Za kilka lat pracownicy w nowo powstałych firmach będą mogli pracować całkowicie zdalnie

Za kilka lat pracownicy w nowo powstałych firmach będą mogli pracować całkowicie zdalnie 1

Już za kilka lat każda nowo tworzona firma może działać zdalnie. Już teraz nowe technologie umożliwiają pracę z dowolnego miejsca na świecie. Dzięki nowym aplikacjom zespół może być cały czas w kontakcie, a wideorozmowy umożliwiają interakcje. Narzędzia do project managementu pozwalają jasno wyznaczać zadania i kontrolować ich wykonanie. Pracodawcy w Polsce niechętnie jednak patrzą na pracę zdalną, ta zaś może przynieść wiele korzyści biznesowych – nie tylko ograniczyć koszty, lecz także zwiększyć efektywność i zadowolenie pracowników. 

– W pracy zdalnej kluczem do sukcesu jest komunikacja, narzędzia typu Slack, Skype, Google Hangouts, aby zespół zawsze był ze sobą w kontakcie. Kolejny aspekt to narzędzia do project managementu takie jak Asana, dzięki którym manager może w bardzo jasny i klarowny sposób wyznaczać konkretne zadania przy projektach, przypisywać, wiedzieć, kiedy te zadania będą dowiezione, mieć wszystko w jednym miejscu – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Iwo Szapar z Remote-how.

Z najnowszego badania Grupy IWG wynika, że na świecie już 62 proc. pracowników korzysta z telepracy, a ok. 70 proc. specjalistów czy właścicieli firm pracuje zdalnie przynajmniej raz w tygodniu. Jest to możliwe tylko dzięki udogodnieniom, jakie dają nowe technologie. Szybki dostęp do internetu wystarczy, by móc połączyć się z biurem z każdego miejsca na świecie, a specjalne aplikacje umożliwiają sprawne przypisywanie zadań czy kontrolę ich wykonania. W pracy przydatne są też media społecznościowe, zwłaszcza te, które umożliwiają grupowe połączenia czy wideorozmowy.

 Rozmowy wideo to jest bardzo istotny element komunikacji. Przez znaczną poprawę szybkości internetu w ciągu ostatnich lat, coraz popularniejszą formą komunikowania się są wideorozmowy. To daje pracownikom możliwości lepszej interakcji, jak pokazują badania 70 proc. to mowa ciała – mówi Iwo Szapar.

Badanie firmy Virgin Media Business wskazuje, że zdaniem większości pracodawców za kilka lat już 60 proc. pracowników mogą stanowić będą osoby pracujące poza biurem. Z kolei Softchoice podaje, że w Ameryce Północnej już 85 proc. pracowników wymaga dostępu do takich technologii, które umożliwiają wykonywanie pracy z dowolnie wybranego miejsca, a zdecydowana większość bez wahania zmieniłaby pracę na taką, która na to pozwala.

– Kilka lat temu pojawili się cyfrowi nomadzi, osoby, które mogą być w dowolnym miejscu na świecie i pracować z tego miejsca. To osoby, które napędza pasja podróżowania, doświadczania i towarzyszy im praca z każdego miejsca na świecie. Każdy może zostać digital nomadem, potrzebuje komputera, internetu, pasji i chęci zmiany życia – przekonuje ekspert Remote-how.

Badanie „Rynek pracy zdalnej a oczekiwania pracowników” firmy Kantar TNS przy współpracy z Remote-how wskazuje, że tylko co trzeci Polak (32 proc.) ma możliwość pracy zdalnej. Choć 76 proc. deklaruje, że chętnie pracowałoby poza biurem, to pracodawcy niechętnie patrzą jednak na pracę zdalną. Hays Poland podaje, że 55 proc. firm umożliwia pracę zdalną, jednak tylko wybranej grupie osób, tylko 14 proc. zachęca do takiego modelu wszystkich pracowników.  Jak jednak przekonuje Szapar – od pracy zdalnej nie ma ucieczki.

– Jesteśmy de facto dopiero na początku, na palcach jednej ręki możemy policzyć duże firmy, które są całkowicie zdalne, są to firmy zazwyczaj ze Stanów. Badania na rynku w USA pokazują, że freelancerów jest coraz więcej, w tym roku będzie to już prawie 40 proc., więc zdecydowanie dynamiczny rozwój jest po stronie pracownika, a pracodawca musi się dostosowywać, również od strony technologicznej i procesów. W futurystycznej wizji za 5–10 lat możemy sobie wyobrazić, że każda tworzona nowa firma, tak jak teraz działa dużo start-upów, będzie całkowicie zdalna – ocenia ekspert.

E-recepty początkiem poważnych zmian w służbie zdrowia. Pacjenci otwarci na technologiczne nowinki

E-recepty początkiem poważnych zmian w służbie zdrowia. Pacjenci otwarci na technologiczne nowinki 2

Z badań wynika, że pacjenci są otwarci na cyfrowe rozwiązania w służbie zdrowia. Prezes Grupy Polpharma ocenia, że takie działania wymagają dobrej woli po stronie rządzących oraz współpracy ze środowiskiem naukowym, medycznym i biznesem, który może odegrać rolę inkubatora nowych pomysłów i pomóc w ich komercjalizacji.

– System opieki zdrowotnej to bardzo złożony ekosystem, w którym działa wiele podmiotów i interesariuszy. Jego transformacja wymaga przede wszystkim woli politycznej ze strony rządu, którą – moim zdaniem – możemy zaobserwować. Obecnie strona rządowa podejmuje stosowne działania transformacyjne, szczególnie w zakresie rozwiązań cyfrowych, w celu usprawnienia usług i poprawy ich przejrzystości dla pacjentów. Pierwsza faza ma polegać na wdrożeniu e-recept, a dalsze etapy przyjdą później – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Markus Sieger, prezes Grupy Polpharma.

Od maja w Siedlcach i Skierniewicach wystawiane są pierwsze e-recepty. Na razie w ramach pilotażu, ale od stycznia 2020 roku elektroniczne recepty mają być już wystawiane we wszystkich gabinetach lekarskich w Polsce. To ułatwi pracę lekarzy i poprawi bezpieczeństwo pacjentów, ponieważ system automatycznie sprawdzi, czy np. pacjentowi nie przepisano leków, które mogą wchodzić w niebezpieczne dla zdrowia interakcje z innymi przyjmowanymi preparatami. System zlikwiduje także problem zgubionych albo nieczytelnie wypisanych recept i umożliwi wgląd w historię wcześniej wystawionych e-recept.

Jak wynika z tegorocznych badań „E-zdrowie oczami lekarzy” oraz „E-zdrowie oczami Polaków” przeprowadzonych przez LekSeek Polska, pacjenci są otwarci na cyfrowe rozwiązania w służbie zdrowia. Za najbardziej atrakcyjne uważają możliwość wprowadzenia rejestracji online na refundowane wizyty (59 proc) oraz otrzymywanie recept i zwolnień lekarskich drogą elektroniczną (72,7 proc.).

– Najważniejszą kwestią jest bezpieczeństwo. Dlatego uważam, że bezpieczeństwo danych i przestrzeganie odpowiednich przepisów ma absolutnie zasadnicze znaczenie. Myślę, że dopiero dzisiaj – dzięki usługom i technologiom takim jak blockchain – bezpieczeństwo jest możliwe do osiągnięcia. To krok w bardzo dobrym kierunku, którego nie mogliśmy postawić wcześniej. Dzisiaj, kiedy technologie te są dostępne, a ludzie bardziej im ufają, możemy aktywnie z nich korzystać – mówi Markus Sieger.

Grupa Polpharma zamierza wkroczyć na rynek zintegrowanej opieki zdrowotnej, w którym będzie łączyć produkowane przez siebie leki z usługami medycznymi. Dlatego firma zamierza się otworzyć na współpracę ze start-upami i innymi usługodawcami w celu świadczenia na rzecz pacjentów możliwie najlepszych usług.

– Współpraca ta może obejmować również zagadnienia profilaktyki, która jest moim ulubionym tematem. Mam na sobie urządzenie, które mierzy mój puls, pokazuje, ile kroków przeszedłem etc. Myślę, że warto podążać za obecnym trendem na zdrowsze życie – mówi prezes grupy Markus Sieger.

Prezes Grupy Polpharma wspominał także o rozwijaniu w Polce sektora leków biologicznych. Podkreślił, że efektywne konkurowanie Polski na globalnym rynku biotechnologicznym wymaga głębokiej współpracy pomiędzy administracją publiczną, światem nauki a biznesem.

– Tworzenie takich nowych obszarów działalności jest bardzo ważne, co zostało zresztą odzwierciedlone w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju premiera Mateusza Morawieckiego. W tym kontekście naprawdę potrzebujemy partnerstwa między sektorem biotechnologii, nauki, rządem a światem biznesu, który nie tylko odegra rolę inkubatora nowych pomysłów, lecz także pomoże w ich urzeczywistnieniu i skutecznej komercjalizacji. W efekcie powstanie nowa branża, co jest moim zdaniem celem tej inicjatywy – mówi Markus Sieger.

Kryptoprocesor opracowywany przez polską firmę skutecznie zabezpieczy m.in. e-paszport i dowody osobiste. Dostęp do kodu źródłowego mają tylko 3 osoby

Kryptoprocesor opracowywany przez polską firmę skutecznie zabezpieczy m.in. e-paszport i dowody osobiste. Dostęp do kodu źródłowego mają tylko 3 osoby 3

W dobie Internetu rzeczy zabezpieczenia na poziomie oprogramowania, czyli np. antywirusy, mogą już nie wystarczyć. Potrzebny jest wyższy poziom zabezpieczeń przed coraz bardziej wyrafinowanymi atakami hakerskimi. Dotyczy to przede wszystkim firm. Polska firma opracowuje kryptoprocesor bazujący na autorskiej architekturze, o której wiedzę i dostęp mają wyłącznie 3 osoby. To, oprócz najnowszych i najbardziej zaawansowanych zabezpieczeń na poziomie sprzętowym, gwarancja bezpieczeństwa danych.

CryptOne jest innowacyjnym, w 100 proc. bezpiecznym kryptoprocesorem, bazującym na naszej autorskiej architekturze. Stworzyliśmy D32Pro, czyli pierwszy w historii Polski, 32-bitowy komercyjny procesor. Łącząc możliwości procesora D32Pro oraz algorytmy kryptologiczne opracowane przez naszych naukowców z wyższych uczelni, opracowujemy procesor CryptOne, który będzie miał oficjalną premierę we wrześniu tego roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Ćwienk z Digital Core Design.

Zdaniem specjalistów od cyberbezpieczeństwa, powszechnie stosowane zabezpieczenia na poziomie oprogramowania są niewystarczające, ponieważ hakerzy nie mają większego problemu z ich złamaniem. W dobie dynamicznie rozwijającego się internetu rzeczy, a także digitalizacji dokumentów osobistych i rosnącej popularności smartfonów, na których przechowujemy coraz więcej poufnych informacji, takie zabezpieczenie musi stać się podstawą. Miniaturowy procesor CryptoOne może zabezpieczać także inne, wrażliwe dane np. w e-dokumentach.

Procesor CryptOne znajdzie zastosowanie właściwie w każdym aspekcie naszego życia, począwszy od dowodów elektronicznych, przez paszporty biometryczne, ale także w komunikacji, motoryzacji, w urządzeniach satelitarnych. Słowem – wszędzie tam, gdzie jest elektronika, tam znajdzie zastosowanie. Bezpieczeństwo staje się tą rzeczą, która jest w chwili obecnej bezcenna jeżeli mówimy o elektronice w każdym aspekcie naszego życia. Nasz procesor w zupełności wystarczy, żeby zabezpieczyć całkowicie przesył danych np. z dowodu osobistego czy z paszportu biometrycznego, ale równie dobrze może być wykorzystany np. w pendrivie, w karcie pamięci czy podczas łączności bezprzewodowej – twierdzi ekspert.

Na rynku dostępnych jest szereg rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo danych zapisanych na urządzeniach takich, jak np. twarde dyski komputerów. Mogą to być klucze szyfrujące wpinane do komputera przez gniazdo USB, które odblokowują dostęp do aplikacji zawierających cenne z punktu widzenia użytkownika dane. Na rynku są też chipy służące do zapisywania certyfikatów i kluczy wykorzystywanych w procesie uwierzytelnienia. Projektowany przez polską firmę procesor ma być jeszcze bezpieczniejszy, niż oferowane na rynku zabezpieczenia sprzętowe.

Możemy całkowicie wykluczyć ataki typu backdoor oraz szereg innych zagrożeń, które są potencjalnym niebezpieczeństwem dla współczesnej elektroniki. Żaden z odbiorców nie będzie miał dostępu do kodu źródłowego. Mamy go tylko my, czyli na chwilę obecną zaledwie 3 osoby. Nawet odbierając już gotowe produkty, nikt nie otrzyma kodu źródłowego, tylko będzie otrzymywał gotowe rozwiązania, bez możliwości wejścia w poszczególne zakamarki samego procesora – zapewnia Tomasz Ćwienk.

Przewidywania analityków z Grand View Research zakładają, że rynek mikrokontrolerów zabezpieczających urządzenia Internetu rzeczy osiągnie do 2022 roku wartość ponad 3,5 mld dol.

Instytucje rządowe na celowniku hakerów. Brakuje odpowiednich zabezpieczeń i scenariuszy na wypadek awarii

Instytucje rządowe na celowniku hakerów. Brakuje odpowiednich zabezpieczeń i scenariuszy na wypadek awarii 4

W tym tygodniu całkowicie przestały działać główne państwowe systemy informatyczne. Niedostępne były m.in. ePUAP, CEPiK i obywatel.gov.pl. Przyczyny nie są znane, ale wiceprezes Atende Jacek Szczepański ocenia, że mógł nią być błąd kluczowego elementu infrastruktury albo zmasowany atak DDoS. Liczba takich cyberataków na instytucje rządowe, infrastrukturę krytyczną i portale użyteczności publicznej zwiększa się z roku na rok. Zarówno dla firm, jak i instytucji państwowych warunkiem koniecznym, by się na to przygotować, jest przeprowadzanie stress testów i posiadanie scenariuszy postępowania na wypadek takiego ataku.

– Zagrożenia dla e-państwa, czyli instytucji publicznych, są w zasadzie tożsame z tymi, z którymi boryka się świat komercyjny. Mamy do czynienia głównie z atakami na infrastrukturę bądź z próbami wykradzenia danych. Inne są natomiast motywacje atakujących – do chęci zysku, zdobycia sławy i sprawdzenia się dochodzą jeszcze pobudki polityczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szczepański, wiceprezes ds. operacyjnych, Atende SA.

Ubiegły rok był rekordowy pod względem aktywności hakerów i liczby cyberataków na całym świecie. Jak wynika z ostatniego raportu F-Secure, liczba ataków ransomware wzrosła w zeszłym roku aż o 400 proc. Cyberataki są już zjawiskiem powszechnym – 82 proc. działających w Polsce firm odnotowało przynajmniej jeden cyberincydent, a 37 proc. stwierdziło znaczny wzrost liczby cyberataków na przestrzeni ostatniego roku – to z kolei dane z ostatniego „Barometru bezpieczeństwa” firmy doradczej KPMG. Najgroźniejsze cyberzagrożenia z punktu widzenia przedsiębiorstw to malware (APT, wycieki danych, ransomware), kradzieże danych i phishing oraz ataki na aplikacje. Według prognoz Bitdefendera – w tym roku szkody powodowane przez cyberprzestępczość sięgną 180 mld dol., a w 2019 przekroczą już nawet 2 bln dol.

Z drugiej strony hakerzy za cel obierają sobie już nie tylko firmy i korporacje, kierując się chęcią zysku, lecz także infrastrukturę krytyczną i serwisy rządowe. W ubiegłym roku celem zmasowanych ataków wirusem ransomware, znanym jako Petya, stały się firmy i instytucje publiczne m.in. w Wielkiej Brytanii, Rosji, USA i na Ukrainie, gdzie ucierpiały rządowe sieci, system bankowy, najważniejsze lotniska w kraju, ciepłownie i elektrownie oraz metro w Kijowie.

W tym tygodniu, we wtorek rano, całkowicie przestały działać główne państwowe systemy informatyczne. Niedostępne były ePUAP, CEPiK i obywatel.gov.pl. W Centralnym Ośrodku Informatyki został powołany sztab kryzysowy, który pracował nad usunięciem awarii.

 Ostatnia awaria unieruchomiła wiele usług dla obywateli. Trudno zgadywać, co było jej powodem. Na dzisiaj nie są znane oficjalne przyczyny wystąpienia tej awarii. Zwykle powodem jest błąd w projektowaniu systemów informatycznych, brak redundancji. W związku z tym mógł, kolokwialnie mówiąc, paść jakiś krytyczny element infrastruktury. Bądź też mieliśmy do czynienia ze zmasowanym atakiem DDoS – ocenia Jacek Szczepański.

Dla państwa konsekwencją takich incydentów jest nie tylko niedostępność infrastruktury, i w związku z tym niedostępność usług, lecz także straty wizerunkowe i ryzyko wycieku wrażliwych danych.

Istotną konsekwencją takich awarii może być także wyciek danych. Tutaj problem jest jeszcze większy niż w przypadku firm komercyjnych z uwagi na to, że instytucje publiczne gromadzą i przetwarzają dane bardzo wrażliwe. Zdecydowanie bardziej wrażliwe niż te, które przetwarzają firmy komercyjne – mówi Jacek Szczepański.

Wiceprezes Atende podkreśla, że systemy administracji publicznej, podobnie jak wszelkie inne systemy informatyczne, powinny być projektowane w sposób zapewniający ciągłość działania. Dzisiaj zdecydowanie nie wystarcza już ochrona tzw. brzegu sieci, czyli firewalle czy ochrona stacji roboczych.

– Systemy administracji publicznej powinny być projektowane w modelu wysokiej dostępności, gdzie mamy do czynienia z klastrami, z zapasowymi centrami danych. Z drugiej strony powinny być projektowane tak, aby systemy bezpieczeństwa działały na wielu warstwach. Chronione muszą być również warstwy wewnętrzne systemu informatycznego. Wchodzimy więc na pole systemów bardziej zaawansowanych, badających, analizujących zachowanie sieci, szukających pewnych wzorców zachowań, które odbiegają od normy – mówi Jacek Szczepański.

Eksperci są zgodni co do tego, że liczba cyberzagrożeń będzie rosnąć. Zarówno dla firm, jak i instytucji państwowych warunkiem koniecznym jest posiadanie scenariuszy postępowania na wypadek takiego ataku cybernetycznego.

Dziś pytanie nie brzmi już, czy ten atak bądź awaria wystąpi, ale kiedy wystąpi? W związku z tym musimy być do tego przygotowani. Musimy mieć sprawdzone procedury na taką okoliczność, poddawane stress testom, testom penetracyjnym. To jest chyba jedyne remedium na dziś. Zakładając, że mamy właściwie zaprojektowany system informatyczny i bezpieczeństwa, zdecydowanie musimy się oprzeć na procedurach stworzonych na okoliczność wystąpienia takich awarii – podkreśla Jacek Szczepański.

Inteligentne systemy transportowe ułatwiają podróżowanie w miastach. Wkrótce mogą pojawić się także w polskich pociągach

Inteligentne systemy transportowe ułatwiają podróżowanie w miastach. Wkrótce mogą pojawić się także w polskich pociągach 5

Tradycyjne rozkłady jazdy zostały już zastąpione przez aplikacje mobilne, które potrafią zaplanować dojazd, uwzględniając m.in. przesiadki oraz tymczasowe zmiany w trasie poszczególnych linii. Kolejnym krokiem są inteligentne systemy transportowe, które sprawią, że będziemy w stanie precyzyjnie zlokalizować wszystkie pojazdy i przewidzieć, jak szybko uda im się dotrzeć na miejsce przez zakorkowane miasto.

Inteligentne systemy transportowe i rozwiązania dla transportu głównie publicznego, umożliwiają efektywne zarządzanie flotą. Są systemami informacji pasażerskiej, które przedstawiają pasażerom miejsce bądź czas przybycia tramwaju, autobusu na przystanek, są w stanie też dostarczyć informację jak szybko ten tramwaj dojedzie do punktu docelowego. Jeżeli chodzi o zarządzanie flotą od strony właściciela floty, czyli np. ZTM w Warszawie, osoby zarządzające widzą gdzie znajdują się autobusy, w jakiej są kondycji fizycznej, czy kierowca jedzie zgodnie czy niezgodnie z planem – są wtedy w stanie szybko zareagować, np. wysłać zapasowy autobus, jeżeli ten się zepsuje. Żeby to było możliwe, w autobusie musimy zainstalować zarówno odbiornik danych GPS, bądź odbiornik sieci komórkowej GSM, jak również nadajnik, żebyśmy mogli nadać do bazy informację o tym, gdzie jesteśmy, co robimy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jan Miedzik z firmy GMV.

Rozbudowane systemy informacji pasażerskiej współpracujące z inteligentnymi systemami zarządzania flotą powoli wkraczają do polskich miast, można znaleźć je m.in. w Bydgoszczy, Gdańsku, Szczecinie czy w Warszawie. Dzięki tablicom informacyjnym można w czytelny sposób poinformować podróżnych, za ile minut na przystanku pojawi się pojazd, na który czekają. Warszawskie tablice – funkcjonujące na niektórych trasach tramwajowych – wyposażono także w system informacji głosowej opracowane z myślą o osobach niewidomych. Takie rozwiązanie znacząco ułatwia poruszanie się po mieście.

Inteligentne systemy zarządzania flotą sprawdzą się jednak nie tylko w tablicach przystankowych. Wykorzystując zbiorcze dane o lokalizacji floty pojazdów, można usprawnić aplikacje komunikacyjne, z których korzystamy na co dzień. Jakdojade.pl wykorzystuje dane o lokalizacji, aby na bieżąco śledzić nasze położenie i informować nas, kiedy powinniśmy wyjść z domu, aby zdążyć na dany autobus, nie sięga jednak do informacji o rzeczywistym położeniu pojazdów. Nie oznacza to jednak, że na polskim rynku nie istnieją takie programy.

Jednym z popularniejszych jest aplikacja BusLive, która w jednym miejscu zbiera informacje ze wszystkich miejskich systemów zarządzania flotą. Jej użytkownicy mogą sprawdzić, gdzie w danym momencie znajdują się autobusy, tramwaje, rowery miejskie czy samochody wypożyczane na minuty. Niestety, oprogramowanie to ma jedną zasadniczą wadę – choć pomoże nam zlokalizować pojazdy wyposażone w systemy lokalizacyjne, nie zaplanuje optymalnej trasy dojazdu.

Kolejnym krokiem może być podobne rozwiązanie stworzone dla pociągów.

To rozwiązanie pokazuje wszystkie dane dotyczące pociągu: z jaką prędkością się porusza, czy nie przekracza prędkości na torze, na którym nie powinien jechać za szybko, jest pełen kontakt z maszynistą, jest to komunikacja dwukierunkowa. Taki system w przypadku pociągów pozwala zaoszczędzić czas, pozwala znaleźć rozwiązanie dla krytycznej sytuacji, która nastąpi w bardzo krótkim czasie – przekonuje ekspert. Polska firma GMV wdrożyła system zarządzania flotą ponad 200 pociągów u jednego z przewoźników w Hiszpanii. Obecnie szuka także klienta w Polsce.

Z raportu „Intelligent Transportation System Market – Global Forecast to 2023” wynika, że wartość rynku inteligentnych systemów transportu wyniesie w 2018 roku 23,23 mld dol, a do 2023 roku wzrośnie do 30,74 mld dol przy rocznym wskaźniku wzrostu na poziomie 5,65 proc.

Luka pokoleniowa w zawodzie pielęgniarki – potrzeba młodej kadry

W polskim systemie zdrowia jest zdecydowanie za mało pielęgniarek. Obecnie mamy do czynienia z luką pokoleniową w zawodzie – średnia wieku wynosi 51 lat. Przy okazji powstania strategii dla polskiego pielęgniarstwa opracowywanej wspólnie z Ministerstwem Zdrowia przez cały ubiegły rok Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych podkreślała potrzebę wykształcenia młodej kadry.

– Zawód pielęgniarki i położnej postrzegany jest przez społeczeństwo bardzo dobrze. Pod tym względem Polska zajmuje wysokie miejsce w rankingu społecznego odbioru. Problemem jest jak przekonać młodzież, że warto studiować pielęgniarstwo i pozostać w zawodzie – powiedziała serwisowi eNewsroom Zofia Małas, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych – To, co warto podkreślić i o czym musi pamiętać przyszła kadra, to piękno i samodzielność tej profesji. Pielęgniarki i położne pracują w oparciu o ustawę o tych zawodach. Wykonują czynności lecznicze, diagnostyczne, rehabilitacyjne oraz pielęgnacyjne. Stanowią część zespołu terapeutycznego, obok lekarzy, diagnostów laboratoryjnych i fizjoterapeutów. Obecnie spoczywa na nich wiele czynności samodzielnych, jak ordynowanie, przepisywanie leków, środków pielęgnacyjnych, skierowania pacjentów na badania. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych zachęca młode koleżanki do podejmowania kształcenia kierunkowego i pozostawania w zawodzie, w którym mogą się spełniać i realizować – podkreśla Małas.

Branża hotelarska rośnie w siłę. Rosną też jej długi

Dynamicznie rośnie rynek turystyczny. W I kwartale br. ruch turystyczny był większy od zeszłorocznych o 6,2 proc., a liczba udzielonych noclegów w hotelach o 8,3 proc. Przez pierwsze trzy miesiące z oferty obiektów hotelowych skorzystało ponad 5 mln turystów, z czego prawie 1,2 mln gości z zagranicy. Jednak jednocześnie rośnie też zadłużenie branży hotelarskiej.

Najnowsze dane GUS pokazują, że w sektorze zakwaterowanie i gastronomia w I kwartale tego roku zanotowano znaczące osłabienie wskaźnika rentowności obrotu netto z 3,8 proc. do 0,1 proc. Problemem pozostają również coraz większe trudności w dostępie do wykwalifikowanych pracowników, a także konkurencja w postaci prywatnych mieszkań i apartamentów na wynajem.

Z danych Biura Informacji Kredytowej oraz Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor wynika, że po I kwartale 2018 r. przeterminowane zadłużenie kredytowe i pozakredytowe występowało w co 11. przedsiębiorstwie oferującym usługi hotelowe. 779 „hotelarzy” miało ponad 970 mln zł zaległości, co oznacza, że na jedną firmę w tym sektorze przypada ponad 1,2 mln zł niespłaconych należności. Przede wszystkim są to nieopłacone na czas raty kredytów. Najwięcej niesolidnych dłużników prowadzi lub prowadziło działalność w województwie mazowieckim oraz dolnośląskim.

– Niemal 9 proc. firm hotelarskich ma problemy z obsługą bieżących płatności, a ich łączne zaległości to 970 mln zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Rekordzista jest zadłużony na blisko 200 mln zł.

Przez dziewięć miesięcy zaległości branży wzrosły o 93 mln zł, czyli blisko 11 proc. a liczba niesolidnych firm zajmujących się tego typu działalnością o 119 (18 proc.). Dynamika zmiany pokazuje jednak, że dobra koniunktura gospodarcza w większym stopniu sprzyja hotelarstwu niż innym branżom i problem z nieterminowym regulowaniem zobowiązań hoteli pogłębia się wolniej niż w przypadku ogółu przedsiębiorstw. W omawianym okresie, zaległości wszystkich firm widocznych w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK, wzrosły bowiem o 39 proc., a liczba przedsiębiorstw w kłopotach powiększyła się o prawie 30 proc. 227 350 firm ma razem 26,5 mld zł.

Branża hotelarska rośnie w siłę i wzrost skali działania również wiąże się ze wzrostem zaległych płatności. Kapitałochłonność i czasochłonność hotelowych inwestycji sprawiają, że wielu przedsiębiorców nie jest w stanie sprostać zobowiązaniom finansowym, które na nich spadają. Być może dlatego firm, które zawiesiły lub zamknęły działalność hotelarską jest drugie tyle, co przedsiębiorstw wciąż przyjmujących gości.

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji TRAN

Parlament Europejski zagłosował przeciwko trzem mandatom Komisji Transportu i Turystyki (TRAN) dotyczącym sprawozdań delegowania pracowników, czasu jazdy i odpoczynku kierowców, a także kabotażu w ramach prac nad Pakietem Mobilności podczas posiedzenia plenarnego w Strasburgu.

Mandaty do negocjacji z Radą zostały podważone dla wszystkich trzech przyjętych przez TRAN 4 czerwca raportów Europosłów Wim Van de Camp, Merja Kyllönen i Ismail Ertug dotyczących aspektów rynkowych i socjalnych Pakietu Mobilności – czasu pracy kierowców, delegowania w transporcie, a także dostępu do rynku.

Jednym z najważniejszych dla polskich przewoźników i kierowców przyjętych 4 czerwca przez TRAN zapisów było wyłączenie tranzytu i transportu międzynarodowego spod dyrektywy o delegowaniu pracowników (PWD). Dzisiaj podczas posiedzenia plenarnego 343 posłów zagłosowało przeciwko wyłączeniu transportu międzynarodowego i tranzytu z zasad delegowania, a 263 było za. Z 751 posłów Parlamentu Europejskiego w głosowaniu wzięło udział 630.

Podważenie trzech raportów Europosłów Wim Van de Camp, Merja Kyllonen i Ismail Ertug przyjętych demokratycznie w Komisji TRAN jest złą wiadomością, co najmniej z kilku powodów, nie tylko dla europejskich przewoźników, ale również kierowców i konsumentów. Raporty były dobrze wyważonym kompromisem uzyskanym podczas miesięcy rozmów na forum Parlamentu Europejskiego” – podsumowuje zaraz po głosowaniu Agata Boutanos z Przedstawicielstwa Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w Brukseli.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców aktywnie współpracował przez ostatni rok z innymi organizacjami logistycznymi, transportu, pracodawców, a także przewoźników w Unii Europejskiej. Wypracowujemy stanowiska, organizujemy wydarzenia, a także przygotowujemy materiały informacyjne – w tym zaadresowaną wczoraj do wszystkich 751 posłów do Parlamentu Europejskiego broszurę przekonującą do wsparcia mandatu dla trzech sprawozdań przyjętych dziesięć dni wcześniej przez Komisję TRAN.

Należy podkreślić, że wbrew założeniom posłów głosujących zapewne w dobrej wierze dzisiaj przeciwko wyłączeniu tranzytu oraz transportu międzynarodowego z zasad delegowania, a także sprawozdaniu dotyczącemu czasu pracy i odpoczynku stracić mogą właśnie kierowcy. Raport proponował dużą elastyczność odbioru odpoczynków w domu,
a także przejrzyste zasady wynagradzania kierowców
” – dodaje Agata Boutanos.

Otwarto możliwość składania poprawek do sprawozdań. Zgodnie z Regulaminem Parlamentu Europejskiego poprawki powinny zostać poddane głosowaniu podczas kolejnej sesji plenarnej zaplanowanej na lipiec.

Polski Stomil planuje rozwój w Polsce i na rynkach zagranicznych

Stomil Bydgoszcz działa zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Udział sprzedaży za granicą to prawie 40 proc. całkowitych przychodów. Firma planuje bardzo intensywny rozwój na rynkach zagranicznych, w tym angielskim, niemieckim czy francuskim. Już dziś jest wyraźnie obecna na Białorusi i Ukrainie. Tam także znajdują się pewne, nie do końca zbadane jeszcze, możliwości rozwoju. Stomil Bydgoszcz wytwarza produkty na bazie gumy. Są to węże hydrauliczne, przemysłowe, produkty formowe, płyty, wykładziny itp. dla różnych gałęzi przemysłu. Znajdują one zastosowanie w takich sektorach, jak: górnictwo, przemysł samochodowy, produkcja maszyn rolniczych, urządzeń hydraulicznych, podnośników, czy przemysł spożywczy. Branża, w której spółka działa, od wielu lat dynamicznie się rozwija. Potwierdzają to wskaźniki wzrostów na rynkach międzynarodowych. Taka sytuacja stwarza obiecujące perspektywy rozwoju dla Stomilu.

– Choć nie należymy do największych graczy, chcemy dobrze wykorzystać sprzyjającą koniunkturę poprzez zwiększenie penetracji rynku i poszerzenie portfela produktów. Dzięki temu uda się zwiększać przychody znacznie szybciej, niż wynikałoby to ze wskaźników rynkowych – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Rędaszka, prezes Stomil Bydgoszcz – Ostatnie działania ukierunkowane na zintensyfikowanie sprzedaży – zarówno w kraju, jak i za granicą – spowodowały, że dziś spółka w niektórych asortymentach jest w stanie zrealizować jedynie ok. 50-60 proc. wszystkich spływających do niej zamówień. Przyczyną są niewykorzystane techniczne moce produkcyjne w wyniku braków kadrowych w obszarze produkcji i magazynów. Stomil chce inwestować i zatrudniać nowych pracowników, budować kompetencje. Rozwiązanie tych problemów pozwoli na skokowy wzrost skali działalności. Inwestycje w kapitał ludzki i nowe technologie wymagają jednak pozyskania środków finansowych. Dlatego Spółka musi położyć najpierw nacisk na zmaksymalizowanie wykorzystania majątku produkcyjnego, który dziś posiada. Konieczne jest także zbudowanie sprzedaży na poziomie, który zagwarantuje znaczny przyrost marży, zwiększenie EBITDA. Stomil planuje zadbać o zwiększenie penetracji rynku, dystrybucji i poprawę jakości obsługi klienta. Należy jednak pamiętać o głównych przeszkodach w rozwoju spółki – konieczności pozyskania nowych pracowników, ograniczeniach technologicznych i finansowaniu. Spółka powinna szybko wprowadzać niezbędne zmiany. To pozwoli jej powrócić na wysoką pozycję w branży, jaką zajmowała przed laty – dodał Rędaszka.

Obligacje skarbowe idą jak woda, oszczędzający czekają na premie

Wciąż mocno rośnie zainteresowanie oszczędzających obligacjami skarbowymi. Wyniki w pierwszych pięciu miesiącach wskazują, że po rekordowych zakupach w 2017 roku, ten rok zapowiada się jeszcze lepiej.

W maju oszczędzający kupili obligacje skarbowe o wartości 852,4 mln zł, czyli mniej więcej tyle, co w poprzednich dwóch miesiącach, a od początku roku wydali na ten cel już ponad 4,6 mld zł, czyli o ponad 84 proc. więcej niż w tym samym czasie w 2017 r. i niemal tyle samo co w całym 2016 r. Zainteresowanie tymi papierami rośnie więc coraz mocniej, mimo że ministerstwo finansów nie kwapi się do podwyższania ich oprocentowania, które od dawna utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Jak się okazuje, nawet skromne wydawałoby się 1,5 proc. w skali roku uzyskiwane przy zakupie obligacji trzymiesięcznych, jest dla wielu osób bardziej atrakcyjne, niż lokata bankowa. Już w kwietniu przebiły pod względem popularności najchętniej wcześniej kupowane obligacje dwuletnie o stałym oprocentowaniu, wynoszącym 2,1 proc., oraz dominowały nad papierami czteroletnimi indeksowanymi wskaźnikiem inflacji, które w pierwszym rocznym okresie odsetkowym przynoszą 2,4 proc. W maju najkrótsze papiery trzymiesięczne umocniły pozycję lidera sprzedaży, w której ich udział wyniósł aż 42,6 proc. (w kwietniu było to 33,9 proc.). Dziesięcioletnie obligacje indeksowane wskaźnikiem inflacji, które w pierwszym roku ich posiadania pozwalają zarobić solidne 2,7 proc. odsetek, wciąż pozostają w niełasce. W ubiegłym roku ich udział w sprzedaży wynosił zaledwie 8,2 proc., a w pierwszych pięciu miesiącach obecnego roku zwiększył się do 9,2 proc. Jeszcze mniejsze powodzenie mają papiery trzyletnie, których oprocentowanie uzależnione jest od wysokości sześciomiesięcznej stawki WIBOR, choć w pierwszym półrocznym okresie odsetkowym dają 2,2 proc. Ich udział w całkowitej sprzedaży wyniósł w 2017 r. jedynie 3,2 proc., a w tym maleje do 1,4 proc. Wciąż zupełnie marginalne jest zainteresowanie obligacjami przeznaczonymi dla beneficjentów programu 500+, do których zniechęca zapewne długi czas, na który trzeba zamrozić pieniądze (6 lub 12 lat), a tej niechęci nie rekompensuje najwyższe na rynku skarbówek i mocno konkurencyjne wobec oferty banków oprocentowanie, wynoszące 2,8 proc. w przypadku papierów sześcioletnich i 3,2 proc. dla obligacji dwunastoletnich. Najbardziej do niedawna popularne obligacje dwuletnie o stałej stopie stanowiły jedynie 25,4 proc. całkowitej sprzedaży, a udział indeksowanych inflacją czterolatek obniżył się do 22,3 proc.

W czerwcu w ofercie po raz pierwszy znalazły się w pilotażowej sprzedaży dziesięciomiesięczne obligacje premiowe. Ich oprocentowanie wynosi 1,5 proc. w skali roku, ale biorą one udział w losowaniu premii w wysokości 10, 100, 1000 lub 10 000 zł. Poziom zainteresowania  oszczędzających tym innowacyjnym na naszym rynku papierem jest na razie sporą zagadką, ale można przypuszczać, że zostaną one dobrze przyjęte, pamiętając że w poprzednich latach każdy incydentalnie oferowany rodzaj obligacji o stosunkowo krótkim terminie wykupu (od 7 do 13 miesięcy) cieszył się bardzo dużym wzięciem, mimo że nie zawierał elementu losowania premii.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Triggo zapowiada IPO na NewConnect

Zarząd Triggo S.A., spółki opracowującej pojazd elektryczny dedykowany rynkom car-sharing, planuje na przełomie 2018 i 2019 r. pozyskać środki w drodze oferty publicznej i zadebiutować na NewConnect. Spółka kończy prace nad prototypem PB3 i przygotowuje się do zamówienia w III kwartale pierwszej pilotażowej serii pojazdów, na które już dziś istnieje zapotrzebowanie ze strony instytucji publicznych i partnerów handlowych.

Triggo S.A. od 8 lat rozwija unikatową technologię w pełni elektrycznego polskiego pojazdu łączącego cechy jednośladów i samochodów, którego ochrona patentowa obejmuje obszar Europy, Azji i Ameryki Północnej. Projekt dedykowany jest głównie klientom car-sharing i wpisuje się w globalne trendy w zakresie rozwoju elektromobilności. Kluczową cechą Triggo jest zmienna geometria podwozia, pozwalająca poruszać się w dwóch trybach: drogowym i manewrowym (różnice w prędkości, szerokości pojazdu i jego specyfikacji). Ponadto pojazd jest przyjazny dla środowiska.

–  Wraz z kolejnymi etapami rozwoju pojazdu Triggo nabieramy pewności co do osiągnięcia
w perspektywie lat globalnego sukcesu naszego projektu. Podjęliśmy ważną decyzję w zakresie wejścia na NewConnect wraz z pozyskaniem do 10 mln zł środków przeznaczonych finansowaniu badań R&D i rozpoczęciu prac nad wdrożeniem produkcji. Jednocześnie zbliżamy się do zakończenia budowy prototypu PB3, czyli I wersji w pełni mobilnego, sprawnego pojazdu, która będzie bazą do produkcji serii pilotażowej. Jej dostawy spodziewamy się w 2019 r. i już widzimy duży popyt na ten produkt –
powiedział Rafał Budweil, Prezes Zarządu i Założyciel Triggo S.A.

Model biznesowy spółki zakłada koncentrację na polskim i europejskim rynku car sharing. Spółka dostrzega rosnący popyt ze strony potencjalnych partnerów biznesowych na tego typu rozwiązania, zwłaszcza wpisujące się w ideę przyjaznych dla środowiska aut elektrycznych.

– Dokładnie śledzimy trendy w światowej branży usług car sharingu. Na wielu rynkach takie usługi dopiero raczkują i dostrzegamy tu bardzo duże możliwości wzrostu zainteresowania wśród klientów. Co więcej, sprzyjającym aspektem są globalne trendy w zakresie rosnącej popularności aut elektrycznych. Już dziś można zaobserwować wycofywanie się światowych koncernów z produkcji aut z silnikami diesla, a stawianie na rozwój pojazdów przyjaznych środowisku. Takim pojazdem jest Triggo – dodał Rafał Budweil.

Według raportu Keralla Research oraz danych Frost&Sullivan, ilość użytkowników korzystających z usług car sharing na świecie wzrośnie z 7 mln osób w 2015 r. do 36 mln w 2025 r. Jednocześnie w analogicznym okresie flota pojazdów będzie wyższa o 280 proc. (wzrost ze 112 do 427 tys. szt.).

Triggo S.A. w I kwartale pozyskała finansowanie w drodze emisji prywatnej, dedykowane dalszym badaniom. Spółka korzysta także z modelu dotacyjnego NCBiR (programy Innomoto), PAPR (Inteligentny Rozwój). Sprzyjającym czynnikiem jest otoczenie legislacyjne (Ustawy o elektromobilności, innowacyjności itd.).

Premium RE Summit już za nami!

11 czerwca w hotelu Sheraton w Warszawie odbyła się konferencja Premium RE Summit organizowana przez Executive Club. Wydarzenie to zrzeszyło grono przedstawicieli polskich i zagranicznych spółek, którzy debatowali podczas czterech paneli dyskusyjnych. Wśród tematów podejmowanych podczas wydarzenia były: rozwój powierzchni biurowych i magazynowych w Polsce, wyzwania stojące przed branżą handlu detalicznego oraz kierunki rozwoju rynku nieruchomości z perspektywy inwestora.

Szczyt otworzyło wystąpienie Katarzyny Włodek-Makos – Dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego Urzędu m. st. Warszawy, która w swoim przemówieniu zwróciła szczególną uwagę na szeroką współpracę stolicy z inicjatywami wspierania rozwoju gospodarczego oraz z przedstawicielami biznesu. „Rozwój gospodarczy stolicy to siła lokalnych firm oraz ich kreatywnych menadżerów i pracowników. Warszawa pozostaje liderem na rynku inwestycyjnym w Europie Środkowo-Wschodniej i widoczny jest stały napływ globalnych graczy, ale naszą ambicją jest konkurowanie z innymi, zachodnioeuropejskimi miastami na polu tworzenia otoczenia sprzyjającego inwestorom”.

Polska liderem regionu CEE

Pierwszy panel dyskusyjny zainicjowała moderatorka, Mira Kantor-Pikus – Partner, szef Doradztwa funduszowego, dłużnego i finansowania strukturyzowanego, Rynki Kapitałowe, Cuchman&Wakefield, która odniosła się do statystyk dotyczących rynku inwestycyjnego w Europie Centralnej i Wschodniej (CEE) w ostatnich latach. Prelegenci zwrócili uwagę, że tylko w ubiegłym roku suma wszystkich transakcji nieruchomościowych w Polsce wyniosła 5 mld euro, co stanowiło najwyższy wynik w rejonie CEE. Prelegenci wśród, których byli Anna Duchnowska – Starszy Dyrektor ds. zarządzania aktywami, Szef Operacji w Polsce, Invesco Real Estate, Adam Gola – Prezes Zarządu, Pocztylion – Arka Powszechne Towarzystwo Emerytalne S.A, Mirosław Januszko – Prezes Zarządu, 6B47 Poland, Bartosz Puzdrowski – Dyrektor Zarządzający, Marvipol Logistics, Mariusz Rodak – Dyrektor Generalny, BPI Real Estate Poland, Christopher Siemienski – Szef Departamentu Rozwoju Biznesu i  Marketingu, CFE Polska podkreślili rekordowo niską stopę kapitalizacji na rynku nieruchomości. Doszli również do wniosku, że inwestorzy instytucjonalni w Europie muszą szukać alternatywnych rozwiązań na rynku, ponieważ produktów typowo komercyjnych jak biura i centra handlowe czy logistyczne, jest za mało względem panującej konkurencji. Dyskutanci zauważyli też, że należy ostrożnie podchodzić do inwestycji, zwłaszcza na polu finansowania, ponieważ przegrzany rynek powoduje ryzyko związane z niewypłacalnością.

Rola nowych technologii w branży retail

Tematem drugiego panelu dyskusyjnego prowadzonego przez Grzegorza Furtaka – założyciela PricingLAB był rynek handlu detalicznego, rola Big Data oraz wielkopowierzchniowe obiekty handlowe i postępujący wpływ e-commerce na sektor handlowy. Paneliści podzielili się cennymi spostrzeżeniami oraz przedstawili prognozy na przyszłość. Rewolucja cyfrowa, której jesteśmy świadkami dostarcza branży retail ogromne możliwości dotyczące wykorzystania danych o potrzebach klienta. Wśród szans rozwoju wymienia się programy lojalnościowe, social media, systemy informatyczne czy też platformy dyskusji i kanały wymiany informacji. Sylwia Bilska – Dyrektor ds. konsumentów, Europa Centralna, Członek Zarządu Tesco zwróciła uwagę na fakt, że 50% Polaków kupuje w Internecie, jednak jest to ciągle za mały rynek aby traktować go jako główny kanał sprzedaży. Pozostali dyskutanci panelu, czyli Agnieszka Nowak – Dyrektor Generalny Galerii Północnej, Globe Trade Centre, Tomasz Szewczyk – Partner Zarządzający, Acteeum Central Europe, Przemysław Wierzbicki – Adwokat, KKLW Kurzyński Łyszyk Wierzbicki i Paulina Żur – Dyrektor Zarządzający, Katharsis Development wspólnie obstawali przy zdaniu, że nowe modele zakupowe klientów mają duży wpływ na galerie handlowe, oraz że e-commerce stymuluje rozwój tradycyjnych form handlu.

Nowoczesne biuro = większa efektywność pracy

W trzecim panelu moderowanym przez Tadeusza Bracha – zastępcę kanclerza SGH, udział wzięli: Joanna Blumert – Associate, Cushman & Wakefield, Michał Dobrowolski – Dyrektor Zarządzający, BREMA, Beata Osiecka – Prezes Zarządu, Kinnarps Polska, Ryszard Podgorski – Wiceprezes Zarządu, Konsalnet Security, Artur Pollak – Prezes Zarządu APA Group. Prelegenci poruszyli temat powierzchni biurowych a konkretnie obecnych trendów na rynku, efektywnego zarządzania biurem, optymalizacją jego kosztów, a także przedstawiali swoje wizje biur przyszłości. Podczas dyskusji padło kilka ciekawych liczb, m.in. efektywny czas pracy to jedynie 25% czasu spędzonego w biurze, a 80% pracowników chce zobaczyć swoje biuro, zanim podpiszą umowę. Dane te zdaniem panelistów oznaczają, iż nowoczesne biura muszą w dużym stopniu skupiać się na zapewnianiu pracownikom miejsca odpoczynku, które stymulowałoby ich kreatywność oraz efektywność. Uczestnicy panelu zgodnie doszli też do wniosku, że w tworzeniu biura przyszłości będą brali udział sami pracownicy.

Polski rynek magazynowy żyłą złota?

Moderatorem ostatniego panelu dyskusyjnego był prof. dr hab. Bogdan Klepacki – Kierownik Katedry Logistyki, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, który na wstępnie zaprosił do dyskusji następujących ekspertów: dr hab. Halina Brdulak​, prof. nadzw. SGH – Katedra Zarządzania Międzynarodowego, Kolegium Gospodarki Światowej, Bartłomiej Czuba – Wicedyrektor Departamentu Finansowania Strukturalnego i Mezzanine, mBank, Robert Dobrzycki – Partner Zarządzający, ‎Panattoni Europe, Andrzej Kozłowski – Członek Zarządu, ROHLIG SUUS Logistics SA, Dr hab. Krzysztof Rutkowski Prof. SGH – Kierownik Katedry Logistyki, Joanna Sinkiewicz – Head of Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield. Dyskusja dotyczyła m.in. obecnej koniunktury na rynku powierzchni magazynowych, która jak wskazali prelegenci, jest bardzo korzystna. Jako jeden z głównych czynników takiego stanu rzeczy wymieniono bardzo prężnie rozwijający się rynek e-commerce. Ponadto debatowano nad ideą mobilnego magazynu, optymalizacją kosztów w branży logistycznej oraz nad przyszłością rynku magazynowego, którego dynamiczny rozwój według prelegentów dzieje się na naszych oczach poprzez automatyzację fabryk znaną m.in. z obiektów firmy Amazon.

Podsumowując, z pełnym przekonaniem możemy przyznać iż konferencja zakończyła się pełnym sukcesem. Zarówno poziom merytoryczny jak i frekwencja na wydarzeniu stały na wysokim poziomie co zawsze daje nam największą satysfakcję. Jesteśmy przekonani, że zarówno liczne wystąpienia, inspirujące dyskusje, które wywiązały się w trakcie paneli oraz networkingowe konwersacje wniosły bezcenną wartość dodaną do przedsiębiorstw naszych klubowiczów.

Patroni Honorowi: Polska Agencja Inwestycji i Handlu, Polska Izba Handlu, Polska Rada Centrów Handlowych, Polska Rada Facility Management, Polskie  Stowarzyszenie Zarządców Nieruchomości w Warszawie

Partner Strategiczny: Globe Trade Centre

Partnerzy Główni: Cushman & Wakefield, Panattoni Europe

Partnerzy Złoci: Canon Polska, Skanska
Partnerzy: APA Group, CFE Polska, Kinnarps Polska, Kancelaria KKLW Kurzyński, Łyszyk, Wierzbicki, Konsalnet Holding S.A., Lyreco Polska, Marvipol Development, Robyg, Rohlig Suus Logistics S.A., Vivenge

Partner Wspierający: Wprost Nieruchomości

Patroni Medialni: Wprost, Polska The Times, Biznes na fali, Business&Prestige, Capital24.tv, Warsaw Business Journal, CEO.com.pl, e-biurowce, Flesz.news, Gazeta Małych i Średnich Przedsiębiorstw, Investing.com, Inwestorzy.tv, Kariera w Finansach, Law Business Quality, Outsourcing Magazine, Polish Market, QBusiness, Real Estate Manager

Grupa AWBUD wykonawcą hotelu „By The Sea Resort” w Międzyzdrojach

Grupa AWBUD podpisała umowę z firmą Minde Sp. z o.o. na realizację prac budowlanych w ramach obiektu hotelowego „By The Sea Resort”, który powstanie przy Alei Gwiazd 15 w Międzyzdrojach. Przedmiotem kontraktu jest wykonanie budynku hotelu wraz z towarzyszącą infrastrukturą. Zawarta umowa jest następstwem podpisanego w lutym br. listu intencyjnego, na podstawie którego strony negocjowały warunki kontraktu. Zlecenie opiewa na kwotę 70,5 mln zł netto.

Czterokondygnacyjny obiekt hotelowy „By The Sea Resort”, który będzie realizowany przez Grupę Awbud, powstanie w rejonie ulic Promenada Gwiazd i Campingowej, tuż przy plaży i morzu. Budynek będzie pełnił funkcję aparthotelu z 207 pokojami, zapleczem konferencyjnym i medycznym oraz SPA.

W ramach kontraktu Grupa AWBUD wykona prace związane z przygotowaniem terenu pod budowę oraz będzie odpowiedzialna za kompleksową realizację obiektu hotelowego, wraz z parkingiem podziemnym. Prace obejmą również wykończenie pomieszczeń, części wspólnych, wykonanie SPA hotelowego z basenem i saunarium, a także instalacji elektrycznych i sanitarnych. Umowa zakłada ponadto budowę osobnego obiektu przeznaczonego na klub jachtowy oraz bar, a także zagospodarowanie terenu wokół budynku, wykonanie dróg, chodników i małej architektury. Prace budowlane rozpoczną się w terminie 30 dni od uregulowania niezbędnych formalności poprzedzających uruchomienie inwestycji. Termin realizacji prac ustalono na koniec maja 2020 roku.

Michał Wuczyński, Prezes Zarządu AWBUD S.A.
Michał Wuczyński, Prezes Zarządu AWBUD S.A.

– Strategia rozwoju Grupy AWBUD zakłada koncentrację na tych segmentach rynku budowlanego, które pozwalają uzyskiwać zadawalający nas poziom rentowności, a budownictwo komercyjne niewątpliwie do takich należy. W bieżącym roku pozyskaliśmy kilka kontraktów z tego obszaru, m.in. od firmy Rossmann na budowę magazynu wysyłkowego, czy od spółki CD LOCUM INWESTYCJE Sp. z o.o. na realizację prac instalacyjnych w powstającej w Jarosławiu Galerii Handlowej „Stara Ujeżdżalnia” – mówi Michał Wuczyński, Prezes Zarządu AWBUD S.A. – Posiadamy pełen zakres kompetencji niezbędnych do realizacji przedsięwzięcia, jakim jest budowa hotelu w Międzyzdrojach. Na przestrzeni 28 lat naszej działalności zebraliśmy bogate doświadczenie w realizacji obiektów hotelowych, a także innych budynków z przeznaczeniem komercyjnym, takich jak np. galerie handlowe, przestrzenie konferencyjno-biurowe i inne obiekty użyteczności publicznej, co było dodatkowym atutem przemawiającym za wyborem Grupy AWBUD do realizacji tej inwestycji – dodaje Michał Wuczyński.

Grupa AWBUD posiada, w swoim portfolio projektów z zakresu budownictwa komercyjnego, realizacje obiektów hotelowych, zarówno w formule generalnego wykonawstwa, jak i w zakresie robót żelbetowych czy prac instalacyjnych. Wykonywała prace m.in. przy budowie hotelu Poziom 511 w Ogrodzieńcu, hotelu Piramida w Tychach czy hotelu Haston we Wrocławiu. Ponadto, Instal-Lublin, spółka należąca do Grupy, realizowała instalacje w Grand Hotelu Lublinianka oraz Hotelu Orbis Zamoyski w Zamościu.

Rezerwa Federalna podnosi stopy i sygnalizuje dwie kolejne podwyżki

Podczas wczorajszego spotkania, członkowie FOMC zdecydowali o podniesieniu stopy depozytowej o 25 punktów bazowych. Zasugerowano również, że bank centralny jest gotowy na dwie kolejne podwyżki w 2018 r. – wskazuje to na szybsze tempo cyklu zacieśniania polityki monetarnej niż rynki wyceniały jeszcze przed spotkaniem.

„Dot plot” FED’u, ilustrujący indywidualne oczekiwania decydentów banku co do poziomu stóp procentowych, wzrósł umiarkowanie w krótkim okresie. Mediana „dot plot” podwyższyła się od marca do 2,375%, z czego wynika prawdopodobieństwo jeszcze dwóch podwyżek w 2018 r. Oznacza to, że bank osiągnie konsensus w sprawie dalszego zacieśniania polityki monetarnej we wrześniu i w grudniu, czyli przy okazji opublikowania kolejnych prognoz ekonomicznych.

Przewodniczący Powell wypowiadał się pewnie i optymistycznie co do stanu amerykańskiej gospodarki. W czasie konferencji prasowej stwierdził, że Stany Zjednoczone są w „świetnej formie”. Fed podniósł prognozę wzrostu, przewidując również nieco wyższą inflację – co powinno skutkować tym, że w krótkim okresie czasu, realne stopy będą nieco wyższe od tych długookresowych. Można to było zaobserwować w wieloletniej prognozie stóp procentowych, która utrzymała się na poziomie 2,9%, podczas gdy mediana została zrewidowana w górę do poziomu 3,4% na koniec 2020 r.

Spotkanie FOMC miało sentyment jastrzębi, a nam pozwoliło wzmocnić pogląd o czterech podwyżkach amerykańskich stóp procentowych w 2018 r. Umocnienie dolara, które nastąpiło zaraz po jastrzębim ogłoszeniu banku centralnego, okazało się jednak krótkotrwałe. Inwestorzy wyczekują bowiem niespodzianek wynikających ze spotkania Europejskiego Banku Centralnego, które pozwolą im na zaobserwowanie nowych trendów w kursie EUR/USD.

Autorzy: Eksperci Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Digitalizacja po Polsku – jak wypadamy na tle Europy?

Mateusz_Macierzyński_Konica_Minolta
Mateusz Macierzyński, IT/ECM Services Portfolio Manager w firmie Konica Minolta Business Solutions Polska

W opublikowanym przez Komisję Europejską raporcie dotyczącym stopnia digitalizacji państw członkowskich (DESI) Polska zajęła 24. miejsce wśród 28 krajów, wyprzedzając Włochy, Grecję, BułgarięRumunię. Indeks bierze pod uwagę pięć czynników, takich jak: infrastruktura sieciowa, wykorzystanie internetu, cyfrowe usługi publiczne, kompetencje internetowe oraz integracja technologii cyfrowych.

Cyfrowa transformacja w Polsce

W ogólnym zestawieniu krajów należących do Unii Europejskiej Polska zachowała pozycję z poprzedniego roku, lecz poprawiła swoje miejsce w szczegółowych klasyfikacjach odnośnie zarówno łączności, jak i kapitału ludzkiego.

Polska poczyniła postępy w prawie wszystkich wskaźnikach dotyczących łączności. Jesteśmy na poziomie unijnej średniej, jeśli chodzi o zasięg 4G. Zwiększa się zakres wykorzystania elektronicznej wymiany informacji, rozwiązań chmurowych czy e-faktur. Oprócz inwestycji na szczeblu państwowym, w najbliższych latach szczególnie istotne jest zaangażowanie firm w implementację rozwiązań cyfrowych. Z naszych obserwacji wynika, że proces transformacji mogą przyspieszyć oddolne inicjatywy w postaci nowych potrzeb pracowników, czy rosnącej świadomości klientów. Firmy, które wyjdą naprzeciw tym oczekiwaniom będą bardziej konkurencyjne – mówi Mateusz Macierzyński, IT/ECM Services Portfolio Manager w firmie Konica Minolta Business Solutions Polska.

Prawie 16 mln Polaków aktywnie korzysta z bankowości internetowej, a liczba użytkowników bankowości mobilnej wzrosła w ciągu ostatniego roku aż o 2 mln. Zakupy w e-sklepach robi już prawie każdy internauta (93%) i niemal połowa wszystkich Polaków (43% wg Eurostatu). Na popularności zyskują też cyfrowe usługi: według szacunków KPMG aż 56% Polaków chciało w tym roku złożyć PIT przez internet.

Polacy są otwarci na innowacje oraz usprawnienia z wykorzystaniem nowych technologii, w przeciwieństwie np. do mieszkańców Rumunii, gdzie zaledwie 8% robi zakupy i korzysta z bankowości online, ze względu na brak zaufania do tych usług.

W Europie dominuje Skandynawia</h2

Liderem rankingu od trzech lat jest Dania, przed Szwecją, Finlandią i Holandią. Państwa te, podobnie jak np. Belgia, wdrażają długoterminowe strategie cyfryzacji gospodarki i administracji. W ostatnich latach także Norwegia podejmuje działania m.in. w celu przyspieszenia transferu danych w sieciach komórkowych i zwiększenia prędkości mobilnego internetu do 52,6 Mb/s.

Postęp w digitalizacji jest mniejszy m.in. w państwach Europy Wschodniej, mimo iż swoje siedziby mają tam obecnie duże firmy technologiczne. Połączenia internetowe na wielu obszarach są niedostępne lub zbyt wolne, a rozwój infrastruktury i innowacji hamuje niedobór odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów, szczególnie z zakresu IT.

– Od kilkunastu lat postępująca cyfryzacja zmienia społeczeństwa i gospodarkę w skali porównywalnej do rewolucji sprzed 200 lat. Transformacja cyfrowa wymaga wsparcia merytorycznego oraz infrastrukturalnego, związanego ze sprzętem czy oprogramowaniem. Jednak dzięki nowoczesnym rozwiązaniom takim jak systemy zarządzania treścią w przedsiębiorstwach, organizacje mogą lepiej zoptymalizować procesy, tak, aby więcej czasu poświęcić na rozwój biznesu i wyjście naprzeciw nowym oczekiwaniom klientów – podsumowuje Macierzyński.

Jak rozwijać cyfryzację?

Transformację cyfrową wspiera przede wszystkim konkurencja na rynku, co widać np. w branży telekomunikacyjnej. Równie ważna jest jednak stymulacja ze strony państwa. Przykładem są kraje takie jak Estonia, gdzie digitalizacja objęła już struktury rządowe, powstały m.in. e-ambasady i cyfrowe kopie najważniejszych dokumentów. W Polsce korzystanie z e-usług jest możliwe dzięki profilom zaufanym, które posiada już ponad milion osób. Zgodnie z projektem pl.ID, za rok powinny dostępne być również e-dowody osobiste z funkcją uwierzytelniania biometrycznego czy przez podpis elektroniczny.

Potrzebę zmian powinny również dostrzec przedsiębiorstwa. Kto nie podejmie wyzwania, może sporo stracić – według badania Global Center for Digital Business Transformation, cyfryzacja sprawi, że nawet 40% firm o ugruntowanej pozycji na rynku może zostać z niego wyparta w razie braku działań.

Więcej informacji:
http://blog.konicaminolta.pl/2018/04/14/kto-jest-na-czele-a-kto-zostaje-w-tyle-we-wdrazaniu-digitalizacji

Wstrzymany zwrot VAT – błędy fiskusa szansa dla przedsiębiorców

Podatnicy VAT wykazujący nadwyżkę podatku naliczonego nad należnym do zwrotu na rachunek bankowy stają przed szczególnym wyzwaniem: zachować płynność finansową firmy. Przedsiębiorcy, składając deklarację podatkową z wnioskiem o zwrot VAT, nie mają bowiem pojęcia, czy otrzymanie przelewu z urzędu skarbowego jest kwestią dni, miesięcy czy lat. Co więcej, w ocenie fiskusa nie ma również określonego terminu, w którym podatnik winien zostać zawiadomiony o przedłużeniu terminu zwrotu VAT.

Zgodnie z ustawą o podatku od towarów i usług organy podatkowe, do których wpływają deklaracje z wykazaną kwotą VAT do zwrotu, są zobowiązane do zrealizowania zwrotu podatku VAT w terminie 60-dniowym. Przy spełnieniu ustawowych warunków, określonych w art. 87 ust. 6 ustawy o VAT, podatnik może ubiegać się o skrócenie terminu zwrotu do 25 dni. Jeżeli zasadność zwrotu wzbudza wątpliwości organu podatkowego, naczelnik urzędu skarbowego dysponuje odpowiednimi instrumentami prawnymi, aby zweryfikować swoje podejrzenia. Ordynacja podatkowa przewiduje bowiem kilka konkurencyjnych trybów weryfikacji zasadności zwrotu, takich jak czynności sprawdzające, kontrola podatkowa, czy postępowanie podatkowe. Niezależnie od tego, który tryb będzie miał zastosowanie,
w przypadku decyzji fiskusa o przedłużeniu terminu zwrotu VAT podatnik zawsze musi zostać o tym poinformowany w stosownym postanowieniu.

Praktyka organów podatkowych

Z reguły postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu podatku wydawane są tuż przed upływem terminu do realizacji zwrotu, a korespondencja do podatnika przekazywana jest najczęściej drogą pocztową. W praktyce przedsiębiorcy dowiadują się o wstrzymaniu zwrotu podatku przez urząd skarbowy po upływie ustawowego terminu do jego realizacji, nierzadko z kilkutygodniowym opóźnieniem. Takie postępowanie organów podatkowych było regularnie kwestionowane przez przedsiębiorców. Wielokrotnie podnoszono, że skuteczne przedłużenie terminu zwrotu podatku, przez co należy rozumieć doręczenie podatnikowi stosownego postanowienia organu podatkowego, może nastąpić jedynie przed upływem terminu zwrotu.

Ten wniosek – wydawałoby się: dość oczywisty – nie wynika wyłącznie z zasad logicznego rozumowania. Ma on również podstawy w Ordynacji podatkowej i był formułowany
w orzeczeniach sądów administracyjnych. Jak stanowi art. 212 Ordynacji podatkowej, skutki prawne, wiążące zarówno organ podatkowy, jak i podatnika, powstają z chwilą doręczenia danego rozstrzygnięcia stronie postępowania. Momentem wprowadzenia danego postanowienia czy decyzji do obiegu prawnego jest zatem skuteczne ich doręczenie, sama zaś data wydania (podpisania) dokumentu ma walor czysto informacyjny – wskazuje jedynie, w jakim dniu zapadło rozstrzygnięcie w sprawie. I nie ma tu zastosowania art. 12 ust 6 pkt 2 Ordynacji podatkowej, bardzo często przywoływany przez administrację skarbową, zgodnie z którym termin uważa się za zachowany, jeżeli przed jego upływem pismo zostało nadane w placówce pocztowej. Statuuje on jedynie prawa i obowiązki podatników. Odnoszenie jego treści (choćby per analogiam) do działań organów podatkowych nie znajduje zatem uzasadnienia.

NSA po stronie podatników

Praktyka organów podatkowych polegająca na nieśpiesznym podejmowaniu działań w sprawie zwrotu podatku VAT, w oparciu o chybione podstawy prawne i z naruszeniem przepisów proceduralnych, jest przyczyną licznych sporów sądowych z podatnikami. O ile organy podatkowe drugiej instancji z reguły odrzucają ich argumentację, utrzymując w mocy zaskarżone postanowienia urzędów skarbowych, o tyle sądy administracyjne często przyznają rację przedsiębiorcom. W kwietniu 2018 r. nad rozstrzygnięciem spornej kwestii pochylił się nawet siedmioosobowy skład sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. W wyroku z 22 kwietnia 2018 r. (sygn. I FSK 255/17) ten sąd orzekł, że do skutecznego przedłużenia terminu zwrotu podatku VAT dochodzi wyłącznie w przypadku, gdy postanowienie organu podatkowego zostanie doręczone stronie przed upływem ustawowego terminu zwrotu podatku.

Wyrok NSA może poprawić sytuację podatników wykazujących w deklaracjach podatkowych kwoty podatku VAT do zwrotu na rachunek bankowy. Należy przypuszczać, że stanowisko wyrażone przez rozszerzony skład sędziów NSA ujednolici orzecznictwo sądów administracyjnych pierwszej instancji, a w konsekwencji wymusi na organach podatkowych działanie z poszanowaniem praw przedsiębiorców.

Poza tym w ocenie większości ekspertów podatkowych omawiany wyrok ma doniosłe znaczenie dla przedsiębiorców pozostających obecnie w sporze z fiskusem. Konsekwencją stanowiska wyrażonego przez NSA jest bowiem uznanie, że korespondencja fiskusa doręczana podatnikom po upływie ustawowego terminu zwrotu nie wywiera żadnych skutków prawnych. Skoro zatem organy podatkowe ze względu na swoją opieszałość częstokroć nie zdołały wprowadzić do obrotu prawnego postanowień przedłużających termin zwrotu podatku VAT, należy przyjąć, że w chwili obecnej przetrzymywanie środków pieniężnych podatników przez fiskusa w większości przypadków nie znajduje oparcia w żadnej podstawie prawnej, zaś termin do zwrotu podatku najczęściej dawno już upłynął. Wydaje się, że w tej sytuacji organy podatkowe powinny z własnej inicjatywy i w imię dbałości o budżet państwa kompleksowo sprawdzić, w ilu przypadkach zwrot podatku VAT nie został skutecznie przedłużony, a następnie – przystąpić do realizacji zwrotów, by ograniczyć do minimum potencjalne straty Skarbu Państwa z tytułu narastających odsetek za zwłokę.

Choć takie działanie byłoby uzasadnione regułami konstytucyjnymi oraz ogólnymi zasadami postępowania podatkowego, trudno podejrzewać fiskusa o zdolność do pogłębionej autorefleksji. W tej sytuacji warto natomiast rozważyć podjęcie – we współpracy
z wyspecjalizowaną kancelarią prawną – zintensyfikowanej walki o jak najszybszy zwrot podatku VAT, tym razem na skutek naruszeń natury stricte proceduralnej, sięgających często nawet kilku lat wstecz. I to z wysokimi odsetkami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

IOD zamiast ABI – jak wprowadzić tę zmianę

Dotychczasowy Administrator Bezpieczeństwa Informacji (ABI) został zastąpiony 25 maja tego roku przez Inspektora Ochrony Danych (IOD). RODO zmieniło nie tylko nazwę tej funkcji, ale także wymagania wobec osoby, która miałaby ją pełnić w organizacji oraz rozszerzyła zakres jej obowiązków. Wyznaczenie IOD jest obowiązkowe w wybranych sytuacjach jasno określonych w europejskim rozporządzeniu. Co warto wiedzieć o tej ewolucji oraz jak ją przeprowadzić w firmie we właściwy sposób – tłumaczy ekspert z ODO 24.

Powołanie i zadania inspektora

Obowiązek wyznaczenia IOD określony został w art. 37 ust. 1 RODO. Warto również zauważyć, że na podstawie art. 37 ust 7 RODO podmiot powołujący IOD zawiadamiania Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, nowy organ nadzorczy, o szczegółach kontaktowych inspektora. Ponadto zgodnie z art. 11 nowe ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 r. podmiot wyznaczający IOD podaje jego dane kontaktowe na swojej stronie internetowej lub w sposób ogólnie dostępny w miejscu prowadzenia działalności.

IOD ma być wyznaczany na podstawie kwalifikacji, wiedzy i doświadczenia. Funkcję tę będzie mogła pełnić zarówno osoba z personelu administratora, jak też zewnętrzna firma wykonująca zadania na podstawie umowy o świadczenie usług – mówi adw. Łukasz Pociecha, ekspert ds. ochrony danych, ODO 24. ABI był powoływany jedynie fakultatywnie przez organizacje, które przetwarzały dane osobowe. Na gruncie obecnych przepisów wyznaczanie IOD jest obowiązkowe w ściśle określonych sytuacjach, zarówno dla administratorów danych jak i procesorów, czyli podmiotów, które przetwarzają dane w imieniu tego administratora. Może to stanowić dużą zmianę w kontekście rozwiązań kadrowych w organizacjach – dodaje adw. Łukasz Pociecha z ODO 24.

Podmiot powołujący IOD–a jest zobowiązany do jego włączania we wszystkie bieżące sprawy dotyczące bezpieczeństwa danych. Inspektor stał się również na mocy RODO punktem kontaktowym dla osób, których dane osobowe przetwarza firma oraz dla samego organu nadzorczego.

Zgłoszenie IOD

Administrator w terminie 14 dni od wyznaczenia inspektora powinien zawiadomić Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o jego wyznaczeniu. Wynika to wprost z art. 10 ust. 1 nowej ustawy o ochronie danych osobowych z dnia 10 maja 2018 r . W zawiadomieniu powinien uwzględnić takie niezbędne elementy jak imię, nazwisko oraz adres poczty elektronicznej lub numer telefonu IOD.

Co istotne, nowa ustawa o ochronie danych osobowych w swych przepisach przejściowych, przewiduje, że osoby pełniące 24 maja 2018 r. funkcję ABI z dniem 25 maja 2018 r. automatycznie stają się IOD i będą pełnić swoją rolę do 1 września 2018 r., chyba że zostaną one odwołane przed tą datą lub przed tym dniem administrator zawiadomi Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o wyznaczeniu innej osoby na IOD, w sposób określony w art. 10 ust. 1 ustawy z dnia 10 maja 2018 r. o ochronie danych osobowych – mówi Łukasz Pociecha z ODO 24.

Zgodnie z nową ustawą o ochronie danych osobowych, zawiadomienia o wyznaczeniu IOD należy dokonać poprzez internet i opatrzyć kwalifikowanym podpisem elektronicznym albo podpisem potwierdzonym profilem zaufanym ePUAP. Pomocne w tym celu dla każdego przedsiębiorcy będą odpowiednie formularze umieszczone na oficjalnej stronie Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Wszystkie podmioty, które przed 25 maja 2018 r. nie powołały ABI, a są obciążone takim obowiązkiem, mają na to czas do 31 lipca 2018 r. (art. 158 ust. 4 nowej ustawy o ochronie danych osobowych). Taki sam termin mają one na zawiadomienie Prezesa Urzędu o wyznaczeniu inspektora. To samo dotyczy procesorów tj. podmiotów przetwarzających dane na rzecz administratora danych, które to zobowiązane są na gruncie nowych przepisów do powołania IOD (art. 158 ust. 5 przywołanej w zdaniu poprzednim ustawy).

Inflacja przyspiesza zgodnie z planem

Potwierdziły się wstępne szacunki GUS oraz prognozy analityków, dotyczące majowej inflacji. Wzrost o 1,7 proc. można uznać za umiarkowany. Wolniej zwyżkowały ceny żywności, za to mocno podrożał transport i paliwa.

W porównaniu do wyraźnego skoku inflacji w Niemczech i całej strefie euro oraz jej wysokiego poziomu w krajach naszego regionu, majowy wzrost naszego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych należy określić jako bardzo umiarkowany. Nie widać wciąż presji inflacyjnej związanej z dynamicznym wzrostem płac, a wskaźnik podbijają bardziej czynniki zewnętrzne. Silny wzrost notowań ropy naftowej w maju oraz osłabienie złotego wobec dolara, przełożyły się na sięgającą 4,8 proc. zwyżkę kosztów związanych z transportem oraz cen paliw. O 3 proc., a więc znacznie mniej niż w poprzednich w górę poszły ceny żywności i napojów. To najsłabszy ich wzrost od kwietnia ubiegłego roku, co można zawdzięczać korzystnym tegorocznym warunkom pogodowym.

Warto zwrócić uwagę na znaczny, sięgający 2,9 proc. wzrost cen w restauracjach i hotelach, związany wyraźnie z poprawą sytuacji materialnej Polaków. Ale jednocześnie bardziej dynamicznie niż w poprzednich miesiącach w górę poszły w maju ceny usług i wyrobów związanych ze zdrowiem (wzrost o 2,4 proc.) oraz z edukacją (wzrost o 2,2 proc.). W tej ostatniej kategorii wysokie tempo wzrostu utrzymuje się od początku roku, a poprzednio tak duże podwyżki miały miejsce w 2013 r., a więc pięć lat temu. Do tradycyjnie zniżkujących cen odzieży i obuwia (spadek o 3,8 proc.), dołączyły w maju koszty związane z łącznością, które poszły w dół o 1,9 proc.

Na razie nic nie wskazuje na możliwość poważniejszego wzrostu wskaźnika cen. Presja ze strony notowań ropy naftowej powinna wkrótce wyraźnie się zmniejszyć, można też liczyć na utrzymanie niższej dynamiki cen żywności. W najbliższych miesiącach na niewielki wzrost inflacji wskazują jedynie efekty statystyczne, czyli niższa baza porównawcza z letnich miesięcy ubiegłego roku.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Uczenie maszynowe – możliwości i wyzwania

Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit
Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit

Machine learning to obecnie jeden z najczęściej pojawiających się terminów w świecie technologicznym. I mimo, że koncepcja uczenia maszynowego jest znana od dawna, to dopiero rozwój technologiczny ostatnich lat spowodował, że zyskała ona na popularności i dzisiaj jest jednym z trendów, które zmieniają obraz współczesnego biznesu. Czy machine learning jest tylko dla dużych graczy? Nie. Jednak, żeby firma mogła w pełni wykorzystywać potencjał tej technologii, musi świadomie zmierzyć się z wyzwaniami jakie wiążą się z takim wdrożeniem.

Machine learning – aktualny etap rozwoju – szczyt oczekiwań

Technologie nieustannie poddawane są  procesom rozwojowym – od wynalezienia, przez wzbudzanie euforii, po stopniową komercjalizację. Dobrze obrazuje to model Gartnera ,,Hype Cycle for Emerging Technologies” (cykl szumu wokół technologii lub cykl dojrzałości technologii), który wyróżnia pięć faz przez które, zdaniem ekspertów instytutu, przechodzi każda nowa technologia w czasie swojego rozwoju. Najpierw mamy więc falę wznoszącą, czyli pierwsze informacje na temat technologii, badania, wdrożenia testowe, potem druga faza – dużo szumu oraz wielkie nadzieje i oczekiwania związane z technologią, tu mamy szerokie zainteresowanie ze strony prasy, pierwsze wdrożenia w firmach. Następnie ma miejsce trzecia faza – rozczarowania, wynikającego z pojawiających się ograniczeń danej technologii. Czwarta faza to naprawa tych ograniczeń i pojawiające się kolejne oczekiwania, zaś piąta faza to stabilizacja, faza dojrzała – czyli oczekiwania i możliwości są zbliżone, technologia osiąga pełną dojrzałość rynkową. W której fazie rozwoju jest teraz uczenie maszynowe? Według modelu cyklu szumu wokół technologii, jaki w 2017 roku zaprezentowała firma Gartner, machine learning znajduje się teraz w drugiej fazie rozwoju obok takich technologii jak m.in.: wirtualni asystenci, blockchain, autonomous driving (samochody autonomiczne), connected home (dom podłączony do internetu), czy cognitive computing.

Technologie potrzebują różnej ilości czasu, żeby przesunąć się od fazy 1 do 5, jednym zajmuje to kilka lat, innym więcej niż 10. Doskonale widać to na przykładzie uczenia maszynowego, którego koncepcja jest znana od lat. Termin machine learning został zdefiniowany w 1959 r. przez Arthura Lee Samuel’a, a w drugiej fazie modelu Hype Cycle Gartnera pojawił się dopiero w 2015 roku i obecnie nadal się tam znajduje. Co ciekawe trzy lata temu uczenie maszynowe było nawet bliżej fazy trzeciej niż w 2017 roku. Dlaczego dopiero niedawno machine learning zyskał na popularności i zrobił się taki duży szum wokół tej technologii? Wiąże się z tym rozwój technologiczny, który z jednej strony wygenerował olbrzymią ilość danych, która codziennie jest tworzona, a którą biznes chciałby analizować w celu tworzenia nowych produktów i usług oraz optymalizowania swoich procesów biznesowych. Z drugiej strony, dzięki coraz większej mocy obliczeniowej oraz tańszych nośnikach do przechowywania danych możemy wykorzystywać możliwości uczenia maszynowego, aby z tej olbrzymiej ilości danych wyciągać potrzebne nam wnioski. Faza druga w cyklu wzrostu technologii oznacza, że jest to etap, gdzie ilość szumu rośnie, gdzie jest bardzo duże zainteresowanie możliwościami, a temat jest bardzo na topie. Oczekiwania często rosną znacznie szybciej niż biznes jest gotów je wykorzystać, co może spowodować przesunięcie się ku fazie trzeciej, gdzie następuje rozczarowanie wynikające z błędnego rozumienia możliwości. Obecnie jednak uczenie maszynowe to zdecydowanie trend mocno rozgrzewający biznes i nadal mający olbrzymi potencjał – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

Machine learning w biznesie

Pojawiają się coraz większe możliwości związane z wykorzystaniem machine learningu w biznesie. Człowiek nie jest wstanie poradzić sobie z natłokiem danych, których generuje się coraz więcej, dlatego to maszyna ma za zadanie je analizować i wyłuskać z nich te informacje, które są wstanie pomóc rozwijać się firmie. Co więcej dla algorytmów opartych na uczeniu maszynowym im więcej jakościowych danych tym lepiej. Według Deloitte, w roku 2018 wzrośnie wykorzystanie funkcji samouczenia się maszyn w średnich i dużych przedsiębiorstwach. Liczba wdrożeń i projektów pilotażowych opartych o tę technologię podwoi się w porównaniu z rokiem 2017, by ponownie dwukrotnie wzrosnąć do roku 2020. Machine learning ułatwia firmom skupienie wysiłków na optymalizacji procesów, tworzeniu nowych dochodowych rozwiązań dostosowanych do potrzeb klientów, przy jednoczesnym zwiększeniu ich zadowolenia z produktu i całościowej obsługi. Wdrożenie w firmie systemów machine learning może też poprawić zaangażowanie pracowników, zwiększyć ich produktywność, dzięki odciążeniu ich pracy przez chociażby chatboty. W jakich obszarach obecnie najczęściej wykorzystywane jest uczenie maszynowe? Oto kilka przykładów:

  • Finanse – automatyzacja procesów

Grupa banków w Australii i Nowej Zelandii, wdrożyła niemalże całkowitą automatyzację ponad 40 różnych procesów, w tym spłaty kredytów hipotecznych i tworzenia półrocznego audytu, zawierającego dane pobrane z kilkunastu różnych systemów, zyskując dzięki temu w niektórych obszarach nawet 30% oszczędności w skali roku. Branża finansowa wykorzystuje też uczenie maszynowe m.in. do wykrywania oszustów i zarządzania ryzykiem, oceny zdolności kredytowej, analizy i standaryzacji danych, wirtualnej obsługi klientów oraz ich profilowania.

  • Obsługa klienta

Jest to jeden z najbardziej atrakcyjnych obszarów wykorzystania możliwości uczenia maszynowego w firmie, które dodatkowo stosunkowo łatwo wdrożyć. Korzyści? Obniżenie kosztów, poprawa jakości obsługi i usprawnienie jej, a z drugiej strony możliwość uniknięcia potencjalnych problemów. Już teraz wiele firm korzysta z chatbotów, analizuje historyczne dane z obsługi klienta, monitoruje ich aktywność w sieci, a na tej podstawie proponuje nowe produkty i usługi dostosowane do preferencji klienta.

 

  • Logistyka – sprawny łańcuch dostaw

 

Dzięki kompleksowej analizie opartej o machine learning, nie tylko można ulepszyć system zamówień, zapewnić terminową dostępność produktu, zautomatyzować zarządzanie asortymentem oraz zasobami, ale też przewidywać potencjalne problemy z dostawą zanim jeszcze powstaną.

 

  • Analiza danych w celu:

 

    1. Przewidywania popytu i predykcji problemów/awarii
    2. Rekomendacji produktów (marketing, reklamy), treści (np. Facebook, Netflix, Spotify)
    3. Określenia poziomu lojalność klienta
    4. Tworzenia nowych produktów i usług
  • Medycyna – wsparcie w wykrywaniu chorób, roboty pomagające przeprowadzać operacje, projektowanie leków
  • HR – usprawnienia procesu rekrutacji pracowników

Mimo coraz większej popularności machine learning, wciąż wiele firm nie wie jak odpowiednio wykorzystać jego możliwości w swoim rozwoju. Żeby wdrożyć uczenie maszynowe trzeba nie tylko posiadać odpowiednią infrastrukturę, wiedzę i dane, na których działamy, ale też mieć odpowiednio wykwalifikowany zespół, który jest w stanie zrealizować takie wdrożenie. Zanim zdecydujemy się na sięgnięcie po machine learning trzeba zrobić odpowiednią analizę, czy rzeczywiście dysponujemy odpowiednimi danymi. Wytrenowanie algorytmu może nie być możliwe, gdy będzie ich mało, nie będą reprezentatywne lub będą mocno zaszumione. Uczenie maszynowe nie naprawi danych, a jeśli ich jakość nie jest wystarczająca może to powodować problemy z jakością analizy i wniosków, które otrzymujemy w wyniku zastosowania algorytmu.

Maszynowe uczenie znalazło zastosowanie w najnowocześniejszych systemach decyzyjnych. AI trafiło do banków, ubezpieczalni, administracji rządowej, szkolnictwa i prywatnych firm. Zastąpiła tam człowieka pod obietnicą wyższej wydajności. Decydując o przyznaniu kredytu, przyjęciu na uczelnię, cenie ubezpieczenia, czy nawet ryzyku kryminalnej recydywy. Chcielibyśmy więc, by swoje decyzje systemy takie podejmowały w sposób neutralny i sprawiedliwy. Tylko czy jest to możliwe? Odpowiedź na to pytanie nie jest w tym momencie łatwa. Z jednej strony bowiem musimy dostarczyć dużą liczbę odpowiedniej jakości danych, na których będziemy pracować, a często się zdarza, że takich nie mamy. Przykładowo na dzień dzisiejszy trudno jest przewidywać ryzyko wystąpienia trzęsienia ziemi czy tsunami za pomocą algorytmów uczenia maszynowego, ponieważ nie mamy wystarczająco dużo danych, na podstawie których maszyna mogłaby się uczyć. Kolejne pytanie jakie należałoby zadać brzmi ,,Czy człowiek, który przygotował ten pierwotny zbiór danych do nauki jest skuteczny?” Ten okres intensywnego rozwoju technik maszynowego uczenia, który mamy już za sobą pokazał, że sztuczna inteligencja czasem podejmuje decyzje, z którymi mamy niestety problemy. Dlaczego? Niewinni ludzie byli oznaczani jako terroryści, kierowcy tracili prawa jazdy, pracownicy byli zwalniani, CV kandydatów odrzucane – tylko dlatego, że AI źle ich oceniło. Zła zaś ocena wcale nie wynikała z błędów w oprogramowaniu, lecz z bardzo trudnych do namierzenia błędów w szkoleniu, przede wszystkim dostarczenia zbioru danych, który sam w sobie zawierał to, co nazywamy w statystyce błędem systematycznym doboru próby (selection bias). Czasem zdarza się też maszynowa dyskryminacja w przypadkach, gdy sztuczna inteligencja jest szkolona na niewystarczająco losowej próbce populacji, dochodzi do sytuacji, w której niektórzy członkowie tej populacji są rzadziej, a inni częściej włączani do zbioru danych. Gdy zachodzi generalizacja tej wyuczonej selekcji, w decyzjach sztucznej inteligencji będą odzwierciedlały się te błędy, bez świadomości, że decyzje były niesprawiedliwe – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

Uczenie maszynowe ma w sobie olbrzymi potencjał, ale trzeba je wdrażać w firmie mądrze. Złe zastosowanie machine learning może generować duże i w praktyce niepotrzebne koszty. Najpierw więc należy zrobić odpowiednią analizę czy w naszej firmie wdrożenie algorytmów uczenia maszynowego ma sens. Jeśli mamy odpowiednie dane, infrastrukturę i z biznesowego punktu widzenia istnieje możliwość, że w ten sposób nasze przedsiębiorstwo będzie się rozwijać,  to jak najbardziej warto zainwestować w machine learning.

RODO weszło w życie. Na co będą teraz zwracać uwagę regulatorzy?

Andrzej_Niziolek_Veeam
Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej

Ostatnie tygodnie to początek nowej rzeczywistości zgodnej z RODO. O rozporządzeniu będzie jeszcze głośniej, kiedy pojawią się pierwsze doniesienia medialne o orzeczonych grzywnach, a to nastąpi zapewne w ciągu kilku następnych miesięcy. Mówi się zresztą o nich już dzisiaj. W styczniu 2018 r. brytyjski organ nadzoru w zakresie ochrony danych osobowych  Information Commissioner’s Office (ICO) wymierzył grzywny w wysokości 1,7 miliona funtów, co oznacza wzrost aż o 312 proc. w porównaniu z miesięczną średnią w 2017 r. Pokazuje to, że regulatorzy ostrzyli pazury przed wejściem w życie RODO, a ochrona danych przyciągnie znacznie większą uwagę mediów, rządów i opinii publicznej.

Wszystko to jest szczególnie istotne, jeśli rozważyć, jak pierwsze przypadki niezgodności z RODO wpłyną na dalszy przebieg wydarzeń. Organizacje na całym świecie będą przyglądać się tym, którzy pierwsi padną ofiarą nowych przepisów, i zastanawiać się, jak mogą uniknąć podobnych pomyłek i kar. Możemy więc oczekiwać dalszego napływu artykułów na temat RODO.

Nowe prawo nie musi to jednak oznaczać nadejścia najgorszego. W firmie Veeam panuje przekonanie, że nowe rozporządzenie należy traktować jako punkt wyjścia do bardziej kompleksowego zarządzania danymi osobowymi we współczesnym świecie. Dlatego właśnie działań zmierzających do osiągnięcia zgodności z RODO nie należy odkładać na ostatnią chwilę. Należy traktować je z tą samą atencją, jak każdą inną strategiczną decyzję biznesową, taką jak ekspansja albo inicjatywy podejmowane w ramach transformacji cyfrowej.

Aby to osiągnąć (i nie dać się przyłapać regulatorom), firmy muszą zabezpieczyć swoje procesy zgodnie z podejściem „privacy by design” (uwzględnianie prywatności danych w fazie projektowania). Można to zrobić na kilka sposobów. Wszystkie mają jeden cel: żeby firma nie znalazła się pod lupą regulatorów.

Zadbaj o transparentność i bezpieczeństwo

Kilka głośnych włamań w ciągu ostatnich lat sprawiło, że ludzie są znacznie bardziej świadomi i znacznie bardziej niepokoją się o bezpieczeństwo swoich danych niż kiedykolwiek przedtem. Na mocy RODO zgoda na gromadzenie danych będzie miała charakter aktywny – użytkownicy będą musieli jawnie na to zezwolić.

Podobnie użytkownicy zyskają szereg praw związanych z ich danymi osobowymi. Będą mogli ograniczyć używanie, gromadzenie oraz ujawnianie swoich danych osobowych. Administratorzy danych będą musieli spełnić te wymagania – nie tylko z przyczyn prawnych, lecz także z powodu dbałości o obsługę klienta i reputację marki.

Trzeba dysponować procesami i zasobami, które będą mogły wspierać tę ważną zmianę – klarowność i przejrzystość intencji to kluczowa sprawa. Należy jednak również zrównoważyć prywatność i bezpieczeństwo. Niedawny arykuł w magazynie CSO omawia ryzyko traktowania RODO jako nadrzędnego względem standardów bezpieczeństwa. Trzeba nieustannie monitorować bezpieczeństwo i dostępność danych, a także ich prywatność. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pierwsza grzywna wymierzona na mocy RODO będzie wynikiem tego podejścia.

Kompleksowe bezpieczeństwo

Jedną z pierwszych rad, jakie zaoferuje inspektor ochrony danych albo ekspert od RODO, będzie poświęcenie czasu i energii na stworzenie kompleksowej mapy danych. Powinna ona wyraźnie pokazywać, gdzie i w jaki sposób dane wchodzą do organizacji oraz jakie rozwiązania infrastrukturalne i pamięciowe wspierają ich istnienie.

Każda firma powinna była już to zrobić. Następnym krokiem jest zatem przyjęcie aktywnego, a nie pasywnego podejścia do zarządzania danymi, ich dostępności i bezpieczeństwa.

Jak to będzie wyglądać w praktyce, to już zależy od konkretnej firmy. Ale bez względu na rozmiar i strukturę, każda organizacja będzie musiała przyjść plan monitorowania i ochrony, który obejmuje strategie dostępności i backupu na wypadek naruszenia ochrony danych. Plany te muszą być wystarczająco elastyczne, aby uwzględnić nieustannie zmieniający się krajobraz danych. Będą też wymagały zaangażowania ze strony każdej jednostki organizacyjnej – nie tylko działu IT.

Nowa era RODO

Koszt niezgodności jest wysoki. Przypomnijmy raz jeszcze, że poważne naruszenie przepisów może skutkować grzywną w wysokości nawet 20 milionów euro lub 4 proc. rocznego obrotu – w zależności od tego, która kwota jest wyższa. Pozostaje jednak pytanie: na kogo i na co będą patrzeć regulatorzy? Czy będą pobłażliwi, czy będą chcieli uczynić przykład z pierwszych, którym powinie się noga?

Czas pokaże. Możemy jednak pospekulować, jakiego typu organizacje mogą pójść na pierwszy ogień. Zapewne nie będzie to sektor publiczny, ponieważ grzywny mogłyby doprowadzić do bankructwa wielu kluczowych instytucji. Jednak inne sektory mogą mieć mniej szczęścia. Aby się zabezpieczyć, wszystkie organizacje muszą traktować RODO jako codzienny i stały obwiązek, a nie jednorazowe wydarzenie.

Autor: Andrzej Niziołek, starszy menedżer regionalny Veeam Software w północnej i południowej części Europy Wschodniej

W centrum uwagi EBC

Utrzymanie łagodnej retoryki przez EBC może wesprzeć europejski rynek długu. Złoty pozostaje stabilny w okolicach 4,27 na EURPLN. W czwartek w centrum uwagi EBC, który jeśli nie rozczaruje zbyt gołębim tonem przekazu może wzmocnić euro.

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynku walutowym było kończące się dwudniowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W kwestii stóp procentowych niespodzianki nie było. Obecnie ożywienie w gospodarce USA jest na tyle solidne, że Fed wykorzystał moment i podniósł cel dla stopy rezerw federalnych o 25 pb do 1,75-2,00%. Idąc jeszcze dalej podał też, że w 2018 roku spodziewa się łącznie czterech podwyżek stóp, rezygnując jednocześnie z zapowiedzi utrzymania niskich stóp wspierających wzrost gospodarczy i sygnalizując, że może tolerować inflację powyżej celu co najmniej przez kolejne dwa lata.

W reakcji na wynik posiedzenia FOMC euro chwilowo osłabiło się do 1,1725 USD. Wspólna waluta szybko jednak zniosła cały spadek i dzisiaj od rana kurs EURUSD ponownie oscyluje w okolicach 1,18 gdzie „czekał” na decyzję. Pomimo, że Fed przesunął oczekiwania w stronę czterech podwyżek w całym 2018 roku, notowania złotego przez całą środę pozostawały relatywnie stabilne oscylując pomiędzy 4,27-4,285.

W oczekiwaniu na decyzję Fed-u w Europie opublikowane zostały dane produkcyjne. W kwietniu produkcja przemysłowa wyniosła 1,7% r/r i zmalała o 0,9% m/m, podczas gdy ekonomiści prognozowali wzrost o 2,8% w ujęciu rocznym i spadek o 0,5% w ujęciu miesięcznym. Słabsze dane (w marcu na poziomie 3,0% r/r i 0,5% m/m) potwierdziły, że gospodarka europejska traci momentum (wcześniej na wyhamowanie gospodarki wskazywał majowy indeks PMI aktywności europejskiego przemysłu), co wraz z brakiem presji inflacyjnej w gospodarce sprzyja utrzymaniu gołębiej postawy EBC. Jednakże rozbudzone przez głównego ekonomistę banku centralnego strefy euro oczekiwania na rozpoczęcie już w czerwcu dyskusji o strategii wygaszania QE w 2018 roku powodują, że nawet rozczarowujące doniesienia gospodarcze z Europy nie są w stanie zaburzyć obecnego, relatywnie stabilnego obrazu rynku głównej pary walutowej.

Jakkolwiek rozpoczęcie debaty o strategii wygaszania programu skupu aktywów jest prawdopodobne, nie wydaje się, aby EBC już w czwartek ogłosił szczegółowy plan działania. Podczas konferencji prasowej prezes M. Draghi może pozytywnie wypowiadać się o perspektywach gospodarczych (wskazując na przejściowość słabszych obecnie danych makro), ale raczej nie będzie podawał konkretnych terminów dot. czy to zamknięcia QE, czy tym bardziej pierwszej podwyżki stóp procentowych w strefie euro.

W kraju NBP opublikował w środę wynik na rachunku bieżącym. W kwietniu deficyt wyniósł 21 mln EUR, co zaskoczyło ekonomistów. Mediana oczekiwań wskazywała bowiem C/A na poziomie -243,5 mln EUR. Dane są pozytywne dla złotego, jednakże pozostały bez wpływu na bieżące notowania kursu EURPLN, który po nieudanym teście oporu na 4,2845 jeszcze przed publikacją C/A powrócił w okolice 4,275.

W czwartek poznamy finalne odczyty dla krajowej inflacji. Wg danych wstępnych indeks CPI wyniósł w maju 1,7% r/r wobec 1,6% w kwietniu.

Wykres dnia: Brak presji inflacyjnej w EZ (inflacja nadal poniżej 2,0% celu EBC) pozwala utrzymywać dotychczasową politykę pieniężną bez zmian w strefie euro.

Brak presji inflacyjnej w EZ (inflacja nadal poniżej 2,0% celu EBC) pozwala utrzymywać dotychczasową politykę pieniężną bez zmian w strefie
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / Źródło: PKO Bank Polski

FOMC podniósł stopy procentowe

FOMC podniósł stopy procentowe (stopa fed funds do przedziału 1,75%-2,00%), usunął z komunikatu stwierdzenie, że stopy procentowe pozostaną poniżej poziomu długookresowego przez pewien okres czasu, a także „podniósł kropki” (dot plots), sygnalizując (zgodnie z naszymi oczekiwaniami) jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych w tym roku. Wynik posiedzenia należy uznać za „jastrzębi”, w przeciwieństwie do dokonywanych w przeszłości „gołębich” podwyżek.prognozy FOMC

Decyzja FOMC była jednomyślna. Jednocześnie podniesiono także stopę oprocentowania rezerw ponadnormatywnych (excessive reserves) o (tylko) 0,2pp do 1,9% (aby utrzymywać stopę fed funds bliżej środka przedziału 1,75-2,00% – ostatnio stopa ta utrzymywała się bliżej górnej granicy przedziału Fed.

Mediana oczekiwanej na koniec 2018 stopy procentowej Fed podniosła się w górę, sygnalizując, że do końca roku możliwe są jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych (oprócz marcowej i wczorajszej). Jednocześnie oczekiwana przez Fed stopa procentowa podniosła się także w 2019 sygnalizując trzy możliwe podwyżki w przyszłym roku. W długim okresie mediana oczekiwań członków FOMC nie zmieniła się. Nadal spodziewają się oni, że stopa procentowa wyniesie 3,4% na koniec 2020. Mediana stopy neutralnej w ocenie FOMC nadal wynosi 2,9%.

Zauważalne są zmiany tonu komunikatu. FOMC uważa, że gospodarka amerykańska rośnie w solidnym tempie (poprzednio: „w umiarkowanym”), a wzrost liczby zatrudnionych jest silny. Fed usunął z komunikatu stwierdzenie o tym, że stopa procentowa pozostanie poniżej poziomu długookresowego przez pewien czas, a także, że ścieżka stóp zależeć będzie od napływających danych. Sygnalizuje to, że Fed nabiera pewności w swoich działaniach.

Po posiedzeniu J.Powell powiedział, że w począwszy od stycznia 2019 konferencje będą się odbywać po każdym posiedzeniu Fed (co de facto oznaczałoby otwarcie drogi do podwyżek stóp w dowolnym momencie).

Naszym zdaniem Fed wykona dwa ruchy w 2019 (w górę, każdy po 0,25pp) ze względu na to, że cykl koniunkturalny wszedł już w USA w fazę dojrzałą. Trwa cykl podwyżek stóp (to była już siódma w tym cyklu), rosną ceny surowców (przede wszystkim ropy), rosną ceny akcji w USA (m.in. w sektorach finansowym oraz technologicznym), krzywa rentowności jest bliska odwróceniu, zacieśnia się rynek pracy (niektóre wskaźniki są najlepsze od 50 lat), rośnie inflacja, mocne są odczyty ISM, optymizm konsumentów jest blisko rekordowo dobrych poziomów, a dźwignia finansowa firm jest wysoka.

Naszym zdaniem po ustąpieniu efektów obniżki podatków gospodarka amerykańska zacznie zwalniać w drugiej połowie 2019, a Fed zdąży podnieść stopy procentowe w przyszłym roku dwa razy, aby następnie zatrzymać się. Nie można wykluczyć, że pogorszenie aktywności gospodarczej w USA może być na tyle istotne, że w 2020 wystąpi nawet płytka recesja, a to oznaczałoby, że Fed musiałby wtedy obniżać stopy procentowe.

źródło: PKO Bank Polski

Trendy i perspektywy globalnego sektora metalowego

Od połowy 2016 r. w branży metalowej panuje tendencja wzrostowa cen oraz ożywienie popytu. Rosnący protekcjonizm w Stanach Zjednoczonych i Europie oraz towarzyszące mu cła odwetowe ze strony Chin odcisnęły piętno na zaufaniu przedsiębiorstw i inwestycjach – jednak nie zahamowały jeszcze wzrostu gospodarczego. Oczekiwane zróżnicowane tendencje do końca 2019 r.: ceny metali nieszlachetnych najprawdopodobniej wzrosną, lecz metale żelazne odnotują spadek, jako że będą się one nadal zmagać się z nadwyżką mocy produkcyjnych.

 

 

Na rynku metali panuje tendencja wzrostowa, jednak ryzyko utrzymuje się na wysokim poziomie

Dzięki solidnemu wzrostowi gospodarczemu występującemu w wielu krajach, przemianom technologicznym stymulującym gwałtowny wzrost wykorzystania metali oraz spadkowi podaży, branża metalowa zyskiwała na dobrej koniunkturze od połowy 2016 r. Wzrostu popytu na taką skalę nie zaobserwowano od okresu, który nastąpił po kryzysie z 2008 r. W połączeniu z deprecjacją dolara amerykańskiego, zjawisko to spowodowało gwałtowny wzrost cen metali. Aluminium odnotowało 37-procentowy wzrost od początku 2018 r., kobalt wzrost czterokrotny, ceny miedzi i niklu wzrosły odpowiednio o 44 proc. i 53 proc., natomiast  ceny cynku wzrosły dwukrotnie w porównaniu z początkiem 2016 r.

O ile wzrost i rentowność wróciły w większości segmentów na właściwe tory, przemysł metalowy pozostaje jednym z najbardziej ryzykownych w ocenie sektorowej Coface, z poziomem ryzyka kredytowego sklasyfikowanym jako „wysoki”. Słabsi uczestnicy nadal  uzależnieni są od sprzedaży hurtowej i zmagają się z brakiem równowagi w relacjach z największymi klientami.

Zróżnicowane tendencje w 2018 r. i 2019 r.

Ingerencje polityczne i zakłócenia geopolityczne zawsze były ważnymi czynnikami powodującymi niestabilność i gwałtowne podwyżki cen w sektorze metalowym. Niedawne środki protekcjonistyczne wprowadzone przez Stany Zjednoczone (jak chociażby cła na import stali i aluminium) oraz Unię Europejską (takie jak cła antydumpingowe na stal i żelazo) miały dotychczas ograniczony wpływ na producentów metali w Chinach, ponieważ zmienili oni swój profil produkcji, odchodząc od tych rynków, a koncentrując się na rynku wewnętrznym. Jest mało prawdopodobne, aby cła odwetowe Chin w odpowiedzi na środki USA – nałożone na rury stalowe, samoloty i samochody – miały znaczący wpływ na branżę motoryzacyjną. Na razie wzrost gospodarczy nie został zahamowany, jako że zagrożone jest mniej niż 1 proc. PKB Stanów Zjednoczonych oraz Chin. Jednak wojna handlowa z pewnością odciśnie piętno na ryzyku kredytowym przedsiębiorstw. Coface przewiduje, że apetyt na inwestycje oraz zaufanie przedsiębiorstw ucierpią w kontekście rosnącego protekcjonizmu w 2018 r.

Wszystkie oznaki sugerują, że gospodarka światowa znajduje się już w fazie po apogeum wzrostu, co teoretycznie powinno wywrzeć presję w kierunku obniżki cen, poczynając od 2019 r. W perspektywie krótkoterminowej rosnące napięcia z pewnością będą nadal windować ceny. Skorzysta na tym segment głównych metali nieszlachetnych, który jest stymulowany zwyżkami popytu na części do akumulatorów i części elektroniczne. W okresie od grudnia 2017 r. do grudnia 2019 r. aluminium ma odnotować wzrost o zaledwie 2 proc. Miedź powinna wykazać taką samą tendencję, odnotowując wzrost o 2,4 proc., podczas gdy wzrost cen niklu i cynku przewiduje się na odpowiednio 18 proc. i 14 proc.. Zmusi to użytkowników końcowych, takich jak producenci akumulatorów i samochodów, do poszukiwania innych materiałów w razie niedoborów lub wyższych cen.

Z kolei ceny stali prawdopodobnie spadną w tym samym okresie o 19 proc., ze względu na zwiększoną nadwyżkę mocy produkcyjnych i brak dyscypliny chińskich producentów, którzy nie ograniczą produkcji w okresach osłabienia cen. Ten scenariusz bazowy spadku cen metali żelaznych poparty jest wysokim poziomem zadłużenia przedsiębiorstw ogółem. Wskaźniki zadłużenia netto są szczególnie wysokie w Chinach, gdzie sektor ten zdominowany jest przez duże państwowe przedsiębiorstwa, jak i w Stanach Zjednoczonych (na poziomie 15 proc.), gdzie przedsiębiorstwa są znacznie bardziej narażone na ewentualne korekty przepływów pieniężnych.

Kurs dolara po posiedzeniu Fed. Jak zareaguje euro po decyzji EBC

Dolar próbował skorzystać na jastrzębim wydźwięku decyzji Fed, ale poniósł porażkę bez wsparcia rentowności obligacji skarbowych i przy natłoku innych spraw w tym tygodniu. Dzisiejsza decyzja EBC jest jedną z tych spraw, gdzie może nie brakować niespodzianek. A w odwodzie wciąż mamy napięcia handlowe.

Jestem rozczarowany reakcją USD po posiedzeniu Fed. Choć decyzja o podwyżce o 25 pb była pewna, to spodziewałbym się, że podwyższenie w projekcji tempa podwyżek w 2018 i 2019 r. i optymistyczne komentarze prezesa Powella odnośnie sytuacji gospodarczej będą wystarczającymi argumentami dla wzmocnienia dolara. Potwierdziły się moje obawy wyrażone we wczorajszym komentarzu poranny – Fed może być jastrzębi, ale na nic się to nie zda, jeśli rynek się do tego nie przekona. Szczególnie nieudana próba wyjścia rentowności 10-letnich obligacji ponad 3 proc. musiała podkopać zaufanie do odnowienia rajdu dolara. Sytuację komplikuje upchany kalendarz w tym tygodniu (i nawet nie chodzi mi o rozpoczynający się Mundial). Z uwagi na niepewność o wynik dzisiejszego posiedzenia EBC, rynek był bardziej skory szybko realizować zyski z wstępnej aprecjacji dolara (szczególnie na EUR/USD). Dodatkowo wciąż jesteśmy otoczeni napięciami związanymi z globalnym handlem, co podnosi premię za ryzyko i trzyma w ryzach wycenę bezpiecznych obligacji. Wczorajsze doniesienia WSJ, że Biały Dom szykuje na piątek prezentację finalnej listy chińskich towarów objętych cłami przypomina, w jakim klimacie odbywa się obecnie handel na rynkach finansowych. Z perspektywą nagłego skoku awersji do ryzyka utrzymywanie pozycji dłużej niż kilka godzin jest odważnym posunięciem. Jestem gotów się założyć, że gdyby w tym tygodniu posiedzenie FOMC było jedynym istotnym wydarzeniem, dolar byłby dziś rano silniejszy. Jastrzębi Fed i napięcia handlowe wciąż oferują warunki, w których USD pozostanie mocny względem walut surowcowych i rynków wschodzących, ale nie będzie to łatwy i jednorodny ruch.

Po tak zagmatwanej reakcji USD przewidywanie zachowania EUR po decyzji EBC będzie równie skomplikowane. Przed tygodniem uważaliśmy, że ryzyka dla EUR przed posiedzeniem przeważają po negatywnej stronie, gdyż zakładaliśmy, że waluta może umacniać się na oczekiwaniach jastrzębiego rezultatu posiedzenia, podczas gdy wydźwięk decyzji i konferencji może być mniej agresywny lub skutkować „sprzedażą faktów”. Potem kolejne kilka dni przyniosło stabilizację, jeśli nie nawet ostudzenie popytu na EUR, przez co nastawienie inwestorów przeszło w stan równowagi. Ale już siła odbicia EUR/USD po decyzji Fed skłania mnie do wniosku, że rynek ponownie ustawia się na jastrzębi przekaz. Dalej skłaniam się do opinii, że istnieje potencjał do pozytywnej reakcji na decyzję EBC niezależnie od tego czy poznamy konkretne szczegóły wydłużenia QE, czy decyzja zostanie odłożona do lipca a dziś będziemy musieli polegać na sugestiach Draghiego. W tym drugim przypadku (nasz scenariusz bazowy) wiele będzie zależeć od tego, jak bardzo optymistycznie Draghi będzie odnosił się do perspektyw przyspieszenia ożywienia i powrotu inflacji do celu przy jednoczesnym umniejszeniu znaczenia ryzyk wewnętrznych (Włochy, pogorszenie w danych) i zewnętrznych (polityka handlowa USA). Jeśli jednak EBC pokaże, że pozostaje na wcześniej wyznaczonym kursie, może to zaoferować inwestorom przekonanie do budowania oczekiwać postępującej normalizacji polityki monetarnej, co będzie ważnym filarem siły EUR w długim terminie. Ale podkreślę – to jest duże „jeśli”, szczególnie po wczorajszych wydarzeniach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Tydzień wschodniej polityki i zachodnich banków centralnych

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ten tydzień jest bardzo bogaty w wydarzenia, które mogą wpłynąć na zachowania inwestorów. Na jego początku widać było wyraźnie skupienie na spotkaniu Donalda Trumpa z Kim Dzong Unem w Singapurze. Niosło one ze sobą spory ładunek symboliczny oraz polityczny, ale z gospodarczego punktu widzenia pozostawało mało istotne. W tym względzie dziwić mogła stłumiona reakcja na niesmak, jaki pozostał po weekendowym spotkaniu państw G7.

Owszem, brak podpisu Donalda Trumpa na końcowym dokumencie był podyktowany chęcią stworzenia obrazu twardego gracza przed „szczytem” w Singapurze, ale trudno ignorować fakt, że żadnego „zawieszenia” wojny handlowej nie obserwujemy, a przecież niecały miesiąc temu taką intencję sygnalizował sekretarz skarbu Steven Mnuchin.

Zresztą jeszcze w tym tygodniu może się pojawić lista chińskich produktów, na których import USA chcą nałożyć 25-proc. cła. Powtarzana od tygodni negatywna retoryka przywódców coraz bardziej przekłada się na nastroje przedsiębiorców w krajach nastawionych na eksport. Dobrym tego przykładem jest dalszy wyraźny spadek niemieckiego indeksu ZEW. Główną jego przyczyną jest oczywiście eskalacja protekcjonizmu, ale nie bez znaczenia pozostaje napięta sytuacja we Włoszech oraz seria gorszych danych z Niemiec (słabsze odczyty produkcji przemysłowej, eksportu i zamówień w przemyśle). Instytut swoje wnioski zawarł w mało przyjemnej prognozie wskazującej, że półroczna perspektywa dla niemieckiej gospodarki wyraźnie się pogorszyła. W krótkim terminie tego typu sygnały można ignorować, ale w dłuższym już nie, szczególnie jeżeli retoryka handlowa się nie zmieni.

Druga część upływającego tygodnia zdominowana będzie przez poczynania głównych banków centralnych. Te powinny charakteryzować się wspólnym mianownikiem w postaci coraz ostrzejszej polityki monetarnej. W USA stopy po raz kolejny wzrosły, co nikogo specjalnie nie dziwi. Ważniejsze były sygnały towarzyszące decyzji o wyższym koszcie pieniądza, a w szczególności nieco bardziej jastrzębie oczekiwania członków FOMC co do trajektorii przyszłych zmian stóp.

Swoich stóp nie zmieni EBC, ale powinien zacząć sygnalizować koniec programu skupu aktywów oraz ukierunkować oczekiwania rynkowe odnośnie do terminu pierwszej podwyżki kosztu pieniądza. Zachowanie frankfurckiej instytucji może być nawet ważniejsze od Fedu, gdyż dane ze strefy euro są ostatnimi czasy słabsze. W tym względzie warto pamiętać, że okres rynkowej dekoniunktury często rozpoczynał się wówczas, gdy bank centralny na czas nie dostrzegł końca cyklu wzrostu gospodarczego i zacieśniał swoją politykę we wczesnej fazie spowolnienia, tym samym ją pogłębiając. W tym względzie polityka EBC niesie ze sobą ryzyka, które mogą być niedoceniane.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Polska na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Warszawie grozi ograniczenie funduszy europejskich i niechęć zagranicznych inwestorów

Polska na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Warszawie grozi ograniczenie funduszy europejskich i niechęć zagranicznych inwestorów 6

Polskę czekają długie i żmudne negocjacje budżetowe z Unią Europejską. Zagrożeniem może być powiązanie kwestii praworządności z wypłatą funduszy strukturalnych. Z tą propozycją Komisji Europejskiej nie zgadzają się przedstawiciele Polski. Eksperci oceniają, że już sama atmosfera wokół Polski związana z wątpliwościami o stan praworządności może negatywnie wpłynąć na jej pozycję na arenie międzynarodowej, również w znaczeniu gospodarczym. Może np. wywołać niechęć inwestorów zagranicznych.

– Pamiętajmy, że polska gospodarka nie funkcjonuje w próżni, tylko w całym obiegu europejskim, który jest wynikiem integracji europejskiej. Nie jest tak, że przedsiębiorcy zagraniczni, którzy chcą lokować swoje inwestycje, nie sprawdzają, jaka jest sytuacja w każdym konkretnym kraju. Mają dostęp do informacji, audytów o stanie polskiej praworządności, o tym, czy w przypadku sporu z państwem mogą liczyć na to, że sędzia będzie niezależny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Patryk Wachowiec, analityk prawny z Fundacji FOR.

Kilka miesięcy temu Komisja Europejska zainicjowała uruchomienie przeciwko Polsce procedury kontroli praworządności na podstawie artykułu 7. Traktatu o Unii Europejskiej. To efekt przyjętych ustaw dotyczących sądów powszechnych, Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego. Na temat kompromisu przez wiele miesięcy trwały rozmowy między przedstawicielami polskiego rządu i Komisji Europejskiej, czego efektem jest modyfikacja przyjętych ustaw.

Praworządności w Polsce przygląda się również Trybunał Europejski. Rozprawa w tej sprawie odbyła się 1 czerwca.

Niedawno została zarejestrowana w Trybunale sprawa, a dokładniej pytanie zadane przez irlandzki sąd, dotyczące ekstradycji obywatela polskiego do Polski. Sędzia z Irlandii ma wątpliwości, czy nasz obywatel przekazany do Polski, będzie mógł liczyć na sprawiedliwy proces z tego względu, że władza polityczna w ciągu ostatnich 2,5 roku podporządkowała sobie sądownictwo w takim stopniu, w jakim chyba jeszcze nigdy sobie nie podporządkowała – tłumaczy Patryk Wachowiec.

Jak podkreśla, już samo rozpoczęcie takich spraw i nieformalna atmosfera, jaka tworzy się w związku z tym wobec Polski, może skutkować mniejszym zaufaniem do Polski. To może mieć poważne konsekwencje dla gospodarki.

To może skutkować na pewno mniejszym napływem kapitału do Polski, bo to będą weryfikować poszczególni przedsiębiorcy zagraniczni, ale też relacjom dwustronnym między państwami Unii a Polską – mówi Patryk Wachowiec.

Tym bardziej że w projekcie nowego rozdania finansowego UE na lata 2021–2027 pojawiła się ze strony Komisji Europejskiej propozycja powiązania wypłat środków wspólnotowych z praworządnością. Nie zgadzają się z nią przedstawiciele polskiego rządu, kwestionując podstawy prawne takiego rozwiązania. Według propozycji KE wniosek w sprawie zawieszenia lub ograniczenia funduszy dla danego kraju będzie składany przez Komisję i przyjmowany przez kraje członkowskie.

Samo pojawienie się jej na agendzie europejskiej świadczy o tym, że państwa członkowskie i instytucje unijne biorą na poważnie kwestie praworządności w poszczególnych państwach członkowskich – mówi analityk prawny FOR. – Poczekajmy kilka miesięcy, aż ta kwestia się wykrystalizuje, ale w mojej ocenie mniej lub bardziej konkretne powiązanie zasad państwa prawa i pobierania środków z budżetu unijnego w jakiś sposób nastąpi.

Jeśli do tego dojdzie, organy unijne będą mogły każdorazowo weryfikować, czy dysponenci funduszy europejskich spełniają odpowiednie kryteria.

– Na pewno będzie też dochodziło do skrupulatnego sprawdzania wszystkich rozliczeń środków pobranych z budżetu unijnego z Komisją Europejską i z jej agendami. To może mieć formę skrupulatnego sprawdzania i swego rodzaju strajku włoskiego ze strony KE, która zobaczy, że skoro państwo członkowskie według niej narusza zasady praworządności, to w takim razie będzie weryfikować, czy ta praworządność istnieje jeszcze w kolejnych drukach składanych do KE – mówi Wachowiec.

Godziny do meczu otwarcia Mistrzostw Świata w Rosji. Strefy kibica spodziewają się tłumów fanów

Godziny do meczu otwarcia Mistrzostw Świata w Rosji. Strefy kibica spodziewają się tłumów fanów 7

Mecz otwarcia mistrzostw świata, w którym reprezentacja Rosji zmierzy się z Arabią Saudyjską, rozpocznie się już za kilka godzin. Pięć dni później, 19 czerwca, biało-czerwoni zagrają pierwsze spotkanie fazy grupowej z Senegalem. – Czeka nas naprawdę trudny turniej, w którym nie ma słabych zespołów. Wyzwanie jest spore, ale w zasięgu drużyny trenera Nawałki – mówią eksperci sportowi. Wszystkie spotkania mistrzostw świata fani będą mogli śledzić w specjalnych ministrefach kibica, które będą działać we wszystkich hotelach Novotel w Europie Wschodniej. Na czas mundialu marka przygotowała szereg atrakcji dla fanów futbolu.

– Mocną stroną naszej reprezentacji jest na pewno dosyć dobra organizacja gry, zwłaszcza na tle przeciwników, którzy nas czekają w grupie na mistrzostwach świata. Myślę, że będziemy drużyną lepiej zorganizowaną zarówno od Japończyków, jak i Senegalczyków. Natomiast rywale, zwłaszcza Senegalczycy, biją nas na głowę siłą fizyczną, szybkością, skocznością i pewnie techniką piłkarską. Mamy w ataku gwiazdę światowego formatu, bardzo dobrych bramkarzy i ludzi otrzaskanych w bojach. Mam nadzieję, że trema ich nie zje. Na Mistrzostwach Świata trema, nerwy i adrenalina mogą przeszkodzić – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Szczęsny, były bramkarz reprezentacji Polski.

W ostatnim sprawdzianie przed MŚ polska reprezentacja pokonała Litwę w towarzyskim meczu 4:0. W środę przed południem piłkarze wylecieli do Rosji, włącznie z Kamilem Glikiem, którego wyjazd z kadrą na mistrzostwa stał pod znakiem zapytania ze względu na kontuzję barku. We wtorek 19 czerwca biało-czerwoni zagrają pierwszy mecz fazy grupowej z Senegalem.

 To spotkanie będzie miało kolosalne znaczenie, bo Senegalczycy potrafią rozgrywać pierwsze mecze. W 2002 roku na inauguracji z Francuzami wygrali 1:0, pokazali się z bardzo dobrej strony i teraz na pewno sobie o tym przypomną. Nasz drugi przeciwnik, Kolumbijczycy, też mierzy bardzo wysoko. Bardzo dobrze spisali się w eliminacjach. Oni mają problemy ze zdrowiem, przede wszystkim ich obrona nie wygląda tak, jakby sobie tego życzyli, mają kilka dni, żeby się wykurować. Przed trzecim spotkaniem z Japonią dużo kart będzie już odkrytych. Będziemy mądrzejsi i będziemy mogli zagrać to spotkanie pod kątem następnej fazy – mówi Leszek Ojrzyński, trener piłkarski.

Były szkoleniowiec Arki Gdynia po wtorkowym meczu z Litwą ocenia, że z drużynami, z którymi biało-czerwoni spotkają się w fazie grupowej, nie będzie już tak łatwo. Wśród mocnych stron reprezentacji wymienia dobrą grę w ofensywie.

– Przygotowanie fizyczne też pokazaliśmy na niezłym poziomie, a wiem, że to jeszcze nie jest optymalna forma. Najlepsza forma przyjdzie za siedem dni. Zgranie zawodników jest też coraz lepsze. Bardzo dobrze, że na tych mistrzostwach będziemy mieli system VAR, bo w meczu z Litwą były trzy decyzje sędziów, które zostały zmienione przez zapis i sędziów biorących udział w analizie – podkreśla Leszek Ojrzyński.

– Po spotkaniu z Litwą możemy bardzo optymistycznie – ale nie hurraoptymistycznie – podejść do tego turnieju. Trzeba patrzeć realnie, z tą świadomością, że czeka nas naprawdę duży i trudny turniej, w którym nie ma słabych zespołów. To są mistrzostwa świata, słabe zespoły zostały w domu, więc wyzwanie jest spore. Ale myślę, że to wyzwanie jest w zasięgu drużyny trenera Adama Nawałki – dodaje Wojciech Kowalewski, były bramkarz reprezentacji Polski.

Do meczu otwarcia tegorocznych mistrzostw świata w piłce nożnej pozostały już tylko godziny. Turniej otworzy spotkanie Rosja–Arabia Saudyjska, które odbędzie się 14 czerwca o godz. 17 na stadionie Łużniki w Moskwie, na którym może zasiąść 81 tys. widzów (na tej arenie ma rozegrać się także finał mistrzostw).

– Kibice poszczególnych reprezentacji nadciągają, to święto piłkarskie powoli nabiera tempa. Myślę, że pierwszy mecz otwarcia, w którym reprezentacja Rosji zmierzy się z Arabią Saudyjską, będzie dużym wydarzeniem nie tylko piłkarskim, lecz także politycznym. To wielka impreza, która ma też na celu wypromowanie Rosji, zaprezentowanie jej z dobrej strony. Pamiętam, jak przebiegał w naszym kraju turniej EURO 2012, jak świetnie bawili się kibice wszystkich reprezentacji, jaka była atmosfera tych spotkań, jakie były później relacje i komentarze. Myślę, że czeka nas kolejne, duże święto piłkarskie i – mam nadzieję – same optymistyczne obrazki – mówi Wojciech Kowalewski.

Spotkania tegorocznych MŚ zostaną rozegrane na dwunastu stadionach w jedenastu miastach, m.in. w Moskwie (mecz otwarcia i finał), Jekaterynburgu, Kaliningradzie i Sankt Petersburgu. Miliony kibiców na całym świecie będą śledzić piłkarskie zmagania przez ponad cztery tygodnie, do 15 lipca. Fani w Polsce będą mogli obejrzeć wszystkie mecze w specjalnych ministrefach kibica we wszystkich hotelach sieci Novotel.

Planujemy wiele atrakcji podczas piłkarskich zmagań, które będą transmitowane codziennie. Będą konkursy, konferansjer, muzyka, możliwość zagrania w piłkę – planujemy duże piłkarskie show w hotelach Novotel w całej Polsce i Europie Wschodniej. Chcielibyśmy wspólnie przeżywać to wielkie wydarzenie. Ministrefa kibica – która będzie przez nas organizowana dwa lub trzy razy dziennie, w zależności od liczby meczów – to będzie duże piłkarskie show. Zachęcamy, żeby być z nami w tym wyjątkowym czasie, kibice nie będą zawiedzeni – mówi Vincent Dujardin, dyrektor generalny Hotelu Novotel Warszawa Centrum.

Oprócz transmisji na wielkim ekranie marka Novotel wprowadziła też specjalną ofertę dla kibiców na czas mistrzostw i – we współpracy z redakcją sportową Onet.pl – uruchomiła portal www.zgrupowaniekibicow.pl, który dostarcza kibicom aktualności i ciekawostek o futbolu. Wszystkie wydarzenia i atrakcje zaplanowane przez Novotel na czas mundialu są otwarte nie tylko dla gości hotelowych, lecz przede wszystkim dla mieszkańców i kibiców.

Nasi goście będą mogli wytypować wynik meczu dnia na tablicy i wygrać szereg atrakcyjnych prezentów. Przygotowaliśmy także specjalne przekąski. Nie zabraknie dekoracji z motywami wszystkich państw uczestniczących w mistrzostwach, więc jestem pewien, że atmosfera i otoczka wokół tego wydarzenia będzie wspaniała. Szczególnie w dniach, kiedy będzie grać reprezentacja Polski. Trzy mecze polskiej drużyny to będą duże wydarzenia ze specjalną oprawą. Mamy nadzieję na tłumy gości, zapraszam do nas – mówi Vincent Dujardin.

MON zapowiada przyspieszenie zakupu okrętów podwodnych. Program Orka niezbędny, by zapewnić bezpieczeństwo, szczególnie ze strony Rosji

MON zapowiada przyspieszenie zakupu okrętów podwodnych. Program Orka niezbędny, by zapewnić bezpieczeństwo, szczególnie ze strony Rosji 8

Dwa tygodnie temu morze wyrzuciło na polskie plaże pociski sygnalizacyjne z rosyjskiego okrętu podwodnego. Rosjanie wiedzą, że Marynarka Wojenna nie ma jak powstrzymywać tak jawnych demonstracji siły – będące na jej wyposażeniu stare okręty podwodne mają ponad pięćdziesiąt lat i są powoli wycofywane. Minister Błaszczak zapowiedział właśnie, że będą prowadzone rozmowy na temat zakupu okrętów podwodnych. Nie wiadomo jeszcze, co dalej z nowymi śmigłowcami czy programem korwet Miecznik. Zdaniem ekspertów bez tych programów rosyjskie okręty będą dalej bezkarnie buszowały po polskich wodach.

 Siły zwalczania okrętów podwodnych w polskiej Marynarce Wojennej są coraz słabsze. One się starzeją i nic nie wskazuje na to, że w najbliższym czasie ta sytuacja się zmieni – mówi agencji Newseria Biznes kmdr por. rez. Maksymilian Dura, ekspert portalu Defence24.pl.

W końcówce maja morze wyrzuciło na polskie plaże pociski sygnalizacyjne z rosyjskiego okrętu podwodnego, który prawdopodobnie zgubił je, pływając po polskiej części Bałtyku. Marynarka Wojenna nie ma dziś jak powstrzymać takich demonstracji siły – będące na jej wyposażeniu stare okręty podwodne mają ponad 50 lat lub są niesprawne i powoli wycofywane. Tymczasem aby móc wykryć obce okręty podwodne, trzeba mieć takie same jednostki. Pomóc też mogą specjalistyczne korwety lub śmigłowce. Polska nie dysponuje ani jednym, ani drugim, ani trzecim.

– W polskiej Marynarce Wojennej funkcjonowały śmigłowce Mi-14 PŁ. Te śmigłowce są coraz starsze, w coraz gorszej kondycji i niedługo zostaną wycofane. Na razie nie zapowiada się, aby marynarka dostała nowe śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych, które mogą reagować najszybciej i wyszukiwać obce jednostki – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Druga sprawa to okrętowe siły zwalaczania okrętów podwodnych.

Zarówno ORP Kaszub, jak i dwie fregaty typu Oliver Hazard Perry to są okręty stare, które także powinny zostać wymienione – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura. – W programie modernizacyjnym sił zbrojnych był Miecznik, czyli program okrętów obrony wybrzeża, ale ten program został zastopowany. Na razie nie wiadomo, czy i kiedy zostanie uruchomiony. 

Ekspert Defence24 podkreśla, że w tym miesiącu zostanie wycofany kolejny okręt podwodny typu Kobben. Na wyposażeniu marynarki zostaną wiec dwa stare okręty liczące 40–50 lat i okręt ORP Orzeł, który został wprowadzony do służby w połowie lat 80.

Minister obrony narodowej zapowiedział kilka dni temu, że po podpisaniu umowy na zestawy obrony powietrznej Patriot będą prowadzone rozmowy na temat zakupu okrętów podwodnych. Minister zaznaczył, że trzy kraje są zainteresowane przedstawieniem Polsce swoich ofert dotyczących okrętów podwodnych. Jednak te rozmowy MON prowadzi już od wielu lat. Zdaniem ekspertów bez zakupu okrętów podwodnych z rakietami manewrującymi Polska jest bezbronna.

– Problem jest ogromny. Rosyjskie okręty będą dalej bezkarnie buszowały po polskich wodach – mówi kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

– Polska Marynarka Wojenna w obszarze podwodnym już właściwie nie istnieje. Przekazaliśmy na złom kolejny okręt typu Kobben. Doprowadziliśmy do całkowitego uniemożliwienia realizacji jakichkolwiek zadań na morzach i oceanach. Ministerstwo chyba nie rozumie zmieniającego się środowiska bezpieczeństwa, roli nowoczesnych okrętów podwodnych na współczesnych polach walki, w programach odstraszania, w budowaniu potencjału, który Polska powinna mieć – dodaje dr Łukasz Kister, ekspert ds. bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego.

W ramach programu modernizacyjnego Orka MON zamierzał kupić trzy do czterech okrętów podwodnych nowego typu, które miałyby trafić do Marynarki Wojennej, począwszy od 2024 roku. Jednostki miały być wyposażone w rakiety manewrujące, zdolne razić cele w odległości wielu setek kilometrów oraz zapewnić polskiej flocie realną zdolność do odstraszania. Zainteresowanymi dostarczeniem Polsce okrętów podwodnych były francuski koncern Naval Group, który zaoferował jednostki typu Scorpène, niemiecki holding stoczniowy TKMS oraz szwedzki Saab, który proponował okręty typu A26.

Umowa na zakup nowych jednostek miała zostać podpisana już w zeszłym roku. Potem MON poinformował, że realizacja programu Orka została przesunięta na okres po 2022 roku, teraz zaś pojawiła się informacja o powrocie do programu.

– Na stulecie polskiej Marynarki Wojennej nie mamy już żadnych zdolności operacyjnych na morzach i oceanach – ani tych podwodnych, ani nawodnych. Mamy też problem z realizacją zadań powietrznych. Śmigłowce morskie zostały zablokowane w sensie ich rozbudowy, unowocześniania, zakupu nowego wyposażenia i sprzętu. Polska marynarka staje przed realnym problemem: jak odpowiedzieć na działania Rosji, na współczesne zagrożenia na Morzu Bałtyckim, jak zapewnić bezpieczeństwo polskiej strefy przybrzeżnej – mówi dr Łukasz Kister.

Marynarka Wojenna obchodzić będzie w tym roku swoje setne urodziny. Jak przypominają eksperci, niewiele w tym temacie zrobiono, poza zapowiedzią w maju powrotu dowództwa Marynarki Wojennej do Gdyni. Zdaniem Maksymiliana Dury ta obietnica również ma niewielkie szanse na realizację.

 Jest to niemożliwe z kilku powodów. Po pierwsze, nie przewiduje tego ogłoszony niedawno program etapowego dochodzenia systemu dowodzenia i kierowania siłami zbrojnymi do poziomu sprzed 2013 roku. Nie będzie na razie oddzielnego rodzaju sił zbrojnych, jakim jest Marynarka Wojenna. W związku z tym nie może być też dowództwa. Prawdopodobnie skończy się na tym, że do Gdyni zostanie przekazany Inspektorat Marynarki Wojennej, który w tej chwili jest w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych w Warszawie – podkreśla kmdr por. rez. Maksymilian Dura.

Drugi powód to brak specjalistów.

 Gdy rozwiązywano dowództwo Marynarki Wojennej w 2014 roku, wycięto większość specjalistów. W tej chwili brakuje ludzi w specjalnościach typowych dla MW, jak np. hydroakustyk, radiolokator, łącznościowiec. Trzeba odtwarzać je od początku i na pewno nie stanie się to w czasie, który zadeklarował pan premier, czyli do przyszłego roku. To jest niemożliwe – mówi ekspert Defence24.pl.

Własne awatary w grach komputerowych przyszłością domowej rozrywki. Dzięki specjalnej platformie stworzenie cyfrowej postaci na podstawie skanu ciała zajmie chwilę

Własne awatary w grach komputerowych przyszłością domowej rozrywki. Dzięki specjalnej platformie stworzenie cyfrowej postaci na podstawie skanu ciała zajmie chwilę 9

Stworzenie własnego awatara jeszcze nigdy nie było tak proste. Dzięki platformie start-upu po załadowaniu skanu głowy, można szybko zyskać trójwymiarowy obraz ciała. To rozwiązanie, które może zrewolucjonizować branżę e-commerce i pozwoli przymierzyć ubrania online. W przyszłości z technologii skorzystają też użytkownicy gier komputerowych. Przez platformę spersonalizują postać i w ten sposób wprowadzą do wirtualnego świata swoje cyfrowe odzwierciedlenie.

Tworzenie własnych awatarów cieszy się wśród internautów coraz większą popularnością. Użytkownicy gier komputerowych już od lat tworzą wersję samych siebie, by mieć poczucie, że uczestniczą w wirtualnej akcji. Dzięki specjalnej platformie awatar może mieć nie tylko naszą twarz, lecz także ciało. Platforma One Body pozwala załadować utworzone wcześniej skany twarzy (np. za pomocą smartfona lub dedykowanego do niego skanera) lub całego ciała (w specjalnych punktach skanowania) i błyskawicznie przekształcić je w animowanego awatara.

– Platforma One Body to platforma pomyślana dla klientów indywidualnych, ale również z grupy e-commerce, która oferuje swoim klientom możliwość załadowania surowych plików będących skanem ludzkiego ciała bądź głowy. Platforma przekształca surowy skan w plik, istnieje możliwość zastosowania animacji na takim ciele. Oferujemy około 45 wymiarów całego ciała, które można dopasować do skanu głowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karolina Pawłowska z Oneasme.

Na rynku pojawiają się rozwiązania, które umożliwiają stworzenie własnego awatara. Przeważnie jednak wykorzystują skan twarzy do stworzenia wirtualnego wizerunku. Platforma One Body idzie krok dalej. Pozwala stworzyć wirtualną postać, która do złudzenia będzie przypominała konkretną osobę – nie tylko z twarzy, lecz także z ciała. Wystarczy tylko zeskanować swoją głowę. Pozwalają na to najnowsze smartfony, gdzie wystarczy specjalna aplikacja i obrócenie telefonu dookoła głowy. Można też skorzystać z profesjonalnych stacjonarnych skanerów.

– Dla naszych awatarów widzimy bardzo szerokie pole zastosowań dla klientów indywidualnych, można ich używać w mediach społecznościowych, można je załadować do gier. Istnieje również możliwość skorzystania z wymiarów, które oferujemy, żeby wygodniej, pewniej dokonywać zakupów odzieży online, poprzez porównanie swoich wymiarów z wymiarami, które oferuje dana firma. Jeżeli chodzi o klientów e-commerce, widzimy zastosowanie w grach komputerowych, ale ten rynek dopiero się otwiera – ocenia Karolina Pawłowska.

Świat e-commerce coraz częściej korzysta z nowych technologii tak, by zakupy online pozwalały na takie same doznania, jak zakupy w rzeczywistym świecie. Dzięki stworzeniu awatara z twarzą użytkownika i wiernie odwzorowanym ciałem, będzie można wirtualnie przymierzyć ubrania i ocenić, czy warto je kupić. Specjalne aplikacje mogłyby pokazać, w których miejscach dane ubranie przylega do ciała, a gdzie się drapuje, czy ocenić, czy dany kolor pasuje do konkretnej osoby. Jednocześnie takie przymierzanie ubrań byłoby znacznie szybsze i wygodniejsze niż podczas tradycyjnych zakupów.

Platforma może też całkowicie odmienić awatary wykorzystywane w grach komputerowych. Dzięki skanowi całego ciała i stworzeniu trójwymiarowej postaci, do gry można wprowadzić postać o wyglądzie konkretnej osoby.

– Liczymy na to, że nasza platforma umożliwi klientom indywidualnym spersonalizowanie swoich bohaterów w grach. Czekamy na reakcję rynku, w zależności od tego, gdzie będzie większe zainteresowanie, tam będziemy się koncentrować – zapowiada Karolina Pawłowska. – Planujemy być gotowi tego lata, można odwiedzić naszą stronę internetową, klient może już dokonać rejestracji i dzięki temu ma obiecanego darmowego awatara – kończy ekspertka.

Ubezpieczyciele chcą zwolnienia z podatku od aktywów. Tylko wtedy będą mogli oferować pracownicze plany kapitałowe

Ubezpieczyciele chcą zwolnienia z podatku od aktywów. Tylko wtedy będą mogli oferować pracownicze plany kapitałowe 10

Kluczem do powodzenia pracowniczych planów kapitałowych jest ich dostępność – przekonuje prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. Mogliby ją zapewnić ubezpieczyciele, którzy mają dobre relacje z pracodawcami, pracownikami i związkami zawodowymi. Nowa ustawa o PPK zakłada co prawda udział ubezpieczycieli w systemie, jednak przy stopie opodatkowania wyższej od limitu kosztów za zarządzanie w umowach PPK i braku zwolnienia z podatku od aktywów ubezpieczyciele będą praktycznie z systemu wykluczeni. Dlatego PIU wnioskuje o zwolnienie z podatku od środków zgromadzonych w PPK oraz nowych umów pracowniczych programów emerytalnych (PPE).

 Ubezpieczyciele mają bardzo ważną rolę do odegrania. Pracownicze plany kapitałowe, żeby odniosły sukces, muszą być powszechne. Znacząca liczba osób musi do nich przystąpić, żeby ten system zabezpieczenia emerytalnego spełniał swoją funkcję. Właśnie ubezpieczyciele, poprzez kontakty z pracodawcami, którym już dzisiaj oferują ubezpieczenia, mogą pełnić funkcję edukacyjną, oferując im PPK. Jednocześnie ubezpieczyciele mają świetne kontakty z pracownikami, pracodawcami i związkami zawodowymi. Dzięki temu będą bardzo istotną częścią systemu oferowania PPK – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Nowa ustawa przewiduje udział ubezpieczycieli w zarządzaniu PPK. Jak jednak podkreśla prezes PIU, przy tym kształcie przepisów udział ubezpieczycieli będzie czysto teoretyczny. Ubezpieczyciele są bowiem obciążeni podatkiem od aktywów, a do podstawy opodatkowania ustawa zalicza wszystkie aktywa, w tym także środki gromadzone w ramach PPK. Stopa opodatkowania jest wyższa od proponowanego limitu kosztów za zarządzanie w umowach PPK, tym samym w porównaniu z TFI i PTE ubezpieczyciele będą mieć wyższe koszty prowadzenia planów.

– Ubezpieczyciele są obciążeni podatkiem od aktywów. To podatek płacony przez instytucje finansowe i wszystkie aktywa ubezpieczycieli podlegają obecnie temu podatkowi. Jeżeli nie będzie on zniesiony w tej części aktywów gromadzonych w ramach PPK i w ramach nowych umów PPE, ubezpieczyciele nie będą mogli faktycznie uczestniczyć w tych programach. Podatek wynosi 0,52 proc., a maksymalna opłata, jaką można pobrać, to 0,5 proc., więc już na samym wejściu ubezpieczyciele traciliby pieniądze, oferując PPK – tłumaczy Prądzyński.

Nowa ustawa o PPK ogranicza też do 0,6 proc. koszty i opłaty pobierane przez ubezpieczycieli przy nowych umowach o prowadzenie PPE. Tym samym zakłady ubezpieczeń nie będą mogły zawierać nowych umów PPE. Obecnie z ponad 1,1 tys. programów PPE blisko 60 proc. prowadzą firmy ubezpieczeniowe. Jeśli ustawa wejdzie w życie w takim kształcie, to wszystkie PPE będą zarządzane przez instytucje, które w przeciwieństwie do ubezpieczycieli nie będą obciążone podatkiem.

Jest oczywiste, że w bardzo krótkim terminie, prawdopodobnie około roku, ubezpieczyciele będą musieli przekształcić dzisiejsze PPE w nowe, ponieważ opłata w tych nowych będzie niższa. Nie można proponować klientowi droższego produktu, jeśli ma możliwość otrzymania tańszego. Jeżeli ubezpieczyciele nie będą zwolnieni z podatku od aktywów w wysokości 0,52 proc., to nie będą mogli oferować nowych programów emerytalnych obciążonych opłatą 0,6 proc. To ekonomicznie nieopłacalne. Dlatego w części nowych PPE również wnioskujemy do Ministerstwa Finansów o zwolnienie ubezpieczycieli z podatku – mówi prezes PIU.

Jak ocenia Prądzyński, ubezpieczyciele mają doświadczenie w zarządzaniu dużymi grupami osób – prowadzą większość PPE, IKE i IKZE, oraz łączeniu różnych produktów. Tak samo mogłyby zrobić w przypadku PPK i dołączyć dodatkowe usługi, np. płacić składki za pracownika w czasie jego choroby.

– Dla młodych ludzi, dla których długoterminowe oszczędzanie emerytalne jest abstrakcyjne, ten element ochronny może mieć bezpośredni, konkretny wymiar. Także zaletą uczestniczenia ubezpieczycieli w tym systemie jest to, że my dorzucamy ochronę ubezpieczeniową do czystego produktu oszczędnościowego – wskazuje Jan Grzegorz Prądzyński.

Prezes PIU podkreśla, że zwolnienie z podatku od aktywów środków gromadzonych w PPK i nowych PPE będzie neutralne z punktu widzenia budżetu państwa.

Kiedy po poradę do radcy prawnego?

Większość z nas dokłada wszelkich starań, by nie mieć problemów z prawem czy też nie musieć korzystać z usług radców prawnych, adwokatów czy notariuszy. Zazwyczaj to się nie udaje i w różnych okolicznościach musimy z pomocy skorzystać. Problem jest tym bardziej dotkliwy, że większość z nas na zawiłościach przepisów po prostu się nie zna, a świadomość, że za nieodpowiednie działania czy też nieterminowe pisma może nas spotkać kara, tym bardziej nie pomaga. Warto więc wiedzieć, do kogo możemy się udać z konkretnym problemem, ponieważ specjalistów od różnych zawirowań prawnych jest naprawdę dużo.

Czym zajmuje się radca prawny?

Niemalże każdy z nas spotkał się z zawodem radcy prawnego. Natomiast większość nie wie tak do końca, czym ten specjalista się zajmuje i co różni go od adwokata. Te dwie profesje mają niemalże ten sam zakres uprawnień i mogą reprezentować klientów w sprawach majątkowych, rodzinnych i ubezpieczeniowych. Zakres działań, jakimi radcy prawni zajmują się, od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku stale ewoluuje od tych związanych bezpośrednio z obsługą przedsiębiorstw państwowych aż do tego, czym obecnie zajmują się adwokaci. Radca prawny w Warszawie może nas bez problemu reprezentować w niemalże każdej sprawie zarówno z zakresu prawa administracyjnego, jak i rodzinnego czy cywilnego. Warto w tym momencie zaznaczyć, że jedynymi sprawami, w których radca prawny nie może nas reprezentować, są te z zakresu postępowań karnych lub karnoskarbowych. Te w dalszym ciągu pozostają w zakresie obowiązków adwokatów.

Możliwość wyboru

Poza sprawami karnymi możemy skorzystać z usług zarówno radców prawnych, jak i adwokatów. W pewien sposób więc te dwie profesje nakładają się na siebie kompetencjami. Co istotne radca prawny może być zatrudniany na podstawie umowy o pracę, udziela porad prawnych, sporządza opinie prawne, opracowuje projekty aktów prawnych oraz występuje przed sądami i urzędami w zakresie prawa cywilnego, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych czy prawa rodzinnego.

Najczęściej z pomocy radcy prawnego korzystamy na przykład w przypadku spraw rozwodowych i związanymi z nim komplikacjami w rodzaju podziału majątku, opieki nad dziećmi czy ustanowieniu alimentów. Poza tym radca doskonale będzie nas reprezentować w sprawach obejmujących spadki i darowizny, odszkodowania i ubezpieczenia, a także spory i roszczenia wobec pracodawcy. Jak widać, jest to większość spraw, z jakimi w życiu się spotykamy. Radcy prawni bardzo często są zatrudnieni na etacie w różnych firmach lub przedsiębiorstwach, ale coraz częściej możemy spotkać się z kancelariami, które udzielają wsparcia zwykłym ludziom. Poza tym coraz częściej radcy zostają ustanowieni z urzędu w różnego rodzaju sprawach – na przykład rozwodowych czy spadkowych.

Radca prawny to nie doradca

Podobne nazwy dla wielu ludzi są mylące. W przeciwieństwie do doradcy radca prawny jest wolnym zawodem, czyli w trakcie wykonywania pracy nie może ulegać żadnym naciskom, a jego praktyka musi być potwierdzona przez edukację. To jest wynikiem na przykład zrzeszenia we własnym samorządzie zawodowym, które dba o najwyższy poziom usług świadczonych przez radców. To one również przeprowadzają egzaminy na trzyletnią aplikację, szkolenia i egzaminy w jej trakcie i egzamin zawodowy, co jest doskonałą bazą praktyczną i teoretyczną do przyszłej pracy.

Jacy pracownicy byli poszukiwani w maju 2018 roku?

W maju br. za pośrednictwem Wyszukiwarki Kandydatów wiadomość od rekrutera otrzymało 43 158 osób posiadających profil zawodowy na GoldenLine. Poszukiwani byli głównie specjaliści z obszarów: IT – rozwój oprogramowania, Inżynieria, Finanse/Ekonomia, Sprzedaż. Po raz pierwszy w tym roku w pierwszej piątce najbardziej poszukiwanych specjalistów znalazły się osoby z obszaru Produkcja. Najwięcej wiadomości rekruterzy wysłali do osób mieszkających w województwie mazowieckim, śląskim, dolnośląskim, małopolskim i wielkopolskim.

Kogo szukali rekruterzy za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów?

W dotarciu do potencjalnych pracowników wspiera pracodawców Wyszukiwarka Kandydatów na GoldenLine. W maju 2018 roku wiadomość od rekrutera z zaproszeniem do procesu rekrutacji otrzymało 43 158 osób posiadających profil zawodowy w serwisie. Jak wynika z analiz GoldenLine, wśród osób, które otrzymały wiadomość od rekrutera, 18% miało zaznaczoną na profilu specjalizację IT – rozwój oprogramowania. Na drugim miejscu uplasowali się kandydaci z zaznaczoną specjalizacją Inżynieria (12%), na trzecim zaś Finanse/Ekonomia (10%). Tuż za podium uplasowały się osoby ze specjalizacją Sprzedaż (10%) i Produkcja (9% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji miało zaznaczoną na profilu tę specjalizację).

Rynek pracownika w obszarze produkcji?

Wyszukiwarka Kandydatów GoldenLine pomaga dotrzeć m.in. do kandydatów pasywnych i często jest wykorzystywana w rekrutacjach w tych branżach, w których panuje tzw. rynek pracownika. O ile od dawna mówi się w tym kontekście o pracownikach IT, to pojawienie się w maju w pierwszej piątce najbardziej poszukiwanych pracowników osób z obszaru Produkcji może wskazywać na nowy trend. Szczegółowa analiza profili zawodowych osób z obszaru Produkcja, które dostały w maju propozycję pracy bezpośrednio od rekrutera, pokazuje kilka zależności. Przede wszystkim poszukiwane były osoby głównie z województwa dolnośląskiego (16%), śląskiego (16%), wielkopolskiego (15%), oraz łódzkiego (12%). Analizując najbardziej popularne umiejętności opisane na profilu można zauważyć, że głównie poszukiwani byli kierownicy odpowiedzialni za optymalizację procesu produkcji. Jednymi z bardziej popularnych umiejętności na profilach były: znajomość praktyk Lean Manufacturing, w tym Kaizen; znajomość narzędzia 5S, stosowanego w Lean Management czy umiejętność zarządzania projektami. Drugą popularną grupą były osoby odpowiedzialne za projektowanie np. maszyn, o czym może świadczyć popularność znajomości oprogramowania Solidworks czy AutoCAD.

Jaki jest wiek poszukiwanych pracowników?

W maju 2018 roku najwięcej ofert otrzymali kandydaci pomiędzy 27. a 36. rokiem życia (55% osób, które otrzymały zaproszenie do procesu rekrutacji, było w tym wieku). 13% zapytanych przez rekrutera osób było w wieku 18 – 26 lat. Co piąta osoba zaproszona bezpośrednio do procesu rekrutacji była między 37 a 44 rokiem życia.

Z jakich województw pochodzą najczęściej poszukiwani pracownicy?

W maju na GoldenLine najwięcej wiadomości od rekrutera otrzymały osoby zamieszkałe w województwie mazowieckim (26%), śląskim (15%), dolnośląskim (13%), małopolskim (11%), wielkopolskim (10%). W dużych miastach jest największe zapotrzebowanie rekrutacyjne –  dokładnie połowa osób, które dostały wiadomość od rekrutera, pochodzi z jednego z 6 miast: 20% osób mieszka w Warszawie, 9% we Wrocławiu, 8% w Krakowie, 6% w Poznaniu, 4% w Łodzi oraz 3% w Katowicach.

Znajomość języków obcych – kogo szukali rekruterzy?

Znajomość języków obcych również jest istotna dla rekruterów. Wśród 43 158 osób, które otrzymały na GoldenLine wiadomość bezpośrednio od pracodawcy, 83% włada językiem angielskim na poziomie podstawowym, dobrym lub biegłym. Innym często występującym językiem jest język niemiecki (zna go 30% użytkowników, którzy otrzymali wiadomość od rekrutera) oraz rosyjski (10% użytkowników). Język francuski zna 7% osób, które dostały zaproszenie do procesu rekrutacji,  zaś 5% zna język hiszpański.

Zwinne rekrutacje z Jobile

W maju 2018 roku za pomocą usługi rekrutacyjnej Jobile rekruterzy szukali głównie kandydatów z obszarów Sprzedaż, IT oraz Finanse. Podstawą usługi rekrutacyjnej Jobile jest realizacja direct search w imieniu klienta. HR Researcher wykonuje direct search spośród ponad 2,6 mln profili zawodowych założonych na GoldenLine oraz przeprowadza selekcję nadesłanych aplikacji. Finalnie pracodawca dostaje dopasowane do oferty aplikacje od kandydatów, którzy nie szukają aktywnie pracy, ale zaproszeni bezpośrednio do rekrutacji podejmują decyzję o włączeniu się w proces.

Jakich pracowników poszukiwali rekruterzy za pośrednictwem ogłoszeń o pracę?

W maju 2018 roku pracodawcy zamieścili w serwisie GoldenLine 4 009 ogłoszeń. Większość z nich została skierowana do kandydatów zamieszkujących województwo mazowieckie (21%), śląskie (13%), dolnośląskie (10%), małopolskie (9%) oraz wielkopolskie (7%).

Jak wynika z analiz GoldenLine, największa liczba ofert dedykowana była osobom pracującym w obszarze Produkcja i objęła 24% wszystkich opublikowanych ogłoszeń. Na kolejnych miejscach znalazły się: Sprzedaż (16%), Obsługa klienta/Call Center (16% wszystkich ofert), Informatyka/Programowanie (10% ofert), Inżynieria/ Elektronika/ Technologia (10%).

W 2017 było prawie 2,5 tys. spraw o dyskryminację i mobbing

Nieustająca emigracja Polaków, a przez to zwiększający się popyt na zagranicznych pracowników wśród przedsiębiorców prowadzących działalność w Polsce przekładają się na większą otwartość na tzw. „imigrantów zarobkowych”. Nie tylko uzupełniają luki na polskim rynku pracy, ale także uświadamiają Polakom liczne braki legislacyjne systemu prawnego oraz braki świadomości prawnej w zakresie prawa pracy, co jest często przyczyną stosowania dyskryminacji i mobbingu w środowisku pracy.

Wzrost liczby pracowników zagranicznych oraz aktualne nastroje społeczne sprawiły, iż dla polskich pracodawców zaktualizował się zapomniany i przez lata marginalizowany na polskim rynku pracy problem dyskryminacji i mobbingu w zatrudnieniu. Do katalogu naruszeń, które występowały dotychczas na polskim rynku, tj. do dyskryminacji ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność czy orientację seksualną dołączyły nowe, dotąd mniej eksponowane – narodowość, rasa, religia czy pochodzenie etniczne. A problem przez ostatnie kilka lat wciąż się nasilał. Świadczy o tym fakt, iż w 2017 roku przed polskimi sądami toczyło się 2449 postępowań o odszkodowanie z tytułu dyskryminacji lub mobbingu.

Mec. Nikodem Multan z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy
Mec. Nikodem Multan z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

Napływ nowej siły roboczej ujawnia nie tylko brak świadomości prawnej w tym temacie wśród pracowników, którzy często nie wiedzą, że zachowania pracodawcy czy kolegów mogą zostać uznane za mobbing i dyskryminację, bądź też nie wiedzą, gdzie mogą zgłosić się, aby walczyć o swoje prawa, ale również ujawnia zagrożenia, jakie brak świadomości pracowników mogą powodować dla samych pracodawców – mówi Mec. Nikodem Multan z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Według szacunków Departamentu Statystyki NBP w 2017 r. na terytorium RP średnio przebywało około 900 tys. obywateli Ukrainy i tylko w tym roku wydano w Polsce ponad 235 tys. zezwoleń na pracę dla obcokrajowców, w tym ponad 192 tys. obywatelom Ukrainy. Dla porównania w 2010 r. wydano 37 tysięcy zezwoleń, z czego zezwolenia wydane obywatelom Ukrainy wyniosły 13 tysięcy.[1] Zarobku w Polsce szukają również Białorusini, Nepalczycy, mieszkańcy Indii czy Bangladeszu. Niestety do migrantów mniej entuzjastycznie nastawieni są sami Polacy. Zgodnie z badaniami CBOS z początku 2018 r. 40% Polaków swoje odczucia do obywateli Ukrainy określiło jako „niechętne”, 32% niechęcią darzy również obywateli Białorusi, a 62% przybyszów z krajów określanych jako arabskie[2].

DYSKRYMINACJA A MOBBING

Pracodawcy nie potrafią rozróżniać dyskryminacji od mobbingu, a są to różne zjawiska i odpowiedzialność odszkodowawcza jest inna. O dyskryminacji mówimy, jeśli sytuację można opisać jako nieuzasadnione, nierówne traktowanie ze względu na konkretną cechę danej osoby. Natomiast do mobbingu dochodzi, gdy negatywne długotrwałe i uporczywe zachowania lub działania przełożonego, współpracownika czy podwładnego mające na celu bądź skutkujące poniżeniem lub ośmieszeniem pracownika są skierowane przeciwko jakiejś osobie bez względu na tę cechę lub cechy. Dodatkowo pracodawcy nie wiedzą, iż mają prawny obowiązek, nałożony przepisami kodeksu pracy, przeciwdziałania dyskryminacji w zatrudnieniu oraz mobbingowi.

Patrycja Ignaszak z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy
Patrycja Ignaszak z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

Każdy pracodawca powinien nie tylko szkolić swoich pracowników, ale również stworzyć odpowiednie procedury chroniące ich nie tylko przed pracodawcą, ale również przed innymi pracownikami. W każdym przedsiębiorstwie należy wprowadzać polityki antydyskryminacyjne oraz antymobbingowe. Dzięki temu większa świadomość prawna pracownika gwarantuje większe bezpieczeństwo pracodawcy. Dodatkowo niewielu pracodawców zdaje sobie sprawę z tego, iż w przypadku oskarżenia o dyskryminację przez pracownika to oni muszą udowodnić, że do dyskryminacji nie doszło, oraz że dołożyli wszelkich starań, aby zapobiec niechcianym działaniom – dodaje Patrycja Ignaszak z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Zarówno pracownicy, jak i pracodawcy rzadko mają świadomość, że odszkodowanie za mobbing, które jest należne pracownikowi nie posiada górnej granicy, do której sąd może je zasądzić. Dlatego skuteczne wykazanie przez pracownika naruszeń przepisów o dyskryminacji czy mobbingu może stanowić dla pracodawcy nie tylko problem wizerunkowy, ale również realne zagrożenie ekonomiczne.

Zmieniający się rynek pracy w Polsce, za sprawą napływu emigrantów zarobkowych, wymusza zwrócenie uwagi na jakość środowiska pracy. Przejrzyste i wykorzystywane w praktyce instrumenty prawa dotyczące dyskryminacji i mobbingu przekładają się na polepszenie warunków pracy w Polsce, a więc i jej lepszą renomę na świecie, dzięki której chętniej zatrudnienia szukać będą obywatele innych krajów.

[1] https://www.nbp.pl/aktualnosci/wiadomosci_2018/obywatele-Ukrainy-pracujacy-w-Polsce-raport.pdf

[2] https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2018/K_037_18.PDF

Pracodawcy RP: Zmiany w podatkach od leasingu samochodów wymagają zastanowienia

Minister Finansów zapowiedziała wprowadzenie uproszczeń w prawie podatkowym. Porządki w podatku VAT, obniżenie stawki CIT, ulga na innowacje – to na pewno rozwiązania korzystne dla przedsiębiorców. Ale czy ograniczenia w zaliczaniu leasingu samochodów do kosztów uzyskania przychodów – to na pewno uproszczenie?

Minister Finansów w wywiadzie prasowym przedstawiła szereg propozycji zmian legislacyjnych, których celem jest wprowadzenie uproszczeń dla wszystkich podatników. Oprócz zmian w podatku VAT i CIT ograniczona ma zostać zbędna biurokracja.

O ile wobec większości tych pomysłów trudno formułować jakiekolwiek zastrzeżenia, tak zmiany w rozliczeniach kosztów związanych z leasingiem operacyjnym samochodów osobowych wzbudzają już poważne wątpliwości przedsiębiorców.

Obecnie leasingobiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów wszelkie opłaty ustalone w umowie leasingu, czyli przede wszystkim raty leasingowe i odsetki. Leasingobiorca ma prawo odliczyć od przychodu również koszty użytkowania samochodu w postaci wydatków na paliwo bądź naprawy. Limit odpisów amortyzacyjnych zaliczanych do KUP wynosi dzisiaj 20 tys. euro bez względu na to, czy pojazd wykorzystywany jest wyłącznie w ramach działalności, czy do celów mieszanych.

Natomiast z zapowiedzi Minister Finansów wynika, że co prawda resort chce zwiększyć limit odpisów amortyzacyjnych do 150 tys. zł, to jednocześnie planuje na takim samym poziomie ustanowić limit kosztów leasingu operacyjnego w rozliczeniach podatnika. Dzisiaj takie ograniczenie nie obowiązuje.

Ponadto w odniesieniu do samochodów wykorzystywanych do celów mieszanych resort planuje ograniczyć do 50 proc. zarówno limit odpisów amortyzacyjnych, jak i wydatków ponoszonych w związku z eksploatacją pojazdu. W praktyce wprowadzenie takich zmian będzie dla wielu przedsiębiorców oznaczało wzrost obciążeń publicznoprawnych. Trzeba zaznaczyć, że nie znamy jeszcze kształtu przepisów, które zapowiedziane zmiany wprowadzą. Należy mieć nadzieję, że Ministerstwo Finansów przeanalizuje podnoszone przez przedsiębiorców wątpliwości i ukształtuje przepisy w taki sposób, aby rzeczywiście uprościć system podatkowy i ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej. Resort finansów musi mieć również na uwadze, że największe oczekiwania podatników dotyczą jednak przede wszystkim takich zmian, które wreszcie spowodują, że polski system podatkowy stanie się spójny i sprawiedliwy. Ograniczanie biurokracji jest oczywiście istotne z punktu widzenia przedsiębiorców, jednak to brak pewności prawa jest największą barierą w prowadzeniu i rozwijaniu działalności.

Jaka firma jest idealnym kandydatem do bankructwa

  • Najczęstsze powody bankructw firm to błędna ocena rynku, ostra konkurencja, nietrafiony produkt czy przeinwestowanie.
  • Jednak nawet jeśli przedsiębiorca sam nie popełnił błędów, może zbankrutować przez zatory płatnicze.
  • Firma mająca dostęp do finansowania pomostowego staje się bezpieczniejsza i bardziej odporna na ryzyko bankructwa.

Początkująca firma często popełnia wszystkie błędy, które tylko są możliwe do zrobienia. Brak doświadczenia prowadzi do niewystarczającego lub błędnego rozpoznania rynku i przygotowania produktu, którego nikt nie potrzebuje. Czasem dzieje się tak dlatego, że produkt czy usługa są po prostu za drogie. Nieumiejętność konkurowania ceną i/lub jakością na rynku, na którym podobne możliwości czy oferty są już dostępne jest kolejną receptą na bankructwo. O ile niektóre lekcje początkujący, ale dobrze przygotowany przedsiębiorca może odrobić, np. przeanalizować rynek i konkurencję, o tyle regularnych płatności faktur na tydzień czy dwa od ich wystawienia zaplanować się nie da. Przedsiębiorcy, którzy rozpoczynając działalności tak właśnie zakładają zderzają się ze specyficzną cecha polskiej gospodarki, która opiera się na odroczonej płatności.

Pułapka na przedsiębiorcę – każdego dnia upadają trzy firmy

Przeciętne opóźnienia płatności wynoszą już średnio 62,5 dni i rosną*. Do opóźnień w płatnościach dochodzą w dodatku zatory płatnicze – to główna przyczyna upadków firm. W 2017 roku ogłoszono ich 900, czyli nie licząc świąt codziennie upadały trzy firmy (dane Monitor Sądowy i Gospodarczy). Jak wynika z analiz i obliczeń Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej odsetek przeterminowanych należności obecnie wynosi 22,3 procent, a pomiędzy 11 a 13% faktur jest płaconych 120 (lub więcej) dni po terminie określonym na dokumencie. To oznacza, że na każde 10 000 złotych na fakturze wystawionej przez statystyczną polską firmę, 2230 zł nie wpłynęło na jej konto wcale lub wpłynęło z opóźnieniem.

– Pułapka polegająca na zamrożeniu znacznych ilości pieniędzy w fakturach jest realna i bardzo groźna. Nieumiejętność zapewnienia firmie elastycznego finansowania niemal automatycznie stawia ją w gronie kandydatów do bankructwa. Takie są krajowe realia, a zatory płatnicze są codziennością w polskiej gospodarce. Przedsiębiorcy, którzy umieją to przewidywać i działają zanim firma jest na skraju bankructwa mogą spać spokojnie, finansowanie pomostowe pozwala przeczekać zatory – mówi Joanna Rembelska, Dyrektor ds. Ryzyka w eFaktor.

Finansowe sprzężenie zwrotne

Groźnych skutków zatorów płatniczych obawia się większość menadżerów z małych i średnich przedsiębiorstw, bo w tym sektorze jest to szczególnie zabójcze dla firm. Wiele z nich musi ograniczyć swój rozwój, inwestycje i ekspansję, te w najtrudniejszej sytuacji i bez finansowej poduszki powiększają grono bankrutów.

– Analiza sytuacji przedsiębiorstwa zgłaszającego się do nas po finansowanie pomostowe, a także nasze wieloletnie doświadczenie wynikające z rozmów z setkami przedsiębiorców pozwala nam precyzyjnie ocenić sytuację firmy. To działa jak sprzężenie zwrotne: firma, która otrzymuje od nas finansowanie w postaci faktoringu, dostaje tym samym potwierdzenie, że jej finanse są zdrowe. Patrząc z drugiej zaś strony firma mając dostęp do udzielonego przez nas finansowania staje się tym samym jeszcze bezpieczniejsza i bardziej odporna na ryzyko bankructwa – ocenia Joanna Rembelska, z eFaktor.

W ujęciu miesięcznym w kwietniu produkcja przemysłowa spadła o 6,8 proc, z punktu widzenia wielu polskich firm w obecnej sytuacji rośnie ich ekspozycja na ryzyko, a nie dochody, gdyż zwiększaniu się obrotów niekoniecznie towarzyszy wzrost zysku – rosną bowiem koszty pracy oraz surowców.

*Badanie płatności w Polsce przeprowadzone przez Coface w grudniu 2017 r

Zmiany w przedawnieniu roszczeń

Skrócenie ogólnych okresów przedawnienia roszczeń – to główny cel rządowego projektu zmian w Kodeksie cywilnym, nad którym trwają prace Sejmu.

W myśl obecnie obowiązującego art. 118 Kodeksu cywilnego termin przedawnienia wynosi 10 lat, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – 3 lata. Rządowy projekt zmian w Kodeksie cywilnym przewiduje skrócenie ogólnego terminu przedawnienia. Skrócenie okresów przedawnienia ma zmusić wierzycieli do szybszego prowadzenia procesów windykacyjnych.

Zmiana ogólnych terminów przedawnienia

Rządowa nowelizacja Kodeksu cywilnego oraz niektórych innych ustaw, nad którą trwają prace Sejmu, przewiduje zmianę art. 118 Kodeksu cywilnego i wprowadzenie krótszego ogólnego terminu przedawnienia. W myśl zmienionych przepisów ogólny termin przedawnienia będzie wynosił 6 lat, a dla roszczeń o świadczenia okresowe i roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej przepisy mają pozostać niezmienione, zatem termin przedawnienia będzie wynosić 3 lata.

Inaczej będzie także liczony upływ terminu przedawnienia. Koniec terminu przedawnienia będzie przypadał na ostatni dzień roku kalendarzowego, chyba że termin przedawnienia będzie krótszy niż 2 lata.

Odrębne reguły przedawnienia w sprawach konsumentów

Inne reguły przedawnienia będą dotyczyły konsumentów. Będą one uregulowane przepisami szczególnymi w stosunku do ogólnych reguł przedawnienia.

Sąd będzie mógł w wyjątkowych wypadkach nie uwzględnić upływu terminu przedawnienia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi, jeżeli wymagają tego względy słuszności. „W takim wypadku sąd będzie brał pod uwagę:

  • długość terminu przedawnienia;
  • długość okresu od upływu terminu przedawnienia do chwili dochodzenia roszczenia;
  • charakter okoliczności, które spowodowały niedochodzenie roszczenia przez uprawnionego.”

W myśl zmienionych przepisów roszczenie stwierdzone prawomocnym wyrokiem sądu, sądu polubownego lub ugodą zatwierdzoną przez sąd będzie przedawniać się z upływem 6 lat, a w przypadku roszczenia okresowego lub roszczenia o świadczenia okresowe należne w przyszłości – z upływem 3 lat.

Nowelizacja zakłada, że roszczenie o usunięcie wady lub wymianę rzeczy sprzedanej na wolną od wad przedawnia się z upływem roku, licząc od dnia stwierdzenia wady. Do roszczeń, które powstaną przed wejściem w życie omawianej nowelizacji, stosowane będą przepisy nowelizacji. W przypadku gdy termin przedawnienia jest krótszy niż według przepisów dotychczasowych, bieg terminu przedawnienia będzie rozpoczynał się z dniem wejścia w życie nowelizacji.

Omawiana nowelizacja przewiduje również zmiany w zakresie egzekucji oraz w procedurze cywilnej.

Większość przepisów omawianej nowelizacji wejdzie w życie po upływie 30 dni od dnia jej opublikowania w Dzienniku Ustaw.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

FOMC podniesie stopy. Słabe dane z Europy

Federalny Komitet Otwartego Rynku wedle wszelkich przewidywań podniesie dzisiaj stopy procentowe. Słabsze dane z niemieckich indeksów koniunktury.

Posiedzenie FOMC

FOMC to skrót od angielskiej nazwy Fedederalnego Komitetu Otwartego Rynku. Jest to gremium, w ramach Rezerwy Federalne, które podejmie dzisiaj decyzję w sprawie stóp procentowych w USA. Dlaczego to posiedzenie jest takie ważne? Po pierwsze dlatego, że jest niemal pewne, że dojdzie do wzrostu stóp procentowych. Po drugie dlatego, że dalej rośnie różnica pomiędzy gospodarkami po obu stronach Atlantyku. Amerykanie wychodzą z kryzysu znacznie szybciej, normalizują politykę monetarną i wracają do normy. W Europie natomiast wciąż mamy ujemne stopy procentowe, a Europejski Bank Centralny skupuje papiery dłuższe utrzymując w ryzach rentowność obligacji południa kontynentu. To właśnie dlatego uwaga inwestorów przenosi się coraz bardziej za ocean. Z jednej strony gospodarka USA radzi sobie wyraźnie lepiej niż europejska, z drugiej strony wyższe stopy procentowe przekładają się na wyższe stopy zwrotu z bezpiecznych inwestycji. Jaki wpływ na rynki będzie mieć dzisiejsze posiedzenie? W krótkim okresie najprawdopodobniej niewielki, gdyż większość tych zmian jest już uwzględnionych w cenach patrząc chociażby na notowania kontraktów terminowych na stopę procentową. W długim okresie powinien być to jednak kolejny impuls umacniający dolara względem walut europejskich.

Słabszy sygnał z Niemiec

Jakby sama sytuacja ze stopami procentowymi nie ciążyła Europie wystarczająco mocno nadeszły jeszcze słabsze dane z głównej gospodarki eurolandu. Indeks instytutu ZEW obrazujący nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych w sprawie sytuacji gospodarczej Niemiec miał wynik -16,1 pkt. Był gorszy od oczekiwanych -13 pkt. Co oznacza ujemny rezultat. Oznacza to, że osoby te widzą więcej szans na pogorszenie sytuacji niż na jej poprawę w przyszłości. Rynki na razie nie reagują zbyt silnie na tą informację czekając na jutrzejsze wystąpienie Mario Draghiego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:30 – Wielka Brytania – inflacja konsumencka,
  • 16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
  • 20:00 – USA – posiedzenie FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wakacje dodatkowo rozgrzeją rynek pracy

Od początku roku widać bardzo silny popyt na rynku pracy, ale i piętrzące się trudności. Bezrobocie jest na historycznie niskich poziomach, firmy stworzyły o 1/7 więcej ofert zatrudnienia niż przed rokiem. Jednocześnie liczba nieobsadzonych miejsc pracy przekroczyła granicę 150 tys. W takich warunkach rozpoczyna się tegoroczny okres prac sezonowych, który dla wielu przedsiębiorstw będzie czasem nie tylko większej aktywności rynkowej, ale także trudnych poszukiwań kandydatów. Oznacza to większą rywalizację o kadry, co widać w najnowszych danych Work Service. W czasie nadchodzących wakacji będą rekrutować także firmy niekojarzone z sezonem letnim, a średnie stawki godzinowe będą kształtować się w przedziale między 15 a 20 zł brutto.

Już pierwsze miesiące tego roku wskazywały na bardzo pozytywne trendy na rynku pracy. Z ostatnich danych GUS wynika, że w I kwartale tego roku powstało ponad 258 tysięcy nowych miejsc pracy, co stanowiło wynik o przeszło 14% wyższy niż przed rokiem. W takich warunkach rynek wchodzi obecnie w sezon prac wakacyjnych. Czerwiec to czas intensywnych poszukiwań kandydatów do prac sezonowych w wielu sektorach gospodarki, m.in. w hotelarstwie, gastronomii oraz w budownictwie i rolnictwie. Na wzmożone zapotrzebowanie na pracowników wpływa zarówno aura, jak i okres urlopowy. Co ciekawe, w tym roku większe plany rekrutacyjne występują również w handlu, produkcji, magazynach i pracach biurowych.

Biorąc pod uwagę, że stopa bezrobocia niedługo spadnie poniżej 6%, a w gospodarce lawinowo rośnie pula wakatów, firmy muszą zmieniać dotychczasowe strategie rekrutacyjne. Co roku sezon wakacyjny jest związany z napływem na rynek dodatkowej puli młodych pracowników, którzy na co dzień nie są aktywni zawodowo, bo się uczą. W tym roku wiele firm z sektorów potocznie niekojarzonych z pracą w okresie letnim, będzie chciało wykorzystać tę okazję próbując przyciągnąć do siebie sezonowych kandydatów. Jest to związane z jednej strony z potrzebą wypełnienia bieżących wakatów, ale także podjęciem pracy na zastępstwo za osoby, które udadzą się na urlopy – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz Work Service S.A.Wakacje dodatkowo rozgrzeją rynek pracy

Stawki nawet powyżej 20 zł

Tegoroczne średnie wynagrodzenia przy pracach wakacyjnych zaczynają się od poziomów 15 zł brutto za godzinę. Jest to wskazanie wyższe niż płaca minimalna, choć na niektórych stanowiskach i w części regionów Polski nadal można znaleźć stawki na poziomie 13,7 zł brutto za godzinę. Występują one m.in. na stanowiskach kasjera lub pakowacza, choć i przy tych zajęciach proponowane zarobki potrafią być wyraźnie wyższe. Najwyższe wynagrodzenia można znaleźć przy pracach w administracji i biurze, gdzie kandydaci mogą liczyć nawet na 25 zł brutto za godzinę. Konsultanci call center mogą zarobić od 14 do 23 zł za godzinę, a w zależności od regionu stawki na produkcji sięgają od 14 do 22,5 zł za godzinę pracy.

Wpływ na tegoroczne płace wakacyjne mają zarówno presja płacowa po stronie kandydatów, jak i zmiany w minimalnej stawce godzinowej. Jest to o tyle kluczowe, że większość osób podejmujących krótkotrwałą pracę w pierwszej kolejności patrzy na poziomy wynagrodzeń i to one stanowią główny argument przy wyborze oferty. Jednak w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się dodatkowe benefity ze strony pracodawców. Dlatego w ogłoszeniach coraz częściej zamieszczane są informacje o pełnym lub częściowym dofinansowaniu do zakwaterowania lub transportu do miejsca pracy. Część firm prowadzi też akcje rekrutacyjne skierowane do grup znajomych, którzy później mogą pracować razem w zespołach na jednej zmianie – dodaje Andrzej Kubisiak

Polska zatorami stoi – opóźnione płatności główną bolączką firm

Andrzej Malarczyk_Aforti Factor
Artur Malarczyk, Dyrektor Analiz i Ryzyka Faktoringowego Aforti Factor / Grupa AFORTI

Najwyższy od 9 lat Indeks Należności Przedsiębiorstw (INP) i jednocześnie najlepszy od 6 lat – sięgający 4,6 proc. – wzrost gospodarczy paradoksalnie stoją w opozycji do dyscypliny płatniczej rodzimych firm. Mimo dobrej koniunktury, destrukcyjne wręcz praktyki – zwłaszcza dla firm z sektora MSP – nierzadko niosą za sobą falę upadłości, a w najlepszym przypadku skutkują finansowymi zatorami na kolejnych poziomach firmowych zależności. Z danych Tax Care wynika, że w Polsce jest wystawianych rocznie ok. 1,5 mld faktur. Jaki odsetek z nich nie zostaje nigdy zapłacony lub płatność realizowana jest znacząco po terminie?

Tylko w 2017 roku – jak wynika z danych wywiadowni gospodarczej Euler Hermes – niemal 900 polskich firm zbankrutowało z powodu zatorów płatniczych, a jedynie w I połowie 2017 roku ponad 400 walczyło o przetrwanie w postępowaniach upadłościowych i restrukturyzacyjnych. To najgorszy wynik od 2012 roku. Według danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych oraz Forum Obywatelskiego Rozwoju już ponad 80 proc. przedsiębiorstw sygnalizuje problem z opóźnionymi płatnościami, które hamują rozwój więcej niż jednej czwartej przedsiębiorstw w Polsce.

Niewątpliwie zatory płatnicze najdotkliwiej odczuwają mikro- oraz małe i średnie przedsiębiorstwa, które przez opóźnienia nie mogą się rozwijać czy inwestować, ale często przenoszą też powstałe opóźnienia w spłacie na swoich dostawców. Nie dziwi zatem fakt, iż problem zatorów płatniczych jest jednym
z najistotniejszych i najbardziej dotkliwych kwestii, zgłaszanych przez polskie firmy mimo, że Indeks Należności Przedsiębiorstw (INP) określający terminowość spłat jest najwyższy od 9 lat.

Z czego wynikają problemy firm, skutkujące zatorami płatniczymi? Według ekspertów Aforti Factor, firmy świadczącej usługi faktoringowe dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, największymi utrudnieniami w prowadzeniu dochodowego biznesu są:

  • wzrost kosztów działalności, m.in. poprzez wyższe koszty pracy i trudności z pozyskaniem wykwalifikowanej kadry
  • coraz dłuższe terminy płatności faktur, będące wynikiem konkurencji między firmami
  • wprowadzony od lipca 2018 roku mechanizm podzielnej płatności VAT utrudni im bieżące finansowanie tym podatkiem,
  • wzrost cen paliw

Co istotne – problem zatorów płatniczych najdotkliwiej odczuwają firmy usługowe, a w nieco mniejszym stopniu firmy produkcyjne o wysokim stopniu zautomatyzowania produkcji.

Jak uchronić się zatem przed zatorami i czy w ogóle jest to możliwe? Praktyka – a co więcej dobra sytuacja rynkowa – pokazuje, że problem można co najwyżej minimalizować, ale nie usunąć. Żeby ograniczyć ryzyko wystąpienia zatorów płatniczych przedsiębiorcy powinni:

  • prowadzić weryfikację i monitoring swoich kontrahentów
  • wdrożyć monitoring spływu należności
  • dbać o to, by cykl rotacji należności był krótszy niż cykl rotacji zobowiązań
  • wspierać się takimi rozwiązaniami, jak ubezpieczanie należności czy korzystać z dostępnych
    na rynku zabezpieczeń transakcji handlowych
  • korzystać z usług faktoringowych, dzięki którym nie tylko mają zapewnione finansowanie faktur zaraz po ich wystawieniu, ale otrzymują również dodatkowe wsparcie w kontroli swoich należności i ocenie kontrahentów

O ile samodzielna weryfikacja partnerów biznesowych czy rozbudowa wewnętrznych działów windykacji lub monitoringu może okazać się dla firmy zadaniem trudnym operacyjnie i kosztownym, o tyle faktoring może być dla firmy rozwiązaniem optymalnym i kompleksowym. Przy wyborze firmy faktoringowej warto jednak zwrócić uwagę na koszty dodatkowe, które nie zostały ujęte w podstawowych prowizjach oraz sprawdzić czy dana firma faktoringowa posiada wyspecjalizowany odrębny podmiot, który w razie narastających problemów zaoferuje przedsiębiorstwu dodatkowe wsparcie w czynnościach windykacyjnych oraz obsłudze prawnej.

Przedsiębiorcy w walce z zatorami płatniczymi mogą również liczyć na rozwiązania zgłaszane m.in. przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, które opublikowało już „Zieloną Księgę” z propozycjami rozwiązań problemu zatorów płatniczych. Z pomocą przychodzą także Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Finansów. W ramach swoich uprawnień będą mogły dyscyplinować nierzetelnych kontrahentów po wdrożeniu projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw, w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym. Zakłada on m.in. to, że przedsiębiorstwo, które w ciągu 120 dni od terminu wyznaczonego w umowie lub na fakturze nie otrzyma płatności oraz w tym czasie nie sprzeda wierzytelności, będzie miała możliwość pomniejszenia podstawy opodatkowania o zaległą kwotę. Dzięki temu przedsiębiorca nie będzie zobowiązany do zapłaty podatku dochodowego od faktury, która nie została opłacona, a która dotychczas traktowana była jako przychód. Natomiast niesolidny kontrahent nie będzie mógł wliczyć w koszty nieopłaconej faktury, a dodatkowo będzie musiał zwiększyć swoją podstawę opodatkowania i tym samym zapłacić wyższy podatek dochodowy.

Problem zatorów płatniczych jest nieodłącznym elementem ryzyka prowadzenia działalności gospodarczej i trudno w sposób racjonalny mówić o jego wyeliminowaniu, ponieważ za jego powstaniem stoi nie tylko sytuacja ekonomiczno-finansowa firm, ale w dużej mierze morale i brak dyscypliny płatniczej. Stąd tak ważne jest wsparcie i walka Państwa ze skutkami zatorów płatniczych, ale również wykorzystywanie dostępnych na rynku rozwiązań ograniczających ryzyko ich wystąpienia.

Do 2040 roku praca dostosuje się do nas

W przyszłości ludzie będą pracować w bardziej elastyczny sposób, decydując o tym gdzie, kiedy i jak długo chcą wykonywać służbowe obowiązki. Wszystko zgodnie z aktualnym samopoczuciem pracownika. W miejscu pracy dostępne będą rozwiązania odpowiadające zmieniającym się potrzebom np. dostosowane do nastroju oświetlenie czy usługi z zakresu zdrowego żywienia. Eksperci CBRE, organizatora konkursu OFFICE SUPERSTAR 2018, wskazują 5 trendów biurowych opartych na strategii dbania o dobrą kondycję pracowników, na które już teraz powinni zwrócić uwagę pracodawcy.

Zwiększone zainteresowanie dbałością o dobre samopoczucie w miejscu pracy to pochodna aktualnych trendów demograficzno-społecznych. Jednym z nich jest wzrost średniej długości życia, który powoduje, że w biurze należy pogodzić potrzeby różnych pokoleń. Rośnie również społeczna świadomość. Zatrudnieni dążą do obniżenia stresu i zachowania równowagi między życiem zawodowym a osobistym, przez co te dwa światy zaczynają się coraz bardziej przenikać. Firmy mają jeszcze około dwudziestu lat na dopasowanie się do tego trendu, bo właśnie wtedy granica między domem a pracą się zatrze. W konkursie OFFICE SUPERSTAR poszukujemy i wyróżniamy te organizacje, które wyprzedzają epokę i już teraz uznają biuro za coś więcej niż tylko miejsce pracy – mówi Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor, Advisory & Transaction Services, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE.

Trend 1: Swoboda

Brak sztywnego harmonogramu pracy i biuro stanowiące przestrzeń do wymiany myśli
oraz wspólnych spotkań – to właśnie podstawy idei wellness. Jeżeli tylko pracownicy są w stanie dobrze współpracować z pozostałymi członkami zespołu, powinni sami zarządzać swoim czasem. A jak już dotrą do biura, warto zadbać o to, aby oprócz komfortowego miejsca do pracy, mieli również przestrzeń do relaksu lub wymiany myśli ze współpracownikami. Podstawową zaletą takiego podejścia jest możliwość wspólnej pracy ludzi rozproszonych po całym świecie. Jest to trend rosnący, bowiem coraz częściej zespoły projektowe składają się z pracowników z różnych lokalizacji.

Trend 2: Dbanie o starsze generacje pracowników

Prognozy Głównego Urzędu Statystycznego zakładają, że już w 2050 roku w Polsce zabraknie nawet 10,5 mln pracowników w wieku produkcyjnym, niezbędnych do utrzymania aktualnego stosunku do osób w wieku emerytalnym. A to oznacza, że w interesie pracodawców jest budowanie programów zachęcających do pozostawania aktywnym zawodowo jak najdłużej. Ten trend również wpisuje się w strategię wellness. Warto postawić m.in. na większą elastyczność oraz szeroką gamę niekonwencjonalnych metod organizacji pracy. Umowy mogą precyzować liczbę godzin na rok, ale sposób ich przepracowania powinien już zależeć od samego pracownika – byle udało się dotrzymać terminów oraz uniknąć zatorów.

Trend 3: Zdrowy tryb życia

W interesie pracodawców jest troszczenie się o zdrowie swoich pracowników – dzięki temu m.in. obniża się wskaźnik absencji. Dlatego właśnie nowoczesne biura są projektowane w taki sposób, aby zachęcać do dbania o siebie. Pomysły są różne: od zapewnienia dostępu do porad dietetycznych w miejscu pracy, programów zachęcających do ćwiczeń, zdrowych przekąsek dostępnych w dystrybutorach z żywnością, siłowni w siedzibie firmy, po zajęcia gimnastyczne w przerwie obiadowej.

Coraz więcej biur jest tak projektowanych, aby spełniać założenia strategii wellness. Dbanie o zatrudnionych przyczynia się do poprawy ich stanu zdrowia, zwiększenia wydajności i poprawy produktywności. W dodatku „zdrowe” biuro to świetna karta przetargowa, w rynkowej rywalizacji o przyciągnięcie lub zatrzymanie najlepszych pracowników – podkreśla Kamil Tyszkiewicz.

Trend 4: Obniżenie poziomu stresu

Zakład Ubezpieczeń Społecznych podał, że w 2017 roku Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich 229 mln dni, a stres był drugą najczęstszą przyczyną nieobecności. Ponadto, z sondażu CBRE wynika, że aż 79% pracowników uważa swoje starania
o wypracowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym za stresujące. Dlatego firmy, działając zgodnie ze strategią wellness, powinny pomóc pracownikom w obniżeniu poziomu stresu. Do możliwych rozwiązań należy m.in. oferowanie elastyczności w zakresie wyboru czasu i miejsca pracy czy zaaranżowanie stref relaksu.

Trend 5: Indywidualne podejście

Każdy pracownik ma inne potrzeby – czego innego oczekuje młody rodzic, a czego innego student, który godzi pracę z nauką. Dlatego firmy powinny podejść do tych osób indywidualnie. I to nie tylko w zakresie elastyczności godzin pracy. Można m.in. podejmować decyzje dotyczące przydzielania miejsc pracy w oparciu o liczbę godzin spędzanych w biurze (a nie pozycję w hierarchii organizacji) czy udostępniać stanowiska pracy przy oknach tym, którzy spędzają najwięcej czasu przy biurkach.