Prezes NBP poprowadził wczoraj bardzo interesującą konferencję. Obserwatorzy obawiali się, że na zachodnią modłę zacznie ograniczać wskazówki dotyczące przyszłych decyzji. Stało się inaczej: prezes bardzo chętnie wchodził w kolejne dygresje i nie unikał pytań. Z jego wypowiedzi – wbrew nowym prognozom inflacyjnym – rynki wyczytały obniżki stóp, w efekcie czego złoty traci.
Posiedzenie RPP
Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej rozpoczęło się nietypowo – trochę jak kolacja sprzedażowa firmy handlującej złotem. Przez pierwsze 10 minut profesor Adam Glapiński nie poruszył innego tematu, opowiadając o tym, jak wspaniałą decyzją był zakup złota i jak dobrze, że NBP dokupi jeszcze około 70 ton tego metalu. Ważniejsze rzeczy przyszły w dalszej części. Prezes oczywiście unikał odpowiedzi wprost na pytania, ale wielokrotnie mówił o możliwości złożenia wniosku o obniżkę stóp procentowych. Co więcej, mówiąc o nastrojach w Radzie, również przedstawiał je jako bardziej gołębie – skore do obniżek – niż sądzono. Nie wpisuje się to absolutnie w zapowiedź dołączenia do trendu bankierów zachodnich dających mniej wskazówek co do przyszłych decyzji. Jak zareagowały na to rynki? Skoro klimat się zmienia na obniżki stóp, to trzeba najwyraźniej uciekać od złotego. To właśnie dlatego wczoraj zobaczyliśmy poziom 4,33 zł. Ostatni raz tak drogo było pod koniec 2024 roku.
Prognoza swoje, a rynek swoje
Wczoraj poznaliśmy również fragmenty lipcowej prognozy inflacyjnej – mamy tutaj pewien zgrzyt. Skoro rynki oczekują obniżek stóp, powinno to oznaczać, że inflacja będzie spadać. Problem w tym, że marcowy przedział prognozy na 2026 rok wynosił 1,6%-2,9%, a w lipcu zaktualizowano go do 2,4%-3,3%. Taka zmiana powinna raczej oddalać scenariusz obniżek stóp procentowych. Rynek uznał jednak, że jeśli o cięciach mówi tak zagorzały ich przeciwnik, jak Adam Glapiński, to coś musi być na rzeczy – i zdecydował się zignorować dane inflacyjne. Pamiętajmy jednak, że za miesiąc nie ma posiedzenia decyzyjnego, a odczyty będą spływać. Pytanie, jak długo inwestorzy będą wspominać prezesa NBP i jego zapowiedź hipotetycznego składania wniosku o obniżkę, a jak szybko zadziałają zgodnie z napływającymi danymi.
Rynek zaklina rzeczywistość
Inwestorzy doszli do wniosku, że sytuacja w Zatoce Perskiej prędzej czy później się uspokoi. Dlatego mimo utrzymującego się napięcia uznali, że ropa jednak jest zbyt droga i warto realizować zyski z ostatniego odbicia. W rezultacie mamy dość paradoksalną sytuację: Cieśnina Ormuz pozostaje żeglowna jedynie teoretycznie, zbliża się weekend, notowania zostaną zamknięte i nie wiadomo, co może się wydarzyć – a mimo to czarne złoto tanieje. Możliwe są dwa scenariusze. Albo część inwestorów posiada informacje, których nie mają inni – co w przypadku obecnej administracji zdarzało się już kilka razy – albo w poniedziałek na otwarciu rynków może nas czekać spora niespodzianka, o ile sytuacja w regionie nie ulegnie uspokojeniu.





