Komentarz dzienny, 31 maja 2013

Drugi odczyt PKB potwierdza pogorszenie koniunktury w I kw. W I kw. PKB wzrósł o 0,5% r/r. Zrewidowano zatem nieznacznie w górę odczyt flash (0,4% r/r). W ujęciu odsezonowanym PKB wzrósł o 0,1% kw/kw wobec stagnacji w IV kw. 2012.

Zwołanie Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia

0

W dniu 29.05.2013 r. Zarząd Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. postanowił zwołać na dzień 27.06.2013 r. na godz. 11:00, w siedzibie Spółki w Bogdance (budynek Zarządu) Zwyczajne Walne Zgromadzenie Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A. w Bogdance.

Komentarz poranny, 22 maja 2013

Prezes Getin Noble Banku, Krzysztof Rosiński, powiedział, że bank w kolejnych kwartałach 2013 chce utrzymać sprzedaż kredytów z I kwartału, kiedy wyniosła ona 2,8 mld PLN. Dodał, że bank utrzymuje miesięczny przyrost nowych rachunków bieżących na poziomie 20-25 tys. i nie obserwuje negatywnych zmian w poziomie kosztów ryzyka. Nowa dla nas jest informacja o planowanej sprzedaży portfela detalicznych kredytów z utratą wartości.

World Trends, 22 maja 2013

Udana sesja na brazylijskim parkiecie oraz niewielka korekta w Budapeszcie sprawiła, że wtorkowa przecena na GPW znacząco straciła na znaczeniu. Gdyby w Sao Paulo doszło do przeceny, zaś BUX cofnąłby się pod linię wybitego już trendu spadkowego, wtedy można byłoby spodziewać się trzeciej z rzędu przeceny na warszawskim parkiecie, a tak to po próbie desantu na południe należy z optymizmem zapatrywać się na dzisiejszą sesję, szczególnie jeśli chodzi o największe spółki.

Komentarz dzienny, 29 maja 2013

Amerykański Indeks optymizmu konsumentów Conference Board wzrósł w maju o 7,2 p. do poziomu 76,2. Jest to najwyższy poziom indeksu od pięciu lat. Za wzrost indeksu odpowiadają zarówno wzrosty subindeksu bieżącego (o 5,7 p.), jak i indeksu oczekiwanej sytuacji (wzrost o 8,1p.). Pomimo, iż oczekiwania co do poprawy dochodu obniżyły się o 0,2p. systematyczne wzrosty obserwujemy w oczekiwaniach co do sytuacji na rynku pracy i klimatu do prowadzenia działalności gospodarczej.  40% respondentów oczekuje również dalszych wzrostów na amerykańskiej giełdzie (najwyższy odsetek od 2007 roku). Optymizm amerykańskich konsumentów wydaje się chodzić  właśnie w parze z sytuacją na giełdach i rynku nieruchomości (efekt majątkowy). 

Wniosek Zarządu w sprawie podziału zysku netto za 2012 rok

W dniu 28.05.2013 r. Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie oceniła wniosek Zarządu Spółki do Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, dotyczący podziału zysku netto za rok obrotowy 2012.

Zgodnie z przedmiotowym wnioskiem, Zarząd proponuje wypracowany przez Spółkę w roku 2012 zysk netto w wysokości 287.026.808,52 zł (słownie: dwieście osiemdziesiąt siedem milionów, dwadzieścia sześć tysięcy, osiemset osiem złotych 52/100) podzielić w następujący sposób:

1. Kwotę 172.108.765,40 zł (słownie: sto siedemdziesiąt dwa miliony, sto osiem tysięcy, siedemset sześćdziesiąt pięć złotych 40/100) przeznaczyć na dywidendę, tj. 5,06 zł (słownie: pięć złotych 06/100) na jedną akcję.

2. Pozostałą kwotę, tj.: 114.918.043,12 zł (słownie: sto czternaście milionów, dziewięćset osiemnaście tysięcy, czterdzieści trzy złote 12/100) przeznaczyć na kapitał rezerwowy Spółki.

Zarząd proponuje ustalenie dnia dywidendy na dzień 15 września 2013 r., a dnia wypłaty dywidendy na dzień 1 października 2013 r.

Ostateczną decyzję dotyczącą podziału zysku za rok obrotowy 2012 podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Lubelskiego Węgla BOGDANKA S.A.

PTC zmienia nazwę na T-Mobile Polska SA

W dniu 27 maja 2013 r. spółka Polska Telefonia Cyfrowa Spółka Akcyjna zmieniła swoją nazwę na T-Mobile Polska Spółka Akcyjna. Zmianie uległa również skrócona nazwa spółki z: Polska Telefonia Cyfrowa S.A. na: T-Mobile Polska S.A. W dniu 27 maja 2013 r. zmianie uległ ponadto adres siedziby spółki z: Al. Jerozolimskie 181, 02-222 Warszawa, na: ul. Marynarska 12, 02-674 Warszawa.

Powyższe modyfikacje znajdują odzwierciedlenie w szczególności we wszystkich umowach o świadczenie usług telekomunikacyjnych i wzorcach takich umów, których wskazana spółka jest stroną, lub którymi się posługuje, bez konieczności podpisywania aneksu do poszczególnych umów lub dopełniania innych formalności.

Informacja o wskazanych zmianach nie stanowi zmiany warunków umów o świadczenie usług telekomunikacyjnych, a tym samym nie powoduje powstania uprawnienia do wypowiedzenia przez Abonenta umowy zawartej na czas oznaczony, bez obowiązku zapłaty odszkodowania (kary umownej) tytułem zwrotu ulgi związanej z zawarciem tej umowy. Wszystkie pozostałe dane spółki, w szczególności dotychczasowe numery rachunków bankowych, pozostaną aktualne.

Powyższa zmiana ma na celu zsynchronizowanie nazwy spółki z głównym znakiem towarowym oferowanych przez firmę usług.

World Trends, 21 maja 2013

Poniedziałkowa słabość blue chipów jest złym prognostykiem na kolejne dni tygodnia i nie wykluczone, że korekta na GPW właśnie się rozpoczęła – co akurat nie powinno być zmartwieniem dla inwestorów, gdyż po każdym impulsie wzrostowym nadchodzi czas odpoczynku. Nie oznacza to jednak, że na Książęcą 4 ponownie nadejdzie z północy potop w wyniku czego WIG20 ukształtuje nowe tegoroczne denka – wręcz przeciwnie.

Komentarz dzienny, 28 maja 2013

Wbrew oczekiwaniom części analityków, drugi kwartał rozpoczyna się dobrze dla sektora przemysłowego w Stanach Zjednoczonych. Zamówienia na dobra trwałe wzrosły o 3,3% m/m (po spadku o 5,9% w poprzednim miesiącu), ale część tego wzrostu wynika ze wzrostu zamówień na sprzęt transportowy (o 8,1%). W mniej zmiennych kategoriach bazowych odnotowaliśmy kolejny z rzędu miesiąc wzrostów: zamówienia na dobra trwałe z pominięciem środków transportu wzrosły o 1,3%, zamówienia po wyłączeniu zleceń wojskowych wzrosły o 2,1%, a zamówienia na cywilne dobra kapitałowe z wyłączeniem samolotów zwiększyły się w porównaniu z poprzednim miesiącem o 1,2%. 

Komentarz poranny, 20 maja 2013

Zarząd ULMA Construccion zarekomenduje ZWZ Spółki wypłatę dywidendy z zysku za rok obrotowy 2012 w wysokości 10,5 mln PLN (2 PLN/akcję). Proponowana wysokość dywidendy w opinii Zarządu stanowi kompromis pomiędzy bieżącym interesem akcjonariuszy i potrzebą zabezpieczenia realizacji programu rozwoju Spółki w długim horyzoncie czasu. Przy obecnym kursie akcji spółki propozycja Zarządu implikuje DYield = 4,5%. Z zysku za 2011 rok Ulma wypłaciła 5,39 PLN/akcję.

World Trends, 20 maja 2013

Niestety lecz piątkowe zamknięcie się indeksu dwudziestu największych spółek poniżej pułapu 2400 punktów sprawiło, że niedźwiedzie z GPW wcale nie są bez szans na wyprowadzenie południowej kontry. WIG20 stanął w obliczu średnioterminowego testu oporu wyznaczonego przez układ średnich EMA, które niestety lecz ponownie są w ułożeniu takim, jaki obowiązuje podczas średnioterminowych okresów spadkowych.

Komentarz poranny, 21 maja 2013

Zarząd ZUE chce powtórzyć w 2013 roku ubiegłoroczne przychody. Wartość portfela zamówień grupy wynosi obecnie ok. 900 mln PLN, co według Zarządu pozwala zrealizować ten cel. Prezes Wiesław Nowak poinformował, że spółka chce wypracować w tym roku dodatni wynik finansowy. Wyniki Q1 2013 oraz widoczna przez Zarząd walka cenowa sugerują, że ZUE czeka trudny rok.

Komentarz dzienny, 27 maja 2013

Sprzedaż detaliczna spadła w marcu o 0,2% r/r (konsensus +1,0%, nasza prognoza -0,5%). W ujęciu realnym sprzedaż kolejny miesiąc praktycznie nie zmieniła się wobec ubiegłego roku (+0,1% r/r). Głównym winowajcą tak niskiego odczytu jest sprzedaż żywności, która przez przesunięcie efektu świąt wielkanocnych (w zeszłym roku obejmowała marzec i kwiecień, w tym tylko marzec) odreagowała w kwietniu aż do poziomu -3,6% r/r (co odpowiada miesięcznej zmianie -13,1%). Podobnie zachowała się także sprzedaż paliw (-8% r/r) oraz sprzedaż w niewyspecjalizowanych sklepach (spadek dynamiki z 16,8% r/r w marcu do 4,9% w kwietniu). Te bardzo niskie odczyty złożyłyby się na znacznie niższy headline, gdyby nie dość zaskakujące wyniki sprzedaży dóbr trwałych – samochodów (+5,8% r/r), mebli, RTV i AGD (+8,9% r/r) czy odzieży i obuwia (+11,6% r/r). Podobnie zaskakujący okazał się aż 8,1% m/m wzrost kategorii pozostałe (markety budowlane) – wzorzec sezonowy sugerował wartość zbliżoną do 0%. Taki rozkład między poszczególnymi kategoriami przełożył się na istotny, bo aż 4,4% wzrost nominalnej sprzedaży bazowej (po wyłączeniu żywności i paliw), zaś realnej aż o 5,5%. Na razie trudno mówić o odwróceniu trendów (tego typu wybicia mogą być korektą związaną chociażby z lepszą pogodą czy dodatnim efektem dni roboczych) tym bardziej, że wskaźniki koniunktury konsumenckiej (dokonywanie ważnych zakupów, zmiany sytuacji finansowej) obniżyły się w kwietniu. Będziemy jednak obserwować czy kwietniowe wzrosty sprzedaży dóbr trwałych będą kontynuowane – oznaczałoby to niewątpliwie poprawę optymizmu konsumentów. 

Polish Weekly Review, 24 maja 2013

On fixed income market, we have local data, which can move the market some 3-5bp, and global trends, which can move the market 20bp per day. This week’s most important news was Bernanke’s comment about possibile Quantitative Easing Exit plan. Market reacted with panic selloff in long end bonds, yields went up some 20bp, investors realised that there is a risk for this ‘cheap money forever’ scenario. While we agree with steepening trend this maybe time to think about possible risk on short end of the curve and take profit on long end. Wibors are very low, already pricing fast 2 rate cuts and 9×12 fra at 2.27 is another 50bp lower. Definitelly, ‘no rate cut’ in June would be a surprise and while this in not our base scenario, possible payoff is worth betting on this. Keep in mind that volatility is huge and liquidity is very fragile at the moment.

Ostatnia szansa na dotacje w ramach projektu „Paszport do eksportu”

Do końca maja Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości przewiduje ogłoszenie terminu ostatniego naboru wniosków na dofinansowanie promocji polskich przedsiębiorstw na rynku międzynarodowym w ramach projektu „Paszport do eksportu”. Jest to ogromna szansa dla wszystkich firm, które chciałyby zaprezentować swoją ofertę za granicą, lecz nie posiadają wystarczających środków na takie działanie. W tym roku w ramach dofinansowania można otrzymać nawet do 400 tys. zł.

„Paszport do eksportu” przeznaczony jest dla wszystkich firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, które nie prowadziły jeszcze działań eksportowych lub ich eksport wynosił mniej niż 30% w roku obrotowym poprzedzającym rok, w którym został złożony wniosek o dofinansowanie. Głównym celem tego programu jest zwiększenie i wzmocnienie pozycji konkurencyjnej polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych oraz promocja naszych rodzimych marek za granicą. O „Paszport do eksportu” powinny więc ubiegać się wszystkie firmy, które w przyszłości chciałyby zaistnieć na zagranicznych rynkach.

Dotychczas dofinansowanie promocji eksportu wynosiło 50% kosztów kwalifikowalnych, czyli podlegający refundacji z funduszy unijnych w ramach przyznanej dotacji, i maksymalnie 200 tys. zł. W ramach ostatniego naboru wniosków do „Paszportu do eksportu” planowana jest zmiana warunków przyznawania dotacji na korzyść przedsiębiorców. Tym razem dofinansowanie promocji eksportu obejmować będzie aż 75% poniesionych kosztów, a jego kwota zostanie zwiększona do 400 tys. zł. Poziom dofinansowania jest więc bardzo wysoki – mówi Jan Kordasiewicz, wspólnik zarządzający w Kancelarii Doradztwa Gospodarczego Cieślak & Kordasiewicz. – Ponieważ projekt może trwać nawet 2 lata, przedsiębiorstwa mają odpowiedni czas na rozsądne rozłożenie działań i zarządzenie otrzymanym wsparciem finansowym – dodaje.

Dotacje w ramach „Paszportu do eksportu” można uzyskać zarówno na działania marketingowe, jak i na szereg działań zmierzających do rozwoju eksportu danego przedsiębiorstwa. Pozyskane fundusze firma może więc przeznaczyć np. na zakup baz marketingowych, a także udział w międzynarodowych targach, w tym m.in. wynajęcie i zabudowę powierzchni wystawienniczej, obsługę techniczną stoiska, transport eksponatów etc.

Każde przedsiębiorstwo, które chciałoby uzyskać pomoc finansową w ramach projektu, musi przygotować Plan Rozwoju Eksportu, dołączany do dokumentacji aplikacyjnej. Wymogiem unijnym jest sporządzenie tego dokumentu przez zewnętrzną, niezależną firmę doradczą. Plan Rozwoju Eksportu to dokument określający strategię eksportową firmy i etapy jej realizacji, a jego sporządzenie jest warunkiem ubiegania się o otrzymanie dofinansowania w ramach programu. – mówi Jan Kordasiewicz z KDG Cieślak & Kordasiewicz. Sporządzenie dobrego Planu Rozwoju Eksportu powinno być więc priorytetem w całym procesie starania się o przyznanie dotacji na rozwój działań eksportowych.

Choć dla części firm stworzenie Planu Rozwoju Eksportu jest działaniem bardzo kosztownym, to jednak wydatek ten również zalicza się do kosztów kwalifikowalnych. Po przyznaniu dotacji przedsiębiorcy otrzymują zwrot nawet 80% kosztów przygotowania Planu Rozwoju Eksportu – maksymalnie 10 tys. zł – mówi Jan Kordasiewicz. – Aby otrzymać dotację, dokument ten musi uzyskać pozytywną ocenę merytoryczną Regionalnej Instytucji Finansującej, dlatego też jego stworzenie najlepiej powierzyć firmie, która ma w tej kwestii odpowiednie doświadczenie – nasza kancelaria na przykład podpisała niedawno umowę na przygotowanie już 100. Planu Rozwoju Eksportu.

Prawidłowo stworzony Plan Rozwoju Eksportu powinien zawierać m.in. opracowanie dotyczące analizy pozycji konkurencyjnej przedsiębiorstwa pod kątem produktów lub usług przedsiębiorcy, informacje o wybranych rynkach docelowych działalności eksportowej, a także opis bieżącej sytuacji przedsiębiorstwa i prognozy rozszerzenia działalności przedsiębiorstwa ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju poprzez eksport. Dzięki wszystkim informacjom zawartym w Planie Rozwoju Eksportu Regionalna Instytucja Finansująca może ocenić, czy dana firma posiada potencjał na rozwój działalności eksportowej.

Choć w ubiegłym roku podczas żadnej z edycji „Paszportu do eksportu” nie wykorzystano wszystkich środków przeznaczonych na dofinansowanie, to jednak istnieje duża szansa, że tym razem będzie inaczej. Planowana zmiana wysokości przyznawany dotacji jest bowiem niezwykle atrakcyjna dla wszystkich firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, które chciałyby zaistnieć i odnieść sukces na rynkach międzynarodowych.

Dofinansowania do nowych terminali płatniczych dla małych przedsiębiorców

Do 2015 r. może być w Polsce nawet pół miliona terminali umożliwiających płatności kartami Visa – obecnie jest to 300 tys. W tym celu organizacja o połowę zwiększyła dofinansowanie do nowych terminali zakładanych w mniej zaludnionych miejscowościach. Program jest skierowany głównie do małych przedsiębiorców, dla których koszt akceptacji kart jest barierą trudną do przełamania.

 – Chcemy doprowadzić do takiego efektu, że na koniec 2015 roku w Polsce będzie może nawet pół miliona terminali płatniczych umożliwiających płatności kartami VISA – deklaruje  w rozmowie Jakub Kiwior, dyrektor Visa Europe w Polsce.

W tym celu organizacja o 50 proc. zwiększyła dofinansowanie do nowych terminali zakładanych w ponad połowie powiatów o relatywnie najmniejszej gęstości zaludnienia. Z kolei dofinansowanie terminali instalowanych w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu i w Poznaniu zostało wyłączone. Uznano, że w tych miastach akceptacja kart rozwija się już w sposób naturalny i nie ma potrzeby wspierania jej dodatkowymi subsydiami.

 – Wszyscy wydawcy kart Visa w Polsce zgodzili się stworzyć budżet, z którego środki przekazywane są do agentów rozliczeniowych, zakładających terminale w małych miejscowościach, na terenach wiejskich. Ten program polega na tym, że każdy nowo założony terminal jest subsydiowany z tego budżetu – tłumaczy Jakub Kiwior.

Jak podaje Visa, od początku funkcjonowania programu dopłatami objęto ok. 130 tys. urządzeń, z czego 40 proc. to terminale zbliżeniowe. W 2010 r., kiedy liczba terminali nie sięgała jeszcze 200 tysięcy, założeniem Visy było podwojenie do 2015 roku sieci akceptacji kart w Polsce. Dziś liczba ta przekroczyła 300 tysięcy.

Zachęta dla małych przedsiębiorców

Program może stanowić dla małych przedsiębiorców szczególną zachętę, ponieważ to oni najbardziej narażeni są na koszty stałe związane z płatnościami bezgotówkowymi.

 – Akceptując karty ponoszą oni dwa rodzaje kosztów – prowizję od płatności kartowej i stały koszt, czyli czynsz najmu terminala. Dla wielu z nich ten stały czynsz jest barierą, z uwagi na bardzo mały wolumen i bardzo małą liczbę transakcji. Inaczej jest w przypadku dużych sieci handlowych, dla których prowizja jest podstawowym i najważniejszym kosztem – tłumaczy dyrektor Visa.

Jego zdaniem mali przedsiębiorcy, którzy już zaczną akceptować karty, staną się przedmiotem zainteresowania różnych agentów rozliczeniowych.

 – Wtedy otrzymują bardzo dobrą ofertę zarówno, jeśli chodzi o czynsz najmu, jak i o prowizję, którą płacą – tłumaczy.

Poza rozbudową sieci terminali program ma służyć popularyzacji płatności zbliżeniowych. Dlatego wszystkie instalowane od lipca ub.r. terminale  muszą obsługiwać karty Chip & Pin.

 – Powoduje to, że mali przedsiębiorcy rozpoczynają akceptację kart już z pełną gamą możliwych rozwiązań. Czyli mogą obsłużyć kartę z paskiem magnetycznym, mogą obsłużyć kartę zabezpieczoną pinem i mogą obsłużyć kartę zbliżeniową – wymienia Jakub Kiwior.

Poza sklepami, program Visy obejmuje wszelkie miejsca i urządzenia, w których można dokonywać płatności bezgotówkowych, w tym np. urządzenia samoobsługowe, takie jak parkomaty czy biletomaty.

Kredyty z państwową gwarancją od BGK robią furorę wśród małych i średnich firm

0

Ponad 1700 mikro, małych i średnich firm skorzystało z możliwości uzyskania kredytu bankowego gwarantowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Banki chwalą program, porównując jego popularność wśród firm do sukcesu „Rodziny na swoim” wśród klientów indywidualnych.

 – Ten program rozpoczął się raptem niecałe dwa miesiące temu. Już 1700 przedsiębiorstw z tego programu korzystało, a banki przyjęły portfele gwarancyjne, to znaczy jeszcze nie udzieliły tych kredytów, na kwotę 10 mld zł – podkreśla minister finansów Jacek Rostowski.

Program ruszył 4 marca. Do końca kwietnia suma gwarancji udzielonych przez Bank Gospodarstwa Krajowego wyniosła około 350 mln zł, co oznacza udzielenie przez banki kredytów obrotowych w wysokości 580 mln zł. BGK spodziewa się, że jeszcze w tym roku suma gwarancji sięgnie 5 mld zł, a skorzysta z nich 29 tysięcy firm. BGK dysponuje kapitałem, który umożliwia udzielenie gwarancji do kwoty 30 mld zł. Suma kredytów, które dzięki gwarancjom BGK mogą udzielać firmom kredytów obrotowych sięga 50 mld zł.

 – Widzimy duże zainteresowanie rynku, jeśli chodzi o tego typu produkt i wydaje mi się, że spośród tych pomysłów i produktów, które były ostatnio obecne na rynku, przedstawiane przez BGK, ten to naprawdę jest strzał, może nie w dziesiątkę, ale w ósemkę – mówi Krzysztof Rosiński, prezes Getin Noble Banku. – Zainteresowanie na rynku jest, przedsiębiorcy czekają na ten produkt. Produkt jest dobrze skonstruowany, więc atrakcyjny zarówno dla banku, który go udziela, jak i dla kredytobiorców.

Bankowcy porównują popularność wśród firm programu gwarancji de minimis do programu „Rodzina na swoim”, przeznaczonego dla indywidualnych klientów na rynku hipotecznym. Tylko Getin Noble Bank udzielił kredytów obrotowych 30 firmom na kwotę 11 mln zł,

 – Mam nadzieję, że to jest dopiero początek i będziemy co najmniej liniowo się rozwijać. Mam nadzieję, że kilkaset takich kredytów jeszcze udzielimy – deklaruje Rosiński.

Wsparcie małych i średnich firm to jeden z punktów rządowego programu walki z bezrobociem. Stopa bezrobocia w kwietniu spadła, ale minimalnie – z 14,3 procent w marcu do 14 procent. Rząd zakłada, że kredyty z państwową gwarancją wzmocnią sektor małych i średnich firm, bo to właśnie one zatrudniają 70 procent aktywnych zawodowo Polaków.

 – Jesteśmy na 15. miejscu w UE, czyli pozycja Polski, jeśli chodzi o bezrobocie poprawiła się w porównaniu z innymi krajami Europy aż o 11 miejsc – mówi minister finansów Jacek Rostowski. – Choć to oczywiście nikogo nie satysfakcjonuje.

Rząd może być zmuszony zwiększyć deficyt o 10-15 mld zł, prognozuje prof. Orłowski

Nowelizacja budżetu nie zaszkodzi polskiej gospodarce i nie będzie oznaką słabnięcia finansów państwa – uważa profesor Witold Orłowski. Jego zdaniem rząd może być zmuszony zwiększyć deficyt o 10-15 mld zł, ale nie będzie problemów ze sfinansowaniem zadłużenia. Minister finansów na początku miesiąca zasygnalizował, że decyzję w tej sprawie podejmie po pierwszym półroczu.

 – Złego planowania specjalnie wiele tutaj nie ma  minister finansów aż tak bardzo nie pomylił się w założeniach budżetowych. – mówi prof. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC. – Gorzej, że przyjęto pewne założenia dotyczące rynku pracy czy np. struktury popytu. Wyraźnie są inne niż w rzeczywistości, to znaczy założono więcej dochodów opodatkowanych VAT-em, a mniej eksportu, czyli tego, co VAT-u nie przynosi.

W budżecie na rok 2013 rząd zaplanował, że gospodarka będzie się rozwijać w tempie 2,2 proc. PKB. Inflacja w skali roku miała nie przekroczyć 2,7 proc., a deficyt budżetowy – 35 mld złotych. W pierwszych miesiącach roku wpływy do budżetu były jednak mniejsze od zakładanych. Polacy ograniczają konsumpcję, co oznacza mniejsze wpływy z VAT. Z danych rządowych wynika, że po pierwszym kwartale 2013 roku deficyt wyniósł 24 mld 452,7 mln złotych.

 – Nie potrafię powiedzieć, czy to był błąd, czy też to było w pewnym sensie działanie celowe, bo minister finansów bardzo nie chciał wypłoszyć wszystkich. Nie chciał doprowadzić do pogłębienia recesji przez to, że jeszcze silniej będzie ciął wydatki publiczne wtedy, kiedy słabną wydatki prywatne – tłumaczy profesor Orłowski.

Zdaniem ekonomisty, przyjęcie takiego scenariusza pomogło polskiej gospodarce jak dotąd uniknąć recesji. Cięcie wydatków mogłoby zdusić popyt wewnętrzny.

 – Lekkie rozluźnienie budżetu nikomu się nie podoba, ale to nie jest kwestia życia i śmierci w tym momencie – podkreśla główny doradca ekonomiczny PwC.

Prognozuje, że rząd może być zmuszony zwiększyć deficyt o 10-15 mld zł.

 – To jest trochę na zasadzie pewnego komfortu ministra finansów, który wie, że od tego, czy deficyt będzie o te parę miliardów większy lub mniejszy, nie zależy sytuacja gospodarcza kraju, nie zależy stabilność finansowa, natomiast myślę, że ważniejsze dla niego było to, aby nie przyłożyć ręki do tego, aby Polska przypadkiem nie wpadła w recesję – mówi prof. Orłowski.

Jego zdaniem resort finansów nie powinien mieć problemów ze sfinansowaniem zadłużenia. Nowelizacji budżetu nie powinni także odczuć obywatele.

 – Jedyna rzecz, która naprawdę limituje ministra finansów, aby nie przekroczyć 55 proc. PKB długu publicznego, bo wówczas rzeczywiście trzeba by podjąć ostrzejsze działanie – zaznacza ekonomista.

Polska wyrasta na nowego lidera branży IT w Europie, przed nami jest tylko Rosja

Polska wyrasta na europejskiego lidera branży w sektorze IT. W 2015 roku mamy wyprzedzić Rosję i stać się największym centrum tych usług w regionie. Na tle konkurencji wyróżniamy się jakością i umiarkowanymi kosztami. Dzięki temu rynek cały czas się rozwija, a zapotrzebowanie na specjalistów rośnie. Firmy przygotowują się obecnie do przyjęcia nawet 4 tys. pracowników IT.

W branży IT zapotrzebowanie na nowych pracowników jest bardzo wysokie. Poszukiwani są fachowcy z doświadczeniem, ukierunkowanym na określone obszary technologiczne albo konkretne projekty.

 – Już w tym momencie jesteśmy drugim największym centrum usług IT w Europie Środkowo-Wschodniej, a do 2015 roku wyprzedzimy Rosję i będziemy liderem – prognozuje Łukasz Kośnik, partner w Antal International i dyrektor Antal IT Services. – Szacujemy, że oficjalne dane to około 3 tys. miejsc pracy, natomiast nieoficjalne dane to nawet 4 tysiące żywych miejsc pracy, które są w tym momencie tworzone dla pracowników sektora IT, zarówno specjalistów, jak i menadżerów.

Nasza pozycja cały czas rośnie. Dzięki coraz większemu zaangażowaniu kapitału – w 70 proc. zagranicznego – realizowanych jest coraz więcej inwestycji i inicjatyw gospodarczych.

 – Są to obszary takie jak: badania i rozwój, centra usług wspólnych w IT, nearshore i offshore, czyli tzw. centra operacyjne działające na rzecz wewnętrznej lub zewnętrznej organizacji albo dla firm z rejonu Europy, Ameryki bądź Azji – mówi dyrektor Antal IT Services.

W obszarze rozwoju oprogramowania Polska jest numerem trzy, zaraz za Rosją i Indiami, ale już wkrótce możemy wysunąć się na czoło tego wyścigu. Rosja to przede wszystkim Moskwa, która pod względem kosztów jest dzisiaj dużo droższa od Berlina i Londynu. W Indiach z kolei wiele do życzenia pozostawia jakość świadczonych usług. Dochodzi do tego, że niektóre hinduskie firmy, chcąc utrzymać przy sobie kontrahentów z Zachodu, decydują się otwierać oddziały w Europie, w tym w Polsce.

 – Jesteśmy rynkiem coraz bardziej dojrzałym, przy dosyć niskim koszcie pracownika w całej inwestycji – mówi Łukasz Kośnik.

Kształcenie zbyt ogólne

By w pełni wykorzystać potencjał sektora, musi zmienić się sposób i zakres współpracy między przedsiębiorcami a środowiskiem akademickim. Jak wykazało badanie „IT@PL – rynek pracy IT w Polsce” pozostawia on dziś wiele do życzenia.

– Tutaj niestety są jeszcze znaczne różnice między tym, co inwestor albo potencjalny pracodawca dostaje na Zachodzi, a tym, co dostaje w Polsce – tłumaczy Łukasz Kośnik. – Na Zachodzie specjalista informatyk jest kształcony w bardzo wąskim zakresie technologicznym, co pozwala mu bardzo szybko wskoczyć w pierwsze projekty, w Polsce to kształcenie jest bardzo ogólne.

To zmusza pracodawców do organizowania dotykowych kursów i szkoleń, co zwiększa koszty pracy i osłabia tempo działania. Natomiast jest też coś, co należy nam zaliczyć na duży plus.

 – Pracodawcy podkreślają, że zmienił się etos pracy w Polsce – mówi Kośnik. – Studentów cechuje chęć nauki i pracowitość, zaangażowanie w projekty, czym młodzi Polacy nadrabiają pewne braki edukacyjne.

Antal International wraz z Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych przeprowadziły badanie „IT@PL – rynek pracy IT w Polsce”. Objęło ono pracodawców oraz pracowników sektora IT. Zostało przeprowadzone na początku kwietnia. Podzielono je na dwie części. W pierwszej z nich na szczegółowe pytania odpowiadali menedżerowie dużych, międzynarodowych korporacji. W drugiej części odpowiedzi udzieliło 340 specjalistów i menadżerów IT.

World Trends, 17 maja 2013

Wczorajsze cofnięcie się indeksu dwudziestu największych spółek pod pułap 2400 nie należy jeszcze traktować jako przejaw słabości strony popytowej, gdyż kluczowe dla rynku jest tygodniowe zamkniecie się a nie dzienne. Dlatego też dzisiejszy dzień jest najważniejszy w obecnym pięciodniowym majowym cyklu  i jeśli tak naprawdę hossa na GPW wróciła to o godzinie 17-tej WIG20 zamknie się na pułapie nie niższym niż 2.4k.

Komentarz poranny, 17 maja 2013

Getin Noble bank poinformował, e jego ZWZA odbędzie się 12 czerwca. Projekt uchwał na walne zakłada m.in. przekazanie całego zysku netto za 2012 na pokrycie niepodzielonej straty netto Getin Noble Banku z lat ubiegłych oraz przyjęcie uchwały w sprawie skupu akcji własnych. Informacja o braku dywidendy jest neutralna, podczas gdy informacja o planowanym programie skupu akcji jest dla nas nowa.

Komentarz dzienny, 24 maja 2013

Choć ,,Minutes’’ mocno historyczne, to Rada i tak bardzo gołębia. Choć od posiedzenia, którego zapisem są ,,Minutes’’, pojawiło się wiele nowych informacji sprzyjających oczekiwaniom na obniżki stóp procentowych (znacznie niższy wzrost PKB w I kwartale, zapowiedzi obniżek cen energii od lipca, spadki cen w taryfach roamingowych w telefonii komórkowej), nastroje panujące w RPP już na początku maja były bardziej gołębie niż wskazywałby na to komunikat wystosowany po posiedzeniu, i to nie tylko dlatego, że poddany został pod głosowanie wniosek o obniżkę stóp procentowych o 50pb (nasz scenariusz na majowe posiedzenie nie był zatem wcale taki abstrakcyjny).

Podatki nie powinny hamować rozowju firm, podkreśla Herbert Wirth z KGHM

Podatki powinny być w takiej wysokości, by nie hamowały rozwoju firm – uważa Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź, spółki Skarbu Państwa, która – zgodnie z rankingiem Pulsu Biznesu – płaci najwyższe podatki w kraju. Zdaniem prezesa Wirtha, fakt, że firmy rozliczają się z fiskusem w swoim kraju to jeden z przejawów ich patriotyzmu gospodarczego. Ale nie najważniejszy.

 – Patriotyzm gospodarczy należy rozumieć w kilku aspektach. Przede wszystkim jest to promowanie dobrych polskich rozwiązań, polskich kompetencji, to wreszcie pokazanie światu, że w niektórych kwestiach, zwłaszcza gospodarczych zapisaliśmy się w rozwój cywilizacyjny – mówi Herbert Wirth, prezes KGHM . –Więc z jednej strony to są aspekty ekonomiczne, czyli płacenie w kraju podatków i drugi ten wymiar, społeczny, czyli jest promowanie polskich kompetencji na rynkach światowych.

Przykładem takiej promocji, zdaniem ministra skarbu państwa Włodzimierza Karpińskiego, może być przejęcie kanadyjskiej Quadry przez polski koncern miedziowy. Dzięki temu KGHM Polska Miedź zajmuje 4. miejsce pod względem wielkości złóż miedzi i stało się 7. producentem surowca na świecie.

 – Na ekspansję na rynki zagraniczne trzeba spojrzeć przez perspektywę tego, co się zdarzy. Wierzę, że to jest dobry projekt i funkcją tego dobrze rozwijającego się projektu będzie promocja polskiego know-how, polskiej myśli geologicznej i polskiego systemu zarządzania dużymi projektami biznesowymi – podkreśla Karpiński.

Jak podkreśla Herbert Wirth, system podatkowy powinien być tak skonstruowany, by nie hamować rozwoju przedsiębiorczości. KGHM tylko z tytułu podatku od wydobycia niektórych kopalin płaci 6 mln zł podatku dziennie.

 – Z tego punktu widzenia jesteśmy bardzo istotną firmą, bo zasilamy budżet władz lokalnych i władzy centralnej, więc nie wstydzę się, że płacimy tu podatek. Ale chciałbym, żeby on był pewną równowagą między rozwojem firmy, a tym co się należy z tego tytułu różnym poziomom administracji – podkreśla prezes Wirth.

Prezes podkreśla, że przedsiębiorcy płacący podatki w kraju liczą na pewne ułatwienia i przychylność ze strony władz.

 – Jesteśmy firmą, która generuje i utrzymuje co roku kilkanaście tysięcy miejsc pracy i poprzez to jest przewidywalna. Jest więc kwestia taka, żeby widzieć tę firmę na różnych poziomach jako firmę rozwijającą się. Tutaj są potrzebne udogodnienia ze strony władz lokalnych, np. poprzez plany zagospodarowania przestrzennego oraz ze strony władz centralnych, czyli stymulowanie systemu podatkowego, jeżeli chcę wejść w nowe dziedziny, np. podatek od węglowodorów – mówi Herbert Wirth.

Jak podkreśla Grzegorz Nawacki, zastępca redaktora naczelnego Pulsu Biznesu, nie można jednoznacznie powiedzieć, że płacenie podatków jest równe patriotyzmowi, ale jest to jeden z aspektów. Innym jest tworzenie miejsc pracy, a jeszcze innym jest wspieranie kultury.

 – W związku z tym postanowiliśmy sprawdzić, kto płaci najwięcej i sklasyfikować w trzech kategoriach, czyli podmioty Skarbu Państwa, podmioty gigantycznych korporacji i podmioty prywatnych polskich właścicieli – wyjaśnia Siemieniec. – Nasz ranking udowadnia jasno, że z płaceniem podatków nie jest tak źle, jak się niekiedy uważa. Na czołowych miejscach są spółki najbogatszych Polaków – mówi zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”.

Na zaproszenie gazety o zjawisku patriotyzmu gospodarczego dyskutowali w środę ministrowie i biznesmeni, w tym najbogatsi Polacy: Jan Kulczyk, Zygmunt Solorz-Żak i Michał Sołowow.

„Mieszkanie dla młodych” gorszą kopią „Rodziny na swoim”?

Nowy program „Mieszkanie dla Młodych” może okazać się gorszą kopią „Rodziny na Swoim”. Ten projekt nie rozkręci rynku sprzedaży mieszkań i będzie dostępny dla nielicznych – oceniają eksperci rynku nieruchomości. Aby z niego skorzystać kupujący będą musieli wybierać mieszkania na peryferiach lub w niskim standardzie. Dziś rząd przedstawi w Sejmie swoje propozycje wspierania młodych ludzi w zakupie własnego mieszkania.

 – Założenia do nowego programu „Mieszkanie dla Młodych” nie napawają optymizmem – mówi Marcin Drogomirecki, ekspert serwisu Domy.pl. – Z jednej strony bardzo niewiele osób będzie spełniać kryteria i zmieści się w limitach, jakie w tym programie są przewidziane. Z drugiej strony trudno się spodziewać, żeby firmy deweloperskie zechciały z najciekawszymi ofertami zejść do takich poziomów cenowych, jakie przewidziane są w tym programie – zauważa Drogomirecki.

Jego zdaniem niskie limity cen za metr kwadratowy mieszkań objętych dopłatą spowodują, że do programu zakwalifikują się lokale na peryferiach miast lub w niskim standardzie.

 – Jeśli ktoś będzie zainteresowany zakupem mieszkania w centrum miasta, w ciekawym budynku czy w interesującej inwestycji, to prawdopodobnie tam mieszkań, które będą się kwalifikować do dopłaty nie znajdzie – prognozuje ekspert serwisu Domy.pl.

Pomimo dobrych idei pomysłodawców tego programu, może on nie spełnić pokładanych w nim oczekiwań zarówno ze strony deweloperów, jak i klientów, którzy są zainteresowani zakupem tańszych mieszkań. Zdaniem autorów programu, do programu kwalifikuje się około 100 tys. potencjalnych klientów. Branża nie podziela tego optymizmu.

 – Jeśli wczytamy się w limity i ograniczenia, które są w programie przewidziane, to trudno się spodziewać, żeby potencjalnych dopłatobiorców było wielu. Ograniczeniem jest zarówno wiek, jak i to, że kupowana nieruchomość musi być pierwszym mieszkaniem i musi mieć do 75 metrów kwadratowych – wymienia Drogomirecki.

Kolejnymi ograniczeniami jest wybór mieszkania – dopłatom nie będą podlegały mieszkania z rynku wtórnego.

 – Klienci mogą kupić tylko nowe mieszkanie z rynku pierwotnego. Wszystko to powoduje, że grono potencjalnych beneficjentów programu, bardzo, ale to bardzo się kurczy już w tym momencie – zapewnia ekspert serwisu Domy.pl. – Na razie trudno się tego spodziewać, żeby program poprawił sytuację na rynku mieszkaniowym – dodaje.

Nie ma pracy lub są umowy śmieciowe

Obecna sytuacja gospodarcza w kraju nie wskazuje na polepszenie koniunktury w branży deweloperskiej.

 – W tej chwili na horyzoncie nie ma żadnych przesłanek, które wskazywałyby na to, że zacznie się szturm klientów na mieszkania, że zaczną je masowo kupować – mówi Marcin Drogomirecki.

Do tego dochodzi niepewna sytuacja młodych ludzi na rynku pracy. Ci, którzy  pracę mają i którzy potencjalnie mogliby zaciągnąć kredyt, kupić mieszkanie, boją się zwolnień.

 – Wielu klientów z odpowiednimi dochodami albo jest zatrudnionych na tzw. umowy śmieciowe, albo nie spełnia innych warunków, które wymagają banki mające udzielić kredytu. Jednym słowem w tej chwili kupno mieszkania jest rzeczą trudną – zauważa Drogomirecki.

Zdaniem eksperta serwisu Domy.pl nowy program jest gorszą kopią wcześniejszego wsparcia, jakim był program „Rodzina na Swoim”.

 – W czasach kryzysu rząd nie jest skłonny do tego, żeby z kasy państwa wydawać pieniądze na jakikolwiek program, bo tych pieniędzy brakuje – mówi. – Prawdopodobnie rządzący wyszli z założenia, że rynek ureguluje się sam, a program „Mieszkanie dla Młodych” jest czymś w rodzaju zasłony dymnej: coś robimy, a że niewiele z tego wynika, to dopiero czas pokaże. Wydaje się, że to taki ruch pozorowany – dodaje ekspert.

Planowany wzrost płacy minimalnej może oznaczać kłopoty dla wielu firm

W przyszłym roku minimalne wynagrodzenie za pracę będzie wyższe od obecnego przynajmniej o „ustawowe” 88 zł. Przedsiębiorcy liczą na to, że ta podwyżka nie będzie większa. Ostrzegają, że mogłoby to oznaczać kłopoty dla wielu firm, a co za tym idzie, również dla pracowników. Straciliby też samozatrudnieni. Od wysokości płacy minimalnej zależą nie tylko zarobki, ale też wysokość niektórych składek, ale także np. opłat za przedszkola publiczne.

Piotr Rogowiecki, dyrektor biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych
Piotr Rogowiecki, dyrektor biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych

 – Płaca minimalna musi wzrosnąć zgodnie z ustawą i na pewno wzrośnie. Natomiast jest pytanie, jak wysoka będzie od 2014 r., bo minimalnie musi wzrosnąć o 88 złotych, co wynika z założeń do przyszłorocznego budżetu i ze wzoru, który jest zawarty w ustawie o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Dobrze byłoby, aby nie wzrosła więcej, bo to powoduje określone skutki i dla pracodawców, i dla pracowników – mówi Piotr Rogowiecki, dyrektor biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych.

Zbyt radykalny wzrost płacy minimalnej może mieć bowiem przełożenie na redukcję zatrudnienia w niektórych firmach.

 – Jeśli płaca minimalna wzrośnie, pracownicy będą zarabiali więcej, o ile będą mieli miejsca pracy. Jeżeli ich zatrudnienie przestanie się opłacać to po prostu stracą pracę. Podwyżka płacy minimalnej mogłaby spowodować przez wzrost obciążeń składkowych wypadniecie części firm z rynku – podkreśla ekspert.

Minimalne wynagrodzenie pobiera obecnie około 3 proc. zatrudnionych. Jak podkreśla Rogowiecki, jego podniesienie nie przełoży się w dużym stopniu na pobudzenie konsumpcji. Poziom płacy minimalnej jest jednak istotny, bo od jej wysokości zależy wiele innych wskaźników.

 – Na przykład opłata za przedszkola publiczne w Warszawie jest powiązana z płacą minimalną czy też składki na ZUS odprowadzane od samozatrudnionych. Trzeba też pamiętać o tym, że jeżeli ktoś zarabia dzisiaj 2 tys., a płaca minimalna zaczęłaby wynosić 1,9 tys. złotych, to on także zaraz będzie chciał podwyżki. Spowoduje to wzrost  presji płacowej, co jeśli nie będzie powiązane ze wskaźnikami ekonomicznymi, byłoby szkodliwe dla gospodarki – uważa Rogowiecki. – Płace oczywiście powinny rosnąć i oby rosły jak najszybciej, ale zawsze musi to być poparte ekonomią, a nie decyzjami administracyjnymi.

Zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu minimalnym jest ono ustalane w taki sposób, aby przeciętna jego wysokość w danym roku wzrastała w stopniu nie niższym niż prognozowany na dany rok wskaźnik cen. Wzrost płacy minimalnej na właściwym poziomie zależy od wielu innych czynników, także od prawidłowej oceny przez rząd przyszłego wzrostu PKB. Ekspert PZFP podkreśla, że uzależnienie wzrostu od prognozowanych wskaźników makroekonomicznych może być niebezpieczne.

 – Jeżeli rząd założy zbyt optymistyczny PKB, a będzie niższy, wtedy płaca minimalna wzrośnie zbyt dużo. Natomiast jeśli założy zbyt niska inflację, a inflacja okaże się wyższa, wtedy płaca minimalna wzrośnie w zbyt małym stopniu i pracownicy będą pokrzywdzeni. Ministerstwo Finansów ma to do siebie, że z tymi prognozami budżetowymi często niestety ma kłopoty – zauważa Rogowiecki.

Wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę jest co roku uzgadniana w ramach Komisji Trójstronnej, czyli podczas spotkań rządu, pracodawców i związków zawodowych. Jest ustalana na podstawie informacji rządu, obejmującej między innymi informację o inflacji w roku poprzednim i jej prognozach na rok kolejny, poziomie przeciętnego wynagrodzenia oraz wskaźniku prognozowanego realnego przyrostu PKB. Jeżeli strony nie dojdą po porozumienia co do wysokości płacy minimalnej, ustala ją rząd.

W 2013 r. minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 1600 zł brutto.

Zwiększa się zapotrzebowanie użytkowników telefonów komórkowych na przesył danych

Do 2020 r. codzienne zapotrzebowanie użytkownika telefonu komórkowego na przesył danych wyniesie nawet 1 GB – wynika z szacunków firmy Nokia Siemens Networks. Dziś miesięczne zapotrzebowanie jest dwa razy mniejsze. By uniknąć kosztownej rozbudowy sieci i związanych z tym podwyżek cen, operatorzy zmierzają w stronę bardziej efektywne wykorzystania pasma. Dzięki rozwiązaniu znanemu jako liquid applications przepustowość sieci będzie zoptymalizowana i skierowana tam, gdzie w danej chwili najbardziej jej potrzeba.

 – Rozwiązania te polegają między innymi na tym, że kontent, czyli zawartość przesyłana do użytkowników końcowych jest zoptymalizowana już na poziomie sieci. Operatorzy w praktyce uzyskają niższe koszty przesyłania danych na jednostkę danych – podkreśla Piotr Kaczmarek, prezes zarządu Nokia Siemens Networks w Polsce.

Oznacza to, że użytkownicy będą mogli oglądać na przykład pliki wideo w normalnej jakości i wielkości bez długiego oczekiwania na przesłanie pliku. Równocześnie zasoby sieci nie będą przeciążone.

Takie rozwiązania są niezbędne, bo jak podkreśla Kaczmarek, zapotrzebowania na transfer danych przez sieci komórkowe rośnie bardzo szybko. W tej chwili średnia na rynku światowym to 300-500 MB miesięcznie na użytkownika. Ale do 2020 r. wielkość ta powinna się znacząco zwiększyć i osiągnąć 1 GB dziennie na użytkownika. Polska wciąż należy do telekomunikacyjnych rynków wschodzących, ale bardzo szybko gonimy rynki rozwinięte.

 – Aby temu sprostać operatorzy, a w tym dostawcy, muszą wprowadzić rozwiązania, które pozwolą zoptymalizować zasoby sieci, a jednocześnie dostarczyć oczekiwany przez użytkowników kontent, czyli informację na poziomie cenowym nie wyższym niż jest to dzisiaj – zwraca uwagę Piotr Kaczmarek.

Rozbudowa infrastruktury sieci, na przykład poprzez dodatkowe maszty telekomunikacyjne, byłaby droga i wpłynęłaby na podwyżkę cen dla użytkowników. Tego – zgodnie z zapotrzebowaniem rynku – dostawcy chcą uniknąć, więc skupiają się na optymalizacji sieci.

 – Wprowadzamy wiele rozwiązań, polegających m.in. na zagęszczaniu komórek, na bardziej efektywnym wykorzystaniu pasma oraz to, na czym polega całe liquid applications, wprowadzenie inteligencji do sieci, takiej która pozwala zoptymalizować zasoby i kierować je w tym kierunku, gdzie są one potrzebne w danej chwili – wylicza Kaczmarek.

Według niego pozwoli to na utrzymywanie sieci o mniejszej przepustowości, a więc tańszej. Mimo to użytkownicy dzięki optymalizacji zasobów otrzymają taką ilość pasma, jakiej potrzebują. Kaczmarek dodaje, że dzięki temu transfer danych nie podrożeje. To ważne, bo już teraz na rynku czuć presję użytkowników na coraz niższe ceny, ale równocześnie wzrasta zapotrzebowanie na transfer danych.

 – Stąd potrzebne są rozwiązania, które pomogą operatorom zoptymalizować swoje koszty, a użytkownikom, jeżeli nie zmniejszyć, to przynajmniej nie powiększać kosztów, które ponoszą na dzień dzisiejszy – mówi Kaczmarek.

Synthos na targach K Show 2013

Synthos S.A.
Targi K Show to największe i najważniejsze targi tworzyw sztucznych oraz kauczuku, jak również doskonała okazja do zapoznania się z innowacjami i inwestycjami w branży.
Synthos S.A. jako jeden z największych producentów surowców chemicznych w Polsce oraz numer jeden w Europie producent kauczuków emulsyjnych i trzeci europejski producent polistyrenu do spieniania będzie obecny na targach w hali numer 8a , na stoisku K39.

Komentarz dzienny, 23 maja 2013

Dziś o 14 opublikowane zostaną Minutes z majowego posiedzenia RPP. Nie przywiązywalibyśmy do nich zbyt wielkiej wagi, gdyż pochodzą z okresu, kiedy RPP była mocno niechętna do zobowiązania się do wejścia w kolejny cykl obniżek stóp procentowych, a prezes Belka był skłonny mówić o korekcyjnej obniżce stóp. Ciekawy będzie rozkład akcentów pomiędzy zaniepokojeniem niską inflacją i niskim wzrostem (wciąż uważamy, że ta pierwsza będzie przysłaniać nawet nieco lepsze dane ze sfery realnej, pozwalając tym samym na dalsze obniżki stóp). Ostatnie wypowiedzi członków RPP pokazują, że komunikat nie do końca chyba odzwierciedlił nastroje w RPP, które są dużo bardziej gołębie. Przykładowo, wczoraj Zielińska-Głębocka wspomniała o możliwości cięcia w czerwcu i w lipcu, za każdym razem w skali od 25 do 50 punktów. Takiej RPP ,,Minutes’’ nie pokażą, stąd też radzimy potraktować je z dystansem.

Miesięczny Przegląd Makroekonomiczny, maj 2013

Obniżka stóp procentowych o 25 pb potwierdza nasze oczekiwania, że wewnętrzne podziały i jastrzębia retoryka części członków nie wystarczają, by w sytuacji głębokich negatywnych zaskoczeń danymi makroekonomicznymi nie mógł zaistnieć konsensus do dalszych obniżek. Rozwój sytuacji w kolejnych miesiącach (dalszy spadek inflacji, brak wyraźnego ożywienia w gospodarce, sprzyjające cięciom wyniki nowej projekcji) uzasadniają kolejne cięcia.

PKP Intercity modernizuje cały tabor kolejowy!

0

PKP Intercity wyda ponad 4 miliardy złotych na modernizację i wymianę taboru kolejowego. Największy projekt to elektryczne zespoły trakcyjne, które będą wykorzystywane na trasach dalekobieżnych z Gdyni. Do tego spółka kupuje i modernizuje wagony oraz, po raz pierwszy w swojej historii, rozpisała przetarg na nowe lokomotywy spalinowe.

Jak podkreśla prezes zarządu PKP Intercity Janusz Malinowski, nowe wagony zapewnią znacznie większy komfort podróży dla pasażerów.

 – Będą wyposażone w klimatyzację, w zamknięty system WC, wszystkie drzwi będą automatyczne, będą gniazdka, wzmacniany sygnał telefonii komórkowej, będzie tam internet. Wagony będą przystosowane do przewozu osób o ograniczonej mobilności, a także nart czy rowerów. To jest wszystko to, czego oczekują od nas pasażerowie – mówi Malinowski. Zapewnia, że pomimo wyższego standardu podróży, bilety nie podrożeją.

Nowe wagony trafią na połączenia z Wrocławia przez Poznań do Gdyni. Na tej trasie dzięki przystosowanym do większej prędkości wagonom PKP Intercity może znacznie skrócić czas przejazdu. Równocześnie trwa modernizacja wagonów, które zostaną przeznaczone do obsługi linii z Przemyśla przez Kraków, Katowice i Wrocław do Szczecina. Do 2015 r. na te trasy trafi 220 zmodernizowanych wagonów – pierwsze spółka już je odebrała.

Równie ważny jest zakup nowych lokomotyw spalinowych. Będą one wykorzystywane do obsługi połączeń na niezelektryfikowanych liniach kolejowych. W tej chwili PKP Intercity musi pożyczać lokomotywy spalinowe od innych przewoźników. Spółka dysponuje wprawdzie lokomotywami typów SM42 i SU45, jednak są one przestarzałe, wyeksploatowane i nie nadają się do prowadzenia pociągów z dużą prędkością.

 – Chcąc wrócić z ofertą w niektóre rejony, musimy pozyskać lokomotywy, w związku z tym mamy projekt zakupu dziesięciu nowych lokomotyw oraz modernizujemy 20 lokomotyw, które również będą przeznaczone do ciągnięcia pociągów na liniach, gdzie nie ma trakcji elektrycznej – podkreśla Janusz Malinowski.

Na zakup nowych lokomotyw PKP Intercity wyda około 170 milionów złotych, na modernizację starych – 90 milionów złotych. Trwa postępowanie przetargowe, które wyłoni dostawców. Zgłosili się zarówno producenci krajowi, jak i jedna firma zagraniczna.

Największy projekt to jednak zakup nowych elektrycznych zespołów trakcyjnych, które trafią na linię z Gdyni przez Warszawę do Krakowa i Katowic, z odgałęzieniami do Bielska-Białej, Gliwic, Rzeszowa i Wrocławia.

 – To jest nasz największy projekt i te pociągi planujemy wprowadzić do normalnej eksploatacji w grudniu 2014 – mówi prezes PKP Intercity. – Planujemy pozyskać 20 składów zespołowych o prędkości 160 km/h, to będą też pociągi jadące z Górnego Śląska i z Krakowa nad morze, do Trójmiasta i do Szczecina, oraz z Krakowa do Olsztyna i z Warszawy do Bydgoszczy.

W wyniku nowych regulacji prawnych UE, Grupa Azoty będzie musiała wydać nawet miliard złotych

Nawet miliard złotych będzie musiała zainwestować w ciągu dwóch lat Grupa Azoty. Pieniądze zostaną przeznaczone na inwestycje ograniczające emisję gazów cieplarnianych, zgodnie z polityką klimatyczną UE. Tempo unijnych zmian, zdaniem wiceprezesa Grupy, jest zbyt duże. To utrudnia konkurowanie na globalnym rynku, gdzie nie ma tak restrykcyjnych regulacji. Dodatkowo Grupa musi dokończyć konsolidacji spółek.

 – Chemia, która musi pewne wskaźniki dotrzymać w wyniku zmian w regulacjach prawnych Unii Europejskiej, będzie musiała wydać w najbliższych dwóch latach około miliarda złotych. Mówię tylko i wyłącznie o naszej grupie chemicznej. To naprawdę są niesamowite pieniądze, które można było przeznaczyć na inne cele – podkreśla Krzysztof Jałosiński, wiceprezes Grupy Azoty i prezes Zakładów Chemicznych „Police”.

Te pieniądze zostaną przeznaczone na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych – sześciofluorku siarki i związków azotu. Zdaniem Jałosińskiego, tempo zmian narzucane przez Unię Europejską w zakresie polityki energetyczno-klimatycznej, jest zbyt szybkie. Obok branży energetycznej to właśnie chemia i petrochemia będą musiały wydać najwięcej środków, by dostosować produkcję do unijnych regulacji dotyczących emisji zanieczyszczeń. To utrudnia konkurencję z np. producentami  nawozów z krajów byłego ZSRR czy z Azji i Ameryki Południowej.

Jałosiński  informuje, że aby zwiększyć konkurencyjność, spółka prowadzi rozmowy z Brukselą na temat uzyskania finansowania inwestycji zagranicznych. Liczy, że uda się otrzymać takie wsparcie  w ramach nowego unijnego budżetu.

Trudny proces integracji

Cały czas trwa konsolidacja chemicznych spółek, które weszły w skład Grupy Azoty. Proces rozpoczęty w ubiegłym roku ma doprowadzić do scalenia w jeden organizm znajdujących się w grupie spółek z Tarnowa (Azoty Tarnów), Kędzierzyna (ZAK) i Polic (ZCh Police) z przejętymi Zakładami Azotowymi Puławy.

 – Skarb Państwa jest głównym akcjonariuszem Grupy. Wsparcie, jakiego do tej pory nam udzielał i mam nadzieję, że będzie udzielał, jest rzeczywiście dla nas klarowne i jasne – mówi Krzysztof Jałosiński. –  Wiemy, jakie decyzje podejmować, po to żeby można się było rozwijać w różnych kierunkach: po pierwsze ochrona, po drugie wspieranie finansowe, po trzecie współpraca między naszymi spółkami.

Prezes „Polic” dodaje, ze szef resortu skarbu państwa naciska, by integracja między spółkami postępowała dalej i szybciej.

 – W każdej ze spółek są pewne ambicje, pewni ludzie, którzy chcieliby dominować. Natomiast przy działalności grupowej, jaką jest Grupa Azoty, należy czasami zapomnieć o tych rzeczach, po to, żeby grupa jako całość osiągała najlepsze wyniki – podsumowuje prezes.

Grupa Azoty jest największym w Polsce i czołowym w Europie koncernem sektora chemicznego. Koncentruje swoją działalność na produkcji nawozów mineralnych, kaprolaktamu, tworzyw konstrukcyjnych oraz innych wysoko przetworzonych chemikaliów.

Wiceminister pracy: jesienią możemy się spodziewać wzrostu bezrobocia

Pilotażowy program współpracy prywatnej agencji zatrudnienia z urzędami pracy może przynieść efekty mniejsze od oczekiwanych. Z takim scenariuszem liczy się resort pracy. Zdaniem wiceministra Jacka Męciny, to przez „prawie ekstremalne” warunki na rynku pracy. Wprawdzie teraz – zgodnie z prognozami MPiPS – czeka nas sezonowy oddech od wzrostu bezrobocia, ale jesienią bezrobotnych znowu przybędzie.

Przygotowany przez resort pracy pilotażowy program, który ma sprawdzić skuteczność współpracy urzędów pracy i prywatnych agencji zatrudnienia lub organizacji pozarządowych w aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych jest już testowany, chociaż na razie w pełni tylko w jednym z trzech objętych nim województw, czyli na Podkarpaciu. Niebawem rozpocznie się na Mazowszu i Dolnym Śląsku. Program polega m.in. na tym, że prywatne podmioty są wynagradzane za faktyczne znalezienie miejsca pracy osobom długotrwale bezrobotnym.

 – Myślę, że dopiero za trzy miesiące będzie można mówić o pierwszych efektach i obserwacjach związanych z tym programem. On też, mamy tego świadomość, będzie robiony w niełatwych warunkach i pewnie będziemy musieli wziąć także poprawkę na to, że sytuacja na rynku pracy jest trudna i te efekty mogą być mniejsze od zakładanych – prognozuje Jacek Męcina, wiceminister pracy.

Jak podkreśla, na rynku pracy są „prawie ekstremalne” warunki, czyli słaby wzrost gospodarczy i zła kondycja rynku pracy.

 – Bardzo trudno kogoś zaktywizować, zwłaszcza na takich rynkach jak Podkarpacie, które samo w sobie jest trudnym rynkiem. Będziemy przyglądać się tym efektom – zapewnia Męcina.

Resort liczy jednak na skuteczność prowadzonych działań, głównie mających wspomóc osoby najbardziej potrzebujące pomocy, w tym młodych ludzi, dopiero wchodzących na rynek pracy.

 – Młodzież jest w tej chwili w najtrudniejszej sytuacji, ponieważ gospodarka nie generuje nowych miejsc pracy. W tej sytuacji trzeba poszukiwać metod wprowadzania młodzieży na rynek pracy i temu służą np. staże. To są także szkolenia, mające dostosować kwalifikacje do potrzeb pracodawców – podkreśla Jacek Męcina.

Profilowanie bezrobotnych

Inna propozycja Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na zwiększenie zatrudnienia to projekt wprowadzenia profilowania bezrobotnych, który ma pomóc lepiej diagnozować potrzeby ludzi szukających pracy, a co za tym idzie, także skuteczniej pomagać im znaleźć pracę, dobierając właściwe narzędzia. Na podstawie wypełnionego kwestionariusza osoba bezrobotna zostanie przypisana do jednego z trzech profili.

 – Chcemy podejmować szereg działań pozaustawowych, gdzie interwencja ustawowa nie jest potrzebna. To jest nowa metoda pracy poprzez profilowanie osób bezrobotnych tak, żeby zidentyfikować podstawowe profile i zastanowić się nad tym, jakie formy pracy będą najbardziej adekwatne. Wtedy efektywność będzie wyższa – mówi wiceminister.

Pierwszy z profili to bezrobotni aktywni, czyli osoby samodzielne, dobrze przygotowane do pracy i wymagające jedynie przedstawienia ofert od pracodawców. Następna grupa to bezrobotni wymagający wsparcia – osoby mające obniżoną motywację do szukania pracy, na których umiejętności często nie ma już dużego zapotrzebowania na rynku pracy. Osoby te, zanim zaczną umawiać się na rozmowy kwalifikacyjne muszą podnieść swoje kwalifikacje np. podczas szkolenia albo stażu u pracodawcy.

Ostatni profil to bezrobotni oddaleni od rynku pracy, czyli osoby długotrwale bezrobotne, słabiej wykształcone, w urzędach rejestrujących się głównie dla ubezpieczenia zdrowotnego. Osoby te często odmawiają podjęcia pracy, bo już pracują, tyle że na czarno.

Ministerstwo Pracy chce także wprowadzić  m.in. trójstronne umowy szkoleniowe, granty na telepracę i dodatki dla pracodawców zatrudniających rodziców powracających na rynek pracy po okresie opieki nad dzieckiem.

„Sezonowy oddech”

Z danych resortu wynika, że w kwietniu bezrobocie wyniosło 14 proc. i w porównaniu do marca spadło o 0,3 proc. Spadek cieszy, choć to tylko chwilowa poprawa.

 – W sezonie letnim, gdy rozpoczynają się prace w rolnictwie, ogrodnictwie, turystyce, gastronomii, mamy pewien oddech na rynku pracy, liczba zgłaszanych ofert pracy sezonowych jest wyższa i to pozwala zmniejszyć to bezrobocie, które rosło przez cały okres jesienno-zimowy – mówi Jacek Męcina. – W przypadku tak niskiej dynamiki wzrostu nie spodziewamy się, że będziemy mieli ożywienie na rynku pracy i po tym okresie ożywienia sezonowego może nastąpić znowu wzrost bezrobocia.

Kancelaria Prezydenta wprowadza projekt dot. ograniczeń w umieszczaniu reklam. Chce chronić krajobraz

Wprowadzenie definicji krajobrazu, stworzenie wykazu miejsc najważniejszych pod względem krajobrazowym dla kraju i ustanowienie przejrzystej procedury wyrażania zgody na umieszczanie reklam w przestrzeni publicznej – to tylko niektóre rozwiązania, jakie proponuje Kancelaria Prezydenta. Nowelizacja przepisów dotyczących ochrony krajobrazu wprowadzi też możliwość karania za szpecenie krajobrazu. Założenia do projektu zmian będą przez najbliższy miesiąc konsultowane z zainteresowanymi stronami.

 – Projekt nowelizacji ustaw dotyczących ochrony krajobrazu będzie podany konsultacji środowisk gospodarczych, samorządów i wszystkich, dla których krajobraz jest wielką wartością i dobrem narodowym. Ustawa pozwoli z jednej strony określić, które obszary krajobrazu są szczególnie ważne z punktu widzenia ochrony krajobrazu. Nastąpi to na podstawie audytu krajobrazowego. Pozwoli to ustanowić szczególne zasady ochrony tego krajobrazu dotyczące wysokości wznoszenia obiektów, stanowienia reklam – mówi Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Audyt krajobrazowy będzie prowadzony przez samorządy województwa nie rzadziej niż raz na 20 lat. Pozwoli on ustalić obszary o szczególnych walorach krajobrazowych i warunki ich ochrony.

Jak podkreśla prezydencki minister, określenie tego, co na danym terenie można zrobić i na jakich warunkach, pozwoli ograniczyć ryzyko dla potencjalnych inwestorów. Ustalenie zasad będzie dla nich gwarancją bezpiecznego prowadzenia działalności gospodarczej.

 – Warto również zwrócić uwagę, że wtedy kiedy samorząd województwa będzie określał zasady użytkowania obszarów priorytetowych dla krajobrazu województwa, to również będzie musiał pokrywać ewentualne koszty wynikające z trudności czy też niemożności wykorzystania nieruchomości w dotychczasowy sposób. A zatem jest to taka równowaga dla możliwości stanowienia prawa i odpowiedzialności z tytuły ustanawiania tego prawa – podkreśla Olgierd Dziekoński.

Koniec chaosu z reklamami

Nowe przepisy wprowadzą też definicję reklamy, a dla samorządów (lokalnych lub wojewódzkich) jasne zasady wyrażania zgody na umieszczanie reklam oraz ustanawiania opłat reklamowych. Obowiązek ponoszenia opłat reklamowych będzie ciążył na właścicielu nieruchomości, użytkowniku wieczystym albo osobie, która posiada nieruchomość, na której znajduje się tablica lub urządzenie reklamowe. Wyjątkiem mają być reklamy niewidoczne z przestrzeni dostępnych publicznie oraz same szyldy.

 – Obecnie reklamy to dziki rynek, kakofonia i zaśmiecanie przestrzeni publicznej, a ich natłok sprawia, że reklamy tracą sens także dla reklamodawców. W nowych przepisach chcemy zapisać, że sklepy, organizacje turystyczne, obiekty kultury będą oznakowane przez swoich zarządców, administratorów. Chodzi o to, aby to znakowanie nie stanowiło reklamy, od której trzeba będzie uiścić opłatę – mówi minister Dziekoński.

Projekt wprowadza możliwość ustanawiania przez rady gmin zakazów i ograniczeń dotyczących umieszczania tablic, napisów, ogłoszeń reklamowych i innych znaków niezwiązanych z ochroną przyrody w drodze uchwały. Zasady te będą mogły określać gabaryty, standardy jakościowe oraz rodzaje wyrobów, z jakich mogą być wykonane.

 – Chcemy wprowadzić swoisty kodeks reklamowy, a rady gmin będą mogły – w drodze uchwały – ustanawiać opłaty reklamowe od wszystkich, którzy chcą korzystać z przestrzeni publicznej – dodaje minister.

Ruszają konsultacje społeczne

Kancelaria Prezydenta chce, aby konsultacje społeczne nad założeniami do projektu ustawy trwały miesiąc.

 – Następnie zbierzemy je wszystkie, a kolejnym krokiem będzie skierowanie projektu do Sejmu, o ile oczywiście kształt tej ustawy wypracowany w toku konsultacji spotka się z powszechnym zrozumieniem – podsumowuje minister Dziekoński.

Projekt wprowadza również definicję krajobrazu, której brakuje w obecnym prawie, jak również określenie zagrożeń, które pozwolą na wprowadzenie skutecznych zasad jego ochrony. Poszerzeniu mają ulec zasady ocen oddziaływania na środowisko. Wprowadzona ma być także definicja tzw. dominanty krajobrazowej, czyli obiektu o wiodącym oddziaływaniu wizualnym w krajobrazie (obiekty takie będą mogły być wznoszone jedynie w oparciu o miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego). Projekt wprowadza też normy dotyczące ładu przestrzennego, np. maksymalnej wysokości zabudowy czy dopuszczalnej kolorystyki obiektów budowlanych. Jeżeli budynek nie spełni wymogów ochrony krajobrazu, powiatowy inspektor będzie mógł w drodze decyzji nakazać doprowadzenie obiektu do stanu pierwotnego.

Prezydencki projekt o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu ma na celu wdrożenie Europejskiej Konwencji Krajobrazowej, w której Polska zobowiązała się do ustanowienia zasad ochrony krajobrazu.

World Trends, 15 maja 2013

Indeks szerokiego rynku w dniu wczorajszym zdołał przedostać się powyżej marcowego szczytu 45.688 i zamknąć na najwyższym poziomie od ponad półtora miesiąca. We wtorek mWIG40 zbliżył się na wyciągnięcie jednej sesji do tegorocznych szczytów i do pobicia kilkunastomiesięcznych ekstremów zabrakło kilku punktów. Nowe ekstrema zostały ugrane także na Wall Street, gdzie S&P500 dotarło do poziomu 1650 punktów i jak na razie jankeskie ursusy nie widzą sposobności do przejęcia władzy na amerykańskim parkiecie.

Komentarz poranny, 15 maja 2013

W wywiadzie dla Parkietu Małgorzata Szwarc – Sroka dyrektor pionu ekonomicznego w JWC poinformowała, że spółka zamierza w najbliższym czasie skoncentrować się na segmencie mieszkaniowym i wstrzymać się z inwestycjami w obszarze komercyjnym. Uważamy, że JWC jest w stanie poprawić w 2013 r. zeszłoroczne wyniki tylko pod warunkiem poprawy sprzedaży mieszkań w kolejnych kwartałach. Brak zakończonych projektów w 2014 jest negatywną niespodzianką.

Komentarz dzienny, 22 maja 2013

Produkcja przemysłowa wzrosła o 2,7% w ujęciu rocznym, wzrost ten jednak praktycznie w całości możemy przypisać efektowi dni roboczych (+1 r/r). Po oczyszczeniu z wahań sezonowych i wpływu kalendarza produkcja przemysłowa nieznacznie spadła (o 0,3% r/r). Ponieważ jest to drugi z kolei miesiąc, w którym dynamika produkcji oscyluje wokół zera, można – przy zachowaniu odpowiedniej ostrożności – pokusić się o stwierdzenie, że sytuacja w przemyśle ustabilizowała się. Zaledwie ustabilizowała.

Komentarz indeksowy BossaFX 22 maja 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 22 maja 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Synthos sponsorem LFO

Ideą Festivalu jest przełamywanie stereotypów kulturowych i przekazywanie ducha tolerancji. Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 26 – 28 czerwca i towarzyszyć jej będzie szereg imprez. Gwiazdą koncertu finałowego będzie Sting. Zagrają również Ray Wilson, Brodka, Perfect. Szczegółowy program Live Festivalu można znaleźć na: http://lifefestival.pl/

Komentarz dzienny, 21 maja 2013

Dziś o 14 GUS poda dane z sektora przemysłowego. Dane o produkcji przemysłowej powinny pokazać silne odreagowanie po fatalnym marcu, wynikające jednak głównie z korzystnej różnicy dni roboczych (+1 r/r zamiast -1 r/r; różnica +2) i przesunięć marzec – kwiecień, a nie z wyraźnego odwrócenia trendu (choć momemntum w przetwórstwie poprawia się, co powinno w końcu przekładać się na przyspieszenie indeksu rocznego). Po danych o produkcji samochodów SAMAR zrewidowaliśmy naszą prognozę w górę do 4,0% r/r. Jednocześnie, kilkuprocentowe spadki cen surowców w połączeniu z efektami bazowymi i nieznaczną aprecjacją złotego powinny przyczynić się do znaczącego spadku inflacji PPI. Zakładamy także możliwość lekkiej rewizji w dół poprzedniego odczytu, co zwiększa możliwość odczytu istotnie poniżej poprzedniego (nasza prognoza PPI to -1,7% r/r).

Chińska firma przejmuje Fabrykę Łożysk Tocznych Kraśnik. Nad całą transakcją czuwa Agencja Rozwoju Przemysłu

Fabryka Łożysk Tocznych Kraśnik ma nowego inwestora. Zakłady przejmuje chińska firma Tri Ring Group Corporation, działająca w branży zbrojeniowej i motoryzacyjnej. Nad całą transakcją czuwa Agencja Rozwoju Przemysłu, która do tej pory była większościowym udziałowcem spółki. Inwestora chińskiego wspiera działający w Polsce od zeszłego roku Bank of China. Jak podkreśla jego przedstawiciel, współpraca między polskimi a chińskimi firmami rozwija się coraz bardziej dynamicznie.

Dziś Agencja Rozwoju Przemysłu, posiadająca blisko 90 proc. udziałów w Fabryce Łożysk Tocznych Kraśnik, podpisała umowę sprzedaży z Tri Ring Group Corporation, jedną z największych chińskich firm z branży okołosamochodowej i maszynowej. To ostatni etap prywatyzacji polskiej spółki.

 – Nad tym projektem czuwa Agencja Rozwoju Przemysłu, z którą nasz bank bardzo blisko współpracuje. ARP dopilnuje tego, aby wszelkie interesy firmy zostały zachowane – mówi Bartosz Komasa, przedstawiciel Bank of China w Polsce, który wspierał chińskiego inwestora w transakcji.

Nie chce jednak mówić o konkretnych kwotach, jakie Tri Ring Group Corporation zainwestuje w Polsce. Wiadomo jednak, że jest to największa dotychczas chińska inwestycja w Polsce.

 – ARP będzie tutaj rozmawiać o różnych transzach i o różnych poziomach zaangażowania finansowego – podkreśla Komasa.

Inwestycji w Polsce może być więcej

To już kolejna inwestycja Chińczyków w polskie przedsiębiorstwo. W ubiegłym roku Liugong przejęła część biznesu Huty Stalowa Wola. Zdaniem przedstawiciela Bank of China, podobnych transakcji może być coraz więcej, bo zainteresowanie Chińczyków rośnie.

 – Ta tendencja jest bardzo wyraźna. Bank of China jest w te projekty zaangażowany i bardzo nas cieszy to, że chińskie firmy mocno interesują się polskim rynkiem. Najciekawsze jest to, że firmy chińskie będą te fabryki dofinansowywać i rozwijać sprzedaż nie tylko w Polsce, ale również na całym rynku europejskim i na świecie – mówi Bartosz Komasa.

Bank of China myśli już o kolejnych projektach inwestycyjnych w Polsce. Zainteresowanie chińskich firm jest według Komasy bardzo duże, ale i polscy przedsiębiorcy coraz chętniej nawiązują współpracę handlową z Chinami.

 – Mamy obecnie kilka projektów z branży samochodowej, okołogórniczej, branży maszynowej. W ramach tych projektów firmy chińskie planują przejęcia polskich firm albo dofinansowanie i przejęcie udziałów w różnych polskich przedsiębiorstwach – informuje Bartosz Komasa. – Na chwilę obecną myślimy o dwóch projektach właśnie z branży motoryzacyjnej, również z branży lotniczej.

Według niego bardzo perspektywiczna jest również branża spożywcza.

 – Jest kilka wstępnych projektów. Polskie firmy, mówię tu o branży mleczarskiej i mięsnej, szukają partnerów chińskich, a partnerzy chińscy bardzo mocno interesują się polskim rynkiem spożywczym i chcą przejmować polskie zakłady spożywcze – mówi Komasa.

Według niego chińskie firmy są zainteresowane polskim rynkiem spożywczym w kontekście eksportu produktów do Chin. Chodzi na przykład o produkcję mleka w proszku, serwatki oraz o produkty mięsne. Bank of China udziela chińskim inwestorom pożyczek.

Bank ten współpracuje również z polskimi przedsiębiorcami, którzy są zainteresowani inwestycjami w Chinach. Duże korporacje mogą liczyć na pomoc w zakresie wiedzy o lokalnym rynku i potencjalnych partnerach. Komasa dodaje, że Bank of China prowadzi też coraz większą liczbę rachunków korporacyjnych dla małych i średnich przedsiębiorstw, które chcą rozwijać handel z Chinami.

 – Chodzi o zwykły transfer kapitału, przelewy, zwykłe rozliczenia i typowe produkty handlowe, typu akredytywy, inkasa kredytowe i inne produkty rozliczeń handlowych. To nam się bardzo ładnie rozwija, mamy bardzo duże zainteresowanie wśród polskich firm transakcjami z partnerami chińskimi dzięki naszemu bankowi, który stanowi pewien filtr i gwarantuje bezpieczeństwo – zauważa przedstawiciel Bank of China.

Mimo rosnącego zainteresowania Bank of China na razie nie planuje otwierać drugiej placówki w Polsce poza Warszawą. Komasa mówi, że bank myśli o oddziale w innym dużym mieście, ale jest to możliwe najwcześniej za rok.