego na zlecenie Orange Polska – blisko dwie trzecie polskich firm zatrudniających od 100 do 250 pracowników stawia już na cyfryzację jako narzędzie wspierające sprzedaż. Dwie trzecie badanych firm traktuje cyfryzację jako jedną z najważniejszych kompetencji w rozwoju biznesu w ich branży. Choć cyfryzacja jest ważna niezależnie od skali biznesu, to w Polsce duże polskie firmy są dużo bardziej świadome jej znaczenia niż mniejsze przedsiębiorstwa. Badanie przeprowadzone na zlecenie MPiT pokazało, że aż 2/3 małych i średnich firm nie zna jeszcze koncepcji Gospodarki 4.0. Aby nie pozostać w tyle, MŚP również musi zacząć korzystać z cyfrowych narzędzi w większym stopniu. To przełoży się na korzyści dla całej gospodarki, bo – jak wynika z najnowszego raportu McKinsey „Polska jako cyfrowy challenger” – do połowy przyszłej dekady cyfryzacja może przynieść polskiemu PKB dodatkowe 275 mld zł i zastąpić dotychczasowe motory wzrostu gospodarczego, takie jak podaż relatywnie taniej siły roboczej czy napływ unijnych środków.

O zmianach, jakie czekają nas wraz z postępującą cyfryzacją wielu dziedzin życia, rozmawiano podczas konferencji „Przedsiębiorczość, technologie, rozwój: Polsko, 100 lat!”.

Zakazy dotyczące spożywania i sprzedaży alkoholu są nieskuteczne. Eksperci: lepsza byłaby edukacja

0

Zakazy dotyczące spożywania i sprzedaży alkoholu są nieskuteczne. Eksperci: lepsza byłaby edukacja 10

Na wprowadzenie nocnej prohibicji i zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach 22.00–6.00  zdecydowało się jak dotąd kilkanaście miast. Sprzedawcy oceniają, że nowe przepisy uderzają głównie w kondycję małych, osiedlowych sklepów. Dlatego eksperci podkreślają, że w miejsce kolejnych zakazów skuteczniejsza byłaby edukacja dotycząca odpowiedzialnego spożywania alkoholu. Takie kampanie powinny być skierowane w zasadzie do każdej grupy społecznej – kierowców, kobiet w ciąży i ich lekarzy, posłów i księży, a także do szkół podstawowych i średnich. 

W marcu br. weszło w życie nowe prawo, które zaostrza obowiązujący już zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Zezwala ono samorządom wprowadzać dodatkowy zakaz sprzedaży napojów alkoholowych w godzinach nocnych (22.006.00). Jak dotąd na taki krok zdecydowało się kilkanaście miast, wśród których są m.in. Kraków, Olsztyn, Tarnów i Nowy Sącz. Nowe przepisy wzbudziły obawy przedsiębiorców argumentujących, że uderzą one w małe sklepy, za to nie obejmują np. sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych. Dlatego eksperci podkreślają, że w miejsce kolejnych zakazów skuteczniejsza byłaby edukacja dotycząca odpowiedzialnego spożywania alkoholu.

– Jestem zdecydowanym zwolennikiem edukacji, a nie zakazów czy nakazów, np. w Starym Testamencie rabini wymyślili bardzo dużo różnych zakazów, co w życiu nie znalazło odzwierciedlenia, bo Semici i tak spożywali wino i piwo, czyli trzeba wyraźnie podkreślić sprawę świadomej edukacji, która doprowadziłaby do odpowiedzialnego spożywania alkoholu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes ks. dr hab. Kazimierz Pierzchała, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Zdaniem psychologa klinicznego i specjalisty psychoterapii uzależnień dra Adama Kłodeckiego edukacja dotycząca odpowiedzialnego spożywania alkoholu powinna się zaczynać już na gruncie rodzinnym, ponieważ statystki pokazują, że to na nim najczęściej dochodzi do pierwszej styczności i kształtowania postaw w spożywaniu alkoholu.

– Taką przemyślaną edukację trzeba wprowadzić już w przedszkolu i w szkołach. Problem jest taki, że brakuje edukatorów – tylko 20 proc. szkół jest objętych programami edukacyjnymi. Kolejną grupą, której taka edukacja bardzo by się przydała, są posłowie, senatorzy. Oni zdecydowanie wymagają takiej edukacji na poziomie kontaktu z alkoholem, zagrożenia uzależnieniem i w ogóle profilaktyki, która oddziałuje na młodych ludzi. Z pewnością kolejni powinni być kierowcy, sprzedawcy, kuratorzy z Ośrodków Pomocy Społecznej, sędziowie – czyli wszystkie te grupy ludzi, które mają możliwość czy nawet obowiązek reagowania na sytuacje, w których ten alkohol zaczął już przynosić jakieś szkody. Księża to też bardzo duża grupa osób, które mają wpływ i do których zgłaszają się ludzie mający w rodzinie problemy z nadużywaniem alkoholu. Oni też powinni być wyposażeni w dobrą wiedzę na temat tego, czym jest uzależnienie i co to znaczy picie alkoholu, w ogóle używanie substancji psychoaktywnych – podkreśla dr Adam Kłodecki.

Przewodnicząca komitetu ds. społecznej odpowiedzialności Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy Aneta Jóźwicka zwraca też uwagę na fakt, że w Polsce od ponad 10 lat działania na rzecz edukacji społecznej i kształtowania odpowiedzialnych postaw prowadzi branża alkoholi mocnych. W tym czasie zostało zrealizowanych ponaddwadzieścia programów kierowanych do różnych grup społecznych – od młodzieży po osoby dorosłe.

– Jeden z naszych programów, będący o tym, że każdy alkohol oddziałuje na organizm tak samo, niezależnie od tego, czy znajduje się w alkoholu mocnym, winie czy piwie widziało już ponad 13 mln Polaków. Warto też wspomnieć m.in. o kampanii „Lepszy start dla twojego dziecka”, w ramach której już od 8 lat prowadzimy działania edukacyjne na rzecz kobiet w ciąży. Podkreślamy, że jeżeli kobieta planuje dziecko albo jest w ciąży, nie powinna sięgać po alkohol, ponieważ to niesie za sobą istotne skutki zdrowotne dla dziecka. Z dumą mówimy też, że nasze działania przyniosły zauważalne skutki, bo w tek chwili już o 2/3 mniej kobiet deklaruje spożycie alkoholu w ciąży niż jeszcze osiem lat temu – podkreśla Aneta Jóźwicka.

Działania edukacyjne dotyczące spożywania alkoholu w ciąży są kierowane nie tylko do kobiet, lecz także do środowiska medycznego jako autorytetu, który ma styczność z ciężarnymi kobietami. Kolejna grupa to kierowcy i szerokie grono konsumentów, do których skierowana jest kampania „Alkohol. Zawsze odpowiedzialnie”.

– Podkreślamy w niej, że zawsze, konsumując alkohol, niezależnie od tego, czy mówimy tutaj o alkoholach mocnych, piwie czy o winie, powinniśmy to robić w sposób odpowiedzialny. Edukacja na temat odpowiedzialnego sięgania po alkohol jest kluczowa w każdej grupie wiekowej. Może się zaczynać już w szkole, która powinna uczyć młodych ludzi, czym są produkty alkoholowe, że można po nie sięgać dopiero po osiągnięciu pełnoletności. Powinniśmy także stale mówić o zasadach odpowiedzialnej konsumpcji do wszystkich dorosłych, którzy sięgają po alkohol – mówi Aneta Jóźwicka.

Jak podkreśla, w edukacji na rzecz odpowiedzialnego spożywania alkoholu ważna jest współpraca między wszelkimi uczestnikami szeroko pojętego rynku i instytucjami społecznymi, edukacyjnymi, w tym m.in. szkołami, instytucjami rządowymi, organizacjami pozarządowymi, fundacjami, producentami i detalistami.

Według WHO średnia światowa spożywanego alkoholu w przeliczeniu na osobę wynosi 6,2 litra rocznie. W statystykach przoduje Białoruś, gdzie jedna osoba spożywa średnio 17,5 litra czystego spirytusu rocznie, na kolejnych miejscach plasują się Mołdawia, Litwa i Rosja (ok. 15 litrów). Polska, z rocznym spożyciem na poziomie około 12,5 litra na osobę plasuje się w unijnej średniej, zajmując 13. pozycję.

Światowa Organizacja Zdrowia wyodrębnia dwa rodzaje picia problemowego – ryzykowne i szkodliwe. Picie ryzykowne to spożycie jednorazowo nadmiernej ilości, które nie powoduje jeszcze negatywnych konsekwencji, lecz może się tak stać, o ile model konsumpcji nie zmieni się na bardziej umiarkowany. Natomiast picie szkodliwe powoduje już szkody zdrowotne i psychologiczne.

Bożonarodzeniowe wypieki nie muszą oznaczać żywieniowej katastrofy. Przy spożyciu cukrów prostych warto jednak zachować umiar

Bożonarodzeniowe wypieki nie muszą oznaczać żywieniowej katastrofy. Przy spożyciu cukrów prostych warto jednak zachować umiar 11

Makowce, strucle, keks czy pierniczki – zdecydowana większość Polaków nie wyobraża sobie świąt Bożego Narodzenia bez tradycyjnych wypieków. Choć zawierają one cukier, nie muszą oznaczać żywieniowej katastrofy. Nawet jednym kawałkiem ciasta można zaspokoić potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego, a produkty zawierające cukier mogą być elementem zdrowej diety. Dodanie do spożywanych potraw w ciągu dnia 5–7 łyżeczek cukru, nie wpłynie negatywnie na nasze zdrowie – przekonuje Agnieszka Piskała, specjalistka ds. żywienia, ambasador akcji „Uczymy jak słodzić”.

 Nie wyobrażamy sobie świąt bez słodkich przekąsek. Makowce, serniki, pierniki to ciasta, które pojawiają się praktycznie w każdym domu i nie wyobrażamy sobie, żeby nie dodawać do nich cukru. Pamiętajmy jednak, że trzeci kawałek makowca smakuje tak samo jak pierwszy, a siódmy piernik tak samo jak czwarty. Kluczem do sukcesu jest to, żeby jeść w umiarkowanych ilościach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Piskała, specjalistka ds. żywienia, ambasadorka kampanii „Uczymy jak słodzić”.

Z badania CBOS wynika, że w większości polskich domów ciasta przed Bożym Narodzeniem piecze się samodzielnie. Część osób w obawie przed dodatkowymi kaloriami do wypieków używa sztucznych słodzików, ale to wbrew pozorom nie jest zdrowe rozwiązanie. Lepiej zjeść mały kawałek ciastka z cukrem niż całą blachę upieczonego z dodatkiem słodzików, których wpływ na zdrowie nie jest obojętny. Istotne jednak, zwłaszcza podczas Bożego Narodzenia, jest zachowanie umiaru.

– Potraw świątecznych jest bardzo dużo. Wśród nich są dania wytrawne jak karp po żydowsku, do których również dodajemy cukier – mówi Agnieszka Piskała.

Jak podkreśla ekspertka, wokół cukru narosło sporo mitów. Oskarża się go o problemy z wagą, cukrzycę czy próchnicę. Tymczasem produkty zawierające cukier powinny być częścią zdrowej, zbilansowanej diety.

– Cukier jest ważnym składnikiem codziennej diety, a spożywanie go w umiarkowanych ilościach daje nam energię. Cukry proste, takie jak np. glukoza, to podstawowe paliwo energetyczne do pracy naszego mózgu i mięśni – tłumaczy Agnieszka Piskała.

Glukoza pełni wiele ważnych funkcji w organizmie człowieka. Jest wykorzystywana przez mózg i czerwone ciałka krwi jako jedyne źródło energii. Brak węglowodanów w pożywieniu powoduje wytwarzanie glukozy przez sam organizm, ale zachodzi to kosztem zniszczenia białek wchodzących w skład organizmu. Za mała ilość cukrów przyczynia się do spadku wydolności fizycznej, siły mięśniowej i jest powodem szybkiego zmęczenia.

 Odpowiednie spożycie cukrów prostych w ciągu dnia jest niezwykle ważne, tak aby nie wywołać różnego rodzaju chorób. Ważne jest, żeby uświadomić sobie, że cukry proste wcale nie są takie złe – przekonuje specjalistka ds. żywienia.

Cukier oskarża się o cukrzycę, próchnicę czy nadwagę. Tymczasem statystyki Instytutu Żywności i Żywienia oraz GUS, który publikuje informacje na temat produktów spożywanych przez Polaków, jednoznacznie pokazują, że główną przyczyną nadwagi i otyłości jest nadmierne spożycie tłuszczów. W diecie przeciętnego Polaka powinny one stanowić około 20 proc. energii, w rzeczywistości jest ich jednak dwukrotnie więcej. Dla próchnicy większym zagrożeniem jest nieodpowiednia higiena jamy ustnej, a za cukrzycę winę ponosi przede wszystkim niezdrowy tryb życia i predyspozycje genetyczne. Dlatego nie warto całkowicie rezygnować z cukru.

– Oprócz tych produktów, w których naturalnie występuje cukier, możemy dodawać go do różnych potraw. Wiemy, że ciastka, słodkie przetwory, kawa czy herbata z cukrem smakują lepiej, ale kluczem do sukcesu będzie umiar. Okazuje się, że dodanie do potraw spożywanych w ciągu dnia 5–7 łyżeczek cukru nie wpłynie negatywnie na nasze zdrowie – podkreśla Agnieszka Piskała.

Każdy człowiek potrzebuje codziennie 45–55 proc. energii pochodzącej z węglowodanów, zwłaszcza tych złożonych, ale także cukrów prostych, które naturalnie występują w wielu produktach spożywczych.

– Jako ambasador akcji „Uczymy jak słodzić” staram się wszystkim wytłumaczyć to, że spożywanie raz na jakiś czas słodkiej przekąski, dodanie łyżeczki cukru do herbaty czy kawy, nie spowoduje żywieniowej katastrofy. Ważne jest jednak, żeby zachować umiar, a podstawą naszej diety były węglowodany złożone, które pochodzą z takich produktów jak kasze, makarony, ryż czy pieczywo. Pamiętajmy, że w naszej zbilansowanej diecie jest również miejsce na cukry proste – przekonuje Agnieszka Piskała.

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego: Nie możemy się opierać wyłącznie na technologii bateryjnej. Kompromisem są hybrydy, a przyszłością paliwa wodorowe

Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego: Nie możemy się opierać wyłącznie na technologii bateryjnej. Kompromisem są hybrydy, a przyszłością paliwa wodorowe 12

Nie możemy się opierać wyłącznie na jednej technologii, na technologii bateryjnej. Trzeba brać pod uwagę wszystkie dostępne technologie, a nie patrzeć na elektromobilność wyłącznie jako na pojazdy zasilane baterią – ocenia Michał Wekiera, dyrektor wykonawczy PZPM. Łącznikiem na drodze do zeroemisyjności są pojazdy z napędem hybrydowym, a przyszłością mogą się okazać te zasilane paliwem wodorowym. Do rozwoju samochodów elektrycznych niezbędne jest natomiast zbudowanie całej infrastruktury, wraz z siecią ładowarek, której w Polsce wciąż nie ma.

– Dzisiejsza technologia nadal nie pozwala nam na pokonywanie dużych dystansów samochodem elektrycznym, dlatego bardzo ważną kwestią jest infrastruktura. Bez infrastruktury, która na dzisiaj wciąż jest niewystarczająca, elektromobilność może się rozwijać niezbyt szybko. Mamy pojazdy, które są produkowane już w Polsce, natomiast infrastruktura jest ciągle w trakcie budowania – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Wekiera, dyrektor wykonawczy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Brak infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych to jedna z głównych barier dla rozwoju tego rynku. W tej chwili jest w Polsce kilkaset ładowarek do takich aut, głównie w największych miastach. Jednak użytkownicy i potencjalni nabywcy elektryków oczekują większej liczby miejsc do ich ładowania, co pozwoli na swobodne przemieszczanie się i ładowanie pojazdu zarówno w mieście, jak i na trasie. Z badania przeprowadzonego przez ING Bank Śląski w Holandii wynika też, że prawie 75 proc. kierowców oczekuje, że ładowanie baterii będzie trwać maksymalnie 15 minut (raport „Którym pasem zamierzamy jechać”, opracowany przez EY i ING Bank Śląski).

Przyjęta na początku tego roku ustawa o elektromobilności wprowadziła zarówno system zachęt dla nabywców elektryków, jak i plan rozbudowy publicznej infrastruktury do ich ładowania. Zakłada on, że do 2020 roku ma powstać już 400 szybkich ładowarek o mocy ok. 50 kW oraz 6 tys. punktów ładowania o normalnej mocy. W infrastrukturę do ładowania samochodów elektrycznych inwestują też koncerny paliwowe, przedsiębiorstwa energetyczne czy motoryzacyjne. Dla przykładu na początku tego roku Grupa PKN Orlen wystartowała z pilotażowym projektem instalowania szybkich ładowarek do samochodów elektrycznych na swoich stacjach paliw.

– Ładowarki zaczynają się już pojawiać, chociażby w zajezdniach w transporcie miejskim. Natomiast w przypadku autobusów, w których źródłem energii będzie wodór, w tej chwili nie mamy właściwie żadnej stacji ładowania, poza jednym punktem dostępnym w Polsce – mówi Michał Wekiera.

Obok infrastruktury problemem jest też wysoka cena samochodów elektrycznych. Jak wynika z majowego raportu „Którym pasem zamierzamy jechać”, opracowanego przez firmę doradczą EY i ING Bank Śląski – za połowę kosztu zakupu takiego auta odpowiada w tej chwili cena baterii. Jednak zdaniem ekspertów, nowe technologie produkcji baterii litowo-jonowych spowodują spadek cen, a z drugiej strony pozwolą na swobodne przejechanie takim autem nawet 600 km.

Według IEA (International Energy Agency) pojemność akumulatorów do EV w 2030 roku ma wzrosnąć do ok. 70–80 kWh. Natomiast łączna pojemność akumulatorów umieszczonych w elektrycznych samochodach osobowych i hybrydach typu plug-in w 2030 roku ma wynieść już ok. 775–2250 GWh, co w porównaniu z ubiegłym rokiem (68 GWh) oznacza kilkunastokrotny wzrost.

Z danych ICCT (International Council of Clean Transportation), przytaczanych przez specjalistyczny magazyn branżowy Flota, wynika, że czołówkę producentów akumulatorów stanowi obecnie pięciu producentów (Panasonic, LG, Samsung/SDI oraz producenci z Chin – CATL i BYD), którzy łącznie zapewniają 2/3 światowej podaży, przy czym wszyscy producenci z Chin dostarczają jej połowę. Spośród 13 największych producentów akumulatorów na świecie, którzy dostarczają 94 proc. ich całkowitej pojemności, aż siedmiu pochodzi z Chin.

Dlatego dyrektor wykonawczy PZPM Michał Wekiera podkreśla, że – obok samochodów napędzanych energią elektryczną – należy rozwijać też inne technologie, ponieważ rynek baterii do EV jest wciąż słabo rozwinięty i ma pewne ograniczenia.

– Nie możemy się opierać tylko i wyłącznie na jednej technologii, na technologii bateryjnej, ponieważ niestety mamy tylko kilku producentów baterii na świecie, którzy pochodzą z Chin i Japonii. Drugą kwestią jest to, że do produkcji baterii potrzebujemy metali ziem rzadkich, do których Polska nie ma zbyt dużego dostępu, w związku z czym stajemy się zależni. Trzeba więc brać pod uwagę wszystkie możliwe, dostępne technologie, a nie patrzeć na elektromobilność tylko i wyłącznie jako na pojazdy zasilane baterią. Należałoby brać pod uwagę również pojazdy hybrydowe czy wodorowe – ocenia Michał Wekiera.

Jak ocenia, ustawa o elektromobilności koncentruje się niemal wyłącznie na pojazdach elektrycznych, zasilanych bateriami litowo-jonowymi. Błędem jest natomiast pominięcie technologii hybrydowych, które mogą być bardzo dobrym łącznikiem na drodze do zeroemisyjności.

– Pojazdy hybrydowe są zdecydowanie tańsze, zdecydowanie bardziej elastyczne. W momencie, kiedy nie mamy jeszcze wystarczająco rozbudowanej infrastruktury ładowania, taki pojazd może być rozwiązaniem, które pozwoli nam dojść do zerowej emisyjności, o jakiej mówimy w przypadku autobusu elektrycznego czy wodorowego. Natomiast na dziś trudno byłoby stawiać na autobusy elektryczne bez odpowiedniej sieci – podkreśla Michał Wekiera.

Z danych instytutu SAMAR wynika, że w pierwszej połowie 2018 roku Polacy kupili 10,2 tys. samochodów hybrydowych (największa popularnością cieszą się modele Toyoty). Natomiast w całym 2017 roku zarejestrowano 16,9 tys. hybryd (wzrost o 68,1 proc.), a ich udział rynkowy wzrósł do 3,5 proc. Natomiast udział elektryków w polskim rynku nadal oscyluje wokół 0,1 proc.