Trudne odcinanie pępowiny. 2,5 mln dorosłych Polaków mieszka za swoimi rodzicami

Ponad 2,5 mln dorosłych Polaków mieszka ze swoimi rodzicami. Jednak w 2017 r. usamodzielniło się rekordowo wiele osób. Wzrost wynagrodzeń ma tu istotne znaczenie, podobnie jak bardzo niskie bezrobocie.

W 2017 r. 330 tys. Polaków w wieku od 25 do 34 lat zdecydowało się na opuszczenie domu rodzinnego. To o 30 tys. więcej niż rok wcześniej.

– Niestety w Polsce nadal mamy do czynienia z takim problemem, że ponad 2,5 mln osób w tym wieku mieszka ze swoimi rodzicami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartosz Turek, analityk Open Finance. – Jednak 2017 r. należy uznać za relatywnie dobry, to efekt działania programu mieszkaniowego MdM, ale też wzrostu wynagrodzeń przy spadku bezrobocia.

Cashback na polskim rynku e-commerce

Cashback to wciąż nowość na polskim rynku zakupów internetowych. Jest on niczym innym jak zwrotem części gotówki za zakupy dokonane za pośrednictwem portalu łączącego przeważnie cashback z kodami rabatowymi.

– W Polsce wiara w taki cashback jest jeszcze mała, bo w zasadzie kto normalny rozdawałby pieniądze za zakupy ot tak sobie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Daniel Werner, brand manager w Zrabatowani.pl, Grupa SARE. – W Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych rynek ten jest wart obecnie kilka miliardów złotych. Obawy na rynku cashbacka wynikają głównie z nieświadomości, jak odbywa się cały proces zwrotu pieniędzy.

Cały proces rozliczenia cashbacka odbywa się po stronie portalu, użytkownik musi tylko chwilę poczekać na zaakceptowanie transakcji, wiąże się to z możliwością zwrócenia zakupionego towaru zgodnie z ustawowymi 14 dniami odstąpienia od umowy zawartej na odległość.

Więcej danych musimy natomiast podać w momencie wypłaty tego cashbacka na swoje konto bankowe. Są też portale, jak zaangażowani.pl, oferujące możliwość przelania cashbacka na wybraną przez siebie fundację, co daje nam w sumie możliwość niesienia pomocy robiąc te same zakupy w internecie co zawsze, nie wydając ani złotówki więcej.

– W większości portali nie ma ukrytych haczyków czy gwiazdek, wystarczy rejestracja, głównie adres email, zaś samego zakupu czy też płatności za zakupy dokonuje się w wybranym przez siebie sklepie – wyjaśnia D.Werner.

Sfinks podpisał nowy aneks do umowy kredytowej w BOŚ

Sfinks Polska, zarządzająca sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło, Fabryka Pizzy oraz WOOK, podpisała nowy aneks do umowy z BOŚ wydłużający termin uregulowania kredytu inwestycyjnego do 31 sierpnia 2028 roku. W rezultacie spółka będzie spłacać niższe raty i więcej wypracowywanych środków będzie mogła przeznaczyć na rozwój zaplanowany w strategii. Jednocześnie na bazie aneksu uzgodniono, że Sfinks do końca roku ma podwyższyć kapitał zakładowy o kwotę nie niższą niż 5,5 mln zł.

– Zmiana warunków umowy kredytowej oznacza istotną poprawę płynności spółki i pozwala nam planować w dłuższej perspektywie rozwój Sfinksa. Dzięki nowym zapisom tylko w ciągu najbliższego roku około 10 mln zł z wypracowanych przez nas środków zamiast na pokrycie rat będziemy mogli przeznaczyć na realizację strategii spółki i budowanie skali działania. Wielokrotnie wspominaliśmy, że chcemy wykorzystać zmieniające się obecnie warunki rynkowe, by zająć mocną pozycję w branży gastronomicznej. Rozwijamy z tą myślą  nasze sieci, które tworzą komplementarne portfolio marek w różnych segmentach rynku, nie wykluczamy także kolejnych przejęć. Jednocześnie finalizujemy wdrażanie strategicznych projektów, które mają pomagać nam w zarządzaniu biznesem. Uzgodniony z BOŚ korzystniejszy harmonogram spłat kredytu oraz zwiększenie kapitałów pozwolą nam sfinansować te plany w zapowiadanej skali – przypomina Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Na mocy nowego aneksu Sfinks będzie mieć czas na spłatę kredytu inwestycyjnego do końca sierpnia 2028 roku, co oznacza wydłużenie harmonogramu do 10 lat. Początkowo, od 30 września 2018  r. do 31 marca 2019 r. spółka będzie regulować miesięczne raty kapitałowo-odsetkowe obniżone do 400 tys. zł, następnie do końca 2021 r. spłacane będą raty odsetkowo-kapitałowe w wysokości 795 tys. zł miesięcznie, a od 31 stycznia 2022 r. do 31 do sierpnia 2028 r. równe raty kapitałowe. Jednocześnie strony uzgodniły, że do końca 2018 roku Sfinks ma podwyższyć kapitał zakładowy o co najmniej 5,5 mln zł. Zgodnie z upoważnieniem Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy może się to odbyć w drodze emisji z wyłączeniem prawa poboru, ale z zastrzeżeniem prawa pierwszeństwa do objęcia nowych akcji dla akcjonariuszy, których udział w kapitale wynosi co najmniej 1%. Podpisany aneks to realizacja pozytywnej decyzji kredytowej BOŚ z końca września br.

TAURON zbuduje szerokopasmową sieć dostępu do internetu

TAURON zbuduje szerokopasmową sieć dostępu do internetu w siedmiu regionach południowej Polski w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa (POPC).

Spółka przedstawiła szczegóły swojego zaangażowania w program rozwoju dostępu do szerokopasmowego internetu podczas konferencji dotyczącej POPC zorganizowanej w poniedziałek w Katowicach.

W trakcie wydarzenia TAURON podjął również wyzwanie Ministra Cyfryzacji Marka Zagórskiego, angażując się w Europejski Tydzień Kodowania. CodeWeek to społeczna inicjatywa, w ramach której europejskie państwa „ścigają się” w liczbie zorganizowanych wydarzeń związanych z programowaniem. Akcja organizowana jest na terenie całej Europy i dedykowana wszystkim, którzy chcą rozpocząć lub kontynuować przygodę z programowaniem.

Dodatkowo Grupa zakupi roboty do kodowania dla szkół podstawowych w Tarnowskich Górach. Klasa informatyczna Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w tym mieście zostanie z kolei objęta patronatem TAURONA, dzięki czemu otrzyma komputer do kodowania, a najlepszy uczeń klasy będzie miał możliwość odbycia praktyk w Grupie.

TAURON zaangażował się w rozwój sieci światłowodowych w Polsce, uczestnicząc w Programie Operacyjnym Polska Cyfrowa, którego celem jest likwidacja białych plam (miejsc, w których Internet nie jest dostępny wcale lub jakość sygnału nie pozwala na efektywne użytkowanie).

W siedmiu obszarach zlokalizowanych na południu Polski (oświęcimskim, rybnickim, wałbrzyskim A i B, sosnowieckim, katowickim i tyskim, krakowskim i tarnowskim) Grupa wygrała dofinansowanie na realizację projektów światłowodowych w ramach POPC. Wartość dofinansowania na obszarach, na których wygrał TAURON wynosi 187 milionów złotych.

Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia
23.01.2017 Warszawa,
n/z Filip Grzegorczyk prezes Tauron SA
fot. Piotr Waniorek

– Budowa szerokopasmowego internetu oznacza dla TAURONA zaangażowanie w bezprecedensowy program rozwoju cywilizacyjnego Polski, a równocześnie rozszerzenie aktywności biznesowej na nowe obszary – mówi Filip Grzegorczyk, prezes zarządu TAURON Polska Energia. – Program POPC umożliwi nam dostarczenie szybkiego internetu do 601 szkół i ponad 102 tysięcy klientów w tzw. „białych plamach”, czyli miejscach, które obecnie nie mają dostępu do sieci – dodaje prezes TAURONA.

Celem Programu w skali całego kraju jest zapewnienie możliwości dostępu do internetu o przepustowości co najmniej 30 Mb/s dla gospodarstw domowych i co najmniej 100 Mb/s dla szkół. Pierwszy raz w historii funduszy europejskich przeznaczonych na wsparcie infrastruktury telekomunikacyjnej zorganizowano wsparcie finansowe na taką skalę.

Dofinansowanie projektu POPC dla grupy TAURON zgodnie ze złożonymi wnioskami wynosi ok. 75% środków kwalifikowanych na potrzeby budowy sieci światłowodowej FTTH oraz rozwoju usług dostępu do Internetu szerokopasmowego. Dofinasowanie obejmuje obszary określone jako „białe plamy”.

– W wyniku przystąpienia do konkursu POPC i realizacji projektów konkursowych, TAURON Obsługa Klienta rozpocznie działalność biznesową jako operator dostępu do usług hurtowych na istniejącej infrastrukturze światłowodowej i zbuduje sieć szkieletową na wybranych obszarach konkursowych znajdujących się w zasięgu działalności Grupy TAURON. Model biznesowy zostanie oparty o portfel usług skierowanych do operatorów detalicznych – mówi Andrzej Grochowalski, wiceprezes ds. IT  w TAURON Obsługa Klienta.

Infrastruktura światłowodowa dla klientów indywidulanych (FTTH) szerokopasmowy i niezawodny transfer pomiędzy urządzeniami przesyłowymi. Sam światłowód to przezroczyste włókno szklane z tworzywem sztucznym, a przesyłanie danych odbywa się za pomocą światła. Światłowód zapewnia stabilny dostęp do telefonu, telewizji i Internetu z szybkością do 1000 Mb/s. Obecnie usługami świadczonymi na sieciach światłowodowych FTTH  w Polsce objętych jest jedynie około 4% abonentów.

To nie koniec inwestycji w sieci szerokopasmowe. Właśnie został uruchomiony kolejny nabór dzięki, któremu inwestycje z POPC obejmą pozostałe tereny nie wyłonione w poprzednich edycjach. Środki przeznaczone na ten cel to ponad 143 mln zł. Na projekty operatorów Centrum Projektów Polska Cyfrowa czeka do 11 stycznia 2019 r.

Duży popyt na ubezpieczenia transakcyjne

Ubezpieczenia wspierające transakcje fuzji i przejęć cieszą się w Polsce coraz większą popularnością. Ubezpieczyciele są coraz bardziej elastyczni, pomimo że szkodowość  rośnie. Stawki za ubezpieczenie ciągle jednak maleją, co pokazuje, że szkodowość wciąż nie ma tak dużego wpływu na cenę polisy. Rynek ubezpieczeń transakcyjnych wciąż jest niszowy, jednak mocno rośnie i aktualnie w EMEA liczy ponad 25 ubezpieczycieli, a duża konkurencja wpływa na ceny i zakres ochrony polis jedynie pozytywnie.

Wzrost liczby projektów lokalnych, przy których pracowaliśmy w 2017 r. w stosunku 2016 wyniósł +50%. W roku 2018 spodziewamy się jeszcze większej tendencji wzrostowej. To pokazuje jak dynamicznie rozwija się rynek ubezpieczeń transakcyjnych w Polsce i jaką osiągnął dojrzałość. Rośnie także świadomość Klientów –graczy korporacyjnych aktywnych na arenie fuzji i przejęć i przede wszystkim funduszy Private Equity – komentuje Małgorzata Splett, Dyrektor Działu FINPRO i PEMA, Marsh Polska.

Większość tendencji w Europie jest identyczna dla transakcji polskich – nie widać znaczących różnic jeżeli chodzi o scenariusze zastosowania polis ubezpieczeniowych we wsparciu transakcji.

Podstawowym produktem wspierającym transakcje jest ubezpieczenie Warranty & Indemnity (W&I), które chroni kupującego w transakcji przed złamaniem zapewnień składanych w umowie kupna-sprzedaży przez sprzedającego. W sytuacji złamania zapewnienia kupujący współpracuje z ubezpieczycielem transakcyjnym, aby uzyskać odszkodowanie z tytułu złamania zapewnienia – dodaje Splett.

Podstawową przyczyną wzrostu popularności ubezpieczeń transakcyjnych są odmienne interesy stron transakcji. Dla sprzedającego najbardziej istotne jest, aby limit odpowiedzialności w zakresie składanych zapewnień był jak najniższy kwotowo i najkrótszy czasowo. Natomiast dla strony kupującej najważniejsze jest, żeby miał możliwość uzyskania rekompensaty za  złamane zapewnienie  w jak najszerszym zakresie i  jak najdłużej po domknięciu transakcji. I po to jest właśnie polisa W&I, która najczęściej Zadziała jako tak zwana nadwyżka ponad ten limitowany obszar odpowiedzialności sprzedającego z umowy kupna-sprzedaży.

W dużych i średnich miastach częściej zmieniamy pracę

Do średnio dwóch miesięcy skrócił się czas poszukiwania pracy. Polacy częściej w ostatnim czasie zmieniali miejsce zatrudnienia – ten odsetek wzrósł do jednej czwartej – wynika z 33 edycji badania Monitor Rynku Pracy realizowanego przez Randstad.

– Naszego rynku pracy nie można traktować jak monolitu. Widać wyraźnie, że zwiększona mobilność zawodowa dotyczy konkretnych grup – inżynierów, robotników wykwalifikowanych czy brygadzistów. Na te kwalifikacje występuje nadal bardzo duże zapotrzebowanie w gospodarce, co w praktyce oznacza, że zmiana pracy w tych zawodach jest dużo prostsza niż w przypadku np. wyższej kadry zarządzającej lub pracowników biurowych.

Dodatkowo widać różnice w mobilności zawodowej w zależności od miejsca zamieszkania. Częściej zmiana pracy dotyczy osób z dużych i średnich ośrodków miejskich. Tereny wiejskie, szczególnie te położone poza aglomeracjami, cechują się niższą częstotliwością zarówno zmiany pracodawcy jak i stanowiska pracy, co może wynikać z niskiej dostępności alternatywnych miejsc zatrudnienia. Warto również zwrócić uwagę, iż w ostatnich kwartałach osoby zmieniające pracodawcę przeważają nad tymi, którzy awansują w ramach dotychczasowego miejsca pracy. Wydaje się więc, że pracownicy na dość masową skalę odważyli się szukać nowego, bardziej satysfakcjonującego zatrudnienia. Nie wiadomo, czy sygnały z rynku wskazujące na zbliżające się osłabienie koniunktury, wpłyną na zmianę zachowań i jak szybko się to stanie.

Cały czas spotykamy się ze stereotypami dotyczącymi starszych pracowników. Fakt, iż częściej oddziałują one na osoby młode może wynikać z tego, iż dla przeciętnego dwudziestolatka czy trzydziestolatka perspektywa bycia – w ich mniemaniu – statecznym pięćdziesięciolatkiem jest bardzo odległa, a co za tym idzie oparta głównie na przekonaniach i wyobrażeniach, a nie na faktach czy doświadczeniach własnych.

Kwestia budowania zespołów, w których pracują osoby zróżnicowanie wiekowo jest tematem bardzo aktualnym. Z uwagi zarówno na wysokie zapotrzebowanie na pracę, które skłania pracodawców do podejmowania działań na rzecz zatrzymania osób w wieku przed lub emerytalnym w miejscu pracy i z uwagi na trendy demograficzne – kolejne roczniki pracowników wchodzące na rynek pracy są coraz mniej liczne, a tym samym osoby młode będą w następnych latach stanowić coraz mniejszy odsetek osób pracujących.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

ONZ ostrzega: katastrofalne skutki zmiany klimatu nastąpią szybciej niż prognozowano

Specjalny raport naukowy ONZ ostrzega: katastrofalne skutki zmiany klimatu nastąpią szybciej niż prognozowano. Musimy działać natychmiast!  Wnioski specjalnego raportu naukowego ONZ są alarmujące.

Okazuje się, że nawet przedział między 1.5ºC a 2ºC, który do tej pory był uznawany za w miarę bezpieczny dla ludzkości, oznacza tak duży wpływ na klimat, że nie będziemy w stanie powstrzymać jego tragicznych skutków, a część gatunków nie zdąży zaadaptować się do nowej rzeczywistości i warunków atmosferycznych [1].  Z raportu wynika, że tylko wyhamowanie ocieplenia poniżej 1,5ºC daje nam pewną gwarancję, że jakość życia ludzi oraz świat, który znamy, będzie uratowany. Przypomnijmy, że Porozumienie Paryskie mówi jeszcze o tym, że 'kraje-sygnatariusze zrobią wszystko, żeby powstrzymać wzrost globalnej temperatury Ziemi poniżej 2ºC’. Już widać, że musimy postarać się bardziej…

W sobotę w Korei Południowej zakończyło się spotkanie grupy naukowej IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change), która miała za zadanie ponownie przeanalizować różne scenariusze zatrzymania globalnego ocieplenia, w tym dwa warianty ustalone w Porozumieniu Paryskim w 2015 roku: wzrost o 1.5ºC i 2ºC. W wyniku tego procesu powstał raport: Special Report on Global Warming of 1.5°C. 

Mamy bardzo mało czasu na reakcję

Już podnieśliśmy średnią temperaturę Ziemi w stosunku do epoki przedprzemysłowej o 1ºC. Aby nie przekroczyć progu 1,5ºC wszystkie kraje świata muszą więc podjąć wspólne działania, tak, aby do 2050 roku, stać się zupełnie neutralne klimatycznie. Oznacza to tyle, że ich bilans emisji musi na ten moment wynosić zero! Pierwszym krokiem w tym kierunku jest obniżenie globalnego poziomu emisji gazów cieplarnianych o połowę do roku 2030 r. Musimy się zatem jak najszybciej uniezależnić od paliw kopalnych. Bez ambitnego podejścia i zmiany nastawienia polityków nie damy rady. To co proponują nam dziś jest niewystarczające i doprowadzi świat do scenariusza ogrzania o 3ºC. Wnioski naukowe jasno pokazują, że takie temperatury znacząco ograniczają możliwości adaptacji, a część terenów naturalnych, takich jak rafy koralowe i regiony polarne, po prostu zniknie na zawsze. Im bardziej będziemy opóźniać ambitne i zdecydowane działania, tym wyższy będzie koszt rozwiązań w przyszłości.

Rozwiązania już są…

Jak mówi Dr Stephen Cornelius, główny doradca WWF ds zmiany klimatu: Jest już jasne, że wpływ, jakiego spodziewaliśmy się na poziomie 2 ℃, ujrzymy znacznie wcześniej. Obserwujemy już utratę naturalnych siedlisk i gatunków, malejącą powierzchnię pokrywy lodowej, podnoszenie się poziomu mórz. To wpływa na nasze zdrowie, źródła utrzymania i wzrost gospodarczy. Ten raport pokazuje, że wiemy jak ograniczyć globalne ocieplenie do 1,5 ℃ i możemy to zrobić, opierając się na sprawdzonych technologiach, takich jak znaczące zwiększenie energii odnawialnej i powstrzymanie wylesiania. Mamy cele, mamy rozwiązania, a różnica między niemożliwym a możliwym leży w rękach politycznych przywódców. WWF wzywa ich do natychmiastowego przyspieszenia działań na rzecz klimatu”

Strajki Ryanair: 66% pasażerów nie zna swoich praw

W ostatnich miesiącach Ryanair musiał zmierzyć się z falą strajków swoich załóg, które wpłyną nie tylko na wyniki finansowe firmy, ale też na dalsze decyzje biznesowe. Widmo strajku wisi też nad PLL LOT. Rozpoczęcie akcji protestacyjnej powstrzymała dopiero decyzja sądu. Tymczasem, jak pokazuje badanie przeprowadzone na zlecenie firmy Skycop[1], pomimo niedogodności dla pasażerów, ponad 40% Polaków popiera walkę pracowników linii lotniczych o lepsze warunki pracy. Badanie wskazuje również, że pasażerowie nie znają swoich praw.

Po serii strajków, które wstrząsnęły funkcjonowaniem przedsiębiorstwa, Ryanair poinformował o zmianach, które nazywa „skromnymi zimowymi cięciami”. Niestety – wygląda na to, że największy tani przewoźnik w Europie zamiast rozwiązać problemy zgłaszane przez związki zawodowe, reaguje zamykając bazy. W praktyce zapowiedziano zamknięcie bazy w Eindhoven (4 samoloty) i w Bremie (2 samoloty). Z kolei w bazie w Niederrhein z 5 stacjonujących obecnie samolotów pozostaną tylko 3, które będą obsługiwać większość połączeń.

Czy jest to początek realizacji wcześniejszych zapowiedzi przeniesienia działalności do innych krajów, na przykład do Polski? Oficjalnie linia informuje, że zadba o poszkodowane załogi. „Będziemy teraz prowadzić konsultacje z naszymi pilotami i personelem pokładowym w tych trzech bazach, aby zapewnić zatrudnienie jak największej liczbie osób” – deklaruje prezes Michael O’Leary. Ale zaraz zaznacza: „spodziewamy się, że możliwe będzie zaoferowanie pilotom pracy w innych bazach, ale ze względu na nadwyżkę personelu pokładowego w sezonie zimowym, będziemy rozważać urlopy bezpłatne i inne możliwe opcje w celu zapewnienia ciągłości zatrudnienia i uniknięcia straty pracowników”. Jedną z przyczyn cięć biznesowych w Ryanair są strajki i coraz większe wydatki na odszkodowania za odwołane loty.

Pasażerowie chcą odszkodowań, ale nie znają swoich praw

Przewoźnik konsekwentnie informuje pasażerów, że strajki są okolicznością nadzwyczajną, w której nie przysługują im odszkodowania od 250 do 600 euro wynikające z rozporządzenia WE 261/2004. Czy tak jest naprawdę? Wbrew opinii linii lotniczej, pasażerom przysługuje rekompensata w przypadku strajku załóg. Potwierdził to już unijny Trybunał, regularnie potwierdzają też władze lotnicze.

Interpretacja ta odzwierciedla opinię społeczną. Aż 81% badanych w ankiecie na zlecenie firmy Skycop wyraziło przekonanie, że za loty opóźnione lub odwołane z powodu strajków powinny być przyznawane odszkodowania.

Badanie pokazało jednocześnie, że Polakom brakuje wiedzy na temat tego czy za odwołane lub opóźnione loty przysługuje odszkodowanie. Odpowiedzi rozkładają się niemal równomiernie między tych, którzy uważają, że tak (35%), tych, którzy uważają, że nie (34%) i osoby, które przyznają się do braku wiedzy w tym obszarze (32%).

Linie lotnicze, które nie potrafią porozumieć się ze swoimi pracownikami i zapewnić im godnych warunków pracy, powinny ponosić odpowiedzialność za zakłócenia lotów spowodowane akcjami protestacyjnymi. Badanie daje jasny sygnał, że wiedza na temat praw pasażerów nie jest jeszcze wystarczająco powszechna. Ze względu na nieznajomość przepisów, poszkodowani często tracą pieniądze, które zgodnie z prawem im się należą – komentuje Marius Stonkus, prezes firmy Skycop.

[1] Badanie zostało zrealizowane we wrześniu 2018 r. przez agencję SW RESEARCH na zlecenie firmy SKYCOP metodą wywiadów CAWI na grupie 1011 osób.

Popyt na gaz ziemny rośnie, a wraz z nim ceny

Ceny gazu ziemnego biją rekordy. To skutek bardzo szybko rosnącego popytu. Przed nami dalsze wzrosty cen.

– Wzrosty cen widoczne są praktycznie na całym świecie, w 2017 r. popyt wzrósł o 40 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak z XTB.

Wzrost popytu wywołała Europa i Chiny. W Europie był to efekt bardzo chłodnego początku jesieni. Natomiast Chiny przestawiają się z węgla na gaz ziemny, ponieważ większą wagę przywiązują do stanu środowiska naturalnego.

Możemy się spodziewać dalszego wzrostu cen: – W tym roku popyt rośnie o 37 proc. – komentuje ekspert XTB.

Inwestycje w nieruchomości osiągnęły rekordowy poziom 1,8 bln USD

Polski rynek transportu – trudny, ale ciągle stabilny

Jak wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, w zeszłym roku w Polsce upadło prawie 600 firm[1], z tego 5% przedsiębiorstw z branży transportowej i magazynowej. Co oznaczają dokładnie te liczby i czy polscy przewoźnicy rzeczywiście mają poważne powody do zmartwień?

Upadający przewoźnicy

Jeśli weźmiemy pod uwagę pozostałe dane, na przykład informacje z Krajowego Rejestru Długów, z których wynika, że prawie jedna piąta polskich firm transportowych jest zadłużona na łączną kwotę prawie miliarda złotych[2], to rzeczywiście sytuacja może wydawać się niepokojąca. Niezbyt optymistycznie nastraja również raport Euler Hermes[3], który pokazuje, że spośród wszystkich upadłości firm największy wzrost, bo aż o 43% w skali roku zanotowała właśnie branża transportowa.Monitor sądowy i gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Upadłość? W czym problem?

Istnieje kilka istotnych przyczyn tak niekorzystnej sytuacji na rynku. Po pierwsze, polskie firmy, mimo że liczne (około 34 tysiące przedsiębiorstw, według GITD na koniec 2017 roku[5]), to w większości jednak małe podmioty, posiadające średnio 6 pojazdów[6]. W takich warunkach trudno im konkurować z  o wiele większymi firmami zachodnimi[7], chociażby tylko ze względu na efekt skali. Dochodzą tu jednak inne czynniki. Problemy z wypłacalnością jednej dużej firmy oznaczają natychmiastowe zatory płatnicze dla jej podwykonawców i kontrahentów[8], co przekłada się na brak środków na innowacje i  unowocześnianie floty. W dobie coraz ostrzejszych regulacji prawnych dotyczących norm emisji spalin oraz w związku z koniecznością dostosowania się do różnych od rodzimych realiów przepisów prawa pracy, może oznaczać to po prostu konieczność wycofania się z biznesu.

Kolejnym ważnym czynnikiem wpływającym na trudne warunki w branży jest również jej nasycenie, co niewątpliwie wpływa na zaostrzanie się konkurencji i spadek marż. Dochodzi przez to do sytuacji, w której firmy nie zarabiają, jednocześnie cały czas ponosząc duże koszty. Są one generowane przede wszystkim przez rosnące płace kierowców, wśród których co piąty zarabia już ponad 7 tysięcy PLN[9], choć na taką gażę mogą liczyć głównie pracownicy obsługujący transport międzynarodowy. Co ciekawe, mimo znacznego wzrostu wynagrodzeń, w sektorze transportowym wciąż brakuje kierowców. Jak wynika z  raportu TransJobs.Eu, braki kadrowe mogą wynosić nawet 30 tysięcy osób[10], przez co przewoźnicy muszą podnosić płace jeszcze bardziej, nakręcając spiralę kosztów. Do wyższych  kosztów działalności przyczynia się również wzrost cen paliwa – w skali roku cena za litr oleju napędowego wzrosła już o prawie złotówkę.[11]

Istotnym czynnikiem wpływającym na pogorszenie koniunktury jest również duża dysproporcja między terminami płatności przychodzących i wychodzących. Wiele firm musi płacić “z góry”, natomiast ich kontrahenci lub podwykonawcy, często nie ze swojej winy, potrafią przeciągnąć realizację zapłaty nawet do 120 dni[12]. Przekłada się to również na trudności z uzyskaniem kredytów i środków na rozwój, ponieważ banki traktują takie firmy jako podmioty podwyższonego ryzyka[13].

Wielka polityka w małej firmie

Osobna kategoria problemów, z którymi muszą borykać się polscy przewoźnicy, to pochodna wielkiej polityki. Na przykład rosyjskie embargo na towary żywnościowe w 2014 roku[14] kosztowało polskie firmy realizujące kontrakty za wschodnią granicą około 60% zamówień i wymusiło przeniesienie się na zachód. Bardzo poważnym wyzwaniem, z którym będą musieli się zmierzyć nasi przewoźnicy w  najbliższym czasie jest oczywiście Brexit. Jedna czwarta transportu drogowego na Wyspy Brytyjskie obsługiwana jest przez polskie ciężarówki[15]– mówi Jakub Ordon, ekspert z OCRK. Rozwód z Unią oznacza dla nich niemal pewne utrudnienia celne na granicach, wydłużenie odpraw oraz znaczący wzrost kosztów dla przewoźników – dodaje. Na trudności na rynku wpływa też polityka lokalna. Pod koniec zeszłego roku premier Mateusz Morawiecki w ramach wdrożenia programu SENT[16] ogłosił uszczelnienie transportu drogowego poprzez drobiazgowe kontrole wjeżdżających do naszego kraju cystern oraz eliminację wwozu paliwa bez akcyzy.

Trudno, ale stabilnie

Wobec takiego stanu rzeczy można faktycznie wysnuć wniosek, że branżę transportową czekają ciężkie czasy. Eksperci nie oceniają jednak sytuacji w sposób całkowicie jednoznaczny. Dane faktycznie pokazują stosunkowo ponury obraz, ale należy pamiętać, że mimo często znaczących problemów, z  którymi muszą borykać się przewoźnicy, jest to wciąż branża zatrudniająca obecnie około 11 milionów osób, z perspektywą 60% wzrostu w ciągu najbliższych 30 lat[17]. Tak długa i optymistyczna prognoza wskazuje, że mimo iż rzeczywiście jest to rynek trudny, to jednak wciąż stabilny – komentuje Jakub Ordon z Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców.

[1] http://www.coig.com.pl/files/pliki/rankingi/coig_upadlosci_firm_2017.pdf

[2] Biuro Informacji Gospodarczej, KRD za: https://www.rp.pl/Transport-drogowy/307199850-Towary-jada-pieniedzy-nie-ma.html

[3] https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/upadlosci-firm-2017-euler-hermes, 195, 0, 2396867.html

[4] Tamże

[5] Informacja OCRK

[6] Tamże

[7] http://www.portalspozywczy.pl/raporty/rosnie-liczba-upadlosci-w-branzy-transportowej, 162992_0.html

[8] https://www.cargonews.pl/upadlosc-i-restrukturyzacja-firm-transportowych-co-nalezy-wiedziec/

[9] https://kadry.infor.pl/wiadomosci/2734931, Zarobki-zawodowych-kierowcow-w-2018-r.html

[10] http://inwestycje.pl/logistyka_transport/-Branza-transportowa-na-finansowej-krawedzi-Ogromny-potencjal-sektora-TSL-oslabiony-przez-klopoty-kadrowe-i-zatory-platnicze;322723;0.html

[11] https://businessinsider.com.pl/finanse/ceny-paliw-w-polsce/h6403mz

[12] https://alebank.pl/branza-tsl-na-finansowej-krawedzi/

[13] Tamże

[14] Informacja OCRK

[15] https://ceo.com.pl/konfederacja-lewiatan-brexit-zagrozi-polskim-firmom-transportowym-93296

[16] Informacja OCRK

[17] Inwestycje.pl, op.cit.

Kurs dolara, euro, funta i franka – analiza techniczna 08.10.2018

Problem z włoskim budżetem znów wpływa na złą atmosferę na rynkach. Wspólna waluta pod sporą presją. CHF/PLN przed groźbą wzrostów w obawie przed eskalacją konfliktu w Italii z UE, w dalszej kolejności ryzyko obniżenia ratingu. Gospodarka USA wyróżnia się na tle reszty świata w połączeniu z rosnącymi rentownością długu wspiera umocnienie dolara. Chiny mają spory problem, który może rozlać się na cały świat. Kontrowersyjna decyzja władz Państwa Środka o luzowaniu polityki w czasach próby powrotu do normalności. Funt mocny bo porozumienie z UE bliskie.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.08.2017-08.10.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2660 3,7220 3,6300 4,6990
Maksimum 4,3340 3,8540 3,7560 4,9040

Kurs euro

Kurs euroWspólna waluta nie ma ostatnio najlepszych dni. Wydawało się, że po nieco rozczarowujących danych z USA w piątek EUR/USD rozpocznie lekkie odreagowanie. Niestety w weekend pojawiły się kolejne informacje związane z kryzysem na linii Włochy-UE. W specjalnym liście napisanym przez urzędników KE wystosowanym do Władz Italii odrzucone zostały plany budżetowe. Inwestorzy również pokazali oznaki strachu co dobitnie widać po rosnących rentownościach włoskich obligacji, które są najwyżej od początku 2014 roku. Eskalacja konfliktu Włoch z UE wydaje się tylko kwestią czasu, tym bardziej, że choćby minister finansów Italii nie zamierza się ugiąć i zmieniać swojej polityki. Rosnąca obsługa długu włoskiego w zderzeniu z budżetem antyoszczęniościowym wieszczy rychłe kłopoty Rzymu. Panika inwestorów i słabnąca wspólna waluta niestety nie wpływają dobrze na złotego. Od momentu zejścia do ostatniego minimum i testu tego poziomu kurs EUR/PLN niemal bez przystanku rośnie w górę. Złamana linia trendu spadkowego może spowodować jeszcze kilku groszowy wzrost. Tym bardziej, że praktycznie do czwartku kalendarz makro jest pusty a więc inwestorzy będą drążyć temat włoski do bólu. Zapewne też po oficjalnym piśmie głos zabiorą inne ważne osoby z włoskiej koalicji rządzącej co tylko pogorszy sytuację. Pierwszym oporem będzie poziom ostatniego maxa czyli okolice 4,33.

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLN

Kurs franka szwajcarskiego CHF/PLNKurs CHF/PLN zbliża się do testowania linii trendu spadkowego. Biorąc pod uwagę obecną sytuację w Europie i kryzys włoski wydaje się ta sytuacja być nieuchronną. List wysłany przez urzędników europejskich do Rzymu jest tak naprawdę zapytaniem co się stało, że zostały złamane ustalenia i rekomendacje Komisji Europejskiej. Zapewniono w nim, że europejskie władze są gotowe do dialogu. Pytanie tylko czy włoskie władze są gotowe w jakikolwiek sposób negocjować. Sytuacja dla kredytobiorców frankowych więc nie rysuje się w różowych barwach. Słabnące euro w relacji do dolara powoduje zazwyczaj ruch w dół na parze EUR/CHF co finalnie przekłada się na umocnienie franka w relacji choćby do złotego.

Najgorsze jest jednak to, że kryzys we Włoszech dopiero może się rozkręcić. Biorąc pod uwagę skład koalicji rządzącej Italii możemy być świadkami naprawdę trudnych dni dla inwestorów. Wcale nie wykluczone, że zaraz pojawią się głosy, skoro UE nie godzi się na nasz wyższy deficyt to wcale nie musimy być jej członkiem nie mówiąc już nawet o powrocie do liry zamiast euro bo takie słowa już miały miejsce. Wiemy jednak, że Włochy to nie Grecja i problem jest co najmniej kilka razy większy. Stąd trudno będzie o odreagowanie na wspólnej walucie aż do momentu trwałego uspokojenia sytuacji. CHF/PLN więc będzie pod presją i poziom 3,80 może być z łatwością pokonany. W przypadku przeciągania się napiętej sytuacji możemy dotrzeć nawet do poziomu 3,85 czyli ostatniego maksimum.

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLN

Kurs dolara amerykańskiego USD/PLNTak jak pisaliśmy w ubiegłym tygodniu opór w postaci poziomu 3,70 został przebity bez przeszkód. Obecnie jesteśmy już w pobliżu 3,76. Ruchy na USD/PLN są determinowane tym co się dzieje na głównej parze walutowej świata a tutaj obrany został kierunek południowy. I tak naprawdę nie ma się co temu dziwić. Wspólna waluta ma spory nierozwiązany problem a więc sytuację we Włoszech, do tego koniunktura w Europie słabnie co potwierdziły choćby dzisiejsze dane z Niemiec o ujemnej dynamice produkcji. Z kolei w USA Fed ma komfortowe warunki do działania. Sytuacja gospodarcza ma się bardzo dobrze a więc i ścieżka dalszych podwyżek stóp jest niezagrożona. Jastrzębie komentarze prezesa Powella z ubiegłego tygodnia spowodowały wzrosty na rentownościach amerykańskich instrumentów dłużnych. To z kolei wysysa kapitał z innych części świata i wspiera dolara. Stąd też m.in. osłabienie walut krajów wschodzących. Problemy z odpływem kapitału mają też np Chiny. Właśnie dlatego zdecydowano się obniżyć stopę rezerw obowiązkowych by pobudzić akcję kredytową. Kłopoty Państwa Środka mogą się odbić na globalnej gospodarce. Szczególnie, że ten największy azjatycki kraj znalazł się w trudnej sytuacji wskutek rosnących cen ropy czy też jak szacują eksperci odcięcia 0,5% ze wzrostu gospodarczego w związku z cłami ze strony USA. Trudno więc będzie znaleźć lepszą okazję inwestycyjną w najbliższych tygodniach niż dolar. Rozdźwięk koniunktury między USA a resztą świata zaczyna bić mocno po oczach. Stąd spodziewać się można ruchu na USD/PLN powyżej 3,80. Oczywiście jak to często bywa na rynkach sytuacja może się zmienić diametralnie a choćby dlatego gdyby nagle nastąpiło załamanie inflacji w USA.

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLN

Kurs funta brytyjskiego GBP/PLNFunt zdecydowanie jest na fali. Jak niewiele potrzeba by wpłynąć pozytywnie na brytyjską walutę pokazują ostatnie dni. Od dobrych kilku tygodni było wiadomo, że kluczową kwestią nie są dane z Wysp a informacje związane z Brexitem. Przez moment było trudno po porażce Theresy May w Strasbourgu na spotkaniu z unijnymi urzędnikami. Sytuacja jednak zmieniła się na plus i nagle obie strony poinformowały media o przybliżeniu stanowisk i tym samym bliskości porozumienia. Na plus dla funta zadziałał również konwent Partii Konserwatywnej. Okazało się premier May utrzyma stanowisko a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że umocniła swoją pozycję. Podsumowując widmo twardego brexitu, który to już raz się oddaliło a więc GBP/PLN szybko zyskał 10 groszy i jest już ponad granicą 4,90. Mówienie o kolejnych oporach dla tej pary nie ma tak naprawdę sensu. Kluczowa jest aktualna kondycja funta na szerokim rynku. Może się okazać równie dobrze za chwilę, że znów o coś jest kłótnia z UE i szybko zejdziemy w okolice 4,80. Jedynym więc oporem istotnym może być psychologiczny poziom w aktualnej chwili za taki możemy uznać 4,95 a jeszcze wyżej 5,00.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Produkt to za mało. Sieci handlowe budują swoje strategie w oparciu o doświadczenia klientów

Strategie nastawione na klienta to fundament biznesu w handlu detalicznym. Rosnące oczekiwania kupujących sprawiają, że sieci handlowe kreują holistyczne, spersonifikowane doświadczenia zakupowe, bazując z jednej strony na wiedzy psychologów-behawiorystów, a z drugiej na najnowszych technologiach. Skuteczna strategia marki za punkt wyjścia przyjmuje doświadczenia klienta i opiera się na spójności komunikacji w przenikających się światach off-line i on-line, na każdym etapie kontaktu. Przede wszystkim jest to podejście do planowania biznesowego zaczynające się od człowieka.

Takie wnioski wynikają z najnowszego raportu pt. „Zakupy pełne wrażeń” przygotowanego przez Colliers International we współpracy Kate Nightingale, założycielką firmy doradczej Style Psychology Ltd. działającej w dziedzinie CX, firmą Nanovo Consulting i pracownią architektoniczną A+D Retail Store Design. Publikacja powstała na podstawie rozmów z ekspertami z branży, a także przedstawicielami oraz klientami sieci handlowych i przedstawia współczesne trendy w handlu detalicznym m.in. zmieniającą się funkcję sklepów, zarówno stacjonarnych, jak i internetowych. Zdaniem ekspertów stają się one „miejscami dla usług”, oferującymi, poza towarami dobrej jakości, różne wartości dodane.

— Od myślenia o świecie przez pryzmat usługi nie da się już uciec. Service thinking to myślenie procesem: analizowanie ścieżek decyzyjnych konsumenta punkt po punkcie, jego kontaktu z marką, przewidywanie zdarzeń, opisywanie algorytmów działania usługi i właściwe komunikowanie wartości — mówi Grzegorz Młynarski, dyrektor generalny Nanovo Consulting.

Klient doświadcza, technologia pomaga

Jednym z najważniejszych zagadnień w sektorze handlu detalicznego jest obecnie customer experience (CX), czyli doświadczenie konsumenta. Jest to jego subiektywna reakcja na każde działanie marki, przejawiająca się w postaci emocji, zachowań i decyzji. Sieci handlowe dostrzegają znaczenie pozytywnych doświadczeń konsumenckich w kontekście budowania strategii marki i wpływu na wyniki sprzedaży. Samo zagadnienie jest jednak bardzo złożone.

— Nadal nie ma zgodności co do tego, czym tak naprawdę jest doświadczenie konsumenta i co waż­niejsze – jak się je tworzy. Jedno z podstawowych założeń psychologii konsumenta mówi, że ludzie działają przede wszystkim podświadomie. Decyzję o wejściu do danego sklepu lub zakupie jakiegoś produktu podejmujemy często w ułamku sekundy. Jedno krótkie spojrzenie na fasadę sklepu lub opakowanie produktu wystarczy nam, by stwierdzić, że pasują lub nie pasują one do nas, naszych potrzeb i budżetu — mówi Kate Nightingale.

Autorzy raportu analizują to zjawisko i podkreślają, że na całościowy odbiór marki wpływa bardzo wiele zróżnicowanych czynników, z których część można i należy kontrolować.

— Przykładowo w branży modowej na CX składają się nie tylko najwyższe standardy obsługi klienta, lecz także elementy takie, jak opakowania produk­tów, visual merchandising, światło, zapach, muzyka, a nawet rodzaj posadzki zastosowanej w salonach. Wszystko powinno być spójne, dopracowa­ne, realizowane z największą starannością. Takie kompleksowe podejście przekłada się na zaufanie odbiorców i ich lojalność — mówi Artur Kazienko, prezes Kazar Footwear.

Podstawą zrozumienia doświadczenia użytkownika w przestrzeni sklepu jest zrozumienie intencji wizyty, gdyż ona determinuje jego oczekiwania. Klient wchodzi w interakcje z produktem, personelem, designem sklepu, sposobem prezentacji asortymentu, budując w ten sposób swoje doświadczenia. Inne wrażenia pojawiają się podczas wizyt w sklepach ukierunkowanych na zakupienie określonej, jasno zdefiniowanej rzeczy, a inne podczas wizyty, w których klient nastawia się na odkrywanie i poznawanie nowości. Budowanie doświadczeń klienta w przestrzeni fizycznej sklepu wspiera także technologia.

Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych
Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych

— Duże znaczenie dla budowania i wzmacniania CX odgrywać będą technologie RFID, NFC, AI czy Internet Rzeczy. Wiele marek i sklepów zadaje sobie obecnie pytanie, w co zainwestować, jakie technologie wykorzystać i wprowadzić do sklepu. To kwestia indywidualna dla każdej marki, nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania i strategii pasującej do wszystkich. Należy przede wszystkim zastanowić się, czemu dana technologia ma służyć, na jakie potrzeby odpowiadać, jak integrować się z wartościami reprezentowanymi przez markę. Punktem wyjścia do inwestycji w nowe technologie w sklepie jest więc klient i jego oczekiwania, a nie dążenie do stosowania jak najbardziej zaawansowanych rozwiązań — zaznacza Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych.

Doświadczenia klienta są obecnie ważnym elementem w budowaniu przewagi konkurencyjnej marek. Etap, kiedy w tym celu używano produktów, ich cech, funkcjonalności czy jakości, jest już za nami. Teraz konkurencja między markami odbywa się na poziomie rywalizacji o doświadczenia klientów.

— Dziś samo spełnienie oczekiwań to za mało, by utrzymać klienta i sprawić, by wrócił albo polecił sklep znajomym. Trzeba go czymś zaskoczyć, aby ogólny bilans nie wypadł na neutralnym zerze, ale by końcowy rozrachunek miał duży plus. Im większy, tym łatwiej zachować klienta i zdobyć nowych — mówi Dariusz Gocławski, architekt wnętrz komercyjnych z pracowni A+D Retail Store Design. — Poza oczywistymi parametrami, jak cena, jakość, wygląd towaru czy sposób obsługi, coraz większą rolę odgrywają bardziej wyrafinowane narzędzia, jak aktywne systemy oświetleniowe, animacje sklepu, dodanie funkcji towarzyszących, kolaboracje z osobami lub markami, stylizacje, możliwości spotkań i rozwoju oraz specjalizacja — dodaje.

Tradycyjnie i nowocześnie

Z raportu Colliers wynika, że mimo rosnącej w Polsce sprzedaży internetowej dla wielu klientów jest ona raczej uzupełnieniem tradycyjnych zakupów niż­ podstawowym kanałem zakupowym. Konsumenci doceniają sklepy stacjonarne za szeroki asortyment towarów, których można spróbować, dotknąć, pową­chać itp. Marki zdają sobie sprawę z tego, że  sklep jako istniejące fizycznie miejsce nadal odgrywa bardzo istotną rolę w budowaniu dobrych doświadczeń klientów. Ważna jest atmosfera wnętrza, komfort robienia zakupów, odpowiednia ekspozycja produktów i wiele innych czynników sprawiających, że przebywanie w danej przestrzeni sprawia przyjemność.

Nie ma wątpliwości, że istnienie sklepów stacjonarnych w dalszym ciągu będzie miało rację bytu, a rozwój sprzedaży on-line nie stanowi zagroże­nia, ale szansę. Sprzedaż on-line może bowiem w znaczący sposób dopełniać customer experience.

— Nasze rozmowy podważyły mit, że z zakupów w internecie w Polsce korzystają tylko młodzi ludzie. Co więcej, okazuje się, że zarówno młodsi, jak i starsi klienci kupujący on-line zwracają uwagę na podobne czynniki – jakość witryny, elastyczne sposoby płatności i możliwość łatwego zwrotu towarów — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Zdaniem autorów raportu optymalna sytuacja ma miejsce wówczas, gdy klient może płynnie przechodzić z rzeczywistości off-line do on-line i odwrotnie.

­— Będąc w sklepie, kupujący powinien mieć możliwość skorzystania z identycznych funkcjonalności, jakie ma używając komputera i telefonu. Jednorodna polityka zwrotów oraz (w miarę możliwości) polityka cenowa to również kwestie, o których należy pamiętać — podsumowuje Sylwester Nowalski, kierownik Działu Zarządzania Relacjami z Klientami w CCC.

Brand managerowie otwarci na zmianę pracodawcy

Jak wynika z raportu pt. „Brand Managerowie w branży FMCG” 75% brand managerów jest dzisiaj otwartych na zmiany i na nowe wyzwania na rynku. Co motywuje kandydatów do zmian zawodowych i jakie kategorie produktów są ich zdaniem najbardziej rozwojowe?

Czynniki, które motywują do zmiany pracy dzisiaj brand managerów to przede wszystkim wyższe wynagrodzenie. Dla 55% respondentów duże znaczenie ma work-life balance, a więc zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Na dalszych pozycjach znalazły się samochód służbowy (41%), możliwość zarządzania zespołem (40%) oraz inspirujący przełożony ( 34%). Czynnikami wyzwalającymi potrzebę zmiany są, również awans stanowiskowy, możliwość zarządzania zespołem lub też zmiana kategorii produktowej.

Wyniki badania są dla nas bardzo ciekawe. Przy pierwszym kontakcie kandydaci najczęściej odpowiadają nam, że to nie jest odpowiedni moment na szukanie nowej pracy. Natomiast jak przedstawiamy konkretną oferty, wówczas wykazują zainteresowanie. Dopytują o to jaki budżet jest przewidziany na danym stanowisku, jakie są możliwości rozwoju zawodowego, perspektywy awansu – mówi Newsrm.tv Monika Wojciechowska, Business Unit Manager, HRK FMCG.

Niezadowolenie z obecnej pracy wpływa na podjęcie decyzji o jej zmianie. Branża FMCG od wielu lat jest jedną z tych, które rozwijają się najszybciej. Jest też na liście najbardziej pożądanych branż wśród studentów, ale również osób posiadających już doświadczenie zawodowe. A jakie inne branże wzbudzają zainteresowanie? Najbardziej interesujące branże to branża farmaceutyczna i medyczna, ale również branża retail, czyli sieci handlowe na przykład. Z zainteresowaniem spotyka się, również e-commerce, który bardzo prężnie rozwija się na rynku, a także nowe technologie.

Jak pokazały wyniki badania przeprowadzonego przez zespół HRK FMCG Brand Managerowie są grupą zawodową, która stosunkowo często podejmuje decyzje o zmianie pracodawcy. Średni czas pracy Brand Managera w jednej firmie to 2 lata. Po upływie tego czasu pracownicy, którzy nie dostrzegają dla siebie możliwości rozwoju zawodowego u obecnego pracodawcy otwarcie komunikują chęć podjęcia nowych wyzwań w innej organizacji.

Nowe dostawy ropy z Nigerii dla ORLENU

Do płockiej rafinerii PKN ORLEN trafi ok.130 tys. ton surowca z Nigerii. Ładunek z Afryki Zachodniej sprowadzony do Polski, to kolejny etap dywersyfikacji dostaw przez spółkę. Tankowiec New Vision dotrze do Gdańska w połowie października.

Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN
Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN

Konsekwentnie realizujemy zapowiedzianą strategię, poszukując nowych rynków i poszerzając portfel dostawców oraz przerabianych w ramach Grupy Kapitałowej gatunków ropy. W związku z wdrożonymi przepisami w zakresie eliminowania szarej strefy przez premiera Mateusza Morawieckiego zapotrzebowanie na olej napędowy w Polsce wzrosło o 30%. To wymaga od nas zwiększania przerobu ropy o innych właściwościach niż rosyjska REBCO. Dzięki pozyskaniu gatunków o innych parametrach zwiększamy uzyski i marżę rafineryjną. Stąd nowe źródło dostaw. Jeśli surowiec z Nigerii okaże się efektywny w przerobie to nie wykluczamy zwiększenia naszego zainteresowania tym kierunkiem – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Nigeryjska ropa typu Bonny Light uzupełni realizowane przez PKN ORLEN dostawy spot, które obecnie pokrywają 50% zapotrzebowania Koncernu. Decyzje o zaopatrzeniu każdorazowo podlegają analizie ekonomicznej, tak aby skutecznie łączyć bezpieczeństwo dostaw z elastycznością handlową. Rafinerie z GK ORLEN przerabiały już m.in. surowiec pochodzący z Iranu, Iraku, Azerbejdżanu, Kazachstanu czy Norwegii. PKN ORLEN dysponuje również obowiązującymi umowami terminowymi z producentami ze Wschodu i Zatoki Perskiej, które zabezpieczają dostawy do rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie.

Proces dywersyfikacji dostaw ropy przez PKN ORLEN odpowiada także na zwiększone zapotrzebowanie na paliwa, szczególnie oleju napędowego, w Polsce w związku z ograniczeniem szarej strefy. Zwiększony przerób ropy o innych właściwościach niż REBCO umożliwia zwiększenie uzysków w kierunku średnich destylatów, przede wszystkim diesla. Według oficjalnych danych Agencji Rynku Energii konsumpcja oleju napędowego w latach 2015-2018 wzrośnie o ok. 43%, przy wzroście PKB o ok. 13 % w tym samym okresie. Pomijając efekt wzrostu gospodarczego PKN ORLEN szacuje, że dzięki skutecznej walce z szarą strefą legalny rynek ON powiększył się o ok. 30% w tych latach.

W ramach realizowanej dywersyfikacji dostaw ok. 30% ropy przerabianej w Grupie ORLEN pochodzi z kierunków alternatywnych. Koncern wzmacnia m.in. zakupy z Zatoki Perskiej, m.in. poprzez długoterminowe relacje z Saudi Aramco. W kwietniu tego roku firmy podpisały aneks do umowy, który zwiększył dostarczany wolumen ropy saudyjskiej o 50 procent, do 300 tys. ton surowca miesięcznie. PKN ORLEN pozytywnie ocenia potencjał dostaw z Zatoki Perskiej i pozostaje otwarty na współpracę z producentami z tego regionu w niedalekiej przyszłości.

Kuehne + Nagel wzmacnia swoją pozycję w Indonezji dzięki przejęciu Wira Logistics

  • Rozwój strategicznego partnerstwa z firmą Wira Logistics poprzez nabycie jej operacji logistycznych 
  • Budowa wewnątrz-państwowej sieci logistycznej i dystrybucji, aby zagwarantować w pełni zintegrowane rozwiązanie logistyczne end-to-end na terenie całej Indonezji
  • Indonezja jako jeden z głównych rynków Azjatyckich o szybkim wzroście w ramach logistyki kontraktowej Kuehne + Nagel

Kuehne + Nagel strategiczne przejęcie w IndonezjiKuehne + Nagel ogłosił przejęcie logistycznego operatora Wira Logistics, lidera firm logistycznych w Indonezji. To strategiczne przejęcie wzmocni krajową sieć magazynową oraz dystrybucyjną w Indonezji.

Gianfranco Sgro, Członek Zarządu Kuehne + Nagel International AG, odpowiedzialny za logistykę kontraktową, powiedział, “Indonezja jest prawdopodobnie najważniejszym rynkiem sprzedaży internetowej w Południowo-Wschodniej Azji, biorąc pod uwagę wielkość powstającej klasy średniej, która jednocześnie biegle porusza się w przestrzeni internetowej. Wraz z tym przejęciem możemy wdrożyć naszą globalną strategię dotyczącą eCommerce. Jednocześnie umożliwia nam ono zwiększenie znaczenia naszej logistyki kontraktowej w Azji oraz kontynuację budowy pozycji lidera w świadczeniu usług logistycznych. Zaciśnięta sieć krajowa zwiększy wartość naszej propozycji w ramach zapewniania w pełni zintegrowanych rozwiązań logistycznych typu end-to-end dla Klientów na terenie całej Indonezji.”

Rozwój możliwości Kuehne + Nagel w zakresie magazynowania i dystrybucji w Indonezji, gdzie importy i eksporty są równe blisko 300 miliardom USD rocznie jest strategicznym kierunkiem dla firmy. Szybko powiększająca się indonezyjska klasa średnia napędza zwiększoną siłę zakupową, jednocześnie sprawiając, że Indonezja staje się ważnym rynkiem konsumenckim dla wielu firm.

“Kuehne + Nagel pojawiło się na indonezyjskim rynku w 1992 roku. Na przestrzeni lat staliśmy się partnerem zarówno wielu międzynarodowych korporacji, jak i firm lokalnych. Te współprace są dowodem naszego doświadczenia i zrozumienia potrzeb Klientów, bez względu na rozmiar ich firm. Jesteśmy bardzo podekscytowani tym przejęciem i idącymi za nim nowymi możliwościami dla naszej firmy.” – powiedział Jens Drewes, dyrektor zarządzający Kuehne + Nagel Południowa Azja i Pacyfik.

“Firma Wira jest bardzo dumna z rozwoju naszej owocnej współpracy z Kuehne + Nagel. Nasi aktualni oraz przyszli Klienci z pewnością skorzystają dzięki pozycji lidera rynku, którą posiada Kuehne + Nagel, jak i możliwościom i globalnemu doświadczeniu firmy” powiedział Ekahadi Djaja, Przewodniczący Rady Nadzorczej, PT. Wira Logistisc

Powrót Chin. Słabsze dane z Niemieckiego przemysłu

Powrót kraju na rynki po tygodniowej przerwie to zawsze podwyższone ryzyko, szczególnie jak wstrzymane są notowania waluty. Słabsze dane z Niemieckiego przemysłu ciążą Unii.

Chiny wracają na rynek

Tygodniowe święto i zawieszenie notowań na giełdzie i rynku walutowym w Chinach musiało się skończyć emocjami na otwarciu rynków. Stonować emocje próbował Ludowy Bank Chin, który obniżył obowiązkową stopę depozytów. W rezultacie banki mogą wpuścić na rynek więcej pieniędzy na akcję kredytową. Jak się skończy ten eksperyment zobaczymy, ale na pewno nie pomoże on w delewarowaniu silnie zadłużonej gospodarki. Z drugiej strony chcąc obniżyć koszt kredytu można było również obniżyć stopy procentowe, a tego regulator nie chciał czynić. Dlaczego interweniowano? Słabsze dane makroekonomiczne z Chin to ważny powód. Nie bez znaczenia się też afera szpiegowska, czy ostre wypowiedzi wiceprezydenta USA. Zapisy w ramach umowy Nafta przenoszące wojnę handlową na więcej państw też nie pomogły Chinom. Nie może zatem dziwić, że giełda straciła ponad 3% a waluta znów testuje wielotygodniowe minima względem dolara.

Co dalej na rynku?

Czy sytuacja w Chinach ma przełożenie na złotego? Wielu ekonomistów obawia się, że problemy Chin przeniosą się dalej. Poważny kryzys w Chinach z pewnością odbije się na rynkach światowych. Bez popytu z największej fabryki świata można się spodziewać co najmniej spadków na surowcach. Co z walutami? Im więcej ryzyk tym częściej kapitał ucieka w bezpieczne miejsca. W rezultacie inwestorzy lokują swoje środki we franku, dolarze czy euro, ale nie w złotym. Taki niepokój w długim okresie powinien zatem ciążyć polskiej walucie.

Słabe wiadomości z Niemiec

Poznaliśmy wyniki produkcji przemysłowej z Niemiec. analitycy spodziewali się wzrostu o 0,4% w ujęciu miesięcznym. Otrzymaliśmy jednak spadek o 0,3%. Inwestorzy wyraźnie wystraszyli się, że problemy Niemiec, które ciągną całą Unię Europejską mogą się dalej rozlać. W rezultacie od rana obserwujemy przecenę europejskiej waluty szczególnie względem dolara.

  • Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs dolara w górę, złoty kończy tydzień na minusie

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne osłabienie polskiej waluty, która najgorzej radziła sobie w parze z silniejszym funtem brytyjskim i dolarem amerykańskim. W tym tygodniu inwestorzy czekają na dane inflacyjne z USA, a z krajowego punktu widzenia istotna będzie również rewizja ocen wiarygodności kredytowej Polski ze strony agencji S&P i Fitch.

Jednymi z najlepiej radzących sobie walut świata w ubiegłym tygodniu były dolar amerykański i real brazylijski. Pierwsza waluta umocniła się z uwagi na postępujący wzrost rentowności na całej długości amerykańskiej krzywej dochodowości. A gwałtowne umocnienie waluty Brazylii było związane z powszechnymi wyborami w tym kraju. Rynki wyceniają bowiem, że zwycięstwo zgarnie w nich skrajnie prawicowy, ale bardziej przyjazny rynkowi, Jair Bolsonaro. W momencie pisania komentarza, wygląda na to, że Bolsonaro uzyskał więcej głosów niż oczekiwano w sondażach. Prawdopodobnie nie uzyskał on jednak większości bezwzględnej, w związku z czym odbędzie się druga tura.

W nadchodzących tygodniach, dla rynków kluczowe będą zmiany rynkowych stóp procentowych w USA. Rentowność 10-letnich obligacji kraju systematycznie przekraczają kolejne psychologiczne poziomy – wynoszą one obecnie ok. 3,23%, co jest ich najwyższym poziomem od pokryzysowego 2011 roku. Biorąc pod uwagę, że ruch z ostatniego tygodnia był silny i niespodziewany, jest nieco zaskakującym, że euro nie było poddane większej presji wyprzedażowej względem dolara amerykańskiego. Jeżeli relacja między rynkiem walutowym, a amerykańskimi rentownościami nadal będzie słabnąć, w nadchodzących tygodniach możemy zmienić nasze prognozy na korzyść euro w relacji do dolara amerykańskiego.

Kurs złotego PLN

Ubiegły tydzień nie był dobry dla polskiego złotego. Polska waluta osłabiła się w relacji do głównych walut, najmocniej tracąc w parze z funtem brytyjskim i dolarem amerykańskim. Złotemu w pierwszej części tygodnia nie sprzyjał powrót ryzyka w związku z sytuacją we Włoszech, w drugiej szkodziło natomiast umocnienie dolara amerykańskiego związane ze wspomnianym wzrostem rentowności amerykańskich obligacji.

Dane gospodarcze z Polski były rozczarowujące: indeks PMI dla przemysłu spadł we wrześniu do poziomu 50,5, tym samym znalazł się nieznacznie powyżej granicy oznaczającej ekspansję sektora, sugerując, że spowolnienie po zachodniej stronie granicy Polski negatywnie przekłada się na sytuację w Polsce. Inflacja również rozczarowała: indeks CPI obniżył się z poziomu 2% do 1,8% w ujęciu rocznym, doświadczając spadku głębszego od prognoz i cementując niskie oczekiwania względem działań Rady Polityki Pieniężnej w kolejnych kwartałach.

W kontekście ubiegłego tygodnia warto wspomnieć o spotkaniu decyzyjnego skrzydła NBP, które wprawdzie nie przyniosło przełomu, jednak dostarczyło interesującej informacji. Prezes NBP zasugerował, że RPP nie rozpatruje celu inflacyjnego jako punkt z odchyleniami (2,5% +/- 1p.p.), ale raczej jako przedział (1,5-3,5%), co mogłoby sugerować, że Bank mógłby bardziej tolerować inflację znajdującą się powyżej punktowego celu inflacyjnego – oznaczałoby to, że stopy procentowe mogą dłużej pozostać stabilne.

Bieżący tydzień nie przyniesie żadnych kluczowych danych z kraju, warto jednak zwrócić uwagę na piątkowe rewizje oceny wiarygodności kredytowej Polski, których dokonają agencje S&P i Fitch. Agencja S&P w ostatnim czasie podniosła perspektywę ratingu do „pozytywnej”, w dodatku ocenia Polskę najgorzej ze wszystkich agencji tzw. Wielkiej Trójki, podczas gdy agencje raczej starają się utrzymywać oceny wiarygodności na podobnym poziomie. Sytuacja gospodarcza i fiskalna Polski oraz ich perspektywy również są dobre. Wszystko to może sugerować, że istnieje szansa na ruch w górę. Agencja Fitch z kolei raczej nie zdecyduje się na zmianę ratingu, biorąc pod uwagę stabilną perspektywę oceny wiarygodności kredytowej Polski oraz to, że pod względem oceny agencja plasuje się „pośrodku stawki”, niewykluczone, że rozważy jednak podwyżkę perspektywy. 

Kurs funta GBP

Wydaje się, że premier May dobrze poradziła sobie podczas konferencji Partii Konserwatywnej, ograniczając jedno z potencjalnych źródeł ryzyka dla funta brytyjskiego poprzedzających krytyczne negocjacjami w sprawie Brexitu. Co więcej, na niecałe 2 tygodnie przed pierwszym terminem na możliwe osiągnięcie porozumienia (18 października) ze strony Unii Europejskiej pojawiły się sygnały o zwiększonej elastyczności w kwestii osiągnięcia porozumienia. Nadal oczekujemy, że funt zareaguje pozytywnie na jakiekolwiek sygnały o tym, że obie strony zbliżają się do momentu osiągnięcia umowy.

Kurs euro EUR

Euro w obliczu gwałtownego wzrostu 10-letnich obligacji USA o ponad 15 p.p. doświadczyło względnie ograniczonej wyprzedaży (uwzględniając skalę ruchu 10-latek). Bez wątpienia pozytywne dane o bezrobociu i sprzedaży detalicznej w strefie euro nie zaszkodziły sentymentowi do wspólnej waluty. Względna stabilność kursu euro w obliczu wyższych amerykańskich rentowności jest imponująca, zważywszy na to, że obawy związane z włoskim budżetem nadal nie zostały ugaszone. Ze względu na niewiele danych ekonomicznych ze Starego Kontynentu w tym tygodniu, handel euro będzie zależał głównie od nowych informacji o włoskim konflikcie z Brukselą, jak i od zmian rentowności papierów dłużnych w Stanach Zjednoczonych.

Kurs dolara USD

Rentowności obligacji USA nadal rosną w obliczu optymistycznych komentarzy Rezerwy Federalnej, jak i względnie dobrych danych ekonomicznych. Raport z amerykańskiego rynku pracy pokazał, że bezrobocie spadło do najniższego poziomu od 1969 r, potwierdzając dobrą kondycję amerykańskiego rynku pracy. Płace odnotowały z kolei oczekiwany wzrost rzędu 2,8% rocznie. Negatywnie zaskoczyła natomiast zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych, jednak pozytywna rewizja danych z poprzedniego miesiąca oraz fakt, iż dane zostały prawdopodobnie „zaburzone” ze względu na fakt, iż we wrześniu USA nawiedził huragan Florence sprawiają, iż w tym momencie dane nie powinny budzić większych obaw. Biorąc pod uwagę charakterystykę amerykańskiego rynku obligacji, w tym tygodniu kluczowa będzie czwartkowa publikacja danych inflacyjnych dla Stanów Zjednoczonych. Jeżeli inflacja bazowa okaże się wyższa od założeń konsensusu, inwestorzy mogą reagować, w konsekwencji czego rentowności mogłyby wzrosnąć nawet do kolejnego psychologicznego poziomu 3,5%, wpływając również na rynek walutowy.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury Polska

3 razy więcej Polaków na najlepszych uczelniach zagranicznych. Połowa deklaruje, że wróci

W weekend poprzedzający inaugurację nowego roku akademickiego o polskich studentów przyjechało zabiegać 50 uczelni i liceów zagranicznych. Odwiedziły Warszawę w ramach piątej edycji Elab Education Festival – największego w Polsce festiwalu edukacji międzynarodowej i planowania kariery. Padł kolejny rekord – impreza przyciągnęła ponad 3000 odwiedzających.

Szturm na top uczelnie

Rok do roku obserwujemy kilkunastoprocentowe wzrosty zainteresowania studiami zagranicznymi. Młodzi Polacy nie tylko wyjeżdżają częściej, ale też mierzą coraz wyżej. Z pomocy w aplikowaniu na uczelnie z pierwszych miejsc światowych rankingów korzysta obecnie trzykrotnie więcej osób niż jeszcze przed dwoma laty -Jakub Pietraszek, CEO Elab Education Laboratory

Na Oxfordzie spotkamy najwięcej rodaków studiujących medycynę i informatykę. W Cambridge – natural sciences, medycynę i inżynierię. Coraz więcej aplikantów z Polski dostaje się na prestiżowy University of the Arts w Londynie oraz jedną z wiodących w rankingu Financial Times szkół biznesowych – Bocconi.

Najpopularniejszym kierunkiem emigracji edukacyjnej Polaków pozostaje Wielka Brytania. Rosnącą popularnością, pomimo znacznych kosztów takiego wyjazdu, cieszą się Stany Zjednoczone.

Uczelnie amerykańskie gwarantują więcej niż tylko wiedzę. Najważniejsze wyzwanie, jakie przed sobą stawiają, to dać ci pracę. Kadra uniwersytecka jest po to by ci pomóc, ale to Ty trzymasz stery. Twoja uczelnia zostanie z tobą w kontakcie przez całe życie. Na uniwersytetach europejskich spotkasz przede wszystkim ludzi z Europy, w Stanach – z całego świata. To prawda, wyjazd na studia jest kosztowny. Jednak ta inwestycja zwróci się już w ciągu kilku lat. -Dan Hastings, attaché kulturalny Ambasady USA w Polsce.

Praktyczne motywacja

Olbrzymie znaczenie dla wyjeżdżających ma praktyczny wymiar edukacji oraz dostępność finansowania rządowego zarówno samych studiów, jak i prowadzonych projektów badawczych. Standardem jest, że uczelnie w krajach Europy Zachodniej organizują wysokiej jakości programy stażowe. W ramach brytyjskiego sandwich year studenci są wysłani na rok do pracy dla takich gigantów jak np. HSBC, Vodafone czy IBM i otrzymują za to wynagrodzenie w wysokości ok. 20 tys. GBP.

Budżet naukowy Uniwersytetu Warszawskiego wynosił w ubiegłym roku 475 mln zł. podczas gdy topowe zagraniczne dysponują kwotami rzędu kilku mld USD. Najlepiej dofinansowane uniwersytety to John Hopkins University z rocznym budżetem na badania w wysokości 2,3 mld USD czy Harvard dysponujący majątkiem 35 mld USD.

Nowy model studiowania

Wyjeżdżają nie tylko Polacy. Internacjonalizacja edukacji to trend obserwowany na całym świecie. W Europie poprzez programy Erasmus+ i Horyzont 2020 Unia Europejska wspiera wymianę międzynarodową dla studentów, pracowników akademickich i naukowców. Coraz prężniej działają też organizacje takie jak Elab, które reprezentują uczelnie zagraniczne na lokalnym rynku i pomagają chętnym przejść przez złożony proces przygotowań i aplikacji.

Potrzeba interakcji międzykulturowej młodych pokoleń silnie wpływa na współczesny model studiowania. Dwa lata temu niepokonany wcześniej Harvard został zdetronizowany pod względem największej liczby aplikacji na jedno miejsce. Najbardziej pożądaną wśród przyszłych studentów uczelnią okazał się eksperymentalny college Minerva, który postawił na nietypową organizację studiów. W trakcie czterech lat edukacji studenci podróżują pomiędzy siedmioma lokalizacjami. Studiują “po trochu” w San Francisco, Berlinie, Buenos Aires w Argentynie, w Korei Południowej, Indiach, Stambule i Londynie. 70 proc. uczniów amerykańskiej Minervy pochodzi spoza USA. „Wspólnie odkrywając kolejne nowe miejsce nawiązujesz trwałe przyjaźnie i budujesz zbiorową tożsamość wyznaczaną przez wspólne wartości i zdrowy rozsądek” – czytamy na stronie uczelni.

Czy wrócą do Polski?

Połowa Polaków studiujących za granicą wróci do Polski w ciągu pierwszych dwóch lat od zakończenia nauki. Według Goldman Recruitment absolwenci studiów zagranicznych mogą liczyć w kraju na średnio 77 proc. wyższe zarobki niż pozostali. Czynnik finansowy nie jest jednak jedynym skłaniającym do powrotu. Młodzi często wskazują na możliwość transferowania rozwiązań, które np. w UK czy Stanach są standardem na rozwijający się i chłonny rynek polski. -Jakub Pietraszek, CEO Elab Education Laboratory

Fiskus nie zwróci podatnikom pieniędzy, bo jemu przydadzą się bardziej

Podwyższone od 1 stycznia 2011 r. podstawowe stawki VAT miały obowiązywać przez 3 lata. Pierwotny plan zakładał, że podatnicy tylko chwilowo będą się dorzucali do budżetu państwa, a stawki 22% i 7% VAT powrócą wraz z początkiem 2014 r. W sierpniu 2018 r. minister finansów potwierdziła, że wyższe stawki podatku od towarów i usług zostaną utrzymane także w 2019 r., gdyż pieniądze przydadzą się bardziej państwu niż podatnikom.

Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec
Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ustawa z dnia 26 listopada 2010 r. o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej podwyższyła podstawowe stawki VAT do 23% i 8%. Jak wyraźnie stanowił art. 19 pkt 5, miało to być rozwiązanie czasowe, pozwalające obywatelom wesprzeć państwo z własnej kieszeni w 3-letnim okresie: od 1 stycznia 2011 r. do 31 grudnia 2013 r. (Dz.U. 2010, nr 238, poz. 1578).

Lepiej nie oddawać ludziom pieniędzy, bo my wydamy je rozsądniej

23 sierpnia 2018 r. w programie „Wydarzenia i Opinie” w stacji Polsat News minister finansów zapowiedziała, że w 2019 r. nie zostaną przywrócone obiecywane od 8 lat niższe stawki VAT. Utrzymanie w kolejnym roku wyższego podatku od towarów i usług tłumaczyła w ten sposób, że zwrócenie podatnikom podatku w wysokości 1 punktu procentowego nie byłoby dla nich odczuwalne. Szacowane przez minister 8 miliardów złotych, jakie uzyska w ten sposób państwo, będzie za to odczuwalne dla jego budżetu. Innymi słowy, opiekuńcze państwo nie zamierza zwracać obiecanych, należnych podatnikom pieniędzy, bo samo wyda je lepiej.

Fiskus zabrał mało, więc tak naprawdę nie ma czego oddawać

Gdy 8 lat temu podwyższano stawkę podatku od towarów i usług, decyzję tę argumentowano tym, iż: „[…] skala podniesienia wysokości stawki podatku (o 1 punkt procentowy), rynkowy charakter cen towarów i usług obciążonych tym podatkiem przy ich sprzedaży pozwala przypuszczać, że wpływ podniesienia stawki na ceny będzie bardzo ograniczony, a w wielu przypadkach nie wystąpi w ogóle (konkurencja rynkowa).” (Uzasadnienie Rządowego projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw związanych z realizacją ustawy budżetowej – druk 3430 z 30.09.2010 r.).

Dzięki takiemu posunięciu fiskus w genialny dla siebie sposób zapętlił podwyższenie stawki najważniejszego podatku, początkowo tłumacząc, że wprowadzenie wyższego VAT nie będzie dla podatników dotkliwe, a teraz odmawiając jego obniżenia, skoro i to nie byłoby dla nich odczuwalne. 3 stycznia 2011 r. serwis TVP Info poinformował w materiale pt. „Wzrost VAT, wzrost cen”, że: „Wzrost podatku VAT o jeden punkt procentowy to wyższe ceny żywności, mieszkań, czy leków”.

Mięso, chleb i produkty przemiału zbóż, z wyłączeniem śruty

Podwyżka z 2011 r. objęła również produkty żywnościowe, które nie były dotąd opodatkowane. Według przywołanego uzasadnienia z 2010 r. (druk 3430) prawo Unii Europejskiej wymagało tego względem nieprzetworzonej żywności. Dopełniając unijnego obowiązku, wspaniałomyślnie obciążono tę żywność najniższą możliwą, bo 5% stawką VAT. W ramach rekompensaty obniżono nawet z 7% do 5% VAT na inne podstawowe produkty żywnościowe. Zgodnie z załączonym do ustawy z dnia 26 listopada 2010 r. wykazem towarów (Dz.U. 2010, nr 238, poz. 1578), ta najniższa możliwa stawka opodatkowania dotyczyła m.in.: jagód z wyłączeniem kiwi, dziko rosnących jadalnych produktów leśnych, ryb, mięsa, jaj, kuskusu, makaronów, pierogów, klusek, czy też produktów przemiału zbóż z wyłączeniem śruty.

Decyzję tę argumentowano tym, iż: „[…]zabezpieczenie w postaci objęcia najniższą stawką podatku w wysokości 5% podstawowych produktów żywnościowych pozwoli uchronić mniej zamożną część społeczeństwa, dla której wydatki na żywność stanowią istotny element budżetu domowego” (Uzasadnienie Rządowego…, druk 3430)]. Zatem obciążając podatników dodatkową daniną, fiskus robił to dla ich finansowego bezpieczeństwa.

Sprytny sposób uszczelniania systemu

21 sierpnia 2018 r. Rada Ministrów przyjęła wstępny projekt ustawy budżetowej na 2019 r. Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, jest on gwarancją stabilności i bezpieczeństwa finansów publicznych, a niski deficyt pozwala nawet na ujęcie w jego wydatkach wzrostu nakładów na wynagrodzenia w sferze budżetowej. Priorytetem resortu w nadchodzącym roku pozostanie „dalsze uszczelnianie systemu podatkowego i ograniczanie jego skomplikowania”.

Podczas rozmowy w Polsat News minister finansów zapowiedziała, że wspomniane uszczelnianie zaowocuje dodatkowymi 10 miliardami złotych dla budżetu państwa. Nie sposób nie zgodzić się z szefową resortu finansów, która stwierdziła, iż nie powinno być to zadanie trudne do zrealizowania, skoro już z samych zabranych i nieoddanych podatnikom pieniędzy, wskutek zachowania wyższych stawek VAT, uzbiera się przeważająca część tej kwoty, bo aż 8 miliardów złotych.

155 stron zmian

O ile w tej metodzie uszczelniania systemu podatkowego da się dostrzec jakąś pomysłowość w realizacji pierwszego z ministerialnych priorytetów, to wciąż trudno o to w przypadku drugiego z nich. Przygotowany przez resort 24 sierpnia 2018 r. Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz o zmianie niektórych innych ustaw liczy bowiem aż 155 stron. Przy takiej ilości zmian trudno mówić o „ograniczaniu skomplikowania systemu podatkowego”.

Tak jak wyłączenie spod stawki niskiego opodatkowania śruty nie oznaczało, że podatnik nie mógł nabywać innych nisko opodatkowanych produktów przemiału zbóż, tak nasycanie obrotu gospodarczego setkami zmian nie oznacza, że przedsiębiorca-podatnik nie może, w celu zapoznania się z nimi, skorzystać z pomocy profesjonalistów. Do dyspozycji są przecież doradcy podatkowi, kancelarie prawne, a nawet sam fiskus, oferujący za drobną opłatą wydanie wiążącej interpretacji przepisów podatkowych. Ten, kto nie godzi się na prowadzenie działalności w takich realiach, może zmienić rezydencję podatkową tudzież przenieść biznes za granicę. Oczywiście pod warunkiem, że zapłaci exit tax.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Popyt na Kredyty Mieszkaniowe we wrześniu 2018 r.

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Najnowszy wrześniowy odczyt wyniósł + 23,6% i jest niższy od odczytu sierpniowego o – 4,9 p.p. Wartość indeksu na poziomiec + 23,6% oznacza, że we wrześniu 2018 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe, na kwotę wyższą o 23,6%, w porównaniu z wrześniem 2017 r.

– We wrześniu 2018 r., w porównaniu do sierpnia 2018 r., wartość indeksu spadła o 4,9 p.p. Jednak wrześniowy odczyt nadal jest bardzo wysoki. Łącznie we wrześniu o kredyt mieszkaniowy zawnioskowało 32,00 tys. osób w porównaniu do 29,73 tys. rok wcześniej (+ 7,7%). Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego we wrześniu 2018 r. wyniosła 255,86 tys. zł, tj. o 9,3% więcej niż rok wcześniej. Wzrost indeksu spowodowany jest zarówno wzrostem liczby wnioskodawców, jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu. Wzrostowi liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy sprzyja nadal bardzo dobra obecna sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych, której towarzyszy optymizm co do ich przyszłej sytuacji finansowej. Natomiast wnioskowanie o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych niż w 2017 r. może mieć swoje główne źródło we wzroście cen nieruchomości oraz nadal rekordowo niskich stopach procentowych. Przy rosnących dochodach gospodarstw domowych i niskich stopach procentowych rośnie zdolność kredytowa klientów, która umożliwia wnioskowanie o wyższe kwoty kredytów mieszkaniowych – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Walter Herz otwiera biuro w Krakowie

Walter Herz, firma doradcza w sektorze nieruchomości komercyjnych otworzyła swój oddział na najszybciej rozwijającym się, krajowym rynku regionalnym

Decyzja o otwarciu biura regionalnego w Krakowie wiąże się z rosnącym zapotrzebowaniem najemców, szczególnie firm z sektora BPO, SSC i IT, na najwyższej jakości usługi doradztwa na tym rynku. Jego tempo rozwoju może robić wrażenie. Z danych Walter Herz wynika, że tylko w ciągu ostatnich czterech lat Kraków zwiększył swoje zasoby biurowe niemal dwukrotnie i dysponuje aktualnie prawie 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni. W stolicy Małopolski w budowie jest aktualnie około 300 tys. mkw., a kolejne 200 tys. mkw. biur znajduje się w projektach przygotowywanych do realizacji.

Kraków, który jest drugim, największym rynkiem biurowym w kraju, plasuje się w światowej czołówce najatrakcyjniejszych lokalizacji dla inwestycji z sektora usług dla biznesu. Firmy z tej branży zatrudniają już na terenie aglomeracji około 60 tys. osób. I to właśnie spektakularny rozwój działalności tego sektora, który generuje popyt na ponad 60 proc. powierzchni biurowych, stanowi największą siłę napędową regionu.

Kraków to dla inwestorów świetne miejsce do lokowania biznesu, przede wszystkim z uwagi na niezwykle zasobny w wysoko wykwalifikowaną kadrę rynek pracy, ale również ze względu na swoje walory turystyczne. Potencjał inwestycyjny i naukowy miasta wciąż przyciąga do Krakowa nowe firmy, a te które są w nim obecne rozwijają swoje projekty.

– Roczne zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe przekracza w Krakowie 200 tys. mkw. Szacujemy, że w tym roku powinno uplasować się na podobnym poziomie. Nasza firma od dawna prowadzi aktywną działalność na krakowskim rynku. Tylko w trzecim kwartale bieżącego roku doradzaliśmy przy transakcjach, m.in. na wynajem powierzchni w kompleksie Zabłocie Business Park, czy Unity Tower, które łącznie opiewały na ponad 5000 mkw. powierzchni – informuje Mateusz Strzelecki, Partner w Walter Herz.

– Kraków jest jednym z miast najczęściej wybieranych przez firmy wchodzące do Polski. To najbardziej chłonny, regionalny rynek biurowy w naszym kraju i główna lokalizacja dla sektora usług dla biznesu. O skali rozwoju firm sektorowych w tym regionie może świadczyć choćby ilość nowych centrów usług biznesowych, których w Krakowie powstało w ubiegłym roku dwukrotnie więcej niż w Warszawie. Potencjał inwestycyjny aglomeracji jest ogromny, stąd nasza decyzja o wejściu na ten rynek. Krakowski oddział Walter Herz rozpoczął działalność z początkiem października br. w niedawno oddanym budynku High5ive przy ulicy Pawiej 9 – podaje Mateusz Strzelecki.

– Wybraliśmy ten kompleks na siedzibę krakowskiego oddziału firmy, ponieważ to jeden z najlepiej skomunikowanych obiektów biurowych w mieście. Inwestycja, która mieści się w sąsiedztwie Dworca PKP Kraków Główny jeszcze się rozbudowuje, a finalnie w pięciu budynkach zaoferuje 70 tys. mkw. powierzchni i wszelkie udogodnienia. High5ive zapewnia, nie tylko ciekawe rozwiązania proekologiczne, ale również oferuje najwyższej klasy rozwiązania techniczne – wymienia Strzelecki.

W Krakowie zainaugurowany zostanie również niebawem tegoroczny cykl spotkań Akademii Najemcy Walter Herz. Na pierwsze warsztaty trzeciej już edycji autorskiej Akademii firma zaprasza 17. października br. wszystkich najemców i osoby zainteresowane rynkiem najmu do mieszczącego się przy ulicy Radzikowskiego 182 Office Inspiration Centre, krakowskiego showroomu firmy Nowy Styl.

W czasie seminarium Walter Herz oficjalnie zaprezentuje raport „Biuro 10.0” stworzony we współpracy z partnerami, firmą Billennium wyspecjalizowaną w dziedzinie doradztwa technologicznego, firmą Reesco świadczącą usługi fit-outowe i oferującym kompleksowe rozwiązania w zakresie umeblowania Nowym Stylem. Opracowanie poświecone jest kwestii aranżacji powierzchni biurowych, optymalizacji procesu najmu oraz rozwiązań technicznych w biurach.

Kurs dolara i euro – prognoza krótkoterminowa

Nowy tydzień EUR/PLN rozpoczyna w okolicach 4,305 przy EUR/USD oscylującym przy 1,15. W piątek na rynkach finansowych wyczekiwanym momentem była publikacja danych z rynku pracy w USA. Dane okazały się mieszane podnosząc na rynku zmienność (EUR/USD wzrósł do 1,154 po czym szybko zszedł w okolice 1,148). We wrześniu odczyt NFP wyniósł 134 tys. nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem (niżej niż oczekiwano, ale przy solidnej rewizji w górę, o blisko 70 tys. do 270 tys., wyniku za sierpień), spadła stopa bezrobocia (do 3,7% z 3,9% wcześniej – najniżej od 50 lat), a wzrost płac okazał się zgodny z oczekiwaniami (0,3% m/m i 2,8% r/r). Generalnie, wrześniowy NFP to solidny odczyt, biorąc pod uwagę chociażby wpływ huraganu Florence który uderzył podczas tygodnia badań. Każdy przyrost w USA nowych miejsc pracy o 150-250 tys. oznacza, że rynek pracy ma się nieźle i jest w stanie wchłaniać kolejnych pracowników, co oznacza, że stopa bezrobocia powinna nadal stopniowo spadać. Stąd dane NFP obok publikowanych wcześniej (ADP, ISM usług, czy PMI) wpisują się w zakładany przez rynek scenariusz dalszych podwyżek stóp w tym (o 25pb) i w przyszłym (łącznie o 75pb) roku. Wyższy koszt pieniądza w USA będzie sprawiał, że aktywa rynków z łagodniejszą polityką monetarną banków centralnych (jak EBC, czy NBP) będą pozostawać pod presją.

W oczekiwaniu na NFP, EUR/USD konsolidował się w okolicach 1,15. Stabilizacja euro do dolara znalazła ujście w lekko rosnących notowaniach złotego, EUR/PLN zszedł poniżej 4,30. Atmosfera na rynku europejskim nadal pozostaje jednak ciężka. Tydzień po opublikowaniu we Włoszech pierwotnego planu deficytu budżetowego włoski rząd podał, że w 2019 r. spodziewa się wzrostu PKB o 1,5%, w 2020 r. o 1,6%, a w 2021 r. o 1,4%, co powinno obniżyć zadłużenie kraju do 1,8% do 2021 roku z 2,4% utrzymanych na przyszły rok. Wszyscy zdają sobie jednak sprawę, że pomimo prób załagodzenia klimatu wokół Rzymu, do pełnej oceny sytuacji fiskalnej Włoch ważne są szczegóły planu fiskalnego. A jak można zauważyć, zakładany przez rząd Contego wzrost gospodarczy na kolejne lata jest znacznie wyższy od prognoz przedstawionych wcześniej przez MFW, OECD, czy agencje ratingowe (max 1,2%). To może oznaczać, że w najbliższym czasie nie będzie możliwe osiągnięcie porozumienia  pomiędzy Rzymem a Brukselą, rośnie też ryzyko rewizji ratingu Włoch. Możliwe nasilenie się niestabilności na rynku spowoduje, że inwestorzy preferować będą waluty „bezpieczne”, kosztem ryzykowniejszych.

W najbliższych dniach, uwagę będą przyciągać dane inflacyjne z USA i handlowe z Chin. Zakładamy, że CPI i bazowy CPI powinny zwiększyć zaufanie rynku do dalszych podwyżek stóp w USA i wzmocnić dolara kosztem złotego. Ponadto, ostatnie dane z Chin potwierdzały spowalnianie gospodarki (niższy od oczekiwań odczyt PMI za wrzesień na poziomie 50,8). Wojna handlowa z USA zniweczyła wysiłki Pekinu w kierunku opanowania spowolnienia wzrostu gospodarczego po okresie ekspansji. Oprócz słabszego wzrostu produkcji, chińska gospodarka zmaga się również ze spowolnieniem inwestycji i rosnącym zadłużeniem. Oczekiwane, kolejne słabsze odczyty z Chin (w tym tygodniu dot. wymiany handlowej), mogą wywierać dalszą presję na juana. Złoty silnie reagują na wahania kursu stąd, oczekiwane wzrosty USD/CNY powinny wpłynąć na zmiany notowań EUR/PLN, w kierunku słabszego złotego.

Wykres dnia: Oczekiwane wzrosty USD/CNY, po publikacji słabszych danych z Chin dot. wymiany handlowej, powinny wpłynąć na zmiany EUR/PLN w kierunku niższych notowań złotego.

zmiany EUR PLN w kierunku niższych notowań złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Raport IPO Watch za III kwartał 2018

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w trzecim kwartale 2018 roku wyniosła 3,9 mld euro – to spadek o 53% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego (8,3 mld euro). Niemal połowa debiutów i środków pozyskanych z  IPO przypadła na giełdę w Londynie. W Warszawie w minionym kwartale odnotowano jedynie 4 oferty o łącznej wartości 8 mln euro – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

W III kwartale 2018 r. w Polsce miały miejsce 4 pierwotne oferty publiczne (IPO) – z czego tylko jedna na rynku głównym GPW, a trzy na alternatywnym rynku NewConnect. Na rynku głównym zadebiutowała spółka Silvair (mająca polskie korzenie amerykańska firma zajmująca się tworzeniem oprogramowania w obszarze internetu rzeczy). Wartość przeprowadzonej oferty wyniosła 20,1 mln zł. Z kolei łączna wartość IPO przeprowadzonych na alternatywnym rynku NewConnect wyniosła 12,6 mln zł – największą ofertę o wartości 6,5 mln zł przeprowadziła spółka Creepy Jar (wydawca i dystrybutor gier wideo). Na rynku alternatywnym zadebiutowała także spółka Medinice zajmująca się sprzedażą produktów medycznych z obszaru kardiologii i kardiochirurgii (wartość IPO wyniosła 4,9 mln zł) oraz spółka Passus będąca dostawcą rozwiązań IT (wartość oferty 1,3 mln zł).

Aktywność w zakresie IPO w Warszawie jest po trzech kwartałach najsłabsza od 2003 roku i po raz kolejny jedna z najmniejszych w Europie. Sprawa GetBacku i jej skutki zamroziły w tym roku polski rynek, i tak dotknięty już niskimi wycenami, spadającą płynnością oraz ciągłą niepewnością dotyczącą przyszłości OFE. Przyjęta przez Sejm ustawa o pracowniczych planach kapitałowych jest na pewno pozytywnym sygnałem, ale nie będzie miała istotnego realnego wpływu na rynek w krótkim okresie – napływ środków z PPK to raczej kwestia kolejnych lat. Poprawę sytuacji na giełdzie mogłaby przynieść większa międzynarodowa oferta (taka jak np. rozważany debiut Smyk Holding, którego prospekt złożony został już w KNF). Biorąc jednak pod uwagę nawet taki pozytywny impuls, mówimy tu o wpływie na rynek IPO w nieco dalszej perspektywie – na debiut w ostatnim kwartale mają w praktyce szanse emitenci, których projekty emisyjne zostały już złożone w KNF, a takich jest zaledwie kilka. Znacząca aktywność w zakresie IPO może więc nastąpić nie wcześniej niż w II kwartale 2019 r.” – mówi Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w III kwartale 2018 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie wyniosła 3,9 mld euro i spadła w minionym kwartale (w porównaniu do trzeciego kwartału 2017 r.) aż o 4,4 mld euro. Odnotowano 64 debiuty (wobec 76 w trzecim kwartale 2017 r.). W analizowanym okresie miała miejsce jedna mega oferta (IPO o wielkości przekraczającej 1 mld euro) przeprowadzona we wrześniu na giełdzie w Szwajcarii – IPO spółki SIG Combibloc Group AG (1 708 mln euro). Drugim największym IPO była oferta spółki Amigo Holdings Plc (407 mln euro, debiut na giełdzie w Londynie), a trzecim – IPO Tritax EuroBox plc (339 mln euro, giełda w Londynie).

 Aktywność na europejskim rynku IPO w pierwszych trzech kwartałach roku od 2008* r.Aktywność na europejskim rynku IPO w pierwszych trzech kwartałach roku od 2008

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2014

Aktywność na europejskim rynku IPO
*Dane przed 2011 r. nie uwzględniają giełd w Stambule, Zagrzebiu i Bukareszcie

Geopolityczne zawirowania oraz letnia przerwa spowolniły aktywność w trzecim kwartale, w efekcie wartość IPO w Europie osiągnęła najniższy poziom od 2 lat. Perspektywy na IV kwartał wyglądają dość optymistycznie, zmienność rynku utrzymuje się na niskim poziomie, a na europejskich rynkach oczekiwanych jest co najmniej kilka mega ofert (IPO o wartości przekraczającej 1 mld euro). Z drugiej strony, słabe notowania po debiucie niektórych spośród ostatnich emitentów, jak też istotna niepewność dotycząca wyników negocjacji ws. Brexitu, mogą zniechęcić spółki planujące IPO do zamknięcia transakcji przed końcem roku” – podsumowuje Tomasz Konieczny, lider zespołu ds. rynków kapitałowych PwC.

O raporcie IPO Watch Europe

Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2017.

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Islandii, Norwegii, Turcji i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 lipca do 30 września 2018 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji. Dodatkowe informacje, w tym tabele danych, są dołączone do niniejszej informacji prasowej.

Pudełkowe data center na topie. Konwergencja warta już 3,5 mld dolarów

IDC opublikowało globalne wyniki sprzedaży systemów konwergentnych w drugim kwartale 2018 roku. Wartość tego segmentu rynku wyniosła 3,5 mld dolarów – o ponad 9 proc. więcej niż rok wcześniej. Największy wzrost zaliczyły jednak rozwiązania hiperkonwergentne, generując ponad 1,5 mld dolarów zysków. Trend ten napędzają inwestycje w cyfrową transformację biznesu, która potrzebuje prostych i sprawnych narzędzi.    

W swoim raporcie IDC wyróżnia kilka kategorii systemów konwergentnych. Są to infrastruktura zintegrowana, architektura referencyjna i zintegrowane platformy. Ostatnią kategorię tworzy infrastruktura hiperkonwergentna (HCI). To segment rynku, który zanotował największą dynamikę wzrostu aż o 78,1 proc. w ujęciu rocznym.

Era hiperkonwergencji?

Rozwiązania HCI napędziły wzrosty na rynku usług konwergentnych ze względu na swoją zdolność do uproszczenia całego środowiska IT. Infrastruktura hiperkonwergentna łączy w jednym „pudełku” serwer, przestrzeń dyskową oraz oprogramowanie do zarządzania i dzięki temu firmowe działy IT mogą sprawniej wspierać cele biznesowe danej organizacji – komentuje wyniki Sebastian Lagana, kierownik działu badań nad technologiami i platformami IT w firmie IDC.

Jedną z najważniejszych cech infrastruktury hiperkonwergentnej jest właśnie integracja wielu elementów składowych w ramach jednej usługi. W efekcie wdrażanie systemów HCI jest znacznie szybsze – można je zainstalować nawet w ciągu 2 minut. Fizyczna infrastruktura HCI może zostać przy tym umieszczona w siedzibie przedsiębiorstwa, dzięki czemu biznes nie musi się obawiać o kwestie prawne. Z kolei dzięki warstwie programowej zarządzanie tego typu systemami IT staje się znacznie prostsze i tańsze. A dodatkowo nie wymaga zatrudniania dodatkowego personelu.

Gdy brakuje rąk do pracy

Kwestia zatrudnienia jest o tyle istotna, że według najnowszego raportu ManpowerGroup wynika ponadto, że 52 proc. polskich firm ma problem ze znalezieniem nowych pracowników. Na samym rynku IT brakuje ok. 50 tys. takich pracowników, a niejednokrotnie nie mają oni też odpowiednich umiejętności. Według Gartnera, nawet 70 proc. pracowników na całym świecie nie posiada kompetencji, by umożliwić swoim firmom cyfrową transformację.

Problemy kadrowe są szczególnie odczuwalne, gdy polskie firmy chcą się rozwijać i zakładać nowe oddziały – w Polsce i za granicą. Nie dość, że stworzenie odpowiedniego zaplecza IT ma swoją cenę, to do tego brakuje im odpowiedniego personelu technicznego – w terenie. Rozwiązania hiperkonwergentne, których popularność na całym świecie rośnie, są jednak remedium na tego typu problemy. HCI umożliwia zainstalowanie w zdalnym oddziale firmy wręcz „przewoźnego data center. Tak np. zrobiło niemieckie „pendolino” – instalując w pociągach zwirtualizowane centrum danych – tłumaczy Stanisław Bochnak, Senior Business Solutions Strategist w VMware Polska.

Jak dodaje ekspert, zarządzanie takim centrum odbywa się z poziomu konsoli, którą obsługują specjaliści IT znajdujący się w firmowej centrali. Większość skomplikowanych zadań realizowana jest jednak przez oprogramowanie dostawcy. Dzięki wirtualizacji i automatyzacji, do obsługi większej liczby oddziałów nie trzeba zatrudniać dodatkowych pracowników, co ma bezpośrednie przełożenie zarówno na niższe koszty działania jak i na poprawę niezawodności.

Zwycięzca bierze wszystko

Na rynku rozwiązań konwergentnych dominują obecnie takie firmy jak Dell, Nutanix czy VMware. W segmencie oprogramowania do zarządzania HCI lider jest jednak tylko jeden. Według najnowszego raportu firmy doradczej Forrester jest nim VMware. Analitycy rozwiązaniom firmy z Palo Alto przyznali najwyższe noty. W raporcie strategia produktowa VMware została uznana za najbardziej kompleksową i zgodną z wizją cyfrowego biznesu.

Dla klientów VMware, rozwiązania hiperkonwergetne to nie tylko wirtualna puszka na moce obliczeniowe czy dyski. Nasze sztandarowe rozwiązanie vSAN gwarantuje im stabilny i inteligentny fundament chmury obliczeniowej. W ramach naszej strategii VMware Cloud Foundation oferujemy klientom dojrzałe, programowo definiowane data center, które napędza wdrożenia chmur prywatnych, publicznych i rozwiązań brzegowych – tłumaczy Yanbing Li, dyrektor generalny działu Storage and Availability Business w VMware.

Dzięki niedawno ogłoszonej współpracy Amazon Web Services, VMware w oparciu o tego typu rozwiązania HCI, chce znacznie umożliwić swoim klientom sprawne i szybkie budowanie środowisk multicloudowych oraz hybrydowych. Na całym świecie z vSAN korzysta już 15 tys. przedsiębiorstw, w tym ponad połowa z listy największych firm świata „Global 2000”. Według IDC sprzedaż rozwiązań hiperkonwergentnych VMware wyniosła prawie 500 mln dolarów w II kw. 2018 roku. Zdaniem Gartnera, hiperkonwergentne platformy IT będą odgrywać coraz większą rolę. Do 2021 roku wydatki na tego typu technologie przekroczą, w ujęciu globalnym, 10 mld dolarów.

Sytuacja finansowa firm poprawi się, ale zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne wzrośnie

Krótsze terminy płatności, publikowanie informacji o praktykach płatniczych i terminach zapłaty przez największe firmy, czy szybka ścieżka do nakazu zapłaty – to główne zmiany w propozycji przepisów przygotowanych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, które mają ograniczyć zatory płatnicze. Trafiły one właśnie do konsultacji społecznych. Według eksperta Siemens Financial Services zmiany idą w dobrym kierunku, jednak dzięki nim płynność finansowa firm poprawi się jedynie częściowo.

Do konsultacji publicznych trafił projekt Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii dotyczący zmian, których celem jest ograniczenie problemu zatorów płatniczych w Polsce. Zakłada on między innymi wprowadzenie limitu 60 dni na uregulowanie przez dużego kontrahenta jego zobowiązań wobec mniejszego podmiotu. Ministerstwo Finansów będzie także zbierać a następnie publikować dane na temat liczby faktur, które duże firmy płacą w ciągu 30, 60 i ponad 60 dni. Wprowadzona zostanie również uproszczona procedura nakazowa w przypadkach, gdy wartość roszczenia nie przekracza 75 tys. zł.

Krzysztof Kuniewicz Dyrektor Zarządzający Siemens Finance
Krzysztof Kuniewicz
Dyrektor Zarządzający Siemens Finance

– Dzięki nowym regulacjom nie będzie się opłacało opóźnianie płatności. Niezależnie od tego, czy są one robione by „kredytować się” u kontrahentów, czy są wymuszone przez okoliczności. Każda inicjatywa zwiększająca bezpieczeństwo biznesu jest dobra dla przedsiębiorstw i gospodarki – mówi Krzysztof Kuniewicz, Dyrektor Działu Faktoringu Siemens Financial Services.

– Problem nieterminowego regulowania płatności dotyka wielu firm w Polsce. Z najnowszego badania BIG InfoMonitor wynika, że w III kw. 2018 r. odsetek firm skarżących się na opóźnienie płatności od kontrahentów przekraczające 60 dni sięgnał 50 proc. Z kolei gdyby nie przeterminowane płatności od odbiorców, niemal co piąta firma miałaby o co najmniej 30 proc. wyższe obroty –– dodaje Krzysztof Kuniewicz. Według eksperta Siemens Financial Services, po wprowadzeniu zmian w przepisach firmy będą musiały dbać o swoją płynność finansową nawet mocniej niż dotychczas.

– Warto zauważyć, że konieczność wcześniejszego spłacania należnych faktur wymaga posiadania dostępu do kapitału. Firmy, które niejako kredytowały się u kontrahentów, w obliczu nowych uregulowań staną przed koniecznością pozyskania finansowania zewnętrznego krótkoterminowego, jak na przykład faktoring czy kredyt obrotowy. Rynek usług finansowych w Polsce jest na to przygotowany. Firmy wybierające nowoczesne rozwiązania poprawiające płynność finanasową, szczególnie w obliczu spowolnienia gospodarczego czy jakichkolwiek wahań koniunktury, mogą zyskać przewagę konkurencyjną i wejść silniejsze w trudny okres na rynku – mówi Krzysztof Kuniewicz.

Jednak jak zaznacza Krzysztof Kuniewicz, dostępne na rynku narzędzia finansowe – jak na przykład faktoring – nie są jedynie lekarstwem na brak płynności w trudniejszych okresach, a stanowią kompleksowe usługi, które stały się wygodnym instrumentem finansowym dla firm. – Faktoring nie jest sposobem na nierzetelnych dłużników, a na obsługę bieżącego biznesu. Sami przedsiębiorcy decydują czy środki pozyskane z użyciem faktoringu przeznaczą na rozwój firmy czy też na terminową spłatę swoich zobowiązań – mówi Krzysztof Kuniewicz.

Nowe przepisy mają wejść w życie 1 czerwca 2019 r. Jedynie przepisy dotyczące ulgi na złe długi w CIT i PIT (spowodowane brakiem płatności za fakturę przez kontrahenta) mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia 2020 roku.

Fundusze private equity prognozują wzrosty w segmencie produktów luksusowych sięgające średnio nawet 10 proc. rocznie

Branża dóbr luksusowych, ze względu na stabilny rozwój, od lat znajduje się centrum zainteresowania inwestorów, zarówno strategicznych, jak i finansowych. W 2017 roku na globalnym rynku M&A w tym sektorze doszło do 217 transakcji fuzji i przejęć o średniej wartości 230 mln dolarów. Jak wynika z raportu „Fashion & Luxury Private Equity and Investors Survey 2018”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się niezmiennie producenci luksusowej odzieży i akcesoriów. Według szacunków przedstawicieli funduszy private equity, branża ta do 2021 roku będzie rosła średnio w przedziale 5-10 proc. rocznie.

Raport analizuje transakcje M&A na rynku dóbr luksusowych, do których zalicza nie tylko osobiste dobra luksusowe, takie jak odzież, akcesoria, kosmetyki, perfumy, biżuterię czy zegarki, ale również meble, samochody, prywatne odrzutowce, jachty, hotele, luksusowe rejsy oraz cyfrowe dobra luksusowe.

Liczba fuzji i przejęć rośnie

– W 2017 roku branża ta cechowała się wzmożoną aktywnością na światowym rynku fuzji i przejęć. W tym czasie doszło do 217 transakcji, czyli o 6 więcej niż rok wcześniej, co zaowocowało wzrostem o 2,8 proc. Liczba fuzji i przejęć w segmencie osobistych dóbr luksusowych wzrosła o 5 w porównaniu do 2016 r., na co największy wpływ miała aktywność w na rynku odzieży i akcesoriów, które stanowiły 36 proc. wszystkich transakcji oraz kosmetyków i perfum (13 proc., wzrost o 6 transakcji). Z kolei spadek o 9 transakcji zanotowały zegarki i biżuteria – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Poza sektorem osobistych dóbr luksusowych, liczba transakcji M&A nie zmieniła się w sposób radykalny w porównaniu do poprzedniego roku, choć zanotować należy mniejszy ruch w segmencie hoteli (spadek o 7 transakcji). Z kolei wzrost nastąpił w branży luksusowych mebli (wzrost o 6 transakcji). – Światowy sektor dóbr luksusowych cieszy się stałym zainteresowaniem inwestorów, zarówno branżowych, jak również funduszy private equity. Odwrotny trend jest widoczny w Polsce. Na polskim rynku nie obserwujemy zainteresowania funduszy private equity tym sektorem. Wynika to przede wszystkim z faktu, że pomimo wzrostowych trendów wciąż stanowi on niewielką część rynku. Dodatkowo nie mamy także zbyt wiele rodzimych firm produkujących dobra luksusowe – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza.

Najaktywniejsza Europa

Pomimo zwiększenia liczby transakcji, ich średnia wartość spadła aż o 49 proc. z 449 mln dolarów w 2016 roku do 230 mln dolarów w 2017 roku. Był to zresztą kolejny rok spadków. Należy jednak pamiętać, że w tym segmencie jedna duża transakcja może zmienić obraz całego rynku. Największą przeciętną wartość osiągnęły transakcje w segmencie kosmetyków i perfum (390 mln dolarów, wzrost o 26 proc. r/r). W ubraniach i akcesoriach suma ta wynosiła średnio 356 mln dolarów (wzrost o 9 proc.). Spadki wartości transakcji zaliczyły hotele oraz zegarki i biżuteria, odpowiednio o 80 i 37 proc.

– Europa była jedynym regionem, który zanotował wzrost liczby transakcji, o 14 w porównaniu do 2016 roku. Był to wynik uzyskany przede wszystkim na rynku odzieży i akcesoriów oraz hoteli. Łącznie w Europie zawarto 109 umów M&A na rynku dóbr luksusowych, czyli połowę wszystkich do których doszło w 2017 roku. W regionie Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej liczba ta nie uległa zmianie – komentuje Katarzyna Sermanowicz-Giza.

W 2017 roku inwestorzy byli głównie zainteresowaniem przejęciem mniejszych firm (do 50 mln dolarów). Tego typu transakcje stanowiły 55 proc., w porównaniu do 40 proc. w 2016. Nastąpił wyraźny spadek liczby transakcji z udziałem wielkich graczy. Udział inwestorów strategicznych spadł o 13 proc. natomiast inwestorów finansowych wzrósł o 44 proc.

LMVH umacnia się na pozycji lidera

Największą transakcją w 2017 roku w segmencie mody i dóbr luksusowych było przejęcie 26 proc. udziałów i de facto kontrola nad firmą Christian Dior przez koncern LMVH. Jej wartość szacuje się na około 13,7 mld dolarów. Kontrolowany przez rodzinę Arnault LMVH jest od lat największym graczem na globalnym rynku dóbr luksusowych.

Z kolei na sumę około 4,7 mld dolarów opiewa transakcja przejęcia Belle International przez Hillhouse Capital Group. Na trzecim miejscu pod względem wartości znalazło się przejęcie Kate Spade & Co (firmy produkującej torebki i akcesoria) przez Coach Inc oraz Carver Korea przez Unilever. Wartość obu tych transakcji to około 2,4 mld dolarów.
W tym roku jedną z najgłośniejszych i najbardziej znaczących transakcji będzie niewątpliwie przejęcie domu mody Versace przez firmę Michael Kors.

Największe wzrosty sięgną ponad 10 proc. rocznie

Badanie przeprowadzone przez firmę Deloitte wśród przedstawicieli funduszy private equity miało na celu poznanie opinii inwestorów na temat możliwości rozwoju rynku mody i dóbr luksusowych w nadchodzących latach. Wśród respondentów panuje przekonanie, że do 2020 r. wskaźnik sprzedaży produktów kluczowych graczy na rynku osobistych dóbr luksusowych zwiększy się do 1,2 jego obecnej wartości (średnio ok. 6 proc. rocznie w latach obrotowych 2016-2020). Natomiast w przypadku przedsiębiorstw z innych segmentów rynku dóbr luksusowych wzrośnie do 1,3 obecnego poziomu (ok. 4 proc.).

Według przewidywań inwestorów w perspektywie kolejnych trzech lat branża mody i dóbr luksusowych będzie nadal rosła o 5-10 proc. rocznie. Ponadto prognozowany jest zdecydowany wzrost w segmencie cyfrowych dóbr luksusowych oraz kosmetyków i perfum (o ponad 10 proc. rocznie). W segmencie odzieży i akcesoriów, hoteli oraz mebli spodziewany jest wzrost od 5 do 10 proc. rocznie. Z kolei sytuacja w segmencie zegarków i biżuterii oraz jachtów powinna pozostać stabilna. Mniej optymistyczne prognozy dotyczą samochodów, prywatnych odrzutowców i selektywnej sprzedaży detalicznej, gdzie stopa wzrostu może być ujemna, a nastawienie inwestorów private equity znacznie się pogarsza.

Internacjonalizacja i cyfryzacja

Autorzy raportu przyjrzeli się strategiom, jakie inwestorzy będą realizować w 2018 roku, aby w dalszym ciągu budować portfel aktywów w branży mody i dóbr luksusowych bądź je wyprzedawać.

Około 35 proc. funduszy rozważa możliwość dezinwestycji, co oznacza niewielki spadek w porównaniu do poprzedniego roku (-2 p.p.). Na decyzje o wyprzedaży aktywów wpływ mają zazwyczaj takie czynniki jak możliwość osiągnięcia wysokiej stopy zwrotu z inwestycji, zakończenie okresu inwestycji, niedopasowanie trendów rynkowych czy obawy związane ze spadkiem mnożników.

W 2017 roku 89 proc. funduszy rozważało możliwość ulokowania kapitału w branży modowej i dóbr luksusowych, a zwiększone zainteresowanie dotyczy przede wszystkim takich segmentów jak odzież i akcesoria (73 proc. respondentów), kosmetyki i perfumy (60 proc.) oraz meble (45 proc.).

Katarzyna Sermanowicz-Giza
Katarzyna Sermanowicz-Giza

– Rozszerzenie działalności zagranicą stanowi obecnie główne strategiczne działanie wykorzystywane przez inwestorów w celu zwiększenia wartości aktywów w branży mody i dóbr luksusowych. Mówi o tym 44 proc. badanych. Niewiele mniej, bo 41 proc. wskazało na poprawę wydajności, a 38 proc. na zmiany w zarządzaniu. Wśród odpowiedzi znalazły się także poszukiwanie nowych kanałów sprzedaży i cyfryzacja – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza. – Prawie dwie trzecie respondentów zainwestuje w przełomowe technologie, aby skorzystać z potencjalnych synergii. To pokazuje jak rewolucja 4.0 wkracza w świat dóbr luksusowych. Stało się to z pewnym opóźnieniem, w porównaniu do innych branż, ale trend ten jest nieodwracalny – dodaje.

Florence, Kolumb, sport i samba

Nie można dać się zwieść wyraźnie niższej od prognoz zmianie zatrudnienia w gospodarce USA. Piątkowe dane z rynku pracy nic nie zmieniają w ocenie perspektyw polityki Fed. Dynamika wynagrodzeń zgodna z prognozami i na pułapie 2,8 proc. r/r. Stop bezrobocia najniżej od prawie pięciu dekad. Potężne rewizje danych za dwa poprzednie miesiące (łącznie o ponad 85 tys.). To wszystko cementuje przekonanie, że słabość jest chwilowa i podyktowana w dużej mierze przez huragan Florence.

Na starcie tygodnia zmienność powinna być ograniczona. Wszak kalendarz makro jest praktycznie pusty, w USA Dzień Kolumba a w Japonii obchodzono Dzień Sportu. Pomimo luzowania polityki przez Ludowy Bank Chin (obniżka stopy rezerw obowiązkowych) nastroje są słabe – po świątecznej przerwie Shanghai Composite zniżkuje 3 proc. Nie sądzę jednak, by w kolejnych godzinach risk off wyraźnie się nasilał.

Wydarzeniem dnia w świecie EM będzie reakcja reala, indeksu BOVESPA (oraz cukru i kawy – surowców mocno zależnych od wyceny BRL) na wynik wyborów prezydenckich w Brazylii. Reprezentujący skrajną prawicę J. Bolsonaro niemal zwyciężył w I turze. Sondaże wskazywały na jego rosnącą przewagę (co dawało powód do silnego odbicia), ale tak wysokie poparcie nie jest zdyskontowane i powinno przedłużać rajd.

W przypadku brazylijskiej gospodarki dynamika PKB na pułapie 1,0 proc. w 2017 i prawdopodobnie 1,5 proc. w 2018 roku po dwóch latach głębokiej recesji to naprawdę mizerny wynik. Dodatkowo, napięcia społeczne i strajki (m.in. w transporcie) nie tylko źle wpływają na koniunkturę, ale też tworzą wąskie gardła i tym samym podbijają ścieżkę inflacji, którą i tak winduje słabość waluty. Real, niezależnie od przyjętej miary, jest w piątce najbardziej niedowartościowanych walut z koszyka emerging markets, a do dolara w tym roku osłabiał się przejściowo nawet 30 proc. Trudno zatem polemizować z tezą, że Brazylia stoi nad krawędzią gospodarczej przepaści, w którą może zostać zepchnięta w przypadku niekorzystnego wyniku wyborów prezydenckich. Bolsonaro jest często określany mianem latynoamerykańskiego Trumpa i choć to bardzo kontrowersyjna postać, to jawi się inwestorom jako mniejsze zło. Zawdzięcza to osobie swojego doradcy ekonomicznego, który przygotował wiarygodne plany niezbędnych reform systemu podatkowego oraz emerytalnego. Problem z prawicowym kandydatem jest jednak taki, że może on przejawiać autorytarne zapędy a rynki w pamięci mają świeży, turecki przykład do czego może to prowadzić. Jego kontrkandydat F.Haddad z Partii Pracujących to zadeklarowany socjalista, przeciwnik prywatyzacji, orędownik zwiększenia wydatków rządowych – takiej kombinacji finanse publiczne Brazylii zapewne by nie wytrzymały.

W całym tygodniu na pierwszym palnie pozostaną perspektywy polityki fiskalnej i monetarnej obok oceny skutków wojen handlowych. Europa bardziej niż na danych skupi się na kwestii włoskiego budżetu i postępach w negocjacjach Brexitu. W USA dane o inflacji PPI i CPI będą prześwietlane pod kątem czy uzasadniają agresywne tempo podwyżek stóp procentowych. Dodatkowo uwagę przykuje bilans handlowy z Chin w obliczu zaostrzonej polityki celnej.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Europejska branża budowlana zmaga się z brakiem pracowników i rosnącymi kosztami

Problemy branży budowlanej można rozwiązać tylko na drodze dialogu pomiędzy stroną publiczną a prywatną – zarówno wykonawców, jak i inwestorów. Należy zdać sobie sprawę z sytuacji, w jakiej obecnie jesteśmy. Chodzi o brak zasobów, kumulację projektów czy inflację kosztów. Jeżeli nie zostaną znalezione rozwiązania legislacyjne odnośnie prawa zamówień publicznych, dobrych praktyk, a także dotyczące już istniejących umów i możliwości ich waloryzacji cen – dojdzie do sytuacji, z którą mieliśmy już kiedyś do czynienia.

– Będzie dochodziło do bankructw, braku płynności i porzucania nieukończonych inwestycji. Potrzebne jest zrozumienie obu stron i świadomość, że realizacja kontraktów oraz doprowadzanie inwestycji do końca to wspólny interes – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Trojanowski, wiceprezydent Pracodawców RP, członek zarządu Strabag – Branża jest gotowa do rozmów – dotychczas przedstawiała różne propozycje. Działania wymagają większego skoordynowania i skonkretyzowania w zakresie rozwiązań dotyczących klauzul waloryzacyjnych oraz umów zawieranych w przyszłości. Sektor apeluje do inwestorów o otwartość i zrozumienie sytuacji. Obecnie problem podaży pracowników, koniunktury gospodarczej, inflacji i wzrostu kosztów produkcji dotyka przedsiębiorców w całej Europie. Należy się z nimi zmierzyć. Już w tej chwili widać, że brakuje zasobów na realizacje wszystkich projektów w ramach oczekiwań społecznych. Konieczne jest zrewidowanie projektów oraz planów inwestycyjnych z uwzględnieniem ich realizacji w określonych ramach czasowych i zaktualizowanych budżetach – wskazał Trojanowski.

Robotyzacja i sztuczna inteligencja wkraczają do branży zakupowej. Wymusi to na pracownikach zdobycie nowych kompetencji

Robotyzacja i sztuczna inteligencja wkraczają do branży zakupowej. Wymusi to na pracownikach zdobycie nowych kompetencji 1

Coraz większą rolę w zakupach odgrywają robotyzacja i sztuczna inteligencja, które pozwalają szybciej i łatwiej składać zamówienia, przetwarzać faktury czy rozliczać się z dostawcami. Technologie umożliwiają też lepsze zarządzanie czasem pracowników, którzy nie muszą się zajmować manualną pracą związaną z przetwarzaniem zamówień czy obsługą faktur, a mogą się skupić na strategicznych zadaniach. Wykorzystanie technologii wymaga jednak od pracowników całkiem nowych kompetencji.

– Transformacja cyfrowa oznacza, że część z nas musi spakować swoją teczkę i wrócić do szkoły. Przeprowadziliśmy analizę, z której wynika, że 2–3 proc. tego, co dziś robimy, da się już w tej chwili zautomatyzować dzięki Robotic Process Automation. Kolejne 5–10 proc. wymaga modyfikacji aktualnych procesów. W sposób nieunikniony nasza praca będzie zmierzać w kierunku zdiagnozowania problemu, rozwiązania go i wdrożenia zmian przy wykorzystaniu fizycznej robotyki, robotyki procesów lub przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji – mówi Mariusz Gerałtowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów.

Robotic Process Automation  (RPA) opiera się na wykorzystaniu software’owych robotów, algorytmów, sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego. To coś więcej niż tylko automatyzacja procesów biznesowych (BPA, Business Process Automation). Tam, gdzie BPA ma za zadanie zautomatyzować procesy, by działały wspólnie z ludźmi, RPA próbuje zastąpić ludzi w procesach i powielić ludzkie zachowania za pomocą technologii. Według Gartnera do 2020 r. rynek RPA przekroczy wartość 1 mld dol., a odsetek firm wykorzystujących tę technologię wzrośnie do 40 proc. Do końca tej dekady Robotic Process Automation może zmniejszyć zapotrzebowanie na ludzką pracę w centrach usługowych aż o 65 proc. Zwłaszcza że – jak szacuje McKinsey & Company – zwrot z inwestycji w RPA waha się od 30 do nawet 200 proc. w pierwszym roku (głównie w oszczędnościach pracowniczych).

– Dla działów zakupów największe znaczenia ma robotyzacja procesów wspierana przez sztuczną inteligencję. Skalowalność rozwiązań z obszaru Robotic Process Automation (całkowita automatyzacja procesów przy wykorzystaniu software’owych robotów – przyp. red.) wspierana przez sztuczną inteligencję jest bardzo duża. Jeżeli takie systemy osiągną pewną zdolność do rozwiązywania problemów, to skalowanie tych rozwiązań będzie bardzo łatwe i zmieni naszą codzienną pracę – mówi Mariusz Gerałtowski.

Według IDC odsetek danych generowanych maszynowo wzrośnie z 11 proc. w 2005 roku do 42 proc. w 2020. Jak wynika z ubiegłorocznego badania brytyjskiej firmy konsultingowej Hackett Group – 84 proc. przedstawicieli organizacji zakupowych wierzy, że w najbliższych latach szeroko rozumiana cyfryzacja gruntownie zmieni procesy zakupowe. Natomiast 2/3 dyrektorów działów zakupów ocenia, że automatyzacja i big data będą mieć największy wpływ na branżę zakupową w nadchodzących latach.

– W przedsiębiorstwach wdrażanych jest aktualnie wiele nowych narzędzi, które powodują automatyzację pracy. W zakupach także pojawiają się rozwiązania, które pozwalają nam szybciej i łatwiej składać zamówienia, rozliczać dostawy i faktury. Celem jest ograniczenie ludzkiej pracy, która jest powtarzalna, monotonna i którą można łatwo zautomatyzować – dodaje Mateusz Borowiecki, prezes zarządu OptiBuy.

Wykorzystanie nowych technologii w obszarze zakupów pozwala zoptymalizować koszty, zminimalizować ryzyko współpracy z dostawcami i lepiej zarządzać czasem pracowników. Nie muszą się oni zajmować manualną pracą związaną z przetwarzaniem zamówień, obsługą faktur czy opisywaniem dokumentów – które nie wnoszą żadnej wartości dodanej – i mogą się skupić na zadaniach strategicznych, związanych z zarządzaniem kosztami czy bazą dostawców. To istotne o tyle, że firmom trudno jest pozyskiwać dobrych ekspertów zakupowych, zwłaszcza w obecnej sytuacji na rynku pracy.

Z drugiej strony automatyzacja i wykorzystanie technologii będą wymagać od pracowników działów zakupów całkiem nowych kompetencji.

– Od ludzi, którzy wchodzą dziś na rynek pracy, wymagane są nowe kompetencje, oni będą musieli się nauczyć tych nowych umiejętności. Młodzi na tym rynku nie mają łatwo, studia w niewystarczającym stopniu przygotowują ich do dzisiejszych wyzwań. Nasza praca będzie ciekawsza, jednak oznacza to również, że zmieniają się wymagania w stosunku do nas i będziemy musieli się nieustannie uczyć. Dla niektórych będzie to szansa, dla innych zagrożenie – mówi Mariusz Gerałtowski, Prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Menedżerów Logistyki i Zakupów.

Aktualnie pożądane kompetencje, to umiejętności analityczne, zdolność do przeanalizowania dużej ilości danych dotyczących przedsiębiorstwa oraz umiejętności komunikacyjne, które pozwalają pracować grupowo, określić, jakie potrzeby ma firma czy zaplanować strategię negocjacji z dostawcą.

– Dotychczas pracownicy, którzy zajmowali się na przykład negocjacjami kontraktów z dostawcami, pracowali bardzo samodzielnie, analizowali rynek dostawców, na koniec negocjowali umowy. Aktualnie narzędzia IT pozwalają nam pracować grupowo. Rzadko kiedy jedna osoba jest w stanie wynegocjować dobry kontrakt, a nowe narzędzia pozwalają współpracować z kolegami z innych działów, czasami z innych krajów, po to, aby zaplanować dobrą strategię współpracy z dostawcą – mówi Mateusz Borowiecki.

Jak podkreśla, zakupy to obszar, który może się stać dla firmy źródłem przewagi konkurencyjnej. Usprawnienie procesów zakupowych może przynieść firmie oszczędności sięgające nawet 10–15 proc. kosztów.

– Firmy interesuje przede wszystkim optymalizacja kosztów. Narzędzia zakupowe służą do tego, aby kupować taniej, efektywniej i ograniczać ryzyko działalności. Według badań około 70 proc. firm stosuje jakieś narzędzia do analizy wydatków, ale jedynie 14 proc. ma te narzędzia rozwinięte na wysokim poziomie. To oznacza, że 3/4 firm mniej więcej wie, na co wydaje pieniądze. Gdybyśmy jednak zapytali, w jakim obszarze mogą zoptymalizować swoje koszty, to niewiele przedsiębiorstw ma narzędzia, które pomagają odpowiedzieć na to pytanie – mówi Mateusz Borowiecki, Prezes Zarządu OptiBuy.

Rosnące znaczenie działów zakupów w firmach, wpływ nowych technologii i zmiana roli pracownika w tej branży będą jednym z tematów październikowej konferencji PROCON/POLZAK 2018 (22–23.10, Warszawa) – największej konferencji dla branży zakupowej w Polsce, która co roku przyciąga kilkuset przedstawicieli działów zakupów i ekspertów.

Klęska urodzaju szkodzi sadownikom. Rząd skupi z rynku pół miliona ton jabłek

Klęska urodzaju szkodzi sadownikom. Rząd skupi z rynku pół miliona ton jabłek 2

Rozpoczyna się skup jabłek w ramach pomocy sadownikom. Poprzez firmy współpracujące rząd zamierza zakupić pół miliona ton tych owoców po cenie prawie dwukrotnie wyższej niż oferowana przez zakłady przetwórcze. Tegoroczne rekordowo duże zbiory jabłek, które mają sięgnąć 4,5 mln ton, paradoksalnie są problemem dla sadowników, ponieważ przekładają się na niskie ceny skupu. Te nie rekompensują kosztów produkcji i zbioru owoców. 

Jabłek jest w tym roku bardzo dużo, szczególnie tych niedeserowych, które nie nadają się do sprzedaży bezpośrednio konsumentom. Niestety, zaniechanie niektórych technologii w rolnictwie sprawiło, że tych jabłek przemysłowych jest wyjątkowo dużo. Szacuje się, że nadwyżka wynosi około pół miliona ton. Aby pomóc sadownikom w tej trudnej sytuacji, podjęliśmy decyzję, że we współpracy z kilkoma polskimi firmami skupimy z rynku te 500 tys. ton jabłek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Według prognoz GUS pomimo tegorocznej suszy zbiory jabłek osiągną w tym roku rekordowy poziom 4,4 mln ton, czyli o 65 proc. więcej niż w ubiegłym roku. Niektóre prognozy wskazują na to, że zbiory mogą być jeszcze lepsze i sięgnąć nawet 5 mln ton. Urodzaj owoców przekłada się jednak na niskie ceny skupu, szczególnie jeśli chodzi o stawki płacone przez zakłady przetwórcze. Nie rekompensują one sadownikom kosztów produkcji i zbiorów.

Rolnicy są uzależnieni od skupujących, którzy wykorzystują dominującą pozycję i narzucają skandaliczne ceny, oderwane absolutnie od jakichkolwiek realiów rynkowych. To są ceny na poziomie 11–12 gr za kilogram, ponoć z tendencją malejącą – mówi Jan Krzysztof Ardanowski.

Rząd – poprzez spółkę „Eskimos” i firmy współpracujące – zamierza wykupić z rynku pół miliona ton owoców po cenie dwukrotnie wyższej. Skup będzie prowadzony w kilku lokalizacjach w Polsce, a pieniądze na ten cel – zgodnie z informacją resortu rolnictwa – zostały już zabezpieczone.

– Cena płacona przez firmy współpracujące z rządem będzie wynosić 25 gr za kilogram jabłek przemysłowych. Owoce zostaną przerobione głównie na koncentrat jabłkowy, przeznaczony na eksport – zapowiada minister rolnictwa.

Także ceny jabłek deserowych są obecnie najniższe od 2003 roku. Według IERiGŻ-PIB we wrześniu br. osiągnęły średni poziom 0,81 zł za kilogram. To o 56 proc. mniej niż w ubiegłym. W niektórych punktach skupu są nawet dwukrotnie niższe. Według szacunków analityków Banku BGŻ BNP Paribas Polacy skonsumują w tym sezonie około 600 tys. ton świeżych jabłek, co oznacza, że krajowa produkcja znacznie przewyższa popyt.

Polscy sadownicy nadal borykają się także z konsekwencjami rosyjskiego embarga. Przed jego wprowadzeniem w 2014 roku Rosja była głównym odbiorcą polskich owoców. Tamtejszy rynek odpowiadał za około 55 proc. całego eksportu jabłek z Polski i odbierał nieco jedną piątą krajowej produkcji. W 2013 roku do Rosji wyeksportowano ponad 677 tys. ton polskich jabłek. Obecnie najwięcej ich trafia na Białoruś, Ukrainę i do Kazachstanu, dużym odbiorcą są też Niemcy.

Polska jest drugim największym w Europie (po Włoszech) i czwartym na świecie producentem jabłek. Statystyczny Polak zjada około 12 kg świeżych jabłek rocznie. W ubiegłym roku z Polski wyeksportowanych zostało ponad 983 tys. ton owoców (z czego blisko połowa na Białoruś), a wartość eksportu sięgnęła 322 mln euro.

Medycyna coraz bliżej szerszego wykorzystania komórek macierzystych z krwi pępowinowej. Mogą ratować życie nie tylko chorych na nowotwory, lecz także na cukrzycę czy porażenie mózgowe

Medycyna coraz bliżej szerszego wykorzystania komórek macierzystych z krwi pępowinowej. Mogą ratować życie nie tylko chorych na nowotwory, lecz także na cukrzycę czy porażenie mózgowe 3

Komórki macierzyste z krwi pępowinowej ratują życie nie tylko chorych na nowotwory hematologiczne. Coraz częściej wykorzystywane są również w kardiologii oraz neurologii. Obiecujące wyniki dają badania nad zastosowaniem komórek macierzystych w leczeniu mózgowego porażenia dziecięcego, autyzmu, a także cukrzycy czy zawału mięśnia sercowego. Komórki z krwi pępowinowej odznaczają się dziesięciokrotnie większą siłą regeneracji niż komórki ze szpiku kostnego, znacznie zmniejszają też ryzyko odrzucenia przeszczepu.

Komórki macierzyste to pierwotne i niewyspecjalizowane jeszcze komórki charakteryzujące się wysoką zdolnością do samoodnawiania i różnicowania. W medycynie pozyskiwane ze szpiku kostnego komórki macierzyste wykorzystywane są już od lat 60. XX wieku w leczeniu schorzeń układu krwiotwórczego, w tym nowotworów, czasem także niektórych chorób metabolicznych. Wykonywane są zarówno przeszczepienia  allogeniczne, gdy dawca komórek jest inny niż biorca, oraz autologiczne, w których pacjentowi wszczepia się komórki pobrane z jego własnego organizmu. Coraz częściej komórki macierzyste są jednak wykorzystywane także przez inne dziedziny medycyny m.in. kardiologię, neurologię i gastrologię. Stało się to możliwe dzięki odkryciu możliwości, jakie daje krew pępowinowa.

– 30 lat temu prof. Gluckman wykonała pierwsze przeszczepienie w schorzeniu hematologicznym, w anemii Fanconiego u dziecka, za pomocą przeszczepienia komórek z krwi pępowinowej i udowodniła, że w ten sposób można odbudować układ hematologiczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Mariusz Ratajczak, kierownik Zakładu Medycyny Regeneracyjnej WUM.

Zabieg ten został przeprowadzony w 1988 roku w paryskiej Klinice św. Antoniego przez prof. Eliane Gluckman. Pacjentem był amerykański chłopiec, któremu lekarze przeszczepili krew pępowinową niedawno narodzonej siostry. Wobec braku komplikacji po trzech tygodniach został wypisany ze szpitala i wrócił do USA. Dziś ma 35 lat i cieszy się doskonałym zdrowiem. W momencie wykonywania pierwszego przeszczepienia istniało jeszcze wiele niewiadomych, lekarze nie byli m.in. pewni, czy możliwa jest transplantacja komórek również w przypadku braku pełnej zgodności tkankowej pomiędzy dawcą a biorcą. Pionierski zabieg stał się jednak przełomem i zapoczątkował standardowe przeszczepianie krwi pępowinowej oraz tworzenie banków komórek macierzystych.

– Założyliśmy szereg banków takiej krwi i przeprowadziliśmy ponad 50 tys. przeszczepów zgromadzonej w bankach krwi od niespokrewnionych dawców. Na całym świecie mamy ponad 800 tys. jednostek, które można wykorzystać przy tego rodzaju procedurach. To ogromne osiągnięcie! – mówi prof. Eliane Gluckman.

– Bankowanie krwi pępowinowej daje możliwość zabezpieczenia komórek macierzystych na przyszłość. Coraz więcej kobiet myśli o tym, by zadbać w ten sposób o zdrowie swoich bliskich. Zabezpieczając materiał podczas porodu, możemy wykorzystać go nie tylko do leczenia dziecka od którego go pobrano, lecz także jego rodziny. – dodaje lek. med. Tomasz Baran, członek zarządu, Polski Bank Komórek Macierzystych.

Na przestrzeni minionych 30 lat transplantacja krwi pępowinowej stała się alternatywą dla przeszczepów szpiku, zawiera ona bowiem takie same komórki macierzyste. Krew pępowinowa wykorzystywana jest w terapii chorób hematoonkologicznych, a więc białaczek, chłoniaków i niedokrwistości, a także schorzeń układu krwiotwórczego. Od kilkunastu lat trwają ponadto badania nad wykorzystywaniem komórek macierzystych z krwi pępowinowej w medycynie regeneracyjnej, np. w leczeniu zawału mięśnia sercowego, w celu odbudowania uszkodzonego mięśnia schorzeń neurologicznych,oraz schorzeń przewodu pokarmowego.

– To, co jest efektem badań z ostatnich lat, to są doniesienia na temat roli i mechanizmów działania komórek macierzystych z krwi pępowinowej właśnie w mózgowym porażeniu dziecięcym, które jest całkowicie inną chorobą niż te choroby hematoonkologiczne, a jednak okazuje się, że podanie własnej krwi pępowinowej może takim dzieciom pomóc – mówi Tomasz Baran.

– Komórki te działają jako swego rodzaju leki, wydzielając pewne czynniki, wydzielając egzosomy, mikrofragmenty błonowe, które działają pozytywnie na poprawienie ukrwienia uszkodzonych tkanek i proliferację komórek, które przeżyły w uszkodzonych narządach, natomiast celem nadrzędnym jest identyfikowanie takiej komórki macierzystej, która będzie w stanie odbudować miąższ uszkodzonego narządu – dodaje prof. Mariusz Ratajczak.

Obiecujące wyniki dają również prace nad wykorzystaniem komórek macierzystych z krwi pępowinowej w immunologii, przede wszystkim w leczeniu chorób autoimmunologicznych takich jak cukrzyca. Zdaniem prof. Eliane Gluckman komórki z krwi pępowinowej mogą znaleźć zastosowanie także w terapiach schorzeń zwyrodnieniowych, np. powstałych w skutek udaru mózgu lub uszkodzeń tkanki chrzęstnej, oraz wielu innych chorób dzisiaj uznawanych za nieuleczalne.

– Kolejną ekscytującą kwestią jest możliwość zastosowania ich w terapiach genetycznych, np. przy zaburzeniach poziomu hemoglobiny. Mamy dowody potwierdzające skuteczność tego rodzaju metod w odbudowie i niwelowaniu wad genetycznych. Przyszłość wygląda zatem bardzo obiecująco – mówi prof. Eliane Gluckman.

Większość biurowców w Polsce ma już „zielony” certyfikat. Pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na ekologiczne warunki pracy

Większość biurowców w Polsce ma już „zielony” certyfikat. Pracownicy coraz częściej zwracają uwagę na ekologiczne warunki pracy 4

Zrównoważone budownictwo zakłada wznoszenie budynków z poszanowaniem środowiska naturalnego, wyposażonych w systemy oszczędności energii, ciepła i wody, przyjazne dla użytkowników. Na rynku biurowym praktycznie nie powstają już budynki bez certyfikacji. 62 proc. z 10 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej już taki certyfikat posiada – podkreślają przedstawiciele Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego. To coraz mocniejszy atut dla pracodawców – pracownicy bowiem biorą coraz częściej pod uwagę dbałość o komfort pracy i zdrowie.

Na koniec zeszłego roku w Polsce było 10 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 62 proc. jest certyfikowana. W branży biurowej certyfikacja, czyli zrównoważone budownictwo, jest już standardem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alicja Kuczera z Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego. – W tej chwili każdy inwestor, decydując się na budowę nowego biurowca wie, że musi on być certyfikowany, bo w innym wypadku nie zostanie wynajęty. Teraz bardzo ważne jest, żeby pozostałe branże również dostrzegły potrzebę budowania w sposób zrównoważony.

W Polsce jest ponad 550 certyfikowanych obiektów biurowych, z czego 49 proc. w Warszawie. Pozostała część rozrzucona jest po różnych miastach Polski. Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego przeprowadziło badanie pracowników budynków biurowych, żeby sprawdzić, w jakich warunkach pracują i jakie cechy miejsca pracy cenią. Okazało się, że 92 proc. odpowiedzi uzyskanych z gmachów powstałych w ciągu ostatniej dekady (w 2007 roku i później) pochodziło z budynków certyfikowanych. W przypadku starszych biurowców było to tylko 20 proc.

– Zrównoważony budynek dba o wiele różnych obszarów, począwszy od efektywności energetycznej poprzez efektywne wykorzystanie wody, minimalizację i segregację odpadów oraz maksymalizację ponownego użycia – wylicza Alicja Kuczera. – To wysoka jakość środowiska wewnętrznego, która wpływa na to, jak ludzie czują się w tych budynkach, to dbanie o zachowywanie zielonego krajobraz. To także dostępność tego budynku, zarówno pod kątem transportu publicznego, jak i dostępność samego budynku dla ludzi.

Okazało się, że 60 proc. ankietowanych pracowników jest zadowolonych z warunków pracy, a 30 proc. ma do nich neutralny stosunek. Najbardziej niezadowolone były osoby pracujące w open space’ach bez przegród – aż co piąta ma do niego negatywny stosunek. Natomiast wśród pracowników mających do dyspozycji pomieszczenie tylko dla siebie zadowolenie sięgnęło 85 proc., a neutralne nastawienie – 12 proc. Osoby współdzielące pokój z kilkorgiem kolegów lub pracujące w open space’ach podzielonych na mniejsze obszary miały podobny stosunek do swojego miejsca pracy z lekkim wskazaniem na tę drugą opcję.

– Dla ludzi ważnych jest osiem obszarów, począwszy od jakości powietrza w danym budynku, poprzez komfort termiczny związany z wentylacją, ogrzewaniem, klimatyzacją, po dostęp do światła, natury, zarówno wewnątrz budynku, jak i na zewnątrz – informuje Alicja Kuczera. – W badaniu okazało się, że ponad połowie polskich pracowników brakuje zieleni, kwiatów, które kiedyś królowały w biurach. Szalenie ważna jest akustyka. Hałas, głównie generowany przez człowieka, jest największym problemem dzisiejszych biur. Dodatkowo to również lokalizacja budynku, dostęp do transportu publicznego, do udogodnień, co zaczyna być coraz bardziej doceniane przez wszystkich. Wszystkich interesuje też wygląd samego biura, estetyka.

Ostatnim z tych elementów jest active design, czyli taki układ pomieszczeń i wyposażenia biura, żeby pracownik miał w ciągu dnia jak najwięcej ruchu. Można to osiągnąć np. poprzez umieszczenie drukarki czy skanera w osobnym pomieszczeniu czy koszy na śmieci tylko w kuchni (z opcją segregacji odpadów), a nie przy każdym biurku. Także na etapie projektowania budynków architekci coraz częściej konstruują klatki schodowe tak, żeby użytkownicy korzystali z nich zamiast z wind. Poza oczywistą korzyścią z ruchu uzyskuje się w ten sposób oszczędność energii.

Polski pracownik, szukając pracy kilkanaście lat temu, nie zwracał uwagi na to, jak wygląda jego otoczenie. Był szczęśliwy, jeżeli miał biurko i komputer. Dziś zaczyna to być coraz ważniejsze i jest to bardzo pozytywne zjawisko, ponieważ wymusza to na całej branży szukanie nowych rozwiązań, które sprzyjają zdrowiu, lepszemu samopoczuciu w budynkach, a w efekcie bardziej wydajnej pracy – tłumaczy Alicja Kuczera. – Zaprojektowanie biura w sposób zrównoważony sprawia, że wchodzimy i wiemy, że to jest to, nie wiemy dlaczego i też nie musimy tego wiedzieć, bo nie jesteśmy projektantami, ale czujemy się w tym biurze dobrze. Widzimy różne przestrzenie do pracy, czy to wspólnej, czy to pracy w skupieniu, pokoje relaksu. Z pewnością zaczyna to mieć coraz ważniejszy wpływ na decyzję o podjęciu pracy.

Rośnie globalne zapotrzebowanie na żywność. Przyszłością ogrody w miastach czy alternatywne źródła białka

Rośnie globalne zapotrzebowanie na żywność. Przyszłością ogrody w miastach czy alternatywne źródła białka 5

Do 2050 roku rolnictwo będzie musiało zaspokoić potrzeby żywieniowe 9,7 mld osób. To wyzwanie, szczególnie że obecnie ok. 30 proc. gruntów rolnych jest zdewastowanych, a rolnictwo zużywa 70 proc. światowych zasobów wody, które dramatycznie się kurczą. Problem stanowi też jakość – antybiotyki, pestycydy czy wysoko przetworzona żywność – oraz system dystrybucji, bo każdego roku marnuje się ok. 1,3 mld ton jedzenia. Przyszłość to trendy takie jak zero waste, nutrigenomika, alternatywne źródła białka czy miejskie ogrody, które pozwolą odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie bez niszczenia środowiska naturalnego.

– Na każdym z etapów począwszy od produkcji, przetwarzania jedzenia czy transportu i dystrybucji cały system związany z jedzeniem w przyszłości będzie musiał się zmienić – podkreśla w rozmowie z agencji Newseria Biznes Aleksandra Trapp, ekspert infuture hatalska foresight institute.

Jak wynika z raportu „The Future of Food”, opracowanego przez infuture institute we współpracy z Tesco, do 2050 roku rolnictwo będzie już musiało zaspokoić potrzeby żywieniowe 9,7 mld osób, a do 2100 roku – aż 11,2 mld. Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa w połowie tego stulecia rolnictwo musi wyprodukować o 50 proc. więcej żywności, pasz i biopaliw niż w 2012 roku.

Tymczasem kluczowe zasoby naturalne nie tylko są ograniczone, lecz także stopniowo się wyczerpują. Według FAO już w tej chwili ok. 30 proc. gruntów rolnych jest zdewastowanych, a pozostałe są wykorzystane ponad poziom ich naturalnego odtworzenia. Rolnictwo zużywa też 70 proc. światowych zasobów wody słodkiej (na gospodarstwa domowe przypada raptem 10 proc., pozostałe 20 proc. zużywa przemysł). Do wyprodukowania zaledwie jednego hamburgera trzeba zużyć aż 200 litrów wody (i 1,09 MW energii). W perspektywie nadchodzących 50 lat braki wody mogą stanowić najpoważniejszy czynnik ograniczający produkcję żywności – podkreślają autorzy raportu.

Wyzwaniem dla światowego rolnictwa jest wyżywienie rosnącej liczby ludności, nie niszcząc przy tym jeszcze bardziej środowiska naturalnego. Problem stanowi też jego jakość i system dystrybucji. Mimo że światowe rolnictwo już dzisiaj mogłoby zaspokoić potrzeby żywieniowe całej populacji – około 800 mln osób na świecie pozostaje niedożywionych, a według danych ONZ każdego roku marnuje się ok. 1,3 mld ton żywności.

Większość badanych przez nas osób wskazuje, że przyszłość jedzenia jest roślinna, że będziemy bazować w dużej mierze na roślinach, które będą dostarczały nam wielu składników odżywczych. Pojawiały się również wskazania, że w przyszłości będziemy szli w kierunku zamiennika białka, jakim są owady. Co prawda Polacy może wciąż nie są gotowi na owady w wersji nieprzetworzonej – bardziej na przykład w postaci mączki – ale jest to też jedna z opcji, która być może pozwoli nam w przyszłości zaspokoić zapotrzebowanie na białko – mówi Aleksandra Trapp.

Według ekspertów, w przyszłości pokarmy określane mianem superfoods, pokarmy roślinne i alternatywne źródła białka (np. owady) mogą stanowić odpowiedź na zbyt duże ilości spożywanego mięsa. Trendem, który będzie przybierać na popularności, stanie się także nutrigenomika (jedzenie jako lekarstwo) – jako odpowiedź na choroby cywilizacyjne czy starzenie się społeczeństwa.

W raporcie zaproponowaliśmy różne scenariusze, które pokazują, w jakim kierunku mogą pójść zmiany. Jeden z nich zakłada, że możemy własne jedzenie hodować w miastach. Takie inicjatywy pojawiają się już m.in. w Gdańsku, Warszawie czy Toruniu. Już dzisiaj widzimy, że miasta stają się tzw. jadalne. Zamiast jarzębiny zaczynamy hodować śliwy czy jabłonie, pojawiają się ogrody miejskie, w których możemy sami hodować jedzenie – mówi Aleksandra Trapp.

Jednocześnie ekspertka infuture institute podkreśla, że zmian wymaga również podejście samych konsumentów, którzy z jednej strony zaczynają dostrzegać wady sztucznie hodowane, wysokoprzetworzonej żywności, a z drugiej wciąż przykładają zbyt małą wagę do spożywanego jedzenia.

– Z jednej strony żyjemy w kulturze jedzeniowej, foodie culture. Poświęcamy bardzo dużo czasu jedzeniu, oglądamy programy kulinarne, uwielbiamy blogerów kulinarnych, kupujemy książki kulinarne, oglądamy jedzenie na Facebooku i Instagramie. Z drugiej strony jemy szybko, często nie zwracamy uwagi na to, jakie składniki wybieramy, jemy gdzieś w przelocie. Niewiele osób je śniadania czy obiady w domu. Chcielibyśmy jeść dobrze i zdrowo, ale wciąż średnio nam to wychodzi. Jednak zmiany nadchodzą – z optymizmem zauważamy, że ludzie coraz więcej uwagi zwracają na to co jedzą, jak jedzą i skąd pochodzą składniki, które wybierają – mówi Aleksandra Trapp.

92 proc. mieszkańców Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem. W walce ze smogiem pomagają mobilne, inteligentne czujniki włączone do internetu rzeczy

92 proc. mieszkańców Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem. W walce ze smogiem pomagają mobilne, inteligentne czujniki włączone do internetu rzeczy 6

Większość ludności na Ziemi oddycha zanieczyszczonym powietrzem, a z każdym rokiem rośnie liczba alergików, astmatyków oraz osób cierpiących na inne choroby układu oddechowego. Coraz popularniejsze są mobilne urządzenia do monitorowania jakości powietrza, które pozwalają wychwycić nawet najmniejsze szkodliwe cząsteczki. Podłączenie ich do wielkiej siatki internetu rzeczy, pozwoli monitorować stan powietrza we wszystkich zakątkach Polski i świata. W walkę smogiem coraz chętniej włączają się także władze i duże firmy technologiczne.

– Jakość naszego powietrza pogarsza się z dnia na dzień, zwłaszcza w wielkich miastach. Według informacji opublikowanych przez Światową Organizację Zdrowia 9 na 10 osób w tej chwili oddycha zanieczyszczonym powietrzem. Szczególnie istotne jest podnoszenie świadomości nt. problemu zanieczyszczonego powietrza oraz monitorowanie sytuacji na zanieczyszczanych obszarach, aby ustalić źródło zanieczyszczeń, a następnie opracować  metody zwalczania zanieczyszczenia – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Vera Kozyr, prezes Atmotube .

Smog to w Polsce problem bardzo powszechny. Aż 36 z 50 miast Unii Europejskich o największym poziomie zanieczyszczenia leży w naszym kraju. Problem ten coraz częściej podnoszony jest zarówno przez władze, jak i lokalne firmy. Z początkiem września ruszył rządowy program „Czyste Powietrze”, który ma zmniejszyć emisję pyłów do atmosfery. W jego ramach właściciele jednorodzinnych budynków mieszkalnych  będą mogli ubiegać się o dopłaty do modernizacji węzłów cieplnych, kotłów paliwowych czy systemów ogrzewania elektrycznego. Projekt ma także zachęcić do inwestowania w nowoczesne systemy

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska w ramach programu Państwowego Monitoringu Środowiska stworzył aplikację Jakość powietrza w Polsce, która w czasie rzeczywistym pobiera informacje o zanieczyszczeniu z najbliższej stacji pomiarowej. Oprogramowanie dostępne jest na urządzenia z Androidem oraz iOS-em i monitoruje stężenie dwutlenku siarki, dwutlenku azotu, tlenku węgla, benzenu, ozonu oraz pyłów PM2,5 i PM10. Aplikacja wysyła także powiadomienia o możliwości przekroczenia norm stężenia toksycznych substancji w najbliższym otoczeniu.

Na rynku pojawia się coraz więcej mobilnych urządzeń do mierzenia jakości powietrza, które dzięki połączeniu z internetem, tworzą gęstą siatkę pokrywającą coraz większe obszary Polski i Europy.

– Atmotube to przenośny, osobisty monitor jakości powietrza, który monitoruje również pogodę. Wykrywa zanieczyszczenia w czasie rzeczywistym i przesyła odczyty do aplikacji na smartfonie. Wykrywa obecność szkodliwych gazów i lotnych związków organicznych takich jak formaldehyd, benzen czy toluen, a także zanieczyszczenia pochodzące z chemicznych środków czystości używanych w domach, meblach i materiałach budowlanych – tłumaczy Vera Kozyr.

Monitor Atmotube to niewielka, kilkucentymetrowa tuba komunikująca się z urządzeniami mobilnymi za pośrednictwem modułu Bluetooth. Sprzęt monitoruje stężenie dwutlenku węgla, lotnych związków organicznych, temperaturę oraz wilgotność powietrza. Model Pro potrafi także wykryć obecność cząstek stałych, pyłów czy zanieczyszczeń pochodzących z dymu lub pożarów lasów.

Nie trzeba jednak inwestować w osobiste czujniki zanieczyszczenia, aby na bieżąco monitorować jakość powietrza w naszym otoczeniu. W sklepach z aplikacjami mobilnymi dostępnych jest wiele programów, które za darmo udostępniają informacje o bieżącym zanieczyszczeniu powietrza.

– Świadomość poziomu zanieczyszczenia powietrza jest bardzo ważna, zwłaszcza dla mieszkańców wielkich miast. Nasze dane pochodzą w całości od naszych użytkowników, którzy je zbierają, a my umieszczamy je na mapie świata. Osoby, które nie mają Atmotube, mogą pobrać naszą aplikację i korzystać z mapy zanieczyszczeń, żeby unikać zanieczyszczonych obszarów, co jest szczególnie ważne dla astmatyków lub alergików – przekonuje prezes ATMOTube.

W walkę ze smogiem włączyła się także firma ubezpieczeniowa Aviva, która zainstalowała 300 czujników jakości powietrza w na północy i w centralnej części Polski. Powołała także do życia kampanię edukacyjną „Wiem, czym oddycham”, która ma uświadomić Polaków, jakie zagrożenia wiążą się z rosnącym poziomem zanieczyszczenia powietrza.

Google z kolei zawiązało współpracę z kalifornijską firmą Aclima, dzięki której powstanie sieć czujników zanieczyszczenia powietrza funkcjonujących w ramach internetu rzeczy. Takie rozwiązanie ma ułatwić harmonijny rozrost aglomeracji, a w efekcie doprowadzić do stworzenia zdrowszych miast. Władze Hamburga natomiast chcą wykorzystać internet rzeczy, aby zredukować zarówno zanieczyszczenia powietrza, jak i hałas pochodzący z przystani. Planuje się, aby statki cumujące w porcie wyłączały silniki na czas przeładunku i pobierały prąd bezpośrednio z miejskiej sieci energetycznej.

Również w szkockim mieście Glasgow dostrzega się potencjał internetu rzeczy w walce ze smogiem. Miasto uruchomiło pilotażowy program „Sensing the City”, który ma usprawnić proces monitorowania zanieczyszczenia powietrza. Władze Glasgow planują uzupełnić statyczne stacje pogodowe siecią tanich czujników mobilnych. Oba systemy będą funkcjonować równolegle. Stacje monitorowania dostarczą precyzyjne dane dotyczące zanieczyszczenia, zaś te mobilne pozwolą monitorować zmiany w jakości powietrza na znacznie szerszym obszarze

– Obecnie dysponujemy licznymi narzędziami, które umożliwiają nam mierzenie skali zanieczyszczeń oraz skuteczności działań podejmowanych w celu ograniczenia poziomu zanieczyszczenia powietrza. Możemy więc ograniczać efekty zanieczyszczeń, których źródłem w wielkich miastach są np. lotniska lub ruch uliczny. Prowadzone są nieustanne prace nad urządzeniami, które badają skuteczność naszych działań w zakresie zwalczania zanieczyszczenia powietrza – podsumowuje Vera Kozyr.

Globalny rynek systemów kontroli zanieczyszczenia według analityków z Research and Markets do 2025 roku osiągnie wartość 98 mld dol., rozwijając się w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5 proc.

Budowany jest największy teleskop na świecie. Z Ziemi zajrzy jeszcze dalej w głąb kosmosu niż słynny teleskop Hubble’a

Budowany jest największy teleskop na świecie. Z Ziemi zajrzy jeszcze dalej w głąb kosmosu niż słynny teleskop Hubble’a 7

Teleskopy orbitalne Hubble’a oraz Keplera wkrótce zakończą swoje misje. Ich miejsce mają zająć gigantyczne teleskopy budowane na powierzchni Ziemi. Europejskie Obserwatorium Południowe pracuje nad stworzeniem największego teleskopu na świecie, który pozwoli spenetrować najdalsze zakątki kosmosu. Ma on zastąpić przestarzałe teleskopy orbitalne, które wkrótce zakończą swoją misję. Ekstremalnie Wielki Teleskop ma posłużyć do badania starych gwiazd oraz odnajdywania planet, na których panują warunki sprzyjające do istnienia życia opartego na węglu.

– Współcześnie korzystamy z teleskopów które są na orbicie. One dają nieskażony przez atmosferę obraz wszechświata. Słynny oczywiście jest teleskop kosmiczny Hubble’a, ale nie jest jedyny. Takie teleskopy dają naprawdę świetny obraz, choć z drugiej strony gdy obserwujemy z Ziemi, jesteśmy w stanie zbudować jeszcze większy teleskop, który zbiera jeszcze więcej światła – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Czas najsłynniejszych teleskopów kosmicznych powoli dobiega końca. Misja teleskopu Hubble’a rejestrującego obrazy w świetle widzialnym i ultrafioletowym dobiegnie końca w 2021 roku. Z kolei w teleskopie Keplera, który był wykorzystywany do odnajdywania planet typu ziemskiego, kończy się paliwo. Aby nie utracić danych zebranych podczas ostatniej misji obserwacyjnej, NASA podjęła decyzję o przełączeniu teleskopu w stan uśpienia.

Co prawda w połowie roku na docelową orbitę okołoziemską wszedł teleskop Transiting Exoplanet Survey Satellite (TRASS), który ma zastąpić Keplera, jednak na następcę Hubble’a będziemy musieli poczekać jeszcze wiele lat. NASA wciąż nie zadecydowała, jak ostatecznie będzie wyglądał teleskop ATLAST, a jego misja rozpocznie się najwcześniej w połowie przyszłego dziesięciolecia. Do czasu, aż ATLAST zastąpi Hubble’a, obserwacje kosmosu w świetle widzialnym będą prowadzone za pośrednictwem teleskopów naziemnych.

– Przeszkadza nam atmosfera, więc warto taki teleskop wynieść gdzieś wysoko w góry, w miejsce gdzie jest odpowiednio sucho, gdzie pogoda jest gwarantowana, np. w Chile, tam Europejskie Obserwatorium Południowe buduje duże teleskopy. Ten największy, czyli Ekstremalnie Wielki Teleskop ma mieć średnicę około 40 m. To jest ogromna powierzchnia lustra, które będzie zbierało światło z tych najodleglejszych obiektów, będzie analizowało je w świetle widzialnym – tłumaczy Mateusz Borkowicz.

Jednym z głównych zadań Ekstremalnie Wielkiego Teleskopu (ELT) będzie odnajdywanie planet typu ziemskiego, na których mogłoby istnieć życie oparte na węglu. Jeśli nie pojawią się żadne problemy natury technicznej bądź finansowej, ELT rozpocznie pracę w 2024 roku.

W marcu 2021 roku z kolei swoją misję ma rozpocząć Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba, zaprojektowany do badania początków wszechświata oraz tworzenia się gwiazd i systemów planetarnych. Teleskop ma pracować w podczerwieni, ale jego debiut był już wielokrotnie przekładany.

– Taki teleskop pozwoli nam zajrzeć bardzo daleko w głąb wszechświata, nawet dalej niż kosmiczny teleskop Hubble’a. Dzięki temu będziemy w stanie dowiedzieć się więcej o ewolucji wszechświata. Tym samym dowiemy się jaka była nasza przeszłość i jaka będzie przyszłość – prognozuje ekspert.

Analitycy z firmy badawczej Research and Markets prognozują, że wartość globalnego rynku technologii kosmicznych w 2018 roku wyniesie 360 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 558 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 5,6 proc.

Warszawski rynek biurowy trzyma formę. Przyciąga również branże hotelową

Rynek powierzchni biurowych to w Polsce 9 mln m kw. Z tego 5,5 mln m kw. przypada na rynek warszawski. Duży jest udział Krakowa i Wrocławia, m.in. ze względu na duży standard życia oraz tworzenie oddziałów zagranicznych firm w tych miastach.

– W konsekwencji wzrasta zapotrzebowanie na usługi konferencyjne i gastronomiczne, które są oferowane również przez hotele. To dodatkowy motor napędowy dla rynku hotelarskiego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Olszyńska, Regional Director Vienna House.

Ciągle największym zagłębiem biurowym w Polsce jest warszawski Służewiec. Jednak dzielnice biurowe często po godz. 17:00 zamierają, dlatego nowym trendem w budownictwie biurowym jest tworzenie wielofunkcyjnych budynków łączących funkcje biurowe z mieszkalnymi, gastronomicznymi i kulturalnymi.

Ile kosztuje gram złota?

Od czego uzależniona jest aktualna cena złota za gram? Jakie czynniki mają wpływ na wartość tego kruszcu? Odpowiadamy na pytania, które zadaje sobie każdy początkujący inwestor.

Zabezpieczenie kapitału

Zakup złota uważany jest za jedną z najbezpieczniejszych form długoterminowego lokowania kapitału. Podaż złota, czyli jego dostępność na rynku, jest ograniczona i nie może zostać sztucznie zwiększona, z kolei popyt, czyli zapotrzebowanie, nie maleje. Kruszec ten wykorzystywany jest w m.in. w branży elektronicznej, kosmicznej i medycznej. Złoża złota wyczerpują się, a wydobycie tego metalu staje się coraz trudniejsze – to również wpływa korzystnie na jego wartość. Ten szlachetny metal uznawany jest za jeden z najbardziej uniwersalnych środków płatniczym i akceptowany jest w państwach całego świata. Co ważne, zachowuje swoją wartość nawet w obliczu kryzysów politycznych i finansowych. Dużą zaletą złota jest jego odporność na fizyczne uszkodzenia – metal ten nie rdzewieje, nie ciemnieje i nie pokrywa się nalotem – nawet, jeżeli narażony jest na działanie czynników zewnętrznych, takich jak wysoka wilgoć czy zmienne temperatury. Najpopularniejszym sposobem inwestowania w złoto jest zakup tego metalu w formie fizycznej. Przed dokonaniem inwestycji, warto dowiedzieć się, od czego uzależniona jest cena grama złota.

Ile kosztuje gram złota?

Cena złota ustalana jest przez London Bullion Market Association (LBMA), czyli Londyńskie Stowarzyszenie Rynku Kruszców. Jest to międzynarodowa organizacja nadzorowana przez Bank Anglii – bank centralny Wielkiej Brytanii. Do grona instytucji finansowych upoważnionych przez LBMA do ustalania ceny złota zalicza się 13 podmiotów: Bank of Communications, Morgan Stanley, China Construction Bank, HSBC Bank USA NA, Goldman Sachs International, Standard Chartered, ICBC Standard Bank, JP Morgan, The Toronto Dominion Bank, Societe Generale, The Bank of Nova Scotia – ScotiaMocatta, UBS oraz Bank of China. Ustalana na londyńskiej giełdzie cena złota publikowana jest dwa razy dziennie: o godzinie 11:30 i 16:00 czasu polskiego i wyrażana jest w dolarach amerykańskich za uncję trojańską.

Uncja trojańska

W jubilerstwie oraz w międzynarodowym obrocie metalami szlachetnymi stosowana jest uncja trojańska, zwana także jubilerską. Jednostka ta oznaczana jest za pomocą skrótu „oz” i odpowiada 31,1034768 gramom. Nie należy mylić jej z uncją międzynarodową, która odpowiada w przybliżeniu 28,35 gramom. W państwa, w których obowiązuje metryczny system miar, sprzedawane są sztaby złota, których masa wyrażona jest w gramach, np. 1 g, 5 g, 50 g, 250 g. Cena sztaby uzależniona jest od aktualnych giełdowych notowań złota oraz kursu dolara do złotówki. Zawiera również marżę narzuconą przez podmiot sprzedający. Więcej na temat cen złota oraz inwestowania w ten kruszec dowiesz się, korzystając z poradnika przygotowanego przez Mennicę Polską: https://www.mennica.com.pl/produkty-inwestycyjne/poradnik-inwestora-szczegoly/ile-kosztuje-gram-zlota.

III Kongres Profesjonalistów HR: „Synergia HR i biznesu”

Jedyny Kongres Profesjonalistów HR odpowiadający na realne potrzeby i bieżące wyzwania stawiane przed przedstawicielami Działów HR. Podczas wydarzenia, które już po raz trzeci zgromadzi ekspertów i profesjonalistów HR, poruszona zostanie kwestia jak HR może efektywnie współpracować z Biznesem, aby osiągnąć efekt synergii i zrealizować cele organizacji poprzez zaprezentowanie dwóch punktów widzenia – HR oraz przedstawiciela Biznesu. Zaprezentowane zostaną konkretne wyzwania HR na przykładzie realnych studiów przypadku oraz różne aspekty wdrażanych projektów skupiając się na konkretach, takich jak cele, założenia budżetowe, realne koszty, wykorzystane narzędzia i osiągnięte rezultaty.III KONGRES PROFESJONALISTÓW HR

Wszystkie zagadnienia poruszane podczas Kongresu są w 100% skoncentrowane na merytorycznym wsparciu Biznesu przez Profesjonalistów HR. Będziemy mówić jedynie o rzetelnych faktach, konkretnych rozwiązaniach i nowych trendach, które już za chwilę, staną się codziennością Działów HR.

13 ekspertów HR i wybitnych prelegentów pośród których znajduje się Joanna Malinowska-Parzydło, Nikolay Kirov, Maciej Herman oraz profesjonaliści z firm takich jak Coca Cola, Volkswagen Poznań, Żabka Polska, oraz PSG wskaże, jakie są oczekiwania wobec profesjonalistów HR – od poszczególnych działów w organizacji i opowie o tym, jak mierzyć się ze zmieniającymi warunkami gospodarczymi i rynkowymi i osiągać najlepsze rezultaty.

Zapraszamy Was do Warszawy, gdzie 6 grudnia 2018 spotka się grono ludzi, dla których nowoczesne rozwiązania i wyzwania HR to ważna inwestycja wspierająca sukces całej firmy!

Targi RetailShow – konferencja Retail Congress, Innowacje Handlu 2018 i Best Shop Concept 2018

Poza szeroką ofertą wyposażenia, technologii i usług dla handlu, wyróżnikiem Targów RetailShow jest ceniona w branży konferencja Retail Congress. Odbędzie się ona 14 listopada w Centrum EXPO XXI w Warszawie, a tematem przewodnim będzie „klient”. Z kolei barometrem wskazującym jakość produktów i konceptów sklepowych będą wyniki konkursów – Innowacje Handlu 2018 i Best Shop Concept 2018.

RetailShowKonferencja Retail Congress co roku przyciąga osoby decyzyjne z wiodących sieci handlowych, specjalistów od marketingu, rozwoju, IT, merchanidisingu i zakupów czy właścicieli sklepów. Organizatorzy targów tak dobierają tematykę, aby zapewniła przekrojową wiedzę z zarządzania w branży retail uwzględniającą światowe trendy oraz nowinki produktowe.

Koncept, innowacje i omnichannel

Pierwszy z trzech bloków tematycznych konferencji, KONCEPT, poświęcony będzie trendom w projektowaniu sklepów i rozwiązaniom zatrzymującym klienta na dłużej. Opowiedzą o tym architekci, których realizacje zostały nagrodzone w konkursie Best Shop Concept, m.in. Michał Górski z pracowni Schwitzke Górski czy Dariusz Gocławski z A+D Retail Store Design. Dariusz Gocławski przybliży narzędzia skutecznej sprzedaży designu w podziale na przedmioty popularne i masowe, unikalne i rękodzieło, w branży gastronomicznej czy usługach. – Wykład skierowany będzie do osób decydujących o strategii marki, szukających sposobu na wzrost przychodów lub przewagi konkurencyjnej. Jego efektem będą wskazówki poparte przykładami ze świata jak zwiększyć siłę marki i nadać jej indywidualny charakter – zachęca.

Nie zabraknie także prelekcji Ewy Gawroniak-Olejniczak z pracowni Ego-Studio, która co roku przygotowuje projekt Sklepu Modelowego w oparciu o najnowsze światowe trendy. O ciekawe przykłady z rynku zadba dr Marek Borowiński Shop Doctor, a Bogdan Łukasik z firmy Modern-Expo Group opowie jak zmiany zachowań konsumentów, ich oczekiwań i nawyków wpływają na przekształcanie powierzchni handlowych. Przytoczy także przykłady najciekawszych światowych rozwiązań, które będą kreować handel detaliczny w najbliższej przyszłości.

Drugi blok tematyczny zatytułowany INNOWACJE poświęcony będzie innowacyjnym rozwiązaniom dla handlu. Tomasz Gzik z firmy Goldenore opowie jak podczas trwającej rewolucji informacyjnej, w której dane stanowią zasoby strategiczne przedsiębiorstw, budować przewagę konkurencyjną poprzez przetwarzanie i analizowanie danych w czasie rzeczywistym. – Tematyka mojej prelekcji skierowana jest do wszystkich osób, które podejmując różnego rodzaju decyzje biznesowe potrzebują bezpośredniego dostępu do zintegrowanych, spójnych, aktualnych i dobrej jakości danych. Skorzystają z niej również osoby odpowiedzialne w swoich organizacjach za przetwarzanie danych oraz sprawozdawczość i raportowanie – przekonuje. Pozostałe prelekcje tej sesji poszerzą wiedzę słuchaczy o efektywne analizy danych oraz dostępne na rynku rozwiązania.

Trzecia część konferencji Retail Congress to OMNICHANNEL. Dedykowana będzie najnowszym mechanizmom i narzędziom, dzięki którym sprzedaż w modelu omnichannel daje przewagę nad innymi modelami. Sebastian Starzyński z firmy ABR SESTA podczas prelekcji pt. „Sztuczna inteligencja w obsłudze klienta” opowie o erze, kiedy to przekaz marketingowy będzie musiał być kierowany do asystentów osobistych AI klientów. Obecny model marketingu i obsługi klienta opiera się na poznawaniu „słabych punktów” klienta i kreowaniu przekazu tak, aby przekonać go do zakupu. – Problem polega na tym, że większość komunikatów jest dzisiaj kierowana do naszych emocji. Zbliża się jednak moment, kiedy klienci intensywnie zaczną korzystać z osobistych asystentów AI, których zadaniem będzie ograniczanie wyboru, a wręcz podejmowanie za nich rutynowych decyzji – przewiduje Sebastian Starzyński.

Więcej informacji na temat konferencji Retail Congress 2018 znajduje się na stronie: http://www.retailshow.pl/pl/agenda-2018

Branżowe konkursy okazją do wyróżnienia się

Targi RetailShow to także dwa branżowe konkursy, których laureaci co roku wyznaczają standardy jakościowe i koncepcyjne. W konkursie Innowacje Handlu 2018 eksperckie Jury dokona wyboru najlepszych urządzeń, produktów i usług prezentowanych podczas targów. W tym roku firmy mogą zgłaszać się w następujących kategoriach: systemy i technologie IT; projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych; oświetlenie; kasy fiskalne i wagi; drukarki, skanery, kolektory, POS; rozwiązania płatnicze; programy lojalnościowe; e-commerce & mobile; ochrona i systemy zabezpieczeń; systemy marketingowe, POS i Digital Signage; systemy franczyzowe dla handlu; logistyka i magazyn; urządzenia gastronomiczne oraz usługi.

Jak podkreśla Marek Kaniewski z firmy D&K Technology, której urządzenie MainBox zostało nagrodzone w zeszłorocznej edycji Innowacji Handlu w kategorii „Systemy i technologie IT”, wyróżnienie przyczyniło się do poniesienia prestiżu firmy. – Pokazaliśmy w ten sposób, że potrafimy zrobić coś więcej niż tylko tradycyjne rozwiązania. Aktualnie coraz większa liczba klientów jest zainteresowana naszym produktem, który cały czas ulepszamy – mówi.

Z kolei konkurs Best Shop Concept 2018 to świetna okazja dla właścicieli sklepów różnych formatów do zaprezentowania branży ciekawych konceptów. To także szansa dla pracowni architektonicznych, by pochwalić się kreatywnym potencjałem, który wyróżni sklep estetycznie i użytkowo.

Michał Górski z pracowni Schwitzke Górski, której dwa koncepty zostały nagrodzone w minionym roku, potwierdza, że wyróżnienia miały zarówno bardzo pozytywny wpływ na aktywność zespołu, jak i dużą wartość motywacyjną. – Zespół projektantów, który tworzył koncepty, czerpie satysfakcję z zadowolenia klientów oraz faktu, że wykreowali przestrzeń, którą przedstawiciele grupy docelowej postrzegają jako atrakcyjną. Cieszy ich także fakt, że zostali docenieni przez ekspertów. Sukces rynkowy konceptu i uznanie środowiska to połączenie, które zachęca do dalszych starań – podsumowuje.

Jury oceni też spójność i unikalność konceptu, zastosowanie nieszablonowych rozwiązań oraz design. Do konkursu mogą być zgłaszane sklepy, które zostały otwarte lub przeszły remodeling w ciągu ostatniego roku. Tegoroczne kategorie to: hipermarket, supermarket, dyskont, sklep typu convenience, sklep odzieżowy, sklep specjalistyczny oraz punkt sprzedaży usług.

Informacje i formularze rejestracyjne znajdują się na stronach: http://www.retailshow.pl/pl/konkurs-innowacje-handlu oraz http://retailshow.pl/pl/best-shop-concept. Zgłoszenia konkursowe należy przesłać do 15 października br.

Informacje praktyczne

IX Targi RetailShow odbędą się w dniach 14-15 listopada 2018 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja lub w recepcji w dniu targów.

Partnerem Strategicznym RetailShow 2018 jest firma Modern-Expo, a Sponsorami Głównymi: Koncept-L; Ingram Micro z Zebra Technologies; Goldenore z Oracle i z Arrow oraz Bosch.