Develia z rekordowym pierwszym kwartałem 2024 r. Przychody wzrosły o 56%, a zysk netto o 45%

  • W I kwartale 2024 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 401,6 mln zł, co oznacza wzrost o 56% w porównaniu do 257,2 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.
  • Zysk netto grupy wyniósł 84,4 mln zł wobec 58 mln zł zysku netto w I kwartale 2023 r., czyli 45% więcej.
  • W okresie styczeń-marzec 2024 r. deweloper sprzedał 1038 lokali, odnotowując rekordowy kwartalny wynik, oraz przekazał 598 mieszkań.
  • Na koniec marca 2024 r. Develia posiadała łącznie 662,2 mln zł gotówki, krótkoterminowych aktywów finansowych i pozostałych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na koniec 2023 r.

– Po rekordowym 2023 r. mocno rozpoczęliśmy kolejny rok, odnotowując bardzo dobre wyniki sprzedaży i finansowe. Największą dotychczas kwartalną sprzedaż wspierała wysoka liczba rezerwacji z końca ubiegłego roku związana z zakończeniem programu „Bezpieczny Kredyt 2%”. Wiele z nich przekształciło się w umowy deweloperskie w I kwartale br. Po pierwszych miesiącach roku czujemy się komfortowo z realizacją celów sprzedaży i przekazań, jakie wyznaczyliśmy sobie na 2024 r. – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W I kwartale pracowaliśmy nad nową strategią grupy Develia, którą ogłosiliśmy w kwietniu. Naszym priorytetem jest dalszy dynamiczny rozwój w sektorze mieszkaniowym i zwiększenie udziału rynkowego w miastach, w których obecnie działamy do 7-8%. W ramach dywersyfikacji działalności będziemy rozwijać się w segmentach PRS oraz akademików, w co wpisuje się umowa joint venture, jaką podpisaliśmy z naszym partnerem na początku rokudodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

W I kwartale br. Develia sprzedała 1038 mieszkań w porównaniu do 533 w I kwartale 2023 r., co oznacza wzrost o 95%. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, City Vibe w Krakowie i Przemyska Vita w Gdańsku. Develia sprzedała też 30 lokali w projektach Lizbońska na Saskiej Kępie oraz Ursynów #22 w Warszawie realizowanych we współpracy joint venture z deweloperem Grupo Lar. Pod koniec kwietnia br. Develia zawarła aneks do umowy joint venture ze spółkami Grupo Lar Holding Polonia i Lar Management Polonia, rozszerzając współpracę deweloperów o inwestycję na około 550-600 mieszkań na Pradze Południe w Warszawie.

W okresie styczeń-marzec Develia przekazała 598 mieszkań w porównaniu do 441 lokali rok wcześniej. Cel zarządu to przekazanie 2700-2900 mieszkań w 2024 r.

Działalność komercyjna

W związku z podpisaniem pod koniec 2023 r. przedwstępnej umowy sprzedaży Arkad Wrocławskich w I kwartale br. Develia kontynuowała działania zmierzające do zamknięcia obiektu. Zakończenie działalności operacyjnej centrum handlowego jest zaplanowane na II kwartał br. Finalizacja transakcji sprzedaży Arkad Wrocławskich powinna nastąpić nie później niż do końca sierpnia 2025 r.

Zgodnie z nową strategią Develia zamierza dywersyfikować swoją podstawową działalność w sektorze mieszkaniowym poprzez realizację projektów PRS oraz akademików. Dlatego też na początku 2024 r. spółka zawarła umowę joint venture z funduszem CEE Student Housing Fund, w ramach której we Wrocławiu powstanie obiekt zamieszkania dla studentów z ponad 300 pokojami. Develia będzie pełnić w projekcie rolę dewelopera odpowiedzialnego za nabycie gruntu, nadzór nad budową oraz fit-out inwestycji. Po zakończeniu budowy partner wykupi udziały Develii w projekcie i zajmie się komercjalizacją oraz zarządzaniem obiektem. Model współpracy zakłada zaangażowanie kapitałowe Develii na poziomie 10% i otrzymanie wynagrodzenia za realizację tego projektu. Develia planuje rozpocząć realizację obiektu na przełomie 2024 i 2025 r. po otrzymaniu pozwolenia na budowę.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2024 1Q2023 Zmiana
Przychody 401 612 257 224 56,13%
Zysk brutto ze sprzedaży 133 496 90 392 47,69%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 132 978 83 235 59,76%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny -437 6 832
EBITDA 109 942 70 699 55,51%
EBITDA skorygowana* 112 699 75 416 49,44%
Zysk netto 84 400 58 042 45,41%
Skorygowany zysk netto* 87 788 61 458 42,84%
ROE 5,2% 3,9% +1,3pp
ROE skorygowane* 5,4% 3,9% +1,5pp

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto skorygowany o sumę przeszacowań netto z tytułu nieruchomości inwestycyjnych i zapasów – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji (odpowiednio ROE i EBITDA)

Przychody grupy za I kwartał 2024 r. wyniosły 401,6 mln zł i były o 56% wyższe wobec 257,2 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 84,4 mln zł i był o 45% wyższy od 58 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy miesiące 2024 r. wyniósł 133 mln zł przy przychodach 397,2 mln zł. Strata brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniosła 437 tys. zł przy przychodach 2,4 mln zł.

– Za nami bardzo udany początek roku z rekordowym poziomem sprzedaży, co przełoży się na wyniki finansowe w kolejnych okresach. Dobra kondycja płynnościowa Develii zapewnia nam komfort w realizacji nowych projektów mieszkaniowych i poszczególnych celów ze strategii na lata 2024-2028 – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes zarządu Develii. – Zgodnie z realizowaną polityką podzielimy się wypracowanym w ubiegłym roku zyskiem z akcjonariuszami, wypłacając im łącznie 226,14 mln zł dywidendy, czyli 0,5 zł na akcję – dodaje Paweł Ruszczak.

W II kwartale br. Develia podwyższyła wartość programu emisji obligacji z 650 do 750 mln zł, a następnie wyemitowała 4-letnie obligacje o łącznej wartości nominalnej 100 mln zł w ramach tego programu. Oprocentowanie obligacji zostało ustalone w oparciu o WIBOR 3M powiększony o marżę 3% w skali roku.

Na koniec marca 2024 r. Develia posiadała łącznie 662,2 mln zł gotówki, krótkoterminowych aktywów finansowych i pozostałych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na koniec 2023 r. Na koniec I kwartału 2024 r. zobowiązania finansowe wyniosły 880,7 mln zł w porównaniu z 883,9 mln zł na koniec 2023 r.

W kwietniu budownictwo mieszkaniowe z wyraźną korektą optymizmu

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w kwietniu oraz czterech pierwszych miesiącach bieżącego roku, nie potwierdziła silnego sygnału ożywienia koniunktury z poprzedzającego marca. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl o ile sama korekta wiosennego wybicia statystyk nie jest niczym nadzwyczajnym, to dość mocna dynamika ich tąpnięcia może nieco niepokoić.

Zapoczątkowany dokładnie przed rokiem zdecydowany trend wzrostowy danych GUS budownictwa mieszkaniowego, dotyczący głównie mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, w kwietniu poddał się dość mocnej korekcie. Pytanie, czy oznacza to koniec wyraźnego przyśpieszenia koniunktury inwestycyjnej rynku pierwotnego, czy tylko naturalną przerwę w trwającej tendencji. Wyk. 1 - Statystyki inwestycji mieszkaniowych GUS w latach 2020 - 2024

W sumie, w ubiegłym miesiącu, inwestorzy ruszyli z budową ponad 21 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 46 proc. lepszym od uzyskanego w kwietniu ub. roku, jednocześnie o blisko 10 proc. gorszym licząc miesiąc do miesiąca. Dość słabo wypadli deweloperzy z wynikiem 12,6 tys. rozpoczętych lokali. To wprawdzie aż o 80 proc. więcej w relacji rdr, jednak progres ten wynika z rekordowo niskiej bazy. W relacji miesiąc do miesiąca deweloperzy notują już spadek rzędu jednej piątej, czyli w dość nieprzypadkowym wymiarze.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, w sumie w czterech pierwszych miesiącach 2024 roku w Polsce ruszyła budowa ponad 81 tys. mieszkań i domów, co oznacza progres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku o grubo ponad połowę. Jeszcze lepiej wypadają sami deweloperzy z wynikiem blisko 55 tys. lokali, czyli o 80 proc. lepszym w relacji rok do roku. Take rezultaty nawet pomimo kwietniowego tąpnięcia przedmiotowych statystyk prezentują bardzo mocne przyspieszenie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Analogicznie prezentują się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w kwietniu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano bez mała 25 tys. decyzji administracyjnych, natomiast licząc od początku roku prawie 94 tys., co w obu przypadkach oznacza wzrost odpowiednio o 21 i 30 proc.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie 17 tys. w kwietniu i  67 tys. od początku roku komunikuje wyraźny progres rdr odpowiednio o 18 i 37 proc. Jednak licząc miesiąc do miesiąca pojawił się już spadek rzędu 15 proc. Na razie jest to tylko korekta poprzednich wzrostów, a kwietniowy rezultat mieści się w zakresie historycznie najlepszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych.

W dalszym ciągu statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W kwietniu było takich mieszkań w sumie niespełna 16 tys., czyli 24 proc. mniej licząc rok do roku, i o 11 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 65 tys. lokali oddanych jest o 15 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć nieco dwuznaczną i mniej optymistyczną wymowę niż jeszcze miesiąc temu. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyniki od początku roku wciąż prezentują się dość okazale, choć ma na to istotny wpływ bardzo niska baza rekordowo niskich notowań sprzed roku. Pytanie, skąd aż tak wyraźna korekta dotychczasowego kursu danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego, i czy nie oznacza ona trwalszego osłabienia koniunktury inwestycyjnej krajowej mieszkaniówki.

Regres miesięcznych danych, choć pojawił się w obu głównych formach budownictwa mieszkaniowego, w wyraźnie większym wymiarze ujawnił się w przypadku budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Oznacza to, że decydujący wpływ na spadek statystyk mogła mieć data 1 kwietnia br., czyli pierwotny termin wejścia w życie nowych warunków technicznych, który ostatecznie został przesunięty na tegoroczny sierpień.

Poza tym wciąż ważą się losy nowego programu dopłat do hipotek, który może mieć decydujące znaczenie dla trwałości koniunktury sprzedażowej pierwotnego segmentu rynku mieszkaniowego. Brak ostatecznej wersji planowanych przepisów, możliwość wprowadzenia limitów stawek m kw. mieszkań dopuszczonych do programu, czy wreszcie brak konsensusu co do sensowności programu w samej koalicji rządowej, mogą budzić obawy uczestników rynku co do jego perspektyw już w najbliższej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert RynekPierwotny.pl

Archicom po I kwartale 2024 roku

Archicom z konsekwencją realizuje przyjętą strategię, która zakłada sprzedaż 3 000 mieszkań w bieżącym roku, a w nadchodzącym – 4 000. W tym celu deweloper aktywnie pozyskuje grunty, w szczególności w miastach o największej luce popytowo-podażowej, ale także debiutując w nowych lokalizacjach. W pierwszym kwartale 2024 r. zrealizował sprzedaż 410 lokali, przy przychodach na poziomie 273,6 mln złotych.

Ambitne cele sprzedażowe Archicom zakładają krótkookresowo (w 2024 r.) sprzedaż 3 000 mieszkań, a średniookresowo (w 2025 r.) – 4 000. Fundamentem realizacji założonych celów jest konsekwentna rozbudowa banku ziemi. Archicom koncentruje się na zakupie gruntów z zaawansowanymi pozwoleniami, przede wszystkim w miastach o największej luce popytowo-podażowej – Wrocławiu, Warszawie i Krakowie. W całym 2024 r. deweloper planuje uruchomienie 28 nowych projektów. Dotychczas w 2024 r. Archicom wprowadził do sprzedaży lub przedsprzedaży 2 671 lokali w ramach 13 projektów: Południk 17, Przystań Reymonta (Wrocław), Flow, Zenit (Łódź), Wieża Jeżyce (Poznań), Towarowa 22, Stacja Wola (Warszawa) oraz Wita i Dąbrowskiego (Kraków).

W pierwszym kwartale 2024 r. kontynuowaliśmy działania prowadzące do rozbudowy naszego banku ziemi, co postrzegamy jako jeden z priorytetów naszej strategii. W tym okresie nabyliśmy grunty, które pozwolą nam na budowę blisko 1 350 lokali i ponad 72 000 PUM. Wybór nieruchomości z zaawansowanymi pozwoleniami umożliwia nam sprawne uruchamianie projektów niemal z miesiąca na miesiąc. Zarówno w przypadku inwestycji Flow w Łodzi, jak i Przystani Reymonta we Wrocławiu grunty nabyliśmy w IV kwartale 2023 r., a już w I kwartale 2024 r. wystartowaliśmy z sukcesami z ich przedsprzedażą – mówi Waldemar Olbryk, Prezes Zarządu w Archicom.

Debiut w Katowicach

Już po zamknięciu pierwszego kwartału, Archicom sfinalizował zakup pierwszego gruntu w Katowicach, co oznacza, że marka zadebiutuje w kolejnej lokalizacji po Wrocławiu, Łodzi, Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Projekt o centralnym usytuowaniu, w pobliżu dworca PKP i Spodka, zostanie uruchomiony jeszcze w 2024 r. i pozwoli na budowę 350 mieszkań i 15 000 PUM.

Jako deweloper od 2023 r. funkcjonujemy na terenie całego kraju, przy czym nasza strategia ekspansji zakłada wkraczanie na kolejne rynki jak Aglomeracja Śląska i Trójmiasto, ale także większą ekspozycję marki w miastach, gdzie jesteśmy obecni. W związku z tym jesteśmy dumni z zakupu atrakcyjnego gruntu w samym centrum Katowic, tym samym debiutując w nowej lokalizacji. W maju uruchomiliśmy również sprzedaż segmentu mieszkaniowego w ramach długo wyczekiwanego projektu typu destination Towarowa 22 w Warszawie. To inwestycja o ponad 6 ha powierzchni, w tym 2 ha ogólnodostępnego parku, która przy naszym udziale odmieni oblicze całego kwartału w stolicy – dodaje Waldemar Olbryk.

Stabilność finansowa i dywersyfikacja źródeł finansowania

Rozwój nie byłby możliwy, gdyby nie stabilna i silna pozycja gotówkowa, którą potwierdza m.in. udana emisja obligacji w pierwszym kwartale br. Realizacja przyjętej polityki finansowej przyczyniła się do wypracowania satysfakcjonujących przychodów.

Stabilność finansowa jest niezbędna do rozwoju organizacji oraz ekspansji, a tym samym – realizacji celów biznesowych Archicom. Przykładamy do tego obszaru wagę, dywersyfikując źródła finansowania inwestycji, ale także dokonując przemyślanych decyzji inwestycyjnych. W pierwszym kwartale wypracowaliśmy zysk na poziomie 60,8 mln zł, odnotowując wzrost rzędu 253% w odniesieniu do analogicznego okresu rok wcześniej – podsumowuje Agata Skowrońska-Domańska, Wiceprezes Zarządu w Archicom.

Pierwszy kwartał 2024 r. był dla Archicom okresem dynamicznego rozwoju w ramach ambitnych celów sprzedażowych. Dzięki strategicznym inwestycjom i konsekwentnej realizacji polityki finansowej, firma umocniła swoją pozycję na rynku ogólnopolskim. Jednocześnie debiut w nowych lokalizacjach oraz rozbudowa banku ziemi stwarzają solidne podstawy do dalszego wzrostu.

Sektor usług w strefie euro jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł

PMI dla przemysłu w maju w strefie euro wyniósł 47,4 wobec 45,7 pkt miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się lepszy niż wskazywały prognozy (46,2). Sektor przemysłowy w końcu wykazał pewne oznaki wychodzenia z kryzysu. M.in. nie odnotowano już tak wysokich dynamik spadku nowych zamówień.

PMI dla przemysłu w Niemczech wzrósł do 45,4 wobec 42,5 pkt odnotowanych w kwietniu. Wskaźnik powrócił do poziomów obserwowanych na początku roku, kiedy to wydawało się, że niemiecki przemysł najgorsze ma już za sobą i czeka nas powolny wzrost aktywności w tym sektorze.

Sektor usług w maju utrzymał swoją siłę. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wyniósł 53,3, czyli dokładnie tyle ile miesiąc wcześniej. Konsensus rynkowy zakładał lekki wzrost do 53,6, jednak ta różnica nie ma znaczenia w sytuacji, kiedy wskaźnik utrzymał się na wysokim poziomie kolejny miesiąc. Sektor usług jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł, a ożywienie w tym sektorze trwa już kilka miesięcy.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 52,3 wobec 51,7 miesiąc wcześniej. Wskaźnik już od trzech miesięcy znajduje się powyżej poziomu 50 pkt. W tym miesiącu do mocnego sektora usług w końcu dołączył względnie pozytywny odczyt z sektora przemysłowego, gdzie być może widać pierwsze oznaki wyczekiwanego ożywienia.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Fabrity Holding: 17% wzrost przychodów, 12% wzrost EBITDA w Q1 2024

Wstępne, szacunkowe przychody ze sprzedaży usług technologicznej Grupy Fabrity Holding wzrosły w pierwszych trzech miesiącach br. o 17% rdr, a wynik EBITDA o 12% rdr pomimo wymagającego otoczenia w branży IT i niekorzystnej zmiany kursu EUR/PLN.

Zgodnie ze wstępnymi, szacunkowymi danymi finansowymi za okres styczeń-marzec 2024 roku, Grupa Fabrity Holding osiągnęła 18,9 mln zł przychodów ze sprzedaży usług, co oznacza wzrost o 17% rok do roku. Wypracowany wynik EBITDA szacowany jest na 2,4 mln zł (+5% rdr), zysk operacyjny na 1,8 mln zł (+12% rdr), a zysk netto na 1,3 mln zł, co jest poziomem zbliżonym do wartości sprzed roku.

– Pozytywnie oceniamy pierwszy kwartał br., szczególnie że podobnie jak cała branża doświadczaliśmy wymagających warunków rynkowych. Były one związane przede wszystkim z pogorszeniem koniunktury na rynku IT i wahaniami kursów walut z mocno widocznym trendem umocnienia złotego, co było niekorzystnym zjawiskiem z punktu widzenia eksportera usług – wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Ostateczne wyniki finansowe wraz z dekompozycją segmentową i szczegółowymi komentarzami oraz zestawieniami zostaną zaprezentowane w skonsolidowanym raporcie Grupy Kapitałowej Fabrity Holding za pierwszy kwartał 2024 roku, którego publikację zaplanowano na 29 maja 2024 r.

Złoty łapie oddech po serii wzrostów

Po wielu dobrych dniach dla polskiej waluty mamy odbicie. Dane, które są z tym łączone, nie są wcale aż takie złe. Po tylu dniach atakowania ważnych poziomów, nie było jednak wcale potrzeba dużo, by kurs odbił. W tle tanieje ropa.

Dane z Polskiej gospodarki

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z naszego kraju. Zaczęło się od cen produkcji sprzedanej przemysłu, które spadły o 8,6%. Jest to bardzo silny bodziec, mogący sugerować stabilizację cen. Należy jednak pamiętać, że wzrost tego parametru w krytycznym momencie cyklu wzrostu cen był 25%. Oznacza to, że część tego wzrostu odbiło się w marży. Obecny spadek może być zatem użyty, by ją odbudować. Oczekiwanie spadku cen nie jest zatem rozsądne. Warto też zwrócić uwagę, że zmiany cen na tym parametrze przeważnie wyprzedzają o kilka miesięcy inflację konsumencką. Produkcja przemysłowa wzrosła wczoraj o 7,9%. Wysoki wynik oczywiście cieszy, ale należy pamiętać, że dokładnie rok temu mieliśmy największy spadek, zatem teraz realnie mówimy o korekcie tamtego ruchu. Rynki uznały te dane za słabsze dla złotego. Należy jednak mieć na uwadze, że od dłuższego czasu inwestorzy szukali momentu na realizację zysków i być może trochę na siłę go znaleźli.

Zarabiamy znów coraz lepiej

Ostatnie dane na temat wynagrodzeń w Polsce pokazują cały czas dwucyfrową dynamikę wzrostów w skali roku. Obecnie jest to 11,3% w górę. Warto jednak zwrócić uwagę na poważny problem, jakim jest spadek zatrudnienia o 0,4% w ujęciu rocznym. To naprawdę dużo. Warto zwrócić uwagę, że zwolnienia często dotyczą najsłabiej zarabiających początkujących pracowników. W rezultacie wzrost średniego wynagrodzenia może być jeszcze rozpędzany tym efektem. Jeżeli mówimy o wzroście średniego wynagrodzenia, należy też uniknąć pułapki porównywania się z poprzednim miesiącem. Marzec to typowy miesiąc wypłaty rocznych premii. W rezultacie dane za ten miesiąc są zwyczajowo około 1,5% wyższe.

Ropa znów szuka dna?

Na rynek ropy trafiły ostatnio dwie ważne informacje duszące ceny surowca. Z jednej strony Departament Energii Stanów Zjednoczonych zapowiada wrzucenie na rynek miliona baryłek benzyny. Analitycy nie mają wątpliwości, że w tle jest warstwa polityczna, aczkolwiek patrząc na wzrosty cen, ruch ten nie jest pozbawiony sensu. Oficjalnym powodem jest zbicie cen podróży przed świętem 4 lipca – Dniem Niepodległości. Drugim ważnym elementem są wczorajsze dane o zmianach zapasów. O ile spadły zapasy benzyny mocniej niż oczekiwano, to znacznie wzrosły zapasy surowca. W rezultacie nie można się dziwić, że oglądaliśmy wczoraj kolejne spadki cen ropy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Grupa ID Logistics z dwucyfrowym wzrostem przychodów w I kwartale 2024 r.

Grupa ID Logistics opublikowała przychody wypracowane w pierwszym kwartale br. Sięgnęły one 736,3 mln euro, co daje wzrost o 17,6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem przed rokiem (12,4 proc. w ujęciu like-for-like). To przede wszystkim efekt podpisania kolejnych umów.

Bardzo dobry wynik na poziomie przychodów w I kw. 2024 r. to kolejny sukces, jakim

ID Logistics może pochwalić się w ostatnim czasie. Po bardzo udanym IV kw. ub.r. Grupa utrzymała dwucyfrową dynamikę wzrostu i konsekwentnie realizuje cele strategiczne przyjęte na 2024 rok.

Pierwszy kwartał roku finansowego 2024 zakończyliśmy pod znakiem wyraźnego przyspieszenia, czego dowodem jest dalszy wzrost przychodów ID Logistics. Tak dobry wynik to rezultat wspólnego wysiłku, a także uruchomienia kilku dużych projektów zarówno w Europie, jak i regionie atlantyckim. Dzięki nim znajdujemy się obecnie w dogodnym położeniu, aby utrzymać dotychczasową dynamikę również w kolejnych kwartałach tego rokumówi Eric Hémar, prezes zarządu Grupy ID Logistics.

Główne czynniki DOBRYCH WYNIKÓW ID Logistics w I KW. 2024

Wzrost przychodów do 734,3 mln EUR na koniec I kw. 2024 r. (+17,6 proc.) uwzględnia m.in. wynik wypracowany przez polską spółkę Spedimex, przejętą przez ID Logistics i konsolidowaną od 1 czerwca 2023 r. Wśród pozostałych czynników, które istotnie wpłynęły na ten rezultat, znalazły się również:

  • stabilizacja przychodów we Francji (-0,5 proc. przychodów) po 2023 r., w którym mieliśmy do czynienia z niższymi wolumenami konsumpcji;
  • wzrost przychodów kwartalnych Grupy w Europie (poza Francją) o 14,3 proc.;
  • bardzo silny rozwój w Stanach Zjednoczonych, ze wzrostem przychodów o 29,5 proc.;
  • wzrost like-for-like w Ameryce Łacińskiej i Azji o 21,6 proc.

W ciągu pierwszego kwartału 2024 r. ID Logistics uruchomiło też aż 7 nowych projektów.

Nowe kontrakty również poza Europą

Pierwszy kwartał 2024 roku to również okres wysokiej aktywności ID Logistics w zakresie rozwoju biznesu i poszerzania portfolio klientów. Grupa wygrała lub rozpoczęła w tym czasie realizację nowych kontraktów:

  • we Francji: ID Logistics uruchomi nową działalność dla jednego ze swoich głównych klientów – globalnego giganta e-commerce (obiekt o łącznej powierzchni ok. 86 tys. mkw. w pobliżu Amiens);
  • w Brazylii: firma Wella Company, światowy lider w branży beauty, powierzyła ID Logistics zarządzanie działalnością logistyczną w swoim nowym centrum dystrybucyjnym o powierzchni 12 tys. mkw. na południu stanu Minas Gerais;
  • w USA: kontynuując współpracę z jednym z największych na świecie producentów słodyczy, ID Logistics przejmie zarządzanie obiektem o powierzchni 28 tys. mkw. na południowy zachód od Chicago.

Branża IT urealnia płace i prace. Wzrost liczby ofert o 59% w AI i Machine Learning

2024 rok przebiega pod hasłem urealnienia zapotrzebowania na specjalistów IT – rynek potrzebuje mniej programistów, za to więcej kadr wyspecjalizowanych w AI, uczeniu maszynowym Cloud Computing, Big Data oraz cyberbezpieczeństwie. Tempo wzrostu wynagrodzeń jest najniższe od pięciu lat, a specjaliści IT bardziej niż wcześniej cenią stabilność zatrudnienia i umowy o pracę –  wynika z  najnowszego „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT” Grafton Recruitment.

Po okresie olbrzymiego zapotrzebowania na specjalistów nastąpiło „nowe rozdanie”. Z jednej strony popyt na pracowników wybranych specjalizacji maleje, z drugiej – sektor IT wciąż boryka się z dużym zapotrzebowaniem na doświadczonych inżynierów, choć i jego skala zmniejszyła się w porównaniu z połową 2022 roku.

Wśród powodów takiego stanu rzeczy warto wskazać na niestabilną sytuację na rynku, wstrzymywanie inwestycji oraz cięcia kosztów. Rynek IT nadal się kalibruje – po okresie pandemii, kiedy znacząco zwiększyła się liczba projektów związanych z popularyzacją usług i pracy online, więc tym samym także i zatrudnienie, sytuacja wraca do punktu wyjścia. Utrzymywanie pracowników bez przydzielonych projektów nie ma już uzasadnienia – tym bardziej, że samych projektów jest mniej. Nie bez znaczenia jest też systematyczne wdrażanie rozwiązań technologicznych, w tym AI i postępująca cyfryzacja.

Widoczne jest zmniejszenie zapotrzebowania na zespoły deweloperskie i testerskie – firmy ograniczyły lub całkowicie wstrzymały rekrutacje w tych obszarach. Spadki są widoczne już od 2022 roku, a obecnie ofert jest o 10% mniej w stosunku do I kwartału 2023 roku. Najmniejsze zapotrzebowanie wśród wszystkich analizowanych grup dotyczy ról „cross functional”. W tym przypadku jest ono niższe o 16% od średniej dla wszystkich ogłoszeń IT. Skutki są widoczne w prowadzonych obecnie procesach rekrutacyjnych: mniej wakatów sprawia, że możliwość dotarcia do kandydatów, znacząco wzrosła.

– Obserwując trendy na światowym rynku IT, trudno być optymistą. Międzynarodowe koncerny informatyczne już pod koniec ubiegłego roku poinformowały o planowanych na pierwsze półrocze 2024 roku redukcjach kadr i wycofaniu się z niektórych inwestycji. Jednak w porównaniu z rynkiem globalnym Polskę ten trend dotyka w mniejszym stopniu, gdyż pozostaje ona jednym z najatrakcyjniejszych rynków IT dla zachodnich inwestorów. Koszty zatrudnienia są wciąż relatywnie niskie, a kompetencje wysokie – tłumaczy Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.

Kogo potrzebuje rynek?

O ile zapotrzebowanie na programistów, testerów oraz specjalistów „cross functional” spadło, o tyle zauważalny jest systematyczny wzrost liczby ofert dla pracowników doświadczonych w obszarach AI, uczenia maszynowego, cyberbezpieczeństwa, Big Data oraz Cloud Computing. Według ekspertów to te obszary zdominują rynek pracy w latach 2024–2025.

W porównaniu do III kwartału 2023 roku, kiedy popyt na role związane ze sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym był jeszcze poniżej średniej, w  I kwartale 2024 roku nastąpił wzrost o 59%. To wyraźny sygnał, że firmy inwestują w te rozwiązania. Również technologie chmurowe cieszą się dużą popularnością. Popyt na pracowników tych specjalizacji jest  obecnie o 12% wyższy w porównaniu z I kwartałem 2023 roku, co wskazuje na ciągły rozwój i znaczenie specjalistów w obszarze Cloud.

Wykres_popyt_na_role_IT

Można byłoby się spodziewać, że rekruterzy odetchną z ulgą – liczba dostępnych kandydatów jest większa, a procesy rekrutacyjne są spokojniejsze. Część stanowisk jest jednak trudniejsza do obsadzenia niż wcześniej, co wynika z coraz większego popytu na kompetencje związane ze sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym. W tych specjalizacjach kandydatów nadal jest za mało – komentuje Karol Boczkowski, manager ds. kontraktów IT w Grafton Recruitment.

Płace rosną, ale już nie szybują

Jeszcze kilka lat temu kandydaci w branży IT mieli do wyboru nieprzebraną liczbę ofert i szybujące wynagrodzenia, rosnące nawet o 20% rok do roku. Obecnie nadal mogą liczyć na atrakcyjne pensje i podwyżki, jednak nie w takim wymiarze, jak wcześniej. Tegoroczny „Raport wynagrodzeń i trendów w IT” pokazuje najniższy wzrost uposażeń na przestrzeni ostatnich pięciu lat. Największe podwyżki odnotowano w obszarach Data i Cloud Development, najmniejsze w rolach związanych z SAP i zarządzaniem projektami.

Z raportu wynika, że wynagrodzenia w IT nadal przewyższają średnią krajową (poza pracownikami tzw. pierwszej linii wsparcia i to także nie wszystkich przypadkach), a najwyższe płace to nawet 40 000 zł – 42 000 zł miesięcznie – tyle wynoszą widełki wysokości pensji Software Development Directorów/CTO w Warszawie. Na analogicznym stanowisku w Łodzi i Poznaniu zarobić można 33 000 zł – 40 000 zł, a w Krakowie, Trójmieście, Katowicach oraz Wrocławiu 30 000 zł – 40 000 zł. Oprócz wykwalifikowanych programistów na wysokie pensje liczyć mogą również między innymi managerowie i specjaliści ds. bezpieczeństwa, a także architekci rozwiązań chmurowych i związanych ze sztuczną inteligencją.

Autorzy raportu wyodrębnili również role, w przypadku których lokalizacja pracodawcy nie jest istotna. Specjaliści w tych dziedzinach mogą liczyć na podobne stawki bez względu na to, czy pracują zdalnie, czy stacjonarnie w biurze w jakimkolwiek polskim mieście. Wśród nich najwyższe wynagrodzenia uzyskują eksperci na stanowiskach Program Director (od 30 000 zł do 38 000 zł miesięcznie) oraz Technical Lead (25 000 zł – 35 000 zł miesięcznie). Najmniej zarobią osoby pracujące w PMO (od 9 000 zł do 14 000 zł miesięcznie), a także Graphic Designerzy (11 000 zł – 17 000 zł).

Największe wzrosty pensji rok do roku odnotowano w obszarach Data (średni wzrost o 7,8%), a także Cloud Development (6.8%), a najmniejsze w zarządzaniu projektami oraz SAP (mniej niż 1%). Biorąc pod uwagę funkcje, na najwyższe podwyżki liczyć mogły osoby na stanowiskach: Technical Lead oraz Enterprise Architect (średnio po 11,1%), a także Product Ownerzy oraz inżynierowie ETL (średnio po 10,81%).

Eksperci przewidują, że w związku z utrzymującym się zapotrzebowaniem na specjalistów do spraw Big Data, Cloud Computing i sztucznej inteligencji, to ich wynagrodzenia będą rosły najszybciej, czyli od 15% do 20% rok do roku. W przypadku pozostałych stanowisk płace nie będą już rosły tak dynamicznie, jak w ostatnich latach. Jeśli obecny trend się utrzyma, stawki dla ról związanych z tworzeniem oprogramowania prawdopodobnie ustabilizują się na poziomie 5%.

Specjaliści IT znów chcą być na etatach i… pracować zdalnie

Analiza ofert pracy opublikowanych w kwietniu 2024 r. pokazuje, że to umowa o pracę jest obecnie najczęstszą proponowaną formą zatrudnienia w branży IT – stanowi 45,3% umów i jest popularna głównie w Krakowie i Trójmieście. Możliwe, że to niepewność na rynku pracy skłania pracodawców do oferowania umów o pracę, aby przyciągnąć i zatrzymać najlepszych kandydatów. Mniej, gdyż 33% firm oferowało współpracę w oparciu o umowę B2B. Ta forma przeważa na rynku wrocławskim oraz w Katowicach.

Profesjonaliści, o których rynek toczył zaciekłą walkę jeszcze w 2022 roku, i którzy często i chętnie zmieniali pracę, teraz ostrożniej podchodzą do nowych propozycji. Niedoceniana wcześniej „stabilność zatrudnienia” stała się dla nich priorytetowa.

– Widzimy, że więcej kandydatów aplikuje na stanowiska i przyjmuje oferty, w których jedyną formą zatrudnienia jest etat. Wcześniej propozycje, które nie zawierały możliwości  wyboru między umową o pracę a B2B, nie cieszyły się aż takim powodzeniem – zaznacza Agata Jemioła, Branch Manager w Grafton Recruitment.Wykres_formy_zatrudnienia_IT

Zmiany w branży IT dotyczą nie tylko formy zatrudnienia, ale i trybu pracy. Te jednak nie są aż tak gwałtowne i choć pracodawcy chętnie widzieliby swoich pracowników w biurach, to najpopularniejsza pozostaje wciąż praca hybrydowa i zdalna. Oferty stacjonarne to zaledwie 7,8% rynku.

Głównymi ośrodkami Warszawa, Kraków i Wrocław

Największe ośrodki związane z IT skoncentrowane są wokół dużych miast – Warszawy, Krakowa oraz Wrocławia i to tam można liczyć na najwyższe wynagrodzenia, przy czym wcale nie oznacza to, że pracujący faktycznie mieszkają właśnie w województwie mazowieckim, małopolskim czy dolnośląskim. Szczególnie wrocławskie firmy są nadal nastawione na pracę zdalną – wyjaśnia Karol Boczkowski, manager ds. kontraktów IT w Grafton Recruitment.

Jak wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w IT”, głównym ośrodkiem zatrudnienia specjalistów IT w Polsce pozostaje Warszawa, chociaż pod koniec 2023 roku można było zaobserwować znaczny spadek liczby ogłoszeń, szczególnie na stanowiska juniorskie, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej (IV kwartał 2022). Drugim miastem w Polsce pod względem liczby specjalistów IT jest Kraków, głównie ze względu na  atrakcyjność dla inwestorów. Najwięcej ofert pracy w branży w stolicy Małopolski dotyczy obszaru IT consultingu, dostawców oprogramowania oraz branży finansowej. W czołówce polskich ośrodków IT od lat utrzymuje się także Wrocław, w którym miniony rok charakteryzował się dużą stabilizacją. Tu również dominują oferty na stanowiska seniorów i konsultantów, szczególnie w obszarze rozwoju oprogramowania. Dostęp do pracy zdalnej stworzył wysoki popyt na specjalistów także w Łodzi. Doprowadziło to do szybkiego wyrównania się zarobków na lokalnym rynku do poziomów obserwowanych w innych dużych miastach. Choć w porównaniu do reszty Polski Łódź zanotowała w pierwszym kwartale 2024 roku niewielki wzrost popytu w sektorze IT, trudno mówić jednak o trendzie po silnym spadku w ubiegłym roku. Poznań na polskiej mapie IT jest jednym z ważniejszych ośrodków utrzymania infrastruktury serwisowej. Inwestuje się tu w rozwój aplikacji chmurowych, grafiki komputerowej i usług zapewniających szybki przepływ danych. Serce Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – Katowice mogą być z kolei ciekawym miejscem w kolejnych latach, gdyż dzięki budowie HUB-u Gamingowo-Technologicznego na terenie byłej kopalni KWK Wieczorek mają szansę stać się przestrzenią rozwoju środowiska związanego z e-sportem.

Wzrost liczby studentów

Pozytywną wiadomością dla pracodawców jest wzrost zainteresowania kierunkami związanymi z IT. Odsetek studentów kierunków informatycznych w całej Polsce wzrósł bowiem o 5,1%  w porównaniu do ubiegłego roku, wyprzedzając tym samym tempo wzrostu całkowitej liczby studentów w kraju (+0,4%).

Najwięcej studentów kierunków informatycznych przybyło w województwie łódzkim (+21,5%), podlaskim (+18,7%) oraz lubelskim (+12%). Jedynie w dwóch województwach odnotowano spadek liczby studentów: lubuskim I dolnośląskim.

Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski informuje o nadchodzących cyberatakach

Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski na antenie Radia Zet zapowiedział, że w ciągu najbliższych dwóch tygodni Polska może stać się celem wzmożonych cyberataków, największych od 5 lat[1]. Te bardzo niepokojące informacje powinniśmy traktować z pełną powagą, ale również zachowując spokój i racjonalnie przygotowując się na możliwe konsekwencje.

Jak pokazują dane ESET[2], grupy cyberszpiegowskie sprzymierzone z Rosją coraz bardziej koncentrują się na Unii Europejskiej, stąd przewidywania o ich zwiększonej aktywności przed wyborami do Parlamentu Europejskiego wydają się uzasadnione. Jak wspomniał Minister, przestępcy prawdopodobnie będą koncentrować się na dezinformacji i zakłócaniu pracy infrastruktury krytycznej.

Dezinformacja może bezpośrednio dotknąć każdego z nas, a więc w najbliższych tygodniach powinniśmy jeszcze uważniej weryfikować trafiające do nas przekazy i mieć 100% pewność o ich prawdziwości, zanim je powielimy. Przede wszystkim nie czytajmy informacji pochodzących z nieznanych nam portali, każdą niepokojącą czy szokującą wiadomość sprawdzajmy w kilku źródłach, zwracajmy uwagę na to, kim są autorzy tekstów i czy powołują się na wiarygodne źródła. Szczególnie z dużą dozą dystansu podchodźmy do wpisów i informacji pochodzących z social mediów, to tam bardzo często trafiają fake newsy, które rozchodzą się w ekspresowym tempie. Proponuję dwa razy przemyśleć sprawę zanim coś udostępnimy dalej.

Celem działań dezinformacyjnych jest wzbudzanie paniki i podsycanie konfliktów. Pamiętajmy o tym zawsze, kiedy zaglądamy na portale informacyjne, a przede wszystkim do mediów społecznościowych, i nie dajmy się zwieść.

Infrastruktura krytyczna to np. sieci wodociągowo-kanalizacyjne, elektrownie czy firmy telekomunikacyjne. Polskie służby i firmy zajmujące się cyberbezpieczeństwem stale śledzą próby ataków na te najważniejsze dla obywateli instytucje i powstrzymują je. Możemy jednak spodziewać się, że któraś z tych prób powiedzie się, co może oznaczać dla nas np. chwilowy brak dostępu do wody, prądu czy usług telekomunikacyjnych. Podstawową zasadą w takiej sytuacji jest niewpadanie w panikę i postępowanie zgodnie z oficjalnymi zaleceniami.

Pamiętajmy o tym, że wzmożenie cyberataków grup przestępczych powiązanych z Rosją trwa od dość dawna, bo od samego początku wojny w Ukrainie. Oznacza to, że osoby zajmujące się ochroną cyberprzestrzeni znają metody, które wykorzystują atakujący i w pewnym stopniu są w stanie przewidzieć ich działania. Prawda jest taka, że codziennie odpieramy wiele takich ataków.

W tej konfrontacji nie jesteśmy bezradni i z pewnością specjaliści do spraw cyberbezpieczeństwa będą działać tak, aby nie dopuścić do zakłóceń życia codziennego Polaków i Polek, ewentualnie zminimalizować je. To, co ważne w tym momencie, to współpraca i zachowanie racjonalnego myślenia przez nas wszystkich.

Komentarz Kamila Sadkowskiego, analityka laboratorium antywirusowego ESET

[1] https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/do-cyberataku-rosji-na-polsk%C4%99-zosta%C5%82y-2-tygodnie-minister-ujawnia-powodem-jest-wa%C5%BCna-data/ar-BB1mTXJ6?ocid=entnewsntp&pc=U531&cvid=d9cd9767666b421ee3a4309f536e5b2a&ei=38

[2] https://dagma.eu/storage/_common/blog/doc/APT_Activity_Report_Q4_2023-Q1_2024.pdf

Sąd UE: „Pablo Escobar” nie może być unijnym znakiem towarowym

Sąd UE odmówił rejestracji oznaczenia słownego „Pablo Escobar” pod unijnym znakiem towarowym, uznając je za sprzeczne z porządkiem publicznym i dobrymi obyczajami. Za bardzo kojarzy się z handlem narkotykami i zbrodnią.

Pablo Escobar boss mafii

Sąd Unii Europejskiej (część Trybunału Sprawiedliwości UE) rozpoznawał skargę, jaką wniosła portorykańska spółka Escobar na decyzję EUIPO (Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej), którą odmówiono spółce rejestracji imienia i nazwiska Pablo Escobar jako unijnego znaku towarowego dla oferowanych przez nią towarów i usług. EUIPO uznało, że taki znak byłby sprzeczny z porządkiem publicznym i dobrymi obyczajami. Istnieje bowiem domniemanie, że kolumbijski obywatel o tym imieniu i nazwisku był baronem narkotykowym i narkoterrorystą.

Rejestracja znaku wbrew moralności

Sąd UE podzielił stanowisko urzędu. Uznał, że EUIPO mogło wziąć pod uwagę przy swojej odmowie to, jak Pabla Escobara postrzegają w Europie racjonalni Hiszpanie, kierujący się w życiu powszechnymi wartościami, na których opiera się też Unia Europejska, tj. godność człowieka, zasady państwa prawa, czy prawo do życia. Mieszkańcy Hiszpanii, ze względu na powiązania łączące ten kraj z Kolumbią, znają bardzo dobrze historię życia Pablo Escobara i hołdowanie mu poprzez rejestrację znaku towarowego na terenie UE byłoby niemoralne.

Kolumbijski Robin Hood

Spółka z Guaynabo w Portoryko wskazała m.in. na takie historyczne, mityczne, być może nawet fikcyjne postacie, jak Robin Hood, Bonnie i Clyde, Al Capone, czy Che Guevara, które mimo że również mają związek z przestępstwami, weszły do nurtu popkultury i zostały zarejestrowane jako unijne znaki towarowe. Przedsiębiorca podnosił, że Pablo Escobar, z uwagi na uczynki dokonane na rzecz ubogich obywateli Kolumbii, również stał się postacią mityczną w kulturze masowej. Nakręcono o nim serial, który cieszył się powodzeniem także w Hiszpanii. Za życia Escobar był nawet nazywany kolumbijskim Robin Hoodem.

Escobar nigdy nie został skazany, ale źle się kojarzy

Jednak unijny sąd przyznał rację EUIPO, iż prawidłowo ocenił, że wspomniani racjonalni Hiszpanie bardziej kojarzyć będą Pablo Escobara z handlem narkotykami i narkoterroryzmem i związanymi z nim ludzkim cierpieniem i zbrodniami, aniżeli z ewentualnymi dobrymi uczynkami Escobara. Zarejestrowany pod tym imieniem i nazwiskiem znak odbierany byłby jako sprzeczny z podstawowymi normami moralnymi, jakich przestrzega zdecydowana większość hiszpańskiego społeczeństwa. Sąd Unii Europejskiej nie zgodził się, aby odmowa rejestracji znaku towarowego naruszała przysługujące nieżyjącemu już Escobarowi prawo podstawowe wynikające z domniemania niewinności (Kolumbijczyk nigdy nie został skazany w procesie karnym, zginął zastrzelony przez funkcjonariuszy organów ścigania w 1993 roku), przewidziane w art. 48 ust. 1 Karty praw podstawowych UE, skoro jest on przez większość Hiszpanów postrzegany jako symbol przestępczości zorganizowanej i osoba odpowiedzialna za liczne zbrodnie (wyrok z 17 kwietnia 2024 r., sprawa T-255/23, Escobar Inc. vs. EUIPO).

Podsumowanie

Zgodnie z art. 7 ust. 1 lit. f) rozporządzenia PE i Rady (UE) 2017/1001 z dnia 14 czerwca 2017 r. w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej, sprzeczność znaku towarowego z porządkiem publicznym lub z dobrymi obyczajami jest bezwzględną przesłanką odmowy rejestracji takiego znaku. EUIPO zobligowane jest w pierwszej kolejności z urzędu badać występowanie takich przesłanek. Zalety płynące z rejestracji znaku są ogromne dla jego właściciela, przede wszystkim skutkuje ona przyznaniem mu wyłącznych praw do tego znaku na terytorium UE. Warto pamiętać, że nie tylko EUIPO może stać na straży unijnych wartości przed naruszeniem spowodowanym rejestracją sprzecznych z tymi wartościami znaków towarowych. Swoje uwagi i sprzeciwy mogą wnosić również osoby trzecie.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Polskie floty ciągle rosną, ale elektryfikują się powoli – Barometr Flotowy 2024

Rozbudowa polskich flot nie ustaje, szczególnie, gdy w grę wchodzą pojazdy dostawcze. Choć firmy deklarują duże zainteresowanie zelektryfikowanymi pojazdami to transformacja energetyczna w Polsce dokonuje się jednak wolniej niż w innych krajach UE – wynika z 20. edycji „Barometru Flotowego”, tworzonego przez Arval Mobility Observatory na podstawie badań przeprowadzonych w 30 krajach, w tym w Polsce. Głównym argumentem do przesiadki do elektryków jest chęć redukcji kosztów paliwa. Badanie pokazuje też, że polscy przedsiębiorcy w porównaniu do innych krajów UE, znacznie rzadziej włączają do firmowej floty samochody używane.

NAJWAŻNIEJSZE WNIOSKI Z BADANIA

  • Niemal 30% badanych firm w Polsce ma plany powiększenia floty w perspektywie trzech najbliższych lat. Wyprzedzamy pod tym względem większość europejskich krajów. Szczególnie duże zapotrzebowanie będzie dotyczyć pojazdów dostawczych – aż 39% przedsiębiorstw korzystających z takich samochodów zamierza zwiększyć ich liczbę.
  • W naszym kraju co czwarta firma wykorzystuje we flotach pojazdy używane, natomiast w UE jest to ponad 40%.
  • 70% firm w Polsce chce korzystać ze zelektryfikowanych aut osobowych (napędy hybrydowe i elektryczne), w porównaniu do 77% w innych krajach UE.
  • 34% polskich firm zamierza w ciągu trzech lat wprowadzić do flot elektryczne samochody osobowe, 18% firm już je ma. 17% firm rozważa wykorzystywanie elektrycznych aut dostawczych.
  • Ekonomia ponad ekologią – 48% firm w Polsce (vs 29% w UE) jako pierwszy powód wprowadzenia do flot aut osobowych z alternatywnymi napędami podaje oszczędności na paliwie.
  • Co trzecia polska firma rozważa skorzystanie z wynajmu we flocie. Zakup ze środków własnych wrócił na pierwsze miejsce wśród najpopularniejszych form finansowania samochodów w firmach (35%).
  • 85% firm w Polsce chce korzystać z alternatywnych form mobilności (wobec aż 92% w UE), zaś 55% przedsiębiorstw już je stosuje. Największy potencjał widzą w nich działy HR, które traktują mobilność jako formę benefitu pracowniczego.

Optymizm polskich firm – floty, szczególnie dostawcze, będą rosły

Niemal 30% ankietowanych firm z Polski deklaruje chęć powiększenia flot samochodowych w okresie najbliższych trzech lat. Polscy przedsiębiorcy znajdują się pod tym względem w europejskiej czołówce. Utrzymać flotę na dotychczasowym poziomie chce 63% firm, zaś zmniejszenie liczby użytkowanych pojazdów planuje zaledwie 6% badanych.

Jeszcze większy optymizm widać w przypadku planowanych inwestycji w nowe auta dostawcze. Aż 39% przedsiębiorstw chce zwiększyć liczbę takich pojazdów. Wyprzedzają nas pod tym względem tylko Grecja (46%) i Wielka Brytania (40%).

Rozbudowa parków pojazdów ma zauważalny wpływ na wiek aut flotowych. Polscy przedsiębiorcy deklarują, że średni czas użytkowania samochodów osobowych w ich firmach to obecnie 5,8 roku, w porównaniu z 7 latami deklarowanymi rok temu.

Wciąż najważniejszym powodem powiększania flot w Polsce jest rozwój firmy – wskazało go 83% ankietowanych. Kolejnym bardzo istotnym powodem (38%) są cele związane z obszarem HR, m.in. pozyskiwanie nowych talentów i utrzymanie najlepszych pracowników. Niemal 30% ankietowanych w Polsce wskazuje też plany związane z wprowadzeniem firmowego car sharingu.

Powody powiększania flot w naszym kraju, bardzo wiele mówią zarówno o sytuacji gospodarczej, jak i o trendach związanych z mobilnością. Aż 83% ankietowanych przedstawicieli polskich przedsiębiorstw wskazało planowany rozwój firmy jako główną przyczynę inwestowania w pojazdy. To bardzo dobra wiadomość, bo świadczy o tym, że polski biznes trzyma się mocno. Niemal 40% firm pozyskuje nowe pojazdy z powodów związanych z obszarem HR, m.in. w celu pozyskania nowych talentów i utrzymania najlepszych pracowników. To dowód na to, że mobilność wciąż stanowi bardzo atrakcyjny benefit. Z kolei prawie 30% firm chce powiększyć flotę o auta, które zostaną udostępnione pracownikom w systemie car sharingu, co świadczy o coraz bardziej przemyślanym i odpowiedzialnym podejściu flotowców do firmowej mobilności – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska.

W tegorocznej edycji „Barometru Flotowego” po raz pierwszy zadano pytanie o wykorzystanie pojazdów używanych we flotach. Deklaracje respondentów pokazały, że pojazdy z drugiej ręki są średnio znacznie popularniejsze w Unii Europejskiej niż w Polsce. W naszym kraju co 4. firma wykorzystuje pojazdy używane, natomiast w Europie jest to ponad 40%. Najbliższe trzy lata powinny jednak wyrównać tę dysproporcję, ponieważ 77% polskich przedsiębiorstw chce w tym okresie korzystać z takich aut (83% w UE).

Jak finansowane są polskie floty?

W badaniu Arval Mobility Observatory zakup ze środków własnych znów wysunął się na prowadzenie, jeśli chodzi o najpopularniejszą formę finansowania nowych samochodów firmowych. Jako główny sposób pozyskiwania aut do firm wskazało go 35% ankietowanych. W co trzecim przedsiębiorstwie to leasing jest główną formą finansowania pojazdów, a wynajem długoterminowy został wskazany przez niemal co czwartego respondenta (23%). Zakup samochodu na kredyt to rozwiązanie, które z roku na rok traci na popularności – już tylko 6% respondentów traktuje je jako podstawę finansowania floty.

Zwiększa się natomiast potencjał wynajmu długoterminowego – co trzecia firma planuje skorzystać z tej formy finansowania lub zwiększyć korzystanie z niej w ciągu trzech lat, a w przypadku największych korporacji jest to nawet 37%.

Elektryfikacja flot powolna, choć perspektywiczna

Transformacja energetyczna polskich flot przebiega powoli, choć stabilnie. Z przynajmniej jednego w pełni elektrycznego auta korzysta 18% firm (wzrost o 2 pkt. proc. r/r). Skokowy wzrost odnotowano w dużych firmach – z 16% do 25%. Co trzecie przedsiębiorstwo deklaruje, że w perspektywie trzech lat zamierza mieć we flocie co najmniej jeden pojazd typu BEV.

Auta dostawcze zasilane wyłącznie energią elektryczną są wciąż rzadkością w polskich flotach. Korzysta z nich 4% przedsiębiorstw biorących udział w badaniu. Widać jednak wzmożone zainteresowanie takimi pojazdami, ponieważ w ciągu trzech lat ten odsetek może, według deklaracji, wzrosnąć do 17%.

Pod względem udziału alternatywnych napędów (BEV, HEV, PHEV) we flotach, Polska znajduje się w końcówce listy krajów europejskich, w których przeprowadzane było badanie. Łącznie z napędów inne niż spalinowe korzysta 43% badanych firm, co daje nam 15. miejsce na 18 badanych krajów. Na pierwszych miejscach listy znajdują się państwa, w których udział zelektryfikowanych napędów przekracza 80%. Tak jest np. w Szwecji (84%), Francji (83%) i Wielkiej Brytanii (82%). Polskie przedsiębiorstwa chcą jednak nadrobić tę lukę – w ciągu trzech lat zelektryfikowane samochody mają funkcjonować w 70% rodzimych flot.

Mimo dynamicznego rozwoju infrastruktury, największą barierą dla rozwoju elektromobilności w oczach flotowców wciąż pozostaje ograniczony dostęp do publicznych punktów ładowania – jako problem wskazało go 47% ankietowanych. Wyższą cenę zakupu pojazdów elektrycznych wybrało 46% respondentów z Polski, a 37% uważa, że wybór dostępnych modeli aut BEV jest zbyt mały.

A co motywuje do wdrażania aut z alternatywnymi napędami przez polskie firmy? W przeciwieństwie do europejskiej średniej, w Polsce najczęściej jest to redukcja wydatków na paliwo (48% vs 29% w UE). Aspekty związane z wpływem na środowisko znajdują się na drugim miejscu (44%), natomiast podium zamyka argument związany z poprawą wizerunku firmy (34%).

Radosław Kitala
Radosław Kitala

– Tegoroczne dane zgromadzone w „Barometrze Flotowym”, a także inne analizy, m.in. Eurostatu, pokazują, że Polska wciąż pozostaje białą plamą, jeśli chodzi o rozwój elektromobilności w Unii Europejskiej. Na szczęście gołym okiem widać, że ta sytuacja dynamicznie się zmienia. Można to zobaczyć w statystykach programu „Mój Elektryk”, który jak żadne inne rozwiązanie, był prawdziwym superchargerem dla popularyzacji aut elektrycznych w Polsce. Można to także dostrzec na ulicach – głównie dużych polskich miast – gdzie auta z zieloną rejestracją widzimy właściwie na każdym kroku. Niedawno usłyszeliśmy, że Ministerstwo Klimatu pracuje nad kolejnym programem dofinansowania samochodów elektrycznych, także używanych, na który przeznaczone zostanie 1,6 mld zł z KPO. Oczywiście te zapowiedzi zweryfikuje czas, ale najważniejszy jest fakt, że transformacja energetyczna jest dziś w centrum uwagi i Polska ma szansę rozwijać się w stronę bardziej nowoczesnej, mniej emisyjnej mobilności – mówi Radosław Kitala, Consulting & Arval Mobility Observatory Manager w Arval Service Lease Polska.

W tegorocznej edycji „Barometru Flotowego” po raz pierwszy ankietowani odpowiadali na pytania związane z raportowaniem ESG w ich firmach. Blisko połowa respondentów zadeklarowała, że ich firmy podlegają regulacjom w zakresie sprawozdawczości niefinansowej ESG teraz lub w perspektywie dwóch lat. Dla 4 na 10 spośród tych przedsiębiorstw, mobilność pracowników będzie miała duże znaczenie w ogólnym podejściu do raportowania kwestii środowiskowych.

Alternatywna mobilność i monitoring pojazdów

Rozwiązania mobilnościowe, które mogą być alternatywą dla tradycyjnie rozumianego samochodu służbowego, stały się w Europie ważnym uzupełnieniem flot. Już 79% ankietowanych w UE stosuje takie rozwiązania jak rowery, hulajnogi, car sharing, budżet na mobilność itp.

Polska stanowi wyjątek na tle całego kontynentu jako jedyny kraj, w którym alternatywne formy mobilności wdrożono tylko w nieco ponad połowie firm (55%). W przedostatniej Rumunii jest to 67% ankietowanych.

Alternatywne formy mobilności najczęściej udostępniane pracownikom polskich firm, to: finansowanie przejazdów transportem publicznym (13%), rowery i inne jednoślady (11%), a także dopłata do samochodu prywatnego wykorzystywanego do celów służbowych (11%).

W ciągu najbliższych trzech lat 92% firm w UE i 85% w Polsce chciałoby korzystać z alternatyw dla samochodu służbowego.

Wyniki tegorocznego „Barometru Flotowego” pokazują rosnący potencjał alternatywnych form mobilności jako narzędzia wykorzystywanego przez działy HR. Wśród firm, które stosują takie rozwiązania, aż 45% robi to właśnie ze względu na cele związanie ze sprawami kadrowymi, np. rekrutacją talentów lub utrzymaniem najlepszych pracowników.

Z najnowszej edycji „Barometru Flotowego” wynika też, że 38% polskich firm korzysta z pojazdów wyposażonych w narzędzia do ich monitorowania. Jednak tylko co dziesiąta wykorzystuje dane zbierane za pośrednictwem platform telematycznych, ale 60% respondentów zamierza to robić w niedalekiej przyszłości.

W tegorocznym badaniu menedżerowie flot po raz pierwszy zostali zapytani, czy byliby zainteresowani dodatkową usługą, która pozwalałaby obniżyć koszty floty dzięki wykorzystaniu danych pochodzących z systemów telematycznych. Niemal co trzeci respondent (31%) potwierdził skłonność do skorzystania z takiej możliwości.Barometr Flotowy 2024 - alternatywne formy mobilności Barometr Flotowy 2024 - zachęty do wdrożenia samochodów elektrycznych Barometr Flotowy 2024 - wzrost flot Barometr Flotowy 2024 - wdrożenie napędów elektrycznych Barometr Flotowy 2024 - usługi zarządzania flotą Barometr Flotowy 2024 - telematyka Barometr Flotowy 2024 - rozwiązania mobilnościowe we flotach Barometr Flotowy 2024 - plany wdrożenia napędów alternatywnych Barometr Flotowy 2024 - formy finansowania

Co dziesiąta firma w Polsce nie wie, jak radzić sobie z wysokimi kosztami energii

Co dziesiąta firma w Polsce nie wie, jak sobie radzić z wysokimi kosztami energii, a łącznie 66% przedsiębiorstw przyznaje, że ceny prądu im doskwierają. Jednocześnie jednak nie wykonują najważniejszego kroku z punktu widzenia szybkości i pewności efektów – nie negocjują warunków i nie szukają innych ofert na rynku. Choć od 2007 istnieje taka możliwość, sprzedawcę do tej pory zmieniło zaledwie 10,31% odbiorców energii spoza grona gospodarstw domowych. Spośród firm przebadanych przez SW Research na zlecenie internetowej porównywarki ofert Optimal Energy, aż 73% nie podejmuje żadnych działań w tym obszarze.  Tymczasem gra toczy się dosłownie o miliardy złotych – jak wynika z symulacji obliczeniowej przedstawionej w raporcie Optimal Energy. Partnerem publikacji jest firma Respect Energy.Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu 5

Zmianę sprzedawcy prądu jako standardowy scenariusz działania w celu obniżenia kosztów energii wskazało tylko 6% firm-respondentów ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez agencję badawczą SW Research na zlecenie porównywarki cen Optimalenergy.pl. Kolejne 20% deklaruje, że robi to dopiero od niedawna. To razem daje co czwartą firmę. A pozostali? Nie podejmują takich działań, z czego większość twierdzi, że ich nie potrzebuje, nawet wśród tych, dla których ceny są barierą w prowadzonej działalności.Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu

– Przedsiębiorcy w dalszym ciągu mają bardzo niską świadomość możliwości związanych ze zmianą sprzedawcy prądu lub zwyczajnie boją się podjąć nowe działania, nie chcą wychodzić ze swojej strefy komfortu oczywistych stereotypowych działań, wśród których wymieniane jest świadome korzystanie z urządzeń i zmniejszenie zużycia, a także inwestycje w energooszczędne urządzenia. Nie chcą jednak podjąć się przeprowadzenia konkursu ofert, a tylko to może dać radykalną zmianę i niemal natychmiastową redukcję kosztów po rozpoczęciu współpracy z nowym sprzedawcą lub zmianie (pod groźbą odejścia) warunków umowy z obecnym, bo taki scenariusz też jest jak najbardziej możliwy – zwraca uwagę Łukasz Czekała, prezes Optimal Energy. – Niestety w odpowiedziach respondentów widać zagubienie i brak konsekwencji w działaniu. Z jednej strony firmy mówią, że chcą wydawać mniej pieniędzy, a z drugiej chcą inwestować, co wiąże się niechybnie z wydatkami. Jeśli jednak pytamy o konkrety, takie, jak np. wymiana oświetlenia, to już twierdzą, że tego nie potrzebują – dodaje Czekała. Miliardy złotych przepłacane przez firmy - raport Optimal Energy o cenach prądu 6

Autorzy raportu przypuszczają, że duża część firm jest „rozleniwioną opieką państwa“, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnich latach, pod postacią zamrożonej stawki na poziomie  693 zł/MWh. Opieka jednak dobiega wraz z końcem tego roku i – jak czytamy we wstępie do raportu – czas podjąć konkretne działania, bo pod koniec roku firmy energetyczne mogą mieć zbyt wiele zapytań, aby zająć się indywidualnie każdym klientem, a przedsiębiorcy tego potrzebują, co wyraźnie widać w wynikach badań.

Nie wszyscy pewnie wiedzą, że choć stawka za energię elektryczną czynną (a zatem – za sprzedaż prądu) jest ustalona na maksymalnym poziomie 693 zł/MWh, to nawet przy tym samym zużyciu w różnych regionach Polski kwota na fakturze za prąd będzie różna, co wynika z podziału kraju na regiony obsługiwane przez tzw. OSD – operatorów systemów dystrybucyjnych. Różnice mogą być duże – największy kontrast widać między najtańszym południem kraju, gdzie są np. popularne górskie kurorty, a miejscowościami turystycznymi na środkowym i wschodnim wybrzeżu. Firmy z Północy mają 42% wyższe kwoty w części dystrybucyjnej faktury za prąd niż ich górscy konkurenci w taryfie C11, a stawki mogą się różnić w zależności od grupy taryfowej.

W raporcie Optimal Energy przedstawił nawet studium przypadku niedużego hotelu, który przy tym samym zużyciu prądu i tej samej stawce za MWh energii czynnej będzie mieć nad morzem o 27 tys. zł netto wyższy rachunek niż taki sam hotel górski. A różnica jest jeszcze większa, bo aż 33 tys. zł netto w porównaniu z hotelem w Warszawie, gdzie dla taryfy C21 użytej w tym case study stawki są najniższe. A to oznacza, że dla takiego samego hotelu nad morzem rachunek za prąd będzie wyższy o 24% niż w Warszawie i o 19% więcej niż w górach.

Na tym przykładzie widać też słabe strony utartego zwyczaju porównywania cen prądu bez uwzględnienia części dystrybucyjnej kosztów, co w porównaniu z innymi podobnymi z charakteru zakupami – np. paliwem czy usługami telekomunikacyjnymi – w XXI w. może wydawać się dość dziwne.

– Mam nadzieję, że nasz raport dotrze do przedsiębiorców, aby holistycznie podeszli do kwestii kosztów energii, a jednocześnie da co nieco do myślenia decydentom. Ci ostatni powinni podjąć kroki w kierunku uproszczenia zasad wyceny prądu i czytelności przedstawiania kosztów na rachunku dla klienta– mówi Łukasz Czekała.

Jednocześnie wraz ze zmianami w regulacjach rynku energii zachodzi transformacja ekologiczna, w tym zbliżające się wielkimi krokami obowiązki w zakresie raportowania ESG, na co – ewidentnie – polskie firmy nie są gotowe. Tymczasem wybór sprzedawcy prądu, który pozyskuje energię z OZE może być skutecznym sposobem na obniżenie śladu węglowego w firmie. Tyle, że 73% firm jeszcze w ogóle go nie oblicza, a 6% nie wie (!) czym on jest.

Partnerem raportu jest firma Respect Energy – jedna z wiodących spółek energetycznych działających od ponad dekady na rzecz transformacji polskiego rynku energii.

 – Mimo zmian na rynku energetycznym w ostatnich latach oraz zwiększania się roli zielonej energii w gospodarce, obserwujemy wciąż niską świadomość procesu zmiany sprzedawcy energii. Tylko 7% przedsiębiorstw, dla których cena energii elektrycznej jest barierą w prowadzeniu działalności, aktywnie poszukuje oszczędności u sprzedawcy prądu. Ponadto co trzecia badana firma błędnie interpretuje proces zmiany sprzedawcy, uznając go za nadmiernie skomplikowany.  Zmiana sprzedawcy energii elektrycznej jest dziś tak łatwa, jak przeniesienie numeru telefonu do innego operatora, więc powinna być równie często stosowana, przede wszystkim jako efektywny  sposób na obniżanie kosztów stałych i emisyjności firmy – zauważa Grzegorz Bruski, prezes Respect Energy S.A.

Krzepiące jest, że firmy są zainteresowane inwestycjami o bardziej długofalowych efektach, ale ich odpowiedzi w tej materii również wskazują na brak systemowego podejścia do polityki energetycznej w firmie. O ile zakup lub dzierżawa instalacji fotowoltaicznej jest realnie rozważana przez mniej więcej co czwartą firmę, to już zakup lub najem samochodów elektrycznych jest wskazywany tylko przez odpowiednio 6% i 4% respondentów, a jako główna bariera wskazywana jest cena tych pojazdów i ich zasięg. Tymczasem różnica w cenie może się szybko zwrócić poprzez większą autokonsumpcję energii pozyskiwanej z własnej instalacji OZE, ale przedsiębiorcy chyba tego jeszcze nie rozumieją lub nie dostrzegają.

Cytowane w raporcie dane o rejestracjach pojazdów elektrycznych pokazują, że ich udział jest znikomy wśród aut osobowych, a w przypadku samochodów użytkowych pomijalny lub zerowy (jak w przypadku ciężarówek).

Trzeba więc edukować przedsiębiorców, ponieważ gra idzie o miliardy złotych. W teoretycznej symulacji przeprowadzonej w raporcie widzimy, że różnica w koszcie energii zakupionej przez odbiorców z taryf A, B i C po stawce zamrożonej (wg łącznej ilości zużycia w 2023 roku, wg URE) a tej, która wynika ze średniej ceny giełdowej (tzw. rynek SPOT – cena zmienna) z kwietnia 2024, to ponad 2,25 mld zł miesięcznie. Tak przeprowadzona kalkulacja pokazuje skalę nadmiernych kosztów, jakie mogą być każdego miesiąca ponoszone przez polskie przedsiębiorstwa i samorządy (wykorzystane przez Optimal Energy dane URE dotyczą odbiorców nie będących gospodarstwami domowymi).

Gdyby jednak hipotetycznie zobligować przedsiębiorców do płacenia wyższe rachunki za prąd, aby móc nadwyżkę przekazywać instytucjom użyteczności publicznej, najchętniej „obdarowaliby oni prądem“ szpitale, szkoły i domy dziecka. Interesujące na tym tle jest województwo warmińsko-mazurskie, w którym jest najwięcej (co druga firma w województwie; a w całym kraju – co piąta) chętnych do przekazania nadwyżek wojsku, ale granica z Rosją może być tutaj wytłumaczeniem takiej postawy.

Dobrą wiadomością dla konsumentów w kontekście wyników badań jest natomiast duża skłonność przedsiębiorców (43% ankietowanych) do obniżenia cen oferowanych przez nich produktów i usług. Firmy uważają, że to w Polsce skuteczna strategia marketingowa, więc można by się spodziewać, że pierwsi, którzy tak postąpią po udanych negocjacjach, będą mieli naśladowców. Trwająca od miesięcy wojna na ceny i billboardy między sieciami dyskontów spożywczych może być dowodem, że to istotnie przyciąga klientów. Teraz kolej na przedsiębiorców, aby rozpoczęli negocjacje.

Metodologia
Niniejszy raport powstał na podstawie badań opinii przeprowadzonych na zlecenie Optimal Energy przez agencję badawczą SW Research, na próbie 500 przedsiębiorców. Badanie przeprowadzono w terminie od 2 do 16 kwietnia 2024 roku. Dane zbierano technikami CAWI (wywiad w formie ankiety online wypełnianej na komputerze lub urządzeniu mobilnym przez samego respondenta) oraz CATI (ankieta telefoniczna w formie wywiadu, tj. ankieter zadaje respondentowi pytania i uzupełnia w formularzu ankiety jego odpowiedzi). Próba objęła pełen zakres firm, jeśli chodzi o wielkość przedsiębiorstwa, tj. mikro, małe, średnie i duże. Struktura respondentów została przedstawiona na osobnej stronie w dalszej części Raportu.

Kwiecień w budownictwie – przybywa rozpoczętych budów

Na rynku utrzymuje się bardzo dobra dynamika nowych wprowadzeń, choć jest odrobinę słabsza niż w lutym i marcu. W samym kwietniu deweloperzy rozpoczęli budowę 12,5 tys. mieszkań. Oznacza to, że w pierwszych czterech miesiącach branża rozpoczęła budowę 54,5 tys. lokali. Czy tempo to utrzyma się, zależy w dużym stopniu od koniunktury i od tego, czy rząd zdecyduje się na wprowadzenie nowego programu mieszkaniowego. Jak na razie prace nad nim się przeciągają, a niepewność nie służy nikomu: ani klientom, ani deweloperom.

Przy założeniu utrzymania podobnego tempa nowych inwestycji, można założyć, że na koniec roku wynik przerośnie prognozy poczynione w grudniu i będzie oscylował w granicach 140-150 tys. lokali w nowych inwestycjach. Byłoby to świetną wiadomością, szczególnie gdy przewidywania zestawimy z wynikiem branży w ostatnich dwóch latach, gdy powstawało ok. 115 tys. lokali rocznie (a gdyby nie Bezpieczny Kredyt 2 proc., zeszłoroczny wynik byłby przecież jeszcze słabszy).

Podtrzymanie tempa wprowadzeń zależy jednak od rynkowej koniunktury. Na rynku pierwotnym od paru miesięcy notowane są spadki sprzedaży. Kwiecień był pod tym względem najsłabszym miesiącem od stycznia 2023 r., choć sytuacji nie można nazwać złą. W tym samym czasie, według danych Otodom Analytics, zanotowano rekordowe liczby rezerwacji, co wskazywałoby, że konsumenci weszli w stan oczekiwania na wejście w życie programu Kredyt na Start.

– Jeżeli rząd zrezygnuje z planów jego wprowadzenia, może okazać się, że rezerwacje te nie przełożą się na decyzje o zakupie. Brak Kredytu na Start może spowodować odpływ tych klientów, których nie będzie stać na pozyskanie kredytu na rynkowych zasadach. W konsekwencji może to prowadzić do utrzymania niższych poziomów sprzedaży. To ostatnie może z kolei skutecznie ostudzić zapał inwestorów do wprowadzania na rynek nowych inwestycji z uwagi na większe ryzyko inwestycyjne i potencjalne trudności w uzyskaniu finansowania – komentuje Patryk Kozierkiewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – Wydaje się jednak, że z uwagi na dobre wyniki w pierwszych czterech miesiącach, możemy być niemal pewni, że na koniec roku branża poprawi wyniki wprowadzeń notowane w 2022 i 2023 roku.

Pozwolenia na budowę

Bardzo duże ożywienie w budownictwie notowane jest również w zakresie
nowych pozwoleń na budowę. W porównaniu do 2023 r., deweloperzy uzyskali w pierwszych czterech miesiącach roku niemal 37 proc. więcej pozwoleń (67 tys.).

Wynika to przede wszystkim ze strukturalnej poprawy sytuacji rynkowej. Z uwagi na czas potrzebny do uzyskania pozwolenia, statystyka ta odzwierciedla nastroje inwestorów panujące raczej ok. 3-4 kwartałów wcześniej. Widać zatem, że wraz ze wzrostem sprzedaży i powrotem klientów do biur sprzedaży – co miało miejsce około roku temu – inwestorzy zyskali możliwość powrotu do realizowania planów inwestycyjnych. Nieodzownym elementem tego są właśnie procedury związane z pozwoleniem na budowę.

W ocenie Polskiego Związku firm Deweloperskich, na koniec br. liczba pozwoleń powinna wrócić w okolice poziomów notowanych w 2021-2022 r. i będzie wynosić około 200 tys.

Pozwolenia na użytkowanie

W pierwszych czterech miesiącach br. deweloperzy oddali do użytkowania niewiele ponad 39 tys. mieszkań, co jest wynikiem zaledwie o niecałe 4 proc. słabszym od analogicznego okresu 2023 r. Trudno jednak prognozować utrzymanie tego trendu, choćby z uwagi na fakt, że w latach 2021-2022 rozpoczynanych było mniej inwestycji, co zapewne znajdzie niebawem odzwierciedlenie w wynikach uzyskiwanych pozwoleń.

Dużo słabsze wyniki już teraz notuje rynek indywidualny, gdzie oddano niemal 30 proc. mieszkań mniej niż rok wcześniej. Przyczyną takiego stanu wydaje się być niesprzyjająca w ostatnich latach koniunktura. Przede wszystkim chodzi o wzrost cen materiałów budowlanych (2021-2022), utrzymujące się wysokie stopy procentowe, wzrost kosztów życia wywołany inflacją czy warunki geopolityczne. Sytuacja ta ulega jednak powoli poprawie, co widać w statystykach rozpoczynanych budów w sektorze indywidualnym (19 proc. wzrost względem 2023 r.).

Pewne jest jedno: bez pilnego rozpoczęcia tworzenia polityki mieszkaniowej państwa, sytuacja nie ulegnie długofalowej poprawie. Doraźne działania obliczone pod kolejne wybory jedynie pogarszają i tak nie najlepszą sytuację na rynku mieszkaniowym.

Świnoujście jak Hamburg? Miasto, które skutecznie pogodziło rozwój przemysłu i turystyki

Tunel wywindował Świnoujście do czołówki najszybciej rozwijających się miast w Europie. „Trudna sztuka łączenia turystyki i przemysłu udała się”.

Od momentu oddania do użytku tunelu w Świnoujściu niebawem minie rok. Tymczasem przedsiębiorcy już teraz mogą pozwolić sobie na tezę, że dzięki tej inwestycji zachodniopomorskie miasto dołączyło do najbardziej perspektywicznych miast w Europie. – Świnoujściu udaje się to, co udało się tylko nielicznym miastom na świecie. Równomiernie rozwija turystykę i przemysł. To, co w niektórych regionach się antagonizuje, tutaj działa bardzo sprawnie. Turystycznie Świnoujście jest jednym z najciekawszych kurortów nadmorskich w tej części Europy. Tymczasem sektor stoczniowy i portowy w tym mieście skutecznie rzuca wyzwanie np. portowi w Hamburgu – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przemysł: Świnoujście może rzucić wyzwanie Hamburgowi

Sytuacja Świnoujścia jako jednego z gospodarczych delfinów Pomorza Zachodniego zdaje się wyglądać jeszcze lepiej od momentu otwarcia tunelu, który sprawił, że nadmorskie miasto zyskało stałe połączenie z lądem.

Inwestycja ta sprawiła, że Świnoujście stało się jeszcze bardziej otwarte na turystykę, ale także wzmocniło to miasto pod kątem atrakcyjności portowej, przemysłowej i logistycznej.

– Przez tunel w Świnoujściu przez rok przejechało prawie 4 miliony pojazdów, czyli nawet kilkanaście tysięcy dziennie. Niech to będzie najlepsza i bardziej obiektywna ocena tego, jak bardzo potrzebna była ta inwestycja. Mamy decyzję lokalizacyjną dotyczącą terminala kontenerowego, co pozwoli na wzmocnienie naszego portu względem rynku niemieckiego, czeskiego, słowackiego czy węgierskiego. Jeszcze kilka lat temu zdanie: Świnoujście rzuci wyzwanie Hamburgowi brzmiałoby nierealnie. Teraz możemy mówić, że to jest w zasięgu naszych gospodarczych marzeń – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy sektora TSL zauważają, że jest coraz więcej kursów drogą morską i lądową w kierunku Świnoujścia.

– Świnoujście może być dla Polski gospodarczym oknem na świat. Infrastruktura wymaga rozwoju i inwestycji, ale widzimy, że ten potencjał jest dostrzegany. Szacujemy, że wzrost przeładunków obsługiwanych przez port może rosnąć znacząco w skali roku – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL. Jak dodaje Laura Hołowacz w ostatnim czasie Grupa CSL odwiedziła kilkanaście krajów na świecie, w tym Londyn, Barcelonę, Kopr czy Dubaj. – Gdy mówiliśmy o potencjale portów jeszcze kilka lat temu w kontekście Polski mówiono tylko o trójmieście. Teraz mówi się o Szczecinie i Świnoujściu – dodaje Laura Hołowacz.

Turystyka: to będzie rekordowy sezon dla zachodniopomorskich kurortów

Eksperci przyznają, że w Świnoujściu udała się trudna sztuka harmonijnego pogodzenia rozwoju turystyki i przemysłu. O tym mieście mówi się w kontekście rozwoju sektora TSL, ale to także jeden z najatrakcyjniejszych kurortów w Polsce.

– Widzimy, że tunel sprawił, że Świnoujście stało się atrakcyjne nie tylko dla turystów z Niemiec, ale także Czech czy Słowacji. Nie mówiąc już o innych częściach Polski. Ta część naszego pasa nadmorskiego rozwija się szybko i możemy już bez kompleksów mówić, że mamy w województwie zachodniopomorskim całoroczne kurorty, które atracyjnością nie ustępują innym kurortom w Europie. Tylko pogodę mamy kapryśną – mówi Jarosław Tarczyński, ekspert Północnej Izby Gospodarczej, ekspert tematyki międzynarodowej.

– Turyści z zagranicy doceniają bazę hotelową. W porównaniu z innymi krajami Europy możemy wciąż mówić, że mamy nowe hotele, w których można wypoczywać po relatywnie niskich kosztach. Jako Północna Izba Gospodarcza spodziewamy się, że sezon 2024 będzie rekordowy dla zachodniopomorskiej turystyki – dodaje Jarosław Tarczyński.

Tunel w Świnoujściu kosztował 900 milionów złotych. 85% pochodziło z funduszy unijnych.

Swiftonomics – światowy fenomen Taylor Swift i jej niebanalny wpływ na ekonomię

Światowa branża koncertowa w ostatnim czasie przeżywa prawdziwe odrodzenie. To nie tylko dzięki rekordowej sprzedaży biletów, ale przede wszystkim dzięki zaangażowaniu fanów, które coraz częściej odbija się wyraźnym śladem na miejscu, w którym dani artyści występują. Niektórzy szczęśliwcy do dziś wspominają ikoniczną historię pierwszego koncertu The Rolling Stones w Polsce, który zagrali za barter polskich specjałów. Inni mieli szansę być na typowo polskim weselu, na którym grali całkiem nietypowi Brytyjczycy z Iron Maiden. Być może z trzech sierpniowych koncertów Taylor Swift na warszawskim Stadionie Narodowym powstaną nowe ludowe legendy, pewne jest natomiast jedno – jej przyjazd zostawi swój ślad w lokalnej ekonomii.

Taylor Swift w wieku 34 lat już jest wielokrotną rekordzistką i niekwestionowaną gwiazdą. Sprzedała 50 mln swoich albumów i 150 mln singli, 14 razy zdobyła Grammy, 23 statuetki Billboard Music Awards, utrzymuje 6 rekordów w księdze Guinnessa. Pod koniec lutego 2024 prześcignęła samych Beatlesów pod względem największej liczby tygodni spędzonych w pierwszej dziesiątce listy przebojów Billboard 200 w ciągu ostatnich 60 lat – jej 3 albumy są w pierwszej dziesiątce listy od 384 tygodni, gdzie rekord kwartetu z Liverpoolu dotąd wynosił 382 tygodnie. Z pewnością jej sukcesy przekładają się na jej sukces finansowy oraz wytwórni. Jednak jak pokazują doświadczenia z trwającej trasy Swift ma ona też niebanalny wpływ na ekonomię wyraźnie zaznaczając swój wpływ w kolejnych lokalizacjach swoich koncertów, który został ochrzczony Swiftonomics.

Swiftonomics

Na czym ów wpływ polega? Fani amerykanki, nazywani Swifties, są wyjątkowo zaangażowani. Przekłada się na to, że są gotowi przeznaczyć wiele środków na to, by zobaczyć ulubioną gwiazdę. Trasa Eras Tour Taylor Swift to pod niemal każdym względem największa trasa koncertowa wszechczasów. Przy przychodach przekraczających 1 miliard dolarów w 2023 r. i kolejnym miliardzie dolarów spodziewanych w 2024 r. Biorąc pod uwagę jak dużą popularnością cieszy się ubóstwiana piosenkarka, przekłada się to na prawdziwy najazd jej fanów w każdym miejscu koncertowania.

Chociażby w Warszawie Taylor Swift będzie pierwszą artystką, która zajmie Stadion Narodowy na 3 dni. Jak szacują media stolicę Polski ma odwiedzić wtedy ok. 100 tys. fanów, co przekłada się na wzrost zainteresowania lotami – jak szacuje portal traveltommorow.com – o 340 proc. Tak duży napływ koncertowych turystów przełożył się na obłożenie miejsc oferujących nocleg. To właśnie przejawy Switonomics.

Swiftconomy to termin wymyślony dla opisu ekonomicznego wpływu tras Taylor Swift. Bieżąca trasa koncertowa Eras Tour, która do listopada 2024, została określona najbardziej dochodową trasą kiedykolwiek. Jej efekty są najbardziej widoczne w krajach o mniejszych gospodarkach, gdzie zwiększony ruch i idący za nim skok cen jest najmocniej widoczny. Przyjazd sławnej gwiazdy pop może spowodować mały ekonomiczny “boom” w niektórych miastach lub regionach. Podobny efekt miała wywołać ostatnia trasa Beyoncé, za którą w Szwecji została nawet obwiniona o zwiększenie inflacji.

Ogólnie rzecz biorąc, liczby nie są na tyle duże, aby mieć wpływ na wzrost gospodarczy, ale ilustrują pewną skłonność do wydawania i ogólny trend. Jest to zachęcające, ponieważ sugeruje, że ludzie nadal są skłonni wydawać pieniądze na potrzebne im towary i usługi. Dotyczy to szczególnie sektora usług, gdzie ze względu na ograniczony popyt w następstwie pandemii konsumenci wydają pieniądze na przeżycia i podróże. Przyniosło to na przykład znaczny impuls do rozwoju sektora lotnictwa – mówi Maxim Manturov. dyrektor ds. Badań Inwestycyjnych w Freedom24.

Gorączka złota

Rezerwa Federalna w swojej Beżowej Księdze z czerwca 2023 r. podkreśliła wpływ Swift na przychody hoteli w Filadelfii, porównując wpływ gospodarczy jej koncertów z wpływem gospodarczym Super Bowl.

Aby przewidzieć potencjalny wpływ europejskiej trasy koncertowej, ważne jest zbadanie wzorców i trendów zaobserwowanych podczas poprzednich tras koncertowych Taylor Swift. W Stanach Zjednoczonych jej bieżące tournée wygenerowało kwotę 5 miliardów dolarów wydatków konsumenckich, z których większość przypada na sprzedaż detaliczną. Jednocześnie U.S. Travel Association stwierdziło, że kwota ta może być bliższa 10 miliardów dolarów, jeśli uwzględni się pośrednie wydatki konsumentów, którzy być może nie byli na koncertach, ale uczestniczyli w wydatkach na wydarzenia. W większych gospodarkach europejskich, takich jak Wielka Brytania i strefa euro, ogólny wpływ makroekonomiczny może być ograniczony. Jednakże lokalne skutki mogą wystąpić w mniejszych gospodarkach, takich jak Irlandia, Holandia i Austria. Skutki te mogą ujawnić się w sektorach takich jak hotelarstwo, transport i handel detaliczny.

Nic dziwnego zatem, że wiele wskazuje, że najazd Swifties będzie czasem żniw dla warszawskich hotelarzy i restauratorów. Jednak czy zwykły inwestor może poczuć ducha Swiftnomics i na niej skorzystać? Jak najbardziej, chociażby rozważając kupno aktywów firm, które długofalowo korzystają na twórczości Taylor Swift.

Spotify

Pierwszą firmą, która odpowiada na to zapotrzebowanie jest Spotify (SPOT). To dominująca siła w branży strumieniowego przesyłania muzyki, posiadająca znaczny udział w rynku w porównaniu do swoich konkurentów, posiadająca 31% rynku. Kolejny na liście Tencent na drugim ma 14% udział w tym rynku. Obecność Taylor Swift na platformie była ważnym czynnikiem jej sukcesu, a jej popularność pomogła Spotify dotrzeć do 100 milionów słuchaczy miesięcznie. Nie można przeoczyć potencjału wpływu Swift i jej koncertów na przyszłe perspektywy Spotify.

Firma ogłosiła niedawno imponujące wyniki za pierwszy kwartał, przekraczające oczekiwania w zakresie przychodów i osiągające rekordowe zyski. Pomimo pewnych wahań, akcje spółki utrzymały dobre wyniki, co świadczy o korzystnych nastrojach inwestorów. Przewaga konkurencyjna Spotify polega na jego innowacyjności i dywersyfikacji wykraczającej poza strumieniowe przesyłanie muzyki. Inwestycje w podcasty, podkreślone przedłużonymi umowami z najpopularniejszymi programami, takimi jak The Joe Rogan Experience, oraz rozwojem audiobooków, poszerzyły ofertę treści – Maxim Manturov z Freedom24.

Disney

Inwestorzy z radością przyjęli wieści o strategicznym partnerstwie z Taylor Swift i Epic Games, a także poprawę wyników finansowych. Dyrektor generalny Disneya (DIS), Bob Iger, ogłosił, że Disney+ będzie transmitować wyłącznie film z koncertu Taylor Swift, Taylor Swift: The Eras Tour, począwszy od 15 marca. To partnerstwo podkreśla pozycję Disneya jako giganta medialnego wciąż oferującego treści niedostępne na innych platformach. Chociaż Disney zarządza zróżnicowanym portfelem biznesowym, sukces firmy opiera się na synergii pomiędzy jej segmentami. Firma wykorzystuje swoją obszerną bibliotekę treści, talenty twórcze i kultowe franczyzy, aby napędzać rozwój kanałów medialnych, parków tematycznych i filmów fabularnych.

Pomimo wyzwań z przeszłości i sceptycyzmu inwestorów, ostatnie wyniki finansowe wskazują na postęp, a straty związane ze strumieniowaniem są znacznie zmniejszone. Chociaż zmiany te stanowią raczej potencjał niż pewność, zaufanie inwestorów do przywództwa i kierunku strategicznego Disneya jest wysoki. Choć akcje Disneya notowane są poniżej poprzednich maksimów, długoterminowe perspektywy Disneya pozostają obiecujące, zwłaszcza jeśli spółka wdroży kolejne nowości. Dla inwestorów akcje Disneya oferują szansę na zrównoważony wzrost i tworzenie wartości dla akcjonariuszy – stwierdza Max Manturov z Freedom24.

Booking

Zyski z Eras Tour już notuje Booking Holdings Inc. (BKNG), który stanowi atrakcyjną okazję inwestycyjną ze względu na swoją dominację w branży turystycznej online, solidne wyniki finansowe i potencjalne korzyści z ważnych wydarzeń kulturalnych i sportowych. BKNG obsługuje kilka wiodących internetowych platform turystycznych, w tym Booking.com, Priceline, Agoda i Kayak, które łącznie obsługują miliony podróżnych na całym świecie. Zdywersyfikowany portfel zapewnia BKNG przewagę konkurencyjną i umożliwia zdobycie znaczącego udziału w światowym rynku turystycznym, który zmienił się po pandemii. Oczekuje się, że trasa Eras Tour z udziałem Taylor Swift przyciągnie rzesze fanów z całego świata do różnych miast w Europie i na całym świecie. Z tego powodu niemal pewne jest, że BKNG skorzysta na tym wzroście ruchu turystycznego, ponieważ fani będą rezerwować zakwaterowanie, loty i inne usługi związane z podróżami za pośrednictwem swoich platform. Co ważne, poza Eras Tour, BKNG pozostaje dobrze przygotowany do wykorzystania długoterminowych trendów w branży turystycznej, w tym wzrostu liczby podróży opartych na doświadczeniach i rosnącej popularności alternatywnych opcji zakwaterowania.

Dzięki obecności na całym świecie i dużym osiągnięciom w zakresie innowacji, BKNG jest przygotowane na zrównoważony rozwój i tworzenie wartości dla akcjonariuszy. Inwestorzy chcący zyskać ekspozycję na branżę turystyczną i potencjalne korzyści płynące z turystyki eventowej, takiej jak Eras Tour, mogą rozważyć dodanie do swojego portfela akcji BKNG – mówi Maxim Manturov z Freedom 24.

Europejska trasa Taylor Swift to coś więcej niż tylko wydarzenie muzyczne, nie tylko dla jej fanów. Eras Tour jest katalizatorem aktywności gospodarczej i zainteresowania inwestorów. Ponieważ Swiftonomics w dalszym ciągu jest pewnym trendem gospodarczym, możemy z optymizmem oceniać potencjał wycieczki w zakresie pobudzenia takich sektorów, jak turystyka, handel detaliczny i rozrywka. Chociaż wpływ makroekonomiczny może różnić się w zależności od regionu, skutki lokalne oferują możliwości inwestycyjne dla doświadczonych inwestorów dostosowanych do rytmu popu. Jak zawsze warto pamiętać, że inwestowanie związane jest z ryzykiem i przed podjęciem decyzji należy dokonać samodzielnej analizy, uwzględniając przy tym wiele wariantów.

Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych – nadzieja na rewolucję w rekrutacji pacjentów do badań klinicznych

  • Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych (ClinicalTrials.eu) to pierwsza ogólnodostępna i kompleksowa baza informacji o badaniach klinicznych aktualnie realizowanych w Europie. Celem uruchomionego właśnie projektu jest skuteczne łącznie pacjentów z dostępnymi, badanymi właśnie metodami leczenia.
  • Informacje o badaniach zostały wystandaryzowane i przedstawione w przystępny sposób w 7 językach: angielskim, polskim, niemieckim, hiszpańskim, francuskim, włoskim i rumuńskim.
  • Pomysłodawcą i twórcą projektu jest dr Łukasz Izbicki, znany w branży jako założyciel Grupy Farmacja.net, przejętej w ubiegłym roku przez koncern IQVIA, globalnego dostawcę zaawansowanych rozwiązań analitycznych i technologicznych dla sektora farmaceutycznego.
  • eu ze swoim wielomilionowym budżetem na rozwój to odpowiedź na jedną z największych bolączek branży medycznej i farmaceutycznej, czyli niską skuteczność rekrutacji pacjentów do badań klinicznych. Projekt ma już pierwszych komercyjnych klientów.

Liczba badań klinicznych rośnie, brakuje pacjentów

Obecnie w Europie w fazie przedrekrutacyjnej lub rekrutacyjnej jest zarejestrowanych ponad 15,5 tys. badań klinicznych[1]. Statystycznie w przypadku aż ok. 80 proc. z nich wystąpią problemy z uzyskaniem lub utrzymaniem wystarczającej próby, prowadzące do opóźnień, wzrostu kosztów lub rezygnacji z projektu[2]. Na drodze ośrodków badawczych do pozyskania pacjentów stoi bowiem szereg przeszkód formalno-proceduralnych, a pacjenci nie są w stanie w prosty sposób znaleźć właściwego badania. CTIN EU – Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych jest odpowiedzią na to wyzwanie – ogniwem łączącym podmioty prowadzące badania z pacjentami. W Polsce jest dostępna pod adresem BadaniaKliniczne.pl, a w wersji anglojęzycznej na stronie ClinicalTrials.eu. Informacje o badaniach są agregowane z wielu źródeł publicznych i komercyjnych.

Ośrodki badawcze aktywnie poszukują pacjentów, a pacjenci – odpowiednich terapii, jednak do tej pory brakowało jednego miejsca, gdzie obie grupy mogłyby się spotkać, informacje były rozproszone. Ten czynnik został zdiagnozowany jako jeden z głównych hamulców rozwoju branży badań klinicznych na naszym kontynencie. ClinicalTrials.eu jest właśnie tym jednym miejscem – podkreśla Łukasz Izbicki, twórca Europejskiej Sieci Informacji o Badaniach Klinicznych i dodaje – Naszym celem jest dostarczenie pacjentom aktualnych i kompleksowych informacji o dostępnych badaniach w zrozumiałej dla nich formie i języku. Pozwala nam to w prosty sposób zmaksymalizować dotarcie do pacjentów intencjonalnie poszukujących informacji o terapiach, którzy dotychczas znajdowali je co najwyżej w szczątkowej lub niezrozumiałej formie.

Szansa na odwrócenie trendu na rynku

Obecny mechanizm pozyskiwania pacjentów do badań klinicznych jest nieefektywny i kosztowny: firmy sponsorujące badania kliniczne, aby je zrealizować, zwracają się do ośrodków badawczych, a te zajmują się rekrutacją – pacjentów szukają w swoich bazach lub poprzez lekarzy, z którymi współpracują. Tymczasem jednak zbudowanie własnej bazy danych wymaga znajomości zasad komunikacji z pacjentami w badaniach klinicznych i związanych z tym ograniczeń prawnych, a w przypadku kontraktowania lekarzy pierwszego kontaktu przeszkodami często są: wysokość wynagrodzenia, brak świadomości o korzyściach dla pacjentów wynikających z badań klinicznych lub umowy internistów z innymi podmiotami.

CTIN EU może być szansą na odwrócenie całego modelu. Dzięki demokratyzacji dostępu do informacji to pacjenci będą samodzielnie zgłaszać się do badań. Dzięki pozyskanej wiedzy sponsorzy będą mogli efektywniej alokować ośrodki, prowadzące badania. Nasza technologia ma tu jasny cel: przyspieszyć realizację badań, a co za tym idzie – wprowadzenie na rynek innowacyjnych terapii. ClinicalTrails.eu otwiera też drogę do badań zdecentralizowanych, dopiero wkraczających do Europy. Mają one szczególnie istotne znaczenie w przypadku leczenia chorób rzadkich, gdzie zrekrutowanie odpowiedniej grupy jest wyjątkowo trudne, ponieważ potencjalnych pacjentów jest mało i do tego są oni geograficznie rozproszeni – tłumaczy Łukasz Więch, CMO CTIN EU.

Badania zdecentralizowane pozwalają przenieść większość lub wszystkie procesy badawcze do domu pacjenta, co jest szczególnie istotne w przypadku osób niemogących z różnych powodów uczestniczyć w badaniu klinicznym prowadzonym w innym mieście czy kraju. Ten model dopiero niedawno pojawił się na rynku Europejskim, natomiast w USA od kilku lat zyskuje na popularności ze względu na wygodę pacjentów, istotne oszczędności dla sponsorów, a także ułatwienie procesu rekrutacji.

Plan na przyszłość: równoległy i niezależny kanał rekrutacji

Projekt Europejska Sieć Informacji o Badaniach Klinicznych został w całości sfinansowany ze środków własnych Łukasza Izbickiego. Zainwestował w niego już ponad 1 mln USD.

Nasze rozwiązanie przedstawiliśmy już podczas kilku wydarzeń branżowych i wzbudziło ono niemałą sensację. Obecnie dane do bazy agregujemy z ogólnodostępnych źródeł, ale też umożliwiamy poszczególnym sponsorom i ośrodkom badawczym zamieszczanie na platformie informacji o prowadzonych przez nich projektach. Pozyskaliśmy pierwszych klientów komercyjnych w tym obszarze i obserwujemy coraz większe zainteresowanie taką możliwością – mówi Izbicki i dodaje – Do końca roku planujemy rozpocząć współpracę z 30 największymi CRO (Contract Research Organization – organizacje zajmujące się badaniami kontraktowymi), co stanowi ok. 10 proc. wszystkich tego typu podmiotów na rynku. Naszą misją jest zwiększenie dostępu do badań klinicznych dla pacjentów, którzy z różnych powodów nie są leczeni tak dobrze, jak mogliby być. Dlatego też zależy nam na jak najszybszym rozwoju projektu, a w związku z tym nie wykluczamy pozyskania finansowania m.in. od zewnętrznych inwestorów.

Rynek badań klinicznych rośnie

W latach 2010-2018 rocznie w Polsce rejestrowanych było ok. 400 wniosków o rozpoczęcie badania klinicznego. Skokowy wzrost w tym obszarze odnotowany został w 2019 r., kiedy liczba ta wzrosła do 600, a w 2022 r. wynosiła już 782[3]. Wartość Polskiego rynku badań klinicznych w 2020 r. oszacowana została na ponad 1,4 mld USD[4] (ostatnie dostępne dane). Z kolei rynek europejski w tym obszarze w 2023 r. wyceniony został na ponad 6 mld USD i według prognoz do 2029 r. osiągnie on wartość 9,6 mld USD przy średniorocznym tempie wzrostu w latach 2024-2029 (CAGR) na poziomie 7 proc.[5]

Liczba badań będzie rosła, a więc rekrutacja pacjentów będzie coraz trudniejsza. Z drugiej strony, w związku z rosnącą częstotliwością występowania chorób onkologicznych i cywilizacyjnych, będą rozwijane personalizowane rozwiązania terapeutyczne. Oznacza to, że badania będą bardziej skomplikowane, a to przekłada się na konieczność rekrutowania jeszcze bardziej specyficznych pacjentów, czyli trudniejszych do zidentyfikowania. Stąd łatwy i szeroki dostęp do informacji o badaniach jest tak kluczowy. Wierzymy, że nasza sieć będzie istotnym elementem procesu rekrutacyjnego w kolejnych latach i przyczyni się do rozwoju wielu innowacyjnych terapiipodsumowuje Łukasz Izbicki.

[1] Źródło: https://classic.clinicaltrials.gov/ct2/results/map/click?map.x=744&map.y=252&recrs=ab&type=Intr&mapw=1466

[2] Źródła: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC10283115/; https://www.biopharmadive.com/spons/decentralized-clinical-trials-are-we-ready-to-make-the-leap/546591/ ; https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7673977/

[3] Źródło: https://pacjentwbadaniach.abm.gov.pl/pwb/o-badaniach-klinicznych/statystyki/132,Statystyki.html

[4] Źródło: https://www.infarma.pl/raporty/raporty-infarmy/raport-%E2%80%9Ekomercyjne-badania-kliniczne-w-polsce.-mozliwo%C5%9Bc-zwiekszania-liczby-i-zakresu-badan-klinicznych-w-polsce/

[5] Źródło: https://www.marketdataforecast.com/market-reports/europe-clinical-trials-market

Leasing jest wysoko ocenianą formą finansowania wśród małych firm

  • Firmy które obecnie korzystają z leasingu lub korzystały już wcześniej z tej formy finasowania chętnie polecają go innym.
  • Połowa przedsiębiorców opowiada się za cyfryzacją procedur leasingowych.
  • O wyborze leasingu decyduje przede wszystkim dobra oferta cenowa, dostosowanie oferty do branży, szybkość podejmowania decyzji i korzystne rozwiązania podatkowe.

Firmy korzystające z leasingu są zadowolone z tej formy finansowania i deklarują zamiar ponownego jej wykorzystania – wynika z badania* „Małe firmy o leasingu 2024” zrealizowanego przez Centrum Badań Marketingowego INDICATOR na zlecenie Związku Polskiego Leasingu.

Z najnowszej edycji dorocznego badania wynika, że 57% małych firm jest skłonnych polecić leasing jako wygodną formę finansowania. Najwyższe zaangażowanie w tej kategorii widoczne jest wśród firm, które właśnie korzystają lub korzystały wcześniej z tej formy finasowania – polecających jest tu odpowiednio 79% i 72%.

– Więcej niż połowa spośród przedstawicieli wszystkich małych firm w Polsce polecałaby leasing jako formę finansowania. Co więcej, firmy korzystające z leasingu są zadowolone z tej formy finansowania i raczej deklarują zamiar ponownego jej wykorzystania. Samoocena znajomości procedur leasingowych wśród przedsiębiorców jest raczej wysoka, ale warto zaznaczyć, że połowa przedsiębiorców opowiada się za cyfryzacją procedur leasingowych – mówi Wojciech Terlikowski, kierownik zespołu badawczego, CBM INDICATOR.

Klienci zadowoleni z leasingu – wyniki badania INDICATOR

Leasing jest wybierany jako preferowana forma finansowania przede wszystkim dzięki korzystnej ofercie cenowej (84%), dostosowaniu oferty do branży (77%), szybkości podejmowania decyzji (wskutek zminimalizowania wymogów formalnych) (75%), otwartości na negocjacje (73%) oraz korzystnym rozwiązaniom podatkowym (73%). Wszystko to sprawia, że firmy właśnie korzystające z leasingu są zadowolone z tej formy finansowania (zdanie to podziela aż 83% badanych). Wiele z nich (41%) deklaruje zamiar jej ponownego wykorzystania w przyszłości.

Połowa (50%) przedsiębiorców opowiada się za cyfryzacją procedur leasingowych, przy czym zdaniem zdecydowanej większości zwolenników cyfryzacji (78-94%) zdalne powinny być wszystkie etapy procedur leasingowych – od wypełnienia wniosku (94%) aż do podpisania umowy (78% wskazań).

Jest to kolejne już badanie, które wskazuje na duże oczekiwania naszych klientów dotyczące cyfryzacji – powiedziała Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu. – Głównym naszym problemem pozostaje wymóg tzw. mokrego podpisu – a wskutek tego: brak pełnej możliwości podpisania z klientem umowy zdalnie. Tym bardziej liczymy na niezbędne zmiany prawa w tym zakresie. Projekt ustawy deregulującej jest już po konsultacjach. Mamy nadzieję, że dalsze etapy jej procedowania przebiegną równie sprawnie. Tegoroczna edycja badania INDICATOR potwierdza też, że przedsiębiorcy korzystający z leasingu są zainteresowani tą formą finansowania również w przyszłości. Dla firm leasingowych zrzeszonych w ZPL stanowi to źródło ogromnej satysfakcji, ale równocześnie: zobowiązanie na przyszłość – dodała.

Leasing na ścieżce transformacji. 30 lat napędzamy gospodarkęJak wynika z raportu „Leasing na ścieżce transformacji. 30 lat napędzamy gospodarkę” przygotowanego na 30-lecie Związku Polskiego Leasingu, które obchodzone jest w tym roku, głównym odbiorcą usług leasingowych jest sektor MŚP. W 2023 roku stanowił 69 proc. wszystkich odbiorców, włączając w to mikroprzedsiębiorstwa.

*Badanie „Małe firmy o leasingu 2024” zostało zrealizowane przez firmę CBM INDICATOR na przełomie I i II kwartału 2024 r. Pomiar został przeprowadzony metodą indywidualnych wywiadów standaryzowanych wspomaganych komputerowo. W informacji prezentowane są wyniki 927 mikro i małych firm, które w 2023 roku osiągnęły obroty do 5 mln zł. Badaniem objęto łącznie 1226 firm. Próba badawcza miała charakter losowo – warstwowy.

Rynek dóbr luksusowych w Polsce wyprzedził inflację. Na koniec 2023 roku był wart ponad 42 mld zł

Pomimo spadku wysokości dochodów najbogatszych Polaków rośnie wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce. W ubiegłym roku wzrosła ona o 12,2% r/r, osiągając 42,4 mld zł, przy inflacji na poziomie 11,4% – wynika z raportu KPMG pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Nowe wymiary luksusu”. Największym segmentem pozostają samochody premium i luksusowe, którego wartość osiągnęła 25 mld zł, co stanowi wzrost o 7,1% r/r. Największy wzrost (23,8%) r/r odnotował sektor luksusowych hoteli i SPA, którego wartość szacuje się na poziomie 5,8 mld zł. W 2023 roku Polska odpowiadała za blisko jedną trzecią wartości sprzedaży dóbr luksusowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

113 tys. zł średnio miesięcznie zarabiają bogaci Polacy – spadły dochody najbogatszych

Rynek dóbr luksusowych kształtują możliwości nabywców. Na potrzeby raportu, spośród osób, które przekraczają drugi próg podatkowy wyróżniono następujące grupy: zamożni, czyli osoby o dochodach brutto powyżej 20 tys. zł brutto miesięcznie, bogaci, którzy zarabiają powyżej 50 tys. zł brutto miesięcznie, oraz bardzo bogaci, których miesięczne zarobki przekraczają kwotę 83,3 tys. zł brutto, co oznacza, że ich roczny dochód brutto przekracza 1 mln zł.

W Polsce w 2022 roku liczba osób przekraczających drugi próg podatkowy, czyli takich, których dochody były równe lub wyższe niż 120 tys. zł brutto w skali roku zwiększyła się o 51% r/r i wyniosła 1,5 mln osób. Ich zarobki osiągnęły wartość niemalże 376 mld zł[1], co stanowi wzrost o 9,6% r/r. Chociaż łączne zarobki osób przekraczających drugi próg podatkowy w 2022 roku w Polsce zwiększyły się, to nieco zmniejszyły się dochody grupy sklasyfikowanej na potrzeby raportu jako osoby zamożne, czyli zarabiającej przynajmniej 20 tys. zł brutto miesięcznie. Dochody powyżej 20 tys. zł brutto miesięcznie osiągnęło 441 tys. osób, co oznacza wzrost aż o 37,7% w porównaniu z rokiem poprzednim, natomiast łącznie zarobili oni niemalże 220 mld zł (-0,2% r/r). Osoby z tej grupy zarabiały w 2022 roku średnio 41,4 tys. zł miesięcznie.

Kolejną istotną grupą docelową dla producentów dóbr luksusowych są bogaci nabywcy, którzy na potrzeby raportu definiowani są jako osoby z zarobkami powyżej 50 tys. zł brutto miesięcznie. W 2022 roku w Polsce takich osób było nieco ponad 83,6 tys., co stanowi wzrost o 1% r/r, ale ich łączne dochody zmniejszyły się o 12,7%, do niespełna 114 mld zł.  Najważniejszą grupą docelową dla firm z branży dóbr luksusowych pozostają osoby bardzo bogate, z zarobkami powyżej 1 mln złotych brutto rocznie. Grupa ta zmniejszyła się w ciągu 2022 roku o 4,6% do niecałych 35 tys. osób, a ich zarobki były niższe o 15,6% w porównaniu z rokiem 2021, osiągając wysokość 79 mld zł.

W każdej z opisywanych grup obniżyły się także średnie miesięczne dochody brutto. Osoby zamożne zarabiały średnio 41,4 tys. zł (-28% r/r), bogate 113,3 tys. zł (-14% r/r), a bardzo bogate 187,2 tys. zł (-11% r/r).

Obserwujemy nieustanny wzrost liczby osób zamożnych w Polsce. Jest to trend utrzymujący się nieprzerwanie od wielu lat. Co ciekawe, pomimo podwyższenia progu podatkowego, wzrosła liczba osób zarabiających ponad 120 tys. zł rocznie. Ten wzrost można wytłumaczyć m.in. wysoką inflacją i pokaźnymi podwyżkami płac. Dodatkowo, napływ do Polski także dobrze zarabiających obywateli Ukrainy, zatrudnionych w międzynarodowych korporacjach, również mógł przyczynić się do wspomnianego wzrostu. Warto odnotować spore zmniejszenie liczby osób, które w poprzednich latach opodatkowywały swoje dochody z działalności gospodarczej podatkiem liniowym w wysokości 19%. Można domyślać się, że nowe, atrakcyjne warunki rozliczania dochodów na zasadach ogólnych, takie jak wyższy próg podatkowy, znacząca kwota wolna od podatku czy możliwości korzystania ze wspólnych rozliczeń i ulg podatkowych, spowodowały zmianę sposobu opodatkowania właśnie na zasady ogólne. Ten trend może również dotyczyć osób dotychczas korzystających z opodatkowania tzw. ryczałtem ewidencjonowanym – mówi Andrzej Marczak, Partner, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.Rynek dóbr luksusowych w Polsce

90 tys. Polaków dysponuje majątkiem netto przekraczającym 1 mln dolarów amerykańskich

Na koniec 2022 roku w Polsce mieszkało niespełna 90 tys. osób, które można określić mianem High Net Worth Individuals (HNWI), czyli których majątek liczony w aktywach netto wyniósł co najmniej 1 mln dolarów amerykańskich. Oznacza to spadek liczby takich osób w porównaniu z rokiem 2021 o prawie 10,5 tys., czyli o około 10% i powrót do poziomu odnotowanego w 2020 roku. Wśród 19 wybranych państw europejskich Polska w bezwzględnej liczbie HNWI wyprzedziła w 2022 roku jedynie Grecję i Czechy.

Spadek liczby najbogatszych Polaków, zaliczanych do kategorii HNWI wpisuje się w globalny trend i może być spowodowany aprecjacją dolara amerykańskiego w stosunku do złotego. Co ciekawe – także zgodnie ze światowymi tendencjami – o prawie 2% r/r zwiększyła się liczebność najbardziej zamożnej podgrupy w ramach tej kategorii, czyli osób których aktywa netto opiewają na więcej niż 50 mln dolarów. Po raz kolejny dowiedziono tezy, że „najbogatsi bogacą się najszybciej” – dodaje Andrzej Marczak, Partner, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Ponadto, najnowsze dane NBP wskazują, że realna wartość majątku Polaków w 2023 roku, podobnie jak w roku poprzednim, spadła z powodu wysokiej inflacji – na koniec badanego okresu wyniosła ona 2 256 mld zł. Główną częścią zobowiązań Polaków niezmiennie były długoterminowe kredyty i pożyczki, których wartość wyniosła ponad 749 mld zł, co stanowiło 91,7% całkowitego zadłużenia. Nie uległa znaczącym zmianom struktura aktywów gospodarstw domowych Polaków. Zdecydowanie największą ich część obejmują depozyty, które na koniec 2023 roku były warte 1 239 mld zł i stanowiły blisko 40% aktywów. Ich stan w porównaniu z rokiem poprzednim powiększył się o 11,5%.

Łączna kwota depozytów i gotówki będących w posiadaniu Polaków jest bliska kapitalizacji wszystkich spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jest to potencjał drzemiący w majątku Polaków i może być skierowany na inwestycje, które powinny go uchronić przed utratą wartości z powodu inflacji. A jak wynika z analizy KPMG, akcje spółek z sektora dóbr luksusowych zachowywały się jeszcze lepiej niż indeksy szerokiego rynku – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Zespole Wycen w KPMG w Polsce.

Struktura rynku dóbr luksusowych – wszystkie segmenty odrobiły straty spowodowane pandemią

Całkowita wartość rynku dóbr luksusowych w Polsce wzrosła w 2023 roku o 12,2% r/r, osiągając wartość 42,4 mld zł. Wszystkie analizowane w raporcie segmenty – tj. samochody, usługi hotelarskie i SPA, odzież i akcesoria, nieruchomości, alkohole, kosmetyki i perfumy oraz biżuteria i zegarki osiągnęły na koniec 2023 roku wartości wyższe niż przed pandemią.

Producentom samochodów premium i luksusowych przypadła w 2023 roku największa część rynku dóbr luksusowych w Polsce (59%) – jego wartość wyniosła 25 mld zł, co stanowi wzrost o 7,1% porównując z poprzednim rokiem. Nabywcy z Polski zarejestrowali o 22,2 tys. więcej samochodów z kategorii premium niż w poprzednim roku, co stanowi wzrost o 23,2% r/r. Pomimo niewielkiego udziału w rynku pod względem ilościowym (0,3%) i wartościowym (1,4%), samochody luksusowe również odnotowały wzrost sprzedaży o 5,6% r/r. Co ciekawe, na polskim rynku samochodów premium i luksusowych rośnie zainteresowanie pojazdami z napędem elektrycznym. Ich udział w ogólnej sprzedaży w latach 2022-2023 wzrósł z 5% do 8,1%. Szczególnie w segmencie marek premium samochody elektryczne zyskiwały na popularności.

Rynek luksusowych obiektów hotelowych i SPA po raz pierwszy zajął drugie miejsce pod względem wartości sprzedanych usług, która w 2023 roku wzrosła o 23,8% w porównaniu rocznym, osiągając 5,8 mld zł.

Szacowana wartość rynku luksusowej odzieży i akcesoriów w Polsce w 2023 roku wyniosła 3,8 mld zł. W Polsce rynek luksusowej odzieży i akcesoriów zanotował wzrost wartości o 573 mln zł w 2023 roku, czyli 17,7% r/r. Niezmiennie, pod względem wartości rynku luksusowej odzieży i akcesoriów dominują ubrania (62,8%). Akcesoria i dodatki stanowią 20%, natomiast obuwie 17,2% rynku.

Wartość rynku nieruchomości premium i luksusowych w Polsce stale rośnie, mimo obecnego spowolnienia gospodarczego. W 2022 roku odnotowano wzrost na poziomie 9% r/r, a prognozy na 2023 rok sugerują dalsze zwiększenie o 15% r/r, co przekłada się na poziom 3,26 mld zł. Mimo, że Warszawa pozostaje głównym ośrodkiem rynku nieruchomości premium i luksusowych, Trójmiasto zyskuje coraz większe znaczenie w tym obszarze. 27% ofert luksusowych apartamentów koncentruje się właśnie w Trójmieście, a najwyższą w 2023 roku cenę transakcyjną za mkw. mieszkania – 66,1 tys. zł – odnotowano w Gdyni.

Niestabilność gospodarcza zwiększyła zainteresowanie nieruchomościami o podwyższonym standardzie, uznawanymi za skuteczny sposób na ochronę kapitału. Polacy coraz chętniej inwestują w takie nieruchomości zarówno w kraju, jak i za granicą, z Hiszpanią na czele. W 2022 roku zakupili tam około 3 tys. mieszkań, co stanowi wzrost o 161% w skali roku. Największym zainteresowaniem cieszą się wybrzeże Costa del Sol i Wyspy Kanaryjskie. W ostatnich latach na popularności zyskuje również Portugalia.

Największą dynamikę wzrostu wartości w 2023 roku w porównaniu do roku poprzedniego wśród wybranych segmentów rynku dóbr luksusowych w Polsce odnotował sektor hotelarski i SPA (23,8%) oraz alkoholowy (20,5%).

Prognozy na 2024 rok dla rynku dóbr luksusowych są optymistyczne – przewiduje się 21,1% wzrost porównując z poprzednim rokiem.

Rynek dóbr luksusowych w Polsce  
Spółki giełdowe marek premium na fali wznoszącej

Jako punkt odniesienia dla zachowania spółek giełdowych w badanych segmentach rynku dóbr luksusowych KPMG w Polsce posłużyło się indeksem S&P Global 1200, który agreguje indeksy akcji spółek notowanych na giełdach w ponad 30 krajach, obejmując około 70% kapitalizacji światowego rynku akcji. Na koniec marca 2024 roku wartość akcji spółek uwzględnionych w tym indeksie wynosiła ponad 65 bln dolarów.

Mimo że rynek dóbr luksusowych nie jest całkowicie odporny na zawirowania gospodarcze i w ostatnim czasie wykazuje większą krótkoterminową zmienność, to po trzech latach trudności, takich jak pandemia, niestabilność geopolityczna w regionie oraz wysoka inflacja, pozostaje on silny w średnim okresie. W porównaniu do szerokiego rynku, rynek dóbr luksusowych skuteczniej opiera się makroekonomicznym wyzwaniom. Potwierdza to również tezę, że w okresach gospodarczo-społecznej niepewności spółki z tego sektora radzą sobie znacznie lepiej niż ogół rynku dóbr konsumpcyjnych.

Trendy w konsumpcji dóbr luksusowych

Zmienia się także średnia kwota zakupów premium i modele zakupowe. Przeciętny konsument w 2023 roku wydał w Polsce 863,1 zł na dobra luksusowe, co stanowi wzrost w porównaniu do 547,62 zł wydanych w 2020 roku. Przed pandemią wydatki te wynosiły średnio 602,4 zł.

Istotną rolę w rozwoju rynku dóbr luksusowych w 2023 roku odegrało spokojne podejście zamożnych konsumentów wobec trudności gospodarczych oraz ich powrót do aktywności takich jak podróże, zakupy, praca i życie towarzyskie. Zamożni turyści ponownie chętnie zaczęli korzystać z usług gastronomicznych i hotelowych, co pobudziło rynek luksusowych usług w Polsce. Polski rynek dóbr luksusowych ożywili dodatkowo uchodźcy z Ukrainy, wśród których są także osoby majętne. Firmy obsługujące klasę średnią i osoby zamożne zatrudniały pracowników znających język ukraiński. Wydatki przyjeżdżających do Polski majętnych imigrantów pomogły złagodzić negatywne skutki wysokiej inflacji po podażowej stronie rynku.

Trendem napędzającym rozwój rynku dóbr luksusowych było również ewoluujące podejście sprzedawców detalicznych, którzy przyjęli nowe formy sprzedaży, takie jak sklepy tymczasowe (ang. pop-up stores) i transakcje oparte na rozwiązaniach cyfrowych. Wykorzystanie wirtualnej rzeczywistości i sztucznej inteligencji w sprzedaży i marketingu dóbr luksusowych to odpowiedź na oczekiwania młodszego pokolenia, które zyskuje coraz większe znaczenie, również w Polsce. Zmiana pokoleniowa wśród nabywców niesie ze sobą konieczność dostosowania strategii firm do oczekiwań nowych pokoleń. Inkluzywność, dostępność i personalizacja oferty stają się kluczowe, aby sprostać różnorodnym preferencjom konsumentów.

Firmy z branży dóbr luksusowych stają przed wyzwaniami, które wymagają analizy i adaptacji do zmieniających się tendencji rynkowych. W szczególności istotny jest narastający trend „no logo” oraz kategoria tzw. „dóbr opartych na doświadczeniach” (experience-based goods). Samo posiadanie luksusowych przedmiotów może nie wystarczyć. Podróże, wydarzenia kulturalne i ekskluzywne spotkania zyskują na znaczeniu, pozwalając firmom oferującym dobra luksusowe na budowanie relacji z klientami w nowych obszarach. Wzrost zainteresowania konsumentów unikalnymi doświadczeniami i kolekcjonowaniem wyjątkowych emocji otwiera możliwości tworzenia innowacyjnych usług i produktów – komentuje Tomasz Wiśniewski, Partner w Zespole Wycen w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

Raport pt. „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Nowe wymiary luksusu” jest 14. edycją publikacji KPMG o rynku luksusu w Polsce. Na potrzeby raportu przyjęto, że dobrem luksusowym jest każde dobro opatrzone marką powszechnie uznawaną za luksusową na danym rynku lub takie, które ze względu na swoją specyfikę (unikalność, wysoką cenę itp.) nabiera luksusowego charakteru. W raporcie wykorzystano także dane: Credit Suisse, Cenatorium, Euromonitor International, Głównego Urzędu Statystycznego, Ministerstwa Finansów, Narodowego Banku Polskiego, Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, S&P Global Market Intelligence.

[1] Na potrzeby porównawcze w raporcie przeliczono dane o dochodach podatników osiągniętych w 2021 roku według nowej skali podatkowej.

Firmy w Polsce w tyle z raportowaniem ESG – tylko 19% gotowych na nowe wymogi UE

48% ankietowanych firm deklaruje, że dotychczas publikowało raporty ESG​, jednak jedynie 19%​ jest gotowych pod względem technologicznym ​na wyzwanie, jakim​ jest raportowanie zrównoważonego rozwoju wg CSRD i ESRS. 25%​ ankietowanych podmiotów deklaruje, że zrealizowała lub realizuje znaczącą liczbę procesów związanych z raportowaniem zrównoważonego rozwoju​, a 20%​ deklaruje, że ich strategia biznesowa zawiera jasno określone cele zrównoważonego rozwoju. W przypadku firm z centralą zagraniczną to aż 67%. Jednocześnie 22%​ ankietowanych przedsiębiorstw deklaruje, że przeprowadziło oceny ryzyk ESG w łańcuchu dostaw​ a 24%​ firm​ wskazuje, że liczy ślad węglowy​ ​- wynika z przeprowadzonego przez PwC Polska badania “Wyboista droga do zrównoważonego rozwoju​. Technologia, strategia i raportowanie, czyli ESG w dobrach konsumenckich i handlu detalicznym“.

Regulacje z zakresu ESG (kwestii środowiskowych, społecznych i ładu korporacyjnego) oraz zmieniające się trendy w finansowaniu mają coraz większy wpływ na sektor dóbr konsumenckich i handlu detalicznego. Jak pokazuje przeprowadzone przez nas badanie, firmy z sektora coraz częściej uwzględniają w swoich działaniach kwestie zrównoważonego rozwoju, społecznej odpowiedzialności oraz transparentnego zarządzania. Wprowadzane regulacje, tuż obok oczekiwań konsumentów, w znaczący sposób mobilizują przedsiębiorstwa do podejmowania działań, których celem jest ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko i promowanie sprawiedliwych praktyk społecznych. Może to prowadzić do innowacji w produktach, poprawy w zarządzaniu łańcuchem dostaw, a także wprowadzaniu transparentnych działań komunikacyjnych tak, żeby zyskać zaufanie klientów i inwestorów.​

“Sektor dóbr konsumenckich i handlu detalicznego jest szczególnie wrażliwy na kwestie zrównoważonego rozwoju. Oczekiwania wobec firm są wysokie – dziś konsumenci, chociaż wciąż wrażliwi na czynnik cenowy, coraz większą uwagę przykładają do czynników środowiskowych i społecznych. Ich wybory są bardziej świadome niż jeszcze kilka lat temu.​ W życie wchodzą także liczne regulacje, które kładą nacisk na transparentne działania i większą odpowiedzialność przedsiębiorstw. Dlatego dziś, jeśli firmy chcą zachować przewagę konkurencyjną i wciąż prężnie się rozwijać, nie mogą pomijać kwestii ESG. Jednak branża dóbr konsumenckich wciąż ma tu wiele do zrobienia” – mówi Mieczysław Gonta, partner PwC Polska,​ lider zespołu ds. handlu detalicznego ​i dóbr konsumpcyjnych w PwC CEE i w PwC Polska.

Wiele przedsiębiorstw ma przed sobą długą drogę, aby w pełni być przygotowanym do spełnienia wymogów regulacyjnych z zakresu ESG. Długofalowe zaangażowanie w kwestie zrównoważonego rozwoju staje się więc nie tylko kwestią wizerunkową, lecz także strategią biznesową, która może przynieść korzyści finansowe i wzmocnić pozycję rynkową firm w sektorze dóbr konsumenckich oraz handlu detalicznego.​

Rosnący nacisk na kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem nie jest wyłącznie wynikiem działań inwestorów czy regulatorów – znaczącą rolę w podnoszeniu rangi inicjatyw ESG odgrywają także konsumenci. Dzisiejsi konsumenci są wyjątkowo świadomi, a często też zaniepokojeni wpływem na środowisko i społeczeństwo – nie tylko produktów, z których korzystają, ale też produkujących je firm. Coraz częściej oczekują, żeby firmy postępowały w sposób odpowiedzialny i transparentny i aktywnie dążyły do zrównoważonego rozwoju i społecznej odpowiedzialności. W rezultacie firmy włączają czynniki ESG w swoje strategie biznesowe, zobowiązując się czy to do zmniejszenia swojego śladu węglowego, zwiększenia różnorodności, czy poprawy praktyk w zakresie zarządzania relacjami ze swoimi dostawcami.​

“Zrównoważony rozwój wciąż nie jest uwzględniany w strategiach biznesowych. Zaledwie 25% ankietowanych przedsiębiorstw zrealizowała lub realizuje znaczącą liczbę procesów związanych z raportowaniem zrównoważonego rozwoju. To niepokojąco niewielki odsetek, zwłaszcza biorąc pod uwagę wchodzące w życie regulacje zobowiązujące do raportowania, jak np. unijna dyrektywa CSRD. Co więcej, aż 81% respondentów nie jest obecnie gotowych w aspekcie technologicznym do takiego raportowania” – mówi Tomasz Barańczyk​, partner PwC Polska,​ lider inicjatyw ESG w PwC Polska.​

Niedostosowanie się do wymagań klientów grozi ograniczeniem udziału w rynku, gdyż konsumenci coraz częściej łączą zakupy z wyznawanymi wartościami. Nieetyczne działania to także ryzyko reputacyjne, bo dzięki mediom społecznościowym klienci szybko potrafią pociągnąć do odpowiedzialności nawołując do bojkotu lub aktywizując do propagowania niekorzystnych informacji. Konsumenci odgrywają więc kluczową rolę w obszarze ESG, zmuszając firmy do priorytetowego traktowania kwestii zrównoważonego rozwoju i regularnego o nich informowania.​

Mex Polska zamyka I kwartał 2024 r. z imponującym wzrostem wyników finansowych

Notowana na GPW spółka holdingowa Mex Polska zamyka I kwartał 2024 roku ze znaczącym wzrostem wyników finansowych. W raportowanym okresie skonsolidowany zysk operacyjny EBIT przewyższył szacunki osiągając poziom prawie 1,1 mln zł (+56 proc. rr). Zysk netto przekroczył 0,6 mln zł, co dało wynik ponad dwukrotnie wyższy w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Przychody netto ze sprzedaży również wzrosły do poziomu 22,45 mln zł (+12 proc. rr). Bardzo dobre wyniki są efektem konsekwentnej polityki rozwoju Grupy oraz stałej koncentracji na kontroli kosztów operacyjnych i marż. Pozytywny wpływ mają także udane otwarcia nowych lokali i wysoka rentowność dotychczas funkcjonujących lokali.

– Naszym najbardziej dochodowym obszarem pozostaje segment bistro. To on w dużym stopniu pozwala nam generować oczekiwane zyski. Pokazał to pierwszy kwartał bieżącego roku, w którym zysk netto wzrósł ponad dwukrotnie w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, a EBIT przewyższył nasze szacunki. Co więcej, taki wynik osiągnęliśmy na początku roku kalendarzowego, czyli w okresie zazwyczaj bardziej wymagającym niż lato czy w okresie świątecznym, co nas szczególnie cieszy. Jest to dla nas potwierdzenie, że obrana strategia rozwoju, oparta na przejrzystości systemu zarządzania oraz zdywersyfikowanemu portfolio, jest słuszna i opłacalna. To także dobry prognostyk na przyszłość, zwłaszcza na kolejny kwartał i okres letni. Liczymy, że w tym czasie uda nam się utrzymać odpowiednią dynamikę wzrostu, co przełoży się na satysfakcję również naszych Akcjonariuszy – mówi Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska SA.

Kapitał własny grupy kapitałowej Mex Polska na dzień 31 marca 2024 r. wynosił ponad 17,3 mln zł.

Mex Polska SA wraz ze spółkami powiązanymi organizacyjnie i kapitałowo tworzą solidną grupę kapitałową, która zarządza obecnie 48 lokalami gastronomicznymi. W portfolio Grupy znajduje się kilka popularnych konceptów: The Mexican, PanKejk, Prosty Temat, Pijalnia Wódki i Piwa oraz Chicas&Gorillas.

Dwa ostatnie koncpepty należą do segmentu bistro, czyli najbardziej dochodowego obszaru Grupy, który jest cały czas rozwijany i dostosowywany do potrzeb klientów i rynku gastronomicznego.

Kluczowym celem Mex Polska pozostaje dalsze skalowanie przychodów, poprzez ciągłą rozbudowę swoich sieci  i poszukiwanie coraz to atrakcyjniejszych lokalizacji.

W najbliższych miesiącach  Grupa Mex Polska planuje uruchomienie 5 nowych lokali, między innymi w Krakowie i Katowicach.

Grupa ORLEN z mocnym początkiem roku: 8,4 mld zł EBITDA LIFO i 2,8 mld zł zysku netto w I kwartale 2024 r.

Grupa ORLEN zakończyła pierwszy kwartał 2024 r. z zyskiem operacyjnym EBITDA LIFO* na poziomie 8,4 mld zł i zyskiem netto w wysokości 2,8 mld zł. Stabilne wyniki finansowe osiągnięto przy jednoczesnym spadku długu netto o 1 mld zł (kw/kw). W tym czasie koncern przeznaczył blisko 6,4 mld zł na inwestycje we wszystkich obszarach działalności. W efekcie wzrostu popytu w Polsce oraz wejścia na nowy rynek i przejęcia ponad 260 stacji paliw w Austrii segment detaliczny odnotował o 20% wyższą sprzedaż (r/r). Stabilne wyniki wypracował segment energetyki, który zwiększył do blisko 70% produkcję energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych i niskoemisyjnych.

– Przyspieszamy. Transformacja energetyczna stanowi jedną z największych szans biznesowych w historii. ORLEN musi ją wykorzystać. Dlatego koncentrujemy się na najbardziej perspektywicznych projektach i technologiach. Kładziemy większy nacisk na efektywność. Cele zadeklarowane w strategii Grupy ORLEN do 2030 są zgodne z kierunkami rozwoju rynku, ale ich realizacja jest znacząco opóźniona. Musimy nadrabiać zaległości, a tam gdzie to nie będzie możliwe lub uzasadnione biznesowo – zweryfikować wcześniejsze założenia. Aby możliwa była realizacja strategicznych celów, część projektów inwestycyjnych wymaga znacznego przyspieszenia. Wiemy jak to zrobić. Szczegółowy kierunek zweryfikowanych działań przedstawimy w aktualizacji strategii, którą opublikujemy do końca tego roku – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

W pierwszym kwartale 2024 r. Grupa ORLEN wypracowała:

• Przychody na poziomie: 82,3mld zł
• EBITDA LIFO w wysokości: 8,4 mld zł*
• Zysk netto na poziomie: 2,8 mld zł

*Wynik operacyjny przed odpisami aktualizującymi wartość aktywów trwałych w wysokości (-) 0,7 mld zł

W pierwszym kwartale 2024 r. segment rafinerii wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości blisko 2,3 mld zł. Koncern osiągnął ten wynik w otoczeniu normalizujących się marż rafineryjnych, utrzymując wysoki stopień wykorzystania mocy rafineryjnych, sięgający 90%. Rafinerie Grupy w Polsce, Czechach i na Litwie przerobiły w tym czasie 9,5 mt ropy. W Polsce i Czechach osiągnięto wyższy uzysk paliw (r/r), przy porównywalnym poziomie na Litwie.

Na wynik segmentu wydobycie na poziomie (-) 4,1 mld zł wpływ miały przede wszystkim przyjęte rozwiązania regulacyjne wspierające konsumentów, a także spadek cen gazu o ok. 48%. Koncern w pierwszym kwartale br. zwiększył o blisko 14% produkcję (r/r), która wyniosła ok. 215 tys. boe/d. Przyczyniła się do tego przede wszystkim konsolidacja aktywów przejętej spółki KUFPEC w Norwegii.

EBITDA na poziomie 7,9 mld zł zanotował w pierwszym kwartale br. segment gazu. Wynik ten osiągnięto przy niższych (r/r) marżach handlowych i negatywnym wpływie makro. Jednocześnie korzystne dla wyniku segmentu były: efekt niższej (r/r) ceny wytłoczeń surowca z magazynów oraz niższe koszty importu. Dostawy gazu do Polski wyniosły w tym czasie 28,1 TWh, z czego 46% stanowiło LNG. Zapas magazynowy gazu w Polsce i za granicą na koniec kwartału wyniósł 8,6 TWh.

W efekcie niższych marż na wszystkich produktach petrochemicznych oraz umocnienia złotego względem euro, segment petrochemii osiągnął wynik EBITDA LIFO na poziomie 4 mln zł. Jednocześnie o 9% (r/r) wzrosły wolumeny sprzedaży, w tym wyższa była sprzedaż olefin o 9%, nawozów o 40% i PTA o 37%. W Polsce sprzedaż wzrosła o 13%.

Segment energetyki w pierwszym kwartale br. zanotował wynik EBITDA na poziomie 2,4 mld zł. Łączna moc zainstalowana w Grupie ORLEN wyniosła 5,6 GWe, dzięki czemu wyprodukowano w tym czasie 5,5 TWh energii elektrycznej, o 12% więcej (r/r). Wzrost produkcji był możliwy m.in. dzięki przejęciu nowych farm wiatrowych. Obecnie już blisko 70% energii elektrycznej wytwarzane jest z odnawialnych źródeł oraz w jednostkach zasilanych gazem.

Wynik EBITDA segmentu detalicznego w pierwszym kwartale br. to 511 mln zł. Jest on efektem m.in. wyższej o 20% sprzedaży, która w Polsce wzrosła o 13%, a w Czechach o 21%. Po raz pierwszy zaraportowane zostały także wyniki przejętej w styczniu br. sieci stacji paliw w Austrii, które stanowią 8% łącznej sprzedaży. Między innymi dzięki tej transakcji sieć ORLEN powiększyła się o 361 nowoczesnych stacji paliw, których łącznie koncern ma już 3 483 w siedmiu krajach Europy. Jednocześnie ORLEN konsekwentnie inwestuje w stacje alternatywnego tankowania, których liczba zwiększyła się o 137 (r/r) do 787, głownie w Polsce (541) i w Czechach (142). Rośnie także liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej. Obecnie jest ich już 2 666, z czego ponad 70% w Polsce.

– ORLEN rozwijając wszystkie obszary swojej działalności utrzymuje dobrą, stabilną sytuację finansową. Mamy mocne fundamenty, które umożliwiły zarządowi, zgodnie z obowiązującą polityką dywidendową, zarekomendowanie wypłaty dywidendy za 2023 rok na poziomie 4,15 zł na akcję. Wracamy do wartości, którymi powinna kierować się spółka giełdowa. Zamierzamy przywrócić standardy ładu korporacyjnego i ujednolicić metody raportowania w całym koncernie – mówi Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

Na koniec pierwszego kwartału br. dzięki wygenerowaniu 11,7 mld zł przepływów z działalności operacyjnej poziom długu netto ORLEN pozostawał na bezpiecznym poziomie 0,8 mld zł. Natomiast stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA kształtował się na poziomie (-) 0,01x. Docenił to rynek finansowy. ORLEN utrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznaną przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+” przyznaną przez Agencję Fitch Ratings.

Grupa Śnieżka: spadek sprzedaży w I kwartale 2024 r., ale długoterminowy optymizm

  • Grupa Śnieżka wypracowała w I kwartale 2024 roku 172,3 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza spadek rok do roku o 14,5%. W analizowanym okresie wynik EBITDA wyniósł 26,3 mln zł, a zysk netto 10,6 mln zł, czyli odpowiednio o 29,8% i 38,7% mniej w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego.
  • Spadek wyników to konsekwencja umocnienia złotego względem forinta i hrywny oraz wdrażania zmian w modelu dystrybucji na rynku niezależnym w Polsce. W perspektywie długoterminowej rozszerzenie modelu dystrybucji stanowi jednak ważny krok w dalszym rozwoju Grupy i budowaniu jej przewag konkurencyjnych.
  • Spółka 29 maja wypłaci blisko 40 mln zł dywidendy, tj. 3,17 zł na jedną akcję. Łącznie, uwzględniając najbliższą wypłatę, od debiutu na GPW do akcjonariuszy trafiło już 544,2 mln zł.

Rozszerzenie modelu dystrybucji katalizatorem wzrostu w długim terminie

Od początku 2024 roku wdrożyliśmy zmiany w modelu dystrybucji na rynku niezależnym w Polsce. Wybrane punkty handlowe, które do tej pory były obsługiwane pośrednio przez dystrybutorów, mogą teraz jednocześnie dokonywać zakupów bezpośrednio w Grupie Śnieżka. Rozszerzenie modelu było możliwe dzięki zrealizowanym inwestycjom w Centrum Logistyczne oraz systemy IT.  Wprowadzona zmiana na rynku niezależnym miała negatywny wpływ na wyniki Grupy w I kwartale br. Trend ten może być widoczny także w kolejnych kwartałach 2024 r., jednak począwszy od kwietnia nie obserwujemy negatywnego wpływu rozszerzenia modelu na przychody. W perspektywie długoterminowej zmiana ta stanowi ważny krok w dalszym rozwoju Grupy i budowaniu jej przewag konkurencyjnych – komentuje Piotr Mikrut, Prezes Zarządu Śnieżka SA.

Na obniżenie zyskowności Grupy, oprócz spadku sprzedaży, wpływ miał wzrost kosztów ogólnego zarządu o 21,2% rok do roku oraz kosztów sprzedaży o 8,0% rok do roku. Marża EBITDA w I kwartale 2024 roku wyniosła 15,3%, co oznacza spadek rok do roku o 3,3 p.p. Jednocześnie, dzięki spadkowi kosztów wytworzenia o 23,6% Grupa wypracowała 48,4% marży brutto ze sprzedaży, czyli o 6,2 p.p. więcej rok do roku.

Wartość sprzedaży krajowej osiągnęła 124,4 mln zł, czyli o 16,1% mniej rok do roku, stanowiąc 72,2% skonsolidowanych przychodów. W Ukrainie Grupa odnotowała zwiększenie przychodów w porównaniu z rokiem poprzednim. Sprzedaż na tym rynku wyniosła 18,9 mln zł, co oznacza wzrost o 13,8% wobec I kwartału 2023 roku. Natomiast na Węgrzech przychody spadły o 14,8% rok do roku osiągając wartość 23 mln zł.

Na koniec marca 2024 roku wskaźnik dług netto/EBITDA Grupy wyniósł 1,88 w porównaniu z 2,72 rok wcześniej.

Podstawowe elementy rachunku zysków i strat Grupy Kapitałowej Śnieżka:

  okres 3 miesięcy zakończony dnia 31 marca 2024 roku okres 3 miesięcy zakończony dnia 31 marca 2023 roku Zmiana (r/r)
Przychody ze sprzedaży 172 275 201 405 -14,5%
Koszt własny sprzedaży 88 950 116 456 -23,6%
Koszty sprzedaży 35 827 33 163 8,0%
Koszty ogólnego zarządu 29 950 24 716 21,2%
Wynik na pozostałej działalności operacyjnej (587) 470 -224,9%
Wynik na działalności finansowej (4 235) (6 211) -31,8%
Udział w zysku jednostki stowarzyszonej 44 (2) -2300,0%
Zysk brutto 12 770 21 327 -40,1%
Zysk na działalności operacyjnej (EBIT) 16 961 27 540 -38,4%
Zysk na działalności operacyjnej + amortyzacja (EBITDA) 26 312 37 479 -29,8%
Podatek dochodowy 2 210 4 100 -46,1%
Wynik netto, w tym 10 560 17 227 -38,7%
zysk przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej 9 931 16 310 -39,1%

Ponad 0,5 mld zł dywidendy wypłaconej w historii Grupy

Podczas zwyczajnego walnego zgromadzenia FFiL Śnieżka SA, które odbyło się 26 kwietnia 2024 r. akcjonariusze spółki podjęli uchwałę o wypłacie dywidendy z zysku za 2023 r. w łącznej kwocie 39 998 356,26 zł, tj. w wysokości 3,17 zł na jedną akcję. Dniem dywidendy był 15 maja 2024 r., a jej wypłata nastąpi 29 maja 2024 r. Od debiutu na GPW do akcjonariuszy spółki, uwzględniając najbliższą wypłatę, trafiło dotychczas 544,2 mln zł.

Od momentu debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych, systematycznie dzielimy się zyskami z akcjonariuszami. Łączna suma wypłaconych dywidend, z najnowszą transzą zaplanowaną na 29 maja, przekracza 0,5 mld zł. Jest to wyraz naszego dążenia, aby również akcjonariusze byli beneficjentami dynamicznego wzrostu firmy i czerpali realne korzyści z naszego wspólnego sukcesu. Pomimo trudności obserwowanych w I kwartale br. z optymizmem patrzymy w przyszłość. Jesteśmy przekonani, że rozszerzenie modelu dystrybucji w długim terminie będzie wartością dodaną, podobnie jak dalszy rozwój oferty produktowej w pozostałych kanałach sprzedaży – podsumowuje Piotr Mikrut.

Grupa Kino Polska odnotowuje silny wzrost przychodów i zysku netto w I kwartale 2024 r.

  • Na koniec 1 kw. 2024 r. Grupa Kino Polska odnotowała przychody na poziomie 75,5 mln zł (+6,7% r/r), głównie za sprawą wzrostu przychodów z reklam na kanałach z portfolio Grupy.
  • Zysk netto Grupy wyniósł 18,7 mln zł (+39,1% r/r), zaś wynik EBITDA 38,7 mln zł (+23,3% r/r).
  • Rentowność netto wzrosła do 24,8% vs. 19% rok wcześniej.
  • Przychody z emisji spadły nieznacznie o 2,3% r/r i stanowiły 49,9% całkowitej sprzedaży Grupy. Wpływy z reklam zwiększyły się 34,4% r/r, a ich udział w przychodach ogółem stanowił 42,8%.
  • Przychody na rynkach międzynarodowych osiągnęły poziom 21,8 mln zł
    (-6,6% r/r) i stanowiły 28,9% całkowitych przychodów Grupy.
  • Marża EBITDA wyniosła 51,3% vs. 44,4% rok wcześniej.
  • Średni udział kanałów Grupy w oglądalności widowni komercyjnej wyniósł 2,70% (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2 d. + OOH), o 5,1% więcej r/r.

– Za nami bardzo dobry początek roku. W ostatnich miesiącach wprowadziliśmy szereg zmian – zmodyfikowaliśmy m.in. strategie programowe kanałów Stopklatka i Zoom TV oraz wynegocjowaliśmy nowe warunki współpracy z brokerem reklamowym. W efekcie odnotowaliśmy wzrosty wszystkich kluczowych wskaźników finansowych. Nasze przychody wzrosły o 6,7% r/r, a zysk netto o niemal 40% r/r. Do wzrostu zysku netto przyczyniły się także niższe koszty zakupu i produkcji treści oraz emisji. W dalszym ciągu produkowaliśmy także kanały zagraniczne dla Grupy CANAL+, co również znalazło swoje odzwierciedlenie
w wynikach –
mówi Katarzyna Woźnicka, członkini zarządu Grupy Kino Polska, CFO oraz COO w SPI International B.V.

Wyniki finansowe kluczowych segmentów działalności

Na koniec 1 kw. 2024 r. największe wzrosty w przychodach Grupy Kino Polska odnotowano w segmencie Stopklatka (+3,7 mln zł, +37,8% r/r), który wygenerował 13,4 mln zł ze sprzedaży reklam. Zoom TV wniósł do przychodów 7,4 mln zł (+1,7 mln zł, +30,8% r/r), a segment Kanały marki Kino Polska 9,3 mln zł (+1,3 mln zł, +16,9% r/r). Segment Kanały filmowe marki FilmBox i kanały tematyczne, wygenerował przychody na poziomie 40,0 mln zł (+0,3 mln zł, +0,8% r/r).

Przychody segmentu Produkcja kanałów telewizyjnych przekroczyły w 1 kw. 2024 r.  poziom 2 mln zł, były zatem wyższe r/r o 0,4 mln zł  (+21,3% r/r), co wynika przede wszystkim z produkcji kanałów zagranicznych dla Grupy CANAL+. W przypadku segmentu Sprzedaż praw licencyjnych odnotowano sprzedaż na poziomie 2,8 mln zł (-50,6% r/r). Mniejsze wpływy wynikają głównie z zakończenia obsługi procesu zakupu treści programowych przez spółkę zależną FilmBox UK na rzecz spółki powiązanej spoza Grupy. Zakończenie tej działalności widoczne jest głównie w przychodach z rynków międzynarodowych, jednak nie ma wpływu na wynik operacyjny, ponieważ spółka FilmBox UK dokonywała zakupu i sprzedaży treści pobierając za to niewielkie wynagrodzenie.

W efekcie, przychody z rynków międzynarodowych obniżyły się o 6,6% r/r (-1,6 mln zł), przy jednoczesnej znacznej poprawie rentowności w tym obszarze. Wpływ na mniejsze przychody z działalności na rynkach międzynarodowych miały także niższe przychody z emisji kanałów tematycznych (m.in. Dizi) oraz niższe przychody z reklamy na rynku czeskim.

Wyniki oglądalności kanałów Grupy w górę

Rynek mediów charakteryzuje się obecnie dużą dynamiką zmian, zwłaszcza w kontekście konsumpcji telewizji oraz sposobów jej pomiaru. Coraz więcej widzów nagrywa treści, ogląda je w trybie „Time Shifted” lub poza domem. Wynikiem zachodzących zmian jest wprowadzanie w Polsce pomiaru OOH (out of home). Media, w tym brokerzy (również broker obsługujący Grupę), wprowadzili tę formę analizowania danych telewizyjnych w ramach rozliczeń i raportowania. W związku z tym Grupa zdecydowała się zmienić dotychczasowe raportowanie dotyczące oglądalności z ujęcia „live” na dane skonsolidowane
z uwzględnieniem 2-dniowego przesunięcia w czasie oraz danych OOH. Dane dotyczące oglądalności Grupy Kino Polska dla I kw. 2024 r. są w pełni porównywalne
z analogicznym okresem ubiegłego roku, ponieważ (dla potrzeb analizy) dane z 1 kw. 2023 r. również zostały uzupełnione o OOH.

Na koniec 1 kw. 2024 r. łączny udział w oglądalności widowni komercyjnej kanałów Grupy Kino Polska wyniósł 2,70%, co oznacza wzrost o 5,1% r/r (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2 d. + OOH).

– Ten rok w przypadku niektórych naszych segmentów biznesu, otworzyliśmy z najwyższymi historycznie wynikami dla pierwszego kwartału. W przypadku Stopklatki czy Zoom TV są to wyniki zbliżone do czwartego kwartału, najlepszego w branży telewizyjnej. W minionych miesiącach prowadziliśmy szereg intensywnych działań promocyjnych, których celem było zwiększenie świadomości na temat naszej oferty programowej. Zastosowaliśmy także nowe zasady rozliczeń z brokerem reklamowym. Współpracowaliśmy również z operatorami kablowymi i satelitarnymi w celu  poszerzania dystrybucji i lepszego pozycjonowania naszych kanałów w ich ofercie.. W pierwszym kwartale roku realizowaliśmy też kontrakty z wiodącymi dostawcami treści, które wzbogaciły ofertę programową naszych kanałów – mówi Erwan Luherne, członek zarządu Grupy Kino Polska oraz CEO SPI International B.V.

Stopklatka osiągnęła udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 1,26%, co oznacza wzrost o 5,0% r/r (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2d. +OOH). Oglądalność drugiego naziemnego kanału w portfolio Grupy – Zoom TV wzrosła o 1,6% r/r do poziomu 0,65% udziału w oglądalności (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2d. +OOH). Kanał Kino Polska (0,41%), tj. wzrost o 2,5% r/r i Kino Polska Muzyka (0,06%) z takim sam udziałem w oglądalności widowni komercyjnej jak rok temu (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2d. +OOH). Oglądalność znacząco poprawił kanał Kino TV. Jego udział w oglądalności widowni komercyjnej wyniósł 0,32% (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2d. +OOH), co oznacza wzrost o 23,1% r/r.

XTPL osiąga 2,9 mln zł przychodów w I kwartale 2024 roku

XTPL osiągnął w I kwartale 2024 roku 2,9 mln zł przychodów ogółem, w tym 2,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług. Największy wpływ na uzyskane przychody miało dostarczenie 4 urządzeń Delta Printing System, dwukrotnie więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. I kwartał 2024 roku odznaczał się intensyfikacją działań inwestycyjnych związanych z realizacją Strategii na lata 2023-2026 i procesem przeskalowania biznesu XTPL z celem osiągnięcia 100 mln zł sprzedaży komercyjnej do końca 2026 roku. Spółka znacząco zwiększyła zatrudnienie do 91 osób na koniec marca, osiągając docelowy i optymalny dla wdrażanej Strategii poziom. XTPL zwiększył ponadto moce produkcyjne w każdej z trzech rozwijanych linii biznesowych, a proces budowy urządzeń DPS został skrócony dwukrotnie, w efekcie czego Spółka jest przygotowana na znaczący wzrost przychodów w horyzoncie Strategii oraz najlepszy sezonowo okres drugiego półrocza. XTPL wzmacnia także aktywność na rynku USA z zamiarem otwarcia centrum sprzedażowo-demonstracyjnego w kolejnych miesiącach.

– Właśnie mija 6 miesięcy od przyjęcia przez XTPL ambitnej wizji rozwoju opisanej w Strategii na lata 2023-2026. Za kluczowy kierunek obraliśmy skokowe przeskalowanie naszej organizacji celem osiągnięcia do końca 2026 roku 100 mln zł sprzedaży komercyjnej i zrealizowanie pierwszych wdrożeń technologii XTPL na linie przemysłowe globalnych producentów zaawansowanej elektroniki. Działania Spółki w I kwartale br. koncentrowały się na zintensyfikowanych inwestycjach w celu realizacji tej wizji rozwoju i odpowiedniego przygotowania Spółki na antycypowany w horyzoncie Strategii znaczący wzrost przychodów generowany w ramach wszystkich trzech linii biznesowych XTPL. Jesteśmy obecnie na to bardzo dobrze przygotowani – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– W I kwartale podjęliśmy ważną decyzję o wzmocnieniu naszej obecności na rynku USA. Pozyskaliśmy Dyrektora Sprzedaży na Amerykę Płn. o międzynarodowym doświadczeniu w dziedzinie produkcji addytywnej i elektroniki drukowanej oraz rozpoczęliśmy przygotowania do otwarcia pierwszego centrum sprzedażowo-demonstracyjnego w Bostonie w drugim półroczu 2024. Działaniom tym towarzyszył kolejny sukces w postaci zamówienia urządzenia DPS przez klienta przemysłowego z USA, a w najbliższych tygodniach mamy zaplanowaną aktywność na kilku kluczowych konferencjach branżowych na tym rynku m.in. The Electronics Components and Technology Conference (ECTC) w Colorado oraz TechBlick The Future of Electronics Reshaped w Massachusetts – dodaje Filip Granek.

W I kwartale 2024 roku XTPL wygenerował 2,9 mln zł przychodów ogółem, w tym 2,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług w porównaniu do odpowiednio 3,6 mln zł i 3,0 mln zł w tym samym okresie ubiegłego roku. Pozostałą wartość stanowią dotacje, gdzie Spółka realizuje obecnie w konsorcjum jeden międzynarodowy projekt w ramach programu Horyzont Europa oraz przygotowuje się do uruchomienia drugiego w okolicach września br. EBITDA w I kwartale 2024 roku wyniosła -5,1 mln zł i jest konsekwencją intensyfikacji działań inwestycyjnych Spółki związanych z realizacją Strategii i wdrażanym planem nakierowanym na skalowanie biznesu XTPL. Poziom środków pieniężnych wyniósł na koniec 31.03.2024 roku 19,4 mln zł w konsekwencji inwestycji w kluczowe obszary: działania sprzedażowe, moce produkcyjne i B+R.

– Wzrost kosztów i wydatków jaki został poniesiony w I kwartale 2024 roku jest przede wszystkim konsekwencją inwestycji w skalowanie firmy, ale również wiąże się ze zmianą mixu sprzedażowego –dostarczyliśmy do klientów 2x więcej urządzeń DPS niż rok temu. Pozostałe pozycje to przede wszystkim historycznie najwyższe tempo rekrutacji i wzrost zatrudnienia z 53 do 91 osób na koniec marca 2024, w tym przyrost rozliczeń w formule B2B. Znacząco wzrosły działania marketingowo-sprzedażowe obejmujące wdrażanie nowej odsłony strony internetowej i jej pozycjonowania, a także aktywność na międzynarodowych targach i konferencjach branżowych. W pierwszych miesiącach ponieśliśmy również koszty zbudowania DPS na potrzeby marketingowe (urządzenie pokazowe) oraz wdrażaliśmy w całej organizacji system ERP do zarządzania procesami, jednocześnie uzupełniając zaplecze laboratoryjne o nowy sprzęt. Widoczny wzrost zapasów to decyzja o zabezpieczeniu kluczowych komponentów do budowy urządzeń DPS i modułów przemysłowych, dzięki czemu jesteśmy dobrze przygotowani do sezonowo najlepszego okresu, czyli drugiego półrocza. Zwiększyliśmy moce produkcyjne oraz dwukrotnie skróciliśmy proces budowy DPS, co pozwoli nam dostarczyć w najbliższych kwartałach więcej urządzeń niż było to możliwe jeszcze kilka miesięcy temu – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

– Kluczowe pozostają dla nas procesy związane z wdrożeniami przemysłowymi, gdzie mamy rozpoczętych około 20 projektów, z czego 9 znajduje się przynajmniej na 2. Etapie, a 4 na bardzo zaawansowanym 4. Etapie, który dotyczy budowy dużego prototypowego urządzenia przemysłowego z naszym modułem w środku. Takie urządzenie znajduje się już u jednego z naszych klientów końcowych, wiodącego producenta wyświetlaczy FPD z Korei Płd., a kolejne są w trakcie budowy lub dostarczenia modułu. Warto podkreślić, że pierwsze pełne wdrożenie będzie stanowić ostateczne potwierdzenie gotowości naszej technologii do uwzględniania jej w globalnym łańcuchu wartości związanym z produkcją zaawansowanej elektroniki przez największych producentów na świecie – dodaje Jacek Olszański.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Spółka posiada 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii znajdujące się co najmniej na drugim etapie tego procesu, z czego najbardziej zaawansowane są 4 projekty obejmujące strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Łączny potencjał tych 9 projektów przemysłowych, przy założeniu ich pozytywnej walidacji, Spółka szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent maszyn dla przemysłu nowoczesnych wyświetlaczy z Chin, czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

Kraków liderem wśród regionalnych rynków biurowych

Kraków niezmiennie pozostaje liderem wśród rynków regionalnych pod kątem nowoczesnej powierzchni biurowej. Zasoby biurowe miasta stanowią 14% udziału w krajowym wolumenie. Aktywność deweloperów w ostatnich miesiącach wyraźnie zwolniła, a realizowana powierzchnia jest najmniejszą wartością wśród największych miast regionalnych.

Na koniec I kw. 2024 roku wolumen nowoczesnej powierzchni biurowej wyniósł 1,82 mln m kw., co stanowiło 14% zasobów biurowych w Polsce.

„Znacząca podaż powierzchni biurowej w poprzednich latach oraz niekorzystne otoczenie makroekonomiczne wpływają na ograniczoną działalność deweloperów. W pierwszym kwartale 2024 roku do użytku oddano zaledwie jeden obiekt – Brain Park C (Echo Investment) o powierzchni 13 000 m kw. Do końca roku prognozujemy ukończenie kolejnych 27 000 m kw.,” – komentuje Michał Kusy, młodszy analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Obecnie w budowie znajduje się zaledwie 25 000 m kw., co jest najmniejszą wartością wśród największych miast regionalnych w Polsce (mniej powierzchni biurowej powstaje jedynie w Lublinie i Szczecinie). Warto dodać, że 42% realizowanej powierzchni powstaje na potrzeby własne. Dla porównania, średnioroczna nowa podaż w ostatnich pięciu latach wyniosła ponad 110 000 m kw. i była największa wśród miast regionalnych.

„W przeciwieństwie do deweloperów, krakowscy najemcy wykazują się większą aktywnością. W I kw. 2024 roku wolumen transakcji najmu był wyższy o 15% w porównaniu do analogicznego okresy w roku poprzednim. Wynik na poziomie ponad 44 000 m kw. był najwyższym spośród miast regionalnych i stanowił 32% całkowitego wolumenu transakcji w największych miastach,” – dodaje Aleksandra Markiewicz, dyrektor w dziale reprezentacji najemcy z Knight Frank.

Stolica Małopolski jest jednym z dwóch miast w Polsce (obok Poznania), gdzie w pierwszym kwartale zanotowano wzrost liczby wynajętej powierzchni.

W analizowanym okresie największy udział w strukturze transakcji miały nowe umowę, które stanowiły 55% całkowitego popytu. Za renegocjacje odpowiadało 41% wolumenu transakcji, a za ekspansje 4%.

Współczynnik pustostanów na koniec marca odnotował wzrost  o 0,4 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wyniósł 20,2%. Zakładając dalszy stabilny popyt i ograniczoną nową podaż w dłużej perspektywie można spodziewać się spadku współczynnika pustostanów.

Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec I kw. 2024 roku pozostają na stabilnym poziomie, wahając się zazwyczaj od 12 do 16 EUR/m kw./miesiąc, przy czym w najbardziej prestiżowych budynkach mogą sięgać 18 EUR/m kw./miesiąc. Średnie koszty opłat eksploatacyjnych, po wzrostach w latach ubiegłych, w pierwszym kwartale 2024 roku pozostały stabilne i wahały się zwykle od 16,00 do 29,00 PLN/m kw./miesiąc.

Czy na rynki mieszkaniowe największych miast wrócą promocje cenowe?

W statystykach spadków cen mieszkań oferowanych przez deweloperów, w największych miastach, raczej nie zobaczymy. Jednak to nie oznacza, że przecen nie będzie. Kamuflować je będą różnego rodzaju promocje i gratisy.

Biura sprzedaży firm deweloperskich wyraźnie pustoszeją. Jeśli w maju ich wyniki sprzedażowe będą równie słabe jak w kwietniu, mogłoby to być sygnałem ostrzegawczym, że przeceniają możliwości finansowe swoich potencjalnych klientów – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

W styczniu i w lutym wiele umów deweloperskich zawierali beneficjenci programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, którzy nawet dwa miesiące czekali na pozytywną decyzji banku. Jednak w kwietniu zabrakło tego dopalacza.  Z kolei zapowiedź nowego programu wsparcia kredytobiorców „Kredyt mieszkaniowy #naStart” mogła skłonić wielu potencjalnych nabywców mieszkań do odłożenia decyzji zakupowej do czasu aż pojawi się on w ofercie banków. Skutkiem tego było załamanie sprzedaży nowych mieszkań w większości metropolii. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Łodzi kwietniowe tąpnięcie wyniosło aż 74%. Słabszy wynik odnotowano w tym mieście po raz ostatni w sierpniu 2022 r., a więc w okresie zapaści na rynku kredytów mieszkaniowych.

Warto zwrócić uwagę, że oferta nowych mieszkań jest w Łodzi rekordowo wysoka. Także w pozostałych metropoliach deweloperzy zwiększyli w tym roku swoją aktywność inwestycyjną. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w pierwszych czterech miesiącach tego roku wprowadzili do sprzedaży łącznie niemal 23,6 tys. mieszkań, czyli o 120% więcej niż przed rokiem w analogicznym okresie. W porównaniu z końcówką ubiegłego roku szczególnie imponujący wzrost oferty odnotowano we Wrocławiu – aż o 36% i w Poznaniu – o 32%! W Trójmieście oferta wzrosła o 28%, a w Warszawie – o 19%.

Problem w tym, że w większości metropolii nie przyniosło to oczekiwanej stabilizacji cen nowych mieszkań.

Wręcz przeciwnie ich średnia cena metra kwadratowego poszybowała w górę. W kwietniu tegorocznym liderem podwyżek był Poznań. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań wzrosła w tym mieście aż o 7%, czyli najbardziej ze wszystkich metropolii. Na dalszych stopniach podium są Warszawa i Łódź z 5% wzrostem średniej ceny metra kwadratowego mieszkań w ofercie. W Krakowie średnia poszła w ciągu czterech miesięcy w górę o 4%, a we Wrocławiu – o 3%. Jedynie w Trójmieście średnia cena metra kwadratowego wszystkich mieszkań w ofercie jest taka sama jak w grudniu ubiegłego roku.

Problem w tym, że możliwości kupujących mieszkania za kredyt nie są z gumy. Co gorsza, jak wynika z analizy Rankomat.pl, w tym roku większość banków bardziej restrykcyjnie ocenia zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań. Nie mogą więc liczyć na większy zastrzyk gotówki ci, których zarobki nie wzrosły w tym okresie. W dodatku kupujący nie są już pod tak dużą presją, jak w ubiegłym roku, gdy w biurach sprzedaży firm deweloperskich ustawiały się kolejki, a ich oferta dosłownie topniała w oczach.

Zaostrzająca się konkurencja na rynku może więc zmusić niektórych deweloperów do stosowania ukrytych obniżek cen. Innymi słowy, nie zmienią się one w deweloperskich cennikach. Za to za całkiem prawdopodobne są różnego rodzaju promocje, szczególnie w przypadku mniej popularnych lokalizacji – komentuje ekspert GetHome.pl. I dodaje, że pretekstem do takich obniżek może być objęcie nową ustawą deweloperską wszystkich lokali w ofercie firm deweloperskich. Stanie się to z dniem 1 lipca. Tego dnia zakończy się bowiem dwuletni okres przejściowy, w którym deweloperzy mogli sprzedawać mieszkania bez koniczności płacenia składek do Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego (DFG). Chodzi o mieszkania w inwestycjach, w których sprzedaż rozpoczęła się przed lipcem 2022 r. W całym kraju w ofercie firm deweloperskich może być jeszcze lekko licząc ponad 50 tysięcy takich lokali. Natomiast pod ochroną DFG jest ich obecnie ok. 44 tys. Najwięcej w województwie mazowieckim (blisko 12,5 tys.), małopolskim (ok. 5,2 tys.) i dolnośląskim (ok. 4,7 tys. ).Wyk. 1 - Czy na rynek mieszkaniowy wrócą promocje

Jednak nie tylko obowiązek ubezpieczenia mieszkań w DFG może skłonić niektórych deweloperów, do ich promocyjnej sprzedaży. Odpadłoby im sporo problemów i ryzyk związanych z wdrażaniem nowych rozwiązań. Z kolei kupującym nowe mieszkania opłaca się poczekać do lipca, bo jeśli inwestycja jest objęta ochroną DFG, wówczas w pełni bezpieczny jest zakup nawet przysłowiowej dziury w ziemi.

Z ankiety portalu RynekPierwotny.pl i GetHome.pl, w której wzięło udział 30 firm deweloperskich wynika, że w najbliższych tygodniach co trzecia może zaproponować promocyjną sprzedaż mieszkań w inwestycjach rozpoczętych przed lipcem 2022 r. Promocje mogą dotyczyć m.in. ostatnich gotowych lokali w wybranych inwestycjach lub pojedynczych lokali, na które z różnych przyczyn nie ma chętnych, np. mają kiepski rozkład. W kwietniu najwyższy odsetek gotowych mieszkań w ofercie firm deweloperskich – ponad 20% – był w Krakowie, Trójmieście i w miastach wchodzących w skład Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Automatyzacja sprzedaży zmienia rynek gadżetów z nadrukiem

Ostatnie sezony sprzedażowe przyniosły spore zmiany na rynku gadżetów reklamowych. Automatyzacja i technologie online na dobre wkroczyły do branży i wciąż dynamicznie ewoluują. W najbliższej przyszłości zamawianie gadżetów bez udziału sprzedawców stanie się dominującym trendem, który diametralnie zmieni sposób  w jaki firmy zamawiają i personalizują swoje materiały promocyjne.

Z uwagi na wysoki stopień skomplikowania (różnorodność technik znakowania, wiedza poligraficzna), branża gadżetowa długo opierała się sklepowym algorytmom. Wygodniej było obsłużyć klienta osobiście, budując z nim przy okazji bliższą relację. To się właśnie zmieniło: dzięki zaawansowanym narzędziom i konfiguratorom, klienci mogą szybciej i samodzielnie zaprojektować, wizualizować nadruk na przedmiotach i następnie znacznie taniej zamawiać gadżety z nadrukiem, co nie tylko usprawnia proces zakupu, ale również zwiększa jego opłacalność dla obu stron: kupującego i sprzedającego..

Konfiguratory cen gadżetów i nadruków

Jednym z najważniejszych elementów automatyzacji sprzedaży gadżetów z nadrukiem są konfiguratory cen. Te zaawansowane narzędzia pozwalają klientom na samodzielne i dynamiczne kalkulowanie kosztów zamówienia w zależności od ilość zamawianych gadżetów oraz techniki nadruku.

Oto co wyliczają konfiguratory cenowe:

  • Ilość zamówionych gadżetów: Cena jednostkowa gadżetu zależy proporcjonalnie od zamawianej ilości – im większa, tym niższa cena za sztukę.
  • Rodzaj techniki znakowania: Koszt nadruku różni się w zależności od wybranej techniki, takiej jak sitodruk, tampodruk, haft, grawerowanie laserowe czy druk cyfrowy.
  • Liczba miejsc nadruku: Cena końcowa jest również zależna od liczby miejsc na gadżecie, które mają być zadrukowane.

Dzięki tym funkcjom klienci mogą dokładnie zaplanować swoje wydatki i dostosować zamówienie do swojego budżetu, co znacznie usprawnia proces podejmowania decyzji zakupowej.

Samodzielne projektowanie nadruku i wizualizacja

projektowanie gadżetów reklamowychKolejnym krokiem w automatyzacji sprzedaży gadżetów jest możliwość samodzielnego projektowania nadruków przez klientów. Za pomocą intuicyjnych edytorów graficznych mogą oni tworzyć autorskie projekty, które następnie zostaną naniesione na wybrane gadżety na ekranie monitora, poprawiane i zmieniane w czasie rzeczywistym, a następnie – po akceptacji przekazane do produkcji.

Korzyści z samodzielnego projektowania nadruku:

  • Personalizacja: Klienci mają pełną kontrolę nad wyglądem nadruku, co pozwala im na stworzenie gadżetów dokładnie odpowiadających ich wizji.
  • Oszczędność czasu: Eliminacja kontaktu z handlowcem i nanoszenia żmudnych poprawek na odległość przyspiesza cały proces zamówienia.
  • Satysfakcja klienta: Możliwość samodzielnego projektowania zwiększa zaangażowanie i zadowolenie klientów, którzy mogą zobaczyć wstępną wizualizację produktu swojego autorstwa przed finalizacją zamówienia.

Konfiguratory wizualizacji nadruków dostępne w nowoczesnych sklepach internetowych pozwalają na dość realistyczne przedstawienie gadżetów z naniesionym nadrukiem, co ułatwia ocenę efektu końcowego.konfigurator nadruków

Akceptacja nadruku i finalizacja transakcji

Po zaprojektowaniu nadruku, klient może po prostu go zaakceptować online i przesłać do produkcji. Systemy konfiguracyjne automatycznie generują wizualizacje końcowe, które klient może zatwierdzić lub wprowadzić ewentualne poprawki. Następnie przechodzi do finalizacji zamówienia, w tym dokonania płatności.

Proces finalizacji zamówienia:

  • Akceptacja projektu: Klient otrzymuje wizualizację końcową do akceptacji.
  • Wprowadzenie ostatecznych poprawek: Jeśli projekt tego wymaga, klient może łatwo wprowadzić modyfikacje do stworzonego projektu.
  • Finalizacja zamówienia: Po akceptacji projektu, klient może przejść do koszyka zakupowego, gdzie finalizuje zamówienie i dokonuje płatności za pomocą standardowych metod płatności online.

Zmiana formuły sprzedaży gadżetów reklamowych

Automatyzacja sprzedaży gadżetów reklamowych w połączeniu z potrzebą personalizacji, radykalnie zmienia tradycyjny model sprzedaży, który opierał się na osobistym kontakcie z handlowcem, negocjacjach i ustnych lub pisemnych ustaleniach. Nowoczesne sposoby zamawiania gadżetów w modelu Print On Demand oferują jednak szereg dodatkowych korzyści zarówno dla firm, jak i ich klientów.

Korzyści dla firm:

  • Redukcja kosztów operacyjnych: Automatyzacja procesów sprzedaży zmniejsza potrzebę angażowania dużej liczby pracowników handlowych.
  • Skalowalność: Sklepy internetowe mogą obsługiwać znacznie większą liczbę zamówień jednocześnie, co zwiększa możliwości sprzedażowe firmy.
  • Zwiększona rentowność sprzedaży: Procesy zautomatyzowane są szybsze, tańsze i mniej podatne na błędy, co poprawia stopę zwrotu z działalności.

Korzyści dla klientów:

  • Komfort: Możliwość samodzielnego zarządzania całym procesem zamówienia online jest niezwykle wygodna i dostępna 24/7.
  • Przejrzystość: Klienci mają pełną kontrolę nad każdym etapem zamówienia, od projektu nadruku po płatność.
  • Szybkość: Skrócony czas realizacji zamówienia dzięki automatyzacji wszystkich etapów procesu zakupowego.
  • Niższe ceny. Automatyzacja jest per saldo znacznie tańsza od tradycyjnej obsługi ludzi, co sprawia, że ceny w sklepie internetowym mogą być znacząco niższe.

Przyszłość rynku gadżetów reklamowych

W miarę jak technologia i automatyzacja stają się coraz bardziej zaawansowane, rynek gadżetów reklamowych będzie poszukiwał coraz bardziej efektywnych i wygodnych metod sprzedaży. Przewiduje się, że coraz więcej firm będzie wdrażać rozwiązania e-commerce oparte na automatyzacji, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów i zwiększyć swoją konkurencyjność.

Automatyzacja sprzedaży gadżetów z nadrukiem to krok w przyszłość, który przynosi korzyści zarówno dla firm, jak i dla ich klientów. Dzięki nowoczesnym narzędziom online i przemyślanym konfiguratorom, proces zamawiania i personalizacji gadżetów staje się prostszy, szybszy i bardziej rentowny dla obu stron, co w dłuższej perspektywie przekłada się na satysfakcję klientów i sukces sprzedażowy dostawców.

SD Worx przejmuje startup TribePerk, aby rozszerzyć działalność na polskim rynku MŚP

SD Worx przejął polski startup TribePerk. Ta dynamicznie rozwijająca się firma oferuje zintegrowany pakiet rozwiązań HR w chmurze, w tym do obsługi listy płac, zadań kadrowych oraz rejestracji czasu pracy dla polskich MŚP. Dzięki temu przejęciu SD Worx rozszerza swoją ofertę dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz umacnia pozycję na lokalnym rynku, na którym jest liderem rynku rozwiązań SAP oraz SuccessFactors.

Firma TribePerk została założona w 2020 roku i ma siedzibę w Lublinie. Startup za pomocą platformy SaaS i towarzyszących jej outsourcowanych usług płacowych – realizowanych samodzielnie lub za pośrednictwem księgowych – wspiera firmy zatrudniające do 200 pracowników.

TribePerk to pierwszy na polskim rynku w pełni chmurowy pakiet kadrowo-płacowy. Polska jest jedną z największych gospodarek w Europie, gdzie zatrudnionych jest 17 milionów osób, zaś polskie firmy w ciągu najbliższych lat będą powszechnie wdrażać rozwiązania HR oparte na chmurze. Pomożemy rozwinąć rozwiązanie TribePerk, aby mogły z niego korzystać również firmy zatrudniające do 1000 pracowników. W rezultacie będziemy mogli obsługiwać w zakresie płac i HR każdą firmę prowadzącą działalność w Polsce: mniejsze i średnie organizacje z naszym własnym oprogramowaniem płacowym TribePerk oraz duże organizacje za pośrednictwem naszej oferty SAP & SuccessFactors. Wszystko to doskonale wpisuje się w naszą ambicję bycia wiodącym europejskim dostawcą rozwiązań HR – mówi Kobe Verdonck, CEO SD Worx.

Dzięki SD Worx znaleźliśmy silnego partnera, który szybko rozwinął naszą działalność i bazę klientów. Oferując pierwszy w Polsce system płacowy oparty na chmurze w czasie rzeczywistym, upraszczamy procesy i oszczędzamy czas wszystkich stron zaangażowanych w proces płacowy pracowników, pracodawców i specjalistów ds. płac. Wszystkie informacje kadrowe i płacowe są dostępne na jednej, łatwej w obsłudze platformie, a dzięki ich płynnemu przepływowi między kilkoma modułami nie ma potrzeby ręcznego gromadzenia danych. Wreszcie, co nie mniej ważne, dzięki automatyzacji możemy oferować kompleksowe usługi w bardzo konkurencyjnych cenach – mówi Błażej Bereta, CEO TribePerk.

SD Worx serdecznie wita pracowników TribePerk i jej nowych klientów oraz zapewnia ciągłość działań wszystkim dotychczasowym klientom firmy. TribePerk zostanie zintegrowana z organizacją SD Worx, a produkty tej marki zostaną powiązane z rozwiązaniami dostępnymi w chmurze. Również kadra zarządzająca startupu pozostanie na pokładzie. Błażej Bereta, CEO TribePerk będzie raportował do krajowego lidera SD Worx Poland.

Kwota transakcji nie zostanie ujawniona.

Podczas transakcji SD Worx był wspierany przez Ernst & Young Global Limited (EY).

Waluty w rytm banków centralnych

Decyzje Banków Centralnych to nadal najsilniejszy bodziec na rynkach walutowych. Spadek inflacji w Kanadzie przybliża obniżki i osłabia dolara kanadyjskiego. Brak zmian w Nowej Zelandii umacnia tamtejszego dolara. Węgrzy zgodnie z oczekiwaniami tną stopy bez większego wpływu na forinta.

Inflacja w Kanadzie

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami zobaczyliśmy spadek poziomu rocznego wzrostu cen z 2,9% na 2,7%. Nie jest to wymarzony poziom dla Kanady, ale jest to krok w dobrym kierunku. Na uwagę zasługuje szczególnie spadek inflacji bazowej do 1,6%, co jest bardzo dobrym prognostykiem na przyszłość. Rynki widząc te zmiany, zaczęły spodziewać się przyspieszenia obniżek stóp procentowych. To właśnie dlatego wczoraj tuż po decyzji byliśmy świadkami wycofywania się inwestorów z dolara kanadyjskiego w stronę waluty ich jedynego sąsiada lądowego. Powodem jest fakt, że inwestorzy przenoszą środki tam, gdzie prawdopodobnie dłużej utrzymają się wyższe stopy procentowe, a skoro w Kanadzie nadchodzą obniżki to kapitał ucieka.

Nowa Zelandia utrzymuje stopy procentowe

W Nowej Zelandii pomimo ostatnich sukcesów w walce z Inflacją, którą udało się zdusić na koniec pierwszego kwartału do 4%, nie zdecydowano się obniżać stóp procentowych. Pozostały one na niezmienionym poziomie 5,5%. To zaledwie 0,25% niżej niż obecnie w Polsce. O tym, że brak obniżek był pewnym zaskoczeniem dla rynków najlepiej świadczy ich reakcja. Po samej publikacji doszło bowiem do umocnienia dolara nowozelandzkiego względem zarówno dolara amerykańskiego jak i australijskiego będących głównym punktem odniesienia dla nowozelandzkiej waluty. Ruch ten wynikał z faktu, że część uczestników rynku sprzedawała walutę Nowej Zelandii, licząc na obniżkę stóp procentowych. Skoro do niej nie doszło to odkupowała na rynku dolary jednocześnie podbijając kurs.

Węgry obniżają stopy procentowe

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Węgrzy obniżyli stopy procentowe o 0,5%. Była to już 8 obniżka z rzędu i każda z nich wynosiła od 0,5% do 1%. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że w takim razie Węgrzy powinni mieć dużo niższe stopy procentowe niż Polacy. Nic bardziej mylnego. Węgry podnosząc stopy procentowe, dotarły do absurdalnego poziomu 13%. W rezultacie nadal mają z czego obniżać. Obecnie są na poziomie 7,25%. W rezultacie jeszcze dwie decyzje tamtejszego banku centralnego nie powinny doprowadzić do obniżki poniżej polskiego poziomu. Z drugiej strony, skoro w Polsce w tym roku stopy mają pozostać bez zmian, to wygląda na to, że sytuacja niższych stóp procentowych na Węgrzech wydaje się bardzo prawdopodobne. Rynki nie reagowały, gdyż oczekiwano właśnie 0,5% obniżki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Ekstremalna pogoda powoduje wzrost cen produktów śniadaniowych o 52 proc. w ciągu jednego roku

  • Indeks Śniadaniowy eToro śledzi ceny podstawowych produktów śniadaniowych
  • Ceny kakao wzrosły prawie trzykrotnie (267 proc.) w ciągu zaledwie jednego roku, w następstwie historycznie niskich opadów deszczu w Afryce Zachodniej
  • Ceny soku pomarańczowego wzrosły z powodu niekorzystnych warunków pogodowych i chorób obniżających plony
  • 52 proc. wzrost cen produktów śniadaniowych jest znacznie wyższy od wzrostu inflacji, która w kwietniu wynosiła 2,4 proc.

Koszt produktów składających się na standardowe śniadanie wzrósł o 52 proc. w ciągu jednego roku, na czele z dużymi skokami cen kakao i wieprzowiny – wynika z najnowszego Indeksu Śniadaniowego platformy inwestycyjnej eToro.

Tempo wzrostu cen podstawowych artykułów spożywczych znacznie przewyższa wzrost inflacji CPI, która w tym samym okresie wyniosła 2,4 proc. To wskazuje, że polscy konsumenci prawdopodobnie będą musieli stawić czoła dalszej presji cenowej.

Paweł Majtkowski, analityk rynkowy eToro, powiedział: Ceny podstawowych produktów spożywczych doświadczyły ogromnej zmienności od czasu pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie. Podczas gdy niektóre z tych presji w łańcuchu dostaw ustąpiły, ekstremalne warunki pogodowe i choroby plonów na południu globu spowodowały zwiększoną zmienność niektórych kluczowych cen żywności śniadaniowej. Zbiory kakao, pomarańczy i kawy najbardziej ucierpiały w ubiegłym roku, a wielu producentów pracuje obecnie z ograniczoną wydajnością i – w miarę możliwości – korzysta z zapasów rezerwowych. 

Możliwe, że sejsmiczna rozbieżność cen, którą obserwujemy w przypadku produktów śniadaniowych, może zacząć wpływać na zachowania konsumentów. Ceny niektórych produktów śniadaniowych, takich jak pszenica i mleko, spadają, a inne produkty, takie jak sok pomarańczowy, kakao i kawa, osiągają rekordowe poziomy.

Ceny kakao odnotowały najbardziej stanowczy wzrost spośród wszystkich produktów śniadaniowych, rosnąc o 267 proc. w ciągu ostatniego roku. Poważna susza w Afryce Zachodniej, będącej regionem produkującym 80 proc. kakao na świecie, w znacznym stopniu przyczyniła się do niedoboru podaży i wzrostu cen.

Sok pomarańczowy doświadczył podobnej presji podażowej, spowodowanej chorobami plonów uprawnych i ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi w Stanach Zjednoczonych, południowej Europie i Brazylii. W indeksie eToro (Breakfast Commodity Index) wzrósł o 33 proc. w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Z kolei ceny pszenicy i mleka w ciągu ostatniego roku spadły o 17 proc. i 7 proc.

Tabela: Porównanie wyników produktów śniadaniowych w czasie:

Towar Zmiana ceny od początku roku (YTD) Zmiana ceny w ciągu ostatnich 12 miesięcy Zmiana ceny w ciągu ostatnich 24 miesięcy
Pszenica -7% -17% -54%
Cukier -1% -22% -4%
Kakao 154% 267% 332%
Owies -2% 16% -46%
Sok pomarańczowy 21% 33% 104%
Mleko -1% -7% -42%
Kawa 30% 22% 6%
Wieprzowina 33% 57% -42%
Herbata -2% 42% 34%
eToro Breakfast Commodity Index 36% 52% 32%

Źródło: eToro

Jakie prezenty gwarantują skuteczność w biznesie?

Prezenty biznesowe odgrywają znaczącą rolę w budowaniu, naprawianiu i utrzymaniu relacji zawodowych. Wyrażają wdzięczność, uznanie, podziękowanie oraz służą niejednokrotnie jako nagrody za sukcesy. Dobór odpowiednich upominków może zatem w istotny sposób wpływać na losy firmy – na jej wizerunek oraz przychylność klientów, pracowników, jak i partnerów biznesowych. Oto pięć propozycji prezentów, które zawsze  gwarantują skuteczność w biznesie.

1. Prezenty dla pracowników

Prezenty dla pracownikówPrezenty dla kolegów i współpracowników stały się w ostatnich latach istotnym elementem polityki Human Resources w każdej dużej firmie. Oprócz funkcji motywacyjnej, dają one możliwość wyrażenia uznania za trud i zaangażowanie w wykonywaną pracę, co przekłada się na wzrost lojalności oraz zaangażowania w pracę.

Co się sprawdza w takich przypadkach?

  • Vouchery i karty podarunkowe: Karty podarunkowe do popularnych sklepów czy restauracji pozwalają pracownikom na wybór prezentu zgodnie z własnymi preferencjami.
  • Gifboxy z gadżetami firmowymi: pracownicy to najwdzięczniejsi odbiorcy gadżetów z nadrukiem logo własnej firmy.
  • Szkolenia i kursy: Inwestowanie w rozwój pracowników poprzez sfinansowanie szkoleń, kursów czy konferencji to doskonały sposób na pokazanie, że firma dba o ich rozwój zawodowy.

2. Prezenty świąteczne dla kontrahentów

Święta Bożego Narodzenia to świetna okazja do zbudowania dobrego wrażenia u osób na którym nam zależy. Od lat biznesowe prezenty świąteczne są tradycyjnym elementem budowania relacji zarówno z pracownikami, jak i z partnerami biznesowymi. Świąteczne upominki podkreślają ciepłe i rodzinne wartości, które firma chce promować, kruszą lody i podreperowują relacje. I co najważniejsze – nie muszą wiele kosztować;

  • Personalizowane upominki: Kubki, długopisy, pióra czy kalendarze z logo firmy i imieniem obdarowanego to praktyczne i miłe prezenty.
  • Świąteczne zestawy: Zestawy zawierające świąteczne słodycze, kawę, herbatę, czy inne delikatesy to zawsze trafiony prezent.
  • Dekoracje świąteczne: Piękne, eleganckie ozdoby świąteczne mogą cieszyć oko przez wiele lat, przypominając o firmie, która je wręczyła.

3. Kosze upominkowe dla VIP

prezenty biznesowe dla klientów VIPW przypadku klientów VIP, dobrze sprawdzają się eleganckie kosze prezentowe z oryginalną zawartością. To klasyczny i niezobowiązujący sposób na wyrażenie wdzięczności i uznania. Mogą być dostosowane do gustu obdarowanego, wizerunku, misji i strategii komunikacyjnej firmy, co zwiększa zarówno ich wartość i efekt:

  • Kosze delikatesowe: Wypełnione wykwintnymi produktami spożywczymi, takimi jak wina, sery, czekolady czy kawy, kosze delikatesowe są luksusowym prezentem, który zadowoli każdego.
  • Kosze tematyczne: Mogą zawierać produkty związane z pasją lub hobby obdarowanego, na przykład kosze dla miłośników kawy, wina, egzotycznych podróży, książek czy stylu wellness.
  • Kosze firmowe: Zestawy zawierające firmowe gadżety, notatniki, długopisy, a także eleganckie akcesoria biurowe będą przez długi czas przypominać o nas kontrahentom.

4. Prezenty osobiste dla partnerów biznesowych

Prezenty dla partnerów biznesowych mają na celu zacieśnienie relacji oraz wyrażenie wdzięczności za dotychczasową współpracę. Powinny być przemyślane i dopasowane do charakteru relacji biznesowej, w związku z tym pomysły mogą być przeróżne:

  • Eleganckie akcesoria biurowe: Skórzane teczki, portfele, wizytowniki, luksusowe długopisy czy organizery są praktycznymi i eleganckimi prezentami, które podkreślają profesjonalizm firmy.
  • Wina i alkohole: Butelka wysokiej jakości wina czy innego ekskluzywnego alkoholu jest klasycznym i zawsze mile widzianym upominkiem.
  • Książki i albumy: Starannie dobrana i pięknie wydana literatura piękna czy albumy artystyczne mogą być inspirującym i wartościowym prezentem.

5. Prezenty jubileuszowe i okolicznościowe

Święta firmowe i jubileusze są unikalną okazją wręczenia nagród, trofeów i prezentów specjalnych dla osób zasłużonych dla naszej organizacji. Prezenty jubileuszowe i okolicznościowe są szczególną formą uznania dla długoletnich pracowników oraz partnerów biznesowych. Podkreślają one wartość relacji oraz zaangażowanie w budowanie wspólnej przyszłości.

  • Zegarki i dyskretna biżuteria: Eleganckie zegarki czy biżuteria w formie spinek, klamr, pinów lub breloków z grawerem to prezenty o dużej wartości emocjonalnej i materialnej.
  • Nagrody pieniężne: Premie jubileuszowe w formie nagród pieniężnych są zawsze doceniane i stanowią jasny sygnał uznania za wkład w rozwój firmy.
  • Wyjazdy i eventy: Organizacja wyjazdów integracyjnych czy zaproszenia na ekskluzywne wydarzenia to forma prezentu, która buduje relacje i dostarcza niezapomnianych wrażeń.

Inwestowanie w prezenty biznesowe to strategia, która przynosi wymierne korzyści. Wiele przedsięwzięć opartych jest na zaufaniu, lojalności oraz pracowitości ludzi, które to cechy warto dostrzegać i doceniać. Wyrażenie wdzięczności, uznania czy podziękowania poprzez upominki buduje pozytywne relacje, które są fundamentem kolejnych transakcji i rozwoju. Prezenty te nie tylko wzmacniają więzi z pracownikami i partnerami biznesowymi, ale także budują wizerunek firmy jako troskliwej i dbającej o swoje otoczenie.

Odpowiednio dobrane prezenty firmowe są zatem skuteczną inwestycją, która zawsze się opłaca. Przynoszą one długotrwałe korzyści w postaci lojalności, zaangażowania oraz pozytywnego odbioru firmy zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Warto więc zainwestować czas i środki w wybór odpowiednich upominków, które wyrażą troskę i wdzięczność.

Gadżety reklamowe, które na pewno masz w swoim domu i nawet o tym nie wiesz

Może sobie nie zdajesz z tego sprawy, ale Twój własny dom aż roi się od przeróżnych gadżetów reklamowych. Gadżety z nadrukiem to przedmioty codziennego użytku, które firmy wręczają swoim klientom, partnerom biznesowym czy pracownikom jako upominki mające na celu zjednanie klientów, zbudowanie lub naprawę bliższych relacji i na pewno stałeś się obiektem takiego działania.

Pomimo, iż ich głównym przeznaczeniem jest promocja marki, okazuje się, że nad wyraz często znajdują one praktyczne zastosowanie w naszych domach. Poniżej przedstawiamy listę najczęściej spotykanych gadżetów reklamowych, które na pewno masz w domu i co więcej – używasz codziennie, czasem nawet nie pamiętając, że wręczono Ci je w celach reklamowych.

Zaskoczenie? To odpowiedz sobie na pytania:

1. Z czego pijesz gorące napoje?

Kubki reklamowe to najpopularniejsze gadżetów, które często znajdują miejsce w naszych kuchniach i na biurkach. Dostajemy je na konferencjach, targach, od dostawców czy partnerów biznesowych. Pomimo ich promocyjnego charakteru, używamy ich na co dzień do picia kawy, herbaty czy innych napojów, albo jako pojemnik na przybory do  pisania. Gdzie nam towarzyszą? Oto przykłady:

  • Poranna kawa: Kubek z logo firmy jest jedną z pierwszych rzeczy, które do nas docierają po przebudzeniu – każdy łyk przypomina przesłanie reklamowe firmy,, która go wręczyła.
  • Spotkania towarzyskie: Podczas nieformalnych odwiedzin znajomi, kubki reklamowe trafiają zwykle na stół, co sprawia, że logo firmy jest widoczne dla większego grona osób.
  • Biuro domowe: W domowym biurze i na home office, ulubiony kubek reklamowy jest nie tylko praktyczny, ale również przypomina o relacjach zawodowych.

2. W co pakujesz zakupy w markecie?

Torby reklamoweTorby reklamowe, zwłaszcza te wykonane z materiałów naturalnych i ekologicznych są dosyć powszechne i widzimy je zarówno na ulicach i w sklepach. Otrzymujemy je przy okazji różnych wydarzeń, zakupów czy jako darmowy dodatek do zakupów. Używamy je najczęściej w zwykłych, codziennych sytuacjach:

  • Zakupy spożywcze: Torby z nadrukiem służą nam codziennie podczas zakupów, pomagając wygodnie zapakować żywność przy kasie i donieść do domu.
  • Wyjścia z domu: Stylowe, nieformalne i wytrzymałe torby reklamowe zastępują torebki i są używane podczas spacerów, wyjść na miasto ze znajomymi, czy też na zajęcia sportowe.
  • Organizacja domowej przestrzeni: W naszych mieszkaniach torby reklamowe pomagają utrzymać porządek w szafie, magazynku lub piwnicy i są wykorzystywane do przechowywania różnych przedmiotów i bibelotów.

3. Czym zapisujesz domowe notatki?

W naszych domach długopisy reklamowe są zawsze pod ręką. Sięgamy po nie, gdy trzeba szybko coś ważnego zanotować i są w tym niezastąpione. Dostajemy je podczas spotkań biznesowych, konferencji, jako dodatki do zakupów czy w bankach. Czy przypadkiem w odległości nie większej niż 2m od Ciebie nie znajduje się teraz jakiś długopis? Taki ulubiony… którego używasz do poniższych czynności:

  • Notatki domowe: Długopisy reklamowe często znajdują się na naszych biurkach, gotowe do zapisania ważnych notatek, informacji dla współlokatorów, rodziny czy listy zakupów.
  • Praca zdalna: W domowych biurach, podczas spotkań online, długopisy z logo firmy są niezbędnym narzędziem do sporządzania notatek i szkiców,.
  • Edukacja najmłodszych: Długopisy reklamowe są również często używane przez dzieci do odrabiania lekcji czy rysowania.

4. Co masz przyczepione do kluczy?

Różnorodne, kolorowe lub eleganckie breloki reklamowe są wprawdzie dosyć małe, ale bardzo praktyczne i wpadają w oko. Są zwykle rozdawane podczas targów, imprez masowych w ramach promocji… i masz je zawsze w kieszeni! Oto gdzie jeszcze je znajdziesz:

  • Klucze do domu: Breloki reklamowe najczęściej zdobią i porządkują nasze klucze do domu, dzięki czemu zawsze mamy przy sobie logo firmy, która go wręczyła.
  • Klucze do samochodu: Są również idealne do kluczy samochodowych, pomagając w łatwym ich odnalezieniu i odróżnieniu od innych pęków kluczy.
  • Element fashion: Stylowe breloki często używane są jako ozdoby do torebek, kurtek, pasków czy plecaków, co dodatkowo zwiększa ich widoczność.

5. Gdzie notujesz ważne informacje?

notesy i długopisy reklamoweNotesy reklamowe to kolejny gadżet, który znajduje praktyczne zastosowanie w naszych domach. Są zwykle wręczane podczas konferencji, szkoleń czy warsztatów, a także jako dedykowane upominki od firm i używamy je non stop. Nie wierzysz? W czym zanotujesz przepis na szarlotkę od mamy? A może coś z poniższych ważnych spraw:

  • Planowanie i organizacja: Notesy reklamowe są idealne do planowania codziennych zadań, spisywania ważnych informacji, szkicowania pomysłów czy też robienia listy zakupów.
  • Notatki z pracy: W domowym biurze notes reklamowy jest niezastąpiony do sporządzania notatek podczas spotkań online czy telefonicznych.
  • Zapisywanie danych technicznych: Notesy są również często używane do zapisywania stanów liczników, modeli sprzętu, konfiguracji haseł i loginów – są niezbędne.

Jak widać, gadżety reklamowe, takie jak kubki, torby, długopisy, breloki i notesy z łatwością wkradają się do naszej codzienności. Pomimo ich promocyjnego charakteru, stały się niezastąpione z uwagi na swoją funkcjonalność i dostępność. Dzięki temu firmy, które inwestują i dystrybuują własne upominki reklamowe, zapewniają sobie stały i częsty kontakt ich klientów z logo oraz treściami promocyjnymi.

Gadżety promocyjne są również akceptowane społecznie jako nośniki reklamowe, które są przydatne i mają wymierną wartość, zastosowanie i pomagają w wielu życiowych sytuacjach. A przy okazji – używane na co dzień, przypominają o firmie i budują jej pozytywny wizerunek. Z punktu widzenia korzyści marketingowych dla ofiarodawców, są to inwestycje, które przynoszą długotrwałe korzyści, wzmacniając rozpoznawalność marki i lojalność klientów.

Implementacja Dyrektywy o minimalnym opodatkowaniu – należy zadbać o atrakcyjność Polski i innowacyjność

Implementując Dyrektywę w sprawie minimalnego poziomu opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych należy zadbać o utrzymanie atrakcyjności naszej gospodarki. W tym celu państwo powinno zagwarantować dostęp do ulg i zachęt inwestycyjnych – m.in. przez możliwość uzyskania zwrotu niewykorzystanej części ulgi B+R przez wszystkich podatników uprawnionych do jej zastosowania. Ma to istotne znaczenie dla wzmocnienia innowacyjności naszego rynku i dalszego rozwoju kapitału ludzkiego w Polsce – twierdzą eksperci Związku Cyfrowa Polska. Pismo w tej sprawie skierowali do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii.

Trwają prace nad projektem ustawy o opodatkowaniu wyrównawczym, która ma wprowadzić w Polsce minimalny poziom opodatkowania międzynarodowych grup przedsiębiorstw oraz dużych grup krajowych. Przepisy stanowić będą implementację do polskiego porządku prawnego postanowień unijnej dyrektywy w tej sprawie. Na podstawie nowych zasad ma zostać ustanowiony minimalny poziom opodatkowania działalności gospodarczej na świecie wypracowany w ramach OECD.

Związek Cyfrowa Polska zwrócił się w tej sprawie do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii w ramach publicznych konsultacji. Zdaniem ekspertów organizacji obecny kształt przepisów nie sprzyja atrakcyjności inwestycyjnej. Rodzi też ryzyko ograniczenia działalności badawczo-rozwojowej w kraju i uszczerbku na innowacyjności polskiej gospodarki, a także jej atrakcyjności jako miejsca do lokowania inwestycji.

Ryzyko uszczerbku na innowacyjności krajowej gospodarki

Polska znajduje się w gronie kilku państw członkowskich UE, które nie zaimplementowały do swojego porządku prawnego postanowień Dyrektywy. Przepisy dotkną w naszym kraju nawet 2 tysięcy podmiotów. „Choć pozytywnie oceniamy koncepcję wyrównania opodatkowania w myśl Dyrektywy, to należy wskazać, że ich implementacja może stanowić zagrożenie dla modelu wspierania inwestycji i innowacyjności, opierającego się m.in. na systemie ulg podatkowych i ich kwalifikacji” – ostrzegają eksperci Związku Cyfrowa Polska w piśmie skierowanym do przedstawicieli polskiego rządu.

Ich zdaniem, przepisy powinny sprzyjać lokowaniu inwestycji w kraju, szczególnie tych o znacznym potencjalne innowacyjnym. Konieczne w tym celu jest zagwarantowanie szerokiego dostępu do ulg podatkowych. – Obecnie dostęp np. do ulgi B+R jest mocno utrudniony. Przysługuje ona tylko wybranym podmiotom i to w mocno ograniczonym czasie – zauważa Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.  – Prace nad wdrożeniem nowych przepisów to okazja, by zadbać o środowisko prawne sprzyjające inwestycjom w kraju. Ulgi, takie jak ta badawczo-rozwojowa, stanowią ważny czynnik przy podejmowaniu decyzji o podejmowaniu nowych przedsięwzięć na naszym rynku. Implementacja przepisów o podatku wyrównawczym to właśnie dodatkowa szansa, by zadbać o atrakcyjność inwestycyjną Polski i nasz potencjał badawczo-rozwojowy– dodaje.

Jest rozwiązanie

W piśmie skierowanym do Ministerstwa Finansów oraz Ministerstwa Rozwoju i Technologii Cyfrowa Polska proponuje rozwiązanie, które zdaniem organizacji pozwoli uniknąć negatywnych skutków przy implementacji Dyrektywy. – Apelujemy, by dokonano dodatkowych zmian w ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, które umożliwią uzyskanie zwrotu niewykorzystanej części ulgi B+R przez wszystkich podatników uprawnionych do jej zastosowania – wyjaśnia Michał Kanownik.  

Zgodnie z koncepcją zaproponowaną przez ekspertów Cyfrowej Polski, każdy podatnik będzie mógł skorzystać ze zwrotu niewykorzystanej wartości ulgi B+R, jeśli w ciągu 4 lat, o ile nie rozliczy ulgi w inny sposób. Pozwoli to ograniczyć wpływ globalnego podatku minimalnego na poziom opodatkowania inwestycji w badania i rozwój w Polsce, korzystnych z punktu widzenia potencjalnych inwestorów i umacniania innowacyjności polskiej gospodarki. – A to z kolei umożliwi utrzymać pozycję Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla inwestycji, rozwijać krajowy kapitał ludzki i zabezpieczyć dalsze wpływy do budżetu państwa – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska.

Eksperci organizacji przypominają, że zwrot niewykorzystanej ulgi badawczo-rozwojowej funkcjonuje m.in. Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Irlandii, Australii, Nowej Zelandii, Norwegii, Hiszpanii czy Belgii. Ich zdaniem rozwiązanie takie zagwarantuje podniesienie efektywności działań prowadzonych przez Polskę w zakresie wsparcia dla innowacji.

Rynek pożyczek pozabankowych bije rekordy: +267% r/r w kwietniu

W kwietniu 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 1 196 tys. nowych pożyczek o wartości 1,775 mld zł. Jest to o +267,2% pożyczek więcej oraz na kwotę wyższą o +124,5%, w porównaniu do kwietnia 2023 r.

W okresie styczeń – kwiecień 2024 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie zobowiązań na kwotę 6,59 mld zł, co oznacza wzrost o 113,4% w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Wartość udzielonych pożyczek gotówkowych wyniosła 4,43 mld zł (+72,4% r/r), pożyczek celowych 1,89 mld zł (+369,6% r/r), a kart i limitów pożyczkowych 0,27 mld zł (+130,9% r/r).

Kwietniowa wartość sprzedaży pożyczek pozabankowych (1,775 mld zł) była najwyższa w historii. Największą część tej sprzedaży stanowiły pożyczki gotówkowe, których w kwietniu udzielono na kwotę 1,19 mld zł (również rekordowo). Największy wzrost sprzedaży pożyczek gotówkowych wystąpił wśród zobowiązań wysokokwotowych (powyżej 5 tys. zł), gdzie dynamika przekroczyła +96% r/r.
Dynamiki sprzedaży pożyczek celowych oraz kart i limitów pożyczkowych są jeszcze wyższe, ale w kwietniu ubiegłego roku firmy pożyczkowe nie przekazywały jeszcze do BIK pełnych informacji o tych produktach, zatem punkt odniesienia jest w tym przypadku zaniżony.

W kwietniowej sprzedaży pożyczek pozabankowych w ujęciu liczbowym 60,6% stanowiły pożyczki celowe, 38,0% pożyczki gotówkowe oraz 1,4% karty i limity pożyczkowe. W ujęciu wartościowym 29,0% to pożyczki celowe, 67,0% pożyczki gotówkowe oraz 4,0% karty i limity pożyczkowe.

Odmienna struktura liczbowa i wartościowa pokazuje główną cechę polskiego rynku pożyczek pozabankowych. Pożyczki celowe udzielane są na niższe kwoty, zaś pożyczki gotówkowe na wyższe, analogicznie jak ma to miejsce w przypadku kredytów ratalnych i kredytów gotówkowych.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w kwietniu 2024 r. wyniosła 2 615 zł i była o 13,2% wyższa do średniej kwoty udzielonej w kwietniu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej w kwietniu 2024 r. pożyczki celowej wyniosła 712 zł i była o 78,1% niższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

Działania cyber-dealerów narkotykowych coraz bardziej śmiałe

Cyber-dealer narkotyków zdemaskowany. Jego strona przypominała legalne sklepy internetowe.

23-letni Tajwańczyk, Rui-Siang Lin, został aresztowany w Nowym Jorku i oskarżony o prowadzenie Incognito Market, platformy funkcjonującej w dark webie (a więc trudnodostępnej, służącej często do nielegalnych działań części internetu) za pośrednictwem której sprzedawano narkotyki. Wartość nielegalnych transakcji przeprowadzonych na tej stronie mogła wynieść nawet 100 milionów dolarów.

Nielegalna platforma powstała w październiku 2020 roku i działała w dark webie do marca tego roku, służąc jako forum do kupowania i sprzedawania towarów, w tym heroiny, kokainy i innych nielegalnych substancji.

Była bardzo profesjonalnie przygotowana i pod względem projektu oraz funkcji dostępnych dla użytkowników bardzo przypominała popularne, legalne sklepy internetowe. Oferowała m.in. możliwości weryfikacji i rejestracji sprzedawców, reklamy oraz udogodnienia związane z obsługą klienta, wyróżniała się także przyjaznym interfejsem.

Także mechanizm działania bardzo przypominał legalne platformy sprzedażowe. Transakcje za pośrednictwem Incognito Market przeprowadzano w kryptowalutach, a platforma pobierała prowizję. Finalnie założyciel przeprowadził tzw. „exit scam”, w ramach którego ukradł środki w kryptowalucie przechowywane na potrzeby transakcji escrow. Wcześniej zastraszał także swoich użytkowników, grożąc zarówno sprzedającym, jak i kupującym, że ujawni ich udział w nielegalnych, narkotykowych transakcjach.

– Nielegalne platformy internetowe często przebiegle wykorzystują znane z oficjalnego obiegu technologie, mechanizmy czy nawet wzorce projektowania. Wszystko po to, aby zbudować u użytkowników fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Świadomie korzystając z takich nielegalnych stron i uczestnicząc w nielegalnych procederach, użytkownicy nie powinni jednak spodziewać się transparentnych i uczciwych procesów. Ci, którzy trafiają na nielegalne strony nieświadomie, muszą natomiast pamiętać, że w przypadku wszelkich propozycji transakcji cyfrowych w nieznanych miejscach należy zachować daleko posuniętą ostrożność i sceptycyzm. Ta sytuacja doskonale pokazuje też, jak dużo pracy i wysiłku muszą wkładać służby odpowiedzialne za ściganie cyberprzestępców na całym świecie. To także modelowy przykład tego, jak służby wykorzystują każdy błąd popełniony przez przestępców w celu ich namierzenia. Teraz czas na bardzo ważny element – przedstawienie dowodów, które pozwolą na udowodnienie aresztowanemu winy – komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców pozytywnie ocenia zapowiedzi zmian w finansowaniu samorządów

  • Model finansowania jednostek samorządu terytorialnego musi ulec zmianie – w tym kontekście, inicjatywa Ministerstwa Finansów zasługuje na docenienie. ZPP już w przeszłości zwracał uwagę na brak modyfikacji przepisów w tym zakresie.
  • ZPP podziela opinię Ministerstwa Finansów odnośnie do zapowiedzi uniezależnienia dochodów JST od zmian podatkowych podejmowanych na szczeblu centralnym. Samorządy nie powinny tracić na zmianach podatkowych korzystnych dla ogółu obywateli i przedsiębiorców.
  • W ślad za zapowiedziami Ministerstwa Finansów uważamy za konieczne wprowadzenie spójnej i kompleksowej reformy systemu źródeł finansowania samorządów, która uwzględnia straty poniesione przez JST na przestrzeni ostatnich lat. Z oceną zapowiadanych zmian należy jednak wstrzymać się do momentu przedstawienia zapisów projektu ustawy.

Resort finansów zapowiedział zamiar gruntownej reformy obecnego systemu finansowania samorządów. Trzon propozycji opierać się ma na zmianie obecnego modelu finansowania i partycypowaniu JST w określonym procencie podatków z tytułu dochodów wypracowanych przez ich mieszkańców. Spowoduje to uniezależnienie budżetów samorządowych od zmian podatkowych wprowadzanych na szczeblu centralnym, ponieważ wszelkie ulgi i zwolnienia związane z PIT i CIT będą bez znaczenia dla dochodów JST.

Zmiany w finansowaniu samorządów są wyczekiwane przez ich przedstawicieli już od dłuższego czasu, zwłaszcza w kontekście zmian wprowadzonych przez „Polski Ład”, który wprowadził kwotę wolną od podatku na poziomie 30 tys. zł i obniżył najniższą stawkę do 12 proc, powodując wielomiliardowe uszczuplenie dochodów JST z tytułu podatku PIT. Związek Miast Polskich w swoich wyliczeniach podał, że łączny ubytek JST w dochodach z udziałów w PIT w latach 2019-23 wynosi 64,412 mld zł, w tym dla miast na prawach powiatu – 28,027 mld, gmin miejskich – 7,263 mld, gmin miejsko-wiejskich – 9,353 mld, gmin wiejskich – 10,290 mld, powiatów – 7,195 mld i województw – 2,284 mld zł. Po uwzględnieniu rekompensat z 8 i 13,7 mld niezrekompensowany ubytek wyniesie łącznie 42,739 mld zł, w tym dla miast na prawach powiatu – 21,527 mld, dla gmin miejskich – 5,201 mld, dla gmin miejsko-wiejskich – 5,962 mld, a dla gmin wiejskich – 4,381 mld zł.

Z optymizmem należy więc spojrzeć na propozycje zmian przedstawione przez Ministerstwo Finansów mające skutkować większa stabilnością i przewidywalnością dochodów samorządów. Docelowo zmiana ma poskutkować odwróceniem relacji dochodów JST z PIT i CIT w stosunku do subwencji z obecnych 48%-52%, do docelowych 80%-20%. Według założeń Ministerstwa, subwencja ma być wyliczana na podstawie sumy potrzeb: ekologicznych, wyrównawczych, oświatowych i rozwojowych. Dopiero na podstawie tak wyliczonych potrzeb Finansowych JST ustalane będzie przysługujące danej jednostce samorządu terytorialnego zwiększenie udziałów w dochodach z PIT i CIT. Dopiero w sytuacji, w której potrzeby finansowe danej JST będą wyższe niż kwota zwiększonych dochodów z tytułu udziałów w PIT i CIT, dana jednostka samorządu terytorialnego będzie otrzymywać subwencję ogólną z budżetu państwa.

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa na zmianie mają zyskać wszystkie samorządy. Uważamy, że systemowe rozwiązania zwiększające dochody samorządów są potrzebne, szczególnie po szczególnie niekorzystnych dla nich zmianach w ostatnich latach, powodujących, że nawet w czasach wzrostu gospodarczego samorządy nie mogły w nim uczestniczyć z uwagi na zmiany podatkowej polityki państwa. Mimo to na dokładną ocenę reformy należy poczekać do czasu przedstawienia szczegółowych wyliczeń obejmujących poszczególne jednostki samorządu i jej dokładny wpływ na budżet państwa w porównaniu do obecnego systemu. Zwłaszcza, że realizacja propozycji z pewnością wiązać się będzie z uszczupleniem dochodów budżetu centralnego z tytułu podatków dochodowych. Pytanie wobec tego jak, zwłaszcza w warunkach zwiększonego zapotrzebowania wydatkowego (zw. z koniecznością ponoszenia kosztów zbrojeń, transformacji energetycznej etc.), planuje się uzupełnić tę lukę. Jeśli bowiem w ramach rekompensaty rozważano by dodatkowe obciążenia wynagrodzeń, czy dochodów lub przychodów właścicieli firm – wówczas całościowy bilans reformy trzeba byłoby uznać za niekorzystny.

Niemniej, pozytywnie należy ocenić zapowiedź udziału JST w dochodach budżetu państwa wynikających z ryczałtu. W 2023 r. w wyniku rozszerzenia możliwości rozliczania się ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych (co ZPP od lat postulowało), ta forma opodatkowania zyskała znacząco popularność. Jednocześnie spowodowało to uszczuplenie dochodów samorządów z uwagi na to, że JST miały wyłącznie udział w dochodach podatkowych ze skali podatkowej i podatku liniowego. Zapowiadane rozwiązanie czyni więc zadość uszczuplonym na przestrzeni czasu dochodom samorządów, dając zwiększone możliwości planowania finansów i inwestycji.

Kolejną zmianą, którą należy na obecnym etapie ocenić pozytywnie jest zapowiedź likwidacji tzw. „janosikowego” i zastąpienie go nowym systemem korygującym dochody. Mniejsze kwoty z PIT i CIT otrzymają te samorządy, których wskaźnik zamożności będzie wyższy od 120 proc. tego miernika dla danej kategorii JST. Janosikowe w obecnej formie rodziło szereg wątpliwości, gdyż zdarza się, że płatnikami tego świadczenia są miasta o faktycznej trudniejszej sytuacji finansowej niż samorządy korzystające z tej formy wsparcia. Wprowadzenie znacznie prostszego mechanizmu w którym bogatsze samorządy przekraczające pewien próg będą miały odpowiednio zmniejszane dochody podatkowe wydaje się bardziej przejrzysty i nie powoduje sytuacji, w której po uzyskaniu pewnego dochodu, należy dodatkowo wpłacić pewną część środków do budżetu państwa.

Uważamy, że zapowiedzi Ministerstwa Finansów mogą rodzić pewne nadzieje co do uzdrowienia sytuacji finansowej JST i zabezpieczenia stabilności ich dochodów w pewnej niezależności od zmian podatkowych. W poprzednich latach samorządy stawały się często ofiarami zmian, które były korzystne dla ogółu obywateli, natomiast negatywnie wpływały na ich kondycje budżetową. Musimy jednak pamiętać, że to właśnie one biorą na siebie ciężar zapewnienia podstawowych usług będących najbliżej obywatela, a ich niedofinansowanie ma bezpośredni wpływ na rozmiar inwestycji prowadzonych na szczeblu lokalnym. Zapowiedzi Ministerstwa Finansów musimy jednak oceniać z pewną rezerwą – to, czy samorządy rzeczywiście nie stracą, zależy od szczegółowych rozwiązań zapisanych w ustawie. W obliczu planowanego wejścia w życie nowych przepisów (1 stycznia 2025 r.) i konieczności uchwalania budżetów JST w ciągu najbliższych miesięcy, pozostaje mieć nadzieje, że już w najbliższym czasie ujrzymy konkretne rozwiązania Ministerstwa Finansów.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera o pilne działania w związku z kryzysem branży przewozowej

Transport drogowy to jedna z najmocniejszych branż polskiej gospodarki. Tymczasem od dłuższego czasu gromadzą się nad nią ciemne chmury. Według najnowszych danych GUS tylko w I kwartale tego roku zlikwidowano 120 firm przewozowych, a 1400 znajduje się w restrukturyzacji. Liczba postępowań restrukturyzacyjnych była w ubiegłym roku o 120% wyższa niż w roku 2022 i czterokrotnie wyższa niż w roku 2021. Warto dodać, że często dotyczy to przedsiębiorstw o długoletniej historii, zatrudniających licznych pracowników i cieszących się potwierdzoną wielokrotnymi nagrodami wysoką reputacją.

23 kwietnia z listem otwartym do premiera Tuska zwrócili się międzynarodowi przewoźnicy drogowi. 10 maja ich apel poparł Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz. Jak wskazywał, na skutek splotu różnych czynników – regulacji unijnych, protekcjonistycznych praktyk niektórych państw europejskich, działań polskich urzędników, globalnej dekoniunktury, pojawienia się tańszej ze względu na nierespektowanie zobowiązań socjalnych konkurencji z Ukrainy – branża znalazła się w niezwykle trudnym położeniu. Co szczególnie bulwersujące, jest to po konsekwencją niekompetencji polityków. „Wdrażając wymogi związane z Pakietem mobilności, inne kraje naszego regionu, jak Bułgaria, Litwa, Rumunia czy Węgry, zrobiły to w sposób możliwie najmniej obciążający dla swoich firm – pisze Adam Abramowicz – Tymczasem poprzedni polski rząd narzucił branży obciążenia, które pozbawiają ją przewag konkurencyjnych wobec innych krajów Europy Środkowo-wschodniej. Przegląd przepisów wdrażających Pakiet mobilności to pilne zadanie dla Ministerstwa Infrastruktury. Z przykrością muszę zauważyć, że urzędnicy uchylają się od tego obowiązku, a cała sprawa jest przykładem tego, jak wadliwie bywa w Polsce implementowane prawo unijne”.

W świetle danych opublikowanych przez GUS potrzeba zdecydowanych działań w odniesieniu do branży transportu drogowego staje się coraz bardziej paląca. Dlatego 21 maja Rzecznik MŚP ponowił apel do Premiera z apelem o podjęcie pilnego dialogu z branżą. Jest to tym ważniejsze, że jej zła sytuacja negatywnie odbija się na kondycji innych branż.

ZPPHiU: Czas handlu w niedziele powinien być krótszy niż przed wprowadzeniem zakazu

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wskazuje, że handel w niedziele, jeśli miałby zostać przywrócony – musi być dobrze zaprojektowany. Firmy zrzeszone w ZPPHiU popierają wolność gospodarczą, która jest istotną wartością w biznesie. To oznacza możliwość handlu bez narzuconych z zewnątrz ograniczeń.

Propozycja przywrócenia handlu w niedziele – po tak wielu latach zakazu – wymaga przemyślanego zaprojektowania i odpowiedniego przygotowania. Czas pracy w niedziele powinien być krótszy w porównaniu do wcześniej obowiązujących przepisów.

„Wolność gospodarcza jest bardzo istotną wartością, za którą się opowiadamy. Wprowadzanie handlu w niedziele to duża zmiana, rozważana po wielu latach przerwy. Przez ten czas przyzwyczajenia i oczekiwania konsumentów zmieniły się i zasady przywrócenia handlu w niedziele powinny być dogłębnie przeanalizowane. Kodeks Pracy określa zasady pracy w dni wolne i świąteczne w aspekcie zatrudnienia i wynagradzania pracowników. Nie wydaje się, aby były konieczne specjalne rozwiązania prawne w tym zakresie – zwłaszcza, że w niektórych zawodach praca w niedziele jest standardem. Istotne jest natomiast prawidłowe zaplanowanie czasu otwarcia sklepów w niedzielę. Powinien być krótszy w porównaniu z wcześniej obowiązującymi zasadami – na przykład ośmiogodzinny. Pozwoliłoby to na optymalne dostosowanie czasu funkcjonowania placówek handlowych do potrzeb zakupowych klientów, przy ograniczeniu skrajnych porannych i wieczornych godzin. Nie ma sensu utrzymywanie szerokiego okna czasowego w handlu niedzielnym, skoro klienci nie korzystają z tej opcji. Elastyczna reakcja na potrzeby klientów jest tu bardzo istotnym, ale nie jedynym aspektem. Krótszy czas funkcjonowania obiektów handlowych umożliwi również ograniczenie czasu świadczenia usług wychodzących w skład kosztów wspólnych – takich, jak ochrona czy sprzątanie centrum. Warto podkreślić, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedziele właściciele centrów handlowych nie obniżyli wartości ani kosztów wspólnych, ani czynszów dla najemców. Logiczne wydaje się zatem założenie, że powrót niedziel handlowych nie będzie się wiązał z żadnymi podwyżkami w centrach” – komentuje Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

Wynagrodzenia w firmach rosną wolniej, ale wciąż dwucyfrowo

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w kwietniu 2024 r. wzrosło o 11,3 proc. r/r. Odczyt okazał się niższy niż prognozy (12,1 proc.) i niższy niż miesiąc wcześniej, jednak nadal pozostaje dwucyfrowy.

Mocny nominalny wzrost wynagrodzeń przy niższych odczytach inflacji oznacza, że wynagrodzenia wzrastają realnie. Dynamika realnych dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych pozostaje wysoka (blisko 9 proc.).

Stąd oczekujemy, że konsumpcja prywatna pozostanie głównym motorem wzrostu gospodarczego w tym roku.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Ceny w sklepach: spadek wyhamowuje, niektóre produkty mogą znowu drożeć

Jak wykazała ostatnia analiza cen detalicznych, w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii 5 potaniało rdr. To o ponad połowę gorszy wynik niż zanotowany miesiąc wcześniej. Zestawienie otwierają tłuszcze, których ceny tym razem zmniejszyły się rdr. o 10,4%, a w marcu zaliczyły ponad dwukrotnie większą obniżkę. Dalej w rankingu taniejących kategorii widać warzywa ze spadkiem rdr. na poziomie 8,3%, art. sypkie – 7,5%, nabiał – 3,8%, a także karmy dla zwierząt – 2,1%. Autorzy raportu wyjaśniają, że w kwietniu mniej kategorii niż w marcu potaniało z powodu powrotu stawki VAT na podstawowe produkty. Zapowiadają też dalsze hamowanie tendencji spadkowych. I ostrzegają, że np. w przypadku art. tłuszczowych może nawet dojść do powrotu wzrostów cen. Wyjątkiem powinien być nabiał, który ma szansę dalej sukcesywnie tanieć. Do tego z raportu wynika, że spadki cen pozostałych kategorii są zagrożone czynnikami pogodowymi i podwyżką opłat za energię.

Z raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, wynika, że w kwietniu br. na 17 monitorowanych kategorii najczęściej kupowanych produktów 5 potaniało rdr. W marcu dotyczyło to aż 9 grup towarów, w lutym – 5, a w styczniu – 4. W najnowszej edycji badania, realizowanego cyklicznie od prawie 7 lat, porównano ze sobą blisko 66 tys. cen detalicznych z ponad 30,5 tys. sklepów, należących do 54 sieci handlowych.

– Zmniejszenie liczby spadków spowodowane było w kwietniu br. powrotem stawki VAT na podstawowe produkty. Ponadto rok temu, po rekordowym odczycie inflacji w marcu, kolejne miesiące przyniosły znaczny spadek dynamiki inflacji. Mamy do czynienia z efektem bazy – wyjaśnia dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Autorzy analizy informują, że zestawienie taniejących kategorii otwierają art. tłuszczowe ze spadkiem o 10,4% rdr. W marcu ich ceny zmalały rdr. o 22,1%, w lutym – o 16,7%, a w styczniu – o 21,7%. Jak zauważa dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito, te produkty przez dwa lata znajdowały się na szczycie rankingu wzrostów cen. Mówimy tu bowiem o towarach, których dynamika podwyżek cen przekraczała nawet 100%. Obserwowany od wielu miesięcy trend spadkowy jest efektem stabilizowania sytuacji na rynku. Ekspert przypomina również, że w pewnym momencie art. tłuszczowe stały się narzędziem walki cenowej pomiędzy sieciami handlowymi. To nie pozostaje bez wpływu na poziom cen i dotyczy szczególnie masła.

– Według mnie, spadek cen art. tłuszczonych był możliwy dzięki obfitym zapasom rzepaku i słonecznika. Nie dość, że rodzime zbiory były bardzo dobre w 2023 roku, to na rynek napłynęły dużo tańsze surowce zza naszej wschodniej granicy. Zasoby te jednak powoli się kurczą, a ostatnie przymrozki mogą spowodować, że tegoroczne zbiory już nie będą tak dobre, jak poprzednie. Stąd hamowanie spadku cen jest naturalne. W drugiej połowie roku spodziewałabym się odwrócenia trendu i powrotu podwyżek. Wiele zależeć będzie od rozmiaru strat poniesionych z powodu ostatnich warunków atmosferycznych i od ograniczenia przepływu zagranicznych surowców – komentuje dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Na drugim miejscu w rankingu obniżek są warzywa ze spadkiem o 8,3% rdr. W marcu potaniały rdr. o 3,1%. W lutym zdrożały rdr. o 4,4%, a w styczniu – o 10,5% rdr. – Spadkowy trend związany jest z faktem, iż obecnie ceny importowanych warzyw są niższe o kilkanaście procent niż w roku ubiegłym. Co więcej, również krajowe produkty są tańsze. Dodatkowo na rynku pojawiły się już pierwsze zbiory z upraw tunelowych, co wkrótce przełoży się na dalsze spadki cen. Na zwiększoną podaż, a tym samym na niższe ceny, wpłynęły również warunki pogodowe, w szczególności wyjątkowo ciepły luty i marzec. Niemniej kwietniowe przymrozki nieco zakłóciły ten stan – zauważa dr Orpych.

Na trzeciej pozycji znalazły się produkty sypkie, które potniały o 7,5% rdr. W marcu ich ceny spadły rdr. o 6,6%, a w lutym – o 4,4%. W styczniu zanotowały wzrost o 2,4% rdr. Zdaniem ekspertki z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW, produkty sypkie wykazują kontynuację trendów wynikających z presji cenowej ze strony naszych wschodnich sąsiadów i ich towarów napływających na rynek. Co prawda, po protestach rolników, przepływy tych artykułów zostały lekko ograniczone. Jednak w dalszym ciągu presja ta jest bardzo wysoka.

– W mojej opinii, na ceny w tej kategorii wpływa w znacznej mierze wzrost kosztów produkcji, a w szczególności zwiększenie płacy minimalnej. Do tego dochodzi presja na podwyżki wynagrodzeń. Z pewnością warto obserwować tę kategorię i kształtowanie się cen w kolejnych miesiącach – dodaje dr Robert Orpych.

Czwartą pozycję w rankingu spadków ma nabiał z obniżką o 3,8% rdr. W marcu staniał o 2,4% rdr. W lutym obniżył swoją cenę rdr. o 0,4%, a w styczniu – o 5,1%. Jak przypomina dr inż. Anna Motylska-Kuźma, w przypadku tej kategorii znaczenie mają głównie ceny mleka w skupie. W ostatnim czasie ze względu na osłabienie jego eksportu, silną złotówkę oraz spadek cen produktów mleczarskich na giełdach światowych, również w naszych sklepach możemy zauważyć zmniejszenie wzrostu cen nabiału.

– Niskie ceny mleka w skupach i ograniczenie popytu przez Chiny to główne determinanty kształtowania się cen nabiału na półkach sklepowych. O ile dla producentów nie są to optymistyczne wiadomości, to dla konsumentów znaczą wręcz odwrotnie. Smakosze nabiału mogą spodziewać się obniżek cen swoich ulubionych produktów w kolejnych miesiącach – uzupełnia ekspert z WSB Merito.

Na najmniejszym minusie znalazły się karmy dla zwierząt ze średnim spadkiem o 2,1% rdr. W marcu potaniały o 1,5% rdr. Za to w lutym zanotowały wzrost rdr. o 2,9%, a w styczniu spadek o 9,4% rdr. – Właśnie ze względu na fakt, że rok temu ceny karmy dla pupili biły kolejne rekordy, obecnie widzimy realne wyhamowanie wzrostu w porównaniu z obserwacjami z ostatniego roku. Jednak tę względną stabilność mogą zachwiać już w lipcu zmiany cen energii – ostrzega dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z kwietnia 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 66 tys. cen detalicznych z ponad 30,5 tys. sklepów, należących do 54 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry, docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.