BADANIE: Organizacje pozarządowe najbardziej narzekają na pozyskiwanie bieżących funduszy

W ogólnopolskim badaniu „Sytuacja NGO-sów w czasie pandemii” ponad pół tys. organizacji wskazało najpoważniejsze obecnie zagrożenia dla swojej działalności. Kluczowym problemem, zwłaszcza w największych aglomeracjach, są kłopoty w zdobywaniu bieżących funduszy. Druga trudność to biurokracja administracji publicznej. To z kolei przeważnie występuje na wsiach i w kilkunastotysięcznych miastach. Spore niepokoje budzi też m.in. konkurencja, nadmierna kontrola organów państwa i konieczność wypłaty stałych wynagrodzeń pieniężnych.   

Badanie, przeprowadzone dla portalu zbiórkowego Szczytny-Cel.pl wśród 266 fundacji i 255 stowarzyszeń, wykazało, z czym najbardziej zmagają się organizacje pozarządowe w dobie pandemii. Podmioty mogły wskazać w ankiecie 5 głównych problemów. I najwięcej z nich, tj. 42,6%, podało trudności w zdobywaniu bieżących funduszy.

– Pozyskiwanie środków na bieżące potrzeby zawsze było największym wyzwaniem dla organizacji pozarządowych. Natomiast pandemia zaostrzyła stale występujące w tym sektorze obawy, że nie uda się zdobyć niezbędnych środków do prowadzenia działalności. Mocno wpłynęły na to cięcia budżetowe w samorządach finansujących podmioty pożytku publicznego – komentuje dr Justyna Kościńska, adiunkt w Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych na Uniwersytecie Warszawskim oraz członkini Stowarzyszenia „Miasto Jest Nasze”.

Jak wykazał raport, trudności ze zdobywaniem bieżących funduszy przeważnie deklarują organizacje z miast liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców – 55,1%. Problem ten głównie dotyka podmioty działające na rynku nie dłużej niż 5 lat – 48%, a także istniejące ponad 15 lat – 46,9%. Najczęściej wskazują go stowarzyszenia i fundacje wspierające seniorów – 45,9%, jak również lokalną społeczność – 45,8%.

– Wydawałoby się, że duże miasta sprzyjają tego typu działalności, a właśnie tam badani najbardziej się skarżą. Wynika to z tego, że w takich aglomeracjach walczy o fundusze najwięcej stowarzyszeń i fundacji. Najtrudniej mają młode podmioty, które dopiero pracują na zaufanie. Jednak starsze organizacje też nie mają łatwo, bo ich atrakcyjność dla darczyńców z czasem spada – mówi Maciej Kamiński, Prezes Zarządu platformy zbiórkowej Szczytny-Cel.pl.

Drugim najczęściej wskazywanym problemem jest biurokracja administracji publicznej – 35,1%. Jak tłumaczy dr Kościńska, reprezentujące ją podmioty działają w zupełnie inny sposób niż organizacje pozarządowe. Mają też odmienne potrzeby i ograniczenia. Dlatego ta bariera zawsze istniała, ale stała się bardziej widoczna w czasie pandemii. I jak wynika z badania, obecnie najczęściej zgłaszają ją najmłodsze organizacje, istniejące nie dłużej niż 5 lat – 44%, na wsiach i w miastach liczących do 19 tys. mieszkańców – 46,2%, na rzecz dzieci i młodzieży – 45,9%, a także dla lokalnej społeczności – 38,5%.

– Z moich obserwacji wynika, że podmioty z mniejszym stażem bardziej dostrzegają biurokrację. To oczywiście nie znaczy, że jej nie ma, ale warto zrozumieć specyfikę pracy administracji publicznej i nauczyć się z nią funkcjonować. Oczywiście działając na wsiach i nawet w kilkunastotysięcznych miastach można mieć większe kłopoty natury prawno-administracyjnej, w tym słabszy dostęp do prawników, doradców podatkowych i innych specjalistów – zaznacza Maciej Kamiński.

Trzecim zagrożeniem, jakie widzą dla siebie stowarzyszenia i fundacje, jest konkurencja ze strony innych organizacji – 32,6%. Najbardziej obawiają się jej podmioty działające już 11-15 lat – 35,4%, a także istniejące nie dłużej niż 5 lat – 32,8%. Ten problem najczęściej jest wskazywany w miastach mających powyżej 500 tys. mieszkańców – 39,7%. Przeważnie zgłaszają go organizacje zajmujące się sprawami lokalnej społeczności – 36,5%.

– W największych polskich miastach rzeczywiście występuje bardzo duża konkurencja wśród organizacji, ponieważ jest ich wiele i wszystkie mocno starają się pozyskać fundusze, zwłaszcza u władz lokalnych. W mniejszych miejscowościach często łatwiej jest się przebić ze swoją inicjatywą, szczególnie działając jako jeden z niewielu tego typu podmiotów na rzecz miejscowej społeczności – stwierdza dr Kościńska.

Na czwartym miejscu na liście największych zagrożeń dla organizacji pozarządowych jest nadmierna kontrola organów państwa – 31,9%. Jak podkreśla Maciej Kamiński, w czasie pandemii organy państwowe dużo rzadziej je kontrolowały niż wcześniej. Dlatego ten czynnik ma mniejsze znaczenie niż trzy główne problemy, mocniej związane z walką o przetrwanie na rynku. Natomiast fakt, że taka bariera wciąż jest jedną z czołowych w prowadzeniu działalności dobroczynnej, nie jest dobrą informacją.

– Warto pogłębić to badanie, by ustalić, na czym polega nadmierna kontrola. Pojawia się pytanie, czy chodzi o naciski, nękanie, utrudnianie lub wręcz uniemożliwianie działań organizacjom, których cele nie są po drodze organom państwa z powodów ideologicznych czy podzielanych wartości. Myślę tutaj przede wszystkim o podmiotach wspierających uchodźców i wszelkie wykluczane grupy ze względu na jakikolwiek czynnik, np. preferencje seksualne – zwraca uwagę dr hab. Małgorzata Molęda-Zdziech, kierownik Katedry Studiów Politycznych ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Piątym wskazywanym przez badanych obciążeniem jest wypłata stałych wynagrodzeń pieniężnych – 30,7%. Jak zauważa ekspert z platformy zbiórkowej Szczytny-Cel.pl, pandemia najmocniej uwypukliła problemy z płynnością finansową tam, gdzie one już wcześniej istniały. Dlatego jest to postrzegane jako jeden z największych problemów.

– Nie każda organizacja zatrudnia pracowników, którym musi płacić pensje. Niemniej podmioty będące pracodawcami borykają się z tym problemem, jeżeli jednocześnie mają kłopoty z pozyskiwaniem funduszy na bieżące działania. Jest to powiązane z najczęściej wskazywaną przez ankietowanych barierą – zauważa dr Justyna Kościńska.

Dość długą listę problemów i zagrożeń, z jakimi spotykają się NGO-osy, zamyka brak zainteresowania dziennikarzy ich bieżącymi działaniami – 13,1%.  Podobne wyniki mają takie kwestie, jak niekorzystny wizerunek organizacji pozarządowych w mediach i w opinii społeczeństwa – 13,8%, a także trudności w dostępie do lokalu potrzebnego do prowadzenia działalności – 14%.

– Działania organizacji pozarządowych najczęściej stają się tematem dla dziennikarzy dopiero, gdy można pokazać coś sensacyjnego. Dlatego warto zwrócić uwagę na konieczność podejmowania działań komunikacyjnych w mediach społecznościowych, które umożliwiają docieranie z przekazem do wybranych grup społecznych i pozyskiwanie ich zaufania. To z kolei konieczne jest przy prowadzeniu akcji fundraisingowych – przekonuje dr Molęda-Zdziech.

Natomiast dr Kościńska uważa, że ww. wyniki mogą oznaczać, iż zainteresowanie mediów działaniami organizacji pozarządowych jest wystarczające. Oczywiście warto poprawić sytuację, zwiększając ich popularność w środkach masowego przekazu.

– Trudności lokalowe dotyczą zaledwie 14% badanych organizacji. To wskazuje, że obecnie fizyczna przestrzeń coraz częściej nie jest konieczna do podejmowania aktywności. Oczywiście wygląda to różnie w zależności od regionu i pola działania. Niemniej w praktyce znacznie większym problemem bywa utrzymanie personelu, w tym pracowników i wolontariuszy, co znalazło swoje miejsce w połowie ww. listy zagrożeń – podsumowuje ekspertka ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Badanie pt. „Sytuacja NGO-sów w czasie pandemii” zostało przeprowadzone metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla portalu zbiórkowego Szczytny-Cel.pl. Wzięło w nim udział 521 podmiotów pożytku publicznego z 16 województw.

Mocny raport = silny dolar?

Dziś liczy się tylko jeden raport. Kondycja amerykańskiego rynku pracy jest na ustach każdego inwestora. W końcu pełne zatrudnienie jest jedynym z pożądanych celów Rezerwy Federalnej. Od dzisiejszych cyfr może zależeć listopadowa decyzja FOMC dotycząca redukcji skupu aktywów.

Dane opisujące rynek pracy, której do tej pory poznaliśmy, wypadają całkiem dobrze. Pozytywnie zaskoczył ADP (568,1 tys. nowych miejsc pracy), wczoraj otrzymaliśmy mniej wniosków dla bezrobotnych (326 tys.). Również sub-indeksy ISM, mówiące o zatrudnieniu w przemyśle oraz usługach pokazały solidne cyfry. Wyniki odpowiednio 50,2 pkt oraz 53 pkt. Wszystko to powoduje, że należy oczekiwać dobrego raportu dziś o 14:30. Oczekiwania Bloomberg-a są zawieszone na poziomie 500 tys. nowych miejsc pracy (NFP). Konsensus zakłada spadek stopy bezrobocia do 5,1 proc. a wskaźnik aktywności zawodowej ma urosnąć do 61,8 proc. z 61,7 proc. (poprzednia wartość).

Reakcja rynku na dane wydaje się być oczywista. Lepsze dane (powyżej konsensusu) to silny dolar oraz wzrost rentowności amerykańskich obligacji. Wówczas złoto może znaleźć się pod presją. Jednak chciałbym pokazać, że w pewnych stopniu dzisiejsze dane oraz cała normalizacja polityki monetarnej przez Fed jest już po części w cenach. Nie oznacza to, że dolar nie będzie silniejszy. Zaznaczam jednak, że przez cały wrzesień USD dynamicznie zyskiwał, a główna para walutowa od poprzedniego odczytu NFP spadła z poziomu 1,19 do 1,1540. Ostatni raport z rynku pracy zaskoczył negatywnie, dolar pomimo niewielkiego przyrostu nowych miejsc pracy zakończył w dniu publikacji danych krótkoterminowy trend spadkowy. Słabe dane nie przeszkodziły, żeby w kolejnych tygodniach „zielony” zyskiwał na wartości. Oczywiście, że do umocnienia USD we wrześniu przyczyniły się inne elementy takie jak odwrót od ryzyka, konferencja Powella, czy wypowiedzi innych członków FOMC.

Podkreślam również fakt, że EUR/USD zbliża się do horyzontalnego wsparcia na 1,15, gdzie ulokowany jest szczyt z marca 2020 roku. Nie zakładam z góry, że szykuje nam się odbicie, jednak moim zdaniem rośnie prawdopodobieństwo faktu, że krótkoterminowa aprecjacja USD została w dużym stopniu wyczerpana. W długim terminie jednak cały czas będzie widoczna dywergencja pomiędzy politykami EBC oraz Fed co będzie faworyzować USD w relacji do EUR.

W środę widzieliśmy zaskakujący ruch RPP na stopach procentowych (w górę o 40 pb. do poziomu 0,5 proc.) oraz poznaliśmy komunikat po posiedzeniu. Rynek nie otrzymał jednak odpowiedzi na kluczowe pytanie, czy wzrost kosztu pieniądza to jednorazowy ruch czy początek cyklu podwyżek. Dlatego też na wczorajszej konferencji wszyscy doszukiwali się odpowiedzi w sprawie tego kluczowego zagadnienia. Prezes Glapiński oświadczył, że wczorajsza podwyżka stóp procentowych nie jest zapowiedzią cyklu podwyżek stóp ani nie jest jednorazowym krokiem. Przyszłe decyzje w tej sprawie będą podejmowane na bieżąco w oparciu o rozwój koniunktury i inflacji w Polsce. Usłyszeliśmy wiele utartych fraz o niezależności NBP, o braku spirali płacowo-cenowej oraz podażowym charakterze inflacji. Wystąpienie przewodniczącego NBP było gołębie i nie spełniło oczekiwań rynku. Złoty naturalnie osłabił się i zredukował silną aprecjację, która miała miejsce dzień wcześniej. Aktualnie EUR/PLN jest kwotowany po 4,6070.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Grupa ROBYG – rekordowa sprzedaż w Q3 2021

W okresie trzech kwartałów 2021 roku Grupa ROBYG zawarła ponad 3338 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała około 3532 umów deweloperskich i przedwstępnych w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu. Spółka rozpoznała w przychodach ok. 1400 lokali. To rekordowy wynik potwierdzający pozycję Grupy ROBYG w czołówce deweloperów mieszkaniowych w Polsce. ROBYG planuje w 2021 podpisać ponad 4000 umów rezerwacyjnych oraz przekazać 3000 lokali.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Już dzisiaj wiele ze stosowanych przez ROBYG rozwiązań w budownictwie oraz podejmowane inicjatywy społeczne i pracownicze wskazują na zaangażowanie firmy w filozofię zrównoważonego rozwoju. Jest to element działań na rzecz społeczeństwa oraz środowiska realizowanych wspólnie z Goldman Sachs – właścicielem ROBYG.

Spółka ma jeden z największych banków ziemi w Polsce, z potencjałem sprzedażowym przekraczającym 23.300 lokali, planuje też dalsze inwestycje w grunty. Łącznie w 2021 roku ROBYG planuje przeznaczyć ponad 900 mln zł na zakup ziemi i szuka kolejnych możliwości inwestycyjnych. Obecnie posiada w ofercie ponad 1300 lokali i cały czas wprowadza nowe inwestycje oraz kolejne etapy osiedli. W 2021 roku ROBYG uruchomił już 16 nowych projektów i rozpoczął sprzedaż w Poznaniu. Tylko 3% oferty to lokale gotowe – co potwierdza dużą popularność mieszkań budowanych przez ROBYG. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple.

„To kolejny świetny kwartał ROBYG pod względem sprzedaży. Można zatem zakładać, że cały 2021 rok będzie rekordowy. Zainteresowanie zakupem mieszkań nie słabnie, analizy rynku mieszkaniowego, prowadzone m.in. przez JLL pokazują, że podaż nie nadąża za popytem – co jest wynikiem dużego zainteresowania zakupem mieszkań połączonego z wolniejszym ich wprowadzeniem z powodu wydłużonych procedur administracyjnych. ROBYG stara się wprowadzać jak najwięcej nowych lokali do oferty i dawać klientom jak najszerszy wybór, jednak mamy takie same ograniczenia administracyjne, jak inni deweloperzy. Przykładowo w Warszawie zwykle deweloperzy oferują liczbę mieszkań na 3-5 kwartałów do przodu, a obecnie oferta skurczyła się na ok. 1 kwartał. To jest bezpośrednia przyczyna – obok drożejących gruntów i materiałów budowlanych – dlaczego mieszkania drożeją. Bardzo ważne jest zatem, aby samorządy maksymalnie przyspieszyły procedury administracyjne w tym zakresie. Ostatnio rośnie popyt inwestycyjny na rynku nieruchomości mieszkaniowych – co jest efektem zarówno zainteresowania dużych podmiotów zagranicznych, jak i zmiany aktywności inwestycyjnej Polaków, którzy przekierowują środki z lokat na inwestycje w nieruchomości. Sądzimy, że rynek nieruchomości mieszkaniowych w ciągu najbliższych 2 lat będzie się stabilnie rozwijał – nadal popyt będzie lekko przewyższał podaż, że względu na wymogi proceduralne i administracyjne wprowadzania nowych inwestycji. Wzrost popytu może być także stymulowany przez nabywców lokujących swój kapitał, jednak nadal kupujący mieszkanie na własne potrzeby będą stanowić istotną część nabywców – w Polsce wciąż brakuje bowiem kilka milionów mieszkań” – powiedział Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu ROBYG SA.

W pierwszym półroczu 2021 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży przekraczające 512 mln zł, zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 117 mln zł – czyli o 324% więcej niż w H1 2020 roku, a EBIT 147 mln zł – wzrost o 264% rok do roku.

Grupa ROBYG zainwestowała w pierwszym półroczu 2021 roku ponad 365 mln zł w rozbudowę banku ziemi w Warszawie, Gdańsku i Gdyni. Łącznie daje to potencjał budowlany na około 190 tys. powierzchni użytkowej. Zakupy te uzupełniły grunty zakupione w 2020 roku za ponad 375 mln zł w Warszawie, Gdańsku, Gdyni i Wrocławiu (ponad 330 tys. powierzchni użytkowej). Łączne zasoby gruntów zapewniają Grupie ROBYG potencjał sprzedażowy około 23.300 lokali. Spółka planuje przeznaczyć na zakup gruntów łącznie ponad 900 mln zł i realizuje program skokowego wzrostu biznesu. Spółka regularnie akumuluje wypracowany zysk, który za lata 2019-2020 wyniósł około 400 mln zł. Ponadto otrzymała dodatkowy kapitał w wysokości 100 mln zł od akcjonariusza – Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs. ROBYG ma doskonałą pozycję gotówkową, sięgającą ponad 475 mln zł.

W 2021 roku ROBYG z sukcesem zakończył emisję obligacji o wartości 150 mln zł. Przydzielono wszystkie 150 tys. obligacji serii PD o wartości nominalnej 1 tys. zł każda.

Ponadto Grupa ROBYG rozpoczyna nową inwestycję na warszawskim Wilanowie – spółka sfinalizowała zakup gruntu o wielkości około 11 hektarów i potencjale budowlanym ponad 104 tys. PUM. Kwota transakcji wyniosła 263,2 mln zł. ROBYG zbuduje tu nowe, wieloetapowe osiedle – zgodnie z filozofią wielofunkcyjnych przestrzeni, które spełniają wszystkie potrzeby mieszkańców. Sklepy, centra fitness, przedszkola, żłobki, galerie handlowe, restauracje – wszystko, co zapewnia komfortowe życie zaledwie o kilka kroków od domu.

Grupa ROBYG ponownie podwyższyła standard mieszkań w swoich inwestycjach i wprowadza nowatorskie, ekologiczne farby elewacyjne, pochłaniające zanieczyszczenia. Wyjątkowa jakość ROBYG obejmuje ponadstandardową wysokość mieszkań, balkony, loggie lub tarasy w każdym mieszkaniu, drewniane okna, dźwiękoszczelność, wideofony, instalacje światłowodowe, a także lobby z portierem i oświetlenie LED części wspólnych zasilane przez panele fotowoltaiczne. Ponadto na każdym osiedlu ROBYG projektuje obszerne tereny zielone, ogrody deszczowe, place zabaw, siłownie, stacje rowerowe, monitoring wizyjny HD i ładowarki samochodów elektrycznych. Przygotowane są specjalne tereny spacerowe, a także budki dla ptaków i domki dla owadów. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple.

W tym roku ROBYG wprowadził na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje będą posiadały miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców.

ESG – misja troski, odpowiedzialności i wsparcia w ROBYG obejmuje tworzenie wspólnot mieszkańców, ochronę środowiska, stosowanie ekologicznych rozwiązań i oszczędność energii. Dla ROBYG ważna jest też funkcjonalność i bezpieczeństwo osiedli, zrównoważone budownictwo, szkolenia i programy antykorupcyjne, ład korporacyjny oraz obszerny program CSR – wsparcia potrzebujących. Założenia, które przyświecają koncepcji społecznej odpowiedzialności biznesu są trwale wpisane w strategię Grupy ROBYG. Budownictwo mieszkaniowe to wyjątkowy obszar działalności gospodarczej – a jego wpływ na społeczeństwo jest ogromny. Nowopowstałe budynki zmieniają oblicze całych dzielnic, dlatego ROBYG uważa, że realizacja inwestycji to coś więcej niż tylko wzniesienie budynku. Nowe osiedle to element większego organizmu, jakim jest miasto – dlatego projekt musi być idealnie wkomponowany w otaczającą go przestrzeń. Kompetentny deweloper – taki jak Grupa ROBYG – rozpoczyna planowanie nowej inwestycji właśnie od analizy jej wpływu na bezpośrednie otoczenie, dzielnicę i samo miasto.

Grupa ROBYG od lat angażuje się w lokalne inicjatywy, wspiera sztukę, kulturę, edukację czy sport. Firma podjęła także liczne działania związane z pomocą w obliczu epidemii koronawirusa – aktywnie wspierała potrzebujących, seniorów i Powstańców oraz instytucje medyczne. Łącznie w 2020 roku ROBYG przekazał ponad 250 tysięcy złotych na wsparcie i dofinansowania. Dodatkowo program CSR obejmuje realizację i nieodpłatne przekazanie projektów infrastruktury publicznej na rzecz dzielnic i miast.

Grupa ROBYG zapewnia mieszkańcom swoich osiedli liczne, innowacyjne rozwiązania technologiczne – które wspierają ekologię i pozwalają zmniejszać koszty eksploatacyjne mieszkań. Wszystkie osiedla ROBYG posiadają instalację fotowoltaiczną, która wytwarza energię elektryczną zużywaną na potrzeby stref wspólnych budynku – czyli oświetlenia między innymi korytarzy, klatek schodowych, lobby czy stref fitness i miejsc zabaw dla dzieci. Jest to rozwiązanie przyjazne środowisku – wykorzystuje naturalny sposób wytwarzania energii elektrycznej, ale nie pochłania zasobów, a dodatkowo zmniejsza koszty eksploatacji budynku, co mieszkańcy odczuwają w portfelu.

Wszystkie mieszkania ROBYG w standardzie wyposażone są w nowoczesną technologię Smart House firmy Keemple. Klienci nie muszą ponosić za to rozwiązanie żadnych dodatkowych opłat. Smart House umożliwia zdalne sterowane domową elektroniką, ogrzewaniem, a także systemem bezpieczeństwa. Technologia zapewnia komfort oraz pomaga oszczędzać – dzięki niej można obniżyć rachunki za prąd nawet o 30%. Grupa ROBYG szczególnie dba o środowisko, zrównoważone budownictwo i odpowiedzialność społeczną. Spółka wprowadziła na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje będą posiadały miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców. ROBYG wdraża także farby pochłaniające zanieczyszczenia, które zaplanowane są na elewacje nowych inwestycji – jedna ze ścian przyjmie postać artystycznego murala.

Grupa ROBYG od wielu miesięcy pracuje zgodnie z wytycznymi GIS, stosuje środki ochronne dla pracowników i klientów, prowadzi też cykliczne dezynfekcje i ozonowanie wszystkich biur minimum dwa razy w tygodniu. Spółka wprowadziła także systematyczne testy pracowników na budowach i w biurach sprzedaży na obecność przeciwciał wirusa SARS-CoV-2. We wszystkich biurach sprzedaży ROBYG wdrożył innowacyjną technologię dezynfekcji przy pomocy nowoczesnych urządzeń Aura Air firmy Keemple. To najinteligentniejsza na świecie technologia dezynfekowania powietrza, która jednocześnie monitoruje jego jakość w czasie rzeczywistym i chroni przed koronawirusem.

ROBYG to 25.000 sprzedanych lokali i ponad 100.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane Grupy ROBYG:

  2017 2018 2019 2020
Umowy deweloperskie i przedwstępne   2500 2200 2738
Kontraktacja netto 3471 2520 2569 2156
Lokale uznane w przychodach 2100 2500 2845 2715
Przychody 738 mln zł ponad 1 mld zł ponad 1,12 mld zł ponad 1,11 mld zł

Badanie Cisco: Przejrzystość działań i kontrola korzystania z danych użytkowników fundamentami budowania zaufania wśród klientów

Ochrona prywatności ma kluczowe znaczenie dla osób prywatnych, organizacji i rządów na całym świecie. Osiemnaście miesięcy po wybuchu pandemii COVID-19 informacje dotyczące stanu zdrowia i statusu szczepień mieszkańców poszczególnych krajów są potrzebne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, aby zrozumieć wirusa, kontrolować jego rozprzestrzenianie, a także stworzyć bezpieczniejsze środowisko pracy, nauki czy rekreacji. Jednocześnie ludzie chcą chronić swoją prywatność. Oczekują od organizacji oraz rządów, że ich dane będą bezpieczne i wykorzystywane tylko do walki z pandemią.

Nowe badanie Cisco 2021 Consumer Privacy Survey analizuje działania podejmowane przez użytkowników w celu ochrony swojej prywatności, wpływ przepisów dotyczących prywatności oraz nastawienie ludzi do wykorzystywania danych osobowych (również w kontekście walki z pandemią) w procesach podejmowania decyzji przez mechanizmy sztucznej inteligencji (AI).

Najważniejsze wnioski z badania:

  • Użytkownicy indywidualni oczekują przejrzystości i kontroli: Prawie połowa (46%) respondentów badania uważa, że nie jest w stanie chronić swoich danych osobowych w dzisiejszych czasach, ponieważ firmy nie komunikują w jasny sposób tego jak wykorzystują te dane. Nic więc dziwnego, że prawie jedna trzecia respondentów przyjęła postawę proaktywną w kwestii prywatności i bezpieczeństwa, zmieniając firmy lub dostawców usług z powodu ich praktyk związanych z danymi. Ponadto, 25% zapytało organizacje o swoje dane, a 17% zażądało ich zmiany lub usunięcia.
  • Przepisy dotyczące prywatności są bardzo pozytywnie postrzegane na całym świecie, ale świadomość ich istnienia pozostaje na stosunkowo niskim poziomie: 60% respondentów uznało, że przepisy dotyczące prywatności w ich kraju mają pozytywny wpływ na kwestie bezpieczeństwa, a jedynie 4% stwierdziło, że mają one wpływ negatywny. Jednak tylko 43% respondentów zna te przepisy.
  • Pomimo trwającej pandemii, większość osób zgadza się na zmniejszenie ochrony prywatności jedynie w niewielkim stopniu – 62% odpowiedzi. Jednocześnie wysiłki pracodawców na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa w miejscu pracy spotykają się z aprobatą. 60% respondentów zgadza się na to, aby pracownicy przed wejściem do pracy podawali informacje o statusie szczepień.
  • Większość ankietowanych uważa, że organizacje mają obowiązek korzystania z AI wyłącznie w sposób etyczny: Aż 56% respondentów jest bardzo zaniepokojonych obecnym wykorzystaniem sztucznej inteligencji. W badaniu Cisco zapytano również o kilka przypadków zastosowania AI np. w marketingu, do określania zdolności kredytowej etc. Wielu konsumentów (od 37% do 55% dla różnych przypadków zastosowania) mniej ufałoby organizacjom, które to robią.

Wyniki badania Cisco jasno pokazują, że prywatność nadal ma wysoki priorytet także dla użytkowników indywidualnych, a organizacje muszą dołożyć wszelkich starań, aby chronić dane osobowe i budować zaufanie konsumentów.

Na podstawie wniosków z badania eksperci Cisco przygotowali zalecenia dla firm, które sprawią, że zdobędą one zaufanie klientów co do sposobu, w jaki ich dane osobiste są wykorzystywane i chronione:

  1. Jasno komunikuj w jaki sposób wykorzystujesz dane klientów. Najczęstszym problemem, który wskazują użytkownicy sieci jest brak wiedzy o tym, w jaki sposób wykorzystywane są ich dane. Organizacje powinny przedstawiać zrozumiałe wyjaśnienia dotyczące sposobu wykorzystania danych w swoich produktach i usługach.
  2. Buduj świadomość na temat ochrony prywatności i przepisów obowiązujących w danym kraju. Klienci, którzy je znają, rozumieją, że istnieją ograniczenia co do sposobu wykorzystania ich danych. Mają również większą pewność, że informacje, które ich dotyczą są bezpieczne.
  3. Stwórz politykę powrotu do biur, która zapewni bezpieczne środowisko pracy, jednocześnie chroniąc i respektując indywidualne prawa i prywatność.
  4. Tworząc rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję bierz pod uwagę prywatność użytkowników. Jej ochrona powinna zostać uwzględniona już na etapie projektowania, zgodnie z polityką „privacy by design”. Należy nadzorować AI, aby zapewnić jej etyczne działanie, a także przejrzystość w zakresie tego, kiedy i w jaki sposób firma korzysta ze zautomatyzowanego podejmowania decyzji.

Równolegle z badaniem „Cisco 2021 Consumer Privacy Survey” firma publikuje również New Trust Standard – zestawienie najważniejszych informacji dotyczących prywatności użytkowników, które jest efektem rozmów i wieloletniej współpracy z klientami, partnerami, organami regulacyjnymi i środowiskiem akademickim. Nowy „standard zaufania” stanowi branżowy punkt odniesienia dla przedsiębiorstw. Umożliwia im zbudowanie zaufania i poprawę relacji z klientami w cyfrowym świecie.

Holo4Med – spółka z Grupy TenderHut – pozyskała 1,77 mln zł w drodze crowdfundingu udziałowego

Startup Holo4Med – spółka z Grupy TenderHut realizującej obecnie ofertę publiczną – powiększył grono udziałowców o blisko 30 inwestorów pozyskując w drodze kampanii crowdfundingu udziałowego kwotę 1 761 900,00 zł. Osiągnięto w ten sposób 69 procent celu maksimum realizowanej kampanii (jej formalne zakończenie nastąpi w połowie października). Zebrane środki pozwolą spółce rozwijać rozwiązania dla branży medycznej wykorzystujące technologię Mixed Reality tj. małoinwazyjne niszczenie zmian nowotworowych, wsparcie pracy szpitala, laboratoriów i lekarzy tj. np. obchód, czy rejestracja pacjentów. Nowy budżet będzie także zainwestowany w zbudowanie kanałów sprzedaży w Polsce i za granicą. Kolejnym kamieniem milowym Holo4Med będzie wejście na NewConnect, które zaplanowano na 2022 rok.

Holo4Med to innowacyjny startup stworzony w technologicznej grupie TenderHut notowanej na NewConnect. Spółka dostarcza rozwiązania przeznaczone dla branży medycznej, w oparciu o tworzone przez siebie innowacje wykorzystujące np. Mixed Reality. Zespół Holo4Med stworzył platformę telemedyczną – MediSMART, znajdującą zastosowanie w takich miejscach, jak domy pacjentów, szpitale, laboratoria, kliniki – zarówno publiczne, jak i prywatne, a także na uniwersytetach medycznych, czy szpitalach wojskowych.

W ramach kampanii crowdfundingu udziałowego na platformie StockAmbit zaoferowano inwestorom 1 210 nowych udziałów spółki. Łącznie nabywców znalazło 839 udziałów o wartości 1 761 900. W ten sposób zebrano aż 69 procent celu maksimum realizowanej kampanii (jej formalne zakończenie nastąpi w połowie października). Wycena spółki pre-money w ofercie wynosiła 21 mln zł.

„Bardzo cieszę się, że inwestorzy zaufali nam i uwierzyli w projekt Holo4Med. To ogromna wartość nie tylko w obszarze finansowym rozumianym jako pozyskanie środków dla spółki na realizację jej projektów inwestycyjnych, ale przede wszystkim dodatkowa mobilizacja do dalszej pracy nad rozwojem platformy MediSmart. Dzięki tym środkom będziemy mogli rozwijać zarówno naszą platformę i sieć sprzedaży” – wyjaśnia Robert Król, CEO Holo4Med.

Zgodnie z dokumentem ofertowym przygotowanym na potrzeby kampanii crowdfundingowej wyznaczono 3 główne cele, na które zostaną spożytkowane zebrane przez spółkę środki finansowe. Są to:

  1. Finalizacja rozwoju rozwiązań szpitalnych (MediXR), poprzez wprowadzenie technologii Mixed Reality do codziennego użytku medyków. Rozwiązanie będzie wspomagać obchód lekarski, rejestrację pacjenta oraz przeprowadzanie zabiegów operacyjnych w chirurgii naczyniowej, kardiologii interwencyjnej, kardiochirurgii oraz ortopedii.
  2. Rozwój modułu MIAI wykorzystującego Mixed Reality do małoinwazyjnego niszczenia zmian nowotworowych. Rozwiązanie pozwala na konstrukcję spersonalizowanego, anatomicznego modelu pacjenta z użyciem hologramów 3D. Dzięki takim rozwiązaniom chirurg może zobaczyć w formie hologramu w czasie rzeczywistym pozycję narzędzia, którym wykonuje zabieg, wewnątrz organów pacjenta.
  3. Rozwój funkcjonalności modułu MediLIS, który pozwala na integrację systemów szpitalnych z rozwiązaniami klasy LIS – Laboratory Information System.

Ponadto środki zostaną przeznaczone również na rozwój sieci sprzedaży w Polsce i za granicą.

Istotnym krokiem dla Holo4Med będzie debiut na NewConnect, który spółka planuje przeprowadzić w przyszłym roku. Wejście na „mały” parkiet GPW będzie kolejnym krokiem rozwoju spółki, który nastąpi zaraz po jej przekształceniu w spółkę akcyjną.

Holo4Med jest spółką z Grupy TenderHut, realizującej obecnie publiczną ofertę akcji D1. Zapisy na akcje TenderHut przyjmowane są do 11 października, a cena emisyjna jednej akcji D1 wynosi 50 zł.

To gospodarczy sabotaż – przedsiębiorcy z Północnej Izby Gospodarczej krytycznie o orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego

Stanowisko Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie w sprawie orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie pierwszeństwa prawa krajowego nad unijnym.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jest jednostką apolityczną i nasz komentarz odnośnie wczorajszego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie pierwszeństwa prawa krajowego nad unijnym w żaden sposób nie wpisuje się w bieżący dyskurs polityczny i nie taki jest nasz cel. Nie możemy jednak jako największy samorząd gospodarczy województwa zachodniopomorskiego milczeć, gdy głośno jak nigdy wcześniej brzmi obawa, że Polska niebawem może zostać odłączona z szeregów wspólnoty, która pozwoliła nam rozwinąć się infrastrukturalnie i dołączyć do pierwszej ligi Państw dynamicznie rozwijających się i mających perspektywy na dalszy wzrost.

Polska jest członkiem Unii Europejskiej od 1 maja 2004 r. na mocy Traktatu Akcesyjnego podpisanego 16 kwietnia 2003 r. 1 maja 2004 roku Polska stała się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej wraz z 9 innymi krajami Europy. Nasz komentarz do wczorajszego orzeczenia TK  to: Pacta sunt servanda

Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego prowokujące Komisję Europejską do stanowczej reakcji wygląda niczym zaplanowany, gospodarczy sabotaż, który ma jeszcze mocniej obniżyć i tak niskie noty naszego kraju w instytucjach unijnych. Jaki jest cel tego orzeczenia? Co nam ono daje? Nie potrafimy znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Jesteśmy w przede dniu rozdziału środków unijnych z perspektywy 2021-2027. Zablokowane zostały środki z Funduszu Odbudowy, które powinny już trafiać do polskich przedsiębiorców i samorządów. To bardzo nieroztropne ruchy polityków , których negatywne konsekwencje będą dla wszystkich  jako społeczeństwo. Północna Izba Gospodarcza zabiera głos w imieniu przedsiębiorców, którzy przez ostatnie półtora roku walczyli z pandemią COVID-19, obecnie walczą ze skutkami inflacji i starają się odnaleźć w skomplikowanych i często bardzo uderzających w nich meandrach projektu Polski Ład. Teraz jeszcze stoi przed nami wizja osłabienia brakiem funduszy unijnych i brakiem wsparcia, które było nam przecież obiecywane. W imię czego? W imię demonstracji, która w żaden sposób nie przedkłada się na życie codzienne Polaków.

     Przedsiębiorcy to patrioci. Patriotyzm gospodarczy to wspieranie lokalnej gospodarki i rodzimych przedsiębiorców. Gospodarczą racją stanu Polski jest silna obecność w Unii Europejskiej. Narażanie przedsiębiorców i samorządy na utratę europejskich środków i izolację, jest działaniem sprzecznym z dobrostanem gospodarki. Powtórzymy: to sabotaż, którego nie popieramy, nie rozumiemy i nie akceptujemy.

Przedsiębiorcy zostają w Unii Europejskiej. Jeżeli ktoś ma ochotę na przedsmak tego, co dałby nam Polexit to polecamy wnikliwą analizę sytuacji Wielkiej Brytanii. Kraj ten po wyjściu ze Wspólnoty jest pogrążony w gospodarczym kryzysie i chaosie. Nie chcemy iść tą drogą, a czujemy ze smutkiem, że ktoś właśnie taki kurs obrał.

Inflacja w strefie Euro nie przekształci się w długotrwały trend – analiza Euler Hermes

Mamy do czynienia z reflacją (wzrost cen następujący po okresie, w którym kształtowały się one poniżej kosztów produkcji. ich podwyższenie do poziomów sprzed załamania koniunktury), a nie ze stagflacją (inflacja w warunkach stagnacji gospodarczej).

Jesień 2021 r. – Allianz Research i Dział Badań Ekonomicznych Euler Hermes po zaktualizowaniu i rozszerzeniu swojej szczegółowej analizy dynamiki inflacji w strefie euro podtrzymuje pogląd, że obecna cykliczna presja cenowa nie przekształci się raczej w długotrwały trend –tegoroczny silny wzrost inflacji jest wynikiem wyjątkowych okoliczności i dlatego prawdopodobnie będzie tymczasowy. W rzeczywistości, z miesiąca na miesiąc, presja cenowa zaczęła się już zmniejszać. 

Zgodnie z ostatnimi prognozami Komisji Europejskiej i EBC w Allianz Research i Euler Hermes prognozujemy średnioroczną inflację HICP (Zharmonizowany Wskaźnik Cen Konsumpcyjnych) na poziomie 2,2% i 1,5% odpowiednio w 2021 i 2022 r., przy czym ujemne efekty bazowe będą hamować presję inflacyjną w drugiej połowie 2022 r., po obecnym „skoku inflacji” w drugiej połowie 2021 r.

  • W Allianz Research i Euler Hermes oczekujemy, że dynamika inflacji straci na sile już na początku 2022 r., gdy osłabną efekty bazowe cen energii a czynniki przejściowe związane z dynamiką ponownego otwarcia (w tym ograniczenia po stronie podaży, oraz wpływ niemieckich zmian w podatku VAT) w pełni przeminą. Zastój gospodarczy i utrzymująca się na wysokim poziomie skłonność do gromadzenia nadwyżek oszczędności stłumią w dłuższym okresie presję inflacyjną.
  • Należy jednak być przygotowanym na to, że zanim nastąpi poprawa, będzie jeszcze gorzej. Ponieważ wydaje się, że ograniczenia w łańcuchu dostaw osiągnęły już swój szczyt, uważnie przyglądamy się utrzymującym się niedoborom materiałów spowodowanym presją popytową oraz rodzącej się, ale punktowej presji płacowej wynikającej z niedoboru siły roboczej w celu oceny ryzyka utrwalenia oczekiwań inflacyjnych.
  • Obecne na rynku oczekiwania inflacyjne są zbieżne z przejściową presją cenową. Niedawny wzrost rentowności niemieckich obligacji rządowych nie był w istocie spowodowany wyższymi oczekiwaniami inflacyjnymi, lecz większą niepewnością co do przyszłych zmian stóp procentowych. Panująca niepewność dotycząca inflacji będzie sprawdzianem wiarygodności Europejskiego Banku Centralnego i sposobu, w jaki będzie on komunikował „przegląd” bieżącej cyklicznej presji cenowej przy formułowaniu swojego stanowiska w sprawie polityki pieniężnej.

Dlatego biorąc to pod uwagę nadal uważamy, że jest mało prawdopodobne, aby obecna cykliczna presja cenowa przekształciła się w długotrwały trend – jak pisaliśmy po raz pierwszy w kwietniu 20211 r. Nawet jeśli pandemia jest niezbadanym terytorium, to tegoroczny silny wzrost inflacji jest wynikiem wyjątkowych okoliczności i dlatego prawdopodobnie będzie tymczasowy :

Bezprecedensowa reakcja polityczna powinna przynieść strukturalnie wyższą inflację! Wzrost podaży pieniądza jest kiepskim wskaźnikiem rzeczywistej inflacji; często zaniedbywanym wskaźnikiem, na którym należy się skupić, jest prędkość obiegu, płynność pieniądza (miara tempa, w jakim pieniądz jest wymieniany w gospodarce), która zmniejszyła się w 2020 r. w ramach długoterminowego trendu. Zarówno ten długoterminowy trend, jak i jego ostatnie nasilenie odzwierciedlają wzrost popytu na pieniądz w celach ostrożnościowych. W bezprecedensowym scenariuszu, w którym prędkość przepływu (obiegu) pieniądza natychmiast powróciłaby do swojego długoterminowego trendu, spowodowałoby to natychmiastowe dodanie 8 punktów procentowych do wzrostu globalnego nominalnego PKB. Z tym bardzo mało prawdopodobnym założeniem konfrontuje się rzeczywistość wciąż dużych luk produkcyjnych, które wchłonęłyby znaczną część takiego szoku popytowego, zanim doprowadziłby on do znacznego wzrostu inflacji – uważają ekonomiści Allianz Research i Euler Hermes.

Dynamika i prognozy rozwoju inflacji w strefie euro (r/r, w %)

Dynamika i prognozy rozwoju inflacji w strefie euro
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Sektor produkcyjny: czas dostawy od dostawcy (zindeksowany)

Sektor produkcyjny czas dostawy od dostawcy
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Intensywność niedoboru materiałów w Unii Europejskiej

10 sektorów napotykających najpoważniejsze problemy; przewidywany czas odbudowy w kwartałach, stan na III kwartał 2021 r.

Intensywność niedoboru materiałów w Unii Europejskiej
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Bardziej „zielona” chmura – nowe regulacje UE dla centrów danych

Szacuje się, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w europejskich centrach danych wzrośnie o niemal 1/3 do 2030 roku. W związku z tym Komisja Europejska planuje nowe regulacje. Operatorzy tego typu placówek będą musieli zdawać sprawozdania ze wskaźników zrównoważonego rozwoju. Jak wskazują eksperci Eaton, jest to wyraźny sygnał dla branży centrów danych do inwestowania w „zielone” rozwiązania.

Nowe obowiązki dla centrów danych

Do tej pory takie rozporządzenia jak RODO regulowały przede wszystkim sposób przechowywania i udostępniania danych. Uwaga Unii Europejskiej zaczyna się jednak skupiać także na sposobie wykorzystywania energii w sektorze technik informacyjnych, w tym w centrach danych. Komisja Europejska ujawniła niedawno plany zmian dyrektywy o efektywności energetycznej (EED). Zgodnie z nimi operatorzy takich placówek będą musieli m.in. mierzyć i składać szczegółowe sprawozdania dotyczące wskaźników zrównoważonego rozwoju, takich jak zużycie energii i wody, ponowne wykorzystanie ciepła odpadowego czy emisja CO2 związana ze zużywaną energią.

Zmiany oznaczają dla operatorów centrów danych kolejne obowiązki związane z pomiarem i publikowaniem danych na temat wpływu na środowisko. To jednak także nowe możliwości: wymiana informacji pozwoli w inteligentny sposób zarządzać energią i wspierać zielone rozwiązania. Klienci i społeczność będą natomiast mieli szerszy wgląd w działanie branży centrów danych – wskazuje Rafał Kryk, PQ Application Manager w firmie Eaton.

Centra danych używały dotąd prostego wskaźnika efektywności zużycia energii (Power Usage Effectiveness, PUE). Określa on stosunek całkowitego zużycia energii do stopnia wykorzystania sprzętu IT. Według wielu ekspertów z branży nie jest on jednak wystarczający do mierzenia wpływu centrów danych na środowisko. Nie śledzi na przykład, w jaki sposób została wyprodukowana zużywana energia, sposobu wykorzystania ciepła odpadowego, ilości pracy wykonywanej przez każdą jednostkę czy zużycia wody.

Kierunek: cele klimatyczne

Propozycje zmian wskazują na rosnącą rolę kwestii środowiskowych w funkcjonowaniu centrów danych. Aby niwelować ich negatywny wpływ, konieczne jest myślenie o sieci jako systemie, w którym infrastruktura energetyczna i przetwarzania danych są współzależne. Operatorzy sieci, zamiast inwestować we własne systemy magazynowania energii, mogą korzystać z rozproszonych rezerw mocy i infrastruktury centrów danych. Możliwości udziału zasilaczy UPS w usługach regulacyjnych sieci energetycznej takich jak FFR (Fast Frequency Response, szybka reakcja na zmiany częstotliwości) mogą w przypadku awarii zasilania i zakłóceń w dostawie mocy ze źródeł odnawialnych pomagać w utrzymaniu stabilności systemu. Dzięki temu centra danych mogłyby zrzucić łatkę „energetycznych wampirów”.

– Branża przetwarzania informacji jest jednym z głównych konsumentów energii. Operatorzy centrów danych starają się minimalizować swój wpływ na środowisko poprzez wprowadzanie energooszczędnych rozwiązań i kupowanie energii z OZE. Rośnie ich wydajność, dzięki czemu ta sama ilość mocy umożliwia przetworzenie znacznie większej ilości danych. Nie oznacza to jednak, że nie są potrzebne dalsze działania. Propozycje nowych regulacji unijnych mogą stworzyć grunt pod wprowadzanie kolejnych limitów emisji i innych przepisów dotyczących śladu środowiskowego w branży centrów danych – podsumowuje Rafał Kryk.

Propozycja Komisji Europejskiej nie została jeszcze ratyfikowana, proces ten potrwa kilka lat. Kierunek jest jednak jasny: operatorzy centrów danych będą musieli stawać się motorem napędzającym zieloną energię, aktywnie uczestnicząc w rozwiązywaniu kryzysu klimatycznego.

Źródła:

https://www.iea.org/reports/data-centres-and-data-transmission-networks

https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/library/energy-efficient-cloud-computing-technologies-and-policies-eco-friendly-cloud-market

Dokument UE w sprawie EED: https://eur-lex.europa.eu/resource.html?uri=cellar:a214c850-e574-11eb-a1a5-01aa75ed71a1.0001.02/DOC_1&format=PDF

Proponowane zmiany w ustawie o cudzoziemcach to dobry kierunek

Projekt zmian w ustawie o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw, który rząd ma przyjąć w najbliższym czasie może m.in. ułatwić kwestię zmiany miejsca pracy przez cudzoziemca i umożliwi mu, szybsze podjęcie nowej pracy, a także może wpłynąć na przyspieszenie wydawania decyzji przez wojewodów o udzieleniu zezwolenia na pobyt czasowy cudzoziemcom, uważają specjaliści z agencji pracy SPEK.

“Istota rozwiązań ujętych w projekcie, które mają duże znaczenie dla pobytu obcokrajowców, to przede wszystkim uporządkowanie kwestii zmiany podmiotu powierzającego wykonywanie pracy, które w świetle nowego projektu nie będą wymagały złożenia wniosku o zmianę podmiotu powierzającego pracę oraz poszerzenie katalogu okoliczności w których nie wymaga się zezwolenia na pobyt czasowy i pracę” – uważa Edyta Nieborak Prezes Zarządu SPEK.

W jej opinii ten przepis znacznie ułatwi kwestię zmiany miejsca pracy przez cudzoziemca i umożliwi mu, szybsze podjęcie nowej pracy, bez konieczności oczekiwania na tylko formalną zmianę pracodawcy.

“Kolejną istotną zmianą jest przyspieszenie wydawania decyzji o udzieleniu zezwolenia na pobyt czasowy przez wojewodów, oraz z pozoru mało istotna zmiana dotycząca wprowadzenia przepisów zgodnie z którymi wymiana informacji pomiędzy wojewodą lub Szefem Urzędu do spraw cudzoziemców a służbami przekazującymi informacje na temat cudzoziemców mogą odbywać się za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Taka zmiana znacznie skróci okres oczekiwania na decyzję o udzieleniu pozwolenia na wykonywanie pracy przez wojewodę, które często przedłużały się właśnie z powodu oczekiwania na korespondencję, która w okresie pandemii często posiada jeszcze dodatkowo 10 dni kwarantanny po dotarciu do urzędu” – podkreśla Przemysław Hermański Prokurent SPEK.

SPEK wskazuje także, że uporządkowano również kwestię niejasnych i różnie interpretowanych przepisów dotyczących wszczynania postępowań w sprawie udzielenia zezwolenia na pobyt czasowy, gdy wniosku nie składa osobiście cudzoziemiec a w jego imieniu wnioskuje pełnomocnik.
“Zmiany przygotowywane przez MSWiA z pozoru niewielkie, to może nie przełom i rewolucja, ale z całą pewnością dobry kierunek, ułatwiający życie przedsiębiorcą, zatrudniającym obcokrajowców jak i skracający drogę cudzoziemców do podjęcia pracy w Polsce” podsumowała Prezes Edyta Nieborak.

Zgodnie z wykazem prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów “Projekt ustawy o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw” ma zostać przyjęty przez rząd w III kw. 2021 r.

Succubus od Madmind Studio z bardzo dobrymi recenzjami

Madmind Studio, specjalizujące się w tworzeniu gier z gatunku horror, we wtorek zaprezentowało swoją grę Succubus. Produkcja ma ponad 84 proc. pozytywnych recenzji na Steamie, a sprzedaż od premiery w analogicznym okresie jest niemal trzy razy wyższa (Steam) niż w przypadku poprzedniej produkcji studia – Agony.

Succubus – gra z gatunku action horror – była długo wyczekiwaną premierą. Wishlista gry w dniu jej premiery przekroczyła 270 tys. graczy., z czego prawie 100 tys. przybyło w ostatnich 6 miesiącach. Premiera odbyła się we wtorek o godzinie 19:00, gdzie na platformie Steam był prowadzony równocześnie livestream, który zgromadził ponad 7,4 tys. widzów.  Gra spotkała się zarówno w mediach branżowych jaki wśród graczy z bardzo ciepłym przyjęciem, o czym świadczą komentarze graczy (8,4/10 Steam) oraz profesjonalnych recenzentów (7,5/10).

Jesteśmy bardzo zadowoleni widząc tak pozytywne oceny naszej gry. Tym bardziej zaskakująca wydaje nam się reakcja naszych inwestorów. Podczas gdy my świętujemy sukces, na który ciężko pracowaliśmy całymi latami, akcje naszej firmy znacząco tracą na wartości. Sprzedaż Succubus jest wyraźnie wyższa niż w przypadku Agony, biorąc pod uwagę analogiczny okres od premiery. – komentuje Tomasz Dutkiewicz, prezes zarządu Madmind Studio.

Całkowity koszt produkcji gry Succubus wraz z budżetem marketingowym wyniósł około 3,8 mln zł. Spółka liczy, że w niedługim czasie będzie mogła zakomunikować pełen zwrot kosztów produkcji.

Liczymy, że w najbliższym czasie będziemy mogli oficjalnie zakomunikować pełen zwrot kosztów produkcji. Oznaczać to będzie jednocześnie rekordowy rok w historii naszej spółki. W przypadku Succubus cały proces produkcji gry pokrywaliśmy sami, tak więc każda zarobiona złotówka wędruje prosto na nasze konto. Dzięki temu, że Succubus jest grą wysokiej jakości, nie musimy również poświęcać dodatkowych miesięcy pracy nad tworzeniem łatek naprawiających grę. – dodaje Tomasz Dutkiewicz.

Podczas rozgrywki wcielamy się w sukkuba, demonicę przemierzającą piekło w poszukiwaniu zemsty na swoich wrogach. Gra wpasowuję się w ideę Halloween, dnia, na który z niecierpliwością czeka Spółka.

Nie możemy doczekać się Halloween, które jest prawdziwym świętem horroru na platformie Steam. Horrory które przygotowują z tej okazji specjalną zawartość tematyczną, są silnie promowane przez Steam. Właśnie dlatego chcemy zadbać o to, by Succubus w tych dniach miał do zaoferowania wiele atrakcji dla graczy. Dodatkowo z racji gigantycznego zainteresowania grą podczas festiwalu Steam Next Fest oraz rekordową frekwencją podczas livestreamu z premiery na Steamie sądzimy, że Succubus ma duże szanse by przeżyć „drugą premierę” podczas tegorocznego Halloween. – mówi Tomasz Dutkiewicz.

Madmind posiada zdywersyfikowane portfolio. Na 2022 i 2023 rok są zapowiedziane dwie kolejne gry – Paranoid i Tormentor, które mają wzbudzać mniej kontrowersji, lecz ciągle pozostać w gatunku horroru. Spółka dzięki tym tytułom chce dotrzeć do fanów takich produkcji jak Resident Evil czy Silent Hill.

– Nie zapominajmy również o naszych nowych produkcjach, Paranoid oraz Tormentor, które mocno zyskały na popularności w ostatnim czasie właśnie dzięki premierze Succubus. Nowe materiały z obu tych gier zaprezentujemy jeszcze w tym roku- Paranoid w nieco odświeżonej formie oraz pierwszy gameplay z Tormentora – dodaje Tomasz Dutkiewicz.

Cyberprzestępczość to już regularny biznes wart biliony dolarów

Według danych FortiGuard Labs firmy Fortinet, średnia tygodniowa aktywność ransomware w czerwcu 2021 r. była ponad dziesięć razy wyższa niż rok wcześniej. Sytuację pogarsza fakt, że ofiarami jednej kampanii może stać się nawet kilka tysięcy podmiotów. Sukcesy cyberprzestępców i pozyskiwane przez nich okupy rzędu biliona dolarów rocznie pozwalają im dalej rozwijać działalność, która przypomina obecnie strukturę dużego przedsiębiorstwa. Dlatego walka z nimi staje się coraz trudniejsza i wymaga przerwania ich łańcucha dostaw poprzez wykorzystanie sztucznej inteligencji, edukowanie użytkowników oraz współpracę przedsiębiorstw, organów ścigania i instytucji rządowych.

Cyberprzestępczość jako model biznesowy

Cyberprzestępczość staje się coraz bardziej rozwiniętą działalnością biznesową. Na przykład, do pomocy ofiarom w opłacaniu okupów wykorzystywane są specjalne call center. W tym celu tworzone jest zaplecze techniczne, które zapewnia odpowiednie wsparcie. Obszary, którymi zajmują się współpracujący z przestępcami partnerzy, to transfery finansowe, pranie brudnych pieniędzy oraz zarządzanie forami Dark Webu, na których sprzedawane są złośliwe narzędzia. Struktura takiej organizacji przypomina korporację, ponieważ obejmuje także account managerów, którzy koordynują cały proces.

W łańcuchu dostaw cyberprzestępczości dostawcy projektują i tworzą złośliwe oprogramowanie oraz exploity, a następnie licencjonują, sprzedają i udostępniają je dystrybutorom oraz współpracującym podmiotom. Następnie oferują te rozwiązania klientom, którzy – wykorzystując swój łańcuch dostaw – lepiej infiltrują potencjalne ofiary.

Przykładem takiego modelu działania jest Ransomware-as-a-Service (RaaS), które działa na zasadzie subskrypcji. W tym przypadku udzielane jest pozwolenie na korzystanie z oprogramowania ransomware, opracowanego wcześniej przez kogoś innego. Poszczególni partnerzy z łańcucha dostaw otrzymują procent z uzyskanego okupu, czasem sięgający nawet 80%. System ten generuje ponad bilion dolarów przychodu rocznie. To sprawia, że cyberprzestępcy mają coraz więcej środków finansowych na rozwój działalności i ulepszanie technik działania. Dlatego też zmienia się ich strategia – wykorzystywane do tej pory e-maile zastępowane są zdobytymi danymi dostępowymi do sieci korporacyjnych.

Aby pokonać cyberprzestępców, należy przerwać ich łańcuchy dostaw

Obecnie obserwujemy wzrost liczby cyberataków, które dotykają tysięcy podmiotów w ramach jednego incydentu. Stanowi to ważny punkt zwrotny w wojnie z cyberprzestępczością. Według danych FortiGuard Labs, średnia tygodniowa aktywność ransomware w ciągu roku wzrosła 10-krotnie. Jest to obecnie główne zagrożenie dla bezpieczeństwa IT wielu przedsiębiorstw. Skutki ataków są odczuwalne nie tylko przez bezpośrednio zaatakowane firmy. Paraliż łańcucha dostaw wpływa na codzienne życie wielu ludzi, np. poprzez problemy w obszarze handlu. Z tego powodu cyberzagrożenia to sprawa nie tylko zespołów ds. IT. W walkę z tym procederem zaangażowane są organy ścigania, współpracujące ze specjalistami ds. cyfrowego bezpieczeństwa. Obecnie podstawą działania jest śledzenie ruchów cyberprzestępców i studiowanie ich metod. Do analizy pozyskanych danych wykorzystywane są tzw. heat mapy, dzięki którym można dowiedzieć się, jakie najnowsze techniki zostały wdrożone i jaki może być następny krok hakerów.

Ponieważ wiele organizacji cyberprzestępczych działa jak firmy, można wykorzystać ich własną taktykę przeciwko nim, przerywając łańcuchy dostaw. W ten sposób ich działalność stanie się droższa i zmusi ich do zmiany sposobu działania.

Przyjęta strategia przynosi efekty. W 2021 r. postawiono w stan oskarżenia twórcę TrickBota oraz przejęto kody Emoteta – jedno z najbardziej ekspansywnych złośliwych narzędzi. Sukcesem zakończyły się też działania podjęte przeciwko kampaniom ransomware Egregor i NetWalker. Było to możliwe dzięki współpracy rządów i organów ścigania na całym świecie. Odpowiedzialność dotyczy nie tylko twórców złośliwego oprogramowania, ale także ich partnerów biznesowych. Jeden z pierwszych przypadków dotyczył osoby powiązanej z NetWalkerem, oskarżonej przez Amerykański Departament Sprawiedliwości. Takie przykłady mogą przerwać łańcuch dostaw cyberprzestępczości. Kilku operatorów ransomware wycofało się z działalności właśnie po tym, gdy wystraszyło się zbyt dużej uwagi opinii publicznej. Jednak powyższe działania nie będą wystarczające bez odpowiedniego zachowania każdego użytkownika sieci.

Edukacja, sztuczna inteligencja i współpraca w walce z cyberprzestępczością

Reagowanie na incydenty naruszenia bezpieczeństwa to nie wszystko. Kluczowe jest powstrzymywanie ich, zanim zostaną wyrządzone szkody. Jest to możliwe, jeśli coraz więcej osób będzie edukować się w praktykach cyberhigieny. Powszechnie stosowany dzisiaj tryb zdalnej nauki czy pracy znacznie poszerzył pole działalności cyberprzestępców. Na ich celowniku znajdują się nie tylko organizacje i przedsiębiorstwa, ale także osoby pracujące i uczące się w domu. Dlatego każdy użytkownik powinien znać i stosować podstawowe zasady bezpieczeństwa, należy więc kłaść nacisk na zapewnienie odpowiednich szkoleń. W walce z cyberprzestępczością duże znaczenie ma również wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Dzięki niej możliwe jest zintegrowanie mechanizmów zapobiegania zagrożeniom, wykrywania ich i reagowania na nie w całej infrastrukturze IT: urządzeniach końcowych, sieci i chmurze.

Dodatkowo wdrożone powinno zostać podejście Zero Trust, aby umożliwić bezpieczny dostęp do pracy zdalnej i nauki. Wszystko to jednak wymaga podjęcia współpracy wielu podmiotów. Samodzielnie żaden nie będzie w stanie uzyskać takich efektów, jakie są możliwe dzięki współpracy.

Oszuści nie porzucili metody „na rachmistrza”. Fałszywi rachmistrzowie pytają o zarobki, dane z dowodu osobistego i konta bankowego

Oszuści nie porzucili metody „na rachmistrza” i nawet po zamknięciu Narodowego Spisu Powszechnego starają się wyłudzić w ten sposób dane osobowe. Pytają m.in. o dane z dowodów osobistych lub do logowania w banku. Ofiar szukają wśród spóźnialskich, którzy nie spisali się w terminie i teraz nerwowo, w obawie przed karą szukają kontaktu z jakimkolwiek rachmistrzem. Częściej trafią na oszustów. Ekspert serwisu ChronPESEL.pl radzi, jak się przed nimi ustrzec.

Zakończony 30 września Narodowy Spis Powszechny miał nam pomóc zebrać informacje na temat tego, jaka jest aktualnie liczba Polaków, czy się zajmują i jak żyją. To dane, które umożliwiają przeprowadzenie analizy zmian demograficznych i społecznych na przestrzeni lat. Nie znamy jeszcze dokładnych wyników tegorocznego spisu. Nieznane są również dokładne statystki dotyczące przypadków wyłudzenia danych metodą „na rachmistrza”, ponieważ policja nie ma oddzielnego katalogu na tego typu przestępstwa i traktuje je jako „oszustwa”. Niestety zarówno organizator spisu, jak i policja nadal uważają to za realne zagrożenie.

W trakcie ostatnich miesięcy oszuści podszywający się pod rachmistrzów najczęściej dzwonili do swoich ofiar z prośbą o podanie danych takich, jak zarobki, majątek, dane z dowodu osobistego, konta w banku. W rzeczywistości GUS takich informacji nie zbierał. O tym, że podobne telefony to realny problem, świadczą wyniki badania przeprowadzonego w I połowie 2021 r. przez serwis ChronPESEL.pl i Krajowy Rejestr Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Co czwarty ankietowany potwierdził, że w czasie pandemii otrzymał telefon z prośbą o podanie numeru PESEL lub danych do logowania w bankowości elektronicznej.

Dodatkowo jedna na dziesięć osób przyznała, że zdarzyło jej się przekazać dane do logowania osobom trzecim. Najczęściej dotyczyło to najmłodszej grupy badanych (18-24 lat), w której przyznało się do tego blisko 30 proc.

Oszuści czekają na spóźnialskich

Zakończenie spisu wcale nie oznacza, że zagrożenie minęło. Jak informuje GUS, rachmistrzowie oddzwaniają jeszcze do osób, które przed 30 września zgłosiły chęć udziału w Narodowym Spisie Powszechnym. Dodatkowo, część osób, które nie zdążyły spisać się wcześniej, szuka teraz w Internecie informacji na temat tego, czy można to jeszcze zrobić. To stwarza idealne warunki dla oszustów, którzy podszywają się pod rachmistrzów. Problemów można jednak uniknąć, jeśli będziemy pamiętać o kilku zasadach.

Jeśli nie wypełniliśmy spisu przed 30 września i przed upływem tego terminu nie zgłosiliśmy się do GUS-u, nie możemy już tego zrobić. Nie dajmy się nabrać na umieszczane na różnych forach numery rachmistrzów czekających na spóźnialskich. Ostrożność zachować powinni również ci, którzy spis wypełnili. Oni powinni z kolei uważać na telefony i wizyty rachmistrzów, którzy będą twierdzili, że trzeba coś uzupełnić lub ponownie wypełnić ankietę. Spis wypełnia się tylko raz i przy każdej takiej próbie kontaktu powinna nam się zapalić czerwona lampka ostrzegawcza – tłumaczy Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl.

Należy również pamiętać o tym, że każdego rachmistrza można zweryfikować.

Dzwoniący rachmistrz powinien podać nam m.in. imię i nazwisko oraz swój identyfikator, które możemy sprawdzić w internetowej bazie na stronie spisu lub bezpośrednio zadzwonić na infolinię spisową. Oszusta zdemaskować możemy także po zadawanych pytaniach. Żaden rachmistrz nie będzie nas prosił o podanie kwoty naszych zarobków, oszczędności, numeru konta, PIN do karty czy dane do logowania do bankowości internetowej. Takie pytania mogą świadczyć o próbie wyłudzenia – dodaje Bartłomiej Drozd.

W przeprowadzonym badaniu, blisko 40 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nie wie, jakie działania należy podjąć w przypadku wyłudzenia. Dlatego oprócz zachowania ostrożności, należy od razu reagować w sytuacjach, w których mamy podejrzenie, że doszło do kradzieży danych, ponieważ może to prowadzić do przykrych konsekwencji np. w postaci zaciągniętych w naszym imieniu zobowiązań. Wszystkie takie przypadki należy zgłaszać na policję. Warto również, zgodnie z rekomendacją Urzędu Ochrony Danych Osobowych, założyć konto w systemie informacji gospodarczej, aby monitorować swoją aktywność kredytową.

Jak zapewnia GUS, wszystkie dane osobowe przetwarzane w ramach prac spisowych są poufne i podlegają szczególnej ochronie. Od momentu ich zebrania stają się danymi statycznymi i objęte zostają tajemnicą statystyczną, która ma charakter absolutny – jest wieczysta, obejmuje wszystkie dane osobowe i nie przewiduje żadnych wyjątków umożliwiających jej uchylenie. Za złamanie tajemnicy i udostępnienie tych informacji w celach innych niż przewidziane przez spis grozi odpowiedzialność karna.

Badanie na zlecenie serwisu ChronPESEL.pl i Krajowego Rejestru Długów pod patronatem Urzędu Ochrony Danych Osobowych zostało przeprowadzone w I połowie 2021 roku metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1007 respondentów przez IMAS International.

Negocjacje o Turów – co dalej?

Po dwóch dniach rozmów w Pradze polscy negocjatorzy poinformowali, że delegacjom Polski i Czech nie udało się uzgodnić treści porozumienia ws. kopalni węgla brunatnego Turów – jakie miałoby być później zaakceptowane przez oba rządy. 

Czesi uważają, że umowa z Polską w sprawie kopalni Turów jest praktycznie gotowa, ale oba kraje mają różne poglądy na temat czasu jej trwania. Polacy mają proponować możliwość wypowiedzenia porozumienia po dwóch latach. Na to Czesi nie chcą się zgodzić. Zbliżające się wybory w Czechach zdecydują o tym, z kim będą kontynuowane negocjacje Czechy – Polska w sprawie Kopalni Turów. Warszawa jest gotowa przyjąć karę Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i przekazać te środki do budżetu unijnego, zamiast w ugodzie sfinansować oczekiwania samorządów czeskich.

Gdyby Praga była gotowa do ugody, pieniądze zapłacone przez Polaków posłużyłyby Krajowi Liberadzkiemu. Pieniądze przekazane Trybunałowi w razie wyroku bez porozumienia pozasądowego trafią do budżetu unijnego.

– Negocjacje Polska-Czechy w sprawie Turowa nie przyniosły rozstrzygnięcia. Strony deklarują, że zostały zerwane – natomiast na pewnym etapie mogą jeszcze wrócić do negocjacji. Jest tak, ponieważ Polacy wydają się gotowi na ewentualną zapłatę w razie wyroku Trybunału Sprawiedliwości, który będzie dla nas niekorzystny – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

– Będzie to kosztować kilkadziesiąt milionów euro – jednak może być to mniejsza kwota niż eskalujące oczekiwanie Czechów, którzy według polskiej dyplomacji przyspieszyli tok negocjacji oczekując nowych działań ze strony Polski. Podobno wszystko było już ustalone, jednak pod koniec negocjacji Czesi podbili stawkę – tuż przed wyborami w Czechach, które mogą zmienić nastawienie Pragi i być może znowu dojdzie do negocjacji. Jeżeli tak się nie stanie, dojdzie do polaryzacji. Możliwe, że tak będzie, ponieważ ekipa Andreja Babisza – który nie był wielkim miłośnikiem Polski – może zostać zastąpiona przez dużo większych radykałów z opozycyjnej partii. Pewne jest to, że jeżeli Polacy zapłacą karę do Trybunału – to nie przekażą tych pieniędzy regionom czeskim, które liczą właśnie na te środki. Dlatego lepiej pójść na ugodę i zapłacić Czechom, niż czekać na wyrok sądu – który zabierze te pieniądze do budżetu Unijnego i one rozpłyną się po całym kontynencie, zamiast pomóc na miejscu Czechom i Polakom w rozstrzygnięciu tego pozornie nierozwiązywalnego problemu. Pamiętajmy, że jest to sprawa techniczna – gdyby nie chodziło o politykę, to już dawno byłaby rozwiązana – zaznacza Jakóbik.

Dwie potężne inwestycje Tokai COBEX Polska oddane do użytku

W dniach 22 i 23 września Tokai COBEX oficjalnie oddał do użytku wielomilionowe inwestycje w swoich zakładach w Nowym Sączu i Raciborzu, zrealizowane z wykorzystaniem najlepszych dostępnych technologii oraz przyczyniające się do ochrony środowiska naturalnego.Tokai COBEX Polska Tokai COBEX Polska3

Działania zrealizowane zostały w ramach strategii przedsiębiorstwa GROW, przy wsparciu Krakowskiego Parku Technologicznego i Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, w ramach Polskiej Strefy Inwestycji. Wśród zaproszonych gości byli przedstawiciele administracji rządowej i instytucji publicznych, lokalni samorządowcy, wykonawcy oraz cały zarząd Tokai COBEX. Premier RP Mateusz Morawiecki skierował do zarządu firmy list gratulacyjny, który odczytał w jego imieniu przybyły do Raciborza Wicewojewoda Śląski, Robert Magdziarz.

Inwestycje umożliwiają zrównoważony rozwój obu polskich zakładów. Skutkuje to zwiększeniem efektywności i wydajności produkcji oraz wiąże się z realnymi korzyściami dla środowiska naturalnego i lokalnej społeczności. Obejmują one zmniejszenie zużycia paliw (gazu) nawet o 30 procent, nowe miejsca pracy oraz odciążenie infrastruktury dróg publicznych nawet o 1 000 ciężarówek rocznie. Realizacja tychże inwestycji była także ważnym czynnikiem pobudzającym gospodarkę dla wielu lokalnych firm i podwykonawców, pracujących  na obydwu budowach.

– Dzięki inwestycjom w naszym procesie produkcyjnym i redukcji emisji,  produkujemy teraz bardziej ekonomicznie i z mniejszym wpływem na środowisko. – zapewnił Andrzej Hotloś, Prezes Zarządu Tokai COBEX Polska.

Nowe fotoradary na polskich drogach. Gdzie je spotkasz?

Z planowanych 26 nowych fotoradarów aktualnie zamontowanych zostało już 12 urządzeń. Te nowoczesne mierniki rejestrują wysokiej jakości materiał dowodowy, są mało awaryjne i mogą jednocześnie kontrolować kilka pasów ruchu. Kierowco, lepiej zwolnij zanim dostaniesz pamiątkowe zdjęcie. Gdzie można spotkać nowe fotoradary? Jak ich obecność przełożyła się na prędkość jazdy kierowców? Eksperci z Yanosik Autoplac podają dane.

Niemała inwestycja

Cały projekt rozbudowy i modernizacji systemu zakłada zakup 358 nowych rejestratorów, w tym 100 urządzeń, które zostaną zainstalowane w nowych lokalizacjach – 26 fotoradarów, 39 urządzeń do odcinkowego pomiaru średniej prędkości, 30 urządzeń monitorujących wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle, 3 urządzenia rejestrujące niestosowanie są do sygnalizacji świetlnej na przejazdach kolejowych oraz 11 przenośnych urządzeń rejestrujących w miejscach niebezpiecznych, w których nie jest możliwy montaż stacjonarnych mierników. Koszt montażu jednego fotoradaru to 250 tys. zł, a realizacja całego projektu wyniesie 5,7 mln zł.

247 urządzeń zostanie zamontowanych w stałych lokalizacjach, natomiast nowe rejestratory pojawią się w 14 województwach. Aktualnie na polskich drogach pojawiło się już 12 nowych urządzeń mierzących prędkość jazdy kierowców.

Gdzie są nowe fotoradary?

Nowe urządzenia można spotkać w miejscowościach: Krapkowice (woj. opolskie), Sianów (woj. zachodniopomorskie), Naściszowa (woj. małopolskie), Tychy (woj. śląskie), Cisiec (woj. śląskie), Boguchwała (woj. podkarpackie), Kraków (woj. małopolskie), Głuszyca Górna (woj. dolnośląskie), Widełka (woj. podkarpackie), Liszki (woj. małopolskie), Brześce (woj. mazowieckie) oraz Grójec (woj. mazowieckie).

– Lokalizacje nowych fotoradarów pojawiają się w naszym systemie na bieżąco. Jeśli tylko uruchomiony zostanie nowy punkt pomiaru prędkości, to użytkownicy Yanosika będą o tym poinformowani. – informuje Julia Langa, Yanosik Autoplac.

Jak fotoradary zmieniły zachowania kierowców?

– Większość kierowców, otrzymując informację o fotoradarze na trasie, zwalnia już na kilkaset metrów przed nim. Z naszych danych jasno wynika, że średnie prędkości jazdy po zamontowaniu nowych fotoradarów spadły poniżej obowiązującego limitu na danym odcinku. W zestawieniu przyjęliśmy pomiar ruchu w weekendy, w których panuje mniejsze natężenie, ale za to występują większe średnie prędkości jazdy. – komentuje Julia Langa, Yanosik Autoplac.Nowe fotoradary na polskich drogach. Gdzie je spotkasz

Analizując dane od twórców Yanosik Autoplac widzimy, że wprowadzenie nowych fotoradarów w wymienionych wyżej miejscowościach poskutkowało znacznym obniżeniem średniej prędkości jazdy, która przed montażem urządzeń w większości przypadków przekraczała obowiązujący na danym odcinku limit.

W Boguchwale kierowcy poruszali się ze średnią prędkością 57 km/h na drodze z obowiązkowym limitem do 50 km/h. Po montażu urządzeń kontrolujących prędkość, spadła ona do 45 km/h. W Brześcach, w woj. mazowieckim, na odcinku z fotoradarem limit prędkości wynosi 40 km/h, kierowcy przed montażem miernika poruszali się po drodze ze średnią prędkością 56 km/h, natomiast po uruchomieniu urządzenia, prędkość spadła do 39 km/h. W Tychach zamontowanie nowego fotoradaru zmniejszyło prędkość jazdy z 54 km/h na 48 km/h na trasie z limitem do 50 km/h.

Tu fotoradary były najbardziej potrzebne!

W Grójcu montaż nowego fotoradaru poskutkował zmniejszeniem średniej prędkości jazdy kierowców z 55 km/h do 43 km/h na drodze z limitem do 50 km/h. O ponad 10 km/h spadła średnia prędkość jazdy w Głuszycy Górnej, po uruchomieniu fotoradaru. Na drodze obowiązkowy limit wynosił 50 km/h, a kierowcy przekraczali go jadąc o 5 km/h szybciej.

Z kolei w Liszkach, w woj. małopolskiem, kierowcy przekroczyli limit prędkości o 10 km/h. Dopiero montaż fotoradaru zmniejszył średnią prędkość do 44 km/h przy obowiązującym limicie do 50 km/h. W Naściszowej kierowcom zdarza się przekraczać limit prędkości (60 km/h) o 4 km/h. Montaż urządzenia kontrolującego prędkość, zredukował ją do 54 km/h. W Widełce średnia prędkość jazdy spadła z 64 km/h do 47 km/h na drodze z limitem prędkości do 50 km/h.

W tych lokalizacjach kierowcy jeżdżą przepisowo

Niektóre fotoradary nie zmieniły znacznie zachowań kierowców, którzy nawet przed zamontowaniem miernika jeździli ze średnią prędkością poniżej limitu. W Ciścu obowiązkowy limit prędkości to 50 km/h. Przed pojawieniem się urządzeń kontrolujących prędkość, kierowcy jeździli 41 km/h, a po ich zamontowaniu prędkość spadła do 39 km/h. Podobnie sytuacja prezentuje się w Krakowie, w którym limit na kontrolowanym odcinku wynosi 70 km/h. Kierowcy przed montażem fotoradaru jeździli ze średnią prędkością 58 km/h, natomiast po montażu urządzenia prędkość spadła o 3 km/h.

W Krapkowicach, w woj. opolskim, kierowców obowiązuje limit prędkości do 50 km/h. Przed zamontowaniem fotoradaru jeździli 49 km/h, natomiast po już 45 km/h. Z kolei w Sianowie, w zachodniopomorskim, kierowcy przed zamontowaniem miernika poruszali się z prędkością 45 km/h, po uruchomieniu prędkość spadła do 42 km/h, na odcinku z obowiązkowym limitem prędkości do 50 km/h.

Czego możemy się spodziewać w przyszłości?

Do końca lutego 2022 roku wykonawca ma zamontować 26 urządzeń kontrolujących prędkość jazdy. Obecnie dwa urządzenia, w Sianowie oraz w Widełce, zostały już włączone w tryb rejestracji naruszeń. Co ciekawe, w Widełce podczas pierwszej doby zarejestrowano aż 28 wykroczeń. Wg informacji CANARD kierowcy w miejscu pomiaru jeżdżą zbyt wolno, co jest niezgodnie z przepisami.

Może się zdarzyć, że kierowcy zwalniają przed fotoradarem, jadąc nawet o 10 km/h mniej. Jak widać w naszym zestawieniu, w niektórych przypadkach średnie prędkości spadają nawet o 12 km/h. Takie zachowanie niestety również może powodować zagrożenie na drodze. Oczywiście spadek prędkości może być spowodowany warunkami ruchu na drodze, np.: korkami, jednak gdy takie nie występują, kierowca jest zobowiązany tak dostosować prędkość, by nie utrudniać jazdy innym.komentuje Julia Langa, Yanosik Autoplac.

Celem montażu nowych mierników jest poprawa bezpieczeństwa w danych obszarach, które zostały ustalone na podstawie analizy bezpieczeństwa ruchu drogowego wykonanej przez Instytut Transportu Samochodowego. Jak widać po powyższym zestawieniu – uruchomienie nowych fotoradarów zmieniło zachowania kierowców na drogach. W niektórych lokalizacjach urządzenia kontrolujące prędkość jazdy spowodowały, że zmotoryzowani dostosowali prędkość jazdy do obowiązujących limitów.

Drogo, coraz drożej. Gaz i inflacja

Na europejskich giełdach ceny gazu zaczęły spadać, jednak to chwilowe. Przed nami nadal duże wzrosty cen. I problemy z inflacją.

Ceny gazu najbardziej rosną w Europie. Dlaczego?

– Europa bardzo mocno poszła w politykę energii odnawialnej, a niestety okazało się, że w Wielkiej Brytanii przestało wiać, w Norwegii jest niższy poziom wody, energii brakuje i Rosja wykorzystała tę sytuację zmniejszając dostawy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Polityka ekologiczna UE ma swoje minusy, które nie zostały wzięte pod uwagę.

Globalnie mamy taką sytuację, że z powodu interwencjonizmu gospodarczego, który wprawdzie spowodował ożywienie wywołujące bardzo duży popyt na surowce. Podaż nie nadążała za rosnącym popytem. Dotyczy to także węgla kamiennego.

Znaleźliśmy się w takiej sytuacji, że będziemy zależni od pogody w najbliższych miesiącach. Bardzo istotne okaże się, jak mroźna będzie najbliższa zima.

– Na rynkach hurtowych ceny będą bardzo zależne od pogody i mogą spadać podczas ciepłej zimy, jednak ceny detaliczne reagują z opóźnieniem, a więc energia w Europie będzie drożeć – wyjaśnia ekspert XTB. – W Polsce o wzroście cen energii decyduje wprawdzie państwowy regulator czyli URE, ale ich wzrostu nie da się uniknąć.

Przed nami wiec nadal problemy z inflacją, pomimo najnowszej decyzji RPP o podwyżce stóp procentowych.

Rynek opon w Polsce: dynamiczny wzrost i ukierunkowanie na jakość

  • W okresie od stycznia do sierpnia 2021 r. w Europie odnotwany został prawie 17 proc. wzrost sprzedaży opon do samochodów osobowych i dostawczych w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego
  • W tym samym okresie Polsce wzrost ten wyniósł aż 30% i jest jednym z najwyższych na kontynencie

Powrót na ścieżkę wzrostu i świetna perspektywa dla opon zimowych

Rynek opon letnich do samochodów osobowych i dostawczych w okresie od stycznia do sierpnia 2021 r., w odniesieniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, wzrósł w Europie o prawie 14 proc., a w Polsce o ponad 16 proc. W kategorii opon zimowych wzrost w Europie wyniósł 12 proc., podczas gdy w Polsce jest to 40 proc.

Zeszłoroczny spadek sprzedaży spowodowany pandemią COVID-19 był w Polsce mniejszy niż na rynkach dotkniętych największą stratą – dla opon osobowych na poziomie średniej europejskiej, dla opon ciężarowych spadki były natomiast mniej znaczące. W tym roku branża oponiarska jest w bardzo szybkim trendzie wzrostu, spowodowanym głównie popytem rynkowym. W Polsce ten wzrost jest jeszcze bardziej dynamiczny niż średnia dla krajów europejskich, szczególnie w kategorii opon zimowych – komentuje Dariusz Wójcik, dyrektor generalny Continental Opony Polska.

Opony wielosezonowe

Znaczące wzrosty sprzedaży odnotowano w segmencie opon wielosezonowych. Na rynkach europejskich w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy roku, wzrost sprzedaży opon wielosezonowych wyniósł 43% w odniesieniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. W Polsce ten wzrost wyniósł aż 70%.

Bardzo duży wzrost opon wielosezonowych to wyraźny trend rynkowy, powiązany ze zmianą sposobu użytkowania samochodów – podobnie jak w najbardziej rozwiniętych gospodarkach, pojawiają się drugie i kolejne auta w gospodarstwach domowych. Są one wykorzystywane głównie do dojazdów w miastach – to obszar, gdzie mix dotyczący sposobu poruszania się, średniego przebiegu i warunków pogodowych daje szansę na skuteczne korzystanie z opon wielosezonowych i Polacy również to dostrzegli – mówi Dariusz Wójcik.

Rynek opon UHP i premium

Na rynkach europejskich zanotowano ponad 24 proc. wzrost sprzedaży opon segmentu Ultra High Performance o średnicy osadzenia 17 cali i więcej. W Polsce ten trend jest prawie dwukrotnie wyższy i wynosi 46 proc., a udział sprzedaży opon UHP w całej sprzedaży wyniósł 34 proc. Wzrost segmentu premium w stosunku do roku ubiegłego wynosi 39 proc.

W Polsce od dłuższego czasu widoczny jest trend ukierunkowania klientów na wysoką jakość i produkty premium. Podążamy w kierunku najbardziej rozwiniętych państw. Branża oponiarska jest pochodną szeroko rozumianej branży automotive. Park samochodowy w Polsce się rozwija pod względem jakościowym i oddziaływanie tego możemy zaobserwować na rynku opon. W kategorii premium wzrosty u nas należą do jednych z najwyższych w Europie w kategorii UHP – są najwyższe – podsumowuje Dariusz Wójcik.

Allianz Global Wealth Report 2021

Allianz zaprezentował dziś dwunastą edycję „Global Wealth Report”, w którym analizowana jest sytuacja majątkowa i związana z zadłużeniem gospodarstw domowych w prawie 60 krajach.

Uratowani przed kryzysem

Oszczędności były głównym czynnikiem napędzającym sytuację majątkową gospodarstw domowych. Izolacja związana z COVID-19 drastycznie ograniczyła możliwości konsumpcji, pojawiło się globalne zjawisko „przymusowych oszczędności”. Oszczędności wzrosły o 78 proc. do 5,2 biliona euro w 2020 r., co jest absolutnym rekordem. Wpływy na depozyty bankowe – prawie trzykrotnie (+187%). Jednocześnie depozyty bankowe stanowiły ponad połowę nowych oszczędności na wszystkich branych pod uwagę rynkach. W rezultacie po raz pierwszy depozyty bankowe na całym świecie rosły w dwucyfrowym tempie (11,9%). Co ważne poprzedni szczytowy wzrost wyniósł 8% w kryzysowym roku 2008. Podczas gdy papiery wartościowe – wspierane przez silne rynki akcji – wzrosły o 10,9%, aktywa ubezpieczeń i funduszy emerytalnych wykazały się znacznie słabszym rozwojem rosnąc o 6,3%.

Zaszczepieni

Pomimo problemów utrzymujących się w światowym handlu i nowych wariantów wirusa wymuszających nowe ograniczenia, globalny PKB znacznie wzrośnie w 2021 r. Wzrost ten napędzany jest przede wszystkim kampanią szczepień, która pozwala gospodarkom na ponowne otwarcie i (częściowy) powrót do normalności. Ponadto nadal obowiązuje luźna polityka monetarna i hojne wsparcie fiskalne. Jakie są skutki dla oszczędzających na całym świecie? Bez większych korekt giełdowych rok 2021 powinien okazać się dla nich dobry, przy ogólnym wzroście aktywów finansowych na całym świecie o około 7%.

Liczby są bardzo imponujące. Ale powinniśmy sięgnąć trochę głębiej. Większość gospodarstw tak naprawdę nie oszczędzała, ale po prostu odkładała swoje pieniądze. Wszystkie te pieniądze na kontach bankowych to zmarnowana okazja. Zamiast tego gospodarstwa domowe powinny inwestować w swoją emeryturę i w zieloną transformację, umożliwiając społeczeństwu sprostanie najważniejszym wyzwaniom, przed którymi stoimy – zmianom klimatycznym i demograficznym. Pilnie potrzebujemy nowej „kultury oszczędzania” – powiedział Ludovic Subran, główny ekonomista Allianz.

Długi COVID

W 2020 r. aktywa finansowe na rynkach wschodzących (+13,9%) rosły ponownie szybciej niż na rynkach rozwiniętych (+10,4%), wracając do znanych wzorców wzrostu sprzed trzech lat. W rezultacie przepaść w zamożności między krajami bogatymi i biednymi również nieco się zmniejszyła. Odwrócenie trendu, który został zdiagnozowany w ubiegłym roku – ponowne oddalanie się biedniejszych i bogatszych krajów – wydaje się na razie zatrzymane. Jednak jest zdecydowanie za wcześnie, aby móc jasno mówić o efektach. Podczas gdy wiele krajów rozwijających się radziło sobie zaskakująco dobrze w pierwszym roku pandemii, istnieją przesłanki, że długoterminowe konsekwencje i wyzwania – od niewystarczających szczepień i rekonfiguracji łańcuchów dostaw po cyfrową i zieloną transformację – mogą dotknąć przede wszystkim biedniejszych krajów.

To samo można powiedzieć o podziale bogactwa narodowego. Podczas gdy krajowa klasa średnia skurczyła się w ostatnich latach, ponieważ jej udział w całkowitym bogactwie narodowym zmniejszył się w wielu krajach, wydaje się, że transfery społeczne skutecznie przeciwdziałały dalszemu oddalaniu się klas majątkowych. Jednak może to długo nie trwać, jeśli wygasną wsparcie państwa i bezpośrednie skutki kryzysu. W takiej sytuacji utrata milionów miejsc pracy znów będzie odczuwalna. Ponadto kryzys doprowadził do znacznego osłabienia edukacji szkolnej. Covid-19 prawdopodobnie jeszcze bardziej utrwali brak mobilności społecznej. Stopniowe zanikanie klasy średniej tylko chwilowo się zatrzymało.

Pandemia jest znacznie większym wyzwaniem dla biedniejszych krajów. Bardzo prawdopodobne, że Covid-19 będzie nadal powstrzymywać rozwój gospodarczy właśnie w tej grupie krajów i będzie to trwało znacznie dłużej niż na rynkach rozwiniętych. Jednak prawdziwe wyzwanie pojawia się później: kraje te znajdą się w świecie po pandemii, w którym będzie im coraz trudniej wykorzystać swoje przewagi w sprawdzony sposób, biorąc pod uwagę trwałe zmiany w technologiach, polityce i stylu życia – komentuje współautorka raportu Patricia Pelayo Romero.

Polska: Silny wzrost aktywów finansowych o 12,1%

Aktywa finansowe brutto polskich gospodarstw domowych wzrosły w 2020 r. o 12,1%. Dzięki temu polskie gospodarstwa domowe były jednymi z nielicznych, które odnotowały w 2020 r. znacznie szybszy wzrost niż w 2019 r. (6,0%). Główną siłą napędową były depozyty bankowe, które stanowią ponad połowę wszystkich aktywów finansowych i wzrosły aż o 15,2%, co stanowi najwyższy wzrost od 2008 roku. Było to spowodowane rekordowym napływem nowych oszczędności, które w 2020 roku wzrosły o 71%. Papiery wartościowe również wypadły bardzo dobrze – wzrost o 13,5%, częściowo odzwierciedla to fakt, że polskie gospodarstwa domowe stały się nabywcami netto papierów wartościowych w 2020 r. Z drugiej strony aktywa ubezpieczeniowe i emerytalne pozostały w zasadzie na niezmienionym poziomie (+0,3%).

Wzrost zobowiązań zwolnił do 3,2%, wobec średniego wzrostu o ponad 5% w poprzednich pięciu latach. Ponieważ produkcja gospodarcza skurczyła się w 2020 r., wskaźnik zadłużenia (zobowiązania w % PKB) podskoczył do 36%, co jest nadal znacznie poniżej poziomu obserwowanego na przykład w Czechach (42%) czy na Słowacji (51%). Ostatecznie aktywa finansowe netto wzrosły o 17%. Z aktywami finansowymi netto na mieszkańca wynoszącymi 9880 euro Polska utrzymała się na 37. miejscu w rankingu najbogatszych krajów. Tym samym Polska jest jednym z biedniejszych krajów regionu, plasując się np. za Słowenią (25), Czechami (26), Węgrami (30) czy Bułgarią (35).

Pełna treść raportu:

https://www.allianz.com/content/dam/onemarketing/azcom/Allianz_com/economic-research/publications/specials/en/2021/october/2021_10_07_Global-Wealth-Report.pdf

W Warszawie powstanie Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją

7 października Ośrodek Przetwarzania Informacji – Państwowy Instytut Badawczy (OPI PIB) obchodził jubileusz trzydziestolecia. Z tej okazji zorganizowano spotkanie, w którym wziął udział Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w MEiN, a także przedstawiciele najważniejszych instytucji naukowych i akademickich oraz przedsiębiorstw związanych z nowoczesną technologią. W trakcie uroczystości dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor OPI PIB ogłosił budowę Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją oraz zaprezentował jego projekt. Otwarcie nowoczesnej placówki badawczej zaplanowano w 2023 r.

Aby zrealizować ambitne cele OPI PIB musimy zainwestować w infrastrukturę. Z pewnością zauważyli Państwo na ekranach projekt nowoczesnego, wielokondygnacyjnego budynku – Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją. Mam nadzieję, że już w 2023 roku będziemy mogli się znowu wszyscy spotkać z okazji jego uroczystego otwarcia – powiedział dr inż. Jarosław Protasiewicz, dyrektor Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego (OPI PIB).

Nowe Centrum Badań nad Sztuczną Inteligencją powstanie na warszawskim Mokotowie, obok dotychczasowej siedziby OPI PIB. Rozwój technologii z zakresu sztucznej inteligencji (SI) jest bardzo dynamiczny. Wymaga nowoczesnej infrastruktury, która pozwoli OPI PIB wzmocnić potencjał naukowy. Instytut aktywnie wspiera realizację „Polityki Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019-2027”, a nowe centrum pomoże efektywnie realizować dane cele. Rola sztucznej inteligencji w całościowym rozwoju społeczno-gospodarczym jest coraz większa, a osiągnięcia polskiej nauki mogą znacznie go przyspieszyć. – Oczywiście rozwój SI to nie tylko nowoczesny budynek i innowacyjne systemy IT. Potrzebni są przede wszystkim wykwalifikowani eksperci i właśnie oni pracują w OPI PIB. To pasjonaci, którzy nie boją się eksperymentować, innowatorzy, patrzący przyszłościowo. Jak już wspomniałem, to właśnie dzięki nim możemy się rozwijać i odnosić sukcesy – dodał dyrektor instytutu.

Dr inż. Jarosław Protasiewicz podkreślił także, że OPI PIB w działalności badawczej stawia przede wszystkim na interdyscyplinarność. Naukowcy prowadzą badania w siedmiu laboratoriach skupiających specjalistów z wielu dziedzin – poza ekspertami od technologii IT w zespole instytutu pracują ekonomiści, socjologowie, prawnicy, statystycy czy psychologowie. Konfrontacja różnych podejść naukowych sprzyja dogłębnej analizie zagadnień badawczych i pobudza innowacyjność. Główne obszary badań prowadzonych w OPI PIB to: algorytmy uczenia maszynowego oraz przetwarzania języka naturalnego, analiza sentymentu, sieci neuronowe, odkrywanie wiedzy z danych tekstowych, interakcja człowiek-komputer (HCI), możliwości wykorzystania potencjału wirtualnej rzeczywistości (VR), systemy komputerowego wspomagania decyzji oraz sztuczna inteligencja.

Nowoczesne systemy wspierające polską naukę

W spotkaniu wziął udział minister Wojciech Murdzek, sekretarz stanu w MEiN, który pogratulował dyrekcji i wszystkim pracownikom Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego jubileuszu trzydziestolecia. Instytut od początku swojego istnienia pełni bardzo ważną funkcję. Eksperci OPI PIB tworzą systemy informatyczne i oprogramowanie dla sektora nauki i szkolnictwa wyższego. Wyniki ich badań i analiz o sektorze badań i rozwoju są pomocne, jako narzędzie wspierające proces podejmowania decyzji. Korzystając z okazji, minister Wojciech Murdzek podziękował pracownikom OPI PIB za pomoc w walce z pandemią COVID-19. W lutym 2021 roku zaledwie w 5 dni eksperci OPI PIB wdrożyli internetowe narzędzie, które umożliwiło łatwy i sprawny proces rejestracji na szczepienie przeciwko COVID-19 nauczycieli akademickich i osób prowadzących zajęcia na polskich uczelniach. Dzięki ich pracy, w dwóch turach zarejestrowało się ponad 70 000 osób.

Minister podkreśli także ważną rolę, jaką pełnią systemy OPI PIB dla polskiej nauki. To właśnie instytut rozwija Zintegrowany Systemie Informacji o Szkolnictwie Wyższym i Nauce POL-on, który jest doskonale znany w środowisku akademickim. Wyodrębniono w nim blisko 40 modułów i jest on największym działającym systemem publicznym z punktu widzenia zakresu zbieranych danych w Polsce. OPI PIB także rozwija takie systemy i narzędzia jak: Jednolity System Antyplagiatowy (JSA), Zintegrowany System Usług dla Nauki ZSUN/ OSF, Polską Bibliografię Naukową, portal RAD-on, platformę e-learningową NAVOICA i popularny system monitorowania Ekonomicznych Losów Absolwentów szkół wyższych (ELA). Ten ostatni system bada aktywność zawodową absolwentów przez pięć lat od ukończenia przez nich studiów, a od niedawna także studentów i osób ze stopniem doktora. Przed ekspertami OPI PIB także bardzo ważne zadanie. To właśnie oni opracowali aplikację Systemu Ewaluacji Dorobku Naukowego (SEDN), która służy do prezentacji i oceny dorobku naukowego jednostek naukowych działających w Polsce. Za pomocą SEDN będzie realizowany najbliższy proces ewaluacji uczelni, pierwszy raz na nowych zasadach. W wyniku ewaluacji jednostki otrzymają kategorie naukowe, z którymi powiązane zostanie finansowanie i uprawnienia do nadawania stopni.

W trakcie spotkania głos zabrał także prof. dr hab. Tomasz Jasiński, przewodniczący Rady Naukowej OPI PIB oraz byli i obecni pracownicy instytutu.

Columbus Energy zawarł umowę przedwstępną na projekty farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 345 MW

Columbus Energy S.A., wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, zawarł umowę przedwstępną nabycia udziałów w czterech spółkach realizujących projekty farm fotowoltaicznych oraz nabycia kolejnych trzech projektów farm. Łączna moc przyłączeniowa projektów wynosi 345 MW. Do momentu nabycia udziałów w farmach Spółce przysługuje wyłączność na zakup projektów. Projekty fotowoltaiczne są częścią ekosystemu Columbus Energy, który dostarcza energię m.in. dla sektora MŚP i prosumentów.

Stale powiększamy nasz portfel deweloperski farm fotowoltaicznych. Aktualnie posiadamy ponad 4,5 GW. Wraz z zawartą umową będziemy mogli pozyskać kolejne farmy o łącznej mocy 345 MW. Nabycie oraz rozliczenie wspomnianych projektów będzie uzależnione od wyników badań due diligence – mówi Janusz Sterna, Wiceprezes Columbus Energy S.A.

Ostatnio Spółka zawarła porozumienie dotyczące współpracy przy rozwoju farmy fotowoltaicznej o mocy 60 MW. Kolejne dwie umowy dotyczyły nabycia farm o mocy 30 MW i 14 MW. Zarząd Spółki podkreśla, że projekty fotowoltaiczne są bardzo ważną częścią ekosystemu Columbus Energy.

– Nasz biznes jest bardzo zdywersyfikowany, z jednej strony rozwijamy technologię dla prosumentów, budujemy farmy fotowoltaiczne, ale także docieramy do klientów z sektora MŚP. Jest to obszar biznesowy, który prężnie się rozwija. Uzupełnieniem naszego biznesu są także magazyny energii, które już zyskują na popularności. Tworzymy nowy ekosystem energetyczny Columbus, na którym skorzysta społeczność prosumentów – dodaje Janusz Sterna.

Escola kupuje platformę myVOD i zawiązuje spółkę Escola LMS

Escola, jedna z czołowych firm tworzących aplikacje mobilne i webowe w Polsce, powołała nową spółkę Escola LMS. Jest to jeden z pierwszych LMS-ów (Learning Management System) na świecie stworzony w koncepcji headless, którego bezpośrednią konkurencją jest m.in. Adobe Captivate Prime LMS. Drugim segmentem działalności Escola LMS będzie rozwój narzędzia myVOD, które bez wiedzy technicznej pozwala zbudować własny serwis do sprzedaży kursów i szkoleń online. Na ponad 100 platformach zbudowanych w oparciu o myVOD jest zarejestrowanych prawie 100 tys. użytkowników, którzy złożyli ponad 126 tys. zamówień.

W nowej spółce Escola LMS łączymy kilka naszych produktów, które spaja wątek edukacyjny. Pierwszym będzie produkt Escola LMS – pozwalający na tworzenie dedykowanych platform szkoleniowych. Od początku, kiedy stworzyliśmy ten produkt zauważyliśmy, że mamy spore szanse na zdobycie przewagi na rynku e-lerningowym. Teraz te przewagi zwiększamy, bo do spółki dołączyła platforma myVOD, a także OCSpace.pl, czyli portal poświęcony tematyce tworzenia kursów i szkoleń online – mówi Krzysztof Wojewodzic, prezes Escola.

Produkt Escola LMS wygenerował ponad 3 mln zł przychodów w pierwszym roku działalności, to co wyróżnia rozwiązanie to wysoka skalowalność i szybkość działania. Porównywalnym rozwiązaniem w skali międzynarodowej jest produkt od firmy Adobe – Adobe Captivate Prime LMS. Uzupełnieniem modelu biznesowego Escola LMS będzie myVOD, narzędzie pozwalające sprzedawać kursy i szkolenia online działające w modelu SaaS. Aktualnie za pomocą tego serwisu stworzono już ponad 130 platform.

– Widzimy ogromny potencjał w łączeniu poszczególnych segmentów Escola LMS z myVOD. Platforma generuje około 25 tys. zł przychodów miesięcznie, a kwota ta stale rośnie. Klienci myVOD tylko w tym roku sprzedali szkolenia, kursy i cyfrowe produkty o wartości 6,5 mln zł, a w 2020 r. ponad 11 mln zł. Jak pokazują statystyki światowy rynek produktów e-learningowych jest wart około 90 mld dolarów. Co więcej, rynek e-edukacji zanotował kilkukrotny wzrost w czasie pandemii i trend ten jeszcze trwa. Chcemy wykorzystać te możliwości – dodaje Krzysztof Wojewodzic.

Głównym udziałowcem w nowo powstałej spółce Escola LMS jest Escola (posiada 63 proc. udziałów), kolejnym udziałowcem jest Robert Rachwał, dotychczasowy właściciel myVOD (posiada 14,5 proc.) i Artur Jabłoński (ma 22,5 proc. udziałów), który jest m.in. właścicielem agencji marketingowej Digitalk. Escola stale realizuje zamierzone cele i 30 września zawarła umowę, w ramach której stała się właścicielem praw do Mobile Trends Conference, Mobile Trends Awards oraz serwisu MobileTrends.pl, wchodzących w skład marki Mobile Trends.

Oprócz bazowej działalności przejęcia i tworzenie spółek zależnych, to główny element strategii Escola. Spółka opiera strategię w dużej mierze na akwizycji innych software house’ów. Pozwala to na pozyskanie doświadczonych programistów oraz zwiększeniu liczby prowadzonych projektów.

Escola S.A. w 2021 r. zajęła 6. miejsce w światowym rankingu najszybciej rosnących firm IT według Clutch. Spółka zanotowała średni wzrost przychodów o 180 proc. za lata 2019-2020. Ranking Clutch zestawia 100 najszybciej rozwijających się firm IT i jest oparty na bezwzględnej stopie wzrostu przychodów w latach 2019-2020.

Niespodzianka na rynku i euro po 4,55 zł

Członkowie RPP a w szczególności prezes NBP poświęcili w ostatnich dniach i miesiącach wiele energii, by wytłumaczyć nam, dlaczego można pozostawić stopy na obecnym poziomie mimo inflacji. Po czym wczoraj je podnieśli. Tak po prostu.

Stopy procentowe jednak rosną

Wbrew oczekiwaniom większości analityków Rada Polityki Pieniężnej jednak podniosła stopy procentowe. Główna stopa procentowa wzrosła z 0,1% na 0,5%. Był to wzrost o 0,25% większy niż ten, którego oczekiwali analitycy spodziewający się wzrostu. O tym, jak bardzo niespodziewana była to decyzja, najlepiej świadczy reakcja rynków walutowych. Wczoraj euro tuż przed posiedzeniem wyskoczyło do 4,63 zł, a po decyzji spadło do 4,55 zł. Silnie umacniający się złoty świadczy o tym, że analitycy odwracali swoje pozycje inwestycyjne, kupując polską walutę. Zmiany widać było również na oprocentowaniu obligacji, które wczoraj wyraźnie rosły.

Co dalej z polityką monetarną?

Przejrzystość komunikacji gremium decyzyjnego to nadal duży problem. Biorąc pod uwagę, że jeszcze we wtorek padła deklaracja o tym, że trzeba wyczuć moment na podwyżki, a już wczoraj ten moment się znalazł, można oczekiwać dalszych niespodzianek. Na razie mamy tylko zapowiedź, że podwyżka stóp procentowych nie blokuje możliwości korzystania z innych narzędzi wpływania na rynek dostępnych dla NBP. Co to oznacza w praktyce? NBP może nadal skupować aktywa z rynku. Przy tak niskim poziomie transparentności warto jednak brać pod uwagę, że kolejne niespodzianki są właściwie pewne.

Korekta na ropie naftowej

Po tym, jak ropa naftowa ustanawiała w tym tygodniu kolejne wieloletnie maksima, przyszedł czas na korektę. Pretekstem do obniżek cen były kolejne rosnące zapasy w USA. To właśnie nadmiar surowca na rynku w wysokości zbliżonej do ostatniej podwyżki wydobycia przez OPEC jest jednym z powodów wczorajszej i dzisiejszej przeceny. W ich wyniku baryłka ropy spadła o około 4 dolary. Nie jest to oczywiście coś, co spowoduje, że na stacjach benzynowych znów będzie tanio. Powstrzymanie trendu wzrostowego może zmniejszyć wzrosty cen.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Adam Trojańczyk przejmuje rolę COO i dołącza do zarządu Inwedo

Od początku października Adam Trojańczyk, dotychczasowy Head of Development w Inwedo, awansuje w strukturze firmy na stanowisko COO. Adam dołącza także do zarządu spółki. 

Adam Trojańczyk od 17 lat zajmuje się nowymi technologiami, startupami i prowadzeniem projektów techowych. Współpracował z firmami z całego świata: od strefy ekonomicznej w Meksyku po firmy w USA, Japonii i Australii. W środowisku developerskim doceniony w konkursach: “Top Software Developers in Poland”, “Ecosystem Hero of The Year” w Polsce i laureat Nagrody Mocni w Biznesie. A łódzcy founderzy i founderki znają go jako przedsiębiorcę, mentora wielu konkursów startupowych i człowieka zaangażowanego w przeszłości w miejski Startup Spark. Do zespołu Inwedo dołączył ponad rok temu jako Head of Development. Jego celem było zbudowanie silnego i twórczego zespołu developerów i developerek. Udało mu się to znakomicie.

– Współpraca z Adamem jest jednym z najlepszych wydarzeń, jakie przyniósł nam 2020 rok – mówi Krzysztof Karolczak, Founder Inwedo, który od tej pory zajmie się obszarem strategii w roli Chief Strategy Officer. – Nowa rola odwzorowuje niezwykle istotny wkład Adama w życie społeczności Inwedo. Adam z jednej strony podniósł nam wysoko poprzeczkę technologiczną, z drugiej zrobił to z taką elegancją i sercem, że każdy i każda z nas, niezależnie od roli w zespole, chce z nim współpracować. Z wielką przyjemnością przekazuję Adamowi rolę COO.

Rola COO w Inwedo

Inwedo współpracuje z dużymi graczami, także z tymi, dla których biznes ma możliwość pozytywnego wpływu na środowisko. Firma coraz częściej komponuje produkty w oparciu o AI. Doświadczenie w dziedzinie Business Process Optimization stało się główną usługą spółki. Zespół jest w stanie poprowadzić cały proces product developmentu.

– Mój główny cel, to nie tylko zarządzanie całym działem Operations, ale także umożliwienie Inwedo wzrostu w zakresie: ludzi, jakości, kompetencji oraz wachlarza technologii – podkreśla Adam Trojańczyk. – Dlatego zarówno jako COO, jak i członek zarządu, ściśle współpracuję z rolami Head of Technology, Head of People, Head of Delivery i Head of Project. To wiąże się z ogromnym poziomem zaufania, jakim obdarzył mnie zarząd: Agata, Dominik i Krzysztof. Odpowiadam za wszystkie bieżące i średnioterminowe działania firmy, ale dbam również o stabilność, bezpieczeństwo i rentowność.

– Adam dołączył do Inwedo nieco ponad rok temu, ale już od pierwszego dnia zarażał nas energią i przekonaniem, że wspólnie możemy realizować nawet największe wyzwania – podkreśla Agata Solnica, członkini zarządu i Head of Growth. – W codziennej pracy w zarządzie budujemy taką samą kulturę, jak pracując w zespołach i wielką wartością z mojej perspektywy jest to, że uzupełniamy się kompetencjami. Dzięki dołączeniu Adama mogliśmy lepiej podzielić się obszarami odpowiedzialności i realizować nasze cele strategiczne bardziej efektywnie.

Nowe usługi w Inwedo

Zespół planuje poszerzenie usług o nowe obszary i rozbudowę dotychczasowych (Data i UX/UI). Dołączenie Adama realnie wspiera Inwedo w tej drodze. Zrozumienie na poziomie wartości także.

Dominik Goss, CEO i Founder: – Zaproszenie Adama do współpracy było naturalnym następstwem naszych rozmów. Znamy się od dawna i mieliśmy pewność, że nasze podejście do budowania firmy jest spójne. Jednocześnie wiedzieliśmy, że Adam wyniesie pewne aspekty naszych działań na kolejny poziom. W tych rozmowach, wtedy i teraz, dla Adama najważniejsi są ludzie. Niezależnie od tego, czy punktem wyjścia są wątki technologiczne czy biznesowe, Adam jest zawsze ukierunkowany na zespół: jak jego członkinie i członków wspierać w codziennych zadaniach i pracy. A najważniejsze jest to, że to jest odczuwalne przez każdą osobę, z którą Adam współpracuje.

MCI Capital wdraża politykę ESG

Zasady zrównoważonego rozwoju, opartego na nowej polityce ESG, wprowadza do swojej strategii działania MCI Capital, największy regionalny fundusz private equity specjalizujący się w inwestycjach w spółki z obszaru gospodarki cyfrowej.

Wszystkie decyzje inwestycyjne będą analizowane i oceniane pod kątem tego, jak działalność inwestycyjna funduszu wpływa na środowisko naturalne czy kwestie społeczne. Fundusz chce promować działania zmierzające do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, zwiększenia efektywności zużycia energii i zasobów naturalnych oraz ekonomii zrównoważonego rozwoju (circular economy).

– Zarząd MCI jest przekonany, że naszym zadaniem jest wspieranie przedsiębiorców i przedsiębiorstw, którzy widzą swój cel dalej niż wyłącznie realizacja planów finansowych i jako fundament traktują bezpieczeństwo środowiska naturalnego i poszanowanie społeczeństwa, na które ich działalność może mieć wpływ – mówi Maciej Kowalski, senior partner w MCI.

Przyjęta przez MCI strategia ESG została stworzona przy uwzględnieniu „Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ” oraz standardów opracowanych przez International Finance Corporation dotyczących kwestii środowiskowych i społecznych. Wzięto również pod uwagę ostatnie rekomendacje grupy zadaniowej (przewodniczy jej Michael Bloomberg) ds. ujawniania informacji finansowych związanych z klimatem (Task Force on Climate-related Financial Disclosures), prowadzono również dyskusje z ekspertami w zakresie pomiaru, planowania i realizacji celów ESG.

– Nasze bogate doświadczenie w inwestycjach cyfrowych pokazuje nam jak bardzo cyfryzacja wspiera budowanie zrównoważonego przedsiębiorstwa. Widzimy, że można być dobrym i jednocześnie maksymalizować zwrot. Mamy nadzieje, że wkrótce wszystkie fundusze w naszym regionie będą funkcjonowały w oparciu o zasady ESG – dodaje Kowalski.

Zaangażowanie przedsiębiorstw w ESG staje się coraz ważniejsze na globalnym rynku finansowym. Funkcjonują rankingi i indeksy ESG spośród których warto wymienić Bloomberg GEI, FTSE Russell ESG oraz MSCI ESG. Bloomberg prognozuje, że w 2025 r. aktywa funduszy inwestujących z uwzględnieniem zasad ESG będą warte 53 biliony USD – jedną trzecią wartości wszystkich funduszy.

Cena gazu bije rekordy

Ceny gazu naturalnego w Europie wynoszą w tym roku +530 proc., a w USA +130 proc., tworząc boom energetyczny wraz z ropą naftową (+60 proc.), a szeroki indeks towarów Bloomberg kształtuje się na poziomie +33%. Towary znajdują się w rzadkim momencie silnego popytu, ponieważ gospodarki ponownie otwierają się i mają ograniczoną podaż po dekadzie gorszych wyników cenowych i niedoinwestowania. Transformacja węglowa zakłóca podejście „rozwiązaniem wysokich cen są wysokie ceny”. Odwierty w USA są o 75 proc. niższe niż w przypadku wydobycia ropy 80 dolarów za baryłkę.

EUROPEJSKI BÓL

Ceny gazu w Europie wzrosły w wyniku połączenia niekorzystnych warunków pogodowych, zakłóceniami dostaw na Morzu Północnym i z Rosji oraz konkurencyjnym popytem na gaz ziemny w Azji. Sytuację odczuwa teraz przemysł, ale za chwilę odczują ją konsumenci z gazem w 40 proc. z produkcji energii elektrycznej w Wielkiej Brytanii i 25 proc. w Europie. Sytuacja może się pogorszyć w zależności od warunków atmosferycznych zimą. Ulgę możemy dostrzec dopiero w przyszłym roku, ponieważ sezonowy popyt spada i podejmowane są inwestycje w podaż. Kontrakty terminowe sugerują znacznie niższe ceny.

OSTATNI SKOK

Ten skok cen energii dołącza do długiej listy problemów rynkowych, które uważamy za przesadne, a energia nie jest tu wyjątkiem. W latach 2010-2014, kiedy cena ropy przekraczała 80 dolarów za baryłkę, inflacja w USA wyniosła 2,1 proc., rentowność obligacji była stabilna, a akcje dodatnie. Rynki uległy de-komodyzacji. Produkcja stanowi tylko 12 proc. gospodarki USA, energia bezpośrednia 3 proc. koszyka inflacyjnego, a akcje energetyczne 3,5 proc. całości. Zwycięzcami są samowystarczalne energetycznie Stany Zjednoczone, Arabia Saudyjska, Rosja, Kanada; eksporterzy gazu jak Shell (RDS.L), Cheniere (LNG), Gazprom (OGZDL.L); i inteligentne portfolio OilWorldWide.ceny gazy ziemnego

Ben Laidler, stratega ds. rynków globalnych w eToro

Co nas czeka w kontekście wprowadzenia rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP)?

Trwają prace legislacyjne nad implementacją do krajowego porządku prawnego dyrektyw unijnych  wchodzących w skład tzw. pakietu odpadowego. W Ministerstwie Klimatu i Środowiska ważą się obecnie losy nowelizacji wprowadzającej ROP, która nałoży na branżę opakowaniową nowy parapodatek. Póki co zarówno biznes, jak i samorządy podnoszą głosy krytyczne co do zaproponowanych zmian. Mówi się nawet o tym, że nowelizacja w obecnym kształcie nadaje się jedynie do, nomen omen, utylizacji.

Rewolucja na rynku odpadów

W 2018 roku Rada Unii Europejskiej przyjęła tzw. pakiet odpadowy (nowelizacja sześciu najważniejszych dyrektyw europejskich dla rynku gospodarowania odpadami), który ma za zadanie ograniczenie produkcji odpadów oraz skłonienie państw członkowskich do zintensyfikowania działań zmierzających do zwiększenia recyklingu m.in. odpadów komunalnych oraz opakowaniowych. Pełna implementacja pakietu odpadowego stanowić będzie wyzwanie dla całego sektora gospodarki komunalnej w Polsce, gdyż wymaga od samorządów, operatorów instalacji i wszystkich innych podmiotów uczestniczących w obiegu odpadów podjęcia intensywnych działań (i często również poniesienia dużych nakładów finansowych) dla osiągnięcia ambitnych celów narzuconych przez Unię Europejską. Pakiet odpadowy ma przybliżyć państwa członkowskie do gospodarki o obiegu zamkniętym.

Jednym z ważniejszych elementów „pakietu odpadowego”, którego kształt będzie ważył się w najbliższych miesiącach, jest tzw. rozszerzona odpowiedzialność producentów (ROP). System ROP to (zgodnie z dyrektywą 2018/851) zestaw środków podejmowanych przez państwa członkowskie, zobowiązujący producentów produktów do ponoszenia finansowej lub finansowej i organizacyjnej odpowiedzialności za gospodarowanie na etapie cyklu życia produktu, gdy staje się on odpadami, w tym za selektywną zbiórkę, sortowanie i przetwarzanie.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska już od wielu miesięcy prowadziło intensywne prace nad pakietem nowelizacji wprowadzających system ROP. Przed opublikowaniem projektu przeprowadzone zostało kilka rund konsultacji z przedstawicielami branży, aby projektowane rozwiązania z jednej strony spełniały swoje założenia, a z drugiej potrzeby uczestników rynku. Niestety, przygotowany projekt nowelizacji został dość jednoznacznie oceniony negatywnie, zarówno przez przedstawicieli branży odpadowej, jak i przez samorządy.

Analizując projekt nowelizacji, kilka rozwiązań w nim zawartych budzi zastrzeżenia. Ważne rozwiązania prawne dotyczące ROP zostały umieszczone w kilku różnych ustawach, co może czynić je nieprzejrzystym dla ich adresatów, a tym samym mogą pojawić się problemy z jednolitym stosowaniem nowych przepisów. Dodatkowo, wiele ważnych kwestii (jak np. kwestia wysokości nowej daniny – opłaty opakowaniowej) będzie zależało od aktów wykonawczych wydanych do ustawy, jednak żadne ich projekty nie zostały jeszcze przedstawione. Uczestnicy rynku nie mogą więc rozpocząć przygotowań do wykonywania nowych obowiązków.

Projekt nowelizacji zakłada, że przepisy dotyczące ROP mają wejść w życie 1 stycznia 2023 roku. Dla uniknięcia opóźnień, projekt nowelizacji powinien zostać przyjęty przez Radę Ministrów przed końcem roku.

Najważniejsze rozwiązania systemu ROP

Ważną zmianą wynikającą z projektu nowelizacji jest dodanie w art. 8 pkt 8b ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi nowej definicji opakowania przeznaczonego dla gospodarstw domowych, co zgodnie z uzasadnieniem do ustawy ma doprowadzić do rozdzielenia strumienia odpadów na konsumenckie oraz pozostałe, a więc pochodzące z handlu lub przemysłu. Wprowadzenie powyższego podziału będzie skutkowało odmiennym traktowaniem tych strumieni odpadów w odniesieniu do obowiązków ustawowych, tzn. w odniesieniu do osiąganych poziomów recyklingu, obowiązków sprawozdawczych, czy opłaty opakowaniowej.

Opublikowany projekt wprowadza nowy parapodatek – opłatę opakowaniową, którą będą uiszczały podmioty wprowadzające na rynek produkty w opakowaniach, przeznaczone dla gospodarstw domowych. W praktyce należy oczekiwać, że koszty związane z nową opłatą zostaną doliczone do cen produktów, co w oczywisty sposób doprowadzi do ich wzrostu. Projekt ustawy przewiduje, że opłata opakowaniowa może wynieść nawet do 2 zł od opakowania. Przedstawiciele biznesu i eksperci wskazują jednak, że nie wiadomo, na jakiej podstawie wyliczono właśnie taką stawkę.

Opłata opakowaniowa będzie daniną niezależną od obowiązującej już opłaty produktowej. Zgodnie z projektowanymi rozwiązaniami, opłata opakowaniowa będzie związana z wprowadzaniem na rynek produktów w opakowaniach przeznaczonych dla gospodarstw domowych, natomiast obowiązująca opłata produktowa jest związana z niespełnieniem obowiązków ustawowych w zakresie przetwarzania odpadów opakowaniowych, w tym także takich, które nie są przeznaczone dla gospodarstw domowych (np. związanych z przemysłem).

Opłata opakowaniowa ma być przeznaczana na zbieranie i zagospodarowanie odpadów w ramach funkcjonujących w gminach systemów gospodarowania odpadami komunalnymi, co ma doprowadzić do zmniejszenia kosztów tego systemu dla konsumentów. Jednakże pojawiają się głosy przedstawicieli branży opakowaniowej, którzy nowy projekt nowelizacji przepisów oceniają zdecydowanie krytycznie, zwracając uwagę, że nowelizacja zmierza do narzucenia na nich nowego parapodatku, ale nie tworzy spójnego systemu, który mógłby rozwiązać problem recyklingu odpadów opakowaniowych.  Przedstawiony projekt nie uwzględnia chociażby mechanizmu kosztu netto wynikającego z implementowanej dyrektywy unijnej.

Wbrew postulatom biznesu zgłaszanym podczas wcześniejszych konsultacji, operatorem systemu ROP nie zostanie niezależna organizacja powołana przez przedstawicieli branży. Zgodnie z propozycją Ministerstwa Klimatu i Środowiska, nowym parapodatkiem dysponować ma NFOŚiGW (wpływy z nowej opłaty mają być deponowane na odrębnym rachunku bankowym Funduszu), wspierany przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy (IOŚ-PIB), który będzie wykonywał powierzone mu zadania nadzorcze. Przyjęcie takiego rozwiązania oznacza, że przedsiębiorcy objęci rozszerzoną odpowiedzialnością nie uzyskają żadnego wpływu na system, który finansują. Jednocześnie, gdy system zawiedzie i przedsiębiorcy nie osiągną minimalnych ustawowych poziomów recyklingu swoich produktów, nałożona zostanie na nich opłata produktowa.

Przy okazji tej nowelizacji, ustawodawca wprowadza również zmiany w zakresie obowiązków i wymagań dla dotychczasowych organizacji odzysku opakowań, jednocześnie zmieniając ich nazwę na „organizacje odpowiedzialności producentów”.

Trzeba jednak pamiętać, że na razie mamy do czynienia z pierwszym projektem nowelizacji implementującej dyrektywy „pakietu odpadowego” w tym zakresie, która do momentu wejścia w życie ustawy, może ulec jeszcze fundamentalnym zmianom. Coraz częściej w trakcie debaty publicznej nad wprowadzeniem systemu ROP mówi się nawet o tym, że  najlepiej byłoby wyrzucić obecny projekt do kosza i przygotować nowy, w oparciu o uwagi zgłoszone podczas prowadzonych w ostatnich tygodniach przez Ministerstwo Klimatu konsultacji.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przewiduje, że wpływy z nowej opłaty opakowaniowej wyniosą 1,5 miliarda złotych. Środki z tej opłaty mają trafić do gmin, które wykorzystają je do finansowania powierzonych im zadań z zakresu gospodarki komunalnej. Nie wiadomo jednak, jak dokładnie operator opłaty (NFOŚiGW) będzie rozdzielał fundusze pomiędzy gminami.

Ograniczenie składowania odpadów

Niezależnie od powyższych zagadnień związanych z implementacją dyrektyw europejskich wchodzących w skład „pakietu odpadowego” aktualny pozostaje problem funkcjonowania oraz budowania nowych instalacji termicznego przetwarzania odpadów, czyli spalarni. Chociaż w ostatnich miesiącach i latach pojawiły się zmiany prawne korzystne dla tego sektora, jak np. zniesienie regionalizacji oraz odstąpienie od listy spalarni odpadów publikowanej w formie rozporządzenia przez Ministra Klimatu, w dalszym ciągu brakuje ułatwień administracyjnych dla powstawania tego typu instalacji.

Chociaż ten rodzaj zagospodarowywania odpadów komunalnych nie jest obecnie promowany na szczeblu unijnym, to w polskich realiach może z powodzeniem być wykorzystywany przez samorządy do zagospodarowania strumienia odpadów komunalnych, który do nich spływa. Spalanie odpadów jest również ekologiczną alternatywą dla ich składowania. Nowoczesne spalarnie z powodzeniem mogą być wykorzystywane także do produkcji ciepła, które służyć będzie do ogrzewania mieszkań. Spalarnie pozwalają więc nie tylko ograniczyć składowanie odpadów, ale także mogą produkować dla mieszkańców miast ciepło i energię elektryczną. Należy więc postulować, aby obok działań na rzecz spełnienia wymogów dot. recyklingu, Ministerstwo Klimatu i Środowiska podejmowało także działania na rzecz wsparcia budowy nowych spalarni odpadów.

Nowoczesne sposoby zbierania odpadów

Implementacja dyrektyw unijnych ma również wymiar praktyczny, gdyż nowe rozwiązania prawne będą musiały zostać wdrożone przez samorządy oraz zarządców budynków. Ambitne cele Unii Europejskiej w zakresie gospodarki komunalnej mogą być szansą dla szerszego zastosowania nowoczesnych rozwiązań pozwalających na bardziej skuteczne zbieranie odpadów, które mają zostać poddane recyklingowi. Samorządy już teraz poszukują jednak rozwiązań eco-design, które pozwalają na racjonalizację sposobu zarządzania strumieniem odpadów.

Przykładem takiego rozwiązania, a także sposobem dla samorządów i zarządców budynków na realizację celów Unii Europejskiej w zakresie gospodarki komunalnej mogą być na przykład tzw. pojemniki półpodziemne, przeznaczone do gromadzenia odpadów komunalnych, takich jak plastik, papier, czy frakcja odpadów zmieszanych. Jest to rozwiązanie popularne na zachodzie Europy, jednak do tej pory stosowane w Polsce w stosunkowo niewielkim zakresie.

Dostępne na rynku rozwiązania pozwalają także zaoszczędzić miejsce, gdyż pojemniki półpodziemne zajmują zdecydowanie mniej miejsca niż powszechnie wykorzystywane pojemniki naziemne. Tym samym tam, gdzie zarządcy budynków mają problem z wyznaczeniem odpowiedniej przestrzeni na gromadzenie poszczególnych rodzajów odpadów, budowa pojemników półpodziemnych pozwala zaoszczędzić dużo cennego miejsca. Jednocześnie, zestawy pojemników półpodziemnych mają zwykle większą pojemność niż tradycyjne pojemniki, a tym samym pozwalają zmniejszyć częstotliwość odbioru odpadów komunalnych.

W czasach kryzysu klimatycznego, gdy względy ekologiczne i ślad węglowy stają się istotnym kryterium przy podejmowaniu decyzji o kształtowaniu polityk miejskich, stosowanie ekologicznych rozwiązań, które redukują częstotliwość odbioru i ułatwią zbieranie odpadów komunalnych może być szczególnie pożądane.

Mikołaj Gill – aplikant radcowski w kancelarii Robert Jędrzejczyk i Wspólnicy. W swojej praktyce zajmuje się przede wszystkim doradztwem w zakresie projektów infrastrukturalnych, prawa ochrony środowiska oraz prawa nieruchomości.

Podatek liniowy, ryczałt, estoński CIT i podatek od przychodu w nowej wersji Polskiego Ładu

Polski Ład w nowej odsłonie wprowadza wiele rozwiązań, które istotnie wpłyną na opłacalność poszczególnych form opodatkowania. Chociaż projekt ustawy nie jest jeszcze sfinalizowany, to już teraz warto uwzględnić nowe przepisy w toku planowania podatkowego, tym bardziej że zmiany mają wejść w życie, począwszy od stycznia 2022 r.

Analiza zawartych w Polskim Ładzie propozycji wskazuje, że najdalej idące konsekwencje mogą dotknąć przedsiębiorców rozliczających się w formie podatku liniowego. Na znaczeniu może z kolei zyskać opodatkowanie w formie ryczałtu. Jednocześnie istotne ułatwienia przyniosą zmiany w zakresie estońskiego CIT-u.

Podatek liniowy może nie przetrwać Polskiego Ładu

Od wielu lat podatek liniowy jest jedną z ulubionych form opodatkowania przedsiębiorców. Oferuje bowiem stałą 19% stawkę opodatkowania bez względu na poziom osiąganych zysków. Dodatkowo podatek liczony jest z uwzględnieniem ponoszonych wydatków.

Jednocześnie od tak obliczonego podatku przedsiębiorcy mogą obecnie odliczyć zapłaconą składkę zdrowotną, która ustalana jest ryczałtowo bez względu na wysokość osiąganych dochodów. W 2021 r. składka ta wynosi 381,81 zł, a odliczyć od podatku można kwotę odpowiadającą iloczynowi podstawy wymiaru i 7,75%, co daje możliwość odliczenia od podatku 328,78 zł.

Zmiany spowodowane „Polskim Ładem”

Zaproponowane przez Rząd zmiany spowodują, że przedsiębiorcy będą zobowiązani do płacenia składki zdrowotnej liczonej proporcjonalnie od dochodu według 4,9% stawki i – co istotne – zapłaconej składki nie będzie już można odliczyć od podatku. Jak łatwo zatem skalkulować, rozwiązanie to zwiększy realny poziom opodatkowania do 23,9% i chociaż pierwotnie Rząd przewidywał składkę zdrowotną na poziomie 9%, to obniżenie jej do 4,9% nadal istotnie wpłynie na opłacalność tej formy rozliczenia.

Przykład: Przedsiębiorca rozliczający się w formie podatku liniowego osiągający miesięczny dochód na poziomie 10.000,00 zł (zgodnie z najnowszą wersją założeń Polskiego Ładu składka na poziomie 4,9%) zapłaci miesięczną składkę zdrowotną w wysokości 437,29 zł. Jest to faktycznie mniej, niż gdyby musiał zapłacić tę składkę według pierwotnych założeń Polskiego Ładu (składka zdrowotna na poziomie 9%). W tej konfiguracji musiałby bowiem zapłacić miesięczną składkę w wysokości 803,19 zł. Pozorna korzyść znacznie jednak blednie w zestawieniu z obecnie obowiązującymi w tym zakresie zasadami, według których, biorąc również pod uwagę istniejącą możliwość odliczenia składki zdrowotnej od podatku, ten sam podatnik płaci obecnie miesięczną składkę zdrowotną w wysokości 53,03 zł.

Pozostając przy powyższym przykładzie, należy stwierdzić, że w skali roku różnice te będą jeszcze bardziej jaskrawe. Zakładając powtarzalność danych w każdym miesiącu roku, przedsiębiorca rozliczający się na obecnych zasadach zapłaci składki zdrowotne za cały rok w łącznej kwocie 636,36 zł. Natomiast, według aktualnej propozycji Rządu – 4,9%, będzie to wydatek rzędu 5.247,48 zł. Łatwo zatem policzyć, że na przedmiotowej zmianie podatnik podatku liniowego straci rocznie 4.611,12 zł.

Należy podkreślić, że im wyższy będzie dochód przedsiębiorców opodatkowanych liniowo, tym różnica w obciążeniach będzie większa, a to z uwagi na proporcjonalny wzrost wysokości składki zdrowotnej, która dotychczas miała charakter stały.

Zatem miesięczne obciążenie ww. przedsiębiorcy z tytułu podatku dochodowego i składki zdrowotnej wyniesie 2.337,29 zł, tj. 1.900 zł podatku liniowego i 437,29 zł składki zdrowotnej.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych będzie korzystniejszy, ale stawki zdrowotnej też nie odliczymy

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest stosunkowo prostą formą opodatkowania, w której podatek płaci się od przychodu nie pomniejszonego o koszty jego uzyskania. Natomiast stawki podatku, które oferuje ta forma opodatkowania, są różne w zależności od rodzaju prowadzonej działalności. Przykładowo programista i fotograf płacą obecnie ten podatek według stawki 15%, a nauczyciel udzielający korepetycji czy lekarz – według stawki 17%.

Jednocześnie wysokość składki zdrowotnej i możliwość jej odliczenia od podatku wygląda obecnie w zasadzie analogicznie jak w podatku liniowym.

Zmiany spowodowane „Polskim Ładem”

Wprowadzone zmiany nie będą tak daleko idące, jak w przypadku podatku liniowego. Jak wynika z projektu ustawy, obniżeniu ulegną niektóre stawki podatku zryczałtowanego. Wspomniani powyżej programista i fotograf będą mogli od 2022 r. rozliczać podatek według stawki 12% zamiast obecnych 15%, a nauczyciel udzielający korepetycji i lekarz zapłacą podatek według stawki 14%, a nie 17%, jak ma to miejsce obecnie.

Poza obniżeniem niektórych stawek, co jest niezaprzeczalnie korzystne, zmianie ulegną też dotychczasowe zasady rozliczania składek zdrowotnych.

Wysokość składki zdrowotnej będzie uzależniona od przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia oraz przychodów osiąganych przez danego podatnika. Zgodnie z zaproponowanym przez ustawodawcę przelicznikiem będzie to wyglądać następująco:

  • jeśli przychody roczne będą osiągać kwotę do 60.000 zł, podstawa ta wyniesie 60% przeciętnego wynagrodzenia;
  • jeśli przychody roczne będą wynosić od 60.000 zł do 300.000 zł, podstawa wyniesie 100% przeciętnego wynagrodzenia;
  • jeśli przychody roczne osiągną kwotę ponad 300.000 zł, to podstawa wyniesie 180% przeciętnego wynagrodzenia.

Przenosząc to na powyższy przykład, można zatem skalkulować, że wskazany powyżej programista, dla którego właściwa będzie 12% stawka ryczałtu, poza podatkiem zapłaci dodatkowo miesięczną składkę zdrowotną w wysokości 305,45 zł, zakładając wysokość przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia według danych GUS za IV kw. 2020 r.

Zatem miesięczne obciążenie ww. przedsiębiorcy z tytułu podatku dochodowego i składki zdrowotnej wyniesie 1.505,45 zł, tj. 1.200,00 zł podatku liniowego i 305,45 zł składki zdrowotnej.

Estoński CIT – będzie korzystniej

Stosunkowo nowe rozwiązanie, jakim jest „estoński CIT”, zostało wprowadzone do CIT w 2021 r. i teoretycznie daje przedsiębiorcom, którzy je wybiorą, istotne korzyści. Jednak w praktyce z tej formy rozliczenia korzysta jedynie kilkuset przedsiębiorców z całej Polski, co wynika z licznych i trudnych warunków, którymi ustawodawca obwarował możliwość skorzystania z tego rozwiązania.

Niewątpliwie największą korzyścią płynącą z tej formy rozliczenia jest fakt, iż podatnik nie płaci podatku dochodowego, dopóki osiągane przez spółkę zyski podlegają reinwestowaniu. Z kolei mali podatnicy, tj. osiągający roczne przychody nieprzekraczające 2 mln euro, mogą płacić podatek według 9% stawki. Istotne jest też, że podatnicy wybierający tę formę opodatkowania nie muszą prowadzić odrębnej rachunkowości dla potrzeb podatkowych.

Niestety wybór tej formy opodatkowania zarezerwowany jest obecnie tylko dla spółek kapitałowych i nie mogą z niego korzystać spółki komandytowe i komandytowo-akcyjne. Z estońskiego CIT-u nie skorzystają też podmioty osiągające roczne przychody wyższe niż 100 mln zł, a firmy, które go wybrały, w razie przekroczenia w ciągu roku tego pułapu mogą narazić się na domiar podatku. Istotnym utrudnieniem jest też ścisłe określenie przez ustawodawcę, jakie nakłady i w jakiej wysokości ma ponosić spółka, aby mogła rozliczać się w tej formie.

Zmiany spowodowane „Polskim Ładem”

Wydaje się, że w tym przypadku Rząd zauważył problem, bowiem wedle projektowanych zmian kryteria umożliwiające wybór „estońskiego CIT-u” mają zostać istotnie złagodzone. W tym zakresie za najważniejsze zmiany uznać należy:

  • obniżenie stawki CIT podatku małych podatników do 20% dla większych podatników do 25%;
  • rozszerzenie możliwości rozliczenia w tej formie na spółki komandytowe i komandytowo-akcyjne;
  • zniesienie górnego limitu przychodów wynoszącego 100 mln zł rocznie, a zatem po zmianach również podmioty osiągające wyższe przychody będą mogły korzystać z tego rozliczenia, a w konsekwencji zniknie także możliwość domiaru podatku związanego z przekroczeniem tego limitu;
  • zniesienie obowiązku ponoszenia nakładów inwestycyjnych, który będzie jedynie dobrowolnym warunkiem dla dużych podatników, którzy zechcą mieć możliwość zastosowania niższej stawki podatkowej;
  • obowiązek uiszczenia podatku od różnicy między wynikiem podatkowym a bilansowym u podmiotów przechodzących na „estoński CIT” zostanie odłożony w czasie lub nawet całkowicie zniesiony, jeśli podatnik ten będzie opodatkowany w tej formie dłużej niż przez 4 lata.

Projektowane w tym zakresie zmiany ocenić należy pozytywnie i w praktyce większe grono przedsiębiorców powinno rozważyć ten sposób opodatkowania. Należy przy tym pamiętać, iż nadal z rozwiązania tego nie będą mogły korzystać podmioty, których wspólnikami nie są osoby fizyczne, a także podmioty, których większość przychodów pochodzi z działalności finansowej, a nie operacyjnej.

Nowy Podatek Przychodowy

Nie ma jednak nic za darmo. Rząd zgodził się bowiem na obniżenie stawki składki zdrowotnej, a co za tym idzie – na zmniejszenie wpływów do budżetu, wprowadzając jednak w zamian tzw. podatek przychodowy, z którego wpływy mają zrekompensować wpływy do budżetu.

Podatkiem tym mają być obciążone wyłącznie spółki kapitałowe, a kryterium powstania tego podatku będzie udział dochodu w przychodach na poziomie niższym niż 1%. Przy czym przy obliczeniu tej proporcji będą brane pod uwagę wyłącznie dochody i przychody operacyjne.

Podatek ma dotyczyć tylko dochodów i przychodów z działalności operacyjnej i wynosić będzie 0,4% osiąganych przez firmy przychodów plus 10% nadmiarowych płatności biernych.

Rozwiązanie to ocenić należy bardzo negatywnie. Zasadniczo ma ono bowiem obciążać podmioty, które osiągają bardzo niski dochód. Jakkolwiek Rząd by tego nie uzasadniał, idea dodatkowego opodatkowania niskich dochodów jest całkowitym odwróceniem praw logiki, które nakazują uważać, iż ten, kto osiąga niższy zysk, nie powinien płacić więcej podatku.

Reasumując, należy stwierdzić, że pomimo szumnych zapowiedzi Rządu Polski Ład nie spowoduje zmniejszenia obciążeń podatkowych nakładanych na obywateli, a jak wynika z powyższych wyliczeń, będzie zupełnie odwrotnie, przynajmniej w odniesieniu do polskich przedsiębiorców. Wobec tego już teraz należałoby w zdecydowany sposób podjąć działania w zakresie strategii rozliczeń podatkowych w 2022 r.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

MINUTOR Energia S.A. opublikował strategię rozwoju na najbliższe lata

MINUTOR Energia S.A. (poprzednio Hub4Fintech S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, poinformowała w dniu 6 października 2021 r., że jej Zarząd podjął uchwałę w zakresie przyjęcia strategii rozwoju Spółki na kolejne lata. Emitent bardzo liczy na rozwój segmentu biznesowego związanego z magazynowaniem energii.

Opublikowana przez Zarząd strategia rozwoju dzieli się na dwa główne kierunki mające zapewnić wzrost organizacji. Jej podstawą zapewniającą ciągłe budowanie wartości jest rozwój projektów z zakresu bilansowania, magazynowania oraz dewelopowania farm PV. Drugim obszarem rozwoju jest bieżący biznes ukierunkowany na wzrost skali sprzedaży w segmencie B2B, zamówieniach publicznych oraz z zewnętrznego i organicznie rosnącego kanału sprzedaży strukturyzowanej (MLM w organizacji) rozwiązań z zakresu instalacji fotowoltaicznych oraz innych, oferowanych przez Spółkę.

„Jesteśmy wyróżniającą się spółką działającą w branży OZE, która to branża, pomimo fenomenalnych perspektyw w ujęciu długoterminowym,  w naszej opinii ma przed sobą czas zmierzający do zmniejszenia się jako rynku w ujęciu rok do roku. Rynku o długiej perspektywie rozwoju, ale mniejszego niż ostatnie dwa lata. Dynamiczny rozwój prosumenckich instalacji fotowoltaicznych negatywnie wpłynął na możliwości sieci elektroenergetycznych, dlatego za nadrzędny cel stawiamy sobie angażowanie się w projekty, które będą miały pozytywny wpływ na bilansowanie oraz magazynowanie energii, do których będziemy mogli trafić z naszą ofertą. Dla nas bilansowanie to nie tylko klastry, ale codzienna praca z odbiorcami naszych usług.” – komentuje Zbisław Lasek, Prezes Zarządu Spółki MINUTOR Energia S.A.

Spółka zapowiedziała na pierwszy kwartał 2022 r. wprowadzenie do sprzedaży serii magazynów energii ukierunkowanych na konsumenta, a do końca 2022 r. chce wprowadzić serię magazynów energii dla profesjonalistów (przedsiębiorstwa, spółki energetyczne, klastry energii).

We wrześniu 2021 r. Sąd zarejestrował połączenie spółki MINUTOR Energia Sp. z o.o. z notowaną na rynku NewConnect spółką Hub4Fintech S.A., dzięki czemu MINUTOR Energia S.A. stał się spółką publiczną. Jednym z jej głównych akcjonariuszy jest Artur Górski specjalizujący się w restrukturyzacjach oraz transakcjach typu M&A na rynku publicznym. Jest on znaczącym akcjonariuszem wielu spółek z rynku NewConnect oraz GPW.

Podnajem mieszkania z TBS – czy to możliwe?

Wiele osób jest ciekawych, czy podnajem mieszkania z TBS (towarzystwa budownictwa społecznego) może być legalny. Odpowiadamy na to pytanie.

Towarzystwa budownictwa społecznego (TBS-y) nie są najczęściej eksponowanym tematem w artykułach poświęconych rynkowi nieruchomości. Z dwóch względów warto jednak zwracać pewną uwagę na kwestie dotyczące działalności TBS-ów oraz sytuacji ich lokatorów. Pierwszym uzasadnieniem jest to, że towarzystwa budownictwa społecznego posiadają około 100 000 mieszkań. Po drugie, rząd zamierza promować społeczne inicjatywy mieszkaniowe (SIM), które stanowią nieco zmodyfikowaną wersję TBS-ów. Same towarzystwa budownictwa społecznego nadal mogą działać – nawet bez zmiany nazwy (na podstawie zmodyfikowanych przepisów). Postanowiliśmy zatem odpowiedzieć na jedno z pytań dość często zadawanych przez lokatorów mieszkań społecznych. Chodzi o to, czy podnajem mieszkania z TBS jest możliwy. Przy okazji poruszamy również pokrewny temat podnajmu mieszkań komunalnych.  

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Podnajem mieszkania z TBS bez zgody towarzystwa budownictwa społecznego może doprowadzić do wypowiedzenia umowy.
  • TBS-y raczej nie godzą się na podnajem. Czasem można wynegocjować bezpłatne i tymczasowe używanie lokalu np. przez krewnego.
  • Podnajem mieszkań komunalnych nie jest akceptowany przez samorządy. Nieuzgodniony z gminą podnajem skutkuje wypowiedzeniem umowy.

Poniżej przedstawiamy więcej ciekawych informacji, które dotyczą podnajmu mieszkań komunalnych i społecznych.

Podnajem w TBS stanowi formę obejścia przepisów …

W kontekście zasad wynajmu mieszkań z TBS-u, warto zawsze przeanalizować ustawę z dnia 26 października 1995 r. o niektórych formach popierania budownictwa mieszkaniowego (Dz. U. 1995 Nr 133 poz. 654). We wspomnianym akcie prawnym nie znajdziemy informacji o zasadach podnajmu prowadzonego przez osoby fizyczne jako lokatorów TBS-u. „Nie ulega natomiast wątpliwości, że podnajem mieszkania z TBS/SIM jest dopuszczalny, jeśli powiat, gmina, związek międzygminny lub Agencja Mienia Wojskowego zawrze z TBS-em lub SIM-em odpowiednią umowę dotyczącą partycypacji w kosztach budowy” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Społeczna inicjatywa mieszkaniowa lub towarzystwo budownictwa społecznego może także wynająć lokal powiatowi, gminie, jednoosobowej spółce gminnej lub związkowi międzygminnemu w celu podnajęcia tego samego „M” osobie fizycznej. „Wszystkie opisywane przypadki nie dotyczą jednak sytuacji, w której to osoba fizyczna chciałaby komuś podnająć mieszkanie, do którego posiada prawo jako lokator TBS-u lub SIM-u” – przypomina Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W związku z powyższym odpowiedzi na pytanie, czy podnajem mieszkania z TBS (oferowany przez osobę fizyczną) będzie legalny, trzeba szukać w ogólnych przepisach kodeksu cywilnego. Artykuł 688 indeks 2 KC wskazuje, że przed rozpoczęciem podnajmu lub oddaniem lokalu w bezpłatne używanie, trzeba uzyskać zgodę właściciela mieszkania. „Wyjątek dotyczy jedynie szczególnego przypadku związanego z podnajmem na rzecz osoby, wobec której najemca posiada obowiązek alimentacyjny” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto jednak wiedzieć, że towarzystwa budownictwa społecznego oraz społeczne inicjatywy mieszkaniowe często traktują każdy podnajem mieszkania z TBS lub SIM jako sposób na obejście przepisów ustawy z dnia 26 października 1995 r. „Wspomniany akt prawny wiąże możliwość używania lokalu z wniesieniem odpowiedniej partycypacji w kosztach budowy” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Wypowiedzenie umowy może być sankcją za podnajem

W związku z powyższym, trzeba liczyć się z faktem, że podnajem mieszkania z TBS lub SIM będzie traktowany jako podstawa do wypowiedzenia umowy. Informacja o takiej sankcji związana z wypowiedzeniem powinna znaleźć się w zawieranej umowie najmu. Chodzi oczywiście o nieuzgodniony podnajem. Praktyka pokazuje jednak, że w przypadku niektórych TBS-ów uzyskanie zgody na podnajem może być bardzo trudne. Niektóre takie instytucje rozpatrują sprawę indywidualnie i godzą się na bezpłatne używanie, które może być formą zaopiekowania się lokalem. „Dłuższe używanie mieszkania przez inną osobę niż najemca prowokuje jednak do pytania, czy lokum dostępne na specjalnych zasadach faktycznie jest jeszcze potrzebne lokatorowi TBS-u” – podkreśla Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podnajem mieszkania komunalnego też jest zabroniony

Warto podkreślić, że nie tylko podnajem mieszkania z TBS może ściągnąć na najemcę spore kłopoty. Od pewnego czasu, władze gminne coraz aktywniej walczą z nielegalnym procederem, jakim jest podnajem mieszkań komunalnych w celach zarobkowych (np. studentom lub imigrantom zarobkowym). „Restrykcyjne podejście gmin wynika z faktu, że komunalne „M” mają służyć do zaspokajania własnych potrzeb mieszkaniowych lokatorów, a nie działalności zarobkowej” – tłumaczy Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Podobnie jak w przypadku TBS-ów oraz SIM-ów, podnajem bez zgody właściciela może skutkować wypowiedzeniem umowy najmu. Podstawę prawną do takiego wypowiedzenia umowy stanowi artykuł 11 ustęp 2 punkt 3 ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733). Wspomniany przepis mówi, że: „Nie później niż na miesiąc naprzód, na koniec miesiąca kalendarzowego, właściciel może wypowiedzieć stosunek prawny, jeżeli lokator (…) wynajął, podnajął albo oddał do bezpłatnego używania lokal lub jego część bez wymaganej pisemnej zgody właściciela”. Cytowany przepis uzasadnia również wypowiedzenie umowy jeśli został stwierdzony podnajem mieszkania z TBS / SIM.

Warto wiedzieć, że w zależności od polityki władz gminnych, może istnieć możliwość uzyskania zgody na tymczasowe oddanie komunalnego mieszkania w bezpłatne używanie. „Uzasadnieniem takiego wniosku jest np. konieczność opieki nad starszym najemcą lokalu komunalnego lub zaspokojenia potrzeb lokalowych jego niepełnoletniego członka rodziny” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

RPP zbyt późno podwyższyła stopy procentowe

W końcu Narodowy Bank Polski zdecydował się zacząć przeciwdziałać galopującej inflacji. Pytanie czy decyzja o podniesieniu głównej stopy referencyjnej o 40 pkt bazowych do poziomu 0,5% będzie wystarczająca, żebyśmy przed końcem roku nie ujrzeli 6% inflacji i czy nie powinno to być zrobione w połowie roku?

Wydaje się, że reakcja ta jest spóźniona, biorąc pod uwagę zewnętrzne czynniki wpływające na wzrost cen w Polsce. Codziennie odnotowujemy kolejne rekordy na giełdach cen gazu, rosną ciągle ceny paliw i energii. Ceny produktów spożywczych, w tym pszenicy są nadal na swoich wieloletnich maksimach. Dodatkowo prowadzona systematycznie przez rząd polityka wspierania konsumpcji indywidualnej zamiast inwestycyjnej nie wróżą krótkoterminowych sukcesów w zatrzymaniu tempa wzrostu inflacji.

Decyzja RPP zaskoczyła rynek. Wszystko wskazywało na to, że jastrzębie podejście członków Rady będzie w mniejszości. Choć pewny sygnał do zacieśniania polityki monetarnej można było odczytać z wystąpienia prezesa NBP Adama Glapińskiego na kongresie 590. Wtedy też mówił on o cudzie gospodarczym w naszym kraju. Dla przypomnienia jeszcze w maju i czerwcu główną osią narracji i decyzji za utrzymywaniem rekordowo niskich stóp była właśnie konieczność utrwalenia wzrostu gospodarczego.

Nie zmienia to jednak faktu, że podwyżkę należy rozpatrywać w kategoriach pozytywnych dla gospodarki. Sygnał jaki wysłała RPP może wpłynąć na zaufanie przedsiębiorców i obywateli, że jednak ktoś tym statkiem steruje, a dryf w kierunku spirali inflacyjnej może zostać zatrzymany.

Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan

Dino kontra Biedronka. Polska sieć goni międzynarodowego giganta

Jak wynika z danych zebranych w blisko 300 gminach, Biedronka i Dino często konkurują ze sobą na lokalnych rynkach. Średnio ponad 58% mieszkańców tych obszarów robi zakupy w portugalskiej sieci, a niecałe 33% – w polskiej. Lider ma też lojalniejszych klientów i ponad 4 razy większy udział w łącznym ruchu w sklepach. Jednak według komentujących wyniki badania ekspertów, rodzimy retailer, który posiada o prawie połowę mniej punktów, może w przyszłości dogonić konkurenta. Powinien skoncentrować się na otwieraniu swoich placówek w gminach, do których nie dotarła jeszcze Biedronka. Może też walczyć bezpośrednio, zakładając więcej nowych sklepów tam, gdzie sieć należąca do Jeronimo Martins jest już obecna.

Na przestrzeni II i III kwartału br. firma technologiczna Proxi.cloud oraz platforma analityczno-badawcza UCE RESEARCH przeprowadziły badanie wśród ponad 762 tys. klientów, którzy łącznie odbyli 8,3 mln wizyt w 501 placówkach sieci DINO i 1150 sklepach Biedronki, zlokalizowanych w 299 gminach. Analiza wyników wykazała, że 58,2% mieszkańców badanych obszarów w wieku 18-65 lat robi zakupy w Biedronce, a 32,9% – w sieci Dino.

– Tu już zauważamy przewagę dyskontu nad średniej wielkości supermarketem. Żyrardów, Przysucha oraz Trzebnica znalazły się wśród gmin, w których najwięcej mieszkańców robi zakupy w Biedronce. Z kolei patrząc na tego typu dane dotyczące Dino, w czołówce widzimy Krotoszyn, Świerklaniec oraz Lipiany – mówi Mateusz Chołuj z Proxi.cloud.

Warto zwrócić uwagę na łączny footfall (tj. wizyty) mieszkańców gmin w obu sieciach. Biedronka ma tu wynik 80,2%, czyli ponad 4 razy większy niż Dino. Zdaniem analityków z UCE RESEARCH, to pokazuje, że na większości badanych obszarów to właśnie sklepy należące do Jeronimo Martins mają pierwszeństwo wyboru wśród miejscowych klientów.

– Dino, mimo dynamicznego rozwoju, wciąż ma mniejszy udział w wizytach niż Biedronka. Wniosek ten może zmotywować polską sieć do działania w dwojaki sposób. Pierwsza możliwość to skupienie się na otwieraniu sklepów w gminach, w których Biedronka obecnie nie ma placówek. Druga opcja to bezpośrednia walka, a więc uruchamianie większej liczby nowych punktów na obszarach, w których Jeronimo Martins posiada już swoje sklepy – podkreśla Chołuj.

Ponad 34% kupujących w Biedronce odwiedziło w badanym okresie sklepy Dino. Natomiast przeszło 84% klientów tej ostatniej sieci przybyło do dyskontów należących do Jeronimo Martins. Według ekspertów, może to oznaczać, że głównym miejscem robienia zakupów jest Biedronka, a Dino daje możliwość uzupełniania koszyków. Wyniki te pokazują również, że klienci ww. dyskontu są bardziej lojalni wobec sieci niż kupujący w Dino.

– Średnia liczba wizyt przypadająca na klienta w sklepach Biedronka wynosi 3,04. Dla Dino to wynik 2,09. To oznacza, że osoby odwiedzające placówki portugalskiej sieci są nastawione na częstsze robienie zakupów – komentuje Adam Grochowski z Proxi.cloud.

Zbadano również, jak duże odległości przemierzają mieszkańcy do swojego sklepu. Dla obu sieci największy odsetek stanowią klienci mieszkający w promieniu 5 kilometrów od punktu sprzedaży. W przypadku Biedronki stanowią 82%, a Dino – prawie 62%.

– Do sieci Biedronka uczęszcza najmniej shopperów, którzy muszą pokonać ponad 10 km. Prawdopodobnie to efekt gęstości rozmieszczenia tych sklepów. Większość mieszkańców ma taką placówkę w pobliżu swojego miejsca zamieszkania. Natomiast analizując dane dotyczące Dino, można zauważyć, że odsetek osób mających do punktu sprzedaży 5-10 km oraz tych, którzy potrzebują pokonać więcej niż 10 km, jest podobny – zwraca uwagę Mateusz Chołuj.

Ponadto analiza wykazała, że Dino i Biedronka często konkurują ze sobą na lokalnych rynkach. W ocenie Weroniki Piekarskiej z Proxi.cloud, polska sieć może w przyszłości dogonić konkurenta, bo skupia się wyłącznie na jednym rynku. Ekspert dodaje, że tylko w pierwszej połowie 2021 roku powstały 84 nowe placówki Dino. Z kolei Biedronka planuje w tym roku otwarcie 100 sklepów. To pokazuje, że tempo rozwoju rodzimej sieci jest znacznie większe. Jej sklepy notują również wyższą dynamikę wzrostu sprzedaży. W pierwszej połowie br. wyniosła ona 24,3% rok do roku. W przypadku Biedronki był to skok o 9,8% w relacji rocznej.

– Portugalski gigant nadal ma duży potencjał do rozwoju w Polsce, zarówno wchodząc w nowe kategorie, czego przykładem jest strategiczna współpraca Auchan i BP, jak i rozwijając sieć swoich dyskontów. W długoterminowej perspektywie kluczowe znaczenie będzie miała ekspansja zagraniczna firmy. Ostatnio sporo mówiło się o planach Biedronki wejścia na rynek rumuński. Możliwe, że przez przesunięcie ich z powodu pandemii, będzie chciała nadrobić stracony czas i więcej tam zainwestować. Wtedy siłą rzeczy mniej zasobów ulokowałaby w Polsce. To mogłoby być szansą dla jej konkurentów, w tym sieci Dino – uważa Mateusz Chołuj.

Choć w ostatnich latach Biedronka narzucała tempo rozwoju, to patrząc na ambitne plany Dino czy Netto, sytuacja najpewniej się odwróci, jak zaznacza Adam Grochowski. I dodaje, że dowodem tego jest zwiększenie wartości programu emisji obligacji z 500 mln zł do 1 miliarda zł oraz chęć uplasowania kolejnej serii długu w celu rozwoju Dino w Polsce. Krajowy handel detaliczny czeka w ciągu najbliższych 5 lat bardzo dynamiczny rozwój, zarówno w obrębach obecnych konceptów, jak i zupełnie nowych, np. sklepów bezobsługowych.

Trzeba jeszcze poczekać na wzrost popytu na zewnętrzne sale konferencyjne

Blisko 75% respondentów nie jest obecnie zainteresowana wynajmem przestrzeni konferencyjnych u zewnętrznych operatorów – wynika z badania przeprowadzonego wśród najemców budynków biurowych w portfelu nieruchomości biurowych zarządzanych przez Cushman & Wakefield.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, blisko ¾ respondentów nie jest zainteresowana wynajmem przestrzeni konferencyjnych u zewnętrznych operatorów. Firmy wykorzystują do tego celu głównie własne powierzchnie biurowe oraz organizują wydarzenia w formie online.

O ile widzimy już wzrost liczby spotkań i wydarzeń biznesowych, powrót do aktywności sprzed pandemii będzie procesem rozciągniętym w czasie. W kolejnych miesiącach spodziewamy się stopniowego wzrostu popytu na tego typu powierzchnie – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Niemniej, cały czas istnieje grupa najemców (11%), która preferuje wynajem profesjonalnej przestrzeni konferencyjnej na spotkania branżowe, eventy, szkolenia i konferencje.
popyt na zewnętrzne sale konferencyjne

Jak wskazują wyniki ankiety, duża grupa najemców nie jest zainteresowana wynajmem przestrzeni konferencyjnych u zewnętrznych operatorów. Organizacja spotkań biznesowych na własnej powierzchni biurowej oraz podtrzymanie formy online może być nowym trendem w okresie po pandemii. Posiadając elastyczne przestrzenie, wyposażone w sale konferencyjne z mobilnymi ścianami oraz systemami audiowizualnymi, najemcy mają możliwość organizacji nawet większych wydarzeń na własnej przestrzeni biurowej. Nabyta w trakcie pandemii umiejętność prowadzenia wideokonferencji za pomocą platform komunikacyjnych będzie zapewne dalej wykorzystywana na szeroką skalę. Istnieje jednak grupa najemców, którzy nadal preferują najem profesjonalnej przestrzeni, będącej idealnym miejscem na spotkania branżowe, eventy, szkolenia i konferencje – komentuje Kamil Kwiecień, Senior Property Manager, Cushman & Wakefield.

Z wielu badań realizowanych dla naszych klientów na temat wykorzystania większych sal konferencyjnych w biurach wynikało, że są to jedne z najmniej efektywnie używanych pomieszczeń biurowych. Bardzo często, korzystają z nich dużo mniejsze grupy osób niż w założeniach projektowych. W większości firm ponad 80-90% spotkań ogranicza się do 5 osób. W nowo prowadzonych projektach, zwłaszcza jeżeli kompleks biurowy posiada centrum konferencyjne, doradzamy rezygnację z projektowania dużych sal do spotkań, oczywiście o ile nie jest to sprzeczne z założeniami korporacyjnymi, które mogą uniemożliwiać wdrożenie tego rozwiązania. Pomimo niskiego udziału (11%) osób zainteresowanych wynajmem przestrzeni konferencyjnej, jestem pewien, że kompleksy biurowe posiadające tego rodzaju powierzchnie będą zyskiwały na popularności – mówi Aleksander Szybilski, Leader of Workplace Strategy, Associate Director, Office Department, Cushman & Wakefield.

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI w czerwcu 2021 roku na próbie 132 osób decyzyjnych w zakresie zarządzania przestrzenią biurową (CEO, Dyr. Administracyjny, Dyr. Operacyjny, Office Manager) w budynkach zarządzanych przez Cushman & Wakefield.

Dawid Osiecki nowym liderem praktyki Cloud First w Accenture w Polsce

Dyrektor Zarządzający Accenture, Dawid Osiecki, został powołany na stanowisko Cloud First Lead w Polsce w ramach globalnej inicjatywy Accenture Cloud First – strategicznego obszaru wzrostu firmy, który staje się coraz ważniejszym priorytetem dla klientów Accenture.

Na nowym stanowisku Dawid Osiecki będzie łączył wszystkie usługi i możliwości Accenture Cloud First w celu stymulowania wzrostu, sprzedaży i pogłębiania partnerstwa w ekosystemie, a także rozwijania specjalistycznych umiejętności w Polsce. Wcześniej Osiecki skupiał się na sektorze Produktów, jest on związany z Accenture od jedenastu lat, a ostatnie sześć spędził na budowaniu i kierowaniu coraz większą liczbą programów, assetów i talentów w zakresie chmury obliczeniowej. Jego głównymi obszarami specjalizacji są data driven transformation i cloud migration. W nowej roli skupi się na dalszym budowaniu i integrowaniu mocnych filarów „Cloud First” oraz strategii przyspieszonego wzrostu.

– Chmura obliczeniowa jest obecnie podstawą większości transformacji cyfrowych. Korzyści płynące z chmury wykraczają daleko poza oszczędność kosztów. Chmura jest platformą startową dla innowacji, a korzystanie z niej zapewnia firmom odporność biznesową. Organizacje potrzebują teraz strategii „Cloud First”, aby dobrze prosperować i rozwijać się. Dawid Osiecki doskonale sprawdzi się w nowej roli, a jego dotychczasowe doświadczenie wzmocni pozycję Accenture jako lidera w zakresie chmury obliczeniowej. Jednocześnie będzie pomagał klientom w osiąganiu lepszych wyników biznesowych – twierdzi Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

– Strategia „Cloud First” Accenture pomaga klientom poruszać się w złożoności zmian związanych z chmurą i tworzyć wartość we wszystkich wymiarach organizacji – ludzkim, technologicznym i biznesowym, bez względu na miejsce, w którym obecnie się znajdują. Jestem przekonany, że „Cloud First” to sposób myślenia i model operacyjny, który pomoże firmom odnosić sukcesy. To dla mnie przełomowy moment i zaszczyt, że będę mógł wspierać klientów Accenture w realizacji ich celów biznesowych – dodaje Dawid Osiecki, Cloud First Lead w Accenture w Polsce.

Chmura jest w tym roku technologią zajmującą pierwsze miejsce. Aż 45 proc. kadry zarządzającej twierdzi, że ich organizacja poszerzyła zastosowanie technologii chmurowych w odpowiedzi na wyzwania związane z COVID-19. Jednocześnie według Accenture, większość firm korzysta z możliwości chmury w 20-30%, a żeby zachować konkurencyjność musi przejść na poziom 80%. Wcześniejsze analizy wskazywały, że potrzeba około dekady, by osiągnąć ten cel. Teraz Accenture przewiduje, że będzie to możliwe w ciągu zaledwie trzech lat.

We wrześniu 2020 roku Accenture ogłosiło utworzenie Accenture Cloud First wspieranego przez 77 tys. specjalistów ds. chmury obliczeniowej oraz inwestycje o wartości 3 mld USD w ciągu najbliższych trzech lat, w celu połączenia niespotykanego nigdzie indziej poziomu i zakresu wiedzy specjalistycznej dot. chmury obliczeniowej, branżowych rozwiązań chmurowych, możliwości partnerów w ekosystemie oraz aktywów, które

pomogą klientom osiągnąć większą wartość z chmury obliczeniowej w szybkim tempie i na dużą skalę. Accenture Cloud First integruje rozległe doświadczenie spółki w zakresie chmury obliczeniowej, pomagając klientom z każdej branży przyspieszyć ich transformację cyfrową i osiągnąć większą wartość w szybkim tempie i na dużą skalę.

Platforma Twitch ofiarą cyberataku. Eksperci ostrzegają przed kolejnymi atakami

Twitch, czyli najpopularniejsza na świecie platforma streamingowa, padła ofiarą ataku hakerskiego. Do sieci trafiło około 125 GB danych zawierających m.in. kody źródłowe oraz informacje o zarobkach twórców. Eksperci ostrzegają użytkowników przed potencjalną, kolejną falą ataków.

Wykradzione poufne dane z platformy Twitch zostały udostępnione na kontrowersyjnym forum 4chan i wydają się być autentyczne. Choć media koncentrują się na upublicznieniu dokumentacji wypłat czołowych międzynarodowych i polskich streamerów, to najpoważniejsze konsekwencje może nieść za sobą wyciek kodu źródłowego Twitch. Zdaniem specjalistów z firmy Check Point Software jest to cenne źródło wiedzy dla kolejnych grup hakerów.

– Wyciek kodu źródłowego za każdym razem jest incydentem potencjalnie katastrofalnym. Otwiera on gigantyczne drzwi dla hakerów, którzy mogą znaleźć „pęknięcia” w systemie, przygotować szkodliwe oprogramowanie i starać się wykraść poufne informacje. Zdecydowanie zalecam wszystkim użytkownikom Twitcha zachowanie ostrożności w najbliższej przyszłości, jako że cyberataki stają się coraz częstsze. W październiku, czyli miesiącu świadomości cyberbezpieczeństwa, firma Check Point Research udokumentowała 40% wzrost liczby ataków hakerskich w porównaniu z 2020 r. Obecnie zalecamy użytkownikom Twitcha zmianę haseł i włączenie uwierzytelniania dwuskładnikowego na kontach. – informuje Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Polski Ład uderza w kredytobiorców i w rentowność mieszkań

Nowe zasady opodatkowania przychodów osiąganych z najmu lub dzierżawy, zmiany w zakresie amortyzowania budynków i lokali mieszkalnych oraz w uldze mieszkaniowej. Nowelizacja przepisów podatkowych w Polskim Ładzie wejdzie w życie od 1 stycznia 2022 roku. Jak wpłynie na branżę?

Zmiany zasad opodatkowania przychodów z najmu lub dzierżawy – tylko ryczałt

Obecnie każdy podatnik jest rozliczany ryczałtowo lub według skali podatkowej. Jednak nowelizacja przepisów przewiduje rozliczenie się z fiskusem wyłącznie zryczałtowanym podatkiem od przychodów z najmu lub dzierżawy. Reguła ta nie będzie natomiast dotyczyć przychodów uzyskiwanych w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej.

W nowym projekcie zostanie zlikwidowana też możliwość skorzystania z kwoty wolnej od podatku i podwyższonego drugiego progu podatkowego. Nie do zrealizowania będzie również odliczenie kosztów powiązanych z najmem, takich jak odsetki od kredytu, koszty remontu czy odpisy amortyzacyjne. Jednakże opodatkowanie ryczałtem od przychodów z najmu lub dzierżawy zmianie nie ulegnie – wyniesie 8,5 proc. przychodów do kwoty 100 tys. zł oraz 12,5 proc. przychodów od nadwyżki ponad kwotę 100 tys. zł.

Zakładając, że ryczałt będzie jedyną formą opodatkowania najmu prywatnego, to w efekcie może pozbawić podatników możliwości wyboru oraz doprowadzić do ich niekorzystnej sytuacji podatkowej. Nowe przepisy szczególnie dotkną tych podatników, którzy już poczynili inwestycje, nabyli nieruchomości lub mają zobowiązania względem banków i nie zakładali tak szybkich zmian.

Czym są nowe zmiany w uldze mieszkaniowej?

W trzecim numerze kwartalnika Lighthouse wydawanym przez serwis nieruchomości Otodom czytamy: „Zgodnie z przepisami ustawy o podatku dochodowym PIT, sprzedaż prywatnej nieruchomości w okresie 5 lat od jej nabycia podlega opodatkowaniu PIT. Jeżeli jednak w tym okresie dojdzie do sprzedaży nieruchomości, a w ciągu maksymalnie trzech lat od jej sprzedaży środki ze sprzedaży zostaną wydane na własne cele mieszkaniowe, można skorzystać z ulgi mieszkaniowej. Kwota jest limitowana i zależy od tego, jak duża część przychodu ze sprzedaży zostanie przeznaczona na własne cele mieszkaniowe. Przykładowo, jeżeli całość środków ze sprzedaży danej nieruchomości zostanie przeznaczona na własne cele mieszkaniowe, wówczas całość dochodu ze sprzedaży będzie podlegała zwolnieniu z PIT”.

W katalogu wydatków z ustawy o PIT, które są powiązane z celami mieszkaniowymi, znajdziemy między innymi wydatki na spłatę kredytu zaciągniętego na sfinansowanie własnych potrzeb mieszkaniowych wraz z odsetkami. Zdarzało się, że do tej pory niektóre organy podatkowe kwestionowały część lub wszystkie wydatki związane z kredytem na nabycie zbywanej nieruchomości.

Nowa ustawa ma wyeliminować tego typu sytuacje. Dodano bowiem przepis, który doprecyzowuje katalog wydatków na cele mieszkaniowe. Od 1 stycznia 2022 r. do wydatków będą zaliczane np. spłata kredytu (pożyczki) i jego odsetek od kredytu zaciągniętego na zbywaną nieruchomość albo prawo majątkowe. Nie będzie miało znaczenia, czy wydatki sfinansowane takim kredytem zostały uwzględnione w kosztach uzyskania przychodu.

Amortyzowanie budynków i lokali mieszkalnych. Czy to będzie dopuszczalne?

Obecnie amortyzacji budynków mieszkalnych i mieszkań mogą dokonywać zarówno podatnicy PIT, jak i CIT. Zgodnie z proponowanymi zmianami, budynki i lokale mieszkalne nie będą podlegały amortyzacji oraz nie będą ujmowane w ewidencji środków trwałych w prowadzonej działalności gospodarczej. Zgodnie ze zgłoszonymi poprawkami do projektu ustawy, proponuje się przesunięcie wprowadzenia powyższego ograniczenia na 1 stycznia 2023 r. – zaznacza Małgorzata Mielniczek.

Likwidacja amortyzacji będzie miała znaczny wpływ na rentowność mieszkań.

Sektor finansów i usług dla biznesu znów potrzebuje pracowników. Zatrudniać zamierza prawie co piąty pracodawca

Przedsiębiorcy z sektora finansów i usług dla biznesu chcą rozbudowywać swoje zespoły i zamierzają aktywnie pozyskiwać nowych pracowników w ostatnim kwartale bieżącego roku. Rekrutacje planuje 19% firm – czyli ponad dwukrotnie więcej niż w okresie lipiec – wrzesień. Pracownicy mogą również liczyć na stosunkowo dużą stabilizację na rynku. Aż 70% organizacji deklaruje, że pozostawi liczbę etatów na niezmienionym poziomie. Redukcję personelu przewiduje 9% przedsiębiorców, a 2% nie wie jeszcze, jak będzie kształtować się zatrudnienie w ich firmie w końcówce roku.

Zgodnie z danymi zawartymi w „Barometrze ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” dla IV kwartału 2021 roku, pracodawcy z sektora finansów i usług dla biznesu deklarują największą od początku pandemii chęć pozyskiwania nowej kadry. Prognoza netto zatrudnienia*, będąca odwzorowaniem nastrojów rekrutacyjnych firm, wynosi +7%, co zapowiada stosunkowo korzystną sytuację dla osób poszukujących nowej pracy. Jest to znacząca poprawa w stosunku do poprzednich trzech miesięcy, w których przedsiębiorcy przewidywali stagnację, a prognoza netto zatrudnienia była równa 0%.

– Podczas pandemii w licznych organizacjach o profilu finansowym, głównie w obszarze bankowości i ubezpieczeń, miały miejsce cięcia kadrowe, które firmy starają się teraz odrobić. Jest to jednak utrudnione przez obserwowaną zmianę w mentalności pracowników. Pandemiczne zawirowania na rynku pracy sprawiły, że specjaliści mniej chętnie decydują się na zmianę organizacji i wyżej cenią sobie stabilność zatrudnienia niż gratyfikację finansową czy szansę rozwojową, oferowaną przez nową firmę. Jednocześnie, w związku z digitalizacją procesów i upowszechnieniem się pracy zdalnej, rynek europejski coraz chętniej sięga po polskich pracowników. Sektor SSC/BPO jest w rozkwicie. Wszystko to przekłada się na zjawisko znacznego deficytu talentów i wzmożonego zapotrzebowania na pracowników z tego obszaru – zauważa Marta Ewa Romaneczko, ekspertka rynku pracy z Manpower i podkreśla, że dla osób poszukujących pracy w branży finansowej oznacza to przede wszystkim znacznie większą liczbę ofert. – Wynikają z tego oczywiste konsekwencje dla pracodawców. Powinni oni uważnie śledzić rynek i uatrakcyjniać swoją ofertę zatrudnienia, aby przyciągnąć pożądanych pracowników. Warto zaznaczyć, że w wyniku pandemii oczekiwania kandydatów dotyczące zatrudnienia znacząco się zmieniły. Szczególnie zauważalne jest to w odniesieniu do pracy zdalnej, informowania o siatce wynagrodzeń w organizacji, gwarancji braku nadgodzin, wymienialności urlopowej czy listów z obietnicą zatrudnienia na dłuższy czas – mówi Marta Ewa Romaneczko.

Od października do grudnia pozyskiwać nowe talenty zamierza 19% organizacji – czyli ponad dwukrotnie więcej niż kwartał temu. W związku z planowaną aktywnością rekrutacyjną spadł natomiast odsetek pracodawców, którzy chcą pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie. Stabilizację w obszarze zatrudnienia prognozuje 70% firm, czyli o 12 punktów procentowych mniej niż kwartał temu. Redukcje etatów zamierza przeprowadzić 9% organizacji, natomiast 2% nie ma jeszcze sprecyzowanych planów rekrutacyjnych. W ujęciu kwartalnym wyniki te utrzymują się na stosunkowo stabilnym poziomie.

– Obserwujemy obecnie zapotrzebowanie na specjalistów ds. podatków z każdej specjalizacji. Dotyczy to przede wszystkim ekspertów z obszaru cen transferowych, ponieważ jest to relatywnie nowa specjalizacja i rynek nie nadąża z kształceniem takich pracowników. Pożądani są także księgowi, przede wszystkim po stronie konsultingu zewnętrznego. Poszukiwani są również specjaliści ds. payroll z językami obcymi oraz osoby zajmujące się optymalizacją procesów: lean managerowie, transformation managerowie, analitycy finansowi i eksperci od data science. Aby zapewnić sobie dostęp do wykwalifikowanych kandydatów, firmy powinny przede wszystkim tworzyć oferty konkurencyjne na tle zmieniającego się rynku, z przewidzianą dla danego stanowiska ścieżką rozwoju. Warto też zadbać o dobrą atmosferę w zespole – jest to jeden z kluczowych czynników, branych pod uwagę przez kandydatów. Dobrą praktyką jest inwestowanie w młodych pracowników. Organizacje mają tendencje do sięgania przede wszystkim po specjalistów doświadczonych, których jest coraz mniej w relacji do stale zwiększającej się liczby wakatów. Młodszy pracownik stwarza, co prawda, większe ryzyko rotacji oraz wymaga przeznaczania nieporównywalnie większych zasobów czasowych na szkolenie i superwizję, ale jest znacznie bardziej zmotywowany do podjęcia pracy niż pracownik z kilkuletnim stażem. Mając przed sobą realne i klarownie przedstawione perspektywy rozwoju w firmowej hierarchii, młody pracownik może okazać się świetną inwestycją – zaznacza Marta Ewa Romaneczko.

W regionie EMEA (Europa, Bliski Wschód, Afryka) największe zapotrzebowanie na ręce do pracy w sektorze finansów i usług dla biznesu deklaruje Finlandia, z prognozą netto zatrudnienia wynoszącą +54%. Ambitne plany dotyczące pozyskiwania nowej kadry notowane są również w Holandii i Wielkiej Brytanii, ze wskaźnikami na poziomie +46%. Aktywnie rekrutować pracowników zamierzają także organizacje we Włoszech (+39%), Francji (+39%) i Belgii (+38%). Bezpośredni sąsiedzi Polski również zgłaszają chęć rozbudowywania swoich zespołów w obszarze finansów i usług dla biznesu. Czechy wskazują prognozę netto zatrudnienia równą +7%. Wskaźnik deklarowany na Słowacji wynosi +12%, a wynik dla Niemiec to +23%. W regionie EMEA najmniej chętni do pozyskiwania pracowników są reprezentanci sektora finansów i usług dla biznesu w Bułgarii (+5%). Z kolei w Południowej Afryce (-5%) pracodawcy zamierzają wręcz redukować etaty.

Dane przedstawione w niniejszym materiale to część większej całości, zebranej i przeanalizowanej w ramach badania „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”. Pełny raport, zawierający informacje o globalnych perspektywach zatrudnienia w podziale na poszczególne sektory gospodarki, jest bezpłatny i dostępny w wersji polskiej i angielskiej na stronie www.manpowergroup.pl, w zakładce Raporty rynku pracy.

* W niniejszym raporcie stosowane jest pojęcie „prognoza netto zatrudnienia”. Parametr ten stanowi różnicę procentową pomiędzy liczbą pracodawców przewidujących wzrost całkowitego zatrudnienia a liczbą pracodawców spodziewających się spadku całkowitego zatrudnienia w swoim oddziale w najbliższym kwartale. Uzyskany wynik to właśnie prognoza netto zatrudnienia.

Prezes NBP zapowiada zakup kolejnych 100 ton złota w 2022 roku

Zakup kolejnych 100 ton złota zapowiedział obecny Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, w przypadku, jeśli zostanie wybrany na II kadencję. To kolejna wypowiedź Prezesa NBP, który deklaruje powiększanie rezerw „królewskiego” kruszcu. Taki kierunek działań argumentowany jest dobrą kondycją złota w okresach podwyższonego ryzyka, kryzysów czy politycznych zawirowań, a także niezależność od polityk gospodarczych innych państw. Zjawisko wyjaśnia Aleksandra Olbryś, analityk ds. Rynku Złota z firmy Tavex, wiodącego dealera metali szlachetnych w Polsce.

W celu dalszego zwiększania bezpieczeństwa finansowego, Prezes Narodowego Banku Polskiego chce kontynuować dotychczasową politykę powiększania zasobów złota. Jednakże skala i tempo zakupów będą zależały m.in. od dynamiki zmian oficjalnych aktywów rezerwowych oraz bieżących warunków rynkowych.

Adam Glapiński oprócz planów zakupu kolejnych 100 ton złota w 2022 r., dąży do zwiększenia udziału królewskiego kruszcu w krajowych rezerwach. Warto przypomnieć, że już podczas kwietniowej konferencji online ocenił on, że najbliższym celem NBP jest osiągnięcie 10% udziału złota w krajowych rezerwach, a poziomem docelowym jest 20%.

Argumentami, którymi popiera swoje rekomendacje Glapiński, jest stabilność cen złota w trudnych czasach, niezależność kruszcu od polityk gospodarczych innych państw czy np. utrzymanie wartości złota nawet, gdy „odłączy się prąd światowemu systemowi finansowemu”.

Glapiński odniósł się również do tego, że złoto jako aktywo z grupy tzw. safe haven, z reguły w okresach podwyższonego ryzyka, wszelkiej maści kryzysów finansowych, politycznych zawirowań radzi sobie wyjątkowo dobrze, a jego cena rośnie. Z tego względu – w opinii Prezesa NBP  – przyczynia się do realizacji podstawowych celów utrzymywania rezerw dewizowych nawet w skrajnie niekorzystnych warunkach. Stosunkowo niska korelacja złota z innymi klasami aktywów sprawia, że jego udział w krajowych rezerwach jest równoznaczny z ograniczonym ryzykiem finansowym w procesie inwestowania.

Obecny Prezes NBP już wielokrotnie podkreślał, że dążenie do poszerzania krajowych rezerw w złocie powinno być nieodzownym elementem polityki banku centralnego. Wiarę Glapińskiego w rolę złota jako składnika świadczącego o sile gospodarczej państwa najlepiej odzwierciedla to, że ponad połowa krajowych rezerw tego metalu zasiliła je właśnie za kadencji obecnego Prezesa.

W przypadku, gdyby bank centralny zdecydował się na zakup 100 ton złota, Polska mogłaby znaleźć się nawet na 16. miejscu na świecie pod względem ilości złota w rezerwach (przed m.in. Austrią czy Wielką Brytanią) – wynika z danych Światowej Rady Złota.

NBP zaskoczył rynek

NBP zaskoczył rynek i podniósł stopy procentowe. Główna (referencyjna) została podniesiona o 40 pb. do poziomu 0,5 proc. To pierwszy wzrost kosztu pieniądza od 20212 roku. Decyzja z ekonomicznego punktu widzenia jest dobra dla gospodarki. Martwi jednak fakt, że ruchy RPP są mało przewidywalne dla rynku. To podważa wiarygodność Narodowego Banku Polskiego. Forward guidance nie jest najmocniejszym narzędziem, które w swojej palecie posiada bank centralny.

Decyzja NBP zaskoczyła analityków oraz cały rynek. Głosy o podwyżkę stóp procentowych pojawiały się do tej pory regularnie w szeregach RPP. Jednak cały czas frakcja jastrzębi nie miała wystarczającej siły. W minionym tygodniu zaskakująca była treść minutek RPP z ostatniego posiedzenia. Pojawił się wniosek o podwyżkę stóp aż o 190 pb., który został jednak odrzucony. Zmiana retoryki NBP zaskakuje tym bardziej, że od ostatniej konferencji prasowej prof. Glapińskiego (na której zostały wykluczone podwyżki w najbliższym czasie), minął zaledwie miesiąc. Pytanie brzmi co tak naprawdę się stało, że decyzja zapadła tak nagle. Dlaczego bank centralny nie chciał poczekać do projekcji listopadowych, o których często wspominał i traktował je jako wyznacznik przyszłego kursu polityki monetarnej. Zaskakujący jest również fakt, że w niemalże każdym wystąpieniu (ostatnio na Kongresie 590) przewodniczący RPP podkreślał niezależność instytucji od rządu, banków komercyjnych, zagranicznego kapitału czy międzynarodowych korporacji. Wyjątkowo dużym zbiegiem okoliczności jest fakt, że wczoraj Premier Morawiecki na szczycie UE w Słowenii wypowiedział się na temat inflacji i wyraził nadzieje na działania NBP w tej materii. Ale zostawmy politykę. Być może do siedziby NBP dotarł głos społeczeństwa o szalejącej „drożyźnie” i tak naprawdę wzrost cen towarów i usług jest znacznie wyższy od szacunków GUS-u.

Jeśli chodzi dalszy kurs złotego bardzo dużo będzie zależeć od dzisiejszej konferencji prasowej prof. Glapińskiego, która jest zaplanowana na 15:00. Jeśli podwyżka zostanie opisana jako jednorazowy (lub ograniczony) krok kalibracyjny mający na celu odreagowanie wsparcia pandemicznego, to wówczas można oczekiwać, że złoty wymaże po części ten duży ruch aprecjacyjny. Oznaczałoby to, że NBP chce wrócić ze stopami do poziomu 1,5 proc. sprzed kryzysu COVID-19. Jeśli natomiast przesłanki okażą się takie, że ryzyka inflacyjne poszły mocno w górę i zostanie to dobitnie zaznaczone, wówczas rynek walutowy zacznie wyceniać cały cykl podwyżek nawet do poziomu 2,5 – 3 proc. w dalszym horyzoncie czasowym.

Forward guidance to komunikacja banku centralnego z rynkiem. Instytucja w z odpowiednim wyprzedzeniem informuje jak zamierza w przyszłości kształtować swoją politykę pieniężną. Dotyczy to poziomu stóp procentowych ale również prowadzonego programu skupu aktywów. Zostało to wymyślone aby uniknąć dużych zaskoczeń, a przez to aby wyeliminować podwyższoną zmienność na instrumentach rynku finansowego. Chodzi o przewidywalność i stabilność. NBP często podkreślał, że bliżej mu do banków centralnych krajów rozwiniętych (EBC, Fed) i to na nich wzoruje swoje działania. Decyzje banku Węgier czy Czech nie stanowiły do tej pory żadnego benchmarku. Różnica polega jednak na tym, że Fed oraz EBC komunikują się z rynkiem w dużo lepszy sposób. Na naszym podwórku przepływ informacji jest co najmniej dostateczny. Być może to i tak wygórowana ocena. Nieoczekiwana decyzja NBP powoduje, że w przyszłości trudniej będzie samymi komunikatami wpływać na oczekiwania rynku.

Dla przeciętnego kowalskiego podwyżka stóp z pewnością coś zmienia. Nie ma co liczyć na nagły wzrost oprocentowania lokat. Większość banków jest nadpłynna co oznacza, że nie musi konkurować o pieniądze ludzi. Wzrosną zapewne raty kredytów hipotecznych i zmniejszy się zdolność kredytowa potencjalnych klientów. Dla rządu podwyżka stóp to oczywiście wzrost obsługi długu państwa. W dłuższej perspektywie, jeśli zobaczymy dalszy ruch na stopach, wyższe raty kredytu będą większym kosztem dla wielu firm. To może doprowadzić do spadku inwestycji. Gospodarstwa domowe ucierpią, co spowoduje, że spadnie konsumpcja, która może zatrzymać inflację.

PLN zyskuje na wartości i odpada od poziomu 4,63 do obszaru poniżej 4,5430. Jest tym samym w relacji do euro najmocniejszy od połowy września. O możliwych podwyżkach stóp świadczyły ostatnie minutki RPP (czwartek ubiegły). W piątek poznaliśmy dane inflacyjne za wrzesień. CPI wypadło najwyżej od 20 lat (5,8 proc. r/r). Wycena podwyżki kosztu pieniądza była mocno zauważalna w ostatnim czasie na rynku międzybankowym. Pokazywały to stawki kontraktów na przyszłą stopę procentową (FRA) o czym wielokrotnie wspominałem.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Ubezpieczenie AC – na co zwrócić uwagę przy jego wyborze?

Ubezpieczenie AC, czyli Autocasco jest w przeciwieństwie do OC dobrowolne. Każdy właściciel samochodu może je wybrać w zależności od własnych potrzeb. Na co zwrócić uwagę przy jego zakupie?

Jak działa ubezpieczenie AC?

Autocasco to ubezpieczenie dodatkowe, które pozwala odzyskać pieniądze w przypadku, gdy nasz pojazd został skradziony, uszkodzony przez warunki atmosferyczne, zwierzęta lub z powodu różnych zdarzeń związanych z wandalizmem. AC obejmuje także ewentualne szkody własne.

Zwykle w tego typu ubezpieczeniu należy określić wkład własny w naprawę szkody. Może to być wartość procentowa lub konkretna kwota. Im wyższa tym niższe są składki. W momencie wystąpienia sytuacji kwalifikującej się do wypłaty odszkodowania, ubezpieczyciel przekazuje odpowiednią kwotę pieniędzy zmniejszoną o wartość opisaną w umowie. Aby zobaczyć jakie ma to odzwierciedlenie w ostatecznej cenie warto zobaczyć co oferuje porównywarka ubezpieczeń.

Na jakie elementy AC zwrócić uwagę przy jego wyborze?

Pierwszą kwestią na którą nie sposób zwrócić uwagę jest duża rozpiętość cen pomiędzy tak zwanym pełnym AC oraz mini AC. Ten drugi rodzaj ubezpieczenia to atrakcyjna opcja dla osób, które nie chcą płacić wysokich stawek. W takiej formie mini AC może obejmować tylko część zdarzeń za które otrzymamy określoną w umowie kwotę pieniędzy, na przykład z powodu kradzieży lub pożaru, ale bez zdarzeń naturalnych, a także bez kolizji i wypadków. Bywa i tak, że towarzystwo ubezpieczeniowe może elastycznie dopasować ofertę do konkretnych oczekiwań klienta. W takiej sytuacji właściciel auta po prostu wybiera zakres przypadków, które obejmie AC.

Udział własny w szkodzie to element, który pozwala w znacznym stopniu obniżyć wysokość stawek. Działa to w dwojaki sposób. W umowie można znaleźć zapis dotyczący konkretnej kwoty w złotówkach lub procentowej wartości szkody, którą musi zapłacić klient z własnej kieszeni. Towarzystwo ubezpieczeniowe dokłada po prostu resztę. Dużo droższą opcją jest natomiast AC bez udziału własnego. W takim przypadku właściciel pojazdu otrzymuje 100 procent zwrotu poniesionych kosztów.

Sposób naprawy uszkodzonego pojazdu do kolejny element na który należy zwrócić szczególną uwagę. W takiej sytuacji są dwa wyjścia. Wypłata odszkodowania może być bezgotówkowa, a więc ubezpieczyciel rozlicza się na własnych zasadach bezpośrednio z warsztatem. Druga opcja to kosztorys, gdzie po przeprowadzeniu wyceny właściciel samochodu otrzymuje pieniądze bezpośrednio na konto i może je swobodnie rozdysponować na naprawę.

40 proc. wzrost ataków r/r. Rośnie zagrożenie ze strony ransomware

Na świecie odnotowano się 40 procentowy wzrost ataków hakerskich w porównaniu do roku 2020 – informuje Check Point Research. W Polsce sytuacja jest analogiczna: do tej pory w 2021 roku rodzime organizacje doświadczały 567 ataków tygodniowo, czyli o 38 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Eksperci są zgodni, że konieczne jest zwiększenie nacisku na edukację internautów w zakresie bezpieczeństwa sieciowego.

Październik, z inicjatywy Komisji Europejskiej, ustanowiono Europejskim Miesiącem Cyberbezpieczeństwa. Inicjatywa ta ma za zadanie upowszechnić świadomość i wiedzę z zakresu zagrożeń bezpieczeństwa cybernetycznego oraz sposobów prewencji. To również nawiązanie do Międzynarodowego Miesiąca Świadomości Cyberbezpieczeństwa. Jednocześnie specjaliści IT są zgodni, że podobne koncepcje są niezwykle potrzebne i powinny być rozpowszechniane w odpowiedzi na rosnące zagrożenia ze strony hakerów i cyberprzestępców.

Analizy specjalistów ds. bezpieczeństwa wskazują, że praktycznie z roku na rok rośnie liczba incydentów sieciowych, których konsekwencjami mogą być przejęcia sieci, wycieki poufnych danych czy zagrabienie naszych środków finansowych. Jak wynika z danych udostępnionych przez Check Point Research, w Polsce w 2021 roku nastąpił 38 proc. wzrost cyber-infekcji. Obecnie polskie firmy i organizacje doświadczają średnio 567 ataków każdego tygodnia. Jednocześnie 1,3 proc. polskich firm padło ofiarą najpoważniejszych w skutkach ataków ransomware.

Najczęściej atakowanym kontynentem jest obecnie Afryka, jednak to Europa i Ameryka Północna doświadczyły największych wzrostów rok do roku – odpowiednio o 65 i 57 proc. Średni światowy wzrost ataków cybernetycznych oscyluje w granicach 40 proc.

Jak wynika z ThreatCloud, platformy firmy Check Point Software, analizującej ruch sieciowy na całym świecie, sektorami najbardziej dotkniętymi atakami hakerskimi są Edukacja i Badania, zmagająca się 1468 atakami na organizację tygodniowo (o 60 proc. więcej niż w ubiegłym roku), sektor administracji i obronny (1082) oraz opieka zdrowotna (752).

Rysunek 1: Średnia tygodniowa liczba cyberataków na organizację (styczeń 2020 – wrzesień 2021)ataki hakerskie 2021

Ransomware stało się plagą przedsiębiorstw

Z obserwacji specjalistów Check Point Research wynika, że średnio jedna na 61 organizacji na świecie było dotkniętych oprogramowaniem ransomware. Oznacza to wzrost o 9 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Przedsiębiorstwami najbardziej zagrożonymi tego typu atakami są te z sektorów ISP (dostawcy usług internetowych) i MSP (dostawcy usług zarządzanych). Aż 3 proc. z nich doświadczyło incydentów z udziałem oprogramowania szyfrującego dane w celu uzyskania okupu. Zdaniem Check Point Research innymi branżami z nadreprezentacją ofiar ransomware są również opieka zdrowotna (odnotowująca 32 proc. wzrost r/r) oraz dostawcy oprogramowania (+21 proc.).

W Polsce ofiarami ransomware mogło paść nawet 1,3 proc. przedsiębiorstw podłączonych do sieci. Jedynym pocieszeniem jest fakt, że nastąpił 14 proc. spadek tego typu ataków w porównaniu do 2020 roku.

– Październik jest miesiącem świadomości cyberbezpieczeństwa, a co za tym idzie powinien być czasem refleksji nad naszą rolą w zapewnieniu lokalnego i globalnego bezpieczeństwa. Od wybuchu pandemii cyberprzestępcy na całym świecie przystąpili do działania, aby wykorzystać nadarzające się możliwości. W związku z ciągłym wzrostem cyberataków, firma Check Point Software zaleca, aby organizacje przyjęły zapobiegawcze podejście do cyberbezpieczeństwa, zamiast opierać się sposobach rozwiązywania już wyrządzonych szkód – mówi Omer Dembinsky, menedżer grupy analizującej dane w Check Point Software Technologies.

Choć ransomware jest jednym z najbardziej niszczycielskich zagrożeń dla firm na całym świecie to, najczęściej wykrywanym typem malware’u są botnety, atakujące co tydzień około 8 proc. organizacji. W dalszej kolejności zagrożenia dla naszych danych i finansów płyną z malware’ów bankowych (4,6 proc.), które urosły o 26 proc. r/r. Hakerzy nadal często infekują nasze urządzenia w celu wykorzystania ich mocy przerobowych dla kopania kryptowalut. Tego typu oprogramowanie atakuje ok. 4,2 proc. sieci firmowych tygodniowo, jednak w tym roku odnotowało 22 proc. spadek.