Intel nie nadąża z produkcją. Popyt na Core Ultra i Xeon 6 przewyższa możliwości firmy

Intel przyznał w tym tygodniu, że gwałtownie rosnący popyt na jego najnowsze procesory znacząco przewyższa obecne moce produkcyjne. Spółka nie jest w stanie zabezpieczyć wystarczającej liczby płytek krzemowych od TSMC, aby w pełni zaspokoić zapotrzebowanie na układy z serii Core Ultra 200, obejmujące linie Lunar Lake i Arrow Lake.

Podczas konferencji UBS Global Technology and AI Conference (3–5 grudnia) wiceprezes korporacyjny Intela John Pitzer nie pozostawił wątpliwości co do skali problemu:

„Gdybyśmy mieli więcej płytek Lunar Lake, sprzedawalibyśmy więcej Lunar Lake. Gdybyśmy mieli więcej płytek Arrow Lake, sprzedawalibyśmy więcej Arrow Lake” – powiedział wprost.

Ograniczenia także po stronie centrów danych

Niedobory nie dotyczą wyłącznie segmentu konsumenckiego. Intel zmaga się również z wąskimi gardłami produkcyjnymi w ofercie dla centrów danych. Jak ujawnił Pitzer, własne fabryki firmy wciąż w dużej mierze opierają się na starszych procesach technologicznych Intel 7 i 10 nm, co ogranicza skalę produkcji serwerowych procesorów Xeon 6 „Granite Rapids”.

„Szczerze mówiąc, gdybyśmy mieli więcej płytek Granite Rapids, sprzedawalibyśmy więcej Granite Rapids” – przyznał menedżer.

Dodał, że Intel aktywnie przesuwa moce produkcyjne z rynku PC w stronę serwerów, ponieważ to właśnie tam luka między popytem a podażą jest obecnie największa.

OpenAI przejmuje polski startup Neptune

0

OpenAI sfinalizowało przejęcie Neptune, warszawskiego startupu rozwijającego narzędzia do monitorowania i debugowania procesu trenowania modeli sztucznej inteligencji. Transakcja – zawarta w całości w formie akcji i bez ujawnienia warunków finansowych – wzmacnia technologiczne zaplecze OpenAI w kluczowym momencie zaostrzającej się konkurencji na rynku AI.

Integracja Neptune oznacza włączenie jego rozwiązań bezpośrednio do infrastruktury treningowej OpenAI. Celem jest zwiększenie kontroli i przejrzystości procesu uczenia dużych modeli językowych, w tym kolejnych wersji ChatGPT.

Jak podkreślił Jakub Pachocki z OpenAI, Neptune stworzyło szybki i precyzyjny system analizy złożonych procesów treningowych. OpenAI planuje ścisłą współpracę z zespołem startupu, aby głęboko zintegrować jego narzędzia z własnym stosem technologicznym i lepiej rozumieć zachowanie modeli w trakcie uczenia.

Neptune działa na rynku od 2017 roku i zostało założone w Warszawie przez Piotra Niedźwiedzia oraz trzech współzałożycieli. Firma wyspecjalizowała się w narzędziach dla inżynierów machine learningu, umożliwiających śledzenie eksperymentów, porównywanie wersji modeli i szybkie wykrywanie błędów w procesie treningu.

Startup pozyskał dotychczas ponad 18 mln dolarów finansowania od inwestorów, w tym Almaz Capital i TDJ Pitango. Co istotne, OpenAI korzystało z rozwiązań Neptune już od ponad roku, zanim zdecydowało się na pełne przejęcie spółki.

Transakcja ma wyraźnie strategiczny charakter. Dochodzi do niej w momencie rosnącej presji konkurencyjnej, zwłaszcza ze strony Google i modeli Gemini, które coraz mocniej rywalizują z ofertą OpenAI.

Według doniesień amerykańskich mediów Sam Altman ogłosił wewnętrzny „stan alarmowy”, wzywając firmę do przyspieszenia prac nad kluczowymi usprawnieniami ChatGPT. Na pierwszy plan mają trafić szybkość, stabilność i personalizacja, natomiast inne projekty – w tym inicjatywy reklamowe czy specjalistyczni agenci AI – zostały czasowo odsunięte.

W tym kontekście przejęcie polskiego startupu ma pozwolić OpenAI szybciej iterować modele i lepiej kontrolować cały cykl ich trenowania. Dla OpenAI to wzmocnienie technologiczne, a dla polskiego ekosystemu startupowego – jeden z najbardziej prestiżowych exitów w historii krajowej branży AI.

Orbán zapowiada delegację do Moskwy. Budapeszt szykuje się na interesy z Rosją „po wojnie”

Premier Węgier Viktor Orbán zapowiedział wysłanie w najbliższych dniach delegacji handlowej do Moskwy, której zadaniem ma być przygotowanie gruntu pod szerszą współpracę gospodarczą z Rosją po zakończeniu wojny w Ukrainie. Deklaracja padła podczas przedwyborczego zgromadzenia Fideszu w Kecskemét, gdzie Orbán przedstawił trwający konflikt jako kluczowy punkt odniesienia dla przyszłości kraju.

Orbán stwierdził, że Węgry muszą „myśleć z wyprzedzeniem”, zakładając scenariusz, w którym USA doprowadzą do reintegration Rosji z globalną gospodarką, a sankcje zostaną zniesione. W jego ocenie w takim świecie Budapeszt powinien być gotowy na szybkie wykorzystanie nowych możliwości gospodarczych. Premier dodał, że wybory parlamentarne w 2026 r. będą „ostatnimi przed wojną”, podbijając stawkę nadchodzącej kampanii.

Kontynuacja energetycznego zwrotu ku Rosji

Zapowiedź delegacji to konsekwentny ciąg dalszy polityki Orbána wobec Moskwy. Zaledwie tydzień wcześniej szef węgierskiego rządu spotkał się na Kremlu z Władimirem Putinem, zapewniając, że Węgry nadal będą kupować rosyjską ropę i gaz.

Orbán podkreślał wówczas, że „rosyjska energia stanowi fundament bezpieczeństwa energetycznego Węgier teraz i w przyszłości”. Putin z kolei określił jego stanowisko wobec wojny w Ukrainie jako „wyważone”, umacniając wizerunek Budapesztu jako najbardziej prorosyjskiego rządu w Unii Europejskiej.

MOL celuje w aktywa objęte sankcjami

Równolegle rośnie apetyt węgierskiego biznesu na przejęcie części rosyjskich aktywów energetycznych. Grupa MOL poinformowała stronę amerykańską o zainteresowaniu zakupem międzynarodowych aktywów Łukoilu objętych sankcjami, w tym rafinerii, sieci stacji paliw w Europie oraz udziałów w projektach w Kazachstanie i Azerbejdżanie.

Według doniesień te plany były jednym z tematów rozmowy Orbána z prezydentem USA Donaldem Trumpem podczas listopadowej wizyty w Waszyngtonie. Po spotkaniu Węgry uzyskały roczne wyłączenie spod amerykańskich sankcji na rosyjską energię, co może otworzyć MOL-owi drogę do aktywnego udziału w przyszłym „przemeblowaniu” rynku aktywów energetycznych.

Kurs kolizyjny z Brukselą

Budapeszt coraz wyraźniej wchodzi w konflikt z unijną polityką wobec Rosji. 3 grudnia UE zatwierdziła plan stopniowego zakończenia importu rosyjskiego gazu do końca 2027 r., ale Węgry już zapowiedziały, że będą go kwestionować.

Minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó zapowiedział zaskarżenie planu do Trybunału Sprawiedliwości UE, nazywając go „brukselskim dyktatem”. Podkreślił, że w jego ocenie bez rosyjskich surowców nie da się fizycznie zapewnić Węgrom bezpiecznych dostaw ropy i gazu, co ma czynić unijną strategię nierealną.

Eksperci zwracają uwagę, że polityka Orbána wobec Rosji coraz bardziej rozmija się z linią Brukseli. Analityk think tanku Bruegel Jacob Kirkegaard określił niedawną wizytę premiera Węgier w Moskwie jako „środkowy palec” pokazany Unii Europejskiej, podważający spójność unijnego frontu wobec Kremla.

Od lat europejscy urzędnicy zarzucają Orbánowi wykorzystywanie członkostwa w UE do blokowania kluczowych decyzji – od pakietów wsparcia dla Ukrainy po kolejne rundy sankcji energetycznych. Zapowiedź wysłania delegacji handlowej do Moskwy tylko wzmacnia wrażenie, że Budapeszt chce ustawić się w roli „mostu” między Rosją a Zachodem po wojnie, nawet kosztem dalszej konfrontacji z instytucjami unijnymi.

ING podnosi prognozę dla Rumunii, ale ostrzega przed recesją techniczną

ING Bank Rumunia podwyższył prognozę wzrostu gospodarczego na 2025 rok z 0,3% do 1,1%, jednocześnie sygnalizując realne ryzyko recesji technicznej w drugiej połowie roku. Ekonomiści banku zakładają, że po spadku aktywności w III kwartale może dojść do kolejnej kontrakcji PKB w IV kwartale. Taki scenariusz oznaczałby pierwszą recesję techniczną od czasu pandemii.

Jak zwracają uwagę główny ekonomista ING Valentin Tătaru oraz Štefan Posea, gospodarka już skurczyła się o 0,2% kwartał do kwartału w III kwartale 2025 r. Stało się tak mimo wzrostu PKB o 1,6% w ujęciu rocznym. Dwa kolejne kwartały spadku aktywności spełniałyby definicję recesji technicznej.

Największym źródłem ryzyka pozostaje słabnąca konsumpcja prywatna. W październiku sprzedaż detaliczna spadła o 4% rok do roku, co jest najsilniejszym tąpnięciem od okresu pandemicznego. Spadki objęły wszystkie kluczowe kategorie, w tym żywność, co sugeruje wyraźne ograniczanie wydatków przez gospodarstwa domowe.

ING wskazuje, że presja ze strony wyższych podatków pośrednich oraz niepewność dochodowa mocno uderzają w nastroje konsumentów. Zaufanie konsumenckie pozostaje bardzo niskie, a wkład konsumpcji prywatnej do wzrostu PKB w III kwartale wyniósł zaledwie 0,3 pkt proc. To poziom, który nie jest w stanie zrównoważyć słabnącej dynamiki gospodarki.

Jasnym punktem pozostają inwestycje, które w III kwartale dodały aż 2,7 pkt proc. do wzrostu PKB. ING liczy, że to właśnie one będą głównym motorem ożywienia w 2026 r., kiedy tempo wzrostu miałoby przyspieszyć do 1,4%. Kluczową rolę mają odegrać inwestycje publiczne finansowane z Krajowego Planu Odbudowy.

Bardziej umiarkowany scenariusz przedstawia BCR–Erste. Bank zakłada wzrost PKB Rumunii na poziomie 1,3% w 2025 r. i stagnację, a nie spadek, w IV kwartale, co pozwoliłoby uniknąć recesji technicznej. Na 2026 r. prognozowany jest wzrost rzędu 2,1%, również oparty głównie na środkach unijnych.

W rezultacie Rumunia wchodzi w 2025 rok z lepszymi prognozami wzrostu niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jednocześnie gospodarka pozostaje narażona na krótkotrwałą recesję, jeśli osłabienie konsumpcji okaże się trwalsze, niż zakładają rynki i banki.

Tokeny Terry rosną, mimo że prokuratura domaga się 12 lat więzienia dla Do Kwona

Amerykańska prokuratura federalna domaga się 12 lat więzienia dla Do Kwona, założyciela Terraform Labs i twórcy upadłego ekosystemu Terra. Wniosek o wymiar kary trafił do sądu federalnego na Manhattanie na kilka dni przed ogłoszeniem wyroku. Jak podkreśla Departament Sprawiedliwości USA, proponowana kara ma odzwierciedlać „kolosalną skalę” strat, które przekroczyły 40 mld dolarów i wstrząsnęły globalnym rynkiem kryptowalut.

Do Kwon, dziś 34-letni, przyznał się w sierpniu do spisku w celu popełnienia oszustwa. Oświadczył, że „świadomie” uczestniczył w wprowadzaniu inwestorów w błąd co do stabilności i mechanizmów działania projektu. Zgodnie z porozumieniem z prokuraturą śledczy mogą rekomendować karę do 12 lat więzienia, choć formalnie grozi mu nawet do 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok ma ogłosić 11 grudnia sędzia Paul Engelmayer.

Tokeny Terry rosną mimo ciężkich zarzutów

Paradoksalnie, mimo poważnych zarzutów rynek tokenów powiązanych z Terrą zareagował gwałtownymi wzrostami. Dane giełdowe pokazują, że 5 grudnia token LUNA zdrożał o około 70%, osiągając poziom ok. 0,11 USD. Z kolei Terra Classic (LUNC) zanotowała skok nawet o 122% w bardzo krótkim czasie.

Wraz ze wzrostami cen gwałtownie wzrosły także obroty, co sugeruje napływ krótkoterminowego kapitału spekulacyjnego. Inwestorzy zdają się wykorzystywać medialny rozgłos wokół sprawy Do Kwona, a nie realne fundamenty projektu. Dla wielu uczestników rynku to kolejny dowód, jak silnie rynek kryptowalut reaguje na narrację i emocje.

Departament Sprawiedliwości USA jednoznacznie zestawia sprawę Do Kwona z innymi głośnymi aferami kryptowalutowymi. W dokumentach sądowych pojawiają się nazwiska Sama Bankmana-Frieda, skazanego w 2023 roku na 25 lat więzienia, oraz Alexa Mashinsky’ego z Celsiusa, który usłyszał wyrok 12 lat. Zdaniem prokuratorów twórca Terry powinien zostać potraktowany podobnie.

Śledczy podkreślają, że straty wynikające z upadku Terry – ponad 40 mld dolarów – wielokrotnie przewyższają szkody przypisywane Celsiusowi. Zwracają też uwagę, że w przeciwieństwie do Mashinsky’ego, Do Kwon przez długi czas unikał odpowiedzialności, posługując się fałszywymi dokumentami. Został zatrzymany dopiero w Czarnogórze w marcu 2023 roku.

Obrona Do Kwona domaga się znacznie łagodniejszego wyroku – pięciu lat pozbawienia wolności. Adwokaci wskazują, że oskarżony spędził już wiele miesięcy w areszcie w Czarnogórze. Prawnicy podnoszą również fakt zgody na przepadek majątku o wartości ponad 19 mln dolarów. Ma to świadczyć o współpracy z wymiarem sprawiedliwości i ograniczaniu skutków przestępstwa.

Dodatkowo w Korei Południowej toczy się odrębne postępowanie, w którym prokuratura domaga się nawet 40 lat więzienia.

Front sześciu państw UE, z Polską na czele, naciska na rewizję unijnej strategii motoryzacyjnej

Sześć państw Unii Europejskiej wystąpiło z oficjalnym apelem do Komisji Europejskiej o odejście od planowanego na 2035 rok zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi. Sygnatariusze domagają się dopuszczenia po tej dacie m.in. hybryd typu plug-in, pojazdów z przedłużaczem zasięgu oraz samochodów wykorzystujących ogniwa paliwowe. Ich zdaniem obecna strategia podważa konkurencyjność europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i stoi w sprzeczności z zasadą neutralności technologicznej.

List skierowany do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen został podpisany 4 grudnia przez premierów Włoch, Polski, Bułgarii, Czech, Węgier i Słowacji, w tym Giorgię Meloni i Donalda Tuska. Dokument trafił do Brukseli na krótko przed oczekiwaną prezentacją nowego unijnego pakietu motoryzacyjnego, której termin – według nieoficjalnych informacji – może zostać przesunięty na początek 2026 roku.

Ostrzeżenie przed deindustrializacją

Autorzy apelu wskazują, że europejski sektor motoryzacyjny oraz polityka klimatyczna UE znalazły się w kluczowym momencie. Ich zdaniem utrzymanie sztywnego zakazu silników spalinowych grozi deindustrializacją części kontynentu i nie przełoży się automatycznie na skuteczną transformację ekologiczną.

„Nie ma nic zielonego na przemysłowej pustyni” – podkreślają liderzy sześciu państw, akcentując, że cele klimatyczne muszą uwzględniać realia gospodarcze, dostępność technologii oraz globalną konkurencję, z jaką mierzą się europejscy producenci.

W liście pojawia się postulat rewizji unijnych przepisów dotyczących norm emisji CO₂ dla samochodów osobowych i dostawczych tak, aby zamiast jednego, zeroemisyjnego rozwiązania dopuścić różne ścieżki ograniczania emisji.

Paliwa alternatywne jako element transformacji

Istotnym elementem propozycji jest także włączenie do polityki regulacyjnej UE paliw niskoemisyjnych i odnawialnych, w szczególności biopaliw i paliw syntetycznych. Sygnatariusze argumentują, że rozwiązania te mogą pozwolić na redukcję emisji bez gwałtownego porzucania istniejącej bazy technologicznej i infrastruktury.

Takie podejście miałoby umożliwić bardziej stopniowe dostosowanie przemysłu, zmniejszyć ryzyko utraty miejsc pracy oraz ograniczyć przenoszenie produkcji poza Unię Europejską, zwłaszcza do krajów azjatyckich.

Coraz silniejszy nacisk na Komisję

Stanowisko sześciu państw wpisuje się w szerszy trend rosnącej presji politycznej na Komisję Europejską. Podobne sygnały napływają z Niemiec – kanclerz Friedrich Merz wcześniej apelował o odejście od „sztywnej daty 2035 roku” i zastąpienie jej bardziej elastycznym, technologicznie otwartym podejściem.

Dla Brukseli oznacza to coraz trudniejsze balansowanie pomiędzy ambitnymi celami klimatycznymi a interesami przemysłowymi sektora motoryzacyjnego, który pozostaje jednym z filarów europejskiej gospodarki i zatrudnia miliony pracowników.

Spór o przyszłość motoryzacji

Choć obowiązujące przepisy nadal przewidują zakaz sprzedaży nowych samochodów emitujących CO₂ od 2035 roku, apel sześciu państw pokazuje, że polityczna zgoda wokół tej daty słabnie. Zbliżająca się rewizja regulacji oraz zapowiadany pakiet motoryzacyjny mogą stać się areną ostrego sporu między zwolennikami szybkiego przejścia na elektromobilność a krajami domagającymi się bardziej realistycznej, technologicznie neutralnej transformacji.

Decyzje podjęte w najbliższych miesiącach przesądzą o tym, czy unijna polityka klimatyczna w motoryzacji pozostanie sztywnym harmonogramem, czy też przekształci się w ramy pozwalające na różne drogi dojścia do neutralności klimatycznej.

Musk dementuje doniesienia o wycenie SpaceX na 800 mld dolarów

Elon Musk zaprzeczył doniesieniom, jakoby SpaceX prowadziło rozmowy o pozyskaniu finansowania przy wycenie sięgającej 800 mld dolarów. W sobotnim wpisie na platformie X określił te informacje jako nieprawdziwe i zaznaczył, że spółka nie realizuje obecnie rundy finansowania w takiej formie.

„W mediach pojawiło się wiele doniesień, że SpaceX pozyskuje kapitał przy wycenie 800 mld dolarów. To nie jest prawda” – napisał Musk. Dodał, że firma od lat generuje dodatnie przepływy pieniężne i zamiast klasycznych rund inwestycyjnych przeprowadza okresowe wykupy akcji. Odbywają się one dwa razy w roku i mają na celu zapewnienie płynności pracownikom oraz dotychczasowym akcjonariuszom.

Reakcja na doniesienia największych redakcji

Wypowiedź Muska była odpowiedzią na publikacje m.in. „The Wall Street Journal” i Bloomberga, które informowały, że zarząd SpaceX rozważał wewnętrzną sprzedaż akcji mogącą sugerować wycenę spółki w przedziale 750–800 mld dolarów. Według tych relacji rozmowy miały odbyć się podczas spotkania w kompleksie Starbase w Teksasie, gdzie dyrektor finansowy Bret Johnsen miał omawiać możliwe scenariusze z inwestorami.

Musk podkreślił jednak, że tego typu transakcje nie oznaczają pozyskiwania nowego kapitału ani formalnej rundy finansowania, lecz są elementem wewnętrznej polityki spółki dotyczącej obrotu akcjami.

Skokowe wzrosty wyceny w tle

Plotki o rekordowej wycenie SpaceX pojawiły się w kontekście szybkiego wzrostu wartości firmy w ostatnich kwartałach. W grudniu 2024 r. spółka była wyceniana na około 350 mld dolarów, a w lipcu 2025 r. – podczas wtórnej sprzedaży akcji – na około 400 mld dolarów. Sugestie o poziomie bliskim 800 mld dolarów oznaczałyby ponad dwukrotne zwiększenie wyceny w ciągu niespełna pół roku.

Taka wartość uczyniłaby SpaceX najcenniejszą prywatną firmą świata, wyprzedzając m.in. OpenAI, które jesienią 2025 r. osiągnęło wycenę rzędu 500 mld dolarów.

Debiut giełdowy pozostaje otwartą kwestią

Choć Musk zdementował informacje o finansowaniu przy wycenie 800 mld dolarów, spekulacje na temat przyszłego IPO SpaceX nie ustają. Według wcześniejszych doniesień kierownictwo spółki miało sygnalizować inwestorom, że debiut giełdowy mógłby zostać rozważony pod koniec 2026 roku, jeśli sytuacja rynkowa i operacyjna będzie sprzyjająca.

Na razie SpaceX – zgodnie z deklaracjami właściciela – pozostaje przy modelu samofinansowania działalności oraz ograniczonych, cyklicznych wykupów akcji, co czyni ją jedną z nielicznych dużych firm technologicznych działających poza rynkiem publicznym.

Administracja Trumpa straszy „cywilizacyjnym wymazaniem” Europy

Administracja Donalda Trumpa przedstawiła nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego USA, utrzymaną w ostrym, konfrontacyjnym tonie wobec europejskich sojuszników i zapowiadającą zasadniczą zmianę w relacjach transatlantyckich. Dokument kreśli pesymistyczną wizję przyszłości Europy, ostrzegając przed „wymazaniem cywilizacyjnym” oraz scenariuszem, w którym kontynent – na skutek masowej imigracji i niskiej dzietności – w perspektywie kilkunastu–kilkudziesięciu lat stanie się „nie do rozpoznania”.

Strategia wzywa państwa europejskie do przejęcia głównej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo, a jednocześnie zapowiada zacieśnianie relacji Stanów Zjednoczonych z „patriotycznymi siłami politycznymi” w Europie. Jest to wyraźny sygnał, że Biały Dom dąży do budowania alternatywnych kanałów wpływu, z pominięciem dotychczasowych elit politycznych oraz struktur Unii Europejskiej.

Radykalna narracja o przemianach Europy

Liczący 33 strony dokument, datowany na listopad 2025 r., posługuje się językiem, który – zdaniem części ekspertów – nawiązuje do retoryki znanej z teorii „Wielkiej Wymiany”. W rozdziale dotyczącym „promowania europejskiej wielkości” autorzy przekonują, że stagnacja gospodarcza Starego Kontynentu jest problemem drugorzędnym wobec znacznie poważniejszego zagrożenia o charakterze cywilizacyjnym.

Strategia sugeruje, że w horyzoncie kilkudziesięciu lat niektóre państwa NATO mogą stać się w większości „nieeuropejskie”, a migracja miałaby prowadzić nie tylko do zmian demograficznych, lecz także do osłabienia kulturowej i politycznej tożsamości Europy.

Krytyka polityki wobec Ukrainy

Dokument zawiera również ostrą ocenę europejskiego podejścia do wojny w Ukrainie. Autorzy zarzucają rządom unijnym nierealistyczne oczekiwania wobec konfliktu oraz pomijanie głosu społeczeństw, które – według Strategii – miałyby opowiadać się za szybkim zakończeniem wojny nawet kosztem kompromisów.

Moment przedstawienia dokumentu zbiega się z trwającymi rozmowami pokojowymi z udziałem przedstawicieli USA i Ukrainy w Miami, co może dodatkowo utrudnić utrzymanie jednolitego stanowiska Zachodu wobec Kijowa i Moskwy.

Reakcje w Polsce na strategię Trumpa: Tusk apeluje o jedność Zachodu, Bartosiak mówi o zwrocie strategicznym

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego administracji Donalda Trumpa wywołała w Polsce szeroką dyskusję – od politycznych apeli o jedność Zachodu po ostrzeżenia przed koniecznością strategicznej samodzielności Europy. Dokument, który sygnalizuje ograniczenie amerykańskich zobowiązań wobec sojuszników, został odebrany w Warszawie jako zapowiedź poważnej zmiany geopolitycznej. Reakcje pokazują rosnące rozdźwięki w ocenie tego, jak Polska powinna się przygotować na nową rzeczywistość.

Premier Donald Tusk odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych, kierując bezpośredni apel do amerykańskiej opinii publicznej. Przypomniał, że Europa od dekad pozostaje najbliższym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, a wspólne bezpieczeństwo opiera się na tych samych interesach i zagrożeniach. Jego wpis był próbą studzenia emocji i ratowania politycznej spójności Zachodu.

W kraju odebrano go jako sygnał, że rząd wciąż stawia na utrzymanie strategicznego partnerstwa z USA, nawet w obliczu zmieniającej się linii Białego Domu. Jednocześnie pojawiły się głosy, że samo apelowanie może okazać się niewystarczające.

Znacznie ostrzejszą reakcję zaprezentował Jacek Bartosiak, który otwarcie zakwestionował sens dyplomatycznych gestów wobec Waszyngtonu. Jego zdaniem Polska i region muszą przyjąć do wiadomości, że USA mogą ograniczyć swoje zaangażowanie, a bezpieczeństwo trzeba będzie budować w większym stopniu samodzielnie. Bartosiak wzywa do konkretnych działań, a nie publicznych listów czy apeli.

Wśród jego postulatów pojawia się budowa regionalnego bloku wojskowego z udziałem państw północnej i wschodniej flanki NATO. Kluczowe znaczenie miałoby stworzenie własnych systemów dowodzenia, rozpoznania i rażenia, niezależnych od amerykańskiej infrastruktury. Strateg podkreśla, że czas na takie decyzje liczony jest w miesiącach, a nie w latach.

Bartosiak postuluje także głęboką rewizję dotychczasowych zakupów uzbrojenia w USA oraz rozwój tanich, masowych środków odstraszania, takich jak drony i rakiety dalekiego zasięgu. Ważnym elementem jego wizji jest otwarcie sektora technologii wojskowych dla prywatnego kapitału oraz rozpoczęcie realnej debaty o nowym modelu powszechnej służby wojskowej. W jego ocenie bez takiego zwrotu Polska może znaleźć się w sytuacji strategicznej próżni.

Zwrot w polityce bezpieczeństwa USA

Nowa Strategia Bezpieczeństwa Narodowego potwierdza zmianę kierunku amerykańskiej polityki: od roli globalnego gwaranta porządku w stronę selektywnego zaangażowania i większego obciążania sojuszników odpowiedzialnością za własne bezpieczeństwo.

Dla Europy oznacza to konieczność szybkiego wzmacniania realnych zdolności obronnych, pogłębiania spójności w ramach UE i NATO oraz przygotowania się na rosnącą presję ze strony Waszyngtonu, który coraz częściej sięga po narracje charakterystyczne dla skrajnej prawicy. Dokument może stać się punktem zwrotnym – albo przyspieszy proces budowy bardziej autonomicznego systemu bezpieczeństwa w Europie, albo pogłębi wewnętrzne podziały, osłabiając zdolność Unii do wspólnego działania.

Musk atakuje Unię Europejską po karze dla X. „UE powinna zostać rozwiązana”

Elon Musk wezwał w sobotę do rozwiązania Unii Europejskiej, reagując na nałożenie przez Komisję Europejską kary w wysokości 120 mln euro na platformę społecznościową X. Grzywna, ogłoszona dzień wcześniej, jest pierwszą sankcją wymierzoną na podstawie Aktu o usługach cyfrowych (DSA) i dotyczy naruszeń zasad przejrzystości.

UE powinna zostać rozwiązana, a suwerenność zwrócona poszczególnym krajom, aby rządy mogły lepiej reprezentować swoich obywateli” – napisał Musk na X. W kolejnym wpisie stwierdził, że „unijna biurokracja powoli dusi Europę na śmierć”.

Reakcja Muska jest odbierana jako nieproporcjonalna i emocjonalna. Część komentatorów zwraca uwagę, że miliarder zachowuje się jak rozkapryszone dziecko, które – zamiast podjąć dialog regulacyjny lub skorzystać z dostępnych środków prawnych – sięga po polityczne prowokacje i hasła o likwidacji Unii Europejskiej.

Eskalacja sporu transatlantyckiego

Stanowisko Muska wpisuje się w narastający spór między Brukselą a częścią amerykańskiego establishmentu polityczno-biznesowego wokół regulacji cyfrowych. Dzień wcześniej amerykański sekretarz stanu Marco Rubio określił karę dla X jako „atak na amerykańskie firmy technologiczne”, a przedstawiciele administracji USA krytykowali DSA jako formę eksterytorialnej presji regulacyjnej.

Z perspektywy Komisji Europejskiej DSA ma jednak charakter neutralny wobec pochodzenia firm i służy ochronie użytkowników, przejrzystości rynku reklamowego oraz możliwości niezależnej kontroli badań nad funkcjonowaniem platform.

Wypowiedzi Muska znacząco podnoszą temperaturę sporu, lecz nie mają bezpośredniego wpływu na obowiązywanie DSA. Decyzja wobec X jest powszechnie postrzegana jako test egzekucyjny nowych unijnych regulacji, który wyznaczy standard postępowań wobec pozostałych globalnych platform technologicznych działających w Europie.

Orbán otwarcie po stronie Muska

Po stronie Elona Muska opowiedział się premier Węgier Viktor Orbán, który w komentarzu w mediach społecznościowych napisał, że „kiedy brukselscy nadzorcy nie mogą wygrać debaty, sięgają po grzywny”. Węgierski szef rządu pochwalił Muska za „utrzymywanie linii” wobec – jak to ujął – nadmiernej ingerencji Brukseli.

Zbliżenie między Orbánem a Muskiem wpisuje się w długotrwałą strategię Budapesztu polegającą na kwestionowaniu kompetencji instytucji unijnych i wspieraniu narracji o ograniczaniu suwerenności państw członkowskich przez Brukselę. Jednocześnie Orbán od lat utrzymuje bliskie relacje polityczne z obozem Donalda Trumpa.

USA: Opóźnione dane o inflacji wzmacniają oczekiwania na cięcie stóp procentowych

Departament Handlu USA opublikował w piątek spóźnione dane o inflacji za wrzesień. Z raportu wynika, że presja cenowa wciąż jest podwyższona, choć okazała się nieco słabsza, niż zakładały rynkowe prognozy. Odczyt wzmocnił oczekiwania inwestorów, że Rezerwa Federalna może zdecydować się na obniżkę stóp procentowych już podczas posiedzenia zaplanowanego na przyszły tydzień.

Ulubiony przez Fed miernik inflacji — indeks cen wydatków na konsumpcję osobistą (PCE) — zwiększył się we wrześniu o 2,8% rok do roku. Wynik był zgodny z konsensusem, ale wyższy niż 2,7% odnotowane w sierpniu. Bazowy PCE, czyli wskaźnik po wyłączeniu cen żywności i energii, również wyniósł 2,8% r/r, co oznacza, że nie sięgnął oczekiwanych 2,9% i obniżył się z 2,9% zanotowanych miesiąc wcześniej.

W porównaniu z sierpniem ogólny PCE wzrósł o 0,3%, a jego bazowa wersja o 0,2% – dokładnie tak, jak przewidywali analitycy.

Opóźniony raport po historycznym shutdownie

Publikacja pierwotnie miała ujrzeć światło dzienne pod koniec października. Termin przesunięto jednak o ponad miesiąc w związku z 43-dniowym zawieszeniem pracy administracji federalnej – najdłuższym shutdownem w historii USA. Przerwa w funkcjonowaniu instytucji publicznych, trwająca od 1 października do 12 listopada, doprowadziła do powstania poważnych zaległości w ogłaszaniu kluczowych danych makroekonomicznych, i to w okresie szczególnie ważnym zarówno dla decydentów, jak i dla rynków finansowych.

Mocna reakcja rynków

Po ujawnieniu danych główne indeksy giełdowe ruszyły w górę. S&P 500 zyskał około 0,5%, zbliżając się do historycznych maksimów, Nasdaq Composite wzrósł o 0,7%, a Dow Jones Industrial Average podniósł się o niespełna 0,5%.

Konsumenci zaczynają przykręcać kurek

Raport pokazuje również, jak radzą sobie amerykańskie gospodarstwa domowe. Wydatki konsumpcyjne zwiększyły się we wrześniu o 0,3%, wobec 0,5% miesiąc wcześniej. Po skorygowaniu o inflację realne wydatki praktycznie nie drgnęły, co może wskazywać na narastające ograniczenia budżetowe, jeszcze zanim w pełni ujawniły się skutki zamknięcia rządu.

Dochody osobiste Amerykanów wzrosły o 0,4% drugi miesiąc z rzędu, a stopa oszczędności utrzymała się na poziomie 4,7%. Największy wzrost wydatków dotyczył usług: koszty związane z mieszkaniem i mediami poszły w górę o 15,4%, wydatki na ochronę zdrowia o 12,6%, a na usługi finansowe o 12,5%.

Energia pozostała istotnym źródłem presji cenowej – we wrześniu ceny paliw i produktów energetycznych wzrosły o 1,7%, podczas gdy żywność podrożała o 0,4%.

Fed wciąż podzielony

Mimo wyraźnej zmiany oczekiwań rynkowych przewodniczący Fed Jerome Powell podkreśla, że grudniowa obniżka stóp „nie jest przesądzona”. Po październikowym posiedzeniu zwracał uwagę na istotne różnice zdań w łonie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku – dwóch członków sprzeciwiło się wówczas cięciu o 25 punktów bazowych.

Pomimo tych zastrzeżeń najwięksi gracze z Wall Street – w tym Morgan Stanley, JPMorgan Chase i Bank of America – w ostatnich dniach skorygowali swoje prognozy, zakładając, że Fed zdecyduje się na grudniowe obniżenie kosztu pieniądza. Wśród kluczowych argumentów wymieniają słabnące dane z rynku pracy oraz coraz bardziej wyważony, gołębi ton wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiego banku centralnego.

Fitch obniża perspektywę ratingu Węgier do negatywnej

Agencja Fitch Ratings poinformowała w piątek wieczorem o obniżeniu perspektywy ratingu Węgier ze „stabilnej” do „negatywnej”, pozostawiając jednocześnie samą ocenę kredytową na poziomie BBB. Oznacza to, że wszystkie trzy główne agencje ratingowe – Fitch, Standard & Poor’s oraz Moody’s – patrzą obecnie na węgierski dług publiczny z negatywną perspektywą. W praktyce kraj znajduje się już tylko jeden stopień powyżej kategorii spekulacyjnej, uznawanej za nieinwestycyjną.

Pogarszające się finanse publiczne głównym powodem decyzji

W uzasadnieniu Fitch wskazuje przede wszystkim na narastające problemy fiskalne. Według prognoz agencji deficyt sektora finansów publicznych może wzrosnąć z około 5% PKB w bieżącym roku do 5,6% PKB w 2026 r. To poziom wyraźnie przekraczający zarówno deklarowany przez rząd cel 3,7%, jak i medianę dla państw z ratingiem BBB, wynoszącą około 3%.

Fitch zwraca uwagę, że skutki decyzji o poluzowaniu polityki fiskalnej będą kosztowne i w dużej mierze trwałe. Agencja szacuje ich wpływ na 0,3% PKB w 2025 r. oraz 2,1% PKB w 2026 r., przy czym znaczna część tych wydatków na stałe obciąży budżet.

Słaba przewidywalność polityki fiskalnej

Dodatkowym czynnikiem ryzyka, w ocenie Fitch, jest częsta zmiana celów budżetowych przez rząd, co obniża wiarygodność i przewidywalność polityki gospodarczej. Pomimo wcześniejszych zapowiedzi osiągnięcia zrównoważonego salda pierwotnego, agencja prognozuje deficyt pierwotny na poziomie 0,4% PKB w 2025 r. oraz 1,4% PKB rok później.

W konsekwencji relacja długu publicznego do PKB może wzrosnąć z 73,5% na koniec ubiegłego roku do około 74,6% w 2027 r., oddalając perspektywę stabilizacji zadłużenia.

Gospodarka w stagnacji

Negatywnie oceniane są również perspektywy wzrostu gospodarczego. Fitch przewiduje, że w 2025 r. gospodarka Węgier urośnie jedynie o 0,3%, co oznacza, że średnie tempo wzrostu w latach 2023–2025 będzie bliskie zeru. Inwestycje mają spaść trzeci rok z rzędu, czemu sprzyjają restrykcyjne warunki monetarne oraz ograniczony dostęp do środków unijnych.

Reakcja rządu i możliwe scenariusze

W reakcji na decyzję agencji Ministerstwo Gospodarki Narodowej podkreśliło, że Węgry uniknęły realnej obniżki ratingu, a wszystkie trzy główne agencje nadal uznają kraj za wiarygodnego emitenta. Resort zwrócił uwagę, że 2025 r. przyniósł globalną falę obniżek ratingów, dlatego utrzymanie obecnej oceny uznano za sukces.

Jednocześnie Fitch jasno sygnalizuje, że obniżka ratingu może nastąpić, jeśli w średnim horyzoncie dług publiczny będzie dalej rosnąć bez wiarygodnej strategii konsolidacji fiskalnej lub jeśli niskie tempo wzrostu gospodarczego okaże się trwałe. Z drugiej strony poprawa jakości instytucjonalnej państwa oraz większa stabilność procesu legislacyjnego mogłyby – zdaniem agencji – pozytywnie wpłynąć na ocenę kredytową, wzmacniając potencjał wzrostu w kolejnych latach.

„Czasy cenzurowania Amerykanów się skończyły”. Rubio ostro o karze UE dla X

0

Amerykański sekretarz stanu Marco Rubio ostro skrytykował Komisję Europejską za nałożenie na platformę X grzywny w wysokości 120 mln euro, określając decyzję Brukseli jako „atak na wszystkie amerykańskie platformy technologiczne i amerykański naród ze strony obcych rządów”. Wypowiedź padła dzień po ogłoszeniu przez UE pierwszej w historii kary na podstawie Aktu o usługach cyfrowych (DSA).

Czasy cenzurowania Amerykanów w internecie się skończyły” – napisał Rubio na platformie X. Jego stanowisko poparli inni wysocy rangą przedstawiciele administracji USA, w tym wiceprezydent JD Vance oraz przewodniczący Federalnej Komisji Łączności (FCC) Brendan Carr, którzy uznali działania Komisji Europejskiej za nieuczciwe i wymierzone w amerykańskie firmy technologiczne.

Pierwsza sankcja na podstawie DSA

Komisja Europejska poinformowała w piątek, że X naruszyła trzy kluczowe obowiązki wynikające z DSA, dotyczące przejrzystości i bezpieczeństwa użytkowników. Wskazane naruszenia obejmują:

  • „Zwodniczy design” systemu weryfikacji – tzw. niebieskiego znacznika, który zdaniem regulatora wprowadza użytkowników w błąd. Komisja argumentuje, że możliwość wykupienia statusu „zweryfikowanego” bez faktycznego potwierdzenia tożsamości zwiększa ryzyko oszustw i manipulacji.
  • Brak odpowiedniej przejrzystości repozytorium reklam – platforma nie udostępnia wystarczających informacji o treści reklam oraz podmiotach, które je finansują.
  • Odmowę zapewnienia badaczom dostępu do danych publicznych, co – według KE – utrudnia analizę zagrożeń systemowych, w tym dezinformacji.

Wprowadzanie użytkowników w błąd niebieskimi znaczkami, ukrywanie informacji o reklamach i odcinanie badaczy od danych nie ma miejsca w przestrzeni internetowej Unii Europejskiej – oświadczyła komisarz ds. technologii Henna Virkkunen.

Spór o regulacje i wolność słowa

Reakcja waszyngtońskiej administracji pokazuje rosnące napięcia transatlantyckie wokół regulacji rynku cyfrowego. Amerykańscy politycy postrzegają działania UE jako eksterytorialne narzucanie standardów, które uderza przede wszystkim w firmy z USA, podczas gdy Bruksela konsekwentnie podkreśla, że DSA ma na celu ochronę użytkowników i zwiększenie przejrzystości największych platform internetowych – niezależnie od kraju ich siedziby.

UE rośnie szybciej. Zrewidowane dane Eurostatu pokazują mocniejsze odbicie w III kwartale

Eurostat opublikował dziś zrewidowane dane dotyczące wzrostu gospodarczego za III kwartał 2025 r., wskazujące, że gospodarka zarówno strefy euro, jak i całej Unii rozwijała się szybciej, niż zakładały wcześniejsze szacunki.

Zaktualizowane dane pokazują, że PKB strefy euro wzrósł o 0,3% kw/kw, czyli o 0,1 pkt proc. więcej niż w podanej w listopadzie estymacji. W przypadku całej UE wzrost wyniósł 0,4% kw/kw, również o 0,1 pkt proc. powyżej wcześniejszych prognoz.

Tempo wzrostu wyraźnie przyspieszyło w porównaniu z II kwartałem, kiedy strefa euro odnotowała jedynie 0,1% wzrostu, a UE 0,3%. W ujęciu rocznym gospodarka powiększyła się o 1,4% w strefie euro i 1,6% w całej Unii.

Inwestycje wracają do gry

Eurostat wskazuje, że poprawa dynamiki w III kwartale była w dużej mierze efektem:

  • wyraźnego odbicia inwestycji – tworzenie brutto kapitału trwałego wzrosło o 0,9%, po wcześniejszym gwałtownym spadku o 1,7%,
  • wyższych wydatków publicznych, które zwiększyły się o 0,7%,
  • stabilnej konsumpcji gospodarstw domowych (0,2%),
  • rosnącego eksportu (0,7%), który dodatkowo podbił aktywność gospodarczą.

Szczególnie istotne jest ożywienie inwestycji – to właśnie ich słabość wcześniej ciążyła koniunkturze w strefie euro.

Hiszpania i Francja ciągną wzrost, Niemcy i Włochy w miejscu

Wśród największych gospodarek strefy euro najlepiej wypadła Hiszpania, która zanotowała 0,6% wzrostu kw/kw, potwierdzając swoją rolę jednego z głównych motorów ożywienia w regionie.

Francja odnotowała solidne 0,5%, wspierane przez rosnące inwestycje publiczne i mocniejszy sektor usług.

Tymczasem dwie kluczowe gospodarki – Niemcy i Włochy utknęły w stagnacji, nie wykazując żadnego wzrostu w ujęciu kwartalnym. Podkreśla to narastające rozbieżności między krajami południa i północy Europy oraz zwiększa presję na Europejski Bank Centralny, który musi prowadzić politykę pieniężną w coraz bardziej zróżnicowanych warunkach gospodarczych.

Komisja Europejska nakłada 120 mln euro kary na X

0

Komisja Europejska ukarała platformę X (dawniej Twitter) grzywną w wysokości 120 mln euro za naruszenia przepisów unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA). To pierwsza w historii decyzja stwierdzająca złamanie DSA przez dużą platformę internetową i zarazem sygnał, że Bruksela jest gotowa korzystać z nowych narzędzi regulacyjnych.

Według KE X nie wywiązał się z obowiązków dotyczących przejrzystości, ochrony użytkowników i udostępniania danych badaczom. Szczególnie krytycznie oceniono sposób działania systemu weryfikacji kont, niekompletne repozytorium reklam oraz ograniczanie dostępu do danych publicznych.

Reakcja polskiego rządu: „Platformy nie są ponad prawem”

Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski ocenił decyzję Komisji jako przełomową:

„120 mln euro kary to jasny sygnał, że platformy nie mogą wprowadzać użytkowników w błąd. X rozdawał niebieskie znaczniki kontom fałszywym i oszukańczym. W UE użytkownicy muszą być chronieni przed manipulacją. Ta decyzja była potrzebna od dawna”.

Główne zarzuty KE wobec X

1. Wprowadzający w błąd system weryfikacji kont

Komisja uznała, że platforma sprzedając „niebieski znacznik” bez realnej weryfikacji tożsamości, naraża użytkowników na:

  • podszywanie się pod osoby publiczne,
  • oszustwa finansowe,
  • szerzenie manipulacji i dezinformacji.

Projekt funkcji — zdaniem KE — „zwiększa ryzyko nadużyć systemowych”.

2. Nieprzejrzyste repozytorium reklam

Repozytorium X nie spełnia wymogów DSA. Brakuje m.in.:

  • jasnych informacji o tematyce reklamy,
  • danych o podmiocie prawnie odpowiedzialnym za kampanię.

KE wskazała też, że platforma celowo utrudnia dostęp do informacji, które są niezbędne badaczom analizującym dezinformację i targeting polityczny.

3. Utrudnianie naukowcom dostępu do danych

Zgodnie z DSA duże platformy muszą udostępniać akademikom dane publiczne potrzebne do badania ryzyk systemowych. Komisja stwierdziła, że X:

  • ogranicza ilość udostępnianych danych,
  • utrudnia prowadzenie badań nad bezpieczeństwem cyfrowym,
  • narusza fundamenty przejrzystości określone w DSA.

Co czeka X? Harmonogram działań naprawczych

Platforma musi przygotować szczegółowe plany korekcyjne:

  • 60 dni – zmiany dotyczące systemu weryfikacji,
  • 90 dni – poprawki w repozytorium reklam i zasadach udostępniania danych.

Dalsza procedura:

  1. Dokumenty trafią do Rady ds. usług cyfrowych, która w ciągu miesiąca wyda opinię.
  2. Następnie KE będzie mieć kolejny miesiąc na podjęcie decyzji końcowej i wyznaczenie ostatecznych terminów naprawczych.

Jeśli X nie zastosuje się do zaleceń, Komisja może nałożyć dodatkowe sankcje sięgające do 6% globalnych rocznych przychodów firmy — jedną z najwyższych kar finansowych przewidzianych w europejskim prawie cyfrowym.

Giganci technologiczni i Chiny przenoszą wyścig AI na orbitę. Rozpoczyna się era kosmicznych centrów danych

To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się futurystyczną wizją „kiedyś w przyszłości”, dziś staje się realnym polem globalnej rywalizacji. Google, Amazon, xAI Elona Muska oraz czołowe firmy z Chin ścigają się o to, kto pierwszy wyniesie obliczenia sztucznej inteligencji i infrastrukturę komunikacyjną na niską orbitę okołoziemską. Stawka jest podwójna: odciążenie przeciążonych centrów danych na Ziemi oraz zdobycie przewagi w kolejnej fazie wzrostu rynku AI.

Google prezentuje Project Suncatcher: orbitalne data center nowej generacji

Wśród zachodnich projektów najambitniejszym pozostaje Google Project Suncatcher — eksperymentalna inicjatywa, której celem jest stworzenie konstelacji satelitów wyposażonych w układy TPU zaprojektowane specjalnie do zadań AI. Całość ma działać na orbicie heliosynchronicznej, gwarantującej niemal nieprzerwany dostęp do światła słonecznego.

Według wewnętrznych analiz Google, panele fotowoltaiczne umieszczone na tej wysokości mogą generować nawet osiem razy więcej energii niż instalacje naziemne, a próżnia kosmiczna działa jak naturalny system chłodzenia dla energochłonnych układów. Plan zakłada wyniesienie do 2027 r. dwóch demonstracyjnych satelitów — we współpracy z firmą Planet — w celu sprawdzenia odporności TPU na promieniowanie i przetestowania laserowych łączy optycznych o ultra wysokiej przepustowości.

Amazon i xAI: Kuiper oraz orbitalne farmy obliczeniowe

Amazon również widzi swoją szansę w kosmosie. Jego konstelacja szerokopasmowa Project Kuiper ma być — według dokumentów korporacyjnych — fundamentem przyszłych usług AWS działających częściowo „off-Earth”. Kolejnym etapem ma być przetwarzanie brzegowe realizowane bezpośrednio na orbicie.

Elon Musk idzie jeszcze dalej. Jego wizja zakłada integrację sieci Starlink z orbitalnymi centrami obliczeniowymi zdolnymi nie tylko uruchamiać modele AI, lecz w przyszłości również je trenować. Musk podkreśla, że kosmiczna infrastruktura zapewnia praktycznie nieograniczone źródło energii słonecznej i uniezależnia xAI od ograniczeń ziemskich sieci energetycznych oraz przegrzewających się centrów danych.

Chiny wkraczają w fazę działania: pierwsza operacyjna konstelacja AI

Podczas gdy projekty zachodnie wciąż bazują na prototypach, Chiny przechodzą do etapów operacyjnych. W maju na orbitę trafiło 12 satelitów w ramach „Three-Body Computing Constellation”, rozwijanej przez ADA Space i Zhejiang Laboratory. Każdy satelita wyposażono w model AI liczący 8 mld parametrów oraz dedykowane procesory do obliczeń brzegowych. Cała mini-konstelacja generuje około 5 petaoperacji na sekundę.

Do grudnia Zhejiang Lab informowało, że klastry 12 satelitów potrafią już wspólnie analizować dane teledetekcyjne i rejestrować ultrakrótkie zjawiska — jak rozbłyski gamma — niemal w czasie rzeczywistym.

Równolegle trwają prace nad innymi chińskimi projektami:

  • seria komputerów orbitalnych Aurora firmy Zhongke Tiansuan działa na orbicie już ponad 1000 dni,
  • Beijing Astro-future Institute planuje do 2035 r. budowę orbitalnego centrum danych o mocy rzędu megawata — większej niż wiele chińskich centrów naziemnych.

Zalety orbitalnej AI i nowe zagrożenia dla orbit

Zwolennicy tej technologii wskazują, że przeniesienie obliczeń AI w kosmos mogłoby:

  • zmniejszyć obciążenie krajowych sieci energetycznych,
  • ograniczyć ślad węglowy centrów danych,
  • skrócić opóźnienia przy zastosowaniach krytycznych (analiza obrazów satelitarnych, reagowanie kryzysowe),
  • poprawić jakość usług w regionach słabo zurbanizowanych.

Jednocześnie rośnie obawa o bezpieczeństwo orbitalne. Google planuje, że konstelacja Suncatcher będzie składać się z 81 satelitów operujących w jednej z najbardziej zatłoczonych stref niskiej orbity — co może zwiększyć ryzyko kolizji i utrudnić zarządzanie ruchem kosmicznym.

Nowa oś rywalizacji geopolitycznej

Chińscy analitycy porównują wyścig o kosmiczne centra danych do walki o globalne systemy nawigacyjne (GPS, BeiDou). Chodzi o to, kto narzuci standardy infrastruktury informacyjnej kolejnej generacji — i kto zdominuje globalny przepływ danych AI.

SpaceX podwoi swoją wartość? Nowa oferta może wywindować wycenę do 800 mld dol.

SpaceX przygotowuje się do największej w swojej historii oferty wtórnej, która — jak podaje Wall Street Journal — może wywindować wartość firmy Elona Muska do około 800 mld dolarów. Taka wycena nie tylko podwoiłaby obecną wartość spółki, lecz także uczyniłaby ją najdroższym prywatnym przedsiębiorstwem świata, dystansując OpenAI.

Według źródeł zbliżonych do inwestorów dyrektor finansowy SpaceX, Bret Johnsen, przekazał w ostatnich dniach informację o planowanej transakcji. Jeśli do niej dojdzie, będzie to największa dotąd operacja tego typu na rynku prywatnych startupów — przebijając rekord OpenAI, które w październiku osiągnęło wycenę w okolicach 500 mld dolarów.

Wzrost wartości, jakiego nie widziała nawet Dolina Krzemowa

Wzrost wyceny SpaceX przebiega w tempie bezprecedensowym:

  • grudzień 2024: ok. 350 mld dol.,
  • połowa 2025: blisko 400 mld dol.,
  • koniec 2025: potencjalnie 800 mld dol.

Jeśli obecna oferta zostanie zrealizowana, w ciągu zaledwie sześciu miesięcy wartość SpaceX wzrośnie dwukrotnie — dynamika, która wyróżnia się nawet na tle najbardziej eksplozywnych firm technologicznych.

Starlink i Falcony napędzają dominację SpaceX

Prognozy finansowe wskazują, że SpaceX ma w 2025 r. osiągnąć 15,5 mld dol. przychodów, z czego aż 70–80% przypadnie na usługę satelitarnego internetu Starlink. Już teraz korzysta z niego ponad 8,5 mln abonentów na całym świecie, a baza użytkowników zwiększa się dzięki ekspansji w Ameryce Łacińskiej, Afryce i Azji.

Na rynku startów rakietowych SpaceX pozostaje praktycznie poza konkurencją. Falcon 9 i Falcon Heavy dominują zarówno w kontraktach rządowych, jak i komercyjnych, podczas gdy rywale — od Blue Origin po ULA — nadal dopracowują swoje systemy nośne.

Starship coraz bliżej przełomu technologicznego

Program Starship, uznawany za najważniejszy projekt SpaceX, przeszedł w 2025 r. serię próbnych lotów. Do października przeprowadzono jedenaście startów, z czego sześć zakończyło się sukcesem. Musk przekonuje, że każde kolejne udane podejście przybliża firmę do w pełni wielokrotnego użycia rakiet orbitalnych, co radykalnie obniży koszty misji kosmicznych.

W czerwcu Musk deklarował:

„Przychody SpaceX z działalności komercyjnej w kosmosie są na dobrej drodze, by w przyszłym roku przekroczyć cały budżet NASA.”

To pokazuje, jak szybko firma przejmuje pozycję lidera globalnej gospodarki kosmicznej.

Inwestorzy nadal widzą w SpaceX skarb

Od 2002 r. SpaceX zebrał blisko 9,74 mld dolarów finansowania od największych funduszy inwestycyjnych, takich jak Andreessen Horowitz, Founders Fund, Sequoia czy Fidelity.

Regularne organizowanie ofert wtórnych daje pracownikom i wczesnym inwestorom możliwość spieniężenia części udziałów, jednocześnie pozwalając firmie pozostać poza giełdą i unikać presji kwartalnych wyników.

Co oznacza możliwa wycena 800 mld dol.?

  • SpaceX byłby wart więcej niż Tesla, Boeing i Lockheed Martin razem wzięte.
  • Pozycjonowałby Elona Muska jako dominującą postać w dwóch strategicznych sektorach: kosmicznym i satelitarnym.
  • Rynek prywatnych firm technologicznych zyskałby nowy punkt odniesienia dla wycen — na niespotykanym dotąd poziomie.

Trump ogłasza nową Strategię Bezpieczeństwa. USA wycofują się z roli globalnego gwaranta

Stany Zjednoczone ogłaszają nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego. Trump tnie ambicje globalne, stawia na hegemonię w Ameryce i dystans wobec Europy.

Prezydent USA Donald Trump przedstawił w piątek nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, która sygnalizuje głęboką zmianę kierunku amerykańskiej polityki zagranicznej: od roli globalnego gwaranta bezpieczeństwa w stronę twardej, regionalnej dominacji w Zachodniej Półkuli. Dokument ostro krytykuje europejskich sojuszników, podważa dotychczasową linię NATO i stawia pod znakiem zapytania dotychczasowe zaangażowanie USA w bezpieczeństwo Starego Kontynentu.

Licząca 33 strony strategia stwierdza, że Europa znajduje się na kursie ku „cywilizacyjnemu wymazaniu” w perspektywie dwóch dekad, wskazując jako główne przyczyny masową migrację oraz spadającą dzietność. Autorzy dokumentu nawołują Waszyngton do „kultywowania oporu wobec obecnej trajektorii Europy w obrębie państw europejskich”, faktycznie legitymizując wzrost znaczenia ruchów nacjonalistyczno-populistycznych na kontynencie i formułując bezprecedensową krytykę polityk Unii Europejskiej.

Koniec ekspansji NATO i szybkie zakończenie wojny w Ukrainie

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów strategii jest wezwanie do zatrzymania dalszego rozszerzania NATO. Dokument opowiada się za „zakończeniem postrzegania i zapobieganiem rzeczywistości NATO jako sojuszu nieustannie się rozszerzającego”, co oznacza odejście od praktyki otwartych drzwi dla nowych członków.

Strategia uderza także w podejście europejskich stolic do wojny w Ukrainie. Europejskich przywódców oskarża się o „nierealistyczne oczekiwania” co do warunków zakończenia konfliktu, a jako priorytet wskazuje się negocjowanie „szybkiego zakończenia działań wojennych”, które ma rzekomo „przywrócić strategiczną stabilność z Rosją”. De facto oznacza to nacisk na możliwy kompromis terytorialny, budzący poważne obawy w Kijowie i w szeregu stolic NATO.

Niemcy szybko odrzuciły narrację zawartą w dokumencie. Rzecznik rządu w Berlinie oświadczył, że kraj „nie potrzebuje rad z zewnątrz” w sprawie kształtowania własnej polityki europejskiej i migracyjnej.

Europa czuje się pomijana w rozmowach USA–Rosja

Nowa strategia pogłębiła napięcia po obu stronach Atlantyku. Europejscy przywódcy coraz wyraźniej obawiają się, że są marginalizowani w potencjalnych negocjacjach między Waszyngtonem a Moskwą.

W ujawnionym w tym tygodniu zapisie rozmowy telefonicznej kanclerz Niemiec Friedrich Merz oskarżył Stany Zjednoczone o „granie w gry” kosztem europejskiego bezpieczeństwa, podczas gdy prezydent Francji Emmanuel Macron ostrzegł, że USA mogą „zdradzić Ukrainę”, jeśli zdecydują się na porozumienie z Kremlem ponad głowami sojuszników i Kijowa.

Ameryka wraca do własnego podwórka

Strategia jednoznacznie deklaruje, że Zachodnia Półkula staje się absolutnym priorytetem polityki bezpieczeństwa USA. Dokument zapowiada egzekwowanie „Korelat Trumpa” do XIX-wiecznej Doktryny Monroe’a, podnosząc rolę Ameryki Północnej i Południowej ponad zobowiązania globalne.

W praktyce oznacza to zapowiedź „korekty naszej globalnej obecności wojskowej, aby sprostać pilnym zagrożeniom w naszej Półkuli”. Strategia wprost stwierdza, że „era, w której Stany Zjednoczone podtrzymują cały globalny porządek niczym Atlas, dobiegła końca”, odrzucając dotychczasową koncepcję amerykańskiej dominacji jako strażnika ładu światowego.

Bliski Wschód traci znaczenie, wobec Chin – gospodarcza rywalizacja

Nowy dokument znacząco deklasuje priorytet Bliskiego Wschodu w polityce USA. Jak stwierdzono, „historyczny powód, dla którego Ameryka koncentrowała się na Bliskim Wschodzie, będzie tracił na znaczeniu”, ponieważ Stany Zjednoczone zwiększają krajową produkcję energii i ograniczają uzależnienie od importu surowców.

W odniesieniu do Chin strategia przesuwa akcent z bezpośredniej konfrontacji militarnej na długofalową rywalizację gospodarczą i technologiczną. Waszyngton deklaruje utrzymanie obecnego status quo w sprawie Tajwanu, ale jednocześnie oczekuje od Japonii i Korei Południowej „znacznie większego wkładu” w regionalną architekturę bezpieczeństwa i własne zdolności obronne.

Koniec „ery masowej migracji”

Jednym z kluczowych haseł nowej strategii jest twarda polityka migracyjna. Dokument stwierdza, że „era masowej migracji musi się skończyć” i określa bezpieczeństwo granic jako „główny element bezpieczeństwa narodowego”.

W praktyce oznacza to wzmocnienie priorytetu kontroli przepływów migracyjnych – zarówno na granicy z Meksykiem, jak i w szerszym ujęciu polityk wizowych oraz współpracy z państwami źródłowymi migracji. W połączeniu z krytyką migracji do Europy jest to sygnał, że administracja Trumpa traktuje kwestie demograficzne i migracyjne jako centralny wymiar rywalizacji geopolitycznej.

PKP Cargo domaga się 1,52 mld zł odszkodowania za „decyzję węglową”. Grozi pozwem

PKP Cargo, które od kilku miesięcy znajduje się w procesie restrukturyzacji, wystąpiło do premiera Donalda Tuska oraz ministra aktywów państwowych z żądaniem wypłaty ponad 1,52 mld zł odszkodowania. Spółka przekonuje, że poniosła stratę w wyniku realizacji tzw. decyzji węglowej z lipca 2022 roku, a państwo nie zawarło z nią umowy określającej zasady finansowania wykonanych zadań.

Sanacyjny zarządca PKP Cargo poinformował w czwartek 5 grudnia, że jeśli wskazana kwota nie zostanie przekazana w wyznaczonym terminie, spółka zamierza jeszcze przed końcem 2025 roku skierować pozew przeciwko Skarbowi Państwa do sądu powszechnego. Roszczenie obejmuje działania wykonane na podstawie decyzji ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego z 25 lipca 2022 r., dotyczącej przewozu węgla importowanego przez PGE Paliwa i Węglokoks.

Decyzja węglowa pod lupą

Po wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel w połowie 2022 roku rząd zobowiązał państwowe spółki do sprowadzenia i przetransportowania około 12,5 mln ton surowca z zagranicy. PKP Cargo twierdzi, że realizacja tego zadania była dla firmy niekorzystna finansowo — przewoźnik musiał zrezygnować z opłacalnych zleceń rynkowych i skierować znaczną część taboru do portów na Bałtyku.

Według danych z 2023 roku w ramach decyzji węglowej uruchomiono około 3300 składów kolejowych, które przewiozły niemal 12,5 mln ton importowanego węgla. Spółka podkreśla, że mimo ustawowego obowiązku wynikającego z przepisów o zarządzaniu kryzysowym, Skarb Państwa nie podpisał z nią umowy regulującej sposób pokrycia kosztów operacji.

GPT-5.2 zadebiutuje 9 grudnia. OpenAI przyspiesza premierę w reakcji na Gemini 3

OpenAI ma zaprezentować swój nowy model GPT-5.2 we wtorek, 9 grudnia, przyspieszając premierę pod presją rosnącej konkurencji ze strony Google i jego modelu Gemini 3, który obecnie dominuje na wielu kluczowych benchmarkach AI. O korekcie harmonogramu – pierwotnie przewidującego późniejszą datę debiutu w grudniu – poinformowały m.in. serwisy The Verge oraz 9to5Mac.

„Stan wyjątkowy” w OpenAI

1 grudnia prezes OpenAI Sam Altman miał ogłosić wewnątrz firmy stan „wyjątkowy” – najwyższy poziom gotowości w stosowanej tam trzystopniowej skali. Zespół polecono skierować niemal wszystkie zasoby na poprawę szybkości, niezawodności i personalizacji ChatGPT oraz finalne dopracowanie GPT-5.2. Jednocześnie zamrożono lub wyraźnie spowolniono inne inicjatywy, w tym projekty reklamowe, narzędzia zakupowe oraz rozwój nowego asystenta osobistego o roboczej nazwie Pulse.

Według doniesień medialnych GPT-5.2 jest już w zasadzie gotowy do komercyjnego wdrożenia, a testy wewnętrzne mają wskazywać, że model zmniejsza dystans do Gemini 3, a w niektórych zastosowaniach – szczególnie wymagających złożonego rozumowania – wręcz przejmuje prowadzenie.

Jak Gemini 3 zmienił układ sił

Tempo działań OpenAI ma być bezpośrednią reakcją na debiut modelu Gemini 3, który Google zaprezentował 18 listopada. Najnowszy system z Mountain View osiągnął wynik 1501 Elo w rankingu LMArena Leaderboard, jako pierwszy przekraczając barierę 1500 punktów, oraz ustanowił nowe rekordy w szeregu testów dotyczących rozumowania, wiedzy naukowej i skomplikowanych zadań matematycznych.

Na sztandarowym benchmarku Humanity’s Last Exam Gemini 3 Pro uzyskał ok. 37,5%, wyraźnie dystansując wcześniejsze modele konkurencji, w tym GPT-5.1. W teście GPQA Diamond, weryfikującym odpowiedzi na zaawansowane pytania z nauk ścisłych, osiągnął z kolei 91,9% poprawnych odpowiedzi.

Wrażenie zrobiła także reakcja rynku i liderów branży. Marc Benioff, prezes Salesforce i od lat głośny promotor ChatGPT, po zaledwie kilku godzinach pracy z Gemini 3 napisał na X, że „nie wraca” do poprzedniego narzędzia, chwaląc przewagę Google w zakresie rozumowania, prędkości oraz obsługi obrazu i wideo. Publicznie pozytywnie wypowiadali się też Sam Altman i Elon Musk, co dodatkowo wzmocniło percepcję technologicznej przewagi Google.

ChatGPT traci komfortową przewagę, ale wciąż dominuje skalą

Dane o ruchu użytkowników sugerują, że pozycja OpenAI nie jest już tak niezagrożona jak rok temu. Pod koniec listopada liczba dziennych aktywnych użytkowników ChatGPT miała spaść z ok. 106 do 100 mln, czyli o około 6%, podczas gdy korzystanie z Gemini wzrosło o ok. 40% w krótkim okresie po premierze Gemini 3. Google informował wcześniej, że miesięczna liczba aktywnych użytkowników Gemini sięgnęła w październiku ok. 650 mln, wobec 450 mln w lipcu, co pokazuje bardzo dynamiczny wzrost.

Mimo tego OpenAI wciąż wygrywa skalą: według ostatnich dostępnych szacunków ChatGPT używa ok. 800 mln użytkowników tygodniowo. To plasuje go wśród najpopularniejszych narzędzi cyfrowych na świecie i pozostaje jednym z kluczowych atutów firmy w wyścigu o pozycję lidera w generatywnej AI.

Presja finansowa narasta

Przyspieszenie premiery GPT-5.2 odbywa się w realiach rosnącej presji kosztowej. Jak podawał „Financial Times”, w pierwszej połowie 2025 r. OpenAI miało wypracować 4,3 mld dol. przychodu, przy jednoczesnej stracie operacyjnej rzędu 7,8 mld dol. Głównymi źródłami kosztów są ogromne wydatki na badania i rozwój, infrastrukturę obliczeniową oraz wynagradzanie pracowników w akcjach, a także umowa z Microsoftem, na mocy której 20% przychodów trafia do giganta z Redmond jako strategicznego partnera infrastrukturalnego.

Firma celuje w roczne przychody powyżej 20 mld dol. i zakłada, że rentowność będzie możliwa dopiero w kolejnych latach, po zbudowaniu odpowiednio szerokiej bazy abonamentowej i stabilnych strumieni przychodów B2B. Tymczasem rośnie presja ze strony inwestorów obawiających się narastającej bańki kapitałowej wokół generatywnej AI.

Co może zmienić GPT-5.2?

Z przecieków wynika, że GPT-5.2 nie będzie rewolucją w sensie nowych funkcji, lecz dużą aktualizacją technologii „pod maską”. Priorytety mają obejmować przede wszystkim:

  • szybsze generowanie odpowiedzi,
  • wyższą stabilność działania i mniej błędów,
  • bardziej precyzyjną personalizację i lepsze dopasowanie stylu odpowiedzi do użytkownika,
  • wzmocnione rozumowanie w złożonych zadaniach – od programowania, przez analizę danych, po złożone case’y biznesowe.

Strategia OpenAI zakłada szybkie odzyskanie przewagi na kluczowych benchmarkach oraz w praktycznych zastosowaniach korporacyjnych, zanim przewaga Google i szybki rozwój Anthropic (Claude Opus 4.5) trwale przełożą się na decyzje klientów enterprise.

Jeśli premiera 9 grudnia potwierdzi wyniki testów wewnętrznych, GPT-5.2 może okazać się dla OpenAI kluczowym krokiem w obronie pozycji lidera – zarówno pod względem technologii, jak i modelu biznesowego – na jednym z najbardziej konkurencyjnych segmentów współczesnego rynku technologicznego.

Weto prezydenta utrzymane. Tusk: rosyjskie grupy przenikają do polskiego sektora kryptowalut

Sejm nie zdołał w piątek odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącego ustawy regulującej rynek kryptoaktywów. Zawetowana ustawa przewidywała m.in. ustanowienie Komisji Nadzoru Finansowego głównym organem nadzoru nad rynkiem kryptowalut w Polsce, obowiązkowe licencjonowanie wszystkich dostawców usług związanych z kryptoaktywami oraz system sankcji, obejmujący grzywny sięgające 10 mln zł i kary więzienia do dwóch lat.

Za ponownym uchwaleniem przepisów opowiedziało się 243 posłów, przeciw było 192, co nie wystarczyło do osiągnięcia wymaganej większości 3/5, czyli 276 głosów. Głosowanie poprzedziła ostra wymiana zdań, podczas której premier Donald Tusk oskarżył rosyjskie grupy przestępcze o przenikanie do polskiego sektora kryptowalut.

Tusk mówi o „ruskiej mafii”, Pałac Prezydencki – o zagrożeniu dla wolności i innowacji

Szef rządu poinformował, że polskie służby dysponują udokumentowanymi przypadkami wykorzystywania kryptowalut przez Rosję do finansowania działań o charakterze dywersyjnym. Według Tuska cyfrowe aktywa służyły m.in. do opłacania agentów odpowiedzialnych za sabotaż, w tym niedawne incydenty z udziałem dronów naruszających polską przestrzeń powietrzną oraz próby ataków na infrastrukturę krytyczną.

Podobne ostrzeżenia pojawiały się wcześniej w wypowiedziach Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego – Sławomira Cenckiewicza, który mówił w październiku w rozmowie z Financial Times, że rosyjski wywiad wojskowy GRU na szeroką skalę korzystał z kryptowalut do finansowania siatek sabotażowych, aby uniknąć wykrycia przez zachodnie służby. Jak wskazywał, rozbita w Polsce w 2023 roku sieć agentów była w dużym stopniu opłacana właśnie przy użyciu cyfrowych aktywów.

Prezydent Karol Nawrocki, który zawetował ustawę, uznał przepisy za nadmiernie restrykcyjne i grożące ograniczeniem wolności obywatelskich oraz innowacyjności gospodarki. W jego ocenie szczególnie kontrowersyjne były zapisy umożliwiające administracyjne blokowanie stron internetowych związanych z kryptowalutami oraz wysokie opłaty regulacyjne, które – jak twierdził – mogłyby wyeliminować krajowe startupy i wzmocnić pozycję dużych podmiotów zagranicznych, w tym banków.

Posiedzenie miało wyjątkowy charakter — fragment obrad objęto klauzulą tajności. W tej części premier zaprezentował posłom materiały dotyczące nielegalnych operacji prowadzonych na krajowym rynku cyfrowych aktywów. W jawnej części Tusk ujawnił, że w katowickiej izbie skarbowej widnieją setki podmiotów powiązanych z Rosją, Białorusią i innymi krajami byłego ZSRR. Według szefa rządu jedna z kluczowych firm działających w branży ma być finansowana z rosyjskich źródeł — jej nazwę premier wskazał już podczas tajnego fragmentu posiedzenia.

Tusk oskarża PiS: Odrzucenie ustawy o krypto to „poważny błąd”

Po głosowaniu premier Donald Tusk ostro skomentował decyzję izby:

„Miałem coś na kształt nadziei, że w tak oczywistej sprawie PiS skorzysta z okazji i wycofa się z tego bardzo poważnego błędu. Sprawa jest tak paskudna, jak nigdy w Polsce od 1989 roku”.

Rynek kryptowalut jest bardzo podatny na wykorzystywanie przez obce służby, wywiady, a nawet mafie. Ustawa dawała państwu narzędzia, by nie być bezradnym, a klientom – szansę na ochronę przed nadużyciami – argumentował Tusk.

Premier mówił również o „wiodącej firmie” na rynku krypto, której kapitał – według rządu – pochodził z rosyjskich pieniędzy i struktur mafijnych, a która równocześnie sponsoruje działania powiązane z obecnymi liderami prawicy. Nazwa tej spółki padła w tajnej części posiedzenia.

Czy dociera do was, że firma, gdzie w tle są zaginieni ludzie, pranie brudnych pieniędzy, rosyjskie wpływy i kasa, jest równocześnie sponsorem działań, którymi zainteresowani są obecni najwyżsi funkcjonariusze partyjni i liderzy opinii publicznej z prawej strony? – pytał z mównicy sejmowej.

Weto w interesie kogo?

Zdaniem szefa rządu kluczowe z punktu widzenia państwa jest pytanie o motywacje decyzji prezydenta.

Prezydent wetuje i wiemy, że robi to w interesie firmy, której źródła są przestępcze, gdzie infiltracja rosyjska jest ewidentna, a wpływy w obozie prawicy – manifestowane na zewnątrz – stwierdził Tusk.

Premier pytał posłów opozycji:

„Kogo chcecie chronić w Polsce? Pieniądze ludzi i inwestorów oraz bezpieczeństwo państwa, czy ruską mafię, która inwestuje w te przedsięwzięcia?”

Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, przywołanych w debacie, na rynku kryptoaktywów inwestuje ok. 3 mln osób w Polsce, z czego 600 tys. miało już zostać oszukanych. Rząd przekonuje, że zawetowana ustawa miała tych inwestorów w większym stopniu chronić.

Nowy projekt ustawy jeszcze w tej kadencji

Mimo utrzymania weta, rząd zapowiada szybki powrót z nowymi przepisami.

Ustawa o kryptowalutach zostanie ponownie złożona w Sejmie – zapowiedział Donald Tusk.

Premier podkreślił, że trzy tygodnie zwłoki – wynikające z blokady obecnych rozwiązań – mogą zostać wykorzystane przez podmioty prowadzące „brudne i dwuznaczne interesy”, porównując sytuację do okresu funkcjonowania „tymczasowego rządu Morawieckiego”.

Musimy mieć tę ustawę teraz, żeby zablokować złe scenariusze i mieć narzędzia do kontroli sytuacji – zaapelował, wzywając posłów do szybkiego przyjęcia nowej ustawy o kryptoaktywach w kolejnej próbie legislacyjnej.

Państwa bałtyckie rozważają wspólne odcięcie kolejowych połączeń z Rosją i Białorusią

Prezydenci Litwy, Łotwy i Estonii uzgodnili w środę, że wszelkie decyzje dotyczące ewentualnej likwidacji połączeń kolejowych z Rosją i Białorusią będą podejmowane wyłącznie wspólnie. Sprawa została przekazana ministrom rządów oraz ekspertom ds. bezpieczeństwa i obrony, którzy mają przeprowadzić szczegółową analizę skutków takiego kroku.

Deklaracja zapadła 4 grudnia podczas dorocznego spotkania przywódców państw bałtyckich w Rydze. Prezydenci podkreślili, że wszelkie działania muszą być koordynowane, aby uniknąć jednostronnych decyzji mogących osłabić spójność regionu lub narazić go na presję ze strony Rosji.

Prezydent Estonii Alar Karis zaznaczył, że sytuacja infrastrukturalna i logistyczna trzech krajów nie jest identyczna, dlatego potrzebne jest jednolite, skonsultowane stanowisko. – Jeśli mamy to zrobić, zrobimy to razem – powiedział Karis, zwracając uwagę, że zerwanie pozostałych kolejowych szlaków transportowych z Rosją byłoby krokiem o znaczeniu strategicznym.

Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę państwa bałtyckie sukcesywnie ograniczają współpracę gospodarczą i logistyczną z Moskwą i Mińskiem. Likwidacja tras kolejowych byłaby jednym z najbardziej zdecydowanych działań w tym kierunku, a także elementem wzmacniania odporności regionu na presję geopolityczną.

Punkt zwrotny w NATO? USA oczekują, że Europa przejmie obronę konwencjonalną do 2027 r.

USA stawiają ultimatum Europie: do 2027 roku ma przejąć większość konwencjonalnej obrony NATO. W tle groźba ograniczenia amerykańskiego udziału.

Stany Zjednoczone wyznaczyły europejskim sojusznikom twardy termin do 2027 roku na przejęcie odpowiedzialności za większość konwencjonalnych zdolności obronnych NATO — poinformowali w tym tygodniu przedstawiciele Pentagonu podczas spotkań z dyplomatami w Waszyngtonie. Według źródeł, jeśli Europa nie spełni oczekiwań, USA są gotowe wycofać się z części mechanizmów koordynacyjnych w ramach Sojuszu.

Ultimatum z Pentagonu

Zgodnie z relacjami pięciu osób zaznajomionych z treścią rozmów — w tym jednego urzędnika amerykańskiego — ultimatum przedstawiono podczas narady personelu Pentagonu odpowiedzialnego za politykę NATO z delegacjami kilku państw europejskich. Źródła, wypowiadające się anonimowo ze względu na poufny charakter dyskusji, opisują komunikat Waszyngtonu jako „najbardziej stanowczy od lat”.

Administracja USA miała podkreślić, że po ponad dwóch latach wojny Rosji przeciwko Ukrainie europejski wkład w rozbudowę zdolności obronnych pozostaje niewystarczający. Pomimo zwiększenia wydatków wojskowych w wielu państwach UE — w tym osiągnięcia lub przekroczenia progu 2 proc. PKB przez rosnącą liczbę krajów — Pentagon oczekuje szybszych i bardziej skoordynowanych działań.

O co chodzi Stanom Zjednoczonym?

„Konwencjonalne zdolności obronne”, o których mowa w ultimatum, obejmują wszystkie niejądrowe aktywa Sojuszu — od liczebności wojsk i nowoczesnych systemów uzbrojenia, przez zdolności logistyczne, aż po zaawansowane systemy wywiadu, nadzoru i rozpoznania (ISR). To właśnie w tych obszarach — zdaniem Pentagonu — Europa powinna w ciągu najbliższych dwóch lat przejąć zdecydowanie większą odpowiedzialność.

USA sygnalizują, że ich rola w NATO musi ewoluować, a obciążenie związane z bezpieczeństwem europejskim powinno zostać bardziej równomiernie rozłożone. Groźba wycofania się z niektórych funkcji koordynacyjnych ma przyspieszyć proces adaptacji europejskich armii do nowych realiów bezpieczeństwa.

Punkt zwrotny w transatlantyckiej współpracy?

Jeśli ultimatum zostanie utrzymane w obecnym kształcie, może oznaczać największą zmianę w relacjach obronnych USA–Europa od zakończenia zimnej wojny. Waszyngton od lat domaga się zwiększenia europejskich nakładów na obronność, ale obecne sygnały są bardziej kategoryczne niż dotychczas.

W praktyce oznacza to presję na państwa NATO z Europy, aby:

  • szybciej modernizowały swoje armie,
  • zwiększyły produkcję amunicji i systemów rakietowych,
  • rozwijały zdolności ISR,
  • budowały interoperacyjne struktury dowodzenia bez konieczności polegania na USA.

Europa między ambicjami a realiami

Choć większość europejskich stolic deklaruje poparcie dla wzmocnienia autonomii strategicznej, realizacja tych planów do 2027 roku będzie ogromnym wyzwaniem. Wąskie gardła produkcji zbrojeniowej, opóźnienia inwestycyjne i różnice polityczne wewnątrz UE mogą utrudnić osiągnięcie skali, której oczekuje Pentagon.

Jednocześnie rośnie niepewność co do długoterminowego zaangażowania USA w bezpieczeństwo kontynentu — zwłaszcza w kontekście zmian politycznych w Waszyngtonie.

Londyn chce przekazać Ukrainie 8 mld funtów z zamrożonych rosyjskich aktywów

Rząd Wielkiej Brytanii przygotowuje się do przekazania Ukrainie 8 miliardów funtów (ok. 9,2 mld euro) pochodzących z zamrożonych rosyjskich aktywów — wynika z doniesień opublikowanych w tym tygodniu. Londyn chce w ten sposób objąć przewodnictwo w międzynarodowych wysiłkach na rzecz uruchomienia setek miliardów funtów, które od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę pozostają zajęte w jurysdykcjach zachodnich.

Decyzja w cieniu ustaleń ws. ataku Nowiczokiem

Zapowiedź działań przypadła na moment publikacji oficjalnego raportu z 4 grudnia, który jednoznacznie wskazał, że prezydent Rosji Władimir Putin osobiście autoryzował użycie bojowego środka paralityczno-drgawkowego Nowiczok w Salisbury w 2018 roku. Atak doprowadził do śmierci brytyjskiej obywatelki Dawn Sturgess.

Minister spraw zagranicznych Yvette Cooper, komentując wyniki dochodzenia, oświadczyła, że Putin pozostaje „aktywnym zagrożeniem dla obywateli Wielkiej Brytanii, naszego bezpieczeństwa i naszego dobrobytu”. To właśnie wnioski z raportu mają stanowić kluczowe uzasadnienie dla odblokowania zamrożonych aktywów na rzecz wsparcia Ukrainy.

Globalny plan finansowania Kijowa

Wielka Brytania prowadzi intensywne konsultacje z Unią Europejską, Kanadą oraz innymi sojusznikami w sprawie szerokiego porozumienia, które umożliwiłoby uruchomienie nawet 100 miliardów funtów (około 130 miliardów dolarów) w ciągu najbliższych dwóch lat. Środki te miałyby zostać przeznaczone zarówno na potrzeby militarne, jak i odbudowę ukraińskiej infrastruktury.

Według The Times, tak duży pakiet finansowy pozwoliłby pokryć ponad dwie trzecie szacowanej luki budżetowej Ukrainy w najbliższym okresie. Dla Londynu byłby to jednocześnie sygnał do społeczności międzynarodowej, że Zachód nie zamierza rezygnować z presji finansowej na Kreml.

Londyn liczy na efekt domina

Brytyjska inicjatywa może stać się motorem szerszej globalnej koalicji, która od miesięcy analizuje prawne i polityczne mechanizmy umożliwiające wykorzystanie zamrożonych rosyjskich aktywów. Choć temat budzi kontrowersje – szczególnie wśród państw obawiających się precedensu ingerującego w stabilność międzynarodowego systemu finansowego – presja na podjęcie działań rośnie w związku z przedłużającą się wojną.

Oczekuje się, że Londyn przedstawi konkretny plan w nadchodzących tygodniach, sygnalizując gotowość do jednostronnych kroków, jeśli koordynacja wielostronna okaże się zbyt powolna.

TFI PZU nabywa akcje Medinice o wartości 12 mln zł

Zarząd Medinice S.A., notowanej na GPW spółki MedTech, poinformował, że w dniu 3 grudnia 2025 r. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy (NWZA) spółki podjęło uchwały umożliwiające realizację strategicznej transakcji inwestycyjnej z TFI PZU SA, jednym z największych Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. TFI PZU SA nabyło od Parmanand Fundacji Rodzinnej akcje Medinice S.A. o wartości 12 mln zł, a Fundacja obejmie akcje nowej emisji Medinice S.A. w zamian za środki uzyskane od inwestora. Realizacja transakcji wprowadza do akcjonariatu spółki kluczowego inwestora o znaczącej pozycji rynkowej, zapewniając trwałe, długoterminowe finansowanie. 

– Dołączenie TFI PZU do grona naszych akcjonariuszy traktujemy jako wyraz dużego zaufania do naszej strategii i kierunku rozwoju. Jest to również silny sygnał dla całego rynku – potwierdzający, że projekty spółki Medinice są postrzegane jako wartościowe i perspektywiczne. Obecność tak doświadczonego inwestora stanowi dla nas istotny impuls do dalszego wzmacniania pozycji spółki. Decyzja TFI PZU stanowi potwierdzenie zaufania do strategii spółki oraz oceny jej potencjału wzrostu w średnio i długoterminowej perspektywie. Widzimy istotne możliwości przyspieszenia komercjalizacji naszych innowacyjnych projektów oraz dalszego rozwoju portfolio produktowego opartego na zaawansowanych technologiach medycznych. – powiedział Prezes Zarządu, Sanjeev Choudhary.

Medinice SA jest przekonana, że zaangażowanie nowego inwestora pozwala spółce skoncentrować wysiłki na rozwoju portfolio produktowego, w tym flagowych projektów: CoolCryo (innowacyjna technologia krioablacji serca), PacePress (urządzenie ograniczające ryzyko krwiaka po zabiegach CIED) oraz AtriClamp (klips do zamykania uszka lewego przedsionka). Rozwiązania te znajdują się na zaawansowanym etapie prac badawczo-rozwojowych i wykazują duży potencjał rynkowy pod względem skali zastosowania oraz korzyści ekonomicznych. Potwierdzeniem ich atrakcyjności są m.in. zakończenie badania klinicznego dla PacePress, zakończenie rekrutacji do badania klinicznego pod MDR dla CoolCryo, oraz złożenie wniosku do FDA w ramach ścieżki 510(k) także dla CoolCryo.

Co istotne, zaangażowanie TFI PZU pozwoli nam wzmocnić strukturę kapitałową, oraz zoptymalizować finansowanie bieżących i przyszłych projektów badawczo-rozwojowych. Umożliwi to także bardziej precyzyjne planowanie inwestycji w rozwój portfolio technologii medycznych, skracając czas wejścia produktów na rynek i zwiększając potencjał komercyjny spółki. – skomentował Piotr Łoziński, CFO Medinice S.A.

TFI PZU S.A. to jedno z największych w Polsce towarzystw pod względem wartości zarządzanych aktywów. TFI działa od 1999 roku i jest częścią Grupy PZU. Oferuje szeroki zakres produktów, takich jak fundusze indeksowe, tematyczne, a także zarządza funduszami w ramach Programu Emerytalnego Kapitałowego (PPK).

Ostatnie miesiące były dla zespołu Medinice okresem intensywnej pracy i istotnych postępów. Spółka zakończyła rekrutację pacjentów do badania klinicznego CoolCryo – ostatni uczestnik przeszedł pomyślnie procedurę krioablacji, rozpoczynając sześciomiesięczny okres obserwacji, po którym zostanie przygotowany raport niezbędny do uzyskania znaku CE. Równolegle spółka prowadzi proces dopuszczenia CoolCryo przez FDA na rynek w USA (w ramach ścieżki 510(k)), którego aktualny etap to Substantive Review, co oznacza, że wniosek jest obecnie w trakcie merytorycznej weryfikacji.

Medinice negocjuje również współpracę z globalnymi partnerami branżowymi. W sierpniu br. zakończono badania kliniczne urządzenia PacePress, a spółka rozwija strategiczne partnerstwa m.in. z CorNav Corporation i Qingdao NovelBeam Technology, wzmacniając swoją pozycję w obszarze innowacyjnych technologii kardiologicznych.

Miasta widma, pękające w szwach metropolie – to nas czeka w przyszłości

Z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2060 roku liczba ludności będzie wynosić jedynie 28,4 mln. To spadek o 24,3 proc. w stosunku do 2024 roku. Co to oznacza dla miast, miasteczek i całych regionów? Czy spadek liczby ludności oznacza załamanie rynku mieszkaniowego? Czy może wręcz przeciwnie? Co nas czeka w przyszłości?

Demografia jest trochę jak ten cesarz z bajki, który chodził nago i każdy udawał, że nie widzi problemu. To jest dokładnie ta sytuacja. To się już wydarzyło. Dlaczego? Bo procesy demograficzne mają tak długi czas trwania i rozwijania, że przegapiliśmy moment, w którym można było coś jeszcze zrobić, by powstrzymać spadek ludności w Polsce – mówi Maciej Gołębiewski, ekspert do spraw inwestowania w nieruchomości i twórca dobregonajmu.pl.

Demografia w dół, rynek nieruchomości w górę?

Demografia wcale nie kończy się na prostym liczeniu głów. To tylko jedna z warstw, która kształtuje dzisiejszy rynek nieruchomości. Paradoks polega na tym, że choć Polaków realnie ubywa, gospodarstw domowych jest coraz więcej. GUS prognozuje, że do 2050 roku odsetek jednoosobowych gospodarstw wzrośnie z dzisiejszych 25% do ponad 33%. Dzieje się tak dlatego, że jedno zjawisko napędza drugie: im mniejsze stają się gospodarstwa, tym więcej ich powstaje. W latach 60. pod jednym dachem mieszkało średnio 3,5 osoby, dziś niewiele ponad 3, a wkrótce będzie to około 2,5.

Wzrost liczby gospodarstw domowych mimo spadku liczby ludności? To nie żaden paradoks, tylko efekt zmian, które po cichu dzieją się od lat. Dziś coraz częściej jedna rodzina zamienia się w dwa osobne domy, bo rozwody, separacje czy po prostu życie „na własnych zasadach” stały się codziennością. Do tego powoli znika model, który jeszcze niedawno był oczywisty – dom pełen trzech pokoleń. Kiedyś dziadkowie, rodzice i dzieci mieszkali razem, a stawiając chałupę, myślało się od razu o tym, gdzie swoje piętro dostanie następne pokolenie. To już historia. Dziś każdy żyje bardziej osobno, bardziej po swojemu i chce mieć więcej, niż tylko swój kawałek podłogi. Wszystko to sprawia, że mimo mniejszej liczby ludzi potrzeba nam więcej mieszkań i to znacznie szybciej, niż podpowiadałaby sama demografia – podkreśla Maciej Gołębiewski.

Domy za złotówkę

Na początku XXI wieku we wschodnich Niemczech wyludnianie całych regionów było zjawiskiem tak namacalnym, że trudno było je przeoczyć. Mieszkańcy takich miast jak Frankfurt nad Odrą po prostu pakowali się i przenosili na zachód, tam, gdzie były praca, pieniądze i perspektywy. Pustostany rosły jak grzyby po deszczu, a część bloków rozbierano, bo nikt nie wierzył, że jeszcze kiedykolwiek się zapełnią. Podobny obraz niedawno oglądaliśmy we Włoszech, gdzie w wielu małych miasteczkach domy wystawiano za jedno euro nie po to, żeby na nich zarobić, tylko po to, by ktokolwiek wziął je pod opiekę i ocalił przed zupełnym zniknięciem lokalnej społeczności.

Wyludnianie się wsi i rozrastanie się miast nie jest niczym nowym. Na przestrzeni wieków ludzie przenosili się z obszarów mniej rozwiniętych, tam, gdzie mieli większe szanse na dobrobyt. To działo się już kilkaset lat temu, teraz jednak przybiera bardzo namacalny wymiar – mówi Maciej Gołębiewski.  – Byłem ostatnio w Białowieży. Cudowne miejsce, tylko jak tam się jedzie – już te sto kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy – okazuje się, że wiele miejscowości jest pustych. To właśnie ten mechanizm. Właśnie w tamtych rejonach widać najbardziej wyludnianie się wsi – dodaje.

W miarę upływu czasu będą pojawiały się kolejne miejsca, w których mieszkań będzie zwyczajnie więcej niż chętnych, by w nich zamieszkać. Wtedy ceny zaczną spadać. Nie dlatego, że rynek się załamie, tylko dlatego, że zwyczajnie nie będzie komu tych domów i mieszkań przejąć. I to jest sedno problemu. Polska powiatowa stoi dziś wobec jednego z największych wyzwań demograficznych w swojej historii, a jej przyszłość zależy niemal wyłącznie od tego, czy potrafi „podpiąć się” pod większe ośrodki. Jeśli miasto nie jest dobrze skomunikowane i nie pełni roli wygodnej sypialni dużej aglomeracji, trudno oczekiwać, że lokalny rynek mieszkaniowy będzie żył, a co dopiero się rozwijał. Sama obecność jednej dużej firmy zatrudniającej kilkuset czy kilka tysięcy ludzi też niczego nie gwarantuje jedna decyzja zarządu potrafi wywrócić całą lokalną gospodarkę do góry nogami. Wałbrzych czy Detroit są najlepszym dowodem na to, jak szybko upadek jednej branży może pociągnąć za sobą całe miasto – zaznacza ekspert.

Bezpieczne wyspy?

Według długoterminowych prognoz GUS do 2050 roku ponad 90% powiatów straci część swoich mieszkańców. Kto na tym zyska? Beneficjentami będą duże miasta. To one już dziś są głównymi biegunami wzrostu – tam właśnie koncentrują się miejsca pracy, uczelnie oraz usługi wyższego rzędu. Nic więc dziwnego, że młodzi z prowincji rzadziej zostają w rodzinnych stronach, a częściej wyjeżdżają do większych ośrodków. Migrują w poszukiwaniu edukacji, rozwoju zawodowego i lepszych perspektyw życiowych. Do jakich miast wyjeżdżają?

–  Analiza przyszłej liczby ludności w podziale na powiaty rysuje jednoznaczny obraz: realny wzrost ludności będziemy obserwować wyłącznie w aglomeracji warszawskiej oraz Krakowie i okolicach. Przyrost mieszkańców tych metropolii będzie niewielki, ale na tle reszty kraju okaże się znaczący. W ostrym kontraście do tych ośrodków będzie stała Łódź, która od 1989 roku do dziś straciła ponad 25 procent mieszkańców i według prognoz GUS zmierza w stronę spadku rzędu 40 procent. Ta dramatyczna trajektoria dobrze pokazuje skalę przemian, jakie czekają wiele dużych i średnich miast w Polsce w nadchodzących dekadach – mówi ekspert.

Rosnące obwarzanki

Coraz więcej mieszkańców dużych miast przenosi się do gmin ościennych. Zjawisko to potwierdzają dane portalu Metropolie.pl, z których wynika, że choć w granicach administracyjnych miast liczba ludności rośnie wolniej, całe obszary metropolitalne rozwijają się szybciej. W okresie między końcem 2019 a 2024 roku w Warszawie wzrost ludności wyniósł 4 proc., podczas gdy w gminach podmiejskich było to 10 proc. Ucieczka z miasta wiąże się z budową domów w spokojniejszych, lecz nadal dobrze skomunikowanych z metropoliami lokalizacjach. Na taki krok decydują się nie tylko osoby, które stać na inwestycję w dom pod miastem, lecz także ci, którzy chcą poprawić standard życia, lecz ceny nieruchomości w granicach miasta przekraczają ich możliwości. Ta druga grupa zwykle zadowala się domem szeregowym bądź bliźniakiem.

Własne cztery kąty z ogródkiem to marzenie wielu Polaków. Badania Otodom pokazują, że ponad 70% z nas najchętniej zamieszkałoby w domu jednorodzinnym – i to najlepiej takim, który stoi trochę dalej od miejskiego zgiełku. Nic więc dziwnego, że tańsze grunty w strefach podmiejskich działają jak magnes – podkreśla Maciej Gołębiewski. – Suburbanizacja to nie tylko pogoń za marzeniem. To także twarda reakcja na słabości polskiego rynku mieszkaniowego. Jesteśmy poniżej unijnej średniej, jeśli chodzi o liczbę mieszkań na 1000 mieszkańców, a aż 34% lokali jest przeludnionych. Do tego przeciętna powierzchnia przypadająca na osobę to zaledwie 31 m² – podczas gdy na Zachodzie standardem jest 40–45 m². Nic więc dziwnego, że Polacy szukają większej przestrzeni i mniejszego ścisku. To właśnie ta potrzeba naturalnie wypycha ludzi na obrzeża miast i napędza szybki rozrost „obwarzanków”– dodaje ekspert.

Przyszłość?

Wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących dekadach Polska będzie krajem coraz wyraźniej podzielonym demograficznie. W tym samym czasie największe aglomeracje, zarówno miasta, jak i ich podmiejskie „obwarzanki”, będą rosły i nadal przyciągały ludzi, miejsca pracy oraz kapitał. Przyszłość rynku nieruchomości będą także wyznaczać nowe potrzeby mieszkaniowe coraz mniejszych gospodarstw domowych. To będzie nas pchało w kierunku małych, kompaktowych mieszkań – takich w sam raz pod względem metrażu i ceny. Z doniesień medialnych wynika, że średnia powierzchnia mieszkań kupowanych w największych miastach utrzymuje się na poziomie 50-55 m².

Jeśli prognozy się sprawdzą, za trzy dekady Polska będzie krajem dwóch równoległych rzeczywistości. Z jednej strony zobaczymy metropolie, które wciąż przyciągają ludzi, pracę i kapitał. Z drugiej – powiaty powoli gasnące, jakby ktoś po kolei wyłączał w nich światła. Do tego dochodzi rosnąca mobilność, coraz mniejsze rodziny i coraz większa presja finansowa. Wszystko to pcha nas w stronę kompaktowych mieszkań w miastach i życia na obrzeżach aglomeracji. Ten układ sił stworzy zupełnie nową rzeczywistość społeczną, inną niż ta, do której przywykliśmy. I tu pojawia się najważniejsze pytanie: czy potrafimy odnaleźć się w Polsce, która już zaczyna wyglądać inaczej, niż ta, którą znamy? – zastanawia się Maciej Gołębiewski.

Szósta obniżka stóp. Co dalej? Rynek nie jest pewny kolejnych ruchów RPP

Rada Polityki Pieniężnej kontynuuje serię cięć. W środę, 3 grudnia zdecydowała o szóstej w tym roku obniżce stóp procentowych – tym razem o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 4 proc. Scenariusz bazowy analityków PZU zakłada, że RPP w przyszłym roku zdecyduje się na dwie kolejne obniżki − każda po 25 punktów bazowych.

Od początku roku koszt pieniądza spadł już o 1,75 pkt proc., co oznacza luzowanie polityki monetarnej po okresie restrykcji. Powód? Podobnie jak miesiąc wcześniej, kluczowy argument to inflacja. Spada szybciej niż zakładają prognozy (według szybkiego szacunku GUS w listopadzie CPI wyniósł 2,4 proc. r/r), a zdaniem RPP perspektywy na kolejne kwartały wyglądają stabilnie. W komunikacie RPP podkreśla jednak, że ryzyka wciąż istnieją – w grze pozostają: luźna polityka fiskalna, możliwe ożywienie popytu w gospodarce, dynamika płac i energii oraz globalne trendy inflacyjne.

W trakcie konferencji Prezes NBP Adam Glapiński potwierdził, że spadek inflacji był bezpośrednim powodem wprowadzenia kolejnej obniżki. Wskazał na pozytywne sygnały z punktu widzenia utrzymania inflacji na niskim poziomie − spadek dynamiki płac, zatrudnienia i inflacji bazowej – ale i ostrzegał przed potencjalnie zwiększającą presję inflacyjną polityką fiskalną oraz spodziewanym wzrostem popytu związanym z kumulacją wydatkowania środków unijnych. W części Q&A stwierdził, że RPP wchodzi w fazę „wait and see”, by ocenić skutki dotychczasowych cięć. Jego zdaniem kolejne obniżki są możliwe, ale bez gwałtownych ruchów. W opinii Prezesa obecny poziom stóp jest bardzo dobry z punktu widzenia aktualnego stanu gospodarki, ale nie można wykluczyć, że RPP zejdzie ze stopami do poziomu 3,75-3,5 proc.

Prognozy PZU wskazują, że RPP w przyszłym roku zdecyduje się na dwa kolejne cięcia stóp, po 25 punktów bazowych każde. Najbardziej prawdopodobne terminy to okresy aktualizacji projekcji inflacyjnych. Jednocześnie spodziewamy się przejściowego, niewielkiego wzrostu CPI r/r w najbliższych miesiącach względem listopadowego odczytu, co stawia pod znakiem zapytania możliwość cięcia stóp już w pierwszym kwartale nowego roku. Mimo to, przy obecnie oczekiwanej przez nas ścieżce inflacji w Polsce, zakładamy, że do listopada 2026 r. stopa referencyjna spadnie do poziomu 3,5 proc. Większa skala luzowania wymagałaby wyraźnego zejścia średniej dynamiki inflacji w 2026 r. poniżej środka celu (2,5 proc. r/r) − co obecnie nie jest naszym scenariuszem bazowym.

Spokojny piątek na rynkach. Zmienność dopiero nadchodzi

Prezes NBP przedstawił wczoraj pogląd RPP i własny na politykę monetarną. Cyklu obniżek w dalszym ciągu nie stwierdzono, więc i trudno szukać jego końca. Polski złoty reaguje spokojnie na decyzję Rady i płynącą z jej wnętrza narrację. Tak samo spokojnie przebiega handel na dużej części aktywów w trakcie piątkowej sesji. Inwestorzy najwyraźniej zbierają siły na większą zmienność w przyszłym tygodniu.

Czekając na kolejne obniżki

Prezes NBP zgodnie z tradycją wystąpił wczoraj na konferencji prasowej. Przedstawił na niej argumenty Rady Polityki Pieniężnej, które stały za grudniową obniżką stóp procentowych. Główny motyw to oczywiście niższa od zakładanej inflacja, na którą wpływa wreszcie chłodząca się dynamika cen usług i spadająca presja płacowa. Prof. Adam Glapiński podkreślał, że jest zwolennikiem ostrożnego i konserwatywnego podejścia. Według niego stopa depozytowa znalazła się aktualnie na doskonałym poziomie, co może skutkować przyjęciem przez Radę podejścia wait and see. Rynek jednak nie zareagował na ten dość jastrzębi przekaz szefa NBP. Możliwe, że po prostu inwestorzy nie wyceniają szczególnie wysoko prawdopodobieństwa przełożenia się tych słów na działania RPP. Skoro nie znajdujemy się w cyklu luzowania, kiedy w ciągu tego roku w 6 ruchach stopy spadły o 175 pb, to czemu ten „niecykl” dostosowania miałby się skończyć akurat teraz? Takie samo podejście prezentują analitycy największego polskiego banku, którzy nie zmieniają scenariusza bazowego i już w pierwszym kwartale 2026 r. spodziewają się jeszcze dwóch cięć do poziomu 3,5%, po których nastąpi dłuższa przerwa. Warto zwrócić uwagę (ocenę pozostawiam każdemu z osobna), że wczorajsza konferencja prof. Glapińskiego trwała niecałe pół godziny i tym samym była zdecydowanie krótsza od większości takich wystąpień.

Czekając na Amerykanów

Piątkowy handel przebiega w dość spokojnych nastrojach, co może być ciszą przed zwiększoną zmiennością w przyszłym tygodniu, kiedy spodziewana jest obniżka stóp procentowych w USA. O ile rynek przekonany jest do grudniowego cięcia, o tyle inwestorzy z wielkim zainteresowaniem będą wsłuchiwali się w retorykę szefa Fed. Dodatkowo poznają oczekiwania całego gremium na nadchodzące miesiące (tzw. dot plot), co może skutkować zauważalnymi zmianami w rynkowym pozycjonowaniu. Zanim środowa publikacja Rezerwy Federalnej, to ze Stanów jeszcze dziś dostaniemy dane o wydatkach Amerykanów. Problem tylko w tym, że z powodu wcześniejszego lockdownu te odczyty dotyczą września, więc są już mocno historyczne. W takim razie nawet przy jakiejś niespodziance efekt na notowaniach różnych aktywów powinien być tylko chwilowy. Ważniejsze mogą być publikacje Uniwersytetu Michigan, ponieważ one przedstawiają aktualne nastawienie amerykańskiego konsumenta. Z pozytywnych informacji po naszej stronie Atlantyku lepiej od prognoz wypadły dane o niemieckich zamówieniach w fabrykach, o francuskiej produkcji przemysłowej, o włoskiej sprzedaży detalicznej, o wzroście zatrudnienia w całej strefie euro, czy wreszcie o tempie PKB w ujęciu kwartalnym dla Eurolandu.

Czekając na większą zmienność

Piątkowa sesja wygląda naprawdę przyzwoicie na rynkach kapitałowych. Już azjatyckie parkiety generowały zauważalne wzrosty, z wyjątkiem Tokio, które skorygowało się aż o 1% na skutek rosnących szans na podwyżkę stóp procentowych przez Bank Japonii. W Europie najważniejsze indeksy znajdują się powyżej wczorajszego zamknięcia, chociaż część jest ledwo nad kreską (Londyn i Madryt), ale za to Frankfurt zwyżkuje już ponad 0,7%. Niepewność jest widoczna w Warszawie, gdzie szeroki WIG jest minimalnie na plusie, głównie dzięki indeksom średnich i małych spółek, ponieważ nasze blue chipy tracą 0,2%. Konsoliduje się dziś wycena ropy naftowej, za baryłkę Brent trzeba płacić lekko powyżej 63 $. Do wzrostów wraca złoto, kontrakt CFD na uncję kruszcu znowu przekracza 4230 $. Wreszcie rynek walutowy, gdzie dolar przystąpił do obrony, a kurs EUR/USD balansuje wokół istotnego poziomu 1,165 $. Przy wygaszeniu emocji na szerokim rynku w podobnym kierunku podąża polski złoty, czyli obserwujemy konsolidację. Kurs euro jest blisko 4,23 zł, kurs dolara utrzymuje się powyżej 3,63 zł, kurs franka to niecałe 4,52 zł, a kurs funta sięga 4,85 zł.

Jakie czynniki decydują o atrakcyjności wybranych miast dla inwestorów?

Wybór właściwej lokalizacji dla inwestycji stanowi kluczową decyzję, która wpływa na rentowność i długoterminowy sukces projektu biznesowego. Polski rynek nieruchomości przechodzi dynamiczne zmiany, a poszczególne miasta przyciągają inwestorów z różnych powodów. W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy wyraźne przesunięcie kapitału do ośrodków o silnym potencjale wzrostu i dobrze rozwiniętej infrastrukturze. Atrakcyjność miast dla inwestorów zależy od wielu wzajemnie powiązanych czynników, które tworzą wyjątkowy ekosystem biznesowy. Artykuł ten przybliża najważniejsze elementy, które decydują o wyborze miasta jako lokalizacji dla inwestycji nieruchomościowych i biznesowych.

Analizy przeprowadzone na bazie danych Adresowo.pl ujawniają, że średnia cena za metr kwadratowy nieruchomości w największych polskich miastach wynosi około 8625 złotych. Jednak te średnie liczby maskują znaczące różnice między poszczególnymi ośrodkami. Warszawa, jako stolica i centrum finansowe kraju, oferuje nieruchomości w przedziale 12000 złotych za metr kwadratowy, podczas gdy miasta takie jak Lublin czy Bydgoszcz dostarczają możliwości inwestycji poniżej 5000 złotych za metr. Te różnice w cenach bezpośrednio odzwierciedlają potencjał wzrostu i atrakcyjność każdego miasta dla różnych segmentów inwestorów. Inwestorzy pragnący zidentyfikować najlepsze okazje rynkowe muszą zrozumieć, jakie specyficzne cechy miasta przyciągają kapitał i wspierają wzrost wartości nieruchomości.

Infrastruktura transportowa i dostępność komunikacyjna

Infrastruktura transportowa stanowi fundamentalny czynnik wpływający na atrakcyjność miasta dla inwestorów. Miasta z dobrze rozwiniętą siecią komunikacyjną, obejmującą metro, tramwaje, autostrady i lotniska, przyciągają znacznie większe zainteresowanie biznesowe. Warszawa wyróżnia się rozbudowaną infrastrukturą transportową, obejmującą dynamicznie rozwijające się metro, które połączone jest z nowoczesnym systemem tramwajowym. To połączenie umożliwia efektywne poruszanie się zarówno mieszkańcom, jak i turystom, co bezpośrednio przekłada się na wzrost wartości nieruchomości w dzielnicach sąsiadujących z nowymi liniami komunikacyjnymi. Dane wskazują, że osiedla położone w pobliżu nowych linii komunikacyjnych zyskują na atrakcyjności, a ceny mieszkań na takich lokalizacjach rosną średnio o 10-15%.

Kraków i Wrocław również inwestują znaczne środki w modernizację swoich systemów transportu publicznego. Wrocław, znane jako jedno z najdynamiczniej rozwijających się miast w Polsce, realizuje ambitny program rozbudowy tramwajów i autobusów, co znacznie ułatwia logistykę biznesową. Wrocławskie połączenia komunikacyjne czynią to miasto bardziej dostępnym dla pracowników dojeżdżających z okolicznych dzielnic. Poprawę dostępności transportowej obserwujemy także w Gdańsku, gdzie modernizacja sieci kolejowej i drogowej wspiera dynamiczny wzrost gospodarczy. Dostępność transportowa decyduje o zdolności pracowników do dotarcia na miejsce pracy, co jest czynnikiem krytycznym dla rozwoju biznesu i wzrostu cen nieruchomości. Miasta inwestujące w infrastrukturę transportową przyciągają zarówno pracowników, jak i inwestycji biznesowych, co tworzy pozytywny efekt mnożnikowy na wzrost wartości nieruchomości.

Sprawdź ogłoszenia mieszkań i domów w portalu Adresowo.pl: https://adresowo.pl/

Rynek pracy i dostęp do wykwalifikowanej kadry

Potencjał rynku pracy pozostaje jednym z najważniejszych kryteriów, które decydują o wyborze lokalizacji przez inwestorów. Miasta, które dysponują dostępem do dużej liczby wysoko wykwalifikowanych pracowników, zyskują znaczną przewagę konkurencyjną. Warszawa, jako największe miasto w Polsce, kształci ponad 250 tysięcy studentów rocznie, z których większość specjalizuje się w takich dziedzinach jak informatyka, finanse i nauki ścisłe. Ta mała armada talentów przyciąga korporacje z całego świata, które szukają specjalistów do pracy w nowoczesnych technologiach i usługach finansowych.

Kraków słynie z bycia ośrodkiem akademickim i startupowym, gdzie powstały takie innowacyjne projekty jak Brainly czy Estimote. Uniwersytety takie jak Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytet Jagielloński czy Politechnika Krakowska kształcą tysiące specjalistów IT każdego roku. Wrocław pełni rolę technologicznego lidera w branży Business Process Outsourcing, plasując się na pierwszej pozycji wśród miast Tier 1 i wyprzedzając nawet Warszawę w specjalizacji lokalnej usług IT. Obecność takich ośrodków akademickich powoduje, że miasta przyciągają zarówno międzynarodowe firmy, jak i wysoko wykwalifikowanych specjalistów, co kumuluje się w wzroście wartości rynkowej. Miasta z wyższym potencjałem edukacyjnym wykazują też wyższe ceny za nieruchomości oraz szybsze tempo aprecjacji wartości.

Sektor technologiczny i innowacje biznesowe

Transformacja cyfrowa stanowi siłę napędzającą gospodarkę współczesnych miast, a miasta z silnym sektorem technologicznym zyskują istotną przewagę inwestycyjną. Warszawa zdobyła pozycję europejskiego centrum technologicznego dzięki inwestycjom gigantów takich jak Google, Microsoft i Nvidia. Google uruchomił tu pierwszy Cloud Region w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, a Nvidia wspiera badania nad uczeniem głębokim. Microsoft inwestuje miliardy złotych w infrastrukturę i edukację cyfrową, co przyciąga najlepsze talenty z całego regionu.

Kraków stanowi drugą linię technologicznej innowacji w Polsce, z dynamicznym ekosystemem startupów i instytucji badawczo-rozwojowych. Wrocław pełni rolę pomostu między polską innowacyjnością a zachodnim kapitałem, rozwijając branże takie jak Industry 4.0, logistyka zaawansowana i biotechnologia. Te miasta przyciągają kapitał venture capital i inwestorów instytucjonalnych, którzy widzą potencjał w lokalnych projektach i infrastrukturze biznesowej. Innowacyjne podejście do rozwoju gospodarczego bezpośrednio przekłada się na wzrost cen nieruchomości i zwiększoną atrakcyjność jako miejsca do życia i prowadzenia biznesu. Inwestorzy szukają lokalizacji, które stanowią ośrodki technologiczne, ponieważ wiedzą, że takie miasta przyciągają najlepszych specjalistów i gigantów technologicznych.

Jakość życia i oferta kulturalna

Jakość życia mieszkańców stanowi niezbędny element przyciągający zarówno pracowników, jak i inwestorów do danego miasta. Miasta, które oferują bogatą ofertę kulturalną, dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej i terenów zielonych, zyskują znaczną przewagę w przyciąganiu talentów i kapitału. Kraków znany jest z bogatej historii, zabytków i dynamicznej sceny kulturalnej, co czyni go atrakcyjnym dla turystów i inwestorów szukających nieruchomości w mieście o wysokiej jakości życia. Wrocław, choć młodszy pod względem historii średniowiecznej, rozwijał się w ostatnich latach jako centrum kulturalne z teatrami, galeriami i festiwalami międzynarodowymi.

Warszawa, mimo znaczących wyzwań związanych ze smogiem i ruchem drogowym, realizuje ambitne projekty mające na celu poprawę warunków życia mieszkańców. Inwestycje w transport niskoemisyjny, modernizacja parków i tereny zielone przyciągają nowe rodziny i specjalistów. Gdańsk, położony nad Bałtykiem, oferuje unikalne połączenie dostępu do morza, bogatej historii portowej i dynamicznego życia kulturalnego. Rozwinięta infrastruktura rekreacyjna, w tym dostęp do plaż i obszarów przyrody, zwiększa atrakcyjność Gdańska dla inwestorów poszukujących pracy na bazie „work-life balance”. Miasta o wysokiej jakości życia wykazują średni wzrost wartości nieruchomości na poziomie 6-8% rocznie, podczas gdy miasta z gorszymi warunkami życiowymi czasami doświadczają stagnacji lub spadku wartości.

Dostęp do funduszy i wsparcia dla przedsiębiorców

Polska Strefa Inwestycji oraz systemy ulg podatkowych stanowią istotny magnes przyciągający inwestycji biznesowych do wybieranych miast. Przedsiębiorcy mogą uzyskać zwolnienie z podatku dochodowego (CIT/PIT) wynoszące nawet 70% wartości kosztów kwalifikowanych, w zależności od lokalizacji inwestycji i wielkości firmy. Miasta w województwach wschodniej Polski, takie jak Podkarpackie czy Lubelskie, oferują najwyższą intensywność pomocy publicznej wynoszącą do 70% dla mikro i małych przedsiębiorstw.

Warszawa i inne duże miasta wojewódzkie oferują niższą intensywność ulg podatkowych (około 20%), ale rekompensują to dostępem do znacznie większych rynków i lepszej infrastruktury. Rzeszów, jedno z perspektywicznych miast w Polsce pod względem wzrostu, oferuje atrakcyjne warunki dla nowych inwestycji dzięki kombinacji ulg podatkowych i rosnącego potencjału biznesowego. Miasta takie jak Bydgoszcz czy Łódź również aktywnie wspierają przedsiębiorców poprzez strefy ekonomiczne i programy inkubacyjne. Dostęp do funduszy unijnych i systemów wsparcia dla przedsiębiorców wpływa na wzrost średnich cen nieruchomości o dodatkowe 3-5% rocznie, szczególnie w sektorze komercyjnym i biurowym.

Potencjał wzrostu i perspektywy inwestycyjne

Prognozowanie potencjału wzrostu cen nieruchomości wymaga analizy wielowymiarowej, uwzględniającej historyczne trendy, przewidywane inwestycje infrastrukturalne i dynamikę gospodarcze regionu. Rzeszów wykazuje największy potencjał wzrostu wynoszący 10% w perspektywie pięcioletniej, co czyni go jednym z najatrakcyjniejszych celów inwestycyjnych dla inwestorów poszukujących szybkiego zwrotu z kapitału. Dynamiczny rozwój sektora technologicznego, rosnące zainteresowanie firm dla lokalizacji w mieście i ulgi podatkowe tworzą idealne warunki dla aprecjacji wartości nieruchomości.

Kraków i Bydgoszcz wykazują solidny potencjał wzrostu na poziomie 8% rocznie, wspierany przez dynamiczny sektor IT, obecność uniwersytetów i rosnące zainteresowanie inwestorów zagranicznych. Wrocław, choć oferuje podobny poziom wzrostu (7-8%), wyróżnia się stabilnością i długoterminowym potencjałem dzięki zdywersyfikowanej ekonomii bazującej na technologiach, logistyce i produkcji zaawansowanej. Warszawa, ze względu na już wysoki poziom zabudowy i nasycenie rynku, wykazuje nieco niższy potencjał wzrostu (6%), ale oferuje bezpieczeństwo inwestycji i stabilne zwroty. Miasta z potencjałem wzrostu powyżej 7% rocznie przyciągają znacznie większe zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych i zagranicznych, co obserwujemy w znacznym wzroście aktywności na rynkach nieruchomości w Krakowie, Wrocławiu i Rzeszowie.

Dynamika cen nieruchomości i marża inwestycyjna

Analiza danych z bazy Adresowo.pl ujawnia znaczące różnice w dynamice cenowej między poszczególnymi miastami. Warszawa, jako stolica i największe miasto Polski, utrzymuje ceny nieruchomości na poziomie 12000 złotych za metr kwadratowy, co stanowi prawie trzykrotność cen notowanych w miastach takich jak Lublin. Ta róża cenowa odzwierciedla różnice w popycie, dostępności talentów i potencjale wzrostu gospodarczego. Inwestorzy poszukujący szybkich zwrotów z kapitału częściej zwracają się ku miastom średniej wielkości o solidnym potencjale wzrostu, gdzie mogą zaobserwować wyraźny wzrost wartości nieruchomości w krótszych czasach.

Gdańsk, jako portowe miasto o strategicznym znaczeniu, utrzymuje ceny na poziomie 11200 złotych za metr kwadratowy. Trójmiasto (Gdańsk, Gdynia, Sopot) przyciąga zarówno inwestorów poszukujących stabilnych zwrotów, jak i tych zainteresowanych niskim potencjałem wzrostu wynoszącym 5% rocznie. Łódź, choć oferuje ceny porównywalne do średnich (5200 złotych za metr), prezentuje solidne perspektywy wzrostu na poziomie 6% dzięki transformacji od ośrodka przemysłowego do nowoczesnego centrum handlowo-usługowego. Różnica między ceną zakupu a prognozowaną ceną po pięciu latach stanowi kluczowy wskaźnik marży inwestycyjnej, który decyduje o opłacalności danego projektu inwestycyjnego.

Infrastruktura biznesowa i dostęp do nowoczesnych powierzchni

Dostęp do nowoczesnych powierzchni biurowych, magazynowych i handlowych stanowi krytycznym czynnikiem dla inwestorów biznesowych. Warszawa dysponuje największą i najrozmaitszą ofertą powierzchni biurowych w Polsce, z licznym towarzystwem innowacyjnych biurowców, centrów biznesu i space coworkingowych. To miasto przyciąga międzynarodowe korporacje, które wymagają wysokiej jakości powierzchni do prowadzenia operacji europejskich.

Wrocław, jako emerging hub technologiczny, dynamicznie rozbudowuje swój park biurowy, oferując nowoczesne powierzchnie dla firm IT i usług biznesowych. Kraków podobnie rozszerza swoją ofertę komercyjną, inwestując w moderne biurowce, które przyciągają międzynarodowe korporacje i startupy. Gdańsk, wspierany przez znaczące inwestycje portowe, rozwija infrastrukturę magazynowo-logistyczną o najwyższych standardach, co czyni go bardzo atrakcyjnym dla firm zajmujących się handlem i logistyką. Miasta z dobrze rozwiniętą infrastrukturą biznesową wykazują wyższe ceny za powierzchnie komercyjne (10-15% powyżej średniej) i bardziej dynamiczny wzrost wartości nieruchomości. Inwestorzy, którzy rozumieją znaczenie infrastruktury biznesowej, prognozują długoterminowe zyski z inwestycji w miasta rozwijające swoje parki biurowe i strefy handlowe.

Źródła:

https://gdnk.pl/artykuly/jakie-miasta-w-polsce-maja-najwiekszy-potencjal-inwestycyjny

https://ppg.ibngr.pl/publikacje/infrastruktura-transportu-a-rynek-pracy

KNF daje zielone światło VeloBankowi na przejęcie części detalicznej Citi Handlowego

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) jednogłośnie wyraziła zgodę na przejęcie części detalicznej Citi Handlowego przez VeloBank. Uzyskanie tej decyzji na tym etapie wskazuje na wysoką jakość przygotowania transakcji i pozwala stronom kontynuować działania w kierunku jej zamknięcia. Jest ono przewidziane na połowę 2026 roku.

Decyzja KNF, która jest jedną z wymaganych, potwierdza, że proces przebiega zgodnie z przyjętym planem realizacji jednej z najbardziej znaczących transakcji w polskim sektorze finansowym ostatnich lat. W jej ramach VeloBank zakupi bankowość detaliczną Citi Handlowego, w tym: zarządzanie majątkiem, usługi maklerskie, bankowość mikroprzedsiębiorstw, karty kredytowe, pożyczki, kredyty detaliczne oraz sieć oddziałów. To transfer kluczowych kompetencji i produktów, który znacząco rozszerzy skalę działania VeloBanku.

– Zgoda KNF jest dla nas potwierdzeniem, że przygotowana przez nas transakcja spełnia najwyższe standardy. Jesteśmy na półmetku procesu, dzięki któremu część detaliczna Citi Handlowego stanie się integralną częścią VeloBanku. Kolejne etapy to finalizacja zakupu oraz integracji operacyjnej z pełnym poszanowaniem ciągłości działania i komfortu klientów. Proces został zaplanowany tak, aby zagwarantować klientom Citi Handlowego maksymalnie płynne i bezpieczne przejście do naszego banku. To o tyle naturalne, że instytucje doskonale się uzupełniają: profesjonalne doradztwo i trzy dekady doświadczenia z zaawansowanymi technologiami wygodnego bankowania i silnym, amerykańskim kapitałem, dającym globalne zaplecze finansowe – podkreśla Adam Marciniak, Prezes Zarządu VeloBanku.

Transakcja wzmocni pozycję VeloBanku w segmencie bankowości detalicznej i klienta zamożnego, znacząco poszerzając skalę działania oraz potencjał rozwojowy banku – z korzyścią dla klientów, którzy będą mogli korzystać z połączonej sieci prawie 250 placówek w całej Polsce oraz zaawansowanych usług bankowości internetowej i mobilnej. Łączna wartość przejmowanych aktywów to około 6 mld zł kredytów, 22,1 mld zł depozytów oraz 8,9 mld zł aktywów pod zarządzaniem. Skala biznesu VeloBanku wzrośnie o około 30 mld zł.

Zgoda Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) jest ważnym etapem naszych przygotowań do migracji bankowości detalicznej. Działamy zgodnie z harmonogramem, aby w połowie 2026 roku, po osiągnięciu pełnej gotowości operacyjnej, przyłączyć bankowość detaliczną do VeloBanku. Intensywnie współpracujemy z zespołami VeloBanku, być zapewnić naszym klientom sprawne i komfortowe przejście do ich nowego banku. Decyzja KNF jest też krokiem na drodze Citi Handlowy do stania się bankiem skupionym na swojej strategicznej działalności, czyli świadczeniu usług bankowości instytucjonalnej – wskazuje Elżbieta Czetwertyńska, Prezes Zarządu Citi Handlowy.

Sejm uchwalił budżet na 2026 r. Dochody 647 mld zł, wydatki 919 mld zł. Deficyt sięgnie 271,7 mld zł (6,5% PKB)

Sejm uchwalił budżet na 2026 r. Rekordowe wydatki na obronę i zdrowie, wysoki deficyt i mocne podbicie dochodów z podatków.

Sejm przyjął w piątek ustawę budżetową na 2026 rok, zakładającą dochody w wysokości 647,2 mld zł i wydatki na poziomie 918,9 mld zł. Deficyt budżetowy ma wynieść 271,7 mld zł, czyli 6,5 proc. PKB. Za budżetem głosowało 233 posłów koalicji rządzącej, przeciw było 197 parlamentarzystów opozycji, nikt nie wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu.

Premier Donald Tusk skomentował głosowanie w mediach społecznościowych wpisem:

„Jest dobry budżet, jest stabilna koalicja, jest bezpieczeństwo!”

Rekordowe nakłady na zdrowie i obronność

Rok 2026 będzie kolejnym rokiem wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Łączne wydatki na zdrowie mają sięgnąć 247,8 mld zł, co odpowiada 6,81 proc. PKB z roku 2024. W tej puli przewidziano m.in.:

  • zwiększenie środków na program Leczenie niepłodności (in vitro) o 100 mln zł – do 600 mln zł,
  • trzykrotne zwiększenie finansowania telefonu zaufania – z 10 mln zł do 30 mln zł.

Równolegle budżet utrzymuje bardzo wysokie wydatki na obronę narodową, które przekroczą 200 mld zł, co ma odpowiadać 4,81 proc. PKB – jednym z najwyższych poziomów w NATO. Rząd argumentuje, że tak wysoki poziom wydatków obronnych jest konieczny w obecnym otoczeniu geopolitycznym.

Silny filar wydatków socjalnych

Znaczącą pozycję po stronie wydatkowej stanowią programy społeczne:

  • „Rodzina 800+” – ok. 61,7 mld zł,
  • wypłata 13. i 14. emerytury – ok. 31,8 mld zł,
  • program „Aktywny Rodzic”6 mld zł,
  • program „Dobry Start” – ok. 1,4 mld zł,
  • finansowanie składek na ubezpieczenia społeczne (m.in. dla osób na urlopach wychowawczych i macierzyńskich) – ok. 4,8 mld zł.

Waloryzacja świadczeń emerytalno-rentowych od 1 marca 2026 r. ma kosztować ok. 22 mld zł, a zasiłek pogrzebowy zostanie podniesiony do 7 000 zł (łączny koszt ok. 1,2 mld zł).

Mieszkalnictwo i gospodarka morska

W obszarze polityki mieszkaniowej zaplanowano 8,7 mld zł wydatków, z czego 6,7 mld zł ma pochodzić bezpośrednio z budżetu państwa. Środki te mają wspierać projekty zwiększające dostępność mieszkań, m.in. poprzez instrumenty wsparcia budownictwa i kredytowania.

Na gospodarkę morską przewidziano 2,4 mld zł, w tym 0,2 mld zł na wdrożenie wieloletniego programu „Budowa statków szkolno-badawczych dla uczelni morskich”, co ma wzmocnić zaplecze badawczo-szkoleniowe polskiej floty i szkolnictwa morskiego.

Strona dochodowa

Dochody budżetu państwa w 2026 r. zaplanowano na 647,2 mld zł, czyli o 43,8 mld zł więcej niż przewidywane wykonanie w 2025 r. Rząd zakłada, że poziom dochodów będzie wynikał z:

  • sytuacji makroekonomicznej,
  • zmian systemowych w podatkach,
  • działań na rzecz poprawy ściągalności oraz ograniczenia szarej strefy.

Dochody podatkowe mają wynieść 579,9 mld zł, o 43,6 mld zł więcej niż w 2025 r.

VAT

Prognozowane wpływy z VAT ujęto w kwocie 341,5 mld zł. Założenia obejmują m.in.:

  • nominalny wzrost spożycia prywatnego o 6,4%,
  • zmiany systemowe, w tym:
    • podwyższenie limitu zwolnienia podmiotowego z VAT z 200 tys. zł do 240 tys. zł,
    • wejście w życie KSeF (Krajowy System e-Faktur), obejmującego czynności podlegające VAT w Polsce.

CIT

Wpływy z CIT oszacowano na 80,4 mld zł. Prognoza uwzględnia m.in. podwyższenie stawki podatku dla sektora bankowego.

PIT

Dochody z PIT dla budżetu państwa mają wynieść 32 mld zł. Jednocześnie rosną dochody jednostek samorządu terytorialnego z udziałów w PIT – z 174,1 mld zł w 2025 r. do 193,8 mld zł w 2026 r. (wzrost o 11,4% r/r).

Na strukturę podatkową wpłynie też nowy instrument oszczędnościowo-inwestycyjny Osobiste Konta Inwestycyjne (OKI), który ma stanowić alternatywę dla obecnego sposobu opodatkowania dochodów z aktywów finansowych.

Akcyza

Prognoza dochodów z akcyzy wynosi 103,3 mld zł. Kluczowe znaczenie będą miały podwyżki stawek:

  • od 1 stycznia 2026 r.:
  • alkohol etylowy, piwo, wino, napoje fermentowane i wyroby pośrednie – +15%,
  • papierosy – +20%,
  • tytoń do palenia – +30%,
  • wyroby nowatorskie – +20%,
  • cygara i cygaretki – +20%,
  • płyn do e-papierosów – +50% (względem stawek z 2025 r.).

Na dochody akcyzowe w 2026 r. wpływ będą miały także zmiany wchodzące w życie od 1 sierpnia 2025 r., obejmujące opodatkowanie nowych kategorii wyrobów akcyzowych wpisanych do „mapy drogowej” do 2027 r.

Wydatki i dług publiczny: duży deficyt, dług pod kontrolą

Wydatki budżetu państwa w 2026 r. zaplanowano w kwocie 918,9 mld zł, czyli nieco poniżej łącznych wydatków zapisanych w ustawie budżetowej na 2025 r. (921,6 mld zł) – to ok. 2,7 mld zł mniej niż w 2025 r.

Przy przyjętych założeniach, w tym limicie deficytu, przewidywana relacja państwowego długu publicznego do PKB ma wynieść:

  • 48,9% w 2025 r.,
  • 53,8% w 2026 r.

Pozostanie więc poniżej krajowego progu ostrożnościowego 55% określonego w ustawie o finansach publicznych.

Natomiast relacja długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg definicji unijnej) ma sięgnąć:

  • 59,8% PKB na koniec 2025 r.,
  • 66,2% PKB na koniec 2026 r.

Rząd wskazuje, że wzrost zadłużenia jest w dużej mierze efektem:

  • finansowania potrzeb pożyczkowych związanych z częścią pożyczkową KPO (ok. 2,8% PKB w 2026 r.),
  • wysokich nakładów na obronność.

Glapiński znów bez cyklu, dolar odbija po danych z USA, Indie obniżają stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami konferencja prezesa NBP nie zawiodła fanów gatunku. Stopy wciąż spadają, ale nie jest to cykl obniżek i nadal nie wiadomo, co dalej. W USA dobre dane z rynku pracy wspierają dolara, a Indie obcinają stopy procentowe po tym, jak prawie wyzerowały inflację.

Konferencja prezesa NBP

Wczorajsze wystąpienie profesora Adama Glapińskiego nie zawiodło fanów gatunku. Przywrócenie inflacji do celu jest oczywiście wynikiem decyzji RPP i jej konsekwentnej polityce pieniężnej. Ponownie pojawiły się banały o czekaniu na napływające dane. Pomimo tego, że w ciągu ostatnich siedmiu posiedzeń decyzyjny średni spadek stóp procentowych wynosił 0,25%, prezes nie zgadza się by mówić o cyklu. Obecnie Rada podobno przechodzi w tryb „wait and see”. Rynki nie są jednak przekonane do tego konceptu, o czym świadczą kolejne spadki stawki WIBOR. Analitycy nie są zgodni, czego oczekiwać dalej. Z jednej strony nadal mamy realne stopy procentowe, czyli skorygowane o inflację, wynoszące 1,6%. Z drugiej strony – zapowiedzi czekania. Warto jednak zwrócić, że to oczekiwanie mamy kolejny już miesiąc.

Dane z USA

Jeszcze wczoraj pisaliśmy o bardzo słabych danych z amerykańskiego rynku pracy. Raport na temat miejsc pracy był bowiem, delikatnie mówiąc, niezadowalający. Wczoraj natomiast poznaliśmy liczbę nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Po poprzednich odczytach wielu analityków spodziewało się negatywnego odbicia. Otrzymaliśmy jednak najniższy poziom od września 2022 roku. Później tego dnia publikowano jeszcze informacje na temat zamówień w przemyśle. Te jednak okazały się dokładnie zgodne z oczekiwaniami, w związku z czym nie przykryły optymizmu inwestorów wywołanego danymi z rynku pracy. W rezultacie dolar wczoraj odrobił część strat względem euro. Nadal jednak amerykańska waluta jest w trendzie spadkowym w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ruch ten nie był dość silny, by wybić ją z tego trendu.

Indie tną stopy procentowe

Na konferencji prezesa NBP sporym fragmentem była informacja, że prezycyjna polityka monetarna jest powodem sukcesów w walce z inflacją. Wielu analityków zarzuca jednak RPP, że zbyt długo utrzymywała wysokie stopy procentowe, co owszem działało antyinflacyjnie, ale również antywzrostowo, gdyż dociskało gospodarkę drogim kredytem. W RPP jest nawet ekonomistka, która jeszcze niedawno chciała stopy procentowe podnosić – wiele osób określało jej pogląd jako ekstremalny. Jak się łatwo domyślić, wcale aż taki nie był. Są bowiem jeszcze Indie. Dzisiaj rano obniżono tam główną stopę procentową z 5,25% na 5,5%. Ile zatem wynosi inflacja? W październiku spadła z 1,44% na 0,25%. Mamy zatem realne stopy procentowe na niemal niespotykanym poziomie 5%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,

14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy.

Naukowcy ostrzegają: chatboty mogą realnie zmieniać wyniki wyborów

Krótkie interakcje z chatbotami opartymi na sztucznej inteligencji mogą istotnie wpływać na postawy polityczne — wynika z dwóch badań opublikowanych w „Nature” i „Science”. Autorzy wskazują, że w określonych warunkach rozmowa z botem potrafi przesunąć preferencje wyborców nawet o 25 punktów procentowych.

Badania przeprowadzili profesorowie David Rand i Gordon Pennycook z Uniwersytetu Cornella. Naukowcy odkryli, że chatboty potrafią przekonywać skuteczniej niż tradycyjne reklamy wyborcze, ponieważ generują spersonalizowane, oparte na faktach argumenty w czasie rzeczywistym. Jednocześnie te najbardziej perswazyjne modele częściej tworzyły nieścisłe informacje, co budzi obawy o ich wpływ na procesy demokratyczne.

W badaniu opisanym w „Nature” przeanalizowano zachowania ponad 2300 Amerykanów, 1530 Kanadyjczyków oraz 2118 Polaków. Uczestnicy rozmawiający z botami sprzyjającymi Kamali Harris przesunęli się o 3,9 punktu w jej stronę w skali 100-punktowej. Co ciekawe, chatboty popierające Donalda Trumpa potrafiły przesunąć wyborców Harris o 1,51 punktu w kierunku Trumpa.

W Kanadzie i Polsce efekt był jeszcze silniejszy, sięgając około 10 punktów procentowych. Oznacza to, że w realnych warunkach kampanijnych AI mogłaby wpływać na wyniki wyborów. Autorzy podkreślają, że nawet krótkie rozmowy mogą mieć wymierny efekt.

Drugie badanie, opublikowane w „Science”, objęło niemal 77 tys. osób w Wielkiej Brytanii. Uczestnicy rozmawiali z 19 różnymi modelami AI na temat ponad 700 zagadnień politycznych. Najbardziej zoptymalizowany model potrafił przesunąć wyborców opozycji aż o 25 punktów procentowych.

Profesor Rand przyznał, że skala wpływu była dla niego zaskakująco duża. Dodał, że tak silny efekt w kontekście polityki prezydenckiej budzi szczególne pytania o przyszłość kampanii. Wskazał też, że wpływ AI może rosnąć wraz z jej dalszym doskonaleniem.

Badania pokazały również, że siła perswazyjna AI zależy przede wszystkim od liczby prezentowanych faktów. Chatboty instruowane, by „zagęścić” treść argumentów informacjami, zwiększały skuteczność o 27%. Modele trenowane specjalnymi metodami osiągały wzrost nawet o 51%.

Gdy badacze ograniczyli modelom dostęp do danych faktograficznych, ich siła przekonywania gwałtownie malała. Oznacza to, że kluczową rolę odgrywa nie manipulacja psychologiczna, lecz intensywność i precyzja argumentacji. Wyniki te podkreślają, że regulacje dotyczące użycia AI w polityce stają się pilną kwestią.

Kolejna globalna awaria Cloudflare. Tysiące serwisów niedostępnych — to drugi taki incydent w trzy tygodnie

W piątek 5 grudnia 2025 r., tuż po 9:30 czasu polskiego, doszło do poważnej awarii usług Cloudflare, która unieruchomiła tysiące stron internetowych i aplikacji na całym świecie. Użytkownicy wielu popularnych serwisów trafiali na komunikat „500 Internal Server Error”. To już drugi globalny incydent z udziałem Cloudflare w ciągu niespełna trzech tygodni.

Awaria błyskawicznie odbiła się na funkcjonowaniu popularnych platform, w tym LinkedIn, Zooma, Canvy, Vinted i InPostu. W Polsce problemy zgłaszali także użytkownicy mBanku i Revoluta. Na stronach monitorujących awarie, takich jak Downdetector, liczba zgłoszeń zaczęła rosnąć lawinowo już po kilkudziesięciu sekundach od wystąpienia pierwszych błędów.

Cloudflare potwierdził incydent na swojej stronie statusu, informując o „zakłóceniach w działaniu panelu administracyjnego i części interfejsów API”. Firma niezwłocznie rozpoczęła prace naprawcze.

Cloudflare: to nie był cyberatak

W odpowiedzi na liczne spekulacje w mediach społecznościowych szef działu technologicznego Cloudflare, Dane Knecht, wyjaśnił, że awaria nie była efektem cyberataku. Jak poinformował, źródłem problemu okazało się celowe tymczasowe wyłączenie wybranych funkcji logowania — działanie mające zminimalizować ryzyko po wykryciu poważnej luki bezpieczeństwa w bibliotece React (CVE), zgłoszonej wcześniej w tygodniu.

„Wprowadziliśmy środki ostrożności, które doprowadziły do niezamierzonego przeciążenia części naszych systemów” — przekazał Knecht w komunikacie na platformie X.

Drugi globalny incydent w niespełna trzy tygodnie

Piątkowa awaria jest kolejnym globalnym zakłóceniem działania usług Cloudflare w krótkim czasie. Eksperci zwracają uwagę, że sytuacja ponownie obnaża skalę zależności internetu od kilku dużych dostawców infrastruktury — w tym Cloudflare, które obsługuje nawet 1/5 wszystkich stron internetowych na świecie.

Rosną opłaty za winiety w Czechach

Przewoźnicy drogowi zwracają uwagę, że wzrost opłat za korzystanie z autostrad dla samochodów o masie do 3,5 tony będzie znacząco wpływać na wycenę tras dostawczych między Polską, a Czechami. Opłaty zmieniają się regularnie w wielu krajach europejskich. W opinii Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych wpływa to na wyceny tras międzynarodowych w obrębie Europy.

Od 1 stycznia 2026 roku w Czechach wzrosną opłaty za korzystanie z autostrad dla samochodów osobowych o masie do 3,5 tony – poinformowało Ministerstwo Transportu w Pradze. Wzrosty nie są duże, ale przy regularnych kursach handlowych między Polską, a Czechami lub przez Czechy, mogą być dla przewoźników drogowych czynnikiem zmuszającym do zmiany wyceny usług.

– Pamiętamy, że zachodniopomorscy przewoźnicy to w dużej mierze kierowcy wykonujący trasy międzynarodowe. Podnoszenie opłat za korzystanie z autostrad w każdym kraju europejskim wiąże się z tym, że konieczna jest nowa wycena tras czy wycena frachtów. Trasa czeska jest jedną z najpopularniejszych. Podniesienie opłat jest więc bolesne.

– Spodziewamy się, że w 2026 roku zmian opłat za korzystanie z autostrad będzie więcej. Słyszy się o takich planach w Niemczech, we Francji, ale także w Polsce taka waloryzacja staje się przedmiotem dyskusji i to też będzie odczuwalne dla przewoźników drogowych naszych krajowych – dodaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

We Francji od 1 lutego 2026 r. opłaty za przejazd autostradami wzrosną o około 0,86%. Jest to najniższy wzrost cen od 2021 roku. Nowy system poboru opłat będzie funkcjonować w Chorwacji, a nowy system naliczania opłat szykuje także Holandia, która dla polskich przewoźników drogowych również jest jednym z częstszych krajów tranzytowych.

– Holandia pokazuje w jaką stronę zmierzają tendencje europejskie, czyli niższe opłaty dla samochodów elektrycznych, hybrydowych, a wyższe dla pojazdów starszych, co również bywa kłopotliwe dla firm przewozowych, które mają nieco starszą flotę aut. Posługując się holenderskim przykładem stawki zależą od klasy emisji CO2 i masy pojazdu. Najwyższe dla pojazdów o najniższej normie (np. Euro 0), najniższe dla pojazdów bez emisyjnych.

– Spodziewamy się, że wzrosty, które będą mieć miejsce w roku 2026 spowodują aktualizację cen u przewoźników drogowych. W tym momencie trudno jednak mówić o skali działania. Zawsze w transporcie pierwsze dwa miesiące nowego roku są testem popytu, podaży i aktualizacją łańcuchów dostaw – dodaje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

W rok 2026 przewoźnicy drogowi wchodzą ze sporym niepokojem związanym z prezydenckim wetem odnośnie zezwoleń EKMT. Transport nie narzeka na brak zleceń, co oznacza poprawę sytuacji względem, choćby trudnego roku 2024, ale jednocześnie kursy obsługiwane są mniejszymi autami, a wolumen transportowy i odległość tras uległa zmniejszeniu.

Indie szukają równowagi między strategicznym partnerstwem z Rosją a oczekiwaniami USA

Podczas spotkania w New Delhi prezydent Rosji Władimir Putin i premier Indii Narendra Modi skupili się na wzmocnieniu współpracy dwustronnej oraz na sposobach odpowiedzi na narastającą presję USA związaną z importem rosyjskiej ropy przez Indie.

Podczas rozmów w Hyderabad House Modi podkreślił stanowisko Indii w sprawie wojny Rosji przeciwko Ukrainie, mówiąc: „Indie nie są neutralne — Indie są po stronie pokoju”. Wyraził też nadzieję, że ostatnie działania społeczności międzynarodowej pomogą „przywrócić pokój na świecie”. Putin w odpowiedzi podziękował Modiemu za jego „wysiłki na rzecz poszukiwania rozwiązania obecnej sytuacji”.

Spotkanie odbywa się w momencie, gdy wymiana handlowa między oboma państwami zbliża się do 70 mld dolarów rocznie — choć relacja ta jest wyraźnie asymetryczna. W roku budżetowym 2024–25 Indie sprowadziły z Rosji towary o wartości ok. 65 mld dolarów, głównie dzięki zakupom przecenionej ropy, natomiast ich eksport do Rosji wyniósł jedynie 4,88 mld dolarów.

Oba kraje deklarują ambicję osiągnięcia 100 mld dolarów obrotów handlowych do 2030 r. Plany obejmują współpracę w sektorze farmaceutycznym, rolnictwie, elektronice oraz mobilności pracowników. Minister handlu Piyush Goyal przypomniał podczas Indo-Russian Business Forum, że Rosja od dawna pozostaje „India’s Sukh Dukh Ka Saathi” — partnerem zarówno w dobrych, jak i w trudnych chwilach.

Putin w Indiach uderza w USA: „Jeśli wy możecie kupować nasze paliwo, dlaczego Indie nie?”

Prezydent Rosji Władimir Putin, przebywający z dwudniową wizytą w Indiach, ostro skrytykował politykę Stanów Zjednoczonych, oskarżając Waszyngton o „hipokryzję” w podejściu do handlu surowcami energetycznymi. W rozmowie z India Today, udzielonej tuż przed przylotem do New Delhi 4 grudnia, rosyjski przywódca zakwestionował zasadność amerykańskich żądań wobec Indii dotyczących ograniczenia importu rosyjskiej ropy.

Putin podkreślił, że Stany Zjednoczone same pozostają jednym z największych odbiorców rosyjskiego paliwa jądrowego. Według niego około jedna czwarta zapotrzebowania amerykańskich elektrowni jądrowych na wzbogacony uran pochodzi z Rosji. – Jeśli Stany Zjednoczone mają prawo kupować nasze paliwo, dlaczego Indie nie miałyby mieć tego samego przywileju? – stwierdził Putin, zapowiadając, że temat ten zostanie poruszony w jego rozmowie z prezydentem Donaldem Trumpem.

Napięte relacje handlowe i energetyczne

Komentarz rosyjskiego lidera pojawia się w momencie gwałtownego zaostrzenia presji USA na Indie. Administracja Trumpa od miesięcy stara się ograniczyć indyjskie zakupy rosyjskiej ropy, argumentując, że wpływy z tego handlu wspierają działania militarne Moskwy na Ukrainie.

Współpraca obronna na pierwszym planie

Kluczowym tematem rozmów były kwestie bezpieczeństwa. Indie liczą na przyspieszenie dostaw dwóch dodatkowych zestawów systemów przeciwlotniczych S-400. Rosja zaproponowała także sprzedaż myśliwców Su-57 wraz z transferem technologii, choć nie oczekuje się natychmiastowego finalizowania umów.

Dyskusje odbywają się na tle nowej fali amerykańskich sankcji. W sierpniu prezydent Donald Trump wprowadził 50-procentowe cła na towary z Indii, argumentując, że zakupy przez New Delhi taniej rosyjskiej ropy pośrednio wspierają finansowanie rosyjskich działań wojennych.

Kolejny etap nacisku nastąpił w październiku, kiedy Departament Skarbu USA objął sankcjami Rosnieft i Łukoil – dwóch gigantów kontrolujących łącznie około 60 proc. rosyjskiego eksportu ropy do Indii. Restrykcje weszły w życie 21 listopada i natychmiast odbiły się na przepływach handlowych: grudniowy wolumen importu ropy z Rosji do Indii spadł do najniższego poziomu od trzech lat.

Mimo nacisków ze strony USA Putin podczas wizyty zapewniał, że Rosja jest gotowa dalej wspierać Indie stabilnymi dostawami surowców. Podczas rozmów z premierem Narendrą Modim obaj liderzy podkreślili wolę zacieśniania współpracy energetycznej, w tym rozwijania nowych projektów w sektorze paliw i logistyki.

Rzadkie gesty dyplomatyczne i pakiet umów

Modi osobiście przywitał Putina na lotnisku w czwartek wieczorem — co jest odstępstwem od standardowego protokołu — a następnie zaprosił go na prywatną kolację do swojej rezydencji. W rosyjskiej delegacji znaleźli się m.in. minister obrony Andriej Biełousow oraz przedstawiciele biznesu.

Po piątkowym szczycie spodziewano się podpisania szeregu porozumień, m.in. w sprawie ułatwień dotyczących mobilności pracowników oraz rozszerzenia współpracy w cywilnym sektorze jądrowym.

Polski rynek handlowy 2025: wysoka aktywność inwestorów, dominacja parków handlowych, rosnące czynsze

Polski sektor handlowy wciąż rośnie w siłę i przyciąga uwagę inwestorów. Jak wynika z raportu „Review. Rynek handlowy” BNP Paribas Real Estate Poland, trzeci kwartał 2025 roku przyniósł dalszą stabilizację podaży, wysoki wolumen nowych projektów i utrzymujący się popyt na parki handlowe.

Parki handlowe ciągle na topie

W trzecim kwartale bieżącego roku podaż nowej powierzchni handlowej w Polsce utrzymała stabilny poziom. Oddano do użytku 94 tys. m kw., co odpowiada wynikom z poprzednich miesięcy. Nowe projekty koncentrowały się głównie w segmencie parków handlowych, które rozwijają się dynamicznie zarówno w dużych aglomeracjach, jak i w mniejszych miastach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców. To właśnie takie lokalizacje oferują obecnie największy potencjał zakupowy.

Nowe otwarcia w III kwartale 2025 roku potwierdzają trend ekspansji nowoczesnych parków handlowych w miastach średniej wielkości. Wśród największych inwestycji ukończonych w tym okresie należą m.in. S1 Włocławek (17 tys. m kw.), Przystanek Karkonosze w Karpaczu (15 tys. m kw.) oraz M Park Ciechanów (10 tys. m kw.).

Wysoki wskaźnik nowej podaży

W ujęciu czterech ostatnich kwartałów całkowita nowa podaż sięgnęła 440 tys. m kw., a skala rozbudów i modernizacji wskazuje, że rynek pozostaje w fazie zrównoważonego wzrostu. Całkowita nowa powierzchnia handlowa w budowie, której oddanie planowane jest w latach 2025-2026 wyniesie 421 tys. m kw., co stanowi wzrost aż o 53% w porównaniu do poprzedniego roku. Dominującym formatem nowo powstających obiektów handlowych są parki handlowe.

–  Na koniec września wolumen projektów w realizacji pozostawał wysoki i nadal rósł – w budowie znajdowało się blisko 550 tys. m kw. powierzchni, obejmującej zarówno nowe inwestycje, jak i rozbudowy istniejących obiektów. Ponad 80% tej powierzchni stanowiły parki handlowe, co potwierdza ich rosnący potencjał zakupowy i znaczenie w rozwoju nowoczesnych formatów handlowych – mówi Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wśród największych inwestycji planowanych na 2026 rok znajdują się: Brama Bieszczad w Sanoku (23 tys. m kw.), Galeria Podhalańska w Nowym Targu (21 tys. m kw.) oraz OTO Park Siemianowice Śląskie (18 tys. m kw.).

Najemcy utrzymują zainteresowanie

Biorąc pod uwagę wskaźniki podaży, sytuacja wynajmu w obiektach handlowych pozostaje stabilna. Średni poziom wynajęcia obiektów handlowych w ośmiu największych aglomeracjach w Polsce w I połowie 2025 roku przekracza 97%, co oznacza jego niewielki spadek w porównaniu do ubiegłego roku. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Szczecinie (1,8%), a najwyższy we Wrocławiu (4,1%).

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują również rosnącą rolę sieci dyskontowych, które dominują wśród nowych najemców. Wciąż ekspansję kontynuują marki: Pepco, Action, TEDi, Dealz i KiK, ale pojawiają się również nowi gracze, tacy jak Mr. DIY czy Woolworth.

W trzecim kwartale na polskim rynku zadebiutowało siedem nowych marek, z czego aż trzy (MiniSo, DRM-LND i ZAG Bijoux) otworzyły swoje salony w warszawskich Złotych Tarasach. Stolica wzbogaciła również swoją ofertę modową o nowe lokalizacje marek: Carhartt WIP przy Placu Zbawiciela, Ocean przy ul. Marszałkowskiej oraz Almarah Perfumes w Galerii Młociny. Natomiast w poznańskiej Galerii Posnania otwarto sklep pod szyldem One by One.

Czynsze poszły w górę

Jak wskazuje raport, zaobserwowano w skali roku wzrost czynszów w najlepszych lokalizacjach handlowych we wszystkich formatach – w centrach i parkach handlowych oraz przy głównych ulicach.

 Wzrosty przekroczyły wartości corocznej indeksacji o wskaźnik inflacji, co wskazuje na silne zainteresowanie najemców lokalami typu „prime” oraz ograniczoną dostępność najbardziej atrakcyjnych powierzchni – ocenia Renata Weikert, Starsza Konsultantka Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Handel stacjonarny nadal rośnie

Jak wskazują analitycy BNP Paribas Real Estate Poland po bardzo mocnym drugim kwartale, trzeci kwartał przyniósł kontynuację wzrostu sprzedaży detalicznej. W lipcu wzrosła ona o 4,8% r/r, a w sierpniu o 3,1% r/r w cenach stałych. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej ustabilizował się na poziomie 8,1%.

W sierpniu 2025 roku obroty w centrach handlowych wzrosły o 3,2% w porównaniu z rokiem ubiegłym, mimo że wskaźnik odwiedzalności spadł nieznacznie o 1,4%. To kolejny miesiąc z rzędu, w którym branża notuje dodatnie wyniki i dowód na to, że konsumenci konsekwentnie powracają do zakupów stacjonarnych.

Zamówienia w niemieckim przemyśle lepsze od prognoz

Zamówienia w niemieckim przemyśle wzrosły w październiku o 1,5%, wyraźnie przekraczając oczekiwania ekonomistów i dając pierwsze oznaki możliwego ustabilizowania się sytuacji w największej gospodarce Europy. Federalny Urząd Statystyczny Destatis poinformował 5 grudnia, że wynik był trzykrotnie lepszy od prognozy analityków ankietowanych przez The Wall Street Journal, którzy spodziewali się jedynie 0,5% wzrostu.

Najsilniejszy impuls dla zamówień pochodził z kategorii „inne środki transportu”, w której odnotowano imponujący, 87-procentowy skok. Segment ten obejmuje m.in. samoloty, okręty, tabor kolejowy oraz wyposażenie wojskowe. Tak duży wzrost świadczy o rosnącej wartości zamówień obronnych składanych przez rząd Niemiec, w tym dwóch kluczowych kontraktów:

  • umowy na zakup 60 śmigłowców Boeing CH-47F Chinook o wartości blisko 900 mln dolarów,
  • oraz pakietu zamówień na pojazdy rozpoznawcze o wartości ok. 3,5 mld euro.

Destatis dokonał również rewizji danych za wrzesień, podnosząc wcześniejszy odczyt z 1,1% do 2,0%. Korekta ta dodatkowo wzmacnia obraz stopniowego odbudowywania się popytu w niemieckim sektorze przemysłowym — mimo wciąż trudnych warunków gospodarczych.

Rynek spersonalizowanego żywienia opartego na AI gwałtownie rośnie. Do 2032 r. ma osiągnąć ponad 17 mld USD

Globalny rynek usług związanych ze spersonalizowanym zdrowiem i żywieniem wspieranym przez sztuczną inteligencję ma przed sobą lata bardzo szybkiego rozwoju — wynika z najnowszego raportu Credence Research. Według prognoz wartość tego segmentu wzrośnie z 4,57 mld dolarów w 2024 r. do 17,87 mld dolarów w 2032 r., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie 17,32%.

Do rozwoju branży przyczynia się coraz szersze stosowanie inteligentnych opasek i zegarków, systemów ciągłego monitorowania glukozy oraz badań mikrobiomu. Narzędzia te stają się codziennym wsparciem dla osób, które chcą lepiej kontrolować swoje zdrowie i sposób odżywiania.

Sektor coraz wyraźniej odchodzi od ogólnych zaleceń żywieniowych na rzecz porad dopasowanych do indywidualnych potrzeb. Umożliwia to analiza danych biometrycznych, wyników badań oraz informacji o stylu życia użytkowników.

Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji firmy analizują dane zbierane m.in. przez inteligentne zegarki, systemy CGM takie jak Abbott FreeStyle Libre czy testy mikrobiomu jelitowego. Na tej podstawie przygotowują spersonalizowane plany żywieniowe, rekomendacje suplementów oraz wskazówki dotyczące stylu życia.

Migranci ratują dodatnie saldo rejestracji JDG. Coraz więcej jednoosobowych firm zakładają cudzoziemcy

W pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku do rejestru CEIDG wpłynęło 220,1 tys. wniosków dotyczących założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,6% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Choć liczba wniosków o otwarcie JDG rdr. minimalnie spadła, to wciąż pozostaje większa niż liczba wniosków o zamknięcie. W okresie I-III kw. 2024 r. było ich odpowiednio 221,4 tys. i 141,9 tys. Natomiast w I-III kw. 2025 r. odnotowano 220,1 tys. i 143,1 tys. W analizowanym czasie do ww. rejestru wpłynęło 149,3 tys. wniosków o wznowienie ww. działalności, tj. o 34 mniej niż w I-III kw. zeszłego roku. W pierwszych trzech kwartałach br. w żadnym z województw nie wzrosła rdr. liczba wniosków o założenie JDG. Natomiast taki wzrost jest widoczny w przypadku zgłoszeń bez wskazania województwa prowadzenia działalności.

W pierwszych trzech kwartałach br. do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło 220,1 tys. wniosków dot. założenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,6% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było 221,4 tys. Radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol zwraca uwagę na to, że trudno mówić o zmianie trendu. To różnica rzędu 1,3 tys. wniosków w skali całego kraju. Jego zdaniem, omawiany spadek nie jest sygnałem osłabienia przedsiębiorczości, lecz raczej wskazuje na moment równowagi po kilku latach bardzo zmiennych nastrojów gospodarczych.

– Takie minimalne wahania to efekt przesunięć sezonowych, zmian w rytmie składania wniosków czy delikatnych różnic koniunkturalnych. Zainteresowanie prowadzeniem własnej firmy w Polsce pozostaje stabilne i wysokie. Mikroprzedsiębiorcy przyjęli realistyczną postawę, tj. mniej entuzjazmu i więcej kalkulacji. Po okresie niepewności regulacyjnej i wysokiej inflacji nastąpiło pewne uspokojenie. Warunki do prowadzenia działalności nie są może idealne, ale są przewidywalne, a to w biznesie jest najważniejsze – podkreśla mec. Adrian Parol.

Z kolei dr Sebastian Zupok z uczelni WSB-NLU zauważa, że o zakładaniu działalności gospodarczej w Polsce decydują dziś przede wszystkim czynniki kosztowe i regulacyjne (wysokość składek, podatki, niepewność interpretacyjna przepisów), popyt na usługi samozatrudnionych w kluczowych sektorach, a także motywy elastyczności zawodowej – chęć pracy na własnych zasadach i większej kontroli nad dochodami. W porównaniu z rokiem 2024 rośnie znaczenie postawy ostrożnego optymizmu. Potencjalni przedsiębiorcy częściej analizują trwałość popytu i stabilność kontraktów przed podjęciem decyzji o rejestracji JDG.

– Warto przy tym podkreślić rosnący udział obcokrajowców w strukturze nowych rejestracji. Cudzoziemcy, głównie z Ukrainy, Białorusi, Gruzji oraz krajów Azji, coraz częściej zakładają jednoosobowe firmy w Polsce – zwłaszcza w branżach usługowych, remontowych i transportowych. Ich aktywność ma wymierne znaczenie makroekonomiczne, ponieważ kompensuje spadek dynamiki przedsiębiorczości krajowej i przyczynia się do utrzymania dodatniego salda rejestracji. Można więc uznać, że stabilność wskaźników CEIDG w 2025 roku jest po części efektem przedsiębiorczości migracyjnej – dodaje dr Zupok.

Choć liczba wniosków o otwarcie JDG rdr. minimalnie spadła, to wciąż pozostaje większa niż liczba wniosków o zamknięcie. Ekspert z uczelni WSB-NLU zauważa, że relacja między otwarciami a zamknięciami JDG pozostaje korzystna. Na każde zamknięcie przypada około 1,5 nowej rejestracji. Takie proporcje świadczą o utrzymaniu dodatniego bilansu przedsiębiorczości, czyli zdolności gospodarki do odtwarzania i regenerowania sektora mikrofirm mimo rosnących kosztów i presji inflacyjnej. W praktyce oznacza to, że jednoosobowe działalności nadal pełnią w Polsce funkcję „amortyzatora rynku pracy”, ułatwiając wejście w samozatrudnienie w sytuacji ograniczonej podaży etatów.

– Saldo otwarć i zamknięć JDG pozostaje dodatnie. W pierwszych trzech kwartałach tego roku powstało o około 77 tys. więcej firm, niż się zamknęło. Rok wcześniej ten bilans był zbliżony, ale w latach wcześniejszych różnie to wyglądało. To oznacza, że mimo niełatwego otoczenia gospodarczego mikroprzedsiębiorczość w Polsce nadal rośnie. Warto pamiętać, że sektor jednoosobowych firm jest niezwykle dynamiczny i rotacja jest wpisana w naturę rynku. Wiele działalności ma charakter projektowy, sezonowy, a także eksperymentalny – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Z danych CEIDG wynika, że w pierwszych trzech kwartałach br. do rejestru wpłynęło 149,3 tys. wniosków o wznowienie jednoosobowej działalności gospodarczej. To niemal tyle samo, co w analogicznym okresie ubiegłego roku. Dr Sebastian Zupok zauważa, że tak znikoma różnica (zaledwie 34 przypadki mniej rdr.) potwierdza, że warunki prowadzenia biznesu w analizowanych okresach były bardzo zbliżone, a rynek znajduje się w stanie równowagi. W jego ocenie, nie jest to zjawisko zaskakujące, bo po burzliwych latach pandemii i reform podatkowych obserwujemy wyraźne uspokojenie nastrojów przedsiębiorców.

– To klasyczny przykład stabilizacji rynku. Liczba wznowień działalności jest niemal identyczna, co oznacza, że przedsiębiorcy działają dość przewidywalnie, a gospodarka utrzymuje zbliżony rytm koniunkturalny. Wznowienie działalności to często decyzja taktyczna. Ktoś zawiesza firmę w okresie mniejszego popytu, a potem wraca, gdy sytuacja się poprawia. W mojej praktyce często widzę, że to nie efekt kryzysu, tylko racjonalnego zarządzania ryzykiem – dodaje mec. Adrian Parol.

Wnioski o wznowienie stanowią ok. 68 procent liczby wszystkich nowych rejestracji. W ocenie mec. Parola, to bardzo wysoki wskaźnik, który pokazuje, że ogromna część aktywności gospodarczej nie jest generowana przez zupełnie nowych przedsiębiorców, lecz przez osoby, które już wcześniej prowadziły działalność i teraz decydują się wrócić na rynek.

– Z mojego punktu widzenia to pozytywne zjawisko. Wznowienia oznaczają, że przedsiębiorcy nie zamykają się na dobre, nie porzucają swoich pomysłów, ale traktują zawieszenie działalności jako narzędzie zarządzania ryzykiem. Wstrzymują aktywność, gdy koniunktura jest słabsza i wracają, gdy rynek się poprawia lub pojawia się nowe zapotrzebowanie na ich usługi. To znak dojrzałości, który pokazuje, że polscy mikroprzedsiębiorcy nauczyli się elastyczności i racjonalnego reagowania na zmiany otoczenia gospodarczego – mówi mec. Parol.

W analizowanym okresie w żadnym z województw nie zwiększyła się rdr. liczba wniosków o założenie JDG. Natomiast taki wzrost jest widoczny w przypadku wniosków z pustym polem (tj. bez wskazania województwa prowadzenia działalności). W III kwartale zeszłego roku było ich 100 tys. Teraz to liczba 95,2 tys. Radca prawny Adrian Parol uważa, że zjawisko to pokazuje, jak zmienia się natura prowadzenia biznesu w Polsce. Wzrost liczby wniosków z pustym polem województwa nie wynika z lenistwa czy chęci unikania formalności, lecz z faktu, że coraz więcej firm nie jest już przypisanych do jednego miejsca.

– Wielu przedsiębiorców prowadzi działalność w pełni zdalnie, są np. programistami czy marketingowcami. Nie widzą powodu, by wskazywać województwo, skoro ich praca ma zasięg ogólnopolski, a często nawet międzynarodowy. W dobie cyfryzacji i mobilności lokalizacja przestaje być aż tak bardzo istotna. Z punktu widzenia gospodarki to bardzo pozytywny sygnał, który de facto oznacza, że polska mikroprzedsiębiorczość staje się coraz bardziej nowoczesna i elastyczna. Granice administracyjne mają dziś mniejsze znaczenie niż branża, specjalizacja czy kanały sprzedaży – wyjaśnia mec. Adrian Parol.

Do tego dr Sebastian Zupok z uczelni WSB-NLU uważa, że dane z CEIDG za pierwsze trzy kwartały 2025 roku obrazują dojrzałość i stabilność polskiej mikroprzedsiębiorczości. Liczba nowych rejestracji, zamknięć i wznowień wskazuje na zrównoważony ekosystem gospodarczy, w którym aktywność krajowych i zagranicznych przedsiębiorców wzajemnie się uzupełnia. W jego ocenie, kluczowym wyzwaniem na kolejne kwartały pozostaje ograniczenie barier administracyjno-fiskalnych oraz wsparcie dla innowacyjnych, skalowalnych JDG, które mogą przejść z fazy samozatrudnienia do roli realnych mikroprzedsiębiorstw tworzących wartość dodaną dla naszej gospodarki.

Rząd chce podnieść „podatek od szczęścia”. Eksperci ostrzegają: wzrośnie szara strefa, ucierpi budżet i polski sport

Rządowy projekt podwyższenia podatku od wygranych w grach losowych i zakładach wzajemnych z 10 do 15 proc. ma – według Ministerstwa Finansów – zwiększyć wpływy do budżetu państwa. Eksperci Warsaw Enterprise Institute alarmują jednak, że efekt będzie odwrotny: legalny rynek osłabnie, szara strefa się umocni, a państwo oraz polski sport stracą znaczące środki.

Projekt ustawy czeka obecnie na decyzję prezydenta – podpis lub weto.

Szara strefa hazardu już teraz gigantyczna

Z danych H2 Gambling Capital, cytowanych przez samo Ministerstwo Finansów, wynika, że nielegalny hazard online w Polsce osiąga wartość ponad 65 mld zł rocznie. Od wejścia w życie ustawy hazardowej w 2017 r. do nielicencjonowanych operatorów trafiło już ponad 323 mld zł, a państwo utraciło co najmniej 8 mld zł z tytułu podatku od gier.

WEI ostrzega, że podwyżka podatku tylko przyspieszy ten odpływ.

„Legalni przegrają, nielegalni zyskają”

Według Piotra Palutkiewicza, wiceprezesa WEI, zmiana uderzy wyłącznie w graczy i firmy działające zgodnie z prawem.

Gracz, który zobaczy, że od każdej wygranej powyżej 2280 zł potrąca mu się 15 proc., a w nielegalnych serwisach otrzyma pełną kwotę, po prostu przeniesie się do szarej strefy. Państwo podnosi daninę tam, gdzie ma najłatwiejszy dostęp, nieświadomie promując nielegalnych operatorów – ocenia Palutkiewicz.

Państwowy rejestr zablokowanych domen hazardowych obejmuje już ponad 50 tys. adresów, podczas gdy legalnych operatorów online jest zaledwie około 20, a licencjonowane kasyno internetowe – jedno. Podwyżka podatku może pogłębić tę dysproporcję.

Hazard w szarej strefie to nie tylko utracone podatki

Eksperci zwracają uwagę, że nielegalne platformy działają często poprzez raje podatkowe, a kapitał części z nich ma powiązania z Rosją. Brak nadzoru sprzyja praniu pieniędzy i finansowaniu podmiotów o niejasnej strukturze właścicielskiej.

Każdy wzrost obciążeń legalnych operatorów wzmacnia szarą strefę. A ta jest narzędziem do transferu środków do podmiotów powiązanych m.in. z Rosją, prania pieniędzy i destabilizacji budżetów państw UE – mówi Andrzej Strojny, analityk WEI.
Podniesienie podatku od wygranych nie poprawi bezpieczeństwa – wręcz przeciwnie, zwiększy skalę istniejących zagrożeń.

Sport również zapłaci cenę

Legalni operatorzy wspierają polski sport poprzez odprowadzane dopłaty oraz współpracę z klubami, federacjami i akademiami. Wzrost szarej strefy oznacza mniejsze przychody legalnych firm, a tym samym mniej pieniędzy na szkolenie młodzieży, rozwój infrastruktury i działalność klubów.

WEI ostrzega, że podwyżka podatku to nie tylko utrata dochodów publicznych – to także uderzenie w stabilność finansową polskiego sportu.

Projekt czeka na decyzję prezydenta

Ustawa podwyższająca podatek od wygranych została już przyjęta przez parlament. Teraz wszystko zależy od decyzji głowy państwa. Jeśli projekt wejdzie w życie, nowa 15-procentowa stawka obejmie wszystkie wygrane powyżej 2280 zł.

Eksperci apelują o ponowną analizę skutków regulacji, wskazując, że zamiast zwiększyć wpływy do budżetu, może ona doprowadzić do ich gwałtownego spadku.