Podsumowanie dnia na rynkach finansowych 2017-11-29

Do solidnego przetasowania sentymentu na światowym rynku ropy przyczyniły się najnowsze doniesienia z Wiednia, które ponownie spychają West Texas Intermediate (-1,6 proc.) w stronę poziomu 57,00 USD za baryłkę. Zgodnie z wypowiedzią Aleksandra Nowaka, rosyjskiego ministra ds. energii, światowi wydobywcy porozumieli się w sprawie dalszego ograniczenia produkcji surowca. Solą w oku okazał się być zamiar publikacji bardziej szczegółowych danych na temat przedłużenia umowy, który finalnie będzie zależał od przebiegu jutrzejszej sesji.

Na Starym Kontynencie uwagę inwestorów skutecznie zwróciły wstępne szacunki inflacji HICP za listopad. Na podstawie sporządzonego modelu nowcastowego spodziewaliśmy się nieco silniejszego odczytu (1,8 proc. r/r, TMS Brokers: 1,8 proc.) niż wynikałoby to z mediany rynkowych oczekiwań (1,8 proc.). Reakcję eurodolara wyraźnie stłumił ujawniony przez Janet Yellen, szefową Fed, tekst wypowiedzi przed organem Kongresu USA. Jej dzisiejsze wystąpienie nie powinno być traktowane jako rewolucyjne – tym bardziej, że w części pytań i odpowiedzi poświęcono dużo uwagi problemom związanych z nadzorem makroostrożnościowym oraz obserwowanym wzrostem nierówności. Yellen nadal pozostaje zwolenniczką stopniowych podwyżek stóp procentowych, traktuje mniej satysfakcjonującą presję cenową jako pokłosie czynników o charakterze tymczasowym oraz wstrzymuje się od osądów na temat implikacji związanych z reformą podatkową Donalda Trumpa. Na koniec dnia euro (0,2 proc.) usilnie próbuje powiększyć skalę odnotowanego umocnienia. Obecnie nie lada problemem dla EUR/USD pozostają okolice poziomu 1,1865, które częściowo ograniczają szansę powrotu w stronę okrągłego 1,1900. Dzisiejsze umocnienie wspólnej waluty wyraźnie okrywa funt szterling (0,8 proc.) będący beneficjentem wczorajszego porozumienia pomiędzy Londynem oraz Brukselą w sprawie warunków BREXIT-u. O miano najsilniej przecenionego komponentu koszyka G10 walczą dolar australijski (-0,3 proc.) oraz dolar kanadyjski (-0,3 proc.), który pozwala balansować USD/CAD w okolicach poziomu 1,2860.

Na szczycie listy walut Emerging Markets znajduje się południowokoreański won (0,7 proc.), który zyskuje za sprawą mniejszego zamieszania związanego z wczorajszym testem pocisku balistycznego przez reżim Kima. Najsilniejszą walutą regionu okazuje się być polski złoty (0,2 proc.), aczkolwiek jego przewaga względem czeskiej korony (0,1 proc.) czy południowoafrykańskiego randa (0,1 proc.) nie należy do wysoce spektakularnych. Obecnie listę zamyka rosyjski rubel, który tracąc 0,5 proc. wypycha USD/RUB w okolice 58,6800. Na koniec dnia USD/PLN schodzi w okolice 3,5430, EUR/PLN balansuje przy 4,2010, GBP/PLN wraca do 4,7600, a CHF/PLN nurkuje 20 pipsów pod 3,6000.

W środowym kalendarzu palmę pierwszeństwa wśród wskaźników makroekonomicznych przejęły najnowsze szacunki amerykańskiego tempa wzrostu za miniony kwartał. Zrewidowane rachunki narodowe wskazały na silniejszą dynamikę PKB (3,3 proc. zann., poprzednio: 3,0 proc.), co uplasowało dzisiejsze wskazanie na trzyletnich maksimach. W drodze ku wyższym wartościom nie pomogła niższa konsumpcja prywatna (2,3 proc., konsensus: 2,5 proc.), której wpływ istotnie wymazywały wyższe wydatki przedsiębiorstw na środki trwałe (10,4 proc.) czy utrzymująca się dodatnia kontrybucja eksportu netto.
Na europejskich parkietach obserwowano wyraźny podział sentymentu. Najmniej optymistycznymi nastrojami mogli popisać się inwestorzy przy Książęcej, gdzie nastąpiło wyraźne oddalenie indeksu WIG 20 (-2,0 proc.) od okrągłego poziomu 2 500 pkt. Przyjęta polityka rządowa między innymi w zakresie sprzedaży przez Orlen (-4,6 proc.) akcji Inowrocławskich Kopalni Soli Solino oraz Kopalni Soli Lubień uderzyła rykoszetem w Lotos, który na przestrzeni dnia stracił aż 4,0 proc. W dolnej części stawki znalazły się również spółki z sektora bankowego z mBankiem (-3,3 proc.) na czele. Niezbyt optymistyczne nastroje na rynku surowców przemysłowych uderzają w KGHM (-2,2 proc.) mogący dokonać rewizji przyszłorocznych założeń. Skalę notowanej zniżki usilnie próbował minimalizować Eurocash, który ze zwyżką rzędu 2,0 proc. otwierał listę dwudziestu największych spółek.

Końcówka notowań we Frankfurcie stała pod znakiem utrzymania statusu quo z wczorajszej sesji. Na szczycie indeksu DAX (0,0 proc.) znalazł się Volkswagen (3,4 proc.) informujący o planach produkcji samochodów elektrycznych pod marką Audi od 2021 roku. Do zwyżki motoryzacyjnego giganta skutecznie przyczyniły się komentarze prezesa spółki, który spodziewa się utrzymania solidnego tempa sprzedaży do końca bieżącego roku oraz poinformował o braku sprzeciwu ze strony związków zawodowych na wypłatę wyższej dywidendy. Nieco bardziej spektakularną zwyżkę obserwowano w Londynie, gdzie na czele głównego indeksu stanął Next (4,4 proc.) niesiony bardziej optymistycznymi scenariuszami w sprawie opuszczenia unijnych struktur przez Wielką Brytanię. Pomimo udanej sesji w wykonaniu takich spółek jak Kingfisher (4,2 proc.) czy RBS (3,8 proc.) inwestorzy czuli oddech przeceny na rynku surowcowym. Listę komponentów indeksu FTSE 100 (-0,9 proc.) zamknęły spółki z branży wydobywczej, którym niechlubnie przewodził Randgold Resources (-6,0 proc.).

Kolejną udaną sesję z rzędu notują styczniowe kontrakty na gaz ziemny (1,5 proc.), zyskując tym samym miano lidera na rynku surowców energetycznych. Ich zwyżkę przebija najsilniej rosnący z płodów rolnych – kakao (3,5 proc.), które dystansuje się od udanej sesji w wykonaniu marcowego kontraktu na kawę (1,5 proc.) czy bawełnę (1,4 proc.). Odczuwalną przecenę miedzi (-1,0 proc.) wyraźnie przebija srebro. Przecena na poziomie 2,0 proc. spycha uncję metalu w okolice poziomów nienotowanych od 6 października (16,5400 USD). W przypadku złota należy mówić o zdecydowanie skromniejszym ruchu, bowiem na przestrzeni dnia ceny żółtego kruszcu powędrowały „zaledwie” 0,8 proc. na południe, tj. w okolice 1 283 USD za uncję.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Ailleron wyniki za 3 kwartały 2017 r.

W trzech kwartałach 2017 roku Ailleron zrealizował sprzedaż na poziomie blisko 63 mln zł, co oznacza wzrost o 15% w stosunku do roku 2016. Największą dynamiką charakteryzowały się przychody z rynków eksportowych – wzrost o blisko 30% z poziomu 16,6 mln zł do poziomu 21,5 mln zł. Nieznaczny wzrost osiągnięto również na EBITDA, która osiągnęła 9,4 mln zł. Zysk netto podniósł się natomiast z poziomu 3,3 mln zł do 3,6 mln zł.

Po trzech kwartałach 2017 roku w dalszym ciągu segmentem dominującym w Ailleron jest Fintech, choć zgodnie z przewidywaniami, siła tej dominacji nieznacznie spadła z 45% w H1.2017 do 40%. Sprzedaż produktów Fintech zrealizowano na poziomie blisko 25 milionów złotych, co oznacza wzrost o 21% w stosunku do trzech kwartałów roku poprzedniego. Natomiast rentowność operacyjna w tym samym okresie osiągnęła poziom 3,7 mln zł.

Działalność segmentu w trzecim kwartale koncentrowała się na realizacji kluczowych projektów wdrożeniowych LiveBanku, w tym instalacji wirtualnych oddziałów w pierwszych z 16 krajów w ramach kontraktu z Citibankiem. Spółka w dalszym ciągu kontynuowała intensywne działania sprzedażowe zainicjowane dużym zainteresowaniem produktem na całym świecie po publikacji w mediach informacji o kontraktacji Citibanku. W relatywnie krótkim czasie podpisano dwie nowe umowy na wdrożenia LiveBanku. Pierwsza z nich dotyczy sprzedaży wirtualnych oddziałów do jednego z wiodących banków na Sri Lance (ESPI 38/2017). Z kolei drugi z kontraktów otwiera nowy bardzo perspektywiczny rynek rosyjski – Ailleron podpisał umowę na realizację projektu dla Alfa Banku z portfelem ponad 14 milionów klientów detalicznych (ESPI 42/2017). Istotnym wydarzeniem dla dalszej globalnej ekspansji produktów Fintech był udział Ailleron w listopadzie w FinTech Festival w Singapurze. Na targach po raz pierwszy zaprezentowano nowy produkt w ofercie RoboWealth, czyli roboadvisor automatyzujący i upraszczający skomplikowane procesy inwestycyjne dla klienta detalicznego. Produkt cieszył się ogromnym zainteresowaniem na targach – codziennie przeprowadzano ok 30 prezentacji dla zainteresowanych przedstawicieli banków i instytucji finansowych.

Trzeci kwartał 2017 był przełomowy dla segmentu Hoteltech. W okresie tym przygotowano akwizycję działalności spółki holenderskiej Hoteliga B.V. Podpisana w październiku 2017 umowa inwestycyjna zakłada przejęcie rozwiązania Property Management System (System Zarządzania Hotelem) wraz z modułami Booking Engine (silnik rezerwacyjny) oraz Channel Manager (moduł zarządzania kanałami sprzedaży) dla branży hotelarskiej. Cloudowe rozwiązanie Hoteliga PMS sprzedawane jest w modelu abonamentowym tzw. Software as a Service (SaaS) poprzez hoteliga.com. Systemu używa obecnie kilkuset płatnych klientów w 22 krajach na całym świecie. Realizacja inwestycji zapewnia Ailleron SA zwiększenie pokrycia potrzeb technologicznych hoteli na całym świecie własnymi produktami.

W efekcie realizacji inwestycji Ailleron posiadał będzie w swojej ofercie nowatorski i intuicyjny system PMS do kompleksowego zarządzania hotelem oferowany w chmurze. Booking Engine i Channel Manager to z kolei rozwiązania optymalizujące procesy sprzedażowe i zarządzanie rezerwacjami. Platforma PMS stanowi znakomite uzupełnienie dla wiodącego na rynku systemu iLumio usprawniającego obsługę gości hotelowych m.in. z poziomu aplikacji mobilnej – checkin/out, otwieranie drzwi telefonem, kontakt mobilny z hotelem, rebooking, obsługę usług dodatkowych oraz integrację z inteligentnymi systemami sterowania automatyką hotelu. Segment Outsourcingu w ujęciu narastającym w stosunku do 2016 poprawił zarówno przychody – wzrost z poziomu 12,9 mln zł do 15,2 mln zł, jak i zysk operacyjny – wzrost z poziomu 3,8 mln zł do 4,0 mln zł. Z kolei w segmencie Telco zarówno przychody, jak i wynik są gorsze niż w roku 2016 a okresem decydującym o rentowności tego obszaru biznesowego będzie czwarty kwartał roku.

W dotychczasowej działalności Grupy występowała zauważalna sezonowość przychodów ze sprzedaży polegająca na tym, że najwyższe przychody Grupa osiągała zwykle w czwartym kwartale roku, co jest powszechne w przedsiębiorstwach działających w branży informatycznej. Sezonowość uzasadnia silna koncentracja tego okresu na finalizacji i rozliczeniach kontraktów zawartych w rocznym cyklu budżetowym. Podobna tendencja wystąpiła również w roku 2016, gdzie w czwartym kwartale sprzedaż osiągnęła poziom 34,7 mln zł, co odpowiada prawie 40% sprzedaży zrealizowanej w całym roku 2016. Oczekuje się, ze podobna tendencja wystąpi również w roku 2017.

Nadużycie prawa w podatku VAT

15 lipca 2016 r. weszły w życie przepisy zmieniające ustawę o VAT, które wprowadziły regulacje dotyczące stosowania prawa podatkowego. Ich celem jest ograniczenie możliwości ochrony majątku poprzez dokonywanie czynności legalnych, jednak opodatkowanych na atrakcyjnych zasadach. Założenie może wydawać się słuszne, jednak realizacja ustawy w praktyce budzi wiele wątpliwości.

Nadużycia prawa a klauzula o unikaniu opodatkowania

Ograniczenie możliwości wyboru sposobu opodatkowania korzystnego dla przedsiębiorcy odbywa się na gruncie wielu regulacji. Jednym z kluczowych mechanizmów wprowadzonych w zeszłym roku do polskiego porządku prawnego są regulacje dotyczące klauzuli o unikaniu opodatkowania. Nowe przepisy Ordynacji podatkowej, nieznajdujące zastosowania w odniesieniu do podatku VAT, przewidują, że czynność dokonana przede wszystkim w celu osiągnięcia korzyści podatkowej sprzecznej w danych okolicznościach z przedmiotem i celem przepisu ustawy podatkowej, nie skutkuje osiągnięciem korzyści podatkowej, jeżeli sposób działania był sztucznie wykreowany. W takim przypadku skutki podatkowe ustalane są w oparciu o stan faktyczny, który mógłby zaistnieć, gdyby dokonano odpowiedniej czynności, czyli takiej, którą podmiot mógłby wykonać w danych okolicznościach, działając rozsądnie i kierując się zgodnymi z prawem celami innymi niż osiągnięcie korzyści podatkowej. Bardzo podobny jest cel regulacji dotyczących nadużycia prawa na gruncie ustawy o VAT, choć wątpliwości z nią związane są nieco mniejsze.

W rzeczywistości przepisy te nie wprowadzają nowej instytucji do polskiego prawa podatkowego, gdyż pomijanie czynności stanowiące nadużycie prawa w podatku VAT miało miejsce także wcześniej, choć nie na mocy wyraźnego przepisu ustawy, ale orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i polskich sądów administracyjnych. W pierwszej kolejności warto przyjrzeć się jednak samym przepisom.

Definicja unikania opodatkowania

Zgodnie z definicją wyrażoną w art. 5 ust. 5 ustawy o VAT przez nadużycie prawa rozumie się dokonanie czynności opodatkowanych podatkiem VAT w ramach transakcji, której zasadniczym celem jest osiągnięcie korzyści podatkowych sprzecznych z celem przepisów. Zgodnie z art. 5 ust. 4 ustawy o VAT w razie zaistnienia takiej sytuacji, dokonane czynności opodatkowane wywołują jedynie takie skutki podatkowe, jakie miałyby miejsce w przypadku odtworzenia sytuacji, która istniałaby w braku czynności stanowiących nadużycie prawa. Tym samym organ podatkowy może, w celu ustalenia konsekwencji podatkowych danego działania, pominąć dokonaną czynność w kształcie nadanym jej przez strony transakcji, a odwołać się do transakcji właściwych, niemających na celu jedynie osiągnięcia korzyści podatkowych.

Nadużycie prawa według orzecznictwa europejskiego

Podobnie wygląda mechanizm nadużycia prawa wypracowany przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości. W sprawie z zakresu prawa podatkowego wykorzystano go po raz pierwszy stosunkowo późno, w wyroku z 21 lutego 2006 r. w sprawie Halifax o sygnaturze C-255/02, wprost wskazując na możliwość zastosowania go w podatku VAT. Trybunał stwierdził wówczas, że konstrukcja nadużycia prawa może odnosić się także do podatku VAT w przypadku osiągnięcia korzyści podatkowych w sposób sprzeczny z celem przepisu prawa unijnego, gdy podjęcie działania było podyktowane chęcią osiągnięcia takich korzyści. Trybunał stwierdzi także, że w takiej sytuacji organy podatkowe w danym państwie mogą ustalić treść takich transakcji, biorąc pod uwagę jej istotne okoliczności. Podkreślono tym samym elementy wskazywane we wcześniejszych sprawach niepodatkowych, w których ETS wskazywał na nadużycie prawa: element obiektywny, polegający na sztucznym tworzeniu warunków jedynie w celu uzyskania określonych korzyści mimo braku innego uzasadnienia oraz element subiektywny, czyli celowe nakierowanie na uzyskanie korzyści niezgodnych z celami prawa.

Ocena regulacji

W świetle przywołanych warunków wypracowanych przez orzecznictwo Trybunału wydaje się jasne, że polskie regulacje są zgodne z prawem wspólnotowym. Nie oznacza to jednak, że nie budzą one wątpliwości. Zauważyć należy bowiem olbrzymią elastyczność regulacji i brak ustawowych włączeń, które ograniczałyby możliwości jej zastosowania. To sprawia, że organy podatkowe mogą odnieść przywołane przepisy do różnych stanów faktycznych dość swobodnie i w zasadzie w każdej sytuacji, a nie na przykład tylko podczas kontroli przeprowadzanej u podatnika. Ustawa nie wprowadza także kryterium istotności poprzez określenie wartości dokonywanej transakcji możliwej do zakwestionowania i ewentualnego uszczuplenia podatku, które uzasadniałyby sięgnięcie po przywołane regulacje. Brakuje też mechanizmów chroniących podatników, jak chociażby opinia zabezpieczająca w przypadku klauzuli unikania opodatkowania. Dodatkowo niezrozumiała wydaje się sama potrzeba wprowadzenia przepisu wprost umożliwiającego organom skarbowym zakwestionowanie czynności faktycznie dokonanych przez podatników, skoro było to możliwe także wcześniej, choć w sytuacjach wyjątkowych, co pokazuje także polska praktyka orzecznicza.

Wszystkie te zastrzeżenia stwarzają poważne ryzyko, że dla organów podatkowych przywołane przepisy staną się nie tyle narzędziem walki z nieuczciwością, ile sposobem na zakwestionowanie wielu działań podatników i, na przykład, niesłuszne odmawianie prawa do odliczenia podatku lub uzyskania zwrotu. To sprawia, że dokonując czynności, które są obciążone podatkowo w niewielkim stopniu lub wcale, należy zachować szczególną ostrożność. Dla fiskusa faktycznym celem działań podatników zawsze może być uniknięcie opodatkowania.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Czy mobile sprzedaje?

Stereotypowo uznaje się, że odpowiedź brzmi „tak”, ale wciąż brak jednoznacznych argumentów, że tak jest. Być może jest to kwestia źle postawionego pytania. Może należy raczej zapytać „w jaki sposób mobile wpływa na sprzedaż?”. Otóż mobile, w odróżnieniu od desktopu, ma spektakularne możliwości informowania konsumentów o atrakcyjnych ofertach w pobliżu. Warto się zatem zastanowić, jak optymalnie wykorzystać funkcjonalność urządzenia, które towarzyszy potencjalnym klientom marki 24 godziny na dobę.

Autor: Tomasz Szulkowski, Head of Mobext, Havas Media Group

Kluczową różnicą pomiędzy mobile a desktop jest inny sposób wykorzystania ekranów przez konsumenta i marketerów. W przypadku znakomitej większości briefów celem biznesowym kampanii jest zwiększenie sprzedaży. W przypadku użytkowników laptopów zazwyczaj sprowadza się ona do wizyty w e-sklepie, gdzie po zamówieniu, kurier dostarcza nam produkt do domu. W przypadku smartfona – oczywiście bywa podobnie, ale znacznie częściej konsumenci wykorzystują mobilną przeglądarkę do znalezienia lokalizacji najbliższego sklepu czy punktu usługowego. To determinuje rolę kanału mobilnej komunikacji jako „wsparcie sprzedaży w POS”. Bardzo istotną rolę odgrywa tutaj kluczowy wyróżnik smartfona, czyli możliwość precyzyjnej geolokalizacji.

Rys. 1 Różnica w ścieżce konwersji desktop vs mobile

rys.1 desktop vs mobile
Źródło: Opracowanie własne

Powyższy schemat prezentuje różnicę w realizacji sprzedaży: w przypadku desktopu konsument cały czas działa w jednym e-środowisku, które jest mierzalne na każdym etapie. Marketer doskonale zna ilość wyemitowanych odsłon, liczbę uzyskanych klików, które przełożyły się na X udanych wizyt w sklepie, które zaowocowały X koszykami zakupowymi o wartości Z. Już w sekundę po transakcji jesteśmy w stanie przeliczyć ROI z kampanii.

Zupełnie odmiennie jest w przypadku mobile: emisja kampanii mobile bardzo często wykorzystuje geolokalizację ustawioną w strefie np. 1 km wokół POS. Konsument w przypadku zainteresowania klika, a po podjęciu decyzji o zakupie udaje się do wskazanej lokalizacji. Tam transakcja odbywa się zazwyczaj offline. Co to oznacza dla planującego kampanię? Spory problem – brak możliwości sprawdzenia konwersji na zakup, ponieważ wówczas trzeba „ręcznie” matchować raporty sprzedaży z wynikami kampanii.

Czy to zjawisko ma dużą skalę?

Tak, Google dostrzegło, że od dłuższego czasu konsumenci częściej korzystają z wyszukiwarki na smartfonie, dodając sugestie lokalizacji po frazie, aby uzyskiwać bardziej dopasowane wyniki. Nazwano ten trend „mikro-momentami” – na poniższym rysunku jest on ujęty w ujęciu psycho-behawioralnym. Wskaźniki dla „I-want-to-go” wzrosły najbardziej: 100% wzrostu wyszukiwania po frazie „w pobliżu” oraz 82% wzrostu wyszukiwania lokalnych punktów sprzedaży. Takie wyszukiwania są oczywiście możliwe po określeniu geolokalizacji, którą Google jako dostawca systemu Android oraz właściciel serwisu Maps potrafi doskonale wskazać.

Rys. 2 „Mikro-momenty” wg Google

rys.2 mikro-momenty
Źródło: https://www.thinkwithgoogle.com/consumer-insights/micro-moments-consumer-behavior-expectations/

Wyszukiwania z opcją „w pobliżu” ewidentnie przekładają się na ilość użytkowników odwiedzających serwisy mobilne sieci handlowych – na dzień dzisiejszy wizyty ze smartfonów dorównują, a często przekraczają zasięgi uzyskiwane na desktopie. Z drugiej strony średni czas przebywania na serwisie mobilnym jest krótszy niż na jego dużym odpowiedniku. Należy zakładać, że użytkownik szuka konkretnej informacji np. o dostępności produktu w danej lokalizacji, a nie dokonuje czasochłonnej transakcji.

Wyk. 1 Ilość RU w kanale desktop / mobile na stronach internetowych największych sieci handlowych

wyk.1 RU
Źródło: PBI / Megapanel IX’2017 TG: all

Ilość traffiku na serwisie mobilnym i powracalność klientów zmotywowała sieci handlowe do zainwestowania w aplikacje mobilne. Aktualnie w kategorii „shopping” w App Marketach trwa zacięta wojna o pozycję lidera.  Nasuwa się pytanie: co skłoniło marketerów sieci dyskontowych, które z natury starają się redukować koszty, do inwestycji w kanał komunikacji, który przez inne marki traktowany jest jak przysłowiowa „truskawka na torcie”? Otóż świadomość, że jest to słuszna inwestycja, która szybko się zwróci, ponieważ:

  • dostarcza unikatowych danych o użytkowniku [np. listy zakupowe, archiwum paragonów],
  • umożliwia darmową komunikację nowych ofert [oszczędności marketingowe],
  • lojalizację poprzez systemy benefitów czy loterii,
  • powracalność, dzięki kontentowi typu przepisy,
  • dodatkowy przychód za pozycjonowaniem reklamy od producentów sprzedawanych produktów,
  • pozwala również na usprawnienie obsługi w POS dzięki funkcjom płatniczym scan&go [np. w sieci Piotr i Paweł czy Tesco], czy zdalnej obsłudze reklamacji [Ikea].

Perspektywa zbudowania modelu atrybucji poprzez wykorzystanie rozwiązań z obszaru proximity marketing  dopełni obrazu. Marketer będzie mógł własnym sumptem dystrybuować oferty, motywować do zapoznania się poprzez wysyłane komunikaty, sprawdzać ilość interakcji z kontentem oraz wizyt w sklepie. Dzięki marketing automation coraz lepiej sprofilowana komunikacja powinna w krótkim czasie uzyskać satysfakcjonującą stopę zwrotu z inwestycji w zaawansowaną aplikację. Polscy marketerzy są tego świadomi i z pewnością można założyć, iż na polskim rynku znajdziemy reprezentację jednych z najbardziej innowacyjnych rozwiązań w skali globalnej.

Mobile sprzedaje online i offline!

Na użytek niniejszego opracowania powstał poniższy wykres, który systematyzuje najpopularniejsze rozwiązania wykorzystujące mobile w sprzedaży:

Schemat 1 Najpopularniejsze funkcjonalności mobile w obszarze sprzedaży

sch.1 funkcjonalnosci mobile
Źródło: Opracowanie własne

Tajemnicą poliszynela jest, że m-commerce performuje nieco gorzej niż desktop. Oczywiście jest kilka chwalebnych wyjątków, nie mniej jednak jest sporo barier w User Experience oraz technologii, aby dokonywać wieloskładnikowych zakupów na małym ekranie. Dystans jaki dzieli desktopowy e-commerce od mobilnego m-commercu jest dobrze zobrazowany w aktualnym raporcie „E-commerce w Polsce, 2017” opracowanym przez instytut badawczy Gemius.

Wyk. 2 Kupowanie przez komputer vs. laptop vs. urządzenie mobilne

wyk.2 zakup
Źródło: Raport E-commerce w Polsce 2017, przygotowany przez Gemius dla e-Commerce Polska

Raport w bardzo obszerny sposób analizuje zachowania zakupowe konsumentów, co ciekawe – preferencje i obawy użytkowników smartfonów nie odbiegają zbytnio od tych, które mają użytkownicy komputerów. To przesłanka, że mobile nie buduje bariery braku zaufania do bezpieczeństwa, problemem jest raczej niska pojemność informacyjna ekranu. Ta hipoteza znajduje potwierdzenie w raporcie platformy Shoper, oferującej oprogramowanie dla e-sklepów. Według twardych danych zakupy na urządzeniach mobilnych stanowią około jednej piątej wszystkich transakcji w sklepach internetowych [czyli zgodnie z raportem E-commerce około 20%]. Liderem zmian jest branża odzieżowa – mobilnie składane jest już co trzecie zamówienie [32%].

Wyk. 3 Udział transakcji mobile w e-sklepach w podziale na branże

wyk.3 udzial transakcji mobile
Źródło: Raport platformy Shoper [Dane pochodzą z okresu kwiecień-wrzesień 2017 r. z ponad 10 tys. sklepów internetowych korzystających z platformy].
Warto jednak podkreślić, że są firmy, które umieją świetnie monetyzować biznes w mobile – dostarczają idealnie skrojoną użyteczność, która pozwala błyskawicznie zaspokajać potrzeby konsumenta. Przykładem jest z pewnością SkyCash, który sukcesywnie udostępnia kolejne funkcjonalności: od zakupu biletów w komunikacji miejskiej, poprzez zakup biletów InterCity, opłacanie parkometrów czy sprzedaż biletów do kina. Wg estymacji serwisu cashless.pl w 2017 r. za pomocą aplikacji mobilnych [SkyCash, MoBilet, mPay i inne] konsumenci wydadzą na przejazdy komunikacją miejską ok. 32 mln zł, nie mniej na parkometry.

Inną usługą skrojoną jako mobile-only jest car-sharing na przykładzie Traficar czy Panek CS. Tego typu rozwiązania zmieniają zachowania konsumenckie i w dłuższej perspektywie mogą wpłynąć np. na wyniki sprzedaży samochodów w dużych aglomeracjach. Użyteczność i łatwość korzystania z tego typu usług na smartfonie sprawia, że lista korzyści z posiadania własnego pojazdu znacząco się skraca.

Ciekawym przykładem w jaki sposób aplikacja mobilna może rewolucjonizować model zakupu produktu sprzedawanego dotychczas tylko offline jest case TANKUJ24. Na wybranych stacjach współpracujących z aplikacją można zakupić taniej paliwo – rabat nawet do kilkunastu groszy na każdy litr. Płatności odbywają się w aplikacji, na stacji skanowany jest tylko unikalny kod QR. Tego typu zaskakujących przykładów z obszaru mobile należy w najbliższej przyszłości spodziewać się więcej.

Preferencje użytkowników mobile

Mobile jak każde medium dzieli się na segmenty użytkowników o różnych preferencjach. Najbardziej powszechny podział dotyczy sprzętu, a dokładniej systemów operacyjnych iOS i Android. W kontekście powyższych rozważań odnośnie korzyści z aplikacji, warto sprawdzić jaką popularnością cieszą się w tych 2 spolaryzowanych grupach:

Tab. 1 Ranking najpopularniejszych aplikacji w kat ZAKUPY w podziale na najpopularniejsze systemy operacyjne

tab. 1_1
Źródło: Ranking AppAnnie z dn. 24.10.2017

tab.1_2Ewidentnie użytkownicy iOS preferują aplikacje marek odzieżowych, z kolei posiadacze Androida cenią agregatory promocji oraz aplikacje sieci spożywczych [np. Lidl] i drogerii [np. Rossmann]. Oczywiście pod kątem wolumenu instalacji dominuje Android. Biorąc pod uwagę, że model sprzedażowy powszechnie obowiązujący w branży retailowej oparty na wizycie w POS można śmiało obronić tytułową tezą, że wykorzystanie mobile w ten sposób wspiera sprzedaż. Ten fakt podpierają dane od popularnych agregatorów promocji typu Blix, gdzie ilość pobrań gazetek najpopularniejszej sieci dyskontowej, czyli Biedronki, przekracza 8 000 000 miesięcznie. Warto nadmienić, że jest to ruch organiczny, nie wspierany budżetem komercyjnym! Na marginesie, warto odnotować wielomiesięczną obecność AliExpress w TOP3 aplikacji z kategorii ZAKUPY zarówno na iOS jak i Android. Dotychczasowy lider, czyli Allegro z pewnością czuje mocny oddech dalekowschodniej konkurencji na plecach, docelowo podmiot ten może wpłynąć na kształt rynku m-commerce w Polsce.

Co na to branża reklamowa? Koncepcja kreacji DRIVE TO STORE

Branża reklamowa monitoruje trendy konsumenckie i stara się dopasowywać ofertę tak, aby spełniała oczekiwania marketerów. Nie pomija również opisywanego trendu tzw. „drive to store”, czyli wykorzystania mobile do kierowania konsumentów do punktu sprzedaży. Kreacja nawigująca ma przekaz zbliżony do znanego nam z billboardów na ulicach, informujących np. że do najbliższego Auchan jest tylko 7 min, dystans ok 1,5 km. Zaimplementowanie takiego rozwiązania w mobile daje fajny efekt, biorąc pod uwagę, że po kliknięciu dostajemy precyzyjne wskazówki dojazdu zobrazowane mapką oraz danymi kontaktowymi np. godziny otwarcia czy numer telefonu. Kreacja może być uzupełniona o licznik czasu pozostały do zamknięcia punktu, a emisja może być zsynchronizowana w taki sposób, aby wyłączać się w momencie, kiedy kierowanie konsumentów do punktu staje się bezsensowne. Korzyści dla konsumenta jest wiele, ale również marketer może czerpać dodatkowe insighty z tego formatu, np. skąd najczęściej przyjeżdżają do niego klienci? Jaki jest średni dystans dojazdu? W jakie dni najczęściej klikają poszukując serwisu wulkanizacyjnego etc.

Rys. 3 Przykład bannera nawigującego do POS

rys. 3_1
Źródło: Zasoby własne Mobext

rys. 3_2 (1)Unikatowość tego rozwiązania w stosunku do stosowanych dotychczas bannerów z opcją „znajdź najbliższy serwis” polega na tym, że geolokalizacja i przeliczenie dystansu oraz czasu odbywa się w momencie wyświetlenia kreacji, a nie dopiero po naciśnięciu buttona na kreacji. Dzięki temu, skróceniu ulega ścieżka konwersji, bo dystans i czas dojazdu to istotny parametr dla konsumenta przy podejmowaniu decyzji o wizycie.

Prawie codziennie pojawiają się argumenty na obronę tytułowej tezy „mobile sprzedaje”. Aktualnie tzw. Świętym Graalem dla branży reklamowej jest znalezienie standardu analitycznego, który pozwoli potwierdzić, że wizyty w POS to efekt wykorzystania komunikacji na smartfonie. Pojawia się wiele rozwiązań, są one jednak fragmentaryczne i mają wciąż zbyt niskie pokrycie zasięgowe w stosunku do ilości POS, które należałoby monitorować. Te braki techniczne stosunkowo szybko można nadrobić, ale prawdziwym wyzwaniem będzie restrykcyjna polityka RODO dotycząca wyrażania świadomej zgody konsumenta na wykorzystywanie danych o jego zachowaniach i lokalizacji, która wejdzie w życie już za kilka miesięcy.

 

Telematyka pomoże obniżyć składki OC

Telematyka w przypadku samochodów pozwala zaobserwować szereg parametrów związanych z używaniem pojazdu jak np. przyśpieszenia, hamowania, prędkość i wiele innych. W oparciu o uzyskane dane możliwe jest określenie profili kierowców lub określenie jak daleko jest kierowca od profilu wzorcowego. Telematyka pomaga obniżyć składki OC kierowcom, którzy jeżdżą bezpiecznie także tym młodym.

– Młodzi kierowcy dzięki telematyce mogą zyskać do 30 proc. składki dzięki temu, że zamiast deklaratywnych informacji pokarzą ubezpieczycielowi, że potrafią jeździć bezpiecznie. Rozwiązania telematyczne mają różny charakter. Mogą opierać się na urządzeniu spiętym na stałe z pojazdem lub aplikację mobilną – mówi newsrm.tv Cezary Świerszcz, Bacca.

Jak wynika z raportu firmy doradczo-consultingowej Ptolemus programy Usage-Based Insurance są już w 39 krajach na świecie. Działa już ponad 15 milionów polis, z czego niemal 8 mln przypada na USA, 5 mln na Włochy i ponad 860 000 na Wielką Brytanię.
Raport ośrodka badań rynkowych Allied przewiduje się, że wartość rynkowa tego segmentu usług wzrośnie do 2022 r. do poziomu 123 mln dolarów na świecie, odnotowując 36,4% skumulowanego wskaźnika wzrostu (CAGR) w okresie objętym prognozą, a więc od 2016 przez kolejne 6 lat.

W pierwszej połowie tego roku Towarzystwa Ubezpieczeniowe otrzymały ze składek OC 510 mld zł, co w porównaniu z poprzednim rokiem, daje wzrost na poziomie ok. 1,5 mld zł. Ceny ubezpieczenia OC wzrosły w tym czasie o ok. 22%. W tym roku, najdroższe składki OC płacą mieszkańcy Warszawy i Wrocławia – średnio 1513 i 1428 zł. Przewiduje się, że podwyżka cen ubezpieczeń komunikacyjnych w dłuższej perspektywie jest nieunikniona. Wpływ na to mają m.in. rosnące roszczenia osób poszkodowanych w wypadkach.

Jak wynika z danych Policji, w 2016 r. doszło do 33 664 wypadków drogowych, w których zginęło 3 026 osób, czyli o 88 osób (+3,0%) w stosunku do 2015 r. W wypadkach rannych zostało 40 766 osób W 2016 r., polskie TU wypłaciły odszkodowania z tytułu OC komunikacyjnego w wysokości 7,98 mld zł – czyli o prawie miliard złotych więcej niż rok wcześniej.

Przedsiębiorcy chcą zwalczać nielegalne treści w Internecie

Popieramy podejmowanie działań zmierzających do skutecznego zwalczania nielegalnych treści w Internecie – napisała Konfederacja Lewiatan, oceniając Komunikat Komisji Europejskiej, poświęcony zwalczaniu treści nielegalnych w Internecie. Jego konsultacje prowadzi Ministerstwo Cyfryzacji.

Dyskutując o treściach bezprawnych on-line oraz o roli określonych podmiotów w ich usuwaniu Lewiatan zwrócił uwagę na spojrzenie autorów i wydawców i ich problemy związane ze znalezieniem skutecznych mechanizmów walki z bezprawnymi treściami w Internecie, uwzględniając jednoczenie perspektywę usługodawców, którzy angażują się w zwalczanie tychże treści.

– Z aprobatą przyjęliśmy dostrzeżenie przez Komisję Europejską wielu problemów związanych ze zwalczaniem nielegalnych treści, wśród których warto wymienić unikanie odpowiedzialności za naruszenia przez podmioty spoza UE, długi czas reakcji na zgłoszenia na temat naruszeń czy kwestie niewystarczająco skutecznych mechanizmów ochrony legalnych treści – mówi dr Aleksandra Musielak, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

W zakresie wykrywania i zgłaszania nielegalnych treści istnieje już szereg rozwiązań zmierzających do tego celu, a wiele platform wprowadziło większość z postulowanych przez Komisję Europejską rozwiązań. Istnieją procedury społecznego flagowania podejrzanych treści, programy współpracy pomiędzy platformami, a zgłaszającymi naruszenia . W odniesieniu do niektórych rodzajów treści stosowane są mechanizmy zautomatyzowane wspierające ich usuwanie. Należy jednocześnie zauważyć, że działania o charakterze samoregulacyjnym, podejmowane przez niektóre platformy, nie zawsze okazywały się skuteczne wobec problemu dostępności nielegalnych treści. Co więcej, niektóre platformy nie były zainteresowane taka samoregulacją.

W związku z tym, firmy zrzeszone w Konfederacji jednogłośnie uznały, że koniecznym jest zapewnienie implementacji art. 8 ust 3 Dyrektywy 2001/29 do polskiego porządku prawnego, tj. zapewnienie odpowiednich środków przeciwko pośrednikom, których usługi są wykorzystywane przez osoby trzecie w celu naruszania praw autorskich lub pokrewnych.

Za ciekawy Konfederacja Lewiatan uznała pomysł rozważenia wprowadzenia procedury „notice and stay-down”, tj. obowiązku nakładania przez serwisy hostingowe/platformy znacznika na raz zgłoszony i usunięty materiał w celu wykrycia ponownego naruszenia i tym samym zablokowania go na etapie udostępniania. Konfederacja zwracała przy tym uwagę na potencjalne problemy, które mogą się pojawić, podczas wdrażania tej propozycji, tj. kosztowność oraz znaczną pracochłonność tych rozwiązań oraz ryzyko błędu systemów wykrywających nieprawidłowości.

Dni wolne od pracy w 2018 roku: jak z 10 dni urlopu zrobić 37 dni wakacji.

Dni wolne to długo wyczekiwany czas, który dla większości z nas trwa za krótko albo jest go za mało. Jednak jeśli zaplanujemy urlop w okolicach dni ustawowo wolnych od pracy w 2018 roku, możemy go znacznie wydłużyć. Specjaliści z momondo przygotowali przewodnik, który pomoże Wam tak strategicznie rozplanować dni urlopu żeby w połączeniu z czerwonymi kartkami z kalendarza wydłużyć go niemal czterokrotnie. Dodatkowo prezentujemy listę proponowanych kierunków podróży na zagraniczny urlop w miesiącach, w których możemy wziąć najwięcej wolnego.

InfografikaW 2018 roku kalendarz serwuje nam 13 dni ustawowo wolnych od pracy. 4 z nich wypadają w weekend – sobotę lub niedzielę, a 9 pozostałych w dni powszednie – od poniedziałku do piątku. Wystarczy, że dodamy do tego 10 dni urlopu i możemy uzyskać 37 dni wakacji. To nie błąd w obliczeniach tylko sprytne planowanie. Zobaczcie propozycję momondo jak wyczarować z tej puli 7 kilkudniowych podróży.

Pierwsza podróż – Nowy Rok

Dni ustawowo wolne: 1 stycznia (poniedziałek) – Nowy Rok

Twoje wakacje: 30 grudnia 2017 – 1 stycznia 2018 (3 dni: sobota – poniedziałek)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 0

Podobno „jaki Nowy Rok, taki cały rok”, więc jeśli uwielbiasz podróżować, warto rozpocząć 2018 od wyjazdu zagranicę. Na samym początku nowego roku, kalendarz daje nam tylko 3 dni wolnego. Jednak 6 stycznia (Trzech Króli) wypada w sobotę. Ustal z pracodawcą czy możesz odebrać ten ustawowo wolny od pracy dzień w tygodniu poprzedzającym sobotnie święto. Wtedy tydzień skróci się do 3 dni i jeśli weźmiesz 3 dni urlopu, możesz liczyć na 9-dniowe wakacje. W styczniu polecamy tętniący życiem Stambuł.

Cel podróży: Stambuł

Stambuł / styczeń

Stambuł to fascynująca metropolia na skrzyżowaniu kultur Wschodu i Zachodu. W mieście wciąż można podziwiać imponujące meczety i inne zabytki pochodzące z czasów Cesarstwa Bizantyjskiego i Imperium Osmańskiego. Stambuł to jedno z najgęściej zaludnionych miast na świecie, więc nic dziwnego, że oferuje tak wiele atrakcji. W przerwie od zwiedzania, wybierz się na spacer tętniącymi życiem ulicami, zrób zakupy na tradycyjnym bazarze, zajrzyj do kawiarni albo herbaciarni i nie zapomnij skosztować świeżych owoców morza i tradycyjnego kebabu.

Druga podróż – Wielkanoc

Dni ustawowo wolne: 2 kwietnia (poniedziałek)

Twoje wakacje: 31 marca – 2 kwietnia 2018 (3 dni: sobota – poniedziałek)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 0

Kalendarz na 2018 nie rozpieszcza nas na Wielkanoc. Podobnie jak w przypadku Nowego Roku, mamy do dyspozycji tylko 3 dni wolne. W sam raz na krótki wyjazd do europejskiego miasta. Kwiecień to idealny czas żeby odwiedzić Amsterdam, gdzie Festiwal Tulipanów zwiastuje nadejście wiosny. Warto też przekonać się jak Wielkanoc świętują inne kultury, a koszyczek wielkanocny przystroić tulipanami.

Cel podróży: Amsterdam

Amsterdam / luty

W Amsterdamie, mieście kanałów, łatwo się zgubić, ale ma to swój urok. Wypożycz rower i eksploruj miasto pełne małych sklepików, kawiarni i galerii sztuki. Spróbuj lokalnej kuchni i piwa i wybierz się w rejs malowniczymi kanałami. Nie przegap Festiwalu Tulipanów, narodowych kwiatów Holandii, które wprowadzą cię w wiosenny nastrój.

Barcelona / luty

Wycieczka do Barcelony w lutym to świetny pomysł dla tych, którzy nie mogą doczekać się wiosny i nie przepadają za tłumami turystów, ale za to uwielbiają sztukę – miasto jest pełne galerii i dzieł architektury autorstwa Gaudiego. Polecamy spacer słynną ulicą Las Ramblas zwieńczony degustacją tradycyjnej hiszpańskiej kuchni na bazarze La Boqueria, a potem odpoczynek i podziwianie zachodu słońca na plaży.

Trzecia podróż – Święto Pracy i Święto Konstytucji 3 Maja

Dni ustawowo wolne: 1 maja (wtorek) – Święto Pracy, 3 maja (czwartek) – Święto Konstytucji 3 Maja

Twoje wakacje: 28 kwietnia – 6 maja 2018 (9 dni: piątek – niedziela)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 3

W tym roku wystarczy wziąć tylko 3 dni urlopu żeby zafundować sobie 9-dniową majówkę, a skoro mamy ponad tydzień czasu dlaczego nie wybrać się gdzieś dalej. Gdy w Polsce pogoda przypomina bardziej jesień niż wiosnę, warto wybrać się do miejsca, które pobudzi nas do życia. My proponujemy miasto, które nigdy nie śpi, czyli Nowy Jork.

Cel podróży: Nowy Jork

Nowy Jork / marzec

Nowy Jork naprawdę nigdy nie śpi, bez względu na porę dnia i roku. To miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Fani sztuki będą zachwyceni zbiorami MoMA (Museum of Modern Art) i The Met (Metropolitan Museum of Art), mole książkowe będą zauroczone małymi księgarniami pełnymi używanych książek, a smakosze nie będą mogli oderwać się od nowojorskich klasyków, czyli bajgli, kanapek z pastrami i orientalnej kuchni Chinatown. Wieczorem polecamy wybrać się na przedstawienie na Broadway albo na koncert jazzowy w klimatycznych barze.

Lizbona / marzec

Jeśli nie możesz doczekać się wiosny, a nie chcesz opuszczać Europy, w marcu polecamy Lizbonę. Średnia temperatura wynosi 15°C i jest to idealny klimat zarówno na zwiedzanie miasta jak i na wędrówki po okolicznych wzgórzach i winnicach.

Czwarta podróż – Boże Ciało

Dni ustawowo wolne: 31 maja (czwartek) – Boże Ciało

Twoje wakacje: 31 maja – 3 czerwca 2018 (4 dni: środa – niedziela)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 1

Przełom maja i czerwca to już prawie lato, więc nie musimy uciekać do odległych stref klimatycznych w poszukiwaniu ciepła. Ponadto, zaledwie 4 dniu wakacji to za krótki czas żeby tracić cenne wolne chwile na wielogodzinny lot. Dlatego proponujemy długi weekend w Petersburgu. Wiosenna pogoda bywa nieprzewidywalna, ale nawet jeśli miasto powita nas strugami deszczu, mamy wiele możliwości na spędzanie czasu pod dachem.

Cel podróży: Petersburg

Petersburg / czerwiec

Warto pospacerować po byłej siedzibie carów i na własne oczy przekonać się, dlaczego jest często przyrównywana do Wenecji. W mieście znajdują się światowej sławy muzea – Pałac Zimowy i Państwowe Muzeum Rosyjskie, które nie tylko mieszczą w sobie bogate zbiory obrazów i rzeźb, ale również oferują gościom operę i balet. Petersburg robi wrażenie bez względu na porę roku.

Berlin / czerwiec

Latem w Berlinie dużo się dzieje. Organizowane jest wiele imprez na świeżym powietrzu: koncerty, targi staroci i kina pod chmurką. Po mieście łatwo poruszać się rowerem. Świetnym pomysłem jest wycieczka nad któreś z jezior zlokalizowanych na obrzeżach miasta albo wyprawa szlakiem knajpek serwujących kuchnię z całego świata i tradycyjne Kaffee und Kuchen, czyli kawę i ciasto. W sam raz na leniwy brunch, który może przeciągnąć się aż do kolacji, z kuflem tradycyjnego niemieckiego piwa.

Piąta podróż – Święto Wojska Polskiego i Wniebowzięcie NMP

Dni ustawowo wolne: 15 sierpnia (środa) – Święto Wojska Polskiego i Wniebowzięcie NMP

Twoje wakacje: 15 sierpnia – 19 sierpnia 2018 (5 dni: środa – niedziela)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 2

Prawie tydzień wolnego w środku lata – to trzeba wykorzystać na wycieczkę do miasta, które oferuje wiele atrakcji na świeżym powietrzu. Bez wątpienia takim miastem jest Kopenhaga. W sierpniu kawiarniane ogródki i parki są przepełnione ludźmi, a wieczorem odbywa się wiele imprez na świeżym powietrzu. Wsiadaj na rower i ruszaj na zwiedzanie Kopenhagi!

Cel podróży: Kopenhaga

Kopenhaga / sierpień

Kopenhaga to miasto szyku i elegancji, które w sierpniu można podziwiać w pełnej krasie. Miasto słynie ze świetnych restauracji odznaczonych gwiazdkami przewodnika Michelin oraz modnych barów popularnego Meatpacking District. Na każdym kroku można podziwiać stylową duńską architekturę i wystawy sklepów, mimo że same zakupy wyjdą raczej drogo.

Paryż / wrzesień

Wrzesień to świetny czas na wycieczkę do Paryża. Miasto jest pełne słynnych atrakcji, a kolejki do nich znacznie krótsze niż latem. Widok z Wieży Eiffla zapiera dech bez względu na porę roku. Będąc w Paryżu warto zejść z turystycznego szlaku i swobodnie pospacerować po mieście. Powłóczyć się malowniczymi uliczkami i wypić kawę w kawiarnianym ogródku jak prawdziwi Paryżanie. Pamiętaj żeby znaleźć więcej czasu na zwiedzanie imponujących zbiorów Luwru i galerii sztuki współczesnej w Muzeum Fundacji Louisa Vuittona.

Rzym / październik

Rzym to miasto, w którym starożytną historię widać na każdym kroku. Nic dziwnego, że zawsze jest pełne turystów. Październik, kiedy nie ma już letnich upałów, a kolejki turystów są krótsze, to idealna pora na spacery. Zacznij dzień we włoskim stylu – sącząc espresso przy kawiarnianym barze, a potem ruszaj na zwiedzanie.

Szósta podróż – Wszystkich Świętych

Dni ustawowo wolne: 1 listopada (czwartek) – Wszystkich Świętych

Twoje wakacje: 1 listopad – 4 listopad 2018 (4 dni: środa – niedziela)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 1

Listopad w Polsce to mroczny miesiąc, a Wszystkich Świętych to dla wielu przygnębiające święto. Jeśli męczą was korki przy cmentarzach i grobowa aura, proponujemy wypad do Londynu. Warto wybrać się na szalone zakupy na Oxford Street na początku listopada, zanim wybuchnie przedświąteczna gorączka kupowania prezentów.

Cel podróży: Londyn

Londyn / listopad

Londynowi sprzyja zimowa aura. W listopadzie, zanim zacznie się gorączka kupowania świątecznych prezentów, warto poprawić sobie humor zakupami na Oxford Street. Gdy zmęczy cię chodzenie po mieście wpadnij do tradycyjnego brytyjskiego pubu na grzane piwo – aż żal wracać do domu.

Siódma podróż – Boże Narodzenie

Dni ustawowo wolne: 25 grudnia (wtorek) – Pierwszy dzień Bożego Narodzenia, 26 grudnia (środa) – Drugi dzień Bożego Narodzenia

Twoje wakacje: 22 grudnia 2018 – 30 grudnia 2018 (9 dni: piątek – wtorek)

Ile dni urlopu trzeba wziąć: 3

W 2018 roku Wigilia wypada w poniedziałek, co oznacza, że biorąc zaledwie 3 dni urlopu możemy zafundować sobie 9-dniowe ferie zimowe. Mając tyle czasu możemy wybrać się na drugi kraniec świata, gdzie pogoda i przyroda sprawią, że poczujemy się jak w raju. Tylko ostrzegamy – powrót to mroźnej Polski będzie trudny.

Cel podróży: Bangkok

Bangkok / grudzień

Miesiąc, w którym w Europie robi się naprawdę zimno, ciemno i ponuro to idealny czas na wycieczkę do Bangkoku. Zgiełk tętniących życiem ulic, kolorowe bazary i świetna kuchnia przywrócą was do życia, a widok malowniczych świątyń, pałaców i kanałów pełnych kolorowych łódek, na długo pozostanie w pamięci.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

IT dla IoT – czyli jak software house’y pomagają budować firmom wizję przyszłości

Lodówka, która sama zamawia zapasy żywności, spinacz do bielizny monitorujący zmiany pogody czy obroża, która informuje właściciela o stanie emocjonalnym czworonoga… To nie artefakty rodem z powieści Lema, ale przykłady rozwiązań bazujących na technologii IoT. Jak wynika z raportu opracowanego przez Ministerstwo Rozwoju, coraz więcej Polaków sięga po smart-rozwiązania. To wyzwanie, ale i szansa dla polskich przedsiębiorstw. Nie tylko z branży IT.

Internet Rzeczy uznawany jest przez światowe firmy doradcze za jeden z kluczowych motorów rozwojowych światowej gospodarki. Skala zastosowania rozwiązań jest ogromna – od urządzeń typu smart, poprzez automatykę budynkową i inteligentne miasta, po elektroniczne samochody czy systemy obronne. W obszarze biznesu IoT stwarza nowe szanse rynkowe, umożliwia zwiększanie wydajności procesów produkcyjnych i biznesowych oraz komunikację na linii firma – klient. Według IDC globalne wydatki na Internet Rzeczy mają wynieść w 2020 roku ponad 1 bln dolarów. Największe wzrosty spodziewane są w obszarze urządzeń gospodarstwa domowego, pojazdów oraz inteligentnych budynków.

Pomoc domowa

Imponująco przedstawiają się prognozy dla Polski. Z raportu „Polska rewolucja w segmencie smart” opracowanego przez ZIPSEE „Cyfrowa Polska” i Ministerstwo Rozwoju dowiadujemy się, że ogromną szansą dla polskiego sektora elektroniki użytkowej jest rosnące zapotrzebowanie na urządzenia wykorzystujące rozwiązania typu Smart Home. Autorzy opracowania podkreślają ogromne znaczenie sektora elektroniki użytkowej dla polskiej gospodarki. W 2016 r. przychody polskiego sektora AGD wyniosły prawie 5 mld euro, co stanowiło ponad 1 proc. PKB. To daje Polsce trzecią pozycję – za Niemcami i Włochami – pod względem wielkości przychodów.

Krzysztof Caban Altimi Software House
Krzysztof Caban, ekspert w firmie Altimi Software House

W Polsce funkcjonuje obecnie kilka centrów R&D pracujących nad rozwojem produktów z segmentu elektroniki użytkowej. Potencjał naukowy jest, jednak czy wystarczający? Dlatego szansą dla firm zajmujących się produkcją AGD jest branża IT. Polskie software house’y, zajmujące się tworzeniem systemów wbudowanych, tzw. embedded, są w stanie dostarczyć oprogramowanie sterujące pracą urządzenia od wewnątrz. W ramach tej usługi producenci AGD mogą liczyć na opracowanie koncepcyjne i projekt systemu, optymalizację procesów projektowych do konkretnych wymagań produkcyjnych, pełną dokumentację techniczną, wykonanie i wdrożenie oprogramowania, w końcu – testy i kontrolę jakości. Warto przy tym pamiętać, że istotą IoT, są nie tyle same urządzenia, ile drzemiący w nich potencjał, czyli dane i to, jak jesteśmy w stanie je wykorzystać  – mówi Krzysztof Caban, ekspert w firmie Altimi Software House.

Podróż do przyszłości

Branża motoryzacyjna to kolejny sektor gospodarki z ogromnym potencjałem dla IoT. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez KPMG to właśnie cyfryzacja i zdolność łączenia się pojazdów z otoczeniem ma być kluczowym trendem w branży w najbliższej dekadzie.

Wyobraźmy sobie poranny ruch miejski pozbawiony korków – tak zdaniem autorów koncepcji self driving car mogą wyglądać miasta przyszłości. Jednak samochody poruszające się bez udziału kierowcy spotykają się nadal ze sporą dozą nieufności.

Branża motoryzacyjna może pochwalić się wieloma osiągnięciami w zakresie wdrażania technologii IoT. Pamiętajmy, że to nie tylko elektroniczne samochody, ale także rozwiązania, które wpływają na komfort jazdy kierowców. O użyteczności inteligentnych rozwiązań w pojazdach opracowanych przez nasz software house przekonali się m.in. turyści podróżujący po Skandynawii. Wypożyczając samochód korzystają z tabletów i oprogramowania, które pozwala zaplanować etapy podróży, wskazuje miejsca, które warto odwiedzić, wyszukuje hotel czy restaurację, informuje o lokalnej pogodzie. Tablet wyposażony jest również w nawigację i przelicznik walut. Aplikacja została zaprojektowana tak, aby większość elementów działała także w trybie offline – mówi ekspert Altimi.

W służbie zdrowia

Monitoring parametrów życiowych pacjentów przez internet, czujniki przesyłające informacje o stanie zdrowia pacjenta czy aplikacje ratujące życie – takie możliwości daje medycynie Internet Rzeczy. Dane generowane dzięki technologii IoT mają niebagatelne znaczenie dla zdrowia i życia społeczeństwa.

Korzyści dla branży medycznej, wynikających z rozwoju technologii, jest wiele. Do nich zaliczyć można wykorzystanie zdalnej diagnostyki, ograniczenie czasu hospitalizacji, kosztów opieki zdrowotnej czy zmniejszenie wydatków na sprzęt szpitalny. Już teraz rozwój telefonii komórkowej oraz aplikacji mobilnych pozwala zwiększać świadomość społeczeństwa na temat wielu chorób. Przykładem może być aplikacja ratująca życie, dzięki której użytkownicy mogą rozpoznać wczesne objawy udaru, a w razie podejrzenia zagrożenia życia, za pomocą jednego przycisku, wezwać pomoc. Opracowana przez nas aplikacja to jedno z pierwszych na świecie tego typu rozwiązań cyfrowych ratujących życie – mówi Krzysztof Caban.

Rozwój IoT, określany często jako kolejna rewolucja internetowa, to ogromne wyzwanie dla firm działających w wielu branżach. Wymaga od przedsiębiorstw stworzenia nowych modeli biznesowych, reorganizacji, nastawienia na komunikację sieciową. Pocieszające jest jednak to, że IoT znajduje się dopiero w początkowym stadium rozwoju, a przedsiębiorstwom pozostało jeszcze trochę czasu na opracowanie strategii. Z pomocą przychodzą także firmy zajmujące się tworzeniem oprogramowania, które ułatwią odnalezienie się w nowej, nie dającej się do końca przewidzieć rzeczywistości.

wDialogu – darmowy system dla urzędów wspomagający prowadzenie konsultacji społecznych

Konsorcjum pod przewodnictwem Uniwersytetu Warszawskiego opracowało uniwersalną platformę online wspomagającą planowanie i prowadzanie konsultacji społecznych. Jej głównym celem jest poprawa jakości konsultacji społecznych i wdrożenie wysokich standardów w zakresie komunikacji urzędów z obywatelami. Stworzone narzędzie jest udostępniane za darmo wszystkim urzędom.

Pracownia Centrum Deliberacji w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z Instytutem Informatyki Politechniki Warszawskiej opracowała platformę wDialogu, która całościowo wspiera zarządzanie procesem konsultacji społecznych. Wytworzone oprogramowanie to wynik czterech lat prac interdyscyplinarnego zespołu kilku instytucji i organizacji pod kierunkiem dr Anny Przybylskiej z Instytutu Socjologii UW. Cały projekt zamknął się w budżecie 800 tys. złotych pochodzącym m.in. ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Obecnie przetestowana w kilku gminach platforma jest udostępniana za darmo wszystkim zainteresowanym urzędom.

„Projekt jest odpowiedzią na potrzebę otwartego dialogu i współpracy urzędów z mieszkańcami. Z jednej strony administracja chce poprawiać jakość komunikacji z obywatelami i społecznościami lokalnymi. Z drugiej strony, jest przeciążona obowiązkami i na odpowiednie przygotowanie konsultacji brakuje czasu. Naszym celem było więc oddanie do użytku uniwersalnego narzędzia, które wsparłoby w rzetelnym prowadzeniu konsultacje – od planowania, poprzez staranne dobranie grup, po możliwość zarządzania całym procesem i archiwizowania danych” – tłumaczy Anna Przybylska z Instytutu Socjologii UW.

W projekt zaangażował się m.in. Związek Miast Polskich. „Widzimy, jak ważna jest komunikacja administracji samorządowej z mieszkańcami. W wielu kwestiach obywatele mają lepsze rozeznanie niż urzędnicy, stąd konsultacje przed podjęciem ważnej decyzji mają szczególne znaczenie zarówno dla jej poprawności merytorycznej, jak i dla jej odbioru przez mieszkańców” – powiedział Tomasz Potkański, Zastępca Dyrektora Biura Związku Miast Polskich. Zwraca przy tym uwagę, że w polskim systemie prawnym prowadzenie konsultacji społecznych jest wymagane ustawami, lecz w praktyce jedynie formalne spełnianie tego wymogu nie wystarcza, bo oczekiwania mieszkańców co do przebiegu procesów partycypacyjnych rosną i to szybko. „Samorządy, administracja terenowa i centralna potrzebują coraz lepszych narzędzi, które pomogą komunikować się na etapie konsultacji i zachować wysoką jakość debaty. Procesy partycypacyjne mają szereg słabości, które platforma wDialogu może pomóc pokonać” – dodaje i wymienia typowe mankamenty towarzyszące zazwyczaj konsultacjom społecznym: niedostateczne przygotowanie materiałów do konsultacji przez urzędy, czasochłonność konsultacji, różne grupy mieszkańców mają własny punkt widzenia na daną sprawę, co utrudnia ustalanie kompromisowych rozwiązań zadowalających społeczność. „Problemem obecnie prowadzonych konsultacji jest niedostatek rzeczowej rozmowy pomiędzy samymi mieszkańcami. Konwencjonalne formy konsultacji nie tworzą na to przestrzeni. Platforma internetowa wDialogu pozwala moderować konsultacje w taki sposób, by kolejni jej uczestnicy mogli zapoznać się ze wszystkimi argumentami i się do nich odnosić. To w połączeniu z możliwością debatowania poza godzinami pracy daje dużo większe możliwości wypracowania rozwiązań satysfakcjonujących różne grupy interesów” – podkreśla Tomasz Potkański.

Po testach i pilotażu platforma gotowa do wdrożenia

Platforma wDialogu jest już po fazie testów przeprowadzonych w kilku gminach. Urzędy testowały rozwiązanie w trakcie prawdziwych konsultacji społecznych dotyczących wykorzystania przez mieszkańców przestrzeni miejskiej. Obecnie kończy się faza pilotażu, do którego zgłosiło się kolejnych osiem gmin i który zakończył się sukcesem. Równolegle finalizowane są rozmowy o zawarciu umowy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Mazowieckiego oraz trwają rozmowy z innymi urzędami marszałkowskimi „Testy i pilotaż pokazały, że udało nam się stworzyć użyteczne i efektywne narzędzie wspierające dialog administracji z mieszkańcami. Teraz bardzo nam zależy na znalezieniu optymalnej ścieżki zapewnienia gwarancji i trwałości oprogramowania. Najlepiej, aby platforma mogła być utrzymywana z zapewnionym jej dalszym rozwojem funkcjonalnym przez centralną jednostkę administracji. Bardzo liczę na zawarcie porozumienia z Ministerstwem Cyfryzacji, które w kolejnych latach pomogłoby utrzymać rozwiązanie i rekomendować je wszystkim urzędom” – dodaje Anna Przybylska.

Jakość konsultacji społecznych jest ważna

Aby przeprowadzić wartościowe konsultacje społeczne, tzn. takie, które skutkować będą optymalnymi dla obywateli rozwiązaniami, potrzebna jest wiedza z zakresu badań społecznych. W dobie ciągle rosnącej liczby wdrażanych inicjatyw przez administrację publiczną, konsultacji nieustannie przybywa i nie zawsze są one prowadzone prawidłowo. Najczęściej popełniane błędy to niewłaściwy monitoring rekrutacji do grup biorących udział w debatach, eliminacja grup wykluczonych oraz tworzenie nieproporcjonalnych składów uczestników debat, które w dyskusji dominują inne podgrupy. Innym mankamentem jest brak wypracowanych standardów dla prowadzenia konsultacji, a także brak dobrych praktyk w zakresie komunikacji między urzędami i w samych urzędach. W rezultacie wiele wdrażanych projektów jest realizowanych nie w pełni zgodnie z oczekiwaniami obywateli, co również pociąga za sobą marnotrawienie środków finansowych i niewłaściwą ich alokację. Konsultacje potrzebują współpracy osób, które znają się na metodologii konsultacji oraz osób, które dostarczają wkładu merytorycznego. Konsultacje niejednokrotnie są prowadzone w pośpiechu, obywatele nie zawsze mają sposobność się o nich dowiedzieć; materiałów przygotowujących obywateli do debaty jest niewiele lub nie ma ich wcale.

„Warto podkreślić, że zamiast oddawać realizację konsultacji społecznych firmom zewnętrznym, które za projekt każdorazowo pobierają wynagrodzenie, dzięki darmowej platformie urzędy mogą wdrożyć wysoki standard procesu konsultacji i przeprowadzić go samodzielnie, oszczędzając w ten sposób środki” – dodaje Anna Przybylska.

Rozwiązane mankamenty

Wykorzystanie uniwersalnego narzędzia do planowania i prowadzenia konsultacji może przynieść urzędom wiele korzyści. Po pierwsze, system gwarantuje centralizację informacji, danych i procesów, co oznacza, że poszczególne działy w danym urzędzie mogą wiedzieć, nad czym w zakresie konsultacji pracują inne działy. Wprowadzone do systemu informacje nie giną, a cały wkład w projekt nie idzie na marne, gdy np. osoba odpowiedzialna za konsultacje odchodzi z pracy lub jest na długotrwałym zwolnieniu.
Centralizacja daje też możliwość wdrażania wzorców i dobrych praktyk, którymi łatwiej się dzielić – nie tylko w ramach jednego urzędu, ale także między instytucjami. To duża szansa na agregowanie know how i materiałów badawczych oraz ciągłego podnoszenia jakości konsultacji przy minimalnym koszcie operacyjnym.

„wDialogu może służyć jednostkom regionalnym do analizowania danych i informacji cząstkowych pochodzących z urzędów lokalnych. Obecnie w skali kraju nie ma narzędzi, które wspomagałyby takie analizy, a przecież są one ważne, jeśli administracja chce wdrażać inicjatywy pożyteczne dla obywateli na poziomie regionalnym. To jeden z fundamentalnych warunków poprawy komunikacji urzędów centralnych ze społecznościami lokalnymi – komunikacji, która bazuje na rzeczywistych potrzebach i oczekiwaniach społeczeństwa” – dodaje Anna Przybylska.

Jak działa platforma wDialogu?

Platforma jest dostępna poprzez przeglądarkę internetową i ma dwa interfejsy: urzędnika i obywatela. W interfejsie urzędnika udostępniona jest funkcjonalność do zaplanowania i przeprowadzenia konsultacji oraz narzędzia do komunikacji wewnętrznej w urzędzie. Platforma wspiera projektowanie i prowadzenie debat w formie bezpośredniej, jak również zdalnej (online), oferując możliwość prowadzenia debaty w trybie głosowym i tekstowym. Użytkownik ma pełną swobodę w zakresie szeregowania etapów konsultacji (debat, spotkań, ankiet) oraz formowania pytań, które mają być omawiane przez obywateli. System oferuje również bogate możliwości selekcji uczestników debat, dopuszczając wiele kryteriów zawężających grupy docelowe. Dzięki temu można zyskać pewność, że osoby faktycznie biorące udział w konsultacjach, stanowią grupę reprezentatywną o proporcjonalnym składzie.

W interfejsie obywatela udostępnione są przede wszystkim funkcjonalności wspomagające zdalny udział w debatach – głosowych lub tekstowych, oczywiście przy udziale moderatora. Co istotne, platforma była testowana przez osoby niepełnosprawne i jest dla nich dostępna.

„Oczywistym walorem platformy jest jej nieodpłatna dostępność i otwartość kodu. Chciałbym jednak mocniej podkreślić to, że w kontekście konsultacji społecznych jest to najlepiej w Polsce dostosowane narzędzie do potrzeb osób niepełnosprawnych z różnymi typami niepełnosprawności. Oprogramowanie powstawało przy udziale reprezentantów środowisk osób niepełnosprawnych i jest skonstruowane tak, aby nawigacja dla nich była ułatwiona i maksymalnie intuicyjna” – dodaje Tomasz Potkański.

Więcej informacji o projekcie i rozwiązaniu wDialogu znajduje się pod adresem: http://wdialogu.uw.edu.pl/

INNOventure inwestuje w firmy stawiające na sprzedaż

1 milion złotych – tyle INNOventure przeznaczy na prace badawczo-rozwojowe spółki technologicznej Exon. Pieniądze mają pomóc rozwinąć kolejny pomysł firmy, który jest połączeniem IoT i sztucznej inteligencji. To pierwsza inwestycja funduszu w przedsiębiorstwo, które już sprzedaje swoje rozwiązania. „Przekonał nas sposób, w jaki Exon wykorzystał pieniądze wygrane w poprzednich konkursach dla startupów”, mówi Marcin Molo, partner zarządzający INNOventure.

INNOventure jest wspólną inicjatywą Krakowskiego Parku Technologicznego i inwestorów prywatnych w ramach programu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju – BRIdge Alfa. Do tej pory inwestował głównie w projekty pochodzące ze środowisk naukowych i będące na wczesnym etapie prac badawczo-rozwojowych. Tym razem zespół funduszu zdecydowali się na inny krok i wsparł firmę, która nie tylko pracuje nad rozwojem technologii IoT dla biznesu, ale też sprzedaje już swoje produkty.

– Ciągle powtarzam, że umiejętność pozyskania klientów dla swoich rozwiązań jest równie ważna jak sama technologia – mówi dr Marcin Molo, partner zarządzający w INNOventure. – Inwestując w kolejny pomysł Exon, chcemy pokazać, że nie jesteśmy tylko dla firm na bardzo wczesnym etapie rozwoju, a również dla tych, które chcą się dalej rozwijać i tworzyć kolejne innowacyjne produkty.

W zdobyciu kolejnych środków na rozwój nie przeszkadzają również inne dotacje, jakie uzyskują w czasie swojej działalności młode firmy. Exon jest laureatem kilku różnych konkursów dla startupów, w których udało mu się wygrać kilkaset tysięcy złotych.

– I w Polsce, i na całym świecie zaroiło się od konkursów dla startupów. Wciąż jednak zdarza się, że firmy, które wygrywają i zdobywają środki na rozwój, konkursowe pieniądze po prostu przejadają. Z tym większym zainteresowaniem śledzimy losy takich przedsiębiorstw, które dobrze wykorzystały tego typu zastrzyk gotówki. Historia dotychczasowych inwestycji w spółkę i analiza jej rozwoju pozwala nam stwierdzić, czy firma umie zarządzać swoimi finansami i potrafi strategicznie myśleć. Takie potwierdzone umiejętności są dla nas dodatkowym argumentem do zainwestowania w projekt – dodaje Molo.

Firma Exon została w 2014 r. laureatem konkursu na najlepszy biznesplan, realizowany w ramach „Programu wspierania przedsiębiorczości w Toruniu na lata 2014-2020”. Wygrane wtedy 200 tys. zł pozwoliło na stworzenie pierwszych produktów i zdobycie pierwszych klientów. Rozwiązania firmy Exon znalazły nabywców m.in. w takich krajach jak: Finlandia, Węgry, Arabia Saudyjska, Kuwejt, Australia, Rumunia. To przekonało fundusz INNOventure, że warto udzielić jej wsparcia na dalszy rozwój w wysokości miliona złotych.

Obecnie zespół Exon skupia się na rozwoju platformy Synati, która jest połączeniem Internetu Rzeczy oraz sztucznej inteligencji. To właśnie na zaawansowane prace nad Synati przeznaczone zostaną pieniądze od INNOventure.

Nie samą płacą żyje pracownik

W nowocześnie zarządzanych firmach na dbanie o komfort pracy i pracownika obecnie kładziony jest bardzo duży nacisk. Specjaliści od HR i PR organizują coraz to ciekawsze benefity, dzięki którym budują pozytywny wizerunek przedsiębiorstwa i ściągają do firm najlepszych specjalistów branżowych.

Terminowa pensja to podstawa pracy każdego człowieka. Coraz częściej firmy oferują pracownikom także ciekawe dodatki, w postaci na przykład pakietu medycznego, ubezpieczenia grupowego, czy zniżek pracowniczych. Po co właściwie są te benefity?

Dodatki, które firmy oferują pracownikom, to nie tylko dbanie o korzystny wizerunek firmy, dobry PR i wysoką kulturę przedsiębiorstwa. To także magnesy, pozwalające na zwiększenie satysfakcji z pracy, a tym samym poprawę efektywności osób zatrudnionych. Takie gesty ze strony pracodawcy wpływają też pozytywnie na budowanie lojalności pracownika – mówi Maja Biernacka, ekspert komunikacji wewnętrznej, autorka bloga Komunikacja wewnętrzna od kuchni.

Karty sportowe, czy prywatna opieka medyczna to, można powiedzieć, już standardowe benefity obecne w dużych firmach.  Pojawiają się kolejne ciekawe oferty kierowane do pracowników. Tutaj prym wiodą głównie firmy z branży IT, czy e-commerce, które wzorują się na amerykańskich prekursorach tego typu udogodnień, czyli Google i Facebooku.

Natalia Dykiert, HR Manager Currency One
Natalia Dykiert, HR manager z firmy Currency One

W naszej firmie zatrudniamy ponad 80 osób, którym zapewniamy dwa razy w tygodniu świeże owoce i warzywa, ponadto masaże relaksacyjne, zajęcia językowe, pokój chillout ze stołem do piłkarzyków, biblioteczkę firmową. Wszystko oczywiście bezpłatnie – wylicza Natalia Dykiert, HR manager z firmy Currency One.

Firma ma też pracownicze pakiety medyczne, ubezpieczenie, karty sportowe, czy dofinansowanie uczestnictwa w biegach. Największą sensację wśród odwiedzających poznańskie biuro Currency One wzbudzają jednak … hulajnogi, którymi pracownicy przemierzają odległości na korytarzach firmy.

Osoby odpowiedzialne za human relations podkreślają, że wszystkie te bonusy wpływają na przyjazną atmosferę pracy, pozytywną motywację pracowników, co wpływa lepsze efekty pracy i zadowolenie pracownika. – A to w konsekwencji przekłada się na zadowolenie klienta. Zadowolony pracownik to zadowolony klient – podkreśla N. Dykiert.

Amazon proponuje na przykład bezpłatne dojazdy do oddziałów firmy, a Allegro miedzy innymi firmowe przedszkole i żłobek, czy pikniki rodzinne. Do dobrodziejstw oferowanych zatrudnionym wlicza się także najczęściej zniżki na firmowe produkty czy usługi, premie, paczki świąteczne, spotkania integracyjne, szkolenia i warsztaty rozwojowe.

Ważne jest jednak by odpowiednio dobierać benefity do pracowników, ich potrzeb i zainteresowań. Na wybór aktywności wpływa też rynek i strategia firmy. Jeśli przykładowo przedsiębiorstwo chce się rozwijać międzynarodowo, dobrym benefitem będą bezpłatne lekcje języka obcego, a jeśli chce poszerzać obszary działalności, rozwijać się i być bardziej profesjonalna – dofinansowanie działań rozwojowych jak kreatywne warsztaty, udział w konferencjach specjalistycznych, czy studia podyplomowe – dodaje N. Dykiert.

Bogata oferta wewnętrzna przedsiębiorstw dla pracowników staje się coraz bardziej zauważana w Polsce. Firmy podkreślają bardzo silnie korzyści pozapłacowe na stronach firmowych, w zakładkach kariera, w ogłoszeniach rekrutacyjnych, czy na profilach społecznościowych. W ten sposób walczą o pracowników, o kandydatów, pokazują firmę w dobrym świetle jako odpowiedzialną społecznie.

Wynajem długoterminowy, hybrydy i spadek diesli – floty nadają rytm na rynku motoryzacyjnym

Na europejskim rynku samochody z napędem alternatywnym zdobywają coraz większą popularność i odnotowują kolejne rekordy kosztem modeli z silnikami zasilanymi olejem napędowym. Również w Polsce łączny udział diesli w coraz częściej wybieranym wynajmie długoterminowym systematycznie spada, a na popularności zyskują hybrydy oraz auta z napędem benzynowym.

Zmiany preferencji zakupowych wśród menadżerów flot są coraz bardziej zauważalne. Dotyczą one przede wszystkim form finansowania samochodów firmowych i rodzajów napędów. Zgodnie z danymi JATO Dynamics samochody AFV (hybrydy, elektryczne i plug-in hybrid) odnotowały w tym roku drugi najwyższy udział w rynku.

Według najnowszych danych płynących z rynku europejskiego, liczba rejestracji samochodów z ekologicznymi napędami wyniosła we wrześniu ponad 1,2 mln. Oznacza to wzrost rok do roku o 5,6 proc. W 2017 roku zarejestrowano łącznie prawie 13,2 mln samochodów AFV, co oznacza wzrost rok do roku na poziomie 3,6 proc. – czytamy w raporcie JATO Dynamics.

Firmy nadają rytm – wynajem długoterminowy staje się hitem

Na polskim rynku za wzrosty sprzedaży odpowiada niezmiennie nabywca instytucjonalny. Zgodnie z danymi, które zebrał Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego w raporcie za pierwsze trzy kwartały 2017 roku, liczba rejestracji nowych pojazdów na firmy wzrosła rok do roku o 20,7 proc. – nabywcy indywidualni wygenerowali w tym czasie wzrost na poziomie 10,5 proc.

„Marki z segmentu premium cieszą się na naszym rynku rosnącym zainteresowaniem. W ciągu pierwszych trzech kwartałów liczba rejestracji samochodów luksusowych wzrosła o 24,1 proc. Klienci wybierają najczęściej małe i średnie SUV-y, które odnotowały wzrost zainteresowania o ponad 20 proc.” – wyjaśnia Piotr Kurpiński, kierownik salonu Lexus-Żerań.

Według danych zebranych przez KPMG w 2016 roku firmy leasingowe sfinansowały zakup 193,8 tys. samochodów osobowych, a rynek leasingu w Polsce wyniósł na koniec ubiegłego roku 20,6 mld zł tylko w przypadku samych pojazdów osobowych.

Rynek kredytów – w przeciwieństwie do leasingu – skurczył się. Na taką formę finansowania decydują się bowiem najczęściej osoby prywatne. Na koniec 2016 roku bankowe portfolio kredytów samochodowych miało wartość 10,9 mld zł – czytamy w raporcie „Stan branży motoryzacyjnej oraz jej rola w gospodarce” przygotowanym przez KPMG.

„W segmencie aut premium większość samochodów kupowanych jest na firmę, a w prawie stu procentach przypadków klienci wspomagają się finansowaniem bankowym. Najczęściej jest to klasyczny leasing, a w ostatnim czasie coraz większą popularnością cieszy się wynajem długoterminowy. Co ciekawe, ta ostania forma staje się również coraz ważniejszą formą finansowania nie tylko w przypadku aut służbowych, ale i o wiele tańszych prywatnych. Popularność tego rozwiązania jest prosta do wytłumaczenia. Można użytkować samochód, płacąc za usługę miesięczny abonament, coś na wzór abonamentu telefonicznego. Co więcej, w przypadku wyboru topowej wersji tej usługi użytkownik musi dbać tylko o zakup paliwa i płynu do spryskiwaczy” – dodaje Piotr Kurpiński, Lexus-Żerań.

Udział diesli spada – zyskują auta ekologiczne

W trzecim kwartale 2017 r. kontynuowane były w Polsce zauważalne zmiany w udziale poszczególnych napędów samochodów znajdujących się w wynajmie długoterminowym – czytamy w raporcie Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów.

Udział samochodów z silnikiem Diesla ciągle spada – na koniec września 2017 roku liczba aut z takim napędem zmniejszyła się o prawie 5 proc. w ciągu ostatniego roku. Popularność zyskały samochody z silnikiem benzynowym – ich udział wzrósł o 4,5 proc. W przypadku samochodów ekologicznych, a więc z napędem hybrydowym i elektrycznym, liczba aut obsługiwanych przez firmy zrzeszone w PZWLP urosła w ciągu ostatniego roku 2,5-krotnie. Pod kątem liczby rejestracji samochody te stanowią nadal margines floty w porównaniu do diesli i aut benzynowych, ale warto zaznaczyć, że tylko w ciągu trzeciego kwartału bieżącego roku w wynajmie długoterminowym przybyło ponad 200 aut hybrydowych oraz 13 aut elektrycznych.

Skąd takie zmiany? Specjaliści PZWLP podkreślają, że eksploatacja samochodów z silnikami benzynowymi pod kątem finansowym jest obecnie zbliżona do aut z silnikami Diesla. Co więcej, firmy zwracają baczniejszą uwagę na kwestie związane z ochroną środowiska – stąd rosnąca popularność hybryd i samochodów elektrycznych.

Wystąpienie Powella przed komisją senacką USA w centrum uwagi

Wystąpienie Powella przed komisją senacką. Ważny krok dla reformy Trumpa. Zgoda co do rachunku za rozwód. PKB w USA oraz inflacja w Niemczech.

“Inflacja, głupcze!”

Wczoraj doszło do zwyczajowego wystąpienia kandydata na szefa FED przed Komisją ds. bankowości w senacie. Jerome Powell prezentował swoją wizję przewodzenia najważniejszym bankiem centralnym świata. Następca Yellen wielokrotnie podkreślał rolę inflacji w kształtowaniu polityki monetarnej. Powell przyznał, że „jest coraz więcej przesłanek za podwyżką na kolejnym posiedzeniu Fed”, co zapewne zamyka temat grudniowego posiedzenia. Dużo ciekawsze były jednak słowa dotyczące dalszej ścieżki podnoszenia stóp. Przyszły prezes FED podkreślił, że to dynamika cen będzie ją kształtować i że w przypadku spadku inflacji FOMC również “może spowolnić”. Całe wystąpienie jednak miało mocno optymistyczny wydźwięk, gospodarka ma się dobrze, bezrobocie już jest niskie, a będzie jeszcze niższe, nie widać oznak przegrzania, więc jedynym problemem jest ta nieszczęsna inflacja.

Trump reformator

W czasie gdy Powell opowiadał o swojej wizji, w komisji budżetowej trwała batalia o reformę podatków. Ostatecznie Trumpowi udało się przekonać 12 członków do swojej idei i tym samym droga do głosowania w senacie stoi otworem. A tam republikanie mają większość, choć raczej wątłą. Wystarczy, że wykruszy się 3 senatorów i ustawa nie przejdzie. Główną kontrowersją związaną z projektem, jest kolejna próba rozmontowania Obamacare. W obecnym projekcie prezydenckim jest zapis o zniesieniu obowiązku posiadania ubezpieczenia medycznego. Prezydent wyraźnie próbuje zagrać all-in i spełnić dwie kluczowe obietnice wyborcze jednocześnie. Patrząc jednak na jego dotychczasową skuteczność na krajowym podwórku, można mieć wątpliwości czy to się uda.

Zgoda na rozwód

    Wczoraj obserwowaliśmy zwiększoną zmienność na funcie brytyjskim. Ma to związek z doniesieniami Daily Telegraph, który twierdzi, że UE i UK doszły do porozumienia w sprawie “rachunku rozwodowego”. Był to warunek brzegowy stawiany przez Unię, zanim zaczną się negocjacje na pozostałe tematy. Wspólnota oczekiwała zapłaty przez Londyn 60 mld euro, czyli trzy razy więcej niż chcieli zapłacić Brytyjczycy. Ostateczna kwota ponoć zawiera się w przedziale między 45 a 55 mld euro. Jeśli porozumienie zostanie potwierdzone, to negocjacje brexitowe powinny nabrać tempa, stąd też wczorajsze (jak i dzisiejsze) umocnienie funta.

Kalendarz makro

Dzisiejsza kartka z kalendarza jest pełna ciekawych odczytów. Dzień zaczęliśmy od lokalnych wydarzeń w stylu PKB w Szwecji czy stopy bezrobocia na Węgrzech. Nie zabraknie jednak wskaźników dotyczących najważniejszych walut świata. Euro czeka na koniunkturę gospodarczą w swojej strefie oraz na inflację z Niemiec. Dla dolara najważniejszy będzie odczyt dotyczący dynamiki PKB. Dzisiaj swoje wystąpienia będą mieli także Mark Carney oraz Janet Yellen.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Małe spółki muszą zainwestować w rozwój

  • Pomimo dynamicznego wzrostu gospodarczego utrzymuje się pewna grupa firm, które mają problem z terminową spłatą swoich zobowiązań.
  • Małe i średnie spółki notowane na warszawskiej giełdzie borykają się ze wzrostem kosztów oraz spadkiem marż.
  • Otoczenie wciąż sprzyja inwestowaniu w akcje, ale w Polsce warto postawić głównie na spółki z WIG20.
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Sytuacja gospodarcza na świecie jest bardzo dobra. W Polsce PKB wzrósł w III kwartale br. aż o 4,7% rok do roku. Dynamika produkcji jest najwyższa od lat, a bardzo duży popyt obserwujemy również w usługach. W tak dobrym otoczeniu makroekonomicznym jakość portfeli kredytowych banków powinna rosnąć. Tymczasem banki sygnalizują, że poziom tzw. złych kredytów zaciągniętych przez polskie firmy jest podobny jak rok temu. Z terminową spłatą zobowiązań borykają się głównie małe i średnie spółki.

Ta negatywna tendencja widoczna w segmencie „misiów” ma swoje źródło we wzroście kosztów pracy i surowców – nie tylko tych używanych do produkcji, ale choćby kosztów energii. Oprócz presji po stronie kosztowej, duża bariera istnieje także po stronie przychodowej. Spore grono spółek doświadcza spadku marż, a w rezultacie zysków z działalności. Co więcej, wiele przedsiębiorstw produkcyjnych wykorzystuje już w pełni swoje moce i nie ma możliwości istotnego zwiększenia wolumenów produkcji bez znacznych nakładów na inwestycje.

„Inwestycje” to słowo klucz. Ostatnie raporty finansowe pokazały to, że duża grupa małych oraz średnich spółek jest mocno niedoinwestowana i bazuje na możliwie niskich kosztach pracy zamiast na nowoczesnych technologiach.

Ucieczka z błędnego koła

Na rozwój nowych technologii i wdrażanie innych usprawnień potrzebne są znaczne nakłady finansowe. Problem w tym, że kurczące się zyski utrudniają, a czasem wręcz uniemożliwiają spółkom dokonanie tego jakościowego skoku. Dla wielu z nich jedyną drogą ucieczki z tego błędnego koła jest więc podniesienie cen. Jeśli uda się zwiększyć marże, w kolejnych kwartałach ich zyski powrócą na ścieżkę wzrostu.

Proces aktualizacji cenników jest w toku. Rzecz w tym, że firmy mogą sobie pozwolić jedynie na niewielkie podwyżki, a niektóre w ogóle nie mogą podnieść cen. W podwójnie trudnej sytuacji są te spółki, które dużą część przychodów czerpią z eksportu, bo w ostatnich tygodniach złoty umocnił się do innych walut.

Duże spółki atrakcyjniejsze

Otoczenie makroekonomiczne wciąż przemawia za inwestowaniem w akcje. Inwestując na warszawskim parkiecie warto jednak skupić się głównie na spółkach z WIG20. Polskie blue chipy są bardziej atrakcyjne niż „misie”, które są w odwrocie po serii słabych wyników finansowych i mają przed sobą trudny sprawdzian z umiejętności dostosowania się do zmieniających się okoliczności rynkowych.

Oczywiście inwestycyjne perełki można znaleźć też wśród małych i średnich spółek. Inwestując w nie należy jednak zachować większą ostrożność. Choć akcje wielu z nich poddały się wyraźnej przecenie, to w wielu przypadkach spadki były zasłużone. Podczas selekcji należy więc odłożyć na bok argumenty makro, takie jak wzrost PKB. Warto natomiast bardzo dokładnie przeanalizować prognozy zysków spółek i ocenić, na ile realne jest ich spełnienie, biorąc pod uwagę ostatnie raporty i wzrost kosztów.

Krajowe aktywa pod pozytywnym wpływem finansów publicznych Polski

Znacznie lepszy od prognoz stan finansów publicznych w średnim terminie będzie wsparciem dla krajowego rynku długu. Złoty wyhamował wzrost, we wtorek na EURPLN notując poziomy powyżej 4,20, ale kolejne dobre dane ograniczają ewentualne silniejsze odreagowanie. Dolar lekko wyżej również wspierany solidnymi raportami makro.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej podczas wtorkowej sesji doszło do niewielkiego spadku rentowności obligacji skarbowych, widocznego głównie na dłuższym końcu krzywej. Jednym z głównych powodów umocnienia rynku, poza generalnie sprzyjającym pozytywnym sentymentem na świecie, była publikacja przez Ministerstwo Finansów informacji nt. nadwyżki budżetowej w wysokości 2,7 mld PLN w okresie od stycznia do października 2017 r.

Na rynku pierwotnym do końca roku sytuacja zapewne nie ulegnie już zmianie, a tego dowiemy się już szybko. W czwartek Ministerstwo Finansów opublikuje harmonogram aukcji papierów skarbowych w grudniu. Można oczekiwać, że zgodnie z planem MF zorganizuje jedną aukcję zamiany (15 grudnia), a jej wartość ostatecznie powinna być zbliżona do 6-7 mld PLN. Resort finansów będzie korzystał z atrakcyjnych wycen na całej długości krzywej, a emitując teraz papiery jednocześnie ograniczy negatywny wpływ na rynek ze strony podwyższonych emisji w I kw. 2018 r. Perspektywa lepszego od planu wykonania budżetu w 2017 r. sugerować będzie konieczność ograniczenia wartości emisji w perspektywie kolejnych kwartałów, a zatem będzie miała istotny pozytywny wpływ na rynek długu, ale w średnim terminie. Należy przy tym zakładać, że chociaż do końca roku tradycyjnie wydatki sektora budżetowego wzrosną, to ostateczne wykonanie budżetu okaże się znacznie lepsze niż zapowiadane teraz ok. 30 mld PLN (istnieje jedynie ryzyko, że MF część wydatków będzie starało się ponieść w tym roku, aby obniżyć deficyt przyszłoroczny).

Na krajowym rynku, poza najistotniejszymi w tym tygodniu danymi nt. inflacji w listopadzie, w czwartek poznamy jeszcze drugą publikację PKB w III kw. 2017 r. Patrząc historycznie na drugie jej odczyty widać, że w ciągu ostatnich 3 lat dane były raczej korygowane w górę (o średnio 0,1 pkt. proc.). Ani razu nie było korekty in minus, a kilka razy GUS potwierdził wstępny odczyt PKB. Przeważnie odchylenia względem wstępnego odczytu były niewielkie i mieściły się w przedziale 0,1-0,2 pkt. proc. Dla inwestorów ważniejsza może okazać się jednak struktura wzrostu PKB, w szczególności w zakresie wydatków inwestycyjnych. Tu z kolei raczej trudno spodziewać się pozytywnego zaskoczenia (wyzwaniem będzie wzrost o 5%). Po pierwsze, opublikowane zostały dane nt. wykonania budżetów jednostek samorządu terytorialnego, które chociaż pokazują lepszą sytuację niż w 2016 r., to jednak wciąż nie potwierdzają oczekiwanego silniejszego wzrostu wydatków. Po drugie, również słabe okazały się dane nt. inwestycji w sektorze przedsiębiorstw (w tym szczególnie dużych), co również nie daje dużych nadzieje na silniejszy odczyt. Tym samym dla inwestorów dane będą raczej mieszane i nie powinny wpłynąć na oczekiwania w zakresie przyszłej polityki pieniężnej, co dopiero miałoby wpływ na notowania rynkowe.

Przy prawdopodobnej krótkoterminowej stabilizacji rentowności obligacji skarbowych spodziewać się można jednocześnie, że ASW na dłuższym końcu krzywej nieco się zawężą. Aktualnie ASW 10Y utrzymuje się blisko 35 pb., natomiast może krótkoterminowo zawęzić się w okolice nawet 20 pb. podążając za spadającym ASW 2Y (już blisko minus 50 pb.).

Rynek stopy procentowej 2

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Ostatnie dni na krajowym rynku walutowym przynoszą wyhamowanie zeszłotygodniowych wzrostów wyceny złotego. W rezultacie, we wtorek kurs EURPLN nadal oscylował powyżej 4,20. Na świecie wzrosty wyhamowało też euro w relacji do dolara notując podczas sesji europejskiej okolice 1,19. Wczoraj globalny kalendarz makro zawierał odczyt indeksu Conference Board (w listopadzie na poziomie 129,5 pkt, powyżej oczekiwań). Rynki czekały też na przesłuchanie przed Senatem kandydata na prezesa Fed Jerome’a Powella. We wcześniej przygotowanym wystąpieniu, które opublikowane zostało w poniedziałek Powell bronił dotychczasowych działań banku centralnego mających na celu walkę z kryzysem. Rynek postrzega Powella jako kontynuatora obecnie prowadzonej przez Fed polityki monetarnej, stąd nie spodziewał się niczego zaskakującego. I tak też było. Poglądy obecnego członka zarządu Fed, zaprezentowane przed komisją Senatu USA, wskazują na utrzymanie dotychczasowej linii polityki monetarnej. W ocenie Powella gospodarka Stanów Zjednoczonych nie przegrzewa się, a warunki w niej panujące sprzyjają podwyżce stóp procentowych w grudniu. Niemniej tak jak listopadowe minutes Fed podkreślił on, że ścieżka podwyżek zależeć będzie jednak od inflacji, która pozostaje niska z nieznanych do końca przyczyn.

Lokalnie, na rynek trafiły informacje o świetnym wykonaniu budżetu za ostatnie 10 miesięcy, które mogą poprawiać nastroje. MF poinformowało bowiem, że w okresie od stycznia do października 2017 r. odnotowano nadwyżkę budżetową w wysokości 2,7 mld PLN. Ponadto Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych (BIEC) podało, że jego Wskaźnik Wyprzedzający Koniunktury (WWK) w listopadzie spadł o 0,9 pkt, podkreślając przy tym, że ostatnie miesiące wyraźnie wskazują, iż polska gospodarka osiągnęła maksimum swoich mocy, stąd w kolejnych miesiącach przyszłego roku może co najwyżej utrzymywać osiągnięte wyniki. W ocenie instytutu główną siłą napędową dotychczasowego wzrostu pozostaje konsumpcja. Dalszy jej wzrost może jednak silnie ograniczyć inflacja, która dotyczyć będzie w największym stopniu cen żywności. Jednocześnie podkreślono, że tempo napływu nowych zamówień do przedsiębiorstw nie zmieniło się istotnie w stosunku do poprzedniego miesiąca. Duża część przedsiębiorstw korzysta obecnie z dobrej światowej koniunktury. W ocenie BIEC nadal nie widać jednak zwiększonego napływu zamówień na dobra inwestycyjne. W tym kontekście warto będzie zwrócić uwagę na czwartkowe dane wstępne o inflacji CPI za listopad i zrewidowane nt. dynamiki PKP w 3Q17. W przypadku danych inflacyjnych spodziewać się można wzrostu indeksu do co najmniej 2,3% r/r (z 2,1% zanotowanych w październiku), zaś dynamika wzrostu gospodarczego powinna zostać potwierdzona na wstępnie szacowanym przez GUS 4,7% r/r poziomie.

Tymczasem OECD poinformowało wczoraj, że podwyższa prognozę wzrostu PKB w Polsce w 2017 r. do 4,3% z 3,6% a w 2018 r. do 3,5% z 3,1%. Jak wynika z opublikowanego raportu, OECD zakłada, że wzrost gospodarczy Polski nadal napędzany jest przez popyt wewnętrzny, który wspierają rosnące transfery socjalne, zacieśniający się rynek pracy oraz odbicie w inwestycjach, będące pochodną szybszego wydatkowania funduszy unijnych. Ekonomiści organizacji obniżyli też prognozę deficytu sektora general government w br. do 2,1% z 2,9 %, a w 2018 do 2,3% z 3% szacowanych wcześniej. W rezultacie, OECD spodziewa się, że NBP rozpocznie cykl podwyżek stóp procentowych już na początku 2018 r.

Jest to dość optymistyczne podejście biorąc pod uwagę nadal wyraźnie gołębią RPP. Choć część jej członków akcentuje już możliwe podwyżki stóp, gdyby w gospodarce zaczęła narastać presja inflacyjna, twierdząc, że ewentualny wyższy koszt pieniądza miałby ograniczony wpływ na dynamikę inwestycji, to jednak nadal znaczna większość członków Rady uważa, że z uwagi na kontynuację napływu imigrantów, wzrost aktywności zawodowej, ale także niską skłonność firm do podnoszenia wynagrodzeń, dynamika płac w nadchodzących miesiącach nie będzie wyraźnie rosła. W ocenie gołębiej części RPP to powinno stabilizować stopy w okresie najbliższych kwartałów.  Taka postawa nie będzie wsparciem dla złotego, który ostatnio zyskuje m.in. dzięki lepszym danych makro przemawiającym za wyższym kosztem pieniądza w Polsce.

Rynek walutowy 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Toyota rozpocznie w Polsce produkcję silnika 1,5 l do napędów hybrydowych w oparciu o platformę TNGA

  • Produkcja silnika zostanie uruchomiona w Jelczu-Laskowicach w 2020 roku;
  • Dodatkowa inwestycja wyniesie 400 milionów złotych.

Toyota Motor Europe ogłosiła dziś, że w 2020 roku rozpocznie produkcję nowej generacji silnika benzynowego o pojemności 1,5 litra w fabryce Toyota Motor Manufacturing Poland w Jelczu-Laskowicach.

Nakłady inwestycyjne projektu wyniosą 400 milionów złotych, co zwiększy dotychczasowe zaangażowanie Toyoty w inwestycje produkcyjne w Polsce do niemal 4,5 miliarda złotych.

Najnowsza generacja silnika jest zaprojektowana w oparciu o nową globalną platformę projektową Toyoty (TNGA – Toyota New Global Architecture). Silnik ten wraz z baterią będzie wykorzystywany w napędach hybrydowych oraz w wersji konwencjonalnej. (Będą w niego wyposażone modele Toyoty, które pojawiać się będą na rynku od roku 2020).

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z faktu, że nowy silnik powiększy gamę podzespołów produkowanych w naszych fabrykach. Napędy hybrydowe stanowią obecnie 40% sprzedaży Toyoty w Europie i ich udział wzrasta gwałtownie. Ta inwestycja oznacza, że będziemy mogli sprostać oczekiwaniom rynku” – mówi Eiji Takeichi, prezes zarządu Toyota Motor Manufacturing Poland.

„Dzięki  projektowi napędu hybrydowego TNGA będziemy mogli zwiększyć naszą konkurencyjność. Zastosowanie najnowszych technologii Toyoty tworzy nowe możliwości rozwoju dla naszych pracowników i bazy dostawców, zwiększając nasz wkład w rozwój polskiej gospodarki ” – podkreśla Dariusz Mikołajczak, dyrektor fabryki w Jelczu-Laskowicach. „Aby podołać nowym wyzwaniom będziemy wzmacniać nasz zespół o nowych inżynierów i pracowników produkcji – dodaje Mikołajczak.

„PAIH od lat wspiera projekty inwestycje Toyoty w Polsce. Cieszy nas, że firma podjęła decyzję o zrealizowaniu zaawansowanej technologicznie dużej reinwestycji. Polska ma bardzo dobry klimat inwestycyjny, który nie tylko przyciąga nowych inwestorów zagranicznych, ale również obecnych w naszym kraju przekonuje do reinwestowania. Ta decyzja jest tego najlepszym przykładem” – podkreśla wiceprezes PAIH dr Krzysztof Senger.

„Uruchomienie przez Toyotę kolejnej linii produkcyjnej w Polsce nie tylko zwiększa nakłady inwestycyjne tej firmy w naszym kraju i daje nowe – dobrej jakości – miejsca pracy dla polskich inżynierów i techników. Przede wszystkim świadczy o tym, że motoryzacyjni giganci nieprzerwanie stawiają na nasz kraj oraz decydują się na reinwestowanie osiąganych tu zysków. Jeszcze niedawno byliśmy traktowani jako montownia i dostarczyciel taniej siły roboczej. Zerwaliśmy z tym i obecnie kiedy 2 na 3 nowe miejsca pracy w przemyśle europejskim powstają właśnie w Polsce, stajemy się fabryką Europy. Oferujemy inwestorom doskonałą lokalizację, dobre warunki prowadzenia biznesu i świetnie przygotowane kadry. Dzisiaj dodałbym, że reindustralizacja ma oblicze przemysłu motoryzacyjnego, a cała branża stanowi jedno z kół zamachowych polskiego silnika gospodarczego” – zaznacza wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki.

Informacje o Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP)

TMMP posiada dwa zakłady zlokalizowane na Dolnym Śląsku. Fabryka silników w Jelczu-Laskowicach wytwarza 1,5 l silniki benzynowe a także 1,4 l oraz 2,2 l silniki Diesla i zatrudnia blisko 500 pracowników. Jej roczne zdolności produkcyjne wynoszą 180 tys. jednostek napędowych. Zakład w Wałbrzychu produkuje 1,0 l silniki benzynowe oraz manualne i półautomatyczne skrzynie biegów i zatrudnia 1500 osób. Jego możliwości produkcyjne sięgają 371 tysięcy silników oraz 720 tysięcy skrzyń biegów rocznie. Fabryki te zaopatrują montownie samochodów Toyoty zlokalizowane w Europie: Czechach, Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji oraz poza Europą: w Turcji, Republice Południowej Afryki i Japonii.

Na co zwracają uwagę rekruterzy czytając CV?

Przeciętnie kilka, kilkanaście sekund poświęca rekruter na analizę jednego CV. Dlatego tak ważne jest, aby zawarte w nim informacje jak najmocniej przykuły uwagę czytającego. Co powinno wysuwać się na pierwszy plan?

Doświadczenie dalej w cenie

Jak wynika z badania firmy rekrutacyjnej Emplocity, rekruterzy, czytając CV, zwracają uwagę przede wszystkim na doświadczenie zawodowe. Większość z nich szuka informacji o wykonywanych obowiązkach (71%) i latach pracy w zawodzie (68%). Nieco mniejszą grupę osób interesuje długość zatrudnienia na ostatnim stanowisku (47%).

Informacje o kompetencjach miękkich wcale nie tak istotne

Równie ważne są umiejętności. Rekruterzy chcą dowiedzieć się z CV, czy kandydat ma kompetencje techniczne (77%) i jaka jest jego znajomość języków obcych (70%). W mniejszym stopniu zajmują ich informacje o kompetencjach miękkich (31%), ponieważ te można ocenić na rozmowie kwalifikacyjnej.

Rekruterzy szukają konkretów

Oprócz tego „rekruterzy bardzo sobie cenią, jeżeli w naszym CV wspomnimy o realizowanych projektach […]. Warto przede wszystkim napisać, jakiego rodzaju były to projekty, na czym polegały, jak się nazywały i jak długo trwały. Z pewnością istotne będą również konkretne informacje o tym, co udało nam się w ramach tych projektów osiągnąć” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Jacek Krajewski, business development manager w Emplocity.

Zdjęcie z imprezy może zdyskwalifikować

Poza tym rekruterzy zwracają uwagę na dołączone zdjęcie. Bardzo ważne jest, aby miało ono charakter biznesowy. Spore znaczenie z punktu widzenia czytającego ma także poprawność językowa tekstu oraz jego odpowiednie formatowanie. Na koniec warto dodać, że dobre CV nie powinno zajmować więcej niż dwie strony formatu A4.

Wzrasta poziom zagrożenia dla systemu Android

Urządzenia mobilne z systemem Android z miesiąca na miesiąc są coraz bardziej zagrożone. Eksperci ds. bezpieczeństwa firmy G DATA wykryli w trzecim kwartale 2017 roku ponad 810 965 nowych plików będących przykładami złośliwego oprogramowania. Stanowi to wzrost o około 17% w porównaniu z drugim kwartałem.

W tym roku analitycy G DATA odkryli już łącznie 2 258 387 nowych odmian złośliwego oprogramowania. Co istotne, w tym samym kwartale, ale w 2016 r. liczba zagrożeń dla systemu Android była aż o 21% niższa (wynosiła 668,656). Eksperci G DATA prognozują wystąpienie około 3 500 000 nowych odmian szkodliwego oprogramowania dla systemu Android w całym roku.Zagrożenia – miesiecznie Zagrożenia – roczne

– Pojawiające się incydenty związane z bezpieczeństwem wymagają ciągłej pracy nad oprogramowaniem antywirusowym i udoskonalaniem produktu— mówi Robert Dziemianko z G DATA. – Dziura KRACK WLAN, czy luki w zabezpieczeniach Blueborne i Gooligan – to tylko niektóre z zagrożeń — dodaje ekspert z G DATA.

Google zwykle reaguje szybko na wszystkie incydenty i publikuje odpowiednie aktualizacje. Faktem jednak jest, że według statystyk, około 21% użytkowników Androida ma zainstalowanego Androida 7.0, który ma już ponad rok. Najnowsza wersja Androida jest w tej chwili prawie nieużywana, a luki w zabezpieczeniach i problemy są cały czas odkrywane. Konieczne jest podjęcie stosownych kroków przez producentów smartfonów. W przypadku wielu urządzeń wszelkie aktualizacje muszą być dostosowane do zmodyfikowanego systemu operacyjnego producenta sprzętu. Często nie jest jasne, czy aktualizacja konkretnego urządzenia będzie dostępna. W większości przypadków mijają tygodnie, a nawet miesiące, zanim zostanie opublikowana.

 

Korea Północna testuje rynki finansowe

Polityka znowu wpływa na rynki finansowe. Trzy główne amerykańskie indeksy giełdowe traciły po tym, jak północnokoreański reżim po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy testował rakiety balistyczne. Następnie jednak na giełdy powrócił optymizm i wzrosty w rezultacie przybliżenia republikańskiej reformy podatkowej do głosowania w Senacie (projekt ustawy został przegłosowany w senackiej komisji), do czego ma dojść w czwartek. W obawie przed Koreą Północną traciły też giełdy w Chinach i Hongkongu, ale potem odrobiły straty. Lekko spadła również giełda w Seulu, ale inwestorzy bardziej skupiają się na czwartkowej decyzji Banku Korei w sprawie ewentualnej podwyżki stóp procentowych.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,63%), a zyskuje do euro (+0,23%), dolara kanadyjskiego (+0,32%), dolara australijskiego (+0,12%) oraz japońskiego jena (+0,19%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,186, GBP/USD – 1,34, USD/CAD – 1,281, AUD/USD – 0,76 i USD/JPY – 111,5. Euro jest minimalnie słabsze wobec japońskiego jena (-0,01%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Złotówka traci do funta, lekko zyskuje do euro i franka szwajcarskiego i pozostaje na podobnym poziomie do dolara. W środę rano dolar kosztuje 3,54 zł, euro – poniżej 4,2 zł, funt – 4,74 zł, a frank – poniżej 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. We wtorek londyński indeks FTSE 100 zyskał 1,04%, frankfurcki indeks DAX – 0,5%, a paryski indeks CAC 40 – 0,57%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,98%, meksykański indeks Bolsa spadł o 0,1%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,11%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei zyskał 0,49%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,13%, a hongkoński indeks Hang Seng stracił 0,23%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej drugi dzień z rzędu kontynuują spadki. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztuje 63,61 USD (-0,36%), a ropy WTI – 57,99 USD (-0,21%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 66 USD. Z kolei cena złota rośnie. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1296 USD. To 3 USD więcej (+0,23%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Sprzedaż detaliczna (r/r), październik -0,2% (prognoza -0,2%)
  • 8:45 – Francja – PKB (k/k), III kw. – 0,5% (prognoza 0,5%)
  • 8:45 – Francja – Wydatki konsumentów (m/m), październik -1,9% (prognoza -0,1%)
  • 11:00 – Strefa euro – Wskaźniki koniunktury gospodarczej, listopad
  • 13:00 – USA – Wnioski o kredyt hipoteczny, tydzień
  • 14:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), listopad (prognoza 1,7%)
  • 14:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 14:30 – USA – PKB (k/k), III kw. (prognoza 3,2%)
  • 16:00 – USA – Wystąpienie prezes Fed
  • 19:50 – USA – Wystąpienie szefa Fed z San Francisco
  • 20:00 – USA – Beżowa Księga

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Grupa BIK systematycznie poprawia wyniki finansowe

Biuro Inwestycji Kapitałowych w pierwszych trzech kwartałach br. osiągnęło 13,1 mln zł skonsolidowanych przychodów oraz 2,5 mln zł zysku netto. To wyniki lepsze niż w tym samym okresie poprzedniego roku odpowiednio o 4,5% i 16,7%. Przez dziewięć miesięcy br. wzrosła również wartość aktywów netto o 2,5%. Zarząd spółki zapewnia, że realizowane oraz przygotowywane projekty zapewnią dalszy dynamiczny wzrost skali działania.

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych i handlowych w pierwszych trzech kwartałach 2017 r. osiągnął ponad 13,1 mln zł skonsolidowanych przychodów, czyli o 4,5% więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Na uwagę zasługuje fakt, że Grupa oprócz tego że wypracowała zysk netto o 16,7% większy względem analogicznego okresu poprzedniego roku, tj. 2,5 mln zł, to jednocześnie obniżyła zadłużenie Grupy do poziomu 55% wartości nieruchomości inwestycyjnych z 59% na koniec ubiegłego roku. W ciągu dziewięciu miesięcy br. Biuro Inwestycji Kapitałowych zwiększyła wartość aktywów netto (kapitałów własnych) o 2,5% do 92,4 mln zł na koniec września br. Z kolei wartość nieruchomości inwestycyjnych zwiększyła się w tym okresie o 1,2% do 186,8 mln zł.

„Osiągnięte wyniki są zgodne z założeniami. Oczekujemy jednocześnie dalszego, systematycznego i dynamicznego wzrostu skali działania, w związku z realizacją obecnych i przygotowywanych projektów. Będziemy jednak przede wszystkim w dalszym ciągu kłaść  silny nacisk na bezpieczne finansowanie realizowanych projektów, aby zachować właściwe proporcje kapitału dłużnego w stosunku do wartości aktywów Grupy” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

„W Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu jesteśmy w trakcie budowy hali o powierzchni 11,5 tys. m2. Dysponujemy też pozwoleniem na budowę drugiego obiektu o powierzchni 13,5 tys. m2, którego realizacja zaplanowana jest w roku 2018. Posiadamy również pozwolenie na budowę centrum logistycznego Kraków III zlokalizowanego w bezpośrednim sąsiedztwie węzła autostrady A4 w Szarowie. Realizacja inwestycji w Sosnowcu i Krakowie zapewni wzrost powierzchni magazynowej BIK łącznie o blisko 80%” – dodał Mirosław Koszany.

„Z kolei w ramach segmentu handlowego jesteśmy w trakcie realizacji parku handlowego w Radomiu, który dostarczy 5,2 tys. m2 powierzchni. Zakończenie inwestycji planowane jest na połowę marca przyszłego roku. Realizacja tej inwestycji zapewni wzrost powierzchni handlowej zarządzanej przez BIK o około 75%” – stwierdził Prezes Biura Inwestycji Kapitałowych S.A.

Grupa zarządza aktualnie trzema parkami logistycznymi: Centrum Logistycznym Kraków I, Centrum Logistycznym Kraków II oraz Śląskim Centrum Logistycznym w Sosnowcu o łącznej powierzchni najmu wynoszącej 55,8 tys. m2. W ramach dywersyfikacji działalności zajmuje się także budową i wynajmem nowoczesnych powierzchni handlowych w segmencie parków handlowych (retail parków). Obecnie w portfelu spółki jest w pełni wynajęty Retail Park Karpacka w Bielsku – Białej o powierzchni najmu prawie 7,0 tys. m2.

Work Service po III kwartałach: solidne wyniki i nowa strategia Grupy na lata 2018-2020

Po 9 miesiącach 2017 roku Grupa Kapitałowa Work Service wypracowała ponad 1,975 mld przychodów z zyskiem operacyjnym na poziomie niemal 52 mln złotych. Biorąc pod uwagę wyniki z działalności kontynuowanej, dynamiki wszystkich kluczowych wskaźników biznesowych osiągnęły dwucyfrowe wzrosty w stosunku do roku ubiegłego. Ostatnie III kwartały to czas znaczącej transformacji Grupy, zarówno w zakresie struktury, jak i modelu biznesowego. Te działania przełożyły się na stworzenie nowej strategii rozwoju dla Work Service na lata 2018-2020. Zakłada ona zwiększenie aktywności w obszarze działalności transgranicznej, wejście w nowe segmenty rynkowe, poprawę rentowności biznesu, a także większą efektywność kosztową.  

Strategia „Work Service 2020” określa główne obszary działalności i rozwoju Grupy Kapitałowej Work Service w nowej strukturze po przeprowadzeniu procesów sprzedaży Grup IT Kontrakt i ProService.

Naszym głównym celem jest umocnienie pozycji lidera w regionie. Stawiamy na rynki Europy Środkowej, które zapewniają dużą stabilność i charakteryzują się ogromnym popytem na elastyczne formy zatrudnienia. Chcemy, aby Work Service stał się graczem na pozycjach od 1 do 3 na każdym rynku geograficznym, na którym działa. W tym celu będziemy dążyć do utrzymania dwucyfrowej dynamiki wzrostu przychodów. Naszą ambicją jest wyższy niż średni wzrost na rynku oraz osiągnięcie rentowności na poziomie wyższym niż średnia dla branży do końca roku obrotowego 2020 – mówi Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Plan rozwoju biznesowego           

Grupa Work Service zamierza wykorzystać pojawiającą się szansę i stać się wiodącym pośrednikiem na międzynarodowym rynku. Będzie to oznaczało kontynuację z modelu krajowego z silnym wsparciem rozwoju wymiany transgranicznej. Sposobem na to ma być rozszerzenie bazy klientów i postawienie na duże międzynarodowe podmioty typu „blue chip”. Budując długofalowe relacje i jednoczesną współpracę na wielu rynkach, będzie budowana wyższa wartość dodana, a co za tym idzie również stabilny zysk. Grupa zakłada, że przy utrzymaniu poziomu ponad 20 tys. polski pracowników, tylko w 2018 roku podwoi liczbę ukraińskich pracowników w Polsce, co będzie oznaczało wynik na poziomie 10 tys. osób. Jednocześnie przewiduje zwiększenie liczby naszych rodaków w Niemczech o ponad 1,5 tys. osób.

Marże za usługi transgraniczne potrafią być do kilku razy wyższe niż te krajowe. Dlatego stawiając na nie chcemy skokowo poprawić naszą rentowność, a także wykorzystać potencjał jaki drzemie w umacniających się trendach migracyjnych w naszej części Europy. Z racji zajmowanej pozycji w regionie mamy dostęp do dynamicznie rozwijających się rynków, potrzebujących tysięcy pracowników, a przy tym borykających się z rosnącymi deficytami kadrowymi – podkreśla Maciej Witucki.

Jednocześnie Work Service przedstawił plan uproszczenia struktury organizacyjnej, zakładającej powstanie jednolitych podmiotów krajowych zajmujących się główną działalnością w postaci pracy tymczasowej. Skład Grupy będą uzupełniać trzy specjalistyczne spółki, odpowiadające za usługi transgraniczne i rekrutacje stałe. Grupa planuje również mocniejsze wejście w nowy segment rynku i postawienie na zapewnienie kadr do centrów BPO/SSC, co pozwoli na przyciąganie pracowników zewnętrznych o wyższych kwalifikacjach. .

Strategiczne założenia finansowe

Wyznaczając swoje cele finansowe na lata 2018-2020, Grupa Work Service przedstawiła również założenia dotyczące efektywności kosztowej oraz rentowności aktywów i kapitału. Główny cel to utrzymanie dwucyfrowego poziomu wzrostu przychodów przy osiągnięciu rentowności na poziomie wyższym niż średni dla branży do końca roku obrotowego 2020. Dlatego już w 2018 roku Work Service zamierza w istotny sposób zmniejszyć zadłużenie. Jednym z głównych elementów, który ma wpłynąć na poprawę wskaźników zadłużenia w pierwszym roku realizacji strategii, ma być finalizacja sprzedaży Grupy Exact Systems, planowana na pierwszą połowę 2018 r. Zgodnie z przyjętą w Grupie Kapitałowej strategią finansowania Zarząd dąży do tego, aby wskaźnik zadłużenia liczony jako relacja długu netto do EBITDA utrzymywać na poziomie nie wyższym niż 2,5x.

Chcemy prowadzić strategię stabilnego rozwoju, dlatego stawiamy na lekkie struktury i większą efektywność. Jeszcze w tym roku przeprowadziliśmy pierwsze procesy ograniczające koszty własne, ale dążymy do tego by wskaźnik kosztów pośrednich na koniec 2020 roku nie przekraczał poziomu 9%. Jednocześnie podejmowane działania biznesowe będą przekładały się na zrównoważone poprawianie rentowności. W najbliższych 3 latach oczekujemy rocznych wzrostów marży EBIT w granicach 200-300 punktów bazowych – dodaje Maciej Witucki.

Budowa na solidnych fundamentach: wyniki po III kw. 2017  

W ciągu ostatnich 9 miesięcy Grupa Kapitałowa Work Service wypracowała ponad 1,975 mld przychodów, co stanowiło wynik o niemal 8,5% wyższy niż przed rokiem. W tym samym okresie wynik operacyjny Grupy Work Service wyniósł 51,9 mln złotych, a EBTIDA wyniosła 64,5 mln złotych. Należy jednak zaznaczyć, że w ostatnich miesiącach wyraźnie zmienił się skład Grupy, za sprawą sprzedaży spółek rosyjskich, a także Grupy IT Kontrakt. W efekcie bardziej porównywalne wyniki biznesowe pokazują dane dotyczące działalności kontynuowanej, ponieważ zestawiają one obecnie działające w Grupie podmioty w stosunku do ich wyników z ubiegłego roku.

Wyniki działalności kontynuowanej wskazują na 11% wzrost zarówno przychodowo, jak i zysku ze sprzedaży. Z kolei EBIT i EBTIDA rosną odpowiednio w tempie niemal 16% i 14%. To pokazuje, że biznes, z którym będziemy wchodzić w nowy rok i nową strategię, ma solidne fundamenty oraz perspektywy do dalszego dynamicznego rozwoju – podsumowuje Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Ze względu na niedojście do skutku dwóch planowanych akwizycji, a także niższe niż prognozowane wyniki wybranych linii biznesowych, spółka obniżyła prognozy wyniku operacyjnego na 2017 rok. Skorygowana prognoza zakłada osiągnięcie wyniku 68 mln zł EBIT, wobec pierwotnych założeń na poziomie 85,3 mln zł.

Wystarczające wsparcie

Doniesienia z Korei Północnej o nowych testach balistycznych robią coraz mniejsze wrażenie na rynkach finansowych. Większa uwaga skupiona jest na tematach, które faktycznie coś znaczą. Negocjacje Brexitu oraz ustawa podatkowa USA wyróżniają się. Jesteśmy też o krok od końca miesiąca, co może prowadzić do zaskakujących zwrotów akcji.

Funt brytyjski zaliczył wyraźne przebudzenie pod koniec wtorkowego handlu, a powód jak zwykle ten sam – Brexit i tematy powiązane. Tym razem zapalnikiem były rewelacje The Telegraph, jakoby negocjatorzy z ramienia UE i Wielkiej Brytanii osiągnęli wstępne porozumienie w sprawie tzw. „ustawy Brexitu”. Według gazety strony uzgodniły kwotę ugody, jaką Londyn musi zapłacić Brukseli, w wysokości 60 mld EUR. Choć suma jest bliżej górnej granicy widełek, o których od jakiegoś czasu spekulowano, porozumienie jest pozytywną informacją dla GBP, gdyż otwiera drogę do przełomu w negocjacjach na innych płaszczyznach podczas grudniowej fazy rozmów. Do uzgodnienia w najbliższym czasie są jeszcze kwestie granicy z Irlandią i prawa obywateli UE, ale wygląda na to, że na najbliższym szczycie UE uda się usatysfakcjonować większość państw bloku. Mimo że jak na razie rząd brytyjski zaprzecza doniesieniom prasowym, może to być tylko PR-owa zagrywka przed brytyjską opinia publiczną (zanim rząd znajdzie korzyść z postępów negocjacjach, który zrównoważy krytykę o wysoki koszt porozumienia). Naturalnie nie można zapominać, że proces negocjacyjny potrwa jeszcze długo i z pewnością okresami będzie bolesny dla Wielkiej Brytanii. Jednak przynajmniej w krótkim terminie klimat wokół negocjacji powinien być na tyle pozytywny, że da funtowi wystarczające wsparcie.

Dolar amerykański ma pełną paletę tematów, których może się uczepić, choć zdaje się czekać tylko na jeden. Nowy 17-letni szczyt indeksu zaufania konsumentów nie zrobił na nikim wrażenia. Przesłuchanie nominata na nowego prezesa Fed J. Powella wypadało zgodnie z oczekiwaniami. Nie dowiedzieliśmy się nic interesującego o poglądach Powella i czy jest szansa na istotny zwrot w polityce Fed (raczej nie). Grudniowa podwyżka stóp procentowych jest pewna i zdyskontowana, ale ścieżka w 2018 r. pozostaje we mgle. Stąd inwestorzy podtrzymali uwagę na postępach w reformie podatkowej, gdzie wczoraj senacka komisja ds. budżetu zaaprobowała projekt ustawy, który zostanie poddany pod głosowanie najwcześniej w czwartek, a realnie dopiero w piątek. Nawet jeśli ustawa przejdzie przez Senat, obie izby Kongresu będą musiały zacząć prace nad scaleniem własnych projektów zanim ustawa trafi do prezydenta (jak dobrze pójdzie, to może się to stać jeszcze przed świętami). Wciąż istnieje ryzyko, że Republikanom w Kongresie zabraknie głosów w Senacie (wystarczy dwóch buntowników). Podsumowując, sukces w Senacie nie jest jeszcze wyceniony i powinien dać dolarowi powód do chwilowego rajdu. Ale mnogość etapów między teraz a finalnym podpisem prezydenta nie zachęca do grania va banque w pełnowartościowy rajd waluty.

W kalendarzu na dziś na pierwszym planie inflacja z Niemiec i rewizja PKB z USA. W tym drugim przypadku oczekiwana jest korekta w górę do 3,2 proc. w oparciu o poznane w międzyczasie dane o inwestycjach i zapasach. Pomimo ataków huraganów gospodarka podtrzymała solidne tempo ożywienia, co dobrze rokuje także dla czwartego kwartału – warto o tym pamiętać w kontekście perspektyw USD w średnim horyzoncie. W ciągu dnia usłyszymy komentarze od Dudleya, Yellen i Williamsa z Fed oraz Carneya z Banku Anglii. Uwaga też na niespodziewane wahania związane z porządkowaniem pozycji na koniec miesiąca.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polska kopalnia kryptowalut może wesprzeć gospodarkę

Pracownia Nowych Technologii rozpoczęła działalność na początku 2017 roku. Dzisiaj jest drugą największą kopalnią kryptowalut w Polsce. W listopadzie prawdopodobnie zajmie już pierwsze miejsce. 

Obecnie branża ta warta jest 160 mld dolarów i rośnie w bardzo szybkim tempie. Miesięcznie sprzedaje się komputery stworzone do tej działalności za ponad miliard dolarów. 

Prowadzenie takiej kopalni w domu jest już nieopłacalne, dlatego robi się to na przemysłową skalę – potrzebny jest tani prąd, dobre miejsce i doświadczony serwis. Rentowność wydobycia jest zmienna. Bywają okresy, kiedy koszty komputerów potrafią zwrócić się w ciągu dwóch miesięcy, a pracować i zarabiać przez kilka lat. Zdarza się też, że rentowność wydłuża się nawet do roku. Należy także uwzględnić wahania kursowe. Dzisiaj inwestycja zwraca się średnio w ciągu dziesięciu miesięcy, komputery amortyzują się w ciągu dwóch lat, ale dalej utrzymują sprawność.

– Kiedyś nawet obsługiwana na domowym komputerze kopalnia kryptowalut była opłacalna. Teraz ten przemysł rozrósł się do znacznych kwot – powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Pracownia Nowych Technologii. ma na celu umożliwienie ludziom inwestowania w technologie, ale bez konieczności prowadzenia kopalni we własnym domu, co wcale nie jest proste. Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu rynku, Pracownia proponuje przyłączenie się do profesjonalnie prowadzonej kopalni. Jej ambicją jest, poza czerpaniem korzyści z wydobycia, zastosowanie pozyskiwania kryptowalut w innych gałęziach gospodarki.

Kopalnia postawiona pod odnawialnym źródłem energii, jak elektrownia wiatrowa, znacznie zwiększa jej rentowność. Dla całej branży OZE może być to ciekawe uzupełnienie źródeł przychodów.

Pozyskanie energii dla kopalni bitcoinów jest dużo tańsze bezpośrednio ze źródła odnawialnego niż z sieci. To sytuacja win-win dla wydobywcy i producenta. Zaangażowanie w OZE jest celem Pracowni Nowych Technologii. Oprócz tego prowadzi ona szkolenia i rozwija inne projekty w oparciu o technologię blockchain, aby Polska stawała się liderem na tym rynku.

W tej chwili Polska jest na pierwszym miejscu na świecie pod względem wolumenu transakcyjnego w bitcoinach per capita. Wysokość zarobków zależy od kursu bitcoina. Jest to przedział od 80 do 200 proc. – dodał Bentyn.

Polacy w większości są świadomymi konsumentami. Ale sieci handlowe muszą szybko wyciągnąć wnioski ze swoich błędów

Jak ocenia dr Maria Andrzej Faliński, jeden z członków Kapituły Programu AdRetail Inspirio, 52% zadeklarowanych użytkowników gazetek promocyjnych sieci handlowych to duży odsetek w naszym społeczeństwie. Ekspert rynku detalicznego podkreśla również, że stosunkowo niedługo mamy do czynienia z nowoczesnym rynkiem. Fakt, że większość konsumentów dokonuje świadomych wyborów zakupowych świadczy więc o dużym postępie.

Natomiast, Norbert Kowalski, przewodniczący Kapituły Programu AdRetail Inspirio, zwraca uwagę na to, że 24% Polaków wciąż nie ufa gazetkom. Jego zdaniem, winne są temu same sieci handlowe, które dotychczas sprzedawały promowane produkty w małych ilościach. Klienci po przeczytaniu gazetki tłumnie odwiedzali sklepy i nie mogli kupić wybranych produktów. Ten błąd zniechęcił wielu konsumentów do tego typu publikacji. Są też tacy, którzy nie czytają gazetek, bo nie mają na to czasu. Dotyczy to 17% osób. Ale dr Faliński uważa, że duża część z nich tak naprawdę nie ma nawyku poszerzania wiedzy. Jednak, jak podsumowuje Norbert Kowalski, od kilku lat zdecydowanie maleje odsetek Polaków, którzy nie mają własnego zdania na temat gazetek lub wykazują obojętny stosunek do ich treści. Obecnie stanowią oni 7%.

Giełda amerykańska i polska – Admiral Markets

Kapitalizacja giełdy amerykańskiej jest największa na świecie. Znajduje się na niej ponad 37 procent globalnego kapitału zainwestowanego w akcje. Na drugim miejscu pod względem globalnej kapitalizacji znalazły się Chiny z wynikiem niecałych 10 procent. Na trzecim miejscu jest Japonia z wynikiem 7.55 procent. Polska giełda nie załapała się do pierwszej dwudziestki.

kapitalizacja gield


Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia kapitalizację giełd na tle globalnym (interesuje nas 6 kolumna). Jak widzimy giełda w Stanach Zjednoczonych stanowi ponad 37 procent globalnej kapitalizacji. Z tego względu została określona mianem najważniejszej giełdy na świecie. Spowodowane jest to systemem finansowania, w USA panuje system angloamerykański. Kapitał pozyskiwany jest głównie z giełdy, a nie tak jak w Europie przez banki komercyjne. Dlatego też w Stanach jest mnóstwo banków inwestycyjnych a w Polsce nie.

Z tego powodu giełda w Stanach Zjednoczonych wyznacza globalne trendy na rynku kapitałowym. Bessa w USA oznacza bessę na całym świecie. Z kolei wyprzedaż akcji w Chinach czy też Japonii przełoży się jedynie na korektę amerykańskiego rynku akcji. Tak było w 2016 roku. Dlatego przy prognozowaniu lub też analizowaniu indeksu WIG 20 musimy patrzeć na giełdę w USA. Poniżej przedstawiono notowania indeksu WIG20 na tle SP500.

wig20 i sp500

Kolorem zielonym zaznaczono indeks WIG20, kolorem białym S&P 500. Jak widać korelacja jest bardzo mocna i główny kierunek wyznaczany jest prze giełdę w Stanach Zjednoczonych. Zatem możemy zauważyć następującą zależność:

Wzrosty w USA = wzrosty lub spadki w Polsce

Spadki w USA = wyprzedaż w Polsce (mniejsze lub większe)

Przy tak abstrakcyjnej wycenie indeksu S&P 500 powyższa reguła powinna zostać zapamiętana. Według banku inwestycyjnego Goldman Sachs prawdopodobieństwo recesji w Stanach Zjednoczonych sięga już 69 procent.

p. recesji

Przy tych wartościach przeważnie dochodziło do mocnej wyprzedaży amerykańskiej giełdy. Oprócz tego warto zauważyć, że na indeksie
S&P 500 od dawien dawna nie mieliśmy do czynienia z żadną większą korektą kursu.

ilosc dni bez korekty

Na tle historycznym obecny rajd znalazł się bardzo wysoko. Jeszcze kilkadziesiąt dni i uda nam się pobić najdłuższy wzrost bez 5-procentowej korekty.

WIG 20 – analiza techniczna

Analizując wykres tygodniowy mamy kilka możliwych scenariuszy. Po pierwsze indeks
WIG 20 porusza się w kanale wzrostowym, aktualnie notowania znalazły się na dolnej bandzie. Ponadto MACD jest dodatnie, zatem mamy większe prawdopodobieństwo kontynuacji dalszych wzrostów. Aczkolwiek na poziomie 2600 punktów znajduje się bardzo silny opór, które nie powinien zostać pokonany za jednym razem. Jest to także potwierdzone przez dywergencję na MACD (pomimo tego, że MACD jest wzrostowe, to mamy sygnał niedźwiedzi stworzony przez negatywną dywergencję wskaźnika). Gdyby doszło do mocniejszej korekty, to spadki mogą zatrzymać się na bardzo mocnym wsparciu 2200 punktów, aczkolwiek jest to bardzo odległy target.

Notowania WIG20, interwał tygodniowy

Notowania WIG20, interwał tygodniowy


Źródło: Admiral Markets

Oprócz samej analizy technicznej musimy pamiętać o możliwej korekcie na indeksie S&P 500, która może przerodzić się w globalną korektę.

Rośnie zagrożenie cyberatakami. Dużym firmom łatwiej jest się przed nim obronić

Rośnie zagrożenie cyberatakami. Dużym firmom łatwiej jest się przed nim obronić 1

Ataki hakerskie są obecnie jednym z najpoważniejszych zagrożeń zarówno dla firm, jak i indywidualnych użytkowników. Eksperci od cyberbezpieczeństwa przestrzegają przed kolejną falą złośliwego oprogramowania ransomware, które blokuje dostęp do danych w celu szantażu lub wymuszenia okupu. O ile dużym firmom łatwiej zabezpieczyć się przed takimi zdarzeniami, o tyle mali przedsiębiorcy i indywidualni użytkownicy muszą polegać na własnej czujności i zdrowym rozsądku.

– Cyberataki prowokowane są obecną sytuacją na świecie. Wszyscy chcemy ułatwiać sobie życie, wprowadzamy urządzenia elektroniczne do naszego życia prywatnego, służbowego i do przedsiębiorstw, wiele rzeczy robimy poprzez sieć. To prowokuje przestępców do tego, żeby wykorzystać naszą nieuwagę, pośpiech bądź niefrasobliwość. Krótko mówiąc, technologia spowodowała to, że wychowaliśmy sobie grono ludzi, którzy próbują nas oszukać w cyberprzestrzeni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Nowak, członek zarządu T-Mobile Polska.

Ze „Światowego badania bezpieczeństwa informacji” firmy doradczej EY wynika, że 57 proc. firm doświadczyło w ostatnim czasie znaczącego incydentu naruszenia bezpieczeństwa. Ponad połowa spośród 1735 ankietowanych przedsiębiorstw jako największe cyberzagrożenie wskazała złośliwe oprogramowanie i phishing, czyli popularną metodę oszustwa i wyłudzenia danych polegającą na podszywaniu się pod inną osobę lub organizację.

W zeszłym tygodniu Zaufana Trzecia Strona przestrzegała przed fakturami i wiadomościami podszywającymi się pod Morele.net, znany sklep ze sprzętem komputerowym online, który dziennie realizuje przeszło 4 tys. zamówień. Stronę e-sklepu odwiedza co miesiąc około 1,5 mln internautów. Niektórzy z nich dostali wiadomości podszywające się pod sklep, które zawierały pliki infekujące komputery użytkowników. Zaufana Trzecia Strona zidentyfikowała wirusa ransomware Flotera.

Oprogramowanie, które blokuje dostęp do danych i żąda okupu w zamian za przywrócenie dostępu, czyli właśnie ransomware, było w ubiegłym roku jednym z głównych cyberzagrożeń. Eksperci z Kaspersky Lab poinformowali, że w ciągu roku częstotliwość takich ataków na firmy wzrosła trzykrotnie. Z kolei ataki na użytkowników indywidualnych przeprowadzane były średnio co 10 sekund. Na coraz większe zagrożenie cyberatakami wskazuje również raport „Cyber Risks 2017”, opracowany przez FireEye i Marsh & McLennan Companies.

Specjalizująca się w cyberzabezpieczeniach globalna firma Fortinet przestrzegła natomiast, że ubiegłoroczna fala ataków ransomware wcale nie osłabnie. Przeciwnie, w kolejnych miesiącach należy się spodziewać wzmożonych ataków, kradzieży lub blokad dostępu do danych w celu wymuszeń i szantażu, a hakerzy będą żądać coraz wyższych okupów.

Ataki hakerskie zagrażają zarówno przedsiębiorstwom, jak i indywidualnym użytkownikom. Członek zarządu T-Mobile Polska ocenia jednak, że dużym firmom i instytucjom łatwiej jest bronić się przed takimi incydentami. Zazwyczaj mają one do dyspozycji odpowiedni budżet i wykwalifikowanych specjalistów.

– Duże firmy mogą korzystać ze wsparcia fachowców czy firm zewnętrznych. Natomiast małe przedsiębiorstwa i prywatni użytkownicy tak naprawdę są zdani sami na siebie. Wszystko zależy od tego, jak potrafimy sobie poradzić z technologią i czy jesteśmy w stanie utrzymać ją w takim stanie, aby była jak najmniej podatna na ataki hakerskie – mówi Włodzimierz Nowak.

Jedną z najczęstszych przyczyn cyberataków jest tzw. czynnik ludzki. Potwierdza to również badanie EY, z którego wynika, że dla 55 proc. firm najpoważniejszą luką systemów bezpieczeństwa jest beztroska lub nieświadomość pracowników. Niefrasobliwość i pośpiech mogą się okazać zgubne także dla indywidualnych użytkowników.

– Żyjemy w ciągłym pośpiechu. Czasami komunikaty, które docierają do nas poprzez internet, staramy się załatwić zbyt szybko i klikamy w otrzymane linki. To błąd. Musimy uważać, żeby nie ulegać prostym zagraniom socjotechnicznym. Linki z promocjami i bardzo atrakcyjnymi ofertami zakupów zwykle zawierają szkodliwe oprogramowanie. Po ściągnięciu na komputer czy urządzenie mobilne mogą przechwycić nasze dane osobowe – przestrzega Włodzimierz Nowak.

Podstawą bezpieczeństwa w sieci jest czujność, uważne czytanie komunikatów oraz unikanie podejrzanych odnośników lub stron internetowych. Kolejnym wymogiem jest aktualna wersja oprogramowania antywirusowego i przeglądarki. To podstawy, które pozwolą się zabezpieczyć przez utratą danych osobowych, informacji, haseł, a w konsekwencji także pieniędzy.

– Jest kilka podstawowych zasad bezpieczeństwa. Jeżeli otrzymujemy link z instytucji, urzędu czy banku, nie klikajmy w niego automatycznie. Najlepiej wpiszmy ręcznie przesłany adres, ponieważ link może być fałszywy i nasze dane pójdą prosto do hakera. Ludzie nie zdają sobie też sprawy z tego, że żaden poważny bank ani instytucja nigdy nie wyślą do nas e-maila z prośbą o potwierdzenie hasła czy podanie danych osobowych. Natomiast przestępcy próbują wykorzystać to, że żyjemy w pośpiechu i coś szybko klikniemy. Tym sposobem można łatwo utracić swoje dane – przestrzega Włodzimierz Nowak.

Członek zarządu T-Mobile Polska ocenia, że przed cyberatakami w sieci może uchronić się każdy, niezależnie od tego, czy jest to duża korporacja, mała firma czy indywidualny użytkownik smartfona. Zakres ochrony powinien być jednak dostosowany do indywidualnych potrzeb i budżetu.

– Wszystko zależy od tego, przed czym chcemy się uchronić. Jeżeli będziemy próbowali zabezpieczyć bardzo rozległe bazy danych, które są wykorzystywane przez wielu użytkowników, to musimy zastosować adekwatne narzędzia, aby monitorować ruch i bezpieczeństwo w tych bazach danych. Natomiast prywatni użytkownicy skupiają się głównie na ochronie własnej prywatności i danych osobowych. Tutaj wszystko zależy od budżetu oraz kwalifikacji i możliwości samodzielnego zadbania o to bezpieczeństwo – mówi Włodzimierz Nowak.

PKO BP chce pomagać małym i średnim firmom w wychodzeniu na zagraniczne rynki. Uruchomi dla nich platformę wspierającą eksport

PKO BP chce pomagać małym i średnim firmom w wychodzeniu na zagraniczne rynki. Uruchomi dla nich platformę wspierającą eksport 2

Małe i średnie firmy coraz śmielej wychodzą na zagraniczne rynki, ale liczą przy tym na pomoc banków. Temu służyć ma Platforma Wsparcia Eksportu, nad którą PKO Bank Polski kończy prace. Przedsiębiorcy planujący ekspansję zagraniczną będą mogli znaleźć na niej raporty gospodarcze o poszczególnych rynkach, wizytówki poszczególnych krajów, informacje o tym, jak rozpocząć biznes w danym kraju i na co uważać. Bank zapowiada także dalszy rozwój w państwach, które są szczególnie atrakcyjne dla polskich eksporterów.

– PKO Bank Polski ma świadomość tego, że małe i średnie firmy są niezwykle ważne z punktu widzenia jakości polskiej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maks Kraczkowski, wiceprezes PKO Banku Polskiego. – Polscy przedsiębiorcy oczekują od nas nie tylko przedstawienia możliwości i form współpracy z samym bankiem, lecz także wsparcia ich dążenia do rozwoju biznesu na rynkach międzynarodowych. Oczekują tego, żebyśmy rośli razem z nimi, uruchamiali kolejne oddziały w tych miejscach, które z punktu widzenia polskiego eksportera zasługują na uwagę, pomagali w realizacji ich codziennych zadań biznesowych, wszędzie tam jesteśmy obecni.

Małe i średnie firmy odpowiadają za ponad połowę polskiego PKB i tworzą ok. 70 proc. miejsc pracy w Polsce. Samych mikroprzedsiębiorstw o liczbie zatrudnionych do dziewięciu osób było na koniec 2016 roku ponad dwa miliony, a ich łączne przychody sięgnęły niemal 1,046 bln zł, o 7,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Pracowało w nich niemal cztery miliony osób.

Szybki wzrost PKB oraz konsumpcji, poprawa sytuacji gospodarczej krajów Unii Europejskiej, będących głównymi partnerami handlowymi Polski, powodują, że także małe firmy coraz chętniej wychodzą ze swoją ofertą poza granice Polski. Nie zawsze jednak dysponują wiedzą niezbędną do odniesienia sukcesu za granicą. PKO Bank Polski zapowiada uruchomienie platformy, która ma im w tym pomóc.

 Owocem pracy analityków naszego banku jest doskonałe narzędzie, działające w sposób prosty i intuicyjny, ale dające szerokie możliwości rozpoznania wielu rynków, potencjalnie ciekawych dla polskiego eksportera – sto trzydzieści wizytówek ekonomicznych krajów, dziesiątki analiz i różnego typu materiałów pomagających w sposób precyzyjny skierować uwagę polskiego biznesu na poszczególne branże – mówi Kraczkowski. – Jesteśmy w stanie przedstawić szereg ciekawych analiz branżowych, analiz gospodarczych związanych z aktywnością biznesu na wybranych rynkach, poinformować, w jaki sposób realizujemy płatności i pomagamy strukturyzować zagraniczny biznes.

Tylko w I półroczu 2017 roku eksport w złotych zwiększył się w porównaniu z okresem styczeń–czerwiec ubiegłego roku o 7,3 proc. i wyniósł 426,3 mld zł, a import wzrósł o 9,8 proc. do 422,1 mld zł. Największym partnerem handlowym Polski niezmiennie pozostają Niemcy: wartość obrotów z tym krajem wzrosła w eksporcie o 6,9 proc. do niemal 116 mld zł. Oznacza to ponad 27-proc. udział Niemiec w polskich eksporcie. Następne w kolejności są Czechy i Wielka Brytania, które odbierają po 6,4 proc. wartości polskich wyrobów wysyłanych za granicę. Tworzona właśnie platforma ma wesprzeć przedsiębiorców w poszukiwaniu także innych rynków zbytu.

 Trzydzieści cztery profesjonalnie przygotowane raporty ekonomiczne dla poszczególnych rynków, często zawierają również konkretne wskazania ostrożnościowe, pomocne dla polskiego biznesu w czasie, gdy podejmowane są decyzje, gdzie zwiększyć swoje zaangażowanie lub w którym kierunku zwrócić uwagę partnerów biznesowych – informuje wiceprezes PKO Banku Polskiego. – Monitorujemy, kiedy i gdzie odbędą się ważne wydarzenia handlowe, gdzie najlepiej znaleźć potencjalnych partnerów biznesowych. Staramy się również edukować naszych klientów.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w gronie firm średniej wielkości, zatrudniających od 10 do 49 osób (jest ich w kraju około 30 tys.), sprzedażą na eksport w I półroczu 2017 roku zajmowała się niemal co czwarta firma (24,8 proc.). To o 0,5 pkt proc. więcej niż rok temu. Natomiast wartość sprzedaży eksportowej tej grupy firm wzrosła aż o 13,7 proc. do 24,7 mld zł.

 Intuicyjne, proste rozwiązania, oferowane przez Platformę Wsparcia Eksportu będą doskonałym narzędziem umożliwiającym podjęcie decyzji gdzie, z jaką ofertą i z jakimi partnerami rozpocząć pierwsze kroki w eksporcie – zapewnia Maks Kraczkowski. – Doświadczone firmy i korporacje będą mogły korzystać z zaawansowanych materiałów analitycznych, analiz makroekonomicznych i wizytówek gospodarczych krajów praktycznie z całego świata. Jestem przekonany, że ta forma komunikacji banku z naszymi partnerami biznesowymi zyska ich uznanie.

Silnik nowej generacji Toyoty będzie produkowany w Polsce. Inwestycja warta 400 mln zł ruszy w 2020 roku

Silnik nowej generacji Toyoty będzie produkowany w Polsce. Inwestycja warta 400 mln zł ruszy w 2020 roku 3

W 2020 roku w fabryce w Jelczu-Laskowicach ruszy produkcja nowego silnika Toyoty 1.5 TNGA. Będzie on wykorzystywany zarówno w napędach hybrydowych, jak i konwencjonalnych. Oznacza to zwiększenie udziału Polski w rosnącej dynamicznie globalnej produkcji i sprzedaży hybryd Toyoty. Zaawansowany technologicznie produkt made in Poland trafi na rynki na całym świecie. Polskie zakłady będą także jedynymi poza Japonią, w których prowadzona będzie działalność badawczo-rozwojowa koncernu.

– Nowa inwestycja będzie polegała na zbudowaniu w Jelczu-Laskowicach zupełnie nowej linii produkcyjnej silnika 1.5 litra TNGA. To zupełnie nowy silnik Toyoty, skonstruowany od zera – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Mikołajczak, wiceprezes ds. korporacyjnych Toyota Motor Manufacturing Poland. – Wartość inwestycji to około 400 milionów złotych. Planujemy rozpoczęcie produkcji w 2020 roku, więc już niedługo rozpoczną się przygotowania do jej uruchomienia. Silnik będzie produkowany zarówno w wersji konwencjonalnej, jak i do napędów hybrydowych.

W ciągu 20 lat Toyota sprzedała niecałe 11 mln aut hybrydowych. Koncern wprowadził na rynek trzydzieści trzy modele z takim napędem. To między innymi Prius, RAV4, C-HR, Auris i Yaris. W tym roku prognozy mówią o wzroście sprzedaży o 8,4 proc. względem 2016 roku i wyniku 1,5 mln egzemplarzy, które trafią na rynek. Kierowcy w Polsce kupili do tej pory 30 tys. hybryd Toyoty. Hybrydowa oferta koncernu w Polsce obejmuje siedem modeli.

– Nowy silnik będzie produkowany przede wszystkim w wersji hybrydowej. To o tyle ważne, że już w tym roku sprzedaż Toyoty w Europie napędów hybrydowych to około 40 proc. wszystkich samochodów. Planujemy, że około 2019 roku będzie to ponad połowa, a więc tym samym polski zakład będzie mieć bardzo duży wkład w produkcję napędów hybrydowych – mówi Dariusz Mikołajczak.

Ten innowacyjny produkt made in Poland trafi na rynki Toyoty na całym świecie, nie tylko do europejskich fabryk w Czechach czy Wielkiej Brytanii, lecz także do odległej Turcji, Japonii czy RPA. Zdaniem ekspertów to wielka szansa dla Polski.

– Jeżeli Polska ma się stać europejskim centrum produkcji napędów konwencjonalnych i hybrydowych, to decyzja Toyoty o lokalizacji produkcji w naszym kraju jest na pewno cenna. To powinno dać rządzącym do myślenia. Stawiamy nacisk na samochody elektryczne, ale zanim do tej rewolucji elektrycznej dojdzie, po drodze będzie się rozwijać sprzedaż samochodów hybrydowych. Myślę, że w Polsce ten przeskok musi uwzględniać samochody hybrydowe i co się z tym wiąże – także rozmaitego rodzaju ulgi – mówi Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Nowa inwestycja Toyoty z pewnością pociągnie za sobą wzrost zatrudnienia, choć – jak podkreśla przedstawiciel Toyota Motor Manufacturing Poland – na razie jest zbyt wcześnie, by określić dokładną liczbę pracowników. Potrzebni będą zarówno inżynierowie, jak i pracownicy produkcji. Rekrutacje ruszą już w przyszłym roku.

– Nie mówimy już o zwykłej montowni, tylko o bardzo zaawansowanych procesach technologicznych. Nie mówimy o taniej sile roboczej. Innowacje i pieniądze wydane na badania i rozwój przyciągnęły kadrę polskich inżynierów. To jest wartość dodana, bo mówimy tutaj o pracy intelektualnej polskich fachowców na rzecz jednego z największych koncernów motoryzacyjnych – podkreśla Adrian Furgalski.

Łączna wartość nakładów Toyoty w Polsce razem z nową inwestycją sięgnie 4,5 mld zł. To czyni Polskę jedną z największych baz produkcyjnych koncernu poza Japonią. W przyszłym roku w Wałbrzychu ma ruszyć produkcja nowoczesnych przekładni hybrydowych, koordynujących współdziałanie napędu elektrycznego i silnika spalinowego. Z kolei fabryka w Jelczu-Laskowicach w lutym tego roku rozpoczęła produkcję silnika benzynowego 1,5 l, które trafiają potem do francuskiej fabryki yarisów. Za dwa lata rozpocznie się tu produkcja silnika 2,0 l. Do tej pory specjalnością jelczańskiego zakładu były diesle.

– W polskich zakładach będziemy też realizowali funkcję badań i rozwoju. Jest to pierwsza taka funkcja poza Japonią, tym samym staniemy się jedną z największych baz produkcyjnych Toyoty w Europie i na świecie. Chcę podkreślić, że dzięki temu będziemy mogli rozwijać nasz zakład, ale też naszych pracowników w oparciu o najnowsze technologie – podkreśla Dariusz Mikołajczak.

– Z roku na rok przedsiębiorstwa coraz więcej inwestują w badania i rozwój, chociaż cały czas cierpimy na brak odpowiednio wysokich nakładów. Wciąż jest to ok. 1 proc. PKB, czyli mniej więcej 20 mld zł. Mamy aspiracje, żeby ten procent zwiększyć do ok. 2 proc. PKB. Co ważne, od kilku lat właśnie przedsiębiorstwa wiodą prym pod względem wydatków na B+R. Wcześniej więcej pieniędzy przeznaczał na to rząd. Dzisiaj firmom takim jak Toyota możemy przypisać 46 proc. tych wydatków – mówi Adrian Furgalski.

Polscy naukowcy z Poznania pracują nad rozwojem sztucznej inteligencji. Współpracują z jednym z wiodących inwestorów w polskim przemyśle farmaceutycznym

Polscy naukowcy z Poznania pracują nad rozwojem sztucznej inteligencji. Współpracują z jednym z wiodących inwestorów w polskim przemyśle farmaceutycznym 4

Dopływ wykwalifikowanych kadr, rozwój innowacji i budowanie pozytywnego wizerunku pracodawcy – to tylko część korzyści, które biznes czerpie ze współpracy ze środowiskiem naukowym i uczelniami. Korzysta na niej również druga strona. Potwierdza to przykład Politechniki Poznańskiej, która wspólnie z GSK pracuje nad rozwojem sztucznej inteligencji. Ich rozwiązanie może niedługo znaleźć zastosowanie na skalę globalną.

– Politechnika Poznańska jest dla nas naturalnym partnerem. Mają nie tylko świetnych inżynierów, którzy pracują w obszarach technologicznych, lecz także znakomitą kadrę naukową. Prowadzimy z tą organizacją wiele programów badawczych. Jeden z nich jest związany ze sztuczną inteligencją i – bazując na aktualnych wynikach – ma szansę zostać zastosowany globalnie. Mówimy o 100 tys. naszych pracowników na całym świecie, którzy potencjalnie będą używali technologii przygotowanej razem z uczelnią w Poznaniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Drzewiecki, dyrektor zarządzający Centrum Usług Biznesowych GSK IT.

Pod koniec października Politechnika Poznańska i GSK podpisali umowę, która dotyczy wspólnego projektu badawczego nad sztuczną inteligencją (AI). Uczelnia ma wesprzeć firmę w rozwoju tej technologii. W przyszłości AI może być zastosowana na globalną skalę w procesie badania nowych leków oraz wspierać użytkowników IT dzięki wykorzystaniu wirtualnych agentów.

– Sztuczna inteligencja jest dziś stosowana w bardzo wielu dziedzinach. Podobnie jak informatyka wtłacza się w każdą dziedzinę naszego życia, tak i rozwój sztucznej inteligencji ma wielkie znaczenie. To szeroki temat naukowy, który jest rozwiązywany na Politechnice Poznańskiej i znajduje zainteresowanie kilku grup naukowych – mówi prof. dr hab. inż. Tomasz Łodygowski, rektor Politechniki Poznańskiej.

Poznańska uczelnia od kilku lat współpracuje z firmą GSK w Poznaniu, która od kilku lat jest jednym z największych lokalnych pracodawców. Centrum Usług Biznesowych GSK IT – działające w Poznaniu od 2005 roku – zatrudnia 700 osób, z których ponad połowę stanowią absolwenci poznańskiej uczelni. Informatycy i programiści zapewniają wsparcie techniczne dla naukowców GSK prowadzących badania nad nowymi lekami niemal na całym świecie.

– Korzyścią z takiej współpracy pomiędzy uczelniami a biznesem jest dostęp do ludzi, którzy myślą nieszablonowo i szukają nowych rozwiązań. Współpraca z Politechniką Poznańską to zastrzyk wiedzy na temat tego, jak ich know-how i potencjał jesteśmy w stanie zastosować w realnym biznesie, jak przełożyć to, co wymyślamy na realne zastosowania. To obszar, w którym wspólnie znajdujemy dużo synergii – mówi Sebastian Drzewiecki.

– Od wielu lat nasi studenci odbywają praktyki w GSK. Dotąd dotyczyło to przede wszystkim studentów technologii chemicznej, w tej chwili próbujemy podjąć współpracę również na niwie naukowej czy usługowo-naukowej. Przywiązujemy dużą wagę do takiej współpracy z otoczeniem biznesowym. Co roku z naszej uczelni wysyłamy na praktyki około 4,8 tys. studentów, więc musimy mieć wielu partnerów. W szczególności cenimy sobie współpracę z firmami, które oferują studentom dłuższe praktyki. Dla obu stron to zdecydowanie lepsze rozwiązanie – uważa prof. Tomasz Łodygowski.

Dyrektor zarządzający Centrum Usług Biznesowych GSK IT zauważa, że dla firmy farmaceutycznej współpraca ze środowiskiem akademickim i uczelniami – poza dopływem kadr – ma jeszcze dodatkową zaletę, mianowicie jest elementem budowania pozytywnego wizerunku pracodawcy.

– GSK bardzo dużo inwestuje w kapitał ludzki, to bardzo ważna część naszego organizacyjnego DNA. Nasi stażyści mają dostęp do niektórych szkoleń na równi z naszymi pracownikami, choć nie mamy pewności, że wszyscy z nich finalnie znajdą zatrudnienie w naszej firmie. Wierzymy, że budowanie kapitału ludzkiego na przyszłość jest ważne dla nas i dla naszego regionu – mówi Sebastian Drzewiecki.

– Współpraca między światem akademickim a biznesem może być bardzo owocna. W przypadku takich firm jak GSK, które wykorzystują zaawansowane technologie, jest wręcz kluczowa. To cecha charakterystyczna brytyjskiego przemysłu, w szczególności sektorów technologii, medycyny czy farmacji. Z naszych doświadczeń wynika, że właśnie tak powinien działać biznes – dodaje Jonathan Knott, ambasador brytyjski w Polsce. – W Polsce biznes i uczelnie mogą stworzyć świetny zespół, który ma szansę podbić świat.

W ciągu 2 lat w Polsce powstaną ładowarki do aut elektrycznych umiejscowione w ulicznych latarniach. Czas ładowania za ich pomocą nie przekroczy 15 minut

W ciągu 2 lat w Polsce powstaną ładowarki do aut elektrycznych umiejscowione w ulicznych latarniach. Czas ładowania za ich pomocą nie przekroczy 15 minut 5

Polscy naukowcy pracują nad przełomowym dla branży samochodów elektrycznych rozwiązaniem – systemem ładowarek zainstalowanych w latarniach ulicznych. Z takiej ładowarki auto można naładować w zaledwie 15 minut. Pierwsze takie urządzenia zostaną zainstalowane w ciągu dwóch lat. Według rządowych prognoz do 2025 roku po polskich drogach będzie jeździć około miliona samochodów elektrycznych. Konsekwencją wzrostu zainteresowania takimi autami jest zwiększone zapotrzebowanie na infrastrukturę do ich ładowania. Obecnie w Polsce jest tylko 130 stacji ładowania pojazdów elektrycznych, w Niemczech – blisko tysiąc razy więcej.

– Ładowarkę do samochodów elektrycznych umieszczamy wewnątrz słupa oświetleniowego latarni. Ma to dwie zalety, pierwsza jest taka, że nie musimy szukać nowego miejsca, infrastruktury, zgłaszać pozwolenia, ponieważ często takie latarnie istnieją, np. stare rozwiązania wyładowcze – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Dariusz Zieliński z Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Jak przewidują eksperci, samochody na prąd to przyszłość motoryzacji. Dzięki pomysłowi naukowców z Lublina ładowanie pojazdów elektrycznych będzie szybsze i tańsze, a zarazem bardziej dostępne. Twórcy podkreślają, że dzięki temu powstaje oszczędność miejsca, a stacje ładowania nie szpecą krajobrazu.

– To rozwiązanie pozwala na zastosowanie ładowarki w miejscach, gdzie kiedyś już była latarnia albo jest potrzeba zbudowania takiej latarni i można te dwie funkcje ze sobą połączyć. Gdy market, który chce wymienić wszystkie swoje latarnie na nowe, LED-owe, wymienia je na takie z funkcją ładowarki – tłumaczy dr Dariusz Zieliński.

Projektowana ładowarka ma moc 50 kW i jest w stanie naładować samochód nawet w 15 minut. Czas ten zależy jednak od modelu auta, bo nie wszystkie pojazdy pozwalają na tak szybkie ładowanie. Aby skorzystać z tego rozwiązania, wystarczy wcześniej ściągnąć na telefon specjalną aplikację, poprzez którą można będzie zarezerwować konkretną ładowarkę. System będzie połączony z operatorem sieci elektrycznej, dzięki czemu koszty ładowania samochodu będą doliczane do faktury za zużycie energii w gospodarstwie domowym.

– Na dzień samochody nie mają aż tak dużego zasięgu, żeby pozwolić na korzystanie przez całą noc. Trzeba naładować energię na te 200–300 km, zrobić sobie 15 minut odpoczynku na ładowanie i znowu jechać w drogę – zauważa przedstawiciel Katedry Napędów i Maszyn Elektrycznych Politechniki Lubelskiej.

Projekt lubelskich naukowców będzie zgodny z trzema standardami ładowania pojazdów elektrycznych CHAdeMO (rozwiązanie japońskie), DC Combo (standard europejski) oraz ładowanie prądem przemiennym AC. Dzięki temu z usługi będzie mogło skorzystać 95 proc. samochodów dostępnych na rynku. Ponadto system będzie miał licencję otwartą, dzięki czemu każda firma zainteresowana budową takich ładowarek otrzyma niezbędną dokumentację.

– Ładowarka będzie miała licencję otwartą, creative commons. Każda firma, która zgłosi się do nas i będzie chciała budować takie ładowarki, dostanie od nas dokumentację, następnie zbuduje pierwszy prototyp takiej ładowarki i od każdej sprzedanej sztuki odprowadza licencję do naszego konsorcjum – tłumaczy ekspert.

Pierwsze dwie ładowarki zostaną oddane do użytku w 2019 roku. Jedna powstanie przy akademiku Politechniki Lubelskiej, druga – obok siedziby PGE Dystrybucja. Rok później w Lublinie powstaną kolejne dwa takie urządzenia. Jak prognozują twórcy, samo wyprodukowanie ładowarki to koszt około 40 tysięcy złotych.

Rewolucja w walce z astmą. Stworzona przez Polaków nakładka na inhalator i aplikacja na smartfona ostrzegą przed atakiem

Rewolucja w walce z astmą. Stworzona przez Polaków nakładka na inhalator i aplikacja na smartfona ostrzegą przed atakiem 6

Nakładka na inhalator i aplikacja w smartfonie mają zapobiegać atakom astmy. Urządzenie wyposażone jest w kalendarz pyleń, informacje o zanieczyszczeniach powietrza i warunkach pogodowych oraz dane dotyczące okoliczności użycia leku. Dzięki zgromadzonym danym jest w stanie ostrzegać przed możliwością wystąpienia ataku. Przypomina również o konieczności zażycia leku. Aplikacja na smartfona jest już dostępna, a urządzenie trafi na rynek wiosną 2018 roku.

Astma, czyli zapalna choroba dróg oddechowych charakteryzująca się napadami duszności, to jedno z najczęściej występujących schorzeń przewlekłych. W Polsce z jej powodu cierpi ok. 5 proc. społeczeństwa. Astma jest chorobą nieuleczalną, możliwe jest jednak jej kontrolowanie i niedopuszczanie do zaostrzenia jej przebiegu do tego stopnia, że objawy praktycznie nie występują. W tym celu stosuje się przewlekłą lub doraźną farmakologię oraz ograniczenie czynników pogarszających stan pacjenta. W monitorowaniu i kontrolowaniu astmy pomocne są także najnowsze technologie.

– Aby skutecznie kontrolować, należy wszelkie czynniki zrozumieć i zmierzyć, dlatego dostarczamy inteligentną nakładkę na inhalatory, która mierzy nie tylko ile razy użyliśmy inhalator, lecz także wszelkie czynniki atmosferyczne, pogodowe, alergeny w powietrzu czy jakość powietrza – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jacek Mikosz, współzałożyciel start-upu FindAir.

Atak astmy może wywołać wiele czynników, m.in. warunki pogodowe, zanieczyszczenie powietrza, pyłki drzew, dym papierosowy czy zmiany temperatury. Nakładka na tradycyjny inhalator i specjalna aplikacja na smartfona, opracowane przez FindAir, mają stanowić rodzaj wirtualnego dziennika dla każdego astmatyka. Technologia ta zbiera informacje o użyciu leku oraz okolicznościach wystąpienia ataków astmy, dzięki czemu z czasem jest w stanie przewidzieć sytuację, podczas której może nadejść atak i ostrzec przed nim chorego.

– Staramy się dostarczać przydatne informacje naszym użytkownikom tak, aby mogli oni wyciągnąć wnioski do dalszej kontroli choroby. Staramy się dawać im takie porady na podstawie naszych analiz, aby mogli uniknąć następnego ataku astmy, aby ułatwić im życie i żeby nie musieli się wycofywać z aktywności – mówi Jacek Mikosz.

Urządzenie FindAir One zbiera informacje o ilości zażytego leku, co pomaga kontrolować liczbę dziennych dawek, oraz kontekście jego użycia. Aplikacja aktualizuje na bieżąco dane odnośnie do alergenów w okolicy, warunków pogodowych i stanu zanieczyszczenia powietrza (m.in. ilości pyłów zawieszonych PM10 i PM2,5). Informacje te służą przede wszystkim ułatwieniu codziennego życia astmatyków, mogą być jednak również przedstawiane lekarzowi jako rodzaj dokumentacji choroby. Technologia opracowana w FindAir ma też zapobiegać zgubieniu inhalatora poprzez funkcję lokalizacji nakładki.

– Traktujemy lekarzy jako partnerów i zależy nam na tym, żeby analizy i dane, które zbieramy, pomagały im w stawianiu lepszej diagnozy, jeżeli wypracujemy model, że nasze raporty i analizy będą na tyle atrakcyjne dla lekarzy, że będą chcieli z tego korzystać, wtedy wierzymy, że oni będą chcieli polecać to urządzenie swoim pacjentom – mówi Jacek Mikosz.

Prace nad nakładką na inhalator wciąż trwają, prawdopodobny termin wprowadzenia jej na rynek to wiosna 2018 roku. Urządzenie ma kosztować ok. 200 złotych i być dostępne m.in. poprzez stronę internetową producenta. Nakładka będzie nakładana na butelkę z lekiem, zatem skorzystać będzie z niej można, wyłącznie stosując inhalatory z odkrytą butelką.

Już dostępna jest natomiast aplikacja na telefon, którą można bezpłatnie pobrać z Google Play. Wszelkie dane trzeba wprowadzać do niej jednak manualnie.

– Nasze podejście jest na pewno rewolucyjne, staramy się oddać władzę w ręce pacjentów. Takich rozwiązań konsumenckich nie ma na rynku, jesteśmy pierwszym takim rozwiązaniem w Europie – mówi Jacek Mikosz.

Za pomysł na produkt ułatwiający życie astmatyków firma FindAir została nagrodzona pierwszym miejscem podczas tegorocznej edycji infoShare Startup Contest, który odbył się w maju w Gdańsku.

Według Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP na astmę oskrzelową choruje ponad cztery miliony Polaków.

Do 2021 roku 5 mln Polaków będzie miało telewizor 4K. Pojawia się coraz więcej kanałów i filmów wykorzystujących tę technologię

Do 2021 roku 5 mln Polaków będzie miało telewizor 4K. Pojawia się coraz więcej kanałów i filmów wykorzystujących tę technologię 7

Ponad 60 proc. osób postrzega 4K jako technologię przełomową. Blisko jedna trzecia planuje kupić telewizor z tą technologią – wynika z badań Orange Polska. Telekom szacuje, że do 2021 roku taki sprzęt będzie mieć już 5 mln Polaków, a 4K wyprze z rynku technologię HD. Dlatego Orange już dziś stawia na rozwój oferty. Dzięki współpracy z platformą Netflix i kanałem sportowym Eleven Sports dostarczy tysiące godzin treści w rozdzielczości 4K.

 Jestem przekonany, że 4K to przyszłość telewizji. Dziś nikt już nie mówi o HD, bo wszystkie telewizory to mają. Myślę, że za trzy lata, a nawet wcześniej, to samo będzie z telewizją 4K. Jestem tego pewien  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jean-François Fallacher, prezes Orange Polska.

Telewizor 4K ma już w swoim salonie ok. 12 proc. badanych przez Orange, a kolejne 29 proc. planuje taki zakup w niedługim czasie. Szacunki firmy mówią, że do 2021 roku odbiornik w tej technologii będzie mieć prawie 5 mln Polaków. 4K ma się przyjmować na rynku znacznie szybciej niż wcześniejsza technologiczna, czyli HD, i ostatecznie wyprzeć ją z rynku. Aż 82 proc. badanych deklaruje chęć oglądania filmów, seriali i sportu w najwyższej rozdzielczości.

 HD to dziś standard. 4K to kolejna generacja. Można to zobaczyć m.in. w centrach handlowych, na wielkich telewizorach w sklepach. Tam widać wyjątkową jakość 4K. Obraz przyciąga wzrok, bo jest tak ostry, że wydaje się być bardziej wyraźny od rzeczywistości. 4K to nowy standard jakości dla dużych ekranów – ocenia Jean-François Fallacher.

Największy w Polsce telekom poinformował w ubiegłym tygodniu o włączeniu kanału sportowego Eleven Sports 1 oraz treści dostępnych na platformie Netflix do swojej oferty telewizyjnej w jakości 4K. Poprzez dekoder Orange TV klienci otrzymają dostęp do ponad tysiąca filmów i seriali w rozdzielczości 4K, w tym ostatnich hitów, jak „Stranger Things”, „The Crown” czy „Orange is the new black”.

 Nasi klienci oglądają dużo telewizji. W Polsce to średnio ponad 4,5 godziny dziennie. Widzimy więc duże zapotrzebowanie na usługi telewizyjne. Dzięki inwestycjom w światłowód jesteśmy w stanie zapewnić im obraz w ultrawysokiej jakości. To jedna z zalet światłowodu. W zasięgu naszej sieci światłowodowej znajduje się już 2,2 mln polskich gospodarstw domowych. To wielka inwestycja, która daje dostęp nie tylko do bardzo szybkiego internetu, lecz także do najwyższej jakości kontentu telewizyjnego  mówi prezes Orange Polska.

Za pośrednictwem światłowodu Orange dostarcza sygnał 4K do gospodarstw domowych, m.in. w ramach pakietów Orange Love. Dzięki współpracy z Netflixem i Eleven Sports znacznie powiększy się katalog treści oferowanych w tej rozdzielczości. Eleven Sports 1 będzie nadawać na żywo wybrane transmisje w 4K, w tym mecze hiszpańskiej La Liga Santander i niemieckiej Bundesligi.

 Technologicznie mieliśmy wszystko, by oferować 4K. Teraz mamy więcej treści w tej jakości. Dzięki współpracy z Netflixem i Eleven Sports mamy kontent, który Polacy najbardziej lubią oglądać, czyli filmy i sport. Netlix i Eleven Sports szukali operatora zdolnego dostarczyć ich sygnał w bardzo wysokiej jakości do domów klientów. Orange może to zagwarantować dzięki sieci światłowodów i dekoderom w ramach oferty Orange Love  mówi Jean-François Fallacher.

Z badań Orange Polska wynika, że Polacy najchętniej oglądają seriale (66 proc.) i sport (30 proc.) w klasycznej telewizji, ale już ponad połowa, oglądając filmy i seriale, korzysta z usług VOD. Telekom zwracał uwagę na to, że mobilnie telewizję ogląda coraz więcej osób. Wzrost sięga 200 proc. Mimo to klasyczna telewizja linearna wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością, a wideo za pośrednictwem smartfona czy innych urządzeń mobilnych ogląda na razie co piąty Polak (18 proc.).

Blisko 1 mln dowodów osobistych wciąż do wymiany

W Polsce wszyscy pełnoletni obywatele mają obowiązek posiadania aktualnego dowodu osobistego. Jeśli upływa termin ważności dotychczasowego dokumentu, obywatel musi złożyć wniosek o wydanie nowego. W tym roku do wymiany kwalifikowało się dodatkowo aż 5 mln dokumentów, gdyż mija dekada od masowej wymiany „zielonych książeczek” na pierwsze plastikowe. Według szacunków Ministerstwa Cyfryzacji blisko 1 mln dowodów osobistych może stracić ważność, jeśli ich właściciele nie zawnioskują o nowy dokument do końca 2017 r.

Wiele codziennych aktywności lub planów może potencjalnie nie dojść do skutku, gdy nasz dowód osobisty jest nieważny. Przeterminowany dowód stanie na przeszkodzie w załatwieniu spraw urzędowych, w złożeniu wniosku o kredyt czy też w realizacji wyjazdu za granicę. Utrata ważności dowodu osobistego następuje jednak nie tylko po upływie okresu na jaki został wydany, ale również w wyniku zmiany danych w nim zawartych, o czym muszą pamiętać szczególnie osoby zmieniające nazwisko po zawarciu związku małżeńskiego lub dokonujące innych zmian w swoich aktach stanu cywilnego (np. urodzenia, małżeństwa). Dowód osobisty to dokument, który potwierdza tożsamość i polskie obywatelstwo, pozwala wyjechać za granicę bez paszportu, między innymi do krajów Unii Europejskiej czy Europejskiego Obszaru Gospodarczego. To tylko niektóre z powodów, dla których należy dbać o swój dowód osobisty oraz samodzielnie kontrolować termin upływu jego ważności.

Nowe przepisy z zakresu dowodów osobistych

Od 1 marca 2015 roku, obowiązują nowe przepisy z zakresu dowodów osobistych, w których została zniesiona właściwość miejscowa dla złożenia wniosku o dowód. O wydanie dowodu osobistego można ubiegać się w dowolnym urzędzie miasta, gminy w Polsce. Ponadto, wniosek o wydanie dowodu osobistego można złożyć również w formie elektronicznej za pośrednictwem portalu epuap.gov.pl. Przy składaniu wniosku w takiej formie, konieczne jest posiadanie kwalifikowanego podpisu elektronicznego lub profilu zaufanego. Wielu obywateli o takich rozwiązaniach nie posiada jeszcze szerokiej wiedzy. Należy także przypomnieć, iż fotografia dołączana do wniosku o wydanie dowodu osobistego nie może być starsza niż 6 miesięcy, jest to fotografia biometryczna, analogiczna jak w paszportach.

Ważną wskazówką dla osób, które w 2007 r., przy składaniu wniosku o wydanie dowodu osobistego miały ukończony 65 rok życia i uzyskały dowód osobisty na czas nieokreślony jest to, że w przypadku takich osób nie występuje konieczność wymiany po 10 latach, czyli w 2017 r. (chyba, że posiadacz dowodu uzna, iż wizerunek twarzy znacznie się zmienił i chce takiej wymiany). Powyższa informacja może być cenna dla tych osób, które nie sprawdzają ważności swojego dowodu, i zupełnie nieświadome składają wniosek w związku z upływem terminu ważności.

Trwa wymiana dowodów w urzędach

Z szacowanych około 5 mln osób, które w tym roku miało zgłosić się po nowy dowód ze względu na upływ 10-letniego terminu ważności, prawdopodobnie pozostało jeszcze około milion. Jak podało Ministerstwo Cyfryzacji, w listopadzie i grudniu tego roku liczba dokumentów, które tracą ważność kształtuje się odpowiednio: 552 tys. i 435 tys. szt. Urzędy na wydanie dowodu mają 30 dni od złożenia wniosku. Zazwyczaj czas ten jest krótszy, jednak w przypadku dużej liczby zgłoszeń urzędy mogą mieć problem z dotrzymaniem terminu.

W związku przewidywaną w 2017 r. zwiększoną liczbą osób wymieniających dowody osobiste, Urząd Miasta Łodzi (UMŁ) od marca do sierpnia 2017 r. przeprowadził akcję informacyjną dla mieszkańców przypominającą o obowiązku wymiany dowodu przed upływem terminu jego ważności oraz zachęcającą do wcześniejszego składania dokumentów w celu uniknięcia kolejek. Ulotki informacyjne zostały rozpowszechnione we wszystkich lokalizacjach urzędu, placówkach pocztowych, przychodniach i bankach oraz były wyświetlane na ekranach LCD i biletomatach w środkach komunikacji miejskiej. Dla usprawnienia i komfortu mieszkańców, pracownicy Oddziału Dowodów Osobistych Wydziału Spraw Obywatelskich UMŁ od marca do czerwca br. pracowali dodatkowo w jedną sobotę w miesiącu, a od września do listopada w dwie soboty w miesiącu, wspierając w przeprowadzeniu formalności związanych z wymianą dowodu. Od 1 stycznia do 31 października 2017 r. przyjęto tam 101 057 wniosków o wydanie dowodu osobistego, w tym 74 170 z powodu upływu terminu ważności. Dla porównania, w tym samym okresie w 2016 r. przyjęto 68 847 wniosków o wydanie dowodu osobistego.

Z kolei Wydział Spraw Administracyjnych Urzędu Miasta Krakowa potwierdził, że w okresie pierwszych 10 miesięcy 2017 r. wpłynęło do miejscowych urzędów łącznie 102 610 wniosków o nowy dowód. Dla porównania w tym samym okresie, czyli styczeń – październik 2016 r. o nowy dokument zawnioskowało tam 84 419 osób. Jednocześnie krakowski magistrat poinformował, że choć od obywateli nie docierają żadne niepokojące sygnały w sprawie wymiany dowodów, to z doświadczenia wynika, że pojawią się obywatele, którzy złożą wnioski o nowy dowód osobisty w ostatniej chwili.

Poznański magistrat spodziewa się w tej sprawie ok. 90 – 100 tys. interesantów, podczas gdy w ubiegłym roku było to 67 tys. osób.

Na obsługę dużej liczby klientów przygotowany jest także Urząd Miejski we Wrocławiu, który największej ilości interesantów w sprawie wymiany dowodów spodziewa się w grudniu 2017 r. oraz w styczniu 2018 r. Przyczyną takich szacunków jest wydanie pod koniec roku 2007 oraz na początku 2008 r., większej części dowodów osobistych. Niemniej, liczba klientów w każdym miesiącu tego roku rośnie – do Wrocławia przybywa klientów, zamieszkujących okoliczne gminy a pracujących we Wrocławiu. Położenie urzędu oraz godziny otwarcia są dogodne dla złożenia wniosku o dowód oraz odbioru gotowego dokumentu. Wrocław średnio rocznie wydaje około 85 tys. dowodów osobistych. Dla przykładu, w roku 2005 – 81 604, w 2015 r. – 84 156, w 2016 – 93 401, a w roku 2016 – 88 601. Na rok 2017 wrocławskie urzędy szacują obsłużenie około 140 tys. wniosków. W okresie styczeń – październik 2017 roku zostało wydanych już 95 000 dowodów.

Dla porównania, Delegatury Biura Administracji i Spraw Obywatelskich w Dzielnicach m.st. Warszawyprzyjęły w okresie od stycznia do października br. 231 929 wniosków o wydanie dowodu osobistego. W tym samym okresie ubiegłego roku było ich 192 517, a za cały 2016 r. 222 079. W 2017 r. szacuje się, iż Delegatury BAiSO przyjmą łącznie 290 tyś. wniosków. Choć liczba składanych wniosków w urzędach osiąga ogromną skalę, to z obserwacji pracowników Biura Administracji i Spraw Obywatelskich w Warszawie wynika, iż obywatele najczęściej wnioskują o wymianę dokumentów w ostatniej chwili.

Dobrą wiadomość w tej kwestii przynosi Urząd Miejski w Gdańsku, z którego doświadczeń wynika, że coraz bardziej wzrasta świadomość mieszkańców dotycząca możliwości wcześniejszego składania wniosków o wydanie dowodu, nie czekając do ostatniej chwili. Gdański urząd potwierdził, że wymiana dowodów osobistych w ich rejonie przebiega spokojnie i sprawnie. Klienci dopytują o możliwości składania wniosków drogą elektroniczną, przyjmowania wniosków od osób zameldowanych i zamieszkałych poza Gdańskiem, a także o termin realizacji wniosku o wydanie dowodu osobistego. Od stycznia do października 2017 r. w urzędach Gdańska wydano 59 778 dowodów osobistych. W tym samym okresie w 2016 r. wydano ich o 26% mniej. Urzędnicy w Gdańsku zaobserwowali, że wyjątkowy bywa okres przedświąteczny, który charakteryzuje się zwiększoną liczbą klientów szczególnie tych, którzy przyjadą z zagranicy. Warto uświadamiać Polakom, że w związku z zagranicznymi wyjazdami świątecznymi, noworocznymi czy feriami zimowymi, by sprawdzali termin ważności własnych dowodów osobistych i dowodów swoich dzieci. Dzieci, o ile nie mają innego dokumentu, muszą posiadać własny dowód osobisty, aby przekroczyć granicę kraju.

Dobre praktyki

O swój dowód osobisty należy dbać już w momencie odbioru dokumentu w urzędzie. Niezależnie, czy jest się 18-latkiem ze swoim pierwszym dowodem osobistym, czy wieloletnim posiadaczem tego dokumentu, trzeba wyrobić sobie nawyk dbania o ten dokument. Obowiązkiem posiadacza tego podstawowego dokumentu tożsamości jest nie tylko samodzielne sprawdzanie daty jego ważności, wiedza, gdzie i jak złożyć wniosek o nowy dowód, ale także właściwe postępowanie w sprawie jego kradzieży, zagubienia lub uszkodzenia.

Wiele osób, kierując swoją uwagę na obszar ochrony danych zarówno w świecie rzeczywistym, jak i w cyberprzestrzeni, są bardziej niż dotychczas gotowi na zdobywanie wiedzy w tym zakresie. Akcja Nieskradzione.pl porusza tematykę bezpieczeństwa ochrony danych na co dzień, m.in. możliwości zabezpieczenia się przed ich kradzieżą oraz o konieczności zastrzegania utraconego dowodu osobistego. BIK upowszechnia rolę działania prewencyjnego i potrzebę zachowania wypracowania nawyku przezorności w zabezpieczaniu swojego dokumentu tożsamości.

BIK prowadzi szereg działań edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa finansowego zarówno na swojej stronie internetowej, jak i we współpracy z Komendą Główną Policji, kontynuując ogólnopolską akcję edukacyjną zarówno na stronie www.nieskradzione.pl, jak i docierając bezpośrednio do obywateli poprzez współpracę z urzędami miast – w 2016 r. w Warszawie, a w 2017 r. w Gdańsku, Poznaniu, Krakowie, Łodzi i we Wrocławiu.

Chrońmy swoje dane

Dowód osobisty zawiera nasze cenne dane – dane tożsamości, dlatego należy go chronić. Wraz z dowodem złodziej kradnie bowiem cenne dane, na które może, na nasz rachunek, wziąć kredyt lub pożyczkę, bezkarnie zrobić zakupy na raty albo założyć fikcyjną firmę. Może także wziąć abonament na telefon komórkowy na nasze nazwisko, wynająć samochód czy też wyrobić fałszywy dokument ze skradzionymi danymi i swoim zdjęciem, by popełniać przestępstwa na rachunek pokrzywdzonej osoby. O skali procederu związanego z podrabianiem dokumentów świadczą dane policji, która w roku 2016 odnotowała 28,5 tys. takich przestępstw. O procederze wyłudzeń co kwartał raportuje ZBP w opracowaniu InfoDok, w którym za II kwartał br. odnotowywano 18 prób wyłudzeń dziennie i łączną kwotę prób wyłudzeń kredytów ponad 114 mln zł.

Nasz dowód, a przede wszystkim dane na nim zawarte, mogą stać się łupem przestępcy. Warto wiedzieć, że jeśli dane takie jak: imię i nazwisko, data i miejsca urodzenia, adres, seria i numer dowodu osobistego – znajdą się w niepowołanych rękach, mogą stać się furtką m.in do wyłudzenia kredytów czy pożyczek. Niestety, jeszcze niewiele osób jest na tyle przezornych, by zabezpieczyć swój dokument tożsamości.

Jak wybrać lokal usługowy lub biuro dla firmy?

Wybór właściwego lokalu usługowego lub siedziby firmy to jeden z najważniejszych dylematów, jakie czekają przedsiębiorcę. Od lokalizacji, rodzaju i wielkości i kosztów utrzymania pomieszczenia, może zależeć bardzo wiele. Jak wybrać odpowiedni lokal dla swojego biznesu i czym kierować się przy wyborze miejsca na siedzibę firmy? Podpowiadamy, na co zwrócić uwagę.

Wybór lokalu usługowego

Planując otwarcie sklepu, restauracji, hotelu czy innego lokalu usługowego, warto uwzględnić kilka istotnych czynników. Najważniejsze z nich to m.in.:

  • dobra lokalizacja – im więcej ludzi zamieszkuje lub odwiedza dany teren, tym wiesza szansa na nasz sukces. Nieprzypadkowo, tak wiele sklepów i lokali usługowych zlokalizowanych jest w centrum miast, nawet pomimo wyższych cen opłat. Przykład: Lokale użytkowe – Warszawa. Odpowiednia lokalizacja może sprawić, że wyższe nakłady na utrzymanie obiektu zwrócą się z nawiązką. Istotnym czynnikiem jest także odpowiednia ilość miejsc parkingowych,
  • bliskość konkurencji – wbrew pozorom, lokalizacja blisko konkurencji może być strzałem w dziesiątkę. Klienci lubią mieć kilka lokali o podobnym asortymencie blisko siebie. W ten sposób mogą porównywać oferty i wybierać produkty lub usługi tam, gdzie stosunek ceny do jakości jest ich zdaniem najlepszy,
  • obecność przedsiębiorstw oferujących usługi komplementarne – wielu klientów dokonuje zakupów kompleksowo. Dlatego warto sprawdzić, czy w najbliższej okolicy znajdują się lokale oferujące asortyment z podobnych branż co nasza, gdyż w ten sposób rosną również nasze szanse na sprzedaż produktów lub usług. Przykład: piekarnia blisko cukierni.
  • powierzchnia i rozkład pomieszczeń w lokalu – warto sprawdzić, czy rozkład i wymiary poszczególnych pomieszczeń odpowiadają naszym indywidualnym potrzebom, np. czy w przypadku restauracji będzie wystarczająco dużo miejsca na salę dla gości, kuchnię itp.

Wybór biura

Wybierając pomieszczenie na siedzibę firmy, musimy zwrócić uwagę na nieco inne czynniki. Ważne jest, by nasza lokalizacja była dobrze skomunikowana z głównymi dzielnicami w mieście, gdyż ułatwi to dojazd naszym pracownikom i klientom. Przykład: wynajem biur Warszawa. Jeśli na terenie miasta działa specjalnie wydzielona strefa ekonomiczna, oferująca niższe podatki i opłaty dla przedsiębiorców, warto na jej terenie założyć siedzibę firmy, gdyż pomoże to optymalizować koszty prowadzenia działalności. Przedsiębiorcy myślą długofalowo – dlatego warto mieć pewność, że budynek, w którym wynajmujemy lokal, nie zostanie za kilka lat sprzedany lub wyburzony. Czynniki wymieniane w przypadku lokali usługowych, takie np. liczba miejsc parkingowych również warto wziąć pod uwagę. Ciekawą alternatywę stanowi dla firmy biuro serwisowane.

Mimo że powyższe przykłady odnoszą się do warszawskiego rynku nieruchomości, zasada jest identyczna również w pozostałych regionach naszego kraju. Niezależnie, czy otwieramy firmę w dużym mieście, czy na prowincji, warto uwzględnić lokalne czynniki i uwarunkowania, gdyż potrzeby klientów w zakresie lokalizacji i komfortowej obsługi są podobne, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Brytyjski rozwód z koreańskim pociskiem w tle

We wtorkowym kalendarzu makroekonomicznym szczególną uwagę zwracało wystąpienie Jerome Powella, przyszłego szefa Fed, który momentami postanowił przybrać nieco jastrzębią pozę. Na koniec dnia jego wzmianki o konieczności normalizacji polityki poprzez stopniowe podnoszenie stóp odchodzą jednak do lamusa. Dzisiejsze show skradło porozumienie pomiędzy Londynem oraz Brukselą w sprawie projektu ustawy o opuszczeniu przez Wielką Brytanię unijnych struktur. Informacja The Telegraph istotnie wpłynęła na sentyment wobec funta szterlinga (0,0 proc.), który niemalże w ułamku sekundy zdołał odrobić swoje dzisiejsze straty z dość satysfakcjonującą nawiązką.

Solidne przetasowanie na rynku zapewniło przeprowadzenie przez północnokoreańską armię próby pocisku balistycznego zdolnego do przenoszenia głowic jądrowych. Komunikat agencji JCS potwierdziły depesze japońskiej straży przybrzeżnej, która odnotowała uderzenie o taflę morza w okolicach jednej z wysp. Powyższy fakt pozwolił bezpiecznym przystaniom na delikatne odrobienie strat. Obecnie frank szwajcarski traci względem dolara 0,2 proc. przy niewiele mniejszej deprecjacji jena (0,1 proc.). Sile amerykańskiej waluty udało się oprzeć jedynie dolarowi nowozelandzkiemu oraz dolarowi australijskiemu. Ich 0,1 proc. umocnienie pozwala na chwilową stabilizację kursów NZD/USD przy 0,6920 oraz AUD/USD przy 0,7610.

W koszyku walut państw Emerging Markets uwagę ponownie zwraca południowoafrykański rand (0,8 proc.), który na początku tygodnia wkupił się w łaski inwestorów po piątkowym ścięciu ratingu przez S&P do poziomu śmieciowego oraz groźbach rewizji oceny przez Moody’s. W wyraźnym odwrocie znajduje się turecka lira (-1,5 proc.), która okrywa cieniem niezbyt udaną sesję w wykonaniu czeskiej korony (-0,5 proc.) czy węgierskiego forinta (-0,3 proc.). Tuż pod kreską znalazł się polski złoty (-0,1 proc.) próbujący ustabilizować notowania USD/PLN w okolicach 3,5400 oraz EUR/PLN przy 4,2000. Obecnie GBP/PLN wraca w okolice poziomu 4,7240, a CHF/PLN plasuje się przy okrągłym 3,6000.

Wśród wiadomości napływających zza oceanu uwagę inwestorów próbował zwrócić indeks nastrojów wśród amerykańskich gospodarstw domowych opracowany przez Conference Board, który plasując się na 17-letnich szczytach wyraźnie zaskoczył oczekiwania ankietowanych uczestników rynku (129,5 pkt, konsensus: 124,0 pkt). Tak wyraźne podbicie oceny to miedzy innymi zasługa lepszej oceny oczekiwań, która wystrzeliła do poziomu 113,3 pkt wobec 109,0 pkt notowanych na koniec października. Zmienność amerykańskiej waluty wyraźnie podbiły wzmianki o wycofaniu się części czołowych przedstawicieli Partii Demokratycznej ze spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Za punkt zapalny uznano kontrowersyjny wpis na portalu Twitter, który zdaniem reprezentantów podważał wiarygodność jednej ze stron negocjacji.

W trakcie wtorkowej sesji na europejskich parkietach próbowano zatrzeć niezbyt pozytywne wrażenie związane z wczorajszymi przecenami. Ze wzrostowych nastrojów skutecznie wyłamała się giełda przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-0,5 proc.) osunął się pod okrągły poziom 2 500 pkt za sprawą pokaźnych zniżek Banku Pekao (-2,5 proc.), Jastrzębskiej Spółki Węglowej (-2,2 proc.) czy KGHM Polskiej Miedzi (-2,1 proc.). W przypadku finansowego giganta należy mówić o wymazywaniu wczorajszej zwyżki spowodowanej komentarzami regulatora, aczkolwiek wzmianki Komisji Nadzoru Finansowego można częściowo uznać jako aprobatę połączenia z Aliorem (-1,9 proc.). Dość wysoka wycena miedzi (-1,8 proc.) na światowych rynkach wyraźnie podbudowuje niepewność związaną z wynikami rodzimego kombinatu w nadchodzących kwartałach. Prezes zarządu spółki Radosław Domagalski-Łabędzki pozostaje dość optymistycznie nastawiony wobec wzrostów cen surowca, których czynniki znajdują się w dalszej mierze w Państwie Środka. Spadki gigantów próbował rekompensować mBank (2,2 proc.) podpisujący umowę o sprzedaży jednostki mFinanse za kwotę 520 mln PLN. Połowicznym beneficjentem najnowszej noty analitycznej JPMorgan zostało CCC (1,5 proc.), którego wycenę podniesiono do poziomu 257 PLN za akcję (obecnie: 249,55 PLN).

Na szczycie giełdy we Frankfurcie znalazło się Linde (2,3 proc.) zyskujące za sprawą wyraźnie podbitego wolumenu. Na dalszych pozycjach indeksu DAX (0,5 proc.) uplasowały się ProSiebenSat.1 (2,0 proc.) oraz Deutsche Börse (1,7 proc.) informujące o zmianach w benchmarkowym indeksie STOXX 600 (0,6 proc.). Skalę wzrostów na niemieckiej giełdzie skutecznie ograniczyło BMW (-0,9 proc.) czujące na sobie nie tylko oddech Tesli, ale również działań związanych z doprowadzeniem afery dieslowej ku końcowi.

O miano lidera na londyńskim parkiecie nieustępliwie walczył Shell. Jego 4,0 proc. zwyżka to efekt wypowiedzi prezesa spółki, w której znalazły się wzmianki dotyczące planowanego częściowego skupu akcji własnych w możliwie jak najbliższym terminie. Po piętach deptał mu Worldpay (3,9 proc.), który zakończył wtorkowe notowania z niewiele mniej pokaźną zwyżką. W tym przypadku motorem wzrostów stały się doniesienia ze strony członków zarządu Vantiv odnośnie planowanego przejęcia. Listę spółek indeksu FTSE 100 (1,0 proc.) zamknął Convatec (-2,5 proc.), który może zostać przeniesiony do mniej prestiżowego FTSE 250 (0,7 proc.).

Na rynku surowców energetycznych kolejną fenomenalną sesję z rzędu notuje styczniowy kontrakt na gaz ziemny. Jego 4,0 proc. zwyżka wyraźnie okrywa cieniem delikatną przecenę ropy WTI (-0,2 proc.), która wraca w okolicę poziomu 58,00 USD za baryłkę. W gronie metali szlachetnych świetnie radzi sobie pallad (2,1 proc.), który rekompensuje pokaźną przecenę srebra (-1,1 proc.). W przypadku złota (0,0 proc.) należy mówić o względnej stabilizacji przy poziomach z wczorajszego zamknięcia. Obecnie uncja żółtego kruszcu jest wyceniana po 1 295 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Niebezpieczne Wi-Fi

Wychodząc z domu zamykamy drzwi na klucz. Nie zostawiamy kluczyków w stacyjce samochodu. Staramy się nie gubić i nie zostawiać naszych portfeli w miejscach publicznych. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – aby chronić swoje dane przed kradzieżą. Niestety wielu z nas nie zabezpiecza dostatecznie dobrze swojej sieci. Nie zdając sobie sprawy, że poprzez nią również mogą zostać przywłaszczone ważne dla nas informacje, takie jak m.in. dostępy do kont, poczty elektronicznej i portali społecznościowych

Warto wiedzieć, że niektóre hotspoty (otwarte punkty dostępu), są tworzone specjalnie do kradzieży danych. Oszuści doskonale wiedzą z jakimi sieciami łączą się użytkownicy. Dlatego tworzą je w taki sposób, aby miały nie budzące podejrzeń nazwy, nawiązujące do pobliskich sklepów czy restauracji. Po podłączeniu się do takiej sieci, złodziej może przejąć każdą informację, która zostanie przez nas przesłana. Jeżeli akurat w tym czasie zalogujemy się na naszą skrzynkę pocztową, haker z łatwością przechwyci login i hasło do niej.

A co w przypadku, kiedy to nasza sieć jest niezabezpieczona?

Tutaj również możemy nabawić się wielu nieprzyjemności. Osoby, które podłączą się do naszego Wi-Fi – zarówno firmowego jak i prywatnego – mogą ściągać pliki oraz publikować różne treści – nawet te zakazane. W przypadku wykrycia nielegalnych działań, policja w pierwszej kolejności przyjdzie do właściciela sieci czyli nas (identyfikacja odbywa się po adresie IP) i to my staniemy się podejrzanymi w sprawie, a właściwie osoby nie poniosą kary. Do oczyszczenia z zarzutów konieczne będzie przeprowadzenie specjalistycznych analiz.

W jaki sposób możemy ograniczyć ryzyko?

Wystarczy zastosować się do kilki prostych zasad:

  1. Ustaw hasło trudne do złamania i inne niż administracyjne

Jeśli ktoś będzie chciał włamać się do sieci zapewne spróbuje wykorzystać domyślne dane urządzenia sieciowego. Zadbaj o to by hasło nowe było unikalne i złożone.

  1. Zablokuj rozgłaszanie sieci

Wystarczy, że zmienisz domyślą nazwę sieci Wi-Fi ustawioną przez producenta na własną i ją ukryjesz. Do wyłączenia rozgłaszania nazwy sieci bezprzewodowej wykorzystaj opcję „Broadcast SSID” i ustaw ją na „DISABLED”. Dzięki temu osoby wyszukujące dostępne sieci jej nie zobaczą.

  1. Sprawdzaj, kto jest połączony do Wi-Fi

Można to zrobić w panelu administracyjnym routera. Pozwoli to na kontrolowanie, czy do sieci nie są podpięte nieznane urządzenia.

  1. Kontrola dostępu na podstawie adresu MAC

Aby uniemożliwić podłączanie nieznanych osób do sieci należy zastosować filtrację adresów MAC (Mac Address Filtering). Wymaga to poznania i wpisania adresów sprzętowych urządzeń (MAC Address) do panelu administracyjnego routera i jest nieco uciążliwe, ale uchroni przed podpięciem się do sieci osób postronnych.

  1. Aktualizuj oprogramowanie routera

Najlepiej skorzystać z kreatora znajdującego się w jego interfejsie lub pobrać ze strony producenta właściwe oprogramowanie. Jest to najprostszy sposób na zabezpieczenie się przed błędami, brakami funkcjonalności i lukami bezpieczeństwa.

  1. Włącz zaporę sieciową.

Nowoczesne routery posiadają wbudowany mechanizm filtrowania ruchu sieciowego – tzw. Zaporę Stateful Packet Inspection. Sprawdza ona przechodzące przez router pakiety i blokuje te, które nie spełniają określonych parametrów.

Według Kodeksu karnego w art. 267 § 2, każdy, „kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego” podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Pamiętajmy o tym przed kolejnym podłączeniem się do nieznanej nam sieci. Będą w kawiarni lub sklepie upewnijmy się, jaka jest prawidłowa nazwa sieci i czy jest zabezpieczona hasłem. Ograniczymy dzięki temu możliwość zastania ofiarami oszustów – mówi Damian Gąska, Fundacja Wiedza To Bezpieczeństwo.

Zakaz handlu to turbodoładowanie dla branży e-commerce

Zbigniew Nowicki - Przewodniczący Rady e-izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank
Zbigniew Nowicki – Przewodniczący Rady e-izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank

Odpowiedź na pytanie o rozwój polskiego e-handlu może być tylko jedno: wypatrujemy zwiększenia prędkości. Zakaz obudzi nie tylko kreatywność marketerów, ale wymusi zmianę nawyków konsumentów, którzy w sposób naturalny zwrócą się w stronę e-handlu, dostępnego bez zakazu nie tylko przez całą dobę, ale i wszędzie tam, gdzie jest zasięg.

Kreatywność na start!

Obowiązujący od przyszłego roku, stopniowo zwiększany, zakaz handlu w niedzielę, wyłączył sklepy internetowe. Uchwała przyjęta przez Sejm jest zgodna z wytycznymi EU i zakazu handlu, dlatego nie trzeba będzie jej notyfikować w Komisji Europejskiej. Dzięki temu Internet pozostał wolny od ograniczeń i utrzymał status przestrzeni, w której pojęcie wolności nabrało silniejszego znaczenia: bez podziałów, granic, zakazów, ale za to z pełną otwartością, czyli kosmopolitycznie. Większość Internautów tak właśnie odbiera tę wiadomość. Internet pozostanie wolny i otwarty, właśnie taki, jaki powinien być. Co ważne, Internauci są tą grupą społeczną, która dokonywała największych niedzielnych zakupów. Zgodnie ze statystykami są to osoby pomiędzy 25. – 44. rokiem życia, mieszkańcy największych miast oraz osoby nie mające zmianowego trybu pracy. To właśnie dla nich Internet przygotuje najciekawsze rozwiązania tego problemu. Spodziewam się eksplozji kreatywności, zarówno tej, związanej z branżą e-commerce, ale i sklepów z tzw. „realu” czy tej, którą wygeneruje sektor prawny.

Historyczna data

Wykluczenie e-commerce znacząco wpłynie na rozwój polskiego e-handlu: prognozuję duży wzrost zainteresowania zakupami online. Możliwe, że data 24 listopada 2017 r. zapoczątkuje nowy rozdział i stanie się datą graniczną dwóch epok dla polskiego rynku, a Polacy zaczną zmieniać nawyki i jeszcze intensywniej korzystać z tej wielkiej galerii, jaką oferuje e-handel bez ograniczeń. Już teraz marki z segmentu fashion deklarują zwiększenie inwestycji na wsparcie e-handlu, aby zrównoważyć brak obrotów w salonach galerii handlowych przez 23 dni wolnych od zakupów w całym roku. Przykładowo: obrót 70 salonów sieci X z 1 niedzieli wynosi około 1 miliona złotych (10h x 20 klientów na godzinę x 75 złotych wartość średniego koszyka x 70). Jak łatwo policzyć – możemy tu mówić o 23 milionach złotych obrotu. To kwota, o którą marketerzy muszą powalczyć jak najszybciej.

Era „Cyber Sundays”

Pewne nawyki konsumentów z pewnością pozostaną niezmienne. Myśląc o e-Customer Journey, jesienna plucha standardowo będzie wspierać przedświąteczne zakupy w niedzielę, a słoneczna letnia pogoda i tak sprawi, że ludzie będą off-line przy grillu i piwie z dala od wybierania towarów on-line. Nadchodzący czas, to jednak wyzwanie dla marketreów, którzy muszą nie tylko wzmacniać swój udział w segmencie e-commerce lub strategicznie zaplanować premierę swojej marki online, jeśli ten segment nie był doinwestowany. To także czas na edukację i burzenie stereotypów: pora zacząć kupować artykuły codziennego użytku on-line np.: sztabki złota, ubezpieczenia, samochody czy zwierzęta domowe. Cieszy fakt, że polskie e-sklepy, czyli te, działające na terytorium RP, będą w stanie konkurować i walczyć o zainteresowanie Internautów  z największymi, zagranicznymi graczami na rynku.  Teraz, kiedy uwaga konsumentów naturalnie zwróci się w stronę Internetu, sprzedaż 365 dni w roku będzie intensywniejsza, ale i niedziele mogą stać się świętami dla kupujących i zamiast jednorazowego „Cyber Monday”, zobaczymy cykliczne „Cyber Sundays”.

Branża digital grzeje silniki

Zakaz handlu to także zmiany dla branży digital marketingu. Znika dylemat co zrobić w niedzielę z reklamą internetową realizowaną w modelu performance, ale też znikną dodatkowe koszty obsługi takiej opieki dla e-sklepów. Branża powinna być przygotowana na zwiększone zainteresowanie marketerów i wiedzieć, jak zdobywać „Internety”, kiedy w „realu” pojawia się zakaz. Czas sprzyja odważnym i tym, którzy zaufają dysponującym największą wiedzą i największym doświadczeniem w tym obszarze, ale i firmom, które będą ułatwiać polskiej branży e-commerce zagraniczną ekspansję.

Zbigniew Nowicki – Przewodniczący Rady e-izby, Dyrektor Zarządzający Bluerank

Nieruchomości komercyjne w Polsce – perspektywa inwestora

Polski rynek nieruchomości komercyjnych przez ostatnie dwa lata rósł w błyskawicznym tempie. Było to odzwierciedleniem nie tylko dobrej koniunktury w gospodarce, ale też sprzyjającego klimatu inwestycyjnego dla zagranicznych firm. Czy planowany podatek dla REIT – spółek zajmujących się wynajmem powierzchni komercyjnych – może schłodzić nastroje inwestycyjne?

Polska to wciąż rynkowy champion Europy Środkowej i Centralnej największy kraj regionu, ósma gospodarka UE z perspektywą wzrostu PKB na poziomie 3,5-3,9 proc. do 2019 roku. Jak wynika z raportu „EY European Attractiveness Survey 2017” („Atrakcyjność inwestycyjna Europy 2017”), Polska w 2016 r. znalazła się po raz pierwszy w historii w pierwszej piątce najlepszych terenów inwestycyjnych w Europie – obok Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec. Zgodnie z danymi upublicznionymi przez ministra Rozwoju i Finansów, wartość inwestycji zagranicznych w Polsce osiągnęła w 2016 r. rekordowy poziom 10 mld dolarów.

Bardzo dobra koniunktura w gospodarce przekłada się także na polski rynek nieruchomości komercyjnych. Od kilku lat obserwujemy duży popyt na wynajem powierzchni biurowych. Według danych z raportu Knight Frank „Poland Office Market H1 2017” w latach 2012-2014 utrzymywał się on na stałym poziomie ok. 960 tysięcy metrów kwadratowych rocznie, a w roku 2015 odnotował gwałtowny wzrost przekraczający 40 proc. Przykładowo rynek w Warszawie oferuje grubo ponad 5 mln m2 powierzchni biurowej, a pod koniec pierwszego półrocza 2017 budowano kolejnych 754 tysięcy m2 powierzchni. Sektor ten intensywnie rozwija się też w Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Katowicach, Łodzi i Wrocławiu, które to miasta łącznie przewyższają dynamiką stołeczny rynek.

Udział rodzimego kapitału w transakcjach inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne od 2015 r. kształtuje się na poziomie 9-10 proc. wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej JLL. Kapitałochłonne prace są w tym sektorze prowadzone głównie przez firmy z USA (45 proc. udziału w rynku w pierwszej połowie 2015 r.) i niemieckie (24 proc.). Jednak plany wprowadzenia 1 stycznia 2018 r. nowego podatku od nieruchomości komercyjnych mogą negatywnie wpłynąć na kondycję branży. „Niezależnie od oceny ekonomicznej zasadności podatku, jeśli okaże się on niedopuszczalny ze względu na regulacje polskie bądź unijne, może to spowodować niepotrzebne legislacyjne zamieszanie i odpływ kapitału.” – tłumaczy adwokat Andrzej Tokaj, założyciel i Senior Partner w kancelarii Magnusson, specjalizującej się między innymi w obszarze nieruchomości komercyjnych.

„W sytuacji, gdy potwierdzi się, że planowane regulacje mimo określenia mianem podatku dochodowego nabiorą charakteru selektywnego to ustawodawca zostanie zmuszony do wycofania się z nich w krótkim czasie po wprowadzeniu. Koszty wizerunkowe, w tym długotrwale nieodwracalne zmniejszenie wiarygodności inwestycyjnej Polski, mogą okazać się bardzo wysokie. Przepisy istotnie zmieniające warunki rynkowe – a do takich należą z pewnością przepisy polegające na wprowadzeniu nowych podatków – powinny być wprowadzane z kilkuletnim wyprzedzeniem.” – dodaje Andrzej Tokaj. – „Pozwala to wszystkim zainteresowanym stronom przygotować się prawnie i inwestycyjnie.”

Z informacji dostępnych aktualnie na stronach Ministerstwa Rozwoju i Finansów wynika, że nowy podatek zostanie uwzględniony w obu ustawach o podatku dochodowym – CIT oraz PIT. Obejmie opodatkowanie nadwyżki wartości nieruchomości komercyjnych powyżej 10 mln zł. Stawka tego podatku teoretycznie pozostaje niewielka – 0,035 proc/mies. Jednakże podstawą opodatkowania będzie wartość początkowa nieruchomości, bez odpisów amortyzacyjnych i powiększana o nakłady. To oznacza, że podatek będzie całkowicie oderwany od faktycznej dochodowości danej nieruchomości. Zobowiązanie wobec fiskusa zaistnieje nawet w sytuacji ponoszenia przez właściciela strat z inwestycji w nieruchomości.

Opisywany podatek dotyczy największego rynku w regionie. Inwestycje komercyjne w Polsce w ub. r. osiągnęły wartość 5,2 mld euro – to prawie połowa kapitału REIT przypadającego na Europę Środkowo-Wschodnią w 2016 r. Jednak brak doprecyzowania ustawy przy planowanym bliskim terminie wprowadzenia oraz obecność w projekcie zapisów budzących wątpliwości UOKiK już teraz przekładają się na spadek zainteresowania funduszy REIT naszym krajem. W Czechach wolumen obrotów na rynku nieruchomości komercyjnych wzrósł w 2016 r. o 30 proc., do 3,3 mld euro. Stanowi to 30 proc. łącznej wartości transakcji inwestycyjnych w regionie. Z kolei na Węgrzech łączna kwota transakcji wzrosła ponad dwukrotnie, do 1,2 mld euro. Powyższe dane opublikowane przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield nie pozostawiają złudzeń – tracimy ten rynek niepotrzebnie.

„Sytuacja na rynku w Czechach i w Polsce dowodzi, że potencjalność podatku kształtuje podejście inwestorów. Niepewność inwestycyjna oznacza zmniejszenie zainteresowania.” – uważa Andrzej Tokaj. – „Nie chodzi o to, aby przyzwalać na erozję podatkową, ale dać rynkowi jasny sygnał, czego Polska jako regulator będzie oczekiwać od jego uczestników. Do podobnych zmian szykują się też inne kraje europejskie, co ma na celu dostosowanie lokalnego prawa do mechanizmów globalnych. Wydaje się to koniecznym krokiem także w Polsce, ale dla własnych interesów powinniśmy zachować odpowiednią kulturę legislacyjną.” – dodaje.

Celon Pharma S.A. rozpoczyna program kliniczny dla Esketaminy w leczeniu depresji lekoopornej

  • Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych wydał pozwolenie na prowadzenie badania klinicznego Esketaminy w podaniu inhalacyjnym;
  • Badanie I fazy zostanie przeprowadzone w wyspecjalizowanym ośrodku w Polsce i potrwa do II kwartału 2018 r;
  • Celon Pharma to pierwsza polska spółka, która ma szanse wprowadzić na rynek nowy lek na depresję lekooporną.

Celon Pharma otrzymała zgodę na rozpoczęcie programu klinicznego, który obejmie w I fazie kilkudziesięciu zdrowych ochotników. Badanie będzie miało na celu weryfikację właściwości farmakokinetycznych enancjomeru s-ketaminy, a także ustalenie efektywnej dawki, która zostanie podana pacjentom w kolejnej fazie programu klinicznego.

Dr Maciej Wieczorek, Prezes Zarządu Celon Pharma S.A.: Celon Pharma jest pierwszą polską Spółką, która wprowadziła do rozwoju klinicznego lek przeciwdepresyjny. Przewidujemy, że I faza potrwa do kwietnia 2018 r. Jesteśmy przygotowani od strony merytorycznej oraz finansowej. Rozwój naszego leku opartego na esketaminie, obejmujący również fazę II badań klinicznych, został dofinansowany przez NCBiR na kwotę ponad 12 mln PLN.

Dr n.med. Andrzej Urban, Dyrektor Medyczny Celon Pharma S.A.: Ketamina jest bardzo dobrze znaną substancją, odkrytą w latach 60-tych XX wieku i stosowaną w anestezji, ma również właściwości przeciwbólowe i jest używana w weterynarii. Antydepresyjny mechanizm działania ketaminy nie jest do końca poznany, ale od czasu odkrycia jej właściwości przeciwdepresyjnych, które zauważono przy użyciu subanestetycznych dawek, przeprowadzonych zostało kilkanaście badań klinicznych.  Opracowana przez nas nowa forma podania leku w formie wziewnej stwarza możliwość poza szpitalnego leczenia depresji, zapewnia wysoką precyzję dawkowania, co jest istotne zwłaszcza w związku z występowaniem potencjalnych efektów ubocznych.

Złoty podąża śladem EUR/USD, czekając jednocześnie na Powella

We wtorek złoty umacnia się do euro i franka, jednocześnie tracąc do zyskującego na rynkach globalnych dolara. Inwestorzy czekają na przesłuchanie Jerome Powella, przyszłego szefa Fed.

O godzinie 14:03 za euro na rynku walutowym trzeba było zapłacić 4,2055 zł, szwajcarski frank kosztował 3,6020 zł, a dolar 3,54 zł. W dwóch pierwszych przypadkach były to kursy nieznacznie niższe niż wczoraj, a w trzecim nieco wyższy. Zmiany te korelują z umocnieniem dolara na rynkach globalnych. W tym ze spadkiem notowań EUR/USD poniżej 1,19 dolara, po tym jak w poniedziałek para ta testował już poziom 1,1960, notując najwyższe poziomy od 2. miesięcy.

Dotychczasowe wahania polskich par nie zamykają drogi do dalszych zmian. W tym nie rozstrzygają jeszcze o losach dnia. Wszystko co najważniejsze na rynku walutowym dopiero się wydarzy.

Wydarzeniem wtorku będzie przesłuchanie Jerome Powella przed Komisją Bankową Senatu USA w związku z nominacją jego osoby na stanowisko przyszłego szefa Fed. Rozpocznie się ono o godzinie 15:45, i razem z publikowanymi w godzinach 14:30 i 16:00 danymi z USA (indeks zaufania konsumentów, indeks Fed z Richmond, indeks FHFA, indeks S&P/Sace-Shiller i saldo obrotów towarowych), zdecyduje o losach całego dnia.

Z opublikowanej już przez Fed treści wystąpienia Powella wynika, że będzie on kontynuował politykę Janet Yellen, zmierzającą do stopniowego podnoszenia stóp procentowych i ograniczania bilansu banku centralnego. To rynek już wie. Przysłowiowy diabeł będzie jednak tkwił w szczegółach, a więc w odpowiedziach na pytania senatorów. Zważywszy na ostatnio malejące oczekiwania na nieco szybsze tempo podwyżek stóp procentowych w USA w przyszłym roku, większe jest ryzyko jastrzębiej niż gołębiej niespodzianki ze strony Powella. To zaś przypomniałoby o praktycznie przesądzonej grudniowej podwyżce stóp przez Fed, wzmocniłoby dolara, a jednocześnie osłabiło waluty rynków wschodzących. W tym nieznacznie również złotego.

Z punktu widzenia całego tygodnia kluczowa dla złotego będzie jego końcówka. Wówczas zostaną opublikowane szczegółowe dane nt. polskiego PKB za III kwartał, wstępne szacunki inflacji w listopadzie, a także najnowszy odczyt indeksu PMI dla sektora przemysłowego.

W czwartek GUS powinien potwierdzić wstępne szacunki dynamiki PKB w III kwartale na poziomie 4,7 proc. rok do roku. To co będzie się liczyło to struktura tego wzrostu. Na ile gospodarka była napędzana przez konsumpcję? I w jakim stopniu dołożyły się do tego inwestycje i eksport netto?

W czwartek również zostaną opublikowane szacunkowe dane nt inflacji w listopadzie. Oczekuje się jej przyspieszenia do 2,3 proc z 2,1 proc rok do roku w październiku. Nie można jednak wykluczać, że wyższe ceny żywności i paliw przełożą się na jeszcze mocniejszy wzrost inflacji. I jakkolwiek będzie ona spadać w kolejnych miesiącach, co będzie związane z efektem bazy, to wyższa listopadowa inflacja może u części uczestników rynku wzmocnić oczekiwania na szybsze podwyżki stóp procentowych w Polsce niż w zakładanym obecnie ostatnim kwartale 2018 roku.

Ostatnią publikacją będzie piątkowy indeks PMI dla sektora przemysłowego. W listopadzie oczekuje się poprawy koniunktury w tym segmencie gospodarki, co przełoży się na wzrost wskaźnika do 53,8 pkt. z 53,4 pkt. w październiku. Jest prawdopodobne, że dane ostatecznie będą jeszcze lepsze i PMI będzie miał wartość powyżej 54 pkt., co w zestawieniu z wyższą od prognoz inflacją i widocznemu odbiciu inwestycji w PKB, przełoży się na umocnienie złotego.

Złoty wsparty przez krajowe dane ma szanse zamknąć cały tydzień umocnieniem do głównych walut. W efekcie w piątek pod koniec notowań za euro możemy zapłacić 4,19-4,20 zł, dolar może potanieć do 3,50 zł, a szwajcarski frank do 3,56-3,57 zł.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO