Rynek powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec III kwartału 2018 r.

Polski sektor magazynowy pozostaje w świetnej kondycji. Od początku stycznia do końca września 2018 r. wynajęto aż 2,8 mln mkw. powierzchni, a na rynek dostarczono 1,3 mln mkw. Blisko 2,1 mln mkw. magazynów jest w budowie.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce na koniec III kwartału 2018 r.

Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Polsce, JLL
Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Polsce, JLL

„Jak dotąd każdy kwartał 2018 r. odnotowywał wyniki lepsze niż w analogicznym okresie 2017, w rezultacie czego całkowita wynajęta powierzchnia do początku roku do końca września sięgnęła aż 2,8 miliona mkw. Popyt netto od początku roku (czyli nie obejmujący odnowień istniejących umów) wyniósł ok. 2,13 mln mkw. Rynek magazynowy w Polsce jest niezmiennie napędzany, przez operatorów logistycznych, którzy mają 41% udziału w popycie netto od początku roku i sieci handlowe, na które przypada 33%”, komentuje Tomasz Mika, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych JLL w Polsce.

Najbardziej popularnym rynkiem dla najemców pozostawał region Polski Centralnej. Mimo, że 76% popytu netto przypadło na pięć największych regionów, to wszystkie lokalizacje, łącznie z rynkami wschodzącymi cieszyły się zainteresowaniem ze strony najemców.

Wybrane transakcje w III kw. 2018 r.

Najemca Park Rodzaj umowy Powierzchnia (mkw.)
Poufny najmeca BTS Gliwice Ekspansja 62 000
JYSK P3 Piotrków Ekspansja (dwie umowy) 35 000
Poufny najemca 7R Logistic Park Kraków VIII Nowa umowa 28 000
Intermarche DP Mysłowice Renegocjacje 28 000
Agata Meble Prologis Park Piotrków II Ekspansja 16 000

Źródło: JLL, www.magazyny.pl, 2018 r.

Podaż

W pierwszych trzech kwartałach nowa podaż objęła projekty o łącznej powierzchni 1.3 miliona mkw., z czego 676 000 mkw. dostarczono tylko w III kw. Do wyrównania rekordu z poprzedniego roku brakuje około 950 000 mkw., co biorąc pod uwagę powierzchnię w budowie jest możliwe, jednak z powodu wydłużonego procesu deweloperskiego wciąż niepewne.

„Blisko 2,1 mln mkw. powierzchni magazynowo – przemysłowej znajduje się obecnie w budowie na terenie całej Polski. Pod względem aktywności deweloperskiej, liderem pozostaje region Polski Centralnej, gdzie aktualnie powstaje 500 000 mkw., a od początku roku do końca III kwartału oddano już 527 000 mkw., co stanowiło aż 40% całkowitej nowej podaży w kraju”, tłumaczy Maciej Kotowski, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Duża aktywność deweloperska obserwowana była również w Warszawie, na Górnym Śląsku i w Lubuskiem. Każdy z tych rynków powiększył swoje zasoby o ponad 140 000 mkw. Nowe magazyny budowane są w całej Polsce, warto jednak wspomnieć, że Trójmiasto (172 000 mkw.), Szczecin (130 000 mkw.) oraz Olsztyn (121 000 mkw.) wyróżniały się na tle pozostałych mniejszych rynków.

„Warto zauważyć, że sektor magazynowy zmierza w kierunku inwestycji typu ,,ostatnia mila” oraz SBU – Small Business Units, które pozwalają na zbliżenie się do docelowego klienta oraz znaczące skrócenie czasu dostawy. Podążając za trendem, niektórzy z deweloperów poza pojedynczymi budynkami w ramach swoich parków zdecydowali się na rozwój całych platform poświęconych logistyce miejskiej, np. Ideal Idea wprowadza Ideal City Park, 7R – City Flex, a Panattoni ma w swojej ofercie City Logistics”, dodaje Tomasz Mika.

Pustostany i czynsze

Wysoka aktywność deweloperska wpłynęła na nieznaczny wzrost współczynnika pustostanów, który wyniósł 5.3% na koniec III kwartału. Największy udział powierzchni niewynajętej zarejestrowały Warszawa Miasto (11%), Lublin (8,7%) oraz Kraków (8,5%), a najniższy obserwowały Szczecin, Trójmiasto, Polska Centralna oraz większość rynków rozwijających się jak Lubuskie, Kielce/Radom czy Kujawy.

Główne rynki magazynowe w Polsce utrzymały relatywnie stabilne wartości czynszów. Nadal najdroższym rynkiem pozostaje Warszawa Miasto, gdzie czynsze bazowe wahają się pomiędzy 4,3 – 5,2 euro/ mkw. / miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki znaleźć można w Polsce Centralnej (2,6 – 3,2 euro/ mkw. / miesiąc).

„W popularnych lokalizacjach oraz w budynkach o najwyższym standardzie, widoczne są już rosnące stawki czynszowe, szczególnie w przypadku wartości efektywnych, czyli uwzględniających zachęty oferowane przez właścicieli. Z uwagi na rosnące ceny gruntów i koszty budowy właściciele są mniej elastyczni podczas negocjacji”, podsumowuje Maciej Kotowski.

W 2025 roku handel tradycyjny i elektroniczny osiągną w Europie równowagę

W najnowszym raporcie dotyczącym regionu EMEA pt. “The Retail Rollercoaster” (Handlowy rollercoaster) eksperci Colliers International przewidują, że minie kolejnych siedem lat, zanim branże handlu tradycyjnego i elektronicznego osiągną w Europie równowagę.           

Etienne van Unen, Colliers
Etienne van Unen, Colliers

— Obserwujemy znaczne spowolnienie tempa wzrostu handlu elektronicznego, dlatego uważamy, że udział sprzedaży internetowej w Wielkiej Brytanii, który osiągnął około 27%, jest nie do powtórzenia w żadnym innym europejskim kraju. Oczekujemy, że w przypadku wszystkich europejskich podregionów rok 2025 będzie rokiem przełomowym, a wydatki na zakupy internetowe osiągną wtedy punkt wskazujący na dojrzałość rynku — komentuje Etienne van Unen, który w Colliers współzarządza działem ds. sprzedaży detalicznej w regionie EMEA.

Autorzy raportu przewidują, że popyt na powierzchnie handlowe w przyszłości będzie generowany albo przez nowych przedsiębiorców handlu detalicznego, albo przez gigantów internetowych. Ani jedni, ani drudzy nie będą się przy tym borykać ze spuścizną XX wieku w postaci wielkich sieci sklepów generujących ogromne koszty.

W najbliższych latach będzie również ewoluował handel elektroniczny, który pod pewnymi względami zacznie przypominać zakupy tradycyjne.

Amazon zaczyna w coraz większym stopniu odchodzić od pierwotnego modelu handlu internetowego i staje się dostawcą rozwiązań technologicznych i usług logistycznych z własnymi sklepami, które oferują szeroką i elastyczną gamę marek i produktów.

Jak zauważa van Unen, w XXI wieku Amazon zredefiniuje koncepcję supermarketu i domu handlowego, dzięki czemu stanie się jednym z największych najemców powierzchni handlowej na świecie.

Transformacjom tym będzie towarzyszyć wzrost płac realnych, które prawdopodobnie zwiększą wydatki na dobra luksusowe w Europie o około 3,9% rocznie przez kolejne pięć lat.

Nie poprawi to jednak znacznie sytuacji borykających się z poważnymi problemami posiadaczy tradycyjnych obiektów handlowych.

Paul Souber, Colliers
Paul Souber, Colliers

— Sam wzrost płac i wydatków nie uratuje branży tradycyjnych powierzchni handlowych, gdyż prawdopodobnie nie przełoży się na realne zwiększenie popytu na taką powierzchnię. Branża nieruchomości handlowych nie może po prostu czekać, aż dynamika sprzedaży online spadnie, a duże marki internetowe zaczną otwierać więcej sklepów. Niezbędne są radykalne działania. Zbędnej powierzchni należy się pozbyć poprzez wyburzanie obiektów lub przekształcanie ich w budynki mieszkalne bądź na inne potrzeby — komentuje Paul Souber, który w Colliers współzarządza działem ds. sprzedaży detalicznej w regionie EMEA.

— Aby odpowiednio zareagować na tę sytuację, niezbędna będzie współpraca wszystkich zainteresowanych stron w branży handlowej, a rządy w całej Europie będą zmuszone zrobić coś z ogromną przewagą konkurencyjną, jaką dziś cieszą się internetowi giganci. Jednak naszym zdaniem, jeszcze zanim Amazon będzie świętować 30. urodziny w 2024 roku, powstanie nowy model handlu, który pozbędzie się XX-wiecznego bagażu i będzie stanowić połączenie wygody, jaką zapewnia handel elektroniczny, z głębią doznań oferowaną przez sklepy tradycyjne — dodaje Paul Souber.

Funt tkwi w miejscu. Kurs euro wrócił do 4,30

Dziś „dzień indyka” i można spodziewać się ograniczonej aktywności rynków. USD oddał część zysków po wtorkowym rajdzie, co potwierdza, że zawirowania sporo miały z porządkowania pozycji przed długim weekendem. Jednak wczorajsze odbicie na pół-gwizdka na Wall Street nie sugeruje, abyśmy mogli łatwo otrząsnąć się z ponurego klimatu i rozterek hamujących apetyt na ryzyko.

Wydaje się jednak, że głębszą dyskusję o perspektywach globalnego ożywienia, wojen handlowych i zagrożeń z tytułu restrykcyjnej polityki Fed inwestorzy zostawią sobie na przyszły tydzień, a do tego czasu najprawdopodobniej przedryfujemy w bok na niskich obrotach. Choć świąteczna przerwa odnosi się tylko do USA, dżentelmeńska umowa między Nowym Jorkiem a Londynem, centrum finansowym Starego Kontynentu, wpływa na zmniejszoną aktywność na europejskich giełdach. W ostatnich 8 latach średnie dzienne obroty w Black Friday w segmencie blue chipów w Londynie, Frankfurcie czy Warszawie były średnio o 19-24 proc. poniżej średniej za cały listopad. Podobne prognozy tyczą się rynku walutowego, gdzie już widać spłycenie handlu na EUR/USD (przy 1,14) i USD/JPY (113). Na lokalnym podwórku EUR/PLN wrócił do 4,30, wymazując niemal całe (nieuzasadnione) osłabienie zapoczątkowane w zeszły piątek i powiązane z aferą KNF.

Ropa naftowa i rynek akcji pozostaną rdzeniem dla kształtowania sentymentu. Negatywny sentyment ma przewagę w oby segmentach i przecena w jednym rynku napędza wyprzedaż na drugim. Interesującym będzie, czy wyniki detalistów w USA po Black Monday i Cyber Friday zaoferują impuls do odbicia? Skłonność zakupowa konsumentów jest silna, więc jest w czym pokładać nadzieję. Za to ropa po ponad 30-proc. spadku oczyściła się z nawisu długich pozycji spekulacyjnych i teraz zaczęła już gromadzić pozycje krótkie, więc asymetria reakcji na potencjalne informacje zaczyna przeważać ku wzrostom. Ale do tych informacji musi dojść, a OPEC pod przewodnictwem Arabii Saudyjskiej nie będzie się kwapić do redukcji wydobycia i rozsierdzenia prezydenta USA Trumpa, który chce niskich cen. Potencjalny powiew optymizmu mogą dostarczyć rozmowy USA i Chin w sprawie handlu na szczycie G20 pod koniec listopada, ale oczekiwania są ustawione nisko, biorąc pod uwagę dość chłodną wymianę zdań między państwami w ostatnich dniach.
Na rynku FX odczuwalna jest atmosfera zawieszenia w próżni. Rośnie presja na odejście do USD, gdyż kwestionowane jest silne dyskonto tempa podwyżek stóp procentowych Fed w przyszłym roku (jeśli uwierzymy w oznaki spowolnienia gospodarczego na świecie). Z drugiej strony skoki awersji do ryzyka czynią z dolara jedyną wiarygodną bezpieczną przystań.

Poza tym EUR w ograniczonym stopniu śledzi spór włoskich władz z Komisją Europejską w temacie budżetu na przyszły rok. Wczoraj KE odrzuciła projekt budżetu, uznając za nie do przyjęcia kryteria zadłużenia i w rezultacie uzasadnione jest otwarcie Procedury Nadmiernego Deficytu. Populistyczny rząd Włoch chce zjeść ciastko i mieć ciasto: wyraża chęć do poprawek w budżecie zadowalających KE, ale sprzeciwia się cięciom wydatków na reformy społeczne. Rynek jednak powoli przyzwyczaja się do uporu Rzymu i póki nie zobaczymy eskalacji kryzysu, spór będzie spychany na dalszy plan.

Funt tkwi w miejscu, gdyż kolejna doba nie zbliżyła nas do odpowiedzi na pytanie, co dalej z projektem brexitu? Przed niedzielnym szczytem UE, gdzie projekt ma być zaakceptowany przez państwa członkowskie, wciąż nie wiemy, czy możliwe są poprawki do dokumentu, które udobruchają brytyjskich parlamentarzystów, by ci także ratyfikowali porozumienie. Tymczasem ze strony europejskich rządów słychać nowe żądania wobec Wielkiej Brytanii dotyczące praw do połowów (Francja) i granicy z Gibraltarem (Hiszpania). Uwaga dziś na nagłówki z politycznymi komentarzami.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trendy, które ukształtują reklamę online w 2019

Nadszedł idealny czas na podsumowanie tego, co działo się w branży reklamowej oraz sprawdzenie, co będzie napędzało rynek w nadchodzącym roku. Które trendy z 2018 nie stracą popularności? Jakie nowości nas czekają? Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę podczas planowania budżetów na 2019? Na te pytania odpowiada Mariusz Maksymiuk, CEO sieci reklamowej Adexon.

Wideo niezmiennie na pozycji lidera

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO agencji interaktywnej Adexon 360

Treści wideo zyskują jeszcze większą popularność, szczególnie dzięki platformom takim jak YouTube, Netflix czy Amazon. Eksperci przewidują, że do końca przyszłego roku wideo będzie stanowiło 80% całego ruchu internetowego.

Z najnowszego raportu eMarketer wynika, że wydatki na cyfrową reklamę wideo w USA pochłoną nawet 50% budżetów reklamowych. Wynik ten będzie napędzany głównie za sprawą treści dostarczanych na urządzeniach mobilnych oraz na portalach społecznościowych. Badania Zenith pokazują, że w Polsce w 2019 budżet przeznaczony na reklamę wideo online wzrośnie o 9% w stosunku do bieżącego roku. Ponadto możemy się spodziewać, że coraz więcej marek będzie koncentrować się na tzw. moments marketing, czyli łączeniu przekazu z zapotrzebowaniem odbiorcy, który dostarczy użytkownikom spersonalizowane treści we właściwym miejscu i czasie, na odpowiednim urządzeniu.

Jedno jest pewne – wideo to najlepszy sposób na zaangażowanie odbiorców, zwiększenie współczynnika konwersji oraz uzyskanie wysokiego ROI.

Rozwój AR

Już w 2018, wiele marek wdrożyło do swoich strategii marketingowych rozwiązania, jakie oferuje AR i VR. Jest to bowiem jeden z najlepszych sposobów na zaangażowanie konsumentów, który oferuje im wyjątkowe i niepowtarzalne doznania zakupowe. Dzięki temu rozwiązaniu, marketerzy mają szansę przedstawić klientom produkt i usługę za pomocą wysokiej jakości technologii i ciekawie opowiedzianej historii.

W tym roku liderem w wykorzystaniu VR i AR był amerykański sklep Ikea, który uruchomił aplikację Ikea Place oraz sklep VR. Konsumenci mogli wybierać spośród ponad 2 tys. mebli i przed zakupem zobaczyć, jak dany model będzie prezentował się w ich domach.

Chociaż technologia AR i VR wciąż się rozwija, to już teraz można stwierdzić, że jest to jedno z najbardziej przyszłościowych rozwiązań dla reklamy i marketingu. Możliwość łączenia cyfrowej rzeczywistości z obiektami fizycznymi jest przełomową zmianą nie tylko dla branży reklamowej.

Wzrost zapotrzebowania na AI

W ciągi kilku ostatnich lat, technologia wspomagana sztuczną inteligencją stała się bardzo powszechna nie tylko w marketingu, ale także w wielu innych dziedzinach i branżach. Jak AI może być wykorzystywana przez reklamodawców? W marketingu coraz więcej aspektów opartych jest na danych, co oznacza, że rośnie zapotrzebowanie na systemy ich przetwarzania. W reklamie, sztuczna inteligencja będzie wykorzystywana do poprawy wydajności oraz przeniesienia przekazywanych treści na zupełnie nowy poziom. W przyszłości marketerzy będą jeszcze częściej wykorzystywać AI, aby usprawniać analizę trendów, ulepszać profilowanie kandydatów czy opracowywać spersonalizowane strategie. Dzięki specjalnie skonstruowanym systemom, które mogą przetwarzać ogromne ilości informacji, będą mogli również przeznaczać mniej czasu na przetwarzanie danych.

Przygotuj się na wyszukiwanie głosowe

Przewiduje się, że wyszukiwanie głosowe będzie jednym z większych, dotychczas nie w pełni wykorzystanym trendem nadchodzącego roku. Chcą dobrze przygotować się do jego wdrożenia, warto jeszcze dokładniej poznać preferencje swoich odbiorców, a następnie wykorzystać tę wiedzę podczas tworzenia przekazów reklamowych.

Obecnie treści związane z reklamą cyfrową opierają się na frazach SEO i słowach kluczowych, które ukierunkowane są na zapytania pisane. Wyszukiwanie głosowe wymaga własnej bazy słów, które odpowiadają językowi, jakiego używają użytkownicy wyszukiwarek. Dlatego też w 2019, marketerzy muszą przygotować treści, dopasowując ton, gramatykę i słownictwo, tak aby wyszukiwanie głosowe było jeszcze prostsze.

Marketing i reklama cyfrowa, dzięki postępowi technologicznemu nieustannie się rozwijają. Warto jednak zauważyć, że trendy, które obserwowaliśmy w 2018 nie znikną, ale będą ewoluowały, tak by jeszcze lepiej dopasowywać się do zmieniających się potrzeb klientów.

Specjaliści na rynku pracy: awanse, podwyżki, nadgodziny

84% specjalistów badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że ma stałe zatrudnienie. Jak wygląda ich codzienność w pracy? Większość pracuje w obecnej firmie krócej, niż dwa lata. Biorą nadgodziny, ale robią to stosunkowo rzadko. Ponad połowa otrzymała kiedyś podwyżkę, ale niemal tyle samo – nie doczekało się jeszcze awansu. Pracuj.pl sprawdził, co jeszcze mówią o sobie specjaliści.

Zespół serwisu przebadał grupę ponad 4000 specjalistów – użytkowników Pracuj.pl – by poznać ich postawy zawodowe. Niedawno sprawdziliśmy, jakiego pracodawcy szukają badani oraz z jakich powodów decydują się zmienić miejsce zatrudnienia. Tym razem przyjrzeliśmy się ich codziennej pracy.

Praca na stałe, ale nie na długo

84% badanych specjalistów ma stałą pracę. Zdecydowana większość funkcjonuje więc na co dzień w jednym, regularnym środowisku zawodowym. Stałe zatrudnienie nie oznacza jednak znacznego stażu w jednym miejscu. Więcej, niż dwa lata w obecnej firmie zatrudniona jest mniej, niż połowa (49%) badanych. Powyżej pięciu lat w jednym miejscu pracuje zaledwie co czwarty specjalista (22%).Praca na stałe, ale nie na długo

Wyniki badań Pracuj.pl pokrywają się z danymi z rynku pracy. Osoby zatrudnione długo w jednym miejscu stanowią na rynku coraz większą rzadkość. Rośnie natomiast mobilność pracowników, napędzana przez coraz większą liczbę ofert. Połączmy te dane z faktem, że 6 na 10 badanych przez nas specjalistów szuka aktywnie nowej pracy. Z tych wszystkich informacji wyłania się obraz rynku, na którym specjaliści coraz łatwiej zmieniają pracodawców. Jednocześnie jednak rośnie znaczenie pracowników wiernych od wielu lat jednej firmie, będących dla niej żywą wizytówką możliwości rozwoju w danym miejscu mówi Sylwia Sosnowska, ekspert Pracuj.pl, Menedżer HR w Grupie Pracuj.

Po godzinach: rzadko płatne, rzadko brane

Po godzinach rzadko płatne, rzadko brane
Zdecydowanej większości badanych specjalistów zdarza się pracować po godzinach (86%). Z drugiej strony grupa respondentów, które robią to codziennie (19%), jest wyraźnie mniejsza, niż osób, które biorą je maksymalnie raz w tygodniu (67%). Kwestia nadgodzin jest jednym z najbardziej „wrażliwych” elementów relacji pracownika z pracodawcą. Jak podkreślaliśmy w materiale „Jakiego pracodawcy szuka specjalista”, 46% badanych za jedną z cech dobrego pracodawcy uważa trzymanie się wyznaczonych godzin pracy.

W kontekście nadgodzin ważne są także warunki, oferowane przez pracodawców. Najczęściej, bo w 41% przypadków badani mogą odbierać nadgodziny w formie czasu wolnego. Co trzeci otrzymuje za nie wynagrodzenie (32%), ale niewiele mniej, bo aż 27% – nie otrzymuje za dodatkowe godziny w pracy żadnej rekompensaty.
nadgodziny są

Podwyżka większa niż awans

O podwyżkę jest znacznie łatwiej, niż o awans – tak przynajmniej wynika z odpowiedzi badanych specjalistów. Podwyżkę kiedykolwiek dostało blisko 3 na 4 badanych (73%), a co trzeci (32%) – w ciągu ostatniego półrocza. Znacznie trudniej jest o wejście na wyższy szczebel kariery. Blisko połowa specjalistów nigdy nie otrzymała w pracy awansu (48%), a w ciągu ostatnich 12 miesięcy otrzymał go co piąty badany (21%). awans

Pracownicy często zapominają, by zapytać o kwestię podwyżek na etapie rozmowy o pracę. Tymczasem warto na wstępie ustalić, jaki system podnoszenia wynagrodzeń obowiązuje w danej firmie i jak często ma to miejsce, a przede wszystkim co wpływa na decyzję o ich przyznaniu. Jak pokazuje nasze badanie, znaczna część respondentów nigdy nie awansowała. Ważne jest zatem aby na rozmowie, oprócz ustalenia aktualnego zakresu obowiązków i poziomu płacy, poznać również zasady pięcia się po szczeblach kariery w danej firmie. Tym bardziej, że według wcześniejszych ustaleń badaczy Pracuj.pl awanse i rozwój zawodowy to jedne z kluczowych czynników, wpływających na chęć wyboru nowego miejsca pracy przez specjalistów – dodaje Maciej Bąk, Ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj.

Black Friday, czyli wyBLACKły handel na giełdach?

Black Friday przede wszystkim kojarzy się z szaleństwem zakupowym i cenowymi okazjami na półkach sklepów wielkopowierzchniowych. Choć promocje trwają tylko chwilę, same wyniki sprzedaży sklepów w Black Friday mogą również pośrednio nadać ton klimatowi na giełdzie.

Rynek akcji ma problem z połączeniem słowa „black” z dniem tygodnia. Czarny Czwartek 24 października 1929 r. rozpoczął krach na Wall Street (w pierwszej fali zakończony Czarnym Wtorkiem 29 października), który zapoczątkował Wielki Kryzys. Szczęśliwie nazwa Black Friday według najbardziej popularnej teorii wzięła się z szansy na poprawę sytuacji finansowej sklepów z zapisywanej w bilansie na czerwono straty w odnotowywany na czarno zysk.

Do końca ubiegłego wieku utrwaliła się doroczna tradycja szturmowania sklepów w dzień po Święcie Dziękczynienia w poszukiwaniu atrakcyjnych okazji, głównie sprzętu elektronicznego. Jednak pod koniec pierwszej dekady XXI w. blask Black Friday przygasł w związku z trwającą recesją (Wielki Kryzys Finansowy), ale też rozszerzeniem „święta konsumentów” na Cyber Monday – dzień z wyprzedażami w sklepach internetowych. Popularyzacja e-commerce oraz możliwość zakupów w zaciszu własnego domu rozleniwiła konsumentów, zniechęcając do wystawania w długich kolejkach pod drzwiami sklepów. Z czasem „efekt Black Friday” został rozciągnięty na wcześniejsze tygodnie listopada i to niezależnie, czy w danym kraju obchodzi się Święto Dziękczynienia, czy nie.

Dla rynku kapitałowego Black Friday nie jest jednoznacznym impulsem do zakupowego szału. Na najważniejszym rynku giełdowym świata, Wall Street, piątkowa sesja jest skrócona o połowę, aby pracownicy biur maklerskich i funduszy mogli wcześniej zjechać od domów na świąteczny weekend. Perspektywa długiego weekendu dodatkowo sprawia, że aktywność inwestorów w piątek jest mniejsza. Podwyższone obroty rynek notuje w dniach poprzedzających Święto Dziękczynienia, kiedy inwestorzy są bardziej skłonni spieniężać zyski, by bezstresowo spędzać czas na rodzinnym biesiadowaniu lub wystawaniu w kolejkach do sklepów. Choć świąteczna przerwa odnosi się tylko do USA, dżentelmeńska umowa między Nowym Jorkiem a Londynem, centrum finansowym Starego Kontynentu, wpływa na zmniejszoną aktywność na europejskich giełdach. W ostatnich 8 latach średnie dzienne obroty w Black Friday w segmencie blue chipów w Londynie, Frankfurcie czy Warszawie były średnio o 19-24 proc. poniżej średniej za cały listopad.

Pomimo tego Black Friday nie jest całkowicie do zignorowania przez inwestorów giełdowych. Wielu detalistów jest notowanych na giełdzie i ich wyniki sprzedażowe mogą silnie rzutować na decyzje o zakupie ich akcji. Na Wall Street najuważniej śledzone są wyniki Amazon, Walmart, Best Buy czy Target (w Polsce niestety nie ma spółek, które chwalą się wynikami sprzedaży). Dobra sprzedaż w okresie świątecznym może być ważnym prognostykiem kondycji konsumentów i nastrojów panujących wśród gospodarstw domowych, co może przełożyć się na silne wyniki w całym sezonie zakupowym aż do świąt Bożego Narodzenia. Przyspieszenie sprzedaży detalicznej oznacza wzmocnienie wzrostu PKB, a to fundament wzrostu indeksów giełdowych. W tym kontekście sygnały z Black Friday mogą być wskaźnikiem wyprzedzającym dla całego rynku akcji.

To jednak przede wszystkim teoria silniej zagnieżdżona w finansach behawioralnych niż znajdująca potwierdzenie w twardych danych statystycznych. Badania ostatnich lat wskazują brak korelacji między wynikami sprzedaży w Black Friday, a zachowaniem rynku akcji od Święta Dziękczynienia do końca roku. Rozwodnienie promocji sklepowych na większą liczbę dni i sprzedaż internetowa dodatkowo utrudnia ocenę nastrojów konsumentów. Inwestorzy na rynku akcji muszą brać pod uwagę szereg innych czynników, czasami znaczących więcej niż długość kolejki do sklepu z elektroniką.

Efekt psychologiczny Black Friday jest jednak niezaprzeczalny. Jeśli konsumenci pozbawieni są trosk na tyle, by ich głównym dylematem była liczba cali w nowym telewizorze, tak samo inwestorzy mogą mieć przekonanie, że grudzień może być pomyślny dla rynku akcji. Niewiele trzeba, aby konsekwencją udanego dla sprzedawców Black Friday był rajd św. Mikołaja, czyli grudniowy wzrost kursów akcji spółek, dyktowany podbudowaniem wyników przez fundusze inwestycyjne na koniec roku oraz pościgiem inwestorów do zbudowania atrakcyjnego portfela w przygotowaniu na ponoworoczną hossę.

Konrad Białas, Główny Ekonomista TMS Brokers

Nadchodzą problemy branży budowlanej

Branża budowlana oczekuje jasnego planowania i większej pewności w zakresie wydatkowania środków i planowania projektów. Chce także być brana pod uwagę jeśli chodzi o warunki kontraktowe, podział ryzyk i waloryzację kontraktów. Tematy te są poruszane, jednak wciąż brakuje przekonania strony rządowej o powadze tego problemu. To realne trudności, z którymi musimy się już teraz uporać. Należy podjąć tę inicjatywę, rozważyć wypracowywane z branżą propozycje i wprowadzi je do zapisów umownych i realizowanych kontraktów.

– Oprócz tego należy wprowadzić je przede wszystkim do praktyk. Ważne jest zrozumienie po dwóch stronach oraz jasno określona rola i niezależność inżynierów kontraktowych – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Trojanowski, wiceprezydent Pracodawców RP, członek zarządu Strabag – Chodzi również o to, aby istniała możliwość budowania infrastruktury w innych modelach. Już wkrótce środki unijne, które dotychczas były na to przeznaczone, będą znacznie mniejsze. W Polsce nadal potrzeba ogromnych inwestycji. Krótkowzroczne podejście, bez świadomości wspólnego interesu, utrudni realizowanie projektów w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Musi być ono obecne w każdym modelu kontraktów i w przyszłości realizowane przez wszystkich – podkreślił Trojanowski.

Sustainable Economy Summit & Awards Gala 2018

28 listopada 2018 w hotelu InterContinental w Warszawie odbędzie się IV edycja konferencji Sustainable Economy Summit & Awards Gala. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Konferencja składać się będzie z dwóch paneli dyskusyjnych oraz wieczornej gali. Tematami przewodnimi części merytorycznej na którą zaproszone zostało grono ekspertów ze świata nauki i biznesu będą: innowacje w odpowiedzialnym biznesie oraz implementowanie idei zrównoważonego rozwoju przez przedsiębiorstwa. Ponadto poruszymy zagadnienia takie jak: zrównoważone miasta, odpowiedzialna produkcja, etyczne finansowanie czy zdrowie jako najważniejszy kapitał społeczeństw.

Zwieńczeniem wydarzenia będzie gala rozdania „Responsible Business Awards”, które mają na celu uhonorowanie tych spółek i przedsiębiorców, którzy wdrażają idee odpowiedzialnego biznesu oraz wyróżniają się działaniami w zakresie zrównoważonego rozwoju. Podczas gali poznamy m.in.: wizjonera odpowiedzialnego biznesu, lidera zrównoważonej produkcji, etyki w biznesie czy też zaangażowania pracowniczego.

Rejestracja na wydarzenie na stronie: http://www.executive-club.com.plSustainable Economy Summit & Awards Gala

Mikrosamochody przyszłością elektrycznej motoryzacji. Koszt eksploatacji aut w dużych miastach porównywalny z zakupem filiżanki kawy

Mikrosamochody przyszłością elektrycznej motoryzacji. Koszt eksploatacji aut w dużych miastach porównywalny z zakupem filiżanki kawy 1

Rozwój elektromobilności jest kluczowy dla poprawy jakości powietrza w polskich miastach. Do 2050 roku emisja pyłów związana z użytkowaniem silnikowych samochodów osobistych może spaść nawet o 90 proc., a emisja dwutlenku węgla znacznie zredukowana. Przyszłością są elektryczne mikrosamochody. Zużywają mniej energii, sprawdzą się przede wszystkim w miastach. ZD DS2, czyli pojazd Zhidou Electric Vehicle, który właśnie wszedł na polski rynek, pozwoli przejechać 100 km za niecałe 4 złote.

– Dzisiaj już nie zadajemy sobie pytania, czy elektromobilność jest potrzebna i wejdzie na stałe do polskich miast. Pytanie kiedy to się stanie i w jaki sposób. Elektromobilność jest potrzebna wszystkim mieszkańcom miast, ponieważ ma potencjał, aby uwolnić nas od smogu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Pietkiewicz, prezes Holdingu 1.

Z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych „Napędzamy polską przyszłość” wynika, że rozwój elektromobilności jest kluczowy dla poprawy jakości w polskich miastach, które borykają się z problemem smogu. Obecnie transport w Polsce odpowiada za ok. 13 proc. emisji gazów cieplarnianych, ale jego udział w emisji szkodliwych zanieczyszczeń, zwłaszcza w miastach, sięga nawet 60 proc.

– Elektromobilność będzie się rozwijała dwoma torami. Koncerny produkujące dzisiaj samochody spalinowe, wyprodukują samochody w pełni elektryczne, które będą miały takie same funkcje i parametry jak obecne samochody spalinowe. Po drugie będzie się rozwijać w kierunku mikrobilności, czyli samochodów miejskich, które mogą zawojować duże miasta – przekonuje Adam Pietkiewicz.

Mikrosamochody sprawdzą się przede wszystkich w dużych miastach. Są przeznaczone zazwyczaj dla dwóch osób, zwinne, a dzięki temu że niewielkie latwiej im poruszać się po zatłoczonych ulicach. Pozwalają rozwijać prędkość do 80-90 km/h, a ich zasięg sięga 150 km. To wskaźniki wystarczające, zwłaszcza że jak pokazuje Warszawskie Badanie Ruchu w stolicy samochodem jeździ średnio 1,3 osoby, a prędkość w centrach największych miast nie przekracza 30 km/h.

Spółka Electric Vehicles Poland, powołana przez Holding 1, podpisał umowę importerską ze Zhidou Electric Vehicle, producentem specjalizującym się w mikrosamochodach. Dzięki niej do sprzedaży trafi w pełni elektryczny ZD ZS2

– Nasz samochód spełnia wszystkie wymogi ustawy o elektromobilności. Można się nim poruszać buspasami, parkować za darmo w strefach płatnego parkowania, co znacznie ułatwia życie, czy prowadzenie biznesu w miastach. W przyszłości będzie miał też prawo wjazdu do stref czystego transportu, która będzie dostępna nie dla hybryd, a dla samochodów w pełni elektrycznych – mówi Mateusz Wiślański, dyrektor operacyjny ZD Polska.

ZD DS2 pozwala na jazdę w komfortowych warunkach. samochód jest też wyposażony w Bluetooth, Hotspot WiFi, czy kamerę parkowania. Oprócz niewielkich rozmiarów jego olbrzymią zaletą jest niski koszt. Pozwala przejechać 100 km za niecałe 4 zł, czyli w cenie filiżanki kawy.

– Nie oferujemy auta to zakupu za gotówkę. Będzie dostępne tylko w wynajmie długoterminowym. Użytkownik będzie mógł dostać nasz samochód w cenie 1200 zł netto, wliczamy w ofertę wszystkie koszty, czyli serwis, utrzymanie, nie wliczając prądu –  wylicza Wiślański.

Jak przekonuje ekspert, mikrosamochód elektryczny ma szansę się sprawdzić. Pozwoli na szybkie przemieszczanie się po mieście, zwiększy też szansę na znalezienie miejsca parkingowego.

– Myślę, że tak jak ma to miejsce w krajach zachodnich, samochody zaczniemy traktować jako narzędzie, które ma nam ułatwić życie – ocenia Mateusz Wiślański.

Skandynawskie firmy wyznaczają trendy rozwoju globalnego biznesu. Polskie przedsiębiorstwa także będą z nich korzystać

Skandynawskie firmy wyznaczają trendy rozwoju globalnego biznesu. Polskie przedsiębiorstwa także będą z nich korzystać 2

Identyfikacja kluczowych trendów biznesowych pomaga firmom w rozwoju i kreowaniu przewagi konkurencyjnej zarówno na krajowym, jak i globalnym rynku. Dla polskich firm wzorem może być Skandynawia, która wiedzie prym w innowacyjności, przedsiębiorczości i kreowaniu nowych rozwiązań. W najnowszym raporcie Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC) „Nordic Insights – trendy, które kształtują przyszłość biznesu” eksperci wskazują czternaście najważniejszych trendów biznesowych w Skandynawii, które będą w nadchodzących latach kształtować rynek, a także polsko-skandynawską współpracę. Znalazły się wśród nich m.in. te związane ze sztuczną inteligencją, IoT, biotechnologią, digitalizacją medycyną czy technologią blockchain.

– Żyjemy w bardzo dynamicznych czasach, w wielkim chaosie komunikacyjnym. Wraz z infuture hatalska foresight institute postanowiliśmy pomóc biznesowi w zdefiniowaniu trendów, które wpłyną na przyszłość biznesu i współpracy polsko-skandynawskiej. Skandynawowie są liderami w wielu dziedzinach życia, przodują w cyfryzacji społeczeństwa, w rankingach konkurencyjności i innowacyjności. Chcieliśmy znaleźć punkt wspólny, który mógłby posłużyć do budowania efektywnej współpracy, dlatego przeprowadziliśmy badanie wśród członków Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej. Aż 73 proc. badanych firm potwierdziło, że zdefiniowanie trendów jest kluczowe dla budowania ich konkurencyjności na globalnym rynku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Zielińska, dyrektor zarządzająca Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Zdaniem ekspertów w kontekście digitalizacji i coraz szybszych przemian społecznych, gospodarczych czy technologicznych biznes musi na bieżąco reagować i adaptować się do zmian. Produkty i usługi są wciąż ulepszane w odpowiedzi na rosnące oczekiwania konsumentów. By nie pozostawać w tyle, firmy muszą właściwie identyfikować trendy, które będą kształtować przyszłość rynku i właściwie na nie odpowiadać. Dla polskich przedsiębiorstw wzorem może być Skandynawia, która wiedzie prym w innowacyjności, przedsiębiorczości i kreowaniu nowych rozwiązań, wyznaczając kierunek rozwoju dla innych państw.

– Od wielu lat jesteśmy klasyfikowani na czołowych pozycjach. Utrzymanie innowacyjnego charakteru jest łatwiejsze, kiedy wiemy, w czym sprawdzają się nasi sąsiedzi. Wówczas nam samym łatwiej jest podążać tą ścieżką, sukces napędza sukces. Kolejną istotną kwestią jest nasza kultura, która sprzyja wychodzeniu przed szereg i podejmowaniu wspólnych działań. Nie mamy w zwyczaju dusić pomysłów w zarodku. Uważamy, że dzielenie się szalonymi pomysłami jest w porządku, bo czasem szalony pomysł okazuje się świetny i możemy wdrożyć go w życie – mówi Ola Möllerström, wiceprezes Sigma Connectivity AB. – Jedną z cech, która wyróżnia skandynawskie przedsiębiorstwa, jest międzynarodowość. Zbliża się era cyfryzacji i proces ten osiąga wymiar globalny. Szwedzkie przedsiębiorstwa mają charakter globalny już od wielu lat, nie jest to dla nas nic nowego. Traktujemy to raczej jako nowe narzędzie, dzięki któremu możemy przyspieszyć proces globalizacji, a nie jako wyzwanie – dodaje.

Dane przytaczane w najnowszym raporcie SPCC i infuture hatalska foresight institute („Nordic Insights – trendy, które kształtują przyszłość biznesu”) potwierdzają czołową pozycję państw skandynawskich w rankingach dotyczących cyfryzacji czy zrównoważonego rozwoju. W tegorocznym indeksie DESI 2018 (ocena stopnia cyfryzacji państw), publikowanym przez Komisję Europejską, Dania, Szwecja i Finlandia zajmują trzy pierwsze miejsca. Z kolei w Global Innovation Index 2018 Szwecja znalazła się na 3. pozycji, natomiast Dania i Finlandia uplasowały się w pierwszej dziesiątce. W tym roku Szwecja, Dania i Finlandia zajęły również trzy pierwsze miejsca w rankingu Global SDG Index (Indeks Celów Zrównoważonego Rozwoju), a do 2040 roku Dania zamierza całkowicie przestawić się na zrównoważone źródła energii.

Eksperci podkreślają, że identyfikacja kluczowych trendów biznesowych w Skandynawii może pomóc polskim firmom w rozwoju i kreowaniu przewagi konkurencyjnej zarówno na krajowym, jak i globalnym rynku. Mając wiedzę na temat wiodących trendów, firmy mogą się zainspirować i odnaleźć nowe obszary dla skandynawsko-polskiej współpracy biznesowej. W raporcie SPCC „Nordic Insights” najważniejsze kierunki rozwoju biznesu zostały przestawione w czternastu głównych trendach kształtujących jego przyszłość. Podzielono je na trzy grupy tematyczne: gospodarka i technologia, środowisko i zrównoważony rozwój oraz społeczeństwo i praca.

– Wyłoniliśmy czternaście trendów, które są istotne dla rozwoju skandynawsko-polskiej współpracy. Wśród najistotniejszych jest Smarter Living &  Working, czyli rozwiązania oparte na internecie rzeczy. Kolejne to to Fossil Fuel Free, czyli rozwój zrównoważonego środowiska, obniżenie emisji dwutlenku węgla do atmosfery, oraz AI for Humanity. Skandynawowie stawiają człowieka w centrum zainteresowania, stąd rozwiązania sztucznej inteligencji mają wspierać ludzi w ich codziennych działaniach. AI for Humanity dotyczy rozwijania obszarów związanych z internetem rzeczy, który może służyć podnoszeniu komfortu życia osób starszych. Stoimy obecnie przed wyzwaniem, jakim jest starzejące się społeczeństwo i tutaj poszukiwanie nowych rozwiązań jest kluczowe. Skandynawowie mają już w tym praktykę – zauważa podkreśla Agnieszka Zielińska, Dyrektor Zarządzająca SPCC.

Fossil Fuel Free – kolejny trend wymieniony w raporcie – opiera się na głównych założeniach strategii zrównoważonego rozwoju. Obejmuje wszystkie te działania, których konsekwencją jest uniezależnienie od paliw kopalnych (ang. fossil fuel). Natomiast trend Smarter Living & Working nawiązuje do inteligentnych rozwiązań IoT (Internet of Things), które pozwalają społeczeństwu funkcjonować efektywniej, oszczędniej i sprawniej. Dotyczy to zarówno elektroniki użytkowej (urządzenia typu smart home), inteligentnych budynków (smart buildings) czy infrastruktury miast (smart city).

– W Skandynawii już w tej chwili pracuje się nad rozwiązaniami sieci 5G i widzimy, że Polska bierze w tym udział. W zeszłym tygodniu została ogłoszona współpraca – stworzenie nowego ekosystemu pomiędzy firmą szwedzką Ericsson, Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz Politechniką Łódzką, której celem jest rozwijanie sieci 5G w Polsce – zauważa Agnieszka Zielińska.

Wśród kluczowych trenów wymienianych w raporcie znalazły się również te związane z biotechnologią, digitalizacją medycyny, technologią blockchain, Gospodarką Obiegu Zamkniętego, wykorzystywaniem wody jako zasobu oraz innowacjami w edukacji. Jednym z ważniejszych dla biznesu jest także trend Deep Impact oparty o współpracy firm i start-upów, które wspólnie starają się reagować na globalne problemy wynikające ze zmian ekonomicznych czy środowiskowych.

– Współpraca ze start-upami przynosi obopólne korzyści, każda ze stron wnosi zupełnie inną wartość. Jako bardziej tradycyjna instytucja bankowa wnosimy wkład w postaci rozległej wiedzy, długofalowych relacji z klientami i przede wszystkim zaufania. Start-upy są z kolei ogromnie doświadczone w obszarze nowych technologii, innowacyjnych modeli współpracy oraz mają możliwość dostarczania konkretnych rozwiązań w obszarach istotnych dla naszych klientów. Przestaliśmy więc postrzegać je przez pryzmat konkurencji i zaczęliśmy być bardziej otwarci na współpracę. Coraz szerzej inwestujemy także w fintechy i start-upy z krajów nordyckich, mając na celu zacieśnienie współpracy i ustanowienie długofalowych relacji – mówi Robert Pehrsson, dyrektor rozwoju biznesu, SEB.

Jak podkreśla ekspert Sigma Connectivity Ola Möllerström, aby odnaleźć się w dzisiejszych realiach, firmy powinny dostrzegać nie wyzwania, lecz możliwości. Kluczowe jest dla nich dzisiaj modyfikowanie swoich modeli biznesowych, wychodzenie poza sztywne schematy i modyfikowanie swojej oferty, dostosowując ją do rynkowych zmian.

– Kiedy pojawia się tak wiele możliwości i przemysł mocno napiera do przodu, trzeba być gotowym na błyskawiczne zmiany. Jedną z najistotniejszych kwestii jest dziś niewątpliwie pozostanie w łączności, pozyskiwanie danych i wypracowanie nowych modeli biznesowych. To z kolei wymusza inny tok myślenia, wyjście poza pewne ramy i modyfikowanie własnej oferty. Prawdopodobnie będziemy musieli opracować nowe usługi, wykraczające poza standardową ofertę – mówi Ola Möllerström, wiceprezes w Sigma Connectivity AB.

Raport Skandynawsko-Polskiej Izby Gospodarczej (SPCC) „Nordic Insights – trendy kształtujące przyszłość biznesu”, opracowany we współpracy z  infuture hatalska foresight institute, został zaprezentowany w trakcie zakończonej właśnie konferencji SPCC w Warszawie, której motywem przewodnim były właśnie te trendy, które będą kształtować przyszłość biznesu i współpracę polsko-skandynawską. Jego pełna wersja dostępna jest na stronie internetowej SPCC.

Konto bankowe z obsługą księgowości online. Banki ułatwiają przedsiębiorcom prowadzenie małych firm

Konto bankowe z obsługą księgowości online. Banki ułatwiają przedsiębiorcom prowadzenie małych firm 3

Jednoosobowa działalność gospodarcza to w Polsce najpopularniejsza forma prowadzenia firmy. Decyduje się na nią coraz więcej osób – w tym roku liczba jednoosobowych firm przekroczyła już 3 mln. Prowadzenie takiej działalności jest coraz prostsze dzięki wprowadzanym przez rząd ułatwieniom, ale i bankom, które wychodzą naprzeciw potrzebom małych przedsiębiorców. Od połowy września mogą oni prowadzić księgowość online – Santander Bank Polska w nowej usłudze umożliwi też dostęp do dedykowanego zdalnego księgowego.

– Przedsiębiorcy z sektora MŚP oczekują obecnie prostych rozwiązań, które zaoszczędzą im czas. Najlepiej dostępnych z poziomu aplikacji mobilnej, w każdej sytuacji i w każdym miejscu. Odpowiadając na te potrzeby, Santander Bank Polska uruchamia usługę e-księgowości, dostępną zarówno z poziomu bankowości internetowej, jak i specjalnej aplikacji, w której przedsiębiorcy będą mogli swobodnie dodawać faktury, koszty, obserwować bieżący przepływ swoich finansów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adrian Kaczmarek, dyrektor ds. zarządzania projektami i rozwojem narzędzi MŚP w Santander Bank Polska.

Jednoosobowa działalność gospodarcza to w Polsce najpopularniejsza forma prowadzenia firmy. Decyduje się na nią coraz więcej osób – w tym roku liczba jednoosobowych firm przekroczyła już 3 mln. Od połowy października przedsiębiorcy, którzy mają zarejestrowaną jednoosobową działalność gospodarczą, mogą prowadzić swoją księgowość online. Taką usługę – we współpracy z firmą inFakt – wprowadził Santander Bank Polska. Narzędzie umożliwia wystawianie faktur zarówno w bankowości internetowej, jak i w aplikacji mobilnej inFakt oraz zapisywanie faktur do formatu .pdf i przesyłanie ich e-mailem do kontrahentów.

– Dostęp do e-księgowości daje możliwość prostego, intuicyjnego dodawania nowych faktur. Przykładowo, będąc w siedzibie kontrahenta, przedsiębiorca może wyciągnąć telefon z kieszeni i w kilka sekund, w trzech prostych krokach dodać nowego odbiorcę, usługę oraz wysłać fakturę e-mailem. Podobnie z dodawaniem kosztów, zatrzymując się na stacji benzynowej i odbierając fakturę, można zrobić jej zdjęcie, a system automatycznie pobierze z niej wszystkie wartości. Sprawdzi, że np. zakupiony dodatkowo towar, np. posiłek, nie powinien się na niej znaleźć, usunie go i zaksięguje prawidłową wartość faktury w systemie – tłumaczy Adrian Kaczmarek.

Wystawiając fakturę, przedsiębiorca może skorzystać z dostępnych w eKsięgowości gotowych szablonów, a w razie problemów – poprosić o wsparcie księgowe lub techniczne. Stworzona w tym celu infolinia jest czynna od poniedziałku do soboty, w wydłużonych godzinach 7–22. W pakiecie samodzielnej księgowości możliwe jest również generowanie i wysyłka plików JPK, a także generowanie Księgi Przychodów i Rozchodów, deklaracji VAT-7 i PIT-5. Przedsiębiorcy mogą również kontrolować terminy płatności i wysokość składek do ZUS i Urzędu Skarbowego.

Santander Bank Polska przygotował również płatne pakiety dla przedsiębiorców, którzy chcą powierzyć prowadzenie finansów swojej firmy zdalnemu księgowemu.

– Usługa eKsięgowości jest realizowana w trzech wariantach, wystawianie faktur, które jest darmowe lub płatne w zależności od liczby takich dokumentów, samodzielne prowadzenie księgowości oraz ogólnopolskie biuro rachunkowe. Ceny są zróżnicowane w zależności od rodzaju wybranej usługi i liczby dokumentów, jaką operuje klient – mówi Adrian Kaczmarek.

W ramach tej ostatniej oferty, zdalny księgowy lub księgowa zewidencjonuje wszystkie koszty, wyśle deklaracje podatkowe do US, będzie reprezentować przedsiębiorcę przed urzędami i doradzi najlepsze rozwiązania. Co istotne, narzędzie w jednej z opcji daje też możliwość dostępu do jednego, wybranego księgowego bądź księgowej, który będzie się zawsze zajmował sprawami danej firmy i znał jej specyfikę. Dzięki temu przedsiębiorca zaoszczędzi czas (np. nie będzie musiał każdorazowo wyjaśniać, z czym ma problem) i będzie mógł się skupić na prowadzeniu biznesu.

– Przedsiębiorcy nie są w tym wszystkim sami, dostają od nas wsparcie księgowych, do których mogą się odzywać w każdym momencie, z każdą wątpliwością. To istotne o tyle, że w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy nasza ustawa o podatku dochodowym zmieniała się już czternaście razy, w związku z tym nie jest to proste zagadnienie, chcemy wspierać, a przede wszystkim ułatwiać przedsiębiorcom prowadzenie biznesu. eKsięgowość to rozwiązanie, które pozwala zaoszczędzić czas, a dzięki temu właściciel małej firmy może poświęcić go rozwój swojego biznesu – mówi Adrian Kaczmarek, dyrektor ds. zarządzania projektami i rozwojem narzędzi MŚP w Santander Bank Polska.

Rodzi się coraz więcej wcześniaków

Co roku w Polsce rodzi się ponad 20 tys. wcześniaków

Co roku w Polsce rodzi się ponad 20 tys. wcześniaków. Szanse na przeżycie mają nawet dzieci ważące 0,5 kg, co jest wielkim sukcesem polskiej neonatologii. Wciąż potrzebna jest jednak lepsza opieka rozwojowa nad wcześniakami, która powinna trwać 3 lata. Brakuje również sieci ośrodków medycznych zapewniających opiekę kompleksową i skoordynowaną. Znacznemu opóźnieniu uległ ponadto program rozszerzający profilaktykę zarażenia wirusem RS na dzieci urodzone do pełnego 32. tygodnia ciąży.

Wcześniaki to dzieci urodzone pomiędzy 22. a 37. tygodniem ciąży, z masą ciała do 2500 gramów. W Polsce przedwcześnie kończy się ponad 6 proc. porodów, przy czym liczba ta stale się zwiększa, z danych GUS wynika, że obecnie co roku na świat przychodzi blisko 24 tys. wcześniaków. Dzięki rozwojowi medycyny dzieci te mają coraz większe szanse na przeżycie. Jeszcze 30 lat temu noworodek musiał ważyć przynajmniej 1000 gramów, by lekarze mogli go uratować, dziś przeżywają nawet wcześniaki ważące połowę mniej. Przed polską neonatologią wciąż stoi jeszcze wiele wyzwań w zakresie ratowania przedwcześnie urodzonych dzieci. Jednym z najważniejszych jest zapewnienie im opieki rozwojowej na okres dłuższy niż pierwszy rok życia.

– Chcielibyśmy, żeby to była opieka dłuższa, wielospecjalistyczna, koordynowana, bo w tej chwili też ona jest wielospecjalistyczna, ale jest realizowana w wielu miejscach, w różnym czasie, co jest bardzo trudne dla rodziców dziecka i co trochę jest rozproszone, w tym sensie, że potrzebna jest osoba, która tę opiekę koordynuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Helwich, konsultant krajowy ds. neonatologii.

Równie istotne jest objęcie jak najszerszej grupy wcześniaków programem profilaktyki zakażenia wirusem RS, wywołującym infekcje układu oddechowego. Wirus ten co roku atakuje blisko 90 proc. wcześniaków, zakażenie jest dla nich wyjątkowo niebezpieczne, może bowiem prowadzić do niewydolności oddechowej, a także niekorzystnie wpływać na ich dalszy rozwój. U dzieci, które przeszły taką infekcję czterokrotnie, zwiększa się ryzyko wystąpienia astmy oskrzelowej. Medycyna nie dysponuje szczepionką przeciwko wirusowi RS, dlatego jedyną formą profilaktyki jest comiesięczne podawanie gotowych przeciwciał zwalczających wirusa w okresie od listopada do końca kwietnia. Od tego roku z profilaktyki tej będą mogły skorzystać dzieci, które urodziły się do końca 32. tygodnia ciąży.

– Od marca mamy zapewnienie o rozszerzeniu tej opieki, jednak nie zostały zabezpieczone odpowiednie pieniądze i dlatego jest opóźnienie w rozpoczęciu profilaktyki, ale mam nadzieję, że już wychodzimy na prostą. Dotychczas w profilaktyce brały udział tylko te skrajnie niedojrzałe noworodki urodzone przed 28. tygodniem ciąży. Chodzi o to, żeby rozszerzyć tę grupę do 32. pełnego tygodnia wieku ciążowego – mówi Ewa Helwich.

Polska jest wyjątkiem, na świecie nie ma bowiem oddzielnej specjalizacji z neonatologii, wcześniakami zajmują się pediatrzy. Ta gałąź polskiej medycyny zaczęła powstawać w połowie XX wieku, pierwszy modelowy oddział wcześniaków powstał w 1950 roku w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. W 1989 roku wyodrębniono specjalizację z neonatologii. W początkowych latach polska neonatologia borykała się z poważnymi problemami, m.in. brakiem odpowiedniego sprzętu, wyposażenia sal szpitalnych, funduszy oraz lekarzy specjalistów. Miarą sukcesu jej twórców jest zmniejszająca się umieralność noworodków, w latach 50. XX wieku wynosiła ona 110 promili, co oznacza, że na 1 000 urodzonych noworodków 110 umierało. Na początku lat 90. ta liczba zmalała do 18 na 1 000 urodzeń, w tej chwili wynosi 3,5 promila.

– Coraz częściej myślimy o nieinwazyjności. Staramy się ograniczyć maksymalnie cierpienie dziecka, ból noworodka i w związku z tym te nieinwazyjne metody leczenia, nawet bardzo intensywnego, są w tej chwili dużym wyzwaniem. Niezwykle ważne jest to, że coraz więcej humanizmu w naszej dziedzinie, technika jest ważna, ale nie może nam tego przesłonić – mówi Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

Istotnym elementem tej filozofii są oddziały neonatologiczne otwarte dla rodziców. Postrzeganie roli rodziców w procesie terapeutycznym zmieniło się istotnie w ostatnich latach, dziś lekarze nie mają już wątpliwości, jak ważne dla rozwoju noworodka jest odżywianie mlekiem matki oraz kangurowanie, czyli bezpośredni kontakt skóry matki i dziecka. Zapewnia to dziecku poczucie bezpieczeństwa i zmniejsza stres poporodowy, co jest szczególnie ważne w przypadku niemowląt urodzonych przedwcześnie.

– Rodzice przechodzą z nami te wszystkie etapy, bardzo ciężko chorego dziecka, poprzez zdrowienie jego i to jest oczywiście motywujące dla nas ogromnie. Nie wyobrażam sobie już zamkniętych oddziałów neonatologicznych, a jeszcze nie tak dawno tak było, na oddziały intensywnej terapii nie było wstępu – mówi Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka.

Z okazji Światowego Dnia Wcześniaka ukazała się książka pt. „Narodziny polskiej neonatologii. Wspomnienia lekarzy”, której autorką jest dziennikarka medyczna Joanna Morga. W książce znalazły się wypowiedzi trzynastu wybitnych specjalistów z tej dziedziny medycyny, w tym kilkoro nestorów, którzy tworzyli neonatologię w Polsce. Patronat nad publikacją objęła Koalicja dla wcześniaka oraz Polskie Towarzystwo Neonatologiczne. Zdaniem autorki środowisko neonatologów jest w Polsce niedoceniane, mimo że zajmuje się ono ratowaniem życia i zdrowia najmniejszych i najbardziej chorych dzieci.

– Myślę, że to jest coś niesamowitego i to, jak zaangażowali się w pomoc tym dzieciom, jak zaangażowali się w rozwój tej dziedziny, to było poświęcenie własnych emocji, bo oni naprawdę przeżywają bardzo trudne chwile, bardzo duży stres i myślałam, że to jest jednak bardzo ważne, żeby pokazać te postacie – mówi Joanna Morga, dziennikarka PAP.

Książka „Narodziny polskiej neonatologii. Wspomnienia lekarza” jest dostępna w formie elektronicznej na stronie internetowej Koalicji dla wcześniaka.

W Polsce narasta konsumpcjonizm. Widać to szczególnie w Black Friday

W Polsce narasta konsumpcjonizm. Widać to szczególnie w Black Friday 4

Nasilający się konsumpcjonizm można zaobserwować najlepiej w okresie przedświątecznym – chociażby w Black Friday, czyli Czarny Piątek, kiedy obroty sklepów potrafią wzrosnąć nawet o kilkaset procent. W opozycji do nadmiernego kupowania i gromadzenia dóbr stoi Fair Trade, czyli ruch sprawiedliwego handlu. Cieszy się rosnącą popularnością zarówno globalnie, jak i w Polsce, gdzie sprzedaż produktów z certyfikatem Fairtrade w ubiegłym roku wzrosła o 50 proc. Ekspertka wrocławskiej Wyższej Szkoły Bankowej podkreśla, że kluczowe dla jego rozwoju jest budowanie świadomości konsumentów.

– W krajach rozwiniętych zdecydowanie można mówić o konsumpcjonizmie. Jest to trend, który generuje nadmierne kupowanie. Mówi się nawet o czymś takim jak fast-fashion, czyli „szybko, tanio i jak najwięcej”, i to jest zjawisko dotyczące krajów bogatych, rozwijających się. W Polsce zjawisko konsumpcjonizmu także występuje. Korzystamy z takich okazji, jak obniżki, promocje, więcej kupujemy. Jesteśmy krajem na dorobku, my chcemy więcej kupować, chcemy dogonić – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Katarzyna Kulig-Moskwa, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Konsumpcjonizm określa się jako styl życia polegający na nadmiernym kupowaniu i gromadzeniu dóbr ponad rzeczywiste potrzeby. Stan posiadania jako miara statusu społecznego czy jakości życia to głównie domena społeczeństw bogatych bądź tych, które dopiero znajdują się na dorobku. Konsumpcjonizm potęguje reklama, agresywny marketing kreujący, często sztuczne, potrzeby. Z jednej strony generuje on popyt na usługi i towary, przez co przyczynia się do rozwoju gospodarki. Z drugiej strony jest uznawany za szkodliwy zarówno społecznie, jak i w kontekście ekologii, ponieważ prowadzi do degradacji środowiska i nadmiernego wykorzystania zasobów.

– W opozycji do konsumpcjonizmu pojawiają się różne trendy. Czasami są one skrajne, czego przykładem są freeganie szukający pożywienia na śmietnikach. Globalnym, przeciwstawnym trendem jest także Fair Trade, czyli sprawiedliwy handel. Fair Trade to ruch, który ma połączyć kraje globalnego południa z konsumentem w kraju rozwijającym się, bogatym. Oznacza to, że my, dokonując wyborów w sklepie, codziennie możemy wpływać na jakość życia w krajach biedniejszych, kupując takie produkty, które są oznaczone znakami sprawiedliwego handlu – mówi dr Katarzyna Kulig-Moskwa.

Fair Trade to przeciwieństwo masowej konsumpcji. Produkty wytworzone według zasad Sprawiedliwego Handlu można znaleźć na sklepowych półkach dzięki specjalnym oznaczeniom na opakowaniu. Kupując produkt z certyfikatem Fairtrade, konsument może mieć pewność, że został on wyprodukowany zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju, z poszanowaniem dla środowiska, a rolnik bądź jego wytwórca został uczciwie wynagrodzony za swoją pracę.

Trend ten oferuje rolnikom i pracownikom z krajów rozwijających się korzystniejsze ceny skupu, godziwe warunki pracy i bardziej sprawiedliwe umowy handlowe. Promuje handel bez wyzysku, dlatego jest formą walki ze współczesnym niewolnictwem i wsparcia biedniejszych państw Południa.

– Edukacja na temat ruchu Fair Trade to uzmysławianie ludziom, że swoim swoimi codziennymi wyborami mają wpływ na innych, że są częścią globalnego systemu naczyń połączonych. Ich wybór – to, że wybiorą produkt ze znakiem Fairtrade, będzie powodował, że gdzieś w Afryce ktoś będzie mógł poprawić swoje życie, lepiej zjeść, zadbać o edukację swoich dzieci. Edukacja w ramach ruchu Fair Trade jest bardzo ważna i można ją realizować na każdym poziomie, od dzieci w przedszkolu aż po dorosłych – mówi dr Katarzyna Kulig-Moskwa.

Ruch Fair Trade na całym świecie cieszy się rosnącą popularnością. Według raportu organizacji Fairtrade International („Większa sprzedaż, większy wpływ”), w 2015 roku globalna sprzedaż produktów z certyfikatem Fairtrade osiągnęła wartość 7,3 mld euro. Dla przykładu, sprzedaż kakao pochodzącego ze sprawiedliwych upraw wzrosła w tym czasie o 27 proc.

– W Polsce ruch Fair Trade także rozwija się bardzo dobrze. W 2017 roku wzrost sprzedaży produktów z certyfikatem Fairtrade był o ponad 50 proc. wyższy, to jest naprawdę bardzo dynamiczny wzrost. Jak wynika ze zrealizowanych przez nas badań, już ponad 34 proc. społeczeństwa polskiego zetknęło się z certyfikatem sprawiedliwego handlu – mówi dr Katarzyna Kulig-Moskwa, ekspert Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

W dniach 19–25.11 odbędzie się międzynarodowa akcja pod hasłem Tydzień Edukacji Globalnej. Jej celem jest zwrócenie uwagi Europejczyków na globalne problemy i wyzwania środowiskowe, ekonomiczne, społeczne czy polityczne. W ramach zaplanowanych działań odbędą się również te promujące ideę sprawiedliwego handlu.

Algorytm oszacuje szanse na powodzenie nowego biznesu. Do wykonania kompletnej analizy potrzebuje zaledwie kilku sekund

Algorytm oszacuje szanse na powodzenie nowego biznesu. Do wykonania kompletnej analizy potrzebuje zaledwie kilku sekund 5

Decyzje związane z rozwojem sieci, marketingiem i nowymi inwestycjami jeszcze nigdy nie były tak proste. Dzięki big data i uczeniu maszynowemu można przewidzieć przychód z potencjalnej inwestycji oraz znaleźć szczegółowe informacje o wybranej lokalizacji. Polski start-up opracował narzędzie, dzięki któremu można szybko poznać specyfikę wybranego miejsca oraz charakterystykę potencjalnych kontrahentów, którzy często pojawiają się w okolicy. Zamiast pomocy analityków przy opracowywaniu biznes planu wystarczy skorzystać z aplikacji, a wyniki pojawią się w ciągu kilku sekund.

– W Placeme chcemy wykorzystać potęgę big data i machine learning, aby przede wszystkim sektor retail mógł wykorzystać te dane, łatwo uzyskiwać informacje, które będą pomagały w podejmowaniu lepszych decyzji biznesowych. Odpowiadamy np. na pytania: ile nasz sklep, który zamierzamy otworzyć na Marszałkowskiej 1, będzie miał miesięcznego obrotu? Czyli mówimy o zwrocie inwestycji jeszcze przed podjęciem decyzji – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Tomasz Władziński, współzałożyciel Placeme.

Aplikacja Placeme pozwala w szybki sposób zdobyć niezbędne informacje, które ułatwią podjęcie biznesowej decyzji – poznać  specyfikę wybranego miejsca, charakterystykę potencjalnych kontrahentów, którzy często pojawiają się w okolicy. Wystarczy podać lokalizację, a narzędzie oszacuje rentowność przedsięwzięcia, które miałoby pojawić się w danym miejscu, liczbę potencjalnych konkurentów, ich zarobki i koszty utrzymania określonej placówki we wskazanej okolicy, natężenie ruchu, czy customer journey okolicznych mieszkańców.

Własny biznes może przynieść duże korzyści, także materialne. Nietrafiona decyzja może jednak oznaczać olbrzymie straty i długi. Otwarcie firmy wiąże się z ryzykiem.  Z danych Euler Hermes wynika, że zdecydowana większość upadłości dotyczy małych i średnich firm z obrotami do 20 mln zł, które działają lokalnie. Po pierwszym roku działalności upada 30 proc., a po 5 latach – nawet 70 proc. małych i średnich firm. Tylko niektórzy odnoszą sukces, który zależy nie tylko od pomysłu na biznes, lecz także lokalizacji, czy konkurencji.

Dzięki algorytmom wykorzystującym uczenie maszynowe, Placeme wyliczy na jakie dochody w danej lokalizacji można liczyć. Specjalna aplikacja pozwala oszacować rentowność przedsięwzięcia jeszcze zanim podejmie się decyzję o jego utworzeniu. Podjęcie decyzji o uruchomieniu własnego biznesu może więc być łatwiejsze. Placeme działa w oparciu o dane geolokalizacyjne, tym samym dostarcza wielu kluczowych dla powodzenia przedsięwzięcia danych.

– Rynek danych geolokalizacyjnych bardzo szybko rośnie, ale dopiero się tworzy, więc w Polsce jest tylko jedno podobne rozwiązanie, ale to nie są rozwiązanie klonowe. Jeżeli chodzi o najbardziej poważną konkurencję, to jest Geoblink z Hiszpanii, który bardzo mocno zdobywa rynek trochę nie tej części Europy, ale cały czas jesteśmy bark w bark z nimi i rozwijamy nowe funkcjonalności – przekonuje Tomasz Władziński.

Analitycy marketsandMarkets szacują, że w 2017 roku rynek usług lokalizacyjnych  i systemów lokalizacji w czasie rzeczywistym był wart 17,3 mld dolarów. Do 2023 roku jego wartość sięgnie już 68,8 mld dolarów, przy łącznej rocznej stopie wzrostu przekraczającej 25 proc.

Polscy naukowcy są uznawani za najlepszych ekspertów od sztucznej inteligencji. W rozwoju polskiego sektora SI potrzebna jest pomoc państwa

Polscy naukowcy są uznawani za najlepszych ekspertów od sztucznej inteligencji. W rozwoju polskiego sektora SI potrzebna jest pomoc państwa 6

Polski rząd planuje wesprzeć rozwój sztucznej inteligencji. Ministerstwo Cyfryzacji chce w tym celu między innymi zasilić magazyny danych w informacje pochodzące z instytucji publicznych. Tymczasem już dziś polscy naukowcy są uznawani za światową czołówkę branży, a polskie start-upy działające w sektorze SI są notowane wśród najdynamiczniej rozwijających się w Europie Środkowej. Światowy rynek sztucznej inteligencji będzie rósł do 2024 roku w średniorocznym tempie na poziomie 37 proc.

– Polscy eksperci związani ze sztuczną inteligencją są uważani za światowych liderów. Biorą udział w wielu badaniach w ośrodkach naukowych, szczególnie za granicą. Nasze technologie wprowadzane na rynki zagraniczne są często lepsze niż te, które do tej pory były tam oferowane. Szczególnie w przypadku Doliny Krzemowej, gdzie specjalistów od sztucznej inteligencji zawsze brakuje i specjaliści, których my angażujemy i których my dostarczamy, są uznawani za liderów na poziomie światowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Tomasz Trzciński, adiunkt  na Politechnice Warszawskiej.

Polski rząd ma plan na wykorzystanie potencjału specjalistów od sztucznej inteligencji. 9 listopada Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało dokument "Założenia do strategii AI w Polsce". Czytamy w nim, że w perspektywie średnioterminowej, czyli od 2 do 6 lat do stymulacji rozwoju gospodarki opartej na danych kluczowym ma być udział państwa jako zleceniodawcy w projektach ukierunkowanych na wykorzystanie danych cyfrowych. Do rozwoju sztucznej inteligencji w gospodarce opartej tych danych niezbędne ma być zasilenie magazynów danych danymi pochodzącymi z instytucji publicznych.

Jednym z zaleceń jest utworzenie centralnego repozytorium anonimowych danych medycznych, które będzie całkowicie lub częściowo otwarte. Plan działań ministerstwa na najbliższy rok zakłada natomiast m.in. wsparcie przy opracowaniu nowego programu SI w gospodarce, utworzenie w ramach NASK Cyfrowego HUB-u Innowacji  czy uruchomienie wirtualnego instytutu sztucznej inteligencji.

– Pracując intensywnie nad rozwojem strategii Polski w kontekście sztucznej inteligencji nie powinniśmy zapominać o wsparciu nauki. W większości zagranicznych ośrodków metody sztucznej inteligencji pochodzą właśnie z ośrodków naukowych i to tam są rozwijane, natomiast firmy takie jak Google, Apple czy Amazon są głównie adaptorami tych technologii i wprowadzają, komercjalizują je w rzeczywistości codziennej. Twórcami bardzo często są naukowcy i polska nauka ma ogromny potencjał, żeby takimi twórcami zostać – mówi dr Tomasz Trzciński.

Pozycja Polski na arenie międzynarodowej, pomimo że mamy świetnych specjalistów od sztucznej inteligencji, wciąż postrzegana jest jako zbyt słaba, chociaż działają już start-upy zaliczane do światowej czołówki sektora SI. Firma Tooploox w 19. edycji rankingu Deloitte „Technology Fast 50" uplasował się na 4. miejscu. Firma tworzy rozwiązania dla mediów społecznościowych oparte na integracji uczenia maszynowego z programowaniem neurolingwistycznym, dostarcza wsparcie w postaci analiz punktów 3D dla samochodów autonomicznych czy tworzy rozwiązania pomagające w rekonwalescencji po przebytym udarze.

Ogólnie w rankingu Deloitte znalazło się 18 polskich spółek. Polskie uczelnie są ponadto laureatami licznych międzynarodowych olimpiad informatycznych.

– Metody sztucznej inteligencji oparte o algorytmikę i matematykę, zarówno teoretyczną, jak i praktyczną to pole, które w naszym przekonaniu jest jeszcze niezagospodarowane, a mamy na tej arenie bardzo dużo sukcesów i powinniśmy je wykorzystywać – przekonuje przedstawiciel Politechniki Warszawskiej.

Według analityków z firmy badawczej Markets Research Engine światowy rynek sztucznej inteligencji będzie w 2024 roku wyceniany na 191 mld dolarów. Prognozowane średnioroczne tempo wzrostu wyniesie w najbliższych latach 37 proc.

Czy pożyczka to jedynie rozwiązanie na założenie start-upu?

Z hasłem „startup” spotkałeś się pewnie nie raz. Zanim zdecydujesz się na założenie startup-u to musisz wiedzieć, czym on jest oraz jak go założyć, szczególnie nie dysponując dużym kapitałem.

Ekspercki Matchbanker.pl, Matchbanker.no oraz Matchbanker.fi przygotował dla ciebie informacje, które powinieneś znać, na temat start-upów. Co więcej poznasz sposoby na sfinansowanie swojego innowacyjnego pomysłu.

Definicja startup

To określenie jest używane zaledwie od kilku lat i nie ma ustalonej jednoznacznej definicji. Z jednego punktu widzenia startup można skategoryzować jako młodą firmę. Od firmy odróżnia ją jednak cel. Przedsiębiorstwo ma cel bardzo prosty – zarabianie pieniędzy, a startup to jest także pewnego rodzaju eksperyment. Jego intencją jest znalezienie modelu biznesowego, czyli sposobu na osiągnięcie stabilnego i systematycznego dochodu. Jednak statystyki pokazują, że zaledwie jednemu lub zgodnie z innymi danymi, dwom startupom na dziesięć udaje się przeżyć.

Jak założyć startup będąc na etacie?

Startup można nawet rozpocząć po godzinach. Nie musisz od razu porzucać wszystkiego. Wystarczy jak na realizację pierwszych kroków w biznesie zaczniesz poświęcać kilka godzin w tygodniu. W miarę jak będziesz otrzymywać pozytywne sygnały z rynku to twoje zaangażowanie będzie rosło.

Kiedy stawiasz swoje biznesowe pierwsze kroki, powinieneś czytać jak najwięcej, aby szkolić i zdobywać swoją biznesową wiedzę. Możesz uczyć się z książek, szkoleń, warsztatów, mentorów oraz Internetu.

Nie odpuszczaj przy pierwszej porażce. To zupełnie normalne, że pierwsze próby zakończą się niepowodzeniem. Znalezienie docelowego modelu biznesowego wymaga czasu. Sukces w biznesie jest zarezerwowany dla cierpliwych.

Brak środków własnych

Zebranie danych z rynku wraz z ich analizą to czas na kreatywność i elastyczność wobec swojego pomysłu. Aby pomysł ewoluował niekoniecznie potrzebne są duże nakłady finansowe. Czasami wystarczą oszczędności bądź pożyczka pozabankowa. Jeżeli nas pomysł gwarantuje sukces to będzie nam zdecydowanie łatwiej znaleźć inwestorów. Co roku odbywa się szereg konkursów dla startupów. Na polskim rynku funkcjonuje co najmniej kilka organizacji tego typu jak na przykład Lewiatan Business Angels czy Sieć Aniołów Biznesu Amber. Poza prywatnymi inwestorami, fundacjami utworzonymi również w celu wsparcia przedsiębiorczości funkcjonują również środki unijne na innowacyjne biznesy. Do takich funduszy należą między innymi JEREMIE utworzony przez Komisję Europejską i Europejski Fundusz Inwestycyjny oraz Europejski Bank Inwestycyjny.

Czy warto założyć biznes w Polsce?

Oczywiście, że tak!

Polska jako jedno z niewielu państw w Unii Europejskiej, może pochwalić się ciągle rosnącym poziomem PKB. Nasza ojczyzna jako kraj rozwijający się, coraz bardziej otwiera się na zagranicznych inwestorów, ale też nie blokuje drogi polskim firmom. Ułatwiające założenie firmy procedury, korzystne podatki oraz zwolnienia sprawiają, że coraz więcej firm zwraca uwagę na nasz kraj. Szacuje się, że w Polsce działa ponad 40 tysięcy biur rachunkowych, z których wiele zajmuje się obsługą małych i średnich firm. Statystyki pokazują, że biuro rachunkowe wybiera ponad 62% przedsiębiorców. Dla porównania – tylko niewiele ponad 9% zatrudnia własną księgową. Te dane jasno pokazują, że rynek usług rachunkowych w Polsce jest bardzo rozbudowany i konkurencyjny – a to doskonała wiadomość dla osób, które myślą o prowadzeniu biznesu w Polsce!

Wyniki finansowe firm zwiastują ożywienie w inwestycjach

Ważne dla firm: Poprawa wyników finansowych przedsiębiorstw następuje w branżach mniej rentownych, natomiast pogorszenie dotyka sektory najbardziej rentowne.

W pierwszych trzech kwartałach br. przychody przedsiębiorstw wzrosły o 7,1% r/r, podczas gdy koszty ich uzyskania o 7,5% – podał GUS. Gdy jednak zawęzić kategorie do głównej działalności, dynamiki zrównują się na poziomie 7,5%, a za relatywnie gorszy wynik odpowiadają operacje finansowe, co przypuszczalnie wynika z efektów kursowych.

Wzrost kosztów dotyczył przede wszystkim kosztów pracy (wzrost o 0,4 pkt proc.) oraz materiałów (0,1 pkt proc), za to nieznacznie spadł udział usług obcych (0,1 pkt proc.). Jeśli ten trend się utrzyma, to może to oznaczać, że przejściowe braki możliwości produkcyjnych nie są już uzupełniane zakupem usług obcych.

Wyższe tempo wzrostu kosztów nad przychodami nieuchronnie prowadzi do niższego zysku netto i wyniku finansowego netto (spadek o odpowiedni 0,4% i 1,4% w porównaniu do pierwszych trzech kwartałów 2017). Zysk netto odnotowało 76,6% przedsiębiorstw (o 0,3 p. proc. więcej niż przed rokiem). W przekroju branżowym ujawnia się kompresja rentowności – branże mniej rentowne odnotowują jej poprawę, natomiast najbardziej rentowne – pogorszenie.

Ekspozycja polskich przedsiębiorstw niefinansowych na eksport spadła: na przestrzeni roku odsetek eksporterów w objętych badaniem grupach (średnie i duże przedsiębiorstwa wybranych sekcji PKD) spadł (49,9%, spadek o 1,4 p. proc.), a udział produkcji wysyłanej za granicę wśród eksporterów obniżył się (24,3%, spadek o 0,9 p. proc.). Tendencja ta nie zaskakuje, wziąwszy pod uwagę spowolnienie w gospodarkach dominujących odbiorców. Warto jednak zauważyć, że te firmy, które działalność eksportową kontynuują, notują wyższe przychody i wyższy zysk netto (wzrost odpowiednio o 0,3 i 0,4 p. proc.). Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem pozytywnej selekcji.

Dane GUS dostarczają kolejnego dowodu na przełamanie w inwestycjach przedsiębiorstw. Nakłady inwestycyjne w wielkościach realnych o wzrosły o 12,4% (przy minimalnym spadku przed rokiem). Wśród nakładów najwyższe wzrosty dotyczyły budynków i maszyn (odpowiednio 18,6% oraz 12,6%). W świetle wczorajszych danych o produkcji sprzedanej, dalsze perspektywy inwestycji w budynki mogą być jednak ograniczone.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Prognoza długoterminowa dla polskiej gospodarki wg. OECD

Polska będzie w tym roku drugą po Irlandii najszybciej rozwijającą się gospodarką wśród 34 krajów badanych przez OECD. Niestety, wkrótce nasza pozycja zacznie drastycznie spadać i w latach 2030-2060 wzrost gospodarczy nad Wisłą będzie najwolniejszy wśród wszystkich państw OECD – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

5,2 proc. – o tyle ma urosnąć polski PKB w tym roku. Prognozy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wydają się realistyczne, biorąc pod uwagę kondycję rodzimej gospodarki w trzech minionych kwartałach. Inne dane także wyglądają zachęcająco. Bezrobocie ma spaść do poziomu 3,2 proc. pod koniec przyszłego roku. Tylko minimalnie cel Narodowego Banku Polskiego ma przekroczyć inflacja i wynieść 2,7 proc. w 2019 r.

Polska gospodarka jest względnie zbilansowana zewnętrznie. Deficyt na rachunku obrotów bieżących będzie oscylował w okolicach 1 proc. do 2020 r., a dług do PKB według metodologii unijnej zmniejszy się do 46,2 proc., czyli aż o 3 pkt proc. Dlaczego zatem z pozycji wicelidera wzrostu (po Irlandii) zostaniemy zepchnięci poniżej poziomu największych maruderów gospodarczych, włączając w to Włochy czy Grecję?

Perspektywa jak z koszmaru

OECD przygotowuje nie tylko krótkoterminowe prognozy, ale przedstawia także wieloletnie szacunki wzrostu gospodarczego, ostatnia pochodzi z lipca 2018 r. Według raportu „The Long View: Scenarios for the World Economy to 2060” potencjalny średnioroczny wzrost PKB na mieszkańca w latach 2030-2060 ma wynieść w Polsce jedynie 1,3 proc. To najsłabszy wynik nie tylko w UE, ale także w całym OECD. Jest to także drugi, poza Rosją – 1,2 proc. – najgorszy rezultat wśród wszystkich 46 badanych krajów.

Bardzo niski wzrost przez trzy dekady oznacza, że możemy zapomnieć o dogonieniu jakiejkolwiek rozwiniętej gospodarki. Nasz relatywny poziom zamożności mierzony PKB wyrażonym w sile nabywczej w relacji do USA praktycznie utrzyma się na podobnym poziomie, co obecnie (wzrost z 50 do 54 proc. w 2060 r.).

W klasyfikacji PKB na mieszkańca w relacji do poziomu w Stanach Zjednoczonych wyprzedzą nas wszystkie kraje regionu: Węgry – 60 proc., Słowenia – 62 proc. Słowacja – 79 proc. oraz Czechy – 77 proc. Po piętach deptać nam natomiast będą Chiny – 51 proc. oraz Indie – 44 proc.

Rynek pracy największym zagrożeniem

Badania OECD wskazują, że największym problemem Polski będzie rynek pracy. Poziom zatrudnienia ma spadać o 0,2 proc. każdego roku w latach 2030-2060 (najwięcej ze wszystkich państw). Przede wszystkim jest to efekt demografii, czyli starzejącego się społeczeństwa. Problemy demograficzne obejmują jednak także inne kraje.

Uwypuklenie tego czynnika w Polsce może wynikać ze zmian wprowadzonych w ostatnich latach. Szacunki MFW z 2017 r. pokazują, że populacja w wieku produkcyjnym, w związku z wprowadzeniem niższego wieku emerytalnego zmniejszy się aż o 10 pkt proc. do 2050 r. w porównaniu do scenariusza stopniowego wzrostu wieku emerytalnego. Negatywnie na podaż siły roboczej od 2030 r. zacznie także wpływać podniesienie wieku rozpoczęcia obowiązku szkolnego.

OECD z kolei zwraca uwagę, że dzietności lepiej sprzyja zastępowanie świadczeń pieniężnych świadczeniami rzeczowymi dla rodzin (np. darmowe przedszkole, żłobek), a jednocześnie pozwala to na łatwiejszy powrót kobiet do pracy i redukuje ryzyko erozji ich umiejętności. Czy jednak oznacza, że OECD i MFW sugerują, aby Polacy pracowali prawie od urodzenia aż do śmierci? Oczywiście nie.

W przypadku problemów demograficznych ważny jest kompromis, który dobrze przedstawia np. rozwiązanie wprowadzone w Portugalii. Wiek emerytalny jest podnoszony w tym kraju o dwie trzecie wzrostu oczekiwanej długości życia. Dzięki temu dłuższe życie oznacza nie tylko dłuższą pracę, ale także dłuższy okres odpoczynku na emeryturze.

W prezentacji z 18 marca 2018 r. OECD zwracał uwagę, że wydatki na zdrowie w Polsce są drugimi najmniejszymi wśród badanych krajów, co także redukuje chęć pozostawania starszych roczników na rynku pracy i zmniejsza ogólną jakość życia. W naszym kraju nie jest również promowane zatrudnienie na część etatu oraz praca podczas edukacji.

Szereg problemów strukturalnych

Potencjalny wzrost gospodarczy to nie tylko ilość pracowników, ale także ich produktywność. To zależy od jakości kształcenia (również nieformalnego), wydatków na badania i rozwój, systemu podatkowego, ram instytucjonalnych czy poziomu liberalizacji rynku (np. usług publicznych).

Zwiększenie wydatków na badania i rozwój do poziomu liderów (Korea, Izrael) pozwoliłoby na podniesienie polskiego PKB w horyzoncie projekcji (do 2060 r.) o ponad 10 proc. Wprowadzenie reform rynku pracy także pozwoliłoby podnieść PKB o kolejne 10 proc., a emerytalnych o 8 proc. Wyższy potencjalny wzrost to także lepsze wykorzystanie inwestycji publicznych, walka z korupcją czy większa odpowiedzialność decydentów.

W tej prognozie tkwi przestroga

Czy prognozy sugerujące spadek potencjalnego wzrostu PKB na mieszkańca Polski do 1,3 proc. w ogóle się zrealizują?

Wbrew pozorom, jak sugerują autorzy analizy OECD, długoterminowe trendy przewiduje się łatwiej niż zmiany następujące z roku na rok. Dziś dobra koniunktura zewnętrza, niespodziewany napływ imigrantów ze wschodu czy uszczelnienie systemu podatkowego dają krótkoterminowe wytchnienie i oddalają konieczność przeprowadzenia w Polsce bolesnych i czasochłonnych reform, np. emerytalnych czy rynku pracy.

W dłuższym terminie słabości naszej gospodarki trudno będzie „łatać” doraźnymi działaniami, a koszty spóźnionych zmian znacznie wzrosną. Być może scenariusz w modelu OECD jest zbyt pesymistyczny, ale na świecie nie brakuje krajów, które zmarnowały swoje szanse, a zachłystując się kruchym dobrobytem, zamieniły koszulkę lidera na pozycję outsidera.

Polacy wciąż za mało oszczędzają na emerytury

Im bliżej końca roku, tym więcej Polaków zaczyna interesować się możliwością obniżenia podatku poprzez otwieranie rachunków emerytalnych. Najnowsze dane KNF pokazują, że w pierwszym półroczu 2018 r.  IKZE posiadało 701,4 tys. osób, a IKE 960,6 tys. osób.[1]

Pokolenie obecnych 20-latków, którzy rozpoczynają dopiero kariery zawodowe, może liczyć na emerytury w maksymalnej wysokości 38,6 proc. ostatniej pensji – i to pod warunkiem ciągłego zatrudnienia, począwszy od ukończenia 20 lat aż do momentu osiągnięcia ustawowego wieku emerytalnego. Także prognozy ZUS zakładają, że większość Polaków będzie otrzymywać na emeryturze równowartość 40-50 proc. swojej ostatniej pensji. Tak niskie świadczenia emerytalne to skutek demografii – starzejącego się społeczeństwa i niskiej dzietności – podsumowano w raporcie OECD („Pensions at a Glance 2017”).

Jak wynika z najnowszych badań Związku Banków Polskich[2] Polacy w ciągu ostatnich 3 lat znacznie powiększyli swoje oszczędności, jednak nadal wypadamy blado w porównaniu do zachodnich sąsiadów.

Przede wszystkim oszczędzamy nieregularnie i największy odsetek badanych (bo aż 38%) deklaruje, że chciałoby mieć pełną dowolność w zakresie wysokości i częstotliwości dokonywanych na oszczędności wpłat. Między innymi z myślą o takich Polakach powstały IKZE, czyli Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. Oprócz dużej dobrowolności w zakresie wpłat (możemy wpłacać, kiedy chcemy i ile chcemy, warunkiem jest tylko nieprzekroczenie ustalanej co roku maksymalnej kwoty wpłat), przekonujące mogą być również zachęty podatkowe. Dzięki nim odzyskać można nawet 1700 zł jeszcze w tym roku. Oszczędzający korzysta na tym, że wpłacone kwoty pomniejszają dochody do objęcia podatkiem dochodowym od osób fizycznych (PIT).

W konsekwencji dany podatnik może zapłacić niższy podatek lub nawet otrzymać zwrot z urzędu skarbowego. Zyski z IKZE, podobnie jak IKE, nie podlegają również tzw. podatkowi Belki, przy czym przy wypłacie z IKZE (gdy pieniądze zostaną pobrane po ukończeniu przez daną osobę 65 lat), pobrany powinien zostać zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10 proc. wypłaconej kwoty.

Wpływy środków pieniężnych do IKE wyniosły 825,1 mln zł (o 60,6 mln zł więcej niż w I połowie 2017 r.).

Z podanej kwoty wysokość składki wyniosła 736,6 mln zł (o 92,4 mln zł więcej niż w I połowie 2017 r.), a transfery z pracowniczych programów emerytalnych – 88,4 mln zł (o 31,7 mln zł mniej niż w I połowie 2017 r.) – czytamy w raporcie „Indywidualne konta emerytalne oraz indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego w I połowie 2018 roku”.

Jak wskazuje Doradca Inwestycyjny Vienna Life, Kamil Hajdamowicz, oszczędności emerytalne to coś, o czym powinniśmy pomyśleć samodzielnie i to jak najwcześniej. Biorąc pod uwagę obecne tendencje demograficzne, tj. wydłużenie długości życia oraz starzenie się naszego społeczeństwa, kapitał, który sami zaoszczędzimy, jest prawdopodobnie większy niż mogliśmy to szacować jeszcze 10-20 lat temu. Dla dzisiejszych 20, czy nawet 30 latków, perspektywa emerytalna może wydawać się czymś odległym. A nie jest.  Warto więc zacząć jak najwcześniej, nawet od niskich kwot. Pozwoli nam to wyrobić nawyk samodzielnego oszczędzania na emeryturę, a tylko systematyczne odkładanie środków zbuduje odpowiedni kapitał. Warto wyznaczyć stały procent naszych zarobków alokowanych na ten cel, co biorąc pod uwagę cykl życia i potencjalne zwiększenie naszych zarobków w kolejnych latach pozwoli stopniowo zwiększać sumę naszych oszczędności.

Po raz kolejny wzrośnie wysokość limitów kwot wpłacanych na IKE oraz IKZE.

Zgodnie z projektem ustawy budżetowej na rok 2019 z dnia 21 sierpnia 2018 r. prognozowane przeciętne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2019 roku wzrośnie do kwoty 4765 zł. Z tego też wynika tegoroczny limit wpłat na IKE, który wynosi 14 295 zł (4765 x 3), a w IKZE – 5718 zł (4765 x 1,2). To oznacza wzrost w stosunku do poprzedniego roku odpowiednio o 966 zł w przypadku IKE i o 386,40 zł jeśli chodzi o IKZE.

[1] https://www.knf.gov.pl/?articleId=63662&p_id=18

[2] https://zbp.pl/wydarzenia/archiwum/wydarzenia/2018/pazdziernik/polacy-oszczedzaja-coraz-wiecej-jednakze-wciaz-pozostaja-w-ogonie-europy

AmRest zadebiutował dziś na hiszpańskiej giełdzie

AmRest, jeden z wiodących operatorów restauracyjnych w Europie, zadebiutował dziś na hiszpańskiej giełdzie. Akcje Spółki wprowadzono do obiegu w procesie technicznego listingu (dual listing) pod symbolem „EAT” –  tym samym co na warszawskim parkiecie, na którym firma obecna jest od 2005 roku.

Dzięki ponadprzeciętnym wynikom finansowym, AmRest jest na dobrej drodze do realizacji wizji podwojenia biznesu w perspektywie 3 lat (2×3 Vision). W III kwartale tego roku, sprzedaż firmy wzrosła o ponad 23 proc., osiągając poziom 392 milionów euro, czyli o 74 miliony więcej niż w roku poprzednim. Jednocześnie EBITDA wyniosła 50 milionów euro, co oznacza wzrost o 6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Wejście AmRest na giełdę w Hiszpanii umocni pozycję firmy w Europie Zachodniej i ułatwi dotarcie na nowe rynki, co jednocześnie pozwoli pozyskać nowe grono inwestorów.

José Parés, Przewodniczący Rady Dyrektorów AmRest, powiedział: „AmRest podjął strategiczną decyzję o przeniesieniu swojej siedziby do Hiszpanii, która jest drugim pod względem wielkości i jednocześnie najbardziej dochodowym rynkiem w portfelu Spółki. Dzięki wejściu na hiszpańską giełdę AmRest od dziś notowany jest również w Euro – walucie, która otwiera szereg możliwości zarówno dla firmy, jak i akcjonariuszy, by wspólnie tworzyć zrównoważony biznes z ogromnym potencjałem do dalszego rozwoju”.

KE odrzuca budżet Włoch. Spotkanie May i Junckera

Wygląda na to, że okres największych wewnętrznych zawirowań, które wywierały presję na polską walutę, mamy już za sobą. Sytuacja zewnętrzna dziś również sprzyja złotemu.

Polski złoty zakończył wtorek umocnieniem w relacji do euro i funta brytyjskiego. Waluta wprawdzie osłabiła się w relacji do dolara amerykańskiego, jednak było to związane wyłącznie z niekorzystnymi zmianami na głównej parze. Przede wszystkim w konsekwencji dzisiejszego, porannego wzrostu EUR/USD, w momencie pisania tego komentarza, złoty odrobił jednak wszystkie wczorajsze straty w relacji do dolara amerykańskiego.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,5%, wahając się w widełkach 4,30-4,34. Wspólna europejska waluta zakończyła wczorajszy dzień osłabieniem również w relacji do głównych walut.

Tematem dzisiejszego dnia w strefie euro jest decyzja Komisji Europejskiej w kwestii budżetu Włoch. KE odrzuciła włoski budżet sugerując jednocześnie, że uwzględniając ogromny dług kraju (ponad 130% PKB), który ponad dwukrotnie przekracza akceptowalny przez UE poziom (60% PKB), zasadne jest uruchomienie procedury nadmiernego deficytu.

Paradoksalnie, włoskie aktywa oraz euro dziś jednak zyskują. Informacje o odrzuceniu budżetu przez KE i wspomniany pierwszy krok na drodze do „ukarania” Włoch były oczekiwane. Wprowadzenie kar finansowych związanych z procedurą nadmiernego deficytu również zajmie kilka miesięcy i nie jest pewne – Włochy mają jeszcze trochę czasu nas zreformowanie swojego planu.

Euro i włoskie aktywa dziś zyskują z uwagi na uspokojenie nastrojów globalnych oraz ze względu na doniesienia z Rzymu. Zgodnie z nowymi informacjami wicepremier kraju, Matteo Salvini może być otwarty na zmiany w budżecie, co – zważywszy na dotychczasową, silną opozycję ze strony włoskich rządzących względem jakichkolwiek zmian, które zagrażałyby realizacji ich obietnic wyborczych – można uznać za mały przełom.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,84-4,87. Wczorajsze przemówienie prezesa Banku Anglii przed Komisją Skarbu podczas prezentacji raportu o inflacji nieco uspokoiło inwestorów w pierwszej części dnia, ostatecznie jednak nie wystarczyło, aby powstrzymać wyprzedaż szterlinga.

Z pozytywów – wygląda na to, że szanse na wotum nieufności wobec premier May, którego obawiały się rynki, nieco spadają. Niewykluczone, że obóz eurosceptyków w Partii Konserwatywnej ocenił, że nawet uruchomienie procedury nie doprowadzi do odejścia premier. Zamiast tego, w przypadku niepowodzenia, mogłoby zagwarantować jej 12 miesięcy spokoju, co w ostatecznym rozrachunku byłoby niekorzystne dla jej oponentów.

Dziś inwestorzy skupiają uwagę na spotkaniu premier Wielkiej Brytanii i przewodniczącego Komisji Europejskiej. May i Juncker mają dyskutować nad deklaracją dotyczącą przyszłych relacji. Publikacja szkicu wstępnej umowy wywołała istotne kontrowersje zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w UE, i w obecnej formie mogłoby nie zostać zaakceptowane przez brytyjski parlament.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,77-3,80. Dolarowi amerykańskiemu jako walucie safe-haven sprzyjały wczoraj obawy o sytuację na światowych rynkach akcji. Główne indeksy pogłębiły spadki z poprzedniego dnia. Dziś jednak sytuacja jest mniej korzystna dla amerykańskiej waluty – po spadkach amerykańskich indeksów, akcje azjatyckie ustabilizowały się, a europejskie od rana zyskują. Dolarowi dziś rano nie sprzyjało również umocnienie wspólnej europejskiej waluty związane z informacjami o możliwym łagodzeniu stanowiska Włoch w kwestii budżetu.

Wtorek nie był zbyt obfity w dane z USA. Odczyty z rynku nieruchomości były mieszane – w październiku na plus zaskoczyła liczba pozwoleń na budowę, nieco rozczarowała z kolei miesięczna dynamika rozpoczętych projektów budowlanych (domów). Dziś poznamy dane o zamówieniach środków trwałych w październiku oraz cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych. Oprócz tego opublikowane zostaną kolejne dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w październiku oraz indeks nastrojów konsumentów w USA w listopadzie.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane o zamówieniach środków trwałych w USA w październiku
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 16:00 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w październiku
  • 16:00 – indeks nastrojów konsumentów w USA w listopadzie

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Ecolab podsumowuje 25 lat w Polsce

Gdy w 1993 roku firma Ecolab wchodziła do Polski, w branży utrzymania czystości królowało wiadro i ścierka. Mało kto zawracał sobie głowę stosowaniem tak podstawowych środków ochronnych jak choćby rękawice. Dziś standardem są bezpieczne środki tlenowe i polimerowe, a personel doskonale wie, że przed zdezynfekowaniem podłogi trzeba ją dobrze oczyścić i zabezpieczyć. Co jeszcze zmieniło się od lat 90-tych?

Pierwszą siedzibę Ecolab w Polsce otwarto 25 lat temu na Woli Justowskiej w Krakowie. W niepozornym budynku, przypominającym bardziej niewielki dom jednorodzinny niż siedzibę amerykańskiego giganta, pracę znalazło 13 osób. Dziś Ecolab Polska zatrudnia 126 pracowników i z obrotami rzędu 75 milionów dolarów rocznie jest niekwestionowanym liderem rynku. W nowoczesnym biurowcu w Krakowie swoje siedziby ma 6 niezależnych dywizji, wspierających czystość i higienę w obiektach użyteczności publicznej – szpitalach, szkołach, bankach, a także w biurowcach, hotelach, restauracjach, pralniach i przemyśle spożywczym. W każdym z tych obiektów o czystość dba wykwalifikowany personel posiadający podstawową wiedzę z zakresu chemii, materiałoznawstwa czy mechaniki, doskonaloną podczas regularnych szkoleń z nowych rozwiązań w zakresie higieny i technologii. Zadaniem takich firm jak Ecolab jest więc nie tylko dostarczanie produktów, ale przede wszystkim edukacja i ciągłe podnoszenie kwalifikacji ekip sprzątających, dostarczanie technologicznego know how i pełna obsługa serwisowa.

Pasta i wysoki połysk

Jednak na początku lat 90. takie kompleksowe podejście do procesu sprzątania było czymś zupełnie nowym. Czystość była pojęciem subiektywnym, zależnym od nastrojów personelu sprzątającego czy zarządu obiektu. Proces mycia ograniczał się do wiadra, wody i ścierki, ewentualnie szczotki ryżowej. Zamiast profesjonalnych produktów do zabezpieczania podłóg stosowano pasty, które tak naprawdę były łapaczami brudu.

Andrzej Piotrowski, dyrektor Dywizji Institutional w Ecolab Polska
Andrzej Piotrowski, dyrektor Dywizji Institutional w Ecolab Polska

–  Wyglądało to w ten sposób, że powierzchnie myto i płukano tą samą wodą, co dawało efekt odwrotny do zamierzonego. Mało tego, nikt nie zawracał sobie głowy tym, aby przed zdezynfekowaniem podłogi, porządnie ją doczyścić. Stare przyschnięte brudy po prostu zapastowywano na wysoki połysk – wspomina Andrzej Piotrowski, dyrektor Dywizji Institutional w Ecolab Polska.

Proste systemy dwuwiaderkowe

Potrzebna była edukacja i zmiana postrzegania całego procesu sprzątania. Nie było to jednak łatwe. Barierę stanowiły zarówno mocno zakorzenione przyzwyczajenia do dawnych metod pracy, jak i ograniczenia budżetowe, zwłaszcza firm z sektora państwowego. Na początku zaczęto więc wprowadzać proste zestawy dwuwiaderkowe, z prasą do wyciskania i płaskim mopem oraz podstawowe systemy ochronne. Już sam ten zabieg znacznie poprawił wydajność pracy, ale też bezpieczeństwo i higienę.

Zaczęto dostrzegać zalety nowoczesnych rozwiązań, doceniać wygodę ich stosowania. Personelowi pracowało się łatwiej, a co za tym idzie – stawał się bardziej wydajny. Okazało się też, że koszty chemii i urządzeń w całym systemie czyszczenia stanowią zaledwie 2-4 proc. Natomiast nawet 80 proc. generują koszty ludzkie. Zwiększenie wydajności w tym obszarze było więc kluczem do optymalizacji kosztów. Jako pierwsze zaczęły rozumieć to banki i biurowce, które znały i powoli przejmowały modele pracy z zachodu. Do nowych technologii zaczęły przekonywać się też hotele – mówi Andrzej Piotrowski, Ecolab Polska.

Czerwony jak ogień

Zmiana świadomości i podejścia do kompleksowych rozwiązań z zakresu mycia i dezynfekcji wymagała jednak czasu i pracy z ludźmi. Organizowano pokazy oraz szkolenia dla personelu. Celem tych działań było uświadomienie, na czym polega cały proces sprzątania. Uczono się składów i zastosowania produktów, takich jak nowoczesne, przyjazne dla środowiska środki tlenowe. Poznawano nowe techniki czyszczenia i zdobywano wiedzę z zakresu materiałoznawstwa.

Wyjaśnialiśmy, które powierzchnie są hydrofilowe, a które hydrofobowe i jak je czyścić, aby ich nie porysować. Na zasadzie prostych skojarzeń tłumaczyliśmy, że kolor czerwony (jak ogień) oznacza środki żrące, zielony (jak trawa) to produkty do czyszczenia podłóg, niebieskim (jak niebo) oznaczone są środki do czyszczenia powierzchni ogólnych i okien, a żółtym (jak słońce) do dezynfekcji – opowiada Andrzej Piotrowski.

E-commerce w sektorze B2B – wnioski z najnowszego badania od e-point SA i Mobile Institute

Największą bolączką klientów B2B jest brak czasu, dlatego coraz częściej wybierają szybkie i wygodne zakupy w internecie – wynika z raportu Proces zakupowy w B2B: wyzwania, trendy, inspiracje opracowanego przez e-point SA i Mobile Institute. Dla klientów i sprzedawców nadaj jednak najbardziej liczą się relacje.

Online oznacza wygodnie

69% ankietowanych kupuje produkty dla swoich firm online. Pytani o powody, najczęściej wskazują:

  • możliwość dokonania zakupu w dowolnym miejscu i czasie (70%),
  • wygodę (67%),
  • szybkość (65%),
  • łatwość znalezienia produktów w internecie (54%).

Ponadto, aż 36% klientów B2B chciałoby dokonywać zakupów dla firmy za pośrednictwem urządzenia mobilnego.

Ciekawe też, że sama cena nie ma największego wpływu na wybór partnera biznesowego. Wskazało ją 57% badanych. Niewiele mniej (51%) jako najważniejszy czynnik podało opinie innych użytkowników. Najistotniejszym aspektem okazały się jednak pojmowane całościowo dobre warunki współpracy (83%). To zgodne z globalnymi trendami: dla kupców B2B ważniejsze niż cena jest Customer Experience.

Rosnąca popularność B2B e-commerce

Polskie firmy B2B od lat konsekwentnie wchodzą w kanał online. 96% respondentów ma firmową stronę internetową. Podobnie jak w badaniu z 2009 r., widać, że serwisy www służą głównie do przedstawiania informacji o firmie i jej ofercie oraz do ułatwienia potencjalnym odbiorcom kontaktu. „Sugeruje to, że ogólny model obecności internetowej jest trwały i nie zmienił się diametralnie w ciągu ostatnich 9 lat”, komentuje dr hab. Tymoteusz Doligalski.

Jednak sam serwis www to za mało. „Postępująca cyfryzacja świata oraz dojrzałość klientów powodują, że platformy e-commerce są naturalnym narzędziem pracy zarówno naszych sił sprzedaży, jak i klientów. Na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie funkcjonuje Grupa Inter Cars, od lat obserwujemy wzrosty sprzedaży realizowanej przy wykorzystaniu naszych rozwiązań e-commerce. Na niektórych rynkach ich udział sięga już 80-90%”, mówi Tomasz Skórski, ekspert w obszarze Digital i UX, Digital Products Development and Architecture Manager, Inter Cars.

Przedsiębiorstwa, które zainwestowały w B2B e-commerce dostrzegają następujące korzyści:

  • pozyskanie nowych klientów (81%),
  • wzrost sprzedaży (73%),
  • zmiana sposobu komunikacji z klientami (71%).

Rozwiązania samoobsługowe? Tak, ale muszą wspierać relacje

Polskich przedsiębiorców wyróżnia ostrożność we wdrażaniu rozwiązań samoobsługowych –  choć dostrzegają ich użyteczność dla zabieganych klientów B2B, przywiązują ogromną wagę do pielęgnowania relacji i traktują rozwiązania IT jako narzędzia do tego celu.

„Trendem jest poszukiwanie partnerstw strategicznych z dostawcami, którzy są wyjątkowo cenni dla danego biznesu – albo mają unikatowy produkt, albo skala zakupów danego typu jest na tyle duża, a potrzeba reaktywności i bliskości współpracy z dostawcą na tyle ważna, że ja jako kupujący nie traktuję takiego dostawcy jako zwykłego sprzedającego, ale jako partnera w biznesie. Oczekuję od niego więcej niż tylko obsługi, oczekuję rozumienia mojego biznesu i moich potrzeb”, mówi Agata Mazurek-Bąk, Dyrektor Zakupów Grupy Veolia.

Dlatego w B2B kluczowym wyzwaniem jest umiejętne połączenie szacunku dla relacji oraz zrozumienia potrzeb klientów, którzy chcą korzystać z narzędzi digital. Wsparciem są tu nowoczesne rozwiązania technologiczne, takie jak portale, CRM, dedykowane platformy B2B e-commerce czy social media.

W stronę klientocentryczności

W internecie polskie firmy B2B lubią mówić o sobie, swojej misji i przeszłości: aż 62% ankietowanych zamieszcza na swojej stronie www historię przedsiębiorstwa. Jednocześnie rzadziej udostępniają tam rozwiązania potrzebne klientom. Dla porównania: tylko 49% z nich umożliwia zakup swoich produktów/usług przez stronę www, 25% udostępnia wyszukiwarkę salonów, a jedynie 15% – przydatne narzędzia (konfiguratory, kalkulatory, kreatory). Oznacza to, że polskie firmy B2B wybierają bezpieczne strategie obecności online, ale nie do końca potrafią wykorzystać ten kanał do budowania relacji z klientami. .

Odróżnia to Polskę od rynków zachodnich, gdzie wiodące agencje badawcze prognozują dynamiczny rozwój samoobsługi w B2B. Według badań Gartnera, do 2020 r. przeciętny klient biznesowy 85% swoich działań zakupowych będzie przeprowadzał bez interakcji z człowiekiem, zaś według Forrester Research w samych Stanach Zjednoczonych do 2020 r. zapotrzebowanie na przedstawicieli handlowych w B2B zmniejszy się aż o milion osób, ponieważ klienci biznesowi wolą zakupy online, które wiążą się z minimalnym zaangażowaniem sprzedawcy.

Nowe modele biznesowe

Widać też, że modele biznesowe w B2B ewoluują i otwierają się na nowe formy współpracy z partnerami. „Na rynku zachodnim obserwujemy innowacyjne pomysły dystrybutorów z naszej branży i wychodzenie poza klasyczny model współpracy. Coraz częściej dostarczają swoim klientom biznesowym przydatne narzędzia czy aplikacje do rozwoju ich firm, wspierając ich w ten sposób w wielu aspektach działalności”, mówi Józef Kostecki, Dyrektor ds. Zarządzania Projektami i Procesami, Iglotex.

Producenci i dystrybutorzy, którzy kiedyś komunikowali się tylko z klientami biznesowymi, dziś coraz częściej otwierają się także na klientów finalnych.

„Nowe technologie, nowe praktyki użytkowników, nowy kontekst biznesowy – stwarza to  ogromną szansę dla tych firm, które chcą adaptować się do nowych okoliczności. Ale wiążą się z tym także wyzwania dotyczące uspójnienia rozmaitych kanałów komunikacji i sprzedaży. Rozwiązania B2B e-commerce, samoobsługowe czy mobilne muszą wejść w istniejący ekosystem i być starannie dopasowane do stylu pracy oraz potrzeb partnerów”, podsumowuje Wawrzyniec Hyska, Business Development Director, e-point SA.

Podsumowanie najistotniejszych wniosków z badania:

  • Proces zakupowy w B2B przenosi się do internetu.
    • klienci B2B najczęściej szukają informacji na temat produktów i usług w internecie:
      • na firmowej stronie internetowej: 51%
      • na stronach i portalach branżowych: 51%
      • wśród opinii w internecie: 48%
      • w katalogu produktów na stronie www: 43%
      • w social media: 39%
    • 69% przedsiębiorstw kupuje produkty na rzecz firmy online. Dlaczego?
      • mogą kupować w dowolnym miejscu i dowolnym czasie (70%)
      • jest wygodniej (67%)
      • jest szybciej (65%)
  • 59% klientów B2B chce mieć możliwość dodawania opinii i ocen kupowanych produktów. Wynika to z postępującej konsumeryzacji B2B, czyli przenoszenia praktyk zakupowych z B2C do B2B.
  • Do niedawna e-commerce kojarzyło się głównie z B2C i prostymi sklepami internetowymi. Dziś jednak nowoczesne systemy B2B e-commerce potrafią obsłużyć złożone procesy zakupowe, charakterystyczne dla B2B. Dlatego coraz więcej firm B2B decyduje się na sprzedaż swoich produktów online.
    • 80% respondentów deklaruje, że ich firma zyskała na rozpoczęciu sprzedaży w internecie. Główne wzmiankowane korzyści to pozyskanie nowych klientów oraz wzrost sprzedaży
    • e-commerce jest też dla polskich firm świetnym narzędziem ekspansji międzynarodowej
  • Skończyły się czasy, gdy modele B2B i B2C funkcjonowały oddzielnie. Coraz częściej firmy stosują je równolegle, adresując swoją ofertę zarówno do klienta końcowego, jak i do partnera czy dystrybutora. Producenci wychodzą naprzeciw potrzebom klientów ostatecznych, którzy szukają informacji o produktach i opinii w internecie oraz są coraz bardziej samodzielni w procesie zakupowym.
    • Ten model nazywa się B2B2C (Business-to-Business-to-Consumer, czasem używa się też pojęć B2X lub B2E, Business-to-Everyone).

O badaniu

Celem badania przeprowadzonego przez e-point SA i Mobile Institute było zrozumienie, jak wygląda dziś proces zakupowy i sprzedażowy B2B w Polsce na tle światowych trendów. Raport objęty jest honorowym patronatem Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu oraz patronatem merytorycznym Izby Gospodarki Elektronicznej. Patronat medialny nad badaniem obejmują Magazyn E-commerce oraz Nowa Sprzedaż.

Niniejszy raport powstał na podstawie badania zrealizowanego przez Mobile Institute na grupie 145 odpowiedzi udzielonych przez przedsiębiorców,  przedstawicieli firm różnej wielkości oraz działających w różnych branżach. Badanie poprzedzono wywiadami pogłębionymi.zostało przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (Computer-Assisted Web Interview). Dane zostały zebrane w okresie 09.08. – 11.09.2018 roku. Badanie kierowane było do osób działających na rynku B2B oraz dokonujących zakupów na rzecz firm. Badanie było przeprowadzone wśród partnerów biznesowych e-point, Mobile Institute oraz firm zrzeszonych w Izbie Gospodarki Elektronicznej.

Sztuczna inteligencja wpływa na coraz więcej aspektów naszego życia

Jak wynika z danych SAS, ponad 72% organizacji na całym świecie wykorzystuje sztuczną inteligencję w jednym lub kilku obszarach działalności biznesowej. Dzieje się tak, gdyż AI sprawia, że technologia jest w stanie szybciej i bardziej precyzyjnie reagować na potrzeby klientów oraz pomaga zapewnić wyższy poziom świadczeń w przypadku administracji publicznej. Obecnie trudno wskazać branżę, w której sztuczna inteligencja nie byłaby wykorzystywana choćby w niewielkim stopniu.

Termin sztuczna inteligencja powstał w latach 50-tych ubiegłego wieku. Od tego czasu zarówno przedstawiciele biznesu, jak i środowiska akademickiego pracowali nad rozwojem sieci neuronowych, które miały wykonywać określone obliczenia przypominające pracę ludzkiego mózgu. Z biegiem lat AI (ang. Artificial Intelligence) stała się naturalnym elementem naszego codziennego życia, co dla przeciętnej osoby nie zawsze jest oczywiste. Nie udało się stworzyć komputera, który zastąpiłby człowieka, potrafił myśleć abstrakcyjnie lub odczuwał emocje. Eksperci SAS zwracają jednak uwagę, że chociaż AI nie ma fizycznej formy, towarzyszy nam w wielu sytuacjach, których przykłady podają poniżej.

AI pomoże odblokować kartę kredytową

Jak podaje Narodowy Bank Polski, na początku 2018 r. Polacy posiadali 39,6 mln kart płatniczych. Obok telefonu komórkowego, dla wielu z nas jest to obecnie jeden z najważniejszych przedmiotów codziennego użytku. Jakiekolwiek problemy z wypłaceniem środków lub dokonaniem płatności sprawiają, że nie możemy normalnie funkcjonować. W takiej sytuacji niezbędna jest sprawna obsługa klienta. Firma Lotte Card z Korei Południowej wykorzystała sztuczną inteligencję oraz system przetwarzania języka naturalnego do stworzenia chatbota, który odpowiadałby na zapytania ze strony klientów w czasie rzeczywistym, maksymalnie redukując czas oczekiwania na odpowiedź. Co warto podkreślić, język koreański jest niezwykle skomplikowany i proste systemy obsługi klienta, niewykorzystujące sztucznej inteligencji, często miały problemy z poprawnym formułowaniem zdań, a udzielane przez nie odpowiedzi były nieprecyzyjne i czasem wprowadzały klientów w błąd.

Powyższy przykład pokazuje, że sztuczna inteligencja przede wszystkim przyśpiesza działanie biznesu, ułatwia pracę konsultantów i pozwala na indywidualne podejście do klienta. W obecnych czasach ma to ogromne znaczenie, gdyż nikt z nas nie lubi czekać. Klienci wymagają szybkiego kontaktu, w przeciwnym wypadku zrezygnują z usługi.

AI w szpitalnej poczekalni

Wizyta w szpitalu zwykle nie jest niczym przyjemnym. Nie wynika to tylko z faktu, że wiąże się ona z problemami zdrowotnymi, ale często również długim oczekiwaniem w poczekalni, kłopotami z odszukaniem dokumentacji, wydłużonym czasem realizacji poszczególnych procedur medycznych itp. Jednym z powodów tej sytuacji są problemy z dostępem do informacji i potrzeba ich manualnego wyszukiwania. Szpital Uniwersytecki w Montpellier na południu Francji wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy danych na temat pacjentów, co pozwala lepiej zarządzać ich wizytami i czasem pracy personelu. System analizuje zarówno ustrukturyzowane, jak i nieustrukturyzowane dane pochodzące z dokumentacji medycznej, notatek lekarzy i pielęgniarek, tworząc pełen obraz osoby odwiedzającej szpital i umożliwiając skrócenie czasu obsługi pacjenta, szybsze postawienie diagnozy oraz zaproponowanie leczenia w ramach przyjętej klasyfikacji.

e-zakupy ze sztuczną inteligencją w tle

Według badania „E-commerce w Polsce 2018. Gemius dla e-Commerce Polska”, coraz więcej Polaków robi zakupy przez Internet. Może to wynikać z rosnącego zaufania do kupowania w sieci – co czwarty respondent uważa, że zakupy online są w pełni bezpieczne.

Bezpieczeństwo transakcji jest również kluczowym aspektem dla e-sklepów, takich jak np. Shop Direct, jednego z największych sprzedawców w Wielkiej Brytanii, obsługującego ponad cztery miliony klientów. Shop Direct oferuje klientom różne formy zapłaty za towary, w tym własną kartę kredytową. Firma wykorzystuje sztuczną inteligencję do scoringu kredytowego w czasie rzeczywistym. Podczas gdy kupujący nabywają interesującą ich rzecz, komputer weryfikuje czy można im udzielić kredytu. Cała operacja przebiega na tyle sprawnie, że nie wstrzymuje klienta na żadnym etapie procesu zakupowego.

Woda, prąd, AI

Dla większości z nas woda w kranie, prąd w gniazdku i ciepło bijące z grzejników są czymś naturalnym. Nie zastanawiamy się, jaki jest proces dystrybucji mediów i w jaki sposób firmom i administracji udaje się zachować ciągły dostęp do tych dóbr. Firma Energias de Portugal, S.A. (EDP), jeden z największych dostawców energii w Portugalii, wykorzystuje sztuczną inteligencję do przewidywania potencjalnych usterek i planowania prac serwisowych, co pozwala zminimalizować ewentualne przerwy w dostawie prądu. EDP używa również AI do określania zapotrzebowania użytkowników, dzięki czemu może bardziej optymalnie dystrybuować posiadane zasoby.

Dzięki aplikacjom takim jak Siri czy Google Assistant, sztuczna inteligencja jest obecna w różnych formach w większości modeli smartfonów. Niemal każdy z nas wie, jak działa asystent głosowy, który może nas poinformować o tym jaka jest pogoda czy wskazać najbardziej optymalną trasę podróży. Warto jednak pamiętać, że w wielu przypadkach sztuczna inteligencja nie jest produktem „samym w sobie” adresowanym do użytkownika końcowego. Częściej stanowi narzędzie umożliwiające świadczenie różnego rodzaju usług szybciej i bardziej efektywnie.

Stopy procentowe pójdą w górę. O ile wzrośnie twoja rata?

Powoli wraca do świadomości Polaków temat zmian stóp procentowych. W tym kontekście mówi się o ich podwyżce. Większość kredytobiorców zadaje sobie pytanie, ile wzrośnie rata kredytu w złotych, w zależności od wzrostu stóp?

Dlaczego wzrosną stopy?

Stopy procentowe rosną, gdy inflacja przyspiesza powyżej celu inflacyjnego. Podnoszenie stóp powoduje, że społeczeństwu bardziej opłaca się oszczędzać, a mniej zadłużać. Ograniczając w ten sposób konsumpcję, ogranicza się również wzrost cen. – W Polsce nie mamy jeszcze tej sytuacji, ale szybki wzrost wynagrodzeń, spadek bezrobocia oraz wzrost gospodarczy wskazują, że problem ten może się z czasem ujawniać. Nie bez znaczenia jest też wyraźny wzrost cen ropy naftowej, będącej składową cen towarów, jako koszt transportu. Z drugiej strony trudno nie wspomnieć o naciskach politycznych na nie podnoszenie stóp. Droższy kredyt i lepsze lokaty to mniejsza konsumpcja. Rząd jest zainteresowany wzrostem gospodarczym a nie oszczędnościami obywateli. Dlatego też banki centralne powinny być niezależne, by móc łatwiej bronić się przed presją – tłumaczą analitycy walutowi serwisu Walutomat.pl.

USA podnosi, UE wstrzymuje

Stany Zjednoczone podniosły już 8 razy stawki o 0,25% od minimów po kryzysie z 2008 roku, tym samym osiągając wartość o 0,5% wyższą niż Polska. Z drugiej strony Unia Europejska wciąż nie rozpoczęła procesu podnoszenia stóp procentowych. To właśnie ta dysproporcja powoduje, że kapitał tak chętnie przepływa na drugą stronę oceanu, gdzie może być lokowany z większym zyskiem. W naszym regionie warto zwrócić uwagę, że część państw rozpoczęła już proces podnoszenia stóp. Czesi podnieśli od drugiej połowy 2017 roku stopy procentowe o 1,5%, osiągając ten sam poziom co Polska. Węgrzy z kolei wciąż utrzymują rekordowo niską stawkę 0,9%. Rumunia w tym roku zwiększyła stopy procentowe z 1,75% na 2,5%. Z kolei Bułgarzy, podobnie jak Węgrzy, wciąż utrzymują rekordowo niskie stopy. Wszystkie te kraje natomiast mają mniejsze lub większe problemy z przyspieszającą inflacją.

Wpływ stopy na kredyty i lokaty

Jak zmienią się lokaty i raty kredytów w razie wzrostu stóp procentowych w Polsce? W przypadku lokat sprawa jest prosta: skoro stopy procentowe rosną o 0,25% to i lokaty powinny przeciętnie o tyle samo lepiej być oprocentowane w skali roku. Jest to łatwo policzalne i daje nam co roku złotówkę na każde 400 zł lokaty. Problem zaczyna się z symulowaniem kosztu kredytu, gdzie spłacany jest jeszcze kapitał. Wpływ podwyżek stóp dla kilku przykładowych scenariuszy ilustruje tabela, sporządzona przez analityków Walutomat.pl. Jeśli klient spłaca kredyt w wysokości 350 000, marża wynosi 2%, kredyt udzielony został na 30 lat, a raty kredytowe są równe, z takiego kredytu obecnie rata wynosi 1571,66 zł.

Wysokość stóp procentowych Rata kredytu Różnica względem obecnej stawki
1,5% (obecnie) 1571,66 zł
2,0% 1 670,95 zł 99,30 zł
2,5% 1 773,40 zł 201,74 zł
3,0% 1 878,88 zł 307,22 zł

Analiza Walutomat.pl

Jak widać na każde pół procenta podwyżki stóp procentowych przypada około 100 zł podwyżki raty. Uspokajająco może działać informacja, że nie obniżyliśmy stóp tak mocno jak inne kraje, to może nie będziemy aż tak mocno ich podnosić kiedy w końcu zacznie się cykl podwyżek.

Czego się spodziewać w Polsce?

Dotychczasowe wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej nie pozostawiają złudzeń. Bez wyraźnych dużych zmian w otoczeniu makroekonomicznym, raczej nie zobaczymy podwyżek stóp w najbliższych miesiącach. Pierwsze szacunki mówią o drugiej połowie 2019 roku, ale raczej jego końcu. Tak długo zresztą jak inflacja nie przekroczy celu inflacyjnego wraz z tolerancją 1% nie należy się spodziewać ruchów w tym temacie. Warto przypomnieć, iż dotychczas RPP była znana ze spóźnionych reakcji na zachowanie rynku. Jeżeli ta chęć to niereagowania zbyt szybko, ale obserwowania sytuacji zostanie utrzymana, może się okazać, że pierwsze podwyżki zobaczymy dopiero w 2020 roku.

Warto natomiast już teraz zacząć oswajać się z myślą że w przeciągu roku/dwóch w budżecie gospodarstwa domowego, obciążonym kredytem hipotecznym, trzeba będzie znaleźć miejsce na dodatkowe środki.

Autor: Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Walutomat.pl

Ropa nadal tanieje. Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Ropa naftowa straciła już 25% wartości od szczytów z początku października, pytanie gdzie jest dno tych spadków. Węgrzy utrzymali stopy procentowe na niezmienionym poziomie.

Kolejne spadki na ropie

Wczorajszy dzień to kolejne gwałtowne obsunięcie się cen ropy. Czynniki, które miały podbijać jej cenę do poziomu 80 dolarów tracą na znaczeniu. Surowiec, który jeszcze na początku października kosztował 86 dolarów spadł obecnie do 63. Sankcje na Iran okazały się nieskuteczne, bo wielu dużych importerów otrzymało możliwość dalszych zakupów przez pół roku. Posiedzenia OPEC są delikatnie mówiąc nieskuteczne. Również globalny wzrost popytu, który miał ciągnąć w górę ceny czarnego złota jakoś nie jest tak duży jak sądzono. Wczorajsze spadki zatrzymały dopiero dane o tygodniowej zmianie zapasów paliw, które zamiast rosnąć spadły. Co ciekawe pomimo wyraźnych spadków cen ropy rubel trzyma się wyjątkowo dobrze i nie podąża za czarnym złotem w dół.

Węgrzy znów utrzymali stopy procentowe

Pomimo najwyższej od 2014 roku inflacji Bank Centralny Węgier nie podniósł stóp procentowych. Jest to o tyle dziwna sytuacja, że stopy procentowe są niższe o 0,6% niż w Polsce, a inflacja osiągnęła już 3,8% i jest w wyraźnym trendzie wzrostowym. Z drugiej strony patrząc na to co się dzieje obecnie na rynku ropy naftowej można spodziewać się, że koszty transportu będące ważnym czynnikiem nie będą rosły w najbliższych miesiącach. Należy również pamiętać, że bank centralny Węgier jest pod silnym wpływem partii rządzącej, która nie jest zainteresowana wzrostem stóp procentowych bo może to spowolnić i tak dość wolny wzrost PKB.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prezes KUKE: Brexit i osłabienie liry tureckiej – czy eksport nadal jest bezpieczny?

Wielka Brytania i Turcja to bardzo atrakcyjni – i uznawani za bezpiecznych – partnerzy handlowi Polski. W ostatnich miesiącach jednak sytuacja gospodarczo-polityczna tych krajów uległa dość znaczącej zmianie. Załamanie waluty, galopująca inflacja czy wysokie stopy procentowe jakie ostatnio dotknęły Turcję, czy groźba nadchodzącego „twardego Brexit’u” mogą zachwiać wymianą handlową i stanowić realne zagrożenie dla polskich przedsiębiorców. KUKE oferuje nie tylko klasyczne ubezpieczenia należności, ale także ubezpieczenie od zdarzeń o charakterze tzw. ryzyka politycznego – dzięki temu ani Brexit, ani gwałtowne osłabienie tureckiej liry nie powinny oznaczać zakończenia współpracy handlowej z partnerami z tych krajów, ponieważ to wciąż duże rynki zbytu dla polskich przedsiębiorców.

W 2017 roku do Wielkiej Brytanii wyeksportowaliśmy produkty – głównie maszyny, pojazdy oraz produkty spożywcze – o wartości ponad 56 mld zł, co stanowiło ponad 6% polskiego eksportu ogółem1. Jednocześnie do Turcji wysłaliśmy towary – przede wszystkim: maszyny, pojazdy i chemię – o wartości 12,5 mld zł (1,54% całego eksportu). Turcja jest jednym z najważniejszych rynków wschodzących – poza WNP2, z ponad 80 mln mieszkańców – a więc z dużym potencjałem nabywczym.

Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych
Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych

Wielka Brytania i Turcja to kraje od dawna z powodzeniem eksplorowane przez polskich przedsiębiorców. Rynki te to w sumie około 147 mln osób, potencjalnych konsumentów, gotowych na to by nabywać polskie towary. Niestety wydarzenia ostatnich miesięcy rzucają cień na kondycję gospodarczą tych krajów i reprezentujących ich podmiotów gospodarczych. Już 30 marca 2019 roku – niezależnie od negocjacji – Wielka Brytania wystąpi ze struktur Unii Europejskiej. W przypadku „twardego Brexit’u” z dnia na dzień przedsiębiorcy mogą stanąć przed koniecznością zdobywania nowych certyfikatów, natychmiastowego płacenia akcyzy czy bliżej nieokreślonych ceł, które znacząco mogą podnieść finalną cenę towaru. Jednocześnie pogłębiający się kryzys ekonomiczny w Turcji i słabnąca waluta już teraz negatywnie wpływają na zyski obecnych na rynku tureckim spółek” – mówi Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

Osłabienie tureckiej liry – w pewnym momencie o blisko 20% na przestrzeni zaledwie 3 m-cy – już zaczyna powodować straty ponieważ tureckim firmom coraz ciężej spłacać zaciągnięte – w innej niż własna walucie – zobowiązania. Jednocześnie realna wizja „twardego Brexit’u” również zaczyna zbierać żniwo – społeczeństwo zaczyna szukać oszczędności ze względu na spadek siły nabywczej funta w odniesieniu do produktów sprowadzanych spoza Wielkiej Brytanii. Należy podkreślić, że ponad 70%3 żywności i ponad 40% maszyn w UK pochodzi z importu z krajów UE. To co miało się wydarzyć dopiero po Brexit’cie powoli zaczyna mieć miejsce już teraz. W pierwszym półroczu 2018 r. obserwujemy wzrost upadłości firm o 12,1% w stosunku do analogicznego okresu 2017 roku – w Wielkiej Brytanii – i co za tym idzie wzrost niewypłacalności tamtejszych firm. Lata doświadczeń KUKE wskazują, że przed takimi niespodziewanymi sytuacjami – nawet na znanych rynkach – można się uchronić dzięki ubezpieczeniu należności.

„Przykład włoskiej firmy Astaldi obrazuje, jak problemy poza rodzimym rynkiem mogą mieć negatywny wpływ na spółkę i jej kondycję. Wieloletnie relacje handlowe nie ustaną nagle ze względu na zmieniające się warunki polityczno-gospodarcze, ale dzięki właściwemu zabezpieczeniu pojawiających się ryzyk mogą nadal stanowić interesujący kierunek ekspansji. Chłonność rynków Wielkiej Brytanii i Turcji jest bezapelacyjnie duża. Siła nabywcza społeczeństwa brytyjskiego jest nadal wysoka, a tureckiego pomimo perturbacji wciąż rośnie. Wydarzenia ostatnich miesięcy skłaniają nas wszystkich do bacznego obserwowania wydarzeń. Niezależnie od sytuacji biznes musi się toczyć dalej. Powinien on jednak być prowadzony w jeszcze bardziej przemyślany sposób – koniecznie z wykorzystaniem instrumentów, które zabezpieczą nie tylko przed potencjalnymi opóźnieniami w płatnościach, ale i piętrzącymi się ryzykami bankructwa. Wszystko by niespodziewane sytuacje w kraju, do którego eksportujemy nie rzutowały na prowadzoną działalność firmy w jego macierzystym kraju – dodaje Janusz Władyczakprezes zarządu KUKE S.A.

KUKE zapewnia kompleksową ochronę ubezpieczeniową dostosowaną do działalności na rynkach podwyższonego ryzyka. Ubezpieczenie chroni przed niewypłacalnością kontrahentów, czy opóźnieniami w regulowaniu zobowiązań będących wynikiem nie tylko złej kondycji finansowej partnera handlowego, ale również nieprzewidzianych zmian w sytuacji gospodarczo-politycznej za granicą.

KUKE oferuje małym i średnim przedsiębiorstwom narzędzia zabezpieczające prowadzoną działalność, bo zaplanowana i zabezpieczona ekspansja zagraniczna jest motorem wzrostu – a nie zagrożeniem dla prowadzonej działalności. Ubezpieczenie ryzyka politycznego jest możliwe zarówno w ubezpieczeniach krótko-, jak i średnio- oraz długoterminowych dzięki czemu prowadzenie biznesu nawet na rynku o podwyższonym ryzyku, nie zachwieje działalnością firmy i pomoże uzyskać przewagę konkurencyjną..


1 Mapa rynków eksportowych KUKE http://www.mapa.kuke.com.pl/wielka-brytania.html

2 Mapa rynków eksportowych KUKE http://www.mapa.kuke.com.pl/turcja.html

3 https://www.rp.pl/Przemysl-spozywczy/301229927-Brexit-uderzy-w-mieso-i-slodycze.html

Firmy ubezpieczeniowe cyfryzują obsługę klienta

Ubezpieczyciele na coraz większą skalę wdrażają rozwiązania usprawniające proces obsługi klientów. Firmy z tego sektora inwestują nie tylko w nowe technologie, ale także w know how umożliwiające optymalizację działalności operacyjnej, m.in. w obszarze przepływu informacji.

W dobie rosnącej konkurencji i coraz większej świadomości konsumentów inwestowanie w rozwiązania usprawniające proces obsługi klienta w firmach ubezpieczeniowych jest koniecznością. Skuteczne wdrażanie takich działań wymaga jednoczesnej optymalizacji operacji wewnętrznych. Jak pokazuje raport „Cyfryzacja sektora ubezpieczeń w Polsce” przygotowanego przez Accenture we współpracy z PIU[1] blisko 50 proc. firm ubezpieczeniowych szacuje, że w ich organizacjach obszar back office nie nadąża za front office.

Konrad Rochalski prezes zarządu ArchiDoc
Konrad Rochalski – prezes zarządu ArchiDoc

Integracja procesów front, middle i back office to kierunek, w którym w ciągu najbliższych lat będzie podążał cały rynek. Połączenie funkcji dotychczas realizowanych przez różne działy i zespoły zapewnia efektywniejsze wykorzystanie zasobów, usprawnienie komunikacji z osobami ubezpieczonymi oraz optymalizację kosztów – mówi Konrad Rochalski, prezes zarządu ArchiDoc i Voice Contact Center z Grupy OEX.

Sprawny dostęp do dokumentów i danych ma bezpośredni wpływ na jakość procesu obsługi klienta. Firmy ubezpieczeniowe wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów wdrażają innowacje technologiczne i wprowadzają nowe kanały kontaktu. Coraz popularniejsze stają się aplikacje mobilne, wirtualni asystenci czy wdrażanie narzędzi automatyzujących proces likwidacji szkody, np. dzięki wykorzystaniu technologii rozpoznawania obrazu. W tym procesie kluczowa staje się sprawna integracja danych z wielu źródeł, zarówno elektronicznych (smartfon, e-mail, social media, chat), jak i analogowych (telefon, wizyta w placówce, dokumentacja papierowa).

Digitalizacja i automatyzacja procesów pozwala istotnie skrócić czas dotarcia do informacji i optymalizuje proces przetwarzania i analizy danych. Tym samym przekłada się zarówno na sprawniejsze załatwienie sprawy przez klienta, jak i wymierną redukcję kosztów firmy ubezpieczeniowej – mówi Dagmara Sender, dyrektor sprzedaży rozwiązań dla sektora finansowego i ubezpieczeniowego w ArchiDoc.

Czas realizacji spraw to jeden z kluczowych czynników wpływających na ocenę jakości obsługi i lojalność klientów instytucji ubezpieczeniowych. Potwierdzają to firmy, które zostały uznane za najbardziej przyjazne klientom.

Jakość obsługi klientów to w naszej firmie jeden z kluczowych obszarów, który systematycznie rozwijamy i usprawniamy. W ostatnich latach ze szczególną atencją zwracamy się w kierunku rozwiązań skracających czas procesowania zgłoszeń, co w efekcie przekłada się na wzrost satysfakcji klienta z naszych usług – mówi Marcin Książek, Kierownik ds. Administracji w firmie Gothaer, która jest laureatem m.in. nagrody Gwiazdy Jakości Obsługi 2018.

W celu usprawnienia obiegu informacji firmy ubezpieczeniowe decydują się m.in. na digitalizację dokumentów i tworzenie eTeczek, wdrożenie narzędzi workflow, robotyzację np. w obsłudze świadczeń czy optymalizację pracy kancelarii. Coraz popularniejsza jest także automatyczna weryfikacja dokumentów polisowych. Ubezpieczyciele mają także możliwość skorzystania z kompleksowych rozwiązań integrujących obsługę klienta z obszarem middle i back office, np. w przypadku likwidacji szkód.

Większość dużych ubezpieczycieli działających na polskim rynku korzysta z zewnętrznych usług wspierających procesy biznesowe. ArchiDoc obsługuje blisko 40 proc. firm z tego sektora, w tym 8 z 10 największych graczy  – dodaje Dagmara Sender.

Konieczności optymalizacji obszaru obiegu informacji sprzyja dyrektywa o dystrybucji ubezpieczeń (IDD) oraz RODO. Obie regulacje wpłynęły na znaczący wzrost ilości tworzonej dokumentacji klienckiej.

Wdrożenie IDD oraz optymalizacja procesów back office związanych z obsługą klientów wpływa na jakość i czas procesowania spraw. Jednocześnie zwiększa bezpieczeństwo danych i dokumentów przetwarzanych przez firmy ubezpieczeniowe.

[1] Źródło: piu.org.pl, 11.2018

eBay: Podczas Black Friday polskie towary wybierane co 5 sekund

Polscy przedsiębiorcy wiedzą jak wykorzystać efekty wzmożonego ruchu zakupowego podczas Black Friday i zwiększają wysyłkę towarów za granicę. Jak wynika z danych eBay, eksport towarów przez polskich dostawców, podczas Black Friday 2017, wzrósł w kluczowych sezonowych kategoriach o ponad 20% r/r, a produkty polskich sprzedawców były wybierane i eksportowane średnio co 5 sekund. Wartość ta robi tym większe wrażenie, że wynika z realizacji zamówień dla klientów na najbardziej konkurencyjnych zachodnich rynkach.

eBay polscy przedsiębiorcy eksport - infografikaPrzedświąteczny Black Friday to czas, kiedy klienci masowo ruszają na zakupy, a handlowcy mają okazję do znacznego zwiększenia obrotów. To właśnie wtedy, konsumenci poszukują nie tylko prezentów pod choinkę, ale często realizują decyzje zakupowe, które planowali cały rok czekając na najlepszą cenę upatrzonego produktu. Polscy przedsiębiorcy działający na eBay z sukcesem wykorzystali możliwość dotarcia do zagranicznych odbiorców podczas Black Friday i w ostatnich latach istotnie zwiększyli eksport do Niemiec, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Włoch oraz Francji. Podczas wyprzedaży Black Friday w 2017 r, towary od polskich dostawców były wybierane i eksportowane średnio co 5 sekund. Wśród produktów najczęściej wybieranych przez zagranicznych klientów znajdowały się m.in. części samochodowe, artykuły do domu i ogrodu, produkty służące do majsterkowania, a także sprzęt elektroniczny oraz ubrania.

Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay
Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay

W przedświątecznym okresie zapewniamy polskim przedsiębiorcom dostęp do globalnego rynku, z którego korzysta około 177 milionów potencjalnych klientów. Z roku na rok, Polacy zwiększają obroty i radzą sobie coraz lepiej. Już teraz ponad 33% polskich sprzedawców eksportuje na cztery lub więcej kontynentów, a wzrost eksportu produktów z kluczowych sezonowych kategorii, w okresie Black Friday 2017 roku, odnotowano na poziomie ponad 20% r/r w. Na uwagę zasługuje także fakt, że do sukcesu polskich przedsiębiorców przyczyniają się klienci na zachodnich rynkach, gdzie konkurencja jest naprawę silna mówi Małgorzata Gliszczyńska, dyrektor zarządzająca na Polskę i Europę Centralną w eBay.

Przygotowania do Black Friday i Cyber Monday sprzedawcy zaczynają już na kilka tygodni przed samymi wyprzedażami. Korzystając z narzędzi, które udostępnia eBay, przeprowadzają dogłębną analizę preferencji klientów na podstawie danych sprzedażowych. Wzrost eksportu na zachodnie rynki pokazuje, że polscy przedsiębiorcy coraz lepiej trafiają w gusta zagranicznych klientów.

Co eBay przygotował dla polskich klientów

Black Friday zdobywa coraz większe znaczenie w zakupowym kalendarzu Polaków. Szacuje się, że w tegorocznej akcji wyprzedażowej, 19-28 listopada, weźmie udział aż 6,7 milionów rodaków[1], a łączna suma ich wydatków przekroczy kwotę 2,3 miliarda złotych[2]. W dniach wyprzedaży, na eBay będzie dostępna specjalna oferta tysięcy produktów poniżej 49 zł, a darmowa dostawa nie będzie wiązała się koniecznością wykupienia abonamentu.

[1] Badanie online przeprowadzone przez Kantar TNS na zlecenia eBay w dniach 11-15 października 2018 r. na próbie 1034 Polaków w wieku od 16 do 54 lat (38% Polaków, którzy słyszeli o Black Friday/Cyber Monday i którzy planują zakupy podczas tegorocznych wyprzedaży).

[2] Badanie Kantar TNS 2018.

Wyrok sądu: Opłaty licencyjne w kosztach uzyskania przychodów

Nawet działania przynoszące straty mogą być uzasadnione celem gospodarczym oraz współgrać z dążeniem przedsiębiorcy do osiągania przychodów i zwiększania zysków – stwierdził w wyroku z 5 września 2018 r. WSA w Gliwicach (sygn. akt I SA/Gl 706/18). Sąd uchylił decyzję urzędu celno-skarbowego odmawiającą zakwalifikowania do kosztów uzyskania przychodów opłaty licencyjnej, ponoszonej przez podmiot powiązany w związku z produkcją i sprzedażą dokonywaną wewnątrz tej samej grupy kapitałowej.

Zamiast nadpłaty zobowiązanie do zapłaty

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Spółka prowadząca działalność gospodarczą w branży motoryzacyjnej funkcjonowała na rynku w strukturze grupy kapitałowej. W procesie produkcji części samochodowych wykorzystywała w ramach licencji nabytej od innego podmiotu należącego do grupy, mającego siedzibę w USA, wiedzę technologiczną oraz znaki towarowe. W zamian za korzystanie z tych aktywów niematerialnych uiszczała na rzecz amerykańskiej firmy opłatę licencyjną. W grudniu 2016 r. zwróciła się do Urzędu Skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w podatku dochodowym od osób prawnych za 2012 r. z tytułu jej ponoszenia.

Urząd celno-skarbowy prowadzący kontrolę celno-skarbową w zakresie rzetelności deklarowanych podstaw opodatkowania oraz prawidłowości obliczania i wpłacania podatku dochodowego od osób prawnych przekształcił tę kontrolę w postępowanie podatkowe. W jego wyniku, zamiast nadpłaty, określił spółce zobowiązanie w podatku CIT za 2012 r.

Brak racjonalnego związku opłaty licencyjnej z przychodami

Organowi nie spodobało się, że aż 91% sprzedawanych przez spółkę produktów trafiało do dystrybuujących je dalej podmiotów powiązanych. Miało to bowiem ogromny wpływ na wysokość uiszczanej przez spółkę opłaty licencyjnej, która zgodnie z zawartą z licencjodawcą umową uzależniona była właśnie od wartości sprzedaży. Zdaniem urzędu celno-skarbowego w tej sytuacji wydatki z tytułu opłaty licencyjnej nie miały racjonalnego związku z przychodami: „(…)o ile posługiwanie się znakiem towarowym oraz określoną technologią ma znaczenie w kontaktach biznesowych z podmiotami zewnętrznymi, to sprzedaż produktu spółce powiązanej pozostaje bez znaczenia dla uzyskiwanego przychodu” (I SA/Gl 706/18). Organ zarzucał spółce, że jest jedynie tzw. producentem kontraktowym, mającym zapewniony zbyt w wyniku realizacji zaleceń oraz dzięki globalnemu zarządzaniu produkcją przez dominujący podmiot z USA.

Realizacja produkcji możliwa dzięki licencji

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach przyznał rację spółce. Nie zgodził się z twierdzeniem organu, że jest ona niesamodzielnym przedsiębiorcą wykonującym tylko zalecenia dominującego podmiotu. Wskazał bowiem, że spółka, oprócz funkcji produkcyjnej, pełni również funkcje: zaopatrzeniową, magazynową, logistyczną, sprzedażową i administracyjną. Ponosi więc pełne ryzyko prowadzonej działalności gospodarczej – ryzyko wahań rynkowych, ryzyko odpowiedzialności za produkt czy ryzyko utraty płynności finansowej.

Sąd potwierdził stanowisko spółki, że w modelu biznesowym, w którym prowadzi działalność, realizacja produkcji możliwa jest tylko dzięki wykorzystaniu wiedzy technologicznej i znaków towarowych, bo tego wymagają od niej nabywcy wytwarzanego przez nią produktu. Bez tych niematerialnych aktywów przedsiębiorstwo zostałoby zmuszone do przerwania działalności produkcyjnej. Bowiem tylko spełnienie przez nie określonych standardów, możliwych do zachowania dzięki wiedzy technologicznej i identyfikowanych marką poprzez wykorzystywane znaki towarowe, pozwala mu dokonywać sprzedaży i zachować określony stopień przewagi nad konkurencją. Oczywiście spółka mogłaby nie ponosić wydatków tytułem opłaty licencyjnej za udostępnienie jej tej wiedzy, ale wówczas naraziłaby się na długotrwały i niegwarantujący powodzenia proces wypracowania własnej pozycji na rynku.

Osiągnięcie, zachowanie i zabezpieczenie źródła przychodów

W ocenie WSA w świetle powyższego bez znaczenia pozostaje, czy spółka sprzeda produkt podmiotowi powiązanemu, czy pozostającemu poza grupą kapitałową. Końcowy odbiorca produktu spółki sięga po niego właśnie lub między innymi z uwagi na jakość i markę, a te dają niematerialne wartości technologiczne i marketingowe, udostępniane spółce w zamian za opłacaną licencję. Dlatego też koszty licencji przedsiębiorca ma prawo zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów, gdyż spełniają one przesłanki zawarte w art. 15 ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. 1992 nr 21, poz. 86 ze zm.). Spółka ponosi je bowiem zarówno w celu osiągnięcia, zachowania, jak i zabezpieczenia źródła przychodów.

Sąd podzielił w tej kwestii zdanie wyrażone w wyroku z 7 marca 2018 r. przez WSA w Krakowie: „Gdyby podatnik działań takich nie podejmował, mógłby nie sprostać konkurencji, a prowadzona przez niego działalność mogłaby stać się nierentowna. Tym samym zagrożone byłoby źródło przychodów, jakim jest prowadzenie działalności gospodarczej w jej całokształcie” (sygn. akt I SA/Kr 45/18).

Fiskus „żyje” dzięki podatnikom i ich racjonalnym działaniom

Rozstrzygnięcie WSA w Gliwicach zwraca fiskusowi uwagę na ważną kwestię. Choć jego organy dążą do maksymalizacji poboru danin podatkowych, to w swej gorliwości zapominają o bardzo ważnej zależności. To nie one są specjalistami w branżach, w których funkcjonują i prowadzą swoją działalność podatnicy. Główną ideą i celem prowadzenia działalności gospodarczej jest osiąganie rentowności, a następnie maksymalizacja zysków. A to właśnie większe zyski, podlegając opodatkowaniu, zapewniają większe wpływy do kasy fiskusa.

„Zasady dotyczące kosztów uzyskania przychodów mają w założeniu uwzględnić istotę i cel prowadzenia działalności gospodarczej, także specyfikę tej działalności, premiując wydatki służące jej rozwojowi i generowaniu przychodów. Stąd nawet takie rodzaje działań, które doraźnie powodują jedynie wydatki lub wręcz straty mogą być elementem strategii gospodarczej i nie muszą stać w sprzeczności z działaniami w celu osiągnięcia przychodów, gdy w dalszej perspektywie mają służyć zwiększaniu zysków podmiotu gospodarczego. Cel fiskalny realizuje się wówczas w podatku należnym od zysku wypracowanego na skutek takich właśnie racjonalnych działań podatnika” (I SA/Gl 706/18).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

eAgronom zebrał od inwestorów 4 mln zł

Założony w Tartu (Estonia), eAgronom zapewnia rolnikom dostęp do intuicyjnej platformy cyfrowej, która znacznie ułatwia codzienne zarządzanie gospodarstwem rolnym. W październiku tego roku, firma zebrała rundę inwestycyjną w wysokości 4 milionów złotych. Wśród inwestorów znaleźli się: polski fundusz Black Pearls VC, estoński Trind Ventures i United Angels VC, brytyjski TMT Investments i aniołowie biznesu, którzy odpowiadają również za sukces znanych firm – estońskich “jednorożców” jak Skype, czy Taxify.

Czym jest eAgronom?

eAgronom aplikacjaeAgronom to mobilne narzędzie, za pośrednictwem którego rolnicy, przy pomocy smartfonu, tabletu lub komputera, mogą w czasie rzeczywistym zarządzać i nadzorować gospodarstwo, jego pracowników oraz pola. Aplikacja jest skierowana do rolników uprawiających zboża i ma na celu umożliwiać elastyczne planowanie i kompleksowe zarządzanie polami. eAgronom pomaga im osiągać korzyści ekonomiczne i zmniejszyć ryzyko pojawienia się strat w uprawach, poprzez odpowiednie planowanie i rotacyjny harmonogram upraw. W Estonii, narzędzie pomaga oszczędzać rolnikom od dziesiątek do setek tysięcy euro rocznie. eAgronom jest już obecny w 9 krajach Europy i jest już wykorzystywany do zarządzania  w sumie ponad 700 000 hektarami upraw (z 50 milionów hektarów łącznej powierzchni w UE).

Założyciele

eAgronomeAgronom został założony przez Robina Saluoksa i Stenvera Jerkku zaledwie 2 lata temu. Mający polskie korzenie Robin Saluoks jest młodym ale doświadczonym przedsiębiorcą – pierwszą firmę (wciąż dobrze prosperującą) założył w wieku 17 lat. Do stworzenia narzędzia eAgronom zainspirowała go praca w gospodarstwie rolnym należącym do jego rodziców. Jednym z pierwszych użytkowników  eAgronom był właśnie Rubert Saluoks – ojciec Robina. Za swój projekt Robin Saluoks otrzymał w 2018 roku estońską nagrodę Young Entrepreneur of the Year, rok wcześniej otrzymał ją Markus Villig – CEO Taxify.

Stenver Jerkku stworzył technologiczne zaplecze programu eAgronom oraz zbudował zespół inżynierów w firmie. Jest absolwentem Wydziału Inżynierii Oprogramowania Uniwersytetu w Tartu na kierunku informatyka. Zanim poświęcił się projektowi eAgronom, Stenver zdobywał swoje doświadczenie w różnych przedsięwzięciach typu startup, włączając w to odnoszący sukcesy startup SaleMove Inc. Był także wykładowcą na Uniwersytecie w Tartu na Wydziale Inżynierii Oprogramowania.

Dodatkowe fundusze chcemy przeznaczyć na rozwój eAgronom, tak aby pomagał rolnikom w podejmowaniu trafniejszych decyzji finansowych i ekologicznych. Środki inwestycyjne wykorzystamy na rozwój funkcji analizy agronomicznej i finansowej naszej platformy, aby pomóc obliczyć, w jaki sposób decyzje rolników wpływają na wyniki finansowe.
-Stenver Jerkku, COO w eAgronom

Polska jest dla nas szczególnym rynkiem ze względu na bardzo dużą powierzchnię rolną, gdzie gospodarstwa są rozdrobnione, co również wpływa na charakter rolnictwa. – dodaje Robin. – Nieustannie zbieramy uwagi od polskich rolników i dostosowujemy nasz program do ich potrzeb. Staramy się pozytywnie wpłynąć na ich pracę, zmniejszając koszty, obciążenie oraz stres. -Robin Suloks, CEO w eAgronom

Runda inwestycyjna

Fundusz Black Pearls VC zainwestował (w ramach programu BRIdge Alfa NCBiR) w eAgronom 1 milion złotych wraz z dwoma estońskimi VC: Trind Ventures i United Angels VC, a także brytyjskim TMT Investments i aniołami biznesu: Ragnarem Sass (współzałożyciel Pipedrive, CEO LIFT99), Andrusem Purde (Pipedrive CMO, Taxify i inwestor w Qualitista), Martinem Tajur (designer w  Skype, współzałożyciel Pipedrive), Andresem Kull (inwestor i pracownik Ex-VitalFields) i Aivar Berzin (założyciel Vestman).
Ze strony Black Pearls VC w transakcję inwestycyjną zaangażowani byli Marcin P. Kowalik (Partner Zarządzający) i Aleksander Dobrzyniecki (Investment Manager).

Marcin P. Kowalik, Partner Zarządzający w Black Pearls VC
Marcin P. Kowalik, Partner Zarządzający w Black Pearls VC

eAgronom to kolejny ruch funduszu w  kierunku budowania pozycji w ekosystemie Regionu Morza Bałtyckiego. Podziwiamy świeże spojrzenie zespołu na sektor rolnictwa i jego potrzeby. Rynek oprogramowania do zarządzania rolnictwem rozwija się bardzo dynamicznie. To doskonały moment na zaoferowanie kompleksowych i dobrze zaprojektowanych rozwiązań stworzonych przez ludzi, którzy tak dobrze znają branżę. -Marcin P. Kowalik, Partner Zarządzający w Black Pearls VC

Ile zespołów startupowych ma swoje własne pole? Dosłownie – własną ziemię, uprawa której daje im pojęcie, co naprawdę oznacza rolnictwo? Cały zespół eAgronom to pasjonaci tematu, a to ma ogromne znaczenie dla rozwoju firmy i produktu. O potencjale projektu świadczy również to, że eAgronom z powodzeniem uzyskał pół miliona Euro inwestycji od własnych użytkowników! To powinno być inspirujące dla wszystkich założycieli i jest też jasną wskazówką dla inwestorów. -Ragnar Sass, współzałożyciel Pipedrive i CEO w LIFT99

Black Pearls VC jest firmą venture capital zarządzającą funduszami typu early stage. Fundusz pomaga najlepszym przedsiębiorcom i naukowcom w budowaniu firm o globalnym zasięgu, wspierając rozwój ich innowacyjnych projektów m.in. z zakresu deep tech i enterprise software. Od 2016 roku Black Pearls VC jest członkiem organizacji Invest Europe, uczestniczy także w Kauffman Fellows programie edukacyjnym dla menedżerów VC. Inwestycje w 2018 roku: Insly, Deep.BI, eAgronom

Leasing samochodów w Polsce – jakie są trendy, kto straci na zmianach w prawie

Już 1 stycznia 2019 roku wejdą w życie nowe przepisy dotyczące rozliczania kosztów leasingu samochodów w działalności gospodarczej. Stracą na nich przede wszystkim przedsiębiorcy, którzy zdecydują się na leasing samochodów o wartości przekraczającej 150 tysięcy złotych (kwota netto + VAT niepodlegający odliczeniu). Dla osób zainteresowanych leasingiem aut nieprzekraczających tej ceny, nowe przepisy nie przewidują zmian w rozliczeniu rat. Według danych serwisu Oferteo.pl jest to znaczna większość leasingobiorców, ponieważ najczęściej poszukują oni samochodu o wartości do 100 tysięcy złotych.

Kto straci, kto zyska?

W praktyce zmiany w ustawie oznaczają, że dla samochodów do wartości 150 tysięcy złotych będzie można rozliczyć w kosztach prowadzenia działalności całą wartość zapłaconych rat leasingowych. Natomiast dla samochodów o większej wartości, uznawanych za luksusowe, raty leasingu można będzie rozliczyć wyłącznie w wysokości wynikającej z proporcji, w jakiej kwota 150 tysięcy pozostaje do wartości samochodu. Do tej pory przepisy nie ograniczały wartości rat, jakie mogą być ujmowana w kosztach uzyskania przychodów – mówi Piotr Juszczyk, doradca podatkowy inFakt. –   Przedsiębiorcy, których interesują droższe auta, mogą więc rozważyć podpisanie umowy leasingowej jeszcze w tym roku. Dzięki temu będą mogli rozliczać raty na starych zasadach.

Tymczasem według analizy serwisu Oferteo.pl, łączącego leasingobiorców z firmami leasingowymi, przedsiębiorcy najczęściej poszukują samochodów o wartości nieprzekraczającej 100 tysięcy złotych (76%). Pojazdu o wartości od powyżej 100 tysięcy do 200 tysięcy poszukiwało 20%, a jeszcze droższych – jedynie 4% badanych. Aż 94% badanych poszukiwało jednego samochodu, pozostali – dwóch lub więcej.

Wkład własny do 20%, okres leasingowania powyżej 3 lat

Wysokość wkładu własnegoUżytkownicy Oferteo.pl najczęściej deklarowali, że są w stanie wnieść maksymalnie do 20% wkładu własnego – wskazało tak trzy czwarte spośród nich. Dla 14% możliwą kwotą wkładu własnego było 21-35% wartości samochodu, a 4% badanych było gotowych wnieść powyżej 35%. Pozostali potrzebowali doradztwa wyspecjalizowanych firm przed podjęciem decyzji.

Leasingobiorcy najczęściej poszukiwali oferty, która pozwoli im na spłatę rat w czasie dłuższym niż trzy lata (61% badanych). Na krótszy okres spłaty był zdecydowany co trzeci badany, a 6% potrzebowało jeszcze porady.

Nowy czy używany?

Jaka jest wartość pojazduWśród użytkowników Oferteo.pl większą popularnością cieszyły się samochody używane, którymi zainteresowanych było 57% przedsiębiorców.

Zainteresowani leasingowaniem nowego auta najczęściej poszukiwali pojazdu o wartości do 100 tysięcy złotych, a używanego – do 50 tys. złotych.

Przedsiębiorcy chcą oferty „na już”

Połowa użytkowników Oferteo.pl poszukuje oferty leasingu, z której mogłaby skorzystać od razu. – To bardzo ważne zwłaszcza teraz, pod koniec roku – wskazuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Dotyczy to przede wszystkim tych, którzy są zainteresowani leasingiem droższych samochodów, ponieważ  zawierając umowę do końca 2018 roku, będą mogli rozliczać je na starych zasadach. Poza tym warto skorzystać z doradztwa wyspecjalizowanych firm, które podpowiedzą, jaka forma leasingowania będzie dla przedsiębiorcy najkorzystniejsza. Z tym również warto się pospieszyć, ponieważ obecnie takie firmy mogą dostawać wiele zapytań.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 7600 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl przez podmioty poszukujące leasingu samochodu.

Deloitte: Polska rodzina na święta wyda średnio 1 170 zł

Święta Bożego Narodzenia to dla Polaków wyjątkowy, spędzony z rodziną i przyjaciółmi czas, na którym oszczędzać nie zamierzają. Jak pokazuje dwudziesta pierwsza edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2018”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku na prezenty, żywność oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy przeznaczyć średnio 1 168 zł, czyli o 6 proc. więcej niż wydaliśmy rok temu. To najwyższy wzrost spośród analizowanych krajów. Najbardziej spodziewanym prezentem są kosmetyki i perfumy, natomiast swoim bliskim najchętniej podarujemy książkę. Z roku na rok rośnie znaczenie zakupów internetowych. Aż 44 proc. pieniędzy przeznaczonych na prezenty pozostawimy w sklepach online.                                  

Polacy deklarują, że na bożonarodzeniowe prezenty, żywność oraz spotkania z najbliższymi przeznaczą średnio 1 168 zł (272 euro). Jest to więcej niż wydali w 2017 roku, kiedy koszt ten wyniósł 1 104 zł (257 euro). – Ten sześcioprocentowy wzrost jest najwyższym w analizowanych krajach. Podobny wynik zanotowała Rosja. Największym budżetem na świąteczne wydatki dysponują jednak Brytyjczycy z 587 euro i Hiszpanie z blisko 495 euro. W porównaniu tym należy brać pod uwagę sytuację ekonomiczną i siłę nabywczą w danym kraju – mówi Wojciech Górniak, Dyrektor, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Deloitte.

Średnia dla wszystkich ankietowanych państw wyniosła 377,4 euro. W tym roku Polacy deklarują, że na prezenty przeznaczą nieco więcej niż na żywność. Pierwsza kategoria pochłonie 45 proc. (532 zł) bożonarodzeniowego budżetu, druga 44 proc. (511 zł), natomiast na spotkania towarzyskie planują przeznaczyć 11 proc. (125 zł). Na tle Europy Polacy byli najbardziej skłonni przekroczyć założony na wydatki świąteczne budżet – 53 proc. przyznaje, że w 2017 roku wydało więcej o ponad 200 zł niż zakładał pierwotny budżet (średnia dla analizowanych krajów to 32 proc.). Dużą dyscypliną w zarządzaniu świątecznym budżetem wykazali się Austriacy, Rosjanie i Brytyjczycy.

Polacy, drugi rok z rzędu, pozytywnie oceniają obecną sytuację gospodarczą. Są pod tym względem największymi optymistami w Europie. Aż 34 proc. z nich uważa obecny stan gospodarki za zadowalający. Średnia dla wszystkich analizowanych krajów wynosi 23 proc. Pod tym względem dorównują nam tylko Portugalczycy (32 proc.). Zdaniem ekspertów Deloitte optymizm ten wynika przede wszystkim z tego, że w ocenie Polaków mają oni coraz większe możliwości finansowe. Ponad jedna czwarta ankietowanych (28 proc.) deklaruje, że w tym roku dysponuje większym budżetem na konsumpcję. To najwyższy wynik wśród  badanych krajów. Co ciekawe, choć wysoki wskaźnik optymizmu w ocenie przyszłorocznej sytuacji gospodarczej także plasuje Polaków na podium, to zwiększa się odsetek pesymistów. Ponad jedna trzecia (35 proc.) respondentów obawia się złej sytuacji gospodarczej. Takie obawy mają przede wszystkim osoby w wieku 55+ oraz najlepiej zarabiający.

Prezenty last minute

Jaki prezent spodziewamy się zobaczyć pod choinką? W tym roku, podobnie jak w poprzednich latach, są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy. Na podium znalazły się również słodycze i książki. Rok wcześniej kolejność pomiędzy tymi dwiema kategoriami była odwrotna. Wśród mieszkańców badanych krajów najpopularniejsze są książki, odzież i obuwie oraz bony zakupowe.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować najbliższych? Podobnie jak w ubiegłym roku, przede wszystkim książkami. Tuż za nimi znalazły się kosmetyki i perfumy oraz słodycze. Wśród upominków kupowanych nastolatkom dominują słodycze, gry komputerowe, książki oraz gotówka. Największy awans w rankingu zanotowały kamery cyfrowe (18 miejsc względem 2017 r.), a największy spadek (o 20 miejsc) dotknął artykuły szkolne. Do najchętniej kupowanych prezentów dla dzieci należały lalki i zabawki pluszowe (38 proc., awans z 4. miejsca), które zastąpiły zeszłorocznego zwycięzcę, czyli zabawki kreatywne i artystyczne (30 proc.). Na drugim miejscu znalazły się zabawki konstrukcyjne (37 proc.), a na trzecim książki (32 proc.).

Tak jak w poprzednich edycjach badania Polacy, wspólnie z Włochami, wiodą prym w kupowaniu prezentów na ostatnią chwilę. W obu krajach w ubiegłym roku 27 proc. respondentów nabywało prezenty w okresie od 15 do 24 grudnia. – Tegoroczne badanie nie przyniosło w tym zakresie większych zmian. Jak co roku postanawiamy co prawda, że prezenty kupimy wcześniej. Taką deklarację złożyła niespełna jedna trzecia ankietowanych. To jednak wciąż niewiele w porównaniu z innymi nacjami – mówi Jan Kisielewski, Dyrektor w dziale strategii marki i badań konsumenckich. Najwcześniej w Europie świąteczne zakupy planują zrobić Austriacy (48 proc.), Brytyjczycy (52 proc.) i Niemcy (55 proc.).

E-commerce rośnie, ale powoli

Inspiracji prezentowych szukamy przede wszystkim w Internecie (49,5 proc.). Pod tym względem wyprzedzają nas jedynie Włosi. Ponad 37 proc. z nas pomysłów szuka również w sklepach tradycyjnych, a nieco ponad jedna czwarta ankietowanych po prostu pyta najbliższych, o to, co chcą otrzymać.

Ci, dla których Internet jest głównym źródłem pomysłów na prezenty, korzystają przede wszystkim z wyszukiwarek (55,3 proc.), stron konkretnych marek (49 proc.) oraz stron z kuponami i ofertami (43,7 proc.).

Mimo, że Internet odgrywa coraz większą rolę w kreowaniu naszych pomysłów bożonarodzeniowych, to niemal 58 proc. z nas po prezenty uda się do sklepów stacjonarnych. Pod tym względem Polacy nie tak łatwo zmieniają swoje przyzwyczajenia. Trzeba jednak zaznaczyć, że to i tak najniższy wynik wśród ankietowanych krajów, dla których średnia wynosi aż 70 proc. – mówi Radosław Pidzik, Starszy Menedżer w zespole strategii cyfrowych i transformacji Deloitte.

Prawie jedna trzecia Polaków zdecyduje się na zakup prezentów w sklepach internetowych, ale takich które mają również oddziały stacjonarne, a jedna czwarta w platformach e-commerce. Co ciekawe, aż 26,6 proc. kupi prezenty za pośrednictwem kanałów mobilnych, co pokazuje, jak dynamicznie rozwija się ten segment rynku. Aż 44 proc. budżetu przeznaczonego na prezenty zostawimy w sklepach internetowych. – W ubiegłym roku było to 42 proc., co oznacza, że z roku na rok coraz więcej Polaków przekonuje się do zakupów w sieci. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z kupnem żywności. Tylko około 11 proc. świątecznego budżetu przeznaczonego na ten cel zostanie wydane w sklepach internetowych. To pokazuje, nie tylko jak wielki potencjał wciąż stoi przed rynkiem e-grocery, ale także jak dużą pracę muszą wykonać sprzedawcy – mówi Wojciech Górniak.

Do zakupów online najbardziej przekonuje nas dowolność pory dnia, w której możemy ich dokonać (82 proc.), jak również możliwość sprawdzenia, co inni konsumenci myślą o danym produkcie (75 proc.). Ważna jest także dostawa do domu (74 proc.) oraz łatwość porównania cen (72 proc.). Z kolei za największą zaletę zakupów tradycyjnych uważamy to, że otrzymujemy produkty bezpośrednio (81 proc.), możliwość uzyskania fachowej porady od sprzedawcy (79 proc.) oraz ochrona danych osobowych (76 proc.).

Informacje o badaniu:
Badanie online przeprowadzono w dniach 27 września – 22 października 2018 roku, wśród blisko 9,2 tys. respondentów w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat. Tegoroczna edycja analizuje dane z dziesięciu krajów europejskich (Austria, Belgia, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Portugalia, Rosja, Hiszpania i Wielka Brytania).

Co drugi Ukrainiec planuje przyjechać do Polski ponownie, ale tylko 10% chce zostać na stałe

Z danych Personnel Service wynika, że 57% Ukraińców, którzy już pracowali w Polsce, zamierza przyjechać do nas po raz kolejny. Większość z nich chciałaby pracować dłużej niż 6 miesięcy. Co piąty najchętniej wydłużyłby ten okres do roku, a co szósty nawet do dwóch lat. Eksperci zwracają jednak uwagę, że w przypadku zdecydowanej większości Ukraińców możemy mówić o emigracji zarobkowej do Polski. Zostać na stałe chciałby co dziesiąty sąsiad ze Wschodu, a zakup mieszkania czy założenie firmy planuje ok. 5%.

Krzysztof Inglot - Work Service
Krzysztof Inglot – Work Service

Pracownicy z Ukrainy nie zmieniają swojego podejścia do przyjazdów do naszego kraju. Traktują je jedynie zarobkowo – aż 3 na 4 chciałoby pracować w Polsce dłużej niż 6 miesięcy, ale osiedlić się w kraju nad Wisłą planuje tylko co dziesiąty zapytany. Biorąc pod uwagę rosnącą konkurencję o kadrę ze Wschodu ze strony Niemiec i naszych południowych sąsiadów, a także niż demograficzny i wyjazdy Polaków, nagląca staje się potrzeba dalszych zmian w polityce migracyjnej. Powinniśmy jak najszybciej podjąć kolejne działania, które zachęcą Ukraińców do przyjazdu i pozostania w Polsce na dłużej – mówi Krzysztof Inglot, prezes zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Pół roku to za mało

Dane Personnel Service wskazują wyraźnie, że zdecydowana większość Ukraińców chciałaby pracować w Polsce dłużej niż 6 miesięcy w ramach uproszczonej procedury zatrudniania. Tak uważa 73,5% respondentów badania „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018”. Co piąty chce zostać w naszym kraju do roku, 16% do dwóch lat, a 15% chętnie mieszkałoby i pracowało w kraju nad Wisłą nawet powyżej 3 lat.

Moi rodacy przyjeżdżają do Polski głównie w ramach uproszczonej procedury zatrudniania lub pozwolenia na pracę sezonową, dzięki którym otrzymują 6 lub 9 miesięcy legalnego pobytu i możliwości pracy. Potem wracają do kraju i ewentualnie po jakimś czasie ponownie przyjeżdżają do Polski. Z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” wynika, że już 4 na 10 pracujących tu osób powtarzało ten cykl dwa lub trzy razy w ciągu ostatnich pięciu lat – mówi Sergii Kravchenko, Zastępca Szefa Państwowej Służby Zatrudnienia Ukrainy.

Eksperci Personnel Service wskazują, że takie wyjazdy i powroty nie są dobrym rozwiązaniem zarówno dla kadry ze Wschodu, jak i polskich przedsiębiorców. Gospodarki europejskie konkurują o Ukraińców i przy okazji poszukiwania kolejnej destynacji zarobkowej taki pracownik może zdecydować się na inną, np. na Niemcy czy Czechy. Z kolei pracodawcy co pół roku tracą pracowników i muszą wdrażać kolejnych.

Mniej Ukraińców chce tu wracać

57% Ukraińców planuje ponowny przyjazd na zarobek do naszego kraju. To wciąż dużo, ale o 5 p.p. mniej niż pół roku temu. Nieznacznie spadła także liczba tych, którzy chcieliby zostać u nas na stałe – wynosi obecnie 10,5% vs. 10,7% w I półroczu 2018. Co ciekawe, nieco więcej sąsiadów ze Wschodu chciałoby zakupić w Polsce mieszkanie – 5,2%, a pół roku temu deklarowało tak tylko 3% zapytanych. Nieruchomość w Polsce ma obecnie niecały 1% Ukraińców, którzy pracowali w Polsce. Przeważająca część naszych wschodnich sąsiadów nie planuje zakładania u nas własnego biznesu. Takie plany zadeklarowało jedynie 4,5% z nich.

– Pod względem wysokości zarobków na razie nie możemy konkurować z Niemcami, dlatego powinniśmy maksymalnie ułatwiać naszym wschodnim sąsiadom pracę i dłuższy pobyt w Polsce. Mamy inne przewagi, które możemy wykorzystać, np. bliskość geograficzną i kulturową – dodaje Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Metodologia badania:

Dane prezentowane w raporcie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2018” zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2018 r.

Umocnienie złotego

Wtorkowa sesja przyniosła umocnienie złotego. Kurs EUR/PLN spadł w okolice 4,3050. Zmiany te zachodziły przy nadal podwyższonej awersji do ryzyka, związanej z kwestiami dot. Brexitu, budżetu Włoch oraz wojny handlowej USA-Chiny. Może to wskazywać na podłoże techniczne ruchu i realizację zysków na euro po dotarciu kursu do blisko 4,34 PLN (październikowego maksimum).

Najwyraźniej skala przeceny PLN, jaka miała miejsce w ostatnich dniach, została uznana za wystarczającą biorąc pod uwagę chociażby lokalne otoczenie makroekonomiczne. Wsparciem dla złotego są też ostatnie komentarze Fed-u, do tej pory przemilczane przez krajowy rynek walutowy, a dot. obaw o globalny wzrost gospodarczy, co zostało odebrane przez globalnych inwestorów jako możliwy „wstęp” do mniej agresywnych podwyżek stóp procentowych w przyszłości i w ostatnich dniach pchnęło notowania euro powyżej 1,145 USD (we wtorek przecena na rynkach akcji lekko osłabiała euro). Choć w kwestiach brexitowych wciąż nie ma przełomu, to wtorkowe poparcie przez prezesa BoE wynegocjowanego porozumienia oraz oficjalne stanowisko Irlandii również wskazujące na brak koniecznych zmian umowy mogły dodatkowo nieco ostudzić nastroje wokół tematu.

W kraju GUS opublikował kolejne mocniejsze od oczekiwanych dane gospodarcze. Pierwszy miesiąc IV kw. przyniósł wyraźną poprawę wyników zarówno w przemyśle, jak i w budownictwie. Produkcja przemysłowa wzrosła w październiku o 7,4% r/r . W gospodarce utrzymuje się wzrost aktywności inwestycyjnej, w szczególności inwestycji samorządów, co potwierdziły wyniki dla produkcji budowlano-montażowej (wzrost o 22,4% r/r). Wysokim odczytom sprzyjał zarówno kalendarz (trzy dni więcej wobec września i jeden wobec października ub.r.), a dodatkowo w przypadku budownictwa bardzo dobre warunki pogodowe. Niemniej, jak zauważają ekonomiści Banku, ze względu na słabnący popyt zagraniczny te solidne październikowe dane nie negują obrazu stopniowego hamowania polskiego przemysłu (widocznego w wynikach PMI, który ustabilizował się w okolicy poziomu neutralnego 50 pkt.).

W tym tygodniu poznamy jeszcze dane sprzedażowe (czwartek), ale nawet jeśli i one zaskoczą pozytywnie (prognoza rynkowa wg TR: 8,1% r/r w październiku wobec 5,6% miesiąc wcześniej) również nie znajdą przełożenia w notowaniach złotego, bowiem na krajowe doniesienia gospodarcze inwestorzy reagują w mniejszym stopniu, ze względu na brak oczekiwań na szybkie zmiany w polityce pieniężnej NBP, zapowiedź których mogłaby dopiero dać silniejszy impuls rynkowi. Stan polskiej gospodarki jest wciąż dobry, na relatywnie niskim poziomie utrzymuje się jednak inflacja. Potwierdzenie stabilnego stanowiska RPP pokaże zapewne czwartkowa publikacja protokołu z jej ostatniego posiedzenia decyzyjnego. Można więc oczekiwać, że do końca tygodnia złoty będzie utrzymywał okolice obecnych poziomów.

Wykres dnia: Wzrost EUR/PLN  (linia niebieska wykresu) z ok. 4,28 do 4,33 to w dużym stopniu „dogonienie” USD/CNY, który po chwilowych spadkach po bardziej optymistycznych słowach D.Trumpa dot. porozumienia z Chinami powrócił w bliskie okolice ostatnich lokalnych szczytów.

Wzrost EUR-PLN
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Złoty zyskuje

Krwawy wtorek na rynku akcji i surowców przywraca wątpliwości o tempo ożywienia globalnej gospodarki, a perspektywa przedziurawionej świętami drugiej części tygodnia potęguje redukcję pozycji w aktywach ryzykownych. Dziś rano sytuacja się stabilizuje, ale wyczuwalny jest brak przekonania inwestorów do kierunku. Na przekór gorszym nastrojom zyskuje złoty.

EUR/PLN wrócił w pobliże 4,30, ale nie ciągnie mnie do wykrzykiwania „A nie mówiłem?!”. Naprawdę nie było fundamentalnego uzasadnienia osłabienia złotego z powodu afery KNF, w rezultacie przecena waluty miała znamiona czysto spekulacyjne. A jednak skala umocnienia złotego budzi mój niepokój, biorąc pod uwagę to, co działo się wczoraj na rynkach zewnętrznych. Pierwsze wytłumaczenie mówi, że wrażliwość złotego na wahania globalnego sentymentu jest niska – ponieważ Polska dla inwestorów zagranicznych jest po prostu nudna, zatem nie napływa tutaj masowo kapitał portfelowy, który miałby pospiesznie uciekać w momentach wzrostu awersji do ryzyka. Złoty może nawet służyć jako lokalna bezpieczna przystań do parkowania kapitału uciekającego np. z Turcji lub Rosji. Ale powód odreagowania złotego może być bardziej ponury. Perturbacje na rynkach finansowych przybrały takie rozmiary, że skłaniają inwestorów spekulacyjnych nie do szukania okazji, ale do ucieczki z pozycji, nawet jeśli te pozycje są zgodne z tradycyjnymi trendami w dobie awersji do ryzyka (np. osłabienie walut rynków wschodzących). Złoty mógł nie zyskać dlatego, bo jego fundamenty są mocne, ale dlatego, że niebezpiecznym stało się utrzymywanie pozycji na jego dalsze osłabienie. Osobiście chciałbym, aby pierwsze wytłumaczenie było słuszne. W przeciwnym wypadku mamy czysty dowód kompletnego braku zaufania inwestorów do trendów rynkowych i dominacja pesymizmu podsycanego niepewnością i brakiem konceptu na handel. Jest możliwe, że wczorajsze zawirowania były spotęgowane ograniczaniem pozycji przed długim weekendem dla amerykańskich inwestorów (choć Europa zwykle w tym okresie także notuje ograniczoną aktywność). Czas pokaże, która teoria znajdzie więcej potwierdzeń, ale na razie roztropnym wydaje się ograniczyć zaangażowanie w handel.

Co mogłoby pomóc w poprawie klimatu inwestycyjnego? Być może kompromis nad włoskim budżetem? Wczoraj różnica w rentownościach między 10-latkami Włoch i Niemiec zrównała się z październikowymi szczytami i musiało to wystraszyć włoskie władze, skoro dziś rano prasa donosi, że minister finansów Tria jest zaniepokojony wzrostem kosztów finansowania, a wicepremier Salvini może być skłonny zatwierdzić niższe wydatki socjalne, by zbliżyć się do celów budżetowych wymaganych przez KE. Refleksja włoskiego rządu przychodzi jednak zbyt późno. Jest niemal pewne (i powszechnie oczekiwane), że Komisja zarządzi dziś otwarcie Procedury Nadmiernego Deficytu dla Włoch, co w najczarniejszym scenariuszu będzie prowadzić do nałożenia sankcji finansowych na kraj. Procedura jest jednak długa i żmudna, a kary w przeszłości nie były egzekwowane, więc w międzyczasie znajdzie się czas na kompromis. Przy ponurym stanie rynków finansowych, nawet iskierka nadziei na zażegnanie konfliktu może wystarczyć, by poprawić sentyment.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Qumak drugim Optimusem? Prawnicy mówią o dużym błędzie fiskusa

Transakcje związane z wymianą udziałów pomiędzy spółkami, w których jest więcej niż kilku wspólników i żaden z nich samodzielnie nie ma większości akcji, będą przez fiskusa podwójnie opodatkowane – od wymiany udziałów oraz od przyszłego zysku ze sprzedaży akcji. To wnioski z indywidualnej interpretacji podatkowej, która została wydana w odpowiedzi na zapytanie udziałowców Euvic w związku z planowaną fuzją z przeżywającym kłopoty na rynku Qumakiem, i w ten sposób ją zablokowała. Jednak zdaniem kancelarii prawnych taka interpretacja przepisów przez fiskusa jest błędna i można ją zaskarżyć.

Prace nad połączeniem obu firm, w wyniku którego miała powstać jedna z największych w Polsce grup IT, trwały od 2017 roku. Na początku 2018 roku ustalono, że wspólnicy Euvic mają objąć akcje serii M Qumaka w zamian za 100 proc. udziałów w Euvic oraz akcje serii N, opłacone gotówkowo, które miały zapewnić kapitał konieczny do restrukturyzacji kosztowej Qumaka, wywiązania się z zaciągniętych zobowiązań, a także prowadzenia i rozwoju działalności. W wyniku tej transakcji wspólnicy Euvic posiadaliby po połączeniu ok. 65-75 proc. Qumaka, stając się faktycznie jego właścicielem, chociaż stroną przejmującą formalnie miał być Qumak.

Szczegółowa liczba akcji, których miała dotyczyć nowa emisja, została określona podczas Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Qumak we wrześniu 2018 roku. Zdecydowano wówczas o emisji 35 milionów akcji serii M w trybie subskrypcji prywatnej oraz 199 747 344 akcji serii N. Akcje serii N miały zostać objęte w zamian za wkład niepieniężny w postaci 100% udziałów w kapitale zakładowym Euvic.

Przyjęta ścieżka fuzji została skonsultowana już wiosną br. z dwoma kancelariami prawnymi specjalizującymi się w prawie podatkowym, tak żeby zweryfikować na wcześniejszym etapie, jakie skutki podatkowe może spowodować planowana transakcja. Niezależne opinie z obu kancelarii potwierdzały neutralność podatkową transakcji. Finalnym potwierdzeniem miała być indywidualna interpretacja podatkowa, o którą Euvic wystąpił po tym, jak wszystkie szczegóły szykowanej transakcji, w tym dokładna liczba akcji w nowej emisji, były już znane. Dlaczego nie wcześniej? Bo w innym przypadku indywidualna interpretacja podatkowa w żaden sposób nie chroniłaby wnioskodawcy

Kłopotliwa konkretność opisu przyszłych zdarzeń w indywidualnej interpretacji podatkowej

Indywidualna interpretacja podatkowa w założeniu ma pozwalać podatnikom na wyeliminowanie lub przynajmniej ograniczenie ryzyka podatkowego podejmowanych działań. Interpretacja wywołuje jednak skutki prawnopodatkowe tylko wtedy, gdy rzeczywisty stan faktyczny sprawy będącej przedmiotem interpretacji będzie się w pełni pokrywał z opisem przyszłego zdarzenia podanym przez wnioskodawcę w złożonym wniosku. W przypadku zmiany któregokolwiek elementu przedstawionego we wniosku opisu sprawy, udzielona odpowiedź traci swoją aktualność i przekreśla wartość ochronną indywidualnej interpretacji. Dotyczy to także takich szczegółów, jak np. liczba akcji, które mają być przedmiotem transakcji, czy też treść uchwały podjętej na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, w wyniku której planowana emisja miała dojść do skutku.

W przypadku fuzji Euvica z Qumakiem określenie tego stanu faktycznego było możliwe dopiero po zakończeniu negocjacji między akcjonariuszami Qumaka oraz wspólnikami Euvic, a także po dokładnym określeniu parytetu podziału akcji. Stało się to dopiero pod koniec czerwca 2018 roku, a wniosek o indywidualną interpretację podatkową został złożony 12 lipca 2018 rok.

Wcześniejsze wystąpienie o wiążącą indywidualną interpretację podatkową miało niewielki sens biorąc pod uwagę, że interpretacja nie zawierająca pełnych danych przyszłego zdarzenia nie miałaby formalnie żadnej wartości.

Zadecydowało jedno słowo

W zadanym pytaniu Euvic stał na stanowisku, że przydzielenie i objęcie akcji serii N Qumaka nie powoduje powstania u wspólników Euvic obowiązku podatkowego w podatku dochodowym od osób prawnych argumentując, że jest to neutralna podatkowo wymiana udziałów, zgodnie z uregulowaniami w art. 12 ust. 4d i art. 12 ust. 11 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (updop).

Dodatkowo Euvic stał na stanowisku, że do kosztów uzyskania przychodów w tej transakcji będą się zaliczały wydatki poniesione na nabycie udziałów w Euvic, bez względu czy nabycie udziałów w Euvic nastąpiło w zamian za wkład pieniężny, niepieniężny czy zorganizowaną część przedsiębiorstwa. Firma twierdziła tak na podstawie przepisu art. 16 ust. 1 pkt 8d updop, zgodnie z którym nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wydatków poniesionych przez wspólnika na nabycie lub objęcie udziałów (akcji) przekazywanych spółce nabywającej w drodze wymiany udziałów.

W odpowiedzi na pierwsze pytanie, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej zajął stanowisko, że planowana transakcja nie spełni warunków wymiany udziałów neutralnej podatkowo ze względu na to, że w Euvic jest więcej niż jeden wspólnik. US zastosował taką interpretację na podstawie zmiany wprowadzonej ustawą z dnia 29 sierpnia 2014 roku o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw. Wprowadzono wtedy w art. 12 ust. 4d określenie „wspólnika” w liczbie pojedynczej, zastępując dotychczasowe wyrażenie „wspólników” w liczbie mnogiej.

„Przepis ten wyraźnie wskazuje, że neutralna podatkowo wymiana udziałów ma miejsce w przypadku nabycia od pojedynczego wspólnika innej spółki udziałów (akcji) tej spółki, jeżeli w wyniku nabycia od tego wspólnika spółka nabywająca uzyska bezwzględną większość praw głosu w spółce, której udziały (akcje) są nabywane, albo posiadając bezwzględną większość praw głosu w innej spółce, zwiększa ilość udziałów (akcji) w tej spółce” – możemy przeczytać w indywidualnej interpretacji wydanej dla Euvic.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej uznał także, że względu na to, że opisana we wniosku transakcja nie może zostać uznana za neutralną podatkowo transakcję wymiany udziałów, nie będzie miał zastosowania wskazany przez Euvic przepis art. 16 ust. 1 pkt 8d updop, zgodnie z którym nie uważa się za koszty uzyskania przychodów wydatków poniesionych przez wspólnika na nabycie lub objęcie udziałów (akcji) przekazywanych spółce nabywającej w drodze wymiany udziałów.

W praktyce oznacza to, że według otrzymanych interpretacji fiskusa transakcja byłaby opodatkowana podwójnie, a wysokość podatku dla udziałowców Euvic mogłaby sięgnąć nawet 38 mln zł, co przekreśliło fuzję Qumaka z Euvic w powyżej opisanym scenariuszu.

Lekarstwo potrafi zabijać

dr Jacek Drosik
dr Jacek Drosik. adwokat, doradca podatkowy w Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Ślązak Zapiór i Wspólnicy

„Stanowisko Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej co do obydwu kwestii jest nieprawidłowe.

Sąd ten potwierdził zaprezentowane stanowisko w kolejnym orzeczeniu wyjaśniając, że „(…) art. 24 ust. 8c u.p.d.o.f. dotyczy przypadku nabycia udziałów przez spółkę przejmującą w wyniku transakcji zawieranych z wieloma wspólnikami w okresie nieprzekraczającym 6 miesięcy liczonych począwszy od miesiąca, w którym nastąpiło pierwsze nabycie” (wyrok WSA we Wrocławiu z dnia 4 sierpnia 2017 roku, sygn. akt I SA/Wr 464/17, LEX nr 2347063).

Nie tylko więc judykatura, ale też i Minister Finansów stoją na stanowisku, wedle którego spełnienie warunków dotyczących transakcji wymiany udziałów można oceniać przez pryzmat grupy wspólników, a nie jednego z nich.

Również co do drugiego spornego zagadnienia punktu – dotyczącego kosztów uzyskania przychodów, Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej nie liczy się z poglądami Ministra Finansów. Dyrektor KAS uważa, że do kosztów uzyskania przychodów należy wliczyć jedynie wartość nominalną udziałów, podczas gdy Minister Finansów wcześniej twierdził, że do kosztów zaliczyć można również wartość przeznaczoną na pokrycie podwyższenia kapitału zapasowego (zob. interpretacje indywidualne Ministra Finansów: z dnia 1 kwietnia 2015 roku, znak: IPPB3/423-52/15-2/MC, z dnia 26 marca 2014 roku ILPB3/423-619/13-5/PR, opubl. http://sip.mf.gov.pl/).

Postępowanie Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej jest niezgodne z dyrektywą Rady 2009/133/WE z dnia 19 października 2009 r. w sprawie wspólnego systemu opodatkowania mającego zastosowanie w przypadku łączenia, podziałów, podziałów przez wydzielenie, wnoszenia aktywów i wymiany udziałów dotyczących spółek różnych państw członkowskich oraz przeniesienia statutowej siedziby SE lub SCE z jednego państwa członkowskiego do innego państwa członkowskiego (wersja ujednolicona) (Dz. U. UE. L. z 2009 r. Nr 310, str. 34 z późn. zm.). Z dyrektywy tej wprost wynika, że m.in. wymiana udziałów jest instytucją prawną niezbędną w celu stworzenia we Wspólnocie warunków właściwych dla rynku wewnętrznego i takie czynności nie powinny być hamowane przez ograniczenia, niekorzystne warunki lub zniekształcenia wynikające w szczególności z przepisów podatkowych państw członkowskich.”

Komentarz Jacka Drosika, doradcy podatkowego z Kancelarii Ślązak, Zapiór i Wspólnicy z Katowic

Dlaczego ceny energii elektrycznej w Polsce pójdą w górę?

Istnieje kilka elementów, które wypływają na ceny energii w Polsce. Pierwszym są regulacje polityki energetyczno-klimatycznej Unii Europejskiej. Aż 80 proc. polskiej energetyki i ciepłownictwa opiera się na węglu kamiennym i brunatnymZwiązana z wykorzystaniem tego paliwa emisja CO2 przekłada się bezpośrednio na wzrost cen. Bardzo istotne jest także pojawianie się nowych technologii, które rozpowszechniają się na świecie i w Europie. Dlatego już od paru lat cena hurtowa energii elektrycznej u naszych sąsiadów jest niższa niż w Polsce.

– Sytuacja, której doświadczamy w ostatnich miesiącach, jest efektem zamknięcia różnych negocjacji unijnych, ceny CO2, ale też mocnego ograniczenia polskich granic jeśli chodzi o import energii – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego – Nie ma impulsu do obniżki cen energii. W taryfie G11 – dla gospodarstw domowych – przedział 5-10 proc. wzrostu cen w 2019 roku jest realny. W przypadku samorządów i przedsiębiorstw według projekcji ceny zwiększą się aż o 40-70 proc. Polityka klimatyczna wraz z pozostałymi elementami została domknięta i trafiła bardzo mocno w polską gospodarkę. Warto podkreślić, że średnia emisyjność w Polsce to ok. 770 kg CO2/MWh. Średnia w Unii Europejskiej to trochę powyżej 300 kg CO2/MWh. Jeżeli wprowadzane są zmiany regulacyjne czy wzrost cen CO2, Polska dostaje aż dwa razy większe obciążenie – podkreślił Roszkowski.

Energa rozpoczyna budowę hybrydowego magazynu energii

Przy należącej do Energi Wytwarzanie farmie wiatrowej Bystra k. Pruszcza Gdańskiego rozpoczyna się budowa największego w Polsce magazynu energii o pojemności 27 MWh. Energa Wytwarzanie podpisała umowę na budowę hali, w której będzie zamontowany i eksploatowany hybrydowy bateryjny magazyn energii elektrycznej. Będzie to element prototypowego systemu poprawiającego bezpieczeństwo pracy sieci elektroenergetycznych.

Budowa magazynu jest przełomowym w polskiej energetyce przedsięwzięciem realizowanym przez Grupę Energa (spółki Energa Wytwarzanie oraz Energa Operator), Polskie Sieci Elektroenergetyczne oraz Hitachi w ramach wspólnego projektu „Smart Grid Demonstration Project in Poland”. Celem przedsięwzięcia jest budowa demonstracyjnego systemu ochrony sieci elektrycznej, który docelowo umożliwi odpowiednie zarządzanie dużą liczbą farm wiatrowych. Służyć temu będzie system automatyki SPS (Special Protection Scheme) oraz hybrydowy magazyn energii elektrycznej (BESS), zlokalizowany przy farmie wiatrowej Bystra, należącej do Grupy Energa.

Polsko-japońskie partnerstwo w tym projekcie to efekt współpracy zainicjowanej jeszcze w 2014 roku przez japońską organizację rządową NEDO (New Energy and Industrial Technology Development Organization) i Ministerstwo Gospodarki. Wówczas podpisano list intencyjny o realizacji w Polsce projektu rozwojowo-badawczego w obszarze inteligentnych sieci przesyłowych. Jako optymalne miejsce na zlokalizowanie magazynu energii – kluczowego elementu całego projektu – wskazano farmę wiatrową Bystra. W 2017 roku została zawarta umowy między Grupą Energa (spółki: Energa Wytwarzanie oraz Energa Operator), Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE) oraz Hitachi (Hitachi Ltd. i Hitachi Chemical Co., Ltd.) na realizację Projektu „Smart Grid Demonstration Project in Poland”, którego kluczowym elementem jest budowa magazynu energii.

W październiku br. Energa Wytwarzanie uzyskała prawomocne pozwolenie na budowę budynku magazynu. W przetargu wyłoniono wykonawcę budynku – Przedsiębiorstwo Budowlane PBI Niewczas, Patoka spółka jawna. 20 listopada 2018 r. podpisano umowę na realizację budowy budynku magazynu. Będzie on zlokalizowany przy farmie wiatrowej w Bystrej k. Pruszcza Gdańskiego, blisko stacji elektroenergetycznej. Zgodnie z projektem hala magazynu będzie miała zabudowę parterową (powierzchnia ok. 1200 m2).Energa rozpoczyna budowę hybrydowego magazynu energii

Prace rozpoczną się w najbliższych tygodniach. Harmonogram projektu przewiduje uruchomienie magazynu w drugiej połowie 2019 r. Następnym etapem, po zakończeniu budowy, będzie roczny okres testów tej innowacyjnej technologii. Zostanie oceniona m.in. wydajność magazynu oraz możliwość zastosowania magazynowania energii na szerszą skalę.

Hybrydowy magazyn energii elektrycznej (BESS) – o mocy 6 MW oraz pojemności 27 MWh – będzie się składał z dwóch zespołów baterii: litowo-jonowych oraz kwasowo-ołowiowych. Pozwoli on przede wszystkim na przetestowanie rozwiązań pozwalających na ochronę sieci przesyłowej i sieci dystrybucyjnych przed przeciążeniami, a także praktyczne sprawdzenie możliwości wykorzystania tego typu technologii na potrzeby bilansowania niedoborów bądź nadmiaru produkowanej energii.

– W wyniku partnerstwa doświadczonych liderów w zakresie rozwoju i wdrażania innowacyjnych rozwiązań w dziedzinie energetyki odnawialnej powstanie inteligentny system zarządzania siecią, którego istotnym elementem jest magazyn energii w Bystrej. Te innowacyjne przedsięwzięcie wpisuje się w naszą strategię zapewniania bezpieczeństwa energetycznego kraju i działań mających na celu zwiększenie efektywności energetycznej pracy systemu dystrybucyjnego spółki – mówi Barbara Alicja Klimiuk p.o. prezesa Zarządu Energa SA. – Grupa Energa inwestuje w nowe technologie. Mamy także doświadczenia w zakresie innowacyjnych rozwiązań w magazynowaniu energii. Nasza spółka Energa Operator zbudowała w okolicach Pucka na Pomorzu magazyn o mocy 0,75 MW i pojemności 1,5 MWh. Jest to pierwsza tego typu inwestycja w kraju.Energa rozpoczyna budowę hybrydowego magazynu energii

Moonlit Games w drodze na NewConnect

W połowie stycznia 2019 r. na giełdzie zadebiutuje Moonlit Games S.A., czołowe polskie studio gier specjalizujące się w tworzeniu gier na zlecenie oraz rozwijające własne produkcje. Wśród jego akcjonariuszy jest m.in. wiodący na rynku PlayWay S.A., notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych.

Moonlit SA to polski gamingowy software house, zamierzający poszerzyć swoją działalność o segment produkcji własnych gier przy wykorzystaniu autorskich, innowacyjnych technologii oraz zaawansowanej strategii wydawniczej. W ramach przeprowadzonej emisji Moonlit Games pozyskał 2 mln zł na rozwój działalności związanej z produkcją i wydawnictwem własnych gier. W tym celu Spółka wyemitowała do miliona akcji, które stanowią 20% wszystkich akcji Spółki. Za debiut producenta na rynku NewConnect odpowiada Dom Maklerski Navigator.

Wyniki finansowe Moonlit charakteryzują się bardzo wysoką dynamiką. W 2017 r.  Spółka osiągnęła 699 tys. zł przychodu (o 68 proc. więcej rdr), 203 tys. zł EBITDA (wobec 50 tys. zł w 2016 r.) oraz 96 tys. zł zysku netto (wobec 21 tys. zł rok wcześniej). Firma zamierza kontynuować tempo wzrostu w związku z rozpoczęciem realizacji własnej produkcji – dzięki temu udział w przychodach ze sprzedaży gier może wzrosnąć kilkukrotnie.

Debiut na rynku NewConnect to ważny etap rozwoju Spółki. Po ogłoszeniu IPO inwestorzy bardzo szybko zainteresowali się naszym modelem biznesowym. Bardzo nas cieszy ich zaufanie oraz pozytywne przyjęcie opracowanej przez nas strategii rozwoju produkcji gier własnych. Niezależnie pracujemy też nad własną technologią oświetlenia dedykowaną do gier 2D – Angular Light. Zakończenie prac planowane jest na IV kwartał 2019 roku – mówi Piotr Gardeła, CEO/CFO Moonlit Games S.A..

Spółka zrealizowała 16 produkcji na zlecenie, a w ciągu najbliższych 4 lat zamierza wydać 6 produkcji własnych, w tym 5 gier oraz 1 technologię. Jednocześnie studio  kontynuuje pracę jako gamingowy software house – rozwijając obecnie Deadliest Catch: The Game – projekt produkowany dla Ultimate Games S.A., realizowany we współpracy z Discovery Channel, w którym spółka posiada udział w zyskach. Plany wydawnicze studia wynikają z wiedzy i doświadczenia zdobytego u boku uznanych wydawców, co powinno zapewnić znaczącą przewagę konkurencyjną. Technologia Angular Light została nagrodzona drugim miejscem w ogólnokrajowym konkursie GameINN. Strategicznym partnerem i wydawcą spółki jest Grupa PlayWay SA, która posiada 24,04% akcji Moonlit SA (po emisji).

Ostatnie lata dla rynku gier video upłynęły pod znakiem dynamicznego rozwoju, zarówno w Polsce, jak i na świecie. Według analityków firmy Newzoo, zajmującej się badaniem globalnego rynku gier, przychody branży w 2016 r. wyniosły 101,1 mld USD. Dla porównania, w 2015 r. było to odpowiednio 91,8 mld USD, co oznacza wzrost wartości rynku prawie o 10 mld USD w ciągu jednego roku. Na koniec 2020 r. Newzoo prognozuje wartość światowego rynku gier na poziomie 128,5 mld USD, co świadczy o wzroście skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu (CAGR) o 6,2% r/r w latach 2016-2020.