T-Mobile buduje w Polsce sieć umożliwiającą rozwój Internetu Rzeczy. W 2018 roku ma ruszyć na terenie całego kraju

T-Mobile buduje w Polsce sieć umożliwiającą rozwój Internetu Rzeczy. W 2018 roku ma ruszyć na terenie całego kraju 1

Deutsche Telekom – do którego należy sieć T-Mobile – chce, żeby Polska była jednym z wiodących krajów we wdrażaniu technologii Narrow Band, która stanowi fundament dla rozwoju Internetu Rzeczy. W Gorzowie Wielkopolskim uruchomiono właśnie pierwsze stacje obsługujące tę sieć. T-Mobile przygotowuje się do budowy kolejnych i masowego uruchomienia sieci NB IoT w całej Polsce w 2018 roku. To będzie przełom w rozwoju Internetu Rzeczy. 

– Nie chcemy tylko mówić o tym, czym jest NB IoT i do czego może służyć technologia 5G, ale chcemy wprowadzać je na rynek. Dziś w każdym gospodarstwie domowym jest kilka urządzeń na stałe podłączonych do Internetu, wkrótce może być ich nawet 500. Do tego potrzebna jest całkowicie nowa sieć, która spełniałaby oczekiwania klientów i zupełnie inna konfiguracja, która umożliwi komunikację pomiędzy wieloma urządzeniami. Dlatego bardzo mocno inwestujemy w NB IoT – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andreas Maierhofer, prezes T-Mobile Polska.

Internet Rzeczy (IoT) jest obecnie jednym z najgorętszych trendów technologicznych. To ekosystem, w którym przedmioty i maszyny mogą komunikować się pomiędzy sobą bez udziału człowieka. Według ekspertów Cisco, w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych już ponad 50 mld urządzeń. Z kolei globalna firma badawcza IDC szacuje, że w 2020 roku rynek Internetu Rzeczy będzie wart w sumie 1,5 bln dol.

Rozwój IoT wymaga odpowiedniej technologii, która umożliwi komunikację miliardów urządzeń. Jedną z kluczowych jest NB (Narrow Band) IoT – czyli technologia radiowa z zakresu LPWAN (Low-Power Wide-Area Network). Eksperci zgodnie wskazują na jej gigantyczny potencjał. Firma badawcza Analysys Mason oszacowała, że w 2023 roku liczba połączeń LPWA wzrośnie z obecnych 50 mln do ponad 3 mld. Dwa lata później wykorzystanie łączności LPWA będzie odpowiadać już za 70 proc. podłączonych do sieci urządzeń.

Technologia NB IoT stwarza ogromne możliwości. Każda sieć ma swoją pojemność i ograniczoną liczbę urządzeń, które mogą być do niej podpięte. Sieć Narrow Band pozwala na połączenie w jeden, wspólny system nawet kilkudziesięciu tysięcy urządzeń. Jej zalety to również duża efektywność przesyłu danych, wysoka penetracja wewnątrz budynków i wysoki poziom bezpieczeństwa, a dzięki niskiemu zużyciu energii jej moduły mają żywotność baterii do 10 lat. Co istotne, w przyszłości będzie można ją zaimplementować do sieci 5G.

 Korzyści z tej sieci będzie czerpać całe społeczeństwo. Pierwszą grupą beneficjentów są indywidualni konsumenci. Ich domy będą w coraz większym stopniu podłączane do sieci. Drugą grupą są firmy – wszelkiego typu pomiary, zużycie wody, gazu czy prądu, a także cała komunikacja między urządzeniami będą odbywać się właśnie poprzez sieć NB IoT – powiedział Andreas Maierhofer podczas panelu na konferencji Innowacyjna Europa 2017 „Fly Me To Mars”, gdzie T-Mobile ogłosił uruchomienie sieci NB IoT.

Internet Rzeczy – a tym samym technologia Narrow Band – w pierwszej kolejności znajdą zastosowanie w rozwiązaniach typu smart home. Dzięki temu inteligentne lodówki informujące o konieczności uzupełnienia zapasów, zdalnie sterowane oświetlenie, które samo reaguje na zmianę pór dnia, czy inteligentne pralki oszczędzające energię przestaną być technologiczną ciekawostką i trafią pod strzechy większej liczby gospodarstw domowych.

Biznes i przedsiębiorcy będą zainteresowani inteligentnymi rozwiązaniami, takimi jak zdalne odczytywanie liczników wody, energii i gazu u klientów, monitorowanie obiektów (np. bagaży lub pojazdów na drogach) czy monitoring maszyn. Tak naprawdę ilość możliwych zastosowań technologii NB IoT w biznesie będzie ograniczać tylko kreatywności i zapotrzebowania firm.

– Administracja publiczna będzie kolejnym beneficjentem Narrow Band. Wspomniałbym tu choćby o inteligentnej gospodarce odpadami czy inteligentnym oświetleniu miejskim. Możliwości są ogromne, a jedynym ograniczeniem jest ludzka wyobraźnia. Wszyscy mówią dziś o budowie inteligentnych miast, ale za tym stoi właśnie komunikacja między maszynami oraz sieć NB IoT, całkowicie odmienna od dzisiejszej – podkreśla Andreas Maierhofer.

Grupa Deutsche Telekom, do której należy T-Mobile, już na początku roku ogłosiła, że Polska będzie jednym z wiodących krajów we wdrożeniu tej technologii. Telekom uruchomił właśnie w Gorzowie Wielkopolskim pierwsze stacje obsługujące sieć Narrow Band IoT.

Stacje działają już w trybie komercyjnego dostępu i właśnie przechodzą wewnętrzne testy, które mają finalnie potwierdzić stabilność i jakość funkcjonowania nowej sieci. T-Mobile przygotowuje się już do budowy kolejnych stacji w innych lokalizacjach i masowego uruchamia sieci NB IoT na terenie całego kraju w 2018 roku.

– Tak jak cała grupa Deutsche Telekom w Europie, T-Mobile chce być technologicznym liderem w Polsce. Skupiamy się na przyszłości. Stąd decyzja o uruchomieniu – jako pierwsi na rynku – sieci NB IoT. Należy podkreślić, że nie chodzi tu o modernizację już istniejącej sieci, ale o całkowicie nową technologię – zaznacza prezes T-Mobile Polska.

Już w ubiegłym roku hub:raum, czyli należące do grupy Deutsche Telekom centrum innowacji w Krakowie, zapoczątkowało programy dedykowane popularyzacji NB IoT. Zaczęło też szukać partnerów, którzy pracują nad rozwiązaniami bazującymi na tej technologii.

Dotychczas hub:raum zaprosił do współpracy 25 start-upów, które mają w swoim portfolio pomysły lub produkty oparte o NB IoT w różnych fazach rozwoju. Najbardziej zaawansowane projekty to m.in. odczytywanie pomiarów wody i ciepła realizowane przez firmę ABRO, inteligentne śmietniki Ecobins czy projekt monitoringu uli autorstwa BeeAndMe. Krakowskie centrum innowacji pracuje nad udoskonaleniem produktów i przygotowaniem ich do sprzedaży w sieci T-Mobile w poszczególnych krajach.

– Bardzo ważne, żebyśmy jako branża nie tylko mówili o technologii, ale też pokazywali, jakie korzyści może z niej mieć społeczeństwo. Temu służy nasz inkubator przedsiębiorczości hub:raum, założony w Krakowie właśnie z myślą o przedsiębiorcach świadczących innowacyjne usługi. Dobrym przykładem wykorzystania NB IoT jest opieka zdrowotna, ale jest wiele innych branż opierających się na usługach, które  mogą skorzystać na wdrożeniu NB IoT i 5G. Zapraszamy wszystkich, którzy chcą uczestniczyć w pracach nad tą technologią, żeby kontaktowali się z naszym centrum innowacji w Krakowie – podkreśla Andreas Maierhofer.

Ubezpieczenia coraz ważniejsze dla gospodarki. Dają m.in. dostęp do leczenia 2 mln Polaków i ochraniają 1,7 bln zł majątku firm

Ubezpieczenia coraz ważniejsze dla gospodarki. Dają m.in. dostęp do leczenia 2 mln Polaków i ochraniają 1,7 bln zł majątku firm 2

Branża ubezpieczeniowa odpowiada za 2 proc. polskiego PKB i 225 tys. miejsc pracy – wynika z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń, przygotowanego we współpracy z Deloitte. Sektor ma jednak znaczenie nie tylko dla gospodarki, lecz także dla poszczególnych firm i osób indywidualnych. Ubezpieczyciele bowiem chronią ich majątek, zapewniają dostęp do leczenia i pomagają oszczędzać na emeryturę. Wciąż jednak Polacy sięgają po polisy rzadziej niż inne narody w Europie. Ubezpieczenie zdrowotne ma wykupione ok. 2 mln osób, a z programów emerytalnych – IKE i IKZE korzysta zaledwie 450 tys. Polaków. 

– Ubezpieczenia mają olbrzymie znaczenie dla społeczeństwa w całości, ale też dla jednostki – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Ubezpieczenia każdego z nas to ochrona naszego majątku, zdrowia, emerytur. Jeżeli zdarzy się nieszczęście, rodzina ma zapewnione środki do życia. Ubezpieczenia są naprawdę stałym elementem naszego życia, na który powinniśmy zwracać olbrzymią uwagę, a który być może z racji stopnia naszej zamożności nie jest wystarczająco brany pod uwagę przez osoby indywidualne.

 Raportem, który przygotowaliśmy jako Deloitte wspólnie z PIU, staramy się pokazać rynkowi, jak ważną rolę sektor ubezpieczeniowy odgrywa w gospodarce, do której kontrybuuje poprzez ogromne inwestycje, duży udział w PKB, ale także jaką rolę odgrywa dla przedsiębiorcy i Kowalskiego – mówi agencji Newseria Biznes Irena Pichola, partner w Deloitte.

Z danych PIU wynika, że w 2016 roku liczba osób mających prywatne ubezpieczenie zdrowotne zwiększyła się o 30 proc. rok do roku i sięgnęła 1,87 mln, a na początku 2017 roku przekroczyła poziom 2 mln. Największą popularnością cieszą się jednak grupowe polisy wykupione przez pracodawców, którymi objętych jest 1,48 mln osób. Tylko około 390 tys. Polaków ma wykupione indywidualne ubezpieczenia medyczne.

 W Polsce rynek prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych raczkuje. Brakuje odpowiednich regulacji prawnych, które pozwoliłyby ubezpieczycielom wejść mocniej w ten rynek i zaoferować produkty skierowane do ogółu społeczeństwa, które jednocześnie pomogłyby publicznemu systemowi uzyskać dodatkowe środki – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Musimy zdawać sobie sprawę, że w Polsce czas oczekiwania na operację np. kolana to są miesiące. Żeby dostać się w systemie publicznym do rezonansu magnetycznego, to jest do ośmiu miesięcy oczekiwania. Nasza choroba może w tym czasie tak się rozwinąć, że będzie to dramatyczny stan. Dlatego prywatne ubezpieczenia zdrowotne mają bardzo istotne znaczenie.

Drugim istotnym produktem dla osób prywatnych są ubezpieczenia na życie. W ubiegłym roku świadczenia z tego tytułu – w wysokości 18,3 mld zł – otrzymało 4,5 mln Polaków – wskazuje raport PIU „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków”. To m.in. wsparcie dla rodziny, kiedy umiera jeden z jej członków. Polisy pomagają także budować kapitał na emeryturę. Regularne oszczędności, przy pomocy produktów oferowanych m.in. przez ubezpieczycieli, mogą zwiększyć świadczenia emerytalne nawet o jedną czwartą.

 Niestety bardzo mało Polaków oszczędza na emeryturę w sposób regularny – mówi prezes PIU. – W planach są programy, przedstawiane w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, tzw. PPK, czyli pracownicze programy kapitałowe. Ubezpieczyciele mają nadzieję partycypować w fazie akumulacji, kiedy zbieramy pieniądze po to, żeby móc następnie je wypłacać klientom. Ubezpieczyciele byliby naturalnym partnerem dla tych programów. Mogą dodać do nich dodatkowe elementy, które byłyby interesujące dla osób oszczędzających i które pozwoliłyby tym osobom nie tylko zapewnić sobie emeryturę, ale też mieć dodatkowe ważne świadczenia.

Ubezpieczenia to także nieodłączny element funkcjonowania przedsiębiorstw. Mogą być nimi objęte majątek firmy, ryzyko działalności eksportowej czy pracownicy. W 2016 roku ubezpieczeniami objęte było 460 mld zł obrotu polskich firm, eksport o wartości 114 mld zł, 60 proc. majątku przedsiębiorstw i 30 proc. upraw rolnych. Ubezpieczyciele kupili polskie obligacje skarbowe za 60 mld zł, co czyni ich drugim największym krajowym inwestorem w ten sektor.

Z raportu PIU i Deloitte wynika, że największe znaczenie ubezpieczenia mają w branży handlowej, klasyfikowanej łącznie z naprawą pojazdów, a następnie w przemyśle przetwórczym, finansach i nieruchomościach oraz transporcie i logistyce. Łącznie branża ubezpieczeniowa generuje 35,9 mld zł wartości dodanej w gospodarce, z czego 7,9 mld zł w handlu.

– Poprzez raport „Jak ubezpieczenia zmieniają Polskę i Polaków” postaraliśmy się dostarczyć argumentów tak społeczeństwu, jak i decydentom, jak ważną rolę ta branża odgrywa w gospodarce. Myślę, że liczby najlepiej  pokazują to, jak ważny sektor jest to dla nas w naszym życiu codziennym, ale też w życiu gospodarczym – przekonuje Irena Pichola.

Ubezpieczyciele odprowadzają do budżetu łącznie 1,6 mld zł podatków (dane za 2016 rok), tworzą 225 tys. miejsc pracy w branży oraz powiązanych z nią sektorach, a ich łączny wkład do wartego 1,8 bln zł PKB stanowi 2 proc. Łączne inwestycje w gospodarce szacowane są na 160 mld zł.

Podsumowanie Targów RetailShow 2017

Zakończyła się VIII edycja Międzynarodowych Targów Wyposażenia Sklepów RetailShow 2017. 200 wystawców zaprezentowało gamę najnowocześniejszych rozwiązań niezbędnych przy wyposażaniu sklepów. Ciągłe zmiany zachowań i potrzeb konsumentów, a co za tym idzie elastyczność w projektowaniu przestrzeni sklepowych, były jednym z wiodących tematów na konferencji Retail Congress 2017 oraz warsztatów w Teatrze Innowacji. Targi odwiedziło ponad 5 tys. branżowych gości.

Wystawcy Targów RetailShow, doskonale wiedzą, czego oczekuje dzisiejszy klient. Było to widoczne w prezentowanej przez firmy ofercie obejmującej najwyższej jakości wyposażenie, technologie i usługi dla handlu.

Konsumenci nadają kierunek

Grupa Modern-Expo przedstawiła szeroką gamę gotowych rozwiązań dla handlu detalicznego i magazynowania towarów, m.in. regały sklepowe, boksy kasowe, urządzenia chłodnicze i gastronomiczne czy terminale paczkowe z funkcją chłodzenia FreshBox. Firma oferuje kompleksowe, innowacyjne i inteligentne rozwiązania w projektowaniu, aranżacji i wyposażeniu sklepów, czego potwierdzeniem są wykraczające poza dzisiejsze potrzeby klientów działania R&D, na stałe wpisane w strategię firmy. Marta Drabczuk, manager ds. optymalizacji procesów, opowiedziała o pracach oraz testach prototypu „smart trolley”, inteligentnego wózka, którego działanie opiera się na systemie rozpoznawania obrazów za pomocą sztucznej inteligencji. – Baza obrazów jest już wypełniona w około 90%, intensywnie pracujemy nad pozostałą częścią, by w ciągu kilku miesięcy wprowadzić produkt na rynek. Dzięki naszemu rozwiązaniu klient będzie mógł kupować wygodniej i szybciej, bez konieczności wykładania produktów przy kasie – powiedziała Marta Drabczuk.

Na elastyczne podejście do potrzeb konsumentów zwróciła również uwagę Magdalena Skowrońska, manager ds. marketingu i komunikacji wewnętrznej firmy Wanzl, która oferuje rozwiązania do samoobsługi, ekspozycji towarów, systemy kontroli dostępu czy wyposażenie magazynu. Podkreśliła, że wiodącą myślą firmy na tegorocznych Targach RetailShow było zwrócenie uwagi na aranżację oraz koncept sklepowy, który można zmieniać, przebudowywać i stosować w różnych formatach sklepów. – Zdajemy sobie sprawę z zapotrzebowania dzisiejszego konsumenta i konieczności ciągłego dostosowywania się do jego preferencji. Nasze systemy oferują właśnie takie możliwości – dodała. Prezentowaną na targach nowością była najnowsza generacja systemu do ekspozycji pieczywa BakeOf 3.0 zapewniająca jeszcze atrakcyjniejsze wyeksponowanie asortymentu pieczywa i słodkich wypieków.

Dla firmy Baero Polska Targi RetailShow to najważniejsza impreza wystawiennicza w Polsce. W tym roku stoisko odwiedzili dotychczasowi i nowi klienci, m.in. z sieci franczyzowych, indywidualni właściciele sklepów, a także wielu projektantów. Katarzyna Czapla, managing director, potwierdziła, że 12 barw oświetlenia led dostępnych w ofercie pozwala zaprojektować każdy sklep tak, aby klienta prowadzić światłem. – Naszym klientom proponujemy oświetlenie wspomagające sprzedaż. Stale też rozwijamy ofertę, ostatnio wzbogaciła się ona m.in. o dwie nowe barwy, technologię hybrydową oraz możliwość regulacji natężenia światła – dodała.

Z wizyt na stoisku zadowolona była również Justyna Skupin, key account manager firmy Gerflor. – Odwiedziły nas osoby decyzyjne z sieci spożywczych, odzieżowych, sportowych. Zainteresowani byli naszymi nowatorskimi podłogami, dzięki którym skrócony jest czas remontu sklepu i nie ma konieczności zamykania placówki. Tym samym nie naraża się właściciela na utratę obrotu – mówiła. Potwierdziła także coraz większą świadomość osób zarządzających sklepami odnośnie konieczności odnawiania konceptów sklepowych czy zmian w wystroju. W tym dobrze sprawdzają się prezentowane na targach podłogi dekoracyjne Creation Click System czy techniczne GTI Max Connect.

Wiele z rozwiązań oferowanych przez wystawców można było obejrzeć w Modelowym Sklepie. Wkomponowane zostały w plan projektantki, która w tym roku rekomendowała zerwanie z powielaniem schematów i szukanie wyróżników w organizacji przestrzeni sklepu. Modelowy Sklep przykuwał uwagę odwiedzających, bez wątpienia był źródłem inspiracji zarówno aranżacyjnych, jak i wyposażeniowych.

Future Store

Bardzo dużym zainteresowaniem cieszyła się konferencja Retail Congress 2017, w której uczestniczyli decydenci wiodących sieci handlowych, m.in. Biedronka, Tesco, Lewiatan, Intermarche, Spar, Stokrotka, Społem, Recman, Adidas, Quiosque, Regatta, 5-10-15, Go Sport, Kolporter, RTV EURO AGD, Media Expert, Komfort, IKEA i wielu innych. Wysoki poziom merytoryczny konferencji oraz szerokie spektrum zagadnień dostarczyły dużej dawki wiedzy. Bogdan Łukasik, założyciel i współwłaściciel Modern-Expo Group, podzielił się wiedzą i doświadczeniem, kreując wizję wyzwań przyszłości, przed jakimi stanie branża retail. – Zmiany społeczne, ekologiczne i oczekiwania konsumentów w zakresie zrównoważonego rozwoju mają duży wpływ na koncept sklepowy. Już dziś klient oczekuje hiperpersonalizacji – podkreślił. Dodał, że w 2022 roku ¼ obrotu sklepów będzie generowana z e-handlu.

Tę koncepcję poparł również James Breaks, architekt z londyńskiego biura projektowego rpa:group. Podkreślił, że sklep musi być elastyczny, zmieniać swoje funkcje niczym kameleon oraz że już dziś zasięg nowoczesnej transakcji jest nieograniczony i wkracza w różne sfery życia.

Pozostali prelegenci występujący podczas konferencji oraz w Teatrze Innowacji dzielili się wiedzą w zakresie projektowania wnętrz, badania odczuć klienta w sklepie czy praktycznymi rozwiązaniami produktowymi. Odwiedzający Targi RetailShow mogli zadać pytania i podyskutować, a zdobyte informacje zastosować w codziennej pracy nad tworzeniem jak najlepszych konceptów handlowych.

Najlepsze sklepy i produkty

Targi RetailShow to też cieszące się coraz większą popularnością branżowe konkursy „Best Shop Concept” oraz „Innowacje Handlu”. Pierwszy stanowił świetną okazję dla pracowni architektonicznych, by pochwalić się najlepszymi realizacjami. W tym roku poziom zgłoszonych projektów był bardzo wysoki, tak więc Jury stanęło przed wyzwaniem, by wyłonić najlepsze. Z kolei nagrodzone w drugim konkursie produkty udowodniły, że branża retail dynamicznie się rozwija i proponuje bardzo innowacyjne rozwiązania.

Zwycięzcy konkursu „Innowacje Handlu 2017”: 

  • Produkt: Kasoterminal iPOS duet
    Kategoria: Kasy fiskalne i wagi
    Firma: iPOS S.A.
  • Produkt: Skaner ladowy z funkcją wagi MP7000

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Zebra Technologies

  • Produkt: Komputer mobilny TC20

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Zebra Technologies

  • Produkt: Tablet Senor tPOS

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Datecs-Polska Sp. z o.o.

  • Produkt: Komputer POS Senor V5e

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Datecs-Polska Sp. z o.o.

  • Produkt: POLOkarta

Kategoria: Programy lojalnościowe

Firma: POLOmarket Sp. z o.o.

  • Produkt: Przenośny terminal danych CipherLab RS31

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: KONCEPT-L S.A.

  • Produkt: MainBox

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: D&K Technology Sp. z o.o.

  • Produkt: Witryna cukiernicza SONATA

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: MAWI S.J.

  • Produkt: Lada chłodnicza Carina 07

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: ES System K Sp. z o.o.

  • Produkt: Terminal paczkowy FreshBox

Kategoria: e-Commerce & mobile

Firma: Modern-Expo S.A.

IX edycja Targów RetailShow odbędzie się 14 i 15 listopada 2018 roku w Warszawskim Centrum EXPO XXI.

Jak bezpiecznie sprzedać urządzenie mobilne

Sprzedaż używanych urządzeń mobilnych jest bardzo popularna, ale czy na pewno bezpieczna? To pytanie warto postawić sobie zwłaszcza w sytuacji, kiedy chcemy sprzedać smartfon lub tablet, na którym mieliśmy np. zainstalowaną aplikację bankowości elektronicznej. Czy w takiej sytuacji osoba trzecia może uzyskać dostęp do naszych danych i czy można się przed tym zabezpieczyć?

Często nie wyobrażamy sobie życia bez aplikacji wykorzystujących dobrodziejstwo bezgotówkowych systemów transakcyjnych. Kupno biletu komunikacji miejskiej, czy opłacenie parkingu za pomocą smartfona to już norma. Smartfony czy tablety magazynują w swojej pamięci informacje dotyczące naszej prywatności, takie jak np. wiadomości e-mail, SMS-y, a także zdjęcia wraz ze współrzędnymi geograficznymi. Mogą być one szczególnie interesujące dla cyberprzestępców. Cenny dla nich będzie również potencjalny dostęp do systemów, których częścią są aplikacje zainstalowane na telefonie, w tym aplikacje do wykonywania różnego rodzaju transakcji pieniężnych.

Informacje mogące mieć wpływ na bezpieczeństwo, jak i sposób przechowywania ich na urządzeniach, często są niezależne od nas i wynikają z architektury systemu operacyjnego, aplikacji bądź budowy systemu transakcyjnego.  Do głównych czynników ryzyka możemy zaliczyć m.in.:

  • przechowywanie w formie jawnej lub możliwej do odzyskania danych dostępowych do systemów: haseł i kodów PIN, certyfikatów czy danych karty kredytowej lub płatniczej;
  • brak szyfrowania przechowywanych danych na poziomie systemu operacyjnego czy samej aplikacji;
  • nieefektywne kasowanie danych z nośnika – samo usunięcie pliku nie gwarantuje, że danych nie da się odzyskać.

Możliwość nieautoryzowanego pośredniego lub bezpośredniego dostępu do takich informacji może wpływać istotnie na bezpieczeństwo naszego konta w systemach transakcyjnych, czy nawet przyczynić się do wykorzystania zaufanego kanału płatności przez niepowołaną osobę.

Jak przygotować smartfon do bezpiecznej sprzedaży

Najprostszym sposobem, aby uniknąć potencjalnego ryzyka wykorzystania wrażliwych danych, jest założenie, aby nie odsprzedawać urządzeń mobilnych. Jednak nie zawsze jest to możliwe, głównie z przesłanek ekonomicznych. Często też zdarza się, że gubimy nasze urządzenia lub co gorsza są one obiektem zainteresowania osób trzecich.

Jeśli już zdecydujemy się odsprzedać nasze urządzenie, warto zrobić wszystko, aby zminimalizować ryzyko odczytu danych kiedykolwiek zapisanych na nośnikach, w które jest wyposażony smartfon czy tablet. – Trzeba wtedy pamiętać przede wszystkim o skutecznym usunięciu danych, które mogą być przechowywane na wszystkich jego nośnikach (jak pamięć FLASH czy NAND), zewnętrznych kartach pamięci, jak np. microSD czy też karcie SIM – mówi Tomasz Niewdana, inżynier systemowy w firmie Fortinet.

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na możliwość potencjalnego dostępu do danych w chmurze, które mogą być wykorzystane przez atakujących – przykładowo zdjęcie naszego dowodu osobistego, przesłane w ramach usługi przechowującej pliki.

Samo skasowanie wrażliwych danych z nośników nie jest wystarczające. Łatwo dostępne oprogramowanie umożliwia odzyskanie danych, które nie zostały nadpisane. Dodatkowo należy pamiętać, aby wyrejestrować urządzenie  z zaufanych kanałów w różnych usługach.

Poniżej znajduje się lista działań rekomendowanych przez ekspertów Fortinet, które warto wykonać lub rozważyć, analizując potencjalne ryzyko utraty ważnych danych na wypadek kradzieży, zagubienia lub odsprzedania urządzenia.

  • korzystaj z urządzeń i systemów operacyjnych, które domyślnie szyfrują dane
  • zabezpiecz urządzenie na wpadek jego utraty, najlepiej umożliwiając zdalne skasowanie danych
  • w miarę możliwości oddaj/sprzedaj urządzenie zaufanej osobie
  • w przypadku przygotowania do odsprzedaży skasuj skutecznie dane (skontaktuj się z producentem z prośbą o uzyskanie odpowiedniej instrukcji), dokonaj aktualizacji systemu operacyjnego, nadpisz kilkukrotnie dane nieistotnymi informacjami, zachowaj karty pamięci i pamiętaj o wyjęciu karty SIM
  • wyrejestruj urządzenie z usług w chmurze np. poczty elektronicznej, przechowywania plików, zlikwiduj zaufane kanały dostępu dla tego urządzenia (np. aplikacja w banku, token itp.)

Zabezpieczanie urządzeń mobilnych

Telefony komórkowe w ciągu ostatnich lat zmieniły się nie do poznania. Jeszcze nie tak dawno służyły jedynie do dzwonienia i wysyłania SMS-ów. Obecne stały się one smartfonami i pełnią funkcję minikomputerów. Podobnie do naszych klasycznych komputerów, zawierają ogromną ilość poufnych danych, które należy chronić przed wyciekiem lub kradzieżą.

Urządzenia mobilne stały się nieodłącznym narzędziem codziennej pracy w każdej firmie. Powoduje to, że sukcesywnie wzrasta ryzyko związane z ich utratą.

Jak je zabezpieczyć?

Obecnie urządzenia mobilne są miejscem, gdzie trzymamy swój cały świat. Zapisujemy w nich numery telefonów, maile, zdjęcia oraz informacje z naszej pracy. Nierzadko przechowujemy na nich również firmowe pliki oraz numery kont bankowych i hasła. Aby je zabezpieczyć możemy skorzystać z dwóch alternatywnych rozwiązań:

  1. Kompleksowa ochrona. Obejmuje ona zakres bezpieczeństwa aplikacji krytycznych, z punktu widzenia organizacji, tj. poczty elektronicznej, listy kontaktów, kalendarza czy listy zadań. Podnosi bezpieczeństwo naszych danych. Wszystkie informacje są zapisywane, chronione i przechowywane w jednym bezpiecznym miejscu, bezpośrednio na firmowym serwerze. Niestety wiąże się ono z wysokim kosztem zakupu. W ramach zabezpieczenia:
  • Dostęp do aplikacji firmowych jest możliwy wyłącznie po podaniu specjalnego PIN-u, którego wielokrotne błędne wpisanie powoduje zablokowanie urządzenia lub wyczyszczenie zawartości danego obszaru. Mechanizm szyfrujący wykorzystuje silny algorytm AES-256;
  • Występuje polityka wymuszania zasady konfiguracji haseł, konieczność zainstalowania oprogramowania antywirusowego, konfiguracja dla profilu Wi-Fi i VPN. Co więcej, pojawia się weryfikacja instalowanych aplikacji, dzięki czemu użytkownik telefonu nie może instalować wszystkiego co chce.
  • W przypadku zgubienia lub kradzieży urządzenia mamy możliwość zdalnego zablokowania lub wyczyszczenia go z obszaru z firmowymi aplikacjami;

 

  1. Podstawowe zabezpieczenie nie wymagające specjalistycznego oprogramowania, które można skonfigurować bez dodatkowych kosztów. Często przydaje się w sytuacji kiedy naszą organizację nie stać na drogie rozwiązania. Możemy je znaleźć w ofercie producenta danego systemu. W jego zakres wchodzi najczęściej skasowanie oprogramowania, folder na pliki prywatne chroniony osobnym hasłem, zablokowanie urządzenia czy też jego lokalizacja.

Niezależnie od tego czy korzystamy z zewnętrznego oprogramowania, czy z narzędzi producentów musimy pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa. Organizacje na bieżąco powinny prowadzić szkolenia w tym zakresie.  Dzięki temu pracownicy będą pamiętać o blokowaniu ekranu, który jest zabezpieczony kodem PIN, konfiguracji automatycznego uruchamiania wygaszacza ekranu po dłuższym czasie nieaktywności oraz szyfrowaniu karty pamięci. Istotne jest również to, aby wyłączać nieużywane moduły Wi-Fi czy prywatne hotspoty. Te z pozoru podstawowe zabezpieczenia mogą w znacznym stopniu zwiększyć bezpieczeństwo naszych danych – mówi Adam Jurczyk, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Dziurawa kieszeń Polaków – Na rachunki wydajemy więcej niż na jedzenie

Polacy wolą zapłacić za prąd, niż kupić jedzenie – 75% z nas traktuje rachunki priorytetowo. 90% stara się planować swoje zakupy, ogromna większość uważa, że w pełni panuje nad swoim budżetem. W sprawach finansowych liczy się dla nas rozsądek, zaradność  i wymierny cel. Zdecydowanie bardziej wolimy oszczędzać na samochód, niż na emeryturę. Te i wiele innych ciekawych wniosków znalazło się w najnowszym raporcie platformy MAM „Dziurawa Kieszeń Polaka 2017”.

 Według statystyk publicznych, kondycja finansowa Polaków znacząco poprawiła się w ostatnich latach. Przeciętny miesięczny dochód rozporządzalny na 1 osobę w gospodarstwach domowych w 2016 r. wyniósł 1474,56 PLN i był wyższy aż o 7% w stosunku do roku 2015.

Mimo poprawiającej się sytuacji materialnej Polaków, wciąż daleko jednak nam do zachodnich sąsiadów. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy, jest nieproporcjonalna wysokość tzw. kosztów zakontraktowanych, czyli comiesięcznych rachunków, w stosunku do wynagrodzeń Polaków.

Jak pokazują dane zebrane w raporcie MAM „Dziurawa kieszeń Polaka” opłaty czynszowe, za wodę, za nośniki energii, takie jak za prąd i gaz oraz za usługi telekomunikacyjne, to ponad 1/4 budżetu każdego gospodarstwa domowego (25,2%). Na rachunki wydajemy więcej niż na jedzenie – żywność jest dopiero na drugim miejscu.

– Uwzględniając siłę nabywczą, ceny prądu i gazu w Polsce należą do najwyższych w Unii Europejskiej – mówi e rozmowie z MarketNews24 Jakub Jugo, ekspert MAM. Drożej jest tylko w Rumunii, Hiszpanii, Belgii, Niemczech i Portugalii.

Polacy bardzo przejmują się stanem swoich finansów i koniecznością opłacania comiesięcznych zobowiązań – dla 75% ankietowanych rachunki są najważniejszą kategorią wydatków. Jedynie 6% gospodarstw domowych pozwala sobie na zaległości w opłacaniu rachunków.

Ograniczone zasoby finansowe wywołują potrzebę sprawnego planowania domowego budżetu. Aż 90% ankietowanych stwierdziło, że przynajmniej połowa ich zakupów jest wcześniej zaplanowana. 43% Polaków planuje zdecydowaną większość zakupów. Aż 87% Polaków uważa też, że kontroluje swoje wydatki, nie pozwalając na „wycieki” środków spowodowane niegospodarnością.Jak_cz_sto_Polacy_planuj__swoje_zakupy

Pod tym względem drożej jest tylko w Rumunii, Hiszpanii, Belgii, Niemczech i Portugalii.Dziurawa Kieszeń Polaka 2017

Mimo wszystko jesteśmy zadowoleni

Mimo tego, że na tle innych narodów europejskich sytuacja finansowa Polaków wypada raczej słabo, stale poprawiające się warunki ekonomiczne w kraju wpływają pozytywnie na subiektywną ocenę stanu finansów gospodarstw domowych. 1/3 Polaków w badaniu GUS ocenia sytuację materialną swojego gospodarstwa domowego pozytywnie (33,5% deklarowało odpowiedzi „bardzo dobra” lub „raczej dobra”). Jako przeciętny stan swoich finansów ocenia ponad połowa badanych (53,5%). Jednie 12,9 % Polaków, z prawie 37 000 gospodarstw domowych biorących udział w badaniu, określało swoją sytuację materialną negatywnie. W statystykach GUS poziom zadowolenia z życia ogólnie rzecz biorąc deklarowało w 2016 r. ponad 80% Polaków[3]. Wykonane kilka lat wcześniej (2013) badanie Komisji Europejskiej “Quality of life in Europe: Subjective well‑being” potwierdza, że charakterystyczne dla Polaków zadowolenia z życia nie ma wiele wspólnego z ich sytuacją finansową. Poziom życiowej satysfakcji jest u nas podobny do obywateli dużo bogatszych krajów, takich jak: Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Belgia czy Irlandia. Mało tego – jesteśmy nawet bardziej zadowoleni niż np. Włosi lub Portugalczycy i najszczęśliwsi wśród wszystkich unijnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Nasze zadowolenie zdaje się nie mieć powiązania z sytuacją finansową – entuzjazm jest deklarowany, gdy jednocześnie aż 41% gospodarstw domowych nie może pokryć nieoczekiwanego wydatku w wysokości 1150 złotych. W 1 na 10 gospodarstw domowych brakuje samochodu, właśnie z przyczyn finansowych. Aż 73% z 1000 badanych na potrzeby raportu MAM osób zarabiała poniżej lub w granicach średniej krajowej, osiągając dochody netto nie większe niż 3000 złotych.Na_co_oszcz_dzaj__Polacy

Kobiety zarządzają pieniędzmi… lepiej

Deklarowaną przez Polaków wiedzę i umiejętności sprawnego zarządzania finansami udowadniają kobiety. Przywiązują szczególnie dużą wagę do planowania zakupów. Aż połowa z nich dokonuje planów dotyczących większości swoich wydatków. To aż o 15% więcej od zdecydowanie bardziej spontanicznych mężczyzn. Powodem może być fakt, że to właśnie na kobietach spoczywa większość obowiązków związanych z opłacaniem stałych zobowiązań gospodarstwa domowego. Polki częściej niż mężczyźni są odpowiedzialne nie tylko za np. opłacanie domowych rachunków. To również kobietom rzadziej niż mężczyznom zdarza się zapomnieć o opłaceniu rachunków. Na koniec – to kobiety, znacznie częściej niż mężczyźni deklarują zdecydowaną zgodę ze stwierdzeniem, że w pełni panują nad swoim domowym budżetem.
Nie zaskakuje fakt, że bardziej skłonne do planowania są osoby posiadające dzieci. Aż 52% z nich (w stosunku do 32% dla bezdzietnych) stwierdziło, że większość ich wydatków jest zaplanowana. Zaradność finansowa Polaków ma też odbicie na wychowaniu ich dzieci. 76% polskich rodziców stwierdza, że uczy swoje dzieci rozsądnie zarządzać pieniędzmi.

Wszystko musi mieć swój cel

Polacy nie są skłonni do zmiany swoich nawyków, jeśli nie widzą jasnego, konkretnego i wymiernego celu. Do takiego wniosku można dojść, analizując deklaracje dotyczące oszczędzania zebrane w badaniu MAM „Dziurawa Kieszeń Polaka”. Bardzo mało z nas motywuje się do dyscypliny finansowej tak po prostu, oszczędzając na czarną godzinę (prawdopodobnie stąd wyjątkowo niska stopa oszczędności Polaków). Jeśli jednak pojawi się przed nami konkretny cel, jak np. kupno nowego samochodu, wówczas sytuacja zmienia się diametralnie.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu wszystkie oczy będą zwrócone na raport z rynku pracy USA, który powinien dodać argument za podwyżką stóp procentowych Fed w kolejnym tygodniu. Poza tym poznamy decyzję trzech innych banków centralnych: w Australii, Kanadzie i Polsce. Uwaga też na PKB z Eurolandu i Australii oraz produkcję przemysłową z Wielkiej Brytanii. Na koniec tygodnia Fitch przestawi decyzję w sprawie polskiego ratingu, gdzie jednak nie spodziewamy się rewizji.

Przyszły tydzień: NFP, PKB z Eurolandu/Japonii/Australii, RPP, Fitch, RBA, BoC
Wydarzeniem tygodnia w USA jest publikacja raportu z rynku pracy (pt). Zatrudnienie powinno dalej potwierdzać o sile rynku pracy z oczekiwaniami 200 tys. nowych miejsc pracy. Konsensus dla stopy bezrobocia wskazuje na utrzymanie 4,1 proc. z października, ale ryzyka przeważają na rzecz spadku do 4 proc. Największe zainteresowanie będzie dotyczyć dynamiki płac, gdzie szanse są na zdrowe odbicie o 0,3 proc. po płaskim odczycie miesiąc wcześniej. To pozwoliłoby powrócić dynamice rocznej do trendu (2,7 proc.). Taki zestaw niewiele już zmieni dla pewnej podwyżki stóp procentowych Fed na grudniowym posiedzeniu, jednak przyspieszanie płac może rozbudzić oczekiwania dla ścieżki podwyżek w 2018 r. Pozostałe odczyty danych (zamówienia w przemyśle, ISM dla usług, ADP) mogą cieszyć się umiarkowaną reakcją rynku.

Nim dobrniemy do raportu NFP, USD będzie musiał sobie poradzić z ryzykami fiskalnymi. Jeśli Senat zgodnie z oczekiwaniami przegłosuje dziś ustawę podatkową, rajd ulgi ustawi dolara na wyższym pułapie, który może być ciężko utrzymać na samym wyczekiwaniu danych z rynku pracy. Dodatkowo przyszły tydzień może przynieść prace nad przedłużeniem finansowania budżetu (obecna uchwała wygasa 8 grudnia). Tzw. „government shutdown” wydaje się mało prawdopodobny, kiedy Republikanie są zdeterminowani do ogłoszenia politycznego sukcesu.

W strefie euro finalne odczyty PMI dla usług (wt) nie niosą ze sobą pierwiastka zaskoczenia. Sprzedaż detaliczna (wt) tradycyjnie przejdzie bez echa, a dla finalnego odczytu PKB za III kw. (czw) nikt w konsensusie nie spodziewa się korekty dynamiki 0,6 proc. Ponieważ ryzyko polityczne wokół formowania niemieckiego rządu wyparowało, oczkujemy konsolidacji w notowaniach EUR.

W Wielkiej Brytanii indeksy PMI dla sektora budowlanego (pon) i usługowego (wt) mogą pójść śladem wskazań z przemysłu wypaść dobrze. Produkcja przemysłowa (pt) w październiku ma do odreagowania silny wzrost z września, więc ryzyka dla prognozy 0 proc. są po negatywnej stronie. Dla GBP na pierwszym planie będą jednak negocjacje Brexitu, które w przyszłym tygodniu mogą wejść w kolejną fazę. Coraz więcej wskazuje na wystarczający postęp w ustalaniu warunków rozwodu z UE, co jest istotne przed grudniowym szczytem UE. W efekcie GBP powinien pozostawać mocny do głównych walut.

W Polsce RPP (wt) powinna utrzymać stopy procentowe bez zmian. Jesteśmy dopiero co po prezentacji projekcji makroekonomicznej, na podstawie której Rada sygnalizuje brak chęci do podwyżek co najmniej przez rok. Mimo to można oczekiwać, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się na ocenie ostatnich danych o PKB i CPI, które zaskoczyły pozytywnie. Wątpimy jednak, że usłyszymy wzmianki o wzmocnieniu jastrzębiego skrzydła. W piątek Fitch dokona rewizji ratingu Polski, gdzie utrzymanie status quo jest bazowym scenariuszem. Sądzimy, że EUR/PLN jest wyprzedany bez siły do sforsowania na dobre 4,20 i z ryzykiem technicznego odejścia w stronę 4,23.

W Japonii odczyt PKB na finalnym etapie nie stanowi istotnego punktu dla JPY. Skromna korekta w górę do 1,5 proc. w ujęciu zannualizowanym tylko potwierdza, że Bank Japonii nie ma się co spieszyć z odchodzeniem od ultra-luźnej polityki monetarnej. USD/JPY pozostaje pod wpływem zmian sentymentu wobec dolara i rentowności obligacji skarbowych USA. Widzimy pole do dalszych wzrostów w kolejnych dniach.

Z Australii otrzymamy spory zestaw danych. PKB za III kw. (śr) powinien wskazać przyzwoite tempo kwartalne (prog. 0,7 proc.), a sprzedaż detaliczna (wt) i bilans handlowy (czw) rzucą więcej światła na kondycję w IV kw. Sprzedaż miała się słabo w poprzednich miesiącach, więc tym razem jest szansa na odbicie. Ostatnie w tym roku posiedzenie RBA (wt) powinno przynieść skopiowanie komunikatu sprzed miesiąca. Ogólnie dane mogą dać powód, by na moment osłabić presję spadkową AUD. Kalendarz z Nowej Zelandii jest pusty i główny ton dla kiwi będzie nadawać relacja AUD/NZD.

W Kanadzie mamy decyzję banku centralnego (śr), ale nawet po bardzo dobrych danych z rynku pracy i PKB wątpliwe jest, by BoC forsował kolejną podwyżkę. Bank pozostaje w trybie „wait-and-see” analizując wpływ poprzednich dwóch podwyżek na gospodarkę. Inflacja wciąż pozostaje nisko, co ogranicza pole nawet do zaostrzenia retoryki. BoC może podtrzymać ostrożny ton, co odbiłoby się negatywnie na postawie CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Cushman & Wakefield z nowymi władzami

Szukanie winnych, karanie niewinnych

Tak zwana Strategia Rozwoju Administracji Podatkowej jest częścią wdrażanego właśnie przez rząd systemu zarządzania administracją podatkową. Ma ona stanowić podstawę dokonywanej rewolucji, której zasadniczym celem jest wypełnienie oczekiwań społeczeństwa i wzmocnienie procesów wewnętrznych administracji podatkowej. Czy jednak wprowadzane mechanizmy rzeczywiście polepszają sytuację przedsiębiorców?

Pojawiają się głosy, że niektóre z ostatnich reform za bardzo ingerują w prawa i wolności uczciwych podatników, a prowadzone kontrole znacznie utrudniają funkcjonowanie firm. Z ministerialnego projektu Strategii Rozwoju Administracji Podatkowej na lata 2016–2020 wynika tymczasem, że rządowa wizja reformy jest przyjazna, nowoczesna i profesjonalna.

Rewolucja w strukturze KAS

Tak naprawdę efekt zmian w strukturze Krajowej Administracji Skarbowej wciąż nie jest do końca znany, bo rewolucja nadal trwa. Jeszcze nie ucichło echo drastycznych zwolnień i zmian kadrowych w urzędach skarbowych, urzędach kontroli skarbowej i urzędach celnych. Powoli następuje jednak przesunięcie niektórych kompetencji z jednych organów na drugie – organami tzw. pierwszego kontaktu dla podatników mają być naczelnicy urzędów skarbowych i naczelnicy urzędów celno-skarbowych, a interpretacja prawa podatkowego będzie zadaniem dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. To rozwiązanie ma jednak zasadniczą wadę. We wprowadzonych zmianach nie ma wyraźnego podziału kompetencji kontrolnych urzędów skarbowych i urzędów celno-skarbowych. Istnieje zatem uzasadniona obawa, że spowoduje to nierówne traktowanie podatników.

Kontrole przyjaźniejsze dla podatników?

Głównym motorem zmian w administracji podatkowej były głosy ze strony podatników, że kontrole skarbowe są skomplikowane i mają niejasny charakter. Czy nowa administracja podatkowa będzie remedium na te problemy? W zasadzie nowe organy Krajowej Administracji Skarbowej będą mogły kontrolować podatników w praktycznie niezmienionym trybie kontroli i postępowania podatkowego. Podatnicy będą mogli skorzystać z identycznego katalogu uprawnień, jaki nadawały im poprzednio obowiązujące regulacje. Wielka rewolucja okazuje się zatem tylko wielkimi obietnicami. Życie przedsiębiorców po wprowadzeniu nowych przepisów wcale nie zmieni się na lepsze.

Zakres uprawnień urzędników

Jeśli chodzi jednak o standardowe uprawnienia, nowoczesna administracja podatkowa będzie korzystała z zupełnie innych środków niż dotychczas. Budzi to liczne sprzeciwy ze strony przedsiębiorców. Tak jak w poprzednio obowiązujących regulacjach, fiskus będzie mógł korzystać z prawa żądania udostępniania akt, ksiąg i wszelkiego rodzaju dokumentów związanych z przedmiotem kontroli, prawa wstępu na grunt czy też prawa przebywania w lokalu lub innym pomieszczeniu należącym do kontrolowanego. Nowością będzie natomiast m.in. możliwość przesłuchiwania świadków przy użyciu urządzeń technicznych umożliwiających prowadzenie przesłuchania nawet na odległość.

Ograniczona możliwość odwołania

Niebezpieczna jest regulacja ograniczająca prawo przedsiębiorcy do złożenia zastrzeżeń do wyniku kontroli. Obecnie takie prawo nie przysługuje podatnikowi. Kontrolowany przedsiębiorca może jedynie złożyć korektę rozliczenia podatkowego. Jeżeli podatnik nie skoryguje deklaracji, kontrola przekształca się w postępowanie podatkowe, zakończone wydaniem decyzji podatkowej. Ta z kolei pozwala na wniesienie odwołania. Niestety zgodnie z nowymi przepisami takie odwołanie składa się ponownie do organu, który wydał decyzję, a zatem nie możemy liczyć na rozpatrzenie sprawy przez inny organ. Pojawia się pytanie o konstytucyjność takiego rozwiązania, niezgodnego z zasadą instancyjności postępowania podatkowego.

Które branże są najbardziej zagrożone kontrolami skarbówki?

Fiskus bierze pod lupę przede wszystkim te branże, w których w poprzednim okresie rozliczeniowym odnotowano najwięcej nieprawidłowości. W grupie „największego ryzyka” znalazły się m.in. usługi księgowe, podatkowe, badania rynku, prawne oraz reklamowe. W tych dziedzinach łatwo o zaniżenie podatku dochodowego, ponieważ wszystkie te usługi mają charakter niematerialny i trudno ustalić ich rzeczywistą wartość. Skarbówka prześwietla też firmy zajmujące się szeroko rozumianą elektroniką, w których bardzo często dochodzi do wyłudzeń VAT. Podobny proceder obserwuje się również w handlu hurtowym, szczególnie jeżeli mamy do czynienia z przedsiębiorstwem zajmującym się obrotem towarami z krajami azjatyckimi. Od wielu lat częste są także kontrole w branży samochodowej (chodzi przede wszystkim o sprowadzanie samochodów z zagranicy i ich odsprzedaż w kraju). Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy zajmujący się innymi dziedzinami niż wymienione mogą spać spokojnie. Kontrola skarbowa może dotyczyć każdego.

Konsekwencje reform

Przedsiębiorcom trudno odnaleźć się w nowej podatkowej rzeczywistości. Z tego powodu warto skorzystać z usług profesjonalistów – prawników, którzy będą skutecznie reprezentować firmę przed organami administracji podatkowej. Bałagan panujący obecnie w Krajowej Administracji Skarbowej powoduje liczne błędy urzędników, co może mieć negatywne i daleko idące konsekwencje dla przedsiębiorców, którzy nie mają odpowiednich reprezentantów. Kancelarie podatkowe działające na rynku udzielają wsparcia merytorycznego firmom, zapewniając im bezpieczeństwo i możliwość swobodnego prowadzenia działalności gospodarczej.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

GPW Benchmark publikuje nową dokumentację stawek referencyjnych WIBID i WIBOR

  • GPW Benchmark opublikował „Nową dokumentację stawek referencyjnych”, która wejdzie w życie 1 lutego 2018 r.
  • To kolejny krok w drodze do skutecznego dostosowania stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do wymogów europejskich
  • Nowa dokumentacja stawek referencyjnych zastąpi dotychczasowy „Regulamin Fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR”

30 listopada 2017 r. organizator Fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR GPW Benchmark opublikował „Nową dokumentację stawek referencyjnych”, która wejdzie w życie 1 lutego 2018 r. W jej skład wchodzą „Kodeks postępowania uczestników Fixingu WIBID i WIBOR” oraz „Regulamin stawek referencyjnych WIBID i WIBOR”.

Kodeks postępowania reguluje relacje między GPW Benchmark, a bankami będącymi uczestnikami Fixingu stawek referencyjnych. Dokument prezentuje zakres rekomendowanych przez GPW Benchmark polityk, procedur i standardów postępowania banków, zgodnych z wymaganiami europejskiej reformy wskaźników referencyjnych.

Regulamin stawek referencyjnych jest dokumentem określającym zasady opracowywania wspomnianych stawek referencyjnych i ich publikacji oraz zasady ich stosowania przez użytkowników, takich jak na przykład instytucje kredytowe, emitenci papierów wartościowych czy fundusze inwestycyjne.

– Stawki referencyjne pełnią kluczową rolę w polskiej gospodarce, stanowiąc podstawę oprocentowania przeważającej części kredytów, jak również wyceny wielu instrumentów finansowych. Nadrzędnym celem działań GPW Benchmark jest wzmocnienie stawek referencyjnych WIBID i WIBOR, aby były one wiarygodne, adekwatne oraz reprezentatywne – powiedział Rafał Wyszkowski, prezes Zarządu GPW Benchmark.

Zmiana dokumentacji wynika bezpośrednio z konieczności dostosowania stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do wymogów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. w sprawie indeksów stosowanych jako wskaźniki referencyjne w instrumentach finansowych i umowach finansowych lub do pomiaru wyników funduszy inwestycyjnych.

– Publikacja „Nowej dokumentacji stawek referencyjnych” stanowi ważny krok w drodze do skutecznego dostosowania stawek referencyjnych WIBID i WIBOR do europejskich i światowych standardów. Dalsze działania w tym kierunku będziemy podejmować angażując kluczowych interesariuszy, takich jak NBP, KNF, UOKIK oraz instytucje rynku finansowego – kontynuował prezes Zarządu GPW Benchmark Rafał Wyszkowski.

Nowa dokumentacja stawek referencyjnych zastępuje dotychczas obowiązujący „Regulamin Fixingu stawek referencyjnych WIBID i WIBOR”. Aktualny „Kodeks postępowania uczestników Fixingu WIBID i WIBOR” oraz „Regulamin stawek referencyjnych WIBID i WIBOR” są dostępne na stronie internetowej GPW Benchmark: www.gpwbenchmark.pl.

Dobre dane z Polski. Ropa drożeje

Odczyty z USA niemal dokładnie zgodne z oczekiwaniami analityków. OPEC przedłuża ograniczenie wydobycia i to aż o 9 miesięcy. Polska gospodarka rosła o 4,9% w trzecim kwartale.

Neutralne dane z USA

Wczoraj o 14:30 poznaliśmy jedne z najlepiej przewidzianych danych z USA ostatnich tygodni. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 238 tysięcy wobec 240 tysięcy oczekiwanych. Dochody amerykanów utrzymały tempo wzrostu 0,4% pomimo oczekiwań ma 0,3%. Wydatki z kolei zgodnie z oczekiwaniami spowolniły swój wzrost do 0,3%.

OPEC zmniejsza wydobycie

Państwa zrzeszone w ramach OPEC i Rosja podjęły decyzję o zmniejszeniu wydobycia ropy. Taki ruch już co prawda obowiązuje, ale miał się zakończyć z końcem marca 2018, a potrwa do końca 2018 roku. Na rynkach widać wzrost cen, nie jest on jednak zbyt gwałtowny. Wielu analityków widząc jak rosły ceny ropy w wyniku dotychczasowego ograniczenia spodziewało się jego przedłużenia. Warto zwrócić uwagę, że wzrost cen czarnego złota jest również częściowo spowodowany słabością dolara, w którym to ten surowiec jest wyceniany.

Wzrost PKB w 3 kwartale niemal 5%!

Z opublikowanych przez GUS danych wynika, że PKB Polski w 3 kwartale rosło o 4,9% w ujęciu rocznym. Analitycy wiedzieli, że dane będą dobre. Świadczyła o tym prognoza na 4,7%. Jak widać nie przewidzieli jednak, że będą aż tak dobre. To właśnie dane z Polski powodują, że inwestorzy od kilku miesięcy coraz przychylniej patrzą na złotego. Widać to zarówno na rynku walutowym jak i ostatnio również na rynku obligacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – Kanada – PKB,
  • 16:00 – USA – raport ISM dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

OPEC decyduje się na ograniczenie wydobycia ropy do końca 2018

W czwartek w Wiedniu 24 kraje zdecydowały, że utrzymają ograniczenie wydobycia ropy naftowej do końca 2018 r. Jak to wpłynie na notowania podstawowego surowca energetycznego i czy spowoduje wzrost cen paliw dla kierowców? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Zgodnie z oczekiwaniami 30 listopada kraje kartelu OPEC oraz dziesięciu innych eksporterów ropy naftowej (w tym Rosja) przedłużyły porozumienie o zmniejszeniu produkcji „czarnego złota” do końca przyszłego roku.

Wprawdzie w ub. miesiącu pojawiały się spekulacje, że Moskwa może być sceptyczna co do tak długiego okresu wydłużenia cięć w obawie przed zbyt dużym wzrostem podaży z USA, ale finalnie również Rosja zgodziła się na utrzymanie redukcji swojego wydobycia.

Dla OPEC oraz Rosji najważniejsze są zapasy

Analizując działania producentów poprzez notowania ropy naftowej, można stwierdzić, że odnieśli oni krótkoterminowy sukces. Ograniczenie produkcji o ok. 4 proc. przez OPEC i inne kraje (w ujęciu globalnym ok. 1,5 proc.) przyczyniło się do wzrostu cen o ok. 25-30 proc. Oznacza to, że przychody eksporterów wzrosły, mimo że wydobycie było mniejsze.

Warto jednak zauważyć, że to nie tylko efekt działania kartelu. Przede wszystkim załamanie się cen ropy w latach 2015-2016 spowodowało, że w tym okresie wydobycie z amerykańskich łupków uległo poważnemu ograniczeniu (o ponad 10 proc. od szczytów; globalnie ok. 1 proc.). Pozwoliło to najpierw na zatrzymanie trendu zwiększania zapasów, a później, wraz z działaniami OPEC, na ich wyraźne ograniczenie.

Według listopadowego raportu IEA (Międzynarodowej Agencji Energetycznej) na koniec września zapasy ropy i jej produktów w krajach OECD spadły do 2-letnich minimów i wyniosły 2,97 mld baryłek. Dodatkowo inna miara zapasów (różnica pomiędzy ich 5-letnią średnia) także wyraźnie się obniżyła. Jeszcze na początku roku bieżące zapasy o ponad 300 mln baryłek przekraczały przeciętną wartość z ostatnich 5 lat, a obecnie nadwyżka obniżyła się do 119 mln.

Producentom ropy szczególnie zależy, by na rynku nie było zbyt wysokich zapasów, gdyż nie pozwala im to uzyskiwać dodatkowej premii przy nagłych spadkach podaży (wydarzenia pogodowe, geopolityczne, strajki, awarie itp.) lub wzrostach popytu. Wypełnione po brzegi magazyny powodują, że nawet niewielkie ograniczenie popytu czy podniesienie się podaży skutkuje nagłymi spadkami ceny.

W rezultacie to właśnie zapasy ropy oraz jej produktów są najważniejsze dla OPEC oraz dla Rosji. Jeżeli będą one spadać i dojdą do stanów średnich z perspektywy wielu lat, wtedy znacznie zmaleje ryzyko wyraźnego obniżenia ceny „czarnego złota”. Zwiększy się natomiast szansa na przynajmniej krótkotrwałe wzrosty cen, o ile warunki okażą się sprzyjające.

Więcej dobrych niż złych informacji dla kierowców

Rewolucja łupkowa w USA spowodowała, że rynek ropy naftowej przeszedł olbrzymią przemianę. Przez dekady kartel w znacznym stopniu zarządzał ceną surowca tak, aby maksymalizować swoje korzyści finansowe, ale jednocześnie nie doprowadzić do poważnych zaburzeń w podaży czy zgubnej dla gospodarki światowej eksplozji kosztów „czarnego złota”.

Cała ta koncepcja uległa załamaniu, gdy okazało się, że co roku średnie dzienne wydobycie w USA rośnie o ok. 1 mln baryłek i w znacznym stopniu zaspokaja zwiększenie popytu globalnego, a Stany Zjednoczone zaczynają dorównywać w produkcji Arabii Saudyjskiej czy Rosji. Inwestycje w innych krajach (Kanada, Brazylia) także spowodowały, że wpływ na ceny ze strony OPEC został wyraźnie ograniczony, a rynkowe koszty zakupu ropy dla konsumentów dzięki pojawieniu się faktycznej, niezrzeszonej w kartelu konkurencji, zauważalnie spadły.

Teraz tak naprawdę OPEC czy Rosja są uzależnione od tego, jaka jest średnia relacja kosztów wydobycia ropy z łupków do bieżącej ceny. Obecnie prawdopodobnie opłacalność produkcji w Stanach Zjednoczonych jest w przedziale 50-60 dol. za baryłkę. I to ta wartość stanowi poziom równowagi dla rynku ropy naftowej. IEA szacuje, że dzienne wydobycie w USA wzrośnie w przyszłym roku o 1,1 mln baryłek r/r, czyli w znacznym stopniu zaspokoi wzrost popytu. To powinno utrzymywać średnioroczne ceny blisko bieżących poziomów, co również oznacza, że przeciętne koszty tankowania dla kierowców w 2018 r. prawdopodobnie nie będą wyraźnie odbiegać od tych obserwowanych obecnie.

OPEC przedłuża cięcia wydobycia

Organizacja Państw Eksportujących Ropę Naftową wraz z państwami współpracującymi spoza kartelu zdecydowała o przedłużeniu o 9 miesięcy, czyli do końca 2018 r., limitów wydobycia ropy naftowej. Ma to spowodować dalsze podnoszenie cen surowca. Minister ds. ropy Arabii Saudyjskiej Khalid A. Al-Falih dodał, że jeśli w ciągu roku zdarzą się jakieś niespodziewane wydarzenia, to kraje wydobywające ropę powinny rozważyć rozmowy w tej sprawie. W rezultacie tej decyzji ceny ropy naftowej rosną i aktualnie cena baryłki jest ok. 20 USD wyższa niż przed rokiem, gdy państwa OPEC zdecydowały o wprowadzeniu ograniczeń w wydobyciu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,38%) i brytyjskiego funta (-0,49%), a zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,05%), dolara australijskiego (+0,32%) oraz japońskiego jena (+0,4%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,192, GBP/USD – 1,353, USD/CAD – 1,287, AUD/USD – 0,756 i USD/JPY – 112,6. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,77%) i kurs EUR/JPY wynosi 134,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka traci do lekko funta i euro, a minimalnie zyskuje do dolara i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,53 zł, euro – ponad 4,2 zł, funt – 4,77 zł, a frank – poniżej 3,59 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach nadal przewaga koloru czerwonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,9%, frankfurcki indeks DAX – 0,29%, a paryski indeks CAC 40 – 0,47%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,82%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 1,11%, a brazylijski indeks Bovespa stracił 1,33%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,41%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,01%, a hongkoński indeks Hang Seng spadł o 0,33%.

Ropa i złoto: Po trzydniowych spadkach ceny ropy naftowej odrabia straty. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,57 USD (+0,72%), a ropy WTI – 57,4 USD (+0,17%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca podniosła się o 1 USD do 66 USD. Z kolei cena złota kontynuuje spadki. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1275 USD. To 7 USD mniej (-0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:30 – Japonia – Inflacja CPI (r/r), październik – 0,2%
  • 0:30 – Japonia – Stopa bezrobocia, październik – 2,8% (prognoza 2,8%)
  • 1:30 – Japonia – Indeks PMI dla przemysłu, listopad – 53,6 pkt. (prognoza 53,8 pkt.)
  • 2:45 – Chiny – PMI dla przemysłu, listopad – 50,8 pkt. (prognoza 50,9 pkt.)
  • 9:00 – Polska – PMI dla przemysłu, listopad – 54,2 pkt. (prognoza 54 pkt.)
    9:00 – Czechy – PKB (r/r), III kw. – 5% (prognoza 5%)
  • 10:00 – Włochy – PKB (r/r), III kw. (prognoza 1,8%)
  • 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 60 pkt.)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 56,5 pkt.)
  • 14:30 – USA – Wystąpienie prezes Fed
  • 14:30 – Kanada – Stopa bezrobocia, listopad (prognoza 6,2%)
  • 15:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 15:45 – USA – Indeks PMI dla przemysłu, listopad (prognoza 53,8 pkt.)
  • 16:00 – USA – Indeks ISM dla przemysłu, listopad (prognoza 58,4 pkt.)
  • 16:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Filadelfii

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Inflacja w Europie nadal pozostaje niska

W tym tygodniu w niektórych państwach UE zostały opublikowane wyniki indeksu CPI. W Polsce wymieniony wskaźnik wg wstępnych szacunków wykazał wzrost o 2,5%. Na ten wynik miały przede wszystkim wpływ wyższe ceny żywności i paliwa. W normalnych okolicznościach ten wzrost poziomu cen skłaniałby do przemyśleń na temat zwiększenia stóp procentowych, ponieważ cel inflacyjny NBP to 2,5%. Jednak ze względu na to, że znaczącym czynnikiem, który napędził wzrost cen są niskie ubiegłoroczne dane, to szanse utrzymania stopy inflacji, a tym samym podwyższenia stóp procentowych są niewielkie. Należy wspomnieć, że niższa niż zakładano inflacja w Polsce nie stanowi problemu. Wręcz przeciwnie wspiera gospodarkę, ponieważ koszty polskich firm
i gospodarstw domowych są niższe. O dobrej sytuacji gospodarczej świadczą również wyniki PKB za drugi kwartał br. Wskaźnik ten odnotował wzrost – po korekcie sezonowej o 5,2%, a bez korekty o 4,9%. W podobnej sytuacji jest również strefa euro. Tutaj także gospodarka odnotowuje sukcesy, choć nie rośnie już tak szybko jak ta polska. Jednocześnie niska inflacja uniemożliwia EBC podniesienie stóp procentowych. Wg wyników zharmonizowanej inflacji, ceny w listopadzie wzrosły
międzyrocznie tylko o 1,5%.

Złoty w tym tygodniu się trochę umocnił i kurs w piątek rano wynosił 4,2 EUR/PLN. Eurodolar był na poziomie 1,19 EUR/USD.

Salesforce: MSP potrzebują nowych technologii – nowy globalny raport

MSP do rozwoju potrzebuje technologii IT. Jednak wyszukiwanie, zakup i wdrożenia rozwiązań utrudnia brak czasu i środków oraz niedobór profesjonalnej kadry i szkoleń. Nieliczni pomimo tych ograniczeń inwestują, stając się najszybciej rozwijającymi się firmami, co szybko pogłębia rozwarstwienie w sektorze MSP.

Sektor MSP jest motorem wzrostu gospodarczego i innowacyjności. Jednak aby zachować konkurencyjność, MSP muszą sięgać po nowoczesne rozwiązania informatyczne. Coroczny raport Salesforce „Small & Medium Business Trends Report” opublikowany w październiku 2017 r. ukazuje zapotrzebowanie małych i średnich przedsiębiorstw na nowe technologie. Pomimo iż firmy z sektora MSP doskonale wiedzą, że technologie są niezbędne do ich dalszego rozwoju, trudno im odnaleźć i wdrożyć właściwe rozwiązania – ograniczeniem jest brak czasu i kompetencji oraz ograniczone środki finansowe.

Sektor MSP nie jest jednolity w podejściu do technologii. Raport Salesforce ukazuje znaczące różnice pomiędzy firmami rozwijającymi się (tymi, które wykazują wzrost przychodów) a ich odpowiednikami przeżywającymi stagnację. Rozwijające się przedsiębiorstwa inaczej podchodzą do wdrażania nowych technologii i mają inne priorytety inwestycyjne. Na ich top listach inwestycji częściej pojawia się system CRM. Firmy te częściej używają rozwiązań typu helpdesk i mocniej koncentrują się na zapewnieniu spójnych i spersonalizowanych doświadczeń klienta. Zaczynają także wykorzystywać możliwości sztucznej inteligencji.

Najważniejsze wnioski z raportu:

  • Dla 55% sektora MSP brak czasu jest największym ograniczeniem związanym z zakupem i wdrożeniem technologii. Dla 56% równie trudne jest znalezienie osób o odpowiednich kwalifikacjach technologicznych.
  • Brak czasu wynika z faktu, że 66% liderów MSP odpowiada za co najmniej trzy obszary działalności swojej firmy. Najczęściej do obszarów tych zaliczają się: obsługa klienta, finanse, zasoby ludzkie, IT, marketing i rozwój produktu.
  • Aż 23% czasu pracy pracownicy MSP poświęcają na ręczne wprowadzanie danych do różnego rodzaju systemów i aplikacji.
  • Tylko 23% firm ma przynajmniej jednego (lub więcej) własnego pracownika odpowiedzialnego za obszar IT.
  • Dla 95% małych i średnich przedsiębiorstw przy wyborze technologii najważniejsza jest łatwość obsługi, dla 94% – cena, prosta konfiguracja (dla 93%), nieskomplikowane serwisowanie (92%).
  • 62% MSP twierdzi, że szkolenia IT pomogłyby im w usprawnieniu działalności, ale dostęp do szkoleń jest utrudniony z powodu: kosztów (60%), braku czasu (56%), braku oferty szkoleń o właściwym zakresie (48%), kłopotów z planowaniem (46%).
  • 95% firm MSP zarządza informacjami o klientach, jednak większość robi to w sposób tradycyjny korzystając z poczty e-mail (62%) i arkuszy kalkulacyjnych (53%). Tylko jedna trzecia (33%) korzysta z systemu CRM;
  • Firmy rozwijające się wskazują CRM jako najwyższy priorytet w budżetach technologicznych 2,2 razy częściej od firm będących w stagnacji (36% vs. 16%).
  • Firmy rozwijające się są o 1,6 razy bardziej od reszty skłonne używać technologii do automatyzacji procesów biznesowych (69% vs. 42%).
  • MSP coraz częściej sięga po rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji. W ciągu najbliższych 3 lat w obszarze AI przewidywany jest wzrost inwestycji o 226%.

MSP – ambitne plany i przeciąganie budżetowej kołdry

Na liście najważniejszych priorytetów technologicznych sektorze MSP znajduje się rozwiązania wspierające produktywność, oprogramowanie finansowe, systemy bezpieczeństwa i CRM. Firmy średniej wielkości 1,5 częściej od małych jako priorytet wskazują CRM (42% vs. 27%). Podobnie organizacje szybko rozwijające się – CRM jest przez nie najwyższym priorytetem w porównaniu z resztą sektora (42% vs. 27%). Aspiracje technologiczne w MSP przegrywają jednak z możliwościami finansowymi. Dla wielu firm przeznaczenie większego budżetu na IT oznacza obcięcie finansowania w innych obszarach.

Jak znaleźć i utrzymać klientów – rozwijające się firmy wytyczają szlak

Pozyskiwanie klientów i ich utrzymanie to dla MSP jedno z największych wyzwań. W miarę rozwoju biznesu potrzeby marketingowe rosną – pojawia się konieczność lepszego dotarcia do grup docelowych i wskazanie, które działania są najbardziej skuteczne. Brak rozwiązań umożliwiających szybkie reagowanie na zapytania klientów staje się problemem dla 42% małych i dla 59% średnich firm. Jedynie 47% przedsiębiorstw posiada dział obsługi klienta lub centrum obsługi telefonicznej (nawet jeśli jest to tylko jedna osoba), a jedna czwarta korzysta z aplikacji helpdesk. Firmy rozwijające się 1,6 razy częściej od pozostałych mają dział obsługi klienta lub call center (52% vs. 33%).

Drugim głównym wyzwaniem jest zarządzanie Customer Experience w całym procesie sprzedaży i obsługi klienta. Dla firm zapewnienie spójnych doświadczeń klientów jest ważniejsze nawet od pozyskiwania leadów, ponieważ niezadowolony klient zmieni dostawcę z prawdopodobieństwem wynoszącym 78%. Prawie połowa małych i średnich firm (49%) uważa zrozumienie doświadczeń klientów i wejście z nimi w interakcję za ważne, a nawet krytyczne dla biznesu. Według 79% MSP niezwykle istotne jest, by klient miał kontakt z działem wsparcia znającym całą jego historię zakupową.

MSP ma duże potrzeby szkoleniowe

Większość małych i średnich firm (68%) nie ma własnego personelu informatycznego, który przejąłby proces zarządzania decyzjami zakupowymi oraz zajął się wdrażaniem technologii. Jedynie 26% zatrudnia jednego lub więcej pracowników IT. Brak dedykowanego zespołu jest większym utrudnianiem dla firm średnich, ponieważ małe firmy 1,9 razy częściej twierdzą, że pomimo braku wykwalifikowanej kadry, radzą sobie z własnymi potrzebami IT.

Problem związany z wiedzą o technologiach częściowo mogą rozwiązać szkolenia, jednak dostęp do nich jest utrudniony z powodu zbyt wysokich kosztów lub braku oferty szkoleniowej o odpowiednim zakresie. Firmy średnie (56%) podobnie jak małe (40%) twierdzą, że nieadekwatne do ich potrzeb formaty szkoleń stanowią poważne wyzwanie utrudniające wdrażanie programów szkoleniowych.

Kolejną bolączką są ograniczenia finansowe. Choć rozwiązania IT są ważnym motorem wzrostu dla MSP, firmy z tego sektora nie są w stanie przeznaczyć na nie większych środków. Tylko 22% badanych firm wydaje więcej niż jedną czwartą swoich rocznych budżetów na rozwiązania IT. Sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej w firmach średniej wielkości, gdzie 39% wydaje na technologie więcej niż jedną czwartą rocznego budżetu.

Sztuczna inteligencja i automatyzacja w walce o klienta

82% MSP twierdzi, że połączenie danych w ramach jednej platformy lub bazy danych jest niezbędne dla efektywnego zarządzania Customer Experience we wszystkich kanałach kontaktu. Unifikacja danych bywa jednak sporym wyzwaniem, ponieważ pochłania mnóstwo czasu. Pracownicy MSP aż 23% swojego czasu pracy poświęcają na ręczne wprowadzanie danych. Firmy starają się jednak ułatwić sobie życie i zmniejszyć obciążenie procesami manualnymi, dlatego 62% korzysta z technologii automatyzującej wybrane procesy biznesowe. Uciążliwość ręcznej pracy jest tak wielka, że aż 71% liderów z MSP przy zakupie nowych rozwiązań zwraca uwagę na ich możliwości automatyzowania przynajmniej niektórych zadań. Rozwijające się MSP w porównaniu z resztą rynku 1,6 razy częściej stosują narzędzia do automatyzacji.

Niewielka liczba małych i średnich firm wykracza poza automatyzację i sięga dalej badając możliwości sztucznej inteligencji (AI). Chociaż obecnie tylko 11% MSP używa rozwiązań z zakresu AI, połowa sektora twierdzi, że jest to bardzo ważny czynnik przy wyborze technologii wspierających pracę. Firmy rozwijające się 2,3 razy częściej od reszty rynku używają lub zamierzają używać sztucznej inteligencji (48% vs. 21%).

Powody, dla których połowa firm nie jest gotowa na AI, są trudne do określenia. Wiele firm (41%) nie ma dookreślonych potrzeb w tym zakresie. Brakuje też świadomości – firmy nie rozumieją, w jaki sposób sztuczna inteligencja mogłaby pomóc w biznesie. Ci, którzy mają już wizję wykorzystania AI, planują wykorzystać ją do predykcyjnego prognozowania sprzedaży, zautomatyzowania zleceń od klientów i tworzenia profili odbiorców dla marketingu. Z badania Salesforce wynika, że w ciągu najbliższych 3 lat w sektorze MSP wzrost wydatków na sztuczną inteligencję wzrośnie o 226%.

Polskie MSP wobec wyzwań technologicznych

MPS w Polsce to ogromna siła rynkowa. Spośród działających 1,9 mln firm, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią 99,8% podmiotów. Udział MSP w tworzeniu PKB na przestrzeni ostatnich lat systematycznie rośnie i przekroczył już 50%. Wg danych z opublikowanego w 2017 r. przez PARP (Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości) raportu o stanie sektora MSP w Polsce, firmy „analogowe” (które można uznać za odpowiednik stagnacyjnych z raportu Salesforce) są zdecydowanie bardziej zachowawcze niż „cyfrowe” (odpowiednik firm rozwijających się). Priorytetem tych pierwszych jest przede wszystkim przetrwanie i utrzymanie się na rynku – tak zadeklarowało 69,2% badanych z tej grupy. Tymczasem wśród „cyfrowych” przedsiębiorstw przeważa nastawienie na wzrost – w tej grupie dynamiczny rozwój jest nadrzędnym celem dla 64,8% ankietowanych przedsiębiorców.

Mimo świadomości dobroczynnego wpływu technologii na konkurencyjność firm, MSP nie stać na własne działy IT. Firmy mają też problem z rekrutacją odpowiedniego personelu. W przedsiębiorstwach zatrudniających specjalistów IT, osobą odpowiedzialną za informatykę jest częściej współpracownik zewnętrzny (55%). Pozostałe 45% firm zatrudnia informatyka na etacie.

Aż 86% przedstawicieli polskich małych i średnich firm uważa, że technologie informatyczne pozwalają zaoszczędzić czas pracy, a 65% jest przekonanych, że dzięki ICT w ciągu pięciu najbliższych lat będą malały koszty prowadzenia biznesu. Będą więc, tak jak to się dzieje na rynku globalnym, sięgać coraz częściej po nowe technologie.

Jakie czynniki bierzesz pod uwagę wybierając technologie dla twojej firmy

Łatwość użycia 95%
Cena 94%
Łatwość konfiguracji 93%
Prostota wsparcia / serwis 92%
Szybkość 92%
Zaufany dostawca 91%
Kompatybilność z istniejącą infrastrukturą lub systemami 87%
Możliwości mobilne 76%
Skalowalność 74%
Dostawca najlepszy w swojej klasie 73%
Możliwość automatyzacji 71%
Możliwości sztucznej inteligencji 51%

Które z wymienionych funkcjonalności AI twoja firma obecnie używa lub planuje używać w ciągu najbliższych 3 lat

Cel Już używają Będą używać Prognozowany wzrost w ciągu 3 najbliższych lat
Automatyczny e-mailing wysyłany, gdy adresat jest najbardziej gotowy go przeczytać 34% 51% 152%
Automatyczne rekomendacje dla klientów 33% 48% 146%
Automatyczne odpowiedzi wspierające podstawowe zapytania w dziale obsługi klienta 31% 50% 162%
Zautomatyzowane statystyki kampanii (np. automatycznie generowane statystyki marketingowe w celu ukierunkowania wydatków czy skupienia uwagi odbiorców) 30% 49% 167%
Prognozowanie predykcyjne dla sprzedaży (np. prognozy na temat najważniejszych klientów / czy dany zespół osiągnie założone cele) 29% 52% 179%
Analiza predykcyjna dla marketingu (np. prognozy do których odbiorców / segmentów rynku będą kierować swój przekaz, gdzie się           uzyska najwyższy zwrot z inwestycji) 23% 53% 226%

3 priorytety w budżetach na technologie

Małe firmy:

  • oprogramowanie wspierające produktywność – 39%
  • oprogramowanie finansowe – 35%
  • system bezpieczeństwa – 34%

Średnie firmy:

  • CRM – 42%
  • system bezpieczeństwa – 32%
  • usługi technologiczne – 32%

Koszt odejścia dobrego programisty to ponad 100 tys. zł

Rynek pracy IT już od kilku lat jest „rynkiem pracownika”. Wysoka rotacja kadr w branży informatycznej jest jednym z głównych wyzwań z jakimi mierzą się polskie firmy. W ubiegłym roku brakowało niemal 50 tys. specjalistów w tej branży. Dlaczego tak trudno zatrzymać dobrych programistów, fron-tend developerów, specjalistów ds. wdrożeń czy Business Intelligence?

Pracodawcy wciąż poszukują specjalistów IT. Jednocześnie starają się zatrzymać kluczowych pracowników tego obszaru u siebie. Według prognoz ekspertów ze szkoły programowania online Kodilla.com, do 2020 roku przychody przedsiębiorstw z branży IT będą zwiększać się o ok. 10 proc. rocznie. Oznacza to, że zapotrzebowanie na programistów, specjalistów ds. wdrożeń, Business Intelligence czy data science nie będzie się zmniejszać. Wręcz przeciwnie – rozwój technologii i postępująca cyfryzacja będą tylko wzmagały zapotrzebowanie na ludzi o odpowiednich kwalifikacjach.

Ile kosztuje utrata programisty?

Odejście kluczowego pracownika to dla każdego pracodawcy nie tylko duże wyzwanie, ale też znaczne koszty bezpośrednie i pośrednie. Często firmy zapominają o tym, że tracąc swoich pracowników muszą się liczyć z takimi kosztami, jak spadek motywacji w zespole czy obniżenie wydajności pozostałych pracowników.

– Szacuje się, że właściciel firmy w wyniku dobrowolnego odejścia pracownika traci od 50 do 100 proc. jego rocznego wynagrodzenia, w zależności od tego czy jest to pracownik niższego szczebla czy ekspert – ocenia Konrad Dębkowski, ekspert zarządzania doświadczeniem pracownika, iniJOB.com.

Jak wynika z badania Antal Market Research przeprowadzonego w polskich firmach średni wskaźnik odpływu pracowników z organizacji wynosi 10,8 proc., zaś dla branży IT – 8,8 proc. Teraz wyobraźmy sobie firmę informatyczną, zatrudniającą 100 pracowników, w której wskaźnik dobrowolnego odejścia pracowników wynosi 16 proc. (czyli w ciągu roku z firmy odchodzi 16 osób).

  Strata firmy, gdy odchodzi 9 pracowników
(wg średni wskaźnika dobrowolnego odejścia w branży IT – 8,8 proc.)
Strata firmy, gdy odchodzi 16 pracowników
(tj. o 7 pracowników więcej w porównaniu do średniego wskaźnika dobrowolnego odejścia w branży IT)
9 000 zł brutto/miesięcznie – pensja starszego programisty aplikacji mobilnych* 486 000 – 972 000 zł 864 000 – 1 728 000 zł
11 000 zł brutto/miesięcznie – pensja starszego programisty JAVA/JEE/J2EE ** 594 000 – 1 188 000 zł 924  1 056 000 – 2 112 000 zł

*Wynagrodzenie całkowite starszego programisty aplikacji mobilnych zatrudnionego na umowę o pracę wynosi od 8 500 do 13 500 zł brutto wg „Raportu płacowego Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2017”

**Wynagrodzenie całkowite starszego programisty JAVA/JEE/J2EE zatrudnionego na umowę o pracę wynosi od 9 500 do 12 200 zł brutto wg „Raportu płacowego Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2017”

Koszt utraty jednego programisty JAVA/JEE/J2EE to 66 000 – 132 000 zł. A gdy wskaźnik dobrowolnej rotacji rośnie, mamy do czynienia z naprawdę dużymi stratami finansowymi.

Co zrobić, aby specjaliści zostawali w firmie?

– Chcąc zmniejszyć dobrowolną rotację kadr w firmie, musimy opanować wiele czynników, które wpływają na chęć odejścia z pracy. Dlatego też konieczne jest strategiczne i zintegrowane podejście, zakładające zastosowanie kompleksowego zarządzania doświadczeniem pracowników – mówi Konrad Dębkowski. – Podwyżki czy dodatkowe benefity to tak naprawdę pojedyncze, stosowane często niezależnie od siebie narzędzia, które już nie wystarczają by zatrzymać pracownika. Szczególnie w branży IT. To czego oczekują np. programiści to możliwość ciągłego uczenia się i rozwijania swoich umiejętności. Może się to wydawać dziwne, ale część specjalistów IT jest wręcz gotowa pracować za niższe wynagrodzenie, aby mieć możliwość uczestniczenia w innowacyjnych projektach, dzięki którym ich wartość na rynku pracy jeszcze bardziej wzrośnie – podkreśla ekspert iniJOB.com.

Rozwój i  dokształcanie się pracowników są często niedocenianym elementem budowania kapitału organizacji i zapobiegania wysokiej rotacji. Wciąż pokutuje pogląd, że inwestowanie w rozwój kadry jest nieopłacalne dla przedsiębiorców i niesie za sobą więcej zagrożeń niż zysków, m.in. dlatego że wyszkolony pracownik odejdzie po jakimś czasie do konkurencji. Jednak brak inwestycji w rozwój powoduje często znudzenie i stagnację pracowników oraz wzbudza w nich potrzebę poszukiwania nowych wyzwań zawodowych.

Według raportu firmy Deloitte 58 proc. organizacji nie jest przygotowanych na zmieniające się potrzeby rozwojowe pracowników. Zarządzanie rozwojem i doskonaleniem umiejętności ludzi powinno być oparte o ich osobiste cele, a nie tylko o cele biznesowe firmy. Warto wyjść naprzeciw ambicjom swoich pracowników.

– Jeśli pracodawcy chcą dowiedzieć się jakie są rzeczywiste potrzeby rozwojowe pracowników, nie powinni polegać tylko na swojej intuicji. Warto regularnie sprawdzać jakie są oczekiwania zespołu, w którym kierunku ludzie chcą się rozwijać i czego uczyć – mówi Konrad Dębkowski. – W tym celu można na przykład skorzystać z Pulsometru iniJOB, który pozwala w prosty sposób zebrać online opinie i wnioski pracowników, przeanalizować je i ułożyć plan działania. Badanie umożliwia sprawdzanie wyników na bieżąco i porównywanie ich z poprzednimi, a dzięki temu wspiera szybsze reagowanie na potrzeby jakie pojawiają się w organizacji.

***

Pulsometr iniJOB bada doświadczenie pracowników w ich relacji z firmą w trzech perspektywach: indywidualnej, zespołu oraz całej organizacji. Badanie online umożliwia sprawdzanie wyników na bieżąco oraz porównywanie ich z poprzednimi. Regularna analiza doświadczeń pracowników z daną firmą pozwala pracodawcy szybko reagować na wyzwania jakie pojawiają się w organizacji, pozytywnie wpływać na atmosferę i co najistotniejsze zmniejszać ryzyko utraty dobrych pracowników.

Berlin, Kopenhaga, Frankfurt najatrakcyjniejszymi lokalizacjami dla inwestorów

Według najnowszego rankingu analizującego perspektywy zmian na rynku nieruchomości w głównych miastach europejskich „Emerging Trends in Real Estate. Europe 2018” –  najbardziej atrakcyjną lokalizacją jest Berlin. Na podium znalazły się także Kopenhaga i Frankfurt (ex aequo). Warszawa zajęła 23. pozycję, a spośród konkurencyjnych stolic Europy Środkowo-Wschodniej wyżej ocenione zostały  Praga (15.) oraz  Budapeszt (19.).

15. edycja raportu „Emerging Trends in Real Estate”, przygotowywana przez PwC oraz Urban Land Institute, przedstawia sytuację na najważniejszych rynkach nieruchomości w Europie w sferze inwestycyjnej, deweloperskiej oraz finansowej. Tegoroczny raport powstał na podstawie rozmów z ponad 800 uznanymi ekspertami rynku nieruchomości w Europie, reprezentującymi czołowych  inwestorów, deweloperów, sektor finansowy oraz firmy doradcze.

Czwarty rok z rzędu na pierwszym miejscu rankingu znalazł się Berlin. Pewnym zaskoczeniem może być awans Frankfurtu na drugą pozycję (ex aequo z Kopenhagę). Jest to jednakże konsekwencja stopniowej migracji firm sektora finansowego z Londynu do kontynentalnej części Europy. Stolica Danii (Kopenhaga), zawdzięcza swoją wysoką, drugą pozycję  bardzo dynamicznie rozwijącemu się sektorowi mieszkaniowemu. Czwarte miejsce zajęło kolejne niemieckie miasto, tj. Monachium, przed Madrytem, gdzie zauważalny jest pozytywny trend w rozwoju sektora powierzchni biurowych oraz Hamburgiem.

W tegorocznym zestawieniu Warszawa uplasowała się na 23. pozycji. W ocenie ankietowanych ekspertów lepsze perspektywy od stolicy Polski mają zarówno Praga (15. pozycja) jak i Budapeszt (19.). Niższe od Warszawy pozycje w rankingu mają natomiast Zurich (24. pozycja), Bruksela (25.), Londyn (27.) oraz Rzym (28.). Spośród 31 miast zestawionych w raporcie, na ostatnich trzech pozycjach uplasowały się  Stambuł (31.), Moskwa (30.) i Ateny (29.).

Warszawa nadal jest postrzegana przez inwestorów jako atrakcyjne miejsce do lokowania kapitału, jednakże w porównaniu do ubiegłorocznego zestawienia spadła o 3. pozycje. Inwestorzy pozytywnie oceniają wysoki  wzrost gospodarczy naszego kraju oraz dostrzegają rosnący potencjał rynku BPO/ SSC. Spadek wynika po części z niepewności legislacyjnej przeprowadzanych reform w zakresie podatków oraz znacznego planowanego wolumenu nowych projektów biurowych w Warszawie. Niepewność towarzysząca procesowi Brexitu, spowodowała iż  Londyn spadł na pozycję 27., co z kolei  odbierane jest jako ogromna szansa dla rozwoju sektora finansowego i rynku biurowego w Warszawie. Nastroje na rynku europejskim są dość pozytywne. Prawie połowa respondentów oczekuje przyspieszenia wzrostu gospodarczego w najbliższych 3-5 latach.  Potencjalne konsekwencje Brexitu niepokoją inwestorów w Wielkiej Brytanii, szczególnie skupionych na inwestycjach biurowych w Londynie, ale jednocześnie poprawiły nastroje w kilku stolicach kontynentalnej Europy” – mówi Kinga Barchoń, partner w PwC, lider zespołu ds. nieruchomości.

Pod względem atrakcyjności poszczególnych sektorów rynku, nieruchomości magazynowe awansowały na pierwsze miejsce. Dotyczy to zarówno gotowych produktów na rynku inwestycyjnym jak i projektów przygotowywanych przez deweloperów. Dobre perspektywy w ocenie ankietowanych mają także niszowe sektory, takie jak mieszkania studenckie czy domy seniorów. Zauważalnym trendem jest znaczne pogorszenie się postrzegania  przez inwestorów dominujących do tej pory sektorów, czyli handlowego i biurowego Dotyczy to szczególnie obiektów zlokalizowanych na przedmieściach miast.

Z raportu PwC i ULI wynika, że podmioty aktywne na rynku nieruchomości z optymizmem patrzą na rozwój branży w 2018 r. Około połowa respondentów przewiduje, że zarówno zyski, jak i liczba pracowników mają szansę wzrosnąć w przyszłym roku. Optymizm wzmacniają poprawiające się prognozy makroekonomiczne dla strefy euro oraz ciągła atrakcyjność nieruchomości jako klasy aktywów.

Popyt na wysokiej jakości produkty nieruchomościowe w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie, jednak w najnowszym raporcie widzimy dowody na to, że na horyzoncie jest coraz więcej wyzwań. Warszawa i inne polskie miasta muszą stawiać na nieustający rozwój, aby utrzymać tak imponujący wzrost, jaki obserwowaliśmy do tej pory” – dodaje John Banka, przewodniczący ULI Poland.

Głównym wyzwaniem europejskiego rynku nieruchomości, podobnie jak w ciągu ostatnich kilku lat, jest dostępność odpowiednich aktywów. Ponad 75% ankietowanych uważa, że ​​inwestorzy podejmują większe ryzyko, aby osiągnąć docelowe zyski, jednakże wielu kluczowych graczy z branży wskazało bardziej ostrożne podejście do podejmowania ryzyka w 2018 r.Berlin, Kopenhaga, Frankfurt najatrakcyjniejszymi lokalizacjami dla inwestorów

RCS – SMS nowej generacji w walce o rynek z aplikacjami

Inflacja w celu, wzrost na „5-”

Dziś dzień publikacji wskaźników PMI. Spodziewamy się, że indeks dla polskiego przetwórstwa wzrósł do 53,9 pkt. odzwierciedlając bardzo wysokie wstępne odczyty ze strefy euro oraz z Niemiec (które zapewne zostaną dziś potwierdzone). W Chinach indeks Markit PMI, podobnie jak wczorajszy „oficjalny” PMI pokazał pozytywne nastroje przetwórców w listopadzie. Drugi miesiąc lekkiego spadku indeksu ISM dla przetwórstwa USA nie zmienia faktu, że nastroje pozostają bardzo dobre i sugerują dalsze zwiększanie aktywności gospodarczej.

Polska gospodarka potrafi latać (wysoko!)

Tempo wzrostu gospodarczego w 3q17 wyniosło 4,9% r/r (rewizja w górę szybkiego szacunku o 0,2pp vs 4,0% r/r w 2q17), a po korekcie sezonowej 5,2% r/r i 1,2% k/k. Dane sugerują, że w całym roku wzrost PKB wyniesie 4,4%.

Głównym motorem wzrostu pozostała konsumpcja prywatna. Jej dynamika wyniosła 4,8% r/r (4,9% r/r w 2q; PKO: 5,0%; kons: 4,9%), odzwierciedlając dobre wyniki rynku pracy. Choć bardzo dobre nastroje nadal zachęcają konsumentów do finansowania swoich zakupów z oszczędności, to pozytywny wpływ programu 500+ na dynamikę dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych zaczął się zmniejszać już w 2q17. Inwestycje wzrosły o 3,3% r/r (vs 0,9% r/r w 2q; PKO: 5,0%; kons: 4,5%). Choć dane o inwestycjach dużych firm wskazywały na niższą dynamikę inwestycji, to apetyt na dobry wynik został rozbudzony przez inwestycje samorządów. Wskaźniki wyprzedzające inwestycji sugerują, że dynamika inwestycji będzie w kolejnych kwartałach coraz wyższa: rośnie m.in. wartość kosztorysowa noworozpoczętych inwestycji, wartość rynku leasingu, wykorzystanie mocy produkcyjnych, wartość przetargów publicznych, absorpcja środków z UE. Zapasy były neutralne dla wzrostu PKB (wkład 0,0pp vs -1,9pp w 2q17). Eksport netto natomiast dodał 1,1pp do dynamiki PKB i był drugim co do wielkości motorem wzrostu PKB w 3q17 (przy odbiciu eksportu i stabilnym wzroście importu).

Struktura wzrostu PKB wpisuje się w nasze oczekiwania: nadal prognozujemy, że dynamika inwestycji będzie się zwiększać stopniowo w kolejnych kwartałach, przy nieco niższej dynamice konsumpcji. Dwucyfrowe dynamiki inwestycji możemy zobaczyć już w 1h18.

Dane o strukturze wzrostu PKB nie zmieniają układu sił w RPP. Silne konsumpcja i wzrost gospodarczy wspierają argumenty jastrzębich członków, podczas gdy nieco słabsza od oczekiwań struktura wzrostu, w tym głównie wolniejsze ożywienie inwestycji, wpisują się w argumentację gołębiego skrzydła. Pierwszej podwyżki stóp procentowych nadal oczekujemy w 4q18.

Inflacja: po szczycie przyjdzie dołek

Inflacja CPI w listopadzie (wstępny odczyt GUS) wzrosła do 2,5% r/r osiągając cel inflacyjny po raz pierwszy od listopada 2012 r. (PKO: 2,4% r/r, konsensus: 2,3% r/r, vs 2,1% r/r w październiku).

Ostateczne dane oraz struktura październikowej inflacji zostaną opublikowane 11 grudnia. Oczekujemy, że pokażą one wyraźne przyspieszenie dynamiki cen paliw (przyspieszenie wzrostu cen ropy na przełomie października i listopada), a także stabilizację inflacji bazowej (PKO: 0,8% r/r). Dane z rynków hurtowych oraz wskaźniki koniunktury sugerują dalsze przyspieszenie dynamiki cen żywności. Ponadto w stronę wyższej inflacji CPI oddziaływały zapewne ceny opału, które od września notują przyspieszenie dynamiki ze względu na rosnące ceny węgla.

Po listopadowym szczycie nastąpi 3-miesięczne spowolnienie dynamiki cen związane z efektami wysokiej bazy cen paliw oraz żywności z przełomu ubiegłego roku. W rezultacie, nawet w obliczu oczekiwanych przez nas podwyżek niektórych cen regulowanych w styczniu, inflacja CPI może spaść w tym okresie w okolice 2% (nie wykluczamy odczytu poniżej 2% w lutym br.). Jednocześnie wysoka dynamika miesięczna inflacji CPI w listopadzie oznacza, że rozpoczynające się od marca przyspieszenie dynamiki inflacji może ją wydźwignąć w okolice 3% w połowieprzyszłego roku. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do egzogenicznych czynników wzrostu inflacji w 2017 r., coraz większą rolę odgrywać będzie inflacja bazowa. Taki scenariusz wspiera m.in. rosnąca presja płacowa, wzrost kosztów produkcji, a także charakter trwającego ożywienia gospodarczego, któremu (jak dotąd) nie towarzyszy wzrost zdolności wytwórczych.

Niemniej nie spodziewamy się, aby inflacja bazowa przekroczyła poziom 2,0% wcześniej niż na jesieni 2018 r., wobec czego podtrzymujemy naszą prognozę, że pomimo narastających w przyszłym roku sporów wewnątrz Rady Polityki Pieniężnej nie zdecyduje się ona na podwyżkę stóp wcześniej niż w listopadzie 2018 r. (jedna z kolejnych projekcji inflacyjnych NBP). Nie oznacza to, że już wcześniej nie pojawią się pierwsze od dłuższego czasu wnioski o podwyżkę stóp składane przez bardziej jastrzębich członków Rady.

Miesięczne prognozy makro – grudzień 2017

Publikowane w grudniu dane makroekonomiczne maja potencjał do pozytywnej niespodzianki, a nasze prognozy są albo wyższe, albo równe konsensusowi rynkowemu.

dane makroekonomiczne

Opublikowany już szybki szacunek inflacji CPI za listopad na poziomie 2,5% r/r był wyższy od naszej prognozy i konsensusu. Ostateczne i szczegółowe dane zostaną opublikowane 11 grudnia. Bilans płatniczy za listopad (publikacja 14 grudnia) powinien w naszej ocenie pokazać nadwyżkę na rachunku bieżącym równą 274 mln EUR (kons. 187 mln EUR) przy utrzymującym się solidnym wzroście importu i eksportu. Dane z rynku pracy (18 grudnia) pokażą wg naszej prognozy utrzymanie wzrostu zatrudnienia (PKO i kons. 4,4% r/r) a także solidny wzrost płac na poziomie 7,2% r/r (w październiku 7,4% r/r, kons. 7,1% r/r). Dane o produkcji przemysłowej (19 grudnia) są wspierane przez pozytywny efekt liczby dni roboczych, oczekujemy więc wzrostu produkcji o 9,6% r/r (październik 12,3% r/r, kons. 9,0% r/r). Produkcja budowlano-montażowa była pod wpływem efektu wysokiej bazy z ubiegłego roku, oczekujemy więc spadku jej dynamiki do 16% r/r (kons. 14,8% r/r) z 20,3% r/r w październiku. Oczekujemy utrzymania solidnych wzrostów realnej sprzedaży detalicznej, a nasza prognoza jest wyższa od konsensusu (7,7% r/r vs. 6,6% r/r).

Wzrost PKB w Szwajcarii w 3q17 zaskoczył pozytywnie zarówno pod względem poziomu (1,2% r/r) jak i struktury (ożywienie inwestycji). Mimo to SNB na najbliższym posiedzeniu (14 grudnia) pozostanie bardzo gołębi w obawie przed umocnieniem waluty.

Sprzedaż detaliczna w Niemczech niespodziewanie spadła w październiku o 1,4% r/r (wobec wzrostu o 4,1% r/r we wrześniu). Najsilniejszy spadek odnotowała sprzedaż odzieży i obuwia, co najprawdopodobniej odzwierciedla jedynie przejściowe przesunięcia pomiędzy miesiącami.

Inflacja HICP w strefie euro wzrosła w listopadzie do 1,5% r/r (z 1,4% r/r), przy stabilnym odczycie inflacji bazowej. Brak wyraźnej presji inflacyjnej wspiera EBC w ostrożnym podejściu do zmian polityki pieniężnej.

Rosnące dochody i wydatki Amerykanów (szczegóły w kalendarzu) wspierają wzrost konsumpcji i PKB w USA w 4q17. Inflacja bazowa PCE w USA pozostała bez zmian w październiku (1,4% r/r).Członkowie FOMC nadal postrzegają niższą inflację jako zjawisko przejściowe i najprawdopodobniej podniosą stopy procentowe na posiedzeniu w grudniu.

Państwa OPEC i Rosja przedłużyły ograniczenia w produkcji ropy do końca 2018r. W obliczu postulatów stopniowego uwalniania produkcji zapowiedziano „przegląd” porozumienia w czerwcu 2018r.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Poprawa nastrojów w przemyśle

PMI dla polskiego przemysłu wzrósł w listopadzie do 54,2 pkt. z 53,4 pkt. w październiku (PKO: 53,9 pkt., konsensus: 54,0 pkt.).

Na wyższy odczyt indeksu wpłynęły mocny odczyt subindeksu produkcji, wydłużony czas dostaw, zwiększone zapasy pozycji zakupionych. Wzrost indeksu ograniczały nieco słabsze tempo wzrostu nowych zamówień oraz niskie tempo wzrostu zatrudnienia.

Poprawa nastrojów w przemyśle

Subindeks zatrudnienia znajduje się ciągle w okolicach poziomu sygnalizującego stagnację. Biorąc pod uwagę nastroje firm przemysłowych w Niemczech i strefie euro (główni partnerzy handlowi Polski), kluczową różnicą między rekordowo wysokimi odczytami indeksów PMI dla przetwórstwa w tych gospodarkach a Polską jest właśnie subindeks zatrudnienia, który naszym zdaniem ciągle sygnalizuje, że bariera podażowa na rynku pracy staje się coraz większym ograniczeniem dla rozwoju gospodarczego.

Poprawa nastrojów w przemyśle 2

Patrząc na wyniki ankiet dotyczące procesów cenotwórczych wyraźnie widać rosnącą presję cenową. Wskaźnik kosztów produkcji wzrósł ponownie sygnalizując, że po okresie nieco niższych odczytów na przełomie roku, ścieżka inflacji powróci na trajektorię wzrostową w marcu przyszłego roku.

Dane wspierają oczekiwania na utrzymanie silnego wzrostu PKB w 4q17 i są neutralne dla RPP. Nadal zakładamy, że do podwyżki stóp dojdzie pod koniec 2018 r., ale nie wykluczamy, że wnioski o podwyżkę pojawią się wcześniej.

Źródło: PKO Bank Polski

Jakich cech brakuje polskim szefom i jakie mamy z nimi relacje – wyniki badania

Komunikatywność, szczerość i możliwość zaufania – to trzy cechy, których brakuje polskim szefom – wynika z badań serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl. Mimo tych braków, aż 61 proc. pracowników ocenia swoje relacje z przełożonym jako przyjazne.

Listę cech, których brakuje polskim szefom, otwiera komunikatywność – wskazało na nią 24 proc. badanych. Dalej znalazła się szczerość – powiedziało o niej 22 proc. ankietowanych. Tyle samo wskazało na możliwość zaufania. Na kolejnych miejscach jest brak: odwagi i zdecydowania – 20 proc. odpowiedzi, pomocności – 19 proc., grzeczności i szacunku – 19 proc., charyzmy – 18 proc., uczciwości – 18 proc. oraz kreatywności – 17 proc. Pracownicy wypatrywali u szefów także poczucia humoru, ale z badań wynika, że 17 proc. tej cechy nie dostrzegło. Listę braków zamknęły: wytrwałość i doświadczenie – 16 proc., rozwaga – 15 proc. oraz łagodność – 15 proc. odpowiedzi.

Badanie pokazuje, że pracownicy chcą wiedzieć, że pracodawca jest liderem, który ich zainspiruje, ale też człowiekiem z kamienia, który stanie za zespołem murem. Wyraźnie widać, że pracownicy chcą ufać swoim szefom.

Kobiety drażni brak komunikatywności, mężczyzn brak charyzmy

Infografika- cechy i relacje z szefem – Monster PolskaCo ciekawe, choć większość odpowiedzi kobiet i mężczyzn była podobna, to znalazły się jednak pewnie różnice w postrzeganiu szefów. Otóż kobiety większą uwagę zwracały na fakt, że ich szefom brakuje umiejętności komunikacyjnych. Odpowiedziało tak, aż 29 proc. kobiet i tylko 20 proc. mężczyzn. Drugą cechą, której pracownice szukały u szefów, a jej nie znalazły, jest możliwość zaufania. Wskazało na nią aż 26 proc. pań i tylko 21 proc, panów.

Nie dziwi fakt, że umiejętność komunikacji, jest tak oczekiwana przez pracowników, a zwłaszcza przez kobiety. To szefom musimy złożyć raport z projektu, opowiedzieć o wynikach codziennej pracy, ale też poprosić o urlop wypoczynkowy. Dobra współpraca opiera się na bezproblemowej komunikacji lub woli rozwiązywania trudności.

Z badań wynika, że mężczyźni punktowali szefów głównie za brak charyzmy. Zwróciło na to uwagę 20 proc. mężczyzn i tylko 14 proc. kobiet. Drugą cechą, której oczekiwaliby polscy pracownicy, jest wytrwałość i doświadczenie. Brak tych cech u szefów dostrzegło 18 proc. mężczyzn i 11 proc. kobiet. Ocena braku akurat tych, a nie innych cech może wynikać z faktu, że mężczyźni oceniali głównie szefów mężczyzn.  Najpewniej zadziałały wciąż silnie działające stereotypy, że „mężczyzna jest charyzmatyczny”, a „kobiety lepiej się komunikują”. Choć możemy z tym polemizować, to wciąż firmy borykają się w obsadzaniu kobiet i mężczyzn, w równym stopniu na wysokich stanowiskach. Podświadomie szukani są silni liderzy z doświadczeniem, a te cechy przypisywane są mężczyznom. Aż 76 proc. osób biorących udział w badaniu przyznało, że obecny szef jest mężczyzną, a tylko 24 proc., że w biurze rządzi kobieta.

Dobre relacje z przełożonymi oznaczają lepsze zarobki

Mimo świadomości, że szefom daleko do ideału, staramy się budować z nimi przyzwoite relacje. I tak najwięcej, bo aż 61 proc. ocenia, że ma przyjazne relacje z przełożonym, 34 proc. – uważa, że trzyma się na dystans, a 5 proc. – ocenia je jako chłodne.

Jest w tym jednak mały haczyk. Z badań wynika, że relacje z szefem wpływają na wysokość wynagrodzenia. Osoby, które mają dobre relacje z pracodawcą, zarabiają o 9 proc. więcej niż pozostali. Na tle innych państw ta zależność i tak nie jest tak szokująco wysoka. Na wyższe o 21 proc. płace mogą liczyć pracownicy w Estonii, o 20 proc. – w Serbii i na Węgrzech, o 18 proc. – w Czechach. Najmniejsze zależności są na Łotwie, gdzie osoby w dobrej relacji z szefem zarabiają 7 proc. więcej.

Jakich cech brakuje ankietowanym pracownikom w jedenastu krajach? W tych statystykach 30 proc. wskazało na brak uczciwości, 27 proc. – na brak szczerości a 21 proc. – na brak komunikatywności. Najmniej, bo 15 proc. zarzuciło szefom brak rozwagi.

Wyniki badań dają słodko-gorzki obraz relacji między pracownikami a pracodawcami. Pozytywne jest to, że polskie „wskaźniki wad” nie sięgnęły w żadnym przypadku 25 proc. więc są lepsze od tych międzynarodowych. Minusem jest fakt, że relacje z szefem wpływają w tak dużym stopniu na wysokość wynagrodzenia. Można się także domyślać, że mają wpływ na premie, nagrody czy benefity.

W sumie w badaniu wzięło udział ponad 50 tys. pracowników z 11 krajów (Bośni i Hercegowiny, Czech, Estonii, Finlandii, Litwy, Łotwy, Serbii, Słowacji, Słowenii, Węgier), w tym ponad 400 z Polski. Badanie zostało przeprowadzone w okresie od czerwca do września 2017 roku.

SMS-y są z nami już od ćwierć wieku. Geneza i współczesne trendy

Autorem pierwszej w historii krótkiej wiadomości tekstowej był pracujący w Sema Group brytyjski inżynier Neil Papworth. 3 grudnia 1992 r. wysłał SMS-a o treści „Merry Christmas” do dyrektora spółki Vodafone Richarda Jarvisa. Dziś to najbardziej rozpowszechniony na świecie komunikacyjny standard. Tylko w 2016 roku Polacy wysłali 50,2 mld wiadomości tekstowych. Coraz więcej firm i instytucji wykorzystuje SMS-y również w ramach kampanii marketingowych.

Jak to się zaczęło?

Za pomysłodawcę krótkich wiadomości tekstowych uważa się Niemca Friedhelma Hillebranda pracującego w międzynarodowym zespole badawczym Groupe SpécialMobile. To właśnie jemu zawdzięczamy m.in. liczbę znaków, jakie zawiera pojedynczy SMS. Przeanalizował długości tekstów na kartkach pocztowych i w 1984 roku zaproponował dla wiadomości tekstowych limit długości 160 znaków. Był to jednak etap prac koncepcyjnych, a na wysłanie pierwszego SMS-a w historii trzeba było poczekać jeszcze 8 lat.

W grudniu 1992 roku dokonał tego brytyjski inżynier Neil Papworth. Co ciekawe, pierwszą wiadomość tekstową wysłał z komputera stacjonarnego, ponieważ telefony komórkowe w tamtym czasie nie były wyposażone w klawiatury. Odpowiednie urządzenia pojawiły się na rynku rok później za sprawą firmy Nokia. Jako pierwsi po wynalazek sięgnęli operatorzy w Finlandii i Wielkiej Brytanii. W pierwszych latach abonenci nie musieli płacić za SMS-y, ale mogli je wymieniać między sobą użytkownicy tej samej sieci. Dopiero od 1999 roku SMS uzyskał status usługi dostępnej dla użytkowników różnych sieci.

„Sekretem sukcesu SMS-ów jest to, że w ciągu ostatniego ćwierćwiecza zachował swoją prostą konstrukcję. To wciąż te same 160 znaków, chociaż dzisiaj nasze smartfony radzą sobie doskonale z łączeniem kilku wiadomości tekstowych w jedną. Fenomenem SMS-ów jest to, że od 25 lat nikomu nie udało się opracować bardziej uniwersalnego komunikacyjnego standardu. Działa na wszystkich telefonach, niezależnie od marki i rodzaju urządzenia, we wszystkich sieciach, na całym świecie. Obecnie na horyzoncie nie widać technologii, która miałaby wyprzeć SMS-y z codziennego użytku. – mówi Kamila Górna, Menedżer ds. Rozwoju w firmie Infobip zajmującej się komunikacją mobilną.

2010: 200 tysięcy SMS-ów na minutę!

Z danych udostępnionych przez Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) wynika, że najwięcej SMS-ów na świecie wysłano w 2010 roku. Naliczono ich wówczas aż 6,1 biliarda, co oznacza, że każdej minuty wysyłanych było 200 tysięcy wiadomości tekstowych!

Z opublikowanego w lipcu 2017 roku przez Urząd Komunikacji Elektronicznej „Raportu o stanie rynku telekomunikacyjnego w Polsce w 2016 roku” wynika, że na koniec 2016 roku w naszym kraju aktywnych było 55,5mln kart SIM, czyli o 2 procent mniej, niż rok wcześniej. Ten spadek to efekt wprowadzenia przepisów wprowadzających obowiązek rejestracji kart prepaid. Znacznemu zmniejszeniu uległa również liczba wysłanych SMS-ów. Użytkownicy polskich sieci komórkowych w ubiegłym roku wysłali ogółem 50,2 mld wiadomości tekstowych, o 1,7mld mniej niż w 2015 roku. Mimo spadku wysyłanych SMS-ów dane w raporcie wskazują, że wśród wybranych państw Unii Europejskiej Polska wciąż znajduje się powyżej średniej, z wykorzystaniem na poziomie 83 krótkich wiadomości tekstowych miesięcznie. Średnia dla wybranych państw europejskich jest niższa o 19 wiadomości i wynosi 64 SMS-y przypadające na jednego aktywnego użytkownika.

Mniej SMS-ów między użytkownikami, więcej na linii firma-klient

Na przestrzeni ostatnich lat popularność SMS-ów stopniowo spada, zwłaszcza w komunikacji między użytkownikami. Wpływa na to coraz większa powszechność mobilnych komunikatorów takich jak WhatsApp czy Messenger. Wolumen wysłanych wiadomości utrzymuje się jednak wciąż na wysokim poziomie m.in. dzięki coraz częstszemu wykorzystywaniu SMS-ów jako narzędzia usprawniającego komunikację między firmami i na linii firma – klient.

Do głównych zalet wiadomości tekstowej należy m.in. bezpośrednie dotarcie wprost na ekran urządzenia mobilnego w kilka sekund od wysłania, niezależnie od tego czy urządzenia mobilne znajduje się w zasięgu Internetu czy korzysta z technologii Bluetooth. Ważny jest również wysoki współczynnik otwarć wiadomości tekstowych. Jak ustaliła firma Infobip dla SMS-ów wynosi on 95 procent, podczas gdy dla wiadomości e-mail ten sam wskaźnik to zaledwie 21 procent. Poza tym wszystkie wiadomości tekstowe trafiają wprost do skrzynki odbiorczej, a część komunikacji mailowej ląduje w folderze ze spamem.

SMS może być bardzo skutecznym narzędziem w komunikacji firm z klientami, ale należy pamiętać, że jego użycie uzależnione jest od zgody odbiorcy na otrzymywanie takich informacji. Kluczem do sukcesu jest tutaj dopasowanie treści wiadomości do preferencji i oczekiwań klientów, do których kierowany jest przekaz. Wysyłanie SMS-ów do przypadkowych osób może przełożyć się na utratę zaufania do nadawcy komunikatu, a przecież nie to jest celem marki realizującej kampanię. Najlepszym rozwiązaniem jest budowa własnych baz danych klientów, którzy mogą być zainteresowani otrzymywaniem np. kodów rabatowych lub innych specjalnych ofert przekazywanych ekskluzywnie w postaci SMS-ów. – podkreśla Kamila Górna.

Urzędnicy też wysyłają SMS-y

Szybko rośnie również liczba SMS-ów wysyłanych do abonentów poprzez aplikacje używane przez urzędy, placówki służby zdrowia czy szkoły. Za ich pośrednictwem urzędnicy wysyłają m.in. pogodowe alerty ostrzegawcze, przypominają o zapłacie podatków lub zapraszają na lokalne imprezy. Dla sektora medycznego SMS-y to narzędzie m.in. usprawniające proces zapisów na wizyty.

„Oczywiście trudno sobie wyobrazić urzędnika, który mozolnie wpisuje treść SMS-a, później numer i wysyła nam wiadomość. Dzisiaj proces ten jest całkowicie zautomatyzowany. Istnieją platformy, które sprawnie wysyłają SMS-y o określonej treści do wskazanych odbiorców. Rozwiązanie to można zintegrować z pozostałymi systemami informatycznymi, aby pozyskiwać z nich konkretne informacje, które mają znaleźć się w wiadomości. W polu ‘nadawca’ może znaleźć się np. nazwa urzędu. Taki rodzaj komunikacji to model A2P (Application to Person), a więc sytuacja, w której SMS-a wysyła nam program komputerowy, a nie prywatna osoba.” – tłumaczy Kamila Górna.

Według firmy Ovum w 2018 r. liczba emitowanych rocznie wiadomości A2P (Application-to-Person) wyniesie 2.19 biliarda. Dla porównania, w 2013 r. powstało ich 1.4 biliarda.

Kurs dolara – grudzień rozpoczyna się od huśtawki nastrojów

Ostatni miesiąc tego roku rozpoczyna się od huśtawki nastrojów na dolarze w związku z odwlekaniem głosowania w Senacie USA nad ustawą podatkową. Koniec listopada sam w sobie przyniósł zaskakujące wahania, siłę funta i spokój rynków wschodzących. Względnie stabilnie jest też na ropie naftowej po szczycie OPEC, gdzie sprawdziły się wcześniejsze spekulacje. Dziś dzień z PMI/ISM.

USD jest nerwowy, ale z nadziejami, że ustawa podatkowa przejdzie w Senacie. Ale Republikanie skrzętnie liczą głosy i dla zebrania największego poparcia na ostatnią chwilę pracują nad poprawkami. Widać, że nawet we własnym obozie nie daje się przekonać wszystkich do kosztownego planu cięcia podatków, kiedy dziurę w budżecie chce się uzupełnić potencjalnymi wpływami z szybszego wzrostu gospodarczego. Senatorowie pracują nad bezpiecznikami w postaci odkręcenia niektórych obniżek podatków za kilka lat, jeśli pojawiłoby się zagrożenie rozdmuchanego deficytu. Rozsądny projekt reformy jest nawet lepszy dla gospodarki w długim terminie, więc implikacje dla dolara mogą być trwalsze poza przejściowym rajdem ulgi, jaki powinno przynieść przegłosowanie projektu w Senacie – start obrad o 17:00 polskiego czasu.

Istotną zmianą ostatnich godzin jest wyjście rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA ponad 2,40 proc., co powinno dawać wsparcie dolarowi szczególnie względem JPY. Odreagowanie spadków na USD/JPY było imponujące w tym tygodniu i nie można oprzeć się wrażeniu, że przy pomocy rynku długu (ale też rosnących indeksów akcyjnych) ruch może zostać pociągnięty wyżej. EUR/USD jest bardziej odporny na siłę dolara, gdyż niemieckie rentowności także trzymają się mocno, choć rozczarowanie we wczorajszych danych o inflacji (bazowa pozostała na 0,9 proc. r/r) powinno stonować nastroje, że ECB może się pospieszyć ze zmianą swojego nastawienia. Z kolei PCE Core, miara inflacji preferowana przez Fed, na 1,4 proc. (i z rewizją w górę za zeszły miesiąc) dokłada argumentów za przejściowym charakterem słabości inflacji i nie daje pola do wątpliwości, że w tym miesiącu nie zobaczymy podwyżki stóp procentowych w USA.

OPEC wraz z sojusznikami uzgodnił przedłużenie ograniczeń wydobycia o 9 miesięcy do koca przyszłego roku, ale z rewizją postanowień w czerwcu. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami, ale przez ryzyko skrócenia porozumienia w połowie 2018 r., nie jest do końca pozytywna dla ropy naftowej, a przynajmniej nie na tyle, by pchnąć ceny wyżej. Dalej widzimy ryzyko, że inwestorzy mogą, pokusić się o realizację zysków z rajdu z poprzednich kilku tygodni. Korekta o 2-3 USD wydaje się uczciwa.

Pierwszy dzień miesiąca tradycyjnie przynosi wysyp odczytów PMI dla przemysłu. Największa uwaga na odczytach z Wielkiej Brytanii (gdyż słaby wynik ostudzi rajd funta) i USA. Dane z Europy już we wstępnych szacunkach wypadły imponująco, co z reszta też odbija się na polskim wskaźniku, który na 54,2 pobił oczekiwania (54). Mimo to złoty pozostaje niewrażliwy na dane krajowe, a rynek traci zapał do nieudanych prób złamania 4,20 EUR/PLN. Po południu ciekawie będzie w Kanadzie. Kwartalne PKB oraz listopadowy raport z rynku pracy mogą więcej znaczyć, jeśli rozczarują. W październiku dane o zatrudnieniu były wyjątkowo dobre, więc teraz rośnie ryzyko odreagowania.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W Polsce serwis YouTube generuje prawie sześciokrotnie większy ruch internetowy niż Facebook

Przyczyną wzrostu ilości przesyłanych danych w Europie Środkowo-Wschodniej jest popularność aplikacji społecznościowych oraz wideo. Aplikacje umożliwiające udostępnianie filmów wideo i zdjęć oraz aplikacje serwisów społecznościowych dominują na listach 10 najpopularniejszych aplikacji w krajach regionu. Treści wideo są istotnym czynnikiem decydującym o poziomie ruchu danych i stanowią globalnie 55% całości ruchu danych mobilnych. YouTube zajmuje pozycję numer jeden wśród aplikacji generujących ruch danych.

emr_pl_lojalnoscW Polsce częściej niż w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej ogląda się materiały wideo na urządzeniach mobilnych, stąd tez konsumujemy 16% treści podczas gdy średnia dla regionu to 14%. Jednakże jak donosi Ericsson Mobility Report przepustowość sieci w Polsce plasuje się za Węgrami i Bułgarią.

emr_plPrzepustowość sieci ma wpływ na lojalność użytkowników smartfonów, jest ona zależna od wydajności sieci, doświadczeń konsumentów z korzystania usług operatora oraz poziomu obsługi klienta.

W Polsce dla konsumentów obsługa klienta i początkowe doświadczenia po rozpoczęciu korzystania z usług operatora są równie ważne, co wydajność sieci. Prawidłowe działanie aplikacji i szybkość ładowania się stron internetowych są czynnikami istotniejszymi niż dostępność zasięgu – takie wnioski płyną z badań przeprowadzonych w każdym z trzech wymienionych krajów. Brak zasięgu jest frustrujący dla użytkowników. Potrafią oni jednak poradzić sobie z tym problemem poprzez zmianę miejsca, w którym się znajdują albo pobranie filmu wideo na urządzenie mobilne, albo też wcześniejsze ściągnięcie trasy do nawigacji.

Ericsson Mobility Report przewiduje, że do 2023 roku dzięki digitalizacji 5G przychody operatorów w Europie Środkowo-Wschodniej osiągną 29 mld dolarów.

Krajowe dane mogą dać impuls do przeceny obligacji skarbowych

Publikowane w Polsce dane makroekonomiczne mogą dać impuls do przeceny obligacji skarbowych. EURPLN nadal oscyluje w okolicach 4,20 pomimo rosnącej inflacji, która wg GUS po raz pierwszy od listopada 2012 r. powróciła do celu NBP. To może oznaczać, że potencjał wzrostowy PLN maleje.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej doszło podczas czwartkowej sesji do silnego wzrostu rentowności, krzywe dochodowości dla papierów skarbowych i instrumentów pochodnych wzrosły o około 5 pb. Powodem przeceny były zarówno czynniki lokalne (publikacja danych makroekonomicznych) jak i globalne (dalszy wzrost rentowności obligacji w USA).

W kraju potwierdziły się oczekiwania odnośnie negatywnego wpływu na rynek długu danych makroekonomicznych publikowanych przez GUS. Najpierw rano urząd statystyczny opublikował drugi odczyt PKB. Wskaźnik wzrósł w III kw. 2017 r. o 4,9% r/r wobec wstępnego odczytu na poziomie 4,7%. Mimo, że inwestycje rosły w tempie 3,3% r/r, to jednak cały odczyt wzmacnia ogólną pozytywną ocenę polskiej gospodarki nie tylko w II połowie roku, ale również w perspektywie najbliższych kwartałów (kiedy to zapewne włączą się jeszcze inwestycje). W dalszej części sesji GUS podał jeszcze wstępny odczyt inflacji w listopadzie, która wyniosła 2,5% r/r. To oznacza, że po raz pierwszy od listopada 2012 r. inflacja powróciła do celu inflacyjnego NBP. Co więcej, inflacja okazała się wyraźnie wyższa od oczekiwań rynkowych, kształtujących się na poziomie 2,3%.

Tak wysoki wzrost cen konsumpcyjnych nawet, jeśli był on w dużej mierze determinowany rosnącymi cenami paliw, będzie jednak miał istotne znaczenie tworząc dodatkową presję na RPP. Chociaż przejściowo inflacja w grudniu spadnie w okolice 2,0% r/r, to jednak przy coraz silniejszej presji płacowej zwiększa się prawdopodobieństwo trwalszego przekroczenia celu inflacyjnego NBP w 2018 r. Dlatego spodziewać się można, że przedstawiciele RPP będą coraz głośniej mówić o podwyżkach stóp procentowych w przyszłym roku. Gdyby nawet dotychczasowa retoryka RPP została jednak podtrzymana, to i tak rynek powinien zacząć wyceniać perspektywę wcześniejszych podwyżek w Polsce. Aktualnie na rynku kontraktów FRA uwzględniony jest scenariusz pełnej podwyżki o 25 pb. w IV kw. 2018 r. Spodziewać się można, że w kolejnych tygodniach notowania będą przesuwać się w kierunku wyceny zaostrzenia polityki pieniężnej w III kw. przyszłego roku, a nie wykluczone też, że w większej skali.

Dodatkowo, zgodnie z oczekiwaniami, Ministerstwo Finansów podało, że w grudniu odbędzie się jeden przetarg zamiany. Szacować można, że sprzedaż papierów wyniesie około 6-7 mld PLN, co przy obecnym wysokim popycie na papiery skarbowe powinno być wartością neutralną. Oferowane będą OK0720, WZ1122, PS0123, DS0727 oraz WZ0528, natomiast odkupywane: WZ0118, PS0418, PS0718 i OK1018.

Biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnich dniach inwestorzy sygnalizowali możliwe przewartościowanie krótkoterminowych obligacji skarbowych, to opublikowane dane mogą stać się w najbliższych dniach katalizatorem mocniejszej przeceny. Obecne poziomy rentowności cały czas wydają się bardzo niskie i wśród inwestorów może pojawić się pokusa, aby zrealizować przynamniej część zysków. W dalszym ciągu aktualna pozostaje prognoza na poziomie 1,90% w sektorze 2 lat na koniec 2017 r. wobec obecnych 1,60%. W przypadku 10-letnich papierów spodziewać się można wzrostu w okolice 3,50% wobec obecnych 3,35%. Oznaczałoby to równocześnie wypłaszczenie krzywej dochodowości, przede wszystkim dla obligacji skarbowych.

Krajowe dane mogą stać się katalizatorem przeceny SPW

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

W czwartek na krajowym rynku walutowym najważniejszym wydarzeniem były publikacje danych dot. PKB za III kw. (dane po rewizji) oraz nt. listopadowej inflacji konsumenckiej (dane wstępne), istotnych z punktu widzenia polityki monetarnej NBP.

GUS zrewidował w górę wyniki dla wzrostu gospodarczego do 4,9% r/r co stanowiło sporą niespodziankę. Blask danych przyćmiewała jednak struktura PKB. Rozczarowały inwestycje, które wzrosły o 3,3% (poniżej oczekiwań), co znaczy, że firmy wciąż wstrzymują się z wydatkowaniem środków unijnych. Największe przyspieszenie inwestycji nastąpiło w sektorze publicznym, co pokazały wyniki dla wydatków inwestycyjnych jednostek samorządu terytorialnego, natomiast sektor prywatny nadal nie spieszy się z inwestycjami. Nieco wyhamowała też konsumpcja, która dalej jednak pozostaje motorem wzrostu gospodarczego Polski. Dynamika spożycia gospodarstw domowych spowolniła do 4,8% z 4,9% w II kw. 2017, zaś spożycia ogółem do 4,1% z 4,2%. Od zeszłego roku jest ona wspierana rządowym programem 500+ a w ostatnich miesiącach dodatkowo wyraźnie poprawiającą się z punktu widzenia pracownika sytuacją na rynku pracy. Pozytywnie zaskoczył zaś dodatni wkład w PKB handlu zagranicznego pokazując 1% kontrybucję salda obrotów wobec jego ujemnego wkładu okres wcześniej.  Nie zawiodła też zmiana zapasów. Ogólnie patrząc, trzy kwartały 2017 roku były dla polskiej gospodarki bardzo solidne i na razie nic nie wskazuje, aby w końcówce bieżącego roku sytuacja ta miała ulec większym zmianom. Wraz z ożywieniem inwestycji można spodziewać się, że IV kw. pokaże równie solidy wzrost. Niemniej dane te raczej nie zmienią podejścia RPP do polityki monetarnej NBP w najbliższych kwartałach. Pozostając w trybie wyczekiwania i nadal prezentując gołębią postawę Rada nie będzie wsparciem dla złotego. Nie zmienia to faktu, że przy blisko 5% wzroście gospodarczym i rosnącej inflacji konsumenckiej w RPP mogą zacząć pojawiać się coraz silniejsze jastrzębie akcenty.

GUS podał bowiem, że w listopadzie (wg szybkiego odczytu) indeks CPI wzrósł do 2,5% r/r z 2,1% zanotowanych miesiąc wcześniej. Wyższe od oczekiwanych dane wsparły złotego, niemniej kurs EURPLN nie zdołał pogłębić tygodniowego dołka wyznaczonego w środę na poziomie 4,187. To potwierdza, że potencjał aprecjacyjny naszej waluty kończy się i ponownie większą rolę na krajowym rynku walutowym zaczną odgrywać czynniki zewnętrze deprecjonujące PLN, w tym oczekiwany silniejszy dolar do euro.

W czwartek, po nieudanym ataku wsparcia na 1,18 kurs EURUSD jeszcze pod koniec sesji europejskiej powrócił powyżej 1,192. Początkowo negatywny wpływ na wspólną walutę miała rozczarowująca publikacja dot. listopadowej inflacji w strefie euro, która przemawia za planem ECB, by jedynie stopniowo ograniczać wsparcie dla gospodarki.  Zamiast oczekiwanego 1,6% r/r wzrostu, w listopadzie (wg danych wstępnych) wskaźnik HICP wzrósł o 1,5% wobec 1,4% miesiąc wcześniej. Do tego dzień wcześniej w wyraźnie jastrzębim tonie wypowiadała się prezes Fed J. Yellen (podkreślając m.in., że gospodarka może być silniejsza niż się wydaje, a przyczyny stojące za niskimi odczytami inflacji przejściowe), zaś D. Trump na szefa Fed oddziału w Richmond nominował zwolennika podwyżek stóp procentowych Marvina Goodfrienda (zagorzałego krytyka polityki prowadzonej przez J. Yellen). Do przodu posuwają się też prace nad reformą podatkową w USA. Wszyscy republikańscy senatorowie (w tym J. McCain, który zahamował dążenie administracji Donalda Trumpa do likwidacji Obamacare) zgodzili się, co do tego, że można już rozpocząć formalną debatę nad ustawą i następnie poddać ją głosowaniu.

Po południu dolarowi zaszkodziły słabsze od oczekiwanych dane. Zamiast prognozowanych 66,2 pkt, indeks Chicago PMI za listopad pokazał poziom 63,9 pkt. To najniższy poziom indeksu od trzech miesięcy. Spadek wskaźnika tłumaczony jest mniejszymi zamówieniami, które w październiku osiągnęły najwyższy poziom 43 lat, co było skutkiem naprawy szkód spowodowanych przez huragany. Niemniej, wskaźnik zatrudnienia osiągnął w listopadzie dodatnią wartość, a wskaźnik cen płaconych miał trzecią najwyższą wartość w tym roku. Zatem, gospodarka rozwija się, zbliża się oczekiwana grudniowa podwyżka stóp przez Fed, do przodu posuwają się też prace nad reformą podatkową wspierającą wzrost gospodarczy amerykańskiej gospodarki i zapowiedziane na 2018 rok kolejne podwyżki stóp, co powinno działać na korzyść dolara w najbliższych tygodniach.

Polska gospodarka wykres

Autor / Źródło: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Bricks Acquisitions Limited ogłasza wezwanie na wszystkie akcje ROBYG SA

Bricks Acquisitions Limited („Wzywający”), podmiot pośrednio należący do Goldman Sachs Group („Goldman Sachs”), oraz ROBYG SA („ROBYG”), jeden z czołowych deweloperów mieszkaniowych w Polsce notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, zawarły 1 grudnia 2017 r. umowę transakcyjną, zgodnie z którą Wzywający ogłosi wezwanie na wszystkie akcje ROBYG („Wezwanie”).

W ramach Wezwania, akcjonariuszom ROBYG zaoferowana zostanie cena 3,55 zł za każdą akcję ROBYG („Cena Akcji w Wezwaniu”), czyli łącznie około 1 027 mln zł (około 244 mln EUR) za wszystkie akcje objęte Wezwaniem. Cena Akcji w Wezwaniu odzwierciedla premię w wysokości 12,3% wobec ceny zamknięcia na sesji 30 listopada br., odpowiednio 9,9% i 8,9% wobec średniego kursu akcji ROBYG na GPW ważonego wolumenem obrotu za ostatnie 3 i 6 miesięcy, 18,3% wobec ceny emisyjnej ustalonej na 3,00 zł za akcję w ramach ostatniego podwyższenia kapitału zakładowego przeprowadzonego na podstawie uchwały emisyjnej z dnia 6 czerwca 2017 r., oraz 42,6% wobec ceny zamknięcia na sesji 12 maja 2015 r., tj. w przededniu opublikowania przez ROBYG informacji o rozpoczęciu poszukiwania inwestora strategicznego.

Kluczowi menedżerowie ROBYG: Oscar Kazanelson – Przewodniczący Rady Nadzorczej, Alex Goor – Przewodniczący Rady Nadzorczej Robyg Construction oraz Artur Ceglarz – Dyrektor Finansowy, łącznie posiadający 10,2% akcji ROBYG, nieodwołalnie zobowiązali się do sprzedaży wszystkich posiadanych przez nich akcji w ramach Wezwania.

– Nabycie ROBYG daje Goldman Sachs możliwość zainwestowania w wysokiej jakości platformę rynku nieruchomości, budowaną w oparciu o lokalne i globalne doświadczenia. Zamierzamy blisko współpracować z kierownictwem ROBYG nad dalszym rozwojem Spółki, zapewniając kapitał i fachową wiedzę, aby wspierać długoterminowy sukces ROBYG – powiedział Tavis Cannell, Partner w European Special Situations Group w Goldman Sachs.

– Goldman Sachs jest idealnym partnerem strategicznym. Dzięki znaczącym zasobom kapitałowym, rozległej znajomości branży oraz doświadczeniu instytucjonalnemu, Goldman Sachs będzie efektywnie wspierać ROBYG w umacnianiu wiodącej pozycji na polskim rynku mieszkaniowym oraz w dalszym rozwoju i zwiększaniu skali działalności. Zarząd analizuje warunki Wezwania i planuje opublikować w najbliższych dniach formalną rekomendację dla akcjonariuszy ROBYG – powiedział Oscar Kazanelson, Przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG.

Wezwanie dojdzie do skutku po spełnieniu warunków wskazanych w treści Wezwania, w tym po uzyskaniu zgody Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, objęciu zapisami w Wezwaniu co najmniej 66% ogólnej liczby akcji ROBYG, powołaniu trzech kandydatów wskazanych przez Wzywającego w skład Rady Nadzorczej ROBYG, podjęcia uchwały w sprawie zmian w Statucie ROBYG oraz zawarcia przez Wzywającego i ROBYG umowy o współpracy strategicznej.

Przewidywany termin rozpoczęcia przyjmowania zapisów na akcje objęte Wezwaniem został wyznaczony na 2 stycznia 2018 r., natomiast przewidywany termin zakończenia przyjmowania zapisów – na 2 lutego 2018 r. Wzywający zastrzega sobie prawo do przedłużenia okresu przyjmowania zapisów, zgodnie z warunkami Wezwania.

Funkcję wyłącznego doradcy finansowego Wzywającego przy transakcji pełni Goldman Sachs International, natomiast doradcą prawnym została kancelaria Greenberg Traurig Grzesiak. Podmiotem pośredniczącym w Wezwaniu jest Pekao Investment Banking.

Bez dostaw społecznych sklepy mogą podzielić los taksówkarzy, którzy poważnie przegrywają z Uberem

Eksperci zauważają, że handel zaczyna się bronić przed podobnym kryzysem, jaki w branży taksówkarskiej wywołała aplikacja, łącząca pasażerów i kierowców. Dlatego na rynku detalicznym powstają nowe trendy. Jeden z nich polega na tworzeniu społeczności klientów – dostawców, pod logiem sieci handlowych. Drugi opiera się na współpracy sklepów z zewnętrznymi platformami mikropracy. Trzeci model próbują wdrażać firmy, wyspecjalizowane w ekonomii współpracy.

Jakiś czas temu, Waren Buffet, uważany za jednego z najlepszych inwestorów na świecie, sprzedał swój pakiet akcji w Walmart, amerykańskiej sieci supermarketów, obecnej na rynku od ponad pół wieku. Ekonomista wyjaśnił, że handel za 10 lat będzie całkowicie zdigitalizowany, a on nie inwestuje w biznesy, których nie rozumie. Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, prezesa platformy TakeTask i współautora raportu „Ekonomia Współpracy w Polsce 2016”, wraz z rozwojem e-commerce część sklepów stacjonarnych upadnie, a co za tym idzie, ich gęstość zmaleje. Te, które rozwiną e-handel i zapewnią klientom codzienne, uzupełniające dostawy produktów spożywczych w ciągu godziny, będą miały większe szanse na przetrwanie. Sieci handlowe powinny już teraz wyciągać wnioski z tego, jak Uber eliminuje z rynku taksówkarzy i zacząć tworzyć środowisko mikropracy dla klientów, doręczających zakupy swoim sąsiadom.

– Obserwując światowe trendy, można zauważyć, że usługi oparte na ekonomii współpracy zyskują olbrzymią popularność. Dlatego, postanowiliśmy, jako pierwsza sieć handlowa w Polsce, zaproponować narzędzie, oparte na tych mechanizmach. Po miesiącu funkcjonowania usługi „SąSiatki” w dwóch warszawskich sklepach uzyskaliśmy pozytywny oddźwięk rynku. W związku z tym, w październiku została ona udostępniona we wszystkich hiper- i supermarketach w Warszawie oraz w hipermarkecie w Wołominie – mówi Michał Malanowski, Dyrektor Działu Informatyki w Carrefour Polska.

Jak wyjaśnia Sebastian Starzyński, model biznesowy, w którym sieć handlowa prowadzi e-commerce, ma własne sklepy i zarządza społecznością osób roznoszących produkty to „wewnętrzna” ekonomia współpracy. W rozwiązaniu, wybranym przez Carrefoura, firma kontroluje cały proces zakupowy, co jest naturalne, ale musi zbudować kompetencje, które zwykle nie są w jej domenie. To kosztowne podejście, gdyż wiąże się ono z ogromnym ryzykiem wizerunkowym. Każda ewentualna porażka występuje pod logiem sieci, a nie jej partnera biznesowego, w pełni odpowiedzialnego za realizację dostaw społecznych. Ktoś może się spóźnić lub nie podjąć przesyłki. W ekonomii współpracy oczywiście ludzie są oceniani za wykonane zadania. Ale jeśli będą mieli rzadką możliwość wykazania się, to trudno mówić o dobrym systemie reputacyjnym. W opinii eksperta, Carrefourowi niełatwo będzie utrzymać aktywną społeczność dostawców, mając dla nich niewiele ofert, w dodatku monotonnych.

– Opracowana przez nas platforma współpracy pomiędzy klientami to pionierskie wdrożenie tego rodzaju usługi w Polsce przez sieć handlową. W tym celu musieliśmy stworzyć własne rozwiązania informatyczne, łączące sklep internetowy, aplikację mobilną oraz systemy kasowe w placówkach. Pragniemy zachęcić konsumentów do współpracy i wykreować popyt na wzajemne świadczenie prostych przysług. Jedna osoba odbierze zamówione zakupy w ciągu 2 godzin, a druga, w zamian za dostarczenie produktów, otrzyma bon na zakupy. Młodzi ludzie są otwarci na nowe technologie i aktywni społecznie. Dlatego, spodziewamy się, że to właśnie oni staną się głównymi dostawcami w ramach ekonomii współpracy – dodaje Michał Malanowski.

Model pośredni

Tymczasem, Amazon, jedna z największych firm e-commerce na świecie, skupia się na optymalizacji procesu kupowania na swojej stronie. Dostawy realizują kurierzy, współpracujący z koncernem. W USA miesięczny abonament wynosi niecałe 11 dolarów. Coroczne obciążanie konta to koszt 99 dolarów. W innych krajach usługi Amazona mogą być tańsze. Na przykład, w Japonii za roczny pakiet klient płaci równowartość 32 dolarów. Generalnie system polega na tym, że im częściej robi się zakupy, np. kilka razy w tygodniu, tym mniej się płaci za 1 dostawę. Według Sebastiana Starzyńskiego, ten genialnie prosty mechanizm zapewnił amerykańskiemu gigantowi szybki sukces, który zaskoczył nawet twórców usługi Amazon Prime, czyli dostaw w 2 godziny.

– Nie należy zakładać, że w tak zróżnicowanym środowisku konkurencyjnym jak handel, jeden udany pomysł uruchomi naśladowców. Perfekcja w realizacji nowych modeli raczej zachęci konkurentów do szukania innych rozwiązań. To dlatego sukces Amazona w wirtualnym handlu skłonił go do troski o bazę w realu i zakup sieci supermarketów. W końcu zaplecze fizycznych sklepów to miejsce ekspozycji towarów i centrum dystrybucji e-zamówień. Na tym tle nie dziwi mnie więc wejście Lidla na amerykański rynek ze swoim formatem kilkusetmetrowych placówek, tańszych od Walmarta – zauważa dr Maria Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego.

Jednak w Polsce na początku przyszłego roku będzie testowany model biznesowy, podobny do strategii Amazona. Klient ma dokonywać zakupu na stronie sieci, a ona będzie realizować zamówienie w swoim sklepie. Zapakowane produkty dostarczy użytkownik aplikacji, znajdujący się w pobliżu placówki. Dostawca będzie roznosił zakupy z różnych sieci handlowych. Ponadto, otrzyma wiele innych możliwości zarobienia pieniędzy. Dostanie np. zadania, polegające na przeprowadzeniu audytów w sklepach dla agencji badawczej. Docelowo będzie mógł także świadczyć szereg płatnych usług dla swoich sąsiadów. To może być chociażby zniesienie komuś kanapy w bloku obok czy też wywiercenie dziury w ścianie.

– Moim zdaniem, pośredni model ekonomii współpracy jest najbardziej stabilny. Dla sieci najważniejsze jest to, że w oczach klienta pozostaje portalem zakupowym. Ma też kontrolę nad swoim wizerunkiem cenowym, przy dużym zaangażowaniu partnera biznesowego – platformy mikropracy. Ponadto, sklep koncentruje się na swojej głównej kompetencji, czyli sprzedaży. Dlatego uważam, że Amazon wybrał właśnie tę drogę, a dopiero potem kupił np. Whole Foods Market, amerykańską sieć supermarketów ze zdrową żywnością. Carrefour, idąc inną ścieżką, będzie musiał zapewne więcej płacić swoim dostawcom, z powodu mniejszej gęstości sieci doręczycieli i odbiorców – ocenia Sebastian Starzyński.

Inne rozwiązania

W trzecim modelu biznesowym firma, wyspecjalizowana w ekonomii współpracy, przyjmuje rolę portalu zakupowego. Klient składa zamówienia na jej stronie, a pracownicy realizują je we wskazanym sklepie i dostarczają konsumentowi. Taką formę uberyzacji, w obszarze polskiej gastronomii, wybrał Uber Eats, a w amerykańskim handlu – Instacart. To dobre rozwiązanie dla małych restauracji czy sklepów, ale nie dla dużych sieci handlowych. One powinny być portalem, z którym zamawiający ma kontakt. Należy też zwrócić uwagę na to, że klient Instacart może wybrać produkt z sieci, która nie ma podpisanej współpracy z tą firmą. Na polskim rynku detalicznym podobnie działa Shopi. Natomiast, w przypadku Uber Eats, restauracja musi założyć konto na stronie Ubera i odbierać zamówienia przez ten kanał.

– W mojej ocenie, wybór i wdrożenie jednego z trzech nowych modeli biznesowych jest kwestią utrzymania się na rynku sieci handlowych. Bez tego mogą one dosłownie podzielić los taksówkarzy, którzy nie doganiają Ubera, a gdyby nie ograniczenia legislacyjne, mieliby jeszcze większe problemy. Ponadto, sklepy w naszym kraju powinny testować różne rozwiązania, aby przygotować się na wejście Amazona do Polski z usługą Amazon Prime¬ – zaznacza Sebastian Starzyński.

Natomiast dr Faliński jest zdania, że Uber nie wyeliminuje klasycznej taksówki, lecz zmusi ją do elastyczniejszych modeli biznesowych. Podobnie, nowe formy handlowania nie usuną z rynku sklepu, ale go unowocześnią. Premiowane będzie robienie zakupów np. dla sąsiada, tak ze względów etyczno-społecznych, jak i w celu utrzymania ciągłości dokonywanych transakcji przez osoby, które nie mają czasu na regularne chodzenie do stacjonarnej placówki. Prospołeczne wartości muszą się w końcu opłacać. Jak podsumowuje ekspert, handel nie przestanie być handlem, tj. sklep nie przestanie być sklepem.

Technologia wirtualnej rzeczywistości pomoże sterować dronami. Nowy sposób pilotażu ułatwi pracę filmowców czy inspektorów budowlanych

Technologia wirtualnej rzeczywistości pomoże sterować dronami. Nowy sposób pilotażu ułatwi pracę filmowców czy inspektorów budowlanych 3

Możliwość wykorzystania zalet płynących z zastosowania wirtualnej rzeczywistości, ale również coraz dłuższy czas lotu na jednym ładowaniu baterii to nowości, którymi kuszą producenci dronów. Teraz podgląd obrazu z kamery drona nie ogranicza się do obserwowania ekranu smartfona. Zakładając specjalne gogle VR na głowę, można sterować latającym urządzeniem, jakby siedziało się za jego sterami. Technologia VR w dronach służy nie tylko rozrywce, lecz także pomaga w pracy specjalistom, którzy korzystają z dronów na co dzień.

– Drony z VR (wirtualną rzeczywistością) służą głównie do zabawy. Nie ma co ukrywać, jest to zupełnie inna perspektywa w momencie, kiedy widzimy obraz bezpośrednio z drona w trakcie lotu, zwłaszcza na dużych wysokościach, np. ze 150 metrów wszystko wygląda ładnie. Widzimy też prędkość, zmianę kierunku lotu – to rzecz, która jest bardzo fajna w zastosowaniu konsumenckim – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menadżer ds. sprzedaży firmy Parrot.

Producenci dronów traktują nasz rynek poważnie i ciągle udoskonalają swoje produkty. Kolejnym punktem ewolucji tych latających maszyn jest ich połączenie z wirtualną rzeczywistością, której globalny rynek do 2022 roku, jak wynika z raportu Zion Market Research, osiągnie wartość blisko 27 mld dolarów. Obraz z kamery drona jest przesyłany na sterujące nim urządzenie. Najczęściej jest to smartfon, który możemy włożyć do specjalnie przygotowanych okularów i cieszyć się bezpośrednim obrazem z perspektywy lotu ptaka, co przekłada się na łatwość sterowania urządzeniem. Choć konstrukcja i technika sterowania niczym się nie wyróżniają, założenie okularów pozwala operatorowi bardziej wyczuć drona.

– Samo latanie np. pomiędzy drzewami jest prostsze, bo zmienia się nam perspektywa. W momencie, kiedy widzimy drona, który jest od nas oddalony o 200–300 metrów, my tak naprawdę nie wiemy, jak blisko jesteśmy jakiegoś obiektu, ta perspektywa 3D trochę nam się załamuje, mimo że mamy obraz z kamery drona – mówi Dominik Wójcik.

Technologia VR w dronach to jednak nie tylko rozrywka. Ułatwia ona pracę osobom, które na co dzień profesjonalnie korzystają z bezzałogowych statków powietrznych. Filmowcy mogą wykonać ujęcia wideo jak najbliższe zamierzonemu przez siebie efektowi. Technologia znajduje zastosowanie także np. w branży budowlanej przy inspekcjach budynków, gdzie ważne jest sprawdzenie, czy obiekt nie ma pęknięć, uszkodzeń. W przypadku inspekcji miejsc trudno dostępnych to rozwiązanie znacznie redukuje ryzyko kolizji i związane z nią koszty.

Co ważne, dodanie funkcjonalności wirtualnej rzeczywistości nie ma dużego wpływu na zużycie baterii drona. Aktualnie czas lotu komercyjnych i konsumenckich urządzeń na jednym akumulatorze wynosi do 30 minut. W przyszłości dzięki wdrożeniu nowych technologii ten czas ma szansę ulec wydłużeniu.

– Baterie, które są używane w dronach, to innego typu baterie niż my kojarzymy z pozostałych urządzeń elektronicznych. To baterie litowo-polimerowe o wyższym napięciu i trochę innej specyfikacji. Widać rozwój w bateriach, my wprowadzając Bebop 2 w wersji Power, wydłużyliśmy czas pracy baterii z 25 do 30 minut i jest to zmiana w przestrzeni dziewięciu miesięcy pomiędzy kolejnymi modelam twierdzi ekspert.

Z raportu Instytutu Mikromakro wynika, że szacunkowa wartość rynku dronów w Polsce w ubiegłym roku wyniosła ponad 201 mln złotych. W porównaniu do poprzedzającego roku oznacza to wzrost o 22,75 proc. Nasz kraj pozostaje w czołówce państw z największym odsetkiem operatorów bezzałogowych statków powietrznych na 100 tys. mieszkańców. Z liczbą na poziomie 9,2 osoby ustępujemy tylko Japonii (11,2), wyprzedzając Francję (4,4), Wielką Brytanię (3,5), a nawet Stany Zjednoczone (3,1).

Najtańsze drony z goglami VR można nabyć w Polsce już za około 750 zł. Dostępne są również zestawy wirtualnej rzeczywistości do zakupionych wcześniej dronów. Koszt takiego zestawu to kilkaset złotych.

Korytarze biometryczne w ciągu kilku lat zastąpią tradycyjną odprawę paszportową na granicach. Przeprowadzimy ją za pomocą smartfona

Korytarze biometryczne w ciągu kilku lat zastąpią tradycyjną odprawę paszportową na granicach. Przeprowadzimy ją za pomocą smartfona 4

Kontrola paszportowa i odprawa przez funkcjonariusza Straży Granicznej w dotychczasowej formie wkrótce zostaną zastąpione przez nowoczesną odprawę biometryczną. Kolejki na granicy znikną, a paszportem stanie się smartfon. Przechodząc bez zatrzymywania przez specjalny korytarz biometryczny, zweryfikujemy naszą tożsamość. To nie kwestia najbliższych lat. Komisja Europejska koordynuje prace nad systemem PROTECT, który zrewolucjonizuje bezpieczeństwo granic. Prace nad systemem trwają także w Polsce.

Wobec dużego ruchu granicznego konieczne staje się usprawnienie i uszczelnienie systemu przekraczania granic. Ma w tym pomóc projekt PROTECT, którego celem jest zbudowanie zaawansowanego, niezawodnego biometrycznego systemu identyfikacji osób. W jego ramach zostanie wykorzystanych wiele technik biometrycznych. Obecnie podczas odprawy weryfikowany jest odcisk palca oraz dwuwymiarowe zdjęcie twarzy. Ale wkrótce na porządku dziennym będą nowe technologie, aktualnie pozostające w fazie laboratoryjnej.

– Mowa tutaj o obrazie trójwymiarowym twarzy, układzie żył dłoni, układzie żył palca, sposobie chodzenia, analizie głosu, ale również o analizie rozkładu ciepła twarzy. Te techniki, połączone ze sobą, zaadaptowane w odpowiedni sposób, pozwolą na odprawę bez zatrzymywania podróżnego. Opracowaliśmy w ramach projektu koncepcję korytarza biometrycznego z różnymi sensorami biometrycznymi, które mają dokonywać weryfikacji tożsamości osoby poruszającej się tym korytarzem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Marcin Kowalski z Instytutu Optoelektroniki Wojskowej Akademii Technicznej.

Taka forma odprawy pozwoli na zmniejszenie kolejek na granicy. Jednocześnie zwiększy bezpieczeństwo, dzięki zastosowaniu różnych technik biometrycznych służących do weryfikacji podróżnych. Ważnym elementem projektu jest odejście od papierowego paszportu i opracowanie nośnika danych, który będzie przechowywał dane osobowe i biometryczne. Jedną z koncepcji jest wykorzystanie smartfona jako nowoczesnego paszportu.

– Każdy teraz ma smartfon, ten smartfon można odpowiednio zabezpieczyć i wyposażyć w chip bezpieczny. Wpisuje się to w działania Ministerstwa Cyfryzacji, które teraz pracuje nad rozwiązaniem mdokumentów. To będzie analogiczne, tylko będzie zawierało wszystkie próbki biometryczne podróżnego – wyjaśnia ekspert z Wojskowej Akademii Technicznej.

Jak wynika z raportu Głównego Urzędu Statystycznego, w ubiegłym roku szacunkowa liczba przekroczeń granicy Polski wyniosła 276,1 mln, z czego blisko 60 proc. dotyczyło cudzoziemców. Według danych Straży Granicznej za 2016 rok na przejściach granicznych na zewnętrznej granicy lądowej Unii Europejskiej na terenie naszego kraju przeprowadzono w sumie 34,8 mln odpraw. Tylko na polsko-ukraińskim przejściu drogowym w Medyce dokonano 5,3 mln odpraw, co średnio daje to ponad 14,5 tys. osób dziennie.

System PROTECT jest realizowany w ramach programu Horyzont 2020. Projekt potrwa trzy lata. Aktualnie minął pierwszy rok jego realizacji, a wdrażanie systemu przeszło już pozytywną ewaluację w finansującej go Komisji Europejskiej.

– Projekt ma zostać zakończony pod koniec 2019 roku, wtedy będą testy demonstracyjne na przejściach granicznych. Jeden z takich testów będzie realizowany przy współudziale polskiej Straży Granicznej na jednym z przejść lądowych w Polsce. Spodziewamy się, że niedługo potem będzie można to rozwiązanie wdrażać – przekonuje dr inż. Marcin Kowalski.

Polacy, którzy pracują nad systemem, mają nadzieję, że z nowoczesnych paszportów biometrycznych w smartfonie skorzystamy już w 2020 roku. Będzie to jednak wymagać zmian w prawie zarówno po stronie Komisji Europejskiej, jak i po stronie wszystkich krajów strefy Schengen.

Gaspol chce rozwiązać problem smogu w Polsce

Z symulacji przeprowadzonej na zlecenie władz Grodziska Mazowieckiego wynika, że wymiana pieców węglowych na kotły gazowe spowodowałaby eliminację emisji rakotwórczego benzo(a)pirenu, dwutlenku siarki, tlenku węgla i pyłów zawieszonych PM10 do atmosfery. Skutki tzw. niskiej emisji, czyli wydzielania substancji toksycznych do atmosfery, są najbardziej wyczuwalne na wysokości do 60 cm nad powierzchnią ziemi, czyli na poziomie, gdzie przewożone są dzieci w wózkach.

– Gaspol jest firmą społecznie odpowiedzialną i od lat zaangażowaną w działania na rzecz ochrony środowiska, szczególnie w obszarze jakości powietrza. W tym roku wystartowała społeczna kampania informacyjna, która informuje jakie są rzeczywiste przyczyny zanieczyszczenia i wpływ unoszących się w powietrzu toksyn na ludzkie zdrowie oraz jakie jest rozwiązanie tego problemu – powiedziała  serwisowi eNewsroom Natalia Rostkowska, rzecznik prasowy Gaspol – W kilkudziesięciu miastach w Polsce pojawią się billboardy ukazujące cztery grupy społeczne najbardziej narażone na szkodliwe działanie zanieczyszczeń powietrza. Są to kobiety w ciąży i ich nienarodzone jeszcze dzieci, seniorzy – osoby po 65. roku życia, ludzie uprawiający sport na zewnątrz oraz małe dzieci. W trzech aglomeracjach – Trójmieście, Warszawie i Górnośląskim Okręgu Przemysłowym ta sama wizualizacja pojawi się także na autobusach miejskich. Oprócz tego uruchomiona została strona internetowa, gdzie można znaleźć informacje na temat smogu. Dostępny jest tam słownik pojęć z nazwami szkodliwych substancji i wyjaśnieniem ich działania, jak również informacje o możliwym rozwiązaniu problemu zanieczyszczeń powietrza. Jest nim wykorzystanie gazu płynnego. Informacje można znaleźć pod adresem www.gaspoldobraenergia.pl – dodała Rostkowska.

Nowy model finansowania szkolnictwa wyższego budzi zastrzeżenia w środowisku akademickim. Nie premiuje uczelni za jakość nauczania

Nowy model finansowania szkolnictwa wyższego budzi zastrzeżenia w środowisku akademickim. Nie premiuje uczelni za jakość nauczania 5

Model finansowania szkolnictwa wyższego powinien zostać wypracowany w dialogu pomiędzy uczelniami a ministerstwem, z kolei zarządzanie uczelnią powinno pozostawać w gestii jej władz i społeczności akademickiej – uważa dr Rafał Majda, kanclerz Uniwersytetu Łódzkiego. Jak podkreśla, współpraca z rządem i biznesem nie powinna determinować zadań uczelni, które od lat pozostają niezmienne. W miniony weekend największa uczelnia badawcza w centralnej Polsce po raz trzeci przyznała prestiżową nagrodę im. prof. Tadeusza Kotarbińskiego za wybitną pracę naukową z zakresu nauk humanistycznych. 

– Jest wiele modeli finansowania uniwersytetów na świecie. W Polsce taki model powinien zostać wypracowany w dialogu pomiędzy uczelniami a Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jestem przekonany, że możemy sobie pozwolić na swój własny model finansowania szkolnictwa wyższego, który musi zostać oparty na naszych dotychczasowych doświadczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Rafał Majda, kanclerz Uniwersytetu Łódzkiego.

Dla publicznych uczelni wyższych głównym źródłem przychodów, które umożliwia prowadzenie studiów stacjonarnych, jest dotacja podstawowa z budżetu państwa. W grudniu 2016 roku MNiSW wydało rozporządzenie, które określa nowe zasady finansowania uczelni wyższych z budżetu i wprowadza nowy algorytm naliczania wysokości dotacji.

Na tej podstawie resort rozdzielił w tym roku ponad 10,1 mld zł między podległe sobie uczelnie publiczne. Po raz pierwszy wykorzystał do tego system POL-on, który zbiera kompleksowe dane o szkolnictwie wyższym w Polsce i stanowi dla ministerstwa narzędzie kreowania efektywnej polityki w tym zakresie. W wyniku podziału dotacji podstawowych na ten rok ponad 50 proc. uczelni – w tym 25 państwowych wyższych szkół zawodowych – otrzymało wyższą kwotę niż rok wcześniej.

W dotychczasowym algorytmie głównym elementem była tzw. stała przeniesienia. To oznacza, że za 65 proc. wysokości dotacji podstawowej dla uczelni wpływała jej wysokość z poprzedniego roku. Według nowych zasad stała przeniesienia ma odpowiadać za 50 proc. dotacji (ten przelicznik jest zmniejszany stopniowo), a element kadrowy i studencko-doktorancki otrzymają wyższą wagę.

Ministerstwo chce, aby model finansowania szkolnictwa wyższego promował jakość, a nie masowość kształcenia. Dlatego w tym roku uczelnie wyższe, które przyjęły maturzystów z najlepszymi wynikami, dostały dodatkowy zastrzyk pieniędzy w wysokości 82 mln zł. To jedno z kryteriów projakościowych w nowym systemie finansowania uczelni publicznych.

– Jest to próba odejścia od dotychczas obowiązującego modelu finansowania uczelni wyższych w taki sposób, aby dostawały one więcej pieniędzy, kiedy mają więcej studentów. Wprowadzone są kryteria nazywane jakościowymi, aczkolwiek wydaje mi się, że bardzo trudno jest mierzyć jakość ilością. Współczynnik SSR, określający stosunek liczby studentów do nauczycieli akademickich, w niewielu przypadkach oddaje prawdziwą jakość uczelni. Jeżeli będziemy mieli znakomitych nauczycieli i znakomitych studentów, to nawet jeśli studentów będzie stu na jednego nauczyciela, uniwersytet będzie bardzo dobry, jeśli będziemy mieli słabych nauczycieli i słabych studentów, to nawet jeśli będzie ich 13, jak chce obecnie ministerstwo, wcale jakość kształcenia nie musi się poprawić – podkreśla kanclerz Uniwersytetu Łódzkiego.

W środowisku akademickim największe kontrowersje wzbudza tzw. wskaźnik SSR (Student Staff Ratio), który określa stosunek liczbowy kadry do studentów. Jego modyfikacja to druga, kluczowa zmiana wprowadzona MNiSW. Zgodnie z propozycją resortu na jednego nauczyciela powinno przypadać w uczelniach akademickich 11–13 studentów. Nowe zasady rozdzielania dotacji publicznych to krok w kierunku zmian planowanych w tzw. Ustawie 2.0., czyli dużej, kompleksowej reformie szkolnictwa wyższego.

– Funkcja uniwersytetu jest nieco inna niż innych instytucji publicznych. Uniwersytet jest miejscem, w którym ludzie zadają sobie najtrudniejsze pytania, w którym zderzają się z najpoważniejszymi problemami. Czasami wynikają z tego korzyści dla społeczeństwa, gospodarki i kultury, ale nie jest to główne zadanie uniwersytetu. Podstawowym jego zadaniem jest umiejętność i odwaga do tego, żeby stawiać te najtrudniejsze pytania – mówi dr Rafał Majda.

Kanclerz Uniwersytetu Łódzkiego podkreśla, że zarządzanie uczelnią powinno pozostawać w gestii jej władz i społeczności akademickiej, która w ramach swojej autonomii może wybrać określony model. Uczelnie wyższe muszą być jednak niezależne od otoczenia biznesowego i politycznego.

– Uczelnie mają swoją ściśle określoną misję, przede wszystkim mają prowadzić badania naukowe i porządnie kształcić studentów. Powinny oddziaływać na społeczeństwo, państwo, kulturę i gospodarkę. Uniwersytet powinien promieniować myślą, dorobkiem intelektualnym, a nie poddawać się temu, co dzieje się dookoła. To nie wyklucza współpracy z otoczeniem gospodarczym, kulturalnym, instytucjonalnym. Natomiast kierunek tej współpracy powinien nakreślać uniwersytet. Nie odwrotnie – podkreśla dr Rafał Majda.

W miniony weekend łódzka uczelnia po raz trzeci przyznała nagrodę im. Pierwszego Rektora Uniwersytetu Łódzkiego Prof. Tadeusza Kotarbińskiego za wybitną pracę naukową z zakresu nauk humanistycznych. To wyróżnienie ogólnopolskiej rangi, którego zadaniem jest promocja humanistyki.

W tegorocznej edycji zwyciężyła praca Doroty Sajewskiej „Nekroperformans. Kulturowa rekonstrukcja teatru Wielkiej Wojny”. Wyróżnienie i nagrodę w wysokości 50 tys. zł laureatka odebrała podczas uroczystej gali w Filharmonii Łódzkiej. Na konkurs wpłynęło w tym roku w sumie pięćdziesiąt sześć prac, z których do finału przeszło pięć.

– Tegoroczni nominowani, ale również nominowani i laureaci poprzednich edycji, świadczą najlepiej o tym, że polska humanistyka jest w bardzo dobrej kondycji. Jesteśmy częścią nauki światowej. Nasz konkurs jest tego dowodem, bo to są prace na najwyższym naukowym poziomie: znakomity warsztat, znakomita erudycja autorów. Myślę zatem, że to, czego brakuje polskiej humanistyce, to odrobina pewności siebie oraz umiejętność promowania tego dorobku, który już mamy, którym możemy i którym powinniśmy się chwalić na świecie – podkreśla dr Rafał Majda.

Nowy Executive Manager działu Construction & Property w Devire

Bartłomiej Rozmus
Bartłomiej Rozmus

Bartłomiej Rozmus objął stanowisko Executive Managera w agencji rekrutacyjnej Devire, biorąc odpowiedzialność za dywizję Nieruchomości i Budownictwa. Bartłomiej posiada ponad 13-letnie doświadczenie w branży. Pracował wcześniej jako Manager w agencji Wyser, Adecco oraz konsultant w agencji Hays, specjalizując się w pozyskaniu oraz weryfikacji kadry managerskiej i inżynierskiej w firmach deweloperskich, wykonawczych oraz agencjach nieruchomości. Obecnie, zdobytą wiedzę i doświadczenie skutecznie wykorzystuje zarządzając zespołem oraz prowadząc procesy rekrutacyjne na wysokie stanowiska na rynku nieruchomości i budowlanym.  

Devire (wcześniej Devonshire) specjalizuje się w prowadzeniu kompleksowych projektów rekrutacyjnych. Firma powstała w 1987 roku, ma biura w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach oraz Monachium i Frankfurcie. W tej chwili zatrudnia blisko 100 Konsultantów. Posiada również ponad 450 zewnętrznych pracowników biurowych oddelegowanych do klientów, realizujących między innymi projekty IT w modelu IT Contracting. Poza rekrutacją świadczą usługi Outsourcingu IT, Pracy Tymczasowej, Employer Brandingu oraz Doradztwa HR.

W 2017 roku Prezesem Devire został Michał Młynarczyk (wcześniej Dyrektor Zarządzający na Europę Środkową i Wschodnią w HAYS).  Pod jego skrzydłami firma zmieniła strukturę, uruchomiła nowe dywizje i postawiła na nowe technologie oraz dynamiczny rozwój.

Badanie Brother: druk w polskich małych i średnich firmach nadal istotny

  • Dla prawie 80 proc. polskich małych i średnich firm kwestia druku jest istotna
  • Firmy preferują urządzenia laserowe i druk monochromatyczny
  • MŚP chcą drukować taniej, ale rzadko stosują narzędzia do zarządzania drukiem
  • Średni okres eksploatacji sprzętu drukującego w połowie firm to 5 lat

Wyniki badania Brother Polska, przeprowadzonego wśród przedstawicieli małych i średnich przedsiębiorstw z Polski pokazują, że firmy nadal traktują druk jako istotny element swojej działalności. Drukują dużo, jednak większość z nich nie wdraża rozwiązań, pozwalających im na optymalizację kosztów, procesów i bezpieczeństwa druku.

Dla 80 proc. polskich przedsiębiorstw kwestia druku jest nadal kluczowa lub bardzo ważna. Tradycyjny obieg dokumentów w wersji papierowej jest ciągle istotny dla sprawnego działania wielu organizacji w Polsce. Wynika to po części z regulacji prawnych, dotyczących przechowywania dokumentów w wersji papierowej, takich jak umowy czy dokumenty księgowe. Drugim istotnym czynnikiem jest przyzwyczajenie pracowników do korzystania z dokumentów w wersji tradycyjnej.

„Wyniki naszego badania pokazują, że pogłoski o śmierci druku okazują się przesadzone. Widzimy, że polskie małe i średnie firmy nadal dużo drukują i szacujemy, że w ciągu najbliższych lat to się nie zmieni. Ciekawe jest to, jak ankietowani podchodzą do kwestii oszczędności. Z jednej strony zwracają uwagę na cenę materiałów eksploatacyjnych, z drugiej rzadko stosują rozwiązania techniczne do optymalizacji kosztów druku. Wytłumaczeniem może być tutaj kwestia niedostatecznej świadomości firm. Dlatego tak ważna jest edukacja rynku – w tym małych i średnich przedsiębiorstw – w zakresie korzyści oferowanych przez systemy do zarządzania drukiem. Rozwiązania tego typu stanowią bezpośrednią odpowiedź na bolączki polskich firm związane z produkcją dokumentów, takie jak zakup materiałów eksploatacyjnych, przejrzystość kosztów druku i serwis urządzeń”– powiedział Piotr Baca, Country Manager w Brother Polska.

Dla prawie 96 proc. ankietowanych najważniejszą funkcją wykorzystywanych urządzeń drukujących jest właśnie drukowanie. Badani często korzystają też z funkcji kopiowania (70 proc.). Skanowanie tradycyjne jest nieco mniej popularne, ale nadal stosowane przez większość respondentów (59 proc.). Z drugiej strony skanowanie dokumentów z przesyłaniem skanów na serwer email nie jest rozpowszechnione, tylko 26 proc. uczestników badania deklarowało, że korzysta z tego rozwiązania. Najmniej popularne okazało się faksowanie dokumentów, ponieważ tylko 9 proc. firm odpowiedziało, że nadal korzysta z tej funkcji. Jak dodaje Brother, są to głownie przedsiębiorstwa z sektora publicznego i logistyki. Co ciekawe, pomimo rzadkiego wykorzystywania modułu faksu
w urządzeniach drukujących, firmy podejmując decyzje zakupowe często wybierają modele wyposażone w faks.

90 proc. polskich MŚP drukuje w technologii laserowej, ponieważ jest ona wydajniejsza, szybsza i tańsza niż atrament. Modele atramentowe, choć wykorzystywane przez 39 proc. firm, stosowane są na mniejszą skalę i postrzegane jako urządzenia odpowiednie bardziej dla użytkowników indywidulanych i biur domowych.

Ankietowane firmy w przeważającej większości (87 proc.) drukują w czerni i bieli. Większość dokumentów produkowanych w polskich przedsiębiorstwach to teksty, dokumenty księgowe, zamówienia i umowy, do których wydruku wystarczają modele monochromatyczne. Druk kolorowy jest rzadko wykorzystywany, jego stosowanie deklaruje 10 proc. badanych. W kolorze najczęściej drukują działy marketingu i sprzedaży. Pomimo sporadycznego wykorzystywania druku kolorowego, na etapie decyzji zakupowych firmy zwracają uwagę na to, czy urządzenia drukujące oferują druk
w kolorze.

Przy zakupie urządzeń drukujących polskie małe i średnie przedsiębiorstwa zwracają największa uwagę na koszt materiałów eksploatacyjnych (64 proc. wskazań). Mniejsza waga przywiązywana jest do niskiej awaryjności (40 proc.), szybkości drukowania (38 proc.) i co może być zaskoczeniem, ceny urządzenia (36 proc.). Warty podkreślenia jest fakt, że najmniej istotne dla ankietowanych okazało się być bezpieczeństwo danych, które uzyskało zaledwie 7 proc. wskazań wśród kryteriów zakupowych.

41 proc. ankietowanych firm deklaruje, że średni okres eksploatacji, po którym wymieniają urządzenia drukujące, wynosi 5 lat. Ponad jedna piąta firm kupuje nowe urządzenia co 3 lata. Wymianę sprzętu częściej niż raz w roku deklaruje jedynie 3 proc. firm. Przeważająca większość przedsiębiorstw (73 proc.) użytkujących urządzenia biurowe dokonuje ich wymiany dopiero wtedy, kiedy ulegną zużyciu, awarii lub kiedy jakość ich pracy jest niezadowalająca.

Niemal połowa (45 proc.) firm zapytanych o najczęstsze problemy napotykane w trakcie eksploatacji sprzętu drukującego deklaruje, że nie napotyka na trudności w tym zakresie. Dla 21 proc. badanych problematyczny jest zakup materiałów eksploatacyjnych, a dla 17 – konieczność częstego serwisowania sprzętu.

Mimo, że połowa ankietowanych nie jest zainteresowana outsourcingiem druku, to 40 proc. jest zdania, że usługi tego typu są ważne lub kluczowe dla przedsiębiorstw. Zdecydowana większość (łącznie 96 proc.) w ogóle lub rzadko drukuje z urządzeń mobilnych, takich jak smartfony i tablety. Firmy postrzegają technologie druku mobilnego w charakterze gadżetu konsumenckiego, niedostosowanego w środowisku biurowym.

Informacje o badaniu

Celem badania „Użytkowanie urządzeń drukujących w przedsiębiorstwach” było zweryfikowanie informacji o tym, jak drukują polskie małe i średnie firmy, na co zwracają uwagę podczas zakupu i eksploatacji urządzeń oraz na jakie trudności natrafiają podczas ich użytkowania. Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI na zlecenie Brother Polska w maju 2017 roku. Zrealizowała je agencja badawcza ARC Rynek i Opinia. Grupę badawczą stanowiło 307 przedstawicieli polskich firm z sektora MŚP. Przebadano osoby odpowiedzialne za utrzymanie biura oraz przedstawicieli pionów informatycznych firm.

Miesiąc w gospodarce – listopad 2017

raport miesięczny TMSInflacja wróciła do celu

Wstępny szacunek inflacji CPI za listopad należy traktować jako wysoce zaskakujący, bowiem ankietowani ekonomiści nie byli za bardzo przygotowani na uplasowanie się rocznej zmiany dynamiki cen konsumenta na tegorocznych maksimach (2,5 proc. r/r, konsensus: 2,3 proc.). Nasze prognozy podbijały szansę na zaskoczenie (TMS Brokers: 2,4 proc.), czego źródło w dalszej mierze upatrujemy w wyższych cenach paliw oraz systematycznie drożejącej żywności. Nie wykluczamy, że listopad mógł rzutować na nieco wyższych cenach odzieży czy nawet drobnej elektroniki użytkowej. Na podstawie obserwowanych tendencji sezonowych za dość powszechną tendencję uznaje się drożenie dóbr konsumenckich tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, po czym detaliści decydują się na zbicie zawyżonych cen ku wyjściowym poziomom. W grudniu stopa inflacji powinna zdecydowanie powędrować w stronę niższych poziomów. Poza przewidywanymi tendencjami na poszczególnych rynkach towarów i usług konsumenckich, należy oczekiwać solidnie podbitego efektu bazy spowodowanego zeszłorocznym skokiem. W scenariuszu bazowym zakładamy zejście stopy inflacji CPI w stronę 1,8 proc. r/r.

Produkcja na siedmioletnich szczytach

Uwagę obserwatorów polskiej gospodarki ponownie skradła produkcja przemysłowa, której październikowe szacunki wyraźnie przebiły najśmielsze oczekiwania ankietowanych uczestników rynku. Za niższymi wartościami przemawiały nie tylko różnice w dniach roboczych w gospodarce narodowej, mniej korzystne efekty bazy czy nawet ujemne czynniki sezonowe, ale również dość wysoki poziom wyjściowy z września (8,8 proc. r/r). Osiągnięciu 12,3 proc. dynamiki wskaźnika w ujęciu rocznym pomogło pokaźne odbicie w górnictwie i wydobyciu, gdzie z miesiąca na miesiąc odnotowano skok wolumenu na poziomie 13,0 proc. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami miano motoru napędowego gospodarki zyskali producenci maszyn oraz urządzeń (23,8 proc.), którym wtórowały lepsze nastroje podmiotów z branży tekstylnej (21,9 proc.). Napływ tak fenomenalnych danych wyraźnie skłania do rewizji prognoz wzrostu gospodarczego za IV kwartał 2017 roku – na podstawie uproszczonej rekalibracji modelu predykcyjnego spodziewany się zakończenia roku ze wskazaniem rzędu 4,8 proc. r/r.

Lekkie rozczarowanie zapewniła sprzedaż detaliczna, która musiała sprostać dość wysoko zawieszonej poprzeczce przez rynkowy konsensus. Roczną zmianę obrotów w handlu na poziomie 7,1 proc. należy ocenić jako satysfakcjonującą. Zgodnie ze sporządzonymi prognozami solidne odbicie w skali miesiąca odnotowała branża farmaceutyczna, co sygnalizowały między innymi zmiany średnich temperatur w miastach wojewódzkich sugerując możliwość startu „sezonu przeziębień”. Efekt wyższej dynamiki sprzedaży samochodów osobowych w Unii Europejskiej istotnie wpływa również na strukturę obrotów na rodzimym rynku, gdzie obserwuje się wyższe zapotrzebowanie na części do pojazdów czy wzrost popytu na paliwa.

Płace na kolejnych maksimach

Początek 2017 roku przyniósł wysoce uzasadnione obawy o siłę presji płacowej w rodzimej gospodarce. Względnie niskie dynamiki wynagrodzeń były asem w rękawie tych, którzy oczekiwali zachowania monetarnego statusu quo w możliwie jak najdłuższym horyzoncie. Sporządzone przez nas modele symulacyjne wyraźnie wskazują na to, iż wygenerowane impulsy przez rynek pracy nie będą przekładały się na szybkie podbicie cen bazowych, minimalizując tym samym szansę na oczekiwaną podwyżkę stóp procentowych. Nie ulega jednak wątpliwości to, że 7,4 proc. wzrost płacy brutto na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy robi wrażenie – nawet pomimo tego, iż część przyrostu wynika z wypłaty wysokich „trzynastek” w górnictwie. Spodziewamy się podtrzymania powyższej tendencji aż do stycznia przyszłego roku, gdy po dość powszechnych premiach świątecznych nastanie czas podwyżek przez jednego z największych pracodawców w Polsce – Jeronimo Martins.

Odchylenia pomiędzy wartościami faktycznymi oraz ich odsezonowanym wskaźnikiem sugerują, iż najbliższe miesiące powinny obfitować w kolejne rekordy stopy bezrobocia rejestrowanego. Tradycyjnie w raportach Ministerstrwa Pracy, Rodziny i Polityki Społecznej zauważa się wzmianki o wyższej dostępności programów aktywizacyjnych czy dostatecznie wysokiej ilości dostępnych wakatów. Należy mieć na uwadze, że do spadku wskaźnika istotnie przyczynia się masowa utrata statusu osoby bezrobotnej. Jednym z istotnie ważącym czynników jest wzrost konsumpcji autonomicznej w gospodarce narodowej, której poziom podbijają prosocjalne programy gabinetu Beaty Szydło.

Polityka pieniężna: mało istotna niespodzianka

Ostatnie posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej obfitowało w drobną niespodziankę, która na moment próbowała odwrócić uwagę uczestników rynku od aspektów związanych ze stopami procentowymi. W tym przypadku mowa o zmianie stopy rezerwy obowiązkowej od środków pozyskanych co najmniej na dwa lata do poziomu 0,0 proc. z uprzednio obowiązujących 3,5 proc. Powyższy zabieg należy traktować jako ukłon w stronę sektora bankowego, który już od początku marca będzie mógł liczyć na dodatkowy zastrzyk płynności. Z punktu widzenia ramowych punktów spotkania nie należy mówić o zaskakującym obrocie spraw. Zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami Rada zdecydowała się na przyjęcie zrewidowanych prognoz wzrostu gospodarczego oraz inflacji CPI na najbliższe dwa lata. Jastrzębi wydźwięk oczekiwań dotyczących skoku średniorocznych cen konsumenta o 2,7 proc. w 2019 roku wyraźnie łagodziły przedstawione projekcje luki popytowej, która stawiała pod znakiem zapytania konieczność podwyżek stóp procentowych. Dobitnym argumentem za pozostawieniem „wait-and-see” w grze była wypowiedź prezesa NBP Adama Glapińskiego o braku zmiany gołębiego nastawienia w sytuacji zauważalnego wyostrzenia trajektorii stóp procentowych w opublikowanych projekcjach.

Polityka fiskalna: ograniczenia w handlu nie będą rzutowały na wzrost

W trakcie listopadowych obrad rząd Prawa i Sprawiedliwości zdołał przeforsować przez Sejm ustawę ograniczającą swobodę handlu w niedziele. Pierwsze implikacje związane z nowych aktem prawnym powinny pojawić się od marca przyszłego roku, gdy detaliści będą mogli prowadzić nieskrępowaną działalność w pierwszy oraz ostatni weekend miesiąca. Powyższe obostrzenie wydaje się być wysoce godzące w przyszłe wskazania spożycia indywidualnego, aczkolwiek na podstawie sporządzonych analiz wskazujemy na marginalną szansę załamania konsumpcji z racji na szereg przewidzianych wyjątków. W projekcie przyjętym przez niższą izbę parlamentu zauważa się możliwość handlu na stacjach benzynowych, obiektach handlowych przy istotnych węzłach komunikacji publicznej czy sklepach obsługiwanych przez właściciela. Co więcej, wyniki symulacji wskazują na obecność zwiększonego popytu w piątki oraz soboty, gdy gospodarstwa domowe będą celowo zaopatrywały się dobra rzekomo niedostępne w dzień wolny od handlu. Teoretyczna siła impulsu generowanego przez ustawę bywa porównywana z każdorazowymi obchodami Święta Wojska Polskiego/Wniebowzięcia Matki Bożej czy w skrajnych warunkach zaburzeń na skalę długiego weekendu majowego.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Ekstazy: „YOU TUBE”, „SUPERMAN”, „BATMAN” czy „TRANSFORMERS”

Policjanci CBŚP zlikwidowali w Legnicy wytwórnię tabletek ekstazy. Produkowano tam tabletki z logo „YOU TUBE”, „SUPERMAN”, „BATMAN” czy „TRANSFORMERS”. Policjanci zabezpieczyli elektryczną tabletkarkę wraz z metalowymi stemplami, tabletki ekstazy oraz 3 kilogramy gotowej substancji zawierającej MDMA. Z takiej ilości preparatu można by wyprodukować około 25 tysięcy tabletek ekstazy o czarnorynkowej wartości 250 tysięcy złotych. Do sprawy zatrzymano trzy osoby.

Policjanci z Zarządu w Bydgoszczy CBŚP wpadli na trop produkcji tabletek ekstazy. Zebrany materiał wskazywał, że nielegalny proceder odbywał się w Legnicy. W likwidacji wytwórni brali udział także policjanci z KMP w Legnicy. Tam też zostali zatrzymani dwaj mężczyźni podczas wytwarzania narkotyków. W trakcie działań jeden z podejrzanych zaatakował policjanta, próbując w ten sposób utorować sobie drogę ucieczki. Wówczas policjant użył broni służbowej, raniąc napastnika w nogę. Ten natychmiast trafił pod opiekę lekarską. Pomocy lekarskiej udzielono także zaatakowanemu funkcjonariuszowi.  Do sprawy zatrzymano również 31-letnią kobietę.

Podczas przeszukania pomieszczeń piwniczno-magazynowych policjanci znaleźli i zabezpieczyli narzędzia i przedmioty wykorzystywane do wytwarzania tabletek zawierających MDMA, tj.: elektrycznej tabletkarki wraz z metalowymi stemplami, 7 kilogramów substancji proszkowych wypełniających i koloryzujących, pojemniki z tworzywa sztucznego, blender, maseczki przeciwpyłowe, filtry, sita, wagi elektroniczne, kilkaset pustych woreczków strunowych i gotowe tabletki zawierające MDMA.

Z ustaleń śledczych wynika, że w tej wytwórni prawdopodobnie na masową skalę produkowane były tabletki  z logo „YOU TUBE, SUPERMAN, BATMAN, TRANSFORMERS”. W trakcie przeszukania ujawniono 3 kilogramy gotowej substancji zawierającej MDMA, z której można by wyprodukować około 25 tysięcy tabletek ekstazy o czarnorynkowej wartości 250 tysięcy złotych.

W Prokuraturze Rejonowej w Legnicy troje zatrzymanych usłyszało zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się wytwarzaniem substancji psychotropowych i ich dystrybucją. Dodatkowo jednemu z nich prokurator przedstawił zarzut dokonania czynnej napaści na funkcjonariusza Policji. Sąd Rejonowy w Legnicy zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy.

Nudny jak szczyt OPEC

Przebieg czwartkowych notowań na rynku surowców energetycznych odbywał się pod dyktando najświeższych doniesień z Wiednia, gdzie nastąpiło osiągnięcie konsensusu przez światowych wydobywców ropy. Deklaracje o przedłużeniu porozumienia do końca 2018 roku potwierdziła nie tylko reprezentacji z Arabii Saudyjskiej, ale również z Rosji, Iranu czy dość krnąbrnego Iraku. Ze świeżo ustalonym limitem wydobycia będą musiały się liczyć Nigeria oraz Libia, które uprzednio mogły liczyć na łaskę pozostałych członków z racji na wątpliwą kondycję gospodarczą.

Komunikaty płynące z Wiednia nie powinny być traktowane jako wysoce przełomowe. Baczni obserwatorzy polskiej gospodarki mieli nie lada gratkę, bowiem publikacji rachunków narodowych za miniony kwartał towarzyszyła rewizja rocznego tempa wzrostu do poziomu 4,9 proc. z uprzednio podanych 4,7 proc. W tak fenomenalnym wskazaniu ogromną rolę odegrała dodatnia kontrybucja eksportu netto, której wtórował stabilny wzrost spożycia indywidualnego (4,8 proc.). W drugiej części dnia zmienność złotego lekko podbiła publikacja wstępnej inflacji CPI, która nieoczekiwanie wróciła do środka pasma dozwolonych wahań (2,5 proc. r/r, TMS Brokers: 2,4 proc., konsensus: 2,3 proc.). Spodziewamy się, że silniejszy skok indeksu CPI to przede wszystkim pokłosie sytuacji obserwowanej na stacjach benzynowych, co dodatkowo podbiło dynamikę cen żywności w stronę poziomu 6,0 proc. r/r.

Na koniec dnia polski złoty (0,4 proc.) znajduje się w czołówce walut Emerging Markets, ustępując jedynie argentyńskiemu peso (0,6 proc.) oraz tureckiej lirze (0,9 proc.). W wyraźnym odwrocie znalazł się południowokoreański won (-1,0 proc.), co należy częściowo utożsamiać z efektem wymazywania wczorajszego umocnienia. Zdecydowanie skromniejsze osłabienie notuje południowoafrykański rand (-0,1 proc.), który próbuje ustabilizować parę USD/ZAR tuż pod poziomem 13,7000. Na koniec dnia EUR/PLN balansuje przy poziomie 4,2000, USD/PLN próbuje zejść pod 3,5340, CHF/PLN oczekuje na sygnał przy 3,5920, a GBP/PLN wraca do 4,7760.

Dużo ciekawszą sytuację obserwuje się w koszyku walut G10, gdzie miano lidera listy zgarnia funt szterling (0,6 proc.). Nieco mniej euforyczne nastroje dotyczą euro (0,4 proc.), które nie przejęło się zbytnio słabszą inflacją HICP (1,5 proc. r/r, konsensus: 1,6 proc.) czy niższymi przyrostami cen bazowych (0,9 proc. r/r, konsensus: 1,0 proc.). Ponownie zestawienie zamyka norweska korona ze stratą rzędu 0,6 proc. Tym razem za przeceną skandynawskiej waluty częściowo stoją gorsze wskazania sprzedaży detalicznej, która w ujęciu miesięcznym nieoczekiwanie spadła o 0,2 proc. (konsensus: 0,7 proc.).

W popołudniowej paczce danych z amerykańskiej gospodarki pierwsze skrzypce grała stopa inflacji PCE Core, która zgodnie z oczekiwaniami ankietowanych uczestników rynku przyspieszyła do 1,4 proc. r/r. Za powyższym wskazaniem stoi między innymi rewizja wskaźnika za wrzesień, gdy odnotowano miesięczny skok indeksu cen na poziomie 0,2 proc. (poprzednio: 0,1 proc.). Na dalszym planie znalazła się nieco silniejsza dynamika przychodów gospodarstw domowych, która uplasowała się na poziomie 0,4 proc. wobec 0,3 proc. wynikających z mediany prognoz. Powyższym wskazaniom towarzyszył cotygodniowy raport z rynku pracy wskazujący na chwilową stabilizację ilości złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (238 tys., konsensus: 240 tys., poprzednio: 240 tys.).

W trakcie czwartkowej sesji na europejskich parkietach obserwowano niekwestionowaną przewagę podaży, z której udało się wyłamać giełdzie w Mediolanie za sprawą wyraźnej poprawy sentymentu wśród spółek z sektora bankowego. W cieniu wzrostów indeksu FTSE MIB (0,2 proc.) znalazła się giełda we Frankfurcie, gdzie DAX (-0,3 proc.) stopniowo przybliża się do okrągłego poziomu 13 000 pkt. Skalę potencjalnych spadków skutecznie próbowały ograniczać Continental (1,9 proc.) oraz Beiersdorf (1,6 proc.) będące beneficjentami wyraźnie podbitego wolumenu. Na dnie niemieckiej giełdy znalazły się walory Munich Re. Do 2,7 proc. ruchu przyczyniła się wypowiedź prezesa spółki, który oczekuje możliwości spadku notowanych marż za sprawą nasilającej się presji cenowej. Nisko znalazły się również akcje RWE (-1,9 proc.) z racji na postępowanie związane z istotnym wpływem spółki na efekt cieplarniany.

W gronie zachodnich indeksów zdecydowanie bardziej pokaźny ruch w stronę południa odnotował londyński FTSE 100 (-0,9 proc.), którego przecenę skutecznie podbijały przecenione 2,5 proc. akcje AstraZeneca. Niezbyt udaną sesję notuje również British American Tobacco po niezbyt przychylnej nocie analitycznej M&G – finalnie tytoniowy potentat zakończył notowania z 2,4 proc. przeceną. Wpływ niezbyt optymistycznych nastrojów próbowały wymazać akcje Mediclinic (4,7 proc.) po najnowszej rekomendacji kupna przez Jefferies z ceną docelową na poziomie 6,16 GBP (obecnie: 5,66 GBP). W cieniu zwyżki potentata z branży medycznej znalazły się BT Group oraz Convatec, które wypracowały ruch odpowiednio na poziomie 2,1 proc. oraz 1,5 proc.

W Warszawie obserwowano częściowe podtrzymanie wczorajszego sentymentu, bowiem w trakcie czwartkowej sesji WIG 20 odnotował „zaledwie” 1,1 proc. zniżkę. Miano najbardziej przecenionych komponentów ponownie zyskały spółki z branży paliwowej. Co więcej, Lotos (-4,9 proc.) oraz Orlen (-4,5 proc.) wygenerowały istotnie techniczny sygnał poprzez przebicie średniej z ostatnich 200 notowań. W cieniu rafineryjnych gigantów znalazła się Energa (-3,2 proc.), której przez moment wtórował Bank Zachodni WBK (-2,5 proc.). W kontrze do spadków znalazły się zwyżkujące 1,4 proc. Cyfrowy Polsat oraz Asseco Poland. Ze zdecydowanie mniejszym plusem sesję zakończył PKO Bank Polski (0,7 proc.) planujący wycofać się z funduszu infrastrukturalnego Marguerite.

Zwyżkową passę skutecznie przełamały styczniowe kontrakty na gaz ziemny, które od początku sesji tracą 4,4 proc. Na fali realizacji zysków znalazły się również marcowe kontrakty na kakao (-2,8 proc.) oraz kawę (-2,9 proc.). Czwartek nie sprzyja również metalom szlachetnym. Ponownie w dość silnym odwrocie znajduje się srebro (-1,2 proc.; 16,3460 USD), któremu tym razem wtóruje złoto (-1,0 proc.; 1 271,30 USD). W przypadku ropy WTI należy mówić o ponownej próbie przełamania okrągłego poziomu 57,00 USD, co rzutuje na 0,5 proc. przecenę surowca względem wczorajszego zamknięcia.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Inwestycje publiczne nieznacznie ruszyły

PKB wzrósł w 3. kwartale 2017 r. o 4,9 proc. r/r. Nakłady brutto na środki trwałe były wyższe o 3,3 proc. r/r – podał GUS.

Polska gospodarka wzrosła w 3. kwartale 2017 r. w większym stopniu niż wynikało to z szybkiego szacunku PKB opublikowanego przez GUS w połowie listopada – o 4,9 proc.
Można było przewidzieć, że głównym motorem wzrostu gospodarczego było spożycie indywidualne, które od 3. kwartału 2016 r., czyli od czasu gdy ruszył program Rodzina 500+, ale zaczęła się też wyraźnie poprawiać sytuacja na rynku pracy, rośnie w tempie bliskim 5 proc.

Dobrym sygnałem jest powrót eksportu netto jako czynnika wzrostu PKB (po silnym ujemnym wpływie w 2. kwartale br.). Odrębnej analizy wymagają zmiany zapasów, które po raz pierwszy od wielu kwartałów nie wsparły wzrostu gospodarczego. To sygnał, że nie są one odnawiane w stopniu niezbędnym dla wzrostu PKB na poziomie bliskim 5 proc. Pytanie dlaczego i jakie to będzie miało konsekwencje dla szans rozwojowych firm i gospodarki w kolejnych miesiącach.

Najważniejsze jednak jest to, że po 6. kwartałach mamy wreszcie nieznaczny, ale jednak wzrost nakładów brutto na środki trwałe. W całości jest on efektem inwestycji finansowanych ze środków publicznych, w tym przede wszystkim z funduszy unijnych. W ciągu 3. kwartałów br. inwestycje przedsiębiorstw średnich i dużych (50+) były bowiem ciągle niższe niż w 2016 r. (1 proc. r/r; w cenach stałych), a tym samym także niższe niż w 2015 r. (spadek o 9,1 proc. r/r). Byłyby one jeszcze niższe, gdyby nie firmy z kapitałem zagranicznym. Ich nakłady na inwestycje w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. i 2017 r. stanowiły ponad 43 proc. nakładów przedsiębiorstw 50+. W porównywalnym okresie 2014 r. i 2015 r. było to ok. 1/3 całości nakładów inwestycyjnych firm 50+.

Po raz kolejny okazuje się zatem, że firmy z kapitałem zagranicznym są stabilizatorem dla polskiej gospodarki. Dzięki nim inwestycje firm nie spadają tak gwałtownie, jak wynika to z osłabienia skłonności do inwestowania w polskich firmach. Firmom zagranicznym zawdzięczamy także silną obecność na rynkach zewnętrznych i rosnący eksport.
Ważne, że ruszyły inwestycje finansowane ze środków unijnych. Czas najwyższy, bowiem jesteśmy w środku okresu 2014-2020, w którym mamy do wykorzystania ponad 80 mld euro, z czego prawie 43 mld euro w ramach programów w dużej mierze dedykowanych inwestycjom – Infrastruktura i Środowisko (27,4 mld euro), Inteligentny Rozwój (8,6 mld euro), Wiedza, Edukacja, Rozwój (4,7 mld euro), Polska Cyfrowa (2,2 mld euro). I ponad 30 mld euro, które mają do wykorzystania regiony, w tym w sporej części na inwestycje.

Ale aby wykorzystanie tych środków mogło być uruchomione na większą skalę, niezbędne są nie tylko środki budżetowe, ale także inwestycje przedsiębiorstw. Tymczasem firmy są ciągle bardzo ostrożne w swoich decyzjach. I koło się zamyka. Np. firmy budowlane zwiększyły nakłady na inwestycje w ciągu 3. kwartałów 2017 r. zaledwie o 0,9 proc. r/r (po spadku w całym 2016 r. o ponad 21 proc.). A to one będą miały realizować dużą część inwestycji finansowanych z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko. Przy braku pracowników (stopa bezrobocia w październiku br. na poziomie 4,6 proc. /BAEL/) jedyną szansą na udźwignięcie projektowanych inwestycji infrastrukturalnych są inwestycje firm budowlanych zwiększające i modernizujące ich aparat wytwórczy. A te jak widać są niewielkie. Takie problemy dotyczą nie tylko budownictwa, ale także wielu innych branż.

Należy się cieszyć z wyniku polskiej gospodarki w 3. kwartale 2017 r. Ale to już „historia”. Trzeba myśleć o przyszłości, a ta nie będzie tak dobra jak minione trzy miesiące bez inwestycji, w tym przede wszystkim inwestycji przedsiębiorstw.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Czy okres stagnacji w inwestycjach mamy już za sobą?

Zwiększyła się gotowość do wzrostu skali działania polskich firm, także poprzez ekspansję zagraniczną. Ambitnym celom sprzyja lepsza niż rok wcześniej kondycja finansowa: istotnie wzrósł odsetek średnich i dużych firm, które zadeklarowały wypracowanie zysku oraz wzrost obrotów.

Taki obraz wyłania się z II edycji badania Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, Inwestycje i ich finansowanie”. Czy okres stagnacji w inwestycjach prawdopodobnie mamy już za sobą? 41% firm ma plany inwestycyjne na najbliższe 6 miesięcy. Największy optymizm inwestycyjny przejawiają przedsiębiorstwa średnie (62%) i duże (57%) oraz te, które działają na skalę europejską (87%) i globalną (63%). Inwestycje większych podmiotów powinny w dłuższym terminie dać impuls mniejszym firmom – obecnie jedynie co trzecia mała firma i co piąta lokalna rozważa inwestycje.

Listę celów inwestycyjnych otwierają – podobnie jak rok temu – wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Taki plan ma 60% z grona tych firm, które deklarują inwestycje. Niestety znacząco spadła skłonność do inwestycji w badania i rozwój – rok temu ten aspekt wskazało 21% badanych podmiotów, obecnie tylko niespełna 14%. To właśnie innowacyjność jest długofalowo najsilniejszą dźwignią rozwojową. Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe przedsiębiorstwa – na inwestycje w badania i rozwój stawia zaledwie 9% z nich.

– Czy budzi to optymizm? Moim zdaniem umiarkowany – mówi w rozmowie z MarketNews24 prof. dr hab. Małgorzata Bombol z SGH.

Badanie objęło łącznie reprezentatywną grupę 500 firm, w tym 72 % małych (do 10 mln euro obrotu rocznego), 20,5% średnich (do 50 mln euro obrotu rocznego) oraz 7,5% dużych (powyżej 50 mln euro obrotu rocznego). Najczęściej reprezentowane były przedsiębiorstwa lokalne (32%) i ogólnopolskie (30%). 14% działa na skalę europejską, co dziesiąta – na skalę globalną.

4 trendy, które zmienią postrzeganie roli IT

Firma konsultingowa McKinsey & Company zidentyfikowała trendy w infrastrukturze, które do 2020 roku zmienią branżę usług technologicznych. O ile wiodące kierunki są już znane, o tyle zaskakująca jest przede wszystkim skala ich wpływu na rozwój infrastruktury. OVH, globalny lider usług cloud, wybrał spośród nich te, które zdaniem grupy będą miały największy wpływ na rozwój branży. Lista może pomóc firmom w zweryfikowaniu ich strategii biznesowych i ustaleniu priorytetów rozwoju.

  1. Technologia niczym prąd w gniazdku. Model „as-a-service” w każdej dziedzinie – od oprogramowania po sprzęt

Stały dostęp do danych czy aplikacji jest obecnie dla przedstawicieli biznesu czymś naturalnym. Biznes nie może sobie pozwolić na brak zasobów fizycznego serwera, ponieważ bieżąca infrastruktura przestała być wystarczająca. Nie dziwi zatem fakt, że przedsiębiorcy chętnie decydują się na skorzystanie z usług zewnętrzengo dostawcy. Według danych IDC udział outsourcingu IT w 2016 r. wyniósł 38 proc., natomiast w 2020 r. wzrośnie on już do 44 proc. Jednocześnie, wykorzystywanie tradycyjnych usług IT spadnie z 63 do 57 proc.

Wśród przedsiębiorców rośnie popularność wyceny na podstawie zużycia zdalnie udostępnionej usługi, czyli zjawiska, które zaczęło się od oprogramowania i przeniosło na sprzęt. W latach 2015-2016 przychody z infrastruktury jako usługi (IaaS) i platformy jako usługi (PaaS) wzrosły o 53 proc., czyniąc z nich najszybciej rozwijające się segmenty usług w chmurze i infrastrukturze.

„Z roku na rok obserwujemy znaczący zwrot w kierunku rozwiązań as-a-service. Firmy widzą korzyści wynikające z wykorzystania usług dostępnych w abonamencie lub wręcz rozliczeniu minutowym czy godzinowym. Ten typ usług zyskał powszechne uznanie i jest stosowany m.in. przez firmy wynajmujące samochody lub skutery na minuty. Klienci wychodzą z założenia, że nie warto wiązać się umową długoterminową. W przypadku usług data center, za niższą opłatą, przy zachowaniu najwyższej wydajności mają zapewnioną moc obliczeniową, która jest im potrzebna w danym momencie. W razie potrzeby mają możliwość rozszerzenia usługi w każdej chwili i zrezygnowania z niej, kiedy nie jest konieczne uruchamianie dodatkowych zasobów” – komentuje Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży w OVH Polska.

Przeniesienie wydatków inwestycyjnych na wydatki operacyjne pomaga zmniejszyć ryzyko, uwolnić kapitał i zapewnić większą elastyczność biznesu. Jednostki mocy obliczeniowej i pamięci masowej mogą być bowiem tańsze nawet od 40 do 50 proc. Dodatkowo, poza przechodzeniem z usług on premise, czyli na miejscu lub u klienta, na usługi w chmurze, dostawcy IT i klienci eksperymentują także z płatnościami ratalnymi za tradycyjny sprzęt.

  1. Zwiększenie roli chmury publicznej i wejście do „mainstreamu”

Podczas gdy mniejsi, bardziej elastyczni gracze od lat przenoszą swoje zasoby do chmury publicznej, to w dużych przedsiębiorstwach dopiero ostatnio wzrosło zainteresowanie tym rozwiązaniem. Większe firmy potrzebowały czasu, aby przekonać się, że cloud jest bezpieczny i się opłaca. Na tej fali takie tuzy, jak bank Capital One, General Electric czy Netflix drastycznie zmniejszyły lub nawet wyeliminowały swoje prywatne centra danych, migrując zasoby do chmury. McKinsey przewiduje, że do 2018 roku dostawcy usług w chmurze powinni odpowiadać za około 80 proc. dostarczanych serwerów i pojemności pamięci masowych.

„Rozwój cloud zmienił i uprościł postrzeganie tematu przechowywania danych. Nie dziwi nas więc fakt, że rozwiązania oparte na cloud computingu stają się pierwszym wyborem. Dzisiaj firmy mogą zrezygnować z serwera czy kolokacji na rzecz usługi abonamentowej i nie martwić się np. miejscem na przechowywanie sprzętu, jego amortyzacją, serwisem, zakupem licencji czy korzystaniem z pomocy administratora. Dostarczeniem i konserwacją sprzętu zajmuje się usługodawca. Chmura staje się autostradą dla rozwoju biznesu, oferując bezpieczną przestrzeń, która zapewnia wzrost przy jednoczesnej obsłudze kluczowych procesów” – mówi Robert Paszkiewicz.

„Mamy świadomość rosnącego zapotrzebowania klientów na usługi w sektorze Public Cloud. O zapewnianiu najwyższej wydajności usług OVH przy zachowaniu konkurencyjnych cen może świadczyć niezależny ranking Cloud Spectator, w którym wśród dostawców chmury publicznej zajęliśmy pierwsze miejsce w Europie oraz drugie w Ameryce Północnej” – dodaje.

  1. Security w abonamencie

Cyberbezpieczeństwo pozostanie najwyższym priorytetem decydentów w przedsiębiorstwach. Mimo że 80% pracowników odpowiedzialnych za wdrożenia technologii przyznaje, że ich organizacje starają się zapewnić możliwie najsolidniejszą obronę, to jednak we wszystkich branżach cyberataki będą coraz bardziej złożone. Dodatkową bolączką jest niedobór specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, co powoduje, że firmy mają trudność z rekrutacją pracowników. Wymusza to na nich inwestowanie w serwisy zarządzania bezpieczeństwem (ang. managed security services). Stąd oferta zabezpieczeń opartych na chmurze również staje się atrakcyjniejsza dla firm. McKinsey szacuje, że do 2020 roku będzie ona obejmować 60 proc. wszystkich produktów dotyczących bezpieczeństwa, co stanowi 10-proc. wzrost w stosunku do 2015 roku.

„W kwestii ochrony przeciw zagrożeniami firmy oferują często w pakiecie dodatkową ochronę antyDDoS. Atak DDoS polega na przesyłaniu wielu zapytań jednocześnie, a ich ilość może doprowadzić do przerw w dostępie, a nawet do całkowitego braku połączenia z serwerem. OVH domyślnie chroni wszystkie swoje usługi i klientów przed tego typu atakami” – dodaje Robert Paszkiewicz.

  1. Wsparcie DevOps dla oprogramowania i sprzętu

Według twórców badania, DevOps, rozumiane jako metodyka zespolenia rozwoju (ang. development), eksploatacji (ang. operations) oraz zapewnienia jakości (ang. quality assurance), jest kluczem do zwinności firmy, oczekującej błyskawicznej realizacji biznesowych potrzeb przez dział IT. DevOps wspiera wysoki poziom współpracy w całym łańcuchu wartości IT. Coraz więcej firm rozumie korzyści wynikające z tego rozwiązania. Według badania McKinsey „IT-as-a-Service Survey”, 80 proc. respondentów wdrożyło praktyki DevOps w niektórych częściach swojej organizacji, a 53 proc. z nich stwierdziło, że do 2020 roku zastosuje te praktyki w całej organizacji (37 proc. obecnie).

Zgodnie z tymi trendami popyt na talenty DevOps w najbliższym czasie wzrośnie. Firmy mogą mieć jednak problemy ze znalezieniem pracowników do wypełnienia wszystkich ról, ponieważ 40 proc. respondentów biorących udział w ankiecie McKinsey stwierdziło, że niedobór pracowników o odpowiednich umiejętnościach był głównym czynnikiem uniemożliwiającym DevOps odgrywanie większej roli w organizacjach.

8 grudnia 2017 r. Fitch ogłosi najnowszy rating dla Polski

Czy agencja ratingowa Fitch ma rację utrzymując swoje prognozy wzrostu PKB w Polsce w 2017 i 2018 roku? Zwłaszcza, że napływające dane są optymistyczne?

Według agencji w tym roku można spodziewać się wzrostu gospodarczego na poziomie 4 proc., a w 2018 r. 3,2 proc.

– Takie prognozy są o wiele mniej istotne niż ratingi – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. Fitch ogłosi najbliższy rating Polski 8 grudnia 2017 roku. Obecnie rating naszego kraju w tej agencji to „A-” z perspektywą stabilną.